Grób Chrystusa a dzisiejsze grobowce dla niewinnych

w ramach krótkich rozważań przygotowujących nas do Wielkanocy, przypominaliśmy już o przesłuchaniu Pana Jezusa przed arcykapłanami, o sądzie Piłata i tłumu nad Zbawicielemoraz drodze krzyżowej. Po wielkich cierpieniach, Chrystus umiera na krzyżu za każdego człowieka.

 Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl

Ciało Niewinnego zostaje złożone w grobie. Wie Pan jakie miejsca są dzisiaj przygotowane dla niewinnych?

Jedno z nich ujawnili niedawno obrońcy życia z USA:

Po śmierci ciało Zbawiciela zdjęto z krzyża i złożono do grobu. Arcykapłani i faryzeusze, czyli ówczesne elity, nie wierzyli w możliwość Jego zmartwychwstania. Bano się potencjalnych reakcji uczniów Chrystusa. Wietrzono spiski i oszustwa, które mogły zagrozić ich wpływom i narobić problemów. Postawiono więc straże przed grobem, które miały nikogo nie wpuszczać i pilnować, aby nikt nie zbliżał się do tego miejsca.

Na zdjęciu powyżej może Pan zobaczyć współczesny grobowiec przygotowany dla niewinnych, którzy zostali w okrutny sposób zamordowani.To chłodnia należąca do Uniwersytetu Waszyngtońskiego z Seattle, w której przechowywane są ciała dzieci zabitych poprzez aborcję.

Wie Pan po co? Organy abortowanych dzieci są potrzebne naukowcom i koncernom farmaceutycznym do eksperymentów medycznych oraz badań nad nowymi lekami i szczepionkami, które mają rzekomo ratować ludzkie życie. Aby było to jednak możliwe, najpierw trzeba odebrać życie tysiącom nienarodzonych dzieci i pobrać od nich organy.

Podobne miejsca, nazywane hurtowniami lub bankami organów, działają na całym świecie. Zarabiają pieniądze na skupowaniu od ośrodków aborcyjnych maleńkich wątrób, płuc, mózgów i innych organów od abortowanych dzieci i odsprzedawaniu ich do laboratoriów. Proceder ten jest całkowicie jawny, jednak szczegóły aborcji dokonywanych na potrzeby branży medycznej są utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną. Prawda jest pilnie strzeżona.

Na wejściu do współczesnych grobowców dla niewinnych również ustawiono straże. Wokół aborcyjnych ośrodków śmierci (zwanych dla zmylenia „klinikami”) tworzy się specjalne strefy buforowe. W niektórych krajach obowiązują regulacje prawne, które zakazują zbliżania się do tych miejsc na określoną odległość wszystkim tym, którzy chcieliby jakoś zareagować. Ośrodków tych pilnują uzbrojeni strażnicy i policjanci. Nieliczni obrońcy życia, którzy próbują wchodzić do środka i rozmawiać z kobietami chcącymi zamordować swoje dziecko, są brutalnie traktowani i wsadzani do aresztu. Ich działalność zagraża wpływom tych, którzy zarabiają gigantyczne pieniądze na aborcji i sprzedaży organów dzieci koncernom medycznym i uniwersytetom.

Jednak nie wszystkie abortowane dzieci giną w tzw. „klinikach”. Obecnie większość aborcyjnych morderstw dokonywanych jest w domach za pomocą pigułek poronnych. Tak jak dwa tysiące lat temu arcykapłani próbowali ukryć skutki zbrodni na Niewinnym, tak i dzisiaj za wszelką cenę próbuje się zatrzeć ślady po domowych aborcjach na niewinnych dzieciach.

Płód w drugim trymestrze może mieć wymiar od kilku do ponad 20 centymetrów. Trudno zatem go nie zauważyć czy też uniknąć konieczności oglądania go (…) Może zdarzyć się tak, że płodu nie da się spuścić w toalecie (…) Wyrzucenie szczątków do śmietnika także jest możliwe. Warto jednak zadbać o to, aby były szczelnie opakowane tak, aby przy wywozie śmieci nic nie wzbudziło podejrzeń osób je wywożących (…) Zakopanie płodu to nie tylko skuteczne i bezpieczne ukrycie faktu aborcji przed osobami trzecimi i zminimalizowanie ryzyka zainteresowania organów ścigania (…). Jeśli podejmiemy decyzję o zakopaniu płodu warto wcześniej się do tego przygotować – przed rozpoczęciem poronienia wykopać dość głęboki dół w wybranym miejscu.”

To fragment poradnika dotyczącego sposobów ukrycia ciała dziecka zamordowanego w wyniku pigułkowej aborcji, który został opublikowany przez największą w Polsce zorganizowaną grupę przestępczą pośredniczącą w nielegalnym handlu pigułkami poronnymi. Tylko w ubiegłym roku takich aborcji dokonano ponad 30 000. Grobowcami dla tych tysięcy dzieci stały się doły, śmietniki lub oczyszczalnie ścieków, do których ciała trafiły kanalizacją po spłukaniu ich w ubikacji.

Wydanemu na śmierć Zbawicielowi odmówiono zarówno Jego Bóstwa, jak i Jego Człowieczeństwa. Dzisiaj status człowieka nie obejmuje dzieci przed narodzeniem, w związku z tym są one traktowane jak szkodniki i pasożyty, które trzeba wytępić, a ich ciała przeznaczyć na śmietnik lub surowiec dla branży farmaceutycznej. W nadchodzącym czasie Wielkanocy prośmy o to, aby w każdym nienarodzonym dziecku zauważono człowieka i rozpoznano w nim Chrystusa, dzięki czemu na całym świecie będzie mógł zapanować pokój.

Zachęcamy też do przekazania wielkopostnej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją:

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Jutro ostatnia część rozważań – Zmartwychwstanie. Co dzisiaj może nas wyzwolić?


Serdecznie Pana pozdrawiam,

Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

stronazycia.pl

Lemingi – Obecność w kulturze.[viki]

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lemingi

W masowej kulturze w odniesieniu do lemingów funkcjonuje określenie „masowe samobójstwo”. Mit pojawił się wiele wieków temu w Skandynawii, gdzie w ten sposób starano się wyjaśnić nagłe zmiany liczebności populacji[17]. Lemingi miałyby instynktownie dążyć do samozagłady, aby zapobiec zbytniemu zagęszczeniu populacji[10].

Mit o „masowym samobójstwie” lemingów ma długą historię, a na jego popularność złożyło się wiele czynników. W roku 1955 Carl Barks, ilustrator w wytwórni Disneya, narysował do magazynu Uncle Scrooge Adventures komiks pt. „Leming z medalionem” (The Lemming with the Locket). Komiks powstał z inspiracji artykułem w magazynie The American Mercury z 1954 i przedstawiał ogromne ilości lemingów, skaczących z norweskich klifów do morza. Na podstawie tego komiksu z kolei powstał jeden z odcinków Kaczych Opowieści pt. „Ulubione zwierzątko Scrooge’a” albo „Ulubieniec Sknerusa”, w oryginale Scrooge’s Pet[18].

Duży udział w upowszechnieniu błędnej tezy miał także film wytwórni Disneya White Wilderness (1958), pokazujący lemingi skaczące na pewną śmierć do morza. Po 24 latach udowodniono jednak, że scena ta była sfałszowana, podobnie jak poprzedzające ją sceny przedstawiające masową migrację tych zwierząt. W maju 1982 kanadyjska telewizja CBC w cyklu The fifth estate (Piąta władza, program typu śledczego), wyemitowała film Cruel Camera (Okrutna kamera), przedstawiający okrucieństwa wobec zwierząt w przemyśle rozrywkowym[19].

W filmie wykazano, że sceny przedstawione w White Wilderness były zaaranżowane: film nie był kręcony w Norwegii, lecz w kanadyjskim stanie Alberta, gdzie nie występują lemingi; sfilmowane gryzonie kupiono nad Zatoką Hudsona i przywieziono do Calgary; przedstawiona wielka migracja była jedynie zręcznym montażem wielu ujęć wciąż tych samych kilkudziesięciu zwierząt[20][21], zaś w kluczowej scenie „masowego samobójstwa” lemingi nie zeskakiwały z urwiska, ale były z niego zrzucane[22][17].

W grze Lemmings z 1991 zadaniem gracza jest powstrzymanie i właściwe ukierunkowanie bezmyślnego marszu gromady tytułowych „lemmingów” (postaci z wyglądu nie mających wiele wspólnego z prawdziwymi lemingami), które bez tej interwencji spadłyby z urwiska, weszły w dziurę lub wpadły w inne pułapki.

Sługa Ludu

Stanisław Michalkiewicz 7 kwietnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5156

Tak nazywa się ukraińska partia, którą na potrzeby przeforsowania Włodzimierza Zełeńskiego na prezydenta Ukrainy, animował i sponsorował oligarcha Igor Kołomojski, co to ma aż trzy obywatelstwa: izraelskie, cypryjskie, no i oczywiście – ukraińskie. Nazwa ta jest bardzo podobna do tytułu serialu komediowego „Sługa Narodu”, w którym główną rolę grał właśnie Włodzimierz Zełeński, znakomicie grający obecnie rolę niezłomnego prezydenta Ukrainy.

Możliwe, że pierwotnie Igor Kolomojski – podobnie jak w swoim czasie generał Czesław Kiszczak w Polsce, puszczając na prezydenta Lecha Wałęsę – chciał sobie zadrwić z ukraińskiego narodu, a przy okazji zademonstrować, że rzeczywiście „każdy” może być prezydentem – ale dramatyczne okoliczności uczyniły z komika męża stanu i to od razu – formatu europejskiego, co wyraża się m.in w bezceremonialnym sztorcowaniu rozmaitych polityków europejskich, jeśli tylko nie wykazują oni entuzjazmu do poświęcenia interesów swoich krajów, dla interesów Ukrainy.

W ślady prezydenta Zełeńskiego idą inni ukraińscy politycy, jak np. minister spraw zagranicznych Dymitr Kułeba, a sztorcowani, mając świadomość, że Ukraina i jej przywódcy są obecnie Najukochańszymi Duszeńkami amerykańskiego prezydenta Bidena, który przy użyciu NATO postanowił wojować z Rosją na Ukrainie do ostatniego Ukraińca, wprawdzie otwarcie im się nie sprzeciwiają, ale też migają się, jak tylko mogą, ani ostentacyjnie im nie nadskakują, jak na przykład pan prezydent Andrzej Duda, Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, czy jego pierwszy minister Mateusz Morawiecki. Ci, dla przypodobania się już nawet nie Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, ale nawet – prezydentowi Zełeńskiemu – gotowi są zrobić wszystko, a zwłaszcza – jak najszybciej wciągnąć do wojny nasz nieszczęśliwy kraj.

W przypadku prezydenta Dudy jest to zrozumiałe; jeśli – jak zauważył Leszek Miller, co to o polityce coś tam musi wiedzieć – chce uzyskać jakąś prestiżową synekurę po zakończeniu dobrego fartu w charakterze prezydenta naszego bantustanu, to musi mieć protekcję Naszego Najważniejszego Sojusznika, a może nawet Sojuszników Pomniejszych – ale na co liczy Naczelnik Państwa, czy jego pierwszy minister – tajemnica to wielka. Tymczasem właśnie Naczelnik Państwa mało jaja nie zniesie, by Polskę wciągnąć do wojny, jaką na Ukrainie prowadzi z Rosją Sojusz Północnoatlantycki, wystrzegając się jednak bezpośredniego zaangażowania militarnego. Dostarcza tylko Ukrainie pieniądze, broń i amunicję.

Tymczasem Naczelnik podczas wyprawy kijowskiej zaproponował by NATO zaangażowało się bezpośrednio, wysyłając na Ukrainę uzbrojoną po zęby „misję pokojową”. Na szczęście prezydent Biden, który podobno koncepcję Naczelnika Państwa – jak oznajmiła rzeczniczka Białego Domu pani Psaki – „rozważał”, po przyjeździe do Europy i odbyciu rozmów z przedstawicielami państw poważnych, postanowił tym razem „nie pozwolić” Naczelnikowi Państwa na taką misję, choćby nawet uczestniczyła w niej tylko Polska.

Ludzie pobożni widzą w tym ingerencję Matki Boskiej, która postanowiła chronić nasz kraj nawet przez Umiłowanymi Przywódcami. Na takie dictum nawet prezydent Zełeński się zreflektował i nie tylko dostroił się do nowej mądrości etapu, ale – chociaż wcześniej rozpływał się w wyrazach wdzięczności za inicjatywę Naczelnika Państwa – nagle oświadczył, że jej „nie rozumie” i wyjaśnił, że: czy na szczęście, czy niestety – to jest nasz kraj i ja jestem tu prezydentem i to my będziemy decydowali o tym, co tu się będzie działo. Myślę, że Naczelnik Państwa, który najwyraźniej już zaczął śnić swój sen o szpadzie – był tym obrotem sprawy bardzo rozgoryczony i nie wziął udziału w uroczystości na Zamku Królewskim, w trakcie której prezydent Biden wynagrodził nas, a ściślej – nie tyle „nas”, co grono osobistości wyselekcjonowanych przez amerykańską bezpiekę, która układała listę gości – komplementami, a nawet przypomniał sobie Kukuńka, co jednak było już – oczywiście niezamierzonym – gestem dwuznacznym. Nie pojawił się tam również Donald Tusk, ale nie wiadomo, czy dlatego że nie chciał zademonstrować jedności moralno-politycznej z Naczelnikiem Państwa, czy też dlatego, że prezydent Biden, uznawszy, że skoro niedawno rozmawiał z kanclerzem Olafem Scholzem, to nie ma potrzeby dodatkowo rozmawiać z jego delegatem na Polskę, więc amerykańscy bezpieczniacy mogli nie umieścić go na liście.

Spośród polityków państw Europy Środkowej tylko węgierski premier Wiktor Orban dlaczegoś nie ulega fascynacji prezydentem Zełeńskim, którego sztorcowania spływają po nim, jak woda po gęsi. Na natarczywe żądania i gorzkie wyrzuty z jego strony, że Węgry nie poświęcają wszystkiego dla dogodzenia Ukrainie odparł, że dla jego przyjemności „nie wyłączy” całej gospodarki węgierskiej – co mogłoby nastąpić, gdyby zaczął popierać najsurowsze sankcje wobec Rosji, jakie każdego dnia obmyślają amerykańscy strategowie.

Zawsze mówiłem, że – w odróżnieniu od naszych Umiłowanych Przywódców – Wiktor Orban potrafi prowadzić politykę elastyczną; nie wyprowadza Węgier ani z NATO, ani z Unii Europejskiej, ale też nie poświęca węgierskich interesów na ołtarzu „jedności”, czy „wartości europejskich”. Za to właśnie Węgrzy go lubią i nie tylko wygrał z większością konstytucyjną trzy wybory pod rząd, ale prawdopodobnie dokona tego i teraz, podczas gdy żadnemu z Naszych Umiłowanych Przywódców taka sztuka nigdy jeszcze się nie udała. Możliwe, że obecnie wśród Węgrów jest znacznie mniej kandydatów na samobójców, niż u nas, gdzie rząd dusz sprawuje z jednej strony pan red. Michnik, a z drugiej – pan red. Sakiewicz.

Tutaj muszę odwołać się do mojej ulubionej teorii spiskowej, według której Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, a każde ciągnie w swoją stronę również swoje polityczne ekspozytury, w związku z czym prowadzenie jakiejkolwiek polityki POLSKIEJ wydaje się niemożliwe. Toteż właśnie Nasi Umiłowani Przywódcy zerwali stosunki z Wiktorem Orbanem, na skutek czego spotkanie Grupy Wyszehradzkiej nie doszło do skutku. Cóż innego mogłoby bardziej udelektować niemieckiego kanclerza, jak nie praktyczne rozpadanie się Grupy Wyszehradzkiej? Ale za to „Gazeta Wyborcza” może pochwalić nawet Naczelnika Państwa”, nie mówiąc już o jego pierwszym ministrze Mateuszu Morawieckim, który właśnie zdecydował, że Polska nie będzie już importować z Rosji ani ropy, ani gazu ani węgla. Węgiel importowany z Rosji pokrywał dotąd około 16 proc, zapotrzebowania, przy czym korzystały z niego gospodarstwa domowe. Ponieważ premier, pewnie w obawie przed ściągnięciem gromów na swoją głowę, nie ośmielił się wskazać tym gospodarstwom żadnego paliwa zastępczego, to minister Sasin, który podobno drze z premierem koty, natychmiast zadeklarował, że Polska zwiększy wydobycie własnego węgla, co z kolei mogło wywołać wściekłość niemieckich Zielonych, więc tylko patrzeć, jak przyjedzie do nas panna Greta Thunberg żeby nas obsztorcować za nieczułość wobec męczarni przeżywanych przez „planetę”.

I tak miotaliśmy się w mroku niepewności, jaką politykę prowadzą akurat Nasi Umiłowani Przywódcy, aż wreszcie te ciemności rozproszył rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych pan Łukasz Jasina oświadczając, że Polska jest „sługą narodu ukraińskiego”. W jednej chwili wszystko się wyjaśniło i to nie tylko na chwilę obecną, ale kto wie, czy tak już nie zostanie nie na zawsze?

Why Is Biden’s SEC Waging War on American Energy?

April 4, 2022 Why Is Biden’s SEC Waging War on American Energy?

https://www.tfp.org/why-is-bidens-sec-waging-war-on-american-energy/?pkg=TFP22131

Russia’s war on Ukraine is changing the geopolitics of the world. The delicate situation calls for agility and improvising to adjust to a crisis that could quickly become ugly. The Biden Administration and Western Europe have imposed sanctions as part of a strategy to end the war.

However, the Administration is also applying “sanctions” upon the American energy industry to serve the ideology of the climate control left. America cannot win a war if it turns against itself.

There is no other way to explain it. President Biden is waging war on American energy, and his Administration is doing everything possible to discourage production. It can not know what it is doing.

A Devastating SEC Decision

A recent decision by the Securities and Exchange Commission (SEC) is a case in point. The Democrat-dominated body voted to advance a proposed rule that will wreak havoc on energy producers—right when they need to increase production to offset sanctioned Russian supplies.

The new SEC rule will expand the requirement that all public companies disclose the climate risks involved in their operations. This already egregious duty has now been made completely unreasonable.

Present law covers so-called “material” events and risks defined as information deemed important by a reasonable person. Such disclosures are usually very limited to those things impacting the environment that investors would need to know.

However, SEC Chairman Gary Gensler and his fellow Democrats voted 3-1 to redefine “materiality” to mean anything they want it to mean. The 510-page proposal broadens the requirements to require public disclosure of the risks of anything associated with carbon and climate change politics at any stage in production.

Contrary to the SEC’s Purpose

There has never been a proposal like this one in SEC history. The rule unloads a mountain of bureaucracy on already-struggling firms. It contradicts securities law and sound regulatory practice. Such disclosures favor progressive investors seeking to strangle oil and energy investment by depriving it of credit and capital. The new data provide ammunition to woke investors who can cancel offending companies.

The SEC exists to ensure investors have relevant information about publically traded firms. That’s it. It was never intended to be a policy-making agency imposing an ideology. Its purpose is to assure fairness in the securities markets, protecting investors against fraud.

The SEC was founded after the stock market crash in 1929. It sought to restore investor confidence by stopping the deceptive sales practices and manipulations that caused the crash in the first place. The commission established rules, supervision and forbade unfair use of nonpublic information about stocks when trading.

A Rule With an Agenda

The new rule uses this full disclosure requirement to demand information about greenhouse gas emissions and other climate ideology data. The new requirements are massive. They have no place in a volatile world where everything is upside down. The fanatical zeal of the green new dealers once more disregards reality in favor of de-development and eco-fantasy.

The new reporting must include all phases of production. This begins with the greenhouse-gas emissions caused directly by the operations of company plants and their energy consumption. Companies will also have to report on Scope 3 emissions, which means data related to supply chains and customer use.

All manufacturers will feel the fire of the regulatory state. However, these draconian requirements especially target oil companies, which will be required to estimate emissions from rigs, tankers and pipelines transporting oil and gas. On the product side, emissions from combustion engine consumption, plastics and other oil-based materials must be monitored.

The worst thing about Scope 3 emissions is that the SEC admits there is no clear definition for them. The commission has “not proposed a bright-line quantitative threshold for the materiality determination.” Everything depends upon the facts and circumstances surrounding each case. Thus, the potential for arbitrariness in rule enforcement is enormous. All it takes is an overzealous regulator to determine that an eco-factor is relevant to an investor’s supposed need to know.

Harassment on a Grand Scale

The new reporting is meant to intimidate. The commission has the authority to reveal only those things that are “necessary or appropriate in the public interest or for the protection of investors.” The SEC decision provided no proof that the new green ideology data fit the criteria for necessary public disclosure.

The SEC claims the new rule “will promote efficiency, competition, and capital formation.” However, it would add yet another layer of government regulation to the already excessive burden carried by companies. The threat of such exhaustive disclosures will discourage companies from going public and encourage stock buy-backs to return to the private sector.

In addition, it will expose private supply chain partners to disclose climate information that they usually would not have to report. All this information must be certified and audited, and companies will be liable for inaccuracies.

This huge effort is made to help woke, eco-friendly investors like BlackRock and public pension funds sniff out climate “offenders” whose only “crime” is using carbon like every human being in America.

The proposed rule will now be open for comments for 60 days before being finalized. Many states, such as West Virginia, have promised to sue the SEC for harassment of their energy industry. However, many rightly note that the damage has already been done. A shot has been fired over the bow of the energy sector. Even if federal courts throw the final rule out, the message has been sent. The war on energy has been declared. Investors beware. You are a target of the Democrats and their extreme green militants.

The message is equivalent to sanctions on the industry for doing its job. President Biden is declaring war on American energy in a time of crisis. The Administration knows this and nevertheless continues destroying the nation.

«Syndrom lemingów» i ich masowe samobójstwa: Oszustwo Disneya. UTRWALONE w „kulturze światowej”.

„The Knowledge”

Na podstawie: 6 aprile 2022 Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/04/06/syndrom-leminga-i-masowe-samobojstwa-oszustwo-walta-disneya/

«Ci, którzy manipulują ukrytymi mechanizmami społeczeństwa, tworzą niewidzialny rząd, który jest prawdziwą siłą kontrolującą. Rządzą nami, formują nasze umysły, kształtują nasze upodobania, a nasze poglądy niemal całkowicie podporządkowane są wpływom ludzi, o których istnieniu nigdy nawet nie słyszeliśmy.»

«Wszyscy tak robią, więc i ja tak zrobię»: zjawisko tego rodzaju określa się mianem «syndromu leminga». W dzisiejszych czasach łatwo odnieść wrażenie, że jak “lemingi – biegniemy ku przepaści”. “Zachowujemy się jak lemingi, które wkrótce popełnią zbiorowe samobójstwo”.

Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem jednak to, co inni odkryli już wcześniej: lemingi tego nie robią.

Nabrał się na to również Giorgio Agamben (współczesny filozof włoski), co widać w jego artykule «Ludzie i lemingi». https://www.quodlibet.it/giorgio-agamben-uomini-e-lemmings

Opowieść o samobójczych lemingach pochodzi z filmu dokumentalnego Walta Disneya z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W filmie sugeruje się, że zwierzęta te mają zwyczaj grupowego rzucania się z klifów w celu popełnienia masowego samobójstwa.

Dziewięciu różnych filmowców spędziło trzy lata na kręceniu i montowaniu materiału filmowego do różnych segmentów składających się na “White Wilderness” i nie wiadomo, czy Walt Disney akceptował, bądź był świadomy działań Jamesa R. Simona, głównego fotografa sekwencji z lemingami. Niemniej jednak w tym przypadku to, co zostało przedstawione na ekranie, było całkowitym wymysłem, a nie odtworzeniem rzeczywistego zachowania zwierząt. Żadne badanie naukowe nie potwierdziło wiarygodności owego filmu. Fałsz tejże narracji został ujawniony.

To właśnie tego rodzaju manipulacje i fałszerstwa – przybierające obecnie inne formy – prowadzą dziś gatunek ludzki w przepaść i nie różnią się one od tych, których dopuścili się twórcy omawianego filmu.

Sekwencja video została pokazana w roku 1958 jako naturalistyczny zapis życia lemingów, które na kilku ujęciach są widoczne, jak jeden po drugim skaczą z klifu. Stwierdzono na filmie, że gdy populacja staje się zbyt duża w stosunku do ilości pożywienia, lemingi – aby zachować przy życiu następne pokolenie – zwierzęta odrywają się od społeczności w dużych grupach, a następnie skaczą z klifów i giną w morzu, po to, by pozostawić innym wystarczającą ilość pożywienia do przeżycia.

Wszystko to jest nieprawdą, a to, co zrobiła ekipa filmowa, to czyste okrucieństwo wobec tych sympatycznych i nieszkodliwych zwierząt. Kilka lat po nakręceniu filmu dokumentalnego oraz utrwaleniu się w świadomości ludzi myśli o dziwacznym zachowaniu tych małych gryzoni, niektórzy uczeni postanowili sprawdzić i zrozumieć ich postępowanie; nakręcono dziesiątki filmów o lemingach; także BBC postanowiła sprawdzić, jak wygląda prawda.

Okazało się, że rzeczywistość jest zupełnie inna, a pod ciągłym naciskiem obrońców praw zwierząt, niektórzy członkowie ekipy filmowej Simona zostali zmuszeni do przyznania się, że sztucznie stworzyli scenę “samobójstwa” lemingów –  zmuszając niewielkie stado do rzucenia się z klifu do morza, aby osiągnąć pożądany efekt.

