Franciszek szczerzy zęby do kolejnej homoseksualnej delegacji [ 110 homoseksualistów i lesbijki].

https://gloria.tv/post/GPQa2SkJjg8w4zjFaEbhzkaxz

21 września pod koniec dnia Franciszek przeprowadził audiencję papieską dla stowarzyszenia La Tenda di Gionata. Wspomniane stowarzyszenie było reprezentowane przez 110 homoseksualistów, ich rodziców i pracowników parafialnych, którzy wspólnie zachęcają wszystkich do trwania w grzechu.

Wśród delegatów znalazła się lesbijka Francesca Malagnino. Kobieta przekazała Franciszkowi listy z zażaleniami od homoseksualistów domagających się „otwartego Kościoła, który nie wyklucza nikogo” [poza katolikami].

Malagnino jest znaną orędowniczką nieudanej ustawy Zan nakładającej kary na katolików za wyrażanie wiary.
Kolejnym z reprezentantów był niesławny Ojciec Gian Luca Carrega, dyrektor posługi duchownej [= homoseksualnej propagandy] dla homoseksualistów z Archidiecezji Turynu.
Luca zamienił kilka słów z Franciszkiem i podziękował mu za Amoris Laetitia: „Papież wytężył słuch i uśmiechał się,” zdradza Carrega na łamach LaStampa.it.



Sekta bergoglińska: Konferencja Episkopatu Belgii zatwierdziła i opublikowała obrzęd „błogosławienia” związków homoseksualnych

OŚWIADCZENIE Jego Ekscelencji Carlo Marii Viganò w sprawie „błogosławieństw” par homoseksualnych w Belgii

Ku ogromnemu zgorszeniu i szkodzie dla zbawienia dusz i honoru Kościoła Chrystusowego, Konferencja Episkopatu Belgii zatwierdziła i opublikowała obrzęd „błogosławienia” związków homoseksualnych, bezczelnie naruszając niezmienne nauczanie katolickiego Magisterium, które uważa takie związki za „wewnętrznie nieuporządkowane” i których jako takich nie tylko nie można  błogosławić, ale raczej należy potępić jako sprzeczne z naturalnym prawem moralnym. Ideologiczna podstawa tego świętokradczego obrzędu jest wskazana w subtelnie zwodniczych słowach Amoris Laetitia, które stwierdzają, że „każda osoba, niezależnie od orientacji seksualnej, powinna być szanowana w swojej godności i traktowana z należytą uwagą.”

Proces doktrynalnego i moralnego rozpasania prowadzony przez sektę bergoglińską trwa w niepowstrzymanym tempie, nie zważając na zamęt, jaki wywołuje wśród wiernych i wynikające z tego nieobliczalne szkody dla dusz.

Jest teraz oczywiste, ponad wszelką wątpliwość, że absolutnie niemożliwym jest pogodzenie nauczania Ewangelii z wypaczeniami tych heretyków, którzy nadużywają swojej władzy i autorytetu jako pasterze, wykorzystując je do celów zupełnie przeciwnych niż te, dla jakich Chrystus ustanowił Świętą Hierarchię w Kościele. 

Tym samym, jeszcze bardziej widoczne staje się perwersyjne odwrócenie ról, gdy ten, który zasiada w Rzymie, ma za zadanie formułować heterodoksyjne zasady przeciwne katolickiej doktrynie, a jego wspólnicy w diecezjach, w piekielnej próbie podważenia prawa moralnego i posłuszeństwa duchowi tego świata, mają za zadanie je stosować ku zgorszeniu.

Haniebne ekscesy niektórych przedstawicieli Hierarchii znajdują swoje źródło w świadomym i celowym planie pochodzącym z góry, który za pomocą „drogi synodalnej” chce uczynić zbuntowany Episkopat autonomicznym w szerzeniu błędów dotyczących Wiary i Moralności, a nawet  stosuje autorytaryzm, aby uniemożliwić wiernym Biskupom głoszenie Prawdy Chrystusowej.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

21 września 2022 r.
Św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty
Środa Suchych Dni Wrześniowych

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (September 21, 2022) – „DECLARATION of His Excellency Carlo Maria Viganò regarding the “blessings” of homosexual couples celebrated in Belgium”

================

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]

„Król” Karol III – obrzezaniec

„Król” Karol III – obrzezaniec

https://www.bibula.com/?p=136305

Kiedy 14 listopada 1948 roku urodził się Philip Arthur George, pierwsze dziecko księżniczki Elżbiety i Philipa Mountbatten, jego matka wynajęła w grudniu 1948 roku rabina Jacoba Snowmana, znanego londyńskiego lekarza i mohela, aby obrzezał jej syna” – przypomina z radością żydowskie pismo JewishPress.

Jak pisze David Israel w artykule z dnia 9 września 2022 r (a według żydowskiego kalendarza 13 Elul 5782 roku), tenże rabin Snowman obrzezał również innych członków brytyjskiej szlachty i rodziny królewskiej, a księżniczka była podobno bardzo zadowolona z pracy rabina.

Tradycja rodziny królewskiej zatrudniania żydowskich moheli do obrzezania swoich synów sięga czasów królowej Wiktorii. Jednak podobno ta „piękna tradycja” – jak określa ją Autor artykułu –  została przerwana w 1982 roku po narodzinach księcia Williama, ponieważ jego matka Diana, księżna Walii, nie wyraziła na to zgody.

Pic source: wikipedia

Dzisiejszy „król” Karol III, czyli Charles Philip Arthur George, jeszcze jako „następca tronu” jeździł do Izraela, m.in. na pogrzeby premierów: Icchaka Rabina (1995), Szimona Peresa (2016) oraz na pogrzeb swojej babci, księżniczki Alicji z Battenbergu, która jest pochowana w Jerozolimie.  W tym czasie nie omieszkał też uczestnictwa w Światowym Forum Holokaustu.

Książę Karol wygłosił 6 grudnia 2019 przemównienie na przyjęciu w Pałacu Buckingham, w którym powiedział m.in:

„Związek między Koroną a naszą Gminą Żydowską jest czymś szczególnym i cennym. Mówię to ze szczególnej i osobistej perspektywy, ponieważ dorastałem będąc głęboko poruszony faktem, że brytyjskie synagogi przez wieki pamiętały o mojej Rodzinie w waszych cotygodniowych modlitwach. I tak jak wy pamiętacie o mojej Rodzinie, tak i my pamiętamy i świętujemy was”.

Oraz dodał:

„Benjamin Disraeli, oczywiście wielki premier, choć ochrzczony jako dziecko, nigdy nie zaprzeczył swojemu żydowskiemu dziedzictwu, opisując siebie mojej praprababce, królowej Wiktorii, jako: 'Pusta strona między Starym i Nowym Testamentem!’ Kiedy drwił z niego członek Parlamentu, odpowiedział: 'Tak, jestem Żydem, ale kiedy przodkowie The Right Honorable Gentleman żyli jako dzikusy na nieznanej wyspie, moi byli kapłanami w Świątyni Salomona!’”.

Wydaje się, że – tak jak u wspomnianego Benjamina Disraeli – chrzest „nie przyjął się”, tak również u wielu innych osobistości „szlachty brytyjskiej” chrzest nie zakorzenił się stając się jedynie formalnym rytuałem usypiającym pospólstwo. Wydaje się to oczywiste, gdyż korzenie niepielonych chwastów są silniejsze niż najcenniejsze i najpiękniejsze kwiaty i życiodajne rośliny.

Oprac. www.bibula.com
2022-09-22


CZYTAJ:

oraz

Wesprzyj naszą działalność

Duńskie banki rozdają swoim pracownikom koce, koszule, kurtki. Kiedy walonki?

Search for:

Duńskie banki rozdają swoim pracownikom koce, koszule, kurtki

September 22, 2022 https://www.bibula.com/kleksy/?p=436

Szaleństwo politycznych elit tzw. Zachodu nie ma granic i celem udowodnienia swoich racji gotowi są odmrozić uszy  – oczywiście nie sobie, lecz społeczeństwom, które rzekomo reprezentują.

Obok codziennych wieści napływających ze wszystkich państw europejskich, pokazujących skutki bezsensownej polityki doprowadzającej do energetycznych restrykcji, w Danii “dbające o pracowników” banki zaczęły… rozdawać koce, które mają pomóc w przebrnięciu przez zbliżający się okres jesienno-zimowy.

Dania wprowadziła rygory zużycia energii elektrycznej ustalając m.in. maksymalną temperaturę w budynkach rządowych, nie mogącą przekraczać 19 stopni Celsjusza. Firmy prywatne, w tym niemal wszystkie banki działające w Danii przystosowały się “dobrowolnie” do apeli rządowych i również odniżyły temperaturę, jednak w ramach “dbałości o pracowników” niektóre pozwoliły sobie na gest dobroczynności.

Np. szósty co do wielkości bank w Danii, Arbejdernes Landsbank, rozdał 1800 swoim pracownikom koce, a piąty co do wielkości, Spar Nord Bank udostępnia koce, kurki i koszule.

Może następnym krokiem będzie rozdawanie walonek, a jak wiadomo najlepsze były i są robione w Rosji, więc może w ramach “walki z rosyjskim gazem” zaimportują te najcieplejsze obuwie?

Obejrzyj zdjęcia z Narodowego Marszu dla Życia i Rodziny!

Szanowni Państwo,
za nami wielki dzień! W niedzielę ulicami Warszawy przeszedł XVII ogólnopolski Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny!
Trudno mi nawet opisać ogrom emocji, który wciąż w związku z nim przeżywamy, chciałbym jednak podzielić się kilkoma najważniejszymi spostrzeżeniami.
Przede wszystkim z wielką radością mogę powiedzieć, że Państwa wsparcie misji Centrum Życia i Rodziny przekuło się na ogromny sukces!
To dzięki naszemu wspólnemu zaangażowaniu cała Polska, a myślę, że i cały świat usłyszał zdecydowany głos w obronie nierozerwalności węzła małżeńskiego!
Bardzo za to Państwu dziękuję!!!
Dzięki obecności wielu dziennikarzy Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny odbił się szerokim echem w mediach. Wciąż spływają do nas kolejne doniesienia prasowe i relacje, w tym także z tych mediów, które na co dzień wcale nie są nam przychylne. Jednak nawet one nie mogły przejść wobec Marszu obojętnie. A o to przecież nam chodziło!
Co ciekawe, dzięki naszej aktywności w mediach społecznościowych i współpracy z zagranicznymi agencjami prasowymi, o Narodowym Marszu dla Życia i Rodziny pisano również w Argentynie i Hiszpanii, w mediach francuskojęzycznych i anglojęzycznych, a nawet w samym Vatican News.
Wspieram promocję małżeństwa i rodziny!Jeśli nie mogli Państwo uczestniczyć w tym wydarzeniu, spieszę opowiedzieć, jak było.
Plac Zamkowy jeszcze przed rozpoczęciem Marszu wypełnił się rodzinami, małżeństwami i roześmianymi dziećmi w bardzo różnym wieku. Dostrzegłem wiele mam i ojców z maleństwami w chustach, wózkach, kilkulatki niosące nasze marszowe baloniki.
Ale również nie zawiedli nas małżonkowie z naprawdę długim stażem: na plakietkach, które rozdaliśmy małżeństwom, aby wpisały tam liczbę wspólnie spędzonych lat, dając w ten sposób świadectwo o wartości życia razem, widziałem takie liczby jak 46, 47 czy nawet ponad 50 lat!
Nasze wspólne, rodzinne świętowanie rozpoczął koncert zespołu Arka Noego. Cóż to była za radość! Cały Plac Zamkowy skakał w rytm tych jakże dobrze nam znanych przebojów! Nie było naprawdę nikogo, kto nie dałby się porwać muzyce.
Przed wyruszeniem w drogę Krakowskim Przedmieściem miało miejsce niezwykłe wydarzenie: odnowienie przysięgi małżeńskiej, które dla wszystkich zgromadzonych małżonków poprowadził ze sceny proboszcz warszawskiej Archikatedry, ks. Bogdan Bartołd. W tamtej chwili naprawdę trudno było powstrzymać wzruszenie.
Patrząc na małżonków wypowiadających za kapłanem słowa przysięgi, wpatrzonych sobie w oczy z ogromną czułością, miłością i oddaniem, można było mieć pewność, że oparte na tak wspaniałych ludziach społeczeństwo przetrwa nawet najgorsze burze. To oni poniosą w świat tę miłość i przekażą ją kolejnym pokoleniom!
Wspieram Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny!Przejście Marszu dla Życia i Rodziny Krakowskim Przedmieściem było prawdziwym świętem rodziny.
Radosnym, pełnym śmiechów dzieci, które jak co roku najchętniej biegały pod niesioną przez uczestników stumetrową flagą Polski. Pełnym nadziei na to, że te rodziny, ci wspaniali małżonkowie, idąc wspólnie przez życie nie tylko przeżywają swoją drogę w szczęściu, ale to swoje szczęście i miłość przekuwają też w dobro, którym obdarowują wszystkich wokół. I dzięki takim ludziom wszyscy możemy z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Podczas samego Marszu mocno wybrzmiewały nasze postulaty:
walki z mentalnością prorozwodowąniezgody na ułatwianie rozwodówkarania tzw. turystyki aborcyjnejsprzeciwu wobec eugenicznych zabiegów in vitroochrony dzieci przed demoralizacją i ideologią gender!
Uczestnicy Marszu mogli także zobaczyć skierowane specjalnie do nas przesłanie i pozdrowienia Prezydenta Polski Andrzeja Dudy. Zachęcam do obejrzenia tego nagrania, ale proszę o powrót do maila, bo chciałem Państwu przekazać jeszcze coś ważnego.Na zakończenie Marszu dla Życia i Rodziny zgodnie z planem udaliśmy się jeszcze na Mszę świętą, w czasie której homilię wygłosił ks. Dominik Chmielewski. I tym razem mogliśmy posłuchać jego poruszających słów o małżeńskiej miłości, którą trzeba oczyszczać z egoizmu i codziennie na nowo opierać na wzorze, jakim jest dla nas jedność Trójcy Świętej.
Za nami więc dzień pełen emocji, ale także dużej satysfakcji. Przed nami dalsza praca w obronie tych najważniejszych wartości: nierozerwalnego małżeństwa kobiety i mężczyzny, stanowiącego najlepszy fundament rodziny, a także ochrony każdego życia od chwili poczęcia!
Jak zapewne wiecie tylko Państwa wsparcie pomaga nam realizować te cele. Tylko dzięki niemu możemy działać, a jak wiele ono znaczy i jak wielkie możemy wspólnie odnosić sukcesy, pokazał choćby wczorajszy XVII Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny!
Organizacja tak dużego wydarzenia wiąże się z dużymi kosztami. Uregulowaliśmy już większość opłat (dziękuję za wsparcie nagłośnienia, o które prosiłem poprzednio!), ale do zapłacenia pozostały nam jeszcze faktury za niektóre wydruki oraz koszty logistyczne, w wysokości ok. 3 700 zł.
Dlatego proszę Państwa o wsparcie naszej działalności dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 50 zł lub nawet 100 zł czy 200 zł, albo jeszcze większą kwotą. To dla nas możliwość dalszej działalności służącej umacnianiu rodziny, propagowaniu prawdy o małżeństwie i ochronie tych najsłabszych i najbardziej niewinnych: nienarodzonych dzieci zagrożonych aborcją!Wspieram organizację takich wydarzeń!Jeszcze raz z całego serca dziękuję wszystkim Państwu za pomoc w organizacji tego niezwykłego wydarzenia!
Dziękuję także tym, którym udało się w ten chłodny dzień dotrzeć do Warszawy, aby wspólnie zamanifestować prawdę o życiu i rodzinie!
To wszystko nigdy nie mogłoby się udać bez Państwa wsparcia!
Serdecznie pozdrawiam PS. Więcej zdjęć znajdą Państwo na portalu Marsz.info. Dziękuję jeszcze raz za Państwa zaangażowanie i proszę o wsparcie naszych przyszłych działań!

