WIODĄCA ROLA PARTII

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/wiodaca-rola-partii,p1328774393 2022- 06-03 Sławomir M. Kozak

Zadałem sobie właśnie pytanie, jak nam Polakom, minęło ostatnie dwudziestolecie? Rzeczą naturalną dla tropiciela dramatu 11 września 2001 r. w USA i wynikających z niego konsekwencji dla reszty świata, był powrót myślami do ówczesnej decyzji rządu polskiego nakazującej naszemu wojsku solidarne wsparcie sojuszników w walce z afgańskimi talibami. Dziś, mało kto już pamięta, że decyzję tę, na wniosek Rady Ministrów, podjął ówczesny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski, co było ponurym chichotem historii, zważywszy na jego polityczny rodowód, zrośnięty z wcześniejszym o dwie dekady, okupantem Afganistanu. W jej efekcie, od 2002 do 2021 r., jak podaje Wikipedia, „polski kontyngent wojskowy przywracał bezpieczeństwo i odbudowywał Afganistan”. A ja się wówczas obawiałem, że to była zła decyzja. To nie ja miałem jednak rację, skoro wszystkie kolejne rządy, wszelkich partii, przez dwie dziesiątki lat nie poddały jej w wątpliwość. Ani SLD, PSL, UP, Samoobrona, LPR, PO, ani nawet Prawo i Sprawiedliwość, nie zanegowały naszego udziału w wojnie niesprawiedliwej, bo jedyną prawą i sprawiedliwą, jak sądziłem, może być tylko wojna obronna. Małej byłem wiary w wiodącą rolę partii.

WIODĄCA ROLA PARTII

Wpadły mi oto w ręce zapiski, które czyniłem na gorąco, po konferencji z marca 2007 r., pt. „Bezpieczna i szczęśliwa rodzina”. To z kolei, zaledwie 15 lat temu.

„W ubiegłym tygodniu, miała w Polsce miejsce konferencja ogólnopolska, dotycząca rozwoju rodziny. W otwarciu udział brał Premier i Marszałek Sejmu. Premier otwierał konferencję mając za plecami tablicę z logo Prawa i Sprawiedliwości, przy którym widniał napis ‘Dotrzymujemy słowa’. Pod tym napisem pysznił się znaczek z napisem ‘Bezpieczna i szczęśliwa rodzina’.  Premier powiedział, że w naszym kraju, a przede wszystkim w Europie, trwa spór. Spór o rodzinę. Powiedział również, że chcemy podtrzymać rodzinę w jej tradycyjnych funkcjach. Bardzo mnie to ucieszyło, bo pomyślałem, że wreszcie zacznie się coś dziać w tej materii. Bo skoro Premier osobiście wypowiedział te słowa, to znaczy, że odwrotu nie ma.

W chwilę później jednak moja nadzieja wystawiona została na ciężką próbę, bo usłyszałem, że jest to kwestia rozwoju typu kultury, w którym żyjemy, a to mi zabrzmiało, jak wstęp do uchylenia małej furtki, po której przekroczeniu można będzie odrobinę zboczyć z głównej ścieżki. Bo przecież byłem przekonany, że określenie typu kultury, w którym żyjemy, mamy już od dawna za sobą. I są w nim zawarte zdecydowanie, i w sposób dogmatyczny, elementy jego rozwoju. Między innymi, właśnie poprzez wspieranie i rozwój rodziny. Starałem się zagłuszyć wątpliwości, bo pomyślałem, że Premier ma przecież prawo tłumaczyć wszystkim ‘ab ovo’ i wkrótce będzie już tylko lepiej.

Jednak po kilku zaledwie sekundach miałem się przekonać, że coś z tą furtką jest na rzeczy, dowiedziałem się bowiem, iż jest to kwestia trudna – państwo, władza ma na to wpływ dalece ograniczony.  Moja nadzieja i wiara w dobre chęci rządu legły z trzaskiem u mych stóp! Bo skoro władza ma na to wpływ ograniczony, to kto wesprze rodziny polskie? Może znowu wybór padnie na Kościół, ale przecież Kościół Polski miał, o czym zapewniano mnie i moich Rodaków, powołując się na autorytet Papieża Polaka, ewangelizować Europę po naszym do niej triumfalnym ‘wejściu’. Na razie w walce o dusze ‘Europejczyków’ prowadzi Francja, która już zasługuje na miano islamskiej awangardy w Europie. Jak więc nasz Kościół podoła? 

Ale – myślę sobie – może jeszcze nie wszystko stracone? Może Premier ma jakąś wskazówkę? I doczekałem się. Z ust szefa rządu usłyszałem deklarację, może nie tej wagi, co podpisywana właśnie w Berlinie, ale jednak deklarację. Premier powiedział: Chcemy aby polskie państwo, które dotąd tego nie czyniło, zaczęło prowadzić politykę prorodzinną, zaczęło czynnie podtrzymywać polską rodzinę, we wszystkich jej pozytywnych funkcjach, także tej (…) dotyczącej przekazywania życia i wychowania dzieci. Człowiek, okazuje się, uczy się do późnej starości. Byłem święcie dotąd przekonany, że przekazywanie życia i wychowanie dzieci są funkcjami dla rodziny podstawowymi. Okazuje się, że są zaledwie pozytywnymi. Nie dowiedziałem się, jakie są negatywne funkcje rodziny, bo w tej kwestii nie padło już ani jedno słowo. A szkoda …

Że jakieś jednak są, to pewne, bo wkrótce smutek zadźwięczał w kolejnym zdaniu, a furteczka rozwarła się z hukiem na oścież, gdyż: podjęliśmy w tej sprawie wstępne decyzje, niełatwe, bo polityka prorodzinna musi być wpisana w realia, w realia życia państwa, także w realia ekonomiczne. Wkrótce Premier zakończył wystąpienie i oddalił się z konferencji dla innych, ważnych spraw. Myślę, że udał się pożegnać polski kontyngent odlatujący właśnie do Afganistanu lecz mogę się mylić, bo tamtej transmisji już nie miałem okazji obejrzeć. Wszystkie media podały, że w owej grupie są również żołnierze mający za sobą doświadczenie w innych misjach. To dobrze, to znaczy, że jakaś ich część wróci, jeśli oczywiście, obok wyszkolenia będzie im towarzyszyło szczęście. Czy będzie im towarzyszył Bóg? Tego nie wiem, dlatego piszę tylko o szczęściu. Bo jeśli kilku z nich zabraknie tego szczęścia, to parę rodzin trudno będzie podtrzymać (…) w jej tradycyjnych funkcjach. Bo dotrzymujemy słowa. Tylko komu? Szkoda, że polityka prorodzinna wpisana być musi w takie realia ekonomiczne, które każą żołnierzom Wojska Polskiego zabijać za pieniądze w obcym kraju. Lub, dać się dla nich zabić”.

Dziś, po zakończeniu misji afgańskiej, wiemy, że nie wróciło z niej do kraju 43 naszych żołnierzy, a 200 odniosło rany. Przypomnę też urywki polskiego tekstu, przygotowanego na uroczystość wspomnianej tu deklaracji berlińskiej (aktu unijnego z okazji 50. rocznicy podpisania traktatów rzymskich, ustanawiających Wspólnotę Europejską), którą zresztą skrytykował wówczas papież Benedykt XVI, za brak w niej odwołania do chrześcijaństwa.

My, obywatele Unii Europejskiej, jesteśmy zjednoczeni – ku naszej radości (w oryginalnym, niemieckim języku dokumentu, słowo „radość” określono mianem „szczęścia” – przyp. smk). (…) W Unii Europejskiej urzeczywistniamy nasze wspólne ideały: centralnym punktem odniesienia dla naszych wartości jest człowiek. Jego godność jest nienaruszalna. Jego prawa są niezbywalne. (…) Pragniemy pokoju i wolności,  demokracji i praworządności, wzajemnego szacunku i wzajemnej odpowiedzialności, dobrobytu i bezpieczeństwa, tolerancji i zaangażowania, sprawiedliwości i solidarności. (…) Opowiadamy się za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów na świecie, aby ludzie nie byli ofiarami wojen, terroryzmu i przemocy. Unia Europejska chce wspierać w świecie wolność i rozwój. Chcemy przeciwstawiać się biedzie, głodowi i chorobom. W działaniach tych pragniemy nadal odgrywać wiodącą rolę”.

Chyba nadal pozostałem człowiekiem małej wiary. Wątpię bowiem, czy udało się nam zrealizować cokolwiek z tego, co deklarowaliśmy. Może tyle tylko, że przez wszystkie lata, w kontekście innej z prezydenckich decyzji sprzed dwóch dekad, pozostajemy wierni pragnieniu „odgrywania wiodącej roli”.

Felieton ukazał się w 22 wydaniu Warszawskiej Gazety

„Zielony Ład” w akcji: Wyłączenia prądu i gazu w Australii. Bo przymrozki… Gas and power outages. Bo ceny gazu wzrosły 130 RAZY.

Gas and power outages to sweep Australia as cold snap deepens energy crisis.

Australian gas prices are typically around $3 per gigajoule (Gj), but that skyrocketed to more than $380/Gj [bo rządzi tym „program” , automat…. md]

https://www.news.com.au/finance/economy/australian-economy/gas-and-power-outages-to-sweep-australia-as-cold-snap-deepens-energy-crisis/news-story/3322404fe6f1f2de3133a0a206ecfdeb

Australians are being warned of gas and power shortages over the next 24 hours as the east coast cold snap pushes the country’s energy supplies to the limit.

Frank Chung

Millions of Australians in multiple states are being warned of gas and power shortages over the next 24 hours as the east coast cold snap pushes the country’s energy supplies to the limit.

In an emergency phone conference on Wednesday, the energy regulator warned that Victoria, South Australia and Tasmania are facing gas shortages, while power supplies in NSW and Queensland will be stretched, The Australian reported.

The Australian Energy Market Operator (AEMO) told more than 100 industry players they may be forced to cut gas use. AEMO has also invoked an emergency supply guarantee mechanism on gas producers for the first time.

This is the biggest energy crisis in 50 years,” Energy Users Association of Australia (EUAA) chief executive Andrew Richards told 2GB.

Industry experts have warned the UK-style energy crisis could crash Australia’s economy.

Wholesale electricity prices have soared by more than 140 per cent in 2022 alone, driven by surging gas prices even as 70 per cent of Australia’s gas is exported overseas.

Australian gas prices are typically around $3 per gigajoule (Gj), but that skyrocketed to more than $380/Gj this week as the energy market failed, forcing the regulator to intervene and place caps of $40/Gj in Sydney, Melbourne and Brisbane for the first time.

[bla-bla… md]

O „kamieniach milowych” Krajowego Planu Odbudowy: Unia Europejska napisała „pod te pieniądze” program, jak zmienić życie społeczne w Polsce.

Unia Europejska sobie napisała „pod te pieniądze” program, jak zmienić życie społeczne w Polsce.

To być może największy skandal, jakiego dopuścił się ten rząd.

2 czerwca 2022 https://pch24.pl/lukasz-warzecha-o-kamieniach-milowych-krajowego-planu-odbudowy-to-byc-moze-najwiekszy-skandal-jakiego-dopuscil-sie-ten-rzad/

Redaktor Łukasz Warzecha ujawnił bulwersujące i niezwykle kosztowne dla Polaków zapisy Krajowego Planu Odbudowy. W najbliższych latach słono zapłacimy w kolejnych podatkach i opłatach za miliardy, które napłyną do kasy państwa z Unii Europejskiej.

W programie Łukasza Karpiela „Prawy Prosty. Plus” publicysta „Do Rzeczy” namawiał do uważnego przyjrzenia się zapisom Krajowego Planu Odbudowy. – Pierwsze nieporozumienie w kwestii KPO to przekonanie, że jest to fundusz mający służyć odbudowaniu się gospodarek po covidzie. Otóż nie, to jest fundusz, który w rzeczywistości ma wyznaczone 4 obszary tematyczne, ściśle podporządkowane pewnym ideologicznym upodobaniom UE, w tym zwłaszcza dotyczącym Zielonego Ładu i w ogóle „zazielenianiu Europy”zauważył Łukasz Warzecha. Nieprawdą jest więc, że 150 miliardów euro, w dużej mierze pozyskiwane przez Polskę w formie pożyczek, trafi do przedsiębiorców, których biznesy zostały zagrożone w okresie kolejnych lockdownów.

Ponadto pieniądze z tzw. funduszu odbudowy trafią do każdego z państw pod pewnymi indywidualnymi, wyznaczonymi osobno warunkami, nazwanymi „kamieniami milowymi”. Wbrew dotychczasowym rządowym przekazom, w odniesieniu do Polski nie chodzi jedynie o kwestie związane z reformą sądownictwa.

To są rzeczy, od których włosy stają na głowie. Powiem o kilku. Mamy na przykład warunek całkowitego „ozusowania” wszystkich umów cywilno-prawnych. Dlaczego, nie wiadomo. Uzasadnienie, które podaje plan dla Polski jest takie, że to rozwiązanie ma zmniejszyć „fragmentację rynku pracy” – wyjaśniał publicysta.

– Potem mamy cały zestaw kwestii uderzających w normalny, tradycyjny transport. One mają być spełnione nie w ciągu 10 – 20 lat, tylko najdalej czterech, pięciu. To jest np. nałożenie opłat za przejazd wszystkimi nowymi autostradami i ekspresówkami; wprowadzenie specjalnego podatku obciążającego dodatkowo rejestrowane samochody spalinowe; wprowadzenie obowiązkowo we wszystkich miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców stref niskoemisyjnego transportu [miało to pozostać w kompetencjach samorządów]; (…) Ma zostać wprowadzony specjalny podatek od posiadania samochodów spalinowych – wyliczał Łukasz Warzecha.

To jest horror, o którym rządzący nam nic nie powiedzieli. W ogóle nie powiedzieli, na co my się godzimy za te 100 miliardów, nie licząc kredytów. Dzisiaj wychodzi pan minister Dworczyk i pytany mówi: „no tak my się tam musieliśmy na pewne rzeczy zgodzić żeby dostać te pieniądze” – relacjonował rozmówca Łukasza Karpiela.

Czekam teraz, czy będzie taki moment, w którym rządzący zaczną być pytani w mediach głównego nurtu – może nie tych prorządowych, ale może „te drugie” się na to zabiorą – co tam tak naprawdę jest. Okazuje się, że warunki, na które się zgodziliśmy, prowadzą do głębokiej przebudowy polskiego życia społecznego w różnych dziedzinach, również bardzo dotykających zwykłych ludzi. A to miało być zawsze w naszej [Polski – red.] kompetencji. Teraz się okazuje, że Unia Europejska sobie napisała „pod te pieniądze” program, jak zmienić życie społeczne w Polsce. I ten program będzie za przyzwoleniem rządu Morawieckiego realizować – powiedział gość programu „Prawy Prosty. Plus”.

Co wiesz o Dża… Dżadżłydża Dżendżedżowska? Roland Garros: Pierwsza w finale była Jadwiga Jędrzejowska.

https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2022-06-03/roland-garros-pierwsza-w-finale-byla-jadwiga-jedrzejowska/?ref=slider_dyscyplina

Pierwszą Polką w finale French Open była Jadwiga Jędrzejowska

Roland Garros: Pierwsza w finale była Jadwiga Jędrzejowska

W 1939 roku Jadwiga Jędrzejowska jako pierwsza z Polek wystąpiła w finale wielkoszlemowego dziś turnieju tenisowego French Open. Po 81 latach jej wyczyn powtórzyła, a nawet poszła krok dalej, Iga Świątek. W sobotę 21-latka z Raszyna zagra o drugi singlowy tytuł w Paryżu.

