Polityk o Ukrainie: „Europejczycy finansują państwo skorumpowane do szpiku kości, które grozi terroryzmem”

Węgierski poseł o Ukrainie: „Europejczycy finansują państwo skorumpowane do szpiku kości, które grozi terroryzmem” [WIDEO]

László Toroczkai wprawo/wegierski-posel-o-ukrainie-europejczycy-finansuja-panstwo-skorumpowane

Przewodniczący węgierskiej partii parlamentarnej Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna) odpowiedział na groźby, które on i Węgrzy otrzymali od ukraińskich ekstremistów. Jego stanowisko w kwestii Ukrainy jest stanowcze.

Poseł László Toroczkai w opublikowanym nagraniu informuje, że mniejszość węgierska zamieszkująca tereny Zakarpacia, od 2015 roku otrzymuje groźby i jest atakowana przez Ukraińców. Wskazuje, że ukraińskie ustawy oświatowe o języku państwowym z 2017 i 2019 roku ograniczyły prawa Węgrów zamieszkujących na Zakarpaciu w zakresie języka ojczystego.

Polityk przywołuje przykłady świadczące o narastającej nienawiści Ukraińców do Węgrów: palenie węgierskich plag, burzenie pomników, nękanie przez służby specjalne, groźby odebrania terenów węgierskich, zastraszanie członków formacji takich jak Mi Hazánk.

Węgierski parlamentarzysta stawia sprawę jasno: Ukraina nie powinna mieć wstępu w szeregi Unii Europejskiej.
Możecie mi grozić, a nawet mnie zabić. Udowodnilibyście tylko jedną rzecz każdemu obywatelowi Europy, że Europejczycy finansują państwo, które nie tylko jest państwem skorumpowanym do szpiku kości, ale które również prześladuje mniejszości i grozi terroryzmem pokojowemu państwu członkowskiemu UE – mówi Toroczkai.

Apel węgierskiego posła zasługuje na rozpowszechnianie!

Dość polityki UE ! ! — 81% Polaków wspiera protesty rolników. Pomóż!

„Sylwia Mleczko, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Zwracam się do Państwa z ważnym komunikatem dotyczącym naszej wspólnej sprawy – obrony naszych rolników.

Najnowsze badania przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) ujawniają, że aż 81% naszych współobywateli wspiera protesty rolników. 

To nie jest zwykła statystyka – to silny głos nas wszystkich, którzy mówimy: „Dość polityki UE!”

Dodatkowo 85% z respondentów jest przekonanych, że nadszedł czas na zdecydowane ograniczenie importu produktów rolnych z Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ zdajemy sobie sprawę, że stawka to nie tylko ceny, ale przede wszystkim jakość i bezpieczeństwo tego, co spożywamy. Nasze zdrowie i dobrostan są zagrożone!

To nasza wspólna bitwa – bitwa o przyszłość polskiego rolnictwa, nasze bezpieczeństwo żywnościowe i ochronę naszego dziedzictwa.

Ta walka dotyczy również Zielonego Ładu i jego wpływu na nasze życie. Mimo podzielonych opinii większość z respondentów (53%) jasno wskazuje, że nie możemy poświęcić wydajności i jakości naszej produkcji na rzecz niespójnych regulacji UE.

Czy pomogą nam Państwo, proszę, by nasza petycja zdobyła jeszcze więcej podpisów? Swoje poparcie pokazało już ponad 50.000 osób!

Nasi rolnicy i hodowcy to nie tylko dostawcy żywności. Są obrońcami naszej ziemi, tradycji i przyszłości. Ich głosy, które teraz wybrzmiewają głośno w protestach, odzwierciedlają nasze własne obawy.

Zachęcam Państwa do przyłączenia się do tej walki – walki, która jest walką nas wszystkich, ponieważ wspierając naszych rolników, pomagamy siebie nawzajem. 

Pozdrawiam Państwa serdecznie,

Sylwia Mleczko i zespół CitizenGO

PS Jeśli już podpisali Państwo petycję, uprzejmie proszę udostępnić ją innym, by zwiększyć jej wpływ.

Eurokraci niczym komuniści epoki Gierka. Idziemy zatem na zderzenie.

14 marca 2024 pch/eurokraci-niczym-komunisci-epoki-gierka

Eurokraci niczym komuniści epoki Gierka? Rafał Ziemkiewicz: wygrywa opcja „ani kroku w tył”

„Fala rolniczych protestów budzi zapewne wśród eurokratów reakcje podobne, jak swego czasu wśród komunistów strajk sierpniowy; w każdym razie moment historyczny dla UE jest podobny, jak wtedy dla PRL”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.

Publicysta przypomina, jakie propozycje pojawiały się w sierpniu 1980 roku ze strony komunistów. Jedni doradzali Gierkowi, żeby kazał strajkującą stocznię zbombardować. Inni z kolei twierdzili, że trzeba szukać porozumienia.

„Gierek posłuchał tych drugich, zapewne dlatego, że pamiętał, jak skończył jego poprzednik.

Eurokraci tego doświadczenia nie mają, dlatego wśród nich wygrywa opcja ani kroku w tył”..

Zielony Ład, polityka klimatyczna i wszystko, co z niej wynika, to ideowe pryncypia, od których odstępować nie wolno, choćby nie wiem co. Tym łatwiej tak twierdzić, kiedy żyje się z dala od rzeczywistości, w bizantyjskiej bańce wypełnionej luksusem, nowomową i ideologicznym czadem”, wskazuje autor „Wielkiej Polski”.

Idziemy zatem na zderzenie, które komisarze, eurokraci różnej rangi i liderzy lewicowych rządów uważają za z góry wygrane. „Zapewne się mylą. Problem w tym, że zderzenie z rzeczywistością będzie bolesne nie tylko dla nich samych”, podsumowuje RAZ.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy”

================================

mial:

Fotowoltaika – i śmierć? Eurokraci ze wszystkich sił walczą o wywołanie kryzysu energetycznego

Fotowoltaika albo śmierć? Eurokraci ze wszystkich sił walczą o wywołanie kryzysu energetycznego

pch24/fotowoltaika-i-smierc-eurokraci

(fot. Pixabay)

„Już od 2025 r. nie będą dozwolone dotacje na zakup kotłów gazowych. Z kolei od 2030 r. nie będzie można montować takich urządzeń w nowych nieruchomościach. Decyzja Unii Europejskiej to totalny zwrot akcji, gdyż w ostatnich latach kotły na gaz są w Polsce bardzo popularne, w dużej mierze dzięki dotacjom z programu Czyste Powietrze”, pisze na łamach serwisu GazetaPrawna.pl Jan Wojtal.

Publicysta przytacza dane, z których wynika, że tylko od 2018 r. zawarto ponad 660 tys. umów na wymianę źródeł ciepła. W zdecydowanej większości wymiana ta polegała na zamianie pieców węglowych na kotły gazowe. „Według danych Centralnej Emisyjności Budynków z marca 2023 r. ponad 3.2 mln gospodarstw domowych w Polsce ogrzewa swoje domy właśnie gazem”, zauważa.

Zgodnie z planem eurokratów do 2030 roku ma nastąpić „zmniejszenie średniego zużycia energii w budynkach mieszkalnych o 16 proc.”. Z kolei do roku 2035 ma ono wynosić 20-22 proc. mniej. „Nowa dyrektywa wprowadza też obowiązek instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków. Przykładowo, po 31 grudnia 2029 r. instalacje fotowoltaiczne będą musiały być na wszystkich nowych budynkach mieszkalnych i zadaszonych parkingach, które do nich będą przylegać”, czytamy w serwisie.

Bruksela chce, aby do roku 2050 wszystkie budynki na terytorium Wspólnoty stały się zeroemisyjne. „W praktyce oznacza to zakaz instalowania pieców na paliwa kopalne w nowych budynkach i stopniowe usuwanie takich pieców z już istniejących obiektów. (…) Właściciele już istniejących budynków, które ogrzewane są węglem, eko-groszkiem, gazem lub olejem opałowym, będą musieli pozbyć się pieców do 2040 r. i zastąpić je zeroemisyjnymi instalacjami”, podkreśla Wojtal. Chodzi o instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła i przydomowe wiatraki.

Źródło: GazetaPrawna.pl

Michalkiewicz: Wysuwam projekty racjonalizatorskie

magnapolonia

Stanisław Michalkiewicz: Wysuwam projekty racjonalizatorskie

Po powrocie Naszych Umiłowanych Przywódców z Waszyngtonu, gdzie amerykański prezydent Józio Biden kazał im pożyczyć w Ameryce  2 miliardy dolarów, za które kazał kupić w Ameryce śmigłowce “Apacz” i 1700  pocisków rakietowych typu “powietrze-powietrze” i “powietrze-ziemia”, co wskazuje, że nie są one chyba przeznaczone do obrony przeciwlotniczej, a raczej – do napadu powietrznego – pogrążyliśmy się w uczuciach mieszanych.

Z jednej strony radujemy się – bo jakże tu się nie radować, skoro Nasz Najważniejszy Sojusznik dopuścił do ucałowania ręki nie tylko pana prezydenta Andrzeja Dudę, nie tylko Generalnego Gubernatora Donalda Tuska, nie tylko Księcia-Małżonka, którego amerykańskie media awansowały na “pana Applebaum” (“Pan Applebaum idzie na wojnę”), ale nawet pana Pawła Grasia.

Grasia, który Donalda Tuska pilnował już podczas pierwszej kadencji w latach 2007-2014, potem również w Brukseli na salonach, no i teraz też, co chwalebnie świadczy o ciągłości naszego życia politycznego pod starymi kiejkuty. Z drugiej jednak strony się martwimy, jak spłacimy te 2 miliardy dolarów, zwłaszcza gdyby się okazało, że te śmigłowce i te rakiety będziemy musieli za darmo przekazać Ukrainie na podstawie umowy z 2 grudnia 2016 roku.

Wprawdzie parafował ją złowrogi Antoni Macierewicz, ale chyba nie z własnej inicjatywy, tylko na polecenie Naszego Najważniejszego Sojusznika, więc nie tylko Donald Tusk, ale nawet pan minister Sienkiewicz wie, że podważać jej nie wolno – i to jest drugi dowód ciągłości naszego życia politycznego w otoczeniu Naszych Sojuszników, którzy przecież lepiej wiedzą, co jest dla nas naprawdę dobre.

Więc ten dług, podobnie jak wszystkie inne, trzeba będzie spłacić i to szybko, bo nie sądzę, żeby banksterzy, którzy forsę nam pożyczali, chcieli czekać, aż Polska zostanie wepchnięta do wojny w Rosją. Wtedy bowiem będą tu trupy, ruiny i zgliszcza, więc nie będzie z czego zaspokajać nie tylko wierzytelności, ale nawet “roszczeń” które wiszą przecież nad nami na podobieństwo gradowej chmury.

Tą właśnie potrzebą tłumaczę sobie nacisk pana ministra Adama Bodnara, żeby konfiskować samochody kierowcom, którzy zostaną przyłapani na jeździe w stanie wskazującym. Akurat odwiedziła go pani Vera Jurova, która przybyła do naszego bantustanu, żeby nam podarować “silną demokrację”, która obmyśliła dla nas Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen.

Taka demokracja charakteryzuje się silną ręką, przed którą nie oprze się niczyja własność – zgodnie z znamionażyczeniem Klausa Schwaba, co to organizuje w Davos sabaty, podczas których obecne tam wory złota tłumaczą tym wszystkim mężzykom stanu – jak ma być. A ma być tak – jak mówił poeta – że “wszystko mu (to znaczy – obywatelowi) się odbierze, by mógł własnością gardzić szczerze”.

W takiej sytuacji nie będzie się buntował nawet gdyby przeznaczono go na mięsko armatnie – jak to miało miejsce w przypadku sowieckiego żołnierza, którego przesłuchiwał politruk: “Wodku budziesz pit`? – Nie budu. – A kurit` budiesz? – Niet, nie budu. – A j…t` budiesz? – Nie budu. – A zizń za rodinu atdasz? – Atdam, na ch… mnie takaja żizń!” I o to właśnie chodzi, żeby obywatele nie mieli już nic do stracenia oprócz życia, które w tych okolicznościach także wydaje się niewiele warte.

Żeby jednak tempo odzyskiwania samochodów odpowiadało rozbudzonym oczekiwaniom banksterów, trzeba by wprowadzić do całej procedury bodźce materialnego zainteresowania. Pod koniec lat 60-tych próbował zrobić to towarzysz Bolesław Jaszczuk, a partia rozpętała nawet wokół tego dyskusję. Nikt co prawda nie wiedział, o co konkretnie chodzi, podobnie jak podczas dyskusji nad tak zwaną “synodalnością”, którą nakazał przeprowadzić papież Franciszek – ale przecież przy tego rodzaju przedsięwzięciach nie chodzi o żadne konkrety, tylko – żeby zrobić szum.

I to się udało, a teraz partia, to znaczy pardon – oczywiście nie żadna “partia”, tylko papież Franciszek ze swoimi kolaboranty zrobi, co tam będzie chciał, podpierając się “wolą ludu” wyrażoną podczas “konsultacji społecznych” – bo tak chyba trzeba zakwalifikować dyskusję nad “synodalnością”.