Analiza laboratoryjna cieczy w testach na antygen Covid-19: Wyniki wykazują wysoką toksyczność.

Wiedeń, Linz (OTS) https://www.ots.at/presseaussendung/OTS_20220919_OTS0179/aviso-pk-laboranalyse-zu-fluessigkeit-in-covid-19-antigen-tests-befunde-zeigen-hohe-giftigkeit 

– Szybkie testy antygenowe są stosowane w Austrii od 2020 roku w wielu obszarach, zwłaszcza w szkołach.

Rząd federalny pierwotnie zakazał odpowiedzialnemu organowi BASG zgodnie z prawem badania tych testów pod kątem składników i funkcjonalności. Ta odmowa zagwarantowania bezpieczeństwa Austriakom doprowadziła do intensywnych śledztw społecznych i dziennikarskich.

Na podstawie prywatnych testów laboratoryjnych można obecnie udowodnić, że szybkie testy zawierają niezwykle toksyczne substancje, które są aktywne już w kontakcie ze skórą. Sojusz biznesowy „We-EMUs – na rzecz promocji społeczeństwa i dobrego samopoczucia” przebadał testy w niezależnych laboratoriach i prezentuje teraz szokujące wyniki. Eksperci wyjaśniają odpowiednie aspekty, takie jak toksyczność i kwestie prawne.

W Austrii te substancje i związane z nimi zagrożenia nie są deklarowane na opakowaniu ani na ulotce dołączonej do opakowania, podczas gdy za granicą problem jest dobrze znany. Można przypuszczać, że wiele przepisów z zakresu ceł, ochrony środowiska i prawa karnego, zagrażające bezpieczeństwu fizycznemu, zostało złamanych, od importu po użytkowanie w szkołach i salonach. Przedstawione przez: Bernhard Costa, przedsiębiorca i rzecznik prasowy „We-EMUs” mówią: Dr prof. dr Johann Missliwetz, koroner dr Mgr. Madeleine Petrovic, prezes wiedeńskiego stowarzyszenia ds. dobrostanu zwierząt dr Mag. Georg Prchlik, prawnik w Wiedniu Dypl. podopieczny Klaus Samhaber, nauczyciel w NMS i wiceprzewodniczący stanu FLV OÖ Florian Macl, dziennikarz.

O EMU: Platforma przedsiębiorców „Wir EMUs” ma obecnie ponad 1000 członków (przedsiębiorców, lekarzy, prawników) i reprezentuje wspólną postawę w społeczeństwie.

SZEŚĆ NAJSKUTECZNIEJSZYCH PROGRAMÓW REDUKCJI POPULACJI POD PRZYKRYWKĄ MEDYCYNY, KULTURY, ZAPOBIEGANIA CHOROBOM LUB PLANOWANIA RODZINY

Na sześcioro babka wróżyła czyli jak redukować stado.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/09/21/na-szescioro-babka-wrozyla-czyli-jak-redukowac-stado/

Wszystko zaczęło się na początku XX wieku. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne było katapultą do korupcji dla wszystkiego, co związane z farmacją w Ameryce. Po II wojnie światowej naukowcy zajmujący się kompleksem farmaceutycznym Hitlera zostali zwolnieni z więzienia i dzięki nim wystrzelił rozwój farmaceutyków w terapii przewlekle chorych, śmiertelnej chemioterapii i ludobójczych szczepień.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Liberty News o zagrożeniach płynących ze strony produktów farmaceutycznych i przetworzonej żywności, ale nie tylko. /AlterCabrio/

______________***______________

Sześć najlepszych programów redukcji populacji pod przykrywką medycyny, kultury, zapobiegania chorobom lub planowania rodziny

Wszystko zaczęło się na początku XX wieku. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne było katapultą do korupcji dla wszystkiego, co związane z farmacją w Ameryce. Po II wojnie światowej naukowcy zajmujący się kompleksem farmaceutycznym Hitlera zostali zwolnieni z więzienia i dzięki nim wystrzelił rozwój farmaceutyków w terapii przewlekle chorych, śmiertelnej chemioterapii i ludobójczych szczepień.

FDA i CDC weszły „na całość” ze słowami kluczami i frazami w swoich schematach depopulacji. Fluor w wodzie był „dobry dla zębów”, chociaż powoduje raka, łamliwość kości i zwapnienie szyszynki. Wszystkie szczepionki były zawsze uważane za „bezpieczne i skuteczne” i jest to mantrą aż do dziś, mimo że rozprzestrzeniają choroby, powodują autyzm, wywołują poronienia samoistne, a teraz zatykają cały układ naczyniowy lepkimi, toksycznymi prionami białek kolczastych.

Ludzie są atakowani przez Big Pharmę i Big Food na wszystkie sposoby, które powodują choroby, śmierć, aborcje, bezpłodność

Nie jest łatwo oszukać masy. Potrzeba skoordynowanego wysiłku fałszywych badań, dezinformacji i propagandy rozpowszechnianej za pośrednictwem multimediów oraz wystarczającej liczby zaangażowanych w to lekarzy, naukowców i administratorów szpitali, aby poprowadzić taki „show”. Następnie Big Agriculture [też Big Farm -tłum.], które wyrządza szkody na pierwszej linii, opryskując większość upraw, które są hodowane z użyciem toksycznych nawozów, chemicznych insektycydów i pestycydów, co doprowadza ludzkie zdrowie do wyczerpania.

Żywność jest z kolei przetwarzana do tego stopnia, że ​​nie ma już dużej wartości odżywczej. Nazywa się to „śmieciowym jedzeniem” i „artykułami spożywczymi”.

W większości produktów mięsnych i nabiale znajdują się hormony i antybiotyki, których nigdy nie powinno się spożywać. We wszelkiego rodzaju opakowaniach żywności, w tym w plastikowych butelkach i pojemnikach, znajdują się substancje zaburzające działanie hormonów, co powoduje przenikanie chemikaliów do żywności, napojów i wody.

A to nie wszystko. Rząd mocno promuje aborcje, zwłaszcza wśród mniejszości, ponieważ centra Planned Parenthood (Zaplanowane Rodzicielstwo) znajdują się w każdym tętniącym życiem amerykańskim mieście, gdzie mniejszości dominują w populacji. To nie przypadek. To jest redukcjonizm populacyjny u szczytu.

Sześć wiodących programów redukcji populacji, dobrze przemyślanych przez Big Pharmę i Big Food, a następnie utrwalonych przez Social Media Tech Giants

#1. „Szczepionki” przeciw COVID-19 (powodują poronienia, martwe porody, poronienia samoistne)

#2. Chemioterapia (dosłownie rozprzestrzenia raka)

#3. Planned Parenthood (założone przez Margaret Sanger, rasistkę, zwolenniczkę białej supremacji i eugeniki)

#4. Fluoryzowana woda

#5. Substancje zaburzające działanie hormonów (w tworzywach sztucznych i opakowaniach żywności) powodujące niepłodność

#6. Niepłodność wynikająca z transpłciowych okaleczeń dzieci pod flagą „LGBT”

Dzisiejsze media społecznościowe to choroba społeczna o rozmiarach pandemii

Dzisiejsze media społecznościowe to choroba społeczna. To pandemia wypaczonych myśli i dezinformacji, które zamieniają się w działania mogące zabić ciebie, twoje dzieci i ich dzieci. Od pokolenia milenialsów każdy aspekt mediów społecznościowych ma na celu wypaczanie, przekręcanie i dekonstruowanie całego myślenia w zakresie zdrowia fizycznego i psychicznego, bezpieczeństwa, etyki, moralności i wartości rodzinnych. Trendy są fałszywe. Przyjaciele są nieprawdziwi. I obserwujący również.

Obecnie małe dzieci, nastolatki i młodzi dorośli fascynują się okaleczaniem narządów płciowych by spróbować ‘dopasować się’ do czegoś, co uważają za normalny sposób identyfikacji swojej płci i relacji, co zdaje się być wypełnione całodziennym myśleniem o seksie i perwersjach, a wszystko dzięki ruchowi ‘płynności płci’ [‘gender fluid’ movement] tryskającym z każdego zakamarka mediów społecznościowych.

Często bywa, że ludzie, którzy bez względu na wiek, poddają się operacji zmiany płci i przyjmują środki hormonalne, zmieniają się na stałe w sposób, którego później żałują, włączając w to bezpłodność i przerażające problemy z mikcją. Może to powodować ciężką depresję i chroniczny lęk, które prowadzą do uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym, w tym do samobójstw.

Źródła tego artykułu obejmują: NaturalNews.com Censored.news

_________________

Top 6 population reduction schemes disguised as medicine, culture, disease prevention or family planning, S.D. Wells, 08/17/2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

Ekologia redukcyjna czyli jak uzyskać „liczbę łatwiejszą do opanowania”
Ich program jest przebrany za ekologię, aby wszystkich, którzy teraz się temu sprzeciwiają, można było zawstydzić. A kiedy masowy głód zacznie przytłaczać ludzi, będzie można obwinić ckliwych ekologów. […]

_________________

Oddaj wolność albo giń czyli kto wskoczy do arki Harariego
Ludzie nie muszą podróżować na wakacje na odległe wyspy, aby być szczęśliwymi i nie muszą wydawać pieniędzy na kosmetyki, które szkodzą środowisku, aby czuć się dobrze. Zasadniczo sugeruje on, aby […]

_________________

Czy chcą nas zabić?
Co do kampanii masowych szczepień, jest to najbardziej maniakalnie ludobójczy projekt, jaki kiedykolwiek wymyślił człowiek. Po prostu nie ma sposobu, aby obliczyć ilość cierpienia i śmierci, z jaką przyjdzie nam […]

Kryzys energetyczny: Hipokryzja unijnych bandytów

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/09/20/kryzys-energetyczny-hipokryzja-unijnych-bandytow/

Date: 20 settembre 2022Author: Uczta Baltazara0 Commenti

Kryzys energetyczny: Hipokryzja Unii Europejskiej, która wzywa do ograniczenia zużycia energii o 15%, ale sama wydaje 17 milionów euro rocznie na ogrzewanie i oświetlenie 3 swych siedzib

(Artykuł opublikowany przez wloski dziennik mainstreamowy)

Parlament Europejski jest jedyną instytucją na całym świecie, która posiada dwie identyczne siedziby plus trzecią – administracyjną. Uchwały zalecające “jedną siedzibę” są poddawane pod głosowanie od roku 1981, ale pozostają one makulaturą. Europejczycy płacą więc trzy rachunki, które razem z kosztami podróży europosłów kosztują 30 milionów euro rocznie. Kilku europosłów apeluje o fuzję siedzib, ale Francja i Luksemburg wetują inicjatywę.

