Cud w Sokółce – nadzwyczajny znak Bożej obecności wśród nas
(FOT.Adam Białous / PCh24)
Wiara w realną i trwałą obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest wyznacznikiem bycia katolikiem, jest koniecznym warunkiem trwania w Kościele.
W ostatnich latach Pan Bóg wsparł tę naszą wiarę nadzwyczajnymi znakami. Pierwszym z nich był cud w sokólskiej kolegiacie św. Antoniego Padewskiego, gdzie do tej pory wierni modlący się w obliczu cząstki Serca Pana Jezusa doznają licznych uzdrowień fizycznych i duchowych.
Niestety, również w naszym kraju coraz częściej dochodzi do bluźnierczych ataków na Najświętszy Sakrament. Pogubieni ludzie swoimi ideologicznymi manifestacjami zakłócają liturgię Mszy Świętej. Dopuszczają się też haniebnych profanacji. Za tymi przypadkami stoi nie tylko brak elementarnej empatii i kultury, ale i przejawy bardzo prawdopodobnych opętań. Co można powiedzieć o mężczyźnie, który w tynieckiej kolegiacie wszedł z brudnymi nogami na ołtarz i wykonywał jakiś szatański taniec?; o tych, którzy rozbili ołtarz w kościele Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej?; lub organizatorze wielkiego rockowego festiwalu, który na polską ziemię, uświęconą krwią wielu świadków Chrystusa, zaprasza z zagranicy satanistyczny zespół, każdym swoim występem szydzący z boskiej Osoby Zbawiciela?
Co boli, profanacje są niejednokrotnie przez tak zwany wymiar sprawiedliwości akceptowane, a ich sprawcy – uniewinniani. Sędziowie, nawet jeżeli sami nie są katolikami, powinni jednak rozumieć cierpienie wzbudzane w sercach wierzących poprzez bezczeszczenie świętości. Niestety, ludzkie odruchy budzą się w takich sędziach dopiero wtedy, kiedy ktoś dotknie uczuć osób o bliskim dla nich światopoglądzie. Dla przykładu, jeżeli ktoś znieważy symbole LGBT, sądy potrafią ferować ostre wyroki, nawet niewspółmiernie ostre do popełnionego czynu – jak w przypadku młodej kobiety o imieniu Marika, którą sędzia skazał na trzy lata bezwzględnego więzienia za wyszarpnięcie tęczowej torby z ręki lewicowej aktywistki.
Niestety, dochodzi też do smutnych zjawisk w samym Kościele, gdy Najświętsza Ofiara celebrowana jest przez kapłanów niestarannie, bez zachowania norm liturgicznych; gdy wierni uczestniczą w niej bez należytej pobożności. Przypomnijmy, iż niewiara przyjmujących Komunię świętą w to, że Pan Jezus jest naprawdę obecny w Chlebie Eucharystycznym, prowadzi do świętokradztwa i grzechu ciężkiego. Wielkim zaniedbaniem jest również lekceważenie tego, że uczestniczy się w Eucharystii nie będąc w stanie łaski uświęcającej. Bólu wiernym przysparza też sytuacja, kiedy Mszy próbuje się odebrać jej świętość, czyniąc z niej jedynie we własnym przekonaniu jakieś wydarzenie kulturalne czy społeczne. Takie sytuacje stanowią przede wszystkim obrazę Pana Boga.
Stąd zapewne znaki, jakie daje nam nasz Ojciec poprzez coraz większą liczbę cudów eucharystycznych. W najnowszych dziejach Polski pierwszym z nich było niezwykłe wydarzenie, które w roku 2008 miało miejsce w kolegiacie św. Antoniego Padewskiego w Sokółce. Podczas udzielania Komunii świętej jeden z księży upuścił konsekrowany komunikant. Zamiast go spożyć, umieszczono Hostię w naczyniu liturgicznym zwanym vasculum, wypełnionym wodą. Po kilku dniach siostra zakonna zajrzała do naczynia i zobaczyła, iż woda w nim jest barwy czerwonej, a komunikant całkowicie się nie rozpuścił. Zachowała się jego centralna część, która wyglądała jakby czerwona plamka czy maleńki skrzep krwi.
Na zlecenie księdza arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego, ówczesnego metropolity białostockiego, dwóch światowej sławy patomorfologów niezależnie od siebie zbadało ów skrzep krwi i stwierdziło, iż ponad wszelką wątpliwość jest to fragment ludzkiego serca w agonii. Później okazało się jeszcze, że grupa jego krwi – AB – jest taka sama jaką odkryto na Całunie Turyńskim i chuście z Manopello. Od tamtego czasu do dziś w sokólskiej kolegiacie, w której wystawiona jest cząstka Ciała Pańskiego, dochodzi do cudownych uzdrowień duchowych i fizycznych.
Jakże piękną tradycją, pielęgnowaną w sokólskim sanktuarium jest – przeprowadzana co roku od jedenastu lat – Pielgrzymka Dzieci Pierwszokomunijnych. W ubiegłym roku brało w niej udział ponad sześćset osób z różnych miejsc Polski i świata. W tym roku pielgrzymka ta odbędzie się dokładnie 1 czerwca, a więc w Dzień Dziecka. W programie uroczystości znalazł się między innymi Akt zawierzenia dzieci Jezusowi Chrystusowi Eucharystycznemu. Przewodniczyć będzie temu wydarzeniu ksiądz arcybiskup Józef Guzdek, metropolita białostocki.
Szczególnie mocnej wymowy nabiera uznany przez Watykan cud eucharystyczny w kontekście nasilających się ostatnio bluźnierczych ataków na Chrystusa, Eucharystię oraz Kościół. „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” – pisze św. Paweł w Liście do Rzymian. Fale łaski Bożej nieustannie wylewają się na cały świat z Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Sokółce.
– W naszym sanktuarium cuda uzdrowień fizycznych i duchowych wciąż trwają. Właśnie przygotowujemy kolejną niewielką książkę z najnowszymi świadectwami tych cudów. Ukaże się ona już niebawem – powiedział nam ksiądz kustosz Jarosław Ciuchna.
Zgodnie z liberalnym credo, nienawiść wobec czarnoskórych, środowisk LGBT+ i wszelkich mniejszości jest całkowicie nie od pomyślenia. Co innego, jeżeli mówimy o dzieciach.
Miesiąc maj. Przez ulice polskich miast, nie niepokojone przez nikogo, w asystencji policji i służb, pod patronatem włodarzy i celebrytów, przetaczają się marsze „najbardziej uciskanej mniejszości w Polsce”. O straszliwych prześladowaniach opowiadają ich liczni polityczni reprezentanci, zasiadający w ławach poselskich, ministerstwach i instytucjach europejskich. Na ciężki los skarżą się niebinarni studenci, zakładający inkluzywne koła naukowe, uczęszczający na Queer and Gender studies, wspierani przez kadry pedagogiczne zwracające się do nich wybranymi zaimkami. Powszechne wykluczenie powoduje, że w centrach wielkich miast ciężko o lokal pozbawiony loga LGBTQ friendly”.
Wczorajsi aktywiści wchodzą dzisiaj w skład rządu. Tam przekonują o konieczności kneblowania ust oponentom, którzy za nawet najmniejsze słowa krytyki będą mogli trafić za kratki. Ich stronę trzyma wymiar sprawiedliwości, tylko czekający za uchwalenie nowej kategorii „przestępstw z nienawiści”.
Wraz z tą równoległą rzeczywistością, w Polsce istnieje grupa społeczna, o której faktycznych prześladowaniach nigdzie nie przeczytacie. BBC nie zrobi o tym filmów dokumentalnych, a głos tych osób nie przebije się na forum TSUE. Systemowego nękania doznają w internecie, przestrzeni publicznej, parkach, restauracjach. Dzieci – bo o nich mowa – stanowią dzisiaj jedną z najbardziej nielubianych grup społecznych.
Swego czasu wielką popularność zdobył angielski bar dog friendly, child free (ang. przyjazny psom, wolny od dzieci). Brytyjska prasa rozpisywała się o genialnej strategii marketingowej, oddającej nastroje społeczne. Doceniano, że ktoś w końcu nazwał pewne sprawy po imieniu. Jednocześnie na jaw wyszła niepokojąca prawda: wyrażanie otwartej dezaprobaty wobec dzieci stało się powszechnie akceptowalne.
Na problem zwrócił uwagę w swoich mediach społecznościowych magazyn Ładne Bebe. W jednej z ankiet autorzy stwierdzili: „nie ma nic złego w mówieniu, że się nie lubi dzieci”. Internauci w zatrważającej większości (92 proc.) przyznali im rację.
Problem w tym, że nieco wcześniej na profilu pojawiły się podobne ankiety, odnoszące się do czarnoskórych, seniorów, Żydów i ludzi otyłych. W przeciwieństwie do dzieci, internauci wyrazili powszechne oburzenie na sugestię, że można negatywnie mówić o którejkolwiek z powyższych grup. Tylko 16 proc. uważało, że nie ma nic złego w nielubieniu czarnoskórych, 36 proc. gdy sytuacja dotyczy seniorów, 26 proc. – Żydów, a 20 proc. – ludzi otyłych.
Ciężko o większy przykład „postępowej” schizofrenii. Podczas gdy „homofobia”, „transfobia”, rasizm”, „antysemityzm”, „ejdżyzm” czy „fatbofia” należą do grzechów głównych demokratycznego społeczeństwa, nienawiść do dzieci jeszcze nigdy nie miała tak dobrej prasy. Jak wynika z internetowych wyznań, najmłodsi drażnią swoją obecnością w restauracjach, ich płacz nie pozwala zrelaksować się w parku, przeszkadzają robiącym zakupy, wchodzą pod koła rowerzystów czy zaczepiają spacerujące z właścicielami czworonogi. Są i tacy, którzy nie życzą sobie ich obecności nawet w kościele.
Coraz gorszą pozycję dzieci w społeczeństwie odzwierciedlają zmiany w języku codziennym. Zaledwie krótka obecność w internetowej media-sferze wystarczy, by zauważyć natłok pejoratywnych określeń. Choć publicznie nie pozwalamy sobie na takie określenia jak „bachory” czy „gówniarze” w powszechnym użyciu pozostają „gówniaki”, „gówniaczki”, „bombelki” czy – ostatnio bardzo popularne – „kaszojady”. Piękno macierzyństwa ginie pod naporem „madkowego” contentu, a otrzymujący 800+ zaliczani są w pierwszej kolejności do patologii przepijającej świadczenia pobierane na swoje potomstwo. Nie mówiąc już o rodzinach wielodzietnych, nazywanych powszechnie żerującymi na zasiłkach „dzieciorobami”.
I choć część powie, że przecież to takie pieszczotliwe, a rodzice przecież mają prawo zwracać się do dzieci jak chcą, to – jak słusznie zauważył dr Marcin Kędzierski – kiedy w podobny sposób wyrażamy się o pociechach publicznie, czujemy, że coś jest nie tak.
W uprzedmiotawianiu dzieci często wiodą prym sami rodzice. Krzysztof Bosak, dzieląc się doświadczeniami ze spotkań wyborczych, stwierdził, że wiele dzieci często nie potrafi się nawet przedstawić. „Rodzice są często zaskoczeni kiedy witam się także z ich dziećmi, nawet już dorastającymi. Wyjątkiem są rodzice, którzy sami porządnie przedstawią z dumą swoje dzieci. Wydaje mi się, że to są drobne gesty, a budujące wartość i obycie młodego człowieka” – pisał wicemarszałek Sejmu.
W większości zachodnich społeczeństw na dobre odczłowieczono już dzieci nienarodzone. Najwyraźniej przyszedł czas na obrzydzanie tych, które zdążyły się urodzić. Doskonale łączyłoby się to z logiką depopulacji, widzącej we wzroście demograficznym największe zagrożenie dla planety i ludzkości. W takiej sytuacji tym bardziej – parafrazując klasyka – spieszmy się je kochać; dzisiaj jest ich już tak niewiele.
True Christian dignity only comes from becoming God’s child through divine grace.
Dignitas Infinita, a Confusing and Naturalistic Declaration
After the widespread negative repercussions about Fiducia supplicans, with entire episcopates refusing to bless “homosexual couples” and “irregular couples,”1 the Dicastery for the Doctrine of the Faith has published a new document, also with the pope’s approval: “Dignitas Infinita,” the Declaration on Human Dignity (which we will refer to as DI).2
A Traditional Document?
Unlike Fiducia supplicans, DI was welcomed, to some extent, even by some conservative and traditionalist Catholics, because of its criticism of abortion, transgenderism and euthanasia. However, many commentators pointed out ambiguous aspects within the document or points clearly at odds with Catholic doctrine.
In fact, DI criticizes abortion, transgenderism, and euthanasia for opposing human dignity but invokes the same human dignity to condemn the death penalty (no. 34) and the concept of just war (especially for religious reasons) (no. 39). Likewise, it is disfavorable to the free market economies, implying that they cause poverty and injustice (no. 31). Yet, it fails to criticize socialism, which has reduced the people of once-prosperous countries like Cuba and Venezuela to misery.
However, Scripture confirms the legitimacy of both the death penalty and just war, which both the Church’s magisterium and Catholic treatises on moral philosophy teach. Thus, to claim that the death penalty runs counter to human dignity is to deny what the Church has always taught as right and legitimate.3
Ontological Dignity
DI deals, above all, with “ontological dignity,” which comes from man’s rational and free nature. It affirms that ontological dignity is superior to “moral dignity,” arising from the conformity of our conscious actions with our nature’s rationality (nos.2 and 7).
Does Authority Come from Revelation or the UN?
To affirm man’s “ontological dignity,” DI invokes “the light of Revelation” (n. 1) and UN “authority”: “This ontological dignity and the unique and eminent value of every man and woman in the world was reaffirmed authoritatively in the Universal Declaration of Human Rights, issued by the United Nations General Assembly on December 10, 1948” (no. 2, emphasis added).
There is no parallel between the authority of divine Revelation and that of the UN. Furthermore, this international body’s Universal Declaration of Human Rights has been criticized for its ambiguity. For example, Gilles Lebreton, Professor of Public Law at the University of Le Havre, France, points out: “In 1948, the objective assigned to the Universal Declaration of Human Rights drafters was to reconcile Western and Marxist conceptions of human rights. Of course, it was an impossible mission, as these conceptions are at odds with each other.”4
Does Man Have “Infinite Dignity”?
DI repeats what its title affirms in the text: man has an “infinite dignity.” This raised many eyebrows, especially as it speaks of “ontological dignity,” meaning that it derives from his very nature. According to DI, “[e]very human person possesses an infinite dignity, inalienablygrounded in his or her very being, which prevails in and beyond every circumstance, state, or situation the person may ever encounter.” This is the “ontological dignity of the human person, created in the image and likeness of God and redeemed in Jesus Christ” (no. 1, emphasis added).
Despite the reference to man’s likeness to God, DI is not referring to the supernatural dignity added to our nature by grace but to the dignity “grounded in his or her very being,” i.e., the dignity of our nature as such. Hence, DI calls it “ontological dignity.”
Can man, a created and finite being, have an “infinite dignity?” Is not that attribute exclusive to the infinite being that is God?
Saint Thomas distinguishes between the “relative infinite dignity” possible for creatures and the “absolute infinite dignity” only possible for God:
“Things other than God can be relatively infinite, but not absolutely infinite. … [F]or example, wood is finite according to its own form, but still it isrelatively infinite, inasmuch as it is in potentiality to an infinite number of shapes. … But because a created form thus subsisting has being, and yet is not its own being, it follows that its being is received and contracted to a determinate nature. Hence, it cannot be absolutely infinite.”5
The Angelic Doctor adds, “God … cannot make anything to be absolutely infinite.”6
In his booklet De Rationibus Fidei, in which he refutes the Islamic doctrine, the same Holy Doctor explains that someone with infinite dignity was needed to satisfy the infinite majesty of God offended by Original Sin. He says:
“But no mere man has the infinite dignity required to satisfy justly an offence against God. Therefore, there had to be a man of infinite dignity who would undergo the penalty for all so as to satisfy fully for the sins of the whole world. Therefore, the only-begotten Word of God, true God and Son of God, assumed a human nature and willed to suffer death in it so as to purify the whole human race indebted by sin.”7
Therefore, DI is ambiguous when speaking of human nature’s “infinite dignity” without clarifying that it is a “relative infinity” and not the “absolute infinity” of God alone.
Did the Divine Word Unite with All Men?
The ambiguity is all the greater as DI says that with the Incarnation, the Son of God united himself to all men:
“’In the mystery of the Incarnation, the Son of God confirmed the dignity of the body and soul which constitute the human being.’8 By uniting himself with every human being through his Incarnation, Jesus Christ confirmed that each person possesses an immeasurable dignity simply by belonging to the human community” (n. 19, emphasis added).9
So, the Word of God would have become incarnate in “every human being,” not only in the man conceived in the Virgin Mary’s purest womb by the power of the Holy Spirit. In other words, in humanity itself! Therefore, every human being is supposedly united to the Incarnate Word, Jesus Christ, regardless of their faith, the practice of the Commandments, or even if they worship idols. It is sufficient to belong “to the human community.”
Does Moral Dignity Matter?
DI recognizes that man also has a “moral dignity,” but it would be less important than “ontological dignity.” Thus, paragraph 7 says:
“This brings us to recognize the possibility of a fourfold distinction of the concept of dignity: ontological dignity, moral dignity, social dignity, and existential dignity. The most important among these is the ontological dignity that belongs to the person as such simply because he or she exists and is willed, created, and loved by God” (Emphasis added).
Naturally, one can distinguish between ontological and moral dignity, but they cannot be separated, or they become unrelated. Indeed, the moral dignity of human actions derives from their perfect conformity with the dictates of reason, which tells them what is right and wrong.
On the other hand, one cannot give the impression that man’s dignity is reduced to the dignity of his nature. Man is not just his nature, as if he were a disincarnated spirit. He is a living being with intelligence and free will to direct his actions and govern his own life. Because of Original Sin, which caused concupiscence that inclines him toward evil, he can act contrary to his nature and his proximate and ultimate end by sinning.
Therefore, man’s dignity comprises his rational and free nature. Fidelity to the dictates of reason shows him that “good is to be done and pursued, and evil is to be avoided.”10 In other words, he must obey the natural law, which God placed in human nature (cf. Rom. 2:14-15).
When man acts against his rational nature through sin, he falls from his dignity, as Saint Thomas teaches:
“Now in human actions, good and evil are predicated in reference to the reason; because as Dionysius says (Div. Nom. iv), “the good of man is to be in accordance with reason,” and evil is “to be against reason.”11
“By sinning, man departs from the order of reason, and consequently falls away from the dignity of his manhood, in so far as he is naturally free, and exists for himself, and he falls into the slavish state of the beasts, by being disposed of according as he is useful to others.”12
Therefore, since God gave man a rational and free nature (ontological dignity), the latter must act according to the dictates of reason, which intuits the precepts of the natural law (moral dignity).
One cannot deal with human nature without referring to man’s actions because, as Saint Thomas says, the term nature, taken here as the essence of a thing, “means the essence as ordered to the operation proper to it, and that is because nothing can be deprived of the operation that is proper to it.”13
Since “agere sequitur esse” (doing follows being),14 each man’s action must follow what his rational nature indicates.
On the other hand, no one is judged morally or legally for their ontological dignity but rather for their actions and behavior.
Therefore, to claim simpliciter that ontological dignity is more important than moral dignity suggests that sin is unimportant. Man retains his natural dignity even in a state of sin. If that were the case, morality and fidelity to the Commandments lose their meaning, and people could live in sin while retaining their dignity.
DI Recognizes the Loss of Moral Dignity, But Not Its Consequences
DI recognizes that man can lose his moral dignity through acts contrary to reason. However, it fails to say what the consequences of this loss are in this life and in eternity.
“When we speak of moral dignity, we refer to how people exercise their freedom. While people are endowed with conscience, they can always act against it. However, were they to do so, they would behave in a way that is “not dignified” with respect to their nature as creatures who are loved by God and called to love others. Yet, this possibility always exists for human freedom, and history illustrates how individuals—when exercising their freedom against the law of love revealed by the Gospel—can commit inestimably profound acts of evil against others. Those who act this way seem to have lost any trace of humanity and dignity. This is where the present distinction can help us discern between the moral dignity that de facto can be “lost” and the ontological dignity that can never be annulled. And it is precisely because of this latter point that we must work with all our might so that all those who have done evil may repent and convert” (No. 7, emphasis added).
DI insists upon discerning between “the moral dignity that de facto can be ‘lost’ and the ontological dignity that can never be annulled” (no.7, emphasis added).
If “Infinite” Dignity Is Not Lost, Could Hell be Empty?
DI absolutizes ontological dignity in relation to moral dignity. It does not mention the Commandments of God’s Law, the natural law or sin, except once in passing.15 It fails to say sin offends the Creator and that Hell is the punishment for those who die in this state of rebellion.
However, if ontological dignity matters—and no one ever loses it—how can we explain Hell? That was the question the American journalist Diana Montagna asked Cardinal Fernandez during DI’s presentation. The cardinal’s confused answer ended by saying, “Isn’t Hell empty? This is the question Pope Francis is asking himself.”16
Indeed, if natural (ontological) dignity matters more than conscious and free human acts that determine man’s destiny, sin does not exist or even matter. Therefore, unrepentant sinners won’t suffer the penalties of Hell. Hence, you have blessings for “gay couples” and “irregular couples.”