Żeby tedy nadać procesowi odzyskiwania samochodów znamiona konkretności, w czynie społecznym zgłaszam projekt racjonalizatorski, żeby policjant, którzy przyłapie kierowcę na jeździe w stanie wskazującym, a także niezawisły sędzia, który orzeknie konfiskatę samochodu – bo zakładam, że w ramach przywracania praworządności zaangażuje się do tego niezawisłe sądy – dostawali od każdego skonfiskowanego auta jakiś procent.

W tej sytuacji każdego dnia konfiskowane będą tysiące samochodów, które można będzie sprzedać obywatelom Ukrainy i w ten sposób połączyć piękne z pożytecznym – a banksterzy będą zadowoleni i nie będzie mowy, by któremuś włosy stawały dęba – jak to było w roku 1980, kiedy to “legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba” – śpiewał Andrzej Rosiewicz.

Ten projekt racjonalizatorski w czynie społecznym  zgłaszam w momencie, kiedy nasz Generalny Gubernator Donald Tusk, prosto z Waszyngtonu, pogalopował na spotkanie “trójkąta weimarskiego”, podczas którego złoży sprawozdanie dla Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, a z kolei ona – oczywiście po naradzie ze starszymi i mądrzejszymi – wyznaczy Donaldu Tusku następne zadania. W tójkącie weimarskim bowiem – podobnie jak w trójkącie małżeńskim – ktoś musi zostać wydymany, a doproszenie tam Donalda Tuska pokazuje, kto to ma być.

Nie jest to może zadanie zaszczytne, ale nie zapomninajmy, że nie o zaszczyty tu chodzi, tylko o poświęcenie dla Poski, a w tych sprawach Donald Tusk nadaje się, jak mało kto. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Nasi Sojusznicy z “trójkąta”, w porozumieniu z Naszym Najważniejszym sojusznikiem, wepchną Polskę do wojny z Rosją, to znaczy – nie tyle może z Rosją, bo w Rosji są porządni ludzie w rodzaju wdowy po Aleksieju Nawalnym i inni przyjaciele pana redaktora Michnika – co ze zbrodniarzem Putinem.

Tego właśnie nie może już się doczekać pan generał Roman Polko, któremu najwyraźniej życie tak obrzydło, że aż się rwie, by “powstrzymać bandytów Putina”. Szkoda, że pan generał niczym już nie dowodzi, ale od czegóż pomysły racjonalizatorskie? Toteż w czynie społecznym składam wniosek racjonalizatorski, by panu generałowi Romanowi Polko powierzyć komendę nad brygadą, czy może nawet dywizją zwolenników tezy, że wojna, jaką USA prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, to jest “nasza wojna” – i wysłać  ją na front.

Jeśli zwycięży – to czegóż chcieć więcej, a jeśli zostanie rozgromiony, to czyż komukolwiek w Polsce pęknie od tego serce?

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Blog / By Paweł Klimczewski pawel/klimczewski.

Krótka, cyfrowa smycz z piekła rodem

Europa będąc po II Wojnie Światowej zdominowana przez USA toczy z zamorskim „sojusznikiem” wojnę gospodarczą, która czasem wchodzi w tryb „kinetyczny”, jak w przypadku wysadzenia gazociągu z Rosji do Niemiec.

Wysadzenie Nord Stream 26 września 2022 roku

Tym razem Komisja Europejska nałożyła na amerykańskiego giganta Apple gigantyczną karę 1.9 miliarda dolarów za praktyki monopolistyczne. Wg komisji Apple „ograniczyło możliwość twórców aplikacji informowania użytkowników urządzeń Apple o alternatywnych, tańszych możliwościach zakupu muzyki dostępnej w Internecie poza ekosystemem Apple. Jest to nielegalne. Dotknęło to miliony europejskich konsumentów, którzy nie mogli dokonać swobodnego wyboru, gdzie, w jaki sposób i za jaką cenę kupić subskrypcje do strumieniowego przesyłania muzyki”.

aa.com.tr 5.03.2024

Komisja powinna w praktyce podobnymi karami ukarać wszystkich producentów telefonów i systemów operacyjnych na te urządzenia. Internet został wylansowany jako bezkresna przestrzeń wolności obywatelskiej i konsumenckiej. Jest to nadal prawdą, ale tylko w stosunku do garstki użytkowników komputerów stacjonarnych używających Linux lub starych wersji systemów Windows czy OS. Tylko tam użytkownik zachowuje namiastkę swobody w dostępie do informacji i ofert handlowych, cały obecny cyfrowy świat to prowadzenie stada owiec na krótkiej smyczy od strzyżenia do strzyżenia.

„Adam i Ewa”, Tycjan, olej na desce, ok. 1550

Strony i aplikacje nie mające odpowiednich certyfikatów dużych koncernów są bezlitośnie tępione przez wyszukiwarki i platformy społecznościowe. Użytkownicy większości telefonów praktycznie już nie mają wpływu na ustawienia przeglądarek i wbrew woli użytkowników, są nieustannie inwigilowani, a treści im dostarczane są skrupulatnie dobierane przez AI w celu maksymalizacji zysku z reklam i sprzedaży. Te z kolei są przedmiotem handlu między korporacjami.

Epoka wyszukiwarek się kończy i przechodzimy w fazę indywidualnego prowadzenia każdego internauty przez osobistego, niewidzialnego asystenta AI, który będzie cierpliwie, przez dekady, przez całe nasze życie sączył nam treści programując naszą osobowość niczym wąż sączący Ewie w ogrodzie Eden „nowe prawdy”.

Internet? Tak, ale nie w telefonie !

Od 3 lat prowadzę tę stronę, jest tu już blisko 1000 felietonów na wiele tematów, była czynna gdy blokowano mi FB. Polecam wsparciu moją twierdzę, info poniżej.

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

To idzie młodość, młodość…

To idzie młodość, młodość…

By Paweł Klimczewski

Skoro kobieta ma mieć prawo wyboru i pozbyć się dziecka, to i małoletnie dziecko też powinno mieć wybór i np. móc bezkarnie zamordować swoich rodziców. Lewico, masz nowy cel!

Już Pawlik Morozow doniósł na swoich rodziców pozbywając się ich ze swego życia komsomolca, patron gotowy !

Pawlik Morozow

Powyższy kontrowersyjny wpis zrobiłem w intencji prostego wytłumaczenia lewicy konsekwencji ich pomysłów, bo ja widać oni nie potrafią ich sami pojąć. Skąd ten masowy brak rozumu ?

Obecna lewica nie ma już nic wspólnego z obroną ludzi bezradnych. Współczesna „lewicowość” jest jedynie pochodną defektów intelektualnych ludzi wychowanych w cieplarnianych warunkach. Wewnętrzna niespójność, brak logiki, skrajna naiwność i zwykła głupota to jest przejaw głębokich deficytów intelektu, czy jak ktoś woli rozumu.

Jacek Malczewski, „Młodość”, 1916 r.

Mniej radykalny przykład lewackiej głupoty niż mordowanie własnych nienarodzonych dzieci to np. zwolnienie z podatków ludzi do 26 roku życia, to pozorny gest w stronę młodych. Finał tego rozwiązania jest taki, że gdy młody człowiek kończy magiczne 26 lat jego dochody gwałtownie spadają o podatek. Jeśli będzie się upierał, że chce podwyżkę kompensującą mu ten spadek, szef weźmie do pracy nowego 23-latka a nasz 26-latek staje się niekonkurencyjny w stosunku do młodszych kolegów. Zostaje emigracja lub praca na czarno, ewentualnie ostry spadek dochodów w wieku, gdy czas zakładać rodzinę. Czyli zamiast rodziny „układ”, zamiast dzieci piesek. Genialne! A 18-latkowie pędzą na wybory, aby przypieczętować swój marny los. Młodość 100 lat temu była bardziej atrakcyjna.

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

Czy temperatura na Ziemi drgnie o ułamek stopnia, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną dwadzieścia RAZY?

Czy temperatura na Ziemi drgnie o ułamek stopnia, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną o 2000% ?

By Paweł Klimczewski pawelklimczewski/czy-temperatura-na-ziemi-drgnie-o-ulamek-stopnia

Jest szereg publikacji o tym, że to para wodna jest głównym czynnikiem efektu cieplarnianego i pisałem o tym przy okazji demaskacji twórczości pewnego profesora https://pawelklimczewski.pl/2024/01/25/czekamy-na-wyjasnienia-z-uniwersytetu-im-mikolaja-kopernika-albo-mianujemy-nowego-czarnoksieznika-z-krainy-oz/ .

Absorpcja podczerwieni w wybranych gazach

Temperatura powietrza zależy tylko od tego, ile ono pochłonie promieniowania podczerwonego emitowanego przez planetę, głównie oceany i rozgrzane w dzień kontynenty. Atmosfera nie jest ogrzewana przez Słońce. Słońce wysyła do nas światło widzialne, dla którego powietrze jest przezroczyste. Światło to nagrzewa ciała nieprzeźroczyste, te nagrzane emitują podczerwień, dla której atmosfera nie jest przeźroczysta. Różne gazowe składniki mają różną zdolność do zatrzymywania energii cieplnej, czyli przejmowania fal podczerwieni, co skutkuje przyspieszeniem drgań takiej cząsteczki gazowej, po ludzku mówiąc podgrzaniem.

Pierwszy wykres pokazuje, w jakim stopniu wyłapuje podczerwień i się rozgrzewa para wodna (H2O żółte) i dwutlenek węgla (CO2 zielone) dla różnych zakresów widma podczerwieni. To już wiemy z poprzedniego artykułu. Miałem wiele rozmów o tym, jak to w praktyce przekłada się na temperaturę atmosfery.

Gatunek obojętny dla atmosfery

Zanim to wyjaśnimy, przypomnijmy sobie, że atmosfera to cieniutki welon rzadkich gazów wokół ziemi, w proporcji jak cienka skórka pomarańczowa z rzadkiego gazu na wielkiej planecie złożonej z gorącej magmy pod kilometrami skał oraz głębokimi na kilka km oceanami, które pokrywają 71 % Ziemi. Oceany w strefie zwrotnikowej pochłaniają potężne ilości energii Słonecznej i rozprowadzają ją po całym globie, atmosfera jest ostatnim ogniwem łańcucha przekazywania tej energii i wysyła nadmiar ciepła bezpowrotnie w Kosmos. Prosta zasada, że im ciało jest cieplejsze w stosunku do otoczenia tym więcej energii wysyła powoduje, że planeta ma automatyczny termostat chroniący przed nagłymi zmianami temperatury. Z powodu kolosalnie dużej ilości ciepła w oceanach przez „nagłe zmiany” należy rozumieć okresy dekad, czy nawet stuleci.

Przemysł, źródło bogactwa ludzkości

Order uśmiechu dla tego, kto znajdzie w sieci info na temat proporcji energii cieplnej oceanów vs atmosfera, internet jest zasypany kłamstwami brzmiącymi np.: „Mit: Za wzrost temperatury odpowiadają oceany, oddające …”. Aby dziś coś znaleźć w sieci wartościowego trzeba przekopać ocean śmieci.

Z pierwszego wykresu wynika, że para wodna o rząd wielkości absorbuje więcej ciepła oddawanego przez planetę, co jest właśnie efektem cieplarnianym, dzięki któremu jest życie na Ziemi, bez tego efektu Ziemia byłaby skuta lodem. Dwutlenku węgla jest niecałe 0,04%, pary wodnej 100 razy więcej. Aby ustalić jak to się przekłada na temperaturę mieszanki wielu gazów trzeba dokonać obliczeń uwzględniających ciepło właściwe poszczególnych gazów z uwzględnieniem procesu przekazywania energii na drodze zderzeń cząsteczek innym gazom, głównie azotowi i tlenowi, których jest ponad 90% a w efekcie cieplarnianym mają efekt znikomy. Znalazłem na dnie śmietnika zwanego internetem, pracę naukową na ten temat: „Wpływ wzrostu stężenia CO2 w atmosferze na proces absorpcji promieniowania termicznego Jan Kubicki, …

Zależność absorpcji podczerwieni w atmosferze od stężenia CO2

Jest tam wykres, z którego wynika jasno, że przy obecnym stężeniu CO2 atmosfera absorbuje 85% podczerwieni (15% umyka w Kosmos), a gdy nakopcimy tak, że stężenie CO2 się podwoi wynik podskoczy o 1,2%. Obecny efekt cieplarniany powoduje, że nie mamy na Ziemi średnio -19 st. C tylko +15 st. C, czyli grzeje nas o 34 st. C. 1,2% z tego daje 0,4 st. C średnio na całym świecie, ale natychmiast następuje zwiększenie radiacji ciepła w skrajnie zimny Kosmos, czyli końcowy efekt będzie znacznie mniejszy niż to 0,4 st. C. To wszystko w sytuacji, gdy stężenie CO2 w atmosferze się podwoi, ale jak to zrobić skoro nasza cywilizacja jest odpowiedzialna za 5% CO2, jakie trafia do atmosfery, reszta, 95 % to skutek erupcji wulkanów, procesów biologicznych na Ziemi, itp. Obliczenia są tu proste: 5% to 1/20, aby podwoić sumę, czyli otrzymać 200% dzisiejszego stanu, musimy zwiększyć emisję CO2 20 razy!

