Interwencja poselska Ryszarda Wilka w Medyce. / Fot. screen
Poseł Konfederacji Ryszard Wilk przeprowadził interwencję poselską w Medyce, na granicy polsko-ukraińskiej. Choć funkcjonariusze nie chcieli dopuścić do kontroli towaru wjeżdżającego z Ukrainy, poseł Wilk niewzruszony ruszył sprawdzić, co znajduje się w wagonach. Nagranie robi furorę w internecie.
Od kilkunastu dni rolnicy protestują w całej Polsce m.in. przeciwko niekontrolowanemu napływowi produktów rolnych z Ukrainy, które nieobłożone licznymi podatkami, nieobjęte wieloma wymyślanymi przez urzędników procedurami, są po prostu znacznie tańsze i tym samym demolują polski rynek.
Niekontrolowany napływ produktów rolnych z Ukrainy, w przypadku których nie można mówić o równej konkurencji, to niejedyny powód, dla którego protestują rolnicy. W tej kwestii jednak na granicy z Ukrainą, w Medyce, interweniował poseł Konfederacji Ryszard Wilk.
Straż Ochrony Kolei nie chciała dopuścić Wilka do pociągu, twierdząc, że nikt niepowołany nie może kontrolować towaru. Poseł za nic miał jednak zakaz strażników. Poinformował, że jest tu w trybie interwencji poselskiej, to teren PKP Cargo, więc jak najbardziej może towar sprawdzić. Swojemu asystentowi polecił wszystko nagrywać.
Strażnicy szli za Wilkiem, jeden z nich gdzieś dzwonił, ale generalnie nie utrudniali interwencji. Raz zasugerowali jedynie, że mogą mieć kłopoty. Wilk odpowiedział: – Wiecie, dlaczego tutaj jestem. To nie jest przytyk do was, szanuję mundur, ale nie może być zgody na coś takiego.
– Co to ma być? Co to ma, k***a, być? – dopytywał, wskazując na wysypany z wagonów towar. – Wiecie, dlaczego nam nie pokazali kwitów, służba celno-skarbowa? Bo dokładnie wiedzą, co idzie w tych kontenerach. Wyrok śmierci dla polskich rolników – mówił Wilk.
– Bierzemy próbkę do inspekcji, żeby zobaczyć, co to w ogóle za gówno jest, przez które bankrutują polskie rodziny – zakończył Wilk.
Przypomnijmy, że we wrześniu 2023 roku Polska w teorii wprowadziła embargo na ukraińskie produkty rolne, m.in. pszenicę, kukurydzę, nasiona rzepaku, słonecznika. Rolnicy alarmują jednak, że zakazy są łamane i ukraińskie produkty nadal destabilizują rynek. Jednocześnie Polska dopuściła przez swoje terytorium tranzyt ukraińskich produktów do innych krajów.
CZYTAJ WIĘCEJ O PROTESTACH ROLNIKÓW W CAŁEJ EUROPIE:
Kiedy w lutym 2022 roku rozpoczęła się tzw. „specjalna operacja wojskowa” Rosji na Ukrainie – będąca de facto kolejnym etapem wojny trwającej od 2014 roku – w Polsce i za Zachodzie rozkręciła się rusofobia na niespotykaną dotąd skalę. Przy tej okazji różni podżegacze dali sobie „prawo”, by wzniecać antyrosyjską nienawiść i dehumanizować cały rosyjski naród.
Ilekroć ktokolwiek podjudza przeciwko Rosjanom, tylekroć bagatelizuje przy tym fakty o tragicznej historii tego narodu. A przecież w minionym stuleciu zafundowano im terror i zniszczenie w postaci rewolucji bolszewickiej. Tak okrutnego i bezwzględnego systemu świat dotąd nie widział.
Dzisiejsze wydarzenia za naszą wschodnią granicą należy zatem rozpatrywać także przez pryzmat tego, że Rosja Putina jest przedłużeniem Sowiecji. Natomiast Sowiecja to twór, którzy powstał na trupie prawosławnej Carskiej Rosji, zamordowanej na zlecenie i za pieniądze judeo-masońskich rewolucjonistów z Zachodu.
Dlatego w przededniu takich wydarzeń jak: jubileusz dziesięciolecia aneksji Krymu czy druga rocznica „operacji specjalnej”, warto sprawdzić co głoszą Rosjanie, o których raczej nikt w Polsce nie słyszał. Mam tutaj na myśli tych Rosjan, którzy – mimo rewolucyjnego terroru jaki trawił ich kraj przez dziesięciolecia – nie dali w sobie zabić prawdziwej rosyjskości. A ta, nieodłącznie związana jest z prawosławiem.
ANTYTEZA ROSJI
Związek Sowiecki (lub, jak kto woli, Związek Radziecki) to największy wróg Rosji. To właśnie Rosjanie – których mordowano milionami – ponieśli największą ofiarę systemu tworzącego ZSRS (ZSRR). Zabijaniu ciała towarzyszyło metodyczne niszczenie rosyjskiego ducha, w tym rosyjskiej kultury i religii. W celu wyplewienia rosyjskiej tożsamości, wyrżnięto inteligencję, zgładzono duchowieństwo i palono cerkwie.
Na przestrzeni lat poznałam wielu Rosjan, także wykształconych i uznających siebie za prawosławnych. Byłam zdumiona, że brakowało w nich stanowczego potępienia systemu, który brutalnie zniszczył ojczyznę ich przodków.
Z drugiej strony jestem świadoma, że współcześni Rosjanie i ich rodzice wychowali się w czerwonej propagandzie oraz kulcie wielkiej wojny ojczyźnianej, sławiącej dokonania sowieckiego sojuza. Czy to ich wina, że w takim systemie się urodzili i dorastali? Nie! Czy ponoszą moralną odpowiedzialność za to, że nie dążą do poznania prawdy? Nie mnie to oceniać.
Tymczasem pewne niszowe kanały w internecie – głównie na niecenzurowanej aplikacji Telegram – osłoniły przede mną nieznane mi wcześniej oblicze niektórych żyjących dziś Rosjan. Dowiedziałam się o istnieniu świadomych i pobożnych ludzi, którzy bardzo kochają swoją ojczyznę i (właśnie dlatego, że kochają?) w najmniejszym stopniu nie utożsamiają się z panującym tam systemem.
Przed laty przylgnęła do mnie w Polsce łatka „ruskiej agentki”. Zatem najwyższy czas wypełnić jakąś konkretną misję specjalną na odcinku polsko-rosyjskim. Zrobię to teraz, podsuwając polskim Czytelnikom prawdziwie rosyjski przekaz, którego w oficjalnej przestrzeni nigdzie nie znajdziecie.
W tym celu pozwolę sobie przytoczyć niezwykłą publikację, znalezioną na Telegramie, pt. „Dzień Rosyjskiej Golgoty”. Wymowny tekst zamieścił Rosyjski Ruch Sobornoje (Русское Соборное Движение) z okazji kolejnej rocznicy rewolucji bolszewickiej. Oto treść przesłania:
«Dziś jest tragiczny dzień w naszej historii, nazywany przez sprawców antyrosyjskiego triumfu „Wielką Rewolucją Październikową”. Niemniej jednak jest wielu rosyjskojęzycznych ludzi, którzy dziś opowiedzą o „paradach naszego dzieciństwa”, o „wielkim zwycięstwie Października”, o „dumnych czerwonych sztandarach” i tak dalej.
Niektórzy starsi ludzie, urodzeni i wychowani w wielkim oszustwie marksizmu-leninizmu, idą z goździkami pod pomnik „dobrego dziadka” Lenina – walczącego z Bogiem, opętanego przez demony terrorysty i rusofoba. Nawiasem mówiąc, ci starsi ludzie nie będą musieli iść daleko – takie pomniki są nadal w każdym mieście i miasteczku naszego kraju.
Czego tak naprawdę sobie gratulowali? Jeśli to nie ma być sowiecka propagandowa bajka, ale prawda historyczna – [to trzeba stwierdzić, że] rosyjskojęzyczni ludzie, w większości nawet ochrzczeni, gratulowali dziś sobie nawzajem milionów naszych rodaków i współwyznawców, którzy zostali zabici i zgnili w obozach. Gratulowali sobie wojny domowej, głodu lat 20-tych, zniszczenia głównych stanów rosyjskich: chłopstwa, duchowieństwa i innych.
Ci, którzy dziś gratulują sobie „Października” – w rzeczywistości gratulują sobie rytualnego mordu całej rodziny carskiej, śmierci czystych dziewcząt, które dusiły się we krwi pod ciosami bolszewickich bagnetów.
Ochrzczeni Rosjanie gratulują sobie nawzajem bezczeszczenia prawosławnych świątyń, relikwii sprawiedliwych, niszczenia cerkwi. Z masowym mordem nie tylko całego zastępu rosyjskich Nowych Męczenników (których ikona jest teraz reprezentowana w każdym kościele) – ale także z represjami na największą skalę.
Dlatego utożsamianie walczącego z Bogiem Związku Radzieckiego z Rosją jest historyczną i duchową ignorancją.
Tak, wiele wielkich czynów zostało dokonanych przez Rosjan nawet w warunkach Związku Radzieckiego – ale było to podobne do sposobu, w jaki człowiek żyje i rozwija się w więzieniu: może czytać i komponować dzieła literackie, może ćwiczyć fizycznie, może się modlić. Jednak robi to w warunkach więziennych, przez które przeszedł również ojciec naszej kosmonautyki Siergiej Korolow.
Tym właśnie jest walczący z Bogiem ZSRR w porównaniu z tysiącletnią Rosją. I ta prawdziwa Święta Ruś – dla nas tam pozostaje, w oczach tych dziewcząt, aż do ich rytualnego mordu przez nowe żydowskie jarzmo.
„Przeklęte jest królestwo, które bije swoich proroków”. A każdy, kto gratuluje dziś powstania bezbożnego reżimu Zła, a także przywraca w rosyjskich miastach pomniki karykaturalnego Antychrysta – jest albo głupim rusofobem, albo klinicznym idiotą, albo po prostu prowokatorem. (…)».
SZYDERCZY TEATR PUTINA
W dalszej części odezwy, wytknięto obecnym władzom Federacji Rosyjskiej, że akceptują bezpardonowe bezczeszczenie świętego miejsca, które kalane jest przez zabalsamowane truchło Lenina. W tym kontekście, autor cytowanego przesłania zwraca uwagę na fakt, że Plac Czerwony był w przeszłości poświęcony jako obszar świątynny.
«Sobór Opieki Matki Bożej na Fosie, popularnie zwany Soborem Wasyla Błogosławionego, został zbudowany jako przestrzeń ołtarzowa, podczas gdy cały obszar wzdłuż muru Kremla od soboru do samej Bramy Iwerskiej [Bramy Zmartwychwstania] był przestrzenią świątynną.
Car Aleksander III powiedział kiedyś: „Moskwa jest świątynią Rosji, a Kreml jest jej ołtarzem”. [Tymczasem] na Kremlu, zamiast dwugłowych orłów, widnieją do dziś satanistyczne gwiazdy, wzniesione na jego wieżach przez największych terrorystów, wojujących ateistów i rusofobów.
A w obecnych warunkach wojny całego świata z Rosją – czyż nie jest to czerwona linia, żeby usunąć ze swojego domu przynajmniej te wyraźnie antyrosyjskie symbole?
Tak długo, jak ci, w których mocy jest zburzenie całego tego obrzydliwego plugastwa z rosyjskiej ziemi, nie mają woli, aby to zrobić, tak długo ich słowa o „duchowych i moralnych tradycyjnych wartościach” są bezwartościowe» – wyjaśniono w publikacji pt. „Dzień Rosyjskiej Golgoty”.
W związku z powyższym, przypomniały mi się słynne słowa prezydenta Rosji, które przed laty sama z entuzjazmem cytowałam, gdyż niejako idealizowałam wówczas ich autora. W 2016 roku Władimir Putin powiedział, że przywódca bolszewików Włodzimierz Lenin «podłożył bombę atomową pod gmach, który nazywa się Rosja».
Powyższe słowa Putina rozumiałam niegdyś w ten sposób, że były one krytyczne pod adresem zbrodniarza Lenina. Z czasem, obserwując owoce obecnej prezydentury, zaczęło do mnie docierać, że cytat o bombie atomowej mógł być jednak uznaniem dla przywódcy rewolucji (a wręcz docenieniem, że rozsadził on Carską Rosję?).
Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że tak potężny człowiek jakim jest prezydent Federacji Rosyjskiej, do dziś nie podjął kluczowej decyzji o potępieniu zbrodniarzy, którzy zniszczyli Świętą Ruś i wymordowali miliony niewinnych Rosjan? Nie górnolotnymi słowami, ale autentycznym gestem mógł Putin potwierdzić, że prawdziwe rosyjskie dziedzictwo jest mu bliskie.
Prezydent jednym rozkazem mógł dać kres profanacji świętego miejsca, które szpeci ohydne mauzoleum z wysuszonym trupem Lenina w środku. Dlaczego Putin tego nie zrobił? Ponieważ – wbrew obiegowej opinii – nie jest rosyjskim patriotą.
I wreszcie, mimo iż Władimir Putin rokrocznie w blasku kamer zanurza się w przeręblu z okazji prawosławnego święta Chrztu Pańskiego, nie jest on chrześcijaninem. Chrześcijaństwa nie da się bowiem pogodzić z akceptacją truchła zbrodniarza i satanistycznych symboli bezczeszczących Kreml.
A skoro pozwalam sobie na krytyczne uwagi pod adresem prezydenta Rosji, to całą jego prezydenturę skwituję następująco: Putin jest wielkim przegranym, bez względu na ostateczne rozstrzygnięcie wojny na Ukrainie. Dlaczego? Ponieważ okazał się być słabym przywódcą, skoro mając wcześniej Ukrainę pod swoją strefą wpływów, pozwolił na to, aby dusze i umysły mieszkańców tego kraju przejął podstępny Zachód.
Wyszło więc na to, że Putin to cienki bolek, gdyż dał się sprowokować ekspansji NATO na Wschód, doprowadzając do rozlewu słowiańskiej krwi bratnich niegdyś narodów. Co znamienne, wielokrotnie słyszałam krytyczne głosy z samej Rosji, tym razem niezwiązane z prawosławiem.
Wielu Rosjan nie kryje niezadowolenia z faktu, że „sprawa” nie została załatwiona w 2014 roku, tj. tuż po odpaleniu Euromajdanu, tylko odczekano kilka lat, w trakcie których Zachód dozbroił Ukrainę. Globalni podżegacze konkretnie wykorzystali ten czas, podsycając Ukraińców do coraz większej nienawiści i wrogości, przez co jeszcze bardziej się zradykalizowali.
A może właśnie o to chodziło, by rytualnie złożyć w ofierze Rosjan i Ukraińców, zmuszając ich do walki na froncie? Tak to się kończy, kiedy prezydent Federacji Rosyjskiej w ramach rozwiązania problemu czerpie z wzorców satanistycznej Sowiecji i wysyła wojska pod czerwonym sztandarem, zamiast wzorować się na carskiej Świętej Rusi, która miała wspaniałą tradycję dyplomatyczną.
CHRZEŚCIJANIE W KATAKUMBACH
Wielu wyznawców Chrystusa na świecie – bardziej lub mniej świadomych – zszokowało stanowisko Cyryla, który poparł wojnę na Ukrainie. Patriarcha moskiewski i całej Rusi, po odpaleniu tzw. „operacji specjalnej”, powiedział: «rozpoczęliśmy walkę, która ma znaczenie nie fizyczne, ale metafizyczne».
Nieznający historii odbiorca, mógł to odebrać jako pewną antyreklamę rosyjskiego prawosławia. W związku z tym, warto wyjaśnić polskiemu Czytelnikowi z jakim tragicznym zjawiskiem mamy do czynienia. Trzeba wiedzieć, że postawa patriarchy Cyryla to niejako konsekwencja tego, co zrobiono na rosyjskiej ziemi przed stu laty.