Polski tenis miał zawodniczkę w światowej czołówce na długo przed sukcesami Agnieszki Radwańskiej czy Świątek. Była nią Jędrzejowska, która urodziła się w Krakowie 15 października 1912 roku. Przyszła na świat tak blisko kortów AZS, że śmiało miała prawo napisać w swych wspomnieniach: „Urodziłam się na korcie, niemal z piłką tenisową i rakietą w ręku”.

Najpierw podawała piłki zawodnikom, marząc o grze na korcie, a potem rywalizowała z najlepszymi na świecie, także z koronowanymi głowami na kortach w Nicei i w innych obleganych zagranicznych kurortach.

Apogeum kariery Jędrzejowskiej przypadło na lata międzywojenne. W 1935 roku triumfowała w mikście w mistrzostwach Włoch, a jej partnerem był słynny Australijczyk Harry Hopman, którego imię nosiły do niedawna nieoficjalne mistrzostwa świata drużyn mieszanych rozgrywane na przełomie roku w Perth.

W 1937 r. była bliska triumfu w prestiżowym turnieju na wimbledońskiej trawie, gdzie w finale przegrała z Angielką Dorothy Edith Round 2:6, 6:2, 5:7, prowadząc w trzecim secie 4:2 i 30:15. W nagrodę za grę w decydującym spotkaniu otrzymała wówczas bon towarowy wartości 3,5 funta i plakietkę The All England Lawn Tennis and Croquet Club z napisem „runner-up” (finalistka). To nie była era open tenisa i nie walczono o nagrody pieniężne.

To osiągnięcie długo uchodziło za największy sukces w historii polskiego tenisa, później dołączył do niej wicemistrzostwem świata Wojciech Fibak, który w finale turnieju masters w Houston w 1976 roku przegrał z Hiszpanem Manuelem Orantesem.

Po finale Wimbledonu Jędrzejowską zauważono w świecie tenisa. W tym samym 1937 roku była też finalistką mistrzostw USA, przegrywając na kortach Forest Hills mecz o tytuł z filigranową Chilijką Anitą Lizane 4:6, 2:6.

Trzeci wielkoszlemowy finał zaliczyła właśnie w Paryżu dwa lata później – uległa w nim Francuzce Simone Mathieu 3:6, 6:8 (tie-breaka jeszcze wtedy nie rozgrywano).

W międzyczasie otrzymała ofertę przejścia na zawodowstwo, do tzw. cyrku Tildena. Odrzuciła ją, bowiem marzyła o zwycięstwie na wimbledońskiej trawie, a gdyby straciła status amatora, byłoby to niemożliwe.

Jak się wkrótce okazało, szansę tę odebrała jej II wojna światowa. Przez sześć lat okupacji nie wzięła rakiety do rąk, choć najpierw w wyjeździe z kraju chcieli jej pomóc Amerykanie, a w 1941 roku król Szwecji Gustaw V, jej partner z kortów na Riwierze, wystosował do władz okupacyjnych pismo, proponując Jędrzejowskiej azyl w swym kraju, zachowującym neutralność. Tenisistka jednak nie skorzystała z tej możliwości.

Wyjazd do Rzeszy proponowali też Niemcy. „Szkoda, by taki talent się marnował” – argumentowali, ale odrzuciła i tę propozycję, oświadczając stanowczo, że skończyła z tenisem. Musiała, bo bała się, że w innym przypadku Niemcy wymusiliby na niej występy w swoich „brunatnych” barwach, a trzeba pamiętać, że Polakom grać w tenisa zakazali.

W Anglii i USA nazywano ją „Jed” lub „Ja-ja”, ze względu na zbyt trudne do wymówienia dla Anglosasów nazwisko. Amerykanie zwrócili na nią uwagę nie tylko ze względu na klasę sportową i sprawiające kłopoty nazwisko, ale i radosne oblicze oraz uśmiech. Po jednym z turniejów w prasie napisano: „Musiała dopiero przyjechać mała Polka, żeby pokazać naszym tenisistkom, iż można przegrywać z uśmiechem”.

Przed 1939 rokiem klasyfikowano ją w pierwszej piątce tenisistek świata. Gdyby nie wojna, osiągnęłaby znacznie więcej. Gdy po kilku latach przerwy po raz pierwszy wyszła na kort, mizerna i wycieńczona, z trudem trzymała się na nogach, a wcześniej słynęła z silnej ręki i mocnych uderzeń, wykonywanych rakietą najcięższą z wszystkich używanych przez kobiety.

Mimo to w kraju i tak długo była bezkonkurencyjna. 22 razy zdobyła tytuł mistrzyni Polski w grze pojedynczej, pierwszy raz w 1929 roku, a ostatni w 1964. W 1938 roku tytuł otrzymała bez gry… „w uznaniu zasług i wysokiego poziomu”.

Po wojnie mieszkała w Katowicach i przez wiele lat reprezentowała barwy Baildonu. Na kortach tego klubu w 1968 roku zakończyła karierę, a później pracowała tam z tenisową młodzieżą. Starsi bywalcy wspominają niezwykłe zagrania dawnej mistrzyni, kiedy piłka spadała zaraz za siatką i… wypadała poza kort.

Korty przy ulicy Astrów, zbudowane w 1927 roku jako polska odpowiedź na niemieckie organizacje sportowe w Katowicach, na których trenowała i grała, nosiły imię Jadwigi Jędrzejowskiej do 2013 roku, kiedy zostały… zburzone. Nie pomogły protesty mieszkańców miasta i działania Społecznego Komitetu Obrony Kortów. Obiekt nigdy nie był wpisany do rejestru zabytków, dlatego konserwator zabytków także nie mógł zablokować decyzji prywatnego właściciela działki.

– Dla niej liczył się tylko tenis. Po zakończeniu kariery grywała dla przyjemności na kortach Baildonu i wtedy nawet taki amator jak ja mógł się z nią zmierzyć. Zresztą grywała także debla, po prostu nie potrafiła sobie odmówić bycia na korcie – wspominał przed laty zmarły w 2018 roku znany katowicki dziennikarz radiowy Roman Paszkowski, pasjonat tenisa.

Była skupiona wyłącznie na tym sporcie.

– Zupełnie nie uprawiała innych dyscyplin. Pamiętam taką historię, kiedy główną nagrodą turnieju był rower. Oczywiście wygrała i go dostała. Wtedy publiczność zaczęła się domagać, by wykonała rundę honorową. Nic z tego nie wyszło, bo… nie potrafiła jeździć na rowerze – dodał Paszkowski.

Jędrzejowska dwukrotnie (1936-37) wygrała plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski. Zmarła 28 lutego 1980 roku w Katowicach. Pochowana jest na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W 2012 roku, niespełna cztery miesiące przed setną rocznicą urodzin znakomitej polskiej tenisistki, wspomnienia o niej odżyły w Londynie dzięki Agnieszce Radwańskiej, która dotarła do finału Wimbledonu.

Na konferencji prasowej jedna z angielskich dziennikarek, łamiąc sobie język pytała: Co wiesz o Dża… Dżadżwydża Dżendżedżowska? Czy coś o niej słyszałaś w dzieciństwie?

– Myślę, że chodzi o Jadwigę Jędrzejowską – odpowiedziała z uśmiechem polska tenisistka.

Po ośmiu latach, blisko kolejnej rocznicy urodzin Jędrzejowskiej, do jej sukcesów, tym razem w stolicy Francji, nawiązała 19-letnia wtedy Świątek, która zdobyła dla siebie i Polski pierwszy wielkoszlemowy tytuł w singlu. W sobotę powalczy o powtórzenie tego triumfu – w finale jej rywalką będzie Amerykanka Cori Gauff.

Może pomógłby Grabski? Z uporem ponawiana propozycja.

Jerzy Przystawa Wrocław, 25 maja 2007

Trwa, a nawet się zaostrza, kolejny strajk lekarzy, zdenerwowany premier bez ogródek sygnalizuje wzięcie zbuntowanych konowałów w kamasze, a do strajku już szykują się nauczyciele. Tymi ostatnimi premier przejmuje się mniej, bo zamknięcie szkół, na krócej czy dłużej, jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a na polskich nauczycieli za granicą nikt specjalnie nie czeka, nie mają więc w zanadrzu jakichś super argumentów, których władza musiałaby się obawiać. Pozostaje jednak faktem, że tych dwu najważniejszych sektorów życia społecznego – edukacji i opieki zdrowotnej – przez 18 lat zreformować się nie udało, pomimo wszystkich niesłychanych osiągnięć ekonomicznych i politycznych kolejnych ekip reformatorskich. Nie pomógł nawet geniusz polskiego cudotwórcy, Leszka Balcerowicza, a prof. Zyta Gilowska skromnie pozostaje w cieniu i nawet nie zabiera głosu w tych finansowych utarczkach. 

Wiemy wszyscy, że największym polskim ekonomistą, finansistą i reformatorem był i jest Leszek Balcerowicz. Dowodzą tego nie tylko hołdownicze listy wypisywane przez polskich inteligentów, ale i deszcz doktoratów honorowych i najróżniejszych nagród międzynarodowych. Nie jest jednak na 100% pewnym, że ta opinia przetrwa przez pokolenia, tym bardziej, że – jak wspomnieliśmy – nawet i on nie potrafił uchronić służby zdrowia i systemu oświatowego przed zapaścią. Nie brakuje i dzisiaj głosów i opinii ludzi mu nieżyczliwych, którzy podważają zarówno jego dorobek naukowy, jak i ekonomiczne, i polityczne osiągnięcia. Natomiast ekonomistą i politykiem polskim, którego pozycja w opinii publicznej pozostaje od 80 lat niepodważalna był prof. Władysław Grabski, dwukrotny premier i minister skarbu w kolejnych rządach i nawet sam Leszek Balcerowicz z uznaniem wypowiada się o nim na swojej stronie internetowej!

Jak z problemem lekarzy i nauczycieli poradziłby sobie Władysław Grabski? Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że według oficjalnych wypowiedzi premiera, jego ekipa sprawuje rządy w okresie, który rządzący uważają za najlepszy w historii Polski, kiedy gospodarka polska kwitnie i dynamicznie się rozwija. Dzisiaj jest świetnie, a jutro będzie jeszcze lepiej. Czasy Władysława Grabskiego to kompletne przeciwieństwo: to czasy w historii Państwa Polskiego chyba najtrudniejsze. Trwa wojna polsko-bolszewicka, Sowieci już zbliżają się do Wisły, Polska nie ma nawet swojej waluty, szaleje inflacja. Za polskim premierem i ministrem skarbu nie stoi żaden Bank Światowy i miliardy dolarów gotowe w każdej chwili wejść na polski rynek. W takim czasie zostać polskim premierem i ministrem skarbu to wielkie wyzwanie, które wymaga nie tylko umiejętności i wiedzy, ale także fizycznej odwagi, a może nawet bohaterstwa! 

O zasługach Władysława Grabskiego napisano wiele i można o nich łatwo przeczytać w Internecie: o reformie walutowej, o utworzeniu polskiego banku emisyjnego, o reformie podatków, o zduszeniu inflacji, o ustabilizowaniu budżetu. Były to reformy Władysława Grabskiego – nie podpowiadał mu ich żaden Soros czy Sachs, przeciwnie, to Grabski był wzorem dla reformatorów finansów w innych krajach europejskich. Są jednak takie reformy Grabskiego, o których jakoś się nigdzie nie pisze i nie wspomina, a zasługują jak najbardziej na uwagę. Szczególnie dzisiaj, wobec problemów płacowych nauczycieli i lekarzy.

Z wypowiedzi rzeczników strajkujących lekarzy i nauczycieli dowiadujemy się, co ich boli – nie to, że jedni i drudzy zarabiają daleko mniej, niż sięgają ich aspiracje, ale przede wszystkim RELACJA ich zarobków do zarobków innych grup zawodowych w Polsce. Tę relację uważają za krzywdzącą, niesprawiedliwą, czują się poniżeni i lekceważeni.

9 października 1923 roku weszła w życie Ustawa o uposażeniu funkcjonarjuszów państwowych i wojska (Dz. U. R. P. Nr. 116 z r. 1923, poz. 924, str. 1389). Genialność tej ustawy polega na jej prostocie:  Wszyscy funkcjonariusze, a więc ludzie opłacani z budżetu państwa, podzieleni zostali na 16 grup uposażenia i ustawa ustalała tabelę, w której każdej z tych grup przyporządkowano odpowiednią ilość punktów. W ten sposób Ustawa porządkowała relacje uposażeń od grupy I (2600 pkt) – w której był tylko Marszałek – Naczelnik Państwa, po grupę XVI, odpowiadającą najniższej płacy (od 130 do 190). Profesorowie zwyczajni należeli do grupy IV (od 1400 do 1800), razem z Komendantem Głównym Policji, generałami brygady, dyrektorami departamentów, wojewodami. Nauczyciel o pełnych kwalifikacjach i stażu mógł awansować do grupy V (od 1100 do 1600) razem z nadinspektorami PP, pułkownikami WP czy wicewojewodami. Początkujący nauczyciel z cenzusem akademickim zaczynał od grupy VIII (od 480) razem z porucznikami WP, podkomisarzami PP, referendarzami Kancelarii Prezesa Rady Ministrów itp. Zawodowy policjant – posterunkowy, zaczynał od grupy XIII (210) razem z wojskowym podmajstrzym i zawodowym żandarmem. W grupie XVI uposażenie zaczynało się od 130 pkt. Aktualne uposażenie określano mnożąc podaną liczbę punktów przez ogólnopolską mnożną, którą co miesiąca ustalał minister finansów. 

Na podstawie tych danych widzimy, że relacja uposażenia profesora uniwersytetu do najwyższej pensji w państwie wynosiła 9:13, a więc wynosiła 70% uposażenia Marszałka Polski. Stosunek pensji najwyżej opłacanego nauczyciela (z 27 letnim stażem) była jak 8 : 13, a więc ok. 60% najwyższego uposażenia. Nauczyciel na pierwszej posadzie otrzymywał ok. jedną piątą pensji Naczelnika Państwa, ale jedną trzecią uposażenia wojewody, natomiast pensja ta była 2,3 raza wyższa od pensji posterunkowego czy zawodowego żołnierza jednej z najniższych rang. 

Ta tabela uposażeń miała swoje głębokie konsekwencje. Przede wszystkim w dziedzinie oświaty i wychowania. Pod tym względem II Rzeczpospolita stanęła na wyżynie niewyobrażalnej i w ciągu 20 lat swego istnienia dokonała wyczynu, jakiego trudno szukać gdzie indziej: wykształciła pokolenie młodzieży zarówno patriotycznej, jak i o wysokich kwalifikacjach zawodowych. Zbudowała korpus nauczycielski, z którego mogliśmy wszyscy być dumni. Należę do pokolenia, które miało szczęście przejść przez szkoły, w których uczuli jeszcze nauczyciele wykształceni przed wojną. Kiedy po studiach sam wróciłem do szkoły – moi nauczyciele już odchodzili. Profesja, która była dumą Rzeczypospolitej zamieniała się systematycznie w najbardziej sfrustrowaną i najniżej opłacaną warstwę zawodową, z której każdy przytomny i do czegokolwiek nadający się człowiek – uciekał gdzie się dało! I tak to trwa do dziś. 

