SŁUDZY OBOJGA NARODÓW czyli Poliniacy i Pół-Polacy
Krzysztof Baliński 19. XII. 2022
Przygotowany przez Centrum Analiz i Badań Unii Metropolii Polskich raport podaje: Napływ uchodźców z Ukrainy spowodował, że populacja Polski po raz pierwszy w dziejach przekroczyła 40 milionów. Przed wybuchem wojny w Polsce przebywało ponad 1,5 mln Ukraińców, wojna zwiększyła tę liczbę do blisko 3,2 mln. Oznacza to skokowy wzrost populacji największych polskich miast, np. populacja Rzeszowa wzrosła o 53 proc., Gdańska o 34 proc., Katowic o 33 proc. W Warszawie mieszka obecnie 266,9 tys. Ukraińców, we Wrocławiu 187,3 tys., w Krakowie 177,6 tys., w Gdański 157,6 tys., w Rzeszowie 104,8 tys., w Katowicach 96,5 tys., w Łodzi 85,7 tys., w Poznaniu 84,6 tys., w Lublinie 68,4 tys., w Białymstoku 36,6 tys. We Wrocławiu co trzeci mieszkaniec to Ukrainiec.
Akcja ma wszelkie znamiona wielkiej akcji przesiedleńczej, zmieniającej radykalnie i nieodwracalnie strukturę etniczną Polski. To przemyślana, uzgodniona z Sorosem operacja podmiany ludności Polski, wpisująca się w politykę rządzącej Polską żydokomunistycznej szajki pozbywania się „ciemnego, ksenofobicznego motłochu”, w pomysł na kraj ze skundloną etnicznie i tanią siłą roboczą, zapoczątkowany przez Balcerowicza, kontynuowany przez Tuska, a finalizowany przez Morawieckiego.
Mieliśmy szokową transformację gospodarczą Balcerowicza, dziś mamy szokową transformację etniczną Morawieckiego. No bo, kto w ramach Polskiego Ładu robi wszystko, żeby etniczni Polacy z Polski uciekali.
Kto wygenerował ruch na wschodniej granicy? Kto kilka tygodni przed wojną oświadczył: „Jesteśmy gotowi na przyjęcie 4-5 milionów uchodźców”? Kto złożył deklarację: „Przyjmujemy wszystkich, kto będzie chciał”? Kto podjął zobowiązanie: „Dla każdego uciekiniera z Ukrainy znajdziemy dach nad głową i darmowy posiłek”? Kto robi wszystko, żeby zostali w Polsce na zawsze, fundując im wczasy „all inclusive”, nadając przywileje większe od ludności tubylczej? Kto tumani i podbechtuje Polaków „Jesteśmy mocarstwem humanitarnym” a malkontentów oskarża o „sabotaż wysiłku wojennego”? Kto straszy: „Obywatele Ukrainy zapewne zostaną z nami dłużej” i kto to wszystko podsumował: „Nie ma granic między Polską i Ukrainą”? I wreszcie, dlaczego nie ukrywają spisku przed Polakami, ale epatują łajdactwami? Może dlatego, by Polacy nie mieli złudzeń i spanikowani spierdalali za granicę? Jeśli cię to nie przekonuje, to przypomnij sobie, kto wykrzykiwał: Tu jest Polin?
„Polska będzie kontynuowała wsparcie na rzecz uchodźców, przynajmniej o wartości 3,4 mld euro do końca tego roku” –zapowiedział Morawiecki. Minister rodziny Marlena Maląg, zapytana na antenie TVP1 o to, czy w kontekście ataków na ukraińskie miasta, polski rząd spodziewa się napływu nowej fali uchodźców, rzekła: „Cały czas jesteśmy gotowi. Nasze granice są otwarte i jesteśmy też przygotowani logistycznie na przyjęcie uchodźców. Gdyby taka potrzeba zaszła, to oczywiście obywatele Ukrainy, tak jak to było w lutym i przez cały czas, znajdą u nas wsparcie i miejsce, zarówno dach nad głową, darmowy posiłek, jak i pracę”. Co to oznacza? A no, że nawet polscy bezdomni są gorsi, bo nie dla wszystkich jest miejsce w noclegowniach.