W 1918 roku organizatorzy rewolucji bolszewickiej zdelegalizowali w Rosji Cerkiew, praktycznie jej zakazując. Następnie rozpoczęły się prześladowania i ucisk. Komuniści wymordowali większość duchowieństwa i dokonali swoistej podmianki – w miejsce pobożnych zgładzonych hierarchów podstawili zdrajcę.
Tak oto, w 1927 roku metropolita Sergiusz Stragorodski podjął oficjalną i otwartą współpracę z władzą bolszewicką. Duchowni, którzy za nim poszli, otrzymali własne chramy, zaczęli się modlić za rząd komunistyczny i nie odmawiali modlitwy za męczenników, więźniów oraz wygnańców. W ten sposób Cerkiew w Rosji została podzielona na białą i czerwoną.
Biskupom i batiuszkom „Białej Cerkwi” zabrano wszystkie monastery i świątynie, w większości byli prześladowani, więzieni, umieszczani w obozach i rozstrzeliwani. Nieliczni, którzy przeżyli, zeszli do podziemia, gdzie wraz z pobożnymi wiernymi tworzyli Cerkiew katakumbową. Część Cerkwi zachowała się za granicą, nazywano ją „Rosyjską Cerkwią Prawosławną za Granicą”.
Tymczasem kontynuatorzy „drogi sergiańskiej” trwają w moskiewskim patriarchacie po dziś dzień. Układają się z władzą na Kremlu i bezkrytycznie popierają wszelkie jej działania, z wojną na Ukrainie włącznie.
Okazuje się bowiem, że podział na „czerwonych” i „białych” wciąż obowiązuje. I jest to niezwykle ciekawa informacja, wszak oznacza, że nie wszystkich prześladowanych udało się unicestwić, dzięki czemu katakumbowa Cerkiew także zachowała się po dziś dzień. Właśnie tam bije prawdziwie rosyjskie serce.
Bolesna historia rosyjskiej Cerkwi została przypomniana w reportażu z 2023 roku pt. „Czekam, aż mnie zabiją lub uwięzią” (Я жду, чтобы меня убили или посадили). Filmowy dokument został opublikowany na YouTube (na kanale: Новая газета Европа) i opowiada o życiorysie oraz obecnych zmaganiach arcybiskupa Wiktora Piwowarowa, nieuznawanego przez patriarchat moskiewski. Władyka ten posługuje w parafii Sławiańsk nad Kubaniem.
W poruszającej opowieści wyłania się obraz ascetycznego i pokornego starca, który z oddaniem służy Chrystusowi. Fragmenty modlitwy w świątyni oraz codziennego życia parafii, ukazują skromne i ubogie warunki, jakże dalekie od złota i przepychu wokół patriarchy Cyryla. Nade wszystko, wokół władyki Wiktora, posługujących przy nim braci i modlących się wiernych, widz dostrzega autentyczną pobożność i miłość.
Bohater reportażu stawia czoła prześladowaniom, jakie fundują mu obecne władze rosyjskie. Powód nękania? Władyka nie ukrywa, że jest przeciwny wojnie na Ukrainie, a nawet aneksji Krymu. Mimo zastraszania, duchowny pozostaje nieugięty, także dlatego, że sam sporo w życiu przeszedł. Przed kamerą opowiada, że w przeszłości widział okrucieństwa komunistów, w tym torturowanie jego schorowanej matki.
Jak wyjaśniał, poszedł do seminarium, aby się uczyć i otwarcie walczyć z bolszewickim kłamstwem. Skąd potrzeba takiej walki? «Inaczej Rosja by zginęła» – uzasadnił. A kiedy przełożeni odkryli, że jest antybolszewikiem, został wyrzucony z seminarium. Święcenia kapłańskie przyjął więc w Cerkwi za granicą.
I wreszcie, o wojnie na Ukrainie, władyka Wiktor powiedział wprost:
«Taka wojna jest przeklęta zarówno przez Boga, jak i ludzi. Wojna ta jest wielkim złem.»
Za antywojenne wypowiedzi nałożono na niego grzywnę. Ponadto, kapłan jest zastraszany i oczerniany.
CZEGO PRAGNĄ LUDZIE?
Pod reportażem o władyce Wiktorze, internauci napisali blisko 7 tysięcy komentarzy, z czego zdecydowana większość, to wyrazy uznania dla nieugiętego hierarchy. Za stanowczą postawę dziękowali mu zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy. Zdarzały się też ciekawe głosy z Kaukazu – od prawosławnej Gruzji, po muzułmańską Czeczenię.
Przejrzałam ogrom tych komentarzy, a z wybranymi dzielę się poniżej:
«Panie, czy to możliwe, że w Twojej Świątyni są jeszcze pasterze, którzy nie zaprzedali się władzom? Niech Bóg da zdrowie i siłę temu światłemu człowiekowi!»
«Dzięki Bogu, że mamy takich duchownych, którzy nie boją się mówić prawdy swoim parafianom! Dobrego zdrowia dla władyki Wiktora!»
«Cerkiew przestaje być Cerkwią, jeśli zaczyna służyć państwu, a nie Bogu.»
«Wielomilionowe nieruchomości hierarchii cerkiewnej patriarchatu moskiewskiego, praca agenturalna w KGB i występy chóru klasztoru Sretensky na rocznicy FSB, świątynia sił zbrojnych, jachty, prywatne samoloty i obecność w całym prorządowym programie oczywiście nie zawstydzają. Dla niektórych wszystko jest bożą rosą. Nigdy nie spodziewałem się usłyszeć od Cerkwi prawdziwej prawdy o wojnie na Ukrainie. To odważny człowiek, który służy Bogu, a nie chlebowi. Niech Bóg błogosławi ojca Wiktora. Panie, ratuj, chroń i zmiłuj się nad nim!»
«Kiedy czekiści w sutannach mówili nam, jak zrobić znak krzyża na rakietach gradowych przed ich zainstalowaniem i wystrzeleniem, zaniemówiłem. Byłem w cerkwiach i słyszałem informacje polityczne od skorumpowanych kapłanów, a potem poszedłem do spowiednika i powiedziałem na spowiedzi, że nie wierzę już w Cerkiew Prawosławną i hierarchów, nie chcę już chodzić do świątyni, gdzie zachęca się do morderstw i przemocy. Spowiednik powiedział, że hierarchowie to nie cała Cerkiew, że on osobiście jest przeciwko wojnie, podobnie jak wielu innych duchownych i modli się o szybki pokój. A jeśli chodzi o patriarchę i wszystkich innych wysokich urzędników kościoła, duchowny powiedział, że będą musieli odpowiedzieć za swoje grzechy przed Bogiem.»
«Boże Wszechmogący, jakże się cieszę, że w Rosji są tacy kapłani. Boże, chroń i zachowaj ojca Wiktora! Żadnej wojny na Ukrainie!»
«Dziękuję za wsparcie, bo nie mogę już tego znieść. Nasza Ukraina jest pokryta krwią.»
«Boże Dzieci Rosji i Boże Dzieci Ukrainy, módlcie się w jedności o pokój między bratnimi narodami.»
«Ojcze Wiktorze! Kłaniam się! Jestem z Odessy. Słuchałam cię i płakałam.»
«Jestem z Ukrainy, czytam komentarze i płaczę. Dziękuję za wsparcie wszystkich myślących ludzi w Rosji. Dzięki Bogu za batiuszkę Wiktora!!!»
«Władyko Wiktorze, ukłony z Ukrainy! Nie mogę nawet uwierzyć, że takie słowa można dziś usłyszeć w Federacji Rosyjskiej! Niech Bóg błogosławi ciebie Władyko, twoją parafię i wszystkich, którzy cię wspierają.»
«Oglądałam ten film ze łzami w oczach. Nigdy nie sądziłam, że w Rosji są tacy ludzie.»
«Najgorszym grzechem jest, gdy zło podaje się za dobro. Człowiek zmaga się z tym całe życie. Ilu dziś nie widzi, nie słyszy, nie myśli. To przerażające. Szacunek dla biskupa, dobrego zdrowia.»
«Wygląda na to, że ten miły człowiek wciąż pamięta Dekalog. Jestem z Moskwy, patrzę z wielką czcią na takich ludzi. „Nie zabijaj!”, „Nie mów fałszywego świadectwa!”, „Nie kradnij!”, itd.»
«Miłosierny Panie, ocal i zachowaj prawdziwego pasterza Twojej Cerkwi.»
«Dziękuję, Ojcze. To uszczęśliwia moje serce.»
«Niech Allah błogosławi tego starca. Co za mądry człowiek, ciekawie się go słucha. Pozdrowienia z Czeczenii.»
«Nie jestem osobą religijną, ale chcę wyrazić honor i szacunek dla arcybiskupa Wiktora i jego współpracowników. Cieszę się, że mam takich rodaków. Długiego życia i zdrowia dla nich wszystkich!»
«Kiedy widzi się takich ludzi jak ojciec Wiktor, to ja, ateista, jestem bardzo szczęśliwy! Wreszcie można zrozumieć, dlaczego religia jest w ogóle potrzebna. Zdrowia i siły dla tych ludzi!»
«Niski ukłon w twoją stronę, Ojcze, i szczera wdzięczność od wszystkich Ukraińców. Niech Pan ma cię w swojej opiece!»
«Ojcze, jesteś moją radością. Przedłużasz moje życie. Cieszę się, że wciąż istnieją prawdziwi słudzy Boga.»
«Niski ukłon i serdeczna wdzięczność dla batiuszki Wiktora i wszystkich tych, którzy zachowali Wiarę w Ojca Wszechmogącego i dają nam Nadzieję i Światło tam, gdzie powinniśmy iść.»
«To tutaj jest prawdziwa wiara! Nisko kłaniam się tym nielicznym kapłanom, którzy wciąż trzymają Boga w swoich sercach.»
«Co za piękna dusza, co za błyskotliwa osoba. Dziękuję Bogu za takich ludzi.»
«Dzięki Bogu, biskupowi i wszystkim odważnym ludziom, którzy nie boją się mówić prawdy.»
«To są prawdziwi wierzący, wszystko jest skromne, nie w złotych pałacach. Boże, jacy porządni wierzący. Arcybiskupie Wiktorze, jesteś prawdziwym, błogosławionym człowiekiem, jak twoja świta i ci, którzy przychodzą do ciebie. Jak miło jest na ciebie patrzeć. Dziękuję wam wszystkim za to, kim jesteście.»
«Już dawno przestałem chodzić do kościołów Putina. Ale ten reportaż sprawił, że chcę przyjść do tej parafii! Niech Bóg ich błogosławi!!!»
«Dziękuję batiuszce za prawdę. Dzięki Bogu jest jeszcze Światło wśród kapłanów.»
«Z Gruzji: Cieszę się z takich ludzi. Radujcie się i bądźcie silni. Chwalcie Boga!»
«Dzięki Bogu, że są tacy ludzie na ziemi jak batiuszka Wiktor. Siły, zdrowia, Bożej pomocy w Twojej pracy. Bardzo cierpię z powodu tego wszystkiego, co się dzieje, co dzieli ludzi, pielęgnuje nienawiść, prowadzi nas w otchłań. Uratuj nas Boże!»
«Co za szczęśliwa wspólnota w tej parafii! Nie miałem pojęcia, że tak może być! Niech Bóg błogosławi ich wszystkich!»
«Potężny starcu! To prawda: chrześcijanin nie może milczeć, gdy wokół niego dzieje się zło. Chrystus nie milczał. Niesamowita historia! Dziękuję za tę historię, przyjaciele. Życzę ojcu Wiktorowi zwycięstwa w jego i naszej walce. Nam również.»
«Starszy arcybiskup w połatanej sutannie pokazuje prawdziwą siłę ducha i oddanie Chrystusowi, w przeciwieństwie do pokrytego złotem oportunisty Gundiajewa [Cyryla].»
«Cerkiew [sergiańska, przyp. AP] jest nastawiona na strumień pieniędzy. Dlatego modlimy się w domu przed ikonami naszych przodków. Niski pokłon dla ciebie za prawdziwą Wiarę w Boga.»
«Dziękuję za tę historię. Niech Bóg błogosławi tych odważnych ludzi. Niech Bóg błogosławi ich za prawdziwą służbę Chrystusowi.»
«Arcybiskup Wiktor jest prawdziwym wierzącym. Człowiek o wielkim sercu i sumieniu, prawdziwy chrześcijanin! Niech Bóg obdarzy go dobrym zdrowiem i długim życiem. Takich ludzi potrzeba na ziemi jak powietrza!»
«Modlimy się codziennie, aby zatrzymać wojnę! Płaczemy za niszczony piękny kraj i za prawosławnych i nieprawosławnych, którzy w nim zginęli.»
«Błogosław Rosję i wszystkich, którzy są przeciwko wojnie! Pomóż nam nie stracić światła i nadziei w naszych duszach i nie wpaść w kamienie młyńskie polityków!»
«To wielka odwaga służyć prawdzie na terytorium Mordoru. Ten kapłan jest bohaterem naszych czasów.»
«To prawdziwy sługa Boży, a nie ktoś, kto jeździ Maybachem po Moskwie.»
«Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie. Ten kapłan jest sprawiedliwy. Chwała Jezusowi Chrystusowi.»
Podobnych komentarzy jest tam jeszcze tysiące. Cóż mogę dodać? Drodzy Czytelnicy z Polski, o takiej Rosji mieliście nigdy się nie dowiedzieć. Jesteście karmieni propagandą demonizującą cały rosyjski naród. A tymczasem, mimo potężnych prześladowań jaki zafundowała im rewolucja, w sercach wielu Rosjan wciąż pozostało czyste pragnienie dobra. Czyż nie warto o tym mówić i przekazywać to dalej?
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 18 lutego 2024 michalkiewicz
Wszystko wskazuje na to, że z pana prezydenta Andrzeja Dudy uszło powietrze. Można było się tego domyślać już wcześniej, kiedy to do pana prezydenta musiały dolecieć skrzydlate wieści do Afryki, gdzie łączył się z Murzynami, o kompromitującym fiasku powtórki z „ciamajdanu”. Jak wiadomo, panowie Kamiński i Wąsik, którzy wcześniej się odgrażali, że wtargną do Sejmu jak tornado, by wykonywać swoje mandaty, na widok umundurowanych funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej i policjantów, wycofali się z podkulonym ogonem zwłaszcza, że sezonowy marszałek Hołownia kazał zaryglować główne drzwi. Sytuację próbował ratować były Naczelnik Państwa, oznajmiając, że wcale nie chodziło o żadne wejście, tylko o zdobycie dowodów, że sezonowy marszałek „łamie prawo”. Ale tych dowodów i bez tego znalazłoby się sporo, chociaż z zagadkowych przyczyn nikt jakoś po nie sięga.
Na przykład – że za pośrednictwem swego totumfackiego, niejakiego pana Zakroczymskiego, sezonowy pan marszałek namawiał się z niezawisłym prezesem niezawisłej Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, panem Piotrem Prusinowskim, w cywilu działaczem sędziowskiej organizacji „Iustitia”, co to powstała w 1990 roku, zaraz po rozwiązaniu PZPR, w związku z czym podejrzewam, że WSI zorganizowały sobie w ten sposób nową transmisję bezpieki do wymiaru sprawiedliwości – że właśnie do niego, a nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, prześle odwołania panów Kamińskiego i Wąsika w sprawie wygaśnięcia mandatów, a pan Prusinowski załatwi wszystko tak, żeby było gites tenteges, to znaczy – wyznaczy taki skład, który powinność swej służby zrozumie. I tak się stało, ale Izba Kontroli Nadzwyczajnej zażądała dostarczenia akt z odwołaniami.
