Administracja Bidena, korzystając ze swoich zastępczych sił na Ukrainie, przeprowadziła w czwartek bezprecedensowy atak na „kluczowy element rosyjskiego parasola nuklearnego”, skutecznie oślepiając rosyjskie wojsko przed wykryciem nadlatujących rakiet balistycznych uzbrojonych w broń nuklearną.
„Zdjęcia satelitarne potwierdzają”, że wiele dronów poważnie uszkodziło „rosyjski strategiczny radar wczesnego ostrzegania na południowo-zachodnim krańcu kraju”, przez co Moskwa stała się bardziej podatna na atak wroga. Zachodnie media w dużej mierze zaciemniły wszelkie relacje na temat tego zdarzenia, które powinny znaleźć się na pierwszych stronach gazet w całym kraju.
Zgodnie z rosyjską doktryną nuklearną każdy atak na podstawowy system pierwszego alarmu nuklearnego w Rosji uzasadnia nuklearny odwet . Biorąc pod uwagę powagę sytuacji, musimy założyć, że frustracja Waszyngtonu wynikami Ukrainy na polu bitwy przyspieszyła dramatyczną zmianę polityki, która obejmuje prowokacje wysokiego ryzyka, mające na celu wywołanie nadmiernej reakcji prowadzącej do bezpośredniej interwencji NATO.
Najwyraźniej administracja Bidena zdecydowała, że bez zaangażowania NATO nie może zwyciężyć na Ukrainie.W tym celu Stany Zjednoczone – za pośrednictwem swoich pełnomocników na Ukrainie – będą w dalszym ciągu przeprowadzać coraz bardziej śmiercionośne ataki na terytorium Rosji, zmuszając Moskwę do reakcji w naturze.
Przed II Wojną Światową, genialni francuscy generałowie zaprojektowali linię fortyfikacji zwaną Linią Maginota. Zlokalizowana ona była na granicy z Niemcami i w zamyśle wspomnianych “strategów”, miała chronić Francję przed Niemiecką agresją. Francuscy tchórze byli tak pewni swego bezpieczeństwa, że pomimo gwarancji sojuszniczych dotyczących Polski, nie kiwnęli nawet palcem, kiedy III Rzesza zaatakowała Polskę wszystkimi posiadanymi siłami, pozostawiając na granicy francuskiej jedynie dwie dywizje naprzeciw ogromnej armii francuskiej ukrywającej się za wspomnianą Linią Maginota.
Dzięki temu francuskiemu tchórzostwu, zaprzaństwu i wiarołomstwu, II RP została pokonana, a w następnym roku niemiecki kapral Adolf Hitler wystawił do wiatru francuską generalicję, omijając Linię Maginota szybkim manewrem poprzez Belgię, wychodząc na tyły armii francuskiej. W niecały miesiąc kampania zakończyła się spektakularnym sukcesem Niemiec.
Dziś, błazny z “polskiego rządu” postanowiły wyrzucić 10 miliardów złotych na podobną “inwestycję” na granicy z Białorusią i Rosją, pozostawiając całkowicie otwartą “granicę przyjaźni” z banderowską Ukraina, na której terytorium prowadzi działania kilkuset-tysięczna armia rosyjska.
Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie podejmowałby takich “posunięć obronnych”.
Na nieszczęście, wśród administracji w Warszawie nie ma indywiduów z powyższymi walorami. Cała moc ich marnych intelektów skupia się na usatysfakcjonowaniu swych zagranicznych pryncypałów. A ci domagają się podkręcania histerii wojennej wśród społeczeństwa III RP, by łatwiej móc je przekonać do złożenia daniny krwi na ołtarzu globalizmu, w walce z Rosją całkowicie pochłoniętą problemami Donbasu, Zaporoża i Kaukazu!
Najważniejszymi obecnie kwestiami dla Polski i dla całej środkowej Europy, a być może również dla świata – pozostają zagadnienia bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym problem zakończenia wojny na Ukrainie, w powiązaniu oczywiście z innymi konfliktami, które obserwujemy już w tej chwili niemal w każdym zakątku globu.
Globalizacja wojny
Choćby niedawna decyzja Kongresu amerykańskiego o dalszym finansowaniu kijowskiego reżimu wskazuje, jak związane są ze sobą kwestie pokonania nazizmu na Ukrainie i oporu wobec syjonizmu w Gazie. Być może już wkrótce będziemy świadkami kolejnego potencjalnie globalnego konfliktu między supermocarstwami, Chinami a Stanami Zjednoczonymi na Morzu Południowochińskim pod pretekstem kwestii tajwańskiej. Żyjemy bowiem w fazie globalizacji wojny.
Zastanawiając się jak zakończyć wojnę na Ukrainie, zmuszeni jesteśmy przyznać, że za wyjątkiem pierwszych kilkunastu tygodni, kiedy przynajmniej stronie rosyjskiej wydawało się, że zna odpowiedź, obecnie nikt nie mógłby z czystym sumieniem stwierdzić, że ma gotowe rozwiązanie.
Na początku tej gorącej fazy konfliktu (trwającego wszak od 2014 roku) w rosyjskim planie mieściło się zapewne zostawienie samym Ukraińcom prawa do decydowania o swoim rządzie, oczywiście więc i prawa do zawarcia pokoju, przeprowadzenia neutralizacji i denazyfikacji na własną rękę. Ta nadzieja umarła wraz z fiaskiem rozmów pokojowych w Turcji, wraz z inicjatywą premiera Borisa Johnsona, który storpedował wszelkie szanse na zawarcie jakiegokolwiek, możliwie równorzędnego pokoju między Kijowem a Moskwą. Od tamtej pory możemy się obawiać, że żadna ze stron nie wie, jak tę wojnę zakończyć.
Ukraina jako przedmiot, nie strona konfliktu
Przez strony należy rozumieć w tym przypadku oczywiście już tylko Rosję i mocarstwa zachodnie. Ukraina jest bowiem jedynie przedmiotem, polem bitwy tej wojny między Zachodem a Rosją, toczonej jedynie na terytorium ukraińskim.
Skądinąd można domniemywać, że po stronie rosyjskiej dominują teraz tendencje do rozstrzygnięcia militarnego, a więc zdobycia wyraźnej przewagi wojskowej, opanowania kolejnych terytoriów, przełamania kolejnych linii obrony (co zresztą dzieje się w tej chwili na naszych oczach po raz kolejny na odcinku charkowskim, jak i chersońskim), wreszcie do uzyskania takiej pozycji militarnej i strategicznej, która wymusi na Kijowie zawarcie pokoju, a na początek przynajmniej prośbę o zawieszenie broni, o przystąpienie do rozmów na warunkach znanych od samego początku tego konfliktu.
Pozostają nimi nieodmiennie denazyfikacja, neutralizacja, przywrócenie i gwarancje prawa ludności rosyjskojęzycznej i wszystkich mniejszości narodowych (podkreślmy: wszystkich mniejszości narodowych, w tym polskiej, rumuńskiej, węgierskiej, bułgarskiej i innych mieszkających na Ukrainie), zmienia się zaś tylko dodatkowa cena, jaką Kijów będzie musiał zapłacić w ubytkach terytorialnych (zresztą być może nie tylko na rzecz Rosji, ale także swoich aktualnych teoretycznych sojuszników).
Czy rosyjskie nadzieje na takie właśnie rozstrzygnięcie mają rację bytu? Jedno, co możemy powiedzieć, to że gdyby to Kijów decydował, być może taki pokój byłby już zawarty.
Wojna niczym COVID
Gdyby decydowali sami Ukraińcy, jakiś pokój byłby zawarty na pewno i już dawno Ukraina mogłaby zająć się odbudową tego terytorium, które przy niej zostanie. Jednak decyzje nie zapadają w Kijowie, lecz w stolicach Zachodu, w Waszyngtonie, w Londynie, w tym rozproszonym ośrodku władzy globalizmu, neoimperializmu i neoliberalizmu, który wciąż dominuje we współczesnym schyłkowo jednobiegunowym świecie, kruszącym się na naszych oczach.
Polityka tej strony konfliktu z Rosją zmierza zaś wyraźnie do kontynuowania wojny bez wyraźnego końca. Mamy więc sytuację żywcem z Roku 1984 George’a Orwella, w którym Oceania płynnie przechodziła od wojny z Wschódazją do starcia z Eurazją i odwrotnie, byle sama walka i jej skutki społeczne były wieczne. Czy tak będzie i w naszym przypadku? Cóż, COVID też się wydawał trwać bez końca, a jednak rosyjskie czołgi błyskawicznie fikcję pandemiczną zakończyły. Być może więc i ten konflikt w końcu dojrzeje do jakiejś formy przesilenia.
Pamiętam też, co pisałem w dniu, kiedy konflikt ten wszedł w fazę gorącą, a więc 24 lutego 2022 roku, gdy wzywałem (oczywiście na próżno) władze III Rzeczypospolitej do trzymania się jak najdalej od tej wojny, jak najdalej od związanych z nią kosztów, jak najdalej od związanych z nią zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski, dodatkowo potęgowanych prowadzeniem samobójczej nieodpowiedzialnej polityki. Bezskutecznie apelowałem, aby skupiać się wyłącznie na bezpieczeństwie mniejszości polskiej na Ukrainie w okresie pacyfikacji oraz przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa Polakom mieszkającym w Polsce.
Pacyfikacja karykatury Hetmanatu
Swoją drogą, gdy wspominam o pacyfikacji – samozwańczy tropiciele „wszechobecnych ruskich agentów” oczywiście snują wizję, jak to „rusofile w Polsce chcą ogniem i żelazem dusić ukraińskie wsie”. Zachodzi w tych kręgach klasyczne przeniesienie, bo przecież tak rozumianych aktów terroru dopuszczali się właśnie banderowcy na ludności polskiej Wołynia i całych Kresów Południowo-Wschodnich.
Tymczasem, jeśli sięgniemy do słowników XIX-wiecznych, piękne słowo pacificationem, pacyfikacja – oznaczało po prostu zaprowadzenie pokoju, takie samo znacznie podają też słowniki Orgelbranda z 1861 roku, Arcta z 1929 roku oraz Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwieckiego z lat 1900-1927. Sejm pacyfikacyjny był to w systemie Rzeczypospolitej szlacheckiej ten sejm, który zaprowadzał pokój pomiędzy zwaśnionymi stronami konfliktów wewnętrznych, wojen domowych, często bardzo gorących sporów w obrębie ówczesnego narodu politycznego, a zwłaszcza między stanami a królem.
I w tym sensie w takim razie podtrzymuję swoje zdanie z 2022 roku: życzmy naszym ukraińskim przyjaciołom (bo nadal za przyjaciela Ukraińców się uważam) pacyfikacji, zaprowadzenia pokoju, tak, aby mogli w swoim własnym interesie zająć się odbudową, no i oczywiście, aby mogli szczęśliwie udać się do swoich domów w tej wielomilionowej rzeszy, która znalazła się jako przesiedleńcy w Polsce i innych krajach europejskich.
Nauka dla Polaków?
A czy wyciągniemy z tego konfliktu jakieś wnioski dla polityki bezpieczeństwa państwa polskiego? Oczywiście doświadczenie tych dwóch lat wskazuje, że wniosków nie wyciągamy żadnych, co zresztą nie powinno dziwić w przypadku tzw. elit politycznych.
Klasa polityczna Rzeczypospolitej składa się po prostu ze zdrajców. Są to osoby sprzedajne, pozostające na służbie ośrodków zagranicznych. To obca agentura, wrogie Polsce kompradorskie ciało, narośl na państwie i narodzie polskim. Niestety jednak, dostrzegamy też problem z pewną niedojrzałością wielu środowisk, które chcą angażować się w politykę, zakładając przynajmniej, że robią to w celach patriotycznych czy z pobudek patriotycznych, ale niestety nadal bez zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości i zachodzących w Polsce i wokół Polski procesów geopolitycznych.
Otóż oczywiście na dziś fundamentem bezpieczeństwa Polski (tak jak i każdego innego państwa środkowej Europy) jest trzymać się jak najdalej od konfliktu ukraińskiego, a zatem: zakończyć całą idiotyczną tak zwaną pomoc dla Kijowa, która jest nie tylko przeciwskuteczna, bo podtrzymuje niepotrzebny opór, ale jest też masowo rozkradana, będąc przedmiotem gigantycznej korupcji, ponieważ banderowsko-oligarchiczny twór w Kijowie jest skorumpowany systemowo i nie da się go naprawić od środka inaczej, niż po prostu pozbywając się wszystkich tamtejszych klanów, grup i sitw oraz oczywiście wpływów zachodniego kapitału i zachodnich wywiadów, które rządzą tą parodią Hetmanatu.
