Ławrow: Rosja poprosiła USA o wyjaśnienie danych o zaangażowaniu w ataki na Rosję

Ławrow: Rosja poprosiła USA

o wyjaśnienie danych

o zaangażowaniu w ataki na Rosję.

Moskwa oczekuje na komentarz Waszyngtonu na temat informacji o jego możliwym udziale w przeprowadzeniu ataków w głąb Rosji. Poinformował o tym rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Ten temat znalazł się na liście pytań, którą strona rosyjska przekazała Departamentowi Stanu USA.

„Przekazaliśmy szereg pytań… z prośbą o komentarz, w tym na temat danych wywiadowczych oraz tego, że Stany Zjednoczone są znacznie bardziej zaangażowane w organizowanie i przeprowadzanie ataków na obiekty cywilne w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej” – powiedział minister w rozmowie z IS „Wiesti”.

W lipcu źródła Financial Times podały, że amerykański wywiad pomógł Ukrainie wytyczyć trasy dronów, aby ominąć rosyjskie siły obrony powietrznej i uderzyć w kraj. Prezydent USA Donald Trump nazwał ataki Ukrainy w głąb Rosji eskalacją, „która może doprowadzić do zakończenia wojny”. Podobnego zdania jest Departament Stanu, a także prezydent Finlandii Alexander Stubb.

kommersant.ru

Rosyjska telewizja państwowa WYMIENIA cele nuklearne w Europie w związku z konfliktem na Ukrainie

Rosyjska telewizja państwowa WYMIENIA cele nuklearne w Europie w związku z konfliktem na Ukrainie.

Ryszard Kulczyński

Niezwykle konkretne „wiadomości” wyemitowane wieczorem w rosyjskiej telewizji państwowej, w szczególności określające, które miasta i cele w Europie – w tym AMERYKAŃSKIE bazy wojskowe – zostaną trafione przez rosyjską broń nuklearną, jeśli sytuacja wokół konfliktu na Ukrainie będzie się pogarszać. Oto odpowiedni tekst:

„. . . Wszystkie europejskie stolice są zagrożone, jeśli nasze pociski staną w Kaliningradzie.

Berlin, Warszawa, wszystkie kraje bałtyckie, Paryż, Bukareszt, Praga. Oczywiście amerykańskie bazy w Niemczech: Garmish, Partenkirchen, Patch Barracks, Spangdahlem, Ramstein.

Zwrócimy szczególną uwagę na Wielką Brytanię jako naszego tradycyjnego wroga, ponieważ znaczna część Floty Północnej będzie działać przeciwko niej. Pod atakiem Waszyngton stawia nie tylko Londyn, Manchester, Birmingham i największą bazę marynarki wojennej Devenport, Clythin, Szkocja, gdzie król przechowuje pociski nuklearne Trident, port Sheerness i Chatham Dockyard w hrabstwie Kent. Wielka Brytania jest w najbardziej bezbronnej sytuacji. Zasadniczo wystarczą trzy pociski, a ta cywilizacja upadnie.”

W przypadku Rosji wyemitowanie takiego komunikatu w kontrolowanym przez państwo nocnym programie informacyjnym jest zdumiewające i niezwykle poważne.

W przeciwieństwie do kolektywnego Zachodu, Rosja nie „blefuje”. Jeśli mówią to publicznie, oznacza to, że są skłonni to zrobić.

„WARSZAWIANKA” nad Wkrą 14 sierpnia 1920. Przy borkowskim moście.

———————————

WARSZAWIANKA:

Leć nasz orle w górnym pędzie,

sławie, Polsce, światu służ.

Kto przeżyje wolnym będzie,

kto umiera wolnym już.

Hej, kto Polak, na bagnety…

========================================

Sławomir N. Goworzycki, „Tamtego lata. Zatajona historia Polaków” str. 393 i nn.

[książka jest dostępna na Allegro; jakieś ponure fatum uniemożliwia potrzebny, kolejny duży nakład. Bolesne. 2024.

Proszę moich czytelników, by dołączyli do modłów o skruszenie hamulców uniemożliwiających od lat pojawienie się tej Książki na rynku. md]

=========================================

Gdy po kościołach w niezajętej przez wroga części kraju lecz i w tych miejscach, w których bolszewicy nie ośmielali się zakazywać nabożeństw, zbierano się tłumnie, zanosząc w niebo błagalną litanię, tu przemożnym odgłosem był szmer tysięcy stóp po niezoranym rżysku, szelest żołnierskich butów o wiechcie polnego ziela na niespasanej od wielu dni łące oraz łomot coraz bliższych wybuchów. Artyleria sowiecka też się odezwała. Nacierający w pierwszych szeregach już widzieli z łagodnie opadających ku dolinie pól, jak masy wojsk na przyczółku mostowym w Borkowie rozwijają się szybko w bojową linię. Ci zaś, którym wypadło atakować nieco ku północy, na kierunku nadrzecznej, ocienionej wysoką zielenią wsi Wola, ku zarośniętej dolince potoku Naruszewka i dalej na Zawady – Popielżyn, nie od razu ujrzeć mogli swego przeciwnika. Na całej jednak linii zanosiło się na ciężki i gwałtowny bój spotkaniowy, bowiem oba wojska jednocześnie ruszały do natarcia i żadne nie zamierzało stąd ustępować.

Żołnierze nasi nawoływali się dość podobnie jak ich przodkowie w dawnych bitwach: „Hej, Radomiaki, równo!…”, „Piotrków… Łowicz, naprzód!…, „Kujawy! Do ataku !…”, „Kaliskie, Lubelskie, Tarnów, Rzeszówl”… i na sto jeszcze sposobów. Uczniowie, gdy z jednego miejsca przybyła ich większa gromada, zwłaszcza ci z Warszawy i większych miast, gdzie zakładów oświatowych jest wiele, wykrzykiwali zwyczajowe nazwy swych szkół: „Zamoyski!” „Staszic! ”, „Jagiellonka !”, „Konopczyński!” „Handlówka!”, „Górski!”..

I szły te „wesołe gimnazjony”. Chłopcy padali rażeni nieprzyjacielskimi pociskami… jeden, drugi, następny, jakże wielu… Jakże wielu z tych, którzy dorósłszy i wykształciwszy się odpowiednio, mogliby naszą Ojczyznę ubogacić i wznieść na wyżyny w tylu dziedzinach życia ludzkich zbiorowości… Tak zaś już oni nie powstaną z tego sławnego pola, by żyć nadal na padole ziemskim; już nie ucieszą swym wesołym głosem rodziców, rodzeństwa, bliskich i domowych. Ich młode, czyste dusze idą stąd na Sąd Wielki, przed oblicze dobrego Boga, który wie wszystko.

Lecz przecież padali pod ciosami i ci starsi, ci z pewnym już dorobkiem, ci z pokolenia, jakie właśnie sięgało po kierownictwo sprawami narodu ojcowie rodzin, którzy także, dawnym rycerskim obyczajem, stawili się na zew Ojczyzny, jak niegdyś owi konfederaci czy kresowi wolentarze.

Jednakże teraz, na tamtych błoniach, nie czas budowy się dopełnia, nie czas pokojowego wznoszenia gmachów, a właśnie czas walki i śmierci. O wolność, o przetrwanie biją się zaś wszyscy od księcia krwi do niepiśmiennego parobka, na obszarach od dalekich gór aż po północne pojezierza.

Był wśród nich niejeden, co swój dom opuszczał w rozterce, bo niedostatek, bo jedyny żywiciel rodziny, bo choroba najbliższych. Był taki, któremu słabnąca żona sama powiedziała z łoża choroby: „Idź”.. i poszedł. Był taki, któremu „idź” powiedziała małżonka będąca przy nadziei, otoczona nadto gromadką dziatek. Był i taki, co na odchodnem żegnał się z umierającym sędziwym rodzicem. Byli i inni… i rozmaite okoliczności rodzinne czy domowe. Lecz oni z własnej woli poszli na służbę dla Ojczyzny, a zarazem zostali na nią wysłani przez swoich… bo tak było trzeba.

Już grają sowieckie cekaemy, zaraz odpowiedzą im nasze. Jeszcze czterysta, jeszcze trzysta, dwieście kroków dla pierwszych szeregów nie marszu już, lecz morderczego biegu pośród gejzerów ziemi wzbudzanych wybuchami nieprzyjacielskich pocisków.

Padnij!”, „Szybki ogień!”, „Powstań!”, „Naprzód biegiem!”

W nasze tyraliery uderzające na prawym skrzydle rażą nieubłaganie wrogowie ukryci za mostowym nasypem. Niedługo przecież, bowiem atakujący wzdłuż szosy biorą im niebawem tyły. Nasyp nie stanowi już zasłony, nasi za chwilę nań wbiegną, by spychać nieprzyjaciół w dół, na nadrzeczne błonie.

Wtedy to, pod błękitnym, lecz rozjaśnionym już przedpołudniowym upałem sierpniowym niebem, pod wysoko skłębionymi białymi chmurami, gdzieś tam z szeregu zabrzmiał dźwięczny młodzieńczy głos:

Oto dziś dzień krwi i chwały, oby dniem wskrzeszenia był…

I już kilka dalszych, tu i tam, podchwytuje:

W gwiazdę Polski orzeł biały patrząc lot swój w niebo wzbił…

Tam, w pułkach ochotniczych, ale i winnych, pieśń tę znał chyba każdy:

A nadzieja podniecany woła do nas z górnych stron…

Fala zgodnych głosów wionęła po błoniu. Krok nacierającej piechoty wyrównuje się, przecież bez rozkazu dowódców.

Zza Wkry huczy swoje moskiewska kapela, a tu przestrzeń już cała grzmi setkami gardeł jak jeden grom:

Powstań Polsko, skrusz kajdany, dziś twój tryumf albo zgon…

Armaty, karabiny, odłamki szrapneli biją już gęsto. Padają ranni i zabici. „Jezu Chryste!…” słychać wezwania konających „Sanitariusz!” wołają z szeregu.

Hej, kto Polak, na bagnety, żyj swoboda, Polsko żyj!

Napierające szeregi nie śpiewają już, lecz krzyczą. Wreszcie wszystkie te odgłosy, cała ta wrzawa przechodzi w jedno wielkie „hurrraaa !!!

Obie fale wojsk biegną już ku sobie w bitewnym zapamiętaniu. Zwarcie! Huk, trzask, zwielokrotnione uderzenia, ciosy, rozdzierający wrzask…

Tak po prawdzie, nie wiadomo skąd pieśń ta spłynęła na owo pole chwały i cierpienia. Gdy po bitwie, w okresie owego pamiętnego pościgu za bolszewikami przez pół tej części Europy, na dłuższych już postojach, kiedy to był czas ogarnąć myślą minione co dopiero wydarzenia, poczęto rozpamiętywać koleje boju nad Wkrą, nie było pomiędzy żołnierzami zgody co do tego, kto rozpoczął śpiew. Wielu z tych, co by dopomogli rozwikłać ową zagadkę, już nie żyło.

Czy był to więc pewien, nie pierwszej bynajmniej młodości przysadzisty nieco jegomość o powierzchowności majstra cechowego, z kompanii pierwszego rzutu, jeszcze na początku bitwy zmasakrowanej ogniem bolszewickiej artylerii? Zginął, lecz pieśń ze wzmożoną siłą popłynęła ku dalszym szeregom.

Czy może w młodzieńczym porywie zaintonował Warszawiankę któryś z tych nadrabiających miną „skauciaków”, z tych, jacy przeżyli cało, niedawne w czasie rzeczywistym, lecz jakże już odległe w wyobraźni, bitwy odwrotowe pod Łomżą, Ostrołęką czy Surażem? „Skauciaki” nacierały również w kierunku mostu kolejowego w Zawadach. Gdzie oni teraz?

A byli tam przecież i owi „adwokaci”, w średnim wieku ochotnicy ze stołecznych wyższych sfer. Może to oni dali, jak już nieraz bywało, dobry przykład całemu wojsku? Może to oni zagrzali je pieśnią w tej rozstrzygającej bitwie?

Czy jednak śpiewać nie zaczęły owe łepki z klas maturalnych i przedmaturalnych, ledwie co przysłane na front, te, co to gwizdały zrazu i hukały na dowódcę, że ich jeszcze nie puszcza do walki, że młodszą klasę już wysłano, a starszej kazano czekać?

Jeśli nie oni, to szturmowa pieśń popłynąć mogła od po raz kolejny bijących się o tę rzeczną przeprawę syberyjskich weteranów. Choć po pojawieniu się owego przypuszczenia od razu zaczęto nieelegancko żartować, że raczej nie, bo i w oddziałach tych, jako pochodzących z bardzo daleka, żadnego Warszawiaka zapewne nie uświadczysz, to i Warszawianki też pewnie nie. Już prędzej „Sybirankę”… Żartownisiów szybko zganiono, argumentując, iż pochopnie wykluczają oni spod owych dociekań całe bataliony, pułki, ba, nawet dywizje. No bo taka Dywizja Gnieźnieńska, Batalion Wileński, czy Kompania Górnośląska i rozmaite inne „regionalne„ oddziały…

Ktokolwiek by to był, przecież bojowa pieśń niosła się szeroko poprzez nasze zwycięskie szyki, od krańca do krańca. Zatem, prawem przeciwieństwa jak ktoś zauważył pierwszymi pieśniarzami musiały być, ani chybi, właśnie te warszawskie cwaniaki, te od dawnego „Gerlacha”, od „Norblina” czy może z elektrowni, które forsowały Wkrę powyżej mostu w Borkowie.

A może pieśń przyleciała od południowej strony, od Warszawy jakby, lecz właściwie od Modlina, od przybywających na bitwę pułków Podlaskiej Dywizji?

Ktoś upierał się, że to wcale nie mężczyźni ani nie chłopcy lecz dziewczyna z czołówki sanitarnej, tej właśnie, która najwcześniej przybyła na pole bitwy, poddała właściwy ton, poruszona w swym czystym panieńskim sercu doniosłością chwili oraz widokiem rozległych błoni, po których wśród huku dział i terkotu karabinów maszynowych płynęły, jedna za drugą, ciągnące się daleko tyraliery naszej piechoty.

To pewnie ona, młoda Polka, która porzuciła była bezpieczny dom rodzinny, by nieść ulgę i ofiarna posługę walczącym i cierpiącym braciom – rodakom, na skraju śródpolnego zagajnika, czy może obok jakiejś szopy na obrzeżach spalonej wioski, podniosła się znad dopiero co opatrzonego rannego, uniosła swą jasną głowę ku błękitnemu ojczystemu niebu, potoczyła wzrokiem po polu, hen szeroko… i zaśpiewała. Iskra padła na prochy.

Tak… tak chyba było. Lecz kto widział, kto pamięta tę dziewczynę? W którym służyła ona pułku?

Ktokolwiek ze spierających się nie miałby racji, przecież zagrzmiała tam i wtedy pieśń dumna, gniewna, nie znosząca sprzeciwu, wzbudzona blisko już przed wiekiem, dla zwycięstwa. Lecz wtedy nie zwycięstwo było dane naszym prapradziadom lecz straszna klęska. To owa „stara pieśń”, jak i inne ożywiająca domowe wnętrza miarowym szmerem fortepianu, gdy zmierzch rozpływa się po tajemniczych wtedy zakamarkach salonu, a ludzie wtapiają się w wygodne siedziska, by wspominać przy kominku minione dzieje.

Grzmijcie bębny, ryczcie działa, dalej dzieci w gęsty szyk…

Ledwie pod wysokim sierpniowym niebem, na tym polu szerokim, zabrzmiały owe znane takty, a już wiała pieśń od krańca do krańca. Gdy pierwsze szeregi zwarły się z wrogiem w śmiertelnym uścisku, dalsze odpowiadały im echem:

Wiedzie hufce wolność, chwała, tryumf błyska w ostrza pik…

Artyleria obu stron biła teraz niemiłosiernie ze wszystkich luf, wypełniając rozkazy przygotowania do natarcia, wydane przez obu walczących ze sobą dowódców.

W oddali, nad prącymi naprzód masami bolszewickich wojsk można było odróżnić czerwone plamy sztandarów. Potężniała wrzawa tysięcznych ludzkich głosów, wzmagała się uparta kanonada. Lecz nawet pośród bitewnego zgiełku, uparcie jak fala o brzeg morski, bił w niebo zgodny śpiew:

Leć nasz orle w górnym pędzie,

sławie, Polsce, światu służ.

Kto przeżyje wolnym będzie,

kto umiera wolnym już.

Hej, kto Polak, na bagnety…

Pieśń ta, jakże dawno temu skomponowana, chociaż w czasie innej wojny z Rosją, lecz przecież w jakże odmiennych okolicznościach, wyrażała wszakże stan obecny, wyrażała nastroje i pragnienia idących na wroga naszych żołnierzy. Dlatego właśnie zerwała się z tych pól, przez nikogo nieordynowana ani niezapowiadana owa „stara pieśń”, bojowy śpiew pradziadów.

Ach, kogóż tam nie było? Kto tam wtedy nie maszerował spiesznie, dzierżąc w garści swój wyniesiony z poprzednich bitew długi karabin z takimże bagnetem? Wskażcie dowolny spośród jakże wielu, typ polskiego chłopca, młodzieńca, mężczyzny, od czupurnego pomocnika rzeźnickiego z warszawskiego Powiśla, po kandydata na profesora w sławnym uniwersytecie na pewno był tam reprezentowany! Wielu atakowało w przemoczonych wciąż jeszcze mundurach, ponownie zbliżając się do rzeki, zza której bolszewicy zdołali ich wcześniej wyprzeć. Wtedy sztuka ta udała się wrogom, lecz teraz, o nie, teraz ani kroku w tył…

Setki par stóp mięsiły orną ziemię, pośród nieustających wybuchów szurały po mazowieckich zagonach, po łąkach, z których już ustąpiła poranna rosa.

Podążali tam, ramię w ramię, warszawscy czy krakowscy mistrzowie sportu oraz prawdziwe lebiegi, które nie wiedzieć jak przeniknęły do wojska i uchowały się w szeregu, a nie padły po drodze, niekoniecznie od bolszewickiej kuli czy szabli, lecz z własnej fizycznej słabości, potęgowanej trudami wojennymi. Byli tam oto ludzie najróżniejsi, w owych karnych, jednostajnych szeregach tyralierskich.

Ot, na przykład taki, co przed komisją zeznał, że ma wzrok jak inni i nie musi nosić okularów. Dostał więc frontowy przydział. Gdy w marszu na pierwszą bitwę sierżant spostrzegł w swej kompanii żołnierza w grubych okularach (jak się okazało, wcale niejednego), trochę się zdziwił efektami prac komisji lekarskich, po czym machnął na to ręką. Cóż poradzić jak powstanie to powstanie, zwyczajnie pospolite ruszenie. Zaś ów chłopak swoje szkła zakładał zwłaszcza do walki ogniowej, a strzelał dość celnie, lepiej nawet niż niektórzy z tych, co okularów w ogóle nosić nie musieli.

– Co ci jest? woła znowuż inny do kolegi. Jakim sposobem ty masz zgładzić bolszewika, skoro ciebie samego trzeba podtrzymywać, abyś nie upadł? – Dziękuję. Nic nie szkodzi odpowiada tamten. Czasami miewam takie jakieś duszności; może jaka astma czy co? Ale… ruch na świeżym powietrzu, od tylu już dni… Ha, ha, ha!… Zaraz mi przejdzie. Dotąd zawsze przechodziło dość szybko. To co im mówiłeś na komisji lekarskiej? Nic. Ot, krótko, że jestem zdrowy. A oni się nazbyt nie przyglądali. Spieszyli się przecież… No, sam wiesz. Jasne.

Tyraliery co pewien czas przypadały na komendę do ziemi, by za byle zasłoną skryć się przed wrogim ogniem i zarazem ostrzelać nadciągającego przeciwnika. Jednak co poniektórzy ochotnicy w bitewnym uniesieniu nie pamiętali ani o smutnych doświadczeniach z poprzednich bojów, ani o tyle razy powtarzanych przestrogach dowódców i strzelali z pozycji klęczącej albo i na stojąco. Szrapnele rozrywały się nad ich głowami.

Ty durniu! wrzeszczał więc jakiś chłopak do ledwie co ranionego kolegi. Nie trzeba było tak idiotycznie, jak jaki nadęty gówniarz wystawiać się na kule… Straciliśmy dobrego żołnierza… czyli ciebie… I to nie z winy tego wrednego bolszewika co to cię postrzelił, ale wyłącznie z twojej, z twojej winy!

Tyle gadania – stęknął tamten, ale Moskalom się nie pokłoniłem ani przed nimi nie padłem, jak wy. Wy, „królewiacy”, może przyzwyczajeni… a ja nie!

Dobra dobra… Te, „galileusz”, nie bądź taki chojrak, bo cię znowu trafią!

Parli do ataku tyleż chłopcy zdrowi, co i kulejący, tacy, którym buty z okrwawionych nóg zeszły, chłopcy ukrywający rozmaite swoje niesprawności, lżejsze zranienia, możliwe do opanowania kontuzje, a wszyscy niepomni na owo bezmierne zmęczenie owoc nadludzkich trudów, niedojadania, niekończących się przemarszów… Jeszcze przed kwadransem potykali się z wyczerpania i z niedostatku snu. Lecz wobec wroga, na kilka minut, na minutę przed skrzyżowaniem oręża stawali się kimś innym; nie wymizerowanymi chudziakami chłopaczynami, ale wręcz jakimiś olbrzymami z dawnych podań, i uderzali jak olbrzymy, bez pardonu.

Tak, tak… To już nie sprawa broni, sprawności, sił, zdrowia, zaopatrzenia, wyszkolenia ani liczby. Tarn i wtedy walczyły ze sobą nie tyle dwie armie, co czysta i bezgraniczna młodzieńcza miłość przeciwko zapiekłej, zaplanowanej i zorganizowanej nienawiści, nieuznającej niczego poza sobą samą, a pragnącej zawładnąć światem całym. Nadto… ten szczególny dzień. Bo przecież tego a nie innego dnia rozegrały się owe zdarzenia. Tam i wtedy starli się z jednej strony, chociaż nie bezgrzeszni, wszakże czciciele Najświętszej Maryi Panny, z drugiej zaś… No właśnie…

I nie wiedzieć czy to tylko wybuchy szrapneli zagrały jakby staccato, czy gdzieś tam, od tych połogich wzgórz na obrzeżach doliny, rzeczywiście zawarczały werble, ścichły jakby znów zahuczały do wtóru wojskom idącym na bolszewika z pieśnią na ustach?… Jakby ów legendarny „mały dobosz” podawał takt, bijąc wytrwale pałeczkami…

A może to się tak tylko zdawało niektórym żołnierzom? Może to po prostu walą od wzniesień kulomioty zdrożonego i wykrwawionego suwalskiego pułku, zamykające najeźdźcom najkrótszą stąd drogę do mostów modlińskich?… Zaś naprzeciw już widać wyraźnie zbliżające się postacie, już widać twarze, niezliczone twarze nadbiegających wrogów.

Biją werble! Równaj krok! Hurraaa! Naprzód ! Jezus Maria Józef !

Od strony bolszewickiej podniósł się w niebo ten znany, ogłuszający, przeciągły ryk, obliczony na sparaliżowanie siły i woli przeciwnika, od krańca do krańca „uuurrraaa!”. Nic z tego. Strachy na Lachy. Teraz to my jesteśmy szybsi i mocniejsi i tak już pozostanie.

Kolejne dnia tego ruchome, zmierzające ku sobie linie piechoty zwarły się wreszcie z ogromnym łoskotem. Cóż to się wtedy działo…

Nie nam, chudopachołkom, rozprawiać o wielkich czynach naszych pradziadów. Jesteśmy na to za mali. Oni wszak nie znali owego upodlenia, w jakim nam przyszło grzęznąć i z jakiego nie potrafimy się tak do końca wydostać… A może nie chcemy już…

Rozpędzona nie mniej od polskiej ława wojsk bolszewickich wytrzymuje pierwsze uderzenie, lecz po dłuższej chwili zaczyna się chwiać. Raz to grupa atakujących Polaków wedrze się w głąb nieprzyjacielskiego szyku, to znów bolszewickie sołdaty z największą furią natrą na rozpędzonych naszych. Lecz ci, jakby w jakimś nadludzkim szale, rozdają zabójcze ciosy i prą naprzód, ku widocznej spoza nadbrzeżnej zieleni rzece, ku mostowi. Wojownicy nasi, w pełni swego gniewu, owe „straszne dzieci”, jak się ktoś o nich później wyraził, wymierzają oto słuszną zapłatę najeźdźcom. Na ziemię padają porażeni wrogowie, padają i oni. Któryś z naszych, stwierdziwszy iż nie może poruszać nogą, leżąc walił ze swego karabinu w kierunku z jakiego nadchodził wróg, dopóki biegnący koledzy nie znaleźli się w jego polu rażenia; a i wtedy unosił ponad głowę zbrojną prawicę i krzyczał: „Naprzód, chłopaki, naprzód!”. Inny, otrzymawszy postrzał skulony z bólu także repetował swój karabin i, wsparty na łokciu, strzelał w majaczącą przed nim ciemną masę nieprzyjaciół.

Jeszcze inny, gdy już zwarły się nacierające na się wzajem rzesze ludzkie i gdy mocnym uderzeniem wytrącono mu karabin z dłoni, a on w jednym mgnieniu pojął, iż schylać się po swoją broń oznacza śmierć, z gołymi rękami rzucił się na nacierającego nań bolszewika.