Bruksela żąda od obywateli europejskich, aby zaoszczędzili 15 procent na rachunkach za energię, ale jednocześnie pozwala sobie na luksus płacenia potrójnych rachunków, wydając niebotyczną kwotę 17,5 miliona euro rocznie na ogrzewanie i oświetlenie budynków w Strasburgu, Brukseli i Luksemburgu.

Jest to marnotrawstwo, o którym dyskutuje się od 70 lat, ponieważ próby przekonania Francji i Luksemburga do rezygnacji z prestiżu, władzy i biznesu związanego z podróżującymi europosłami – co zawyża koszty transportu parlamentarzystów aż do 28,5 miliona euro rocznie, plus wszystkie produkowane zanieczyszczenia – spełzły na niczym.

Kwestia ta pojawia się za każdym razem, gdy przez hemisferę Parlamentu wieje wiatr kryzysu. Zdarza się więc, że podczas gdy w Brukseli wygłasza się płomienne przemówienia na temat tego, jak przeciwdziałać eskalacji cen energii, jakiś nierdzewny miłośnik logiki, uczciwości i dobrego przykładu podnosi paluszek i pyta: przepraszam, ale dlaczego, do cholery, wciąż płacimy rachunek trzy razy?

Sierpniowa zapowiedź szlachetnego odstąpienia przez Parlament Europejski od wydania 6,7 mln euro na 14 projektów odnowy biur, w tym nowe wykładziny i bary, w celu pokrycia “drastycznego wzrostu” cen energii, stanowiła właściwą okazję. W dniu 19 sierpnia komisja budżetowa parlamentu zatwierdziła usunięcie tych prac z budżetu dyrekcji ds. infrastruktury i logistyki. Zawieszone modernizacje, jak podaje Politico.com, obejmowały nowy system klimatyzacji, 250 tys. euro na nowe wykładziny i 400 tys. euro na oświetlenie muzeum “Domu Europejskiego”. Plus remont sali prasowej za 1 mln w Brukseli. Zawieszono prace związane z obsadzaniem i upiększaniem o wartości 1,4 mln euro oraz budową nowego tarasu z barem o wartości 500 tys. euro w Strasburgu. Wszyscy bili brawo, lub prawie wszyscy. Ponieważ europosłowie i pracownicy Europarlamentu doskonale wiedzą, że są to okruchy w monstrualnym, dwumiliardowym budżecie, w którym trójca biur powoduje największe marnotrawstwo: samo zużycie energii w trzech budynkach kosztowało w roku 2021 17,5 mln euro (o dwa więcej niż w roku 2019), 16 mln euro na monitoring i ochronę, 67 mln euro na konserwację, sprzątanie itp. Przy czym od lat podejmowane są próby wyliczenia potencjalnych oszczędności wynikających z integracji.

Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, koszty “rozproszenia geograficznego” już w roku 2014 wynosiły 114 mln euro rocznie. Rok wcześniej, raport Foxa-Hafnera szacował je na 156 do 204 milionów, co stanowiło kwotę odpowiadającą około 10% rocznego budżetu Parlamentu. Według własnego sprawozdania Parlamentu, 78% wszystkich podróży służbowych pracowników Parlamentu to podróże między jego trzema siedzibami. Oprócz kosztu ekonomicznego istnieje również koszt środowiskowy, ponieważ podróż z Brukseli do Strasburga wiąże się z emisją od 11 000 do 19 000 ton CO2. Wreszcie, Europejski Trybunał Obrachunkowy obliczył, że wartość netto oszczędności w okresie 50 lat przekracza 3 miliardy euro.

Dlatego nie jest demagogią, że niektórzy eurodeputowani wznawiają kwestię zmniejszenia liczby siedzib zamiast oświadczeń, które niczego nie zmieniają. Niemiecki europoseł Zielonych, Daniel Freund nalegał, mówiąc, że “zaprzestanie kosztownych dojazdów do Strasburga byłaby najprostszą i najbardziej oczywistą decyzją, aby zmniejszyć rosnące koszty energii. Trudno jest wytłumaczyć obywatelom europejskim, dlaczego parlament ma ogrzewać dwa kompleksy budynków, a tysiące ludzi jeździć do Strasburga, podczas gdy cała Europa namawiana jest do oszczędzania energii”.

Ale natychmiast zainterweniował europoseł z Francji, w tym przypadku Pierre Karleskind z grupy Renew Europe, który powiedział portalowi Politico.com, że “jedyną prawowitą siedzibą Parlamentu jest ta w Strasburgu”. Mario Furore, poseł do PE z ramienia Ruchu 5 Gwiazd stwierdził: “Postawa UE to hipokryzja. Z jednej strony domaga się od swoich obywateli ograniczenia konsumpcji o 15%, z drugiej utrzymuje podwójne i potrójne siedziby, co jest monumentem marnotrawstwa energii. Potrzebujemy konsekwencji, a zamknięcie siedziby w Strasburgu przywróciłoby wiarygodność instytucjom europejskim”.

Z drugiej strony, istnieją udowodnione dowody, że owszem, można to zrobić, nawet jeśli przy wecie Francji trudno jest zmienić traktaty. Zamknięcie jednego z dwóch miejsc nie spowoduje upadku meteorytów, topnienia lodowców czy utraty demokracji. Na przykład w marcu 2020 roku, w szczytowym momencie kryzysu covidowego, były przewodniczący parlamentu David Sassoli odwołał sesje parlamentarne w Strasburgu po tym, jak władze francuskie ogłosiły ten obszar strefą czerwoną ze względu na koronawirusa. Francuscy urzędnicy wielokrotnie wyrażali frustrację z powodu owej decyzji i ostatecznie posłowie wznowili sesje parlamentarne w Strasburgu w grudniu 2020 roku. Po upływie dwóch lat nic się nie zmieniło, poza rachunkiem, który wzrósł z 16,1 do 17,5 mln euro. https://www.ilfattoquotidiano.it/2022/09/02/crisi-energetica-lipocrisia-delleuropa-chiede-di-ridurre-i-consumi-ma-spende-17-milioni/6788053/

………..

VIDEO: Unijne “pielgrzymowanie” https://www.youtube.com/embed/9RtxbrU9Q5k?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=it&autohide=2&wmode=transparent

Condividi:

Elektromobilność to zamach na mobilność (i uczciwość)

Piotr Relich https://pch24.pl/elektromobilnosc-to-zamach-na-mobilnosc-i-uczciwosc/

Motywowana ideologicznie rewolucja motoryzacyjna, zamiast w skutki globalnego ocieplenia, uderzy przede wszystkim w nasze portfele, mobilność jako taką oraz poczucie przywiązania do własności prywatnej. Przyznają to jej sami promotorzy.

Wymieniana w rządowych i unijnych projektach elektromobilność wcale nie polega na zamianie diesli, gazików czy benzyniaków na elektryki. Jak podkreśla dziennikarka motoryzacyjna Agata Rzędowska, to w równym stopniu rozwój kolei, sieci tramwajowych czy tzw. mikromobilności: elektrycznych hulajnóg, rowerów, skuterów.

– Nie chodzi o to żeby zamienić 1:1 samochody spalinowe na elektryczne. Wciąż pozostanie problem korków, zatłoczonych miast, nie posuniemy się technologicznie – podkreślała podczas konferencji Bomba Megabitowa w Krakowie. Tym samym, znaczna część „luksusowych pudełek na czterech kółkach” – jak je określiła – ma po prostu zniknąć z naszych dróg.

Zachęcanie przez obrzydzanie

Do rezygnacji z samochodu zmusza się nas w perfidny i dość podły sposób. Jedną z metod są uprzykrzające życie decyzje administracyjne, np. celowe zwężanie ulic w centrum miast lub usuwanie miejsc parkingowych. – Robią się korki, dłużej się jedzie. Więc ludzie zaczynają szukać alternatyw – przyznano entuzjastycznie w trakcie Bomby, wskazując na ten jakże „doskonały” pomysł w walce z dwuśladowcami.

Z drugiej strony, paneliści przekonywali o konieczności zastosowania „mechanizmów fiskalno-podatkowych” (zawoalowane określenie zwykłego podnoszenia podatków) uderzających w „spaliniaki” . Rzędowska wskazywała na Norwegię, gdzie począwszy od 2025 r. rząd doprowadzić chce do sytuacji, w której posiadanie tradycyjnego samochodu będzie po prostu nieopłacalne.

No cóż, być może zarabiający średnio 35 tysięcy koron miesięcznie mieszkańcy (16 tys. złotych) mogą sobie na to pozwolić. A my?

Kolejny argument – koszty. Mierzymy się z największym od lat kryzysem gospodarczym. Obecnie cena nawet 10-letnich aut to jakiś absurd, nie mówiąc o „nówkach” z salonu, albo elektrykach. A jeżeli od 2035 r. Unia rzeczywiście zakaże produkcji samochodów spalinowych, pojazdy czterokołowe już naprawdę uzyskają rangę dobra luksusowego.   

W ogóle z tymi elektrykami mamy w Polsce same problemy. Weźmy choćby kwestię zasilania. Jeżeli kierowca nie ma prywatnego parkingu w garażu, musi korzystać ze stacji szybkiego ładowania. A jak uczciwie przyznaje dr Daniel Trzaskowski, dyrektor Departamentu Sprzedaży Flotowej Volkswagen Financial Services, trzeba mieć świadomość, że ładowanie prądem szybkim jest „dużo droższe”.

Oczywiście, trzeba najpierw w ogóle „dopchać się” do ładowarki. Można jeszcze zasilić samochód w firmie (jeżeli szef się zgodzi) czy galerii. Problem jednak w tym, że w nocy – kiedy byłoby to najwygodniejsze – jedno i drugie najczęściej pozostaje zamknięte.

Ale nie rozpaczaj, kierowco ekologicznego auta! Jak informuje Agata Rzędowska, w miastach powstaną specjalne parkingi, gdzie będziesz mógł „zabukować sobie miejsce ze stacją ładowania”. Oczywiście za odpowiednią opłatą.

„Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”

Jak się okazuje, wszystkie powyższe problemy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiązuje bardzo prozaiczna decyzja: rezygnacja z samochodu na własność, nawet elektrycznego.

Będziemy w ogóle odchodzić od posiadania. Będziemy wynajmować samochód z ulicy (np. TrafiCar), używać i tam go odstawiać. Ktoś inny będzie się martwił o ładowanie – przekonywali szczerze paneliści. Zdaniem Rafała Trzaskowskiego, także zakupy za gotówkę już wkrótce „będą niszą”.

– Klienci będą korzystali przede wszystkim z najmu długoterminowego. Po 3 latach oddają samochód, my wynajmujemy go jako używany za mniejszą cenę i prawdopodobnie później otrzyma on jeszcze trzecie życie – wskazywał panelista, dostrzegając potrzebę przechodzenia na „gospodarkę o obiegu zamkniętym”.

Nawet samochody elektryczne nie będą własnością osób prywatnych. Czeka je wynajem w systemie subskrypcyjnym, podobnie jak dzisiaj platformy streamingowe postępują z filmami i serialami. Taka jest przyszłość, ale to będzie raczej ewolucja niż rewolucja. Obecnie jest to zbyt wymagające finansowo, aby dla ciebie ta subskrypcja cenowo była na tyle atrakcyjna – przyznał prezydent Warszawy, wylewając nieco zimnej wody na rozgrzane ekologiczną nadzieją głowy.

Co na to ludzie?

Czy zatem wypychanie ludzi siłą z rynku samochodowego i jednoczesne skazywanie ich na łaskę tak zwanego zbior-komu (którego funkcjonowanie na odpowiednim do potrzeb poziomie może nastąpić, ale wcale nie musi), nie spowoduje negatywnej reakcji w społeczeństwie? Jak się okazuje, piewcy rewolucji i na to pytanie znaleźli odpowiedź.

