„Sąd”: Kopalnia Turów ma przestać pracować już za 3 lata. Ceny w górę, energia z Niemiec – z kopalń węgla brunatnego.

Po wyroku WSA Kopalnia Turów ma przestać pracować już za 3 lata. Ceny w górę, energia z importu

#ceny prądu #energetyka #energia elektryczna #kopalnia turów #prąd #ubóstwo energetyczne #UE #Unia Europejska #węgiel brunatny #zielony ład

(Sędzia Jarosław Łuczaj wydał wyrok, który w ocenie związkowców oznacza zamkniecie Kopalni Turów już za 3 lata. Fot. PAP / Paweł Supernak)

Tak zwani ekolodzy oraz niemieccy samorządowcy zainicjowali sprawę sądową, w wyniku której już za 3 lata ma przestać działać Kopalnia Turów. – Polska będzie kupować „bardzo ekologiczną” energię elektryczną z Niemiec – z tych nowych dwóch kopalń węgla brunatnego i elektrowni, które budują – skomentował szef zakładowej „Solidarności”.

Uchylenie przez sąd administracyjny decyzji środowiskowej dla kontynuacji wydobycia w kopalni Turów oznacza, że po 2026 r. będzie ona do zamknięcia, nie da się w tak krótkim czasie uzyskać nowej koncesji – ocenia Wojciech Ilnicki, szef NSZZ „Solidarność” w Kopalni Węgla Brunatnego Turów.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił w środę decyzję środowiskową Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska dotyczącą kontynuacji wydobycia węgla w kopalni Turów. Wyrok jest nieprawomocny. Sędzia WSA Jarosław Łuczaj w uzasadnieniu przekonywał, że rozstrzygnięcie „nie powoduje wstrzymania funkcjonowania, czy wręcz zamknięcia kopalni Turów”. Jak mówił sędzia, „decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji danego przedsięwzięcia jest jednym z wymogów wydania dalszych decyzji administracyjnych koniecznych w procesie inwestycyjnym”.

Szef NSZZ „Solidarności” w KWB Turów Wojciech Ilnicki komentując orzeczenie WSA zwrócił uwagę, że decyzja sądu nie wstrzymuje wydobycia w kopalni Turów do roku 2026 r. – Ale w 2026 roku, jeśli nie będziemy mieli nowej koncesji, to to orzeczenie wstrzymuje wydobycie. Nie uzyskamy w tak krótkim czasie nowej koncesji – to jest niemożliwe biorąc pod uwagę całą procedurę, w tym procedurę transgraniczną. A zatem ta decyzja mówi jednoznacznie, że po 2026 r. Turów będzie do zamknięcia – ocenił związkowiec.

Ilnicki powiedział, że to bardzo zła wiadomość dla pracowników i mieszkańców okolic Bogatyni. – To również zła wiadomość dla innych mieszkańców naszego kraju, ponieważ zamknięcie kopalni oznacza wzrost cen energii elektrycznej. Po zamknięciu Turowa Polska będzie kupować „bardzo ekologiczną” energię elektryczną z Niemiec – z tych nowych dwóch kopalń węgla brunatnego i elektrowni, które budują – mówił.

Związkowiec liczy, że PGE GiEK i GDOŚ odwołają się od nieprawomocnej decyzji WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

WSA wskazał, że jedyną przyczyną uchylenia decyzji środowiskowej były zarzuty nawiązujące do umowy między rządami Polski a Republiki Czeskiej o współpracy w zakresie odnoszenia się do skutków wynikających z eksploatacji kopalni. Umowę podpisano 3 lutego 2022 roku.

Taka umowa ma znaczenie dla aktów stosowania prawa, a takim aktem stosowania prawa jest niewątpliwie decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji przedsięwzięcia. (…) Tymczasem organ w zaskarżonej decyzji wprost uznał, że nie ma ona znaczenia dla rozstrzygnięcia w tej sprawie. W ocenie sądu takie stanowisko jest błędne – skonkludował sędzia Łuczaj.

Sprawa została zainicjowana skargami tak zwanych ekologów z Greenpeace i Fundacji Frank Bold oraz samorządowców niemieckich z przygranicznych terenów dotyczących decyzji środowiskowej Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z 30 września 2022 r. odnoszącej się do „Kontynuacji eksploatacji złoża węgla brunatnego Turów, realizowanego w gminie Bogatynia”.

Zaskarżona do sądu decyzja GDOŚ częściowo uchylała, a częściowo utrzymywała w mocy wcześniejszą decyzję środowiskową w tej sprawie wydaną przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu. W lutym 2023 r. opierając się właśnie na decyzji GDOŚ z jesieni 2022 r., minister klimatu i środowiska przedłużył koncesję dla Turowa poza 2026 r. – do 2044 roku.

pap logo

Źródło: PAP (Piotr Doczekalski)

Rewolucja w Imperium Rosyjskim zaplanowana w lutym 1916 r., w spisku uczestniczyli bankierzy i finansiści – Jacob Schiff, Mortimer Schiff, Felix Warburg, Otto Kahn, Jerome Hanauer, klan Guggenheimów.

Testament pewnego „pułkownika”

Autor: stan orda , 13 marca 2024 ekspedyt/testament-pewnego-pulkownika

Rewolucja w Imperium Rosyjskim została zaplanowana w lutym 1916 r., a w spisku uczestniczyli bankierzy i finansiści – Jacob Schiff, Mortimer Schiff, Felix Warburg, Otto Kahn, Jerome Hanauer, klan Guggenheimów oraz jeszcze kilku innych rekinów rynku finansowego.

Spisek ten nazwano  „Planem House’a“, ale w polskich podręcznikach szkolnych do historii na próżno szukać bodaj nazwiska Edwarda Mandell House,  nie wspominając o jego planie.  Należał on bowiem do zaprzysięgłych wrogów Rosji:
“… reszta świata będzie żyła spokojniej, jeśli zamiast ogromnej Rosji będą na świecie cztery Rosje. Jedna to Syberia, a reszta to podzielona część europejska ” (1918).
E. House uważał Rosję za głównego rywala Stanów Zjednoczonych w walce o dominację nad światem i dążył konsekwentnie albo do jej zwasalizowania, albo do zniszczenia.

W 1912 r. koła finansowe Stanów Zjednoczonych postawiły na wygraną w wyborach prezydenckich Woodrowa Wilsona, przy czym głównym sponsorem jego kampanii prezydenckiej był finansista-filantrop Bernard Mannes Baruch, profesor historii, gorliwy protestant, który był przeświadczony, iż realizuje misję ratowania całego tzw. wolnego demokratycznego  świata.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bernard_Baruch
Natomiast faktycznym „spiritus movens” zwycięstwa W. Wilsona był ówczesny teksański farmer, Edward Mandel House, który  nie tylko pomógł wygrać wybory prezydenckie W. Wilsonowi , ale został również najbliższym zaufanym prezydenta, czyli najważniejszą “szarą eminencją” w administracji Białego Domu. Z czasem podporządkowany został mu Departament Stanu (prezydencki aparat polityczny). Sam o sobie twierdził, co następuje: “Jestem siłą stojącą za tronem (wspierającą tron)”. Natomiast osobnik zasiadający na owym tronie (prezydent) był dyrygowany przez amerykańskich magnatów finansowych, toteż nie bez powodu nazywano go “marionetką Rothschildów“.

(House tytułowano “pułkownikiem”, chociaż nie miał nic wspólnego z wojskiem. W południowych stanach USA tradycyjnie dziedziczono w linii męskiej tytuł należący do przodków).

E. House, jako szara eminencja, aczkolwiek reprezentująca przede wszystkim interesy Domu Rothschildów, obracał się w kręgach rządzących Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Austro-Węgier i Niemiec. Kiedy wybuchła 1-sza wojna światowa, E. House zaangażował się w działania prowadzące do podziału europejskich potęg na dwa przeciwstawne obozy. Uważał, że zwycięstwo Imperium Rosyjskiego w ramach Ententy pozwoli mu na dominację nad Europą poprzez kontrolę czarnomorskich cieśnin Bosforu i Dardaneli, jak również na odebranie Galicji od Austro-Węgier oraz  ziem polskich od Cesarstwa Niemieckiego. Taki scenariusz zdarzeń był nie do przyjęcia dla USA i jego elit finansowo-przemysłowych. Z ich punktu widzenia było niepożądane także zwycięstwo bloku niemieckiego. Z tego powodu E. House w swoim planie przyjął założenie, że europejskie kraje  Ententy powinny odnieść  zwycięstwo bez współudziału Rosji.

Pierwsza wojna światowa była korzystna praktycznie wyłącznie dla Stanów Zjednoczonych, bowiem ich główni konkurenci w wyścigu o dominację nad światem osłabili się wzajemnie, natomiast USA z ich dłużnika (3 mld USD długu przed wojną) stały się ich wierzycielem i posiadały wierzytelności o łącznej wysokości ca 2 mld USD. Przemysł USA wzmocnił się na zamówieniach wojskowych, wzrosła liczba ludności, gdyż ludzie  przed okropnościami wojny pouciekali z Europy za ocean i tam rozpoczynali nowe życie.

“Plan House’a” to określenie umowne, gdyż „Pułkownik” nie był jedynym autorem programu reorganizacji świata. I chociaż nie istnieje formalny dokument o takiej nazwie, to zachowały się  pamiętniki oraz listy E. House’a, w których taka właśnie wizja została  zawarta.

Amerykanista, prof. Anatol Iwanowicz Utkin (Instytut Stanów Zjednoczonych i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk) określił ten plan jako “strategię House’a”. Jej celem było ustanowienie światowej dominacji Stanów Zjednoczonych, lecz nie metodami militarnymi, a przede wszystkim politycznymi, finansowymi, ekonomicznymi oraz propagando- wymi. W tym celu, wykorzystując status neutralności, USA miały włączyć się do wojny dopiero wówczas, kiedy to gwarantowało im zebranie pełnych korzyści ze zwycięstwa.

Takim momentem dla USA było wszczęcie rewolucji w Imperium Rosyjskim i obalenie cara. Zniesienie monarchii  Romanowych otwierało drogę do ujarzmienia Rosji i dopiero wówczas można było podjąć  starania o zakończenie wojny. Niemcy otrzymały możliwość przerzucenia sił ze wschodu na front zachodni, na którym z tego powodu wystąpił  impas. Wyczerpane wojną armie Entanty (wojska brytyjskie, francuskie, włoskie) zdane zostały na pomoc Stanów Zjednoczonych. Waszyngton osiągnął zamierzony cel, gdyż kraje europejskie ustawiały się w kolejce „po prośbie” do jego klamki.

Zwycięstwo nad Niemcami i ich sojusznikami miało spowodować bardziej dalekosiężne skutki już po zakończeniu zmagań militarnych, osiągane drogą  działań (dez)informacyjnych i propagandowych. Należało przeciwstawić w tym celu narody państw europejskich reżimom sprawującym w nich rządy, wspierać wewnętrzną opozycję, zachęcić ją do aktywności za obietnicę przejęcia władzy. Mówiąc wprost należało zainicjować procesy rewolucyjne wewnątrz tych państw. Następnym etapem stała się rewizja systemu dotychczasowych stosunków międzynarodowych, w tym anulowanie zapisów traktatowych z czasów “tajnej dyplomacji”.

Status głównego partnera strategicznego Stanów Zjednoczonych, choć młodszego i  podporządkowanego, uzyskała Wielka Brytania. I oba anglosaskie kraje mogły wspólnie podyktować warunki pokoju wszystkim pozostałym państwom. Anglosasi zamierzali podzielić Rosję na fragmenty, osłabić pozycję Francji, Włoch oraz Japonii. Rezultatem wymienionych przetasowań miał stał się “Nowy Porządek Świata” w  drodze utworzeniu “rządu światowego”, którego „szefem” byłyby Stany Zjednoczone. Priorytetem w polityce światowej zamierzano uczynić propagandowe i ideologiczne narzucanie “wartości demokratycznych”.

Pierwsza wojna światowa stanowiła wstępny etap „Planu House’a”, w wyniku którego wytworzyły się sprzyjające warunki dla przemian mających położyć kres agresywności “absolutyzmu” i niedostatkowi “demokracji” w Europie. Ustanowienie “prawdziwej demokracji” miało zbudować zaporę, która uchroni świat przed przyszłymi wojnami, zaś  Stany Zjednoczone obsadzone zostały w roli demiurga, który określa reguły dla swoiście rozumianych pokoju i sprawiedliwości, i który może ingerować w każdym miejscu na ziemskim globie, o ile uzna to za uzasadnione (swoim interesem).

Jedni optują za tym, aby określać to jako liderowanie w krzewieniu demokracji po świecie, inni zaś jako aspiracje do roli światowego żandarma.

W wyniku 1-szej wojny Rosja znalazła się w obozie państw pokonanych, zatem planowano podzielić ją na cztery mniejsze terytoria, ktore  wszystkie znalazłyby się pod politycznym, finansowym i gospodarczym wpływem Stanów Zjednoczonych, zaś de facto zostałyby ich zapleczem surowcowym o statusie neokolonialnym jak i rynkiem zbytu dla amerykańskich towarów. E. House szczerze nienawidził również prawosławnego chrześcijaństwa, uważał, że należy je zniszczyć, a następnie zastąpić religią protestancką.

Plan House’a został w dużym stopniu zrealizowany, ale jak to dzisiaj wiadomo, jeszcze niecałkowicie. Kontynuowanie realizacji  zapisu testamentowego „Pułkownika”, podjęli się kolejni wykonawcy jego koncepcji. W ich gronie należy przede wszystkim wymienić  jednego z najzdolniejszych, czyli Paula Dundesa Wolfovitza. Ale postać i rola  ww. to jest temat na zupełnie odrębny tekst.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Wolfowitz

A czy obecnie nie obserwujemy kontynuowania realizacji planu-testamentu “Pułkownika”, skrojonego, rzecz jasna,  do współczesnych realiów.

Bezrefleksyjne obsadzanie „Pułkownika House’a”  w roli „przyjaciela Polski” (vide link poniżej) jest nadmiernie skażone myśleniem życzeniowym.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Edwarda_Mandella_House%E2%80%99a
Bo cóż z tego, iż „Pułkownik House” był dobrym znajomym Ignacego Paderewskiego. Paderewski należał
do ikon kultury światowej i siłą rzeczy znał mnóstwo ważnych ludzi. Polski wirtuoz fortepianu był wybitnym artystą, ale jednocześnie naiwnym politycznym pięknoduchem i romantykiem.
https://www.salon24.pl/u/dawidowicz/547442,memorial-o-polsce
A przecież „Pułkownik House” miał nie mniej szerokie grono znajomych, wielu z nich posiadało pozycję
w polityce bez porównania większej wagi niż I. Paderewski. Tak więc wspomniany wyróżnik o niczym specjalnym nas nie informuje stanowiąc konstatację najzupełniej banalną. Dlatego wypada określić jako nieporozumienie, trwające od ponad stu lat przekonanie, iż Paderewski był dobrym znajomym, a co bardziej egzaltowani nawet utrzymują, że „przyjacielem”, prezydenta USA W. Wilsona. Otóż Ignacy Paderewski był jedynie znajomym najbliższego doradcy tegoż prezydenta.