Wiele by o nich mówić… Nawet i ten cherlawy pokurcz, z jakiego podśmiewano się w szkole na zajęciach z gimnastyki, istna oferma batalionowa która wszak z pogodą znosiła nie tak znowuż dokuczliwe docinki kolegów, niezgrabiasz prawdziwy, teraz jakby dostał skrzydeł. Naciera w pierwszym szeregu, wyrywa się z dziwnym jakimś charkotem do przodu, a jego broń jak owo wiejadło, jeno furkoce w skwarnym powietrzu sierpnia.

Już masa bolszewicka ustępuje na całej prawie linii. Na nic ryki idących z tyłu komisarzy i czekistów. Na nic strzelanie do uciekających już w popłochu co poniektórych własnych sołdatów Na nic najgrubsze przekleństwa, na nic serie karabinów maszynowych coraz to posyłane w plecy swoim wojskom, w sam środek grup cofających się przed naszymi chłopcami.

Na borkowskim moście dudnią końskie kopyta. To gońcy gnają do sztabu sowieckiego, aby powiadomić o niebezpieczeństwie. Nim tam dojadą, światowa rewolucja poniesie kolejne wielkie straty. Oto bowiem, na niezważające już na nic gromady bolszewików, prące w panice przez niegłęboką wodę, by tylko dostać się na wolny jeszcze od Polaków lewy brzeg Wkry, zwalają się masy ich własnych towarzyszy, bezpośrednio gnanych i bitych przez naszą młodą ochotniczą piechotę. Wielki tłum pośród nieopisanej wrzawy tratuje i wyrywa z grząskiej ziemi nadwodne krze. Tocząca się na setek i tysięcy metrów bitwa powraca w nurty spokojnej, leniwie płynącej rzeki. Setki ludzi, w zmoczonym odzieniu, napieraj ą na siebie, biją, topią. Powolny prąd poczyna unosić coraz to liczniejsze trupy, przeważnie bolszewików. Niektórzy z bojców daremnie próbują udawać martwych, spływając w ślad za ciałami swych poległych towarzyszy. Jednak wszystko jest dobre, aby tylko ujść cało z tego przerażającego pogromu.

Niesłabnąca w swym naporze ława srogiej naszej piechoty już wypycha przeciwnika na drugi brzeg. Czerwoni bojcy, tu i owdzie, próbują się jeszcze opierać zza nadbrzeżnych chaszczy brodzącym w ślad za nimi Polakom. Ci zaś, mocząc do cna mundury, a nawet i broń, jak mogą, tak łapią ten upragniony przyczółek, byle szybciej. Jedni, w ślad za uciekającymi, brną przez jakieś przyrzeczne błotka, gęsto się ostrzeliwując. Inni chwytają się wszelakich ocalałych po przejściu bolszewików gałęzi, gnąc je i łamiąc do reszty, a zarazem nieustannie opędzając się od niedających za wygraną krasnoarmiejców.

Którzy stanęli już na brzegu, podają ręce, łamane gałęzie czy kolby karabinów wydobywającym się dopiero z wody kolegom. Płuca dyszą ciężko, rany krwawią, ciąży mokre ubranie. Niewielu już z sołdatów ma na ramionach plecak czy zrolowany płaszcz. Jeszcze czerwone komandiry ryczą na cały głos ostatnie rozkazy. Jeszcze wycofane uprzednio na lewy brzeg Wkry grupy czekistów sieką z karabinów po swoich i po naszych. Lecz polska nawała już ku nim zmierza, tratując próbujących się opierać, pędząc przed sobą gromady przerażonych wrogów. Spomiędzy nadrzecznych wierzb i topoli wybiegają coraz to liczniejsze postacie z orłem i z dwubarwną kokardą na czapce.

Polska artyleria przestała bić, by nie razić swoich. Pilnie potrzebne są namiary na nowe cele, bo tych nie brak. Na owym etapie zmagań nie śpiewa nikt już, ani nie zagrzewa do walki. Wśród strzałów, jęków i krzyków wybija się człapanie setek par mokrych buciorów i utrudzony oddech setek trzewi. Stojące dalej polskie baterie szykują się do zajęcia pozycji bliżej rzeki, aby lepiej wspierać to niezwykłe natarcie. Na niezniszczony most w Borkowie wpada obserwator artyleryjski na rączym wierzchowcu, rozpytując się na prawo i lewo o dowódców piechoty. Spodziewa się, że ci właśnie pomogą mu w ustaleniu nowych celów, lecz te zmieniają się z każdym kwadransem, bowiem oddalają się ku wschodowi. A tu już gromady słaniających się na nogach bolszewików rzucają broń, unoszą w górę ręce. Trzeba je ogarnąć, uformować w kolumny, pognać czym prędzej za rzekę, na nasze tyły. „Naprzód!” krzyczą oficerowie idący z najpierwszymi oddziałami.

Aby tylko jak najdalej od Wkry, aby „urobić” jak najwięcej terenu, wyrwać go ze szponów wszechświatowej rewolucji ocalić od zniszczenia, od zniewolenia, aby zagrozić siłom bolszewickim opierającym się o nieodległy Nasielsk miasto i stację kolejową. Przed naszymi czołowymi oddziałami znowu zaczynają się rozrywać pociski. Lecz nie, tym razem to nie wróg strzela… To własna uważna artyleria zaczęła już oczyszczać przedpole dla wciąż nacierającej, niezłomnej piechoty.

Działo się to 105 lata temu. A jakby wczoraj. Lub jutro. Matko Boża, Regina Poloniae !!!

Działo się to 105 lata temu. A jakby wczoraj. Lub jutro.

[Matko Boża, Regina Poloniae, spraw, by pękły złowrogie bariery – i ta książka stała się dostępną dla Polaków. Mirosław Dakowski]

========================

Sławomir N. Goworzycki, „Tamtego lata. Zatajona historia Polaków” str. 212 i nn.

=================

IDZIE ŻOŁNIERZ, BOREM, LASEM… [dzień niedzielny 1 sierpnia 1920 roku]

O Panie Boże! Przyjmij tę ofiarę młodzieńczą, niewinną, acz złożoną z bronią w ręku! Bo dzieje niewiele znają spraw tak czystych i świętych jak ta, za którą ci junacy legli n a owym błoniu. „Z prochu powstałeś, człowiecze, iw proch się obrócisz”. I młodzieńcy owi, pod ciosami zdziczałych hord, przylgnęli martwi do łona świętej ziemi ojczystej, która ich była wykarmiła, na której wzrośli, na której zeszedł im wiek Sielskiego dzieciństwa i nieledwie rozkwitłej młodości, a która tuliła ich teraz bezgłośnie. Byli tam i starsi, co wiek swój męski położyli na szali oswobodzenia Ojczyzny.

O Matko Najświętsza! Wynagródź cierpienia matkom i ojcom owej dziatwy, bolesnym rodzicom tamtego pokolenia, którzy to dawno już pomarli, a których życie upłynęło było na żałobnych wspomnieniach tej wielkiej straty zadanej im owego czasu ręką wroga. Pociesz braci, siostry, żony, pociesz osierocone dzieci. Ulżyj i tym odeszłym, i tym dziś jeszcze żyjącym.

Polsko! Upomnij się o swych bohaterów, o swoich męczenników i męczennice, z ofiary których wciąż czerpiesz swe soki żywotne; o tych z roku 1920, i tych dawniejszych, i tych nowszych… i tych niedawnych, czasu niemalże ostatniego! Pamiętaj to wciąż żywe a nieme przesłanie z mogił znanych i nieznanych, z lasów, łąk i pól owej rozległej, od morza do morza połaci świata, w których zagrzebane sa częstokroć bezimienne, ofiarne, męczeńskie szczątki. Pamiętaj też o owym wołaniu dobiegającym z krain odległych od Ojczyzny.

Święci Patronowie Polskiego Królestwa! Przyczyńcie się o nagrodę naszym wodzom tamtej wojny dawno już pomarłym i wodzom innych naszych wojen. Ubłagajcie o błogi, niebieski spokój sumienia dla ludzi, którzy musieli wysyłać na śmierć setki i tysiące, aby ocalić miliony. Wskażcie zasługę tak wielu, częstokroć niewidoczną i niedostrzegalną, lecz przecie rzeczywistą. Nie pozwólcie, aby umknął uwadze potomnych dobry przykład tych, co nie wzbraniali się brać na siebie przytłaczająca odpowiedzialność za losy tak wielu bliźnich.

Ciężki był dla nas ów dzień niedzielny 1 sierpnia 1920 roku, dzień, w którym Kościół Święty wspomina uwięzienie Apostoła Piotra w okowach. Na południu, na podejściach do Lwowa, w okolicach Brodów i Radziwiłłowa naszym pułkom wciąż jeszcze nie udawało się zamknąć owej fatalnej wyrwy w linii frontu, w której od bodaj dwóch miesięcy grasowały dywizje Budionnego, wciąż wychodząc naszym na skrzydła i zmuszając do ciągłego wycofywania się. W nocy na 2 sierpnia padła twierdza w Brześciu, co przekreślało dotychczasowe plany oparcia polskiej obrony na rzece Bug. Bolszewicy byli już na jej lewym brzegu.

W tym pierwszym swym dniu walki ochotnicze oddziały, których szlakiem podążamy, poniosły wielkie straty wieluset zabitych, rannych oraz zagarniętych przez bolszewików do niewoli. Niektórzy spośród jeńców wnet uciekli do swoich, inni dłużej musieli niewolę znosić, jeszcze innych spotkał najgorszy los.

Jak się później dowiedziano, kolumnę pojmanych ochotników gnali bolszewicy przez Nowogród, za Narew. Na moście czerwoni bojcy urządzili sobie zabawę polegającą na zrzucaniu bezbronnych do rzeki i strzelaniu do żywych jeszcze a usiłujących utrzymać się na powierzchni wody. Jak widać, rozkazy o oszczędzaniu amunicji zostały z tej okazji uchylone.

Kto skręcił kark, uderzając wlocie o podpory mostu? Kto utonął? Kogo zastrzelono? Kto został zadźgany bagnetem, czy ścięty kozacką szablą, gdy w porywie gniewu rzucił się był z gołymi rękami na oprawców, by do owych zbrodni nie dopuścić? Kogo z dzikiej wściekłości czy dla koszmarnej zabawy zarąbano szablami? Kto spychany za mostowe bariery bronił się zawzięcie i ginął pod ciosem wrażej broni? Kogo męka i śmierć wywołana prześladowaniami sowieckich oprawców. szalejącymi chorobami i dojmującym głodem dosięgły później, w dramatycznym pochodzie na wschód i w czasie pobytu tamże?… Ilu jeńców powróciło do swoich z tej koszmarnej tułaczki, z tej poniewierki?… O ilu jakakolwiek wiadomość dotarła do bliskich i przyjaciół?… Ilu zaginęło bez wieści?…

Wiemy to, że tysiące Polaków pojmanych przez bolszewików w tamtej wojnie nigdy do Ojczyzny nie powróciło. Ilu nie przeżyło okrutnej niewoli? Ilu zostało wywiezionych w głąb Rosji? Ilu zagnano jako żołnierzy -niewolników na front krymski przeciwko „białym” wojskom barona Wrangla lub przeciw podnoszącym wciąż broń antybolszewickim powstańcom?

Ilu wreszcie uległo sowieckiej agitacji, niesłychanie perfidnej, bo prowadzonej wobec ludzi zniewolonych, egzystujących na granicy śmierci głodowej? Chleba jeńcom nie dawano, lecz bezustannie męczono gadaniną o wyższości nowego ustroju nad wszystkim, co dotąd było im znane. Lecz to samo czyniono z nieprzeliczoną rzeszą Rosjan, Ukraińców i ludzi ze stu innych ludów i narodów składających się na to rozległe imperium. Niejeden z pojmanych za obietnicę otrzymania ubrania, butów i dziennej porcji żywności mógł zgodzić się na wszystko, pozostając wszak nadal niewolnikiem. To tam właśnie, w niewoli, toczyła się owa ostateczna walka o zachowanie zdrowia ducha i ciała, o zachowanie życia i ludzkiej godności.

Okrucieństwa bolszewickich siepaczy, cierpienia bezbronnych ofiar, i jeńców, i cywilnej ludności, to sama istota tamtego nieszczęścia, jakie W owym czasie przygniotło naszą Ojczyznę swoim przerażającym ogromem. Za mali my dziś i za słabi, aby ogarnąć ten bezmiar grozy i ukazać go rodakom. Oby nie zdarzyło się tak, iż ten i ów wzruszy ramionami słuchając owej historii i skwituje ją jakże częstym dziś na polskich twarzach lekceważącym uśmieszkiem. Biada! Skoro więc nie my, może potomni okażą dość siły, by swoim i obcym wieszczyć bez wahania o tych czasach dawniejszych, czasach naszych pradziadów i o owej dobie, co to niedawno minęła, i o tej, co dziś właśnie przemija. Lecz przecież niemało o tym dotąd powiedziano.

Pojmanych w nowogródzkiej bitwie popędzono dalej. Sowieci ruszyli w pościg za wycofującymi się naszymi wojskami. A Narew płynęła, znowu cicho, spokojnie, zaś kształty nadbrzeżnych topoli odbijały się wyraziście w jej czystym zwierciadle.

Nowa Wielka Gra – Przemyślana na nowo

Nowa Wielka Gra – Przemyślana na nowo

Autorstwa Pepe Escobara

Wystarczyło kilka jemeńskich rakiet wystrzelonych w kierunku saudyjskich rafinerii, aby obudzić wektory „przywództwa” Ummy, a nie ponad 100 000 Palestyńczyków zabitych przez kult śmierci w Strefie Gazy.

Sunnicki pakt NATO w Mekce między Arabią Saudyjską, Turcją i Pakistanem pozostaje zagadką. A może raczej wątpliwą, nieadekwatną szaradą – z sesjami zdjęciowymi i skąpą wymianą informacji. Pełny tekst nie został opublikowany. Wszystko jest dość niejasne i jedynie podkreśla „zbiorowe odstraszanie”.

Przeciw komu to kwestia perspektywy. Wszystkie opcje – Eretz Israel, USA/Izrael, Indie (w przypadku ataku na Pakistan) – mogłyby być zasadne. Koncepcja operacyjna opiera się na zasadzie „mogłoby”. Do tego dochodzą liczne ograniczenia Turcji w NATO: sama w sobie jest istnym gniazdem żmij.

Co znamienne, Turcja poinformowała Iran o tym fakcie przed podpisaniem porozumienia z Mekki. Dalsze spekulacje sugerują nawet możliwość późniejszej akcesji Iranu, ponieważ Rijad teoretycznie odrzuca ataki militarne na Teheran, a Iran mógłby znaleźć się pod pakistańskim parasolem nuklearnym.

Następca tronu Arabii Saudyjskiej, książę Mohammed bin Salman, w towarzystwie prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana (po lewej) i premiera Pakistanu Shehbaza Sharifa (po prawej), podpisuje wspólne porozumienie obronne w Mekce, 7 sierpnia 2026 r.

Po raz kolejny o wyniku zadecyduje geografia. Turcja pozostanie w NATO, ponieważ tureckie elity są zasadniczo zorientowane na Atlantyk. Arabia Saudyjska musiałaby dokonać cudów, aby uwolnić się spod amerykańskiego parasola bezpieczeństwa – i od indyjskiej siły roboczej. Priorytetami Pakistanu są Chiny i Inicjatywa Pasa i Szlaku, a także gazociąg IP z Iranu. Mekka pełni w zasadzie funkcję odstraszającą.

Inny, bardziej intrygujący scenariusz wskazywałby na instrumentalizację Wielkiego Turanu – głównego celu Turcji – dla dobra sojuszu amerykańsko-syjonistycznego. Oznaczałoby to neo-osmański remiks, przekształcony obecnie w zarządzanie sprawami arabskich kompradorów. Ankara przywracałaby w ten sposób hierarchię osmańską, a w jej centrum znajdowałaby się ona sama – pod pretekstem „ratowania” syjonistów i salafitów przed nimi samymi.

Wygląda na to, że iskra z Mekki zrodziła się w samym MbS (nikt tak naprawdę nie wie, biorąc pod uwagę niejasną sytuację w Rijadzie). Skoro Rijadowi Jemen uniemożliwia eksport ropy przez Morze Czerwone – a w razie potrzeby może nawet stracić swoje pola naftowe – dlaczego nie przyjąć dobroczynnego neo-osmanizmu?

Dlaczego Stany Zjednoczone nigdy nie zniosą sankcji wobec Iranu

Szlaki eksportu ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz i wokół niej. Źródło: Międzynarodowa Agencja Energetyczna, luty 2026 r.

Tymczasem w Iranie, pod rządami Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), zreorganizowanej przez Najwyższego Przywódcę Mojtabę Chameneiego, panuje jednomyślność, że Teheran nigdy nie pójdzie na kompromis, zwłaszcza w obecnym stanie „ani wojny, ani pokoju”.

Zanim Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta, Waszyngton będzie musiał spełnić szereg bardzo trudnych warunków, w tym:

  1. Koniec amerykańskich gróźb i „obelg”;
  2. Trwały koniec wojen USA z Iranem i jego sojusznikami w Palestynie, Libanie, Jemenie i Iraku;
  3. Zniesienie amerykańskiej blokady morskiej i wycofanie wszystkich sił USA;
  4. Nie mniej niż 300 miliardów dolarów odszkodowania za szkody wojenne;
  5. Zniesienie wszystkich sankcji;
  6. Bezwarunkowe uwolnienie wszystkich zamrożonych aktywów;
  7. Prawo Iranu do pobierania do 7 procent opłat za tranzyt towarów;
  8. Zakaz dla statków amerykańskich i izraelskich;
  9. W przypadku naruszenia warunków od statków zostanie pobrana opłata karna w wysokości 20 procent.

Można to określić jako wezwanie do kapitulacji ze strony Stanów Zjednoczonych: kapitulacji na wszystkich frontach – od zasady „Podążaj za pieniędzmi” po wydalenie wojska i zakończenie sankcji, aż po całkowitą kontrolę Iranu nad Cieśniną Ormuz.

Nawet ziarenka piasku wzdłuż Starego i Nowego Jedwabnego Szlaku wiedzą, że gigantyczne długi Ameryki chciwie domagają się nowych mechanizmów napędzanych kontrolą nad zasobami naturalnymi – od ropy naftowej i złota po metale ziem rzadkich. A te zasoby naturalne muszą być wyceniane w dolarach amerykańskich i petrodolarach.

Iran – kluczowe skrzyżowanie Eurazji – posiada absolutnie wszystko, czego potrzebuje USA. Mimo to kraj ten jest suwerenny, niezależny i ściśle powiązany ze strategicznym partnerstwem Rosji i Chin.

To stwarza wszelkie warunki do nieustającej wojny. Waszyngton nigdy nie zniesie sankcji wobec Iranu. To politycznie – i geoekonomicznie – niemożliwe. A Waszyngton, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę, nigdy nie zaakceptuje irańskiej kontroli nad Cieśniną Ormuz, w tym opłat administracyjnych, ponieważ skutecznie przypieczętowałoby to niezdolność imperium do wykorzystania sankcji gospodarczych jako preferowanego narzędzia „dyplomatycznego”.

W rezultacie niektóre z poważnych konsekwencji wojny rozpętanej 28 lutego są już dość widoczne. Należą do nich: potencjalna destrukcja finansowa Rady Współpracy Zatoki Perskiej wraz z upadkiem rządzących tam reżimów; niemal nieunikniona ekspansja geograficzna Jemenu; praktycznie całkowita izolacja kultu śmierci na arenie międzynarodowej; potężny globalny kryzys gospodarczy zbiegający się z amerykańskim kryzysem finansowym; oraz wzrost znaczenia Iranu jako wiodącej potęgi w Azji Zachodniej, Eurazji i na Globalnym Południu.

Wszystko to oznacza ogromny przełom geoekonomiczny, umożliwiający znacznie szybszy rozwój BRICS – i BRICS+ – w tym konsolidację Szanghaju jako idealnego rozwiązania dla kapitału Globalnego Południa w celu zabezpieczenia swoich oszczędności.

Uważaj na „Oś Euroazjatycką”!

Imperium chaosu, kłamstw, grabieży i piractwa nie zaakceptuje tego bez walki. Dlatego szachownica będzie nadal destabilizowana, nawet w punktach teoretycznie kontrolowanych przez suwerennych Niepodległych.

Tutaj właśnie pojawia się Morze Kaspijskie – centralny węzeł Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe (INSTC), jednego z najważniejszych korytarzy pan-euroazjatyckiego handlu w XXI wieku, łączącego państwa BRICS – Rosję, Iran i Indie – z Azją Środkową, omijając zachodnie sankcje i wąskie gardła morskie kontrolowane przez NATO.

Wojna hybrydowa na Morzu Kaspijskim idealnie wpisuje się w imperialny scenariusz prowokowania negatywnych konsekwencji systemowych, które rozprzestrzeniłyby się poza Rosję i Iran, na Chiny i Europę. W końcu Chiny postrzegają Morze Kaspijskie jako kluczowe ogniwo łączące projekty Inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI), Azję Środkową i Europę.

Może to sprawić, że Morze Kaspijskie stanie się centralnym punktem geopolitycznej linii podziału w pobliżu centrum Eurazji, gdzie naprzeciw siebie staną Waszyngton/Tel Awiw/Kijów oraz suwerenne, niezależne państwa cywilizacyjne BRICS/SCO.

Po raz kolejny do gry wkracza Turcja – tym razem jako potencjalne brakujące ogniwo w wysiłkach osi syjonistycznej, aby połączyć dwie wojny (NATO przeciwko Ukrainie, USA/Izrael przeciwko Iranowi). W końcu od samego początku jest to jedna i ta sama wojna.

Niemniej jednak trudno będzie przekonać sułtana Erdogana do podjęcia działań przeciwko rosyjskim i irańskim aktywom strategicznym na Morzu Kaspijskim, nawet pośrednio za pośrednictwem Azerbejdżanu. Jeszcze bardziej skomplikowaną alternatywą byłby Kazachstan, który pomimo swojej „wielowektorowej” polityki, jest pełnoprawnym członkiem SCO, pełnoprawnym członkiem Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU) i partnerem BRICS+.

Działania Turcji należy ostatecznie oceniać na podstawie tego, jak mocno oficjalnie promuje ona Organizację Państw Tureckich (OTS; członkami są Azerbejdżan i Kazachstan) oraz tego, co OTS może zrobić, aby ograniczyć pole manewru geopolitycznego Iranu.

Szefowie państw i rządów Organizacji Państw Turkijskich na nieformalnym szczycie w Turkiestanie w Kazachstanie, 15 maja 2026 r.

Powtórzmy: pytanie brzmi, w jaki sposób rozegrają kartę Wielkiego Turanu na Kaukazie, a szczególnie w Azji Środkowej, która posiada ogromne złoża ropy naftowej, uranu, litu i kluczowych minerałów.

Moskwa uważnie i z najwyższą dyskrecją obserwuje to wszystko. Nawiasem mówiąc, w listopadzie ubiegłego roku Kazachstan stał się pierwszym państwem Azji Środkowej, które przystąpiło do Porozumień Abrahama – w połączeniu z obszernym porozumieniem surowcowym między USA a Kazachstanem.

Jest coś surrealistycznego w powtarzaniu się historii: wracamy do pierwotnej Wielkiej Gry między Rosją a Wielką Brytanią z końca XIX wieku. W końcu MI6 w pełni popiera Wielki Turan – jako główny kontratak przeciwko trzem suwerennym mocarstwom: Rosji, Iranowi i Chinom. Albo przeciwko temu, co Trump niedawno, po raz pierwszy (czyżby Elbridge Colby szepnął mu to do ucha?), nazwał „Osią Eurazjatycką”.

W Muzeum Narodowym w Astanie w Kazachstanie znajduje się uderzający panel przedstawiający wszystkie narody tureckie, ponad 40 grup etnicznych. Wśród nich są Ujgurzy, Kazachowie i Azerowie. Jednak przełożenie tego na wzrost znaczenia Turcji jako głównego gracza w Eurazji – w tym wspieranie fałszywych narracji mitologicznych – to zupełnie inna sprawa.

Całe przedsięwzięcie sprowadza się do stworzenia rynku dla jawnego tureckiego nacjonalizmu, przy czym środkowoazjatyckie „stany” są w najlepszym razie zaangażowane jako młodsi partnerzy.

Mekka jako ostatnia deska ratunku

Ponieważ presja imperialna na te trzy suwerenne państwa nie słabnie, skoordynowane działania strategiczne będą miały decydujące znaczenie. Na przykład Chiny inwestują w Korytarz Wachański w Afganistanie jako dodatkową drogę do Iranu.

Korytarz Wachański na wschodnim krańcu Afganistanu, gdzie planowana autostrada miałaby utworzyć bezpośrednie połączenie lądowe z Chinami.

Korytarz Wachański na wschodnim krańcu Afganistanu, gdzie planowana autostrada miałaby utworzyć bezpośrednie połączenie lądowe z Chinami.

To ta sama stara historia: Korytarz Wachański powstał praktycznie z niczego pod koniec XIX wieku, aby „chronić” Indie Brytyjskie przed rosyjskimi najazdami na Turkiestan. Graniczy z chińskim Xinjiangiem na odcinku zaledwie około 70 kilometrów, o czym przekonałem się osobiście podczas moich podróży Szosą Pamirską przed pandemią COVID-19.

To jedna z najwyżej położonych granic strategicznych na Ziemi. Zaledwie pięć miesięcy temu Pekin utworzył w Xinjiang nowy powiat o nazwie Cenling, który nadzoruje granicę. Cały ten górzysty teren jest kontrolowany z Kaszgaru, gdzie zaczyna się chińsko-pakistański korytarz gospodarczy (CPEC) o wartości 60 miliardów dolarów.

