7 czerwca w Warszawie rozpoczyna się publiczny festiwal promocji pornografii! Dofinansowanie od min. „kultury”.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo!
7 czerwca w Warszawie rozpoczyna się publiczny festiwal promocji pornografii! Zaapelujmy do ministra Piotra Glińskiego o interwencję w tej sprawie i zaprzestanie finansowania jego organizatorów!
Warszawskie Kino Muranów, którego właścicielem jest Gutek Film, w dniach 7-12 czerwca 2022 organizuje festiwal filmów post-pornograficznych Post Pxrn Festival Warsaw.
Czym jest według organizatorów post-pornografia? Najpierw piszą, że jest to krytyka „mainstreamowej pornografii”, by kilka zdań później stwierdzić, że to podważanie porządku społeczno-kulturowego przy pomocy „współczesnej i etycznej (sic!) pornografii rozumianej jako jedna z dziedzin sztuki wizualnej”.
Mam nadzieję, że ta śliska nowomowa Państwa nie zwiedzie: ten „festiwal” jest de facto publiczną promocją obscenicznej perwersji seksualnej!
Lewica próbuje przedstawiać światu pornografię jako sztukę. Tymczasem jest to ogromne zagrożenie, bo jak pokazują statystki i wskazują eksperci, oglądanie pornografii:silnie uzależnia;wyzwala agresję;niszczy fizycznie pewne obszary mózgu;jest przyczyną rozpadu małżeństw i rodzin!
Dlatego stanowisko Centrum Życia i Rodziny jest jasne: nie ma naszej zgody na to, by w publicznej przestrzeni można było organizować takie wydarzenie! Wiem też, że wspólnie możemy doprowadzić do zablokowania tego skandalicznego „festiwalu”, a także do wstrzymania finansowania Kina Muranów ze środków publicznych.Podpisuję apel przeciw takiemu „festiwalowi”!Chcę podkreślić, że emisja filmów pornograficznych to nie wszystko, czym uraczyć chcą warszawiaków organizatorzy przedsięwzięcia. W ramach „festiwalu” odbywać się będą bowiem także panele i warsztaty prowadzone przez organizacje proaborcyjne i lewicowych aktywistów. Ich tematy są bulwersujące:
„Edukacja seksualna jako edukacja demokratyczna”„Łechtaczka i potęga przyjemności”„Męska czułość – warsztaty z dotyku i bycia z innymi mężczyznami”„Pro Abo równa się seks!”
Proszę zwrócić uwagę, że promowane na festiwalu treści są sprzeczne z obecnie obowiązującym w Polsce porządkiem prawnym w zakresie edukacji seksualnej i aborcji! Nic dziwnego, w końcu jednymi z prowadzących są działaczki Aborcyjnego Dream Teamu…
Ale równie skandaliczne jest to, że zarówno Kino Muranów, jak i Gutek Film otrzymują znaczące dofinansowanie pochodzące ze środków publicznych. W teorii oczywiście na szerzenie kultury, ale w praktyce m.in. na promocję pornografii i obscenicznej perwersji seksualnej.
Kino Muranów wspierane jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, który realizuje ustawowe zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii.
Tymczasem firma Gutek Film, której szefem jest Roman Gutek, uzyskała subwencję finansową od Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach programu rządowego „Tarcza finansowa 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla Mikro, Małych i Średnich Firm”.
Czy zgadzają się Państwo, by pieniądze podatników były przeznaczone na taką „sztukę”?
Z pewnością nie, dlatego wspólnie zaapelujmy do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego o zaprzestanie finansowania dalszych działań organizatorów tego wydarzenia!Stop finansowaniu wyuzdania!
Mało tego, jak podają organizatorzy, „festiwal” odbędzie się na terenie Austriackiego Forum Kultury i jest wspierany finansowo przez Ambasadę Królestwa Niderlandów. Jestem głęboko przekonany, że to wydarzenie nie przybliży bogatego dorobku kultury tych dwóch państw i jej wybitnych twórców, którzy na przestrzeni wieków byli i nadal pozostają inspiracją dla artystów wielu dziedzin sztuki.
Pornografia nie jest ani polskim, ani austriackim, ani niderlandzkim dziedzictwem kulturowym, dlatego Centrum Życia i Rodziny wysłało listy do obojga ambasadorów z wezwaniem do oficjalnego odstąpienia od udziału w tym wydarzeniu i jego wsparcia!
Ale nasz protest nie ogranicza się tylko do petycji do pana ministra oraz do wspomnianych listów.
Chcemy zamanifestować swój sprzeciw publicznie, dlatego 7 czerwca o godz. 19.30 zapraszam Państwa pod warszawskie Kino Muranów, aby wspólnie modlić się o przebłaganie za publiczne grzechy przeciwko czystości!
Niezależnie od tego, czy Państwo mogą być z nami tego wieczoru, to bardzo proszę o powiadomienie o tej inicjatywie swoich znajomych, np. za pośrednictwem mediów społecznościowych!„NIE!” dla promocji pornografii!Jak Państwo widzą, takie wydarzenia łatwo znajdują sponsorów: albo z powodu (nie)zawinionej ignorancji, albo są świadomie popierane, bo uderzają w obecny porządek społeczny w Polsce, oparty na małżeństwie i rodzinie.
My – Centrum Życia i Rodziny – którzy mamy wsparcie tylko od osób pełnych dobrej woli i otwartych serc, aktywnie przeciwstawiamy się takim inicjatywom i chcemy zmobilizować tysiące osób do takiego samego działania. Im więcej zbierzemy podpisów, tym większa szansa na reakcję ministerstwa.
Dlatego bardzo Państwa proszę o pomoc finansową w organizacji sprzeciwu wobec publicznej promocji pornografii w Kinie Muranów kwotą 30 zł, 60 zł, 100 z lub nawet większą! Ta kampania może odnieść skutek tylko dzięki Państwa zaangażowaniu!Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Liczę na Państwa wsparcie i podpisy pod petycją do ministra Piotra Glińskiego!
Serdecznie pozdrawiam
 PS. Szanowni Państwo, bardzo proszę, stańmy wspólnie w obronie tak często szarganej i poniewieranej moralności, ludzkiej godności i etyki seksualnej! I nawet gdybyśmy mieli stać się ewangelicznymi „wołającymi kamieniami”, bo inni zamilkną, tym bardziej nie odstąpimy od wyznawania wspólnych wartości i przekonań!Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”

Przeciw Festiwalowi porno w Warszawie 7-12 czerwca.

Sz. P. Prof. dr hab. Piotr Gliński
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szanowny Panie Ministrze,

Apeluję o Pańską interwencję w kwestii organizacji festiwalu Post Pxrn Festival Warsaw, który planowany jest w dniach 7-12 czerwca br. w kinie Muranów w Warszawie.

Organizatorzy wydarzenia zapowiadają emisję filmów, których celem jest krytyka porządku społeczno-kulturowego przy pomocy „współczesnej i etycznej (sic!) pornografii rozumianej jako jedna z dziedzin sztuki wizualnej”.

W ramach festiwalu odbywać się będą także panele i warsztaty prowadzone przez organizacje proaborcyjne i aktywistów, m.in. „z dotyku i bycia z innymi mężczyznami” czy na temat wzajemnych odniesień „seksu, aborcji i norm kulturowych”.

Publiczna prezentacja takich obrazów nie tylko przekracza granice norm obyczajowych, ale jest bardzo szkodliwa. Jak pokazują statystki i wskazują eksperci, pornografia:
• narusza godność tych, którzy się jej oddają, jak i jej odbiorców;
• poważnie zakłóca rozwój psychiczny dzieci i młodzieży;
• uzależnia, wywołując liczne negatywne konsekwencje w życiu osobistym;
• doprowadza do rozpadu małżeństw i rodzin.

Dlatego stanowczo sprzeciwiam się takiemu wydarzeniu!

Tym bardziej oburza mnie, że organizatorzy tego wydarzenia otrzymują wsparcie finansowe od państwa.

Kino Muranów wspierane jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, który realizuje ustawowe zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii.

Tymczasem firma Gutek Film, której szefem jest Roman Gutek, uzyskała subwencję finansową od Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach programu rządowego „Tarcza finansowa 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla Mikro, Małych i Średnich Firm”.

Dlatego apeluję do Pana Ministra o:
• podjęcie interwencji w celu odwołania Post Pxrn Festival Warsaw;
• wstrzymanie finansowania Kina Muranów i firmy Gutek Film, które są oficjalnie odpowiedzialne za jego organizację.

Liczę, że nie pozwoli Pan na upowszechnianie wulgarnych treści i promocję antywartości w miejscu publicznym, którego działalność ma wpisywać się w szeroko pojętą misję podnoszenia poziomu kultury i kształtowania wrażliwości na piękno sztuki!

Z poważaniem

To pole jest wymagane

Administratorem Państwa danych jest Fundacja Centrum Życia i Rodziny.

W Polsce jest dwa razy więcej bezdzietnych czterdziestolatek niż w Czechach czy Rumunii. Polki nie mają z kim mieć dzieci.

https://m.pch24.pl/w-polsce-jest-dwa-razy-wiecej-bezdzietnych-czterdziestolatek-niz-w-czechach-czy-rumunii/

W Polsce jest dwa razy więcej bezdzietnych 40-letnich kobiet niż w Czechach czy Rumunii. Jedną z przyczyn ich bezdzietności jest fakt, że Polki nie mają z kim mieć dzieci – w Warszawie jest 120 kobiet na 100 mężczyzn – mówiła w środę pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha.

W 2020 roku ludność Polski skurczyła się o 184 tysięcy osób. Zarejestrowano 331 tys. żywych urodzeń – 24 tys. mniej niż rok wcześniej.

Mamy coraz mniej kobiet, które mogą rodzić dzieci – i to jest pierwsza podstawowa tego przyczyna – powiedziała [podczas środowej promocji książki „Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci” Bryana Caplana] wiceminister rodziny i polityki społecznej Barbara Socha.

[baba głupotki gada, ale umieszczam – też jako dowód ubóstwa
myślowego „rządzących”. MD]

Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej zwróciła uwagę, że mamy w Polsce dużą nadreprezentację mężczyzn na terenach wiejskich i bardzo dużą nadreprezentację kobiet w dużych miastach. – Mamy ogromną bezdzietność dlatego, że panowie fizycznie się nie spotykają z paniami. Młodzi panowie w Polsce pozostali w większości na prowincji, natomiast młode panie w Polsce wyjechały do dużych miast – powiedziała Socha.

Zwróciła także uwagę, że Polki nie mają z kim mieć dzieci. – Ta dysproporcja jest potężna, bo w Warszawie jest mniej więcej 120 kobiet na niecałe 100 mężczyzn. (…) Niecała jedna piąta kobiet fizycznie nie ma więc szansy znaleźć partnera, bo go nie ma – dodała.

Powodów tej sytuacji – jak mówiła wiceminister – jest wiele, a jednym z nich – ogromna luka edukacyjna. – Mamy połowę więcej studentek niż studentów i to się rozjeżdża. Młode kobiety są bardzo wykształcone, skoncentrowane w dużych miastach, chcą robić karierę. Panowie o wiele szybciej się z systemu edukacyjnego wyrywają, bo dla panów to jest strata czasu – dodała.

Wiceminister zauważyła, że decyzję o posiadaniu dziecka lub odkładanie jej w czasie hamują też „kwestie bezpieczeństwa ekonomicznego, mieszkania i inne kwestie związane z materialną stroną”.

W porównaniu do Czech i Rumunii mamy dwa razy więcej bezdzietnych kobiet 40-letnich. My się bardzo chętnie w analizach wewnętrznych porównujemy do tych dwóch krajów, bo są z naszego regionu i bardzo istotnie podniosły dzietność w ostatniej dekadzie, a właściwie w ostatnim 20-leciu – podsumowała Socha.

Zgodnie z zapowiedziami MRiPS, „rząd przyjmie niebawem strategię demograficzną, która obejmuje obszary życia społecznego związane m.in. z mieszkalnictwem, edukacją, zdrowiem i pracą”.

Już czas na kartki na węgiel. „Zielony Ład” w akcji.

Rządowy bon na węgiel? Z tym zaświadczeniem każdy odbierze z kopalni 5 ton węgla na gospodarstwo domowe?

01.06.2022 Kamil Wrzecionko https://wrc.net.pl/kw-rzadowy-bon-na-wegiel-z-tym-zaswiadczeniem-kazdy-odbierze-z-kopalni-5-ton-wegla-na-gospodarstwo-domowe

20 lat temu zniesiono kartki na żywność | Nowa Trybuna Opolska

Życie na kartki - Historia - polskieradio.pl

Od dłuższego czasu węgiel drożeje w tempie trudnym do wytłumaczenia. Kupno surowca ze składu przyrównywane jest już do finansowego samobójstwa. Alternatywa niby jest – kupić prosto z kopalni. Ale to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Węgiel jest na polskich składach koszmarnie drogi. Przecież ludzie – czy tego chcą, czy nie – muszą jakoś ogrzać dom. Wprowadzono przepisy wymuszające wymianę pieców, a teraz ludzie na tym cierpią. Nie mogą już zapalić chociażby drewnem, jak kiedyś. Nowe piece – np. na ekogroszek – przepuszczają tylko ekogroszek. Po wymianie pieca jesteś na to skazany – płać i płacz. Nie masz żadnej alternatywy… bo ktoś kazał ci wymienić dobry, sprawny piec. A teraz ten ktoś umywa ręce od problemu.

Wspomniany przeze mnie ekogroszek kosztuje aktualnie w składach średnio 3000 zł za tonę. Jeszcze rok temu kupowaliśmy go za 1500 zł, wcześniej normalną ceną było… nawet 700 zł. Tempo wzrostów cen jest kosmiczne – dotyczy to wszystkich rodzajów węgla. Strach pomyśleć co będzie, jeśli to tempo zostanie utrzymane. Za rok tona węgla będzie kosztowała 6000 zł? Przecież to jest istne szaleństwo.

Istnieje alternatywa. Teoretycznie można kupić węgiel z kopalni, np. przez „sklep PGG”. Tam można kupić czy to 2 tony węgla workowanego, czy to 5 ton węgla luzem na jedno gospodarstwo domowe. Ceny są atrakcyjne, bo przykładowo ten sam ekogroszek, który na składzie kosztuje 3000 zł za tonę, prosto z kopalni przez „sklep PGG” kosztuje już zaledwie 830-860 zł za tonę. Brzmi cudownie?

Potrzebne są zmiany?

Brzmi cudownie, ale tylko na pierwszy rzut oka. W praktyce zainteresowanie stroną internetową jest tak ogromne, że samo wejście na stronę sklepu graniczy z cudem – nie mówiąc o kolejnych krokach i realnym kupieniu węgla. Tym bardziej, że aktualnie węgiel dostępny jest wyłącznie we wtorki i czwartki – od godziny 16:00 aż do wyczerpania zapasów. Wszyscy przypuszczają zmasowany atak… i jest problem.

Realnie wygląda to tak, że wczoraj przez ponad 40 minut pomimo ciągłych prób ani razu nie załadowała się strona. Następnie się udało. Co z tego, skoro po pierwszym kliknięciu znowu pojawił się biały ekran i błąd. Jak pisałem przed momentem – wejście na tę stronę i kupienie tam węgla graniczy z cudem. Ale próbować można – wszak, co nam pozostało?

==================

Alternatywa teoretycznie mogłaby istnieć. Wystarczyłoby, aby rząd wprowadził jeden mądry program. Bierzesz odpowiednie zaświadczenie z gminy czym palisz w piecu. Następnie z tym zaświadczeniem każdemu chętnemu gospodarstwu domowemu przysługuje – do wyboru – 2 tony węgla workowanego albo 5 ton węgla luzem prosto z kopalni, za ceny kopalni – czyli te powiedzmy 830-860 zł za tonę. Po odebraniu zaświadczenia wypełniasz stosowny formularz, który ustala dla ciebie kolejkę do danej kopalni z dniem i godziną odbioru węgla. Tyle – proste – jasne jak słońce. Aktualny system to raj dla oszustów, których zmasowane działania odbierają szanse tym normalnym ludziom – tym, którzy po prostu chcą dla siebie do domu trochę węgla.

Morawiecki i Kaczyński zostali przez prezydenta Ukrainy Zełenskiego uhonorowani Orderem Jarosława Mądrego – drugiej klasy.

Morawiecki i Kaczyński w Kijowie. „Nasza walka jest wspólna”

Adam Zygiel 1 czerwca https://www.rmf24.pl/raporty/raport-wojna-z-rosja/news-morawiecki-i-kaczynski-w-kijowie-nasza-walka-jest-wspolna,nId,6064959#crp_state=1

​W Kijowie odbyły się polsko-ukraińskie konsultacje międzyrządowe. Z szefem ukraińskiego rządu Denysem Szmyhalem spotkali się premier Polski Mateusz Morawiecki i wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński. Podpisano dokumenty dotyczące współpracy w kilku sferach i zapowiedziano utworzenie polsko-ukraińskiego przedsiębiorstwa zbrojeniowego.

Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Denys Szmyhal /Viacheslav Ratynskyi /PAP

Premier Ukrainy Denys Szmyhal powiedział, że osiągnięto porozumienie w wielu kwestiach. Podpisano osiem dokumentów w sferze energetyki, sferze wojskowo-obronnej, współpracy transgranicznej i celnej, polityki ekologicznej, polityki regionalnej, odbudowy Ukrainy oraz współpracy w zakresie pamięci narodowej.

Wyjaśnił także, że podpisano memorandum w sprawie powołania wspólnej komisji dotyczącej nawiązania współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami Polski i Ukrainy. Zostaną przygotowane zalecenia dotyczące stworzenia wspólnego polsko-ukraińskiego przedsiębiorstwa produkującego broń i sprzęt wojskowy.

To wyprowadzi naszą współpracę na nowy poziom i pozwoli na stworzenie współczesnych rodzajów broni – dodał Szmyhal.

Morawiecki: Staramy się pomóc

Morawiecki podkreślał na konferencji prasowej, że „nasza walka jest wspólna”. Wy walczycie zbrojnie z potężnym sojusznikiem. My staramy się pomóc na polu dyplomacji, polu politycznym i przez nasze działania humanitarne – mówił.

W tym kontekście nawiązał do zakończonego we wtorek specjalnego szczytu UE, na którym uzgodniono szósty pakiet sankcji wobec Rosji, w ramach którego objęto zakazem import rosyjskiej ropy do UE.

Morawiecki zaznaczył, że sekwencja redukcji do zera tego importu jest inna w odniesieniu do kilku krajów Wspólnoty, ale nie umniejsza to „potężnego ciosu, jaki w budżet państwa rosyjskiego i całą gospodarkę rosyjską będzie oznaczał ten szósty pakiet sankcji”.

Premier zwrócił uwagę, że eksport ropy to jedno z głównych źródeł dochodu Rosji i „dobrze się stało, że udało się przekonać wszystkich w UE, że Rosja musi stracić to źródło dochodu”.

Kaczyński: Rozmowa, która przejdzie do naszej wspólnej historii

Jarosław Kaczyński stwierdził, że na spotkaniu podejmowano “całe spektrum kwestii”, m.in. sprawy wewnętrzne, gospodarcze, kulturalne czy środowiskowe. Wicepremier zaznaczył, że jest szansa na zbudowanie silnego związku między Polską i Ukrainą. Zapewnił, że podczas rozmów „wszędzie dochodziliśmy (w tej sprawie) do zgody”.

Więcej, dochodziliśmy do wspólnych przekonań, dochodziliśmy do takiego głębokiego przeświadczenia, że potrzebna jest współpraca, która ma budować ten związek między naszymi narodami. Związek, który ma mieć naprawdę potężne podstawy. Historia była różna, była często naprawdę bardzo trudna, ale dzisiaj jest pełna szansa na to, żeby stworzyć coś zupełnie nowego, nową jakość nie tylko w relacjach między naszymi państwami, ale być może także w relacjach europejskich, i co za tym idzie, także w europejskiej geopolityce – powiedział Kaczyński.

To była rozmowa przyjaciół, sojuszników. Rozmowa, która – jestem o tym głęboko przekonany – przejdzie do naszej wspólnej historii, i która będzie uważana za bardzo istotny krok w tym kierunku, na którym nam wszystkim zależy – oświadczył Kaczyński.

Jednocześnie – jak mówił – padały też słowa „wielkiego szacunku dla przywódców Ukrainy, dla pana prezydenta, dla pana premiera, dla całej tej ekipy, która już prawie 100 dni temu podjęła historyczną i niezwykle odważną decyzję”.

To zwycięstwo przyjdzie. Ja jestem o tym głęboko przekonany – oświadczył Kaczyński. Swoje wystąpienie wicepremier zakończył słowami: „Niech żyje Ukraina, wolna zwycięska Ukraina! Niech żyje Polska!”.

Morawiecki i Kaczyński zostali przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego uhonorowani Orderem Jarosława Mądrego drugiej klasy. 

Новочеркасский расстрел. 1962. Как Хрущёв разрушал СССР.

[MD: No proszę, już wolno o tym pisać, nawet komentować.

====================

To już pół wieku temu. Ta kolejna zbrodnia komunizm u władzy była oczywiście i wtedy i później ukrywana. Parę lat później, kiedy pracowałem w Zjednoczone Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej, razem z rosyjskimi przyjaciółmi, tak zwanymi dysydentami, usiłowaliśmy odkopać i rozpowszechnić prawdę, również o tej zbrodni. Ułomki docierały do Moskwy, choćby przez żołnierzy w tym uczestniczących, których udało się znaleźć i upić.

Wtedy Rosjanie potrafili teksty antyrządowe czyli prawdziwe pisać tylko na maszynie. Jeśli zdobyli cienką bibułkę, wtedy udawało się zrobić 6 egzemplarzy czytelnych, a siódmy ledwo czytelny. Dopiero 10 czy 15 lat później uczyliśmy ich techniki powielania przy pomocy tak zwanej „ramki”. Ramka pozwalała uzyskać już 100 do 200 egzemplarzy czytelnych. Dopiero jednak rozpowszechnienie techniki „sitka” czyli sitodruku i dostarczenie odpowiednich materiałów do Rosji pod koniec lat 80-tech pozwoliło im na drukowanie do paru tysięcy egzemplarzy.

Sądzę że przesadą byłoby powiedzenie że ten „samizdat”, w odróżnieniu od „tamizdatu” czyli przesyłanych, przemycanych z zachodu książek, spowodował obalenie systemu. Raczej był jednak symptomem rozpadu systemu, czyli wskazywał na to że system już się rozpada.]

