Działania „Imperium ZŁĄ” na przykładzie Japonii i azjatyckich Tygrysów. Jak to grozi nam.

„Idea podbija świat”, Kalergi. Działania „Imperium ZŁĄ” na przykładzie Japonii i azjatyckich Tygrysów.

Zabójstwo Shinze Abe. Stany Zjednoczone Europy i Liga Narodów.

Cynthia Chung.

Faszystowskie korzenie „Stanów Zjednoczonych Europy”

Pytanie brzmi: czy Niemcy i Japonia są na tyle głupie, by popełnić ten sam błąd dwa razy?

https://thesaker.is/why-shinzo-abe-was-assassinated-towards-a-united-states-of-europe-and-a-league-of-nations/

Sytuacja w jakiej znalazła się Japonia nie zaskakuje, ale prace nad tym trwały przez ostatnie 50 lat, jako jedno z założeń polityki Komisji Trójstronnej (choć nie ograniczają się tylko do tej instytucji). Wizja Ligi Narodów znajdowała się na liście życzeń tych, którzy rozpoczęli I wojnę światową, w nadziei na to, że świat zaakceptuje jeden ponad-narodowy  rząd w służbie imperium. Wielki Kryzys był kolejną próbę wdrożenia w życie wizji Ligi Narodów, drogą powołania „narodowej” odmiany socjalizmu we Włoszech i Niemczech (co nie byłoby możliwe bez kryzysu gospodarczego). To właśnie zapoczątkowało drugą wojnę światową, jako desperacką próbę siłowego wdrożenia takiej wizji na całym świecie.

Zawsze chodziło o to samo czyli o stworzenie organizacji kontrolującej świat, a ci, którzy nazywali siebie demokratami, często zasiadali przy tym samym stole z realizatorami takiej wizji.

 Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi, ojciec paneuropeizmu (któremu zdarzyło się być również zwolennikiem faszyzmu), w swojej autobiografii „A Crusade for Pan-Europe” z 1943 r, tak napisał:

„Antyfaszyści nienawidzili Hitlera (…), a jednak (…) utorowali mu drogę do sukcesów. Tym antyfaszystom udało się przekształcić Mussoliniego, największego wroga Hitlera w latach 1933 i 1934, w najsilniejszego sojusznika Hitlera. Nie winię włoskich i hiszpańskich antyfaszystów za odważną i uzasadnioną walkę z ich bezwzględnymi przeciwnikami  politycznymi. Winię demokratycznych polityków, zwłaszcza we Francji… za to, że tak długo  traktowali  Mussoliniego jako sojusznika Hitlera, aż nim się rzeczywiście stał.”

Według Kalergiego i wielu innych przedstawicieli „elit” o podobnym rodowodzie, perspektywa faszystowskich, paneuropejskich rządów była nieuchronna, a Kalergi wyrażał   wyraźną pogardę dla antyfaszystowskiego i demokratycznego oporu wobec tej „nieuchronności”. Z punktu widzenia Kalergiego, właśnie z powodu antyfaszystowskiego i demokratycznego oporu wobec  „pokojowego” przejścia do faszyzmu, doprowadzili oni do  sytuacji, w której faszyzm musiał zostać im narzucony przy użyciu brutalnej siły.

W oczach Kalergiego była to tragedia, której można było uniknąć, gdyby te kraje po prostu zaakceptowały faszyzm na „demokratycznych” warunkach.

Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi tak napisał w swojej autobiografii „Idea podbija świat”:

„Wykorzystanie masowej hipnozy do celów propagandowych jest najbardziej skuteczne w czasach kryzysu. W momencie, gdy narodowy socjalizm ubiegał się o władzę, miliony Niemców były całkowicie pozbawione stabilizacji życiowej.  Klasa średnia została zredukowana do poziomu proletariatu, a proletariat został bez pracy. Trzecia Rzesza była  ostatnią nadzieją dla opuszczonych, dla tych, którzy stracili swój status społeczny, dla tych pozbawionych gruntu pod stopami ludzi, szukających nadziei na życie, które straciło sens…Ekonomiczne tło ruchu hitlerowskiego staje się oczywiste, gdy przypomnimy sobie, że obie rewolucje Hitlera zbiegły się z dwoma wielkimi kryzysami gospodarczymi Niemiec: inflacją z 1923 roku i recesją z początku lat trzydziestych, z falami bezrobocia. W ciągu sześciu lat pomiędzy tymi wydarzeniami, które były dla Niemiec stosunkowo pomyślne, ruch hitlerowski praktycznie nie istniał.” 

Ojciec paneuropeizmu i duchowy ojciec Unii Europejskiej, hrabia Richard Coudenhove-Kalergi, często dobrze wypowiadał się o austriackim i włoskim faszyzmie, a nawet o „faszyzmie katolickim”, dlatego powyższy cytat jego autorstwa nabiera dodatkowego smaku. Kalergi przyznaje, że hitleryzm nie byłby możliwy, gdyby w Niemczech nie było dwóch okresów skrajnego kryzysu gospodarczego. Pytanie brzmi: czy były to kryzysy spontaniczne, czy raczej zostały wywołane celowo?

W swojej autobiografii z 1954 roku, „Idea podbija świat”, Kalergi tak pisze: „Nie ma wątpliwości, że popularność Hitlera opierała się głównie na fanatycznej walce, którą prowadził przeciwko Traktatowi Wersalskiemu.”

Jeśli przyjrzymy się politycznemu ekosystemowi, w którym poruszał się Kalergi, otrzymamy pewne wskazówki dotyczące powyższego pytania. Środowisko to obejmowało takich ludzi jak; Max Warburg, baron Louis Rothschild, Herbert Hoover, sekretarz stanu Frank Kellogg, Owen D. Young, Bernard Baruch, Walter Lippmann, pułkownik House, generał Tasker Bliss, Hamilton Fish Armstrong, Thomas Lamont, Justice Hughes. Wszyscy ci ludzie są wymienieni w autobiografii Kalergiego  jako jego baza wsparcia w Stanach Zjednoczonych. Byli oni zagorzałymi zwolennikami paneuropejskości Kalergiego, znanej jako „Stany Zjednoczone Europy”. Byli oni również zagorzałymi zwolennikami koncepcji Ligi Narodów i architektami Paryskiej Konferencji Pokojowej (1919-1920), która była odpowiedzialna za Traktat Wersalski, który wprowadził Niemcy w pierwszą falę ekstremalnego kryzysu gospodarczego.
W moim poprzednim artykule „Czy Japonia jest skłonna podciąć sobie gardło w ofierze dla amerykańskiego dominacji w Azji?” omówiłam, że to jest właśnie celem Komisji Trójstronnej. Mianowicie: tworzenie kryzysów gospodarczych w celu przeforsowania skrajnych reform strukturalnych.

Analityk finansowy i historyk Alex Krainer pisze tak:

„Komisja [Trójstronna] została założona w lipcu 1973 roku przez Davida Rockefellera, Zbigniewa Brzezińskiego oraz grupę amerykańskich, europejskich i japońskich bankierów, urzędników państwowych i naukowców, w tym Alana Greenspana i Paula Volckera. Została ona powołana w celu wspierania ścisłej współpracy między państwami, które tworzą trójczłonową strukturę dzisiejszego Zachodu. Ta „ścisła współpraca” miała być podstawą „trójczłonowej agendy” spadkobierców Imperium Brytyjskiego.”
Jej powstanie zorganizowała brytyjska ekspozytura w Ameryce, Rada Stosunków Zagranicznych (CFR), (innymi słowy: potomstwo Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, czołowego think tanku Korony Brytyjskiej).

9 listopada 1978 roku członek Komisji Trójstronnej, Paul Volcker (przewodniczący Rezerwy Federalnej w latach 1979-1987), potwierdził to na wykładzie wygłoszonym na Uniwersytecie Warwick w Anglii: „Kontrolowana dezintegracja gospodarki światowej jest uzasadnionym celem na lata 80-te”. Jest to również ideologia, która ukształtowała „Terapię szokową” Miltona Friedmana.

W 1975 roku, CFR rozpoczęła publiczne studium polityki globalnej, zatytułowane: „Projekt na  lata 80-te”. Motywem przewodnim tego projektu był „kontrolowany rozpad” światowej gospodarki, a raport nie próbował ukrywać konsekwencji czyli; głodu, chaosu społecznego i śmierci, jakie ta polityka sprowadzi na większość ludności świata.

To jest właśnie to, przez co przechodziła Japonia, a co ekonomista Richard Werner wykazał w swojej książce Princes of Yen, na podstawie której, nakręcono film dokumentalny o tej samej nazwie. Gospodarka Japonii została poddana działaniu zaprojektowanej bańki spekulacyjnej w celu wywołania kryzysu gospodarczego, który następnie uzasadniłby konieczność przeprowadzenia ekstremalnych reform strukturalnych.

Omówimy teraz pokrótce, w jaki sposób Stany Zjednoczone, gospodarki Tygrysów Ekonomicznych i Europa zostały poddane  procesowi sztucznych kryzysów gospodarczych i co to oznacza dla dzisiejszego świata? Jakie konsekwencje dla Europy miało podążanie za modelem „Stanów Zjednoczonych Europy” i czym różni się model jednego rządu światowego w postaci Ligi Narodów od struktury wielobiegunowej, składającej się z suwerennych państw narodowych.

Artykuł zakończę uwagami na temat przyczyn zamachu na Shinzo Abe.

Kolonializm 2.0:  Kryzys gospodarczy azjatyckich Tygrysów.

Japonia nie była jedyną wysoko rozwiniętą gospodarką w Azji, która w latach 90. znalazła się w najgłębszej recesji od czasów Wielkiego Kryzysu. W 1997 r. waluty gospodarek Tygrysów z Azji Południowo-Wschodniej nie były w stanie utrzymać stałego kursu wymiany wobec  dolara amerykańskiego i w ciągu roku załamały się o 60-80%.

Przyczyny tego krachu sięgają roku 1993. Wtedy to, gospodarki azjatyckich Tygrysów – Korea Południowa, Tajlandia, Indonezja – wdrożyły politykę agresywnej deregulacji przepływów kapitałowych i ustanowienia międzynarodowych udogodnień bankowych, które umożliwiły sektorowi korporacyjnemu i bankowemu swobodne pożyczanie pieniędzy z zagranicy, co było pierwszym takim przypadkiem w erze powojennej.

Nie było żadnej  potrzeby, aby gospodarki azjatyckich Tygrysów pożyczały pieniądze z zagranicy. Wszystkie pieniądze niezbędne do inwestycji wewnętrznych mogły być tworzone w kraju.

W filmie Princes of Yen, możemy usłyszeć:

” Presja na liberalizację przepływów kapitałowych przyszła z zewnątrz. Od początku lat 90-tych, MFW, Światowa Organizacja Handlu i Departament Skarbu USA lobbowały w tych krajach, aby pozwolić krajowym firmom na zaciąganie pożyczek za granicą. Argumentowali, że ekonomia neoklasyczna udowodniła, że wolny rynek i swobodny przepływ kapitału zwiększają wzrost gospodarczy.

Po deregulacji przepływów kapitałowych, banki centralne zaczęły tworzyć  zachęty dla firm krajowych do zaciągania pożyczek za granicą, czyniąc droższymi pożyczki w walutach krajowych od pożyczek w dolarach amerykańskich.

Banki centralne podkreślały w swoich publicznych wypowiedziach, że będą utrzymywać stały kurs wymiany z dolarem amerykańskim, tak aby kredytobiorcy nie musieli się martwić o to, że będą musieli spłacać więcej w swoich walutach krajowych niż pierwotnie pożyczyli. Banki otrzymały polecenie zwiększenia akcji kredytowej. Musiały jednak zmierzyć się z mniejszym zapotrzebowaniem na kredyty ze strony produktywnych sektorów gospodarki, ponieważ firmy te były zachęcane do pożyczania za granicą. Musiały więc uciec się do zwiększenia akcji kredytowej dla kredytobiorców o podwyższonym ryzyku.

Import zaczął się zmniejszać, ponieważ banki centralne zgodziły się na powiązanie swoich walut z dolarem amerykańskim. Gospodarki stały się mniej konkurencyjne, ale ich bilans obrotów bieżących został utrzymany dzięki pożyczkom udzielonym za granicą, które w statystyce bilansu płatniczego liczone są jako eksport. Kiedy spekulanci zaczęli sprzedawać tajlandzkie bahty, koreańskie wony i indonezyjskie rupie, banki centralne zareagowały daremnymi próbami utrzymania kursu walutowego do tego stopnia, aż roztrwoniły praktycznie wszystkie swoje rezerwy walutowe. Dało to zagranicznym pożyczkodawcom szerokie możliwości wycofania swoich pieniędzy po zawyżonych kursach wymiany.

Banki centralne wiedziały, że jeśli skończą im się rezerwy walutowe, będą musiały zwrócić się do MFW, aby uniknąć niewypłacalności. A kiedy MFW już się pojawi, banki centralne wiedziały, czego zażąda ta waszyngtońska instytucja, ponieważ jej żądania w takich przypadkach były zawsze takie same przez poprzednie trzy dekady: Banki centralne zostaną  uniezależnione od państwa [i tym samym podporządkowane dyktatowi MFW].

16 lipca tajski minister finansów wsiadł do samolotu lecącego do Tokio, aby poprosić Japonię o dofinansowanie. W tym czasie Japonia miała 213 mld USD rezerw walutowych, więcej niż łączne zasoby MFW. Byli gotowi pomóc, ale Waszyngton zastopował inicjatywę Japonii. Rozwiązanie rodzącego się kryzysu azjatyckiego musiało przyjść z Waszyngtonu, za pośrednictwem MFW.

Po dwóch miesiącach ataków spekulacyjnych, rząd Tajlandii wprowadził bahta na giełdę.

Jednocześnie, MFW obiecał prawie 120 miliardów dolarów zagrożonym gospodarkom Tajlandii, Indonezji i Korei Południowej. Natychmiast po przybyciu do krajów dotkniętych kryzysem, zespoły MFW założyły biura w bankach centralnych, skąd dyktowały warunki kapitulacji. MFW zażądał szeregu działań, w tym ograniczenia kredytów udzielanych przez  banki, poważnych zmian prawnych i gwałtownych podwyżek stóp procentowych. Gdy stopy procentowe wzrosły, kredytobiorcy wysokiego ryzyka przestali spłacać swoje kredyty.

Obciążone dużymi kwotami złych długów, systemy bankowe Tajlandii, Korei i Indonezji praktycznie zbankrutowały. Nawet zdrowe firmy zaczęły odczuwać skutki rozszerzającego się kryzysu kredytowego. Gwałtownie wzrosła liczba bankructw przedsiębiorstw. Bezrobocie wzrosło do najwyższego poziomu od lat 30. XX wieku”.

MFW dobrze wiedział, jakie będą konsekwencje jego polityki. W przypadku Korei miał nawet przygotowane szczegółowe, ale nieujawnione badania, które mówiły o tym, ile koreańskich firm zbankrutuje, jeśli stopy procentowe wzrosną o pięć punktów procentowych. Pierwsze porozumienie MFW z Koreą wymagało podwyższenia stóp procentowych o dokładnie pięć punktów procentowych.

Richard Werner stwierdził w wywiadzie, że: „Polityka MFW nie ma na celu spowodowanie ożywienia gospodarczego w krajach azjatyckich. Realizują one całkiem inny program, a jest nim zmiana systemów gospodarczych, politycznych i społecznych w tych krajach. W istocie,  działania MFW uniemożliwiają ożywienie gospodarcze takim krajom, jak Korea czy Tajlandia.”

Dziennikarz: „To interesujące. Więc mówi Pan, że MFW pogarsza kryzys i sugeruje, że jest to jego ukryty cel?”

Richard Werner odpowiedział: „Cóż, MFW zbytnio nie ukrywa tego celu, ponieważ dość wyraźnie żąda, aby zainteresowane kraje azjatyckie zmieniały prawo tak, aby podmioty zagraniczne mogły kupować wszystko, od banków po ziemię. I rzeczywiście, systemy bankowe mogą być dokapitalizowane, według warunków MFW, tylko poprzez użycie  pieniędzy zagranicznych, co wcale nie jest konieczne, bo dopóki te kraje mają własne banki centralne, mogą po prostu drukować pieniądze i dokapitalizować własne systemy bankowe. Nie potrzeba do tego zagranicznych pieniędzy. Tak więc agenda MFW polega na tym, aby rozwalić Azję z korzyścią dla interesów zagranicznych.”

MFW zażądał, aby banki mające kłopoty nie były ratowane, ale zamiast tego zostały zamknięte i tanio sprzedane dużym amerykańskim bankom inwestycyjnym. W większości przypadków, listy intencyjne MFW wyraźnie zalecały, że banki muszą być sprzedane inwestorom zagranicznym.

W Azji nie dopuszczono do zorganizowanych przez rząd działań pomocowych, które miały utrzymać przy życiu chore instytucje finansowe. Jednak, kiedy rok później podobny kryzys dotknął Amerykę, te same instytucje zareagowały inaczej.

W filmie Princes of Yen, możemy usłyszeć:

„Fundusz hedgingowy Long-Term Capital Management z siedzibą w Connecticut, który przyjmował jako klientów tylko zamożnych inwestorów indywidualnych i instytucje, lewarował swój kapitał o wartości 5 mld USD ponad 25 razy, pożyczając od banków światowych ponad 100 mld USD. Kiedy jego straty zagroziły możliwością wystąpienia systemowego kryzysu bankowego, który z kolei zagroziłby amerykańskiemu systemowi finansowemu i gospodarce, Rezerwa Federalna zorganizowała przypominającą kartel, akcję ratunkową, polegającą na zwróceniu się do banków z Wall Street i banków międzynarodowych o przekazanie środków finansowych, celem uniknięcia bankructwa.
Dlaczego Stany Zjednoczone mogą stawiać wymagania obcym państwom w imię wolnego rynku, skoro nie mają zamiaru egzekwować tych samych zasad we własnym domu?

Przykłady kryzysów japońskiego i azjatyckiego ilustrują, w jaki sposób kryzysy mogą być zaprojektowane w celu umożliwienia redystrybucji własności ekonomicznej oraz wprowadzenia zmian prawnych, strukturalnych i politycznych.”

Powodem, dla którego zakazano ratowania azjatyckich banków, było umożliwienie wykupu tych azjatyckich gospodarek przez podmioty zachodnie. Komu była już potrzebna Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, skoro MFW zapewniał kolonialne cele imperium?

Jawne cele MFW i Komisji Trójstronnej

MFW otwarcie nastawił się na przejęcie Azji przez zachodnią finansjerę, ale jaka była w tym rola dla Europy i Stanów Zjednoczonych, które znajdowały się w jej strefie wpływów? Czy one również miały skorzystać z tej  grabieży?

Krótka odpowiedź, która powinna być już oczywista, brzmi: Nie.

Sprowokowane kryzysy w Stanach Zjednoczonych i Europie miały na celu dalszą centralizację władzy w coraz mniejszym gronie i nie miały służyć ludziom, czy też, powiedzmy, poddanym, którzy akurat zamieszkiwali te regiony.

Europa szczególnie naraziła się na szwank ze względu na swoje przywiązanie do wizji „Stanów Zjednoczonych Europy”. Kraje należące do bloku walutowego Euro zrezygnowały z prawa do posiadania waluty narodowej i przekazały tę władzę Europejskiemu Bankowi Centralnemu (EBC), najpotężniejszemu i najbardziej tajnemu ze wszystkich banków centralnych.

W takim systemie żaden europejski kraj nie ma kontroli nad własną gospodarką i jest całkowicie narażony na to, co postanowi EBC.

Richard Werner zauważył: ” [EBC] bardziej skupia się na kreacji kredytu niż na stopach procentowych. EBC musi się wiele nauczyć na swoich błędach z przeszłości, ponieważ nie sądzę, aby wystarczająco uważnie obserwował kreację kredytu. Gdy w Hiszpanii i Irlandii, pod okiem EBC, mieliśmy do czynienia masową ekspansję kredytową, stopy procentowe pozostawały oczywiście takie same jak w reszcie w strefie euro, ale ilość cykli kredytowych była bardzo różna… Jest jedna stopa procentowa dla całej strefy euro, ale w 2002 roku EBC kazał Bundesbankowi [bankowi centralnemu Niemiec] ograniczyć kreację kredytu o największą kwotę w swoje całej historii, a jednocześnie nakazał irlandzkiemu bankowi centralnemu drukować tyle pieniędzy, jakby jutra nie było. Jakie są tego konsekwencje? Ta sama stopa procentowa ale czy to ten sam wzrost gospodarczy? Nie. Efektem jest recesja w Niemczech i  boom w Irlandii. Która zmienna to mówi? Oczywiście kreacja kredytu.”

Od 2004 roku, pod okiem EBC, wzrost kredytów bankowych w Irlandii, Grecji, Portugalii i Hiszpanii wynosił ponad 20% rocznie, a ceny nieruchomości szybowały w górę. Kiedy kredyty bankowe się skończyły, ceny nieruchomości załamały się, deweloperzy zbankrutowali, a systemy bankowe Irlandii, Portugalii, Hiszpanii i Grecji stały się niewypłacalne.

W filmie Princes of Yen słyszymy:

„EBC mógł zapobiec tym bańkom spekulacyjnym, tak samo jak mógł położyć kres następującym po nich kryzysom bankowym i gospodarczym. Nie zrobił jednak tego, dopóki nie poczyniono poważnych ustępstw politycznych, takich jak przeniesienie uprawnień fiskalnych i budżetowych z każdego suwerennego państwa do Unii Europejskiej”.

Zarówno w Hiszpanii, jak i w Grecji bezrobocie wśród młodzieży wzrosło do 50 %, co zmusza wielu młodych ludzi do poszukiwania pracy za granicą. Obrady organów decyzyjnych EBC są tajne. Zgodnie z traktatem z Maastricht, zabronione są wszelkie próby wpływania na EBC, na przykład poprzez demokratyczną debatę i dyskusję.

EBC jest organizacją międzynarodową, która stoi ponad i poza jurysdykcją jakiegokolwiek państwa członkowskiego. Jego pracownicy wyższego szczebla posiadają paszporty dyplomatyczne, a akta i dokumenty znajdujące się w Europejskim Banku Centralnym nie mogą być przeszukiwane ani konfiskowane przez żadną policję czy prokuraturę.

Komisja Europejska,  grupa ludzi nie pochodząca z wyborów, której celem jest zbudowanie „Stanów Zjednoczonych Europy” ze wszystkimi atrybutami zjednoczonego państwa, ma interes w osłabieniu poszczególnych rządów i wpływu demokratycznych parlamentów Europy. Okazuje się, że zasady dotyczące niezależności banków centralnych, na których opierał się Traktat z Maastricht, wynikały z zaledwie jednego opracowania, które zostało zlecone przez nikogo innego jak samą Komisję Europejską.”

Faszystowskie korzenie „Stanów Zjednoczonych Europy”

15 lutego 1930 roku, Churchill opublikował w The Saturday Evening artykuł zatytułowany „Stany Zjednoczone Europy”, w którym napisał:[1]

„…Reanimacja idei Stanów Zjednoczonych Europy jest w pełni zasługą hrabiego  Coudenhove-Kalergi…Liga Narodów, z której Stany Zjednoczone tak nierozważnie – biorąc pod uwagę ich rozległe i rosnące interesy – zrezygnowały, stała się w rzeczywistości, jeśli nie w formie, przede wszystkim instytucją europejską. Hrabia Coudenhove-Kalergi proponuje skupienie europejskich sił, interesów i uczuć w jednej gałęzi, która, gdyby się rozrosła, stałaby się pniem i w ten sposób uzyskałaby oczywistą dominację. Pomyślcie, jak potężna byłaby Europa, gdyby nie podziały! Niech Rosja powróci z powrotem, jak proponuje hrabia Kalergi, i jak to już w dużej mierze jest faktem, do Azji. Niech Imperium Brytyjskie, wyłączone z jego planu, realizuje swój własny ideał rozprzestrzeniania się po świecie. Nawet pomimo tego, zjednoczona, sfederowana lub częściowo sfederowana,  kontynentalnie świadoma siebie – Europa, z jej afrykańskimi i azjatyckimi posiadłościami i plantacjami, stanowiłaby niezrównany organizm.”

