Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Glenn Diesen

Poniżej publikujemy treść wpisu na „X” znanego politologa norweskiego Glenna Diesena, autora m.in. książki pt. Wojna na Ukrainie i porządek światowy w Eurazji. Polskie wydanie: Nowy porządek świata po wojnie ukraińskiej. Globalna hegemonia w zwarciu z eurazjatyckim ładem (Capitalbook):

„Niemcy dążą do stworzenia największej armii w Europie, a Europejczycy temu przyklaskują. Niemiecka klasa polityczna jest w pełnej zgodzie w swoim entuzjazmie dla wojny z Rosją, z wyjątkiem opozycyjnej partii „skrajnie prawicowej”.

Nowe wcielenie Hitlera, które prowadzi tę rasistowską „nazistowską partię” sprzeciwiającą się wojnie, czyli Alice Weidel, to lesbijka z partnerką ze Sri Lanki. Merz w pełni popiera ludobójstwo w Gazie, twierdzi, że Izrael „wykonuje naszą brudną robotę”, atakując Iran, chce przejąć inicjatywę w wojnie zastępczej przeciwko Rosji i broni demokracji, miażdżąc dysydentów. Gdy USA zniszczyły Nord Stream, Niemcy obwiniały Rosję. Gdy USA przyznały subsydia, które zachęciły niekonkurencyjne niemieckie firmy do przeniesienia się do USA, Niemcy obwiniały Rosję za swoją de-industrializację. Gdy USA zagroziły aneksją Grenlandii, Merz odpowiedział ostrzeżeniem przed rosyjskim zagrożeniem dla Grenlandii.

Niemcy teraz próbują odwrócić swoją de-industrializację za pomocą kwitnącego budżetu wojskowego. W czasie pierwszej wojny światowej Niemcy przedstawiały swoje działania wojskowe, które doprowadziły do traktatu brzesko-litewskiego, jako wyzwolenie Ukrainy spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości Niemcy ustanawiały swoją dominację nad regionem.

W czasie drugiej wojny światowej Niemcy ponownie twierdziły, że wyzwalają Ukrainę spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości traktowały ją jako imperialny podbój. Tym razem Niemcy „wyzwoliły Ukrainę”, obalając jej demokratycznie wybrany rząd wbrew woli większości Ukraińców, by przekształcić ją w państwo frontowe w antyrosyjskim sojuszu wojskowym.

Niemcy wspierały brutalność wobec Donbasu i czystki wśród ukraińskiej opozycji politycznej, mediów opozycyjnych, języka rosyjskiego i Kościoła prawosławnego. Porozumienie pokojowe z Mińska, wynegocjowane przez Niemcy, zostało uznane za oszustwo mające przygotować Ukrainę do wojny, a Niemcy pompowały tam broń.

Podczas gdy większość Ukraińców chce ugody pokojowej, Niemcy bojkotują dyplomację, naciskają na deportację ukraińskich uchodźców i wcielanie ukraińskich kobiet do armii, by podtrzymać wojnę – wszystko pod hasłem „solidarności z Ukrainą”. A jednak klęska wyborcza Merza i jego polityki jest przedstawiana jako zagrożenie dla demokracji, a każda krytyka czyni cię zdrajcą szerzącym rosyjską propagandę. Jak to się skończy?”

Glenn Diesen

Za: X

Polska wysyła Ukrainie kolejne 215 mln zł.

10.09.2026 fxmag/polska-wysyla-ukrainie-kolejne-215-mln-zl

Chodzi o to, co trafi na front

Wartość wkładu szacuje się na 50 mln euro, czyli ponad 215 mln zł. Polska zobowiązała się przekazać Ukrainie środki obrony powietrznej oraz inne rodzaje uzbrojenia i wyposażenia wojskowego.

Informację potwierdził wiceminister Ministerstwa Obrony Narodowej; Paweł Zalewski. Decyzja została podjęta podczas posiedzenia Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy, na którym omawiano następne pakiety pomocy realizowane w ramach PURL.

Polska jest częścią znacznie większej układanki

Warszawa nie działa sama, lista państw deklarujących wsparcie pokazuje, że pomoc dla Ukrainy ma charakter wielotorowy. Część państw przekazuje pieniądze, część amunicję, drony, paliwo a także środki przeznaczone na konkretne systemy uzbrojenia.

W ostatnim czasie pisaliśmy także o zapowiedzi Wielkiej Brytanii, która planuje przeznaczyć na pomoc pakiet wart 100 mln funtów. Niemcy mają dostarczyć pociski do systemów Patriot oraz drony, a Holandia 300 mln dolarów na projekt „Linia dronów”. Pomoc zadeklarowała także Norwegia, która wesprze Ukrainę kwotą 200 mln dolarów, która ma zostać przeznaczona na Patrioty.

Część krajów już teraz złożyła deklaracje przyszłego wsparcia finansowego i militarnego. Szwecja planuje przeznaczyć 28 mln dolarów, Litwa 10 mln dolarów, a Hiszpania 2 mln euro na paliwo. Z kolei Estonia zapowiedziała, że będzie kontynuować pomoc na poziomie co najmniej 0,25 proc. swojego PKB. Wciąż widać jednak większą skłonność do pomocy ze strony krajów znajdujących się bliżej frontu; prawdopodobnie z uwagi na własne bezpieczeństwo. Nie inaczej jest w kwestii wydatków na obronność tych państw, w tym także Polski. 

Od Patriotów po paliwo

Partnerzy nie ograniczają się do ogólnej obietnicy „dalszego wsparcia”, bo jak widać i pieniądze i sprzęt trafiają do konkretnych obszarów, w tym obrony powietrznej, systemów Patriot, dronów czy zabezpieczenia paliwowego.

Ukraińskie Ministerstwo Obrony dziękuje wszystkim państwom angażującym się w pomoc, podkreślając, że wsparcie ich znacząco wzmacnia Siły Obrony Ukrainy na polu walki.

„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

„Nieproporcjonalne reakcje”: Ostrzeżenie Iranu dla USA i reżimów Zatoki Perskiej

W wywiadzie dla Trends Journal profesor Seyed Mohammad Marandi z Uniwersytetu w Teheranie mówił o gwałtownej eskalacji konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Po ponad sześciu miesiącach wojny, którą Marandi przypisuje Trumpowi, Netanjahu i ich regionalnym sojusznikom, Iran grozi atakami na tankowce i porty w Kuwejcie i Bahrajnie, atakami na bazy amerykańskie oraz strategią „nieproporcjonalnego” odwetu. Marandi uważa, że ​​deeskalacja jest spóźniona i ostrzega przed poważnymi konsekwencjami dla państw Zatoki Perskiej i gospodarki światowej, które i tak już borykają się z problemami.

Zagrożenie dla tankowców i baz

Według doniesień tureckiej agencji prasowej Anadolu, irańska marynarka wojenna zagroziła atakami na tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie w odpowiedzi na doniesienia o atakach USA. Marandi uważa, że ​​nie jest to odosobniony incydent, lecz kolejny krok w szybko eskalującej sytuacji.

Stany Zjednoczone zerwały Memorandum of Understanding i rozpoczęły nową falę wojny gospodarczej. Sekretarz Skarbu Bessent oświadczył, że USA zamierzają „udusić” naród irański. Teheran przeszedł do ofensywy. USA zaatakowały następnie trzy tankowce – z oburzenia po utracie bezzałogowego pojazdu podwodnego oraz w odpowiedzi na irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty. Iran planuje obecnie zmasowane ataki na amerykańskie bazy i tankowce w Kuwejcie i Bahrajnie.

Krótko przed wywiadem Marandi napisał na X, że jeśli Trump jeszcze bardziej zaostrzy sytuację, tankowce, statki i porty w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Bahrajnie i Katarze nie będą już bezpieczne. Mieszkańcy tych krajów powinni przygotować się na mroczne czasy; Iran będzie bezkompromisowy. W wywiadzie powtórzył, że jest już za późno na deeskalację. Tej samej nocy siły irańskie zaatakują cele należące do dwóch z tych reżimów, a także bazy amerykańskie w regionie. Irańskie ataki będą dotkliwsze niż amerykańskie. Od teraz reakcje będą „nieproporcjonalne”. Celem było wywołanie głębokiego żalu w USA pod rządami Trumpa za prowadzenie tej wojny i zapobieżenie przyszłym atakom na Iran przez dziesięciolecia.

Złapany amerykański dron podwodny

Marandi dostrzega kluczowy sukces w przechwyceniu amerykańskiego bezzałogowego pojazdu podwodnego w Cieśninie Ormuz. Opisuje go jako najnowocześniejszą, najnowocześniejszą technologię. Stany Zjednoczone zbagatelizowały incydent, twierdząc, że był to pojazd drugiej generacji, pozbawiony najnowszych systemów. Marandi się z tym nie zgadza: to ogromna porażka dla Marynarki Wojennej USA i dla Trumpa. Iran przechwycił pojazd za pomocą walki elektronicznej. To pokazuje zarówno możliwości Teheranu, jak i to, kto tak naprawdę kontroluje Cieśninę Ormuz. Rosja i Chiny mogłyby skorzystać na analizie tego urządzenia.

Niestabilne państwa Zatoki Perskiej i niestabilna gospodarka światowa

Region i gospodarka światowa są znacznie bardziej narażone po miesiącach wojny niż na początku. Sprzymierzone z USA reżimy w Kuwejcie, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Arabii Saudyjskiej stoją teraz na jeszcze bardziej niepewnym gruncie. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, globalna gospodarka ucierpi znacznie mocniej niż wcześniej.

Marandi bezpośrednio łączy eskalację działań militarnych ze szlakami naftowymi. Ataki na tankowce i porty Zatoki Perskiej dodatkowo nadwyrężyłyby rynek energetyczny, a tym samym i tak już nadwyrężoną gospodarkę światową.

Negocjacje: „Bierzesz albo odrzucasz”

Zapytany o pole manewru dyplomatycznego, Marandi odwołuje się do rozmów między czołowym irańskim dyplomatą a jego japońskim odpowiednikiem. Teheran nalega, aby Stany Zjednoczone powróciły do ​​pierwotnie uzgodnionego memorandum i w pełni je wdrożyły – zgodnie z interpretacją Iranu. Obejmuje to zakończenie wojny w Strefie Gazy, zakończenie okupacji Libanu i zaprzestanie wszelkich wojen w regionie. Nie będzie żadnych ustępstw. To sytuacja typu „bierz albo odpuść”.

Retoryka Trumpa dotycząca 11 września i kontrnarracja Marandiego

Na krótko przed rocznicą ataków z 11 września Trump oświadczył w Waszyngtonie, że wojna toczy się, ponieważ pewien naród pragnął i prawie posiadł broń jądrową; Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej. Marandi uważa, że ​​powiązanie z 11 września jest przewidywalne, ale nieścisłe.

Stany Zjednoczone twierdziły, że to Al-Kaida przeprowadziła ataki. Jednocześnie Al-Kaida była szkolona i finansowana przez Stany Zjednoczone oraz regionalnych sojuszników, w tym Arabię ​​Saudyjską. Dziesięć lat po 11 września Stany Zjednoczone współpracowały z Al-Kaidą, obalając rządy w Libii i Syrii, a ostatecznie osadziły w Syrii przywódcę Al-Kaidy. Jake Sullivan napisał do Hillary Clinton w 2012 roku, że Al-Kaida jest „po naszej stronie” w Syrii. Dla Irańczyków rodzi to fundamentalne pytania dotyczące oficjalnej narracji o 11 września – w tym o tzw. „tańczących Izraelczykach”, zawaleniu się budynku bez bezpośredniego trafienia i innych okolicznościach. Al-Kaida jest wrogiem Iranu, ale sojusznikiem USA – pomimo 11 września.

Ten fragment odzwierciedla poglądy Marandiego i stanowi część jego argumentacji politycznej, a nie niezależne oświadczenie wydarzeń historycznych.

Żadnego stagnacji, ale wyraźnej eskalacji.

Zapytany, czy sytuacja utknęła w schemacie sporadycznych ataków i kontrposunięć, a Cieśnina Ormuz pozostaje faktycznie pod kontrolą Iranu, Marandi odpowiedział jednoznacznie: Kraj zmierza w kierunku wyraźnej i szybkiej eskalacji. Oświadczenia Trumpa, Hegsetha, a ostatnio Sekretarza Skarbu, wskazywały, że Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować wojnę z zapowiadaną intensywnością. W takim przypadku szkody dla światowej gospodarki wzrosłyby znacznie szybciej niż dotychczas.

Wniosek według interpretacji Marandiego

Profesor Marandi opisuje fazę, w której Iran przejął inicjatywę: przechwycenie amerykańskiego okrętu podwodnego, zapowiedź nieproporcjonalnego odwetu oraz zagrożenie dla tankowców uderzeniowych i infrastruktury państw Zatoki Perskiej, a także baz amerykańskich. Uważa, że ​​deeskalacja została zignorowana. Jego zdaniem dyplomatyczne podejście Teheranu jest maksymalistyczne i związane z pierwotnym porozumieniem oraz regionalnymi rezolucjami wojennymi.

Jednocześnie ostrzega, że ​​kruche reżimy w Zatoce Perskiej i i tak już napięta gospodarka światowa raczej nie przetrwają kolejnej eskalacji bez szwanku. Czy zapowiedziane nocne ataki zmaterializują się na skalę, którą nakreśla, dopiero się okaże; jego przesłanie do Waszyngtonu i stolic sojuszniczych w Zatoce Perskiej jest jednoznaczne: od teraz Iran będzie reagował ostrzej niż ataki drugiej strony.

Czy powinniśmy spodziewać się nowego kryzysu rakietowego na skraju Europy?

Czy powinniśmy spodziewać się nowego kryzysu rakietowego na skraju Europy?

Aleksiej Gromyko o tym, dlaczego Europa przejęła rolę jastrzębia

Aleksiej Gromyko

Aleksiej Gromyko , członek korespondent Rosyjskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk

8 września, tass-rug/opinions

© IMAGO/piemags za pośrednictwem Reuters Connect

Ostatnia wizyta Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie, najbliższych doradców prezydenta USA Donalda Trumpa, jak można było się spodziewać, nie przyniosła przełomu w rozwiązaniu kryzysu ukraińskiego. Co więcej, główne zagrożenia dla bezpieczeństwa, z jakimi zmaga się dziś Rosja, nie pochodzą z Waszyngtonu, lecz ze stolic europejskich, które nieustannie wysyłają broń do Kijowa, aby przeciwstawić się Rosji. Niemcy są niewątpliwie czołowym jastrzębiem w Unii Europejskiej. Fakt, że obecny kanclerz Friedrich Merz, wnuk nazistowskiego urzędnika, kieruje obecnie militaryzacją Niemiec, podczas gdy Niemka Ursula von der Leyen (której dziadek był również wysokim rangą funkcjonariuszem w III Rzeszy) kieruje Komisją Europejską, nadaje tej sytuacji ponury, historyczny wydźwięk.

Osiemdziesiąt jeden lat po 2 września 1945 roku – oficjalnym zakończeniu II wojny światowej i wejściu ludzkości w erę nuklearną – europejski teatr działań wojennych (ETO) wkracza w nową, wybuchową fazę globalnej konfrontacji. I to z własną, unikalną specyfiką.

Zmiana graczy

Jednym z kluczowych skutków tej wojny było nie tylko powstanie Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), ale także fundamentalna zmiana charakteru samej wojny. 6 i 9 sierpnia 1945 roku Stany Zjednoczone zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, co stanowiło jak dotąd jedyny przypadek użycia broni jądrowej w walce. Jednak w kolejnych latach dawni sojusznicy, po wspólnym pokonaniu nazistowskich Niemiec i ich państw satelickich oraz militarystycznej Japonii, przystąpili do zimnej wojny. Kwestia europejskiego teatru działań wojennych ponownie stała się kluczowa – tym razem w konfrontacji dwóch supermocarstw militarnych, Związku Radzieckiego i zamorskich Stanów Zjednoczonych, które aktywnie wykorzystywały swoje geopolityczne wpływy w regionie europejskim.

To właśnie w Europie podczas zimnej wojny zgromadzono ogromne zapasy taktycznej broni jądrowej (TNW). Zachód uważał wówczas, że NATO potrzebuje potężnego arsenału sił niestrategicznych, aby odstraszyć państwa Układu Warszawskiego, które miały przewagę w zakresie broni konwencjonalnej. Jednak po rozwiązaniu Układu Warszawskiego i upadku ZSRR strony skutecznie zamieniły się rolami: Rosja od dawna (i słusznie) postrzega swoją TTN jako niezbędny element odstraszania.

Pod koniec zimnej wojny i bezpośrednio po niej zapadły historyczne decyzje, które radykalnie zmniejszyły skalę konfrontacji militarnej w Europie. Na przykład w 1987 roku ZSRR i Stany Zjednoczone podpisały Traktat o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych średniego i krótkiego zasięgu (INF). W latach 1991 i 1992 przyjęto tzw. inicjatywy prezydenckie dotyczące redukcji taktycznej broni jądrowej na dużą skalę w Europie, a jednocześnie zredukowano arsenały konwencjonalne zgodnie z Traktatem o konwencjonalnych siłach zbrojnych (CFE).

Eliminacja pocisków rakietowych krótszego zasięgu, 1988© Walentin Kuzmin/TASS

Od tego czasu jednak sytuacja na linii styku między Rosją a NATO uległa drastycznej zmianie w wyniku rozszerzenia sojuszu, w tym przystąpienia Finlandii (2023) i Szwecji (2024). Strefa buforowa uległa niemal całkowitemu rozpadowi. Po jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF w 2019 roku, Waszyngton zignorował wielokrotne propozycje Moskwy dotyczące wprowadzenia moratorium na rozmieszczanie pocisków rakietowych średniego zasięgu w Europie i innych regionach.

W tej sytuacji Rosja utrzymuje duże zapasy taktycznej broni jądrowej, napędzane przewagą NATO w siłach konwencjonalnych oraz rozmieszczeniem amerykańskich bomb termojądrowych w Niemczech, Włoszech, Belgii, Holandii i Turcji. Waszyngton kontynuuje „wspólne misje nuklearne” ze swoimi sojusznikami, których skala dopiero ostatnio wzrosła. Tymczasem Moskwa po raz pierwszy rozmieściła taktyczną broń jądrową poza swoim terytorium – na Białorusi, odzwierciedlając amerykańską politykę „rozszerzonego odstraszania” i praktyki nuklearne NATO.

Ćwiczenia nuklearne między Rosją a Białorusią, 2026© Biuro Prasowe Ministerstwa Obrony Rosji/TASS

Taki stan rzeczy na styku Europy prowadzi do szybkiej degradacji mechanizmów wzajemnego odstraszania.

Czynnik relacji USA-Europa

Co więcej, w ostatnich latach tempo wzrostu zagrożeń militarnych w Europie znacznie przewyższało pogarszanie się stosunków rosyjsko-amerykańskich. Co więcej, rośnie zagrożenie powtórki europejskiego kryzysu rakietowego z pierwszej połowy lat 80. – najgroźniejszego epizodu zimnej wojny od czasu kryzysu kubańskiego z 1962 roku. Jednak tym razem, moim zdaniem, jeśli wyścig zbrojeń w dziedzinie pocisków średniego zasięgu zostanie w pełni wznowiony na europejskim teatrze działań wojennych, nowe zagrożenia mogą przewyższyć te sprzed 40 lat.

W przeciwieństwie do ery bipolarnej, w euroatlantyckim systemie bezpieczeństwa narastają obecnie tendencje odśrodkowe. W Europie Zachodniej narastają wątpliwości co do wiarygodności amerykańskich gwarancji w obliczu „strategicznego odłączenia się” Waszyngtonu od sojuszników. Proces ten przebiega jednak falami. Planując redukcję sił konwencjonalnych w Europie, Stany Zjednoczone mogą obrać przeciwną drogę w zakresie „rozszerzonego odstraszania”, zwiększając arsenał taktycznej broni jądrowej w tym obszarze.

W ramach procesu przenoszenia ciężaru militarnego, Europejczycy aktywnie rozwijają już własne zdolności konwencjonalne, w tym rakietowe. Co więcej, pomimo kojącej retoryki Departamentu Stanu, mającej na celu złagodzenie eskapad Trumpa, de-europeizacja interesów polityki zagranicznej USA podsyca zainteresowanie stworzeniem autonomicznego „europejskiego odstraszania nuklearnego” opartego na arsenałach Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza Francji. W dłuższej perspektywie grozi to poszerzeniem grona państw posiadających broń jądrową.

Jednak to oderwanie niekoniecznie oznacza zerwanie więzi wojskowych. Waszyngton po prostu próbuje przerzucić ciężar finansowy i przemysłowy na swoich sojuszników, domagając się od nich większej autonomii w ramach tzw. NATO 3.0.

W tej podwójnej konfiguracji Rosja mogłaby stawić czoła pojawieniu się w Europie lądowych systemów uderzeniowych dalekiego zasięgu, wyłącznie europejskich lub amerykańskich, bądź produkowanych wspólnie. Chociaż obecnie są one projektowane z głowicami konwencjonalnymi, nie wyklucza się w przyszłości zastosowania komponentu nuklearnego. Zamierzenia Waszyngtonu i Berlina, wyrażone we wspólnej deklaracji w sprawie planów rozmieszczenia pocisków rakietowych średniego i krótszego zasięgu do 2024 roku, za rządów Bidena, zostały na razie odłożone na półkę wraz z powrotem Trumpa, ale sama opcja pozostaje aktualna.