Naturalism and Theological Optimism
DI is a naturalistic document that mentions divine grace in passing once, without showing its most important role in our salvation:
“Even when God draws us to him with his grace, he does so in a way that never violates our freedom.” (n. 30). However, Saint Augustine states, “No one can lead a holy life without God’s grace.”17 Saint Thomas adds that man “cannot remain for a long time without mortal sin” without the help of grace.18
The document fails to mention the need for prayer and asceticism to obtain grace and remain faithful. Thus, it seems that man, created by God and restored by Christ, can, by his own nature, do good and avoid evil without the help of grace. This is reminiscent of Pelagian and semi-Pelagian heresies.19
Refuting Pelagians, Saint Augustine explains what grace is and how to attain it:
“To achieve this grace, we ask God not to let us fall into temptation. This grace is not nature but the help of a fragile and vicious nature.”20
The Theological Basis for Fiducia Supplicans
DI’s confusing explanation of man’s infinite dignity serves as a philosophical and theological “justification” for Fiducia Supplicans. If ontological dignity is never lost, even with sin (when moral dignity is lost), then those in sinful relationships have the right to have their relationships blessed just like those in legitimate and holy matrimony. Likewise, with the new concept of the Incarnation, sinners and believers, Christians and atheists are united with Our Lord since they are not required to accept his divinity for this union. It suffices to be human by nature. This would explain Francis’ statement in Abu Dabi that God wants all religions.21
True Human Dignity
Human nature has a dignity of its own because, unlike animals, it is rational and free, thus allowing man to understand and choose what to do to improve himself.
However, a higher dignity comes from grace—the dignity of the children of God. In his Gospel, Saint John says that the Word became flesh and dwelt among us, but not everyone accepted Him as they were blinded by worldly pleasures. “But as many as received him, he gave them the power to be made the sons of God, to them that believe in his name.” (John 1:12). In his first epistle, the Seer of Patmos is adamant: “In this, the children of God are manifest, and the children of the devil. Whosoever is not just is not of God” (1 John 3:10).
Saint. Thomas comments:
So he [Saint John] says he gave them power to become the sons of God. To understand this we should remark that men become sons of God by being made like God. Hence, men are sons of God according to a threefold likeness to God. First, by the infusion of grace, anyone having sanctifying grace is made a son of God. “You did not receive the spirit of slavery… but the spirit of adoption as sons,” as said in Romans (8:15). “Because you are sons of God, God sent the Spirit of his Son into your hearts” (Gal 4:6).
Secondly, we are like God by the perfection of our actions because one who acts justly is a son: “Love your enemies… so that you may be the children of your Father” (Mt 5:44).
Thirdly, we are made like God by the attainment of glory. The glory of the soul by the light of glory, “When he appears we shall be like him” (1 Jn 3:2); and the glory of the body, “He will reform our lowly body” (Phil 3:21). Of these two it is said in Romans (8:23), “We are waiting for our adoption as sons of God.”22
Saint Paul writes to the Galatians, “For you are all the children of God by faith, in Christ Jesus. For as many of you as have been baptized in Christ, have put on Christ” (Gal.3:27).
Therefore, we become and remain children of God through grace by accepting Our Lord Jesus Christ with faith enlivened by works.
True Christian dignity only comes from becoming God’s child through divine grace.
Oficjalna lista uczestników spotkania Grupy Bilderberg 2024.
Prisonplanet.pl Polska 2024-05-30
Opublikowano oficjalną listę gości spotkania Grupy Bilderberg 2024, które odbywa się w Madrycie, Hiszpanii. Z Polski pojawiają się trzy osoby. Jak zwykle pojawia się Radosław Sikorski, który sprowadza inne osoby z kraju. Wraz z nim ma się pojawić minister finansów Andrzej Domański z Platformy Obywatelskiej i po raz kolejny Kasia Kieli (szefowa Warner Bros, Discovery Poland).
Grupa Bilderberg jest tajną [no, nie bardzo, jak widać...Tajne są polecenia, podawane jako „sugestie”.. MD] organizacją zrzeszającą liderów świata polityki i międzynarodowych finansistów, którzy spotykają się od 1957 roku niejawnie, każdej wiosny, by tworzyć politykę dla całego świata. W globalistycznej hierarchii World Economic Forum jest podporządkowany działaniom Grupy Bilderberg. Dla niezorientowanych w temacie zapraszamy do obejrzenia poniższych filmów, obszernej prezentacji oraz zapoznanie się z artykułem pt. „Co powinieneś wiedzieć o Grupie Bilderberg.„ Poniżej umieszczamy oficjalną listę opublikowaną na stronie Grupy.
[zaznaczyłem bold parę ciekawych dla nas postaci md]
Abrams, Stacey (USA), CEO, Sage Works Production Adeyemo, Adewale (USA), Deputy Secretary, Department of the Treasury Adlercreutz, Anders (FIN), Minister for European Affairs and Ownership Steering Albares, José Manuel (ESP), Minister of Foreign Affairs Altman, Roger C. (USA), Founder and Senior Chair, Evercore Inc. Alverà, Marco (ITA), Co-Founder, zhero.net; CEO, TES Amodei, Dario (USA), Co-Founder and CEO, Anthropic PBC Anderlini, Jamil (DEU/USA), Editor-in-Chief, POLITICO Europe Appathurai, James (INT), Deputy Assistant Secretary General for Innovation, Hybrid and Cyber, NATO Applebaum, Anne(USA) , Staff Writer, The Atlantic Auchincloss, Murray (GBR), CEO, BP plc Aydin, Mustafa (TUR), Professor of International Relations, Kadir Has University Barbizet, Patricia (FRA), Chair and CEO, Temaris & Associés SAS Barroso, José Manuel (PRT), Chair International Advisors, Goldman Sachs International Baudson, Valérie (FRA), CEO, Amundi SA Bengio, Yoshua (CAN), Professor in Computer Science and Operations Research, University of Montreal Bini Smaghi, Lorenzo (ITA), Chair, Societé Générale SA Botín, Ana P. (ESP), Group Executive Chair, Banco Santander SA Bourla, Albert (USA), Chair and CEO, Pfizer Inc. Braathen (NOR), Kjerstin, CEO, DNB ASA Buschmann, Marco (DEU), Minister of Justice Calviño, Nadia (INT), President, European Investment Bank Carney, Mark J. (CAN), Chair, Brookfield Asset Management Carvalho, Charlene de (NLD), Executive Director, Heineken Holding NV Castries, Henri de (FRA), President, Institut Montaigne Castro, Ildefonso (ESP), Secretary International Affairs, Partido Popular Cavoli, Christopher (INT), Supreme Allied Commander Europe Champagne, François-Philippe (CAN), Minister of Innovation, Science and Industry Chhabra, Tarun (USA), Senior Director for Technology and National Security, NSC Chubays, Anatoly B. (RUS/ISR), Visiting Professor, London School of Economics Corydon, Bjarne (DNK), CEO and Editor-in-Chief, Dagbladet Børsen Coveney, Simon (IRL), Former Minister for Enterprise, Trade and Employment Creuheras, José (ESP), Chair, Grupo Planeta and Atresmedia Cuerpo, Carlos (ESP), Minister of Economy, Commerce and Business Daurella Comadrán, Sol (ESP), Chair, Coca-Cola Europacific Partners plc Della Vigna, Michele (ITA), Head, Natural Resources Research EMEA, Goldman Sachs Domański, Andrzej, (POL) Minister of Finance Donohoe, Paschal (INT), President, Eurogroup Döpfner, Mathias (DEU), Chair and CEO, Axel Springer SE Easterly, Jen (USA), Director, Cybersecurity and Infrastructure Security Agency Ek, Daniel (SWE), CEO, Spotify SA Empoli, Giuliano da (ITA), Political Scientist and Writer, Sciences Po Entrecanales, José M. (ESP), Chair and CEO, Acciona SA Eriksen, Øyvind (NOR), President and CEO, Aker ASA Ferguson, Niall (USA), Milbank Family Senior Fellow, Stanford University Finer, Jonathan (USA), Principal Deputy National Security Advisor Fontcuberta i Morral, Anna(CHE), Professor of Materials Science and Engineering, EPFL Fraser, Jane (USA), CEO, Citigroup Gabuev, Alexander, Director (INT), Carnegie Russia Eurasia Center Gentiloni, Paolo (INT), European Commissioner for Economy Gil, Isabel, Rector (PRT), Catholic University of Portugal Gruber, Lilli (ITA), Editor-in-Chief and Anchor, La7 TV Gruyter, Caroline de (NLD), European Affairs Correspondent, NRC Gürsel, Kadri (TUR), Journalist, Medyascope Halberstadt, Victor (NLD), Professor Em. of Economics, Leiden University Harrington, Kevin (USA), Managing Director, Thiel Capital LLC Hassabis, Demis (GBR), CEO, Google DeepMind Hedegaard, Connie (DNK), Chair, KR Foundation Hernández de Cos, Pablo (ESP), Governor, Banco de España Hobson, Mellody (USA), Co-CEO and President, Ariel Investments LLC Hoekstra, Wopke (INT), European Commissioner for Climate Action Johansson, Ylva (INT), European Commissioner for Home Affairs Kaag, Sigrid (INT), Senior Humanitarian and Reconstruction Coordinator for Gaza, UN Kadri, Ilham (BEL), CEO, Syensqo Kalemli-Özcan, Sebnem (TUR), Schreiber Family Professior of Economics Brown University Kallas, Kaja (EST), Prime Minister Karp, Alex (USA), CEO, Palantir Technologies Inc. Kerameus, Niki (GRC), Minister for the Interior Kieli, Kasia (POL), President and Managing Director,Warner Bros. Discovery EMEA Koç, Ömer (TUR), Chair, Koç Holding AS Kotkin, Stephen (USA), Senior Fellow, Hoover Institution, Stanford University Kravis, Henry R. (USA), Co-Founder and Co-Executive Chair, Kohlberg Kravis Roberts & Co. Kravis, Marie-Josée (USA), Chair, The Museum of Modern Art Kudelski, André (CHE), Chair and CEO, Kudelski Group SA Kuleba, Dmytro (UKR), Minister of Foreign Affairs Lander, Eric S. (USA), Founding Director, Broad Institute Lee, Peter (USA), President, Microsoft Research Leysen, Thomas (BEL), Chair, dsm-firmenich AG Lighthizer, Robert (USA), Chair, Center for American Trade Liikanen, Erkki (FIN), Chair, IFRS Foundation Trustees Linde, Ann (SWE), Former Minister for Foreign Affairs Luckey, Palmer (USA), Founder, Anduril Industries Meeus, Tom-Jan (NLD), Journalist, NRC Mensch, Arthur (FRA), Co-Founder and CEO, Mistral AI Merz, Friedrich (DEU), Leader, CDU Michel, Charles (INT), President, European Council Micklethwait, John (USA), Editor-in-Chief, Bloomberg LP Minton Beddoes, Zanny (GBR), Editor-in-Chief, The Economist Monti, Mario (ITA), Senator for life Moreira, Duarte (PRT), Co-Founder and CEO, Zeno Partners Netherlands, H.M. the King of the (NLD) O’Leary, Michael (IRL), Group CEO, Ryanair Group Pannier-Runacher, Agnès (FRA), State Secretary at Ministry of Agriculture Papahelas, Alexis (GRC), Executive Editor, Kathimerini Newspaper Papalexopoulos, Dimitri (GRC), Chair, TITAN Cement Group Petraeus, David H. (USA), Chair, KKR Global Institute Philippe, Édouard (FRA), Mayor, Le Havre Phillips, Richard H. (USA), Office of the Director of National Intelligence Pind, Søren (DNK), Founder and CEO, Danish Cyber Defence Pouyanné, Patrick (FRA), Chair and CEO, TotalEnergies SE Rachman, Gideon (GBR), Chief Foreign Affairs Commentator, Financial Times Ramírez, Pedro J. (ESP), Director, El Español Rendi-Wagner, Pamela (AUT), Director, European Centre for Disease Prevention and Control Ruiz, José Juan (ESP), Chair, Elcano Royal Institute Rutte, Mark (NLD), Prime Minister Sawan, Wael (GBR), CEO, Shell plc Sawers, John (GBR), Executive Chair, Newbridge Advisory Ltd. Schadlow, Nadia (USA), Senior Fellow, Hudson Institute Schmidt, Eric E. (USA), Former CEO and Chair, Google Schmidt, Wolfgang (DEU), Head of the Chancellery, Federal Minister for Special Tasks Šefčovič, Maroš (INT), European Commissioner Green Deal, Interinstitutional Relations and Foresight Sewing, Christian (DEU), CEO, Deutsche Bank AG Sherman, Wendy R. (USA), Former Deputy Secretary of State Siddall, Evan (CAN), CEO, Alberta Investment Management Corporation Sikorski, Radoslaw (POL), Minister of Foreign Affairs Şimşek, Mehmet (TUR), Minister of Finance Stephens, Bret (USA), Opinion Columnist, New York Times Stoltenberg, Jens (INT), Secretary General, NATO Stubb, Alexander (FIN), President of the Republic Suleyman, Mustafa (GBR), CEO, Microsoft AI Thiel, Peter (USA), President, Thiel Capital LLC Varadkar, Leo (IRL), Former Prime Minister Verhoeven, Karel (BEL), Editor-in-Chief, De Standaard Wallenberg, Marcus (SWE), Chair, Skandinaviska Enskilda Banken AB Ward, Jonathan (USA), Senior Fellow, Hudson Institute Wolf, Martin H. (GBR), Chief Economics Commentator, Financial Times Wright, Thomas (USA), Senior Director for Strategic Planning, NSC Yläjärvi, Erja (FIN), Senior Editor-in-Chief, Helsingin Sanomat Zadrazil, Robert (AUT), Country Manager Austria, UniCredit Group Zakaria, Fareed (USA), Host, Fareed Zakaria GPS Zeiler, Gerhard (AUT), President, Warner Bros. Discovery International
Inteligentny pył (Smart Dust). PrisonPlanet.pl Polska 2024-05-28
Wraz z rozwojem miniaturyzacji, systemów sieciowych i komunikacyjnych, około roku 2025 zaczną być tworzone i wykorzystywane najpierw na polu bitwy a następnie na rynku komercyjnym nano-nadajniki. Te niewidoczne gołym okiem nano nadajniki nazywane Inteligentnym Pyłem (Smart Dust) będą tworzyły własne sieci komunikacyjne zbierając najróżniejsze informacje z otoczenia a następnie wysyłając je do scentralizowanych baz danych. Mają być one rozpylane na polach bitew w powietrzu, na ziemi a nawet ostatecznie w miastach. Takie nano-nadajniki mają być również dodawane do żywności, leków a nawet do ludzi. W tym artykule przyjrzymy się tej kontrowersyjnej i niebezpiecznej technologii zarysowując jej funkcję na rynku wojskowym i komercyjnym.
We wstępie dokumentu czytamy „W 2025 r. zapotrzebowanie wojska na trwałe systemy monitoringu będą wykraczać poza obecne platformy powietrzne, takie jak Global Hawk i Predator. Przyszłość roku 2025 obejmuje potencjalnych wrogów skupiających zdolności i wiedzę, do prowadzenia regularnych i nieregularnych działań wojennych na obcych ziemiach, a także w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych. Wojsko amerykańskie musi dziś zainwestować swoją energię i pieniądze w badania nad technologiami wspomagającymi, takimi jak nanotechnologia, sieci bezprzewodowe i systemy mikro-elektro-mechaniczne (MEMS), aby opracować przyszłościowe zastosowania trwałego nadzoru, takie jak inteligentny pył. […] Wreszcie MEMS wykrywa szeroki zakres informacji dzięki możliwościom przetwarzania i komunikacji, dzięki czemu może działać jako niezależne lub połączone w sieć czujniki. Połączony w sieć nanocząstek rozmieszczonych na polu bitwy, zdolnych do pomiaru, gromadzenia i wysyłania informacji, Smart Dust zmieni obraz trwałego systemu monitoringu.”
Dalej dokument zaznacza na str 1, że „W przyszłym świecie roku 2025 inteligentny pył mógłby zaspokoić ciągłe potrzeby Stanów Zjednoczonych w zakresie monitoringu pomimo obecnych obaw etycznych i społecznych.”
Na str. 2 i 3 opisano kontekst historyczny tworzenia Inteligentnego Pyłu i jego migrację od dużych czujników do nano-skalowych. „Połączenie nanotechnologii, bezprzewodowych sieci czujników i MEMS [systemy mikroelektromechaniczne] nadają nowe znaczenie wojnie skoncentrowanej na sieciach, tworząc jednocześnie nowe zastosowanie dla trwałego monitoringu wykraczającego poza obecne systemy, takie jak Global Hawk i Predator. Ta kombinacja, Smart Dust, tworzy bezprzewodową sieć nanoskalowych czujników, zwanych pyłem (mote), rozmieszczonych na obszarze bitwy, niczym kurz na meblach, dostarczając w czasie rzeczywistym informacji o ruchach, zwyczajach i zamiarach wroga lub sił sprzymierzonych.
Historycznie rzecz biorąc, Stany Zjednoczone wdrożyły tę koncepcję w Wietnamie, korzystając z technologii z lat 60. pod auspicjami operacji Igloo White, jako część nieformalnej bariery McNamary. W styczniu 1968 roku czujniki przyczyniły się do obrony piechoty morskiej w Khe Sanh; „czujniki były bardzo skuteczne w śledzeniu wroga w Khe Sanh – nawet marines tak twierdzili – ale kiedy w kwietniu zakończono oblężenie, prace nad barierą nie zostały wznowione”. Później używane do wspierania blokowania trasy Ho Chi Minha, „czujniki – sieć około 20 000 czujników – zostały rozmieszczone głównie przez samoloty Marynarki Wojennej i Sił Powietrznych, chociaż niektóre z nich zostały rozmieszczone przez siły lądowe operacji specjalnych”. Choć wpływ Igloo White jest dyskusyjny, to Siły Powietrzne podały, że Igloo White miał dodatkowy pozytywny wpływ na operacje blokowania sił wroga.”
„Dzisiejsza technologia czyni tę koncepcję jeszcze bardziej efektywną. W ramach projektu Smart Dust na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley stworzono pyłek wielkości ziarenka ryżu. Earthscope, projekt o wartości 200 milionów dolarów sponsorowany przez National Science Foundation, zdeponował 400 urządzeń mobilnych zaprojektowanych tak, aby „poruszały się na wschód z Kalifornii przez obszar całego kraju w ciągu dziesięciu lat”. Ponadto, w ramach demonstracji technologii czujników informacyjnych zorganizowanej przez Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA) o nazwie SensIT, Uniwersytet Berkeley i amerykańska piechota morska rozpylili sześć pyłów z bezzałogowego statku powietrznego (UAV), który utworzył sieć bezprzewodową, wykrył poruszający się pojazd i przekazał swoje dane do latającego wokół UAV.” czytamy w dokumencie.
Dalej na str 5 i 6 czytamy, że „Z doktrynalnego punktu widzenia Smart Dust oferuje przywódcom wojskowym, planistom i operatorom zalety takie jak wszechobecność, elastyczność, aktualność i trwałość danych wywiadowczych. Rozmiar molekularny pyłków minimalizuje ich zauważalny ślad, zapewniając dostęp do miejsc zwykle niedostępnych dla tradycyjnych zastosowań ciągłego monitorowania, a jednocześnie obejmując duży obszar przy rozsądnych kosztach. Informacje dostarczane na żądanie z szybkością komunikacji elektronicznej na strategiczne, operacyjne i taktyczne poziomy działań wojennych zmieniają nieznane plany i realizację w wiarygodne fakty. […] Podobnie jak ograniczenia technologii wspomagających, użyteczność Smart Dust ograniczają środowisko, zasięg czujnika i zakłócanie częstotliwości. Silny wiatr przezwycięża statyczno-elektryczne efekty cząstek unoszących kurz, brud i nano czujniki z dala od obszarów zainteresowania. Gdy nanocząsteczki osadzają się w szczelinach pola bitwy, elementy środowiska różnej wielkości, od mrowisk, przez listowie, po góry, ograniczają zasięg bezprzewodowych sieci czujników. Co więcej, w zależności od komunikacji bezprzewodowej, elementy zakłócające lub impulsy elektromagnetyczne mogą zakłócać niezawodność i dokładność sieci.”
Na stronie 14 opisano koszta związane z budową sieci Smart Dust. „Obecnie złożoność integracji elektromechanicznej w nanoskali zaporowo podnosi koszt poszczególnych MEMS. Ponieważ Smart Dust wymaga milionów pojedynczych węzłów czujnikowych, koszt sieci MEMS gwałtownie rośnie. Jednak badania prowadzone w tych technologiach przez najbliższe 25 lat spowodują obniżenie kosztów. „W zależności od zastosowania całkowity koszt węzła sieci czujników waha się obecnie od 50 do 100 dolarów. Za kilka lat można spodziewać się spadku cen do około 25 dolarów.” W 2003 roku Kristof Pister, były profesor inżynierii elektrycznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i naukowiec w Dust Inc., przewidział koszty na poziomie 1 dolara w ciągu 5 lat. Wojskowe inwestycje w ciągłe badania i rozwój w zakresie nanotechnologii i MEMS w ciągu najbliższych dwudziestu lat obniżą koszty do centów za dolara.”
To co opisano w tym dokumencie sprzed prawie 20 lat to proces stworzenia sieci monitorujących, które potencjalnie można rozpylać w powietrzu, na ziemię, czy na wybrane obiekty, aby pozyskiwać z nich szereg informacji. Dokument jednak w dalszej części zaznaczył, iż nano-pyły są toksyczne dla środowiska, życia biologicznego i ludzi. Nie mamy zatem jedynie problemu na poziomie masowego monitorowania środowiska i ludzi co jest nieetyczne i bezprawne ale mamy również problem nieodwracalnego skażenia całego życia biologicznego.