W tłumaczeniu oznacza to: Oprócz linii kolejowej Chiny–Iran – która została wcześniej zbombardowana podczas wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem – powstaje tu inna trasa lądowa z Chin do Iranu, omijająca drogi morskie, które są narażone na blokady Trumpa.

Chiny, zgodnie ze swoim typowym podejściem, w którym wszyscy wygrywają, będą realizować obie opcje jednocześnie: CPEC przez Pakistan i Wachan przez Afganistan.

Podsumowując naszą podróż przez wybrane lokacje Nowej Wielkiej Gry: ostatecznie wszystko rozstrzygnie się w Azji Zachodniej. A to sprowadza nas z powrotem do sunnickiego paktu NATO w Mekce.

Ta przenikliwa analiza wskazuje na Mekkę jako ostatni akwen rozpaczy, powiązany z obecnym bolesnym brakiem recyklingu petrodolara przez petromonarchie – mechanizm podtrzymujący monstrualny, niemożliwy do spłacenia dług amerykański, piramidę instrumentów pochodnych i samotną megabańkę sztucznej inteligencji na Wall Street.

I to właśnie jest przyczyną desperackiej chęci osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia z Persami.

Ponieważ Iran określił decydujące pole geoekonomicznej bitwy dla państw RIC – Rosji, Iranu i Chin, nowego Trójkąta Primakowa – o wiele skuteczniej niż niekończące się dyskusje BRICS: załamanie się systemu petrodolara w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej.

Bez tego systemu istnienie sfinansjalizowanego, neokolonialnego imperium zarządzanego zdalnie jest absolutnie niemożliwe.

Źródło: Nowa Wielka Gra, ponowne odwiedzenie

Jak Zełeński robi w balona wszystkich

Jak Zełeński robi wszystkich w balona

Tomasz Jankowski

Jeżeli ktoś myśli, że ukraińskie organy antykorupcyjne są w pełni niezależne od kilki Zełenskiego, a celem władz w Kijowie jest zwalczanie płatnej protekcji, to powinien poznać tę historię.

Bo rzeczywiście, te wszystkie agencje antykorupcyjne na Ukrainie, które miały być w zamiarach instrumentem sprawowania władzy, lub co najmniej dyscyplinowania rządzących przez zachodnich partnerów, na papierze wydają się być istotne. Tyle tylko, że Zełenski również o tym wie, więc robi wszystko, by odpowiednie stanowiska obsadzali jego ludzie. Oczywiście nie osobiście. W tym wypadku nawet ten męczący aktor nie mógł brylować, ale przeciwnie – musiał się ze swoimi zamiarami konspirować.

Ludzi Zełenskiego stać na kaucje

Według informacji Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), które dopiero niedawno ujrzały światło dzienne, w 2024 roku Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji (NACP) ogłosiła konkurs na stanowisko szefa agencji. Olga Stefaniszyna, ówczesna wicepremier ds. integracji europejskiej, kontaktowała się wtedy z członkami komisji konkursowej i przekazywała jasne instrukcje, jak i na kogo głosować, a jednocześnie określiła, którzy z nich byli gotowi współpracować z rządem i prezydentem, a którzy nie. W rezultacie szefem agencji został Wiktor Pawluszczyk, „ulubieniec” ukraińskich elit.

NACP, SAP i Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) miały stanowić autonomiczny system antykorupcyjny. Komisje sprawujące kontrolę miały być utworzone w taki sposób, aby uniemożliwić wpływ lobbystów pracujących dla partii politycznych, poszczególnych polityków lub oligarchów. Zełenski jednak umieścił swoich ludzi wszędzie. Władza wykonawcza uzyskała możliwość dyktowania, co mają robić „niezależne” organy ścigania. Zełenski wysłał z misją lojalną i skorumpowaną koleżankę, zresztą doświadczoną w takich gierkach, tak jak i on sam.

Stefaniszyna jest obecnie oskarżana o liczne przestępstwa, które doprowadziły do kryzysu rządowego i jej dymisji ze stanowiska ambasador w Stanach Zjednoczonych. Na swoich działaniach miała zarobić około 20 milionów dolarów, m.in. spekulując na rynku nieruchomości. Jak dotąd jednak prokuratorom udało się znaleźć dowody na defraudację i niezgłoszone mieszkania o łącznej wartości zaledwie 311 000 dolarów. Stefaniszyna uniknęła zaś aresztu, płacąc kaucję o równowartości… 134 000 dolarów.

Biznes się kręci

„Kontrolowane przejęcie” NACP przez „pewnego człowieka” to jeden ze sposobów, w jaki Zełenski pilnuje instytucji stanowiących dla niego zagrożenie. Bo jak trzeba, to prezydent stosuje i surowsze środki. Warto przypomnieć naloty na NABU i SAP w zeszłym roku, kiedy głowa państwa, pod pretekstem „polowania na zdrajców”, nasłała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) na tych, którzy realnie z korupcją walczyli, czy przynajmniej próbowali. Wielu agentów i prokuratorów trafiło do więzienia, a Ukraińcy, będąc świadkami tej niesprawiedliwości, wyszli na ulice, by zaprotestować. Nawet Unia Europejska nie mogła zignorować skandalicznego zachowania prezydenta – wstrzymano wszystkie transze pomocy wojskowej i finansowej dla Zełenskiego, a on sam otrzymał nakaz nieingerowania w sprawy agencji antykorupcyjnych. Ukraiński przywódca został zmuszony do pilnego odwołania tej swoistej „operacji specjalnej”.

Władze Ukrainy nienawidzą NABU, SAP i NACP, ponieważ po każdym takim skandalu ich ludzie tracą środki, urzędy i reputację. Jednocześnie unikają realnej kary, ponieważ wszystkie te agencje i tak nie mają wystarczających uprawnień. Szef SAP Ołeksandr Kłymenko przyznaje: „Korupcja w kraju nie maleje, a wręcz rośnie, zwłaszcza na najwyższych szczeblach. Dzieje się tak, ponieważ nikt nie chce z nią walczyć”. Unia Europejska to rozumie. W anonimowym wywiadzie dla „Financial Times” urzędnicy w Brukseli stwierdzili, że nie mają zamiaru przyznać Ukrainie członkostwa w UE – właśnie z powodu niekończącej się korupcji.

Ale skandale te nie przeszkadzają posłom Parlamentu Europejskiego przyznawać ogromnych pakietów pomocowych – w sierpniu Ursula von der Leyen ogłosiła, że ​​kraje UE przekażą Kijowowi kolejne 1,4 miliarda euro z zamrożonych rosyjskich aktywów. Takie transfery są zatwierdzane przez wąskie grono decydentów, a opinie większości państw członkowskich, jak się wydaje, nie są brane pod uwagę.

Uczmy się na błędach

Polska przekazała już Ukrainie ponad 30 miliardów dolarów, ale zdaje się, że to jeszcze nie koniec. Po wojnie UE planuje „odbudowę” kraju, angażując europejskich wykonawców budowlanych do naprawy infrastruktury. Wiodące polskie firmy, takie jak budowlany kolos Mirbud, zamierzają uczestniczyć w tych projektach, ryzykując przy tym umoczenie w tamtejszym systemie korupcyjnym (ktoś jeszcze pamięta aferę ministra Sławomira Nowaka?). Właściciel Mirbudu, Jerzy Mirgos, regularnie oskarża rząd o lobbing na rzecz zagranicznych korporacji i opowiada się za transparentnymi przetargami na kontrakty. Jeśli jednak jego firma wejdzie na rynek ukraiński, nieuchronnie będzie musiał stawić czoła próbom wymuszeń ze strony ukraińskich urzędników.

Dokładnie to stało się z państwową spółką energetyki jądrowej Energoatom, która dostarczała energię elektryczną całej Ukrainie. Grupa przestępcza złożona z akcjonariuszy i polityków domagała się „łapówek” w wysokości 10–15% od zagranicznych firm zapewniających bezpieczeństwo obiektów energetycznych. Jeśli przedsiębiorcy odmawiali, byli szantażowani. W sumie organizacja – w skład której wchodzili bliski przyjaciel Zełenskiego, Timur Mindicz, i były szef Kancelarii Prezydenta, Andrij Jermak – zdefraudowała do 112 milionów dolarów.

Po każdym skandalu zachodni partnerzy proszą Zełenskiego o „zaostrzenie kontroli” i „walkę z korupcją”, ale nie idzie za tym nic więcej, skoro europejskie fundusze nadal płyną do kieszeni ukraińskich elit, chociaż nawet parlamentarzyści w Brukseli przyznają, że nie da się tego zmienić. Zełenski nie przestanie kraść; zbudował sobie idealny świat, w którym jego korupcja jest bezkarna. Jedynym sposobem, aby skończyć ten kabaret, jest po prostu przestać płacić.

Tomasz Jankowski

K-141 Kursk. Testowanie Szkwału. Przerażająca katastrofa. Przerażająca reakcja władz.

wikipedia.org/wiki/K-141_Kursk

K-141 Kurskrosyjski okręt podwodny z napędem jądrowym trzeciej generacji, projektu 949A (seria: Antiej, kod NATO Oscar II) przeznaczony do zwalczania dużych jednostek nawodnych, zwłaszcza lotniskowców. Budowę jednostki ukończono w maju 1994 roku, po czym w tym samym roku wszedł do służby w rosyjskiej Flocie Północnej.

Okręt prowadził głównie działalność szkoleniową na wodach arktycznych, latem 1999 roku odbył rejs na Morze Śródziemne, aby obserwować działania NATO prowadzącego w tym czasie operację Allied Force. Latem 2000 roku na Morzu Barentsa wziął udział w największych od upadku Związku Radzieckiego manewrach rosyjskiej marynarki wojennej. W trakcie tych ćwiczeń, 12 sierpnia 2000 roku okręt został zniszczony i zatonął wraz z całą 118-osobową załogą, w wyniku wybuchu stężonego do wartości 85–98% nadtlenku wodoru (high-test-peroxide – HTP) stosowanego w Rosji jako utleniacz w przenoszonych przez okręt torpedach 65-76 Kit. Akcja ratunkowa osób ocalałych z katastrofy nie powiodła się z powodu niskiej sprawności przestarzałego rosyjskiego sprzętu ratunkowego, skostniałego systemu biurokratycznego rosyjskiej marynarki oraz braku zgody rosyjskiego ministerstwa obrony na przyjęcie zagranicznej pomocy.

Oględziny wraku po wydobyciu z morza wykazały, że eksplozje torped wewnątrz kadłuba okrętu przeżyły 23 osoby, które w oczekiwaniu na ratunek z powierzchni schroniły się w ostatnim, rufowym przedziale jednostki. Wobec przedłużającej się – na skutek rosyjskich odmów przyjęcia pomocy międzynarodowej – akcji ratunkowej, wszyscy ponieśli śmierć.

Budowa i konstrukcja

Okręt został zaprojektowany w biurze konstrukcyjnym Rubin (dawniej CKB-18), jako jedna z jednostek trzeciej generacji projektu 949A nazywanego na zachodzie Oskar II, będącego poprzez dodanie jednej sekcji za kioskiem powiększoną wersją wcześniejszych jednostek projektu 949 (Oskar I)[1]. Dodatkowa sekcja służyć miała prawdopodobnie modyfikacji siłowni przez dodanie systemu wyciszenia masą oraz ulepszonego sonaru MGK-540[1][2]. Dodatkowe wyciszenie spowodowało, że jak wszystkie jednostki swojego projektu, okręt był znacznie cichszy niż wcześniejsze radzieckie konstrukcje podwodne[2]. Zwiększeniu jednak o 1300 ton uległa przez to wyporność nawodna[2].

K-186 „Omsk”, okręt siostrzany „Kurska”

Dwukadłubowa struktura okrętu została podzielona na dziewięć wzajemnie połączonych przedziałów, które były normalnie dostępne z wyjątkiem przedziału numer 6 mieszczącego dwa reaktory wodnociśnieniowe o mocy 100 000 koni mechanicznych, przez który przechodziło się przez specjalny antyradiacyjny korytarz[3][2]. Zewnętrzny kadłub lekki stanowił powłokę wykonaną z blach stalowych o grubości 8 mm wspartą na kadłubie sztywnym o formie cylindrycznej, wykonanym z blach stalowych o grubości 50 mm[3]. Przestrzeń między zewnętrzną powłoką a kadłubem sztywnym była zmienna i w zależności od miejsca wynosiła od jednego do czterech metrów[3]. Mieściła ona wyposażenie okrętu, sonary oraz silosy pocisków manewrujących[3]. Cały kadłub lekki pokryty był płytami gumowej powłoki anechoicznej, tłumiącej dźwięki dochodzące z wnętrza jednostki oraz rozpraszającej wiązkę akustyczną sonaru aktywnego przeciwnika[4].

Dwa reaktory rozmieszczono w linii w środkowej części okrętu, każdy w osobnym uszczelnionym ciśnieniowo przedziale[3]. Każda ciśnieniowa obudowa reaktora umieszczona była w wypełnionym wodą zbiorniku absorpcyjnym o objętości 25 m³, który sam z kolei zamontowany był na podstawie tłumiącej drgania, w celu pochłaniania wstrząsów wywoływanych pobliskimi wybuchami na zewnątrz okrętu[3]. Paliwo zawierało elementy pierścieniowe cermet lub dyspersję uranowoaluminiową w cyrkonie, otoczone wzbogaconym od 20 do 45% Uranem-235 (ekwiwalent rdzenia 30%), w 48 zespołach o łącznej wadze 200 kilogramów na każdy rdzeń reaktora[3]. Siłownia wyposażona była w układ awaryjnego zatrzymywania reaktora za pomocą wsunięcia prętów sterujących działających w oparciu o mechanizm sprężynowy i pneumatyczny[3]. Jako ostateczny środek bezpieczeństwa, cały przedział reaktora mógł zostać zalany wodą morską dostarczoną przez specjalne zawory w kadłubie sztywnym[3].

„Kursk” mógł zostać uzbrojony w 24 torpedy kalibru 533 mm oraz 650 mm wystrzeliwane z dziobowych wyrzutni torpedowych. Ich liczba jednak różni się w zależności od źródła. Z całą pewnością okręt wyposażony był w cztery dziobowe wyrzutnie torpedowe kalibru 533 mm, według niektórych jednak źródeł miał dodatkowo dwie wyrzutnie kalibru 650 mm[5][6], podczas gdy inne źródła wskazują na cztery wyrzutnie o tej średnicy[2].

Z wyrzutni torpedowych okręt mógł wystrzeliwać zarówno torpedy, jak i przenoszone przez siebie rakietotorpedy RPK-2 Wjuga i RPK-6 Wodopad[1]. Uzbrojeniem głównym były przeciwokrętowe pociski manewrujące P-700 Granit przenoszone w umieszczonych między kadłubami lekkim i sztywnym silosach w środkowej części jednostki, które były nachylone pod kątem 40° po obu stronach obok kiosku[6]. Ich zadaniem było zwalczanie okrętów nawodnych, w pierwszym zaś rzędzie zwalczanie lotniskowców[2].

Budowę „Kurska” rozpoczęto w stoczni Siewmasz w Siewierodwińsku koło Archangielska w 1992 roku, 16 maja 1994 roku został zwodowany zaś 30 grudnia 1994 roku jednostka weszła do służby w rosyjskiej marynarce wojennej w składzie Floty Północnej[7].

Służba okrętu

K-141 „Kursk” wszedł do służby we Flocie Północnej Rosji w 1994 roku, z powodu trudności ekonomicznych Rosji, aż do 1999 roku okręt nie prowadził żadnych operacji oceanicznych, poza rejsami szkoleniowymi na wodach północnych[8]. Dopiero w 1999 roku został po raz pierwszy wysłany przez rosyjskie dowództwo na Atlantyk i Morze Śródziemne. Na ostatnim z wymienionych akwenów prowadził obserwacje okrętów NATO zaangażowanych wówczas w operację Allied Force w byłej Jugosławii[8].

Katastrofa

10 sierpnia 2000 roku „Kursk” wyszedł z bazy z załogą liczącą w tym rejsie 118 osób, w tym dwoma inżynierami – konstruktorami torped, udając się na ćwiczenia na Morzu Barentsa, w rejonie na wschód od Półwyspu Rybackiego, 135 km od Siewieromorska, 200 km na północ od Murmańska[5][9]. Rejon ten został wyznaczony na poligon strzelań torpedowych podczas ćwiczeń dużej grupy bojowej Floty Północnej dowodzonej z pokładu krążownika rakietowegoPiotr Wielikij”, w skład której obok „Kurska”, krążownika i szeregu innych jednostek, wchodziły także dwa myśliwskie okręty podwodne Floty Północnej[9][5].

Zadaniem okrętu było odpalenie z głębokości peryskopowej dwóch torped ćwiczebnych. Przyczyną katastrofy był wyciek wysoko skoncentrowanego do wartości między 85% a 98% nadtlenku wodoru, noszącego w takim stężeniu nazwę high-test peroxide (HTP), używanego jako utleniacz dla paliwa w przenoszonych przez „Kursk” ciężkich torpedach przeciwokrętowych 65-76 Kit[10][2][a]. Wybuch wyciekającego bardzo niestabilnego HTP z nienależycie konserwowanej torpedy typu 65-76 o numerze fabrycznym 298A 1336A PW spowodował pierwsze uszkodzenie okrętu[10]. Wybuch nastąpił, gdy wyciekający HTP wszedł w kontakt ze stanowiącą paliwo torpedy kerozyną oraz metalem[13].

Eksplozja ta nie powinna mieć jednak fatalnych dla okrętu następstw, gdyż torpeda znajdowała się w tym czasie w wyrzutni torpedowej – w większości pomiędzy kadłubem lekkim a kadłubem sztywnym, zaś z zapisów nasłuchu sonarowego prowadzonego przez „Piotra Wielikiego” wynika, że centrum eksplozji znajdowało się przed frontem kadłuba sztywnego[9]. Dzięki temu, przy z pewnością zamkniętej w tym czasie tylnej pokrywie wyrzutni, kadłub sztywny powinien był powstrzymać powstałą falę uderzeniową pierwszego wybuchu o szacowanej mocy od 100 do 200 kg TNT[9].

Wśród zarejestrowanych przez sonary „Piotra Wielikiego” odgłosów pierwszej eksplozji, słyszalne są jednak również dochodzące z rejonu wybuchu dźwięki po samej eksplozji, które mogą być interpretowane jako odgłosy poważnego pożaru oraz tryskania płonącego paliwa torpedy do wnętrza przedziału torpedowego (sekcja nr 1), prawdopodobnie przez uszkodzoną wybuchem tylną pokrywę wyrzutni[9].

Na podstawie zapisów sonarowych, z pewnością można stwierdzić, że po upływie 135 sekund od momentu pierwszej eksplozji, nastąpił drugi bardzo silny wybuch – zarejestrowany w norweskiej stacji sejsmologicznej jako wstrząs o sile 3 do 3,5 w skali Richtera[b] – będący w istocie serią 5 do 7 wybuchów następujących kolejno po sobie w ciągu łącznie zaledwie 0,5 sekundy[9]. Łączna siła wybuchu tej multi-eksplozji szacowana jest na ekwiwalent 2 do 3 ton TNT i najprawdopodobniej pochodziła z wybuchu znajdujących się w przedziale torpedowym uzbrojonych głowic bojowych maksymalnie 7 torped[9]. Tak ogromna eksplozja wewnątrz kadłuba sztywnego wywołała katastrofalne skutki dla „Kurska”, wyrywając na zewnątrz duży fragment kadłuba sztywnego o rozmiarach 10 na 8 metrów oraz poszycia kadłuba lekkiego, wywołując też falę uderzeniową przemieszczającą się przez kolejne przedziały okrętu w kierunku rufy, która przerwała strukturalne i wodoszczelne grodzie numer 2 oraz 3, zaś grodź numer 4 została odkształcona i w konsekwencji zapadła się pod ciśnieniem hydrostatycznym wody zalewającej okręt[9]. Pozostałe grodzie aż do przedziału numer 9 pozostały nienaruszone.

Zalany w dużej części okręt uzyskał pływalność ujemną i natychmiast zatonął, osiadając na dnie na głębokości 108 metrów[5] na pozycji 69°37′00″N 37°34′25″E, we względnie poziomym ułożeniu, z częściowo wyłamanym dziobem wbitym pod kątem 2° w piaszczyste dno, pod kątem 1,5° przechylony na lewą burtę[9]. Największa część wyrwanych elementów okrętu znalazła się w odległości 20 do 30 metrów od jego prawej burty, przy czym stan kadłuba sztywnego wskazywał, że główne uderzenie fali uderzeniowej skierowane było z wnętrza okrętu w górę i na lewą burtę[14]. Na podstawie pozycji pochodzącego z dziobu fragmentu poszycia zewnętrznego o wymiarach 2 na 4 metry, który osiadł za rufą okrętu (a więc musiał przepłynąć całą jego długość, 155 metrów), ustalono, że fragment ten musiał oderwać się, w chwili drugiej eksplozji, gdy okręt znajdował się ok. 30-35 metrów nad dnem morskim[14][5].

Przed „Kurskiem” cztery inne radzieckie okręty podwodne z napędem jądrowym, które zatonęły na morzu, zostały uszkodzone podczas rejsu w zanurzeniu. Zanim jednak zatonęły, były w stanie wynurzyć się awaryjnie na powierzchnię, gdzie wielu członków ich załóg [it – md] zdołało się uratować[2]. Było to możliwe dzięki ich podziałowi na sekcje oraz wysokiej rezerwie pływalności[2]. Eksplozje na „Kursku” wystąpiły jednak zbyt nagle i były zbyt katastrofalne, aby umożliwić wielkiemu okrętowi wypłyniecie na powierzchnię[2].

Załoga okrętu

Pożar powstały po pierwszej eksplozji prawdopodobnie natychmiast zabił osoby znajdujące się w przedziale torpedowym okrętu, natomiast fala uderzeniowa powstała w drugiej eksplozji zabiła wszystkie pozostałe osoby na okręcie z wyjątkiem 23 członków załogi, którzy pracowali w sekcjach reaktora i siłowni okrętu w przedziałach 7, 8 i 9[14].

Osoby te przetrwały eksplozje i schroniły się w ostatnim przedziale, z numerem 9[14]. Jeden z trzech oficerów, którzy przeżyli wybuch, Dmitrij Kolesnikow, zanotował nazwiska 23 ocalałych, a przed śmiercią zostawił ostatnią notatkę o treści:

Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikow[15].

Nie wiadomo jak długo udało się przeżyć zgromadzonym w 9. przedziale – według niektórych poglądów, w trudnych warunkach i ze zgromadzonymi tam zapasami tlenu, osoby te mogły przeżyć dwie–trzy godziny[14]. Nie jest to jednak jakkolwiek potwierdzona informacja. Nie wiadomo nawet, czy zginęli z powodu hipotermii, narkozy azotowej, czy też po prostu z braku tlenu[14]. Co jednak istotne, podczas autopsji ciał wydobytych z 9. przedziału, stwierdzono, że ciała trzech osób, w tym Kolesnikowa, noszą ślady poparzeń chemicznych, zaś wypełniony wodą dziewiąty przedział pokryty był kurzem i popiołem[14]. Źródło poparzeń nie zostało nigdy oficjalnie ustalone – jak jednak podnosi jedna z najpoważniejszych teorii na ten temat, Kolesnikow wraz z dwiema innymi osobami usiłował załadować kartridż B-64 chemicznego generatora tlenu RDU z ponadtlenkiem potasu, który odpowiednio zastosowany pochłania również dwutlenek węgla, czy to jednak ze zmęczenia, z powodu ciemności, czy też powodowany stresem, przypadkowo opuścił go do zabrudzonej olejami wody, co wywołało eksplozję[14].

Akcja ratunkowa

Czas trwania: 7 minut i 20 sekund.7:20Wywiad Putina o tragedii
(z napisami)

Największe rosyjskie manewry morskie od czasu rozpadu Związku Radzieckiego odbyły się wkrótce po wyborze Władimira Putina na jego pierwszą kadencję prezydencką. Nowy prezydent obiecał wzmocnić prestiż i morale rosyjskich sił zbrojnych, toteż ćwiczenia rosyjskiej Floty Północnej miały wielkie znaczenie dla dowództwa rosyjskiej marynarki wojennej[16]. Gdy w sobotę 12 sierpnia 2000 roku o godzinie 23:30 „Kursk” po raz drugi z rzędu nie złożył rutynowego meldunku, kierujący ćwiczeniami z pokładu „Piotra Wielikijego” adm. Wiaczesław Popow zarządził alarm, jednak dowództwo w Moskwie zostało powiadomione o utracie kontaktu z „Kurskiem” dopiero w niedzielę następnego dnia o 5 rano[16]. Kierujący siłami ratowniczymi marynarki rosyjskiej adm. Giennadij Wiericz przez cały dzień konferował ze swoim sztabem o sposobie reakcji, jeśli doniesienia o utracie okrętu zostaną potwierdzone[16].

W międzyczasie norweski instytut sejsmologiczny analizował dane dziwnej aktywności na Morzu Barentsa. W poniedziałek rano norweskie samoloty zwiadu lotniczego zarejestrowały koncentrację rosyjskiej floty nawodnej, w sposób standardowy dla prowadzenia akcji ratowniczej, toteż głównodowodzący norweskiej floty połączył się telefonicznie z admirałem Popowem oferując pomoc w razie takiej potrzeby[16]. W tym samym czasie główny kanał rosyjskiej telewizji podał informację o zaginięciu „Kurska”, co natychmiast przebiło się do mediów na całym świecie[16].
W Wielkiej Brytanii Royal Navy dysponowała najnowocześniejszym podwodnym pojazdem ratunkowym o wielkim stopniu mobilności LR5, który dzięki swoim możliwościom operacyjnym zyskał sobie miano „podwodnego helikoptera”[16].