W rezultacie odwołanie pana Kamińskiego podobno nie zostało uwzględnione, podczas gdy pana Wąsika – jak najbardziej. A dlaczego? A dlatego, że Izba Pracy SN, to znaczy – doborowy skład sędziowski – w podskokach odrzuciła odwołanie pana Kamińskiego, a odwołania pana Wąsika już odrzucić nie zdążyła. Wygląda to na poważną zbrodnię przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, ale pana Piotra Prusinowskiego, jak dotąd, nikt nie ośmielił się ruchnąć. Dlaczego? A dlatego, że jeśli nawet pan Prusinowski, wspólnie z sezonowym panem marszałkiem popełnili zbrodnię przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, to popełnili ją ze słusznych, a może nawet – jedynie słusznych pozycji – bo w intencji przywrócenia praworządności.
Co innego, gdyby popełnili tę samą zbrodnię, ale z pozycji głęboko niesłusznych, to znaczy – w intencji łamania praworządności. Wtedy nie tylko dosięgłaby ich surowa ręka sprawiedliwości ludowej zarówno w naszym bantustanie, jak i w TSUE, gdzie tamtejsi przebierańcy słuchają się Reichsführerin Urszuli von der Layen, ale rzuciłaby się na nich cała zgraja autorytetów moralnych pod przewodnictwem Judenratu „Gazety Wyborczej”. Nawiasem mówiąc, jeden z sędziów TSUE, pan Marek Safian, właśnie powrócił stamtąd na ojczyzny łono, ale jak dotąd nie puścił pary z gęby, jakie dyspozycje dawała Trybunałowi Nasza Złota Pani i Reichsführerin Urszula von der Layen. Najwyraźniej pamięta, że „kto by zdradził tę wielką tajemnicę, umrze podwójnie; ciałem i duszą” – jak pisał Bolesław Prus w „Faraonie”.
Więc na widok fiaska powtórki z „ciamajdanu” pan prezydent utwierdził się w przekonaniu, że Nasz Najważniejszy Sojusznik już definitywnie spuścił byłego Naczelnika Państwa i jego ferajnę z wodą, a teraz stręczy nam w charakterze jasnego idola sezonowego pana marszałka, z dyskretnego cienia pilotowanego – ale nie przez własną małżonkę, bo ta w wolnych chwilach tylko lata na myśliwcach – tylko przez pana Michała Koboskę, który nigdzie nie lata, tylko pilnuje pana marszałka i interesu.
Toteż i pan prezydent najwyraźniej chciał pokazać Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, że pilnuje interesu, bo zażądał od Donalda Tuska informacji na temat Centralnego Portu Komunikacyjnego. Aliści Donald Tusk udzielił mu odpowiedzi wymijającej, bo zaczął go informować nie o żadnym CPK, tylko o „Pegazusie”, za pośrednictwem którego miał był podsłuchiwany nie tylko poseł Lajza, ale i pan Mateusz Morawiecki, a nawet – sam Naczelnik Państwa. Najwyraźniej nowi szefowie bezpieczniackich watah robią co mogą, żeby odwdzięczyć się Donaldu Tusku za nominacje i – niczym świadkowie koronni – preparują informacje wywiadowcze, zgodnie z obstalunkami.
W związku z tym wytworzyły się już nowe hierarchie towarzyskie. Kto nie był podglądany, albo podsłuchiwany za pośrednictwem „Pegazusa”, ten nie może pokazać się na oczy w przyzwoitym, arystokratycznym towarzystwie, bo zaraz dźgany jest nieubłaganym palcem w chore z nienawiści oczy: „mnie podsłuchiwano za pośrednictwem Pegazusa, a ciebie, frędzlu, podsłuchiwało jakieś Gumowe Ucho – więc z czym do gości?” Wracając do CPK, to rzecz w tym, że pod przykrywką portu komunikacyjnego, chodzi o wielkie lotnisko wojskowe, dzięki któremu Nasz Najważniejszy Sojusznik mógłby w razie czego („w razie czego udajemy garbatego!”) szybko przerzucić wielkie ilości żołnierzy i sprzętu z Ameryki do Europy i to 200 km od granicy z Białorusią. Nic tedy dziwnego, że pragnąc podlizać się Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, pan prezydent Duda objawił zainteresowanie właśnie sprawą CPK. Rzecz w tym, że Amerykanie wprawdzie w marcu ub. roku pozwolili Niemcom na urządzanie Europy po swojemu – ale nadal chcą utrzymać surveillance nad tutejszymi siłami zbrojnymi w ramach „jedności euro-atlantyckiej”. Zwróćmy uwagę, że od marca ub. roku nikt nawet nie zająknął się na temat konieczności powołania europejskich sił zbrojnych, o które za rządów Donalda Trumpa wybuchła taka awantura z francuskim prezydentem Macronem, że aż trzeba było we Francji poderwać na równe nogi „żółte kamizelki”.
Inna sprawa, że i Donald Tusk, chociaż „ma pod sobą żołnierzy”, to też jest „pod władzą postawiony” – czego wyrazem jest niedawna nominacja pana Pawła Grasia na stanowisko szefa jego gabinetu. Pan Graś pilnował Donalda Tuska już wcześniej, nawet nie odstępował go w czasach, gdy Nasza Złota Pani robiła z niego człowieka na brukselskich salonach. Toteż podczas wizyty w Paryżu i Berlinie Donald Tusk ćwierkał już z jedynie słusznego klucza, że dla Polski „nie ma alternatywy”, jak tylko Unia Europejska i NATO. Nawet gdyby to była prawda, to wygłaszanie takich deklaracji jest niemądre, bo skoro państwo „nie ma alternatywy”, to można stawiać mu coraz to surowsze warunki. Toteż Reichsführerin Urszula von der Layen wprawdzie nie żałuje Donaldu Tusku słodkich uśmiechów (una dolce sonrisa de mujer querida) – ale forsy jak Polsce nie dawała, to nie daje, utrzymując szantaż finansowy w mocy. Ciekawe, czy teraz postawi warunek, by Polska dała się wepchnąć do wojny z Rosją – bo zarówno dla Naszego Najważniejszego Sojusznika byłoby to jakieś wyjście z sytuacji, gdy ukraińskie mięso armatnie właśnie się wyczerpuje, a dla Niemiec to już w ogóle – prawdziwy dar Niebios – bo otwiera przed nimi niezwykle atrakcyjne perspektywy, nie pociągające za sobą żadnych zobowiązań.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Recykling to jedno wielkie oszustwo producentów tworzyw sztucznych. Firmy od lat wiedziały, że przetwarzanie plastikowych butelek na nowe opakowania jest nieopłacalne, a mimo to promowały tę praktykę. Teraz badanie Centrum Integralności Klimatycznej ujawniło prawdę. Czytaj także: Przebadano masła z supermarketów. Eksperci polecają tylko jedno
Tajemnica w końcu wyszła na jaw. Recykling to oszustwo
Producenci tworzyw sztucznych wiedzą od ponad 30 lat, że recykling nie jest ani ekonomicznie ani technicznie wykonalnym rozwiązaniem w zakresie gospodarowania odpadami z tworzyw sztucznych. Jak wynika z nowego raportu, nie powstrzymuje to ich od promowania tej praktyki.
„Firmy kłamały” – stwierdził Richard Wiles, prezes grupy ds. paliw kopalnianych w Centrum Integralności Klimatycznej (CCI), która opublikowała raport. „Czas pociągnąć ich do odpowiedzialności za szkody, które wyrządzili”. Przeczytaj też: Czy Niemcy stały się krajem wrogo nastawionym do samochodów?
Plastik wytwarzany z ropy i gazu jest niezwykle trudny w recyklingu. Proces wymaga skrupulatnego sortowania, ponieważ większość z tysięcy chemicznie różnych odmian tworzyw sztucznych nie może zostać poddana recyklingowi razem. To sprawia, że i tak już kosztowny proces staje się jeszcze droższy. Kolejne wyzwanie: materiał ulega degradacji przy każdym ponownym użyciu, co oznacza, że zazwyczaj można go wykorzystać ponownie tylko raz lub dwa razy.
Firmy nie tylko zatajały prawdę, ale i promowały nieopłacalny proceder
Z raportu wynika, że branża od dziesięcioleci wiedziała o wyzwaniach i nie dość, że ukrywała te informacje, to jeszcze promowała recykling w swoich kampaniach marketingowych. W badaniu wykorzystano wcześniejsze dane, a także nowo ujawnione dokumenty wewnętrzne ilustrujące zasięg tej trwającej ok. 30 lat kampanii.
Z ujawnionych doniesień wynika, że znawcy branży w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci różnie określali recykling tworzyw sztucznych jako „nieekonomiczny”, twierdzili, że „nie można go uważać za trwałe rozwiązanie w zakresie odpadów stałych” i twierdzili, że „nie może trwać w nieskończoność”.
Autorzy raportu twierdzą, że dowody wskazują, że firmy naftowe i petrochemiczne, a także ich stowarzyszenia branżowe mogły złamać przepisy mające na celu ochronę społeczeństwa przed wprowadzającym w błąd marketingiem i zanieczyszczeniami.
Plastiki jednorazowego użytku
W latach pięćdziesiątych producenci tworzyw sztucznych wpadli na pomysł zapewnienia swoim produktom stale rosnącego rynku zbytu: jednorazowość. „Wiedzieli, że jeśli skupią się na jednorazowych [tworzywach sztucznych przyp. red.], ludzie będą kupować, kupować i kupować” – powiedział Davis Allen, badacz śledczy w CCI i główny autor raportu.
Na konferencji branżowej w 1956 r. Towarzystwo Przemysłu Tworzyw Sztucznych, grupa branżowa, powiedziała producentom, aby skupili się na „niskim koszcie, dużej objętości” i „eksploatacji” oraz starali się, aby materiały trafiały „do kosza na śmieci”.
W ciągu następnych dziesięcioleci branża informowała opinię publiczną, że tworzywa sztuczne można łatwo wyrzucić na wysypiska śmieci lub spalić w spalarniach śmieci. Jednak w latach 80.,branża zaczęła promować nowe rozwiązanie: recykling.
Około 20 lat później, w 2003 roku wieloletni konsultant handlowy skrytykował branżę za promowanie recyklingu, mówiąc, iż jest to „kolejny przykład tego, jak tematyka nienaukowa przedostała się do umysłów zarówno przedsiębiorców, jak i działaczy na rzecz ochrony środowiska”.
„To tylko kolejny przykład, nowa wersja oszustwa, które widzieliśmy wcześniej” – powiedział Allen. Źródło: pbs.org, climateintegrity.org, polskiobserwator.de
Sea lioning is a trolling or harassment tactic commonly deployed in online discussions and blogs. It involves the attacker asking relentless and insincere questions or requests for evidence under the guise of civility and a desire for genuine debate. These requests are often tangential or previously addressed, and when well deployed the attacker maintains a pretense of civility and sincerity, while feigning ignorance of the subject matter. Sea lioning is aimed at exhausting the patience and goodwill of the target, making them appear unreasonable.
Yeah, I get this one deployed on me all the time. You too?
”Who is Robert Malone” is a reader supported publication. Please consider a free or paid subscription to support our work. The benefits of a paid subscription include joining our community of commenters (our discussions are pretty lively) and access to archived posts.
Dyskotekę w katedrze w Canterbury zorganizował jej – oficjalnie homoseksualny – dziekan. Taniec na grobie męczennika św. Tomasza Becketa.
Już w roku 2019, w katedrze w Rochester, Kościół Anglii zainstalował pole do minigolfa, zaś w katedrze w Norwich – karuzelę. Kościół Anglii planuje zorganizować dyskoteki w 12 kolejnych katedrach.
Katedra w Canterbury, będąca historycznie pierwszą katolicką katedrą na Wyspach Brytyjskich i celem milionów chrześcijańskich pielgrzymów, stała się gospodarzem dwudniowej “cichej dyskoteki” serwującej alkohol imprezowiczom w słuchawkach – o czym donosił LifeSiteNews.
Wydarzenia, opisane z wyprzedzeniem przez autora katolickiego jako “taniec na grobie” męczennika św. Tomasza Becketa, miały miejsce w nocy z 8 na 9 lutego i zostały wypromowane przez homoseksualnego dziekana Canterbury, który zarządza dziś dawną katedrą katolicką.
Jest nim wielebny David Monteith, opisany w anglikańskim raporcie prasowym jako“ksiądz gej z partnerem”, “zainteresowany przyciągnięciem młodych ludzi do kościoła”.
“Mój partner, David, i ja mieszkamy w Whitstable od ponad 20 lat, więc dobrze znamy już Kent. Obaj z niecierpliwością czekamy na dalsze poznawanie różnorodnych społeczności hrabstwa, a także częstsze wyjazdy nad morze”. David podziela swe życie w związku partnerskim z Davidem Hamiltonem – terapeutą pracującym w strukturach opieki paliatywnej i zajmującym się osobami osieroconymi. https://anglican.ink/2022/10/11/partnered-gay-priest-appointed-dean-of-canterbury-cathedral/
Plany dziekana Davida Monteith’a dotyczące katedry w Canterbury zostały przedstawione w oświadczeniu opublikowanym po jego nominacji przez zmarłą królową Elżbietę II w 2022 roku:
«Dziekan Monteith, który zawarł związek cywilny z Davidem Hamiltonem, powiedział, że jest “zachwycony i zaszczycony” swoją nominacją do Canterbury. “Katedra w Canterbury odegrała istotną rolę w naszej chrześcijańskiej historii w Anglii…
“Przemodelowanie” “kontekstu” katedry w Canterbury następuje po podobnych, wcześniejszych inicjatywach mających na celu poszerzenie atrakcyjności budynków sakralnych poza ich przeznaczenie; już wcześniej, tj. w roku 2019, w katedrze w Rochester, Kościół Anglii zainstalował pole do minigolfa, zaś w katedrze w Norwich – karuzelę.
Dr Kajetan Skowroński, organizator protestów i petycji przeciwko katedralnym dyskotekom ostrzega, że to dopiero początek, ponieważ Kościół Anglii planuje zorganizować dyskoteki w 12 kolejnych katedrach.
Canterbury Cathedral, where St Thomas Becket was martyred just next to the nave, is hosting a “90s Silent Disco” over two nights Feb. 8-9. 3,000 people expected to take part. Faithful are protesting against the event with prayer vigils outside @CburyCathedralpic.twitter.com/wFwsUMALsD
Canterbury Cathedral, where St Thomas Becket was martyred just next to the nave, is hosting a “90s Silent Disco” over two nights Feb. 8-9. 3,000 people expected to take part. Faithful are protesting against the event with prayer vigils outside
Fantastic atmosphere at last night’s Silent Disco! 🎧💃🕺 Thanks to everyone who joined us.
We’re looking forward to welcoming everyone this evening!
Since the tweet seems to have been deleted, this is the “silent disco” which Canterbury Cathedral has been bragging about on social media. pic.twitter.com/YMCnonEQFS
Otóż dziekan Monteith rozszerza ofertę rozrywkową o pakiet “rekolekcji” Wielkiego Tygodnia w katedrze, który obejmuje lukratywne “czterodniowe luksusowe zakwaterowanie z pełnym wyżywieniem w naszym hotelu Cathedral Lodge, z pełnym śniadaniem Kentish, lekkim lunchem i wystawnymi trzema dwudaniowymi kolacjami”. Rekolekcje oferują “możliwość interakcji z dziekanem Canterbury, wielebnym dr Davidem Monteithem i arcybiskupem Canterbury, wielebnym Justinem Welbym”. https://www.canterbury-cathedral.org/whats-on/events/27-31march24-holy-week-retreat/
Katedra była również gospodarzem “Walentynkowego mini-Talk’u”, który odbył się w Środę Popielcową. Tweet z konta katedry w Canterbury publikujący to wydarzenie zachęcał: «Poznaj ponadczasowe opowieści o romansach, celebrując historie miłosne na przestrzeni wieków».