Niesamowita scenka została wymuszona przy użyciu niewielkich ognisk oraz ultradźwięków, które przestraszyły małe gryzonie i zmusiły je do podążania wyznaczonym szlakiem aż do momentu ich śmierci.

Ponadto, fałszywy film dokumentalny Disneya był kręcony w Albercie, w Kanadzie, gdzie nie ma lemingów (ani morza, w którym mogłyby popełnić samobójstwo) i wydaje się, że to właśnie szczegóły otoczenia wzbudziły podejrzenia niektórych badaczy, którzy rozpoznali znajomy krajobraz – całkowicie niepasujący do lemingów.

James Simon sprowadził ich około stu i do kilku kadrów wykorzystał ruchomą płytę pokrytą śniegiem, na której umieszczono gryzonie; następnie w trakcie filmowania obracał płytę w taki sposób, aby kamera, trzymana nieruchomo, mogła sfilmować scenę i stworzyć wrażenie masy zwierząt uczestniczących w szalonym biegu.

Oczywiście, na Disneya spadła fala krytyki, a ten usprawiedliwił się stwierdzeniem, że firma nie wiedziała o technikach stosowanych przez Simona, i wszystko zostało wyciszone.

Narrator “White Wilderness” relacjonuje:

«Docierają do skraju przepaści. To ich ostatnia szansa, by zawrócić. A jednak kontynuują. Rzucają się w przepaść. Wydaje się przez chwilę, że wszystkie zwierzęta przeżyły i że zaczynają pływać. O dziwo, nie płyną w kierunku lądu, ale oddalają się od brzegu – w kierunku odległego horyzontu. Inne osobniki docierają na plaże różnymi drogami i również one rzucają się w fale. Człowiekowi nie jest dane zrozumienie wszystkich tajemnic natury…. Stopniowo słabną siły, słabnie determinacja…»

https://en.wikipedia.org/wiki/White_Wilderness_(film)

Y [—-]

Sytuację bardzo dobrze obrazuje cytat z książki “Propaganda”Edwarda Bernaysa (1929): «Ci, którzy manipulują ukrytymi mechanizmami społeczeństwa, tworzą niewidzialny rząd, który jest prawdziwą siłą kontrolującą. Rządzą nami, formują nasze umysły, kształtują nasze upodobania, a nasze poglądy niemal całkowicie podporządkowane są wpływom ludzi, o których istnieniu nigdy nawet nie słyszeliśmy.» https://en.wikipedia.org/wiki/Propaganda_(book)

Na podstawie: https://www.nogeoingegneria.com/ingegneria-sociale/balle-create-ad-arte-sindrome-del-lemming-e-il-suicidio-di-massa-una-bufala-di-walt-disney/

WŁADCY EMOCJI

To my decydujemy w co wierzysz. My decydujemy o twoich stanach psychoemocjonalnych. Twoje odczucia i emocje zależą od kierunku, w którym patrzy nasza kamera. My decydujemy, których chorób zakaźnych masz się bać, czym i kiedy masz się szprycować, ofiarom której wojny masz współczuć, a wobec których masz pozostać obojętnym. Pomagasz tylko tym, którym my chcemy abyś pomagał. Jesteś bezwolną kukiełką w naszej ogromnej machinie kłamstwa i manipulacji.

Im głupszy, tym bardziej jesteś nam potrzebny. Niczego nie rozumiesz, bo jesteś naiwnym durniem. Jesteś nasz, bo jesteś głupi, a będąc nasz, stajesz się jeszcze głupszy. To takie błędne koło, którego nie rozumiesz, bo przecież jesteś głupi. Jeśli zechcemy, ozdobisz swój profil flagą Mozambiku, pomimo, że nie masz pojęcia gdzie tego kraju szukać na mapie. Ale to nieistotne.

Gdybyś przeczytał Orwella, wiedziałbyś, że O’Brien nauczał, iż „rzeczywistość mieści się w mózgu”, a to my decydujemy czym masz go wypełnić. Bojkotujesz rosyjskie marki, bo my ci każemy.

Dlaczego nie bojkotujesz np. marek amerykańskich, chociaż „wolny świat” pod przewodnictwem USA od lat morduje ludzi tak samo, jak putinowska Rosja? Bo wmówiliśmy ci, że to my określamy dobro i zło, mimo, że istnieje wyłącznie zło, w różnych odcieniach. Ale ty tego nie wiesz, pomimo, że masz dostęp do wszelakiej wiedzy. Bo jesteś zbyt leniwy by z tej wiedzy skorzystać… My twoje lenistwo codziennie wypełniamy treścią. Naszą treścią. Jesteś nasz. I zawsze będziesz, żałosny idioto.

Latasz pomagać ukraińskim uchodźcom nie dlatego, że taki jesteś dobry i miłosierny, ale głównie dlatego, że my tak chcemy. Masz jednocześnie w dupie biedne afgańskie, syryjskie, czy palestyńskie dzieci, rozrywane od lat bombami, bo my tak chcemy. Jesteś produktem z gliny, meduzą bez kręgosłupa, więc możemy dowolnie cię formować. Nigdy nie zrozumiesz co mówił Lenin w 1919 roku o „pożytecznych idiotach”, bo my tego ci nie wytłumaczymy. A on mówił o tobie, ale ty tego nie wiesz.

Im mniej wiesz, tym lepiej dla nas. Im mniej rozumiesz, tym jesteśmy silniejsi. Twoja głupota to nasza strawa i woda na nasz młyn. Wczoraj kazaliśmy bać ci się wirusa, więc się potwornie bałeś i bezmyślnie szprycowałeś genową, testową berbeluchą, dając nam zarobić pierdyliardy dolarów i euro. Dziś każemy ci wspierać niezaszczepionych uchodźców, więc ich wspierasz i już nie boisz się wirusa, bo z dnia na dzień przeprogramowaliśmy twój pusty łeb na kolejny etap historii. Od tysięcy lat tacy jak ty są nam potrzebni. Bez ciebie nie uda nam się żadna wojna, żaden przewrót i żadna rewolucja. Nigdy nie zrozumiesz, że każda wojna zaczyna się w tych samych ciemnych gabinetach, w których się kończy. Naszych gabinetach. Jesteś durniem i umrzesz durniem. A my jesteśmy z tobą! A ty z nami. Na zawsze !

6 kwietnia 2022, z internetu

De-maskacja

Ewaryst Fedorowicz https://www.ekspedyt.org/2022/04/06/de-maskacja/ 6.04.2022.

Bez niepotrzebnego rozgłosu, nieomal dyskretnie, wręcz (jadąc klasykiem) „bockiem, bockiem, cichućko, cichućko” , maski nie tyle opadły, co zostały odłożone na półkę, obok innych, przydatnych na potem akcesoriów.

Mądrość etapu ujawniła swoje oblicze, po okresie cynicznego, acz prymitywnego zamordyzmu, ordynując starą, mniej złą (dokładnie tak – mniej złą) i jakże nam (osoby w wieku senioralnym mam na myśli) (aż za) dobrze znaną pieredyszkę.

Stan epidemii rzecz jasna odwołany nie został, bo żaden funkcjonariusz nie pozbywa się ulubionego paralizatora, gdy czas na użycie jeszcze poważniejszych przyborów, w każdej chwili może nadejść.

Oprócz masek zniknęły z dnia na dzień również dodatki covidowektóre kosztowały łącznie 8 mld 871 mln zł, a na osobę, maksymalnie była to kwota  miesięcznie 15 tys. zł miesięcznie.

Oj, jaka szkoda!
https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Od-31-marca-koniec-dodatkow-dla-pielegniarek-lekarzy-i-ratownikow,230027,1.html
Tym sposobem, przeszliśmy płynnie do zagranicznego słowa remanent, które jest po prostu  podsumowaniem i dotyczy policzenia stanów magazynowych (i kasy) po zakończeniu etapu każdego projektu.

***

A żeby się Ciemnemu Ludowi, w wiadomej części ciała nie poprzewracało (i ku uspokojeniu rzeszy covidowych beneficjentów), sprawdzony towarzysz Niedzielski został nagrodzony Nagrodą Główną „Wizjonerów Zdrowia 2022
m. in za dbałość o jakość w ochronie zdrowia oraz promowanie działań i zachowań prozdrowotnych.

Nie żartuję.

Ci, którzy o tej prowokacji zdecydowali (Wprost odegrał tu co najwyżej rolę  przysłowiowego halabardnika), to są ludzie, którzy zupełnie, ale to zupełnie się na żartach nie znają, zatem to ich posunięcie należy traktować z największą powagą – to się w świecie zwierząt (politycznych też) nazywa obsikaniem, pardon – oznaczeniem  terytorium, ale to to samo:

skoro gmina (oczywiście, że gmina) uznała, że Adam jest wizjoner, to jest,
i to jego wizjonerstwo jest zgodne z prawem, oraz ze sprawiedliwością, a nawet (jak powiedział Michnik podczas nagranych negocjacji biznesowych z Rywinem) koszerne.

https://twitter.com/MZ_GOV_PL/status/1509244109927632901

***

Wracając do remanentu:

to, co wizjonerskiemu towarzyszowi Niedzielskiemu oraz reszcie socjalistycznej ferajny z Nowogrodzkiej  najlepiej wyszło,

to posłanie do piachu 250 tys. Polaków:

– „niecovidowych”, odciętych od (pustych, przerobionych na covidowe) szpitali i od specjalistów onko, kardio, pulmono i in.

– tych z dodatnim wynikiem lipnych (a tak – lipnych) testów PCR, którym zakazali leczenia zapalenia płuc dostępnymi, tanimi (słowa-klucze, ale o tym dalej) lekami.

Co, że nie 250 tysięcy?

Racja! Dług zdrowotny spowodowany tym sadystycznym cyrkiem spowodował gwarantowany wzrost zgonów „nadmiarowych przez najbliższych kilka lat przynajmniej:

1. w samej tylko onkologii

„Według prof. Macieja Krzakowskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie onkologii klinicznej w wyniku pandemii najbardziej ucierpiały – badania przesiewowe, rehabilitacja i diagnostyka. Liczba badań skryningowych spadła nawet o ponad 40 proc.,
a liczba wykrywanych nowotworów w IV stopniu zaawansowania powiększyła się o 10 proc

 W raku płuca dług zdrowotny jest największy. Wskaźnikiem obrazującym ten stan jest 50-procentowy spadek liczby wykonywanych resekcji miąższu płucnego w ciągu 30 dni od rozpoznania – poinformował, alarmując,

https://zdrowie.wprost.pl/medycyna/10626754/dlug-onkologiczny-po-dwoch-latach-pandemii.html

2. A gdzie skutki długu zdrowotnego w kardiologii, gastrologii, diabetologii, psychiatrii?

Proszę bardzo – kardiologia, choćby tu:

„liczba pacjentów przyjętych do szpitala z powodu niewydolności serca w tym okresie spadła o 23,4 proc. w 2020 r. w porównaniu do roku 2019 przy jednoczesnym znacznym wzroście śmiertelności pacjentów z niewydolnością serca bez i z COVID-19.

Statystyki dotyczące roku 2021 mogą być jeszcze gorsze, gdyż dług kardiologiczny wciąż narasta.
Można się obawiać, że pacjenci ci znów zasilą najliczniej pulę nadmiarowych zgonów, jak to miało miejsce w 2020 r.

https://www.politykazdrowotna.com/79251,dlug-kardiologiczny-rosnie-a-konca-pandemii-nie-widac

3. Ale ponieważ najbardziej wzrusza widok cierpiących  dzieci (no przecież prawie wszyscy włączamy czasem telewizor, a kompa, to z pewnością), przejdźmy do psychiatrii w wersji dziecięcej:

„Dane Policji za 2021 rok pokazują gwałtowny wzrost zachowań samobójczych wśród młodych osób. W 2021 roku 1496 dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia podjęło próbę samobójczą, aż 127 z tych prób zakończyło się śmiercią.”

Oj tam – dzieci, jak to dzieci: rozwydrzone, to im się samobójstw zachciewa!

***

Któż z nas nie pamięta teleporad, wożenia chorych przez kilka godzin w karetkach, czekanie z zawałem na SOR, bo test był najważniejszy?

Już odpowiadam:

sekciarze pisowcy i ich medialne cyngle nie pamiętają.

To znaczy pamiętają, ale że mają praktyczny bardzo zwyczaj przeliczania wszystkiego na kasę, mechanizm wyparcia mają wszczepiony od pierwszego przelewu.

I pomyśleć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, za sekciarstwo to partia – karmicielka  karała do posłania „w razchod” włącznie, a tu – nagradza.

Cóż – znów mądrość etapu.
A kogo obchodzi, że ludzie umierali wskutek chorych procedur i chowani byli w workach foliowych?

Już odpowiadam – ich bliskich i nikogo poza nimi.

Sukces odtrąbiony, Narodowy Sadysta nagrodzony:

***

Skoro remanent, to dotknijmy pozycji pt. znikający ludzie.

Nie, nie nawiązuję do słynnego zdjęcia z Wielkim Językoznawcą  w wersjach z i bez strasznego karła – po prostu stwierdzam fakt i mechanizm zarazem:

Gdzie się podziały, tamte pryw… wróć!
Gdzie się podziały tamte Horbany, Simony, Grzesiowskie, Szułdrzyńskie, Karaudy i reszta pomniejszych , a równie gorliwych Fiałków?

Gdzie te chłopy, gdzieee…?

Pytanie wcale nie jest tendencyjne, bo nie zapytałem o Szumowskiego, ale pytanie o kogoś, na rodzinę którego spłynęło z nieba (no co – granty to kasa, która nie jest owocem pracy, a spływa z nieba, jak za przeproszeniem manna) 200 baniek, to byłoby świętokradztwo.

***

Przejdźmy do bohaterów.

Każdy zna z własnego, najbliższego i nieco dalszego  otoczenia osoby, które mając nawet ciężkie objawy, nie poszły do lekarza, a wyleczyły się zakazanym lekiem „na A” (owszem, specjalnie użyłem terminologii klawiszy z komunistycznej katowni na Rakowieckiej).

Albo takie, którym uczciwi lekarze (bo oprócz lekarskiej swołoczy, są byli zawsze i zawsze będą lekarze uczciwi), zgłaszającym się do nich pacjentom, przepisywali zamiast paracetamolu i czekania na rurę do tchawicy – sterydy wziewne, niesterydowe leki przeciwzapalne, a w późniejszej fazie – antybiotyk.

Ścigani przez władze lekarskiej gminy (na miano korporacji, to trzeba sobie u mnie zasłużyć):

– dr Bodnar (to ten, któremu nie pomogły świadectwa wyleczenia z Covida, dane przez  wiceministra sprawiedliwości Warchoła, przyjaciółki braci Kaczyńskich i byłej I Prezes Sądu Najwyższego Gersdorf, czy człowieka naprawdę, a nie na niby wybitnie utalentowanego, Grzegorza Laty),

– dr Basiukiewicz, ze  szpitala w Grodzisku Mazowieckim, praktykujący leczenie,  zamiast aresztów domowych, lockdownów i niszczenia dzieciom psychiki, z zakazem normalnej nauki włącznie, oraz domagający się traktowania Covida nie jako morderczej eboli, a choroby naprawdę dającej się leczyć.

***

W osobnym, dłuższym akapicie, zacytuję jeszcze Profesora Piotra Kunę (tego gmina nie odważyła się postawić przed sądem), który od początku udowadniał, że Covida można skutecznie leczyć, co stanowiło herezję wobec  propagandowej, rządowej  recepty:

paracetamol+pulsoksymetr+czekanie na pogotowie+szpital_rura do tchawicy+do wora

1.

„Mamy przecież sterydy wziewne, które redukują ryzyko rozwoju ciężkiego przebiegu u osób z dodatnim wynikiem na wirus SARS-CoV-2 o ponad 90 procent. Te leki są. I kosztują grosze” – przekonuje.

Profesor Kuna:sterydy wziewne redukują ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad 90%

https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-polsce,prof–kuna-o-leczeniu-covid-19–trzeba-zrobic-wszystko–by-pacjent-nie-trafil-pod-respirator,artykul,44721380.html

2. Co więcej – ośmielił się twierdzić, że żeniony przez Pfizera i obłąkanie drogi remdesiwir jest… nieskuteczny.

===================

I jeszcze mącił, a nawet podważał!

„W szpitalu był czas, gdy nie mogłem przyjmować chorych z powodów administracyjnych” (do tego, kryminalnego wątku za chwilę wrócę)

„W Lux Medzie przyjmowałem pacjentów cały czas.
Powiem panu więcej – z pacjentów, których leczyłem na zapalenie płuc spowodowane zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2, nie umarła ani jedna osoba.” (!!!)
3. Coś obiecanego dla miłośników gatunku zwanego  kryminał :

„Cały czas są kontrole wojewody i NFZ, czy przypadkiem nie przyjęliśmy kogoś planowego. Jesteśmy za to ścigani” – powiedział w Radiu ZET pulmonolog, profesor Piotr Kuna, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi.

My umawiamy pacjentów na wizytę, a administracja szpitala dzwoni i ją odwołuje mówiąc, że NFZ zakazał.

To się dzieje poza nami – twierdzi profesor Kuna. – Lekarze i pielęgniarki naprawdę chcą pracować, leczyć ludzi i pomagać.

=======================

https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/8118908,ekspert-nfz-zabiegi-szpital-pacjenci.html

Wystarczy?

***

Nie wiem, ilu Polaków się powiesiło, podcięło sobie żyły, otruło się, czy banalnie rzuciło pod pociąg,
z powodu bankructwa własnej firemki, utraty pracy, mieszkania z powodu niepłacenia rat kredytu, rozpadu rodziny, albo zwariowało, czy też sobie, cichutko,  umarło nadmiarowo.

Ale wiem, że narzędziem, służącym ferajnie z Nowogrodzkiej do sterroryzowania Polaków był test PCR, a dokładniej – dodatni wynik tego testu, nazywany w codziennych, propagandowych szprycach wszystkich, magdalenkowych mediów – groźnie brzmiącym zakażeniem.

Masz PCR+ ?
To masz areszt domowy, za opuszczenie którego choćby na chwilę dostajesz 30 tys. grzywny albo i wyrok sądowy!

https://wielkopolska.policja.gov.pl/wlk/aktualnosci/218601,Oborniki-Kara-za-zlamanie-zasad-kwarantanny.html

A jak masz zawal, udar, raka albo złamałeś nogę – to z takim PCR+ lądujesz w covidowej izolatce, gdzie modlisz się, by nie wyjść z niej nogami do przodu.

I nagle, chyłkiem, rządowa Agencja Oceny Technologii Medycznych, wypuściła informację, że U PACJENTÓW BEZOBJAWOWYCH

a/ między falami 85-91% testów PCR jest fałszywie dodatnich

b/ a podczas fal fałszywie dodatnich wskazań testów PCR  jest 34-66%”

=====================

(podkreślenia  Pan Marek Sobolewski, statystyk zajmujący się analizą danych medycznych)

file:///C:/Users/Admin/Downloads/strategia_w_sytuacji_zmniejszenia_zagrozenia_epidemicznego_covid-19_2022.03.22-2.pdf

I nawet się Agencja zdobyła na przyznanie oczywistej oczywistości, że

testowanie osób bezobjawowych i opóźnianie różnych terapii „mogło spowodować pogorszenie stanu zdrowia”.

A jak nie jesteś z grup ryzyka, to COVIDA powinno się leczyć tak jak grypę, a a nawet… przeziębienie!

Po eksperckiemu brzmi to tak:

„U pacjentów spoza grup ryzyka ciężkiego przebiegu rozpoznanie SARS-CoV-2 nie determinuje dalszego postępowania terapeutycznego. Leczenie objawowe w przypadku przeziębienia, grypy i COVID-19 jest tożsame.”

Zniewolenie Polaków, zrujnowanie lockdownem prywatnych, polskich firemek, pastwienie się nad polskimi dziećmi, odmawianie leczenia chorym (którzy za to leczenie z góry, latami całymi zapłacili), a po 2 latach rzucone od niechcenia, że wszechmogące testy PCR, będące we wszechmocnych łapach ferajny z Rady Medycznej i ich cyngli z sanepidu, były najzwyczajniej LIPNE!

***

Cos optymistycznego na koniec?

Jak to pod konie marca bywa, są nowe tablice średniego dalszego trwania życia kobiet i mężczyzn.
Z danych GUS wynika, że
pandemia znów skróciła średnie trwanie życia Polaków – tym razem o 8 miesięcy

No proszę – to znaczy, że właściwy trend jest utrzymywany, bo rok wcześniej GUS poinformował, że
w 2020 przeciętne trwanie życia mężczyzn skróciło się o 1,5, a kobiet – o 1.1 roku

W ZUSie strzelają korki od szampanów!
https://www.prawo.pl/kadry/srednie-trwanie-zycia-polakow-gus-opublikowal-tablice-na-2022-r,514288.html

file:///C:/Users/Admin/Downloads/trwanie_zycia_w_2020_roku.pdf

Między COVID a Ukrainą. Czy jesteśmy gotowi na Nowy Porządek Świata?

Piotr Relich https://pch24.pl/miedzy-covid-a-ukraina-czy-jestesmy-gotowi-na-nowy-porzadek-swiata/

Wojna na Ukrainie stanowi moment narodzin Nowego Porządku Świata, przekonują amerykańscy globaliści. Co więcej, sposób w jaki poradzimy sobie z obecnym kryzysem, trwale zdeterminuje jego kształt.

Choć III wojna światowa jest już faktem w przestrzeni morskiej i kosmicznej, świecie finansów i gospodarce, dopiero inwazja rosyjskich wojsk na Ukrainę definitywnie zakończyła 30-letni okres względnego spokoju. Putin rzucając rękawicę porządkowi z 1991 r., uderzył w szeroki front ciągnący się od Norwegii przez kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę, wybrzeże Morza Czarnego i Śródziemnego aż do Egiptu i Libii. Swoimi działaniami obudził nie tylko demony wojny atomowej, ale zerwał łańcuchy dostaw i po raz pierwszy od wielu lat zagroził światowemu bezpieczeństwu żywnościowemu i energetycznemu.

Nic dziwnego, że temat Ukrainy zdominował odbywającą się w dniach 29-30 marca w Dubaju konferencję o wdzięcznie brzmiącym tytule „Czy jesteśmy gotowi na Nowy Porządek Świata?”, gdzie przeróżni mędrcy uchylili rąbka tajemnicy z planów ułożenia świat na nowo.

Long live Pax Americana?

Niektórzy, jak związany z CIA dr George Friedman przestrzegali przed przedwczesnym spisywaniem na straty Stanów Zjednoczonych. Kłam narracji o zmierzchu amerykańskiego imperium ma jego zdaniem zadawać skuteczność, z jaką Amerykanie byli w stanie użyć dolara spychając Rosję do defensywy”. W ogóle miało się wrażenie, że Rosja, decyzją o zaatakowaniu Ukrainy zdegradowała się do trzeciej ligi rozgrywających.

Natomiast w kontekście największego rywala USA, Friedman od lat przekonuje o rychłych kłopotach Pekinu natury gospodarczej i społecznej.

„Chiny, mimo 40 niesamowitych lat, wkraczają w okres ekonomicznej dysfunkcji; system finansowy musi zostać zrestrukturyzowany. A to nigdy nie jest łatwe i nie obędzie się bez politycznych zawirowań” – uważa autor książki „Następne 100 lat. Prognoza na XXI w.”. Co więcej, jego zdaniem inwazja na Ukrainę dobitnie pokazała, że Rosja „przestała być supermocarstwem” i poza groźbą użycia broni jądrowej, nie stwarza zagrożenia dla amerykańskich planów.

Za największą przeszkodę na drodze budowy nowego „Pax Americana”, uznał brak wiary zachodnich elit politycznych w potęgę Stanów Zjednoczonych. Kiedy Biden w swoim przemówieniu de facto wezwał do obalenia Putina, nawet Biały Dom prostował słowa własnego prezydenta. „To niedowierzanie jest niebezpieczne. Ponieważ to mówi nam, że kraje nie są przygotowane” – przekonywał Friedman. Na co nieprzygotowane?

Na świat, w którym potężne Stany Zjednoczone mogą bez przeszkód dokonywać przewrotów pałacowych, nawet na Kremlu. A fakt, iż Amerykanin żydowskiego pochodzenia przewidział wiele z obecnych zjawisk, w tym to, że Rosja w próbie restauracji ZSRR rzuci wyzwanie NATO, przestrzega przed traktowaniem jego obecnych słów jako zaledwie dowodu na niepoprawny patriotyzm lub myślenie życzeniowe.

Globalne (nie)porozumienie

Podczas konferencji odezwało się również bardziej zachowawcze skrzydło amerykańskiej opinii spod znaku zrównoważonego rozwoju. Związany z agencjami Bloomberga i Reutersa Frederick Kempe przekonywał, że skończył się okres dominacji w stylu „America alone” lub „America First”. „To musi być Ameryka z innymi. To jedyny sposób aby USA utrzymały swoją pozycję wśród państw, które stają się coraz przebieglejsze w obchodzeniu sankcji” – podkreślał założyciel think-tanku Atlantic Council.

Z przynależnym wszystkim marzycielom niepoprawnym idealizmem, przekonywał, że dzięki postępowi technologii możemy wkroczyć w najbardziej oświeconą, zrównoważoną i nowoczesną erę w historii człowieka. W przeciwnym wypadku, świat czeka powrót do „ciemnych wieków” i epoki chaosu.