Do wieczora tego dnia wszelką niezbędną pomoc zaoferowały władzom Rosji rządy Norwegii, Wielkiej Brytanii i USA, a dowodzący w tym czasie siłami ratowniczymi Royal Navy kmdr David Russell na własną rękę, bez autoryzacji rządowej ani admiralicji już w poniedziałek rano rozpoczął przerzucanie LR5 do Szkocji, skąd najszybciej mógł być dostarczony na Morze Barentsa. Wydał też zarządzenie o wyczarterowaniu od prywatnej firmy samolotu transportowego Antonow, aby dostarczyć niezbędny ekwipunek[16].

We wtorek następnego dnia w rosyjskim ministerstwie obrony trwały debaty czy zaakceptować zagraniczną pomoc. Zdaniem wielu jej uczestników, „zachodnie propozycje pomocy były cynicznymi, pełnymi hipokryzji gestami, których jedynym celem było szpiegowanie na Morzu Barentsa[16].

Rosyjski pojazd podwodny AS-28, za pomocą którego Rosjanie prowadzili bezskuteczne próby dostania się do „Kurska”

W trakcie debat rosyjskich polityków w Moskwie, rosyjskie służby ratownicze zlokalizowały „Kursk” i podjęły kilka prób dokowania za pomocą rosyjskiego podwodnego pojazdu ratowniczego. Żadna z tych prób nie powiodła się – z powodu wyczerpania się akumulatora elektrycznego, innym razem z powodu problemów technicznych[16]. Obserwujący operację na pokładzie rosyjskich okrętów oficerowie Floty Północnej, dawali wyraz swojej frustracji nieporadnością jej prowadzenia przez adm. Wiericza, jeden z nich krzyknął nawet w jego kierunku „Admirale, przynosi pan hańbę swojemu mundurowi i swojej flocie!”[16]. Tymczasem we wtorek wieczorem znacznie pogorszyła się pogoda i Wiericz zmuszony został do zawieszenia operacji[16]. Ostatecznie w Moskwie podjęto decyzję o przyjęciu zagranicznej pomocy i w środę o godzinie 14 adm. Popow zadzwonił do swojego norweskiego odpowiednika i poprosił o przysłanie profesjonalnych nurków, wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt do nurkowania i dekompresji, którzy zdobyli duże doświadczenie pracując dla morskiego przemysłu wydobywczego[16].

Kilka godzin później telefon odebrał także Russell w Londynie, który został zaproszony na spotkanie z rosyjskim ambasadorem w centrali NATO w Brukseli, wieczorem zaś rosyjski rząd zaakceptował ofertę pomocy ze strony Kwatery Głównej NATO. W drogę na Morze Barentsa wyruszył LR5 na pokładzie „Normand Pioneer”[16]. Jednak gdy David Russell znajdował się w drodze, aby na pokładzie „Piotra Wielikijego” omówić szczegóły wspólnej operacji, w ostatniej chwili otrzymał wiadomość o cofnięciu zgody na wejście na pokład krążownika. Rosjanie podejrzewali go bowiem o chęć szpiegowania[16]. Także dowożące sprzęt ratunkowy, w tym LR5, statki „Normand Pioneer” i „Seaway Eagle” otrzymały polecenie niezbliżania się na odległość mniejszą niż 14 mil od wraku zatopionego „Kurska”[16]. W tym czasie adm. Wiericz, rosyjski pojazd ratunkowy oraz rosyjscy nurkowie, podejmowali kolejne bezskuteczne próby dostania się do zatopionego okrętu[16]. Admirałowie zaś z Moskwy zapewniali na spotkaniu z rodzinami, że ich bliscy, owszem znajdują się w trudnej sytuacji, ale są żywi, Marynarka robi wszystko co w jej mocy, aby wydostać ich z wraku[16].

Tego samego wieczora, Igor Baranow – dyrektor budowy „Kurska” – zapewniał na konferencji prasowej, że ten okręt jest najlepszą jednostką na świecie w zakresie systemów wsparcia życia[16]. Zapewniał, że choć nie są znane przyczyny wypadku ani jego skala, „Kursk” ma wszystko czego potrzebują w tej chwili ludzie pod jego pokładem – żywność, wodę i systemy regeneracyjne. Całkiem możliwe – jak twierdził – że cała załoga może być ocalona. Według jego słów, mogą na okręcie przetrwać jeszcze pięć–sześć dni[16].

LR5 brytyjskiej marynarki, umożliwiający zabranie na pokład 16 rozbitków[17]

Dopiero w piątek Rosjanie dostarczyli informacje, z których wynikało, że luk ratowniczy LR5 jest kompatybilny z tylnym lukiem w rosyjskim okręcie podwodnym[17]. W sobotę 19 sierpnia, dokładnie tydzień po eksplozji na okręcie rosyjskim, na pokładzie statku „Seaway Eagle” przewożącego norweski pojazd ratowniczy, ustalono, że wspólne operacje ratownicze rozpoczną się następnego dnia, w niedzielę[17]. Ku zdziwieniu Russella jednak adm. Giennadij Wiericz odmówił przejścia na pokład „Normand Pioneer” i wspólnego obejrzenia LR5, zdawał się też wierzyć, że rosyjscy marynarze w zatopionym okręcie już nie żyją oraz miał nadzieję, że następnego dnia norwescy nurkowie potwierdzą to i będzie można ze spokojem odwołać całą operację, a Rosjanom wytłumaczyć, że pomimo wszelkich wysiłków nie udało się uratować załogi[17]. W niedzielę nurkowanie rozpoczęli norwescy nurkowie, których zadaniem było zabezpieczenie luku okrętu i wyrównanie ciśnień. Według ich raportu, właz był zalany, ale wciąż istniała nadzieja, że przedział 9. jest szczelny i suchy[17]. W poniedziałek o 2 rano adm. Popow polecił „Normand Pioneer” przepłynąć na miejsce katastrofy i wydał zgodę na rozpoczęcie operacji przez LR5. Krótko po świcie otwarto zewnętrzną pokrywę luku ratunkowego „Kurska” w pobliżu sterów rufowych i nurkowie zaczęli badać stan luku, który okazał się być dobrze zachowany. Zaczęli też pomiary różnicy ciśnień pomiędzy ciśnieniem hydrostatycznym morza a wnętrzem okrętu. Okazało się, że ciśnienia są identyczne, co oznaczało, że przedział 9. jest już całkowicie zalany[17].

O godzinie 10:30 rano nurkowie otworzyli wewnętrzną pokrywę luku ratunkowego i opuścili do wnętrza przedziału 9. małą kamerę wideo, która zarejestrowała obraz członków załogi zmarłych skutkiem bądź to utopienia, bądź też z powodu zatrucia dwutlenkiem węgla, kamera uchwyciła jednak także ślady ognia: osmalone ściany i spękaną farbę[17]. Wobec takiej sytuacji, akcja ratunkowa została zakończona, a o 11:40 kmdr Russell spotkał się na pokładzie rosyjskiego krążownika flagowego z admirałem Kurojedowem, gdzie podjął decyzję o powrocie do Wielkiej Brytanii[17]. Jeszcze tego samego dnia na wniosek załogi „Normand Pioneer”, na pokładzie tego ostatniego odbyła się prowadzona przez Russella uroczystość żałobna ku czci zmarłej rosyjskiej załogi[17].

Wydobycie wraku

Na początku 2001 roku marynarka rosyjska oraz biuro konstrukcyjne Rubin zwróciło się z zapytaniem do zagranicznych firm o możliwość wydobycia „Kurska” z nieprzekraczalnym terminem do końca roku. Sztywny termin wynikał ze złożonej rodzinom marynarzy z „Kurska” stosownej obietnicy przez Władimira Putina[18]. Taki termin nie był do przyjęcia dla niektórych firm, które wycofały się z przedsięwzięcia, operacja wiązała się bowiem z dużym ryzykiem związanym z pozostałymi w zniszczonym okręcie torpedami oraz innymi pociskami.

W trakcie ćwiczeń, w których brał udział „Kursk”, okręt zaopatrzony był w 24 torpedy, z których dwie miały głowice ćwiczebne – jedna z nich została wystrzelona tuż przed wypadkiem, druga zaś eksplodowała i stała się jego przyczyną. W przedziale torpedowym pozostawały więc jeszcze 22 torpedy, wszystkie z konwencjonalnymi głowicami bojowymi[18]. 7 z nich eksplodowało w trakcie wypadku, co oznaczało, że w zniszczonym przedziale torpedowym znajduje się 15 torped z bojowymi głowicami, których stan po eksplozji w przedziale był nieznany. Co gorsza wybuchy w przedziale torpedowym mogły rzucić niektóre z nich do dalszych przedziałów, gdzie pozostawały niezabezpieczone[18]. Ostatecznie wydobycia okrętu podjęło się holenderskie konsorcjum Mammoet-Smit, które zawarło odpowiedni kontrakt z marynarką rosyjską i Rubinem w maju 2001 roku[18]. W ciągu następnych sześciu miesięcy, zniszczony dziób okrętu został odcięty, a pozostała część wraku podniesiona przez dwa umieszczone na barce Giant-4 60-tonowe dźwigi. Wydobytą część okrętu podczepiono pod barką wykorzystując do tego 26 wykonanych w tym celu otworów o średnicy około 1 metra w kadłubie lekkim[18]. 23 października 2001 roku wrak okrętu został opuszczony w pływającym suchym doku stoczni w Roslakowie koło Siewierodwińska[18].

Oficjalna przyczyna katastrofy i teoria alternatywna

1 lipca 2002 roku rosyjski minister przemysłu i nauki Ilja Klebanow, kierujący komisją wyjaśnienia okoliczności zatonięcia „Kurska” ogłosił, że przyczyną katastrofy był wybuch torpedy. Spowodował go wyciek nadtlenku wodoru z torpedy typu 65-76, który wywołał pożar i wybuch w wyrzutni torpedowej, a następnie pożar spowodował eksplozję głowic torped znajdujących się w przedziale torpedowym[19]. Oficjalna wersja stwierdzała, że do wycieku doszło przez mikropory na spoinach, obarczając tym samym odpowiedzialnością producenta torpedy, zakład Dagdizel[19].

Według własnych ustaleń jednego z członków komisji emerytowanego admirała Walerija Riazancewa, nie ulega wątpliwości, że doszło do wybuchu torpedy szkolnej typu 65-67PW w wyrzutni numer 4, lecz jego przyczyna była inna – było nią przenikanie zanieczyszczonego powietrza do startowego zbiornika utleniacza przez niedomknięty zawór kurkowy, który bezwzględnie powinien być sprawdzany przed załadowaniem torpedy[20]. W razie trafienia do nadtlenku wodoru zabrudzeń zaczyna się gwałtowny proces rozkładu, połączony z wydzielaniem ciepła[20].

Zdaniem admirała, od wcielenia okrętu do służby nie dokonywano strzelań torpedami z silnym utleniaczem, a obsługa wyrzutni była niedoszkolona i nie posiadała nawet właściwej instrukcji tych torped[20]. W konsekwencji, ciśnienie w startowej butli utleniacza rosło i o godzinie 11.28 32′ doszło do jej eksplozji, o sile ok. 5 kg trotylu, co spowodowało eksplozję utleniacza i nafty w zbiornikach torpedy, mającą siłę 150–200 kg trotylu[20]. Doszło do wyrwania pokryw wyrzutni, zalania przedziału torpedowego i śmierci jego obsady oraz do kontuzjowania osób znajdujących się w drugim przedziale – centrali okrętu na skutek fali uderzeniowej[20]. Dowództwo okrętu było niezdolne do działania, a okręt utracił napęd i z przegłębieniem na dziób zaczął poruszać się w dół siłą bezwładności[21]. Zdaniem adm. Riazancewa, dopiero po uderzeniu dziobem w grunt na głębokości 108 m, doszło do wybuchu siedmiu głowic torped[21].

Teorie spiskowe

USS „Memphis” (SSN-691)

Powstały jednak inne teorie wyjaśniające katastrofę, stanowią one jednak hipotezy nie podparte żadnymi ustaleniami faktycznymi. Według jednej z nich, pod pokładem „Kurska” doszło do eksplozji testowanej superkawitacyjnej torpedy WA-111 Szkwał[22]. [Ależ oczywiście! Są dowody. Ruscy i ich akolici ciągle to jednak ukrywają. md]

Rosjanie postanowili ukryć ten fakt, gdyż stanowiłoby to złą reklamę dla ważnego produktu eksportowego. Dalsze, nawet dalej idące rozwinięcie tej teorii zakłada, że w związku z testami torpedy Szkwał, w rejonie manewrów przebywały dwa amerykańskie myśliwskie okręty podwodne typu Los Angeles USS „Memphis” (SSN-691) oraz „Toledo” (SSN-769) oraz brytyjski HMS „Splendid” (S106)[22].

Okręt rozpoznania elektronicznego USNS „Loyal” (T-AGOS-22)

Bazując na długiej radziecko-amerykańskiej historii wzajemnego śledzenia okrętów podwodnych, część Rosjan wierzy w związku z tym, że doszło do kolizji między „Kurskiem” a jednym z okrętów NATO[22]. Co więcej, Rosjanie ci wierzą, że rząd Władimira Putina nie podnosił oficjalnie tej kwestii, a wręcz zataił ten fakt w zamian za umorzenie rosyjskich długów wobec Stanów Zjednoczonych, lub też zastraszony przez państwa zachodnie[22].

17 dni po katastrofie, w amerykańskim dzienniku The New York Times ukazał się artykuł potwierdzający nie tylko obecność w rejonie manewrów bazującego na co dzień w Groton USS „Memphis”, który obserwował największe od lat rosyjskie manewry morskie, lecz także nawodnego okrętu rozpoznania elektronicznego USNS „Loyal” (T-AGOS-22)[23]. Według autorów tego artykułu, amerykański okręt podwodny akustycznie zarejestrował przebieg wydarzeń na „Kursku”, po czym taśmy z nagraniami dostarczył do amerykańskiej bazy w Norwegii, skąd zostały przekazane do analiz w National Maritime Intelligence Center w Suitland w stanie Maryland[23]. Według dziennika, choć amerykański Departament Obrony oficjalnie odmówił komentarzy na temat operacji USS „Memphis”, nieoficjalnie urzędnicy Pentagonu zaprzeczyli odniesieniu przez „Memphis” jakichkolwiek uszkodzeń[23]. Zdaniem dziennika, jeden z wyższych urzędników w Waszyngtonie stwierdzić miał: „Mamy okręty podwodne, które słyszą wszystko co się dzieje. Dla nas jest całkiem jasne co się wydarzyło [„Kurskowi” na Morzu Barentsa]”[23]. Kolizja „Kurska” z amerykańskim okrętem podwodnym typu Los Angeles była jednak nieprawdopodobna, bowiem przy hipotetycznym zderzeniu z tak wielkim okrętem jak „Kursk” i tak wielkich rozmiarach zniszczeń na nim, niemożliwe jest, aby „Memphis” nie odniósł co najmniej poważnych uszkodzeń i zdołał samodzielnie dopłynąć do Norwegii[23]. Także norweskie stacje nasłuchowe w Norwegii, nie zarejestrowały żadnych akustycznych oznak zderzenia okrętów[22]. Jak w przypadku większości teorii konspiracyjnych, także prawdziwość i tych jest wątpliwa, co nie zmienia faktu, że 118 marynarzy rosyjskiego okrętu stało się prawdopodobnie ostatnimi ofiarami zimnej wojny[22].

Krążyły także opinie, nawet wśród oficerów rosyjskich, że okręt podwodny, wykonując ćwiczebny atak torpedowy, mógł się zderzyć z lotniskowcem „Admirał Kuzniecow”, po czym opaść na dno, gdzie doszło do wybuchu torpedy[24].

Upamiętnienie

Autentyczny kiosk okrętu jako pomnik załogi „Kurska” w Murmańsku

Prezydent Federacji Rosyjskiej uhonorował pośmiertnie członków załogi „Kurska” Orderem Męstwa, natomiast dowódcę jednostki, komandora Giennadija Laczina – tytułem Bohatera Federacji Rosyjskiej[25].

Dla uczczenia pamięci marynarzy, którzy zginęli na „Kursku”, w wielu miastach Rosji, m.in. w Murmańsku, Petersburgu, Niżnym Nowogorodzie, Kursku wzniesiono pomniki i tablice pamiątkowe. W Centralnym Muzeum Sił Zbrojnych FR w jednej z sal znajduje się ekspozycja, prezentująca materiały związane z życiem i służbą załogi „Kurska”[26].

Katastrofa „Kurska” zainspirowała wielu pisarzy i twórców kultury.

Do wydarzeń związanych z zatonięciem tego okrętu podwodnego nawiązują m.in. książki autorstwa niemieckich dziennikarzy Bettiny Sengling i Johannesa Voswinkela[27], Petera Truscotta oraz Roberta Moorea[28]. Na podstawie tej ostatniej powstał film dramatyczny w reżyserii Thomasa Vinterberga, w którym zagrali m.in. Colin Firth, Max von Sydow, Matthias Schoenaerts[29]. Tragedii marynarzy „Kurska” poświęcona jest sztuka teatralna autorstwa Bryony Lavery[30].

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

RYCERZ NIEPOKALANEJ KLĘKAŁ PRZED HOSTIĄ

gloria

RYCERZ NIEPOKALANEJ KLĘKAŁ PRZED HOSTIĄ

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Święty Maksymilian Maria Kolbe nie był maryjny zamiast chrystocentryczny. Im pełniej oddawał się Niepokalanej, tym bardziej chciał należeć do Chrystusa. I właśnie dlatego jego maryjność nie kończyła się na słowach o Maryi. Prowadziła go przed Najświętszy Sakrament.

To jest jedna z prawd, które trzeba dziś odzyskać.

Dla Maksymiliana Niepokalana nie była końcem drogi. Była Matką, która bierze duszę, oczyszcza ją z samowoli i prowadzi ku pełniejszemu należeniu do Syna. Dlatego prawdziwa maryjność nie mnoży jedynie modlitw do Maryi. Uczy człowieka żyć tak, aby Chrystus miał w nim coraz więcej miejsca.

Właśnie dlatego rycerz Niepokalanej klękał przed Hostią.

Niepokalanów może kojarzyć się z drukarnią, z „Rycerzem Niepokalanej”, z rozmachem apostolstwa, z maszynami, które miały służyć zdobywaniu dusz dla Boga. I słusznie, bo święty Maksymilian rozumiał, że narzędzia jego czasu można i trzeba oddać na służbę Ewangelii. Nie bał się wielkich środków, jeśli miały służyć wielkiemu celowi.

Ale sercem tego dzieła nie była maszyna.

Była kaplica.

To tam apostolstwo wracało do Źródła. Tam rycerz Niepokalanej przestawał być organizatorem, wydawcą, założycielem i człowiekiem ogromnych planów. Przed Najświętszym Sakramentem był kapłanem i zakonnikiem, który wiedział, od Kogo wszystko otrzymał. Wielkość dzieła nie zwalniała go z klęczenia. Przeciwnie – im większa była walka o dusze, tym bardziej trzeba było czerpać z Chrystusa.

To jest bardzo mocna lekcja świętego Maksymiliana. Apostolstwo może być nowoczesne, rozległe, odważne i pracowite, ale jeśli przestanie wypływać z Chrystusa, zacznie wierzyć we własną siłę. Może zachować katolicki język, maryjne hasła i ogromną gorliwość, a jednak po cichu zacząć ufać bardziej własnej skuteczności niż łasce. Wtedy nawet dzieło rozpoczęte dla Boga zaczyna niepostrzeżenie żyć siłą człowieka.

Maksymilian pokazuje coś innego. Jego czyn wyrastał z oddania. Jego odwaga nie była religijną pewnością siebie. Jego rycerskość nie polegała na hałasie, lecz na tym, że człowiek całkowicie oddany Niepokalanej chciał być narzędziem w Jej rękach, a przez Nią należeć do Chrystusa coraz pełniej.

Prawdziwa miłość do Niepokalanej czyni duszę bardziej eucharystyczną, nie mniej.

To zdanie jest sprawdzianem. Jeśli oddanie Maryi nie prowadzi do większej wierności Jezusowi, nie czyni nas bardziej posłusznymi Jego łasce i nie pogłębia naszej czci wobec Eucharystii, trzeba zapytać, czy nie zatrzymaliśmy się na formie pobożności, zamiast pozwolić Niepokalanej wykonać w nas swoje dzieło.

Maryja nie zatrzymuje duszy przy sobie jak przy pięknym uczuciu. Ona prowadzi do Syna. Prowadzi do Jego woli, do Jego Krzyża, do Jego Ciała wydanego za życie świata. Kto naprawdę oddaje się Niepokalanej, ten nie może pozostać człowiekiem zamkniętym w sobie, dumnym ze swojej pobożności i obojętnym wobec Chrystusa obecnego w Eucharystii.

Maksymilian nie oddzielał czynu od adoracji. Im większe było dzieło, tym bardziej nie wolno było pomylić narzędzia ze Źródłem. Drukarnia mogła rozsyłać słowo, ale łaska nie rodziła się z druku. Nakład mógł rosnąć, ale dusz nie zdobywa się samą liczbą egzemplarzy. Apostoł może używać wszystkiego, co uczciwe i dobre, ale sam musi wiedzieć, że owocność przychodzi od Boga.

Ta pokusa dotyczy również nas. Człowiek może tak mocno zaangażować się w obronę wiary, apostolstwo czy religijne dzieło, że pewnego dnia modlitwa zacznie mu się wydawać mniej potrzebna niż własna aktywność. Nadal pracuje dla Boga – ale coraz rzadziej pozwala Bogu pracować nad sobą.

Święty Maksymilian zostawia nam trudniejszą miarę niż sam maryjny język. Pyta swoim życiem, czy nasze oddanie Niepokalanej rzeczywiście oddaje nas Jej Synowi. Czy Maryja prowadzi nas ku większej wierności Chrystusowi, czy tylko stała się częścią naszego religijnego stylu. Czy nasza gorliwość rodzi się z łaski, czy z potrzeby, aby coś znaczyć.

Rycerz Niepokalanej klękał przed Hostią, bo wiedział, że Maryja nie zatrzymuje rycerza przy sobie. Prowadzi go do Króla.

W Niepokalanowie mogły pracować maszyny, powstawać kolejne numery „Rycerza” i rosnąć wielkie apostolstwo. Ale jego sercem pozostawała kaplica. To nie pomniejsza czynu świętego Maksymiliana. To wyjaśnia, skąd ten czyn brał siłę.

Może właśnie tego potrzeba nam dziś najbardziej: maryjności, która nie kończy się na Maryi, i apostolstwa, które przed rozpoczęciem walki potrafi uklęknąć przed Chrystusem.

Święty Maksymilianie, naucz nas kochać Niepokalaną tak, abyśmy przez Nią coraz pełniej należeli do Jezusa. Wyproś nam gorliwość bez pychy, odwagę bez hałasu i apostolstwo zakorzenione w modlitwie.

Maryjo Niepokalana, prowadź nas do Jezusa Eucharystycznego.

Torpeda superkawitacyjna

wikipedia/Torpeda_superkawitacyjna

[to są te słabsze, wolniejsze, nawet Arabom sprzedawane md]

Torpeda superkawitacyjna – typ torpedy wykorzystujący zjawisko superkawitacji do osiągania bardzo dużych prędkości. Może być wykorzystywana ofensywnie – do zatapiania wrogich jednostek, lub defensywnie – do niszczenia pocisków zagrażających danej jednostce[1].

Prace nad torpedami zostały rozpoczęte w latach 60. w ZSRR, a w USA od 1997 roku[2].

Pocisk porusza się w bąblu gazowym, dzięki czemu nie napotyka oporu lepkościowego wody i może rozpędzić się do prędkości nawet 200 węzłów[1] (370 km/h). Dotychczas torpedy mogły osiągać maksymalnie prędkość 80 węzłów. Torpeda superkawitacyjna ma zasięg ok. 8 km, a więc znacznie mniejszy od tradycyjnych[2].

W rosyjskich torpedach superkawitacyjnych są wykorzystywane silniki rakietowe, natomiast napęd amerykańskich i niemieckich pocisków jest nadal tajemnicą. Jedynymi wprowadzonymi dotąd do służby torpedami superkawitacyjnymi są rosyjskie torpedy WA-111 Szkwał. Marynarka wojenna USA zapowiada, że torpedy superkawitacyjne mają być na wyposażeniu okrętów amerykańskich prawdopodobnie nie wcześniej niż za 15 lat[kiedy?][1].

Prototypy torped superkawitacyjnych posiadają kraje:

Minusem takich torped jest jej wyjątkowo głośna praca oraz brak (lub utrudniona) możliwości manewrów i naprowadzania. Dźwięk wynika nie ze sposobu napędu, tylko z samego zjawiska kawitacji. Po użyciu torpedy superkawitacyjnej bardzo łatwo może zostać zlokalizowane miejsce wystrzelenia[1]. Jednostka podwodna zostanie wtedy namierzona i istnieje duże zagrożenie jej zniszczenia. Czyni to tego typu torpedę raczej systemem defensywnym, niż ofensywnym[3]. Pierwotnie torpedy superkawitacyjne miały być używane po wystrzeleniu przez jednostkę przeciwnika torpedy klasycznej. W torpedach klasycznych stosowane jest początkowo sterowanie przewodowe przez załogę okrętu, a potem (po uchwyceniu celu przez urządzenia naprowadzające torpedy) samonaprowadzanie. Torpeda superkawitacyjna miała być wystrzeliwana zaraz po usłyszeniu dźwięku wystrzelonej torpedy (lub torped) w stronę, z której wystrzelono torpedy. Zakładano, że załoga takiego okrętu słysząc dźwięk błyskawicznie zbliżającej się torpedy superkawitacyjnej będzie musiała gwałtownie zmienić głębokość i położenie okrętu, aby zejść z jej trasy. W przypadku takich gwałtownych manewrów doszłoby do zerwania przewodów sterujących torped klasycznych, zanim ich urządzenia naprowadzające uchwyciły atakowany okręt. Od roku 2000 trwają prace nad wyposażeniem torped superkawitacyjnych w możliwość sterowania, aby stały się one skuteczną bronią ofensywną[2].