===============================================

04:09 29 https://topwar.ru/197089-novocherkasskij-rasstrel-kak-hruschev-razrushal-sssr.html

Новочеркасский расстрел. Как Хрущёв разрушал СССР

Памятная доска на заводоуправлении Новочеркасского электровозостроительного завода им. С. М. Будённого (НЭВЗ)

60 лет назад антинародная политика Хрущева привела к страшной трагедии – Новочеркасскому расстрелу. Из-за роста цен и снижения тарифных расценок тысячи людей устроили забастовку, выдвинули свои требования властям. На забастовщиков бросили войска, толпу разогнали автоматным огнем на поражение. Погибли и были ранены десятки человек.

Хрущёвщина

Основной причиной трагедии была антинародная политика Хрущёва. Послевоенный расцвет страны, повышение уровня жизни в городах и селах, который продолжался и некоторое время после смерти Сталина, оказался недолгим. С народом заигрывали до тех пор, пока шла борьба в партийном руководстве. По мере того, как Хрущёв прибирал власть к рукам, пошли разрушительные «реформы». Деструктивные, хаотичные, беспорядочные, которые в целом вели к разрушению сталинского курса в социальной, хозяйственной и внешней политике. К «перестройке» Советского Союза, что в итоге привело к его краху.

При всей хаотичности, волюнтаризме (принятие произвольных решений вопреки объективным условиям и обстоятельствам) политики Хрущева, при всём широчайшем спектре хрущевских «реформ», можно выделить одну общую закономерность. Все «реформы» вели к развалу советской державы. В сущности, также в будущем будет действовать команда Горбачёва. Разница только в том, что хрущёвскую перестройку-1 сумели остановить, самого врага народа обезвредили. Жаль только, что гуманно, ведь наворотил он дел на несколько пожизненных сроков.

Хрущёв, который считал себя большим специалистом в области сельского хозяйства, быстро положил конец подъему аграрного сектора. Он приказал ликвидировать государственные машинно-тракторные станции. Всю технику колхозам предписали выкупить. Причём цены на бывшие в употреблении машины, откровенное старьё, были завышенными. На это ушли все накопления колхозов за несколько лет. Также у большей части колхозов не было материально-технической базы для обслуживания тракторов, комбайнов и прочей техники. Не было кадровой базы, они не могли платить техникам, водителям такие же зарплаты, как в МТС. Это был серьёзный удар по сельскому хозяйству страны.

Хрущёв нанёс ещё несколько болезненных ударов по сельскому хозяйству СССР:

1) кампания по укрупнению колхозов, проект создания агрогородов, который требовал больших финансовых вложений, кадров, и в итоге заглох;

2) ликвидация «неперспективных» деревень. Подготовленные кадры, молодежь перебрасывали на развитие окраин, включая Среднюю Азию, а обескровленные русские деревни в Нечерноземье подлежали ликвидации. Это привело к тому, что в великорусских губерниях стали появляться многочисленные брошенные деревни и хутора. Подложена «мина» под демографическое воспроизводство русского народа;

3) освоение целины в Средней Азии, куда гнали кадры (механизаторов, зоотехников, трактористов, шофёров, агрономов, учителей, врачей и т. д.), молодежь и технику. Сначала был бурный рост производства зерна. А затем начались крупные проблемы;

4) добавились разрушительные «кукурузные» и «мясные» кампании, «молочные рекорды»;

5) новая волна коллективизации, когда разрешённые при Сталине подсобные хозяйства и приусадебные участки запрещались, личный скот предписывалось продать колхозам.

Подсобные хозяйства занимали самый минимум в общей площади обрабатываемых земель (1,5 %), но обеспечивали страну овощами, давали крестьянам возможность заработать. Теперь колхозники разорялись, резали скот, птицу, чтобы не отдавать задарма, и переезжали в города, чтобы устроиться на заводы и фабрики. Либо уезжали на целину, где заработки были высокими и можно было «выбиться в люди».

Подготовка развала Союза

Хрущёв наломал дров практически во всех областях и направлениях. Вернул раньше времени народы, депортированные при Сталине, ещё до становления новых поколений, оторванных от родоплеменных традиций, выросших в матрице более высокоразвитой русской (советской) цивилизации. При этом часть казачьих районов отдали Чечено-Ингушской республике, Дагестану. Провели скрытую депортацию осетин, черкесов, кабардинцев, которым в годы Великой Отечественной войны передали земли провинившихся народностей. В общем, заложили мины национальных конфликтов, которые рванули после развала СССР. Ещё одном миной стала передача Крымской области из состава РСФСР в состав УССР.

При Хрущёве также началась очередная волна украинизации в Малороссии-Украине. С вытеснением отовсюду русского языка, закрытием русских школ, внедрением мовы там, где её отродясь не было. В сущности, Хрущёв вернулся к троцкистской, интернациональной политике образца 1920-х годов, где доминировала борьба с «великорусским шовинизмом» и политика расказачивания. К примеру, на Северном Кавказе проводилась политика переселения горцев на равнину, и их направляли в места традиционного проживания казаков. Это в итоге привело к тому, что русских в этих районах не осталось или они теперь были в меньшинстве, со всеми вытекающими последствиями.

В Казахстане проводилась политика по переводу степняков-казахов на осёдлое жительство. И расселяли кочевников не в новых целинных районах, которые только предстояло освоить, а в тех, которые уже были освоены, где издавна существовали русские деревни, казачьи станицы. Ведь Казахстану передали русские области Южного Урала и Сибири, почти половину территории республики. А затем бывших кочевников стали селить и в новых местах, после того как их освоили русские-великорусы, русские-малороссы, русские немцы.

В рамках выдвижения «национальных кадров» представители «титульных» наций получали ключевые посты в партии, администрации, хозяйственных органах, системе науки и образования. Дополнительные ресурсы шли на развитие «титульной» интеллигенции. То есть готовился развал СССР по национальным квартирам.

При Хрущёве снова начались гонения на русскую церковь, которая при Сталине пережила некоторое возрождение. Снова по всей стране закрывали храмы, отдавали их под склады, хранилища и социальные учреждения. Если при Сталине число действующих храмов достигло 20 тыс., то при Хрущёве их число сократилось до 7,5 тыс. Возобновились репрессии против священников, верующих. Преследований не избежали и уцелевшие старообрядческие общины. Их объявили «сектантами», закрывали молельные дома. Попутно снова «обрезали» русскую историю, грабили русские сокровища, которые копили веками. Из старообрядческих общин вывозили старинные иконы, древние книги и рукописи и прочие артефакты. Многие из этих культурно-исторических сокровищ русской цивилизации позднее бесследно исчезли.

Хрущёв нанёс ряд ударов по русскому народу, нарушая его воспроизводство. Так, был отменён сталинский указ, который запрещал аборты и вводил уголовную ответственность за них. Объяснили это тем, что, мол, запреты «неэффективны», а аборты делают подпольно, в антисанитарных условиях, дилетантами. Лучше уж легально, в больницах. Так, начали программу по сокращению русского народа (плюс ликвидация «неперспективных» русских деревень).

Удары Хрущёва по внешней политике и армии

Много вреда Хрущёв принёс во внешней политике. Начал политику «разрядки напряжённости». За наш счёт! Западные «партнеры» на компромиссы и уступки идти не спешили, только «морально» поддерживали односторонние шаги Хрущёва. Как позже будут поступать и с Горбачёвым. Мол, молодец, так держать. Хрущёв же проявил себя в этом вопросе полным троцкистом. Провозгласил, что мир должен идти к полному разоружению, распустить национальные армии, сохранить только милицию-полицию. Заявил об одностороннем прекращении ядерных испытаний, провёл масштабное сокращение советских вооруженных сил. Более чем в два раза! Запад на это показное миролюбие никак не отреагировал, продолжал вооружаться.

Резали по живому, одним махом уничтожали достижения многих лет тяжелого, упорного труда. Выгоняли боевых офицеров, без жилья, переобучения, без пенсий. «Оптимизировали» дивизии, полки и училища. Прекращались прорывные военно-технические разработки. Прикрыли программу строительства первоклассного океанского флота, уже построенные корабли или почти построенные отправили на металлолом. Резко сократили авиацию. Хрущёв считал, что достаточно иметь межконтинентальные ракеты и подводный атомный флот.

В условиях, когда колониальная система начала распадаться, хрущёвская Москва взялась перетягивать на свою сторону различные режимы в Африке и Азии. Вылилось это в колоссальное растрачивание сил и средств, которые не пошли на развитие нашей страны и народа. Различные режимы объявлялись дружественными, они охотно выражали «дружбу», чтобы подоить СССР. По сути, во внешней политике возродили троцкистский курс на «пролетарский интернационализм» и «мировую революцию».

Одновременно Хрущёв умудрился поссориться с Китаем. Мао Цзэдун был против политики десталинизации, в Китае Сталина очень уважали. Также Москва отказалась помогать Пекину в развитии атомной программы. В итоге две великие социалистические державы стали конкурентами в странах с социалистической ориентацией. Китай стал налаживать связи с Западом. А СССР пришлось создавать на востоке страны мощную военную группировку, в расчете на возможность войны с Поднебесной. Тратить на это кучу сил и средств. Вместо спокойного, дружественного тыла на востоке мы получили скрытого врага.

Приближение катастрофы

Ко всему прочему в СССР развернулись «реформы» промышленности. С 1957 года взят курс на децентрализацию народного хозяйства. Отраслевые министерства, союзные и республиканские ликвидировались. Создавались совнархозы по территориальному признаку. В том или ином регионе заводы и фабрики, принадлежавшие к разным ведомствам и выпускавшие различные товары, объединялись под общим руководством и должны были взаимодействовать друг с другом. Это привело к хаосу, нарушению финансирования и снабжения, разрушались отраслевые связи и инфраструктура. Чтобы исправить положение, над региональными стали создавать республиканские совнархозы, затем и общесоюзный.

Несмотря на все проблемы, в 1959 году выдвинут лозунг «Догнать и перегнать Америку!» XXI съезд партии принимает вместо 5-летнего 7-летний план. За 7 лет планировали догнать и перегнать Америку по общему объему продукции, по показателям на душу населения. Обеспечить в СССР самый высокий уровень жизни.

Одновременно в стране продолжалась десталинизация. В 1961 году открылся XXII съезд партии. Снова на мёртвого вождя вылили море грязи. Навесил всё, что только можно, включая убийство Кирова. Тело Сталина вынесли из мавзолея. Повсеместно сносились памятники, волна переименований, из библиотек изымали книги Сталина, уничтожали соответствующие картины, портреты, бюсты и пр. Хрущёв назначал и продвигал собственных выдвиженцев. Вместо профессионалов сталинской поры продвигались откровенные лизоблюды, очковтиратели, бюрократы, у которых на бумаге были сплошные победы и успехи.

На XXII съезде выдвинули программу построения в СССР коммунизма за 20 лет. До 1971 года собирались завершить построение материально-технической базы коммунизма. Началась новая волна штурмовщины, аврала. Уравниловка, которой не было при Сталине. При Хрущёве специалисты высокой квалификации могли получать меньше чернорабочих. Была утрачена мотивация учиться, развиваться и самосовершенствоваться. Негативные изменения проходили в систему образования.

Усилился перекос в развитии промышленности. Снова упор делался на тяжелую промышленность, в ущерб лёгкой. Наращивание производства шло за счёт строительства всё новых заводов, а не за счёт модернизация, повышения производительности уже имеющихся. Традиционные регионы российской промышленности оставлялись почти без внимания. Усиленно развивали материально-техническую базу в национальных регионах – в Прибалтике, Западной Украине, на Кавказе, в Туркестане. Туда направлялись русские специалисты, большая часть финансовых ресурсов, техники, машин и оборудования. То есть готовилась материальная база будущего развала СССР.

Это привело к тому, что товары широкого потребления стали исчезать с прилавков магазинов. Одновременно разрушалось сельское хозяйство. Первый выигрыш от освоения целины оказался иллюзией. Распашка земель погубила обширные пастбища. Началась эрозия почв, земля быстро истощалась, требовала всё большего количества удобрений. Начались пыльные бури, потери гумуса в плодородном слое составили до 1/3. Урожайность уже в начале 60-х годов упала на 65 % и стала ниже, чем на старых пахотных землях. С 1959 года пришлось начать использовать государственные резервы зерна, а с 1963 года систематически закупать хлеб за границей. Покупали у США!

Это было «дно»! В тяжёлое время – 1920–1930-е годы, русским крестьянам было очень тяжело, страну восстанавливали, поднимали, строили новое хозяйство. Но продукцию сельского хозяйства вывозили, валюта от её продажи была важнейшим источником развития СССР. А при Хрущёве валюта и золото потекли в руки наших врагов. В общем, «обогнали и перегнали» Америку.

Новочеркасский расстрел

Таким образом, в начале 1960-х годов страна оказалась перед угрозой голода. Относительно сносное снабжение поддерживалось только в Москве, Ленинграде, столицах союзных республик. В других местах положение значительно ухудшилось. Карточки не вводились, но негласно продажа продуктов стала нормированной. Хлеб давали по буханке в руки. У магазинов к ночи выстраивались огромные очереди.

А власти врали, рассказывали, что народ стал жить лучше и веселее. Мол, больше покупают, поэтому местами нехватка товаров. Пытались выкручиваться из положения за счёт простых людей. Цены на продукты питания были повышены на 25–30 %, тарифные расценки на производстве упали на треть.

В народе стало зреть возмущение. Кое-где оно стало прорываться наружу. В Новосибирске и Караганде Хрущёв убегал от разбушевавшейся толпы. В Киеве, Новороссийске, Ташкенте и Горьком его встречали с ненавистью. Возникали стихийные протесты в Москве, Ленинграде, Муроме и других городах. Самым известным стал стихийный бунт в Новочеркасске. Для жителей города «реформы» в сельском хозяйстве, которые привели к росту цен на молоко, мясо и другие продукты питания, совпали со снижением зарплат на электровозостроительном заводе – градообразующем предприятии (НЭВЗ), где трудилось больше половины горожан. «На что нам жить? Чем кормить свои семьи?!», – с такими вопросами люди пришли к руководству завода 1 июня 1962 года.

Власти вместо поиска компромисса ответили грубостью. Директор завода заявил людям:

«Нет денег на мясо? Жрите пирожки с ливером».
На заводе началась забастовка, к ночи собралась многотысячная толпа. В Москву сообщили об «антисоветском мятеже». Утром 2 июня многотысячная демонстрация возмущенных рабочих и других жителей города с красными знаменами и портретами Ленина направилась в центр города к зданию горкома партии. К толпе присоединились некоторые солдаты Новочеркасского гарнизона (они были без оружия). Власти города не пожелали говорить с протестующими, вместо этого в воздух было дано несколько автоматных очередей, несколько человек было ранено. Началась паника, давка. Далее – что, по рассказам очевидцев, не поддается разумному объяснению, автоматный огонь был перенесен на толпу – на мирных безоружных жителей. Десятки людей погибли и были ранены.

По официальным данным, погибло 24 человека, 70 было ранено. Десятки военных и сотрудников МВД получили ушибы, побои и ранения. Позднее семерых «зачинщиков беспорядков», которым были предъявлены обвинения в бандитизме, массовых беспорядках и попытке свержения советской власти, расстреляли. 103 человека получили сроки заключения от 10 до 15 лет. После отстранения от должности Хрущёва многие осуждённые были отпущены из мест лишения свободы, шестеро из расстрелянных полностью реабилитированы. Информация по «Новочеркасскому делу» была засекречена, и первые публикации появились в прессе только во время «перестройки в конце 1980-х годов.

Новочеркасская трагедия стала серьёзным звоночком для СССР. Перестройка Хрущёва вела к распаду страны, кровавой катастрофе. К счастью, здравых людей тогда в советской верхушке было больше разрушителей, троцкистов, карьеристов, стяжателей и прочих врагов народа. Хрущёва отправили на пенсию. Страну на поколение спасли. Автор:Самсонов Александр

===================================

[a tu – obecne „czczenie Dnia Zwycięstwa”:

Banda „Kagańca” [Niedzielski] bezczelnie atakuje!

Nowe rozporządzenie w sprawie maseczek. Dokument w Dzienniku Ustaw

30.05.2022 https://wiadomosci.radiozet.pl/Biznes/Nowe-rozporzadzenie-w-sprawie-maseczek.-Dokument-w-Dzienniku-Ustaw

W Dzienniku Ustaw opublikowano nowelę rozporządzenia w sprawie obostrzeń covidowych. Choć restrykcje nie są już przeszkodą dla gospodarki [to znaczy, że zdjęto obowiązek namordników… MD], to nadal w określonych miejscach „należy zasłaniać usta i nos” maseczką. [Ciągle to pieszczotliwe określenie mokrej szmaty… MD]

Maseczki nadal będą obowiązkowe, ale tylko w wybranych miejscach. W Dzienniku Ustaw opublikowano nowelizację rozporządzenia ws. ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego.

Obowiązek noszenia maseczek wydłużony. Jest rozporządzenie

Zgodnie z treścią aktu obowiązek noszenia maseczek w szpitalach i aptekach zostaje przedłużony do 31 sierpnia 2022 r.

W świetle bieżącego rozporządzenia taki nakaz miałby obowiązywać jedynie do końca maja.

Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Biznes/Nowe-rozporzadzenie-w-sprawie-maseczek.-Dokument-w-Dzienniku-Ustaw

Odwołane loty, brak pilotów – skutki „pandemii” i wyszczepiania pracowników

https://www.bibula.com/?p=134352

Linie lotnicze w Stanach Zjednoczonych, które „wciąż odbudowują załogi po spowolnieniu podróży spowodowanym pandemią COVID-19”, odwołały ponad 2 500 lotów w weekend z okazji Dnia Pamięci (Memorial Day), a oprócz całkowitych odwołań, opóźnionych zostało dodatkowo 2400 lotów – podaje agencja Reuters.

Agencja UPI podwyższa te liczby, pisząc o 7 tysiącach odwołanych lotów na świecie, właśnie w ten świąteczny weekend (amerykańskie święto Memorial Day tradycyjnie otwiera sezon letni).

Oficjalne wyjaśnienia – według różnego rodzaju politycznie poprawnych raportów – mówią, że przyczyną były: pogoda, kontrola ruchu lotniczego, przypadki koronawirusa wśród pracowników oraz „inne problemy kadrowe”.

Wyjaśnimy i sprostujmy, co naprawdę kryje się pod tymi tłumaczeniami. Otóż, niewątpliwie warunki pogodowe przyczyniły się w jakiejś części do odwołania lotów, ale zmiany pogodowe, burze, ulewy, są przecież stałą częścią krajobrazu lotniczego i dlaczego te zjawiska stały się nagle tak wielką przeszkodą, ma pozostać zagadką. Problemy związane z „kontrolą ruchu lotniczego” brzmią również dosyć enigmatycznie, gdyż nie słychać ostatnio o strajkach czy problemach technicznych, więc można założyć, że zbiega się to z kolejnym punktem. A ten, czyli „przypadki koronawirusa wśród pracowników” rzeczywiście stanowi wielki problem, bowiem po masowym i często obowiązkowym wyszczepieniu pracowników sektora lotniczego, zaczęli oni masowo chorować.

Osobnym, lecz powiązanym z tzw. pandemią i wyszczepianiem ludzkości problemem, jest brak rąk do pracy, gdyż wiele milionów ludzi stało się ofiarami tzw. szczepionek przeciwko Covid-19. Część z tych ofiar, to zgony poszczepienne (szacuje się, że liczba to może dochodzić nawet do miliona w Stanach Zjednoczonych), a jeszcze większą grupę stanowią osoby z trwałym uszczerbkiem na zdrowiu, często do tego stopnia, że nie mogą oni powrócić do pracy.

I linie lotnicze na gwałt poszukują pracowników, jednocześnie zmniejszając liczbę połączeń. Na przykład Delta Airlines ogłosiła, że od 1 czerwca do 7 sierpnia odwołuje 100 lotów dziennie.

Bardziej niż kiedykolwiek w naszej historii, różne czynniki mające obecnie wpływ na naszą działalność: pogoda i kontrola ruchu lotniczego, personel dostawców, zwiększona liczba przypadków COVID przyczyniająca się do wyższych niż planowane niespodziewanych nieobecności w niektórych grupach roboczych, skutkują tym, że nasza działalność nie spełnia standardów, które Delta ustanowiła dla branży w ostatnich latach” – napisała Allison Ausband, jedna z szefów (CCEO) Delty, w swoim oświadczeniu.

Bardziej niż kiedykolwiek w naszej historii…” – a jakież to wydarzenie miało miejsce w ostatnim półtora roku, nieznane w całej historii, jeśli nie wyszczepianie genetycznym preparatem?

Jednocześnie ze zmniejszeniem liczby lotów i spadkiem jakości usług, wzrosły ceny biletów. Według danych firmy Hopper, w Memorial Day weekend średni koszt biletu lotniczego wyniósł ponad 400 USD w obie strony, czyli o 24% więcej niż o tej porze roku 2019 i o 45% więcej niż rok temu.

Wiele dużych linii lotniczych, takich jak Delta, JetBlue Airways i Alaska Airlines, ogłosiło niedawno zmniejszenie liczby lotów tego lata z powodu braku pilotów.

Co się stało z personelem, z pilotami? Czy tylko tymczasowo chorują na jakiś wyimaginowany kowid (czyli dowolny zespół chorób wynikający z osłabienia systemu immunologicznego organizmu po przyjęciu destrukcyjnego preparatu zwanego „szczepionką przeciwko Covid-19”), czy też na tych „chorych na kowid” pracowników, a szczególnie pilotów po prostu nie ma? Nie ma ich zdolnych do pracy i dlatego przewoźnicy tworzą nowe programy rekrutacyjne, jednocześnie redukując wymagane doświadczenie (np. liczbę wylatanych godzin), co może doprowadzić do wzrostu incydentów i katastrof lotniczych.

Prezes United Airlines Scott Kirby powiedział inwestorom podczas kwietniowej konferencji prasowej, że niedobór pilotów może potrwać nawet kilka lat. „Niedobór pilotów w branży jest realny i większość linii lotniczych po prostu nie będzie w stanie zrealizować swoich planów dotyczących zdolności przewozowych, ponieważ po prostu nie ma wystarczającej liczby pilotów, przynajmniej w ciągu najbliższych pięciu lub więcej lat” – powiedział Kirby.

Regionalny przewoźnik Republic Airways, który lata dla takich gigantów, jak American, Delta i United, zwrócił się do władz lotniczych USA o zezwolenie na latanie dla linii pilotom z 750 godzinami, czyli połową z wymaganych 1500.