Wtórowała mu pochodząca z elitarnej rodziny doradców prezydenckich Pippa Malmgren. Jej ojciec – Harald Malgren, jako doradca prezydentów Kennedy’ego, Johnsona, Nixona i Forda, zapewne nawet lepiej od nich wiedział „co w trawie piszczy”. Przekonując o konieczności powrotu do rozwiązań dyplomatycznych, Malmgren zaapelowała o jak najszybsze zawieszenie broni na Ukrainie podkreślając, że „pole bitewne to niedobre miejsce do uprawiania dialogu”.

Malmgren całym sercem opowiada się za decentralizację władzy na wszystkich poziomach i we wszystkich dziedzinach, co w jej opinii zredukuje ryzyko wystąpienia wojen i innych kryzysów . W jej wymarzonym świecie, darmowy internet dociera do najodleglejszych zakątków Ziemi, umożliwiając podpięcie do sieci każdego człowieka. Po co?

„Podstawą nowego porządku świata jest zawsze system finansowy. Znajdujemy się na skraju ogromnej zmiany, w której – i wyrażę się bez ogródek – porzucimy tradycyjny system rachunkowy i finansowy i wprowadzimy nowy (…) Nowy system oparty o technologię blockchain, posiadający niemal doskonały zapis każdej transakcji dokonanej w gospodarce, da nam dużo większą przejrzystość nad tym co się dzieje” – mówiła, zbliżając się niebezpiecznie do idei cyfrowej gospodarki centralnie sterowanej, wyjętej wprost z podręczników do Wielkiego Resetu.

Stary Malgren był obecny podczas wysiłków na rzecz odejścia od parytetu złota przez administrację Nixona w 1971. Ponownie więc, jak w przypadku Friedmana, nie ma najmniejszych powodów, by nie wierzyć jego córce, od dziecka wtajemniczanej w realia świata leżącego na granicy finansów i polityki.

Schyłek demoliberalnego świata

Niemal wszyscy paneliści uznali wyczerpanie formuły „najlepszego ustroju w dziejach”. Po trzydziestu latach propagandy każącej myśleć w kategoriach „wartości demokratycznych”, w końcu przyznano, że świat „zna wiele rodzajów legitymacji władzy”, której osiągnięcie zależy od „zapewnienia odpowiedniego poziomu życia, praw człowieka a zarazem porządku, poczucia bezpieczeństwa i opieki zdrowotnej” [Kempe]. Z rozbrajającą szczerością stwierdzono, że „dana władza może [NIE MUSI – sic!] dostarczać wolności, jeżeli ludzie tego chcą”.

Przyznano, że osiągnięcia czwartej rewolucji przemysłowej: komputery kwantowe, sztuczna inteligencja czy bioinżynieria stwarzają pokusę do ogromnych nadużyć, ale to od władzy zależy jak wykorzysta „moralnie neutralne” technologie. Malmgren wspomniała nawet o potrzebie ustanowienia Cyfrowej Deklaracji Praw Człowieka, ale w kontekście dzisiejszej, dyktatorskiej działalności cyfrowych monopolistów, jej naiwne słowa brzmiały niczym ponury żart.

Stała melodia

Przy braku delegacji Chin i Rosji, spotkanie wyglądało nieco jak kłótnia w amerykańskiej rodzinie. Jednak, podczas gdy zaciekła debata dotyczyła głównie problemu przewodnictwa (USA dyktujące warunki lub USA w koalicji z resztą świata), co do ekonomicznej i społecznej wizji przyszłości panowała pełna zgoda.

Cyfrowy pieniądz (gospodarka sterowana), stałe podpięcie do sieci (inwigilacja), odejście od paliw kopalnych (powszechna bieda i drastyczne ograniczenie konsumpcji), „prawa seksualne i reprodukcyjne” (aborcja, kontrola populacji), czy ogólnoświatowy system bezpieczeństwa pandemicznego (permanentny stan wyjątkowy) to dogmaty nowego porządku, nad którym podpisze się zarówno Waszyngton, Berlin jak i Pekin.

Friedman, całkiem przytomnie stwierdził, że „nigdy nie było czegoś takiego jak porządek, a na pewno nie światowy, lecz mniejsze lub większe napięcia, które kształtują naszą rzeczywistość bez naszego wpływu”. Dlatego nie ma co wracać do pewnych idealizowanych okresów pokoju, „które nigdy nie istniały”. Globaliści odrobili swoją lekcję – dzisiaj nie zwracają uwagi na to, kto akurat trzyma władzę. Ważne, mimo licznych różnic, by co do pryncypiów „wszyscy zgadzali się ze sobą”.

Dla kogo wygodna jest śmierć niewinnego?

Mariusz Dzierżawski pomagam@stopaborcji.pl

w ramach krótkich rozważań przygotowujących nas do Wielkanocy, przypominaliśmy o przesłuchaniu Pana Jezusa przed arcykapłanami oraz o sądzie Piłata i tłumu nad Zbawicielem. W końcu gdy wyrok został wydany, umęczonemu Chrystusowi kazano nieść krzyż.

Była to dla Niego ogromna katorga, połączona z wielkim poniżeniem. Jak na to zareagował? Pomimo cierpienia i upadków, niósł krzyż aż do samego końca na Golgotę.

jak zareagowali świadkowie tych wydarzeń i jak my dzisiaj reagujemy na to, co obserwujemy?

Gdy Chrystus dźwigał krzyż, arcykapłani wraz z Sanhedrynem mieli powody do zadowolenia. Pozbyli się politycznego i społecznego problemu, jakim był dla nich Mesjasz. Nie takiego króla oczekiwali. Chcieli potężnego władcy, który przyniesie im wyzwolenie spod władzy Rzymu i odbuduje silne państwo, w którym będą mieli wpływy, władzę i pieniądze.

Zbawiciel, którego królestwo nie jest z tego świata, głoszący potrzebę osobistego nawrócenia, był dla nich niewygodny.

Piłat, który uważał Chrystusa za niewinnego i miał władze go uwolnić, wydał Pana Jezusa na śmierć w obawie przed opinią społeczną. Mógł wyzwolić Zbawiciela i wypuścić go wolno, nie chciał być jednak okrzyknięty nieprzyjacielem Cezara. Umył ręce i miał teraz spokój.

Gdy Pan Jezus upadał pod ciężarem krzyża, był obserwowany przez tłum ludzi. Wielu z nich było całkowicie wobec tego obojętnych. Wielu innych było poruszonych, ale byli wystraszeni i w obawie przed konsekwencjami nie podjęli żadnego działania

Dzisiaj swoją drogę krzyżową każdego dnia przechodzą tysiące dzieci, które w okrutnych cierpieniach umierają na skutek aborcji. Wiele dzieci umiera na skutek poronienia w wyniku działania pigułek aborcyjnych. Gdy odbywa się to na późniejszych etapach ciąży, część dzieci rodzi się żywych w wyniku takiej aborcji i umiera w męczarniach z wyziębienia lub problemów z oddychaniem. Tysiące dzieci jest mordowanych w specjalistycznych ośrodkach śmierci zwanych „klinikami”, gdzie aborcje wykonuje się poprzez wczesne wywołanie porodu, aby w nienaruszonym stanie zachować dziecięce organy, takie jak mózgi, wątroby, nerki czy płuca. Organy te wycina się następnie żywym jeszcze dzieciom, aby świeże części ciała przekazać do laboratoriów i uniwersytetów na cele eksperymentów medycznych przeprowadzanych „dla dobra ludzkości”.

Biernie patrzą na to współcześni politycy (również ci określający się jako konserwatywni, prawicowy i katoliccy), którzy tak jak dwa tysiące lat temu arcykapłani i starszyzna żydowska, zajęci są planami zdobycia lub utrzymania władzy oraz związanych z nią wpływów i przywilejów. Politycy ci podobni są także do Piłata – nieustannie pilnując słupków sondażowych i procentów poparcia, zabiegają o przychylność tłumów. W związku z tym, za wszelką cenę chcą unikać niewygodnych dla siebie tematów, a głównym z nich jest właśnie aborcja.

Na cierpienie abortowanych dzieci biernie patrzy dzisiaj również wiele innych osób. Ci ludzie widzą to zjawisko, ale nie reagują w obawie przed konsekwencjami.

A ja? Czy robię wszystko co powinienem aby ratować dzieci?

Gdy Chrystus został pojmany, fałszywie oskarżony, biczowany i zmuszony do dźwigania krzyża, niemal nikt nie reagował. Dzisiaj cywilizacja śmierci odnosi zwycięstwa nie tylko dlatego, że źli ludzie są silni, bogaci i potężni, ale między innymi dlatego, że ludzie dobrzy nie robią tego, co powinni. W nadchodzącym czasie Wielkanocy prośmy o łaskę odwagi i męstwa niezbędnego do przeciwstawienia się aborcji, oraz znoszenia prześladowań, które zwolennicy aborcji urządzają ludziom dobrej woli.

Zachęcamy też do przekazania wielkopostnej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją:

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Jutro kolejna część rozważań – śmierć Chrystusa i złożenie Go do grobu. Gdzie dzisiaj składa się niewinnych?


Serdecznie Pana pozdrawiam,

Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

stronazycia.pl

Si vis pacem – para bellum ?

Wojna jest kontynuacją działań politycznych przy użyciu innych środków

gen. Carl von Clausewitz

Tygodniowy pobyt w Ojczyźnie w dn. 9 – 17 marca potwierdził moje najgorsze obawy dotyczące medialnej „obsługi” wojny rosyjsko-ukraińskiej. Wiadomości w dziennikach radiowych sprowadzały się głównie do informacji o zbrodniach wojennych oddziałów rosyjskich i militarnych sukcesach armii ukraińskiej.

Negocjacje pokojowe, podjęte bodajże już w 3. dniu wojny i nie ograniczone do sprawy korytarzy humanitarnych, pomijano w medialnym agit-propie niemal całkowicie. Z natury rzeczy porównuję media w Polsce i w Niemczech. Również w Reichu antyrosyjska kampania propagandowa trwa od lat, jednak w okresie konfliktu zbrojnego wiadomości o rosyjskich zbrodniach wojennych niejednokrotnie opatruje się informacją, że chodzi o twierdzenia strony ukraińskiej. Zdarzały się nawet uwagi, że twierdzeń tych nie można sprawdzić w oparciu o niezależne źródła. Rzadko jednak ewidentną dezinformację wycofywano z medialnych serwisów. Tak było jednak z podaną jako top news informacją, że prezydent Francji Macron zarzucił stronie rosyjskiej atakowanie korytarzy humanitarnych w Mariupolu. W tym samym dzienniku radiowym, w którym tę wiadomość nadano, poproszono o krótki komentarz specjalistę, obserwującego wydarzenia na Ukrainie a ten zaś spontanicznie powiedział, że chodzi o twierdzenia strony ukraińskiej. Godzinę później rewelację dotyczącą zarzutów podniesionych rzekomo przez Macrona usunięto z serwisu informacyjnego.

Nawet w porównaniu z niezależną prasą ukraińską polskie mass media wypadają gorzej. Informując o sytuacji w Mariupolu portal „Strana” zestawiał twierdzenia obu stron: władze ukraińskie utrzymują, że Rosjanie atakują korytarze humanitarne i bombardują obiekty cywilne, Rosjanie twierdzą, że bojownicy „Azowa” w Mariupolu zmuszają cywilów do funkcjonowania w charakterze „żywych tarcz” i że rozmieścili stanowiska artylerii w pobliżu szkół i szpitali. „Jak było – tak było” – konkludowała filozoficznie „Strana”. W czasie wojny kłamią obie strony konfliktu i przekazywanie twierdzeń tylko jednej z nich nie służy informacji, lecz manipulacji.

Dezinformacja poprzez źródło – jak w wypadku rzekomych zarzutów sformułowanych przez Macrona – to jedna z klasycznych metod medialnej intoksykacji: twierdzenie fałszywe (lub niesprawdzone) kolportowane jest przez wiarygodne źródło. Do perfekcji doprowadzili ją Sowieci, gdy za „działania aktywne” odpowiedzialny był twórca departamentu (później nawet samodzielnego wydziału) „D” generał KGB Iwan Agajanc: fałszywe lub wypaczone twierdzenia umiejętnie podsuwano zachodnim mediom, te zaś rozpowszechniały je w świecie. Wiele ciekawych przykładów działań tego typu dostarczały programy rozgłośni polskiej Radia Free Europe w latach 1980-tych. Opisałem już kiedyś dezinformację, której celem było przekonanie słuchaczy Free Europe, że mord popełniony na księdzu Jerzym Popiełuszce był prowokacją wymierzoną przeciwko generałowi Jaruzelskiemu („W służbie pierestrojki” po 10 latach. Archiwum Emigracji, 2009, z. 1, s. 130-1). Taką wersję przedstawiał w swych komentarzach ówczesny dyrektor rozgłośni polskiej „Wolnej Europy” – Zdzisław Najder i z uwagi na fakt, że wiarygodność RFE była w Polsce bez porównania wyższa od oficjalnych mediów PRL (Jerzy Urban wystąpił na konferencji prasowej z tym samym twierdzeniem dopiero 2 dni po komentarzu Najdera), niejeden słuchacz mógł uwierzyć w knowania „twardogłowych” przeciwko I sekretarzowi PZPR.

Przywołuję ten właśnie przykład – spośród wielu – jako szczególnie spektakularny, lecz również dlatego, że w rozlicznych już publikacjach na temat mordu dwuznaczna rola propagandowa „Wolnej Europy” jest zupełnie pomijana. W Polsce zainteresowanie tematem dezinformacji i medialnej manipulacji jest, jak się zdaje, niewielkie, choć obecnie problematyka ta jest szczególnie aktualna.

Podstawowe metody dezinformacji znane są od lat, termin „wynaleźli” bolszewicy w latach 1920-tych a sam temat stał się bardzo modny po procesie Pierre-Charlesa Pathé (syna znanego producenta filmowego) we Francji. Rzecz bez precedensu: w 1980 roku skazano za szpiegostwo na rzecz ZSRS agenta intoksykacji, który swoim zleceniodawcom nie przekazywał tajnych informacji o charakterze wojskowym, lecz jako redaktor i wydawca wprowadzał do medialnego obiegu we Francji sowiecką dezinformację oraz oddziaływał na tamtejsze kręgi polityczne w duchu korzystnym dla Moskwy. Sprawa Pathé była jedną z inspiracji Vladimira Volkoffa do napisania ”Le Montage” – pierwszej w ogóle „powieści o dezinformacji”, która do dziś pozostaje arcydziełem gatunku.

Obecnie stosuje się wypróbowane już sposoby manipulacji opinią publiczną, przy czym udoskonalenia polegają głównie na wykorzystaniu nowości technicznych w przekazywaniu informacji, takich jak internet, media społecznościowe czy przekaźniki umieszczane w środkach miejskiej komunikacji. Celem zwiększenia skuteczności własnej propagandy władze PRL zagłuszały audycje zachodnich rozgłośni radiowych. W czasie wojny w III Rzeszy zakazane było słuchanie audycji radiowych BBC. Obecnie nie jest potrzebne ani zagłuszanie, ani zakazy.

W Unii Europejskiej wystarczy elektroniczna blokada rosyjskich kanałów informacyjnych i telewizji, aby skutecznie ograniczyć możliwości dostępu do wiadomości utrudniających propagandowe manipulacje.

Z uwagi na uzasadnioną historycznie wrogość Polaków do Rosji (zjawisko to kulminuje obecnie w formie „nienawiści do Putina”) polityczni manipulatorzy mają ułatwione zdanie. Polska publiczność – a przynajmniej jej ogromna większość – uwierzy niemal w każde twierdzenie, pod warunkiem że będzie ono antyrosyjskie. Podstawowe kryterium weryfikacji, jakim jest zdrowy rozsądek – nie funkcjonuje. Rozpowszechniano już zatem wiadomości o rosyjskich nalotach na ukraińską elektrownię atomową, o celowych atakach na żłobki, szkoły, szpitale, izby porodowe, co miało być spowodowane niepowodzeniami wojsk rosyjskich w walkach siłami ukraińskimi.

Powstaje równocześnie zjawisko, które psychologia określa jako barierę epistemologiczną. Skrajne emocje – jak np. nienawiść do jednej ze stron konfliktu zbrojnego – powoduje bezrefleksyjną odmowę przyjęcia do wiadomości nawet udowodnionych faktów, jeśli tylko mogłyby one naruszyć utrwalony, manicheistycznym obraz świata.

Tak właśnie media w Polsce potraktowały sprawę amerykańskich laboratoriów na Ukrainie, w których – wg wszelkiego prawdopodobieństwa – Pentagon prowadził badania nad bronią biologiczną. Jeżeli „główny nurt” w ogóle wspominał o dokumentach, którymi dysponuje obecnie strona rosyjska (dotyczą one laboratorium w Charkowie), klasyfikował je jako „absurd”. W rzeczywistości sprawa laboratoriów znana jest od dawna a informowały o nich niezależne media ukraińskie.

9 kwietnia 2021 roku Oksana Małachowa opublikowała na ukraińskim portalu informacyjnym „Strana” artykuł Cziem oni tam zanimajutsa? [Czym oni się tam zajmują?]. W tekście zamieszczono kopie 2 umów, dotyczących finansowania przez Pentagon bio-laboratoriów na Ukrainie oraz obustronnego porozumienia, przewidującego poufne traktowanie działalności tych placówek. Jeszcze wcześniej dwóch opozycyjnych posłów ukraińskich – Wiktor Miedwiedczuk i Renat Kuźmin – przedstawiło dokumenty związane z funkcjonowaniem na terytorium Ukrainy 8 laboratoriów zasilanych finansowo przez USA. W sprawę tę zaangażowane było ukraińskie „Centrum naukowo-techniczne”, również utworzone przez Waszyngton. Pracownicy centrum, które sponsoruje projekty badawcze dotyczące broni masowego rażenia, korzystali z immunitetów dyplomatycznych. Wcześniejszy artykuł opublikowany na tym samym portalu – Laboratorii SSha [Sojedinionnych Sztatow] w Ukrainie: czto o nich izwiestno [Laboratoria Stanów Zjednoczonych na Ukrainie: co o nich wiadomo] – został z internetu usunięty.

Szkoda, że ani media, ani klasa polityczna w Polsce nie interesują się amerykańskimi laboratoriami wojskowymi, tym bardziej, że jeśli zostaną one ewakuowane z Ukrainy, to nasz Najważniejszy Sojusznik może je uruchomić w Polsce. Wg agencji Xinhua Amerykanie dysponują ponad 300 laboratoriami biologicznymi usytuowanymi w 36 krajach. Tę informację opublikowano w Chinach, gdy Moskwa i Pekin podniosły sprawę laboratoriów na forum Rady Bezpieczeństwa, po tym gdy Rosja przedstawiła uzyskane na Ukrainie dokumenty dotyczące tej afery (zob też: Chiny wezwały USA do ujawnienia informacji o biolaboratoriach wojskowych na Ukrainie. „Głos” (Toronto) nr 11, 19.3.2022, s. 3).

Krótko po owym demarche w mediach zachodnich pojawiły się twierdzenia o przygotowaniach Rosji do zastosowania na Ukrainie broni chemicznej i biologicznej. Nie trudno się domyślić, że chodzi o taktyczny manewr w ramach wojny informacyjnej wg klasycznego schematu, który kolokwialnie można określić jako „łap złodzieja!”. Nie zapominajmy, że pierwszą i bezpośrednią ofiarą dezinformacji są odbiorcy przekazów medialnych, którzy nawet nieświadomie poddając się manipulacji, tracą część swej wolności. Natomiast Putin nie upadnie w wyniku amerykańskiego agit-propu.

Z polskich mediów głównego nurtu nie mogłem się niczego dowiedzieć ani o amerykańskich laboratoriach, ani o jeszcze ważniejszej kwestii, mianowicie przebiegu i perspektywach rozmów pokojowych między Rosją a Ukrainą. Wiele miejsca poświęca się natomiast pytaniu „Kiedy zaatakuje Putin?”, względnie „Czy będziemy następni?” Odpowiedź na to pytanie jest akurat stosunkowo łatwa. Ryzyko ataku stanie się realne wówczas, jeśli Polska włączy się aktywnie do działań zbrojnych przeciwko Rosji, wprowadzi swe wojsko do sfer objętych walkami lub też przyłączy się do akcji prowokujących ripostę ze strony Moskwy (np. strefa zakazu lotów nad Ukrainą).

Nasi „mężowie stanu” jeszcze się nie zdecydowali na podjęcie takich kroków, choć i tak działają na rzecz eskalacji i rozszerzenia konfliktu. Kiedy podróżowałem między Monachium, Wrocławiem i Warszawą polscy przywódcy partii i rządu wojażowali nieco dalej na Wschodzie. Przewodniczący rządzącej partii zaproponował w czasie pobytu w Kijowie „misję pokojową” wojsk NATO na Ukrainie.

Istnieją wg mnie 3 możliwe przyczyny propozycji Kaczyńskiego, którą można porównać do pomysłu ugaszenie pożaru za pomocą dynamitu:

1°) Pan Prezes nie wie, co jest przyczyną wojny na Ukrainie. A tymczasem nawet w dalekim Meksyku dziennik „La Jornada” pisał 24.12.2021, że jeśli konflikt dotyczący przyjęcia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego nie zostanie rozwiązany na drodze dyplomatycznej – może dojść do wojny (w Polsce jako przyczyny akcji Moskwy wymienia się najczęściej: imperializm rosyjski, niepoczytalność Putina, lub chęć odbudowy ZSRS);

2°) Proponując „misję pokojową NATO” Prezes działał w stanie ograniczonej poczytalności;

3°) Łączne zaistnienie 1. i 2. przyczyny

W rzeczywistości wojna rosyjsko-ukraińska jest klasyczną realizacją przytoczonej jako motto formuły pruskiego generała. Moskwa zdecydowała się na zastosowania środków militarnych po tym, gdy polityczne wysiłki na rzecz wstrzymania integracji Ukrainy z Sojuszem Północnoatlantyckim nie przyniosły zamierzonych wyników. Nie wszystkie wojny w ostatnich latach spełniają definicję podaną przez von Clausewitza: atak NATO na Jugosławię nie był kontynuacją polityki, bowiem globaliści nie podejmowali uprzednio politycznych prób rozczłonkowania Jugosławii.

Po wyprawie do Kijowa Pan Premier zapuścił się jeszcze dalej w kierunku południowym, aby próbować wciągnąć inne państwa do konfliktu z Rosją. Ani w Gruzji, ani w Turcji nic nie osiągnął, bo i osiągnąć nie mógł, a to z dwóch powodów.

Szczęście w nieszczęściu: prestiż polskiego rządu na arenie międzynarodowej jest znikomy zaś premier Morawiecki nie tak dawno kompromitował się po raz kolejny w Europie Zachodniej, przywołując rzekomy „szantaż gazowy”, zastosowany już przez Putina. Rozmówcy p. Premiera wiedzieli, że to nieprawda. W Niemczech zarówno eksperci od spraw energetycznych jak i spraw międzynarodowych zgodnie podkreślali, że dopóki nie dojedzie do otwartego konfliktu z Federacją Rosyjską, wstrzymanie dostaw paliw kopalnych przez Moskwę jest mało prawdopodobne, ponieważ nie będzie ona narażać na szwank swej reputacji solidnego partnera handlowego. Dokładnie wówczas, gdy Morawiecki w czasie występów w Brukseli określał Putina jako „szantażystę”, państwa zachodnioeuropejskie znacznie zwiększyły import rosyjskiego gazu w reakcji na wzrost cen paliw. Importerami są przy tym nie państwa, tylko indywidualni odbiorcy. Ograniczenie dostaw rosyjskich staje się realne dopiero w tych dniach: jedną z metod wojny zastosowaną przez globalistów był atak na walutę rosyjską i w celu jej obrony Moskwa ogłosiła 23 marca, że zamierza żądać płatności w rublach.

Zarówno Tbilisi jak i Ankara kierują się w swoich decyzjach własnym interesem państwowym i zdrowym rozsądkiem. Stosunki Gruzji z Federacją Rosyjską nie są serdeczne, lecz za to pokojowe i nikt rozsądny w Tbilisi nie będzie dążył do ich zaognienia, tym bardziej, że już prezydent Saakaszwlli przysporzył Gruzji sporo problemów decydując się na wywołanie konfliktu z Rosją. Nawet w raporcie sporządzonym na zlecenie UE (Tagliavini Report od nazwiska Heidi Tagliavini, kierującej komisją badającą sprawę), którą trudno podejrzewać o sympatie prorosyjskie, stwierdzono, że bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny w sierpniu 2008 roku był agresja sił gruzińskich na Południową Osetię. Co więcej, rosyjska akcja militarna, którą w raporcie Tagliavini krytykowano jako nadmierną w stosunku do przyczyny, zapobiegła przeprowadzeniu przez Izrael ataku rakietowego z terytorium Gruzji na Teheran. Znacznie mniejsza odległość między Gruzją a Teheranem niż między Izraelem a Iranem była głównym motywem tej koncepcji. Rozejm między Rosją w Gruzją zawarto po 5 dniach wojny dzięki pośrednictwu ówczesnego prezydenta Francji Sarkozy’ego. Saakaszwili uchodzi w Polsce za bohatera, natomiast w Gruzji ciążą na nim prawomocne wyroki na nadużycia władzy.