Implikacje etyczne, środowiskowe i biologiczne. Podnosząc więc problem etyczny i środowiskowy warto zapoznać się z tym co napisano na stronach 15-18 dokumentu „Wykorzystywanie zagregowanych danych pochodzących z nadzoru na dużą skalę w celu naruszenia prywatności osób fizycznych stanowi jedną z największych przeszkód etycznych i stanowi zagrożenie dla rozwoju zastosowań do trwałego monitoringu. […] Aktualne badania społeczne w USA i Wielkiej Brytanii potwierdzają tę obawę. Po przedstawieniu pięciu potencjalnych zagrożeń związanych z nanotechnologią 32 procent respondentów w badaniu przeprowadzonym w USA w 2004 r. jako najważniejsze ryzyko wybrało „utratę prywatności osobistej na rzecz nowych, małych urządzeń monitorujących”. W badaniu przeprowadzonym w Wielkiej Brytanii w 2004 r. negatywne reakcje na nanotechnologię obejmowały także obawę o prywatność, gdzie „nanotechnologia umożliwiła wyprodukowanie sprzętu monitorującego niewidocznego gołym okiem”.
[…] „Oprócz względów etycznych wpływ nanotechnologii na środowisko może ograniczyć rozwój zastosowań trwałego monitorowania. Rozpylanie nieulegających biodegradacji nanocząsteczek w środowisku potencjalnie zmienia zawartość gleby, źródła wód, rośliny i piramidy żywieniowe zwierząt. Dodatkowo, w zależności od właściwości koalescencyjnych cząstek, negatywny wpływ na stacje uzdatniania wody i inną infrastrukturę będzie wymagał naprawy podczas operacji stabilizacyjnych. Jeśli podjęta będzie decyzja by zmienić łańcuch pokarmowy przyrody, to długoterminowe skutki dla środowiska będą katastrofalne.”
[…] „Ponieważ ludzie znajdują się na szczycie łańcucha pokarmowego, to ryzyko zaabsorbowania nanocząstek poprzez spożycie, wdychanie lub wchłanianie przez skórę wywołuje obawy pracowników służby zdrowia. Kiedy Stany Zjednoczone decydują się na rozmieszczenie broni, przyjmują prawną i ekonomiczną odpowiedzialność za niezamierzone skutki uboczne tej broni zarówno dla sił wroga, jak i sił sojuszniczych. Dobrym przykładem są na przykład konsekwencje uwolnienia Agenta Orange [czynnik pomarańczowy] w Wietnamie. Chociaż dzisiejszy konsensus naukowy rozwiewa twierdzenia weteranów, to kompleksowe badania wstępne przeprowadzone przez firmy wojskowe lub prywatne mogły zapobiec lub złagodzić odpowiedzialność za skutki.”
[…] „Aktualne badania dotyczące toksyczności nanocząstek sugerują ostrożność pomimo niejednoznacznych wyników. Zwiększone od 2004 r. badania nad toksycznością badają wpływ fulerenów i innych nanocząstek na drobnoustroje, ryby i szczury. Wszystkie obecne badania wykazują pewne skutki, takie jak uszkodzenie komórek mózgowych lub niepożądane reakcje w płucach. „Badania wykazały mnóstwo problemów związanych z wdychaniem ultradrobnych i nanocząstek, w tym zwłóknienie lub bliznowacenie, nieprawidłowe zgrubienie ramion, obecność neutrofilów (komórek zapalnych), martwych makrofagów i chemicznego autostopu (metale i węglowodory)”. Jednakże wnioski dotyczące wpływu na ludzi były niejednoznaczne ze względu na metodę narażenia, wkraplanie zamiast wdychania lub użycie nietypowych nanocząstek. W niektórych przypadkach chemiczne środki zmiany powierzchni nanocząstek zmniejszają poziom toksyczności.”
Z badań opisanych w innych oficjalnych dokumentach lotnictwa Armii USA USAF do roku 2025 mają być opracowane systemy rozpylanych w powietrzu nano-czujników tworzących nano-chmury, których nie da się odróżnić od naturalnych zjawisk atmosferycznych. Opad z takich nano-chmur jak podano powyżej będzie toksyczny zarówno dla ludzi jak i środowiska.
Idąc dalej to w USA testuje się również sieciowe sensory do badania i raportowania ze środowiska naturalnego. W USA testuje się “Embedded Network Sensing” (CENS).„To są sieci bezprzewodowych czujników, robotów, kamer i komputerów monitorowania ochrony środowiska. Mierzą pełny wachlarz zmiennych meteorologicznych, wykrywają przechodzące zwierzę, a nawet nagrywają śpiew ptaków. Te czujniki są bardzo energooszczędne, ponieważ są w trybie uśpienia z wyjątkiem nagrywania i przesyłania danych. Jeśli niektóre węzły sieci ulegną awarii, inne automatycznie lokalizują sąsiadów i ponownie mapują sieć.” Choć te testy opisane są w opisywanym tu badaniu to nie podano czy obejmuje to nano-sieci Smart Dust.
Podobnie najnowsze badania wskazują by w ramach wdrażania Internetu Rzeczy umieszczać nano-czujniki w produktach a nawet w jedzeniu. I dalej w ramach wprowadzanego około roku 2025 technologii NBIC nano-nadajniki mają być dodawane do leków a nawet do samych ludzi.
Jak zaznacza raport wojskowy „Estimation of Technology Convergence by 2035” taki rozpylany około roku 2030 w środowiskach miejskich Pył będzie nie możliwym do utylizacji czy usunięcia go ze środowiska. Wejdzie on do przestrzeni, obiektów, wód i do ludzi, do ich płuc i innych organów. Na str. 108 stwierdzono „Po drugie, po rozprowadzeniu inteligentnego pyłu zasadniczo nie da się go odzyskać. Z kolei korporacje miałyby dostęp do mnóstwa czujników zdolnych do gromadzenia danych dźwiękowych i/lub wizualnych bez zgody monitorowanych osób. Po trzecie, zatwierdzenie medyczne nowych urządzeń trwa średnio od trzech do siedmiu lat ze względu na różną długość badań klinicznych. Ponadto wszelkie problemy związane z biokompatybilnością lub bezpieczeństwem, które pojawią się podczas tego procesu, mogą wydłużyć czas zatwierdzania. Nie ma jeszcze danych dotyczących badań klinicznych, ale jeśli FDA przyznała inteligentnemu pyłowi oznaczenie „przełomowego urządzenia”, to mogłoby to przyspieszyć proces zatwierdzania do krótszego końca tej osi czasu.”
W poniższym raporcie rozwijane są koncepcje inteligentnego pyłu w ciele ludzkim dla celów medycznych i telemetrii:
W ten czy inny sposób Inteligentny pył (Smart Dust) ma wypełnić przestrzeń tworząc wszechobecne pole informacyjne w powietrzu, na lądzie i być może również pod wodą skażając naszą planetę. Doprowadzi to do całego szeregu nadużyć prywatności, będzie wywoływać choroby, niszczyć ekosystemy, ostatecznie tworząc wszechobecne pole kontroli społecznej. W takim świecie dosłownie nic nie będzie się mogło ukryć.
Podsumowanie. Jak stwierdza dokument w podsumowaniu „inteligentny pył jest możliwy do osiągnięcia do 2025 r., biorąc pod uwagę obecny stan technologii prorozwojowych i potencjalne przyszłe scenariusze dla Stanów Zjednoczonych. Jako przyszłe rozwiązanie do trwałego monitoringu w zakresie świadomości pola bitwy, obrony ojczyzny i identyfikacji broni masowego rażenia, Smart Dust oferuje przywódcom wojskowym, planistom i operatorom zalety wywiadowcze takie jak wszechobecność, elastyczność, terminowość i wytrwałość. W przyszłości Smart Dust będzie stanowił rewolucyjny krok w ciągłym nadzorze i zapewni asymetryczną przewagę informacyjną dla każdego, przyjaciela czy wroga.”
Inteligentny Pył jest więc jedną z szeregu ekstremalnych z punktu widzenia życia na Ziemi technologii wprowadzanych około 2025 roku o której ogół społeczeństwa, rządzący a nawet specjaliści mają znikomą wiedzę. Technologia ta jest niezwykle niebezpieczna jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż może ona być wdrożona bez jakiejkolwiek możliwości weryfikacji jej istnienia. Może wnikać do wszystkich form życia i się w nich zagnieżdżać, pobierając z nich dane i wywołując najróżniejsze choroby, zmieniając ludzkie procesy myślowe i dezintegracje na poziomie komórkowym.
W dokumentach USAF opisuje się również zdolność do przemieszczania się takich nano-sieci, które mogły by się przemieszczać w postaci chmur i osiadać w wybranych miejscach lub wywoływać syntetyczne zmiany pogodowe. Mówimy tu zatem o fundamentalnej zmianie ekosystemu i tworzeniu sztucznego środowiska technologicznego tworzącego własne wszechobecne pole informacyjne od skali nano do skali makro. Raz wypuszczona do środowiska tego typu technologia będzie skażała je bezpowrotnie prowadząc do innych trudno przewidywalnych skutków. Jedynym więc rozwiązaniem jest zakazanie jej stosowania i zamknięcie jej w laboratoriach testujących egzotyczne bronie.
Ukraina przegrywa na froncie – a zachodni partnerzy nie opuścili jej i natychmiast rzucili się na pomoc. Do tej pory pomagali werbalnie – grożąc, marszcząc brwi i nadymając policzki. Obiecują wysłać na Ukrainę swoje wojsko – najpierw Francuzów, potem Brytyjczyków, a na końcu Polaków. Teraz Estonia wystąpiła z szeregu i zagroziła, że rzuci Rosję na kolana Wszystko to jest oczywiście wielką pomocą dla ukraińskich żołnierzy, którzy obecnie wycofują się pod Charkowem.
Pośrodku jastrzębi biega gołąb Scholz i wzywa do powściągliwości. Ale jego trzepotanie tylko podkreśla wojowniczość jego europejskich kolegów. Wygląda na to, że poważnie chcą rozszerzyć i eskalować konflikt na Ukrainie.
Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zasugerował, że wszystkie kraje UE dostarczające Kijowowi broń powinny pozwolić Ukraińcom na atakowanie tą bronią terytorium Rosji. Jest oczywiste, że terroryści w Kijowie już to robią, ale teraz szef NATO proponuje zalegalizować, a tym samym rozszerzyć tę praktykę. Co więcej, dzieje się to w oczekiwaniu na dostawę do Kijowa myśliwców F-16, które – jak się okaże – będą w ukraińskiej przestrzeni powietrznej mogły wystrzeliwać europejskie rakiety w kierunku rosyjskich miast i wsi.
Czołowy europejski dyplomata Josep Borrell, autor niezapomnianego memuaru „Ogród Edenu”, nazwał takie pytanie „akceptowalnym” i zasugerował Stoltenbergowi omówienie go na spotkaniu z ministrami obrony UE.
Ministrowie obrony UE dyskutowali na temat bombardowań rosyjskich miast przy użyciu europejskiej broni. Na razie nie osiągnięto porozumienia – jastrzębie i gołębie nie osiągnęły konsensusu, ale znając unijną demokrację, najpierw długo się publicznie spierają, a potem akceptują rozwiązanie nakazane im przez ich globalnych pryncypałów.
Inne tematy spotkania obejmowały standaryzację pocisków i broni produkowanej w krajach europejskich, utworzenie sił szybkiego reagowania zdolnych do szybkiego rozmieszczenia w dowolnym miejscu w Europie, gdziekolwiek wystąpi „kryzys”, oraz rozwój PESCO – programu współpracy wojskowej.
Wszystko to razem wygląda na ciężką pracę mającą na celu zjednoczenie armii europejskich i stworzenie machiny wojskowej, której pozazdrościłby Hitler.
Oczywiście, można śmiać się z małych armii krajów europejskich, z szalonych kosztów produkcji pocisków artyleryjskich, z zniewieściałości ich armii. Jednak zainwestowane setki miliardów euro dają o sobie znać. Kompleks wojskowo-przemysłowy w Europie powoli nabiera tempa. Należy zwiększyć siłę armii. Ćwiczenia odbywają się stale, w warunkach możliwie najbardziej zbliżonych do bojowych. Wszystko wygląda na to, że Europa powoli i systematycznie buduje własną armię – i będzie to jedna z najbogatszych armii świata, przynajmniej jeśli chodzi o koszty.
Obrona Charkowa czy Odessy za pomocą tak dużej maszyny byłaby głupotą i marnotrawstwem. Tworzy się tak dużą armię do ataku na Rosję – bo mając taką broń wiszącą na ścianie, można być pewnym, że w pewnym momencie ona wybuchnie czy wystrzeli.
Tak, stworzenie takiego giganta wymaga czasu. Ale właśnie tym razem Ukraińcy na froncie kupują ten czas swym życiem. Kiedy ich zasoby się wyczerpią, zostaną zastąpione przez zjednoczoną armię europejską ze znormalizowaną bronią.
Rosja unika prowokowania UE, ale kogo to obchodzi? Europejczycy mają w tej sytuacji całą gamę prowokacji w zanadrzu. Dziś Moskwę obwinia się za wszelkie podpalenia i eksplozje na terytorium UE. Nawet w pożarze litewskiej IKEA członkowie NATO widzą „rękę Kremla”. Zorganizowanie takiej prowokacji we własnym kraju i zrzucenie za nią winy na Rosjan – to pretekst do ataku, nowego „ataku na radiostację w Gliwicach”.
Zwykliśmy myśleć, że konflikt rosyjsko-ukraiński jest wojną zastępczą między Rosją a Stanami Zjednoczonymi, w której Europejczycy zachowywali się jak niechętni i tchórzliwi zwolennicy Waszyngtonu. Amerykanie popchnęliby ich do wojny, ale Europejczycy stawiali opór, bo wiedzieli, że Wujek Sam może ich porzucić w każdej chwili.
Europejscy przywódcy mają jednak swoje własne interesy. Podkopali swoją gospodarkę u korzeni, odmawiając handlu z Rosją. Udusili się własnymi sankcjami i zostawili Ukrainie mnóstwo pieniędzy. Mogą odzyskać te koszty tylko wtedy, gdy zdobędą główną nagrodę, o której marzą – rosyjskie zasoby naturalne. To jest dokładnie to, co im obiecano jako główne trofeum. A żeby tego dokonać, muszą pokonać Rosję na polu bitwy – nie ma innego wyjścia. Wojna jest dla nich jedyną szansą na odzyskanie tego, co wydali, w przeciwnym razie czekają ich dziesięciolecia biedy i upadku.
Postrzeganie europejskich elit jako ospałych, głupich i niekompetentnych jest lekkomyślne. Za absurdalnymi postaciami polityków publicznych zawsze kryją się ludzie bardzo bogaci i doświadczeni. Wielokrotnie w historii świata pokazali, że potrafią znakomicie kłamać, zaciekle atakować i prowadzić długie, uparte i brutalne wojny.
Oczywiście nie jest pewne, czy Wujek Sam pomoże Europejczykom. Niemniej jednak dziennikarz śledczy Seymour Hersh, blisko związany ze środowiskiem wywiadowczym, uważa, że prezydent USA Joe Biden nie ma nic przeciwko rozpoczęciu totalnej wojny z Rosją w celu wygrania wyborów w USA.
Dziś Europejczycy widzą, że Waszyngton oszukał ich we wszystkim i zamierza ich porzucić i zwrócić się na wschód, w kierunku Chin. Wojna zastępcza między USA i Rosją ma wszelkie szanse przerodzić się w wojnę na pełną skalę między Rosją a Europą.
[dodaję wieczorem, po tej modlitwie: U mnie przeczytało to 800 osób. Zareagowało zaś – jedna osoba. W sumie modliło sie ok. 30 katolików.. ONA nas broniła – np. w czasie Potopu, czy w 1920 roku. A my Jej ?? Czy możemy oczekiwać czegoś innego, niż kary Niebios? MD]
Salve Maria! Przyjdź na Różaniec publiczny w intencji zamknięcia bluźnierczej restauracji „Madonna”. Jako katolicy nie zgadzamy się na ten akt nienawiści do Pana Boga, braku szacunku do naszej Religii. Istnieje wiele uzasadnionych powodów do natychmiastowego zamknięcia bluźnierczej restauracji: figura Matki Bożej, wśród wulgarnych neonów zaprasza na drinki,na butelkach z alkoholem wiszą różańce,na każdym stoliku są plastikowe figury Matki Bożej, do której jest przyczepiony kod QR z menu, bluźniercze obrazy przedstawiają Matkę Bożą palącą papierosy,w restauracji umieszczony jest konfesjonał, w którym można zrobić sobie zdjęcia, sprofanowano również wizerunek Najświętszego Serca Pana Jezusa,pojawiają się tam również odniesienia do szatana.
W najbliższy piątek wolontariusze kampanii „Polska Katolicka” organizują publiczny Różaniec w pobliżu tej bluźnierczej restauracji!
Nie pozwólmy dalej pluć na świętości i obrażać Pana Boga!
Piątek 31 maja 2024 r. godzina 18:00Warszawa, Plac Konstytucji
Elektorat UE zmęczony ekstremalną polityką lewicową, a także związanym z nią rosnącym despotyzmem władz i totalitaryzmem tej ponad-państwowej struktury, zwrócił swe sympatie w kierunku „partii prawicowych”.
Musi to oczywiście budzić niepokój ekip obecnie zainstalowanych u koryta, ale czy ewentualna wygrana „prawicy” zmieni coś w sytuacji Unii?
Rosną napięcia między europejskimi partiami prawicowymi, a Alternatywa dla Niemiec (AfD) obecnie otwarcie krytykuje włoską premier Giorgię Meloni za przewodnictwo w sprawie ogromnego wzrostu imigracji do Włoch i jej prowojennego stanowiska w konflikcie na Ukrainie.
„Nie będziemy naginać naszego programu dla nikogo. To również musi być dla nas jasne, łącznie z naszymi poprawnymi stanowiskami politycznymi, które obecnie zapewniły nam drugie miejsce w sondażach w Niemczech, które oferują wyjątkowe atuty i których nie zmodyfikujemy na korzyść stanowisk europejskich tylko po to, abyśmy dla niektórych byli bardziej atrakcyjni. Widzimy to we Włoszech. Pod rządami premiera (Giorgii) Meloniego migracja faktycznie się podwoiła. Otwarte granice zamiast blokad. Meloni opowiada się także za większą ilością broni w wojnie na Ukrainie i konfrontacją z Rosją zamiast pokoju i dyplomacji dla Europy. Chcę jasno powiedzieć, że u nas nie dojdzie do tej melonizacji” – powiedział współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla na konferencji partii krajowej AfD Saksonia.
„Dla nas interesy niemieckie są zawsze na pierwszym miejscu” – dodał.
Ostra krytyka Meloniego, przewodniczącej partii Bracia Włoch, nastąpiła po wyrzuceniu AfD z grupy Tożsamość i Demokracja (ID) w parlamencie UE na początku tego miesiąca. Warto zauważyć, że Marine Le Pen z francuskiego Zgromadzenia Narodowego nalegała na wyrzucenie AfD z grupy po tym, jak eurodeputowany AfD Maximilian Krah skomentował, że nie wszyscy żołnierze służący w Waffen-SS byli zbrodniarzami wojennymi .
Posunięcie Le Pen tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zostało odebrane jako wielka zdrada europejskiego partnera koalicyjnego i desperacka próba poprawy wizerunku jej partii w oczach francuskiego społeczeństwa.
Teraz krążą pogłoski, że Le Pen może przygotowywać się do utworzenia nowego prawicowego ugrupowania wraz z włoszką Meloni lub do potencjalnego dołączenia do grupy Meloni, czyli Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR).
Krytycy, w tym wielu z AfD, twierdzą, że Meloni i Le Pen nie reprezentują już prawicy. Warto zauważyć, że retoryka Meloni na temat imigracji radykalnie się zmieniła od czasu objęcia władzy, a ona opowiada się za otwartymi granicami i większą legalną migracją.
Choć wiele osób na europejskiej prawicy krytycznie odnosi się do Meloni i Le Pen, ich partie pozostają na czele zarówno we Włoszech, jak i we Francji. W ciągu ostatniego roku poparcie dla Meloni spadło jedynie nieznacznie i obecnie pozostaje najpopularniejszą partią z 27-procentowym poparciem. Le Pen odnotowała wzrost poparcia i obecnie wynosi 34%.
Obie panie Le Pen i Meloni są agentami globalizmu. Le Pen od dawna prowadzi dywersję na francuskiej prawicy, umożliwiając między innymi w ostatnich wyborach zwycięstwo agentowi Rotszylda – Macronowi.
Meloni jest również wychowanką Rotszylda, uplasowaną na „prawicy”, z czego wynikała jej „prawicowa” retoryka przedwyborcza. Zaraz po uzyskaniu stanowiska premiera, rozpoczęła działalność odwrotną od deklarowanej.
Ogólnie rzecz biorąc, można śmiało zaryzykować twierdzenie, że globalistyczne wtyczki zamontowane są we wszystkich bez wyjątku „partiach” i „nurtach” politycznych obecnej UE.
Tak więc, kogokolwiek by obywatele nie wybrali, ster władzy i kierunek polityczny pozostanie nadal mocno w rękach globalistów!
Jedyne co mogłoby zmienić tą sytuację, to całkowite oczyszczenie obecnej „elity politycznej”, a w szczególności jej pryncypałów w postaci światowej oligarchii finansowej!
Today’s verdict represents the culmination of a legal process that has been bent to the political will of the actors involved: a leftist prosecutor, a partisan judge, and a jury reflective of one of the most liberal enclaves in America—all in an effort to “get” Donald Trump.
That this case—involving alleged misdemeanor business records violations from nearly a decade ago—was even brought is a testament to the political debasement of the justice system in places like New York City. This is especially true considering this same district attorney routinely excuses criminal conduct in a way that has endangered law-abiding citizens in his jurisdiction.
It is often said that no one is above the law, but it is also true that no one is below the law. If the defendant were not Donald Trump, this case would never have been brought, the judge would have never issued similar rulings, and the jury would have never returned a guilty verdict.
In America, the rule of law should be applied in a dispassionate, even-handed manner, not become captive to the political agenda of some kangaroo court.