W swojej książce „Idea podbija świat”,  hrabia Richard Coudenhove-Kalergi tak pisze:

„Odkryłem ku mojemu zaskoczeniu, że poczucie europejskiej świadomości po raz pierwszy objawiło się podczas wypraw krzyżowych. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego wyprawy krzyżowe stanowiły najbardziej energiczny przejaw europejskiej solidarności. Na pewien czas waśnie między królami, książętami i miastami zostały zapomniane w imię wspólnej sprawy…Wreszcie, w 1834 roku Mazzini założył Młodą Europę, ruch mający na celu koordynację wszystkich istniejących ruchów rewolucyjnych w celu zbudowania nowej i zjednoczonej Europy na bazie nacjonalizmu i demokracji.”

Co ciekawe, Kalergi pisze, że Giuseppe Mazzini, którego  uważał za najnowocześniejszego organizatora  „zjednoczonej Europy na bazie nacjonalizmu i demokracji”, był również uważany za prekursora faszyzmu we Włoszech. Kalergi pisze:[2]

„Faszyzm w tym czasie [we Włoszech] nie zerwał jeszcze z parlamentaryzmem i demokracją. Nowy rząd włoski był rządem koalicyjnym; respektował zasadę monarchii konstytucyjnej, udając jedynie, że nadaje jej nowy wigor i autorytet. Odwoływał się do heroicznych instynktów młodzieży, do ducha poświęcenia i idealizmu. Próbował przywrócić szacunek dla wartości religijnych i chwalebnych tradycji starożytnego Rzymu. Okrzyknął Mazziniego  prekursorem faszyzmu.”

Temat krzyżowców będzie centralnym elementem idei Kalergiego dotyczącym Paneuropy.  Włączył nawet symbol krzyżowców do swojego sztandaru reprezentującego ideę  paneuropejską.

W autobiografii z 1943 roku, Kalergi dalej rozwija swój wątek krzyżowca Paneuropy:[3]

„Jako godło naszego ruchu wybrałem znak czerwonego krzyża nałożony na złote słońce. Czerwony krzyż, który był flagą średniowiecznych krzyżowców, wydaje się najstarszym znanym symbolem ponadnarodowego europejskiego braterstwa. W ostatnich czasach zyskał on również uznanie, jako symbol międzynarodowej działalności charytatywnej. Słońce zostało wybrane, aby reprezentować osiągnięcia kultury europejskiej w przyczynianiu się do oświetlenia świata. W ten sposób, hellenizm i chrześcijaństwo – krzyż Chrystusa i słońce Apolla – figurowały obok siebie jako dwa trwałe filary cywilizacji europejskiej.”

Ta idea „Stanów Zjednoczonych Europy”, wizja „paneuropejska” Kalergiego była sprytną i nieuczciwą grą słów. Stany Zjednoczone istniały pierwotnie w formie 13 kolonii podporządkowanych Imperium Brytyjskiemu. Kiedy jednak Stany Zjednoczone dążyły do uniezależnienia się od Imperium Brytyjskiego, organizując się w suwerenne państwo narodowe, ojcowie założyciele zjednoczyli nową republikę wokół systemu bankowości hamiltonowskiej. Ta innowacja w ekonomii politycznej przekształciła niespłacalne długi w nowy system kredytu federalnego, wprowadziła federalny protekcjonizm, aby sprzyjać lokalnemu rozwojowi przemysłowemu, i ukierunkowała banki na inwestycje, które poprawiły ogólny dobrobyt.

Tym sposobem, Stany Zjednoczone były w stanie stworzyć jedną walutę i bank narodowy, aby ułatwić handel, który podtrzymywał suwerenność gospodarczą nowo powstałego państwa.

Ta hamiltonowska organizacja gospodarcza wpłynęła z kolei na „Narodowy System Ekonomii Politycznej” Friedricha Lista, który doprowadził do powstania Zollverein(Niemiecki Związek Celny). Niemcy w tamtym czasie były również podzielone na regiony, jak Stany Zjednoczone (do tego momentu Niemcy nie były tak naprawdę narodem), a Zollverein pozwolił Niemcom po raz pierwszy w historii, ustanowić siebie jako suwerenne państwo narodowe. Friedrich List bezpośrednio odwoływał się do hamiltonowskiego systemu gospodarczego jako inspiracji dla Niemiec. System ten miał również wpływ na Sun Yat-sena, ojca Republiki Chińskiej, w jego „Trzech zasadach narodu”, które były bezpośrednim odniesieniem do programu gospodarczego Lincolna/Henryego C. Careya, który był kontynuacją zasad ekonomicznych Alexandra Hamiltona. Odżyło to również w postaci amerykańskich pro-lincolnowskich ekonomistów w Japonii, którzy pomogli zorganizować program wzrostu przemysłowego rozpoczęty wraz z restauracją dynastii Meiji( okres panowania cesarza Metsuhito).

Na tym polega formuła wielo-biegunowości, obrona i wzrost suwerennych państw narodowych. Owszem, istnieje również współpraca regionalna. Taka współpraca regionalna potrzebna jest dla dużych projektów infrastrukturalnych, takich jak kolej, które angażują liczne państwa. Ale współpraca regionalna nie powinna być mylona z wizją Ligi Narodów i możemy łatwo odróżnić te dwa projekty, patrząc na to, co faktycznie jest proponowane politycznie i ekonomicznie. 

W przypadku wizji Ligi Narodów, Paneuropy, Stanów Zjednoczonych Europy itp. itd. było dokładnie odwrotnie. Chodziło o odebranie władzy suwerennym państwom narodowym i przekształcenie ich w państwa wasalne podporządkowane systemowi imperialnemu. Znaczy to, że hasło „Stany Zjednoczone Europy” było nieuczciwym i mylącym odniesieniem do pierwotnych 13 kolonii amerykańskich. Było to nieuczciwe, ponieważ zamiast promować dalszą narodową suwerenność ekonomiczną, oczekiwano, że państwa Europy pozbędą się swojej suwerenności i będą podporządkowane scentralizowanej kontroli Unii Europejskiej (scentralizowana władza polityczna) i Europejskiego Banku Centralnego (scentralizowana władza ekonomiczna) oraz NATO (scentralizowana władza wojskowa). W takim układzie, żaden kraj w Europie nie miałby kontroli nad swoim politycznym, gospodarczym czy militarnym przeznaczeniem.

Aby wizja Ligi Narodów mogła wejść w życie, suwerenne państwa narodowe muszą zostać zdemontowane. Więcej na ten temat można znaleźć w mojej książce „The Empire on Which the Black Sun Never Set”.

Amerykański i europejski kryzys gospodarczy uczy nas, że podatnicy muszą płacić za coraz bardziej scentralizowane przejmowanie tego, co kiedyś było suwerennymi gospodarkami, w celu wzmocnienia pozycji bardzo małej grupy ludzi, a prawa i dobrobyt przeciętnych obywateli są coraz częściej postrzegane jako nieistotne.

Dlaczego zamordowano Shinzo Abe?

Były premier Japonii Shinzo Abe został zamordowany 8 lipca 2022 roku i choć w chwili zabójstwa nie był już premierem Japonii (pełnił tę funkcję w latach 2006-2007 i 2012-16 września 2020), był najdłużej urzędującym premierem w historii Japonii i nadal wywierał duży wpływ na kształtowanie polityki w tym kraju.

Wiadomość o zabójstwie Abe została przyjęta na świecie z mieszanką bardzo silnych emocji z obu skrajnych stron. Niektórzy byli przerażeni jego śmiercią i wychwalali to, co zrobił dla Japonii jako coś niemal świętego. Inni z kolei, ekstatycznie świętowali jego śmierć, uważając, że nic dobrego nie mogło wyniknąć z jego działalności, ze względu na jego próby wskrzeszenia ciemnej strony imperialnej przeszłości Japonii i publiczne okazywanie hołdu japońskim faszystom z czasów II wojny światowej. Kiedy wiadomość była jeszcze świeża, a  zamieszanie sięgało zenitu, wielu obwiniało nawet Chiny o zaaranżowanie śmierci Abe, uważając, że to one w oczywisty sposób skorzystały z tego wydarzenia.

To prawda, że Abe żył bardzo niebezpieczną i destrukcyjną misją przywrócenia Japonii statusu imperialistycznego imperium. Był skorumpowany i forsował niebezpieczną prywatyzację władzy w Japonii, powiększał przepaść między bogatymi a klasą średnią. Byłoby jednak zbytnim uproszczeniem  świętowanie jego śmierci jako absolutnego triumfu sprawiedliwości. Jak to wyraźnie widać siedem miesięcy po zabójstwie Abe, Japonia nie stała się państwem bardziej pokojowym i gotowym do dialogu ze swoimi wschodnimi partnerami. Stała się raczej o wiele bardziej wojownicza i ślepo oddana współpracy z coraz bardziej rozbuchanymi wojennymi żądaniami Zachodu. Japonia znacznie także zwolniła tempo współpracy gospodarczej i politycznej z Rosją i Chinami, która za życia Abe nabierała rozpędu.

Warto również zauważyć, że Abe został zamordowany na kilka tygodni przed cyrkową wycieczką Nancy Pelosi na Tajwan. Chociaż prowokacja Pelosi nie doprowadziła do żadnej konfrontacji militarnej, nie możemy powiedzieć, że nie było to jej zamiarem, ani że sprawy mogłyby się rozegrać zupełnie inaczej, jeśli chodzi o konfrontację militarną między Chinami a Stanami Zjednoczonymi.

Należy przypomnieć czytelnikowi, że w 2014 roku Japonia zmieniła lub „przeinterpretowała” swoją konstytucję, która dała więcej uprawnień Japońskim Siłom Samoobrony, pozwalając im na „obronę innych sojuszników” w przypadku wypowiedzenia im wojny. Stany Zjednoczone, oczywiście, w pełni poparły to posunięcie.

Ta „reinterpretacja” konstytucji Japonii skutecznie wpisała ją do struktury NATO jako tzw. państwa kontaktowego.

W grudniu 2022 roku, Japonia ogłosiła nową strategię bezpieczeństwa narodowego. Ta nowa strategia podwoiła wydatki na obronę. Japonia planuje również zainwestować w zdolności do przeciwdziałania atakom, w tym zakup amerykańskich rakiet typu Tomahawk i rozwój własnych systemów broni.

To właśnie wielka wizja Abe dotycząca powrotu Japonii do czasów jej „chwały” jako imperium była problematyczna dla wizji Ligi Narodów, ponieważ jeśli Japonia widziała siebie na równi z innymi wielkimi imperiami, a może nawet większą od nich, oznaczało to, że nie zamierzała zginać kolan. Innymi słowy,  Abe nie był skłonny sprzedawać Japonii jako lokalnej satrapii, a tego właśnie domagał się od niej zachodni dyktat. Zgodnie z zachodnim dyktatem Japonia miała zaakceptować swój los i popaść w załamanie gospodarcze, stać się coraz bardziej militarystyczna i ekstremistyczna oraz poprowadzić szarżę w stylu kamikadze w kierunku wojny z Chinami i Rosją, która doprowadziłaby do ruiny japońskiej cywilizacji. Nie wygląda na to, żeby Abe miał zamiar pójść na rękę tej nonsensownej wizji.

Emanuel Pastreich napisał wnikliwy artykuł pod tytułem „Zabójstwo arcyksięcia Abe”, można by po prostu zacytować sam tytuł i mówi on wszystko. [Artykuł został również opublikowany  pod tytułem „Globaliści przekraczają Rubikon: Zabójstwo Shinzu Abe”].

Pastreich pisze: „[Abe]… był najdłużej urzędującym premierem w historii Japonii i miał plany na trzecią kadencję.

Nie trzeba dodawać, że siły stojące za Światowym Forum Ekonomicznym nie chcą przywódców takich jak Abe, nawet jeśli są oni zgodni z globalną agendą, ponieważ są oni w stanie zorganizować opór wewnątrz państwa narodowego.

…W przypadku Rosji, Abe z powodzeniem wynegocjował w 2019 roku skomplikowany traktat pokojowy z Rosją, który znormalizował stosunki i rozwiązał spór dotyczący Terytoriów Północnych (po rosyjsku Wyspy Kurylskie). Udało mu się zabezpieczyć kontrakty energetyczne dla japońskich firm i znaleźć możliwości inwestycyjne w Rosji, nawet w sytuacji, gdy Waszyngton zwiększył presję na Tokio w sprawie sankcji.

Dziennikarz Tanaka Sakai zauważa, że Abe nie otrzymał zakazu wjazdu do Rosji po tym, jak rząd rosyjski zakazał wjazdu pozostałym przedstawicielom japońskiego rządu.

Abe również poważnie zaangażował się w negocjacje z Chinami, umacniając długoterminowe więzi instytucjonalne i prowadząc rozmowy o wolnym handlu, które osiągnęły przełom w piętnastej rundzie rozmów (9-12 kwietnia 2019 r.). Abe miał wolny dostęp do czołowych chińskich polityków i był przez nich uważany za wiarygodnego i przewidywalnego, nawet jeśli jego retoryka była ostro antychińska.

Krytycznym wydarzeniem, które prawdopodobnie uruchomiło proces prowadzący do zamachu na Abe, był szczyt NATO w Madrycie (28-30 czerwca).

Szczyt NATO był momentem, w którym  zakulisowi gracze ustanowili prawo dla nowego porządku globalnego. NATO znalazło się na szybkiej ścieżce ewolucyjnej i jego celem przestała być obrona Europy ale stworzenie niezależnej potęgi wojskowej, współpracującej z Globalnym Forum Ekonomicznym, miliarderami i bankierami z całego świata. NATO miało stać się „armią światową”, funkcjonująca podobnie jak Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska w innej epoce.

Decyzja o zaproszeniu na szczyt NATO przywódców Japonii, Korei Południowej, Australii i Nowej Zelandii była krytycznym elementem transformacji NATO.

Te cztery państwa zostały zaproszone do włączenia się w bezprecedensowy poziom integracji w zakresie bezpieczeństwa, włączając w to dzielenie się informacjami wywiadowczymi (udostępnianie ich międzynarodowym korporacjom z branży Big Tech), wykorzystanie zaawansowanych systemów broni (które muszą być administrowane przez personel międzynarodowych korporacji takich jak Lockheed Martin), wspólne ćwiczenia (które stanowią precedens dla procesu decyzyjnego) i inne „wspólne” działania, które podważają łańcuch dowodzenia w ramach państwa narodowego.

Kiedy Kishida(premier Japonii) wrócił do Tokio pierwszego lipca, nie ulega wątpliwości, że jednym z jego pierwszych spotkań było spotkanie z Abe. Kishida przedstawił Abe niemożliwe do spełnienia warunki administracji Bidena.

Nawiasem mówiąc, Biały Dom jest obecnie całkowicie narzędziem globalistów, takich jak Victoria Nuland (podsekretarz stanu ds. politycznych) i innych urzędników przeszkolonych przez klan Busha.

Żądania stawiane Japonii miały charakter samobójczy. Japonia miała zwiększyć sankcje gospodarcze wobec Rosji, przygotować się do ewentualnej wojny z Rosją, oraz przygotować się do wojny z Chinami. Funkcje wojskowe, wywiadowcze i dyplomatyczne Japonii miały zostać przekazane powstającej grupie prywatnych kontraktorów szykujących się na wyżerkę wokół natowskiego stołu.

Nie wiemy, co Abe robił w tygodniu poprzedzającym jego śmierć. Najprawdopodobniej rozpoczął wyrafinowaną grę polityczną, wykorzystując wszystkie swoje atuty w Waszyngtonie, Pekinie i Moskwie, a także w Jerozolimie, Berlinie i Londynie, aby wymyślić wielopoziomową odpowiedź, która sprawiłaby na świecie wrażenie, że Japonia popiera Bidena, jednocześnie szukając tylnymi drzwiami porozumienia z Chinami i Rosją.”

=======================

W tym miejscu należy postawić sprawę jasno, aby ten bałagan stał się widoczny dla wszystkich. Ci, którzy forsują katastrofalną politykę MFW, NATO i Światowego Forum Ekonomicznego, nie są mózgami, które za tym stoją. Dowodzi tego żenada niespełna dwumiesięcznej kadencji byłej premier Wielkiej Brytanii Liz Truss, która nawet nie odróżniała terytorium rosyjskiego od ukraińskiego, odpowiadając, że nigdy nie uzna Rostowa i Woroneża za miasta rosyjskie.

To tylko jeden ze zbyt wielu przykładów, które mają miejsce  niemal codziennie. Ci ludzie to doskonałe narzędzia do prowadzenia tak szalonej polityki z tego właśnie powodu, że nie rozumieją tego co robią. Są całkowicie pozbawieni wiedzy, są tylko kartonowymi wycinankami własnych wizerunków.

Realia sytuacji są takie, że żadne państwo nie jest w stanie przetrwać takiej ignorancji.

Nie chodzi tutaj o starcie bloku zachodniego z blokiem wschodnim. Chodzi o zrujnowanie wszystkich państw i utworzenie jednego imperium, lub jeśli wolicie takie sformułowanie, jednego rządu światowego. Jest to wizja Ligi Narodów, która była mokrym snem [sen… erotyczny] bardzo małej grupy ludzi od czasów pierwszej wojny światowej.

Nie chodzi też o demokrację zachodnią, liberalizm czy zachodnie systemy wartości. Chodzi i zawsze chodziło wyłącznie o przywrócenie systemów imperialnych. O to chodziło w pierwszej wojnie światowej, o to chodziło w drugiej wojnie światowej i o to chodzi w trzeciej wojnie światowej.

Co ciekawe, po raz kolejny widzimy Niemcy i Japonię, których palce gotowe są do pociągnięcia za język spustowy i rozpoczęcie kolejnej wojny światowej. Zgadnijcie jaki będzie los tych dwóch krajów, których bezwolne „przywództwo” myśli głupkowato o sobie, jako o części „elitarnej” grupy, która w jakiś sposób przetrwa podpalenie świata. Podobny głupi błąd popełnili podczas drugiej wojny światowej. Przekonają się po raz kolejny, jak bardzo są sami jak i ich cywilizacje są zbędne tej 'elitarnej’ grupie, którą tak bardzo pragną  wspierać.

Od czasu zabójstwa Abe jedna rzecz jest pewna. Japonia coraz szybciej zmierza w bardzo niebezpiecznym kierunku, który grozi znalezieniem się po raz kolejny po złej stronie historii. Pytanie brzmi: czy Niemcy i Japonia są na tyle głupie, by popełnić ten sam błąd dwa razy? Nie powinni zakładać, że uda im się przeżyć ten eksperyment po raz drugi.

Z autorką można skontaktować się pod adresem cynthiachung.substack.com

1. Coudenhove-Kalergi, Richard (1943) Crusade for Pan-Europe: Autobiography of a Man and a Movement. G.P. Putnam’s Sons, New York, s. 198-200. 

2. Coudenhove-Kalergi, Richard (1943) Crusade for Pan-Europe: Autobiography of a Man and a Movement. G.P. Putnam’s Sons, New York, s. 78. 

3. Coudenhove-Kalergi, Richard (1954) An Idea Conquers the World. Purcell & Sons Ltd., Wielka Brytania, s. 98.

Cynthia Chung tłum. Sławomir Soja

First-World Countries Are Becoming Narco-States. €60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year.

First-World Countries Are Becoming Narco-States.

60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year.

by James Bascom https://www.tfp.org/first-world-countries-are-becoming-narco-states/?PKG=TFPE3027

When we hear the term “narco-state,” certain countries usually come to mind—Mexico, Colombia, perhaps Italy and some African countries. In those places, the drug mafias rule with impunity, journalists and lawyers are assassinated and politicians receive death threats.

Not anymore. Thanks to globalization, government paralysis, a cultural acceptance of drug use and mass immigration, the lucrative international drug trade is bringing the same violence and corruption to the first-world countries of northern and western Europe, including the Netherlands, Belgium, France, Germany, Spain, and the U.K. Although Western countries have not seen the tens of thousands of drug-related murders that Mexico has every year, they are seeing the worst drug violence in their histories. It is a disaster that is only worsening but has been a long time coming.

A potent sign of this drug gang crisis was the July 2022 assassination of Peter R. de Vries, a well-known Dutch journalist and renowned crime reporter. De Vries, who was involved in the prosecution of a Moroccan drug lord, was shot to death in downtown Amsterdam, with his assassins recording the act on video. Although his murder sent shock waves through the country and the rest of Europe, De Vries’ death was merely the latest in a string of killings orchestrated by Moroccan gangs, dubbed the “Mocro Mafia.”

In response, the Dutch government subsequently pledged €500 million to fight organized crime. Still, the mayors of Amsterdam and Rotterdam have warned of a “culture of crime and violence that is gradually acquiring Italian traits.”

“I call the Netherlands a ‘narco-state 2.0,’” said Jan Struijs, chairman of the Nederlandse PolitieBond police union, in an interview with Swedish broadcaster SVT.

“We aren’t Mexico, with 14,000 dead bodies, but in our parallel economy, there is an attack on public order and unprecedented numbers of people with personal security—politicians, judges, prosecutors, police staff, journalists—because there is still a serious risk from organized crime. It is a huge problem being tackled on every front, but we have a long way to go.” The fear is that the flood of drug money into the country will necessarily lead to a death spiral of government corruption, inaction and lawlessness that would be nearly impossible to reverse.

Previously, the low crime rate in the country allowed prominent citizens to travel without security. All that has changed. Dutch Prime Minister Mark Rutte—who used to cycle alone to work in The Hague, now has permanent police protection. Princess Amalia, the daughter of King Willem-Alexander, was forced to abandon her plans last year to attend university in person over fears she would be attacked or abducted.

Fueling the drug trade is cocaine, the most profitable narcotic for the drug mafia. With tens of billions of dollars at stake, the drug gangs are not simply street thugs but organized international crime syndicates.

Police have discovered massive “factories” all over the country producing billions of euros worth of cocaine, ecstasy, methamphetamines and heroin. Gangs use automatic weapons and even grenades in their fights over territory. Illustrating the grisly methods of the drug mafia, police found seven soundproof containers near Rotterdam used to interrogate and torture rival gang members, and in 2016 discovered the severed head of a Moroccan gang member on the streets of Amsterdam.

Dutch police, overwhelmed with the flood of drugs, are simply unable to deal with the problem. Amsterdam ombudsman Arre Zuurmond acknowledged that at night the city center becomes “lawless” and turns into a “jungle.” “In the city center, criminal money is leading at night. The authority is no longer present,” he said, adding that “the police can no longer handle this situation.”

The same is happening across the Western world. In neighboring Belgium, an estimated €60 billion worth of illegal drugs pass through the port of Antwerp every year. Belgian Justice Minister Vincent Van Quickenborne was put under enhanced protection after police discovered a plot to kidnap him. “I think we’ve entered in a new phase, a new phase called narco-terrorism, a phase where the narco-terrorists try to destabilize the society and get their grip on society,” Van Quickenborne told The Associated Press. “And of course, we will never allow our countries to become narco-states like you see them sometimes in Latin America.” In response, government ministers from six European countries—Netherlands, Belgium, Germany, France, Italy, and Spain—met last October in Amsterdam to discuss cooperation in the fight against the drug mafia.