Jednocześnie Amerykanie regularnie importują do Europy morskie systemy rakietowe z mobilnymi wyrzutniami Mk 70 (rzekomo na potrzeby ćwiczeń wojskowych). Wcześniej miało to miejsce na duńskiej wyspie Bornholm, obecnie w Norwegii. Ich charakterystyka jest podobna do wojskowych systemów rakietowych Typhon, które Pentagon testował już w regionie Azji i Pacyfiku: na Filipinach, w Japonii i Australii.

Co więcej, w wyniku fragmentacji euroatlantyckiego systemu bezpieczeństwa, niektóre systemy dalekiego zasięgu mogą znaleźć się pod kontrolą różnych ośrodków decyzyjnych i charakteryzować się różnym stopniem autonomii – od poszczególnych państw narodowych po struktury NATO i UE.

Szare strefy i czerwone linie

O ile w 1987 roku eliminacja całej klasy broni wymagała porozumienia między zaledwie dwiema stronami – ZSRR i USA – o tyle w przyszłości architektura kontroli będzie musiała zostać zbudowana w drodze złożonej serii traktatów dwustronnych lub wielostronnych. Sytuację dodatkowo pogarsza fundamentalna zmiana w geografii militarnej: nowe systemy rakietowe, w tym hipersoniczne, mogą pojawić się w bliskim sąsiedztwie głównych ośrodków strategicznych Rosji.

Historyczne doświadczenie trwałego odstraszania opierało się na wyważonych działaniach Moskwy i Waszyngtonu, do których dołączyły m.in. Paryż i Londyn. Jednak procesy zapoczątkowane w drugiej połowie lat 90. XX wieku w dużej mierze zniszczyły fundamenty tego zjawiska. W obliczu ostrego kryzysu ukraińskiego niemal wszystkie kanały komunikacji politycznej, wojskowej i eksperckiej między stronami konfliktu zostały zerwane. W ich wzajemnych percepcjach coraz częściej pojawiają się szare strefy i czerwone linie. Na Zachodzie Rosję oskarża się o planowanie użycia siły militarnej przeciwko niejądrowym członkom NATO, podczas gdy w naszym kraju panuje silny niepokój o agresywne zamiary sojuszu wobec obwodu kaliningradzkiego. Tymczasem sam Trump wielokrotnie kwestionował mit „rosyjskiego zagrożenia”, ale europejska „partia wojny” nadal go propaguje.

Percepcja strategicznych zagrożeń wynikających z położenia geograficznego jest zaostrzana przez wstrząsy klasycznego „dylematu bezpieczeństwa”. Jedna strona postrzega dominację przeciwnika w systemach dalekiego zasięgu na europejskim teatrze działań wojennych jako krytyczną asymetrię, podczas gdy druga tłumaczy swoje działania przewagą przeciwnika w siłach konwencjonalnych. W tym kontekście szybki rozwój technologii wojskowej napędza niepewność.

Czy to oznacza, że ​​„złoty wiek” zrównoważonego odstraszania dobiegł końca wraz z wygaśnięciem większości kluczowych traktatów o kontroli zbrojeń i rozbrojeniu?

Kilka ważnych porozumień podpisanych w czasie zimnej wojny nadal obowiązuje – przede wszystkim Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) oraz Traktat o całkowitym zakazie prób jądrowych (CTBT). W tym kontekście warto przywołać wspomnienia radzieckiego dyplomaty Rolanda Timerbajewa. Opisał on, jak na początku lat 80., „gdy napięcia w stosunkach radziecko-amerykańskich osiągnęły apogeum”, radziecki minister spraw zagranicznych Andriej Gromyko zauważył, że reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej „był jedyną jedwabną nicią łączącą wówczas oba mocarstwa”. Dziś wciąż istnieje kilka takich nici, ale wielu jest chętnych do zerwania tych więzi.

Głównym problemem naszych czasów jest to, że o ile przez ostatnie prawie 80 lat Waszyngton był głównym inicjatorem eskalacji w stosunkach z ZSRR/Rosją i inicjatorem nowych rund wyścigu zbrojeń, o tyle obecnie rolę tę z entuzjazmem przyjmują stolice europejskie. Zakorzeniła się tam niebezpieczna iluzja: że wymuszona militaryzacja może zmusić nasz kraj do porzucenia fundamentalnych interesów narodowych.

Jednakże oczywiste jest, że rozmieszczenie systemów uderzeniowych, w tym systemów „głębokiego, precyzyjnego uderzenia”, w pobliżu granic państwa oficjalnie uznanego za przeciwnika militarnego, nie może być postrzegane inaczej niż jako eskalacja i bezpośrednie zagrożenie. 

Promyk nadziei?

Wizyty Witkoffa i Kushnera w Moskwie i Kijowie 5 i 6 września mogą utorować drogę do ożywienia pełnoprawnego dialogu. Europejczycy od dawna nalegali na swój udział w negocjacjach, a po dwóch obecnych rundach – amerykańsko-rosyjskiej i amerykańsko-ukraińskiej – doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii zostali włączeni w ten proces.

Spotkanie prezydenta Rosji Władimira Putina, specjalnego wysłannika prezydenta USA Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera© Michaił Metzel/Biuro Prasowe Prezydenta Federacji Rosyjskiej/TASS

Jednak najbardziej radykalna część Europy, na czele z Niemcami i Wielką Brytanią, nadal z maniakalną uporczywością rozgrywa kartę „rosyjskiego zagrożenia”, cynicznie wykorzystując ją między innymi do rozwiązywania swoich wewnętrznych problemów politycznych (czytaj: utrzymania władzy).

Właśnie dlatego, biorąc pod uwagę obecną sytuację, ścieżka europejska wydaje się najbardziej problematyczna. Najważniejsze jest teraz zrozumienie, czy strona amerykańska jest gotowa zaangażować się poważnie i kompleksowo w proces negocjacyjny, a nie wracać do niego na marginesie, pośród prowokacyjnych manewrów dyplomatycznych europejskich sojuszników.

Wojna ma trwać latami – a Stany Zjednoczone wciąż są [i będą] w nią zaangażowane

depositphotos.com

Niedawne spotkanie NATO 8 września ujawniło: Wojna trwa latami – a Stany Zjednoczone wciąż są w nią zaangażowane (wideo)

Podczas gdy wysłannicy Trumpa Witkoff i Kushner prowadzą mediacje między Moskwą a Kijowem, spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy 8 września ujawniło inną rzeczywistość: Waszyngton nadal jest zaangażowany militarnie, oczekuje się, że Europa zbierze miliardy, a zachodni ministrowie obrony przygotowują się na wojnę, która może trwać latami.

Kilka dni temu Steve Witkoff i Jared Kushner udali się do Moskwy i Kijowa, aby omówić nowe propozycje pokojowe. Nie osiągnięto przełomu. We wtorek odbyło się 36. spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy – a jego tematem nie było rozwiązanie polityczne, lecz dodatkowa broń, nowe moce produkcyjne i finansowanie wsparcia wojskowego na kolejne lata.

Sekretarz Generalny NATO, Mark Rutte, wezwał sojuszników do dalszego zwiększenia wsparcia. 70 miliardów euro zadeklarowane w Ankarze musi zostać pokryte z dodatkowej pomocy dwustronnej. „Narody muszą pójść jeszcze dalej. Nie mamy wyboru” – oświadczył. Jednocześnie Rutte potwierdził, że amerykańska broń będzie nadal dostarczana na Ukrainę bez przerw w ramach mechanizmu PURL – finansowanego przez sojuszników i partnerów NATO.

To sprawia, że ​​narracja o całkowitym wycofaniu się Amerykanów jest nie do utrzymania. Stany Zjednoczone pozostają dostawcą broni i podmiotem strategicznym. Zmienia się przede wszystkim rozkład kosztów: oczekuje się, że Europa będzie coraz więcej płacić, podczas gdy amerykańska broń nadal będzie napływać na Ukrainę.

Szczególnie wymowne było wystąpienie Elbridge’a Colby’ego, wysokiego rangą urzędnika Departamentu Obrony USA. Wyjaśnił on, że Rosja odbudowuje swoje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy. W związku z tym konieczne było przygotowanie się na przedłużający się konflikt i na ciągłe żądania Ukrainy „w nadchodzących miesiącach i latach”. Należało również rozważyć inne możliwe scenariusze.

To nie jest przypadkowa uwaga.

Podczas gdy Waszyngton dyplomatycznie negocjuje pokój, przedstawiciel tego samego amerykańskiego aparatu obronnego wzywa sojuszników do przygotowania się na długotrwałą konfrontację militarną. Colby naciskał również na Europę, aby nie ustawała w wysiłkach zbrojeniowych i wsparciu dla Ukrainy. Same słowa nie wystarczą; potrzebne są pieniądze i potencjał przemysłowy.

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius również jasno dał do zrozumienia, że ​​Niemcy zamierzają dalej rozszerzać swoje wsparcie wojskowe. Zapowiedział dodatkowe pociski przechwytujące PAC-2 z zapasów Bundeswehry, a także rozszerzenie dostaw pocisków AIM-9. Kontynuowane będą dostawy systemów IRIS-T i pocisków kierowanych. Ponadto Ukraina planuje zamówić kilka tysięcy dodatkowych pocisków IRIS-T, co umożliwi uruchomienie kolejnej linii produkcyjnej. Niemcy finansują również zakup dziesiątek tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej dalekiego zasięgu za pośrednictwem brytyjskiego konsorcjum.

Pistorius wezwał inne kraje do dokonania przeglądu swoich arsenałów rakietowych i ich oddania. Jego apel brzmiał: „Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, wybierzcie Ukrainę”. Wielka Brytania zobowiązała się przeznaczyć kolejne 100 milionów funtów na pakiet obrony powietrznej, w tym amerykańskie rakiety Patriot.

Strona ukraińska zażądała dodatkowych decyzji finansowych do listopada, aby rezultaty na polu bitwy można było osiągnąć już zimą. Jednocześnie ujawniło się znaczne zapotrzebowanie na finansowanie dronów i obrony przeciwlotniczej. Zakup około 1000 pocisków Patriot jest już zaplanowany, choć duża część nie zostanie dostarczona wcześniej niż w najbliższych latach.

Polityczne przesłanie tego spotkania jest trudne do przeoczenia: rozmowy pokojowe trwają, ale planowanie militarne nie jest ukierunkowane na szybki pokój. Jest ukierunkowane na długą wojnę.

Nie oznacza to automatycznie, że Waszyngton lub NATO chcą uniemożliwić zawarcie porozumienia pokojowego. Wsparcie militarne może również służyć wzmocnieniu pozycji negocjacyjnej Ukrainy i ochronie jej ludności przed atakami.

Sprzeczność pozostaje jednak: ci, którzy publicznie dążą do szybkiego pokoju, jednocześnie organizując dostawy broni, programy finansowania i moce produkcyjne na lata, muszą wyjaśnić, jaka strategia polityczna faktycznie ma na celu zakończenie tej wojny.

Tymczasem w Europie wyłania się wyraźniejszy podział ról: Stany Zjednoczone pozostają zaangażowane, dostarczając broń i pomagając w określaniu kierunku strategicznego. Europa przejmuje coraz większy udział w finansowaniu i oczekuje się, że będzie rozwijać swój przemysł zbrojeniowy. Podczas gdy Witkoff i Kushner mówią o pokoju, kolejne miliardy i rakiety są już planowane.

Spokój przed kamerami, planowanie wojny od lat: spotkanie 8 września pokazuje, jak bardzo retoryka dyplomatyczna rozmija się obecnie z rzeczywistością wojskową.

Źródło: Sekretarz generalny NATO uczestniczy w wirtualnym spotkaniu Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy

Przyznają: Ukraina przegrywa wojnę, a strategia Europy zawiodła

Getty Images za pośrednictwem Spectator

Przyznają: Ukraina przegrywa wojnę, a strategia Europy zawiodła.

Przez lata zachodnie stolice donosiły, że Rosja jest osłabiana sankcjami, Ukraina wzmacniana dostawami broni, a zwycięstwo militarne Kijowa jest tylko kwestią czasu. Teraz, spośród wszystkich publikacji, brytyjski „ Spectator” wyciąga druzgocący wniosek . „Ukraina przegrywa wojnę” – pisze Owen Matthews, zastępca redaktora naczelnego magazynu i autor książki o wojnie Putina. Jego analiza nie jest rosyjską historią sukcesu, lecz rozliczeniem z polityką Zachodu.

Obietnice Zachodu spotykają się z rzeczywistością.

Matthews dostrzega trzy trzeźwiące wnioski z niedawnych rozmów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie i Kijowie: Putin nie porzucił swoich celów wojennych, Trump nie ma nowego planu pokojowego poza porozumieniem na warunkach rosyjskich, a Kijowowi kończą się pieniądze, żołnierze i amunicja przeciwlotnicza.

Inicjatywa dyplomatyczna nie przyniosła przełomu. Podczas gdy Waszyngton mówi o korzyściach ekonomicznych płynących z zakończenia wojny, Zełenski określa walkę o Donbas jako wojnę o przetrwanie.

Szczególnie niepokojące są wydarzenia w wojsku. Rosja coraz częściej rozmieszcza szybsze i bardziej precyzyjne drony szturmowe, opracowuje ekonomiczne systemy pocisków manewrujących i zwiększa produkcję pocisków balistycznych. Ukraiński doradca ds. technologii obronnych, Serhij Bieskrestnow, ostrzega, że ​​ataki stały się silniejsze niż obrona. Nie oczekuje się, że Ukraina otrzyma tej zimy wystarczającą liczbę pocisków, aby w pełni chronić swoje miasta.

Sankcje, broń, dyplomacja: potrójna porażka

Prawdziwą bombą artykułu jest jednak krytyka Europy przez Matthewsa. Mówi on o potrójnej porażce: Sankcje ogłoszono z wielką pompą, podczas gdy rosyjskie zakupy energii były kontynuowane; ważne systemy uzbrojenia zostały wstrzymane z obawy przed eskalacją lub ze względu na własne interesy obronne Europy; a przede wszystkim Europa odmówiła poważnego rozważenia negocjacji z Moskwą, jednocześnie nieustannie zachęcając Ukrainę do walki.

Matthews podważa w ten sposób centralną strategię wojenną Zachodu. Powtarzane obietnice wspierania Kijowa „tak długo, jak będzie to konieczne” i „z wszelkimi niezbędnymi środkami” określa jako zasadniczo mylące. Zachód, jak twierdzi, wzbudził oczekiwania, których nie był w stanie spełnić. Jednocześnie nie zdołał sparaliżować gospodarczo Rosji i nie wypracował żadnej alternatywy dyplomatycznej.

Oto zasadnicza sprzeczność: Europa obiecała Ukrainie długą wojnę, aż do zwycięstwa, nie przedstawiając jednak środków umożliwiających osiągnięcie tego zwycięstwa – i nie przedstawiając przekonującego planu na wypadek niepowodzenia tej strategii.

Kijowowi grozi przedstawienie rachunku.

Matthews spodziewa się, że wyczerpanie sił zbrojnych wkrótce pogłębi kryzys finansowy. Wskazuje na zbliżający się deficyt budżetowy w wysokości 26 miliardów euro, pomimo że UE udzieliła już pożyczki w wysokości 90 miliardów euro. Do tego dochodzą niedobory kadrowe, niedobór amunicji przeciwlotniczej i ostra zima. Przytoczone w artykule kwoty budżetowe pochodzą od autora; ich dokładne kwoty wymagałyby weryfikacji w aktualnych ukraińskich dokumentach budżetowych.

W kraju również opisuje rząd pod rosnącą presją. Skandale korupcyjne, śledztwa przeciwko wysoko postawionym urzędnikom, konflikty między służbami bezpieczeństwa i spadające zaufanie do Zełenskiego zaostrzyły sytuację. Matthews powołuje się na śledztwo „New York Timesa” , które wykazało, że w 2024 roku stracono około 1,2 miliarda dolarów z powodu zawyżonych cen i korupcyjnych kontraktów wojskowych.

Niewygodne pytanie: O co nadal walczymy?

„ The Spectator” stawia zatem pytanie, które od dawna uznawane jest za niepożądane w polityce europejskiej: jaki jest realistyczny cel kontynuowania tej wojny, jeśli nie przewiduje się ani zwycięstwa militarnego, ani załamania gospodarczego Rosji?

Matthews twierdzi, że każda nowa oferta pokojowa dla Kijowa była gorsza od poprzedniej. Obawia się, że Rosja jeszcze bardziej wzmocni swoją pozycję militarną, zmuszając Ukrainę do negocjacji na jeszcze bardziej niekorzystnych warunkach. Europa wciąż mówi o wsparciu, ale brakuje jej konkretnego planu, jak uratować Ukrainę, znacząco osłabić rosyjską gospodarkę lub złamać wolę wojny Putina.

Nie oznacza to, że całkowity upadek Ukrainy jest nieuchronny ani że Rosja osiągnie wszystkie swoje cele wojenne. Moskwa ponosi również ogromne koszty, a dalszy rozwój wydarzeń pozostaje niepewny. Analiza Matthewsa jasno jednak pokazuje, że dotychczasowa strategia Zachodu nie spełniła własnych obietnic.

Polityczne straty są druzgocące: wydano miliardy, setki tysięcy ludzi zginęło lub zostało rannych, całe regiony zostały zniszczone – a teraz czołowy brytyjski magazyn przyznaje, że Ukraina przegrywa wojnę.

Pytanie nie brzmi już tylko, jak długo Kijów wytrzyma. Pytanie brzmi również, jak długo europejskie rządy zamierzają trzymać się strategii, której porażki same coraz częściej przyznają.

Źródło: Ukraina przegrywa wojnę

Jak przestałem być „ruskim agentem”

Andrzej Solak: Jak przestałem być „ruskim agentem”

8 września 2026 Andrzej Solak pch24/andrzej-solak-jak-przestalem-byc-ruskim-agentem

Solak-Zelenski-Putin.jpg
Oprac. PCh24.pl

Minęło już nieco czasu od „afery” z odbieraniem Wołodymyrowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Mimo tego wciąż nie potrafię wyjść ze stanu zadziwienia.

Pamiętam, jak przecierałem wtedy oczy widząc, którzy to nadwiślańscy politycy dumnie naprężają swe wątłe muskuły. Którzy to, niespodziewanie ukazują surowe, wręcz srogie oblicza. Którzy zaczynają wygłaszać bezkompromisowe, patriotyczne przemowy.

Owi wybrańcy polskiego narodu nagle (w Roku Pańskim 2026!!!) odkryli, że na Ukrainie forsowany jest oficjalny kult zbrodniarzy z UPA! Dlatego teraz rzucili w stronę wielbicieli morderców twarde, proletariackie No pasaran! Nie będzie Zełeński pluł im w twarz! Zaś wierny elektorat z uwielbieniem oklaskiwał ów niespodziewany heroizm swoich ulubieńców…

Ja, agent. Ruski agent

Jest nadzieja, że oto właśnie dobiegła końca moja wieloletnia mniemana kariera agenta i szkodnika na żołdzie Moskwy.

Bo do tej pory, owszem, od czasu do czasu miewałem zaszczyt być zaliczany do tak zwanych ruskich agentów. Rozumiecie Państwo, do tych nienawistników wynajętych przez Kreml, co to „uprawiali dezinformację” szkalując niewinną jak lilija bratnią Ukrainę.

Byłem, wiecie, jedną z tych zapatrzonych w przeszłość ruskich onuc, które bliżej nieokreśloną „tragedię na Wołyniu” ośmielały się nazywać zbrodnią i ludobójstwem, nie bacząc na „nie ten czas” ani na nasze strategiczne sojusze. A wszystko to „za moskiewskie rubelki”, ktoś śmie wątpić?

Srogie są moje winy i długi ich rejestr. Zaliczałem się do „trolli Putina”, którzy „powtarzali rosyjską narrację” o pomnikach Bandery, Szuchewycza i SS-Galizien, jakoby wznoszonych z błogosławieństwem Kijowa. Do prowokatorów, którzy mianem „bandytów” określali „uznanych bohaterów walki o wolność Ukrainy”. I dalej, wytrwale rozpowszechniałem pogłoski o banderowsko-naziolskich tradycjach we współczesnych siłach zbrojnych Naszego Umiłowanego Sojusznika i Obrońcy. I jeszcze zadawałem prowokacyjne pytania o milczenie nadwiślańskich oficjeli wobec „pewnych zdarzeń” w Odessie i Donbasie, a także wobec „nieszczęśliwego wypadku” w Przewodowie.

Byłem więc jednym z tych, którzy swą nieodpowiedzialną pisaniną i gadaniem sprawiali, że „na Kremlu strzelały korki od szampana” (by zacytować ulubioną frazę mejnstrimowych mediotów). Teraz zaś doczekałem się naszego zbiorowego amnestionowania. A nawet więcej, czegoś w rodzaju mimowolnej rehabilitacji, chwalić Boga – wcale nie pośmiertnej.

– Nu, skończą się rubelki od Władimira… – powinienem westchnąć markotnie.

Jak Polak z Polakiem

Niechaj mi wybaczą żartobliwy ton wszystkie osoby, które w minionych latach dotknęła okrutnie około-ukraińska histeria. Którym władze wielce demokratycznej Trzeciej Erpe niszczyły kariery i życiorysy, w imię iście stalinowskiej „walki z wrogą dywersją”.