Minister zdrowia Adam Niedzielski, przytakując Morawieckiemu i Maląg, zapowiedział: „W przygotowaniu jest pociąg sanitarny z pełną obsługą ratowniczą i pełnym wyposażeniem medycznym, który może transportować rannych. Będzie odbierał rannych z granicy z Ukrainą (…) Jednocześnie mamy już listę 120 szpitali na terenie całego kraju, do których mogą trafiać poszkodowani. W sumie szacujemy na ten moment, że możliwe byłoby przyjęcie kilku tysięcy pacjentów – rannych w wyniku działań militarnych, w tym również ciężko rannych”. Przypomnijmy, że w czasach pandemicznego wariactwa, kiedy posiadacz polskiego paszportu wjeżdżający do Polski musiał odbyć obowiązkową kwarantannę, tenże Niedzielski zniósł na granicy polsko – ukraińskiej kwarantannę graniczną i obowiązek testowania, a Ukraińcy, wlewający się do Polski przez otwarte wrota jak do stodoły, nie podlegali żadnym restrykcjom epidemiologicznym, nie umierali też, jak polscy pacjenci, czekając na wynik testu CPR. Oddał im też szpitale zamknięte dla Polaków, którzy przez prawie dwa lata, pozbawieni opieki medycznej, byli systematycznie mordowani przez odwołanie zaplanowanych zabiegów. Ale to nie wszystko – poniżania Polaków nie zaprzestają. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, w Polskim Radiu stwierdził po chamsku, bezczelnie i nienawistnie: „Pandemia spowodowała to, że wielu pacjentów przekładało swoje badania diagnostyczne, przekładała swoje wizyty onkologiczne”.
Polskie społeczeństwo przyjęło uchodźców wojennych do swoich domów z otwartymi ramionami. Bezprecedensową decyzją polskich władz Ukraińcy uzyskali takie same prawa, co Polacy. OECD szacuje, że wydatki związane z utrzymaniem uchodźców wojennych z Ukrainy wyniosą 8,4 mld euro i będą najwyższe wśród państw należących do OECD. Dzięki zmianom prawa w Polsce Ukraińcy mogą uzyskać numer identyfikacyjny PESEL, taki sam, jaki posiada każdy obywatel Polski. Na tej podstawie przysługują im świadczenia rodzinne, wychowawcze, na rozpoczęcie nauki w szkole czy świadczenia opiekuńcze wynoszące nawet 2,6 tysiąca euro. Aby zaopiekować się dziećmi, gminy otworzyły dodatkowe żłobki na uproszczonych zasadach, a wiele instytucji publicznych zostało zamienionych na noclegownie. Ukraińcom uciekającym przed wojną zapewniona była także bezpłatna pomoc psychologiczna, pomoc żywnościowa czy dostęp do opieki medycznej. Szkoły umiały się dość szybko zreorganizować, by przyjąć 200 tysięcy dodatkowych uczniów z Ukrainy (w samej Warszawie jest ich blisko 20 tys.). Zliberalizowano także zasady zatrudniania nauczycieli, by spośród uchodźców zatrudnić osoby mówiące po ukraińsku. Szacowana wartość całkowitych rocznych wydatków władz publicznych przeznaczonych na pomoc uchodźcom wraz z kwotą prywatnych wydatków Polaków poniesionych na ten cel tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy wojny to w sumie 25,4 mld zł. O tym wszystkim, w emocjonalnym i chełpliwym zarazem tonie, pisze miesięcznik „Wszystko co Najważniejsze”. Ale to nie wszystko. Na koniec mamy: „Narody polski i ukraiński zawsze wiele łączyło, choć nasza wspólna historia bywała także bolesna. Dzisiaj to wszystko stanowi jednak przeszłość i jest oczywiste, że pomagamy naszym sąsiadom w potrzebie i że będziemy pomagać, dopóki nie będą mogli wrócić bezpiecznie do swoich domów”.