Cocaine, in particular, is spiraling out of control. In France, police confiscations of cocaine increased from 1.6 tons in 1990 to 26.5 tons in 2021. In February 2021, German police in Hamburg seized 16 tons of cocaine with a street value of €1.5 billion, a European record. In January 2023, Spanish police seized 4.5 tons of cocaine worth €105 million in the Canary Islands. In the U.S., the total amount of drugs seized by the Border Patrol increased from 29.5 to 50 metric tons between 2016 and 2021. Yet the drugs seized by police represent a small fraction of the total.

The facts about the drug trade—deaths, overdoses, arrests and quantity of drugs seized—are easy to measure. More challenging to quantify and even more difficult to admit are the deeper, more philosophical reasons for its stratospheric climb. While the €600 billion global drug trade is undeniably complex, its principal causes can be laid squarely at the feet of the permissive, post-Christian, libertarian culture that dominates the Western world.

The main reason for the drug crisis is Western liberal ideology that, since the sixties, has destigmatized illicit drug use. Thanks to the influence of Christianity, drug intoxication used to be looked down upon as a sin, something that only criminals and vagabonds do. This Christian moral framework was replaced by a libertine individualism which made all morality relative and reduced society to a sand heap of individuals who could perform any act—even self-destructive ones—as long as they didn’t physically harm others. Western liberals spread myths and sophisms about drug use that successfully shifted public opinion in favor. They claimed that tolerating “soft drugs” such as marijuana would solve the drug problem. “Medical marijuana” was not only good but necessary to alleviate suffering. Legalization would eliminate the black market while reducing drug crime. One by one, Western countries began decriminalizing or implementing “tolerant” drug policies, starting with the Netherlands.

Only a few decades later, with the negative effects of widespread drug use becoming self-evident, many countries are regretting that decision.

A significant reason for this—apart from the growing consensus about the serious health effects of illicit drugs—is that drugs and crime are inseparable. Criminals have always been among the largest consumer of drugs, and where drugs are freely available, crime almost inevitably follows. Moreover, drug legalization expands, not eliminates, the black market. When drugs are legalized, consumption necessarily increases. Drug gangs almost always provide drugs cheaper than their legal (and taxed) competition. In Europe and the United States, the legalization of marijuana has led to greater profits for drug gangs than ever before.

Marijuana is a gateway drug for hard drugs such as cocaine and heroin. Not everyone who smokes marijuana will move on to cocaine, but nearly everyone who takes cocaine began with marijuana. When a culture of drug intoxication takes root, and drug abuse becomes just another lifestyle choice, it is more or less inevitable that hard drugs will follow. There is no moral justification to draw the line at marijuana if there is no absolute morality.

The same liberals who relaxed drug laws were at the same time responsible for the immigration crisis that is directly responsible for much of the drug crisis. For decades, these liberals have both eliminated borders thanks to the European Union while eliminating trade barriers through globalization. Both were indispensable conditions for the drug trade. They also encouraged large-scale immigration into the West, mostly from poor countries in Africa, the Middle East and Latin America. Although “politically correct” commentators refuse to recognize this, it is simply a fact that in Europe, these immigrants, most of them Muslim, are disproportionally responsible for the drug trade and the violence connected to it.

In the third decade of the twenty-first century, the crucial enablers of drug gangs are the far-left proponents of “woke” ideology. These radical progressives see drug dealers and criminals as an oppressed class at war with the oppressive structures of the West, notably the police, the rule of law, and “racist” anti-drug policies. “Woke” progressives and drug dealers are allies in the war to overthrow “capitalism,” the free market and what remains of traditional Christian morality and Western European civilization. At the end of the day, both are anarchists who seek to eliminate the state and replace it with a tribal society “with neither gods nor masters.”

The slide of the Netherlands into “narco-state” status is destroying the rule of law, the social fabric of society and traditional Dutch culture. A strong police response is indispensable, but only by addressing the roots of the drug crisis can the West hope to eliminate this scourge of the twenty-first century.

Uratowała swoje dziecko… które – według ginekologa – miało być martwe.

Uratowała swoje dziecko… które – według ginekologa – miało być martwe. Konferencja 40 Days for Life (40 Dni dla Życia).

Od: Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>
https://newsletter.ordoiuris.org/newsletter/2023/02/13/475/?email=dakowy@o2.pl&email_ref=dakowy@o2.pl&pid=129133&sid=104471926&mid_ref=003423&o1=50&o2=80&o3=130&o4=300&o5=500&r1=&r2=&r3=&r4=&r5=&nrb=02102000456100342300129133&nrbt=Darowizna%20na%20cele%20statutowe%20-%20dakowy@o2.pl&lp1=0&ptid=1&token=MDBDN0k0YWtvdC9jWQ==&t=MDBDN0k0YWtvdC9jWQ==#read-more
Szanowny Panie, Pani Paulina od lat wyczekiwała z mężem pierwszego dziecka. Gdy dwa lata temu poroniła, była załamana. Marzenia o rodzicielstwie stanęły pod znakiem zapytania. W październiku ubiegłego roku dowiedziała się jednak, że jest w kolejnej ciąży. Niestety, radość nie trwała długo. Już na pierwszej wizycie lekarz ginekolog powiedziała pani Paulinie, że dziecko nie żyje. Matka została skierowana do szpitala na aborcję martwego płodu. Była zdruzgotana, nie chciała jednak dać za wygraną i nie zaufała dramatycznej diagnozie. Wierzyła, że dziecko żyje… i miała rację!
W lubartowskim szpitalu trafiła na lekarza, który wstrzymał wykonanie aborcji i zlecił dodatkowe badania, które wykazały, że ciąża rozwija się prawidłowo. Wytłumaczył też rodzicom, że źródłem wcześniejszej błędnej diagnozy było zawyżenie wieku dziecka przez ginekologa.
Proszę sobie wyobrazić wielką ulgę matki oraz… jej szok, gdy następnego dnia przyszli do niej kolejni lekarze, aby podać… tabletkę poronną. – Ja już widziałam tę tabletkę, doktor trzymała ją w ręce. Odpowiedziałam, że nie chcę tabletki, że mam mieć czarno na białym napisane, że ciąża jest martwa – mówiła kobieta.
Dziś dziecko żyje i rozwija się prawidłowo pod sercem swojej niezłomnej matki, chociaż Pani Paulina została wypisana ze szpitala z „martwą ciążą”. Szpital do dzisiaj twierdzi, że wszystkie procedury zostały zachowane a pacjenci potraktowani należycie. Nasi prawnicy spotkali się w ubiegłym tygodniu z Panią Pauliną i jej mężem, który złożył wcześniej zawiadomienie do prokuratury. Będziemy ich reprezentować w postępowaniu karnym oraz dyscyplinarnym w sprawie błędnego skierowania do aborcji, wadliwiej diagnozy oraz zignorowania zapewnień Pani Pauliny o rzeczywistym wieku dziecka.
Gdyby nie to, że kobieta od lat czekała na upragnione dziecko, była zdeterminowana i doskonale zorientowana w przebiegu własnej ciąży – dziecko mogłoby już nie żyć. Ale nie każda matka ma w sobie tyle siły, determinacji i wiedzy medycznej. Tym bardziej, że aborcjoniści robią wszystko, by zniszczyć instynkt rodzicielski matek i ojców oraz szacunek do życia nienarodzonego. Podobnie jak w głębokim PRL-u, aborcyjni lobbyści pragną, by zabijanie dzieci stało się znowu zwykłym „zabiegiem” – jak wyrwanie zęba. Dlatego nasza aktywność jest tak ważna. Musimy uświadamiać Polakom, czym naprawdę jest aborcja i budować w społeczeństwie kulturę szacunku do życia.
Tę wiadomość piszę do Pana z Krakowa, gdzie wygłaszałem wykład podczas światowej konferencji inicjatywy 40 Days for Life (40 Dni dla Życia) – globalnego ruchu pro-life, który został pokazany między innymi w słynnym filmie „Nieplanowane”. 
To imponująco duża międzynarodowa konferencja, w której uczestniczyło blisko 200 liderów z 22 krajów świata. Nie przypadkiem konferencja została zorganizowana w Polsce. Dla obrońców życia z obu Ameryk, Afryki, Europy, Australii i Oceanii nasz kraj stał się inspiracją po zakazaniu aborcji eugenicznej dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego sprzed dwóch lat. Organizatorzy poprosili Ordo Iuris o zaproszenie na wydarzenie liderów ruchu pro-life z całej Polski.  Wśród przemawiających byli dr Bawer Aondo-Akaa z Fundacji PRO – Prawo do życia i Collegium Intermarium, ks. Tomasz Kancelarczyk z Bractwa Małych Stópek i Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.
Organizowane przez 40 Days for Life czuwania modlitewne przed oddziałami amerykańskich klinik aborcyjnych doprowadziły do gwałtownego spadku dochodów aborcjonistów, a nawet do zamykania dziesiątek takich placówek. W wielu miejscach aborcyjni lobbyści w obawie przed działalnością 40 Days for Life doprowadzili do przyjmowania prawa, zakazującego modlitwy przez klinikami. Takie „strefy zakazu obrony życia” wprowadzano w Niemczech, USA, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Ostatnio za samą modlitwę w myślach aresztowano w Birmingham panią Isabel Spruce… W Polsce z podobnymi problemami mierzyli się działacze Fundacji Pro – Prawo do życia, którzy za pokazywanie prawdy na temat aborcji od lat stają przed sądami. Gdyby nie nasze wsparcie, Fundacja (opierająca swoją działalność na wolontariuszach) musiałaby wydać miliony złotych na kosztowne batalie sądowe. 
Tym sposobem aborcjoniści osiągnęliby swój cel, doprowadzając do bankructwa największej organizacji pro-life. Dzięki pomocy prawników Ordo Iuris, po 7 latach od pierwszych spraw sądowych, sytuacja wygląda zupełnie inaczej – mamy już prawie 150 rozstrzygnięć, w których sądy stanęły po stronie wolności słowa obrońców życia. W styczniu uzyskaliśmy już piąty wyrok Sądu Najwyższego, który po raz kolejny potwierdził, że obrońcy życia mają prawo pokazywać prawdziwe oblicze aborcji w ramach swoich pikiet i demonstracji. Aborcjoniści muszą pogodzić się z tym, że nie zamkną ust pro-liferom.
Wolność do mówienia prawdy o aborcji to pierwszy krok. Dostrzegamy jednak, że nie ma w Polsce jednego miejsca, gdzie rodzice mogliby uzyskać komplet potrzebnych informacji, gdy stają wobec najtrudniejszych wyzwań a aborcja jest im oferowana jako „rozwiązanie wszelkich problemów”. Nasi eksperci już pracują nad zbiorem dostępnych form pomocy dla matek i rodziców w trudnych sytuacjach. Omówimy w niej działalność domów samotnej matki, hospicjów perinatalnych, okien życia, ośrodków adopcyjnych i interwencyjnych ośrodków pre-adopcyjnych. Na podstawie tej analizy, chcemy przygotować praktyczny poradnik, który pomoże w dokonaniu właściwej decyzji i odnalezieniu realnej pomocy. Jednocześnie musimy walczyć ze śmiercionośną propagandą aborcjonistów, którzy przekonują, że aborcja jest zjawiskiem powszechnie popieranym przez większość polskiego społeczeństwa.
Dlatego w przyszłym tygodniu opublikujemy analizę sondaży opinii publicznej, z której wynika, że – wbrew propagandzie aborcjonistów i proaborcyjnych mediów – większość Polaków sprzeciwia się aborcji i wspiera życie. Nadal walczymy o ukaranie aborcjonistek z „Aborcyjnego Dream Teamu”, które w poczuciu całkowitej bezkarności nie tylko publicznie promują nielegalną aborcję, ale też pomagają w jej przeprowadzaniu. I to pomimo tego, że polskie prawo mówi wprost, że za pomocnictwo w aborcji grozi do trzech lat więzienia. 
Tydzień temu odbyła się kolejna rozprawa w precedensowym procesie Justyny W., podczas której obrońcy aktywistki aborcyjnej próbowali doprowadzić do wykluczenia Ordo Iuris z udziału w procesie. Na szczęście sąd nie wyraził na to zgody. Wyrok w tej sprawie może zapaść już w marcu. Od lat widzimy, że im większa jest skala naszej aktywności w sprawach obrony życia, tym szybciej następują zmiany i tym więcej dzieci możemy ocalić spod aborcyjnych narzędzi śmierci. To dzięki Panu możemy prowadzić tę działalność, chroniąc dzieci oraz stanowiąc zaplecze prawne dla wszystkich polskich ruchów pro-life.
Dlatego także dzisiaj zwracam się do Pana o wsparcie w tym trudnym, ale niezwykle ważnym i zwycięskim dziele obrony życia.   Aby dowiedzieć się więcej na temat tego, w jaki sposób walczymy z aborcyjną propagandą, proszę kliknąć w poniższy przycisk. CZYTAJ WIĘCEJ   Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
[w oryginale.. MD]
Wspólnie uratujmy niewinne dzieci
Nasza dalsza walka w obronie życia nienarodzonego z roku na rok przynosi wymierne efekty. Chociaż wiąże się ze znoszeniem najgorszych zniewag i obelg ze strony zmanipulowanych uczestników czarnych marszów, to niesie także nagrodę o niezmierzonej wartości – świadomość ocalenia setek dzieci przed okrutną śmiercią. To dzięki hojności i wsparciu Przyjaciół i Darczyńców Ordo Iuris mogliśmy tyle już dokonać i możemy planować opisane wcześniej działania. 
Jestem przekonany, że razem ocalimy tysiące dziewczynek i chłopców, dla których światowi magnaci aborcji już wyprodukowali aborcyjne szczypce, trucizny i klamry. Te działania to oczywiście konkretne koszty, których listą szczerze chcę podzielić się z Panem. Przygotowanie analizy sondaży opinii publicznej na temat aborcji, którą opublikujemy w przyszłym tygodniu kosztowało nas 10 000 zł. Teraz pracujemy nad analizą na temat form pomocy dla kobiet ciężarnych w trudnych sytuacjach życiowych. Na jej podstawie chcemy przygotować przystępny poradnik dla matek i rodzin w najtrudniejszych sytuacjach.
Przygotowanie, redakcja i publikacja poradnika to koszt rzędu 15 000 zł. Aby uratować życie jak największej ilości dzieci, będziemy chcieli zainwestować też co najmniej kilka tysięcy złotych w jak najszerszą promocję poradnika. Wierzę w to, że będziemy mogli to zrobić także dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan. Z konkretnymi kosztami wiąże się też nasz dalszy udział w procesie Justyny W. i wszystkich innych postępowaniach przeciwko aborcjonistom, które mogą wkrótce zostać wszczęte po serii zawiadomień, które trafiły w ostatnich tygodniach do polskich prokuratur. Koszty takich postępowań mogą być bardzo zróżnicowane. Czasem musimy na nie wydać 2 000 zł, a czasem nawet 20 000 zł – gdy sprawa wymaga nie tylko szczegółowej analizy, przygotowania pism procesowych i stawienia się na rozprawie, ale też zasięgnięcia opinii biegłych lekarzy lub ekspertów innych dziedzin. Nadal reprezentujemy też przed polskimi sądami obrońców życia. Choć wyroki Sądu Najwyższego dają nadzieję, że wkrótce aktywiści pro-life będą mogli zapomnieć o sądowych bataliach o wolność słowa, to wciąż na wokandzie mamy kilkanaście takich spraw.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal walczyć o prawo do życia dla każdego człowieka – także tego nienarodzonego.
Z wyrazami szacunku

P.S. Jedna śmierć to tragedia. Śmierć milionów to już tylko statystyka – ten powszechnie przypisywany Józefowi Stalinowi cytat doskonale obrazuje z czym mamy do czynienia w przypadku aborcji, będącej dziś najczęstszą przyczyną śmierci na całym świecie. W ubiegłym roku przeprowadzono na świecie 44 miliony aborcji. Choć dla wielu ludzi na świecie ta liczba to tylko zwykła statystyka, to musimy zawsze pamiętać, że w rzeczywistości to 44 miliony (a więc populacja większa niż cała Polska!) ludzkich istnień – dzieci, którym nigdy nie będzie dane zobaczyć tego świata. I nawet jeśli nie uratujemy wszystkich, to każde uratowane dziecko jest naszym wielkim sukcesem i nie możemy się poddawać w tej walce.
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.

 
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa (22) 404 38 50 www.ordoiuris.pl

19.02.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

19.02.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

14/02/2023przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

FacebookTwitter

https://web.facebook.com/v3.1/plugins/like.php?app_id=0&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df24c3252c215a5%26domain%3Dkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttp%253A%252F%252Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%252Ff354ed68f5deb56%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%2F%3Fp%3D9900&layout=button&locale=pl_PL&ref=addtoany&sdk=joey&width=90LinkedInEmailWykopPrint

Gmail Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Do nowego pokolenia Polaków: Przypominam drogę wyjścia z katastrofy „demokracji”.

Dla nowego pokolenia Polaków: Przypominam drogę wyjścia z katastrofy „demokracji”.

Mirosław Dakowski, luty 2023

Przed 30 laty Bronisław Geremek [ z domu Lewortow] zablokował naturalny, od stuleci skuteczny sposób doboru przywódców: Taki sam, jak w sporcie: Pierwszy na mecie jest zwycięzcą. First past the post, FPTP.

Jego [Geremka] prowadzący, „wielce czcigodni mistrzowie”, „dostojni”, „mędrcy”, z lóż [jak bezczelnie, pełni pychy siebie nazywają], mieli już media, tak te postkomunistyczne, jak i Gazetę Wyborczą. Oraz władzę zakulisową. Nie mogli więc nie zwyciężyć.

Dla nowego pokolenia Polaków: Tworzę więc nowy/stary dział, Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

O tym wszystkim mówiliśmy i pisali „na przełomie tysiącleci”… by sformułować to patetycznie a śmiesznie.

Wtedy między innymi Ojciec Dyrektor Rydzyk był wielkim zwolennikiem JOW i propagował je. Było wiele „Rozmów niedokończonych” na ten temat, cieszyły się ogromną popularnością, ja kiedyś mówiłem do 4-tej rano; od 1-szej w nocy już głównie dla Ameryki Północnej czyli USA i Kanady oraz Brazylii i Argentyny. Ojciec Dyrektor zaplanował już nawet cykl szkoleń w Toruniu. Oddzielnie dla chętnych z Polski Północnej oraz z Polski Południowej. I nagle, bez uprzedzenia, blokada. Nie powiedział nam o przyczynach. Cóż, zapewne argument nie do odrzucenia.

Do rozpoczęcia tego cyklu zachęciła mnie Miła Pani, kiedyś entuzjastka JOW i organizatorka kilku konferencji.

Ja: Tylko w JOW można jakoś tolerować „diemokrację”

Teraz zaś ONA pisze:

Oj nie – tu się nie zgadzam 

Sama też kiedyś tak o JOW-ach myślałam (nawet – o czym Pan pewnie nie wie  – „zorganizowałam w dawnych czasach”-(pewnie byl to 2000r) trzy spotkania prof Przystawy. Mieszkał u nas jadł, woziliśmy go na spotkania…)

Wyleczyłam się z tego – najlepszym przykładem jest Senat (JAKI SKŁAD?)

Sama kandydowałam i wiem że aby wygrać trzeba mieć forsę, forsę – dużo forsy.

————————————-

Otóż ze skandalicznego zaludnienia senatu [przecież wybranego według JOW !!!] można, należy – poza zastanowieniu się, wyciągnąć inne wnioski.

Okręg wyborczy do senatu, to – z powodu katastrofy demograficznej Polski – obecnie około 350 000. W czasie kampanii, jednoosobowo nie da się go objechać w całości nawet samochodem, nie mówiąc o rowerze. Miażdżącą przewagę ma więc kandydat naznaczony przez prezesów POPiS. Oni też dzierżą przecież TV.

Rzutki działacz lokalny znany i doceniany jest ludziom z jego okolicy, nie zaś z połowy województwa. Używając języka fizyki: JOW to oddziaływanie krótkozasięgowe, lokalne. Zaś ordynacja pseudo-proporcjonalna – to oddziaływania daleko-zasięgowe, więc globalne [znaczy: loże, finansiści.. ].

Z tych dwóch porównań wynika, że jego szanse w okręgu mającym 60000 wyborców są kilkadziesiąt razy większe, ogromne, mogą przełamać dyktat propagandy TV. Te siły na odległość kilkunastu kilometrów działają, ale na odległość kilkudziesięciu i pod obuchem zupyłnieTV zanikają.

Omówimy sprawę prawa Duvergera, uzasadnionego socjologicznie, a popartego paru-wiekowym doświadczeniem: JOW powoduje gromadzenie się nowych posłów w dwie grupy, które potem rządzą naprzemiennie. Powstaje też trzecia mała grupka, która dzielnie krytykuje i „nowy nurt” buduje. I są posłowie niezależni, zwykle bardzo prężni. Z ich poglądami grupy rządzące muszą się liczyć. Co jakiś czas [przykład Wielkiej Brytanii] nagle „ta trzecia” zajmuje miejsce tej mniej sprawnej z partii głównych.

W Wielkiej Brytanii przy równej ilości głosów na dwóch kandydatów, nie robi się dodatkowych wyborów, lecz rzuca się monetą. Bo przecież ten, co wygra, by był ponownie wybrany, musi uwzględniać potrzeby wszystkich wyborców, nie tylko swoich.

Jest też ogromna różnica w odporności na korupcję. Przy ordynacji partyjniackiej wystarczy porządnie skorumpować czy zastraszyć jedną czy dwie osoby. Natomiast w JOW trzeba by przedstawić propozycję jakiejś setce osób. I jest wtedy ryzyko, że 5 czy 10 z nich porządnie, profesjonalnie, kilko-kanałowo nagra takie propozycje. I co gorsza je opublikuje. A przecież szef jakiejś dużej partii nie opublikowałby, by nie zrobić sobie Wielkiego Wroga.

———————-

Takie sprawy będą przypominał w dziale JOW, by młodzi, co tak szybko rosną, nie musieli znów zaczynać od zera, jak my zaczynaliśmy trzydzieści parę lat temu.

Aha, istnieje Ruch JOW [http://jow.pl/ ], pozostałość, okruchy po rozgromieniu go przez jakiegoś celebrytę, agenta, który pod hasłem JOW wszedł do sejmu, wcześniej wyrzucając spośród kandydatów – wszystkich działaczy ruchu JOW [sic !!!] .

Tak działa ordynacja partyjniacka, dzieci. Musimy, musicie ją obalić.

W Ruchu JOW na pewno mają książki, pozostałość z lepszych czasów.

Oczywiście nie będę pisał artykułów na nowo, więc pewne archaizmy tolerujcie, proszę.

Rumuńska senator twierdzi, że trzęsienie ziemi w Turcji było dziełem spisku. Dramatyczne przemówienie w parlamencie.

Rumuńska senator twierdzi, że trzęsienie ziemi w Turcji było dziełem spisku. Dramatyczne przemówienie w parlamencie.

https:// ussanews.com/2023/02/13/romanian-senator-claims-turkeys-earthquake-was-a-man-made-attack/

[po https:// -usunąć spacje, bo bez nich u mnie adres wariuje. MD]

[Umieszczam informacyjnie, nie wiemy, czy są to dane wiarygodniej, skąd ona czerpała informacje i jak się ośmieliła mówić to w Parlamencie. Tłumaczenie dość maszynowe, warto przeczytać po angielsku. Tu nagranie, tekst wystąpienia po angielsku: https://trusttheq.com/nato-lawmaker-reveals-earthquake-weapon-killed-over-35000-in-turkey/ Poniżej tekstu jest video. Kogo to interesuje, niech sobie wszystko zapisze na odłączonym od sieci komputerze. MD]

=============================
Podczas swojego przemówienia w rumuńskim parlamencie w zeszłym tygodniu senator Diana Lovanovici oskarżyła Zachód o użycie „broni geologicznej” do spowodowania niszczycielskiego trzęsienia ziemi w Turcji.