Poza tą palącą kwestią bieżącą, oszczędzająca miliardy polskich złotówek i tysiące ukraińskich żyć – pozostaje jednak niezmiennie kwestia strategiczna: co dalej? Przerwać fałszywą pomoc i co?
Przede wszystkim suwerenność
Rzecz jasna, łatwiej byłoby szukać teoretycznych odpowiedzi dla świeta idealnego, w którym rzeczywiście problem bezpieczeństwa Polski i Europy Środkowej byłby traktowany poważnie, mając szansę znaleźć swoje polityczne rozwiązanie.
Dla takiego właśnie świata idealnego pod koniec lat dziewięćdziesiątych, będąc młodym jeszcze autorem tygodnika Myśl Polska wraz z naszym narodowo-demokratycznym kręgiem politycznym – dawaliśmy odpowiedź: neutralność. Proponowaliśmy budowę systemu bezpieczeństwa zbiorowego choćby w oparciu o OBWE. Podnosiliśmy wówczas, że NATO, jeśli już musi istnieć, skoro nie rozwiązało się po zakończeniu zimnej wojny, to aby być prawdziwym paktem bezpieczeństwa – powinno rozszerzyć się także o Rosję, a być może i o Chiny.
Oczywiście tak się nie stało. NATO pozostaje tylko agresywnym ośrodkiem władzy i militarnego nacisku imperialistów zachodnich, a neutralność zeszła w ogóle z agendy polskiej, a nawet europejskiej. Okno przesunęło się daleko, daleko od niej. W dyskursie publicznym, nie tylko zresztą polskim, dominuje dziś krzyk, że „neutralność jest niemożliwa w naszej części Europy, że tu zawsze trzeba być po czyjejś stronie”.
Odpowiedź na te wrzaski jest zupełnie prosta: dlaczego niby samo odrzucenie neutralności miałoby równocześnie znaczyć, że mielibyśmy być po stronie wrogów Polski, nazistów, oligarchów, globalistów, którzy trzymają Polskę i resztę naszej części Europy w pułapce średniego rozwoju?
Kolejną odpowiedzią, którą chętnie udzielaliśmy i którą nadal uważamy, częściowo przynajmniej, za aktualną, pozostaje bowiem współpraca, współpraca regionalna. Niestety jednak kraje Europy Środkowej do niej skutecznie zniechęcane, paradoksalnie wraz ze wzmożeniem pustej propagandy, różnych Trójmórz i Międzymórz.
A przecież trudno było o lepszy przykład współpracy między narodami europejskimi niż Jugosławia, bandycko zniszczona: militarnie, przemocą, za pomocą czystek etnicznych, zbrodni, secesji i sterowanego przede wszystkim przez Waszyngton i Berlin rozpadu.
Trudno i dziś mówić o współpracy między narodami europejskimi w momencie, kiedy jest ona tak wyraźnie nie na rękę centrom globalizmu. Niemniej jednak kooperacja z pewnością jest koniecznością, na co wskazują dobre przykłady, które znamy z obszarów pozaeuropejskich, jak Organizacja Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego, Szanghajska Organizacja Współpracy czy inicjatywa BRICS, efektywne nie tylko z punktu widzenia geopolityki i bezpieczeństwa, ale przede wszystkim gospodarki.
Wszystko to, co ciągle jeszcze było w zasięgu Polski i innych krajów środkowej Europy na początku czy w pierwszej dekadzie XXI wieku – znów zostało odsunięte, zepchnięte ze stołu na rzecz jednostronnego udziału w agresji Zachodu przeciwko Rosji, a także w spodziewanej agresji Zachodu przeciwko Chinom.
Dzisiaj więc pierwszą odpowiedzią co zrobić, jak zapewnić bezpieczeństwo Polsce – pozostaje odpowiedź najprostsza: metodą zapewnienia bezpieczeństwa Polsce jest suwerenność.
Państwo Polaków zamiast III RP
Nie może być mowy o bezpieczeństwie Polski bez odzyskania kontroli przede wszystkim nad polską gospodarką, efektywnie będącą tylko częścią gospodarczych Wielkich Niemiec, bez odzyskania kontroli nad prawodawstwem, które jest obecnie związane nadrzędnością prawa superpaństwa europejskiego. Nie dajmy się oszukiwać, że tak nie jest. Prawo III RP jest podrzędne wobec tego stanowionego przez elity brukselskie, transnarodowe, beznarodowe, całkowicie podporządkowane planom światowego neoliberalnego globalizmu.
Dopóki nie odzyskamy kontroli nad granicami, nie tylko tymi z płotami, szturmowanymi (jak to się pięknie pokazuje w telewizji) przez uchodźców z globalnego Południa, ale przede wszystkim nad granicami otwartymi na oścież przed przesiedleńcami z Ukrainy, przed ukraińską nieuczciwą konkurencją wobec polskiej gospodarki – dopóty nie staniemy się państwem suwerennym, nowym, prawdziwym państwem polskim. Nie kompradorską, skorumpowaną, neokolonialną III Rzeczpospolitą, ale państwem Polaków. A bez niego nie może być mowy o jakimkolwiek bezpieczeństwie naszego kraju, bezpieczeństwie naszego narodu, naszych rodzin i bliskich.
Siła równowagi
Odzyskawszy suwerenność, wówczas dopiero możemy myśleć o współpracy międzynarodowej z innymi suwerennymi podmiotami, zarówno w bezpośrednim naszym sąsiedztwie, jak i na całym świecie: z wielkim projektem Pasa i Drogi, z wielkim projektem BRICS, z organizacjami, które starają się zapewniać obustronne korzyści swoim członkom, a nie tylko ich eksploatować, tak jak to się dzieje w przypadku Unii Europejskiej, już nie mówiąc o NATO.
Słowem, wówczas dopiero na bazie równorzędnych porozumień suwerennych państw możemy uzyskać stan bezpieczeństwa, również związany z neutralnością. My nie potrzebujemy, opowiadać się w konflikcie Wschodu i Zachodu po którejkolwiek ze stron. Powinniśmy natomiast zawsze i ponad wszystko pilnować polskich interesów narodowych. A w naszym właśnie interesie w przyszłym świecie wielobiegunowym pożądana jest nie tyle równowaga sił, co siła równowagi.
I tym punktem równowagi może i powinna być niepodległa, suwerenna, neutralna Polska.
Konrad Rękas
Wystąpienie na konferencji „Problems of European security – how to avoid war?” zorganizowanej w Warszawie, 27 kwietnia 2024 r. przez Center for Geostrategic Studies oraz Fundację Swobód Obywatelskich im. Andrzeja Leppera.
Według doniesień podejrzenie ataku ukraińskiego drona na system radarowy rosyjskiego systemu wczesnego ostrzegania nuklearnego, który ma wykrywać nadlatujące międzykontynentalne rakiety nuklearne, spowodował poważne szkody. Według eksperta wojskowego, pułkownika Markusa Reisnera, zawiera on materiał wybuchowy, który może spowodować nową, niebezpieczną eskalację. Pułkownik Reisner odpowiada na trzy kluczowe pytania:
1. Dlaczego rzekomy atak ukraińskiego drona na rosyjską stację radarową Armawir w południowo-zachodniej części Terytorium Krasnodarskiego jest niezwykle niezwykły?
Zdjęcia, które pojawiły się przedwczoraj, pokazują, że co najmniej jeden z dwóch rosyjskich systemów radarowych wczesnego ostrzegania Woroneż-DM stacjonujących w Armawirze został poważnie uszkodzony w wyniku ukierunkowanego ataku. Rosja posiada obecnie aż dziesięć takich radarowych systemów wczesnego ostrzegania. Rozsiane są po całej Rosji, w lokalizacjach w Murmańsku, pod Petersburgiem, w Kaliningradzie, w Barnauł, w Omsku, koło Irkucka, koło Workuty, w Krasnogorsku i we wspomnianym Armawirze. Ten ostatni, składający się z dwóch radarów, został zbudowany w celu skompensowania podobnych sowieckich systemów pierwotnie zainstalowanych na zachodniej Ukrainie i Krymie.
Radary Woroneż-DM to radary „Over-the-Horizon” (OTH) – „Ultra High Frequency” (UHF), które wchodzą w skład rosyjskiego systemu radarowego wczesnego ostrzegania do wykrywania rakiet balistycznych. Radary mają zasięg 6000 kilometrów . Ich celem jest wczesne wykrycie nadlatujących amerykańskich rakiet nuklearnych, aby móc szybko podjąć własne działania, w tym w najgorszym przypadku rosyjski kontratak nuklearny. Możliwe jest również przekazywanie danych wczesnego ostrzegania sojusznikom, takim jak Iran, Korea Północna czy Chiny.
2. Jakie korzyści odniosłaby Ukraina z takiego ataku na rosyjskie systemy radarowe wczesnego ostrzegania?
Ukraina posiada obecnie jedynie broń rakietową o ograniczonym zasięgu. Nasze własne systemy, takie jak Toczka-U, zostały wyczerpane, a wśród systemów dostarczanych przez Zachód wyróżnia się amerykański system Army Taktycznego Systemu Rakietowego (ATACMS). Ma zasięg 300 kilometrów i wysokość toru lotu [?? nie możliwe md] . Można obecnie spekulować, że siły ukraińskie mogły obrać za cel Armawir, ponieważ obawiały się, że to miejsce może pomóc w ostrzeganiu z wyprzedzeniem o ich atakach za pomocą balistycznych systemów ATACMS dostarczonych przez USA. Jednak Armawir znajduje się prawie 700 kilometrów od ewentualnych miejsc startu ATACMS w pobliżu Chersoniu. tj. te względu na horyzont radarowy Woroneż-DM wykrycie na tej odległości rakiet ATACMS lecących na małej wysokości wierzchołkowej jest trudne. Aby pomiar był dokładny, docelowa nadlatująca rakieta powinna znajdować się co najmniej na wysokości ponad tysiąca kilometrów. Międzykontynentalne rakiety balistyczne latają zwykle na wysokościach do 2000 kilometrów [ ??? md] – czyli w optymalnym zasięgu wykrywania radaru Woroneż-DM. Inne systemy radarowe są przeznaczone do rakiet taktycznych krótkiego zasięgu, takich jak ATACMS.
3. Czy istnieje inny model wyjaśnienia ataku i dlaczego jest on ważny?
Dwa rosyjskie DM w Woroneżu w obiekcie Armawir stanowią integralną część rosyjskiego strategicznego systemu wczesnego ostrzegania, a ich awaria może mieć wpływ na zdolność kraju do wykrywania nadchodzących zagrożeń nuklearnych. W tej chwili inicjatywę mają rosyjskie siły zbrojne na Ukrainie. Potwierdzają to lub zabezpieczają także ciągłe rosyjskie groźby dotyczące wykorzystania środków własnego potencjału nuklearnego.
Jesienią 2022 roku, na krótko przed niespodziewanym wycofaniem wojsk rosyjskich w obliczu okrążenia z przyczółka pod Chersoniem, amerykański wywiad poinformował o możliwych przygotowaniach do taktycznego rozmieszczenia rosyjskiej broni nuklearnej. Wreszcie, wydarzenia takie wyjaśniają przemyślane, ale nie nadmierne podejście USA (strategia „Gotowania żaby”) do Rosji. Jest zatem całkowicie logiczne, że atakiem przeprowadzonym przez Ukrainę na DM w Woroneżu w Armawirze USA chcą pokazać Rosji, że nie chce już dłużej akceptować niedopuszczalnej sytuacji rosyjskiego zagrożenia bronią nuklearną.