Jak dość powszechnie  wiadomo Wielka Brytania “nie ma przyjaciół, ma tylko interesy”.  Ściślej interesantów. Co oznacza, iż w interesach, zwłaszcza politycznych, występuje kategoria kontrahent, zazwyczaj czasowa (chwilowa), ale nie jest znana, ani też rozumiana  kategoria „przyjaciel” (poza propagandą medialną w rodzaju „nasi przyjaciele w UE”).
Może więc „Pułkownik House” udawał jedynie przyjaźń, pod przykrywką której uzyskiwał sporo informacji
o sprawach polskich. Natomiast cele do których je wykorzystywał, to byłby interesujący temat na odrębną opowieść. Ale może wcale niczego nie musiał udawać, gdyż naiwny pięknoduch tylko wyobraził sobie taką przyjaźń. I może to nawet nie przede wszystkim to był I. Paderewski, a zdecydowanie  bardziej jego hagiografowie.

Testament pewnego „pułkownika”. “Gdyby moi wnukowie nie chcieli, żeby była wojna, to by jej nie było”(Betty Salomon de Rothschild (1805–1886).

Testament pewnego „pułkownika”

Autor: stan orda , 13 marca 2024 ekspedyt/testament-pewnego-pulkownika

Gdyby moi wnukowie nie chcieli, żeby była wojna, to by jej nie było
(Betty Salomon de Rothschild (1805–1886)

Edward Mandell House (dalej: E. House) był amerykańskim dyplomatą, politykiem i doradcą prezydenckim. Powszechnie znany pod nickem „pułkownik House” (mimo że nie posiadał stopnia wojskowego) wywierał ogromny osobisty wpływ na prezydenta USA Woodrowa Wilsona jako jego doradca ds. polityki zagranicznej, dopóki  ten nie odsunął go w 1919 r.

House urodził się 26 lipca 1858 r. w Houston w Teksasie. Był synem burmistrza Houston Thomasa Williama House’a – seniora, emigranta z Anglii. (pierwotnie “Huis”, które stało się “House). E. House kształcił się w szkołach przygotowawczych w Nowej Anglii, a w 1877 r. rozpoczął studia ” na Uniwersytecie Cornell w Ithaca w Nowym Jorku, jednak był zmuszony zrezygnować z nich, gdy zmarł jego ojciec. Ożenił się z Loulie Hunter 4 sierpnia 1881 r. (Elizabeth Louisa Hunter). Po powrocie do Teksasu prowadził rodzinny interes. Ostatecznie sprzedał plantacje bawełny,  zainwestował w bankowość i przeniósł się do Nowego Jorku ok. 1902 r.

W 1912 r. opublikował anonimowo powieść Administrator, w której tytułowy bohater Philippe Dru prowadzi demokratyczne zachodnie Stany Zjednoczone w wojnie domowej przeciwko plutokratycznemu Wschodowi, stając się dyktatorem Ameryki. Dru jako dyktator narzuca serię reform, które przypominają program partii Bull Moose z 1912 r., (Partia Postępu, potem segment Partii Demokratycznej).
Jego ojciec, Thomas William House, był jednym z niewielu mieszkańców stanów konfederackich, który wyszedł z wojny domowej w USA z wielkim bogactwem. Być może z tego względu, że miał kontrakty z dużymi domami bankowymi w Anglii. I właśnie te kontakty pozwoliły jego synowi zaistnieć w światowym kartelu bankowym, który zachował bliskie powiązania z bankowymi rodzinami Morganów i Rothschildów. Wykorzystał je do zbudowania szczelnej kontroli obrotu pieniądza sprawowanej przez  System Rezerwy Federalnej .

House uaktywnił się w teksańskiej polityce w ostatniej dekadzie XIX stulecia, gdy pracował jako doradca prezydenta W. Wilsona na odcinku spraw zagranicznych. Występował w roli głównego negocjatora amerykańskiego w Europie podczas negocjacji pokojowych (1917-1919), a następnie jako główny zastępca prezydenta Wilsona na konferencji pokojowej w Paryżu.

W Teksasie natomiast pomógł objąć stanowisko gubernatorów  czterem kandydatom. Kolejno byli to:
James Stephen Hogg (1892), Charles Allen Culberson (1894), Joseph Draper Sayers (1898) oraz Samuel Willis Tucker Lanham (1902). Po ich wyborze u każdego pełnił rolę nieoficjalnego doradcy.  James S. Hogg po przyjęciu do swojego sztabu nadał mu tytuł “pułkownika”.

House stał się bliskim przyjacielem i zwolennikiem gubernatora New Jersey Woodrowa Wilsona w 1911 r. i rok później pomógł mu wygrać nominację prezydencką Demokratów. Stał się zaufanym (consigliere) tegoż prezydenta i pomagał w tworzeniu jego administracji. Niebawem otrzymał propozycję objęcia wybranego przez siebie stanowiska w White House (z wyjątkiem sekretarza stanu, które zostało już wcześniej obiecane Williamowi Jenningsowi Bryanowi), ale odmówił, zamiast tego wybierając „służbę gdziekolwiek i kiedykolwiek będzie to możliwe”.

W pomieszczeniach Białego Domu miał do dyspozycji odrębne mieszkanie, a w 1914 r., po śmierci pierwszej żony W. Wilsona, stał się dla prezydenta praktycznie  jedynym i najważniejszym powiernikiem. Z kolei druga żona, Edith, nie lubiła E. House’a (być może przez to mieszkanie w White House) i pozycja consigliere nieco osłabła, ale niezbyt mocno.
Ciekawostka: w 1916 r. W. Wilson zlecił namalowanie portretu nowej żony Adolfo Müller-Ury  artyście wywodzącemu się ze Szwajcarii (właściwe nazwisko: Felice Adolfo Müller).

House zaangażował się bez reszty w problematykę międzynarodową, wspierając dążenie prezydenta do zawarcia pokoju i zakończenia I wojny światowej (na warunkach amerykańskich). W latach 1915 oraz 1916 większość czasu spędził w Europie, próbując w drodze zabiegów dyplomatycznych wynegocjować pokój. W tych sprawach był przesadnym optymistą , gdyż brakowało mu głębszej znajomości spraw europejskich i łatwo dawał się wprowadzać w błąd, zwłaszcza starym lisom brytyjskiej dyplomacji.

Po zatopieniu 7 maja 1915 r. liniowca pasażerskiego Lusitania przez niemiecki U-boot , radykalnie wzrosło napięcie w stosunkach z Niemcami. Sens trwaniu przez USA w neutralności został zakwestionowany.
E. House uznał, że w takiej eskalacji  sytuacji wojennej,  stała się ona rodzajem  epickiej bitwy pomiędzy demokracją a autokracją. Dlatego przekonywał W. Wilsona, że Stany Zjednoczone powinny pomóc Wielkiej Brytanii i Francji w zwycięstwie, aczkolwiek ograniczonym, bo  jeszcze wówczas W.Wilson nie chciał zrezygnować ze statusu  neutralności.

E. House odegrał ważną  rolę w kształtowaniu wojennej (i powojennej) dyplomacji. W. Wilson zlecił mu zorganizo- wanie  zespołu ekspertów ze świata naukowego – historycy i prawnicy – wykładowcy uniwersyteccy (tzw. „The Inquiry“), którzy mieli opracować skuteczne rozwiązania dla powojennych problemów świata. We wrześniu 1918 r. powierzył mu przygotowanie treści konstytucji dla Ligi Narodów. Następnie,w październiku 1918 r., kiedy Niemcy złożyły wniosek o pokój z aliantami w oparciu o Czternaście Punktów, W. Wilson zlecił opracowanie szczegółów takiego rozejmu, a zatem to Edward Mandell House był głównym autorem Czternastu Punktów i struktury Traktatu Wersalskiego oraz Porozumienia Ligi Narodów.
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Wilsona-14-punktow;3996427.html

Następnie pracował  w Komisji Mandatowej tej Ligi wraz z Lordami: Alfredem  Milnerem (1-szy Lord Milner, Niemiec z pochodzenia) i Robertem Cecilem z Wielkiej Brytanii (Edgar Algernon Robert Gascoyne-Cecil,
Lord Tajnej Pieczęci), a także z  Louis Henri Simonem z Francji (minister ds. Kolonii), wicehrabią Sutemi Chinda z Japonii (pastor protestancki, były wieloletni konsul w Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii), Guglielmo Marconim z Włoch (noblista z dziedziny fizyki, spec od radia i łączności bezprzewodowej) oraz Georgem Louisem Beerem jako doradcą (emigrant żydowski z Niemiec, historyk idei  imperialnej).
30 maja 1919 r. E. House uczestniczył w spotkaniu w Paryżu, które dało podstawy do utworzenia Rady Stosunków Zagranicznych (CFR). Przez cały rok 1919 namawiał W. Wilsona do współpracy z senatorem Henrym Cabotem Lodge’em w celu doprowadzenia do ratyfikacji Traktatu Wersalskiego.

Konferencja Wersalska ujawniła poważne nieporozumienia polityczne między W. Wilsonem a E. House’em. Problemy natury osobowościowej prezydenta powodowały, że stał się on znacznie bardziej nietolerancyjny i kolejno rezygnował  ze swoich najbliższych doradców. Po powrocie W. Wilsona do USA w lutym 1919 r., E. House zajął jego miejsce w Radzie Dziesięciu, gdzie proponował zapisy, które okazały się nie do przyjęcia dla prezydenta (a ściśle mówiąc jego sponsorów). W połowie marca 1919 r. W. Wilson, utraciwszy zaufanie do swojego głównego doradcy, wrócił do Paryża i odsunął go na boczny tor.

Po wojnie E. House zdecydowanie popierał członkostwo USA w Lidze Narodów i w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości.

W 1932 r., mając prawie 75 lat, poparł w wyborach prezydenckich kandydaturę  Franklina D. Roosevelta, ale już  nie chciał dołączyć do wewnętrznego  kręgu jego doradców.

Edward Mandell  House zmarł 28 marca 1938 r.  w Nowym Jorku w wieku 80 lat. Został pochowany na cmentarzu Glenwood w Houston (Teksas, USA).

Przedziwne niezrozumienie tak prostej sprawy: Idźmy pod Tron Królowej Nieba i Ziemi, Jej Ludu.

Otrzymałem list, natychmiast po Migawkach:

Apele o udział w błagalnych Marszach Pokutnych otwiera 10 razy mniej ludzi, niż MEMy. Sądzisz, że obejrzenie obrazka obroni twoje dziecko przed porno, ciemnotą czy zielonym wariactwem? Mężowie stanu mówili, że jeśli 10% Narodu zażąda czegoś – to nawet tyran się zastanowi, może podda. Bo wtedy Bóg nam pomoże.

=========================

Andrzej B. Ryfa

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus †

Szanowny Panie Mirosławie, rozumiem Pana i całkowicie się z Panem zgadzam, że MEMy maja większą poczytność niż jakieś tam Apele, Marsze, Krucjaty czy Nabożeństwa, taki jest stan Dusz i Umysłów naszych Braci i Sióstr, ma być fajnie bo życie jest krótkie i tylko JEDNORAZOWE!

Niestety należę również do tych co już dawno przestali nawet zaglądać pod takie posty, tyle, że może z całkiem innego powodu.

Mianowicie, moje Apele, od 23 lat, do Ratowania Ojczyzny w Gietrzwałdzie nie spotykały się z najmniejszym odzewem, więc dlaczego ja mam wspierać ludzkie pomysły, kiedy ich autorzy nie respektują najprostszych próśb samej Królowej, bo oni wiedzą lepiej?!

Owszem, wielu z tych, których mogłem zapytać osobiście o ich zdanie na temat Warty Różańcowej przed Kaplicą Objawień w Gietrzwałdzie, wyrażało poparcie i ogólną aprobatę wobec moich argumentów,ale tylko w, dosłownie w kilku przypadkach, stanęły za tym konkrety a i te były raczej słomianym zapałem aniżeli poważnym potraktowaniem zaproszenia, jakie jednoznacznie skierowała do swego Ludu – nasza Królowa!

Nie piszę tego z rozgoryczenia czy innych osobistych pobudek, martwi mnie tak przedziwne niezrozumienie tak prostej sprawy, zaproszenia pod Tron Królowej Nieba i Ziemi, Jej Ludu, przez Ludzi tak oddanych Jej Opiece i Jej się zawierzających – nie do pojęcia!

Niech te kilka słów sprawi, trochę wsparcia dla Pana wielkiej pracy,

Oraz może da taka małą, chociaż, ale odskocznię od bieżączki, ku fundamentom naszego Ducha Narodu, który ma wspomagać Tę, która otrzymała władzę i posłannictwo by miażdżyć łeb szatana, I neutralizować wszystkie herezje po świecie całym – wspomagać tak, jak nam to jednoznacznie wyraziła podczas Objawień w Gietrzwałdzie AD 1877.

Pozdrawiam Pana i to co Pan tak ofiarnie czyni, a w mojej codziennej Adoracji Najświętszego Sakramentu, Oddaję nas, spełniających Wolę Bożą, pod Opiekę Zwycięskiej naszej Królowej †

Króluj nam Chryste

Andrzej B. Ryfa

====================================

PS. Zapraszam na stronę: wartarozancowa.pl

Ma służyć jako taki drogowskaz ku Tronowi zniesionemu z Nieba,

Tam jest to właściwe i godne miejsce aby trwać przy Naszej Królowej !

=======================

„Jestem Najświętsza Maria Panna Niepokalanie Poczęta. Chcę abyście codziennie odmawiali Różaniec. Pokutujcie, nie smućcie się, bo Ja zawsze będę z Wami”.

Satanizm… ideologia czy ludzie? Triumfalny powrót żydokomuny

Satanizm… ideologia czy ludzie? Triumfalny powrót żydokomuny

Autor: CzarnaLimuzyna , 13 marca 2024 ekspedyt/satanizm-ideologia-czy-ludzie

“Spośród mieszkańców Domu Władzy to Żydzi byli największymi kosmopolitami i z nadejściem „owego dnia” wiązali największe nadzieje. Modernizacja Rosji, jaka dokonała się u schyłku epoki carskiej, zniszczyła tradycyjny żydowski monopol na szeroki zakres zawodów usługowych na zachodnich rubieżach imperium. Żydowska rewolucja przeciwko państwu carskiemu była nierozerwalnie związana z żydowskim buntem przeciwko tradycyjnemu żydowskiemu życiu. Mniejszość wybrała syjonizm; większość z tych, którzy wybrali kosmopolityzm, czyniła to z uporem i konsekwencją niespotykaną wśród socjalistów o tradycyjnym pochodzeniu narodowym.

Zamieszkujący Dom Władzy Polacy, Łotysze i Gruzini zdawali się zakładać, że proletariacki internacjonalizm przystaje do ich języków, pieśni i potraw. Żydzi utożsamiali socjalizm z „czystym sieroctwem” i celowo unikali mówienia w jidysz w domu czy przekazywania dzieciom czegokolwiek, co uważali za żydowskie. Ich dzieci miały przecież żyć w socjalizmie. Tymczasem oni w ankietach personalnych wciąż określali się jako „Żydzi z pochodzenia” i zdawali się akceptować siebie nawzajem jako członkowie jednego plemienia i synowie jednej rewolucji”. /Yuri Slezkine„Dom Władzy. Opowieść o rosyjskiej rewolucji”/

Wiem, że niektórzy będą się zżymać na słowo powrót, wszak żydokomuna zawsze rządzi, zawsze radzi, oraz zawsze ciebie zdradzi, a to w ramach wielkiego żarcia (TKM) albo w trakcie intensywnej dbałości o linię programową (Rewolucja pożera swoje dzieci).