Natomiast Turcja, jako regionalne mocarstwo, zachowuje daleko idącą niezależność a sprzyja temu fakt, że prezydent Erdoğan najpóźniej po próbie przewrotu w 2016 roku zrozumiał, jakie jest rzeczywiste nastawienie zachodnich sojuszników do jego osoby i prowadzonej przezeń polityki. Próbę zamachu stanu podjęli aktywiści ruchu Hizmet, stworzonego przez Fethullaha Gülena, działającego z USA. Na terenie Europy najbardziej rozbudowaną siecią aktywistów Gülen dysponuje w RFN. Ankara, nie bacząc na veto Waszyngtonu, zakupiła w Rosji systemy obrony antyrakietowej a równocześnie sprzedaje Ukrainie drony własnej produkcji, które stosowano m.in. do ataków na obiekty cywilne w Donbasie.

Poprzez własną politykę Polska sama pozbawiła się jakiejkolwiek możliwości działań na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie. A tymczasem szanse na zakończenie wojny istnieją, choć obawiam się, że będzie to raczej intermedium niż trwałe uspokojenie sytuacji. Dopóki istnieje globalizm (wg mnie jest on cały czas w fazie wchodzącej i spowoduje jeszcze wiele ofiar i tragedii) a Rosja kieruje się w swej polityce własnym interesem państwowym, konflikty na wschodnich i południowych obrzeżach Federacji są nieuniknione.

W sprawie głównego problemu – przystąpienia Ukrainy do NATO – obie strony osiągnęły już na początku rozmów zbliżenie stanowisk. Rząd ukraiński zasygnalizował gotowość rezygnacji, przy uzyskaniu odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa, z członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim (są jednak na Ukrainie i takie pomysły, aby potraktować ten krok jako „manewr”). Negocjowano dwa modele neutralności: szwedzki i austriacki. Sama Ukraina, uzyskując państwową suwerenność, zadeklarowała neutralność i „niezaangażowanie”, tzn. rezygnację ze wstąpienia do bloków wojskowych.

To zobowiązanie zawarte jest w deklaracji o suwerenności Ukrainy, którą zaakceptowała Rada Najwyższa ZSRS 16 lipca 1990 roku (ten dokument i następne, które tu przywołuję, można znaleźć na stronie www.zakon.rada.gov.ua). Rok później – a dokładnie 25 sierpnia 1991 – Rada Najwyższa Socjalistycznej Sowieckiej Republiki Ukrainy przyjęła akt ogłoszenia niepodległości, oparty na deklaracji o suwerenności. Akt ten został potwierdzony w powszechnym referendum 1 grudnia 1991 roku. W 1994 roku Ukraina zrezygnowała z arsenału atomowego i w „memorandum budapeszteńskim” Waszyngton, Londyn i Moskwa zagwarantowały jej bezpieczeństwo. W preambule konstytucji Ukrainy z 1996 roku podkreślono, że przyjmując ustawę zasadniczą rada najwyższa kierowała się aktem niepodległości. A zatem wszystkie akty prawne, konstytuujące Ukrainę jako niepodległe państwo, nawiązywały do deklaracji o suwerenności, zakazującej wstępowania mu do bloków militarnych. Pomimo tego w marcu 2008 roku prezydent Juszczenko skierował do Sojuszu Północnoatlantyckiego oficjalne pismo z prośbą o ustalenie tzw. „planu działań dotyczącego członkostwa” a w kwietniu na szczycie NATO zapowiedziano, że Gruzja i Ukraina zostaną członkami się sojuszu, co wywołało gwałtowny sprzeciw Moskwy.

Sprawy wstąpienia Ukrainy do NATO nie podejmowano w okresie prezydentury Janukowicza, powróciła ona jednak na porządek dzienny po Euro-Majdanie w 2014 roku. W sierpniu premier Jaceniuk oficjalnie poinformował o wznowieniu starań o integrację z NATO. W lutym 2019, już za prezydentury Zełenskiego, rada najwyższa oficjalnie znów zwróciła się do NATO o ustalenia „planu działań” w celu włączenia Ukrainy do sojuszu. Równocześnie w konstytucji wprowadzono poprawki ustalające nieodwracalność „europejskiego i euroatlantyckiego kursu” państwa. Niemniej jednak konstytucja nadal odsyła do aktu ogłoszenia niepodległości z 1991 roku, ten zaś opiera się na deklaracji z 1990 roku, przewidującej neutralność Ukrainy i zakazującej jej udziału w blokach militarnych (na te sprzeczności zwraca uwagę Aleksiej Romanow w: Pocziemu w NATO nam nielzja. Strana, 19.12.2021).

Powrót Ukrainy do statusu państwa nieuczestniczącego w sojuszach wojskowych jest zatem, również w sensie prawnym, możliwy. Praktycznie większym problemem jest kwestia gwarancji bezpieczeństwa, których domaga się Kijów. Wśród państw, które miałyby takich gwarancji udzielić, ukraińscy negocjatorzy wymieniają Polskę. Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, aby Moskwa się na to zgodziła. W naszej części kontynentu Warszawa jest bowiem najbardziej aktywnym czynnikiem, działającym na rzecz realizacji amerykańskich planów osłabienia Rosji poprzez wywoływanie konfliktów, również zbrojnych, na jej zachodniej i południowej flance. A poza tym nasi przywódcy nie są zainteresowani doprowadzeniem do pokoju na Ukrainie, lecz – jak wspomniałem – starają się działać na rzecz pogłębienia kryzysu i wciągnięcia do konfliktu dalszych państw.

Polska tymczasem jest tym krajem, któremu powinno zależeć na jak najszybszym zawarciu pokoju między Rosją a Ukrainą. Każdy dzień wojny przynosi nam straty. Kryzys energetyczny i finansowy dopiero się zaczął a jego skutków dla gospodarki narodowej i poziomu życia obywateli nie sposób przewidzieć. Napływ milionów Ukraińców to problem, z którego wagi rządzący nie zdają sobie sprawy.

Oczywiście chęć pomocy ludziom w potrzebie jest ze wszech miar chwalebna, ale skutki ekonomiczne fali uchodźców doprowadzą, zwłaszcza na poziomie lokalnym, do kryzysu. Nieuniknione są również konflikty o charakterze społecznym; na razie nie wiadomo, kiedy zaczną one wybuchać i jakie będzie ich nasilenie. Na dodatek Polska jest państwem, w którym od lat toczy się zimna wojna domowa, a zatem dalekim o stabilizacji. Krótko mówiąc, zdrowy rozsądek nakazuje uczynić wszystko, co możliwe, aby za naszą wschodnią granicą jak najszybciej zapanował pokój. Jednak zdrowy rozsądek nie jest najsilniejszą stroną polskiej polityki, i to już od lat niemal dziewięćdziesięciu.

Jedynym państwem, któremu wojna rosyjsko-ukraińska przynosi korzyści, są Stany Zjednoczone. Nie po to organizowano Majdan w 2014 roku, aby sytuacja wróciła teraz do status quo ante.

Można się zatem spodziewać, że Waszyngton będzie torpedował proces pokojowy na Ukrainie, wykorzystując przy tym zwolenników Poroszenki, ugrupowania nacjonalistyczne i polski rząd. Przed kilkoma dniami USA zwiększyły dostawy uzbrojenia dla Ukrainy i nie przez przypadek Joe Biden zapowiedział w czasie wizyty w Polsce, że wojna będzie trwała długo. Polityka sankcji nie przynosi Stanom Zjednoczonym żadnych odczuwalnych strat. Trafia Rosję a rykoszetem także Europę Zachodnią a zatem gospodarczych konkurentów amerykańskiego przemysłu. Polska, szczególnie aktywna w żądaniach coraz ostrzejszych sankcji, wbija sobie szpilkę we własne oko a nawet w oba oczy. Udział w wojnie ekonomicznej z Putinem (i z Łukaszenką) przynosi polskiej gospodarce dotkliwe straty a pewne dziedziny, jak chociażby sadownictwo, po utracie rynków zbytu na Wschodzie znalazło się w kryzysie, z którego nie podniesie się przez lata. Formuła Romana Dmowskiego: „bardziej nienawidzicie Rosji, niż kochacie Polskę” – jest aktualna jak nigdy dotąd.

W komentarzu opublikowanym w szwajcarskiej „Weltwoche” 17 marca br. były prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus podkreśla, że w obecnej sytuacji największe ofiary ponosi Ukraina. Po Euro-Majdanie zdecydowała się na politykę konfrontacji z Rosją, wabiona perspektywą członkostwa w NATO i w EU i iluzorycznymi wyobrażeniami o wynikających z tego korzyściach (już Tacyt pisał: Omne ignotum pro magnifico [wszystko co nieznane wydaje się wspaniałe]). Ukraina stała się instrumentem w rozgrywce, w której z jednej strony USA realizują politykę globalnego hegemona, zaś z drugiej – Rosja nakreśliła nieprzekraczalną granicę, którą jest przyłączenie Ukrainy do NATO. W tej sytuacji – pisze Klaus – elementarnym nakazem rozsądku jest powrót do racjonalnej analizy przyczyn powstałej sytuacji, by szukać pokojowego rozwiązania. Niestety, szanse na pojawienia się wśród polskich elit politycznych mężów stanu w rodzaju Vaclava Klausa, Viktora Orbána, czy choćby Zorana Milanovića (obecny prezydent Chorwacji) są równe zeru.

Monachium, 3.4.2022 Tomasz Mianowicz

Podpalić czy zagłodzić? Kaczyńskiego wizje przyszłości Polski

Konrad Rękas https://www.bibula.com/?p=132969

Starczy upór Jarosława Kaczyńskiego w popychaniu Polski do wojny jest zaiste imponujący. Ten człowiek ewidentnie chce przejść do historii jako ostatni przywódca naszego kraju, odpowiedzialny za jego ostateczną zagładę i zniszczenie. Przecież to m.in. rojenia Zełenskiego o budowie brudnej bomby i ściąganiu zachodniej broni jądrowej wymusiły rosyjską operację, ściągając nieszczęścia wojenne na biedny naród ukraiński. Widać polski kieszonkowy dyktator pozazdrościł i też chce udawać bohatera przemawiając z green boxu.

Wojna o Europę

Oczywiście też Kaczyński nie wymyślił tego sam, jest to bowiem polityk całkowicie niesamodzielny, od zawsze reprezentujący w Polsce wyłącznie obce interesy, niegdyś niemieckie, a obecnie militarystycznych kręgów amerykańskich i brytyjskich. [Wg. mnie, jednak zawsze z pozycji „socjalizmu”, co to „dajcie mi władzę, a ja was, głupków, urządzę”.MD]

Możemy więc uznać, że wizja amerykańskiej broni jądrowej na polskiej ziemi to balon próbny wypuszczony gdzieś z okolic Departamentu Stanu USA i 10 Downing Street. Chodzić może o sprawdzenie reakcji rosyjskiej, jak i przyzwyczajanie mieszkańców Europy Środkowej do perspektywy taktycznej wojny jądrowej na naszych terytoriach. Doktryna NATO przewiduje taki scenariusz czy to jako uzupełnienie wojny konwencjonalnej, czy nawet zamiast niej. Ta pierwsza byłaby zresztą obecnie dla NATO niemożliwa wobec zbyt silnego oporu Niemiec i Francji. Wymiana ciosów jądrowych podziałałaby więc dyscyplinująco i na europejskich wasali Waszyngtonu, którym coraz niewygodniej pod dyktaturą słabnącego dolara.

Tymczasem jednak amerykańska presja wywiera przeciwny efekt. W zachodniej Europie z nową energią odradzają się ruchy antywojenne, domagające się atomowego rozbrojenia i opuszczenia kontynentu przez amerykańskie wojska okupacyjne. Pomysł przesunięcia sił jądrowych do Europy Środkowej to zatem nie tyle ofensywa, co ucieczka do przodu. Paradoksalnie więc wojna na Ukrainie może stać się walką o wyzwolenie Europy spod dominacji amerykańskiej i to pomimo pozornej konsolidacji reżimów lojalnych wobec Waszyngtonu. Narody bowiem zaczynają się budzić, a coraz trudniejsza sytuacja ekonomiczna, inflacja drożyzna na ręku paliw i groźba stagflacji mogą być katalizatorami rozpadu systemu zachodniego.

Sam sprzęt nas nie obroni

Pełnowymiarowa wojna z udziałem coraz większej liczby krajów po obu stronach mogłaby taką groźbę oddalić, a w każdym razie poważnie ją opóźnić, przy okazji zabezpieczając kolejne zyski anglosaskiego sektora wojenno-przemysłowego. To on będzie beneficjentem także innych zapowiadanych przez ekipę Kaczyńskiego działań, na czele ze zwiększeniem wydatków na zbrojenia. W krańcowo trudnej sytuacji gospodarczej – uboga III RP będzie sponsorować popandemiczne ożywienie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych, tak bogatym krajem jesteśmy!

A przecież przebieg walk na Ukrainie potwierdza tylko, że sam sprzęt wojen nie wygrywa. I chociaż Rosjanie walczą sami praktycznie z całym gospodarczym światem zachodnim, nasycającym wojska kijowskie bronią, amunicją i wszelkim zaopatrzeniem – to w dalszym ciągu armia rosyjska ma przewagę strategiczną i powolnie, ale nieubłaganie zwycięża. Nie w tym więc sztuka, by nakupić jeszcze więcej samolotów i czołgów, które w przypadku nowoczesnej wojny zostaną i tak zlikwidowane morderczym atakiem z powietrza w ciągu pierwszych kilkudziesięciu minut konfliktu. Nawet w pełni uzbrojona

Polska bronić się może tylko racjonalną dyplomacją

Polska bronić się może tylko racjonalną dyplomacją, czyli tym, czego szczególnie brakuje w III RP. Wystąpienia takie jak Kaczyńskiego są zaś od rozsądku ekstremalnie odmienne. Lider PiS nie tylko bowiem powtórzył ochotnicze zgłoszenie do wojny i to wojny jądrowej, a więc kończącej istnienie naszego narodu. Za jednym zamachem polski wicepremier otwartym tekstem niemal za równorzędnego wroga uznał Niemcy, a więc już abstrahując od samej treści tych urojeń – sprzeniewierzył się fundamentalnej zasadzie polskiej geopolityki.

Oto bowiem i to raczej tylko w wyjątkowych okolicznościach Polska może prowadzić politykę antyrosyjską (w oparciu o Niemcy) albo antyniemiecką (w oparciu Rosję). Z całą pewnością jednak nigdy i w żadnych okolicznościach nie może prowadzić polityki antyniemieckiej i antyrosyjskiej jednocześnie.

Wyrok na Polskę?

Jarosław Kaczyński wiedzieć powinien to zresztą lepiej od innych, sam bowiem był niegdyś niemieckim agentem wpływu w Polsce (jak mówił przed 10 laty na jednym ze spotkań w Lublinie „W okresie konspiracyjnej „Solidarności” moim zadaniem było pisać raporty do zagranicznych przyjaciół związku z Zachodu, na temat sytuacji w kraju”). Rządy PiS-u nie zrobiły niczego konkretnego dla uwolnienia polskiej gospodarki od jej uzależnienia od Niemiec, a to oznacza także, że wszelkie problemy ekonomiczne naszego zachodniego sąsiada dodatkowo pogłębią kryzys w Polsce. Tymczasem Kaczyński z właściwą sobie pogardą dla kwestii gospodarczych w praktyce domaga się, by Berlin poszedł w ślady Warszawy i dobrowolnie zdemolował swoją energetykę, handel i finanse. A przecież ten koszt również zostałby przerzucony na polskich podwykonawców, pracowników i konsumentów.

Prezes PiS nie jest więc chyba jeszcze w pełni zdecydowany czy wolałby skazać Polaków na szybkie wyparowanie w atomowym wybuchu, czy na powolną śmierć głodową i zamarznięcie. Wyrok – w jego oczach – został już jednak wydany.

Konrad Rękas

Za: Konserwatyzm.pl 5 (kwietnia 2022) | https://konserwatyzm.pl/rekas-podpalic-czy-zaglodzic-kaczynskiego-wizje-przyszlosci-polski/

Wesprzyj naszą działalność [Bibuły.. MD]

Ruch Azowski – przyczynek do rosyjskiej „denazyfikacji” Ukrainy.

dr Robert Potocki https://www.bibula.com/?p=132963

[umieszczam, choć śmieszą mnie nowo-twory językowe, jak „ anokracji”, „nacjokrację”, jak i swoista logika: W walce o „nacjonalizm ukraiński” występują, cyt.: „z Chorwacji, Szwecji i Norwegii, choć najliczniejszą po Ukraińcach grupę narodową stanowili sami Rosjanie”.

Dodam, a wiem to od samych „bojowników”, że są sowicie wynagradzani, a to za zniszczenie czołgu,a to za zabicie oficera. Są to najemnicy, nie „rycerze nacji”. Artykuł jednak ciekawy, obce dla mnie spojrzenie. Mirosław Dakowski]

——————————

Podczas „II Wojny Zimowej”, która wybuchła 24 lutego 2022 roku, Mariupol z uwagi na uporczywą obronę zdążył już uzyskać miano „ukraińskiego Stalingradu” [Marcin Gawęda, „Mariupol – bastion Ukrainy nad Morzem Azowskim. Znaczenie strategiczne i przebieg walk”, Defence24.pl, 26.III.2022]. Samo porównanie jest znacznie przebarwione, lecz propagandowa hiperbolizacja wpływa na stan umysłów walczących.

Dość elitarnym i bezkompromisowym trzonem załogi oblężonego miasta jest pułk „Azow”, który w narracji rosyjskiej często przyrównywany jest do jednostek Waffen SS z uwagi na fanatyzm i nieustępliwość w walce. Żołnierze tej formacji doskonale zdają sobie jednak sprawę, że w przypadku dostania się do niewoli wobec nich nie będzie pardonu, gdyż „ich skuteczność” przeciwnik poznał na „własnej skórze” już podczas wojny noworosyjskiej (2014-2015). By zasiać postrach i niewiarę wśród islamskich przeciwników, jakimi są czeczeńscy kadrowcy [? może jednak chodziło o „kadyrowcy”?? MD] , zaczęli nawet swoją ostrą amunicję smarować wieprzowym smalcem. To z kolej, według opinii islamskiej, ma uniemożliwić „bojownikom Allaha” dostanie się do raju.

Ruch Azowski jest „produktem” Ukrainy…

która zyskała niepodległość, w wyniku wewnętrznej dekompozycji Związku Radzieckiego. Państwo to u swego zarania „zaiskrzyło” jako końcowy efekt projektu nacjonalistycznego, choć zbudowany na zasadzie milczącego konsensusu między narodowymi demokratami, narodowymi komunistami i środowiskami rusofońskimi [Serhy Yekelchyk, „Ukraina. Narodziny nowoczesnego narodu”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009, s. 13, 277-278]. Był także konsekwencją określonej polityki historycznej, która dokonała swoistej reinterpretacji (antyradzieckiej i antyrosyjskiej) działalności Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Armii Powstańczej oraz propagowała kult Stepana Bandery. Mitologia organizacyjna odwołuje się także do legendy Prawego Sektora z czasów EuroMajdanu oraz zwalczania zwolenników Ruskiej Wiosny [Witold Dobrowolski, „Ruch Azowski. Ideologia, działalność i walka ukraińskich nacjonalistów”, Capitol, Warszawa 2021, s. 145-173].

Za „zaczyn” Ruchu Azowskiego uchodzi Socjal-Narodowa Partia Ukrainy, utworzona w 1991 roku z połączenia kilku efemerycznych etnonacjonalistycznych organizacji młodzieżowych oraz stowarzyszenia ukraińskich „Afgańców”. Po zakończeniu Pomarańczowej Rewolucji, środowiska prawicowe uległy dekompozycji. W rezultacie tego w 2005 roku w Charkowie powstała organizacja „Patriota Ukrainy”, której liderem został Andrij Biłećki. Aktywizm jej członków odwoływał się zasad nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec oligarchatu, organizowania obozów i szkolenia paramilitarnego oraz działań pośrednich wobec przeciwników politycznych i emigrantów. Po dojściu do władzy prezydenta Wiktora Janukowycza nasiliły się represje wobec wspomnianego ugrupowania. Latem 2011 roku wybuchła tzw. afera wasylkiwska, która zakończyła się procesem i wyrokiem skazującym za propagowanie ekstremizmu. W Charkowie aresztowano wówczas Biłećkiego, jednakże po zwycięstwie EuroMajdanu został on zwolniony z więzienia w wyniku amnestii. Jako ofiara anokracji został on niebawem liderem Prawego Sektora na wschodniej Ukrainie.

Po wybuchu Ruskiej Wiosny nacjonaliści rozpoczęli czynne zwalczanie separatystów rusofońskich. W tym też celu stworzono Czarny Korpus, który miał stanowić adekwatną odpowiedź na działania „zielonych ludzików”. W nocy 14 / 15 marca 2014 roku dochodzi w Charkowie do pierwszej potyczki z secesjonistami pod dowództwem Arsena Pawłowa ps. „Motorola”. Wspomniana  utarczka uchodzi za pierwsze starcie w konflikcie noworosyjskim (2014-2015) i stanie się w okresie późniejszym częścią mitologii Ruchu Azowskiego.

Od Charkowa do Mariupola

Wspomniana organizacja miała zatem swój udział w likwidacji jednodniowej Charkowskiej Republiki Ludowej. Następnie brała ona udział w rajdzie na Mariupol, który ostatecznie zajęto 13 czerwca 2014 roku. Legalizuje swą działalność jako batalion ochotniczy „Azow”. W sierpniu jednostka bierze udział w walkach o Iłowajsk, lecz w wyniku decyzji dowódcy Andrija Biłećkiego o wycofaniu unika ona losu innych jednostek ukraińskich. Miesiąc później batalion przeistacza się w pułk i odpiera ataki rosyjskie pod Mariupolem. Po reorganizacji i dozbrojeniu bierze on udział, podczas kampanii zimowej 2015 roku, w natarciu w okolicach wspomnianego miasta. Walki trwały aż do lipca. Aż do końca stycznia 2019 roku „Azow” pozostawał poza obszarem Donbasu, choć w międzyczasie brał on udział w blokadzie Krymu oraz kontroli granicy z Republiką Naddniestrza. Do czasu wybuchu II Wojny Zimowej zyskał on miało dość kontrowersyjnej, choć elitarnej i nieustępliwej, formacji Armii Ukraińskiej.

Specyfiką pułku był zarówno skład narodowy jak i jego ideologia walki. Jednostka grupowała w swych szeregach europejskich nacjonalistów z Chorwacji, Szwecji i Norwegii, choć najliczniejszą po Ukraińcach grupę narodową stanowili sami Rosjanie, którzy walczyli z „multikulturalnym imperium o akronimie FR rządzonym przez KGB”. Z kolei w sferze symboliki oraz idei „Azow” jest niezmiennie identyfikowany przez środowiska lewicowo-liberalne oraz ukraino-sceptyczne jako neofaszystowski lub wręcz neonazistowski, z uwagi na swój antysystemowy i „niepoprawny politycznie” charakter. Jednakże analizując dzieje Ruchu Azowskiego bardziej adekwatne wydają się tu określenia skrajnej prawicy, narodowego rewolucjonizmu czy narodowego radykalizmu.

Jego przewodnią formułą pozostaje socjal-nacjonalizm, który jest swoistą kwintesencją doświadczeń nacjonalistów spod znaku OUN, którzy zetknęli się z problemami społecznymi, „ludzi radzieckich” na naddnieprzańskiej Ukrainie w czasie II Wojny Światowej. Dla tych ostatnich hasła narodowe nic nie znaczyły i nie mówiły, natomiast kluczem do ich „serc i umysłów” okazała się kwestia socjalna. Za ojca założyciela ukraińskiego socjal-nacjonalizmu możemy uznać Jarosława Stećkę, który w pracy „Dwie rewolucje” (1951), stwierdził iż droga do niepodległości prowadzi nie tylko poprzez permanentną rewolucję narodową, której siłą napędową będzie lud, lecz także poprzez rewolucję społeczną, która zniszczy „stary porządek”. Było to także, nie do końca uświadomione, nawiązanie do głównych filarów niepodległości Ukraińskiej Republiki Ludowej – kwestii społecznej i teorii narodu, choć z odwróceniem obydwu przywołanych akcentów.

Wspólnota krwi i historii

Po odzyskaniu niepodległości Ruch Azowski był jednym z tych ugrupowań polityczno-paramilitarnych, który dokonał swoistej reinterpretacji doktryny. Opiera się ona na trzech fundamentalnych zasadach: (1) etnos, (2) kwestia socjalna oraz (3) wielkomocarstwowość. Pod pierwszym pojęciem kryje się zmodernizowane hasło: gospodarzem Ukrainy jest przede wszystkim naród ukraiński, który powinien pozostać nośnikiem wartości uznanych powszechnie za klasyczne i niezmienne. Dla „Azowców” naród to wspólnota krwi i historii. Ideałem pozostaje państwo monoetniczne. Z tego też powodu krytykuje on zjawisko imigracji oraz głosi kult białej rasy i siły. W kwestii społecznej postulują oni zerwanie z liberalną demokracją oraz systemem kapitalistycznym (postuluje koncepcję „trzeciej drogi”), co oznacza dystansowanie się od „wartości zachodnich” oraz niechęć wobec imperializmów UE i USA. Innym problemem zwalczanym przez Ruch Azowski jest kwestia „okupacji wewnętrznej” kraju ze strony oligarchatu.