Kim jest osobnik piszący te nienawistne dla Polaków słowa? To Piotr Arak, dyrektor założonego specjalnie dla niego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wcześniej menedżer w związanej z funduszami Sorosa firmie doradczej Deloitte, potem asystent i doradca ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, i wreszcie, jako doradca Mateusza Jakuba Morawieckiego, jeden z głównych twórców programu „Polski Ład”, globalistycznej agendy mającej unicestwić małych przedsiębiorców, przekazać władzę korporacjom, która nadwyrężyła w znaczący sposób filary ekonomiczne Rzeczpospolitej. I jeszcze jedno – Morawiecki wyróżnił inkryminowanego odznaką honorową „Za Zasługi dla Finansów Publicznych Rzeczypospolitej Polskiej”. I właśnie dlatego warto było przytoczyć te słowa, bo odzwierciedlają zamysły jego pryncypała i świadczą, z jaką swołoczą u szczytów władzy mamy do czynienia.
Poprzez płatności na rzecz osób, które przyjęły uchodźców pod swój dach, czy też zasiłki na ich rzecz, a także koszty edukacji dzieci i koszty opieki zdrowotnej tylko w marcu i kwietniu budżet państwa wydał 8 mld zł. Ogromne wydatki poniosły także samorządy i spółki Skarbu Państwa. „Bezpośrednie koszty przyjęcia uchodźców wyniosą do końca roku 40 mld zł, przy uwzględnieniu systemu edukacji, systemu opieki zdrowotnej, ubezpieczenia społecznego – chełpił się Grzegorz Puda, minister funduszy i polityki regionalnej. Świadczenia socjalne pobiera ponad milion Ukraińców. 500+ wypłacane jest na 700 tysięcy ukraińskich dzieci. Przeszło milion Ukraińców otrzymało świadczenie jednorazowe w wysokości 300 złotych „na start”, co daje łączną kwotę 320 milionów złotych. Do końca lipca wypłacono świadczenia wychowawcze na kwotę 866,65 mln złotych – z równie wielką dumą podkreśla wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed. To jednak nie koniec „hojności” naszego rządu. ZUS wypłaca 12.000 zł za urodzenie dziecka i tylko do lipca objęły one 15,44 tysiącach dzieci. Polska zmieniała także prawo w zakresie zatrudniania uchodźców, dając każdemu niezależnie od ilości przepracowanych godzin, zawsze minimalną pensję, w wysokości 3010 zł., nawet jeśli będzie pracował tylko na ułamek etatu, na umowę zlecenie lub tylko jeden tydzień w miesiącu. Polak pracujący na takich samych warunkach zarobi brutto 1505 zł. No i wiadomość z ostatnich dni – ministerstwo Szweda przyznało, że 80 tysięcy Ukraińców wyłudziło 240 mln z 500+ i 960 mln z rodzinnego kapitału opiekuńczego, i że najbezczelniejsi wpadają po te pieniądze na godzinę do Przemyśla.
Już to z buzią rozbawionego dziecięcia, już to z miną wiejskiego głupka, polski prezydent wykrzykuje: „Stosunki z Ukrainą są bezalternatywne; Nie ma suwerenności Polski bez suwerenności Ukrainy; Bezpieczeństwo Ukrainy jest częścią naszego bezpieczeństwa; Dozbrajanie Ukrainy jest politycznym nakazem chwili i Polska powinna przeznaczyć na ten cel wszystkie dostępne środki, nie pytając nikogo o zdanie”. Wcześniej, w Belwederze – symbolu polskiej państwowości, przed całym światem powiadomił: „Tu jest Polin”. Jeśli do tego dodamy jego geostrategiczne przemyślenie: „Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”, które skierował do prezydenta sąsiadującego z Polską mocarstwa, to mamy pełną wykładnię polskiego interesu narodowego autorstwa prezydenta wszystkich Polaków. Kto mu tak we łbie zamieszał, albo kto wtłoczył mu do łba takie genialne myśli? Rabin Schudrich czy inni bywalcy Pałacu Prezydenckiego?