Jedynym rozwiązaniem, aby podnieść temperaturę atmosfery o znacznie mniej niż 0,4 st. C jest zbudowanie 20 razy więcej, niż obecnie elektrowni węglowych, cementowni, mieszkań z paleniskiem, koksowni, używanych samochodów, rafinerii itp., itd. Czyli, gdy tradycyjna produkcja przemysłowa i populacja wzrosną o 2000%. Do roboty!

Paweł Klimczewski

Poniżej info jak można mnie wesprzeć w działalności publicystycznej. Obecnie to moje jedyne, skromne źródło dochodów. Linkując teksty w Social mediach, a nie źródła zapewniamy przychody z reklam dla Meta, tj. FB, Instagram, WhatsApp i innych korporacji.

Możesz mnie wesprzeć dowolną kwotą na konto:

mBank : 87 1140 2017 0000 4002 1094 2334

Paweł Klimczewski, tytułem: wpłata

Dziękuję ze wsparcie niezależności mediów w Polsce.

„Europejski Obszar Edukacyjny”. UE przejmuje kontrolę nad polskimi szkołami.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Likwidacja prac domowych, ograniczanie lekcji religii, usuwanie klasycznych lektur, obniżanie wymagań, forsowanie „edukacji seksualnej” – to tylko niektóre z postulatów rządu i aktywistów radykalnej lewicy wobec polskich szkół i całego systemu oświaty.
Wielu uczniów, rodziców i nauczycieli z niepokojem obserwuje te zmiany. Większość Polaków nie wie jednak co się za tym kryje. Tymczasem ponad naszymi głowami postanowiono, że do 2025 roku ma zostać wprowadzony tzw. „Europejski Obszar Edukacji”. Oznacza to, że już za rok kontrolę nad polskim szkolnictwem ma objąć Unia Europejska. Celem jest przeobrażenie placówek edukacyjnych w ośrodki ideologizacji dzieci, co ma doprowadzić do wynarodowienia młodych Polaków. Co robić w tej sytuacji?Proszę przeczytać nasz komentarz.Unia przejmie nadzór nad polskimi szkołami [foto]Nasza Fundacja od 10 lat prowadzi w całej Polsce kampanię „Stop pedofilii”, której celem jest ostrzeganie rodziców, nauczycieli i wychowawców przed przemocą seksualną wobec dzieci ukrywającą się pod nazwą „edukacji seksualnej”. Objęcia wszystkich polskich uczniów taką „edukacją”, w ramach której uczy się dzieci m.in. masturbacji i wyrażania zgody na seks, domagają się aktywiści LGBT.

Wzorce i standardy dla tej deprawacji polskich dzieci płyną z zagranicy, a konkretnie z ponadnarodowych instytucji takich jak Unia Europejska czy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Polscy politycy i aktywiści są jedynie podwykonawcami planu, którego szczegóły ustalono na Zachodzie. Planu, którego obowiązkowa „edukacja seksualna” jest tylko małym fragmentem.

Niewielu Polaków wie, że do 2025 roku ponad naszymi głowami zobowiązano się urzeczywistnić tzw. „Europejski Obszar Edukacyjny”. Jest on ściśle związany z planami zawartymi w zmianach traktatów europejskich. Ich założenie jest takie: polityka w zakresie edukacji i oświaty, która do tej pory pozostawała w gestii rządów państw członkowskich UE, ma stać się częścią polityki unijnej i ma być zarządzana bezpośrednio z poziomu Brukseli. Innymi słowy – kontrolę nad polskimi szkołami ma objąć Unia Europejska.  

Cele edukacyjne i oświatowe zawsze wynikają z aksjomatów religijnych i moralnych. Unia Europejska zwalcza chrześcijaństwo i moralność opartą na Dekalogu. Ten, kto kontroluje szkoły, określa, jak mają one funkcjonować, czego mają uczyć i jakie treści mają przekazywać. Wiele szkół i uczelni przedstawia efekty swojej edukacji w postaci opisu sylwetki absolwenta szkoły, który ma posiadać określone cechy, mieć konkretną wiedzę i reprezentować sobą postawę wynikającą z opanowania i przyjęcia zasad panujących w szkole. 

Jaka będzie zatem sylwetka absolwenta szkoły, kontrolowanej przez ponadnarodowych urzędników Unii Europejskiej? Aby ją przedstawić należy najpierw przywołać tzw. „wartości europejskie”, które leżą u fundamentów ideologicznych Unii Europejskiej. Są nimi m.in.:

– aborcja na żądanie jako „prawo kobiet”,
– związki homoseksualne jako „małżeństwo”,
– tolerancja jako przyzwolenie i akceptacja dla wszelkich dewiacji,
– deprawacja seksualna jako uświadamianie dzieciom ich rzekomych „praw seksualnych”,
– okaleczanie dzieci i faszerowanie ich hormonami jako „zmiana płci”,
– niezliczona ilość „płci kulturowych” jako coś, w czym można sobie dowolnie wybierać

Jeśli ktoś powyższych celów nie akceptuje, to w ramach „tolerancji” wynikającej z „wartości europejskich” powinien zostać publicznie potępiony, odsunięty od pełnionych funkcji i stanowisk oraz skazany. Równolegle, w ramach „wartości europejskich” prowadzona jest intensywna walka z tzw. „mową nienawiści”, której szczególnym przykładem jest chrześcijańska Ewangelia, mająca zostać całkowicie ocenzurowana i wyrugowana z przestrzeni publicznej. 

Właśnie na powyższych filarach opiera się współczesna „tożsamość europejska”. Forsowane zmiany w szkolnictwie mają doprowadzić do tego, że polskie dzieci zamiast Polakami i chrześcijanami, mają czuć się „Europejczykami”.

Aby osiągnąć ten cel, trzeba zreformować (czyli w praktyce zniszczyć) szkoły. Zamiast edukować, uczyć, inspirować, przekazywać wiedzę i wychowywać, szkoły mają indoktrynować, ideologizować, deprawować, oduczać samodzielnego myślenia i zniechęcać do poszukiwania prawdy. Jak trafnie podsumowała kierunek tych zmian Hanna Dobrowolska z Ruchu Ochrony Szkoły:

„nastąpi przeobrażenie się szkół z placówek edukacyjnych w świetlice socjoterapeutyczne obsadzone przez sztab pedagogów i psychologów od dobrostanu. W niedługim czasie być może ze specjalnymi salkami do dokonywania samogwałtu, wzorem szczególnie postępowych państw Europy.”

Co powinniśmy robić w tej sytuacji? Musimy walczyć. Kluczową kwestią jest budowa świadomości Polaków oraz mobilizowanie kolejnych osób do działania.

Niszczenie edukacji jest nam siłą narzucane z góry i każdy, w mniejszym lub większym stopniu, doświadczy tego skutków. Nie możemy się przed tym schować lub uciec. Ale możemy znacząco ograniczyć wpływ tej rewolucji na nasze rodziny. Trzeba w tym celu podjąć konkretne, osobiste decyzje. Jest takie powiedzenie: „szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Jeśli ludzie świadomi sytuacji i zagrożeń będą robić to samo co wszyscy, jeśli będą płynąć z prądem i oddadzą inicjatywę, to nie możemy oczekiwać rezultatów w postaci właściwego wychowania przyszłych pokoleń Polaków. 

Dlatego rodzice muszą przejąć odpowiedzialność za wychowanie własnych dzieci. Dotyczy to w szczególności mężów i ojców. To przede wszystkim od rodziców, a nie od polityków w Brukseli czy Warszawie zależy, jakie warunki do rozwoju, edukacji i wychowania będą miały dzieci. Kluczowa jest przy tym budowa właściwego środowiska.

Już teraz rośnie liczba polskich rodzin, które znalazły się w sytuacji, gdzie w całej klasie ich dziecka nie ma praktycznie ani jednej rodziny, która starałaby się wychowywać dzieci w podobny sposób. Wiele rodzin jest z tego powodu osamotnionych i niezrozumiałych, a ich dzieci znajdują się pod ogromną presją rówieśniczą. Jak powiedział nam ojciec nastoletniej dziewczynki:

W klasie mojej córki tylko ona jedna chodzi jeszcze do kościoła. Wśród jej koleżanek z klasy jest już zauważalna liczba dziewcząt, które twierdzą, że są LGBT, biseksualne itp. Większość jej rówieśników wyznaje zasady całkowicie odmienne od tych panujących w naszym domu. Podobnie jest wśród nauczycieli.” 

Takich świadectw mamy mnóstwo z całej Polski. W obliczu aktualnej sytuacji i planów europejskiego lobby w celu całkowitego zniszczenia szkolnictwa w naszym kraju, sugerujemy wszystkim rodzicom przepisanie dzieci do szkół, w których wśród dyrekcji, nauczycieli i innych rodzin panują zasady zgodne z Ewangelią, chrześcijańską tradycją Polski i miłością Ojczyzny. Najczęściej są to małe placówki, a nie wielkie molochy, w których wszyscy się znają i w których rodzice mają realny wpływ na podejmowane decyzje. Dzięki temu można wspólnie budować i tworzyć w dużym stopniu niezależny i oddolny ośrodek edukacyjny, w którym rodziny nawzajem się wspierają. 

Rozwiązaniem dla wszystkich rodzin, a szczególnie dla tych, w których miejscu zamieszkania nie ma godnych zaufania szkół, jest edukacja domowa.  W tym roku szkolnym już ok. 50 000 polskich dzieci uczy się w ramach edukacji domowej.
Uwaga! Nie należy mylić edukacji domowej z tzw. zdalnym nauczaniem. W edukacji domowej dziecko formalnie zapisane jest do szkoły i raz w roku przystępuje do egzaminów, a przez resztę czasu uczy się, wychowuje i kształci w swojej rodzinie. Edukacja domowa to sposób na ochronę dzieci przed licznymi zagrożeniami, takimi jak napór ideologii na placówki edukacyjne czy rosnące w alarmującym tempie uzależnienia od smartfonów, pornografii i używek.
Edukacja domowa to także możliwość obrony dzieci przed wulgarnością, seksualizacją i rozwiązłością. Dzieci i nastolatki pod wpływem środowiska szkolnego błyskawicznie odchodzą od zasad moralnych. Przejście do edukacji domowej umożliwia nie tylko ochronę dzieci, ale również zacieśnianie więzi w rodzinie.
To szczególnie ważne, gdyż w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z silną polaryzacją społeczeństwa oraz rozbijaniem relacji rodzinnych i więzi międzypokoleniowych.  Obecnie istnieje w Polsce wiele szkół i instytucji, które wspierają edukację domową, a sam ruch edukacji domowej dynamicznie się rozwija. Edukację domową prowadzą w swoich rodzinach m.in. wolontariusze naszej Fundacji, którzy służą poradami w tym zakresie (prosimy o kontakt jeśli jest Pan zainteresowany).Czas podjąć osobiste decyzje [foto]
Aby Polacy w jakikolwiek sposób mogli się bronić, muszą mieć świadomość zagrożeń czyhających na ich rodziny i ich dzieci. Nasza Fundacja organizuje niezależne, ogólnopolskie kampanie społeczne, których celem jest kształtowanie tej świadomości, ostrzeganie przed zagrożeniami i mobilizacja do działania. Wiele osób dziękuje nam za nasze akcje informując, że dzięki nim udało się podjąć działania, które uchroniły dzieci przed zgorszeniem, deprawacją i ideologizacją. Chcemy, aby takich osób było znacznie więcej. Chcemy, aby polskie rodziny były czujne i wiedziały jak się bronić.
Dlatego proszę Pana o wsparcie organizacji naszych akcji, które mogą się odbywać tylko dzięki zaangażowaniu wolontariuszy oraz stałemu i regularnemu wsparciu Darczyńców naszej Fundacji:
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Tzw. „Europejski Obszar Edukacyjny” to nic innego jak obszar wynaradawiania Polaków oraz innych narodów Europy i pozbawiania dziedzictwa wynikającego z lokalnej tożsamości i dorobku cywilizacji chrześcijańskiej. Politycy rządzący w Polsce są podwykonawcami tego planu.
Musimy się przed tym bronić poprzez kształtowanie świadomości i mobilizację Polaków do działania. Temu służą nasze kampanie społeczne, o wsparcie których Pana proszę. 
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

CIA, Watykan, a SPRAWA POLSKA

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/cia-a-sprawa-polska,p286729388

CIA, A SPRAWA POLSKA

2024-03-15 Sławomir M. Kozak

W kilku moich ostatnich felietonach i nagraniach (PL1.TV) odnosiłem się do wrażliwej kwestii, jaką była (i pozostaje) współpraca amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej ze środowiskiem mediów. Uważam bowiem, że jest to niezwykle ważne, byśmy mieli świadomość tego, że informacje, które do nas za ich pośrednictwem docierają, w dużej mierze kształtują nasze postrzeganie świata, w którym żyjemy. Pisałem o tym, choćby w kontekście ogromnego  znaczenia dla rzeszy Polaków w czasach słusznie minionych, takich rozgłośni radiowych, jak Wolna Europa, czy Głos Ameryki. Obie te stacje były przecież tubami medialnymi CIA. O ile jednak wpływały one na pojmowanie wydarzeń, zarówno w bloku komunistycznym, jak i w pozostałych krajach globu przez polskie społeczeństwo, o tyle przecież równolegle CIA rozwijała swoje oddziaływanie na sterników naszej polityki. Zarówno tych „trzymających władzę” przez niemal pół wieku po II Wojnie Światowej, jak i mających ich wreszcie zastąpić przedstawicieli opozycji.

