Niebinarna katastrofa jądrowa w USA… Minister – pedał – złodziejaszek. Jądra ma na piersi [foto].

Niebinarna katastrofa jądrowa w USA… Minister – pedał – złodziejaszek. Jądra ma na piersi [foto].

Niebinarny wysokiej rangi urzędnik Bidena zwolniony. Okazał się złodziejem.

https://nczas.com/2022/12/14/niebinarny-wysokiej-rangi-urzednik-bidena-zwolniony-okazal-sie-zlodziejem-foto/

Sam Brinton, złodziej i niebinarny urzędnik nuklearny Joe Bidena został zwolniony. Z nagrań wynika, że co najmniej dwukrotnie ukradł walizkę na lotnisku.

Brinton pełnił funkcję zastępcy szefa Departamentu Nowej Energii w USA. Przez lewicowych polityków określany był mianem „adwokata młodzieży LGBT”. To dość znany „queerowy aktywista”, który w sieci dzieli się swoimi praktykami fetyszystycznymi, gdzie bywa „przewodnikiem psa”.

Jak mówi o sobie, jest niebinarny.

We wrześniu został oskarżony o kradzież bagażu podróżnego na lotnisku w Minneapolis. Chodziło o walizkę Very Bradley o wartości 2325 dolarów. Został przyłapany przez kamery monitoringu, jak chwyta walizkę i usuwa z niej identyfikator właściciela. Według śledczych był widziany (albo było widziane) z walizką Very Bradley co najmniej dwa razy podczas podróży do Waszyngtonu – 18 września i 9 października.

Gdy kradzież wyszła na jaw, Brintona urlopowano. Po analizie nagrań z innych lotnisk wyszło dodatkowo na jaw, że odpowiada za kradzież walizki z portu lotniczego Las Vegas-McCarran. Samą walizkę wyceniono na 320 dolarów, a jej zawartość dodatkowo na 3500 dolarów.

Brintonowi postawiono więc dwa zarzuty kradzieży walizek. Grozi mu do pięciu lat więzienia za kradzież w Minnesocie i dziesięciu lat pozbawienia wolności za kradzież w Las Vegas.

W ubiegłym tygodniu grupa Republikanów z Izby Reprezentantów apelowała, by zwolnić niebinarnego Brintona z funkcji zastępcy szefa Departamentu Nowej Energii w USA.

„Żądamy rezygnacji Sama Brintona i błagamy was, abyście odłożyli na bok małostkową politykę i wyznaczyli tylko najbardziej wykwalifikowane osoby do wpływania na amerykański sektor energetyczny” – napisał w liście republikański kongresmen Andrew Clyde.

Apele te zostały wysłuchane. Departament Nowej Energii poinformował, że Brinton został zwolniony. Jednocześnie dodano, że zgodnie z przyjętymi zasadami, urząd nie będzie dalej komentował spraw personalnych.

Co było gorsze – stan wojenny czy stan covidowy?

Co było gorsze – stan wojenny czy stan covidowy?

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/co-bylo-gorsze-stan-wojenny-czy-stan-covidowy

Ikona czasu stanu wojennego

Od samego rana słyszymy dzisiaj wspomnienia na temat rocznicy Stanu Wojennego w Polsce. Media przedstawiają wspomnienia i przytaczają historyczne fakty takie jak pacyfikacje zakładów pracy. Wspominane są też dziesiątki ofiar śmiertelnych brutalnych operacji służb specjalnych PRL. Przedstawiane jest to jako największa powojenna trauma narodu polskiego. Czy aby na pewno? Gdy porówna się to co władza wyczyniała z Polakami w latach 1981 – 1982 r. do tego co działo się w Polsce za rządów PiS w latach od 2020 do 2022, gdy obowiązywał stan covidowy, można odnieść wrażenie że stan wojenny był w porównaniu do tego co nas spotkało tylko niewiele znaczącym epizodem naszej historii. 

Dzisiaj praktycznie wszystkie media rozpisują się na temat czterdziestej pierwszej rocznicy stanu wojennego, który został wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 r. Można usłyszeć bardzo wiele wspomnień przedstawiających atmosferę grozy jaka panowała w przed czterema dekadami. Przekazy medialne wskazują na to że było to coś najstraszniejszego w nowożytnej historii, co przygotowali wobec Polaków rządzący Polską. 

 Jednak konstruktorzy stanu wojennego z PZPR przy konstruktorach stanu cowidowego z PiS to ledwie amatorzy. Ilość ofiar obu stanów nadzwyczajnych jest nieporównywalna na skutek stanu wojennego zginęło raptem 41 osób a liczba zabitych przez stan covidowy dobija już do 300 tysięcy jeśli policzymy zarówno zgony nadmiarowe oraz zgony w szpitalach, które niemal przestały leczyć inne choroby obsesyjnie poszukując wirusa grypopodobnego u każdego pacjenta. Zarówno służby pacyfikujące Polaków w stanie wojennym jak i służby działające w stanie covidowym, były dobrze opłacane i stały zwarte przeciwko ludziom wykonując chętnie wszelkie nielegalne obostrzenia.

W okresie trwania stanu wojennego, zostało internowanych 10131 osób, a w trakcie pandemii np. 27 stycznia 2022 r. na kwarantannie przebywało ponad milion osób – dokładnie to 1 010 761. W czasie stanu wojennego nikt nie ograniczał Polakom praktyk religijnych, mimo, że kościół był oficjalnie wrogiem komunistów z PZPR. Nikt nie zamykał nielicznym prywaciarzom ich działaności gospodarczej, komuniści z PZPR w przeciwieństwie do komunistów z PiS nie odwołali żadnych świąt w trakcie stanu wojennego i nie zabraniali organizacji ślubów czy sylwestrowej zabawy. 

 Skala represji jakie wtedy dotknęły Polaków w wyniku stanu wojennego jest zatem absolutnie nieporównywalna ze skalą represji w związku ze stanem covidowym PiS. W obu przypadkach wszystko działo się nielegalnie i w obu przypadkach winni nie zostali osądzeni. Trauma narodu polskiego z powodu stanu wojennego rzekomo trwa do dzisiaj a co z traumą z powodu stanu covidowego? Czy Polacy już odpuścili rządzącym dwa lata obrzydliwej tresury z maskami i tworzenia dyskryminacji z powodu przyjęcia lub nie podejrzanych procedur medycznych? Czy nie powinniśmy obchodzić każdej rocznicy covidka jako największej tragedii narodu polskiego po II wojnie światowej domagając się ukarania sprawców? 

Cechy wyróżniające faszyzm: Bezwzględny ucisk opozycji, cenzura i kontrola każdego aspektu życia. UE bardzo ładnie pasuje do tego opisu.

https://thesaker.is/fascism-in-the-eu/
Hans Vogel tłum. Sławomir Soja
Jakie są cechy wyróżniające faszyzm jako system polityczny? Są to: bezwzględny ucisk opozycji, cenzura i kontrola każdego aspektu życia obywateli. UE bardzo ładnie pasuje do tego opisu.

=================

Wij zijn de zwarte soldaten, want wij strijden voor vrijheid en voor recht!”
(Jesteśmy czarnymi żołnierzami, bo walczymy o wolność i o sprawiedliwość)
Tak brzmiała marsz NSB, holenderskiej partii narodowo-socjalistycznej (1932-1945). Oczywiście czerń odnosiła się do koloru ich mundurów, a nie do koloru ich skóry.

Jakimś dziwnym trafem, ta stara piosenka, podobnie jak ludzie, którzy ją śpiewali i idee, które za nią stały, odzyskała w Europie drugie życie. Przyglądając się bliżej UE, rzuca się w oczy, że mundury policyjne na ogół są również czarne, może nie zawsze te noszone przez funkcjonariuszy na zwykłej służbie, ale na pewno te, które noszą policjanci z oddziałów prewencji. Policja w pełnym rynsztunku to dosłownie czarni żołnierze.  Ubrani w ten sposób, już od ponad dziesięciu lat brutalnie tłumią pokojowe demonstracje. Szczególnie szokująca była brutalność policji, godna państw „Trzeciego Świata”, wobec ruchu Żółtych Kamizelek we Francji.

W tym samym czasie, również inny rodzaj czarnych żołnierzy opanował ulice starej Europy. Nie są ubrani w czarne mundury, ale mają czarną skórę. Nie działają w szyku zwartym i nie są dowodzeni, ale ci czarni żołnierze również prowadzą wojnę przeciwko spokojnym obywatelom krajów UE. Upatrzyli sobie szczególnie kobiety, molestując je, gwałcąc, zabijając, zastraszając ich mężów i rodziny. Ci czarni żołnierze działają niejako za linią frontu, za policją. Krótko mówiąc, toczy się prawdziwa wojna przeciwko ludności UE.

Najwyższe dowództwo znajduje się w rękach rządów [krajó«w md] UE. Mimo że w większości krajów UE podział władzy jest zapisany w konstytucji, w praktyce ten podział nie jest już oczywisty. Rządy UE są w stanie wykorzystać kombinację często jawnie nadużywanych działań policji i systemu sądowniczego (sędziowie również są ubrani na czarno!) do podporządkowania sobie obywateli oraz kontrolowania opinii publicznej i debaty publicznej. Media, czyli tzw. wolna prasa, zarówno prywatna, jak i publiczna (z rzekomymi gwarancjami jej bezstronności, jak w Niemczech), również odgrywa kluczową rolę w kontrolowaniu opinii publicznej. Mówiąc w kategoriach wojskowych, rządy UE cieszą się „dominacją nad całym spektrum”  domeny publicznej.

W tych warunkach nie było trudno zakazać rosyjskim mediom dostępu do UE, już w kilka dni po rozpoczęciu rosyjskiej wojny na Ukrainie 24 lutego 2022 roku. Nieliczne głosy podnoszone w proteście przeciwko tej masowej i bezprecedensowej cenzurze, zostały z łatwością uciszone i stłumione. Nie jest chyba przypadkiem, że unijną cenzurę zadekretował Niemiec, a konkretnie Niemka, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Niemcy to naród europejski, który dotknięty jest ciągłą cenzurą i ścisłą kontrolą mediów od czasu, gdy Hitler zlikwidował wolność prasy w 1933 roku, Niemcy żyją w warunkach kontroli medialnej i ograniczania wypowiedzi. Wolność słowa jest w Niemczech zakazana od prawie stu lat! Dziś, polityka zastosowana po raz pierwszy przez nazistów stała się normą i standardem w całej UE.

Zasadniczym narzędziem zarządzania i kontrolowania debaty publicznej jest ośmieszanie i „wrabianie” opozycji. Tym sposobem, każdy, kto nie wpisuje się w oficjalną narrację, zostaje nazwany „nienawistnikiem”, „negacjonistą” lub „teoretykiem spiskowym”. Już tylko z tego powodu, sugeruje się, że tacy ludzie nie nadają się do udziału w debacie publicznej. Jeśli mimo to, nadal to robią, używa się ostrzejszej broni. W takim przypadku stwierdza się, że sprawca ma „niebezpieczne pomysły” lub że jest „potencjalnym terrorystą”. Jako taki musi być załatwiony, na przykład wtrącony do więzienia lub poddany leczeniu psychiatrycznemu. Liczni unijni dziennikarze i inni głoszący niepożądane prawdy, zostali postawieni w stan oskarżenia, wtrąceni do więzienia lub zamknięci na oddziale psychiatrycznym. Jeśli ktoś okaże się szczególnie trudnym przypadkiem, jest eliminowany w drodze wypadku samochodowego, przez jakiegoś „samotnego wilka” lub samobójstwa.

Na szczęście, aż tak brutalne metody raczej rzadko muszą być stosowane. Państwowa cenzura z pomocą policji i sądów kapturowych, załatwia większość takich spraw. Zapobiega temu również utrzymywanie „standardów społecznościowych” w mediach społecznościowych takich jak Facebook, Apple (I-phone), Google, Youtube, Instagram, Amazon (do niedawna także Twitter) i innych platformach, filtrujących zdecydowaną większość „zbrodniomyśli”.

Jednak dla władz UE nie byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby wszyscy obywatele przyłączyli się do marszowego kroku w kierunku faszystowskiego nieba. Bez umiarkowanej, ale kontrolowanej i kierowanej „zbrodniomyśli”, nie byłoby większego pożytku z tych wszystkich czarnych żołnierzy, których szeregi codziennie powiększają się o całe łodzie „azylantów” sprowadzanych na tajne unijne rozkazy. Stara maksyma „dziel i rządź” została odkurzona i kieruje polityką większości rządów UE i Komisji Europejskiej.

Rządy UE stosują sprytną taktykę zwiększania niepokojów społecznych i zastraszania, aby tą drogą promować program całkowitej kontroli nad ludnością. Metoda ta opiera się na kryminalizacji „mowy nienawiści” i potajemnym ułatwianiu wszelkiego rodzaju przestępstw „czarnym”, zagranicznym żołnierzom. W Amsterdamie, 80% przestępstw popełnianych jest przez młodych Marokańczyków. Kiedykolwiek sprawcy są aresztowani, zazwyczaj są szybko wypuszczani bez postawienia zarzutów. Jeśli już dochodzi do postawienia zarzutów i skazania, to kary zazwyczaj są  śmiesznie niskie w porównaniu z popełnionym przestępstwem. W takim przypadku, media skrupulatnie przestrzegają instrukcji, aby w swoich relacjach nie podawać pochodzenia ani narodowości sprawców. Są oni zatem opisywani jako „nastolatkowie”, a nie „młodzi Marokańczycy”. W rezultacie, gdy media mówią o „nastolatkach”, opinia publiczna wie, że są to w rzeczywistości Marokańczycy. Mimo to, jeśli ktoś publicznie odważy się nazwać czarne czarnym, jest natychmiast oskarżany o „zbrodnię nienawiści”. Z pewnością nie ma lepszego sposobu na podsycanie podziałów społecznych.

Rdzenni Europejczycy czują się zdradzeni, niepewni i sfrustrowani, ale nie wolno im dać upustu swoim uczuciom. W ten sposób można w nieskończoność utrzymywać kontrolowany poziom napięcia, ponieważ w tym samym czasie społeczeństwo jest zmuszane do uległości za pomocą codziennych dawek pornografii strachu: o wojnie nuklearnej, dziurach w warstwie ozonowej, kwaśnych deszczach, zmianach klimatycznych, podnoszeniu się poziomu oceanów, topnieniu czap lodowych, emisji węgla i azotu oraz śmiertelnych pandemiach. W mediach paradują niekończące się rzędy „ekspertów”, którzy wyjaśniają i ilustrują przerażające szczegóły każdego zagrożenia, apelując przy tym o „podążanie za nauką”. Eksperci o przeciwnych poglądach nigdy nie są zapraszani do debaty na temat czających się nad nami niebezpieczeństw, zamiast tego, nazywani są rutynowo „negacjonistami”. Uczestnicząc w tym procesie, rządy i media  pomagają zniszczyć ostatnie ślady uczciwości naukowej.

Zawsze jest tylko jedno wyjście, jedno rozwiązanie danego problemu. Jest nim posłuszeństwo wobec rządu i robienie dokładnie tego, co nam każą. Zatem, prawie rok po rozpoczęciu rosyjskiego SMO na Ukrainie, teraz, gdy UE zaangażowała się w odcięcie dostaw energii dla Europy i zniszczenie europejskiej bazy przemysłowej, obywatelom każe się ograniczyć zużycie wody i energii. Wyłącz grzejnik, jeździj mniej samochodem, myj się rzadziej, załóż dodatkowy sweter, kupuj mniej, jedz mniej mięsa i przerzuć się na owady!

W międzyczasie, media, stojące na straży systemu, prawie nie donoszą o prawdziwym niebezpieczeństwie załamania finansowego.

Rządy UE stosują cenzurę na pełną skalę, terroryzują swoich obywateli oddziałami policji przypominającymi SS i imigrantami (często nielegalnymi) o skłonnościach przestępczych, wtrącają dysydentów do więzień, likwidując ich w razie potrzeby, a jednocześnie wspierają reżim na Ukrainie, który otwarcie gloryfikuje ideologię nazistowską. Należałoby się w tej sytuacji zastanowić, nad niekończącym się i wszechobecnym lamentem na temat tego, jacy rzeczywiście źli byli ci naziści? Opowieści o II wojnie światowej, dyktaturach wojskowych w Ameryce Łacińskiej, okropnościach reżimów komunistycznych i wszelkich innych wrogach dalekich i dawnych, są kamieniem węgielnym ideologii poprawności politycznej.

Kolejnym epitetem, którym rządy UE i ich najbardziej fanatyczni zwolennicy, tacy jak Zieloni, Liberałowie i Socjaldemokraci, lubią obrzucać każdego, kto się z nimi nie zgadza, jest „faszysta”. Brzmi to trochę jak skamielina,  pozostałość sprzed wieku, kiedy lewica była atakowana przez umundurowane gangi uliczne, takie jak SA w Niemczech i Fasci di combattimento we Włoszech. Rzeczywiście, można nazwać takich ludzi nazistami lub faszystami, choćby dlatego, że tak sami siebie nazywali. Ale w bardziej obiektywnym sensie, jakie są cechy wyróżniające faszyzm jako system polityczny? Są to: bezwzględny ucisk opozycji, cenzura i kontrola każdego aspektu życia obywateli. UE bardzo ładnie pasuje do tego opisu. Ale najważniejszą cechą jest to, że w faszyzmie zarówno państwo, jak i społeczeństwo podlegają dyktatowi monopolistycznego kapitalizmu, innymi słowy – wielkich korporacji, w tym banków. Tak się też dzieje w UE. Podczas gdy w nazistowskich Niemczech i faszystowskich Włoszech te korporacje nazywały się Krupp, IG Farben, FIAT, Ansaldo i tak dalej, dziś nazywają się Blackrock, Vanguard, Amazon i Microsoft.

Od wielu lat prawodawstwo UE, mające pierwszeństwo przed przepisami uchwalanymi przez parlamenty krajowe, jest pisane i przygotowywane do uchwalenia przez istną armię lobbystów opłacanych przez monopolistyczny kapitał. Tych najemników jest więcej niż urzędników w stolicy UE, Brukseli. Zamiast stawiać temu opór, eurokraci oraz członkowie Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej koncentrują się na zapewnianiu sobie kolejnych podwyżek płac, dając przykład swoim kolegom w państwach członkowskich UE. Można więc stwierdzić, że UE i jej państwa członkowskie są rządzone nie tylko przez faszystów, ale przez skorumpowanych faszystów. Przynajmniej, przy całym swoim złu i wadach, nazistowskie Niemcy i faszystowskie Włochy miały znacznie niższy poziom korupcji.

Rosyjska SMO na Ukrainie przyczyniła się do tego, że pewne sprawy ujrzały światło dzienne.  Faszystowski charakter UE i ogólnie „Zachodu” (w zasadzie imperium USA), staje się coraz bardziej widoczny. Dzieje się tak dlatego, że podstawowe prawdy zwykle wychodzą na jaw podczas kryzysów i wojen.

Jedną z tych prawd jest to, że UE jest faszystowska do szpiku kości.

Hans Vogel tłum. Sławomir Soja

O rzeczach ostatecznych. Nauka katolicka i posoborowa.

Dwie eschatologie: katolicka i posoborowa

ks. Karol Stehlin FSSPX

Zawsze Wierni nr 6/2001 (43)

===================================

Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.

Św. Ignacy, Ćwiczenia duchowe, Zasada pierwsza i podstawowa

——————-

Zachowaj się na ziemi jak pielgrzym i gość, którego nie obchodzą sprawy świata. Zachowaj serce wolne i wzniesione ku Bogu, albowiem nie mamy miasta trwałego, ale przyszłego szukamy. Tam zwracaj ze łzami codziennie modlitwy i westchnienia, by dusza twoja zasłużyła na szczęśliwe przyjście po śmierci do Pana.

Naśladowanie Chrystusa, I, 23 nr 9

——————————-

Ratuj swoją duszę!

Słowa te, często narysowane na krzyżach misyjnych i na grobowcach, ciągle powtarzane w pismach Ojców i Świętych, najwyraźniej ukazują główną troskę Kościoła, którego ostatecznym celem jest wieczna szczęśliwość, a którego zadaniem jest prowadzenie ludzi do tego celu. Nauka o rzeczach ostatecznych (eschatologia) jest tak ważna dla katolika, jak ważna jest dla kierowcy dokładna wiedza o celu jego podróży. Jedna z najważniejszych zasad całego stworzenia brzmi: Omne agens agit propter finem – każdy działający dokonuje swych czynów z powodu celu, do którego dąży. Jeśli jakaś fundacja lub stowarzyszenie zmienia swe cele statutowe, to zmienia się w swej istocie i staje się de facto nową instytucją, nawet jeśli zachowuje starą nazwę.

Obserwując od wielu lat głębokie zmiany, dokonujące się w Kościele, można stwierdzić, że wynikają one z całkowicie zmienionego celu, który przedstawiają hierarchowie. Przedstawienie tej nowej eschatologii odbywa się w różnych szczeblach: a) pozwolono heretykom zająć kluczowe stanowiska w Kościele, np. Hansa Urs von Balthasara, który negował wieczność piekła, mianowano kardynałem; na naszym podwórku o. Hryniewicz jest hołubionym przez hierarchów (i media) profesorem KULu etc. b) w sposób niejasny przedstawiana jest nauka o rzeczach ostatecznych w katechezie dzieci: np. unika się mówienia o piekle, aby nie straszyć dzieci albo nie wywołać w nich wrażenia „mściwego Boga”; c) prawie całkowicie ignoruje się tę naukę w oficjalnych dokumentach, zapewne po to, by w ciągu kilkunastu lat wierni zupełnie o niej zapomnieli; d) promowana jest „nowa teologia”, której punktem centralnym jest sytuacja człowieka na ziemi.

W ten sposób stwarza się nową orientację „horyzontalną”, przeciwną starodawnej katolickiej orientacji „wertykalnej”, bowiem tradycyjna nauka Kościoła i duchowość Świętych spogląda w górę, od ziemi ku niebu, od doczesności ku wieczności, a człowiek jest wedle niej tylko wędrowcem (homo viator), pielgrzymem w tej dolinie łez, z pragnieniem „oczekującym wiecznej ojczyzny”. Wprost przeciwnie, nowa orientacja koncentruje się na tym, co dzieje się tu i teraz, zajmując się tylko losem człowieka na ziemi:

wszyscy jesteśmy powołani, aby być braćmi. I dlatego na podstawie tego samego powołania ludzkiego i Bożego możemy i powinniśmy bez gwałtu, bez podstępu, w prawdziwym pokoju współpracować ze sobą przy budowie świata1.