Jest dla mnie bardzo jasne, że w tym momencie sprawy na poziomie międzynarodowym wymknęły się spod kontroli, głupcy grają jak Bóg i myślą, że wygrali grę” – powiedział senator. „Z powodu tych obłąkanych i psychopatycznych ludzi, którzy wywołują wojny i kataklizmy przy użyciu niekonwencjonalnej broni, my, ludzie, jesteśmy tylko liczbami, których mogą się pozbyć”.

Oskarżyła także globalistów o ich rolę w ludobójczym spisku wykorzystującym „domniemaną pandemię” i to, co opisała jako śmiertelne ukłucia covida.

——————–

Do tej pory ponad 33 000 osób zginęło, a dziesiątki tysięcy zostało rannych po ogromnym trzęsieniu ziemi o sile 7,8 w skali Richtera, które nawiedziło Turcję i sąsiednią Syrię.

Czy to możliwe, że trzęsienie ziemi zostało stworzone przez Stany Zjednoczone przy użyciu technologii HAARP?

Wielu, w tym senator Lovanovici, uważa, że ​​technologia ta została wykorzystana do ukarania Turcji za odmowę współpracy z Zachodem.

Poniżej przetłumaczony zapis wystąpienia pani senator.

————————————-

„Szanowni Państwo Senatorowie,

Od trzech lat mamy do czynienia z prawdziwą kampanią masowych mordów na całym świecie, albo poprzez rzekome pandemie i „nieuchronną potrzebę” wstrzykiwania niesprawdzonych szczepionek, które zabijają ludzi, albo przez wojny, które zmniejszają populację świata, ale przebudowują politykę międzynarodową, przestawiają bieguny władzy i zmienia granice.

Byliśmy świadkami wywoływania trzęsień ziemi na rozkaz, co w rzeczywistości jest atakiem na Turcję przez największego na świecie, który całkowicie nie lubił być ustawiany przez Recepa Tayyipa Erdogana, prezydenta Turcji.

Co więcej, jego pozycja neutralności i mediatora w wojnie ukraińsko-rosyjskiej głęboko ich zaniepokoiła.

Turcja jest drugim z militarnego punktu widzenia mocarstwem w ramach NATO. Jego [ Erdogana] stanowisko w sprawie zablokowania przystąpienia Szwecji do NATO, jego przemówienie w Davos, a także gest opuszczenia konferencji prasowej w środku tej konferencji, przeciwstawiając się Schwabowi, nie pozostały bez echa w zimnym świecie przywódców świata. Ale nikt nie pomyślał, że ludzie będą musieli umrzeć, tak wielu ludzi i w tak straszny sposób. I to tylko ostrzeżenie, bo nie był to najbardziej zaludniony obszar Turcji.

150 wstrząsów wtórnych niszczycielskiego trzęsienia ziemi, drugie większe niż pierwsze, bez epicentrum, obszar sztucznie stymulowany, broń geologiczna istniejąca od bardzo dawna, używana do tej pory bez powodowania zbyt wielu ofiar, prawdopodobnie do eksperymentów . Teraz zostało to wcielone w życie.

Jeśli przyjrzymy się uważnie mapie Turcji, zobaczymy, że jest ona poprzecinana gazociągami i ropociągami, co jest właściwie jednym z celów: ich zniszczeniem. Ale na 10 sekund przed wystąpieniem tak zwanego trzęsienia ziemi Turcy zamknęli te rurociągi. Ponadto na 24 godziny przed trzęsieniem ziemi 10 krajów wycofało swoich ambasadorów z Turcji. 5 dni przed jego wystąpieniem rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenie przed podróżą dla obywateli rumuńskich do Turcji, mimo że zagrożenia nie było, podobnie jak inne kraje.

Zabijając ludzi, służyli ich interesom. Z map pokazywanych we wszystkich kanałach telewizyjnych wynika, że ​​nie było epicentrum, ale linia z tysiącami trzęsień ziemi.

Tureckie tajne służby prowadzą śledztwo w sprawie możliwej przestępczej interwencji” (czytaj: udział innego państwa w wywołaniu pierwszego trzęsienia ziemi), co później było reakcją łańcuchową po destabilizacji płyt tektonicznych w regionie.

Jest bardzo jasne, że prezydent Erdogan został ukarany za swoją odwagę, godność i honor oraz bliskość z Federacją Rosyjską, w rzeczywistości za postawę neutralności i mediacji na rzecz pokoju. Ponadto pożądane jest odwrócenie uwagi od Ukrainy, gdzie przedstawiciele wielu krajów już zaczęli krzyczeć przeciwko despotyzmowi i rozkazom wydawanym przez prezydenta Zełenskiego, tak jakby rządził on światem i ktoś miał obowiązek wysyłania broni i udziału w swoją wojnę, w wojnie, w której poświęcił swój własny naród i zniszczył cały swój kraj. Każdy, kto mówi o pokoju, jest stawiany przy słupie hańby i atakowany ze wszystkich stron. Tak właśnie stało się w Rumunii, kiedy zapoczątkowałem wyjątkową inicjatywę Neutralność dla Rumunii. Pokój z Bukaresztu.

Wszyscy rzucili się na mnie, chociaż teraz, po roku wojny, prawie wszyscy mówią wszystko to, co ja mówiłem i popierałem od początku, twierdząc, że teraz są właścicielami tych idei.

Plagiatorzy! faryzeusze! Judasze !

Przez was ludzie umierali i nadal umierają, wszyscy macie ręce splamione krwią milionów ludzi zabitych w interesie jakichś szaleńców, którzy chcą rządzić światem. Niestety, na rumuńskim szczeblu kierowniczym mamy tylko niekompetentnych, idiotów, plagiatorów, złodziei, rabusiów, przestępców, tchórzy, zdrajców, a lista jest długa.

Ci niekompetentni, nagrodzeni przez obce kraje za szczególne zasługi w ich poparciu, ale kosztem Rumunii, próbują w tej chwili zmienić Rumunię z neutralnego, suwerennego państwa w państwo służalcze i ofensywne, poprzez które niektóre wielkie mocarstwa mogą realizować swoje działań wojennych i zamienić Rumunów w mięso armatnie dla dobra innych.

Judaszu, zatrzymamy cię za wszelką cenę i za wszelką cenę! Opuść Rumunię, aby była suwerenna i neutralna! Nie interesują nas czyjekolwiek wojny. Zawsze broniliśmy naszego narodu i ziemi i nikogo nie atakowaliśmy. Powinieneś wiedzieć, że zawsze byliśmy w obozie przegranych, nawet gdy obóz wygrywał. Zawsze płaciliśmy.

WYSTARCZA ! ZATRZYMAJ SIĘ TUTAJ! RUMUNIA ZACHOWA NEUTRALNOŚĆ, BEZ WZGLĘDU NA TO, CO OBIECALIŚCIE INNYM, ZDRAJCY!

MAMY OBOWIĄZEK UTRZYMYWANIA DOBREGO SĄSIEDZTWA W REGIONIE, O CO INNI PYTAJĄ! JEŚLI NIE JESTEŚ W STANIE OBRONIĆ NASZEGO POKOJU, A NIE JESTEŚ, TO ODEJDŹ, ALBO CIĘ ZROBIMY!

Jest dla mnie bardzo jasne, że w tym momencie sprawy na poziomie międzynarodowym wymknęły się spod kontroli, głupcy grają jak Bóg i myślą, że wygrali grę. Z powodu tych obłąkanych i psychopatycznych ludzi, którzy wywołują wojny i kataklizmy przy użyciu niekonwencjonalnej broni, my, ludzie, jesteśmy tylko liczbami, których mogą się pozbyć. Konieczne jest, aby wszystkie narody, narody świata, wspólnie się podniosły, obudziły z codziennych wygód i beztroski i tak jak w 1848 r. obroniły nasze szczęście i piękny świat w którym żyjemy.

Dlatego wzywam was wszystkich, którzy wciąż chcecie żyć w świecie Boga, a nie szatana, wzywam was do powstania do walki, do światowego buntu o wolność nas wszystkich i zniszczyć tych wrogów,

Zdejmij pazury z Turcji! Zdejmij pazury z Rumuni! Zdejmij pazury z ludu bożego! Ostrzeżenie dla psychopatów świata: Jeśli ty musisz zabijać ludzi, my też musimy was zniszczyć! Wszystko albo nic! Oko za oko i ząb za ząb! Prawo talionu!

Dziękuję!”

Kliknij ten link, aby wyświetlić oryginalne źródło tego artykułu.

=========================

Video: Senator rumuńska

siedem minut

===================================

mail:

Odpowiedź: Silne trzęsienie ziemi zarejestrowano we wtorek w południowo-zachodniej Rumunii – poinformowało Europejskie Śródziemnomorskie Centrum Sejsmologiczne (EMSC). Miało magnitudę 5,7. Dzień wcześniej w tym samym rejonie kraju również zatrzęsła się ziemia, a magnituda także przekraczała 5.

W ZUS-ie w cztery lata na nagrody i premie wydali 1,82 miliarda zł.

W ZUS-ie w cztery lata na nagrody i premie wydali 1,82 miliarda złotych

Konrad Bagiński 12 lutego 2023, https://innpoland.pl/190832,zus-w-4-wydal-1-8-miliarda-zl-na-nagrody-i-premie

W ciągu ostatnich 4 lat Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał na premie i nagrody dla swoich pracowników ponad 1,82 mld zł. Absolutny rekord został pobity w 2021 roku, gdy na te cele poszło ponad 670 milionów. Wtedy na każdego zatrudnionego przypadło po prawie 16 tysięcy.

  • Warszawska centrala Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przy ul. Szamockiej
  • ===================================
  • W 4 lata ZUS wydał na nagrody i premie dla swoich pracowników ponad 1,8 mld zł
  • Na pieniądze pracownicy ZUS nie mogli narzekać szczególnie w roku 2021
  • Wtedy na nagrody dla nich poszło ponad 670 mln zł, prawie 16 tys. zł na głowę
  • ZUS jest za to oszczędny, jeśli chodzi o kwestie reprezentacji

Od 2019 do 2022 roku włącznie ZUS wydał prawie 236 mln zł na nagrody i premie dla kadry kierowniczej liczącej ponad 2900 osób. W rekordowym 2021 roku kierownicy dostali średnio po prawie 25 tys. zł na głowę. W ciągu ostatnich 4 lat ich premie i nagrody nie schodziły poniżej 13 tys. zł rocznie.

To wszystko wynika z danych, jakie INNPoland.pl udostępniła posłanka Hanna Gill-Piątek. Dane otrzymała z samego ZUS w odpowiedzi na swoje pismo. Dane nie są pełne, jak przyznaje ZUS. Wysokość premii i nagród przypisana do roku 2022 nie obejmuje wypłat zrealizowanych w 2023 r. oraz m.in. premii za IV kwartał 2022 r.

Skąd tak wysoka kwota na nagrody w 2021 roku? ZUS twierdzi, że w 2021 roku fundusz wynagrodzeń osobowych został dodatkowo zasilony „środkami na nagrody indywidualne o kwotę 200 mln zł”. Stąd m.in. wzięło się 670 milionów na premie i nagrody.

W tym roku statystyczny pracownik ZUS dostał prawie 16 tys. zł ekstra. Tak się jednak składa, że w 2021 roku pracownicy ZUS grozili strajkiem. Czy to dlatego ich premie poszybowały w górę?

W tym samym roku świetnie obłowiła się kadra kierownicza. Zgarnęła nagrody i premie o łącznej wartości ponad 80 mln zł. Wyszło prawie 25 tysięcy na głowę. W latach 2019, 2020 i 2022 na nagrody i premie dla kadry kierowniczej szło odpowiednio prawie 49, prawie 67 i prawie 41 milionów. Dawało to rocznie ponad 13, prawie 19 i prawie 14 tys. zł na głowę.

ZUS podkreśla, że zatrudnia łącznie ponad 42 800 osób, z czego ponad 2900 osób na stanowiskach kierowniczych.Reprezentacja też kosztuje

Jak wynika z odpowiedzi ZUS na pismo posłanki Hanny Gill-Piątek, Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma osobnego funduszu reprezentacyjnego i okolicznościowego. I raczej nie szasta pieniędzmi na takie cele.

ZUS w zeszłym roku wydał niecałe 3,4 mln zł na reprezentację i ubrania dla pracowników. Z tej sumy prawie 2,9 miliona poszło na ubrania: apaszki, krawaty, naszywki z logo ZUS i ekwiwalent pieniężny za strój służbowy. Niecałe 550 tysięcy ZUS wydał na udział w targach i konferencjach oraz przyjmowanie zagranicznych delegacji.

A jak zarabia się w ZUS-ie?

W 2021 r. przeciętne całkowite miesięczne wynagrodzenie w ZUS wynosiło 6412,13 zł i było wyższe o 523,13 zł od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku. Przeciętne wynagrodzenie zasadnicze z angaży na dzień 31 grudnia 2021 r. wyniosło 4855 zł – to dane z MRiPS.

Resort podał je, kiedy pracownicy ZUS grozili strajkiem. Co ciekawe, pierwsze poważnie brzmiące informacje o możliwym strajku generalnym w ZUS-ie pojawiły się w roku 2021. Czy wysokie nagrody miały zniechęcić pracowników do strajku?

[—]

Największy błąd Marszałka Piłsudskiego

Mirosław Dakowski listopad 1999

[wyciągnięte z mego Archiwum. Każdy może tam sobie wejść i poszukać więcej. Ale nie potrafię dać poprawnego adresu. md, 2023]

Największy błąd Marszałka Piłsudskiego

Mija 81 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości. Niepodległość tę mieliśmy jedynie lat dwadzieścia.
Obecnie, sześćdziesiąt lat po zdławieniu II Rzeczypospolitej, spory między „narodowcami” a „piłsudczykami” są raczej przebrzmiałe. W polityce polskiej wyłonił się podział między nurtem, dla którego najwyższą wartością polityczną jest interes Polski i Polaków, oraz dwoma przenikającymi się obozami: „internacjonalistami” i t.zw. „socjal-demokratami” spod znaku Marksa oraz obozem zwolenników rozmycia się narodów w „postępowej Europie”, czyli pod rządami synarchii – „nieznanych mędrców” rządu światowego, jak się w swej pysze nazywają. Warto więc teraz zastanowić się, czy nasi ojcowie mogli w dwudziestoleciu II-giej Rzeczypospolitej osiągnąć więcej korzyści dla Polski i dla nas.
Tak wielbiciele, jak i przeciwnicy Marszałka Piłsudskiego (w każdym razie ogromna ich większość) zgadzają się z tym, że był on polskim patriotą i że kochał Polskę. Nie miał jednak wysokiego mniemania o zdolnościach Polaków do samo-rządzenia się. Znana jest jego myśl, że dla Polski można wiele zrobić, lecz we współpracy z Polakami – raczej niewiele.
Z tego pewnego lekceważenia umiejętności Polaków wynikła brzemienna dla nas w skutki decyzja o sposobie wybrnięcia z „sejmokracji” panującej w pierwszych latach II Rzeczypospolitej. Skutkiem decyzji Piłsudskiego był krwawy przewrót z połowy maja 1926 roku. Z jednej strony kosztował on życie prawie czterystu młodych Polaków, a z drugiej był przyczyną powstania rządów jednej grupy – „bezpartyjnej partii” – BBWR. Tę nielogiczną groteskę próbowano małpować jeszcze przed paru laty. Po roku 1926-tym zamiast bałaganu sejmokracji powstały rządy co prawda stabilne, ale ułatwiające wzrost klik i „układów nieformalnych”. Dla nas, Polaków na przełomie stuleci, jest najważniejsze, iż życie polityczne współczesnej Polski jest zarażone obiema powyższymi chorobami. Tak sejmokracją i nieodpowiedzialnością „koalicji”, jak i mafijnością. Czyżby Nabyty Brak Odporności ? NIE:
Gdyby Marszałek bardziej wierzył w rozum swoich doradców, czy w rozsądek Polaków, to zrozumiałby na czas, że sposób doboru elit politycznych narzucony przez socjalistyczna przecież, „postępową” konstytucję marcową był receptą na rozdrobnienie nurtów politycznych. Narzucono tam przecież naszym ojcom i dziadom „ordynację proporcjonalną”, sztuczny twór socjalistów belgijskich sprzed (wtedy) pół wieku.
Czy człowiek światły i uczciwy mógł nie widzieć, że prowadzi to w sposób nieunikniony do rozdrabniania nurtów politycznych na partie, partyjki, ruchy i odłamy? Ano, jak widać, mógł!
Gdyby Józef Piłsudski w maju 1926 r. wymusił zmianę ordynacji wyborczej do Sejmu na znaną już wtedy od 150-ciu lat ordynację z jednomandatowymi okręgami wyborczymi [por. IV Księga Pana Tadeusza, „Daj kreskę Dowejce”] – JOW, to spowodowałby tym samym powstanie dwóch stabilnych obozów (raczej partii) politycznych. A chyba o stabilne rządy rzetelnych patriotów Mu w rzeczywistości chodziło. Najpewniej byłby to obóz socjalizująco-równościowy oraz partia narodowa. Partie te musiałyby mieć wewnętrznie spójne programy – i musiałyby je realizować (po ewentualnym wygraniu wyborów). Zostaliby do tego zmuszeni wszyscy politycy, włączając w to tak mężów stanu, jak i t.zw. „intrygantów” i „warchołów”. Nie wchodzę w to, czy były to epitety słuszne. Stwierdzam tylko, że przy ordynacji jednomandatowej nie opłaca się posłom ani partii będącej u władzy nie spełniać swych obietnic przedwyborczych. Po drugie: partia rządząca na skutek wyboru poprzez JOW nie ma kuli u nogi w postaci „koalicjanta”, z którym musi zawsze zawierać „kompromisy”. Taka choroba (bardzo groźna dla społeczeństwa) trafia się zaś zwykle w państwach niby-demokratycznych na skutek wyborów pseudo-proporcjonalnych. Jest też wygodną wymówką dla nieuczciwych, małych polityków: Powoduje możność lekceważenia swych programów przedwyborczych przez partię u władzy, czyli jest przyczyną nie-rządu.
Światowe doświadczenie krajów zdrowej demokracji parlamentarnej pokazuje, że wyborcy po jednej czy dwóch kadencjach zniechęcają się do partii u władzy, co przy następnych wyborach większościowych powoduje odmianę. Wystarczy do tego jednak jedynie zmiana poparcie z np. 53 % na 47%, a „nowa” partia u władzy już uzyskuje większość zdolną do wyłonienia stabilnego rządu. I stoi przed koniecznością spełnienia klarownego, jednoznacznego programu. Nic więc dziwnego, że kliki partyjne mające na celu wyciągniecie największych korzyści osobistych tak lubią mętną wodę „umów koalicyjnych” i zwalania przyczyn swych klęsk gospodarczych czy społecznych na „koalicjanta”, A nieczysty „kompromis” z koalicjantem musi się pojawić przy ordynacji pseodo-proporcjonalnej.
Gdyby w latach 20-tych wprowadzono w Polsce ordynację JOW, to w partiach powstałych na podstawie takich mechanizmów doboru, ogromna rolę graliby działacze terenowi, powiatowi, a nie „oficerowie legionowi” (zresztą cudownie wtedy, na początku lat trzydziestych, rozmnożeni). Gdyby Marszałek w dziesięcioleciu po 1925r. znał te cechy ordynacji Jednomandatowej i ją wprowadził, to mieliśmy szansę , by każda „ziemia” czy powiat wystawiła najlepszego ze swych reprezentantów. Polska pod koniec Drugiej Rzeczypospolitej byłaby na pewno zdrowsza, silniejsza i … łatwiej przeżyłaby następne kataklizmy narzucone nam z zewnątrz.
Obecna sytuacja Polski i Polaków jest na pewno o wiele bardziej krytyczna, niż w latach 30-tych. Konieczne jest więc, byśmy dołożyli wszystkich sił, by tego największego błędu Marszałka nie powtórzyć. Jesteśmy dojrzalsi o trzy pokolenia, uczmy się na cudzych błędach oraz w bibliotekach i w dyskusjach.
Ciężkie milczenie mediów na temat Jednomandatowych Okręgów Wyborczych świadczy o tym, że ośrodki decydujące o czym mówić wolno i należy, boją się poruszenia sprawy JOW. Zażenowana bierność polityków znajdujących się już w sejmie czy senacie w czasie targów przepychanek i intryg związanych z wymuszoną przez „reformę administracji” zmianą ordynacji źle Polsce wróżą. Świadczą o tym, iż kto już doszedł do władzy, to stara się przy niej pozostać, nawet kosztem niespełnienia swych programów i obietnic przedwyborczych.
Nadzieja w działaczach młodych, rzutkich i z doświadczeniem samorządności terenowej. Inaczej „warszawka”, czy jak te samozwańcze i samo-podtrzymujące się „elity polityczne” nazwać, nas dobije. Ruch oddolny może sytuację zmienić.

W Polsce wszystko się wali. Gdzie więc jest klucz.

W Polsce wszystko się wali. Gdzie więc jest klucz.

Dla odzyskania podmiotowości Polski i Polaków konieczna jest deregulacja zawodu polityka

[Przypominam w dziesiątą rocznicę śmierci profesora Jerzego Przystawy. MD]

Plan dla Polski: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

Na 460 zasiadających w Sejmie posłów 297, a więc 65%, nie uzyskało poparcia nawet 2% wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc nie uzyskało nawet poparcia 1 na 50 wyborców! 85 z nich, a więc prawie 20% całej Izby nie przekroczyło poparcia 1%, a więc 1 na 100 wyborców!

Wystąpienie na Kongresie Protestu, Warszawa, 31 marca 2012

Jerzy Przystawa

Obóz protestu

Polska, a w szczególności Warszawa, od lat jest świadkiem nasilających się protestów najróżniejszych grup zawodowych i związków. Chyba poza bankierami i zawodowymi politykami protestowali już wszyscy. Jedni głośniej, inni ciszej, jedni spokojnie maszerowali, inni szli z hałasem i dymem palonych opon samochodowych i kubłów ze śmieciami. W ogromnej większości były to i są protesty o charakterze egzystencjalnym: protestujący stwierdzają, że pieniądze publiczne są źle dzielone, w związku z tym szwankują wszelkie służby publiczne, a kolejne grupy zawodowe popadają w biedę, nie będąc w stanie ani wykonywać należycie swoich obowiązków, ani nawet zarobić na swoje utrzymanie. Poruszające były też manifestacje protestu o charakterze nie egzystencjalnym lecz politycznym, w tym, w pierwszym rzędzie, w związku z Katastrofą Smoleńską czy Marsze Niepodległości.

Ogólną cechą tych wszystkich akcji protestacyjnych jest to, że są to akcje rozłączne, angażujące w różnym stopniu różne grupy zawodowe i społeczne, nie wywołujące – każda z osobna – większego rezonansu społecznego. I nie mogą one takiego rezonansu wywołać, gdyż stanowią front walki o interesy szczegółowe, a więc nie posiadają potencjału umożliwiającego zaangażowanie szerokich warstw społecznych. Stoczniowcy mało obchodzą dzisiaj górników, i vice versa, rolnicy i lekarze ambiwalentnie odnoszą się do jednych i drugich itd., itp. Społeczeństwo jest podzielone, po roku 1989, po rozbiciu NSZZ Solidarność, zabrakło idei, organizacji i struktur, które mogłyby te różne części Polski scalić ponownie i utworzyć z nich siłę, będąca w stanie przeciwstawić się globalnym planom politycznym, dla których podmiotowość Polski i Polaków może być jedynie kłopotem i zagrożeniem.