Przypominam, bo pamięć mamy krótką, że na różne formy wspierania „walki z komuną” do Polski płynęły miliony dolarów, nie tylko zresztą w postaci sprzętu drukarskiego i łączności, ale to temat niezwykle „radioaktywny” i starannie obchodzony do dziś szerokim łukiem. Co prawda, nie było to tyle, co ujawnione przez asystent Sekretarza Stanu Nuland (taktycznie właśnie „odwołaną” na emeryturę) 5 mld dol. dla niedawnej „rewolucji” na Ukrainie, ale trzeba pamiętać o tym, jaki był przelicznik jednego dolara w Polsce lat 70., czy 80..

Nie można wreszcie zapomnieć o tym, że to przedstawiciele umów Okrągłego Stołu do dziś wypełniają szczelnie wszelkie ośrodki biznesu, mediów i polityki – niezależnie od tego, która akurat partia jest u władzy. Pisząc natomiast o wpływie służb amerykańskich na polityków PRL mam na myśli nie tylko ich uwikłanie w zależność od CIA, poprzez bilateralne układy USA-ZSRR, których naturalną konsekwencją było „dogadanie się” Jaruzelskiego z Rockefellerem w Nowym Jorku, ale też swego rodzaju spętanie im nóg wejściem do gry Watykanu. To kolejny, delikatny, zwłaszcza w Polsce, temat.

My Polacy, zawsze w historii podchodziliśmy do polityki emocjonalnie. Tymczasem, to akurat ta dziedzina, która od wszelkich namiętności powinna być wolna. Rozumieją to wszystkie inne państwa, tym silniejsze, im chłodniej i z większym wyrachowaniem ją traktują. Nie powinniśmy więc obrażać się na fakty, tylko je poznać i wyciągać wnioski na przyszłość. Żeby to jednak robić, należy mieć o nich wiedzę, której z różnych powodów, większość z nas nie posiada. 

U zarania działań CIA w Europie, pierwszym i najważniejszym jej sojusznikiem stał się Watykan. Jakkolwiek CIA rozpoczynała funkcjonowanie, jako organizacja protestancka, to już od 1948 r. jej działalność zdominowali ludzie identyfikowani z Kościołem katolickim. Było to całkiem zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę, że Kościół rzymskokatolicki był (nie mogę niestety napisać, że takim pozostaje) jedną z najbardziej antykomunistycznych organizacji na globie. Marksizm, ze swoją doktryną ateizmu, był naturalnym wrogiem teologii katolickiej. Wspominany przeze mnie w poprzednich felietonach Donovan (będący katolikiem), szef OSS, której naturalną spadkobierczynią stała się CIA, zawarł z Watykanem w r. 1943 tajne porozumienie, na mocy którego Stolica Apostolska stała się centrum alianckich działań wywiadowczych na terenie Włoch. Donovan doskonale rozumiał potęgę Kościoła, jego rozległe kontakty i oddziaływanie na miliony wiernych.

Po zakończeniu działań wojennych duża część Europy znalazła się pod wpływem komunistów. We Włoszech duże szanse na wygranie wyborów w r. 1948 miała partia komunistyczna, co napawało Watykan przerażeniem. Nic więc dziwnego, że Kościół przyjął propozycję przeciwdziałania temu zagrożeniu od ludzi, którzy deklarowali się, jako zaangażowani katolicy. Wymieniany przeze mnie we wcześniejszych opracowaniach Frank Wisner wydał wówczas na tajne operacje we Włoszech 10 mln dol., m.in. na działania propagandowe, zastraszanie wyborców, a nawet pobicia lewicowych polityków, co skutkowało przegraną komunistów i umocnieniem pozycji agentury amerykańskiej na terenie Europy na kolejne lata. Kościół nie zapomniał o wsparciu instytucji, która obroniła jego pozycję na przestrzeni 10 lat, zarówno przed wpływami nazistowskimi, jak i komunistycznymi. Otworzył przed nimi szerzej m.in. Suwerenny Rycerski Zakon Maltański, którego bramy przekroczyli wybrani Amerykanie, jako jedyni na świecie cudzoziemcy, jeszcze w r.1927.  

Po II Wojnie Światowej, w jego szeregach znaleźli się tacy ludzie, jak szef OSS William Donovan, kolejni dyrektorzy CIA – Wiliam CaseyJohn McConeWilliam Colby, szef Radia Wolna Europa – James Buckley, politycy, jak Joseph Kennedy, Sekretarz Stanu za prezydentury Reagana – Alexander Haig, biznesmeni, jak Barron Hilton, wpływowi hierarchowie Kościoła w Ameryce, jak kardynał John O’Connor, arcybiskup Nowego Jorku Francis Spellman, czy biskup Bernard Law.

Jak pisałem o nim w ostatniej swej książce „Wrota Magadanu”: „Zakon Maltański funkcjonuje do dziś i uznawany jest za suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, a jego nieruchomości w Rzymie i na Malcie mają status eksterytorialności. Jak czytamy w Wikipedii – ‘Zakon (…) utrzymuje stosunki dyplomatyczne (…), działa jako obserwator w różnych organizacjach (ONZ, UNESCO, UNICEF, Unia Łacińska). Wydaje własne znaczki pocztowe,   tablice rejestracyjne dla samochodów służbowych (o kodzie SMOM); ma też swoją walutę, którą jest scudo (…). W Polsce do zakonu należy 160 osób, w tym politycy, m.in. Marcin Libicki, czy Łukasz Szumowski. Od 2004 zakon utrzymuje swoją ambasadę w Warszawie”. Polecam zajrzenie na polską stronę Zakonu, gdzie znajdziemy m.in. mapę, która ‘wskazuje stolice krajów, w których Zakon Maltański prowadzi projekty medyczne, społeczne i humanitarne’”. Te projekty wytłuszczone zostały przeze mnie nieprzypadkowo. Dla porządku przypomnijmy tylko, że John F. Kennedy, sam będący  katolikiem, powołał do życia Korpus Pokoju, którego dokonania polecam zgłębić, najlepiej na amerykańskiej stronie Wikipedii, bo z polskiej niewiele się Czytelnik dowie.

Na koniec, chciałbym zwrócić uwagę na ten szczególny aspekt naszej historii, w której zrządzeniem Boskim (aczkolwiek przy pełnej kooperacji CIA i Watykanu), w r.1978 na Stolicy Piotrowej zasiadł Karol Wojtyła, przybierając imię Jana Pawła II. Wiemy, że nie naszą rolą jest ocenianie tego, jakimi środkami Pan Bóg się posługuje w realizacji swych planów, ale dla świętego (nomen omen) spokoju przyszłych pokoleń, powinniśmy przynajmniej znać te okoliczności. Kończąc temat wpływu tej agencji na polskie (również) sprawy, chcę jeszcze, odnosząc się do wszechobecnego szału, jaki nastąpił w efekcie słynnego wywiadu  Tuckera Carlsona z prezydentem W. Putinem przypomnieć, że jego ojciec, Dick Carlson, pełnił funkcję dyrektora Głosu Ameryki, w najważniejszym  dla naszego państwa czasie, jakim był przełom lat 80. i 90 XX w., a Tucker składał aplikację do pracy w CIA. Nie wiemy, z jakim skutkiem.

Sławomir M. Kozak

„Fiducia supplicans” – koniec Ewangelii i chrześcijaństwa

BKP: „Fiducia supplicans” – koniec Ewangelii i chrześcijaństwa

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=21465 https://maria-aiutera.wistia.com/medias/8rkp4py7p0

https://bcp-video.org/pl/koniec-ewangelii/ https://youtu.be/hnzkiF0LDZg

https://rumble.com/v4eavk0-koniec-ewangelii.html https://cos.tv/videos/play/50803193978852352

2 lutego kilkudziesięciu księży i intelektualistów katolickich napisało apel do kardynałów i biskupów, w którym jasno ujawnia się podstępność i straszne konsekwencje „Fiducia supplicans”. Namawiali ich, aby za przykładem afrykańskich i innych odważnych biskupów zakazali tej heretyckiej deklaracji w swoich diecezjach.

Księża i intelektualiści katoliccy żądają również, aby kardynałowie i biskupi wezwali nieważnego papieża do odwołania „Fiducia supplicans”. Jednak reakcja Bergoglio na zjednoczony sprzeciw biskupów afrykańskich wobec jego deklaracji pokazuje, że tak naprawdę nie bierze on opozycji pod uwagę. Choć podejmuje pewne strategiczne kroki i manewry, ale jednocześnie otwarcie deklaruje, że ostatecznie „Fiducia supplicans” zostanie przyjęta przez wszystkich, łącznie z Afryką.

Jedynym wyjściem z tej rzeczywistości jest oddzielenie się od jurysdykcji nieważnego papieża, jawnego heretyka, który ipso facto ekskomunikował się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. Ci biskupi diecezjalni, którzy na czas oddzielą się, uchronią swoje diecezje przed przekształceniem w bergogliański antykościół New Age. Jednak prawowierni biskupi, którzy będą wahać się przed oddzieleniem, będą stopniowo zwalniani przez Bergoglio, a struktura diecezjalna zostanie podporządkowana sekcie bergogliańskiej. Na terenie takich diecezji pozostanie jedynie maleńkie stado wiernych katolików w kościele katakumbowym.

Jaka jest istota zbrodni „Fiducia supplicans”?

Wynika to z istoty Ewangelii. Ewangelia jest radosną nowiną o odpuszczeniu grzechów poprzez pokutę i wiarę w Zbawiciela. Jezus umarł za nasze grzechy. W Nim jest także wybawienie z niewoli grzechu. Ale pseudopapież i jego sekta zaprzeczają grzechowi, akceptując najcięższy grzech, a nawet go błogosławią. W rezultacie mówią, że odkupieńcza śmierć Chrystusa na krzyżu jest bezużyteczna. Zaprzeczając grzechowi sodomii, zaprzeczają Zbawicielowi i znaczeniu Jego odkupieńczej śmierci. Jest to dowód na to, że „Fiducia supplicans” w swej istocie stoi w sprzeczności z nauką Ewangelii, czyli i z nauką Kościoła Katolickiego. Ci, którzy pozostają w wewnętrznej jedności z jawnym heretykiem Bergoglio i jego „Fiducia supplicans”, za inną ewangelię (Ga 1:8-9) już ipso facto wykluczyli się z Kościoła Katolickiego. Jednak sekta Bergoglio w dalszym ciągu okupuje kluczowe stanowiska w Kościele Katolickim, mając na celu jego samozagładę.

Błogosławiąc sodomię, Bergoglio zaprzecza nie tylko katolickiemu wyznaniu wiary i Ewangelii, których centrum jest Chrystus Zbawiciel, ale także Dekalogowi i Prawom Bożym, które potępiają grzech jako zło i bunt przeciwko Bogu. Dlatego „Fiducia supplicans”, wypierając się grzechu, odrzuca zbawczą skruchę, wypiera się Zbawiciela, a jednocześnie samej istoty Kościoła. Sekta Bergoglio w żadnym wypadku nie jest Kościołem Katolickim. Poprzez „Fiducia supplicans” jawny heretyk na tronie papieskim, Franciszek Bergoglio, już przekształcił Kościół katolicki w szatański antykościół New Age, który prowadzi nie do zbawienia, ale do wiecznego potępienia. Tragedia polega na tym, że jest to mu tolerowane. Przez swoją bierność biskupi i księża stają się zakładnikami satanizacji Kościoła. Nie zmienia to faktu, że Bergoglio i jego zwolennicy w dalszym ciągu będą posługiwać się kwiecistymi sformułowaniami oraz nadużywać Słowa Bożego i władz kościelnych, aby zwieść naiwnych katolików.

List do Tesaloniczan mówi o człowieku grzechu, synu zatracenia. Napisano o nim: on się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga dowodząc, że sam jest Bogiem (2 Tes 2:3-4).

Bergoglio rzeczywiście zasiadał w świątyni Bożej, czyli w kierownictwie Kościoła katolickiego, i poprzez swoje „Fiducia supplicans” i motto proprio „Ad theologiam promovendam” udaje Boga-Prawodawcę. W „Ad theologiam promovendam” wygłosił zmianę paradygmatu Kościoła i dodał, że znosi wszystko, co jest sprzeczne z jego postanowieniem. Czyniąc to, unieważnia zarówno Pismo Święte, jak i Tradycję. Podobnie Fernandez w swoim komunikacie Dykasterii z 4 stycznia 2024 r. deifikuje Bergoglio, stwierdzając: Ważne jest, aby te konferencje episkopatów nie opowiadały się za doktryną inną niż ta zawarta w Deklaracji podpisanej i zatwierdzonej przez papieża, jako że jest to doktryna odwieczna”.