W wywiadzie przeprowadzonym przez Steve’a Kirscha, były kapitan Robert Snow, poszkodowany w wyniku przyjęcia obowiązkowych „szczepionek”, mówi o kryzysowej sytuacji w lotnictwie. Kierownictwo American Airlines, dla której to firmy kpt Snow oddał swe talenty, nawet nie zadzwoniło do niego gdy był w szpitalu, czy w domu, chorując i nie mogąc już wykonywać swego ulubionego zawodu. Nikt z szefów „przebudzonej” korporacji nie zadzwonił ani nie odwiedził go, choć mieszka on 10 minut od zarządu firmy. https://rumble.com/embed/v124z1g/?pub=4

Polecają wywiad, dla przykładu przedstawiamy poniżej kilka linków do artykułów pokazujących niedawne katastrofy lotnicze, wywołane przez ataki serca pilotów, czy inne zdrowotne przyczyny:

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych z nagłym brakiem pracowników nie jest ani unikalna, ani lokalna, lecz stanowi urywek obrazu realiów na całym świecie w transporcie lotniczym. Podczas niedawnego weekendu na lotniskach w Wielkiej Brytanii miały miejsce niemal dantejskie sceny, gdyż linie lotnicze masowo odwołały loty, a przy brakach personelu lotniskowego pozostawieni sobie pasażerowie koczowali na podłogach.

Jak powiedział Kully Sandhu, dyrektor zarządzający Aviation Recruitment Network, firmy rekrutującej pracowników: „Moim zdaniem może minąć nawet 12 miesięcy, zanim liczba pracowników na lotniskach wróci do poziomu sprzed pandemii.”

Należy dodać, że za dzisiejsze braki kadrowe w dużej mierze odpowiadają decyzje zarządów linii lotniczych, które w czasie tzw. pandemii wolały zwolnić część pracowników zamiast zatrzymać ich wypłacając pensje. Przeważyła linia twardych biznesowych kalkulacji, która mści sie teraz, chociaż cenę płacą nie ci, którzy podjęli decyzje, lecz podróżni, i to dosłownie – przepłacając za transport i pogorszenie się warunków podróży.

No, ale najważniejsze dla kierownictwa linii lotniczych i „przebudzonych” korporacji, nie jest dbałość o klienta – chyba, że chodzi o tych najbogatszych. Mówiąc o najbogatszych, Lufthasna wyprzedała wszystkie możliwe bilety pierwszej klasy na loty z Frankfurtu do San Francisco, po 24 tysiące dolarów za sztukę.

Dla dzisiejszych zarządów ważniejsze są inne sprawy. I tak, założone przez miliardera Richarda Bransona (skrajnego lewicowca) linie Virgin Atlantic właśnie ogłosiły z dumą, że są pierwszym brytyjskim przewoźnikiem, który zezwolił pracownikom pokładowym na obnażanie się tatuażami na swoich ramionach. Dotychczasowe, tradycyjne, schludne, czyste, estetyczne zasady nie pozwalające na pokazywanie tatuaży, odeszły do historycznego lamusa, bowiem w nowym świecie promuje się obrzydliwe, satanistyczne zwyczaje zeszpecania swojego ciała. Poprzez deformowanie swojego ciała, Virgin – cytaty –  „zachęca pracowników do bycia sobą” i „promuje indywidualizm”.

Kolejna brytyjska firma TUI zabroniła swoim pracownikom – pilotom i obsłudze pokładowej – używania normalnych, tradycyjnych formuł zwracając się do podróżnych. Tak jak ogłoszona przez „przebudzoną” (do zła) korporację British Airways, piloci TUI nie zwrócą się już słowami „Dzień dobry, panie i panowie”, lecz „Dzień dobry, pasażerowie”.

Genderowa rewolucja, będąca częścią satanistycznego globalnego „resetu” oczywiście obejmuje Stany Zjednoczone. Już w zeszłym roku firma United Airlines zmieniła wewnętrzne przepisy dotyczących aparycji i ubioru personelu latającego i naziemnego. Ta trzecia największa w USA firma lotnicza dopuściła do noszenia tatuaży, gdyż chcą zapewnić „autentyczną reprezentację ludzi i kultur, które dzisiaj tworzą linie United.

Również i fryzura, dotychczas mająca mieć profesjonalny wygląd, będzie mogła być – cytat – „luźniejsza”, a osoby identyfikujące się jako mężczyźni (tak oni piszą w swoich wewnętrznych biuletynach), będą mogli mieć długie włosy i w praktyce dowolną fryzurę.

Na deser zostawiono kolejne szyderstwo ze zdrowego rozsądku, porządku i smaku, czyli zezwolenie na malowanie paznoki – oczywiście przez wszystkich, bez względu na „gender”.

Zarabiająca miliony dolarów współczesna arystokracja skupiająca się w zarządach „przebudzonych” korporacji, nic nie robi sobie ze zdrowego rozsądku, porządku, podstaw naukowych, bezpieczeństwa. Wszystko przyporządkowane zostało wizji ulepienia „nowego człowieka” w „nowym świecie”. Świecie komunistycznego szaleństwa dla mas i obfitego kapitalizmu dla wybranych.

Oprac. www.bibula.com
2022-06-01 Wesprzyj naszą działalność

[BIBUŁY. MD]

Kościół powstały z popiołów –

Kościół powstały z popiołów – William Price

https://www.bibula.com/?p=134342

Co się stało z katolickim kościołem pod wezwaniem Św. Karola Boromeusza w Cheboygan w stanie Michigan? Według relacji prasowych, w 1912 r. położono kamień węgielny pod budowę  kościoła katolickiego p/w Św. Karola Boromeusza. Ponad siedmiuset wiernych zgromadziło się w nawie głównej kościoła i na dużym chórze, aby odprawić pierwszą Mszę w rycie rzymskim. Kolejnych około stu wiernych pozostało na zewnątrz, ponieważ miejsca stojące w przedsionku kościoła również były wypełnione. Przez ponad pięćdziesiąt lat każdego dnia w kościele Św. Karola Boromeusza odprawiano starożytną liturgię rzymskokatolicką.

Kościół pod wezwaniem Św. Karola Boromeusza, Cheboygan, Michigan

All pics source: The Remnant

„Lepszy” pomysł dla kościoła Św. Karola Boromeusza

Począwszy od połowy lat sześćdziesiątych, ten piękny kościół o powierzchni blisko dziesięciu tysięcy metrów kwadratowych w Cheboygan przeszedł wiele „modyfikacji” a la Novus Ordo. Po pierwsze, marmurowy ołtarz główny o wadze 10 tysięcy kilogramów został dosłownie rozbity na kawałki. To niezwykłe dzieło sztuki kamieniarskiej zostało następnie zastąpione prymitywnym prostokątnym stołem. Modernizacja trwała dalej: zburzono ołtarze boczne, zlikwidowano predellę (https://pl.wikipedia.org/wiki/Predella), wycięto osiem kolumn wspierających nawę,  położono tandetną czerwoną wykładzinę, tabernakulum przeniesiono z tradycyjnego miejsca w centrum ołtarza, a także zlikwidowano piękne ławki i balaski.

Te „ulepszenia” kosztowały prawdopodobnie ponad milion dolarów. Na przykład samo usunięcie ośmiu kolumn podpierających budynek wymagało całkowitej przebudowy dachu kościoła i gotyckiego sufitu o wysokości 9 metrów. Przed usunięciem oryginalnych kolumn podtrzymujących ciężar budynku należało zainstalować na poddaszu stalową nadbudowę. To oczywiste, że ten piękny kościół w stylu bazyliki został uznany za zbyt tradycyjny.

Tradycyjny projekt architektoniczny kościoła Św. Karola, uwzględniał dawne katolickie tradycje kultu liturgicznego, takie jak klękanie przy balaskach przy przyjmowaniu Komunii Świętej i skłanianie się w kierunku pięknego ołtarza głównego, który przedstawiał rzeczywistą obecność naszego Pana w tabernakulum. Zaledwie piętnaście lat po wprowadzeniu tych radykalnych i kosztownych zmian, za które zapłacili parafianie, stary kościół katolicki Św. Karola został zamknięty przez diecezję Gaylord w 1988 roku. 

Stało się tak pomimo, że w Parafii Św. Karola Boromeusza wciąż było zarejestrowanych 600 rodzin katolickich. 

Przez trzy lata budynek był pustostanem obciążającym budżet diecezji. Tymczasowy wynajem zmniejszał ten ciężar, aż w końcu, w 1993 roku, budynek sprzedano kościołowi nazareńskiemu (jedna z niezliczonych sekt protestanckich – dop. tłumacza). Nie chodziło tylko o sam kościół, ale o cały kompleks, który przynależał do kościoła Św. Karola. Obejmował on dwupiętrową szkołę katolicką i dużą plebanię. Wszystkie trzy budynki sprzedano za skromną sumę 120 tys. dolarów. Diecezja nadała temu wydarzeniu szczególny charakter, świętując przekształcenie  kościoła katolickiego na protestancki poprzez ceremonię ekumeniczną z towarzyszeniem chóru z jedynego kościoła katolickiego w Cheboygan – kościoła Św. Marii.

Nie trwało długo, gdy czas zaczął zbierać swoje żniwo. W 2003 roku masywny dach kościoła zaczął przeciekać. Niewielki zbór nazarejczyków nie mógł sobie pozwolić na pokrycie kosztów remontu dachu, więc stara perła architektury Cheboygan – kościół Św. Karola – ponownie została wystawiona na sprzedaż. W międzyczasie nazarejczycy sprzedali plebanię deweloperowi, a następnie sprzedali szkołę katolicką siedmioosobowej rodzinie na  budowę domu jednorodzinnego. Nowy właściciel kościoła wykorzystał ogromną przestrzeń na piętrze do przechowywania i sprzedaży antyków. Ironia losu polegała na tym, że większość jego eksponatów ulegała stopniowemu zniszczeniu na skutek szkód wyrządzonych przez wodę.  Trwało to przez kolejne czternaście lat.

W 2005 roku nazarejczycy zawarli umowę z nowym właścicielem kościoła. Pozwolono im zejść do piwnicy kościoła i wykorzystać refektarz do prowadzenia kuchni dla ubogich.  Pozostawiało to wciąż wystarczająco dużo miejsca na ich niedzielne nabożeństwa. Umowa była taka: jeśli zapłacą za wszystkie media, nie będą musieli płacić czynszu.

Gdy lokalny sanepid odkrył, że woda wdziera się do budynku przez podłogę, wystosował oficjalne upomnienie. Jednak dach budynku okazał się nie do uratowania . Ostatecznie budynek kościoła został przeznaczony do rozbiórki zarówno ze względów bezpieczeństwa jak  i sanitarnych. Kolejny właściciel desperacko pragnął uniknąć kosztów wyburzenia ceglanego kolosa o powierzchni 10 000 metrów kwadratowych lub wydania ogromnej sumy na wymianę potężnego dachu.

Na sprzedaż:  Czy ktoś chce kupić zabytek architektury?

 Po 41 latach mieszkania w południowej części stanu, wraz z żoną przeprowadziliśmy się z powrotem do Cheboygan. Mój teść ciężko chorował. Moja żona chciała być wystarczająco blisko, aby mu pomagać. Kilka miesięcy po przeprowadzce przypadkiem przejeżdżałem obok kościoła i zobaczyłem przed kościołem tablicę „Na sprzedaż”. Po trzykrotnym obejrzeniu ruiny, poczułem wezwanie do modlitwy o jego uratowanie.

Wnętrze kościoła było w rozsypce. Z wyjątkiem niektórych okien, cegła na zewnątrz znacznie lepiej zniosła zaniedbania. Dach był katastrofalnym stanie. Po uzyskaniu kredytu hipotecznego, kupiłem kościół w kwietniu 2019 roku. Wiedziałem, że renowacja musi się zacząć od kosztownego nowego dachu. W trakcie wymieniany dachu, opróżniłem z gruzu wnętrze kościoła, które w większości było zalane wodą. Kiedy kościół był już pusty i odkażony, zacząłem wymieniać filary nośne w nawie głównej. 

Następnie przywróciłem podłogę kościoła do poziomu, a po wymianie uszkodzonych belek stropowych zainstalowałem stałe filary podporowe. Po odnowieniu podłogi  zbudowałem nową predellę w absydzie.  Gotycki ołtarz na szczycie to naprawdę wspaniały widok. Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, bo to mniej niż połowa z trzech lat, które spędziłem pracując nad tym starym kościołem. Chodzi o to, że ten niegdyś piękny zabytek architektury został zniszczony ze względu na jego tradycyjną atmosferę i wpływ, jaki wywierał na wiernych. Mimo że na razie nie ma tu Prawdziwej Obecności, po wejściu do tego starego kościoła odnosi się wrażenie, że w środku mieszka Król…

 Z perspektywy czasu

Ponad pięćdziesiąt lat zmian w liturgii, architekturze i muzyce kościelnej służy jako materiał do oskarżenia obecnej, „przebudzonej” hierarchii kościelnej za dopuszczenie do tego stanu rzeczy. Złudzenia Nowego Kościoła, wyrażone w „duchu” Soboru Watykańskiego II, są przyczyną  obecnych problemów. Biskupi z Gaylord zachęcali do zmian liturgicznych i architektonicznych w jednym z najpiękniejszych swoich kościołów,  już od 1965 r., cztery lata przed ogłoszeniem Novus Ordo przez Pawła VI.

Biskupi Diecezji Gaylord działali pod wpływem impulsu, gdy narzucili zamknięcie dwóch kościołów katolickich i szkoły katolickiej. Populacja katolików w tym regionie stanowi zaledwie ułamek tego, co było w momencie wybudowania kościoła p/w Św. Karola w 1912 roku. Obecnie nasza diecezja nie ma seminarzystów, którzy mogliby zostać wyświęceni w najbliższej przyszłości, co jest kolejnym efektem niekompetencji diecezji w wypełnianiu misji ratowania dusz i zachowania wiary.

Nasza nadzieja i ambicja: Parafia Tradycji w regionie Wielkich Cieśnin

Odbudowa trwa… darowizny są kluczem do sukcesu.

Kościół potrzebuje kapłana

Kościół Św. Karola Boromeusza w Cheboygan potrzebuje katolickiego księdza. Kandydaci muszą być biegli w tradycyjnej liturgii łacińskiej, umieć nauczać i głosić teologię tomistyczną oraz być gotowi cierpieć z powodu zaniedbań Kościoła w zachowaniu jego Świętej Tradycji (zwłaszcza od zakończenia Soboru Watykańskiego II w 1965 r.).

Cheboygan leży dwanaście mil na południe od słynnego mostu Mackinac, gdzie dolny i górny półwysep Michigan łączą się w mieście St. Ignace – kolejnym pięknym mieście założonym przez Księdza Marquette. Cheboygan, część regionu Wielkich Cieśnin, było kiedyś w osiemdziesięciu procentach katolickie dzięki heroicznym wysiłkom misyjnym Księdza Marquette w XVII wieku. W końcu stan Michigan oddał hołd temu księdzu, nadając swojemu najbardziej prestiżowemu miastu, nazwę Marquette, na jego cześć.

Kościół katolicki Św. Karola, zbudowany w 1912 r., należy do epoki architektury klasycznej. Jego bazylikowa forma jest żywym świadectwem wieków, które kopiowały ten wzór w celu sprawowania kultu. Kiedy zobaczyłem tę starą, szlachetną budowlę, która niszczała przez dziesięciolecia zaniedbania, stała się ona dla mnie symbolem tego, co spotkało Chrystusa  podczas Jego pobytu na ziemi.

Szukamy kapłana o silnym duchu misyjnym, kapłana, który będzie przemierzał tę ziemię, tak jak robił ponad trzy wieki temu Ks. Marquette… kapłana, który będzie celebrował starożytną liturgię łacińską, tak jak to czynił Ks. Marquette w swojej misji niesienia tu Chrystusa.

Jeśli jesteś księdzem, który rozumie, że posłuszeństwo jest podrzędne wobec sprawiedliwości i że nie było i NIE MA sprawiedliwości w ograniczaniu najcenniejszego skarbu liturgicznego Kościoła, starożytnej Mszy łacińskiej, to skontaktuj się z nami, Cheboygan Cię potrzebuje!

William Price, Właściciel, Old St. Charles Church, Cheboygan

Contact info
1-231-268-8625
harmonicdoctor@gmail.com

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (May 31, 2022) – „A Church Rises from the Ashes”


CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Wesprzyj naszą działalność

Kryzys posoborowia w Kościele w Polsce.

Fatalne dane i zmiany w Kościele. Biskup podjął nietypową decyzję.

[Zmieniłem tytuł, bo w Kościele, ale gałęzi Tradycji Katolickiej jest ogromny przyrost ilości kapłanów i wiernych. O dziwacznych działaniach biskupa Andrzeja Czaji pisywali, m. inn. u mnie wierni katolicy z Opola i okolic. Mirosław Dakowski]

=============

https://nczas.com/2022/06/02/fatalne-dane-i-zmiany-w-kosciele-biskup-podjal-nietypowa-decyzje/
Ze względu na brak dostatecznej ilości duchownych, już w tym roku na terenie diecezji opolskiej niektóre parafie będą łączone – ogłosił ks. biskup Andrzej Czaja. Pogłębia się kryzys w Kościele.

Na stronie diecezji opolskiej opublikowano „Odezwę Biskupa Opolskiego w związku z tegorocznymi święceniami kapłańskimi”. Jej autor, biskup Andrzej Czaja, odniósł się do malejącej liczby duchownych.

„W całym dzisiejszym dostatku życia na Śląsku Opolskim dopadła nas jedna straszna bieda – wielki niedostatek powołań kapłańskich i zakonnych! W murach naszego seminarium jest zaledwie 28 kleryków naszej diecezji, 14 z diecezji gliwickiej i 1 kleryk z Togo, w Afryce” – rozpoczął biskup Czaja.

Przybędzie 14 kapłanów, ubędzie 72 kapłanów

„Biorąc pod uwagę fakt, że do święceń dochodzi połowa kleryków, można przyjąć, że nasze prezbiterium do roku 2027 wzbogaci się o 14 kapłanów. Tymczasem, ze względu na ukończenie 75 roku życia, do 2030 roku odejdzie na emeryturę 72 kapłanów. Trzeba się ponadto liczyć z tym, że niektórzy kapłani mogą wcześniej umrzeć, bądź stan zdrowia nie pozwoli im na dalsze posługiwanie. Nie można też wykluczyć, że ktoś odejdzie z szeregów kapłańskich. I pytanie, co robić?” – kontynuuje duchowny.

W dokumencie biskup poinformował wiernych, że z powodu braku wystarczającej liczby duchownych do obsadzenia wszystkich parafii, sześć z nich zostanie połączonych z innymi.

„W takiej sytuacji wierni dwóch parafii będą musieli się dzielić jednym proboszczem. Przyniesie to pewien uszczerbek dla życia i funkcjonowania parafii, m.in. zmniejszenie liczby Mszy św., aby proboszcz mógł podołać obowiązkowi sprawowania liturgii w drugiej parafii” – przyznaje biskup.

„Pojawia się też konieczność większego zaangażowania wiernych świeckich w życie parafialne. Chodzi o wsparcie proboszcza w jego funkcjonowaniu w dwóch parafiach, które pozwoli zminimalizować powstałe niedogodności i następstwa. I tu bardzo liczę na Waszą dojrzałość, że razem, kapłani i wierni, podejmiemy trud zaradzania naszej biedzie. Kapłanów proszę, aby się więcej otwarli na swoich wiernych, bardziej weszli w dialog i w bezpośrednich relacjach formowali i przygotowywali wielu do podejmowania różnych posług we wspólnocie parafialnej. Wiernych proszę zaś o jak najwięcej zaangażowania w budzenie świadomości, że razem jesteśmy Kościołem i że naszą wspólną odpowiedzialnością jest dobre funkcjonowanie i rozwój wspólnoty parafialnej, włączanie w nią dzieci i młodzieży” – napisał biskup Andrzej Czaja.

CZYTAJ TAKŻE: Kryzys w Kościele. W tej diecezji nie będzie święceń kapłańskich po raz pierwszy od ponad 70 lat

Zgony, udary, zakrzepy, zawały – koincydencja czy konsekwencja?

Zgony, udary, zakrzepy, zawały – koincydencja czy konsekwencja? A w Hiszpanii afera „paszportowa”. Nawet prezes firmy farmaceutycznej kłamał, że się zaszczepił!

https://www.bibula.com/?p=134333

Mimo że „pandemia koronawirusa”, została, przynajmniej w Polsce, chwilowo odwołana, cały czas umierają młodzi ludzie, którym nagle przestaje pracować serce. Informacji o powiązaniu tych nagłych zgonów z przyjęciem tzw. szczepionki na covid-19 nie uświadczymy w mediach głównego nurtu. Ewentualnie na portalach u foliarzy.

Ostatnia prosta (foto. www.prokapitalizm.pl)

Gdzieniegdzie jednak, chyba przez niedopatrzenie lub niemożność permanentnego zaprzeczania, coś się wymsknie. Tak było w przypadku opublikowanego niedawno przez Interię artykułu na temat choroby byłego agenta Roberta Lewandowskiego, Cezarego Kucharskiego, u którego kilka miesięcy temu stwierdzono „ciężką chorobę płuc”.

Kucharski, w długim tekście, opisuje swoje zmagania z chorobą. Tymczasem jedno zdanie co do przyczyn choroby, wrzucone tak jakby od niechcenia, prawdopodobnie tłumaczy wszystko. Kucharski mówi: „- Lekarze nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, najbardziej prawdopodobna opcja to fakt, że jest to choroba genetyczna, immunologiczna i takie właśnie były podstawy jej rozwinięcia. Jest jednak bardzo rzadka i mało o niej wiadomo, na amerykańskich stronach internetowych przeczytałem, że ma jakieś powiązania ze szczepionką Moderny, ale są to niepotwierdzone informacje” (wytłuszczenie od redakcji PROKAPA).

Jedno jest pewne, Kucharski przyjął preparat genetyczny Moderny, inaczej nie mówiłby tego, co powiedział. I zapewne ma wątpliwości, z którymi pozostanie do końca życia. Środowisko medyczne będzie mu wmawiać, że to koincydencja, że „szczepionki” na covid-19 są bezpieczne i nie powodują skutków ubocznych zagrażających życiu. Może nawet będą mu cytować słynną wypowiedź premiera Morawieckiego, który kilka miesięcy temu, w wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” powiedział: „– Naukowcy mieli rację. Szczepionka chroni życie. Skutki uboczne, którymi nas tak straszono? Znacie kogoś, kto po przyjęciu szczepionki przeżył coś znacznie poważniejszego niż ból ramienia?”.