Właśnie nadeszły dni podczas których żydokomuna przeżywa swój największy rozkwit w historii. Na niwie międzynarodowej święci triumf Yuval Noah Harari dla wtajemniczonych „zwykły satanista” dla innych trans-humanista, sodomita i ideolog nowego totalitarnego porządku. Postać tyle odrażająca co przemijająca i już wkrótce pewnie ustąpi miejsca kolejnemu „ekspertowi”.

W Polsce, czyli jak mawia klasyk gatunku, „na najlepszej działce na globusie” żydokomuna podniosła swój łeb do obrazoburczej koronacji w nikczemnym rytuale wyróżnienia żydowskiego rasizmu jako przewodniej siły postępu i rozwoju, co na każdym kroku kłóci się z fundamentami naszej cywilizacji – prawdą, prawem i moralnością, których przejawy wraz ze zwykłą normalnością nazywane są „antysemityzmem” lub „mową nienawiści” /szkolenia z nienawiści/

Stara i nowa żydokomuna

(…) Jak na pewno wiecie, środowiskiem, z którego pochodzę, jest liberalna żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami. Być komunistą znaczyło wtedy coś więcej niż przynależność do partii to oznaczało przynależność do pewnego języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności. /Adam Michnik, „Powściągliwość i Praca” (nr 6, 1988 r.)/

Aktualnym wyznaniem żydokomuny pozostał oczywiście komunizm ale nie ten rozumiany potocznie, lecz komunizm zmodyfikowany przez Szkołę Frankfurcką ze wszystkimi aktualnymi dopalaczami typu lgbt i czerwono-brunatnym ładem nazywanym dla zmylenia użytecznych idiotów –  zielonym. Cele tej ideologii są niezmienne: zabór własności i wolności oraz budowa „zwierzęcego folwarku” wraz z nowoczesną rzeźnią dla mieszkańców, podzielonego na 15 minutowe strefy.

Ideologia

Marksizm nie jest jedynym składnikiem. Nie jest też pierwszą trucizną, której użyto przeciwko ludziom. Cofnijmy się, przy pomocy Magdaleny Wielomskiej, do przedstawiciela lewicy heglowskiej, Ludwiga  Feuerbacha.

Następnie, po kolei:

Tajemnica Izraela na tle historii

Chanukowa Rzeczpospolita Przyjaciół, czyli 3 odsłony pieśni Hava Nagila

Źródła ideologii Unii Antyeuropejskiej, czyli antychrystianizm stosowany

Struktura czyli kto nam to wszystko organizuje – Marek T. Chodorowski

Satanizm, ideologia czy ludzie?

Pytanie jest prowokacją, ale nie jest bezsensowne. Prawidłowa odpowiedź brzmi: ludzie owładnięci ideologią satanistyczną. Ideologie lewicowe są z reguły satanistyczne w sensie odrzucenia Boga i  negacji ludzkiej natury. Wśród kadry zarządzającej są sataniści, ale większość jest mięsem armatnim ze świadomością niewolników. Nierzadko, wśród fanatyków trafiają się ludzie chorzy psychicznie. Jednostką chorobową jest najczęściej paranoja indukowana. Najbardziej zaangażowane są osoby zdemoralizowane i ogłupione.

Kto jest wrogiem żydokomuny?

Każdy kto mówi prawdę, żyjąc według standardów cywilizacji łacińskiej. Nie bez powodu redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” zwanej żydowską, Michnik notabene syn Ozjasza Szechtera, żydowskiego przestępcy, skazanego za próbę zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego przez działalność w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, napisał swego czasu o trzech zagrożeniach – o trzech fundamentalizmach: narodowym, religijnym, moralistycznym. Redaktor „Wyborczej” stosującej w praktyce tolerancję represywną wielokrotnie wracał do swego tekstu próbując podtrzymywać tezę o rzekomym zagrożeniu normalnością, normalnością z polskiego punktu widzenia,  puszczając do druku artykuły o tytułach „Patriotyzm jest jak rasizm” albo sam pisząc: “Dziś grozi nam już nie komunizm, ale populizm i ksenofobia“.

Dlaczego wspominam o Michniku? Dlatego, że to m.in. z jego udziałem odbyła się celebracja „powrotu”.

Adam Michnik w TVKO. Wywiad przeprowadza Dorota Wysocka-Schnepf, dziennikarka Gazety Wyborczej i żona syna pułkownika Maksymiliana Sznepfa

Siła przewodnia narodów “Rzeczpospolitej Przyjaciół” czyli Michnik et consortes z przystawkami zgodnie ze starym hasłem partia siłą przewodnią narodu nadaje ton w mediach i w polityce. Pisząc o narodach mam na myśli Olaków zwanych fajnopolakami, a także coraz liczniejszych Ukraińców oraz Żydów zmagających się z niezwykle groźnym, bo najczęściej niewidzialnym, antysemityzmem. To dopiero początki zmian, ale trzeba przyznać są one obiecujące: likwidacja polskiej historii i literatury ułatwi integracje wyżej wymienionym. Nie zaniedbując podmiotu lirycznego nadmienię w tym kontekście o stosunkowo młodym pokoleniu, które przebojem wdarło się na różowy salon polityki.

Wymienię dwie najbardziej zasłużone osoby, gorliwe w dziele pogłębiania leworządności oraz wdrażania odpowiedniej historii Polin. Są to Anna Maria Żukowska i pełniąca ministerialną funkcję Dziemianowicz-Bąk. Obydwie panie, mówiąc delikatnie, mają żydowskie pochodzenie. Na zdjęciu poniżej prezentują projekt ustawy ws. zakazu gloryfikacji niektórych Żołnierzy Niezłomnych.

O przypadku pani Dziemianowicz-Bąk wypowiedział się jej rodzony ojciec, Remigiusz Dziemianowicz deklarujący się jako polski patriota.

Tak wychowała ją moja żona (…) córeczka jest typową nazi-bolszewiczką, ale nie ja ją tak wychowywałem, a więc jedynie może mi być przykro.

Postawa pana Remigiusza, to co napisał, może skłonić nas do spiskowej teorii, że na terenie Polski mieszkają także inni Żydzi…. Zwracam uwagę na sformułowanie “nazi – bolszewiczka”. Dlaczego nazi? Otóż dlatego:

Każdy kto zakazuje na terenie RP wydobycia węgla, (…) ogranicza hodowlę zwierząt, roślin, uprawę ziemi, każdy jest rodowodem spokrewniony z bestialskimi ideologiami III Rzeszy Niemieckiej” – ks. prof Tadeusz Guz

________________________________________________________________________

Postanowiłem nie wklejać innych zdjęć Żydów, w tym Mosze Turbowicza, aktualnie Mariana Turskiego członka sowieckiej ekspozytury w Polsce (PPR) założonej przez NKWD, popierającego stalinowski reżim, który miał ostatnio czelność nazwać posła Brauna “polskim faszystą”.

Tagi: Satanizm… ideologia czy ludzie?, Stara i nowa żydokomuna, Triumf żydokomuny

O autorze: CzarnaLimuzyna

Oburzenie na światową skalę: Francja uznaje aborcję za „fundamentalne prawo konstytucyjne”…

Anne Brunette, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>
Jestem bliska płaczu.
Elity polityczne Francji postanowiły, że zabijanie dziecka w łonie matki to podstawowe prawo mojego kraju, na tyle istotne, że zostało ono wpisane do konstytucji!Więź między matką a dzieckiem powinna być pełna troski i miłości. Jednak politycy zadecydowali, że we Francji jest to więź, którą można nieodwracalnie zerwać, uznając to za podstawowe konstytucyjne prawo.Zamiast wspierać kobiety, to rzekome konstytucyjne prawo prowadzi do śmierci, nieszczęścia i bólu.
Śmierć nienarodzonych dzieci została cynicznie wykorzystana przez globalizm, by zademonstrować siłę swojej ideologii.Francja przyjęła tę odrażającą praktykę wzorując się na słynnym amerykańskim orzeczeniu w sprawie Roe v. Wade z 1973 r., na mocy którego uznano, że każda kobieta ma prawo do wykonania aborcji (z możliwością wprowadzenia pewnych ograniczeń w II i III trymestrze w prawie stanowym).To kulturowa wojna, której ofiarami są dzieci… ludzie!

Widzimy, jak wszędzie odbywa się wpływanie na kobiety, które są przekonywane, że aborcja jest jedyną opcją dla nich.
Dane opublikowane przez Europejskie Centrum Prawa i Sprawiedliwości wskazują, że 42% Francuzek, które dokonały aborcji przed ukończeniem 25 roku życia, cierpi na depresję, a około połowa z tych kobiet, które dokonały aborcji będąc nieletnimi, zmaga się z myślami samobójczymi. Statystyki również pokazują, że kobiety, które przeszły przez aborcję, są trzy razy bardziej narażone na cierpienie fizyczne, psychiczne lub seksualne niż kobiety, które donosiły ciążę do porodu. 
Śmierć. Nieszczęście. Ból. To jest to, co Francja uczyniła swoim tak zwanym konstytucyjnym prawem.

.
Co gorsza, są teraz tacy, którzy próbują rozprzestrzenić tę kulturę śmierci na inne kraje, Europę i resztę świata.

Reporter lewicowego dziennika The Guardian napisał, że:„jest teraz nadzieja, że inne europejskie kraje pójdą w ślady Francji”.
Również Associated Press (AP) opublikowało nagłówek o tym, że w następstwie decyzji Francji„inne europejskie kraje szukają sposobów na rozszerzenie dostępu do aborcji”.
Legalizacja aborcji już ma katastrofalne konsekwencje w Europie i na całym świecie, dając pomysły radykalnej lewicy, która chce pójść jeszcze dalej w zabijaniu nienarodzonych dzieci.
Hiszpańska minister pracy Yolanda Diaz wezwała, aby aborcja została włączona również do hiszpańskiej konstytucji! I nie jest w tym podejściu odosobniona.
Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus również zabrał głos, tweetując:„Bezpieczna #aborcja to opieka zdrowotna. Witamy decyzję #Francji o zabezpieczeniu praw kobiet i ratowaniu ich życia”.
Wyraźnie widać, że zasłona opadła.
W przeszłości Światowa Organizacja Zdrowia i inne organizacje o globalnym zasięgu preferowały stosowanie bardziej dyskretnych określeń na aborcję, takich jak „prawa reprodukcyjne” czy „opieka zdrowotna kobiet”. Obecnie jednak te organizacje otwarcie wspierają aborcję, argumentując, że może ona przyczynić się do ratowania życia. We Francji rocznie przeprowadza się ponad 200 000 aborcji, co prowadzi do zakończenia życia ponad 200 000 nienarodzonych istnień! Te setki tysięcy nienarodzonych dzieci mogłyby zostać uratowane, gdybyśmy dokonali lepszych wyborów jako społeczeństwo; gdybyśmy zapewnili autentyczne wsparcie młodym kobietom w potrzebie i ułatwili proces adopcji. Bezpłodne pary, które często czekały latami na założenie rodziny, pokochałyby te dzieci. Zamiast tego, ich życie zostało zakończone… Teraz jest to „konstytucyjnym prawem”.
A jednak nawet w takiej ciemności jest nadzieja.
W Stanach Zjednoczonych aborcja została uznana za konstytucyjne prawo na skutek znanego przypadku sądowego Roe v. Wade w 1973 roku. Przez ostatnie 50 lat wydawało się, że próba unieważnienia tej decyzji to jedynie polityczne mrzonki. Jednak w zeszłym roku doszło do przełomu. Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych nie zapewnia prawa do przerywania ciąży.Ta decyzja nie zdarzyła się „po prostu”.
Przez pięć długich dekad ludzie mobilizowali się w modlitwie i działaniu, aby upewnić się, że kultura śmierci nie zatriumfuje.Teraz we Francji i na całym świecie ci, którzy opłakują życie nienarodzonych dzieci przerwane w łonie, muszą się zmobilizować.
CitizenGO będzie kluczową częścią tej mobilizacji na rzecz życia.
Chcemy, aby Państwo byli częścią tego wysiłku, który pokona „kulturę” śmierci i przywróci zwycięstwo dla życia.Miejmy wiarę, że nasze modlitwy i działania doprowadzą do zwycięstwa.Dziękuję za wszystko, co Państwo robicie,Anne Brunette z całym zespołem CitizenGOPS Stań z nami do walki! Jako organizacja na pierwszej linii obrony życia i zwalczająca agendę proaborcyjną, każda pomoc napędza nas do przodu. Państwa wsparcie odgrywa kluczową rolę, byśmy mogli kontynuować naszą pracę. Każda darowizna, niezależnie od wielkości, wzmacnia nasz wspólny głos. 
Jeżeli pragniesz wspierać CitizenGO w osiąganiu pozytywnych zmian i aktywnie przyczyniać się do naszej działalności, serdecznie zachęcamy do złożenia darowizny.

CitizenGO to społeczność aktywnych obywateli, która stara się, aby ludzkie życie, rodzina i wolność były darzone szacunkiem na całym świecie. Członkowie CitizenGO zamieszkują wszystkie kraje świata. Nasz zespół pracuje w 16 państwach na 5 kontynentach i działa w 12 językach. Więcej o CitizenGO dowiedzą się Państwo tutaj. Mogą nas Państwo także śledzić na Facebooku i Twitterze.

Katastrofa demograficzna: Ministerstwo zdrowia ma plan na „ratowanie służby zdrowia”: Likwidacja oddziałów położniczych.

Ministerstwo zdrowia ma plan na „ratowanie służby zdrowia”. Chodzi o likwidację oddziałów położniczych

„Niemal połowa oddziałów położniczych w Polsce przyjmuje mniej niż dwa porody dziennie”, wynika z analizy opublikowanej w środę przez „Dziennik Gazetą Prawną”. Biorąc pod uwagę, że według wytycznych Ministerstwa Zdrowia „optymalna liczba porodów”, to 600 rocznie, najprawdopodobniej część oddziałów położniczych zostanie zamknięta jako nierentowna.

„DGP” opisuje nową strategię ministerstwa zdrowia w sprawie „zmiany w dostępności znieczulenia przy porodzie”. Zmiana ta może wpłynąć na liczbę porodówek. „Jak? Znieczulenie ma być dostępne wszędzie. W tych miejscach, w których najmniej 10 proc. kobiet rodzących naturalnie z niego skorzysta, wycena porodu będzie wyższa niż do tej pory. Szef NFZ Filip Nowak mówił DGP, że stawka będzie wzrastała proporcjonalnie do liczby znieczuleń. To ma zachęcić większe szpitale do przyciągania do siebie rodzących”..