Artur Adamski opisuje na łamach portalu solidaryzm.eu sprawę Hannah Arendt, która przybliżyła proces Adolfa Eichmanna. Wkrótce po publikacji odsłaniającej mechanizm nazistowskiej zakłady książki autorka spotkała się z niespotykaną falą ataków. To dlatego, że ujawniła najczarniejszą prawdę procesu – zagłada Żydów odbywała się przy wielkiej kolaboracji z nazistami samych Żydów. Zeznający w procesie Pinchas Freundiger oszacował, że gdyby Żydzi nie byli aż tak aktywni w tej współpracy, Niemcy zamordowaliby dwukrotnie mniej Żydów.
Eichmann stał się symbolem Holokaustu i to właśnie na tym zbrodniarzu do dziś wielu chce skupić całą winę za nazistowskie zbrodnie. Tyle, że w rzeczywistości zrobiono z niego koła ofiarnego, dzięki któremu odpowiedzialności za zbrodnie mogli uniknąć inni. Bo choć bez wątpienia Eichmann był winnym Holokaustu, to nie był jedynym winnym.
– „Znamienne jest to, że spośród tych jedenastu autorów decyzji o wymordowaniu wszystkich Żydów, którzy doczekali końca wojny, tylko trzech skazano na śmierć: Josefa Buchlara po procesie w Krakowie, Eberharda Schongartha decyzją sądu brytyjskiego i Eichmanna w 1962 w Izraelu.
Ludobójcy sądzeni w Niemczech czasem nie zaznawali nawet krótkiego pobytu w więzieniu. Np. Georg Leibbrandt do śmierci w 1982 pracował w RFN jako naukowiec a Gerhard Klopfer jako adwokat. Przez długie dziesięciolecia w państwowych i gospodarczych elitach Niemiec roiło się od zbrodniarzy kalibru większego od Eichmanna. Skoro więc już stanął on przed izraelskim trybunałem, w interesie RFN było obciążenie jego osoby maksymalnym rozmiarem win. Głośny proces niby winnego za wszystko skutecznie budował wizerunek Niemiec jako ofiary sterroryzowanej szczupłą garstką tzw. nazistów” – pisze Adamski.
Było to również w interesie Izraela. Pokazanie Eichmanna jako głównego architekta Holokaustu pozwalało ogłosić sukces żydowskiego państwa. Wymiar tego sukcesu tracił swój blask w czasie procesu, kiedy okazało się, że oskarżony nie utrzymywał kontaktów z elitą SS, która wówczas wiodła bogate życie w Ameryce. Schwytany w Argentynie Eichmann żył skromnie, pracując jako robotnik.
W ocenie Hannah Arendt był też syjonistą, o czym wprost napisała w swojej książce, a co stało się później jedną z głównych przyczyn ataków.
– „Jako człowiek znający teorię i praktykę ruchu syjonistycznego Eichmann wśród partyjnych towarzyszy z NSDAP cieszył się opinią specjalisty od spraw żydowskich i to z tej przyczyny powierzono mu wysokie funkcje w aparacie Zagłady” – pisze autor.
Relacje z procesu Eichmanna potwierdzają, że do 1942 roku Polacy byli w nie lepszym położeniu od Żydów. Przez pierwsze dwa lata okupacji na terenach wcielonych do Rzeszy to Polacy byli grupą najbardziej prześladowaną. Po roku okupacji, jak informowały raporty wysyłane do Berlina, „przy życiu pozostało jeszcze tylko 3% członków polskiej elity – nauczycieli, oficerów, duchownych, ziemian”. Na polskich terenach miało pozostać zaledwie kilka procent ludności polskiego pochodzenia, wyłącznie z niższych warstw społecznych.
Decyzja o wymordowaniu Żydów, których wcześniej planowano przesiedlać, zapadła w 1942 roku.
– „Do współpracy w tej zbrodni szybko zgłosiły się rządy państw kolaborujących z Hitlerem. Oddawały one swoich Żydów na śmierć mimo, że Niemcy kazały sobie za to słono płacić. Najbardziej gorliwa była Francja, bez żadnego udziału Niemców wysyłająca transporty z takimi ilościami skazanych na zagładę, że budowana dopiero niemiecka machina masowego unicestwiania nie nadążała z realizacją potwornych francuskich zleceń. Być może właśnie gorliwość Francuzów sprawiła, że Niemcy wystawiali im najwyższe rachunki za zabijanie – 700 marek za jednego przyjętego do zamordowani” – przypomina Adamski.
W swojej książce Hannah Arendt opisuje przybycie niemieckich prawników, którzy mieli bronić Eichmanna. W Niemczech środowisko prawnicze wciąż było zdominowane przez byłych nazistów. W trakcie procesu światło dzienne ujrzała też skala kolaboracji z Niemcami. Świadkowie mówili m.in. o Sonderkommando – żydowskich oddziałach służących do eksterminacji Żydów. Ujawniono, że to same żydowskie Rady Starszych podejmowały decyzje o kolejnych partiach rodaków wysyłanych do obozów.
– „Przewodniczący łódzkiego Judenratu Chaim Rumkowski, który po wysłaniu na śmierć wszystkich mieszkańców swego getta jako ostatni sam trafił do obozu zagłady i został w nim zamordowany przez pozostałych jeszcze przy życiu, których wskazał do wywózki w poprzednim transporcie” – wskazuje Adamski.
W wysiedleniach pomagała żydowska policja. Działali w niej wcześniejsze elity. To właśnie żydowska policja organizowała obławy na uciekinierów. Żydzi znajdowali uciekinierów, których nie potrafili rozpoznać Niemcy i polscy szmalcownicy.
To właśnie fakt żydowskiej kolaboracji z nazistami Hannah Arendt uznała za najczarniejszą kartę Holocaustu.
– „Eichmann stwierdzał a potwierdzały to dokumenty i relacje świadków: bez aktywnej działalności żydowskich przywódców i żydowskich elit Zagłada nie osiągnęłaby swej potwornej skali. A były to niestety elity rzeczywiste. Nie stanowiły ich, jak w wielu okupowanych krajach, indywidua stawiane na czele marionetkowych rządów przez okupantów. Gorliwymi wykonawcami niemieckich poleceń byli najprawdziwsi, autentyczni liderzy żydowskich społeczności. Na żądanie Niemców wydali im oni np. spisy osób, które odstąpiły od judaizmu. Prowadziły je wszystkie gminy żydowskie i nie jest znany przypadek, w którym spis taki zostałby ukryty czy zniszczony. Trafiając w ręce Niemców oznaczał wyrok śmierci na dziesiątki tysięcy ludzi, często od pokoleń niemal przez nikogo nie identyfikowanych jako Żydzi. Jednym ze świadków procesu był ocalony członek Judenratu Budapesztańskiego Pinchas Freundiger, który dokonał szacunkowych obliczeń, o ile mniejsza byłaby liczba wymordowanych, gdyby współpraca żydowskich gmin z Niemcami nie była aż tak aktywna. Z rachunków Freudigera wynika, że w takiej sytuacji Niemcy nie zdołaliby zamordować około połowy swoich ofiar” – relacjonuje publicysta.
W wywiadzie dla La Stampa z 29 stycznia 2024 r. nieważny papież Franciszek ponownie skomentował swoją heretycką deklarację „Fiducia supplicans”.
Cytat Bergoglio: „Chrystus wzywa wszystkich do wewnątrz”.
Powszechnie wiadomo, chociaż Bergoglio psychologicznie to przekręca, że „Fiducia supplicans” promujе błogosławieństwo par homoseksualnych. W ten sposób legalizuje grzech sodomii, za który Bóg grozi ogniem doczesnym i wiecznym. Co więcej, jest to bluźnierstwo i bunt przeciwko Bogu Stwórcy. Chrystus wzywa wszystkich do wewnątrz, ale warunkiem jest pokuta, czyli nazwanie grzechu grzechem. „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13:3). Do tych, którzy nie chcą się nawrócić, Chrystus mówi: „Nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” (Łk 13:27)
Cytat Bergoglio: „Ewangelia ma na celu uświęcenie wszystkich. Oczywiście warunkiem jest dobra wola”.
Tutaj Bergoglio manipuluje tak, jakby ludzie bez pokuty zostali uświęceni i jakby w ogóle nie musieli wyznawać grzechu. Oczywiście w przypadku zatwardziałych osób LGBTQ, które przychodzą parami i proszą o tak zwane błogosławieństwo, nie ma dobrej woli do pokuty.
Cytat Bergoglio: „Konieczne jest podanie dokładnych wskazówek dotyczących życia chrześcijańskiego”.
Tak Bergoglio komentuje „Fiducia supplicans”, która jako centralną kwestię porusza błogosławieństwo par homoseksualnych na ich grzeszne życie. Im rzekomo należy podać dokładne wskazówki dotyczące życia chrześcijańskiego.To samo w sobie jest bzdura, ponieważ a priori odrzucają prawdziwą pokutę. Bergoglio promuje wskazówki dotyczące dokładnegożycia chrześcijańskiego w grzechu ciężkim za pomocą tzw. błogosławieństwa. Takie wskazówki i takie błogosławieństwo to dokładna droga do wiecznego potępienia.
Cytat Bergoglio: „…podkreślam, że to nie związek jest błogosławiony, ale osoby”.
Na tę demagogię Bergoglio odpowiada Biskup Martin z Malawi w imieniu wszystkich biskupów prawowiernych, nie tylko afrykańskich:
„Dokument wzywa nas do błogosławienia dwóch osób tej samej płci jako jednostek, ale nie jako pary. Zatem te dwie osoby tej samej płci, które poprzedniej nocy spały razem jako para i przedstawiają się nam jako para, są błogosławione jako jednostki. Ale odchodzą od nas jako para, idą do swojego domu jako para, śpią w jednym łóżku jako para, ale dokument mówi, że nie są błogosławieni jako para, chociaż wydaje się, że zostali pobłogosławieni jako para. Jak można twierdzić, że nie zmienia to autentycznego nauczania Kościoła?!” De facto znosi to Dekalog i Credo i wprowadza antydekalog. Ale to już nie jest nauczanie katolickie! To już nie jest Kościół katolicki!
Cytat Bergoglio: „Ale wszyscy jesteśmy grzesznikami: po co więc robić listę grzeszników, którzy mogą wejść do Kościoła, i listę grzeszników, którzy nie mogą być w Kościele? To nie jest Ewangelia”.
To jest szczyt demagogii i manipulacji Bergoglio. Bergoglio sporządził specjalną listę osób uprzywilejowanych w Kościele pod nazwą LGBTQ. Jest nawet skłonny ich przebóstwić, całując ich stopy, zamiast wzywać do pokuty i prowadzić do zbawienia duszy. Wszyscy ludzie są grzesznikami, dla nich Jezus przyszedł i umarł na krzyżu, ale zostaną zbawieni tylko ci grzesznicy, którzy nawrócą się i będą pokutować. Ale Bergoglio uniemożliwia im to swoim pseudobłogosławieństwem na grzeszne życie.
Cytat Bergoglio: „Ci, którzy gwałtownie protestują, należą do małych grup ideologicznych”.
Stanowczo protestować i odrzucić Bergogliańską „Fiducia supplicans” musi każdy biskup, każdy kapłan i każdy wierzący! Ktokolwiek przyjmuje tę deklarację pod fałszywym posłuszeństwem, jest nieposłuszny Bogu i wyklucza się z Kościoła. Jeżeli nie okaże skruchy, będzie potępiony na wieki. Taka jest nauka Ewangelii. To jest nauczanie katolickie. Jeśli Bergoglio może dziś pozwolić sobie na propagowanie bez oporu publicznego buntu przeciwko Bogu i twierdzić, że protestują jedynie małe grupy ideologiczne, jest to oznaka głębokiego posoborowego upadku. Powinno to zaniepokoić każdego chrześcijanina katolika, zachęcając go do modlitwy i prawdziwej pokuty.
Jako „przypadek szczególny” Bergoglio określił Afrykanów. Cytat: „Dla nich homoseksualizm jest czymś «paskudnym» z kulturowego punktu widzenia; nie tolerują go”.
Tak, afrykańscy katolicy nie tolerują grzechu sodomii. Ale nie chodzi tu tylko o kulturowy punkt widzenia, jak po raz kolejny manipuluje Bergoglio. Biskupi kameruńscy w kilku punktach jasno wyrazili biblijne, czyli katolickie nauczanie. Z tej ciągłości nauczania Pisma Świętego i Tradycji jasno wynika, że sodomia jest grzechem wołającym do nieba. Jest szaleństwem, prowokacją i buntem przeciwko Bogu błogosławienie grzesznego życia sodomitów!
Cytat Bergoglio: „Generalnie jednak ufam, że stopniowo wszyscy pogodzą się z duchem tej deklaracji”.
W co właściwie ufa Bergoglio? Ta deklaracja „Fiducia supplicans” już przekształciła Kościół katolicki w antykościół New Age.
Bergoglio teraz pracuje nad kolejnym etapem, który polega na tym, aby wszyscy stopniowo pogodzili się z duchem tej deklaracji. Wyrażenie „stopniowo pogodzić się” oznacza przyjęcie ducha nieczystego i ducha buntu przeciwko Bogu i Jego przykazaniom oraz utworzenie z nim jedności. Bergoglio ciągle powtarza słowo „wszyscy”. Jego celem jest ustanowienie globalnego panowania antychrysta we wszystkich duszach.
Dlatego w tej niezwykłej sytuacji obowiązkiem każdego biskupa, księdza i wierzącego jest oddzielenie się od sekty Bergoglio. Ktokolwiek pozostanie pod fałszywą jurysdykcją nieważnego papieża, będzie stopniowo zmuszony pogodzić się z duchem buntu przeciwko Bogu.
Cytat Bergoglio: „(Deklaracja) ma na celu włączenie, a nie dzielenie, wzywa do przyjęcia…”
Bergoglio, jeśli skonkretyzujemy jego słowa, faktycznie mówi: „(Deklaracja) pragnie włączyć do Kościoła zatwardziałe osoby LGBTQ, pozbawiając w ten sposób Kościół jego zbawczej misji, która jest powiązana ze słowem Chrystusa: „Głoście pokutę na odpuszczenie grzechów wszystkim narodom” (por. Łk 24:47).
Słowa Bergoglio: „nie dzielić” oznaczają, że chrześcijanom nie wolno już przyjmować ewangelicznej postawy wobec grzechu i podążać drogą zbawienia, bo wtedy byłoby to tzw. podziałem.
Pod słowami „(deklaracja)wzywado przyjęcia” Bergoglio powtarza swoje nieustanne żądanie, że jeśli biskup nie zacznie przyjmować w Kościele zatwardziałych osób LGBTQ i jeśli nie będzie chciał błogosławić ich związków, nie będzie mógł już być biskupem.
Cytat Bergoglio: „(Deklaracja wzywa) do zawierzenia ludzi Bogu”.
To kolejna manipulacja Bergoglio. W rzeczywistości termin „ludzie” odnosi się do zatwardziałych osób LGBTQ, które radykalnie odrzucają pokutę. Kardynał Müller otwarcie powiedział, że za agendą LGBTQ stoi duch antychrysta. A jeśli chodzi o zawierzenie ich bogu, Bergoglio zawierza je bogu, któremu został poświęcony przez czarodzieja z Kanady.
Cytat Bergoglio: „Zawsze idę dalej, dzień po dniu”.
Ale dokąd? Jego motu proprio „Ad theologiam promovendam”, w którym wprowadza zmianę paradygmatów, a także bluźniercza deklaracja „Fiducia supplicans” to droga od Chrystusa ku wiecznemu potępieniu. Bergoglio podąża tą drogą, jak sam mówi, „zawsze dalej, dzień po dniu”.