Aktywiści aborcyjni, deprawatorzy seksualni i usłużni im politycy chcą, aby każde z coraz mniej licznych dzieci poczętych w łonach matek było domyślnie przeznaczone do likwidacji
——————————
Tuż przed uroczystością Bożego Ciała i dniem dziecka, weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia, które czyni mordowanie dzieci w łonach matek procederem przymusowym dla wszystkich szpitali w Polsce.
Od teraz żaden szpital nie może odmówić aborcji pod groźbą kar finansowych lub rozwiązania kontraktu z NFZ. To kolejny krok w kierunku wprowadzenia totalitarnych represji i upowszechnienia dzieciobójstwa w naszym kraju. Docelowo aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. Celem jest biologiczne zniszczenie naszego narodu. Konieczny jest stanowczy opór i mobilizacja społeczeństwa do obrony życia.Właśnie weszło w życie rozporządzenie Minister Zdrowia Izabeli Leszczyny, zgodnie z którym każdy szpital w Polsce ma obowiązek zamordować dziecko poprzez aborcję, jeżeli kobieta zgłosi się do placówki.
Trzeba w tym momencie po raz kolejny przypomnieć, że aborcja jest w Polsce de facto legalna na żądanie do końca ciąży. Wystarczy tylko, że kobieta przyjdzie do szpitala z zaświadczeniem od pro-aborcyjnego psychiatry, że ciąża rzekomo zagraża jej zdrowiu psychicznemu. Jak wiemy z licznych relacji medialnych i wypowiedzi aborcjonistów, zaświadczenia takie są wystawiane każdej chętnej kobiecie, która się po nie zgłosi. Kontakt do psychiatry-aborcjonisty łatwo znaleźć w internecie.
Od kilku dni mamy więc w Polsce NAKAZ aborcji. Mordowanie dzieci w łonach matek stało się przymusowe dla szpitali. Każda placówka ma od teraz tak zorganizować swoją pracę, aby zamordować dziecko, gdy tylko zgłosi się „pacjentka„. Szpital może w tym celu np. zatrudnić lekarza-aborcjonistę spoza szpitala, czyli płatnego mordercę na zlecenie, który przyjedzie specjalnie po to, aby dokonać zabójstwa. Aktywiści aborcyjni w swojej propagandzie od lat powtarzają, że aborcja to „wolny wybór”. Często używają również argumentu: „jeśli jesteś przeciwko aborcji, to po prostu jej nie rób”. Jak to się ma do wprowadzonego właśnie przymusu aborcji dla szpitali i pracujących w nich lekarzy…?
Aborcja nie ma nic wspólnego z wolnością. Wiele kobiet jest do aborcji przymuszanych przez lekarzy. Wiele kobiet jest poddawanych emocjonalnej presji i psychicznemu szantażowi w celu nakłonienia ich do aborcji. Co więcej, byli aborcjoniści wielokrotnie mówili publicznie, że mają własne „plany sprzedażowe” aborcji. Jak wyznała Carol Everett, była szefowa dużego ośrodka aborcyjnego w USA:
„Naszym celem biznesowym było sprzedanie 3–5 aborcji każdej dziewczynie w wieku 13–18 lat, ponieważ w przemyśle aborcyjnym wszyscy opierają się na prostym systemie prowizyjnym. Każda klientka zwiększała moją zamożność. Aby sprzedawać aborcję, najpierw trzeba stworzyć odpowiedni rynek. To znaczy, że trzeba przekonać dzieci i młodzież, na jak najwcześniejszym możliwym etapie, do patrzenia na seksualność w całkowicie odmienny sposób niż poprzednie pokolenia.”
Gdzie tu jest miejsce na „wybór” kobiety, skoro aborcyjne lobby przyznaje, że w związku z aborcją stawia sobie konkretne cele i planuje liczbę dzieci, które mają zostać zamordowane? Trzeba w tym momencie zwrócić uwagę na bardzo istotną rzecz. Narzędziem, które zwiększa liczbę aborcji i przynosi nowe „pacjentki” aborcjonistom jest tzw. „edukacja seksualna”. Rozporządzenie Minister Zdrowia wprowadzające przymus aborcji dla polskich szpitali zbiega się w czasie z niedawnym rozpoczęciem prac nad wprowadzeniem do wszystkich szkół w Polsce „edukacji seksualnej”. Są to dwie, bardzo powiązane ze sobą kwestie. Wyjaśnia to nawrócona aborcjonistka Carol Everett:
„Mieliśmy cały plan, jak sprzedawać aborcję – ten plan nazywa się edukacja seksualna. Plan ten był i jest nadal realizowany w kilku etapach. Pierwszym z nich jest odebranie młodym ludziom ich naturalnej wstydliwości. Kolejnym krokiem do pozyskania młodych jest oddzielenie ich od rodziców i od prawdziwych wartości. Kiedy młodzi zaczynają interesować się dziedziną płciowości, aborcjoniści stawali się dla nich „ekspertami od spraw seksu” (…) Teraz wystarczyło tylko namówić ich do podjęcia współżycia i czekać. Tak oto młodzi ludzie wpadali w sidła zastawione przez aborcjonistów.”
Aborcja jest w Polsce de facto legalna na żądanie do końca ciąży, wystarczy tylko przejść odpowiednią procedurę administracyjną. Szpitale zostały zmuszone prawnie do wykonywania aborcji. Teraz czas na „pacjentki”, których dzieci będą mordowane. Właśnie między innymi po to do polskich szkół ma wejść „edukacja seksualna”– aby zniszczyć sumienia dzieci i młodzieży oraz zachęcać uczniów do rozwiązłości, co poskutkuje niechcianymi ciążami i aborcjami. Sama aborcja również ma być promowana w trakcie „edukacji seksualnej”.
Jeszcze kilkanaście lat temu aktywiści LGBT w swojej propagandzie skierowanej do Polaków twierdzili, że oni chcą tylko wzajemnie odwiedzać się w szpitalach. Dzisiaj jesteśmy w sytuacji, gdy chcą „odwiedzać” nasze dzieci w szkołach aby „edukować” je seksualnie. Podobnie aborcjoniści – przez lata twierdzili, że aborcja to „wolny wybór”, po czym wprowadzili przymus aborcji.
Do czego to wszystko prowadzi?
Aktywiści aborcyjni, deprawatorzy seksualni i usłużni im politycy chcą, aby każde z coraz mniej licznych dzieci poczętych w łonach matek było domyślnie przeznaczone do likwidacji. Docelowo aborcja ma stać się domyślną, standardową opcją sugerowaną w trakcie wizyty kobiety w ciąży u ginekologa. To atak na biologiczne fundamenty istnienia narodu Polskiego.
Trzeba walczyć, aby ratować dzieci, stawić opór aborcjonistom i deprawatorom oraz uratować nasze społeczeństwo. W tym celu nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne, w ramach których docieramy do Polaków z prawdą o aborcji i ostrzeżeniem przed deprawacją dzieci. W całym kraju organizujemy uliczne akcje informacyjne, wystawy, publiczne modlitwy różańcowe i akcje furgonetkowe. Każdego dnia docieramy do tysięcy osób i kształtujemy ich świadomość.Kilka dni temu powiesiliśmy kolejny wielki billboard w pobliżu ruchliwej trasy S8. Jego przekaz jest krótki i jasny – „Aborcja zabija”. Koszt takiej akcji billboardowej to co najmniej 3500 zł. Chcemy kolejne takie plakaty wywiesić w innych rejonach Polski. Cały czas organizujemy również kampanie uliczne i przejazdy naszych furgonetek. Na wszystkie te działania potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 14 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby wesprzeć organizację kolejnych, niezależnych akcji informacyjnych docierających do Polaków z prawdą o aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Celem aborcjonistów i współpracujących z nimi deprawatorów seksualnych jest wymordowanie jak największej liczby maleńkich Polaków w łonach matek. Posługują się przy tym metodami totalitarnego przymusu, siły, terroru i perswazji. Konieczny jest opór i mobilizacja społeczeństwa do działania. Proszę Pana o pomoc w organizacji kolejnych działań.
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
To co się wyprawia w Sejmie w okresie poprzedzającym wybory do Parlamentu Europejskiego, przekracza wyobraźnię nawet człowieka w silnej gorączce. Z jednej strony to zrozumiałe, bo nie po to hałastra podłączała się do Volksdeutsche Partei, że miała jakiś pomysł na państwo i chciała z nim coś zrobić, tylko – żeby wykorzystać tę trampolinę, by dostać się do luksusowego przytułku dla “byłych ludzi”, w którym – nawiasem mówiąc – odsetek wariatów wydaje się wyjątkowo wysoki.
Dzięki temu każdy myśli, że znajdzie tam dla siebie jakąś niszę ekologiczną, z której nie wykurzy go ani żaden Tusk, ani żaden Naczelnik Państwa, ani żaden pan Szymon, który najwyraźniej rozsmakował się w kabotyństwie – więc czegóż chcieć więcej? “Czego może chcieć od życia taki gość, jak ja?” – śpiewał w swoim czasie pan Ryszard Rynkowski. To z punktu widzenia hałastry – bo z punktu widzenia Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen sprawa wygląda trochę inaczej.
Pani Urszula tak zwany “wiek rębny” (akurat dostałem w prezencie przedwojenny “Przewodnik Gajowego”, więc wiem, co mówię) ma już poza sobą, więc resztki wigoru postanowiła poświęcić polityce. Donald Tusk, czy Jarosław Kaczyński, to co innego; im żadnej prawdziwej polityki uprawiać nie wolno, toteż resztki wigoru kierują na potępieńcze swary (potępieniec, jak zwracał uwagę Stanisław Cat-Mackiewicz, to ktoś już poza życiem, który rzeczywistości zmienić nie może, toteż wyżywa się w przekomarzaniach i swarach, które niczego zmienić, ani do niczego doprowadzić nie mogą).
Mam tu na myśli komisje do badania rozmaitych afer, no i licytację, u kogo jest więcej ruskich agentów. Nawiasem mówiąc, ciekawe, że nikt nie licytuje się na liczbę agentów niemieckich, izraelskich, czy amerykańskich, od których wśród naszych Umiłowanych Przywódców musi się przecież roić, bo jakże inaczej zostaliby wystrugani z banana jak nie przez Donalda Tuska, to przez Jarosława Kaczyńskiego, czy wreszcie – pana Michała Kobosko?
Wracając tedy do Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, to niedawno obróciła resztki wigoru, jakie jej jeszcze zostały przed wyłączeniem prądu, na napiętnowanie nieubłaganym palcem trojga nieprzyjaciół Rzeszy. Chodzi o Zjednoczenie Narodowe Maryny Le Pen, która próbuje uwodzić Francuzów sprzeciwem wobec migracji migrantów, czy w sprawach moczopłciowych – w czym u nas najwyraźniej specjalizuje się Donald Tusk – ale Reichsfuhrerin to by nie przeszkadzało – natomiast to “Zjednoczenie Narodowe” to całkiem inna sprawa.
W Rzeszy na żadne “zjednoczenia narodowe” miejsca nie ma i nie będzie, bo w Rzeszy – po staremu – ein Volk, ein Fuhrer. Może więc tam być miejsce dla Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, ale nie dla żadnych “zjednoczeń” w dodatku – narodowych” i na domiar złego – należących do narodu francuskiego, a nie niemieckiego. Drugim nieprzyjacielem Rzeszy została uznana Alternatywa dla Niemiec – ale nie wiadomo, czy dlatego, że sprzeciwia się IV Rzeszy, bo chciałaby reaktywować III, czy że sprzeciwia się w ogóle.
Trzecim napiętnowanym przez Reichsfuhrerin wrogiem Rzeszy jest polska Konfederacja, w której znienawidzony Grzegorz Braun gasi chanukowe świece proszkowymi gaśnicami. Ostatnio do tej trójki Judenrat “Gazety Wyborczej” dołączył komitet wyborczy “Polexit”, który sprzeciw wobec Rzeszy ma wpisany w nazwę.
Co z tego wyniknie – o tym przekonamy się po wyborach 9 czerwca, a tymczasem otrząśnijmy pył z sandałów, oderwijmy sie od tubylczej małpiarni, w którą coraz bardziej zamienia się Sejm i Senat pod przewodnictwem posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Jej to – jak pamiętamy – Wielce Czcigodny poseł Pupka na oczach całej Polski musiał scenicznym szeptem podpowiadać co ma odpowiadać na pytania, aż wreszcie trzeba było podmienić ją na Rafała Trzaskowskiego i w rezultacie doszło do fiaska wyborów kopertowych, z “zabójczymi kopertami”, o których tak pięknie mówił znający się na różnych kopertach pan marszałek Tomasz Grodzki.
Odwracając wzrok od tubylczej małpiarni, kierujemy go w stronę małpiarni amerykańskiej, która też doznaje nienaturalnego pobudzenia w związku ze zbliżającymi się wyborami tamtejszego prezydenta. Z jednej strony swoją kandydaturę wystawia Józio Biden, co to najwyraźniej uparł się przewodzić Ameryce i światu do upadłego, a z drugiej – Donald Trump, na którego zagięli parol nie tylko amerykańscy Żydowie, ale nawet warszawski Judenrat pod przewodem pana red. Michnika.
Nieomylny to znak, że z jakichś zagadkowych przyczyn Żydowie nie lubią Donalda Trumpa, chociaż – jak pamiętamy – robił on wszystko, żeby im się podlizać. I podpisał ustawę nr 447 i przeniósł amerykańską ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy – ale w niczym mu to nie pomogło. Widocznie z punktu widzenia Sanhedrynu Józio Biden musi mieć jakieś ważne, chociaż ukryte zalety, które przesądzają o wyborze. Ciekawe, czy amerykańscy twardziele przyjmą w końcu żydowski punkt widzenia i wybiorą Józia, czy też ośmielą się Żydom postawić i poprą Trumpa?
Trzeba powiedzieć, że Żydowie umieją amerykańskich twardzieli wziąć pod włos. Wprawdzie wojna na Ukrainie, którą Józio Biden zainicjował podczas swojej podróży do Europy w czerwcu i lipcu 2021 roku, nie jest specjalnie w Ameryce popularna – ale Żydowie próbują z innej beczki. Oto wpływowa amerykańska gazeta “The Washington Post”, w której pisuje również żona naszego Księcia-Małżonka, podała ostatnio rewelację, jakoby Donald Trump zamierzał zbombardirować Moskwę i Pekin atomowymi kartaczami.
Wprawdzie za prezydentury Donalda Trumpa Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła, a trwające – raczej wygaszała, podczas gdy Józio Biden nie przestaje wojować z całym światem – no ale on o żadnym bombardirowaniu Moskwy czy Pekinu atomowymi kartaczami nie mówi. Nietrudno sie tedy domyślić, że przy pomocy tego faktu prasowego, o którym w swoim czasie tak pięknie mówił “drogi Bronisław”, czyli prof. Geremek, Żydowie próbują dać do zrozumienia amerykańskim twardzielom, że ten cały Trump to jeszcze gorszy ananas od Józia.
Ciekawe, że te rewelacje z amerykańskiego dziennika zbiegają się z tromtadrackimi komunikatami o budowie wzdłuż granicy z Białorusią i Rosją “Wału Tuska”, zwanego inaczej “Linią Imaginota”. Czyżby amerykańscy Żydowie też skłaniali się do wepchnięcia naszego nieszczęśliwego kraju w wojnę, jaką Stany Zjednoczone prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca? Ładny interes!
„Dramat współczesnej Armenii” – to temat wykładu profesora Tadeusza Trajdosa, wygłoszonego na spotkaniu zorganizowanym przez Centrum Edukacyjne Polska, z okazji – jak domniemywać – rocznicy ludobójstwa, gdy w 1915 roku śmierć z rąk Turków znalazło 1,5 miliona Ormian. Interesującego wykładu wysłuchałem. Głosu w dyskusji zabrać nie mogłem. Dlatego poniżej kilka refleksji.
Czy istnieje jakakolwiek „polska polityka zagraniczna”? Takie pytania stawiamy, gdy „polscy” dyplomaci wypowiadają się o Turcji. To dyplomacja na poziomie chłopców w piaskownicy. To chaotyczne miotanie się od ściany do ściany, bełkot i puste zaklęcia o „naszym przyjacielu przez wieki, Turcji”. Meandry polityki zagranicznej w wykonaniu warszawskiej dyplomacji trudno rozszyfrować (także dlatego, że klucz szyfrowy nie jest zdeponowany w ponurym gmaszysku MSZ w Alei Szucha, ale widoczny jest jej nowy wektor – strategiczne stosunki z Turcją (oczywiście obok strategicznego sojuszu z państewkiem leżącym w Palestynie i sojuszu z armią dowodzoną przez telewizyjnego komika, broniącą Polski przed Putinem).
To „zasługa” wszystkich ekip politycznych rządzących Polską po ‘89. Gdy przy kościele św. Mikołaja w Krakowie wzniesiono kamienny krzyż ormiański upamiętniający rzeź Ormian, protestował nie tylko ambasador Turcji, ale i polski MSZ. „Warszawa będzie ambasadorem Turcji w UE i chcielibyśmy Turcję widzieć w niedalekiej przyszłości, jako członka UE” – takie bzdury głosiłaEwa Kopacz. Grzegorz Schetyna bredził: „Nasze relacje handlowe sięgają XV wieku, kiedy to sułtan zagwarantował swobody handlowe polskim kupcom. To przykład tureckiej przyjaźni i zaufania, z której polscy przedsiębiorcy korzystali przez wieki”. Bajdurzyłtakże Witold Waszczykowski: „Polskę i Turcję łączy przyjaźń, która nie ma odpowiednika w historii politycznej […] będziemy robić, co tylko w naszej mocy, aby przywrócić stabilność na Bliskim Wschodzie, wspólnie z naszym przyjacielem przez wieki, Turcją”.
Przy czym wypowiedź Schetyny przypomina przymilanie się Turkom bujdą, że demonstracyjnym pytaniem „Czy przybył już poseł z Lechistanu?”, miano rozpoczynać oficjalne audiencje u sułtana tureckiego, oczekując posła z Rzeczypospolitej, nieistniejącej już wówczas na mapie Europy. Tymczasem Turcja nie uznała rozbiorów Polski, nie z miłości do Polski, lecz dlatego, że toczyła krwawe wojny z Rosją. W ślad za głupawymi oświadczeniami, szły głupawe analizy: Polska i Turcja mają wspólne interesy w kwestii bezpieczeństwa narodowego, są państwami, które są zaniepokojone próbami odbudowy pozycji Rosji.
Do cytowanych doszlusował prezydencki minister Jakub Kumoch: „Turcja jest krajem, który najlepiej rozumie Polskę w kwestiach bezpieczeństwa. Stosunki są doskonałe, ponieważ między Polską a Turcją nie ma ani jednego problemu”. Dalej poszedł na całego, mówił o połączeniu „ogromnej potęgi Turcji i ogromnej potęgi Polski”. Złożył też deklarację: „Absolutnie chcemy, aby Turcja była członkiem UE”. Ale na tym nie koniec. Przystąpił do finezyjnej rozgrywki dyplomatycznej – udał się z tajną misją do Istambułu, by spotkać się z pewnym pohańcem (tak nazywano u Sienkiewicza Tatarów). Ale nie po to, żeby montować, jak otumaniony przez kabalistów Adam Mickiewicz, Legion Żydowski do walki z Rosją, lecz złożoną z islamistów z Krymu międzynarodową brygadę do walki z Rosją. Innymi słowy: Kiedyś mówiło się „Węgier, Polak, dwa bratanki”, i że Jan III Sobieski pogonił Turków pod Wiedniem. Dziś mówi się „Polak, Turek, dwa bratanki”, i że Turcy pomagają nam pogonić Ruskich pod Charkowem.
Armenia nie jest prorosyjska. Podejście Ormian do Rosji to wybór mniejszego zła. Wciśnięta między Azerbejdżan i Turcję, z pamięcią o tureckim ludobójstwie, skazana jest na Rosję, bez względu na to, kto rządzi w Moskwie. Innej siły zdolnej do pomocy Ormianom nie ma i nie będzie. Tu przypomnijmy, że Turcy, aby usprawiedliwić masakrę Ormian, oskarżyli ormiańskich przywódców o spiskowanie z Rosjanami. Przypomnijmy też, że Ormianie są na Kaukazie „od zawsze”, że Turcy przybyli tam w XI wieku, zajmując większą część historycznej Armenii, i że obecne granice Armenii wyznaczył Stalin.
Ale i Turcja nie jest antyrosyjska. Jej stosunki z Rosja są więcej niż poprawne, biznesowe doskonałe i odznaczają się daleko posuniętym pragmatyzmem. No i – Turcja pomaga Rosji omijać sankcje UE i NATO narzucone po wybuchu konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. Dla prezydenta Turcji Erdoğana, współpraca z Putinem zwiększa pole dyplomatycznego manewru. Z tego powodu współpracuje z Szanghajską Organizacją Współpracy, aplikuje o członkostwo w BRICS. Turcja traci stopniowo wartość sojuszniczą dla NATO także dlatego, że podsyła islamistów na Synaj i do Libii, do walki z sojusznikami Waszyngtonu. Rosja natomiast ma paradoksalnie po swojej stronie kilka państw NATO, i ma potężny atut – jest kluczowym uczestnikiem wojny z Państwem Islamskim wspieranym przez Turcję.
Są i konflikty, ale nie dotyczą geopolityki, lecz stosunku do popieranych przez Turcję islamistów. Putin, angażując się w Syrii, zapobiegł eksterminacji syryjskich chrześcijan, w tym tych, których przodków mordowali sto lat temu Turcy. Przykładem niech będzie miasteczko Kasab na pograniczu z Turcją, jedyna miejscowość ormiańska, która ocalała po rzezi Ormian. To w pobliżu niej Turcy zestrzelili rosyjski samolot w trakcie walk toczonych pomiędzy wspierających armię Asada wojskami rosyjskimi, a wspieranymi przez lotnictwo tureckie terrorystami. Kilka dni później, przenikający z terenów Turcji, islamscy fanatycy zdobyli Kasab, kilkunastu Ormianom rytualnie ścięli głowy, sprofanowali kościoły, a 670 ormiańskich rodzin musiało salwować się ucieczką. Nawiasem mówiąc, w 1915 r.poza Ormianami zginęli aramejscy i asyryjscy wyznawcy Chrystusa, a 100 tysięcy chrześcijanek zostało wcielonych do haremów.