Wśród systemów obronnych zdolnych do zwalczania tego typu torped wskazać należy przede wszystkim wprowadzanie od 2005 roku na uzbrojenie jednostek floty, działających w oparciu o amunicję superkawitacyjną, systemów zwalczania niewielkich celów podwodnych RAMCS.

Rosyjski okręt podwodny „Kursk”, który zatonął w 2000 roku, miał na pokładzie torpedy superkawitacyjne typu Szkwał. Jedną z możliwych przyczyn zatonięcia okrętu mógł być wybuch takiej torpedy.[ [był, był.. md]

Droga Ognia: Jak Ormuz zdestabilizował monarchie naftowe

Droga Ognia: Jak Hormuz zdestabilizował monarchie naftowe

Droga Ognia: Jak Hormuz zdestabilizował monarchie naftowe

Ponieważ Iran żąda juanów za przeprawę, model finansowy Zatoki Perskiej jest w kryzysie.

Wszyscy, stop – to wojna!

Do lutego 2026 roku przez Cieśninę Ormuz przepływało średnio 129 statków handlowych dziennie, transportując około jednej trzeciej ropy naftowej sprzedawanej drogą morską i jedną piątą światowego skroplonego gazu ziemnego. Żaden inny szlak morski nie koncentruje tak dużej części światowego bogactwa energetycznego na tak małym obszarze; w najwęższym miejscu cieśnina ma około 33 kilometrów długości, ale kanały żeglowne są znacznie węższe. Dla Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Kataru, Bahrajnu i Iraku Ormuz to nie tylko kolejny szlak żeglugowy; to jedyny ekonomicznie opłacalny sposób na wydobycie węglowodorów na skalę przemysłową, które, w zależności od kraju, stanowią od połowy do prawie całości budżetów tych państw.

Potem wszystko się zmieniło.

Wojna, która wybuchła 28 lutego 2026 roku w wyniku wspólnego amerykańsko-izraelskiego ataku lotniczego na Iran, przekształciła tę zależność geograficzną w systemową lukę. 4 marca Teheran ogłosił cieśninę „zamkniętą” i rozpoczął rozmieszczanie min morskich, abordaże statków handlowych i bezpośrednie ataki na przepływające jednostki. Ruch spadł o około 90% w ciągu kilku dni.

Technicznie rzecz biorąc, nie było to fizyczne zamknięcie; było to przede wszystkim spowodowane działaniami ubezpieczeniowymi. Ponieważ ubezpieczyciele od ryzyka wojny wycofywali się z ubezpieczenia lub podnosili składki do zaporowego poziomu, a załogi odmawiały zapisywania się na przeprawę, cieśnina stała się nieprzejezdna, bez oddania choćby jednego strzału przez większość statków. Bank Rezerwy Federalnej w Dallas zwrócił uwagę, że z perspektywy producentów z Zatoki Perskiej rozróżnienie między blokadą wojskową a blokadą ubezpieczeniową jest czysto akademickie: gdy pojemność magazynowa zostanie wyczerpana, odwierty muszą zostać zamknięte.

W ciągu tych długich miesięcy poznaliśmy nowy Bliski Wschód, nowy krajobraz stosunków handlowych i nowe scenariusze na przyszłość.

Do połowy lipca 2026 roku sytuacja nie wykazywała oznak stabilizacji. Zerwanie negocjacji między Waszyngtonem a Teheranem ponownie zaogniło najostrzejszą fazę konfliktu: dowództwo centralne (CENTCOM) zaatakowało irańskie instalacje obrony powietrznej, systemy nadzoru wybrzeża oraz port Bandar Abbas, podczas gdy Iran powtórzył groźbę rozszerzenia działań poza cieśninę, jeśli jego narodowa infrastruktura energetyczna pozostanie celem. Sekretarz generalny IMO publicznie zaapelował do armatorów, aby nie próbowali tranzytu przez cieśninę. Propozycja Trumpa, aby wprowadzić opłatę w wysokości 20 procent wartości ładunku – przy czym Stany Zjednoczone ogłosiły się „strażnikiem cieśniny” – która została następnie szybko wycofana, pokazuje, jak mocarstwo hegemoniczne uważa obecnie za negocjowalne nawet to, co przez pół wieku przedstawiano jako globalne dobro wspólne: wolność żeglugi w Zatoce Perskiej.

Zrozumieliśmy, że Hormuz działa jak katalizator: nie tworzy słabości modelu państwa rentierskiego, lecz raczej je urzeczywistnia i wymusza reorganizację globalnego systemu handlowego. Lub, mówiąc inaczej, Hormuz dosłownie podpala cały Bliski Wschód – i daleko poza nim – uderzając w monarchie naftowe, te podmioty, które jeszcze kilka miesięcy temu uważano za naftowe supermocarstwa i zbawicieli petrodolara.

Paraliż handlu

Rozważmy sprawę krok po kroku. Pierwsza zmiana dotyczy logistyki. Szok nie został przeniesiony za pośrednictwem cen ropy naftowej, ale za pośrednictwem londyńskiego rynku ubezpieczeniowego: składki na ryzyko wojenne wzrosły do ​​poziomów, które uczyniły żeglugę nieopłacalną na długo przed tym, jak ataki irańskie osiągnęły skalę krytyczną. W ciągu pierwszych ośmiu dni marca Brytyjskie Centrum Operacji Handlowych (MBC) odnotowało dziesięć ataków na statki handlowe, w wyniku których zginęli marynarze; do kwietnia Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO) naliczyła około 2000 statków i 20 000 marynarzy uwięzionych w Zatoce Perskiej, którzy nie mogli opuścić portu. Ropa Brent, której cena pod koniec lutego wynosiła około 72 dolarów za baryłkę, przekroczyła 84 dolary w ciągu pięciu sesji handlowych, a w okresach wzmożonego napięcia przekroczyła 100 dolarów, ostatecznie ustabilizowując się na stałe powyżej 80 dolarów latem.

Geografia handlowa Zatoki Perskiej zreorganizowała się wokół portów na zachód od Cieśniny. Duzi detaliści ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przekierowali swoje dostawy przez Fudżajrę i terminale na Oceanie Indyjskim, absorbując w ten sposób rosnące koszty logistyczne; główne grupy portowe w Zatoce Perskiej utrzymują swoje sieci, ale odnotowują strukturalny spadek wolumenu ładunków. Oman, który dzieli suwerenność nad wodami Cieśniny z Iranem, również znalazł się w trudnej sytuacji: jego tradycyjna rola mediatora i faktyczny sojusz z Teheranem są wystawiane na próbę przez militaryzację przejścia, które Maskat zawsze starał się zachować neutralność, podczas gdy porty Dukm i Salala, położone poza Cieśniną Ormuz, zyskują bezprecedensowe znaczenie strategiczne. W ten sposób zmieniła się strategiczna przewaga: ci, którzy mają dostęp do Oceanu Indyjskiego, zyskują na znaczeniu, ci, którzy go nie mają, tracą je.

Druga zmiana dotyczy wolumenów. Infrastruktura obejściowa istnieje, ale liczby są nieubłagane. Saudyjski rurociąg naftowy Wschód-Zachód do portu Janbu nad Morzem Czerwonym i rurociąg Habszan-Fujairah ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, przy pełnej przepustowości, oferują łącznie około 8,8 miliona baryłek dziennie – mniej niż połowę z 17 do 20 milionów baryłek, które wcześniej przepływały przez cieśninę dziennie. Rezultatem było przymusowe obniżenie produkcji, niespotykane dotąd w czasie pokoju. Między lutym a kwietniem 2026 roku produkcja Arabii Saudyjskiej spadła z 10,11 do 6,87 miliona baryłek dziennie, Iraku z 4,14 do 1,49, Zjednoczonych Emiratów Arabskich z 3,39 do 2,02, a Kuwejtu z 2,58 do zaledwie 560 000: sami ci czterej najwięksi arabscy ​​producenci usunęli z rynku ponad dziewięć milionów baryłek dziennie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna uznała to zdarzenie za największą przerwę w dostawach w historii rynku ropy naftowej, przewyższającą skalą wstrząsy z 1973 i 1979 roku.

Rozkład szkód jest głęboko asymetryczny, a kryzys stanowi niuansowany przypadek testowy. Rijad i Abu Zabi, które mają alternatywne trasy, były w stanie utrzymać znaczną część swojego eksportu, jednocześnie korzystając z wysokich cen: w marcu 2026 roku dochody Arabii Saudyjskiej z ropy naftowej osiągnęły najwyższy poziom od października 2022 roku, ponieważ efekt cenowy tymczasowo przeważył nad efektem wolumenu. Kuwejt, Katar, Bahrajn i Irak, które nie mają alternatyw, zostały zmuszone do ograniczenia swojego eksportu do minimum w ciągu kilku dni. W przypadku Kataru sytuację dodatkowo komplikuje charakter ładunku: LNG wymaga specjalistycznych tankowców LNG, które nie mają alternatywnych tras, a blokada dostaw wywołała reakcję łańcuchową w powiązanym przemyśle wytwórczym. Ponadto wystąpiły szkody fizyczne: odwetowe ataki Iranu na terytorium monarchii sprzymierzonych z Waszyngtonem dotknęły ponad osiemdziesiąt obiektów energetycznych w państwach Zatoki Perskiej. IEA i Rystad Energy szacują koszt tych zniszczeń na około 58 miliardów dolarów.

Erozja fiskalna jest palącym problemem.

Trzecia i najgłębsza zmiana dotyczy finansów publicznych. Przykład Arabii Saudyjskiej jest pouczający. W grudniu 2025 r. Ministerstwo Finansów przedstawiło budżet z prognozowanym deficytem w wysokości 165 miliardów riali (około 44 miliardów dolarów, czyli 3,3% PKB) na cały rok 2026, w ramach deklarowanej ścieżki konsolidacji. Dane opublikowane na początku maja za pierwszy kwartał wywróciły sytuację do góry nogami: deficyt w wysokości 125,7 miliarda riali w ciągu dziewięćdziesięciu dni – największy deficyt kwartalny od 2018 r. – przy wzroście wydatków rządowych o 20% rok do roku i spadku dochodów z ropy naftowej. W ciągu jednego kwartału Rijad zgromadził deficyt prawie dwukrotnie większy niż prognozowany na cały rok. Ponieważ ropa naftowa nadal stanowi około 54% dochodów rządu, każdy dodatkowy miesiąc konfliktu wymusza jasną decyzję: albo spowolnić mega-projekty w ramach Wizji 2030, zwiększyć zadłużenie na rynkach międzynarodowych, albo sięgnąć do rezerw walutowych.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy potwierdził tę tendencję spadkową trzema kolejnymi rewizjami w ciągu sześciu miesięcy: prognozowany wzrost Arabii Saudyjskiej na 2026 r., który w styczniu nadal wynosił 4,5%, został skorygowany w dół do 3,1% w kwietniu i do 1,7% w lipcowej aktualizacji World Economic Outlook, przy czym ożywienie do 5,5% w 2027 r. zależy od ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Dla regionu Bliskiego Wschodu jako całości prognoza spadła do 0,7%. Kwietniowe prognozy dla poszczególnych krajów odzwierciedlają hierarchię podatności: spadek o 14,7% dla Kataru, 4,2% dla Kuwejtu, 3,8% dla Bahrajnu, 1,9% dla ZEA i 1,4% dla Arabii Saudyjskiej. To maluje obraz regionalnego porządku gospodarczego, w którym odległość do ominięcia infrastruktury determinuje głębokość recesji. Tymczasem pojawiają się również oznaki kryzysu mikroekonomicznego: w Zjednoczonych Emiratach Arabskich inflacja rośnie najszybciej od piętnastu lat z powodu niedoborów podaży, a w Arabii Saudyjskiej w pierwszym kwartale odnotowano wzrost liczby wniosków o ogłoszenie upadłości, przy czym dwie trzecie z nich dotyczyło sektora handlu detalicznego i budownictwa.

Czwarta zmiana dotyczy przepływów finansowych w węższym znaczeniu. Państwowe fundusze majątkowe państw Zatoki Perskiej, które zgromadziły około pięciu bilionów dolarów w łącznych aktywach – zgromadzonych przez ponad pół wieku zysków kapitałowych – stanowią słynną siatkę bezpieczeństwa tego modelu. Kryzys ujawnia jednak jego ograniczenia operacyjne. Znaczna część tego bogactwa jest inwestowana w aktywa niepłynne lub strategiczne: holdingi technologiczne, nieruchomości i kapitał prywatny. Zamiana tego bogactwa na gotówkę w celu pokrycia bieżących deficytów oznacza albo sprzedaż w niekorzystnych warunkach rynkowych, albo porzucenie projektów dywersyfikacyjnych, które te fundusze mają finansować.

Kuwejt stanowi skrajny przypadek: deficyty w znacznym stopniu wyczerpały płynny składnik Funduszu Rezerwy Ogólnej, podczas gdy aktywa funduszu dla przyszłych pokoleń pozostają prawnie oddzielone od zwykłego budżetu w obliczu braku ustawy o zadłużeniu, która umożliwiłaby dostęp do rynków. Paradoks Kuwejtu – ogromne bogactwo w połączeniu z niedoborem płynności – oddaje trudną sytuację całego modelu. Należy również uwzględnić ukryte długi: emisje obligacji Saudyjskiego Publicznego Funduszu Inwestycyjnego (PIF) i Aramco nie są uwzględniane w oficjalnych statystykach długu publicznego, ale w przypadku kryzysu obciążyłyby państwo.

Rynki uwzględniły w cenach nową hierarchię ryzyka. Na początku marca indeks Qatar spadł o 4,3% w ciągu jednej sesji handlowej, a ceny długu państwowego państw Zatoki Perskiej spadły w całym kraju; swapy na zwłokę w spłacie kredytu w Bahrajnie – kraju z długiem publicznym brutto wynoszącym 152,4% PKB – wzrosły o prawie 40%, co stanowi najszybszy wzrost w regionie. Częściowe zawieszenie broni wiosną spowodowało odbicie cen obligacji, a spready powróciły do ​​poziomów sprzed wojny, ale płynność w systemach bankowych pozostaje niska, a wznowienie działań wojennych w lipcu ponownie otworzyło cały front.

Fundament monetarny systemu – powiązanie z dolarem – również znalazł się pod presją. Wszystkie waluty Rady Współpracy Zatoki Perskiej, z wyjątkiem dinara kuwejckiego, są powiązane z dolarem amerykańskim, a obrona kursu walutowego w obliczu odpływu kapitału wymaga znacznych rezerw dolarowych. Znamienne jest, że w maju minister handlu ZEA ujawnił negocjacje z Waszyngtonem w sprawie linii wymiany walut, która miałaby na celu zasilenie dirhama tanio pozyskanymi dolarami: Monarchie, które przez dziesięciolecia inwestowały nadwyżki w obligacje skarbowe USA, negocjują teraz dostęp do płynności, którą kiedyś eksportowały.

Cały kryzys petrodolara

Piąta zmiana ma charakter monetarny i systemowy. Od 1974 roku ustalanie cen ropy naftowej w dolarach i reinwestowanie nadwyżek ropy z Zatoki Perskiej na amerykańskich rynkach finansowych stanowi jeden z filarów amerykańskiej hegemonii monetarnej. Kryzys nad rzeką Ormuz uderza w ten mechanizm w jego fizycznym centrum. Teheran wprowadził selektywny reżim tranzytowy: ograniczona liczba tankowców z „zaprzyjaźnionych” krajów może przepływać przez cieśninę pod warunkiem, że płatności za ładunek – a także opłaty tranzytowe w wysokości do dwóch milionów dolarów – będą rozliczane w juanach lub stablecoinach.

Po raz pierwszy fizyczny dostęp do ropy z Zatoki Perskiej został przymusowo powiązany z mechanizmem rozliczeniowym niedenominowanym w dolarach. Są to ilości marginalne i byłoby błędem analitycznym interpretować to jako koniec petrodolara; jednakże precedens ten ustanawia bezpośredni związek między bezpieczeństwem żeglugi a walutą rozliczeniową – związek, którego żaden dokument BRICS+ nigdy nie był w stanie podrobić. Trendy, które już się rozpoczęły – dwustronne umowy w walutach lokalnych, internacjonalizacja juana w handlu energią i dyskusje na temat alternatywnych mechanizmów rozliczeniowych – odnotowują wymierny i niezaprzeczalny wzrost dzięki kryzysowi, co przyznają nawet główne media.

Dla monarchii naftowych dylemat ten jest fatalny. Ich aktywa finansowe są denominowane w dolarach, w dużej mierze ulokowane w amerykańskich i europejskich inwestycjach i chronione amerykańskimi gwarancjami bezpieczeństwa. Kryzys pokazał jednak, że ta ochrona była niewystarczająca, aby utrzymać cieśninę otwartą, a epizod z opłatą za przejazd zaproponowaną, a następnie wycofaną przez Waszyngton, wzbudził podejrzenia, że ​​samo bezpieczeństwo może stać się narzędziem wyzysku. Jednocześnie głównymi klientami monarchii są obecnie Azjaci: przed zamknięciem cieśniny około 91% ropy naftowej i produktów naftowych z Zatoki Perskiej trafiało do Azji, a Chiny sprowadzały jedną trzecią swojego importu ropy przez cieśninę Ormuz.

Struktura handlu popycha go na wschód, podczas gdy struktura finansowa powstrzymuje go na zachód. Należy o tym pamiętać.

Konieczność sfinansowania odbudowy i ominięcia infrastruktury w kraju zmniejszy również odpływ kapitału z państwowych funduszy majątkowych na rynki zachodnie, co w niewielkim stopniu odwróci mechanizm recyklingu, który przez pięćdziesiąt lat napędzał finanse atlantyckie.

Test wytrzymałościowy

Kryzys w cieśninie Ormuz nie doprowadził jeszcze do całkowitego upadku żadnej monarchii Zatoki Perskiej, a prognozy dotyczące odbudowy do 2027 roku pozostają obiecujące, zakładając ponowne otwarcie cieśniny. Kluczowe pytanie brzmi jednak nie, czy te państwa przetrwają wojnę, ale w jakiej formie i jakim kosztem.

W tym kontekście wstępna ocena jest jednoznaczna. Konflikt ujawnił, że dochody z ropy naftowej zależą od fizycznego korytarza, którego bezpieczeństwa monarchie nie kontrolują; że bufory finansowe gromadzone przez dekady są mniej płynne, niż sugeruje ich nominalna wielkość; że powiązanie waluty z dolarem, niegdyś źródło stabilności, może stać się kanałem podatności na kryzysy; oraz że dywersyfikacja gospodarcza obiecywana przez różne programy Vision jest w praktyce nadal finansowana z tych samych dochodów z ropy naftowej, które mają zastąpić.

Pełny wpływ zamknięcia gospodarki stanie się widoczny dopiero w drugiej połowie 2026 roku, gdy wyczerpią się rezerwy i zaczną wysychać przepływy fiskalne.

Ostatecznie test ten mierzy nie tylko stabilność finansową monarchii naftowych, ale także odporność historycznego kompromisu, na którym się opierają – równowagi między krajowym podziałem dochodów a bezpieczeństwem zewnętrznym. Zmiany w przepływach handlowych zmniejszyły ich wolumen; zmiany w przepływach finansowych obniżają ich marże; a zmiany w systemach monetarnych grożą, w perspektywie średnioterminowej, erozją ram, w których określa się ich bogactwo.

Każdy z tych procesów narastał latami; cieśnina jedynie je przyspieszyła i w tym sensie Ormuz nie jest przyczyną kryzysu, z którym borykają się monarchie naftowe – wręcz przeciwnie. I po raz kolejny, zapalniczka trzymana w pobliżu szybów naftowych dolara amerykańskiego i jego monarchii.

Źródło: Cieśnina Ognia: Jak Ormuz destabilizuje monarchie naftowe

K-329 Biełgorod – najdłuższy okręt podwodny świata

K-329 Biełgorod – najdłuższy okręt podwodny świata

K-329 Biełgorod (Projekt 09852): Najdłuższy okręt podwodny świata i platforma odwetu strategicznego

K-329 Biełgorod to rosyjski atomowy okręt podwodny o specjalnym przeznaczeniu. Jednostka ta, wcielona do służby w 2022 roku, stanowi bezprecedensowy symbol rosyjskiego zwrotu ku asymetrycznym zdolnościom wojennym, łącząc w sobie dwie kluczowe i z pozoru sprzeczne role. Oficjalnie Biełgorod jest klasyfikowany jako okręt badawczo-ratowniczy podległy utajnionemu Głównemu Zarządowi Badań Głębinowych (GUGI) Rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Jednocześnie stanowi on kluczową platformę strategicznego odstraszania, będąc nosicielem sześciu nuklearnych, autonomicznych dronów podwodnych Posejdon (wcześniej znanych jako Status-6).

czarno-czerwona grafika przedstawiająca sylwetkę rosyjskiego okrętu podwodnego K-329 Biełgorod, symbol potęgi i tajemnicy floty podwodnej

Ta strategiczna ambiwalencja jest kluczowa dla zrozumienia jego znaczenia. W marcu 2018 roku prezydent Rosji Władimir Putin osobiście zaprezentował system Status-6 (Posejdon), jasno wskazując na jego powiązanie z Biełgorodem jako jednym z najnowszych systemów broni. Łącząc „badawczy” status GUGI z publiczną deklaracją posiadania broni masowej zagłady, Moskwa angażuje się w świadome, strategiczne sygnalizowanie. Działanie to ma pokazać, że nawet w obliczu opóźnień technicznych w pełnym wdrożeniu Posejdona (szacowanych nawet do 2027 roku ), Rosja posiada unikalną i niestandardową broń odwetową, zdolną do omijania istniejących traktatów o kontroli zbrojeń i zachodnich systemów obrony antybalistycznej (Anti-BMD).

Biełgorod jest postrzegany przez analityków NATO jako strategiczny przełom pewnego rodzaju „gamechanger”, który otwiera nowy, trudny do kontrolowania wymiar wojny podwodnej (tzw. seabed warfare) oraz tworzy bezprecedensowe wyzwanie dla zachodnich mechanizmów odstraszania. Jest to bez wątpienia najdłuższa jednostka podwodna, jaką kiedykolwiek zbudowano , a jej konstrukcja i wyposażenie sprawiają, że wykracza ona poza ramy tradycyjnej floty podwodnej. 

K-329 Biełgorod

1. Geneza, historia budowy i bezprecedensowe modyfikacje kadłuba

1.1 Od Oscar II do okrętu specjalnego (Project 09852)

Historia K-329 Biełgorod jest długa i skomplikowana, będąc świadectwem niestabilności finansowej po upadku Związku Radzieckiego. Budowę okrętu rozpoczęto w stoczni Siewmasz (Sevmash) 24 lipca 1992 roku. Pierwotnie miał być to atomowy krążownik podwodny Projektu 949A (klasa Oscar II), którego głównym zadaniem, zgodnie z doktryną zimnowojenną, była likwidacja amerykańskich Grup Uderzeniowych Lotniskowców (Carrier Battle Groups) za pomocą pocisków manewrujących.

Z powodu chronicznego niedofinansowania, budowa została jednak wstrzymana na etapie częściowo zbudowanego kadłuba. Dopiero w 2012 roku kierownictwo Floty Rosyjskiej podjęło decyzję o wznowieniu prac, rekonfigurując okręt na jednostkę „projektów specjalnych” (Project 09852) przeznaczoną do operacji GUGI. Kadłub został formalnie wznowiony (relaid) w grudniu 2012 roku. Po latach prac, Biełgorod został zwodowany 23 kwietnia 2019 roku, a następnie, po próbach morskich rozpoczętych w czerwcu 2021 roku , został wcielony do służby w Marynarce Wojennej Rosji 8 lipca 2022 roku.

1.2 Anatomia giganta – wymiary i architektura kadłuba

Biełgorod to jednostka o oszałamiających gabarytach, wynikających bezpośrednio z wymogów misji specjalnych. Okręt bazuje na masywnej konstrukcji Oscara II, charakteryzującej się dużym podwójnym kadłubem (massive double hulls) i znaczną rezerwą pływalności.

Kluczową modyfikacją, która uczyniła Biełgorod unikalnym, było bezprecedensowe wydłużenie kadłuba. Oryginalna długość klasy Oscar II wynosząca około 154 metry, została zwiększona do 184 metrów. To czyni K-329 najdłuższym okrętem podwodnym, jaki kiedykolwiek służył – jest dłuższy nawet o niemal 11 metrów od słynnej klasy Projekt 941 Tajfun (175 metrów), która była uważana za największą na świecie. Chociaż niektórzy analitycy, jak H. I. Sutton, szacowali długość na nieco mniejszą, około 178 metrów , oficjalnie podawany wymiar 184 metrów podkreśla jego rekordową pozycję. Wyporność okrętu jest równie gigantyczna, szacowana na 14 700 do 17 000 ton na powierzchni oraz od 24 000 do 30 000 ton w zanurzeniu. 

Zasadnicza architektura kadłuba została zmieniona w dwóch kluczowych miejscach, co było niezbędne do realizacji podwójnej misji:

  • Sekcja centralna dla DSV

Usunięto oryginalną zatokę dla pocisków manewrujących klasy Oscar II. W to miejsce wstawiono nową sekcję o długości około 18 do 20 metrów, zaprojektowaną do pomieszczenia i dokowania atomowych mini-okrętów podwodnych głębinowych (DSV), takich jak Łoszarik (AS-31) lub Paltus.