Cytat Bergoglio: „W Kościele zawsze istniały małe grupy, które przejawiały schizmatyckie myślenie…”.
W dzisiejszych czasach schizma jest nierealna, ponieważ Kościół nie ma papieża. Bergoglio jako jawny heretyk, jak nauczają Ojcowie Kościoła, nauczyciele Kościoła i święci, wykluczył się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. On tylko okupuje urząd papieski i nie tylko znajduje się w schizmie od Chrystusa, ale bezpośrednio w apostazji i pod wielokrotną Bożą anatemą, czyli pod Bożym przekleństwem.
Wniosek: Poprzez „Fiducia supplicans” Bergoglio przekształcił Kościół katolicki w antykościół New Age. Czyniąc to, de facto zniósł fundamenty Kościoła, czyli Credo, Dekalog i przykazania Chrystusa. Teraz wprowadza program, aby wszyscy, aż do ostatniego katolika, stopniowo pogodzili się z duchem deklaracji „Fiducia supplicans”, czyli aby zakorzenili się w duchu antychrysta.
Na czym polega zbawienie Kościoła katolickiego? Każdy biskup, każdy ksiądz i każdy katolik musi oddzielić się od sekty Bergoglio. Ktokolwiek pozostaje pod jego jurysdykcją, musi być posłuszny Bergoglio nawet za cenę zdrady Chrystusa. Czyniąc tak, automatycznie ściąga na siebie anatemę zgodnie z Ga 1:8-9, czyli wykluczenie z Kościoła katolickiego i Mistycznego Ciała Chrystusa.
Oddzielenie się od Bergoglio stworzy warunki do przyjęcia nowego prawowitego papieża, a tym samym do zbawienia Kościoła katolickiego.
Wydarzenia na świecie są bardzo poważne. Preludium był covidowy eksperyment na ludzkości, teraz pożoga wojny i nawet prognozy na przyszłość nie napawają optymizmem. Czy to będzie pandemia? Albo inny sposób redukcji człowieczeństwa? A może otrzyma miejsce Boża łaska? O tym zadecydują obecni biskupi. Kto z nich przełamie chmurę klątwy nad ludzkością, ściągniętą przez Bergoglio i zdradę Kościoła? Bóg czeka na odważnych biskupów, którzy wraz ze swoimi diecezjami oddzielą się od przekleństwa i w ten sposób zrobią miejsce Duchowi Bożemu do ożywienia Kościoła i zbawienia narodów.
Dlatego księża i wierni, codziennie jednoczcie się na modlitwie od 20-tej do 21-szej i módlcie się szczególnie za swoich biskupów. Jednocześnie zachęcaj ich listami, e-mailami lub w inny sposób, aby podjęli krok ratunkowy dla nich samych i dla was. Potrzebują tej łaski, którą możecie dla nich wyjednać modlitwą i zadość czyniącymi ofiarami.
Autor: Piotr Wasilewski Suwalczanin, ekonomista, autor publikacji naukowych i koordynator projektów społecznych.
Zmiany w nowej podstawie programowej w polskich szkołach są… wstrząsające. To będzie długi wątek, ale bardzo ważny, bo mający wpływ na miliony młodych Polaków.
12 lutego Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało projekt zmian w podstawie programowej. Głównym założeniem jest usunięcie 20% treści. Jakie treści usunięto, jakie przeformułowano? Zapraszam do przeczytania wątku na temat zmian w przedmiocie: HISTORIA
➕Na początku jeden „plus”: autorzy zmian nie ukrywają swoich intencji i w dosyć przystępny sposób pokazują, co zamierzają usunąć z podstawy programowej. Dzięki temu w symboliczny sposób możemy zobaczyć… przekreślone słowa. Duża część usuniętych treści przyprawia o zawrót głowy.
Co się zmienia? Po kolei:
HISTORIA:
1️⃣❌Uczniowie nie dowiedzą się już o:
– bitwie pod Grunwaldem (jednej z największych bitew świata w średniowieczu, którą pokazuje najbardziej znany polski obraz Jana Matejki),
– hetmanie Stefanie Czarnieckim (a po co nam wiedzieć kim był człowiek, o którym mowa w hymnie państwowym?)
– Ince (młodej dziewczynie, która niespełna 80 lat temu w heroiczny sposób oddała życie za Polskę, wg autorów nowej podstawy jak widać to za mało)
– pielgrzymkach św. Jana Pawła II do Polski (tych najbardziej przełomowych, których władze komunistyczne w Polsce niezwykle się bały, bo wiedziały jak ogromny mają wpływ na zmiany w Polsce)
2️⃣❌Polscy uczniowie nie będą też mieli okazji dowiedzieć się o tak „błahych” wydarzeniach jak:
– chrzest Polski (po co młodzi ludzie mają wiedzieć, że początki państwa polskiego ściśle wiążą się z religią?)
– dokonania w dziedzinie polityki wewnętrznej i zagranicznej Jagiellonów w XV wieku (jeszcze skojarzy się młodym ludziom z serialem TVP i zaczną się fascynować historią Jagiellonów, a „tego nie chcemy”!)
– twórczość Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego (w końcu po co wiedzieć, „iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”?)
– dokonania Stefana Batorego (jeszcze dowiedzą się o pokonaniu Rosjan i odzyskiwaniu zabranych Polsce terytoriów, a duma z Polski nie jest pożądana przez nowe władze)
– najważniejsze bitwy XVII wieku (hołd ruski, bitwa pod Kłuszynem, potop szwedzki, bitwa pod Wiedniem, która ocaliła Europę – „a komu to potrzebne?”)
3️⃣❌Historia relacji z 🇩🇪Niemcami jest od samego początku, jakby to powiedzieć, dosyć specyficznie „uporządkowana”:
– nie dowiemy się już o wojnach z Niemcami na początku funkcjonowania państwa polskiego (chyba że Bolesław Chrobry poszerzał terytorium Polski w ramach negocjacji wewnątrz Trójkąta Weimarskiego)
– Krzyżacy stają się takim fajnym zakonem wcale nie mającym konfliktów z Polską, a Konrad Mazowiecki za ich sprowadzenie otrzymał „only love reactions”
– nie dowiemy się już o… kulturkampf Bismarcka, którego polityka w Niemczech trwa do dzisiaj. Co ciekawe, jedyna zmiana ortograficzna autorów nowej podstawy to zmiana słowa: „germanizacja” na „Germanizacja”. W końcu do sąsiada, który nas „Germanił” należy podchodzić za ten czyn z należytym szacunkiem
– Bitwa o Westerplatte? Obrona Warszawy w 1939? Obrona poczty gdańskiej? Bitwa pod Wizną? – nowa podstawa programowa wymazuje te wydarzenia z pamięci
– w nowej podstawie usunięto też wiedzę o… Powstaniu Wielkopolskim i powstaniach śląskich oraz o polskości na Warmii i Mazurach
– z podstawy programowej wylatuje ten ważny fragment nakłaniający do debaty na temat należnych Polsce reparacji wojennych: „uczeń opisuje zniszczenia i ograbienie Warszawy przez Niemców dokonane od września 1939 roku do stycznia 1945 roku (m.in. Zamek Królewski, Pałac Saski, archiwa, biblioteki, muzea, majątek prywatny). „
PS. Kiedyś obecny europoseł PO Andrzej Halicki mówił o pisaniu podręczników do historii dla polskich uczniów razem z Niemcami. Najwidoczniej nie był to żart i właśnie się materializuje.
4️⃣❌Co ciekawe, odwrotną tendencję niż do Niemców, zastosowano w stosunku do USA. Niesamowita koincydencja z prowadzoną obecnie przez Rząd RP polityką międzynarodową:
– nie dowiemy się już o konstytucji amerykańskiej i o… trójpodziale władzy (niektórzy posłowie w końcu nie wiedzą o tym „drobnym szczególe” jakim jest odróżnienie władzy wykonawczej od ustawodawczej, po co mają o tym wiedzieć uczniowie?)
– dosłownie skreślono taki oto dotychczasowy zapis w podstawie programowej: „uczeń przedstawia wkład Polaków w walkę o niepodległość Stanów Zjednoczonych ” (po co pokazywać wkład Polaków w historię największego mocarstwa świata?)
– usunięto również taki punkt: „uczeń przedstawia i sytuuje w czasie i przestrzeni proces rozpadu Układu Warszawskiego i odzyskanie suwerenności przez Polskę 1989” (Jak można zrozumieć obecny stan naszego kraju bez wiedzy o tym, co się wydarzyło w 1989 roku? „Nie wiem, choć się domyślam” – jak powiedziałby Tadeusz Sznuk)
5️⃣❌Ta zmiana zasługuje na oddzielny wątek, bo jest ściśle związany z tym, co obecnie dzieje się w Polsce w temacie dużych inwestycji. Tyle mówimy o CPK, elektrowni atomowej, ogromnych inwestycjach takich jak fabryka Intela, prawda?
– aby uczeń nie znał ważnego kontekstu, usuwa się z podstawy programowej wiedzę o… największych inwestycjach II RP: młodzi Polacy nie dowiedzą się o porcie w Gdyni, o Centralnym Okręgu Przemysłowym i o magistrali węglowej. Niebywałe, a jednak.
6️⃣❌Niezwykle ważna i do bólu skandaliczna zmiana dotycząca II wojny światowej. Nowa podstawa programowa umniejsza rolę Polaków ratujących Żydów z Holokaustu.
Autorzy nowej podstawy proponują następującą zmianę:
„Uczeń zna przykłady bohaterstwa Polaków ratujących Żydów z Holokaustu” -> „Uczeń charakteryzuje postawy Polaków wobec Żydów”
Stąd już prosta droga do „polskich obozów śmierci”. Historia Ireny Sendlerowej, Żabińskich i rodziny Ulmów oraz innych „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” oczywiście usunięta. Po co młody Polak ma wiedzieć, że tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a Polacy pomagali na ogromną skalę? „To niedobra jest wiedzieć”
7️⃣❌Nowa podstawa programowa proponuje również UWAGA zmianę zapisu: „rzeź wołyńska” na „konflikt polsko-ukraiński”. Jeśli „krwawa niedziela”, w czasie której mordowano siekierami i gwałcono jest częścią „konfliktu” jak to określa dzisiaj Ministerstwo
Edukacji Narodowej, to jest to po prostu zakłamywanie historii
8️⃣❌W przypadku omawiania przebiegu i bohaterów powstań oraz innych wydarzeń historycznych wykreślono znajomość elementów związanych z danym regionem. Historia regionalna jest w nowej podstawie „zaorana”. Tak bardzo walczyliśmy kilka lat temu jako Rada Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej o wzmocnienie roli historii regionalnej (żeby młodzi ludzie znali historię regionu, z którego pochodzą i na którym mieszkają). Wtedy się udało. Dzisiaj historia regionu jest wymazywana. PS. Wczoraj Minister Barbara Nowacka usunęła Radę Dzieci i Młodzieży RP… Po co młodzi ludzie mają mieć wkład w to, czego będą się uczyć??? Uwag nie zgłoszą, bo ich zlikwidowano.
9️⃣❌Z nowej polskiej szkoły zgodnie z propozycją podstawy programowej polski znikną i zostaną umniejszone też takie wydarzenia i postacie jak:
– Maksymilian Maria Kolbe
– Witold Pilecki
– Muzeum Powstania Warszawskiego
– Muzeum Auschwitz Birkenau
– Polskie Cmentarz Wojenny w Katyniu
– związki Polski z Węgrami w XIV i XV wieku
– okoliczności utworzenia Legionów Polskich
– Żołnierze Niezłomni (Wyklęci) – o ich pamięć tak walczyli młodzi ludzie w Polsce jeszcze 10 lat temu…
– rasistowska i antysemicka polityka Niemiec hitlerowskich przed II wojną światową
– Jan Karski
– Władysław Sikorski
– Radio Wolna Europa
– ksiądz Jerzy Popiełuszko
🔟❗️Tak, to długi post, a dotyczy zmian w podstawie programowej tylko jednego przedmiotu. Jest jeszcze szansa, aby te zmiany nie weszły w życie. Do 19 lutego można wyrazić swój sprzeciw (link w komentarzu).
❗️Nie zmarnujmy szansy wyrażenia swojego zdania!
❗️Nie pozwólmy na zatarcie pamięci o tych, którzy walczyli o naszą wolność!
❗️Nie pozwólmy zakłamywać historii!
TAK – edukacja w Polsce wymaga zmian, ale na pewno nie takich wypaczających historię Polski i świata!
Lobby LGBT chce wsadzać do więzień każdego – także Pana. Właśnie przygotowują ustawę, która zakaże mówienia prawdy o wszystkich krzywdach, jakie robią dzieciom homoaktywiści.
W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad ustawą o zakazie tzw. „mowy nienawiści”. Czym jest ta „mowa nienawiści”?
Każdą prawdą, która będzie niewygodna dla lobby LGBT.
Każdy, kto powie lub napisze coś nie po ich myśli, będzie mógł iść do więzienia – nawet na 2 lata. Lub płacić wysoką grzywnę.
Chodzi o to, aby przygotować grunt pod inne skrajne pomysły i zdusić zdrowy opór wobec demoralizacji dzieci i całego społeczeństwa.
Kto konkretnie będzie zagrożony?
– ojcowie, którzy nie pozwolą, aby geje i lesbijki uczyli jego dziecko, jak być homoseksualistą,
– matki, które nie puszczą dziecka na homoparadę,
– nauczyciele, którzy będą uczyli, że płci są tylko dwie i nie da się płci zmienić,
– księża, którzy przypomną w kazaniu nauczanie Kościoła o grzechu sodomskim,
– dziennikarze, którzy pisząc artykuł wspomną, że złapany przez policję pedofil był gejem,
– każdy, kto napisze w Internecie, że tylko heteroseksualizm jest normą, a zboczenia są zboczeniami.
===========================
Środowisku LGBT taka ustawa jest bardzo potrzebna. Dzięki niej wygrają wreszcie ideologiczne dyskusje. Potem bez problemu zalegalizują homozwiązki i oddadzą im na wychowanie dzieci. Od lat mając przewagę sił i środków nie są w stanie przekonać ludzi, że homoseksualizm jest tak samo dobry i normalny jak heteroseksualizm. Choć dominują w mediach, edukacji, życiu społecznym i politycznym i mają za sobą gigantyczne pieniądze – ludzie im po prostu nie wierzą.
Dlatego potrzebują ustawy, sądów i więzień. Pisanie ustawy powierzyli Krzysztofowi Śmiszkowi, Wiceministrowi Sprawiedliwości, który twierdzi, że sam jest gejem.
Szanowny Panie!
Wobec kolejnego aktu agresji LGBT potrzeba wielkiego zorganizowanego oporu. Jedną z odsłon tego oporu były wystąpienia w Sejmie w sprawie ustawy #StopLGBT. Właśnie teraz potrzeba więcej głosów za normalnością i przeciw homoterrorowi.
Pan także może coś zrobić. Każdy musi działać.
Proszę Pana o podpisanie petycji „NIE dla karania za krytykę LGBT”, jest ona dostępna pod linkiem:
Proszę kliknąć w link i postępować zgodnie ze wskazówkami.
Proszę Pana o złożenie podpisu NIEZWŁOCZNIE, bo prace nad ustawą już trwają, a politycy zaangażowani w sprawę chodzą po Sejmie i przekonują innych do swojego pomysłu. Trzeba ich powstrzymać.
Już teraz tysiące ludzi dobrej woli protestuje. Bardzo proszę, aby Pan do nich dołączył, by głosów było jak najwięcej. Petycja trafia do wszystkich klubów i kół w Sejmie – posłowie dowiedzą się w ten sposób, że nie ma zgody na uchwalanie ideologicznej ustawy.