– Pokolenie Z pytane, czy chce posiadać samochody, odpowiada: W życiu! Oni nie chcą mieć, oni chcą korzystać. Jeżeli będzie im łatwiej z imprezy wrócić nocnym autobusem, to wrócą autobusem lub jakąś formą zamawiania transportu przez aplikację. Różnice pokoleniowe w podejściu do posiadania są przeogromne! I widać je też w Polsce – przekonywała otwarcie Rzędowska.

Jak widać, lata tresury i inżynierii społecznej się zwracają. Jednak zastosowanie powszechnego prania mózgów jest nieodzowne, jeżeli chce się przekonać do rozwiązań, które nie spełniają nawet swojego podstawowego zadania.

Obecne samochody elektryczne są „eko” wyłącznie jeżeli bierzemy pod uwagę samą emisję spalin. Natomiast już tzw. ślad węglowy, jaki pozostawia ich produkcja, zdecydowanie przewyższa nawet najstarsze gaziki. – Najbardziej ekologiczne są własne nogi lub kółka roweru. Samochody elektryczne to nie herezja, ale i nie takie ekologiczne rozwiązanie – przyznała zapytana o tę kwestię Rzędowska.

Pracują za dolara dziennie

Problem stwarza również recykling baterii. Koszt często przewyższa tu wartość odzyskanego surowca. A skoro o surowcach mowa: pomijając kwestie środowiskowe, o pomstę do nieba woła niewolniczy i nieludzki charakter procederu wydobycia pierwiastków stanowiących komponent baterii litowo-jonowych. Przykładowo, w Demokratycznej Republice Konga, skąd pozyskuje się niemal 70 proc. światowej produkcji kobaltu, dorośli i dzieci wydobywają szkodliwe substancje gołymi rękoma.

Z Afryki surowiec trafia do chińskich fabryk, gdzie jest przetwarzany i sprzedawany zachodnim producentom. Zdecydowana większość z nich, zapytana o pochodzenie składników znajdujących się w ich urządzeniach baterii, nie jest w stanie wykazać jego źródła. I tak to się kręci.

Zachód zdaje się nie dostrzegać problemu. Unia Europejska dopiero pracuje nad „certyfikatem pochodzenia”, który pozwoli na dystrybucję i recykling po spełnieniu określonych norm. To na razie na papierze. Jak będzie w praktyce – nie wiadomo.

Rzędowska rozgrzesza jednak producentów z ich „grzechu ekologicznego”. Mówi: zanim osiągniemy granicę możliwości technologicznych, uda nam się przekierować znaczną część społeczeństwa na transport publiczny. Zatem w ostatecznym rozrachunku „nie trzeba będzie wyciskać ostatnich kropli potu z tych samochodów i baterii”.

I po problemie!

Jak piórko na wietrze…

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5253 22 września 2022

No i jak tu nie zgodzić się z kolegą Januszem Korwin-Mikke, który uważa, że kobieta przyjmuje za swoje poglądy mężczyzny, z którym akurat się bzyka? Im częściej zmienia dobiegaczy, tym częściej zmienia poglądy i pewnie dlatego Francesco Maria Piave, w libretcie opery Giuseppe Verdiego „Rigoletto”, zapisał tę uroczą uwagę: „La donna e mobile qual piuma al vento” – co się wykłada, że kobieta zmienną jest jak piórko na wietrze. Można na potwierdzenie słuszności tego poglądu przytoczyć mnóstwo przykładów, ale w dzisiejszych czasach jakikolwiek dowód nie ma znaczenia w konfrontacji z doktrynerskimi arogancjami rozmaitych feministek, które marszałek Piłsudski podejrzewał o „rozdziwaczoną płeć”.

Przypuszczam, że to są w gruncie rzeczy istoty bardzo nieszczęśliwe, chociaż pycha nie pozwala im się do tego przyznać i w rezultacie brną w coraz to dziwaczniejsze absurdy. A że mogą być nieszczęśliwe, to sugeruje niewątpliwa znawczyni duszy kobiecej, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Jak pamiętamy, napisała ona ten arcytrafny wierszyk o lwach w klatce: „Lwica senna i naga nie czuje więzienia, leżąc spogląda w oczy lwu, panu stworzenia. On się przybliża cały w grzywie i męskości, a jakaś pani patrzy i płacze. Z zazdrości!” A przecież i ona przeżyła zawód miłosny, a o intensywności tych przeżyć świadczy wiersz „Don Juan i dona Anna”, w którym czytamy m.in.: „Dona Anna, jak anieli rajscy, w sercu twoim nie przeczuła zdrajcy, dar infantki rzuciła ci: życie! Więc gładziłeś ją ręką iskrową, powtarzając jej to, słowo w słowo, co mówiłeś Zerlinie, Pasquicie”. Tymczasem: „Doni Anny porzucać nie wolno! Wolno tylko powtarzać jej zwolna: o paloma, o paloma mia!” Więc: „Bóg ci Anny przebaczyć nie może! Za nią wstanie zemsty całe morze! Za nią z piersi ordery ci zedrą! Za nią ujmą się z płaczem kamienie i do piekła cię pchnie zasłużenie EL CONVIVADOR DE PIEDRA!” Mimo to jednak zachowała poczucie rzeczywistości i na żadne „feminizmy” nie dawała się nabierać.

Jak pamiętamy, w swoim czasie naturalnym przyjacielem pani Doroty Rabczewskiej, znanej pod artystycznym pseudonimem „Doda”, był pan Adam Darski, pozujący na delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie. Ten pan Darski zachorował na leukemię, w związku z czym „Doda” użyła wszystkich swoich wpływów, by pomóc mu w pozyskaniu szpiku kostnego. Ale w tym przypadku pan Darski zachował się bardzo niekonsekwentnie, bo w poszukiwaniu szpiku, odwołał się do oficjalnie wzgardzonych przez niego wartości chrześcijańskich w postaci współczucia i poświęcenia – bo ktoś w końcu mu tego szpiku udzielał – a nie do wartości infernalnych, bo wtedy zamiast szpiku mógłby w najlepszym razie usłyszeć: „do zobaczenia w piekle, frajerze!” a w gorszym – nawet zarobić kopniaka w sempiternę. W dodatku – jak niedawno ujawniła pani Doda – jak tylko dostał szpik, to i ją też puścił w trąbę – co już można uznać za zgodne z systemem wartości infernalnych, w których nie ma przecież miejsca na wdzięczność, czy choćby lojalność.

Może nie zasługiwałoby to na uwagę, gdyby nie to, że będąc jeszcze na etapie naturalnej przyjaźni z panem Darskim, pani Doda, najwyraźniej pod jego wpływem, zaczęła wygłaszać opinie, że bardziej wierzy w dinozaury, niż w Biblię, napisaną przez facetów naprutych winem i palących jakieś zioła.

Jest to opinia głupia, bo ani w dinozaury, ani w Biblię nie potrzeba „wierzyć”, jako że istnienie zarówno jednych, jak i drugiej jest niewątpliwym faktem, który człowiek inteligentny może tylko przyjąć do wiadomości. Niestety jakiś gorliwiec, zamiast na tę głupią opinię wzruszyć ramionami, awansował ją do rangi „obrazy uczuć religijnych” – jakby pani Doda rzeczywiście była w stanie tego dokonać. Ponieważ taka „obraza” stanowi przestępstwo, to jakiś inny gorliwiec wszczął postępowanie karne, w następstwie którego pani Doda została skazana na jakąś karę. Szkoda, że w prokuraturze, ani w niezawisłym sądzie nie zasiadał ktoś podobny do spowiednika, o którym w swoich pamiętnikach wspomina pewna arystokratka. Otóż w młodości była ona dumna do tego stopnia, że nabrała wątpliwości, czy to przypadkiem nie grzech. Podczas spowiedzi podzieliła się tymi wątpliwościami ze spowiednikiem. Ten wyraził opinię, że pewnie pochodzi ona ze starej, historycznej rodziny. Tak akurat było, ale panienka powiedziała, że nie o to chodzi. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – dociekał spowiednik. – Owszem, ale to nie z tego powodu jestem taka dumna – odparła penitentka. – Już wiem – wykrzyknął spowiednik. – Ty musisz być bardzo ładna! – Nie narzekam – odrzekła na to rezolutna panienka – ale o to też nie chodzi. – Moje dziecko – rzekł tedy spowiednik. – Ty nie jesteś wcale dumna, tylko głupia, a to nie grzech.

Niestety dzisiaj coraz trudniej znaleźć niezawisłego sędziego, który byłby w stanie rozróżnić takie rzeczy, bo studia prawnicze kończy dzisiaj tylu idiotów, że w tej masie normalni ludzie stanowią wielką rzadkość.

Wróćmy jednak do pani „Dody” Rabczewskiej. Od wyroku skazującego odwołała się do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka, oskarżając Polskę, że w ten sposób naruszyła jej prawo do wolności wypowiedzi. Trybunał – jak się dowiadujemy – uznał słuszność jej skargi, nakazując w wyroku polskim podatnikom zapłacenie pani „Dodzie” sto tysięcy euro. To znaczy formalnie ma to zapłacić rząd, ale wiadomo, że rząd w tym celu złupi podatników, którzy ze skazaniem pani Rabczewskiej nie mieli nic wspólnego. Ten wyrok pokazuje, że w Międzynarodowym Trybunale Praw Człowieka triumfuje faszystowska zasada odpowiedzialności zbiorowej, która zaczyna triumfować i u nas, przede wszystkim na użytek przemysłu molestowania. W tej sytuacji nie ma co dochodzić przyczyn, dla których ten sam trybunał uznałby za słuszne skazanie obywatela, który na przykład twierdziłby, że Żydzi amerykańscy mają duże wpływy w tamtejszym sektorze finansowym, w mediach i w przemyśle rozrywkowym. Ale z faszystami tak już jest; uważają za słuszne to, co partia w danym momencie uznaje za słuszne. Jeśli tedy partia wyda rozkaz, że trzeba Żydów nosić na rękach, to faszyści nie pozwolą nikomu sie wyprzedzić – ale jeśli by partia wydała kiedyś inny rozkaz, to faszyści też nie pozwolą nikomu się wyprzedzić.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak co innego. Otóż pani Rabczewska wygłosiła wspomnianą opinię w roku 2009, kiedy to jeszcze jej naturalnym przyjacielem był pan Darski. Po rozstaniu z panem Darskim, ale chyba nie od razu, tylko trochę później, bo w roku 2018, pani „Doda” zmieniła poglądy o 180 stopni. Jak poinformowała żurnalistów z „Super Expressu”, „odnalazła Boga” i wróciła na łono Kościoła. Przewielebny ks. Janusz Koplewski, który jest „spowiednikiem gwiazd”, był bardzo wzruszony i dumny, ponieważ „modlił się za nią”. Pewnie uważa, że ta metamorfoza jest skutkiem jego modlitw.

Niech i tak będzie.

Książka „O wychowaniu” – młodzieży w duchu wartości, nierzadko zapomnianych jak prawda, odpowiedzialność, szacunek, godność, miłość do ojczyzny.

Bogusław Homicki

Szanowni Państwo,

Pod koniec czerwca br. została wydana przez Wydawnictwo FOSZE z Rzeszowa moja najnowsza książka, „O wychowaniu”. Mam wielką nadzieję, że znajdzie ona  uznanie w Państwa oczach i stanie się  cenną pozycją w posiadanych przez Państwa zbiorach podręczników na tematy wychowawcze.

Książka traktuje o wychowaniu młodzieży w duchu wartości, nierzadko zapomnianych jak prawda, odpowiedzialność , szacunek, godność,  miłość do ojczyzny. Książka została oparta głównie na dorobku pedagogicznym znanego polskiego pedagoga i wychowawcy dzieci i młodzieży – Kazimierza Lisieckiego „Dziadka” (1902-1976), założyciela w latach 20. XX wieku Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ulicy oraz prekursora placówek opiekuńczo-wychowawczych nazwanych przez niego – ogniskami.

Wydaje się, że pozycja ta jest ważna szczególnie obecnie, gdy wiele dzieci i młodzieży terroryzuje swoich rodziców i wychowawców, i wymusza od rodziców pieniądze np. za dobre wyniki w nauce czy też za wypełnianie domowych  obowiązków obecnie traktowanych przez młodzież jako odpłatne prace. A przecież  „non scholae, sed vitae discimus” – uczymy się nie dla szkoły i nie dla rodziców, lecz dla życia i dla siebie.

W książce postawione zostało też bardzo ważne pytanie: Na kogo chcemy wychować młodzież? Czy na bezwolne, samolubne jednostki, czy też na przyszłych, wartościowych obywateli swojej ojczyzny?