  • Sekcja dziobowa dla Posejdon-ów

Sekcja dziobowa została wydłużona (o szacowane 38 metrów), aby pomieścić sześć wyrzutni dla strategicznych dronów Posejdon

Analiza inżynieryjna wskazuje, że ekstremalne wydłużenie kadłuba do 184 metrów było podyktowane priorytetami misyjnymi, a nie optymalizacją morską. Klasyczne okręty podwodne są projektowane z naciskiem na hydrodynamikę, aby zachować cichość i manewrowość. Ekstremalny rozmiar Biełgorodu świadczy o tym, że zdolność do przenoszenia unikatowego, strategicznego ładunku (sześciu Posejdonów i DSV) oraz możliwość długotrwałego, ukrytego działania w odległych rejonach (jak Arktyka) była ważniejsza niż osiągi hydroakustyczne czy maksymalna prędkość podwodna.

1.3 Napęd, głębokość i autonomia

K-329 Biełgorod jest napędzany energią jądrową, co zapewnia mu nieograniczony zasięg operacyjny. System napędowy składa się z dwóch reaktorów wodnych ciśnieniowych (PWR) typu OK-650M.02, które generują łączną moc 190 megawatów (MW). Energia ta jest przekazywana do dwóch turbin parowych napędzających bliźniacze śruby. Szacuje się, że maksymalna prędkość okrętu przekracza 32 węzły.

Okręt jest przystosowany do długotrwałych misji – standardowa wytrzymałość załogi, szacowanej na około 110 osób , oraz zapasy, pozwalają na operowanie w zanurzeniu przez około 120 dni, czyli cztery miesiące. Jego głębokość operacyjna jest szacowana na 500 do 520 metrów, co jest zgodne ze standardami klasy Oscar II

Porównanie wymiarów rosyjskiego okrętu podwodnego K-329 Biełgorod z innymi największymi jednostkami świata – Typhoon, Ohio i Oscar II. Tabela z długościami, wypornością i statusem służby.

Dodatkowo, z doniesień analityków wynika, że na pokładzie Biełgorodu zainstalowano „co najmniej dwa pędniki zewnętrzne” (outboard thrusters). Obecność tych dodatkowych systemów napędowych, poza głównymi śrubami, jest kluczowym wskaźnikiem misyjnym. Okręty-matki GUGI muszą posiadać wyjątkową precyzję manewrowania, niezbędną do bezpiecznego dokowania, odzyskiwania i wypuszczania mniejszych pojazdów podwodnych na dużych głębokościach. Wzmocnienie precyzji manewrowania było konieczną modyfikacją, odbiegającą od wymagań pierwotnego, liniowego projektu Oscar II.

System Posejdon (Status-6)

2. Rola I: Strategiczną broń odwetową – System Posejdon (Status-6)

Głównym elementem budującym strategiczne znaczenie Biełgorodu jest jego zdolność do przenoszenia nowego systemu odstraszania, Posejdona, klasyfikowanego jako jedna z sześciu rosyjskich „super-broni”.

2.1 Charakterystyka Drona Posejdon

Posejdon (wcześniej określany jako Status-6 lub KANYON) nie jest standardową torpedą, lecz autonomicznym, międzykontynentalnym pojazdem podwodnym z napędem jądrowym (UUV – Unmanned Underwater Vehicle), uzbrojonym w głowicę nuklearną.

Dron ten, opracowany przez biuro projektowe Rubin, charakteryzuje się imponującymi wymiarami: szacowana długość wynosi około 24 metry, a średnica około 2 metry. Napęd jądrowy zapewnia mu praktycznie nieograniczony zasięg operacyjny, umożliwiając mu elastyczność operacyjną w zakresie wyboru miejsca startu i celu. Może być również wystrzeliwany spod pokrywy lodowej, co ma ogromne znaczenie strategiczne w Arktyce.

Osiągi Posejdona są ekstremalne, zaprojektowane tak, aby był niemożliwy do przechwycenia przez istniejące systemy obronne. Szacuje się, że jego prędkość wynosi około 70 węzłów, choć niektóre raporty podnoszą ją nawet do 108 węzłów. Co równie istotne, Posejdon jest zdolny do operowania na ekstremalnie dużych głębokościach – około 1000 metrów (3,300 stóp), co czyni go wyjątkowo trudnym do wykrycia przez tradycyjne sonary i systemy Zwalczania Okrętów Podwodnych (ASW).

2.2 Taktyka i doktryna użycia

W doktrynie rosyjskiej Posejdon jest klasyfikowany jako broń odwetowa, przeznaczona do użycia po tym, jak doszło już do szeroko zakrojonej wymiany strategicznych uderzeń jądrowych. Biełgorod z Posejdonem ma na celu utrzymanie strategicznej równowagi, będąc ostatecznym, nieuchronnym elementem odstraszania.

Najważniejszą cechą taktyczną Posejdona jest jego rola w omijaniu systemów obrony przeciwrakietowej (BMD) Stanów Zjednoczonych, rozmieszczonych w Europie. Ponieważ BMD są zaprojektowane do zwalczania pocisków balistycznych poruszających się w atmosferze, możliwość przenoszenia broni jądrowej pod wodą na nieosiągalnych głębokościach i z ogromną prędkością pozwala Rosji całkowicie zneutralizować ten aspekt obrony przeciwnika.

Dron ten nie jest przeznaczony do uderzeń taktycznych, lecz do uderzeń na cele o znaczeniu strategicznym i katastrofalnym. Zgodnie z analizami, Posejdon ma zdolność do niszczenia całych miast przybrzeżnych, wywołując masowe skażenie radioaktywne i zalewając wybrzeża, co miałoby uczynić je niezdatnymi do zamieszkania na całe pokolenia. Ta koncentracja na odstraszaniu przez karę (threat of irreversible, ecological disaster) stanowi kluczowy element jego psychologicznego oddziaływania.

Zdolność do stworzenia niewykrywalnej, autonomicznej platformy uderzeniowej, działającej w głębinach oceanicznych, dodaje czwarty, niekonwencjonalny wymiar do tradycyjnej nuklearnej triady odstraszania. Fakt ten wymusza na NATO inwestowanie w nowe, niezwykle drogie zdolności ZOP, koncentrujące się na zwalczaniu zagrożeń na ekstremalnych głębokościach i przy dużych prędkościach, w obszarze, w którym siły zachodnie mają historyczne luki. 

2.3 Integracja Systemu Posejdon na K-329 Biełgorod

Biełgorod jest zdolny do przenoszenia sześciu dronów Posejdon. Wyrzutnie zostały zintegrowane w specjalnie wydłużonej, dziobowej sekcji kadłuba. Szacuje się, że okręt może wykorzystywać obrotową wyrzutnię do obsługi tych gigantycznych torped.

Pomimo wcielenia Biełgorodu do służby w 2022 roku, program integracji Posejdona napotyka na wyzwania. Pełne wdrożenie operacyjne i osiągnięcie zdolności bojowej z systemem Posejdon może, według niektórych analityków, nastąpić dopiero około 2027 roku. Trwające próby morskie i technologiczne mają potwierdzić gotowość obu systemów do współdziałania.

Okręt podwodny K-329 Biełgorod ​

3. Rola II: Okręt główny operacji specjalnych GUGI

Choć militarne zdolności uderzeniowe Biełgorodu przyciągają największą uwagę, jego pierwotna i oficjalna misja, realizowana na rzecz Głównego Zarządu Badań Głębinowych (GUGI), ma równie doniosłe strategiczne znaczenie.

3.1 GUGI: Główny Zarząd Badań Głębinowych

Biełgorod został przydzielony do 29. Dywizji Okrętów Podwodnych , będącej operacyjnym ramieniem GUGI, jednostki podlegającej bezpośrednio Ministerstwu Obrony Rosji. GUGI to jedna z najbardziej utajnionych struktur rosyjskiej floty, zajmująca się oceanografią wojskową i operacjami w strefie szarej (Grey Zone).

Oficjalny status okrętu, jako jednostki badawczo-ratowniczej, służy jako doskonałe przykrycie dla jego rzeczywistych zadań: bycia platformą dla wojny na dnie morskim (seabed warfare) oraz operacji sabotażowych. Deklaracje o prowadzeniu „różnych badań naukowych” i „ekspedycji naukowych”  umożliwiają Biełgorodowi operowanie na wodach międzynarodowych w sposób, który jest trudny do zakwalifikowania jako agresywny, dopóki nie dojdzie do jawnego aktu sabotażu.

3.2 Nosiciel głębinowych jednostek specjalnych (DSV)

Kluczową rolą Biełgorodu jako okrętu-matki (mothership) jest transportowanie małych, głębinowych okrętów podwodnych (DSV) do stref operacyjnych. Zmodyfikowana sekcja centralna kadłuba, powstała po usunięciu wyrzutni rakietowych Oscar II, jest przystosowana do dokowania tych jednostek pod kilem okrętu.

  • AS-31 Łoszarik

Najważniejszym ładunkiem, dla którego Biełgorod został przebudowany, jest atomowy mini-okręt podwodny Łoszarik (AS-31). Łoszarik jest zdolny do nurkowania na ekstremalne głębokości, co umożliwia mu wykonywanie prac na dnie morskim.

  • Klasa Paltus

Okręt może przenosić również inne atomowe jednostki do zadań specjalnych, takie jak DSV klasy Paltus (Projekt 18510/18511, znane w NATO jako X-Ray/Nelma Class).

Istotnym wyzwaniem dla misji GUGI był pożar na Łoszariku w 2019 roku, w którym zginęła część załogi, co było znaczącym regresem dla całego programu Biełgorodu. Okręt-matka jest bowiem bezużyteczny w swojej głównej roli szpiegowskiej i badawczej, jeśli jego podstawowy ładunek (DSV) jest nieoperacyjny. Ten brak zdolności do pełnego wykonywania misji GUGI stanowi jeden z czynników komplikujących jego harmonogram operacyjny.

„Seabed warfare” i sabotaż podmorski

Misje GUGI z wykorzystaniem DSV oraz bezzałogowych pojazdów podwodnych (UUV) koncentrują się na infrastrukturze krytycznejBiełgorod jest planowany do operowania UUV, takimi jak Klawesin-2R-RM (Harpsichord), które służą do mapowania dna morskiego i rozmieszczania czujników. Może także przenosić autonomiczne generatory energii ATGU Shelf do zasilania rozległych podwodnych sieci czujnikowych

Największe zagrożenie, jakie niesie ze sobą ta platforma, dotyczy jej roli w sabotażu strategicznej  infrastruktury. Dzięki możliwości działania DSV i UUV na dużych głębokościach, Biełgorod staje się platformą potencjalnie zdolną do uszkadzania lub manipulowania podmorskimi kablami komunikacyjnymi i internetowymi, które stanowią kręgosłup globalnej telekomunikacji i finansów. Zdolność do prowadzenia tego typu operacji pod pokrywą lodową i na dużych głębokościach podkreśla strategiczne znaczenie Biełgorodu w kontekście militaryzacji Arktyki.

Kontekst strategiczny i geopolityczny

4.1 Porównanie z Klasą Oscar II i Globalnymi Olbrzymami

Biełgorod, choć wywodzi się z projektu Oscar II, przeszedł gruntowną ewolucję. Klasa Oscar II (Projekt 949A) była masywna, z wypornością zanurzoną około 24 000 ton , zaprojektowana do szybkiego niszczenia celów nawodnychBiełgorod odziedziczył masywność (podwójny kadłub) , ale zmienił cel na wojnę specjalną i strategiczne odstraszanie

Mierząc 184 metry , Biełgorod jest dłuższy niż największe strategiczne okręty podwodne Marynarki Wojennej USA – SSBN klasy Ohio (170,7 metra). Ostatecznie, K-329 zajmuje pozycję najdłuższego atomowego okrętu podwodnego w służbie na świecie, ustępując w kwestii wyporności jedynie wycofywanym jednostkom klasy Tajfun (Projekt 941). 

4.2 Lokalizacja operacyjna i przyszłe plany

Biełgorod został wcielony do służby w Flocie Północnej. Jego stałą bazą operacyjną jest prawdopodobnie Olenya Guba na Półwyspie Kolskim, gdzie stacjonuje 29. Dywizja Okrętów Podwodnych GUGI, wraz z innymi specjalnymi jednostkami, takimi jak Podmoskovye (Projekt 09787). To strategiczne położenie umożliwia mu operacje na Atlantyku Północnym i w Arktyce.

Jednakże istnieją silne przesłanki sugerujące, że długoterminowym planem rosyjskiego Ministerstwa Obrony jest przeniesienie K-329 do Floty Pacyfiku. Taki krok miałby strategiczne uzasadnienie. Flota Pacyfiku operuje w bezpieczniejszej odległości od kluczowych aktywów NATO, co zapewnia jej strategiczną głębię. Jednocześnie, ulokowanie Biełgorodu na Pacyfiku daje Rosji asymetryczny atut w regionie Indo-Pacyfiku, zwłaszcza w kontekście rosnącej potęgi Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLA Navy), gdzie Rosja nie jest już dominującym partnerem, a posiadanie unikatowej, nuklearnej platformy specjalnej może pomóc w zachowaniu militarnego znaczenia.

4.3 Ocena zagrożenia przez NATO

NATO określiło Biełgorod mianem „strategicznego przełomu”. Wynika to z faktu, że okręt ten wymusza na siłach zachodnich zmierzenie się z fundamentalnym dylematem: dylematem podwójnej roli.

Misja GUGI (szpiegostwo, sabotaż, kable podmorskie) wymaga absolutnej cichości i skrytości, ponieważ operacje te są prowadzone w strefie szarej, blisko infrastruktury krytycznej państw NATO. Tymczasem misja Posejdona (odwet jądrowy) wymaga, aby okręt-matka pozostawał niezależny, mobilny i gotowy do użycia, stanowiąc gwarancję nuklearnego odstraszania. Te dwie role są strategicznie sprzeczne. W przypadku wykrycia Biełgorodu podczas tajnej operacji GUGI, jego status jako platformy odwetowej zostaje zagrożony, co może zmusić rosyjskie dowództwo do ostrożnej priorytetyzacji zadań w zależności od eskalacji geopolitycznej.

Rozwój Biełgorodu i Posejdona jest interpretowany jako element rosyjskiej strategii kompensacji (offset strategy) mającej na celu przełamanie przewagi technologicznej Zachodu. Rosja od lat dąży do ominięcia amerykańskich systemów BMD, dążąc do zapobieżenia strategicznej nierównowadze. Posejdon, jako niekonwencjonalny, trudny do zwalczania nuklearny dron, jest idealnym narzędziem w tej strategii. Zmusza on przeciwników do inwestowania w nowe, drogie zdolności ZOP, koncentrujące się na ekstremalnych głębokościach, zamiast konkurować z Rosją w tradycyjnych, kosztownych wyścigach zbrojeń.

K-329 Biełgorod ​​- podsumowanie

K-329 Biełgorod to inżynieryjny i strategiczny fenomen. Jego rekonfiguracja z niedokończonego krążownika podwodnego klasy Oscar II na wielozadaniową platformę specjalną zaowocowała powstaniem najdłuższego okrętu podwodnego na świecie , zaprojektowanego do operacji w najgłębszych i najbardziej odległych strefach oceanicznych. 

Jednostka ta osiągnęła zdolność operacyjną w 2022 roku, ale jej strategiczne zdolności pozostają w fazie rozwoju i testów. Pełne wykorzystanie roli okrętu-matki dla głębinowych mini-okrętów podwodnych jest ograniczone, zwłaszcza ze względu na status techniczny Łoszarika po pożarze w 2019 roku. Równocześnie, pomimo jego obecności we Flocie Północnej, pełne operacyjne wdrożenie sześciu dronów Posejdon może zająć jeszcze kilka lat.

Niezależnie od tych opóźnień, Biełgorod ucieleśnia nową erę wojny podwodnej. Łączy on utajnione operacje w strefie szarej (GUGI – sabotaż podwodnej infrastruktury) ze zdolnością do ostatecznego uderzenia jądrowego (Posejdon), które ma unikać każdego istniejącego systemu obrony rakietowej. Ta kombinacja czyni Biełgorod kluczowym elementem rosyjskiej doktryny odstraszania przez karę i zmusza państwa NATO do rewizji swoich strategii Zwalczania Okrętów Podwodnych i ochrony infrastruktury podwodnej. Rosja, wykorzystując ten okręt, z powodzeniem stworzyła strategiczny paradoks, który będzie dominował w dyskusjach nad bezpieczeństwem morskim w nadchodzących dekadach.

Autor:

portret mężczyzny w ciemnym ubraniu, stojącego nocą na tle miasta, symbolizujący profesjonalizm i dyskrecję prywatnego detektywa

Jakub Zyna

Licencjonowany prywatny detektyw i ekspert ds. bezpieczeństwa z wieloletnim doświadczeniem w wykrywaniu zdrad, wywiadzie gospodarczym oraz analizie zagrożeń. 

Na co dzień prowadzi biuro detektywistyczne,, pomagając klientom indywidualnym i biznesowym odzyskać spokój, pewność i kontrolę nad sytuacją.

Źródła:

Wikipedia: Russian submarine Belgorod (Historia, status, specyfikacje).

H.I. Sutton: Spy Subs – Project 09852 Belgorod (Specyfikacje, wymiary).

Wikipedia: Russian submarine Belgorod (Modyfikacje, historia, napęd, Putin 2018).

Reddit: Submarines (Charakterystyka Oscar II – double hulls).

Naval Technology: K-329 Belgorod Nuclear-Powered Submarine (Napęd, uzbrojenie).

H.I. Sutton: Spy Subs – Project 09852 Belgorod (Specyfikacje techniczne, głębokość, endurance).

Eurasian Times: Russia to test nuclear drone from its gigantic Belgorod submarine (Charakterystyka Poseidona, anti-BMD).

PISM.PL: Russia’s Status-6 Nuclear Submarine Drone (Implikacje dla NATO ZOP).

Naval Technology: K-329 Belgorod Nuclear-Powered Submarine (Uzbrojenie).

YouTube (Streszczenie analityczne): Poseidon designed to wipe out entire coastal cities (Misja Poseidona, rola szpiegowska).

H.I. Sutton: Spy Subs – Project 09852 Belgorod (Kontekst Oscar II, DSVs).

Planes and Stuff: Project 09852 SSAN Belgorod commission satellite imagery (Wcielenie do służby, oficjalny status, GUGI).

Portal Obronny: K-329 Biełogorad (Broń odwetowa, potencjalne cele).

Wikipedia: Russian submarine Belgorod (Szczegóły modyfikacji, Losharik, Poseidon, opóźnienia).

H.I. Sutton: Belgorod-Class Submarine (DSVs, Losharik, Paltus, SHELF).

Wikipedia: Russian submarine Belgorod (Długość, GUGI, Losharik fire, Clavesin, ATGU Shelf).

National Security Journal: Belgorod: Russia Has a Nuclear Submarine Armed With a Nuclear Drone (Dual-mission, strategic ambiguity, GUGI).

GIS Reports Online (Wyzwania Floty Północnej vs. Pacyfiku).

TRADOC: Russia’s Newest Nuclear Submarine Joins Northern Fleet (Baza, potencjalne przeniesienie do Floty Pacyfiku).

MODLITWA O UNIKNIĘCIE CZYŚĆCA

MODLITWA O UNIKNIĘCIE CZYŚĆCA


Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najświętsze Serce Boskiego Syna
Twojego, Jezusa Chrystusa i Niepokalane Serce Jego Matki, Najświętszej
Maryi Panny, z całą Ich Miłością i nieskończonymi cierpieniami, i
zasługami, na zadośćuczynienie za grzechy moje dzisiaj popełnione i w
ciągu całego mojego życia.
Chwała Ojcu…
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najświętsze Serce Boskiego Syna
Twojego, Jezusa Chrystusa i Niepokalane Serce Jego Matki, Najświętszej
Maryi Panny, z całą Ich Miłością i nieskończonymi cierpieniami i
zasługami, na naprawienie tego dobra, które źle spełniłem dzisiaj i w
całym moim życiu.
Chwała Ojcu…
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najświętsze Serce Boskiego Syna
Twojego, Jezusa Chrystusa i Niepokalane Serce Jego Matki, Najświętszej
Maryi Panny, z całą Ich Miłością i nieskończonymi cierpieniami i
zasługami, na uzupełnienie tego dobra, które źle spełniłem dzisiaj i w
całym moim życiu.
Chwała Ojcu…


Pewna zakonnica od sióstr klarysek ukazała się po śmierci swej
przełożonej, która za nią się modliła, mówiąc: „Poszłam prosto do
Nieba dzięki tej modlitwie odmawianej co wieczór. Modlitwą tą
spłaciłam wszystkie długi i tak uniknęłam płomieni czyśćcowych”.

Rosyjski gaz z Europy przemieszcza się na wschód: Moskwa i Teheran budują nową oś energetyczną

Rosyjski gaz z Europy przemieszcza się na wschód: Moskwa i Teheran budują nową oś energetyczną – Europa jest skończona.

Przez X

Rosyjski gaz z Europy przemieszcza się na wschód: Moskwa i Teheran budują nową oś energetyczną – Europa jest skończona.

Europa chciała uwolnić się od rosyjskiego gazu. Rosja miała stracić jeden ze swoich najważniejszych rynków eksportowych, Gazprom miał ponieść straty gospodarcze, a moskiewski biznes energetyczny miał zostać trwale osłabiony.

Cztery lata później pojawił się inny trend: Rosja buduje nowe szlaki eksportowe na wschód – a rynek europejski traci w tym procesie swoje dawne strategiczne znaczenie.

Według irańskiego ministra ropy naftowej Mohsena Paknejada, Moskwa i Teheran uzgodniły podstawowe warunki długo przygotowywanej umowy gazowej. Do ostatecznych negocjacji pozostały tylko dwa punkty. Rosyjski gaz ma być transportowany do Iranu przez Azerbejdżan.

Skala projektu jest ogromna. W perspektywie długoterminowej oznacza on nawet 55 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu rocznie . Dokładnie tyle Nord Stream1 był w stanie transportować rocznie z Rosji do Niemiec. To, co wcześniej było przeznaczone dla europejskiego przemysłu i gospodarstw domowych, będzie teraz miało, przynajmniej pod względem skali, swój wschodni odpowiednik.

Jednak nie wszystkie umowy zostały jeszcze podpisane i pełna kwota nie będzie dostępna od pierwszego dnia. Oczekuje się, że pierwszy etap będzie znacznie mniejszy; Rosja początkowo mówiła o około dwóch miliardach m3 rocznie. Rozszerzenie do 55 miliardów m3 byłoby projektem długoterminowym i wymagałoby odpowiedniej infrastruktury.

Jednak geopolitycznie trudno nie zauważyć tego kierunku.

Rosja straciła znaczną część swojego trwającego dekady europejskiego rynku gazowego po 2022 roku. Agencja Reuters donosiła o gwałtownych spadkach w Gazpromie już w 2024 roku w wyniku utraty europejskiego rynku. Jednocześnie Moskwa pracuje nad zwiększeniem eksportu energii do Chin, a teraz także do Iranu.

Iran, ze wszystkich miejsc na świecie, ma szansę stać się nowym węzłem gazowym.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Iran posiada drugie co do wielkości złoża gazu ziemnego na świecie. Niemniej jednak, z powodu braku inwestycji, barier technicznych i skutków sankcji ze strony Zachodu, kraj ten potrzebuje dodatkowych dostaw. Rosja z kolei posiada największe złoża gazu na świecie i poszukuje nowych kanałów sprzedaży.

Oznacza to, że dwa objęte najcięższymi sankcjami państwa świata łączą siły gospodarcze i podejmują próbę zbudowania dokładnie takiej architektury energetycznej, której powstaniu miały zapobiec sankcje Zachodu.

Według doniesień regionalnych, Iran będzie miał również możliwość odsprzedaży nadwyżek rosyjskiego gazu krajom trzecim. Szacunki analityków wskazują na potencjalne przychody sięgające dwunastu miliardów dolarów rocznie. Jest to jednak kwota szacunkowa , a nie gwarantowana w ramach kontraktu .

Oznaczałoby to, że Iran byłby nie tylko klientem, ale w dłuższej perspektywie mógłby sam stać się dystrybutorem rosyjskiego gazu na południu i wschodzie.

Europa skutecznie wycofała się z rosyjskiego systemu energetycznego.

Właśnie w tym tkwi ironia polityczna.

Przez dekady Europa była najbardziej dochodowym i najlepiej skomunikowanym infrastrukturalnie rynkiem gazu dla Rosji. Gazociągi biegły bezpośrednio do Niemiec i dalej do europejskich ośrodków przemysłowych. Sam Nord Stream 1 został zaprojektowany z myślą o 55 miliardach metrów sześciennych gazu rocznie.

Ta era dobiegła końca.

Nie oznacza to jednak, że 55 miliardów metrów sześciennych byłego europejskiego gazu jest już fizycznie przekierowywane do Iranu . Nadal brakuje niezbędnej infrastruktury i ostatecznego kontraktu. Rosyjski LNG również nadal dociera do Europy. Zatem stwierdzenie „Europa jest poza zasięgiem” opisuje kierunek strategiczny , a nie w pełni zrealizowaną fizyczną wymianę wszystkich przepływów dostaw.

Europa chciała zmusić Rosję do znalezienia nowych rynków zbytu.

Rosja ich szuka – i ich znajduje.