Taka postawa zarówno Bergoglio, jak i Fernandeza stanowi wyraźne zaprzeczenie doktrynie Pisma Świętego i Tradycji Kościoła. Jest to także dowód na to, że Bergoglio uważa się za Boga, czyli nowego prawodawcę, który może unieważnić przykazania Boże i Ewangelię Chrystusową oraz błogosławić nieprawość, którą Pismo Święte nazywa obrzydliwością.

Który z obecnych następców apostołów, czyli biskupów, przez to wszystko nie oddzieli się od Bergoglio i jego sekty wraz ze swoją diecezją, nie będzie już miał przed Bogiem usprawiedliwienia. Będzie odpowiadał za powierzone dusze, które dobrowolnie oddał antychrystowi.

Szanowny kardynałowie i biskupi, znajdujecie się w sytuacji, w której musicie podjąć radykalny ratunkowy krok oddzielenia. Albo będziesz bohaterem, albo zdrajcą, nie ma tu złotego środka.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

11.02.2024

Fiducia supplicans” – koniec Ewangelii i chrześcijaństwa

https://bcp-video.org/the-bell-has-tolled/ /english/

https://bcp-video.org/fr/le-glas-a-sonne/ /français/

https://bcp-video.org/it/la-fine/ /italiano/

https://bcp-video.org/es/el-fin-del-evangelio/ /español/

Zapisz się do naszego newsletterhttps://lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Humanizm źródłem modernizmu i demokracji liberalnej. Doktryna stawiająca człowieka na miejscu Boga.

Humanizm jako źródło modernizmu i demokracji liberalnej w pracach Michaela Daviesa.

„Humanizm był doktryną, siecią doktryn, stawiającą człowieka na miejscu Boga, obdarowując go zestawem cnót, do nadużycia których był on nieuchronnie skazany”.

Posted by Marucha w dniu 2024-03-13 marucha./humanizm-jako-zrodlo-modernizmu-i-demokracji

Michael Treharne Davies (ur. 13 marca 1936, zm. 25 września 2004) był Walijczykiem, nauczycielem i autorem wielu książek na temat kondycji katolicyzmu po Soborze Watykańskim II.

Apologeta katolicki, konwertyta z anglikanizmu (1957) i żarliwy obrońca Tradycji katolickiej oraz abpa Marcela Lefebvre. Współzałożyciel i przewodniczący tradycjonalistycznej Foederatio Internationalis Una Voce. W roku 1967 wstąpił do konserwatywnego Latin Mass Society, którego założyciele postawili sobie za zadanie bronić tradycyjnej Mszy i związanego z nią dziedzictwa.

Wpisując się w świetną tradycję brytyjskich konwertytów na katolicyzm, w swych pracach Davies zwracał uwagę na zniszczenie, jakie wprowadziła w mentalność Europejczyków epoka renesansu. Przypominał że owe wskrzeszone zainteresowanie studiami klasycznymi, które rozpoczęło się we Włoszech w XIV wieku, zaowocowało egocentrycznymi prądami filozoficznymi, które niszczą dorobek cyliwizacji łacińskiej po dziś dzień.

W swoich badaniach – dowodził – humaniści koncentrowali się na zagadnieniach natury czysto ludzkiej; przed nadejściem renesansu, którego byli twórcami, to Bóg był w centrum niemal każdego aspektu nauki i sztuki europejskiej. Muzyka, architektura, literatura, malarstwo, teatr, filozofia, kosmologia, a przede wszystkim teologia – królowa nauk – skupiały się na Stwórcy. Relacja Stwórca-stworzenie było aksjomatem w każdym aspekcie ludzkiego myślenia. Bóg jest naszym Stwórcą, my, jako Jego stworzenia jesteśmy od Niego uzależnieni, bezwzględnie skrępowani Jego prawami – tak jak są one interpretowane i przekazywane nam przez Jego Kościół. Akceptacja stosunków Kreator – istota przezeń stworzona, polega na pełnym poddaniu się prawdzie że Bóg jest doskonały, a my jesteśmy ułomni.

Davies przypomina, że początkowo nie było konfliktu między humanizmem a Kościołem, wszakże wielu humanistów było również duchownymi. Jednak, w miarę upływu czasu stało się jasnym, że ów ruch popadł w tendencję spychania religii na pozycję, gdzie nie miała ona wpływu na sposób myślenia człowieka.

Nowi myśliciele uczyli, że o ile wiara jest prawdziwa, to jest taką tylko i wyłącznie w domenie prywatnej każdego z nas, zaś sfera publiczna powinna odnosić się jedynie do tego, co da się naukowo udowodnić. Oczywiście, oficjalnie nikt jeszcze nie zaprzeczał relacji Stwórca-stworzenie, ale uwaga humanizmu skupiała się raczej na człowieku, a nie Bogu. Człowiek był postrzegany jako byt autonomiczny, jako źródło prawdy w świecie, mistrz, który miał zdolność do podporządkowania sobie natury i jej doskonalenia, istota zdolna do zbudowania ziemskiego raju własnymi siłami – stworzenia utopii.

W praktyce doprowadziło to do przebóstwienia (gr. theosis (θέωσης), theopoiesis, ew. apoteoza apotheosis – ubóstwienie) człowieka; Boży wpływ na codzienność został ograniczony do zakrystii, a czym bardziej Bóg był marginalizowany, tym bardziej wywyższano człowieka, aż do momentu, kiedy stał się bogiem samem dla siebie.

Thomas Molnar określił ten precedens w ten oto sposób: „Humanizm był doktryną, siecią doktryn, stawiającą człowieka na miejscu Boga, obdarowując go zestawem cnót, do nadużycia których był on nieuchronnie skazany”.

Ten własnie sposób myślenia ukonstytuował to, co dzisiaj nazywamy społeczeństwem pluralistycznym. Katolicy w nim żyjący nie mogą pozostać obojętnymi na trendy, które je przesiąkają. Grupą szczególnie wystawioną na ich efekty są naukowcy.

Pod koniec XIX wieku, niektórzy uczeni katoliccy, poddając się owym prądom, doszli do przekonania, że jeśli Kościół chce zachować swoją wiarygodność w wieku XX, to musi On zaakceptować przynajmniej niektóre z ustaleń akademickiej krytyki wobec swego nauczania. Wierzyli, prawdopodobnie z całą szczerością, że byli ludźmi z palcami na światowym pulsie; że byli ludźmi, którzy uratują Kościół przed zacofaniem swych obskuranckich hierarchów, a oni sami są tymi, którzy zagwarantują Kościołowi Jego przyszłość.

Ci ludzie to moderniści, opisani przez św. Piusa X jako najbardziej szkodliwi wrogowie Kościoła. Najbardziej szkodliwi, ponieważ nie pracujący nad zgubą Kościoła z zewnątrz, ale od wewnątrz.

Kolejnym, według Daviesa, dzieckiem humanizmu, przysłowiowym wilkiem w owczej skórze – a nierozpoznawalnym przez większość katolików, jest demokracja – a jej współczesna, liberalna forma w głównej mierze.

Davies podkreśla, że lwia większość katolików nie zdaje sobie sprawy, iż dzisiejsza forma demokracji jest równie niezgodna z katolicyzmem, co marksizm. Demokracja, przypomina, jest ideologią która miała największy wpływ na nowoczesne (XX wiek) myślenie świata niekomunistycznego, przez co jedynie garstka katolików żyjących na zachodzie pozostaje wolna od jej wpływu.

Istotą podstępu demokracji, jest jej wielowarstwowość. Jej propagatorzy uciekają się jedynie do podkreślania jej tzw. walorów uniwersalnych, które przemawiają do niemalże każdego człowieka, jak równouprawnienie płci, wolne wybory, darmowa edukacja podstawowa, wolność słowa et cetera.

Davies dowodzi, że kluczem do zrozumienia podstępu demokracji jest skrupulatne zapoznanie się z jej pełnym spektrum. W szczególności, aspektów nieustannie potępianych przez papieży. W swych tekstach Davies zawsze podkreślał, że Kościół jest gotów zaakceptować każdą formę rządu, która przestrzega prawa Bożego. Będzie zatem działać równie dobrze z monarchią absolutną, co z rządami opartymi na np. brytyjskim modelu głosowania w wolnych i uczciwych wyborach – i to właśnie w ten sposób większość ludzi postrzega i rozumie demokrację.

To nie system wyborczy sam w sobie jest potępiany przez papieży. Oni nie byli zainteresowani tym, w jaki sposób rząd zostaje wybrany, ale w czyim imieniu – i co sobą reprezentuje. Kościół (w swej niezmiennej oficjalnej nauce) absolutnie potępia sugestię że ​​rząd działa w imieniu narodu, i że ustawodawcy są delegatami ludu. Wszelka władza pochodzi od Boga, w tym władza rządzących. Wywodzą oni swoją władzę od Boga i tylko Niego, rządzą w Jego imieniu, nawet jeśli zdecydowały o tym wybory powszechne.

Zatem, żaden rządzący nie ma prawa do uchwalania ustaw, które są sprzeczne z prawem powszechnym (naturalnym) danym nam przez Boga. Nawet jeśli większość ludzi – nawet ich przeważająca większość – jest takiej ustawie przychylna. Władcy (rządy) którzy legalizują rozwody, używanie środków antykoncepcyjnych, tzw. aborcję, czy nienaturalne nawyki, nadużywają swojej władzy.

Tutaj, jak wskazuje Davies, koło się zamyka ponieważ fałszywe pojęcie demokracji potępione przez papieży znajduje swe korzenie w pomysłach niektórych humanistów epoki renesansu. Jeśli rozum jest ostatecznym arbitrem postępowania, to najwyraźniej, wola większości ustala normy, dzięki którym społeczeństwo powinno być regulowane.

Ta błędna teoria została wyraźnie zdefiniowana w Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez zwycięskich rewolucjonistów we Francji. Nie ma w niej miejsca dla praw Bożych. Relacja Stwórca-stworzenie została skazana na zapomnienie. Człowiek w końcu naprawdę stał się niezależnym. Owa deklaracja zawiera zaplanowane i celowe odrzucenie stanowiska katolickiego, chociaż, podchwytliwie, jak przypomina Davies, niektóre z jej poszczególnych artykułów nie są sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

Rewolucjoniści zrzucili Boga z tronu i zastąpili Go człowiekiem. Absurdalnie, obecny świat opiera swoje zasady na opinii większości. Nie ma władzy wyższej od opinii większości, świat cierpi na brak absolutów moralnych. Jeżeli większość głosujących stwierdza, że ​​mordowanie nienarodzonych dzieci jest akceptowalne, to rzeczywiście tak jest. Jeśli nagle zmieni zdanie i nazwie je morderstwem – tak też będzie. Niestety, konkluduje Davies, demokracja nie przewiduje rejestracji głosów ludzi nienarodzonych.

Arkadiusz Jakubczyk https://myslkonserwatywna.pl

Gwoździe w Stygmatach św. Franciszka.

Stygmatyzacja św. Franciszka w świetle oficjalnych biografii Świętego
Dymitr R. Żeglin OFM
francesco.opoka


stig01.gif (86274 bytes)

Nie ulega wątpliwości, że stygmatyzacja św. Franciszka z Asyżu należy do najpiękniejszych kart historii ludzi Chrystusa, a o samym świętym przemawia w sposób najpełniejszy i najbardziej wiarygodny, jak to zaznaczył brat Tomasz z Celano, stwierdzając: „nic nie mówi o nim [Franciszku] prawdziwiej, jak opowieść o stygmatach krzyża” (3C 3).
Pod wpływem tomaszowego podsumowania Franciszka zdaniem, które dopiero co zostało przytoczone, zrodziła się we mnie chęć pogłębienia tematu stygmatyzacji tegoż świętego.
Temat stygmatyzacji i stygmatów w ostatnich czasach wzbudza żywe zainteresowanie u teologów, a jeszcze większe u ludzi nauki, lekarzy, psychologów, psychiatrów, a to w związku z licznymi przypadkami stygmatyzacji. (m.in. Teresa Neumann, Padre Pio da Pietrelcina).
W sensie ścisłym „stygmatami określamy rzeczywiste uszkodzenia tkanki miękkiej, nie pochodzące z obrażeń zewnętrznych ani choroby, które występują na określonych miejscach ciała w sposób nagły i nieprzewidziany”1. Dla właściwego rozumienia powyższej definicji. należy dodać, że przez określone miejsce rozumie się dłonie lub nadgarstki, stopy oraz prawy albo lewy bok klatki piersiowej2. Nie należą do stygmatów w sensie właściwym, choć w rozszerzonym się je do nich zalicza, spotykane niekiedy na ciele osób zwanych stygmatykami rany głowy i czoła imitujące rany Jezusa Chrystusa powstałe na skutek ukoronowania cierniem, czy też rany imitujące te, które powstały na ciele Jezusa w czasie biczowania, albo niesienia belki krzyżowej.
Zazwyczaj stygmatom towarzyszyły bóle, krwawienie znamion, czasami krwawe łzy i krwawy pot, a także odchylenia od prawidłowej przemiany materii, np. całkowite lub częściowe obywanie się stygmatyka bez jedzenia lub bez snu. W wielu wypadkach stygmatycy mieli przeżycia mistyczne i charyzmatyczne, w postaci ekstazy, jasnowidzenia, lewitacji, daru języków, przenikania sumień. Owe krwawe zjawiska i przeżycia mistyczne nasilały się u nich w dniach i okresach, w których Kościół szczególnie czci mękę i śmierć Jezusa Chrystusa: w piątki, w uroczystości Krzyża św., a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu.
Od św. Franciszka z Asyżu zanotowano ok. 400 przypadków stygmatyzacji, które w przeważającej mierze dotyczą kobiet.
Kościół zachowuje wobec stygmatyków dużą ostrożność i rezerwę;, szczególnie wobec kobiet. Istnieje tu bowiem obawa oszustwa, a także obawa niby-stygmatów, czyli pewnych zjawisk naturalnych, chorobowych, czy patologicznych. Oczywiście, w gronie stygmatyków spotykamy i świętych, jednakże sama kanonizacja czy beatyfikacja nie rozstrzyga w sposób ostateczny natury ich stygmatów. Pod tym względem istnieje duża wolność poszukiwań. „W poszukiwaniu rozwiązań historyk, lekarz, psycholog, psychiatra, nawet teolog, nie jest związany żadną decyzją a priori autorytetu kościelnego. Wzmianka w hagiografii jakiegoś świętego czy błogosławionego o stygmatyzacji, której był przedmiotem, nie jest bardziej zobowiązująca dla Kościoła, niż relacja o jakimś cudzie zdziałanym przez tę samą osobę bądź którego była przedmiotem”4 .