„W rezultacie może to doprowadzić do zamknięcia – z powodów ekonomicznych – mniejszych porodówek. Tych bowiem w większości już dziś nie stać na anestezjologa i nie oferują znieczuleń, bo to za drogie. Żeby bilans się zgadzał na takim oddziale, musiałoby się urodzić kilkoro dzieci na dzień. Już teraz szpitale dokładają do działalności takich porodówek: muszą płacić za utrzymanie kadry w gotowości, a przy jednym porodzie dziennie – pieniądze z NFZ nie wystarczają”, wyjaśnia gazeta.

Z analizy danych NFZ dokonanej przez „DGP” wynika, że na 157 porodówkach przyjmuje się mniej niż 600 porodów rocznie. Wszystkich oddziałów w Polsce jest 330. Czyli problem nierentowności dotyczy niemal połowy.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”

Tusk wprowadza przymus aborcji w Polsce. W rocznicę zalegalizowania przez Adolfa Hitlera aborcji na żądanie dla Polek.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Donald Tusk zapowiedział, że każdy polski lekarz, który odmówi zamordowania dziecka poprzez aborcję, stanie przed prokuratorem. Lekarze, którzy nie będą chcieli wykonywać aborcji, mają być ścigani z urzędu i karani!
 
Tusk wypowiedział swoje groźby w rocznicę zalegalizowania przez Adolfa Hitlera aborcji na żądanie dla Polek. Hitler deklarował przy tym, że: „osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych.”
Dzisiaj kolejni politycy grożą ludziom, którzy sprzeciwiają się aborcji i chcą karać za odmowę mordowania polskich dzieci. Musimy walczyć i przeciwstawić się tym żądaniom!
Będą kary za odmowę aborcji [foto]
8 marca 1943 roku ukazało się rozporządzenie władz III Rzeszy, które legalizowało aborcję na żądanie na okupowanych przez Niemcy ziemiach Polski. Polityka nazistów była skierowana przeciwko fundamentalnym, biologicznym podstawom istnienia okupowanego narodu polskiego.
Adolf Hitler powiedział:

„w obliczu dużych rodzin tubylczej ludności, jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji”.

Hitler zagroził również wszystkim, którzy sprzeciwiali się aborcji dla Polek, mówiąc:

„osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych.”

81 lat później, 9 marca 2024 roku, w sprawie aborcji dla Polek przemówił Donald Tusk, który powiedział:

każda odmowa wykonania zabiegu [aborcji] będzie zgłaszana z urzędu do prokuratury”.

Tusk dodał również, że:

w przypadku odmowy uzasadnionej terminacji ciąży, szpital straci kontakt z NFZ w zakresie ginekologii.”


Trzeba w tym momencie po raz kolejny przypomnieć, że w świetle aktualnie obowiązującego w Polsce prawa aborcja jest dostępna de facto na żądanie do końca ciąży. Jest to w praktyce prawo tożsame z zamiarami hitlerowskiego ustawodawstwa wobec Polek. Wystarczy, że kobieta przyniesie do lekarza zaświadczenie od pro-aborcyjnego psychiatry, że ciąża rzekomo zagraża jej bliżej nieokreślonemu i niesprecyzowanemu zdrowiu psychicznemu, i może zamordować swoje dziecko nawet w 9 miesiącu!
Z licznych relacji medialnych i doniesień ze szpitali wiemy, że takie zaświadczenia są wystawiane każdej chętnej kobiecie. 
W Hiszpanii jeszcze niedawno funkcjonowało podobne prawo jak teraz w Polsce i było tam rocznie 100 000 aborcji z powodu rzekomego „zagrożenia zdrowia psychicznego” kobiet. W rzeczywistości były to aborcje na żądanie, a opinia psychiatry była jednie formalnością. 

Podobnie jest dzisiaj w Polsce. W kolejnych szpitalach dokonuje się takich aborcji.  Największym ośrodkiem aborcyjnym w naszym kraju jest szpital w Oleśnicy, który w ciągu ostatniego roku podwoił (!) liczbę aborcji na dzieciach. Liczba aborcji rośnie również w innych placówkach.

W tej sytuacji, decyzją Donalda Tuska, odmowa wykonania aborcji ma być ścigana z urzędu. Tusk i jego ludzie zapowiadają też zniesienie formalności w postaci zaświadczeń od psychiatry i wprowadzenie w Polsce legalnej aborcji bez podawania żadnej oficjalnej przyczyny.

Co więcej, przed prokuratorem stanie każdy lekarz, który odmówi zamordowania dziecka, a kary dosięgną również całego szpitala, który w przypadku odmowy aborcji ma zostać pozbawiony kontraktu z NFZ, co w praktyce będzie równało się likwidacji oddziału ginekologicznego.

Panie MirosĹ‚awie, to nic innego jak aborcyjny terror. Donald Tusk i jego ludzie próbują siłą zmusić wszystkich lekarzy w Polsce do mordowania dzieci w łonach matek. Odpowiednie wytyczne w tej sprawie zostały już wydane ministrom, którzy mają nadzorować proceder pociągania lekarzy do odpowiedzialności karnej i zawodowej.

Decyzja Tuska to również jasny komunikat dla wszystkich studentów medycyny i młodych osób, które myślą o studiach lekarskich – chcesz zostać lekarzem to musisz mordować dzieci. W ten sposób dokonywanie aborcji ma zostać wpisane niejako w wypaczoną istotę zawodu lekarza. Właśnie dlatego decyzja Tuska jest tak bardzo niebezpieczna dla przyszłości całej Polski. Wszystkie osoby, które będą chciały zostać lekarzami-ginekologami, będą musiały zaakceptować aborcję i dokonać jej, kiedy zgłosi się do nich pacjentka. To siłowe łamanie ludzkich sumień, które zasieje strach wśród wszystkich rodzin w Polsce. 

Gdy Tusk zmusi wszystkich ginekologów do mordowania dzieci, to jakiej opieki zdrowotnej mają się spodziewać kobiety oczekujące potomstwa? Na jakie diagnozy może liczyć mama z dzieckiem, która przyjdzie do ginekologa-aborcjonisty? Czy tacy lekarze będą chcieli leczyć dzieci i podejmą się walki o ich życie, gdy te będzie zagrożone? Czy raczej z góry wypiszą na maleńkich pacjentów wyrok śmierci?

Od wielu lat do naszej Fundacji zgłaszają się kobiety, które w dramatyczny sposób opisują, jak były namawiane i zachęcane przez lekarzy do aborcji. Lekarzowi-aborcjoniście czasami wystarczy zaledwie cień podejrzenia choroby u dziecka, aby namówić kobietę do aborcji gdyż to rzekomo „jedyne wyjście”. Takie namowy często przybierają bardzo agresywny charakter i stają się próbami zmuszenia pacjentki do zamordowania własnego dziecka. Wiele kobiet ulega tej presji pod wpływem autorytetu lekarza i emocjonalnych manipulacji, których używają aborcjoniści. 

Jeżeli za odmowę aborcji grozić będzie prokuratura, takich przypadków będzie jeszcze więcej. Ginekolodzy zaczną jeszcze bardziej nachalnie namawiać Polki do zabijania własnych dzieci, gdyż będą świadomi, że inne decyzje mogą się spotkać z konsekwencjami karnymi. Aborcjoniści i sprzyjający im politycy dążą do tego, aby aborcja stała się domyślnym, sugerowanym rozwiązaniem przy wizycie u ginekologa. Zmiany w prawie i postępy propagandy aborcyjnej w praktyce doprowadzą do tego, że ginekolog będzie się tłumaczył przed prokuratorem dlaczego ciąża zakończyła się urodzeniem dziecka! 

Panie MirosĹ‚awie, Donald Tusk powiedział kilka dni temu, że aborcja to rzekomy „wybór kobiety”. W praktyce aborcyjnych realiów nie ma jednak żadnej mowy o jakimkolwiek wyborze. „Prawo wyboru” to PRZYMUS aborcji, egzekwowany za pomocą prawa lub emocjonalnych perswazji. Żadnego „wyboru” nie będą w sprawie aborcji mieli lekarze – mają mordować albo spotkają ich represje. To wszystko służy wprowadzeniu w Polsce aborcyjnego terroru, czyli prawnego, siłowego i emocjonalnego NAKAZU ABORCJI gwarantowanego przez prawo i monitorowanego przez odpowiednie służby. Celem jest biologiczne zniszczenie naszego narodu.  

Totalitarne państwo, jakim są Chiny, prowadziły przez kilkadziesiąt lat restrykcyjną politykę „jednego dziecka”. Kobiety w Chinach były masowo zmuszane siłą do aborcji, aby nie rodziło się więcej dzieci. W wyniku krwawych represji dzietność w Chinach spadła do ok. 1.8 dziecka na kobietę. W dzisiejszej „wolnej” Polsce AD 2024 dzietność z przyczyn kulturowych wynosi zaledwie 1.2 dziecka na kobietę, a aborcyjne i depopulacyjne prześladowania mają dopiero nabrać tempa! 

Musimy się przed tym bronić i stawić opór żądaniom aborcjonistów. Konieczna jest nie tylko zmiana świadomości zwykłych Polaków, ale również przebudzenie sumień lekarzy i personelu medycznego. To szczególnie ważne teraz, w obliczu morderczego ultimatum, jakie Donald Tusk postawił wszystkim medykom. 

Pokazywanie prawdy o aborcji połączone z publiczną modlitwą przynosi owoce w postaci uratowanych dzieci oraz nawrócenia osób uwikłanych w proceder aborcji. Wielokrotnie pisaliśmy już o czołowych liderach aborcyjnego lobby, takich jak Bernard Nathanson (osobiście zamordował kilkadziesiąt tysięcy dzieci i doprowadził do legalizacji aborcji w USA, co pociągnęło za sobą miliony ofiar), którzy zaprzestali zabijania pod wpływem modlitwy i zetknięcia się z prawdą o aborcji. To, czego potrzebujemy, to wytrwałość w publicznym głoszeniu prawdy i publicznej modlitwie. 
Musimy walczyć dalej [foto]
Nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne oraz publiczne modlitwy różańcowe o powstrzymanie aborcji i przemianę serc aborcjonistów. Takie akcje odbywają się w ruchliwych punktach miast oraz przed szpitalami, w których dokonuje się aborcji. W najbliższym czasie takie akcje odbędą się m.in. w: Oleśnicy, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Sopocie, Szczecinie, Łodzi, Toruniu, Bydgoszczy, Elblągu, Radomiu, Lublinie, Olsztynie, Ełku, Siedlcach, Białymstoku i Poznaniu. Do naszej Fundacji dołączają też nowe osoby, które chcą organizować takie akcje w swoich miejscowościach. Musimy je odpowiednio przeszkolić, zapewnić im wsparcie logistyczne oraz wyposażyć w niezbędny sprzęt taki jak wielkoformatowe bannery oraz megafony. Potrzebujemy na te działania ok. 15 000 zł.


Liczymy na Pana pomoc. Liczymy na Pana wsparcie. Jesteśmy w tej chwili jedyną szansą, jaką mają polskie dzieci. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, aby umożliwić naszej Fundacji organizację kolejnych akcji informacyjnych i publicznych modlitw różańcowych.


Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Donald Tusk próbuje zaprowadzić siłą rządy aborcyjnego terroru w Polsce. Nie możemy mu na to pozwolić. To, czy uda się upowszechnić aborcję w naszym kraju w dużym stopniu zależy od oporu społecznego, jaki będzie w sprawie aborcji. Dlatego nasza Fundacja działa i mobilizuje innych Polaków do działania. Proszę Pana o wsparcie naszej walki. Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Wielkie zwycięstwo POKOJU w Palestynie: Izraelczycy zabili 12-latka. „Kłaniam się żołnierzowi, który zabił terrorystę”.

Izraelczycy zastrzelili 12-letniego Palestyńczyka. „Kłaniam się żołnierzowi, który zabił terrorystę”

13.03.2024 nczas./izraelczycy-zastrzelili-12-letniego-palestynczyka-klaniam-sie-zolnierzowi-ktory-zabil-terroryste

Chłopiec z Palestyny. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Chłopiec z Palestyny. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Funkcjonariusze izraelskiej straży granicznej zastrzelili palestyńskiego 12-latka z obozu dla uchodźców Szuafat w Jerozolimie Wschodniej. Wojskowi tłumaczyli, że poczuli się zagrożeni, ponieważ chłopiec odpalał w ich kierunku fajerwerki – powiadomiła amerykańska stacja CNN.

Wskutek zdarzenia, do którego doszło we wtorek, 12-letni Rami al-Halhuli został przewieziony do szpitala, lecz wkrótce potem zmarł. Strona izraelska poinformowała, że wtorek był drugim kolejnym dniem zamieszek w Szuafat, a mieszkańcy obozu mieli atakować funkcjonariuszy również koktajlami Mołotowa.

„Kłaniam się żołnierzowi, który zabił terrorystę próbującego wystrzelić fajerwerki w kierunku wojskowych. Właśnie tak należy postępować z terrorystami – z determinacją i precyzją” – oznajmił w mediach społecznościowych minister bezpieczeństwa narodowego Izraela Itamar Ben Gwir.

Również we wtorek izraelscy żołnierze zastrzelili dwóch Palestyńczyków i ranili trzech innych przy punkcie kontrolnym na północnych obrzeżach Jerozolimy – przekazał resort zdrowia Autonomii Palestyńskiej. Siły zbrojne Izraela wyjaśniły, że otworzyły ogień do mężczyzn, którzy rzucili koktajle Mołotowa w kierunku drogi łączącej Jerozolimę Wschodnią z izraelską miejscowością Giw’at Ze’ew.

Dwie kolejne osoby poniosły śmierć, a cztery doznały obrażeń w Dżeninie na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie wojskowi ostrzelali grupę ludzi stojących przed szpitalem – powiadomiła palestyńska agencja WAFA. Strona izraelska nie odniosła się do tych informacji.

W środę rano pojawiły się doniesienia o ataku nożownika w pobliżu Jerozolimy, przy linii rozgraniczenia z Zachodnim Brzegiem. Napastnik ranił dwie osoby, po czym izraelscy funkcjonariusze otworzyli do niego ogień. Nie potwierdzono, czy sprawca zamachu zginął – relacjonował portal Times of Israel.

W ostatnich miesiącach armia i siły bezpieczeństwa Izraela regularnie przeprowadzają operacje zbrojne i rewizje na Zachodnim Brzegu. Od października ubiegłego roku, czyli od rozpoczęcia wojny Izraela z palestyńską organizacją terrorystyczną Hamas w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu zatrzymano około 3,5 tys. osób, z których – jak podał Izrael – przeszło 1,5 tys. miało związki z terroryzmem.

W tym samym okresie zginęło tam ponad 400 Palestyńczyków. Były to ofiary starć z izraelskim wojskiem i żydowskimi osadnikami – podaje strona palestyńska.

„Fiducia supplicans” unieważnia zarówno Dekalog, jak i Credo.

BKP: „Fiducia supplicans” unieważnia zarówno Dekalog, jak i Credo. 

Transformacja w antykościół dobiegła końca [dobiega?? md]

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=21315  https://youtu.be/5Hk_RtIWiKU

https://qawmien.wistia.com/medias/c8oxh961cl  https://bcp-video.org/pl/dekalog-jak-i-credo/

rumble.com/v4aro90-fiducia-supplicans.html  cos.tv/videos/play/50406134345929728

Transformację Kościoła katolickiego w antykościół New Age – synagogę szatana – poprzedziły dziesięcioletnie przygotowania, ukryte pod pozytywnymi koncepcjami. Jej kulminacją była dwuipółletnia droga synodalna LGBTQ wraz z październikowym zgromadzeniem w Watykanie i późniejszym wydaniem motu proprio z 1 listopada 2023 r., które już ustanawia zasadę zmiany paradygmatów chrześcijańskich.