„Ta wojna skończy się, gdy odzyskamy każdy dom i szkołę, każdy szpital i każdą drogę”- podkreślił w Kijowie Mateusz Morawiecki. Gdy do tego dodamy niebywałe, niespotykane w dyplomacji słowa rzecznika ministra spraw zagranicznych: „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, to polski prezydent, polski premier i polski minister ujawnili, że nie reprezentują Polski, że identyfikują się z Ukrainą jak żaden inny przywódca świata, nawet Zełenski i że wypowiedzieli te słowa, gdy zaczyna być coraz groźniej, gdy staliśmy się bezbronni, jak nigdy w historii, gdy rodzi się podejrzenie, że Ukraińcy spuszczając rakietę na Przewodowo chcieli wciągnąć Polskę do wojny. Jeśli do tego dodamy, że za zdradę stanu uznają słowa „Wojna na Ukrainie to nie nasza wojna”, to trzeba zapytać: Czy nie zbliżyli się niebezpiecznie do granicy zdrady głównej? Czy dogadując się za kulisami nie spiskują, czyli nie popełniają przestępstwa?
Dlaczego do dziś nie został wyraźnie określony kanon polskiego interesu narodowego? Czy nie dlatego, że „Nasi” (tu przypomnijmy: narodowość pisze się z dużej litery) na wszystko mają prostą odpowiedź: O interes gospodarczy Polski zadba Komisja Europejska (wystarczy tylko ustąpić ws. sędziego Tuleyi). O bezpieczeństwo zadbają USA (byle tylko wydać 40 mld dolarów na amerykańską broń). O dobre imię Polski w świecie zatroszczy się Amerykański Kongres Żydów (byle tylko zwrócić majątki pożydowskie).O obronę polskich granic zadbają Ukraińcy (byle tylko ogołocić polską armię z czołgów). Temat drążyć można innym pytaniem: Czy powodem nie jest to, że nie ma komu tego zrobić, bo wiele stanowisk w rządzie obsadzonych jest ludźmi, jak mówił kresowy poeta, „nie z Ojczyzny mojej”, a na placówkach dyplomatycznych panoszą się dyplomaci Obojga Narodów? I, żeby nie było wątpliwości – nie chodzi o Polaków, Białorusinów, Litwinów lub Tatarów.
Z wyjątkiem Polski wszystkie państwa kierują się własnym interesem. Wszystkie mają własną narrację, tylko nie my. My przyjęliśmy narrację ukraińską, a o swoich interesach boimy się nawet myśleć. Wykładnię interesu narodowego podpowiada nam Wiktor Orbán: „Nie jesteśmy Ukraińcami. Nie jesteśmy Rosjanami. Jesteśmy Węgrami. W tym konflikcie Węgry stoją po stronie Węgier”. I widać, jak bardzo brakuje w Polsce polityka, który odważyłby się powiedzieć to, co on. Jak i widać, że nie ma siły, która stoi po stronie Polski. Jak walczyć o interesy swojego kraju, naszym durniom pokazuje nawet Zełenski, który prowadzi politykę maksymalizującą zyski dla Ukrainy, bez oglądania się na interesy innych państw, nawet Polski, od której dostaje pomoc o niewyobrażalnej skali. W tym miejscu przytoczmy demaskujące słowa doradcy prezydenta Ukrainy (mające być w zamyśle podziękowaniem dla władz Polski: „Gdyby nie Polska, to nas już nie byłoby wśród żywych; W każdym wymiarze, militarnym, informacyjnym, politycznym Polska faktycznie uratowała Ukrainę; Polacy oddali wszystko, co mogli. Mam wrażenie, że oddali więcej niż zostawili sobie; Polscy dyplomaci we wszystkich organizacjach międzynarodowych biją się za nas nieraz bardziej niż my sami”.