Jest to moja już czwarta książka,  w tym trzy o tematyce wychowania i wartości oraz  jedna na temat polityczno-społeczny („”Ciekawe” życie w PRL-u i … co dalej”). 

Przesyłam też opinię polonisty, profesora oświaty, prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, autora wielu publikacji o tematyce oświatowej, wychowawczej, literackiej i teatralnej – prof. Antoniego Buchały, który bardzo pozytywnie ocenił tę pozycję.

Cena książki w księgarni wynosi 25 zł.

Dla potrzeb placówek opiekuńczo-wychowawczych proponuję cenę 

                                                   22 zł, 

W tym cena ta będzie zawierała również koszt wysyłki pocztowej.

Książkę można nabyć, wpłacając powyższą kwotę (lub wielokrotność, jeśli będzie większe zamówienie) na moje konto bankowe: 
Nr 35 1240 2728 1111 0010 4359 3580

Oraz podanie w korespondencji mailowej dokładnego adresu pocztowego, 
na który przesyłka ma być wysłana.

Bogusław Homicki,  ul. WP 14, 08-440 Pilawa

bhomicki@yahoo.com tel. 609 429 255

================================

Recenzja książki „O wychowaniu” Bogusława Homickiego

Obecne czasy obfitują w intensywne dyskusje dotyczące metod oddziaływania wychowawczego na dzieci i młodzież. Jednak można zauważyć następujący paradoks: im więcej się o tym mówi, tym częściej twierdzi się wręcz, że dorośli powinni zrezygnować ze świadomego kształtowania zachowań dzieci i młodzieży; że każde dziecko powinno korzystać z daleko posuniętej autonomii. Zresztą wiele ze współczesnych systemów wychowawczych w teorii mówi o konieczności wychowania (lub raczej: o konieczności stworzenia dzieciom „warunków do samowychowania”), a w praktyce abdykuje z jakichkolwiek prób wpłynięcia na ich zachowania, koncentrując się na zapewnieniu opieki i bezpieczeństwa, bo ostatecznie tylko z tego jest rozliczana przez instytucje nadzorcze.

Książka Bogusław Homickiego precyzyjnie charakteryzuje wyżej przedstawiony, aktualny stan wychowawczy obserwowany w życiu publicznym, i trafnie identyfikuje jego genezę, upatrując ją w błędnych teoriach oraz wychowawczych zaniedbaniach. Autor nie poprzestaje jednak na krytyce: zasadniczą częścią jego książki jest syntetyczne przedstawienie dorobku Kazimierza Lisieckiego – „Dziadka”, uznanego i szanowanego warszawianina, zasłużonego wychowawcy kilku pokoleń dzieci i młodzieży, twórcy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ulicy, jednego z prekursorów pedagogiki opiekuńczo – wychowawczej w Polsce. Homicki, jako wdzięczny wychowanek, rekonstruuje teoretyczne zasady i podaje przykłady ich stosowania w praktyce. Barwne przykłady sytuacji i zachowań, żywe postacie i osobiste świadectwo to niezaprzeczalny atut książki, która dzięki temu nie jest kolejnym teoretycznym podręcznikiem teorii wychowania, tylko praktycznym przewodnikiem, z którego mogą korzystać współcześni wychowawcy, pedagodzy, a nawet (może szczególnie!) rodzice; ogólnie wszyscy ci, którym bliska jest idea odpowiedzialnego wychowania młodego pokolenia.

Homicki omawia dzieło życia Kazimierza Lisieckiego na tle historycznych i współczesnych teorii wychowania. Sam sytuuje system opracowany przez „Dziadka” po stronie teorii „konserwatywnych”, jednak z całego wywodu autora można śmiało wnioskować, że systemy wychowawcze nie dzielą się na konserwatywne (czy też tradycyjne) i nowoczesne (inaczej: postępowe), tylko na dobre i złe; skuteczne i przeciwskuteczne. Jeżeli przyjmiemy, że wiemy, do czego zmierzamy, wiemy, jakiego chcemy wychować dorosłego, i szerzej: jeżeli wiemy, czym powinna się charakteryzować wspólnota narodowa i społeczna, to stosowane metody wychowawcze powinny wydawać się oczywiste. I to jest kolejna zaleta tego wartościowego dzieła: autor wskazuje cel wychowania, którym jest ukształtowanie prawych obywateli, odpowiedzialnych liderów w swoich środowiskach, wreszcie, jak pisze – wychowanie ludzi, dla których ważne jest „nie tylko zaspokojenie własnych potrzeb bytowych, ale też aktywne uczestniczenie w budowaniu dobrobytu własnej ojczyzny”.

Autor rekonstruuje sposoby działania „Dziadka” Lisieckiego, wskazując jego umiejętność znajdowania niezbędnej równowagi między pozornymi sprzecznościami w wychowawczym oddziaływaniu: partnerstwem i zachowaniem dystansu, karą i nagrodą, wymaganiami i niezbędnymi rozrywkami, obowiązkami i prawami, poczuciem indywidualności i lojalności grupowej. Tylko prawdziwi mistrzowie umieją sprawić, że te przeciwstawienia nie stoją z sobą w sprzeczności, lecz się uzupełniają. Z tego też wynika jeszcze jeden wniosek: wychowanie człowieka to właściwie dziedzina sztuki, a nie rzemiosła; owszem, wielu działań można się nauczyć (ostatecznie temu celowi służy omawiana książka), ale największe osiągnięcia możliwe są dzięki talentowi pedagogicznemu, którym „Dziadek” dysponował w stopniu rzadko spotykanym.

Jeżeli przejrzymy programy wychowawcze obecnych szkół, świetlic czy innych instytucji wychowawczych, zapewne w większości z nich znajdziemy zapisy o stworzeniu warunków dla „rozwoju osobowości” wychowanków. Jest to pojęcie nieostre, pozbawione konkretnego celu, to znaczy wizji człowieka, do której zmierza wychowawca. Wszak rozwinąć osobowość można w dowolnym kierunku, np. wzmacniając ekspresję wrodzonych predyspozycji. W takim podejściu nie widać hierarchizacji różnorodnych cech osobowości, wśród których przecież jedne mogą być pożyteczne, a inne szkodliwe, co w skrajnej wersji grozi relatywizacją dobra i zła.

Jakże różnią się od tych zapisów cele realizowane przez Kazimierza Lisieckiego, który miał zasadniczo jedno zamierzenie: kształtowanie charakteru. Młody człowiek, wychowywany do określonego modelu osobowości według stałych zasad, jedynie elastycznie modyfikowanych w zależności od grupy lub konkretnego chłopca, miał szansę stać się człowiekiem prawym, znającym swoje miejsce w społeczności; takim, dla którego honor i godność nie są pojęciami pustymi, który umie odróżniać dobro od zła, a szacunek i lojalność stają się nieusuwalnymi cechami jego osobowości. Budowanie poczucia wspólnoty przez częste śpiewanie, hasła „nic za darmo” czy „oddaj, coś wziął” – to fundamenty wychowawczego oddziaływania „Dziadka”.

Właśnie to ostatnie hasło przybrało w środowisku wychowanków Kazimierza Lisieckiego wyjątkowy wymiar: już jako dorośli ludzie czują imperatyw „oddawania” kolejnym pokoleniom młodzieży to, co otrzymali od swego wychowawcy. Liczne akcje dobroczynne wynikają u nich nie tyle z prostego odruchu serca, ile są spłacaniem długu wdzięczności, owego niewypłacalnego zobowiązania, które zaciągnęli w przeszłości, gdy jako dzieci mieli to szczęście, że stali się obiektem wychowawczej troski Kazimierza Lisieckiego – „Dziadka”.

Właśnie z owego poczucia przynależności do nieformalnej sztafety w dziele wychowania zrodziła się ta niezwykła książka Bogusława Homickiego.

Antoni Buchała – profesor oświaty, polonista, prezes Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, autor publikacji o tematyce wychowawczej, oświatowej, literackiej i teatralnej.

Wrocław ZAŁAMANY [a prezydent-zakłamany] drastycznymi podwyżkami za energię – o ponad 600%. „Do końca będą krzyczeć: niech żyje Stalin!”

https://nczas.com/2022/09/21/wroclaw-zalamany-szokujacymi-podwyzkami-za-energie-sommer-do-konca-beda-krzyczec-niech-zyje-stalin/

„Zielona polityka energetyczna” zbiera tragiczne żniwo. Wrocław przedstawił rachunek, jaki miałby zapłacić za energię w przyszłym roku. Wzrost – bagatela! – o ponad 600 procent.

Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk poinformował, że w przetargu na zakup energii elektrycznej na 2023 rok otwarto jedyną złożoną ofertę. Jest to oferta PGE na kwotę 405 mln zł. Dotychczas stolica Dolnego Śląska za energię płaciła 66 mln zł.

To wzrost o ponad 600 procent.

W poprzednim roku nasza grupa zakupowa w mieście, składająca się z 270 podmiotów, zapłaciła za zakup prądu łącznie 66 mln zł. Czyli teraz musielibyśmy zapłacić o 339 mln zł więcej. Sytuacja jest poważna. Polskie państwo jest w kryzysie – mówił Sutryk.

Przypomniał, że podobne wzrosty dotyczą też innych samorządów w całej Polsce. W dużych miastach to wzrost o 400-500 proc., a ostatnio władze Radomia poinformowały, że otrzymały ofertę o 900 proc. wyższą od tegorocznej.

Obniżona temperatura wody w kranach

Twierdzi też, że władze Wrocławia już teraz podjęły pewne działania oszczędnościowe, które mają zmniejszyć zużycie energii i ciepła. Jest to m.in. obniżenie temperatury w biurach i urzędach do 19 stopni Celsjusza na całą zimę, ale też oddelegowanie części pracowników do pracy zdalnej.

Dodał, że obniżona będzie też temperatura wody w kranach, kontrolowany będzie poziom oświetlenia pomieszczeń korytarzy i innych części wspólnych. Prawdopodobnie magistrat zrezygnuje też z całonocnego podświetlenia obiektów komunalnych, stadion miejski będzie podświetlony tylko w weekendy. Iluminacja świąteczna będzie ograniczona tylko do rynku. Nie odbędą się również duże imprezy, takie jak zabawa sylwestrowa w rynku, maraton.

[w oryg. był błąd. Źle podzielili. MD]

Biden „zakończył” pandemię koronawirusa i od razu spadły akcje producentów szczepionek

https://zmianynaziemi.pl/bezcenzury/biden-zakonczyl-pandemie-koronawirusa-i-od-razu-spadly-akcje-producentow-szczepionek

Główni producenci szczepionek stracili łączną wartość rynkową 10 miliardów dolarów w obawie przed wzrostem obojętności społeczeństwa na szczepienia.

Inwestorzy zaczęli sprzedawać udziały producentów szczepionek na koronawirusa, ponieważ kapitalizacja branży spadła o ponad 10 miliardów dolarów wartości rynkowej po tym, jak prezydent USA Joe Biden powiedział, że „pandemia się skończyła” – pisze Financial Times.

Moderna spadła w poniedziałek o 7,14% na giełdzie w Nowym Jorku, BioNTech o 8,6%, Novavax o 6,5%, a Pfizer, który ma znacznie szerszy portfel produktów, o 1,3%. S&P 500 zakończył dzień krótkim wzrostem ceny.

Spadek odzwierciedla publiczną obojętność na szczepienia koronawirusowe, twierdzą analitycy. Wpływ na to miała również wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych i przywódców innych krajów, że kryzysowa faza pandemii koronawirusa dobiega końca.

[—]

Czeski portal opisuje najazdy Polaków po węgiel. „U nich tona kosztuje od 20 do 25 tys. koron, w Czechach płacą ok. 5,5 tys. koron

Czeski portal opisuje najazdy Polaków po węgiel. „W piątek mieliśmy 30 ton węgla, w poniedziałek nic”

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/czeski-portal-opisuje-najazdy-polakow-po-wegiel

„U nich tona kosztuje od 20 do 25 tys. koron, w Czechach płacą ok. 5,5 tys. koron za tonę” – tak zakupy węgla przez Polaków w Czechach opisuje portalowi seznamsprawy.cz Jakub Hanuš, pracownik składów węgla firmy Olvan Náchod. Jak czytamy, naszym sąsiadom też już wyczerpują się zapasy.

Polacy w poszukiwaniu węgla zapuścili się już poza granice państwa. Dostrzegli to Czesi, a tamtejszy p

W piątek mieliśmy 30 ton węgla, w poniedziałek po południu nie mieliśmy nic” — mówi Jakub Hanuš, pracownik składów węgla firmy Olvan Náchod.

„U nich tona kosztuje od 20 do 25 tys. koron, w Czechach płacą ok. 5,5 tys. koron za tonę” — tłumaczy w rozmowie z portalem.