Katechizm Kościoła Katolickiego (liczący 738 stron) poświęcił całej nauce o rzeczach ostatecznych zaledwie 5 stron, które – pomimo przypomnienia wielu punktów tradycyjnej nauki – utwierdzają i „cementują” nową orientację, co poniższa analiza ma udowodnić2.

Nieśmiertelność duszy ludzkiej

Nauka Kościoła

Kościół katolicki zawsze uczył, że „człowiek jest stworzeniem, składającym się z duszy rozumnej i ciała organicznego3, zaś w chwili śmierci dusza odłącza się od ciała i „staje przed trybunałem Chrystusa na sądzie szczegółowym4. Magisterium nieomylnie stwierdziło, że dusza ludzka jest nieśmiertelna5, a Benedykt XII orzekł, że dusze tych, którzy

w chwili śmierci nie mieli nic do odpokutowania (…) jeszcze przed odzyskaniem swoich ciał i przez Sądem Ostatecznym (…) były, są i będą w niebie, w królestwie i raju niebieskim z Chrystusem, przyłączone do uczestnictwa aniołów i Świętych5.

Ponieważ po II Soborze Watykańskim coraz rzadziej głosi się te prawdy wiary, Kongregacja Nauki Wiary w 1979 r. napisała list do biskupów7, aby „przestrzec przed niebezpieczeństwem wyobrażeń fantazyjnych i zbyt dowolnych” i potwierdziła katolicką naukę o eschatologii. Jednak właśnie ten dokument stał się okazją do wiele znaczącego wydarzenia: w niemieckim i francuskim tłumaczeniu zabrakło właśnie tych słów, które precyzyjnie wyrażają fakt dalszego istnienia duszy odłączonej od ciała!8

Posoborowe zmiany w liturgii

Pytanie o duszę staje się szczególnie ważne, gdy człowiek umiera. Co się dzieje z duszą w chwili śmierci? W 21 formularzach Mszy za zmarłych9 tradycyjna liturgia mówi o duszy 78 razy, w łacińskim tekście Novus Ordo Missae jeszcze 5 razy. W niemieckim wydaniu nowego mszału słowa „dusza” w ogóle nie ma. Przykładowo jeśli np. w łacińskim tekście Kanonu było napisane „na odkupienie ich dusz”, niemieckie tłumaczenie brzmi „na ich odkupienie”.

Wymieniony wyżej dokument Kongregacji Nauki Wiary upomina:

Kościół wyklucza wszelką formę myśli lub wyrazu, która czyniłaby niezrozumiałymi i niedorzecznymi modlitwy i obrzędy pogrzebowe oraz kult zmarłych, a więc rzeczywistości, które w swojej istocie stanowią przecież miejsca teologiczne.

Ale jaką wiarę można z tych „modlitw i obrzędów pogrzebowych” wywnioskować, skoro nie są w nich wyrażone istnienie i nieśmiertelność duszy? Eliminacja słowa „dusza” w tekstach liturgicznych staje się przyczyną zapominania wiernych o swojej duszy, a nawet mniemania, że nie ma czegoś takiego jak „dusza nieśmiertelna”, a więc summa summarum katolicy przestają także wierzyć w „żywot wieczny”.

Zmiany posoborowe w nauczaniu

Wystarczy otworzyć jakikolwiek katechizm przeznaczony dla dzieci, aby przekonać się o wrogości nowoczesnych katolików wobec pojęcia duszy. Holenderski katechizm, który stał się wzorem wszystkich katechez dla dorosłych na całym świecie, głosił: „Śmierć oznacza koniec całego człowieka, takiego, jakiego znaliśmy” oraz „Biblijny język nie zna nie-cielesnej duszy ludzkiej10. Chociaż KKK przypomina prawdę wiary o nieśmiertelności duszy, to jednak nie zapobiegł powszechnej zmianie w życiu religijnym, która spowodowała notoryczne ignorowanie losu nieśmiertelnej duszy.

Optymizm zbawienia

Nauka Kościoła i Świętych

Osiągnięcie wiecznego zbawienia jest owocem nieustannej i twardej walki. Kościół zawsze uczył, że zbawienie człowieka jest ciągle zagrożone przez rozmaite pokusy ze strony szatana lub świata, a także przez nieuporządkowane własne namiętności, a jeśli człowiek umiera w stanie choćby jednego grzechu śmiertelnego, będzie potępiony na wieki. Katechizm katolicki tak podsumowywał walkę o zbawienie:

Chrześcijaninie! Bądź gotów stracić wszystkie dobra ziemskie, znieść wszystkie nieszczęścia, i ponieść nawet śmierć, a nie skalać się grzechem śmiertelnym, który jest jedynym prawdziwym i wielkim nieszczęściem dla człowieka, jest nieskończoną obrazą Boga, okrutną niewdzięcznością, niesłychanym zuchwalstwem i upadkiem twej duszy, który sam w sobie jest niepowetowany. A jeżeli cię kiedy napadnie pokusa, pomyśl o przepaści piekła, do której się wtrącisz, jeżeli popełnisz grzech śmiertelny; pamiętaj na Jezusa Ukrzyżowanego, którego Krew i rany miałbyś podeptać. Niech ci nigdy z pamięci nie wypadną słowa Eklezjastyka Pańskiego (21, 2): „Uciekaj przed grzechem jak przed wężem”.

Tradycyjna liturgia w swoich modlitwach nieustannie błaga o łaskę wytrwania, o nawrócenie, o siłę w walce z pokusami. Skruszony uczestnik wyznaje, że wielokrotnie zasłużył na wieczne potępienie i prosi o Boże miłosierdzie. Teksty liturgiczne oraz perykopy z Ewangelii często przypominają człowiekowi, jak bardzo jego zbawienie jest zagrożone i że ma się przejmować nim jako swym unum necessarium – czymś jedynie ważnym dla niego.

Zmiany posoborowe w liturgii

NOM starannie wyeliminował wzmianki o niebezpieczeństwie wiecznego zatracenia – dlatego całkowicie zmieniono ceremoniał pogrzebowy oraz liturgię za zmarłych. Usunięto sekwencję Dies irae (‘Dzień gniewu’), a także modlitwy, które proszą o zwolnienie od ognia wiecznego, od gniewu Bożego, od wydania się na pastwę diabelskiego lwa i piekła. Czarny kolor jako symbol smutku i sądu został zmieniony na fioletowy, a w niektórych przypadkach nawet na biały: w taki sposób tak pożyteczne uczucia jak strach przed śmiercią, sądem i piekłem oraz powagi w obliczu godziny śmierci zostały zastąpione uczuciami pewności zbawienia i „nieskończonego miłosierdzia dobrego Boga”, który przecież nie dopuści, aby ktoś mógł zostać potępiony.

Straszne skutki spowodowało także fałszywe przetłumaczenie słów pro multis podczas Przeistoczenia: Krew Chrystusa za wszystkich wylana! Nie tylko jest to pogwałcenie objawionego i natchnionego tekstu Pisma świętego, ale także zamazanie w umysłach wiernych rozróżnienia między tym, co w Odkupieniu jest obiektywne i subiektywne. Obiektywnie Chrystus umarł na krzyżu dla zbawienia wszystkich, lecz subiektywnie nie wszyscy korzystają z zasług Chrystusa. Prawda ta była jasno podkreślana przez słowa „za wielu”. Używając słowa „za wszystkich” nasuwa się myśl, że faktycznie wszyscy będą zbawieni.

Zmiany w nauczaniu

Prof. Johannes Dörmann, analizując pierwsze encykliki papieża Jana Pawła II, udowodnił, że jego przewodnią myśl teologiczną można podsumować heretycką tezą powszechnego zbawienia. Teza ta nieobca jest także „duchowi Soboru” Watykańskiego II, który „otworzył” heretykom i poganom szerokie możliwości zbawienia11 bez potrzeby nawrócenia. Także KKK sugeruje tę ideę:

Jeżeli jest prawdą, że nikt nie może zbawić się sam z siebie, to jest również prawdą, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzi zostali zbawieni” (1 Tym 2,4), i że «u Boga wszystko jest możliwe» (Mt 19, 26)12.

Ostatni cytat został zupełnie wyrwany z kontekstu, bo na pytanie Piotra, czy w ogóle ktoś może się zbawić, Pan Jezus odpowiada, że dla ludzi jest to niemożliwe, ale dla Boga – tak.

Również czasy ostateczne KKK przedstawia wyłącznie w sposób pozytywny:

Na końcu czasów Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy, będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony. Bóg będzie w życiu wiecznym „wszystkim we wszystkich”13.

Prof. Hacker komentuje:

Fałszywy optymizm zbawienia jest najbardziej „dyskretną” i dlatego najbardziej skuteczną bramą apostazji w Kościele14.

Śmierć

Nauka Kościoła

Po śmierci nie ma już czasu na zasługi. „Na którym miejscu drzewo upadnie, tam będzie” (Ekle 11, 3), tzn. w jakim stanie śmierć człowieka zaskoczy, w takim na wieki człowiek pozostanie. Dlatego napomina nas Pan Jezus, byśmy zasługiwali sobie, póki dzień mamy (za życia), bo gdy noc (śmierć) nadejdzie, nikt nie będzie mógł pracować (zasługiwać sobie) (J 9, 4)15.

Posoborowe zmiany

KKK uczy:

Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu16.

Jest to podsumowanie „nowej teologii” o śmierci, szczególnie opracowanej przez Borosa17, Rahnera i Schoonenberga17. Ta nowa koncepcja śmierci sprzeczna jest z nauką katolicką w dwóch punktach:

  1. Nie dla wszystkich śmierć jest czasem łaski i miłosierdzia, lecz tylko dla tych, którzy w należyty sposób się do niej przygotowali. Brak tego ważnego rozróżnienia powoduje zupełnie błędne rozumienie śmierci, którą poprzedza najcięższa wewnętrzna walka duszy przeciw ostatnim pokusom szatana.
  2. Dusza po odłączeniu od ciała już nie decyduje o swoim ostatecznym przeznaczeniu, gdyż decyzja ta została podjęta przed śmiercią. Decyzja jest aktywnym czynem, a sama śmierć już tylko biernym cierpieniem.

Idea możliwości podjęcia ostatecznej decyzji w kierunku Boga lub przeciw Bogu w chwili śmierci ma źródło w herezji apokatastazy, która głosi, że i najbardziej zatwardziały grzesznik nie będzie potępiony, bo w chwili śmierci – widząc Boga – może się jeszcze raz zupełnie dobrowolnie zdecydować, a w obliczu Boga na pewno zdecyduje się na ofertę wiecznego szczęścia.

Teza ta jest również sprzeczna z duchowością Świętych, wyrażoną w przysłowiu: jak żyjesz, tak umrzesz! Jest ona największym grzechem przeciw miłości bliźniego, pomniejszając i bagatelizując najważniejszą dla niego godzinę, do której ma się według nauki Pana Jezusa nieustannie przygotowywać (zob. np. przypowieść o pannach mądrych i głupich, Mt 25, 1–12). Zapominanie o chwili śmierci powoduje, że człowiek zwraca się coraz bardziej ku doczesności i powiększa zagrożenie, że w owej najważniejszej chwili nie będzie należycie przygotowany:

przyjdzie pan sługi w dzień, którego się nie spodziewa i o godzinie, której nie wie; i odłączy go, a cząstkę jego położy z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 24, 50–51).

Sąd szczegółowy

Nauka Kościoła

Zaraz po śmierci człowieka jego dusza jest sądzona przez Chrystusa, który oświeca jej umysł tak, że dusza w tym świetle przypomina sobie wszystkie swe dobre i złe myśli, słowa i uczynki z całego swego życia na ziemi i równocześnie poznaje wyrok na nią wydany. Wyrok ten bezzwłocznie zostanie wykonany. Osądzona dusza idzie albo do czyśćca, albo do nieba, albo do piekła. Według Pisma świętego Kościół zawsze z największą powagą traktował tajemnicę tego sądu. W liście do Hebrajczyków (10, 26–31) jest mowa o „straszliwym oczekiwaniu sądu”, o „żarze ognia”. Paragraf ten kończy się tymi słowy: „Straszna to rzecz, wpaść w ręce Boga żywego”.

Posoborowe zmiany

Nowa liturgia znacznie pomniejsza powagę Sądu, starannie unikając wzmianek o „sądzie Bożym”, o „wiekuistym Sędzi” etc. Przykładowo usunięto sekwencję Dies irae, recytowaną ongiś w każdej Mszy żałobnej, która opisuje zgrozę i okropności Sądu. NOM wyeliminował także we wszystkich lekcjach o świętej Eucharystii słowa św. Pawła, które Apostoł napisał bezpośrednio po opowieści o ustanowieniu świętej Eucharystii:

Tak więc ktokolwiek by jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej (…) Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając ciała Pańskiego (1 Kor 11, 27–29).

W „nowej teologii” sąd jest przedstawiony jako spotkanie z Bogiem na zawsze, w którym

doświadczamy Boga nie tylko jako naszego sędziego, a także i zawsze jako Boga miłosierdzia i miłości19.

Koniec świata

Nauka Kościoła

Św. Tomasz z Akwinu poświęcił całe dwa zagadnienia (Suma teologiczna, Supl., 73 i 74) „znakom poprzedzającym Sąd Ostateczny”. Po wymienieniu znaków kosmicznych opisanych w Piśmie świętym komentuje on:

Chociaż ludzie będą przejęci strachem na widok znaków zapowiadających sąd, to jednak zanim te znaki zaczną się ukazywać, bezbożni czuć się będą bezpiecznie i spokojnie, nie widząc po śmierci Antychrysta natychmiastowego zniszczenia świata, czego się spodziewali.

Uczy także, że

elementy świata powinny zostać oczyszczone z przeciwieństw (zniszczoność i skażenie grzechem), zanim będą wprowadzone do nowości chwały, odpowiednio do tego, co powiedziano o człowieku.

Oczyszczenia tego dokona ogień, który jest bliżej określony jako fizyczny i prawdziwy, a nie tylko symboliczny. Św. Tomasz podsumowuje tu tylko naukę Pisma świętego20 i Ojców Kościoła, szczególnie św. Augustyna, który pisał:

Oto są znaki, które będą towarzyszyć sądowi Pańskiemu: przyjście Eliasza, nawrócenie Żydów, prześladowanie ze strony Antychrysta, sąd Chrystusa, wskrzeszenie zmarłych, oddzielenie dobrych od złych, spłonięcie świata i jego odnowienie21.

Posoborowe zmiany

KKK podsumowuje nową wizję końca świata w ten sposób:

Na końcu czasów Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy, będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony22.

Sobór Watykański II uczy:

Kościół (…) osiągnie pełnię dopiero w chwale niebieskiej, gdy nadejdzie czas odnowienia wszystkiego i kiedy wraz z rodzajem ludzkim również świat cały (…) w sposób doskonały odnowi się w Chrystusie23.

Przemija wprawdzie postać tego świata zniekształcona grzechem, ale pouczeni jesteśmy, że Bóg gotuje nowe mieszkanie i nową ziemię, gdzie mieszka sprawiedliwość, a szczęśliwość zaspokoi i przewyższy wszelkie pragnienia pokoju, jakie żywią serca ludzkie. Oczekiwanie jednak nowej ziemi nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której wzrasta ciało nowej rodziny ludzkiej, mogące dać pewne wyobrażenie nowego świata. Przeto, choć należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu Królestwa Chrystusowego, to przecież dla Królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej24.

Taka wizja przedstawia dwie nowości, zupełnie przeciwne tradycyjnej nauce katolickiej:

  1. brak rozróżnienia między porządkiem przyrodzonym i nadprzyrodzonym: „rodzaj ludzki i cały świat będzie odnowiony”, „wzrastanie ciała nowej rodziny ludzkiej”, „wyobrażenie nowego świata”. O jaki świat tu chodzi? O świat jako obraz i ślad Boga, który musi być przemieniony do swego przeznaczenia nadprzyrodzonego, czy o świat w sensie słów św. Jana, gdy mówi, że „świat nienawidzi” Chrystusa: świat grzechu i przewrotności? Podobnie „rodzaj ludzki” jest pojęciem przyrodzonym i jako taki nie będzie odnowiony. Tylko ta część rodzaju ludzkiego, która dostąpi i przetrwa w łasce Bożej, będzie przemieniona w chwale.
  2. ciągłość między rozwojem tego dwuznacznego „Królestwa Bożego na ziemi” a osiągnięciem jego pełni na końcu. Katolicka nauka, jak i Pismo święte mówią o wielkim oczyszczeniu świata na jego końcu. Ponadto „rodzaj ludzki” i „cały świat” mają być w ostatnich czasach prawie całkowicie pod tyranią szatana25, a na końcu kierowane przez Antychrysta26. Królestwo Boże, tj. Kościół, jest w nieustannej wojnie z „całym światem” i historia świata skończy się ogromną i decydującą bitwą pomiędzy tymi, na których czole znajduje się znak bestii, a tymi, na których czole napisano znak Baranka Bożego27.

Przedstawione wyżej nowinki przypominają jako żywo potępioną doktrynę Teilhard de Chardina, który postrzega historię świata jako ciągłą ewolucję aż do szczytu, którym jest „Chrystus-Omega”, wyimaginowany Chrystus jako podsumowanie wszystkich wysiłków budowniczych lepszego świata i raju na ziemi. Jest to herezja, która w praktyce neguje skutki grzechu pierworodnego oraz, co za tym idzie, grzeszny stan ludzkości, a zatem i bezwzględną konieczność jej oczyszczenia i nawrócenia do nadprzyrodzonego porządku. Neguje również wpływ szatana i jego ludzkich niewolników, śmiertelnych i nieubłaganych wrogów Chrystusa i Kościoła. Neguje w końcu boską instytucję Kościoła, który na ziemi jest nazwany Kościołem Wojującym z powodu nieprzejednanej i nieustannej wojny, jaka toczy się między nim (civitas Dei) a imperium zła (civitas diaboli).

Co do właściwego rozumienia „rodzaju ludzkiego”, to już św. Tomasz uczy, na czym ma polegać „odnowienie rodzaju ludzkiego”:

Otóż oczyszczenie rodzaju ludzkiego m. in. dokona się, kiedy nastąpi oddzielenie złych od dobrych, stosownie do słów św. Łukasza: „Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę, tj. wybranych, zbierze do spichlerza, a plewy, tj. odrzuconych, spali w ogniu nieugaszonym”. To właśnie stanie się w czasie oczyszczenia świata. Wszystko, co brzydkie i niecne, zostanie wraz z odrzuconymi wtrącone do piekła, zaś wszystko co piękne i szlachetne, zostanie zachowane na wyżynach niebieskich dla chwały wybranych28.

Zmartwychwstanie ciała

Nauka Kościoła

Na końcu czasów wszyscy ludzie, tak dobrzy, jak i źli, zmartwychwstaną. Prawda o zmartwychwstaniu ciał należy do fundamentalnych prawd naszej wiary (zob. np. J 5, 28 oraz 6, 55).

Wszyscy ludzie zmartwychwstaną, ale nie wszystkich ciała będą się znajdować w jednakim stanie. Ciała potępionych będą wstrętne, brzydkie, odrazę budzące – wierny obraz i odbicie ich brzydkiej duszy – ciała zbawionych będą piękne, bez braków, w stanie doskonałości28.

Posoborowe zmiany

KKK poświęca artykułowi CredoWierzę w ciała zmartwychwstanie” trzy strony, na których porównuje to wydarzenie ze zmartwychwstaniem Chrystusa Pana, a o losie potępionych mowa jest tylko w jednym jedynym zdaniu – cytacie:

Kto zmartwychwstanie? Wszyscy ludzie, którzy umarli: „Ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5, 29)30.

Pozostałe teksty mówią tylko o zmartwychwstaniu sprawiedliwych i opisują ich zalety i wspaniałości. I tu brak jest rozróżnienia między całą ludzkością a osobami zmarłymi w stanie łaski:

Przez śmierć dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg udzieli naszemu przemienionemu ciału niezniszczalnego życia, ponownie łącząc je z duszą. Jak Chrystus zmartwychwstał i żyje na zawsze, tak wszyscy zmartwychwstaniemy w dniu ostatecznym (podkreślenie K. S.).

Takie przedstawienie jest co najmniej dwuznaczne. Skoro nikt nie popełnia tylko złych uczynków, to powyższy cytat można i tak tłumaczyć, że praktycznie wszyscy pójdą na zmartwychwstanie życia. Czytający te słowa katolik widzi się już w rozkoszach zmartwychwstałego ciała w szczęśliwości, a nie jest zachęcany do zwrócenia uwagi na fakt, że łatwo może wpaść w przeciwną stronę – a już z pewnością w ogóle nie wyobraża sobie, jak wtedy jego ciało będzie wyglądać (zob. akapit wyżej, podający naukę Kościoła).

Czyściec

Nauka Kościoła

Czyśćcem nazywa się miejsce, gdzie dusze zmarłych w grzechach powszednich lub bez zadośćuczynienia na ziemi za grzechy odpuszczone cierpią, aż się całkowicie wypłacą sprawiedliwości Bożej. Kara w czyśćcu jest dwojaka: a) pozbawione są dusze w czyśćcu widzenia Boga; b) cierpią wielkie męki fizyczne i moralne31.

Posoborowe zmiany

Sobór Watykański II nie wymienia słowa „czyściec”, tylko wspomina w Konstytucji o Kościele (nr 49): „inni dokonawszy żywota poddają się oczyszczeniu”, a w nr 50:

Kościół od zarania religii chrześcijańskiej czcił z wielkim pietyzmem pamięć zmarłych, a „ponieważ święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów uwolnieni” (2 Mach 12, 46), także modły za nich ofiarowywał.

W dokumentach Kongregacji Nauki Wiary z lat 1966–94, umieszczonych w książce W trosce o pełnię wiary, mowa jest o czyśćcu tylko jeden jedyny raz: Kościół

wierzy – jeśli chodzi o wybranych – w ich ostateczne oczyszczenie, które poprzedza samo oglądanie Boga, a które mimo wszystko jest całkowicie inne od kary należnej potępionym32.