Dajmy na to owa pani profesor, powszechnie szanowana za dogłębną znajomość literatury i kultury rosyjskiej. Wystarczyło, że w sprawie Ukrainy ośmieliła się mieć poglądy inne niż oficjalnie zalecone. Myślałby kto, że uniwersytet jest z definicji miejscem dyskusji, polemik i wymiany argumentów, ale zarazem wspólnotą. Tymczasem niektórzy utytułowani „koledzy” pani profesor jęli składać w „Gazecie Wyborczej” i podobnych mediach sążniste donosy na „antyludzkie i faszystowskie poglądy” wielbicielki Dostojewskiego, odcinając się od nich skwapliwie. Donosiki chyba trafiły, gdzie trzeba, bo po jakimś czasie niewiasta znalazła się pod lupą ABW.

Przypominało to klimatem dawanie odporu „wichrzycielom i dywersantom” w minionej (?) epoce. Tak myślę, że rozgrzanym miłością do Ukrainy denuncjatorom z tytułami naukowymi wypadałoby wręczyć po metrze grubego kabla elektrycznego – za komuny narzędzia sprawdzonego podczas bicia „warchołów”. Niechby wyglądali całkiem jak gomułkowski „aktyw robotniczy”.

Wspomnijmy jeszcze tego młodziana, który na Fejsie wyraził radość z powodu rozgromienia przez Rosjan ukraińskiego pułku „Azow” w Mariupolu. Potem nieborak tłumaczył się przed sądem, wskazując na banderowsko-naziolskie inklinacje tej jednostki. Pan prokurator przyznał młodzieńcowi prawo do oceny „określonych formacji wojskowych” naszego drogocennego sojusznika; jednakowoż radowanie się z powodu spuszczenia im łomotu zakwalifikował jako „pochwałę wojny napastniczej”. Sąd wycenił wzmiankowaną zbrodnię na 5 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz dozór kuratora.

Pomysł ścigania „pochwały wojny napastniczej” wydał mi się wielce paradny. Oznacza bowiem, że już niedługo większa część naszego narodu wyląduje w kryminale, bądź będzie miała w papierach zapis: „karany”. Wspomnijmy, ilu rodaków radowało się i okazywało dumę przy okazji rocznicowych obchodów wyprawy Żółkiewskiego na Moskwę, albo podbojów Chrobrego, bądź po prostu śpiewało wers: „dał nam przykład Bonaparte”. Zdaje się, że w naszym kraju mogą spać spokojnie tylko wielbiciele czynów orężnych Trumpa i Netanyachu…

Sabat nienawiści

Była jeszcze jedna kategoria ofiar polityki nadwiślańskich rządów i medialnych koncernów – a imię jej Legion. To ludzie, których mózgi zainfekowano wydzielinami partyjnych i ponadpartyjnych szczujni. Zaprogramowani wirusem pogardy, posłusznie nienawidzą tych, których media kazały im nienawidzić.

Pamiętam, jak kiedyś jeden z większych portali zakomunikował, że ukraiński dron uderzył w budynek mieszkalny pod Moskwą. Chałupa spłonęła, a wraz z nią 69-letnia kobieta wraz z siedmioletnim wnuczkiem. Od pewnego czasu mejnstrimowym mediom wolno już było zamieszczać takie wstawki – bo przecież wcześniej długo obowiązywała zasada, że każdego zabitego cywila zapisywano na konto Rosjan, i to musowo jako ofiarę zbrodni wojennej (czyli czynu zamierzonego).

Nie zamierzam tutaj oceniać ukraińskich droniarzy, wszak nie znam kulisów owego konkretnego incydentu. Na wojnie zdarzają się celowe ataki na cywilów (a więc zbrodnie), ale bywają także przypadkowe dramaty wynikłe z błędów obsługi, awarii sprzętu czy po prostu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Konflikt rosyjsko-ukraiński, jak każda wojna, generował zarówno zbrodnie, jak i nieumyślne zdarzenia, po obu stronach.

Jednakże poraził mnie oddźwięk ze strony internautów. Pod artykulikiem pojawiło się mnóstwo radosnych reakcji w stylu: „Lubię to!”, „Super!”, „Hahaha”. Co trzeba mieć w łepetynie, żeby radować się z usmażenia żywcem jakiejś babuszki i jej małego rebionka? Przecież śmierć rosyjskiego malucha to taka sama tragedia jak zgon dziecka ukraińskiego, palestyńskiego czy jakiegokolwiek innego! Takie same są krew i ból; identyczna rozpacz bliskich. Ale u nas niektórzy dzielą krew dzieci na lepszą i gorszą.

To tylko jeden przykład z wielu podobnych. Miałem nieszczęście słuchać lub czytać komentarze, które normalnego człowieka przyprawiały o mdłości; łącznie z epatowaniem fotografiami spalonych bądź okaleczonych zwłok (nazywanych „pieczonym ruskim robactwem”, „ruską padliną” bądź „ruskim ścierwem”). Patrzyłem na to i myślałem o tubylczych politykach i dziennikarzach, którym udało się zmienić niektórych moich rodaków w krwiożerczy motłoch; w ciemną, fanatyczną tłuszczę, gotową wojować nawet z pierogami ruskimi, albo z muzyką Czajkowskiego i Rachmaninowa. Medialna tresura okazała się skuteczna.

Miałem nadzieję, że może jaki hierarcha mojego Kościoła powie w końcu głośno, że takie medialne seanse pogardy, takie odgórne zaszczepianie wścieklizny maluczkim jest zwyczajnie niegodziwe. Że bardziej pasuje to do plemienia dzikich kanibali, albo sabatu satanistów, niż do wspólnoty przyznającej się do dziedzictwa cywilizacji łacińskiej. Że prędzej czy później doprowadzi to do dramatów, może do zbrodni.

Niestety, nasi hierarchowie byli przez te lata pochłonięci ważniejszymi dla nich problemami. Przecież głośno wyrażali troskę o ekosystem naszej planety, albo o przyjazne powitanie tzw. „imigrantów”, bądź o bezpieczeństwo świec chanukowych w Sejmie. Cóż, każdy ma swoje priorytety…

Demokraci i rezuni

Okazywanie atencji współczesnym banderowcom i nazistom przez niektóre środowiska w Polsce nie ograniczało się do obszaru samej tylko Ukrainy.

Pamiętacie rok 2022, kiedy nasz kraj upstrzono niebiesko-żółtymi flagami? W moim rodzinnym mieście nieznane mi osoby powiesiły wielki baner, zdobny we wspomniane barwy, z napisem: „STAŃMY RAZEM, JAK WE WRZEŚNIU 1939 ROKU”. Patrzyłem na owo dzieło rąk ludzkich w zadumie, próbując dociec, do kogo adresowane jest wezwanie. No bo przecie we wrześniu 1939 roku pod niebiesko-żółtymi barwami wystąpił Legion Ukraiński Wehrmachtu oraz bojówkarze OUN!

Przez wiele lat patrzyłem zrezygnowany, jak polscy korespondenci w Rosji oraz tak zwani „eksperci od spraw wschodnich”, pokazując naszej publice antyputinowskie demonstracje nacjonal-bolszewików oraz komunistów od Ziuganowa, przedstawiali je jako „protesty opozycji demokratycznej”. Ale raz, pamiętam, aż poderwała mnie wieść, że manifestująca przeciw Putinowi „młodzież” zaraz po wiecu udała się na koncert grupy Kołowrat. Owóż Kołowrat reprezentował wielce specyficzny odłam tamtejszego rocka, scenę spod znaku „odin, czetyrie / wosiem, wosiem”. Krótko mówiąc – to kapela neonazistowska. To rzetelni pogrobowcy towarzysza Adolfa. Nietrudno domyślić się, jakie poglądy reprezentowała „antyputinowska młodzież”, co to ją obdarzył ciepłym słowem polski mediota.

Potem, już podczas wojny na Ukrainie, doświadczyłem swoistego deja vu, kiedy „nasze” media tudzież nieocenieni „eksperci” usilnie lansowali walczącą na żołdzie Kijowa grupę, występującą pod szumną nazwą: Rosyjski Korpus Ochotniczy (RDK). Chciałbym poinformować, że wódz oraz ideolog rzeczonego Korpusu, pan Denis Kapustin (ksywa Biały Król) był neonaziolem o długim stażu (w czym nie przeszkadzało mu żydowskie pochodzenie), z zakazem wjazdu do wszystkich krajów strefy Schengen. Dopiero od paru lat jął on wykrętnie dystansować się od niektórych aspektów polityki III Rzeszy.

W takich momentach zachodzę w głowę, czy entuzjastycznie nastawieni do takich i podobnych inicjatyw polscy korespondenci i „eksperci”są naprawdę aż takimi durniami? Czy też może doskonale wiedzą, jakich to przyjemniaczków lansują jako „siły opozycji antyputinowskiej”? Bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji. Byłaby logicznym uzupełnieniem kocopałów o  „skomplikowanym Banderze” oraz o „trudnych wyborach ochotników SS-Galizien”. Pasowałaby do jakże częstych u nas prób przedstawiania ukraińskiego rezuna jako postaci tragicznej i skrzywdzonej przez los – i to wcale nie dlatego, że w trakcie rezania Lachów złamały mu się widły.

Wpływy obce

Nasze państwo niszczono odgórnie z zapałem godnym lepszej sprawy. Oto rządy PiS i PO powołały komisje „do spraw badania wpływów rosyjskich”. Ich głównym zadaniem okazało się poszukiwanie „haków” na konkurentów politycznych.

Ja zaś zapytam: dlaczego nie bada się po prostu obcych wpływów? Toż zamiast licytować się, kto podczas oficjalnych wizyt dłużej i goręcej ściskał dłoń Putinowi, moglibyśmy poznać sprawy naprawdę istotne dla naszego umęczonego kraju – od smakowitych kulisów podpisywania kontraktów zbrojeniowych i paliwowych, poprzez przepływy zagranicznych grantów dla tutejszych propagandowych szczujni, aż po skład klienteli podkarpackich przybytków braci Rysicz.

Kiedyś poseł Jarosław Kaczyński raczył z trybuny sejmowej nazwać świeżo upieczonego premiera Donalda Tuska „niemieckim agentem”. W cywilizowanym, zdrowo zarządzanym kraju ową wypowiedzią natychmiast zajęłyby się odpowiednie służby i zależnie od wyniku dochodzenia co najmniej jeden z tych panów wylądowałby w więzieniu – albo za oszczerstwo, albo za zdradę. Piszę „co najmniej jeden”, bo w razie uprawdopodobnienia agenturalności podejrzanego Donalda T., należałoby zapytać jego adwersarza – czemu to, posiadając taką wiedzę, nie zawiadomił prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, wszak mogącego ściągnąć na nasz kraj ogromne niebezpieczeństwo?

Oczywiście nic takiego się nie stało, nadwiślańskie państwo po raz kolejny potwierdziło kartonowo-styropianowy budulec swych fundamentów. Doczekaliśmy czasów, w których słowo „agent” uznaje się za wyświechtaną, niewiele znaczącą obelgę. Myślę, że prawdziwa obca agentura wielce raduje się takim stanem rzeczy.

Czy to wszystko oznacza, że możemy lekceważyć zagrożenie dla Polski ze strony rosyjskiej propagandy i działań służb Kremla? Oczywiście, że nie! Czy w naszym kraju działają prawdziwi rosyjscy agenci? Zdziwiłbym się, gdyby ich nie było. Rosja to kraj poważny, to znaczy dbający o swoje interesy. Działalność szpiegowska to naturalne przedłużenie dyplomacji. Zwalczanie obcego szpiegostwa oraz wspieranie własnego jest zwyczajną praktyką państw poważnych. Użalanie się na ten stan rzeczy, histeryczne „moralizowanie” w obliczu afer wywiadowczych to oznaka słabości.
Wiele lat temu, podczas wizyty Władimira Putina w Polsce, jakiś polski dziennikarzyna zarzucił mu, że gdziekolwiek się ruszy, tam zawsze stara się przeforsować interes Rosji. W reakcji napisałem wtedy (w katolickim miesięczniku „Wzrastanie”), że bardzo chciałbym, aby taki zarzut stawiano polskim politykom – że gdziekolwiek się stawią, tam będą próbowali realizować interesy własnego kraju, a nie jakiejś Ukrainy, Tybetu, Czeczenii czy innej Gruzji. Pamiętam, że reakcją na moją pisaninę było zwyczajowe środowiskowe „oburzanko” i okrzyknięcie mnie (chyba po raz pierwszy) „zwolennikiem Putina”. Jak zwykle ktoś czegoś  nie zrozumiał.

Państwo polskie winno strzec swoich spraw, tak przed wrogami, jak i mniemanymi aliantami. Tymczasem przeczytałem niedawno (w „Rzeczpospolitej”) o bezkarnej działalności w naszym kraju służb ukraińskich. „Jakby nie mówić, to są nasi sojusznicy” – próbują wyjaśnić taki stan rzeczy przedstawiciele naszych władz.

– Boże, strzeż mnie przed przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam – westchnął kiedyś kardynał Richelieu.

Strumień łaski

Pan Wołodymyr Zełeński, pełniący obowiązki prezydenta kraju sąsiedzkiego, ma prawo być zdziwiony obecną gniewną reakcją części polskojęzycznych polityków i dziennikarzy, na jego kolejny akt probanderowskiej adoracji.

Toż przecie od lat nie robił nic innego. Nawet jak przyjmował Order Orła Białego, to miał na sobie bluzę z symboliką OUN (tryzub z mieczem), a w obecności tubylczych sług wykrzykiwał raz po raz banderowskie hasło: „Sława Ukrainie – Herojom sława!”. Zresztą zaprzańcom, pełniącym obowiązki Polaków, również zdarzało się, tu i ówdzie, owo zawołanie inicjować. Nieprawdaż?

Chyba powinniśmy radować się owym strumieniem łaski, co to nagle oświecił przynajmniej niektórych sprawujących rządy oraz dominujących w ławach opozycji. Jednakowoż sceptyczną część mej duszy korci wątpliwość – czy to szczera przemiana, czy tylko nowe wytyczne? Nie było aby (jak niegdyś, choćby w sprawie Przewodowa) SMS-owych instrukcji z ambasady Wielkiego Brata?

Dla mnie największym problemem wcale nie byli i nie są politycy z Kijowa, tylko ich warszawscy koledzy po fachu. A ściślej nie koledzy, tylko słudzy, przecie sami raczyli tak się określić. Przyznajmy, że na tak szczerą deklarację, taki publiczny akt hołdowniczo-służalczy nie poważył się w naszej historii bodaj żaden kolaborant, nawet szefostwo Goralenvolk. Zaprawdę była to historyczna chwila.

To właśnie tubylcza „klasa polityczna” sprawiła, że straciłem wiarę w polski (w znaczeniu: suwerenny) charakter państwa nad Wisłą. Dziś zaś obserwuję cudowne nawrócenie plenipotentów obcych ambasad, któremu nie towarzyszy żaden rachunek sumienia ani akt skruchy, że już nie wspomnę o zadośćuczynieniu Panu Bogu i ludziom. Przeciwnie, słudzy mówią teraz, że nigdy sługami nie byli. Że nigdy nie poważali Zełeńskiego. Że zawsze sprzeciwiali się banderyzacji Ukrainy. Że oni zawsze byli dzielni. Oni zawsze się starali. Oni nigdy nie kłamali, z ich ust spływały potoki prawdy. Oni przecie kochali Polskę. I jeszcze zawsze byli za uczczeniem polskich ofiar z zadeptanych wołyńskich dołów śmierci.

Tak, zawsze. A ja to wszystko przeoczyłem.

Dziękuję, Panowie!

Minione lata były bardzo trudne dla Polaków poruszających temat „okołowołyński” czy też „ukraiński”. Odpowiadają za to konkretni ludzie oraz konkretne formacje polityczne.

Ogromna większość mediów poddała się barbarzyńskiej presji. Wygodniej było wtedy milczeć, a jeszcze większe profity zapewniało przyłączenie się do banderowskiego chóru. Tylko nieliczne redakcje postąpiły inaczej, przeciwstawiając się dyktatowi lub przynajmniej dopuszczając możliwość zaprezentowania odmiennych poglądów.

Dzięki uprzejmości różnych środowisk, wśród nich zespołów redakcyjnych Portalu PCh24 oraz dwumiesięcznika „Polonia Christiana”, miałem możność pisania o tym, co mnie szczególnie bolało, w tym o tematach określanych mianem „ukraińskich”. Robiłem to w charakterze „wolnego strzelca”, ale przecież ludzie udostępniający swoje łamy dla mojej pisaniny brali za nią pełną odpowiedzialność. A późniejsze gromy, te kubły pomyj od jawnych i anonimowych „oburzonych komentatorów”, spadały na te media między innymi za moją przyczyną.

Nie wspominam o tym, by się przechwalać, ani by uprawiać swoiste kombatanctwo. Inni działali w tej sprawie bez porównania więcej i lepiej ode mnie. Jednak to dobra okazja do złożenia podziękowań. Nie tak dawno życie pokazało mi, że mogę nie zdążyć wypowiedzieć wszystkich zamiarowanych słów. Nie wolno nam odkładać ważnych rzeczy na później.

Chciałbym więc serdecznie podziękować Redakcjom PCh24 oraz „Polonii  Christiana”, tudzież wszystkim innym wspólnotom, które w latach ukraińskiej histerii ratowały honor polskiego dziennikarstwa. Zaś tych, którzy mnie czytają, proszę z myślą o wzmiankowanych środowiskach:

– Panie i Panowie! Czapki z głów!

Postscriptum

W tytule, informującym o zakończeniu mej kariery ruskiego agenta, powinienem chyba wstawić pytajnik. Bo prawda jest taka, że Polacy mający swoje zdanie w kwestiach „okołowołyńskich”, niebawem znów mogą zostać ogłoszeni wrogami publicznymi, zagrażającymi bratnim sojuszom i owocnym przyjaźniom.

Nie miejmy złudzeń, polskojęzyczni ważniacy wczoraj ściskali się z Zełeńskim, dziś obsobaczają go ile wlezie, a jutro mogą ogłosić, że niedawne drobne nieporozumienia właśnie przezwyciężyła troska o wspólne dobro i świetlaną przyszłość. Toż wystarczy tylko telefon z tej czy innej ambasady… Osobnicy pozbawieni zasad, zapatrzeni tylko w słupki wyborcze, w pocie czoła odgrywają swój teatrzyk, pilnie bacząc, aby nadążyć za kolejną prawdą etapu.

Zaiste, niełatwe jest życie sługi.

Andrzej Solak

Otwarta wojna NATO z Rosją jest już do pomyślenia. Pole bitwy Europa.

Pole bitwy Europa

Otwarta wojna NATO z Rosją jest już do pomyślenia. Pozostaje tylko pytanie, kiedy się odbędzie – i kto ją przetrwa. Właśnie tu leży prawdziwa, niewypowiedziana strategia: polem bitwy ma być Europa. Stany Zjednoczone mają wyjść z niej możliwie nietknięte.

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji. Na celowniku jest ostatnio zwłaszcza Tuapse

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji

Ukraińskie ataki na cele w głębi Rosji, prowadzone z Wiesbaden, zwiększają prawdopodobieństwo rosyjskiego kontrataku na terytorium NATO. Jednocześnie Stany Zjednoczone w dużej mierze się wycofały. To nie jest ucieczka. To przemyślany ruch. Ograniczona wojna nuklearna na terytorium Europy nie jest już wykluczona w Waszyngtonie. Europa ma ponieść koszty, Ameryka zachowa pozycję strategiczną. To nie jest teoria spiskowa. To logiczna kontynuacja polityki, przed którą najbystrzejsi amerykańscy stratedzy ostrzegali od dziesięcioleci.

Zignorowane ostrzeżenia

Już w 2008 roku William Burns, ówczesny ambasador w Moskwie, a później dyrektor CIA, napisał w telegramie zatytułowanym „Niet znaczy Niet”: „Przystąpienie Ukrainy do NATO byłoby „najwyraźniejszą czerwoną linią dla rosyjskich elit – nie tylko dla Putina”.

George Kennan, architekt polityki powstrzymywania, nazwał ekspansję NATO na wschód „najbardziej fatalnym błędem polityki amerykańskiej od czasów zimnej wojny”. John Mearsheimer i Stephen Cohen przewidywali to samo: ktokolwiek wepchnie Ukrainę do NATO, zmusi Rosję do reakcji militarnej. Ostrzeżenia były jasne, powtarzane, ale ignorowane. Polityka ekspansji była kontynuowana. Dziś jesteśmy świadkami jej konsekwencji.

Teza, zwięźle podsumowana przez szwedzkiego analityka Mattiasa Forsgrena, brzmi następująco: Europa jest ukrainizowana. Gdy zabraknie Ukraińców, Europejczycy mają wypełnić luki. Aby to osiągnąć, konieczne jest zwiększenie gotowości militarnej, a rosyjski atak musi zostać sprowokowany lub sfabrykowany. Rosja będzie zmuszona do wyboru: strategiczne wycofanie się albo zniszczenie Europy – w tym lokalna wojna nuklearna, w której Ameryka pozostanie nietknięta.

Siergiej Karaganow, jeden z najbardziej wpływowych przedstawicieli rosyjskich elit bezpieczeństwa, od lat nawołuje do ograniczonych ataków nuklearnych na cele europejskie. Nie po to, by unicestwić Europę, ale by zaszczepić strach przed bronią jądrową wśród europejskich elit i społeczeństw oraz zmusić je do wycofania poparcia Kijowa. Amerykańscy stratedzy zamierzają wykorzystać właśnie ten dylemat.