To przez Turcję wiodą główne szlaki przerzutu broni i rekrutów dla Państwa Islamskiego, którzy na opanowanych przy wsparciu Turcji terytoriach dokonują zbiorowych mordów na Wyznawcach Chrystusa, palą kościoły, gwałcą chrześcijanki, sprzedają je na specjalnie zorganizowanych targach niewolnic. To także Turcja, wspierając Azerbejdżan, przerzucała dżihadystów z Syrii. Tymczasem „polska” dyplomacja nie tylko ślepo popiera Turcję, ale zgłasza gotowość do wysłania polskich żołnierzy w obronę Turcji przed samolotami, które bombardują pozycje islamistów. Minister w rządzie PiS ujął to tak: „Razem z UE i NATO dokładamy starań, aby zapewnić pokój na Bliskim Wschodzie. Będziemy robić, co tylko w naszej mocy, aby przywrócić stabilność w regionie, wspólnie z naszym przyjacielem przez wieki, Turcją”.
Najklarowniej wyłożył to Przemysław Żurawski vel Grajewski: Emocjonalne spojrzenie na konflikt azersko-ormiański, fałszywy obrazchrześcijańskiego narodu zagrożonego eksterminacją ze strony wojującego islamu, któremu to narodowi należy się nasza solidarność. Interesy Polski są odmienne niż te wynikające z tego sloganu. Wnioskami dla Polski powinny być:Polska i Turcja jako państwa członkowskie NATO znajdują się w sojuszu wojskowym; Armenia jest sojusznikiem Rosji wrogiej Polsce i dokonującej agresji na sąsiadów; Polska w żadnym wypadku nie ma interesu w popieraniu sojusznika Rosji; rywalizacja rosyjsko-turecka na Kaukazie leży w interesie Polski, zużywa bowiem zasoby Rosji i zawraca Turcję z powrotem ku Zachodowi. Przy czym cytowany profesor z długim nazwiskiem i z długim wąsem to nie byle kto – to doradca prezydenta RP i członek Rady Politycznej PiS.
To także członek sitwy polskich polityków i dyplomatów o dziwnej predylekcji do wygłaszania geopolitycznych bzdur, wyznających tylko jeden kanon polityki zagranicznej: Bij Moskala! Kiedyś proponował „stworzyć przeciw Rosji koalicję z Turcją, której Rosja zaszła za skórę w kwestii syryjskiej. Proste narzędzia jak zamknięcie wszystkich cieśnin czarnomorskich i bałtyckich dla rosyjskich statków. Ułatwiliby też sytuację Czeczeni i Tatarzy, a może Syberia głośniej domagałaby się autonomii. Krótko mówiąc – tak, jak małemu Przemkowi wszystko kojarzyło się z dupą – tak dużemu wszystko kojarzy się z Rosją. Zafiksowany na Putinie, Putinem tłumaczy wszystko. Działa wedle prymitywnego schematu: Wróg mego wroga jest moim przyjacielem. A wszystko w imię mrzonek, na których opiera się cała polityka wschodnia, gdzie Armenia niepoddająca się Rosji, ale też niemająca zamiaru z Rosją walczyć, jest wrogiem Polski. To takie pokrętne myślenie nakazuje „naszym” politykom wyznawać doktrynę: Po co wypominać Turkom 1,5 miliona zamęczonych na śmierć i ćwierć miliona chrześcijanek wcielonych do tureckich haremów, skoro Erdoğanbroni Polski przed Putinem.
Tymczasem wiedzieć trzeba, że Erdoğan towychowanek islamistycznego ruchu powiązanego z Bractwem Muzułmańskim, że wywodzi się z najczystszej tradycji radykalnego, antyzachodniego islamizmu. Kiedyś wyrecytował wiersz tureckiego poety z wersetem: „Kopuły meczetów to nasze hełmy, a minarety nasze bagnety”. Na zwołanym w Stambule islamskim szczycie podniósł sprawę „odzyskania islamskich terytoriów okupowanych, Karabachu i Krymu”. Lansował też doktrynę, że problemy regionu można rozwiązać metodami radykalnego islamu, i że narzędziem do ekspansji islamu w całej Azji ma być Turcja. W swych wystąpieniach kilkakrotnie napomknął też o „wojnie religijnej pomiędzy krzyżowcami a półksiężycem”.
Na szczyt zaprosił Mustafę Dżemilewa, który reprezentował infiltrowanych przez Turcję Tatarów Krymskich, co do których istnieją dowody, że są przerzucani przez turecki wywiad do Syrii, gdzie walczą u boku Państwa Islamskiego. A co do Dżemilewa to przypomnijmy: W lipcu 2016 r. Radosław Sikorski ogłosił: „Pierwszym laureatem Nagrody Solidarności w wysokości 1 miliona euro został Mustafa Dżemilew”. Nie słyszeliśmy natomiast głosu Radka-Zdradka, gdy decyzją Erdoğana bazylika Hagia Sophia w Konstantynopolu, najwspanialsza budowla świata chrześcijańskiego I tysiąclecia naszej ery, zamieniona została w meczet.
A „nasi” dyplomaci niezmiennie opowiadają się za członkostwem Turcji w UE. Tymczasem wprowadzenie do tak osłabionego organizmu dynamicznej religijnie i demograficznie Turcji pogłębi kryzys tożsamości i kulturową dekadencję Europy oraz doprowadzi do jej zupełnego rozkładu. Oznacza też, że partia Erdoğan będzie najsilniejszą partią w Parlamencie Europejskim. Stanowisko tym bardziej kuriozalne, że społeczności tureckie w Europie Erdoğan wykorzystuje jako dźwignię przeciwko krajom Zachodu. Sprzeciwia się też integracji i asymilacji muzułmanów w Europie. Turkom niemieckim powiedział: „Nigdy się nie integrujcie, integracja jest zbrodnią przeciwko ludzkości”. A to już jest równoznaczne z cywilizacyjną bombą zegarową.
Jeśli zastanowimy się nad tym, dlaczego w konflikcie armeńsko-azerskim Polska wybrała stronę turecką – to odpowiedź jest prosta. Trzeba tylko wyszukać, gdzie w tej układance jest Izrael. Reszta ułoży się sama. Tajemnica tkwi w tym, że wspieranie przez Turcję Azerbejdżanu i wspierany przez Turcję islamski ekstremizm wychodzą naprzeciw potrzebom państwa chazarskiego w Palestynie. Nie od rzeczy będzie też przypomnieć, że także podsyłanie przez Turcję przez Bałkany (i przez Białoruś) islamskich „uchodźców” jest w interesie Izraela.
Tu pojawia się pytanie: Czy nie stąd bierze się pęd dyplomatów korporacji Geremka do obsługi stosunków z Turcją? Kimbyli i są ambasadorowie Rzeczypospolitej w Ankarze? Andrzej Ananicz, Jakub Kumoch, Maciej Lang, wszyscy – ma się rozumieć zupełnie przypadkowo – Chazarowie. W Azerbejdżanie ambasadorem RP był jeszcze do niedawna znawca języka jidysz. Kuriozum jest obsada placówki w Kazachstanie, z akredytacją na Kirgistan, gdzie ambasadorem został Selim Chazbijewicz, b. szef Związku Tatarów w Polsce. Czy u Selima nie dojdzie do konfliktu lojalności, bo Tatarzy to Turcy Krymscy, odwiecznie prawa ręka Turka, a Kazachowie, Kirgizi, Azerowie to Turcy Kaukascy. I tu kolejne pytania: Dlaczego ambasadorem w Armenii nie zrobili polskiego Ormianina, a został nim Piotr Skwieciński, autor słów: „Dla Polski lepiej jest, żeby w Kijowie rządzili nie tylko banderowcy, ale nawet sam Bandera, niż odbudowa imperium rosyjskiego”?
Turcja ma duży potencjał sprawiania kłopotów z migrantami. Większość „uchodźców” koczujących za płotem na granicy z Białorusią przybyło z lotnisk tureckich. Można nawet mówić o synchronizacji działań tureckich z Mińskiem i Moskwą. I jeszcze jedno – Turcja pozwala sobie na to po wizycie prezydenta Dudy w Ankarze, po pomocy udzielonej przez polskich strażaków w pożarach w Turcji, po zakupie za 270 mln dolarów tureckich dronów i po wysłaniu przez Polskę kontyngentu wojskowego na południe Turcji, w celu pomocy Turkom w obronie ich granicy przed… napływem imigrantów. Krótko mówiąc – takiego tragicznego bilansu w polskiej polityce zagranicznej jeszcze nie odnotowano.
Przypomnijmy: polska dyplomacja nie tylko zabiega w Brukseli o zniesienie wiz dla Turków, tj. o usunięcie ostatniej zapory oddzielającej Polskę od nadsyłanych przez „przyjaciela przez wieki” „przyjaciół-uchodźców” i zniesienie kontroli ruchu między obozowiskami Państwa Islamskiego a Warszawą, ale zgodziła się, aby eunuchy z Komisji Europejskiej wypłaciły Turcji 6 miliardów euro haraczu za powstrzymanie fali imigrantów. I jeszcze jedno – do okupu dla Turków, 71 milionów dorzucił rząd Morawieckiego.
Armenia nie graniczy z Polską. Nie żyje tam żadna polska mniejszość. A jednak powinniśmy postrzegać ją w odmienny sposób. To kraj, z którym łączą nas wielowiekowe związki, obecność Ormian w Polsce, ich rola w naszej kulturze, i to że to kraj chrześcijański o losach równie tragicznych, co Polacy. Czy nie powinniśmy patrzeć na konflikt ormiańsko-azerski przez pryzmat interesów chrześcijan prześladowanych przez islamistów? Czy w tym konflikcie nie chodzi o starcie cywilizacji? Czy nasz stosunek do Armenii nie powinien być podyktowany wspólnotą cywilizacyjną?
Tymczasem Zbigniew Girzyński z PiS obwieścił: „Turcja jest z tego samego kręgu kulturowego, co Polska”. Czym nas okrutnie zaskoczył, bo zawsze myśleliśmy, że azjatycka Turcja to cywilizacja turańska, a Polska to – dogorywająca, co prawda, ale jednak – cywilizacja łacińska. Podobne cywilizacyjne zaprzaństwo widać w podejściu naszych mężów stanu do pomajdaniarskiej Ukrainy: Donbas to Azja, a jej zachodnia banderowska część to Europa; Oligarchowie ukraińscy to nie azjatyccy Chazarowie, tylko judeochrześcijanie. Nawiasem mówiąc Erdoğan to czystej wody antysemita, ale akurat to naszym łowcom antysemitów nie przeszkadza. A co do Ukrainy, to naszym geo-strategom zabrakło refleksji, że w wojnie na wschodzie chodzi także o wepchnięcie Polski w strefę wschodniej cywilizacji turańskiej.
„Nie” dla członkostwa Turcji w UE, nie oznacza „nie” dla Turcji. Erdoğan w wielu aspektach może być dla Polski wzorcem, jak prowadzić wielowektorową politykę zagraniczną. W przeciwieństwie do „naszych” polityków, ma prawdziwy geniusz negocjacyjny. Radzi sobie najlepiej we wszystkich konfliktach w regionie. Przykładem niech będą relacje z Rosją. Turcja należy do NATO, a zatem paktu wymierzonego w Rosję. Niemniej nie przeszkadza to jej występować w roli mediatora w wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz aplikować do członkostwa w grupie BRICS, której Federacja Rosyjska jest jednym z liderów. Można wręcz powiedzieć, że zwycięża wszędzie. Niestety dotyczy to także wiktorii na Kaukazie, gdzie pomogła azerskiemu „młodszemu bratu” zmasakrować Ormian.
Co roku, 24 kwietnia, w dniu w którym Ormianie upamiętniają swój holokaust, w Kongresie Stanów Zjednoczonych pojawia się projekt rezolucji o „tureckim ludobójstwie”, którą Kongres zawsze odrzuca. AIPAC, B’nai Brith i Amerykański Komitet Żydowski, w wysiłkach na rzecz utrącenia takiej rezolucji i zatuszowania zbrodni, współpracują z Turcją. Biorą wzór ze słynnego „cytatu armeńskiego” Adolfa Hitlera: „Naszą siłą jest nasza szybkość i brutalność. Dżyngis Chan rzucił miliony kobiet i dzieci na rzeź z premedytacją i z lekkim sercem – historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państw. To, co mówią o mnie słabe cywilizacje zachodnioeuropejskie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Wydałem rozkaz – i zastrzelę każdego, kto wyrazi choć jedno słowo krytyki – że celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf, dając im rozkaz nieugiętego zabijania bez litości wszystkich mężczyzn, kobiet dzieci i starców polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową. Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?”.
Nie tylko nie pozwalają na martyrologię armeńską. Nie pozwalają też na martyrologię Polaków. I dlatego, w kontekście dramatu współczesnej Armenii, mamy odpowiedź na pytania:Dlaczego nie będzie przeprosin za Rzeź Wołyńską? Dlaczego nie będzie zgody na ekshumację pomordowanych? Rządzące Ukrainą żydobanderowskie klany w tej sprawie nie ustąpią, bo wiedzą, że monopol na tym polu przysługuje tylko Żydom i że ich patron w Białym Domu nie zgadza się na martyrologię Polaków. I jeszcze inna refleksja: Ekshumacji w Jedwabnem nie chcą ofiary, a ekshumacji na Wołyniu nie chcą kaci.
Góry Stołowe. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Piotr Chrobot, CC BY 3.0
Pod koniec lutego 2024 odwiedziłem z kolegą Góry Stołowe. Nocowaliśmy koło Karłowa, w odosobnionym gospodarstwie pod Narożnikiem. Mogliśmy obserwować katastrofę ekologiczną na pełną skalę. Kornik drukarz zjada bory świerkowe w parku narodowym Gór Stołowych.
Fakty: Już przejeżdżając drogą „Stu Zakrętów” z Radkowa do Karłowa, widać po obu stronach ścięte i powalone świerki oraz pracujących intensywnie przy wyrębie pracowników leśnych. Droga „Stu Zakrętów” na przełomie 2023 i 2024 roku została uszkodzona (prawdopodobnie podmyta) i aktualnie (koniec lutego 2024) jest już przejezdna, ale jeszcze trwają na niej prace przy układaniu nowej nawierzchni. Droga ta prowadzi przez park narodowy wąskimi serpentynami, pośród skał i na oko 100-letnich borów świerkowych. Powalone drzewa zagrażają pojazdom i muszą być uprzątnięte.
Za Karłowem, tuż za przełęczą Lisią, skręcamy w prawo do gospodarstwa pod Narożnikiem. Ja i moi znajomi byliśmy tam kilka razy na przestrzeni ostatnich lat. Gruntowa droga prowadzi przez stary bór świerkowy do miłego gospodarstwa agroturystycznego. Tylko że bór w większej części został wycięty…
Jedną z naszych dwóch wycieczek odbyliśmy zielonym szlakiem od Stroczego Zakrętu do Pielgrzyma. Od parkingu „Droga nad Urwiskiem” idzie się najpierw wzdłuż szosy. Po obu stronach widoczne są połamane, ścięte albo suche świerki. Następnie zielony szlak prowadzi miejscami przez wielopiętrowe wiatrołomy (Zdjęcie 1).
My to widzieliśmy już wcześniej, skutki gradacji kornika, o których jak mantra mówią polscy leśnicy. To, co widzimy w lutym 2024 roku w Parku Narodowym Gór Stołowych, to jest wzorcowy przykład tego, jak „parkowa” niegospodarka leśna prowadzi do katastrofy.
Zdjęcie 1. Połamane, zjedzone przez kornika świerki w Parku Narodowym Gór Stołowych luty 2024.
Widziane wcześniej
To, co się dzieje w Parku Narodowym Gór Stołowych, widziałem już wcześniej, na jesieni 2023 roku, w Niemczech, w Parku Narodowym Szwajcaria Saksońska, na południe od Drezna. Przekraczając granicę koło Żytawy (niemieckie Zittau), jedzie się przez piękne góry Łużyckie, poprzez małe miejscowości, uroczą układankę pól, małych lasków i wzgórz. Postanowiliśmy rozpocząć wycieczkę z miejscowości Neumannmühle. Jak tylko wjechaliśmy na teren parku narodowego, powitały nas pozostałości boru świerkowego, suche drzewa, połamane pnie, kilkumetrowej wysokości wiatrołomy (Zdjęcie 2). Księżycowy krajobraz, w kompletnym kontraście do idylli, którą widzieliśmy poza parkiem. Dramatyczna gradacja kornika drukarza, katastrofa. Dwa tygodnie później miałem okazję porozmawiać z przypadkowo poznanym Niemcem i gdy opowiadałem mu o tym, co widziałem w Szwajcarii Saksońskiej, odpowiedział, że to samo się dzieje, tam gdzie mieszka, w górach Herz na zachód od Berlina.
Zdjęcie 2. Szwajcaria Saksońska okolice Neumannmühle – wiatrołomy świerków zjedzonych przez korniki. Jesień 2023 roku.
Usłyszane
Wracając do Gór Stołowych. Rozmawialiśmy o korniku i świerkach z naszym gospodarzem, wieloletnim pracownikiem leśnym Parku Narodowego. On mówił, że aby zapobiec gradacji kornika, należy wycinać zainfekowane drzewa przed wyrojeniem się owadów. Inaczej co 6 tygodni (tutaj chyba się mylił – według literatury do 1 do 4 razy do roku) wylatują owady, ich miliony i zasiedlają kolejne świerki. Nie mogą one lecieć daleko i szukają kolejnych drzew w granicach dwóch kilometrów. Tak więc, jak się zainfekowane drzewo wywiezie z lasu na odpowiednią odległość, to przerywa się cykl rozwojowy chrząszczy i one giną.
Nasz gospodarz opowiedział również następującą historię. Latem 2023 roku pozyskał on pień (czy kawałek pnia) świeżo ściętego świerka, który został przywieziony na jego podwórko. Pod wieczór, wychodząc z domu, trzeba było rękami oganiać się od roju korników, które przyleciały zasiedlać ścięty pień. Był on ścięty, a więc ewidentnie uszkodzony, co prawdopodobnie przyciągało korniki.
Refleksje
Niegospodarka leśna w Parku Narodowym Gór Stołowych doprowadziła do katastrofy ekologicznej. Oczywiście można wymieniać argumenty za tym, że jest susza, co osłabia świerki i wtedy są atakowane przez kornika, że monokultury świerkowe to nie jest naturalny las dla tych terenów (nawiasem mówiąc, w miejscach wiatrołomów widać rosnące szybko nowe pokolenie świerków – a więc się odnawiają) i trzeba by to zmienić, tak aby znowu rosły tutaj buki i jodły, że nie można prowadzić wycinek sanitarnych, bo gniazdują ptaki (w tym cenne sóweczki) i że wreszcie to jest park narodowy i niech przyroda rządzi się sama. To wszystko ma sens.
Z drugiej strony przez wiele lat będziemy widzieli wiatrołomy, suche świerki, sóweczki się wyniosą, drogi będą podmywane, nastąpi katastrofalna erozja ubogiej gleby. No i jeszcze jedno niebezpieczeństwo, znowu urzeczywistnione w Niemczech i Czechach. Takie wiatrołomy, połacie połamanych suchych drzew, mogą być początkiem trudnych do ugaszenia pożarów, takich jak w Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii w 2022 roku. Jeżeli ogień zostanie zaprószony w borze świerkowym bez podszytu i wielkiej ilości suchego drzewa na ziemi, to może być łatwo opanowany; gorzej, jak pożar rozpocznie się w suchym na wiór, wielometrowej wysokości, wiatrołomie… Ale dla niektórych to jest OK – przyroda poradzi sobie sama.
A tymczasem w Polsce…
… doszli do władzy Zieloni, którzy chcą zmienić gospodarkę leśną (oraz egzystencjalnie groźny dla wszystkich Zielony Ład). Chcą ograniczyć wyręby sanitarne w Puszczy Białowieskiej i pewnie po za nią. Tam, gdzie są świerki, za kilka lat – wiemy, co się stanie. A więc uczmy się na błędach. Puszcza Białowieska mimo wszystko może sobie poradzi, to nie jest monokultura, a świerki to tylko 31 proc. drzew i jest mokro… Gorzej w Tatrach czy Beskidach.
Źródła podają, że Benjamin Netanjahu (po lewej) bardzo zainteresował się operacjami wywiadowczymi przeciwko MTK i jego głównemu prokuratorowi Karimowi Khanowi.
Dochodzenie ujawnia, jak agencje wywiadowcze próbowały uniemożliwić ściganie zbrodni wojennych, a Netanjahu miał „obsesję” na punkcie przechwytywania. Kiedy główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) ogłosił, że ubiega się o nakazy aresztowania przywódców Izraela i Hamasu, wydał tajemnicze ostrzeżenie: „Nalegam, aby zaprzestano wszelkich prób utrudniania, zastraszania lub niewłaściwego wywierania wpływu na urzędników tego sądu natychmiast.”
Karim Khan nie podał konkretnych szczegółów prób ingerencji w prace MTK, zwrócił jednak uwagę na klauzulę traktatu założycielskiego Trybunału, która uznawała każdą taką ingerencję za przestępstwo. Dodał, że jeśli takie zachowanie będzie się powtarzać, „moje biuro nie zawaha się działać”.
Prokurator nie powiedział, kto i w jaki sposób próbował interweniować w wymierzanie sprawiedliwości.