KKK wspomina o czyśćcu jako o końcowym oczyszczeniu człowieka i określa go jako „ogień oczyszczający” bez dalszych wyjaśnień.

Łatwo zauważać tendencję przemilczania tego, co w doktrynie o czyśćcu jest najbardziej istotne, a mianowicie jego określenie jako miejsca strasznych mąk, cierpianych jako kara za popełnione grzechy33. Nie mówi się o poszczególnych karach ani o fakcie, że

każdy grzech musi być odpokutowany; a kto nie odpokutuje swych grzechów zupełnie już na ziemi, musi odpokutować je w czyśćcu34.

Język Ojców i Doktorów Kościoła jest posoborowym reformatorom zupełnie obcy:

Męki czyśćca są większe niż najstraszniejsze męki Męczenników (św. Augustyn)

Najmniejsze kary w czyśćcu są większe od największych cierpień na ziemi (św. Tomasz z Akwinu)

Wszystkie męki, jakie świat może wymyślić, są balsamem w porównaniu z najmniejszą męką czyśćca (św. Cyryl Aleksandryjski)

Ziemski ogień jest, w porównaniu z czyśćcowym, rozkosznym ogrodem (św. Magdalena de Pazzi)35.

O przebywaniu dusz w czyśćcu oraz o szczególnej pomocy zmarłym przez zyskanie odpustów posoborowe dokumenty również milczą.

W taki sposób, przez pominięcia i umniejszanie tego aspektu, który najbardziej nakłoniłby wiernych do starań, aby uniknąć kar czyśćcowych oraz przyjść z pomocą zmarłym, posoborowi nowatorzy zniekształcają pojęcie czyśćca, a kościelne modlitwy za spokój dusz wiernych zmarłych doznają wielkiego uszczerbku.

Sąd Ostateczny

Nauka Kościoła

Sąd Ostateczny jest potrzebny: 1° aby się okazała mądrość i sprawiedliwość Boga; 2° aby Chrystus był wysławiony. Chrystus na sądzie ostatecznym okaże światu swą moc i swój majestat, okaże dobrodziejstwa, jakie ludzkości wyświadczył, odbierze za nie od całej ludzkości pokłon My należny, a nad nieprzyjaciółmi swymi odniesie zupełny tryumf. 3° Aby dobrzy mieli przed całym światem chwałę, a źli hańbę i zawstydzenie. Bóg na sądzie ostatecznym zedrze maskę obłudy z ludzi złych i odkryje, ku ich zawstydzeniu i pohańbieniu, przed całym światem, całą ich nędzę moralną i ich głupotę, nieuczciwość i podłość; odsłoni znowu dobre uczynki sprawiedliwych, ich szlachetność i wielkość duszy, ich nadmierne poświęcenia36.

Sprawiedliwym wyrokiem Chrystus oddzieli na wieki dobrych i złych. Św. Tomasz z Akwinu podkreśla, że jest to prawdziwy sąd nad ludźmi:

Każdy człowiek nie tylko jest jakąś poszczególną osobą, ale także jest częścią całego rodzaju ludzkiego. Stąd też powinien odbyć się nad nim dwojaki sąd. Jeden osobisty. Będzie on miał miejsce po śmierci, kiedy to „każdy otrzyma zapłatę za uczynki dokonane w ciele”, aczkolwiek nie całkowicie, bo nie otrzymuje jej ciało, a tylko jego dusza. Drugi sąd powinien odbyć się nad człowiekiem jako nad częścią całego rodzaju ludzkiego. Podobnie jest według sprawiedliwości ludzkiej: powiadamy, że ktoś jest sądzony, kiedy poddaje się pod sąd wspólnoty, której jest częścią. Toteż i wtedy, kiedy będzie sąd powszechny nad całym ludzkim rodzajem przez powszechne oddzielenie dobrych od złych, również w następstwie każdy zostanie osądzony. Wszelako Bóg nie «sądzi dwa razy tego samego», ponieważ nie wymierza dwóch kar za jeden grzech, ale kara, która przed sądem ostatecznym nie była w pełni wymierzona, uzupełniona będzie na tymże sądzie, po którym bezbożni będą doznawać mąk zarazem na ciele i na duszy37.

Posoborowe zmiany

Sobór Watykański II wspomina jednym zdaniem o Sądzie Ostatecznym tymi słowy:

Albowiem zanim panować będziemy z Chrystusem pełnym chwały, wszyscy staniemy „przed trybunałem Chrystusowym, aby każdy zdał sprawę z czynów dokonanych w ciele, dobrych i złych” (2 Kor 5, 10), i na końcu świata «ci, którzy dobrze czynili, wyjdą na zmartwychwstanie życia, a którzy źle czynili, na zmartwychwstanie sądu» (J 5, 29)38.

KKK przedstawia ten sąd przede wszystkim jako

ujawnienie prawdy o relacji każdego człowieka z Bogiem. Sąd Ostateczny ujawni to, co każdy uczynił dobrego i to, czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami. (…) Przez swego Syna Jezusa Chrystusa wypowie On [Ojciec] wówczas swoje ostatnie słowo o całej historii. Poznamy ostateczne znaczenie dzieła stworzenia i ekonomii zbawienia oraz zrozumiemy przedziwne drogi, którymi Jego Opatrzność prowadziła wszystko do ostatecznego celu39.

Modernistyczne przedstawienie Sądu Ostatecznego sprzeniewierza się doktrynie katolickiej z trzech racji:

  1. Brak właściwego charakteru sądzenia, które jest wyrokiem wszechmocnej Woli Bożej nad ludźmi. Sąd nie jest tylko „ujawnieniem” wszystkiego w oczach wszystkich, co należy do aktów poznania. Ujawnienie jest koniecznym warunkiem oraz przygotowaniem właściwego aktu Sądu: mianowicie działania Boskiego trybunału, wydającego ostateczny wyrok nad wszystkimi ludźmi. Lekceważenie tego istotnego czynu prowadzi do karykaturyzacji Sądu Ostatecznego i odebrania mu całej jego powagi: wiecznego rozdzielenia dobrych i złych.
  2. Centralne miejsce w Sądzie Ostatecznym zajmuje człowiek, jego historia, jego relacja z Bogiem. Tradycyjna nauka o Sądzie natomiast podkreśla, że w centrum stoi Bóg i zadośćuczynienie sprawiedliwości. Sąd jest końcowym aktem stworzenia, które oddaje ostatecznie Bogu to, co należy do Boga. Jest to godzina ostatecznego tryumfu Chrystusa Króla i Jego wysławienie40. Całkowite przemilczanie tego tryumfu zniekształca cały chrześcijański sens historii świata i zbawienia, który ma swój początek, środek i cel w panowaniu i tryumfie Chrystusa nad grzechem i szatanem.
  3. Nie ma mowy o skutkach dla złych w następstwie Sądu Ostatecznego. W ten sposób doktryna ta sprawia wrażenie, że osądzenie złych oraz ich wieczna hańba, jeśli w ogóle będzie mieć miejsce, będą czymś całkowicie ubocznym i nieważnym.

Niebo

Czytając w KKK opis nieba ma się wrażenie, że nie można lepiej wyrazić nauki katolickiej o żywocie wiecznym:

Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga ponieważ widzą Go „takim, jakim jest”, twarzą w twarz.

Następnie cytowana jest konstytucja Benedictus Deus Benedykta XII:

To doskonałe życie z Trójcą Świętą, ta komunia życia i miłości z Nią, z Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi, jest nazywane „niebem”. Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia41.

Jednak po porównaniu z tradycyjnym nauczaniem Kościoła o niebie należy i tu stwierdzić, że posoborowa nauka grzeszy przez całkowite przemilczenie istotnych aspektów wiecznej szczęśliwości – właśnie tych, które dla pielgrzymującego człowieka są najważniejsze:

  1. Niebo jest nagrodą: Istotną nagrodą człowieka jest jego szczęśliwość. Polega ona na tym, że nasza dusza łączy się doskonale z Bogiem i w pełni rozkoszuje się Nim jako doskonale widzianym i miłowanym. Ta właśnie nagroda zwie się przenośnie „wieńcem chwały”: już to ze strony zasługi, której nie nabywa się bez jakiejś walki, już to ze strony samej nagrody, dzięki której człowiek staje się poniekąd uczestnikiem bóstwa i w następstwie władzy królewskiej42. Rozumienie nieba jako nagrody pokazuje ścisły stosunek między naszym ziemskim życiem a wiecznością, innymi słowy, że nieba nie zdobywa się przez rozkosze, lecz przez cierpienia i zaparcie się. Święty Paweł mówi: „Przez wiele ucisków trzeba nam wnijść do Królestwa Bożego” (Dz Ap 14, 21). (…) Podobnym jest Królestwo niebieskie perle kosztownej, którą jeśli kto chce posiąść, musi wszystko za nią oddać (por. Mt. 13, 44), tzn. musi wyrzec się przywiązania do rzeczy doczesnych. „Ciasna brama i wąska jest droga, która wiedzie do żywota” (Mt 7, 14). (…) Kto chce osiągnąć Niebo, musi zostać męczennikiem, przynajmniej bezkrwawym, przez umartwianie własnego ciała43.
  2. Nie wszyscy w niebie jednakiej będą doznawać szczęśliwości, ale większej ci, którzy będą mieć większe zasługi. Pan Bóg daje temu większą szczęśliwość, kto więcej dobrych uczynków ma za sobą. Różnym jest stopień poznania i miłości Boga u świętych w niebie, różną też ich radość. Stopień szczęśliwości niebieskiej zawisłym jest od stopnia łaski uświęcającej, zdobiącej duszę w chwili śmierci, od wielkości miłości Boga, jaką posiadała dusza umierającego człowieka44. Nauka ta zachęca nas, aby ciągle wzrastać w miłości Bożej i w ten sposób osiągnąć jak największą chwałę w niebie.
  3. Oprócz nagrody istotnej, polegającej na osiągnięciu wiecznego celu, istnieje tzw. aureola, dodatkowa nagroda, jakaś radość z dzieł przez siebie dokonanych, które mają cechy wspaniałego zwycięstwa45. Aureola jest jakąś uprzywilejowaną nagrodą odpowiadającą uprzywilejowanemu zwycięstwu. I dlatego odpowiednio do trzech uprzywilejowanych zwycięstw w trzech walkach grożących każdemu człowiekowi rozróżniamy trzy aureole. I tak w walce z ciałem ten odnosi najwspanialsze zwycięstwo, kto całkowicie wstrzymuje się od rozkoszy seksualnych, które spośród rozkoszy są najsilniejsze. I dlatego dziewictwu należy się aureola. Ta walka, jaka toczy się ze światem, uchodzi za szczególną, w której wytrzymujemy prześladowanie ze strony świata aż do poniesienia śmierci. I dlatego męczennikom, którzy z tej walki wychodzą zwycięsko, należy się druga aureola. Wreszcie w walce, jaką toczy się z diabłem, to zwycięstwo uchodzi za wybitne, gdy ktoś odpędza wroga nie tylko od siebie, ale także z serc innych ludzi, a czyni to przez nauczanie wiary i jej głoszenie. I dlatego nauczycielom wiary i jej głosicielom należy się trzecia aureola46. Szczególna nagroda i chwała w niebie za zwycięstwo osiągnięte na ziemi wzbudza u wiernych podziw dla tych osób, które wybrały taki stan życia. U wielu rodzi się chęć do naśladowania ich, co jest źródłem nowych powołań; jeszcze inni są zachęceni, aby starać się bardziej zbliżyć do tego największego ideału przez lepsze zachowywanie VI przykazania, przez bardziej stanowczą walkę z diabłem lub przez głębsze studium tajemnic wiary i przekazywanie ich. Jeśli więc ci, którzy otrzymali aureolę, przynosili owoc stokrotny w swych walkach, to inni – pragnąc choć uczestniczyć w tym zwycięstwie i w jego nagrodzie – starają się przynajmniej przynosić owoc trzydziestokrotny (zob. Mt 13, 23).

Posoborowe nauczanie przez ignorowanie tych aspektów zaciemnia jeden z zasadniczych celów, dla których nauka o niebie została objawiona: ma ona bowiem zachęcać człowieka do większego pragnienia wiecznej szczęśliwości oraz do stosowania odpowiednich środków, aby w walce o niebo zwyciężyć i wywalczyć sobie jak największą nagrodę. Przeciwnie, sformułowania użyte w KKK sugerują łatwy dostęp do Królestwa niebieskiego, będącego jakby naturalnym końcem ludzkich starań o pokój i sprawiedliwość47. Jeśli zaś niebo osiąga się tylko przez wielki trud (św. Grzegorz Wielki), a posoborowe nauczanie „zapomina” o tym trudzie lub celowo przemilcza go, to można się zastanawiać, czy cała posoborowa eschatologia otwiera wiernym bramy do nieba, czy też raczej je zamyka? Ω

Przypisy

  1. Sobór Watykański II, Gaudium et spes, nr 92.
  2. Ponieważ inny artykuł w obecnym numerze (zobacz) opisuje posoborowe zmiany w nauce o piekle, temat ten nie będzie tu poruszany.
  3. Katechizm katolicki kard. Gasparriego, nr 59, Warszawa 1999, s. 26.
  4. Tamże, nr 583, s. 140.
  5. Np. V Sobór Laterański, sesja VIII, Mansi XXXII, 842 [w:] Katechizm, tamże s. 175.
  6. Konstytucja Benedictus Deus, DS 1000, Breviarium Fidei s. 598.
  7. AAS 71 (1979), 939–943.
  8. Prof. Jerzy May, „Una Voce Korrespondenz” 1979, s. 322–327.
  9. Chodzi o formularze Mszy odprawianej za zmarłego w dzień jego zgonu, na następny dzień, w rocznicę zgonu, Mszy za zmarłych kardynałów, za rodziców celebransa etc.
  10. S. 521 i 525 (wydanie niemieckie).
  11. Np. Lumen gentium nr 15 i 16, Ad gentes, nr 7.
  12. KKK nr 1058, s. 257.
  13. Tamże, nr 1060.
  14. „Teologisches”, kol. 1290.
  15. Ks. M. Sieniatycki, Dogmatyka katolicka, Kraków 1927, s. 226.
  16. KKK nr 1013, s. 248.
  17. L. Boros, Mysterium Mortis. Der Mensch in der Letyten Entscheidung, Fryburg 1962 r.
  18. G. Greshake, G. Lohfink, Naherwartung, Auferstehung, Unsterblichkeit, Fryburg 1978, s. 121–130.
  19. Np. G. Lohfink, Der Tod ist nicht das letzte Wort, Fryburg 1976, s. 36.
  20. 2 P 3,10–12; Ps 49, 3.
  21. De civitate Dei 20, 30 (PL 41, 708).
  22. Nr 1060, s. 257.
  23. Lumen gentium, nr 48, s. 152.
  24. Gaudium et spes, nr 39, s. 565–566.
  25. Zob. np. Ap 13, 3–4; 13, 11–17; 18, 3.
  26. 1 J 2, 18.
  27. Ap. 19, 20; 20, 7–10.
  28. Suma teologiczna, Supl. 74, 9.
  29. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 233–234.
  30. KKK nr 998.
  31. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 229.
  32. Tamże, s. 131.
  33. ST, Supl. 100 oraz komentarz do 4 Sent. d. 21. q. 1.
  34. Sobór Trydencki sesja VI, kan. 30, DS 1580 (Breviarium Fidei s. 130).
  35. [W:] ks. F. Spirago, Katolicki katechizm ludowy I, s. 392–393.
  36. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 227.
  37. ST, Supl. 88, a.2 ad 2.
  38. Lumen gentium VII, 48 (s. 153).
  39. KKK nr 1039–1040 (s. 254).
  40. Pięknym wyrazem tej nauki są dzieła sztuki mające za temat Sąd Ostateczny (np. w kaplicy Sykstyńskiej).
  41. KKK nr 1023–1024, s. 250.
  42. ST, Supl. 96, 1
  43. Ks. F. Spirago, op. cit., s. 383.
  44. Tamże, s. 382.
  45. ST, Supl. 96, 1.
  46. ST, Supl. 96, 11.
  47. Zob. Gaudium et spes, nr 39.

Masz dzieci? To nieodpowiedzialne wobec planety!

Masz dzieci? To nieodpowiedzialne wobec planety!
Pomóż nam walczyć z kłamliwym obrazem rodziny!
Marsz.info | newsletter <kontakt@marsz.info>
Dość kpin z rodzin i rodzicielstwa!
Kliknij tutaj i stań z nami po stronie małżeństw i rodzin, które pragną mieć potomstwo! Szanowni Państwo W opinii środowisk „postępowych” coraz powszechniejsza staje się postawa antynatalistyczna, polegająca na negowaniu sensu posiadania dzieci oraz ośmieszaniu tych, którzy decydują się na założenie rodziny  a zwłaszcza wielodzietnej!
„Kaszojady”, „bombelki”, a nawet „gówniaki” – tak o dzieciach prześmiewczo, ironicznie albo wręcz z otwartą niechęcią wypowiadają się coraz częściej młodzi Polacy. O tej przemianie świadomości naszych rodaków pisze Aleksandra Gajek w felietonie na portalu Marsz.info! 
Niestety, coraz częściej próbuje wmówić się nam, że posiadanie dzieci jest skrajnie nieodpowiedzialną decyzją. Niektóre środowiska próbują podpierać się argumentacją ekonomiczną, kładąc nacisk, że w dzisiejszych czasach posiadanie dziecka jest nie lada wyzwaniem, gdy trudno o dostęp do lekarza, żłobków i przedszkoli czy nawet stabilne zatrudnienie.
Jednak do przestrzeni publicznej przedostają się coraz bardziej radykalne tezy, z którymi musimy podjąć natychmiastową i bezkompromisową walkę. „Postępowcy”, wśród których prym wiodą oczywiście liberałowie wspierani przez lewicę, chętnie wmawiają zwykłym ludziom, że ich działanie jest zbrodnią przeciwko życiu na naszej planecie. Ta ma zmagać się z przeludnieniem (!!!) oraz nadchodzącą katastrofą klimatyczną, za którą współodpowiedzialni mają być wszyscy ludzie, a w szczególności ci, którzy założyli rodziny wielodzietne.
Znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której bycie rodzicem (i małżonkiem – tym bardziej) podobnie jak bycie wierzącym, czy posiadanie konserwatywnych poglądów, staje się powodem do szyderstw i pretensji. Dzieci są społecznie niewygodne, niechciane, a osoby, które decydują się mieć ich więcej niż jedno czy dwoje, są odbierane jako gorsze  trafnie konstatuje Aleksandra Gajek.
Dla wielu ludzi posiadanie dziecka stało się problemem i do takiego postrzegania świata coraz częściej próbuje nas się przekonać za pośrednictwem mass mediów. W programach śniadaniowych raz po raz podkreśla się jedynie trudy macierzyństwa, a w lewicowych portalach do głosu dochodzą mężczyźni, którzy twierdzą, że narodziny dziecka prowadzą do odebrania im wolności.
Niestety, polskie społeczeństwo, a w szczególności najmłodsze pokolenia, nabiera się na tego rodzaju argumentację. Dość powiedzieć, że podczas czarnych protestów (po przypomnieniu przez Trybunał Konstytucyjny, że nie wolno zabijać nienarodzonych) niektóre kobiety twierdziły, że ich ciała posłużą jako oręż w walce politycznej i nie będą one w takiej sytuacji rodzić dzieci.
Czy nie brzmi to na wskroś absurdalnie? Jednak takie głosy są coraz powszechniejsze… Bezdzietność staje się powodem do dumy, zbiera poklask w mediach społecznościowych, pochwały przed kamerami. Co więcej, aby dodać dramatyzmu takim wyznaniom, zostaje ona okraszona politycznymi opowiastkami, jakoby sytuacja w kraju  który „postępowcy” chcą opisywać jako konserwatywny taliban  jest główną przyczyną takiej decyzji. Najwyższy czas powiedzieć głośno i wyraźnie: Dość kpin z rodzin i rodzicielstwa! Musimy przypomnieć Polakom prawdę, co do której nie mieli wątpliwości nasi rodzice i dziadkowie, a którą teraz próbuje się opluć, a w najlepszym wypadku wymazać ze zbiorowej świadomości. Dzieci są darem  nigdy problemem  i tylko w ten sposób możemy je postrzegać, zarówno w rodzinach, jak i całym społeczeństwie.
Dlatego właśnie TERAZ prosimy o wsparcie naszej codziennej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Wasze wsparcie przekażemy na walkę z tymi, którzy ośmieszają wartości rodzinne i próbują powstrzymać działania mające na celu poprawę sytuacji bytowej rodzin, a w szczególności tych wielodzietnych. Dzięki Waszej pomocy będziemy mogli przypominać o sensie posiadania dzieci i promować wartościowe postawy, które będą odtrutką dla młodego pokolenia, przesiąkniętego coraz mocniej postawą antynatalistyczną.
Kliknij tutaj i pomóż nam powstrzymać ośmieszanie polskich dzieci i ich rodziców! Dramatyczne efekty działań środowisk negujących sens posiadania dzieci czy przypisujących konieczność posiadania niezwykle zasobnego portfela do podjęcia decyzji o potomstwie, widzimy już teraz.
W Polsce prawie co czwarta kobieta w wieku 40 lat nie posiada dziecka. Gdyby miały one tyle dzieci, ile deklarują, że chciałyby mieć, to wówczas zbliżylibyśmy się do wskaźnika dzietności na poziomie 2,0″  głoszą najnowsze badania. Opisujemy je na portalu Marsz.info!  Już teraz widzimy, że Polska jest jednym z krajów Europy o najwyższym wskaźniku bezdzietności. W naszym kraju w 2022 roku wynosi on zaledwie 1,38, co jest przerażającym wynikiem w kontekście przyszłości naszej ojczyzny i społeczeństwa. Co istotne, badania przeprowadzone przez Instytut Pokolenia dowodzą, że nie ma żadnej zależności między wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej a dzietnością tak, jak przekonują środowiska lewicowe. Z podobnym problemem co Polska, zmaga się także powoli wymierająca Hiszpania. W niej jednak dobitniej widać fakt, że cywilizacja śmierci przechyla szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Mimo rosnącej liczby zgonów i coraz mniejszej liczby narodzin, lewicowy rząd chętniej przeznacza pieniądze na aborcję niż na wsparcie przyszłych matek, które znalazły się w trudnej sytuacji materialnej. 
Więcej piszemy o tym na portalu Marsz.info!
Dane są zatrważające! Hiszpański parlament przeznacza na wsparcie rodzin zaledwie 1,3% tamtejszego PKB. To jeden z najniższych wskaźników w skali całej Unii Europejskiej. W tym samym czasie rząd w Madrycie wydaje aż sześciokrotnie więcej na ułatwienie aborcji niż na macierzyństwo. Skalę dysproporcji wydatków obrazują dobitnie dokładne liczby: 5,5 mln euro na pomoc kobietom w ciąży i aż 32,2 mln euro na zabiegi aborcji. Jak sami Państwo widzicie, przed obrońcami wartości życia i rodziny w całej Europie stoi nie lada wyzwanie. Walka z przeciwnikami instytucji małżeństwa i rodziny, a w szczególności tej wielodzietnej, będzie długa i wyczerpująca  także w Polsce. Wiemy jednak, że możemy liczyć na Waszą hojność i dobre serce, dzięki którym mamy pewność, że w zwycięży prawda o rodzinie i o jej kluczowym znaczeniu w naszym społeczeństwie.
Dlatego jeszcze raz bardzo prosimy o PILNE wsparcie naszej pracy dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość nawet kwotą 100 zł lub 200 zł, albo większą!
Waszą pomoc przeznaczymy na walkę o zwiększenie ochrony praw rodzin w Polsce. Przypomnimy także, jak ważna powinna być dla naszych rodaków „zastępowalność pokoleń”. Jesteśmy przekonani, że nasza praca będzie dobrym przykładem dla obrońców życia i rodziny w innych krajach, dzięki czemu wspólnie odwrócimy ten niekorzystny trend, do którego doprowadziły działania lewicy i liberałów w ostatnich latach na Starym Kontynencie. Już teraz serdecznie dziękujemy za Państwa pomoc, nieocenione wsparcie i hojność, które przekazują Państwo na rozwój naszego wspólnego projektu!
Z pozdrowieniami Redakcja portalu Marsz.info
PS. Bardzo prosimy o wsparcie finansowe rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Swoją pomoc mogą Państwo przekazać klikając w ten link!