Za najlepszy system rządów uznaje on nacjokrację, alternatywną doktrynę społeczno-polityczną stworzoną przez Mykołę Ściborskiego, opartą o autorytaryzm, elityzm i hierarchizm społeczny. Trzecim aspektem ideologii Ruchu Azowskiego jest koncepcja Wielkiej Ukrainy – mocarstwa kontynentalnego i zwornika Konfederacji Środkowo-Europejskiej w geopolitycznym trójkącie Bałtyk-Bałkany-Kaukaz. Cechuje go niechęć do imperiów UE i USA, jednak za główne zagrożenie uchodzi Rosja. Wobec Kremla „Azowcy” postulują militaryzację państwa i narodu, odbudowę arsenału jądrowego – wobec potencjalnej, przed 24 lutego 2022 roku, agresji ze strony eurazjatyckiego neoimperium oraz „kartagiński pokój” z nim. Z kolei w przypadku Polski – paradoksalnie – nawiązują oni do koncepcji Międzymorza, jako „odskoczni” do budowania własnej mocarstwowości [Paweł Terpiłowski, „Polska w doktrynie politycznej Ruchu Azowskiego”, „Wschodnioznawstwo” 2017, t. 11, 193-203].

Runiczny Trójząb

W sferze symbolicznej Ruch Azowski dokonał reinterpretacji działalności OUN i UPA oraz walki 14. Dywizji SS „Galizien”, kładąc głównie nacisk na aspekty antyradzieckie i antyrosyjskie. W sposób wysoce relatywistyczny podchodzi on do dziedzictwa Stepana Bandery z uwagi na „nieprzystawalność” do obecnej rzeczywistości. Nawiązuje również do tradycji Ukraińskiej Rewolucji Narodowej z lat 1917-1921. Oficjalnymi symbolami pozostają runiczny Trójząb, który nawiązuje do symboliki dynastycznej Rusi Kijowskiej oraz znak „Idei Nacji”, złożony z liter „I” i „N”, oznaczający prymat interesów narodowych nad partykularyzmem. Ten ostatni, z racji uderzającego podobieństwa do godła 2. Dywizji Pancernej Waffen SS „Das Reich” kojarzony jest przez niektóre narracje jako znak formacji o charakterze neonazistowskim. Zmodyfikowany znak ten nadal pozostaje oficjalnym logo pułku „Azow”, choć równocześnie usunięto wizerunek „Czarnego Słońca”, także identyfikowanego ze wspomnianą zbrodniczą formacją niemiecką [Współcześnie znaki runiczne były i są często wykorzystywane przez formacje wojskowe jako służące do identyfikacji poszczególnych jednostek. W czasie interwencji afgańskiej wykorzystywali je zarówno Amerykanie, jak i Polacy. W konsekwencji narracja liberalna i lewicowa oskarżała żołnierzy posługujących się wspomnianą grafiką o propagowanie neonazizmu].

 

W sumie Ruch Azowski bezspornie zapisał się już w historii współczesnej Ukrainy jako najbardziej żywotna, efektywna i trwała organizacja stworzona poza strukturami państwa. A ponieważ „[…] przemoc polityczna jest na Ukrainie zjawiskiem powszechnym, a w przypadku ukraińskich nacjonalistów z Ruchu Azowskiego stanowi wręcz istotne narzędzie aktywizmu. Nacjonaliści wykorzystują przyzwolenie kręgów rządowych na bezprawne używanie przemocy przez grupy związane z oligarchami, by samemu stosować rozwiązania siłowe wobec swoich przeciwników politycznych […]. Po EuroMajdanie przemoc polityczna pozostała nadal często spotykanym zjawiskiem na Ukrainie. Nacjonaliści, stosując ją, starają się równocześnie komunikować społeczeństwu, że jest ona jedynie narzędziem walki z bezprawiem w oligarchicznym systemie, który nadal funkcjonuje na Ukrainie” [Witold Dobrowolski, op.cit., s. 172-173].

Właśnie owa „retoryczna” bezkompromisowość polityczna oraz nieustępliwość w walce z separatystami prorosyjskimi na Donbasie oraz Przyazowiu zapewniły ruchowi znaczne wpływy społeczne i propagandowe. Z drugiej jednak strony owa nieugiętość i skuteczność wobec secesjonistów oraz stosowanie przez niego wspomnianej symboliki i autorytarnej ideologii sprawiają, że jest on oskarżany o propagowanie treści totalitarnych oraz przemoc fizyczną wobec adwersarzy politycznych i ujętych bojowników prorosyjskich. Dlatego też w propagandzie rosyjskiej z takim powodzeniem wykorzystuje się wątek narracyjny o „nazyfikacji” Ukrainy po EuroMajdanie. Jest równocześnie jeden z głównych celów politycznych „specjalnej operacji wojskowej”, choć warto zauważyć, iż tego typu narracja wpisuje się jeszcze w decepcję radziecką stosowaną z powodzeniem przez cały XX wiek. Eksponowanie domniemanego zagrożenia Ukrainy przez ruch i idee najpierw Symeona Petlury a następnie Stepana Bandery było stałym elementem tej gry informacyjnej.[??? Nie wiem, co Autor chce tu powiedzieć?? MD]

„Azow” w Mariupolu

Tak się jednak składa, że obecna wojna rosyjsko-ukraińska służy jednak dalszemu wzmocnieniu poczucia narodowego i państwowego ze strony Ukraińców, nawet tych rosyjskojęzycznych. Mitologizacji uległa zatem także walka pułku „Azow” w oblężonym Mariupolu przeciw jednostkom 1. Korpusu Armijnego DRL oraz grupom bojowym ze składu rosyjskiej 8. Armii. Jest to obecnie elitarna jednostka ukraińskiej Gwardii Narodowej złożoną nie tylko z pododdziałów specjalnych czy  rozpoznawczo-dywersyjnych, lecz i pancerno-zmechanizowanych.

Samo miasto dość długo przygotowywało się o obrony okrężnej, z drugiej strony widoczne jest doświadczenie i determinacja obrońców. Tym niemniej w samej Rosji pułk „Azow” jest uznawany za jednostkę złożoną z „neonazistów”, stąd nie brak informacji medialnych o terrorze wobec ludności cywilnej, celowym wysadzaniu budynków mieszkalnych, obsadzaniu budynków cywilnych przez żołnierzy tej formacji, czy nawet strzelaninach z formacjami jednostek operacyjnych.

Dlatego też ewentualne zdobycie go przez wojska rosyjskie będzie miało głębokie znaczenie propagandowe: ulegną zniszczeniu nie tylko doborowe jednostki ukraińskie, lecz także pułk „Azow”, co będzie niejako odczytane jako „fizyczna” eliminacja nazizmu na Ukrainie. Niestety narracja sobie, zaś rzeczywistość sobie, gdyż – po wybuchu wojny – członkowie i sympatycy ruchu zaczęli formować nowe jednostki obrony terytorialnej o tej samej nazwie w Kijowie i Charkowie. Niemniej, jak dotychczas, wszelkie próby deblokady Mariupola nie wchodzą w grę. Można spodziewać się jednak, że wraz z upadkiem miasta władze Federacji Rosyjskiej ogłoszą zakończenie procesu demilitaryzacji i „denazyfikacji” Ukrainy.

dr Robert Potocki

Autor jest ukrainoznawcą, wieloletnim nauczycielem akademickim, związanym z Uniwersytetem Zielonogórskim i współtwórcą Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.

Myśl Polska, nr 15-16 (10-17.04.2022)

Za: Myśl Polska (5-04-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/05/ruch-azowski-przyczynek-do-rosyjskiej-denazyfikacji-ukrainy/

Czy to dowód, że wydarzenie w Buczy to ukraiński fejk?

https://www.bibula.com/?p=132945

Na oficjalnej stronie ukraińskiej policji (Національна поліція України) na „YouTube” opublikowano 2 kwietnia materiał wideo pt. „Siły specjalne Policji Narodowej sprzątają miasto Bucza” (Спецпризначенці Нацполіції проводять зачистку міста Буча) pokazujący inspekcję policji w Buczy. Oto ten film.

Dodatkowa kopia filmu na wypadek, gdyby go usunięto.[jest w oryginale MD]

 ===============

„Obecnie w mieście pracują bojownicy utworzonego pułku specjalnego przeznaczenia Policji Narodowej SAFARI, w skład którego wchodzą przedstawiciele jednostek specjalnych policji, bojownicy KORD i Thora, a także specjaliści służby materiałów wybuchowych. Dziś, 2 kwietnia, w wyzwolonym mieście Bucza w obwodzie kijowskim jednostki specjalne Narodowej Policji Ukrainy rozpoczęły oczyszczanie terenu z dywersantów i wspólników wojsk rosyjskich. Specjaliści Służby Unieszkodliwiania Materiałów Wybuchowych przeprowadzają inspekcje miejsc zbrodni wojennych Federacji Rosyjskiej i przechwytują urządzenia wybuchowe i amunicję, które nie uległy detonacji. Funkcjonariusze kontrolują każde podwórko i schronienie, komunikują się z ludźmi i udzielają pomocy okolicznym mieszkańcom. Obywatele, którzy musieli znosić okropności okupacji, w miarę możliwości pomagają policji. Policja robi wszystko, co możliwe, aby przywrócić ład i porządek na wyzwolonych terytoriach, aby okoliczni mieszkańcy mogli jak najszybciej wrócić do rodzinnego miasta” – głosi opis pod filmem na „YouTube”. Na czerwono zaznaczyłem kluczowe informacje.

Policjanci przeprowadzili inspekcje na wszystkich ulicach miejscowości, nawet przy pomocy drona, i nigdzie masowo walających się zwłok. Ukraińcy muszą teraz wytłumaczyć, jak ludzie widoczni na poniższym nagraniu opublikowanym 3 kwietnia przez Wojskową Telewizję Ukrainy (Військове телебачення України) zmarli, biorąc pod uwagę fakt, że Rosjanie wycofali się z Buczy 30 marca.

https://youtu.be/n0aNhJVUbPc

=============

Jest sześć możliwości. Pierwsza – Ukraińscy propagandziści ułożyli „teatralnie” na ulicach zwłoki znalezione w budynkach, w zaułkach i niezakopanych mogiłach. Druga – ukraińscy żołnierze sami dokonali egzekucji i są to np. zwłoki rosyjskich osób nie popierających ukraińskiej armii (podobno mają białe opaski na rękach – informację dla rosyjskich żołnierzy). Trzecia – żywi ludzie położyli się i udawali trupy. Czwarta – oba nagrania pochodzą z różnych części Buczy i nie pokrywają się terytorialnie. Piąta – nagranie zwłok na ulicach nie pochodzi z Buczy. Szósta – po wycofaniu się Rosjan ludzie wyciągnęli zwłoki z pobliskich domów na ulicę, aby służby porządkowe mogły je uprzątnąć (tłumaczyłoby to rozłożenie i „świeżość” zwłok). A Ukraińcy przedstawili to jako „masową egzekucję”.

Jeden z internautów przeanalizował nagranie policji i ustalił w Google Maps trasę, jaką przebyto. Biegła ona tak: „Od strony Kijowa główną drogą E373 do środka Buczy. Tam się zatrzymują w okolicach hipermarketu Novus i puszczają drona by się upewnić czy można bezpiecznie jechać dalej. Film się kończy sceną z ulicy Vokzalnej 101 (apteka) ok. 50 metrów dalej i jakimś wywiadem przy drodze”. Z drugiej strony policja napisała pod filmem, że przeszukano wszystkie zaułki i miejsca wskazane za miejsca zbrodni wojennych (mogło być kilka ekip policji w różnych częściach miasta i nie wiadomo, czy komunikat dotyczy ekipy widocznej na filmie, czy wszystkich).

Materiał wideo, który wyświetlono do dziś 661 110 razy, nie jest transmisją na żywo, ale filmem złożonym z wielu cięć, więc należy domniemywać, że policja pokazała najciekawsze sceny i rozmowy, jakie nakręciła.

Tymczasem strona ukraińska przedstawiła zdjęcie satelitarne z 11 marca 2022 r. rzekomo potwierdzające masakrę w Buczy. Oto ono.

=================

Na uwagę zwracają następujące rzeczy… Nie wiadomo, czy to zdjęcie dotyczy Buczy, czy innej miejscowości (mamy wierzyć na słowo). Widać tylko siedem ciał – gdyby ofiar było więcej, zapewne pokazano by je dla podkręcenia dramaturgii sytuacji. Jeśli zdjęcie pokrywa się z filmem ukraińskim i naprawdę dotyczy Buczy, należy rozważyć siódmą możliwość – podczas wymiany ognia w Buczy 11 marca lub wcześniej, na jednej z ulic zginęło siedem osób. Nie wiadomo od czyjej kuli. A gdy wjechały wojska ukraińskie, nakręcono krótkie wideo pokazujące tych siedem ciał w taki sposób, aby wyglądały na wielką masakrę.Zdjęcie satelitarne nie przekonuje mnie, ponieważ byłoby to bardzo dziwne, że przez trzy tygodnie ciała nie uległy rozkładowi i nikt ich nie pochował. Na wojnie zwłoki muszą być grzebane, aby zapobiec epidemii.

Możliwe, że dociekliwi internauci wytropią prawdę, ponieważ każdy, nawet ja, mogę się mylić w ocenie sytuacji. Nie warto angażować się emocjonalnie po stronie rosyjskiej lub ukraińskiej, ponieważ fakty są wtedy życzeniowo naginane.

Autorstwo: Maurycy Hawranek

Za: WolneMedia.net (05.04.2022)

Pentagon nie jest w stanie niezależnie potwierdzić ukraińskich doniesień

W krótkiej informacji agencji Reuters czytamy, że Pentagon nie jest w stanie potwierdzić medialnych doniesień, jakoby w miejscowości Bucha na Ukrainie doszło do jakichś zbrodni dokonanych przez Rosję.

W lapidarnym nawet jak na standardy agencji informacyjnej Reuters komunikacie, czytamy, że:

„Wojsko amerykańskie nie jest w stanie niezależnie potwierdzić ukraińskich doniesień o okrucieństwach sił rosyjskich wobec ludności cywilnej w mieście Bucza, ale nie ma też powodów, by je kwestionować – powiedział w poniedziałek wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiej obrony.”

„Widzimy te same obrazy, co wy. Nie mamy żadnego powodu, by odrzucać ukraińskie twierdzenia o tych okrucieństwach – co jest wyraźnie, głęboko, głęboko niepokojące” – powiedział urzędnik, wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości.

Pentagon nie może tego niezależnie i pojedynczo potwierdzić, ale też nie jesteśmy w stanie w żaden sposób obalić tych twierdzeń”.

Jak widać, Pentagon w sposób dyplomatyczny dał do zrozumienia, że NIE MOŻNA POTWIERDZIĆ materiału stworzonego przez ukraińską maszynę propagandową, dodając przy tym obowiązującą formułkę, że „Nie mamy żadnego powodu, by odrzucać ukraińskie twierdzenia o tych okrucieństwach”, wszak cały czas toczy się wojna amerykańsko-rosyjska i Ukraina służy interesom amerykańskim w roli mięsa armatniego, więc na tym etapie nie należy negować ich wkładu w potęgowanie antyrosyjskości.

Oprac. www.bibula.com
2022-04-05 Wesprzyj naszą działalność

CZY WYDARZENIA W BUCZY TO FAŁSZYWA FLAGA?

https://polskawliczbach.blogspot.com/2022/04/czy-wydarzenia-w-buczy-to-faszywa-flaga.html

 W ciągu ostatnich 24 godzin zachodnie media podsycały zarzuty, że Rosja popełniła masowe zabójstwa cywilów w ukraińskim mieście Bucza, ponieważ na nagraniu widać ulice miasta zasypane ciałami. Rosyjskie Ministerstwo Obrony odrzuciło zarzuty, podkreślając, że materiał filmowy jest kolejną prowokacją.

Gdy Kijów szybko oskarża Rosję o „ludobójstwo” i „masakrę” w Buczy, zachodnie media wydają się być chętne do automatycznej kryminalizacji Moskwy bez pełnego śledztwa – i wygląda na to, że media są dla Zachodu narzędziem do zrekompensowania frustracji spowodowanych niepowodzeniami własnej propagandy, stwierdzili eksperci.

Wątpliwości wzbudziły zarzuty, że Rosja stoi za  „zbrodniami wojennymi” w Buczy wkrótce po tym, jak wideo opublikowane przez jednego z przywódców kijowskiego batalionu obrony terytorialnej pojawiło się w Internecie. Na filmie zatytułowanym „Boatsman Boys’ work in Bucha” słychać bojowników pytających, czy mogą strzelać do ludzi bez niebieskich opasek (identyfikator sił ukraińskich) – i otrzymujących „F***, oczywiście!” w odpowiedzi.

Vanessa Beeley, niezależna dziennikarka śledcza, wskazuje, w jaki sposób media „przynależące do NATO” odgrywają swoją rolę w „ochronie swojej strony przed skutkami zbrodni wojennych, które popełniali od dziesięcioleci”, jednocześnie podkreślając niespójności w promowanych przez Zachód narracjach.

Komentując wideo „Boatsman BOYS”, Beeley mówi, że są dywizją batalionu Azow – „ten sam batalion Azowski, który od 8 lat odpowiada za masowe groby w Doniecku i Ługańsku, ten sam batalion Azowski, którego przodkowie przeprowadzili jednego z najgorszych masakr drugiej wojny światowej, rozstrzelanie 33 771 Żydów w Babim Jarze w Kijowie w 1941 r.”

Ale mamy wierzyć, że rosyjska armia wycofująca się w celu ratowania życia cywilnego, jak to czyniła konsekwentnie podczas swojej kampanii wojskowej na Ukrainie – jest odpowiedzialna za egzekucję ukraińskich cywilów, w tym osób mówiących po rosyjsku, których ochrona była jednym z głównych bodźców do tego wtargnięcia na Ukrainę w celu „denazyfikacji” terytorium” – mówi Beeley.

Powyższe stanowisko podziela Joe Quinn, komentator polityczny i autor, który mówi, że „całkowicie prawdopodobne”, że ukraińska polityka wojskowa polegała na zastrzeleniu na ulicy każdego, kto nie miał niebieskiej opaski, a w szczególności tych z białą opaską. – znak rozpoznawany jako identyfikator rosyjskiego wojska. Według Quinna możliwe było, że niektórzy cywile Bucza nosili białe bandaże na znak życzliwości wobec rosyjskiego wojska, co skłoniło Ukraińców do założenia, że każdy z tym bandażem był w jakiś sposób powiązany z rosyjskimi siłami.

„Inną możliwością jest to, że przynajmniej część zmarłych na ulicy zginęła od ognia artyleryjskiego” – kontynuuje. „Kilka ciał jest blisko eksplozji bomb artylerii, uderzeń rakietowych. Jeśli niektórzy lub wszyscy zabici zostali unicestwieni przez ostrzał artyleryjski, to mogą zostać zabici jedynie przez ostrzał artyleryjski z pozycji ukraińskich w zalesionym obszarze na południe od Bucza”.

Quinn zauważa, że to nie pierwszy raz, kiedy siły ukraińskie strzelają do ludności cywilnej, przypominając przypadek Mariupola, kiedy „wojsko ukraińskie strzelało do korytarzy humanitarnych utworzonych przez Rosjan, próbując zabić rosyjskich żołnierzy, uniemożliwić ludności cywilnej wyjazd ”.

„26 marca rosyjskie wojsko w Buczy utworzyło korytarz dla ludności cywilnej, aby mogli wyjechać w kierunku Białorusi.  Irracjonalne jest twierdzenie, że wycofujący się rosyjscy żołnierze postanowili masowo „strzelać” do cywilów na ulicach w Bucha” – mówi Quinn.

Więcej „fałszywych flag” w przyszłości?

Według Adriela Kasonty, londyńskiego analityka spraw zagranicznych i byłego przewodniczącego Komisji Spraw Międzynarodowych, zachodnie media dążą do trzymania się narracji obwiniającej Rosję, co można wytłumaczyć frustracją Zachodu z powodu jego propagandy, która „zostaje w głuchych uszach”. think tank Bow Group.

„Zrobią wszystko, co trzeba, łącznie z propagandą, by oczernić Rosję, by jakoś zniszczyć dobre imię Rosji”, sugeruje Kasonta, mówiąc, że takie wysiłki mogą wynikać z sprzeciwu Zachodu wobec idei, że ktoś w Kijowie opowiada się za pokojem  z Rosją.

Powiedział też, że może to mieć związek z faktem, iż Rosja poczyniła znaczące kroki w kierunku finansowej i ekonomicznej niezależności od Zachodu oraz silniejszych więzi z Chinami i Indiami, co „powoduje ogromną frustrację” na Zachodzie. Można spodziewać się większej liczby incydentów podobnych do tego w Buczy – wraz z „o wiele większą liczbą oskarżeń ze strony tak zwanych renomowanych instytucji, takich jak Human Rights Watch i innych” – mówi Kassonta.

„Myślę, że będzie dużo operacji fałszywej flagi, dużo szturchania, że ​​tak powiem, tak zwanego rosyjskiego niedźwiedzia w oczy i prób sprowokowania Rosji do popełnienia błędu” – mówi Kasonta.

Źródło

https://www.sott.net/article/466281-Experts-Bucha-Like-False-Flag-Incidents-to-Continue-as-West-Frustrated-Over-Propaganda-Failures

Druga relacja

Teraz wyjaśnię, dlaczego Srebrenica w Buczy to kłamstwo. Jak człowiek, który przez miesiąc mieszkał pod tym miastem. Nie będę analizować położenia ciał względem drogi i szukać podobieństw zwłok w różnych miejscach. Wielu już to dla mnie zrobiło. Taktyka dramatyzacji wideo przestała mnie zadziwiać nawet w Syrii, gdzie na podstawie produkcji Białych Hełmów podjęto decyzję o przeprowadzeniu zmasowanych uderzeń rakietowych. I tutaj nauczyciele operacji informacyjno-psychologicznych są tacy sami – z jasno wystającymi brytyjskimi uszami.

Mówię o czymś innym. Widziałem, jak zmieniał się stosunek miejscowych do rosyjskiego wojska. Na początku się ich obawiano – wynik dogłębnego prania mózgu w telewizji. Potem postawa była ostrożna, kiedy ciekawość zwyciężyła i ludzie wypełzali z piwnic. Potem – interesy: miejscowi nawiązali wymianę rzeczową z wojskiem. Na przykład wymieniliśmy benzynę na generator na mleko i twarożek. Ponadto nie żądaliśmy mleka, oddając bezpłatnie paliwo. Ale sąsiedzi uważali za swój obowiązek „spłacić”. Wojsko dawało suche racje żywnościowe, przynosiło lekarstwa… A jeśli kogoś zmusili do zejścia do piwnicy, to tylko dla własnego bezpieczeństwa.

Ale to oczywiście nie jest główny argument przemawiający za tym, że ukraińska „Srebrenica” jest podróbką. W rzeczywistości wojska rosyjskie nie kontrolowały całkowicie Buczy przez jeden dzień w ciągu tych półtora miesiąca. A sytuacja tam nie sprzyjała „uporczywej” komunikacji z mieszkańcami. Ciągłe bitwy, ostrzał, zderzenia czołowe – nie wcześniej.

Prawda jest taka, że ​​wojska rosyjskie opuściły Bucza w ramach przegrupowania na kilka dni przed odkryciem „ofiar okupacji”. Siły Zbrojne Ukrainy nie od razu zdały sobie z tego sprawę i przez kolejne prawie trzy dni osłaniały miasto artylerią, pod którą mogli zginąć cywile.

A kiedy się opamiętali, jak zwykle rozpoczęli „polowanie na czarownice” w poszukiwaniu tych, którzy ich zdaniem współpracowali z „siłami okupacyjnymi”. W wojennej gorączce nikt nie trudzi się udowadnianiem, pojawiają się ciała wrzucane do studni ze związanymi rękami. Tylko stan tych ciał sugeruje, że zostały zabite najpóźniej wczoraj. Wiem, jak wyglądają trupy po kilkudniowym leżeniu na ulicy. Oto zupełnie inny obraz.

Moje argumenty oczywiście raczej nie zostaną wzięte pod uwagę przez prezydenta Unii Europejskiej Charlesa Michela, który uruchamia hashtag „masakra Buchan” i ogłasza nowe sankcje wobec Rosji. Chociaż nie jest trudno zweryfikować to, co mówię. Wystarczy przeprowadzić badanie, które wskaże czas śmierci nieszczęśliwego. I skorelować z danymi obiektywnej kontroli NATO, co wyraźnie wskaże datę wycofania wojsk rosyjskich. Ale tak jest, jeśli szukasz prawdy. A kto tego potrzebuje na Zachodzie.

Źródło  https://peremogi.livejournal.com/60775917.html

https://prawda2.info

MSWiA wyjaśnia: To nie uchodźcy! To „wysiedleńcy z Ukrainy”.

Wielu Polaków budzi się i zauważa problem uchodźców, jakich Polskie władze przyjmują na potęgę nie pytając o zdanie obywateli.

https://gloria.tv/post/bK3NRvPx82ne6AGWtGqmT9ycB

W związku z tym jeden z obywateli postanowił wysłać do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o udzielenie informacji publicznej, w którym między innymi zapytał urzędników, czy urząd jest w posiadaniu informacji o
przyjmowanych „wojennych uchodźcach”. Jak wynika z otrzymanej odpowiedzi na pytania, które dotyczyły również sytuacji przyjmowania przez Polskę mężczyzn z Ukrainy MSWiA nie wie nic na temat przyjmowanych „gości”.

Jednak sama odpowiedź urzędu jest bardzo interesująca w tej sprawie. Z pisma dowiadujemy się między innymi, że służby graniczne nie posiadają wiedzy co do stanu zdrowia przyjmowanych osób w tym mężczyzn. Zastanawiające jest również to, że w tym przypadku pisowski rząd zdaje sobie sprawę, że nie jest organem uprawnionym do pozyskiwania danych wrażliwych o zdrowiu przybyszy. Jednak już w przypadku Polaków na lotnisku tego nie wiedział i bez delegacji ustawowej weryfikował dane o przyjęciu cud preparatu.