Sam, będąc w poczekalni w przychodni, chcąc nie chcąc, słyszałem niedawno przez drzwi rozmowę lekarza z pacjentem. Zeszło na „szczepienie”. Pacjent przyznał, że „zaszczepił” się tylko jedną dawką Pfizera, po której dostał udaru. Kolejnych dawek nie przyjął, zresztą nikt mu już ich nie proponował. Lekarz stwierdził, że „nie ma opcji”, by „szczepionka” mogła przyczynić się do spowodowania udaru i zalecił „doszczepienie się”.

Skoro wszystko z tymi „szczepionkami” jest jak trzeba, a ich aplikacja milionom ludzi na całym świecie nie jest eksperymentem medycznym, dlaczego wybuchła afera w Hiszpanii? Tamtejsze media doniosły właśnie, że policja namierzyła ponad 2200 osób „ze świecznika” – polityków, artystów, dziennikarzy, którzy kupowali fałszywe certyfikaty „szczepionkowe”. Na szczególną ciekawostkę zasługuje fakt, iż jest wśród nich prezes znanej w Hiszpanii firmy farmaceutycznej PharmaMar, José María Fernández Sousa-Faro. Według dziennika „El Mundo”, w sprawie aresztowano już kilka osób, w tym pielęgniarki. Mają one odpowiadać za „nieuczciwe wprowadzanie osób do Krajowego Rejestru Szczepień”. Do fałszerstw miało dochodzić między wrześniem 2021, a styczniem 2022 roku.

Czy wybuch podobnej afery jest możliwy w Polsce? I kto znalazłby się na liście „kłamców szczepionkowych” – czyli tych, którzy mieli możliwości uchronić się przed eksperymentalnym preparatem genetycznym, a jednocześnie kupić sobie certyfikat potwierdzający jego przyjęcie?

Paweł Sztąberek

Za: ProKapitalizm.pl (1 czerwca 2022) | https://www.prokapitalizm.pl/zgony-udary-zakrzepy-zawaly-koincydencja-czy-konsekwencja/

Wesprzyj naszą działalność

Niechciana prawda o skutkach „szczepionek”. Blokowanie autopsji. Gdzie są umysły krytyczne? Czym je blokują? To nie sama cenzura…

https://www.bibula.com/?p=134317

Obawy o tuszowanie sprawy – patolog, który stwierdził, że do 40% autopsji poszczepiennych zmarło z powodu szczepionki, zamilkł i przestał przeprowadzać autopsje

Jeśli mamy dotrzeć do sedna sprawy, czyli odpowiedzieć na pytanie w jakim stopniu tzw. szczepionki przeciwko Covid-19 przyczyniają się do śmierci osób zaszczepionych, kluczowym narzędziem jest dokonanie autopsji. Zatem, gdzie są więc wszystkie autopsje, które mogłyby pomóc w uzyskaniu odpowiedzi na te pytania?

Latem ubiegłego roku rysowała się nadzieja na uzyskanie tych odpowiedzi, gdy główny patolog Uniwersytetu w Heidelbergu, dr Peter Schirmacher, nalegał na przeprowadzenie większej liczby autopsji osób zaszczepionych. Jego zespół właśnie zakończył przeprowadzanie 40 autopsji osób, które zmarły w ciągu dwóch tygodni od zaszczepienia, i stwierdził, że 30-40% z nich zmarło z powodu szczepionki.

Dr Schirmacher ostrzegł przed dużą liczbą niezgłoszonych zgonów spowodowanych szczepieniami i ubolewał, że patolodzy nie zajmują się przypadkami większości pacjentów, którzy umierają w wyniku szczepienia. Wyjaśnił, że problem polega na tym, że osoby zaszczepione zwykle nie umierają będąc pod obserwacją kliniczną.

Najczęściej dochodzi więc do tego, że lekarz badający zgon nie stwierdza żadnego związku ze szczepieniem i stwierdza zgon naturalny, a pacjent zostaje pochowany bez autopsji. Albo też, lekarz stwierdza zgon w wyniku niejasnych przyczyn, lecz prokurator nie widzi winy osób trzecich i wydaje ciało do pochówku.

Twierdzenia dr. Schirmachera zostały wówczas odrzucone przez rządowych naukowców, ale on sam pozostał przy swoim zdaniu. „Koledzy zdecydowanie się mylą, ponieważ nie są w stanie kompetentnie ocenić tej konkretnej kwestii” – powiedział. Wyjaśnił, że jest zwolennikiem szczepionek przeciwko chorobie Covida i sam się zaszczepił, ale twierdzi, że korzyści i ryzyko należy rozważyć w odniesieniu do każdej osoby. Opowiadał się za „indywidualnymi względami ochronnymi”, zamiast szybkiego szczepienia wszystkich.

W tym czasie Federalne Stowarzyszenie Niemieckich Patologów (Bundesverband Deutscher Pathologen) również nalegało na przeprowadzenie większej liczby autopsji osób zaszczepionych. Johannes Friemann, szef grupy roboczej ds. autopsji w tym stowarzyszeniu, stwierdził, że tylko w ten sposób można wykluczyć lub udowodnić związek między zgonami a szczepieniami. Już w marcu 2021 roku stowarzyszenie wystosowało pismo do ministra zdrowia Jensa Spahna z prośbą, by rządy niemieckich krajów związkowych nakazały władzom sanitarnym przeprowadzanie autopsji na miejscu. Pięć miesięcy później, w sierpniu, pismo to pozostało bez odpowiedzi.

Po tym, jak media doniosły o jego komentarzach, dr Schirmacher dziwnie zamilkł. Dziś, dziesięć miesięcy później, nie odnotowano żadnych dalszych autopsji przeprowadzonych przez jego grupę i nie słychać żadnych wezwań do ich przeprowadzenia. Nie ma też żadnych doniesień o autopsjach osób zmarłych wkrótce po szczepieniu Covid w innych krajach – z wyjątkiem 15 przeprowadzonych przez dr Arne Burkhardta pod koniec 2021 roku, w których znaleziono „wyraźne dowody na wywołaną szczepionką autoimmunologiczną patologię w wielu organach” w 14 z 15 przypadków, ale które zostały zignorowane przez wszystkie organy służby zdrowia i media głównego nurtu.

Gdzie są te wszystkie autopsje, które mają zbadać rolę szczepionek w zgonach poszczepiennych, i dlaczego dr Schirmacher i jego koledzy zamilkli po wypowiedziach o ryzyku przyjmowania szczepień?

Wygląda to bardzo wyraźnie na tuszowanie i uciszanie sprawy. Jeśli tak nie jest, to dlaczego rządy nie nakazują przeprowadzenia autopsji, aby wyjaśnić tę sprawę? Co mają do ukrycia?

Oprac. www.bibula.com 2022-06-01 na podstawie: The Daily Sceptic


KOMENTARZ BIBUŁY: Do pytania „Gdzie są te wszystkie autopsje”, my tylko dodamy kolejne: gdzie są ci wszyscy – pożal się Boże – dziennikarze mający drążyć temat, dociekać prawdy? Co stało się z tzw. dziennikarstwem śledczym? Ano, zaangażowało się po stronie kłamstwa służąc propagandzie, raz pro-pandemicznej, potem pro-szczepionkowej, a teraz obsesyjnie i irracjonalnie antyrosyjskiej, służąc wojennym podżegaczom z Waszyngtonu.

A co do zgonów poszczepiennych: zablokowano wszelkie możliwości upowszechnienia informacji o zgubnych skutkach tych preparatów genetycznych, których składu do dnia dzisiejszego żaden producent nie ujawnił do końca; które okazują się być najkoszmarniejszym w historii ludzkości eksperymentem medycznym.

Czy naprawdę ludzie nie widzą związku przyczynowo-skutkowego: wieloletnie przygotowania do przeprowadzenia tzw. pandemii → medialne rozpętanie paniki pandemicznej → przekonanie/zmuszenie do zaszczepienia się → zablokowanie informacji o skutkach ubocznych → kryzys gospodarczy (m.in. w wyniku braku rąk do pracy po nagłej śmierci milionów ludzi) → odwrócenie uwagi od astronomicznej inflacji i  kryzysów, poprzez wygenerowanie warunków do wojny → w końcu: wytworzenie kolejnych kryzysów: żywnościowych, finansowych, społecznych, celem dokonania przebudowy społeczeństw „globalnego resetu”?…

Kryzys? Jaki kryzys? Banki zarobiły o 111 procent więcej niż rok temu.

Autor: Magdalena Podgórska 2022-06-01 https://swiatrolnika.info/wiadomosci/kraj/banki-zarobily-o-111-procent-wiecej-niz-rok-temu-kryzys-jaki-kryzys.html

Zysk netto sektora bankowego w okresie styczeń-kwiecień 2022 roku wyniósł 9,19 mld zł, Oznacza to, że banki zarobiły rok do roku więcej o 111 proc. 

Taką informację przekazał Narodowy Bank Polski. W samym kwietniu 2022 r. zysk netto wyniósł 2,98 mld zł, czyli wzrósł 70 proc. rdr. Całkowite przychody operacyjne netto w okresie pierwszych czterech miesięcy 2022 roku wyniosły 31,08 mld zł, co oznacza wzrost o 36 proc. rok do roku.

Banki to krezusi. Ich kryzys nie dotyczy

Przychody odsetkowe wzrosły 83 proc. rdr, a koszty odsetkowe o 331 proc.

Przychody odsetkowe w samym kwietniu wyniosły 8,36 mld zł, podczas gdy w marcu były na poziomie 7,69 mld zł. Koszty odsetkowe w tym okresie wzrosły do 2,11 mld zł z 1,7 mld zł.
Koszty administracyjne jakie poniosły banki w okresie od stycznia do kwietnia 2022 roku były na poziomie 14,33 mld zł, o 18 proc. więcej niż przed rokiem.

Odpisy (utrata wartości lub odwrócenie utraty wartości z tytułu aktywów finansowych nie wycenianych według wartości godziwej ze skutkiem wyceny odnoszonym do rachunku zysków i strat) wyniosły 2,08 mld zł, spadając rdr o 9 proc.

Poniżej wyniki sektora bankowego według danych NBP (w mln zł).

[tabelka, zbędna, w oryg. md]

Zawsze on – przeklęty Fauci: Od nietoperzy po małpy

Date: 31 Maggio 2022 https://babylonianempire.wordpress.com/2022/05/31/zawsze-on-przeklety-fauci-od-nietoperzy-po-malpy/

Istnieją postacie, które wydają się być czymś w rodzaju cienia Banka (Shakespeare)  zachodniego kłamstwa i nieprzejrzystości: za każdym razem, gdy jakaś sprawa jest nieklarowna, pojawiają się one z ich bezczelnymi twarzami, z ich perwersjami moralnymi – często przebranymi za filantropię lub kłamliwe pragnienie chronienia ludzkości. Jednym z absolutnych mistrzów w tej dziedzinie jest z pewnością Antony Fauci, swoisty doktor Mengele trzeciego tysiąclecia, który od dziesięcioleci dryfuje wśród wirusów, szczepionek, wojska, Big Pharmy oraz prawdziwego morza pieniędzy – krótko mówiąc – w świecie, w którym walka z chorobami w sposób nierozerwalny splata się i łączy z ich wywołaniem.

Jak wynika z obszernej, zgromadzonej dokumentacji oraz dochodzeń parlamentarnych, wiemy, że Fauci, absolutny władca feudalny Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (Niaid), finansował, jak sam to przyznał, za pośrednictwem organizacji EcoHealth AlliancePetera Daszaka, badania nad koronawirusem nietoperzy w laboratorium w Wuhan, które zdaniem wielu ekspertów zdrowia publicznego i przedstawicieli wywiadu jest źródłem wirusa Covid 19.https://en.wikipedia.org/wiki/National_Institute_of_Allergy_and_Infectious_Diseases

Ale co za przypadek, Niaid finansował również badania nad potencjalnymi lekami na ospę małp, tuż przed tym, jak przypadki choroby zaczęły pojawiać się na całym świecie.

Jak ustalono, już w ubiegłym roku, w sierpniu, w Instytucie w Wuhan, a prawdopodobnie także w innych miejscach, prowadzono badania nad ospą małpią lub wietrzną. Nie ujawniły tego bynajmniej jakieś poufne materiały, ale całkiem zwyczajnie międzynarodowe czasopismo Virologia Sinica, w którym publikowane są oryginalne, recenzowane artykuły naukowe, przeglądy i interwencje, pozwalające zrozumieć najnowsze osiągnięcia we wszystkich gałęziach wirusologii – dziedziny, w której Fauci pociąga za wiele sznurków. https://www.sciencedirect.com/journal/virologica-sinica

W lutym 2022 roku, w czasopiśmie Virologica Sinica opublikowano nowy projekt badawczy dotyczący tzw. gain-of-function poświęcony małpiej ospie, wdrożony przez naukowców z Instytutu Wirusologii w Wuhan w sierpniu 2021 rokutych samych naukowców, którzy dzięki funduszom przekazanym przez Fauci’ego pracowali nad koronawirusem.

W Instytucie Wirusologii w Wuhan zmontowano genom wirusa ospy małpiej, pozwalający na identyfikację wirusa za pomocą testów PCR – przy użyciu metody zgłoszonej przez naukowców jako potencjalnie umożliwiającej stworzenie “patogenu zakaźnego”.

Wszystko wydaje się powtarzać na każdym etapie, ale tym, co powtarza się przede wszystkim, jest fakt, że badania te, podobnie jak badania nad koronawirusem, zostały sfinansowane w wysokości 10 mln dolarów przez Niaid di Fauci.

«Efficient assembly of a large fragment of monkeypox virus genome as a qPCR template using dual-selection based transformation-associated recombination» – «Efektywne utworzenie dużego fragmentu genomu wirusa ospy małpiej jako szablonu qPCR przy użyciu rekombinacji skojarzonej z transformacją, opartej na podwójnej selekcji»https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1995820X22000414

Najbardziej bezwstydną rzeczą jest to, że ta dotacja została przyznana w sposób oficjalny z następującą motywacją:”Podobieństwo między wirusem małpiej ospy a wirusem ospy prawdziwej, w połączeniu z obawami dotyczącymi możliwości wykorzystania wirusa ospy prawdziwej jako potencjalnego czynnika bioterrorystycznego, sprawiło, że leczenie małpiej ospy prawdziwej znalazło się w czołówce programów zdrowia publicznego i badań naukowych w wielu krajach”.

Wiemy jednak, że to Stany Zjednoczone dysponują wieloma dziesiątkami laboratoriów biologicznych na świecie, w tym na Ukrainie, gdzie nieustannie eksperymentuje się z wirusem ospy i w których z czasem doszło do zawiązania podłego sojuszu między międzynarodowymi firmami farmaceutycznymi, służbami, wojskiem oraz niektórymi częściami amerykańskiego «głębokiego państwa».

To one są rzeczywistą chorobą, która nas zabija. https://ilsimplicissimus2.com/2022/05/31/fauci-sempre-lui-maledettamente-lui-dai-pipistrelli-alle-scimmie/

– „Osoba w ciąży”,”świadczenie zdrowotne”, „bezpieczna aborcja” – w Sejmie!!! Reaguj!

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Alarm! https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2022.0531m.html

Jeszcze w tym miesiącu na jednym z posiedzeń Sejmu odbędzie się pierwsze czytanie projektu „Legalna aborcja bez kompromisów”. Feministyczny projekt ma na celu wprowadzenie pełnej legalizacji zabijania nienarodzonych do 12 tygodnia ciąży oraz bez ograniczeń czasowych, jeśli dziecko może być chore lub niepełnosprawne. Projektowane przepisy zezwalają tez na zabicie dziecka, które poczęło się z czynu zabronionego (niekoniecznie z gwałtu, może to być np. stosunek z nastolatkiem poniżej 15 roku życia) – do końca szóstego miesiąca ciąży! Co gorsza, domniemanie czynu zabronionego odbywałoby się nie na podstawie jakichkolwiek dokumentów z prokuratury, ale… na oświadczenie ciężarnej…[ciężarnego… MD]

Ustawa „Legalna aborcja...” zawiera szereg sformułowań, które kreują straszliwą aborcyjną rzeczywistość:

„osoba w ciąży” zamiast kobieta/matka w ciąży,

„świadczenie zdrowotne” jako określenie aborcji, czyli celowego zabicia człowieka,

„bezpieczna aborcja” (choć każda aborcja kończy się śmiercią dziecka, a czasem i matki) oraz „prawa reprodukcyjne” (płodność i dzietność pary ludzkiej jako reprodukcja, określenie zaczerpnięte z weterynarii).

Inne punkty ustawy to:

– faktyczna likwidacja klauzuli sumienia dla personelu medycznego,

– zmuszenie szpitali niewykonujących aborcji do zawarcia umowy o przeprowadzanie aborcji z innym podmiotem finansowanym przez NFZ i wskazywanie go ilekroć odmówią aborcji we własnych murach,

– wsparcie dla pedofili poprzez uwolnienie ich od konsekwencji ich czynów – w myśl ustawy już 13-latki będą mogły żądać aborcji bez zgody własnych rodziców, choć wiek legalnego współżycia to w Polsce 15 lat.

Za małe mieszkanie? Subiektywne odczucie, że nie chcę teraz dziecka? Własna wygoda? Te powody wystarczą, aby bestialsko zamordować małego człowiekaPrzerażające!

Drogi Panie!

Jest coraz mniej czasu. Projekt jest już skierowany do pierwszego czytania, a jego sprawozdawcą będzie Marta Lempart – lesbijka i aborcjonistka (jak ona to łączy?), organizatorka wulgarnych prowokacji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ochrony życia dzieci.

Posłowie są już pod presją aborterów, aby zagłosować za skierowaniem projektu do sejmowej komisji.

Jeśli to zrobią, dadzą paliwo dogorywającemu środowisku czarnego protestu. Spowodują także, że organy Unii Europejskiej i WHO będą miały odskocznię, by wywierać nacisk na uchwalenie projektu. Te dwie instytucje nieustannie monitorują sytuację w krajach członkowskich i podejmują wysiłki, aby upowszechniać zabijanie dzieci. Polska wystawi się na ogromne ryzyko i nikt nie będzie się przejmował Konstytucją RP, w której znajdują się zapisy o ochronie życia każdego człowieka.

„Legalna aborcja” natychmiast do śmietnika

Już dziś proszę koniecznie podpisać petycję, którą umieściliśmy pod linkiem https://twojepetycje.pl/petycja/poslowie-legalna-aborcja-do-kosza/

Trafia ona do klubów i kół sejmowych i jest głosem obywateli, którzy stają w obronie niewinnych dzieci. Posłowie muszą zdać sobie sprawę z tego, jak odrażające zapisy zawiera feministyczny projekt. Żaden przyzwoity człowiek nie może poprzeć tej ustawy w jakikolwiek sposób! Co więcej, jako obrońcy życia będziemy patrzeć na ręce politykom, a ich wyborcom zapewnimy informację, kto głosował przeciw życiu.

To bardzo ważny link i pilna sprawa. Proszę koniecznie o podpisanie petycji: https://twojepetycje.pl/petycja/poslowie-legalna-aborcja-do-kosza/.

Gdy już ją Pan podpisze, bardzo proszę wysłać link wszystkim Kontaktom, jakie ma Pan w swojej skrzynce mailowej i/lub w telefonie, aby jak najwięcej osób sprzeciwiło się mordowaniu nienarodzonych!

Proszę wyobrazić sobie maleńkie dziecko, które pływa w wodach płodowych, jest mu ciepło i dobrze, nie wie nic o grożącym mu niebezpieczeństwie… Pewnego dnia bezduszny aborter w najbardziej brutalny sposób przerywa jego życie, a małe ciałko wyrzuca do kosza na odpadki medyczne. Czy w tej sytuacji możemy sobie pozwolić na milczenie…?

Niech posłowie usłyszą nasz głos w obronie życia!

Serdecznie Pana pozdrawiam wraz z zespołem Fundacji!

Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – Dziś Dzień Dziecka. Niech podpis pod petycją będzie naszym prezentem dla najmłodszych i najbardziej bezbronnych dzieci… Raz jeszcze podaję link: https://twojepetycje.pl/petycja/poslowie-legalna-aborcja-do-kosza/

Rosja będzie katolicka. … Ojciec Gagarin.

Rosja będzie katolicka. .A narody zasypiają na skraju przepaści. Ojciec Gagarin

Roberto de Mattei 2017-6-22 http://www.pch24.pl/rosja-bedzie-katolicka,52499,i.html#ixzz4l076Sdd5

Rosja będzie katolicka” oto inskrypcja na grobie ojca Grigorija Augustyna Marii Szuwałowa, pogrzebanego na cmentarzu Montparnasse w Paryżu. Rosyjski barnabita poświęcił swe życie tej właśnie sprawie.

Hrabia Szuwałow urodził się w Petersburgu 25 października 1804 roku w starej i szlachetnej rodzinie. Jeden z jego wujków, generał armii, odpowiadał za „towarzyszenie” pokonanemu Napoleonowi na Elbie. Inny z jego przodków założył Uniwersytet Moskiewski. Studiował w jezuickim kolegium w Petersburgu od 1808 do 1817 roku, do czasu aż zgromadzenie zostało wygnane z Rosji. Kontynuował następnie studia, najpierw w Szwajcarii, potem w Pizie, gdzie opanował język włoski. Wpływ na niego wywarł wpływowy materializm i nihilizm liberalnych kół, z jakimi był wówczas związany.

Nominowany przez cara Aleksandra I oficer Gwardii Huzarskiej w wieku lat 20, w 1824 roku poślubił Zofię Sałtykową, kobietę głęboko religijną, prawosławną, ale „katolicką w sercu i duszy”. Ta zmarła w Wenecji w 1841 roku. Razem mieli dwójkę dzieci: Piotra i Helenę.

Śmierć Zofii zachęciła Szuwałowa do studiowania zagadnień religijnych. Pewnego dnia przechodził obok egzemplarza „Wyznań” świętego Augustyna. Książka okazała się dlań jak objawienie. „Czytałbym ją non stop, kopiował całe strony i długie fragmenty. Jego filozofia napełniła mnie dobrymi pragnieniami i miłością. Jakie pokłady zadowolenia znalazłem w tym wielkim człowieku; sentymenty i myśli uśpione do tej pory w mojej duszy i obudzone przez tę lekturę”, wspominał.