1. Czas i miejsce stygmatyzacji św. Franciszka

W określeniu miejsca i czasu stygmatyzacji Poverella nie spotykamy trudności. Wszyscy biografowie Świętego jednomyślnie podają, iż ów fakt dokonał się na górze Alwernii5.
Góra ta została podarowana św. Franciszkowi i jego współbraciom 8 maja 1213 r. przez hrabiego Orlando Catani z Chiusi.
W sierpniu 1224 r, na dwa lata przed śmiercią, Poverello udał się na Alwernię, aby móc tam odprawić czterdziestodniowy post6 ku czci świętego Michała Archanioła. Wyciśnięcie ran Chrystusa miało miejsce w czasie tego postu, koło święta Podwyższenia Krzyża Świętego, prawdopodobnie 14 września7, rano, podczas modlitwy na zboczu góry8.
Poprzedzające stygmatyzację wydarzenia z życia Świętego, wskazują na coraz silniejsze zjednoczenie mistyczne Poverella z Bogiem. Nieustanne rozważanie męki Jezusa Chrystusa oraz oryginalne przeżywanie świąt Bożego Narodzenia w Greccio w .r. 1223, wskazują jak wielką, rolę odgrywała w życiu św. Franciszka kontemplacja Wcielenia Syna Bożego. Prowadziła go ona do ciągłego wzrostu w świętości. Owocem tej świętości było między innymi tworzenie przez Biedaczynę prawdziwej harmonii pokoju i dobra i to nie tylko na płaszczyźnie międzyludzkiej, ale i z wszelkim innym stworzeniem, które w sposób zadziwiający garnęło się do niego.
Franciszek, wstępując na Alwernię witany był przez gromady rozśpiewanego ptactwa9 tam też, każdego dnia rano, był budzony przez zaprzyjaźnionego z nim sokoła10. Wcześniej jeszcze, w czasie trudnego podejścia pod górę, ulżył spragnionemu wieśniakowi, od którego pożyczył osła, wydobywając w sposób cudowny wodę ze skały”11.
Przytaczając te wydarzenia, nie mamy zamiaru tworzyć sztucznie atmosfery cudowności i nadprzyrodzoności. Dokonujemy tego w myśl przyjętej zasady pełnej prezentacji źródłowych opisów wydarzenia z Alwernii.
W klimacie niezwykłego podniecenia duchowego przystąpił Franciszek do odprawienia postu. Biedaczyna z Asyżu zdawał się przeczuwać wyjątkowy charakter przeznaczonych mu na Alwernii przeżyć. Odczuwał w sobie wielkie uniesienie wewnętrzne12, z drugiej zaś strony, był to czas szczególnych udręk duchowych i pokus13. Za wszelką cenę pragnął pełnić wolę Bożą, w tym celu, jak to miał zwyczaj czynić, otworzył trzykrotnie Mszał, a przeczytane przez niego teksty opisujące mękę Chrystusa, upewniły go w przekonaniu, iż jego powołaniem jest cierpieć razem z Ukrzyżowanym.

2. Wizja Serafina i opis ran Biedaczyny.

Pozostawione we wczesnych biografiach św. Franciszka opisy stygmatyzacji są do siebie bardzo podobne. Dla przedstawienia tego zdarzenia najlepiej będzie posłużyć się opisem14 zaczerpniętym z „Traktatu o cudach św. Franciszka” brata Tomasza z Celano. Zatopiony w kontemplacji Franciszek „ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a. dwa okrywały całe ciało. Widząc to, Franciszek zdumiał się gwałtownie, a gdy nie umiał wytłumaczyć, co by znaczyło to widzenie, wtargnęła mu w serce radość pomieszana z żałością. Cieszył się z łaskawego wejrzenia, jakim Serafin patrzył na niego, ale przybicie do krzyża przeraziło go. Natężył umysł, by pojąć, co mogłaby znaczyć ta wróżba, i duch jego silił się trwożnie nad jakimś jej zrozumieniem. Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu”15.
W podobny sposób wizję Serafina przedstawiają inne opisy16. Nie widzi się pomiędzy nimi istotnych różnic, można jedynie cytowany wyżej fragment wzbogacić danymi zaczerpniętymi z innych relacji.
Jeżeli opis Tomasza z Celano wskazuje na nagłe ujrzenie przez Poverella znajdującego się ponad nim Serafina, to Bonawentura mówi o obserwowaniu przez Biedaczynę procesu szybkiego zstępowania, lotu Serafina w kierunku Franciszka. U Bonawentury ponadto skrzydła wizyjnej postaci są błyszczące, jakby z ognia. Bonawentura wspomina także o „tajemnej i poufnej” rozmowie, jaka miała mieć miejsce pomiędzy Franciszkiem a Serafinem.
Jest godne uwagi, że ani Tomasz z Celano, ani św. Bonawentura, ani inne opisy nie mówią o tym, że widzenie przedstawiało ukrzyżowanego Chrystusa, wspominając jedynie o ukrzyżowanym człowieku i podkreślając jego piękno.
Główną jednak uwagę należy zwrócić na sam fakt stygmatyzacji, jaki dokonał się w czasie wizji Serafina i na opis powstałych na ciele Biedaczyny ran. Można przypuszczać, iż stygmatyzacja dokonała się pod koniec wizji, podczas szczytowego duchowego napięcia Poverella. Żaden z biografów nie podaje opisu samej stygmatyzacji, ograniczając się do określenia natychmiastowości zjawiska. Teksty źródłowe dalekie są od ikonograficznych przedstawień stygmatyzacji św. Franciszka, gdzie jego znamiona stygmatyczne powstają wskutek przebicia odpowiednich części ciała przez ogniste płomienie, wypływające z ran ukrzyżowanego Chrystusa – Serafina.
Chyba najoryginalniej i najwyraziściej moment stygmatyzacji przedstawił Celańczyk w cytowanym już opisie wizji: „Otóż, podczas gdy szukając wyjaśnienia na zewnątrz, poza sobą, nie znalazł rozwiązania, nagle objawiło mu je w nim samym odczucie bólu”17.
Czytamy dalej: „Natychmiast bowiem na jego rękach i nogach zaczęły jawić się znaki gwoździ, jak to na krótko przedtem widział u Męża ukrzyżowanego, ponad sobą w powietrzu. Jego ręce i nogi wyglądały przebite gwoździami w samym środku; główki gwoździ były widoczne na wewnętrznej stronie rąk i na wierzchniej stronie nóg, a ich ostre końce były na stronie odwrotnej… Zaś prawy bok, jakby przebity lancą, miał na sobie czerwoną bliznę, która często broczyła i spryskiwała tunikę oraz spodnie świętą krwią”18. Nieco dalej ten sam autor dokonuje jeszcze bliższego opisu ran rąk i nóg: „Patrzyli na błogosławione ciało zdobne stygmatami Chrystusa, mianowicie nie na przebicia gwoźdźmi na rękach i nogach, ale na same gwoździe mocą boską cudownie utworzone z jego ciała, owszem wrośnięte w samoż ciało. Gdy się je nacisnęło z jednej strony, to natychmiast wychodziły po stronie przeciwnej jako tkanka ciągła”19.
Do opisu Celańczyka św. Bonawentura dodaje jeszcze dwa szczegóły: „Samo zaś zagięcie gwoździ pod stopami była tak sterczące i tak na zewnątrz wystające, że nie tylko nie pozwalało swobodnie stawiać stopy, ale nawet w otwór, gdzie było zagięcie można było włożyć palec ręki”20.
Po raz pierwszy opisu ran stygmatycznych św. Franciszka z Asyżu dokonał wikariusz generalny Zakonu Braci Mniejszych w „Liście okólnym o śmierci św. Franciszka”, jaki rozesłał do wszystkich istniejących wówczas prowincji zakonu. Dopiero po nim czynili to także pierwsi biografowie Biedaczyny.
Wspominając o „Liście okólnym” brata Eliasza, nie sposób nie zasygnalizować kontrowersji związanych z historycznością i autentycznością stygmatów św. Franciszka. Niektórzy autorzy (np. Karol Hampe, Karol von Hase, Józef Merkt, czy Henryk Thode)21 krytykowali ich obecność na ciele Świętego, posądzając jednocześnie Eliasza o to, iż to on, jeżeli nie wymyślił, to wykonał rany stygmatyczne na ciele Biedaczyny po jego śmierci. Stygmaty miałyby mu posłużyć jako koronny argument świętości człowieka, którego zakon borykał się z wieloma zewnętrznymi, pomijając już wewnętrzne, problemami.
Taki typ krytyki historycznej rzeczywistości stygmatów Biedaczyny z Asyżu nie jest do utrzymania. Przeczą temu precyzyjne analizy historyczne świadectw22, których rezultaty zostały streszczone w wypowiedzi papieża Piusa XI stwierdzającego, iż „rzecz ta [stygmatyzacja] dzięki historycznej wiarygodności, jest najpewniejsza i potwierdzona”23. Zresztą, jak mówi wybitny znawca życia św. Franciszka i jego źródłowych biografii – protestant Paul Sabatier: „przystosowanie psychologiczne między zewnętrznymi okolicznościami a samym wydarzeniem [stygmatyzacji] jest tak głębokie, że wymyślenie tego byłoby równie niewytłumaczalne, jak sam fakt stygmatów”24.

3. Świadkowie ran stygmatycznych Poverella.

Fakt stygmatyzacji, jaki dokonał się na górze Alwernii w roku 1224, z powodu braku bezpośrednio przekazanej na piśmie relacji samego Franciszka, pozostanie dla nas na zawsze mniej lub bardziej trafną próbą odtworzenia tego zjawiska.
Źródła wspominają tylko o jednej osobie, która towarzyszyła Biedaczynie w czasie pobytu na Alwernii, był to brat Leon – spowiednik Franciszka, jeden z pierwszych braci mniejszych oraz jeden z największych przyjaciół Świętego. Oczywiście, na Alwernii, będącej Franciszkańską pustelnią, na pewno przebywało w tym czasie kilku braci, choć źródła mówią tylko o Illuminacie25 .
Żaden z tych braci nie był świadkiem stygmatyzacji Poverella, co najwyżej stali się pierwszymi świadkami ran stygmatycznych Franciszka. Spisane po śmierci Biedaczyny jego pierwsze biografie wymieniają imiennie tylko kilku świadków ran stygmatycznych żyjącego Franciszka: brata Eliasza, brata Rufina, brata Pacyfika i papieża Aleksandra IV; przy czym należy dodać, że Celano mówi w „Traktacie o cudach” o wielu braciach, którzy jeszcze za życia św. Franciszka mogli zobaczyć jego znamiona stygmatyczne26.
Franciszkowe stygmaty przestały być tajemnicą po jego śmierci. Z tych, którzy widzieli je po zgonie Poverella imiennie mówi się o św. Klarze i jej siostrach zakonnych27, o pani Jakobinie z Settesoli28, o Janie Frigia Pennate wraz z jego matką29, jak również o niejakim rycerzu Hieronimie30.
Pośmiertny hołd złożony Franciszkowi przez współbraci oraz miejscową i okoliczną ludność, przyczynił się do publicznego oglądania znamion stygmatycznych Świętego, a nawet oddawania im czci. Bonawentura stara się podkreślić powagę świadków (ponad 100 duchownych, członkowie zacnych rodów) oraz świętość składających pod przysięgą zeznania (bracia mniejsi).
Trudno powiedzieć, ilu z biorących udział w uroczystościach pogrzebowych Biedaczyny widziała jego stygmaty i w sposób zdecydowany opowiedziała się za ich nadprzyrodzonym charakterem. Żądne cudów średniowiecze nie było wolne od takich ludzi, jak chociażby wspomniany już rycerz Hieronim, eksperymentujący wręcz na ranach Poverella, dotykając i poruszając utworzonymi z ciała gwoźdźmi.
Skoro nadaje się Franciszkowi z Asyżu zaszczytny tytuł pierwszego stygmatyka, należy też ponieść wypływające z tego faktu konsekwencje. Stygmaty rzeczywiście okazały się czymś niezwykłym i zaskakującym. Sceptycyzm Hieronima czyjemu podobnych, o których źródła jedynie nadmieniają, ograniczając się do cudownie nawróconych z niewiary w stygmaty, nie może nas dziwić, skoro fakt stygmatyzacji od początku do końca zdawał się być wielką zagadką dla samego Franciszka.