Z treści odpowiedzi wynika, że z uwagi na panującą sytuację priorytetem stało się sprawne przeprowadzenie odprawy granicznej wszystkim wysiedlonym z terenu Ukrainy. Tak nie mylisz się czytając
wysiedlonym. Z pisma MSWiA wynika, że osoby te nie są uchodźcami, tylko wysiedleńcami.

A by rozwiać wszelkie wątpliwości, postanowiliśmy zacytować definicję słowa dokonaną w słowniku języka polskiego. Zgodnie z dokonaną tam definicją wysiedlenie to: przymusowa migracja zarządzona i zorganizowana przez władze w celu przemieszczenia grupy ludzi z ich stałego miejsca zamieszkania w inne miejsce (do innego kraju, regionu).

Pisma tłumaczy poczynania władzy w zakresie przydziału tym ludziom uprawnień tożsamych z uprawnieniami Polaka przy pomocy specustawy o pomocy Ukraińcom. Żywe w tym miejscu stają się słowa rzecznik MSZ Łukasz Jasina: Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego.

MSWiA wyjaśnia, że uchodźcy są wysiedleńcami z Ukrainy

============================
Polacy nie chcą już wynajmować mieszkań uchodźcom? „Ukraińcom nie wynajmujemy”

Wojna na Ukrainie wywołała ogromny napływ ukraińskich uchodźców do Polski. Od 24.02 do Polski wjechało z Ukrainy już ponad 2,461 mln osób. Podczas pierwszych dni wojny wiele osób zaprosiło uchodźców pod swój własny dach. Niestety ze względu na wydłużający się czas konfliktu, mnóstwo Ukraińców szuka w Polsce mieszkania na stałe. Na rynku nieruchomości zaczyna pojawiać się konflikt pomiędzy Ukraińcami a właścicielami mieszkań.

Przeszukując jeszcze dostępne oferty na rynku możemy coraz częściej przeczytać takie opisy ogłoszeń:

Zapłacą. Gwarantuje, że będą dobrymi lokatorami”, „Pomóż. Jesteśmy z Kijowa. W mieszkaniu będą dzieci, ale będziemy o nie dbać i sprzątać. Za wszystko zapłacimy. Pozostań człowiekiem!”- brzmią niektóre komentarze i wpisy. Dużo użytkowników dzieli się również swoją prywatną opinią na temat wynajmu Ukraińcom.

Czytamy: „Takich ludzi ciężko eksmitować potem. A jak co do czego, to nie ma potem sentymentów.”
Wiele takich wypowiedzi jest pisanych w obawie o przyszłe problemy w razie eksmisji takich osób.

Wynajęcie mieszkania obcokrajowcowi, który w większości przypadków nie jest w stanie spełnić wymogów stawianych w umowie najmu okazjonalnego, jest dużym ryzykiem. I kto nie doświadczył tego na własnej skórze, nadal będzie uważał, że ludzie są źli, bo nie chcą ryzykować majątkiem, na który ciężko pracowali, a ktoś sobie robi z niego darmową noclegownie – pisze jeden z grupowiczów krakowskiej grupy.

Przyjmując obcokrajowców, być może skazani będziemy na ich utrzymywanie przez lata, gdyby nie chcieli się wyprowadzić. Naciągną prądu, ogrzewania, a nam nawet nie będzie wolno odciąć niepłacącym lokatorom mediów, bo będziemy uważani za przestępców.

Zapytana przez Estere Oramus – Bianca Bąkowska, doradczyni ds. nieruchomości w Phinance S.A. o to czemu tak wiele osób nie chce wynająć mieszkania uchodźcom i usprawiedliwia swój wybór obecną trudnością w pozbyciu się niechcianego lokatora
:
– „Od marca 2020 roku, kiedy został wprowadzony stan pandemii w Polsce, pozbycie się niepłacącego lokatora jest mocno utrudnione. Zakaz eksmisji, który został wtedy wprowadzony, nadal obowiązuje i pozostanie w mocy, dopóki nie zostanie odwołany stan zagrożenia epidemiologicznego (zakaz eksmisji – brak prawnej możliwości ubiegania się o opuszczenie wynajmowanego przez lokatora mieszkania – przypis red.).” – odpowiedziała doradczyni ds. nieruchomości.
Udało mi się przeczytać, że powyższy zakaz eksmisji został zmieniony – ma nie obowiązywać uchodźców, jak to wygląda w praktyce?
– Nieco ponad dwa tygodnie temu została wprowadzona specustawa, która miała zabezpieczyć właścicieli mieszkań, przez co ułatwić uchodźcom wynajem. Niestety, moim zdaniem mocno rozczarowuje, ponieważ te zmiany są kosmetyczne. Wszystko rozbija się o zakaz eksmisji, który nadal obowiązuje. Ta zmiana pomaga głównie osobom, które użyczają mieszkań, czyli robią to nieodpłatnie. Specustawa jest niedopracowana – nie tylko w ocenie specjalistów, czy pośredników w wynajmie mieszkań, ale także samych właścicieli. – przekazała Bianca Bąkowska.
W świetle obowiązującego prawa przyjęta przez was osoba pod dach staje się lokatorem twojego mieszkania/ domu co powoduje, że nie możesz jej ot, tak wyrzucić. Aby legalnie pozbyć się być może z czasem niechcianego lokatora będziesz musiał wystąpić do Sądu o wydanie wyroku eksmisyjnego. Oczywiście sprawa taka nie będzie załatwiona przez sąd od ręki. Wiec przez ten czas twój lokator będzie miał prawo zamieszkiwać w twoim domu.

Robi się ciekawie, ale paradoks to będzie za chwilę.
W tym miejscu przypominamy wszystkim zapominalskim, że w Polsce wciąż formalnie mamy ogłoszony stan epidemii. Wraz z tym stanem RM w specustawie covidowej wprowadziła czasowy zakaz przeprowadzanie eksmisji przez komorników sądowych na podstawie wydanego wyroku przez Sąd.

Co w perspektywie oznacza to dla osób, które przyjęły uchodźcę do swojego domu?

A no tyle, że do czasu zniesienia przez MZ ogłoszonego w Polsce stanu epidemii nie będzie ona mogła wykonać eksmisji takiej osoby z domu.
W związku z tym w świetle prawa taka osoba będzie mogła zamieszkiwać w twoim domu przez bliżej nieokreślony czas a ty, będziesz zobowiązany ponieść wszystkie koszty utrzymania lokalu.
Wystrzegając się wszechobecnie panującego hejtu wobec osób, które posiadają odmienne zdanie w zakresie niesienia pomocy uchodźcom, wyjaśniamy, że lokatorami w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie praw lokatorów są nie tylko osoby będące najemcami w rozumieniu umowy zawartej z właścicielem lokalu, lecz także osoby współzamieszkujące, w tym przede wszystkim członkowie najbliższej rodziny najemcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 21 grudnia 2010 r. wydany w sprawie o sygn. III CZP 109/10).
Więcej w tym temacie można dowiedzieć się z naszej publikacji: Jakie są konsekwencje prawne z przyjęcia uchodźcy pod swój dach

Polacy nie chcą już wynajmować mieszkań uchodźcom? „Ukraińcom nie wynajmujemy”

Patrz na straszne zdjęcia, bój się i rób, co ci każemy, a przeżyjesz

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/patrz-na-straszne-zdjecia-boj-sie-i-rob-co-ci-kazemy-a-przezyjesz/

I było by na tyle, tytuł wyjaśnia w pełni cały mechanizm inżynierii społecznej przetestowany w ostatnich dwóch latach na gigantyczną skalę, ale dla ambitnych przygotowałem rozwinięcie i podsumowanie. Zacznę od swojej ulubionej metodologii, czyli od przypominania czym jest banał i dlaczego prawie wszyscy banałami gardzą, by potem od banałów polec.

Na pytanie, czy polityk jest prawdomówny i uczciwy 990 respondentów na 1000 odpowie, że oczywiście nie. Identycznie lub bardzo podobnie wypadnie test na uczciwość i prawdomówność dziennikarzy. Przy tak niskim poziomie zaufania i tak krytycznej ocenie, ze wszech miar słusznej, banalne wydaje się przypominanie jak bardzo nie należy politykom i dziennikarzom wierzyć. Tymczasem mamy do czynienia z fenomenem ludzkiego mózgu, jedna półkula krzyczy, że ludzie odpowiadający za codzienne komunikaty mają zerową wiarygodność, ale druga półkula przyjmuje produkcje tych ludzi bez najmniejszej refleksji.

Opisana wyżej schizofreniczna percepcja masowego odbiorcy, jest bezpośrednią przyczyną mojej nudnej konsekwencji, na każdym kroku trzeba przypominać wszystkie banały związane z polityką i mediami, dopiero potem przechodzić do rzeczy. Jeśli odbiorca komunikatu nie tylko przyjmie do wiadomości, że nadawcy komunikatu nie żyją z prawdy, ale tę wiedzę utrzyma, to przez następny etap przejdzie zwycięsko. Tym następnym etapem jest analiza obrazu, dźwięku i zachowań, którą zawsze trzeba umieszczać w konkretnym kontekście. Za każdym razem, gdy polityk albo dziennikarz pokazuje wyborcy i widzowi dramatyczną scenę z udziałem dziecka, kobiety w ciąży albo całej grupy ofiar, trzeba zamknąć oczy i uszy, a szeroko otworzyć obie półkule mózgowe. Potem zadajemy sobie pytanie, co i po co nam pokazano? Z odpowiedzią bywa różnie, czasem jest bardzo prosta, czasami w ogóle się nie da zweryfikować, co jest faktem, co propagandą. W tym ostatnim przypadku z pomocą przychodzi inny banał sformułowany przez starożytnych Rzymian – cui bono. Gdy obraz albo dźwięk naszpikowany emocjami ma być odpowiedzią na konkretny zarzut, na przykład bezsensownego zamykania ludzi w domach z powodu kataru, to można mieć pewność, że to manipulacja.

Przejdźmy teraz do konkretów i aktualnego pakietu dźwięków z obrazami, co one do nas krzyczą i komu zamykają usta? Niemal od pierwszych dni konfliktu na Ukrainie jasno zostały oznaczone cele propagandowe. Po pierwsze jest najstraszliwsza wojna od czasów II WŚ i ktokolwiek tę oczywistą bzdurę podważa niech popatrzy na filmik z Mariupola.

Po drugie jedna strona konfliktu pokazuje tylko prawdę, druga wyłącznie kłamie, co samo w sobie jest niedorzecznością, nawet przy najbardziej krytycznym stosunku do Rosji Ciągle Radzieckiej, który należy zachować.

Po trzecie nie masz prawa podważać obowiązującej wersji „prawdy”, a jeśli to robisz służysz Putinowi i tym samym odpowiadasz za ludobójstwo. Po czwarte, skoro jest najstraszliwsza wojna od czasów IIWŚ, to jakim jesteś małym człowiekiem, gdy piszesz o swoim pustym portfelu, strachu przed drastycznymi podwyżkami i jeszcze na dodatek nie chcesz przyjąć do siebie „uchodźców” ze Lwowa. Po piąte, owszem jest źle, ale przecież mamy wojnę i chyba nie chcesz zamienić 8 zł za olej napędowy na urwaną nogę przez ruską rakietę. Po szóste, my politycy, zadbamy o twoje bezpieczeństwo, jak będziesz nas słuchał, wierzył w to co mówimy i postępował jak każemy, to przeżyjesz.

Każdy z tych wątków nadaje się do jeszcze większej rozbudowy i wiele wątków pominąłem, żeby nie robić bałaganu w podstawowych mechanizmach propagandy. Właściwa ocena rzeczywistości zawsze i wszędzie wiąże się z całkowitym brakiem zaufania dla twórców propagandy i wytwarzanych przez nich produktów.

Jeśli zadajesz proste pytanie, dlaczego paliwo w Polsce jest po 8 zł, a na Ukrainie po 5 zł, dlaczego Polska ma prześladować polskie firmy transportowe na granicy z Białorusią, a na Ukrainie cały czas płynie ruski gaz i ropa, to uważnie wysłuchaj odpowiedzi.

Gdy usłyszysz: „zamień się z Ukraińcami, którzy są bombardowani”, to po pierwsze wiesz, że to odpowiedź nie na temat, po drugie masz pewność, że odpowiedzi udzielił toporny propagandysta we własnym, nie w Twoim interesie.

Jeszcze głośniej krzyczał tłum: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”.

Szanowny Panie,

w ramach krótkich rozważań przygotowujących nas do Wielkanocy, przypominaliśmy wczoraj o przesłuchaniu Pana Jezusa przed arcykapłanami. Na podstawie zeznań fałszywych świadków wydano akt oskarżenia.

Piłat wie, że Jezus zwany Chrystusem jest fałszywie oskarżony. Usiłuje go ocalić, ale boi się tłumu podjudzonego przez starszyznę.

„Cóż mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?”

Pyta Piłat tłumu. Odpowiedź Żydów na jego pytanie przypomina nam o współczesnych wydarzeniach.

Na krzyż z Nim!”

Wrzeszczeli ludzie trzymając zaciśnięte pięści i domagając się krwi Niewinnego.

Cóż właściwie złego uczynił?”

Zapytał jeszcze raz Piłat, który nie znalazł w Nim żadnej winy.

Na krzyż z Nim!”

Jeszcze głośniej krzyczał tłum, dodając: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”.

Dzisiaj do wielu podobnych sądów dochodzi każdego dnia. Odbywają się one już nie na placu w Jerozolimie, ale na grupach i forach dyskusyjnych należących do przestępców, którzy namawiają kobiety do aborcji za pomocą sprzedawanych przez siebie nielegalnych pigułek poronnych.

Jestem w ciąży. Nie chcę tego w tej chwili, nie jestem gotowa, mam inne plany. Co mam zrobić?”

Pytają setki Polek, umieszczając swoje wpisy na aborcyjnych grupach. Takie miejsca to przynęta zastawiana przez aborcjonistów, którzy przedstawiają się jako „obrońcy praw kobiet” i deklarują pomoc w trudnych sytuacjach życiowych. Po wejściu na takie forum i zadaniu pytania, na kobietę czeka już tłum feministek, które od razu podpowiadają co należy zrobić.

Pozbądź się pasożyta. Zamów pigułki, połknij i problem z głowy.”

Doradzają aborcjonistki, które pośredniczą w handlu tabletkami śmierci.

Mam jednak wątpliwości. Czy aborcja nie jest przypadkiem czymś złym? Czy coś może mi się stać?”

Pyta dalej wiele kobiet, których sumienia budzą się w krytycznym momencie. Momentalnie jednak kolejne aborcjonistki włączają się do dyskusji aby zgasić wszelkie wątpliwości. Tłum feministek dalej więc krzyczy i podjudza:

Aborcja jest OK. Nie martw się, to bezpieczne. Kupuj szybko tabletki póki płód jest jeszcze mały to sprawniej pójdzie”.

Namawiają handlarki tabletkami oraz powiązane z nimi aktywistki, które udało się omamić za pomocą propagandy i manipulacji. O aborcji mówią w samych superlatywach. O krwi, zarówno matki jak i dziecka, która za chwilę będzie wylana, mówią niewiele. O duchowych i psychicznych skutkach syndromu poaborcyjnego, z powodu którego cierpią nie tylko kobiety ale też ich rodziny, często przez kilka pokoleń do przodu, nie mówią wcale. Krew na nas i na dzieci nasze…

Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Tylko w ubiegłym roku dokonano w Polsce ponad 30 000 pigułkowych aborcji.

W ostatnich dziesięcioleciach setki tysięcy Polaków zamordowało swoje dzieci. W nadchodzącym czasie Wielkanocy prośmy o wyzwolenie naszego kraju od plagi dzieciobójstwa i prowadzącej do niego propagandy aborcyjnej, która swobodnie rozsiewa się po Polsce i podjudza kolejne matki i kolejnych ojców do zbrodni na niewinnych.

Zachęcamy też do przekazania wielkopostnej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją:

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Jutro kolejna część rozważań – droga krzyżowa. Kto dzisiaj idzie po niej razem z Chrystusem?


Serdecznie Pana pozdrawiam,

Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

stronazycia.pl

Sytuacja militarna na Ukrainie – analiza fachowca

Sytuacja militarna na Ukrainie – analiza fachowca

Dziś analiza Jacquesa Bauda. Jacques Baud to były pułkownik Sztabu Generalnego, były członek szwajcarskiego wywiadu strategicznego, specjalista od krajów wschodnich. Szkolił się w amerykańskich i brytyjskich służbach wywiadowczych. Pełnił funkcję szefa polityki operacji pokojowych ONZ. Jako ekspert ONZ ds. praworządności i instytucji bezpieczeństwa zaprojektował i kierował pierwszą wielowymiarową jednostką wywiadowczą ONZ w Sudanie. Pracował dla Unii Afrykańskiej i przez 5 lat był odpowiedzialny za walkę w NATO z proliferacją broni strzeleckiej. Zaraz po upadku ZSRR brał udział w rozmowach z najwyższymi rosyjskimi urzędnikami wojskowymi i wywiadowczymi. W ramach NATO śledził kryzys ukraiński w 2014 roku, a później brał udział w programach pomocy Ukrainie. Jest autorem kilku książek o wywiadzie, wojnie i terroryzmie. Zapraszam do lektury.

Część pierwsza: Droga do wojny

Przez lata, od Mali po Afganistan, pracowałem na rzecz pokoju i ryzykowałem dla niego życiem. Nie chodzi więc o usprawiedliwienie wojny, ale o zrozumienie, co nas do niej doprowadziło. Widzę, że „eksperci” na zmianę w telewizji analizują sytuację na podstawie wątpliwych informacji, najczęściej hipotez postawionych jako fakty – i wtedy nie potrafimy już zrozumieć, co się dzieje. W ten sposób powstaje panika. Problem polega nie tyle na tym, by wiedzieć, kto ma rację w tym konflikcie, ile na kwestionowaniu sposobu, w jaki nasi przywódcy podejmują decyzje.

Spróbujmy zbadać korzenie konfliktu. Zaczyna się od tych , którzy od ośmiu lat mówią o „separatystach” lub „niezależnościach” z Donbasu. To nie jest prawda. Referenda przeprowadzone przez dwie samozwańcze republiki, Doniecką i Ługańską w maju 2014 r., nie były referendami „niepodległości” (независимость), jak twierdzą niektórzy pozbawieni skrupułów dziennikarze , ale referendami dotyczącymi „samostanowienia” lub „autonomii” (самостностоьятель ). ). Kwalifikator „prorosyjski” sugeruje, że Rosja była stroną konfliktu, co nie miało miejsca, a określenie „rosyjskojęzyczni” byłoby bardziej uczciwe. Co więcej, referenda te były prowadzone wbrew radom Władimira Putina.

W rzeczywistości te republiki nie dążyły do ​​oddzielenia się od Ukrainy, ale do uzyskania statusu autonomii, gwarantującego im używanie języka rosyjskiego jako języka urzędowego. Pierwszym aktem ustawodawczym nowego rządu, po obaleniu prezydenta Janukowycza, było zniesienie 23 lutego 2014 roku ustawy Kiwalowa-Kolesniczenko z 2012 roku, która uczyniła rosyjski językiem urzędowym. Trochę tak, jakby puczyści zdecydowali, że francuski i włoski nie będą już językami urzędowymi w Szwajcarii.

Ta decyzja wywołała burzę wśród ludności rosyjskojęzycznej. Rezultatem były gwałtowne represje wobec rosyjskojęzycznych regionów (Odessa, Dniepropietrowsk, Charków, Ługańsk i Donieck), które rozpoczęły się w lutym 2014 roku i doprowadziły do ​​militaryzacji sytuacji i kilku masakr (w Odessie i Marioupolu to najbardziej godne uwagi). Pod koniec lata 2014 roku pozostały jedynie samozwańcze republiki Doniecka i Ługańska.

Na tym etapie, zbyt sztywny i pochłonięty doktrynerskim podejściem do sztuki operacyjnej, ukraiński sztab generalny ujarzmił wroga, nie zdołał jednak zwyciężyć. Z przebiegu walk w latach 2014-2016 w Donbasie wynika, że ​​ukraiński sztab generalny systematycznie i mechanicznie stosował te same schematy operacyjne. Jednak wojna toczona przez autonomistów była bardzo podobna do tego, co obserwowaliśmy w Sahelu: wysoce mobilne operacje prowadzone lekkimi środkami. Dzięki bardziej elastycznemu i mniej doktrynerskiemu podejściu rebelianci byli w stanie wykorzystać bezwładność sił ukraińskich, aby wielokrotnie ich „uwięzić”.

W 2014 roku, kiedy byłem w NATO, byłem odpowiedzialny za walkę z proliferacją broni strzeleckiej i staraliśmy się wykryć rosyjskie dostawy broni dla rebeliantów, żeby zobaczyć, czy Moskwa jest w to zamieszana. Informacje, które wtedy otrzymywaliśmy, pochodziły niemal w całości z polskich służb wywiadowczych i nie „pasowały” do informacji płynących z OBWE – mimo dość prymitywnych zarzutów nie było dostaw broni i sprzętu wojskowego z Rosji. Powstańcy zostali uzbrojeni dzięki dezercji rosyjskojęzycznych jednostek ukraińskich, które przeszły na stronę rebeliantów. W miarę upływu niepowodzeń ukraińskich bataliony czołgów, artylerii i przeciwlotnictwa powiększały szeregi autonomistów. To właśnie popchnęło Ukraińców do zobowiązania się do porozumień mińskich.

Jednak tuż po podpisaniu porozumień mińskich prezydent Ukrainy Petro Poroszenko rozpoczął zmasowaną operację antyterrorystyczną (ATO/Антитерористична операція) przeciwko Donbasowi. Bis repetita placent : źle poinformowani przez oficerów NATO, Ukraińcy ponieśli druzgocącą porażkę w Debalcewie, co zmusiło ich do zaangażowania się w porozumienia mińskie II. Należy w tym miejscu przypomnieć, że umowy Mińsk 1 (wrzesień 2014) i Mińsk 2 (luty 2015) nie przewidywały separacji czy niezależności republik, ale ich autonomię w ramach Ukrainy. Ci, którzy zapoznali się z Układami (jest ich bardzo, bardzo, bardzo niewielu), zauważą, że we wszystkich pismach jest napisane, że status republik miał być negocjowany między Kijowem a przedstawicielami republik, ponieważ są to wewnętrzne rozwiązanie dla Ukrainy.

Dlatego od 2014 roku Rosja systematycznie domagała się ich realizacji, odmawiając przy tym udziału w negocjacjach, ponieważ była to wewnętrzna sprawa Ukrainy. Z drugiej strony Zachód – kierowany przez Francję – systematycznie próbował zastąpić porozumienia mińskie „formatem normandzkim”, który stawiał Rosjan i Ukraińców twarzą w twarz. Pamiętajmy jednak, że przed 23-24 lutego 2022 r. w Donbasie nigdy nie było wojsk rosyjskich. Co więcej, obserwatorzy OBWE nigdy nie zaobserwowali najmniejszego śladu po działaniach rosyjskich jednostek w Donbasie. Na przykład mapa wywiadu USA opublikowana przez Washington Post 3 grudnia 2021 r. nie pokazuje wojsk rosyjskich w Donbasie. W październiku 2015 r. Wasyl Hrycak, dyrektor Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), przyznał , że w Donbasie zaobserwowano jedynie 56 rosyjskich bojowników. To było dokładnie porównywalne ze Szwajcarami, którzy chodzili walczyć w Bośni w weekendy, w latach 90., czy Francuzami, którzy dziś jeżdżą walczyć na Ukrainie.

Armia ukraińska była wtedy w opłakanym stanie. W październiku 2018 roku, po czterech latach wojny, naczelny ukraiński prokurator wojskowy Anatolij Matios stwierdził, że Ukraina straciła w Donbasie 2700 mężczyzn: 891 z powodu chorób, 318 z wypadków drogowych, 177 z innych wypadków, 175 z zatruć (alkohol, narkotyków), 172 przez nieostrożne obchodzenie się z bronią, 101 za naruszenie przepisów bezpieczeństwa, 228 przez morderstwa i 615 przez samobójstwa.

W rzeczywistości armia została osłabiona przez korupcję kadr i nie cieszyła się już poparciem ludności. Według raportu brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w przypadku powołania rezerwistów z marca/kwietnia 2014 r., 70 proc. nie pojawiło się na pierwszej sesji, 80 proc. na drugą, 90 proc. na trzecią i 95 proc. na czwartą. W październiku/listopadzie 2017 r. 70% poborowych nie zgłosiło się do akcji ratunkowej „Jesień 2017”. Nie licząc samobójstw i dezercji (często na rzecz autonomistów), które sięgały nawet 30 procent siły roboczej w obszarze ATO. Młodzi Ukraińcy odmówili wyjazdu i walki w Donbasie i woleli emigrację, co również przynajmniej częściowo tłumaczy deficyt demograficzny kraju.

Ukraińskie Ministerstwo Obrony zwróciło się następnie do NATO o pomoc w uatrakcyjnieniu swoich sił zbrojnych. Pracując już nad podobnymi projektami w ramach ONZ, zostałem poproszony przez NATO o udział w programie przywracania wizerunku ukraińskich sił zbrojnych. Ale to długotrwały proces a Ukraińcy chcieli działać szybko.