Wiesbaden: Kwatera Główna Tajnej Wojny

Kanibalizacja wasali

Przez dekady Europa i Ameryka tworzyły imperialną jednostkę. Historyczne jądro pozostało kulturowo europejskie, podczas gdy struktura dowodzenia wojskowego i finansowego przeniosła się do Waszyngtonu. Ameryka odgrywała rolę silniejszego partnera, broniącego europejskiej cywilizacji. To status quo się rozpadło. Europa nie jest już traktowana jako równorzędny partner, lecz jako zasób: wyczerpana gospodarczo, politycznie podporządkowana i militarnie przygotowana jako arena, na której poniesione zostaną koszty upadku imperium.

Zniszczenie Nord Streamu, przymusowe odłączenie od rosyjskiej energii, deindustrializacja Niemiec – szczególnie widoczna w przemyśle chemicznym i motoryzacyjnym – gwałtowne wzrosty cen energii i spadające płace realne – tworzą te same warunki materialne, które Ukraina już zna: ubóstwo, beznadzieję i zagrożenie egzystencjalne. Jednocześnie trwa czystka informacyjna. Rosyjskie media są blokowane. Głosy wzywające do negocjacji są traktowane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa. Dehumanizacja przeciwnika przebiega według tego samego schematu, co na Ukrainie.

Gdy tylko wystarczająca liczba Europejczyków doświadczy tej samej kombinacji rozpaczy ekonomicznej, izolacji informacyjnej i sztucznego zagrożenia zewnętrznego, polityczny próg, który pozwoli na wysłanie Europejczyków do maszynki do mięsa, spadnie.

Dlaczego europejskie elity działają wbrew własnym interesom

Prawie wszyscy obserwatorzy spoza głównego nurtu są zdumieni tym samym zjawiskiem: europejscy politycy zachowują się tak, jakby ich kraje nie miały żadnych własnych interesów. A Rosja jest nie tylko konwencjonalną potęgą militarną, ale także potęgą nuklearną pierwszego rzędu. Długoterminowe bezpieczeństwo i gospodarcze przetrwanie Europy zależą od dostępu do rosyjskiej energii i surowców. Niemieccy przemysłowcy i bardziej rozsądni politycy zawsze to rozumieli.

Warszawa w 1945 roku

Istnieją powody, dla których dzisiejsze władze ignorują tę fundamentalną rzeczywistość. Zachodnie elity potrzebują trwającego konfliktu dla swojego politycznego przetrwania. Przyznanie się do porażki oznaczałoby utratę władzy. Jednocześnie wpływ Ameryki na europejskie procesy decyzyjne jest głębszy, niż skłonne są przyznać powierzchowne dyskusje.

Pułkownik Lawrence Wilkerson, były szef sztabu Colina Powella, opisuje, jak Waszyngton systematycznie szkolił i awansował uległych przywódców po zimnej wojnie. Dysydenci byli eliminowani poprzez kolorowe rewolucje, sieci kontaktów i politykę personalną. Długa historia odrzucania prawdziwej neutralności europejskiej mówi sama za siebie.

Szwajcaria jako papierek lakmusowy

Dla Szwajcarii pytanie to jest szczególnie dotkliwe. Neutralność nigdy nie była naiwna. Chodziło o zrozumienie, że małe państwo między supermocarstwami może przetrwać tylko wtedy, gdy nie pozwoli, by stało się polem bitwy. Każdy, kto dziś wierzy, że można stanąć po ‚właściwej’  stronie historii poprzez werbalną solidarność i sankcje bez ponoszenia kosztów, powtarza ten sam błąd, który popełniają europejskie elity od 2008 roku.

Ograniczona wojna nuklearna na terytorium Europy nie byłaby rozstrzygana w Waszyngtonie. Byłaby rozstrzygana w Wiesbaden, Ramstein i stolicach państw, które już zrzekły się swojej suwerenności.

Europa stoi przed wyborem, który nie oferuje dobrego rozwiązania. Albo zaakceptuje rolę frontalnego pola bitwy, albo zacznie redefiniować własne interesy. Wymaga to przede wszystkim umiejętności beznamiętnego opisu własnej sytuacji. Bez moralizatorstwa. Bez tabu. Bez iluzji, że wciąż jest się równorzędnym partnerem.

Bomby nigdy nie spadają na Waszyngton, spadają na europejskie miasta. To zawsze był problem Europy. Nie musi to pozostać jej losem.

swissvox.substack.com/schlachtfeld-europa

Opracował: Zygmunt Białas

Ukraina szykuje roszczenia do polskiej ziemi

Ukraina szykuje roszczenia do polskiej ziemi

magnapolonia/ukraina-szykuje-roszczenia-do-polskiej-ziemi

29 lipca 2025 roku Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę nadającą szczególny status Ukraińcom przesiedlonym z terenów należących do Polski w latach 1944–1951. Przepisy weszły w życie 30 stycznia 2026 roku. Dokument nie jest wyłącznie ustawą socjalną. Wprowadza do ukraińskiego porządku prawnego kategorię osób deportowanych z powojennej Polski, a jednocześnie odwołuje się do utraty przez nie domów i majątku. To wstęp do roszczeń majątkowych wobec III RP. Tymczasem Warszawa śpi, zarówno wobec roszczeń ukraińskich jak i własnych obywateli co do majątków utraconych na Kresach.

Ukraina szykuje roszczenia do polskiej ziemi. Ustawa z 2025 roku definiuje jako deportację przesiedlenia ludności ukraińskiej z terenów dawnej Polski do Ukraińskiej SRR, a także późniejszą akcję „Wisła”. Ustawa wskazuje przy tym na „wywłaszczenie mienia” oraz inne ograniczenia praw osób przesiedlonych. W marcu 2026 roku ukraińskie władze przyjęły kolejny akt prawny z tym związany – rozporządzenie -procedurę przyznawania jednorazowej pomocy finansowej osobom objętym ustawą. Na to jak widać pieniądze są, mimo wojny.

Nie oznacza to, że Ukraina uzyskała w ten sposób podstawę prawną do przejmowania polskich nieruchomości. Ustawa nie przyznaje Ukraińcom prawa własności do konkretnych działek czy domów znajdujących się obecnie w Polsce i nie nakłada na Warszawę obowiązku wypłaty odszkodowań. Znaczenie ustawy może być jednak szersze. Państwo ukraińskie tworzy bowiem formalny system potwierdzania statusu osób wysiedlonych, ich pochodzenia oraz utraconego majątku. Tego rodzaju dokumentacja ma znaczenie, jeśli w przyszłości pojawią się polityczne próby wysuwania wobec Polski roszczeń dotyczących mienia.

Szczególne znaczenie ma język stosowany przez ukraińskie władze. W dokumentach i wystąpieniach parlamentarzystów mowa jest nie tylko o przesiedleniach, ale o „deportacji”, „wywłaszczeniu”, „zbrodni reżimu komunistycznego” oraz „zbrodni państwa polskiego”. W ukraińskiej narracji pojawia się również pojęcie prawa do powrotu na tereny określane jako „Zakerzonia”.

Istotna jest także kwestia liczb. Na podstawie umowy między polskojęzycznymi komunistami oraz Stalinem, około 482 tys. osób przesiedlono w latach 1944–1946 z Polski do Ukraińskiej SRR. Około 140–150 tys. Ukraińców wysiedlono natomiast w 1947 r. podczas akcji „Wisła”. W ukraińskiej debacie publicznej pojawiają się jednak liczby sięgające 700–750 tys. deportowanych. Różnica wynika częściowo z uwzględniania różnych operacji i okresów, jednak większa liczba osób objętych państwową narracją oznacza również większy potencjalny krąg osób mogących powoływać się na status deportowanych.

W zakresie sztucznego zawyżania przesiedlonych, Ukraińcy uczą się od najlepszych – liczba Żydów „ocalałych z holokaustu” również rosła wraz z czasem.

W każdym razie, w związku z działania ukraińskich władz rodzi sie pytanie, czy tworzenie państwowego systemu dokumentowania deportacji i utraconego mienia nie będzie w przyszłości wykorzystywane jako argument w sporach majątkowych. Co więcej, kwestia ta nie jest wyłącznie jednostronna.

Polacy wypędzeni z Kresów Wschodnich również pozostawili tam domy, gospodarstwa, ziemię i inne nieruchomości. Państwo polskie stworzyło wprawdzie system rekompensat za mienie pozostawione poza obecnymi granicami RP, ale problem historycznej własności kresowej nigdy nie został rozwiązany w sposób odpowiadający oczekiwaniom wszystkich środowisk kresowych.

Dodatkowo, polskie majątki były znacznie bogatsze od ukraińskich i łemkowskich. Z ziemi i nieruchomości wypędzeni zostali nie tylko polscy chłopi ale także fabrykanci oraz szlachta, posiadająca zamki i pałace. Same zagrabione i znacjonalizowane polskie zamki i inne dobra kultury na Kresach są warte miliardy, podczas gdy Ukraińcy na obecnym terytorium RP mieli jedynie drewniane chaty kryte strzechą, wozy drabiniaste na drewnianych kołach i kupę biedy.

Wobec działań Kijowa niezbędna jest zdecydowana i symetryczna reakcja polskiego rządu. Jeżeli Ukraina tworzy państwowy system rejestracji osób wysiedlonych, dokumentowania utraconego mienia i prawnego potwierdzania krzywd doznanych przez Ukraińców po 1944 r., Polska powinna stworzyć analogiczny mechanizm dokumentowania polskich majątków pozostawionych na Kresach Wschodnich.

Nie powinno się przy tym ograniczać sprawy do symbolicznych uchwał czy obchodów rocznicowych. Konieczne jest rozpoczęcie systematycznego procesu zmierzającego do restytucji polskiego mienia na Kresach. Tam, gdzie zwrot nieruchomości jest niemożliwy, należy dążyć do uzyskania realnych rekompensat. Państwo polskie powinno zgromadzić i zabezpieczyć dokumentację dotyczącą domów, gospodarstw, gruntów, przedsiębiorstw i innych nieruchomości pozostawionych przez Polaków w wyniku przymusowych wysiedleń.

Jeżeli państwo ukraińskie uznaje prawa swoich obywateli i ich potomków do pamięci o utraconym majątku, dokumentuje ich straty i nadaje wysiedlonym określony status prawny, państwo polskie powinno z taką samą determinacją występować w obronie praw Polaków wypędzonych z Kresów. Szybko okazałoby się, że polskiego majątku zagrabionego przez Ukraińców i Rosjan jest znacznie więcej, niż ukraińskiego w Polsce.

======================================================

NASZ KOMENTARZ:

Bądźmy szczerzy – Ukraina skrzętnie gromadzi dokumentację swoich strat (prawdziwych i urojonych) i przygotowuje podstawę do przyszłych roszczeń. Niestety, strona polska pozostaje wyłącznie przy deklaracjach i wspomnieniach. Taka asymetria jest dla Polski politycznie i historycznie niekorzystna, a wręcz groźna. Jedynie słuszną reakcją na ukraińskie roszczenia, są nasze własne, dzięki czemu będziemy szachować antypolski, banderowski reżim.

Dron „zestrzelony” gołymi rękami. Pod fałszywą flagą? – ukraiński dziennikarz podważa oskarżenia Berlina wobec Rosji.

Obraz symbolu za pośrednictwem depositphotos.com

Pod fałszywą flagą? – ukraiński dziennikarz podważa oskarżenia Berlina wobec Rosji, przedstawiając szokujące zeznania.

Rząd niemiecki obarcza Rosję odpowiedzialnością za próbę zamachu bombowego na lotnisku Lipsk/Halle i podejmuje działania dyplomatyczne. Jednak ukraiński dziennikarz, powołując się na pracownika lotniska, opisał ciąg zdarzeń, który podważa publicznie przedstawioną wersję wydarzeń. Jeśli ta wersja wydarzeń okaże się prawdziwa, cały łańcuch dowodowy związany z tym incydentem będzie musiał zostać ujawniony i ponownie oceniony.

1 września rząd niemiecki oświadczył, że Rosja stoi za próbą ataku dronów na lotnisko Lipsk/Halle w sierpniu. W odpowiedzi Berlin ogłosił między innymi zamknięcie rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie. Moskwa zaprzecza tym oskarżeniom. To, co zaczęło się jako śledztwo, które nie było jeszcze w pełni transparentne dla opinii publicznej, przerodziło się w kryzys polityki zagranicznej.

Ukraiński dziennikarz Anatolij Szarij podważa tę wersję wydarzeń. W artykule opublikowanym 6 września cytuje anonimowego pracownika lotniska, który twierdzi, że był naocznym świadkiem incydentu. Relacja tego pracownika różni się w kluczowych punktach od narracji prezentowanej dotychczas przez polityków i media.

Według doniesień dron został „zestrzelony” gołymi rękami.

Według źródła, do zdarzenia doszło w nocy podczas załadunku i rozładunku samolotu transportowego na płycie postojowej nr 2. Obsługiwane są tam m.in. samoloty DHL; na terenie lotniska stacjonują również samoloty Antonow.

Pracownicy lotniska wielokrotnie obserwowali drony w tym rejonie, szczególnie w pobliżu drogi S8a, biegnącej wzdłuż terenu lotniska. Znajduje się tam wyjście awaryjne oraz obszar z widokiem na pas startowy, gdzie obserwatorzy samolotów okazjonalnie robią zdjęcia w nocy.

Tym razem mały dron przeleciał nietypowo blisko samolotu transportowego podczas operacji załadunku, a następnie znalazł się na odległość pozwalającą dotknąć pracownika. Nikt z obecnych nie widział dokładnie, skąd dron się wziął. Pracownik następnie zmusił urządzenie do opadnięcia na ziemię i przytrzymał je, uszkadzając przy tym śmigła. Następnie zgłosił przez radio, że dron jest na ziemi.

Gdyby ta sekwencja zdarzeń się potwierdziła, byłby to niezwykły szczegół: pracownik rzekomo zabezpieczył urządzenie, później opisane jako dron wybuchowy, gołymi rękami.

Nie dowodzi to jednak, że nie było tam ładunku wybuchowego. Kluczowe pytanie brzmi, co pracownik faktycznie mógł zobaczyć i co ujawniła późniejsza analiza kryminalistyczna.

Dlaczego policja, specjaliści i ekipy telewizyjne tak szybko pojawiły się na miejscu zdarzenia?

Źródło było szczególnie zaskoczone tym, co wydarzyło się bezpośrednio po nadaniu komunikatu radiowego. W ciągu kilku minut na miejscu zdarzenia pojawili się policjanci, specjaliści od rozbrajania ładunków wybuchowych, strażacy, ekipy telewizyjne i specjalistyczny sprzęt, w tym robot.

Pracownik uważa tę prędkość za nietypową. Lotnisko znajduje się około 20 kilometrów od Lipska; dostęp do strefy bezpieczeństwa jest kontrolowany i wymaga odpowiedniego upoważnienia. Jego zdaniem samo zorganizowanie dostępu dla personelu zewnętrznego powinno zająć trochę czasu.

Nasuwa się zatem uzasadnione pytanie: kiedy tak naprawdę powiadomiono służby ratunkowe, gdzie wówczas się one znajdowały i dlaczego przedstawiciele mediów tak szybko pojawili się na miejscu zdarzenia?

Szybka reakcja sama w sobie nie jest dowodem na zaaranżowane zdarzenie. Policja i straż pożarna mogły już być obecne na terenie lotniska lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Mogły również pojawić się wcześniejsze zgłoszenia dotyczące dronów, które wywołały alarm. Z tego właśnie powodu rejestry zdarzeń, godziny alarmów i dane dostępowe byłyby kluczowe dla odtworzenia przebiegu zdarzeń.

Skąd pochodzą domniemane materiały wybuchowe?

Najpoważniejsza rozbieżność dotyczy domniemanego ładunku wybuchowego. Źródło Sharij zaprzecza, jakoby pracownik, który zestrzelił drona, widział na nim detonator lub materiał wybuchowy. Według niej, opublikowane później zdjęcia, które rzekomo przedstawiają ładunki wybuchowe obok urządzenia, nie odpowiadają jego pierwotnemu stanowi w momencie znalezienia.

Wzmianka o czeskim Semtexie wzbudziła podejrzenia. Źródło opisuje drona jako małe, niedrogie urządzenie konsumenckie przeznaczone głównie do nagrywania filmów i zdjęć, i wątpi, czy mógł on przenosić jakikolwiek dodatkowy, znaczący ładunek.

To jest sedno całej sprawy. Kiedy odkryto ładunek wybuchowy? Czy był widoczny podczas pierwszego nalotu? Czy został odkryty dopiero w toku późniejszego śledztwa? I czy opublikowane zdjęcia dokumentują pierwotny stan dowodów, czy też ich późniejsze ułożenie?

Na te pytania nie można odpowiedzieć za pomocą oświadczeń politycznych, a jedynie weryfikowalną dokumentacją przejęcia i śledztwa. Ocena nośności drona dokonana przez pracownika nie zastępuje raportu technicznego. Podobnie, brak widocznego detonatora nie dowodzi, że na lub w urządzeniu nie znajdował się ładunek wybuchowy.

Incydent bezpieczeństwa prowadzi do eskalacji polityki zagranicznej.

Sprawa zyskuje na znaczeniu ze względu na swoje reperkusje polityczne. Rząd niemiecki publicznie pociągnął Rosję do odpowiedzialności i zapowiedział sankcje dyplomatyczne. Oznacza to, że nie chodzi już tylko o potencjalny incydent bezpieczeństwa na lotnisku, ale o oskarżenie mające poważne konsekwencje dla relacji między oboma państwami.

Właśnie z tego powodu standardy muszą być szczególnie wysokie. Jeśli rząd oskarża inne państwo o próbę zamachu bombowego, opinia publiczna powinna przynajmniej być w stanie zrozumieć istotę tego oskarżenia. Obejmuje to rodzaj materiału wybuchowego, parametry techniczne drona, zabezpieczone dowody oraz sposób, w jaki na ich podstawie ustalono powiązanie z Rosją.

Wyniki wywiadu nie zawsze mogą zostać w pełni opublikowane. Nie zwalnia to jednak rządu z obowiązku przedstawienia weryfikowalnych uzasadnień swoich wniosków, w miarę możliwości.

Wcześniejsze naruszenie ogrodzenia ujawniło kolejny problem bezpieczeństwa.

Sharij nawiązuje również do incydentu z 1 sierpnia 2024 roku, kiedy siedmiu aktywistów z „Ostatniego Pokolenia” wdarło się na teren lotniska Lipsk/Halle. W kilku miejscach przecięli zewnętrzne ogrodzenie bezpieczeństwa; pięciu z nich przykleiło się do dróg kołowania, a dwóch zostało wcześniej aresztowanych.

Poprzedni incydent dowodzi, że w przeszłości mogło dojść do naruszenia granic bezpieczeństwa lotniska. Nie oznacza to, że obecny incydent z udziałem drona miał miejsce w ten sam sposób. Podkreśla to jednak potrzebę dokładnego zbadania lokalnych luk w zabezpieczeniach i innych potencjalnych mechanizmów, zanim będzie można ostatecznie ustalić zaangażowanie państwa.

Brak udowodnionego zainscenizowanego wydarzenia – ale istnieje wyraźna potrzeba wyjaśnienia.

Sam Sharij twierdzi, że jego relacja nie stanowi dowodu na celową prowokację. To istotne rozróżnienie. Jak dotąd jedyną publicznie dostępną informacją jest oświadczenie anonimowego źródła. Jego tożsamości, dokładnej roli w incydencie i jego spostrzeżeń nie da się niezależnie zweryfikować.

Niemniej jednak, odrzucenie tej relacji wyłącznie na tej podstawie byłoby błędem. Zawiera ona konkretne, weryfikowalne szczegóły: miejsce zdarzenia, przebieg akcji ratunkowej, rzekomo niezwykle szybkie przybycie służb ratunkowych oraz rzekomą różnicę między pierwotnym stanem przedmiotu a zdjęciami opublikowanymi później.

Rząd niemiecki musi zatem nie tylko wyjaśnić, dlaczego obarcza Rosję odpowiedzialnością. Musi również wykazać, w jaki sposób zabezpieczono drona, kiedy odkryto ładunki wybuchowe i jakie dowody potwierdzają przypisanie tego faktu rządowi.

Gdyby oświadczenia pracownika lotniska się potwierdziły, obecny stan wiedzy publicznej byłby niepełny, przynajmniej w kluczowych aspektach. Jeśli okażą się fałszywe, można by to również wyjaśnić poprzez transparentną rekonstrukcję.

Niedopuszczalna byłaby sytuacja, w której wyciągane byłyby dalekosiężne konsekwencje w polityce zagranicznej, podczas gdy kluczowe pytania dotyczące łańcucha dowodowego pozostawałyby bez odpowiedzi.

Każdy, kto oskarża inne państwo o zamach bombowy, musi przedstawić coś więcej niż tylko polityczne wyjaśnienie. Musi przedstawić dowody.

Psychoza

Psychoza

Eugeniusz Zinkiewicz

Słuchając wystąpień polityków sprawujących w Polsce władzę, dostrzegam, że tracą kontakt z rzeczywistością. Odnoszę wrażenie, że ich wypowiedzi mają związek z czynnikiem zewnętrznym. 

Być może z samymi kosmitami?! Dostrzegalne jest ich rażące wyalienowanie z rzeczywistości. Przykłady można mnożyć: 

Sobkowiak-Czarnecka gotowa na wojnę z Rosją 

We wtorek, 1 września 2026 roku w programie na żywo na antenie TVP Info była dziennikarka, a obecnie wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pytana o obawy przed konfliktem zbrojnym z Rosją oświadczyła, że Polska jest „absolutnie gotowa”na potencjalne zagrożenia i ewentualną wojnę. Podkreśliła wówczas, że głównym celem i zadaniem podejmowanych przez Polskę działań militarnych oraz zbrojeń jest przede wszystkim skuteczny proces odstraszania przeciwnika. Natomiast z wypowiedzi premiera Donalda Tuska, można wywieść, że zna tajne plany Moskwy! 

Raport NIK o obronności 

Wypowiedź wiceminister jest sprzeczna z raportami NIK-u, mówiącymi o rażących zaniedbaniach w tej dziedzinie. Najwyższa Izba Kontroli w ostatnich latach wielokrotnie negatywnie oceniała przygotowanie polskiego państwa na wypadek zagrożeń hybrydowych i konfliktu zbrojnego, wykazując krytyczne braki w infrastrukturze ochronnej, procedurach oraz zarządzaniu kryzysowym. W temacie Budowle ochronne i schrony (marzec 2024) kontrola wykazała katastrofalny stan infrastruktury – w schronach i ukryciach były miejsce dla niespełna 4% mieszkańców Polski (ok. 1,4 miliona osób), a większość obiektów nie spełniała wymogów technicznych. W dziedzinie Gotowość Sił Zbrojnych (lata 2025–2026) NIK przeprowadziła również szeroką, w dużej mierze niejawną kontrolę dotyczącą stanu przygotowania Sił Zbrojnych RP do wojny w warunkach współczesnego zagrożenia bezpieczeństwa państwa. 

A NATO?

1 września 2026 roku Mariusz Błaszczak, zapytany w Radiu ZET, czy polscy żołnierze powinni pójść z odsieczą, gdyby Rosja zaatakowała kraje bałtyckie, odparł, że polscy żołnierze powinni bronić polskich granic. Polityczne szaleństwo i nieodpowiedzialność – tak o słowach byłego ministra obrony z Prawa i Sprawiedliwości mówił w TOK FM Wiesław Szczepański, wiceszef MSWiA. Zdaniem Szczepańskiego to zaprzeczenie idei Sojuszu Północnoatlantyckiego. Polscy żołnierze obronią tylko granic Polski? „Błaszczak podważył całą ideę NATO” – grzmiał.

Korpomowa za 200 tysięcy 

Wybitną specjalistką od kształtowania marki i wizerunku, według słów premiera Donalda Tuska, jest prof. Barbara Mróz-Gorgoń. Pod koniec lipca 2026 roku premier powołał ją na stanowisko Pełnomocniczki Rządu ds. Promocji Marki Polski oraz sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Donald Tusk rekomendował ją wówczas publicznie jako „najwybitniejszą w Polsce specjalistkę od kształtowania marki”. Wokół jej postaci szybko wybuchły kontrowersje. W sierpniu 2026 roku w mediach pojawiły się informacje o przygotowanym przez nią raporcie Polaków portret własny, który miał kosztować około 200 tysięcy złotych. Analizy wykazały, że dokument w dużej części został wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Zawierał on liczne błędy oraz specyficzny, pełen anglicyzmów język (tzw. korpomowę). 

Z salonu kosmetycznego do premiera

Donald Tusk, lubi otaczać się postaciami wybitnymi. W 2024 roku w jego otoczeniu znalazła się Kristina Voronovska, jako jego asystentka społeczna. Internauci szybko zaczęli szukać kolejnych informacji o kobiecie. Udało im się ustalić, że przed dołączeniem do zespołu Tuska, Voronovska pracowała w biurze krajowym Platformy Obywatelskiej i w salonie kosmetycznym Dream of Beauty w Warszawie. Salon potwierdził, że kobieta pracowała tam w przeszłości. Voronovska wychowała się na Ukrainie, kończyła tam ekonomię i pracowała w ukraińskiej bankowości. W Polsce mieszka od 2018 roku.

Żurek oderwany

Panteon wybitnych ludzi z ekipy Donalda Tuska byłby nie pełny, gdybym nie wspomniał obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Występując 24 sierpnia 2026 roku na Placu Zamkowym w Warszawie podczas obchodów Dnia Niepodległości Ukrainy w ramach tego teatrum, prócz wielu życzeń skierowanych do Ukraińców, podziękował Ukraińcom walczącym na froncie, mówiąc, że bronią oni Europy przed „hordami ze Wschodu”. Oświadczył, że powołał ponad stu prokuratorów w całym kraju do ścigania każdego przejawu nienawiści, a osoby stosujące przemoc lub lżące innych trafiają następnego dnia w kajdanach do aresztu.

Słuchając jego wystąpienia, odniosłem wrażenie, że ze sceny mówi ktoś, kto traci kontakt z rzeczywistością i nie potrafi odróżnić tego, co jest prawdą, od tego, co dzieje się tylko w jego umyśle. Ponieważ wątpliwym jest, aby Ukraina szybko weszła w struktury NATO i Unii Europejskiej. Wątpliwym też jest jej zwycięstwo w toczonej wojnie. Oświadczenia polityczne ministra Żurka odebrałem jako coś, do czego on nie jest politologicznie poprawnie przygotowany i do czego – chociażby z tej przyczyny – wygłaszania nie jest uprawniony.

Albowiem wojna za naszą południowo wschodnią granicą de facto jest wojną zastępczą USA z Rosją, na której wykrwawiają się Słowianie. Natomiast co do wejścia Ukrainy w strukturę NATO, decydujący głos należy do prezydenta USA. Ekspresowe wejście Ukrainy do NATO jest czymś, czego zachodni politycy, w tym i politycy w USA, obawiają się. Ponieważ byłoby to automatycznie przystąpieniem NATO do wojny z Rosją. 

Żurek koloryzowany 

Waldemar Żurek (obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny) w młodości, jako uczeń technikum leśnego pod koniec lat 1980., był związany z Konfederacją Polski Niepodległej (KPN). Publicznie wielokrotnie odwoływał się do tradycji KPN, wskazując m.in. Leszka Moczulskiego jako swojego idola z tamtych lat. Pod koniec 2025 i na początku 2026 roku środowiska prawicowe (m.in. stowarzyszenie Prawnicy dla Polski) zarzuciły Żurkowi „podkoloryzowanie” opozycyjnego życiorysu z czasów PRL. Krytycy kwestionowali realny poziom jego zaangażowania w KPN ze względu na młody wiek w tamtym okresie (urodził się w 1970 roku).

Kolejna klęska 

Trudno oprzeć się wrażeniu, że we współczesnej Polsce władzę sprawują amatorzy i ambicjonerzy wspomagani doradcami o wątpliwych kompetencjach. Historia zatoczyła krąg. Podobnie jak w 1939 roku, słychać tromtadrackie wystąpienia złotoustych politykierów. Znowu jesteśmy silni, zwarci, gotowi. Ponownie rozgrywana jest gra pozorów, której skutki są łatwe do przewidzenia. Zza horyzontu wyłania się kolejna klęska. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Posty Trumpa kontra rzeczywistość: Berletic wyjaśnia strategię stojącą za atakami USA

Posty Trumpa kontra rzeczywistość: Berletic wyjaśnia strategię stojącą za atakami USA

Brian Berletic o konflikcie z Iranem:

Odwet, nadmierna potęga USA i wyścig o świat wielobiegunowy.

W obszernej rozmowie z Dannym Haiphongiem, komentator geopolityczny Brian Berletic (The New Atlas) analizuje niedawne irańskie ataki odwetowe na jednostki marynarki wojennej USA, ograniczenia amerykańskiej potęgi militarnej oraz nadrzędne cele Waszyngtonu. Były żołnierz piechoty morskiej USA łączy wojnę z Iranem z konfliktami na Ukrainie, militaryzacją Azji i wzrostem potęgi Chin. Jego główne przesłanie: Należy patrzeć na szerszy obraz, a nie izolować poszczególne bitwy.

Ostatnie wydarzenia – irańskie ataki rakietowe na amerykański lotniskowiec i niszczyciel, a także amerykańskie ataki odwetowe na irańskie tankowce – są częścią konfliktu o Cieśninę Ormuz, który trwa od lutego 2026 roku. Stany Zjednoczone zaprzeczają atakom na cele i twierdzą, że udało im się ich uniknąć; Iran twierdzi, że poniósł straty. Berletic postrzega to nie jako odosobnioną potyczkę morską, ale jako kolejną próbę Waszyngtonu mającą na celu zakłócenie przepływu energii.

Całościowy obraz: Imperium pod presją

Berletic podkreśla, że ​​Stany Zjednoczone, jako nowoczesne globalne imperium, nie prowadzą izolowanych wojen, lecz raczej spójny system konfliktów. Niewielka grupa z własnymi interesami w Stanach Zjednoczonych kieruje polityką zagraniczną i wewnętrzną przede wszystkim w oparciu o zysk i władzę.

Wszystkie teatry działań – Iran, Ukraina jako wojna zastępcza przeciwko Rosji, militaryzacja regionu Azji i Pacyfiku oraz wpływy polityczne wywierane za pośrednictwem organizacji takich jak National Endowment for Democracy – służą temu samemu celowi: osłabieniu rywali i obronie jednobiegunowej hegemonii.

Zdolność Iranu do odwetu jest pozytywnym znakiem dla Teheranu. Pokazuje, że kraj ten jest w stanie przetrwać, bronić się i zwiększać koszty dla USA. Waszyngton osiąga w tym względzie granice swoich możliwości militarnych. Zapasy amunicji były już nadwyrężone przed 2022 rokiem z powodu konfliktu w Jemenie i wojny na Ukrainie; wojna z Iranem zaostrza ten problem. USA nie kończą amunicji, ale nie produkują jej wystarczająco szybko, aby sprostać zakrojonym na szeroką skalę kampaniom „szoku i przerażenia” z poprzednich dekad. Zamiast tego Waszyngton tymczasowo łagodzi konflikty, aby uzupełnić zapasy przed kolejną rundą eskalacji.

Wypowiedzi prezydenta Trumpa w Truth Social i wypowiedzi publiczne dotyczą przede wszystkim zarządzania percepcją. Ani administracja Trumpa, ani Bidena tak naprawdę nie dyktują polityki; po prostu kontynuują istniejącą politykę i prezentują ją opinii publicznej. Należy w dużej mierze zignorować słowa Trumpa i zamiast tego obserwować jego rzeczywiste zachowanie.

Energia, Ormuz i właściwy cel

Według Berletica, kluczowym motywem są zakłócenia w dostawach węglowodorów z Azji Zachodniej do Azji wschodniej, a w szczególności do Chin. Stany Zjednoczone od lat rozbudowywały potencjał eksportowy LNG – początkowo nieopłacalny ekonomicznie, ale wyraźnie planowany jako odpowiedź na „sporne drogi wodne” i wąskie gardła na morzu. Teraz ten plan jest wdrażany.

Cieśnina Ormuz służy jako dźwignia. Waszyngton urządza polityczny cyrk wokół „utrzymania jej otwartej” zamiast „zamknięcia”, podczas gdy prawdziwym celem jest globalny kryzys gospodarczy, który stłumi wzrost gospodarczy Azji. Gdyby Stany Zjednoczone otwarcie przyznały się do celowego zakłócania przepływu energii, spotkałyby się z międzynarodową reakcją. Dlatego Iran jest przedstawiany jako sprawca zakłóceń, mimo że to Waszyngton zainicjował konflikt. Jednocześnie Stany Zjednoczone zabezpieczają udziały w rynku i próbują wywierać presję na państwa azjatyckie, aby zawarły długoterminowe kontrakty na LNG z USA.

Istotną rolę odegrały interesy finansowe koncernów naftowych oraz cel wyeliminowania z rynków energetycznych konkurentów, takich jak Iran, Rosja i Chiny. Berletic wskazuje na ciągłość: Cel, omawiany w „New York Timesie” w 1992 roku, polegający na zapobieganiu pojawianiu się rywali, można odnaleźć niemal dosłownie w publikacjach współczesnych think tanków.

Granice władzy i strategia destrukcji

Stany Zjednoczone nie są w stanie dogonić Chin, ani pod względem przemysłowym, ani ekonomicznym. Wzrost Chin napędzany jest przez handel, import surowców i eksport towarów gotowych, a Chiny są najważniejszym partnerem handlowym dla większości krajów.

Reakcją Waszyngtonu nie jest więc konkurencja, lecz destabilizacja: odcięcie globalnych łańcuchów dostaw, przerwanie dopływu energii i surowców do Chin oraz polityczne blokowanie chińskiego eksportu (Huawei, samochody elektryczne).

Berletic ostrzega przed błędną interpretacją: nie wierzy, że Stany Zjednoczone są niepowstrzymane. Wręcz przeciwnie, od lat mówi o ostatecznym upadku imperium i wzroście wielobiegunowości. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że Waszyngton rozumie ten upadek i dlatego próbuje „zniszczyć wszystko”, aby znów wyjść z ruin jako najsilniejszy gracz.

Jednocześnie przyznaje, że strona wielobiegunowa poniosła straty. Upadek Syrii pod koniec 2024 roku zadał Iranowi i Rosji strategiczną porażkę i otworzył korytarz powietrzny dla ataków na Iran. W Libanie Izrael kontroluje obecnie duże obszary na północ od rzeki Litani, częściowo dzięki wspieranemu przez USA reżimowi w Damaszku. Hezbollah jest w gorszej sytuacji niż w 2006 roku. Rosja ponosi ogromne koszty w postaci zasobów i ofiar w konflikcie na Ukrainie. Każdy, kto liczy tylko zwycięstwa strony wielobiegunowej, nie rozumie istoty sprawy.

Przygotowania Chin i okno zamknięcia

Chiny od dziesięcioleci przygotowują się właśnie na taki scenariusz: okrążenie, podział wewnętrzny i zakłócenia w dostawach energii. Masowa ekspansja odnawialnych źródeł energii, energetyki jądrowej oraz Inicjatywa Pasa i Szlaku (w tym korytarze lądowe przez Pakistan i Iran) służą budowaniu odporności. Gdy ta infrastruktura osiągnie masę krytyczną, Waszyngton praktycznie nie będzie w stanie powstrzymać jej militarnie. Dlatego Stany Zjednoczone działają teraz z tym, co jeszcze mają – nawet kosztem własnych pełnomocników w Azji Zachodniej i Europie.

Berletic i Haiphong widzą „wielki wyścig”: Stany Zjednoczone próbują powstrzymać wzrost Iranu, zanim będzie za późno. Strona wielobiegunowa (Chiny, Rosja, Iran, BRICS, SCO) buduje równoległe szlaki handlowe i projekty integracyjne. Szlaki lądowe trudniej zablokować niż morskie. Dlatego presja na Iran jest nadal tak duża.

Zagrożenia nuklearne i ich podmioty pośredniczące

Obaj rozmówcy ostrzegali przed narastającą retoryką nuklearną w amerykańskich think tankach. Waszyngton mógłby działać za pośrednictwem podmiotów pośredniczących: Izraela jako filaru w Azji Zachodniej (z prawdopodobnym arsenałem nuklearnym i „opcją Samsona”), europejskich mocarstw nuklearnych przeciwko Rosji i potencjalnie Japonii przeciwko Chinom. Same Stany Zjednoczone pozostałyby chronione geograficznie. Bezpośrednia konfrontacja między mocarstwami nuklearnymi jest mało prawdopodobna, ale nie można wykluczyć wykorzystania podmiotów pośredniczących.

Świat wielobiegunowy stara się, aby transformacja przebiegała jak najspokojniej, aby uniknąć katastrofalnej eskalacji. Bezpośrednie ataki na terytorium USA byłyby kontrproduktywne. Zamiast tego celem jest zyskanie czasu, aż własna baza gospodarcza i przemysłowa stanie się nie do zdobycia.

Rola Zachodu

Berletic sceptycznie podchodzi do tego, czy populacja Zachodu może powstrzymać system od wewnątrz. Uważa, że ​​ludzie są kształtowani przez propagandę od kołyski do grobu – sam wstąpił do armii amerykańskiej jako młody człowiek, zanim zdał sobie sprawę z rzeczywistości. Świat wielobiegunowy musi zatem przede wszystkim wzmocnić swoją suwerenność informacyjną.

Prawdziwym zadaniem dla ludzi w USA, Europie i państwach satelickich jest powstrzymanie agresji. Chiny, Rosja i Iran nie są w stanie zmienić amerykańskiego systemu politycznego z zewnątrz; budują jedynie alternatywę.

Analiza Berletica jest ewidentnie stronnicza i przeczy oficjalnym narracjom USA, które podkreślają skuteczność obrony i ciągłą przewagę militarną.

Splata jednak poszczególne konflikty w spójny obraz: imperium, które uznaje swoją względną słabość i dlatego polega na destrukcji i zniszczeniu, podczas gdy rywalizujące mocarstwa próbują zamknąć okno możliwości bez wywoływania poważnej wojny. To, czy ten kierunek działań okaże się skuteczny, czy zakończy się jeszcze większą eskalacją, pozostaje kluczowym pytaniem na nadchodzące miesiące.

Dlaczego Chiny nie zaprzestaną sprzedaży dronów Ukrainie?

Dlaczego Chiny nie zaprzestaną sprzedaży dronów Ukrainie?

Andrzej Korybko 7 września 2026 r. korybko-substack/why-wont-china-cut-ukraine-off-from

Nieustanne przedłużanie konfliktu ukraińskiego za pomocą tych środków w nieskończoność opóźnia pełną realizację planowanego przez USA „powrotu do Azji Wschodniej”, może doprowadzić do tego, że Rosja sprzeda swoje bogactwa naturalne Chinom po bardzo niskich cenach i utrzymuje „aktywną neutralność” Chin.

Radio Wolna Europa/Radio Liberty (RFE/RL) w artykule opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca, w którym napisano, że „ ukraińska wojna dronowa obnaża niewygodne uzależnienie od Chin ”, nawiązało do letniej wypłaty przez UE pierwszego miliarda euro na zakup dronów na Ukrainie z 6 miliardów euro obiecanych na ten program. Zwrócono uwagę na wyjątek, który umożliwiał Ukrainie zakup chińskich części za te fundusze, a zatem politycznie niepoprawne stwierdzenie, że „ UE planuje zapłacić Chinom za pomoc Ukrainie w zabijaniu Rosjan ”.

RFE/RL donosiło, że „chociaż Kijów ograniczył zakup gotowych dronów z Chin, komponenty takie jak silniki, baterie litowe i światłowody nadal cieszą się dużym popytem”. Ponadto „w pierwszym półroczu 2026 roku import chińskich części osiągnął już około 76 procent całkowitej wartości odnotowanej w roku poprzednim”. Powoływano się również na ukraiński raport, który twierdził, że „38 procent wartości komponentów dronów importowanych przez Ukrainę w pierwszej połowie 2025 roku pochodziło z Chin”.

Celem ich artykułu wydaje się być zaszczepienie poczucia pilności zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie, aby radykalnie zwiększyć krajową produkcję dronów i ograniczyć to, co jeden z cytowanych ekspertów określił mianem „wrogiej współzależności” Ukrainy od Chin. Wyjaśnili, że „Pekin pozostaje największym partnerem handlowym Kijowa, a Ukraina jest kluczowym dostawcą produktów rolnych do Chin”. To prawda i jest to jeden z powodów, dla których Chiny nie odetną Ukrainy od sprzedaży związanej z dronami, ale to nie wszystko.

Choć relacje chińsko-rosyjskie są lepsze niż kiedykolwiek w historii, już na początku 2023 roku podejrzewano, że „ Chiny nie chcą, aby ktokolwiek wygrał na Ukrainie ”. Powodem był fakt, że rzekomo możliwa do opanowania, wieczna wojna bezterminowo opóźniłaby pełną realizację planowanego przez USA „ zwrotu ku (Azji Wschodniej) ”. Co więcej, bogata w surowce Rosja mogłaby stać się nieproporcjonalnie zależna od Chin, co doprowadziłoby do sprzedaży przez Moskwę swoich bogactw naturalnych Pekinowi po bardzo niskich cenach.

Dążąc do tego cynicznego celu, Chiny odegrały jednocześnie niezastąpioną rolę w dostarczaniu Ukrainie dronów, części zamiennych i światłowodów (nawet jeśli tylko pośrednio, za pośrednictwem pośredników, jak spekulowali apologeci), jednocześnie pełniąc funkcję niezastąpionego zaworu od presji sankcji na Rosję.

Dzięki temu Ukraina jest w stanie dotrzymać kroku rosyjskim postępom militarno-technicznym, rosyjska gospodarka unika kryzysu, który Zachód próbował wywołać sankcjami, a Chiny zachowują „aktywną neutralność”.

Ostatni punkt odnosi się do aktywnego wspierania Ukrainy i Rosji przez Chiny, co czyni je neutralnymi w sensie nieopowiadania się po żadnej ze stron. Chiny czerpią korzyści finansowe z zakupów dronów przez Ukrainę, ich gospodarka stale rośnie dzięki importowi rosyjskiej energii na dużą skalę, po mocno obniżonych cenach, a Chiny relatywnie zmniejszają ogólną presję ze strony Zachodu, udowadniając, że nie są potajemnie „sprzymierzone” z Rosją. Polityka ta, niezależnie od tego, co można by sądzić o jej zaletach, niewątpliwie przyczyniła się do przedłużenia konfliktu .

Gdyby Chiny odcięły Ukrainę od sprzedaży dronów w duchu partnerstwa z Rosją bez ograniczeń , ogłoszonego kilka tygodni przed rozpoczęciem operacji specjalnej , Rosja mogłaby osiągnąć więcej ze swoich deklarowanych celów w konflikcie, a może nawet odnieść maksymalne zwycięstwo . Wojskowe i wywiadowcze wsparcie USA dla Ukrainy jest ważniejsze niż sprzedaż dronów przez Chiny, ale skoro nie widać końca wsparcia ze strony USA , Rosja powinna spróbować zmusić Chiny do ostatecznego odcięcia Ukrainy.

Neutralność po chińsku

Neutralność po chińsku

7. września 2026 Marek Wojcik world-scam/neutralnosc-po-chinsku

Kompleksowa sytuacja geopolityczna sprzyja powstawaniu fałszywych poglądów politycznych o dwóch zwalczających się blokach na wzór zimnej wojny. W świecie, gdzie dominują dwa motywy politycznego działania: władza i pieniądz, takie czarno-białe spojrzenie na świat musi być błędne. Do tego dochodzi sztucznie podsycana nienawiść do narodów – dzisiaj przede wszystkim do Rosjan i Żydów, która często służy jako silnie emocjonalny argument w pseudo-debacie politycznej.

Podział na bloki – unipolarne i multipolarne jest jedynie teoretycznym tworem, który powstał na potrzeby politologii, by szufladkować i wprowadzić jakiś porządek do mocno zagmatwanego obrazu dzisiejszego świata. Jest to podobnie jak podział na lewicę i prawicę jedynie podziałem i temu podziałowi służy.

Naturalnie, że istnieją słabnące z każdym rokiem kraje Zachodu i rosnące w siłę kraje BRICS. Tyle że takie szufladkowanie jest bardzo powierzchowne.

================================================

Dobrym tego przykładem jest dzisiejszy artykuł Andrzeja Korybki: Dlaczego Chiny nie zaprzestaną sprzedaży dronów na Ukrainę? Źródło.

Radio Wolna Europa/Radio Liberty (RFE/RL) w artykule opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca, w którym napisano, że „ukraińska wojna dronowa obnaża niewygodne uzależnienie od Chin ”, nawiązało do letniej wypłaty przez UE pierwszego miliarda euro na zakup dronów na Ukrainie z 6 miliardów euro obiecanych na ten program.

Zwrócono uwagę na wyjątek, który umożliwiał Ukrainie zakup chińskich części za te fundusze, a zatem politycznie niepoprawne stwierdzenie, że „UE planuje zapłacić Chinom za pomoc Ukrainie w zabijaniu Rosjan”.

15.947 dronów lecących w szyku w Chinach.
Źródło.

Bądź tu mądry! Przecież Chiny bez wątpienia wspierają politycznie Rosję w tym konflikcie. Dlaczego dostarczają więc podzespoły do zabójczych dronów Ukrainie? Chiny tłumaczą to „aktywną neutralnością”, czyli biznes zbrojeniowy dostarczający produktów wojskowych obu stronom konfliktu.

Ma to tyle z neutralnością wspólnego, co porównanie krzesła, do krzesła elektrycznego – na obu można siedzieć.

Można argumentować: interesy związane z handlem bronią przynoszą tak wiele korzyści, że Chiny podjęły taką właśnie decyzję. Pewnie w jakimś stopniu tak właśnie jest, ale nie tylko to. Interes globalistów w przedłużaniu wojny na Ukrainie pokrywa się z gospodarczymi interesami Chin – opisał to Andrzej Korybko w tym artykule.

Chiny uruchamiają pierwszą elektrownię słoneczną z heliostatami! Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami!
Źródło: Telegram 04.09.2026 r. 09:32.

Kiedyś takie innowacje pochodziły z Europy, a teraz, gdy niewybrane „elity” doprowadzają całą Europę do ruiny, tracimy też kontakt z nowatorskimi technologiami!

Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami przybrała nowy obrót, ponieważ oba supermocarstwa rzekomo opracowują broń „myśliwską”. Broń ta jest wysoce zaawansowana i obejmuje satelity, bezzałogowe statki kosmiczne oraz broń orbitalną. Według doniesień agencji Reuters, oba państwa aktywnie przekształcają swoją infrastrukturę bezpieczeństwa z pasywnej w aktywną. Broń ta jest zdolna do agresywnej obrony w przypadku bezpośredniego starcia na orbicie. Źródło.

W Polsce rozwinęła się spontanicznie, na podstawie systemu wczesnego ostrzegania, znacznie zaawansowana technologia dronów.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Radar geopolityczny Hollistera z okresu od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera z okresu od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.

Radar geopolityczny Hollistera z okresu od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.

apolut/hollisters-geopolitik-radar-vom-24-30-august-2026

Bezpośrednie starcia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, ponowne ataki na struktury naftowe i finansowe, negocjacje na Ukrainie bez widocznego przełomu, rosnący dostęp do rosyjskich aktywów państwowych, długoterminowe zabezpieczone interesy naftowe w Wenezueli oraz region Pacyfiku uwięziony między testami rakietowymi, walkami o władzę i zbrojeniami: nowy radar geopolityczny Hollistersa gromadzi najważniejsze strategicznie wydarzenia tygodnia.

Obejmuje on również temat, który prawdopodobnie stanie się znacznie bardziej widoczny w przyszłości: komercyjne dane o lokalizacji jako infrastruktura o przeznaczeniu militarnym. Piętnaście tickerów i cztery sekcje analityczne ilustrują, jak obecnie organizowana jest władza poprzez dostęp, kontrolę i zależności.

====================================================

Radar geopolityczny od 31 sierpnia do 6 września 2026 r.

Artykuł publicystyczny autorstwa  Michaela Hollistera.

W tym tygodniu kilka konfliktów jednocześnie przeszło ze sfery zagrożenia politycznego do poziomu praktycznej interwencji. W Zatoce Perskiej siły irańskie, według doniesień USA, zaatakowały amerykańskie okręty wojenne; dowództwo centralne (CENTCOM) odpowiedziało atakiem na trzy irańskie tankowce. W Europie ponownie rozważa się zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego jako potencjalne źródło finansowania Ukrainy, podczas gdy Niemcy przypisują Rosji udaremniony atak dronów na lotnisko Lipsk/Halle, a NATO wyraźnie odniosło się do tej kwestii. W Wenezueli negocjacje nie dotyczą już tylko dostępu do ropy naftowej, ale praw do udziału, warunków i umów kupna, które mogą trwać dekady.

Uderzające jest również jednoczesne występowanie eskalacji militarnej i ograniczonej współpracy. Podczas gdy siły USA i Iranu wymieniają ogień w Zatoce Perskiej, a w Jemenie ponownie toczą się walki o terytorium w pobliżu globalnego szlaku żeglugowego, w elektrowni jądrowej w Zaporożu osiągnięto lokalne zawieszenie broni w celu przeprowadzenia napraw technicznych.

Vitkov i Kushner kontynuują również rozmowy w Moskwie na temat wynegocjowanej ścieżki, mimo że stanowiska militarne stron konfliktu pozostają od siebie odległe. Radar zatem rozróżnia te poziomy: rozmowy to rozmowy, porozumienia to porozumienia, a fakty wojskowe pozostają faktami wojskowymi.

Nawet poza głównymi frontami, problem uderzająco często dotyczy kontroli: nad szlakami morskimi w cieśninie Bab al-Mandab, nad przepływami surowców, nad danymi, nad infrastrukturą finansową i nad organizacjami regionalnymi na Pacyfiku. Wspólnym mianownikiem nie jest rzekomy plan generalny. Interesy i pozycje prawne uczestników różnią się. Porównywalnym jest fakt, że władza geopolityczna jest coraz bardziej widoczna tam, gdzie państwa i firmy decydują, kto ma dostęp, kto może płacić, kto widzi dane, kto kupuje surowce i jakie przepisy pozostają w mocy po zmianie rządu.

SERCE

1. Iran i USA starły się bezpośrednio na morzu (5 września 2026 r.)

Według Centralnego Dowództwa USA, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelał pociskami balistycznymi amerykański lotniskowiec i niszczyciel rakietowy. Dowództwo Centralne (CENTCOM) poinformowało, że żaden z amerykańskich żołnierzy nie został ranny, a następnie poinformowało o zaatakowaniu trzech irańskich tankowców. M/T Downy u wybrzeży Kharg i M/T Stark 1 w pobliżu Jask zostały trwale unieruchomione; pusty M/T Kylo, ​​znany również jako Noxen, został zniszczony w Zatoce Omańskiej.

Iran ze swojej strony oświadczył, że zaatakował jednostki amerykańskie lub jednostki afiliowane z USA; w momencie publikacji nie było potwierdzonych uszkodzeń amerykańskich okrętów wojennych. Aktualna aktualizacja sytuacji w Iranie z 6 września 2026 r. umieszcza eskalację działań wojennych w kontekście trwającego konfliktu.

2. Waszyngton i europejscy sojusznicy jednocześnie zwiększają presję nuklearną i finansową na Iran (4 września 2026 r.)

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy lobbują w Radzie Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), domagając się rezolucji, która po raz pierwszy od 20 lat skierowałaby Iran do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednocześnie Departament Skarbu USA umieścił turecki Golden Global Bank i dwie spółki zależne na liście sankcji. Waszyngton oskarża te firmy o ułatwianie transakcji na rzecz sił Al-Kuds Gwardii Rewolucyjnej oraz o zamianę irańskich dochodów z ropy naftowej na gotówkę i złoto. Golden Global zaprzecza tym zarzutom. W ten sposób działania w dziedzinie energii jądrowej, bankowość i finansowanie ropy naftowej zbiegają się w tym samym tygodniu, aczkolwiek za pośrednictwem odrębnych kanałów instytucjonalnych.

3. Izrael melduje kontrolę operacyjną nad wzgórzami Ali al-Taher – front libański pozostaje aktywny (4-5 września 2026 r.)

Izrael oświadczył, że jego siły wyparły bojowników Hezbollahu z systemów tuneli w strategicznie położonym paśmie górskim Ali al-Taher w południowym Libanie i obecnie sprawują kontrolę operacyjną nad tym obszarem. Libański urzędnik wojskowy potwierdził obecność Izraela przy południowych wejściach, ale nie sprecyzował, jak daleko izraelskie siły wdarły się do systemu tuneli. W następstwie tego doszło do ponownych wzajemnych ataków: Izrael poinformował o ataku dronów Hezbollahu i zaatakował cele w południowym Libanie i Dolinie Bekaa. Według libańskich źródeł zginęły trzy osoby, a dziesiątki zostały ranne. Jednocześnie uwolniono kolejnych więźniów. Zawieszenie broni ograniczyło zatem, ale nie zakończyło, walki.

4. Ambasador USA Huckabee odwiedza rodziny poległych obywateli USA na Zachodnim Brzegu (5 września 2026 r.)

Ambasador USA Mike Huckabee odwiedził Turmus Ayya i spotkał się z krewnymi palestyńskich obywateli USA, którzy zginęli w atakach izraelskich osadników. Według agencji Reuters, około 80 procent z około 3000 mieszkańców miasta posiada również obywatelstwo amerykańskie. Huckabee, który od lat wspiera budowę izraelskich osiedli, wezwał do ścigania brutalnych osadników i nazwał ich sprawcami terrorystami. Krewni skrytykowali fakt, że śledztwa i procesy rzadko przynoszą konsekwencje. Godna uwagi jest nie tyle zmiana stanowiska Waszyngtonu, co otwarty konflikt między jego wcześniejszym politycznym przywiązaniem do osiedli a ochroną własnych obywateli.

5. Witkoff i Kushner rozmawiają z Putinem przez ponad trzy godziny – nie ma mowy o żadnym przełomie (5-6 września 2026 r.)

Steve Witkoff i Jared Kushner spotkali się z Władimirem Putinem w Moskwie na ponad trzygodzinne rozmowy na temat możliwego rozwiązania konfliktu na Ukrainie w drodze negocjacji. Doradca Kremla Jurij Uszakow określił spotkanie jako pożyteczne, konstruktywne i otwarte; szczegóły amerykańskich propozycji nie zostały ujawnione. Nie ogłoszono żadnego porozumienia w kwestiach terytorialnych, gwarancji bezpieczeństwa ani statusu NATO. Negocjatorzy mieli następnie udać się do Kijowa. Tymczasem ataki trwają; 4 września, według ukraińskich źródeł, rosyjski dron zaatakował budynek w centrum Kijowa. Tło militarne zostało udokumentowane w aktualizacji z Ukrainy z 28 sierpnia ; metody negocjacyjne Witkoffa opisano w artykule „Steve Witkoff: The Dealmaker ” .

6. Lipsk/Halle zostanie uznany przez Niemcy za kwestię NATO (1-5 września 2026 r.)

Rząd niemiecki obwinia Rosję za udaremnioną próbę ataku drona na ukraiński samolot transportowy na lotnisku Lipsk/Halle w sierpniu. Rosja odrzuca to oskarżenie jako bezpodstawne. Niemcy zareagowały między innymi zamknięciem rosyjskiego konsulatu i centrum kulturalnego. 5 września ambasador USA przy NATO, Matthew Whitaker, wyraźnie odniósł się do sprawy, stwierdzając, że ukierunkowane ataki hybrydowe na członków sojuszu nie będą tolerowane. Publicznie dostępne doniesienia medialne dokumentują przypisanie winy rządowi i zaprzeczenie Rosji. Jednak publicznie dostępne informacje, na których opiera się ten radar, nie przedstawiają łańcucha dowodowego, który pozwoliłby na niezależną weryfikację osoby odpowiedzialnej.

7. Cztery państwa UE chcą wznowić debatę na temat rezerw rosyjskiego banku centralnego (4 września 2026 r.)

Około 210 miliardów euro rezerw rosyjskiego banku centralnego jest unieruchomionych w Unii Europejskiej. Według wysokiego rangą urzędnika ukraińskiego rządu, Holandia, Polska, Hiszpania i Szwecja zamierzają wznowić rozmowy na temat dalszego wykorzystania tych funduszy. Belgia, gdzie Euroclear posiada znaczną część aktywów, podtrzymuje swoje zastrzeżenia prawne i finansowe. Nie podjęto jeszcze żadnej decyzji. Spór dotyczy zatem nie tylko finansowania Ukrainy, ale także kwestii, kto ponosi ciężar potencjalnych pozwów i rosyjskich środków zaradczych. Struktura prawna i finansowa stojąca za tymi funduszami została przeanalizowana w filmie dokumentalnym „300 miliardów bumerangów ” .

8. Waszyngton chroni swoje 35-procentowe udziały w wenezuelskim przemyśle naftowym przed rozwodnieniem (4 września 2026 r.)

Przedstawiciel rządu USA wyjaśnił, że amerykański udział w North American Blue Energy Partners (NABEP) został ustrukturyzowany za pomocą tzw. warrantów groszowych, aby zapobiec rozwodnieniu kapitału podczas przyszłych podwyższeń kapitału. NABEP nabył prawa do 17 wenezuelskich złóż ropy naftowej na okres 100 lat. Według źródeł amerykańskich, Pentagon posiada również prawo pierwokupu w odniesieniu do wydobycia i może nabyć do 20% udziałów po cenie opartej na kosztach produkcji. Jednocześnie GeoPark podpisał 25-letni kontrakt na zagospodarowanie złoża Bare. Umowa ta opiera się na wcześniej zidentyfikowanej zmianie w przepływach ropy naftowej w Wenezueli.

9. Milei zaostrza stanowisko Argentyny wobec wydobycia ropy naftowej wokół Falklandów (3-5 września 2026 r.)

Prezydent Argentyny Javier Milei ogłosił ustawę zaostrzającą sankcje wobec firm wydobywających ropę naftową w pobliżu kontrolowanych przez Brytyjczyków Falklandów. Jednocześnie obiecał dodatkową infrastrukturę morską i środki bezpieczeństwa w południowej Argentynie. Kluczowym elementem jest projekt Sea Lion, którego zasoby szacuje się na około 1,7 miliarda baryłek, a pierwsze wydobycie planowane jest na 2028 rok. Wielka Brytania powtórzyła, że ​​suwerenność będzie zależeć od woli mieszkańców wysp; zaangażowane firmy utrzymują, że ich licencje są ważne. W ten sposób długotrwały spór o suwerenność coraz bardziej przeplata się z konkretnymi inwestycjami i przyszłymi przepływami ropy naftowej.

10. Śledztwo ONZ opisuje zagraniczną broń, drony i sieci rekrutacyjne w Sudanie (3 września 2026 r.)

Niezależne dochodzenie ONZ w sprawie Sudanu wykazało, że rekrutacja zagraniczna, dostawy broni, logistyka i technologia dronów wzmocniły potencjał militarny obu walczących stron. Raport wymienia między innymi międzynarodową sieć, która zapewniła personel, szkolenie i sprzęt Siłom Szybkiego Wsparcia, a także stwierdza, że ​​istnieją wystarczające podstawy, by sądzić, że sudańskie siły zbrojne używały dronów dostarczonych z zagranicy w operacjach, w których zginęli cywile. Wymienione państwa i podmioty zaprzeczają niektórym zarzutom. Tło strukturalne zostało zgłębione w dokumencie „Sudan – Zapomniana Masakra ” .

XI Forum Pacyfiku debatuje na temat chińskiego testu rakietowego i roli Tajwanu (3-4 września 2026 r.)

Większość uczestników Forum Wysp Pacyfiku wyraziła zaniepokojenie chińskim międzykontynentalnym testem rakiety balistycznej w lipcu i domagała się większej przejrzystości oraz wczesnego ostrzegania; Nauru nie zgodziło się z tym konsensusem. Chiny stwierdziły, że test został przeprowadzony bezpiecznie i był częścią polityki obronnej. Jednocześnie zaostrzył się spór o udział Tajwanu. Minister spraw zagranicznych Tajwanu Lin Chia-lung oskarżył przedstawicieli Chin o wywieranie nacisków i udział w szpiegostwie; Pekin uznał jego zeznania za sfabrykowane. Palau jest jednym z niewielu państw wyspiarskich Pacyfiku, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Spór ten pokazuje również, że rywalizacja Pekinu z Waszyngtonem i Tajpej nie ogranicza się wyłącznie do kwestii wojskowych, ale obejmuje również dyplomację, infrastrukturę i długoterminowe partnerstwa.

12. Wojsko USA wyłącza identyfikatory reklamowe, ponieważ komercyjne dane o lokalizacji mogą sprawić, że żołnierze będą widoczni (4 września 2026 r.)

Kilka rodzajów sił zbrojnych USA wyłączyło identyfikatory reklamowe na smartfonach i komputerach wydawanych przez rząd. Działanie to zostało wywołane doniesieniami i dochodzeniami Kongresu sugerującymi, że dane o lokalizacji, będące przedmiotem obrotu komercyjnego, mogły być wykorzystywane do śledzenia amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie. Dezaktywacja tych identyfikatorów została potwierdzona; trwają jednak dochodzenia mające na celu ustalenie, kto konkretnie zakupił, przeanalizował lub wykorzystał te zbiory danych do ataków. Incydent ten uwypukla problem bezpieczeństwa, który wynika nie z włamań do sieci wojskowych, lecz z legalnego lub częściowo publicznego obrotu danymi z branży reklamowej. Problem bezpieczeństwa dotyczy zatem nie tylko samego urządzenia, ale także infrastruktury danych i reklam.

13. Komisja Europejska przygotowuje daleko idący zakaz eksportu złomu aluminiowego do krajów spoza OECD (4 września 2026 r.)

Komisja Europejska przygotowuje szerszy zakaz eksportu odpadów i złomu aluminiowego do krajów spoza OECD. Dotknąłby on w szczególności głównych importerów, takich jak Chiny i Indie. Komisarz ds. przemysłu, Stéphane Séjourné, wycofał węższą propozycję, ponieważ obejmowałaby ona jedynie część eksportu; obecnie ma zostać wydany akt delegowany na mocy rozporządzenia w sprawie przemieszczania odpadów. Ostateczna decyzja jest wciąż w toku i spodziewana jest do końca roku, po konsultacjach. Dla europejskiego przemysłu aluminiowego chodzi o zabezpieczenie surowców wtórnych, zużycie energii i bezpieczeństwo dostaw. Film dokumentalny „Pułapka tlenku glinu” ilustruje, jak sankcje i łańcuchy dostaw aluminium wzajemnie się ograniczają .

14. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej pośredniczy w lokalnym zawieszeniu broni w celu przeprowadzenia remontu elektrowni jądrowej w Zaporożu (5 września 2026 r.)

Wokół kontrolowanej przez Rosję elektrowni jądrowej w Zaporożu weszło w życie lokalne zawieszenie broni , aby umożliwić naprawę uszkodzonej linii energetycznej. Elektrownia jest odcięta od zewnętrznego zasilania od 20 sierpnia i korzysta z awaryjnych generatorów diesla. Oczekuje się, że ukraińscy technicy zajmą się linią po jej oczyszczeniu z min; prezes Rosatomu Aleksiej Lichaczow oświadczył, że prace potrwają około tygodnia. Nie jest jasne, czy naprawy pozwolą na natychmiastowe przywrócenie zewnętrznego zasilania. Mechanizm jest godny uwagi: pomimo niezmiennych celów wojennych obu stron, możliwe było zawarcie ograniczonego porozumienia lokalnego, wynegocjowanego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej.

15. Walki w Jemenie koncentrują się na punktach dostępu do Bab al-Mandab (4-5 września 2026 r.)

Zacięte walki między siłami Huti a oddziałami uznanego przez społeczność międzynarodową rządu pochłonęły ponad 60 ofiar śmiertelnych, według źródeł wojskowych i medycznych, w tym bojowników obu stron oraz cywilów. Starcia koncentrują się w zachodnim Ta’izz i południowej Al-Hudajdzie. Siły rządowe podobno przeprowadziły naloty; siły Huti próbują przejąć kontrolę nad wybrzeżem Morza Czerwonego i Al-Machą. Obie strony obwiniają się wzajemnie o ataki na ludność cywilną. Znaczenie militarne tego obszaru wynika z jego bliskości do cieśniny Bab al-Mandab, jednego z kluczowych punktów dostępu między Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim.

PUNKTY ANALIZY

Iran : Od blokady gospodarczej do bezpośredniego ataku na transport ropy naftowej

Wydarzenia wokół Chargu przesunęły punkt ciężkości Tygodnia Iranu. Do tej pory presja militarna, polityka sankcji i porozumienie nuklearne przebiegały niezależnie. 5 września w efekcie doszło do ich zbiegu. Według CENTCOM, irańskie ataki rakietowe na amerykańskie okręty wojenne zapoczątkowały natychmiastową sekwencję wydarzeń; Stany Zjednoczone odpowiedziały nie tylko na ataki na wyrzutnie rakiet i okręty wojenne, ale także na trzy tankowce. Według doniesień amerykańskich, dwa statki zostały trwale unieruchomione, a jeden zniszczony. W ten sposób sama infrastruktura transportowa stała się częścią konfliktu zbrojnego.

Równocześnie Waszyngton pracuje nad ograniczeniem kanałów finansowania. Sankcje wobec Golden Global w Turcji wymierzone są w bank w państwie NATO i uderzają dokładnie w punkt, w którym dochody z ropy naftowej mają być przekształcane w międzynarodowe przepływy płatności. Jednocześnie Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy zamierzają ponownie przedstawić ustawę o broni jądrowej Radzie Bezpieczeństwa za pośrednictwem Rady Gubernatorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Presja militarna na statki, presja finansowa na banki i presja instytucjonalna za pośrednictwem MAEA wykorzystują różne metody, ale ostatecznie wpływają na tę samą zdolność państwa do działania.

Dla sektora energetycznego i żeglugowego kluczowe jest zrozumienie, że tankowiec to nie tylko ładunek, ale także zdolność transportowa. Trwałe unieruchomienie poszczególnych statków wiąże się z koniecznością ich wymiany, ryzykiem ubezpieczeniowym i dodatkowymi kosztami, nawet jeśli ilość wydobytej ropy pozostanie niezmieniona. Z kolei położenie Iranu nad Cieśniną Ormuz pozwala mu na przerzucanie tych kosztów na strony trzecie. Właśnie dlatego skutków tych ataków nie można mierzyć wyłącznie liczbą zaangażowanych statków. Decydującym czynnikiem będzie to, czy taka praktyka stanie się powtarzalna oraz jak zareagują na nią firmy żeglugowe, ubezpieczyciele i klienci.

Pozostaje pytanie, jak Teheran zareaguje na tę kombinację czynników. Irańskie władze mogą zintensyfikować ataki na siły USA, jeszcze bardziej ograniczyć żeglugę, zaangażować innych aktorów regionalnych lub zdecydować się na ograniczone działania. Każda opcja zmienia strukturę kosztów dla samego Iranu, państw Zatoki Perskiej i międzynarodowych firm żeglugowych. To, która z tych dźwigni okaże się ostatecznie skuteczna, jest niepewne i zależy między innymi od reakcji Iranu, żeglugi w Zatoce Perskiej oraz decyzji głównych azjatyckich konsumentów energii.

Pytania

  • Czy dalsze ataki na irańskie tankowce staną się stałą taktyką, czy też wydarzenia z 5 września pozostaną ograniczoną serią ataków odwetowych?
  • Jaką odpowiedź wybierze Teheran, gdy transport ropy naftowej, banki i działania nuklearne znajdą się pod jednoczesną presją?
  • Jak długo państwa Zatoki Perskiej i główni klienci azjatyccy będą w stanie ekonomicznie tolerować dalsze ograniczenia w żegludze?
  • Jaki skutek będzie miało ponowne zwrócenie się do Rady Bezpieczeństwa ONZ, jeśli Rosja i Chiny nie poprą linii Zachodu?

Wenezuela: prawa uczestnictwa, czas trwania i kwestia odwracalności politycznej

Nowe szczegóły dotyczące wenezuelskiego modelu naftowego wykraczają poza doniesienia z zeszłego tygodnia. Co najważniejsze, nie chodzi tylko o to, że amerykańscy gracze uzyskują dostęp do złóż. Rząd USA, według własnych oświadczeń, ustrukturyzował swój 35-procentowy udział w taki sposób, aby przyszłe podwyższenia kapitału nie doprowadziły do ​​jego rozwodnienia. Jednocześnie prawa do 17 złóż obowiązują przez 100 lat, a Pentagon ma prawo pierwokupu ropy, której część może zostać zakupiona po cenach uwzględniających koszty produkcji. Jednocześnie 25-letnie kontrakty wiążą innych międzynarodowych operatorów z wenezuelskimi złożami.

Tworzy to strukturę, której przyszłe rządy nie będą mogły łatwo przywrócić do punktu wyjścia.

Porównanie okresów obowiązywania umów ujawnia polityczne sedno. Rząd może zmienić prawo; o wiele trudniej jest rozwikłać sieć inwestycji, roszczeń, umów kupna i międzynarodowych mechanizmów arbitrażowych po zainwestowaniu miliardów. Nie można definitywnie ocenić, czy wenezuelskie umowy zawierają takie mechanizmy w szczegółach, bez ich pełnej publikacji. Właśnie z tego powodu nieujawnione dotąd szczegóły umów nie są bez znaczenia: decydują one o tym, czy ogłoszona suwerenność Wenezueli opisuje jedynie formalny tytuł własności, czy też obejmuje również faktyczną kontrolę nad produkcją, dochodami i późniejszą renegocjacją.

Nawet jeśli prawa własności formalnie pozostaną w Wenezueli, finansowanie, ochrona inwestycji, umowy odbioru, prawa górnicze i istniejąca infrastruktura mogą stwarzać poważne ograniczenia. Właśnie dlatego okres kredytowania jest politycznie równie istotny, jak nominalny właściciel.

„Half-Enforcement” pokazuje, jak wenezuelskie przepływy eksportowe już się zmieniły. „Operation Pivot” umieszcza dostęp do wenezuelskich surowców w szerszej amerykańskiej strategii wobec Chin. „Insider Trading off Caracas” śledzi kwestie własności, finansowania i spekulacji w tej reorganizacji. Podsumowując, nie dowodzi to pojedynczego planu, a raczej udokumentowanej architektury ropy, kapitału i praw długoterminowych.

Pytania

  • Który rząd Wenezueli mógłby skutecznie zerwać umowy zawarte na okres 25 lub 100 lat – i za jaką cenę?
  • Jakie prawa posiada Wenezuela w kwestii cen, siły nabywczej, decyzji inwestycyjnych i rozwiązywania sporów?
  • W jaki sposób polityka kwalifikowalności Pentagonu zmienia granicę między inwestycjami komercyjnymi a dostawami strategicznymi?
  • Jakie będą konsekwencje nowej struktury dla chińskich roszczeń, pożyczek i długoterminowych relacji energetycznych z Caracas?

Pacyfik: Małe państwa między testami rakietowymi, Tajwanem i ofertami głównych mocarstw

Tegoroczne Forum Wysp Pacyfiku pokazało, jak głęboko nawet małe państwa wyspiarskie są wciągnięte w rywalizację między Chinami, Tajwanem, Stanami Zjednoczonymi, Australią i Nową Zelandią. Palau domagało się jednolitej odpowiedzi na chiński test rakietowy na Pacyfiku. Zdecydowana większość wyraziła zaniepokojenie i domagała się większej przejrzystości, ale Nauru się z tym nie zgodziło. Sam ten sprzeciw pokazuje, że region Pacyfiku nie ma jednolitego stanowiska w polityce zagranicznej.

Jednocześnie obecność Tajwanu stała się przedmiotem otwartego sporu. Palau, Tuvalu i Wyspy Marshalla należą do nielicznych państw regionu, które utrzymują stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Chiny odrzucają suwerenność Tajwanu i ostrzegają przed politycznymi konsekwencjami jego udziału. Tajwan z kolei oskarża chińskich przedstawicieli o wywieranie presji i angażowanie się w tajne działania. Obie strony wykorzystują to samo forum regionalne, aby zademonstrować swoją legitymację i poparcie.

Istnieje również drugi poziom: pieniądze, infrastruktura i bezpieczeństwo. Podczas spotkania Stany Zjednoczone i Australia ogłosiły nowe finansowanie dostaw energii, przepustowości portów, nadzoru i współpracy policyjnej. Chiny od lat oferują infrastrukturę, pożyczki i relacje handlowe. Sygnały wojskowe, uznanie dyplomatyczne i oferty gospodarcze są ze sobą powiązane. „Kontratak – cicha odpowiedź Chin bez strzału” opisuje, dlaczego odpowiedź Pekinu na presję amerykańską często nie polega na natychmiastowym kontrataku, lecz na długoterminowym zaangażowaniu i reorientacji gospodarczej.

Pytania

  • Czy państwa wyspiarskie Pacyfiku mogą wypracować wspólne stanowisko w sprawie bezpieczeństwa, skoro ich zależności dyplomatyczne i gospodarcze różnią się?
  • Czy udział Tajwanu w organizacjach regionalnych stanie się w przyszłości większym sprawdzianem stosunków Chin z poszczególnymi państwami wyspiarskimi?
  • Jakie znaczenie mają projekty portowe, energetyczne i nadzorujące, jeśli infrastruktura cywilna może jednocześnie umożliwiać wykorzystanie jej w celach wojskowych?
  • Gdzie leży granica między oferowaniem dodatkowych usług a pogłębiającą się zależnością strategiczną dla małych państw?

Zakupione współrzędne docelowe: Kiedy dane reklamowe stają się częścią infrastruktury bezpieczeństwa

Proces wyłączania identyfikatorów reklamowych jest nietypowy z geopolitycznego punktu widzenia, ponieważ nie wymaga dostępu tradycyjnych agencji wywiadowczych. Mobilne identyfikatory reklamowe zostały stworzone, aby sieci reklamowe mogły rozpoznawać urządzenia, budować profile użytkowników i dostarczać ukierunkowane reklamy. Gdy takie identyfikatory są powiązane z danymi o lokalizacji i oferowane za pośrednictwem brokerów danych, produkt komercyjny może stać się zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Właśnie dlatego amerykańskie siły zbrojne dezaktywowały identyfikatory na oficjalnych urządzeniach.

Potwierdzonym faktem jest zabezpieczenie techniczne. Niejasne pozostaje, którzy aktorzy uzyskali konkretne zbiory danych i czy faktycznie wykorzystali je do poszczególnych ataków. To rozróżnienie jest kluczowe. Nie umniejsza to jednak powagi sprawy. Sama możliwość wyprowadzenia wzorców przemieszczania się personelu wojskowego z komercyjnych baz danych przenosi część gromadzenia informacji wywiadowczych z sieci chronionych przez państwo na rynek, którego produkty mogą być sprzedawane i odsprzedawane klientom.

Rodzi to nowe pytanie o odpowiedzialność. Broker danych nie wybiera celów, firma analityczna nie wystrzeliwuje pocisków, a sieć reklamowa nie prowadzi wojny. Jednak połączenie tych poszczególnych kroków pozwala na generowanie informacji o celach, które można wykorzystać w celach militarnych, dzięki profilom lokalizacji, fuzji danych i automatycznej analizie. „Front cyfrowy” opisuje infrastrukturę geofencingu, analityki danych i cyfrowej kontroli wpływów, z której mogą wyłonić się takie możliwości.

Pytania

  • Jakie wzorce przemieszczania się o znaczeniu militarnym można wywnioskować z legalnie pozyskanych danych komercyjnych?
  • Kto ponosi odpowiedzialność, gdy gromadzeniem, sprzedażą, analizą i wykorzystaniem danych do celów wojskowych zajmują się różne podmioty?
  • Czy wyłączenie identyfikatorów reklamowych wystarczy, jeśli urządzenia nadal będzie można korelować za pomocą innych identyfikatorów i źródeł danych?
  • Jak zmienia się wywiad wojskowy, skoro prywatne rynki danych udostępniają informacje, do których wcześniej miały dostęp wyłącznie służby wywiadowcze?

+++

Michael Hollister  służył sześć lat w niemieckich siłach zbrojnych (SFOR, KFOR) i posiada wiedzę na temat wewnętrznych mechanizmów strategii wojskowych. Po 14 latach pracy w dziedzinie bezpieczeństwa IT analizuje militaryzację Europy, politykę interwencjonizmu Zachodu oraz geopolityczne zmiany sił, korzystając ze źródeł pierwotnych. Jego praca koncentruje się na Azji, a zwłaszcza na Azji Południowo-Wschodniej, gdzie bada zależności strategiczne, strefy wpływów i architekturę bezpieczeństwa. Hollister łączy wiedzę operacyjną z bezkompromisową krytyką systemową – daleką od dziennikarstwa opiniotwórczego. Jego prace są publikowane dwujęzycznie na stronie www.michael-hollister.com  oraz w krytycznych mediach w krajach niemiecko- i anglojęzycznych. 

+++

Źródło obrazu: Michael Hollister

+++

LISTA ŹRÓDEŁ

A) Źródła pierwotne i źródła zewnętrzne

Iran

Liban i Zachodni Brzeg

Rosja, Ukraina i Niemcy

Wenezuela i Falklandy

Sudan

Pacyfik, dane i surowce

Jemen

B) Własne analizy i raporty sytuacyjne


Ławrow: „Znowu chcą wojny”

Thomas Röper anti-spiegel.ru/lawrow-sie-wollen-wieder-krieg

Stosunki niemiecko-rosyjskie

Ławrow: „Znowu chcą wojny”

Rosyjski minister spraw zagranicznych skomentował oświadczenia niemieckiego rządu, nazywając niemieckie oskarżenia dotyczące drona w Lipsku początkiem prawdziwej wojny. Były to jak dotąd najdobitniejsze słowa, jakie Moskwa skierowała do Berlina.

Anti-Spiegel 6 wrzesień 2026

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla agencji informacyjnej „Wiesti” odniósł się do oskarżeń Niemiec i UE wobec Rosji w związku z incydentem z dronem w Lipsku, określając decyzje niemieckiego rządu jako początek prawdziwej wojny:

„Znaleźli jakiegoś drona na lotnisku w Lipsku. Powiedzieli, że to rosyjski dron, ale nikt tego nie zbadał. W gruncie rzeczy to początek prawdziwej wojny. Usunęli konsulat generalny w Bonn i ogłosili zerwanie umowy. Zamykają Dom Rosyjski w Berlinie. Przypominam, że Niemcy zamknęli również swoje placówki dyplomatyczne przed wybuchem II wojny światowej, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Określił taką grę jako „absolutnie niedopuszczalną” i dodał:

„Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień. Oni znowu chcą wojny”.

To charakteryzuje sposób, w jaki polityka niemieckiego rządu i UE jest odbierana i interpretowana w Moskwie. I nie ma żadnych sygnałów z Europy, które wskazywałyby na coś innego.

Kiedy myślimy o tym, co to oznacza dla przyszłości, słowa Ławrowa wydają się szczególnie trafne: Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień.

Kłopoty w Pentagonie, ponieważ wyciekły raport przedstawia konflikt z Iranem jako „niemożliwy do utrzymania”

Kłopoty w Pentagonie, ponieważ wyciekły raport przedstawia konflikt z Iranem jako „niemożliwy do utrzymania”

Symplicjusz 6 września 2026 r. simplicius/trouble-in-the-pentagon-as-leaked

Coś – nie tak po cichu – narastało w Pentagonie.

Wyciek informacji, nazwany przez niektórych „buntem generałów”, ujawnił, że garstka wysokich rangą dowódców amerykańskich formalnie sprzeciwiła się Hegsethowi, ostrzegając jednocześnie, że plany USA dotyczące Bliskiego Wschodu są nie do utrzymania.

==========================================================

Podsumowanie:

„Bunt generałów” w Pentagonie w związku z wojną z Iranem: czterech wysokich rangą dowódców USA sprzeciwia się niekończącemu się uwikłaniu na Bliskim Wschodzie

Szefowie Dowództwa Europejskiego, Indo-Pacyfiku i Południowego, a także Szef Operacji Morskich, formalnie „nie zgodzili się” z naciskiem Sekretarza Obrony Pete’a Hegsetha, aby utrzymać ponad 50 000 żołnierzy na Bliskim Wschodzie — ostrzegając, że przedłużone rozmieszczenie jest nie do utrzymania i osłabia gotowość USA gdzie indziej, w tym w kraju. Sprzeciw został odnotowany w tajnej Księdze Rozkazów Sekretarza Obrony, o której jako pierwszy poinformował The Washington Post.

Ponad 50 000 żołnierzy USA pozostaje w regionie; niektóre jednostki mają pozostać do września, inne do 2027 roku. Dowódcy sygnalizowali wyczerpanie zapasów pocisków Patriot, THAAD i Tomahawk — a USA zużyły około jednej czwartej swojej floty dronów MQ-9 Reaper.

Rzecznik Pentagonu, Sean Parnell, nazwał przeciek „zbrodnią” i „zdradą sił zbrojnych” – przyznając jednocześnie, że same zastrzeżenia są prawdziwe:
„odmowy zgody są standardem… Sekretarz widzi je stale”.

Chaos na tym się nie kończy: Sekretarz Armii Dan Driscoll – sojusznik Vance’a, który pomógł ukształtować ścieżkę negocjacji rosyjsko-ukraińskich – właśnie zrezygnował ze stanowiska po miesiącach wojny o wpływy z Hegsethem.

https://www.washingtonpost.com/national-security/2026/08/30/military-leaders-warn-hegseth-against-extending-iran-war-operations

Z powyższego artykułu WaPo, który ujawnił tę historię:

Jak twierdzą osoby zaznajomione z oceną przygotowaną niedawno dla szefa Pentagonu, kilku amerykańskich przywódców wojskowych poinformowało ministra obrony Pete’a Hegsetha, że ​​przedłużanie zakrojonych na szeroką skalę operacji przeciwko Iranowi jest niemożliwe do utrzymania i grozi osłabieniem zdolności USA do stawiania czoła zagrożeniom w innych miejscach,w tym na terytorium USA.

Ostrzeżenia – wydane Hegsethowi przez dowódców armii, marynarki wojennej i sił powietrznych oraz czterogwiazdkowych dowódców nadzorujących operacje USA w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej – pojawiły się w wydaniu „Secretary of Defense Orders Book” (SDOB) z 14 sierpnia – twierdzą te osoby. Opisali oni tę ocenę w „The Washington Post” pod warunkiem zachowania anonimowości, ponieważ dokument jest tajny.

Jak widać powyżej, ostrzeżenia rzekomo pojawiły się w wewnętrznym tajnym dokumencie, a ich opisy są uważane za poważne przecieki, co doprowadziło Trumpa do szału:

https://www.nytimes.com/2026/09/04/us/politics/pentagon-staff-polygraph-tests.html

Skupmy się jednak na najważniejszej części, która wiąże się z ogólną tezą, do której przejdziemy później:

W związku z tym Centralne Dowództwo USA, czyli kwatera główna odpowiedzialna za prowadzenie wojny z Iranem, przez wiele miesięcy utrzymywało w gotowości siły liczące ponad 50 tys. żołnierzy na wypadek, gdyby prezydent wydał rozkaz przeprowadzenia kolejnych ataków.

Stany Zjednoczone utrzymują w gotowości około 50 000 żołnierzy na wypadek kontynuacji wojny z Iranem, a najwyżsi rangą generałowie Pentagonu w zasadzie deklarują, że taki stan rzeczy jest nie do utrzymania, szczególnie po tym, jak amerykańskie bazy w Bahrajnie i innych miejscach zostały starte z mapy.

Szef Operacji Morskich, admirał Daryl Caudle, podobno jest jednym z głównych przeciwników. On sam oświadczył w tym tygodniu , że Marynarka Wojenna USA nie wróci do Bahrajnu w najbliższym czasie:

Marynarka Wojenna USA nie powróci wkrótce do Bahrajnu, a USS Theodore Roosevelt będzie kolejnym lotniskowcem, który rozpocznie służbę na Morzu Arabskim.Taką decyzję podjął w poniedziałek główny admirał Marynarki Wojennej podczas „światowego spotkania z marynarzami”, w trakcie którego poruszono również tematykę wynagrodzeń, zakwaterowania, opieki zdrowotnej, a nawet kosztów strzyżenia.

Raport o kolizji@ clashreport

Marynarka Wojenna USA stoi w obliczu poważnego problemu logistycznego na Bliskim Wschodzie. Około 20 okrętów przewożących około 20 000 marynarzy i marines potrzebuje ponad 420 000 posiłków i około 8 milionów galonów paliwa tygodniowo. Sytuacja stała się znacznie trudniejsza po tym, jak Iran zniszczył kluczową jednostkę Marynarki Wojennej…

21:57 · 3 września 2026 · 240 tys. wyświetleń


—————————————–

Jeśli chodzi o „brak zgody”, oznacza to, że generałowie nie zgadzają się z oceną Hegsetha, ale mimo to wykonają rozkazy:

Dowódcy Dowództwa Europejskiego USA, Dowództwa Pacyfiku USA i Dowództwa Południa USA, wraz z najwyższym rangą admirałem Marynarki Wojennej, odpowiedzieli w sposób określony przez SDOB jako „brak zgody” – twierdzą osoby zaznajomione z oceną, co oznacza, że ​​nie zgadzają się z rozkazem sekretarza o rozszerzeniu swoich sił, ale mimo to go wykonają.

Ogólnie rzecz biorąc, ton dowództwa wojskowego jest taki, że trwająca juższeść miesięcy operacja przeciwko Iranowijest „zbyt intensywna i trwa zbyt długo” – powiedziała osoba zaznajomiona z oceną.

Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak sekretarz armii Dan Driscoll zrezygnował ze stanowiska z powodu nieporozumień z Hegsethem, zwłaszcza dotyczących „czystek” przeprowadzanych przez sekretarza obrony:

https://www.wsj.com/politics/national-security/army-secretary-resigns-after-months-of-friction-with-hegseth-9c124207

WASZYNGTON — Sekretarz Armii Dan Driscoll złożył rezygnację na ręce prezydenta Trumpa po miesiącach napięć z sekretarzem obrony Pete’em Hegsetem na temat kierownictwa sił zbrojnych i odsunięcia wielu wysokich rangą oficerów armii.

Oczekuje się, że opuści Pentagon w najbliższych dniach.

Po odejściu Driscolla w armii zabraknie czołowych cywilnych i wojskowych dowódców zatwierdzonych przez Senat. Generał Christopher LaNeve pełni obowiązki szefa sił zbrojnych od czasu, gdy Hegseth zwolnił swojego poprzednika, generała Randy’ego George’a. Mike Obadal, podsekretarz armii, byłby najwyższym rangą cywilem po odejściu Driscolla.

Choć na pierwszy rzut oka wygląda na spokojną, pod tą fasadą armia amerykańska, a zwłaszcza Marynarka Wojenna, zdaje się ulegać bezprecedensowemu rozkładowi. Kilka dni temu USS Lincoln zawinął do portu w Tajlandii, wyglądając jak żywcem wyjęte z kiepskiej karykatury sztucznej inteligencji:

Could not load video.

Podczas gdy Trump wykrzykiwał standardowe slogany o domniemanej porażce Iranu:

Porusza jednak ostatnią kwestię, do której nawiązaliśmy wcześniej. Trump najwyraźniej wierzy, że czas działa na korzyść USA i że kontynuując gospodarcze dławienie Iranu, Stany Zjednoczone mogą powalić ten kraj na kolana szybciej, niż same USA staną w obliczu jakiegokolwiek poważnego zagrożenia. Niektórzy krytykowali nasze relacje z wojny w Iranie, wskazując na ich stronniczość wobec Iranu i ignorując rzeczywisty wpływ blokady USA, która rzekomo wpędza Iran w kryzys gospodarczy, masową inflację, dewaluację waluty itp.

DORSZ na tropie ! Groźne stado ptaków z Białorusi. Helikoptery w akcji.

Wojsko szukało „niezidentyfikowanego obiektu nadlatującego z kierunku Białorusi.” Okazało się, że to stado ptaków

6.09.2026 nczas/wojsko-szukalo-niezidentyfikowanego-obiektu-nadlatujacego-z-kierunku-bialorusi-okazalo-sie-ze-to-stado-ptakow

NCZAS.INFO | Śmigłowce Wojska Polskiego. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP
NCZAS.INFO | Śmigłowce Wojska Polskiego. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP

Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało w niedzielę po południu, że prowadzi czynności sprawdzające w związku z podejrzeniem naruszenia przestrzeni powietrznej Polski przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi. Po godzinie 14.00 DORSZ wydał komunikat, że tym obiektem było stado ptaków.

„W związku z podejrzeniem naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej przez niezidentyfikowany obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, poprzez Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego, prowadzi czynności sprawdzające” – poinformowało Dowództwo na platformie X.

Dodano, że w ramach weryfikacji zapisów systemów radiolokacyjnych w rejon skierowany został wojskowy śmigłowiec. „Prowadzone działania mają na celu potwierdzenie charakteru zarejestrowanego obiektu oraz wykluczenie m. in. możliwości, że zarejestrowany sygnał był efektem zjawisk lub anomalii meteorologicznych” – podkreśliło DORSZ.

Jednocześnie przekazało, że „w ostatnich godzinach nie obserwowano aktywności lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej związanej z uderzeniami na cele znajdujące się na terytorium Ukrainy”. „Sytuacja jest na bieżąco monitorowana” – zapewniło DORSZ.

Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych podpułkownik Jacek Goryszewski, powiedział w niedzielę w Polsat News, że ograniczona została część przestrzeni powietrznej na wschód od Lublina, do granicy kraju.

– Trwają tam czynności sprawdzające, operuje nasz śmigłowiec – powiedział Goryszewski.

Zaznaczył, że niezidentyfikowany obiekt wykryły polskie systemy radiolokacyjne, prowadzone działania mają na celu potwierdzenie charakteru zarejestrowanego obiektu, a także wykluczenie m.in. możliwości, że zarejestrowany sygnał był efektem zjawisk lub anomalii meteorologicznych.

Rzecznik prasowy Portu Lotniczego Lublin Piotr Jankowski poinformował w niedzielę PAP, że przestrzeń powietrzna jest zamknięta od godz. 12.45, ale częściowo. – Na razie nie ma to wpływu na planowane operacje lotnicze – zaznaczył. Jak dodał, odleciał samolot do Burgas; według rozkładu to godz. 12.15. Na godz. 14.30 planowany jest przylot samolotu z Warszawy.

Stado ptaków

Krótko po godzinie 14.00 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat, że tym „niezidentyfikowanym obiektem” okazało się… stado ptaków.

„Czynności sprawdzające dotyczące podejrzenia naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej zostały zakończone” – poinformowało DORSZ.

„W wyniku przeprowadzonej weryfikacji ustalono, że zarejestrowane przez systemy radiolokacyjne wskazania nie były związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej. Ich przyczyną było duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej.”

„Nie odnotowano zagrożenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej.”

„Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych na bieżąco monitoruje sytuację, a podległe siły i środki pozostają w gotowości do realizacji powierzonych zadań.”

Misja Trumpa w Moskwie i Kijowie. Dlaczego to Putin dyktuje warunki?

Misja Trumpa w Moskwie i Kijowie. Dlaczego to Putin dyktuje warunki?

Posted by Marucha w dniu 2026-09-05 marucha/misja-trumpa-w-moskwie-i-kijowie-dlaczego-to-putin-dyktuje-warunki

Donald Trump twierdzi, że problemem wojny na Ukrainie jest nienawiść między Zełenskim a Putinem. 

[Spalenie żywcem kilkudziesięciu Rosjan, bombardowanie ludności w Donbasie, zabijanie cywilów – to pestka, to się nie liczy. Najważniejsza jest „nienawiść”. Zapewne z powodu źle dobranego krawata – admin]

Wysłał więc Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera najpierw do Moskwy, a potem do Kijowa z pomysłem na pokój. Wysłannicy wylądowali w Rosji w sobotę. Jutro mają odwiedzić Zełenskiego. Na czas wizyty ogłoszono tymczasowe wstrzymanie ataków.

Z perspektywy Waszyngtonu wygląda to jak kolejna próba zakończenia konfliktu. Z Moskwy widać to inaczej. Trump chce zdjąć Ukrainę z biurka, ponieważ ma drugi, wciąż niezamknięty front: Iran. I właśnie dlatego Putin może stawiać warunki, zamiast je przyjmować.

Wojna z Iranem, rozpoczęta uderzeniami USA i Izraela pod koniec lutego, na miesiące zepchnęła Ukrainę na drugi plan. Te same osoby, które dziś jeżdżą do Putina i Zełenskiego — Witkoff i Kushner — prowadziły rozmowy wokół cieśniny Ormuz i zawieszenia broni z Teheranem. Amunicja, systemy Patriot i uwaga Białego Domu trafiły wtedy głównie na Bliski Wschód. Ukraińskie rozmowy zamarzły.

Amerykańskie służby raportowały później, że Putin odczytał to jako osłabienie Trumpa. Skoro Waszyngton jest związany Iranem, Moskwa może czekać i podbijać stawkę w Ukrainie. Szef CIA John Ratcliffe jeździł do Moskwy między innymi po to, by ostrzec Kreml, aby nie liczył zbyt mocno na rozproszenie uwagi Amerykanów. Sam fakt, że taki komunikat trzeba było dostarczyć osobiście, pokazuje, jak Kreml interpretuje sytuację.

Trump od początku traktuje wojnę w Ukrainie jako spadek po Joe Bidenie. Obiecywał szybkie zamknięcie tematu, czego nie zrobił. Teraz wraca do niego w momencie, gdy Iran nadal uszczupla jego kapitał polityczny, a Stany chcą od Rosji przynajmniej częściowego odcięcia Teheranu od wsparcia i handlu.

Dla Putina to nie jest prośba o pokój. To sygnał, że Waszyngton potrzebuje porządku w Europie, aby opanować sytuację na Bliskim Wschodzie.

Dlatego rosyjskie warunki nie łagodnieją. Kreml wciąż mówi o Donbasie, neutralności Ukrainy, ograniczeniu jej armii, sankcjach oraz pisemnej deklaracji Zachodu, że NATO nie przesunie się dalej na wschód. Źródła zbliżone do Moskwy przed tym weekendem mówiły wprost: oczekiwania są niskie, a Putin zgodzi się tylko na własnych warunkach, gdyż uważa, że ma przewagę.

Opowieść o osobistej nienawiści dwóch prezydentów jest wygodna. Pozwala Trumpowi przedstawić impas jako problem charakterów, a nie rozkładu sił. Nienawiść naprawdę istnieje i utrudnia bezpośrednie rozmowy. Jednak wojna nie stoi w miejscu od lat dlatego, że dwaj przywódcy się nie lubią. Trwa, bo Moskwa chce ziemi i określonego statusu Ukrainy, a Kijów tego nie oddaje. Wysłannicy mogą przywieźć propozycję, ale nie zmienią faktu, że to Trump bardziej zależy na wygaszeniu tematu.

Produkcja mniej zaawansowanych Patriotów w Ukrainie wpisuje się w ten obraz. Waszyngton nie chce oddawać najnowszej technologii, ale chce pokazać Kijowowi gest. Dla Moskwy nie jest to argument do ustępstw. To potwierdzenie, że Amerykanie szukają tańszego sposobu na wycofanie się z linii frontu.

Jeśli w ten weekend nie pojawi się nic poza kolejnym konstruktywnym komunikatem, logika Kremla tylko się wzmocni. Trump potrzebuje zamknięcia ukraińskiego frontu bardziej niż Putin potrzebuje amerykańskiej zgody. W takiej konfiguracji warunki dyktuje ten, kto może poczekać. A poczekać może Moskwa.

https://youtube.com/watch?v=tC0Pzw7xxoo%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

https://zmianynaziemi.pl

https://widgets.wp.com/likes/index.html&origin=marucha.wordpress

========================================

Komentarze 2 to “Misja Trumpa w Moskwie i Kijowie. Dlaczego to Putin dyktuje warunki?”

  1. Быдлошевский Л.З.'s awatarБыдлошевский Л.З. said 2026-09-05 (Sobota) @ 22:05:06 https://www.youtube.com/embed/1NnQMZ1Dghk?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl&autohide=2&wmode=transparent 13 minut. Константин Сивков – pułkownik i bardzo mądry człowiek dzisiaj powiedział że Banderowiec Буданов ocenił miesięczne straty jego armii na 30 000 Banderowca w miesiąc a Putin rzekł że 12 000 Banderowca na miesiąc i wszystko się zgadza Putin ocenił tylko zabitych a Буданов zabitych i rannych niezdolnych do walki…Dobry rok temu wyczytałem w „Nowinach Rzeszowskich” że jest ponad
    100 000 Banderowców bez ręki, nogi, a nawet bez dwóch rąk i bez dwóch nog. Glupi prezydent miasta z dumą opowiadał że Polska tym ludziom oczywiście że za darmo daje protezy i ich leczy…Jak to glupia Polska… 🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇷🇺🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦🇺🇦
  2. Быдлошевский Л.З.'s awatarБыдлошевский Л.З. said 2026-09-05 (Sobota) @ 22:23:15 https://www.youtube.com/embed/eZ6S0NPaRmc?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl&autohide=2&wmode=transparent 14 minut.
  3. W Moskwie się odbywają rozmowy z Putinem i dwoma Amerykancami a już są dobre filmy z tego spotkania i komentarz dziennikarza…

Iran ostrzeliwuje rakietami statki po tym, jak USA odcięły ekonomiczny krwiobieg Turcji

Iran ostrzeliwuje rakietami statki po tym, jak USA odcięły Turcję od dostaw energii elektrycznej – z prof. Marandim

W ostatnich godzinach napięcia między Waszyngtonem a Teheranem ponownie wzrosły. Departament Skarbu USA, w ramach operacji „Economic Outcast”, nałożył sankcje na turecki Golden Global Bank i jego spółki zależne, odcinając go od dostępu do amerykańskiego systemu finansowego. Jednocześnie Iran ostrzeliwuje rakietami balistycznymi statki płynące po omańskiej stronie Cieśniny Ormuz – co stanowi eskalację wcześniejszych ataków dronów i pocisków manewrujących. W wywiadzie dla Mario Nawfala, profesor Seyed Mohammad Marandi ocenia te wydarzenia jako część kompleksowej wojny gospodarczej, na którą Teheran odpowie militarnie.

https://youtube.com/watch?v=_wahiJUx_OI%3Ffeature%3Doembed

Sankcje wobec Golden Global Yatirim Bankasi Anonim Sirketi (Golden Global Bank) i dwóch spółek zależnych zostały ogłoszone 4 września 2026 r. Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) oskarża bank o ułatwianie transakcji o wartości dziesiątek milionów dolarów na rzecz Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC-QF) oraz zapewnianie reżimowi irańskiemu dostępu do płatności międzynarodowych za pośrednictwem banków korespondentów. Bank rzekomo transferował dochody z irańskiej ropy naftowej z Chin do Turcji, gdzie były one wymieniane na gotówkę i złoto. Sekretarz Skarbu Scott Bessent nazwał ten krok częścią kampanii mającej na celu systematyczne blokowanie irańskich kanałów finansowych. Licencja na likwidację daje partnerom biznesowym czas do 19 września na rozliczenie istniejących transakcji. Bessent zapowiedział nałożenie kolejnych sankcji na kolejny bank w przyszłym tygodniu.

Dla Marandiego nie jest to odosobniony akt finansowy, lecz wojna. Stany Zjednoczone próbują zagłodzić i zdemontować irańskie społeczeństwo. Takie oblężenie to akt wojny. Iran nie może nałożyć na USA sankcji, ponieważ nie ma porównywalnej siły nacisku finansowego. Dlatego pozostaje tylko opcja militarna. Czołowi irańscy politycy otwarcie o tym mówili w ostatnich tygodniach: przewodniczący Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, przewodniczący parlamentu i pierwszy wiceprezydent. Ten ostatni w dosadnym oświadczeniu ogłosił „mroczne czasy” dla amerykańskiej gospodarki. Marandi postrzega to również jako próbę położenia kresu spekulacjom na temat wewnętrznych podziałów w Iranie, które od miesięcy rozpowszechniają zachodnie i niektóre arabskie media.

Niedawne ataki rakietowe wpisują się w ten schemat. Według wywiadu Iran kilkukrotnie wystrzelił balistyczne pociski przeciwokrętowe w statki po omańskiej stronie Cieśniny Ormuz. Trafienia pociskami balistycznymi powodują znacznie większe szkody niż drony czy pociski manewrujące. Marandi postrzega to jako kolejny krok na drodze eskalacji. Celem nie jest koniecznie całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz – znaczna część handlu odbywa się już za zgodą Iranu – ale raczej jej ograniczenie lub, w dłuższej perspektywie, blokada, jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować swoje działania.

Iran jasno dał do zrozumienia: jeśli Teheran nie będzie mógł eksportować ropy i przeznaczać dochodów na budżet, leki i żywność, to nikt nie będzie eksportował ropy. Dotyczy to również Morza Czerwonego.

Eskalacja zależy od Waszyngtonu, a zwłaszcza od Bessenta i Trumpa. Bessent zajął ostatnio zdecydowanie twarde stanowisko i posługuje się agresywnym językiem. Iran jest gotowy do ostrej odwetowej reakcji. Irańczycy przygotowują się do niej od dziesięcioleci i postrzegają konflikt jako walkę o przetrwanie. USA, Izrael i lobby syjonistyczne chcą udusić Iran. Dlatego Teheran będzie „walczył do końca”. Marandi nie wierzy, że wojna potrwa lata. Konsekwencje ekonomiczne dla gospodarki światowej i amerykańskiej są większe i bardziej bezpośrednie, niż wielu przypuszcza. Powszechne zakłócenia w handlu ropą naftową przez Cieśninę Ormuz i Morze Czerwone spowodowałyby gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, oleju napędowego i innych surowców, destabilizację rynków obligacji i walut oraz wywarłyby presję na sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej. Ich państwa nie byłyby w stanie przetrwać w takich warunkach.

Centralnym punktem spornym jest Porozumienie o Porozumieniu (MOU), zawarte po wcześniejszych fazach konfliktu. Marandi oskarża USA o podważanie samego porozumienia: odmowę zwrotu irańskich aktywów, ciągłe groźby, sankcje wobec irańskiej ropy naftowej, próby otwarcia własnego korytarza w Cieśninie Ormuz oraz współpracę niektórych państw Zatoki Perskiej. Iran wydał dwutygodniowe ostrzeżenie przed atakiem na statki. Z perspektywy Iranu jedynym wyjściem jest wdrożenie Porozumienia i jego żądań. Opłaty za przeprawę nie są prawdziwą kwestią sedna. Iran chce utrzymać Zatokę Perską jako centrum handlu.

Prawdziwym problemem jest Izrael i projekt „Wielkiego Izraela”: kontynuacja działań w Strefie Gazy i południowym Libanie. Bez zakończenia wydarzeń w Strefie Gazy i bez wycofania się Izraela z Libanu do granic ustalonych przed 7 października, nie będzie normalizacji.

Komentarze Marandiego na temat sytuacji w Libanie były ostrożne, ale jednoznaczne. Wzgórze Ali al-Taher (znane również jako Ali Alaher lub Ali Taher) w południowym Libanie, które siły izraelskie ogłosiły pod swoją kontrolą operacyjną po miesiącach działań, było mniej istotne, niż często przedstawiano. Kompleks został ewakuowany jakiś czas temu. Prawdziwe fortyfikacje Hezbollahu znajdowały się gdzie indziej. Hezbollah był lepiej przygotowany niż kiedykolwiek wcześniej. Iran wyznaczył Bejrut jako czerwoną linię i monitorował wydarzenia na południu. W pewnym momencie kalkulacje miały się zmienić. Marandi odrzucił doniesienia Reutera o irańskiej czerwonej linii specjalnie dla tego wzgórza i obecności tam Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jako niewiarygodne. Opierając się na swoim doświadczeniu z negocjacji nuklearnych, Reuters często powoływał się na anonimowe „irańskie źródła”, które były nieprecyzyjne. Twierdził, że raport został podłożony przez Izrael. Prawdziwy konflikt, jak twierdził Marandi, toczył się w regionie Zatoki Perskiej. Los Libanu i Gazy zależy od wyniku konfliktu między Iranem i USA.

Marandi umieszcza politykę sankcji w szerszym kontekście historycznym. Badanie opublikowane w czasopiśmie „The Lancet Global Health” szacuje, że jednostronne sankcje Zachodu w latach 1971–2021 wiązały się z około 38 milionami dodatkowych zgonów – więcej niż liczba ofiar śmiertelnych bezpośrednio na wojnie od wielu lat. Sankcje zabijają po cichu: brak leków, tlenu i specjalistycznej żywności dla dzieci. W Strefie Gazy i innych miejscach ludzie umierają z powodu uleczalnych chorób, podczas gdy bombardowania przykuwają uwagę opinii publicznej. Ta sama logika ma zastosowanie w Iranie, na Kubie, w Wenezueli, Syrii, Iraku i Afganistanie. Słynne stwierdzenie Madeleine Albright o 500 000 zabitych irackich dzieciach („cena jest tego warta”) jest tego symbolem.

Pod koniec rozmowy wspomniano o doniesieniach o irańskich wystrzeleniach rakiet w kierunku Jordanii i kolejnych atakach na okręty marynarki wojennej USA. Marandi obarcza Jordanię i innych aktorów regionalnych częściową odpowiedzialnością, ponieważ są częścią zjednoczonego frontu przeciwko Iranowi. „Grzech” Iranu, jak powiedział, leży w jego niepodległości i nazywaniu ludobójstwa w Strefie Gazy po imieniu. Oś oporu jest po prawej stronie, ponieważ dokonuje poświęceń, aby położyć kres temu, co się dzieje. Ci, którzy milczą lub współpracują, są po drugiej stronie.

Marandi wielokrotnie podkreśla, że ​​Iran nie chciał wojny. Teheran zgodził się na zawieszenie broni i podpisał Memorandum o Porozumieniu (MOU) po 40 dniach walk, aby uniknąć zniszczenia światowej gospodarki. Stany Zjednoczone i Izrael zmusiły Iran do znalezienia się w sytuacji, w której nie ma on innego wyjścia.

Jeśli Iran teraz zaatakuje militarnie – przeciwko okrętom, w regionie Zatoki Perskiej lub gdzie indziej – to dlatego, że Waszyngton próbuje udusić 90 milionów Irańczyków, a Trump publicznie chełpi się upadkiem irańskiej waluty i niedoborami żywności. Iran będzie walczył do końca.

Nadchodzące dni i tygodnie pokażą, jak daleko obie strony zdołają się posunąć. Ryzyko gospodarcze i militarne jest znaczne. Dalsze zaostrzanie sankcji lub ataki na żeglugę mogłyby jeszcze bardziej obciążyć Cieśninę Ormuz, a tym samym kluczowy element globalnego handlu ropą naftową – z konsekwencjami wykraczającymi daleko poza region.