18 grudnia 2023 roku Bergoglio i jego wspólnik Fernández wydają kartę magna antykościoła bergogliańskiego pod nazwą „Fiducia supplicans”, która już zniosła przykazania Boże i zastąpiła je bluźnierczym błogosławieństwem grzechu wzywającego do nieba. Jest to publiczna apostazja i bunt przeciwko Bogu i Jego przykazaniom.

Sekta Bergoglio pojawia się pod sztandarem Kościoła katolickiego, który okupuje. Biskupi, księża i wierni są celowo oszukiwani pozytywnymi frazesami. Nie dostrzegają zatem tragicznej rzeczywistości, że nadużywana władza papieska i deklaracja „Fiducia supplicans” już przekształciły Kościół katolicki w antykościół New Age, czyli synagogę szatana. Ten antykościół ma swoje anty-Credo i swój antydekalog, za którym kryje się duch kłamstwa, duch diabła. Chociaż tolerowane jest recytowanie Credo podczas Mszy Świętej, w rzeczywistości nie wolno już go respektować i nie wolno bronić zawartych w nim prawd wiary.

Jeśli chodzi o Dekalog, Pierwsze Boże Przykazanie mówi: „Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrośnie miłującym. Nie będziesz miał innych bogów. Nie będziesz się im kłaniał…”. Ale Bergoglio intronizował pogańskiego demona Pachamamę w bazylice św. Piotra (2019) i publicznie poświęcił się szatanowi w Kanadzie pod przewodnictwem czarownika (2022). Obydwa te gesty wykonał publicznie, aby zmienić sposób myślenia katolików. Dał im do zrozumienia, że nie istnieje już grzechu bałwochwalstwa. Jednocześnie ustanowił precedens, że każdy katolik może oddawać cześć demonom i poświęcać się szatanowi, a następnie czcić go niemoralnymi wypaczeniami i innymi grzechami. Kto w tej atmosferze otwarcie stwierdzi, że gest, który Bergoglio wykonał na wezwanie czarownika, jest poświęceniem się szatanowi, zostaje napiętnowany jako fanatyk, schizmatyk czy sekciarz niemający szacunku dla Ojca Świętego. Tak silnie działa duch oszustwa i kłamstw poprzez Bergoglio i nadużywaną przez niego władzę.

Dekalog składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwsze trzy przykazania wyrażają relację do Boga, a pozostałe przykazania relację do bliźniego. Bergoglio poprzez publiczne bałwochwalstwo i pogański rytuał poświęcenia zerwał relację z Bogiem. Przez kościelną legalizację sodomii, połączoną z błogosławieństwem tego grzechu wzywającego do nieba, zniósł nie tylko szóste i dziewiąte przykazanie, ale także wszystkie pozostałe. Niemoralność jest nierozerwalnie związana z utratą sumienia. Dusza wchodzi w duchową ciemność i przestaje przestrzegać podstawowych zasad moralnych i przykazań Bożych. Automatycznie poddaje się swojemu egoizmowi i oszukiwaniu samego siebie.

Pierwsze przykazanie nie tylko określa relację do Boga, ale także motywuje człowieka do walki z grzechem w sobie i wokół siebie. Ci, którzy mają świadomość pionu, czyli władzy Boga nad sobą, przed którym zgodnie ze swoim sumieniem ponoszą odpowiedzialność, dążą do sprawiedliwości i potrafią bezinteresownie poświęcić się dla bliźniego. Pierwsze przykazanie dostarcza prawdziwej motywacji do przestrzegania wszystkich pozostałych przykazań. I odwrotnie, zniesienie pierwszego przykazania Dekalogu i legalizacja sodomskiego grzechu prowadzą do likwidacji także pozostałych przykazań.

Bergoglio praktycznie unieważnia i czwarte przykazanie. Promuje edukację seksualną, co jest przeciwieństwem prawidłowego wychowania rodzicielskiego. W systemie sprawiedliwości dla nieletnich dzieci są nakłaniane do tego, aby skarżyli się na swoich rodziców za tzw. przemoc. Tak dzisiaj nazywa się wychowanie chrześcijańskie. Bergoglio nigdy nie sprzeciwiał się systemowi sprawiedliwości dla nieletnich. Wręcz przeciwnie, promując homoseksualizm, automatycznie promuje juwenilny system kradzieży dzieci, pośredniczy w tzw. adopcji dzieci przez homoseksualistów, z których wielu to pedofile.

Piąte przykazanie brzmi: „Nie zabijaj”. Głęboki Kościół [„deep Church” md] Bergoglio jest powiązany z Głębokim Państwem [deep state md] , które dąży do redukcji ludzkości, czyli do jej masowej eksterminacji. Jednym ze sposobów redukcji były eksperymentalne szczepienia, które Bergoglio fanatycznie pod terrorem promował. Wiele osób z tego powodu zmarło, a wiele doznało poważnych uszczerbków na zdrowiu.

Bergoglio fanatycznie propaguje także kłamstwo o tzw. kryzysie klimatycznym, który także należy do środków redukcji człowieczeństwa. Nawet w swojej zbrodniczej adhortacji „Laudate Deum” dyktuje utworzenie ponadnarodowych organów monitorujących, które będą miały pierwszeństwo przed rządami poszczególnych państw. W ten sposób Bergoglio propaguje i promuje ogólnoświatowy terror.

Pseudopapież z jednej strony publicznie nagradza masowych aborcjonistów i aborcjonistki, a z drugiej ekskomunikuje księdza walczącego o ochronę życia nienarodzonych.

Przykazanie szóste i dziewiąte, dotyczące moralności, Bergoglio unieważnia, legalizując najcięższy grzech, jakim jest sodomia.

Przykazania siódme i dziesiąte pseudopapież unieważnia propagowaniem nie zwykłego złodziejstwa, lecz w systemie legalizacji sodomii chodzi głównie o kradzież dzieci przez tzw. służby społeczne w celu wspomnianej już pseudo-adopcji dzieci przez homoseksualiści.

Mocno wspierając Wielki Reset i Agendę 2030 Schwaba, Bergoglio wspiera rabowanie wszystkich ludzi na planecie w celu głodu i redukcji.

Bergoglio unieważnia ósme przykazanie dokumentami, wydanymi w imieniu uzurpowanej władzy papieskiej. One są fałszywym świadectwem o Ewangelii Chrystusa i o prawdziwym nauczaniu Kościoła. Jeśli chodzi o świeckie oszustwa, związane z covidem, kryzysem klimatycznym czy oszustwem ideologii gender z transseksualizmem, prowadzącym do transhumanizmu, w tym wszystkim Bergoglio składa fałszywe świadectwo przeciwko prawdzie i przeciwko niewinnym. Jego fałszywe świadectwa dotyczyły także skandalów pedofilskich i homoseksualnych.

Bergoglio spokojnie recytuje Credo, a jednocześnie niszczy prawowierną naukę, którą reprezentuje Credo. W dokumencie „Ad theologiam promovendam” wprowadza zasadę zmiany paradygmatu. Dosłownie stwierdza: „Refleksja teologiczna wymaga zwrotu, zmiany paradygmatu”. I na koniec wprowadza nową klauzulę słowami: „Nakazuję, aby wszystko, co zarządziłem w tym Liście Apostolskim motu proprio, miało moc stałą i trwałą, niezależnie od wszelkich przeciwnych ustaleń”. Żeby było jasne – temu zaprzeczają całe Pismo Święte i cała Tradycja, które Bergoglio już unieważnia.

W swoim „Fiducia supplicans” Bergoglio przekształca Kościół katolicki w antykościół New Age, czyli synagogę szatana. Unieważnia Dziesięć Przykazań Bożych i jednocześnie unieważnia chrześcijańskie Credo. Robi wszystko w taki sposób, aby katolicy nawet nie zdawali sobie sprawy, że wyciągnął ich poza Kościół katolicki i pod klątwę. Spotkało ich to z powodu ich bierności. Dlatego każdy katolik, ksiądz i biskup musi teraz obudzić się do rzeczywistości. Musi oddzielić się od fałszywego nauczania i fałszywego pseudokościoła Bergoglio, a także od fałszywego proroka Bergoglio, który w żaden sposób nie jest ważnym papieżem. Arcyheretyk Jorge Bergoglio nie jest Ojcem Świętym!

Aby katolicy otrzymali światło i siłę do podjęcia zbawczego kroku, muszą zacząć budować swoją osobistą relację z Bogiem. W tym celu konieczna jest przynajmniej godzina modlitwy dziennie. Optymalny czas to od 20:00 do 21:00. Bez modlitwy katolicy nie będą mogli zrobić kroku do zbawienia doczesnego i wiecznego i stopniowo będą duchowo wykrwawiać się na śmierć.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

16. 01. 2024

Bergogliański antydekalog w „Fiducia suplcans”

bcp-video.org/abrogates/  /english/

vkpatriarhat.org/de/den-dekalog/  /deutsche/

bcp-video.org/it/decalogo-e-il-credo/  /italiano/

Dziś, 13-go; Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.03.2024 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

12/03/2024przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

jak zawsze 13. dnia miesiąca, w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów o godz. 18 będzie sprawowana Msza św. za Ojczyznę, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15, które potrwa do Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy o godz. 17:30.

Ks. Karol Kard. Wojtyła w poemacie „Myśląc Ojczyzna” zapisał słowa, które dziś jawią się nader prorocze:

          Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać.

Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie. Dar i zmaganie wpisują się w karty ukryte, a przecież jawne.

            Całym sobą płacisz za wolność – więc to wolnością nazywaj, że możesz płacąc ciągle na nowo siebie posiadać.

            Tą zapłatą wchodzimy w historię i dotykamy jej epok:

            Którędy przebiega dział pokoleń między tymi, co nie dopłacili, a tymi, co musieli nadpłacać? Po której jesteśmy stronie?

            JE Abp Stanisław Gądecki, kończący swą II kadencję przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w swoim Apelu o modlitwę i post w intencji Ojczyzny z 19 lutego br. napisał: „Nie możemy stać się pokoleniem, które przejdzie do historii jako to, które – podobnie jak nasi ojcowie w XVIII w. – doprowadziło do upadku polskiej państwowości”.

Mówi znane przysłowie: „Czas to pieniądz”. Dziękując więc Bożej Opatrzności za to, że nie musimy dzisiaj płacić za wolność własną krwią, ochotnie ofiarujmy za nią nasz czas, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem błagając Wszechmoc Bożą o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii na miarę Jasnogórskich Ślubów Narodu.

W godzinie Miłosierdzia odprawimy Drogę Krzyżową za naszych Pasterzy, aby na rozpoczynającym się jutro Zebraniu Plenarnym KEP doszli do zrozumienia wagi i aktualności postulatu wielkiego Prymasa, sługi Bożego Augusta Kard. Hlonda: „Codziennie, we wszystkich kościołach ma być odmawiany różaniec za Ojczyznę. Jedyna broń, której Polska używając, odniesie zwycięstwo, jest różaniec”. Oby też podjęli zmaganie o wolność Ojczyzny, z całą determinacją zabiegając o sojusz Kościoła ze światem nauki, oraz o nowe przymierze między Kościołem a światem sztuki, o co 25 lat temu apelował syn tej ziemi, św. Jan Paweł II, w Liście do artystów, wydanym w Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego AD 1999.

Gorąco zapraszam do zestrzelenia się w jednomyślność na wspólnotowej modlitwie, zanoszonej z wielką mocą przekonania!

Sursum corda!

Share

Niedziela: Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

17.03.2024 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

12/03/2024przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia
Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białstok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Pacyfistyczne onuce

12 marca, wpis nr 1254  Jerzy Karwelis

No, coś z tą wojną będzie – bo jest. Zawsze się zastanawiałem jak to się dzieje, że najpierw to tej wojny nie ma, trochę się o niej gada, ale ona za morzem, za górami i lasami, aż tu nagle – wszyscy o wojnie. To nie jest tak, że idzie na nas jakieś nieuniknione fatum, ale ktoś jej chce. Jak w powieści „Faraon” Bolesława Prusa, kiedy polityczne intrygi państw zewnętrznych chcą wciągnąć Egipt do wojny, to szpiedzy się zmawiają, aby następca tronu o niczym innym wokół siebie nie słyszał, tylko o wojnie. Od kucharza, pokojówki, ochroniarza i kochanki. Tak jest i teraz – w sumie dziś o wojnie u nas mówi się więcej niż wtedy kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Dziś więcej, a wtedy, kiedy wszystko wybuchło w rękach i nie wiadomo było gdzie i kiedy się Putiny zatrzymają – wtedy o wojnie mówiło się mniej.

Czemu o tej wojnie tak głośno?

Pierwsza możliwa odpowiedź jest taka – tu będę łaskaw dla podżegaczy wojennych -, że to przez to, iż Ukraina tę wojnę przegrywa. Ma to dać fory Kremlowi, nie tylko w negocjacjach pokojowych przy polepszeniu własnej sytuacji, ale doprowadzić Zachód do kolejnych koncesji na rzecz Rosji, oczywiście nie własnym kosztem, ale kosztem naszego regionu. W związku z tym mamy się wybrać na wojnę prewencyjną, tak sądzę. Piszę – tak sądzę  – bo o wojnie trąbią wszędzie, ale na czym miałaby ona polegać, to już cicho. No, jak dokładnie czytać Macrona, to mamy tu skombinować jakiś kontyngent desperatów i wybrać się wesprzeć Ukraińców. Z tym, że rodzi to kilka kłopotów. Po pierwsze masakruje sławetny artykuł piąty NATO, bo ten – i tak mięciutko – zobowiązuje państwa członkowskie do (dowolnej) reakcji w przypadku napadnięcia NA członka NATO. A jak to członek NATO sam napada, choćby i w wojnie prewencyjnej, to artykuł nie działa. A więc wyrywni mogą zostać sami naprzeciw Rosji. Po drugie – taka interwencja może być dowolnie potraktowana przez Rosję, która już – po paryskiej chucpie – zadeklarowała, że pozwoli sobie na dowolny odwet, gdzie potraktować może działania prewencyjne sił połączonych na Ukrainie jako wejście wybranego państwa do wojny z Rosją. Po trzecie – trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, a właściwie zapytać i dostać odpowiedź od ochotnych decydentów – jaki jest cel takiego działania? Ale odpowiedź ma być konkretna, nie jakaś tam opisówka typu „strategiczne pokonanie Rosji”, o czym będzie jeszcze poniżej w kontekście niesławnej korespondencji ambasadora z Polonią Amerykańską. Prosiłoby się o konkret. A tego nie mamy, tylko pohukiwanie odważniaków na cudzy koszt.