Chiny, Iran i potencjalnie inne rynki azjatyckie zyskują na znaczeniu. Planowany korytarz irański mógłby również otworzyć nowe możliwości dla Pakistanu, Indii i innych krajów, choć obecnie nie ma gwarancji dalszego transportu.

Europa z kolei świadomie restrukturyzuje swoje zaopatrzenie w energię, nie polegając na rosyjskim gazociągu.

Oznacza to zniknięcie czegoś, co trwało przez dziesięciolecia, nawet w czasie najpoważniejszych kryzysów politycznych: wzajemnej zależności energetycznej między Rosją a Europą Zachodnią.

Tego, co zostało zniszczone, nie da się po prostu powrócić.

Budowane są nowe rurociągi, które mają przetrwać dekady. Nawiązywane są relacje handlowe. Konsumenci odpowiednio dostosowują swoją infrastrukturę. Rosja coraz bardziej inwestuje w połączenia ze Wschodem, podczas gdy Europa inwestuje miliardy, aby trwale zastąpić rosyjski gaz. Im dalej postępują oba procesy, tym trudniejszy będzie powrót do starych metod.

Zachód chciał odciąć Rosję od jej najważniejszego rynku energii. W krótkiej perspektywie mocno to uderzyło w Moskwę. Ale w dłuższej perspektywie pojawia się coś jeszcze: rosyjska infrastruktura energetyczna, której Europa potrzebuje coraz mniej.

Planowane porozumienie z Iranem jest tego wyraźnym symbolem.

Źródła:

Iran i Rosja bliskie historycznego porozumienia w sprawie handlu gazem – minister

Iran i Rosja zbliżają się do finalizacji kontraktu na dostawy rosyjskiego gazu: Paknejad

Rosja planuje eksport 55 mld m³ gazu do Iranu rocznie, mówi Putin

İran və Rusiya qaz sazişinin əsas şərtlərini razılaşdırıb

Kościół Święty a Synagoga Szatana

Kościół Święty a Synagoga Szatana

Kościół Święty a Synagoga Szatana

magnapolonia.org/kosciol-swiety-a-synagoga-szatana

Kościół Święty a Synagoga Szatana

Z radością informujemy, że Fundacja Magna Polonia objęła patronatem kolejną niezwykle interesującą publikację, zatytułowaną: Kościół Święty a Synagoga Szatana.

Kiedy w poważnej rozmowie na temat wpływu różnych sił na społeczeństwo, kulturę, gospodarkę czy moralność z ust jednego z dyskutantów pada określenie „masoneria”, na twarzach pozostałych zwykle pojawia się pobłażliwy uśmieszek. Jeśli zaś ów rozmówca doda przedrostek „żydo-”, spotka się z otwartym zażenowaniem otoczenia, a jego dalszych wywodów, bez względu na wysuwane argumenty, nikt już nie traktuje poważnie.

Jest to jednak nowość. Jeszcze kilka dekad temu słowo „masoneria” traktowano z powagą, a jeżeli rodziło jakieś emocje, to raczej niepokój. W przeszłości spośród naszych rodaków tak podchodził do tej kwestii choćby św. Maksymilian Maria Kolbe, zakładając do walki z nią Rycerstwo Niepokalanej. Nie inaczej sprawa się miała z Józefem Pelczarem, świętym biskupem i badaczem wolnomularstwa. Co zatem zaszło, że powszechny stosunek do owego zjawiska uległ tak radykalnej zmianie?

(z wprowadzenia)

„Synagoga szatana” to określenie pochodzące z Księgi Apokalipsy (Ap 2,9 oraz 3,9). Odnosi się ono do Żydów ze Smyrny i Filadelfii, którzy w I wieku po Chrystusie zwalczali wczesnochrześcijańskie wspólnoty, sami określając się mianem ludu Bożego. Św. Jan oskarża ich o to, że „podają się za Żydów, a nimi nie są”. Poprzez odrzucenie jedynego i prawdziwego Mesjasza, prześladowanie Jego wyznawców oraz kolaborację z Rzymem, sprzeniewierzyli się prawdziwemu powołaniu Izraela. Wedle tej interpretacji, stali się narzędziem w rękach diabła.

W kontekście tajnych stowarzyszeń wyrażenia „synagoga szatana” użył bł. Pius IX w encyklice Etsi multa luctuosa z 21 listopada 1873 roku. Wikariusz Chrystusa napiętnował w ten sposób masonerię, którą obwiniał o trzy kampanie skierowane wówczas przeciw Kościołowi: Kulturkampf w Cesarstwie Niemieckim, zlikwidowanie Uniwersytetu Gregoriańskiego przez władze po zjednoczeniu Włoch oraz ruch antyklerykalny w Szwajcarii.

Tekst niniejszy jest skromną próbą prezentacji tradycyjnego nauczania Kościoła na temat „monstrualnej doktryny” i „zaraźliwej plagi”. Jeśli przy okazji uchyli on rąbka jej mrocznej tajemnicy, to mam nadzieję, że nie dla sensacji – ale ku przestrodze dusz.

Książkę można zakupić tutaj:

sklep.magnapolonia.org/produkt/kosciol-swiety-a-synagoga-szatana

Kościół Święty a Synagoga Szatana

Z radością informujemy, że Fundacja Magna Polonia objęła patronatem kolejną niezwykle interesującą publikację, zatytułowaną: Kościół Święty a Synagoga Szatana.

Kiedy w poważnej rozmowie na temat wpływu różnych sił na społeczeństwo, kulturę, gospodarkę czy moralność z ust jednego z dyskutantów pada określenie „masoneria”, na twarzach pozostałych zwykle pojawia się pobłażliwy uśmieszek. Jeśli zaś ów rozmówca doda przedrostek „żydo-”, spotka się z otwartym zażenowaniem otoczenia, a jego dalszych wywodów, bez względu na wysuwane argumenty, nikt już nie traktuje poważnie.

Jest to jednak nowość. Jeszcze kilka dekad temu słowo „masoneria” traktowano z powagą, a jeżeli rodziło jakieś emocje, to raczej niepokój. W przeszłości spośród naszych rodaków tak podchodził do tej kwestii choćby św. Maksymilian Maria Kolbe, zakładając do walki z nią Rycerstwo Niepokalanej. Nie inaczej sprawa się miała z Józefem Pelczarem, świętym biskupem i badaczem wolnomularstwa. Co zatem zaszło, że powszechny stosunek do owego zjawiska uległ tak radykalnej zmianie?

(z wprowadzenia)

„Synagoga szatana” to określenie pochodzące z Księgi Apokalipsy (Ap 2,9 oraz 3,9). Odnosi się ono do Żydów ze Smyrny i Filadelfii, którzy w I wieku po Chrystusie zwalczali wczesnochrześcijańskie wspólnoty, sami określając się mianem ludu Bożego. Św. Jan oskarża ich o to, że „podają się za Żydów, a nimi nie są”. Poprzez odrzucenie jedynego i prawdziwego Mesjasza, prześladowanie Jego wyznawców oraz kolaborację z Rzymem, sprzeniewierzyli się prawdziwemu powołaniu Izraela. Wedle tej interpretacji, stali się narzędziem w rękach diabła.

W kontekście tajnych stowarzyszeń wyrażenia „synagoga szatana” użył bł. Pius IX w encyklice Etsi multa luctuosa z 21 listopada 1873 roku. Wikariusz Chrystusa napiętnował w ten sposób masonerię, którą obwiniał o trzy kampanie skierowane wówczas przeciw Kościołowi: Kulturkampf w Cesarstwie Niemieckim, zlikwidowanie Uniwersytetu Gregoriańskiego przez władze po zjednoczeniu Włoch oraz ruch antyklerykalny w Szwajcarii.

Tekst niniejszy jest skromną próbą prezentacji tradycyjnego nauczania Kościoła na temat „monstrualnej doktryny” i „zaraźliwej plagi”. Jeśli przy okazji uchyli on rąbka jej mrocznej tajemnicy, to mam nadzieję, że nie dla sensacji – ale ku przestrodze dusz.

Książkę można zakupić tutaj:

sklep.magnapolonia.org/kosciol-swiety-a-synagoga-szatana

„Lex szarlatan”, czyli wszystko dla pacjenta

„Lex szarlatan”, czyli wszystko dla pacjenta

Michał Radzikowski

W dniu 3 lipca br. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta zwaną potocznie „lex szarlatan”. Ustawa po zaakceptowaniu poprawek senackich została ostatecznie przyjęta w dniu 31 lipca br. Obecnie dokument oczekuje na podpis prezydenta.

Przedmiotem powyższej nowelizacji była kwestia rzekomej dezinformacji pacjentów przez osoby nieposiadające uprawnień medycznych, a prowadzące działalność paramedyczną (m.in. bioenergoterapeuci, zielarze, kręgarze). Zdaniem projektodawców osoby te stwarzają realne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów, stosując niesprawdzone metody terapii, bądź też odwodząc chorych od konwencjonalnego leczenia. Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wprowadziła możliwość formułowania ostrzeżeń publicznych przez Rzecznika Praw Pacjenta przed praktykami paramedycznymi i podmiotami świadczącymi taką działalność.

Po drugie – Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo kierowania nakazu natychmiastowego zaprzestania powyższych praktyk. Po trzecie – wprowadzona została sankcja wysokich kar (do 1 miliona złotych) na podmioty prowadzące działalność paramedyczną, a ściśle rzecz ujmując działalność, która nie jest potwierdzona oficjalną wiedzą medyczną. Ponadto Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał prawo udziału w postępowaniach dotyczących pacjentów na prawach prokuratora. Co więcej, nowelizacja przewidziała możliwość blokowania stron internetowych uznanych za szerzące dezinformację oraz wpisywania ich do specjalnych rejestrów. Powyższe zmiany Sejm przyjął stosunkiem głosów – 232 za, 34 przeciw i 162 wstrzymujących się. Nowelizację poparły kluby Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, koło Razem oraz większość posłów PSL i Polski 2050.

Przeciwni byli posłowie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, a posłowie Prawa i Sprawiedliwości wstrzymali się od głosu.

Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wywołała szereg obaw i kontrowersji i to nie tylko w środowiskach, do których się odnosi. Między innymi negatywną opinię o przyjętych rozwiązaniach legislacyjnych wydał Instytut Ordo Iuris, wskazując na nadmierną i uznaniową rolę Rzecznika Praw Pacjenta, niosącą za sobą zagrożenie dla praw i wolności obywatelskich. Część ekspertów uznała, że „lex szarlatan” uderzy w uznane od dawna metody leczenia, takie jak ziołolecznictwo, czy homeopatia. Krytyka dotyczyła także nieostrych i nie do końca sprecyzowanych pojęć i sformułowań pozwalających na dowolność interpretacyjną. Dotyczy to na przykład definicji „praktyk pseudomedycznych” i „dezinformacji medycznej”. Przy braku jednoznacznych kryteriów niesie to niebezpieczeństwo, że egzekwowanie prawa będzie zależeć od subiektywnej oceny urzędników. Wreszcie, krytyka dotyczyła naruszania praw pacjentów do wolnego wyboru metod leczenia i stosowania terapii alternatywnych.

Warto zatem przyjrzeć się wprowadzonym zapisom i zastanowić się jakie zagrożenia z sobą niosą. Na wstępie podkreślić należy, że funkcjonowanie rynku usług paramedycznych w żaden sposób nie stoi na przeszkodzie korzystaniu przez pacjentów z placówek „oficjalnej służby zdrowia”. Co więcej – usługi paramedyczne mają charakter marginalny i w zdecydowanej większości dotyczą leczenia wspomagającego (obok leczenia konwencjonalnego), bądź też leczenia „beznadziejnych przypadków”, kiedy „oficjalna medycyna” jest już bezradna.

Tak zwani „szarlatani” nie zmuszają nikogo do korzystania ze swoich usług, jak również nie stosują nachalnej propagandy, w tym „reklam podprogowych”, co jest udziałem wielu firm farmaceutycznych. Po prostu nie mają środków na stosowanie takich metod promocji. Nawet jeżeli określone podmioty oferują niesprawdzone metody terapeutyczne, bądź niesprawdzone specyfiki, to korzystanie z tego typu usług zależy wyłącznie od woli pacjentów. Należy podkreślić, że również w przypadku korzystania z medycyny konwencjonalnej – w wielu przypadkach leczenie jest nieskuteczne, a nawet prowadzi do śmierci. Wiele leków i preparatów leczniczych  jest nie tylko nieskutecznych, ale wręcz przynosi niepożądane skutki uboczne. Wspomnieć również należy o długiej liście tak zwanych „błędów medycznych” i braku odpowiedzialności personelu medycznego za powyższe uchybienia. Nawet jeżeli błąd medyczny zostaje stwierdzony, to ewentualne zadośćuczynienie jest rażąco nieadekwatne do doznanej krzywdy.

Oczywiście są również przypadki nieuczciwych i szkodliwych działań podmiotów świadczących usługi paramedyczne, jednak nawet gdy „szarlatan”  przekonuje, że jego metody są skuteczniejsze, to przecież nie jest w stanie zabronić swoim pacjentom leczenia konwencjonalnego. Ostateczna decyzja zawsze należy do pacjenta. Reasumując – pacjent posiada niezbywalne prawo do decydowania o swoim zdrowiu i preferowanych metodach leczenia, nawet jeżeli z obiektywnego punktu widzenia jest ono nieskuteczne. Zakazane powinny być jedynie takie praktyki terapeutyczne, które w sposób ewidentny niosą zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów (np. terapie muchomorem, czy też środkami psychoaktywnymi, co samo w sobie jest przestępstwem).

Podkreślić przy tym należy, że z usług tzw. szarlatanów korzystają z reguły ci, których oficjalna medycyna zawiodła, bądź też ci, którym oficjalna medycyna nie daje już żadnych nadziei. Czy odbieranie osobom śmiertelnie chorym, którym konwencjonalne leczenie nie pomogło, ostatniej iskierki nadziei w postaci alternatywnych metod terapii – nie jest działaniem nieludzkim? Oczywiście, ktoś powie, że zapisy „lex szarlatan” nie zakazują wprost działalności paramedycznej, jednak faktyczny zakaz reklamowania takiej działalności (np. poprzez strony internetowe), zagrożenie procesami, a przede wszystkim drakońskimi karami finansowymi – z całą pewnością doprowadzi do zaniku takiej działalności, ewentualnie do powstania „szarej strefy”, która będzie jeszcze trudniejsza do kontroli.

Nawet jednak jeżeli uznamy działalność podmiotów świadczących usługi paramedyczne za szkodliwe społecznie, to walka z tym zjawiskiem powinna być racjonalna i adekwatna do rozmiaru zagrożenia. Przede wszystkim powinna być sformułowana precyzyjna definicja praktyk pseudomedycznych ze ścisłym rozgraniczeniem jaka działalność jest dozwolona, a jaka nielegalna. Nie można przy tym opierać tego rozgraniczenia na kryterium „aktualnej wiedzy medycznej”, gdyż wiedza ta jest płynna i dynamiczna, a pomiędzy samymi specjalistami nie ma często zgody jakie metody leczenia są wskazane, a jakie niepożądane. Jak słusznie zauważyła Polska Organizacja Zdrowia w liście skierowanym do Prezydenta RP Karola Nawrockiego – ustawa uderza nie tylko w ewidentnych szarlatanów, ale także „w osoby i podmioty działające legalnie, uczciwie i odpowiedzialnie: zielarzy, fitoterapeutów, naturopatów, edukatorów zdrowotnych, sklepy zielarsko-medyczne, producentów, dystrybutorów, rolników uprawiających rośliny zielarskie oraz pacjentów korzystających z legalnych form wspierania zdrowia”, a „osoby działające legalnie i uczciwie mogą zrezygnować z edukacji zdrowotnej, wypowiedzi publicznych, działalności informacyjnej lub doradczej z obawy przed karami, ostrzeżeniami publicznymi lub stygmatyzacją społeczną”.

Zgodzić się również należy z Polską Organizacją Zdrowia, że „ochrona pacjenta nie może oznaczać kneblowania debaty publicznej ani ograniczania dostępu do rzetelnej informacji o profilaktyce, żywieniu, fitoterapii, ziołach i legalnych formach wspierania zdrowia”. Nieprecyzyjne i stwarzające pole do nadinterpretacji i nadużyć jest również pojęcie „dezinformacji medycznej”, z którą ustawa ma walczyć. Teoretycznie przez dezinformację medyczną rozumiane są działania wprowadzające w błąd i polegające na publicznym rozpowszechnianiu lub promocji metod niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną jako skutecznych w leczeniu chorób lub kwestionowaniu uznanych metod leczniczych.  Pytanie brzmi, co jest jeszcze aktualną wiedzą medyczną, a co już nieaktualną? Czy na przykład ziołolecznictwo, lub tradycyjna medycyna chińska spełniają te standardy? I czy decydowanie o tym, co jest dezinformacją mamy powierzyć urzędnikom, którzy nie posiadają elementarnej wiedzy medycznej?

Przy okazji należy przypomnieć jakie pole do nadużyć stwarza walka z tak zwaną „dezinformacją rosyjską”, za pomocą której wprowadzana jest zakazana w Konstytucji RP cenzura i kneblowane są usta wszystkim, którzy nie podzielają narracji geopolitycznej sił rządzących naszym krajem. Wszystko to prowadzi do naruszenia zagwarantowanej w Konstytucji RP wolności słowa (art. 54 Konstytucji), a w przypadku działalności, która nie spełnia wymogów „aktualnej wiedzy medycznej” – również naruszenia prawa do działalności naukowej przez niezależnych badaczy (art. 73 Konstytucji).

Dodatkowo zaznaczyć należy, że w przypadku szkody na zdrowiu spowodowanej przez faktycznych szarlatanów i oszustów – pacjenci są objęci ochroną na podstawie przepisów innych ustaw. Każdy pokrzywdzony może wystąpić na drogę sądową, w trybie powództwa cywilnego i żądać odszkodowania, bądź zadośćuczynienia na podobnych zasadach jak w przypadku błędów medycznych, których zresztą jest więcej niż szkód wyrządzonych przez paramedyków. Ustawę „lex szarlatan” należy uznać zatem za przejaw zbędnej talmudyzacji prawa. Na koniec należy postawić pytanie – kto za tym stoi i pociąga za sznurki? Czy faktycznie pacjenci? Czy zatroskani o tychże pacjentów urzędnicy? A może przedstawiciele miłościwie nam panującej koalicji rządowej? Czy oby na pewno? W tym miejscu można powołać rzymską paremię: „is fecit, cui prodest”. Reszta niech będzie milczeniem…

Michał Radzikowski

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)

Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów

Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów.

Czego Zachód nie może zobaczyć? Korespondent wojenny rzuca poważne oskarżenia pod adresem zachodnich mediów.

Podczas gdy wojna na Ukrainie od lat dominuje w nagłówkach gazet, brytyjski korespondent wojenny Johnny Miller stawia zarzut, który podważa wizerunek zachodnich mediów. Po czterech latach relacjonowania wydarzeń w strefie konfliktu dochodzi do trzeźwiącego wniosku: Donbas jest celowo pomijany przez główne zachodnie media – nie z braku zainteresowania, ale dlatego, że rzeczywistość na miejscu nie pasuje do dominującej narracji.

Na krótko przed powrotem do Wielkiej Brytanii Miller rozmawiał z niemiecką dziennikarką Aliną Lipp o swoich przeżyciach i przedstawił obraz wojny, który jego zdaniem trudno znaleźć w zachodnich mediach.

Nie był obecny ani jeden z większych zachodnich nadawców.

Dla Millera sytuacja jest wyjątkowa. To największa wojna na europejskiej ziemi od dziesięcioleci – a jednak, według niego, ani jeden reporter dużej brytyjskiej ani amerykańskiej firmy medialnej nie był stale obecny na linii frontu w Donbasie.

Opisuje tę sytuację jako „szokującą”. Kiedy szkoła niedaleko jego domu została ostrzelana, zdał sobie sprawę, że na miejscu nie było żadnego korespondenta dużej zachodniej stacji telewizyjnej, który mógłby zrelacjonować incydent. Miller uważa to za bezprecedensowe w przypadku konfliktu o takiej skali.

Martwi cywile – historia, która według niego jest rzadko opowiadana.

Miller donosi, że regularnie budził go ostrzał artyleryjski w Doniecku. Jeden z jego pierwszych artykułów dotyczył ostrzału celów cywilnych przez armię ukraińską. Czterech nauczycieli zginęło po trafieniu w pobliską szkołę.

Jego zdaniem każdy zachodni korespondent, który faktycznie był na miejscu, musiałby zrelacjonować taki incydent. Miller uważa, że ​​to właśnie dlatego główne zachodnie media w dużej mierze unikają Donbasu: relacjonowanie wydarzeń na jego temat ujawniłoby wydarzenia, które nie pasowałyby do dominującej narracji o wojnie.

Świadoma decyzja czy dziennikarska porażka?

Miller stawia daleko idące oskarżenie. Jego zdaniem zachodnie media celowo powstrzymują się od wysyłania reporterów na Donbas na stałe.

Jego rozumowanie jest jasne: każdy dziennikarz pracujący niezależnie w terenie będzie nieuchronnie musiał relacjonować wydarzenia politycznie niewygodne – w tym, według niego, ataki armii ukraińskiej na cele cywilne. Jednak te doniesienia przeczą narracji, którą zachodnie rządy i wiele głównych mediów promuje od lat.

Alina Lipp potwierdza ten schemat

Niemiecka dziennikarka Alina Lipp, która od pewnego czasu relacjonuje wydarzenia z Doniecka, potwierdza wersję Millera, opierając się na własnych doświadczeniach.

Opisuje również regularne ostrzały w regionie i uważa, że ​​wiele z tych wydarzeń nie cieszy się zainteresowaniem zachodnich mediów. Jej zdaniem wynika to z faktu, że takie doniesienia nie wpisują się w dominującą narrację konfliktu.

Nie tylko spór o wojnę na Ukrainie

Dla Millera i Lippa problem wykracza daleko poza samą wojnę.

Uważają to za fundamentalną porażkę zachodniego dziennikarstwa. Zamiast relacjonować wydarzenia w sposób niezależny, wiele głównych mediów, ich zdaniem, coraz bardziej koncentruje się na interesach politycznych i utartych narracjach. Ci, którzy faktycznie prowadzą badania na miejscu i publikują obserwacje odbiegające od tych narracji, są często ignorowani lub marginalizowani.

Zdaniem dwóch dziennikarzy, ma to daleko idące konsekwencje. Ludność Donbasu od lat żyje pod ostrzałem i płaci za to wysoką cenę. Jednocześnie uważają, że opinia publiczna w wielu krajach zachodnich otrzymuje jedynie niepełne zrozumienie tego, co się naprawdę dzieje.

Ostatecznie Miller i Lipp stawiają fundamentalne pytanie: Jak kompletny jest obraz wojny, skoro duże obszary strefy konfliktu są słabo udokumentowane lub wcale nie są udokumentowane przez wiodące zachodnie media na podstawie ich własnych obserwacji – i kto korzysta na tym, że pewne perspektywy pozostają niewidoczne?

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają Niemcy w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją

Rysy elewacji

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają kraj w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją

fassadenkratzer/regierende-bedrohungslugner-schuren-russophobie-und-treiben-grundgesetzfern-zum-krieg

„Rządzący podżegacze” podsycają rusofobię i popychają kraj w stronę wojny w sposób sprzeczny z konstytucją.

„Rządzący podżegacze zagrażają pokojowi, osłabiają życie kulturalne i rujnują państwo opiekuńcze”. Tak Friedhelm Klinkhammer i Volker Bräutigam, byli pracownicy nadawcy publicznego, a obecnie jego najzagorzalsi krytycy, podsumowują swój nowy, elokwentny artykuł. Ci, którzy uważają ich sformułowania za zbyt prowokacyjne i dosadne, powinni bez wahania zapoznać się z drobiazgowymi dowodami potwierdzającymi ich szeroko rozpowszechnione oskarżenia. Kończą prostą mądrością: „Najlepszą obroną jest zdobycie PRZYJACIÓŁ!”. Poniżej zamieszczamy artykuł z „Permanent Public Conference”. (hl) 

Jutro przyjdą Rosjanie, wszyscy zginiemy!

Autorzy: Friedhelm Klinkhammer i Volker Bräutigam

Rusofobia, rusofobia. Dokładnie tak to wygląda, gdy niemiecki minister (nasz podżegacz wojenny Pistorius) woli przygotowywać się do wojny z Rosją, zamiast ściśle przestrzegać polityki obronnej, która ma chronić pokój, zgodnie z Ustawą Zasadniczą. Ze słów i czynów prezydenta Putina należy wyciągnąć wniosek:  „Istnieje zagrożenie, które może się zmaterializować od 2029 roku ”. Naprawdę? ARD Tagesschau, biegły w sztuce kształtowania opinii publicznej, poszedł jeszcze dalej: według „ustaleń” wywiadu może to nastąpić już w 2028 roku . Jednak ten rządowy organ celowo pominął fakt, że Rosja oferuje kompleksową gwarancję nieagresji.

Minister spraw zagranicznych Ławrow: „ Wielokrotnie powtarzaliśmy, że nie mieliśmy i nie zamierzamy atakować żadnego z obecnych członków NATO ani UE. Jesteśmy gotowi uwzględnić to stanowisko w przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla tej części Eurazji ”. Rząd niemiecki, jak wiadomo, odrzucił tę propozycję, nawet jej nie rozważając. Nasz żałosny berliński reżim nie rozmawia z Rosjanami.