Jeżeli faktycznie tak jest, można wyciągnąć dwa dalsze wnioski: po pierwsze, sytuacja na Ukrainie jest niezwykle poważna, a po drugie, wojna o Ukrainę ponownie się zaostrzyła. Czas pokaże, jak i czy Rosja zareaguje na ten atak na jej potencjał odstraszania nuklearnego. Rosyjski system wczesnego ostrzegania jest częścią krajowej strategii odstraszania nuklearnego. Atak na Armawir mógłby spełnić warunki, jakie Rosja publicznie postawiła w 2020 r. dla ataków wroga mogących wywołać odwet nuklearny. Do tego dochodzi fakt, że ewentualna współpraca Rosji z jej bliskimi sojusznikami w przestrzeni kosmicznej została ograniczona, na korzyść bliskich partnerów USA.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 28 maja 2024 michalkiewicz
„Obawiając się sądu zagniewanego ludu” Adolf Hitler popełnił samobójstwo – taką spiżową diagnozę postawił na koniec wojny w Europie Józef Stalin, który – w odróżnieniu od Adolfa Hitlera – żadnego „sądu zagniewanego ludu” się nie obawiał. A dlaczego się nie obwiał? A dlatego, że – po pierwsze – jeśli nawet wymordował więcej ludzi niż Hitler, którzy przy nim na dobrą sprawę powinien nabrać kompleksu niższości, to wymordował ich ze słusznych, a nawet – jedynie słusznych pozycji – bo przy pomocy licznych Żydów, którzy wtedy byli jeszcze pod wrażeniem charyzmy Ojca Narodów. Po drugie dlatego, że formułując wspomnianą spiżową diagnozę, Józef Stalin był jeszcze „sojusznikiem Naszych Sojuszników”, którzy w związku z tym nie pozwalali na „wujka Joe” powiedzieć złego słowa.
Ale potem, kiedy po przemówieniu Winstona Churchilla w Fulton, Józef Stalin sojusznikiem Naszych Sojuszników być przestał, zaraz się okazało, że wcale nie był naszą ukochaną duszeńką, chociaż Żydowie nadal jeszcze stali za nim murem, dopóki jego następca, Nikita Chruszczow, nie stanął na nieubłaganym gruncie wspierania krajów arabskich. Od tamtej pory między Żydami, a Rosją amikoszoneria została zerwana, chociaż nie do końca, bo z komunizmem – nie. Oto w artykule o Antonim Słonimskim, zamieszczonym w książce „Saga rodu Słonimskich” pan red. Adam Michnik pisze m.in. tak: „Hitleryzm był dlań (tzn. Słonimskiego – SM) zagrożeniem fundamentów świata. Natomiast w komunizmie widział Słonimski system dyktatorski, który jednak odwoływał się do wartości szlachetnych, sprawiedliwości, braterstwa.” I taki brak symetrii obowiązuje do dzisiaj, a jednym z funkcjonariuszy policji myśli, która tępi wszystkie myślozbrodnie, jest właśnie Judenrat „Gazety Wyborczej” pod kierownictwem pana redaktora.
Wróćmy jednak do tych, co to mogą obawiać się „sądu zagniewanego ludu”. Jak wiadomo, w przypadku Polski nie ma się czego obawiać, bo charakterystyczne dla naszego mniej wartościowego narodu tubylczego safandulstwo, nie stwarza dla nikogo żadnego zagrożenia, a już zwłaszcza – jakimiś „sądami”. Sądy u nas posłusznie wykonują polecenia swoich oficerów prowadzących, a już teraz, po wyjeździe na Białoruś sędziego Szmydta, kiedy oskarżana o bezczynność bezpieka stawia diagnozę, że stworzył on „bardzo szeroką sieć”, oficerowie będą zobowiązani do wzmożonej czujności, co surowo będzie egzekwował od nich pan minister Tomasz Siemoniak, którego właśnie Donald Tusk w ramach rekonstrukcji rządu, wystrugał z banana na ministra spraw wewnętrznych, a który w dodatku jest koordynatorem bezpieczniackich watah. Tę drugą funkcję pana Siemoniaka możemy spokojnie włożyć między bajki, bo – jak to miało miejsce w przypadku pana sędziego Szmydta – nie potrafił on postawić żadnej diagnozy sytuacji, aż dopiero trzeba było wołać pana generała Marka Dukaczewskiego, który jednym rzutem oka spenetrował prawdę: „powiedziałbym, że jest agentem”. Ciekaw jestem tedy, czy Reichsfuhrerin Urszula von der Layen upodobała sobie również w panu Siemoniaku, jak w Donaldu Tusku – bo czyż w przeciwnym razie pan Siemoniak dostąpiłby zaszczytu zastąpienia pana Marcina Kierwińskiego, który – „obawiając się są…” – to znaczy, pardon – nie obawiając się żadnego sądu, został właśnie spuszczony z wodą do luksusowego przytułku dla byłych ludzi, zwanego Parlamentem Europejskim”? Nie mogła mu przecież zaszkodzić żadna „pogłośność jasna”, która przytrafiła mu się w dzień św. Floriana, a skoro tak to znaczy, że zdecydować musiały inne względy. Tak samo, jak w przypadku ministra-pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza. Tutaj, muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony – nie odesłaniem pana pułkownika w stan wiecznego spoczynku, tylko – że na jego miejsce nie została mianowana moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, która – jak wiadomo – składa się z samych zalet – ale widocznie Donald Tusk aż tak bardzo w mojej faworycie nie gustuje, bo wciągnął na członka swojego rządu jakąś inną panią.
Tymczasem głęboka rekonstrukcja rządu został przyćmiona kolejnym protestem rolników, który w dodatku grożą strajkiem głodowym, jeśli nie spotka się z nimi Donald Tusk. Nie wiem, czego się ci wszyscy rolnicy po Donaldu Tusku spodziewają, skoro nawet dziecko wie, że ani w tej, ani w żadnej innej poważniejszej sprawie, nie ma on nic do gadania. Postulaty wysuwane przez rolników napotykają z jednej strony na opór ukraińskich oligarchów, którzy prawdopodobnie przekupili brukselskie niemieckie owczarki w sprawie ukraińskiego eksportu rolnego na obszar UE, a z drugiej strony – na opór wspomnianych owczarków, które łapówki prawdopodobnie już wydały, więc nie mogą zmienić zdania. A w sprawie „Zielonego Ładu”, to wiadomo; został on nakazany z góry przez promotorów rewolucji komunistycznej, którzy pod pretekstem ratowania planety chcą doprowadzić do likwidacji własności prywatnej, zgodnie z zaleceniami Klausa Schwaba, który zlecił to zadanie mężykom stanu w Davos.
Toteż teraz, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, w którym pragną schronić się wszyscy, co to niepotrzebnie obawiają się „sądu zagniewanego ludu”, obydwa antagonistyczne obozy zarzucają sobie, że zajmowały się forsowaniem „Zielonego Ładu”, podobnie jak zarzucają sobie nawzajem protekcję nad panem sędzią Szmydtem. Naturalnie coś muszą mówić, więc oczywiście zaprzeczają. Najciekawsze jest to, że zarówno wyznawcy Donalda Tuska, jak i Jarosława Kaczyńskiego, w te zaprzeczenia z pewnością uwierzą, bo głupota ludzka jest porównywalna tylko z cierpliwością boską – która w przypadku naszego mniej wartościowego narodu tubylczego jest chyba nadużywana. Żeby chociaż Jarosław Kaczyński powiedział, że ani on, ani Mateusz Morawiecki nie popierali żadnego „Zielonego Ładu”, a tylko Ład Czerwony, to przynajmniej byłaby jakaś alternatywa.
Na razie jednak – podobnie jak było kiedyś, za głębokiej komuny , kiedy to w Warszawie wybuchło „pięć pożarów dla uczczenia V Zjazdu PZPR” – nie ma dnia, żeby w Warszawie, a nawet poza Warszawą, na przykład – w Siemianowicach Śląskich – nie wybuchł jakiś pożar. Jak zwykle przy takich okazjach na mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby przy pomocy tych pożarów przygotowywane były tereny dla deweloperów, w dodatku – za cichą aprobatą władz municypalnych – ale czego to ludzie nie gadają? Miejmy tedy nadzieję, że kiedy już miną echa obchodów świętego Floriana, to pan Siemoniak wszystko dokumentnie wyjaśni i to bez potrzeby wołania pana gen. Marka Dukaczewskiego, by nam powiedział, jak jest.
Stanisław Michalkiewicz
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Male drag ‘artist’ dances for kids at Vatican’s World Children’s Day
Salerno native Carmine De Rosa performed as one of the official artists for the inaugural World Children’s Day. In his capacity as a quick-change artist or a living cartoon, De Rosa appeared as a woman, wearing multiple outfits in drag.
Carmine De Rosa at the Olympic Stadium, May 25, 2024.TikTok
ROME (LifeSiteNews) — Catholics have expressed horror after a male performance artist danced in drag for young children during Pope Francis’ first World Children’s Day this weekend.
On May 25, Salerno native Carmine De Rosa performed as one of the official artists for the inaugural World Children’s Day. In his capacity as a quick-change artist or a living cartoon, De Rosa appeared as a woman, wearing multiple outfits in drag. He also used suggestive cardboard costumes.
Children sat in a circle around De Rosa as he performed. His demonstration took place at Rome’s Olympic Stadium – where, later in the day, Pope Francis met with thousands of young children from across the world.
Wearing a pink dress with a plunging neck-line, De Rosa commented on the excitement he felt at being invited to take part in the World Children’s Day.
Highlighting De Rosa’s performance, former U.S. Papal Nuncio Archbishop Carlo Maria Viganó attested that De Rosa’s inclusion in the international event demonstrated Vatican support for LGBT ideology. “It is now clear that Bergoglio is one of the main activists of the hellish LGBTQ + agenda,” the prelate wrote.
Continuing, Viganó quoted the Gospel, noting Christ’s warning about causing scandal:
There are no more words to express the scandal and disgust, in the complicit and cowardly silence of the Episcopate.
“Whoever scandalizes even one of these little ones who believe in me, it would be better for him if a millstone turned into a donkey’s wheel were hung around his neck, and he were cast into the depths of the sea” (Mt 18:6).
De Rosa has since defended his show. Writing on social media platform TikTok he stated that “bringing smiles to children and beyond was my task and I succeeded.”
LifeSite contacted the press office of the World Children’s Day to inquire about De Rosa’s official status at the event, but has yet to receive an answer.
Dyskusja na temat jedzenia owadów cały czas rozgrzewa serca zwykłych ludzi i polityków. Jednych ona bawi, drugich przeraża, ale prawie nikogo nie pozostawia obojętnym.
Prawo i Sprawiedliwość złożyło w Sejmie projekt ustawy dotyczący wyrobów z białkiem owadów jadalnych. Projekt nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych przewiduje obowiązek zamieszczania specjalnego znaku graficznego na opakowaniach środków spożywczych, które zawierają nową żywność z owadów, w pobliżu wykazu składników. Miałby się on znajdować na białym polu „w sposób czytelny”.
Grafika na produktach z owadami. Oto projekt
Produkty spożywcze nie posiadające znaku miałyby być dopuszczone do obrotu jeszcze przez 6 miesięcy od dnia wejścia w życie nowych przepisów oraz mogłyby pozostawać w obrocie przez 12 miesięcy od momentu uchwalenia ustawy. W uzasadnieniu projektu napisano, że „celem nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych jest zapewnienie jednolitej, graficznej informacji krajowym konsumentom na temat obecności w środkach spożywczych nowej żywności (…) z owadów. Będzie to zrealizowane poprzez wprowadzany tym projektem obowiązek w oznakowaniu środka spożywczego znaku graficznego. Proponuje się, aby wzór znaku graficznego zawierał symboliczny rysunek przykładowego owada wraz z informacją słowną wskazującą na obecność w środku spożywczym owadów jadalnych będących nową żywnością”. Ustawa miałaby wejść w życie po 30 dniach od dnia jej ogłoszenia.
W unijnym wykazie nowej żywności dla ludzi już teraz znajdują się trzy rodzaje owadów: mącznik młynarek (w postaci suszonych larw), szarańcza wędrowna (mrożona, suszona i sproszkowana) oraz świerszcz domowy (mrożony, suszony i sproszkowany). Dodatkowo dopuszczone do obrotu na rynku unijnym zostały także larwy pleśniakowca lśniącego w postaci mrożonej, pasty, suszonej i sproszkowanej.
Koszenila. Większość z nas to je
Bez względu na to, czy projekt ustawy wejdzie w życie warto pamiętać, że i tak już większość z nas je owady. Powszechnie występujący w żywności ciemnoczerwony barwnik o symbolu E120 to kwas karminowy, inaczej koszenila, otrzymywany z wysuszonych i zmielonych czerwców kaktusowych, owadów żyjących w Meksyku. Kiedyś produkowano go również z czerwców polskich. Żeby otrzymać kilogram barwnika poświęcić życie musi ponad 150 tys. owadów.