Czyli przyjęliśmy w pierwszej wersji, że podżegacze mają jakieś strategiczne rachuby, robimy to w samoobronie, no może w desperacji, bo celu końcowego tych działań nie widać. A jedną rzecz na pewno wiadomo o wojnie – łatwo się ją zaczyna, ale trudno ją skończyć. Głównie z powodu, że praktycznie nigdy nie kończy się na osiągnięciu założonych celaów. Wersja ta jest optymistyczna, gdyż zakłada jakieś minimum refleksji polityków, choć z pewną skazą. Bo trzeba zapytać – gdzie byli dwa lata temu ci wyrywni dziś decydenci. Ci sami, co to wysyłali jakieś hełmy, konserwy i słowa poparcia, ściubili zaś na wsparciu militarnym licząc, że sama wojna to krótkotrwały epizod zaćmienia Putina, po którym wróci się do business as usual? Tak, to są te same gapy, które teraz eskalują, bo im się rachuby zmieniły. I dlatego, że wcześniej nie przelewaliśmy Ukraińcom na konta, to teraz będziemy przelewali krew? Pytanie – czyją? Niemiecką? Francuską? Szczerze wątpię.

W pogłoskach o wojnie nie mówi się, jak do niedawna, o perspektywie pięciu lat, ale coś się bąka, że Ukraińcy mogą paść i latem i trzeba będzie coś zrobić. I znowu – kim i czym? Nie dość, że i tak mieliśmy mało sprzętu i amo, to i z tego się wypruliśmy. Problem z nieprzygotowaniem Europy nie zaczął się w 2022 roku, ale od samego początku, kiedy uprawiano pacyfizm na koszt parasola amerykańskiego, nie wytworzono u siebie większych militarnych zdolności, co dopiero mówić o morale. Putin, który się mocno wypruł na wojnie z Ukrainą i tak ma więcej wojo, sprzętu i amunicji, gospodarkę przełączoną na tryb wojenny. My mamy tylko chojrakowanie – cały czas gadamy o tym, że trzeba się do wojny gotować, a jakoś nie widać projektu poboru, szkoleń, obrony cywilnej, schronów czy przestawiania gospodarki na wojenną produkcję. Nawet na deklarowane „za pięć lat”. Nic, tylko telewizyjni pohukiwacze. Czemu to ma służyć? Czemu się pchamy akurat w najmniej dogodnym momencie?

Znowu przedmurze czyichś interesów?

Istnieje jeszcze jeden wariant przyczyn takiego chojrakowania, choć byłby on szczytem naiwności. Może to być kalkulacja, że oto zbliża się rozejm, Putin ma lepsze karty i by uniknąć chodzenia mu na rękę (również naszym kosztem) trzeba go postraszyć naszą mobilizacją. Ale to nadymanie pustego balona, bo jak my wiemy, że z nami militarnie słabo – to Putin to wie jeszcze lepiej. Jak widać siedzi on po drugiej stronie sekretnych rozmów niemieckich generałów i publikuje ich rozmowy tylko po to, by wyśmiać całe NATO i podważyć wzajemną wiarygodność wśród członków. Musi się świetnie bawić. A więc numer pod tytułem, że to z tą wojną to tak nie na serio, tylko dla strachu – raczej odpada.

Wisi w powietrzu drugi wariant – tak ma być wedle kalkulacji wielkich międzynarodowych obrotów. A to graliśmy tu na płaskiej nizinie polskiej geopolityki wiele razy. Byliśmy kalkulowani jako element większej gry, o której nie decydowaliśmy, ale płaciliśmy jako pierwsi za żetony naszego ofiarowania na geopolitycznym ołtarzu gry potęg. A taka kalkulacja może być właśnie dokonywana. Możemy być Ukrainą 2.0 dla Rosji i Zachodu. No, bo bardziej prawdopodobne wydaje się, że jak Putin odpowie za obecność wojska paru krajów na Ukrainie z ruskimi okopami po drugiej stronie, to prędzej strzeli w Warszawę niż Paryż czy Berlin. Prędzej też i nas najedzie bez żadnego tam atomu. Ma pełne spektrum działań, od zaatakowania Bałtów, wypuszczenia Białorusi, zalania południa europejską falą imigrancką, aż po zaatakowanie Mołdawii i odcięcie Ukrainy od Morza Czarnego. Na każdą z tych nie wszystkich wymienionych przecież możliwości winniśmy mieć inną (i uzgodnioną) odpowiedź na poziomie Polski, Europy czy NATO. A mamy? Szczerze wątpię.

Zachód znowu może na nas liczyć, kiedy jego rachuby trafią na dwie rzeczy – zaprzaństwo czy głupotę naszych decydentów oraz durnotę kalkulacji skołowanego suwerena, który zacznie łykać jak pelikan te suflowane rybki konieczności obrony wartości. Niestety można zaobserwować nasilenie działań w tych dwóch kierunkach. Zacznijmy od polityków.

Pierwsi w chojrakowaniu

No jest tu kilku liderujących, nadających ton. Niektórzy się starają przepchać na pierwszą linię, ale tę obstawia Radek Sikorski. Raczej zakała dyplomacji, który chyba tylko Polakom imponuje oksfordzką angielszczyzną, bo w świecie zachodniej dyplomacji zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Naobraża taki Amerykanów od robienia laski, poprzez chwalenie za wysadzenie Nord Streamu, ganienie być może przyszłego prezydenta USA, a na pewno Republikanów, a potem jedzie coś z nimi załatwić. Co? Oni tam w USA go nie trawią, więc bryluje w Unii, jako retor, gadając niestworzone banialuki, nad którymi mlaskają polscy już chyba tylko zakompleksieni gęgacze. Ostatnio się wystawił na konfie, że o co chodzi z tym kontyngentem, bo przecież wojacy różnych krajów NATO działają od dawna na Ukrainie. To typowe dla Radka – w sumie za każdym razem mówi prawdę: i o Nord Streamie, i o robieniu laski, i teraz o tym, ze tam wojacy na Ukrainie wojują. Tylko zdaje się, że ostatnią rzecz na której polega dyplomacja, to mówienie prawdy. Gościu walczy o klikalność i tyle. W domenie dyplomatycznej uważany jest za niebezpiecznego dyplomatoła, którego nie należy zabierać na poważne rozmowy, bo zaraz o tym poczytamy na insta.

Powiedzenie i niepowiedzenie o tym, że natowscy już tam na Ukrainie dawno są to jednak robi różnicę, choćby „wszyscy wiedzieli, że tak jest”. Teraz to już oficjalne i Putin może chcieć zareagować – pokazać swoim: widzicie, NATO już zaczęło, podejrzewaliśmy, nie wiedzieliśmy, a teraz wiemy. I co wy, rodacy, na to NATO? Podkręcimy im śrubę czy nie, bo się w końcu zaczynają? A może po tej wypowiedzi przyjdzie pora by na jakiegoś Łotysza czy Polaka tam w okopach Ukrainy zapolować? Nie na najemnika, ale na regularsa, przysłanego specjalnie na front, za wiedzą i zgodą państwa członkowskiego? I zrobić z nim wywiad przed kamerami jak to tam się po natowskich koszarach gotują na matkę Rasiję? Tyle z tego Radkowego gadania.

Propaganda przedwojenna

Druga rzecz to obróbka medialna. Ja się dziwiłem, że można doprowadzić społeczeństwa do stanu wygenerowania z siebie chęci pójścia na wojnę. Widać to było przed pierwszą wojną światową, narody chciały sobie upuścić krwie, nie znały jeszcze skali wojny światowej, myśląc – podgrzani rządowymi propagandami -, że to będzie krótki spacerek i defilada zwycięstwa. Odbywały się tłumne prowojenne manify ochotnych, których kości do dziś w milionach bieleją wzdłuż okopów wojny pierwszej. Lekcja została odrobiona, w przypadku dogrywki po pierwszej, którą woja druga niechybnie była – ochotnych do powtórki już tak nie obrodziło. Ale od wojny to nikogo nie uchroniło. Dziś jest tak pół na pół. Propagandyści się starają (ja sobie robię listę, oj robię), ale coś nie widać radości na ustach uśmiechniętej Polski, która sobie taki los wybrała. A dzieje się dużo w tej domenie na co dam obrazowy przykład.

Otóż Polonia Polska napisała, przed wyjazdem obu, list do prezydenta i premiera, zwracając uwagę na sytuację w Polsce. Napisano tam między innymi: „Wielu członków Polonii jest głęboko przekonanych, że NATO powinno zostać sojuszem obronnym, A nie instrumentem realizacji ambicji geopolitycznych dominujących członków sojuszu. Polska nie może dać się wciągnąć lub być zmuszona do militarnego zaangażowania poza granicami Polski, chyba że najpierw sama zostanie zaatakowana”. „Konsekwencje eskalacji konfliktu, za którą opowiadają się i do której dążą niektórzy przywódcy europejscy, mogą mieć bardzo tragiczne skutki dla Polski i świata. Wzywamy polskich polityków, aby powstrzymali się od obraźliwych, retorycznych ekscesów i pustych gróźb, które ilustrują niestety wyłącznie ich niemożność realistycznej oceny rzeczywistych możliwości Polski w sytuacji faktycznej konfrontacji militarnej”. No, trudniej o bardziej racjonalną refleksję.

Co na to władze? Odpowiedział polski ambasador w USA, pan Magierowski. Zacytuję kilka najlepszych kawałków: „Jesteśmy zaniepokojeni treścią i tonem niektórych ostatnich wypowiedzi, odzwierciedlających retorykę Kremla w tej kwestii. W tym kluczowym momencie historii jesteśmy przekonani, że jedynym sposobem zapewnienia pokojowej przyszłości Europie i Wspólnocie Transatlantyckiej jest zapewnienie Rosji strategicznej porażki w jej wojnie agresywnej. Pogląd ten cieszy się powszechnym konsensusem politycznym i szerokim poparciem w polskim społeczeństwie”. Hmmm… – pan Magierowski. Wydawał się kiedyś rozsądnie mówiącym polskim dyplomatą, ale to dobre wrażenie to chyba efekt zestawienia z kompletną bryndzą jaką jest polska dyplomacja. Pan ambasador w kilku językach mówi, ale nie wiem czy myśli po polsku. A więc wszystko jedno w jakim języku powiadamia o tym świat.

Polonia pyta o wojnę

Autorzy listu Polonii od razu odpowiedzieli Panu Ambasadorowi, a właściwe zadali klika podstawowych pytań co do tych poetyckich w sumie zaśpiewów z jakich składała się jego oświadczenie. Tu chodzi bowiem o polską rację stanu w momencie przesilenia, nie zaś o jakieś metafory. O to o co zapytały ambasadora Polonusy: 

„W swoim oświadczeniu Ambasador wyraził dezaprobatę dla listu Polonii, który jego zdaniem przypominał treści zaczerpnięte z kremlowskiej propagandy. W swoim oświadczeniu Ambasador kwestionował postawę sygnatariuszy listu, przeciwnych zaangażowaniu militarnemu Polski w wojnie na Ukrainie oraz zapewnił o niezmiennym i niekwestionowanym poparciu dla Ukrainy obejmującym wszystkie siły aktywne w polskiej przestrzeni politycznej. W swoim oświadczenia Ambasador Magierowski zapewnia, że doprowadzenie do strategicznej porażki Rosji jest konieczne dla zabezpieczenia polskich interesów narodowych oraz dla pokojowej przyszłości Europy i Wspólnoty Transatlantyckiej. Niestety, oświadczenie Ambasadora nie definiuje, jak miałaby wyglądać „strategiczna porażka Rosji” i nie wyjaśnia w jaki sposób i jakim kosztem moglibyśmy Rosję do tej strategicznej porażki doprowadzić. Zaskakująca niejasność myśli zawartych w oświadczenia Ambasadora Magierowskiego zmusza nas do postawienia kilku zasadniczych pytań. Co będzie stanowić strategiczną porażkę Rosji? Czy do realizacji tego celu wystarczy eliminacja określonej liczby żołnierzy rosyjskich? Czy zniszczenie Kremla powinno być warunkiem koniecznym warunkującym zakończenie operacji? Czy rozważane jest użycie broni nuklearnej w celu wyeliminowania widocznej przewagi rosyjskich sił konwencjonalnych? Czy rozważany jest podbój całej Federacji Rosyjskiej i jej podział? Czy politycy i inni zwolennicy militarnej eskalacji zgłoszą się sami na ochotnika do czynnej służby na froncie? Wreszcie, czy importując wojnę zastępczą w granice Polski i ryzykując zniszczenie kraju mamy zamiar bezrefleksyjnie realizować obce interesy i działać wbrew własnym?

Na koniec najważniejsze pytanie: jakie straty ludzkie polski rząd jest skłonny zaakceptować, aby osiągnąć nierealistycznie „ambitny”, złudny cel, którym jest „rosyjska porażka strategiczna”? Jaka liczba polskich ofiar tej wojny byłaby do zaakceptowania przez rząd w Warszawie? Sto tysięcy? Milion? Dziesięć milionów? Są tacy, którzy twierdzą, że każda liczba polskich ofiar byłaby niewielką ceną, którą warto zapłacić, aby rzucić Rosję na kolana. Czy są wśród rządzących w Warszawie polityków tacy, którzy podzielają ten pogląd?”

Niedobra Polonia, czyli polskie piekełko

Tyle merytoryka. Ale przyjrzyjmy się medialnej otoczce całego zdarzenia. Po pierwsze – jak to zwykle bywa – żeby się dobić do treści listu otwartego Polonii, a co dopiero do odpowiedzi na paszkwil ambasadora, to trzeba się mocno naszukać. No, nie uświadczysz. W mediach, polskich, nie ma za dużo cytatów, ale oceny – a jakże. Czyli odbiorca zanim pozna – a nie pozna – treść, już wie jak ma na nią zareagować, bo okazuje się że:

  • Nie jest to list żadnej Polonii, tylko kliku emigranckich sygnatariuszy, czego dowodem są wypowiedzi dyżurnych Polonusów, że listu nie podpisali, a więc żadna to, panie, Polonia.
  • List jest „kontrowersyjny” na co wskazał sam Pan Ambasador, a reszta podążyła, że, cytuję: „Pogląd ten [o konieczności zaangażowania się Polski w konflikt] cieszy się powszechnym konsensusem politycznym i szerokim poparciem w polskim społeczeństwie”A więc co wy tam na wygnaniu wiecie i po co się wtrącacie w nie wasze sprawy, bo przecież naród tubylczy wojny chce.
  • Samiście Polonusy zdrajcy, uciekliście jak tchórze już raz przed Ruskimi, my zostaliśmy (pisze dwudziestoparoletni bojownik z komunizmem), a więc siedzieć tam cicho i nie dawać nam dobrych rad. I tego Ruskiego przetrzymamy. 

Widać, że jest na ostro. Chyba jesteśmy zaczadziali, my tu w Polsce. Na rynek wewnętrzny każdy kto nie jest za wojną okazuje się być putinowską onucą. To ciekawe i tragiczne zarazem. Ale to nie pierwszy przykład, kiedy Polonia jest ostoją rozsądku dla oczadziałych Polaków. Daliśmy się zapędzić do kąta i nie ma się co obrażać, że ktoś nam na to zwraca uwagę.

Pamiętam na samym początku wojny kadry z Moskwy. Osamotniona Rosjanka stała z transparentem „Niet wajnie!” i ruscy mundurowi ją zwijali. To był jasny dowód na agresywny charakter państwa rosyjskiego. Co może być bowiem złego we wzywaniu do pokoju? No, pokój może być zły tylko w przypadku agresywnego państwa, bo któż byłby przeciwko pokojowi, no któż? Wtedy wszyscy solidaryzowaliśmy się w sposób oczywisty ze zwijaną dysydentką.