 Powstaje pytanie: dlaczego nikt, przez tyle lat, nie chce nawet słyszeć o tych rozwiązaniach naszych przodków? Dlaczego nie popularyzują ich i nie mówią o nich związki nauczycielskie, dlaczego nie toczy się dyskusja? W 1999 roku opublikowałem książeczkę pt. Nauka jak Niepodległość (SPES, Wrocław, 1999), w której zadałem sobie trud przedrukowania Ustawy z 1923 roku: nikt się nią nie zainteresował, żadna Solidarność nauczycielska, żaden ZNP, żadna grupa profesorska, lamentująca nad niskimi uposażeniami pracowników naukowych?  

Wysuwano, owszem, argument następujący: nie można płacić profesorom tak, jak wojewodom i dyrektorom departamentów, bo wojewodów jest mało, a profesorów dużo. Nie rozumiem jednak – skoro to ma być argument – co stoi na przeszkodzie, żeby wojewodom i dyrektorom departamentów płacić tak, jak profesorom?

A co do tego mają moje ulubione okręgi jednomandatowe? Wszystko. II Rzeczpospolita czerpała swoje kadry z najlepszych uniwersytetów i najlepszych szkół, jakie w owych czasach istniały. Jej kadry przeszły chrzest bojowy i swoje stanowiska zdobywały wiedzą, a także krwią i blizną. Kadry III Rzeczypospolitej wyrosły z instytutów marksizmu-leninizmu, a profesorowie tych instytutów pozakładali prywatne wyższe szkoły, w których swoje mądrości ekonomiczno-politologiczne przekazują niezorientowanej polskiej młodzieży. 18 minionych lat dowiodło, że bez reformy prawa wyborczego nie zmienimy tego stanu rzeczy. 

Zostaniemy oligarchami?

Stanisław Michalkiewicz 2 czerwca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5189

Wśród niezliczonych zbrodni wojennych, jakich na Ukrainie dopuszcza się Putin (sama Ukraina prowadzi 14 tysięcy śledztw, znacznie więcej, niż wynoszą jej straty w ludziach, bo Rosjanie strzelają tam przeważnie do cywilów, a szczególnie uwzięli się na dzieci), jest rabunek nie tylko lodówek, czy muszli klozetowych, ale również bardziej wartościowych rzeczy, jak np. zapasy zboża, które jest wywożone do Rosji.

To oczywiście bardzo nieładnie, bo nawet typowe dla ustroju socjalistycznego, przejściowe trudności w zaopatrzeniu ludności w podstawowe artykuły, nie mogą przecież być żadnym usprawiedliwieniem. Chociaż nieładnie, to jednak inspirująco, bo oto słyszymy, że państwa miłujące pokój zaczynają wkraczać na tę samą drogę. Wprawdzie żadne z nich, nawet nasz nieszczęśliwy kraj, który zresztą niedługo zostanie pewnie przyłączony do Ukrainy, jak nie jako łup wojenny, to jako rekompensata za utracone tereny na wschód od Dniepru, nie wypowiedziało Rosji wojny, ale to nikogo nie powstrzymuje przed nakładaniem „sankcji” nie tylko na Federację Rosyjską, ale nawet na jej obywateli. Pozorem uzasadnienia legalności rabunku ich mienia jest okoliczność, że są oni „oligarchami”.

Ale „oligarchowie” są również na Ukrainie i właśnie jeden z nich, Rinat Achmetow, zamierza procesować się z Putinem o odszkodowanie za zniszczone zakłady metalurgiczne „Azowstal” w Marioupolu. Ten Rinat Achmetow jest miliarderem, więc starczy mu forsy nie tylko na cały pułk adwokatów, ale również na niezawisłych sędziów, więc tylko patrzeć, jak wygra proces i uzyska korzystny wyrok zaoczny. Jednak on jest „oligarchą” ukraińskim, więc chociaż nawet nie jest Żydem, jak np. wynalazca prezydenta Żełeńskieego, Igor Kołomojski, więc w odróżnieniu od „oligarchów” rosyjskich, jego majątek jest pod międzynarodową ochroną.

Ten przypadek pokazuje, że z „oligarchami” jest tak, jak z sukinsynami. Jak wiadomo, dzielą sie oni na dwie grupy; tak zwanych „naszych sukinsynów” i na sukinsynów jakichś takich nie naszych. Naszych sukinsynów hołubimy i nawet stawiamy ich na czele rozmaitych zaprzyjaźnionych nieszczęśliwych krajów w charakterze Umiłowanych Przywódców, podczas gdy sukinsynów jakichś takich nie naszych, tępimy, skazując ich nawet na karę śmierci przez powieszenie. Ten podział nie jest jednak sztywny, bo dotychczasowy, wieloletni nasz sukinsyn, w jednej chwili może zostać sukinsynem jakimś takim nie naszym, a wtedy marny jego los. Tak właśnie było z Saddamem Husajnejm . Dopóki wojował z Iranem, był sukinsynem naszym, a potem, kiedy zaczął wojować z Kuwejtem, trafił do tej długiej grupy i w końcu dosięgnęła go surowa ręka sprawiedliwości ludowej za pośrednictwem niezawisłego irackiego sądu. Podobna sytuacja przytrafiła się afrykańskiemu mężowi stanu, znanemu jako Józef Desire Mobutu Sese Seko Kuku Mgbendu wa za Banga. Władał on przez kilkadziesiąt lat Zairem jako nasz sukinsyn. Zdarzyło się jednak, że w prowincji Katanga pojawił się jegomość zwany Wawrzyńcem Kabilą, który amerykańskim koncernom górniczym zaoferował znacznie korzystniejsze warunki koncesji na wydobycie tamtejszych, bajecznych bogactw mineralnych. I co się okazało? Okazało się, że Józef Desire Mobutu – i tak dalej – w jednej chwili przestał być naszym sukinsynem i nie tylko został sukinsynem jakimś takim nie naszym, ale w dodatku okazało się, że „łamie prawa człowieka”. W rezultacie umarł w Maroku, a rządy w charakterze naszego sukinsyna objął Kabila, który założył dynastię, więc po jego śmierci w wyniku zamachu, nowym Umiłowanym Przywódcą został jego syn Józef, który, ma się rozumieć, korzystne warunki koncesji dla amerykańskich koncernów utrzymał.

Wróćmy jednak z tych egzotycznych stron na teren naszego nieszczęśliwego kraju, Najwyraźniej pozazdrościwszy innym krajom miłującym pokój, a pewnie i wysłuchawszy zachęty Naszego Najważniejszego Sojusznika, Nasi Umiłowani Przywódcy z rządu „dobrej zmianywpadli na pomysł zmiany konstytucji w taki sposób, by można było konfiskować nie tylko mienie Federacji Rosyjskiej, z którą formalnie nie jesteśmy w stanie wojny, ale nawet majątki obywateli tego państwa, których w tym celu trzeba by awansować do rangi „oligarchów”, będących w dodatku sukinsynami jakimiś takimi nie naszymi. Umiłowani Przywódcy z obozu zdrady i zaprzaństwa tłumaczyli im, że w tym celu nie trzeba wcale zmieniać konstytucji, bo wystarczy, żeby na podstawie dotychczasowej wprowadzić rewolucyjną praktykę i wszystko będzie gites tenteges, podobnie jak w innych, miłujących pokój krajach, które „konfiskują” ruskie majątki, chociaż też nie są z Rosją w stanie wojny.

Ale bo też, zgodnie z odpowiedzią, której w swoim czasie udzieliło swemu słuchaczowi Radio Erewań, obecnie nie ma żadnych „wojen”, tylko albo „operacje pokojowe”, albo „misje stabilizacyjne”, albo „walki o pokój”, a ostatecznie – „operacje specjalne”. Dlatego państwa miłujące pokój mogą brać w nich udział bez obawy poobcierania sobie puszku pierwotnej niewinności.

Oczywiście przyczyną takiej rewolucyjnej praktyki, funkcjonującej na bazie opisanej wyżej rewolucyjnej teorii, jest umiłowanie pokoju i praworządności, ale tak naprawdę chodzi również o to, że państwa miłujące pokój przeżywają trudności finansowe. Spowodowane są one zarówno przez uprawianie polityki przekupywania obywateli ich własnymi pieniędzmi, aktywizmem epidemicznym, który nakazuje zamykanie całych gałęzi gospodarki, jak i wojną, jaką Rosja prowadzi na Ukrainie z NATO i państwami uzależnionymi od Stanów Zjednoczonych, czyli państwami należącymi do „wolnego świata”. W dodatku, niezależnie od wydatków związanych z tą wojną, a ściślej – „operacją specjalną”, do jakich podczas konferencji w Ramstein zobowiązał ich amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, trzeba będzie tak czy owak Ukrainę „odbudowywać”. Do tego pomysłu odniósł się entuzjastycznie podczas swojej pielgrzymki do Kijowa pan prezydent Andrzej Duda, ale w porywie entuzjazmu nie pomyślał, że pociąga to za sobą konsekwencje finansowe. Toteż pan premier Morawiecki, który musi znaleźć dla pomysłów pana prezydenta sposoby finansowania, bo w przeciwnym razie pan prezydent przestanie go popierać w konflikcie z ministrem Ziobrą.

Świadom nadciągającej katastrofy finansowej państwa, wykombinował sobie, by finansować odbudowę Ukrainy ze skonfiskowanego mienia Federacji Rosyjskiej i oczywiście – tamtejszych „oligarchów”. Nie ma w tym nic dziwnego, bo już Alexis de Tocqueville zauważył że nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakiej nie dopuściłby się rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. Gdyby zatem z konstytucją jednak nie wyszło – a chyba nie wyszło – rząd „dobrej zmiany” już kombinuje nad stworzeniem pozorów legalności dla konfiskowania samochodów obywateli posadzonych o wykroczenia drogowe. W ten sposób zostaną oni zrównani z „oligarchami”, ale jakimiś takimi nie naszymi.

Ponad połowa Polaków „chce zwiększenia inflacji”

Kategoria: Archiwum, Polecane, WażneAutor: CzarnaLimuzyna, 2 czerwca 2022

Taką tezę postawił na Twitterze Tomasz Sommer w reakcji na żart o dzielnej postawie Olaków gotowych jeszcze drożej płacić za benzynę w geście solidarności z Ukrainą. Myślę, że redaktor Sommer ma rację. Olaków dzielnie wspierają przybysze ze wschodu, z których “ponad jedna czwarta chce pozostać w Polsce nawet w przypadku zakończenia wojny“. Oznaczać to będzie dodruk kolejnych miliardów.

Tymczasem “rząd” PiS zmniejszył inflację do 13,9 proc. w maju. Napisałem „zmniejszył”? Wszystko jedno. W zależności od zapotrzebowania można pisać i tak i tak. Każdy zwiększony procent inflacji zmniejsza prawdopodobieństwo trafienia w atomowy guzik przez Putina. Tak twierdzą Dworczykowie, kategoria partyjna dzieląca się swoją wysublimowaną refleksją z ciemnym ludem. Teoria warta “nobla” albo “skobla”.

A jak na to zapatruje się prezes Kaczyński? Jak to zwykle bywa w takiej chwili, w chwili trudnej, która w telewizyjnym skrócie jest przekształcana w “wielką”, prezes po raz kolejny sięga do… szamba, lecz wcale nie głęboko, bo po Kujdę, który zawsze jest w pobliżu. Kujda twoja mać – ktoś podobno powiedział – dlaczego to robisz? Prezes uśmiechnął się tajemniczo i powiedział: ufam. W taki oto sposób współpracownik SB, Kujda został przywrócony do łask i przydzielony do specjalisty Sasina. Prawda, że to urocze? W przypadku PiS prawda zawsze wybija na wierzch.

Na innych frontach stabilnie. Degeneraci zapowiadają  na jesieni przymusowe odosobnienia i przymusowe hospitalizacje. Nowa polityka historyczna oficjalnie włącza żydowską i ukraińską interpretację najnowszych dziejów Polin w obowiązujący parytet.  Najnowszą zdobyczą propagandy jest teoria jakoby 200 tys. niechorujących na covid Polaków zmarło z  winy własnej i nieprzymuszonej woli, a niejednokrotnie uczynili to złośliwie i wbrew ministrowi Niedzielskiemu. Jak widać odwlekany termin Norymbergi 2,0 spowodował kolejne szyderstwo ze strony sprawców. Ich bezkarność powinna być codziennym wyrzutem sumienia dla wszystkich normalnych ludzi.

Na poziomie moralnym jest to swołocz nie mająca żadnych hamulców. “Pandemia” ukazała ich prawdziwe oblicze. Nie ma granicy, której by nie przekroczyli- na rozkaz lub za pieniądze. Boją się jedynie Wielkiego Brata, jadowitego szeptu z Budki Suflera, ujawnienia filmów z ukraińskiego burdelu.

Czas – największy wróg Ukrainy. Z kłamstwem jak z każdą tandetą – bywa, że dobrze się sprzedaje, ale zawsze: krótko.

Czas – największy wróg Ukrainy – Prof. Bogusław Paź

https://www.bibula.com/?p=134391

Z kłamstwem jak z każdą tandetą – bywa, że dobrze się sprzedaje, ale zawsze: krótko.

Zalewani przez tygodnie kłamstwami ukraińskiej propagandy wojennej, która chwilami przybierała wręcz groteskowe rozmiary (Cyganie kradnący czołgi Rosjanom, zabici „na śmierć” i zmartwychwstali obrońcy Wyspy Węży etc), dopiero od paru dni mamy możliwość – to, co Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi mają od ponad trzech miesięcy – zyskać w polskich mediach w miarę rzetelny wgląd w to, co dzieje się za wschodnią granicą.

Obraz tej rzeczywiści radykalnie odbiega od tego, jaki serwowali nam różni propagandziści. – Ukraina tę wojnę przegrywa na każdym polu: od pola walki, poprzez propagandę wewnętrzną, po propagandę skierowaną na Zachód. We Francji nikogo sytuacja Ukrainy nie interesuje, takoż samo jest we Włoszech, Niemczech, w Skandynawii. USA są zaangażowane w konflikt, ale jedynie na planie geostrategicznej walki z Rosją, której stawką są wpływy na Bliskim i Środkowym Wschodzie, na Pacyfiku i Oceanie Indyjskim. Ukraina, podobnie jak Polska, jest tu jedynie środkiem – instrumentem w prowadzonej przez Amerykanów globalnej polityce: jeśli wy, tj. Rosjanie, pozwolicie na zbyt wiele Iranowi, Syrii, Afganistanowi etc., to my uzbroimy odpowiednio dobrą bronią Ukraińców. Jeśli, nie – Ukraina od nas już niczego nie dostanie.

Czas

W tej wojnie największym wrogiem Ukrainy, obok Rosji, jest czas. To jego upływ sprawia, że zachodnia opinia publiczna – głupia jak zawsze straciła już zainteresowanie najazdem Rosji na Ukrainę. Dla przeciętnego Johna, Jacquesa czy Hansa aktualne komunikaty z wojny w Donbasie nie różnią się niczym od tych, jakie słyszał przez ostatnie siedem lat. A ponieważ wcześniej akceptowano to, co działo się w Donbasie, więc dlaczego ktoś miałby we Francji czy Włoszech umierać za „samostijnu Ukrainu”? – Nie ma takiej opcji! Zapomina się, że Zachód ma tylko dwóch głównych świętych: święty spokój i dobrobyt. Nic innego nikogo tam nie interesuje.