Od nawrócenia do święceń

Po przenosinach do Paryża hrabia Szuwałow uczęszczał na spotkania grupy rosyjskich arystokratów nawróconych na katolicyzm, za sprawą hrabiego Josepha de Maistre’a. Ten ostatni w latach 1802 do 1817 pełnił funkcję ambasadora króla Sardynii w Petersburgu.

Wśród tych arystokratów znaleźli się także Zofia Swieczina (1782-1857), książę Iwan Gagarin (1814-1882) i książę Teodor Golicyn (1805-1848). Ten ostatni zdając sobie sprawę z głębokiego kryzysu duchowego swojego przyjaciela, pomógł mu ponownie odnaleźć prawdę, sugerując lekturę i medytację nad książką „Du Pape” („O Papieżu”) Josepha de Maistre’a. Przez studiowanie pracy hrabiego Szuwałow zrozumiał, że pierwotnym znamieniem Kościoła jest jedność i że ta wymaga istnienia najwyższego autorytetu. Tym zaś nie może okazać się nikt inny, jak biskup Rzymu.

„Panie, powiedziałeś, Mój Kościół, a nie Moje Kościoły. Ponadto Kościół musi zachowywać prawdę: ale ta jest tylko jedna; więc Kościół może być tylko jeden. Gdy zdałem sobie sprawę, że może być tylko jeden prawdziwy Kościół, zrozumiałem, że ten Kościół musi być powszechny, a więc katolicki”, pisał.

Szuwałow co wieczór udawał się do katedry Notre Dame, by słuchać kazań Franciszka Ksawerego de Rawignana (1795-1858), uczonego jezuity, który został jego przewodnikiem duchowym. 6 stycznia 1843 roku w święto Epifanii, Szuwałow porzucił prawosławie i złożył wyznanie katolickiej wiary w kaplicy w Oiseaux. Szukał jednak głębszego zaangażowania w sprawę katolicką. Dzięki włoskiemu liberałowi Emilio Dandolo, spotkanemu przypadkiem w pociągu, został przedstawiony ojcu Aleksandrowi Piantoniemu, rektorowi Kolegium Barnabitów w Mediolanie. Ten w 1856 roku przyjął go do nowicjatu barnabitów w Monza. Szuwałow przybrał imię Augustyn Maria.

W zakonie założonym przez świętego Antoniego Marię Zaccarię (1502-1539), odnalazł on atmosferę głębokiej duchowości. Napisał do ojca Rawignana „tu jest jak w niebie. Moi ojcowie wszyscy są święci, a nowicjusze to prawdziwi aniołowie”. Wśród jego nowych konfratrów znalazł się Cesare Tondrini de Quarenghi (1839 – 1907). Bardziej, niż ktokolwiek przejął on w przyszłości jego duchowe dziedzictwo. 19 września 1857 Augustyn Szuwałow został wyświęcony w Mediolanie przez prałata Angelo Ramazzottiego, przyszłego patriarchę Wenecji.

W dniu święceń, podczas podniesienia, Szuwałow wzniósł swe prośby do Boga: „mój Boże uczyń mnie godnym dania mojego ciała i krwi w jedności z Twoimi dla wysławiania Błogosławionej Niepokalanej Dziewicy w nawróceniu Rosji”. To stanowiło marzenie jego życia, powierzone Niepokalanej i proklamowane jako dogmat przez Piusa IX 8 grudnia 1858 roku.

Życie ofiarowane za nawrócenie Rosji

Podczas audiencji u papieża, ojciec Szuwałow powiedział mu, że chciałby poświęcić swoje życie sprawie powrotu schizmatyków do Kościoła rzymskiego. Podczas pamiętnego spotkania „Pius IX mówił do mnie o Rosji z wiarą, nadzieją i przekonaniem opartym na słowach Jezusa oraz płonącym miłosierdziem poruszającym go podczas myślenia o pozostawionych dzieciach: biednych, potrzebujących sierotach. Te słowa sprawiły, że zagorzało mi serce”.

Ojciec Szuwałow zadeklarował chęć poświęcenia życia na rzecz nawrócenia Rosji. „A zatem, powiedział papież, powtarzaj to zapewnienie trzy razy dziennie naprzeciwko krzyża, możesz być pewny, że twoje pragnienie zostanie zrealizowane”.

Przestrzenią jego apostolatu i umartwienia okazał się Paryż. Tam czynił, co mógł, niestrudzenie zdobywając kolejne dusze i dając życie „Stowarzyszeniu Modlitw na Rzecz Triumfu Niepokalanej Dziewicy w nawróceniu Wschodnich Schizmatyków, zwłaszcza Rosjan do wiary katolickiej” (powszechnie zwanemu „dziełem ojca Szuwałowa”). Pius IX zaaprobował je swoim brewe w 1862 roku, a ojciec Cezary Tondini stał się jego niezłomnym propagatorem.

Ojciec Szuwałow umarł 2 kwietnia 1859 roku. Przed śmiercią zdołał ukończyć swoją autobiografię („Moje nawrócenie i moje powołanie”, Paryż 1859). Książka była tłumaczona i wydawana w innych językach jeszcze w XIX wieku. Współcześnie została zaprezentowana w nowym włoskim wydaniu przez ojców Henryka M. Sironiego i Franciszka M. Ghilardottiego („Moje nawrócenie i moje powołanie”, Bolonia 2004 ).

Ojciec Ghilardotti uczynił ponadto co w jego mocy, by sprowadzić szczątki ojca Szuwałowa do Włoch. Obecnie spoczywają one w kościele San Paolo Maggiore w Bolonii, zbudowanym w 1611 roku przez ojców barnabitów. Ojciec Szuwałow oczekuje na zmartwychwstanie ciała u stóp ołtarza zwieńczonego kopią „Najświętszej Trójcy” Andrzeja Rublowa, największego rosyjskiego twórcy ikon.

W swojej autobiografii rosyjski barnabita pisze, że

gdy zagraża herezja, gdy wiara słabnie, gdy zwyczaje ulegają zepsuciu, a narody zasypiają na skraju przepaści, Bóg który urządził wszystko według miary, liczby i wagi, otwiera skarbiec Swych łask, by je na nowo obudzić; On porusza serce nieznanego świętego w jakiejś opuszczonej wiosce, świętego, którego modlitwa wstrzymuje Jego Ramię gotowe do wymierzenia kary; On teraz tworzy chwalebne światło na firmamencie wszechświata: Mojżesza, Grzegorza VII, Bernarda; On inspiruje myśl o pielgrzymce czy innej pobożnej praktyce, niewykluczone, że nowej pod względem formy, lecz zawsze starożytnej w swej istocie; praktyce jednocześnie chwytającej za serce i zdrowej. Takie były początki kultu Najświętszego Serca Jezusowego, zrodzonego wśród tysięcznych sporów i sprzeczności w małym klasztorze w Paray-le-Monial”.

Takie również, jak możemy dodać, są początki nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Matka Boża nakazała je szerzyć sto lat temu w małej portugalskiej wiosce. W Fatimie ogłosiła zatem realizację wielkiego ideału ojca Szuwałowa: nawrócenia Rosji na wiarę katolicką. Nadzwyczajne wydarzenie, należące do przyszłości, pozwoli tajemniczym słowom Pisma rozbrzmiewać po świecie: Surge qui dormis, surge a mortuis et iluminabit te Christus („Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”) (Ef 5, 14).

Książę Gagarin i pierwsze soboty

Rosja będzie katolicka”. Marzenie wielu nawróconych Rosjan XIX stulecia, takich jak ojciec Szuwałow, to równocześnie tytuł książki wzbudzającej swego czasu sensację (tytuł w oryginale: „La Russie sera-t-elle catholique?”, Paryż 1856), autorstwa ojca Iwana Gagarina.

Iwan Siergiejewicz Gagarin urodził się w Moskwie 20 czerwca 1814 roku, w znakomitym książęcym rodzie potomków księcia Kijowa. Pełnił służbę jako oficer Poselstwa Rosyjskiego w Monachium, a następnie w Paryskiej Ambasadzie, gdzie stał się członkiem francuskiej inteligencji, uczęszczającym na spotkania „salonów” Zofii Swiecziny. Pod wpływem zarówno jej, jak i autorów takich jak Piotr Jakowlewicz Czaadajew (1794-1856) dojrzewała jego konwersja na katolicyzm. 7 kwietnia 1842 porzucił on prawosławie i przyjął wiarę katolicką pod opieką ojca Franciszka Ksawerego de Rawignana (1795-1858). Ten wcześniej przyjął nawrócenie hrabiego Szuwałowa. Ivan Gagarin w wieku lat 28 wyrzekł się nie tylko wspaniałej kariery politycznej i dyplomatycznej, ale także nadziei na powrót do własnego kraju.

W carskiej Rosji konwersja na katolicyzm stanowiła de facto przestępstwo porównywalne do dezercji lub zamordowania rodziców. Wyrzeczenie się prawosławia na rzecz innej religii, choćby chrześcijańskiej, karano konfiskatą dóbr materialnych, praw obywatelskich, tytułów szlacheckich i zamknięciem w klasztorze lub wygnaniem na Syberię.

Rok później Iwan, a teraz Jan Ksawery Gagarin, poprosił o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego i trafił do nowicjatu w Saint Acheul. Tym samym rozpoczął długi okres studiów, zakończony święceniami kapłańskimi i złożeniem ślubów w zakonie świętego Ignacego Loyoli. W ojcu Gagarinie zjednoczyły się płonący żar, wybitna inteligencja i arystokratyczne wychowanie. Rozpoczęło się nowe życie.

Podczas Wojny Krymskiej współpracował on ze słynnym matematykiem Augustinem Cauchy (1789-1857). Wspólnie założyli stowarzyszenie Ecole d’Orient. Przed końcem 1856 roku założył kwartalnik „Studia teologiczne, filozoficzne i historyczne” („Etudes de theologie, de philosophie et d’histoire”) później znany i ceniony pod nazwą „Etudes”. Jednak w 1862 roku publikacja została przejęta przez francuskich jezuitów i przeszła radykalną transformację. Podczas otwarcia Soboru Watykańskiego I redakcja „Etudes”, w przeciwieństwie do swojej włoskiej „siostry” „La Civilta Cattolica”, zajęła pro-liberalne stanowisko, utrzymane w kolejnym stuleciu.

Rosyjski rząd pragnący wykorzenić katolicyzm z zachodnich prowincji Carstwa ogłosił księcia Gagarina wrogiem i nakazał pozbycie się go. Został on oskarżony o pisanie obraźliwych anonimowych listów do poety Aleksandra Puszkina (1799-1837). Te jakoby doprowadziły do pojedynku i śmierci poety. Jak wykazała niedawno polska historyk Wiktoria Śliwowska była to kampania oszczerstw zorganizowana przez Trzecią Sekcję Kancelarii Jego Wysokości. Sprawę opisała na łamach książki („Sprawa Gagarina”, Rzym 2014, s. 31-72).

Praca ojca Gagarina „Czy Rosja będzie katolicka?” pojawiła się w 1856 roku. Duchowny odniósł się w niej do uroczystej bulli Allatae sunt wydanej przez Benedykta XIV 26 czerwca 1755 roku. Stolica Apostolska zamanifestowała w niej dobrą wolę wobec wschodnich katolików zgadzając się na praktykowanie przez nich starożytnych rytów niekłócących się z katolicką religią ani z moralnością. Kościół nie wymaga od schizmatyków, by wyrzekali się swoich rytów po powrocie do jedności z Kościołem, a jedynie wyrzeczenia się i wstrętu wobec herezji. Jego wielkie pragnienie obejmuje zachowanie, a nie destrukcję różnych ludów – chodzi w skrócie o to, by wszyscy zostali katolikami, a nie łacinnikami”.

W celu zaprowadzenia ludów słowiańskich do jedności – komentuje ojciec Gagarin – potrzebujemy szanować wszystkie wschodnie ryty, prosić o wyrzeczenie się błędów sprzecznych z wiarą katolicką, ale przede wszystkim zwalczać polityczno-religijne koncepcje prawosławia. Dla rosyjskiego jezuity, schizma prawosławna to przede wszystkim rezultat bizantynizmu. Ten wyrażał odmienne od zachodniego podejście do relacji Kościoła i państwa. Dla Bizancjum nie istnieje rozróżnienie między dwoma władzami. Kościół został podporządkowany cesarzowi, uznawanemu za jego głowę, jako delegata Boga w sferach kościelnej i świeckiej. Rosyjscy autokraci i bizantyjscy cesarze widzą w Kościele i religii środki do użycia w celu zapewnienia i zwiększenia władzy politycznej.

Ów pożałowania godny system zbudowany został na trzech filarach: religii prawosławnej, autokracji i zasadzie narodowościowej. To pod ich sztandarem idee Hegla i niemieckich filozofów spenetrowały Rosję. To, co zostało ukryte pod pompatycznymi słowami prawosławia, autokracji i narodowości „nie stanowi niczego innego, niż orientalnej formy XIX wiecznej idei rewolucyjnej”. Gagarin dostrzegał okrucieństwo, z jakim idee rewolucyjne miały zostać zaaplikowane w jego kraju. W jego oczach, strony Proudhona i Mazziniego jawiły się jako dobroduszne i odważne w porównaniu z przemocą rosyjskich agitatorów. To kontrast mogący posłużyć zmierzeniu różnicy rozumienia zasady rewolucyjnej w Europie i tego, jak zostanie ona wdrażana w Rosji.

Kościół kontra Rewolucja

Na kartach książki ojciec Gagarin trafnie ocenia „im kto głębiej wniknie w tej kwestie, tym bardziej zostanie doprowadzony do konkluzji, że jedyną prawdziwą walką jest ta między katolicyzmem i Rewolucją. W 1848 roku, gdy rewolucyjny wulkan terroryzował świat ze swoim wyciem i wprawił społeczeństwo w przerażenie, wykorzeniając jego fundamenty, partia oddana obronie porządku społecznego i walce z Rewolucją nie omieszkała napisać na swojej fladze Religia, Własność, Rodzina i nie zawahała się przed wysłaniem armii, by przywrócić tron Wikariuszowi Chrystusa, wygnanemu przez Rewolucję.

Ten miał pełną rację; istnieją jedynie dwie zasady walczące ze sobą: zasada rewolucyjna, z istoty swej antykatolicka i zasada katolika, z istoty anty-rewolucyjna. Pomimo, że wydaje się inaczej, istnieją tylko dwie partie i dwie flagi. Po jednej stronie Kościół katolicki wznosi sztandar Krzyża, prowadzący do prawdziwego postępu, prawdziwej cywilizacji, prawdziwej wolności; z drugiej zaś strony wznosi się sztandar rewolucyjny, a wokół niego gromadzi się koalicja wszystkich wrogów Kościoła.

Teraz zapytajmy, co czyni Rosja? Z jednej strony zwalcza Rewolucję, z drugiej zwalcza Kościół katolicki. Zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie dostrzec można tę samą sprzeczność. Nie zawaham się powiedzieć, że tym, co daje Jej honor i siłę to niezachwiany sprzeciw wobec zasady rewolucyjnej. Natomiast winne jej słabości jest zwalczanie katolicyzmu. Jeśli chce Ona stać się spójna, jeśli naprawdę pragnie zwalczać Rewolucję, musi podjąć jedyny trafny wybór: stanąć pod sztandarem katolickim i pojednać ze Stolicą Apostolską”. („La Russie sera-t-elle catholique?”, Paryż 1856, s. 63-65).

Rosja odrzuciła ten apel i Rewolucja Bolszewicka, po eksterminacji Romanowów rozszerzyła swe błędy po świecie. Aborcjonistyczna i homoseksualna mentalność, prowadząca obecnie Zachód ku śmierci posiada korzenie w filozofii marksowsko -heglowskiej została ustanowiona w Rosji w 1917 roku. Pokonanie rewolucyjnych błędów nie może zostać doprowadzone do końca ani w Rosji ani gdziekolwiek indziej na świecie pod innym, niż katolicki sztandarem.

Idee ojca Gagarina wywarły wrażenie na niemieckim baronie Auguście von Haxthausenie (1792-1866). Dzięki wsparciu biskupów diecezji Munster i Paderborn ustanowił on Ligę Modlitwy nazwaną Petrusverein: Unia świętego Piotra na rzecz nawrócenia Rosji. Podobne stowarzyszenie, pod wpływem barnabitów ojców Szuwałowa i Tondiniego powołano do życia we Włoszech i Francji. Ich członkom polecano modlitwę na rzecz nawrócenia Rosji we wszystkie pierwsze soboty miesiąca. 30 kwietnia 1872 roku Pius IX w swoim brewe udzielił odpustu zupełnego wszystkim, którzy wyspowiadają się i przyjmą Komunię podczas Mszy świętej w pierwszą sobotę miesiąca w intencji powrotu greko-rosyjskiego Kościoła do jedności katolickiej.

Praktyka ta niewątpliwie okazała się bliska Sercu Matki Bożej, skoro w 1917 roku w Fatimie zaleciła Ona praktykę wynagradzającą pięciu pierwszych sobót miesiąca jako narzędzie ustanowienia Jej Królestwa w Rosji i na całym świecie.

Źródło: Roberto de Mattei, Corrispondenza Romana  31.05-07.06 2017 / wersja angielska: rorate-caeli.blogspot.com (tłumaczenie na angielski: Francesca Romana).

Przekład z wersji angielskiej na polski i śródtytuły: Marcin Jendrzejczak

MOST w Płocku, 18 sierpnia 1920. Bieg. A w Antwerpii – Olimpiada, też biegi na średnich dystansach: „Peace, pax, mir, paix !!”

W Antwerpii – Olimpiada, biegi na średnich dystansach. Peace, pax, mir !!

W Płocku – też…

MOST WIŚLANY, 18 sierpnia 1920

====================

[Ta wielka książka co jakiś czas jest dostępna w Allegro. Kolejny egzemplarz – dla przyjaciół – kupiłem za … 16 zł. Gorąco zachęcam do polowania. Mirosław Dakowski]

Sławomir N. Goworzycki, „Tamtego lata. Zatajona historia Polaków”

str. 634 i nn.

Most stał pusty i jakby zachęcał, aby po nim przejść. Owszem walały się na nim porzucone pakunki, rozbite walizki, rozmaite przedmioty, które nieszczęśnicy z Płocka, z okolicznych miejscowości oraz uchodźcy z dalszych stron daremnie próbowali byli ocalić. Pierze z rozdartej kołdry unosiło się w powiewach wiatru. Na drewnianej mostowej jezdni stało też kilka uszkodzonych i porzuconych wozów i bryczek, z których w pośpiechu ucieczki odprzęgnięto konie. Jeden z pojazdów był unieruchomiony, ponieważ śmiertelna kula ugodziła konia, który teraz leżał przed nim martwy, w pełnej uprzęży Nieco dalej zlegała krowa, jedyna żywicielka rodziny jaką zrozpaczony właściciel stracił w takichże okolicznościach. Ludzi na moście nie było, rannych oraz tych już nieżyjących zdołano w porę unieść. Pod gwałtownym, a jednoczesnym naciskiem stóp, kół i kopyt ustąpiły tu i owdzie belkowania nawierzchni. W tych miejscach ziały teraz dziury, popod którymi wił się szarobury nurt wiślany.

Jak się rzekło, przez taki most, także w czasie największej kanonady przetaczającej się nad rzeką, próbował się przedostać niejeden śmiałek. Ludzie, przeważnie mężczyźni w pełni sił, co wywoływało objawy zgorszenia u wielu osób pozostających wciąż po stronie płockiej wyruszali pojedynczo lub grupkami, szybkim pędem lub skokami przęsło za przęsłem, kryjąc się za grubymi belkami mostowej balustrady. Nic z tego nie wychodziło, bowiem gdy postacie na moście, wykraczając poza zbawienną zasłonę nadbrzeżnej zieleni, stawały się widoczne z bolszewickich stanowisk poza Wzgórzem Tumskim, także i tych znajdujących się po przeciwnej stronie przyczółka, na wschodnich obrzeżach Płocka, znowu zaczynał terkotać co najmniej jeden karabin maszynowy, odłupując z mostowej konstrukcji jasne drzazgi.

Podciągnęli nowe kulomioty, łobuzy!… O, już dwa grają!… Krzyżowy ogień… Sponad rzeki rozlegały się krzyki. Ktoś biegł dalej. Ktoś wracał co tchu, kuśtykając wyraźnie. Inny to zrywał się do biegu, to padał.

Tak tak mamrotał na ten widok ów zażywny jegomość ze Straży Obywatelskiej do nas ci junacy nie chcieli się przyłączyć, by tutaj było więcej rąk na bolszewika. Woleli uchodzić za Wisłę, skórę własną ocalić. Naszych słów, mów i próśb serdecznych nie posłuchali, ale, patrzcie jeno państwo kochani, wrażej kuli to ci łaskawcy słuchają… słuchają pokornie, juchy jedne. 0, ten tam, chłop jak dąb, osiłek, zuch jak malowanie… Mi się wyrywał, widzieliście, lecz niech no tylko sowieci strzelą, patrzcie, wraca do nas grzecznie.

E, hej! Młodzieńcze! starszy zamachał w kierunku powracających z mostu. Zdecydowałeś się… co? Po namyśle, krótkim… he, he!… zaciągnąć się pod sztandar narodowy? Witaj, ach, witaj, roboty tu wiele… I dla ciebie się znajdzie… i broń też na cię czeka. Obyś tylko podołał, bo coś mi się widzi, że ty… tego owego… Toć tu, patrzaj bracie, u nas nawet chłopcy małe, łepki niedorosłe, owe harcerzyki kochane do karabina aż się rwą. A sił to one iw połowie takich nie mają, bawolich jak te twoje…

Dajcież im już pokój, zacny panie – zagadnęła z boku jakaś staruszka. Toć toto ledwo co śmierci uszło, a wy z nich szydzicie… jak okrutnie.

– Wygodnie wam, babciu, tak mówić, bo to, co trzeba, ja właśnie wypowiedziałem i wy już powtarzać tego nie musicie. Zwolnieni od takiego gadania już jesteście. Boć to lepiej chyba że chłop drugiego chłopa zruga… Gdyby tak mnie, jak ja ich, niewiasta konfundowała, to bym się pewnie pod ziemię ze wstydu zapadł. No, chyba że kobieta w latach, matrona, babka wnukom… Takiej wolno to powiedziawszy, skłonił się wytwornie swojej rozmówczyni. Starsza pani, nie nie mówiąc, pokiwała tylko głową, gładząc ręką jasne, różowymi wstążeczkami przyozdobione warkoczyki kilkuletniej dziewczynki, tulącej się w fałdy jej ciemnej sukni.