PS – Dzieci mają być bezpieczne, a my wszyscy spokojni, że nie zagraża nam terror LGBT. Gdy już podpisze Pan petycję, proszę podać ten link dalej do Znajomych oraz na swoje media społecznościowe: https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-karania-za-krytyke-lgbt/.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Same fakty. Węgiel, ekologia, CO2. Ufff !! Jesteśmy uratowani i to wszystko dzięki Unii Europejskiej.
[z internetu]
Chińscy górnicy w cztery dni wydobywają więcej węgla niż Polska przez cały rok – 13 mln ton dziennie!
Powtórzę 13 milionów ton dziennie. 13 milionów ton węgla każdego dnia. I to przecież nie po to żeby z niego robić zupę.
Przez 12 miesięcy Pekin wykopał ponad 4,6 mld ton „czarnego złota”. Dla porównania w 2023 roku polskie kopalnie zdołały wydobyć zaledwie około 49 mln ton węgla kamiennego.
Chińczycy cały czas budują NOWE elektrownie węglowe i nie płacą za emisję CO2 do wspólnego powietrza.
Nikt nie płaci oprócz krajów Unii Europejskiej😀, taka ciekawostka jakby ktoś nie wiedział.
W Stanach Zjednoczonych natomiast NOWO powstająca fabryka baterii do samochodów elektrycznych będzie zasilana elektrownią węglową (podstawa przecież w dzisiejszych czasach to ekologia😄).
Podobno przy sprzyjających wiatrach dociera do nas do Polski piasek z Sahary, a pył wulkaniczny z wybuchu wulkanu na Islandii okrążył ziemię 2,5 razy zanim opadł ale zanieczyszczenia z Chin, Rosji, Indii, Ukrainy no na pewno do nas się nie dostaną, no na bank jesteśmy bezpieczni.
Ufff, od razu zrobiłem się zdrowszy a i planeta się nie spali.
Jesteśmy uratowani i to wszystko dzięki Unii Europejskiej.
Macron i Zgromadzenie Narodowe wprowadza cenzurę [“dekret Pfizer”] w sprawie szczepionek Covid: Trzy lata więzienia i 45 000 euro grzywny dla tych, którzy krytykują leczenie “uznane za bezpieczne” przez państwo. Babylonian empire !!
Prawdziwe szaleństwo odbywa się we Francji, gdzie francuskie Zgromadzenie Narodowe zatwierdziło poprawkę, już nazwaną przez opozycję “dekretem Pfizer”, do art. 4 ustawy o “walce z dryfem sekciarskim”, która skazuje na trzy lata więzienia i 45 000 euro grzywny każdego, kto krytykuje terapie “uznane za bezpieczne” przez państwo. Zatwierdzenie tegoż punktu pożądanego przez Macrona następuje w następstwie krytyk szczepionek przeciwko Covidowi. W praktyce, Francja wprowadza cenzurę odnoszącą się do wypowiedzi na temat szczepionek.
Jak opisuje Maddalena Loy w swoim artykule na łamach gazety LaVerità:
“Macron chce, aby ci, którzy są przeciwni szczepionkom, znaleźli się w celach więziennych. Tak więc debata naukowa jest zagrożona”. Projekt ustawy przewiduje ustanowienie “przestępstwa zachęcanie do zaniechania lub powstrzymania się od leczenia lub przyjęcia praktyk, które w oczywisty sposób narażają daną osobę na poważne ryzyko w odniesieniu do jej zdrowia”.https://www.laverita.info/macron-cella-chi-ostacola-vaccini-2667302135.html
Spójrzmy jednak na ten przerażający tekst, aby mieć się na baczności we Włoszech. [No i w POlsce…md]
Giornale d’Italia zrelacjonowało tekst, o którym mowa. Oto szczegóły tego, co zostało wprowadzone w życie:
“Nawoływanie do zaniechania lub powstrzymania się od leczenia terapeutycznego lub profilaktycznego podlega karze jednego roku pozbawienia wolności i grzywnie w wysokości 15.000 euro, jeżeli takie zaniechanie lub powstrzymanie się jest przedstawiane jako korzystne dla zdrowia zainteresowanych osób, gdy zgodnie ze stanem wiedzy medycznej jest oczywiste, że może to pociągnąć za sobą poważne konsekwencje dla ich zdrowia fizycznego lub psychicznego, biorąc pod uwagę patologię, na którą cierpią;
takie same kary grożą za namawianie do stosowania praktyk przedstawianych jako mające cel terapeutyczny lub profilaktyczny w odniesieniu do zainteresowanych osób, jeżeli w świetle stanu wiedzy medycznej jest oczywiste, że takie praktyki narażają je na bezpośrednie ryzyko śmierci lub obrażeń skutkujących okaleczeniem lub trwałym kalectwem;
jeżeli następstwem nawoływania, o którym mowa w dwóch pierwszych ustępach, są skutki, kary zostają zaostrzone do trzech lat pozbawienia wolności i grzywny w wysokości 45 000 EUR;
W następstwie wprowadzenia poprawki, francuska opozycja parlamentarna weszła na wojenną ścieżkę. Jean-François Coulomme, z grupy LFI, potępił owo przestępstwo jako “zbyt nieprecyzyjne”, które “zagraża naszym wolnościom”, np. “krytykowania nadużyć farmaceutycznych”. Eurodeputowany Florian Philippot, lider partii Les Patriots, nazwał tę ustawę “dekretem Pfizer”, ponieważ w rzeczywistości zrównuje ona wolny wybór leczenia z “dryfem sekciarskim”, uznając za przestępcę każdego, kto odradza leczenie będące “ewidentnie właściwym na podstawie aktualnej wiedzy medycznej”.
Małgorzata Todd 17 lutego 2024 r. | Nr 7/2024 (659)mtodd
Szanowni Państwo! Głupcy w rękach gangsterów to groźna broń znana nie od dziś, i nadal skuteczna. „Dyktatura proletariatu” nosiła hasła proletariackie na sztandarach, utożsamiając go jednocześnie z ciemnym ludem, któremu można wcisnąć każdą bzdurę. Kiedy przekonała się, że robotnicy prócz mięśni mają także rozumy, to zmieniła barwy, z czerwonej, na zieloną i teraz zaciekle bronią biednego uciemiężonego klimatu przed szkodliwym gatunkiem ludzkim, który ma czelność żyć na planecie Ziemia. I znowu nie ma takiej bzdury, której nie dało by się głupcom wcisnąć do łbów. Konkurs na kpiny ze zdrowego rozsądku trwa nieprzerwanie i przynosi szkody nie do naprawienia. Po ostatnich wydarzeniach wiemy już, że przestępcy mogą zamienić się miejscami z tymi, którzy złapali ich na gorącym uczynku i wpakowali do mamra. Jesteś niewinny? Udowodnij to „niezawistnemu” sądowi! Tak działają mafie zarówno krajowa, jak i unijna. Dla tej ostatniej jesteśmy wygodnym poletkiem doświadczalnym. Jeżeli Polacy nie zaprotestują przeciwko wcieleniu do „Soviet Union”, zwanej dla niepoznaki Europejską, to kto inny sprzeciwi się Niemcom? Z pozdrowieniami Małgorzata Todd
„Gdyby spojrzeć na nasze najnowsze dzieje z perspektywy eschatologicznej, to należałoby uznać, że zdobycie władzy przez Donalda Tuska jest ostatnim poważnym ostrzeżeniem wystosowanym przez Stwórcę wobec polskiego narodu”, pisze na łamach tygodnika „Gazeta Polska” Witold Gadowski.
W ocenie publicysty ponowne objęcie teki premiera przez polityka, który zawsze w sposób lekceważący i obcy wypowiadał się o polskości, jest jaskrawym alarmem: oto w Polsce więcej do powiedzenia ma obca agentura niż prawdziwie polski żywioł.
„Policzkiem w twarz świadomego Polaka jest fakt, że na czele rządu stanął polityk, który bezczelnie uciekł już raz z funkcji premiera Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, gdy tylko zamajaczyła przed nim perspektywa dochrapania się dobrze płatnej funkcji wśród internacjonalistycznych, europejskich biurokratów. (…) Niestety, dorosło w Polsce całe pokolenie ludzi spełniających się na niższych szczeblach w światowych korporacjach, które przywykły do tego, że wszystko, co polskie i związane z wartościami, jest tam wyśmiewane”, czytamy.
Autor „Wieży komunistów” przedstawia, w której grupie społeczno-zawodowej Tusk ma największe poparcie. Są to zazwyczaj młodzi ludzie z wymyślnymi tatuażami, którzy praktycznie niewiele się od siebie różnią. „Udający oryginalność i nowoczesność, w istocie poniżająco tacy sami, tak samo sformatowani, tak samo pełni korporacyjnego szajsu etycznego – wybrali swojego idola, dali władzę koalicji bezczelnych kosmopolitów, którzy leczą swoje kompleksy sprzedawaniem polskich sreber rodowych – skoro tylko nadarzyła im się (jeszcze raz) ku temu okazja. (…) Ci nieszczęśnicy głęboko wierzą, że szczytem marzeń jest całkowite wyrwanie się z polskości i awansowanie do stanu bycia Europejczykiem – czyli, biorąc pod uwagę realia panujące na kontynencie, kundlem”, opisuje.
„Nie mam zamiaru obrażać ludzi, którzy głosowali na Tuska, oni sami obrażają się swoimi manierami, dążeniami i wyobrażeniami o przyszłości naszego kraju. To też tłumaczy teflonową powłokę, która ciągle pokrywa pochodzącego z Gdańska polityka. Służalczy wobec Brukseli i Niemiec, wobec mieszkańców własnego kraju okazuje płynącą z przekonania o istnieniu potężnego parasola ochronnego butę. To pycha niewolnika, któremu dano pod nadzór liczne zastępy współplemieńców”, podsumowuje Witold Gadowski.
Rozpoczął się Wielki Post w Kościele katolickim, toteż zarówno w żydowskich mediach dla Polaków, jak i w niemieckich, pojawiły się publikacje odpowiednio naświetlające wydarzenia sprzed ponad 2000 lat.
Najwyraźniej przekonanie, że bez judaizmu niczego nie zrozumiemy, zaczyna torować sobie drogę nawet pod strzechy. A pod strzechami – jak to pod strzechami- dawne, tradycyjne kulty łączą się z nowymi i w związku z tym, że w tym roku środa popielcowa przypada jak raz w “walentynki”, pojawiły się sugestie, że w taki dzień można się bzykać – ale na czczo.
Ale to drobiazg, bo chciałem odnotować pewien postęp, przynajmniej w stosunku do czasów stalinowskich.
Wtedy wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, którzy swoją intelektualną zupę chłeptali z “Trybuny Ludu”, tak jak teraz – z “Gazety Wyborczej” – która tamten tytuł z powodzeniem zastępuje, z ogromną pewnością siebie, jaka zawsze cechowała absolwentów akademii pierwszomajowych, uważali, że żaden Jezus nigdy nie istniał.
Miał on być wymysłem “trumanowskiego pachołka” – jak nazywano Piusa XII – i jego tubylczych kolaborantów, a więc żadne posty, zwłaszcza wielkie, nie mają sensu. Inna sprawa, że w tamtych czasach rodzaj wielkiego postu trwał cały rok i to nie ze względów religijnych, tylko ekonomicznych, chociaż one też w znacznym stopniu motywowane były względami religijnymi – bo chyba tak należałoby scharakteryzować obowiązujący wtedy “socjalizm naukowy” w wydaniu Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina?
Dzisiaj spółka autorska “Marks & Engels” została zastąpiona spółką “Marks & Spencer”, w związku z czym korygowaniem religijnych zabobonów zajmują się u nas byli ojczykowie. Nie mówię w tym momencie o sezonowym panu marszałku Szymonie Hołowni, bo on najwyraźniej przez Naszego Najważniejszego Sojusznika do wyższych rzeczy został przeznaczony, ale o byłych ojczykach, w osobach panów Stanisława Obirka i Tadeusza Bartosia, którzy w nagrodę za dobre sprawowanie zostali nawet profesorami.
Pan Tadeusz Bartoś, kiedy jeszcze był ojczykiem u Przewielebnych Ojców Dominikanów, to bez zająknięcia czytał ludowi Ewangelię, jak to Oktawian August nakazał spisać “wszystek świat”, jak to chóry anielskie wyśpiewywały “Hosanna” i tak dalej – a jak mu się znudziły tamtejsze rosoły na święconej wodzie i przeszedł na wikt cywilny, to od razu spenetrował prawdę, że żadnego spisu nie było – i tak dalej. Wyszło to na jaw podczas przesłuchania, na jakie resortowa “Stokrotka” wezwała pana Bartosia do komisariatu TVN w roku 2012.
Przyznał się do wszystkiego, jak na świętej spowiedzi. Jest rozkaz, żeby Jezusa demaskować – i to właśnie pan Tadeusz Bartoś do spółki z resortową “Stokrotką” przeprowadzali. Na razie, to znaczy – na tym etapie – ani pan Bartoś, ani pan Obirek przezornie nie zaprzeczają, że Jezus mógł się urodzić, co nawet trzyma się kupy, bo gdyby się nie urodził, to jakże Go tu demaskować?
Tymczasem w Knesejmie Wielce Czcigodne posłanki z Lewicy i Koalicji Obywatelskiej, akurat w środę popielcową urządziły sobie potańcówkę – podobno – jak głoszą fałszywe pogłoski – przy chanukowych świecach. Czy świece były – o to mniejsza, tym bardziej, że pretekstem do tańcowania była “przemoc wobec kobiet”, a ściślej – pomysł, by do systemu prawnego wprowadzić nową definicję gwałtu.
Jeśli taki jeden z drugim dobiegacz nie będzie mógł się wylegitymować notarialnym upoważnieniem do odbycia bliskiego spotkania III stopnia z kobietą, to będzie ryzykował mieniem i życiem. Wiem, co mówię, bo właśnie z niezawisłego sądu dostałem rozkaz zapłacenia grzywny i “należności sądowych” – a przecież z nikim się nie bzyknąłem, a tylko podałem nazwisko swojej wierzycielki, co to nie wstydziła się wyszlamować mnie na 150 tys. złotych i domagać się następnych 150 tysięcy.
Cóż dopiero, gdy taki jeden z drugim dobiegacz zostanie oskarżony o niemanie stosownego notarialnego upoważnienia? Niezawisły sąd puści go z torbami, no a potem będzie już do końca życia jęczał i szlochał, jak nie w więzieniu, to w koncentraku w Gostyninie.
Jestem przekonany, że jeśli ten pomysł wejdzie w życie, to mężczyźni będą omijać kobiety szerokim łukiem, a niebywale wzrośnie popyt na gumowe lalki, z którymi podobno można nawet rozmawiać, byle na tematy zatwierdzone. Jak bowiem zauważył Stanisław Lem w znakomitej powieści “Głos Pana”, prawdziwie wielki przemysł nie zaspokaja potrzeb, tylko je stwarza.
Wobec takiej perspektywy trochę trudno zrozumieć euforię Wielce Czcigodnych. Być może nawet wielu przyzna rację koledze Januszowi Korwin-Mikke, który podaje w wątpliwość sens masowego dopuszczania kobiet do stanowienia prawa. Inna rzecz, że w przypadku Wielce Czcigodnych posłanek Koalicji Obywatelskiej, większość prawdopodobnie nie jest już bezpośrednio zainteresowana jakimiś bliskimi spotkaniami III stopnia, bo średni wiek waha się między 57 a 63 laty, ale w Lewicy więcej jest takich, pełnych wigoru i planów na przyszłość.
I one też tańcują! Dobry Boże! To pewna katastrofa demograficzna, której nie zapobiegnie żadne zapładnianie w szklance, nawet na koszt państwa.