Ukraina – strategiczny bufor Rosji

Putin od początku, jak zawsze w dziejach Rosji było, prowadzi wojnę na swoich zasadach. Gdyby zechciał użyć całego arsenału broni konwencjonalnej, to – choćby z całej wschodniej Ukrainy znów były jedynie step. Nie robi tego, gdyż ta jest mu potrzebna do tego, aby ją kontrolować i mieć w odwodzie jako rezerwuar żywności i obszar ekspansji – politycznej i gospodarczej. Nade wszystko jest buforem oddzielający od NATO. Putin dlatego wysłał słabo wyszkolonych żołnierzy ze słabym sprzętem wojennym, aby nie tylko dokonać „rozpoznania w boju”, ale działania na Ukrainie rozciągnąć w czasie.

Czas II

Ten, tj. czas daje Putinowi potężne atuty: nade wszystko potężne perturbacje na rynkach finansowych, giełdach nośników energii i żywności. Już teraz otwarcie się mówi o naciskach Zachodu na Ukrainę, aby przyjęła warunki Rosji, gdyż ta wojna Zachód kosztuje zbyt wiele. Putin dąży do tego, aby to nie jego armie, ale rządy Niemiec, Węgier, Francji nakłoniły Kijów do przyjęcia warunków Moskwy. I zaczyna mu się to udawać – wcześniej niż można było się tego spodziewać. Moim zdaniem, jedynie kwestią czasu jest to, kiedy Zełeński i Ukraina zostaną przez Zachód pozostawieni i skazani na warunki, jakie postawi im Kreml. Putin o tym wie i wcale się nie spieszy z realizowaniem swoich celów na Ukrainie – nie musi. Ba! – czekanie mu się bardziej opłaca, niż jakaś gwałtowna intensyfikacja działań wojennych.

Pełne działania wojenne

Te w pewnym momencie nastąpią, przyspieszą i się zintensyfikują, ale dopiero wtedy, gdy będzie wiadomo, że na Zachodzie Putin osiągnął swoje – odwrócenie się rządów od Kijowa spowodowane chęcią powrotu do ładu ekonomiczno-politycznego sprzed wybuchu wojny. W Niemczech o konieczności tego powrotu mówi się otwarcie od tygodni, choć zarazem deklaruje się tam rezygnację z ropy rosyjskiej – teraz.

Przyszłość Ukrainy

Przewiduję następujący przebieg nowych działań wojennych: po pierwsze, możliwie szerokie zajęcie terenów w Donbasie i ogólnie: na wschodniej Ukrainie, z Charkowem włącznie. Po drugie, zajęcie (możliwie) całego wybrzeża Morza Czarnego. Odebranie Ukrainie uprzemysłowionych terenów na jej wschodzie, połączone z odcięciem jej od morza, którym eksportuje 98% zboża i innych towarów, sprawi, że Ukraina będzie skazana na gospodarczą wegetację i ostatecznych upadek.

Po trzecie, konsekwencja drugiego, myślę, że jednym z najważniejszych celów na wybrzeżu jest Odessa, której znaczenie dla Rosji i Rosjan da się porównać jedynie do St. Petersburga. Ponieważ Rosja uważa to miasto za historycznie swoje i etnicznie za rosyjskie (to drugie w dużej mierze jest prawdą), nie sądzę, aby armia rosyjska zdecydowała się na tradycyjny ostrzał artyleryjski czy naloty bombowe przy jego zdobywaniu.

Przejęcie wybrzeża, którego już teraz sporą część już Rosja anektowała, nie tylko spowoduje ogromne problemy gospodarce, ale i psychologiczny efekt: Ukraina stanie się krajem lądowym, który do niedawna miał wybrzeża dwóch mórz (wybrzeże Morzą Azowskiego już zajęte od miesięcy). Może się okazać, że Ukraińcy Morze Czarne będą oglądać tylko z plaż Rumunii czy Bułgarii.

Po czwarte, jeśli nastąpi w wystarczającym – z perspektywy Putina – stopniu aneksja wschodnich i południowych granic Ukrainy, uważam za możliwy zmasowany atak z lądu i nieba – na Kijów.

Po piąte, uważam, że Ukraina nie ma szans nawet na to, co zaproponował H. Kissinger – tj. nigdy nie odzyska zajętych terenów i wszystko wskazuje na to, że w dalszej perspektywie straci drugie tyle. Po szóste, uważam też za możliwy taki scenariusz, że Putin może brać pod uwagę za jakiś czas podpisanie z Ukrainą, aby za parę lat znów uderzyć i zająć tyle terytorium, ile się da – czyli jak to zrobił wcześniej po zajęciu Krymu. Będzie to możliwe tym bardziej, że Chiny za parę lat niemal na pewno zaatakują Tajwan (to rząd już teraz ogłasza), a wtedy cała gospodarka, zwł. obszar high tech, będzie w stanie całkowitego chaosu i kryzysu.

Przyszłość Polski – Ukrainpol, import korupcji i ekonomiczna zapaść

Ukraina, która już przed wybuchem wojny była ekonomicznym bankrutem z ogromną, jedną z największych na świecie korupcją, po zakończeniu wojny – bez Donbasu i z brakiem lub ograniczonym dostępem do morza będzie – jak najuboższe kraje Afryki – funkcjonować przez dziesiątki lat głownie dzięki pomocy zagranicznej oraz przysłanym z zagranicy pieniądzom przez jej obywateli. (Przed wojną było tego grubo ponad 10%).

Jeśli chodzi o tę pomoc z zagranicy, to ogromna część będzie – jak teraz – pochodzić bezpośrednio z Polski! Innymi słowy, po zakończeniu wojny będziemy skazani na wieloletnie ponoszenie ogromnych kosztów odbudowy i utrzymania w ekonomicznym bycie Ukrainy. Giedroyciowe oszołomstwo z Magdalenki, które panuje w rządzie i opozycji, będzie miało okazję wdrożyć plan budowy Ukrainpolu, co zapowiedzieli dwa miesiące temu: Kosiniak-Kamysz, Gowin i przedstawiciele Lewicy. Oznacza to ponoszenie przez nas niewyobrażalnych kosztów, które już teraz przedstawiciel rządu określił na 20% naszego budżetu rocznie. Zepchnie nas to do poziomu Wenezueli. Z nami jednak może być gorzej, gdyż Wenezuela ma ropę i niepodległość – a my ani jednego, ani drugiego.

Prof. Bogusław Paź

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (2-06-2022) | https://myslpolska.info/2022/06/02/czas-najwiekszy-wrog-ukrainy/

Wesprzyj naszą działalność

Czemu nauczyciele odchodzą z zawodu? Pensje ich – a pensje wojewodów. Dziś a przed stu laty.

Jerzy Przystawa

===============

Czytam SOBIE: Nauczyciele żegnają się ze szkołą i zawodem. „Takiego roku nie było”. Gdzie będą pracować?

Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Nauczyciele-zegnaja-sie-ze-szkola-i-zawodem.-Takiego-roku-nie-bylo-.-Gdzie-beda-pracowac

Usługi szkoleniowe, przemysł, branża kosmetyczna. Nauczyciele z powodzeniem znajdują pracę w dużych firmach albo zakładają własne działalności i na zawsze żegnają się ze szkołą. Takie osoby można liczyć już w tysiącach. –

========================

Powyższe czytam dziś. 3. VI. 2022. Jeremiady.

A od 30 lat wiadomo, czemu tak się dzieje. Oto kolejny artykuł prof. Jerzego Przystawy z „TAMTYCH LAT”.. md

================================

Święto polskiego nauczyciela?

 Jerzy Przystawa

        14 października jest tradycyjnie, jak „za komuny, obchodzony w Polsce jako tzw. Dzień Nauczyciela. Uczniowie mają labę i nie potrzebują nudzić się na lekcjach, nauczyciele spotykają się na „akademiach ku czci”, otrzymują kwiatki i czekoladki, niektórzy z nich nawet medale, wręczane przez dygnitarzy różnego szczebla. Ponieważ akurat trwa kampania wyborcza do samorządów terytorialnych, więc słowo „edukacja”, odmieniane we wszystkich przypadkach, wypisane jest wśród sloganów wyborczych wszystkich partii politycznych.

W tym reklamowaniu swojego umiłowania „edukacji” i oddania tej sprawie, przoduje, jak zwykle, spadkobierca PZPR – Sojusz Lewicy Demokratycznej. Idzie im najłatwiej, bo mają w tym „boju o edukację” najdłuższy staż i doświadczenie. Ale w gadaniu o roli i znaczeniu edukacji nikt nie chce pozostać w tyle. Szczególnie gorliwie gardłują zagorzali euroentuzjaści. Unia Europejska, której brakuje taniej siły roboczej, ma jeszcze trochę miejsc pracy przy karmieniu świń, sprzątaniu ulic, biur i sklepów, myciu naczyń w hotelach i restauracjach i dobrze wykształcone, polskie panienki, znające parę zachodnich języków byłyby jak znalazł.

Mają więc wzięcie korepetytorzy angielskiego czy niemieckiego i nawet Anglik, Francuz czy Amerykanin może w Polsce całkiem przyzwoicie zarobić. Gorzej z polskimi nauczycielami zbędnych przedmiotów jak, nie przymierzając, fizyka, chemia czy biologia, historia czy, mało w Europie przydatny, język polski. Do nauczania języków obcych mało się nadają, gdyż komuna nie przewidywała naszego „wchodzenia do Europy”, więc jeśli już o jakieś języki dbała to raczej o rosyjski, który znowuż dzisiaj okazuje się być bardziej zbędny od niepotrzebnego. Nie ma się więc co dziwić, że w III RP, tak jak w PRL, nauczyciel jest społecznym pariasem. Jeśli ma szczęście i po ukończeniu studiów znajdzie pracę w szkole, dostanie pensję w wysokości 700 złotych, a więc nie całych 175 USD na miesiąc. Jeśli będzie kontynuował studia i po 4-5 latach pracy zrobi doktorat i uzyska pracę na uczelni, to jako adiunkt uniwersytecki dostanie może i dwa razy więcej.

Nauczyciele polscy, wśród których nie ma już ludzi pamiętających lepsze czasy, robią wrażenie grupy zawodowej pogodzonej ze swoim losem. Odnosi się wrażenie, że nie tylko nie wierzą w możliwość poprawy swego żebraczego statusu, ale nawet nie mają świadomości, że ten status mógłby być inny. Kiedy się im mówi, że polska tradycja jest inna, reagują z niechęcią, jakby to do nich odnosiły się słowa Poety:

Kto z was podniesie skargę, dla mnie jego skarga

Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży

Do cierpliwie i długo noszonej obroży,

Że w końcu gotów kąsać – rękę, co ją targa.

A przecież polska tradycja jest inna. Tradycja Polski Niepodległej, która wiedziała od zawsze, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich synów chowanie. Przypomnijmy więc, przy okazji tego malowanego dnia nauczyciela, jak prawdziwie Wolna i Niepodległa Rzeczpospolita traktowała swoich nauczycieli i jak chowała swoich synów.

Z datą 9 października 1923 Sejm II Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił Ustawę o uposażeniu funkcjonariuszów państwowych i wojska (Dz.U. R. P. Nr. 116 z r. 1923, poz. 924, str. 1389). W Ustawie tej ustanowił 16 grup uposażenia, a w każdej z tych grup pewną ilość szczebli. Tabela obejmowała wszystkich pracowników, jak to się dzisiaj pięknie mówi, sfery budżetowej. W każdej pozycji tabeli podana była ilość punktów, określająca wysokość uposażenia przysługującego odpowiedniej kategorii. Art. 5 tej Ustawy stanowił, że na dzień 1 października 1923 liczbę punktów należy pomnożyć przez 11600 mkp. Kwota ta odpowiadała kosztom utrzymania w pierwszej połowie września 1923 r. Aby uniknąć kłopotów z inflacją, deflacją, wzrostem czy upadkiem gospodarki, Ustawa przewidywała, że konkretną wysokość mnożnej, czy to w markach polskich czy w złotych, każdorazowo, najpóźniej do 20 dnia każdego miesiąca, określi Rada Ministrów, na wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych w porozumieniu z Ministrem Skarbu biorąc pod uwagę zmianę wysokości kosztów utrzymania w okresie od dnia 15 ubiegłego miesiąca do dnia 15 bieżącego miesiąca oraz zmianę dodatku regulacyjnego.

Przyjrzyjmy się teraz, jak Ustawa regulowała płace nauczycieli.

Art. 25 stanowił, że Profesorowie zwyczajni szkół akademickich otrzymują uposażenie grupy IV, profesorowie nadzwyczajni otrzymują uposażenie grupy V. Profesorom zwyczajnym i nadzwyczajnym po upływie 3 lat, spędzonych w ostatnim szczeblu odnośnej grupy, dodaje się po 100 punktów.

Kto otrzymywał uposażenie na tym samym poziomie co profesorowie? W wojsku grupę IV stanowili generałowie brygady i kontradmirałowie. Do grupy V zaliczano pułkowników i komandorów. W Policji Państwowej grupę IV miał tylko Komendant Główny, grupa V przysługiwała nadinspektorom. W ministerstwach grupę IV posiadali dyrektorzy departamentów, wojewodowie, Delegat Rządu w Wilnie, Komisarz Generalny R.P w Gdańsku, Prezes Izby Skarbowej. Grupa V przysługiwała wicewojewodom i naczelnikom wydziałów.

Art. 31 stanowił: Nauczyciele posiadający kwalifikacje, przepisane ustawą z dnia 22 września 1922 r. Z wyjątkiem nauczycieli rysunku, pracy ręcznej, śpiewu, muzyki i gimnastyki, nie mających matury gimnazjalnej lub seminarjalnej i ukończonych co najmniej dwuletnich specjalnych kursów zawodowych, otrzymują przy mianowaniu uposażenie grupy VIII, po przesłużeniu 6 lat – grupy VII, po dalszych 9 latach – grupy VI, wreszcie po następnych 12 latach – grupy V.

A zatem nauczyciel z odpowiednim kwalifikacjami i stażem awansował do uposażenia wicewojewody. W ministerstwach grupę VI otrzymywali naczelnicy wydziałów, w wojsku podpułkownicy, w policji inspektorzy. Po 6 latach pracy nauczyciel zarabiał tyle, co kapitan w wojsku, nadkomisarz w PP, sekretarz poselstwa lub wicekonsul. Pracę zaczynał z pensją porucznika albo podkomisarza Policji Państwowej, lekarza powiatowego, powiatowego architekta, Redaktora PAT, Dyrektora Drukarń Państwowych. Zaczynał od uposażenia grupy VIII, a wszystkich było 16, a zatem nie jak teraz od minimalnej płacy ustawowej na poziomie zasiłku dla bezrobotnego. Prezes Dyrekcji Ceł był w grupie V, jak profesor nadzwyczajny, a zwykły poborca celny dopiero w grupie XII, a przecież nie słyszeliśmy o wstrząsających krajem aferach przemytniczych, będących jakoby wynikiem niskiego uposażenia celników!