Przypisy:

1 C. NIEZGODA, „Stygmaty”, Tygodnik Powszechny 40 (1974)5.
2 Tamże: „Znamiona u stygmatyków oznaczają osobliwy udział w męce Chrystusa, a nie odtwarzają dokładnie ran Zbawiciela. Dowodzą tego fakty różnego umiejscowienia znamion u różnych stygmatyków, np. rany boku bądź po prawej, bądź po lewej stronie; rany rąk na dłoniach lub w nadgarstkach. Ponadto same znamiona miały różny wygląd u poszczególnych stygmatyków, np. znamiona w postaci tkwiących gwoździ, albo w postaci krwawiących ran. Ten fakt różnego umiejscowienia znamion i różnego ich wyglądu świadczy o wpływie życia wewnętrznego stygmatyków na ich powstanie, np. wyobrażeń o przebiegu męki Chrystusa, a także o wpływie ikonografii pasyjnej”.
3 Tamże: „Aby jakieś stygmaty uznać za prawdziwe, Kościół stawia sześć warunków: nagłość ukazania. się znamion, znaczne zmiany tkanki cielesnej, trwanie znamion pomimo wszelkiego leczenia, krwawienia trwałe lub okresowe, brak ropienia i procesów gnilnych albo w razie zniknięcia stygmatów nagłe i doskonałe zabliźnienie się ran. Równocześnie stygmatyk musi być osobą zdrową fizycznie i na wysokim, poziomie moralnym”.
4 E. AMANN, „Stigmatisation”, Dictionnaire de Theologie Catholique, Paris 1941, t.14, kol. 2618-9.
5 Góra Alwernia położona jest we włoskiej prowincji i diecezji Arezza. Szczyt góry wznosi się 1283 m npm, samo sanktuarium upamiętniające stygmatyzację Franciszka 1128 m. npm. Zob. T. DESBONETS, Na szlakach św. Franciszka, Kraków-Asyż 1981.
6 Dokładną analizę czasową podaje O. von RlEDEN, „De S. Francisci Assisiensis stigmatum suscepione”, Collectanea Franciscana, 34 (1964)251.
7 K. AMBROŻKIEWICZ, „Schemat biograficzny św. Franciszka z Asyżu”, Pisma św. Franciszka z Asyżu, Warszawa 1982, 22-7.
8 1B 13,3; 2B 6,1; 3T 69.
9 1B 8,10; Za 118.
10 2C 168; 2C 25; 1B 8,10.
11 2C 46;1 B 7,12; 2B 5,3.
12 3C 4; 1B 13,1-2; 2B 6,1; Za 118.
13 Za 118.
15 3C 4.
16 1C 94; 1B 13,3; 2B 6,1; 3B 2,3; 3B 4,2; 3T 69; AP 46; Za 118.
17 3C 4.
18 Tamże.
19 3C 5.
20 2 B 6,3.
21 Zob. O. a RIEDEN, „de Sancti Francisci”, CF 33(1963), 220-S.
22 Chodzi tu zwłaszcza o dwie, główne w tym zakresie prace: M. BIHL, „De Stigmatibus S. Francisci Assisensis. Occasione recentis cuiusdam libri”, Archivum Franciscanum Historicum 3(1910) 393-432 oraz O. a RIEDEN, „De Sancti Francisci”, Collectanea Franciscana 33(1963) 210-66.
23 PIUS XI, „Magna equidem cura” de augusti 1924, Acta Apostolicae Sedis 9(1924), 362-5.
24 P. SABATIER, Vie de S. Francois d’Assise, wyd. 34, Paris 403.
25 Illuminat z Rieti, ten sam , który towarzyszył Franciszkowi w czasie podroży na Wschód (1219): 1B 9.8. On też doradził Franciszkowi, by nie robił z otwartych stygmatów tajemnic: 1B 13,4.
26 3C 5.
27 1C116-117.
28 3C 39.
29 Tamże.
30 1B 15,4.

=========================

Opisuje to ks. Piotr Skarga w Żywotach świętych, tom II.

Europarlament przedłużył otwarcie rynków dla produktów rolnych z Ukrainy na kolejny rok.

Europarlament przedłużył otwarcie rynków dla produktów rolnych z Ukrainy na kolejny rok.

13 marca 2024 pch24/europarlament-przedluzyl

Parlament Europejski w środowym głosowaniu pozostawił zielone światło dla liberalizacji handlu produktami rolnymi UE z Ukrainą i Mołdawią. W przypadku Ukrainy znowelizowano propozycję Komisji Europejskiej, co teoretycznie ma wzmocnić zabezpieczenia dla unijnych rolników.

Europarlament przyjął 347 głosami za, przy 117 głosach przeciw i 99 wstrzymujących się nowelizację wniosku KE dotyczącego zawieszenia ceł i kontyngentów przywozowych na ukraiński eksport produktów rolnych do UE na kolejny rok – od 6 czerwca 2024 roku do 5 czerwca 2025 r.

[—-] .. bo dalej -bla-bla. md

Brudnopisy nie płoną. Ciotka Irenka a Reżyser Znany.

24.03.2008.
 Ciotka Irenka a Reżyser Znany
Eh, ciężko się teraz żyje, westchnęła smutno dobra Ciotka.
Czemu to? pytam z troską.
– Część władz bardzo się interesuje takimi, którzy kochają młodziutkich… odpowiada.
– No, ale tylko mała część władz… pocieszam niepocieszoną.
 – A już mieliśmy nadzieje, że policja zdecyduje się ujawnić niezdrowe skłonności i czyny Reżysera i jego bliskich… mruczy Ciotka.
– ???? – nie rozumiem.
No, w powstałym huku medialnym możnaby sobie na boczku coś przygruchać..
– A czemu Go nie aresztują? pewnie nie mają dowodów? – pytam.
– Och, co to, to nie.. Filmików, zeznań, innych dowodów jest sporo. Mocne. I fajne – rozmarzyła się Ciotka.
– To może boją się, że te dowody znikną? przecież już nieraz się to zdarzało? – niepokoję się.
– Ależ nie, to fachowcy, na pendrajwach (to takie gwizdki z pamięcią komputrów) itp. wszystko jest zabezpieczone. W bezpiecznych miejscach. Ale chodzi o to, że to Postać, wyjątkowo Ważne Tematy poruszał, nie wolno Go więc sięgnąć. Trzeba jeszcze troszkę poczekać. Może wreszcie decyzje zapadną…
Na razie nawet tak pięknie i obficie udokumentowane śledztwo, jak wykrycie szajki pedofilskiej na Dworcu Centralnym, trzeba było ze względu na udział Autorytetu zamieść pod dywan.. 
                      Tak to smutno żyje się w Cieniu Ważnych Osób.
====================

Tak mi podesłano – znalezione…


mail:

Policjant mówi, że w „Siedlisku” w Laskach odbywały się długo spotkania z chłopczykami, dostojna Dyrektorka Szkoły o nich wiedziała, a starucha-żona – doglądała.

Człowiek ma być uzależniony

Człowiek uzależniony opoka

Uzależnienie to choroba umysłu, ciała i ducha. Największym problemem nie są wódka, hazard czy narkotyki, lecz brak zgody na własne życie

Uzależnienie to choroba umysłu, ciała i ducha. Największym problemem uzależnionego nie są wódka, hazard czy narkotyki, lecz brak zgody na własne życie.

Mało było w historii naszego kraju okresów tak sprzyjających rozwojowi jak ten, w którym żyjemy. Przyzwyczailiśmy się do niepodległości. Prawo decydowania o sobie na arenie międzynarodowej jawi nam się dziś jako oczywistość. Wraz z odzyskiwaniem podmiotowości przez naszą ojczyznę wdarła się jednak w nasze granice z siłą tsunami antykultura konsumpcji i użycia.

Potwór

Kredyty, zakupomania, seksualizacja wtargnęły na początku lat 90. ubiegłego wieku w nasze tu i teraz i utworzyły krainę „tysiąca jezior”. W każdym z nich czyha na nas nieco inny, ale w swej istocie podobny potwór z Loch Ness. Sam w sobie oryginalny i egzotyczny, w dotyku miły i bardzo dużo obiecujący. Złota rybka przy nim ze swoimi trzema życzeniami to uboga krewna. Potwór, który wkroczył do owych jezior i milionów serc, zamienił nasze życie w użycie, a nasze być w ciągłą potrzebę mieć. Dlaczego mu się to udało?

Niewolnicy

„Wszystko Ci dam, tylko padnij i złóż mi pokłon”. Czym było owo „wszystko” wówczas, na Pustyni Judzkiej? I co mógł zaproponować Szatan samemu Bogu? To jasne, że ta pokusa musiała być odparta. Co innego dziś, gdy gama dóbr i możliwości jest tak szeroka, a ścieżka użycia, proponowana przez ojca kłamstwa, tak obiecująca. Ten, który zna nasze słabości i na nie liczy, umie tak ruszyć strunami naszego ego, byśmy uznali, że nie kiedyś, po śmierci, ale dziś należy nam się spełnienie życzeń „wszystkiego najlepszego”. Mamy mentalność rozpieszczonego dziecka: „Chcę mieć wszystko natychmiast i od razu, dużo i na bogato”. Ta postawa biorcy, konsumenta żyjącego ponad stan, wiecznie nie dość dojrzałego człowieka to bardzo czule i z pietyzmem hodowana roślina, która jak chwast oplata nasze serca.

Świat żeruje dziś na naszych uzależnieniach, i to nie tylko tych starych jak historia Noego, czyli pijaństwa czy cudzołóstwa. To fakt, że seksoholizm jest dziś wielkim problemem, na pewno większym niż kiedykolwiek wcześniej. Statystyki rozwodów, konsumpcja pornografii, przemoc na tle seksualnym wyraźnie tego dowodzą. Pijemy także bardzo dużo. Sprzedaż alkoholu obecnie to blisko dziesięciokrotność tego, co kupowano w Polsce 100 lat temu. Pijemy bez opamiętania. Alkohol stał się towarem traktowanym na równi z innymi produktami spożywczymi. Można go kupić wszędzie, choćby na stacjach benzynowych, o każdej porze dnia i nocy, nawet bladym sierpniowym świtem. Kosztuje niewiele i jest wszędzie. Dla uzależnionych alkohol jest narkotykiem. Mimo to jest w pełni legalny, a nawet oficjalnie reklamowany. Jest zawsze w pierwszej trójce głównych sprawców zgonów. To dlatego podpisuję się pod apelami o abstynencję, i to nie tylko w sierpniu. Abstynencja alkoholowa to doskonały sposób na poprawę zdrowia i szansa na rozwój w wielu dziedzinach życia, zwłaszcza dla najmłodszych abstynentów. Obecnie uzależnienia to jednak nie tylko alkohol.

Kingsajz dla każdego

Jednym z najbardziej powszechnych, toksycznych i darmowych uzależnień jest pornografia. Strzał dopaminy, który towarzyszy oglądaniu pornografii, jest prawie tak duży jak przy spożyciu amfetaminy. O ile spożycie białego proszku daje nam ten zastrzyk na kilka, kilkanaście minut, to tkwienie w pornografii utrzymuje podwyższony stan hormonu przyjemności przez cały czas korzystania z tego bodźca. Powodem jest błędne odczytanie przez mózg stymulacji jako nadziei na prokreację i podtrzymanie gatunku. Ta euforia uzależnia. Masturbacja i pornografia stały się dziś towarem codziennego użytku dla tysięcy młodych ludzi. Łatwość dostępu i darmowość potęgują to uzależnienie, przez co czynią z młodych ludzi niewolników własnych żądz.

Pornografia nie ma nic wspólnego z prawdą o intymnej relacji między dwojgiem kochających się ludzi. Ma za to wiele wspólnego z przemocą, łatwością, gigantomanią, użyciem. Aktorzy i aktorki są jak Ken i Barbie z koszmarnego snu. Wszystko tu jest idealne i wyolbrzymione, i na pstryknięcie palca, czyli kliknięcie. Prasa młodzieżowa, film, przemysł muzyczny wtórują macherom od przemysłu porno w podsycaniu apetytów na użycie, bo to się opłaca. Antykoncepcja i aborcja kosztują, ale dają iluzję bezkarnego posmakowania wszystkiego. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał świat rządzony przez tych, którzy od 7. roku życia byli narażeni na kontakt z pornografią. Dziś nie trzeba umieć pisać, żeby dostać się w takie zakamarki internetu, gdzie każda perwersja ma swoje katalogi klipów wideo, często za darmo i w full HD.