Młodzi zaś ludzie, z pospuszczanym wzrokiem mijali dworującego z nich jegomościa ze Straży Obywatelskiej, rozglądając się nerwowo, gdzie by tu się skryć przed ludzkimi oczyma. Niektórzy otrzymali na moście postrzały, lekkie na ogół zadraśnięcia. Wstyd męski przemógł nad bólem, gdyż nawet ci umykali przed pełniącymi tu posługę sanitarną niewiastami.

W świetle mostu widać było, jak ktoś, przebiegłszy uprzednio dobre ponad sto metrów, leżał teraz, kryjąc się przed kulami wśród zalegających jezdnię gratów. Zabili Maćka, zabili... jęknął jakiś męski głos. Eee jeszcze nie ozwał się inny. Patrzcie .. Umarł Maciek umarł, już leży na desce. A jak ma zagrają, podskoczyłby jeszcze zanucił Bo w Mazarze taka dusza, jak zagrają, to się rusza zawtórowano mu z kilku stron, także od stanowiska naszych harcerzy Oj Dana, dana, da—na… Da—na, dana-a…

Rzeczywiście, ten tutaj wciąż żywy Maciek, jak i tamten z przyśpiewki, nadal ruszał się na mostowych deskach. To pełznąc, to podbiegając, i on także zmierzał z powrotem na płocki brzeg.

Most był wciąż nie do przebycia. Pan major Janusz Mościcki, doświadczony choć młody oficer [23 lata, przebył już epopee wojsk na Sybirze. md], mający komendę nad całym tutejszym zgrupowaniem, lecz w praktyce mogący dowodzić oddziałami broniącymi się w niezajętej jeszcze przez wroga części miasta, zrozumiał, iż w bitwie o Płock nadeszła taka chwila, która może się okazać przełomowa. Siły polskie wyraźnie słabły; bolszewickie, przeciwnie, rosły. Co się w obecnej chwili dzieje poza linią trzymanych jeszcze przez Polaków ulicznych barykad, w dzielnicach zawładniętych przez bolszewików, to nie było dokładnie wiadome. Wysłani zwiadowcy jeszcze nie wrócili. Kto zaś przedarł się od tamtej strony, coraz inne szczegóły przynosił, nie zawsze z tych, które najbardziej interesują dowódcę. Artyleria nasza na Radziwiu, sama pod ostrzałem; Flotylla Wiślana walczy z najwyższym wysiłkiem. Dowódcy wstrzymują ogień armatni, nie chcąc razić naszych rozproszonych po mieście a odosobnionych punktów oporu, nie mając zarazem sprawdzonych informacji o stanowiskach nieprzyjaciela, które można by skutecznie ostrzelać.

A nieprzyjaciel szykuje kolejny, i zapewne lepiej niż poprzednie zorganizowany szturm na most. Ponure acz trzeźwe obrachunki pana majora zostały przerwane bliskimi wołaniami: Panie komendancie, panie komendancie, goniec z pierwszej linii! Przed dowódcą przyczółka prężył się na baczność żołnierz w sfatygowanym i do cna przepoconym mundurze: Panie majorze, goniec z placówki „ulica Dominikańska”!

– Spocznij rzekł młody major. Słucham .

– Nasz porucznik kazał mi to wręczyć panu majorowi – odparł goniec, wyciągając zza pazuchy zmiętą kopertę. Dziękuję. Chłopcy, dajcie gońcowi gdzieś tu odpocząć… Wody mu dajcie. Dziękuję, odmaszerować! Tak jest! Major wydobył z koperty białą kartkę i zaczął czytać; nie trwało to długo. Przesyłka zawierała dość precyzyjny szkic ogni dla naszych baterii stojących na Radziwiu, więc i dla okrętów artyleryjskich. [były tam nasze dwa czy trzy monitory md]

Wyglądało na to, że dowódca jednego z odcinków obrony przedmościa, tyleż na uprzedni rozkaz, co z oczywistej potrzeby chwili, rozpoznał liczne stanowiska artylerii Gaj-Chana, jak też i lokalizację bolszewickich punktów dowodzenia, parków amunicyjnych i większych skupisk wrażych sił. Te ostatnie były dość ruchome, boć przecie całe czerwone wojsko rzuciło się rabować miasto. Po krótkim czasie podobny meldunek przysłał majorowi Mościckiemu dowódca innego odcinka. Dopiero nieco później dowiedział się pan major, że ten wywiad był zbiorowym dziełem tyleż żołnierzy, co i zwykłych mieszkańców miasta, także kobiet niemających na pozór pojęcia o rzeczy wojskowej, lecz przede wszystkim wszędobylskich harcerzy. Dowódca obrony Płocka rozumiał już, co ma uczynić. Oto łączność telefoniczna zerwana. Wiadomości nie da się także przekazać na tamtą stronę rzeki chorągiewkami, na sposób marynarski, inaczej mówiąc harcerski. Żywy duch nie może wychynąć, by stamtąd potwierdzić odbieranie depeszy, bowiem sowieci sieką teraz po lewym brzegu ze wszystkiego co mają pod ręką. A czas nagli.

„Lecz czy już teraz? szarpał się Z myślami młody oficer. Czy poczekać do nocy? Nie. Czekać nie wolno. Każda chwila jest niezmiernie droga. Bo przecież noce, chociaż sierpniowe, są teraz na tyle jasne, że i wówczas czerwoni mogą obserwować jakikolwiek ruch na moście; mogą sobie zawsze racą przyświecić, więc strzelać jak za dnia. Zresztą, w most wstrzelali się już dawno; wystarczy im tylko pociągnąć za spust. Biją przecież z karabinów i armat ponad wodą, nie dopuszczając naszych do rzeki. Zatem — teraz!”

Młody komendant rozejrzał się wokół i zawołał: Ochotnik do przeniesienia meldunku przez Wisłę! Do mnie! Ruszyło od razu ku majorowi kilku żołnierzy, w tym owych nieumundurowanych z biało-czerwonymi opaskami na rękawach Wszyscy jęli się przepychać, żaden nie ustępował.

– Dziękuję wam za tę gotowość. Ale jak ja mam wybrać? Dobrze… Kto ma nazwisko na „A”?

– Ja! Strzelec Abryczyński melduje się na rozkaz! — zakrzyknął junak w zielonym mundurze i tejże barwy rogatywce na głowie.

– W porządku. Oto przesyłka. Schowajcie dobrze w wewnętrznej kieszeni bluzy. Doręczycie dowódcy artylerii na tamtym brzegu. Tak jest!

Drewniany most, dołem wzmacniany stalowymi okratowaniami prosty jak struna, jak olimpijska bieżnia, ukazał się oczom śmiałka. Oto zadanie, oto ów bieg „na milę”, w jakim już niebawem wystąpi polski zawodnik.

Lecz uczyni to tutaj, w Płocku, nie zaś w dalekiej Antwerpii, gdzie właśnie trwają kolejne Igrzyska Olimpijskie. Tam biegacze rywalizują ze sobą wzajem, zaś stawką jest zaszczytny laur zwycięzcy i podziw całego świata. Tutaj rywalami samotnego biegacza nie są inni atleci grający fair play, ale wraży krasnoarmiejcy, którzy niebawem zaczną do niego strzelać jak do zaszczutej zwierzyny. Bo też stawką, o wielu innych ludzi… bardzo wielu.

Tam, w Antwerpii, sportowcy z różnych krajów świata zażywają wytchnienia po niedawno zakończonej wielkiej wojnie i oddają się pokojowej rywalizacji. Tutaj, polski żołnierz ściga się ze śmiercią, aby sobą samym zasłonić przed zagładą zarówno to życie rozkrzewiające się w odrodzonej Ojczyźnie, jak i spokojną egzystencję tych naszych bliźnich zamieszkujących rozległe kraje Zachodu. Jednak oni, żyjący daleko od źródeł czerwonego niebezpieczeństwa nie zdają sobie z tego sprawy, nie rozumieją, nie pomagają. Oni już świętują i bawią się, my nadal walczymy o przetrwanie.

Biec dokładnie mostem na wprost nie można było, bowiem, jak się rzekło, rozmaite sprzęty zalegające jezdnię zmuszały do ich omijania; nadto, jeden z wozów stał w poprzek, gdzieś w połowie długości mostowej przeprawy, ponad głównym Wiślanym nurtem. „Będę się krył za tymi kilkoma wozami” pomyślał Abryczyński. Był to rosły młodzieniec, tam skąd pochodził znany jako wybitny sportsmen. Taką też sławę zyskał sobie we własnym pułku, choć w wojennym czasie wyczynów sportowych nie dokonywało się na stadionie, lecz przeważnie w akcji bojowej. Rogatywkę podpiął pod brodą, schylił się, by lepiej zasznurować buty. . Karabin możecie zostawić, tam proście o nowy – poklepał go po ramieniu sierżant. Ładownice też zostawcie, będzie wam swobodniej.

Zaiste, bronią tego żołnierza miała być teraz szybkość, zręczność, spostrzegawczość, także przebiegłość. Jak zmylić strzelca bolszewickiego, by celował tam, gdzie już lub jeszcze nie ma polskiego gońca? Szeregowy Abryczyński ponownie zmierzył wzrokiem swą trasę, uśmiechnął się do sierżanta, ucałował dobyty zza kołnierza medalik szkaplerzny, przeżegnał się pospiesznie i ruszył miarowym truchtem ku ładnym kutym barierkom mostowego przyczółka.

Gdy wybiegnie spoza zasłony zieleni, weźmie najwyższy pęd. Czy przypadnie za pierwszym z kolei wozem, czy pogna dalej, nie zatrzymując się to zależy w wielkiej mierze od strzelających bolszewików i od orientacji samego Abryczyńskiego.

Nowa bitwa wrzała już opodal. Za rozrosłymi drzewami, za zabudowaniami na wyniosłości, pierwsza linia obrońców przedmościa właśnie powstrzymywała na swoich ulicznych barykadach kolejny atak sowiecki. Lecz tutaj, gdzie mostowe wiązania opierały się o brzeg, wszystkie oczy zwrócone były ku oddalającej się sylwetce w zielonym mundurze. I nie dość chyba było huku i jazgotu wszelakiej broni, skoro tu wszyscy, jako odgłos najbardziej wyrazisty, słyszeli pospieszny tupot butów Abryczyńskiego o drewnianą nawierzchnię wiślanego mostu. Z zaciśniętymi wargami czekano na jeden jeszcze odgłos. Tak, to ten, już: „tra—ta—ta—tal”. Znów z prawa, spoza Tumskiego Wzgórza bije nieprzyjacielski kulomiot. Drugi siecze z lewej strony. Widać z daleka drzazgi rwące się na drewnianych barierach. Biegnący pędem goniec także je musi dostrzec, musi też, oprócz własnego oddechu, dosłyszeć za sobą stukot kul o mostowa balustradę. Musi błyskawicznie decydować, czy zapaść natychmiast, czy jeszcze przyspieszyć kroku.

Ooo Goniec potknął się… lecz biegnie dalej.

O Znowu… Ale za chwilę dotrze do połowy mostu. Lecz ruch jego oddalającej się sylwetki nie jest już taki miarowy. Prawa ręka biegacza jakby przywarła do ciała, nie wykonuje wraz z lewą rytmicznych wymachów. Widać, jak dzielny młodzian dopada porzuconej bryczki i kryje się za nią. Widzi to dokładnie pan major Mościcki przez swoją lornetkę. Lewą ręką Abryczyński jakby zamachał… Lecz nie, nie dostał kolejnego postrzału.

Zrywa się z miejsca i gna dalej, po niezastawionej już niczym mostowej bieżni. Chłopaki na tamtym brzegu musieli go dostrzec, i on ich, dlatego kiwa ręką uspokaja sierżant zebranych żołnierzy i cywili. Łubudu! dudnią za plecami nieodległe wybuchy ręcznych granatów, od strony przeciwnej, od pierwszej linii obrony przyczółka. Ach, jakże konieczne jest celne wsparcie artylerii z Radziwia. Wtem, śmiałek upadł, jeszcze ponad wodą, o jakieś sto metrów od kępy drzew rosnących u przeciwległego mostowego podjazdu. jednak cekaemy bolszewickie nie przestały razić w tamtym kierunku, ponad Wiślaną taflą.

Major Mościcki i jeden jeszcze oficer obserwujący przez lornetki przebieg zdarzeń widzieli, iż sowieci miarowo ostrzeliwują odcinek pomiędzy miejscem upadku biegacza a lewym brzegiem. Pomimo tego ktoś stamtąd ruszył w stronę Abryczyńskiego, lecz padł wkrótce, zerwał się i zawrócił w pędzie, ścigany niewidocznymi z oddali pociskami.

Chłopaka nie uratują, meldunku nie odbiorą mruknął głos w obserwującej te sceny gromadzie. Wtem za plecami patrzących ku Wiśle pojawił się nadbiegły od strony miasta żołnierz z meldunkiem z pierwszej linii. Chwilę trwało, zanim major sformułował stosowne rozkazy. Że zaś nasi harcerze kręcili się właśnie w pobliżu jego osoby, przeto skinął, by podeszli. Oni na to przecież czekali.

Panie majorze, zastęp „Wilki” melduje swoją gotowość! zapiszczał druh Dyonizy Kowłowski, prężąc się na baczność przed człowiekiem, który był nieco starszy od jego własnego drużynowego, również wojującego gdzieś od pewnego czasu. Twarze zgromadzonych wokół żołnierzy rozjaśniły się uśmiechem; lecz już nie tym pobłażliwym i drwiącym, jak by to się mogło tutaj wydarzyć jeszcze kilka dni temu. Uśmiechy były przyjazne, braterskie i ojcowskie, pełne zaciekawienia i uznania.

Te dzielne łepki ze skautowskimi lilijkami udowodniły już przecież swą wartość w służbie polegającej na przenoszeniu informacji, środków opatrunkowych i skrzynek z amunicją. Ich nieco starsi koledzy strzelali właśnie do wroga spoza nieodległych barykad.

Jeden z was pójdzie się czegoś dowiedzieć na placówkę przy Misjonarskiej. Po drodze zgłosi się u pani Rościszewskiej w gimnazjum żeńskim rzekł szybko młody major.

A czego jeszcze chcecie? mruknął spostrzegłszy dziwne spojrzenia chłopców. Tylko szybko... – My chcemy biec na tamten brzeg z meldunkiem — odpowiedziano prawie chórem.

A to dopiero… Widzieliście, co się stało z tym żołnierzem Może już nie żyje.

– No dobrze, kto ma nazwisko na „A”, na „B”… na „C”… -Ja, ja! wyskoczył do góry jeden z harcerzy. Patrzcie życie mu niemiłe. Ale pójdziesz… tyle, że nie na most, ale po wiadomości na Warszawską. Mina chłopca zrzedła w jednej chwili, lecz bez ociągania zakrzyknął: „Tak jest!”, i odebrawszy krótką ustną instrukcję, ruszył biegiem w swoją stronę. Cześć Dyziek… cześć, chłopaki… czuwaj żegnali się druhowie.

Major, nie wypytując już o pierwszą literę nazwiska, bo czas naglił, szybko wyprawił z rozkazem następnego z brzegu chłopca, tyle że na przeciwne skrzydło swego obronnego ugrupowania. Głośno przy tym przekonywał, opanowując z trudem dziwne jakieś i zapewne niestosowne rozbawienie, iż zadanie jakie im właśnie daje jest najtrudniejsze, bowiem dotrzeć trzeba na samą pierwszą linię, stając bezpośrednio w obliczu okrutnego nieprzyjaciela.

Była to prawda, z której młodzi fantaści chyba nie zdawali sobie całkiem sprawy. Zdążyli już bowiem przywyknąć do takich praktyk. Oni zafiksowali sobie w swoich płowowłosych łepetynach coś jeszcze. Gdy posłańcy byli odbiegli we wskazanych kierunkach i gdy odeszły pospiesznie oddziały zbrojnych mające zasilić obsadę barykad, Dyzio Kowłowski wraz z dwoma pozostałymi druhami nadal nie odstępował majora Mościckiego.

Ten to spostrzegł: Na most?… I mowy o tym być nie może…

Tak ale… wzrost… Tamten żołnierz był dobrze widoczny ponad barierą… Gdy biegł, czerwoni widzieli go… Gdyby się był schylił, biegłby wolniej… A my… niech pan major popatrzy.

Komendant obrony Płocka zastanowił się, rzucił jakimś nowym wzrokiem ku harcerzom, lecz trwało to krótką chwilę:

Dobrze przyjmuję wasza ofiarę, pobiegnie jeden. Major był młody i nieoswojony, widać, jeszcze z tym, że ma pełne prawo wskazywać podwładnych li tylko wedle własnego uznania, także tych tu cywilnych po prawdzie ochotników, aby wykonali niewykonalne nawet zadanie. Sumienie podpowiadało mu, że w takich szczególnych okolicznościach wydaje po prostu wyroki śmierci na owych dzielnych, wspaniałych ludzi, młodszych i starszych.

By więc arbitralnie nie wyznaczać kolejnego gońca, znowu zawołał swoim zwyczajem: Czyje nazwisko zaczyna się na „D”… „E”…? Ledwie zaczął, dwaj koledzy Dyzia spojrzeli po sobie z wyrazem bezgranicznego zawodu w oczach, bowiem litery, na które zaczynały się ich nazwiska, stały u końca alfabetu.

Sam zaś Dyzio, nie pozwalając dokończyć swemu dowódcy, wystąpił naprzód: To ja… nazywam się Kowłowski, harcerz po przyrzeczeniu Dyonizy Kowłowski. Wołają na mnie Dyzio…

Harcerz nie jest, zdaje się, zazdrośnikiem powiedział major, widząc minorowe miny towarzyszy Dyzia. I dla was będzie robota… Co? Mało jej tutaj? potoczył wokół ręką. Dyziu masz tu drugi egzemplarz przesyłki dla dowódcy artylerii To musi dotrzeć na tamtą stronę! Kapralu, dajcie mu pakiet z opatrunkiem, dajcie dwa… Posłuchaj, Dyziu… ty się przy Abryczyńskim nie zatrzymuj… Tobie nie wolno! Nie zatrzymuj się tam, to rozkaz! W biegu podrzucisz przy nim opatrunek. Będziesz widział porusza się… czy nie, jest plama krwi, czy nie… Powiesz o tym na tamtym brzegu. Oni już się nim zajmą.

Młody dowódca spojrzał chłopcu w oczy i, jak starszy brat, potrząsnął jego ramieniem.

Ty musisz doręczyć przesyłkę. Tym sposobem ratujesz i Abryczyńskiego, jeśli żyje, i nas wszystkich, całe miasto… i wiele więcej niż miasto. O, żebyś ty chłopcze wiedział jak wiele.

Ja to wiem, panie majorze odparł żywo Dyzio, marszcząc czoło, unosząc nieco głowę i z wielką powagą spoglądając w oczy swego rozmówcy. My ratujemy cywilizację chrześcijańską.

Kilka osób obecnych przy tej wymianie zdań znieruchomiało. Poczęto spozierać w milczeniu to na chłopca, to po sobie wzajem. Cały ów krajobraz walczącego miasta, frontowej rzeki i jej brzegów, nabrał w pojęciu tych ludzi innego wymiaru jakby nie swojskiego już tylko i bardzo tutejszego, lecz jakiegoś wielkiego, nieogarnionego, wręcz ponad przestrzenią i czasem.

Ach skoro tak… to, cóż, wszystko jasne… Ruszaj druhu.

Młody major zmieszał się nieco, zrozumiawszy, że jego przydługa mowa kierowana do tego chłopca była raczej zbędna. Chłopiec bowiem i bez tego wiedział, o co tu chodzi. Proste czynności, polegające właściwie na chodzeniu lub bieganiu, a to pod ciężarem skrzynki z nabojami, a to z wielką paką bandaży, a to, jak teraz, z jakimś ważnym zawiniątkiem, na skradaniu się i wypatrywaniu nieprzyjacielskich pozycji, a wreszcie i samo strzelanie, były dla niego po prostu owym „ratowaniem cywilizacji chrześcijańskiej”. Chłopiec ten w, zdawałoby się, drobiazgu znajdował wymiar bezkresu, to jest sztuka.

Dowódca ledwie dostrzegalnie zakreślił znak krzyża za oddalającym się malcem. Podobnie uczyniło i kilka innych osób. Były to takie chwile, o których, pomimo że ważne, trudno później powiedzieć, jak minęły. Są też, owszem, w życiu, lecz już w życiu dorosłym i takie chwile, kiedy to te wcześniejsze, dawno minione, scena po scenie, odsłona za odsłoną, przypominają się z niebywałą wprost dokładnością.

Tak się zdarza, lecz Dyziowi Kowłowskiemu było jeszcze do tego daleko. Po latach wiedział, że tamtego letniego przedwieczerza biegł był wytrwale, coraz to wymijając przeszkody; barierę mostu miał gdzieś na wysokości nosa, a oczy wlepione w światło mostowej jezdni. „Głowę…” to było ostatnie słowo, jakie za sobą słyszał. Zapewne wołano za nim: „Niżej głowę!”. „Gdy schylę głowę, będę wolniej biegł” pomyślał Jak błyskawica przemknęły mu w pamięci całkiem niedawne instrukcje dotyczące sylwetki sportowca, udzielane przez braci, którzy rzecz byli poznali na zajęciach „Sokoła”. Rytmiczne ruchy rąk i nóg, miarowy oddech, wystukiwanie taktu obutymi w trzewiki stopami — raz—raz—raz…

Tak biegają gdzieś tam daleko olimpijczycy, owi antwerpscy lekkoatleci. Ta zbitka wspomnień „z mostu”, jako najwyrazistszych, może najlepiej utrzyma się w Dyziowej głowie, najwcześniej usadowi się w pamięci chłopca. Ruszył do biegu, uświadamiając sobie wjednej chwili, że oto obaj jego bracia zapewne biją się teraz zaciekle, o dziesiątki kilometrów stad.

Tak przecież było w istocie. Niebawem jego starszy brat Władysław zostanie ranny w walce, lecz koledzy zdołają go znieść bezpiecznie z pobojowiska. Władysław nie dotrze więc do Ciechanowa, pod który podchodzą obecnie nasze siły. Natomiast Stasiowi dane będzie wyzwalać to miasto i wedrzeć się doń wraz z pierwszym polskim oddziałem.