Tak więc, aby zrekompensować brak żołnierzy, ukraiński rząd uciekł się do paramilitarnych milicji. Składają się one zasadniczo z zagranicznych najemników, często skrajnie prawicowych bojowników. Według Reutera w 2020 roku stanowili około 40 procent sił ukraińskich i liczyli około 102 000 mężczyzn . Byli uzbrojeni, finansowani i szkoleni przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kanadę i Francję. Było ponad 19 narodowości – w tym szwajcarscy. W ten sposób kraje zachodnie wyraźnie stworzyły i poparły ukraińskie skrajnie prawicowe milicje . W październiku 2021 roku Jerusalem Post zaalarmował, potępiając projekt Centuria. Te milicje działały w Donbasie od 2014 roku przy wsparciu Zachodu. Nawet jeśli można spierać się na temat terminu „nazista”, pozostaje faktem, że te milicje są gwałtowne, przekazują przyprawiającą o mdłości ideologię i są zjadliwie antysemickie. Ich antysemityzm jest bardziej kulturowy niż polityczny, dlatego określenie „nazista” nie jest właściwe. Ich nienawiść do Żydów wywodzi się z wielkich klęsk głodu na Ukrainie w latach 20. i 30. XX wieku, spowodowanych konfiskatą przez Stalina plonów w celu sfinansowania modernizacji Armii Czerwonej. To ludobójstwo – znane na Ukrainie jako Hołodomor – zostało popełnione przez NKWD (poprzednik KGB), którego wyższe szczeble przywództwa składały się głównie z Żydów. To dlatego dziś ukraińscy ekstremiści proszą Izrael o przeprosiny za zbrodnie komunizmu, jak zauważa Jerusalem Post . Jest to dalekie od „przepisywania historii” Władimira Putina.

Te milicje, wywodzące się ze skrajnie prawicowych grup, które animowały rewolucję Euromajdanu w 2014 roku, składają się z fanatycznych i brutalnych jednostek. Najbardziej znanym z nich jest Pułk Azowski, którego emblemat przypomina 2. Dywizję Pancerną SS Das Reich, czczoną na Ukrainie za wyzwolenie Charkowa z rąk Sowietów w 1943 r., przed dokonaniem w 1944 r. masakry w Oradour-sur-Glane w Francja.

Wśród znanych postaci pułku azowskiego znalazł się Roman Protasewicz, aresztowany w 2021 r. przez władze białoruskie w sprawie lotu RyanAir FR4978. 23 maja 2021 r. jako powód aresztowania Protasewicza wymieniono umyślne porwanie samolotu pasażerskiego przez MiG-29 – rzekomo za zgodą Putina, choć dostępne wówczas informacje w ogóle nie potwierdzały tego scenariusza. Ale potem trzeba było pokazać, że prezydent Łukaszenko był bandytą, a Protasewicz „dziennikarzem”, który kochał demokrację. Jednak dość odkrywcze śledztwo przeprowadzone przez amerykańską organizację pozarządową w 2020 r. ujawniło skrajnie prawicowe działania bojownika Protasewicza. Rozpoczął się wtedy zachodni ruch spiskowy, a pozbawione skrupułów media „przewietrzyły” jego biografię . Ostatecznie w styczniu 2022 r . opublikowano raport ICAO , z którego wynikało, że pomimo pewnych błędów proceduralnych Białoruś postąpiła zgodnie z obowiązującymi przepisami i że MiG-29 wystartował 15 minut po tym, jak pilot RyanAir zdecydował się wylądować w Mińsku. Więc nie ma białoruskiego spisku, a jeszcze mniej Putina. Ach!… Kolejny szczegół: Protasewicz okrutnie ponoć torturowany przez białoruską policję, był teraz wolny. Ci, którzy chcieliby z nim korespondować, mogą wejść na jego konto na Twitterze .

Charakteryzacja ukraińskich paramilitarnych jako „nazistów” lub „neo-nazistów” jest uważana za rosyjską propagandę . Być może. Ale to nie jest pogląd Times of Israel , Centrum Simona Wiesenthala czy Centrum Antyterrorystycznego Akademii West Point . Ale to wciąż kwestia dyskusyjna, bo w 2014 roku „ Newsweek ” wydawał się kojarzyć ich bardziej z… Państwem Islamskim. Sam wybierz!

Tak więc Zachód wspierał i nadal uzbrajał milicje, które od 2014 roku są winne licznych zbrodni przeciwko ludności cywilnej : gwałtów, tortur i masakr. Ale chociaż szwajcarski rząd bardzo szybko zastosował sankcje wobec Rosji, nie przyjął żadnych wobec Ukrainy, która od 2014 r. masakruje własną ludność. W rzeczywistości ci, którzy bronią praw człowieka na Ukrainie, od dawna potępiają działania tych grup, ale nie uzyskały poparcia naszych rządów. Bo w rzeczywistości nie staramy się pomagać Ukrainie, ale walczyć z Rosją. Integracji tych paramilitarnych sił z Gwardią Narodową wcale nie towarzyszyła „denazyfikacja”, jak twierdzą niektórzy . Wśród wielu przykładów pouczające są insygnia Pułku Azowskiego.

W 2022 r. bardzo schematycznie ukraińskie siły zbrojne walczące z rosyjską ofensywą zostały zorganizowane jako:

– Armia podporządkowana Ministerstwu Obrony. Jest zorganizowana w 3 korpusy armii i składa się z formacji manewrowych (czołgi, ciężka artyleria, pociski rakietowe itp.).

– Gwardia Narodowa, która podlega MSW i jest zorganizowana w 5 komend terytorialnych.

Gwardia Narodowa jest więc formacją obrony terytorialnej, która nie wchodzi w skład armii ukraińskiej. W jej skład wchodzą paramilitarne milicje, zwane „batalionami ochotniczymi” (добровольчі батальйоні), znane również pod sugestywną nazwą „batalionów odwetowych” i złożone z piechoty. Wyszkoleni głównie do walki miejskiej, teraz bronią miast takich jak Charków, Mariupol, Odessa, Kijów itp.

Część druga: Wojna

Jako były szef wydziału ds. sił Układu Warszawskiego w szwajcarskim wywiadzie strategicznym obserwuję ze smutkiem – ale nie zdziwieniem – że nasze służby nie są już w stanie zrozumieć sytuacji militarnej na Ukrainie. Samozwańczy „eksperci”, którzy paradują na naszych ekranach, niestrudzenie przekazują te same informacje, modulowane twierdzeniem, że Rosja – i Władimir Putin – są irracjonalni. Cofnijmy się o krok.

1. Wybuch wojny

Od listopada 2021 roku Amerykanie nieustannie grożą rosyjską inwazją na Ukrainę. Jednak Ukraińcy wydawali się z tym nie zgadzać. Dlaczego nie?

Musimy cofnąć się do 24 marca 2021 r. Tego dnia Wołodymyr Zełenski wydał dekret o odbiciu Krymu i zaczął rozmieszczać swoje siły na południu kraju. Równolegle przeprowadzono kilka ćwiczeń NATO między Morzem Czarnym a Bałtykiem, czemu towarzyszył znaczny wzrost lotów rozpoznawczych wzdłuż granicy rosyjskiej. Rosja przeprowadziła następnie kilka ćwiczeń, aby sprawdzić gotowość operacyjną swoich wojsk i pokazać, że śledzi ewolucję sytuacji. Sytuacja uspokoiła się do października-listopada wraz z zakończeniem ćwiczeń ZAPAD 21, których ruchy wojsk interpretowano jako wzmocnienie ofensywy na Ukrainę. Jednak nawet ukraińskie władze odrzuciły pomysł rosyjskich przygotowań do wojny, a minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow twierdził, że od wiosny na jej granicy nie było żadnych zmian .

Z naruszeniem porozumień mińskich Ukraina prowadziła w Donbasie operacje lotnicze z użyciem dronów, w tym co najmniej jeden atak na skład paliw w Doniecku w październiku 2021 r. Zauważyła to prasa amerykańska, ale nie Europejczycy; i nikt nie potępił tych naruszeń.

W lutym 2022 r. wydarzenia przyspieszyły. 7 lutego podczas wizyty w Moskwie Emmanuel Macron potwierdził Władimirowi Putinowi swoje zobowiązanie do porozumień mińskich, które powtórzy po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim następnego dnia. Ale 11 lutego w Berlinie, po dziewięciu godzinach pracy, zakończyło się spotkanie doradców politycznych przywódców „formatu normandzkiego”, bez konkretnego rezultatu: Ukraińcy nadal odmawiali stosowania porozumień mińskich, najwyraźniej pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Władimir Putin zauważył, że Macron składał puste obietnice, a Zachód nie był gotowy do egzekwowania porozumień, jak to robił od ośmiu lat. Kontynuowano przygotowania Ukrainy w strefie kontaktu. Rosyjski parlament został zaniepokojony; a 15 lutego poprosił Władimira Putina o uznanie niepodległości republik, czego ten odmówił.

17 lutego prezydent Joe Biden zapowiedział , że w najbliższych dniach Rosja zaatakuje Ukrainę. Skąd on to wiedział? To jest tajemnica. Ale od 16 czerwca ostrzał artyleryjski ludności Donbasu wzrósł dramatycznie, jak pokazują codzienne raporty obserwatorów OBWE. Oczywiście ani media, ani Unia Europejska, ani NATO, ani żaden rząd zachodni nie reagują ani nie interweniują. Później powiemy, że to rosyjska dezinformacja. W rzeczywistości wydaje się, że Unia Europejska i niektóre kraje celowo przemilczały masakrę ludności Donbasu, wiedząc, że sprowokuje to rosyjską interwencję.

W tym samym czasie pojawiły się doniesienia o sabotażu w Donbasie. 18 stycznia bojownicy Donbasu przechwycili sabotażystów mówiących po polsku i wyposażonych w zachodni sprzęt, którzy próbowali wywołać incydenty chemiczne w Gorliwce . Mogli być najemnikami CIA , prowadzonymi lub „doradzanymi” przez Amerykanów i złożonymi z ukraińskich lub europejskich bojowników, do prowadzenia działań sabotażowych w republikach Donbasu. W rzeczywistości już 16 lutego Joe Biden wiedział, że Ukraińcy rozpoczęli ostrzał ludności cywilnej Donbasu, stawiając Władimira Putina przed trudnym wyborem: pomóc Donbasowi militarnie i stworzyć problem międzynarodowy, albo stać z boku i patrzeć na zmiażdżenie rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu.

Gdyby zdecydował się interweniować, Putin mógłby powołać się na międzynarodowy obowiązek „Odpowiedzialności za ochronę” (R2P). Wiedział jednak, że bez względu na charakter i skalę interwencja wywoła burzę sankcji. Dlatego też bez względu na to, czy rosyjska interwencja ograniczałaby się do Donbasu, czy szła dalej, by wywierać presję na Zachód w sprawie statusu Ukrainy, cena byłaby taka sama. Tak wyjaśnił w swoim przemówieniu z 21 lutego. Tego dnia zgodził się na prośbę Dumy i uznał niepodległość obu republik Donbasu i jednocześnie podpisał z nimi traktaty o przyjaźni i pomocy.

Ukraińskie bombardowania artyleryjskie ludności Donbasu trwały, a 23 lutego obie republiki zwróciły się o pomoc wojskową do Rosji. 24 lutego Władimir Putin powołał się na art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który przewiduje wzajemną pomoc wojskową w ramach sojuszu obronnego.

Aby uczynić rosyjską interwencję całkowicie nielegalną w oczach opinii publicznej, celowo ukryliśmy fakt, że wojna faktycznie rozpoczęła się 16 lutego. Armia ukraińska przygotowywała się do ataku na Donbas już w 2021 r., ponieważ niektóre rosyjskie i europejskie służby wywiadowcze byli dobrze tego świadomi. Prawnicy będą oceniać.

W przemówieniu z 24 lutego Władimir Putin określił dwa cele swojej operacji: „demilitaryzacja” i „denazyfikacja” Ukrainy. Nie chodzi więc o przejęcie Ukrainy, ani nawet, przypuszczalnie, o jej okupowanie; a już na pewno nie niszczenia go. Od tego momentu nasza widoczność przebiegu operacji jest ograniczona: Rosjanie mają doskonałe zabezpieczenie operacji (OPSEC), a szczegóły ich planowania nie są znane. Ale dość szybko przebieg operacji pozwala zrozumieć, jak cele strategiczne zostały przełożone na poziom operacyjny.

Demilitaryzacja:

– niszczenie naziemne ukraińskiego lotnictwa, systemów obrony przeciwlotniczej i aktywów rozpoznawczych;

– neutralizacja struktur dowodzenia i wywiadu (C3I), a także głównych szlaków logistycznych w głębi terytorium;

– okrążenie większości armii ukraińskiej zgrupowanej na południowym wschodzie kraju.

Denazyfikacja: zniszczenie lub neutralizacja batalionów ochotniczych działających w miastach Odessa, Charków i Mariupol, a także w różnych obiektach na terytorium.

Ofensywa rosyjska została przeprowadzona w bardzo „klasyczny” sposób. Początkowo – tak jak zrobili to Izraelczycy w 1967 r. – wraz ze zniszczeniem na ziemi sił powietrznych w pierwszych godzinach. Następnie byliśmy świadkami jednoczesnego postępu w kilku osiach, zgodnie z zasadą „płynącej wody”: posuwaj się wszędzie tam, gdzie opór był słaby, a miasta (bardzo wymagające wojskowo) opuszczaj na później. Na północy elektrownia w Czarnobylu została natychmiast zajęta, aby zapobiec aktom sabotażu. Nie są oczywiście pokazywane zdjęcia ukraińskich i rosyjskich żołnierzy wspólnie strzegących zakładu .

Pomysł, że Rosja próbuje przejąć Kijów, stolicę, aby wyeliminować Zełenskiego, pochodzi typowo z Zachodu – tak właśnie zrobili w Afganistanie, Iraku, Libii i co chcieli zrobić w Syrii z pomocą islamskich terrorystów. Ale Władimir Putin nigdy nie zamierzał zastrzelić ani obalić Zełenskiego. Zamiast tego Rosja stara się utrzymać go przy władzy, popychając go do negocjacji, otaczając Kijów. Do tej pory odmawiał realizacji porozumień mińskich. Ale teraz Rosjanie chcą uzyskać neutralność Ukrainy.

Wielu zachodnich komentatorów było zdziwionych, że Rosjanie w trakcie prowadzenia operacji wojskowych nadal szukali wynegocjowanego rozwiązania. Wyjaśnienie leży w rosyjskiej perspektywie strategicznej od czasów sowieckich. Dla Zachodu wojna zaczyna się, gdy kończy się polityka. Podejście rosyjskie opiera się jednak na inspiracji Clausewitza: wojna jest ciągłością polityki i można płynnie przechodzić od jednego do drugiego, nawet podczas walki. Pozwala to wywrzeć presję na przeciwniku i popchnąć go do negocjacji.

Z operacyjnego punktu widzenia ofensywa rosyjska była tego rodzaju przykładem: w ciągu sześciu dni Rosjanie zajęli terytorium tak duże jak Wielka Brytania, z szybkością natarcia większą niż Wehrmacht w 1940 roku. Większość armii ukraińskiej została rozmieszczona na południu kraju w ramach przygotowań do wielkiej operacji przeciwko Donbasowi. To dlatego siły rosyjskie były w stanie okrążyć je od początku marca w „kociołku” między Słowiańskiem, Kramatorskiem i Siewierodonieckiem, napierając ze wschodu przez Charków i na południe od Krymu. Wojska z republik donieckiej (DRL) i ługańskiej (LPR) uzupełniają siły rosyjskie natarciem ze wschodu.

Na tym etapie siły rosyjskie powoli zaciskają pętlę, ale nie są już pod presją czasu. Ich cel demilitaryzacji został prawie osiągnięty, a pozostałe siły ukraińskie nie mają już operacyjnej i strategicznej struktury dowodzenia. „Spowolnienie”, które nasi „eksperci” przypisują złej logistyce, jest jedynie konsekwencją osiągnięcia swoich celów. Wydaje się, że Rosja nie chce angażować się w okupację całego terytorium Ukrainy. W rzeczywistości wydaje się, że Rosja stara się ograniczyć swój postęp do granicy językowej kraju.

Nasze media mówią o masowych bombardowaniach ludności cywilnej, zwłaszcza w Charkowie, a media przekazują „sceny dantejskie”. Jednak mieszkający tam Gonzalo Lira, Latynos, przedstawia nam spokojne miasto 10 i 11 marca . To prawda, że ​​jest to duże miasto i nie widzimy wszystkiego – ale to zdaje się wskazywać, że nie jesteśmy w wojnie totalnej, że jesteśmy stale manipulowani na naszych ekranach. Z kolei republiki Donbasu „wyzwoliły” własne terytoria i walczą w mieście Mariupol.

Część 2 Denazyfikacja

W miastach takich jak Charków, Mariupol i Odessa obronę zapewniają milicje paramilitarne. Wiedzą, że cel „denazyfikacji” jest skierowany przede wszystkim przeciwko nim. Dla atakującego na obszarze zurbanizowanym problemem są cywile. Dlatego Rosja dąży do stworzenia korytarzy humanitarnych, aby opróżnić miasta z ludności cywilnej i pozostawić tylko milicje, aby łatwiej z nimi walczyć.

Z drugiej strony milicje te starają się zatrzymać cywilów w miastach, aby odwieść armię rosyjską od walki. Dlatego niechętnie realizują te korytarze i robią wszystko, aby rosyjskie wysiłki nie powiodły się – mogą wykorzystać ludność cywilną jako „żywą tarczę”. Filmy ukazujące cywili próbujących opuścić Mariupol i pobici przez bojowników pułku azowskiego są tu oczywiście starannie cenzurowane.

Na Facebooku grupa Azov była zaliczana do tej samej kategorii co Państwo Islamskie i podlegała „polityce dotyczącej niebezpiecznych osób i organizacji” platformy. Zabroniono więc jej gloryfikować, a „stanowiska” sprzyjające jej były systematycznie zakazane. Jednak 24 lutego Facebook zmienił swoją politykę i zezwolił na posty korzystne dla milicji. W tym samym duchu w marcu platforma autoryzowana w byłych krajach wschodnich wzywa do mordowania rosyjskich żołnierzy i przywódców . Tyle o wartościach, które inspirują naszych liderów, jak zobaczymy.

Nasze media propagują romantyczny obraz powszechnego oporu. To właśnie ten obraz skłonił Unię Europejską do finansowania dystrybucji broni wśród ludności cywilnej. To przestępstwo. Jako szef doktryny utrzymania pokoju w ONZ pracowałem nad kwestią ochrony ludności. Odkryliśmy, że przemoc wobec ludności cywilnej miała miejsce w bardzo specyficznych kontekstach. Zwłaszcza, gdy broni jest pod dostatkiem i nie ma struktur dowodzenia.

Te struktury dowodzenia są istotą armii: ich funkcją jest ukierunkowanie użycia siły na cel. Uzbrajając obywateli w przypadkowy sposób, tak jak ma to obecnie miejsce, UE zamienia ich w bojowników, co w konsekwencji czyni z nich potencjalne cele. Co więcej, bez dowództwa, bez celów operacyjnych, dystrybucja broni prowadzi nieuchronnie do wyrównywania rachunków, bandytyzmu i działań bardziej zabójczych niż skutecznych. Wojna staje się kwestią emocji. Siła staje się przemocą. Tak stało się w Tawarga (Libia) od 11 do 13 sierpnia 2011 r., gdzie 30 000 czarnych Afrykanów zostało zmasakrowanych przy użyciu broni zrzuconej na spadochronie (nielegalnie) przez Francję. Nawiasem mówiąc, Brytyjski Królewski Instytut Studiów Strategicznych (RUSI) nie widzi żadnej wartości dodanej w tych dostawach broni. Co więcej, dostarczając broń krajowi będącemu w stanie wojny, narażamy się na uznanie za walczącego. Rosyjskie ataki z 13 marca 2022 r. na bazę lotniczą Mikołajewa są następstwem rosyjskich ostrzeżeń , że dostawy broni będą traktowane jako wrogie cele.

UE powtarza katastrofalne doświadczenie III Rzeszy w ostatnich godzinach bitwy o Berlin. Wojnę trzeba pozostawić wojsku, a kiedy jedna strona przegra, trzeba to przyznać. A jeśli ma być opór, musi być kierowany i zorganizowany. Ale robimy dokładnie odwrotnie – popychamy obywateli do walki, a jednocześnie Facebook autoryzuje wezwania do mordowania rosyjskich żołnierzy i przywódców. Tyle o wartościach, które nas inspirują.

Niektóre służby wywiadowcze postrzegają tę nieodpowiedzialną decyzję jako sposób na wykorzystanie ludności ukraińskiej jako mięsa armatniego do walki z Rosją Władimira Putina. Tego rodzaju morderczą decyzję należało pozostawić kolegom dziadka Ursuli von der Leyen. Lepiej byłoby zaangażować się w negocjacje i tym samym uzyskać gwarancje dla ludności cywilnej, niż dolewać oliwy do ognia. Łatwo jest walczyć cudzą krwią.

Szpital położniczy w Mariupolu

Należy z góry zrozumieć, że to nie armia ukraińska broni Marioupola, ale milicja azowska, złożona z zagranicznych najemników. W podsumowaniu sytuacji z 7 marca 2022 r. rosyjska misja ONZ w Nowym Jorku stwierdziła, że ​​„Mieszkańcy informują, że ukraińskie siły zbrojne wydaliły personel ze szpitala porodowego nr 1 w Mariupolu i utworzyły punkt ostrzału wewnątrz placówki”.

8 marca niezależne rosyjskie media Lenta.ru opublikowały zeznania cywilów z Marioupola, którzy powiedzieli, że szpital położniczy został przejęty przez milicję pułku azowskiego, którzy wypędzili cywilów grożąc im bronią. Potwierdzili oświadczenia ambasadora Rosji kilka godzin wcześniej.

Dominującą pozycję zajmuje szpital w Mariupolu, znakomicie przystosowany do instalacji broni przeciwpancernej oraz do obserwacji. 9 marca na budynek uderzyły wojska rosyjskie. Według CNN rannych zostało 17 osób, ale zdjęcia nie pokazują żadnych ofiar w budynku i nie ma dowodów na to, że wspomniane ofiary są związane z tym uderzeniem. Mówi się o dzieciach, ale w rzeczywistości nie ma nic. Może to prawda, ale może nie. Nie przeszkadza to przywódcom UE postrzegać to jako zbrodnię wojenną . A to pozwala Zełenskiemu wezwać do strefy zakazu lotów nad Ukrainą. W rzeczywistości nie wiemy dokładnie, co się stało. Ale sekwencja wydarzeń zdaje się potwierdzać, że siły rosyjskie zajęły pozycję pułku azowskiego i że oddział położniczy był wtedy wolny od cywilów.

Problem w tym, że milicje paramilitarne, które bronią miast, są zachęcane przez społeczność międzynarodową do nierespektowania wojennych zwyczajów. Wygląda na to, że Ukraińcy powtórzyli scenariusz szpitala położniczego w Kuwejcie z 1990 roku, który został całkowicie zainscenizowany przez firmę Hill & Knowlton za 10,7 mln USD, aby przekonać Radę Bezpieczeństwa ONZ do interwencji w Iraku w ramach operacji Pustynna Tarcza/Sztorm .

Zachodni politycy od ośmiu lat akceptują ataki w Donbasie, nie przyjmując żadnych sankcji wobec ukraińskiego rządu. Już dawno weszliśmy w dynamikę, w której zachodni politycy zgodzili się poświęcić prawo międzynarodowe w celu osłabienia Rosji .

Część trzecia: Wnioski

Jako byłego pracownika wywiadu, pierwszą rzeczą, która mnie uderza, jest całkowity brak zachodnich służb wywiadowczych w przedstawianiu sytuacji z ostatniego roku. W Szwajcarii służby skrytykowano za to, że nie przedstawiły prawidłowego obrazu sytuacji. W rzeczywistości wydaje się, że w całym świecie zachodnim służby wywiadowcze zostały przytłoczone przez polityków. Problem w tym, że to politycy decydują – najlepsza służba wywiadowcza na świecie jest bezużyteczna, jeśli decydent nie słucha. Tak właśnie stało się podczas tego kryzysu.

To powiedziawszy, podczas gdy niektóre służby wywiadowcze miały bardzo dokładny i racjonalny obraz sytuacji, inne wyraźnie miały ten sam obraz, co propagowane przez nasze media. W tym kryzysie ważną rolę odegrały służby krajów „nowej Europy”. Problem polega na tym, że z doświadczenia stwierdziłem, że są bardzo złe na poziomie analitycznym – doktrynerskim, brakuje im intelektualnej i politycznej niezależności niezbędnej do oceny sytuacji z „jakością” wojskową. Lepiej mieć ich jako wrogów niż przyjaciół.

Po drugie, wydaje się, że w niektórych krajach europejskich politycy celowo ignorowali ich usługi, aby zareagować ideologicznie na zaistniałą sytuację. Dlatego ten kryzys od początku był irracjonalny. Należy zauważyć, że wszystkie dokumenty, które zostały zaprezentowane opinii publicznej podczas tego kryzysu, zostały przedstawione przez polityków w oparciu o źródła komercyjne. Niektórzy zachodni politycy najwyraźniej chcieli, aby doszło do konfliktu. W Stanach Zjednoczonych scenariusze ataków przedstawione Radzie Bezpieczeństwa przez Anthony’ego Blinkena były jedynie wytworem wyobraźni pracującego dla niego Tiger Teamu — zrobił dokładnie to, co zrobił Donald Rumsfeld w 2002 roku, który w ten sposób „ominął” CIA i inne służby wywiadowcze, które były znacznie mniej asertywne w sprawie irackiej broni chemicznej.