Jak czytamy dalej, węgiel schodzi praktycznie na bieżąco, a telefony od Polaków Czesi odbierają od rana do wieczora. „Codziennie przyjeżdża do nas od 50 do 60 polskich aut” — informuje Jakub Hanuš. Dodaje, że niektórzy pokonują 400 km po tańszy surowiec.

Czechom jednak węgiel też się już kończy. Przykładowo firma Žamber ma już puste magazyny, więc musiała wstrzymać sprzedaż węgla — podaje czeski portal. Dodaje, że „w niektórych magazynach zapasy są już tak niskie, że nie sprzedają Polakom i oszczędzają węgiel dla czeskich klientów„.

NIE NIEMCY POLAKOM a POLACY ŻYDOM

Krzysztof Baliński 21 IX 2022

Jeżeli by państwo Izrael było zainteresowane jakimś udziałem w tym przedsięwzięciu, udziałem oczywiście z odpowiednimi skutkami finansowymi w dalszym etapie, to my jesteśmy na tego rodzaju działania, tego rodzaju rozmowy – bo najpierw trzeba o tym rozmawiać – otwarci” – zadeklarował Jarosław Kaczyński.

Wygłoszone podczas prezentacji raportu o stratach poniesionych przez Polskę podczas wojny słowa przerażały. Kaczyński wrócił do swego wcześniejszego pomysłu – Żydzi pomogą nam w zmaganiach z Niemcami, a my podzielimy się z nimi łupem. Poroniony pomysł ma już swoją historię – gdy kongres USA uchwalił Ustawę 447, prezes PiS nie reagował, negował płynące z tego zagrożenia i mamił opinię publiczną tym, że spłata roszczeń Żydom nie naruszy interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana odszkodowaniami wojennymi od Niemiec. Innymi słowy rzucił pomysł – dać obskubać się Żydom przez obskubanie Niemców. I to w tym wszystkim było najbardziej niebezpieczne. Bo o ile prawdopodobieństwo uzyskania reparacji jest niewielkie, o tyle dla Żydów jest to ostateczne uznanie przez Polskę ich roszczeń.

Istotą żydowskiej machinacji jest bowiem: Samo przystąpienie do rozmów jest uznaniem zasadności roszczeń, a do uzgodnienia pozostaje tylko ich wielkość.

Judah Ari Gross

Kilka dni po wystąpieniu Kaczyńskiego, „Times of Israel”, w tekście Judah Ari Grossa „W roszczeniach wobec Niemiec Polska domaga się odszkodowań za Żydów zabitych przez Polaków” napisał: W raporcie opublikowanym przez polski rząd przytoczono śmierć Żydów zabitych przez polskich cywilów, w oczywistej próbie wybielenia polskich zbrodni. W wykazie 9293 wsi, w których miały miejsce „nazistowskie okrucieństwa niemieckie” znalazły się wsie, w których miały miejsce polskie pogromy na Żydach, w tym wieś Jedwabne, gdzie ponad 300 Żydów zostało żywcem spalonych przez etnicznych Polaków. Gazeta przytacza wypowiedź prof. Jana Grabowskiego: „Umieszczenie na liście okrucieństw dokonanych na Żydach przez polskich cywilów i polskie władze było absolutnie przerażające […] bulwersujące jest przede wszystkim „zapisanie” na konto niemieckie zbrodni dokonanych przez Polaków na Żydach. Polska zwraca się do Niemiec, aby wypłaciły Polakom odszkodowanie za Żydów, których Polacy sami wymordowali.

Przypadek? Przypomnijmy, że kilka tygodni temu Polskę zaatakowała dziennikarka CNN, pytając prezydenta RP, czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych? Przypomnijmy, że żądania zwrotu majątków pożydowskich zawsze wyprzedzają alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce. Przypomnijmy też, że na niwie grillowania w ten sposób polskich polityków organizacje roszczeniowe mają wielkie osiągnięcia, a dowodów, i to spektakularnych, dostarcza historia kontaktów polsko-żydowskich ostatnich lat.

Od Niemców nie dostaniemy nic. Wypłacimy za to Żydom odszkodowania za zbrodnie Niemców – czy tak skończy się intryga Kaczyńskiego?

Podobny, poroniony schemat postępowania przećwiczyliśmy – od 2014 roku wypłacamy Żydom odszkodowania za zbrodnie na Żydach, których dopuścili się Niemcy i za zbrodnie na Polakach, których dopuścili się Żydzi. Odpowiedzialny w MSZ za kontakty z diasporą żydowską uzasadniał to tak: „Do miesięcznych świadczeń kwalifikuje się każdy mieszkający w Izraelu, kto urodził się, jako obywatel polski, ucierpiał podczas wojny pod okupacją niemiecką bądź też ukrywał się lub był zmuszony opuścić Polskę lub też urodził się po wojnie w rodzinie, która została zmuszona do opuszczenia Polski, a więc jako dziecko miał udział w ich losach i prześladowaniach. To samo dotyczy małżonka. To samo dotyczy kolejnej okupacji, sowieckiej, do roku 1956”.

Tylko w pierwszym roku obowiązywania ustawy o takich rentach ZUS wypłacił 240 mln złotych. Dodajmy, że Polska wypłaca równocześnie obywatelom Izraela wysokie emerytury resortowe (de facto za zbrodnie popełnione w okresie stalinizmu na narodzie polskim), a gdy 1 października 2017 r. weszła w życie tzw. ustawa deubekizacyjna i na jej mocy emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zostały radykalnie obniżone, nie objęła pobierających takie świadczenia żyjących w Izraelu.

Coś nieprawdopodobne! To nie Niemcy, a Polska wypłaca świadczenia tym, którzy przeżyli holokaust.

Polska otwarła tym samym kanał wypłat odszkodowań za mienie pożydowskie, podjęła kolejny krok w procesie restytucji mienia żydowskiego. Utworzyła nową kategorię beneficjentów odszkodowań – tych, którzy „doznali szkody na terenach należących do Polski”, czyli każdego przybyłego do Izraela bandytę z UB lub KBW („poszkodowanego” przez żołnierza wyklętego) lub każdego emigranta z Marca ’68, który uciekł przed polskim wymiarem sprawiedliwości.

Doszło do absurdalnej sytuacji – Żyd, który przeżył niemiecką okupację, zatrudnił się w zbrodniczym MBP, a później uciekł z Polski, dostaje comiesięczne wsparcie finansowe od swoich ofiar, a jeśli zmarł to pieniądze inkasuje jego dzieci i żona (też często funkcjonariusz bezpieki). Natomiast Polak, który przeżył niemieckie łapanki lub, narażając życie, ukrywał w czasie okupacji Żyda, z własnych podatków płaci co miesiąc odszkodowanie temu Żydowi.

I jeszcze jedno – takiej pomocy finansowej nie otrzymują Polacy deportowani w głąb ZSRR przez żydowską milicję wspomagającą sowietów na Kresach po 17 września 1939 r. Kwoty są ogromne. Wypłata 100 euro dla tysięcy obywateli Izraela to wydatek 20 milionów złotych. A nie chodzi o jednorazową wypłatę, tylko comiesięczną – co oznacza ćwierć miliarda rocznie! Wg władz Izraela, beneficjentów jest 50 tysięcy, ale znając życie, można być pewnym, że znalazło się ich znacznie więcej. Tym bardziej, że holokaustowa mafia uelastyczniła definicję „ofiar holokaustu”, rozciągając ją na wszystkich Żydów, którzy przeżyli wojnę i wypracowała inną oryginalną formułę – zaliczania do ofiar „tych, którzy się z tego powodu nie urodzili” (copyright Szewach Weiss). I jest oczywiste, że przy takim podejściu, liczba beneficjentów rent (i kwota wypłat), z roku na rok rośnie w postępie geometrycznym.

Doroczny raport Departamentu Stanu, będący załącznikiem do Ustawy 447, krytykując Polskę za brak „kompleksowego ustawodawstwa dotyczącego restytucji mienia lub odszkodowań za konfiskaty związane z Holokaustem”, wymienia także „pozytywne” działania naszego kraju. Wśród nich to, że Polska przeznacza fundusze publiczne na rzecz ocalałych z Holokaustu. „Ustawa z 1991 roku o kombatantach i ofiarach represji wojennych i okresu powojennego umożliwia wypłatę świadczeń uprawnionym kombatantom II wojny światowej oraz ofiarom represji. Na podstawie tej ustawy osoby ocalałe, które były więzione w gettach, obozach koncentracyjnych, obozach pracy i obozach śmierci uzyskały prawo do świadczeń finansowych, w szczególności świadczeń emerytalnych i rent inwalidzkich. Według danych otrzymanych w połowie 2019 r. z MSZ RP, od momentu wejścia w życie ustawy rząd wypłacił 28,4 miliarda złotych (7,5 miliarda USD) w formie rent i emerytur. Świadczenia te przysługują również uprawnionym ocalałym, którzy byli polskimi obywatelami w czasie Holokaustu, a później wyemigrowali. […] W 2014 r. Polska przyjęła ustawę, na mocy której osoby ocalałe z Holokaustu pochodzące z Polski, bez względu na obecne miejsce zamieszkania, otrzymują comiesięczne świadczenie w wysokości równej świadczeniom otrzymywanym przez emerytów w Polsce” – tyle raport.

Nie tylko nie dostaniemy od Niemców, ale odszkodowania wypłacimy Niemcom za mienie za Ziem Odzyskanych – czy tak skończy się machinacja Kaczyńskiego? Tu przypomnijmy – 6 sierpnia 2004 roku, na łamach nowojorskiego „Forward”, Nathaniel Popper nawoływał do tego, by Żydzi i Niemcy wspólnymi siłami zaspokajali swoje roszczenia majątkowe wobec Polski. Wg Poppera wysuwanie roszczeń ma dziś jednoczyć Żydów i Niemców. Tekst nosi znamienny tytuł: „Bitwa roszczeniowa rozszerza się na polski front. Wspólna walka Żydów i etnicznych Niemców stwarza nową sytuację w historii roszczeń tych, którzy przeżyli Holokaust. Nowe światło pada na odmowę Polski zaspokojenia roszczeń majątkowych”. W artykule znalazł się uderzający zwrot „Holocaust survivors” (ci, którzy przeżyli holokaust), jako nowa kategoria obejmująca wspólnie Żydów i Niemców. Do niedawna za tych, którzy przeżyli holokaust Żydzi uznawali wyłącznie Żydów. Teraz w kategorii tej umieszczają także Niemców, połączonych z Żydami w ruchu roszczeniowym przeciw Polsce.

Skoro jesteśmy przy trójkącie Polska-Niemcy-Izrael, to nie od rzeczy będzie przypomnieć, że Żydzi uzyskali od Niemców odszkodowania w ramach tzw. porozumień luksemburskich, zawartych przez Adenauera i Ben Guriona. Ale czy tylko od Niemców? Z umowami tymi związany jest problem utraty odszkodowań, które za śmierć trzech milionów obywateli polskich pochodzenia żydowskiego przechwycił (i nadal przechwytuje) Izrael. Bo zgodnie z europejską doktryną prawną, niemieckie odszkodowania wypłacone Izraelowi powinny były trafić głównie do Polski, tj. kraju, którego obywatelami była większość pomordowanych, a nie do Izraela, który w czasie holokaustu jeszcze nie istniał. Zdominowany przez żydokomunę rząd Bieruta, Bermana i Minca nie protestował. Równie haniebne było zrzeczenie się przez tą szajkę odszkodowań wojennych od Niemiec (aby ulżyć Niemcom w spłacie odszkodowań dla Izraela?) oraz uwzględnienie w umowach indemnizacyjnych odszkodowań dla Żydów niemieckich za mienie z terenów polskich Ziem Odzyskanych, w tym Gdańska.

Dawid Wildstein powiedział, że Izrael może stać się głównym sojusznikiem Polski w walce z polityką historyczną Niemiec. Tę piramidalną bzdurę wzbogacił stwierdzeniem o Izraelu – ważnym wektorze polskiej polityki historycznej. Tymczasem polityki historyczne Niemiec i Izraela są zbieżne i polegają na wmanipulowaniu Polski i Polaków we współodpowiedzialność za holokaust i tym samym za grabież mienia ofiar. Interes Niemiec jest tu jasny – pozbycie się historycznego garbu poprzez przerzucenie go na Polaków. Interes środowisk żydowskich – to kasa. W tym kontekście wypłacanie przez Polskę, a nie Niemcy, rent obywatelom Izraela, którzy przeżyli holokaust jest rzeczą skandaliczną. Także dlatego, że oznacza włączenie się rządu RP do antypolskiej polityki historycznej Żydów i Niemców utrzymującej kłamliwie, że Polacy są współodpowiedzialni za holokaust. Z takiej polityki bierze się również to, że „odkrycia naukowe” żydowskich profesorów: Aliny Całej, Jacka Leociaka i Barbary Engelking, które powtarzają, że Żydom było łatwiej przeżyć w niemieckich obozach koncentracyjnych, niż wśród Polaków, są finansowane przez Fundację Adenauera i Claims Conference, tj. organizację będącą stroną porozumień luksemburskich i założycielem Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego. I tu pytanie: Dlaczego owych „naukowców” tłustymi naukowymi grantami futrują także instytucje Państwa Polskiego?