Wygenerowana w trakcie umów – nazwijmy je umownie Umowami Okrągłego Stołu – klasa zawodowych polityków, otrzymała zadanie dopasowania naszego kraju do tych globalnych planów, pilnowania i pacyfikowania odruchów społecznego protestu. I to zadanie, od 23 lat, z pomocą wszystkich wielkich tego świata, skutecznie wykonuje. Ta skuteczność jest możliwa dzięki ciągłemu kredytowaniu zewnętrznemu, które wpędziło Polskę w pętlę gigantycznego zadłużenia, ale pozwalało na utrzymywanie jako-takiego „pokoju społecznego”, nie dopuszczając do zbyt gwałtownego wybuchu niezadowolenia, takiego, jak np. w Grecji czy na Węgrzech.  

Aby przeciwstawić się planom globalnym, aby uzyskać podmiotowość Polski i Polaków w europejskich i światowych rozgrywkach, konieczna jest idea jednocząca, ponad wszelkimi interesami partykularnymi poszczególnych grup społecznych, idea, która jest do przyjęcia i akceptacji dla wszystkich, idea, która nikogo nie antagonizuje, ale której realizacja wychodzi naprzeciw słusznym oczekiwaniom społecznym. Naturalnie, ta idea musi mieć w sobie potencjał dający nadzieję na zrealizowanie tego ambitnego, antyglobalistycznego zamiaru: przywrócenia Polsce miejsca podmiotowego w polityce międzynarodowej.

W tym Obozie Protestu pojawił się ostatnio na scenie politycznej podmiot aspirujący do zdominowania tej sceny i przejęcia niekwestionowanego i wyłącznego przywództwa. Jest nim partia Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Uchwała Komitetu Politycznego tej partii z dnia 21 marca 2012 oświadcza:

„Jedynym ugrupowaniem, zdolnym przeciwstawić się planowemu osłabianiu polskiego państwa i demoralizowaniu jego obywateli, jest Prawo i Sprawiedliwość, które scala różne prawicowe oraz centrowe nurty i środowiska. Tylko skupienie się wokół PiS wszystkich, których łączy troska o pomyślną przyszłość niepodległej Polski, gwarantuje możliwość uzyskania realnego wpływu na funkcjonowanie państwa. Łudzenie wyborców mirażami personalnych przetasowań przez grupy, które nie mają szans na wejście do Parlamentu, szkodzi sprawie zwycięstwa prawicy… Wymaga tego dobro Ojczyzny, które musi być traktowane jako ważniejsze od osobistych interesów i ambicji. Tworzenie organizacji, działających na marginesie politycznych wydarzeń, ale uszczuplających elektorat prawicy choćby o ułamki procentów, jest szkodliwe i służy przeciwnikom Polski silnej, dostatniej, sprawiedliwej i liczącej się w świecie. Kto się na taki krok decyduje nie będzie mógł w przyszłości liczyć ani na zapomnienie błędów, ani na kandydowanie z list Prawa i Sprawiedliwości. Polska potrzebuje zwycięstwa prawicy. Zwycięstwo zapewnić może jedynie Prawo i Sprawiedliwość. To zwycięstwo nastąpi tym szybciej, im więcej sił skupi się we wspólnym wysiłku.”

Oczywiście, PiS i Jarosław Kaczyński nie jest jedyną partią, ani ugrupowaniem politycznym, aspirującym do ogólnonarodowego przywództwa i domagającym się zjednoczenia wszystkich pod wywieszonym przez nich sztandarem. Przypisuję tej partii miejsce szczególne, ponieważ jest to dzisiaj najsilniejsza partia polityczna, opozycyjna wobec koalicji rządzącej, dysponująca aktualnie 30% mandatów poselskich i nie ukrywająca, że jej celem jest przejęcie władzy w Polsce i to na zasadzie wyłączności. Posługuje się ona sprytną socjotechniką, która wszystkich Polaków, nie zgadzających się z Jarosławem Kaczyńskim brutalnie spycha „na miejsce, na którym stało ZOMO”, przypisując im złe, antypatriotyczne i antypolskie intencje, a nawet więcej: zdradę interesów narodowych.

Propozycja Jarosława Kaczyńskiego nie jest interesująca

Powód jest bardzo prosty: Jarosław Kaczyński jest politykiem Magdalenki i Okrągłego Stołu, pozostającym w najwyższych strukturach władzy nieprzerwanie od roku 1989, także jako premier rządu polskiego, którego brat sprawował może nawet jeszcze wyższe urzędy i godności, z Urzędem Prezydenta RP włącznie. Z tych powodów nie jest wiarygodna jego argumentacja, stosowany wobec nas szantaż – „staliście tam, gdzie stało ZOMO” – ani nie jest wiarygodny on sam, jako przywódca antyglobalistycznego protestu Polaków. Ciąży na nim bowiem odpowiedzialność nie tylko za okres rządzenia Polską z pozycji premiera, ale, a la longue, współodpowiedzialność za wszystko to, przy czym współuczestniczył od roku 1989. Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński jest dzisiaj innym politykiem niż ten z ostatniej dekady ubiegłego wieku, ale, żeby nas o tym przekonać, zamiast szantażować nas piętnem zdrady interesów narodowych, powinien raczej złożyć jakąś samokrytykę, wskazać wyraźnie co w jego działaniach politycznych tych 23 lat było złe i szkodliwe dla Polski, co dzisiaj odrzuca i dlaczego. Zamiast takiej samokrytyki, tak jak zawsze do tej pory, domaga się od nas podporządkowania i bezdyskusyjnego przyjęcia jego wykładni politycznej. Nie sądzę, żeby była to, na dłuższą metę, droga właściwa.

Gdzie więc jest klucz, gdzie szukać skutecznego planu dla Polski?

Jako inicjator, przed 20 laty, Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, z satysfakcją i przyjemnością pragnę w tym miejscu przywołać Uchwałę Katowickiej Okręgowej Rady Adwokackiej z dnia 22 marca 2012. Adwokaci stwierdzają w niej:

„Zawód polityka stał się zawodem zamkniętym dla aktywnych społecznie obywateli. Ukształtowany system partyjny skutecznie wyeliminował możliwość wpływu na rządy w państwie dla rzeszy osób nie związanych z kastą politycznych „celebrytów”, monopolizującą życie polityczne ostatniego dwudziestolecia.

Nie jest to zgodne ani z zasadami demokracji, ani z interesem państwa. Gry wewnątrzpartyjne często bowiem powodują, że eksponowane stanowiska w państwie obejmują ludzie jawnie niekompetentni a dorosłych obywateli pouczają osoby, które same niczego nie osiągnęły we własnym życiu zawodowym.

Dlatego uznajemy, że argumentacja, związana z postulatem tzw. deregulacji winna mieć w pierwszym rzędzie zastosowanie do grupy zawodowych polityków.

Z powyższych względów postanawiamy poprzeć działania, służące realizacji postulatów, niezbędnych dla deregulacji zawodu polityka w Polsce. Są nimi:
– zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez wprowadzenie okręgów jednomandatowych,
– zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez ograniczenie minimum liczby podpisów osób, popierających kandydata do 500.”

Deregulacja zawodu polityka: kto to jest polityk?

Najprostsza i najbardziej właściwa odpowiedź na to pytanie jest taka:

polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze

Z tej definicji polityka wynika od razu najważniejsza rola Sejmu w strukturze władzy państwowej: to w Sejmie dzielone są publiczne pieniądze, to tam uchwala się Budżet Państwa, to tam muszą być uwzględnione wszystkie słuszne oczekiwania różnych grup społecznych i zawodów. Rząd i jego struktury, administracja państwowa, mają jedynie sprawnie wykonywać wolę Sejmu.

Komu normalni ludzie powierzają swoje pieniądze? Jakim kryteriom muszą odpowiadać ci, którym przyznamy prawo dysponowania naszymi pieniędzmi?

Oczywiste jest, że muszą to być ludzie, do których mamy zaufanie. Żaden normalny człowiek nie powierzy swoich pieniędzy komuś, kogo nie zna, albo komu nie ufa. Z tego wynika, że aby komuś zaufać trzeba go najpierw znać.

Jak wygląda Sejm Rzeczypospolitej, jeśli popatrzymy nań przez lupę takiego kryterium? Jacy ludzie w nim zasiadają?

Zadałem sobie trud przejrzenia poparcia, jakiego udzielili wyborcy posłom obecnej Kadencji Sejmowej. Na 460 zasiadających w tej Izbie posłów 297, a więc 65%, nie uzyskało poparcia nawet 2% wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc nie uzyskało nawet poparcia 1 na 50 wyborców! 85 z nich, a więc prawie 20% całej Izby nie przekroczyło poparcia 1%, a więc 1 na 100 wyborców!

Np. wicemarszałek Sejmu, p. Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach zaledwie 7065 głosów, a więc znacznie poniżej 1% wyborców. Nie wiele więcej uzyskał inny wicemarszałek, p. Grzeszczak, bo aż 9648, czyli 1,3% . Natomiast zaledwie 6 posłów (dosłownie: sześciu!) może się pochwalić poparciem przekraczającym 10% wyborców w ich okręgach wyborczych. Wśród tych 6 nie ma nawet liderów partii politycznych, które od roku 1989 nieprzerwanie zasiadają w Sejmie i sprawujących urzędy premierów: Waldemar Pawlak uzyskał zaledwie 3,2%, a Leszek Miller jeszcze mniej, bo tylko 2,4% głosów wyborców.

Liczby te nie są wyjątkowe: podobnie było we wszystkich poprzednich kadencjach od roku 1991, czyli od tzw. pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborów w RP.

Ale czy faktycznie: czy od roku 1991 mamy w Polsce do czynienia z prawdziwie demokratycznymi wyborami?

Przede wszystkim nie mamy podstawowego prawa obywatelskiego, jakim jest nieskrępowane prawo kandydowania w wyborach powszechnych, czyli tzw. biernego prawa wyborczego. Szkoda, że od wyartykułowania tego zarzutu uchyliła się ORA, która wymienia tylko ograniczającą nasze bierne prawo wyborcze absurdalnie wysoką liczbę podpisów. Bo nie tylko o liczbę podpisów tu chodzi. Ale jest faktem, że gdy obywatelowi Wielkiej Brytanii (Kanady czy USA) wystarczy kilka, nie więcej niż 10-15 podpisów do zarejestrowania swojej kandydatury, to w Polsce ta liczba urasta do absurdalnego wymogu co najmniej 110 tysięcy, bez której nie podobna zarejestrować ogólnopolskiego komitetu wyborczego, a w konsekwencji niemożliwe staje się przekroczeniu progu 5% poparcia.

Po drugie: od czasów Lenina znane jest powiedzenie „nie ważne, jak kto głosuje, ważne jest, kto liczy głosy?” Kto liczy głosy w Polsce, a kto liczy w głosy np. w Anglii czy Kanadzie? TUTAJ od liczenia głosów są niezliczone komisje wyborcze, obwodowe, okręgowe i centralna, które wielokrotnie liczą, przeliczają, przesyłają tam i na powrót poza wszelką kontrolą społeczną, za zamkniętymi drzwiami, przez które zwykły wyborca nie ma wstępu. Wybory urządza administracja i tylko ona te wybory organizuje i kontroluje. TAM nie ma żadnych komisji wyborczych, ani obwodowych, ani okręgowych, ani centralnych: tam wyborcy SAMI organizują wybory, sami liczą głosy i sami cały przebieg wyborów kontrolują. Oni też ogłaszają kto te wybory wygrał i kto otrzymuje mandat do ich reprezentowania, komu powierzają prawo dzielenia ich pieniędzy. Nie uzgadniają tego z żadnymi instancjami, ani na górze, ani na dole. W takim systemie nie jest możliwe jest, żeby marszałkiem Sejmu był nie wiadomo kto, bo kandydat na marszałka musi najpierw zdobyć większość głosów wyborców w swoim okręgu wyborczym (mandat do dzielenia publicznych pieniędzy!), a potem uzyskać bezwzględną większość głosów członków parlamentu w tajnym głosowaniu! Będzie to więc prawdziwie osoba autentycznego zaufania społecznego, a nie partyjna wydmuszka za nie wiadomo jakie zasługi i dla kogo?

Polska może stać się podmiotem politycznym w polityce światowej dopiero wtedy, gdy nasze, polskie pieniądze, dzielić będą ludzie cieszący się naszym zaufaniem, wyrażonym w prawdziwie demokratycznych powszechnych wyborach. Wtedy także nasze protesty niezadowolenia będą miały rzeczywistych, odpowiedzialnych przed nami adresatów. System, który nam zafundowano, jak pisał filozof polityki Karl Popper: „odziera posła z osobistej odpowiedzialności i czyni zeń maszynkę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka”. Kierowanie naszych protestów i żałob do maszynek do głosowania urąga zdrowemu rozsądkowi i prowadzi donikąd.

Jose Ortega y Gasset, inny światowej sławy filozof polityki, pisał: „zdrowie każdej demokracji zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego: od procedury wyborczej. Gdy procedura ta jest właściwa, wtedy wszystko działa jak należy. Gdy procedura ta jest niewłaściwa, wtedy wszystko się wali, nawet gdyby inne instytucje działały bez zarzutu”.

W Polsce wszystko się wali. Czas pójść po rozum do głowy. Trzeba się uporać z ordynacją wyborczą do Sejmu.

(*)Wystąpienie na Kongresie Protestu, Warszawa, 31 marca 2012

Ukrywanie poszczepiennych zgonów i chorób pilotów. [Wzrosły 20 RAZY].

Ukrywanie poszczepiennych zgonów i chorób pilotów.

Wyszczepieni pod niebiosa czyli loty mają zniknąć

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/02/12/wyszczepieni-pod-niebiosa-czyli-loty-maja-zniknac/

,

Według FAA nic złego się nie dzieje i szczepionka nie jest przyczyną. Yoder zwrócił uwagę, że piloci sami kontaktują się z FAA, aby zgłosić, że rozwinęły się u nich problemy z sercem z powodu szczepionki. „A mimo to tamci nie chcą słuchać.”

−∗−

Kompilacja materiałów na temat zagrożeń dotyczących lotów z udziałem zaszczepionych przeciw covid pilotów. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

___________***___________

Śmiertelnie „zaszczepione” niebo: „Prawie każdego dnia otrzymuję telefony od pilotów z problemami kardiologicznymi lub dysfunkcjami neurologicznymi” (wideo)

Ostatnio w świecie lotniczym wydarzyło się coś niezwykłego, o czym media prawie nie mówiły. Federalny Urząd Lotnictwa Cywilnego (FAA) znacznie rozszerzył kryteria nieprawidłowości EKG u pilotów. EKG oznacza elektrokardiogram, popularnie nazywany „filmem serca” [‘heart film’].

Oznacza to, że piloci z uszkodzeniem serca mogą latać, narażając swoich pasażerów i załogę na poważne ryzyko. FAA po cichu zatwierdziła te wielkie zmiany w październiku zeszłego roku, wkrótce po tym, jak szczepionka stała się obowiązkowa.

Josh Yoder z US Freedom Flyers ujawnił w The Highwire, że prawie codziennie otrzymuje telefony od pilotów skarżących się na problemy z sercem lub zaburzeniami neurologicznymi. Pomaga pilotom uzyskać odpowiednią pomoc, zanim wydarzy się coś tragicznego.

.

USFF’s Josh Yoder on the COVID Vaccine Injuries Pilots are Experiencing

To tylko jeden z wielu przypadków

Według FAA nic złego się nie dzieje i szczepionka nie jest przyczyną. Yoder zwrócił uwagę, że piloci sami kontaktują się z FAA, aby zgłosić, że rozwinęły się u nich problemy z sercem z powodu szczepionki. „A mimo to tamci nie chcą słuchać.”

Są też piloci, którzy nie opowiedzą już swoich historii. Yoder wspomniał pilota Wilburna Wolfe’a, który latał dla American Airlines. Dostał szczepionkę Janssen’a i zmarł w ciągu kilku dni na skutek krwotoku mózgowego. „To tylko jeden z wielu przypadków”.

======================

https://twitter.com/LTCTheresaLong/status/1619701953461891072?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1619701953461891072%7Ctwgr%5E42b3216ade96f7dbc987ef82c373074f624aad29%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fekspedyt.org%2F2023%2F02%2F12%2Fwyszczepieni-pod-niebiosa-czyli-loty-maja-zniknac%2F

Pod dywanem

Wspomniał także o pilocie Bobie Snow, który wkrótce po locie doznał zatrzymania akcji serca i upadł. Potem jest Cody Flint, który zemdlał podczas pilotowania swojego samolotu. Czterech lekarzy stwierdziło, że zawiniła szczepionka.

Yoder powiedział również, że kilku pilotów poczuło się źle w ostatnich tygodniach, ale o tym się nie słyszy, ponieważ linie lotnicze zamiatają sprawę pod dywan.

[Pełne wydanie programu HighWire]

[…] Za: Nine for News

_________________

Deadly ‘Vaccinated’ Skies: ‘Almost Every Day I Get Calls From Pilots with Cardiac Issues or Neurological Dysfunction’ (Video), Amy Mek, February 12, 2023

−∗−

BONUS

Poszczepienny zawał podczas lądowania. Problemy pilotów. Sprawy w sądzie.

https://iframe.dacast.com/vod/f9823fc6-faba-b98f-0d00-4a7b50a58c5b/94019fa6-9bf9-9ca2-9b3c-e6e3aac19315

Powiązane tematycznie:

To mówisz, że nie boisz się latać…?
To może być tylko kwestią czasu, zanim dojdzie do katastrofalnego wypadku lotniczego z powodu niekorzystnego zdarzenia zdrowotnego u pilota. Ale zniszczenia prawdopodobnie zamaskują dowody, więc jest całkiem możliwe, że nigdy […]

_________________

Air News czyli przegląd doniesień lotniczych [06.2021r]
Lekkomyślność i nieodpowiedzialność na skalę, która oszałamia. Teraz będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co stanie się z zaszczepionymi osobami, aby uzyskać prawdziwy obraz krzywdy, która im została wyrządzona. […]

______________

„AIRmageddon” czyli pilot z nami nie poleci [2022]
Dane pokazują, że w ciągu pierwszych 7 miesięcy od wprowadzenia tej tak zwanej szczepionki przeciw COVID, odnotowano 20 razy więcej zdarzeń niepożądanych i 23 razy więcej zgonów zgłoszonych w związku […]

______________

Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o…
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]

Zmagania pomiędzy USA, a Chinami, a harcownicy w Europie Wschodniej. Rola Armii Polskiej.

Zmagania pomiędzy USA, a Chinami, a harcownicy w Europie Wschodniej. Rola Armii Polskiej.

źródło: https://adarma.pl/2023/02/01/co-oznacza-luka-w-zdolnosciach/

Komentarz do sytuacji militarnej Polski, fundacji Ad Arma:

Baza przemysłowo-wojskowa USA nie jest wystarczająco przygotowana na międzynarodowe środowisko bezpieczeństwa, które teraz istnieje. W dużym konflikcie regionalnym, takim jak wojna z Chinami w Zatoce Tajwańskiej, zużycie amunicji prawdopodobnie przekroczyłoby obecne zapasy USA – wynika z raportu autorstwa think-tanku Center for International Strategic Studies. Główne tezy raportu przedstawiła w języku polskim Polska Agencja Prasowa.

Wedle analiz CISS, Ameryce najprawdopodobniej zabrakłoby precyzyjnych pocisków dalekiego zasięgu już po niecałym tygodniu wojny, a amerykański przemysł zbrojeniowy nie ma obecnie zdolności do szybkiej rozbudowy potencjału. CISS zwraca też uwagę na zbiurokratyzowane procesy sprzedaży broni sojusznikom, które wydłużają dostawy nawet o 2 – 4 lata.

Analitycy CISS przypominają również, że USA wciąż nie dostarczyły sprzętu o łącznej wartości 19 mld dolarów, jaki miał trafić na Tajwan od 2019 r.

Komentarz Fundacji Ad Arma: Cała zdolność obronna Ukrainy wisi na wsparciu amerykańskim. Uzupełnienie braków w broni pancernej i w artylerii w Polsce wisi na wsparciu amerykańskim oraz na zakupach w Korei. Obie te rzeczy zależą bezwzględnie od sytuacji pomiędzy USA, a Chinami.

Jakikolwiek konflikt wokół Tajwanu stawia pod wielkim znakiem zapytania dostawy sprzętu nie tylko na Ukrainę, ale również do Polski. Szczególnie warto w tym momencie przypomnieć wnioski z analizy pt. „Preserving the balance. A U.S. Euroasia defence strategy”, autorstwa Center for Strategic and Budgetary Asessments z 2017 roku. CSBA przypomina, że Europa Wschodnia wraz z Polską jest, z punktu widzenia interesów USA, drugorzędnym rejonem świata i teatrem działań wojennych, a utracenie całej Europy Wschodniej jest dla USA akceptowalną ewentualnością.

Od maja zeszłego roku wiadomo, że wysyłamy na Ukrainę duże ilości sprzętu. Jest to sprzęt wysyłany głównie z jednostek wojskowych, a nie z zapasów i magazynów.

NATO z kolei poważnie nadwyrężyło zapasy magazynowe, a w USA publicznie się mówi o tym, że ilość broni przeciwpancernej i lekkiej przeciwlotniczej gwałtownie zmalała nie tylko w magazynach, gdyż te rodzaje broni były wycofywane również z jednostek polowych. To wszystko w sytuacji, w której Polska ogłasza duże zakupy, jednak nie na terenie własnego kraju, a u sojuszników leżących na drugim końcu świata. W związku z tym, terminowa realizacja zamówień nie zależy wyłącznie od nas.

W USA już pojawiają się głosy, że mogą być trudności z dotrzymaniem terminów w przekazaniu Polsce używanych Abramsów, do których się zobowiązano. Oznacza to lukę w zdolnościach wojskowych Wojska Polskiego nawet w przypadku terminowej realizacji dostaw. Luka ta, na dzień dzisiejszy będzie, miała prawdopodobnie około trzy lata. Całe plany operacji obronnych Wojska Polskiego, jakie mieliśmy, od roku są nieaktualne. Z tej prostej przyczyny, że część jednostek nie ma sprzętu.

Brak możliwości wystawienia jednostek to nie tylko luka, brakujący puzzel, w układance, w której brak kilku puzzli nie zaburza całości obrazu. To raczej efekt domina, gdzie jeden przewrócony klocek wpływa na ruinę wszystkiego. Na czym to polega? Część polskich jednostek miała być użyta wewnątrz narodowego wysiłku operacji obronnej, która zgodnie z planami NATO miała wytrzymać 30 dni, w ciągu których NATO miało wystawić 30 batalionów, a więc w uproszczeniu 10 brygad, które wsparłoby Wojsko Polskie. Kolejna część polskich jednostek została zgłoszona przez państwo Polskie do sił szybkiego reagowania. Tych sił, które Polskę miałyby ratować, pod dowództwem sojuszu NATO.

W związku z tym, w razie rozpoczęcia wojny, kierownictwo państwa Polskiego stanie przed dylematem – czy pozostałe jednostki, których jest za mało w stosunku do planów, wysłać do obrony państwa polskiego łamiąc zobowiązania sojusznicze, czy też wypełnić zobowiązania sojusznicze, mając za mało sił do obrony kraju przez 30 dni? W obu przypadkach jest to poważny problem również polityczny, ponieważ jeśli nie utrzymamy się przez 30 dni, państwa NATO mogą uznać, że nie ma już kogo bronić. Natomiast jeżeli zdecydujemy się złamać zobowiązania sojusznicze, żeby spróbować utrzymać się 30 dni, państwa Sojuszu mogą uznać, że są zwolnione ze zobowiązań, które sami złamaliśmy, nie wysyłając jednostek, które obiecaliśmy Sojuszowi.