„Robią habilitację” czy „robią profesurę”. Czy tworzą NAUKĘ ?

Robią habilitację” czy „robią profesurę”. Czy tworzą NAUKĘ?

Endemiczny anachronizm domeny akademickiej

Józef Wieczorek

Niedawno na stanowisko prezesa Polskiej Akademii Nauk został wybrany prof. Marek Konarzewski. Profesor jest biologiem znanym na arenie międzynarodowej, a przy tym zamiłowanym fotografem, co rodzi nadzieje, że pokaże nam, jak naprawdę funkcjonuje nauka w Polsce. Takie nadzieje nie są bezpodstawne po wywiadzie, jakiego udzielił PAP i jaki nie powinien zostać przemilczany przez środowisko naukowe, choć poglądy nowego prezesa PAN dla tego środowiska nie są wygodne. Mimo że jest posiadaczem wszystkich obowiązujących w polskiej domenie akademickiej tytułów, i to zdobytych na drodze merytorycznej, kurczy się wewnętrznie (jak sam określa), gdy ktoś zwraca się do niego „per” profesor.

Zdaje sobie sprawę, że ten tytuł tak się spauperyzował, iż nie może stanowić powodu do dumy, a czasem może wywoływać zawstydzenie.

To bardzo dobrze, że ktoś, kto tak uważa, jest na wysokim stanowisku, choć podobnie myślących i alergicznie reagujących na tytułowanie ich profesorem znałem jeszcze w czasach PRL, kiedy zaczynałem „robić” w nauce. Ale też pamiętam, jak nowo upieczony docent zarzucał studentowi, że mu należnych tytułów w indeksie nie umieścił.

 Tak ulubiony u nas system – jak określam: tytularny – ma długą tradycję i na ogół ludzie nie wyobrażają sobie, aby coś w tej materii mogło się zmienić. Zdobywanie stopni i tytułów jest sensem życia akademickiego i podziwia się tych, którzy „robią habilitację” czy „robią profesurę”, jak się powszechnie mówi. Nie jest to jednak tożsame z „robieniem nauki”, bo gdyby tak było, to bylibyśmy potęgą, a nie mizerią naukową.

Jak wielu wybitnych naukowców, nowy prezes PAN uważa habilitację za endemiczny anachronizm, szkodliwy dla domeny akademickiej, ale wątpię, czy uda mu się przekonać innych, którzy habilitację, jak i profesurę belwederską uważają za filary nauki w Polsce. Większość akademicka (i nie tylko akademicka) uparcie jednak nie zauważa, że nauka w Polsce oparta na tych filarach zajmuje w rankingach dalekie pozycje, razem z krajami tzw. Trzeciego Świata.

Mszę Świętą sprawują wyłącznie kapłani. Pomysł „aktywnego uczestnictwa” jest sztuczny, chory i szkodliwy.

Mszę Świętą sprawują wyłącznie kapłani. Pomysł „aktywnego uczestnictwa” jest sztuczny, chory i szkodliwy.

Dr Carol Byrne www.traditioninaction.org/HotTopics/f195_Dialogue_100.htm

Dla praktycznie wszystkich katolików sprzed SW II, idea „aktywnego uczestnictwa” we Mszy Św. przez członków zgromadzenia była nie do pomyślenia. Przez wiele wieków, kapłan był uważany za „człowieka Mszy” w takim sensie, że to on ponosił odpowiedzialność za wykonanie wszystkich jej modlitw i czynności od początku do końca.

Takie było oficjalne stanowisko Watykanu jeszcze w latach poprzedzających inaugurację ruchu liturgicznego. Na przykład w pierwszym tomie Ephemerides Liturgicae (1887), międzynarodowego czasopisma związanego z Kongregacją Obrzędów,  myśl Kościoła w tej kwestii określono następująco:

„Msza Święta, zgodnie z jej powszechnie przyjętym znaczeniem, jest stałą strukturą ceremonii i obrzędów wykonywanych przez Kapłana podczas sprawowania Świętej Ofiary na ołtarzu. To właśnie potwierdza Kościół, gdy zobowiązuje wiernych do słuchania Mszy; tak rozumieją ją wierni, gdy przy niej asystują [tj. są obecni], kapłani, gdy ją sprawują”. (1)

Innymi słowy, każdy, kto chodził na Mszę, rozumiał, że jedynymi osobami mającymi w niej czynny udział są duchowni, a wrażenie to potęgował fakt, że bramy prezbiterium były podczas obrzędu zamknięte – i zaryglowane.

Takie rozwiązanie ilustrowało istotny fakt dotyczący Mszy Świętej, a mianowicie, że strefa sanktuarium jest Świętym Miejscem i że ceremonie tam dokonywane są sprawą duchownych, a nie świeckich. Powierzenie zgromadzeniu ról tradycyjnie zarezerwowanych dla kapłana musiało być poważnym wstrząsem dla wpojonego u większości katolików poczucia dobra i zła.

Niektóre wczesne świadectwa

XIX-wieczny katolicki kapłan, ks. Daniel Rock (2) – bardzo szanowany ekspert w dziedzinie liturgii i ceremonii kościelnej angielskiego średniowiecza – wyjaśnił tę kwestię w jeszcze bardziej jasny i wyraźny sposób:

” W pełnieniu tej świętej funkcji żadna rola nie jest przypisana ludowi. Ofiara jest składana przez kapłana w ich imieniu i dla ich pożytku. Całe działanie odbywa się między Bogiem a kapłanem. Nie jest również konieczne, aby lud rozumiał język Ofiary, czego dowodem jest to, że nie słyszy on najważniejszej i najbardziej uroczystej jej części.

„Lud uczestniczy i modli się, tak jak czynił to, gdy Zachariasz był w Świątyni: ale nie działa; nie wypowiada modlitw kapłana; nie ma nic wspólnego z rzeczywistym sprawowaniem Świętej Ofiary.” (3)

Współczesny Kościół przeszedł od „żadna rola nie jest przypisana ludowi” do „aktywnego uczestnictwa” wszystkich świeckich; i od tego, że nie mają oni „nic wspólnego z rzeczywistym sprawowaniem Świętej Ofiary” do zaaplikowanego przez SW II „lekarstwa” czyli „Kapłan powinien czynić wszystko przy aktywnym udziale ludu, a nigdy sam.” (4)

Tylko na podstawie tego faktu możemy ocenić, jak daleko od katolickiej prawdy odszedł Ruch Liturgiczny, nawołując do”aktywnego uczestnictwa” świeckich, opartego na ich „potrzebie” rozumienia słów wypowiadanych przez kapłana i odpowiadania na nie. Żaden z poprzednich papieży w historii Kościoła, włączając w to Piusa X, nigdy nie wskazywał na taką potrzebę.

Inny wybitny człowiek Kościoła, kard. Nicholas Wiseman, pierwszy arcybiskup Westminsteru, był równie nieugięty co do wyjątkowej roli kapłana we Mszy Św: „Tam, gdzie głównym uczestnikiem jest kapłan, pełniąc wyłącznie własną posługę, reszta musi zadowolić się rozumowym złączeniem swoich modlitw z jego modlitwą, lub innymi słowy, z wykonywanym przez niego świętym obrzędem.” (5)

Ten punkt powtarza O. Thomas Bridgett w tych pamiętnych słowach:

„Jakże wielkim aktem katolickiego kultu jest Msza Święta, czyli bezkrwawa Ofiara Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa. Jeden tylko stoi i składa tę budzącą podziw ofiarę; reszta klęczy wokół i łączy swoje intencje i modlitwy z jego intencjami; ale nawet gdyby nie było tam ani jednego wiernego, ofiara zarówno dla żywych jak i umarłych byłaby skuteczna i kompletna.” (6)

Tej pary nie da się pogodzić

Otworzyła się wielka przepaść w Kościele, między katolikami tradycyjnymi a progresywistami, w kwestii tego, kto jest, a kto nie jest uprawniony do sprawowania widzialnych i zewnętrznych obrzędów Mszy Św.

Po jednej stronie tej przepaści są ci, którzy podtrzymują tradycyjną naukę, że tylko duchowni mają prawo sprawować funkcje liturgiczne. Świeccy, natomiast, nie mają żadnej czynnej roli w obrzędach; uczestniczą duchowo we Mszy, nie wykonując żadnego z obrzędów, łącząc swoje modlitwy i intencje z czynnościami kapłana przy ołtarzu.

Po drugiej stronie są ci, którzy uważają, że przyjęta i zaakceptowana tradycja kultu katolickiego powinna zostać zastąpiona przez nową „teologię zgromadzenia liturgicznego”, według której, to właśnie zgromadzenie  jest obdarzone kapłańską mocą sprawowania liturgii.

Dla nich Msza Św. jest dziełem ludu Bożego, a nie dziełem Boga dla ludu, dokonywanym na ołtarzu Ofiary, za  pośrednictwem kapłana, w jego wyświęconej roli alter Christus.

W tym tkwi źródło podziału na stanowiska tradycyjne i progresywistyczne, które sprowadzają się do dwóch nie dających się pogodzić koncepcji Mszy i Wiary. Tradycyjny sposób uczestnictwa jest możliwy tylko dla tych, którzy rozumieją, czym naprawdę jest Msza.

Jednak obecne rozumienie Mszy przez większość katolików odeszło tak daleko od tego, czym było w całej historii Kościoła, że możemy mówić o całkowitej zmianie  ich postrzegania Mszy i święceń kapłańskich. Niektórzy posuwają się nawet do heretyckiego stwierdzenia, że Msza nie jest Mszą bez aktywnego uczestnictwa ludu.
Mantrą, która zapowiada i podtrzymuje tę rewolucję, jest oczywiście „aktywne uczestnictwo” nakazane przez SW II.

Szkodliwość „nowej teologii liturgicznej”

Zaangażowanie świeckich w sprawowanie liturgii, opiera się na założeniu, że mają oni prawo do udziału w zarządzaniu i sprawowaniu własnej liturgii, stąd powstawanie w parafiach „komisji liturgicznych”, których członkowie planują liturgię według własnych potrzeb. Jednak odpowiedzialność za liturgię zawsze była wyłączną prerogatywą duchowieństwa, którego działania były ograniczone rubrykami ksiąg liturgicznych.

Kiedy rozważamy nauczanie Magisterium sprzed Soboru Watykańskiego II na temat Mszy i kapłaństwa, staje się jasne, że reformatorzy liturgiczni oparli swoje argumenty na ideach zaimportowanych z protestantyzmu, które oznaczają radykalne odejście od katolickiej tradycji teologicznej. Upierają się oni, że tradycja odziedziczona po Soborze Trydenckim jest obecnie przestarzała i musi być przemodelowana na nowych zasadach.

Po tym jak O. Beauduin zainaugurował Ruch Liturgiczny w 1909 roku swoim hasłem nawołującym do „demokratyzacji” liturgii, siłą napędową „aktywnego uczestnictwa” świeckich nie była bynajmniej troska o duchowe dobro ludu, ale bunt przeciwko „patriarchalnym strukturom” Kościoła. Ich celem było atakowanie przywilejów kapłańskich jako „elitarnych”, narzucenie „wspólnotowego” zaangażowania wszystkich w liturgię i podniesienie rangi świeckich  poprzez powierzenie im ról zarezerwowanych do tej pory dla duchownych.

Jak w 1973 roku zauważył  ks. J. D. Crichton, jeden z najwybitniejszych angielskich postępowych liturgistów, w odniesieniu do rozdawania Komunii Świętej przez osoby świeckie: „będą oni teraz mogli sprawować swoje kapłaństwo w sposób, którego być może nigdy nie przewidywali”. (7)

Jeśli Msza ma zachować swoją tożsamość,  nie może być mieszania lub dzielenia obowiązków i odpowiedzialności między wyświęconymi szafarzami, a ludźmi w ławkach,  nie może być alternatywy dla tradycyjnego rozumienia Mszy.

Widzieliśmy juź przykłady lekceważenia natury święceń kapłańskich, w praktyce realizowane przez reformy liturgiczne Piusa XII.
Spostrzeżenie ks. Crichtona o „kapłaństwie świeckich”, choć napisane już po narzuceniu wiernym Novus Ordo, jest równie odkrywcze jak spojrzenie we wsteczne lusterko. Widzimy w nim dynamikę reformatorów z początku XX w., którzy mknęli  autostradą ruchu liturgicznego w kierunku wspólnego celu – stworzenia Nowej Mszy, która spełniłaby wszystkie ich strategiczne cele.

Wszystkie ręce na pokład

Przed pojawieniem się Ruchu Liturgicznego, żadne oficjalne rubryki Mszału Rzymskiego nie ustalały polityki „podziału pracy” między duchownych i świeckich, z wyznaczonymi zadaniami dla świeckich, które mają wykonywać razem z kapłanem. Jest to podstawowa zasada organizacyjna linii montażowej w fabrykach, gdzie poszczególne grupy pracują razem dla jak najbardziej wydajnej masowej produkcji towarów.

Msza nie jest jednak wspólnym przedsięwzięciem, w którym wszyscy obecni wierni dzielą się odpowiedzialnością za jej sprawowanie (jak tego wymaga zasada SW II o „czynnym uczestnictwie”), ale, jak wyjaśniał O. Nikolaus Gihr, jest „czynnością liturgiczną wykonywaną przez kapłana dla przebłagania i uwielbienia Boga, a także dla zbawienia wiernych.” (8)

Nalegając na „podział pracy” jako warunek sine qua non wszystkich liturgii Novus Ordo i narzucając go zarówno kapłanom jak i świeckim, współczesny Kościół wprowadził zupełnie inną koncepcję Mszy – jako wspólnego   przedsięwzięcia „Ludu Bożego”. Dla katolików Novus Ordo skutkuje to wrogim przejęciem ról kapłańskich, przez agresywnych świeckich konkurentów. Dzieje się to dzisiaj na naszych oczach przy skwapliwym przyzwoleniu ich duchownych.

c.d.n.
Dr Carol Byrne
tłum. Sławomir Soja

1. „Missa, prout communiter accipit, est complexus omnium caeremoniarum rituumque, qui per Sacerdotem perficiuntur dum super altare sacrificat. Hanc intendit Ecclesia, cum ad illam audiendam fideles obligat, secundum hanc significationem accipitur a fidelibus cum ei assistunt, a Sacerdotibus cum eam peragunt”. Ephemerides Liturgicae, Rzym: Centro Liturgico Vincenziano, Edizioni Liturgiche, t. 1, 1887, s. 134.

2. O. Daniel Rock (1799-1871) był znany ze swojej ogromnej wiedzy i doświadczenia w dziedzinie średniowiecznej angielskiej liturgii, szat kościelnych i architektury. Gorliwość O. Rocka w przywracaniu chwały przedreformacyjnemu Kościołowi katolickiemu była tak wielka, że był on jednym z głównych inicjatorów przywrócenia Hierarchii w Anglii w 1850 roku.

3. Daniel Rock, Hierurgia: or the Holy Sacrifice of the Mass with Notes and Dissertations Elucidating its Doctrines and Ceremonies, 2 tomy, London: Joseph Booker, vol. 1, 1833, s. 294.

4. Ks. Ralph Wiltgen S.V.D. potwierdza: „W wywiadzie po głosowaniu, biskup Zauner powiedział mi, że cztery ważne cele lub zasady zostały odzwierciedlone w Konstytucji o Świętej Liturgii. 'Pierwszą z nich jest to, że kult Boży musi być działaniem wspólnotowym; to znaczy, że kapłan powinien sprawować wszystko przy czynnym udziale ludu, a nigdy sam’. Stosowanie języka narodowego, powiedział, było koniecznym warunkiem takiego uczestnictwa.” (The Rhine Flows into the Tiber: The Unknown Council, New York: Hawthorn Books, 1967, s. 137)
Jest to odkrywczy wgląd w myślenie reformatorów liturgicznych, który został włączony do Nowej Mszy Pawła VI zgodnie z oficjalną interpretacją Konstytucji o Liturgii SW II.

5. Nicholas Wiseman, Essays on Various Subjects, 3 tomy, London: Charles Dolman, 1853, t. 1, s. 387. Kardynał chwalił perfekcję modlitw Boskiego Oficjum, w których część wiernych śpiewała odpowiedzi do psalmów, wersetów, antyfon itp. ponieważ było to zasadniczo nabożeństwo chóralne. Natomiast Najświętszą Ofiarę MszyŚw. uważał za należącą do innej kategorii, jedyną w swoim rodzaju.

6. Thomas Edward Bridgett, Ritual of the New Testament, Nowy Testament, London: Burns and Oates, 1887, s. 112-113. O. Bridgett rozróżnia nabożeństwa, „do których przyłącza się całe zgromadzenie, takie jak śpiewanie hymnów, odmawianie Różańca,  stacje Drogi Krzyżowej, a zwłaszcza śpiewanie Nieszporów lub Kompleta”, dodając, że „Takie modlitwy są albo recytowane w języku narodowym, albo, gdy używa się łaciny, wymagają pewnego niewielkiego przeszkolenia u tych, którzy biorą w nich bezpośredni i aktywny udział.” (tamże, s. 114)

7. The Tablet, 28 kwietnia 1973 r.

8. Nikolaus Gihr, The Holy Sacrifice of the Mass; Dogmatically, Liturgically and Ascetically Explained,Freiburg: B. Herder, 1902, s. 329.

Dla młodzieży – Historia największego rabunku, oczywiście bezkarnego – FOZZ.[Skrócona, uproszczona, wstrząśnięta].

Dla młodzieży – Byście się nie dziwili karierom „nowych miliarderów” oraz poziomowi różnych TV.

Historia największego rabunku, oczywiście bezkarnego – FOZZ. [Skrócona].

[Przypominam drobne wyjaśnienia sprzed czterech lat [2018] , bo „rękopisy nie płoną”, ale widzę, że filmy, analizy, relacje znikają z internetu bardzo szybko i bezgłośnie. Dokumentacja tego rabunku jest już w 90% nie do odnalezienia. „Ministerstwo prawdy” działa, niezależnie od ”koloru” rządzących. Mirosław Dakowski ]

========================

https://wpolityce.pl/polityka/411496-prof-dakowski-za-fozz-staly-tajne-sluzby-rosji-i-zachodu?strona=1

Prof. Dakowski, współpracownik śp. M. Falzmanna: Za rabunkiem finansów Polski, w tym poprzez FOZZ, stały tajne służby Rosji i Zachodu

Prof. Mirosław Dakowski wspólnie z prof. Jerzym Przystawą napisali pierwszą książkę o aferze FOZZ: „Via bank! I FOZZ. O rabunku finansów Polski”. Książka ukazała się w 1992 r.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: NASZ WYWIAD. Żona Michała Falzmanna opowiada: „Mąż od początku uważał, że sprawa FOZZ jest niebezpieczna”

wPolityce.pl: Panie Profesorze, o co tak naprawdę chodziło w aferze FOZZ? Do kogo trafiły pieniądze z FOZZ? Gdzie ich należy szukać?

Prof. Mirosław Dakowski: Dyscyplina eliminacji. Jak z opisanej już tak dawno dżungli RABUNKU, zrobić sto jasnych, zrozumiałych zdań? Dla 30-latka, nawet jeśli jest publicystą, historia rabunku Polski z przełomu lat 80/90 jest równie odległa, jak bunt Masława za Mieszka II. Ale te lata przełomu są niezabliźnioną raną na ciele (gospodarczym poprzez brak uwłaszczenia Polaków, a uwłaszczenie jedynie „nomenklatury”) i na duszy narodu. W połowie lat 80-tych organy tajne rządzące imperium sowietów dogadały się , współpracując ciągle ze swymi kolegami „na zachodzie”, że projekt komunizmu w dotychczasowej postaci należy bez rozlewu krwi zawiesić na kołku.

GRU i KGB oraz analogiczne do nich służby specjalne czy ich filie w państwach „demokracji ludowej” uwłaszczenie na dogorywającym cielsku sowieckiego Imperium. W PRL-u rozbudowano uwłaszczenie nomenklatury i służb tajnych, tak cywilnych jak wojskowych. W Informacji Wojskowej zbudowano Grupę Y, która szybko stworzyła pierwszy Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, który jest ciągle zatajany, dla przejmowania potrzebnych im dewiz z handlu międzynarodowego. Zaraz później w 1988 r. zaczął działać drugi FOZZ.