Koszenila to jeden z niewielu rozpuszczalnych w wodzie naturalnych barwników, które nie rozkładają się z upływem czasu. Do tego jest odporna na działanie światła, wysokiej temperatury, utlenianie i często bardziej trwała niż niektóre barwniki syntetyczne. Barwi się nią napoje alkoholowe, sosy, nadzienia do ciast i same ciasta, mięso, jogurty, a także cienie do powiek, tusze do rzęs i szampony. Maksymalne dzienne spożycie koszenili to 5 mg na 1 kg masy ciała. Zanieczyszczenia występujące w ekstrakcie z niej mogą wywołać wstrząs anafilaktyczny i pokrzywkę. Barwnika powinny unikać osoby uczulone na salicylany i chorzy na astmę.
Przypomnijmy też, że w Polsce rusza wielka fabryka, która będzie produkować białko oraz olej z insektów, a także nawozy z owadów. Firma będzie miała gigantyczną własną fermę owadów. Zakład wytwarzania alternatywnego białka z owadów to największa tego typu inwestycja w Polsce. Należy do firmy HiProMine i powstaje w Karkoszowie pod Gorzowem Wlkp. Firma nie planuje produkcji białka z owadów jako dodatku do żywności dla ludzi. Jak do tej pory na świecie jest tylko kilka większych fabryk, które przerabiają owady na białko, wykorzystywane w paszach dla zwierząt. Takie duże zakłady znajdują się we Francji i w Holandii. Pozostałe wytwórnie działają w znacznie mniejszym zakresie. W Polsce tylko HiProMine działa w tej branży na większą skalę.
Wiele mądrości jest w powiedzeniu „Nie ma przypadków”. Czy przypadkiem jest bowiem atak Rafała Trzaskowskiego i jego popleczników na najświętszy znak chrześcijańskiej wiary, przeprowadzany właśnie w tym roku, w którym obchodzimy 40. rocznicę słynnej obrony krzyża w szkole w Miętnem, 40. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wielkiego obrońcy krzyża. Czy to tylko zbieg okoliczności, że o nienawistnym rugowaniu krzyży z urzędów stolicy Polski zdecydowano w miesiącu Maryjnym oraz w przeddzień 80. rocznicy bitwy pod Monte Cassino, której hymn „Czerwone Maki” mówi „bo wolność krzyżami się mierzy”?Aby obronić krzyż potrzeba nam nowej krucjaty, tym razem jednak nie przy użyciu miecza, a broni o wiele bardziej skutecznej – solidarności polskich dusz, mocnych wiarą w Chrystusa.
Walka uczniów Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem (woj. mazowieckie) o powrót symboli chrześcijańskiej wiary zaczęła się wiosną roku 1984 i trwała pięć miesięcy. Przeciw sobie mieli oni ZOMO, SB, Urząd do Spraw Wyznań, dyrektora posłusznego partyjnym kacykom w Garwolinie. Za sobą modlitwę Kościoła, ówczesnego księdza biskupa siedleckiego Jana Mazura, który podjął post o chlebie i wodzie w ich intencji, rodziców i kilka osób z grona nauczycielskiego. Pięciuset młodych ludzi z Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem po apelu, na którym dyrektor mówił im o „bożku laickości ”, niby panującym w szkole, zgodnie zaśpiewali: „My chcemy Boga” i egzamin z wiary zdali celująco. Wtedy dzięki ogromnej solidarności i nieustępliwej postawie młodych Polaków, krzyż obroniono. Na dzisiejszą walkę mamy dobry wzór do naśladowania.
Co ciekawe w tym roku, kiedy siły laickiej lewicy rozpoczęły rugowanie krzyża z przestrzeni publicznej obchodzimy także 40. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wielkiego obrońcy krzyża. Zauważmy, że pierwszy (ustawiony w roku 1989) i najważniejszy pomnik tego męczennika, ma kształt krzyża i stoi obok tamy we Włocławku, w miejscu wyłowienia, zmasakrowanego przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, ciała ks. Jerzego.
W roku 1982 roku ksiądz Jerzy w czasie jednego z kazań przekazał nam ważne przesłanie na temat najważniejszego symbolu naszej wiary:
„Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa symbol hańby i poniżenia stał się symbolem odwagi, męstwa, pomocy i braterstwa. W znaku krzyża ujmujemy dziś to, co najbardziej piękne i wartościowe w człowieku. Przez krzyż idzie się do zmartwychwstania. Innej drogi nie ma. I dlatego krzyże naszej Ojczyzny, krzyże nasze osobiste, krzyże naszych rodzin muszą doprowadzić do zmartwychwstania, jeżeli łączymy je z Chrystusem, który krzyż pokonał”.
Te słowa powinny nas dziś zagrzewać do walki o krzyż.
Ważną rocznicą w tym roku, w którym lewactwo zaczęło otwartą walkę z Chrystusowym Krzyżem, jest też 80. rocznica wiktorii polskiego oręża w bitwie pod Monte Cassino. Bitwa ta jest symbolem walki o wiarę i krzyż. Przecież na wzgórzu Monte Cassino od pierwszej połowy VI wieku stał benedyktyński klasztor (odbudowany stoi do dziś), wzniesiony pod okiem samego św. Benedykta – patrona Europy.
„Ten święty swoim życiem i dziełem wywarł zasadniczy wpływ na rozwój cywilizacji i kultury europejskiej.” – powiedział papież Benedykt XVI. W roku 966 dotarła ona również do nas i biegiem lat wypełniła każdy zakątek polskiej ziemi krzyżami, które przypominają nam również jak wiele nasi przodkowie wylali krwi, aby Polska mogła być wolna. Kiedy z Monte Cassino spojrzy się na polski cmentarz – uderza widok lasu krzyży ustawionych na grobach prawie tysiąca polskich żołnierzy. Ich hymnem była pieśń „Czerwone maki…”. Słowa tej pieśni przypominają nam prawdę, że „wolność krzyżami się mierzy”. Czy więc panie Trzaskowski, i panu podobni, walcząc z krzyżem, naprawdę walczycie o wolność?
Najwyraźniej fala nienawiści do religii katolickiej i jej wyznawców w Polsce rośnie. Doskonale widać to w raporcie przygotowanym przez Stowarzyszenie Fidei Defensor, które szczegółowo zajmuje się m.in. monitorowaniem przestępstw przeciw religii katolickiej i jej wyznawcom. W dokumencie tym ukazane są te przestępstwa popełnione w okresie od 1 lutego 2020 roku do 30 czerwca 2023 roku. W ciągu tych 3 lat, według raportu, dopuszczono się prawie 300 takich ohydztw.
Przy czym w każdym kolejnym monitorowanym roku jest ich coraz więcej. Najwięcej przestępstw dotyczy dewastacji i znieważenie miejsc kultu (165 przypadków) oraz znieważanie przedmiotów czci religijnej takich jak symbole wiary – głównie znieważenie krzyża, wizerunków świętych czy figur świętych (90 przypadków). Po tych liczbach widać, że fala nienawiści do krzyża rośnie, a decyzja Trzaskowskiego o jego usunięciu z przestrzeni publicznej jest jej jaskrawym przykładem.
Pamiętamy też publiczne nawoływanie Nitrasa do „opiłowywania” katolików. Na efekty tej prawdziwej mowy nienawiści nie trzeba było długo czekać. Wkrótce po całej Polsce i nie tylko gruchnęła informacja o „wyczynie” Kacpra S., który piłą łańcuchową ściął duży przydrożny krzyż w Zielonej Górze. Sam Kacper S. na swoim profilu Facebook przyznał, że do popełnienia tego przestępstwa zainspirowały go słowa jego guru – Nitrasa.
Jawnym i publicznym prowokowaniem do ataków na najświętsze symbole i święte osoby religii katolickiej są również manifestacje członków i sympatyków organizacji jawnie walczących z wiarą katolicką. Są to „czarne marsze” zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych oraz organizowane przez wyznawców ideologii LGBT tzw. marsze równości. Nie będę tu podawał przykładów tych, bardzo bolesnych dla katolików, profanacji, których tam się dopuszczono.
Podobnie, a nawet bardziej zachęcające motłoch (nie boje się tego słowa użyć, gdyż bardzo dobrze oddają mentalność takich zepsutych ludzi) do wyciągania bluźnierczych pięści w stronę krzyża, są wyroki sądów w Polsce uniewinniające bluźnierców. Najnowszy przykład takiego wyroku – kuriozum jest werdykt, który zaledwie 22 maja,
zapadł przed Sądem Rejonowym Gdańsk – Południe. Pani sędzia uniewinniła „Nergala”. Adam Darski został oskarżony o trzykrotną, okropną profanację krzyża. Na temat dwóch pierwszych, sprawiających głębokie cierpienie katolikom, profanacji sędzina, na której twarzy nie pojawił się nawet najmniejszy ślad jakiegokolwiek uczucia, usprawiedliwiając Nergala, powiedziała: „Należy odnotować, że formy zachowania oskarżonego nie wskazują na to, że jego celem było obrażenie kogokolwiek”.
Sąd to ułomna sprawiedliwość ludzka, jest jednak sprawiedliwość wyższa – Boża. Ona to pokazuje, że kto walczy z krzyżem, ten już przegrał. Wiele jest autentycznych historii, które tę prawdę potwierdzają. Oto jedna z nich, która opowiada dzieje przydrożnego, żelaznego krzyża stojącego przy drodze do wsi Kurówek, w województwie łódzkim.
Na początku II wojny światowej trzech młodych mężczyzn z rodzin tutejszych niemieckich osadników powołano do hitlerowskiej armii. Dwóch z nich zostało skażonych ideologią nazistowską, a więc i nienawiścią do chrześcijaństwa. Przed odejściem na front postanowili zniszczyć przydrożny, żelazny krzyż. Wyrwali go z ziemi i zanieśli do kowala z nakazem przerobienia go na podkowy dla koni.
Co się okazało? Dwaj profani, czynnie uczestniczący w dewastacji krzyża, nie powrócili żywi z frontu. Trzeci, który nie chciał podnieść ręki na święty krzyż, za co został dotkliwie pobity przez kolegów – przeżył wojnę i zdrowy powrócił do domu. Kowal nie przerobił krzyża na podkowy. Zakopał go w ziemi, a podkowy wykonał z własnego materiału. Po wojnie, wspólnie z sąsiadami ze wsi, odkopali, odnowili i postawili krzyż na dawnym miejscu. Cała wieś, na czele z księdzem proboszczem uroczyście go ponownie poświęcili, a każdy ze czcią ucałował. I taka właśnie winna być prawdziwa Polska.
Premier Donald Tusk wydał zarządzenie, które powołuje komisję ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich na bezpieczeństwo wewnętrzne i interesy Polski w latach 2004-2024. Decyzję w tej sprawie poprzedziła „ucieczka” byłego już sędziego Tomasza Szmydta na Białoruś. Jego nagły wyjazd z Polski idealnie podgrzał atmosferę i wpisał się w ten cały spektakl.
Reżyser przedstawienia (kimkolwiek on jest) skutecznie zadrwił sobie z naiwnych Polaków. Widzę to nawet po części moich znajomych z mediów społecznościowych, którzy dali się wkręcić. Jakże wielu uwierzyło w łzawą bajeczkę o prześladowanym człowieku, który musiał uciekać z Polski, ponieważ czyhało tu na niego wielkie niebezpieczeństwo. Szmydta bronią najczęściej Polacy, którzy sympatyzują z Białorusią i Rosją. Ślepcy nie dostrzegają tego, że celem akcji jest prawdopodobnie dokręcenie śruby i dobicie relacji między naszymi państwami.
„Uciekinier” na Białoruś, to żaden bohater. Facet robił w Polsce obrzydliwe rzeczy, m.in. babrał się w politycznym szambie czyli tzw. aferze hejterskiej. Zhańbił tym samym sędziowską togę. Co z tego, że potem przyznał się do udziału w akcji i kreował się na sygnalistę. Fakty są takie, że z pełną świadomością brał udział w destabilizacji państwa i nie wziął za to odpowiedzialności. A teraz opowiada za granicą jakie to państwo jest złe. Tymczasem on również przyczynił się do tego zła.
Na Wschodzie też nie jest żadnym bohaterem. Tam wyznają zasadę: «zdradził raz, będzie to robił zawsze». Ale niektórym naiwnym Polakom myślącym ciepło o Wschodzie wystarczyło, aby powiedział kilka miłych słów o sąsiedniej Białorusi, sprzeciwił się wojnie z Rosją i obsmarował rządzących Polską zdrajców. Naiwni Polacy nie dostrzegają, że Tomasz Szmydt też jest zdrajcą. Zdradził zawód sędziego, bo zdecydował się brać udział w brudnych rozgrywkach politycznych mających na celu niszczenie innych osób.