Teraz dochodzenie przeprowadzone przez Guardiana oraz izraelskie magazyny +972 i Local Call może ujawnić, w jaki sposób Izrael prowadził prawie dziesięcioletnią tajną „wojnę” przeciwko sądowi. Kraj wysłał swoje agencje wywiadowcze do inwigilacji, hakowania, wywierania nacisku, oczerniania i rzekomo grożenia pracownikom wyższego szczebla ICC, próbując wykoleić dochodzenie sądu.
Izraelski wywiad przechwycił komunikację wielu urzędników MTK, w tym Khana i jego poprzednika na stanowisku prokuratora, Fatou Bensoudy , przechwytując rozmowy telefoniczne, wiadomości, e-maile i dokumenty.
Inwigilacja trwała przez ostatnie miesiące, dzięki czemu premier Izraela Benjamin Netanjahu uzyskał wcześniejszą wiedzę o zamiarach prokuratora. Niedawny przechwycony komunikat sugerował, że Khan chciał wydać nakazy aresztowania Izraelczyków, ale według źródła zaznajomionego z jego treścią znajdował się pod „ogromną presją ze strony Stanów Zjednoczonych”.
Obserwacja trwała przez ostatnie miesiące, dzięki czemu Netanjahu uzyskał wcześniejszą wiedzę o zamiarach Khana.
Bensouda, który jako główny prokurator wszczął śledztwo MTK w 2021 r., torując drogę do ogłoszenia z zeszłego tygodnia, również był szpiegowany i rzekomo zastraszany.
Netanjahu bardzo zainteresował się operacjami wywiadowczymi przeciwko MTK, a jedno ze źródeł wywiadowczych określiło go jako osobę mającą „obsesję” na punkcie przechwyceń w tej sprawie. W działania nadzorowane przez jego doradców ds. bezpieczeństwa narodowego zaangażowała się krajowa agencja szpiegowska Shin Bet, a także dyrekcja wywiadu wojskowego Aman i wydział cyberwywiadu Jednostka 8200. Źródła podają, że informacje wywiadowcze zebrane w wyniku przechwyceń zostały przekazane rządowi ministerstwa sprawiedliwości, spraw zagranicznych i spraw strategicznych.
Tajną operacją przeciwko Bensoudzie, ujawnioną we wtorek przez Guardiana , kierował osobiście bliski sojusznik Netanjahu Yossi Cohen, który był wówczas dyrektorem izraelskiej agencji wywiadu zagranicznego Mossad. W pewnym momencie szef wywiadu zwrócił się nawet o pomoc do ówczesnego prezydenta Demokratycznej Republiki Konga Josepha Kabili.
Szczegóły dziewięcioletniej kampanii Izraela mającej na celu udaremnienie śledztwa MTK zostały ujawnione przez Guardian, izraelsko-palestyńską publikację +972 Magazine i Local Call, hebrajskojęzyczny portal.
Wspólne dochodzenie opiera się na wywiadach z ponad dwudziestoma obecnymi i byłymi funkcjonariuszami izraelskiego wywiadu oraz urzędnikami rządowymi, wyższymi rangą osobistościami MTK, dyplomatami i prawnikami zaznajomionymi ze sprawą MTK oraz wysiłkami Izraela zmierzającymi do jej podważenia.
Rzecznik MTK, z którym skontaktował się Guardian, powiedział, że jest on świadomy „proaktywnych działań w zakresie gromadzenia danych wywiadowczych podejmowanych przez szereg agencji krajowych wrogich Trybunałowi”. Stwierdzili, że MTK stale wdraża środki zaradcze przeciwko takiej działalności oraz że „żaden z niedawnych ataków na niego dokonanych przez krajowe agencje wywiadowcze” nie przedostał się do głównych zasobów dowodowych sądu, które pozostały bezpieczne.
Rzecznik biura premiera Izraela powiedział: „Przesłane nam pytania są pełne wielu fałszywych i bezpodstawnych zarzutów, które mają zaszkodzić państwu Izrael”. Rzecznik wojskowy dodał: „IDF [Izraelskie Siły Obronne] nie prowadziły i nie prowadzą obserwacji ani innych operacji wywiadowczych przeciwko MTK”.
” Wysiedleni Palestyńczycy zbierający wodę w dzielnicy Khan Younis w południowej Gazie, zniszczonej przez izraelskie naloty. Zdjęcie: Eyad Baba/AFP/Getty Images”
——————
Decyzja Khana o wystąpieniu o nakazy aresztowania Netanjahu i jego ministra obrony Yoava Gallanta, a także przywódców Hamasu zamieszanych w atak z 7 października, to pierwszy raz, kiedy prokurator MTK zwrócił się o nakazy aresztowania przywódcy bliskiego zachodniego sojusznika.
Wszystkie zarzuty dotyczące zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, które Khan skierował przeciwko Netanjahu i Gallantowi, wszystkie odnoszą się do ośmiomiesięcznej wojny Izraela w Gazie , w której według władz sanitarnych tego terytorium zginęło ponad 35 000 ludzi.
Jednak sprawa MTK była przygotowywana od dziesięciu lat i posuwała się do przodu w obliczu rosnącego niepokoju wśród izraelskich urzędników w związku z możliwością wydania nakazów aresztowania, które uniemożliwiałyby oskarżonym podróżowanie do któregokolwiek ze 124 państw członkowskich Trybunału w obawie przed aresztowaniem.
To właśnie widmo prześladowań w Hadze, jak powiedział jeden z byłych funkcjonariuszy izraelskiego wywiadu, skłoniło „cały establishment wojskowy i polityczny” do uznania kontrofensywy przeciwko MTK „jako wojny, którą trzeba było prowadzić i którą Izrael musiał stoczyć” bronił się przed. Opisano to w kategoriach wojskowych.”
Ta „wojna” rozpoczęła się w styczniu 2015 r., kiedy potwierdzono, że Palestyna stanie przed sądem po uznaniu jej za państwo przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Izraelskie władze potępiły jego przystąpienie jako formę „terroryzmu dyplomatycznego”.
Jeden z byłych urzędników obrony zaznajomiony z wysiłkami Izraela przeciwko MTK powiedział, że przystąpienie do Trybunału zostało „postrzegane jako przekroczenie czerwonej linii” i „być może najbardziej agresywne” posunięcie dyplomatyczne podjęte przez Władzę Palestyńską, która rządzi Zachodnim Brzegiem. „Bycie uznanym za państwo w ONZ jest miłe” – dodali. „Ale ICC to mechanizm z zębami”.
Mahmoud Abbas (drugi od lewej), prezydent Autonomii Palestyńskiej, po spotkaniu z Bensoudą w Hadze w październiku 2015 r. Fot. Anadolu/Getty Images
Groźba przekazywana z ręki
Dla Fatou Bensoudy, szanowanej prawniczki z Gambii, która została wybrana na głównego prokuratora MTK w 2012 r., przystąpienie Palestyny do sądu wiązało się z doniosłą decyzją. Zgodnie ze statutem rzymskim, traktatem ustanawiającym ten sąd, MTK może sprawować swoją jurysdykcję jedynie w sprawach przestępstw popełnionych na terenie państw członkowskich lub popełnionych przez obywateli tych państw.
Izrael, podobnie jak USA, Rosja i Chiny, nie jest członkiem. Po przyjęciu Palestyny na członka MTK wszelkie rzekome zbrodnie wojenne – popełnione przez osoby dowolnej narodowości – na okupowanych terytoriach palestyńskich podlegały teraz jurysdykcji Bensoudy.
W dniu 16 stycznia 2015 r., w ciągu kilku tygodni od przystąpienia Palestyny, Bensouda wszczął wstępne badanie tego, co w języku prawniczym sądu nazywano „sytuacją w Palestynie”. W następnym miesiącu w jej domu w Hadze pojawiło się dwóch mężczyzn, którym udało się zdobyć prywatny adres prokuratora. Źródła zaznajomione z incydentem podają, że po przybyciu na miejsce mężczyźni odmówili podania tożsamości, ale powiedzieli, że chcą osobiście dostarczyć Bensoudzie list w imieniu nieznanej Niemki, która chciała jej podziękować. W kopercie znajdowały się setki dolarów w gotówce oraz notatka z izraelskim numerem telefonu.
prawy Fatou Bensoudy obejmowały także dziewięć pełnych dochodzeń, w tym dotyczących wydarzeń w Demokratycznej Republice Konga. Zdjęcie: Peter Dejong/AP
Źródła posiadające wiedzę z przeglądu incydentu przez ICC podały, że chociaż nie była możliwa identyfikacja mężczyzn ani pełne ustalenie ich motywów, stwierdzono, że Izrael prawdopodobnie sygnalizował prokuratorowi, że wie, gdzie mieszka. ICC zgłosiło incydent władzom holenderskim i wprowadziło dodatkowe zabezpieczenia, instalując w jej domu kamery CCTV.
Wstępne dochodzenie prowadzone przez MTK na terytoriach palestyńskich było jednym z kilku takich działań ustalających fakty, które sąd podejmował w tamtym czasie jako wstęp do ewentualnego pełnego śledztwa. Sprawy Bensoudy obejmowały także dziewięć pełnych dochodzeń, w tym dotyczących wydarzeń w DRK, Kenii i regionie Darfur w Sudanie.
Urzędnicy prokuratury uznali, że sąd jest podatny na działalność szpiegowską i wprowadzili środki kontrnadzoru, aby chronić ich poufne dochodzenia.
W Izraelu Rada Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) premiera zmobilizowała się do reakcji, angażując swoje agencje wywiadowcze. Netanjahu oraz niektórzy generałowie i szefowie szpiegów, którzy zezwolili na tę operację, mieli osobisty udział w jej wyniku.
W przeciwieństwie do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS), organu ONZ zajmującego się odpowiedzialnością prawną państw narodowych, MTK jest sądem karnym, który ściga jednostki, wymierzając w osoby uważane za najbardziej odpowiedzialne za okrucieństwa.
Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, Holandia. Zdjęcie: Mike Corder/AP
Wiele izraelskich źródeł podało, że kierownictwo IDF chciało, aby wywiad wojskowy przyłączył się do wysiłków, którymi kierowały inne agencje szpiegowskie, aby zapewnić ochronę wyższych oficerów przed zarzutami. „Powiedziano nam, że wyżsi rangą funkcjonariusze boją się przyjąć stanowiska na Zachodnim Brzegu, ponieważ boją się ścigania w Hadze” – wspomina jedno ze źródeł.
Dwóch urzędników wywiadu zaangażowanych w pozyskiwanie przechwyceń na temat MTK oświadczyło, że biuro premiera żywo interesuje się ich pracą. Ktoś powiedział, że biuro Netanjahu prześle „obszary interesów” i „instrukcje” dotyczące monitorowania urzędników sądowych. Inny określił premiera jako mającego „obsesję” na punkcie przechwytywania rzucających światło na działalność MTK.
Zhakowane e-maile i monitorowane połączenia
Pięć źródeł zaznajomionych z działalnością wywiadu Izraela stwierdziło, że Izrael rutynowo szpiegował rozmowy telefoniczne prowadzone przez Bensoudę i jej personel z Palestyńczykami. Odcięty przez Izrael od dostępu do Gazy i Zachodniego Brzegu, w tym do Wschodniej Jerozolimy, MTK był zmuszony prowadzić większość swoich badań przez telefon, co uczyniło go bardziej podatnym na inwigilację.
Źródła podają, że dzięki wszechstronnemu dostępowi do palestyńskiej infrastruktury telekomunikacyjnej agenci wywiadu mogli przechwytywać rozmowy bez instalowania oprogramowania szpiegującego na urządzeniach urzędnika MTK.
„Gdyby Fatou Bensouda rozmawiała z jakąkolwiek osobą na Zachodnim Brzegu lub w Gazie, wówczas ta rozmowa telefoniczna trafiłaby do systemów [przechwytujących]” – podało jedno ze źródeł. Inny stwierdził, że wewnętrznie nie miał wątpliwości co do szpiegowania prokuratora, i dodał: „W przypadku Bensoudy jest czarna i Afrykańska, więc kogo to obchodzi?”
System nadzoru nie przechwycił rozmów między urzędnikami MTK a kimkolwiek spoza Palestyny. Jednak wiele źródeł podało, że system wymagał aktywnego wybierania zagranicznych numerów telefonów urzędników MTK, których rozmów izraelskie agencje wywiadowcze zdecydowały się podsłuchiwać.
Według jednego ze źródeł izraelskich na dużej tablicy w izraelskim wydziale wywiadu widniały nazwiska około 60 obserwowanych osób – połowa z nich to Palestyńczycy, a połowa z innych krajów, w tym urzędnicy ONZ i personel MTK.
W Hadze Bensouda i jej starsi pracownicy zostali zaalarmowani przez doradców ds. bezpieczeństwa i kanałami dyplomatycznymi, że Izrael monitoruje ich pracę. Były starszy urzędnik ICC wspomina: „Poinformowano nas, że próbują uzyskać informacje na temat tego, na jakim etapie jesteśmy w ramach wstępnego badania”.
Urzędnicy dowiedzieli się także o konkretnych groźbach wobec prominentnej palestyńskiej organizacji pozarządowej Al-Haq, która była jedną z kilku palestyńskich grup praw człowieka, które często przekazywały informacje do śledztwa MTK, często w formie obszernych dokumentów szczegółowo opisujących zdarzenia, które chciała rozpatrzyć prokurator. Podobną dokumentację przedłożyła Autonomia Palestyńska.
Biuro Al-Haq w Ramallah, na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu, w 2021 r. Zdjęcie: Mohamad Torokman/Reuters
Dokumenty takie często zawierały informacje wrażliwe, takie jak zeznania potencjalnych świadków. Przyjmuje się również, że oświadczenia Al-Haqa powiązały konkretne zarzuty dotyczące przestępstw wynikających z rzymskiego statutu z urzędnikami wyższego szczebla, w tym szefami IDF, dyrektorami Shin Bet i ministrami obrony, takimi jak Benny Gantz.
Wiele lat później, po wszczęciu przez MTK pełnego śledztwa w sprawie Palestyny, Gantz określił Al-Haq i pięć innych grup praw Palestyny jako „organizacje terrorystyczne” , co zostało odrzucone przez wiele państw europejskich, a później uznane przez CIA za niepoparte dowodami . Organizacje stwierdziły, że nominacje stanowią „ukierunkowany atak” na osoby najaktywniej współpracujące z MTK.
Według wielu obecnych i byłych urzędników wywiadu wojskowe zespoły cyberprzestępcze i Shin Bet systematycznie monitorowały pracowników palestyńskich organizacji pozarządowych i Autonomii Palestyńskiej, którzy współpracowali z MTK. Dwa źródła wywiadowcze opisały, jak izraelscy agenci włamali się do e-maili Al-Haq i innych grup komunikujących się z biurem Bensoudy.
Jedno ze źródeł podało, że Shin Bet zainstalował nawet oprogramowanie szpiegowskie Pegasus opracowane przez prywatną grupę NSO Group na telefonach wielu pracowników palestyńskiej organizacji pozarządowej, a także dwóch wyższych urzędników Autonomii Palestyńskiej.
Śledzenie uwag Palestyńczyków w związku z dochodzeniem MTK było postrzegane jako część mandatu Szin Bet, ale niektórzy funkcjonariusze armii obawiali się, że szpiegowanie zagranicznej jednostki cywilnej przekracza granicę, ponieważ ma niewiele wspólnego z operacjami wojskowymi.
„To nie ma nic wspólnego z Hamasem, nie ma nic wspólnego ze stabilnością na Zachodnim Brzegu” – podało jedno ze źródeł wojskowych na temat inwigilacji MTK. Inny dodał: „Wykorzystaliśmy nasze zasoby, aby szpiegować Fatou Bensoudę – nie jest to zgodne z prawem działanie wywiadu wojskowego”.
Tajne spotkania z MTK
Legalna czy nie, inwigilacja MTK i Palestyńczyków przedstawiających argumenty za wniesieniem oskarżenia przeciwko Izraelczykom zapewniła izraelskiemu rządowi przewagę w tajnym kanale informacyjnym, który otworzył w prokuraturze.
Spotkania Izraela z MTK miały bardzo drażliwy charakter: upublicznione mogły podważyć oficjalne stanowisko rządu, jakoby nie uznawał on władzy sądu.
Według sześciu źródeł zaznajomionych z tymi spotkaniami, składała się ona z delegacji czołowych prawników i dyplomatów rządowych, która udała się do Hagi. Dwa źródła podały, że spotkania zostały autoryzowane przez Netanjahu.
Delegacja izraelska składała się z ministerstwa sprawiedliwości, ministerstwa spraw zagranicznych i biura rzecznika generalnego wojska. Spotkania odbywały się w latach 2017–2019, a prowadził wybitny izraelski prawnik i dyplomata Tal Becker.
„Na początku było napięcie” – wspomina były urzędnik ICC. „Chcielibyśmy poznać szczegóły konkretnych wydarzeń. Mówiliśmy: „Otrzymujemy zarzuty dotyczące tych ataków i zabójstw”, a oni dostarczali nam informacji”.
Tal Becker w MTS w styczniu. Zdjęcie: Hollandse Hoogte/REX/Shutterstock
Osoba posiadająca bezpośrednią wiedzę na temat przygotowań Izraela do spotkań za kulisami powiedziała, że urzędnicy ministerstwa sprawiedliwości otrzymali informacje wywiadowcze zebrane na podstawie przechwyceń izraelskiego monitoringu przed przybyciem delegacji do Hagi. „Prawnicy, którzy zajmowali się tą sprawą w Ministerstwie Sprawiedliwości, bardzo potrzebowali informacji wywiadowczych” – stwierdzili.
Dla Izraelczyków spotkania zakulisowe, choć drażliwe, stanowiły wyjątkową okazję do bezpośredniego przedstawienia argumentów prawnych kwestionujących jurysdykcję prokuratora nad terytoriami palestyńskimi.
To była kluczowa kwestia dla Izraela. Podstawowa zasada MTK, znana jako komplementarność, uniemożliwia prokuratorowi prowadzenie dochodzeń lub sądzenie osób, które są przedmiotem wiarygodnego śledztwa lub postępowania karnego na szczeblu państwowym.
Izraelscy agenci nadzoru zostali poproszeni o sprawdzenie, które konkretne incydenty mogą stanowić część przyszłego oskarżenia MTK, jak podało wiele źródeł, aby umożliwić izraelskim organom dochodzeniowym „wszczynanie dochodzeń z mocą wsteczną” w tych samych sprawach.
„Jeśli materiały zostały przekazane do MTK, musieliśmy dokładnie zrozumieć, czym one są, aby zapewnić, że IDF zbada je niezależnie i w stopniu wystarczającym, aby mogły twierdzić, że są komplementarne” – wyjaśniło jedno ze źródeł. Zakulisowe spotkania Izraela z MTK zakończyły się w grudniu 2019 r., kiedy Bensouda, ogłaszając zakończenie wstępnego badania , stwierdziła, że jej zdaniem istnieją „uzasadnione podstawy”, aby stwierdzić, że zarówno Izrael, jak i palestyńskie grupy zbrojne popełniły zbrodnie wojenne na okupowanych terenach terytoria.
W grudniu 2019 r. Bensouda dała jasno do zrozumienia, że zamierza wszcząć pełne dochodzenie. Zdjęcie: Agencja Anadolu/Getty Images
Była to znacząca porażka dla przywódców Izraela, choć mogła być gorsza. W posunięciu, które niektórzy członkowie rządu uznali za częściowe potwierdzenie wysiłków lobbingu Izraela, Bensouda powstrzymał się od wszczęcia formalnego śledztwa.
Zamiast tego ogłosiła, że zwróci się do panelu sędziów MTK o wydanie orzeczenia w kontrowersyjnej kwestii jurysdykcji sądu nad terytoriami palestyńskimi ze względu na „wyjątkowe i wysoce sporne kwestie prawne i faktyczne”.
Bensouda dała jednak jasno do zrozumienia, że ma zamiar wszcząć pełne śledztwo, jeśli sędziowie dadzą jej zielone światło. To właśnie w tym kontekście Izrael wzmógł swoją kampanię przeciwko MTK i zwrócił się do swojego najwyższego szefa wywiadu, aby osobiście podniósł temperaturę na Bensoudzie.
Groźby osobiste i „kampania oszczerstw”
Od końca 2019 r. do początku 2021 r., w trakcie rozpatrywania przez izbę przygotowawczą kwestii jurysdykcyjnych, dyrektor Mosadu Yossi Cohen zintensyfikował wysiłki, aby przekonać Bensoudę do zaprzestania prowadzenia śledztwa.
Kontakty Cohena z Bensoudą – które „Guardianowi” opisały cztery osoby zaznajomione z ówczesnymi relacjami prokuratora z tych interakcji, a także źródłami poinformowanymi o operacji Mosadu – rozpoczęły się kilka lat wcześniej.
Podczas jednego z pierwszych spotkań Cohen zaskoczył Bensoudę, gdy ten niespodziewanie pojawił się na oficjalnym spotkaniu, które prokurator prowadził z ówczesnym prezydentem DRK, Josephem Kabilą, w apartamencie hotelowym w Nowym Jorku.
Joseph Kabila na konferencji prasowej w Kinszasie w 2018 r. Zdjęcie: Kenny-Katombe Butunka/Reuters
Źródła zaznajomione ze spotkaniem podają, że po tym, jak pracownicy Bensoudy zostali poproszeni o opuszczenie pokoju, zza drzwi nagle wyłonił się dyrektor Mossadu w starannie zaplanowanej „zasadzce”.
Po incydencie w Nowym Jorku Cohen nadal kontaktowała się z prokuratorem, pojawiając się bez zapowiedzi i narażając ją na niechciane telefony. Źródła podają, że początkowo zachowanie Cohena było przyjacielskie, ale jego zachowanie stawało się coraz bardziej groźne i zastraszające.