Czym miał się zajmować FOZZ?

Miał on m.in. tajnie wykupywać długi PRL-u wobec państw i banków prywatnych Zachodu.

Jaką rolę w aferze FOZZ aferze odegrała „Grupa Y”?

Ponieważ na Zachodzie wiedziano, że PRL jest bankrutem -zobowiązania te na rynkach wtórnych – czy trzecich – chodziły po 26 centów, a nawet po 11 centów za 1 dolara [sic!!]. Może więc je wykupić??- pomyśleli „tutejsi”. Ale państwu nie wolno wykupywać swych długów na rynkach lewych. Więc oficerowie Grupy Y, np. Janusz Sawicki, Żemek, Przywieczerski przez pośredników, m.in. przez Weinfelda i Tkaczika po cichu je wykupywali. Michał Falzmann odkrył z przerażeniem, że bezczelność i poczucie bezkarności Grupy Y były tak wielkie, że FOZZ… nie prowadził Księgi Należności i Zobowiązań Państwa. Taką księgę musiała prowadzić nawet każda kioskarka. Wszelkie transakcje prowadzili „na gębę”, a Janina Chim, główna księgowa najpierw FOZZ-u, a po jego zamknięciu – analogicznej firmy prywatnej TRAST, z oburzeniem odpowiadała Michałowi, że „ona nie jest buchalterem, lecz finansistką”.

Kibicowałem, pracując w Centralnym Urzędzie Planowania [„mincówka”], gdy mój minister Eysymont negocjował z młodym „finansistą z Mossadu” Majmanem koszt „brasilian swap”. Majman wykombinował, że jeśli oba te zbankrutowane państwa wymienią się długami [ cztery miliardy dolarów], to będą mogły spokojnie spekulować na rynkach ciemnych – bo już nie swoim długiem. Majman wynegocjował sobie i swojej firmie, oczywiście 2,3% od tej sumy. Niestety, jakiś żółtodziób w Urzędzie Ochrony Państwa (UOP) był na tyle niedelikatny, że aresztował i to w obecności kamer TV na Dworcu Centralnym viceministra finansów Janusza Sawickiego. I „sprawa się rypła”. Gdy okazało się, że Janusz Sawicki ma wysokie umocowania” właśnie w grupie Y, wypuszczono go i przeproszono. Ale Majman płakał w marynarkę ministra – jakiego interesu go ten żółtodziób z UOP pozbawił. Proszę sobie przeliczyć ten „zawód” na miliony dolarów. Mówię o tym teraz, bo wreszcie 8. września minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro złamał tabu obowiązujące w mediach od trzech prawie dekad, a ustalone w procesach karnych ludzi FOZZ przed dwunastu laty, że „straty Polski wyniosły kilkaset milionów dolarów”. Teraz mówił już o 8-10 miliardach dolarów! Różnica jest taka, jak między 10 tysiącami a trzema setkami złociszów.

Jesienią chyba w 1991 r. przez znajomych z podziemia dostałem się do wiceministra finansów Stefana Kawalca. Poufnie go poinformowałem, w którym banku w Londynie FOZZ i jego pośrednicy schowali kilkaset milionów dolarów. W ministerstwie nie podjęto żadnych akcji, prób odzyskania, ale po tygodniu „warszawka” dostała ostrzeżenie, że Dakowski to gaduła i należy go się strzec.

To prawda, że śp. Michał Falzmann najpierw do Pana przyszedł z informacjami na temat FOZZ? Jak się Pan zorientował, że chodzi o ogromną aferę?

Z Michałem Falzmannem poznałem się bliżej przy okazji „Sapos-gate”. Jestem fizykiem jądrowym, pracowałem w Agencji Atomistyki. Przedsiębiorstwo POLON, w trakcie prywatyzacji, sprzedawało do Iranu i krajów arabskich systemy anty-radiacyjne i detekcyjne Sapos, które istniały tylko w planach, oraz w żałośnie przestarzałych i nie działających prototypach.

Gdy Michał natknął się przy sprawdzaniu bilansów Universalu, w czasie, gdy uwłaszczał się na nim Przywieczerski, na dokumenty świadczące o „wyparowaniu” miliarda dolarów, próbował poinformować o tym władze państwa. Gdy się nie udało – opisał cała sprawę w pół-podziemnym piśmie „CDN- Głos Wolnego Robotnika”. Po tym artykule zaproponowano mu pracę w UOP.

Zgodził się?

Gdy zapytał sześciu panów „kto z panów jest z tych nowych?” – usłyszał oburzone „ależ panie, my wszyscy to starzy fachowcy”. Wtedy im podziękował. Zaangażowano go jednak do Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Tam przez pozostałe trzy miesiące życia szedł jak burza przez tajne archiwa m.in. Banku Handlowego, NBP. Codziennie służyłem Michałowi Falzmannowi jako krytyczny tester jego odkryć i hipotez. Bardzo pilnował się, żeby w tych archiwach nie korzystać z barów, nic w nich nie jeść ani nie pić. Miał własna grzałkę, wodę w butelce i kanapki. Ostatni raz jego głos usłyszała moja żona przez telefon, 16 lipca 1991 r. gdy z ponurym śmiechem powiedział: „Dzwonię z podziemi Banku Handlowego. Odkryłem rewelacje! Zawieszają mnie w pracy”. Następnego dnia zginął.

Jakie działania podejmował Pan w sprawie FOZZ?

Z Jerzym Przystawą złożyliśmy osobiście na ręce ministra sprawiedliwości Wiesława Chrzanowskiego już 2 czerwca 1991 r. komplet dokumentów. Odpowiedzią była panika i brak reakcji. Potem okazał się że te dokumenty „zaginęły.” Podobnie jak i i sprawozdania Michała w tajnych archiwach NIK. Powiadomił nas o tym, bezradnie rozkładając ręce, prezes NIK, Lech Kaczyński.

Naszą wiedzę z prof. Jerzym Przystawą, zdobytą głównie od Michała Falzmanna, ujawniliśmy w książce „Via bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski” wydaną przez Antyk w 1992 r. Miała – słuchajcie, młodzieży – ponad 50 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Aktualna, potwornie, boleśnie aktualna. To nie jest jej zaletą, a wadą naszej rzeczywistości. Chyba jeszcze jest dostępna w internetowej księgarni ANTYKu.

„Za FOZZ stoją KGB/GRU” – zanotował w swoich zapiskach z 20 czerwca 1991 r. śp. Michał Falzmann. Co za  tym przemawia, że rosyjskie/sowieckie służby stały za FOZZ?

Za rabunkiem finansów Polski, w tym poprzez FOZZ, stały oczywiście tajne służby Rosji. Potwierdzili to oficjalnie w sądzie obaj panowie Kaczyńscy [Leszek – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego], świadkowie w najdłuższym procesie w Polsce, bo trwającym 14 lat, jakim nękali nas, autorów powyższej książki, Dariusz Tytus Przywieczerski i Universal. Adwokat pana Przywieczerskiego i Universalu pan Andrzej Siciński tak się zapalił, że atakował nas w sadzie jeszcze w parę lat po bankructwie Universalu, o czym zawiadomił go oraz sąd likwidator tej firmy.

KGB jak i GRU współpracowały w tym czasie już półjawnie z analogicznymi służbami w Europie zachodniej i w USA. Wybuchła wtedy transnarodowa afera banku BCCI – dziesiątki miliardów dolarów – „znikło”. Prokuratorzy amerykańscy byli w Warszawie badając powiązania BCCI z b. FOZZ. Ale … u nas badało wtedy „rabunek poprzez FOZZ” – pół prokuratora: Bo główny prokurator poszedł sobie na dłuuugi urlop, a zostawił – półetatowca z Radomia.

Sądzi pan, że Przywieczerski naprawdę był „mózgiem” FOZZ? Jaka była rola Dariusza Rosatiego, który zasiadał w Radzie Nadzorczej?

O tym kto był mózgiem w Grupie Y powinni zeznać Dariusz Rosati czy Janusz Sawicki, wtedy major WSI. Sądzę, że z czasem na pewno awansował. Wiedzieli to ich ludzie z Rady Nadzorczej FOZZ G. Wójtowicz – wtedy prezes NBP, czy inni, wymienieni przed prawie 30 laty w naszej książce „Via Bank i FOZZ”. O ile wiem żaden prokurator ich o to, pod odpowiedzialnością karną, nie zapytał. Podobno dużo informacji na temat jest w zbiorze zastrzeżonym IPN.

Zbiór zastrzeżony IPN nie był jednak taki nieprzemakalny i tajny. W czasie, gdy z prof. Przystawą walczyliśmy w procesie, wytoczonym nam przez Dariusza Tytusa Przywieczerskiego, prezesa, zaraz potem właściciela Universalu, udało mi się „dotrzeć” do tego zupełnie tajnego „zbioru”.

I co pan znalazł w zbiorze zastrzeżonym?

Był tam przed kilkunastu laty taki zapis:

Dariusz Tytus Przywieczerski, nr. rej. 92442, data rej.: 11.07.1985. Nazwa jednostki rejestr.: Wydz. I, Dept. II MSW. Kategoria: zabezpieczenie operacyjne, później TW, pseudonim: „Grabiański”, data rezygnacji 21.12. 89. IPN nie ma danych o rezydentach/agentach KGB.

=================================================================

Dlaczego Przywieczerski otrzymał tak niski wyrok – 2,5 roku więzienia? Kasjer FOZZ Grzegorz Żemek został skazany na 8 lat więzienia.

Sądzę, że Grzegorz Żemek, Dariusz Tytus Przywieczerski jako „zic-priedsiedatieli” („зицпредседатель”, tj. odsiadujący za głównych macherów, to ze „Złotego Cielca” Ilfa i Pietrowa), czyli łebkowie przeznaczeni do ewentualnej niewielkiej odsiadki w razie, gdyby „sprawa się rypła” – mówiąc ich żargonem.

Kolejni likwidatorzy FOZZ robili przez kilkanaście lat wszystko, by sprawa się przedawniła. To samo robili „niezależni” prokuratorzy i sędziowie, Specjalnie też zmieniono przepisy prawne, by np. za dwa niezależne a udowodnione przestępstwa skazywano jak za jedno. Np. dano „wspólny” wyrok Przywieczerskiemu: 2,5 + 2,5 = 2.5 roku. Prawda, jakie to logiczne?

Gdy przez lata dzielne służby „nie mogły znaleźć” DTP, pozwalaliśmy sobie na takie dowcipy:

Dariusz Tytus Przywieczerski, 5709 Sea Turtle Place Apollo Beach, Fl 33572 USA (z Sheriff Office, Pinellas County).

Podaję tę informację, bo ani UOP, ani siedem „służb” teraz węszących, przez dziesięciolecia już, nie potrafili go znaleźć.

Pan Przywieczerski pomoże wyjaśnić aferę FOZZ czy beneficjenci FOZZ-u mogą już spać spokojnie?

Oczywiście – nic nie wyjaśni, nie ujawni. Po co? Pewnie po „przedawnieniu” i „umorzeniu” lub będzie na miejscu pilnował swych rozległych interesów – bo przy golfie na Florydzie narzekał, że na odległość to trochę trudne. Beneficjentów fali rabunków jest tylu, są już tak powiązani i zakorzenieni biznesowo i politycznie, że (chyba) niczego się już nie obawiają. Stworzyli nowe „stare rodziny”, a dziatwa za „lekkomyślność” tatusiów przecież nie powinna odpowiadać.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1c/Dariusz_Przywieczerski.JPG

Dlaczego Amerykanie właśnie teraz zdecydowali się wydać Polsce pana Przywieczerskiego Polsce?

To jakaś farsa na proscenium teatrzyku medialnego, może mająca ukazać „coraz lepsze stosunki z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi”? Testem mych, może zbyt pesymistycznych uwag będzie to, czy powyższe się spełni oraz czy teraz CIA odda też Edwarda Mazura, podejrzanego o zlecenie morderstwa w 1998 roku Komendanta Głównego Policji Marka Papały, mocno chronionego dotąd przez CIA.

Kto może się bać przyjazdu pana Przywieczerskiego do Polski?

Może ktoś – za odważny – z rządu??

Rozmawiał Tomasz Plaskota

«Covid-19»: Szwajcarski bankier Pascal Najadi składa zarzuty karne przeciwko prezydentowi Szwajcarii

«Covid-19»: Szwajcarski bankier Pascal Najadi składa zarzuty karne przeciwko prezydentowi Szwajcarii

Date: 12 dicembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/12/12/covid-19-szwajcarski-bankier-

W piątek, 2 grudnia 2022, emerytowany szwajcarski bankier Pascal Najadi złożył na posterunku policji w gminie swego zamieszkania skargę na prezydenta Szwajcarii Alaina Berseta – który jest także szefem resortu spraw wewnętrznych i byłym ministrem zdrowia.

Zgodnie ze skargą, biuro prokuratora generalnego Szwajcarii ma rozpocząć śledztwo przeciwko Bersetowi. Jako szef resortu spraw wewnętrznych odpowiadał on również za Federalny Urząd Zdrowia Publicznego (FOPH). Berset został oskarżony o nadużywanie swojego urzędu z art. 312 szwajcarskiego kodeksu karnego.

“Członkowie władzy lub urzędnicy, którzy nadużywają władzy publicznej w celu uzyskania bezprawnej korzyści dla siebie lub innej osoby lub wyrządzenia szkody innej osobie, podlegają karze pozbawienia wolności do pięciu lat lub grzywny” – czytamy w paragrafie.

W skardze karnej, Najadi podkreślił, że 27 października 2021 roku – miesiąc przed referendum w sprawie przedłużenia wymogu zaświadczenia COVID, minister zdrowia powiedział szwajcarskiej telewizji SRF: “Przy pomocy zaświadczenia możecie wykazać, że nie przenosicie infekcji.”

Radny federalny Berset wygłosił wówczas to oświadczenie, mimo że jego FOPH (Federalny Urząd ds. Zdrowia Publicznego Konfederacji Szwajcarskiej) podał tego samego dnia, że dziesięć zaszczepionych osób trafiło do szpitala z powodu COVIDa. Również oświadczenia Virginie Masserey, która w tym czasie była odpowiedzialna za walkę z koronawirusem w FOPH, zostały przez urzędnika zlekceważone.

“Osoby zaszczepione mogą rozprzestrzeniać koronawirusa równie często jak osoby niezaszczepione” – stwierdziła Masserey 3 sierpnia 2021 roku – trzy miesiące przed kontrowersyjną wypowiedzią telewizyjną Berseta. Masserey powiedziała to, co ustaliła również federalna grupa zadaniowa. Tak więc radny federalny Berset, na kilka tygodni przed głosowaniem, powiedział w telewizji kłamstwo.

Obojętnie, czy minister zdrowia kłamał, czy działał z rażącym zaniedbaniem – czyn ten jest w Szwajcarii ścigany. Kampania szczepień kosztowała szwajcarskich podatników co najmniej 500 mln franków szwajcarskich. Dodatkowo wielu obywateli zmarło w wyniku podania im szczepionki.

W okresie sprawozdawczym od stycznia 2021 r. do 22 listopada 2022 r. do agencji regulacyjnej ds. szczepień Swissmedic zgłoszono 6 199 “poważnych przypadków”. Odpowiada to dobrym 38% wszystkich zgłoszeń.

Ówczesny radny federalny Berset przyczynił się do powstania społeczeństwa dwupoziomowego – swoim fałszywym oświadczeniem w telewizji na temat świadectwa szczepienia COVID – a tego rodzaju podział pogwałca konstytucję. https://dailynewsegypt.com/2022/12/10/swiss-banker-pascal-najadi-files-criminal-charges-against-new-swiss-president-alain-berset/

………………

Pascal Najadi to znany międzynarodowy szwajcarski bankier inwestycyjny, filmowiec, publicysta i syn Hussaina Najadiego, założyciela AmBank Group w Malezji, który został zamordowany w Kuala Lumpur w Malezji 29 lipca 2013 roku https://en.wikipedia.org/wiki/Hussain_Najadi. Pascal Najadi pełnił funkcję członka zarządu w Dresdner Bank w Londynie i był odpowiedzialny za dział Emerging Markets Capital Markets obejmujący Europę Środkową, Azję Centralną, Federację Rosyjską, Afrykę i Bliski Wschód w latach 1993-2003. Urodził się w Lucernie, w Szwajcarii, 20 sierpnia 1967 roku. Jego matką jest Heidi Anderhub-Minger, bezpośrednia potomkini Rudolfa Mingera, byłego radcy federalnego i prezydenta Szwajcarii przed i na początku II wojny światowej.

Pascal Najadi jest również producentem filmowym i wyprodukował szwajcarski film kinowy “GROUNDING, ostatnie dni Swissair” (2006), który został uznany za jeden z najlepszych filmów w historii szwajcarskiego kina. Latem 2022 roku rozpoczął produkcję pełnometrażowego filmu dokumentalnego “The Najadi Assassination” o zabójstwie jego zmarłego ojca Hussaina Najadiego w Malezji. Znany szwajcarski filmowiec i reżyser Michael Steiner należy do zespołu produkcyjnego.

Zabójstwo Hussaina Najadiego do dziś pozostaje tajemnicą, ponieważ zostało przesłonięty przez malezyjski skandal 1MDB, za sprawą którego były premier Malezji Najib Razak w roku 2022 trafił do więzienia. Amerykański Departament Sprawiedliwości oznaczył skandal 1MDB jako największy kleptokracki rabunek w historii. Ponad 4,7 mld USD zostało wyprane poprzez 1MDB i jego sieć firm z pomocą międzynarodowych banków i ostatecznie AmBank, Kuala Lumpur, banku założonego przez Hussaina Najadiego w 1975 roku. Pascal Najadi jest znany z zaangażowania w odkrycie prawdy stojącej za zamachem. Najadi mieszka w Szwajcarii i jest żonaty z Anną Najadi-Janson, zawodowym szwajcarskim fotografem. https://en.everybodywiki.com/Pascal_Najadi

…………………………………………..

Najadi jest, według własnych oświadczeń, trzykrotnie “zaszczepiony” preparatem Conirnaty firmy Pfizer/BioNTech i w związku z tym całkiem słusznie uważa siebie i swoją rodzinę za ofiary, jako że nie znane są jeszcze długoterminowe skutki zastosowania zastrzyków eksperymentalnych.

Przedstawiona skarga karna ma ogromną wagę, ponieważ ojciec Najadiego działał razem z Klausem Schwabem w organizacji, która poprzedziła Światowe Forum Ekonomiczne (i nazywała się wtedy Forum Ekonomiczne w Davos), zanim z niej odszedł, ponieważ nie podobała mu się ewolucja WEF oraz ambicje i pomysły Klausa Schwaba.

Ojciec Najadiego został zabity w zamachu w 2013 roku po wyrażeniu swego zdecydowanego sprzeciwu wobec faktu prania pieniędzy na wysokim szczeblu, o którym się dowiedział.

W wywiadzie zamieszczonym poniżej, Pascal Najadi, oprócz relacji na temat złożonego dwa tygodnie temu doniesienia o przestępstwie, mówi dużo o WEF, o Klausie Schwabie – którego nazywa “komunistycznym nazistą” – ekonomii i finansach oraz geopolityce.

Toksykolog: „Sterylizacja całego pokolenia ?!?”

‘Sterylizacja całego pokolenia’ czyli o czym mówi toksykolog

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2022/12/12/sterylizacja-calego-pokolenia-czyli-o-czym-mowi-toksykolog/

W środowej dyskusji okrągłego stołu prowadzonej przez amerykańskiego senatora Rona Johnsona dr Janci Lindsay powiedziała: „nie ma możliwości, abyśmy w tym momencie mogli powiedzieć, że [zastrzyki] są bezpieczne czy skuteczne”.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu LifeSiteNews omawiającego wystąpienie toksykolog dr Janci Lindsay na temat możliwości wpływu szczepionek przeciw covid19 na płodność człowieka. Spotkanie miało miejsce w ramach dyskusji okrągłego stołu prowadzonej przez amerykańskiego senatora Rona Johnsona. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

____________***____________

Ekspert toksykologii ostrzega, że ​​szczepionki mRNA przeciw COVID-19 mogą „wysterylizować całe pokolenie”

W środowej dyskusji okrągłego stołu prowadzonej przez amerykańskiego senatora Rona Johnsona dr Janci Lindsay powiedziała: „nie ma możliwości, abyśmy w tym momencie mogli powiedzieć, że [zastrzyki] są bezpieczne czy skuteczne”.

Ekspert toksykologii z ponad 30-letnim doświadczeniem naukowym wydała w środę stanowcze ostrzeżenie o potencjalnych szkodach reprodukcyjnych, które jej zdaniem mogą być spowodowane przez szczepionki mRNA na COVID. Powiedziała, że ​​potrzebne są dalsze badania, aby określić wpływ zastrzyków na reprodukcję.

Podczas środowej dyskusji okrągłego stołu, której gospodarzem był amerykański senator Ron Johnson z Wisconsin, dr Janci Lindsay ostrzegła, że szczepionki na COVID-19 mogą „potencjalnie wysterylizować całe pokolenie” lub „zostać przekazane następnym pokoleniom jako niezamierzony transfer genów”.

W związku z tym Lindsay argumentowała, że ​​„jest absolutnie nieodpowiedzialne kontynuowanie podawania któregokolwiek z tych zastrzyków” dzieciom i osobom w wieku rozrodczym „bez zbadania tego”, wyjaśniając, że „nie ma możliwości, abyśmy w tym momencie mogli powiedzieć, że są one bezpieczne czy skuteczne”.

Zakończyła swoje krótkie przemówienie wezwaniem do zbadania potencjalnego zagrożenia, jakie zastrzyki te mogą stwarzać dla ludzkiej reprodukcji.

Dr Janci Lindsay otrzymała tytuł doktora biochemii i biologii molekularnej na Wydziale Nauk Biomedycznych Uniwersytetu Teksańskiego oraz pełni funkcję dyrektora ds. toksykologii i biologii molekularnej w firmie konsultingowej Toxicology Support Services, LLC w Sealy w Teksasie.