UDAWANA SKRUCHA?
To nie jest tak, jak sugerują niektórzy na Facebooku, że facet zrozumiał swój błąd, a teraz chce to naprawić, dlatego prysnął na Wschód. Były już sędzia na tym samym Facebooku publikuje teraz filmy, z których wynika zgoła co innego. Dla przykładu, siedzi w szlafroku na terenie białoruskiego SPA, szczerzy zęby i obwieszcza z uśmiechem: „Tutaj się mówi: kto dobrze pracuje, ten dobrze wypoczywa”. Po czym wyluzowany zaprasza ministra Sikorskiego do SPA w Mińsku, sugerując z kpiną w głosie, żeby ten też zaznał relaksu, zamiast pchać Polskę do wojny.
Czy tak zachowuje się poważny człowiek, który naprawdę chce walczyć z patologiami państwa?
Cała ta hucpa z „ucieczką” podkręciła atmosferę w Polsce do tego stopnia, że polowanie rozkręca się na całego. Media głównego nurtu grzeją teraz tezę w stylu, że to agent podstawiony/zwerbowany przez Mińsk/Moskwę. Żeby do reszty podzielić nasze narody, minister obrony narodowej zapowiedział uszczelnianie wschodniej granicy. „Przystąpiliśmy do realizacji największej operacji Tarcza Wschód. Od 1945 roku takich umocnień na żadnej z granic nigdy nie było” – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.
Rządzący Polską namiestnicy dostali wiatru w żagle. Mają „zielone światło”, by jeszcze bardziej napiętnować każdego kto ośmiela się dążyć do dobrych relacji z Rosją i Białorusią. Bo przecież takich relacji mieć nie możemy, wszak zadaniem rządzących jest wepchnąć nasz kraj do wojny z tymi państwami.
Tymczasem polskie społeczeństwo zdecydowanie wojny nie chce. Świadomość Polaków na temat powagi sytuacji w znacznym stopniu wynika z tego, że w przestrzeni internetowej sporo osób ostrzega przed wpychaniem Polski do konfliktu militarnego z Rosją i Białorusią. Dlatego trzeba Polaków odpowiednio przesterować i przekonać, że wojna to konieczność następnego etapu. Sprawdzoną metodą jest zastraszanie, stąd potrzeba wykreowania wroga, który czai się na nasze bezpieczeństwo i interesy.
W związku z powyższym przedstawiciele partii politycznych wywodzących się z układu okrągłostołowego (a więc jedna banda), widowiskowo obrzucają się wzajemnymi oskarżeniami o powiązania z „ruską agenturą”.
ODWRACANIE UWAGI
Próbkę tego jak będzie wyglądać „merytoryczna” strona komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich, zaprezentowała w Sejmie RP posłanka Anna Wojciechowska z Koalicji Obywatelskiej. Grzmiała z mównicy sejmowej oskarżając działaczy Prawa i Sprawiedliwości o wysługiwanie się rosyjskim interesom (dokładnie to samo robią od lat politycy PiS oskarżając przedstawicieli innych partii). By podkręcić atmosferę, wymieniła nawet moje nazwisko.
Wojciechowska gardłowała przed polskojęzycznymi parlamentarzystami, że politycy PiS mają powiązania z Agnieszką Piwar „aktywistką o jawnie prorosyjskich sympatiach”. Chwilę wcześniej wymieniła nazwisko ministra Tchórzewskiego.
Skąd ten wywód posłanki KO? Zapewne zainspirowała się paszkwilem „dziennikarza” tygodnika „Polityka”, który kilka lat temu napisał artykuł pt. „Polityczno-rodzinny tandem z rosyjskim węglem w tle”. Pod tezę powiązał mnie na siłę z Krzysztofem Tchórzewskim, ministrem energii w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.
Na czym polegało nasze powiązanie, skoro ministra nigdy nie poznałam? Pismak „Polityki” dokonał następującej „analizy”: Agnieszka Piwar o prorosyjskich sympatiach jeździła kiedyś na Międzynarodowe Motocyklowe Rajdy Katyńskie. Na Rajdy Katyńskie jeździł też kiedyś brat ministra Tchórzewskiego. W związku z tym Agnieszka Piwar ma powiązania z politykami PiS.
Idąc tym tokiem rozumowania, na upartego równie dobrze można zrobić ze mnie amerykańską aktywistkę/agentkę. Kilkanaście lat temu piłam piwo w restauracji na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Towarzysząca mi koleżanka Wiola zauważyła, że obok nas wcina obiad Radosław Sikorski. A zatem, siedziałam blisko ministra spraw zagranicznych, męża Anne Applebaum – Amerykanki żydowskiego pochodzenia. Co znamienne, ich syn ma amerykańskie obywatelstwo i służy w armii USA.
PRAWDZIWE ZAGROŻENIE
Kto by jednak przejmował się tym, że mamy w rządzie ludzi powiązanych rodzinnie z obywatelami innych państw, którzy w dodatku służą w obcym wojsku. Przecież niektórzy mogą, bo tak! Weźmy takiego Władysława Teofila Bartoszewskiego, sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, który jest posiadaczem paszportu brytyjskiego. Jako obywatel Wielkiej Brytanii jest zobowiązany być wiernym brytyjskiej koronie. A to oznacza, że jest to sprzeczne z polskim interesem.
Co zatem z naszym bezpieczeństwem? Biorąc pod uwagę fakt, że syjoniści z Izraela szykują exodus do Europy Wschodniej i Środkowej, w tym do Polski, to czeka nas najgorsze. Należy więc odnotować, że minister Bartoszewski o zbrodniarzach dokonujących ludobójstwa na Palestyńczykach wyraził się następująco: „Izrael prowadzi wojnę w sposób bardzo cywilizowany i ma prawo do samoobrony”.
A kiedy wymordują do reszty Palestyńczyków i podpalą Bliski Wschód, wtedy uciekną z powrotem do Polin. Kierunek nieprzypadkowy. Przypominam, że przywódca Światowej Organizacji Syjonistów i pierwszy premier Izraela Dawid Ben Gurion (1886-1973) urodził się w Płońsku. Ojciec obecnego premiera Izraela Binjamina Netanjahu urodził się w Warszawie.
Tymczasem zawraca się głowę Polakom „ruskimi agentami” i urządza widowiskowe polowanie. A tak naprawdę powinniśmy bać się tego, że przedstawiciel polskojęzycznego MSZ jest nie tylko posiadaczem obcego paszportu, ale publicznie usprawiedliwia najbardziej zbrodniczą armię świata, określając ich sposób działania jako „cywilizowany”.
Faktycznym celem tych ludzi jest bowiem to, abyśmy poszli na rzeź z Rosjanami i Białorusinami, ponieważ chcą zagarnąć nasze państwo tylko dla siebie. Szopki z komisjami odstawiają więc po to, by odwrócić uwagę Polaków od ich kluczowych działań.
Why are there so many homosexual priests in the Church? You will find the complete answer in this new book, The Breached Dam: The Fiducia supplicans Surrender to the Homosexual Movement. Get a FREE COPY today.
How did the homoheresy infiltrate the Church?
It started in the 1970s, pioneered by Jesuit Fr. John McNeill, Fr. Charles Curran, and a theological „fifth column.” They worked gradually to undermine traditional teaching.
With a radical re-write of Scripture, these promoters of sin even tried to get the faithful to consider homosexuality as part of God’s plan!
This new book, The Breached Dam, unmasks homosexual pressure groups, such as Dignity and New Ways Ministry, that demand that the Church fully accept the LGBT lifestyle and homosexual partnerships.
Groups like the Rainbow Sash Movement even resort to disruptive actions during liturgical celebrations.
However, you and I must stand up for God and His holy teaching:
Unfortunately, during the pontificate of Pope Francis, the Holy See expressed support for figures like Sr. Jeannine Gramick, who had been condemned in previous pontificates.
The Vatican has also praised high-profile promoters of homosexuality, such as Fr. James Martin, – the Rainbow Jesuit.
More recently, the „pastoral blessings” authorized by Fiducia supplicans opened an immense breach in the Catholic Church’s once-impregnable wall of doctrinal containment. They prepare the ground for the acceptance of sacramental “marriage” ceremonies for homosexuals already being demanded by „advanced” theologians.
When you read The Breached Dam, you will see how the „pastoral blessing” for homosexual couples is the Holy See’s surrender to homosexual pressure groups outside and inside the Church.
This new book (at no cost to you) will help you understand the current crisis:
You and I must defend the true and perennial teaching of Holy Mother Church.
The clash between homoheresy and traditional Catholic teaching could lead to a schism that, in Plinio Corrêa de Oliveira’s prophetic words, would bring about “one of the greatest upheavals in history.”
Who is responsible for this great clash between truth and error?
It is those who spread the homoheresy inside the Church who sow confusion and sin, not those who resist it by remaining faithful to the Commandments of Revelation and the Natural Law.
Finally, in The Breached Dam, you will read how broad sectors of the world’s bishops are resisting Fiducia supplicans and homoheresy.
For example, Gerhard Cardinal Müller, former prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, said: “Blessing a reality [a same-sex pseudo-couple] that is contrary to creation is not only impossible, it is blasphemy.”
This new book is a must-read for every faithful and informed Catholic!
About the Authors
The Breached Dam was authored by José Antonio Ureta and Julio Loredo, who are famous for their previous work The Synodal Process is a Pandora’s Box: 100 Questions and Answers.
José Antonio Ureta is senior researcher of the French Society for the Defense of Tradition, Family, and Property, senior member of the Plinio Corrêa de Oliveira Institute in São Paulo, Brazil, and author of Pope Francis’s “Paradigm Shift”: Continuity or Rupture in the Mission of the Church? An Assessment of His Pontificate’s First Five Years. He is also a member of the John Paul II Academy of Human Life and the Family.
Julio Loredo is a founding member of Tradicion y Acción por un Perú Mayor in Peru. Today, he is the president of Tradizione Famiglia Proprietà in Italy. He is also the author of Liberation Theology: How Marxism Infiltrated the Catholic Church.
As we witness such a serious crisis of Faith within the Church, we must stand with Mary at the foot of the Cross of Our Lord Jesus Christ, and with courage and confidence, proclaim His promise:
Śląscy policjanci zatrzymali szóstkę murzynów z Nigerii, podejrzanych o wyłudzenie z kieszeni Polaków dużych sum pieniędzy. Łupem egzotycznego gangu padło co najmniej 25 mln zł.
Katowice stają się powoli zagłębiem działalności przestępczej obcokrajowców. Śląska policja poinformowała o zatrzymaniu sześcioro mieszkających tam obywateli Nigerii. Grupa zajmowała się podszywaniem w Internecie np. pod amerykańskich żołnierzy oraz pośredników w sprawach spadkowych.
“Nawiązywali kontakt z ofiarami, a wykorzystując różne metody socjotechniki, zdobywali ich zaufanie i wyłudzali od nich duże sumy pieniędzy, które miały być przeznaczone na rzekomą pomoc im samym lub członkom ich rodzin. W ten sposób zatrzymani członkowie grupy oszukali swoje ofiary na kwotę przynajmniej 25 mln złotych” – wskazuje w swoim komunikacie policja.
Na ślad grupy zajmującej się wyłudzeniami w sieci policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach trafili pod koniec 2023 roku. Od tej pory sukcesywnie zbierali informacje i gromadzili materiał dowodowy obciążający jej członków. Pod koniec kwietnia bieżącego roku śledczy wkroczyli do kilku miejsc w Katowicach, gdzie zatrzymali 6 murzynów w wieku 25-31 lat. Wśród zatrzymanych są 3 kobiety i 3 mężczyzn.
Grupa działała w sposób bezwzględny. Murzyni, podszywając się między innymi pod amerykańskich żołnierzy, lekarzy czy pośredników w sprawach spadkowych, wyłudzali pieniądze lub dane osobowe swoich ofiar za pomocą portali społecznościowych i komunikatorów.
“Sposób manipulacji ofiarami był dokładnie zaplanowany. Podając się za osoby zamożne lub instytucje, obiecywali ofiarom duże sumy pieniędzy. Często oszuści twierdzili, że ofiara musi najpierw uiścić opłatę administracyjną, zapłacić podatek lub pokryć inne rzekome koszty, aby uzyskać dostęp do obiecanych pieniędzy. W rzeczywistości jednak żadnych pieniędzy ofiara nie otrzymywała, a oszuści bogacili się jej kosztem. Wśród sposobów działania oszustów nie brakowało także wątków matrymonialnych, wykorzystujących uczucia rozmówców.