Patrząc zaś z innej perspektywy, w momencie rozpoczęcia operacji, jednostki o podwyższonej gotowości osłaniać mają rozwinięcie kolejnych. W związku z tym, brak sprzętu może oznaczać, że nie ma jednostki, która osłania rozwijanie kolejnych, albo jednostki osłaniające nie będą mogły być zastąpione przez jednostki drugiego rzutu, które po prostu przestały istnieć z powodu braku sprzętu. W całym skomplikowanym przecież planie obrony, wyjęcie jednego puzla, będzie jak przełamanie frontu w jednym punkcie. Zdarzenie lokalne skutkuje efektem całościowym. Jak niedawno przyznano publicznie, nowe plany operacyjne, w zgodzie z nową ustawą, opracowują w znacznej części politycy z cywila zamiast Sztabu Generalnego, bo obowiązki te przekazano ze Sztabu Generalnego do Ministerstwa Obrony Narodowej. Samo to powinno wystarczyć za szokujące podsumowanie sytuacji Polski.

Jeśli tego jednak mało i jeżeli ktoś czuje euforię z tego, że Polacy są w pierwszym szeregu wspierających Ukrainę, i że to my zmuszamy do czegoś Niemcy w dyplomacji, a nie na odwrót, pragniemy przypomnieć, że w 1938 roku odzyskaliśmy Zaolzie, unormowaliśmy stosunki z Litwą Kowieńską, mieliśmy Ligę Kolonialną i marzenia o modnych wtedy koloniach i uznawaliśmy się niemal za mocarstwo, przynajmniej regionalne. Przed ministrem Beckiem w Londynie rozwijano czerwone dywany. Natomiast w zaciszu gabinetów Rydz-Śmigły niecały rok przed rozpoczęciem wojny mówił generałom, że nie mamy wystarczającej ilości amunicji na prowadzenie kampanii. W samej kampanii zaś, którą Brytyjczycy szacowali na 6 miesięcy przed kompletnym upadkiem Polski, przegraliśmy w trzy tygodnie. Z perspektywy wojskowej katastrofa była całkowicie pewna, czasem przyszłym dokonanym, 5 września.

Niech to będzie memento i kubłem zimnej wody dla wszystkich, którzy oglądają rzeczywistość przez różowe okulary.

Jak Ameryka zlikwidowała gazociąg Nord Stream

Jak Ameryka zlikwidowała gazociąg Nord Stream

  • ==============================
  • [Koszmarne , mechaniczne tłumaczenie. Próbuję trochę poprawić, ale… prawie „polski” tekst jednak jest. Dla tych, co nie czytali tekstu oryginalnego, leniwce! How America Took Out the Nord Stream Pipeline . Tam można porównać, gdy znajdziecie jakieś brednie w tłumaczeniu. MD]

Poniżej głośny tekst Seymour’a Hersh’a.

Centrum nurkowania i ratownictwa Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych znajduje się w miejscu równie nieznanym jak jego nazwa – przy wiejskiej drodze koło Panama City, obecnie kwitnącym kurorcie w południowo-zachodniej części Florydy, 70 mil na południe od granicy z Alabamą. Kompleks centrum jest równie niepozorny, jak jego lokalizacja – szara, betonowa budowla z okresu po II wojnie światowej, mająca wygląd szkoły średniej w zachodniej części Chicago. Wzdłuż czteropasmowej drogi znajduje się pralnia na monety i szkoła tańca.

Ośrodek od dziesięcioleci szkoli wysoko wykwalifikowanych nurków głębinowych, którzy po oddelegowaniu do amerykańskich jednostek wojskowych na całym świecie są w stanie nurkować technicznie do celów dobrych – używając materiału wybuchowego C4 do oczyszczania portów i plaż z gruzów i niewybuchów amunicji – a także tych złych, takich jak wysadzanie obcych platform wiertniczych, zanieczyszczanie zaworów zasilających elektrowni podmorskich lub niszczenia śluz na ważnych kanałach okrętowych. Ośrodek w Panama City, który szczyci się drugim co do wielkości krytym basenem w Ameryce, był idealnym miejscem do rekrutacji najlepszych absolwentów szkoły nurkowania, którzy zeszłego lata z powodzeniem wykonali to, do czego zostali upoważnieni 260 stóp pod powierzchnią Morza Bałtyckiego.

Według źródła bezpośrednio obeznanego z planowaniem operacji, w czerwcu ubiegłego roku nurkowie Marynarki Wojennej znani jako BALTOPS 22, pod przykrywką szeroko promowanych ćwiczeń NATO w połowie lata, zdetonowali zdalnie ładunki wybuchowe, które trzy miesiące później zniszczyły trzy z czterech gazociągów Nord Stream.

Dwa z tych gazociągów, znane pod wspólną nazwą Nord Stream 1, dostarczały Niemcom i większości krajów Europy Zachodniej tani rosyjski gaz ziemny przez ponad dekadę. Druga para gazociągów, nazwana Nord Stream 2, została zbudowana, ale nie została jeszcze uruchomiona. Teraz, gdy wojska rosyjskie gromadzą się na ukraińskiej granicy i grożą najkrwawszą wojną w Europie od 1945 roku, prezydent Joseph Biden widział w gazociągach środek, w jaki sposób Władimir Putin może wykorzystać gaz ziemny do swoich politycznych i terytorialnych ambicji.

Rzeczniczka Białego Domu Adrienne Watson, która została poproszona o komentarz, napisała w e-mailu: „To fałszywa i kompletna fikcja”. Tammy Thorp, rzeczniczka Centralnej Agencji Wywiadowczej, napisała podobnie: „To twierdzenie jest całkowicie nieprawdziwe”.

Decyzja Bidena o sabotowaniu rurociągów naftowych została podjęta po ponad dziewięciu miesiącach ściśle tajnych debat w społeczności bezpieczeństwa narodowego w Waszyngtonie na temat najlepszego sposobu osiągnięcia tego celu. Przez większość tego czasu nie zastanawialiśmy się, czy wykonać misję, ale jak ją wykonać, nie wiedząc, kto jest za nią odpowiedzialny.

Istniał ważny biurokratyczny powód, dla którego polegano na absolwentach szkoły nurkowania w Panama City. Nurkowie byli tylko członkami Marynarki Wojennej, a nie Amerykańskiego Dowództwa Operacji Specjalnych, którego tajne operacje muszą być zgłaszane do Kongresu i wcześniej informowane o nich kierownictwu Senatu i Izby Reprezentantów – tzw. Gang Osiem. Administracja Bidena robiła wszystko, aby uniknąć wycieków informacji, ponieważ planowanie miało miejsce pod koniec 2021 roku i w pierwszych miesiącach 2022 roku.

Prezydent Biden i jego zespół ds. polityki zagranicznej – doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan, minister spraw zagranicznych Tony Blinken i Victoria Nuland – wiceminister spraw zagranicznych ds. polityki – konsekwentnie i głośno sprzeciwiali się obu rurociągom. Biegły one obok siebie 750 mil pod Bałtykiem z dwóch różnych portów na północnym wschodzie Rosji w pobliżu granicy z Estonią i przebiegały w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm, kończąc się w północnych Niemczech

Bezpośrednia trasa, omijająca tranzyt przez Ukrainę, była korzystna dla niemieckiej gospodarki, dysponującej wystarczającą ilością taniego rosyjskiego gazu do obsługi fabryk i ogrzewania domów, a jednocześnie umożliwiała niemieckim dystrybutorom sprzedaż jego nadwyżek z zyskiem do całej Europy Zachodniej. Działania, które można przypisać administracji, naruszyłyby obietnice USA dotyczące zminimalizowania bezpośredniego konfliktu z Rosją. Tajemnica była konieczna.

Od pierwszych dni Nord Stream 1 był postrzegany przez Waszyngton i jego antyrosyjskich partnerów w NATO jako zagrożenie dla zachodniej dominacji. Spółka holdingowa Nord Stream AG została założona w Szwajcarii w 2005 roku we współpracy z Gazpromem, rosyjską spółką notowaną na giełdzie, przynoszącą akcjonariuszom ogromne zyski jest kontrolowana przez oligarchów, o których wiadomo, że są pod władzą Putina. Gazprom kontrolował 51% spółki, a cztery europejskie firmy energetyczne – jedna we Francji, jedna w Holandii i dwie w Niemczech – posiadały pozostałe 49% akcji z prawem kontroli późniejszej sprzedaży taniego gazu lokalnym dystrybutorom w Niemczech i Europie Zachodniej. Zyski Gazpromu były dzielone przez rząd rosyjski, a dochody państwa ze sprzedaży gazu i ropy w niektórych latach szacowano na 45% rocznego budżetu Rosji.

Amerykańskie obawy polityczne były realne: Niemcy i reszta Europy Zachodniej stałyby się zależne od taniego gazu dostarczanego z Rosji, zmniejszając jednocześnie zależność Europy od Ameryki. W rzeczywistości dokładnie tak się stało. Wielu Niemców uważało Nord Stream 1 za element wyzwolenia słynnej teorii polityki wschodniej byłego kanclerza Willy’ego Brandta, która pozwoliła powojennym Niemcom zrehabilitować siebie i inne narody europejskie zniszczone w II wojnie światowej, między innymi poprzez wykorzystanie taniego rosyjskiego gazu do wspierania dobrze prosperującego rynku zachodnioeuropejskiego i gospodarki handlowej.

Według NATO i Waszyngtonu Nord Stream 1 był wystarczająco niebezpieczny, ale Nord Stream 2, którego budowa została zakończona we wrześniu 2021 roku, podwajałby ilość taniego gazu, który byłby dostępny dla Niemiec i Europy Zachodniej, gdyby został zatwierdzony przez niemieckie organy regulacyjne. Drugi gazociąg zapewniłby również wystarczającą ilość gazu dla ponad 50 proc. rocznego zużycia w Niemczech. Napięcie między Rosją a NATO narastało, popierane przez agresywną politykę zagraniczną administracji Bidena.

Sprzeciw wobec Nord Stream 2 wybuchł w przededniu inauguracji Bidena w styczniu 2021 roku, kiedy republikanie w Senacie pod przewodnictwem Teda Cruza z Teksasu wielokrotnie zwracali uwagę na zagrożenie polityczne związane z tanim rosyjskim gazem ziemnym podczas przesłuchań w sprawie nominacji Blinkena na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Do tego czasu zjednoczony Senat zdołał uchwalić ustawę, która, jak powiedział Cruz Blinkenowi, „zatrzymała [gazociąg] w jego początkach”. Niemiecki rząd pod przewodnictwem Angeli Merkel wywierał ogromną presję polityczną i ekonomiczną na uruchomienie drugiego gazociągu.

Czy Biden przeciwstawi się Niemcom? Blinken odpowiedział, że tak, ale dodał, że nie mówił o konkretnych poglądach kandydata na prezydenta. „Znam jego silne przekonanie, że jest to zły pomysł – Nord Stream 2” – powiedział. „Wiem, że chciałby, abyśmy użyli wszystkich dostępnych nam narzędzi perswazji, aby przekonać naszych przyjaciół i partnerów, w tym Niemcy, aby tego nie robili”.

Kilka miesięcy później, gdy budowa drugiego gazociągu zbliżała się do końca, Biden mrugnął. W maju tego roku administracja zdumiewająco zrezygnowała z sankcji wobec Nord Stream AG, przy czym jeden z urzędników MSZ przyznał, że próba zatrzymania gazociągu poprzez sankcje i dyplomację była „zawsze ryzykowna”. Za kulisami urzędnicy administracji nalegali na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który w tym czasie był zagrożony rosyjską inwazją, by nie krytykował tego kroku

Miało to natychmiastowe konsekwencje. Republikanie w Senacie z Cruzem na czele ogłosili natychmiastową blokadę wszystkich nominacji Bidena w polityce zagranicznej, a kilka miesięcy później, do jesieni, odłożyli uchwalenie corocznej ustawy o obronności. Politico później opisało zwrot Bidena w kwestii drugiego rosyjskiego gazociągu jako „jedyną decyzję, prawdopodobnie większą niż chaotyczne wycofanie armii z Afganistanu, zagrażająca planowi Bidena”.

Administracja zachwiała się niepewnie, chociaż w połowie listopada doszło do odroczenia kryzysu, gdy niemieckie organy regulacji energetyki zawiesiły zatwierdzenie drugiego gazociągu Nord Stream. Ceny gazu w ciągu kilku dni gwałtownie wzrosły o 8% w wyniku narastających obaw w Niemczech i Europie, że zawieszenie gazociągu i rosnąca możliwość wojny między Rosją a Ukrainą doprowadzi do bardzo niechcianej zimnej wojny. Waszyngton nie wiedział, jak zareaguje na to nowo mianowany kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Kilka miesięcy wcześniej, po upadku Afganistanu, Scholtz w swoim wystąpieniu w Pradze publicznie poparł apel prezydenta Francji Emmanuela Macrona o bardziej niezależną europejską politykę zagraniczną – co wyraźnie wskazywało na mniejszą zależność od Waszyngtonu.

Przez cały czas na granicach Ukrainy stale i złowrogo gromadziły się wojska rosyjskie, a pod koniec grudnia ponad 100 tysięcy żołnierzy było gotowych do ataku z Białorusi i Krymu. W Waszyngtonie narastały obawy, w tym szacunki Blinkena, że liczba tych żołnierzy może „podwoić się w krótkim czasie”.

Administracja po raz kolejny skupiła się na Nord Stream. Dopóki Europa będzie zależna od taniego gazu ziemnego, Waszyngton obawiał się, że kraje takie jak Niemcy będą niechętnie dostarczać Ukrainie pieniędzy i broni, których potrzebuje, aby pokonać Rosję.

Właśnie w tym niespokojnym momencie Biden zlecił Jake’owi Sullivanowi utworzenie międzyagencyjnej grupy, która opracowałaby plan.

Na stole powinny znaleźć się wszystkie możliwości. Pojawiła się jednak tylko jedna.

Planowanie

W grudniu 2021 roku, dwa miesiące przed tym, jak pierwsze rosyjskie czołgi wkroczyły na Ukrainę, Jake Sullivan zwołał spotkanie nowo utworzonej grupy roboczej – mężczyzn i kobiet z Kolegium Szefów Sztabów, CIA oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Finansów – i poprosił ich o zalecenia, jak zareagować na zbliżającą się inwazję Putina.

Było to pierwsze z serii ściśle tajnych spotkań w strzeżonym pomieszczeniu na najwyższym piętrze budynku biurowego Old Executive Office, który sąsiaduje z Białym Domem i siedzibą Prezydenckiego Komitetu Doradczego ds. Wywiadu Zagranicznego (PFIAB). Odbywały się zwykłe rozmowy, które ostatecznie doprowadziły do zasadniczego pytania wstępnego: czy zalecenie, które grupa przekazała prezydentowi, jest odwracalne – na przykład kolejna porcja sankcji i ograniczeń walutowych – czy też nieodwracalne – czyli działania kinetyczne, których nie można cofnąć?

Według źródła bezpośrednio obeznanego z procesem, dla uczestników było jasne, że Sullivan zamierza, aby grupa opracowała plan zniszczenia obu gazociągów Nord Stream – i że spełnia życzenie prezydenta.

Podczas kolejnych spotkań uczestnicy dyskutowali o możliwościach ataku. Marynarka Wojenna zaproponowała użycie nowego okrętu podwodnego do bezpośredniego ataku na rurociąg. Siły Powietrzne dyskutowały o zrzuceniu bomb z opóźnionymi detonatorami, które można zdetonować na odległość. CIA twierdzi, że cokolwiek się stanie, musi pozostać tajne. Wszyscy uczestnicy zdawali sobie sprawę, jaka jest stawka. „To nie jest dziecinna sprawa” – mówi źródło. Jeśli atak byłby możliwy do wyśledzenia w Stanach Zjednoczonych, to „jest to akt wojny”.

W tym czasie CIA kierował William Burns, umiarkowany były ambasador w Rosji, pełniący funkcję wiceministra spraw zagranicznych w rządzie Obamy. Burns szybko zlecił agencji utworzenie grupy roboczej ad hoc, w skład której wchodziła osoba znająca umiejętności nurków głębinowych marynarki wojennej w Panamie. W ciągu kilku następnych tygodni członkowie grupy zadaniowej CIA rozpoczęli przygotowywanie planu tajnej operacji mającej na celu wywołanie eksplozji wzdłuż rurociągu.

Coś podobnego już było. W 1971 roku amerykańska społeczność wywiadowcza dowiedziała się z nieznanych dotąd źródeł, że dwie ważne jednostki rosyjskiej marynarki wojennej komunikują się za pomocą podmorskiego kabla zakopanego w Morzu Ochockim na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Kabel łączył regionalne dowództwo marynarki wojennej z dowództwem na lądzie we Władywostoku.

Gdzieś w Waszyngtonie wybrani pracownicy Centralnej Służby Wywiadowczej i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego zebrali się w głębokiej tajemnicy i z pomocą nurków marynarki wojennej, zmodyfikowanych łodzi podwodnych i podwodnego pojazdu ratunkowego opracowali plan, który po wielu próbach i błędach doprowadził do odnalezienia rosyjskiego kabla. Nurkowie umieścili na kablu pomysłowe urządzenie podsłuchowe, które z powodzeniem przechwyciło rosyjski ruch i zarejestrowało go w systemie nagrywającym.

NSA odkryła, że wysocy oficerowie rosyjskiej marynarki wojennej, przekonani o bezpieczeństwie swoich połączeń komunikacyjnych, rozmawiali ze swoimi kolegami bez szyfrowania. Urządzenie nagrywające i jego taśma musiały być wymieniane co miesiąc, a projekt był wesoły przez dziesięć lat, dopóki nie zagroził mu czterdziestoczteroletni cywilny technik NSA Ronald Pelton, który mówił płynnie po rosyjsku. W 1985 roku Pelton został zdradzony przez rosyjskiego zbiega i skazany na więzienie. Rosjanie zapłacili mu tylko 5 tysięcy dolarów za ujawnienie operacji i 35 tysięcy dolarów za inne rosyjskie dane operacyjne, które dostarczył, a które nigdy nie zostały upublicznione.

Ten podwodny sukces pod kryptonimem Ivy Bells był innowacyjny i ryzykowny i przyniósł bezcenne informacje na temat intencji i planów rosyjskiej marynarki wojennej.

Jednak grupa międzyagencyjna początkowo była sceptycznie nastawiona wobec entuzjazmu CIA do tajnego ataku głębinowego. Było zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. Wody Morza Bałtyckiego były silnie strzeżone przez rosyjską marynarkę wojenną i nie było tam żadnych platform wiertniczych, które mogłyby posłużyć jako przykrywka dla operacji nurkowania. Czy nurkowie będą musieli udać się na szkolenie do Estonii, która znajduje się tuż za granicą z rosyjskimi dokami przeładunkowymi gazu ziemnego? „To będzie kozi chlew” – powiedzieli agencji.

Podczas „wszystkich tych intryg”, powiedziało źródło, „niektórzy pracownicy CIA i Departamentu Stanu mówili: „Nie róbcie tego”. To jest głupota i będzie to polityczny koszmar, jeśli to wyjdzie na jaw”.

Jednak na początku 2022 roku grupa zadaniowa CIA poinformowała międzyagencyjną grupę Sullivana: „Mamy sposób na wysadzenie rurociągów naftowych”.

To, co się stało, było zdumiewające. 7 lutego, niecałe trzy tygodnie przed pozornie nieuchronną rosyjską inwazją na Ukrainę, Biden spotkał się w swoim biurze w Białym Domu z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem, który po pewnym wahaniu stał teraz mocno po stronie amerykańskiej. Na briefingu prasowym Biden wyzywająco oświadczył: „Jeśli Rosja zaatakuje. . . , Nord Stream 2 już nie będzie. Zakończymy go”.

Dwadzieścia dni wcześniej wiceminister Nuland wygłosiła na briefingu Ministerstwa Spraw Zagranicznych zasadniczo to samo przesłanie, o którym prasa niewiele informowała. „Chcę wam to dzisiaj jasno powiedzieć” – powiedziała w odpowiedzi na pytanie. „Jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, tak czy inaczej Nord Stream 2 nie ruszy naprzód”.

Kilka osób zaangażowanych w planowanie misji do rurociągu było przerażonych tym, co uważali za pośrednie odniesienia do ataku.

„To było jak podłożenie bomby atomowej w Tokio i powiedzenie Japończykom, że ją zdetonujemy” – mówi źródło. „Plan był taki, że te opcje zostaną wdrożone dopiero po inwazji i nie będą publicznie reklamowane. Biden po prostu tego nie rozumiał lub ignorował”.

Niedyskrecja Bidena i Nuland mogła rozczarować niektórych planistów. Jednocześnie stworzyła okazję. Według tego źródła niektórzy wysocy rangą urzędnicy CIA uznali, że wysadzenie rurociągu „nie może być już uważane za tajną opcję, ponieważ prezydent właśnie ogłosił, że wiemy, jak to zrobić”.

Plan wysadzenia Nord Stream 1 i 2 został nagle zdegradowany z tajnej operacji, o której musiał zostać poinformowany Kongres, do operacji, która została uznana za wysoce tajną operację wywiadowczą wspieraną przez wojsko USA. Zgodnie z prawem, wyjaśniło źródło, „nie było już prawnego wymogu informowania Kongresu o operacji. Teraz wystarczyło, że ją po prostu wykonali – ale i tak musiała pozostać tajemnicą. Rosjanie kontrolują Morze Bałtyckie”.

Członkowie grupy roboczej Agencji nie mieli bezpośredniego kontaktu z Białym Domem i chcieli się dowiedzieć, czy prezydent mówił poważnie – czy misja jest teraz gotowa. Źródło wspomina: „Bill Burns wrócił i powiedział: „Zróbcie to”.

Norweska marynarka szybko znalazła właściwe miejsce na płytkiej wodzie, kilka mil od duńskiej wyspy Bornholm.

Operacja

Norwegia była idealna do tej misji.

W ciągu ostatnich kilku lat kryzys między Wschodem a Zachodem znacznie rozszerzył swoją obecność w Norwegii, której zachodnia granica rozciąga się na 1400 kilometrów wzdłuż północnego Atlantyku i za kołem podbiegunowym łączy się z Rosją. Pentagon stworzył wysoko płatne miejsca pracy i kontrakty, pomimo niektórych lokalnych kontrowersji, inwestując setki milionów dolarów w modernizację i rozbudowę obiektów amerykańskiej marynarki wojennej i lotnictwa w Norwegii. Nowe prace obejmowały przede wszystkim zaawansowany radar z syntetyczną aperturą daleko na północy, który był w stanie przeniknąć w głąb Rosji i który został uruchomiony dokładnie w czasie, gdy amerykańska społeczność wywiadowcza straciła dostęp do wielu punktów podsłuchu dalekiego zasięgu w Chinach.

Nowo zrekonstruowana amerykańska baza okrętów podwodnych, budowana przez kilka lat, została uruchomiona, a inne amerykańskie okręty podwodne mogły teraz ściśle współpracować ze swoimi norweskimi kolegami, aby śledzić i szpiegować główną rosyjską redutę jądrową 250 mil na wschód na półwyspie Kola. Ameryka znacznie rozszerzyła również norweską bazę lotniczą na północy kraju i dostarczyła norweskiemu lotnictwu flotę samolotów patrolowych P8 Poseidon produkowanych przez Boeinga, aby wzmocnić zdalne szpiegostwo na wszystko, co dotyczy Rosji.