Kanonem polskiego interesu narodowego i warunkiem bezpieczeństwa Polski powinno być zachowanie jednolitej struktury etnicznej. Tymczasem przedkładają ukraińskie interesy narodowe nad interesami Polski. Stawiają aparat państwa w roli wykonawcy cudzych strategii. Nie wyciągnęli wniosków z prognoz nadających Polsce złowieszczą nazwę „strefa zgniotu”. Dali się wciągnąć w geopolityczne machlojki podsuwane przez trockistów zza Oceanu. Odwracają nasz kraj na Wschód, wciągając go w tamtejsze konflikty. Nakręcają się wizją nowego wschodniego mocarstwa Trojga Narodów, nie pomni, że podobny wybryk Piłsudzkiego o mało nie zniszczył nowo powstałej II RP. Tracą kontrolę nad państwem. Rezygnują ze wszystkich prerogatyw suwerenności. Odbierają Polskę Polakom, którzy są coraz mniej u siebie (a winy rządzących wcale nie pomniejsza to, że ogłupieni Polacy uczestniczą w tym z wielkim entuzjazmem, własnymi rękami likwidując sobie państwo).
Dlaczego wojnę rosyjsko-ukraińską politycy wszystkich orientacji uznali za „naszą wojnę”? W czym wyraża się wrogość Rosji, która ma swoje porachunki z Ukrainą, ale nie z Polską? Dlaczego wszystkie konsekwencje wojny Polska bierze na siebie, ignorują swój interes narodowy i losy państwa? Dlaczego z tak skrajną zapalczywością stawiają na konfrontację, bez pozostawienia sobie jakiegokolwiek pola manewru? Zamiast trzymać się z daleka od konfliktów, które nas nie dotyczą, wsadzają palce między drzwi i futrynę, wdają się w gry, w których nie wiedzą o co chodzi i kto w tych grach rozdaje karty. Czy w ogóle wiedzą, kto na Ukrainie jest ich rzeczywistym partnerem? Przecież nie komik telewizyjny i nie partia, która wzięła nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego.
Na naszych oczach realizuje się scenariusz, który wydawał się koszmarnym snem, w którym Polska nie uzyskuje niczego, a najwięcej traci. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polski i Polaków jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo przecież podżegali do wojny) nie będzie miejsca na defiladzie „moralnych zwycięzców”. Będzie za to obowiązywać jedna linia – kapitulacja przed Brukselą. Przy czym projekt federalizacji UE zostanie powierzony do realizacji i sfinalizowany rękami Morawieckiego, a PiS ogłosi „albo Związek Socjalistycznych Republik Europejskich albo Putin” i w pełni podda się narracji, że cokolwiek narodowego to „agenda Putina”. Gdy wejdzie w życie „Plan Marshalla dla Ukrainy”, Polska będzie sąsiadować z mocarstwem regionalnym, a sama pozostanie „mocarstwem humanitarnym”, a jej politycy dalej będą bajdurzyć, że „niemal cała Europa zaczęła odważnie przemawiać po polsku” i że „Polacy zdali egzamin”. Biden przekaże problem Polski Brukseli, a ta zostawi Polskę bez sojuszników, ze zdewastowaną gospodarką, z olbrzymimi długami, z milionami przesiedleńców, z napięciami na tle etnicznym, z masową emigracją Polaków za chlebem. I trzeba będzie odkurzyć fraszkę Ignacego Krasickiego „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Z tym że to „nasi” politycy sami sobie przydzielili rolę zająca.
I jeszcze jedno: „Hańba domowa”, tak Jacek Trznadel nazwał kolaborację żydokomunistycznych bierutowskich elit ze stalinizmem w negowaniu zbrodni katyńskiej i przypisywaniu jej sprawstwa Niemcom. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja żydokomunistycznych elit III RP z potomkami Bandery i przypisywanie mordów UPA Rosjanom. Ale o tym w kolejnym tekście.