4 lata temu, w czerwcu 1998, zawiązał się Komitet Ratowania Nauki Polskiej, do którego weszli wybitni profesorowie różnych polskich uczelni. Komitet ten zanosi pokorne supliki do miłościwie nam panujących ministrów, żeby zechcieli wziąć pod uwagę, że nauka polska ginie, że Polska z roku na rok obsuwa się niżej w rankingu cywilizowanych krajów świata. Kiedy jednak przesłałem Wysokiemu Komitetowi Ustawę z 9. X. 1923 i zachęcałem ich do podniesienia tego tematu, moja propozycja została zignorowana. Prywatnie, różni moi Uczeni Koledzy, przekonywali mnie na wyścigi, że pomysł aby zastosować rozwiązania jakie z tak wspaniałym skutkiem stosowała II Rzeczpospolita, jest pomysłem z gatunku science fiction, że nie ma w ogóle o czym mówić, że przed wojną nauczycieli było mało, a teraz jest dużo, że jesteśmy za biedni, a w ogóle to jak to można, żeby nauczycielom i profesorom płacić według jakiegoś rozdzielnika? Przecież nauczyciel nauczycielowi nie równy, a o profesorach to już w ogóle nie ma co mówić!

10 lipca 1998 rozesłałem „List Otwarty przede wszystkim do Wielce Szanownych Profesorów Zwyczajnych i Nadzwyczajnych RP”. W liście tym zwracałem uwagę, że moja propozycja wprowadzenia w życie Ustawy z 9. X. 1923, wbrew temu co twierdzą, nie wymaga dodatkowych nakładów inwestycyjnych na pensje nauczycieli i profesorów! Przecież jeśli nie ma pieniędzy, żeby profesorom płacić tyle ile się płaci wojewodom i dyrektorom departamentów w ministerstwach, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby płacić wojewodom i dyrektorom tyle samo ile się płaci profesorom!? Dlaczegóż, skoro jesteśmy tak biedni, tylko profesorowie i nauczyciele mają to rozumieć i ponosić koszta? Dlaczego wojewodowie, dyrektorzy i generałowie maja być od tego rozumienia zwolnieni? Czyż to nie są Polacy – patrioci, gotowi pocierpieć trochę dla Ojczyzny?

Nie odpowiedzieli na mój list otwarty uczeni mężowie i panie, zatroskani stanem edukacji i nauki polskiej. W moim uniwersytecie, tak jak i we wszystkich innych uniwersytetach w Polsce, działają organizacje związkowe, w tym sławna NSZZ „Solidarność”. Jej członkowie i komisje nie ustają w lamentach nad niskimi płacami naukowców i nauczycieli. Dla nich specjalnie napisałem i wydałem książeczkę pt.: „Nauka jak Niepodległość”. Kosztowała 5 złotych, tyle ile kufel piwa w byle jakiej knajpie. Stała sobie samotnie na wystawie w kiosku uniwersyteckim, nie budząc żadnego zainteresowania. Za darmo przekazałem ją różnym komisjom. Wszystko na próżno. Uczeni i wychowawcy, po 50 latach tak się wdrożyli do cierpliwie i długo noszonej obroży, że nawet po cichu nie dopuszczą myśli, że kraj, jeśli chce być wolny i niepodległy, jeśli chce się liczyć w cywilizacyjnym wyścigu, jeśli chce coś znaczyć wśród narodów Europy i Świata, musi zacząć inaczej traktować nauczycieli i sprawa ta musi mieć priorytet najwyższy.

Rozumieli to dobrze twórcy II Rzeczypospolitej. Przypomnijmy tę datę: 9 października 1923. Zaledwie 5 lat od zakończenia straszliwej I Wojny Światowej i nie całe dwa lata od zakończenia okropnej, rujnującej Wojny Polsko – Bolszewickiej. Sejm, wyłoniony na podstawie niedobrej ordynacji tzw. proporcjonalnej, niestabilny, targany walkami ideologicznymi, jest miejscem potępieńczych niekiedy swarów i gorszących kłótni. Ale kłótnie te toczą między sobą Obywatele – Posłowie Rzeczypospolitej, którzy swego oddania Polsce dowiedli ponad wszelką wątpliwość, i którzy rozumieją, że ich Ojczyzna zdobyta krwią i blizną wymaga ludzi światłych, wykształconych na najwyższym światowym poziomie, i ich podziały, waśnie i wzajemne urazy, nie przeszkadzają im w podjęciu decyzji o przyznaniu profesji wychowawcy młodzieży Pozycji Numer Jeden.

Nauczyciel Polski docenił ofiarę jaką na jego rzecz uczynił zniszczony wojnami kraj. Zrewanżował się swoją pracą, z której Polska miała prawo być dumną. Przez 20 lat niepodległości wykształcił i wychował pokolenie, którego jakość i wartość okazała się w całej pełni w straszliwych latach wojny i okupacji. Nauczyciel Polski swój egzamin przed Historią zdał. Nie jest jego winą, że los skazał to pokolenie na przepadłe, że poszli jak kamienie na szaniec, ale ten szaniec nie okazał się wystarczający.

Dzisiaj, 13 lat po Okrągłym Stole, kiedy Polska została ogłoszona za wolną i niepodległą, widzimy wyraźnie, że ludzie, którzy wzięli na swoje barki losy III RP, pochodzą z innej gleby, z innej ideologii, z innego systemu wartości, niż ci, którzy uchwalali Ustawę z 9. X. 1923. Pierwszy Prezydent tej Rzeczypospolitej chwalił się publicznie, że: gdybym się w szkole lepiej uczył, to dzisiaj byłbym inżynierem i byłbym po drugiej stronie. (Lech Wałęsa w wywiadzie telewizyjnym w lecie 1989 r.) Gdybym się lepiej uczył – byłbym dzisiaj nikim, ale że byłem leniem i obijbokiem, to dzisiaj jestem waszym prezydentem i laureatem Nagrody Nobla. Drugi Prezydent III RP usiłował oszukać swój naród lipnym dyplomem magistra. Czy po takich ludziach można się spodziewać zrozumienia roli i znaczenia wychowawcy – nauczyciela? Roli i znaczenia nauki? Zresztą dla nich Niepodległa Polska to szkodliwy anachronizm, przeszkoda na drodze do Unii Europejskiej, której Niepodległa Polska jest potrzebna jak dziura w moście. Unii Europejskiej potrzebne są ładne polskie panienki do ścielenia łóżek w eleganckich hotelach i sprytni i zdrowi chłopcy do malowania pokoi i remontowania mieszkań, ewentualnie jako parobcy na nielicznych farmach. Do czego tu polskie uniwersytety i świetni wychowawcy-nauczyciele?

Dzisiaj już wiemy, że agenci obcych interesów nie zadbają o polską szkołę, nie zadbają o polskiego nauczyciela, nie stworzą im warunków do pracy takich, jakich wymaga kraj aspirujący do niepodległości i godnej pozycji w świecie.

Jak się wyrwać z tej pułapki i odwrócić ten zabójczy trend? Jak wyjąć Polskę z rąk kompradorów?

Wydaje się, że to, co jeszcze wciąż można zrobić, to doprowadzić jak najszybciej do zmiany systemu wyłaniania elit. Trzeba zmienić ordynację wyborczą do Sejmu i wprowadzić, na wzór brytyjski, jednomandatowe okręgi wyborcze. Póki jeszcze jest cokolwiek do uratowania. Muszą to zrozumieć, jak najszybciej, przede wszystkim, polscy nauczyciele

Протоиерей Андрей Ткачёв: «За Израиль обидно»

https://zavtra.ru/events/protoierej_andrej_tkachyov_za_izrail_obidno

В продолжение израильской темы.

Андрей Юрьевич Ткачёв, священнослужитель Русской Православной Церкви, митрофорный протоиерей, клирик храма Святителя Василия Великого в с. Зайцево, духовник молодёжного отдела Московской городской епархии РПЦ, известный проповедник и миссионер:

Трудно не заметить, как все, кому не лень, едут спешно в Израиль и оформляют гражданство. Имена называть лень. Их много и они известны.

Прям за Израиль обидно. Раньше, в соответствии с духовной проблематикой, нужно было и евреем настоящим быть, и на иврите читать, и всё прочее с кашрутом, шаббатом и т.п. на себе нести. Сегодня евреи сами (!) всё обнулили, чем понизили свой собственный статус. Обнулили не задаром, но это только утяжеляет ситуацию, ибо «золотой телец» в виде главного аргумента всегда (особенно в их истории) приносил временную выгоду, но — стратегическую катастрофу.

Многие мифы разлетелись в пыль. Среди них есть место мифу о том, что евреи сверх-умные, уникально сплочённые, и так далее, и так далее. А вот и ничего подобного.

Коломойский придумал термин «жидо-бандеровец». Все посмеялись и всем понравилось. Но мало кто заметил, до чего это мистически жутко — за денежный гешефт якшаться точно с теми и такими же, кто бабушек и дедушек нынешних сынов Израиля отправлял совсем недавно (в историческом измерении) на Небо в виде дыма из трубы в Дахау.

Ничего смешного.

И этническое еврейство президента или высокого чиновника любой страны вовсе не гарантирует прививку от нацизма. Евреи, как и все остальные, способны с удовольствием превратиться из жертвы в палача. Этническое еврейство вообще ничего не гарантирует: ни антифашизм, ни врождённую гениальность, ни чуткость сердца. Ничего.

Фашизм сущность не сменил. Только развил и углубил. А Израиль сегодня умудряется свой спецназ посылать в Днепропетровск, воевать вместе с теми, которые… Так что: «Вы любите помидоры? Кушать — да, а так — нет». В нашей теме: «Евреи самые умные? Если деньгами пахнет — да, а так — сомневаюсь».

Кроме Иерусалима земного есть Небесный Иерусалим. Он в стадии достройки. Вот достроится и спустится с Неба, как Невеста, украшенная для Мужа своего.

По мере этого процесса роль земного Иерусалима будет уменьшаться. Ещё в Новом Завете он однажды назван Содомом и Египтом, «где и Господь наш распят» (Послание Петра).

Он будет далее всё больше обмирщаться и духовно деградировать. Израиль ведь страна Западная и демократичная, а Тель-Авив давно уже – признанная гей-столица Ближнего Востока. Кстати, колено Даново. Кто-то, наверное, об этом плачет, но большинству всё нравится.

Град Земной с яростью противостоит Граду Небесному и помириться они не могут. Земной Иерусалим — горе, горе — всё больше принадлежит именно Земному миру и Граду, который против Неба. В значении вырастает Град Невидимый, грядущий свыше, который откроется в своё время.

Духовные вопросы, духовная реальность открепляется от священной топографии. Вот уже и Киев только по памяти – Мать городов русских. По факту он уже что-то другое. И даже обидное словечко Куев, появившись сразу после Майдана, никуда не исчезло. И Израиль, массово продающий гражданство кому попало, на глазах деградирует.

Один раввин мне говорил с печалью: «Из-за наших грехов нам тяжело обосновать тезис о Богоизбранности». Я его понимаю. А чиновники израильские – нет. И жулики со всей вселенной, без чести, совести, родины и флага, но с «непосильно нажитыми долларами» становятся гражданами земли, по которой ходил Иисус Христос.

Всё это не к добру. Но именно так исполняются пророчества„.

Теги события:

андрей ткачёв текст израиль евреи

Wędrówki na skraj wyobraźni… Pierwsza kropla.

Marek Dudek

– Tato, czy za twoich młodzieńczych lat roboty też strajkowały?

-Synu, nie mówi się roboty, to je obraża, używaj poprawnej nazwy SIM!

– No dobrze niech będzie, a więc jak byłeś młody to Super Inteligentne Maszyny też strajkowały?

Mały pytał dlatego, że właśnie utknęli w tunelu komunikacyjnym i nic więcej poza rozmową nie mogli zrobić. Nic nie działało, ani komunikator myśli, ani system alarmowy ani nawet autonomiczny system awaryjnego otwierania drzwi. Tak, jak w czasach minionej epoki przy autostradach- również w tunelach komunikacyjnych można było się ewakuować. Należało opuścić kapsułę i dojść do najbliższej platformy skąd przesiadając się do ASTI można było drogą powietrzną dolecieć pod wskazany adres. ASTI* zastąpiły taksówki z poprzedniej epoki. Były to dwumiejscowe statki powietrzne w pełni autonomiczne służące do rozładowania problemów w tunelach.

Ojciec zamyślił się patrząc na miasto w oddali a potem przeniósł wzrok na zielone łany zbóż, które wygrzewały się do przymglonego słońca. Pejzaż wydawał się spokojny wręcz ospały. Nad polami nie było żadnych maszyn, nie latały ani DD* ani też monitorujące oczy. Wszystko zamarło…

– To jak -odezwał się synek, jak to było?

To pytanie wyrwało ojca z zamyślenia, przeniósł wzrok na dziecko i zobaczył w nim oczy i uśmiech dziadka, te same rysy twarzy, podobny charakter, niespokojny duch…

– Nie synu, wtedy wszystko było inaczej… Sim-ów nie było, tamte maszyny były bardzo proste, kosiły trawniki, sprzątały domy, uzupełniały zapasy, woziły dzieci do szkoły… takie były początki. Wtedy wszystko było inne… Kiedy pojawiły się pierwsze SIM-y miałem piętnaście lat. To był świat, który mnie pochłonął. Tamten świat oszalał na punkcie autonomicznych maszyn a potem humanoidów.

-Ale humanoidy nie sprawdziły się w życiu codziennym, podobno były niebezpieczne dla ludzi?

– Początkowo wszystko układało się wspaniale. Postęp był tak wielki, że powstał problem i Rząd Globalny zwolnił tempo rozwoju humanoidów, głównie ze względów na braki materiałowe. Przede wszystkim brakowało pierwiastków ziem rzadkich a te były niezbędne do wytwarzania sztucznej inteligencji. Potem pojawił się kolejny problem, dwie konkurencyjne firmy wprowadzały humanoidy w każdą dziedzinę życia -a kiedy tego było mało wystawiły je na Olimpiadę. Większość dyscyplin ludzie przegrali – niektóre z taką porażką, że Olimpiadę unieważniono i od tamtej pory nie wznowiono już tej pięknej idei w klasycznym wydaniu.

– Ale przecież teraz są Olimpiady- przypomniał syn.

-Teraz tak, ale tylko dla SIM-ów i to w różnych grupach.

Dwadzieścia lat temu pojawili się korsarze- czyli nielegały. Były to humanoidy programowane przez rebeliantów do zniszczenia Nowego Ładu. Korsarze były w dużej mierze autonomiczne ale rebelianci obawiali się zarówno ich szybkości jak i inteligencji i zostawiali czarną furtkę, przez którą mogli je po prostu zablokować. Bali się tego, co sami stworzyli: 33- wątkowego rdzenia połączonego z glejową zmienna pamięcią i ciągłym randomizowanym podłączeniem do Bazy Baz. Możesz to sobie wyobrazić?

-Jeszcze teraz to brzmi dumnie…

To były super inteligentne maszyny, które w pewnym momencie przejęły na krótko GLOB-SYSTEM. Dzisiejsza awaria to nic, drobiazg- wtedy wszystko stanęło na kilka dni, chaos ogarnął Nowy Świat.

Ludzie stali się bezradni, bo GLOB- SYSTEM przestał działać a przecież wszystko było z nim sprzężone od lodówki po linie hipersoniczne, od wizyty u E-fryzjera po E-zakupy. Wszystko. Padł też Globalny System Oceny i ludzie potracili dorobek życia … wszystko na co pracowali latami. Tylko rezerwaty działały …ale tam, życie toczyło się po staremu. Lecz dla nas przyzwyczajonych do wygód takie życie było nie do zniesienia. Wyobrażasz sobie żeby przez 8-10 godzin dziennie pracować..i to fizycznie?