Według strony internetowej jej firmy, Lindsay może pochwalić się „rozległym doświadczeniem w analizowaniu profilu molekularnego reakcji farmakologicznych w odniesieniu do relacji dawka/reakcja”. Jako specjalista medyczny przeprowadzała również ocenę ryzyka i ewaluację „profilu toksykologicznego różnych produktów konsumenckich i przemysłowych”.

Podczas środowej dyskusji, w której dołączyli do niej dr Peter McCullough i dr Robert Malone, Lindsay powiedziała, że ​​zastrzyki firm Pfizer i Moderna przeciw COVID nie pozostają tylko w ramieniu w miejscu wstrzyknięcia, ale raczej rozprzestrzeniają się po całym ciele.

„Początkowo powiedziano nam, że substancja po prostu pozostanie w ramieniu, ale tak nie jest. W rezultacie jest rozprowadzana po całym ciele zarówno w przypadku produktów firmy Moderna, jak i firmy Pfizer” – powiedziała, dodając „zastrzeżenie”, że zawartość szczepionki Moderna nie została znaleziona w nerkach.

„A teraz, co to za tkanki? Mózg, śledziona, gruczoły dokrewne, szpik kostny, krew przede wszystkim, jajniki i jądra” – kontynuowała. „Co się stanie, gdy terapie genowe dotrą do jajników i jąder? Cóż, po prostu nie wiemy, ponieważ niestety nie zostało to odpowiednio zbadane”.

Według Lindsay, szczepionki mogą „wyrządzić ogromne szkody reprodukcyjne i potencjalnie wysterylizować całe pokolenie”.

To nie zostało zbadane, a musi zostać zbadane” – powiedziała Lindsay. „Domagam się obecnie zbadania tej sprawy”.

Argumenty Lindsay przeciwstawiające się dominującej narracji dotyczącej szczepionek przeciw COVID-19 już spotkały się z krytyką. Witryna HealthFeedback, która sprawdza fakty zdrowotne, stwierdziła, że ​​argumenty Lindsay były „nietrafne”, wyjaśniając, że „szczepionki przeciw COVID-19 nie są terapią genową, ponieważ nie mogą modyfikować ludzkiego DNA” oraz że „szczepionki przeciw COVID-19 nie powodują żadnych problemów z płodnością u mężczyzn i kobiet”.

Jednak nie wszyscy eksperci zgadzają się z twierdzeniem, że szczepionki mRNA nie są w rzeczywistości terapiami genowymi.

We wrześniu ubiegłego roku pionier technologii mRNA, dr Malone, argumentował, że stosowanie mRNA w szczepionkach przeciw COVID jest równoznaczne z „terapią genową stosowaną w szczepionkach” i potwierdził obawy sceptyków, którzy, jak powiedział, „mają prawo być ostrożni wobec nowej technologii, która nie jest dobrze poznana” — o czym donosiło wcześniej LifeSiteNews.

Tymczasem w październiku 2021r. prezes Bayer’s Pharmaceuticals Division nazwał technologię mRNA znalezioną w zastrzykach na COVID firmy Pfizer i Moderna „terapią komórkową i genową” i żartował, że bez pojawienia się koronawirusa opinia publiczna nie podwinęłaby rękawów by ją przyjąć.

„Gdybyśmy dwa lata temu przeprowadzili ankietę wśród opinii publicznej – „czy byłbyś skłonny poddać się terapii genowej lub komórkowej i wstrzyknąć ją do swojego organizmu?” – prawdopodobnie mielibyśmy 95% wskaźnik odmowy” – powiedział.

Co więcej, niektórzy eksperci nie zgadzają się z tymi, którzy odrzucają obawy dotyczące potencjalnego wpływu szczepionki na reprodukcję człowieka.

Niedawne badanie, które wykazało wysoki odsetek zaburzeń miesiączkowania po szczepieniu, przyczyniło się do obaw o wpływ szczepionki na układ rozrodczy kobiety. Ponadto recenzowane badaeni wykazało spadek płodności u mężczyzn w miesiącach bezpośrednio po otrzymaniu zastrzyku mRNA na COVID firmy Pfizer.

W lutym szwedzkie badanie sugerowało, że technologia mRNA może potencjalnie zostać zintegrowana z DNA w komórkach, co jest sprzeczne z zapewnieniami CDC, że szczepionki przeciw COVID nie modyfikują DNA.

W listopadzie dyplomowany położnik-ginekolog i lekarz zajmujący się medycyną płodową, dr James A. Thorp, nazwał wprowadzenie szczepień przeciw COVID dla ciężarnych matek „największą katastrofą w historii położnictwa i całej medycyny”.

______________

Toxicology expert warns mRNA COVID jabs could ‘sterilize an entire generation’, Ashley Sadler, Fri Dec 9, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

‘A potem przyszli po nienarodzone’ czyli co widzi patolog
Dr Ryan Cole, patolog, który mówił o anomaliach, które odkrył w ciałach zaszczepionych i niezaszczepionych pacjentów od czasu wprowadzenia szczepionek przeciwko covid, widzi teraz nietypowe oznaki, które są ogromnym sygnałem […]

______________

Zapieczętowane ulotki czyli świadoma zgoda ‘w ciemno’
Pediatra wyjaśniła, że ​​kilka miesięcy temu wyciągnęła ulotkę z opakowania produktu mRNA, który zamierzała podać dziecku. Ku jej zaskoczeniu było zapieczętowane. Następnie pokazała zebranym puste wkładki, które firmy farmaceutyczne umieszczają […]

______________

‘Wycofać natychmiast’ czyli jak oszukano kobiety
Kiedy kobiety dowiedzą się, że zostały w ten sposób oszukane, to szczęśliwe nie będą. Jednak dzięki cenzurze i brakowi informacji w mediach głównego nurtu większość kobiet nigdy się nie dowie. […]

STOP cenzurze lekarzy! – PODPISZ PETYCJĘ! Lekarze są represjonowani! Autorzy lockdownu pozostają bezkarni..

STOP cenzurze lekarzy! – PODPISZ PETYCJĘ!

Lekarze są represjonowani! Autorzy lockdownu pozostają bezkarni..

===================================

Lekarze kwestionujący pandemiczną narrację wciąż są represjonowani! Tymczasem autorzy lockdownu, odpowiedzialni za paraliż systemu ochrony zdrowia, polskiej gospodarki i normalnych więzi społecznych – a w konsekwencji 200 tysięcy nadmiarowych ofiar śmiertelnych – pozostają bezkarni

https://www.bibula.com/?p=137447

Przewodniczący Okręgowego Sadu Lekarskiego w Krakowie
Lek. Bożena Kozanecka

Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej
przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Krakowie
Lek. dent. Anna Kot

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Lek. Łukasz Jankowski

Szanowni Państwo,

Wzywamy do umorzenia postępowania wszczętego przeciw doktorowi nauk medycznych Zbigniewowi Martyce, a także do rezygnacji z wszelkich postępowań dyscyplinarnych wobec lekarzy, których jedyną winą jest kwestionowanie panującej w czasie walki z pandemią COVID-19 narracji. Narracji, która pomimo wątłych – z czasem całkowicie obalonych – podstaw naukowych, promowała konkretny zestaw paramedycznych środków zapobiegawczych, m.in. stosowanie maseczek ochronnych, dezynfekcji czy izolacji, której poddawano całe społeczeństwa.

Osoby, które, podobnie jak dr Martyka, za pomocą krytycznej analizy i akademickich metod usiłowały podać w wątpliwość wyżej wymienione procedury, spotykały się z daleko posuniętymi szykanami, cenzurą i ostracyzmem, w szczególności, choć nie tylko, w środowisku lekarskim. Zaznaczmy, że metody przedstawione przez aparat państwowy i media głównego nurtu jako skuteczne, moralnie słuszne i pozbawione alternatywy, miały i nadal mają wymierne i bardzo poważne konsekwencje dla funkcjonowania zarówno jednostki, jak i całego społeczeństwa.

Setki tysięcy zrujnowanych przedsiębiorstw, stracone roczniki w systemie edukacji, wskazywany przez psychologów potężny kryzys wśród dzieci i młodzieży, sparaliżowany system ochrony zdrowia, dług zdrowotny, który może skutkować podwyższoną śmiertelnością w nadchodzących latach – to jedne z najbardziej dotkliwych skutków polityki lockdownowej w Polsce. Polityki, która koncentrowała się na walce z chorobą COVID-19, poświęcając jednak dobrobyt i zdrowie obywateli.

Wbrew oskarżeniom, dr Zbigniew Martyka nigdy nie promował informacji fałszywych lub niesprawdzonych. Przeciwnie, formułował opinie ostrożne i zgodne ze stanem wiedzy medycznej, nawet jeśli były sprzeczne z przekazem dużych mediów i tzw. „ekspertów” wykorzystywanych przez rząd do wzmocnienia oddziaływania na polskie społeczeństwo. Domagamy się zaprzestania cenzury w środowiskach medycznych i umorzenia bezpodstawnego postępowania dyscyplinarnego, które toczy się przeciw doktorowi Zbigniewowi Martyce.

Z poważaniem,

PODPISZ PETYCJĘ

 ============================================

STOP cenzurze lekarzy! Podpisz petycję w obronie dra Martyki!

===========================

 PETYCJA

Lekarze kwestionujący pandemiczną narrację wciąż są represjonowani! Tymczasem autorzy lockdownu, odpowiedzialni za paraliż systemu ochrony zdrowia, polskiej gospodarki i normalnych więzi społecznych – a w konsekwencji 200 tysięcy nadmiarowych ofiar śmiertelnych – pozostają bezkarni na swoich stanowiskach!

Już 19 grudnia – kilka dni przed Świętami – ma się odbyć rozprawa dyscyplinarna(!) doktora Zbigniewa Martyki, jednego z nielicznych lekarzy, którzy pozostali niezależni i nie bali się mówić prawdy o sytuacji epidemicznej. Postępowanie przeciw doktorowi Martyce wpisuje się w ramy narzuconej od 2020 roku cenzury, będącej wyjątkowo dotkliwym narzędziem służącym dezinformowaniu i manipulacji polskim społeczeństwem.

PODPISZ PETYCJĘ – WZYWAMY DO UMORZENIA POSTĘPOWANIA PRZECIW DOKTOROWI ZBIGNIEWOWI MARTYCE!

Do środowiska lekarskiego, które tak usilnie stara się ukarać wszelkie przejawy niezależności i krytycznego myślenia, zdają się nie docierać argumenty z gruntu świata nauki, na które zawsze powoływał się w swoich wystąpieniach dr Zbigniew Martyka. Główne oskarżenia, z którymi musi się mierzyć, to negowanie skuteczności stosowania masek ochronnych, a także kwestionowanie lockdownu, w szczególności lockdownu w państwowym systemie ochrony zdrowia – jako narzędzi zwalczania zagrożenia epidemicznego.

Dr Martyka w swoich wypowiedziach zawsze opierał się na sprawdzonych danych, uznanych badaniach i własnym bogatym doświadczeniu. Zwracał uwagę m.in. na fakt, że liczba hospitalizowanych z powodu zakażenia SARS-CoV-2 w roku 2020 stanowiła około 1% wszystkich hospitalizacji – jednocześnie w tym samym roku, w wyniku lockdownu, hospitalizacji było ogółem 2 miliony mniej w całej Polsce.

Piętnował również antynaukowy wymóg noszenia maseczek, powołując się na randomizowane badania, zgodnie z którymi noszenie zawilgoconej maseczki materiałowej 3-krotnie zwiększa ryzyko zakażenia wirusami dróg oddechowych. Mało tego! Przytaczał wypowiedzi takich osób, jak były minister zdrowia Łukasz Szumowski, czy byłego Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa, którzy publicznie podważali sensowność noszenia maseczek – ostatni z panów zasłynął stwierdzeniem, że „maseczki mają przypominać o pandemii”.

Nietrudno zauważyć, że jednym ze skutków ubocznych agresji rosyjskiej na Ukrainie, a także kryzysu energetycznego i inflacji uderzającej w Polaków był fakt, że temat pandemii COVID-19 w roku 2022 płynnie przeszedł na drugi plan. Trudno się zresztą dziwić, że po traumie lockdownów i kuriozalnych restrykcji Polacy wolą po prostu zapomnieć o covidzie.

Ale czy na pewno o taki koniec pandemii nam chodziło? Społeczeństwo przeszło do porządku dziennego nad wciąż funkcjonującymi pozostałościami bzdurnych obostrzeń, takimi jak pseudonaukowe maseczki w aptekach czy obowiązkowe szczepienia dla lekarzy i studentów medycyny – podczas gdy cały świat usłyszał z ust przedstawicielki Pfizera, że producentom nawet nie przyszło do głowy badać wpływu szczepień na transmisję wirusa. Co więcej, zwolennicy reżimu sanitarnego i pozbawiania obywateli ich praw tęsknie patrzą na Chiny, gdzie miejscami wciąż panuje totalny lockdown.

Na czele polskiego resortu zdrowia nadal stoi człowiek odpowiedzialny za ponad 200 tysięcy nadmiarowych zgonów Polaków – zgonów, których dałoby się uniknąć, gdyby nie systemowy, z pełną świadomością zrealizowany paraliż ochrony zdrowia. Dziwnym trafem wszyscy zapomnieli też o niezliczonych aferach towarzyszących wielomiliardowym wydatkom związanym z covid-19, sięgających jeszcze czasów ministra Szumowskiego i jego znajomego sprzedawcy maseczek.

Aparat przymusu i cenzury, choć niezliczoną ilość razy przyłapany na perfidnych kłamstwach, wciąż nie rezygnuje z bandyckich metod, żeby mścić się na osobach, które zachowały niezależność.

STOP CENZURZE!

STOP cenzurze lekarzy! Podpisz petycję w obronie dra Martyki!

Piekło kobiet? Według statystyk „najgorzej mają mężczyźni w Polsce, Portugalii, Estonii i na Łotwie”. Maskulinizm?

Piekło kobiet? Według statystyk „najgorzej mają mężczyźni w Polsce, Portugalii, Estonii i na Łotwie”. Maskulinizm?

https://nczas.com/2022/12/13/pieklo-kobiet-to-ciekawe

Jak się okazuje, nierówności rzeczywiście istnieją, ale często bardziej odczuwają je mężczyźni. Czyżby feministyczna narracja była błędna?

W swoim najnowszym felietonie na łamach „Najwyższego Czasu” Jakub Zgierski poruszył temat dyskryminacji, jakiej doświadczają mężczyźni w Polsce czy generalnie świecie Zachodu. Jak się okazuje, w wielu sferach życia społeczno-gospodarczego to właśnie kobiety mogą pochwalić się dużo lepszą sytuacją. Sporo przykładów zostało opisanych m.in. w głośnym raporcie „Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce” think tanku Klub Jagielloński, który został opublikowany w 2021 roku. Z wniosków, które sformułował jego autor Michał Gulczyński, doktorant w dziedzinie polityki publicznej i administracji na Uniwersytecie Bocconiego w Mediolanie, wynika, że w naszym kraju dominuje kobiecy punkt widzenia, a problemy mężczyzn są bagatelizowane,

„Okazuje się, że obszarów, w których można zaobserwować nierówności na szkodę mężczyzn, jest naprawdę wiele. Jednak z jakiegoś powodu te problemy nie znajdują większego posłuchu w mediach (…) Jak wskazuje badacz, największe problemy mężczyzn w Polsce wiążą się m.in. z: systemem edukacji (więcej kobiet ma wyższe wykształcenie), ubezpieczeniami społecznymi (60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyzn), bezdomnością (ponad 80 proc. to mężczyźni) czy feminizacją sądów (powszechny zwyczaj przekazywania prawa do opieki nad dziećmi kobietom oraz alienacja rodzicielska ojców)” – pisze Jakub Zgierski w felietonie „Czy jest nam potrzebny maskulinizm?”, który został opublikowany w najnowszym wydaniu naszego magazynu.

Piekło kobiet czy mężczyzn?

W swoim artykule Jakub Zgierski przywołał m.in. europejskie badanie, które zostało opisane w ramach wikipedycznego hasła „Maskulinizm”. Jak możemy się z niego dowiedzieć, największa nierówność płci w państwach Unii Europejskiej panuje w Polsce, Portugalii, Estonii i na Łotwie (od -0,06 do -0,04). Co najlepsze, jest to wskaźnik przemawiający na niekorzyść… mężczyzn! Jak to możliwe? To proste – feministyczna propaganda wcale nie ma umocowania w faktach, które niejednokrotnie wskazują na dużo gorsze położenie mężczyzn. Jedyny kraj, w którym kobiety mają być poszkodowane, to Włochy (0,00 do 0,01). Jak więc widzimy, zgodnie z badaniem tylko w słonecznej Italii coś paniom doskwiera, ale i tak niewiele. Kto by się tego spodziewał?

„We wspomnianym na początku haśle w Wikipedii »Maskulinizm« możemy również natrafić na bardzo interesujące badanie (A simplified approach to measuring national gender inequality) z 2019 roku, które przedstawia zróżnicowanie nierówności płci w państwach Unii Europejskiej (wskaźnik Basic Index of Gender Inequality). To ciekawe, bo z załączonej mapki wynika, że najgorzej mają mężczyźni w Polsce, Portugalii, Estonii i na Łotwie. Jak czytamy, »ujemne wartości wskaźnika stanowią o gorszej sytuacji mężczyzn niż kobiet, dodatnie wartości wskaźnika stanowią o gorszej sytuacji kobiet niż mężczyzn«. Niesamowite, biorąc pod uwagę opinie różnych krzykaczek o »piekle kobiet« w naszym zacofanym kraju” – wyjaśnia Jakub Zgierski na łamach „Najwyższego Czasu!”.

W XLI rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego… Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

13.12.2022 Wałbrzych – Msza święta i czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę

12/12/2022 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Jutro, w XLI rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, będzie w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów comiesięczna Msza św. w intencji Ojczyzny o godz. 18, tym razem z nauką rekolekcyjną, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15. W godzinie Miłosierdzia – jak już się stało tradycją 13 grudnia – będzie Droga Krzyżowa, jaką odprawił na Wałach Jasnogórskich bł. ks. Jerzy Popiełuszko, Patron „Solidarności”, podczas pierwszej ogólnopolskiej pielgrzymki ludzi pracy do duchowej stolicy Polski. Zapraszamy do solidarnego modlitewnego szturmu o tryumf wolności, do jakiej wyswobodził nas Chrystus!

Sursum corda!  

Nie sądźmy, że upada cywilizacya łacińska; nie, to my upadamy! Nie sądźmy, że powstaje cywilizacya nowa; nie, to nastaje zdziczenie.

Nie sądźmy, że upada cywilizacya łacińska; nie, to my upadamy!

Nie sądźmy, że powstaje cywilizacya nowa; nie, to nastaje zdziczenie.

Feliks Koneczny, O wielości cywilizacyj, str. 310, z Zakończenia. WAM, 1996r.

Napisane we wrześniu 1934 roku.

Cywilizacya łacińska z emancypacyą rodziny, monogamiczna, posiada historyzm i poczucie narodowe, opiera państwo na społeczeństwie, od życia publicznego wymaga etyki, uznając supremacyę sił duchowych.

Jakżeż pięknie brzmi to zdanie! Tylko… gdzie to kto oglądał w rzeczywistości? W cywilizacyi łacińskiej jakiś kraj czarowny, gdzie wymaga się etyki od życia publicznego w pełnem uznaniu supremacyi sił duchowych? O, gdzież ten kraj? Łatwiej może byłoby wskazać na terenach tejże cywilizacyi kraj jakiś taki, w którym obowiązuje zasada „światłego” absolutyzmu: Steuer zahlen und Maul halten, gdzie kwitną szpiegostwo i donosicielstwo, podniesione do godności instytucyj państwowych, gdzie grasuje cenzura, lecz nigdy nie stosowana do pornografii, gdzie zawiesza się niezawisłość sędziów itp. itp.? Gdzież tedy kryje się owa cywilizacya łacińska?

Albowiem na obszarach jej kiełkuje w niejednym punkcie coś, co raczej wygląda na odmianę cywilizacyi turańskiej, czasem chińskiej! Przypomnijmy sobie, co już powiedziano o stosunku schematu naukowego a życia, i postarajmy się, żeby jednak opanować nieco tę pozorną dowolność rzeczywistości. Okaże się, że obok schematu, bez którego nie moglibyśmy w ogóle rozumować, istnieją pewne prawa dziejowe, które w niemałej mierze wyjaśnia nasze zawiłości i wątpliwości.

Miejmyż przede wszystkiem na uwadze, że wszystko żywe jest zmienne, a zatem cywilizacya nie bywa ni sztywnym kośćcem, ni głazem nieruchomym. Dopóki żyje, poddana jest zmianom; czasem na lepsze, bo się doskonali, a czasem na gorsze, bo upada; okresy rozwoju i upadku mogą nastawać znienacka, z powodu przyczyn ukrytych, zrazu głęboko.

Mogą być zmiany ilościowe, a także jakościowe. Należy je odróżniać starannie; co innego zmiana szczebli, przez które przechodzi każda cywilizacya, a zgoła czemś innem jest zmiana cywilizacyjna, zasadnicza. Ilość szczebli jest nieograniczona, ale to niema nic do samego rodzaju cywilizacyi, która może pozostawać ta sama od najniższych prymitywów aż do szczytów rozwoju. Będą to zmiany wyłącznie ilościowe.

Jakościowe, zasadniczo cywilizacyjne zmiany mogą mieć rozmaita rozpiętość: niektóre zmieszczą się w ramach danej cywilizacyi, inne zaś nie, i wysuną się „poza burtę”. Jedne rodzą się przyrodzenie ze samej siły żywotnej cywilizacyi ciągle tej samej, drugie mogą pochodzić z wpływów cywilizacyj obcych. Z zetknięcia różnych prądów cywilizacyjnych może powstać nowość dodatnia, ale też ujemna, nawet karykatura; może nastąpić rozwój, ale też degeneracya. Zdaje mi się, że nauka o cywilizacyi rozporządza środkami, żebyśmy mogli rozpoznać to od tamtego; a do tego przyda się nieraz schemat cech! Schemat tylko schematem, lecz bywa nieraz pożądanym kluczem do odróżniania rzeczy i spraw!