Nie mówię „nie”; jestem na „krótkiej liście” Parlamentu Europejskiego – mówi Robert Biedroń pytany, czy na stanowisku wiceprzewodniczącego PE zastąpi aresztowaną za korupcję Evę Kaili. Odnosząc się do korupcyjnego skandalu w gronie socjaldemokratów europoseł Lewicy stwierdził, że demokracja w Europie jest zagrożona przez… skrajną prawicę.
Choć określany mianem „Qatargate” skandal wybuchł prawie dwa tygodnie temu, w Parlamencie Europejskim rośnie obawa, że afera dopiero się rozkręca – zauważają media. Wszyscy zatrzymani podejrzani pochodzą z kręgu Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów (S&D).
Według medialnych doniesień Eva Kaili, była już wiceszefowa PE, i trzej aresztowani mężczyźni, z których jeden to jej „partner” [dla normalnych: chodzi o aktualnego kopulanta. MD] Francesco Giorgi, otrzymywali łapówki od państwa z Zatoki Perskiej, prawdopodobnie Kataru. Do winy przyznał się Giorgi. Kaili nie przyznała się do niczego, podobnie jak rząd Kataru. Jak na razie mowa jest o kwocie 1,5 mln euro.
Lewica wini „skrajną prawicę” za aferę socjaldemokratów
Sprawę komentował w TVN24 europoseł Lewicy Robert Biedroń.
– Z jednej strony to pokazuje siłę Parlamentu Europejskiego, jak zareagowaliśmy na ten skandal. W ciągu 24 godzin Ewa Kaili została zatrzymana i pozbawiona swoich przywilejów władzy – powiedział polityk, pytając dziennikarza, czy „wyobraża sobie takie standardy w Polsce” (o standardach w Senacie i immunitecie marszałka Tomasza Grodzkiego pisaliśmy m.in. w tym artykule).
Zdaniem Biedronia uzasadnione są obawy o stan demokracji w Europie.
– Ona jest zagrożona. Jest wiele państw, które ze względu na siłę będą próbowały sobie tę władzę podporządkować. Wiele mówi się o wpływach skrajnej prawicy na stanowione w UE prawo za rosyjskie pieniądze – stwierdził europoseł Lewicy.
Biedroń: Czarne owce są wszędzie
Prowadzący rozmowę dziennikarz „upomniał” Biedronia, zwracając uwagę, że w przypadku Kaili zawiodła raczej… lewica. – „Dzisiaj się okazuje, że takie czarne owce są wszędzie” – uznał eurodeputowany.
Biedroń pytany, czy będzie następcą Kaili na stanowisku wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, odpowiada: „Jestem na krótkiej liście. Wybory będą w przyszłym roku. Nie mówię »nie«”.
Ocieplenie klimatu. Już niedługo umrzemy z przegrzania.
Polecam każdemu spojrzeć na te białe strzałki. Ja dziś z powodu ocieplenia klimatu postanowiłem podarować wszelkie moje futra, kozaki zimowe, rękawiczki z wełny i moją rosyjską czapkę syberyjską. 🙂 Dziś najlepiej mieć tylko bikini i sandały. 🙂
Poniższy Screenshot pochodzi z portalu Ventusky.com. Polecam tam zaglądać zawsze, bo tam możecie monitorować co się dzieje z pogodą, Całą azjatycka część Rosji cierpi w temperaturach około minus 35-40 stopni, nawet Chiny są częściowo przy minus 20 stopni. Na Grenlandii panują temperatury w okolicach -40-50 stopni. Kurde jeszcze trochę to tem lodowiec tam będzie parować z gorąca. 3/4 Kanady zajęte przez temperatury podobne, przy granicy USA częściowo panuje temperatura minus 20 stopni.