Ludność tamtejsza, pamiętna swojej przedwczesnej euforii sprzed niespełna czterech dni oraz surowych represji, jakie na nią niebawem spadły za tak ochocze sprzyjanie „białopolskim” ułanom, spozierać będzie ostrożnie zza okiennych firanek, nie mając wciąż pewności, kto górą. Przecież nie na próżno przez sto minionych godzin biły na południe od miasta nasze działa. ]uż słychać pośród nocnej strzelaniny jakby fale triumfalnego pogłosu, jakieś radosne szmery, wiwaty. Po bramach kamienic dudnią belki, jakimi zapiera się je teraz czym prędzej od środka, aby czerwoni nie mogli zbiec na podwórza ani wedrzeć się do domostw. Zaś nasi zbrojni chłopcy – ochotnicy gonią ich poprzez ciemne ulice kłują, rąbią, bodą, sieką… Piechotę wspierają w tym dziele jacyś jezdni. Od południa nadchodzi „żelazna osiemnastka”, której forpoczty stają o świtaniu w owym starym grodzie, a wkrótce potem docierają do piastowskiego zamku. Tak tutaj, jak i w innych wyzwalanych przez Wojsko Polskie miastach i powiatach, trwoga pada na owych miejscowych zdrajców, jacy uważali się być lepszymi i mądrzejszymi od swych ziomków i od najpierwszych obywateli. To oni, wraz z pojawieniem się bolszewików, zakładali pospiesznie owe rewolucyjne komitety, czerwone milicje i grupy dywersyjne, których członkowie tak wiele krzywd zdążyli uczynić swoim sąsiadom, współmieszkańcom, polskim żołnierzom i całemu krajowi. Kto więc nie uciekł w te pędy z bolszewikami, ten był natychmiast chwytany i oddawany pod sąd. Zaś karę za zbrodnię zdrady wymierzano wtedy jedną. Zaprawdę, groźne było imię Najjaśniejszej Rzeczypospolitej dla tych, co podnieśli na nią rękę.

Jednak Polska jest wielka, rozprzestrzeniona szeroko. Jej żołnierze, ci pasujący się na śmierć i życie z krasnoarmiejcami na równinach Mazowsza, nie wiedzieli wtedy jeszcze, iż sowieckie, próżne, lecz oficjalne i posyłane w świat przechwałki o wzięciu Warszawy ośmielą Niemców do kolejnego zuchwałego napadu na naszych rodaków na Śląsku. Wszakże polska samoobrona w tamtym regionie, zorganizowana i pokierowana znacznie lepiej niż przed rokiem, nie dopuści do dalszych bezkarnych mordów, grabieży i podpaleń, przystępując do zdecydowanej i udanej kontrakcji. Tak rozpoczęło się drugie, lecz przecież nie ostatnie śląskie powstanie.

Ruch małego chłopca na płockim moście widoczny był oto z dala przez drewniane sztachety balustrady. Nie, nikt się oczywiście nie łudził, że bolszewicy nie dojrzą pojawienia się nowego posłańca. Gdy Dyzio usłyszał za sobą świergot goniących go kul, padł szybko na drewnianą jezdnię, po czym, jak na leśnych manewrach, dał susa pod najbliższy z porzuconych pojazdów, ten z zabitym koniem. Sowiecki kulomiot walił znowu, wybijając niektóre deski z mostowej poręczy, jeszcze niżej, tak, że Dyzio miał wrażenie, iż jeden z pocisków drasnął go w pośladki.

Zresztą, jak już powiedziano, przeżycia na moście były tak skondensowane i w tak wielkim stopniu skłębiły się w jedną całość, że niemało później czasu musiało minąć, czasu już spokojnego by Dyonizy Kowłowski mógł w swej głowie rozszczepić tę zbitkę na poszczególne odcinki biegu, padania, czołgania… Pamięta, oczywiście… Gdy następna seria, posłana zupełnie nisko i niecelnie, zadźwięczała o stalowe belki wspierające jezdnię, zerwał się wreszcie spoza wozu i gnał dalej. Po chwili znowu musiał paść, i to twarzą w wybitą w moście dziurę.

Oto nagły widok wijących się bardzo nisko nurtów wiślanych trwało to jedno mgnienie, lecz przyniosło niejaki spokój. „Czegokolwiek byśmy my tu nie wyprawiali, to rzeka płynie sobie, idealnie obojętna na to wszystko… I będzie tak płynąć, jak i dawniej płynęła ona nasza. Bądź pozdrowiona, rzeko!” takie oto „filozoficzne” zawołanie towarzyszy wspomnieniu tamtego obrazu, z dziury w płockim moście.

O, jak kląć musiał sowiecki celowniczy, może ze dwa razy starszy od polskiego gońca, gdy ledwie z daleka widoczny kształt przemierzył już połowę długości wiślanej przeprawy. Jak nerwowo pociągać musiał z butelki zrabowany markowy alkohol dowódca sowieckiej placówki. Sklął celowniczego, zdzielił go przez łeb i błyskawicznie zawezwał innego. To dawało naszemu harcerzowi cenne sekundy, dziesiątki sekund. Biegł dalej, lepiej niż zwykłą bitewną kanonadę słysząc własny oddech i bicie własnego serca; miarowy, szybki tupot kroków mieszał się ze stukotem pocisków o mostową konstrukcję.

Na ostatnim odcinku tej szczególnej bieżni kulomioty, lecz także coraz gęstsze kule bolszewickich strzelców wyborowych tak przyparły Dyzia do jezdni, iż ten ostatni, bodaj piąty w kolejności pad wykonał właśnie tuż przy Abryczyńskim; o nie, to nie było złamanie zakazu majora Mościckiego. Młody żołnierz nie dawał znaków życia; leżał w kałuży własnej krwi. Dyszący ciężko, odchodzący od zmysłów Dyzio pamiętał, że ma jemu zostawić opatrunki, co też i bezwiednie uczynił.

Ciężki karabin maszynowy walił tuż ponad obydwoma Polakami żywym i martwym. „I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, jeżeli poległym ciałem dał innym szczebel do…” znacznie później Dyonizy Kowłowski uświadomił sobie, uczciwie, przed sobą samy , że tam i wtedy, przy tym poległym strzelcu, przeszyło jego świadomość jakieś skojarzenie, ubrane w takie właśnie słowa, zasłyszane czy to w szkole, czy w domu, czy na zbiórce drużyny… Przypominał sobie później i to, jak ledwie żywy, nawet nie czując piekącego bólu w lewym ramieniu wraża kula go jednak dosięgła dobiegał do celu.

Wtedy, gdy brakowało doń już około stu metrów, wyruszył mu naprzeciw żołnierz, a zapewne dwóch. Wykonywali jakieś podskoki, machali rękami to znów padali na deski jezdni. Ze swego finiszu w tym najważniejszym biegu życia nasz harcerz doprawdy niewiele pamięta. O nie lepiej powiedzieć że bardzo wiele, lecz kolejne szczegóły tej odsłony, jak i poprzednich, z ledwością dają się rozróżnić. Gnał więc z największym wysileniem na chwiejących się „watowatych” nogach, czując jakby go dławił jakiś ciężar w okolicy oskrzeli machając rękami z najwyższym trudem, ze wzrokiem utkwionym w linię pomiędzy bliskimi już krawędziami mostowych barier. Za tą linią naziemna droga na nasypie opadała nieco ku kępie rosnących przy niej drzew tam było ocalenie. Bolszewiccy celowniczowie i strzelcy na czas krótki skupili uwagę na nowym obiekcie, czyli na postaciach obu wystawiających się na kule żołnierzy. O to właśnie szło.

To wystarczyło aby Dyzio dopadł do mety. O Własnych siłach dobiegał do zbawiennej, a majaczącej mu przed oczyma plamy zieleni, pomimo rozrywających się obok pocisków armatnich, bowiem sowieci wznowili właśnie ostrzał lewobrzeżnego przyczółka. Lecz uczynili to na próżno.

Masz u mnie Krzyż Walecznych, młody druhu... — mruknął na płockim brzegu major Mościcki, oddalając lornetkę od oczu. I tamten, co został na moście, też…

W tejże chwili obaj wspierający naszego harcerza wojacy byli już przy nim. Jeden odebrał kopertę wysupłaną zza Dyziowej pazuchy i pognał w stronę nieodległego budynku.

– Pędem do dowódcy! ryknął. – Zza domu wyskoczył koń unoszący przytulonego do grzywy jeźdźca.

Wkrótce po tym, gdy Dyzio łapał równy oddech i mógł już wstać, działobitnia na Radziwiu, która także były dosięgły niszczące pociski wroga, zagrała pomimo poniesionych strat ze zdwojoną energią.

Wprawne uszy żołnierskie na prawym brzegu rzeki wnet to wychwyciły. W serca obrońców miasta wstąpiła otucha. Odtąd napastnicy nie postąpili już dalej, nie zagrozili obronie mostu, nie przedostali się nad sam brzeg Wiślany. Bitwa toczyła się jeszcze przez wiele godzin, aż nazajutrz wyrzucono bolszewików z Płocka.

Niebawem rozebrzmiały, rozkołysały się dzwony zwycięstwa, te katedralne i te inne, jakże liczne, po wszystkich świątyniach owej nadwiślańskiej krainy. Czy gdzie blask letniego słońca z błękitów niebieskich, czy szarobure chmury i lejący się z nich na utrudzoną ziemię ciepły deszcz, one biły wciąż i biły radośnie, jak na największe święto.

Bo też było to święto niebywałe. W katedrze, noszącej wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, sam ksiądz biskup płocki wstępuje na stopnie ołtarza ze Mszą dziękczynną, zaś asystuje mu w tym nabożeństwie liczne duchowieństwo, gromada ministrantów w białych komżach oraz wielkie rzesze ludu i wojska. Pośród światła świec i dymu kadzideł celebrans trwa w kornej modlitwie ubrany w ów słynny, bogato haftowany ornat i takąż kapę, odziedziczone po jednym ze swoich poprzedników sprzed wieków, królewiczu Karolu Ferdynandzie. Tego dnia, wśród huku organów, dźwięku dzwonów i dzwonków poniesie się po szerokiej krainie owo dziękczynne Te Deum.

Marzenia leciwych dziewcząt

Stanisław Michalkiewicz 31 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5188

Socjały nudne i ponure” – jak socjalistów określał Julian Tuwim w wierszu: „Autor uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w d… pocałowali” – są przekonane, że siłą napędową dziejów są stosunki własnościowe, czyli tzw. „micha”. Toteż starają się oni, albo w sposób łagodniejszy, ewolucyjny, albo w sposób brutalny, rewolucyjny, te stosunki własnościowe skorygować.

Na przykład żydowski teoretyk ludobójstwa Karol Marks uważał, że jeśli tylko zlikwiduje się własność, to państwo zostanie zastąpione przez „społeczeństwo wolnych wytwórców” i nastanie okres wiecznej szczęśliwości, bo na tym zakończy się historia. Ciekawe, że stanowi to rodzaj karykatury wizji innego Żyda, św. Jana z „Apokalipsy”, dotyczącej „nowego nieba i nowej ziemi” – że „czasu już więcej nie będzie”.

Ale Marks nie miał bynajmniej zamiaru objaśniania mechanizmów rządzących światem, których być może w ogóle nie znał, bo – jak sam powiedział – dotychczas filozofowie objaśniali świat, a chodzi o to, by go zmienić. Toteż wykombinował sobie, że jak zlikwiduje własność, to wszystko będzie gites tenteges. Jest dla mnie zagadką, jak to się stało, że takie brednie zdobyły sobie tylu wyznawców. Pewne światło rzuca na to uwaga Dantona, który twierdził, że najlepszym sposobem zapewnienia sukcesu rewolucji, jest wciągnięcie możliwie największej liczby ludzi do zbrodni, wtedy nie mają już odwrotu i w służbie rewolucji muszą dopuszczać się coraz to nowych zbrodni.

Taki właśnie wniosek wyciągnął też Lenin, rzucając hasło: „grab nagrabliennoje” – które wcześniej nadało dynamikę rewolucji francuskiej. Ktoś, kto zamordował właściciela, by zagrabić jego własność, musi rewolucję wspierać, bo w przeciwnym razie nie tylko straci to, co zrabował, ale jeszcze pójdzie na stryczek za to, co nabroił. Ale rewolucja ma własną dynamikę i gdyby ktoś w 1917 i 1918 roku przekonał rosyjskich chłopów, że ich rewolucyjni hersztowie nie będą tolerowali prywatnej własności również u nich i że kilkanaście lat później będą oni konali z głodu we wsiach otoczonych kordonami wojsk NKWD, to może by bolszewików nie poparli.

Niestety na świecie jest stosunkowo niewielu ludzi potrafiących przewidzieć skutki własnych działań, bo przewagę liczebną mają durnie, toteż liczba wyznawców socjalizmu, mimo fatalnych z nim doświadczeń, nie powinna budzić aż takiego zdziwienia.

Wygląda na to, że głosząc, jakoby „siłą napędową dziejów były stosunki własnościowe”, Marks jak zwykle się pomylił, co wytknął mu nawet jeden z jego wyznawców Antoni Gramsci, według którego rewolucja powinna się dokonać w sferze kultury, bo to ona – a nie stosunki własnościowe – jest głównym czynnikiem zniewalającym.

No dobrze – ale co to właściwie jest, ta kultura, z czego się ona bierze? Wiele, a może nawet wszystko wskazuje na to, że bierze się ona z wyobraźni. Ileż wyobraźni było potrzeba, by stworzyć szalenie skomplikowany panteon egipski, czy grecki, które w znacznym stopniu, a może nawet w ogóle, zdeterminowały życie tamtejszych ludzi? Ale o ile wyobraźnia wydaje się dla kultury konieczna, to nie wyczerpuje ona jej bogactwa. Drugim czynnikiem wydaje się dociekliwość, czyli pragnienie poznania, jak jest naprawdę. O ile tedy wyobraźnia wprowadza nas w sferę szeroko pojmowanej sztuki, to z kolei dociekliwość znajduje spełnienie w poznaniu, czyli wiedzy, której zdobywanie, gromadzenie i przekazywanie stanowi naukę. Sztuka i nauka, czyli Piękno i Prawda składają się na kulturę, która – według Gramsciego – miałaby stanowić główny czynnik zniewalający człowieka. Wydaje się oczywistą nieprawdą, jako że kultura stanowi istotę człowieczeństwa, więc jeśli socjaliści chcą przeciwko kulturze wystąpić i zastąpić ją jakąś imitacją, to znaczy, że ich ideologia stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla rodzaju ludzkiego, że komunizm jest antycywilizacyjny i antyludzki.

Niestety komuniści są też ludźmi, a w każdym razie – istotami człekopodobnymi, niczym dla Żydów tak zwani „goje” – a jednym z dowodów na ich pokrewieństwo z ludźmi są marzenia. I oto rąbka tajemnicy na temat swoich marzeń właśnie uchyliła Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, zwierzając się pani redaktor Elizie Michalik w następujących słowach: „ja bym marzyła, żeby premierem był Krzysztof Śmiszek. Chciałabym, żeby przyszłymi ministrami były osoby kompetentne i żeby były to kobiety, żeby ta szala na ważnych stanowiskach przechyliła się po stronie kobiet.” Ponieważ wiadomo, że Kopernik była kobietą, więc dlaczego nie mógłby nią zostać i Wielce Czcigodny Krzysztof Śmiszek? Jestem pewien, że skoro osoba legitymująca się dokumentami wystawionymi na nazwisko „Anna Grodzka” to potrafiła, a w każdym razie tym się przechwalała, to dlaczego nie mógłby tego dokonać pan Śmiszek, przepoczwarzając się w Krystynę Śmiszkównę? Nie takie rzeczy robią dzisiaj chirurgowie, którym podobno udaje się nawet przeszczepianie jednych warg na miejsce drugich, więc żadnych przeszkód nie ma. Problem w tym, czy umiejętność takiego przepoczwarzania stanowi wystarczającą kwalifikację na premiera rządu całkiem sporego państwa europejskiego? Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus uważa, że jak najbardziej, bo czyż w przeciwnym razie stręczyłaby nam kandydaturę Wielce Czcigodnego pana Śmiszka na premiera? Obawiam się jednak, że kandydat na premiera powinien nieć kwalifikacje znacznie szersze nawet od pana Mateusza Morawieckiego, który przynajmniej z niejednego komina wygartywał, czego nie można powiedzieć o Wielce Czcigodnym Krzysztofie Śmiszku, który, zdaje się, wygartuje zaledwie z jednego. Czy w takim razie powinniśmy zaufać Wielce Czcigodnej Joannie Scheuring-Wielgus co do Wielce Czcigodnego pana Śmiszka? Mam poważne wątpliwości, podobnie jak co do pozostałych marzeń Wielce Czcigodnej Joanny, która posiadanie rozmaitych kompetencji wiąże z płcią, dając do zrozumienia, że osobami kompetentnymi na stanowiska, dajmy na to, ministrów, są kobiety – bo jakże inaczej rozumieć jej uwagę, iż chciałaby, „by ta szala na ważnych stanowiskach przechyliła się po stronie kobiet”? Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus niewątpliwie jest kobietą – o ile takich rzeczy można być w dzisiejszych czasach pewnym – ale wniosek, jaki z tego wszystkiego można wyciągnąć, to ten, że – jak mawiał Franciszek książę de La Rochefoucauld – jest zadowolona z własnego rozumu. To nic złego, jednak pod warunkiem, że te marzenia dziewcząt nie zostaną zrealizowane, bo mogłoby to być jeszcze gorsze od realizacji marzeń Marksa i Lenina, którzy – oprócz tego, że byli Żydami – byli również mężczyznami płci męskiej.

Imperium zwane „Rosja”. Scenariusze rozwoju lub rozpadu

.

31 maj 2022. Ale sam tekst jest z 2014.10.05

[MD: Pamiętajmy, że przed Piotrem pierwszym istniało Księstwo a potem carstwo moskiewskie. Dopiero Piotr I wprowadził pojęcie Rossija, Rosja. Przez wszystkie wieki Imperium rosyjskie, zgodnie z ideologią cywilizacji turańskiej, żyło i rozwijało się z podbojów kolejnych obszarów, stepów, plemion czy narodowości. Przecież Krym, a dostęp Rosji do którego teraz toczy się krwawa wojna, został podbity dopiero w XVIII w.: „Car Rosji Piotr Wielki próbował bezskutecznie zdobyć dostęp do Morza Czarnego. Ostatecznie zrealizowała to caryca Katarzyna II, zdobywając i przyłączając Krym do Rosji. „

Pamiętajmy, że w Dalekiej Azji, na Syberii nie było i chyba jeszcze nie ma pojęcia „naród”. Tam ciągle żyją luźne plemiona związane rodowo czy językiem, czy narzuconą z zewnątrz religią. Rodowici Rosjanie od wieków byli tylko uznawani jako zarządcy, czy władcy czy okupanci. Nie jest prawdą, że Imperium zwane „Rosja” jest państwem narodu rosyjskiego. Nie jest tworem stabilnym.

Dalszy dalsza ewolucja [w może rewolucja??] Imperium zwanego z uporem „Rosją” jest niezwykle ważna dla świata, a z naszego punktu widzenia dla Polski.

Poniżej nie wprowadzam żadnych uwag, korekt, mimo że ani z ludźmi ”Światowida”,ani z Autorem się często nie zgadzam. M. Dakowski]

===================================

Anatolij Niesmijan („El Murid”): Scenariusz zarządzania kryzysem w FR przez „zachód”. Dokąd może zaprowadzić naród rosyjski porażka Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie?

Poniżej przedstawiam rosyjski punkt widzenia na to, co może się stać w Rosji w przypadku, gdy Specjalna Operacja Wojskowa (SWO) nie zakończy się powodzeniem. Tekst został napisany przez Anatolija Niesmijana, popularnego blogera – pozbawionego złudzeń (lub pesymistycznego) analityka polityczno-społecznego, znanego ze szczególnie negatywnych ocen sytuacji wewnętrznej w Federacji Rosyjskiej po katastrofie zdradzonej przez elity FR „rosyjskiej wiosny” (czyli oddolnego ruchu społecznego w Noworosji, przekształconego następnie w powstanie ludowe w Donbasie). Z marzeń o Noworosji do dziś pozostały tylko rządzone przez etniczną oligarchię-mafię pseudorepubliki, których system jest kopią patologicznych systemów mafijno-oligarchicznych FR i Ukrainy, przy czym nawet główni oligarchowie Republik Ludowych to jednocześnie oligarchowie Ukrainy i / lub FR. Nie jestem „zagorzałym wielbicielem” tego autora, wyśmiewanego w rosyjskojęzycznym internecie z powodu kasandrycznych wizji, niemniej niektóre z tych wizji są po prostu trafnymi opisami potencjalnych biegów wypadków i jako „scenariusze” nie dezaktualizują się (proszę sprawdzić datę powstania tłumaczonego tekstu).

Polityka Kremla i klęska sabotowanej przez Kreml idei Noworosji zaowocowały dużym niezadowoleniem społecznym, szczególnie w sferach patriotyczno-nacjonalistycznych. Rozważano w nich różne potencjalne scenariusze upadku obecnie rządzącej mafii-oligarchii i zagrożenia związane z tymi scenariuszami, szczególnie w związku z ryzykiem włączenia się w te procesy agentury zachodniej (czytaj: USA). O tym traktuje poniższy tekst.

Na marginesie jego lektury pragnę się podzielić pewną refleksją odnośnie przebiegu SWO. Obecna polityka Kremla w zakresie poboru i szkolenia sprawia, że do armii FR jako uzupełnienia trafiają wyłącznie ochotnicy – są to głównie silnie zmotywowani patriotycznie i nacjonalistycznie „ludzie czynu”. A więc osoby o ponadprzeciętnej inicjatywie, świadomości narodowej (patriotycznej) i zdolności do poświęceń. Można powiedzieć, że na wojnę idą „gorące serca” i osoby „wybitnie uświadomione politycznie”, spośród których powinni rekrutować się naturalni narodowi przywódcy. Rzucają się oni do walki, próbując (daremnie, tu potrzeba nie ochotników, tylko działań machiny państwowej, masowego poboru, szkolenia, formowania jednostek, wielomiesięcznych ćwiczeń – działań o skali ogólnonarodowej) ratować sytuację, do której doprowadził Kreml zarówno lekkomyślnymi decyzjami podczas przygotowywania operacji – jak i lekkomyślnymi zaniechaniami już po jej rozpoczęciu. Czyli powstaje sytuacja, w której realna elita narodu rosyjskiego idzie na wojnę, prowadzoną przez Kreml katastrofalnie źle i z ogromnymi stratami w sile żywej.