Tymczasem, gdy posłanki Koalicji Obywatelskiej i Lewicy tańcują sobie w Sejmie, biedny pan Kołodziejczak snuje się na przejściu granicznym w Dorohusku, skąd wreszcie przepędzili go protestujący tam rolnicy, kiedy się przekonali, że tak naprawdę, to on nic nie może. Zresztą premier Tusk też nic nie może – oczywiście z wyjątkiem pękania z dumy, że go prezydent Macron i niemiecki kanclerz Scholz dopuścili do konfidencji w ramach “Trójkąta Weimarskiego”.
To oczywiście bardzo ładnie, ale w tym trójkącie, jak w trójkącie małżeńskim – ktoś musi zostać wydymany. Obecność premiera Tuska wyjaśnia, że wydymana zostanie Polska. Cóż, skoro prezydent Józio Biden pozwolił w marcu ub. roku urządzać Europę po swojemu, to cóż począć? Taki los wypadł nam. Ale inni też nie mają lekko.
Oto czytamy, że jak tylko Kukuniek napisał list do amerykańskiego Senatu, że “wnuki nam nie darują”, to Senat zaraz zgodził się przyznać forsę Ukrainie. Jeszcze tylko Izba Reprezentantów wierzga przeciwko ościeniowi, ale może i do nich Kukuniek coś napisze? Kto by pomyślał, że zostanie konsyliarzem Stanów Zjednoczonych Ameryki! Jaka szkoda, że generał Kiszczak tego nie dożył. Dopiero byłby dumny!
Kombajn na roli – zdj. ilustracyjne. / Fot. James Baltz/Unsplash
Litwa spełnia główny postulat protestujących rolników. Chodzi o wprowadzony znienacka gigantyczny podatek, który miał „walczyć z globalnym ociepleniem” i Rosją.
Od marca akcyza na gaz płynny (LPG) na Litwie spadnie ponad 23-krotnie – z 304 euro do 13 euro za tonę. Tak zdecydował litewski Sejm. Obniżenie akcyzy było jednym z głównych żądań protestujących w rolników
– Żądania rolników dotyczące akcyzy zostały w pełni spełnione – oświadczył w rozmowie z dziennikarzami Ignas Hofmanas, przewodniczący Litewskiej Rady Rolnictwa. Podkreślił jednak, że rolnicy czekają też na rozstrzygnięcie innych problemów dotyczących m.in. przywracania trwałych użytków zielonych czy ciągłego kryzysu mlecznego i nie wykluczył kolejnych protestów.
W styczniu w Wilnie odbyły się kilkudniowe rolnicze protesty. Do centrum miasta wjechało około tysiąca ciągników i innych maszyn rolniczych, co ograniczyło ruch i spowodowało korki.
Podatek bez okresu przejściowego
Cierpliwość rolników, którzy od lat sygnalizują swoje problemy, wyczerpała się, gdy od stycznia akcyza na gaz płynny na Litwie wzrosła z zerowej stawki do 304 euro bez żadnego okresu przejściowego.
Ministerstwo środowiska tłumaczy, że celem tego bardzo wysokiego podatku było ograniczanie zużycie paliw kopalnych, czyli „walka z globalnym ociepleniem”, oraz zapobieganie zakupom rosyjskiego gazu.
Drastyczną podwyżkę akcyzy na LPG ostro krytykowali też litewscy przedsiębiorcy. Andrius Romanovskis, prezes Konfederacji Przedsiębiorców podkreślał, że poprzez takie działania „zdusimy nasz własny przemysł, przemysł spożywczy, naszą własną produkcję”.
W ocenie Konfederacji Przedsiębiorców, wprowadzenie w kraju takiej akcyzy „było szczególnie uderzające” w porównaniu z wysokością akcyzy na to paliwo w innych krajach regionu. Na Łotwie stawka akcyzy na LPG jest zerowa, w Polsce wynosi 13 euro, w Estonii – 55, a w Niemczech – 45 euro za tonę.
The brainwashing of our youth – by social media corporations is out of control. Unfortunately, for all of us – it isn’t going to stop.
“We know best. We are going to remake the world. We are going to reshape kids around the world”
The government has a remedy for this type of unlawful business practice. The 1890 Sherman Antitrust Act has bee utilized many times to break up monopolies. The Sherman Act outlaws:
„every contract, combination, or conspiracy in restraint of trade,” and any „monopolization, attempted monopolization, or conspiracy or combination to monopolize.”
Google is out of control. They have not only monopolized the internet, they have monopolized the control of advertising. Both business strategies are being challenged by the DOJ in two separate lawsuits. Meta is also being sued for unfair business practices, as it has gobbled up its competitors in a series of buy-outs.
Or you might be watching MSM exclusively and using Google as your search engine.
“Who is Robert Malone” is a reader supported publication. To receive this Substack in your email on an almost daily basis, please consider a free or paid subscription.
W oszalałej Ojczyźnie bawiłem pod koniec grudnia ubiegłego już roku. Wojna domowa wkroczyła w nową fazę, choć można było obserwować dopiero jej zaczątki. Boć fizyczne przepychanki pomiędzy „wybrańcami ludu” i awantury w Sejmie, to dopiero przedsmak ulicznych zamieszek, których można się spodziewać w roku bieżącym. Przedmiotem zmagań są przede wszystkim podstawowe instrumenty władzy w eurodemokracji – media i sądy. Obie strony zarzucają sobie wzajemnie łamanie prawa i… mają przy tym rację! Tyle że nic z tego nie wynika. Na obecnym etapie europeizmu przepisy prawa mają niewielkie znaczenie, chyba że chodzi o regulacje wprowadzone w ramach ideologicznej poprawności — jak „mowa nienawiści”, „rasizm”, „homofobia” itp. Istnieje już nawet jakaś komórka o skomplikowanej nazwie (prościej byłoby określić ją jako „euro-czerezwyczajkę”), która za pomocą donosów, kierowanych do prokuratury, dba o to, aby żadna „zbrodnia myślowa” nie uszła uwadze organów ścigania. Niedawno komórka złożyła donos na Monikę Jaruzelską za to, że umieściła na swoim blogu rozmowę z Grzegorzem Braunem — jedynym posłem, który — gasząc chanukowe świeczki — wystąpił przeciwko naruszaniu godności parlamentu. Sejm Rzeczypospolitej nie jest właściwym miejscem do inscenizowania przez sekty religijnych czy pseudoreligijnych obrządków, ale Reprezentanci Narodu widocznie są innego zdania.
A skoro już jestem przy nazwisku Jaruzelski, to nie mogę się powstrzymać od uwagi, że w porównaniu z zakazami, wprowadzonymi przez obecną ideologiczną dyktaturę i surowością ich egzekwowania, czasy późnego Jaruzelskiego można wspominać niemal jako raj wolności.
W Polsce anarchia prawna stała się faktem – do jej zaistnienia walnie przyczyniła się Komisja Europejska — a to jest namacalny symptom rozpadu państwa. Tym bardziej alarmująca powinna być zapowiedź „reform” Unii Europejskiej, które przewidują ostateczną likwidację państwowości jej członków. Tym samym Berlin przystępuje do realizacji wypracowanego już w latach III Rzeszy planu „niemieckiej Europy”. „Skażone źródła” Unii Europejskiej przedstawił John Laughland w opublikowanej w 1998 roku pracy „The Tainted Source: The Undemocratic Origins of The European Idea”. Autor cytuje m.in. wypowiedź niemieckiego ministra oświaty i propagandy, doktora Josepha Goebbelsa, z 1940 roku: „Za 50 lat nie będziemy potrzebowali państwa”. I faktycznie: 50 lat później państwa zdezintegrowanego obozu sowieckiego wkroczyły na drogę „europeizacji”. Vaclav Klaus, jeden z niewielu mężów stanu we współczesnej polityce, już w latach 1990-tych zauważył, że po raz pierwszy w historii państwa same z siebie decydują się na utratę suwerenności. Nie będzie to, rzecz jasna, dotyczyło Niemiec, które już teraz stosują się do prawa europejskiego tylko wówczas, gdy jest to dla nich korzystne.
A tymczasem problem utraty suwerenności pojawiał się w MMM [media masowej manipulacji] w czasie mego pobytu w Polsce sporadycznie; dominował antyputinowski dżihad i służba Naszym Braciom. Miałem wrażenie, iż 3/4 wiadomości i komentarzy nadawanych pod koniec grudnia 2023 roku przez Polskie Radio 24, dotyczyło wojny na Ukrainie. Również inne tematy starano się łączyć z tym konfliktem. Np. wojna w Strefie Gazy: związek z sytuacją na Ukrainie rozgłośnia skonstruowała za pomocą wypowiedzi jednego z zaproszonych ekspertów, który twierdził, że za atakiem Hamasu na Izrael stoi Putin. Przypomniałem sobie wówczas (mam pamięć może nie najlepszą, ale odporną na próby wywołania amnezji przez MMM), iż jeszcze nie tak dawno temu, gdy nasz sojusznik Izrael zażądał od Polski odszkodowań za holokaust, w rządowej telewizji twierdzono, że – „jak wiadomo” (dosłownie!) – za sprawą tych roszczeń – stoją „służby Federacji Rosyjskiej”. Z tych przekazów można wyprowadzić tylko jeden wniosek: Putin popiera zarówno Hamas, jak i Izrael.
Do podgrzania nastrojów przyczyniła się sprawa obiektu, który ze wschodu wleciał w przestrzeń powietrzną Rzeczypospolitej. Jak ustaliły czujne służby — stosunkowo szybko tę przestrzeń opuścił. Jednak przez 3 dni trwały jego poszukiwania na polskim terytorium. Nic nie znaleziono, nie zidentyfikowano latającego obiektu, aliści władza ludowa, środki przekazu i eksperci zgodnie orzekli, że chodziło o rosyjską rakietę, czyli o „kolejną prowokację Putina”. Ten zaś – i w tej materii panuje absolutna jednomyślność – planuje atak na państwa NATO, a w pierwszej kolejności na Polskę.
Nie tylko u nas, lecz w całym Postępowym Świecie, media głównego nurtu rozpowszechniają dzień w dzień wzajemnie sprzeczne lub wręcz niedorzeczne twierdzenia. Głównym problemem jest zatem nie treść medialnego przekazu, lecz podatność odbiorców na manipulację. Publiczność w Polsce wierzy we wszystko, co ma antyrosyjską wymowę, zwłaszcza jeśli pochodzi ze źródeł amerykańskich lub ukraińskich. A tymczasem zastosowanie elementarnego kryterium weryfikacji – zdrowego rozsądku i podstawowych zasad logiki – pozwoliłoby uchronić się przed myślową intoksykacją. Innym problemem jest kwestia bardziej lub mniej specjalistycznej wiedzy. Redakcja radiowego programu zaprasza eksperta, właśnie dlatego, że ten − w przeciwieństwie do przeciętnego słuchacza – taką wiedzą dysponuje. A przynajmniej powinien. Z tym różnie jednak bywa. „Ekspert” komentujący w Polskim Radiu 24 konflikt żydowsko-palestyński, określał Benjamina Netanjahu jako „prezydenta Izraela”. Skoro jednak ignorancja jest charakterystyczna dla działań polskich elit politycznych – czego można się spodziewać po ekspertach, z usług których korzystają przywódcy partyj i państwa?
W zasadzie postanowiłem nie zajmować się więcej komentowaniem treści, propagowanych w Polsce przez media „głównego nurtu”. Jeśli odchodzę w tym miejscu od swego zamiaru, czynię to z uwagi na istotny wątek, który pojawił się w Polskim Radiu 24. Ponieważ chodzi o jedno z czołowych mediów, można przyjąć, że sprawa „opcji atomowej” – bo o niej myślę – jest już elementem politycznych rozważań. Mówił o niej ekspert nazwiskiem Samson (nomen omen!), zapewne profesor którejś z wyższych uczelni, a tych mamy w Polsce bez liku (przy czym — wbrew teorii Marksa — w tym wypadku ilość uczelni nie zawsze przechodzi w jakość, czyli w wysoki poziom wiedzy absolwentów). Samson oświadczył, że aby zwyciężyć w wojnie z Rosją, trzeba również brać pod uwagę „opcję atomową”.
W 2019 roku przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych symulację wojny NATO – Rosja, której przyczyną był konflikt dotyczący Ukrainy. Tę wojenną grę opisał jeden z jej uczestników – Harry J. Kazianis – dyrektor ds. badań nad obronnością w Center for the National Interest – politycznym think thanku, utworzonym przez prezydenta Nixona. Artykuł Kazianisa powstał w marcu 2022 roku, krótko po ataku Rosji na Ukrainę. Już wtedy autor zwracał uwagę na podobieństwa pomiędzy wstępnym etapem, przewidzianym w scenariuszu „symulacji”, a rzeczywistością. W 2019 roku amerykańscy stratedzy założyli, że w wojnie NATO – Rosja o Ukrainę, czy też na Ukrainie, dojdzie do eskalacji, włącznie z użyciem broni atomowej. W wyniku konfliktu zginie około miliarda ludzi (omówienie artykuł Kazianisa opublikowano w „Głosie” nr 16 z 23.4.2022 r.).
W ostatnim czasie liczba zwolenników „opcji atomowej” wyraźnie wzrosła. Na początek przypomnieć wypada, że nieustraszony prezydent Zełeńskij już 22 lutego 2022 roku zaapelował o dostarczanie Ukrainie broni nuklearnej. W ubiegłym roku z postulatem wyposażenia Bundeswehry w arsenał atomowy wystąpił były sympatyk RAF [Rote Armee Fraktion], były pacyfista i były niemiecki minister spraw zagranicznych Joseph („Joschka”) M. Fischer. Partia „zielonych”, której jedną z „gwiazd” jest Joschka, konsekwentnie opowiada się za „wojną totalną” przeciwko Rosji, by sięgnąć do określenia, jakim Joe Goebbels posłużył się 18 lutego 1943 roku w swym słynnym przemówieniu w berlińskim Pałacu Sportu. Obecna ministerka spraw zagranicznych RFN, partyjna towarzyszka Joschki, Annalena Baerbock, otwarcie deklaruje, że Niemcy znajdują się w stanie wojny z Rosją.
Joschka trzykrotnie bez powodzenia próbował zdać maturę. Annalena nie tylko zdała maturę, ale nawet studiowała przez 4 lata nauki polityczne w Hamburgu, nie uzyskując jednak dyplomu. Pomimo braku formalnych przesłanek London School of Economics dopuściła Annalenę do studiów podyplomowych i już po roku przyszła ministerka dysponowała dyplomem LL.M w dziedzinie public international law. Można jednak przypuszczać, że drogę do politycznej kariery w dobie globalizmu utorowały Annalenie kontakty z innymi instytucjami: była praktykantką w British Institute of International and Comparative Law a później stypendystką German Marshall Fund, przy czym instytucja ta – wbrew nazwie – jest amerykańską fundacją promującą „współpracę transatlantycką”. Prócz tego Annalena skakała z trampoliny do wody i jako juniorka zdobyła nawet 3 brązowe medale w mistrzostwach Niemiec. Joschka z trampoliny co prawda nie skakał, ale za to w „dziedzinie naukowej” przeskoczył swoją partyjną towarzyszkę: mianowano go profesorem na jednym z amerykańskich uniwersytetów! Wiadomo: „Nie matura, lecz chęć szczera…”
O tym, że Stany Zjednoczone przygotowują atak atomowy na Federację Rosyjską, nie informują wprawdzie MMM, aliści inwestując czas i wysiłek na poszukiwania w mediach alternatywnych lub w periodykach specjalistycznych, można dotrzeć do odpowiednich danych. Głównym powodem rosyjskiej „operacji specjalnej” z 24 lutego 2022 roku, była perspektywa rozmieszczenia na terytorium Ukrainy – po jej włączeniu do Paktu Północnoatlantyckiego — amerykańskich rakiet „tomahawk”, przystosowanych do przenoszenia głowic nuklearnych. To umożliwiłoby uderzenie atomowe w Moskwę czy Petersburg w ciągu kilku minut. O naruszeniu równowagi w dziedzinie bezpieczeństwa Wowa Putin mówił już w 2007 roku w Monachium, na corocznej „Konferencji Bezpieczeństwa”. 7 lat później, po puczu w Kijowie, zdał sobie sprawę z powagi sytuacji: utrata Sewastopola – głównej bazy floty czarnomorskiej – oznaczałaby uniemożliwienie Rosji operacji militarnych w basenie Morza Śródziemnego. Kolejne lata NATO zużytkowało na przygotowania do wojny i na zbrojenie Ukrainy. Z tego jednak Putin sprawy sobie nie zdawał, negocjując w Mińsku niemal do upadłego z Niemcami i z Francją sprawę pokojowego zakończenia konfliktu w Donbasie; łamanie przyjętych ustaleń przez stronę ukraińską nie zniechęciło rosyjskiego prezydenta do kontynuowania pertraktacji. Charakterystyczna była reakcja Wowy, gdy w grudniu 2022 roku była niemiecka kanclerzyca oświadczyła, iż jedynym celem mińskich negocjacji było zyskanie czasu, aby przygotować Ukrainę i państwa NATO do wojny z Rosją: Putin powiedział, że „jest rozczarowany”.