O jak duszno nam jest! Co to będzie dopiero latem? Ja leżę sobie na moim balkoniku przy minus 12 stopni. Bo w telewizji mi mówią i poprzez portale prognozy pogody że u mnie jest minus cztery stopnie. Kłamią oni i mój termometr. Wiem dokładnie że jest co najmniej plus 18. :)))))
A i co ważne. Szczepionki działają. Na 100%. Rząd Polski je zbadał dokładnie. Wyborcy PiS-u którzy się do tej pory nie zaszczepili nie będą mogli głosować w wyborach. Cała reszta nie zaszczepionych też nie weźmie udziału w wyborach, bo to dywersanci i onuce Putina.
Ksiądz Michael P. Orsi z USA wygłosił kazania, które zostało spisane i opublikowane na łamach LifeSiteNews.com. Kapłan mówi w nim o punkcie zwrotnym, w którym znalazło się światowe społeczeństwo. Zwraca uwagę, że mamy teraz do czynienia z wyborem pomiędzy Bożym porządkiem świata, a Wielkim Resetem tj. porządkiem wypracowanym przez Klausa Schwaba.
„Społeczeństwo osiągnęło punkt, w którym stajemy przed wyborem, który jest naprawdę wyborem egzystencjalnym — co oznacza, że dotyka samego naszego istnienia” – mówi ks. Michael P. Orsi.
Kapłan wskazuje tu, że de facto możemy wybierać wiarę i Boży porządek świata, w którym Jezus pokazuje nam, jak żyć w wolności i indywidualnej odpowiedzialności moralnej. Alternatywą dla tego jest Wielki Reset zwany Nowym Porządkiem Świata, „w którym nasze ścieżki edukacyjne, nasze opcje ekonomiczne i nasze perspektywy życiowe znajdują się pod centralną globalną kontrolą”.
W swoim kazaniu opublikowanym na łamach LifeSiteNews.com wyraża swoje zaniepokojenie wobec tendencji, które dostrzega w społeczeństwie. „Nienawidzę tego mówić, ale w tej chwili myślę, że Nowy Porządek Świata wyprzedza swój wpływ i siłę przekonywania. Najpotężniejszą zaletą, jaką posiada, jest strach” – wskazuje ksiądz z Florydy w USA.
„Ci, którzy forsują program globalistyczny, odnieśli ogromny sukces w podsycaniu niepokoju publicznego w związku z szerokim zakresem obaw, z których najważniejszym jest zmiana klimatu” – czytamy w tekście na portalu.
Kapłan zauważa, że dziś wielu ludzi żyje w strachu np. przed globalnym ociepleniem i żyje w przeświadczeniu, że na skutek działań ludzi topnieją polarne czapy lodowe, zmieniają się wzorce pogodowe, generowane są potężne burze, a duże obszary świata staną się wkrótce niezdatne do zamieszkania. „Ich obawy są podsycane przez szkoły, media, popularne filmy i programy telewizyjne, stado sygnalizujących cnoty polityków i celebrytów” – podkreśla ks. Orsi.
„Skłania to ludzi do zaakceptowania ograniczeń dotyczących zużycia energii, użytkowania gruntów, zakupów produktów, podróży: całego szeregu wyborów, które tradycyjnie uważaliśmy za osobiste. Sprawia, że są chętni do scedowania elementów naszej suwerenności narodowej na rzecz międzynarodowych agencji traktatowych i organizacji globalnych” – powiedział kapłan.
Ks. Michael P. Orsi zauważa, że strach jest wspaniałym motywatorem. Ludzie czują się zagrożeni w dzisiejszym świecie, dlatego zwracają się do „władz”, aby te ich chroniły i uwalniały od zmartwień. „Rzecz w tym, że ta katastrofa nigdy się nie zmaterializuje. Ziemia i jej systemy ekologiczne dość dobrze radzą sobie z wahaniami i zakłóceniami, które pojawiają się w Naturze” – wskazuje.