Przestępcy prowadzili rozmowy w taki sposób, aby zyskać zaufanie ofiar do tego stopnia, że nieświadome podstępu osoby same przekazywały oszustom pieniądze, aby im pomóc czy uchronić przed kłopotami. W ten sposób ofiary przekazywały im znaczne sumy pieniędzy. W jednym przypadku było to blisko 800 tysięcy złotych” – czytamy.
Sprawcy usłyszeli już prokuratorskie zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy i licznych oszustw. Czterech z nich zostało tymczasowo aresztowanych. Łącznie za popełnione przestępstwa, członkowie murzyńskiego gangu mogą trafić do więzienia nawet na 20 lat.
Prezydent Andrzej Duda w Dniu Samorządu Terytorialnego przekonywał, że Polska jest w „absolutnej awangardzie”, jeśli chodzi o najlepsze wykorzystanie szans płynących z członkostwa w Unii, a miało się tak stać m.in. dzięki samorządowcom. – Dziękuję za każde dobrze wydane euro – mówił prezydent w wielkopolskim Turku.
Podczas spotkania z mieszkańcami Turka prezydent Andrzej Duda podkreślał „wielkie zasługi”, które w ciągu ostatnich 30 lat polski samorząd terytorialny miał dla rozwoju Polski. – Właśnie w działalności samorządu (…) widać znakomicie z jednej strony ciężką pracę i troskę, z drugiej – widać też ten efekt synergii, postawy patriotycznej – mówił.
W swoim przemówieniu prezydent nawiązał do 20-lecia Polski w Unii, wskazując, że wraz z Polską swoją „europejską podróż” rozpoczęły też inne kraje. – Ale kiedy przejedziemy się po tych krajach, to widać, że rozwój nie jest wszędzie taki sam, poziom życia nie jest wszędzie taki sam. Nie wszędzie jest jednakowo. Dlaczego? Bo to jest właśnie zasługa ludzi – wskazywał Andrzej Duda.
– Prawda jest taka – mniej więcej wszyscy dostali jednakowe szanse, mniej więcej wszyscy dostali jednakowe środki (….) Jednym udało się lepiej, drugim gorzej. My – w obiektywnej ocenie wszystkich tych, którzy oglądają nas z zewnątrz – jesteśmy w absolutnej awangardzie tych, którzy wykorzystali tę szansę najlepiej – powiedział, podkreślając, że ten sukces to m.in. zasługa samorządowców.
– Dziękuję z całego serca za każde dobrze wydane euro, za każdą wydaną złotówkę. Dziękuje za każdą drogę, która powstała, dziękuje za każdą szkołę, dziękuję za każdą przeprowadzoną modernizację, dziękuję za każdą położoną kostkę brukową – wymieniał Duda.
Prezydent podkreślał przy tym, że „wszyscy w samorządzie”, „niezależnie od barw politycznych”, mówią o tym, że jego jednostki nigdy wcześniej nie dostały tak dużych pieniędzy jak w ciągu ostatnich dziewięciu lat.
– Jesteśmy tak daleko, że myślę, że mogliśmy tylko marzyć te 30 lat temu, że będziemy mieli taki poziom życia w stosunku do Europy Zachodniej, jaki mamy dzisiaj. Ale jeszcze cały czas nie jest u nas tak dobrze jak tam. Czemu? M.in. dlatego, że brakuje nam wielkiej infrastruktury, tej, z którą samorządy sobie nie poradzą – wskazał prezydent.
Źródło: PAP / Sonia Otfinowska, Bartosz Skonieczny
Berkowicz skonstruował „samochód zeroemisyjny”. Sommer: Wreszcie mamy Izerę! [VIDEO]
27.05.2024
Konrad Berkowicz pokazuje Sławomirowi Mentzenowi „samochód zeroemisyjny” Fot. Instagram
Poseł Konrad Berkowicz, który startuje do PE z małopolskiej listy Konfederacji, skonstruował „samochód zeroemisyjny” i zaprezentował go Sławomirowi Mentzenowi. Redaktor naczelny Najwyższego Czasu! Tomasz Sommer ochrzcił auto mianem „Izery”.
„Skonstruowałem 1. w historii samochód zeroemisyjny. Nie potrzebuje paliwa, nie potrzebuje wymieniać baterii. Po prostu wsiadamy i uruchamiamy napęd o mocy dwóch nóg mechanicznych. Pani Różo Thun, rzucam pani wyzwanie: następnym razem zamiast wsiadać do samolotu udostępnię pani ten pojazd i proszę dojechać nim do Brukseli!” – informuje w swoich mediach społecznościowych Konrad Berkowicz.
https://twitter.com/i/status/1795118226570899809
Skonstruowałem 1. w historii samochód zeroemisyjny. Nie potrzebuje paliwa, nie potrzebuje wymieniać baterii. Po prostu wsiadamy i uruchamiamy napęd o mocy dwóch nóg mechanicznych. Pani Różo Thun, rzucam pani wyzwanie: następnym razem zamiast wsiadać do samolotu udostępnię pani ten pojazd i proszę dojechać nim do Brukseli!
Swoim wynalazkiem poseł Berkowicz pochwalił się już szefowi Nowej Nadziei Sławomirowi Mentzenowi, a nawet zabrał współprzewodniczącego Konfederacji na przejażdżkę.
Tymczasem redaktor naczelny Najwyższego Czasu!, Tomasz Sommer, ochrzcił auto mianem „Izery”. Przypomnijmy, że właśnie tak miał się nazywać pierwszy polski samochód elektryczny, który Polakom obiecywał były premier Mateusz Morawiecki.
Sławomir Mentzen i Konrad Berkowicz wjeżdżają pierwszym polskim prawdziwie zeroemisyjnym samochodem spełniającym wszystkie normy unijne!
W kolejnym wpisie Sommer napisał: „Premier Morawiecki spółki powoływał za miliardy, Chińczyków sprowadzał, lasy wycinał. A Berkowicz Izerę w garażu wyklepał z dwóch beczek. I znów inicjatywa prywatna okazała się bardziej skuteczna”.
Francuski parlament rozpoczął w poniedziałek obrady nad projektem ustawy „o końcu życia”, która ma stworzyć możliwość „pomocy w umieraniu” niektórym ciężko chorym i cierpiącym pacjentom. Planom tym towarzyszą obawy i podziały, nie zawsze zgodne z przynależnością partyjną posłów.
Projekt ustawy wniósł rząd, a zapowiadał ten krok w marcu br. prezydent Emmanuel Macron. Propozycja rządowa mówiła o „pomocy w umieraniu”, która pozwoli pewnym pacjentom zgodnie ze „ścisłymi warunkami” otrzymać substancję śmiercionośną. Chodzi o osoby dorosłe, zdolne do jasnego wyrażenia wolnej woli, odczuwające ból nie do zniesienia bądź niepoddający się leczeniu.
Komisja parlamentarna zmodyfikowała projekt naruszając – według rządu – jego równowagę. W pierwotnym tekście, wśród innych kryteriów, mowa była o tych osobach cierpiących na ciężką i nieuleczalną chorobę, których życie jest zagrożone w krótkiej lub średniej perspektywie. Komisja zastąpiła to sformułowaniem o chorobie „w stadium zaawansowanym albo terminalnym”. Zdaniem niektórych deputowanych ten termin rozszerza grupę, która potencjalnie mogłaby korzystać z „pomocy w umieraniu”.
Inną wywołującą spory poprawką jest zapis pozwalający pacjentowi wybrać rodzaj „pomocy w umieraniu” w razie, gdyby „stracił świadomość w sposób nieodwracalny”. [ta francuska logika.. md]
W całym projekcie zachowano przy tym kryterium mówiące o zdolności do wyrażenia przez chorego wolnej i jasnej woli.
Kolejna poprawka rozszerzyła pierwotną wersję w kwestii podania substancji śmiercionośnej. Propozycja rządu przewidywała, że pacjenci przyjmą ten środek samodzielnie, z wyjątkiem sytuacji, gdy nie będą w stanie tego zrobić. Poprawka wniesiona przez komisję daje pacjentowi możliwość swobodnego wyboru w sprawie scedowania tego prawa na osoby trzecie.
Rząd zapowiadał już, że będzie dążył do przywrócenia pierwotnej wersji projektu. Minister zdrowia Catherine Vautrin przekonywała w parlamencie, że propozycja rządu „nie jest modelem eutanazji, ponieważ nie ingeruje nikt z zewnątrz, chyba że dana osoba fizycznie nie może podać sobie środka śmiercionośnego”.
Wsparcie dla projektu powinny zapewnić partie obozu prezydenckiego i lewica; prawica i skrajna prawica odrzucają ustawę. Większość organizacji religijnych wyraziła poważne zaniepokojenie projektem.
Osobna część ustawy ma dotyczyć opieki paliatywnej, za której wzmocnieniem opowiadają się wszyscy deputowani.
Ponad 20 organizacji opieki medycznej (paliatywnej, pielęgniarskiej, stowarzyszenia psychologów i geriatrów) zaapelowało o odrzucenie projektu w liście otwartym opublikowanym w dzienniku „Le Figaro”. Zwracając się do deputowanych sygnatariusze listu oświadczyli, że propozycja nie jest zgodna z obietnicami, które składano w ostatnich miesiącach.
„Zaręczano nam, że będzie to ustawa wyjątkowa”, która będzie dotyczyła wyłącznie osób „w rzadkich sytuacjach ogromnego cierpienia” – głosi list. Projekt przyjęty przez komisję parlamentarną jest zaś, zdaniem sygnatariuszy, modelem, którego cel zakłada „możliwość zbliżenia się do sprowokowanej śmierci” w najszerszych sytuacjach medycznych, „w tym takich, które pozostawiają nadzieję na kilka lat życia”.
Projekt będzie przechodził ścieżkę legislacyjną co najmniej do lata 2025 roku i nie jest wykluczone, że ulegnie zmianom. Na dyskusje w pierwszym czytaniu przeznaczono dwa tygodnie – głosowanie ma się odbyć 11 czerwca br.
Wcześniejsza wersja tego artykułu została opublikowana przez Global Research.
Tekst substacka został poprawiony i rozszerzony w dniach 25–26 maja 2024 r
Wstęp
Za izraelskim planem „wymazania Gazy z mapy” z października 2023 r. kryje się złożona historia. To „ trwające ludobójstwo”, absolutna rzeź połączona z okrucieństwami.
Jest to zbrodnicze przedsięwzięcie oparte na izraelskiej doktrynie „usprawiedliwionej zemsty” , sformułowanej po raz pierwszy w 2001 roku.
Doktryna „usprawiedliwionej zemsty” w sposób jednoznaczny głosi, że Palestyna (mimo swoich ograniczonych możliwości militarnych) jest „agresorem” i że „ Izrael ma prawo się bronić”, co od 7 października 2023 r. polega na prowadzeniu starannie zaplanowanego ludobójstwo na narodzie palestyńskim.
Paul Larudee zadaje pytanie:
„Czy istnieje moment, w którym ludobójstwo w Gazie staje się na tyle rażące, że sprowokuje inne kraje do bezpośredniej interwencji w Strefie Gazy, aby zapobiec dalszemu ludobójstwu?
Czy Izrael może eksterminować całą populację bez nikogo, kto by ich powstrzymał?”
Odpowiedzi na to pytanie udziela Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) w formie nikczemnego zestawu oskarżeń skierowanych przeciwko Palestyńczykom, którzy są ofiarami „aktu ludobójstwa” wszczętego przez Izrael przy nieugiętym wsparciu większości zachodnich rządów.
Fałszywa flaga. „Palestyna atakuje Izrael”
Poniżej znajduje się oświadczenie prokuratora MTK Karima AA Khana (KC), w którym oskarża Hamas o popełnienie zbrodni przeciw ludzkości, a także zbrodni wojennych, przy ostrożnym ignorowaniu dowodów dotyczących izraelskiej operacji „fałszywej flagi”, która zakończyła się „świadomie” – na w imieniu rządu Netanjahu – za śmierć niewinnych izraelskich cywilów.
To są palestyńskie dzieci, które „prowadzą ataki na Izrael”
Jako były oficer wywiadu nie mogę uwierzyć, że Izrael nie miał wielu informatorów w Gazie, a także elektronicznych urządzeń podsłuchowych wzdłuż muru granicznego, które rejestrowałyby ruchy grup i pojazdów.