Jak zaznaczono w czwartym ustępie rozdziału IV, cywilizacya dzieli się na kultury, stanowiące jej odmiany. Tu mogą zachodzić nawet znaczne różnice. Np. cywilizacya łacińska oparła się na feudalizmie, lecz Polska przejęła tę cywilizacyę bez feudalizmu, bo nie był nam do niczego potrzebny. W Polsce wytworzyła się tedy odmienna kultura łacińskiej cywilizacyi. Odrzucenie feudalizmu nie naruszało jedności cywilizacyjnej, podobnież jak nie naruszał jej na Zachodzie feudalizmu upadek. W naszym schemacie niema zgoła sprawy feudalizmu; stanowi on cechę drugorzędna, nie zasadnicza. Wszystkie zaś zasadnicze cechy łacińskiej cywilizacyi mogą się przejawiać również dobrze przy feudalizmie, jak bez niego, bo można zachować tę samą metodę ustroju życia zbiorowego. Obowiązywał zaś feudalizm w Meklemburgu aż do roku 1918, a czy dużo jest osób wiedzących o tem? ależ nawet pośród niemieckiej inteligencyi rzadko kto o tem wiedział, a dziś.?!

Mogą zachodzić zmiany licznie, nie mające nic do zmiany cywilizacyi.

Czy np. Turcy zmienili cywilizacyę swą (turańską), przez to, ze rak księżycowy porzucili, a przyjęli słoneczny? Wszędzie był z początku księżycowy, i w Polsce także! Zmiana kalendarza nic nie znaczy, ani nawet rozmaitość kalendarza, możliwa w obrębie tej samej cywilizacyi; aż dopiero historyzm zalicza się do naszego schematu. Podobnych zmian i odmian możnaby przytoczyć niemało.

Każda cywilizacya, nawet każda kultura posiada cechy wyłącznie własne, znamienne, ale nie zmieniające niczego w zasadzie samej.

Jest atoli pośród cywilizacyj taka, która przechodziła przez zmiany, uchodzące w każdej innej stanowczo za zasadnicze, a która mimo to pozostała jednakże sobą. Tem to bardziej szczególne, że jest to cywilizacya sakralna, a więc do zmian nie pochopna: mianowicie żydowska. Np. w zakresie prawa małżeńskiego mamy Żydów polygamicznych i żadne prawo religijne dotychczas wielożeństwa im nie zakazuje; w Europie atoli przyjęli monogamię, a to w zachodniej od połowy wieku XI za sprawą rabina Gerszona 'z Metzu, na Bałkanie w połowie XVII wieku z nakazu „mesyasza” Sabataja Cwi (do tego kierunku należeli frankiści). Wielożeństwo stawało się bowiem niemożliwością w europejskim golusie, a przytem wywoływało zgorszenie pośród chrześcijan; ale jeszcze rząd Napoleona I. badał tę sprawę, czy Żydzi nie są polygamistami.

Jednakże czyż znamy jakie społeczeństwo – prócz rzymskiego, któreby niegdyś nie było polygamiczne? Z reguły zmiana taka wywołuje znaczne zmiany cywilizacyjne, nie mogła też była nie wywołać ich u Żydów, a jednak utrzymali swa cywilizacyę, chociaż przechodzili przez inne nadto zmiany Utrzymali właśnie dlatego, że była i jest sakralną. Wszelkie zmiany cywilizacyjne dokonywały się bez naruszenia naczelnej zasady ich sakralności: że są narodem uprzywilejowanym, powołani do panowania nad całym światem (mesyanizm żydowski). Gdyby runęła ta cecha, runęłaby cywilizacya żydowska; ale póki w to wierzą, może się zmieniać wszystko. Podobnież w bramińskiej cywilizacyi żadna zmiana nie stanowi nic, póki istnieje ustrój kastowy i doktryna awatarów.

Żydzi przechodzili przez zmiany cywilizacyjne skutkiem przebywania w rozprószeniu pośród innych cywilizacyj. Wywierają, oczywiście cywilizacye na siebie wpływ wzajemny, iż żydowska też wycisnęła niemało śladów na społeczeństwach cywilizacyi łacińskiej.

Każda cywilizacya, póki jest żywotna, dąży do ekspansji. Toteż gdziekolwiek zetkna sie z sobą dwie cywilizacye żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacya żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, dopóki jedna z walczących cywilizacyj nie zostanie unicestwienia; samo zdobycie stanowiska cywilizacyi panującej walki bynajmniej nie kończy.

Jeżeli istniejące obok siebie cywilizacye mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są, sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszaninie mechanicznej, w której nastaje to,ba ogólna stagnacya, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko acywilizacyjności. Tak np. runęła cywilizacya wielkiej Persyi, nie mogąc znieść klina hellenistycznego, wbijającego się w nia. Niebawem Syrya, zebrawszy niedługie tryumfy w kategoryi półcielesnej Piękna, nie zdobywszy się poza tem w cywilizacyi hellenistycznej na nic a nic – poczęła wprost dziczeć. Wzbiły się natomiast na długo Pergamon i Aleksandrya, bo tam cywilizacyia grecka nakryła sobą i stłumiła wszystko inne.

Obok tego mamy też w starożytności przykłady wielorakości cywilizacyjnej na tem samem miejscu. Pierwsze miejsce należy się Antyochii. Wszystkie a wszystkie o niej wiadomości brzmią jednak ujemnie, pełne oburzenia i obrzydzenia na tamtejsze pojęcia i obyczaje.

I za naszych dni nie brak na wschodzie miejsc, gdzie rozmaite cywilizacye ,„współżyją” bez walki, w „zupełnej zgodzie”. O jednem z nich, Port- Saidzie, wyraził się polski podróżnik: „Wygląd miasta zewnętrzny międzynarodowy; przypomina ladacznicę, która każdą część garderoby otrzymała od innego gościa, a tylko koszulę ma swoją i ta jest brudna” .

Gdzież więc pole do syntez cywilizacyjnych?

Gdybyż coś takiego było możliwem, musiałoby się, przejawiać wszędzie, gdzie rozmaite cywilizacye stykają się. Synteza syntez miała już czas wytworzyć się w Indyach z sześciu tamtejszych cywilizacyj, a w Polsce powinnaby powstać też niezgorsza. A tymczasem u nas cztery cywilizacye: żydowska, bizantyńska, turańska i łacińska walczą z całych sił; tylko tamte trzy łączą się zazwyczaj sojuszem wojennym, by uderzać na łacińska wspólnemi silami, ale poza tem i one też walczą z sobą, mocujac się na siłę. Synteza możliwa jest tylko pomiędzy kulturami tej samej cywilizacyi, lecz miedzy cywilizacyami żadną miarą. Dopóki Rzym czcił rozmaitych bogów italskich, potężniał; począł upadać gdy wpuścił do „miasta” bogów syryjskich. W Italii panowała jedna cywilizacya, dzieląca się na odmiany lokalne, na drobne italskie kultury, których synteza w cywilizacyi rzymskiej; ale gdy to samo zapragnęli czynić z rozmaitemi cywilizacyami, okazało się to śmiercionośnem.

Pomiędzy cywilizacyami możebna jest tylko mieszanina mechaniczna. Zdarzają się one nierzadko, ale wiodą zawsze do obniżenia cywilizacyi, a czasem do jej upadku, do stanu wręcz acywilizacyjnego.

Ilekroć w Polsce poszukiwano „syntezy pomiędzy Zachodem a Wschodem”, zawsze zwycięsko wychodził z tego Wschód. W rezultacie odwróciliśmy sie od Zachodu i za Sasów poświęciliśmy się… rozszerzaniu cywilizacyi turańskiej ku Zachodowi. Pogrążeni w oryentalnem nieuctwie nie mogliśmy sobie dać rady z odrębnością prawa publicznego od prywatnego! Z ciężkim mozołem nawracaliśmy z powrotem do łacińskiej cywilizacyi utraciwszy niepodległość w tych zapasach.

Typowem polem doświadczalnem dla rzekomych syntez cywilizacyjnych była Rosya, Ruś w ogóle. Od zarania dziejów Kijowszczyzny walczą tam cywilizacya łacińska z bizantyńska, a zwycięża… turańska. Górę brali ci, którzy wysługiwali się Połowcom, następnie Mongołom i Tatarom, aż w końcu pod koniec rządów Iwana III. walka na długo ustała, bo turańszczyzna odniosła zupełne zwycięstwo. W XVII wieku nowa fala łacińska, wpływy polskie i… gruntowne zrujnowanie Litwy. Ale powstaje nawet „uczoność łacińska”, a wprowadzenie” obowiązkowej nauki łaciny dla kandydatów na kierownicze stanowiska w państwie (1682). O ileż donioślejszem było to wydarzeniem od wszystkich następnych reform Piotra W.! Ten sprowadził silny przypływ bizantynizmu z Niemiec, a niebawem wprowadziły rozbiory Polski wzmożone wpływy łacińskie, tak dalece, że przybłąkało się nawet coś z poczucia narodowego. Przenikała też do Rosyi nauka europejska. Któż zaprzeczy, że nie brakowało tam typów prawdziwie europejskich.? czyż jednak nie był pospolitym obok tego typ prawdziwie turański? A pośród tego kręcił się bizantynizm w dwóch kierunkach w oryentalnym – kultury turecko bizantyńskiej i zachodnim – niemiecko – bizantyńskim. W ostatnich dwóch pokoleniach głowa inteligenta rosyjskiego meblowana była – parafrazując księdza biskupa Krasickiego – gratami wszystkich stylów.

Synteza? O nie! to był bity gościniec do wszelakiego nihilizmu!

Nie ma syntez; są tylko trujące mieszanki. Cała Europa choruje obecnie na pomieszanie cywilizacyj; oto przyczyna wszystkich a wszystkich „kryzysów”. Jakżeż bowiem można zapatrywać się dwojako, trojako (a w Polsce nawet czworako) na dobro i zło, na piękno i szpetność, na szkodę i pożytek, na stosunek społeczeństwa i państwa, państwa i Kościoła; jakżeż można mieć równocześnie czworaką etykę, czworaką pedagogię?! Tą drogą popaść można tylko w stan acywilizacyjny, co mieści w sobie niezdatność do kultury czynu.

Następuje kręcenie się w kółko, połączone ze wzajemnem zżeraniem się dzisiejszej Europy! A gdy z walczących cywilizacyj zwycięży w danem społeczeństwie nie ta sama, która panowała poprzednio, gdy tedy następuje zmiana cywilizacyi, popada się z reguły w stan acywilizacyjny. Przechodzili przez to Madiarzy, przechodzili Finowie (z turańskiej w łacińską) i przeszli zwycięsko.

A my? W przeciwnym kulejąc kierunku, acywilizacyjni byliśmy za Augusta III. Sasa i na coś podobnego kroi nam się znowu w dniu dzisiejszym.

Nie sądźmy, że upada cywilizacya łacińska; nie, to my upadamy! Nie sądźmy, że powstaje cywilizacya nowa; nie, to nastaje zdziczenie.

Gabriel García Moreno – Prezydent Ekwadoru, męczennik, ofiara masońskiego mordu

Wypełnienie przepowiedni Maryi: Gabriel García Moreno – Prezydent Ekwadoru, męczennik, ofiara masońskiego mordu.

Sebastian Skowronek https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/729

Cały chrześcijański świat opłakiwał jego śmierć. Papież Pius IX, określił go jako umierającego „śmiercią męczennika, ofiarę za swoją wiarę i chrześcijańskie miłosierdzie”. W tym samym czasie od Ekwadoru po Berlin odbywały się uroczystości w lożach masońskich.

W południe 6 sierpnia 1875 roku, w zaciszu katedry w Quito, Gabriel García Moreno w wielkim skupieniu modlił się przed Najświętszym Sakramentem. „Ekscelencjo, ktoś na zewnątrz pilnie potrzebuje z panem rozmawiać!” – nadbiegł nagle jego sekretarz. Po wyjściu na plac katedralny prezydent został nagle otoczony przez grupę zamachowców, którzy pod wodzą wolnomularskiego fanatyka Faustyna Rayo dobywszy maczet zarżnęli prezydenta Moreno, a następnie dobijając go strzałami z pistoletu krzyczeli: „Giń, wrogu wolności!”. Konającego zrozpaczeni przechodnie przenieśli do wnętrza katedry, gdzie u stóp ołtarza Matki Boskiej wyzionął ducha. Ostatnie słowa prezydenta brzmiały: „Wrogowie Boga i Kościoła mogą mnie zabić, ale Bóg nie umrze nigdy (Dios no muere!)”. Cały chrześcijański świat opłakiwał jego śmierć. Papież Pius IX określił go jako umierającego „śmiercią męczennika, (…) ofiarę za swoją wiarę i chrześcijańskie miłosierdzie”. W tym samym czasie od Ekwadoru po Berlin odbywały się uroczystości w lożach masońskich, a ich członkowie cieszyli się zejściem z tego świata znienawidzonego katolickiego polityka.

=========================

Gabriel García Moreno urodził się 25 XII 1821 roku w mieście Guayaquil w Ekwadorze, w tym czasie jeszcze hiszpańskiej kolonii, która 10 VIII 1819 roku proklamowała niepodległość na kongresie w Angosturze (obecnie Ciudad Bolivar nad rzeką Orinoko). Był to burzliwy czas uniezależniania się kolonii hiszpańskich w Ameryce Południowej, ostatecznie zakończony wygraną przez kolonistów bitwą pod Ayacucho w Peru 9 XII 1824 roku. Jednak po wkroczeniu do Ekwadoru oddziałów Simona Bolivara (El Libertador – Wyzwoliciela) państwo to zostało przyłączone do Republiki Wielkiej Kolumbii, a faktyczną niepodległość uzyskało dopiero po śmierci „oswobodziciela Ameryki” i po wystąpieniu z federacji 13 V 1830 roku. Pierwszym prezydentem Ekwadoru został katolicki konserwatysta gen. Juan José Flores (1830–35, 1839–45), z czasem po 1845 roku do władzy doszli liberałowie (Vicente Rocafuerte), a członkowie ich rządu byli zarazem aktywnymi działaczami lóż masońskich. Na każdym niemal kroku widoczna była silna polaryzacja i konflikty pomiędzy antyklerykalnymi, wpływowymi i skorumpowanymi „elitami” władzy a katolickim ludem, przy czym warto mieć na uwadze, że ten niewielki, liczący zaledwie 12 milionów ludzi naród w 95% składał się z katolików.

Ojciec prezydenta, don Gabriel García Gomez, opuścił rodzinną Kastylię i przeniósł się z Hiszpanii do odległego Ekwadoru, gdzie zaczął z powodzeniem trudnić się handlem. Osiadł na stałe w Guayaquil wraz z matką przyszłego prezydenta Mercedes Moreno, pochodzącą z arystokratycznej rodziny ze stolicy państwa Quito. Ojciec zmarł, kiedy Gabriel był jeszcze dzieckiem. Cały trud wychowania spadł na jego pobożną matkę, która dzięki wyjątkowej sile woli doskonale sprostała temu trudnemu zadaniu, tym trudniejszemu, że pod jej opieką pozostawało pięciu synów i trzy córki, a dodatkowo interesy jej męża nie szły wówczas najlepiej. Udało jej się zapewnić synowi prywatne lekcje u znajomego księdza don José Betancourt, który wielce zdziwił się, kiedy jego młody wychowanek zaczął bezbłędnie posługiwać się łaciną już po dziesięciu miesiącach nauki. Przekonany o powołaniu do kapłaństwa, Gabriel rozpoczął studia teologiczne, przyjął tonsurę i niższe święcenia duchowne, wkrótce jednak wystąpił z seminarium. 26 października 1844 roku ukończył studia prawnicze na uniwersytecie w Quito i otworzył kancelarię adwokacką. Rozpoczął także karierę polityczną w Partii Konserwatywnej. W 1853 zaczął publikować w piśmie „Naród”, które ze względu na antyrządowy charakter i ostrą krytykę sytuacji politycznej zostało zamknięte przez władze tuż przed ukazaniem się trzeciego numeru. Gdy został wybrany senatorem, ujawnił korupcję rządu liberałów, w wyniku czego został aresztowany i deportowany z kraju.

Pobyt we Francji stał się punktem zwrotnym w jego życiu duchowym. Gdy bowiem podczas jednej z dysput z paryskimi antyklerykałami bronił Kościoła, zarzucono mu, że mówi bardzo ładnie, lecz wydaje się, że sam nie praktykuje tej pięknej religii. Zaskoczony García Moreno odrzekł: „Twój argument może dziś jest trafny, lecz daję słowo, że jutro będzie bezwartościowy!”. Moreno postanowił powrócić do dawnej, wyniesionej z domu rodzinnego pobożności, którą w ostatnim czasie nieco zaniedbał. Znany XIX-wieczny pisarz i dziennikarz katolicki Louis Veuillot tak napisał na temat atmosfery Paryża w tym czasie:

Paryż, katolicy z jednej strony, a z drugiej barbarzyńcy, ukazują przed światem spektakularną walkę pomiędzy dwoma przeciwstawiającymi się elementami. Paryż jest szkołą kapłanów i męczenników, a z drugiej strony antychrystów i katów. Przyszły prezydent i męczennik Ekwadoru miał stale przed oczami dobro i zło. I kiedy wrócił do odległego kraju, jego wybór był już dokonany. Już wiedział, gdzie znaleźć prawdziwą chwałę, prawdziwą siłę i jak stać się prawdziwym sługą Boga („L’Univers”, wrzesień 1875 r.).

Uświadomił sobie także, że powinien wrócić do Ekwadoru i uczynić coś dla ukochanego kraju: „Bóg nie stworzył mnie po to, abym czynił dobro gdziekolwiek indziej niż w Ekwadorze”.

W 1856 roku powrócił do Ameryki Południowej i ponownie zaangażował się w działalność polityczną. Został rektorem uniwersytetu w Quito, burmistrzem stolicy, szefem Partii Konserwatywnej, senatorem, a po upadku skorumpowanego, prześladującego katolików reżimu Robleza – szefem rządu tymczasowego. W 1861 roku został wybrany przytłaczającą większością głosów w wyborach powszechnych na prezydenta republiki. Moreno, świadom spoczywającej nań odpowiedzialności, dał pierwszeństwo ponownemu uprzywilejowaniu religii katolickiej. Rząd zrezygnował z ustanowionego przez liberałów prawa do mianowania biskupów i zezwolił na powrót wypędzonych w czasie prześladowań jezuitów. Zainicjował naprawę stosunków państwa z Rzymem, podpisując 22 IV 1863 roku konkordat pomiędzy Republiką Ekwadoru a Stolicą Apostolską. Zniósł za rekompensatą istniejące w Ekwadorze niewolnictwo, zlikwidował domy publiczne. Udało mu się także ograniczyć korupcję; gospodarka zaczęła się pomyślnie rozwijać. Został jednak zmuszony do ustąpienia z urzędu przed końcem kadencji, między innymi z powodu krępującej jego poczynania laickiej konstytucji. Oddał ster rządów w ręce Jeronimo Carriony, który pozwolił dojść do władzy dawnym zdemoralizowanym elitom i zaprzepaścił wszystkie dokonania poprzednika.

W wyniku pogorszenia się sytuacji w kraju w 1869 roku Gabriel García Moreno ponownie został wybrany prezydentem. Tym razem postanowił działać z większą determinacją. Opierając swój program na encyklikach papieża Piusa IX, ustanowił nową konstytucję, która uznawała katolicyzm za religię państwową, a innym religiom zapewniała tolerancję, czyli prawo do kultu prywatnego. Odtąd tylko katolicy mogli być wybierani i obsadzani przez katolików na urzędy państwowe. Gabriel García zaprzysiągł nową konstytucję tymi słowami:

Przysięgam na Boga i świętą Ewangelię wykonywać wiernie swe obowiązki prezydenta tej republiki, wyznawać wiarę rzymskokatolicką, zachować integralność i niepodległość państwa, przestrzegać i czuwać nad przestrzeganiem tej konstytucji i praw. Jeśli to osiągnę, stanie się tak tylko dzięki Bogu, który jest moim oparciem i obroną, jeżeli nie, niech moimi sędziami będą Bóg i Ojczyzna.

Ficheiro:Gabriel García Moreno.jpg

Podczas rządów prezydenta Moreno, przede wszystkim dzięki dobremu zarządzaniu, poszanowaniu prawa, sprawiedliwości i porządku, nastąpił szybki wzrost gospodarczy. Wybudowano pięć dróg w niedostępnych dotychczas Andach, kraj pokryto siecią linii kolejowych, wybrukowano ulice miejskie i rozbudowano wodociągi, w każdym większym mieście wybudowano szpital, rozwinięto usługi pocztowe i telegraficzne. Armia została zreformowana, oficerów wysłano na szkolenie do Prus, a rekrutów objęto nowym programem szkoleniowym. Edukacja, którą powierzono duchowieństwu, objęła nakazem wszystkie dzieci. Zwiększono liczbę szkół podstawowych z 200 do 500, liczba uczniów wzrosła z 8000 do 32000. Żadne z państw Ameryki Łacińskiej nie poczyniło tak szybkich postępów w edukacji jak Ekwador. Rozbudowano szkolnictwo wyższe, obok istniejącego już uniwersytetu założono politechnikę, akademię wojskową i uczelnię rolniczą. Dzięki bardzo dobremu zarządzaniu udało się zrobić to, co było uważane za niemożliwe: rząd zmniejszył podatki oraz zredukował wydatki, jednocześnie zwiększając świadczenia!

Supporters of the Canonization of Gabriel Garcia Moreno | Facebook

O ogromnym wzroście pobożności ludności, pociągniętej przykładem ukochanego prezydenta, świadczy reakcja na dramatyczne wieści z Półwyspu Apenińskiego. Kiedy w 1870 roku armia Garibaldiego napadła na Rzym, w całym Ekwadorze zawrzało na wieść o ataku „masońskich armii włoskich i prześladowaniu papieża”. Ekwador jako jedyny kraj zaoferował wysłanie swych oddziałów wojskowych w obronie Jego Świątobliwości, a parlament tego kraju uchwalił fundusze na rzecz wsparcia Piusa IX, który został faktycznym więźniem Watykanu. Prawdziwym zwieńczeniem zaprowadzenia katolickiego ładu w kraju było ogłoszenie w 1873 roku aktu poświęcenia Ekwadoru Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, a następnie ratyfikowanie tego aktu przez Kongres Narodowy.