Czy, zamiast wzywać Żydów na pomoc, nie lepiej kopiować żydowskie metody w wymuszaniu odszkodowań? W „przemyśle holokaustu”, jako taktyka i środek nacisku w negocjacjach biznesowych, ważną rolę odgrywa polowanie na antysemitów. Taką nalepkę Żydzi przyklejają każdemu, kto nie płaci, mało płaci lub zagraża ich finansowym interesom. Żydzi nieprzerwanie narzucają światu dogmat o „wyjątkowości żydowskiego cierpienia” i nie dopuszczają na tym polu do żadnej konkurencji, bowiem status największej (jeśli nie jedynej) ofiary w dziejach ludzkości wiąże się z bardzo konkretnymi i namacalnymi korzyściami materialnymi.

Dlaczego, zatem my nie przedstawiamy się jako największe ofiary, nie przypominamy że straty Polski w ludziach i majątku były nie mniejsze od żydowskich, a materialne nieporównanie większe oraz że Niemcy wypłacili odszkodowania wszystkim, tylko nie nam?

Roszczeniowcy żydowscy nie wdają się w dyskusję o podstawach prawnych. Używają za to argumentów: „Ponieważ cierpienia Żydów były największe i unikalne, oddzielne prawo odnoszące się do Żydów powinno być rozważone”. Mówią o „specjalnej ścieżce prawnej”, o „oddzielnym prawie”, o „specyficznej i odrębnej legislacji”, o „roszczeniach, które nie są prawnie wiążące, ale są wiążące moralnie”.  Dlaczego, zatem my, zamiast wdawać się w spory prawne z Niemcami, nie stosujemy argumentów podobnych do żydowskich? Można by też odwrócić słowa Barbary Engelking z Żydowskiego Instytutu Historycznego, i mówić: „Dla Niemców śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Polaków to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”. Przy temacie „uczyć się od Żydów” pamiętajmy też, że Żydzi swój modus operandi z powodzeniem stosują, dzięki wsparciu międzynarodowemu i temu, że ich macki sięgają wszędzie. Układajmy więc stosunki ze wszystkimi sąsiadami, w tym z Rosją. Zdobywajmy nowych sojuszników. Budujmy koalicję światową wokół pamięci o zbrodniach Niemców na Polakach.

My robimy dokładnie odwrotnie – pozwalamy innym na propagandowe wykorzystywanie naszych tragedii, a nawet sami podsuwamy pomysły. Przykładem przyrównanie zniszczeń Warszawy do zniszczenia kilka chałup w Mariupolu. Inny przykład, też z ostatnich dni: wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, komentując doniesienia o odkryciu miejsca pochówku 440 ciał w ukraińskimIzjum, wygłupił się na Twitterze: „Przerażające. I nie da się nie porównać tego do Katynia”. I żeby było jeszcze straszniej, propagandowy portal rządowy „wPolityce” opatrzył durny wpis entuzjastyczną oceną: „Mocny wpis Jabłońskiego”. I jeszcze jedno – wśród polskich polityków nie ma Panów, są kmioty zalęknione, którzy, zamiast odważnej, twardej i zdecydowanej ofensywy, są potulni, tchórzliwi merdają ogonkiem, zabiegają o’certyfikat koszerności’ i… dogadują się z agresorem ponad głowami Polaków.

Na pytanie, czy ekipa przy władzy chce zaspokoić żydowskie roszczenia, odpowiedź brzmi – tak, zdecydowanie tak. Sytuacja jest jasna, przeraźliwie jasna. Wszystko wskazuje na to, że decyzja już zapadła i utrzymywana jest w tajemnicy, zanim pojawi się dogodna okazja.Lekką ręką wypłacili Żydom miliardy z umów indemnizacyjnych, w tym za majątki z Ziem Odzyskanych. Lekką ręką zwrócili mienie bezspadkowe gminom żydowskim i pozwolili na transfer wyszabrowanych pieniędzy na konta nowojorskich organizacji żydowskich. Lekką ręką dają miliardy żydowskim oligarchom, przeznaczając20 procent budżetu państwa na pomoc dla Ukrainy. Dlaczego nie mieliby lekką ręką wypłacić odszkodowań Żydom i powiedzieć: „Polacy, nic się nie stało”?

Co do Ukrainy, to przypomnijmy: 16 maja szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk ogłosił w Kijowie, że Polacy (nie Rosjanie!) sfinansują dwa nowe programy pomocowe dla Ukrainy: dobroczynny dla kobiet-żołnierzy uwolnionych z niewoli rosyjskiej i stałą pomoc dla sierot, które straciły ojców zabitych przez Rosjan. Szczegóły zdradził wicepremier Ukrainy: „program ma objąć pomoc materialną, w tym mieszkaniową, ponieważ wiele osób straciło domy”. Kilka dni wcześniej inkryminowany Dworczyk zapowiedział:„Gdy otrzymamy środki z KPO powinniśmy pewną częścią wspomóc Ukrainę”. A mówił o wielkich pieniądzach, bo w ramach KPO Polska ma mieć do dyspozycji 76 miliardów euro. Ale na tym nie koniec – niedawno oświadczył: „Sami zadeklarowaliśmy chęć odbudowy obwodu charkowskiego. Charków to drugie co do wielkości miasto na Ukrainie”. Czyli odbudujemy Charków w ramach polskich reparacji dla Ukraińców tak, jak wcześniej odbudowaliśmy Warszawę bez reparacji niemieckich.

Że nie są to fantasmagorie publicysty, niech świadczy propozycja Szymona Hołowni. W rozmowie z PAP, wypowiadając się na temat reparacji od Niemiec, rzekł: „Ja dzisiaj w ramach domagania się reparacji dla Polski domagałbym się uzbrojenia Ukrainy. Strategicznym interesem Polski byłoby oczekiwanie, że jeżeli Niemcy mają rzeczywiście pójść do przodu i jakoś rozliczyć się moralnie, ale też i finansowo […], to powinni zbroić Ukrainę”. I jeszcze jedno – czy pomysły Hołowni i Dworczyka to nie idealna, napisana w Berlinie wrzutka dla rozbrojenia tematu niemieckich reparacji dla Polski? Hołowni sekundował Arkadiusz Mularczyk: „Cywilizacja zachodnia opiera się na odpowiedzialności agresora za wyrządzone szkody ofiarom ataku. […] Dlatego Rosja musi zapłacić reparacje wojenne Ukrainie, a Niemcy muszą zapłacić Polsce”. W takiej sytuacji nie można wykluczyć, że już wkrótce wystąpią z kolejnym pomysłem – odebrać Niemcom i dać Ukraińcom. Jak też nie można wykluczyć, że Morawiecki mianuje Dworczyka pełnomocnikiem ds. narodowego programu zwrotu mienia Ukraińcom i wyśle go do Charkowa.

Czy to nie Polska, wykorzystując sprzyjającą koniunkturę, powinna wystąpić o odszkodowanie za mienie wysiedlonych Kresowiaków? Zwłaszcza, że Ukraina jest w przededniu wielkiej prywatyzacji, mienie to wpadnie niechybnie w żydowskie łapy, i wszystko skończy się jak zawsze – Żydzi wyrwą od Ukraińców, co trzeba, a my będziemy się tylko przyglądać. Nie można też nie zauważyć mamienia opinii publicznej tym, że wielomiliardowa „pomoc” dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana wypłatami od… Rosjan! Chodzi o postulat Morawieckiego pozyskania kosztów „pomocy” przekazanej oligarchom ukraińskim i kosztów odbudowy ich majątków ze skonfiskowanych rosyjskich rezerw walutowych.

Na niwie grillowania polskich polityków diaspora żydowska osiągnęła fantastyczne rezultaty Dowodów i to spektakularnych jest wiele. Kiedy – używając terminologii St. Michalkiewicza – zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych patriotów, zaangażował wszystkie zasoby państwa w obronę Zełenskiego, od tyłu zaszli nas Judejczykowie.

No, bo czymże jest wredny tekst żydowskiej gazety dla Polaków zatytułowany: 75 lat od akcji ‘Wisła’. Co stało się z majątkiem przesiedlonych Ukraińców? Tu małe przypomnienie – środowiska ukraińskie w Polsce konsekwentnie drążą temat prześladowań Ukraińców podczas tej akcji. Z uporem temat jej potępienia stawiają w Sejmie. W jakim celu, skoro akcja była już potępiona przez Senat, a wyrazy ubolewania wyrazili w przeszłości i Kwaśniewski i Kaczyński? Otóż kilka lat temu Światowy Kongres Ukraińców wystąpił do Polski z żądaniem restytucji mienia ukraińskiego. Stąd zabiegi „Gazety Wyborczej” należy uznać za perfidną grę, otwierającą furtkę ku roszczeniom wobec Państwa Polskiego. I jeszcze jedno – z roszczeniami występują, bo zobaczyli, jak bezsilni jesteśmy wobec roszczeń żydowskich.

Czy transfery finansowe za wschodnią granicę, i czy polityka historyczna polegająca na puszczaniu w niepamięć holokaustu Polaków na Kresach mają ze sobą coś wspólnego?Czy rządząca ekipa konspiruje przed własnym narodem? Odpowiedź brzmi: tak. Decyzja o udobruchaniu potomków rezunów i wypłaceniu im rekompensat zapadła. Polska zwróci im lasy w Bieszczadach, a oni, w zamian, gdy Żydzi będą odbierać majątki, popilnują Polaków, jak ci strażnicy obozowi w Sobiborze i Auschwitz. Sprawę można drążyć innym pytaniem: Czy w całej miłości PiS do Ukrainy nie chodzi o żydowskich oligarchów, którzy obrabowali i rozkradli Ukrainę, doprowadzając do obecnej sytuacji? Czy „ukrainizacja”Polski nie jest dziełem środowisk lobbujących na rzecz żydowskich oligarchów na Ukrainie, gdzie interesy robią wszyscy, a Polska… daje bezzwrotne kredyty, i to nie Ukraińcom, lecz żydowskim oligarchom, i aby ratować Zełenskiego z opresji, oddaje do jego dyspozycji wszystkie swe zasoby, dzieli się PKB, montuje UkraPolin.

I jeszcze jedno: Czy to przypadek, że wszyscy lobbujący na rzecz Ukrainy w Polsce, USA i Izraelu pochodzą z jednej i tej samej nacji, wszyscy mają korzenie na polskich niegdyś Kresach, a ich miłość do Ukraińców bierze się z nienawiści do Polaków?

Co zarzucający Polsce domaganie się odszkodowań za Żydów zabitych przez Polaków paszkwil „Times of Israel” ma na celu? Czy nie chodzi o montowanie wspólnego żydowsko-niemieckiego frontu wobec Polski? Czy nie chodzi o ofertę pomocy dla Niemców w uzyskaniu odszkodowań za mienie pozostawione na Ziemiach Odzyskanych i podzielenia się zdobytym łupem? A może to Żydzi podpuścili Kaczyńskiego, aby właśnie teraz, bez wystarczającego przemyślenia, bez przygotowania odpowiednich narzędzi, przy wyjątkowo niesprzyjającej koniunkturze, wystąpił o reparacje i odszkodowania? A może kryje się za tym Waszyngton, i jest to większy plan mający na celu wypłatę przez Polskę realnych odszkodowań za przedwojenne majątki żydowskie, również te, które nazywa bezdziedzicznymi?

Sytuacja geopolityczna Polski jest niezwykle trudna i zagmatwana. Polska znalazła się na krawędzi katastrofy gospodarczej. Wszystkie jej zasoby ekonomiczne, wojskowe, dyplomatyczne i polityczne zostały przejęte przez sojusznika zza Oceanu i oddane do dyspozycji sojusznika zza wschodniej miedzy. Polska jest w ostrym konflikcie z KE, który przegrywa. Podejście Bidena do ekipy rządzącej dwuznaczne, a sielanka w stosunkach, za popieranie Ukrainy w wojnie z Rosją, kończy się w formule „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”. W Izraelu przy władzy znalazł się najbardziej antypolski premier, a „nasz” premier otrzymuje instrukcje z wielu kierunków – ostatnie słowo należy do Żydów, ale od niedawna także do Ukraińców, sodomitów i Klausa Schwaba.