W listopadzie ubiegłego roku norweski rząd rozgniewał liberałów i niektórych umiarkowanych posłów w parlamencie, przyjmując uzupełniającą umowę o współpracy w dziedzinie obrony (SDCA). Zgodnie z nowym porozumieniem amerykański system prawny w niektórych „uzgodnionych obszarach” na północy będzie miał jurysdykcję nad amerykańskimi żołnierzami oskarżonymi o przestępstwa poza bazą, a także nad obywatelami Norwegii oskarżonymi lub podejrzanymi o zakłócanie pracy w bazie.

Norwegia była jednym z pierwszych sygnatariuszy traktatu NATO w 1949 roku, na początku zimnej wojny. Dziś głównodowodzącym NATO jest Jens Stoltenberg, zdeklarowany antykomunista, który przez osiem lat był premierem Norwegii, zanim w 2014 roku przy wsparciu USA przeniósł się na wysokie stanowisko w NATO. Był zwolennikiem twardej postawy wobec wszystkiego, co dotyczy Putina i Rosji, który współpracował z amerykańską społecznością wywiadowczą od czasu wojny w Wietnamie. Od tego czasu ma do niego pełne zaufanie. „To rękawica, która wpadnie w ręce Amerykanów” – podało źródło.

W Waszyngtonie planiści wiedzieli, że muszą udać się do Norwegii. „Nienawidzili Rosjan, a norweska marynarka wojenna była wypełniona doskonałymi marynarzami i nurkami, którzy od pokoleń mieli doświadczenie w wysoko dochodowych poszukiwaniach ropy i gazu” – podało źródło. Mieli nadzieję, że utrzymają misję w tajemnicy. Norwegowie mogli mieć inne zainteresowania. Zniszczenie Nord Streamu – gdyby udało się to Amerykanom – pozwoliłoby Norwegii sprzedawać znacznie więcej własnego gazu do Europy.

Tymczasem w marcu kilku członków zespołu poleciało do Norwegii na spotkanie z norweskim wywiadem i marynarką wojenną. Jednym z kluczowych pytań było to, gdzie dokładnie na Morzu Bałtyckim jest najlepsze miejsce do umieszczania materiałów wybuchowych. Gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2, każdy z dwoma zestawami rurociągów, dzielił nieco ponad kilometr, kierując się do portu Greifswald w dalekich północno-wschodnich Niemczech.

Norweska marynarka wojenna szybko znalazła właściwe miejsce na płytkich wodach Morza Bałtyckiego, kilka mil od duńskiej wyspy Bornholm. Rurociągi przebiegały ponad kilometr wzdłuż dna morskiego na głębokości zaledwie 260 stóp. Byłoby to w zasięgu nurków, którzy nurkowaliby z norweskiego myśliwca min typu Alta z mieszaniną tlenu, azotu i helu wypływającą z ich zbiorników i umieściliby ładunki C4 na czterech rurach z betonowymi osłonami. To byłaby długa, czasochłonna i niebezpieczna praca, ale wody na Bornholmie miały jeszcze jedną zaletę: nie było dużych prądów pływowych, które znacznie utrudniałyby nurkowanie.

[. . . ]

Po kilku godzinach Amerykanie podjęli decyzję.

W tym momencie do gry ponownie przyłączyła się grupa nurków głębinowych Marynarki Wojennej w Panamie. Szkoły głębinowe w Panama City, których uczestnicy uczęszczali do Ivy Bells, są elitarnymi absolwentami Akademii Morskiej w Annapolis, zwykle dążących do sławy, gdyż są sklasyfikowani śmieciarze. Jeśli ktoś musi stać się „czarnym butem” – to znaczy członkiem mniej pożądanego dowództwa okrętów nawodnych – zawsze znajdzie się przynajmniej służba na niszczycielu, krążowniku lub statku płazowym. Najmniej czarująca ze wszystkich jest wojna minowa. Jej nurkowie nigdy nie pojawiają się w hollywoodzkich filmach ani na okładkach popularnych czasopism.

„Najlepsi nurkowie z kwalifikacjami do głębokiego nurkowania tworzą wąską społeczność, a do tej operacji rekrutowani są tylko najlepsi, którym powiedziano, że są gotowi na wezwanie do CIA w Waszyngtonie” – podało źródło.

Norwegowie i Amerykanie mieli do dyspozycji miejsce i jednostkę operacyjną, ale istniała jeszcze jedna obawa: jakakolwiek niezwykła aktywność podwodna na wodach Bornholmu może przyciągnąć uwagę szwedzkiej lub duńskiej marynarki wojennej, która mogłaby o tym poinformować.

Dania była również jednym z pierwotnych sygnatariuszy NATO i była znana w społeczności wywiadowczej ze swoich szczególnych powiązań z Wielką Brytanią. Szwecja złożyła wniosek o członkostwo w NATO i udowodniła swoje wielkie umiejętności w zarządzaniu podwodnymi systemami czujników dźwiękowych i magnetycznych, które z powodzeniem śledziły rosyjskie okręty podwodne, czasami pojawiające się na odległych wodach archipelagu szwedzkiego i zmuszone do wypłynięcia na powierzchnię.

Norwegowie dołączywszy do Amerykanów nalegali, aby niektórzy wysocy urzędnicy w Danii i Szwecji byli ogólnie informowani o możliwej działalności nurkowej w regionie. W ten sposób ktoś z wyższych stanowisk może interweniować i utrzymać wiadomość poza łańcuchem dowodzenia, izolując w ten sposób operację. „To, co im powiedziano, a to, co wiedzieli, celowo się różniło” – powiedziało mi źródło (ambasada norweska, która została poproszona o komentarz na temat tego artykułu, nie odpowiedziała).

Norwegowie byli kluczem do pokonania kolejnych przeszkód. Wiadomo, że rosyjska marynarka wojenna dysponuje technologią śledzenia zdolną do wykrywania i odpalania min podwodnych. Amerykańskie urządzenia wybuchowe musiały być zamaskowane tak, aby rosyjskie systemy wydawały się częścią naturalnego tła – co wymagało dostosowania do specyficznego zasolenia wody. Norwegowie znaleźli rozwiązanie.

Norwegowie mieli również odpowiedź na zasadnicze pytanie, kiedy operacja ma się odbyć. Szósta Flota Stanów Zjednoczonych, której okręt flagowy znajduje się we włoskiej Gaecie na południe od Rzymu, od 21 lat sponsoruje wielkie ćwiczenia NATO na Morzu Bałtyckim, w których biorą udział dziesiątki okrętów alianckich z całego regionu. Obecne ćwiczenia, które odbędą się w czerwcu, znane są pod nazwą Baltic Operations 22, czyli BALTOPS 22. Norwegowie sugerowali, że będzie to idealna przykrywka do podłożenia min.

Amerykanie dostarczyli jeden ważny element: przekonali planistów szóstej floty do włączenia do programu ćwiczeń badawczo-rozwojowych. Ćwiczenia opublikowane przez marynarkę obejmowały szóstą flotę we współpracy z „ośrodkami badawczymi i wojennymi” marynarki. Akcja na morzu miała się odbyć u wybrzeży Bornholmu, w której uczestniczyły zespoły nurków NATO, którzy podłożyli miny, a rywalizujące zespoły wykorzystywały najnowsze podwodne technologie do ich odnalezienia i zniszczenia.

To było przydatne ćwiczenie i genialna przykrywka. Chłopcy z Panama City wykonaliby swoją pracę, a ładunki wybuchowe C4 byłyby na miejscu do końca BALTOPS22, z dołączonym 48-godzinnym timerem. Wszyscy Amerykanie i Norwegowie zniknęliby przed pierwszym wybuchem.

Dni były odliczane. „Czas mijał, a my zbliżaliśmy się do zakończenia misji” – mówi źródło.

Waszyngton zmienił zdanie. Bomby zostały podłożone podczas BALTOPS, ale Biały Dom obawiał się, że dwudniowy termin na ich zdetonowanie będzie zbyt krótki przed zakończeniem ćwiczeń i byłoby oczywiste, że Ameryka była w to zaangażowana.

Zamiast tego Biały Dom złożył nową prośbę: „Czy chłopcy w terenie mogliby wymyślić jakiś sposób, aby wysadzić rury później na rozkaz?”.

Niektórzy członkowie zespołu planowania byli źli i sfrustrowani pozornym niezdecydowaniem prezydenta. Nurkowie w Panamie wielokrotnie ćwiczyli umieszczanie C4 na rurociągu, jak to będzie miało miejsce podczas BALTOPS, ale teraz zespół w Norwegii musiał wymyślić sposób, aby dać Bidenowi to, czego chciał – możliwość wydania polecenia w wybranym przez siebie czasie.

CIA była przyzwyczajona do arbitralnych zmian w ostatniej chwili. Jednocześnie jednak wznowiło to obawy niektórych osób co do konieczności i legalności całej operacji.

Tajne rozkazy prezydenta przypominały również dylemat CIA z czasów wojny w Wietnamie, kiedy prezydent Johnson, w obliczu narastających nastrojów przeciwko wojnie, nakazał agencji naruszyć jej statut – który wyraźnie zabraniał jej działania w Ameryce – i szpiegować przywódców antywojennych, aby sprawdzić, czy nie są kontrolowani przez komunistyczną Rosję.

Agencja w końcu się zgodziła i w latach 70-tych pokazała, jak daleko jest gotowa się posunąć. Po aferze Watergate pojawiły się doniesienia prasowe o szpiegostwie amerykańskich obywateli, zaangażowaniu agencji w zabójstwa zagranicznych przywódców i podważaniu socjalistycznego rządu Salvadora Allende.

Odkrycia te doprowadziły w połowie lat 70. do dramatycznej serii przesłuchań w Senacie pod przewodnictwem Franka Churcha z Idaho, które jasno pokazały, że Richard Helms, ówczesny dyrektor Agencji, przyznał, że jest zobowiązany do robienia tego, czego chce prezydent, nawet jeśli oznacza to złamanie prawa.

W niewypowiedzianym zeznaniu za zamkniętymi drzwiami Helms z żalem wyjaśnił, że „jeśli robisz coś na tajny rozkaz prezydenta, to jest to prawie niepokalane poczęcie”. „Niezależnie od tego, czy to dobrze, że to masz, czy źle, że to masz, [CIA] działa według innych zasad niż jakakolwiek inna część rządu. ” W zasadzie powiedział senatorom, że jako szef CIA rozumie, że pracuje dla Korony, a nie dla Konstytucji.

Amerykanie pracujący w Norwegii kierowali się tą samą logiką i posłusznie zaczęli pracować nad nowym problemem – jak zdalnie zdetonować ładunek wybuchowy C4 na rozkaz Bidena. To było o wiele trudniejsze zadanie, niż się zdawało tym w Waszyngtonie. Drużyna w Norwegii nie wiedziała, kiedy prezydent wciśnie przycisk. Czy będzie to za kilka tygodni, za kilka miesięcy, za pół roku lub dłużej?

System C4 przymocowany do rurociągu zostałby uruchomiony za pomocą boi sonarowej, którą samolot zrzuciłby w krótkim czasie, ale procedura obejmowałaby najnowocześniejszą technologię przetwarzania sygnału. Gdy opóźnione urządzenie zegarowe zostanie przymocowane do dowolnego z czterech rurociągów na miejscu, może zostać przypadkowo uruchomione przez złożoną mieszaninę dźwięków oceanicznego tła w całym silnie uczęszczanym Morzu Bałtyckim – pobliskich i odległych statków, odwiertów podwodnych, zdarzeń sejsmicznych, fal, a nawet zwierząt morskich. Aby temu zapobiec, boja sonarowa po umieszczeniu na miejscu emitowałaby sekwencję unikalnych dźwięków o niskiej częstotliwości – podobnych do tych emitowanych przez flet lub fortepian – które wykryłoby urządzenie zegarowe i uruchomiło ładunki wybuchowe po ustalonym godzinnym opóźnieniu. „Chcesz mieć wystarczająco silny sygnał, aby żaden inny sygnał nie mógł przypadkowo wysłać impulsu, który zdetonowałby ładunek wybuchowy” – powiedział dr Theodore Postol, emerytowany profesor nauk, technologii i polityki bezpieczeństwa narodowego na MIT. Postosto, który był doradcą naukowym szefa operacji morskich Pentagonu, powiedział, że problem, z którym boryka się norweska grupa z powodu opóźnienia Bidena, jest kwestią przypadku: „Im dłużej materiały wybuchowe byłyby w wodzie, tym większe ryzyko przypadkowego sygnału, który zdetonowałby bomby”.

26 września 2022 roku norweski samolot obserwacyjny P8 wykonał pozornie rutynowy lot i strącił boję sonarową. Sygnał rozprzestrzenił się pod wodą, najpierw do sieci Nord Stream 2, a następnie do sieci Nord Stream 1. Kilka godzin później wybuchł potężny ładunek wybuchowy C4, a trzy z czterech rurociągów zostały wyłączone. W ciągu kilku minut na powierzchni wody można było zaobserwować rozprzestrzeniające się kałuże metanu, które pozostały w zamkniętych rurach, a świat dowiedział się, że stało się coś nieodwracalnego.

Bezpośrednio po ataku na rurociąg amerykańskie media potraktowały to wydarzenie jako nierozwiązaną zagadkę. Rosja była wielokrotnie wymieniana jako prawdopodobny sprawca, co było spowodowane wyrachowanymi wyciekami informacji z Białego Domu – ale nigdy nie ustalono jasnego motywu takiego samobójstwa, poza zwykłym odwetem. Kilka miesięcy później, gdy okazało się, że rosyjskie władze po cichu zbierały szacunki kosztów naprawy rurociągu, New York Times opisał ten raport jako „skomplikowaną teorię o tym, kto stoi za atakiem”. Żadna duża amerykańska gazeta nie śledziła wcześniejszych gróźb pod adresem Bidena i wiceministra spraw zagranicznych Nuland, dotyczących gazociągów.

Chociaż nigdy nie było jasne, dlaczego Rosja próbowałaby zniszczyć własny lukratywny gazociąg, bardziej wymowne uzasadnienie kroku prezydenta przedstawił minister spraw zagranicznych Blinken.

Na konferencji prasowej we wrześniu ubiegłego roku Blinken został zapytany o konsekwencje pogarszającego się kryzysu energetycznego w Europie Zachodniej i określił ten moment jako potencjalnie dobry:

„Jest to ogromna szansa, aby raz na zawsze wyeliminować zależność od rosyjskiej energii, a tym samym odebrać Władimirowi Putinowi możliwość uzbrajania energii jako środka do realizacji jego imperialnych celów. Jest to bardzo ważne i stanowi ogromną strategiczną szansę na nadchodzące lata, ale w międzyczasie jesteśmy zdeterminowani, aby zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie ponosić konsekwencji tego wszystkiego w naszych krajach i na całym świecie”.

Niedawno Victoria Nuland wyraziła zadowolenie z powodu zamknięcia najnowszego gazociągu. Podczas przesłuchania Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych pod koniec stycznia powiedziała senatorowi Tedowi Cruzowi: „Tak jak wy myślę, że administracja jest bardzo zadowolona, że Nord Stream 2 jest teraz, jak lubicie to nazywać, kawałkiem metalu na dnie morza”.
Źródło miało znacznie sprytniejsze spojrzenie na decyzję Bidena o sabotowaniu ponad 1500 milowego gazociągu Gazpromu przed zbliżającą się zimą. — Cóż — powiedział, mówiąc o prezydencie — muszę przyznać, że ten facet ma jaja. Powiedział, że to zrobi i to zrobił”.
Na pytanie, dlaczego uważa, że Rosjanie nie zareagowali, cynicznie odpowiedział: „Może chcą mieć możliwość robienia tych samych rzeczy, co USA.
„To była piękna przykrywka” – kontynuował. „Stała za tym tajna operacja, podczas której w terenie rozmieszczono ekspertów i urządzenia, które działały na tajnym sygnale.
„Jedynym błędem była decyzja, by to zrobić. „
How America Took Out The Nord Stream Pipeline ukazał się 8.2.2023 na seymourhersh.substack.com
Tłum. Moje. [Marek-M ] – Słabiutkie, leniwy panie. MD

BKP: Samobójcze herezje Bergogliowej sekty i historia Kościoła. T.zw. „Droga synodalna”.

BKP: Samobójcze herezje Bergogliowej sekty i historia Kościoła. T.zw. „Droga synodalna”.

wideo: http://vkpatriarhat.org/pl/?p=20219  https://historie.wistia.com/medias/t23tpsuez9

https://rumble.com/v2831nz-samobjcze-herezje.html  cos.tv/videos/play/42156989796619264

ugetube.com/watch/txlGcnGseJaWDkC   bitchute.com/video/bSu8iuEA6hyR/

Kontynentalny europejski sabat – lub szaleństwo i samowola – czarowników i satanistów z biskupimi insygniami odbędzie się w dniach 5-12 lutego w Pradze. Ich celem jest zalegalizowanie wszelkich seksualnych perwersji LGBTQ. Ta bergogliańska sekta czci demona Pachamamę. Do dziś temu demonowi, na przykład w Boliwii, składają ofiary z ludzi.

Sekta pod przywództwem swojego założyciela Bergoglia, który w 2022 roku publicznie poświęcił się szatanowi i demonom przy pomocy kanadyjskiego czarownika, propaguje tzw. Drogę synodalną. Jej celem jest przekształcenie Chrystusowego Kościoła w globalny szatański antykościół New Age. To jest tak szokująca zbrodnia przeciwko Bogu, Kościołowi i ludzkości, że prosta osoba, a nawet katolicki ksiądz, nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Tak, to jest naprawdę niezrozumiałe i niezwykle szokujące. Niestety, ta do nieba wołająca zbrodnia jest brutalną rzeczywistością.

================================

Krótko z historii Kościoła

Na VI Powszechnym Soborze w latach 680-681 było wydalono z Kościoła kilku najwyższych hierarchów kościelnych wraz z papieżem Honoriuszem. Wnioski Soboru, zawierające te wykluczenia, zostały potwierdzone przez papieża Leona II. Chodziło o potępienie herezji monoteletyzmu (monos = jeden, thelema = wola). Heretycy twierdzili, że w dwóch naturach Chrystusa, boskiej i ludzkiej, jest tylko jedna wola.

Nauka Kościoła potwierdzona przez cztery pierwsze Sobory głosi, że w Chrystusie jest jedna osoba, ale dwie natury, ludzka i boska. Natura ludzka zakłada ludzką wolę. Boska natura jest połączona z boską wolą. Jednak obie natury, co jest tajemnicą wiary, jednoczą się w jednej osobie naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem.

Heretycy twierdzili, że w obu naturach, boskiej i ludzkiej, jest tylko jedna wola (mono-thelos). W ten sposób herezja poddała w wątpliwość zbawczą ofiarę Chrystusa za grzechy ludzkości.

Dogmat o Chrystusie Odkupicielu jest podstawowym dogmatem chrześcijaństwa.

Papież Honoriusz zmarł w 639 r. Jego następcą został Sewer (640). On potępił tę herezję. Po nim na tronie papieskim zasiadał Jan IV (640-642), który zwołał w Rzymie synod, ten także potępił monoteletyzm w 641 r. Sam papież stwierdził:

Doktryna o jednej woli jest herezją. Niech wyznawcy tej nauki zostaną zapytani, która jest ta jedna wola: ludzka czy boska. Jeśli mówią boska, zaprzeczają prawdziwej ludzkiej naturze Chrystusa i w ten sposób popadają w manicheizm. Jeśli twierdzą, że ta jedna wola (mono-thelos) jest ludzka, to muszą zostać potępieni jako zaprzeczający boskości Chrystusa”.

Papież Teodor I (642-649) poprosił cesarza Konstantyna II o natychmiastowe anulowanie heretyckiego dekretu Ekthesis, promującego herezję monoteletyzmu.

Papież Marcin I (649-653 [655]) zwołał w 649 roku w Rzymie synod, który ostro potępił herezję monoteletyzmu. W synodzie uczestniczył także Maksym Wyznawca (†662), jeden z głównych obrońców prawowierności. Cesarz nakazał zająć papieża i św. Maksyma w Rzymie i sprowadzić ich do Konstantynopola.

Papież przed sądem powiedział:

Zróbcie ze mną, co chcecie, niech mnie porąbią na kawałki, jak rozkazaliście, ale ja nie wejdę w jedność z heretyckim kościołem Konstantynopola”.

Wyrok śmierci na papieża Marcina został następnie zmieniony na zesłanie w Krymski Chersonez (teraz Sewastopol). Tu w wyniku uwięzienia i tortur zmarł 16 września 655 roku.

Posłańcy heretyckiego patriarchy Pawła przybyli także do sługi Bożego Maksyma. Podstępnie zapytali go, czy należy do Kościoła, a jeśli tak, to niech się z nimi zjednoczyć. Święty Maksym odpowiedział na to:

Pan Jezus nazwał Kościołem ten, który trwa przy prawdziwym, zbawczym wyznaniu wiary. Za to nazwał Piotra błogosławionym i obiecał założyć na nim Kościół powszechny (por. Mt 16,16-19). Dlatego chcę poznać treść waszego wyznania wiary. Jeśli nie sprzeciwia się prawdzie, natychmiast wejdę w społeczność z wami”.

Za namową heretyckiej hierarchii cesarz skazał Maksyma na wygnanie. Stamtąd został ponownie przewieziony do Konstantynopola na przesłuchanie. Zaczęli wypytywać św. Maksyma, czy zjednoczy się z Konstantynopolem.

Wyznawca odpowiedział:

Nie, ponieważ przedstawiciele tego kościoła, odrzucając uchwały czterech Soborów Powszechnych, wykluczyli się z Kościoła. W ten sposób utracili swoją władzę i kapłaństwo, jak to było ogłoszono na Soborze Rzymskim (649 r.). Dlatego pytam: jakie sakramenty mogą teraz sprawować? Albo jaki duch zstępuje na tych, których wyświęcają? … Wiem z Pisma Świętego, że Duch Święty rzuca klątwę nawet na aniołów, jeśli głoszą inną ewangelię (zob. Gal 1:8)”.

Papież Leon II w 681 potwierdził VI Sobór Powszechny i wykluczenie z Kościoła papieża Honoriusza słowami: „Honoriusz dopuścił do skalania niepokalanego Kościoła”. Hiszpańskim biskupom następnie o Honoriuszu napisał: „Wiecznym potępieniem ukarani Teodor z Parany, Cyrus z Aleksandrii, Pyrrus, Paweł i Piotr, biskupi Konstantynopola wraz z Honoriuszem, który nie ugasił rozpalonego płomienia heretyckiego dogmatu, jak to wypadałoby władzy apostolskiej, ale z powodu zaniedbania poparł”.

Klątwę rzuconą na Honoriusza powtórzył synod w Trulli, a także VII (787) i VIII (869-70) Sobór Powszechny.

 —————————

Aktualizacja słów św. papieża Marcina i św. Maksyma do obecnej sytuacji w Kościele.

Cytat papieża św. Marcina: „Róbcie ze mną, co chcecie, niech mnie porąbią na kawałki, jak rozkazaliście, ale ja nie wejdę w jedność z heretyckim kościołem Konstantynopola”.

Komentarz: Czy wszedłby dzisiaj św. papież Marcin w jedność z heretyckim Kościołem Rzymu? Nie! Wolałby zostać porąbany na kawałki.

Cytat św. Maksyma: „Pan Jezus nazwał Kościołem ten, który trwa przy prawdziwym, zbawczym wyznaniu wiary. Za to nazwał Piotra błogosławionym i obiecał założyć na nim Kościół powszechny”.