Wielki sukces katolickiego prezydenta spędzał sen z powiek zajadłym wrogom Kościoła w lożach masońskich na całym świecie i już w połowie lat sześćdziesiątych XIX w. zaprzysięgano mu śmierć. W 1875 roku Gabriel García Moreno został wybrany ponownie na trzecią już kadencję, lecz urząd prezydenta piastował jedynie przez 36 godzin. Jak wielką nienawiścią musieli pałać jego wrogowie! Okrucieństwo zamachowców było tak ogromne, że zadali prezydentowi Moreno czternaście ciosów maczetą i oddali do niego sześć strzałów z pistoletów. Tego tragicznego dnia, kiedy został bestialsko zamordowany, znaleziono w jego kieszeni odręcznie napisaną notatkę, która streszczała całe jego życie: „Panie Jezu, obdarz mnie pokorą i prawdziwą miłością Ciebie i naucz mnie, co mam czynić dzisiaj w Twojej służbie. Amen”.

Gabriel García Moreno świadectwem swojego życia, nade wszystko godnym naśladowania, udowodnił na przekór wszystkim możliwość zaprowadzenia katolickiego ładu w dziedzinie życia państwowego. Ponadto wykazał, że dobremu rozwojowi państwa nie musi towarzyszyć stosowanie brutalnych metod policyjnych czy biurokratycznego terroru. Ten wybitny mąż stanu pokazał, że głowa państwa jest zobowiązana dać przykład innym, a czynił to na każdym kroku, chociażby co roku w Wielki Piątek, dźwigając boso ciężki drewniany krzyż podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Prezydent Moreno często widywany był wśród tłumu oddanych mu rodaków, otaczających swojego kochanego prezydenta, gdy wracał pieszo z biura do domu i rozmawiał z nimi o ich problemach. Zapytany przez rodzinę, czy w swojej pracy nie przemęcza się i czy nie powinien trochę więcej odpoczywać, odpowiedział: „Gdyby Bóg chciał, abym więcej odpoczywał, zesłałby na mnie chorobę albo śmierć”.

Gabriel García Moreno uczestniczył we Mszy świętej każdego dnia, codziennie odmawiał Różaniec i spędzał pół godziny w katedrze na medytacji przez Najświętszym Sakramentem. Zachowała się bardzo cenna pamiątka, będąca świadectwem wielkiej pobożności prezydenta Moreno. Jest nią znaleziona przy jego zwłokach książeczka O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis, wraz z odręcznie zapisanymi na marginesach jego przemyśleniami. Oto ich fragmenty: „Każdego poranka przed rozpoczęciem pracy zapiszę, co będę miał do zrobienia, muszę być bardzo ostrożnym, by dobrze rozdysponować mój czas, aby zlecić sobie tylko przydatne i konieczne zadania i czynić je z zapałem i wytrwałością. Będę skrupulatnie zachowywał prawa, sprawiedliwość i prawdę, wzbudzę intencję, by wszystkie moje czyny były zapisane na większą chwałę Boga”. „Każdego poranka, kiedy odmawiam modlitwy, będę prosił specjalnie o cnotę pokory”. „Będę robił dwukrotnie w ciągu dnia rachunek sumienia z właściwego praktykowania chrześcijańskich cnót i generalny każdego wieczora. Będę uczęszczał do spowiedzi każdego tygodnia”.

Papież Pius IX 20 września 1875 roku wyraził żal z powodu śmierci tego wybitnego człowieka, pisząc:

Republika Ekwadoru była oczarowana wybitnym duchem, sprawiedliwym i niezachwianym w wierze Prezydentem, który pokazał, jak powinien żyć posłuszny syn Kościoła, pełen oddania dla Hostii świętej i pełen zapału, by rozkrzewiać religię i nabożność w całym narodzie. (…) Wtedy to w lożach mroku zorganizowanych przez sekty mordercy postanowili zgładzić szlachetnego Prezydenta. Zginął pod ciosami zamachowców, jako ofiara za swoją wiarę i chrześcijańskie miłosierdzie. (…) Dla Piusa IX także śmierć García Moreno jest śmiercią męczennika. Ω

Opracowano m.in. na podstawie: J. Bartyzel, „García Moreno Gabriel”, [w:] Encyklopedia „Białych Plam” pod red. A. Winiarczyk, s. 261–262; P. Folley, García Moreno: katolik, prezydent i męczennik, „Viewpoint” (czasopismo TFP), tłum. Sławomir Olejniczak (Internet); Charles A. Coulombe, Quest for the Catholic state, „The Angelus” 1994, nr 6, s. 25—33.

====================================

Z:

Maryja: W chwilach najgorszego zamętu, kiedy ludziom będzie się wydawało, że zło triumfuje, wtedy wybije Moja godzina. Quito.

Matka Boża Dobrego Zdarzenia (Nuestra Seńora del Buen Suceso) wielokrotnie ukazywała się siostrze Mariannie, przepowiadając, że klasztor poświęcony Jej Niepokalanemu Poczęciu będzie chciał zniszczyć za wszelką cenę szatan, ale mu się to nie uda. Przepowiedziała bunty sióstr i wiele nieszczęść XX wieku, a także gwałtowną śmierć katolickiego prezydenta Ekwadoru, który miał poświęcić kraj Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Pocieszała Mariannę, mówiąc jej, jak bardzo podobają się Panu Jezusowi cierpienia znoszone za grzechy XX wieku i zapewniała ją, że nigdy nie straci odwagi.

Matka Boża miała powiedzieć, że w XIX wieku Ekwadorem będzie rządził prawdziwie chrześcijański prezydent i że zginie on śmiercią męczeńską na tym samym placu, gdzie znajduje się klasztor koncepcjonistek. Prezydent miał poświęcić republikę Ekwadoru Najświętszemu Sercu Jej Syna i dzięki temu poświęceniu przez wiele lat w kraju miała być zachowana wiara.

Przepowiednia Matki Bożej sprawdziła się co do joty. W 1859 r. prezydentem Ekwadoru został Gabriel Garcia Moreno. Człowiek niezwykle odważny, błyskotliwy i szczerze kochający Boga. W ciągu kilku lat swojego urzędowania wprowadził ważne reformy, które podniosły ten kraj pod każdym względem: moralnym, edukacyjnym, gospodarczym. Dokonał również publicznego aktu poświęcenia Ekwadoru Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. W czasie drugiej kadencji prezydent Moreno brał udział w procesji, która szła ulicami Quito w Wielki Piątek. Niósł ogromny drewniany krzyż. Wówczas to loża masońska podjęła decyzję o zamordowaniu katolickiego prezydenta. Gabriel Garcia Moreno zginął 6 sierpnia 1875 r., gdy wracał z Mszy św. do pałacu prezydenckiego. Zabójcy dopadli go na placu centralnym, gdzie znajduje się klasztor koncepcjonistek. Zanim wydał ostatnie tchnienie, zanurzył palec w swojej krwi i napisał na ziemi: „Dios no muere!” – „Bóg nie umiera!”. W tym samym czasie na obrazie z wizerunkiem Matki Bożej Dobrego Zdarzenia, znajdującym się w katedrze w Quito, pojawiły się łzy.

Niejasna przeszłość Morawieckiego. Braun: „Służby państwowe MUSZĄ odnieść się do tej kwestii”.

Niejasna przeszłość Morawieckiego. Braun: „Służby państwowe MUSZĄ odnieść się do tej kwestii”.

https://nczas.com/2022/12/11/niejasna-przeszlosc-morawieckiego-braun-sluzby-panstwowe-musza-odniesc-sie-do-tej-kwestii-video/

[odnośniki do paru wypowiedzi ustnych – w oryginale. MD]

W sobotę w Sejmie odbyła się konferencja prasowa Konfederacji z udziałem dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego. Oświadczył on, że dotarł do dokumentów świadczących o tym, że premier rządu warszawskiego Mateusz Morawiecki był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa NRD.

Do sprawy podczas konferencji prasowej odniósł się m.in. poseł Konfederacji Grzegorz Braun. Jak podkreślał w sobotę, „kilkadziesiąt godzin mija od chwili upublicznienia tej szokującej informacji”.

– Albo zatem pod śledztwem powinien znaleźć się Leszek Szymowski albo też służby trzyliterowe powinny zająć się intensywnie, choć poniewczasie, osobą premiera rządu Rzeczypospolitej Polskiej Mateusza Jakuba Morawieckiego – stwierdził.

– To zbieżność, taka sobie zbieżność, prawda. Drugie imię pana premiera odpowiada jednemu z jego pseudonimów, nadanych mu przez służbę sowiecką, niemieckojęzyczną, Stasi. Inoffizielle Mitarbeiter, czyli nieformalny, nieoficjalny współpracownik, odpowiednik naszego krajowego TW – tajnego współpracownika – mówił dalej Braun.

W ocenie posła Konfederacji, „gdyby nawet pod tymi sygnaturami nie miało się kryć nic bardziej szokującego od samej informacji o rejestracji, no to szanowni państwo, uświadommy sobie, że sam fakt zarejestrowania w tym charakterze może być (…) podstawą do jakichś zawoalowanych, mniej lub bardziej, szantaży”.

Braun wskazał na „kolejne decyzje i zaniechania rządu Mateusza Morawieckiego, np. w kontaktach z eurokołchozem, np. kamienie milowe, np. uznanie rozmaitych roszczeń i uroszczeń Unii Europejskiej wobec Polski, podatki nakładane na Polaków i akceptowane przez Morawieckiego, który tam w Brukseli na wszystko się zgadzał, a tu przyjeżdżał do Warszawy i robił dobrą, zakłamaną, minę do tej złej gry z trybuny sejmowej zapewniając, że wszystko jest w najlepszym porządku”.

– Wzywamy, szanowni państwo, może nawet panie prezesie nie samego premiera Morawieckiego, bo ta jego zdolność do krętactwa jest renomowana i dał temu wiele razy wyraz, złożył tego dowody, ale właśnie służby. Służby państwowe muszą odnieść się do tej kwestii – mówił Grzegorz Braun nawiązując do słów Janusza Korwin-Mikkego.

Chrześcijanie w Cesarstwie Rzymskim. Od św. Szczepana do Juliana Apostaty.

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3113

Chrześcijanie w Cesarstwie Rzymskim. Od św. Szczepana do Juliana Apostaty.

W listopadzie br. nakładem wydawnictwa Andegavenum ukaże się polskie wydanie dzieła Anne Bernet Chrześcijanie w Cesarstwie Rzymskim: od prześladowań po nawrócenie, I–IV w. Francuska autorka znana jest już polskim czytelnikom dzięki kilku hagiografiom poświęconym postaciom ze starożytności chrześcijańskiej, natomiast powyższa książka opisuje prześladowania świadków wiary w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i stanowi kompendium wiedzy na ten temat. Wartość historyczna i duchowa tej pracy jest nie do przecenienia – to lektura pełna informacji o realiach starożytnego Rzymu, o zmaganiach pierwszych chrześcijan z władzą, o morderstwach i zbrodniach z jednej i dowodach nadludzkiego heroizmu z drugiej strony; o upadku starorzymskich obyczajów i zwycięstwie Słowa i Prawdy. Stanowi lekturą pouczającą i budującą zarazem.

Kompozycja książki jest chronologiczna: spotkanie z bohaterami zaczynamy od św. Szczepana i poznajemy „biały orszak” kilkudziesięciu tysięcy, jak przypuszcza Anne Bernet, męczenników, kończąc w czasach epigona pogaństwa, czyli Juliana Apostaty. Ze względu na ogromne terytorium cesarstwa, autorka zaprasza czytelnika do wędrówki po odległych krainach geograficznych i kontynentach, albowiem wszędzie tam, gdzie docierali misjonarze ze słowem Bożym i gdzie sięgała rzymska administracja, rodzili się męczennicy, heroiczni świadkowie Chrystusa. Sposób narracji jest niezwykle ciekawy, bujny, żywy, dramatyczny.

Historia jest opowiedziana kompleksowo, w formie syntezy dziejów Kościoła i państwa: żeby zrozumieć ogrom cierpień męczenników i dlaczego przez trzy wieki byli masowo skazywani na śmierć, musimy poznać tło historyczne, prawodawstwo, obyczaje epoki, struktury społeczne i elementy pogańskiej religii, a także przeróżne rozgrywki o władzę prowadzone w ramach rzymskiej polityki. Książka Anne Bernet wyczerpująco nam to objaśnia, chociaż paradoksalnie tym, co się nasuwa po lekturze, jest zasadniczo brak odpowiedzi na pytanie o kwestię racjonalności prześladowań – irracjonalność tej nienawiści, zaślepienie władców oraz dzikie instynkty plebsu mogą mieć tylko jedną, diaboliczną genezę.

Godny podziwu jest obiektywizm autorki – pisząc o okrutnym Neronie i Galeriuszu, czy o najwznioślejszych przykładach świętych, zachowuje taką samą dbałość o ukazanie prawdy, pozbawioną tendencyjności, ubarwień czy usprawiedliwiania którejkolwiek ze stron. Bez wahania wspomina o aktach apostazji za czasów Decjusza, a nawet tłumaczy niektóre posunięcia najbardziej krwawych cesarzy, choć prawda dla każdego czytelnika będzie oczywista. Nie stroni też od faktów niezbyt pochlebnych dla chrześcijan, takich jak ustępstwa niektórych biskupów wobec władz czy rozprężenie moralne wśród wiernych. Mając świadomość trendów panujących dzisiaj w literaturze naukowej, popularnej czy w mediach, stara się do nich odnosić z dystansem lub ironią, obalając współczesne mity czy tendencyjne opinie. Podobnie ma się rzecz z kwestią cudów, jakie nieraz miały miejsce podczas tortur i śmierci męczenników – autorka zdając sobie sprawę, że niektóre opisane w martyrologiach wydarzenia mogą być wynikiem fantazji późniejszych hagiografów, nie wyklucza zaistnienia nawet najbardziej niezwykłych zjawisk i zawsze przy tym powołuje się na wiarygodnych świadków lub przytacza współczesne świadectwa dotyczące tego typu zjawisk.

Refleksja, jaka nasuwa się po lekturze tej monumentalnej pracy, dotyczy wręcz zdumiewającej aktualności i ponadczasowości mechanizmów władzy, ale również ponadczasowości opierającego się światu chrześcijaństwa. I to jest jedną z największych zalet książki Anne Bernet. Przykłady życia świętych skłaniają do refleksji, nieraz nas zawstydzając: męczennicy za wiarę tamtych czasów nie usprawiedliwiali się – zarówno ojcowie rodzin, matki karmiące, biskupi odpowiedzialni za „swoje owieczki” nie wahali się umrzeć, pozostawiając swe rodziny, maleńkie dzieci i wiernych Bożej opatrzności. Porusza przede wszystkim odraza pierwszych chrześcijan do bałwochwalstwa – siłą rzeczy oni właśnie do tego byli zmuszani, ale niektórzy, łagodniejsi cesarze próbowali „doprowadzić do synkretyzmu w imię jakiejś bliżej nieokreślonej, bezbarwnej i powszechnej tolerancji”. Granica między tolerancją a synkretyzmem także dzisiaj jest czasami bardzo cienka.

W końcu, czy opisane poniżej prześladowania nie przypominają jakże bliskiej nam rzeczywistości:

Kolejną decyzję podjętą przez Licyniusza trudniej jest uzasadnić, bowiem zabraniał on katolikom sprawowania kultu w swoich kościołach […] przez wzgląd na kwestie zdrowia publicznego. Otóż według niego tłoczenie się dużej ilości ludzi w zamkniętym miejscu mogłoby stać się przyczyną wybuchu epidemii. Prawdę powiedziawszy, nie było to kłamstwem. Ale w takim razie, dlaczego nie zastosował tego środka ostrożności do wszystkich budynków użyteczności publicznej? Dlaczego uciekał się do niego jedynie w przypadku chrześcijan?

Albo:

Na targach i w sklepach wymagano od klientów, przed dokonaniem zakupu, zaświadczenia o złożeniu bożkom ofiary?

Wydane przez wydawnictwo Andegavenum tłumaczenie bardzo ważnego dzieła Anne Bernet przypomni czytelnikom historię znanych męczenników, ukazując ich na tle zjawisk politycznych i społecznych tamtej epoki, jednocześnie przybliżając postacie zupełnie nieznanych czy zapomnianych świadków wiary.

A. Bernet, Chrześcijanie w Cesarstwie Rzymskim: od prześladowań po nawrócenie, I–IV w., Andegavenum, Kraków 2022, ss. 640 (przedsprzedaż w księgarni Te Deum).

Mnich z Jaskini Salamanki. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (21)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (21)

Mnich z Jaskini Salamanki

Louis Jean-Baptiste Gaufridi, bo tak się zwał ów mnich, który Jura Białeckiego i czeskiego doktora zaprowadził do owianej mgłą tajemnicy jaskini w hiszpańskiej Salamance, ocknął się całkiem zdezorientowany. Pamiętał wszystko, co wydarzyło się w podziemnej pieczarze. Pamiętał ucztę, niewiasty, potworną postać na tronie, trumny, czarne świece. Nie pamiętał tylko, skąd się w owej Salamance wziął i jak trafił do tej sławetnej jaskini, prowadząc ze sobą jeszcze jakichś innych dwóch mężczyzn, których nigdy wcześniej na oczy nie widział.

I jeszcze jednej rzeczy nie rozumiał, dlaczego miał na sobie habit hieronimity, a nie swój własny, benedyktyński.

Rozejrzał się bacznie dokoła. Bez wątpienia znajdował się w swojej celi klasztoru w Arles, w którym to mieście studiował teologię i przygotowywał się do święceń kapłańskich. Na haku przy drzwiach wisiał jego benedyktyński habit, pod ścianą, u stóp krucyfiksu, stał jego klęcznik, a on sam siedział na swoim wąskim łóżku z materacem z końskiego włosia. Pomyślał, że może to wszystko mu się przyśniło. Ta cała Salamanka, w której nie był nigdy życiu.

I pewnie by tak myślał nadal, gdyby nie fakt, że przecież wciąż miał na sobie ów habit hieronimity

Cóż, nie rozwikła tej zagadki. Przynajmniej na razie. Próżno tedy suszyć nią sobie głowę. Przyjdzie czas po temu, to się wszystko wyjaśni.

Lecz w tym momencie zakołatały mu jeszcze w czaszce słowa, które wypowiedziało androgyniczne monstrum, a które jako ostatnie dotarły do jego świadomości:

– A teraz czas by poddać was próbie, jeśli przejdziecie ją pomyślnie, wrócicie tutaj i nasycicie się wiedzą, jakiej nigdzie i nigdy nie moglibyście zdobyć… Jeśli nie przejdziecie, cóż… cóż… cóż…

Próba? Niechże będzie próba. Chętnie się jej podda. A nuż podoła? A nuż dzięki temu posiądzie całą tę wiedzę, której od lat pragnął? A nie podoła? To i cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu pewnie…

* * *

Dnie mijały, zmieniały się pory roku, słońce wschodziło i zachodziło, rzucano ziarno w ziemię, zboża się kłosiły, żniwiarze wychodzili na pola, kociły się owce i kozy, ludzie się rodzili i umierali, a życie Gaufridiego płynęło niczym spłycona od posuchy rzeka, leniwie… Nie działo się w nim nic… żadnej próbie nikt go nie poddawał… aż w końcu przyszedł dzień, gdy wspomnienie tamtej nocy spędzonej w Salamance nie tylko się rozmyło, ale całkiem rozwiało i nie pozostał po nim żaden ślad…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

Kiedy zawiodą pasterze…

ks. Jakub Wawrzyn FSSPX

Kiedy zawiodą pasterze…

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3097

Przed laty w naszym piśmie stałe miejsce zajmowała kolumna śledząca postępy progresywnych teologów w naszej Ojczyźnie i na świecie. Dziś nie jest już jednak możliwe, aby kontynuować śledzenie wszystkich błędów „Kościoła posoborowego” – wydarzeń skandalicznych. I to nie tylko w sferze obyczajowej, ale przede wszystkim dogmatycznej. Biskupi i kapłani zawiedli. Nie widać żadnych jaskółek, które zwiastowałyby odwrócenie tego szalonego, wręcz samobójczego pędu Kościoła ku przepaści. Natłok zalewających nas złych informacji może wzbudzić u katolików chęć pogrążenia się rozpaczy, ale poddanie się jej, byłoby tryumfem Lucyfera.

Hierarchiczny model Kościoła – wbrew temu, co otwarcie głosi Jean-Claude kard. Hollerich1 – wcale się nie wysłużył! Co więcej, hierarchiczne rządy w Kościele pochodzą z ustanowienia Bożego2! Kiedy zawodzą autorytety, hierarchia, muszą działać katolicy świeccy. Oczywiście nie mogą zastąpić hierarchii, która – zgodnie z insynuacjami Mario kard. Grecha musi zostać zastąpiona „Kościołem synodalnym”3 – nie może być przez nic ani nikogo zastąpiona. Nie chodzi o to, aby uzurpować sobie kompetencje, których się nie posiada; władza rządzenia, nauczania i uświęcania została przekazana przez Chrystusa jedynie apostołom i ich następcom: „Idąc na cały świat, opowiadajcie ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 28,5); „Ty jesteś Opoka […]. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; a cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiosach, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebiosach” (Mt 16,19); nie wspominając już o różnych pouczeniach dla biskupów, które przekazuje w swoich listach do Tymoteusza czy Tytusa św. Paweł… Synod o synodalności jest próbą wdrożenia stanu permanentnej anarchii i pomieszania porządku między Kościołem nauczanym a nauczającym.

Zechciejmy zatem zobaczyć, jak działanie katolików, ich akcję (także tę ubraną w ramy instytucjonalne Akcji Katolickiej) rozumieli papieże początku XX w., a następnie zadajmy sobie trud odpowiedzi na pytanie: co katolicy świeccy mogą uczynić, aby przywrócić panowanie Chrystusa najpierw w naszych rodzinach, a następnie w całym społeczeństwie?

Przypisy

  1. www.ekai.pl/kard-hollerich-hierarchiczny-model-kosciola-wysluzyl-sie/
  2. Por. ks. I. Grabowski, Prawo kanoniczne, Gebethner i Wolff, Warszawa 1948, s. 28.
  3. Zachęcamy do lektury skandalicznego, bo niezwykle szczerego, wywiadu kard. Grecha dla eKAI.