Cohen, ówczesny bliski sojusznik Netanjahu, był weteranem szpiegostwa Mossadu i zyskał w służbie reputację wykwalifikowanego werbownika agentów z doświadczeniem w kształceniu urzędników wysokiego szczebla w obcych rządach.
Relacje z jego tajnych spotkań z Bensoudą ukazują obraz, w którym starał się on „budować relacje” z prokuratorem, próbując odwieść ją od kontynuowania śledztwa, które, jeśli zostanie wznowione, mogłoby uwikłać wyższych urzędników izraelskich.
Trzy źródła poinformowane o działalności Cohena podały, że rozumieją, że szef wywiadu próbował zwerbować Bensoudę, aby zastosowała się do żądań Izraela w okresie, w którym oczekiwała ona na orzeczenie izby przygotowawczej.
Powiedzieli, że stał się bardziej groźny, gdy zaczął zdawać sobie sprawę, że prokuratora nie da się przekonać do zaprzestania śledztwa. Mówi się, że Cohen w pewnym momencie poczyniła uwagi na temat bezpieczeństwa Bensoudy i słabo zawoalowane groźby dotyczące konsekwencji dla jej kariery, jeśli będzie kontynuować. Cohen i Kabila, z którymi skontaktował się „The Guardian”, nie odpowiedzieli na prośby o komentarz. Bensouda odmówił komentarza.
Postrzegano, że Cohen próbował „budować relacje” z prokuratorem, próbując odwieść ją od kontynuowania śledztwa. Zdjęcie: Corinna Kern/Reuters
======================= Kiedy była prokuratorem, Bensouda oficjalnie ujawniła swoje spotkania z Cohenem małej grupie w MTK z zamiarem odnotowania swojego przekonania, że doświadczyła „osobiście grożono”, podają źródła zaznajomione z tymi ujawnieniami.
Nie był to jedyny sposób, w jaki Izrael próbował wywrzeć nacisk na prokuratora. Mniej więcej w tym samym czasie urzędnicy MTK odkryli szczegóły tego, co źródła określiły jako dyplomatyczną „kampanię oszczerstw”, dotyczącą częściowo bliskiego członka rodziny.
Według wielu źródeł Mossad uzyskał zbiór materiałów, w tym transkrypcje rzekomej operacji przeciwko mężowi Bensoudy. Pochodzenie materiału i to, czy był autentyczny, pozostaje niejasne.
Jednakże, jak podają źródła, Izrael rozesłał elementy informacji wśród zachodnich urzędników dyplomatycznych, co było nieudaną próbą zdyskredytowania głównego prokuratora. Osoba poinformowana o kampanii stwierdziła, że nie zyskała ona większego rozgłosu wśród dyplomatów i stanowiła desperacką próbę „zbezczeszczenia” reputacji Bensoudy.
Kampania Trumpa przeciwko MTK
W marcu 2020 r., trzy miesiące po skierowaniu przez Bensoudę sprawy Palestyny do izby przygotowawczej, według doniesień delegacja izraelskiego rządu przeprowadziła w Waszyngtonie rozmowy z wyższymi urzędnikami USA na temat „wspólnej izraelsko-amerykańskiej walki” przeciwko MTK.
Jeden z urzędników izraelskiego wywiadu powiedział, że uważa administrację Donalda Trumpa za bardziej skłonną do współpracy niż administracja jego demokratycznego poprzednika. Izraelczycy czuli się na tyle swobodnie, że zwrócili się do wywiadu USA o informacje na temat Bensoudy, co według źródła byłoby „niemożliwe” za kadencji Baracka Obamy.
Trump i Netanjahu przed podpisaniem porozumień Abrahamowych w Białym Domu w 2020 r. Zdjęcie: Saul Loeb/AFP/Getty Images Na kilka dni przed spotkaniami w Waszyngtonie Bensouda otrzymał od sędziów MTK upoważnienie do prowadzenia odrębnego śledztwa w sprawie zbrodni wojennych w Afganistanie popełnionych przez talibów oraz personel wojskowy zarówno afgański, jak i amerykański.
W obawie, że siły zbrojne USA zostaną pociągnięte do odpowiedzialności karnej, administracja Trumpa zaangażowała się w własną agresywną kampanię przeciwko MTK, której kulminacją było latem 2020 r. nałożenie amerykańskich sankcji gospodarczych na Bensoudę i jednego z jej najwyższych urzędników.
Wśród urzędników MTK uważano, że nałożone przez USA ograniczenia finansowe i wizowe wobec personelu sądowego mają związek zarówno ze śledztwem w sprawie Palestyny, jak i ze sprawą w Afganistanie. Dwóch byłych urzędników MTK oświadczyło, że wyżsi urzędnicy izraelscy wyraźnie wskazali im, że Izrael i USA współpracują.
Na konferencji prasowej w czerwcu tego roku wysocy rangą osobistości z administracji Trumpa zasygnalizowali zamiar nałożenia sankcji na urzędników MTK , ogłaszając, że otrzymali bliżej nieokreślone informacje o „korupcji finansowej i nadużyciach na najwyższych szczeblach prokuratury”.
Sekretarz stanu Trumpa, Mike Pompeo, odnosząc się nie tylko do sprawy Afganistanu, powiązał działania USA ze sprawą Palestyny. „Jest jasne, że MTK stawia Izrael na celowniku jedynie z czysto politycznych celów” – powiedział. Kilka miesięcy później Pompeo oskarżył Bensoudę o „angażowanie się w działania korupcyjne dla jej osobistej korzyści”.
Stany Zjednoczone nigdy nie podały publicznie żadnych informacji na po
parcie tego zarzutu, a Joe Biden zniósł sankcje kilka miesięcy po wejściu do Białego Domu.
Mike Pompeo na wspólnej konferencji prasowej na temat sankcji MTK w czerwcu 2020 r. Zdjęcie: Yuri Gripas/AFP/Getty Images
Jednak w tym czasie Bensouda stanął w obliczu rosnącej presji ze strony najwyraźniej wspólnych wysiłków za kulisami dwóch potężnych sojuszników. Jako obywatelka Gambii nie korzystała z ochrony politycznej, jaką mieli inni koledzy z MTK z krajów zachodnich ze względu na swoje obywatelstwo. Były źródło ICC stwierdziło, że przez to stała się „bezbronna i odizolowana”.
Źródła podają, że działania Cohen były szczególnie niepokojące dla prokuratora i wzbudziły w niej strach o swoje bezpieczeństwo osobiste. Kiedy w lutym 2021 r. izba przygotowawcza ostatecznie potwierdziła, że MTK sprawuje jurysdykcję w Palestynie , niektórzy w MTK uważali nawet, że Bensouda powinna pozostawić ostateczną decyzję o wszczęciu pełnego śledztwa swojemu następcy.
Jednakże 3 marca, na kilka miesięcy przed końcem swojej dziewięcioletniej kadencji, Bensouda ogłosiła pełne dochodzenie w sprawie Palestyny, rozpoczynając proces, który może doprowadzić do postawienia zarzutów karnych, choć ostrzegła, że kolejny etap może zająć trochę czasu.
„Wszelkie dochodzenie podjęte przez urząd będzie prowadzone niezależnie, bezstronnie i obiektywnie, bez strachu i przychylności” – powiedziała. „Zarówno ofiary palestyńskie, jak i izraelskie oraz dotknięte społeczności wzywamy do cierpliwości”.
Khan ogłasza nakazy aresztowania
Kiedy Khan objął stery w prokuraturze MTK w czerwcu 2021 r., odziedziczył śledztwo, które, jak później stwierdził, „leży w winy San Andreas za politykę międzynarodową i interesy strategiczne”.
Gdy objął urząd, o jego uwagę walczyły inne dochodzenia – w tym dotyczące wydarzeń na Filipinach, w DRK, Afganistanie i Bangladeszu – a w marcu 2022 r., kilka dni po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę, wszczął głośne śledztwo w sprawie rzekomych rosyjskich przestępstwa wojenne.
Początkowo politycznie drażliwe dochodzenie w sprawie Palestyny nie było traktowane priorytetowo przez zespół brytyjskiej prokuratury, podają źródła zaznajomione ze sprawą. Jedna z nich stwierdziła, że faktycznie była „na półce” – ale biuro Khana zaprzecza temu i twierdzi, że utworzyło specjalny zespół dochodzeniowy, który ma zająć się dochodzeniem.
W Izraelu czołowi prawnicy rządu uważali Khana – który wcześniej bronił watażków, takich jak były prezydent Liberii Charles Taylor – za bardziej ostrożnego prokuratora niż Bensouda. Jeden z byłych wyższych rangą urzędników izraelskich powiedział, że w przeciwieństwie do jego poprzednika darzą Khana „dużym szacunkiem”. Jak stwierdzili, jego powołanie do sądu uznano za „powód do optymizmu”, ale dodali, że atak z 7 października „zmienił tę rzeczywistość” .
Pod koniec trzeciego tygodnia izraelskiego bombardowania Gazy Khan leżał na ziemi na przejściu granicznym w Rafah. Następnie złożył wizyty na Zachodnim Brzegu i w południowym Izraelu, gdzie został zaproszony do spotkania z ocalałymi z ataku z 7 października oraz z krewnymi osób, które zginęły.
W lutym 2024 r. Khan wydał ostro sformułowane oświadczenie, które doradcy prawni Netanjahu zinterpretowali jako złowieszczy znak. W poście na X faktycznie ostrzegł Izrael przed atakiem na Rafah, najbardziej wysunięte na południe miasto Gazy, gdzie wówczas schroniło się ponad milion wysiedleńców.„Jestem głęboko zaniepokojony doniesieniami o bombardowaniach i potencjalnym wtargnięciu sił izraelskich do Rafah” – napisał. „Osoby, które nie przestrzegają prawa, nie powinny składać skarg później, gdy moje biuro podejmie działania”.
Dzieci stojące wśród gruzów budynku w Rafah, który został zniszczony w lutym przez izraelskie naloty. Zdjęcie: Mohammed Abed/AFP/Getty Images
Komentarze wywołały niepokój w izraelskim rządzie, ponieważ wydawały się odbiegać od jego poprzednich wypowiedzi na temat wojny, które urzędnicy uznali za uspokajająco ostrożne. „Ten tweet bardzo nas zaskoczył” – powiedział wyższy rangą urzędnik.
Obawy w Izraelu dotyczące zamiarów Khana nasiliły się w zeszłym miesiącu, kiedy rząd poinformował media, że jego zdaniem prokurator rozważa wydanie nakazu aresztowania Netanjahu i innych wyższych urzędników, takich jak Yoav Gallant.
Izraelski wywiad przechwycił e-maile, załączniki i SMS-y od Khana i innych urzędników w jego biurze. „Podmiot MTK wspiął się po drabinie priorytetów izraelskiego wywiadu” – podało jedno ze źródeł wywiadu.
To dzięki przechwyconej komunikacji Izrael ustalił, że Khan na pewnym etapie rozważał wejście do Gazy przez Egipt i potrzebował pilnej pomocy, robiąc to „bez pozwolenia Izraela”.
Inna ocena izraelskiego wywiadu, szeroko rozpowszechniona w środowisku wywiadowczym, opierała się na inwigilacji rozmów telefonicznych pomiędzy dwoma palestyńskimi politykami. Jeden z nich powiedział, że Khan wskazał, że wkrótce może wystąpić wniosek o wydanie nakazów aresztowania izraelskich przywódców, ale ostrzegł, że znajduje się „pod ogromną presją ze strony Stanów Zjednoczonych”.
W tym kontekście Netanjahu wydał serię publicznych oświadczeń, w których ostrzegał, że wkrótce może wystąpić wniosek o wydanie nakazu aresztowania. Wezwał „przywódców wolnego świata, aby stanowczo sprzeciwili się MTK” i „wykorzystali wszelkie dostępne im środki, aby powstrzymać to niebezpieczne posunięcie”.
Netanjahu (po lewej) i Yoav Gallant podczas konferencji prasowej w Tel Awiwie w październiku. Foto: Reuters
Dodał: „Napiętnowanie izraelskich przywódców i żołnierzy jako zbrodniarzy wojennych doleje paliwa do silników odrzutowych do ognia antysemityzmu”. W Waszyngtonie grupa starszych senatorów Partii Republikańskiej wysłała już do Khana list z pogróżkami, zawierający jasne ostrzeżenie: „Namierz Izrael, a my zaatakujemy ciebie”.
Tymczasem MTK wzmocnił swoje bezpieczeństwo poprzez regularne przeszukiwanie biur prokuratorów, kontrole bezpieczeństwa urządzeń, obszarów wolnych od telefonów, cotygodniowe oceny zagrożeń i wprowadzenie specjalistycznego sprzętu. Rzecznik ICC powiedział, że biuro Khana było narażone na „kilka form gróźb i komunikatów, które można postrzegać jako próby wywarcia nadmiernego wpływu na jego działalność”.
Khan niedawno ujawnił w wywiadzie dla CNN, że niektórzy wybrani przywódcy byli wobec niego „bardzo dosadni”, gdy przygotowywał się do wydania nakazów aresztowania. „‚Ten sąd jest zbudowany dla Afryki i dla bandytów takich jak Putin’ – powiedział mi wysoki rangą przywódca”.
Pomimo presji Khan, podobnie jak jego poprzednik w prokuraturze, zdecydował się kontynuować sprawę. W zeszłym tygodniu Khan ogłosił, że stara się o nakazy aresztowania Netanjahu i Gallanta wraz z trzema przywódcami Hamasu za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.
Powiedział, że premier i minister obrony Izraela zostali oskarżeni o odpowiedzialność za eksterminację, głód, odmowę dostaw pomocy humanitarnej i celowe atakowanie ludności cywilnej.
Stojąc za mównicą z dwoma najwyższymi prokuratorami – jednym Amerykaninem, drugim Brytyjczykiem – u boku, Khan powiedział, że wielokrotnie mówił Izraelowi, aby podjął pilne działania w celu zapewnienia zgodności z prawem humanitarnym.
„W szczególności podkreśliłem, że głód jako metoda wojny i odmowa pomocy humanitarnej stanowią naruszenie prawa rzymskiego. Nie mogłem wyrazić się jaśniej” – powiedział. „Jak też wielokrotnie podkreślałem w moich publicznych wypowiedziach, osoby nieprzestrzegające prawa nie powinny później składać skarg, gdy mój urząd podejmie działania. Nadszedł ten dzień.
Rosja wysłała na Ocean Atlantycki 11 atomowych łodzi podwodnych. Każdy okręt podwodny przewozi od 6 do 16, a w niektórych przypadkach do 32 rakiet, z których każda może pomieścić od sześciu do dziesięciu głowic nuklearnych.
To rozmieszczenie oznacza, że ostrożne szacunki wskazują, że obecnie na rosyjskich okrętach podwodnych znajduje się około 1000 głowic bojowych, które mogą skierować się w stronę wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych lub być może Zatoki Meksykańskiej.
To rozmieszczenie następuje zaledwie kilka dni po tym, jak „Ukraina” (lub, co bardziej prawdopodobne, kraj NATO) zaatakowała i uszkodziła lub zniszczyła DWIE ODDZIELNE rosyjskie stacje radarowe ostrzegające przed rakietami nuklearnymi Over the Horizon (OTH) w południowej Rosji.
Kiedy te stacje zostały trafione, brak zasięgu radarów spowodował „dziurę” w rosyjskiej ochronie nuklearnej.
Kiedy te radary przed laty zaczęły działać, Rosja otrzymywałaby ostrzeżenie z 14–16 MINUTOWYM wyprzedzeniem, że rakiety [może nuklearne ładunki?] zbliżają się do jej kraju. Teraz, gdy te radary zostaną zniszczone, jeśli rakieta z łodzi podwodnej zostanie wystrzelona ze wschodniej części Morza Śródziemnego, niemal z dowolnego miejsca na Morzu Czerwonym, w Zatoce Arabskiej lub z południa kraju Somalia na kontynencie afrykańskim, Rosja będzie miała jedynie dziesięć do dwunastu minut ostrzeżenia, prawdopodobnie mniej.
W południowej Rosji zniszczenie dwóch stacji radarowych W południowej Rosji oznacza, że Rosja może wykryć nadlatujące rakiety tylko wtedy, gdy miną one horyzont. czyli znacznie bliżej Rosji. Biorąc pod uwagę prędkość, z jaką przemieszczają się takie rakiety, takie ostrzeżenie jest, szczerze mówiąc, za małe i za późno. Te skompresowane ramy czasowe nie pozwalają już Rosji zorientować się, co może się wydarzyć, zanim podejmie ona decyzję o rozpoczęciu ataku powrotnego.
Brak czasu na przemyślenie wszystkiego może spowodować, że Rosjanie wystrzelą broń nuklearną w odpowiedzi na coś, co ich spotka.
Ukraina nie odniosła żadnych korzyści militarnych z uderzenia w te dwie stacje radarowe. Żaden z nich nie śledził niczego nad Ukrainą. Jedynymi podmiotami, które odniosłyby jakąkolwiek korzyść z ataku na te stacje radarowe, byłyby USA, NATO i Izrael.
Jest oczywiste, że Rosja wierzy, że to „oślepienie” dwóch pozahoryzontalnych stacji radarowych stanowi wstęp do pierwszego uderzenia nuklearnego USA/NATO na Rosję. W związku z tym wydaje się, że wysyłają swoje nuklearne łodzie podwodne, aby móc od razu uderzyć USA/NATO.
ANALIZA HALA TURNERA
Ostrzegałem, że gdy zniszczona zostanie pierwsza rosyjska stacja radarowa, że Rosja zinterpretuje to jako otwarcie dziury umożliwiającej pierwsze uderzenie NATO. Powtórzyłem to w ubiegły poniedziałek, kiedy rozeszła się wiadomość, że DRUGA stacja radarowa została zaatakowana, co pogłębiło „dziurę” w ochronie radarowej na południu Rosji.
Wyraźnie powiedziałem moim słuchaczom radiowym, że ta nowa „dziura” w zasięgu radaru umożliwi wystrzelonym z rakiet pocisków nuklearnych przedostanie się w głąb Rosji, uderzając w Moskwę i rosyjskie silosy rakiet nuklearnych, zanim Rosja zdąży się obronić.
Najwyraźniej Rosjanie też to widzą. Więc teraz ty i ja. . . . mamy naprawdę kłopoty.
Nie bez powodu Rosja wysyła na Atlantyk 11 atomowych łodzi podwodnych; Myślę, że to dlatego, że będą musieli uderzyć w USA
To właśnie zrobili dla nas debile z amerykańskiej Izby Reprezentantów, Senatu USA i nielegalnego prezydenta Joe Bidena. Ich decyzje o wtrącaniu się w konflikt rosyjsko -ukraiński i ciągłe „podnoszenie stawki” w stosunkach z Rosją doprowadziły obecnie do rozmieszczenia rosyjskich łodzi podwodnych na Atlantyku. Prawdopodobnie kieruje się na amerykańskie pozycje strzeleckie.
Wy, którzy głosowaliście na Bidena, ponieważ „Pomarańczowy człowiek jest zły”, zasługujecie dokładnie na to, co może nadejść. Jest rzeczą słuszną i właściwą, abyście wy i wasze rodziny zostali wyparowani przez wybór, którego dokonaliście, ponieważ wasz wybór był lekkomyślny i głupi. Szczerze mówiąc, uważam, że wyborcy Bidena są zbyt głupi, aby nazywać ich „obywatelami”. Osobiście uważam takich ludzi za pożytecznych idiotów.
Wszystkie problemy na świecie kręcą się wokół trzech sztucznych państw: Ukrainy, Tajwanu i Izraela.
Ukraina była częścią Rosji dłużej, niż istnieją Stany Zjednoczone. Po raz pierwszy stała się niezależnym krajem na początku lat 90. dzięki Waszyngtonowi, po upadku rządu sowieckiego i zastąpieniu rządów Komunistycznej Partii przez Jelcyna, marionetkę Waszyngtonu. Ukraina jest więc sztucznym krajem mającym zaledwie 30 lat, który nigdy wcześniej nie istniał jako niezależne państwo.
Tajwan to mała wyspa u wybrzeży Chin, będąca częścią Chin zamieszkaną przez Chińczyków. Waszyngton próbował udawać, że mała wyspa jest Chinami i miał Tajwan na Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ale prezydent Nixon wiedział lepiej. Poparł usunięcie Tajwanu i zastąpienie go kontynentalnymi Chinami. Nixon zapoczątkował politykę jednych Chin, która była polityką USA aż do reżimu Bidena.
Izrael był tworem głupiego i skorumpowanego rządu brytyjskiego, a może trafniej rzecz ujmując, fanatycznych syjonistów, którzy wypędzili niezliczonych, bezbronnych Palestyńczyków z ich miast i wsi. Pokolenia Palestyńczyków rodzą się w obozach dla uchodźców w Jordanii i Libanie.
Ludobójstwo Palestyny jako narodu i kraju trwa nieprzerwanie od 1947 roku i nic nie zostało w tej sprawie zrobione. Izrael uchodzi z tym płazem, używając karty Holokaustu, aby zyskać sympatię jako ofiara, oraz płacąc zachodnim politykom w formie darowizn na kampanie, aby popierali jego agendę.
Teraz weź pod uwagę fakt, że te trzy całkowicie sztuczne kraje, pozbawione jakiejkolwiek realności, są w stanie rozpętać nuklearną zagładę. Ukraina może to zrobić, kontynuując ataki na rosyjski system wczesnego ostrzegania za pomocą zachodnich rakiet dalekiego zasięgu.
Tajwan może to zrobić, akceptując okupację przez amerykańskich żołnierzy i kolejne dostawy amerykańskich rakiet.
Izrael może to zrobić, nakłaniając opłacony reżim Bidena do zaakceptowania ataku Izraela na Iran.
Pytanie, które teraz ci zadaję, brzmi: Jeśli faktycznie USA są supermocarstwem, a Zachód jako całość stanowi mega-super-mocarstwo, jak to możliwe, że trzy sztuczne państwa mają kontrolę nad przyszłością Zachodu?