– Nie było kopii Systemu Oceny? -zapytał syn z niedowierzaniem.

Oczywiście, że były i to w kilku miejscach na świecie ale wirus zrobił swoje. Kiedy udało się odblokować system rozpoczęły się…. aresztowania. System pozmieniał punktację i niewinni ludzie a nawet kapłani albo liderzy musieli pogodzić się z losem – zanim sprawa się wyjaśniła minęły tygodnie. Cała punktacja, na którą pracowali latami stopniała do zera …to były życiowe bankructwa…

Nagle zupełnie niezapowiedzianie tunel ożył, magnetyczne poduszki uniosły kapsułę a zablokowane drzwi wydały potwierdzenie i powoli rozpoczęli przyspieszanie. Do miasta nie było daleko, więc tunel pracował na połowę mocy bo przecież nie był sensu rozpędzić się po to, aby zaraz hamować.

Kiedy przesiedli się do ASTI dom był coraz bliżej. Zaraz po starcie komunikator myślowy powiadomił ich, że mieszkanie nagrzewa się do temperatury pokojowej, w kuchni ożywił się SIM i przygotowywał posiłek. Równocześnie obydwaj dostali komunikaty o zapasach punktów, które mogli w najbliższym tygodniu wykorzystać. Część z nich mogła być przełożona na późniejszy termin. Wracali do domu a to było to, czego oczekiwali.

Drzwi otworzyły się same, kiedy system rozpoznał twarze i zeskanował siatkówkę oka. Ciepłe kolory ścian przywitały ich jak zawsze miło i przyjaźnie. Stare zdjęcia dziadka wisiały na swoim miejscu a on Człowiek na rolniczej maszynie śmiał się do nich, jak co dzień.

Kiedy spożywali posiłek synek poprosił ojca, aby jeszcze raz opowiedział mu o dziadku. Strasznie lubił słuchać tych historii a szczególnie tej, jak dziadek samodzielnie prowadził samochód.

Kiedy tata zakończył opowiadanie syn zamyślił się a potem zapytał.

– Musiało być dużo wypadków skoro żaden system nie kontrolował ruchu na drogach….?

Nie jeździli tak szybko jak teraz – a poza tym poruszali się tylko po asfaltowych drogach a nie na kilku niezależnych poziomach, pamiętaj, że to było dawno. Drogi były oznakowane i jadąc musiałeś patrzeć na znaki, tablicę przyrządów inne samochody i podporządkować się regułom.

-Czyli nic innego nie można było robić, ani oglądać przekazu ani komunikować się ani jeść, ani nawet spać? Tak?

-Tak, kierowca musiał skupić się na prowadzeniu ale pasażerowie mogli robić co chcieli. Wtedy autonomiczne pojazdy dopiero raczkowały. Dziadek nie tylko jeździł samochodem ale sam je tankował i…naprawiał.

– Czyli się psuły, tak?

– Tak… psuły się. Czasami nawet coś odpadło albo zabrakło paliwa bo wskaźnik się zawiesił. Ale było coś w tym ….jakby to powiedzieć… romantycznego. Od zapachu benzyny i smarów po sobotnie mycie samochodów na podwórku. Tak, dobrze słyszysz – wtedy robili to ludzie, ręcznie myli samochody.

– A jak je skanowali?

– Nie skanowali ich, popatrzyli jak bardzo były zabrudzone a potem wlewali do wiadra ciepłej wody z płynem i gąbkami, szczotkami albo szmatkami myło się takie coś! Pamiętam jak w pewien sobotni wieczór dziadek usiadł ze mną pod kasztanem i patrzyliśmy jak słońce pięknie oświetla nasze auto. W niedziele jechało się do kościoła na mszę a potem na małą przejażdżkę albo do cukierni. Życie na wsi nie miało tyle atrakcji co w mieście ….

– To kościół nie przychodził do mieszkania? – zapytał zdziwiony.

Nie było wtedy hologramów, nie mogłeś tak po prostu transponować się – wszystko było fizyczne!

Chcąc gdzieś być musiałeś tam zajść, pobiec lub pojechać.

– Nie wyobrażam sobie tego! Nie mogę tego zrozumieć , co w tym było takie ciekawe, że wspominasz to ze wzruszeniem?

Dużo spraw…poczucie rodzinnej wspólnoty jak w mitycznych plemionach… była też wolność zupełnie inna niż teraz…

Czas spać synu!!! Późno, a jutro mamy intensywny dzień …bo jutro niedziela!

Kiedy mały usypiał ojciec był wdzięczny że Nowy Świat ofiarował mu syna. Takiego jakiego chciał, takiego jakiego specjalnie dla niego zaprojektowali inżynierowie genetycy.

A było to największe wyróżnienie z możliwych w Nowym Świecie. Niżej w hierarchii była złota opaska, która otwierała wszystkie bramy a jeszcze niżej Chip Pełnego Zaufania… Nic tylko korzystać, korzystać, korzystać…

Kiedy chłopiec usnął ojciec wyłączył skaner mieszkania, bo na czas snu można było go wyłączyć ale nie poszedł spać, wygrzebał sprytnie ukryty album ze zdjęciami i przeglądał …A potem długo nie mógł zasnąć myśląc o tym czy poradziłby sobie w rezerwacie, gdzie coraz bardziej go ciągnęło a zwłaszcza wtedy, kiedy przeglądał zdjęcia dziadka …

A dziadek ….wszystko robił sam…przeszło mu ponownie przez myśl…

W niedzielę najpierw odwiedzili ich hologramowi kapłani, potem podłączyli się do Globalnej Sieci Wsparcia dla idei jeszcze lepszego świata. W krótkiej przerwie zjedli śniadanie i nie ruszając się z czterech ścian odbyli podróż po Azji. Chłopiec lubił te podróże przez kontynenty. Trzy ściany i sufit eksponowały hologramowy pełny obraz wybranej trasy a system dźwiękowo-zapachowy dopełniał resztę. Wietnam, bo tam się udali podzielony był na dwie części. W starej historycznej części- życie toczyło się tak, jak 50 lat temu. Ludzie pracowali na polach, jeździli skuterami elektrycznymi, oglądali telewizję, spotykali się z rodziną lub znajomymi …itd.

W Nowym Świecie wszystkie te prace wykonywały za nich SIM-y. Ludzie zaś skupiali się na przyjemnościach i radości życia. Można było pracować dla przyjemności ale tylko cztery godziny i pod nadzorem Latających Oczu /MO/

Kiedy powrócili z wyprawy do Wietnamu Glob System podziękował im za podróż i poprosił o ocenę. Jak zawsze wyrazili pełen entuzjazm i podziękowali. W odpowiedzi otrzymali dodatkowe punkty, które przybliżały ich do wyprawy na Antarktydę … a o tym mały marzył od kilku miesięcy.

Chwilę później otrzymali zawiadomienie, że pamiątki z Wietnamu zakupione podczas podróży dotrą pojutrze i są już w drodze!

Wieczorem ojciec przeglądnął notkę z pracy i nic nie zwróciło jego uwagi. Linia produkcyjna działała w stu procentach. Otworzył mimo wszystko komunikator i krok po kroku przeglądnął proces produkcji. Kiedy już miał zamykać okno komunikatora jego uwagę przyciągnął drobny szczegół. Powiadomił o nim Radę a ta przyjęła komunikat z wdzięcznością.

Kilka tygodni później odebrał awans- właśnie za ten drobny szczegół na który zwróciłuwagę. Nikt poza nim tego nie zauważył!

Dzięki temu mogli teraz przenieść się do kolejnej dzielnicy, gdzie życie było na jeszcze wyższym poziomie.

Zwyczajowo zanim tam dotarli przeszli pełne badania, które i tym razem wyszły pomyślnie. Zwłaszcza chłopiec wypadł w tym teście znakomicie. Mieszkanie przeprowadziło się wraz z nimi – oznaczało to tyle, że cały wystrój i kolorystyka zostały skopiowane i mieszkanie powstało w nowym miejscu od zera takie samo, ale na innej platformie. Taki zabieg ułatwiał przeprowadzki a ponieważ migracji było dużo, ludzie nie tracili czasu ani na pakowanie ani na cały ten trud o którym przestrzegały karty Nowej Biblii. Życie było lekkie, piękne i bezproblemowe….

Wieczorem zaprosili setkę gości, domowy komputer sam oprowadził ich po pomieszczeniach a na koniec w mini konferencji pogadali i wypili po kieliszku szampana. Sami też udali się do swoich przyjaciół aby obejrzeć ich przygotowania do lotu na orbitę – a wszystko to nie ruszając się z własnego pokoju…

Nocą kiedy mały już spał ojciec znowu sięgnął po wspomnienia…Były to fotografie z gospodarstwa dziadka z tych pól, nad którymi teraz ciągnął się tunel komunikacyjny i gdzie ostatnio utknęli. Na ostatnim już mocno pożółkłym zdjęciu zobaczył siebie z dziewczyną z sąsiedztwa. To zdjęcie nie dawało mu spokoju… często śniła mu się pośród tamtych zbóż, w sadzie, nad szeroka rzeką gdzie często się spotykali . Gdzie teraz była ta dziewczyna, czy dalej mieszka w rezerwacie, czy daje sobie radę czy ciężko pracuje, czy ułożyła sobie życie…? Nie było jej w Bazie Baz, ani w otwartej ani niejawnej… ale była w jego myślach…

Znał kogoś, kto przemycał za sto punktów ludzi do rezerwatów i gwarantował przy tym pełną anonimowość i bezpieczny powrót… Policzył punkty …brakowało mu tylko jedenaście …

——————————–

DD – duże drony- latające maszyny w pełni autonomiczne

ASTI – autonomiczny system transportu indywidualnego

MO – monitorujące oczy –system ciągłego śledzenia zmian.

Zbrodniarze czują się bezkarni: Po decyzji o zakazie importu węgla z Rosji będziemy go sprowadzać z Kolumbii, USA, Australii, RPA i Indonezji.

Do Polski ma dotrzeć osiem statków. W nich ponad 700 tys. ton węgla

Oprac.: Aleksandra Wieczorek 2 czerwca

Po decyzji o zakazie importu węgla z Rosji będziemy go sprowadzać z Kolumbii, USA, Australii, RPA i Indonezji. „Spółka PGE Paliwa czeka na osiem statków z ponad 700 tys. ton węgla” – przekazała w czwartek na Twitterze minister klimatu Anna Moskwa.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-do-polski-ma-dotrzec-osiem-statkow-w-nich-ponad-700-tys-ton-,nId,6066798#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Po decyzji o zakazie importu węgla z Rosji będziemy go sprowadzać z Kolumbii, USA, Australii, RPA i Indonezji. „Spółka PGE Paliwa czeka na osiem statków z ponad 700 tys. ton węgla” – przekazała w czwartek na Twitterze minister klimatu Anna Moskwa.
Kolumbia, USA, Australia, RPA, Indonezja to kierunki importu węgla. Spółka PGE Paliwa oczekuje na osiem statków z ponad 700 tys. ton. W Porcie Gdańsk trwa rozładunek węgla z Kolumbii” – poinformowała na Twitterze szefowa resortu klimatu i środowiska.

===================

mail: Jak sie czyta takie info to aż krew zalewa normalnie myślącego człowieka gdzie sens i logika że we własnym kraju węgla wydobywać już nie można !….kurwa! co ONI z nami wyprawiają!!!???… Czy jest szansa jeszcze na powrót do normalności? …..szczerze w to wątpię patrząc na te wszystkie zmiany i dokąd to zmierza…..[—-] A najgorsze że  będąc w tej ciemnej dupie jesteśmy zmuszeni jakoś się w niej urządzać…. 

Zelenskij – wojna do ostatniego Ukraińca? „Poczekamy…”

Joanna M.Wiórkiewicz 2 czerwca 2022, https://niemcy.neon24.info/post/168153,zelenskij-wojna-do-ostatniego-ukrainca

Zelenskij wymienia warunki rozpoczęcia „re-okupacji” ukraińskich terytoriów okupowanych przez wojska rosyjskie

Ukraina nie będzie się spieszyć z „wyzwalaniem” terytoriów zajętych przez wojska rosyjskie, gdyż wiąże się to z dużymi stratami.” Prezydent Ukrainy Zełenskij powiedział to podczas rozmowy z zachodnimi dziennikarzami.
„Re-okupacja” okupowanych przez Rosję terytoriów Ukrainy rozpocznie się dopiero wtedy, gdy ukraińskie siły zbrojne zostaną „nasycone zachodnią bronią”, tzn. gdy państwa zachodnie, na czele z USA, dostarczą Ukrainie wystarczającą ilość broni, aby pokonać wojska rosyjskie.
Zelensky nie podał ram czasowych, ale wcześniej stwierdził, że ofensywa powinna odbyć się już „pod koniec  tego lata”. Zadaniem kontrofensywy powinno być całkowite wyzwolenie terytoriów „zagarniętych” przez Rosję oraz wycofanie wojsk rosyjskich na pozycje zajmowane przed rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej. Niektórzy „doradcy” w otoczeniu ukraińskiego prezydenta twierdzą, że wyzwolone zostaną także terytoria Donieckiej Republiki Ludowej i ŁRL, a być może nawet Krym.
„Ukraina nie będzie się spieszyć z odebraniem zagarniętych przez Rosję terytoriów, jeśli będzie to wymagało dziesiątek tysięcy ofiar, ale poczeka na niezbędną broń”– powiedział Zelensky.
Tymczasem nawet Zachód nie wierzy już w atak ukraińskich sił zbrojnych, oczywiście mówimy tu o rozsądnych ekspertach i politykach, a nie o kupionej prasie i propagandystach. Już teraz zaleca się władzom w Kijowie, by pilnie przeszły na negocjacje z Rosją i nie planowały żadnych kontrataków. Twierdzi się, że Rosja nie zwróci kontrolowanych przez siebie terytoriów ukraińskich, AFU nie jest wystarczająco silna, a NATO nie będzie interweniować. Ogólnie rzecz biorąc, radzą Zelenskiemu zawrzeć układ z Rosją, aby nie stracić więcej.
Sam Kijów nie przestaje wychwalać zachodniej broni, zwłaszcza MLRS [Multiple Launch Rocket System] . Ukraińskie wydawnictwa i kanały społecznościowe z całą powagą stwierdzają, że gdy tylko USA dostarczą Ukrainie systemy rakietowe dalekiego zasięgu, natychmiast nastąpi punkt zwrotny w wojnie, AFU zacznie rozbijać wojska rosyjskie. Najwyraźniej Zelenskij też czyta te sub-publikacje.
Na podst.:topwar

Teologia wyzwolenia to twór KGB – twierdzi Pacepa, b. szef służb wywiadowczych komunistycznej Rumunii

Teologia wyzwolenia to twór KGB – twierdzi Ion Mihai Pacepa, były szef służb wywiadowczych komunistycznej Rumunii

https://www.bibula.com/?p=134375

Od Redakcji [myslkonserwatywna.pl]: Ion Mihai Pacepa (ur. 28 października 1928 w Bukareszcie, zm. 14 lutego 2021 w Stanach Zjednoczonych) – rumuński oficer wywiadu, dwugwiazdkowy generał w komunistycznej Rumunii, najwyższy rangą oficer wywiadu bloku wschodniego i urzędnik reżimu komunistycznego, który zdecydował się przejść na stronę Zachodu. Jego wniosek o azyl polityczny zatwierdził prezydent USA Jimmy Carter dnia 27 lipca 1978. W momencie ucieczki z Rumunii Pacepa był doradcą prezydenta Nicolae Ceaușescu, pełnił obowiązki szefa wywiadu zagranicznego Rumunii i sekretarza stanu rumuńskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Po przejściu na stronę Zachodu pracował dla amerykańskiego wywiadu i podejmował działania związane z państwami bloku sowieckiego. Jego pracę określono jako „ważną i wyjątkową”. Amerykańska społeczność wywiadowcza uznała Pacepę za człowieka, który w pojedynkę zniszczył cały aparat szpiegowski wroga i odegrał istotną rolę w zapobieganiu wybuchowi III wojny światowej. Christopher Monckton, były doradca brytyjskiej premier Margaret Thatcher, nazwał Iona Mihai Pacepę „najbardziej wpływowym człowiekiem XX wieku i prawdopodobnie początku XXI wieku”.