Mieć, jeść, kupować…

Kolejną plagą dzisiejszej filozofii użycia jest uzależnienie od zakupów, hazardu i kredytów. W Warszawie, w Stowarzyszeniu Integracji Społecznej Klub Poznańska 38, wystartował pierwszy mityng wspólnoty 12-krokowej Anonimowi Zadłużeni (spotkania we wtorki o godz. 18). Niewątpliwie żyjemy ponad stan. Kupujemy setki zbędnych rzeczy, otaczamy się nimi. Popadamy w gadżetomanię i w system wymiany na nowszy model. To moda, która wciąga i uzależnia. Coraz częściej rozmowy między kolegami w szkole, w pracy, na wakacjach przestają dotyczyć tego, kim jesteśmy, co robimy, co czytamy, a zmieniają się w targowisko próżności, w pokaz gadżetowej mody: smartwatche, telefony, airPodsy i co tam jeszcze. Bombardowanie promocjami, zdrapkami, okazjami też robi swoje. Nawet karty z systemem lojalnościowym mogą sprawić, że kupujemy więcej i głupiej, niezgodnie z potrzebami. Wchodzisz po masło i mleko, a wychodzisz z marketu z koszykiem pełnym wszystkiego. Niewątpliwie także hazard z różnymi swymi odmianami, jak zakłady bukmacherskie czy wirtualne kasyna w telefonach, jest coraz większym problemem.

Wszystko może nas uzależnić — nawet tak pozytywna i trwała wartość jak praca. Pracoholizm sprawia, że czując się społecznie użyteczni, tracimy kontakt z rodziną, sobą samym i przestajemy się dziwić 18-godzinnym dniem i 7-dniowym tygodniem pracy. Jedzenie i lęk przed jedzeniem, bulimia, obżarstwo, anoreksja — to kolejne sposoby na nałogowe poprawianie swojego samopoczucia. Nie chcę czuć tego, co czuję. Muszę dostarczyć sobie swojego narkotyku znieczulającego, a czy to będą praca ponad siły, dwadzieścia pączków czy amfetamina, to już mało ważne. Ksiądz Marek Dziewiecki w swojej właśnie wchodzącej na rynek książce Człowiek uzależniony podaje trafną definicję tego zjawiska. Wyjaśnia, że człowiek uzależniony to ktoś ślepo zakochany w swoim śmiertelnym wrogu. Owo zakochanie sprawia, że jesteśmy w stanie poświęcić wszystko i wszystkich, nawet siebie, by móc wpaść w ramiona kochanek. I nie ma znaczenia, że dawno przestały nas one głaskać i tulić, a zaczynają dusić i niszczyć. Zniewolony umysł i zraniony duch tego nie zauważają.

Ból

Czy człowiek uzależniony jest w sytuacji beznadziejnej? Program Ocaleni, który od 2 lat prowadzę w Telewizji Polskiej (wtorek, TVP1, godz. 22.30), pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdym, nawet najbardziej podstępnym uzależnieniem możemy wygrać. Jaka jest do tego droga? Po pierwsze, muszę sam uznać, że potrzebuję pomocy. Zwykle, by tak się stało, potrzebny jest ból. Czasami ból ponad siły, ale ból własny, odczuwany przez chorego, a nie ból czy błagania jego bliskich. Człowiek ślepo zakochany w śmiertelnym wrogu zmierza ku zatraceniu, nie bacząc na miłość i cierpienia bliskich. Jeśli przestaniemy brać na siebie konsekwencje jego nałogu, prędzej czy później dopadną go one i ciężko mu będzie oszukiwać samego siebie, że „ogarnia” i daje radę. To dlatego pierwszy z dwunastu kroków anonimowych alkoholików i innych wspólnot pracujących na tym programie mówi o bezsilności. Tylko wtedy, gdy ją uznam, w moim życiu możliwy jest szczęśliwy ciąg dalszy. Możliwy, ale niepewny, gdyż wychodzenie z uzależnienia to długotrwały proces naprawiania swojej teraźniejszości i zadośćuczynienia za przeszłość.

Nadzieja

Jest nadzieja dla każdego. Niezmiernie jednak ważne jest uznanie tego, że twoim problemem nie są narkotyk, alkohol, hazard czy seks, lecz jest nim fakt, że nie godzisz się na siebie i swoje życie. Że uciekasz przed życiem w użycie, że wolisz iluzję niż codzienne konfrontowanie się z trudem życia i gamą niechcianych uczuć. Jeśli jednak zgodzisz się na ten oczywisty fakt, że potrzebujesz pomocy, i wskrzesisz w sobie wiarę, choćby tak niewielką jak ziarenko gorczycy, to wtedy Ten, który przyszedł na świat, by nas ocalić, ocali i Ciebie. Nie wyręczy Cię w niczym, co jest w Twojej mocy, ale da Ci wsparcie tam, gdzie nie masz mocy. Gdy będziesz wybierać miejsce, do którego zapukasz po pomoc, oprócz kratek konfesjonału, miej w sobie pewność, że osoba uzależniona choruje równie mocno ciałem, umysłem, jak i duszą. Tak jak z próchnicą górnej szóstki nie idę na Jasną Górę, lecz do dentysty, podobnie w obliczu uzależnienia mam szukać specjalistów, grup wsparcia, klubów abstynenta. Ostatecznie Tym, do kogo odwołują się owi specjaliści, a których skuteczność działań jest weryfikowana tysiącami ocalonych, jest miłujący Bóg. Ten, który wymyślił ciebie z miłości i do miłości, do wolności, a nie do zniewoleń i upokorzeń. >>n

opr. mg/mg

Życie na linie 9. Ciotka Irenka.

Zycie na linie 9

Ciotka Irenka

Pędząca Glizda

Pewien stoliczny socjolog zwany powszechnie ciotką Irenką wręcz się zadurzył w chłopcach z „Okienka”. Wychwalał na salonach warszawki ich wybitną inteligencję i polityczną dojrzałość, ale chyba nie tylko o te, dość rzadkie ludzkie cechy, mu chodziło. Jak szeptali po kątach chłopcy, dopraszał się, żeby dopuszczali go do ich roboczych spotkań i z lubością, choć dyskretnie, wdychał upiorny odór ich brudnych kombinezonów.

Irenka, znany socjolog, profesjonalnie zabrał się do badania zdumiewającego, nie tylko dla niego, lecz dla wszystkich innych fenomenu. Oto kilku pomysłowych chłopaków zakłada biznes. Tym biznesem jest spółdzielnia robót wysokościowych. Idzie im jak po maśle. Nie wiadomo dlaczego nie mają praktycznie żadnej konkurencji. Jedyną konkurencją mogłaby być znana warszawska firma wysokościowa skupiająca alpinistów i ubeków ale ta firma wyraźnie stara się nie wchodzić im w drogę. Do używania lin, karabinków, przyrządów podciągowych a nawet tak pięknie zwanego „dupowsporka”, nie potrzeba wysokiego IQ. Również malowanie kominów, mycie wysoko położonych okien i szklanych ścian nie wymaga wyjątkowych kwalifikacji, a w kraju nie brakowałoby chętnych do takich, dobrze płatnych, zajęć.

Poza tym nie jest jasne dlaczego dyrekcje obsługiwanych przez „Okienko” fabryk i zakładów pracy bez cienia protestu akceptują bardzo wysokie ceny za usługi spółdzielni. Chłopcy oczywiście twierdzą, że to kwestia ich unikalnych umiejętności i osobistego wdzięku ale tylko głupi by w to uwierzył. Każdy znający realia PRL doskonale rozumiał, że „Okienko” jest pod specjalną ochroną, że nad spółdzielnią rozpostarta jest potężna „Kрыша”. Pozostaje pytanie kto i po co opiekował się spółdzielnią? Najprostsze wyjaśnienie jest następujące. „Okienko” skupiało praktycznie całą młodą opozycję tego regionu kraju. Miało się ich wszystkich zamkniętych jak owce w zagrodzie. Być może byli do czegoś przygotowywani. Wszyscy to rozumieli, z wyjątkiem ciotki Irenki.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

===============================

mail:

Była jeszcze aferka na Dworcu Centralnym, fajnie zatuszowana:

Ciotka Irenka a Rezyser Znany

„Sąd”: Kopalnia Turów ma przestać pracować już za 3 lata. Ceny w górę, energia z Niemiec – z kopalń węgla brunatnego.

Po wyroku WSA Kopalnia Turów ma przestać pracować już za 3 lata. Ceny w górę, energia z importu

#ceny prądu #energetyka #energia elektryczna #kopalnia turów #prąd #ubóstwo energetyczne #UE #Unia Europejska #węgiel brunatny #zielony ład

(Sędzia Jarosław Łuczaj wydał wyrok, który w ocenie związkowców oznacza zamkniecie Kopalni Turów już za 3 lata. Fot. PAP / Paweł Supernak)

Tak zwani ekolodzy oraz niemieccy samorządowcy zainicjowali sprawę sądową, w wyniku której już za 3 lata ma przestać działać Kopalnia Turów. – Polska będzie kupować „bardzo ekologiczną” energię elektryczną z Niemiec – z tych nowych dwóch kopalń węgla brunatnego i elektrowni, które budują – skomentował szef zakładowej „Solidarności”.

Uchylenie przez sąd administracyjny decyzji środowiskowej dla kontynuacji wydobycia w kopalni Turów oznacza, że po 2026 r. będzie ona do zamknięcia, nie da się w tak krótkim czasie uzyskać nowej koncesji – ocenia Wojciech Ilnicki, szef NSZZ „Solidarność” w Kopalni Węgla Brunatnego Turów.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił w środę decyzję środowiskową Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska dotyczącą kontynuacji wydobycia węgla w kopalni Turów. Wyrok jest nieprawomocny. Sędzia WSA Jarosław Łuczaj w uzasadnieniu przekonywał, że rozstrzygnięcie „nie powoduje wstrzymania funkcjonowania, czy wręcz zamknięcia kopalni Turów”. Jak mówił sędzia, „decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji danego przedsięwzięcia jest jednym z wymogów wydania dalszych decyzji administracyjnych koniecznych w procesie inwestycyjnym”.

Szef NSZZ „Solidarności” w KWB Turów Wojciech Ilnicki komentując orzeczenie WSA zwrócił uwagę, że decyzja sądu nie wstrzymuje wydobycia w kopalni Turów do roku 2026 r. – Ale w 2026 roku, jeśli nie będziemy mieli nowej koncesji, to to orzeczenie wstrzymuje wydobycie. Nie uzyskamy w tak krótkim czasie nowej koncesji – to jest niemożliwe biorąc pod uwagę całą procedurę, w tym procedurę transgraniczną. A zatem ta decyzja mówi jednoznacznie, że po 2026 r. Turów będzie do zamknięcia – ocenił związkowiec.

Ilnicki powiedział, że to bardzo zła wiadomość dla pracowników i mieszkańców okolic Bogatyni. – To również zła wiadomość dla innych mieszkańców naszego kraju, ponieważ zamknięcie kopalni oznacza wzrost cen energii elektrycznej. Po zamknięciu Turowa Polska będzie kupować „bardzo ekologiczną” energię elektryczną z Niemiec – z tych nowych dwóch kopalń węgla brunatnego i elektrowni, które budują – mówił.

Związkowiec liczy, że PGE GiEK i GDOŚ odwołają się od nieprawomocnej decyzji WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

WSA wskazał, że jedyną przyczyną uchylenia decyzji środowiskowej były zarzuty nawiązujące do umowy między rządami Polski a Republiki Czeskiej o współpracy w zakresie odnoszenia się do skutków wynikających z eksploatacji kopalni. Umowę podpisano 3 lutego 2022 roku.

Taka umowa ma znaczenie dla aktów stosowania prawa, a takim aktem stosowania prawa jest niewątpliwie decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji przedsięwzięcia. (…) Tymczasem organ w zaskarżonej decyzji wprost uznał, że nie ma ona znaczenia dla rozstrzygnięcia w tej sprawie. W ocenie sądu takie stanowisko jest błędne – skonkludował sędzia Łuczaj.

Sprawa została zainicjowana skargami tak zwanych ekologów z Greenpeace i Fundacji Frank Bold oraz samorządowców niemieckich z przygranicznych terenów dotyczących decyzji środowiskowej Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z 30 września 2022 r. odnoszącej się do „Kontynuacji eksploatacji złoża węgla brunatnego Turów, realizowanego w gminie Bogatynia”.

Zaskarżona do sądu decyzja GDOŚ częściowo uchylała, a częściowo utrzymywała w mocy wcześniejszą decyzję środowiskową w tej sprawie wydaną przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu. W lutym 2023 r. opierając się właśnie na decyzji GDOŚ z jesieni 2022 r., minister klimatu i środowiska przedłużył koncesję dla Turowa poza 2026 r. – do 2044 roku.

pap logo

Źródło: PAP (Piotr Doczekalski)