Jak musi się skończyć taka sytuacja? Po jakimś czasie prowadzenia działań wojennych w taki sposób naród rosyjski zostanie pozbawiony najwartościowszej części realnej elity [realna elita to ludzie o parametrach przywódczych, etycznych i intelektualnych, które w „idealnych” warunkach narodowej merytokracji postawiłyby tą grupę na czele narodu; etniczna mafia oligarchiczna elitą realną żadnego narodu, który zniewoliła, nie jest]. Naród pozbawiony „głowy i serca (/ducha)” jest narodem martwym, bezwolnym. Narodem niewolników. I to jest najtragiczniejzsy, najgroźniejszy aspekt toczonej właśnie wojny. Działania Kremla prowadzą do tego, że osoby o niskiej lojalności wobec narodu rosyjskiego w ogóle nie idą na front, a patrioci – giną. W sytuacji potencjalnego, hipotetycznego, kryzysu władzy, zamieszek podobnych do „kolorowej rewolucji” na politycznym placu boju na „tyłach” pozostaną tylko agitatorzy o najgorszych parametrach charakterologicznych i ideowych, oni będą manipulować wzburzonymi tłumami. Każdy trzeźwo myślący naród, prawidłowo zarządzający kapitałem ludzkim prowadziłby wojnę inaczej. Osoby o ponadprzeciętnych parametrach świadomości narodowej i inicjatywy byłyby kierowane na kursy podoficerskie i do szkół oficerskich, po czym byłyby delegowane do dowodzenia szeregowymi żołnierzami rekrutowanymi z „mniej zmotywowanej” części społeczeństwa – oni by tych żołnierzy mieli motywować i edukować. Putinowska Rosja stworzyła mechanizm, w którym po „wypaleniu” najwartościowszych kadr, kiedy powszechna mobilizacja stanie się koniecznością (a to jest nieuniknione i nastąpi, niezależnie od tego, jak bardzo Kreml będzie chciał tego uniknąć) – nie będzie komu prowadzić do walki zdemotywowanych mas poborowych. Oczywiście nie jest tak, że opisany mechanizm odfiltruje na ubój 100% najwartościowszych ludzi, ani nie jest tak, że wszyscy zginą. Niemniej – te najwartościowsze zasoby narodu zostaną bardzo mocno przetrzebione i może ich zabraknąć w godzinie próby. A jak taka godzina próby może wyglądać – na przykład tak, jak w scenariuszu przedstawionym poniżej.

======================

Autor: Anatolij Niesmijan / „El Murid” (Анатолий Несмиян / „Эль-Мюрид”)
Tytuł: Nie pozwól więc, by ktoś cię dopadł! (Так не достанься же ты никому!)
Tłumaczenie, wyróżnienia i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Так не достанься же ты никому! [kopia bezpieczeństwa].

Opublikowano: 2014.10.05

Poniższy schemat został celowo uproszczony i ma charakter poglądowy, choć niewykluczone, że może zostać wcielony w życie w sytuacji, gdyby wydarzenia potoczyły się w kierunku podobnym do przedstawionego.

Opcja dojścia do władzy junty prozachodniej stanowi paliatyw [Światowid: p.: kuracja łagodząca objawy] dla naszych przeciwników. Jest to rozwiązanie bieżącego problemu, ale nic ponad to. Ze strategicznego punktu widzenia problem Rosji może być rozwiązany raz na zawsze tylko w jednym scenariuszu – jej rozpadu, i to takiego, który wyklucza możliwość ponownego scalenia.

Demontaż ZSRR udowodnił, że taki scenariusz jest najbardziej akceptowalny przez naszych wrogów, a wszelkie procesy integracyjne w przestrzeni postsowieckiej spotykają się z najostrzejszą reakcją Zachodu [Światowid: doktryna Brzezińskiego z „Globalnej Szachownicy” nigdy nie przestała być realizowana przez elity rządzące USA].

Rozpad Rosji w tym przypadku jest postrzegany na Zachodzie jako naturalna kontynuacja procesów, które rozpoczęły się na przełomie lat 80. i 90. Dojście do władzy kolaborantów staje się jedynie etapem pośrednim, utrwalającym sukcesy osiągnięte przez Zachód, po którym należy podążać dalej w wyznaczonym kierunku.

Nie wykluczając możliwości zamachu stanu na szczytach władzy, można założyć, że Zachód będzie próbował, jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, natychmiast przejść do wariantu rozpadu Rosji – ale zasadniczym warunkiem realizacji tego scenariusza jest możliwość jego kontrolowania przynajmniej tak długo, jak długo Rosja zachowa broń masowego rażenia [Światowid: kolejnym etapem demontażu Rosji byłoby więc zlikwidowanie jej arsenału nuklearnego, ale czy możliwe jest doprowadzenie do przejęcia i utrzymania w Rosji władzy takiego zdrajcy? Niewątpliwie coś takiego mogliby zrobić odgórnie sterowani z USA „wolnorynkowi demokraci” pokroju Nawalnego – tylko czy nie zostaliby „po drodze” zabici przez Rosjan? W przypadku scenariusza denuklearyzacji już rozbitej na części Rosji globalna etniczna oligarchia kapitałowa staje przed koniecznością kontroli wielu regionalnych oligarchii-mafii z „atomowymi maczugami” – to jest problematyczne i ryzykowne, jeśli zważyć, że część „regionów” zostanie przejęta przez islamskich radykałów.].

Celem takiego scenariusza jest kontrolowany rozpad Rosji na szereg jednostek terytorialnych, z natury wrogich sobie lub przynajmniej skonfliktowanych w sposób wykluczający możliwość ich integracji. W takim przypadku ciężar wszystkich działań zostaje przeniesiony z Moskwy na regiony, co wymagałoby etapu pośredniego – maksymalnie nielegalnego zamachu stanu na Kremlu, który zostałby odrzucony w regionach.

Nie można jeszcze ocenić, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia różnych scenariuszy w ramach tego schematu, ale ogólnie rzecz biorąc, opcja „patriotycznego Majdanu” z pewnymi analogiami do wydarzeń jugosłowiańskich poprzedzających obalenie Miloszewicza wydaje się najbardziej logiczna.

Jeśli za podstawę przyjmiemy wydarzenia w Jugosławii w połowie i pod koniec lat 90., można powiedzieć, że niespójna i w dużej mierze sprzeczna polityka Miloszewicza sprawiła, że stał się on kozłem ofiarnym, na którego zrzucano wszelkie możliwe i nieprawdopodobne oskarżenia ze strony prozachodniej opozycji. Stosowała przy tym ultra-patriotyczną retorykę, kładąc szczególny nacisk na „zdradzieckie” stanowisko Miloszewicza i jego rolę w porozumieniu z Dayton z 1995 r., które zakończyło konflikt w Bośni, oraz na klęskę Jugosławii w wyniku agresji NATO i utratę terytorium Kosowa.

W efekcie tej kampanii propagandowej nacjonalistyczny elektorat odwrócił się od swojego dawnego idola, zdemoralizowany i zdezorganizowany, a kolorowa „rewolucja buldożerów” z 2000 roku trwale usunęła Miloszewicza ze sceny politycznej. Mniej więcej według tego samego schematu ruch międzynarodowy w krajach bałtyckich na przełomie lat 80. i 90. został „scalony” przez osławionego politologa, opowiadającego bajki o ZSRR 2.0 – poprzez rozłam oporu antynazistowskiego, co spowodowało, że siły nacjonalistyczne stały się bardziej zorganizowane.

W pewnym sensie historia się powtarza – wzrastająca wiarygodność Putina po aneksji Krymu jest szybko podważana przez zdradziecką politykę Rosji wobec rodaków w południowo-wschodniej Ukrainie, którzy są poddawani brutalnemu terrorowi na terenach okupowanych przez nazistowską juntę oraz rozstrzelaniom i ludobójstwu na terytorium Donbasu objętym powstaniem.

Jednocześnie Rosja praktycznie zachęca do tworzenia struktur półbandyckich na terytorium DNR i LNR, udzielając wsparcia najbardziej podejrzanym postaciom, które pojawiły się w następstwie tych wydarzeń. Sytuacja w obu republikach utrzymuje się na poziomie trwałej zapaści administracyjnej i kryzysu przywództwa [Światowid: brak charyzmatycznego lidera, bo ci, którzy charyzmę mieli zostali pozabijani w „niewyjaśnionych okolicznościach” (1 EN, 2 RU, 3 EN itd. itp.) albo „różnymi metodami” odsunięci od polityki (np. 1 RU); krótko mówiąc – w Donbasie została zainstalowana „mafiokracja” oligarchów, identyczna jak w Rosji i na Ukrainie – często nawet dokładnie tych samych oligarchów]. Biorąc pod uwagę, jak jednoznacznie machina państwowa zadziałała podczas wydarzeń na Krymie, śmieszne jest przedstawianie tego, co dzieje się w Donbasie, jako jakiegoś kretynizmu wykonawców – istnieje jasna i precyzyjnie realizowana polityka „niezborności” [chaotyzacji, nieskoordynowania działań, prowadzenia działań wewnętrznie sprzecznych], której celem jest zdyskredytowanie najwyższego kierownictwa Rosji zarówno w oczach elit światowych, jak i wewnątrz kraju.

Bezsilność i gotowość do kompromisu na poziomie zewnętrznym przekonuje przeciwników Rosji o słabości reżimu z jednej strony i do braku zdolności do dotrzymania porozumienia z drugiej [Światowid: umowa z władzą, która jest słaba i może wkrótce upaść nie ma większego sensu]. Światowa opinia publiczna i opinia elit zachodnich zmierzają w kierunku demonizowania Putina i kategorycznego odrzucenia wszelkich porozumień z nim.

W kraju narasta zdumienie i irytacja bezradnością Rosji, a w kanałach informacyjnych [Światowid: w Federacji Rosyjskiej] trwa niekończący się serial o okrucieństwach nazistów i ludobójstwie dokonywanym na Rosjanach [Światowid: akurat te okrucieństwa faktycznie miały miejsce, podobnie jak ludobójstwo].

Jest mało prawdopodobne, aby tak wyraźna praca na wszystkich frontach była inicjatywą kilku mało znaczących urzędników, choć zajmujących kluczowe stanowiska w aparacie. Z tak mało znaczących pozycji nie da się moderować tak wielkich i wielowymiarowych wydarzeń. Przewijające się „na powierzchni” nazwiska, takie jak Surkow, mają jedynie odwrócić uwagę od rzeczywistych postaci i sił kierujących polityką. W końcu osoby wskazane przez media zostaną po prostu wydane w celu uczynienia z nich kozłów ofiarnych – ale to już, po fakcie, nie zmieni zaistniałej sytuacji.

Anonimowy „Apel rosyjskich ochotników z Noworosji do narodu rosyjskiego” [1, 2, 3], który ukazał się niedawno, niezależnie od tego, kto jest jego bezpośrednim autorem, działa na rzecz „patriotycznego Majdanu”. Prawdopodobnie wkrótce pojawią się kolejne tego typu apele.

Celem wszystkich takich działań jest nie tylko zamach stanu, ale próba zamachu stanu w sposób jak najbardziej bezprawny. Poprzez niepokoje, duże i lokalne demonstracje w całym kraju, a przynajmniej w największych i najważniejszych miastach – Moskwie, Petersburgu, Rostowie nad Donem, Kazaniu, metropoliach syberyjskich i uralskich. W tym przypadku nie jest konieczne nawet natychmiastowe obalenie prezydenta – wystarczy, że sytuacja w całym kraju ulegnie pogorszeniu.

Na tej fali mogą odżyć karykaturalne projekty „republik ludowych”, które, nawiasem mówiąc, już ogłosiły swoje istnienie – republiki syberyjska, uralska, kubańska, dalekowschodnia. Jest oczywiste, że w przypadku jednoczesnego pojawienia się takich organizacji separatystycznych czynnik islamski ujawni się również w rejonie Wołgi, na Północnym Kaukazie i w niektórych regionach Północy, gdzie odsetek obcych przybyszów z zewnątrz od dawna jest bardzo wysoki.

W tym przypadku głównym czynnikiem decydującym o zdolności do życia takich projektów będzie wsparcie, jakie otrzymają one od władz regionalnych i oligarchów. Obecnie lojalność elit regionalnych jest zapewniona dzięki istnieniu sztywnego i względnie sprawnego pionu zarządzania – ale wszyscy pamiętamy sytuację z lat dziewięćdziesiątych, kiedy pion ten był w stanie półparaliżu.

Kluczowym elementem tego scenariusza jest więc zablokowanie funkcjonowania pionu zarządzania między Moskwą a regionami. Najbardziej logicznym sposobem rozwiązania tego problemu jest realizacja scenariusza zamachu stanu, którego legalność będzie bardzo wątpliwa. Gdy w Moskwie, w wyniku pozornie bezprawnego [Światowid: każdy zamach stanu jest z definicji „jawnie”, a nie – „pozornie” bezprawny …] zamachu stanu, do władzy dojdzie junta złożona nieakceptowalnych postaci, władze regionalne, przy odpowiedniej motywacji, mogą zacząć oddzielać się od centrum.

Zadanie nie wydaje się zbyt łatwe, ale „patriotyczny Majdan” jest obecnie najbardziej atrakcyjnym rozwiązaniem problemu. Naturalnie, wzrost nastrojów patriotycznych i negatywnych wobec władz wymaga silnego impulsu. Może to być militarna klęska DRL i ŁRL w wyniku nowej ofensywy kijowskich sił represyjnych, przy jednoczesnej blokadzie granicy przez stronę rosyjską i odmowie pomocy rebeliantom.

W takim przypadku obrazy okrucieństw katów, masowej śmierci cywilów, zniszczeń i niekończące się programy o katastrofie na południowym wschodzie mogłyby jeszcze bardziej rozpalić emocjonalne tło, po czym wystarczyłoby klasyczne rosyjskie hasło „Zdradzili!”, aby na plac wyszli obywatele oburzeni postawą Moskwy [Kremla].

W tych warunkach próby utrudniania wieców protestacyjnych można łatwo udaremnić za pomocą retoryki patriotycznej i oskarżeń o wspieranie zdrajców narodu rosyjskiego. Liberalny tłum można wprowadzić na plac pod hasłami Marszu Pokoju i żądaniami zaprzestania rzezi. Wszyscy razem mogą się zgodzić z głównym hasłem chwili, którym byłoby „obalenie zdradzieckiej kliki na Kremlu”.

Oczywiście może istnieć wiele wersji rozwoju wydarzeń – atakujący zawsze ma inicjatywę i może wybrać, jaki plan będzie realizował. Najważniejsze w całym scenariuszu powinno być rygorystyczne przestrzeganie zasad – chaos w stolicy powinien trwać jak najdłużej, a spójność łańcucha dowodzenia między Moskwą a regionami powinna być jak najbardziej osłabiona. Jak pokazały wydarzenia z 1993 r. [Światowid: mowa o puczu Jelcyna, rozstrzelał on z czołgów parlament, który usiłował, bez powodzenia, nielegalnie rozwiązać], tydzień lub dwa chaosu w stolicy powinny wystarczyć, by władze regionalne zaczęły szukać własnych dróg ratunku.

Chaos może być powiększony przez pojawienie się radykałów islamskich, starcia między grupami etnicznymi i religijnymi oraz akty terrorystyczne, takie jak ten w Wołgogradzie [Światowid: link PL]. W takich warunkach, bez skutecznego wsparcia ze strony Centrum, władze regionalne zaczną się usamodzielniać, a im dłużej będzie trwało zamieszanie w Moskwie, tym dalej będą szły tą drogą.

Sztuczne separatystyczne projekty „republik ludowych” mogą stać się atrakcyjnym pomysłem dla elit regionalnych. Jeśli w Moskwie zostanie przywrócona możliwość sprawowania władzy, można je wykorzystać do negocjacji z centrum; jeśli zaś zapaść w rządzeniu będzie trwała nadal, „republiki” mogą być gwarancją przetrwania dla elit regionalnych.

W rzeczywistości Achmetow i Jefremow kierowali się właśnie tymi względami, gdy po upadku władzy w Kijowie uruchamiali projekty DRL i ŁRL [Światowid: raczej: przejmowali oddolne inicjatywy, sadzając w nich swoich ludzi i eliminując „przypadkowych”], więc odruchowe działania „regionalistów” w Rosji raczej nie różnią się od działań ich kolegów z południowo-wschodniej Ukrainy.

Niewątpliwie scenariusz ten wygląda bardzo schematycznie, ale jego bardziej szczegółowe opracowanie wymaga znacznej ilości bieżących informacji i ciągłych korekt w świetle dynamicznie zmieniającej się sytuacji. Aby umożliwić takie dostosowania, potrzebne są informacje zwrotne.

Niemniej z czysto technologicznego punktu widzenia taki scenariusz jest całkiem możliwy, choć wydaje się znacznie trudniejszy do zrealizowania niż zwykły zamach stanu. Bardzo ważne jest, aby Zachód dawkował swoje zaangażowanie na każdym etapie, tak aby dało się wychwycić moment, w którym będzie możliwe, bez obawy przed odwetem, postawienie ultimatum w sprawie przekazania mu [Światowid: „zachodowi”] kontroli nad niebezpiecznymi obiektami i bronią jądrową Rosji.

Po ustanowieniu takiej kontroli Zachód stanie przed problemem sformalizowania rozpadu Rosji, nawet jeśli kraj ten nadal będzie formalnie zjednoczony. Najpewniej w tym celu zostanie użyta retoryka o samostanowieniu narodów wywiedziona z „praw człowieka” – scenariusz kosowski jest tu dość prawdopodobny. NATO wydaje się wystarczająco sprawnym mechanizmem dla zakrojonej na szeroką skalę operacji pokojowej, której celem byłoby ustalenie granic między nowymi jednostkami terytorialnymi.

W tym przypadku moskiewską elitę można kupić obietnicą spełnienia jej marzeń o przynależności do elity światowej, jeśli zaakceptuje ona rozpad kraju. Oczywiście, jest mało prawdopodobne, by Zachód spełnił tę obietnicę, ale ostatnie przykłady z naszej historii są całkiem spójne z takim założeniem. W każdym razie jedyna osoba, która na pewno osobiście skorzystała na upadku ZSRR – Michaił Gorbaczow – jest całkiem zadowolona ze swojej pozycji i służy za przykład wszystkim tym, którzy są gotowi powtórzyć jego heroiczną drogę ratowania świata przed groźbą globalnej wojny nuklearnej [Światowid: dodam, że w epoce Jelcyna niesłychanej grabieży i destrukcji przemysłu i gospodarki Rosji w ogóle towarzyszyła pełna akceptacja na „zachodzie” największych oligarchów-gangsterów, te „elity” „wytyczyły szlak na zachód” kolejnym garniturom rosyjskich oligarchów-mafiozów i zdrajców].

Niemniej jednak w tym przypadku Zachód będzie musiał zagwarantować części rosyjskiej elity dość poważne preferencje. Choćby dlatego, że cel końcowy – rozwiązanie ogromnej liczby bieżących problemów [Światowid: energetyczno-surowcowych i rynków zbytu dla produkcji przemysłowej, rezerwuaru siły roboczej dla zachodniego przemysłu, gdzie wymierająca populacja nie zapewnia dostateczniej liczby pracowników] pogrążonego w śpiączce Zachodu – wygląda zbyt kusząco.

Rezultatem realizacji drugiego scenariusza byłaby rozdrobniona przestrzeń o zróżnicowanych poziomach podporządkowania („zachodowi”), która zastąpiłaby dzisiejszą Rosję. Najbardziej logiczną opcją byłoby oddanie tej przestrzeni pod kontrolę korporacji transnarodowych, w tym formalnie rosyjskich, ale jest oczywiste, że faktyczna kontrola będzie pochodzić z zewnątrz. Z ekonomicznego punktu widzenia wszystkie terytoria bardzo szybko stałyby się niewypłacalne i znalazłyby się na kredytowych kroplówkach [Światowid: rzecz jasna – Międzynarodowego Funduszu Walutowego, udzielającego kredytów pod warunkiem liberalizacji gospodarki, czyli jej podporządkowania korporacjom międzynarodowym], co pozwoliłoby Zachodowi na rozpoczęcie rozwoju ogromnego rynku rosyjskiego i zabezpieczenie go dla siebie. Być może idąc tą drogą udałoby się zachodowi rozwiązać większość jego problemów, związanych z zadłużeniem i recesją.

W sumie stawka jest wystarczająca, by nie próbować ryzykować. Ryzyko z pewnością istnieje – o ile pierwsze „kolorowe” rewolucje miały ograniczone cele, o tyle te najnowsze mają bardzo poważne cele, których osiągnięciu zawsze towarzyszą porażki o różnym stopniu katastrofizmu. Jest mało prawdopodobne, aby którykolwiek ze scenariuszy zamachu stanu w Rosji powiódł się bez przeszkód, ale nagroda jest zbyt wielka, aby zniechęcać się trudnościami.

W związku z tym pojawia się pytanie, jak przeciwdziałać takim scenariuszom, zarówno na etapie przygotowań, jak i na etapie realizacji.

Należy zauważyć, że nic nigdy nie jest z góry ustalone. „Kolorowa rewolucja” w Rosji jest wydarzeniem o charakterze probabilistycznym. Możliwe, że Zachód nie zaryzykowałby tego, obawiając się skali problemów, jakie by się pojawiły, i niemożności kontrolowania procesów. Może pójdzie inną drogą, tworząc zagrożenia zewnętrzne na Ukrainie, Północnym Kaukazie i w Azji Środkowej, osłabiając Rosję i zmuszając ją do przeznaczenia środków i czasu na pokonanie i przeciwdziałanie zagrożeniom, które pojawiają się wzdłuż naszych granic. Ta opcja jest mniej ryzykowna dla Zachodu, a ponadto daje duże możliwości tworzenia różnych scenariuszy.

Niemniej groźba „kolorowej rewolucji” istnieje, istnieje wiele przesłanek do jej przeprowadzenia, a co najważniejsze – Zachód jest podmiotem polityki, ma inicjatywę, a więc może wybrać z dostępnych możliwości tę, która w jego mniemaniu jest najkorzystniejsza.

Dlatego należy przygotować się na wszystkie scenariusze. Zwykłe zagrożenia militarne i polityczno-wojskowe na naszych granicach stanowią problem, ale istnieje też zrozumienie, jak sobie z nimi radzić. Wariant „kolorowych” wydarzeń na poziomie przeciwdziałania nie został jeszcze opracowany i w dużym stopniu zależy od powstającej negatywnej sytuacji wewnętrznej w kraju. Poziom nieufności wobec władz jest bardzo wysoki i nie należy go mylić z publikowanymi ocenami Putina. Nawet jeśli ta ocena odzwierciedla rzeczywistość, to nie odnosi się ona do władz rosyjskich jako całości. Należy zauważyć, że całkiem zasłużenie.

Opublikowano: 2014.10.05