A dziś – popatrzmy. Właśnie w tę sobotę odbyły się w Polsce manifestacje za pokojem i przeciw wojnie. Nie wiedzieliście? Aaaaa… No wiadomo – w tym samym czasie mieliśmy transmisje na żywo z sabatu aborcjonistek. Zapamiętajcie sobie ten czas, kiedy garstki były za pokojem, zaś cała reszta oczadziała.

I żeby mi potem nikt nie płakał. Tam w okopach, na zielonej Ukrainie…

Epilog dziadka

I jeszcze jedno. Mam dwójkę wnuków i dwójkę dzieci. Miałem, jak pisałem, bogate życie, głównie we wrażenia. Ja już schodzę i się o swój los mało martwię. Ale mam dzieci a ostatnio przybyła mi Tosia, wnuczka. I muszę wam tam politycy i płatni wyrywni powiedzieć, że jeśli nad chatką moich bliskich pojawi się realna groźba spowodowana przestawianiem moich najbliższych jak pionków na szachownicy waszych kalkulacji, to bójcie się, bo sam nie wiem co zrobię. I chyba nie jestem w tym osamotniony.

[Hi, nie wiesz? A ja, zbliżonych poglądów i w podobnej sytuacji, WIEM ! Mirosław Dakowski]

I jak się okaże, że nasze lidery tam pojechały do tego USA tylko po to, by Bideny załatwiły swoje sprawy na wszelki wypadek z przedstawicielami obu polskich plemion – to będzie z wami źle. Już kiedyś tak było, że jeden przywiózł z Monachium pokój na kawałeczku papieru, a potem rozpętało się piekło. Teraz jest gorzej – możecie nawet przywieść wojnę, którą zadeklarujecie od razu. Można sobie tylko wyobrazić tego konsekwencje. Jak latem się okaże, że jesteśmy w wojnie, nie będzie mnie interesowało, czy prowokację zrobią Białorusini, Ruscy, czy nieznani sprawcy i będziemy mieli, mili władcy, ze sobą na pieńku. Powtarzam złote słowa Orwella: wojna jak się zacznie, to się rządzi swoimi prawami. To proces, który się musi wypalić i wtedy nie ważne kto pierwszy strzelił czy zgwałcił. A skoro jest to proces niepowstrzymany, to wojnie winni są nie ci co ją prowadzą, ale ci, którzy do niej doprowadzili”. 

PS. I jeszcze jedno: załączam swoje zdjęcie z Tosią, żebyście tam Pany nie mówili, że nie wiedzieliście, że to na poważnie…

Tusk w trzy miesiące zaliczył prawie wszystkie etapy, została mu tylko ucieczka do Brukseli. Chyżo…

Tusk w trzy miesiące zaliczył prawie wszystkie etapy, została mu tylko ucieczka do Brukseli

Matka Kurka kontrowersje

„W pierwszych słowach mego felietonu” pragnę nieco ostudzić entuzjastyczne nastroje, które tytuł może wywoływać. Tak dobrze, jakby się skrótowo mogło wydawać, to jeszcze nie ma. Prawdą jest, że Tuskowi został już tylko jeden etap powtórki z poprzednich „rządów”, ale na tym ostatnim etapie tempo nie musi być tak zwrotne, jakie było do tej pory. Zanim powstała „koalicja 13 grudnia” stanowczo się uparłem, że to towarzystwo sklejone tylko wyłącznie nienawiścią do PiS, będzie się kompromitować i degradować błyskawicznie.

Czy miałem rację? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie, ale jeśli spojrzeć na wszystko bez politycznych i religijnych uprzedzeń, to pozostaną gołe fakty. Nie minęły trzy miesiące i Tusk razem z ekipą zaliczyli ewidentne łamanie prawa, w tym konstytucji, co więcej część z tych „wyczynów” zostały sądownie uznane za bezprawne.

Równocześnie na naszych oczach rozgrywa się pierwszy poważny kryzys w ramach koalicji. Pałowanie ludzi na ulicach, to następna specjalność Tuska, którą też mamy za sobą. Śmieszność aktualna władza dostarczyła do wyboru do koloru, jednych śmieszy kompromitacja Laska z CPK, innych nowa wersja TVP politycznej, jeszcze innych tańce w Sejmie „wściekłych macic”.

Z powyższego i to bardzo skrótowego zestawienia widać wyraźnie, że historia lubi się powtarzać, ale w zestawie brakuje jeszcze jednego elementu. W 2014 roku Tusk musiał się ewakuować do Brukseli, bo przestraszyły go taśmy z knajpy „Sowa i Przyjaciele”. Nowe taśmy jeszcze się nie nagrały [ może nagrały, ale „decydenci” jeszcze nie nakazali „Ujawnić”. MD] , a PO próbuje grillować PiS „Pegasusem” i innymi aferami rozdętymi przez media.

Nie ma jednak takiej możliwości, aby wcześniej, czy później nie pojawił się „Pegasus” PO, czyli nowe taśmy z jakiejś nowej knajpy. Biorąc pod uwagę, że nie tylko w koalicji, ale i w samej PO poziom wzajemnego zaufania jest bliski zera, haki będą zbierane ze wszystkich stron. Zresztą ostatni etap Tusk może przejść w nieco albo całkiem inny sposób, niż ostatnio.

Pierwsze plotki, że Tusk wrócił do Polski tylko na chwilę, żeby wykonać berliński rozkaz odsunięcia PiS od władzy, pojawiły się w trakcie kampanii wyborczej. Na to rzecz jasna trzeba wziąć poprawkę, bo w kampanii to się różne wiele rzeczy, ale niewiele ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Nie chce mi się jednak wierzyć, że w tej plotce nie ma chociaż ziarenka prawdy.

Donald Tusk ma 1000 wad i w tym zestawie znajduje się lenistwo oraz alergia na wszelkie procedury związane z władzą. Żadnego ze wskazanych elementów diagnozy nie musiałem się domyślać, po pierwsze widać to gołym okiem, po drugie sam Tusk potwierdził opisany stan rzeczy, gdy w kuluarach TVN-u mówił: „To jest tak upiorna myśl, że ja będę tam z powrotem siedział… na tej Wiejskiej”.

Tusk nie będzie w stanie przetrwać kadencji, za chwilę zacznie go nosić na wszystkie strony i skorzysta z pierwszej okazji, która da mu możliwość robienia tego, co lubi najbardziej. A co najbardziej lubi Tusk? Udawać, że coś robi i słuchać w mediach, jaką wielką jest figurą. Stołek w Brukseli to najkrótsza droga do spełniania marzeń, pozostają jedynie dwa ważne pytanie, jedno dla nas, drugie dla Tuska. Ile Polska tym razem zapłaci za awans „króla Europy” i kiedy to nastąpi? Paradoks odpowiedzi polega na tym, że im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla Polski, ale jednocześnie tym większa będzie cena, jaką Polska zapłaci. Pewne natomiast jest to, że do kompletu i powtórki „rządów Tuska” z lat 2007-2014 brakuje tylko ucieczki do Brukseli.

Mąż amerykańskiej żydówki i ojciec amerykańskiego żołnierza kieruje polskim ministerstwem spraw zagranicznych. Ten kraj to MEM.

“Mąż amerykańskiej żydówki i ojciec amerykańskiego żołnierza kieruje polskim ministerstwem spraw zagranicznych. Ten kraj to mem. Zakładam, że jakby był mężem Białorusinki i synem rosyjskiego żołnierza też by było wszystko w porządku?W polityce nie ma przyjaźni. Są tylko interesy” /Klaudia Kotusiewicz/TT

Zdrada panowie – lecz stoimy cicho. Jak wkręcić w maszynkę do mięsa jakieś głupie państwo, to znaczy takie, którym kierują idioci, albo poprzebierani za idiotów agenci.

Zdrada panowie – lecz stoimy cicho

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    12 marca 2024 michalkiewicz

Okazuje się, że nie tylko Nasz Najważniejszy Sojusznik, nie tylko Nasz Tradycyjny Sojusznik, nie tylko Nasz Drugi Tradycyjny Sojusznik i nie tylko Nasz Mniejszy Sojusznik kombinuje, jakby tu wepchać Polskę do wojny z Rosją w dodatku w taki sposób, by nie rodziło to żadnych zobowiązań, ani dla Naszego Najważniejszego Sojusznika, ani dla Naszego Tradycyjnego Sojusznika, ani dla Naszego Drugiego Tradycyjnego Sojusznika, ani dla Naszego Mniejszego Sojusznika, ani dla Sojuszu Północnoatlantyckiego.

To, że oni wszyscy tak kombinują, to nic dziwnego. Zawsze tak kombinowali, żeby wkręcić w maszynkę do mięsa jakieś głupie państwo, to znaczy takie, którym kierują idioci, albo poprzebierani za idiotów agenci. Tak było w roku 1939, kiedy to Nasz Tradycyjny Sojusznik w kwietniu udzielił Polsce gwarancji, a w lipcu próbował się zorientować czego to mógłby zażądać Józef Stalin za zostanie „sojusznikiem naszych sojuszników”. Jak pamiętamy, Stalin zwrócił uwagę delegacji brytyjskiego Sztabu Imperialnego, że ZSRR nie ma wspólnej granicy z Niemcami, więc jakże Armia Czerwona miałaby wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby tak – ciągnął Ojciec Narodów – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego! Ponieważ wtedy Nasz Tradycyjny Sojusznik jeszcze się na to nie zdecydował, to Józef Stalin 23 sierpnia 1939 roku nakazał Mołotowowi podpisać pakt z Ribbentropem i w ten sposób ZSRR uzyskał wspólną granicę z Niemcami.

Nasz Drugi Tradycyjny Sojusznik z Paryża aż tak daleko idących awansów nam nie czynił, bo i on wiedział i myśmy wiedzieli, że za Gdańsk, to on umierał nie będzie. Jak się te mocarstwowe igraszki dla Polski skończyły – to już wiemy – a epilogiem była zawarta w lutym 1945 roku transakcja w Jałcie ze Stalinem, któremu, jako sojusznikowi naszych sojuszników, Nasz Najważniejszy Sojusznik do spółki z Naszym Sojusznikiem Tradycyjnym sprzedali Polskę tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę. Dlatego właśnie państwa poważne starają się o pozyskanie sojuszników wśród państw pozostałych, żeby w razie potrzeby mieć kogo sprzedawać.

W roku 2014 prezydent Obama wyłożył 5 miliardów dolarów na zorganizowanie „Majdanu” w Kijowie, dzięki któremu Ukraina została kandydatem na sojusznika Naszego Najważniejszego Sojusznika i Sojuszników Drobniejszego Płazu. W rezultacie Rosja przestała być „strategicznym partnerem” Sojuszu Północnoatlantyckiego, jakim została 20 listopada 2010 roku i na zasadzie „rażącej niewdzięczności obdarowanego”, odebrała Ukrainie podarowany jej – podobno po pijanemu – przez Chruszczowa w 1954 roku Krym. Wskutek tego w stosunkach ukraińsko-rosyjskich zapanował „ni pokój – ni wojna”, bo z jednej strony Ukraińcy ostrzeliwali „separatystów” w obwodzie ługańskim i donieckim, ale z drugiej – ukraiński prezydent Poroszenko, swoje fabryki czekolady, jak gdyby nigdy nic, miał w ruskim Lipiecku, a Ukraina brała gaz z ruskiego gazociągu, w dodatku podobno za niego nie płacąc. Pewnie prezydent Poroszenko i z tego względu podpisał w roku 2014 i 2015 tak zwane „porozumienia mińskie”, na podstawie których Ukraina miała zapewnić autonomię, głównie językową, w obwodach donieckim i ługańskim, które poza tym miały pozostawać w granicach Ukrainy.

Aliści – trawestując Gałczyńskiego – „w Waszyngtonie na mieście inne były już treście”, toteż kiedy po wyborach w roku 2020, kiedy to przegrany prezydent Trump zarzucał wygranemu prezydentowi Bidenowi nierzetelne liczenie głosów, nastąpiło zaostrzenie sytuacji. A dlaczego? A dlatego, że całkiem niedawno nie żaden kremlowski kłamca, któremu nikt mądry, roztropny i przyzwoity, z tych, co to rozpoznają się po zapachu, nigdy nie odważyłby się uwierzyć, tylko – amerykański dziennik „New York Times” ujawnił, że Centralna Agencja Wywiadowcza w latach 2014 – 2022 zainstalowała co najmniej 12 tajnych baz na terenie Ukrainy.

Była to sytuacja zupełnie podobna do tej, która przyczyniła się do tzw. „kryzysu karaibskiego” w roku 1962. Kiedy w 1959 roku Fidel Castro obalił proamerykańskiego prezydenta Kuby Fulgencio Batistę i na „dzieńdobry” znacjonalizował wszystkie amerykańskie przedsiębiorstwa, prezydent Eisenhover, a potem – również prezydent Kennedy, udzielili zgody na przeprowadzenie przez CIA na Kubie tajnej operacji, w celu – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – „przywrócenia tam praworządności”. Przybrała ona postać inwazji w Zatoce Świń, która zakończyła się klapą. Ale Fidel Castro się przestraszył; bo wprawdzie ta zakończyła się klapą, ale następna – kto wie? – więc na wszelki wypadek zacieśnił stosunki z Sowietami, które skorzystały z tej okazji, by 90 mil od USA rozmieścić swoje pociski z głowicami jądrowymi. Kuba była suwerennym państwem, podobnie jak dzisiaj Ukraina; mogła przyjaźnić się, z kim tylko chciała i na swoim własnym terytorium instalować taką broń, jaka się jej podobała. Podobnie Ukrainie wolno było instalować na swoim terytorium tajne bazy CIA. Jednak w 1962 roku prezydent Kennedy zarządził morską blokadę Kuby w następstwie czego świat stanął u progu wojny jądrowej.

Zimny ruski czekista Putin natomiast w 2022 roku uznał, że porozumienia paryskie z 1997 roku, na podstawie których Rosja zgodziła się na przyjęcie do NATO państw Europy Środkowej w zamian za ustanowienie tak zwanych „środków budowy zaufania” w postaci zakazu przesuwania zachodniej broni jądrowej na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej i instalowania na obszarze nowoprzyjętych państw do NATO stałych baz Sojuszu, zostały w ten sposób przekreślone i postanowił przywrócić siłą status sprzed 2014 roku. Dla Naszego Najważniejszego Sojusznika był to prawdziwy dar Niebios, bo udało mu się wkręcić całkiem spore europejskie państwo w maszynkę do mięsa i to bez żadnego ryzyka dla siebie. Dlatego prezydent Zełeński, który zgodził się na odstąpienie od porozumień mińskich, natychmiast został ulubieńcem wolnego świata, jasnym idolem i naszą najukochańszą duszeńką. Co tam na jego temat sądzą Ukraińcy – tego na pewno nie wiemy, chociaż z drugiej strony okoliczność, że aż ponad 6 milionów tamtejszych obywateli zagłosowało nogami uciekając za granicę i ratując się w ten sposób przed wkręceniem w maszynkę do mięsa, też o czymś świadczy.