Innymi słowy, cała sprawa może być splotem kłamstw, jak to często bywa. (8 października 2023 r.)
Nie ma mowy, żeby Izrael nie wiedział o tym, co nadchodzi .
Dlaczego przejścia graniczne były szeroko otwarte?
Coś tu jest BARDZO NIE TAK, coś jest bardzo dziwnego, ten ciąg zdarzeń jest bardzo nietypowy i nietypowy dla izraelskiego systemu obronnego.
Dla mnie ten atak z zaskoczenia wygląda na zaplanowaną operację. Na wszystkich frontach.
Cechy ogrodzenia Gazy w dużej mierze potwierdzają powyższe stwierdzenia Giraldiego i Fenigsona:
Według izraelskiego ministerstwa obrony „bariera zawiera setki kamer, radarów i innych czujników, rozciąga się na 65 km
Ministerstwo stwierdziło, że „inteligentne ogrodzenie” projektu ma ponad sześć metrów wysokości, a bariera morska obejmuje środki wykrywające infiltrację drogą morską oraz zdalnie sterowany system uzbrojenia.
Należy rozumieć, że wprowadzenie fałszywej flagi było starannie skoordynowane z izraelskim „Aktem ludobójstwa” skierowanym przeciwko narodowi palestyńskiemu.
Tego samego dnia, 7 października 2023 r., Netanjahu rozpoczął operację wojskową przeciwko Strefie Gazy zatytułowaną „ Stan gotowości do wojny”.
Gdyby „operacja Al-Aksa burza” była „atakiem z zaskoczenia”, jak papugują media, „stan gotowości do wojny” Netanjahu nie mógłby zostać wprowadzony (w krótkim czasie) tego samego dnia, czyli 7 października 2023 r.
Istnieje długa historia izraelskich fałszywych flag
„…To jest temat „zielonego światła dla terroru”, który wywiad wojskowy (Ama”n) promuje od 1997 r., kiedy to umocniła się jego linia anty-Oslo. Od tego czasu temat ten był wielokrotnie powtarzany w kręgach wojskowych, aż w końcu stał się mantrą izraelskiej propagandy… ( zob. Chossudovsk y, 23 października 2023 r.)
Istnieje ciągłość: izraelski wywiad wojskowy pozostaje odpowiedzialny za realizację operacji pod fałszywą flagą w połączeniu z „Aktami ludobójstwa” skierowanymi przeciwko Palestynie.
„Izrael jest ofiarą palestyńskiej agresji”. Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) oskarża Palestynę
Jak na gorzką ironię, oskarżenia Prokuratora MTK pod adresem Hamasu (reprezentującego naród Gazy), które obejmują rzekome akty „eksterminacji”, „morderstwa” i „tortur”, sugerują, że ofiarą ludobójstwa jest raczej państwo Izrael niż Palestyna.
Według Oświadczenia MTK rzekomy „akt agresji” Palestyny przeciwko Izraelowi polega na:
Eksterminacja jako zbrodnia przeciw ludzkości, sprzeczna z art. 7 ust. 1 lit. b) Statutu Rzymskiego;
Morderstwo jako zbrodnia przeciw ludzkości, wbrew art. 7 ust. 1 lit. a) oraz jako zbrodnia wojenna, sprzecznie z art. 8 ust. 2 lit. c) ppkt i);
Branie zakładników jako zbrodnia wojenna, sprzeczne z artykułem 8(2)(c)(iii);
Gwałt i inne akty przemocy na tle seksualnym jako zbrodnie przeciwko ludzkości, sprzeczne z artykułem 7(1)(g), a także jako zbrodnie wojenne w rozumieniu artykułu 8(2)(e)(vi) w kontekście niewoli;
Tortury jako zbrodnia przeciw ludzkości, sprzeczna z artykułem 7 (1) (f), a także jako zbrodnia wojenna, sprzeczna z artykułem 8 (2) (c) (i), w kontekście niewoli;
Inne nieludzkie czyny stanowią zbrodnię przeciwko ludzkości, wbrew art. 7 ust. 1 lit. k), w kontekście niewoli;
Okrutne traktowanie jako zbrodnia wojenna sprzeczne z artykułem 8(2)(c)(i) w kontekście niewoli; I
Znieważenie godności osobistej jako zbrodnia wojenna, sprzeczna z artykułem 8(2)(c)(ii), w kontekście niewoli.
Te podstępne stwierdzenia prawne sugerują, że MTK de facto dał „swą pieczęć aprobaty” izraelskiej „Uzasadnionej zemsty” na narodzie Palestyny , która obecnie trwa.
O ile kwestia fałszywej flagi (pomimo obszernych dowodów) została mimochodem odrzucona przez MTK, a także przez zachodnie rządy i media, oskarżenia pod adresem Hamasu są bez znaczenia.
Prawo międzynarodowe jednoznacznie popiera „walkę zbrojną” dla narodów, które pragną samostanowienia pod „dominacją kolonialną i obcą”.
Rezolucja Organizacji Narodów Zjednoczonych nr 37/43 z dnia 3 grudnia 1982 r. „potwierdza zasadność walki narodów o niepodległość, integralność terytorialną, jedność narodową i wyzwolenie spod kolonialnej i obcej dominacji oraz obcej okupacji wszelkimi dostępnymi środkami, w tym walką zbrojną”. Kronika Palestyny (podkreślenie dodane)
Gra końcowa polega na wykluczeniu Palestyńczyków z ich ojczyzny.
Kłamstwo stało się Prawdą
Obszernie udokumentowane, że Izrael jest zaangażowany w akty „eksterminacji” Palestyńczyków.
A jednak to Izrael jest określany przez MTK jako „ofiarą agresji palestyńskiej”.
Ludobójstwo i fałszywe flagi
Chociaż MTK nie przyznaje się do stosowania „fałszywej flagi”, liczne dokumenty, świadkowie i oświadczenia potwierdzają izraelską inicjatywę fałszywej flagi.
Jak na gorzką ironię, strategia ataku fałszywej flagi została uznana przez Netanjahu w porozumieniu z partią Likud. Pochodzi z pyska konia:
„Każdy, kto chce udaremnić utworzenie państwa palestyńskiego, musi wspierać wzmocnienie Hamasu i przekazywanie Hamasowi pieniędzy” – powiedział [Netanjahu] na spotkaniu członków Knesetu swojej partii Likud w marcu 2019 r. „To część naszej strategii – izolować Palestyńczyków w Gazie od Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu”. ( Haaretz , 9 października 2023, podkreślenie dodane)
Co więcej, „Przekazywanie pieniędzy przez rząd Netanjahu na aktywa wywiadu Hamasu” zostało potwierdzone w raporcie Times of Israel z 8 października 2023 r.:
„Hamas był traktowany jak partner na szkodę Autonomii Palestyńskiej, aby uniemożliwić Abbasowi dążenie do utworzenia państwa palestyńskiego.
Hamas awansował z grupy terrorystycznej do organizacji, z którą Izrael prowadził negocjacje przez Egipt i której pozwolono na przyjmowanie przez przejścia graniczne Gazy walizek zawierających miliony dolarów z Kataru”. (podkreślenie dodane)
Operacja fałszywej flagi została wykorzystana do usprawiedliwienia przeprowadzenia starannie zaplanowanego „ludobójstwa”.
Dowód
Istnieje wiele dokumentów rządowych szczegółowo opisujących planowanie i przebieg ludobójstwa.
Mamy zapisane (co jest przedmiotem naszej analizy):
Niniejsze memorandum wywiadowcze zostało przygotowane na długo przed 7 października 2023 r.
Był on dostępny dla Zespołu ICC.
Istota dokumentu opisuje to, co się obecnie dzieje, a mianowicie wykluczenie Palestyńczyków z ich ojczyzny.
To jest plan Izraela (na naszych oczach)
„Przymusowe i trwałe przeniesienie 2,2 miliona palestyńskich mieszkańców Strefy Gazy na półwysep Synaj w Egipcie”.
To długoletnia i starannie przygotowana inicjatywa izraelskiego Ministerstwa Wywiadu, która została odtajniona 13 października 2023 r., czyli tydzień po rozpoczęciu inwazji na Strefę Gazy.
Jednocześnie izraelskie Ministerstwo Wywiadu było odpowiedzialne za wdrożenie fałszywej flagi.
Opcja. C. Ewakuacja ludności cywilnej z Gazy na Synaj
Dokument Opcji C jest Planem Wojny Izraela z Palestyną , którego zasadniczym celem jest:
Zniszczyć Palestynę jako państwo narodowe i wykluczyć Palestyńczyków z ich ojczyzny.
Państwo Izrael rażąco narusza Konwencję o ludobójstwie.
Rozważa się obalenie Hamasu, które, jeśli zostanie przeprowadzone, bez wątpienia doprowadzi do wykonania trzech nakazów aresztowania Hamasu wydanych przez MTK.
Opcja C. zakłada:
„Ewakuacja ludności cywilnej z Gazy na Synaj”
Szczegóły poniżej (podkreślenie dodane)
Izrael ma podjąć działania mające na celu ewakuację ludności cywilnej na Synaj. W pierwszym etapie na terenie Synaju zostaną założone miasta namiotowe.
Następny etap obejmuje utworzenie strefy humanitarnej mającej pomóc ludności cywilnej Gazy oraz budowę miast na przesiedlonym obszarze północnego Synaju.
Na terenie Egiptu należy utworzyć kilkukilometrową sterylną strefę i nie można zezwalać na powrót ludności do działalności/mieszkań w pobliżu granicy z Izraelem.
Ponadto należy ustanowić obwód bezpieczeństwa na naszym terytorium [Izraela] w pobliżu granicy z Egiptem. ( Opcja C )
W odniesieniu do propagandy, lobbingu i public relations nacisk kładziony jest na:
„ wykorzystując wsparcie Stanów Zjednoczonych i dodatkowych krajów proizraelskich dla tego przedsięwzięcia”.
Rola Egiptu w wariancie C jest oczywiście kluczowa:
Egipt ma obowiązek na mocy prawa międzynarodowego umożliwić przejazd ludności.
Izrael musi działać na rzecz promowania szerokiej inicjatywy dyplomatycznej skierowanej do krajów, które wesprą pomoc wysiedlonej ludności i zgodzą się przyjąć ją jako uchodźców.
W ramach ruchu solidarności z Palestyną ważne jest, aby w pełni zrozumieć opcję C. Jest to przedsięwzięcie przestępcze. Jest to część izraelskiego „Aktu Ludobójstwa”.
Mamy do czynienia z absurdalną „retoryką odwróconą do góry nogami” „ Mundus inversus” ze strony Prokuratora MTK.
Choć prokurator MTK oskarża Palestynę, słusznie przyznaje się do zbrodni popełnionych przez premiera Benjamina Netanjahu i izraelskiego ministra obrony Yoava Gallanta , w szczególności w odniesieniu do głodu ludności cywilnej jako metody prowadzenia wojny.
Ta kwestia jest fundamentalna. Głód w Strefie Gazy trwa. To zbrodnia przeciw ludzkości. To ludobójstwo.
Przez prawie 8 miesięcy Izrael nadal wstrzymuje prawie całą żywność i inne niezbędne dostawy do Gazy.
Gaza potrzebuje codziennie 500 ciężarówek z zaopatrzeniem, a prawie nic nie dociera.
Z amerykańskiego molo zaopatruje się 25–50 ciężarówek dziennie, a cała reszta jest zamknięta.
W ostatnich miesiącach raporty napływały nieregularnie, ale nigdy nie dotyczyły więcej niż 100–150 ciężarówek w ciągu kilku dni.
Doniesienia o głodzie są podawane do wiadomości publicznej, a sytuacja wyraźnie się pogłębia. (Karsten Riise)
Prezentacja prokuratora MTK Karima AA Khana jest ostrożna. Zasadniczo utrzymuje, że „obie strony popełniły zbrodnie”, dając jednocześnie do zrozumienia, że „ Izrael ma prawo do obrony” (słowami Joe Bidena z 7 października)
Netanjahu i Gallant to „chłopaki upadku”
Zarzuty skierowane przeciwko Netanjahu i Yoavowi Gallantowi, które zostały w pełni potwierdzone, w połączeniu z nakazami aresztowania, mają na celu:
—dotrzeć do antysyjonistycznego ruchu pokojowego,
—nadaj poczucie (fałszywej) „prawomocności” daleko idącym oskarżeniom MTK przeciwko Palestynie („eksterminacja i morderstwo”).