Dramatyczne wydarzenia, których jesteśmy dziś świadkami, mają przyczyny, o których wiedzieliśmy, ale których nie chcieliśmy zobaczyć:

– na poziomie strategicznym ekspansja NATO (z którą tu nie mieliśmy do czynienia);

– na poziomie politycznym zachodnia odmowa wdrożenia porozumień mińskich;

– operacyjnie ciągłe i powtarzające się ataki na ludność cywilną Donbasu w ostatnich latach oraz dramatyczny wzrost pod koniec lutego 2022 r.

Innymi słowy, możemy naturalnie ubolewać i potępiać rosyjski atak. Ale MY (czyli Stany Zjednoczone, Francja i Unia Europejska na czele) stworzyliśmy warunki do wybuchu konfliktu. Okazujemy współczucie narodowi ukraińskiemu i dwóm milionom uchodźców . W porządku. Ale gdybyśmy mieli odrobinę współczucia dla tej samej liczby uchodźców z ukraińskiej populacji Donbasu, którzy zostali zmasakrowani przez ich własny rząd i którzy szukali schronienia w Rosji przez osiem lat, prawdopodobnie nic z tego by się nie wydarzyło. Ponad 80% ofiar w Donbasie było wynikiem ostrzału armii ukraińskiej. Przez lata Zachód milczał na temat masakry rosyjskojęzycznych Ukraińców przez rząd Kijowa, nigdy nie próbując wywierać presji na Kijów. To właśnie ta cisza zmusiła stronę rosyjską do działania. [ Źródło: „Ofiary cywilne związane z konfliktami”, Misja Narodów Zjednoczonych ds. Monitorowania Praw Człowieka na Ukrainie .]

Kwestią otwartą pozostaje, czy termin „ludobójstwo” odnosi się do nadużyć, jakich doznali mieszkańcy Donbasu. Termin ten jest generalnie zarezerwowany dla przypadków o większej skali (Holocaust itp.). Ale definicja podana przez Konwencję o Ludobójstwie jest prawdopodobnie wystarczająco szeroka, aby mieć zastosowanie w tej sprawie. Zrozumieją to prawnicy.

Najwyraźniej ten konflikt doprowadził nas do histerii. Wydaje się, że sankcje stały się preferowanym narzędziem naszej polityki zagranicznej. Gdybyśmy nalegali, aby Ukraina przestrzegała porozumień mińskich, które wynegocjowaliśmy i zatwierdziliśmy, nic z tego by się nie wydarzyło. Potępienie Władimira Putina jest także nasze. Nie ma sensu teraz marudzić – powinniśmy byli działać wcześniej. Jednak ani Emmanuel Macron (jako gwarant i członek Rady Bezpieczeństwa ONZ), ani Olaf Scholz, ani Wołodymyr Zełenski nie dotrzymali swoich zobowiązań. W końcu prawdziwą porażkę odnieśli ci, którzy nie mają głosu.

Unia Europejska nie była w stanie promować realizacji porozumień mińskich – wręcz przeciwnie, nie reagowała, gdy Ukraina bombardowała własną ludność w Donbasie. Gdyby tak się stało, Władimir Putin nie musiałby reagować. Nieobecna w fazie dyplomatycznej UE wyróżniała się podsycaniem konfliktu. 27 lutego ukraiński rząd zgodził się przystąpić do negocjacji z Rosją. Ale kilka godzin później Unia Europejska przegłosowała budżet w wysokości 450 mln euro na dostawę broni dla Ukrainy, dolewając oliwy do ognia. Od tego momentu Ukraińcy czuli, że nie muszą dochodzić do porozumienia. Opór milicji azowskiej w Mariupolu doprowadził nawet do zwiększenia 500 milionów euro na broń.

Na Ukrainie z błogosławieństwem krajów zachodnich wyeliminowano zwolenników negocjacji. Tak jest w przypadku Denisa Kirejewa, jednego z ukraińskich negocjatorów, zamordowanego 5 marca przez ukraińskie służby specjalne (SBU), ponieważ był zbyt przychylny Rosji i został uznany za zdrajcę. Ten sam los spotkał Dmitrija Demianenkę, byłego wiceszefa głównego zarządu SBU na Kijów i jego region, który został zamordowany 10 marca, ponieważ był zbyt przychylny porozumieniu z Rosją – został zastrzelony przez milicję Mirotvorets („Rozjemca”) . Ta milicja jest powiązana ze stroną Mirotvorets, na której znajduje się „wrogów Ukrainy” z ich danymi osobowymi, adresami i numerami telefonów, aby można było ich nękać, a nawet eliminować; praktyka, która jest karalna w wielu krajach, ale nie na Ukrainie. ONZ i niektóre kraje europejskie zażądały zamknięcia tej strony, co zostało odrzucone przez Radę.

Ostatecznie cena będzie wysoka, ale Władimir Putin prawdopodobnie osiągnie cele, które sobie wyznaczył. Jego związki z Pekinem utrwaliły się. Chiny wyłaniają się jako mediator w konflikcie, a Szwajcaria dołącza do grona wrogów Rosji. Amerykanie muszą prosić Wenezuelę i Iran o ropę, aby wydostać się z impasu energetycznego, w którym się znaleźli – Juan Guaido schodzi ze sceny na dobre, a Stany Zjednoczone muszą żałośnie wycofać się z sankcji nałożonych na swoich wrogów.

Zachodni ministrowie, którzy chcą załamać rosyjską gospodarkę i sprawić, by Rosjanie cierpieli , a nawet wzywają do zamachu na Putina, pokazują (nawet jeśli częściowo odwrócili formę swoich słów, ale nie treść!), że nasi przywódcy nie są lepsi od tych, których nienawidzimy – bo sankcjonowanie rosyjskich sportowców na igrzyskach paraolimpijskich czy rosyjskich artystów nie ma nic wspólnego z walką z Putinem.

W ten sposób uznajemy, że Rosja jest demokracją, ponieważ uważamy, że za wojnę odpowiada naród rosyjski. Jeśli tak nie jest, to dlaczego staramy się ukarać całą populację za winę jednej osoby? Pamiętajmy, że kara zbiorowa jest zakazana przez Konwencje Genewskie.

Lekcja, jaką można wyciągnąć z tego konfliktu, to nasze poczucie zmiennej geometrycznej ludzkości. Skoro tak bardzo zależało nam na pokoju i Ukrainie, dlaczego nie zachęcaliśmy Ukrainy do respektowania porozumień, które podpisała i które zatwierdziły członkowie Rady Bezpieczeństwa?

Miarą uczciwości mediów jest ich gotowość do pracy w ramach Karty Monachijskiej. Udało im się propagować nienawiść do Chińczyków podczas kryzysu Covid, a ich spolaryzowane przesłanie prowadzi do tych samych skutków przeciwko Rosjanom . Dziennikarstwo staje się coraz bardziej nieprofesjonalne i bojowe.

Jak powiedział Goethe: „Im większe światło, tym ciemniejszy cień”. Im bardziej sankcje wobec Rosji są nieproporcjonalne, tym bardziej przypadki, w których nic nie zrobiliśmy, podkreślają nasz rasizm i służalczość. Dlaczego od ośmiu lat zachodni politycy nie reagowali na bombardowania ludności cywilnej Donbasu?

Wreszcie, co sprawia, że ​​konflikt na Ukrainie jest bardziej naganny niż wojna w Iraku, Afganistanie czy Libii? Jakie sankcje przyjęliśmy wobec tych, którzy celowo okłamywali społeczność międzynarodową w celu prowadzenia niesprawiedliwych, nieuzasadnionych i morderczych wojen? Czy przed wojną w Iraku staraliśmy się „sprawić, by Amerykanie cierpieli” za okłamywanie nas (ponieważ są demokracją!)? Czy przyjęliśmy jedną sankcję przeciwko krajom, firmom lub politykom, którzy dostarczają broń do konfliktu w Jemenie, uważanego za „ najgorszą katastrofę humanitarną na świecie ?” Czy usankcjonowaliśmy kraje Unii Europejskiej, które stosują na swoim terytorium najbardziej nikczemne tortury na korzyść Stanów Zjednoczonych?

Zadawać pytanie to odpowiadać na nie… a odpowiedź nie jest ładna.

Jacques Baud 

Źródło oryginalne https://www.thepostil.com/the-military-situation-in-the-ukraine/?utm_source=sendfox&utm_medium=email&utm_campaign=the-postil-april-newsletter

Wybór, redakcja i korekta tłumaczenia automatycznego SpiritoLibero.

Święty Maksymilian prowadzi na wojnę. Bombardowanie pomaga.

Roman Motoła

Walka, obrona i zdobywanie, właściwa postawa wobec trudności, przeciwności i prześladowań – te motywy często pojawiały się w przemowach świętego ojca Maksymiliana do braci, których zgromadził wokół siebie pod sztandarem Matki Bożej. Regularnie powracające wątki tych wystąpień dotyczyły przede wszystkim zmagań duchowych. Założyciel Niepokalanowa ze wszystkich sił starał się przygotować współbraci również do wyzwań, które miała przynieść i przyniosła wojna w swym najbardziej dosłownym znaczeniu i wymiarze.

Podstawą życia zakonnego dla tak wybitnego naśladowcy świętych Franciszka oraz Ludwika Marii Grignon de Montfort były: ciągłe dążenie do uświęcania się, zwłaszcza przez gorliwe wykonywanie obowiązków, posłuszeństwo przełożonym, ćwiczenie się w pokorze i miłości wobec bliźnich.

Choć wskazania kierowane przez ojca Maksymiliana do współbraci dotyczyły ludzi w pełni oddanych Panu Bogu poprzez wybór stanu duchownego, z wielu tych rad mogą przecież obficie czerpać również ludzie świeccy.

Jeden z najbardziej znanych polskich świętych poddał zupełnie własne życie umiłowanej przez siebie bezgranicznie Matce Bożej, a swój pobyt na ziemi „jedynie” spuentował bohaterskim męczeństwem w niemieckim obozie Auschwitz. Czuł się głęboko odpowiedzialny również za tych, których skupił wokół idei zdobycia całego świata dla Niepokalanej. W założonym przez siebie klasztorze, na misjach w Rzymie czy Japonii, nawet w niemieckich obozach podczas II wojny światowej wygłaszał swe konferencje i przemówienia, pobudzając współbraci do większej gorliwości, wskazując drogi do uświęcenia, przestrzegając przed duchowymi pułapkami. Możliwość zapoznania się z treścią tych wystąpień zawdzięczamy łącznie ponad trzydziestu zakonnikom, którzy tak jak mogli najwierniej notowali słowa swego niezwykłego przewodnika.

Z Niepokalanowa idzie się prosto do Nieba”

Pewnego razu święty Maksymilian przechadzał się ze współbraćmi w Niepokalanowie. Opowiedział im historię powstania modlitwy Dunsa Szkota: „Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom swoim”. – A kto to byli ci nieprzyjaciele Niepokalanej? To byli teologowie – chociaż nie ze złej woli byli nieprzyjaciółmi. Niepokalana skłoniła głowę na tę modlitwę na znak, że się Jej ona podobała – wyjaśniał słuchaczom.

Na początku 1937 r na polecenie władz zakonnych miał wyjechać do Rzymu. Przemawiając do podopiecznych pozostawił im wskazówki dotyczące głównie życia duchowego. Podobnie jak w wielu innych swych konferencjach kładł akcent na całkowite zawierzenie Matce Bożej, chętne przyjmowanie trudności i wierne wypełnianie zobowiązań wynikających ze złożonych ślubów. Mówił między innymi o posłuszeństwie, będącym jednym z fundamentów dobrego życia w zgromadzeniu.

– Jeżeli natychmiast pełni się posłuszeństwo – nawracają się poganie. I tam będzie skutek naszych modlitw. W Bolszewii zło teraz triumfuje, ale przyjdzie czas, że na Kremlu zatkniemy sztandar Niepokalanej – zapowiadał, a w naszych czasach wyczekujemy wypełnienia się tych słów szczególnie niecierpliwie.

Jako człowiek modlitwy, kontemplacji, głębokiej więzi z Maryją i Panem Bogiem, miał świadomość nadchodzącej z oddali własnej śmierci. 15 lutego 1938 roku uprzedzał współbraci, żeby unikali podziałów, a także wywyższania własnej osoby ponad innych członków wspólnoty. Mówił: – Jeszcze w pierwszych wiekach Kościoła święty Paweł mówił do wiernych, że on wie, iż jak odejdzie, przyjdą wilcy drapieżni i przestrzegał przed nimi. Ja was przestrzegam tak samo.

– Już niedługo pożyję i niedługo pobędę z wami. Wy jesteście fundamentem i musicie bardzo na to baczyć i wiedzieć o tym, że przyjdą wilcy drapieżni. Próba musi być. Trzeba się przygotować żeby miłości wzajemnej nie zerwali. Żeby Niepokalanów chcieli ominąć – trudno przypuścić – dodał.

Śmierć traktował zresztą nie po „światowemu”, lecz po… katolicku. Gdy w nastoletnim wieku rozstał się z doczesnym życiem gorliwy nowicjusz o imieniu Annuncjatus, święty żegnał go przypomnieniem, że to, co zwykle uważa się za dramat i powód do smutku, czy nawet rozpaczy, jest tak naprawdę drogą do nieba. – Rozmawiałem nieraz na temat czyśćca z braćmi, którzy mnie o to zapytywali i mówiłem im, że z Niepokalanowa do czyśćca się nie idzie – wyznał nieco prowokacyjnie. Sprecyzował zaraz, że chodzi tu o „ducha Niepokalanowa”, czyli postawę oddania się Niepokalanej bez żadnych zastrzeżeń. Podał też przykłady świadczące o tym, że śmierć współbraci niejednokrotnie poprzedzała jakieś dobre przedsięwzięcie – czy to początek wydawania „Rycerza Niepokalanej” (niedługo po narodzinach dla Nieba sługi Bożego ojca Wenantego Katarzyńca), czy wyprawę na poszukiwania terenu pod budowę Niepokalanowa. – Ci, co schodzą z tego świata, rozpoczynają dopiero „tam” swe dzieło – dowodził.

Dla większego dobra

Pod koniec marca 1938 roku ojciec Marian Wójcik z klasztoru pod Teresinem wybrał się na spotkanie z dziennikarzami zorganizowane w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Mówiono tam o narastającym niepokoju w Europie. To bodaj pierwsza w zbiorze konferencji ojca Maksymiliana wzmianka o zbliżającej się powoli wojnie. Święty powiedział też między innymi, że klasztor poprzedniego dnia odwiedził rotmistrz, który „cieszył się, że mamy obszerny szpitalik i wiele budynków, czyli że dużo zmieści się rannych”.

Podobnie jak w wielu późniejszych przemowach czciciel Maryi potraktował nadchodzącą pożogę jako okazję do uświęcenia się, do jeszcze gorliwszej służby Matce Najświętszej. – W jaki sposób mamy się przygotowywać by w razie takiej zawieruchy nie tylko nie stracić, ale jeszcze skorzystać i dla sprawy Niepokalanej zyskać? Ryby na zimę zaopatrują się w tłuszcz a nam trzeba zaopatrzyć się w gorącego ducha. Żeby się do tego przygotować, trzeba mieć jasno przed oczyma cel. Takim dobrym przygotowaniem jest powtarzanie słów świętego Bernarda: „Po coś tu przyszedł?”. Chodzi o to, żeby ten cel był żywy i by wszystko do niego zmierzało. Każdy do siebie te słowa może zastosować – radził.

Zaledwie kilka dni później wojna była już tematem omawianym powszechnie. Święty Maksymilian swą naukę wygłaszaną do zakonników poświęcił przygotowaniom do jej wybuchu. Nawiązał do pierwszych wieków Kościoła i trwających wówczas krwawych prześladowań, które dosięgały wyznawców Chrystusa. – Krew męczenników była posiewem nowych chrześcijan – przypominał. – Jeden z historyków ówczesnych pisze, że przez lat około czterdziestu, kiedy był spokój, napsuło się dużo chrześcijan. Dlatego radował się z tego, że znowu zaczęły się prześladowania. Tak samo i my możemy się cieszyć, bo w czasie różnych trudności będziemy się pobudzać do gorliwości. Zrozumiemy lepiej potrzebę większej modlitwy i umartwienia. Zbliża się bardzo poważna walka. Jakie będą jej etapy, trudno przewidzieć – wskazywał. Podkreślił, że „najszczytniejszym ideałem byłoby położyć życie dla Niepokalanej”. – Raz się żyje i raz się umiera. Ale najlepiej jak Niepokalana chce. Zresztą – to Niepokalanej rzecz, bośmy Jej własnością. Nasze sprawy są Jej sprawami, a my się troszczymy o Jej sprawy – zaznaczył.

1 maja 1938 r. mówił zaś do profesów solemnych między innymi: – Mogą przyjść prześladowania i wojny. Wojna jest bliższa niż się wydaje. Prześladowania w czasie wojny są możliwe. Wy, którzy macie być ojcami duchowymi Niepokalanowa, przygotujcie się na to. Oczywiście, że Niepokalana może dopuścić to tylko dla naszego dobra. Kiedy by nie było trudności, wytworzyłaby się przeciętność – podkreślał.

Mówią, że kiedy się chce rozruszać ryby w stawie, wpuszcza się szczupaka. Tak samo i w zakonach. Gdyby nie było prześladowań, byłby zastój. Pan Bóg dopuszcza, żeby był nieprzyjaciel, żeby nie przyszła gnuśność i zanik heroizmu. Dziś dzieła Boże przechodzą bardzo duże walki. Gdybyśmy zaprzestali walki, daliby nam spokój. Im więcej się wysilamy, tym więcej nas prześladują – dodał.

Za najważniejsze dla dobrych przygotowań zakonników na wojen czas uznał gorliwość i poważne postanowienie dążenia do świętości. Zwracał uwagę, że o ile ludzie świeccy mają nieraz trudności z rozpoznaniem woli Bożej w swoim życiu, to już w przypadku duchownych wystarczy, że posłuchają przełożonych.

Przy innej okazji zapewniał braci: Pan Bóg dopuszcza takich Stalinów, Hitlerów i prześladowania jak w Meksyku czy Hiszpanii. To wszystko jest dla większego dobra. Cała doskonałość w dążeniu do szerzenia chwały Bożej polega jedynie na tym, żeby być narzędziem Niepokalanej, żeby być Jej – żeby być Jej rzeczą i własnością – podkreślał.

– Starajmy się osiągnąć to, co Pan Bóg zamierzał względem nas dopuszczając wojnę – mówił z kolei 25 sierpnia 1940 roku. – Pan Bóg mógł jedynie zamierzyć większe dobro nasze, czyli uświęcenie, żebyśmy się poprawili. I dlatego trzeba, żebyśmy zwracali więcej uwagę na życie wewnętrzne, by żyć aktami miłości.

Może jeszcze przeceniamy zewnętrzną działalność – kontynuował. – Pamiętajmy, że wszystkie prace bardzo dobre, bardzo wzniosłe, jak prowadzenie szpitali, szkół, misji, a nawet męczeństwo – jeśli nie miały w sobie miłości, nie są warte jednego aktu miłości. I ten jeden akt miłości pomaga więcej Kościołowi w uświęceniu dusz aniżeli wszystkie wspomniane rzeczy razem wzięte.

Pomogło bombardowanie

Krótko po wybuchu wojny starostwo powiatu sochaczewskiego, w związku z szybkim posuwaniem się wojsk niemieckich zarządziło ewakuację, w którą włączony został także klasztor franciszkanów. – Drogie dzieci, teraz idziecie na misje – oznajmił współbraciom ojciec Maksymilian. Przeprosił ich za zgorszenia i przykrości. Wezwał do tego, by pośród ludzi świecili dobrym przykładem. – Wspomnijcie na to, co tyle razy Wam powtarzałem, że Niepokalanów to nie te opłotki budynki czy maszyny. Gdzie znajduje się niepokalanowianin, tam także ma być Niepokalanów. Niepokalanów ma być w sercach i duszach Waszych – apelował. Dał słuchającym szereg praktycznych rad włącznie z tą by zakonnicy udający się do swoich rodzin, zabrali tych, którzy nie mają się gdzie podziać. Skłonił słuchających do złożenia przyrzeczenia, że nie będą pić wódki ani palić papierosów. – Po zakończeniu wojny, gdy już będą możliwości powrotu, to ogłosi się w prasie i przez radio, że już można wracać. Wówczas niech wszyscy wracają, ażeby stanąć do dalszej pracy – dodał, po czym pobłogosławił odprawianych w świat.

We wrześniu 1939 roku ojciec Kolbe wraz z braćmi został wywieziony do niemieckich obozów. Z Ostrzeszowa okupanci zwolnili go w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Do ponownego aresztowania 17 lutego 1941 roku przebywał w klasztorze.

Nie przestawał podnosić towarzyszy na duchu, wskazując na duchową szansę, jaką dają prześladowania i wojna. We wtorek 30 kwietnia 1940 roku brat Witalian Miłosz zanotował słowa mówiące o pokorze i uświęceniu. Współbracia usłyszeli między innymi: – Mówi się, że burza oczyszcza powietrze. Słyszy się też nieraz, że ta burza pomogła wielu ludziom i zakonnym osobom do dobrego. Słyszałem od jednego ze starszych zakonników, że ostatnie wypadki zrobiły duże wrażenie. Nie pomagały argumenty ani książki  bombardowanie pomogło. W takiej walce zastarzałe i zaśniedziałe dusze wzruszają się i oczyszczają. Gdyby bowiem nie było tych wypadków na większe dobro, to by ich Pan Bóg nie dopuścił.

Podczas sierpniowej kapituły ojciec Maksymilian przestrzegał przed luzowaniem zakonnych rygorów pod pretekstem nadzwyczajnych warunków. Mówił: – Słyszy się czasem, że niektóre przepisy nie obowiązują – bo wojna. Bardzo to niebezpieczne zdanie. Jeśli mamy kontakt z przełożonym, to nie możemy sami rozstrzygać, które przepisy obowiązują, a które nie. Prawda, że w czasach wyjątkowych, jeśli ktoś znajduje się sam, z dala od przełożonych, może swobodnie decydować według własnej roztropności. Jeśli jednak mamy możność porozumienia się z przełożonymi, oni rozstrzygają wszelkie wątpliwości – bo na to ślubowaliśmy posłuszeństwo – przypomniał.

Posoborowie w Watykanie: Globalistyczny i przychylny aborcjonistom kardynał rektorem Papieskiej Akademii Nauk

(kard. Peter Turkson / Fot. Flickr, World Economic Forum)

https://pch24.pl/watykan-globalistyczny-i-przychylny-aborcjonistom-kardynal-rektorem-papieskiej-akademii-nauk/

Papież Franciszek mianował kard. Petera Turksona rektorem Papieskiej Akademii Nauk i Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Hierarcha znany z jest z popierania „prawa” do przyjmowania Komunii Świętej przez zwolenników dzieciobójstwa. Dotychczas był w Watykanie odpowiedzialny za wdrażanie agendy globalistycznej w porozumieniu z Radą na rzecz Inkluzywnego Kapitalizmu.

Kard. Turkson ustąpił ze stanowiska prefekta Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, obejmując kierownictwo nad dwiema wspomnianymi placówkami naukowymi. Afrykański kardynał przejął schedę po argentyńskim biskupie Marcelo Sánchezie Sorondo, który „zasłynął” m. in. z twierdzenia jakoby popierający aborcję prezydent Argentyny miał prawo przystępować do Komunii Świętej.

Podobnie proaborcyjne poglądy prezentuje bliski współpracownik papieża Franciszka kard. Peter Kodwo Appiah Turkson. Mianowany przez Jana Pawła II kardynał w wywiadzie udzielonym stacji HBO analogicznie bronił Komunii Świętej dla prezydenta Joe Bidena. „Czy masz jakieś wątpliwości, że Biden jest katolikiem o dobrej reputacji?” – mówił do prowadzącego.

Kard. Turkson wprost stwierdził, że należy udzielać Komunii Świętej najradykalniejszemu aborcjoniście wśród amerykańskich prezydentów i poszedł przy tym jeszcze dalej, stwierdzając: „Wiesz, jeśli wiesz, że ksiądz, który rozdaje komunię, widzi niespodziewanie, nagle kogoś, kogo zna i wie, że popełnił on morderstwo, to ma chronić godność i szacunek dla tej osoby”.

Zapraszając Turksona do Watykanu, papież Franciszek powierzył mu najpierw kierownictwo w Papieskiej Radzie Iustitia et Pax, a następnie w Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, z ramienia której reprezentował papieża m. in. w pracach tzw. Rady na rzecz Inkluzywnego Kapitalizmu założonej przez Lynn Forester de Rothschild. Oprócz Rothschildów w działalność rady zaangażowanych jest wielu globalistów oraz globalistycznych i proaborcyjnych firm i organizacji.

Kard. Peter Turkson należy do „elitarnego” grona postępowych i liberalnych hierarchów, którzy występowali podczas szczytów kierowanego przez Klausa Schwaba Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Nominat papieża Franciszka jest też zagorzałym zwolennikiem kowidowego reżimu sanitarnego, któremu nadaje znamię wręcz profetyczne. To on był autorem wstępu do wydanego w maju ubiegłego roku dokumentu „Zestaw ratunkowy dla przywódców kościelnych”, którego głównym zadaniem było promowanie preparatów farmaceutycznych powstałych w związku z tzw. pandemią koronawirusa. „Pierwszym krokiem w naszej podróży w kierunku bardziej sprawiedliwego i inkluzywnego świata jest udostępnienie wszystkim szczepionek na COVID-19” – pisał.

Źródło: lifesitenews.com / dorzeczy.pl FO