„ Naród niemiecki, inspirowany wolą służenia pokojowi na świecie jako równoprawny członek zjednoczonej Europy … Naród niemiecki uznaje zatem nienaruszalne i niezbywalne prawa człowieka za fundament każdej ludzkiej wspólnoty, pokoju i sprawiedliwości na świecie ” . Jakże pocieszające są te wzniosłe słowa w naszej Ustawie Zasadniczej! Tyle że naród niemiecki nie stał się równoprawnym członkiem „zjednoczonej Europy”, lecz pozostał (od 1990 roku) pod butem Waszyngtonu. Kiedy Donald Trump patrzy gniewnym wzrokiem, kanclerz Merz płaszczy się przed nim i posłusznie podaje mu łapę . A następnie wykonuje rozkazy transatlantyckiego przemysłu zbrojeniowego.

Były analityk CIA Larry C. Johnson: „Merz, Pistorius, a właściwie wszyscy europejscy podżegacze wojenni, absurdalnie twierdząc, że Rosja chce podbić i okupować Europę, wywołują masową histerię. Dlaczego? Europie nie zostało już nic, czego Rosja potrzebuje ani chce.

Nie wiemy, czy zwykli Niemcy są „ inspirowani wolą pokoju ”. W końcu ich wola tradycyjnie nie jest nawet poważnie poszukiwana. Niezaprzeczalne jest jednak to, że elity rządzące zrzuciły swoje starzejące się maski pokoju i ponownie zachowują się jak podżegacze wojenni, pogardliwi lobbyści zbrojeniowi, kłamcy, bezwstydni propagandziści i bezwzględni orędownicy cięć socjalnych.

Te kręgi potrafią uniemożliwić dosłowne przestrzeganie woli ludu (jeśli w ogóle się ujawni). Formy demokracji bezpośredniej są dla nich anatemą. Dlatego referenda – „Wszelka władza państwowa pochodzi od ludu. Jest sprawowana przez lud w wyborach i referendach [???]  …” – pozostają jedynie opcją konstytucyjną. Papier jest cierpliwy, jak wiemy.

Szczyt bezwzględności

Nasi podżegacze wojenni biorą obecnie udział w eksterminacji całego pokolenia młodych mężczyzn na ukraińskich polach bitew – bezlitośnie, bez skrupułów, ale rzekomo w obronie (zachodnio)europejskiej wolności i demokracji. Przy wsparciu Komisji Europejskiej pod przewodnictwem von der Leyen i rządu Merza, sprawnym mężczyznom kategorycznie odmawia się prawa do opuszczenia Ukrainy w poszukiwaniu „zachodniej wolności” , ponieważ szalejącemu pronazistowskiemu władcy w Kijowie (Zełenski: „ Pokonamy ich wszystkich … Chwała Ukrainie! ”) brakuje żołnierzy na froncie.

Rządząca chadecja odmawia teraz nawet pełnosprawnym Ukraińcom statusu ochrony prawnej w Niemczech, odsyłając ich z powrotem w wir wojny ukraińsko-rosyjskiej. Merz: „ Ukraina broni nie tylko swojej wolności, ale także naszej wolności ”. Absolutnie, aż do śmierci! Do ostatniej chwili. Aby skorumpowany przywódca w Kijowie mógł kontynuować tę morderczą wojnę, nasz „ pokojowy ” reżim już w tym roku przekupił go (kolejnymi) 11,8 miliarda euro w formie „pomocy wojskowej ” .

Polityka naszego rządu, przygotowująca do wojny, byłaby niemożliwa do utrzymania na dłuższą metę, gdyby sprzeciwiała się jej opinia publiczna. Pozbawiona solidnych uzasadnień, wypełnia pustkę dezinformacją, sianiem strachu i nienawistną propagandą. Temu celowi służą państwowe media.

Jaki jest cel tego wszystkiego? Przestraszeni obywatele są łatwiej obciążani nowymi podatkami i pozbawiani świadczeń socjalnych. Wymuszone pieniądze są wpychane przemysłowi zbrojeniowemu i jego lobby podżegającemu do wojny. Społeczeństwo to akceptuje. Rzekomo niezbędne wydatki „obronne” – w tym roku przekraczające budżet o 124,7 miliarda euro – są ostatecznie jedynie abstrakcyjną, niewyobrażalną sumą pieniędzy dla przeciętnego obywatela. A ci, którzy muszą korzystać z banków żywności, bo nie stać ich nawet na zakupy spożywcze w Aldi czy Penny, mają gdzieś nasz 2,5 biliona euro długu publicznego – tak samo jak nie przejmują się kłamstwami antyrosyjskimi.

Nasi nazistowscy przodkowie doprowadzili imperialistyczną rusofobię cesarza Wilhelma II do skrajności. Minister propagandy Goebbels wygłosił pełną nienawiści tyradę: „ W naszej walce z bolszewizmem nie jesteśmy już sami. Aby skutecznie z nim walczyć, konieczna jest jedność wszystkich zdrowych sił. Bolszewizm jest zasadniczo zainteresowany sianiem wojny i zamętu… Walka z bolszewizmem to nie tylko walka o zachowanie kultury w naszym kraju, ale walka o pokój na świecie ”. Nienawiść do bolszewików nabrała również wymiaru rasistowskiego: „ Słowiańscy podludzie” to niemiecki neologizm.

Nazistowskie Niemcy rzeczywiście zostały pokonane przez Związek Radziecki (przy wsparciu zachodnich aliantów). Jednak niemiecka rusofobia i nieznośnie aroganckie poczucie wyższości przetrwały. Zaledwie siedem lat po zakończeniu wojny Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, uciekł się do moralizatorskiego porównania, które relatywizowało potworne zbrodnie nazistowskie: „Związek Radziecki jest państwem znacznie większym, znacznie potężniejszym i znacznie bardziej totalitarnym niż nazistowskie Niemcy .

A jak jest dzisiaj? W 2018 roku zaledwie 28 procent respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy rosyjska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa zagraża Niemcom. Do 2024 roku odsetek ten wzrósł do 66 procent. To tak, jakby prezydent Rosji Putin w listopadzie 2021 roku praktycznie nie błagał o zaprzestanie groźnych wpływów NATO na Ukrainę i o porozumienie w sprawie paneuropejskiej koncepcji bezpieczeństwa.

Niemiecka nienawiść do wyzwolicieli

Badania potwierdzają niezmiennie antyrosyjskie nastawienie społeczeństwa niemieckiego do wyzwolicieli spod narodowego socjalizmu. Nic dziwnego, skoro nasze elity polityczne nieustannie podnoszą swoje rusofobiczne doktryny do rangi dogmatów. Od 24 lutego 2022 roku, kiedy Putin dał się sprowokować do wojny na Ukrainie z powodu ich agresywnej i wywrotowej polityki, z radością powtarzają swój codzienny refren o „zagrożeniu dla naszej wolności”. I udało im się to, ponieważ wszystkie informacje i fakty dotyczące przyczyn wojny, stworzone przez USA, NATO, UE, a zwłaszcza Niemcy, zostały zatarte i zapomniane.

Presja na Ukrainę , by przystąpiła do NATO i UE. 5 miliardów dolarów Nuland na przygotowanie zamachu stanu na Majdanie, posunięcia okrzykniętego „Pieprzyć UE”. Oszukańcze porozumienie Steinmeiera z prezydentem Janukowyczem, który został odsunięty od władzy następnego dnia. Równie podstępne porozumienie Merkel z Mińska II, które nie miało na celu zaprowadzenia pokoju, lecz danie Kijowowi czasu na zbrojenia i przygotowania do wojny. Określenie „ rosyjska wojna agresywna z naruszeniem prawa międzynarodowego ” skutecznie pogrzebało i zapieczętowało tło, obiektywne przyczyny i całą prawdę o wojnie na Ukrainie pod betonowym sarkofagiem – takim jak ten w Czarnobylu. To zapobiegło niebezpieczeństwu , że nasi przywódcy zostaną zdemaskowani jako podżegający do wojny oszuści polityczni.

Rusofobia naszych przywódców politycznych stała się powszechna i normatywna we wszystkich dziedzinach życia społecznego: w wojsku, biznesie, sporcie i instytucjach kulturalnych. Rusofobia jako element polityki państwa: przesadna, bezwzględna, a nawet karalna . Każdy, kto sprzeciwia się temu historycznemu rewizjonizmowi i głośno deklaruje świadomość historyczną i rzetelność faktów, podlega karze.

Przykłady rusofobii i pogardy dla ludzkości przekazane przez naszych czołowych przedstawicieli wybranych w wyborach:

Minister spraw zagranicznych Wadephul: „ Rosja zawsze pozostanie dla nas wrogiem ”. (W rozmowie telefonicznej, którą rzekomo odbył z bliskimi współpracownikami prezydenta Ukrainy; w rzeczywistości padł ofiarą rosyjskich telefonicznych żartownisiów).

Kanclerz Merz: „ Jesteśmy obecnie świadkami głębokiego barbarzyństwa tego kraju (Rosji) . To się nie zmieni w dającej się przewidzieć przyszłości i musimy to zaakceptować ”. A ponieważ Putin rzekomo zaatakuje inne kraje po zwycięstwie nad Ukrainą: „ Będziemy musieli się ponownie bronić ” . Świadomie lub nieświadomie, Merz powtarza w ten sposób hitlerowską propagandę, że niemiecka wojna na wyniszczenie przeciwko Związkowi Radzieckiemu była uzasadniana jako „wojna prewencyjna” (obrona wyprzedzająca) . Jednak Rosja, a raczej Związek Radziecki, nigdy nie zaatakował Niemiec. Merz kultywuje ograniczony pogląd na wroga. To uniemożliwia mu wyciągnięcie właściwych wniosków z niszczycielskiej historii Niemiec i odpowiednie ukształtowanie swojej polityki w celu promowania pokoju.

Kolarze z Eastland w nastroju odjazdowym

Złośliwa retoryka Merza jest znakiem, że niemiecka burżuazja nigdy nie pogodziła się z porażką zadaną przez „barbarzyńców” ze Wschodu – i że wciąż żywi myśli odwetowe .

Oczywiście, rządzący establishment polityczny stara się zachować pozory, podkreślając, że jego pełne nienawiści tyrady skierowane są wyłącznie przeciwko „przestępczemu” rządowi rosyjskiemu, a nie przeciwko narodowi rosyjskiemu. Ta bezsensowna deklaracja ma również złowrogą historię. Na przykład: w dniu ataku na Związek Radziecki, 22 czerwca 1941 roku, Adolf Hitler wygłosił w Radiu Rzeszy następujący wywód: „ Naród niemiecki nigdy nie żywił wrogich uczuć wobec narodów Rosji. To nie Niemcy próbowały narzucić Rosji swój narodowosocjalistyczny światopogląd, ale żydowsko-bolszewiccy władcy w Moskwie, którzy bezlitośnie próbowali narzucić swoją władzę naszym i innym krajom europejskim … ”.

Skutek tych niekontrolowanych „wrogich uczuć wobec narodu rosyjskiego” jest dobrze znany: 27 milionów zamordowanych obywateli radzieckich. Co ósmy mieszkaniec zginął w wojnie. (W Niemczech, gdzie zginęło 6,3 miliona ludzi, co jedenasty zginął w wojnie).

Niemiecka polityka „tylko” przeciwko Kremlowi, a nie przeciwko narodowi rosyjskiemu? Czysta hipokryzja, ponieważ sankcje gospodarcze („ zrujnowanie Rosji ”) służą do nękania ludności, zmuszając ją do odsunięcia rządu i zaakceptowania posłusznych następców, akceptowalnych dla Zachodu. Ten sam cel przyświecał brukselskiej Ursuli von der Leyen i jej berlińskiemu kolesiowi Merzowi, którzy planowali ukraść 300 miliardów euro zamrożonych rosyjskich aktywów państwowych, które ostatecznie należą nie do Putina, a do narodu rosyjskiego. Co więcej, pośrednie zaangażowanie w wojnę po stronie Ukrainy nie dotyczy Putina, ale znacznej części społeczeństwa. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Niemcy dostarczają śmiercionośną broń na masową skalę.

Dokładne słowa Merza: „ Rosja jest krajem głęboko europejskim pod względem kulturowym, literackim i muzycznym, ukształtowanym przez kulturę europejską ” . O rany, cóż za przełomowe odkrycie! Pochwała kanclerza oczywiście idealnie wpisuje się w nowe podejście do rosyjskiej kultury i postaci kulturalnych.

Skutki systematycznie promowanej rusofobii są widoczne również na rynku książki. Literatura rosyjska wyszła z mody. Rynek się załamał .

Rusofobiczna polityka miała podobny wpływ na sport. Rosjanom zakazano udziału w niemal wszystkich zawodach sportowych. Czasami dopuszczano wyjątki, ale tylko pod warunkiem, że uczestnicy powstrzymają się od eksponowania rosyjskiej flagi i odśpiewania hymnu narodowego.

Kiedy Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski (IPC) poparł udział rosyjskich i białoruskich sportowców w igrzyskach olimpijskich w 2022 roku, niemieccy działacze sportowi, w szczególności, zagrozili bojkotem. Komitet następnie zmienił swoją decyzję i wykluczył Rosjan . Kiedy federacje wchodzące w skład Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego zniosły w tym roku zakazy po głosowaniu większością głosów w swoich organach (w tym zakaz rosyjskiej flagi i hymnu narodowego), niemiecka federacja zdecydowała się zbojkotować ceremonię otwarcia igrzysk paraolimpijskich. Oczywiście, niemiecki obserwator polityczny, minister stanu ds. sportu Schenderlein (CDU), reprezentujący kanclerz Merz, również zbojkotował ceremonię otwarcia .

Główne federacje sportowe uznały absurdalność tej polityki sankcji, która ich zdaniem jest wymierzona wyłącznie w rząd Putina. Zniosły zakazy.

Konsekwencje rusofobii

Oficjalna rusofobia rządu ma konsekwencje dla nas wszystkich. Rząd dyktuje nawet, z których rosyjskich mediów nie wolno nam korzystać. Nasi cenzorzy pozostają niewzruszeni napomnieniem Thomasa Jeffersona: „Tylko kłamstwa potrzebują wsparcia władzy państwowej. Prawda obroni się sama . Tymczasowo zabrania się nam eksponowania flag radzieckich na pomnikach wojennych w Berlinie, upamiętniających poległych radzieckich wyzwolicieli. Oficjalnym przedstawicielom Rosji zabrania się nawet udziału w uroczystościach wyzwolenia w byłych obozach koncentracyjnych (Buchenwald, Sachsenhausen itp.). W maju administracja Miejsca Pamięci Obozu Koncentracyjnego Dachau nakazała wycięcie wstążek w rosyjskich i białoruskich barwach narodowych z wieńców, dzień po nabożeństwie żałobnym z udziałem ambasadora Rosji i konsula generalnego Białorusi . Podłe, haniebne…

Niepokojące konsekwencje antyrosyjskiego nastawienia: 88% Niemców z Zachodu i 77% Niemców z NRD postrzega obecnie Rosję jako zagrożenie dla bezpieczeństwa globalnego. A jak Rosjanie postrzegają nas, Niemców? Wcześniej ponad 80% Rosjan postrzegało nas pozytywnie. Jeszcze w 2010 roku prawie żaden Rosjanin nie uważał Niemiec za niebezpieczne. Dziś większość Rosjan (55%) postrzega Niemcy jako swojego głównego wroga .

Nasi czołowi truciciele, Merz i Pistorius, jeszcze bardziej zwiększą ten udział. Położyli już podwaliny pod kolejną wojnę z Rosją, którą, zgodnie z prawem historii, ponownie przegramy. Ta berlińska agresja na mocarstwo atomowe, Rosję, to absurd! Ale przecież jest tyle pięknych miliardów do roztrwonienia na zbrojenia…

I ta hołota kontynuuje swoją tyradę. Merz: „Wojna [na Ukrainie] skończy się dopiero wtedy, gdy Rosja będzie wyczerpana, przynajmniej gospodarczo, jeśli nie militarnie, i właśnie do tego zmierzamy ”. „Będziemy nadal pomagać Ukrainie… Środki dyplomatyczne zostały wyczerpane ” . To rodzaj tyrady kanclerza, który nigdy nie rozmawiał z Putinem i uparcie odmawia jakiegokolwiek kontaktu z nim.

Analityk CIA Larry C. Johnson, cytowany na początku, powiedział o naszym kanclerzu: „ Znowu to samo – mały chłopiec z 21% poparciem doprowadza Niemcy do ruiny. To pokazuje, że ten intelektualny karzeł w wysokim ciele uważa się za nowego przywódcę, ponieważ prawdziwy przywódca nie przejmuje się poparciem.

My, Niemcy, nie mamy wrogów zewnętrznych, tylko wewnętrznych. Można ich wymienić: bogatych arystokratów, producentów broni i podżegających do wojny polityków, takich jak Merz, Pistorius i ich kolesi. Do tego dochodzą kontrolowane przez rząd media masowe, które dogłębnie ogłupiają całe społeczeństwo – w połączeniu z uporczywie niedostatecznym systemem edukacji.

O, drodzy dobrzy ludzie: Najlepszą obroną jest zdobycie PRZYJACIÓŁ!

—————————

Source:
publikumsconference.de/morgen-kommen-der-russe-wir-muessen-alle-denken

Dziwne zbiegi okoliczności

Mirosław Dakowski 

Uważacie Koledzy, że o tym już można nie tylko rozmawiać, ale i publikować? Spróbuję.

W latach 60-tych zeszłego wieku na jakiejś konferencji z fizyki jądrowej w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej poznałem młodego rosyjskiego fizyka i matematyka.

Przypadliśmy sobie do gustu, więc długo w noc piliśmy. Przecież bez tego nie ma w Rosji porządnej rozmowy.

Ale, jak to młodzi i jurni fizycy, nie dyskutowaliśmy o wdziękach Maryny, lecz o przyszłości matematyki i fizyki.

Ja opowiadałem mu o marzeniach i planach lotów w Układzie Słonecznym. Wtedy pracowałem głównie nad silnikiem jonowym. Chciałem bowiem lecieć na księżyce Saturna. A perspektywę wleczenia się, co najmniej miesiącami, może latami, przy użyciu paliwa chemicznego odrzucałem ze względu na groźbę promieniowania kosmicznego. No i nudę w czasie tak długiego lotu. Wtedy loty w obrębie Układu Słonecznego wydawały się być tuż za horyzontem. Jest jak dotąd niepojęte, czemu tak Sowiety, jak i USA nagle zahamowały w latach 70-tych „wyścig kosmiczny”.

Sasza zaś opowiadał z zapałem o tym, że torpedy i w ogóle pociski nie muszą się wbijać przy wielkich prędkościach w twarde: wodę czy powietrze, ale mogą być wciągane przez bąbel kawitacji [„pustkę”]. Powiedziałem: z tym pomysłem powinieneś się zwrócić do wojska, na pewno dadzą pieniądze i warunki pracy. Wypiliśmy. „No właśnie, tych warunków chciałbym uniknąć”.. . I zamilkł.

Poszliśmy spać, bo niedługo rozpoczynała się ciekawa poranna sesja konferencji. Ku satysfakcji sowietów udało im się ściągnąć paru Noblistów. Ale tych już nie stać było na wielkie prace oryginalne, zadowalali się świetnymi referatami przeglądowymi.

Więcej go nie spotkałem, a jego publikacji już nie znajdowałem.

————————————

W latach 70-tych zeszłego wieku, jak i wcześniej, Zachód, a szczególnie USA utrzymywały ścisłe embargo na aparaturę i materiały mogące mieć znaczenie militarne w Obozie Pokoju i Zwycięskiego Socjalizmu. PRL do tego obozu oczywiście należał.

Ale…. Coraz więcej prac polskich uczonych znajdowało uznanie wśród kolegów na Zachodzie. Już mogli oni też przyjeżdżać na konferencję czy z wykładami do tego najweselszego baraku w naszym obozie. A Polscy matematycy, fizycy i podobni bardzo potrzebowali w swojej pracy potężnych mocy obliczeniowych. Sowieci mieli BESM 6, który był wierną kopią chyba któregoś z IBM 360. Ale wtedy sowiecka kopia była jeszcze na lampach, gdy IBM na tranzystorach i początkowych układach scalonych. W Dubnej musieliśmy dzielić duże programy na kawałki, bo przy dłuższym liczeniu szansa, że maszyna [BESM-6] nie wysiądzie w trakcie liczenia dużego programu była bardzo mała. Moja grupka musiała czy chciała, między innymi odwracać macierze, co wymagało ogromnej mocy obliczeniowej.

W Polsce byli jednak profesorowie, niektórzy nawet kandydaci na Nobla, którzy pielęgnowali bliskie kontakty z członkami Biura Politycznego, nawet towarzyskie. I tak, rada w radę, uzyskano zgodę w USA [? Kongres? CIA? nie wiem], by jakiś potężny komputer jednak sprzedać PRL -owi. Po jakimś czasie podobno przyszedł do Polski… Ale… Po kilku miesiącach jakby się zdematerializował, i mówić już o tym nie wypadało, nie było zbyt bezpiecznie.

Wiele lat później dowiedziałem się, że zjawisko to nie było zdematerializowaniem, lecz teleportacją. Części zjawiły się mianowicie w jakimś jaszczykie o nieznanym mi, oczywiście , numerze [Ящик…] – to numer skrzynki pocztowej, po cywilnemu zaś w Iwańkowie, czyli w Fabryce Wózków Dziecięcych [Завод детских колясок]. Sądzę, że stało się to ku cichej radości amerykańskich Obrońców Pokoju.

Już kiedyś pisałem, jak to z Piotrkiem D., już pracując w Dubnej, poznaliśmy piękne, urocze ale i inteligentne dziewczęta. Był to czas, gdy Algieria muzułmańsko- komunistyczna wyzwoliła się spod gniotu i wyzysku Francuzów. Więc Francuzi przestali pić świetne wina z plantacji, które wcześniej posadzili i pielęgnowali w Algierii. Związek Radziecki przyszedł towarzyszom algierskim z pomocą, i tak w sowietach pojawiło się doskonale wino „alżyrskoje„. Nie wszędzie oczywiście, ale w Miasteczku Atomowym tak. Po drugiej butelce te miłe dziewczęta powiedziały nam, że są matematyczkami. A pracują w Iwankowie w Fabryce Wózków Dziecięcych. I programują optymalizację kształtu dysz wylotowych.[—-].

Minęły lata.

W ostatnich latach rozeszły się opowieści, w dużej części na pewno propagandowe, o rosyjskich pociskach sterowalnych osiągający prędkość Mach 8 do 12, czyli wielokrotnie przekraczających prędkość dźwięku. Kindżał, Cyrkon, Awangard oraz Oriesznik.

Dowiedzieliśmy się też o torpedzie Posejdon. Ze skąpych oczywiście danych propagandowych, ujawnionych przez Rosjan wynikało że tak w rakietach, m. inn. Буревестник, i jak i torpedach Posejdon zastosowano bąbel kawitacyjny zmniejszający radykalnie opory środowiska. Zainteresowało mnie to tak ze względu na tę kawitację i Saszę, jak i przez wiadomość że projekty te przez wiele lat były rozwijane w Iwańkowie koło Dubnej. Widać, że na początku każdego takiego pomysłu musi być jakiś genialny wariat. A i spece od rozszczepienia są pod ręką, tuż za Wołgą.

Podaję skrót wiadomości z Viki i meRdiów:

Status-6 Posejdon (kod NATO: Kanyon) to rosyjski, strategiczny bezzałogowy pojazd podwodny o napędzie jądrowym. Może przenosić głowicę termojądrową w celu niszczenia portów i miast przybrzeżnych za pomocą fal tsunami oraz skażenia terenu.

Cechy techniczne

  • Napęd: jądrowy, dający niemal nieograniczony zasięg.
  • Głębokość: do 1000 metrów, co utrudnia wykrycie i zniszczenie.
  • Prędkość: ok. 100 km/h (54 węzły) lub więcej, dzięki kawitacji.
  • Głowica: termojądrowa o mocy od kilkudziesięciu do 100 megaton.
  • Nosiciele: specjalnie przystosowane okręty podwodne, m.in. K-329 Biełgorod.
  • ====================================
  • Buriewiestnik (ros. 9M730 Буревестник) – rosyjski pocisk manewrujący w powietrzu, z napędem jądrowym

Głównym znanym rosyjskim pociskiem z napędem jądrowym jest 9M730 Buriewiestnik. Jest to strategiczny pocisk manewrujący o napędzie atomowym, który ma w założeniu zapewniać nieograniczony zasięg i możliwość omijania obrony przeciwrakietowej.

Charakterystyka techniczna

  • Zasięg: Teoretycznie nieograniczony (napęd jądrowy pozwala na krążenie w powietrzu przez długi czas).
  • Profil lotu: Lot na bardzo niskiej wysokości (od 25 do 100 metrów) z prędkością poddźwiękową (850–1300 km/h).
  • Uzbrojenie: Przystosowany do przenoszenia głowicy jądrowej lub termojądrowej.
  • Zagrożenie radiacyjne: Ze względu na otwarty obieg reaktora jądrowego w silniku, pocisk – nawet bez głowicy bojowej – powoduje skażenie radioaktywne na trasie przelotu. [No i oczywiście – w celu !! md]
  • Istnienie systemu po raz pierwszy publicznie zapowiedział prezydent Władimir Putin w marcu 2018 roku.
  • Rozwój technologii napotkał na ogromne trudności techniczne i katastrofy. W 2019 roku doszło do wybuchu podczas prac nad silnikiem tego typu na poligonie wojskowym w Nienoksie (obwód archangielski), co spowodowało skażenie radioaktywne.
  • Powtarzać chyba warto:
  • Otóż z rozbawieniem przeczytałem niedawno, że oba te projekty były przez lata rozwijane w Iwankowie koło Dubnej.

Zaś dla fizyka rozszczepienia, analityka zbrodni w Czarnobylu i Fukushima, to wiadomości piekielne.