Wpis o sztucznych słowach. Sztuczne słowa są dostępne w wielu smakach. Dominują dwa podstawowe. Sztuczna słodycz mająca wywoływać pozytywne wrażenie, a także sztuczna gorycz mająca wywoływać mdłości. Analogicznie do sztucznej żywności są to puste kalorie i efekty, których końcowym produktem są emocje.
Zaczynamy od “Wielkiego Resetu”…
Wielki Reset, w praktyce Wielkie Zniszczenie. Wielki reset ma polegać na wywłaszczeniu i wysiedleniu – przeniesieniu człowieka z obszaru realnego czyli z przyrody do rezerwatów i do przestrzeni wirtualnej, do e-przestrzeni. Przyroda ma być obszarem zamkniętym i chronionym, a przyszły wzorowy obywatel ma funkcjonować w obozie koncentracyjnym (miastach 15-minutowych). Obszarem rekreacji ma być wirtualna rzeczywistość. Działalność gospodarcza ma być ograniczona, częściowo zakazana i koncesjonowana w oparciu o przepisy klimatyczne i sanitarno – dietetyczne.
Neutralność światopoglądowa. Sztuczne określenie opisujące postawę, która nie występuje samoistnie-w sposób naturalny. Można ją porównać do wymuszonej neutralności moralnej, neutralności naukowej. Człowiek normalny- moralny i rozumny nigdy nie jest neutralny-obojętny wobec dobra i zła, wobec prawdy i kłamstwa. Państwo neutralne światopoglądowo nie istnieje. Konsekwencją wprowadzenia państwa neutralnego światopoglądowo jest jego uwiąd, brak państwa i prawa z wytworzoną dzięki temu anarchią i anomią. Instytucje państwowe stają się zbędne. „Państwo” i jego prerogatywy stając się neutralne przestają działać. Na miejscu państwa pojawia się inny hegemon. Aktualnie miejsce państwa polskiego jest systematycznie zajmowane przez agendy obcych interesów, którym tradycyjnie najgorliwiej służą środowiska lewicowe. Projekt zmian w polskiej Konstytucji i ustawy o TK piszą m.in. eksperci Fundacji Sorosa.
Proces cały koordynowała Fundacja Batorego, także przepisy wprowadzające ustawę o TK oraz wreszcie ustawa, która ma na celu dokonanie nowelizacji konstytucji…
– powiedział niedawno w ostatnim swoim ministerialnym wcieleniu Che Guevara z korporacji, Bodnar
Oczywiście, w praktyce neutralność światopoglądowa jest szyldem za którym kryje się światopogląd lewicowy, który sam w sobie neutralny nie jest, światopogląd silnie zaangażowany- niszczący fundament cywilizacji: normy moralne, prawne, naukowe. Światopogląd lewicowy oparty na politycznej poprawności. Chodzi o poprawność lewicową sprzeczną z poprawnością opartą o normy cywilizacji łacińskiej czyli prawicową.
Mając na uwadze powyższe należy stwierdzić, że lewicowa poprawność polityczna zasługuje na miano NIEPOPRAWNOŚCI. Nie można przecież konstruować „poprawności” w oparciu o negację norm i wartości funkcjonujących od samego początku cywilizacji, tworzących się w naturalny sposób od zarania ludzkości. Nagminne łamanie norm przez morderców, złodziei, zboczeńców, oszustów nie unieważnia normy. Również powód (prawdziwy lub zmyślony) dla którego dana norma jest łamana nie stanowi uzasadnienia dla ich złagodzenia, a taką „logiką” posługują się pod szyldem humanizmu i melioryzmu (wiara, że człowiek jest dobry) rzekomo „neutralni światopoglądowo” lewacy.
Prawa człowieka. I znów musimy uściślić, bo chodzi o coś wymyślonego, specyficznie lewicowego, o nowe przywileje nadawane przez lewicę moralnym degeneratom- prawo do popełniania występków, a nawet zbrodni z zabójstwem włącznie. Taką zbrodnią jest mordowanie nienarodzonych i nie zmieni tego żadna ustawa.
Mowa nienawiści. Termin nienowy, lecz budzący wśród prawicy wyuczoną bezradność. Tzw. ustawa o mowie nienawiści (aktualnie procedowana) jest niczym innym jak prawem do okazywania nienawiści wszystkim osobom mówiącym prawdę oraz prawem do ich prześladowania. Lewica w ten sposób rozwija postulat Szkoły Frankfurckiej „tolerancji represywnej” przyznając sama sobie prawo do nienawiści i prześladowania ludzi normalnych.
Ten kolejny wynaturzony przywilej można porównać do prawa będącego podarowaniem brzytwy przysłowiowej małpie, a rezygnując z tej alegorii- do nadania złodziejom „prawa” prześladowania osób okradanych. Typowa lewicowa przewrotność, która w swojej zbrodniczej bezczelności dorównuje bolszewickim praktykom w czasach pierwszej komuny.
Nowelizacja ma ułatwić lewicy okazywanie nienawiści i „uprawomocniać” stosowanie terroru zaostrzonej, omówionej już, „poprawności politycznej”.
Część druga: Inne słowa
W tej części proponuję załączone poniżej bardzo dobre omówienie dokonane przez Magdalenę i Adama Wielomskich z krótkim streszczeniem, na wstępie.
Nienormalność, niemoralność jest maskowana wieloma słowami. Pojawiły się następujące słowa i określenia: z użyciem słówka post – postprawda, postchrześcijaństwo, ponadto – zrównoważony rozwój, dewzrost, sex workerka, pracownica seksualna zastępujące adekwatną prostytutkę, dziwkę i wulgarną, lecz prawdziwą kurwę. Padły też zaczerpnięte z antykultury uśmiechniętych: aktywiszcze, psiecko, pscórka, psyn, matka psyna.
Słowo post symbolizuje negację i zerwanie z tradycją. Zanegowanie dziedzictwa jest określane neologizmami. Słowem, którym można w wielu przypadkach zastąpić słówko „post” jest moim zdaniem słowo „anty”. Antychrześcijaństwo jest nazwane postchrześcijaństwem. Zbydlęcenie na poziomie moralnym lub satanizm w formie ideologii maskowane są posthumanizmem lub transhumanizmem. Postprawdę powinniśmy, bez zbędnych udziwnień, nazywać nieprawdą lub kłamstwem. Sama prawda jest także bardzo często określana przez współczesnych politruków mianem dezinformacji, ruskiej propagandy, antysemityzmu. Tego wątku, szanując inteligencję czytelników, nie muszę chyba rozwijać. Trzy podejścia do biologii, przyrody
Magdalena Wielomska przywołała książkę ks. Tadeusza Ślipki „Bioetyka”
Antropocentryczne – bezmyślna eksploatacja Biocentryczne – panteistyczny kult wykorzystywany do budowania totalitaryzmu Podejście chrześcijańskie – człowiek panuje i korzysta z przyrody w sposób rozumny
W tym kontekście Wielomska przypomniała refleksję Chestertona „przyroda nie jest naszą matką, bo my (ludzie) i ona (przyroda) mamy jednego Ojca, Boga”.
Z okazji dwudziestolecia członkostwa Polski w Unii Europejskiej odbyła się pokaźna liczba konferencji, odczytów i dyskusji związanych z tą rocznicą, gdzie wszyscy podsumowywali bilans naszego członkostwa. Euroentuzjaści przedstawiali wizje świetlanej przyszłości Europy, szczególnie po jej przyszłej federalizacji, a eurosceptycy snuli obrazy jej rozpadu. Po jednej z takich publicznych dyskusji, w której rozmawialiśmy o problemie z Tomaszem Cukiernikiem, podszedł do mnie jeden z widzów i zadał mi pytanie, które zainspirowało mnie do napisania tego tekstu: „Wszyscy mówią, że Unia się rozpadanie, że musi się rozpaść, ale kiedy?”.
Pytanie trudne dla politologa, gdyż aby na nie odpowiedzieć musiałbym mieć zmysł zwany przez ezoteryków jasnoczuciem, czyli umiejętność widzenia przyszłości. Niestety, daru takiego mi nie dano. Gorzej, obawiam się, że rozpad UE może się nawet nie wydarzyć. Warto się zastanowić i nad taką możliwością. Na prawicy często mawiamy, że „Unia musi się rozpaść”, nieco zaklinając rzeczywistość i mając przed oczami jutrzenkę wolności. Z mojego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia radykalnego zwolennika suwerennych państw narodowych, które nie uznają nad sobą żadnej politycznej zwierzchności – w zależności od epoki cesarza, papieża lub komisji brukselskiej – najgorszym z możliwych wariantów jest bowiem przetrwanie UE. Co by to oznaczało?
Byłaby to klęska i polskości, jej faktyczny koniec, jak i cywilizacji. Wielu badaczy tzw. filozofii dziejów, czyli historii cywilizacji, zwraca uwagę, że przykłady Grecji i Rzymu pokazują, że na końcu mamy zjawiska, które Eric Voegelin określił mianem „wieku ekumenicznego” (ang. ecumenic age), a Oswald Spengler „cywilizacji” (niem. Zivilisation). To okres zmierzchu, końca, którego jednym ze znamion jest jednoczenie wszystkich ludów i państw w jedno imperium. Dzieje się tak, gdy ludy i narody są zmęczone, wyczerpane, nie mają już siły i ochoty konkurować ze sobą, walczyć zbrojnie lub ekonomicznie. Wtenczas jednoczą się w jeden wielki „dom starców”, gdzie zanikają mechanizmy konkurencji i wszyscy zgodnie umierają sobie w łóżeczkach, nie mając woli dalszego życia. Czyż to nie jest właśnie Unia Europejska, którą powołały narody zmęczone dwoma wojnami światowymi, które straciły wiarę w Boga i w same siebie, wybierając brukselski dom starców, z jego anty-konkurencyjnym socjalizmem w ekonomii i kosmopolityzmem w stosunkach międzynarodowych? W tym domu starców ludzie przestają się już nawet rozmnażać i po prostu wymierają. Obsługujący tubylców imigranci z Trzeciego Świata zaś tylko ich liczą i czekają, kiedy będzie można wymarły dom starców przejąć na własność i stworzyć w nim europejski kalifat.
Unia Europejska umiera.
Wprawdzie Olaf Scholz i Ursula von der Leyen opowiadają bajki, że stanie się „centrum geopolitycznym” świata i „graczem geopolitycznym”, ale to są takie same bajki jak napoleoaniady Emmanuela Macrona. Tutaj jest jeszcze bogactwo wypracowane przez minione pokolenia, lecz nie ma życia. Nie ma konkurencji. Wspomniane „państwo ekumeniczne”, mające zapewnić pokój, jest końcem warunków konkurencyjnych pomiędzy tworzącymi UE narodami. Pacyfizm i kosmopolityzm nie przypadkowo zwykle łączą się z socjalizmem i planowaniem w ekonomii, gdyż ludzie wyznający te starcze idee nie chcą konkurować. Bojąc się konkurować wolą skasować dobrowolnie swoje państwa i wymazać kultury narodowe! Bojąc się konkurować na rynku, wolą, aby Unia Europejska wprowadziła gospodarkę kierowaną i odgrodziła się od całego świata cłami zaporowymi, dla niepoznaki nazywanymi „cłem węglowym”. Ci starcy nie chcą nawet przemieszczać się, więc preferują tzw. miasta piętnastominutowe. Zamiast pracować wolą zadłużać siebie i przyszłe pokolenia (których nota bene raczej już nie będzie). Starcy chcą już tylko w dobrobycie dotrwać do spokojnej śmierci. Nieliczni młodzi wybierają świat, gdzie będą jeść robaki i znajdą stabilne zatrudnienie w biurokracji państwowej, a najlepiej w unijnej. Powoli dom starców przemienia się w strefę śmierci.
Konsekwencją tego dogasania będzie stopniowy spadek znaczenia Unii Europejskiej w świecie. Ludzi związanych z kulturami narodowymi, które stworzyły Europę, będzie coraz mniej, a zastąpią ich imigranci, jak w antycznym Rzymie, gdzie Germanie poubierali się w togi i udawali stare arystokratyczne rodziny, aby ostatecznie rozparcelować zdychające imperium na plemienne państewka. Zdychająca Unia Europejska nigdy nie stanie się potęgą militarną, gdyż nikt nie będzie chciał za nią walczyć i umierać. Nie stanie się także imperium ekonomicznym, gdyż coraz mniej będzie wytwarzać, idąc w kierunku zadłużania się i rozwoju usług. Wprawdzie usługi tworzą PKB, lecz nie zastąpią produkcji, którą dziś przejmuje Azja.
Zresztą całe bogactwo będzie akumulowane przez coraz mniejszą liczbę globalnych korporacji, których znaczenie polityczne będzie stopniowo rosło, co spowoduje podporządkowanie elity politycznej Unii Europejskim podmiotom pozapolitycznym, związanym z wielkim kapitałem. Całokształtu zniszczenia i wypalenia ziem Europy dokona „zielona rewolucja”, która doprowadzi do potwornego zubożenia społeczeństw europejskich, które zamiast kierować się rozsądkiem, będą podążały za modami kreowanymi przez „małą Gretę”, Jakuba Wiecha i fanatyków z Ostatniego Pokolenia. Swoją drogą to bardzo trafna nazwa: to prawdopodobnie jest ostatnie pokolenie. Nie dlatego, że zabiją nas zmiany temperatury, lecz dlatego, że to będzie ostatnie pokolenie Europejczyków. Pokolenie cywilizacyjnego samobójstwa, generacja „płatków śniegu”, niezdolnych ani do pracy, ani do konkurencji, ani do walki z bronią w ręku. Ostatnie pokolenie świata dokonującego samobójstwa. Autentyczny Kościół Wiechosławny Ostatniego Pokolenia.
W tej sytuacji, gdy tacy wipleryści mówią mi, że „mimo wszystko Unia Europejska”, to oczywiście są w błędzie. Zapewne nawet wiedzą, że mijają się z rzeczywistością. Pamiętajcie Państwo o tym głosując w najbliższych eurowyborach.
Boże Ciało to jedno z głównych świąt w Kościele katolickim. Od samego początku obchodzone jest w sposób wyjątkowy, w formie publicznej procesji ulicami miast i wsi. Ustanowione zostało na prośbę samego Jezusa, wyrażoną w jednym z objawień.
Data Bożego Ciała nie jest stała. Zawsze jednak jest to czwartek po święcie Trójcy Świętej, który w tym roku przypada 30 maja.
Ukraina zniszczyła już wielokrotnie więcej sprzętu i broni niż posiadała, czyli Kijów nie mógłby już walczyć przez półtora roku, gdyby nie dostawy z Zachodu. Kijów nie byłby w stanie walczyć nawet przez sześć miesięcy, gdyby nie finansowanie przez Zachód jego potrzeb budżetowych. Zachód jest bezpośrednim uczestnikiem toczącej się wojny i tylko z tego powodu działania wojenne jeszcze się nie zakończyły.
Jeśli jutro Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy publicznie oświadczą zgodnie, że znoszą wszelkie zakazy użycia dostarczanej przez nich broni, nic się dla Rosji nie zmieni, ani teoretycznie, ani praktycznie. Jest to dobrze rozumiane nie tylko na Kremlu, ale także w stolicach NATO. W związku z tym pojawia się pytanie: dlaczego Zachód podsyca histerię wokół pozwolenia na uderzenie bronią, którą dostarczył w cele w głębi terytorium Rosji?
Trudno zignorować fakt, że histeria wywołana uderzeniami ukraińskimi na terytorium Rosji narastała równolegle z rosnącą liczbą niepokojących publikacji na Zachodzie wyrażających wątpliwości co do zdolności Ukrainy do utrzymania frontu przez długi czas, nawet pod warunkiem zapewnienia Kijowowi przez Zachód wszelkiej możliwej pomocy.
W istocie rozwinęła się ona równolegle z dyskusją o konieczności wprowadzenia na Ukrainę wojsk NATO w celu utrzymania frontu i stanowiła swego rodzaju alternatywę dla tej decyzji.
Na początku tego roku Zachód doszedł do wniosku, że zdolności ukraińskiego oporu militarnego wygasną albo do końca tego, albo do początku przyszłego (co wielokrotnie powtarzali zachodni politycy i wojskowi).
Próby USA zaoferowania Rosji pokoju odpowiadającego elitom amerykańskim nie powiodły się – Moskwa dała jasno do zrozumienia, że jest gotowa do negocjacji i rozważenia różnych formatów rozwiązania kryzysu, ale na własnych warunkach, z których najważniejszym jest utworzenie strefy buforowej bezpieczeństwa pomiędzy Rosją a NATO, w której sojusz nie byłby w stanie utrzymać znaczącej broni i rozmieścić sił uderzeniowe nawet na terytoriach swoich państw członkowskich.
Tym samym przedłużanie gorącej fazy konfrontacji poza istnienie państwa ukraińskiego lub sztuczne przedłużanie ukraińskiej agonii stało się życiową koniecznością Zachodu – ostatnią nadzieją na zmuszenie Rosji do zawarcia pokoju na jej własnych warunkach. Obydwa scenariusze (kontynuacja konfrontacji po upadku państwa ukraińskiego lub przedłużenie agonii ukraińskiego reżimu) wymagały de facto bezpośredniego starcia Zachodu z Rosją.
W rzeczywistości pomysł Macrona, jakoby członkowie NATO, a nie samo NATO, mieli walczyć z Rosją na Ukrainie, był próbą pogodzenia konieczności niezależnego wejścia Zachodu w konflikt z niepożądanym bezpośrednim starciem NATO–Rosja. „Powiemy, że NATO nie jest NATO, a okaże się, że Rosja nie walczy z NATO jako całością, ale tylko z jego indywidualnymi członkami”.
Dość naiwny plan, który popierały jedynie najbardziej rusofobiczne reżimy bałtyckie, które nie mają nic do stracenia, bo nie mają już nic.
Pozostali członkowie NATO mieli uzasadnione pytanie: co by się stało, gdyby Rosja zdecydowała, że walczy nie z pojedynczymi członkami, ale z całym NATO i zaczęła zgodnie z tym postępować? Autorzy koncepcji Macrona nie znaleźli pozytywnej odpowiedzi na to pytanie.
Dlatego Stany Zjednoczone, po cichu wspierając dążenie państw bałtyckich do wojny z Rosją, ale zdając sobie sprawę, że nie gwarantuje to starcia Moskwy z całą Europą, zaczęły aktywnie promować temat uderzeń bronią zachodnią na głębokie tyły Rosji, z wykorzystaniem pozwoleń rządów zachodnich.
Jednocześnie w mediach zachodnich kilkakrotnie pojawiały się informacje o zwiększeniu dostaw zachodnich rakiet na Ukrainę o zasięgu 300–350 km, o możliwych dostawach rakiet o zasięgu 500–550 km oraz o wspólnej (Zachód i Kijów) masowej produkcji ciężkiego sprzętu rakietowego..
Wydaje się, że Stany Zjednoczone przygotowują prowokację, która pozwoliłaby im zrzucić odpowiedzialność za kolejne podniesienie stawki na Rosję i sprawić, że konflikt UE-Rosja stanie się nieunikniony, zmuszając Moskwę do przejęcia inicjatywy.
Dyskusja o pozwoleniu na uderzenie w głąb Rosji jest szeroko rozpowszechniana w rosyjskich mediach, wywołując oburzenie rosyjskiego społeczeństwa i ostrą reakcję władz. Kiedy intensywność namiętności dostatecznie wzrośnie, a współudział Zachodu w atakach na Rosję stanie się oczywisty nawet dla niewidomych, zostanie zorganizowany masowy (setki, a może więcej jednostek w salwie) rakietowy i bezzałogowy atak na wrażliwe ośrodki rosyjskie, w tym mieszkalne obszary dużych miast położone znacznie dalej od granicy niż Kursk i Biełgorod. Możliwe jest powtórzenie takiego ataku 2-3 razy, w zależności od ilości zgromadzonej broni uderzeniowej.
Wybuch powszechnego oburzenia nie powinien pozostawiać władzom rosyjskim wyboru i nawet jeśli główna wściekłość odwetowego ciosu spadnie na Ukrainę, coś (jakiś delikatny cios) musi spaść bezpośrednio na Zachód. [Sądzę, że pierwszy – na Polskę. MDakowski]
Po drugie, Rosję można oskarżyć o atak na NATO i można wytłumaczyć Europejczykom, że tego chcą, czy nie, ale muszą się bronić. Nawet jeśli Moskwa ograniczy swoją reakcję wyłącznie do terytorium Ukrainy, uderzenie rakietowe może zawsze spowodować śmierć jakiejś zachodniej misji humanitarnej składającej się wyłącznie z pacyfistów i autorytetów moralnych.
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli w 2014 roku Stany Zjednoczone potrzebowały Rosji do walki z Ukrainą, to teraz potrzebują jej do walki z Europą. Waszyngton spędził 8 lat na wzniecaniu kryzysu militarnego na Ukrainie. Teraz z tą samą energią i takim samym uporem podsyca ogień europejskiej wojny. Jeśli Europa nie chce zaatakować Rosji, Rosja musi zaatakować Europę, w przeciwnym razie obaj będą musieli przypadkowo się zderzyć, ale ponieważ Stany Zjednoczone potrzebują ich do walki, muszą walczyć.
Strategia jest prosta, nieskomplikowana, ale do tej pory do wojen, których potrzebował Waszyngton, prędzej czy później (czasami ze znacznym opóźnieniem) zawsze udawało się doprowadzić.
Czas pokaże jak skuteczne są wysiłki waszyngtońskich globalistów i ich unijnych marionetek w doprowadzeniu świata do kataklizmu nuklearnego. To, że również i oni wyparują w jądrowym kotle, jako autentycznym sługom szatana, im nie przeszkadza. Znajdą się w końcu w swym wymarzonym raju – otchłani piekielnej.