Komentarz: Na Piotrze Jezus założył swój Kościół, a na Bergoglio szatan zakłada  swój antykościół New Age. Piotr jest błogosławiony, a wraz z nim także ci, którzy trzymają się prawowiernej nauki. Bergoglio jest przeklęty – zgodnie z Ga 1:8-9 – a wraz z nim ci, którzy przyjmą jego fałszywe nauczanie i synodalne samobójstwo.

Cytat św. Maksyma: „…przedstawiciele tego kościoła, odrzucając uchwały czterech Soborów Powszechnych, wykluczyli się z Kościoła. W ten sposób utracili swoją władzę i kapłaństwo, jak to było ogłoszono na Soborze Rzymskim (649 r.)”

Komentarz: To do słowa i do litery dotyczy bergogliańskiej sekty, która swój heretycki program skoncentrowała na tzw. Drodze synodalnej, legalizującej bałwochwalstwo i perwersje LGBTQ. Ta bergogliańska sekta odrzuciła nie tylko postanowienia czterech Soborów Powszechnych, ale także cały Dekalog i przykazania Chrystusowe oraz całą Tradycję apostołów, ojców i świętych, w tym wszystkie ważne, czyli prawowierne Sobory.

Cytat św. Maksyma: „Dlatego pytam: jakie sakramenty mogą teraz sprawować? Albo jaki duch zstępuje na tych, których wyświęcają?”

Komentarz: Są to zasadnicze pytania dla biskupów i księży, którzy tworzą duchową jedność z bergogliańską sektą. Odpowiedź jest jasna. Sakramenty bez Ducha Świętego są nieważne, w tym święcenia biskupie i kapłańskie.

Cytat św. Maksyma: „Wiem z Pisma Świętego, że Duch Święty rzuca klątwę nawet na aniołów, jeśli głoszą inną ewangelię (zob. Gal 1:8)”.

Komentarz: Tak więc Bergoglio i jego sekta podlegają Bożej anatemie – wykluczeniu z Kościoła. Jeśli nie będą pokutować, zostaną potępieni na wieki.

Cytat VI Soboru Powszechnego i papieża Leona: „Honoriusz dopuścił do skalania niepokalanego Kościoła… Honoriusz nie ugasił rozpalonego płomienia heretyckiego dogmatu, jak to wypadałoby władzy apostolskiej, ale z powodu zaniedbania poparł”.

Komentarz: Papieże II Watykańskiego Soboru dopuścili, a ponadto aktywnie współpracowali w tym, by niepokalany Kościół został skalany herezjami neomodernizmu, synkretyzmem z pogaństwem i aggiornamento ze światem. Posoborowi papieże rozpalonego płomienia heretyckiego dogmatu nie ugasili, a to nie tylko przez zaniedbanie, ale jeszcze swoją działalnością go wspierali. Tak więc, podobnie jak na papieża Honoriusza, i na nich spadła Boża anatema.

Z punktu widzenia Tradycji Kościoła tzw. Synod o synodalności oznacza satanizację Kościoła katolickiego. Boża anatema zgodnie z Ga 1:8-9 spada na wszystkich uczestników praskiego satanizującego i czarodziejniczego sabatu który odbędzie się od 5-12 lutego 2023 roku.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                   + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

23.01.2023 

Samobójcze herezje Bergogliowej sekty i historia Kościoła

vkpatriarhat.org/en/?p=22706  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9516  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16130  /français/ 

==================== 

Zapisz się do naszego newsletter  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

„Obozowe męczeństwo” hitlerowskiego kolaboranta Stepana Bandery

„Obozowe męczeństwo” hitlerowskiego kolaboranta Stepana Bandery

  Jacek Boki – 12 Luty 2023 r. http://kresywekrwi.blogspot.com/2023/02/obozowe-meczenstwo-hitlerowskiego.html?m=0

SS Stepan Bandera – Reichskommissariat Ukraine

Oficjalna, zakłamana propaganda wmawia dziś ludziom, nie znającym historii, że po rozpędzeniu przez Niemców tzw. Rządu Stecki, który 30 czerwca ogłosił we Lwowie samowolnie, bez zgody Niemców niepodległość Ukrainy, Niemcy wraz z tym tzw. ,,ukraińskim rządem”, aresztowali także Stepana Banderę i umieścili go, jak głosi to oficjalna hagada, rzekomo w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, jako takiego samego więźnia, jak wszyscy pozostali.

 Od czasu do czasu jednak, jakby mimochodem, od niechcenia, gdy odzywają się w nich pozostałości resztek, ich brudnych wyrzutów sumienia, kołaczących się w ich pustych duszach, jak zjawy szukające ukojenia, zdarza się wtedy, tym wszystkim dyżurnym autorytetom, przebąknąć czasem po cichu pod nosem, niby od niechcenia, że nie był on tak naprawdę, wcale żadnym więźniem tegoż obozu w dosłownym tego słowa rozumieniu, jak dziesiątki tysięcy innych pensjonariuszy tej jednej z tysięcy niemieckich fabryk śmierci, tylko osadzonym w specjalnym budynku dla tzw więźniów VIP, czasowo tylko zatrzymanym gościem tysiącletniej Rzeszy.

Jednak jak się okazuje, po dokładnym zbadaniu tej historii, otóż i ta opowieść również, nie wytrzymała próby czasu i krytyki, okazując się kolejną bajką wymyśloną, na użytek prostaczków, by tym sposobem wmówić im i podtrzymać w nich fałszywe przekonanie i naiwną wiarę, jakie to straszne, obozowe katusze, cierpiał pierwszy prowydnyk Samostijnej, oraz by tym prostym sposobem, jeszcze bardziej zalegendować rzekomy, heroiczny opór tej zbrodniczej kreatury, przeciwko swoim niemieckim panom, którego nie tylko, nigdy wobec nich nie okazał w żadnym momencie swego parszywego życia, ale w kilka dni po swoim aresztowaniu, wykazał się kundlizmem, nie mieszczącym się w żadnych ramach cywilizowanych zachowań jakiegokolwiek człowieka, wydając osobisty rozkaz, który potwierdza zachowany do dziś dokument datowany na dzień 18 lipca 1941 roku, z widniejącym na nim osobistym podpisem Stepana Bandery, który kategorycznie zabraniał wszystkim formacjom ukraińskich nacjonalistów, wszelkich zbrojnych akcji przeciwko Niemcom, to jest absolutnego zakazu atakowania niemieckich żołnierzy i niemieckiej administracji na wszystkich terenach, będących w zasięgu działania bojówek ukraińskich nacjonalistów pod rygorem kary śmierci. I był on, z nielicznymi, pojedynczymi wyjątkami, przestrzegany z żelazną konsekwencją, aż do zakończenia wojny.

 Dwa dni temu wpadła mi w ręce stara publikacja z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, oparta o dokumenty na ten temat z roku 1947, w rozdziale której, zatytułowanym ,,Walka z ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym i kureniem Żeleźniaka w latach 1944 – 1947”, znajduje się opis, jakie to straszliwe, obozowe męczeństwo w latach 1941 – 1944 przeszedł pierwszy heroj obecnej UPAdłej Ukrainy, wraz ze swoją przyboczną świtą. A mianowicie, po aresztowaniu Bandery i jego ludzi w lipcu 1941 roku i przewiezieniu ich do miejscowości Oranienburg nieopodal Berlina, i ,,osadzeniu” całego tego towarzystwa, nie w samym obozie KL Sachsenhausen, ani też w części hotelowej tegoż obozu, stanowiącej specjalna strefę dla więźniów VIP, ale całkowicie poza terenem tego obozu, którego Stepan Bandera i jego przyboczni, w ogóle nigdy nie ujrzeli nawet na swoje oczy, przez trzy i pół roku swojego tzw. uwięzienia, ale przebywali przez cały ten okres w specjalnie przygotowanej dla nich wcześniej i przeznaczonej do ich wyłącznego użytku luksusowej willi, w której mieli do dyspozycji telefon, do swobodnego kontaktowania się ze światem zewnętrznym, jak również radio i doskonale wyposażoną, dużą bibliotekę, a wyżywienie stanowił, dostarczany Banderze i jego kompanom trzy razy dziennie, specjalny katering z miejscowej restauracji. 

 Prowydnyk i jego kompanii przez cały okres swojego tzw. ,,ograniczenia wolności”, mieli pełną swobodę opuszczania tejże rezydencji, w której ich ulokowano i udawania się w dowolnie wybranej przez siebie chwili, na wypady do pobliskiego  Oranienburga, kupowania prasy i swobodnego kontaktowania się z kimkolwiek tylko zapragnęli.

Tak wyglądało w rzeczywistości, to arcy okrutne uwięzienie i obozowe męczeństwo przywódcy OUN – UPA Stepana Bandery, w odróżnieniu od zmitologizowanych bredni, podawanych dziś do wierzenia ciemnemu ludowi, również w Polsce, przez funkcjonariuszy frontu ideologicznego z IPN, że ten ukraiński, najwierniejszy i to do samego końca III Rzeszy kolaborant Adolfa Hitlera, cierpiał rzekome, niesłychane wręcz męki w obozie koncentracyjnym KL Sachsenhausen, którego bram, nigdy nawet nie przekroczył.

Opowiadanie więc ordynarnych bredni na ten temat, przez różnych pseudo historyków w Polsce, wybielaczy Bandery, że w okresie swego tzw uwięzienia, a raczej internowania, nie miał on żadnych możliwości wydawania rozkazów podległym sobie przywódcom OUN – UPA, ani świadomości o dokonującym się rękami jego podwładnych na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej ludobójstwie wobec polskiej ludności tych ziem, jest kłamstwem tak bezczelnym, że urągającym, zarówno ludzkiej inteligencji, jak też będącym w ich wydaniu zwykłym, cynicznym skurwysyństwem, za co powinno się obić im wszystkim pyski, poddać bezwzględnemu ostracyzmowi i na zawsze wyrzucić poza nawias wszelkiego życia politycznego i społecznego w Polsce, jako zwykłych, pospolitych, zdrajców, którymi w istocie byli od zawsze i dla których nie ma i nigdy nie powinno być miejsca zarówno w polskim społeczeństwie, jak i na polskiej ziemi.

 Jacek Boki – 12 Luty 2023 r.

  Źródła:

 ,,Walka z ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym i kureniem Żeleźniaka w latach 1944 – 1947” – str. 367 – Wydawnictwo MON 1966 r.

 Kresy Wschodnie we krwi polskiej tonące – praca zbiorowa pod redakcją Jana Sokoła i Józefa Sudo – Wydawnictwo Ośrodka pojednania Polsko – Ukraińskiego w Chicago 2004/2005 r.

Niech przemówią fakty  http://kresywekrwi.blogspot.com/2019/04/niech-przemowia-fakty.html 

 ===================

 Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.

 PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

W Polsce odkryto najstarszą zdobioną biżuterię w Eurazji. Wisiorek z ciosu mamuta ma 41,5 tys. lat

W Polsce odkryto najstarszą zdobioną biżuterię w Eurazji. Ma 41,5 tys. lat

https://www.focus.pl/artykul/w-polsce-odkryto-najstarsza-zdobiona-bizuterie-w-eurazji-ma-41-5-tys-lat-211125045555

Jest nią naszyjnik z kości słoniowej z precyzyjnie wykonanym ornamentem. Międzynarodowy zespół naukowców, w składzie którego znajdują się również Polacy, ogłosił właśnie, że to najstarszy przykład przenośnej paleolitycznej sztuki, jaki znamy z Europy i Azji.

================================

Złamany na dwie części wisiorek z ciosu mamuta:

Magdalena Salik 25.11.2021·

Jaskinia Stajnia, znajdująca się na Wyżynie Częstochowskiej w obrębie wsi Mirów, to długi korytarz o wysokim stopie. Ma trzy metry szerokości i osiem wysokości, ciągnie się zaś na 23 metry. Po raz pierwszy opisano ją w 1951 r. Nazwę zawdzięcza opowieściom tamtejszych mieszkańców, według których walczący w okolicy powstańcy styczniowi urządzili w niej stajnię.

O tym, że jaskinia kryje prawdziwą naukową sensację, po raz pierwszy dowiedzieliśmy się w 2008 r. Pracujący w Stajni archeolodzy natrafili wówczas na narzędzia kamienne i pierwsze znalezione w Polsce szczątki neandertalczyka. Początkowo szacowano, że miały ok. 50 tys. lat, jednak w zeszłym roku badacze ogłosili, że są o wiele starsze. Jak się okazało, jeden z zębów trzonowych ma aż 116 tys. lat. To oznacza, że w Stajni znajdowały się najstarsze szczątki neandertalczyków w Europie Środkowej.

To jednak nie koniec sensacyjnych odkryć w tym miejscu. W czasopiśmie naukowym „Scientific Reports” ukazał się artykuł, który opisuje inny nadzwyczajny artefakt z jaskini – zdobiony wisiorek z kości słoniowej, najstarszy, jaki znaleziono dotychczas nie tylko w Europie, ale i w Azji.

Kiedy powstała najstarsza biżuteria wykonana przez Homo sapiens

Naszyjnik wykopano w 2010 r., a razem z nim natrafiono na przecinak z końskiej kości. Nie było wątpliwości, że są to wytwory Homo sapiens, którzy zamieszkiwali jaskinię po wyginięciu neandertalczyków. Kwestią do wyjaśnienia pozostało dokładne określenie czasu powstania znalezisk.

Sensacja archeologiczna w Polsce. Znaleziono naszyjnik sprzed 40 tys. lat! 

11 lutego 2023 Roskana Florczak 

Jaskinia Stajnia w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jest miejscem sensacyjnych odkryć archeologicznych. Tam to odkryto tajemniczy naszyjnik który pochodzi sprzed ponad 40 tys. lat!

Odkrycie z jaskini Stajnia stała się światową sensacja archeologiczną. Znaleziony tam naszyjnik został wykonany z kości słoniowej i datuje się go na 41,5 tysiąca lat temu. Jest to najstarszy przykład biżuterii odkryty w Europie i jeden z najstarszych na świecie.

Według naukowców naszyjnik może mieć także związek z religią i magią naszych prehistorycznych przodków. Ustalono, że jego zdobienia (50 nakłuć) oznaczają liczbę upolowanych zwierząt lub cykle księżycowe.

Jura Krakowsko-Częstochowska nadal skrywa liczne tajemnice z pradziejów ludzkości. To tam odkryto najstarsze szczątki ludzkie w Europie Środkowej. Badania na tym terenie prowadzą polscy archeolodzy oraz naukowcy z Instytutu Maxa Plancka z Lipska.

Kościany bumerang z Jaskini Obłazowej najstarszy na świecie [25 tys. lat]

Bumerang z Jaskini Obłazowej najstarszy na świecie [25 tys. lat]

Jacek Czubacki https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2016/07/30

Użycie bumerangów jest powszechnie kojarzone z australijskimi Aborygenami, ale tego typu broń była znana i używana także w innych kulturach, w starożytnym Egipcie, przez Indian Nawaho w Ameryce Północnej, ale również w Europie.

Jednak mało kto wie, że w Polsce też znaleziono bumerang w Jaskini Obłazowej. Pochodzi sprzed 25 tys. lat i jest nie tylko najstarszy w kraju, ale i na świecie.

Bumerang został odkryty w 1985 roku przez polskich archeologów w Jaskini Obłazowej na pograniczu Spiszu i Podhala, w Kotlinie Orawsko-Nowotarskiej w Karpatach. Znajdował się wśród innych przedmiotów obrzędowych. Podczas wydobycia przedmiot był uszkodzony, jednak w trakcie wykopalisk udało się odnaleźć brakującą końcówkę.

Jest wykonany z ciosu mamuta, podczas gdy inne znane bumerangi były drewniane. Ma 71 cm długości, średnicę trochę ponad 5 cm, grubość 1,5 cm. i waży kilogram. Datowany jest na ok. 23 000 lat p.n.e. Dla porównania, najstarszy zachowany bumerang z Australii wykonano z drewna, a jego wiek określono na 10 tys. lat p.n.e.

Ludzie, którzy go wykonali, mogli być związani z tzw. kulturą pawłowską – jedną z kultur horyzontu graweckiego. Kultura ta rozwijała się od ok. 30 tys. lat temu do ok. 23 tys. lat temu, w okresie górnego paleolitu na Morawach, w północnej Austrii oraz w południowej Polsce. Bumerang był używany do powalania zwierzyny podczas polowania, ale też miał prawdopodobnie znaczenie kultowe, gdyż pozostały na nim resztki ochry używanej w rytuałach religijnych. Przy użyciu kopii wykonanej z tworzywa sztucznego przeprowadzono testy, podczas których badano m.in. zasięg broni. W najdłuższym rzucie osiągnięto odległość 66 m. Odnaleziony przedmiot należy do grupy bumerangów, które nie wracają po rzuceniu. Obecnie zabytek znajduje się w Muzeum Polskiej Akademii Nauk (PAN) w Krakowie.


Bibliografia:

Łaptaś A., Paszkowski M., 2003. Ferruginous Pigments. In: Valde-Nowak P., Nadachowski A., Madeyska T., (eds) „Obłazowa cave, human activity, stratigraphy and palaeoenvironment”. Institute of Archeology and Ethnology, Polish Academy of Sciences. Kraków: 78-79., plus fig. 45-47

Paweł Valde-Nowak: Jaskinia jak skarbczyk, Kwartalnik turystyczny „W górach”. [dostęp 30 lipca 2016].

Waza z Bronocic sprzed 5500 lat. Wóz ciągniony przez tury.

Waza z Bronocic sprzed 5500 lat

Opublikowano przez Białczyński Marian Nosal – https://bialczynski.pl/2018/12/04/marian-nosal-waza-z-bronocic-sprzed-5500-lat

W 1976 r., czyli ponad 40 lat temu, podczas wykopalisk prowadzonych na terenie dużej neolitycznej osady w  Bronocicach nad rzeką Nidzicą odkryto ceramiczną wazę z  dekoracją-rysunkiem, który jest najstarszym znanym dowodem używania pojazdu kołowego na świecie. A  na końcu tego tekstu będzie fotoreportaż „Jesień Bronocic, czy Wiosna już nadchodzi?” z  pobytu w  Bronocicach współczesnych i  o tym, jak Bronocice powinny wyglądać. Zapraszam.

Wieś Bronocice znajduje się między miastami Buskiem-Zdrojem i  Krakowem na linii północny wschód-południowy zachód oraz między Miechowem i  Nowym Korczynem na linii północny zachód-południowy wschód.

Czyli w  centrum historycznym południowej Polski.

Wiek wazy z  Bronocic szacuje się za pomocą datowania radiowęglowego na 3635 do 3370 lat przed nasza erą.

Czyli pięć i  pół tysiąca lat!

!!


Badania sąsiadujących kości zwierząt wykazały nawet datowanie 4725 ± 50 lat p.n.e. [1]

„… Podczas gdy piktogramy przedstawiające dwukołowe wozy kultury Uruk (dotychczas uznawane za najstarsze znane przykłady ukazujące wóz) są o  dwa wieki późniejsze. …” [1]

„…Piktogramy z  Uruk oznaczające sanie i  wóz (ok. 3100-3050 r. p.n.e.)…” [2]

Waza przez archeologów zaliczana jest do kultury pucharów lejkowatych.

Kultura ta powstała na terenie Kujaw, czyli w  centrum Polski, pod wpływem oddziaływania kultury lendzielskiej na lokalne podłoże mezolityczne.

Nazwa Kultury Pucharów Lejkowatych związana jest z   charakterystycznym kształtem naczyń z   brzuścem baniastym i   szeroko rozchylonym, lejkowatym kołnierzem.

I co najwazniejsze Kultura Pucharów Lejkowatych związana była z  ludnością o   charakterystycznych dla Słowian i   Staroeuropejczyków haplogrupach Y-DNA R1a oraz I1 i   I2.

Dlatego uważajcie, czy nasi „polscy naukowcy” i  dziennikarze obcych, ale polskojęzycznych mediów nie zechcą przypisać znaleziska Celtom, Germanom, wpływom Sumeryjskim i  każdemu, kto tylko się nawinie, niezależnie od tego, czy jest w  tym sens, byle by to tylko nie byli nasi przodkowie.

Razem z  wazą znaleziono szczątki turów.

Otarcia na rogach tych zwierząt pozwalają przypuszczać, że to właśnie tury mogły być pierwszymi w  dziejach ludzkości zwierzętami pociągowymi.

Największą zagadką naukową tego artefaktu jest to, że polska nauka, polski system edukacji i  polska prasa nie robią nic, aby tę rewelację archeologiczną i  historyczną naprawdę rozpropagować.

Przecież czterokołowy wóz z  dyszlem, czy bez, jest wynalazkiem epokowym w  dziejach całej ludzkości!

więcej u źródła: http://slowianieiukrytahistoriapolski.pl/archeologia/znaleziska_archeologiczne/waza_z_bronocic/index,pl.html

================================

Wóz ciągnięty przez tury sprzed 5.5 tys lat.

Na podst.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Waza_z_Bronocic

Waza z Bronocic – ceramiczna waza z rysunkiem interpretowanym jako najstarszy znany dowód używania pojazdu kołowego. Jej wiek szacuje się za pomocą datowania radiowęglowego na 3635–3370 p.n.e.[1] i zaliczana jest do kultury pucharów lejkowatych. Obecnie przechowywana w Muzeum Archeologicznym w Krakowie (zwiedzającym udostępniona jest jedynie kopia). Odkrycie

Naczynie odkryto w 1976 podczas wykopalisk archeologicznych prowadzonych na terenie dużej neolitycznej osady w Bronocicach nad Nidzicą w województwie świętokrzyskim, około 50 km na północny wschód od Krakowa. W latach 1974–1980 prace prowadził tam prof. Janusz Kruk z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN i Sarunas Milisauskas ze State University of New York w Buffalo.

Dekoracja

Ornament przedstawia symbolicznie najważniejsze elementy prehistorycznego środowiska przetworzonego przez człowieka. Najistotniejszą częścią dekoracji jest pięć wizerunków przypominających wóz. Przedstawiają one czterokołowy pojazd z dyszlem dla zwierząt pociągowych. Linie łączące koła prawdopodobnie reprezentują osie. Koło pośrodku być może symbolizuje pojemnik na zbiory.

Inne rysunki przedstawiają drzewo, rzekę oraz schemat, który może symbolizować pole z krzyżującymi się drogami/rowami lub plan wioski.

Wizerunek na wazie jest najstarszym znanym wyobrażeniem pojazdu kołowego na świecie. Dowodzi, że pojazdy kołowe były znane w Europie Środkowej już w IV tysiącleciu p.n.e. Ciągnęły je prawdopodobnie tury (szczątki tych zwierząt znaleziono razem z wazą). Rogi zwierząt z Bronocic miały otarcia sugerujące, że były obwiązane sznurem tworzącym prawdopodobnie coś w rodzaju jarzma przyrożnego.

===============================

mail:

Ok. 5700 lat temu artysta umieścił na glinianej wazie rysunek wozu z czterema kołami. Dokonał tego twórca mieszkający na terenach dzisiejszej Polski.

Uważa się, że jest to pierwszy rysunek pojazdu zaprzęgowego, jaki wykonano w historii ludzkości. Jeśli tak, to znaczy, że pradawni mieszkańcy terenów naszego kraju znali i używali koła, zanim odkryły go najstarsze cywilizacje ludzkości!

Wojna i inflacja jest dupochronem władzy. MEM-y, ale ponure.

Kumpel Franciszka: Watykan wykorzystał sztukę Rupnika pod koniec grudnia

Watykan wykorzystał grafikę Ojca Marko Rupnika, umieszczając ją na okładce nowego woluminu znaczków, donosi NcRegister.com (5 stycznia).

Bishop Libby Lane at Chester Cathedral (Heathcliff O’Malley/The Telegraph)

=======================

==============================

Groźna, straszna „propozycja”:

=====================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano