Postępy Posoborowego Pogaństwa: Młodzi: bez ślubu, bez dzieci, bez sensu…

Co trzeci młody człowiek chociaż chce trwałego związku, to nie zamierza brać ślubu – świeckiego ani kościelnego – wynika z badania Centrum Profilaktyki Społecznej i Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim, które opisała piątkowa „Rzeczpospolita”.

https://nczas.com/2022/02/04/mlodzi-polacy-bez-slubu-bez-dzieci-bez-sensu/

———————

„Tradycyjne małżeństwa z przysięgą przed ołtarzem lub przed urzędnikiem dominują, ale ich liczba spada. W 2008 r. zawarto ich 258 tys., w 2020 r. już 145 tys. Pandemia ten trend wzmocniła – oceniają autorzy badań. Zapytano ponad tysiąc 18–30-latków, jak widzą bycie razem. Wnioski? O trwałym związku opartym na ślubie myśli ponad 60 proc. młodych ludzi, ale tylko 42 proc. chciałoby wziąć ślub kościelny, a 18 proc. – cywilny. Najmłodsi (18-20 lat), jeśli kiedyś się zdecydują, to aż 61 proc. wybierze ślub świecki” – czytamy w gazecie.

„Rz” zauważa, że zarazem już co trzecia osoba chce żyć w luźnym związku i nie zamierza tego formalizować. Ponad połowa – jeśli ich związki się sprawdzą – myśli, by kiedyś to zrobić.

„Część młodego pokolenia związek z drugim człowiekiem traktuje według modeli ekonomicznych – leasingu lub przetestowania – jak w handlu, gdzie można oddać lub porzucić towar bez żadnych kar i konsekwencji” – wskazują badacze.

Zauważają, że najwięcej niechętnych związkom formalnym jest z wielkich miast, najmniej z wiejskich i małomiasteczkowych regionów Małopolski, Warmii i Mazur i Podlasia.

Dodano, że na sytuację nakłada się także krytyczna opinia o Kościele. „Skandale pedofilskie, przepych i bogactwo ludzi Kościoła – to zniechęca młodych. Aż 62 proc. z nich uważa, że Kościół afery pedofilii chce zamieść pod dywan” – zaznaczają badacze. [A to już skutek medialnego odwracania kota ogonem. MD]

„Niechęć do ślubu sakramentalnego to odpowiedź młodych na kryzys toczący Kościół” – podkreślają.

Sondaż Centrum Profilaktyki Społecznej – Fundacja Bonum Humanum i Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim – badanie ankietowe z wykorzystaniem portali społecznościowych na 1038 osobach w wieku 18-30 lat. (PAP)

Dr Bodnar: Podając amantadynę pacjentom z Covid-19 zmniejszyliśmy śmiertelność dziesięciokrotnie

Sympozjum „Oblicza pandemii”. Referat Włodzimierza Bodnara: „Podając amantadynę pacjentom z Covid-19 zmniejszyliśmy śmiertelność o 90%” [WIDEO]

Publikujemy kolejny referat wygłoszony podczas sympozjum „Oblicza pandemii”, które odbyło się 29 stycznia 2022 roku w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Pulmonolog Włodzimierz Bodnar, który nie tylko leczy swoich pacjentów amantadyną, ale również stworzył i opublikował schemat leczenia Covid-19, odpowiedział na zarzuty dotyczące rzekomej nieskuteczności tego leku.

————————-

– Jeśli chodzi o schemat leczenia Covid-19, to sławetna Rada Medyczna nie przedstawiła ani jednej rekomendacji o skutecznym leczeniu przeciwwirusowym – wskazał Bodnar.

Podkreślił też, że jest zdziwiony, iż Rada Medyczna dyskredytowała amantadynę.

– Normalny człowiek, normalny naukowiec, jeżeli są jakiekolwiek doniesienia, powiedziałby tak: Ok, nie mamy badań klinicznych skończonych, ciekawy przypadek, poczekamy na wyniki, cieszę się, że ktoś w Polsce coś wymyślił.

Natomiast była negacja od początku do końca. Amantadyna miała być najgorsza rzeczą, która spotkała kogokolwiek, która gryzie, która powoduje, że człowiek będzie skazany do końca życia i poza życiem, bo brał amantadynę. To są rzeczy niedopuszczalne, tym bardziej, że mieliśmy dowody tego rodzaju, że wielu profesorów w dwutysięcznych latach zalecało amantadynę dzieciom i kobietom w ciąży. A raptem stało się tak, że amantadyna jest najgorszym z możliwych leków. To jest skandal, który wydarzył się w Polsce w XXI wieku – podkreślił pulmonolog.

Wyjaśniając, jak działa amantadyna w przebiegu Covid-19, doktor Bodnar podkreślił, że jest to lek, który blokuje replikację wirusa, ale nie leczy powikłań np. w postaci zapalenia płuc. Dlatego kuracja musi składać się z dwóch elementów: amantadyny i leków na powikłania. Powinna też przebiegać pod kontrolą lekarza. Niestety, lekarze nie leczą tej choroby, a pacjenci pozostawieni są sami sobie.

Bodnar podkreślił, że amantadyna nigdy nie przestała działać na grypę i infekcje paragrypowe, a doniesienia na ten temat są nieprawdziwe. Powiedział, że niestety nie ma woli, aby przeprowadzić szerokie badania nad skutecznością amantadyny w leczeniu Covid-19. Wskazał też, że wśród pacjentów jego przychodni śmiertelność z powodu Covid-19 jest mniejsza o 90% w porównaniu do szpitali.

Istotne wiadomości p(l)andemijne 3/02/2022

Czy bez powszechnej kultury naturalnej odporności oraz kultury obywatelskiej i prawnej zdołamy wyjść na stałe z komunizmu sanitarnego, wymuszającego systematyczne przyjmowanie odporności sztucznej? – Wiadomości pandemijne 3/02/2022. Michał Jabłoński <michal.jablonski.1953@gmail.com>

„Polski Ład” gorszy niż pandemia. Konfederacja ujawnia dane o RZEZI przedsiębiorstw…

[LUBLIN] JesteśMY – integracja, nie segregacja. Otwarte spotkanie środowisk wolnościowych i oddolnych inicjatyw społecznych

Szok! Bill Gates zapowiada NOWĄ PANDEMIĘ i już szykuje NOWE SZCZEPIONKI! || Komentarz PCh24

„Squid Game” po chińsku. Olimpijczycy w kleszczach sanitarystów żywcem wyjętych z koreańskiego serialu 

Sympozjum „Oblicza pandemii”. Referat Włodzimierza Bodnara: „Podając amantadynę…

CDC: Naturalna odporność na wariant Delta trzy razy skuteczniejsza od wynikającej…

Wojskowy system DMED pokazuje dewastację zdrowotną żołnierzy.

PILNE! Sejm odrzucił kowidową ustawę odszkodowawczą. Imienne wyniki… 

Dr Norman Pieniążek: „…te wszystkie liczenia zachorowań, hospitalizacji i zgonów są wyssane z palca”

„O’Toole usunięty ze stanowiska lidera partii — pierwsza ofiara Konwoju Wolności

Legault wycofuje się z podatku dla niezaszczepionych

Paszporty kowidowe nie znikną. Komisja Europejska proponuje… 

Czy mandat za brak maseczki jest zgodny z prawem

Wyszczepiony Izrael, który od stycznia podaje już czwartą dawkę, pobija rekordy hospitalizacji i zgonów.

Wyszczepiony Izrael, który od stycznia podaje już czwartą dawkę, pobija rekordy hospitalizacji i zgonów.

————————–

Oddział intensywnej terapii, oddział intensywnej opieki medycznej, OIT, OIOM

—————————

https://twitter.com/Ankapitalizm/status/1488763214171193346?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1488763214171193346%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F02%2F02%2Fcztery-dawki-nie-pomogly-izrael-bije-rekordy-zgonow-i-hospitalizacji%2F

Japonia ma znacznie niższą ilość zgonów na 100 tys. – „pomimo” „starego” społeczeństwa i niskiego zaszczep. 3 dawką.

Japonia ma znacznie niższą ilość zgonów na 100 tys. mieszkańców – „pomimo” „starego” społeczeństwa i niskiego poziomu zaszczepienia 3 dawką.

Ciekawe z czego to wynika ( ͡° ͜ʖ ͡°)

————————————-

—————————————–

Pamiętajcie aktywność fizyczna, zdrowe odżywianie i suplementacja nie ma znaczenia, tylko szczepienie was zabezpieczy (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

źródło: https://www.nytimes.com/intera…

Wzięte z: https://www.wykop.pl/artykul/6486665/japonia-ze-znacznie-nizszym-poziomem-zgonow-wsrod-krajow-zamoznych/

Werdykt Sądu w Wiedniu: Ci, którzy wyzdrowieli lub mają przeciwciała, nie mogą nikogo zarazić – Restrykcje pandemiczne ich nie dotyczą.

Dla tych, którzy wyzdrowieli, pandemia się skończyła!

Ci, którzy wyzdrowieli lub mają przeciwciała, nie mogą nikogo zarazić – Restrykcje pandemiczne nie dotyczą tej grupy ludzi.
Jak dowiedział się gazeta Wochenblick, Państwowy Sąd Administracyjny w Wiedniu wydał sensacyjny werdykt.

https://emigrant19.neon24.pl/post/166553,sad-administracyjny-w-wiedniu-wydal-sensacyjny-werdykt

——————————-
Mogłoby to zwiastować decydujący zwrot na kursie korona kryzysu.

Ci, którzy wyzdrowieli i ludzie, którzy mogą dostarczyć dowodów na obecność przeciwciał, nie przyczyniają się zatem do rozprzestrzeniania się Covid-19. Dokładnie oznacza to, że przepisy, które zostały wydane na podstawie ustawy o środkach Covid 19, nie dotyczą tych, którzy wyzdrowieli i osób z wykryciem przeciwciał.

Dla ozdrowieńców i tych, którzy mogą udowodnić, że mają antyciała pandemia się skończyła!

Konstytucja zobowiązuje.

Jeśli ten wyrok jest słuszny, co należy zakładać, odważny sędzia ośmiela się przeciwstawić szaleństwu rozporządzenia ministra zdrowia Mücksteina. Sędzia, który wypełnia swoje zadanie i jest oddany austriackiej konstytucji, prawom i prawdzie. Cóż za błogosławieństwo w czasach, gdy racja nie ma w ogóle nic wspólnego z racją. Czas deptania austriackiej konstytucji i praw podstawowych.

———————

Artur Kalbarczyk z Kanady

Sytuacja w Kanadzie zmienia się drastycznie… wygląda że truckowcy mogą się naprawdę uśmiechać. Mamy w ostatnich kilku dniach kilka decyzji, które można wytłumaczyć tylko w jeden sposób, truckowcy zmieniają bardzo dużo. Premier Saskatchewan odwołuje paszporty szczepionkowe w całej prowincji, także oficjalnie poparł “Freedom convoy”. Premier Quebecu, odwołuje nowe podatki dla “nie zaszczepionych” i robi kilka kroków do tyłu na polu restrykcji covidowych, Ontario likwiduje restrykcje covidowe. Trudeau ciągle jest “chory” na covid … także wyraźnie czeka na decyzje “z góry” co ma dalej robić i jak dodamy do tego, że p. konserwatywna odwołała swojego lidera O’Toole, które był “gorącym” zwolennikiem szczepionek… to mogę napisać, że wiele się dzieje w Kanadzie.

——————–

U nas w Austrii sprowadza się sytuację do pozycji przestępczej działania rządu, który ma nikłe szansę przetrwania do marca. Minister zdrowia nie jest w stanie odpowiedzieć rzeczowo i przedstawić ewidencyjne dowody na działanie rządu, który ograniczał swobody obywateli.
Nie ma takich dowodów, ponieważ cała pandemia bazowała na modelach matematycznych ewentualnego rozwoju. Straty wśród substancji społecznej i gospodarczej są już tak duże, że coraz więcej ludzi wychodzi na ulicę. Nawet pracownicy specjalnych oddziałów policji „Cobra”, oficjalnie mówią publicznie o zbrodniczej działalności rządu.
Blokady samochodowe miasta Wiednia są, co tydzień. Wyrusza kolona kilkuset samochodowa z okolic lotniska i jedzie powoli do miasta i przez całe miasto trąbiąc i paraliżując miasto.
W tym tygodniu mają być także traktory i ciężarówki.
Wydrukowałem tą decyzję sądu i od dzisiaj chodzę bez maski do sklepu i mogą mi „skoczyć”.
Niech wypisują mandaty, które i tak nie mają ważności.

Dobrej nocy życzę! Doceńmy melisę, kozłek lekarski i szyszkę chmielu.

Marek Dudek

Cała otaczająca nas przyroda funkcjonuje w rytmach. Trudno nie zauważyć podstawowych cykli takich jak pory roku, fazy księżyca czy rytm dobowy. Ten ostatni jest nam o tyle bliski, że co wieczór w sposób prosty lub bardziej skomplikowany przygotowujemy się i zapadamy w sen. Spośród kilku form wspierania organizmu, zdrowy, głęboki sen aspiruje do miejsca na podium, razem ze spożywaniem posiłków, oddychaniem czystym powietrzem i… dokarmianiem… dobrym słowem. Na to ostatnie czekamy czasem latami w nadziei, że ktoś zauważy, doceni, odkryje i rozpozna, że czuwamy nad nim kosztem innych przyjemności.

A co jeśli tak nie jest i cały czas jesteśmy bombardowani zbyt wysokim tempem, złą, często zmanipulowaną informacją? Co jeśli dręczą nas nierozwiązane sprawy, jeśli co wieczór przed zamknięciem powiek przerabiamy w głowie cały ten bałagan z dnia i jeszcze kilka innych kłopotów? Co dzieje się kiedy nasz sąsiad właśnie o tej porze rozpoczyna dzień specyficzną muzyką, odpalaniem wymarzonego motocykla czy wierceniem dziury w całym …murze?

Właśnie wtedy jesteśmy wyrywani z naturalnego rytmu jawy i snu, pracy i wypoczynku. Rytm ten sterowany jest nie tylko ciśnieniem atmosferycznym, bo łatwiej zasypiamy przy niskim ciśnieniu – /deszcze, burze/, sterowany jest również poziomem zmęczenia, ale również natężeniem poziomu światła, na który reaguje nas mózg wydzielając melatoninę. Właśnie wtedy, takie historie wyrywają nas z chwilowego osłabienia, które zazwyczaj jest zapowiedzią przejścia w stan snu. Są osoby, które nie mają problemów z zasypianiem, wystarczy, że przyłożą głowę do poduszki a potem wyłączają więź ze światem realnym. Niestety, takich osób jest coraz mniej a dużą rolę w eliminacji tego stanu zawdzięczamy obecnemu stylowi życia w tym również osamotnieniu!

Żyjemy szybko, połykając na śniadanie nie tylko kęs pożywienia, ale również nieodzowną ilość informacji, które docierają do nas z wszystkich możliwych źródeł. Przewaga tych informacji ma podłoże alarmujące i mówi o wojnach, ofiarach, o przemocy, oszustwach, wypadkach itd.

Obecnie mówi się o medialnym gwałcie na psychice człowieka, ponieważ większość z tych informacji mniej lub bardziej rani naszą wrażliwość i ma ogromny wpływ na poziom i zakres reakcji w całym dniu. Pozornie ich nie przyjmujemy, ale tylko pozornie, często są „przechowywane” i właśnie podczas określonej fazy snu uwalniają się w takiej czy innej zazwyczaj paradoksalnej formule. Informacje takie trafiają również do dzieci, których psychika nie jest jeszcze gotowa do odbioru obciążeń takiego kalibru. Przerabiają potem te „wiadomości” na swój sposób, często „wszczepiając” sobie błędne wzorce, poglądy i zachowania i bywa, że pozostają one na resztę życia!

Przyczyn zaburzenia zasypiania i samego snu jest dużo więcej. Kolejną z nich są zbyt wysokie wymagania, które prześladują nas i coraz częściej stawiane są nam przez otaczającą rzeczywistość. Zarówno w pracy gonimy światowe normy jak również „na ulicy” ciągle jesteśmy oceniani, taksowani i świadomie lub nie zajmujemy takie czy inne miejsce w rankingach. Trudno w takiej rzeczywistości być sobą! Trudno się odseparować, bo każde działanie wywołuje komentarz a ten wpływa na stan naszego potencjału emocjonalnego. I z takim bilansem często kładziemy się do łóżka!

Nasi przodkowie dowiadywali się o świecie z ogromnym opóźnieniem, informacje docierały często „po fakcie” a waga ich była super lekka używając skali pięściarskiej. Dzisiaj, cisza jest luksusem, lekarstwem, które ukoi nasze ciało i ducha! Ale aby do niej dojrzeć i ją polubić trzeba najpierw odkryć to, że ten gwałt na nas samych jest z naszego przyzwolenia.

Bez informacji czujemy się w początkowym okresie gorsi, pominięci, mniej wartościowi, dopiero później przychodzi otrzeźwienie, że przecież na wiele z tych newsów nie mamy żadnego wpływu, co więcej nie potrzebujemy ich, nie są nasze a tylko wtłaczane nam, bo człowiek zbombardowany jest słabszy i szuka ukojenia np. w …reklamach a potem w zakupach, jako formie równoważenia strat. To tylko jeden z mechanizmów…

Dlatego warto poszukać ciszy, która daje nam odprężający dystans do rzeczywistości. Znajdziemy ją w lesie, pośród pól i łąk, w ogrodzie czy nad brzegiem rzeki, morza, jeziora. Odnajdziemy ją również w muzyce relaksującej. Znajdziemy ją wszędzie tam, gdzie nie wdarła się cywilizacja niekończącej się informacji. Znajdziemy ją w domu, jeśli ograniczymy a potem pozbędziemy się telewizora z jego natrętną narracją, komputera czy też bezprzewodowych sieci, które wywierają na nasz mózg specyficzne działanie…

Trudno w to uwierzyć, ale na początku lat siedemdziesiątych zeszłego stulecia, angielska BBC podała jeden z krótszych serwisów informacyjnych, który brzmiał tak: „… dzisiaj na świecie nie wydarzyło się nic ciekawego.”

Tak więc, informacje nas obciążają tak samo, jak obciąża nas brak magnezu, przy którym stajemy się nerwowi, nadpobudliwi, drgają nam powieki a przy większych jego brakach dostajemy przykurczy mięśni! To znak, aby uzupełnić jego poziom.

Zapaść w spokojny sen to marzenie wielu. Z bezsennością jest trochę tak jak z polityką: kto nie zaznał jednego ani drugiego nie wie o czym mówi. Bezsenność to ciężar długich nocnych godzin i bezradność człowieka targanego przeogromna chęcią odpoczynku w śnie. Bezsenność to śledzenie odgłosów domowych sprzętów albo tych z ulicy wyznaczających upływający czas. Bezsenność to w końcu wyczerpanie organizmu, który powinien zregenerować się w trakcie snu. Bezsenność to kolejny dzień przeżyty w przytłumieniu z kryzysem ciała i ducha z ogromną nadzieją na… sen. Bezsenność to również …bezradność…

Spośród ziół, które mogą nas wspomóc w zasypianiu znajdziemy nie tylko melisę, ale również kozłek lekarski i szyszkę chmielu. Te dwa ostatnie są podstawą do wytwarzania wielu farmaceutyków na łagodzenie naszych napięć pod różnymi postaciami. Zazwyczaj są to tabletki, krople, rzadziej herbatki.

Melisa jest piękną rośliną o lekko cytrynowym zapachu. Rośnie dobrze na glebach żyznych bogatych w wapń i zasobnych w wilgoć. W przydomowych ogródkach możemy stworzyć jej idealne warunki z kompostu i…. skorupek jaj. Zmielone skorupki można dosypać jesienią do kompostu, aby do wiosny przeniknęły do masy i zasiliły rośliny. Podobnej gleby zasobnej w wapń będzie potrzebować też lawenda, roślina o podobnym uspakajającym działaniu.

Łagodne działanie melisy to efekt związków terpenowych: cytralu /o miłym zapachu cytryny/ linalolu i cytronenalu. Wszystkie one sprawiają, że obniża się nasze napięcie i uspakajamy się. Ponad to melisa działa rozkurczowo i wiatropędnie. Obniża też ciśnienie krwi.

Miło jest pójść do ogródka, nachylić się nad łanem melisy i zerwać kilka dorodnych liści, aby później je zaparzyć. Już wtedy dociera do nas przemiła atmosfera mikroklimatu olejków eterycznych. Właśnie takie świeże liście mają przepiękny zapach i smak. Uwielbiają je pszczoły i stąd zioło to jest uprawiane przez pszczelarzy, którzy również dodają je do syropów podkarmiających.

Warto mieć swoją melisę /choćby z doniczki na balkonie/, bo jej problem to wspomniane substancje czynne, które dosyć szybko wietrzeją. Melisę po wysuszeniu przechowujemy w szczelnych pojemnikach i staramy się jej nie kruszyć, ponieważ ułatwia to ulatnianie się związków czynnych. A różnica pomiędzy kupioną w torebce a zerwaną jest ogromna, mniej więcej taka sama jak przy produktach zrobionych a kupionych z masowej produkcji. Różnica klasy! I ta różnica decyduje o działaniu!

Komu melisa nie wystarcza, bo jej działanie jest delikatne, ten może spróbować korzenia kozłka lekarskiego. Zioło to jest podstawą do produkcji większości środków uspakajających na naszym rynku. Znamy je bardziej pod jej łacińską nazwą valeriana. Działa uspokajająca i nasennie oraz rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, moczowego oraz naczynia krwionośne. Wzmacnia w stanach nerwicowych przy migrenach, histerii i tym podobnych przeżyciach. Właściwości rozkurczowe wykorzystuje się również przy zaburzeniach przewodu pokarmowego w następstwach stresu oraz przy bólach menstruacyjnych. Podobnie jak melisa, również kozłek znany był przez Greków, Rzymian i często opisywany. Pisali o nim Hipokrates, Dioskurides, i Pliniusz Starszy. Pomimo upływu lat i epok nic nie stracił ze swoich właściwości a często pomaga i jest ceniony – bo nie wnosi do organizmu człowieka skutków ubocznych. Wnosi za to odprężenie i odrobinę bezcennego spokoju a wszystko to za sprawą estrów kwasu walerianowego, izowaleriowego i innych substancji czynnych.

Trzeci w kolejce do uspokojenia naszych zmysłów czeka chmiel zwyczajny. Roślina niezwykle ciekawa, rosnąca na glebach zasobnych i próchnicznych, ale dających w zamian kilkumetrowy pęd z dużą ilością szyszek. Kiedyś byliśmy producentem chmielu w ilościach zaspakajających nie tylko polskie zapotrzebowanie przemysłu piwnego i farmaceutycznego, ale duża część tejże produkcji trafiała na eksport. Szczególnie tereny lessowe Lubelszczyzny rodziły znakomitej jakości szyszki chmielu.

Dzisiaj piwo kupione z korporacyjnych rozlewni jest namiastką tamtego piwa, bo zawiera w sobie nikłe ilości chmielu! Na szczęście powstaje coraz więcej małych browarów, które wracają do starych receptur i krok po kroku warzą napój, który wspomaga a nie uszkadza organizm. Podstawą tego procesu jest chmiel z jego cennymi szyszkami i to ten miejscowy a nie importowany. Szyszki chmielu zawierają olejki eteryczne i związki żywicowe, do których należą humulen, mircen, humulon i lupulon i to one mają największy wpływ na uspokojenie natury człowieka. Dwa ostatnie składają się również na piękną łacińską nazwę chmielu, która brzmi: Humulus lupulus!

Oprócz tych substancji czynnych znajdziemy w chmielu flawonoidy, garbniki, związki purynowe, triterpeny i cholinę. Z tak dużej obfitości substancji czynnych wynikają szerokie właściwości chmielu. Podstawowe to działanie uspokajające i nasenne, uspakajające również na sferę płciową. Chmiel działa również moczopędnie, antyseptycznie, ściągająco. Możemy zadać pytanie jak to jest z tym działaniem uspakajającym chmielu skoro po dwóch czy trzech piwach …dzieją się różne sprawy? Odpowiedź jest bardzo prosta – to dawka decyduje o działaniu, zakresie i następstwach …przedawkowania.

Szyszki chmielu często wykorzystywane są w przemyśle kosmetycznym – głównie do wzmacniających płukanek do włosów, odżywek i szamponów. Przy produkcji piwa są niezbędne, aby nadać mu gorzkawy smak, aromat, ale też są naturalnym konserwantem i zapewniają jego trwałość! Możemy je również spotkać w mieszankach uspakajających z zielem serdecznika i liściem melisy czy kozłka lekarskiego.

Działanie ziół jest łagodne i powolne, chcą zasnąć około godziny 22 powinniśmy wypić napar ze wspomnianych ziół około godziny 19. Potem warto stworzyć w swoim otoczeniu atmosferę wyciszenia i pozamykania spraw, które nas rozpraszają a czasami dręczą. Nie bez znaczenia jest też kwestia dotlenienia pomieszczenia, w którym śpimy! Szczególnie zimą, kiedy wydaje się nam, że koszty ogrzewania nie idą w parze z wietrzeniem – powinniśmy pamiętać o odpowiedniej ilości tlenu właśnie dla potrzeb snu. Jak zawsze możemy go dostarczyć na dwa sposoby: pierwszy z nich to intensywny spacer lub trucht, który sprawi, że wprowadzimy tlen z powietrza do organizmu. Drugi to intensywne wietrzenie pomieszczenia i pościeli. Zwłaszcza zimą jest to ważne, bo wykładając na mróz w ciągu dnia kołdry i pierzyny pozbywamy się z nich roztoczy.

Częstym powodem zaburzeń sennych jest nie tylko akustyka pomieszczeń, ale również fakt, że w obecnych czasach prawie nikt nie zwraca uwagi gdzie stawia budynek. Często są one stawiane na żyłach wodnych a te, zwłaszcza kiedy się krzyżują, potrafią zaburzyć spokój naszego snu! Nie zwracamy też uwagi na to, że w rogach pomieszczeń jest słabsza cyrkulacja powietrza a w większości naszych mieszkań to właśnie tam „upychamy” łóżka, bo liczy się komunikacja i zagospodarowanie przestrzeni.

A w kuchni… dołóżmy do domowej apteczki, słoiczki z liśćmi i korzeniami ziół, które sprawią, że łatwiej wpadniemy w ramiona Morfeusza. I kolację zjedzmy wcześniej, lekką w radości i spokoju patrząc na twarze naszych bliskich i ciesząc się z przebywania razem.

Tak więc, warto do balkonowych pionowych ogrodów, zrobionych np. z drewnianych skrzynek dołożyć donice z lawendą, melisą albo też zasadzić pod balkonami w bloku chmiel i niech się pnie do sąsiadów na trzecie piętro, bo w dzisiejszych czasach niewiele już nas łączy a coraz więcej dzieli i to jest jedna z przyczyn …bezsenności!

Dobrej nocy życzę!

Czytaj i zobacz zanim usuną. Dr Basiukiewicz UJAWNIA, np. ile dzieci zmarło przez lockdown.TVTrwam.

Dr Paweł Basiukiewicz, kardiolog, internista wygłosił wykład dot. lockdownu podczas sympozjum naukowego pt. „Oblicza pandemii”, które w Toruniu zorganizowało środowisko Radia Maryja i Telewizji TRWAM.

https://nczas.com/2022/02/03/zobacz-zanim-usuna-dr-basiukiewicz-ujawnia-ile-dzieci-zmarlo-przez-lockdown-video/

————————

– Koszty zamknięcia edukacji w 2020 roku w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, to było 15 milionów straconych lat życia – powiedział lekarz. – 15 milionów straconych lat życia dzieci, które mają deficyt edukacji i w przyszłości, tak policzono, że tyle stracą.

– Polska przoduje w zamykaniu edukacji – poinformował dr Basiukiewicz. – Jest jednym z krajów, które w Europie najdłużej miały zamkniętą edukację i zastosowano w edukacji czynniki, które są potencjalnie szkodliwe. Maski dla dzieci są niewątpliwie szkodliwe. Nie było żadnej analizy i żadnego badania kontrolowanego, w którym byśmy ocenili, że maski dla dzieci są korzystne. Nie wiemy tego, a mamy dowody, że mogą być niekorzystne.

Dr Basiukiewicz dodał, że „mamy już też dowody, że nauczanie zdalne jest niekorzystne”. Ekspert wskazał też, że „między czasem lockdownu, a liczbą zakażeń nie ma żadnej korelacji”.

Na prezentacji doktor pokazał tragiczne skutki lockdownu w edukacji dla dzieci.

  • Podwojona liczba dzieci z depresją lub lękiem
  • 25 proc. objawy depresji
  • 20 proc. lęk
  • 120 proc. wzrost zaburzeń odżywiania
  • 50 proc. wzrost prób samobójczych

Dr Basiukiewcz wskazał także na wpływ lockdownu na wzrost niedożywienia dzieci w Azji Południowej. – W samej Azji Południowej w 2020 roku zmarło 230 tys. dzieci w wieku 0-5 lat z powodu lockdownu, zerwania łańcuchów – dostaw powiedziałekspert.

– Dodatkowo miało miejsce 90 tys. martwych porodów. To oczywiście jest delta, to jest więcej niż w 2019 roku. […] To są dane za 2020 rok. Mamy 300 tys. zgonów potencjalnie do uniknięcia. Dzieci [w wieku] 0-5. Natomiast od początku pandemii zgonów przypisanych do Covid-19 na całym świecie – od początku pandemii, czyli już minęły dwa lata – mamy około 8 tys. zgonów dzieci od 0. do 9. roku życia – mówił lekarz.

YouTube usuwa nagrania z sympozjum

Serwis YouTube usunął jakiś czas temu wystąpienie Zbigniewa Martyki w Toruniu. Treść przemówienia eksperta na szczęście nie przepadła. Na NCzas wciąż dostępny jest zapis wystąpienia eksperta.

Nie możemy mieć pewności, że w najbliższym czasie serwis nie usunie kolejnych wystąpień ekspertów. Na szczęście ich zapis będzie wciąż dostępny na naszej stronie.


Czytaj także zanim usuną:


Źródło: Radio Maryja

Wojskowy system DMED pokazuje dewastację zdrowotną żołnierzy.

– Armia zaprzecza. Masowe zwolnienia niezaszczepionych.

Podczas konferencji zorganizowanej przez senatora Rona Johnsona, która odbyła się 24 stycznia br. w Waszyngtonie, wypowiadali się naukowcy i lekarze sprzeciwiający się zakłamaniu i cenzurze towarzyszącej tzw. pandemii. Jak informowaliśmy wcześniej, w toku dyskusji udostępniono społeczeństwu niektóre dane pochodzące z wojskowej bazy danych rejestrującej kondycję zdrowotną żołnierzy.

https://www.bibula.com/?p=131112

Kontynuując temat, przekazujemy kilka kolejnych informacji, uwag i spostrzeżeń dotyczących problemów wynikłych z narzucenia członkom amerykańskich sił zbrojnych obowiązku zaszczepienia się preparatem reklamowanym jako „szczepionka przeciwko Covid-19”.

Czym jest wojskowa baza danych DMED?

Zacznijmy od wyjaśnienia czym jest wspomniana wojskowa baza danych (Defense Medical Epidemiology Database – DMED) gromadząca medyczne informacje o stanie zdrowia żołnierzy.

Baza danych DMED jest prowadzona przez wydział nadzoru i monitoringu zdrowia sił zbrojnych (Armed Forces Health Surveillance Branch – AFHSB), należący do Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych (DOD). Baza DMED jest zamknięta dla ogółu społeczeństwa i wgląd do danych mogą mieć tylko osoby uprawnione, w tym wojskowi lekarze, wojskowi epidemiolodzy, wojskowi naukowcy medyczni, wojskowi oficerowie d/s bezpieczeństwa zdrowotnego oraz niektórzy federalni cywilni kontraktorzy pracujący dla wojskowych ośrodków badawczych. Do wojskowych baz danych rejestrujących stan zdrowia żołnierzy, danych które później ukazują się w takich systemach jak DMED, wszelkie nowe informacje mogą być dodawane tylko przez uprawniony personel, głównie przez lekarzy wojskowych.

Baza DMED zawiera statystyczne informacje o stanie zdrowia żołnierzy, badanych pod kątem epidemiologicznym. Baza DMED jest narzędziem działającym na zasadzie interfesju internetowego, bez możliwości edytowania danych, a udostępniane dane są pozbawione możliwości identyfikacji poszczególnych badanych osób (de-identyfikacja). Po wprowadzeniu zapytania (lub wyborze z góry określonych poszukiwań), wyświetlane są wyniki wyszukiwania bazy danych, najczęściej w postaci kolorowych, przejrzystych wykresów oraz tabel. Baza danych DMED pobiera swe pełne dane z obszernej wojskowej bazy danych DMSS (Defense Medical Surveillance System) gromadzącej zdrowotne dane osobowe wszystkich rodzajów sił zbrojnych.

W związku z tym, że baza DMED jest narzędziem jedynie dla wewnętrznych analiz w siłach zbrojnych, jest dużo dokładniejsza niż odpowiedniki cywilne, rejestruje bowiem kluczowe zagadnienia stanu zdrowia żołnierzy, jednostek i całej populacji osób służących w siłach zbrojnych i prowadzona jest przez wojskowych specjalistów dostosowujących się do określonych wymogów. Zawiera dane historyczne i bieżące: demograficzne, hospitalizacyjne, ambulatoryjne i inne przypadki wymagające raportowania.

VAERS

Dla niezwiązanej z siłami zbrojnymi części społeczeństwa podobne role gromadzenia danych o stanie zdrowia spełniają różne inne bazy danych i systemy monitorowania. Choć trudno jest porównywać systemy, to dla przykładu, federalna Agencja Leków i Żywności (FDA – Food and Drug Administration) prowadzi system FAERS (FDA Adverse Event Reporting System) mający zbierać informacje o skutkach ubocznych czy medycznych błędach dotyczących wszystkich leków i produktów, autoryzowanych przez FDA.

Osobnym systemem stworzonym jedynie w celu monitorowania skutków ubocznych szczepionek, jest VAERS (Vaccine Adverse Event Reporting System). Program monitorowania poprzez system VAERS został wdrożony w 1990 roku i prowadzony jest wspólnie przez FDA oraz „Centra Kontroli i Prewencji Chorób” – CDC (Centers for Disease Control and Prevention). System VAERS przez lata spotykał się z wielką krytyką wskazującą na niedoszacowanie zbieranych wydarzeń o skutkach ubocznych szczepionek. CDC zleciła więc niezależnej instytucji zbadanie tego problemu i ta naukowa jednostka – Harvard Pilgrim, po przeprowadzeniu badań stworzyła raport pokazujący, że system VAERS rejestruje jedynie około 1% wszystkich występujących skutków ubocznych szczepionek.

Pod naciskiem tego dewastującego raportu, od którego nie można było się osłonić gdyż powstał na zamówienie samej CDC, powzięto decyzję o budowie nowego systemu mającego zastąpić niedołężny VAERS. I rzeczywiście, nowy system powstał, zaś jego próbna wersja wykazała niezwykłą dokładność, notując kikadziesiąt a nawet kilkaset raz więcej przypadków niż system VAERS. Już miała zapaść decyzja o wdrożeniu nowego systemu do „produkcyjnego” użycia, lecz fakt dokładnego wykrywania skutków ubocznych szczepionek oczywiście nie mógł podobać się lobbystom firm farmaceutycznych i CDC po wyłożeniu milionów dolarów na cały program… odłożyła go na półkę. Społeczeństwu, lekarzom, służbie zdrowia, naukowcom, jak również i agencjom rządowym, jak FDA czy CDC, pozostało więc dalej korzystanie i poleganie na systemie VAERS, który w niemal niezmienionej od kilkudziesięciu lat, archaicznej postaci przetrwał do czasów tzw. pandemii koronawirusa.

Złośliwi twierdzą, że skreślenie dobrze zapowiadającego się systemu i pozostawienie VAERS jako parodii sytemu raportowania, było celowe i na rękę firmom farmaceutycznym oraz samym agencjom rządowym, które również nie były zainteresowane statystykami licznych ofiar, tym bardziej że związek federalnej agencji FDA z prywatnymi korporacjami farmaceutycznymi jest jednoznaczny: 45% budżetu FDA (złośliwi znów wskazują na dokumenty, że aż 75%) pochodzi z firm farmaceutycznych.

System, o którym niewielu słyszało

Tak więc od początku wyszczepiania amerykańskiego społeczeństwa groźnymi preparatami, czyli od grudnia 2020 roku, do dyspozycji osób poszkodowanych oraz lekarzy, pozostaje system, który w najlepszym przypadku gromadzi od 1%, do maksimum 10% wszystkich zdarzeń. Dzisiaj, za sprawą zwiększającej się liczby zgonów wykazywanych przez VAERS, system ten stał się bardziej znany a nawet słynny, jednak jeszcze kilka miesięcy temu mało kto o nim słyszał. Nawet lekarze przyznawali, że nikt nigdy nie informował ich o istnieniu tego systemu, że nigdy z niego nie korzystali, że nikt nie uczył ich o nim w szkołach czy kursach dokształcających. Co gorsza, w 2021 roku, już w czasie programu wyszczepiania społeczeństwa, władze administracyjne szpitali zmuszali lekarzy do niekorzystania z VAERS. Jak przyznają co odważniejsi lekarze, władze administracyjne pod groźbą utraty pracy, zniechęcały a nawet zabraniały składania raportów o zauważonych skutkach ubocznych „szczepionek”. Pomimo tego jednak, pomimo restrykcji, braku informacji oraz przekonania większości ogłupionych lekarzy, że „szczepionki są bezpieczne i skuteczne”, dane VAERS zaczęły pęcznieć, i to dokładnie od momentu rozpoczęcia wyszczepiania społeczeństwa eksperymentalnym preparatem reklamowanym jako „szczepionka przeciwko Covid-19”.

System VAERS jest systemem otwartym, co oznacza, że każdy może wpisać do niego swoje uwagi o działaniu szczepionek. W czasach politycyzacji wszystkiego co dotyczy zagadnień „pandemii” i „szczepionek przeciwko Covid-19”, czyni się z tego zarzut: mówi się, że każdy może się tam zalogować, wpisać dowolny skutek uboczny, więc system jest przeszacowany, zawarte w nim dane są nierzetelne i w sumie jest nic nie jest warty. Te naiwne zarzuty nie biorą jednak przy tym pod uwagę faktu, że cokolwiek do systemu VEARS zostanie wpisane, nie ukazuje się w nim natychmiast, lecz jest długo ewaluowane i badane przez medycznych analityków zatrudnionych przed CDC, i że dopiero po dłuższym czasie (znów, złośliwi mówią, że z opóźnieniem dochodzącym do 3-4 miesięcy) zweryfikowane dane są wyświetlane. Ponadto, tenże zarzut o nierzetelności systemu VAERS z uwagi na to, że jest on systemem publicznym, może spotkać się z kontrargumentem: jeśli system jest nierzetelny, jak twierdzą proszczepionkowi naganiacze, to dlaczego jest to jeden jedyny system, na którym CDC opiera się we wszystkich swoich sprawozdaniach, i na którym opiera całą politykę np. programów bezpieczeństwa wszelkiego rodzaju szczepionek? Czy dane o bezpieczeństwie wszystkich szczepionek przedkowidowych są z tego względu również nierzetelne? Jeśli tak, to warto byłoby w końcu rozpocząć publiczną dyskusję o bezpieczeństwie wszystkich szczepionek, nie tylko tych kowidowych. Bo może się okazać, że jest to temat równie wybuchowy jak problem skutków ubocznych „szczepionek przeciwko Covid-19”. Co gorsza, uważamy, że jest to jeszcze straszniejszy problem, tym bardziej, że dotyczy wszystkich osób, które przez kilkadziesiąt lat, od niemowlęcia były i są dalej szpikowane niebezpiecznymi i w sumie niewiele pozytywnego dającymi szczepionkami… Bo temat szczepionek i całej pseudo-nauki zwanej wirusologią jest jednym z najbardziej kłopotliwych tematów w całej historii medycyny i otwarta dyskusja na ten temat może skończyć się największą kompromitacją nauk medycznych.

I dlatego też dyskusji nie będzie na te podstawowe tematy, jak i nie będzie w sprawie obecnej tragicznej sytuacji zdrowotnej społeczeństwa, bo siły za to odpowiedzialne jej nie pragną. Pomimo tego, że system VAERS straszy coraz groźniejszymi danymi, zaszczepione osoby oblegają szpitale, umierają, stają się kalekami czy zaczynają chorować na „niewytłumaczalne” choroby, media głównego nurtu milczą, a media społecznościowe dbają o precyzyjne usuwanie jakiejkolwiek wzmianki o zatrważającej rzeczywistości. Oficjalnie, na dzień 21 stycznia 2022 roku VAERS wyświetla 10 316 ofiar śmiertelnych „szczepionek przeciwko Covid-19” (dane tylko dla USA), jakkolwiek liczba poszkodowanych jest znacznie większa.

Kliknij aby powiększyć

Wykres pokazujący liczbę ofiar śmiertelnych wszystkich rodzajów szczepionek. Nagły wzrost liczby zgonów koreluje z rozpoczęciem masowego wyszczepiania społeczeństwa amerykańskiego „szczepionką przeciwko Covid-19”

Pic source: OpenVaers.com

URF =  41

Jak wspomnieliśmy jednak, system VAERS jest w stanie gromadzić zaledwie 1% do 10% wszystkich realnie występujących zdarzeń skutków ubocznych szczepionek. Opierając się na oficjalnych, dostępnych danych, wielu niezależnych naukowców obliczyło, że wskaźnik niedoszacowania (Underreported Factor – URF) wynosi dla systemu VAERS od około 25 do 41, co oznacza, że oficjalnie pokazywane liczby należy pomnożyć np. przez 41 aby uzyskać skalę zjawiska.

Jeśli system obecnie wyświetla np. 10 tysięcy ofiar śmiertelnych jako skutek działania tzw. szczepionek przeciwko Covid-19, to po pomnożeniu przez URF 41 otrzymujemy realistyczną liczbę 410 tysięcy zgonów – ofiar „szczepionek”. Te przerażająco wielkie liczby nie są wydumane, gdyż zgadzają się z innymi raportami, np. doniesieniami firm ubezpieczeniowych (zob. „Gigantyczny wzrost śmiertelności w USA„), danymi od dyrektorów domów pogrzebowych, napływającymi danymi ze szpitali do federalnego systemu Medicare, czy przekazywanymi informacjami od lekarzy, pielęgniarek. Fakty te coraz trudniej jest przykryć, ocenzurować, choć obecna administracja rządowa, giganty medialne czy firmy farmaceutyczne, zgodnie współpracują przy kamuflowaniu danych, odwracaniu uwagi i przepisywaniu rzeczywistości.

W skrócie: wojskowa baza danych DMED w porównaniu z cywilnym systemem VAERS, góruje swoją wojskową dyscypliną gromadzenia danych i raportowania, a na wynikach dotyczących stanu zdrowia żołnierzy w czasie stosowania preparatów „szczepionkowych” można budować obraz skutków ubocznych tych preparatów. Według raportów pochodzących z wojskowego systemu DMED można przeprowadzić analizy porównawcze z systemem VAERS i – co zadziwia samych naukowców – zgadzają się one z ich wcześniejszymi wyliczeniami pokrywającymi się ze wskaźnikiem niedoszacowania URF=41, a nawet go znacznie przekraczając.

Sparaliżowana, schorowana armia

Podczas wspomnianej konferencji w Waszyngtonie, prawnik Thomas Renz przedstawił część informacji, powołując się na tzw. sygnalistów (whisteblowers – osoby informujące opinię publiczną o nieprawidłowościach) To dzięki wojskowym lekarzom: (Lt. Col.) podpułkownika dr. Theresa Long, podpułkownika dr. Peter Chambers oraz dr. Samuel Sigloff (nazwisko fonetycznie), których objęto ochroną prawną, świat dowiedział się o tragicznym żniwie wyszczepiania żołnierzy.

Renz wyjaśniał, że sygnaliści przeprowadzili kompleksowe przeszukiwania bazy DMED zapytując o poszczególne jednostki chorobowe i ustalili średni wskaźnik występowania co najmniej 100 chorób, w ciągu pięciu lat, na każdy rok, od 2016 do 2020 roku. Następnie przeszukano bazę i porównano występowanie tych jednostek chorobowych jedynie w roku 2021, w dostępnych miesiącach od stycznia do listopada. Renz powiedział, że ujawnione dane są jedynie „wierzchołkiem góry lodowej” całej przerażającej sytuacji zdrowotnej personelu amerykańskich sił zbrojnych.

Oto kilka kolejnych danych, które wyciekły z wojskowej bazy danych DMED. W wyniku (przymusowego) szczepienia wszystkich żołnierzy wszystkich rodzajów sił zbrojnych Stanów Zjdnoczonych, zanotowano między innymi:

  • problemy neurologiczne – wzrost o 1000% (z 82 tys. przypadków rocznie, do 863 tysięcy przypadków w ciągu zaledwie 11 miesięcy roku 2021 – dalej: YTD)
  • zatorowość płucna (Pulmonary embolisms) – wzrost o 467% (z 746 rocznie do YTD 3489)
  • diagnozy chorób nowotworowych – wzrost o 300% (z 38,700 przypadków rocznie, liczonych jako średnia z ostatnich pięciu przedpandemicznych lat, do 114,645 w ciągu 11 miesięcy 2021 roku)
  • zapalenie mięśnia sercowego (myocarditis / zawały serca)– wzrost o 296% (z 612 rocznie do YTD 1650)
  • zapalenie mięśnia sercowego (myocarditis / klasyfikowane osobno)- wzrost o 285%  (z 127 rocznie do YTD 363)
  • zapalenie osierdzia (pericarditis) – wzrost o 175% (z 589 rocznie do YTD 1,029)
  • Zespół rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego (disseminated intravascular coagulation – DIC) – wzrost o 1,175% (z 7 przypadków rocznie do YTD 87)
  • zawał mózgu (cerebral infarction) – wzrost o 393% (YTD 3438)
  • Objaw Bella (Bell’s palsy) – wzrost o 319% (YTD 1470)
  • Zespół Guillaina-Barrégo (Guillain–Barré syndrome – GBS) – wzrost o 250% (YTD 3635)
  • bóle w klatce piersiowej (chest pain) – wzrost o 1,529% (z 4892 rocznie do YTD 74813)
  • duszności (dyspnea / difficult or labored breathing) – wzrost o rose 905% (z 4968 rocznie, do YTD 44990)
  • stwardnienie rozsiane / choroby demielinizacyjne (multiple sclerosis / demyelinating disease) – wzrost o 487% (YTD 3444)
  • małopłytkowość immunologiczna (immune thrombocytopenic purpura) – wzrost o 322% (YTD 564)
  • ludzki wirus niedoboru odporności (HIV) – wzrost o 590% (z 454 rocznie do YTD 2681)
  • nowotwór (neoplasms) – wczesny i ostrzegawczy wskaźnik nowotworu złośliwego – wzrost o 296% (YTD 114645)
  • krwotok podpajęczynówkowy (nontraumatic subarachnoid hemorrhage – SAH) – wzrost o 312% (YTD 1,858)
  • niepłodność u kobiet – wzrost o 471%
  • nieregularność, zaburzenia miesiączkowania (menstrual irregularity) – wzrost o 476% (YTD 22938)
  • defekty porodowe (congenital disorder) u dzieci urodzonych przez kobiety służące w siłach zbrojnych – wzrost o 156%
  • poronienia (spontaneous abortions / miscarriages) – wzrost o 306% (W latach 2016-2020, zanotowano średnio 1499 przypadków rocznie. YTD 4602).
  • niedobór odporności (Immunodeficiency) – wzrost o 275% (YTD 3172)

(Dane pochodzą z The Georgia Record i zostały skompilowane przez Terminal CWO)

„Dane są oparte na błędzie w systemie”

Jak można było się spodziewać, w kilka dni po opublikowaniu tych informacji, głos zabrał rzecznik prasowy Pentagonu, który powiedział, że dane pokazujące wzrost zachorowalności w każdej kategorii chorobowej, są błędne i powstały one jako skutek „błędu w systemie” („glitch in the system”). Momentalnie po tym, różnego rodzaju „fact-checkery” i „weryfikatory faktów” jednoznacznie i jednogłośnie oznajmiły, że dane, które ujrzały światło dzienne są fałszywe, bo… tak powiedział rzecznik prasowy. Co gorsza, dochodzą głosy, że wprowadzono błyskawicznie „korektę” w systemie wojskowym i podobno część danych zniknęła a inna „wypłaszczyła się”. Odniósł się do tego senator Ron Johsons wzywając do zachowania poprzednich wyników i zarchiwizowania danych.

Można się również zastanawiać czy wobec tego nie dojdzie do prowadzenia jakiejś kreatywnej formy „podwójnej księgowości”: dla nielicznych będzie funkcjonował jeszcze bardziej zamknięty system, lecz pokazujący rzeczywistość, a dla pozostałych – ten obecny, „wypłaszczony” i cukierkowy. Być może jednak będzie jeszcze gorzej i przesilenie doszło już do takiego punktu, że rewolucja nie patrzy na stan armii, gdyż owładnięta manią resetu światowego nie interesuje się rzeczywistością.

Pomimo wyszczepiania żołnierzy – najzdrowszej części społeczeństwa, w praktyce nie narażonej w żadnym stopniu na domniemany „wirus SARS-CoV-2” mający wywoływać rzekomą chorobę zwaną „Covid-19” – i w ślad za wyszczepianiem upośledzenie żołnierzy oraz demolowanie sił zbrojnych, sekretarz Armii w Ministerstwie Obrony, nijaka Christine Wormouth wydała dzisiaj instrukcję do wszystkich dowódców, z rozpoczęciem natychmiastowego zwalniania ze służby każdego żołnierza, który nie zaszczepił się, bądź nie uzyskał „wyjątku” (excemption). „Niezaszczepieni żołnierze są źródłem ryzyka dla sił zbrojnych i narażają gotowość bojową. Rozpoczniemy proces niedobrowolnego pozbywania się żołnierzy, którzy odmawiają obowiązkowi zaszczepienia się, lub którzy nie mają ostatecznej decyzji uzyskania zwolnienia (exemption).” – oznajmiła sekretarz.

Rewolucjości ponownie podpalają świat

Rewolucjoniści nigdy nie powstrzymują się od fałszowania rzeczywistości, a rewolucjoniści w mudurach nie zawahają się od najgorszych siłowych rozwiązań. Współdziałanie dowódców najpotężniejszej armii świata w procesie ideologicznej przebudowy świata, może skończyć się katastrofą nie tylko lokalnych społeczeństw, ale ogólnoludzkim spustoszeniem. Wybrzemić może po raz kolejny komunistyczne wezwanie „na gruzach zbudujemy nowy świat”. W bolszewickio-syjonistycznych wizjach ma powstać Nowy Porządek Światowy, z  rajem dla wybranych i piekłem dla pozostałych.

Oprac. www.bibula.com
2022-02-02

Bez końca? O bezobjawowym Covidzie.

Stanisław Michalkiewicz 3 lutego 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5115

Na początku ogłoszonej przez WHO epidemii zbrodniczego koronawirusa wydawało się, że skończy się ona, kiedy będzie trzeba. Co innego, gdyby była wypadkiem przy pracy, to znaczy – gdyby zbrodniczy wirus wymknął się spod kontroli jakiegoś laboratorium pracującego nad bronią biologiczną, to znaczy – w momencie, gdy nie opracowano jeszcze żadnego antidotum. Na taką możliwość wskazywałaby okoliczność, że pacjentów leczy się objawowo.

Wprawdzie niektórzy lekarze twierdzą, że uzyskują dobre rezultaty terapeutyczne np. przy zastosowaniu amantadyny, ale odnoszę wrażenie, że ten specyfik jest dzisiaj nie tylko źle widziany, ale przez niektóre środowiska nawet uważany za rodzaj silnej trucizny. Wprawdzie intensywne badania nad jego skutecznością, rozpoczęte zostały z dużym opóźnieniem i w warunkach społecznej presji na środowisko biurokratów kierujących ochroną zdrowia w naszym nieszczęśliwym kraju przeciągają się i przeciągają bez widocznych rezultatów. Czy dlatego, że trudno tę skuteczność zbadać, czy może dlatego, że skierowanie sprawy do komisji miało na celu faktyczne zablokowanie badań, żeby przeforsować jedynie słuszną terapię – tego nie wiemy, chociaż ta druga możliwość wydaje się bardziej prawdopodobna.

Również dlatego, że w reklamowanie tej jedynie słusznej terapii zmobilizowano zarówno Moce Piekielne, jak i Ziemskie w postaci niezależnych mediów głównego nurtu, które – jak zwykle w sprawach istotnych – na tym odcinku zawiesiły walkę kogutów i ćwierkają z tego samego klucza. Nie tylko ćwierkają, ale aktywnie uczestniczą w przenoszeniu walki klasowej z terenu stosunków własnościowych na teren medyczny, stosując przy tym cały repertuar środków znanych jeszcze z czasów stalinowskich: „Nowe” walczy ze „Starym”, „Postęp” ze „Wstecznictwem”, „Awangarda” z „Reakcją”, no i oczywiście – „Nauka” z Ciemnogrodem”.

Wyobrażam sobie jak na ten widok banksterzy muszą zacierać ręce; nie tylko udało się popchnąć młodzież do walki o „planetę”, ale w dodatku – do walki z wrogiem klasowym na terenie medycznym, co na odcinku stosunków własnościowych nie tylko zapewnia całkowity spokój i bezpieczeństwo, ale w dodatku utwierdza ufną młodzież, myślącą że to wszystko naprawdę, w przekonaniu, że przecież „walczą” i to w dodatku o coś naprawdę ważnego. Czegóż chcieć więcej?

Oprócz Mocy Piekielnych i Ziemskich poruszone zostały też Moce Niebieskie, co zaowocowało nowymi grzechami. Kto nie chce się zaszczepić, ten grzeszy „brakiem miłości” i tylko patrzeć, jak bez odpowiedniego certyfikatu wydawanego przez biurokratyczne watahy grasujące na odcinku ochrony zdrowia w poszczególnych państwach, nikt nie dostanie się również do Królestwa Niebieskiego. Dla wielu ludzi byłaby to – jak powiadają gitowcy – bardzo poważna zastawka, więc, mówiąc szczerze, dziwię się, że jeszcze nie ogłoszono stosownego komunikatu.

Ale – jak głosi prawo Murphy’ego – jak coś złego może się stać, to na pewno się stanie i w ten sposób również na tym odcinku zatriumfuje znana od czasów stalinowskich „dobrowolność przymusowa”. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że do walki klasowej zostało włączone językoznawstwo, dzięki czemu pojawił się wynalazek głoszący, że „obowiązek”, to nie „przymus”. W naszym nieszczęśliwym kraju jeszcze nie przybrał on postaci prawa, ale właśnie trwają przygotowania do przeforsowania ustawy o segregacji sanitarnej, którą pewnie poprze większość Umiłowanych Przywódców. Wprawdzie pomstują oni na reżym „dobrej zmiany”, ale – powiedzmy sobie szczerze – gdzie będą mieli lepiej, jak nie w faszyzmie? Przypomnę, że istotą faszyzmu jest przekonanie, że państwu wszystko wolno, co w krótkich, żołnierskich słowach ujął Benito Mussolini: wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jak widzimy, nie ma tu ani jednego słowa o Żydach, a to nieomylny znak, że łączenie faszyzmu z antysemitnictwem jest nieuprawnionym i sprośnym błędem Niebu obrzydłym.

Wróćmy jednak do epidemii.

Wprawdzie nadal nie można wykluczyć, że zakończy się ona dopiero wtedy, kiedy będzie trzeba – o czym zdecyduje odpowiedni sanhedryn – ale pojawiły się symptomy, że może wymykać się ona spod kontroli. Podczas gdy my tutaj jeszcze nie możemy poradzić sobie z „Deltą”, a już atakuje nas zbrodniczy „Omikron”, to w dodatku w Ameryce pojawiła się kolejna mutacja, jeszcze bardziej zakaźna od zakaźnego „Omikrona. Ta mutacja, zwana „ukrytym Omikronem”, która zaatakowała tam już 100 nieszczęśników, jest podobno bardzo trudna do wykrycia, niczym broń masowej zagłady, o jakiej posiadanie oskarżany był straszliwy Saddam Husajn.

Jak pamiętamy wywiady całego świata zachodziły w um, gdzie ta broń może się znajdować, aż dopiero pan red. Bronisław Wildstein, nie ruszając się z Warszawy spenetrował prawdę, że została ona ukryta ”w miejscach niemożliwych do wykrycia”.

W tej sytuacji jesteśmy o krok od pojawienia się Covida bezobjawowego, na podobieństwo schizofrenii bezobjawowej, jaką sowieccy wracze odkryli u Włodzimierza Bukowskiego. Czy na tego bezobjawowego Covida szczepionki będą skuteczne przynajmniej w 50 procentach – tego jeszcze nie wiemy, więc wygląda na to, że epidemia nabrała własnej dynamiki, przez co uniezależnia się od sanhedrynu, podobnie jak niezawiśli sędziowie w Polsce wyemancypowali się od wszelkiej zależności od konstytucyjnych organów państwa.

W tej sytuacji trudno nawet powiedzieć, że zakończy się wtedy, kiedy będzie trzeba, bo nie wiadomo, kto będzie o tym decydował.

Toteż w państwach pragmatycznych, takich jak Wielka Brytania, rząd przestał się wygłupiać i znosi wszystkie wprowadzone dotychczas ograniczenia. I słuszna jego racja, bo skoro nie wiemy, kiedy epidemia się skończy i czy w ogóle skończy się kiedykolwiek, to przecież nie możemy skazać się na śmierć, głód i nędze tylko dlatego, żeby w końcu umrzeć zgodnie z regułami sztuki lekarskiej. Nasz ani o tym myśli; przeciwnie – właśnie szykuje się do wprowadzenia segregacji sanitarnej, podobnej do tej kanadyjskiej.

Tymczasem tamtejsze społeczeństwo zaczyna się przeciwko temu burzyć („sire, burzy się proletariat) i jeden z moich tamtejszych Honorable Corresponants nadesłał mi filmową relację z „Konwoju Wolności”, jaki przemierza Kanadę, kierując się do stołecznej Ottawy. Przy skrzyżowaniach z bocznymi drogami stoją ludzie z kanadyjskimi flagami i na widok „Konwoju” wiwatują. To właściwie wiele kolumn ogromnych ciężarówek, których kierowcy chcą zmusić premiera Trudeau do porzucenia planów segregacji sanitarnej. Ciekawe, co zrobią, jak już do Ottawy dotrą, no i co zrobi premier Trudeau. Z kierowcami może być jeszcze gorzej niż ze wściekłymi kobietami, które właśnie po raz kolejny szykują się na Jarosława Kaczyńskiego.

1.02. Kolejny test, który zużył PiS

1 lutego, dzień 701. Wpis nr 690. Jerzy Karwelis

Ja sobie zawsze robię zapas ciekawych tematów nie przywiązanych do bieżączki i odkładam. Tak właściwie to chcę o tym napisać, bo aktualne tematy prowadzą donikąd, ale ostatnio atakują. Na tyle, że kilka (-naście?) ostatnich wpisów to nie tematy ważne ale aktualne, a więc często głupawe. Ale co człowiek poradzi? Mam nadzieję, że wrócę do mniej aktualnych i dam sobie szansę na dystans. Ale muszę to zakończyć pewną codą z ostatnich zajść.

No, ja mówiłem, ostrzegałem i szydziłem z tej ustawy post Hoc, zwanej słusznie lex konfident. Opisałem jej założenia w osobnym wpisie i zorientowałem się, że większość publiczności zna te przedłożenie dość dobrze, ale… wypiera jego znaczenie – tak jest absurdalne. Projekt ustawy właśnie przepadł. Ale w kwestii merytorycznej ma to w tej chwili już tylko jedno znaczenie, reszta to skutki polityczne, które każą się zastanowić – po co ci to było Grzegorzu Dyndało?

Rozprawmy się więc najpierw z merytoryką. Ustawa, która właśnie wczoraj padła to próba załatwienia sanitaryzmu poprzez napuszczenie na siebie Polaków, by załatwić tę wrażliwą sprawę rękoma suwerena – znany wszystkim pikuś. Ćwiczymy to od dawna (pierwszy wpis o tym zjawisku miałem we wrześniu 2020), i ostatnie przedłożenie z sankcją nagrody za sanitarystyczne kapowanie było tylko ekstremalnym przykładem trwającego trendu. Przez chwilę zafrapował mnie jednak jeden aspekt – wydawało mi się, że rządzący zmienili paradygmat: wyszli od szczepiennictwa jako remedium w kierunku testowania.

Szczepionki okazały się blamażem i wydawać by się mogło, że – sprawa już się wydała na międzynarodową skalę -, że „nasi”, by utrzymać sanitaryzm przenieśli się w terroryzm testowy. Ale gdzie tam, mimo tego, że wszyscy odchodzą od szczepionek i ich paszportowania, to jednak w ostatnim dniu przed decyzją o postawieniu lex konfident na komisji, pokazały się plany by objąć nim tylko osoby zaszczepione. A więc szczepienia wróciły, bo wcześniej konfidencko wymuszony obowiązek szczepienny miał dotyczyć wszystkich po równo: zaszczepionych, niezaszczepionych i ozdrowieńców. A tu znowu weszliśmy z stare tory. Że jednak kryterium szczepienne jest ważne. Tak, te, które nie powstrzymują żadnej transmisji.

A może, i tu wracamy do polityki, ten ostatni, szczepienny gest był zrobiony w stronę… opozycji, zwłaszcza jej skrajnie lewicowej części. Ta bowiem, co potwierdziło się na komisji, z ochotą przyjęła by włączenie obowiązku szczepiennego, czym w sumie byłoby wprowadzenie takiego rozwiązania do ustawy. Ci z lewa to by wszystkich pozaszczepiali i od razu skierowali na kwarantanny, co jest kompletnym absurdem, bo skoro (co jest wynikiem nieskuteczności szczepionek) mamy się i szczepić, i kwarantannować, i maseczkować, to.. po co się szczepić. Tyle lewica. Wiadomo.

Totalsi zagrali inaczej i trochę podgrillowali władzę, co było do przewidzenia. (Tym bardzie nie wiadomo po co to było PiS-owi). Koalicja Obywatelska chciała tego podostrzenia, by się władza podłożyła społeczeństwu. KO kalkulowało tak – z 50% Polaków jest zaszczepionych, a więc jest otwarta na różne formy sanitaryzmu, PiS tego skąpi, a więc można zaabsorbować te 50% jako zawiedzione na władzy. Czyli przejąć ten elektorat. A więc trzeba było podostrzyć retorykę, że PiS nic nie robi, puszcza wolno nieszczepów, którzy zakażają lojalnych Szczepanów i pośrednio lub bezpośrednio blokują łóżka w szpitalach. A więc KO zagrała o połowę Polaków, to znaczy o o wiele więcej niż mają teraz. A elektorat PiS-u, gdzie jest więcej nie szczepów, a tak błędnie myśli KO, jeszcze dodatkowo się wkurzy na władze. Same zyski.

I PiS tu się jeszcze podłożył z ustawą. Ponieważ było duże prawdopodobieństwo, że ona nie przejdzie, opozycja i jej media od razu nazwały ją lex Kaczyński, żeby infamia za porażkę spadła na Prezesa. Bo z rachunków taktycznych wychodziło, że bez opozycji nie ma mowy o sukcesie. A KO podpuściło PiS, ten się dał wciągnąć i ustawy nie przepchał. Opozycja zaś może powiedzieć, że nie głosowała ZA, bo ustawa jest durna i że… to za mało, bo trzeba po australijsku – zamknąć wszystko i wszystkich, ale zaraz po… zaszczepieniu wszystkich.

Opozycji zależało, żeby ten proces przedłużać. W komisji wniosek o pozytywną rekomendację przepadł, ale wniosek, by to dalej procedować na obradach – przeszedł. I to dzięki głosowi z Polska 2050. A więc sprawa wyszła z zakamarków komisji i naród ujrzał na obradach plenarnych kompromitujący akt utraty większości przez obóz władzy, który sprokurował sam sobie takie przedłożenie, że wiedział, że ono nie przyjdzie i widoki będą gorszące.

Teraz odbywają się sabaty rachunkowe ilu to posłów Kaczyńskiemu zabrakło (brakuje?) do większości, że koalicja się rozpada, zaś Ziobro był zawsze przeciw. Jest to też mylące dla… elektoratu PiS, bo ten slalom potrafi już zawrócić w głowie. Najpierw się mówiło, a twardzi wierzyli i powielali te argumenty, że pracodawca powinien mieć moc wywalania z pracy nieszczepa. Jak już się elektorat samonakręcił mediami, że to słuszne, to pac… i lex Hoc poleciało. I to nie „przez” opozycję, tylko je sam PiS wycofał.  No to hura – lecimy z innym przedłożeniem, jeszcze bardziej absurdalnym. I znowu próba dla wiernych, że tak, że 15 tysi się należy od nietesta. I jak się już to w skołowanych głowach poukładało, to pac… ni ma. Oczywiście PiS będzie opowiadał, że oni właśnie chcieli zabić tę epidemię takimi ruchami, ale to opozycja nie pozwoliła.

Tylko to już kwestia ratunkowa. Bo pytania zadaje się PRZED takimi ruchami, a pytania są dwa: po co i co się stanie jak nie wyjdzie? Zacznijmy od drugiego – to łatwo było policzyć, że nie wyjdzie, a więc obecne ruchy gwałtowne to jest reakcja nerwowości, że przez jakieś złe moce nie wyszło. Czyli złość na innych. I pierwsze pytanie – po co? Czy PiS skorzystał na kolejnej ofensywie i rejteradzie w tych obszarach? No, nie – stracił. Trochę zyskała opozycja, która już na „dzień ów” była gotowa z publikacją korzystnych dla siebie wyników poparcia zrobionych przez Kantar. Wynik poszedł w świat: obóz rządowy się chwieje, bo sam sobie wymierzył cios, zwolennicy sanitaryzmu utwierdzili się, że PiS „nic nie robi z pandemią”, twardy elektora PiS się znowu obił o kolejną tyczkę slalomu ofensyw i rejterad, które sam sobie funduje, a lud nieszczepny (czyli 50% rodaków i plus transfer z tych 70%, którzy nie chcą się zaszczepić po raz trzeci) zobaczył, że… nikt (oprócz Konfederacji, której nawet urosło w badaniach Kantara) go politycznie nie reprezentuje.

Nie dziwią więc próby racjonalizacji tych podrygów. Jest to rozpaczliwe działanie, które poszukuje wyjaśnienia takich karkołomnych ruchów. Próby te są wielopiętrowo intryganckie, szukające trzeciego dna, tym bardziej absurdalne im bardziej absurdalny jest fakt, który mają wytłumaczyć. Trzeba stanąć dwa razy bardziej na głowie, by uzasadnić takie fikołki. Jedna próba jest ciekawa – to ma być kolejna próba lojalności wobec Prezesa, coś na kształt „Piątki Kaczyńskiego”, akt tak absurdalny, że sprawdza czy lojalność posłów przeważy nad logiką. I tak ma być w tym przypadku – wiadomo było, że nie przejdzie, ale Prezes przejrzał listę głosowań i wie na kogo może liczyć bezgranicznie.

Przypomina mi to pewną przygodę z… 1981 roku. Jest pierwszy Zjazd Solidarności. Ja jestem tam jako korespondent Radia Solidarność i siedzę ciurkiem na obradach. Po wielu dniach zjazdu dochodzi do kulminacji – wybory na przewodniczącego związku. Pewniak strategiczny, czyli Wałęsa ma słabiutkie wystąpienie, jedzie wyłącznie na zaczynach przyszłego „nie chcę, ale muszę”, beze mnie nie dacie rady, wrogowie wewnętrzni się szykują – cały ten jazz. Wyszło słabo, bo konkurenci – Gwiazda czy Rulewski – wypadli o niebo lepiej (o Jurczyku nie wspominam). Nasza delegacja z Dolnego Śląska robi listę z zakładami z nagrodą pieniężną na obstawianie kto wygra. Wałęsa wygrywa, nagroda zostaje wypłacona, ale lista została. Podobno bardzo o nią, by ją posiąść, walczył Władek Frasyniuk – chciał po prostu zobaczyć kogo ma w swojej ekipie.

I jeśli to prawda, że to całe zamieszanie było po to, żeby się PiS policzył, to wieje grozą. No, bo za takie policzenie straty obozu rządzącego są nieproporcjonalnie duże w stosunku do wątpliwego zysku. Aż tak, że nie chce się wierzyć w taką wersję. Ale czy ktoś by uwierzył, że PiS wstawi ustawę, która każe Polakom kablować na siebie, bo jeden z drugim nie dał sobie raz w tygodniu wsadzić patyczka do nosa, by testowa maszyna losująca zdecydowała o tym, czy pójdzie do domowego aresztu na tydzień?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Nie wiem zali zwyciężyć możem – to wiem, że zwyciężeni i pohańbieni być nie możem.

Kłuszyn, 4 lipca 1610. Zofia KOSSAK, Złota wolność.

Szósta dochodziła i żarkie lipcowe słońce wysoko jeszcze stało na niebie, gdy wysłańcy hetmanowi obiegli obóz, bez trąbki ni bębna roznosząc rozkazy. Wojsko miało natychmiast wychodzić pod Kłuszyn (Masz, diable, kaftan! Wymyślił! zaklął ze złością rotmistrz Dunikowski) porządkiem ściśle oznaczonym: Pana Strusiowa chorągiew pierwsza, Zborowskiego druga, Poryckiego trzecia, Kazanowskiego czwarta, dalej Dunikowskiego, Wasiczyńskiego, Kopycińskiego, Firleja i inne. Piechoty ludzi dwieście, dwa czterokonne przednie falkonety i stara kolaska hetmańska. Tę ostatnią, aby wzięto, wyprosił, wymodlił Bałaban.

– Głupiś, i tak do niej nie siędę -fukał na siostrzeńca hetman przy pisaniu rozkazów. -Nie daj Boże nieszczęścia, Jegomość… Co szkodzi jedna kolaska? Pochodu nie zadzierży upierał się przy swoim Oleś. Widząc szczerą troskliwość chłopca, hetman ustąpił niechętnie.

W obozie miały pozostać tabory, namioty, siedemset piechoty nieco Kozaków, trzy chorągwie jazdy, ciury i pacholiki którym broń rozdano, przykazując szumieć i hałasować potężnie, by Wałujew domyślić się wymarszu wojska nie mógł. Komendę nad obozem w nieobecności hetmana sprawiać będzie pan Bobowski, żołnierz stary, doświadczony.

Czerwono-złocista zorza zalała skrzącą powodzią drzewa nad wojskiem w pochodzie, gdy kapelan, ksiądz Szymon Wybirek, przyjaciel hetmański, jadący w pierwszym szeregu wzniósł oczy do nieba i stułę na szyję założył, szepcąc Anioł Pański. Widząc jego gest, rycerze żegnają się pobożnie powtarzają półgłosem Pozdrowienie Anielskie. Biją się w piersi, chylą w pokorze głowy. Przodem, pobok kapelana, pan hetman jedzie zamyślony, tuż za nim obaj krewniacy i Sebastian Pielsz na swym kirgizie (podobnym w cieniu leśnym do stwora niestwora), jako kałauz, drogi okoliczne znający.

Zmierzch W puszczy szybko zapada. Gościniec wydłuża się ciemnym parowem. Bór-uroczysko, bór dziki gada coś niezrozumiale. Miesiąc rogaty wypływa ponad głęboki jar drogi, przegląda się w błotnistych kałużach, rzucając w nie garści złota… Trzeszczą gałęzie, bo rycerstwo lasem objeżdża błotnistą drogę. Spod kopyt pryskają, świecąc ni to chochliki, błędne leśne duszki – robaczki świętojańskie, nierade, że im gody miłosne przerwano. Migocą w górze jak klejnoty nocy.

Raz po raz wilgotny od rosy gałąź trzepnie z hałasem o hełm towarzysza. Gdy spod nóg porwie się spłoszony zwierz (nie rozpoznasz w mroku, jaki), szustnie wśród liści skokami szaraka albo wyniesie się w górę polotnym wyrzutem nóg sarnich boczą się i chrapią konie. Z fukiem, tętentem, sapaniem, przelatuje w poprzek drogi wystraszone stado dzików. Chrząkają groźnie, zajadle maciory, zasłaniając sobą cętkowane, niemrawe warchlaki. Z żelaznym chrzęstem strzelają w kielce odyńca. Giną w ostępie. Znów cisza. Ryś przywarował w rozwidleniu drzewa. Nastawiwszy bacznie uszy, ostro pędzlem sierść: zakończone, patrzy w dół. Zdziwienie bije z płaskiej, kociej mordy drapieżnika: cóż to za wojsko sunie dołem, jak wilcy cicho?… Na jakie ruszyli łowy?…

Hej! Na wielkie, trudne łowy aż chyli się od namysłu i wagi głowa pana hetmana. Północ już mija (wnioskują po miesiącu towarzysze) gdy niespodziewana przeszkoda staje na drodze pochodu: gościniec, zrazu tylko błotnisty, staje się lgnącą starzyną. Po przejściu pierwszych chorągwi miasto drogi połyskuje matowo do księżyca rozchlapana, lepka, chwytająca maź. Bokiem gąszcz nieobjechany. Ciężkie falkonety grzęzną po osie. Grzęzną ich wozy, dźwigające trzy setki dziesieciofuntowych, pustolanych kul, opatrzonych tulejami. Piechota ścina kilka młodych buków, które kolejno podkłada pod koła. W mroku nocnym błyskają spiżowe, śliskie ciała dział, w łuskę karpiową misternie wyrobione. Przednie to falkonety, długie, bezkomorowe, we Lwowie u Franka, dobrego ludwisarza, odlane. Jeden zwie się „Virgo”, drugi „Pluto”. Pan Więckowski, puszkarz zamiłowany, nachyla się nad nimi troskliwie, sam pomaga dźwigać szprychy, podtrzymuje ozdobne uszy, zwane delfinami, klnąc z cicha, ale siarczyście, bagnisko.

Wszyscy je klną na równi, bo marsz się opóźnia. Krótka letnia noc nasiąka już blaskiem opałowym. Czerń miesza się z bielą, srebrnieje, gdy we mgle przebłyskuje wreszcie koniec lasu, a wraz otwarta równina.

– Kłuszyn… – powiada ściszonym bezwiednie głosem Sebastian. – Nieraz my tu przyjeżdżali za furażem. Płotów na tym polu siła… Dwie małe derewnie przed nami… Nie derewnie to ni chałupy, tylko klecie; już wtedy nikt w nich nie mieszkał…

Chorągwie ustawiają się, milcząc, pod lasem, w miarę jak wysuwają się z gąszczu. Pana Strusiowa pierwsza; Zborowskiego, Samuelowego syna, druga; księcia Poryckiego trzecia… Wiatr poranny szumi w wielkich skrzydłach orlich, podrywa skóry u ramion. Stoją niewidoczni na tle boru, wytężając wzrok W dolinę. Świat bieleje szybko, wyłaniają się z mroku kształty, dalekości. Jak okiem zasięgnąć, rozciąga się obóz moskiewski. Rzędy zakobyleń giną we mgle. Równina przecięta jest dwoma szeregami zwartych chruścianych płotów, zapewne dla ochrony pól przed dzikiem lub łosiem wzniesionych. Rozwalone chaty dwóch opuszczonych wiosek czernieją na przedzie. W głębi z mlecznej mgły wynurza się ciemny, sporawy horodek. Obóz śpi. Ni ruchu, ni światła, ni ognia. Spadłszy teraz z góry znienacka, można by ucapić śpiących, aniby się spostrzegli. Błyszczą drapieżne oczy rotmistrzów, chciwych runąć niby raróg na drzemiące kuropatwy. Ba! Gdyby wszyscy już wydostali się z lasu! Pana Kopycińskiego chorągiew dopiero wyjeżdża, Firlejowej jeszcze nie widać – a o piechocie i falkonetach ani słychu.

– Mniejsza o falkonety, ale bez piechoty nie poradzim, bo musi wyrąbywać płoty – konstatuje hetman. – Trza czekać.

Stojąc niewidoczni, zlani W jedno z lasem, czekaja niecierpliwie. Ksiądz Wybirek nuci półgłosem:

Witaj Królowo i Matko litości,

Żywocie duszy, nadziejo słodkości,

Do ciebie dzieci Jewine wołamy…

A rycerstwo podejmuje szeptem:

Rzewliwe głosy podniósłszy do nieba,

Teraz, Rzeczniczko, teraz Cię potrzeba…

Półśpiew leci ku niebu wraz z szumem boru i świergotem rozbudzonych ptaków. Nareszcie!… Westchnienie ulgi z wszystkich piersi wita ukazujące się z lasu ostatnie chorągwie. Za nimi wypada biegiem staplana w błocie po pachy piechota. Pan Ludwik Wejher, dowódca, łapiąc dech, melduje hetmanowi, że połowę ludzi zostawił przy falkonetach, które niebawem nadejdą, sam z połową przybieżawszy.

Nie będziemy na nich czekać mówi hetman. – Pchnij waść śpiesznie kilkunastu, by podpalili te budy. Strzelcy mogliby nam siła z nich szkodzić…

Sam chwyta do ręki buławę, wyjeżdża przed czoło chorągwi: – Trąbić do potkania! – woła potężnie. W głębi szlachetnej swej duszy rad jest, że nie napadnie na śpiące. Ksiądz Wybirek, kapelan podnosi do góry wyciągnięty z zanadrza krzyż. Błogosławi nim długo wojsku, wszystkiemu razem i każdemu towarzyszowi z osobna. Błogosławi równinie, która za chwilę sfarbuje się hojnie krwią. Żarliwymi słowami prosi Boga, Pana Zastępów zwycięskich, by miłościwy był duszom, które los wojny przed trybunałem Jego dziś postawi… A skończywszy modlitwę, chowa krzyż i ujmuje w garść szablę, którą włada nie gorzej niż drudzy.

Hetman kończy wydawać rozkazy spokojnym, jasnym. choć doniosłym głosem: ’

– Mości Zborowski na prawo! Mości Struś na lewe skrzydło!… Pilno uważać na płoty! Dziurami kolejno wypadać!… Mospanowie! Ćma Moskwy, ale to nic! Nie pierwszyzna Polakowi stawać przed wrogiem z większym sercem niźli siłą! Odwrotu nie masz! Necessitas in loco, Spes in virtute, salus in victoria… Naprzód!

Ostatnie słowa głuszą dźwięki surmów, długie, przeciągłe, krzepkie. Odbijają się echem o las, wracają zdwojone w równinę. Wraz na zmurszałych, grzybom nawisłym podobnych dachach chat opuszczonych wykwita biały dym, potem jasny płomień. Ogarnia je szybko, strzelając w górę z uciechy. W obozie moskiewskim, dopiero teraz przebudzonym gwar. Wrzask… Niosą się przeraźliwe sygnały piszczałek.

Na widok pędzących już z góry chorągwi w nieładzie ustawiają się Dymitra Szujskiego pułki. Na łeb, na szyję lecą strzelcy zawalać kobylicami wyrwy w płotach. Za późno bo pan Zborowski, dumny, promienny jak zorza, już jest ze swymi w obozie.

Z dala, na wzgórzu pod ufortyfikowanym horodkiem, wodzowie: Dymitr Szujski, wyniosły Pontus de la Gardie i flegmatyczny Horn patrzą uważnie. Obaj cudzoziemcy stropieni są, że hetman zdołał zaskoczyć niespodzianie, niby fryców, starych jak oni żołnierzy lecz o wynik potyczki (trudnoż nazywać bitwą starcie z taką garstką!) najzupełniej spokojni. Patrzą ciekawie, jakby na teatrum.

– Żółkiewski zawsze był rezolut i ryzykant, ale dziś przeryzykował – uśmiecha się Horn.

– Ba, innego wyjścia nie miał. De la Ville żałować będzie, że zasłabł i w Pogorełoj ostał, dawno pragnąc z nim się zmierzyć… Swojego czasu, pod Wolmarem, w niewolę mnie biorąc, dał mi Żółkiewski własną szubę rysią – wspomina śmiejąc się Pontus. Ja mu dziś za to oddam sobolową; niech na moją niewdzięczność nie narzeka…

– Żółkiewskijl… Cztob jewo… postękuje kniaź Dymitr Szujski, opięty ciasno w atłasowy, szafranowy chałat. Skośne, moskiewskie oczy wytęża z niepokojem W stronę gdzie wre walka. Chyba się Wasza Godność nie niepokoi? Wyprztyka on swój impet, zanim z połową naszych się zmierzy i koniec. Ogarniem go wtedy i weźmiem jak swego.

– Zabawa czysta, nic więcej! – potwierdza Pontusowe słowa Horn.

Miast odpowiedzi Dymitr stęka niewyraźnie, spluwa. żegna się kilka razy i spluwa ponownie. Obaj cudzoziemscy wodzowie spoglądają na barbarzyńcę z pogardliwa wyższością.

W oddali chorągwie walą się na nieprzejrzaną czerń uszykowanego już moskiewskiego wojska, jak barwiste motyle na mrowisko. Straszliwym pędem przebijają się skroś armii. Jak za czółnem śmigłym woda – zlewają się poza nimi roztrącone szeregi. Więc wyrwawszy z gęstwy na pole, zwołują się, kupią i sadzą w mrowie z powrotem…

Wespół ze Strusiowymi walczy Sebastian Pielsz, grzmocąc na prawo i lewo. Zrazu, gdy jeszcze stali popod lasem. onieśmielony był i zawstydzony swym brakiem wojennej wprawy. Toć to, po prawdzie, pierwsza jego wielka bitwa. „Bylem prał mocno, to grunt krzepił się w duchu nie harce to, gdzie człek na widoku wszystkich poczyna… Śmiać się nikt nie będzie”.

Onieśmielenie minęło, zaledwie ruszyli z furkotem skrzydeł, z krzykiem skwirowi orlemu podobnym. Zamiotło nim uniesienie boju, poryw walki, śmiertelnego pędu sławy. Poczuł się naraz wolny i swobodny. Jak uciskający z dawna, ciasny, cieżki kaftan zrzucony nareszcie z pleców – odpłynęły go wszystkie teorie, myśli, udręczenia. Niepomny na nic walczył z furią rzetelną szlachcica. Roześmiał się w nim dziad, pradziad, dla których bój był rozkoszą. Niby mocne wino zaszumiała w głowie przemożna chęć, by porwać się z wrogiem za bary – poczuć w rozwścieczonych łapach chrzęst przeciwnikowych kości – zepchnąć go, zmiażdżyć, pokonać… Twarda stopą nastąpić na drgającą szyję, gasić płomienie zawziętych oczu, jak świece, wtopić się w huragan boju, szczytną radość każdego serca prawdziwie męskiego czuć myśl i ramię płonące jednako… Dziedziczny, nieomylny instynkt, drzemiący dotąd gdzieś W głębi, wyczuwał naprzód cięcie przeciwnika, odparowywał je i atakował. Nie uczona, lecz kierowana nieświadoma siłą ręka zwijała się niezawodnym, szybkim jak skręt żmii ruchem. Z głuchym stękaniem drwala unosił koncerz oburącz waląc nim w hełmy, naramienniki piechoty. Wilczaty jego kirgiz, monstrum szpetne i złe, kąsał na prawo i lewo. Niekierowany, parł w przód z własnej woli, kwicząc i charcząc w obłędzie furii bojowej.

Spod lasu bystrym wzrokiem ogarnia hetman plac boju. Kiedy, odbita o brzegi jakoby kamienne przedniej nieustępliwej moskiewskiej piechoty, cofa się która chorągiew, rozpryska jak fala sam sadzi ku niej, zbiera, zwołuje, zagrzewa na nowe wiedzie natarcie. Strusiowi potykali się już osiem razy! Poryccy, Zborowscy dziesięć Nie mają czym walczyć, połamawszy dawno kopie. Konie ustają, znużone. Słońce pali żywym żarem. Trzy godziny trwa już bój zapamiętały. Najgorzej, że płotu, mocno bronionego przez Pontusową piechotę, nijak nie można wyrąbać ni owej piechoty bezpiecznej za osłoną, ruszyć.

Lecz oto wynurzają się wreszcie z lasu falkonety. Na ramionach je prawie wyniosła piechota. Pędzą teraz w skok od lasu, z grzmotem kół zataczają łuk w miejsce, które wskaże hetman. Drygają niby z radości spiżowe, gładkie cielska. Na prawo „Virgo”, panny wyobrażenie na lufie noszący na lewo niechybny „Pluto”. Puszkarze drżą z niecierpliwości. Pan Więckowski mierzy długo, starannie. Pada pocisk jeden, drugi – padają gęsto, celnie, prażąc bez miłosierdzia skrytą za płotem piechotę. Wystrzeliwszy jeszcze raz muszkiety, zmykają śpiesznie piechury.

Wnet rąbią zaporę hetmańscy. Luką wyrwaną rzuca hetman odwód: świeżą, nietkniętą jeszcze chorągiew Kazanowskiego. Zrywa się hufiec niby ptak z uwięzi. Ponoszą zniecierpliwione czekaniem, skąsane przez bąki pod lasem konie. Ponosi zapał rycerzy, od czterech godzin patrzących bezczynnie na śmiertelne zmagania się swoich. Wpadają w ciżbę jak w wodę. Pierzcha rozbita Moskwa, nie strzymawszy ich natarcia.

A oni sadzą na oślep dalej, by przed obozem cudzoziemskim zderzyć się z jazdą francuską nieobecnego Monsieur de la Ville. W wąskim szyku kometowym nadjeżdżają truchtem Francuzi. Zmrużone oczy mierzą chłodno znad gładkiej lufy pistoletu. Sypie się palba jak groch. Jak groch o ścianę, zaiste, bo Kazanowscy już ich roztrącili. Opadli z boków, wdarli się klinem do wnętrza, rozszczepili kornety na wióry. Zmieszani z wrogiem rozbitym, wiążą się w walce zaciekłej. Zderzają się ze zgrzytem ostrza. Walczą Francuzi zaciekle, jak na rycerzy przystało, lecz brak im już tchu i sił. Cienka, jadowita szpada francuskiego gentilhomme’a pęka jak drzazga w zetknięciu ze straszliwym koncerzem. Mdleje szczupła, w mankiecie koronkowym, dłoń. Wytworny szept: Excusez – obowiązkowy przy zadaniu śmiertelnego ciosu ginie bez echa w okrzyku: „Bij! Zabij!”… Padają gęsto mężni panowie francuscy, niezdolni sprostać osiłkom o gnatach stalowych, spod Bochni, Lublina lub Płocka. Roztrąceni, zepchnięci, osuwają się na boki…

Niepowstrzymana usaria prze dalej ku oczekującej natarcia angielskiej dragonii Horna. Lśnią z dala złote hafty, barwią się kolety. O trzydzieści kroków Anglicy palą z pistoletów, po czym uczonym manewrem, zwanym karakol, zawracają za tylne szeregi, by nabić powtórnie broń. Ryk śmiechu w polskich szeregach, sądzących, że tył podają. Nim drugi szereg Angielczyków zdąży dać ognia, nim pierwszy nabije pistolce, już wali się im na karki lawina ludzi i koni. Rozpędza, miesza, gna przez obóz, aż pod sam horodek…

Ze wzgórza wodzowie patrzą oszołomionymi oczami. – Hospodi, pomiłuj! jęczy żegnając się raz po raz, Dymitr Szujski. Pontus i Horn spoglądają ponuro, oczom nie wierząc. Centrum ich wojska w rozsypce. Bronią się wprawdzie na skrzydłach strzelcy i piechota, lecz celne strzały falkonetów spychają ich nieustannie, chociaż z wolna, w las. Wprost ku wzgórzu pędzą bezładne, trwogą ogarnięte, kupy Moskwy,

zaciężników. Firlej, Kopyciński, Struś siedzą im na szyjach. Lada chwila ogarną wzgórze, a z nim razem wodzów. Nie przestając jęczeć, Dymitr z Golicynem zwołują uciekających. Horodek jest dobrze zaopatrzony, ma osiemnaście dział, można się w nim bronić. Rozbita piechota chroni się za wały, kobylicami zawierając przejścia. Tymczasem Pontus i Horn samowtór cofają się w las, by okrążywszy pole bitwy, dopaść swoich rezerw – trzech tysięcy stojącego na uboczu świeżego żołnierza. Przeciw tym zaciężnym właśnie, niechając chwilowo horodka, w którym ukrzepia się Dymitr – zwracają się polskie chorągwie. Lecz konie znużone ustają. Ręce utrudzone mdleją.

Stają o kilkadziesiąt kroków naprzeciw wroga, patrząc weń groźnie wizjerami pogiętych przyłbic. Nabierają tchu. Wspaniałe na oko zaciężne pułki piesze, z obieżyświatów całej Europy zebranych złożone, czują się dość niemrawo pod tym wzrokiem. Nie wiedzą, co czynić. Atakować czy czekać? W powietrzu dookoła czują klęskę. W ich oczach starto jazdę de la Ville a i Horna. Za chwilę ciż sami pierzaści straceńcy mną i na nich. Któż ich wstrzyma? Rozkazów nikt nie wydaje. T rącają jeden drugiego niechętnie.

– Widzi mi się, że te pachołki zdałyby się na parol mówi bystry obserwator Oleś Bałaban do rotmistrza Strusia półszeptem, bo zachrypł całkiem z wysiłku.

– Kto wie, może by się i zdały?.. Warto by do nich zagadać?… Po jakiemu zagadasz waść? Tu żaden ludzkiej mowy nie rozumie.

-Ja potrafię powiada rotmistrz Kopyciński. I po szwedzku, i po niemiecku umiem gadać.

– Jedźmy! Podjeżdżają z Bałabanem tuż pod pierwszy szereg.

Kum Kum! – woła groźnie rotmistrz. -Zdajcie się, juchy, albo spierzemy jak tamtych! Kum Kum! powtarza zachrypłym głosem Bałaban machając ręką.

Ogłupiałe rajtary patrzą w nich, nie rozumiejąc.

– Zarazy!! Udają, że nie słyszą! Przecie po ichniemu mówię – sierdzi się Kopyciński. – Nie chcecie kum – poczekajcie ..

Szkoda gęby psuć woła rotmistrz Struś wracaj cie zaraz.

– Bij! Zabij! – Bij psiawiarów!

Ostatnim, potężnym wysiłkiem zrywają się do ataku mdlejące chorągwie. Stękają kłute ostrogami konie. Jęczy ziemia. Już wzięli rozpęd, już walą. Lecz Szwedzi, jak gdyby teraz dopiero pojąwszy, czego żądali rotmistrze, podnoszą ręce do góry. Pierwsze szeregi, powiewając kapeluszami zmykają chyżo na boki, bo towarzysze, choć podnieśli w górę szczątki kopij na znak zrozumienia, nie mogą wstrzymać impetu od razu.

– Namyślili się przecie, złodzieje stwierdza z satysfakcją Kopyciński, osadzając konia. T rąbiąc przeraźliwie, wysuwają się parlamentarze zaciężników. Oleś Bałaban wiedzie ich do hetmana, by z nimi warunki kapitulacji omówił. Między oczekującymi decyzji hetmańskiej wojskami zawiązuje się życzliwa rozmowa na migi.

Na tę chwilę właśnie Pontus de la Gardie i Horn wyjeżdżają z lasu. Widząc kapitulację, niedwuznacznie przyjacielski stosunek do wroga, dumny Szwed ryczy jak buhaj, bije po pysku oficerów, płazuje szpadą żołnierzy, sam chce wieść do ataku. Daremnie! Żołnierze trwają przy swoim. Usuwają się zręcznie spod zasięgów jego gniewu; walczyć nie myślą. Grożą mu, że go związanego hetmańskim wydadzą.

-Flegmatyczny Horn, czerwony ze wstydu, stoi skamieniały. Pontus miota się bezsilnie, szlocha w rozpaczy, targa oburącz spiczastą brodę, nie zważając, że patrzą na niego ciekawie stojący w pogotowiu o kilka kroków husarze. Wraz i parlamentariusze wracają z umową już podpisaną. Machają nią w powietrzu zwycięsko, witani wesołym okrzykiem obu stron.

Wylazłszy na ramiona kolegów, jeden z wysłańców odczytuje donośnie warunki: Kto chce, ma prawo odejść swobodnie z bronią w ręku, dawszy jeno parol, że przeciw Rzeczypospolitej walczyć w tej wojnie nie będzie. Kto woli, może niemieszkając przejść w służbę do polskich szeregów…

Po krótkich deliberacjach przechodzą na żołd króla Zygmunta – Francuzi Anglicy, Szkotowie i Hiszpanie. Z rycerskim pozdrowieniem, już jako koledzy, podjeżdżają ku polskim chorągwiom. Wiwaty grzmią zobopólnie. Posępny jak noc, blady jak trup, wyniosły Pontus de la Gardie daje parol i zabierając z sobą Szwedów oraz Finlandczyków, odchodzi z Hornem na Nowogród.

A mierząwcy! Proklataja, łatinskaja swołocz! klnie naczelny wódz wojsk moskiewskich, kniaź Dymitr Szujski, patrząc z częstokołu gródka na kapitulację zaciężnych i odwrót niesławny Pontusa. Na myśl, że dotychczasowi sprzymierzeńcy gotowi teraz uderzyć na niego, traci serce do dalszej obrony.

– Nieczystaja siła! stwierdza i wymyka się z wojskiem z horodka, zostawiając w pośpiechu działa. Olbrzymi obóz jest własnością polską…

Na pobojowisku hetman podnosi ręce do góry w niemym dziękczynieniu. Ksiądz Wybirek intonuje Te Deum… Towarzysze poją w potoku upadające ze znużenia konie. Sami, przypadłszy ustami do wody, chełpią ją chciwie, żarłocznie zanurzając w chłodnym nurcie utrudzone głowy. Hej! Odpocząć, zrzucić rozprażony słońcem pancerz, legnąć na świeżej murawie !…

Nieskoro jeszcze, nieskoro!…

„Lex Konfident” DO KOSZA. PiS przegrywa głosowanie !

Mające większość w Komisji Zdrowia Prawo i Sprawiedliwość przegrało głosowanie ws. nowej ustawy sanitarnej. Lex Konfident trafi do kosza.

https://nczas.com/2022/02/01/cuda-cuda-oglaszaja-lex-konfident-do-kosza-pis-przegrywa-glosowanie/

————————

Nad nową ustawą sanitarną Komisja Zdrowia pracowała od godziny 15. Po wnioskach i wysłuchaniu głosów różnych opcji politycznych, rozpoczęto głosowanie.

Na początku Komisja miała głosować nad dwoma wnioskami – o całkowite odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu oraz – jeśli ten wniosek by przepadł – o publiczne wysłuchanie ustawy „lex konfident”.

Okazało się, że wystarczyło jedno głosowanie. 22 członków Komisji Zdrowia było za odrzuceniem ustawy w pierwszym czytaniu, a przeciwko – 17. Oznacza to, że mający większość w Komisji Zdrowia PiS przegrał głosowanie.

A przegrał, bo kilku członków komisji – zapewne nie chcąc firmować ustawy swoim nazwiskiem – w ogóle nie pojawiło się na głosowaniu.

Spośród 18 obecnych polityków z ramienia PiS wyłamała się Małgorzata Janowska – ona zagłosowała za odrzuceniem ustawy w pierwszym czytaniu. Pozostałe wszystkie głosy przeciw są autorstwa PiS-u.

Ustawa, potocznie nazwana ‚lex konfident’, definitywnie ląduje w koszu.

Publicznie upokorzony Niedzielski przegrał wszystko …ale chce trwać… bo tak…

O co walczył najgorszy minister zdrowia w dziejach Polski? Od początku do końca walczył o ostry kurs, który pozwoliłby mu się zemścić na „płaskoziemcach”. Upadła „rada medyczna” i sam Niedzielski oczywiście byli i są akwizytorami korporacji, ale obok interesów grały też emocje.

Fakt, że tak wybitni „eksperci” i „naukowcy” byli codziennie upokarzani, a ich niekompetencje i cynizm obnażali licealiści o profilu biologicznym, musiał zostawić i zostawił trwałe piętno. Wystarczyło posłuchać ich medialnych wystąpień, gdzie praktycznie w każdym zdaniu przewijał się jeden przekaz: „ludzie to ciemnogród i nie słuchają nas wybitnych”. Brylował w tym Simon, jednak jego aktywność to już granica obłąkania i kodeksu karnego. Pozostali aż tak daleko nie szli, ale wściekłości przeradzającej się w nienawiść do „ciemnogrodu” i tak nie potrafili ukryć.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/publicznie-upokorzony-niedzielski-przegral-wszystko-ale-bedzie-trwal-bo-to-niedzielski/

Niedzielski robił wszystko, żeby razem z „radą medyczną” i częścią klubu PiS podobną do rady, uczynić z pomoru front zemsty, a ponieważ jest beznadziejnym politykiem, to popełnił błąd za błędem. Mnie najbardziej bawi przeświadczenie Niedzielskiego, że Kaczyński rzeczywiście jest takim gorącym zwolennikiem przymusu medycznego. Kto choć trochę Kaczyńskiego zna, ten wie, że gdyby tak było już mielibyśmy w Polsce Australię.

Prezes PiS sam nie wie czego chce i łata dziury w PiS, co jest dla niego priorytetem. Przychodzi poseł Siarkowska to słyszy, że Kaczyński szanuje jej pogląd, ale namawia do zmiany zdania. Jak zapuka Niedzielski to dostaje emocjonalną łapówkę w postaci „gwarancji” kierownictwa PiS, które nijak nie przekładają się na realne działania. Prezes PiS słynie ze swojego ślepego uporu, co nie raz i nie dwa pociągnęło partię na ruchome piaski, dlatego średnio wierzę w jego determinację w zakresie przymusu powszechnego. Być może jest to coś w rodzaju marzenia o „emerytowanym przywódcy narodu”, ale nawet w takiej formie, w jakiej Kaczyński jest, wie doskonale, że politycznie podobnego projektu przepchać się nie da.

Gęsta atmosfera w PiS została rozładowana szeregiem pozorowanych działań. Sfrustrowany Niedzielski dostał obietnicę, że klub PiS zajmie się ustawą Hoca i takie kroki rzeczywiście zostały poczynione, łącznie z zaproszeniem opozycji do rozmowy. Niedzielskiemu tłumaczono, że PiS nie ma większości i to akurat była prawda. Czy prawdą było, że kierownictwo PiS chciało przeforsować ustawę Hoca, to oddzielna i mało prawdopodobna historia. W efekcie prace nad ustawą zakończyły się pełną kompromitacją radykalnej części PiS i samego Niedzielskiego.

Wtedy Kaczyński szybko próbował ugasić pożar i przedstawił własne pomysły, tak odrealnione, że tu i teraz można ponad wszelką wątpliwość powiedzieć – nic z tego nie będzie. Pomysłów prezesa nie da się wdrożyć w teorii, co dopiero w praktyce. Przeciętnie rozgarnięty i znający prawo człowiek wie, że proces decyzyjny, który obejmuje cztery instancje: od szefa zakładu pracy, przez wojewodę i sąd administracyjny, aż po sąd cywilny, to najmniej 6 lat w plecy. Wrzucono kolejnego bubla, ale tym razem tak ewidentnego, żeby nikt poza Niedzielskim nie miał złudzeń. Innymi słowy Niedzielski jest poddawany ścieżce zdrowia, którą przeszedł Gowin.

Ponad wszelką wątpliwość dymisja złożona przez najgorszego ministra zdrowia w dziejach Polski nikogo w PiS by nie zmartwiła. Kaczyński i Morawiecki przyjąłby to z jedną wielką ulgą, bo Niedzielski jest w tej chwili najpoważniejszym obciążeniem personalnym w rządzie. Rzecz w tym, że ten wieczny urzędnik przez 25 lat potrafił się utrzymać przy wszystkich formacjach, jakie rządziły i bynajmniej nie twardemu kręgosłupowi to zawdzięcza. On doskonale wie, że wyższego stanowiska w karierze nie zajmie, a po dymisji będzie nikim, może jakimś referentem w NFZ, czy ZUS. Ambicje nie pozwalają mu odejść z honorem i najwyraźniej to wszystko, co się dotąd stało, nie jest dla niego przekroczeniem granic, chociaż każdy człowiek szanujący samego siebie i rodzinę dawno by odszedł. Niedzielski trzyma się stołka do końca, być może jest jakiś próg bólu upokorzenia, którego nie wytrzyma, ale na razie nic na to nie wskazuje.

Nowe projekty Bractwa św. Piusa X w Polsce

Dobra jest modlitwa z postem, a jałmużna więcej znaczy, niźli chowanie skarbów złota, albowiem jałmużna od śmierci wybawia, ona oczyszcza grzechy i czyni, że się znajduje miłosierdzie i żywot wieczny.

Tob 12, 8–9

Skarbcie sobie skarby w niebie, gdzie ani rdza, ani mól nie psuje, i gdzie złodzieje nie wykopują, ani nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje.

Mt 6, 20–21

https://www.piusx.org.pl/nowe-projekty/

W większości miast, w których prowadzimy regularną posługę duszpasterską, dotychczasowe miejsca kultu stały się za małe dla stale wzrastającej liczby wiernych. Nasz apostolat jest prowadzony i rozwijany wyłącznie dzięki hojności dobroczyńców, za których raz w miesiącu w każdym przeoracie są odprawiane dwie Msze św. – jedna za żywych, a druga za zmarłych. Codziennie wszyscy członkowie Bractwa odmawiają też wspólnie różaniec w intencji dobroczyńców.

Oto nowe śmiałe projekty, które z Bożą pomocą i Państwa wsparciem pragniemy zrealizować:

projektzebrana suma
Bydgoszcz – nowy kościół117 874,17 zł
Gdynia – dzwonnica kościoła217 301,67 zł
Górny Śląsk – kaplica i dom rekolekcyjny569 679,73 zł
Józefów – rozbudowa Szkół św. Tomasza z Akwinu501 553,96 zł
Kraków – budowa kościoła/rozbudowa przeoratu42 809,45 zł
Łódź – nowy kościół224 894,78 zł
Olsztyn – nowa kaplica1 492,00 zł
Poznań – nowy kościół831 199,22 zł
Warszawa – nowy kościół w zachodniej części miasta1 473 916,92 zł
Wrocław – nowy kościół163 719,98 zł

Jeśli cierpicie, głupi, to z własnej przyczyny

SOLON : ELEGIA
                                Tłum : j. Czubek                          

     Jeśli cierpicie, głupi, to z własnej przyczyny

w bogach nieśmiertelnych nie szukajcie winy,

Samiście postawili nad sobą tyrany,

Więc dźwigacie sromotne niewoli kajdany.

Pojedynkiem – traficie zawsze w lisie ślady,

A gromadą stoicie bez głowy, bez rady.

Język tylko widzicie, na słówka was kupi, 

A czynów obłudnika nie widzicie głupi !

Im więcej zaszczepionych, tym więcej zakażonych.Sympozjum „Oblicza pandemii”

Sympozjum „Oblicza pandemii”. Referat dr. Marka Sobolewskiego: „Dane statystyczne dowodzą, że szczepionki nie zatrzymują wirusa” [WIDEO]

Dr Marek Sobolewski, statystyk z Politechniki Rzeszowskiej, był jednym z prelegentów podczas sympozjum „Oblicza pandemii”, które odbyło się 29 stycznia 2022 roku w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Wygłoszony przez niego referat dotyczy analizy danych dotyczących zaszczepienia i liczby zakażeń na poziomie krajowym, wojewódzkim i powiatowym. Dr Sobolewski opiera się na powszechnie dostępnych danych publikowanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Z każdej z przeprowadzanych analiz wynika to samo: szczepionki nie ograniczają transmisji wirusa. Wprost przeciwnie. Im więcej zaszczepionych, tym więcej zakażonych. Sobolewski kilkukrotnie podkreślał, iż jego celem nie było wykazanie, że szczepionki przyczyniają się do zwiększenia liczby zakażeń. Niemniej jednak taki wniosek jest oczywisty. Liczby mówią same za siebie.

Dr Sobolewski wyjaśnia też na czym polega manipulacja danymi, którą stosuje Ministerstwo Zdrowia, żeby wmawiać Polakom, iż większość zakażeń  występuje w grupie osób niezaszczepionych. Ministerstwo podaje dane zbiorcze dotyczące okresu od rozpoczęcia podawania drugiej dawki szczepionki. W tym czasie osób „w pełni zaszczepionych” (dwie dawki + 14 dni) w ogóle nie było! Zatem wszystkie zakażenia występowały w grupie osób niezaszczepionych. Taką metodą można sfałszować każde dane. Wystarczy włączyć do analizy okres, w którym dany czynnik nie występuje. Równie dobrze Ministerstwo Zdrowia mogłoby zsumować dane od początku pandemii, czyli za 2020 rok. Wynik byłby jeszcze bardziej korzystny dla zaszczepionych. Tymczasem dane z okresu, gdy liczba zaszczepionych i niezaszczepionych jest mniej więcej taka sama, pokazują dobitnie, że liczba zakażonych jest wyższa w grupie zaszczepionych niż w grupie niezaszczepionych.

20 minut

Befehl ist Befehl! Policjanci Bawarii zgotowali dzieciom piekło. Akcja 30-35 funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku. Wyważone drzwi i przesłuchania w szkole, w której dzieci nie nosiły masek. Ordnung muss sein!!!

Niemcy. Bawarska policja zrobiła nalot na prywatną szkołę, w której dzieciom pozwalano na naukę bez masek. Szkoła nie była zarejestrowana przez bawarski rząd, a rodzice założyli ją w celu ochrony dzieci przed reżimem covidowym.
https://nczas.com/2022/02/01/niemcy-policyjny-nalot-na-szkole-w-ktorej-dzieci-nie-nosily-masek/

——————————–

Szkołę w bawarskiej miejscowości w Erlangen założyli rodzice, którzy chcieli uchronić swoje dzieci przed traumą i zdrowotnymi konsekwencjami wprowadzonego w Bawarii reżimu sanitarnego.

Mowa tu m.in. o nakazie zakrywania ust i nosa przez najmłodszych.

Lokalne media podają, że policja zorganizowała nalot na prywatną szkołę po tym, jak ustalono, że działa ona bez zezwolenia rządu Bawarii, a dzieci uczą się na prywatnej posesji.

Po interwencji służb mundurowych placówka została zamknięta.

Jedna z matek, która posyłała swoje dziecko do rzeczonej szkoły, twierdzi, że akcję przeprowadziło około 30-35 funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku – mieli być wyposażeni w pałki i broń automatyczną, a drzwi do budynku wyważyć taranem.

W dniu, w którym przeprowadzono akcję, w szkole znajdowały się dzieci w wieku od 4. do 14. lat. Gdy policjanci rozpoczęli nalot, przerażone dzieci zaczęły uciekać na piętro budynku, ale mundurowi zatrzymali je.

Dzieci miały zostać oddzielone od rodziców i przesłuchiwane indywidualnie przez 4 godziny.

Portal Reitschuster.de twierdzi, że policja zastosowała taktykę zastraszania, mówiąc dzieciom, że zostaną umieszczone w domach dla nieletnich, jeśli odmówią podania swoich nazwisk.

Ponadto policjanci skonfiskowali dzieciom przybory szkolne. Mają one zostać zwrócone po zakończeniu dochodzenia.

Źródło: Reitschuster.de, Life Site News

Pamiętnik z roku 2456 się coraz bardziej sprawdza…

Dziś siedemsetny dzień polskiej pandemii. Tak, tej, w której mieliśmy się zamknąć na 2-3 tygodnie, a wyszło jak wyszło. Przy takich okrąglicach mam w zwyczaju (robię to już drugi raz) wracać do pewnego wpisu z 16 maja 2020 roku, a więc z zamierzchłych czasów końcówki Kwarantanny Pierwszej, w której jak widać po tekście poniższym – trochę zacząłem odjeżdżać. Był to drugi miesiąc kwarantanny i już w tej malignie zaczynałem miewać zwidy przyszłości. Bawiłem się lemowską formą mego Mistrza i popadałem w futurologię. Ale przy okrągłych okazjach wracam do tego tekstu, by zobaczyć czy coś się spełnia. I… spełnia się. A więc ku pamięci wiernym czytelnikom, i uciesze tym, którzy są z „Dziennikiem” od niedawna i nie natrafili jeszcze na ten tekst – przytaczam.

https://dziennikzarazy.pl/31-01-pamietnik-sie-coraz-bardziej-sprawdza/ Karwelis

————————

16 maja, rok 2456 (i.e)

Raport z eksploracji stanowiska nr 19, rejon Voila, obszar Mazovia

Do Głównej Dyrekcji Zarządzania Przeszłością

Szanowny panie prezesie-generale,

Pragnę powiadomić Pana, że w trakcie wykopalisk zespół nr 9 znalazł unikatowy artefakt sprzed około 450 lat, czyli z epoki Pierwszego Wirusa, a ściślej sprzed 2 lat przed ŚZM (Światowe Zdjęcie Masek), datowanego na 2022 rok i.e. (ich ery). Nazwaliśmy go Flashstick’iem z Varsovii. To fantastyczne znalezisko pozwoli nam uzupełnić historyczną wiedzę na temat funkcjonowania cywilizacji w tym nie dość rozpoznanym do dzisiaj okresie. Jak wiadomo Wielki Impuls skasował całą elektroniczną pamięć ludzkości oraz wszystkie zapisy farbą czy tuszem na papierze. Ocalały jedynie nieliczne świadectwa w formie papierowej i to tylko te uratowane przez Jamesa Bulera, bibliotekarza z Glasgow. Buler nieliczne egzemplarze wyniósł na wieś do chlewika swego kuzyna podczas Rewolucji Antyszczepionkowców (RA).

W ten sposób przypadkiem uratowały się bezcenne księgi, gdy po latach ujawniły się wyjątkowe zdolności ekranowania Impulsu przez cynowy sagan na pomyje (model Slop Light Limited), któremu książki Bulera służyły za podstawki. Prawdopodobnie Buler uratował gdzieś w ten sposób jeszcze więcej książek, ale nie wiadomo gdzie, gdyż jako należący do grupy oskarżanej o kolaborację z Rządem Światowym (tzw. yntelygent) został podczas RA rytualnie uśmiercony poprzez wciśnięcie na głowę tradycyjnej korony z cierniowych maseczek i nafaszerowanie go 10 litrami szczepionki antiCovid-6.0 przez członków komando K5G (Kill 5G) przy wsparciu młodzieżówki YMCA (Young Masks Carring Abort). Tytuły ocalone przez Bulera (pomijając tzw ero-varia, czyli rocznik kolorowego czasopisma pt. „Bezpruderyjne azjatki”) to głównie tzw. „Decameron” i „Guliwer”, do których jeszcze wrócimy w niniejszym Raporcie.

Przypomnijmy, że jedyną wiedzę jaką posiadamy o czasach po okresie Pierwszego Wirusa czerpaliśmy dotąd z tzw. Pendrive’a z Antwerpii, bo wcześniejsze zapiski zniszczył powyższy Impuls. W obu przypadkach – naszego Flashstick’a z Varsovii i Pendrive’a z Antwerpii – powtarzają się te same okoliczności przetrwania Wielkiego Impulsu przez wspomiane artefakty. Oba te przedmioty zostały znalezione w zwaliskach tekturowych tutek. Ich gigantyczne ilości zdają się obalać hipotezę profesora Gargola, który twierdził, że znajdowane już wcześniej tutki są pozostałością po tzw. papirusach toaletowych, nawijanych na nie. Postulowany przez profesora prozaiczny sposób ich użycia tu przeczy jego „toaletowej” tezie – ilość znalezionych tutek była w obu przypadkach przeogromna, co wyklucza potrzebę gromadzenia takiej ilości „papirusa” dla pojedynczego osobnika. Te sprzeczności mogą z kolei przemawiać za koncepcją dra Borgola, który wywodził, iż tutki miały raczej znaczenie religijne, w rodzaju wotów dla bóstwa, jak te z metalu, znalezione na ścianach dawnych świątyń. Jednak wota metalowe przedstawiały kształty uzdrowionych organów lub kończyn, co w przypadku sposobu użycia tutek „papirusa” musi budzić wątpliwości lub co najmniej niesmak co do tak skonstruowanej analogii.

Udało nam się odczytać treść z Flashstick’a z Varsovii. Tak jak w przypadku Pendrive’a z Antwerpii nieocenioną pomoc wykazało Tajne Depozytorium Maszyn Nielegalnych dając nam do dyspozycji jedyny ocalały cyfrowy egzeplarz maszyny z tamtego okresu (tzw. Apple z Tymbarku). Okazało się, że odczytany zbiór to „Dziennik zarazy”, zapiski z samego okresu Pierwszego Wirusa, jednak analiza komparatywna z innym dziełem z epoki podobnej pandemii – ze wspomnianym „Decameronem” – wykazała znaczne różnice. Pomijając ewidentnie wyższy poziom literacki autora „Decamerona”, oba zbiory zapisków różni podejście do opisywanej rzeczywistości.

Choć oba teksty łączy motyw kwarantanny, to zbiór z epoki tzw. Owrzodzenia dotyczy opowieści, które wymienia między sobą dziesięć osób zamkniętych w kwarantannie. Za to „Dziennik zarazy” jest monologiem jednego, nieznanego jeszcze autora. I tak jak wcześniejsze dzieło jest barwnym opisem obyczajów cywilizacji na tym etapie, tak „Dziennik” dotyczy głównie samej pandemii, i to przede wszystkim w jej aktualnym, politycznym aspekcie. Daje nam to mniejsze wyobrażenie o obyczajach epoki Pierwszego Wirusa, ale pokazuje znaczny stopień osadzenia ówczesnych wydarzeń w dominującym wtedy jak widać kontekście politycznym. To zaś uzupełnia brakujące do tej pory ogniwa łączące nieliczne ocalałe przekazy papierowe z czasami, o których już coś wiemy – chociażby ze wspomnianego już Pendrive’a z Antwerpii, opisującego okresy po Wielkim Zaszczepieniu, ale jeszcze sprzed dynastii Bosaków.

„Dziennik” pokazuje nam świat w jakimś do tej pory nieodczytanym konflikcie. Wszyscy się ze wszystkimi spierają, a głównie mówią o jakimś Kaczyńskim, o którym późniejsze dzieje, a właściwie nieliczne ich przekazy, milczą. Właściwie zapiski nie ujawniają czego dotyczy ten zażarty spór. Widocznie autor uważał go za na tyle oczywisty, że o jego przyczynach nie wspominał. Wielu naszych naukowców na podstawie tych zapisków potwierdza taki konflikt, jednak co do jego istoty ujawniają się różne hipotezy. Znalezione na innych stanowiskach (głównie stanowisko „Sasin”, pola 14 i 16) podarte tzw. „pakiety do głosowania”, podobizny w/w Kaczyńskiego w różnych stylach (koreański dyktator, tzw. Stalin, afrykański watażka) nie przybliżają nas do odkrycia znaczenia tych znalezisk. Do tej pory sama identyfikacja Kaczyńskiego wydaje się wewnętrznie sprzeczna – w linkach dziennika wspomina się w jego kontekście o jakimś Kaczorze-Dyktatorze, a zaraz znowu o jakimś Zbawcy Ojczyzny. Należy zastanowić się nad śmiałą tezą adiunkta Bobasa, że chodzi o tego samego człowieka, tylko różnie ocenianego. Ale tak skrajnie?  

Wynikają z tego z kolei różne hipotezy dotyczące samego kształtu ustroju politycznego ówczesnej cywilizacji. Po pierwsze dużo się mówi o tzw. wyborach. Według profesora Dambasa chodzi tu o jakiś sposób selekcji czy powoływania menadżera państwa. Według niego łączy się to w nieodgadniony dotąd sposób ze wspomnianymi podartymi kopertami. Dodajmy, że chodzi o okres występowania państwa jako tworu politycznego, czyli mówimy o czasach jeszcze sprzed powołania Rządu Światowego, w którym to procesie koncepcja tzw. wyborów nawet nie była znana (zresztą do tej pory przecież nie wiadomo – o czym można mówić tylko na zamkniętych seminariach dla wybranych działaczy – skąd się Rząd Światowy wziął, ale skoro już się wziął i był od razu światowy…).

Sam proces wspomnianej selekcji wywoływał ówcześnie ogromne emocje i konflikty. Doktor Blombas uważa, że w kraju autora „Dziennika” istniały podziały na trzy ugrupowania, które różniły się według miejsca rytualizacji swoich obrządków (tzw. zakupy). Mieli to być żabkowcy, lidlowcy i biedronkowcy. Jednak hipoteza ta wydaje się dość słaba, gdyż oparta jest jedynie na nazwisku domniemanego przywódcy tej ostatniej grupy (Biedroń). Podział ten nie jest potwierdzony wprost w dzienniku. Doktor Balabis twierdzi z kolei, że konflikt ten ma inne podłoże, wywodzące się jeszcze od drugiej z ocalałych książek, autorstwa niejakiego Swifta pt. „Podróże Guliwera”. Występują tam dwa narody Liliputów i Blefusków, które wyniszczają się w długoletniej wojnie z powodu różnicy zdań co do tego, z której strony (grubszej czy spiczastej) należy stłuc jajko ugotowane na twardo by je obrać (i zjeść? było to jeszcze przed wyginięciem tzw. ptaków, które prawdopodobnie konstruowały w/w jaja). Doktor Balabis uważa, że to kontynuacja tego konfliktu, ale za jedyne poparcie tej tezy ma tylko to, że szef jednego z ugrupowań z „Dziennika” był niski, zaś druga strona politycznego sporu (Blefuskowie?) nie chcieli się spotkać z Liliuptami (sic!) na tzw. jajeczku…

Co jeszcze wiemy z zapisków? Głównie wiemy czego JESZCZE nie wiedzą ówcześni. Nie wiedzą, że już za dwa lata władzę nad cywilizacją przejmie grupa światowych oligarchów (tzw. grupa Windows) i że po chwilowej euforii związanej z ŚZM (patrz wyżej) zarządzi ona obowiązkowe szczepienie szczepionką przeciwko wirusowi (Wielkie Zaszczepienie), wynalezioną przez wspomnianą grupę. Ludzie epoki Wirusa nie wiedzieli także, że szczepionka ta doprowadzi do masowego wymierania i w jej wyniku do depopulacji, choć głosy takie się już pojawiały a ich autorzy kierowani byli do tzw. psychuszek. Tym bardziej nie wiedziano jeszcze, że sprawa wyda się po 20 latach, co spowoduje przywołaną już tu Rewolucję Antyszczepionkowców (RA), a co dopiero mówić o wiedzy na temat późniejszego Wielkiego Impulsu, który zawróci ludzkość ze zgubnej drogi w przepaść globalizmu, i potwierdzi ostatecznie dogmat o płaskości naszej planety.

W czasach „Dziennika” jedynie wzmiankuje się kwestie wynalezienia szczepień i ich obowiązkowości, ale nie ma to jeszcze wtedy większego znaczenia. W opowieściach króluje polityka, dająca nam jakieś pojęcie o tym czym żyli wtedy ludzie, ale widać, że podkłady konfliktów społecznych pod przyszłą RA zostały już wtedy położone. W sumie ludzkość miała tematy jednak dość lekkie, nieświadoma zakresu przyszłej zmiany całego paradygmatu swego funkcjonowania.

Należy jednak podkreślić wyjątkowość znaleziska, które uzupełnia nasze braki w wiedzy na temat rozwoju cywilizacji sprzed Wielkiego Impulsu. Teraz każdym z wpisów powinni zająć się antropolodzy i archeolodzy. W zapiskach znajduje się bowiem wiele fotografii z tamtego czasu i tzw. linków do Internetu, który został zdelegalizowany od czasu Wielkiego Zaszczepienia.

Wiemy coraz więcej, ale też coraz więcej pytań. Kopiemy więc dalej. Na razie same tutki…

P.S. Za tydzień wyślę posłańca z kolejnym raportem. Trzeba uważać, bo poprzedniego pojmało podobno ugrupowanie KORWiL (Konfederacja Obrony Rozumnych – Wolność i Ludożerstwo). Słuch o nim zaginął, strach myśleć – dlaczego.

z poważaniem

dr Yersey Pigeon

Więcej wpisów na moim blogu „Dziennik zarazy”.