***

Szpiegostwo w samym w sercu Europy. Sekrety KGB. Ucieczka z komunistycznego kraju. Ion Mihai Pecepa z pewnością widział w życiu wiele, zwłaszcza, że służył jako generał tajnej policji w komunistycznej Rumunii zanim w drugiej połowie lat 70-tych zbiegł do USA.

Najwyższy rangą zbieg z obozu komunistycznego, opowiedział CNA (Catholic News Agency – przyp. tłum.) o wpływie ZSRR na teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej. Poniżej prezentujemy fragmenty tego wywiadu.

Czy możemy stwierdzić, że rozprzestrzenianie się teologii wyzwolenia ma jakiś związek z Sowietami?

Tak. Dowiedziałem się o udziale KGB w teologii wyzwolenia od sowieckiego generała, Aleksandra Sacharowskiego, doradcy rumuńskiego wywiadu zagranicznego i de facto mojego szefa aż do roku 1956, kiedy to stanął na czele  I Zarządu Głównego KGB, Pierwszego Zarządu Głównego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego; funkcję tę sprawował przez nie mający precedensu okres 15 lat.

26 października 1959 Sacharowski i jego nowy szef, Nikita Chruszczow, przyjechali do Rumunii; nazwano to później 6-cio dniowymi wakacjami Chruszczowa, choć on sam nigdy nie spędził tak długiego urlopu za granicą, a jego pobyt w Rumunii nie był tak naprawdę związany z wakacjami. Chruszczow chciał przejść do historii jako ten z sowieckich przywódców, który wyeksportował komunizm do Ameryki Środkowej i Południowej. Rumunia była jedynym „łacińskim” krajem w bloku sowieckim, a Chruszczow chciał wciągnąć jej przywódców w swoją nową „wojnę wyzwoleńczą”.

Dowiedziałem się o Sacharowskim z pańskich książek, ale nie mogłem znaleźć żadnych innych przydatnych informacji na jego temat. Dlaczego?

Sacharowski stanowił radzieckie odzwierciedlenie gorącego okresu Zimnej Wojny, gdy nawet niektórzy członkowie rządów Izraela i Wielkiej Brytanii nie znali tożsamości szefów Mossadu lub MI-6. Jednak Sacharowski odegrał niezwykle ważną rolę w kształtowaniu historii zimnej wojny. To on był autorem planu eksportu komunizmu na Kubę (1958-1961). Jego nikczemne podejście do kryzysu berlińskiego (1958-1961) zaowocowało budową muru. Sprowokowany przez niego kubański kryzys rakietowy (1962) doprowadził świat na skraj wojny jądrowej.

Czy teologia wyzwolenia była w jakiś sposób stworzona przez podlegające Sacharowskiemu struktury KGB, czy może był to istniejący ruch, który ZSRR tylko rozpowszechniło?

Ten ruch narodził się w KGB i nosi wynalezioną przez KGB nazwę: właśnie teologia wyzwolenia. W tamtym czasie KGB przejawiało ogromne zamiłowanie do ruchów „wyzwoleńczych”. Narodowa Armia Wyzwolenia w Kolumbii (FARC) została stworzona przez KGB z pomocą Fidela Castro. Narodowa Armia Wyzwolenia Boliwii – stworzona przez KGB z pomocą Che Guevary. I wreszcie Armia Wyzwolenia Palestyny, stworzona przez KGB przy udziale Yassera Arafata – to tylko niektóre spośród ruchów wyzwoleńczych, zaprojektowanych na Łubiance, w siedzibie głównej KGB.

Narodziny teologii wyzwolenia były jednym z zamiarów, których realizację przewidywał super tajny Partyjno-Państwowy Program Dezinformacji z roku 1960, zaaprobowany przez Aleksandra Szelepina, szefa KGB, a także członka Politbiura, Aleksieja Kiriczenkę, odpowiedzialnego za politykę międzynarodową Partii Komunistycznej. Program ten zakładał przejęcie przez KGB  kontroli nad Światową Radą Kościołów (WCC) z siedzibą w Genewie i użycie tejże w roli przykrywki do przeobrażenia teologii wyzwolenia w narzędzie walki rewolucyjnej na terenie Ameryki Południowej. WCC była największą międzynarodową organizacją ekumeniczną po Watykanie, reprezentującą blisko 550 milionów chrześcijan różnych denominacji, zamieszkujących 120 krajów.

Narodziny nowego ruchu religijnego to wydarzenie historyczne. Jak wyglądało to w tym przypadku?

KGB zaczęło od stworzenia pośredniej organizacji religijnej, również o zasięgu międzynarodowym, jaką była Chrześcijańska Konferencja Pokojowa (Christian Peace Conference, CPC) z siedzibą w Pradze. Jej głównym zadaniem było przedstawienie światu zaprojektowanej przez KGB teologii wyzwolenia. Chrześcijańska Konferencja Pokojowa kierowana była przez KGB i podlegała czcigodnej Światowej Radzie Pokoju (World Peace Conference, WPC), również dziełu KGB, założonemu w roku 1949 i wówczas także mającemu swoją siedzibę w Pradze.

W czasie, który spędziłem na szczycie służb wywiadowczych bloku kontrolowanego przez Sowietów, zarządzałem rumuńskimi operacjami na odcinku Światowej Rady Pokoju. To było KGB w czystej postaci. Większość pracowników WPC stanowili tajni oficerowie wywiadu krajów bloku sowieckiego. Dwiema publikacjami WPC, wydawanymi w języku francuskim, Nouvelles i Courier de la Paix, kierowali oficerowie wywiadu z KGB i służb rumuńskich. Nawet pieniądze, jakie składały się na budżet WPC, pochodziły z Moskwy. Były to dolary, które w gotówce dostarczało KGB, a które przedtem poddawano procesowi prania brudnych pieniędzy by ukryć ich prawdziwe pochodzenie. W roku 1989, gdy Związek Radziecki był już na krawędzi upadku, WPC publicznie przyznała, że 90% jej funduszy pochodziło od KGB.

Jak wprowadzono Teologię Wyzwolenia?

Nie brałem udziału w tworzeniu teologii wyzwolenia per se. Od Sacharowskiego dowiedziałem się jednak, że w 1968 stworzona przez KGB Chrześcijańska Konferencja Pokojowa, wspierana przez Światową Radę Pokoju, zdołała wmanewrować grupę lewicowych biskupów z Ameryki Południowej w zorganizowanie konferencji biskupów Ameryki Łacińskiej w Medellin, w Kolumbii. Oficjalnym zadaniem tej konferencji było przeciwdziałanie ubóstwu. Celem, którego nie zdeklarowano, stało się uznanie nowego ruchu religijnego, zachęcającego biedoty do buntu przeciw „zinstytucjonalizowanej przemocy ubóstwa”, a także zarekomendowanie tego ruchu Światowej Radzie Kościołów w celu aprobaty.

Konferencja w Medelin osiągnęła obydwa cele. Co więcej: przyjęła ona wymyśloną przez KGB nazwę – teologia wyzwolenia.

Teologia wyzwolenia miała swoich liderów, niektórych reprezentujących kręgi duchowne, ale również intelektualistów. Czy według Pana wiedzy KGB miało jakikolwiek wkład w promowanie tych osobistości? Ich osoby lub pism? Jakieś szczególne powiązania z biskupami takimi, jak Sergio Mendes Aerco z Meksyku lub Helder Camara z Brazylii? Czy istniały bezpośrednie kontakty z teologami ruchu, takimi, jak Leonardo Boff, Frei Betto, Henry Camacho lub Gustavo Gutierrez?

Mam dostateczne powody, by podejrzewać, że istniały powiązania między KGB a niektórymi z czołowych propagatorów teologii wyzwolenia, nie dysponuję jednak dowodami na poparcie takiej tezy. Przez ostatnie 15 lat mojego życia w Rumunii (1963 – 1978) kierowałem szpiegostwem technologicznym i naukowym tego kraju, a także operacjami dezinformacyjnymi, mającymi na celi poprawę wizerunku Ceausescu w krajach zachodnich.

Ostatnio zajrzałem do książki Gutierreza pt. Teologia wyzwolenia: historia, polityka, zbawienie (1971) i miałem nieodparte wrażenie, że napisano ją na Łubiance. Nic dziwnego, że przypisuje mu się dziś samo stworzenie teologii wyzwolenia. Od odczucia do faktów droga jest jednak daleka.

Tłumaczył: Mariusz Matuszewski

Za: Catholic News Agency, Traditioninaction.org

Za: Myśl konserwatywaa (1 czerwca 2022) | https://myslkonserwatywna.pl/teologia-wyzwolenia-to-twor-kgb-twierdzi-ion-mihai-pacepa-byly-szef-sluzb-wywiadowczych-komunistycznej-rumunii/

Wesprzyj naszą działalność

Dzisiejsza realizacja „Roku 1984” to nie tylko Orwell? C.S. Lewis przepowiedział medyczną dyktaturę.

https://pch24.pl/dzisiejszy-rok-1984-to-nie-tylko-orwell-c-s-lewis-przepowiedzial-medyczna-dyktature/

Kanadyjski publicysta na łamach LifeSiteNews przypomina dzieło C.S. Lewisa – Trylogię kosmiczną. Fabuła opisuje bunt jednej z planet przeciwko Stwórcy i Bożemu porządkowi. Tą planetą, jak nietrudno się domyślić, jest Ziemia, a panuje na niej reżim, który do złudzenia przypomina sny o potędze dr. Fauciego i decydentów Światowej Organizacji Zdrowia. 

Kennedy Hall przytacza w swym artykule świat przedstawiony przez autora Opowieści z Narnii – świat, który pasuje do epoki „post-covidowej” jeszcze lepiej niż Rok 1984 George’a Orwella. „W rzeczywistości to nie Orwell – ani Huxley w swoim Nowym wspaniałym świecie – przewidzieli, w jaki sposób ideały medycznej tyranii przenikną do normalnego życia. Aby znaleźć prawdziwego proroka, który opisał, jak dyktatura zdrowotna zakorzeniłaby się w społeczeństwie, musimy spojrzeć na CS Lewisa”.

Zapowiedź dzisiejszego stanu rzeczy najlepiej wyraża trzecia część trylogii, zatytułowana Ta straszna siła. Lewis opisał tam globalny spisek, za którym stoją głównie szaleni naukowcy (dodatkowo opętani przez złe duchy), chcący „uwolnić” świat od wszelkich zarazków – również tych intelektualnych. Mamy do czynienia z wizją, w której reżim sanitarny eliminuje choroby, a reżim światopoglądowy wyklucza wszelki sprzeciw wobec tego, co dziś określa się jako „oficjalne narracje”.

Jedną z postaci jest niejaki profesor Filostrato („Fauci Lewisa”, jak pisze Hall), który zachwala porządek panujący na księżycu, gdzie wysoko rozwinięta rasa osiągnęła możliwość porzucenia nawet żywności ekologicznej i prawie całkowicie zerwała więzy łączące ją z naturą. Mieszkańcy ziemskiego satelity wybrali radykalną drogę do sterylnego świata – usuwając z niego prawie wszystko, co organiczne.

Kanadyjski publicysta wskazuje również analogię do obecnych planów WHO, które chce stworzyć ponadnarodowe struktury sanitarne. „Grupą promującą idee Filostrato o oczyszczaniu świata z biologicznych uciążliwości była grupa o nazwie NICE, czyli Narodowy Instytut Skoordynowanych Eksperymentów. NICE nie jest organizacją rządową w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale organizacją prywatną, która dokooptuje instytucje akademickie i medyczne oraz rządy, aby mogła swobodnie działać w ramach suwerennych narodów. Brzmi znajomo?” – pyta autor omówienia.

„Podobnie jak WHO i Światowe Forum Ekonomiczne, NICE działa jako znaczące ramię medialne i osiąga specjalny status prawny do tego stopnia, że ​​posiada siły bezpieczeństwa, które de facto są paramilitarnymi siłami policyjnymi” – dodaje Kennedy Hall.

Co istotne, jak zauważa komentujący, wizja Lewisa jest głębsza niż Orwella, ponieważ autor zakorzenił ją w chrześcijańskim rozumieniu wszechświata. Jedną z różnic – które sprawiają, że „wersja” Lewisa okazała się bardziej prawdopodobna – jest sposób przedstawienia rządów. U Orwella mamy niewzruszoną wszechmoc władzy, podczas gdy u Lewisa gabinety pozostają jedynie fasadami, za którymi ukrywa się prawdziwa siła decydentów związanych z ponadnarodowymi organizacjami.

I wreszcie – zwraca uwagę Hall – „skoro Lewis nie był ateistą, jak Orwell, a co za tym idzie nie był materialistą, to rozumiał, że najważniejszą rzeczą nie była siła, lecz mentalność i wiara”. Dlatego bitwa pomiędzy dobrem i złem, jaką przedstawia Trylogia kosmiczna,jest bitwą duchową, a nie tylko społeczno-polityczną.

Źródło: lifesitenews.com FO

Inflacja – dopiero przyspiesza. PiS za kredyty z UE będzie kupował trzecią kadencję.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/inflacja-to-sie-dopiero-zacznie-pis-za-kredyty-z-ue-bedzie-kupowal-trzecia-kadencje/

Z żałosnych zapowiedzi PiS i jeszcze bardziej śmiesznych haseł bojowych o wstawaniu z kolan, zostały odciski i dziury w gaciach na wzmiankowanych kolanach. Morawiecki pokornie wykonał wszystkie polecenia Komisji Europejskiej i nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek kompromisie. Rząd „Zjednoczonej prawicy” co do przecinka zrealizował ultimatum! Izba Dyscyplinarna przestaje funkcjonować, Juszczyszyn i jemu podobni, na mocy ostatnich wyroków tej Izby, wracają do orzekania.

Ogłaszanie jakiegokolwiek triumfu w tak poniżających warunkach, to jest mydlenie oczu poniżej poziomu Tuska, ale warto się zastanowić dlaczego PiS u progu kampanii wyborczej dał się tak przeczołgać, co nigdy nie wzbudzało entuzjazmu u najbardziej „prawych”?

Przede wszystkim zwracam uwagę na czas przeszły, owszem nigdy nie wzbudzało, ale też już wzbudza, bo wszystko dało się przykryć najpierw pomorem, później „wojną”. Od dwóch lat w tych kwestiach nie sposób odróżnić fanatycznego wyborcy PiS od fanatycznego wyborcy PO, czy „Lewicy”. Po przekroczeniu granicy upokorzenia i absurdu, czyli przerobieniu się na niezbyt mądrego, cała reszta idzie jak z płatka. Żelazny elektorat PiS pokochał wiele unijnych wynalazków, od „zostań w domu”, przez „paszporty”, aż po oddanie ostatniej koszuli „naszym braciom Ukraińcom”.