Także premier Holandii Mark Rutte, gotów jest zaakceptować „opcję atomową” w wojnie z Rosją; mówił o tym holenderski europoseł Marcel de Graaff, a wywiad z nim streścił na łamach „Myśli Polskiej” Karol Dwornik. Szczególnie istotne są przede wszystkim głosy w Niemczech, wzywające do użycia wszystkich środków (podkr. TM), jakimi dysponuje Europa (chodzi rzecz jasna o UE) i Stany Zjednoczone, aby wesprzeć Ukrainę w „walce z rosyjskim agresorem”. Z takim postulatem wystąpili 19 listopada 2023 roku na łamach „Zeit Online” Nico Lange – senior fellow, pracujący dla wspomnianej powyżej monachijskiej Konferencją Bezpieczeństwa oraz Carlo Masala, profesor Uniwersytetu Bundeswehry. Zarówno miejsce publikacji („Die Zeit” należy do najbardziej opiniotwórczych tygodników w niemieckim obszarze językowym), jak i stanowiska autorów artykułu, świadczą o tym, że chodzi o konkretną opcję rozważaną w politycznym establishmencie RFN.
Trzeba wiedzieć, że Niemcy — wspierając w perspektywie globalnej hegemoniczną politykę Stanów Zjednoczonych — realizują na Ukrainie własne cele, obliczone na rozszerzenie wpływów na kontynencie europejskim (w sensie geograficznym). Zaangażowanie RFN w regime change w Kijowie w 2014 roku miało na celu zainstalowanie na Ukrainie proniemieckiego rządu; kandydatem Berlina na prezydenta był bokser w stanie spoczynku Witalij Kliczko. Rząd RFN gotów był przy tym sięgnąć do radykalnych środków. Niemiecki politolog i dziennikarz, Gerhard Wisniewski, autor „roczników” zawierających informacje przemilczane w MMM, opublikował treść kontaktów pomiędzy ambasadą niemiecką w Kijowie a urzędem kanclerskim, bardzo intensywnych w dniach „Majdanu”. Uzyskawszy wiadomość, że w Kijowie może dojść do rozlewu krwi, Angie Merkel bez wahania zaakceptowała tę perspektywę. Krew się polała, ale to Amerykanie, a nie Niemcy, decydowali o obsadzaniu najważniejszych stanowisk politycznych na Ukrainie. Z uwagi na zbliżające się wybory w Sanach Zjednoczonych, które mogą osłabić globalistyczne tendencje w polityce amerykańskiej, RFN zwiększa swoje zaangażowanie na Ukrainie. Pomimo trudności budżetowych kanclerz Oli Scholz zapowiedział podwojenie pomocy dla Kijowa: w 2024 roku jej wartość ma wzrosnąć do 8 miliardów eurosów. Równocześnie w niemieckiej prasie pojawiły się wywiady z Kliczką, który otwarcie krytykował Zełeńskiego. Tego typu publikacje w MMM nie są przypadkowe.
Jeden z autorów niezależnego szwajcarskiego dwutygodnika „Zeit-Fragen”, komentując wypowiedzi Langego i Masali, przywołał „wojnę totalną”, do której Joe Goebbels wzywał w 1943 roku. W jego przemówieniu chodziło jednak przede wszystkim o to, aby każdy członek narodu niemieckiego, niezależnie od zawodu, pozycji społecznej czy wieku (może z wyjątkiem noworodków), przyczynił się do ostatecznego zwycięstwa – Endsieg – Rzeszy.
Na dobrą sprawę w Polsce wszyscy obywatele, nie tylko rolnicy czy transportowcy, chcąc nie chcąc ponoszą ofiary na rzecz wojny z Rosją. Wystarczy wspomnieć o inflacji, wzroście cen energii, rosnących kosztach utrzymania, wydatkach z publicznych funduszy na pomoc dla Ukraińców w Polsce, czy też udziale – poprzez wpłaty do budżetu UE – w finansowaniu Ukrainy. Do „wojny totalnej” ex cathedra nikt nie wzywał, ale obywatele już w niej uczestniczą finansowo, choć trudno dokładnie określić, kto i w jakim zakresie odczuwa dodatkowe obciążenia; z pewnością nie dostrzegają ich przedstawiciele politycznych elit. Eksperci, którzy udzielają się w polskich mediach (prof. Samson nie jest jedyny), nie tyle wzywają do „wojny totalnej”, co proponują zwiększenie pomocy militarnej dla Ukrainy ze strony NATO – jako warunek ostatecznego zwycięstwa nad Rosją.
Istnieje natomiast inna analogia pomiędzy położeniem Rzeszy w 1943 roku a obecną sytuacją na Ukrainie. Otóż Goebbels wystąpił ze swym wezwaniem w momencie, gdy stało się jasne, iż Niemcy potrzebują na gwałt żołnierzy, i to w bardzo pokaźnej liczbie: mówiono o 1,5 milionie. Obecnie nawet MMM wspominają o problemie Ukrainy: zaczyna brakować ludzi na front – szacunkowo kilkuset tysięcy. Ochotnicy z Polski i innych postępowych państw – to za mało. Podobnie w 1943 roku: oddziały z różnych krajów, wspomagających Rzeszę lub przez nią podbitych, nie wystarczały. W tej sytuacji Wunderwaffen, o których Goebbels również wspomniał, nie mogły zmienić niekorzystnego dla Niemiec rozwoju wydarzeń. Także obecnie coraz bardziej śmiercionośne uzbrojenie, które państwa NATO kierują na Ukrainę, nie zmienią rezultatu wojny.
Jednak najważniejsza analogia, którą można dostrzec pomiędzy wystąpieniem Goebbelsa a obecną sytuacją, dotyczy dziedziny ideologiczno-propagandowej: Otóż Joe podkreślił w 1943 roku przeciwieństwo pomiędzy „zjednoczoną Europą” i zagrażającą jej Rosją. Nie ma wątpliwości, że ten element przemówienia skierowany był do zachodnich aliantów (Goebbels był zwolennikiem zawarcia odrębnego pokoju z Wielką Brytanią). Dziś „Europa” jest już zjednoczona w postaci kierowanej przez Berlin UE, zaś rządów w państwach „globalnego Zachodu” nie trzeba przekonywać do konieczności wojny z Rosją.
Równocześnie konflikt na Ukrainie jest pierwszą wojną prowadzoną w celu rozszerzenia UE. Jedną z przyczyn, dla których obwody zamieszkałe przez ludność rosyjską, czy rosyjskojęzyczną, oderwały się od Ukrainy, była obawa przed wcieleniem do Unii Europejskiej. W Polsce zapewne mało kto uwierzy, że na kontynencie europejskim nie tylko mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa czy Szwajcarii nie chcą znaleźć się w UE. A tymczasem we wschodniej części kontynentu zdecydowanie przeważa niechęć do „postępu” w postaci importowanej kultury masowej, genderyzmu, ateizmu, ideologicznej nowomowy, wszechobecności globalnych koncernów. „My nie chcemy do Jewrosojuza” – mówili protagoniści dokumentalnego filmu „Maidan – The Way to War”. Dokument pozwala również zrozumieć, dlaczego mieszkańcy obwodów donieckiego i ługańskiego nie mieli innego wyjścia, niż chwycić za broń. Ludność rosyjskojęzyczna na wschodnich i południowych obszarach Ukrainy została praktycznie postawiona poza prawem, nie mając żadnych możliwości obrony przed coraz bardziej brutalnym uciskiem ze strony władz centralnych. Informacja o spaleniu żywcem w domu związków zawodowych w Odessie ponad 50 osób przedostała się nawet do mediów globalnego Zachodu. Teraz jednak odbiorca mass mediów w postępowym świecie nie ma żadnej możliwości zorientowania się w przyczynach konfliktu na Ukrainie ani w rzeczywistym rozwoju wydarzeń tamże. Patrick Lawrence — jeden z niewielu wybitnych dziennikarzy (był wieloletnim korespondentem International Herald Tribune), którzy nie zaakceptowali nowej, manipulacyjnej funkcji prasy — podkreśla, że obecna sytuacja nie ma precedensu. Tę ocenę Lawrence sformułował na podstawie obserwacji środków przekazu w Ameryce Północnej i w Zjednoczonym Królestwie, ale odnosi się ona również do prasy w pozostałych państwach globalnego Zachodu. Zwłaszcza w Polsce liczba alternatywnych mediów, publikujących wiadomości objęte cenzurą w MMM, jest niewielka, a korzystanie z nich wymaga większego wysiłku niż siedzenie przed telewizorem. Zbrodnie, których dopuszczają się władze i wojska ukraińskie w czasie obecnego konfliktu, są co prawda rejestrowane przez obserwatorów z OECD, ale informacje na ten temat nie mogą się ukazywać w prasie głównego nurtu.
Wojnę o rozszerzenie UE można więc interpretować jako nowe wydanie niemieckiego Drang nach Osten. Zbrojna próba z lat 1940-tych zakończyła się niepowodzeniem. Natomiast obecne wysiłki utrwalą niemieckie wpływy na Ukrainie, przy czym najbardziej gorliwym (niekiedy aż za bardzo) sojusznikiem Berlina jest Polska. Cóż, Polacy nie od dziś są mistrzami świata w szkodzeniu samym sobie.
Na koniec podkreślić wypada, że „opcja atomowa” wchodzi już w fazę realizacji, choć na razie w formie light. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania dostarczyły Ukrainie amunicji ze zubożonym uranem (depleated uranium weapons). Jej użycie ma zwiększyć straty zadawane siłom rosyjskim. Koncepcja jest logiczna: Zadeklarowanym celem Imperium Dobra w wojnie jest maksymalne osłabienie Rosji. Jest ona najpoważniejszą przeszkodą na drodze do kontroli Euro-Azji, to zaś jest kluczem do panowania globalistów nad światem.
Nie wiadomo, kiedy Waszyngton zleci Ukraińcom wykorzystanie amunicji ze zubożonym uranem. Pewne jest jednak, że wówczas również Rosja sięgnie do tej samej broni. Humaniści z NATO użyli jej już w wojnie przeciwko Jugosławii w 1999 roku; stosowano ją na terenie Serbii oraz Kosowa i Metohiji. Od ćwierćwiecza serbscy naukowcy, wspierani przez Instytut Nanotechnologii z Turynu, badają skutki użycia pocisków z uranem. We wrześniu ubiegłego roku na uniwersytecie w Nišu odbyło się 3. międzynarodowe sympozjum poświęcone tej sprawie. Równocześnie grupa serbskich prawników, z profesorem Srdanem Aleksićem na czele, stara się o uzyskanie odszkodowań dla ofiar natowskich pocisków. Profesor Rita Celi z Turynu ustaliła, że napromieniowanie zubożonym uranem doprowadziło do 100-krotnego przekroczenia granicy szkodliwej koncentracji 21 metali ciężkich w organizmach ofiar. [To jakieś nieporozumienie: Jeśli w pociskach był U, to nie może być „21 metali ciężkich „. MD]
Równocześnie stwierdzono u nich koncentrację zubożonego uranu w wysokości 2,98 mSv (milisiwert), podczas gdy dopuszczalna granica to 0,0055 mSv. Skażenie środowiska jest trwałe, bowiem potrzeba 4 i pół miliarda lat, aby stężenie zubożonego uranu w glebie zmniejszyło się o połowę.
Nie chcę tu wchodzić w szczegóły techniczne, tym bardziej że Aleksić opublikował w ubiegłym roku książkę „The Projectiles of Justice”, poświęconą problematyce użycia przez siły NATO pocisków ze zubożonym uranem. Byłoby natomiast wskazane, aby polscy zwolennicy „opcji atomowej” zapoznali się z wynikami wspomnianych badań, na co się jednak nie zanosi. Zastosowanie depleated uranium shells w wojnie na Ukrainie doprowadzi do tego, że nanocząstki uranu skażą również tereny sąsiednie. A skutki tego będą dla mieszkańców wschodnich obszarów Polski (ale nie dla Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii czy USA) groźniejsze, niż niezidentyfikowana rakieta, która wleciała na terytorium Rzeczypospolitej. Rakieta spowodowała alarm na najwyższym szczeblu sił zbrojnych, wystąpienia przywódców państwa i rządu, wezwanie rosyjskiego posła do MSZ. Perspektywa użycia pocisków z materiałem radioaktywnym w pobliżu polskiej granicy wschodniej nie wywołała, o ile mi wiadomo, żadnej reakcji ze strony patriotycznego rządu PiS-u. Trudno się również spodziewać jakichkolwiek kroków ze strony postępowego rządu pod kierunkiem Platformy Obywatelskiej. Jedynym politykiem na „wschodniej flance” NATO, który ostrzega przed „opcją atomową”, jest Viktor Orbán. Słowacki premier Robert Fico zapowiedział, że będzie przeciwny włączeniu Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego, ponieważ zwiększyłoby to niebezpieczeństwo wybuchu trzeciej wojny światowej. Rozszerzanie sojuszu rzecz jasna przybliża taką perspektywę. Ukraina jest jednak już teraz de facto członkiem NATO, ale z pewnym ograniczeniem: żołnierze z państw sojuszniczych nie biorą bezpośrednio udziału w walkach (np. oddziały polskich saperów na Ukrainie brały udział w akcji rozminowywania). Co więcej, ilość państw zaangażowanych w konflikt pozwala przyjąć, że już obecnie ma on charakter globalny; tylko obszar bezpośrednich walk jest ograniczony terytorialnie. Nie można jednak wykluczyć jego rozszerzenia na basen Morza Bałtyckiego czy rejon Kaukazu.
Wojna na Ukrainie jest początkiem długotrwałego konfliktu, który nie skończy się, nawet jeśli dojdzie do zawieszenia broni. Walki mogły zakończyć się już wiosną 2022 roku, w dodatku na warunkach korzystnych dla Ukrainy: strona rosyjska proponowała powrót do sytuacji terytorialnej sprzed 24 lutego 2022 roku. Głównym nierozwiązanym problemem była kwestia gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, która miała powstrzymać się od przystąpienia do NATO. Waszyngton, wspierany przede wszystkim przez Londyn, nie zezwolił na zakończenie wojny. Wynika to z natury globalizmu, który ma w sobie, podobnie jak nie tak dawno sowiecki komunizm, immanentną potrzebę ekspansji. Dysponuje przy tym potężnym „zbrojnym ramieniem” dla realizacji swych celów, w postaci stale powiększanego Paktu Północnoatlantyckiego.
Wojna, do której Polska ochoczo przystąpiła u boku Najważniejszego Sojusznika, będzie nie tylko totalna, ale również długotrwała i można się obawiać, że kres położy jej dopiero realizacja „opcji atomowej” na pełną skalę.