Polityka konfliktowania się z sąsiadami jest coraz bardziej niebezpieczna, a pozostawiając Węgry sam na sam z Komisją Europejską Polska traci ostatniego sojusznika. Polska jest na przegranej pozycji, bo w takiej geopolitycznej układance Berlin łatwo rozbije zamysł z uzyskaniem reparacji, a okazją ku temu będą najbliższe wybory, które wygrają folksdojcze.

Można też postawić pytanie: czy występując w mediach właśnie teraz z żądaniami odszkodowań wojennych, PiS nie popełnia błędu wobec sąsiada, od którego Polska jest zależna w wielu kwestiach, którego życzliwe podejście jest Polsce niezbędne? To także błąd dlatego, że w kwestii roszczeń żydowskich sojusznikiem mogłyby być Niemcy. Przypomnijmy – gdy 27 stycznia 2018 roku Izrael zaatakował Polskę przy nowelizacji ustawy o IPN, Angela Merkel oświadczyła: „Niemcy ponoszą wyłączną odpowiedzialność za Holokaust” (a Rosja poparła nowelizację ustawy w części tyczącej negowania zbrodni nacjonalizmu ukraińskiego). To był jasny sygnał ze strony Berlina, że jest gotowy poprzeć Polskę w konflikcie z Żydami. Wyciągniętej ręki Warszawa nie podjęła. Po raz kolejny okazało się, że dobre stosunki z sąsiadami nie są polską racją stanu, że Kaczyński woli ponad wszystko egzotyczny sojusz z Izraelem i lobby żydowskim w USA. Dodajmy przy tym, że rząd woli inny egzotyczny sojusz – z post banderowską Ukrainą, od której nic nie zależy, a którą śmie jedynie potulnie prosić o zdjęcie dykty z rzeźb na polskim cmentarzu. Dodajmy też, że najlepsza atmosfera do wystąpienia z żądaniami reparacji była w 1989 roku, ale Mazowiecki wolał ściskać się z Kohlem, a Kaczyński zakładać Porozumienie Centrum za pieniądze Fundacji Adenauera.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Korzyści przynosi postawienie problemu przed światową opinią publiczną i uświadomienie, że Polska była państwem, które w wyniku wojny poniosło największe straty. Inny plus – czym więcej mówimy o odszkodowaniach od Niemiec za zbrodnie niemieckie na Polakach, tym mnie Niemcy i Żydzi mówią o „polskich obozach”. Przypomnieniem, że prawdziwe odszkodowania dostali tylko Żydzi i to kosztem Polski, raport utrudnia także kolaborację niemiecko-żydowską w wymuszaniu odszkodowań od Polaków.

Jeszcze inny plus – raport sporządził swoistą listę folksdojczów: Bo wymusił na wynarodowionej hołocie zabranie głosu. Bo pokazał, kto jest kim w Polsce, kto Polakiem, kto Niemcem (kto Żydem), kto jest za Polską suwerenną, a kto za Generalną Gubernią (i przypomniał, że na folksdojczów głosuje 30 procent Polaków). Unaocznił też, która partia nie oddała ani jednego głosu za Polską i kto gardłował, że reparacje to hańba, głupota, dyrdymały i że najlepsze reparacje to KPO. Powiedzenie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” okazało się trafne i na czasie jeszcze z innego powodu – uświadomiło, że dla Kaczyńskiego liczy się na pierwszym miejscu interes żydowski i odszkodowania dla Żydów a nie dla Polaków. Raport zmusił też do zadania pytania: Gdzie tu Polska?

Czy zapraszając Izrael do geszeftu, naszła go refleksja o Ustawie 447? Czy przeczytał paszkwil „Times of Israel”? Zapłacą Polacy, nie Niemcy. I to nie dlatego, że władzę przejmie ferajna Tusk, ale dlatego, że Żydzi, podbechtani nieszczęsną ofertą Kaczyńskiego, dogadają się z Niemcami. Dlaczego nastąpi to teraz? Dlatego, że III RP zdominowało środowisko piewcy „ziemi Polin”. Dlatego, że wcześniej nie było czym Polski straszyć: Bo nie było żołnierzy amerykańskich w Polsce, bo nie było „śmiertelnego” zagrożenia rosyjskiego, bo nie kupowaliśmy amerykańskiego gazu (który uniezależnia nas od „splamionego krwią” gazu ruskiego), bo nie było straszaka – „wycofamy wojska i nie sprzedamy czołgów Abrams”. No i nie było przygwożdżającego argumentu: Tragedią byłoby, gdyby znakomite relacje USA-Polska stały się zakładnikiem nierozwiązanej kwestii odszkodowań dla Żydów.

Krótko mówiąc – w im większym kryzysie pogrąża się Polska, tym jest podatniejsza na naciski, i im więcej Polska broni żydowskich interesów na Ukrainie, tym więcej Żydom zapłaci. No i czy może być bardziej dogodny moment od tego, gdy skutecznie wmówili Polakom beznadziejne położenie oraz uwikłali Polskę w katastrofalną sytuację, którą tylko ONI są w stanie rozwikłać?

Krzysztof Baliński

21.09.22 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

21.09.22 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

19/09/2022 przez antyk2013

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita). Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).

25.09.2022 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

25.09.2022 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

19/09/2022 przez antyk2013

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica! Zapraszam 25 września, niedziela, na comiesięczny Pokutny Różańcowy Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Od września powracamy do stałych godzin, zaczynamy o 14,00 pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w katedrze siedleckiej rozpocznie się o godzinie 16,00.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Tysiące biologów zmasakrowało najważniejszą tezę aborcjonistów!

Człowiek zaczyna się od poczęcia!
Kliknij tutaj i pomóż nam walczyć z tymi, którzy sprzeciwiają się biologii i naukowcom!

Szanowni Państwo!
Naukowcy i specjaliści potwierdzają to, co my wiemy już od dawna! Dlatego z jeszcze większą mocą musimy walczyć o nasze wartości!
fot. Pixabay
Tysiące biologów, z dziesiątek instytucji naukowych, z różnych krajów przyznało w obszernym badaniu, że już od momentu poczęcia mamy do czynienia z człowiekiem! O tym badaniu piszemy w naszym artykule na Marsz.info! 
Wiemy, że dla Was ta sprawa jest oczywista i niepodważalna – życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia. Nie wszyscy chcą jednak przyjąć do wiadomości ten prosty fakt…
Jesteśmy przekonani, że każdemu z Was przyszło w swoim życiu mierzyć się ze zwolennikami zabijania dzieci. Także i my wielokrotnie stawaliśmy się stroną w słownych utarczkach, kiedy w rzeczywistości zaczyna się ludzkie życie.
Nasi oponenci raz po raz używali argumentów, że ludzki płód nie jest jeszcze człowiekiem lub mamy do czynienia jedynie z zarodkiem czy zygotą i jest to podstawa do unicestwienia tego istnienia w łonie matki…
Na nic zdawało się przypominanie, że ludzki płód zawsze jest człowiekiem, a zarodek czy zygota to poszczególne etapy jego rozwoju fizycznego. Każda kolejna dyskusja utwierdzała nas w przekonaniu, że aborcjoniści i ich zwolennicy nie mają pojęcia o podstawach biologii. Wiele razy spotkaliśmy się też z osobami, które wierzyły, że również naukowcy potwierdzają ich poglądy.
Z dużą dozą prawdopodobieństwa sądzimy, że i Wy nie raz byliście w takim samym miejscu co my i włączano Was w jałowe dyskusje mające na celu udowodnienie i potwierdzenie fałszu.
Dlatego z wielką radością przyjęliśmy informację o potężnym badaniu, w którym tysiące biologów wskazało, że moment rozpoczęcia życia człowieka to dokładnie moment poczęcia! Ankieta została przeprowadzona także wśród naukowców o poglądach liberalnych, którzy na co dzień niestety popierają zabijanie dzieci na określonych etapach rozwoju.
Jednak pomimo ich osobistych i błędnych opinii w tej kwestii, posiadana przez nich wiedza dowodzi, że środowiska aborcyjne w skandaliczny sposób próbują wmówić ludziom, że życie ludzkie nie zaczyna się od poczęcia i tym samym usprawiedliwione jest zabijanie dzieci w łonach matek.
O tym badaniu, które miażdży w pył wiarę aborcjonistów w kwestii pierwszego momentu życia człowieka, powinno dowiedzieć się jak najwięcej naszych rodaków! Taka potężna analiza będzie stanowić doskonały oręż w walce z tymi, którzy próbują odebrać człowieczeństwo nienarodzonym dzieciom.
Dlatego właśnie TERAZ prosimy o NATYCHMIASTOWE wsparcie naszej codziennej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Wasza pomoc pomoże nam promować wiedzę i opinie naukowców, którzy w jasny i klarowny sposób określają moment rozpoczęcia się życia ludzkiego.
Kliknij tutaj i pomóż nam przypominać kiedy swój początek ma każde dziecko!
Informacje płynące z Meksyku pokazują jak konieczne jest nasze błyskawiczne i zdecydowane działanie. Środowiska aborcyjne coraz lepiej wykorzystują techniki manipulacyjne, fałsz i obłudę, aby tylko osiągnąć swoje zbrodnicze cele.
fot. Wikimedia Commons/Wotancito/CC-BY-SA-4.0
Meksykańskie feministki i aborcjonistki celowo zawyżały liczbę kobiet, które zmarły podczas zabiegów usuwania ciąży przeprowadzonych poza granicami tamtejszego prawa. Tę głośną sprawę opisujemy na portalu Marsz.info! 
Kobiety głosiły tezę, że wskutek nieautoryzowanych zabiegów aborcyjnych zmarło 100 tysięcy kobiet. Po czasie okazało się, że w tym czasie zmarło tylu mieszkańców Meksyku. Na różne choroby.
Niestety dzięki tego rodzaju manipulacjom organizacji feministycznych aborcja na żądanie została w Meksyku dopuszczona aż do 12. tygodnia ciąży…
Na szczęście są też państwa, które próbują opierać się środowiskom aborcyjnym i starają się w jakikolwiek sposób ograniczyć zabijanie dzieci nienarodzonych.
fot. materiały własne Marsz.info
Na Węgrzech, choć wciąż dopuszcza się aborcję, przed jej przeprowadzeniem kobieta musi wysłuchać bicia serca swojego dziecka. Więcej o nowym prawie piszemy na portalu Marsz.info! 
Choć przepisy nie są doskonałe i nie ograniczają bezpośrednio zabijania nienarodzonych, to mamy świadomość, że wiele kobiet słysząc na własne uszy, że ma do czynienia z człowiekiem, w ostatniej chwili odstąpi od zamordowania go.
Znamy wiele przypadków, kiedy matki rezygnowały z aborcji właśnie po usłyszeniu bicia serca swojego maleństwa. Głęboko wierzymy, że takich przypadków na Węgrzech będzie jak najwięcej. Mamy także nadzieję, że nowe przepisy są dopiero preludium do zapewnienia jeszcze lepszej ochrony życia, tak jak ma to miejsce na przykład w Polsce.
Chcemy, aby te ważne informacje dotarły do naszych rodaków. To właśnie Polska musi być pionierem w walce z aborcją!
Dlatego jeszcze raz bardzo prosimy o PILNE wsparcie naszej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Waszą pomoc przeznaczymy na obnażanie manipulacji aborcjonistów i publikowanie informacji o kolejnych sukcesach w walce ze środowiskami chcącymi zabijać dzieci nienarodzone.
Kliknij tutaj i pomóż nam obnażyć manipulacje aborcjonistów!
Już teraz serdecznie dziękujemy za Państwa pomoc, nieocenione wsparcie i hojność, które przekazują Państwo na rozwój naszego wspólnego projektu!
Z pozdrowieniamiRedakcja portalu Marsz.info

PS. Bardzo prosimy o wsparcie finansowe rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Swoją pomoc mogą Państwo przekazać klikając w ten link!

Globalne ocieplenie nie odpuszcza! Lato, a na Kasprowym 28 cm śniegu.

Globalne ocieplenie nie odpuszcza! Lato, a na Kasprowym 28 cm śniegu.

https://nczas.com/2022/09/20/globalne-ocieplenie-nie-odpuszcza-sniegu-w-gorach-wciaz-przybywa-

Mimo że kalendarzowe lato wciąż trwa, w górach na dobre zagościła już zima. W Tatrach turyści mogą cieszyć się typowo zimowymi warunkami – a śniegu cały czas przybywa. We wtorek na Kasprowym Wierchu zanotowano pokrywę śnieżną o grubości 28 cm.

Portal IMGW podaje, że wysoko w Tatrach przyrost pokrywy śnieżnej może dojść do 15 cm

.w Pięciu Stawach

„W dzień zachmurzenie duże z większymi przejaśnieniami. Przelotne opady deszczu, możliwość burz. W górach powyżej 1500 m n.p.m. – przelotne opady śniegu. Suma opadów miejscami do 15 mm. Przyrost pokrywy śnieżnej wysoko w Tatrach do 15 cm”.