Nigdzie w raporcie Prokuratora MTK nie wspomniano o kwestii „ludobójstwa Izraela skierowanego przeciwko narodowi Palestyny” .
W tym względzie nakazy aresztowania wydane przez MTK przeciwko trzem przywódcom Hamasu służą nie tylko „ śledzeniu bocznemu” strategicznej roli „operacji pod fałszywą flagą ”, ale także potwierdzają legalność ludobójstwa , które jest przedstawiane jako akt Samoobrona Izraela przeciwko Palestynie.
Prokurator MTK Karim Khan KC wydał oświadczenie [20 maja], w którym zaproponował wydanie nakazów aresztowania Netanjahu , izraelskiego ministra obrony Yoava Gallanta , przywódcy Hamasu Yahyi Sinwara, Mohammeda al-Masriego, szefa wojskowego Hamasu i Ismaila Haniyeha , przywódcy politycznego Hamasu . (Niezależny)
Jeśli chodzi o nakazy aresztowania skierowane przeciwko Netanjahu i Gallantowi, ich wykonanie jest bardzo mało prawdopodobne.
(Netanjahu był już karany. W listopadzie 2019 r. został oficjalnie „oskarżony o nadużycie zaufania, przyjmowanie łapówek i oszustwo”)
Co istotne, CIA działała w tle we współpracy z izraelskim wywiadem.
Trzy nakazy aresztowania skierowane przeciwko przywódcom Hamasu mają na celu potwierdzenie, że rzekomy Akt „agresji” z 7 października 2023 r. na Izrael NIE był (pomimo dowodów) częścią „fałszywej flagi” (tj. ściśle skoordynowanej operacji wywiadu wewnętrznego) . przez wywiad izraelski i amerykański).
Nakazy aresztowania MTK skierowane przeciwko Netanjahu i Gallantowi (które nigdy nie zostaną wykonane) służą pożytecznemu celowi polegającemu na zrzuceniu winy, a jednocześnie odwracają nasze zrozumienie tego, kto ze strategicznego punktu widzenia stoi za ludobójstwem skierowanym przeciwko Ludu Palestyny.
W ten sposób odwraca się uwagę opinii publicznej. Wprowadza w błąd ruch pokojowy. Tworzy podziały w ruchu solidarnościowym z Palestyną.
Należy pamiętać, że istnieją potężne interesy gospodarcze, które wspierają ludobójstwo. Mają na oku wielomiliardowe morskie rezerwy gazu w Gazie.
Anglo-Ameryka kontroluje ICC i IJC
Powinienem wspomnieć, że kwestia fałszywej flagi – która stanowi zbrodnię przeciwko ludzkości ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych – została zwyczajnie zignorowana zarówno przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) , jak i przez głównego sędziego Donahue , byłego doradcę Hillary Clinton. (styczeń 2024 r.)
A teraz przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK). W imieniu Jego Królewskiej Mości: Prokurator Karim Khan, KC (radca królewski).
Niemcy są głównym miejscem docelowym dla ukraińskich uchodźców w obliczu wspieranej przez Zachód wojny zastępczej przeciwko Rosji. Polska i Czechy przyjęły drugą i trzecią co do wielkości kohortę migrantów, przyjmując odpowiednio 960 000 i 360 000 Ukraińców.
Kraj oferuje hojne świadczenia, z miesięcznym stypendium w wysokości 563 euro lub 610 dolarów. Tymczasem, według niemieckiego nadawcy państwowego Deutsche Welle, wskaźnik zatrudnienia ukraińskich uchodźców w Niemczech wynosi zaledwie 20% – znacznie mniej niż w innych krajach UE.
Proponowana przez Berlin polityka przewiduje, że migranci z Ukrainy , którzy nielegalnie przenieśli się do innych państw UE, zostaną zawróceni do krajów, w których pierwotnie ubiegali się o azyl. Według eksperta cytowanego przez „Die Welt” część uchodźców w wieku bojowym może zostać zawrócona na Ukrainę.
Kijów podjął wysiłki na rzecz powrotu obywateli w wieku poborowym, ponieważ unikanie poboru do wojska pozostaje poważnym problemem. W kwietniu kraj ogłosił plan odmowy pomocy konsularnej Ukraińcom w wieku poborowym za granicą, zmuszając ich do odwiedzania ośrodków poboru do wojska na Ukrainie w celu uzyskania dostępu do usług.
Ukraina zaczęła wywierać silny nacisk na Ukraińców biorących udział w gangach w miarę narastania w kraju sprzeciwu wobec wojny z Rosją, przetrzymując mężczyzn w wieku bojowym w miejscach publicznych i poddając ich krótkiemu szkoleniu, zanim zostaną wysłani na linię frontu. Skandal wybuchł w zeszłym miesiącu po tym, jak 14-letni chłopiec został zaatakowany i zatrzymany przez funkcjonariuszy poboru , a następnie zwolniony po przedstawieniu przez nastolatka dokumentu potwierdzającego jego wiek.
Nacisk związany z przyjęciem ukraińskich uchodźców podsycił napięcia w całej Europie, gdzie nasila się polityka antyimigrancka. Republika Irlandii ogłosiła niedawno cięcia świadczeń socjalnych dla migrantów w związku z poważnym niedoborem mieszkań w kraju.
Inna polityka wewnętrzna narzucona w świetle konfliktu Kijów–Moskwa okazała się wysoce kontrowersyjna; przewidywany wzrost PKB Niemiec w 2024 r. skurczył się do zaledwie 0,3%, ponieważ sankcje na rosyjski gaz w dalszym ciągu uderzają w przemysł tego kraju. Likwidacja ceł na ukraińskie produkty rolne wywołała protesty rolników na całym kontynencie.
Napięcia polityczne narosły także w Unii Europejskiej, a wśród państw członkowskich Węgry, Serbia i Słowacja wyraziły sprzeciw wobec uzbrojenia Ukrainy.
W zeszłym tygodniu słowacki premier Robert Fico został postrzelony przez napastnika „niezadowolonego z polityki rządu” wobec zachodniej wojny zastępczej. W sieci pojawiło się nagranie , na którym niedoszły morderca nazywa rząd Fico „zdrajcami” za odmowę udzielenia pomocy wojskowej reżimowi w Kijowie.
Fico upierał się, że Słowacja będzie w dalszym ciągu dostarczać Ukrainie pomoc humanitarną, jednak populistyczny przywódca twierdzi, że wysyłanie jej uzbrojenia nie leży w interesie tego małego środkowoeuropejskiego kraju.
WP donosi dziś o wynikach badania opinii publicznej, zamówionych przez kogoś komu leży na sercu by Polacy dowiedzieli się co „uważają”. A mianowicie uważają oni, że „Rosja stanowi zagrożenie dla III RP”. Zapewne za kilka dni następne „badanie opinii publicznej” udowodni dobitnie, że „Polacy skłaniają się do uderzenia prewencyjnego na wojska Federacji Rosyjskiej na Donbasie, a może bezpośrednio na enklawę kaliningradzką!? Tego jeszcze nie wiemy, przynajmniej do momentu, kiedy nasi pryncypałowie w sztabie NATO w Brukseli, nie dopracują tego szczegółu.
Sprawcą powyższego propagandowego paroksyzmu jest „wybitny polski polityk” i obecnie „minister spraw zagranicznych”, Radosław Sikorski- Applebaum, który niedawno wypowiadał się w „polskim parlamencie” w tej kwestii.
Zostawmy „pana ministra” w spokoju, ponieważ nie jest zbyt przyjemnie babrać się w globalistycznym łajnie i spójrzmy na zagadnienie z perspektywy historycznej.
Od okresu schyłkowego I RP do dnia dzisiejszego ( za wyjątkiem krótkiego przebłysku II RP), nieprzerwanie rządzą Polską zdrajcy, sprzedawczycy, agenci obcych mocarstw i inna kanalia wszelkiej proweniencji.
Przez ten okres udało im się sprowadzić Rzeczpospolitą od przodującego i najzamożniejszego w Europie Mocarstwa, do podrzędnej kolonii Stanów Zjednoczonych, zarządzanej przez pozbawioną jakiejkolwiek legitymacji demokratycznej, Unię Europejska.
Dumna kiedyś Nacja Lechitów, została zredukowania do poziomu białych murzynów, których jedynym zmartwieniem jest zagadnienie komu najkorzystniej jest, w obecnej sytuacji, wchodzić do tyłka?
Przy czym takie „krytyczne” wybory dokonywane są przez społeczeństwo, jedynie w zależności od stopnia, kierunku i nasilenia kampanii propagandowej, w polskojęzycznych mediach „głównego nurtu”.
Setki lat władzy kolaborantów owocowały hekatombą nieszczęść: poronionych powstań, wypełnianiu „zobowiązań sojuszniczych” w stosunku do zawsze zdradzieckich i wiarołomnych „aliantów”, itp.
Rezultatem tych „rządów” była ruina Polski, degradacja kulturowa i cywilizacyjna, zniszczenie gospodarki, masowy upust krwi w postaci strat wojennych i masowej emigracji, itd.
To co oczekuje teraz III RP, która ma zastąpić praktycznie już nie istniejące państwo Zełenskiego i jego banderowskich sojuszników, to jak minimum całkowita destrukcja tego co pozostało jeszcze z Państwa Polskiego, a jak maksimum nuklearna anihilacja.
Przy czym, wszyscy chętni do walki z Rosją za globalistyczne interesy, powinni w wprzódy odbyć krótką wycieczkę po dzisiejszej Ukrainie, by upewnić się, że jest to coś czego oczekują w Polsce w wyniku wojny!
Szef gruzińskiego rządu Irakli Kobachidze oświadczył, że został ostrzeżony przez jednego z unijnych komisarzy, że jeśli jego rząd przeforsuje „kontrowersyjną” [tj. niewygodną dla agentury.. md] ustawę o „zagranicznych agentach”, powinien „bardzo uważać” w związku z niedawną próbą zamachu na słowackiego premiera Roberta Fico.
Kobachidze nie podał nazwiska unijnego komisarza, który miał go zastraszyć, ale później 23 maja komisarz ds. rozszerzenia Unii Europejskiej Oliver Varhelyi stwierdził, że rozmawiał telefonicznie z gruzińskim premierem na temat tej ustawy, a Kobachidze zinterpretował jego słowa w niewłaściwy sposób.
Według Kobachidze, unijny urzędnik „podczas wymieniania tych środków powiedział: ‚Widzieliście, co stało się z Fico i powinniście bardzo uważać’”. Fico został postrzelony cztery razy podczas powitania obywateli w środkowej Słowacji, ale jego stan określany jest jako stabilny.
Varhelyi w swoim oświadczeniu zaprzeczył, że groził Gruzinom. Powiedział, że ostrzegał Kobachidze, że przyjęcie ustawy „mogłoby prowadzić do dalszej polaryzacji i nieprzewidywalnych sytuacji na ulicach Tbilisi”.
„W związku z tym ostatnie tragiczne wydarzenia na Słowacji zostały przywołane jako przykład i odniesienie do tego, do czego może prowadzić wysoki poziom polaryzacji w społeczeństwie, nawet w Europie” – tłumaczył.
„Ubolewam, że jedna część mojej rozmowy telefonicznej została nie tylko całkowicie wyjęta z kontekstu, ale także przedstawiona opinii publicznej w sposób, który mógłby prowadzić do całkowitego niewłaściwego zinterpretowania pierwotnego zamierzenia mojej rozmowy telefonicznej” – podkreślił komisarz. [a może poczciwie ostrzegał? md]
Kobachidze w swoim oświadczeniu oskarżył „wysokich rangą zagranicznych polityków” o „otwarte szantażowanie gruzińskiego narodu i jego wybranego rządu”. Według niego, próba zamachu na Fico to przykład „globalnej wojny partii”, która chce „wprowadzić chaos do Gruzji”.
W ostatnich tygodniach relacje UE i USA z Gruzją są ściśle powiązane z przyjęciem tej ustawy. Jeśli wejdzie ona w życie, Stany Zjednoczone mogą nałożyć sankcje na gruzińskich urzędników za to. Jednocześnie, jeśli ustawa zostanie uchylona, Gruzja może liczyć na większą pomoc gospodarczą i łatwiejszy dostęp do wiz amerykańskich.
[Ciekawe, że USA od dawna już ma niemal identyczną ustawę… – admin]