Ale wojna się przeciąga i to bez żadnej wyraźnej nadziei na ukraińskie zwycięstwo, a najgorsze jest to, że Ukraińców, których ewentualnie Nasz Najważniejszy Sojusznik mógłby za pośrednictwem prezydenta Zełeńskiego wkręcić w maszynkę do mięsa zaczyna brakować. W dodatku w Ameryce w tym roku wybierają prezydenta i nie wiadomo, na kogo wskaże swoim paluszkiem 34-letnia refrenistka, panna Taylor Swift, co to – jak głoszą fałszywe pogłoski – bzyka się z jakimś futbolistą o politycznych preferencjach bliżej niesprecyzowanych – więc na wszelki wypadek prezydent Józio Biden, co to postanowił przewodzić Ameryce i wolnemu światu aż do upadłego, chciałby się z ukraińskiej awantury wyplątać, ale metodą Kukuńka, to znaczy – żeby odium spadło nie na niego, tylko na Republikanów. W tym celu prezydent Biden zaparł się i nie chce dać ani centa na ochronę południowej gracy USA z Meksykiem, a w odwecie Republikanie blokują uchwalenie budżetu. Od września ub. roku kiedy to w Ameryce kończy się rok budżetowy, budżetu nie ma, a tylko – żeby świat się nie zawalił – Izba Reprezentantów uchwala budżety tymczasowe. Było ich do tej pory 3, ale w żadnym nie było ani centa dla Ukrainy. Ten ostatni tymczasowy budżet kończy się w marcu, a więc – na dniach – ale nie widać, żeby w tej sprawie coś się zmieniło. Forsy zaczyna brakować, toteż pojawiają się osobliwe pomysły, by Ukrainie dać 300 mld dolarów „zamrożonych” aktywów rosyjskich.

Pomysł o tyle osobliwy, że żadne z państw zamrażających nie jest z Rosją w stanie wojny. Przeciwnie – utrzymują z nią stosunki dyplomatyczne. Wprawdzie ukraińscy oligarchowie z pewnością by się takiego prezentu ucieszyli; kupiliby sobie nowe nieruchomości na Riwierze, jachty i inne luksusy, nie mówiąc o azylach w bezcennym Izraelu, a kto wie – może nawet sypnęliby jakieś okruszki dla sołdatów -”herojów”, żeby nie żywili się samą „sławą” – ale na razie wszyscy boją się precedensu, więc do konfiskaty nie doszło.

I w tych okolicznościach przyrody doszło do szczytu państw Unii Europejskiej w Paryżu, gdzie mężykowie stanu namawiali się, jakby tu przychylić nam nieba. Wprawdzie przy tej okazji pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby unijni Zasrancen chcieli wysłać na Ukrainę własne wojska, skoro Ukraińców zaczyna brakować – ale sam widziałem, jak pan prezydent Andrzej Duda na zaimprowizowanej konferencji prasowej, z krzywym uśmieszkiem powiedział, że projekt – owszem – pojawił się, ale „nie wzbudził entuzjazmu”. Pan prezydent nie powiedział która to Schwein taki projekt na szczycie Unii Europejskiej wysunęła. Jednak jeśli do konfidencji zostało przypuszczonych co najmniej 27 prezydentów i premierów, to niepodobna, żeby któryś nie puścił farby. No i stało się, że grecki premier Kiriakos Mitsotakis, najwyraźniej odczuwając parcie, jak ten pastuszek, co to podejrzał króla Midasa, którego Apollo za brak muzycznego gustu ukarał oślimi uszami, puścił farbę, że pojawiła się koalicja narwańców, najwyraźniej znowu podpuszczonych przez Naszego Tradycyjnego Sojusznika, czyli Wielką Brytanię. Najwyraźniej otrzymała ona zadanie znalezienia frajerów, którzy zgodzą się na wkręcenie w maszynkę do mięsa swoich obywateli, żeby wyrównać w ten sposób niedostatek Ukraińców.

I frajerowie się znaleźli w osobach reprezentantów Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Charakterystyczne przy tym jest to, że zarówno pan prezydent Andrzej Duda, jak i premier Donald Tusk, którego diabli też tam zanieśli, energicznie zaprzeczają, jakoby inicjatywa wysłania na Ukrainę wojsk wyszła również od nich. W ten sposób po raz kolejny się potwierdziło, że kto wierzy takiemu panu prezydentowi Dudzie, czy premierowi Donaldowi Tuskowi, ten sam sobie szkodzi. Ale żeby nie było wątpliwości, również były Naczelnik Państwa też bredził o „misji NATO”, która powinna zostać na Ukrainę wysłana. Okazuje się, że głupota i zdrada występuje u nas ponad podziałami, nie pomijając nikogo, skoro Wielce Czcigodny poseł Wipler, który najwyraźniej nie bez kozery wypowiada się w imieniu Konfederacji, oświadczył, że czy się to nam podoba, czy nie, to wojna na Ukrainie jest „naszą wojną”. Myślę, że za tę deklarację on też powinien dostać order od SBU, żeby pan red. Tomasz Sakiewicz nie czuł się taki osamotniony.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Mistyfikacja Collegium Humanum. „Pojechałam do Londynu, by obejrzeć »prestiżową« uczelnię” [ŚLEDZTWO]. Co wścieka Donalda?

Mistyfikacja Collegium Humanum. „Pojechałam do Londynu, by obejrzeć »prestiżową« uczelnię” [ŚLEDZTWO]

Renata Kim 17 stycznia 2024

Kuźnia partyjnych nominatów do spółek nie tylko wydaje na masową skalę tanie dyplomy MBA. Robi to we współpracy z zagranicznymi uczelniami, które nie mają prawa nadawać stopni naukowych. I tak naprawdę nie istnieją.

Kiedy na początku stycznia pojawiła się informacja, że członkinią rady nadzorczej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych została była warszawska radna Magdalena Roguska, w sieci zawrzało. Internauci natychmiast przypomnieli zapis w umowie koalicyjnej, który miał być jednym z priorytetów rządu Donalda Tuska: „odpolitycznienie spółek skarbu państwa poprzez wprowadzenie czytelnych kryteriów naboru na stanowiska zarządcze”.

Roguska jest skarbniczką Platformy Obywatelskiej w Warszawie. W październikowych wyborach parlamentarnych startowała z list KO, ale nie zdobyła mandatu. Została szefową gabinetu politycznego ministra Marcina Kierwińskiego.

[Piszą: „zostało jeszcze 97% artykułu. Chcą wyłudzić dutki. A pocałujcież się ..

Tylko sygnalizuję. MD]

==================================

Dominika Długosz newsweek/donald-sie-wsciekl

Donald Tusk i afera Collegium Humanum

Donald Tusk i afera Collegium HumanumFoto: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl / Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Premier Donald Tusk po ujawnieniu przez „Newsweeka” nieprawidłowości w Collegium Humanum zarządził przyjrzenie się dyplomom kandydatów do spółek Skarbu Państwa. Nikt z dyplomem tej uczelni nie ma szans na stanowisko. Wśród polityków i działaczy obecnej większości rządzącej zaczęło się ukrywanie związków z Collegium Humanum.

Donald Tusk po raz pierwszy wściekł się po niedawnych tekstach dziennikarki „Newsweeka” Renaty Kim, w którym opisywała nieistniejące „partnerskie” uczelnie Collegium Humanum.

Już wtedy dostaliśmy sygnały, że premier nakazał bardzo precyzyjne ustalenie, kto ma dyplom z podejrzanej uczelni. Chodziło o to, że w tekście pada nazwisko Magdaleny Roguskiej radnej Platformy z Warszawy, skarbniczki warszawskiej struktury partii, ale przede wszystkim nominatki do rady nadzorczej Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Roguska jest także absolwentką Collegium Humanum. Nie ona jedna.

Oto lista osób z PO/KO (Warszawa, Mazowsze), która może mieć lewe papiery Collegium Humanum

Oto lista osób z PO/KO (Warszawa, Mazowsze), która może mieć lewe papiery Collegium Humanum portalwarszawski/lista-osob-z-po-ko-warszawa-mazowsze-ktora-moze-miec-lewe-papiery-collegium-humanum

Według informacji medialnych, z prywatnej uczelni Collegium Humanum mogło zostać wydane setki nieprawidłowych dyplomów. Proces ich odzyskania i unieważnienia może okazać się skomplikowany i czasochłonny.

Trwa śledztwo w sprawie, a na naszą skrzynkę przyszedł mail następującej treści:  Piastuję funkcję zastępcy burmistrza w jednej z dzielnic Warszawy, reprezentując Platformę Obywatelską. Niniejszy list kieruję do Państwa z anonimowego adresu e-mail, aby zachować prywatność. Chciałbym podzielić się uwagami na temat ostatnich publikacji dotyczących uczelni Collegium Humanum i jej związków z naszą partią, zwłaszcza artykułu pt. „Donald Tusk się wściekł. Zaczęło się ukrywanie związków z Collegium Humanum” Dominiki Długosz. Szkoda jedynie, że dziennikarze Newsweeka jak zwykle piszą półprawdy! W swoich artykułach nie biorą pod uwagę kadry PO, która gremialnie „kończyła” tam studia.

Ludzie szli tam, bo było bardzo tanio i wiadomo było, że bez wysiłku dostanie się papier, który umożliwi zasiadanie w Radach Nadzorczych i zarządach spółek

Na wstępie zaznaczę, że członkowie Platformy Obywatelskiej mogli korzystać z istotnych zniżek na studia MBA w Collegium Humanum, dzięki staraniom Grzegorza Kucy – burmistrza Dzielnicy Białołęka i lidera koła PO w Bemowie. Kuca, mający silne powiązania z tą uczelnią i będący członkiem jej Rady Konsultacyjnej Biznesu, ułatwiał dostęp do programu. Jego relacje z Pawłem Czarneckim również były bardzo bliskie.

Z pewnością mogę stwierdzić, że znacząca część warszawskiej PO uzyskała dyplom MBA w Collegium Humanum. Rzadkością jest osoba z naszych szeregów, która nie skorzystała z tej możliwości. Poniżej przedstawiam listę osób, o których wiadomo, że są absolwentami tej uczelni, wraz z dowodami w postaci zdjęć czy zrzutów ekranu.

Motywacja mojego działania wynika z faktu, że moje studia MBA na SGH wymagały większego nakładu finansowego i wysiłku, a otrzymany dyplom jest formalnie równoważny z tym, który uzyskali moi koledzy. Wasza publikacja, skupiająca się na tej kwestii, jest dla mnie źródłem satysfakcji, ponieważ pokazuje, że temat, który wydawał się przycichnąć, zasługuje na dalsze śledztwo. Wzywam do kontynuacji dochodzeń, zadawania pytań i składania wniosków o dostęp do informacji publicznej, zwłaszcza że wiele osób usunęło ze swoich mediów społecznościowych wzmianki o Collegium Humanum.

Na początku oczywiście nikt nie wiedział o tym, że cała uczelnia jest ustawiona 1:1 i że Czarnecki ma tak bliskie powiązania z PIS. Ludzie szli tam, bo było bardzo tanio i wiadomo było, że bez wysiłku dostanie się papier, który umożliwi zasiadanie w Radach Nadzorczych i zarządach spółek.

Oto lista osób z PO/KO o których wiem, że skończyli Collegium Humanum:

1) Wiceburmistrz Dzielnicy Targówek Jędrzej Kunowski,

2) Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Magdalena Roguska,

3) Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Mazowieckiego Marcin Podsędek,

4) Robert Rafałowski – wiceburmistrz Dzielnicy Wola,

5) Kinga Solarek – Radna Dzielnicy Białołęka,

6) Sylwia Lacek – wiceburmistrz Bielan, obecnie kandydatka do Sejmiku Mazowieckiego,

7) Tomasz Kaleta – Radny powiatu wołomińskiego i przewodniczący PO Ząbki,

8) Arkadiusz Werelich – radny powiatu wołomińskiego PO i przewodniczący lokalnego koła PO,

9) Ilona Soja Kozłowska – obecnie szefowa Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Wcześniej wiceburmistrz Bemowa, jeszcze wcześniej burmistrz Białołęki i wiceburmistrz Bielan,

10) Sylwia Krajewska – Radna PO Dzielnicy Ursynów,

11) Sylwia Mróz – Radna PO Dzielnicy Ochota,

12) Krzysztof Skrobisz – Radny Miasta Żyrardów,

13) Mahbub Siddique – Radny Dzielnicy Włochy m.st. Warszawy,

14) Konrad Fijołek, Prezydent Rzeszowa – członek Konwentu Rady Konsultacyjnej Biznesu Collegium Humanum.

15) Paweł Michalec – Burmistrz Dzielnicy Żoliborz (zasiada w radzie nadzorczej MPO),

16) Grażyna Mikulska – wiceburmistrz Dzielnicy Wola i przewodnicząca Wolskiego koła PO ,

17 )Grzegorz Kuca – Burmistrz Białołęki i przewodniczący koła PO Bemowo.

18) Małgorzata Maszało-Kulińska – nowa wiceburmistrz Bemowa, przewodnicząca PO Halinów.


Kuca wspinał się po szczeblach kariery od inspektora do burmistrza, pracował w dzielnicach Bemowo i Białołęka. W czasie pełnienia funkcji włodarza Białołęki, którym jest od 2018 roku, uzyskał tytuł Master of Business Administration na Collegium Humanum. Od tego zaczęły się dzisiejsze problemy Kucy, nie pomogła też bliska znajomość z rektorem uczelni Pawłem Cz. 21 czerwca 2020 roku Kuca został powołany przez rektora na członka Konwentu – Rady Konsultacyjnej Biznesu Collegium Humanum. Właśnie dyplom i bliska zażyłość z władzami uczelni miały zaważyć na tym, że ostatecznie Kuca nie wystartuje w wyborach samorządowych.  Kuca – z którym rozmawiamy – początkowo mówi, że listy nie są jeszcze zarejestrowane, więc nie wiadomo kto ostatecznie wystartuje. Dopiero po chwili przyznaje, że nie będzie ubiegał się o miejsce w sejmiku na Mazowszu. – Marcin Dobski, Salon 24, 4.03.24


Przypomnijmy, że według informacji medialnych, z prywatnej uczelni Collegium Humanum mogło zostać wydane setki nieprawidłowych dyplomów. Proces ich odzyskania i unieważnienia może okazać się skomplikowany i czasochłonny. Trwa śledztwo w sprawie.

Ta lista jest znacznie większa, zawiera bardzo dużo zwykłych urzędników miejskich, działaczy partyjnych, którzy nie są znani szerszej opinii publicznej. Mamy, bądź niedługo będziemy mieć dużą kadrę kierowniczą w Urzędzie Miasta Warszawy, która zawdzięcza stanowisko dyplomowi MBA w Collegium Humanum.

Portal Warszawski

==============================

Mail:

prof. dr hab. Paweł Czarnecki, MBA, dr h.c. mult. – Rektor

===================================

Por.:

Dyplom MBA w 20 dni dla drogich Wybrańców. Proceder na Collegium Humanum, uczelni Ogólnoświatowej.[dr h.c. mult.]

————————————-

Collegium Humanum. Kilku posiadaczy dyplomów MBA odpowiedziało na propozycję CBA. Rektor [m.inn.] siedzi.