Odkąd Unia walczy z „szurami” i „onucami”, stała się przyjacielem „prawych”. Co prawda dla grupy najbardziej radykalnych radykałów podrzuca się od czasu do czasu jakieś żarliwe mowy w czasie posiedzeń Parlamentu Europejskiego, ale niech mi ktoś znajdzie serię artykułów w mediach „niepokornych”, gdzie znajdziemy wyrazy oburzenia w związku z likwidacją Izby Dyscyplinarnej. Internetowi wodzireje z PiS, zarówno płatni, jak i społeczni, też się nie wychylają, a przyparci do muru odpowiadają standardową „propagandą Putina”.

Upokorzenie przeszło bez popicia i dalej pójdzie jeszcze łagodniejsze przełykanie, bo do wydania jest potężna kasa, niemal w całości skredytowana. PiS dla utrzymania władzy zrobi więcej niż robiło PO, ponieważ strach przed zemstą Tuska jest autentyczny i uzasadniony. Dziecko wie, że posadzenie jakiegokolwiek polityka PiS nie będzie „faszyzmem”, „totalitaryzmem”, czy łamaniem konstytucji, ale spotka się z pełnym poparciem UE, Komisji Europejskiej i TSUE także wyda dowolne orzeczenie w tej intencji.

Trzecia kadencja dla PiS niestety nie jest fikcją, mało tego, to cel absolutnie realny i prawie na wyciągnięcie ręki, z tym, że ta ręka wyląduje w naszych kieszeniach i portfelach. Niczym innym tylko i wyłącznie transferami socjalnymi, ale nie takimi, które są rozsądne i funkcjonują we wszystkich „dojrzałych demokracjach”, tylko takimi żywcem zaczerpniętymi z Grecji, PiS będzie walczył o trzecią kadencję. Pierwsze „eksperymenty” już mieliśmy, co kosztowało nas 300 miliardów, za nic nie robienie w pomorze i za przyjmowanie uchodźców, którym nadano więcej przywilejów niż Polacy mają obowiązków. Tłumaczenie, że za wszystko odpowiada Putin działa coraz słabiej i PiS nie ma wyjścia.

W roku wyborczym paliwo nie może kosztować 10 złotych, nawet jeśli to ma być „gwarancja”, że wojny w Polsce nie będzie. W roku wyborczym gaz i węgiel nie mogą wychodzić z ceną poza przeciętną emeryturę, choćby ruskie rakiety fruwały nad Lwowem. Będą musiały zniknąć „paragony grozy”, będą musiały się pojawić nowe trzynaste, czternaste i piętnaste emerytury. Kampania jeszcze na dobre nie ruszyła, a „niepokorni” zaczynają rozprowadzać nową stawkę 500+, która ma się zmienić na 700+.

O tym, że inflacja będzie mniejsza, a długi się spłacą, może myśleć tylko ktoś, komu się wydaje, że myśli. Idzie czas wielkiej fety na kredyt, PiS będzie robiło wszystko, żeby kredyty z KPO finansowały trzecią kadencję. Strategia wyborcza jest nie tylko prosta, ale przede wszystkim pozbawiona alternatywy. Niczym innym poza transferami socjalnymi PiS władzy nie utrzyma i dokładnie to działania podejmie, pogrążając Polskę w gigantycznych długach. Inflacja dopiero się zacznie, a w każdym razie na pewno się nie skończy, najgorsze dopiero przed nami.

7 czerwca w Warszawie rozpoczyna się publiczny festiwal promocji pornografii! Dofinansowanie od min. „kultury”.

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo!
7 czerwca w Warszawie rozpoczyna się publiczny festiwal promocji pornografii! Zaapelujmy do ministra Piotra Glińskiego o interwencję w tej sprawie i zaprzestanie finansowania jego organizatorów!
Warszawskie Kino Muranów, którego właścicielem jest Gutek Film, w dniach 7-12 czerwca 2022 organizuje festiwal filmów post-pornograficznych Post Pxrn Festival Warsaw.
Czym jest według organizatorów post-pornografia? Najpierw piszą, że jest to krytyka „mainstreamowej pornografii”, by kilka zdań później stwierdzić, że to podważanie porządku społeczno-kulturowego przy pomocy „współczesnej i etycznej (sic!) pornografii rozumianej jako jedna z dziedzin sztuki wizualnej”.
Mam nadzieję, że ta śliska nowomowa Państwa nie zwiedzie: ten „festiwal” jest de facto publiczną promocją obscenicznej perwersji seksualnej!
Lewica próbuje przedstawiać światu pornografię jako sztukę. Tymczasem jest to ogromne zagrożenie, bo jak pokazują statystki i wskazują eksperci, oglądanie pornografii:silnie uzależnia;wyzwala agresję;niszczy fizycznie pewne obszary mózgu;jest przyczyną rozpadu małżeństw i rodzin!
Dlatego stanowisko Centrum Życia i Rodziny jest jasne: nie ma naszej zgody na to, by w publicznej przestrzeni można było organizować takie wydarzenie! Wiem też, że wspólnie możemy doprowadzić do zablokowania tego skandalicznego „festiwalu”, a także do wstrzymania finansowania Kina Muranów ze środków publicznych.Podpisuję apel przeciw takiemu „festiwalowi”!Chcę podkreślić, że emisja filmów pornograficznych to nie wszystko, czym uraczyć chcą warszawiaków organizatorzy przedsięwzięcia. W ramach „festiwalu” odbywać się będą bowiem także panele i warsztaty prowadzone przez organizacje proaborcyjne i lewicowych aktywistów. Ich tematy są bulwersujące:
„Edukacja seksualna jako edukacja demokratyczna”„Łechtaczka i potęga przyjemności”„Męska czułość – warsztaty z dotyku i bycia z innymi mężczyznami”„Pro Abo równa się seks!”
Proszę zwrócić uwagę, że promowane na festiwalu treści są sprzeczne z obecnie obowiązującym w Polsce porządkiem prawnym w zakresie edukacji seksualnej i aborcji! Nic dziwnego, w końcu jednymi z prowadzących są działaczki Aborcyjnego Dream Teamu…
Ale równie skandaliczne jest to, że zarówno Kino Muranów, jak i Gutek Film otrzymują znaczące dofinansowanie pochodzące ze środków publicznych. W teorii oczywiście na szerzenie kultury, ale w praktyce m.in. na promocję pornografii i obscenicznej perwersji seksualnej.
Kino Muranów wspierane jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, który realizuje ustawowe zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii.
Tymczasem firma Gutek Film, której szefem jest Roman Gutek, uzyskała subwencję finansową od Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach programu rządowego „Tarcza finansowa 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla Mikro, Małych i Średnich Firm”.
Czy zgadzają się Państwo, by pieniądze podatników były przeznaczone na taką „sztukę”?
Z pewnością nie, dlatego wspólnie zaapelujmy do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego o zaprzestanie finansowania dalszych działań organizatorów tego wydarzenia!Stop finansowaniu wyuzdania!
Mało tego, jak podają organizatorzy, „festiwal” odbędzie się na terenie Austriackiego Forum Kultury i jest wspierany finansowo przez Ambasadę Królestwa Niderlandów. Jestem głęboko przekonany, że to wydarzenie nie przybliży bogatego dorobku kultury tych dwóch państw i jej wybitnych twórców, którzy na przestrzeni wieków byli i nadal pozostają inspiracją dla artystów wielu dziedzin sztuki.
Pornografia nie jest ani polskim, ani austriackim, ani niderlandzkim dziedzictwem kulturowym, dlatego Centrum Życia i Rodziny wysłało listy do obojga ambasadorów z wezwaniem do oficjalnego odstąpienia od udziału w tym wydarzeniu i jego wsparcia!
Ale nasz protest nie ogranicza się tylko do petycji do pana ministra oraz do wspomnianych listów.
Chcemy zamanifestować swój sprzeciw publicznie, dlatego 7 czerwca o godz. 19.30 zapraszam Państwa pod warszawskie Kino Muranów, aby wspólnie modlić się o przebłaganie za publiczne grzechy przeciwko czystości!
Niezależnie od tego, czy Państwo mogą być z nami tego wieczoru, to bardzo proszę o powiadomienie o tej inicjatywie swoich znajomych, np. za pośrednictwem mediów społecznościowych!„NIE!” dla promocji pornografii!Jak Państwo widzą, takie wydarzenia łatwo znajdują sponsorów: albo z powodu (nie)zawinionej ignorancji, albo są świadomie popierane, bo uderzają w obecny porządek społeczny w Polsce, oparty na małżeństwie i rodzinie.
My – Centrum Życia i Rodziny – którzy mamy wsparcie tylko od osób pełnych dobrej woli i otwartych serc, aktywnie przeciwstawiamy się takim inicjatywom i chcemy zmobilizować tysiące osób do takiego samego działania. Im więcej zbierzemy podpisów, tym większa szansa na reakcję ministerstwa.
Dlatego bardzo Państwa proszę o pomoc finansową w organizacji sprzeciwu wobec publicznej promocji pornografii w Kinie Muranów kwotą 30 zł, 60 zł, 100 z lub nawet większą! Ta kampania może odnieść skutek tylko dzięki Państwa zaangażowaniu!Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!Liczę na Państwa wsparcie i podpisy pod petycją do ministra Piotra Glińskiego!
Serdecznie pozdrawiam
 PS. Szanowni Państwo, bardzo proszę, stańmy wspólnie w obronie tak często szarganej i poniewieranej moralności, ludzkiej godności i etyki seksualnej! I nawet gdybyśmy mieli stać się ewangelicznymi „wołającymi kamieniami”, bo inni zamilkną, tym bardziej nie odstąpimy od wyznawania wspólnych wartości i przekonań!Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”

Przeciw Festiwalowi porno w Warszawie 7-12 czerwca.

Sz. P. Prof. dr hab. Piotr Gliński
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szanowny Panie Ministrze,

Apeluję o Pańską interwencję w kwestii organizacji festiwalu Post Pxrn Festival Warsaw, który planowany jest w dniach 7-12 czerwca br. w kinie Muranów w Warszawie.

Organizatorzy wydarzenia zapowiadają emisję filmów, których celem jest krytyka porządku społeczno-kulturowego przy pomocy „współczesnej i etycznej (sic!) pornografii rozumianej jako jedna z dziedzin sztuki wizualnej”.

W ramach festiwalu odbywać się będą także panele i warsztaty prowadzone przez organizacje proaborcyjne i aktywistów, m.in. „z dotyku i bycia z innymi mężczyznami” czy na temat wzajemnych odniesień „seksu, aborcji i norm kulturowych”.

Publiczna prezentacja takich obrazów nie tylko przekracza granice norm obyczajowych, ale jest bardzo szkodliwa. Jak pokazują statystki i wskazują eksperci, pornografia:
• narusza godność tych, którzy się jej oddają, jak i jej odbiorców;
• poważnie zakłóca rozwój psychiczny dzieci i młodzieży;
• uzależnia, wywołując liczne negatywne konsekwencje w życiu osobistym;
• doprowadza do rozpadu małżeństw i rodzin.

Dlatego stanowczo sprzeciwiam się takiemu wydarzeniu!

Tym bardziej oburza mnie, że organizatorzy tego wydarzenia otrzymują wsparcie finansowe od państwa.

Kino Muranów wspierane jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, który realizuje ustawowe zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii.

Tymczasem firma Gutek Film, której szefem jest Roman Gutek, uzyskała subwencję finansową od Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach programu rządowego „Tarcza finansowa 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla Mikro, Małych i Średnich Firm”.

Dlatego apeluję do Pana Ministra o:
• podjęcie interwencji w celu odwołania Post Pxrn Festival Warsaw;
• wstrzymanie finansowania Kina Muranów i firmy Gutek Film, które są oficjalnie odpowiedzialne za jego organizację.

Liczę, że nie pozwoli Pan na upowszechnianie wulgarnych treści i promocję antywartości w miejscu publicznym, którego działalność ma wpisywać się w szeroko pojętą misję podnoszenia poziomu kultury i kształtowania wrażliwości na piękno sztuki!

Z poważaniem

To pole jest wymagane

Administratorem Państwa danych jest Fundacja Centrum Życia i Rodziny.

W Polsce jest dwa razy więcej bezdzietnych czterdziestolatek niż w Czechach czy Rumunii. Polki nie mają z kim mieć dzieci.

https://m.pch24.pl/w-polsce-jest-dwa-razy-wiecej-bezdzietnych-czterdziestolatek-niz-w-czechach-czy-rumunii/

W Polsce jest dwa razy więcej bezdzietnych 40-letnich kobiet niż w Czechach czy Rumunii. Jedną z przyczyn ich bezdzietności jest fakt, że Polki nie mają z kim mieć dzieci – w Warszawie jest 120 kobiet na 100 mężczyzn – mówiła w środę pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha.

W 2020 roku ludność Polski skurczyła się o 184 tysięcy osób. Zarejestrowano 331 tys. żywych urodzeń – 24 tys. mniej niż rok wcześniej.

Mamy coraz mniej kobiet, które mogą rodzić dzieci – i to jest pierwsza podstawowa tego przyczyna – powiedziała [podczas środowej promocji książki „Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci” Bryana Caplana] wiceminister rodziny i polityki społecznej Barbara Socha.

[baba głupotki gada, ale umieszczam – też jako dowód ubóstwa
myślowego „rządzących”. MD]

Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej zwróciła uwagę, że mamy w Polsce dużą nadreprezentację mężczyzn na terenach wiejskich i bardzo dużą nadreprezentację kobiet w dużych miastach. – Mamy ogromną bezdzietność dlatego, że panowie fizycznie się nie spotykają z paniami. Młodzi panowie w Polsce pozostali w większości na prowincji, natomiast młode panie w Polsce wyjechały do dużych miast – powiedziała Socha.

Zwróciła także uwagę, że Polki nie mają z kim mieć dzieci. – Ta dysproporcja jest potężna, bo w Warszawie jest mniej więcej 120 kobiet na niecałe 100 mężczyzn. (…) Niecała jedna piąta kobiet fizycznie nie ma więc szansy znaleźć partnera, bo go nie ma – dodała.

Powodów tej sytuacji – jak mówiła wiceminister – jest wiele, a jednym z nich – ogromna luka edukacyjna. – Mamy połowę więcej studentek niż studentów i to się rozjeżdża. Młode kobiety są bardzo wykształcone, skoncentrowane w dużych miastach, chcą robić karierę. Panowie o wiele szybciej się z systemu edukacyjnego wyrywają, bo dla panów to jest strata czasu – dodała.

Wiceminister zauważyła, że decyzję o posiadaniu dziecka lub odkładanie jej w czasie hamują też „kwestie bezpieczeństwa ekonomicznego, mieszkania i inne kwestie związane z materialną stroną”.

W porównaniu do Czech i Rumunii mamy dwa razy więcej bezdzietnych kobiet 40-letnich. My się bardzo chętnie w analizach wewnętrznych porównujemy do tych dwóch krajów, bo są z naszego regionu i bardzo istotnie podniosły dzietność w ostatniej dekadzie, a właściwie w ostatnim 20-leciu – podsumowała Socha.

Zgodnie z zapowiedziami MRiPS, „rząd przyjmie niebawem strategię demograficzną, która obejmuje obszary życia społecznego związane m.in. z mieszkalnictwem, edukacją, zdrowiem i pracą”.