„W podobny sposób widzieliśmy działanie strachu podczas pandemii. Dopadła nas nowa choroba z nieprzewidywalnymi skutkami i byliśmy przerażeni. Zwróciliśmy się więc do „władz”, które kazały nam się fizycznie odseparować, nosić maseczki i przyłbice, zostać w domu i przyjmować szczepionki opracowane w pośpiechu i promowane w atmosferze paniki” – czytamy w tekście, będącym obszernym streszczeniem kazania.
Ksiądz zwraca uwagę na rezultaty tego strachu i działania w pośpiechu. Podkreśla, że pomimo oddania naszego dobra w ręce „władz”, wciąż wiele osób chorowało, niektórzy umierali, a inni nabawiali się dziwnych i szkodliwych chorób po przyjęciu szczepionki. „Niektórzy stracili pracę lub firmy z powodu ograniczeń związanych ze zdrowiem publicznym” – wskazuje. „Po raz kolejny zaufaliśmy tym, których uważaliśmy za najbardziej wykwalifikowanych. I — jak na ironię — nasze zaufanie zostało nagrodzone stratami fizycznymi, społecznymi i ekonomicznymi” – pisze ks. Orsi.
Amerykański kapłan z Florydy w swoim kazaniu zauważa, że należy przeciwstawić się Nowemu Porządkowi Świata. Wskazuje jednak, że największa nadzieja na przeciwstawienie się totalitarnym projektom nie leży w polityce, lecz w religii. „Jak widzieliśmy w latach sowieckiego komunizmu, kiedy ludzie wierzą w Boga, nigdy nie mogą całkowicie poddać swojej woli światowym mocarstwom” – powiedział.
Kobiety, to szalenie skomplikowane istoty. Tak skomplikowane, że nie ma pewności, czy potrafią zrozumieć same siebie. Na przykład feministki: malują się i stroją. W jakim celu? A w jakimże innym, jeśli nie w celu zwrócenia na siebie uwagi? No dobrze – ale czyjej uwagi? Przecież nie innych feministek, a nawet – nie innych kobiet, które natychmiast zaczną doszukiwać się w ich wyglądzie jakichś mankamentów; nieważne, czy rzeczywistych, czy urojonych, niczym ciotka felietonisty warszawskiej „Kultury” Hamiltona. Ta ciotka nie mogła wziąć na kolana kota, by go pogłaskać, bo zaraz musiała szukać mu pcheł. Takie miała natręctwo.
Jeśli więc kobiety, wszystko jedno – feministki, czy nie – pielęgnują urodę i modnie się ubierają, to – jeśli nawet za żadne skarby się do tego nie przyznają – robią to w celu zwrócenia na siebie uwagi jakiejś męskiej, szowinistycznej świni. Jak taka świnia już zwróci uwagę na kobietę, to ona wtedy zacznie dawać mu, to znaczy – tej świni – do zrozumienia, że nic a nic jej on nie interesuje. Niekiedy, a właściwie nawet często, bywa odwrotnie, Jeśli kobiecie w żaden sposób nie udaje się zwrócić na siebie uwagi męskiej szowinistycznej świni, to tym bardziej się o to stara, czasami nawet dochodząc do tego, że się w świni zakochuje, od czego bywa nieszczęśliwa. Inna rzecz, że kobiety – paradoksalnie – lubią bywać nieszczęśliwe, o czym świadczy wierszyk Klaudiusza de Rulhiere, autora „Dziejów anarchii w Polsce”: „Un jour une actrice fameuse, me contait les fureurs de son premier amant, moitie riant, moitie reveuse, elle prononcait ce mot charmant: eh, c’etait le bon temps, j’etais bien malheureuse” (Pewnego razu sławna aktorka opowiadając mi o wybrykach swego pierwszego kochanka, na pół ze śmiechem, na pół z rozmarzeniem, wypowiedziała te czarujące słowa: ach, to był piękny czas, byłam taka nieszczęśliwa!)
Kobiety zrzeszające się w gromady nazywane „strajkiem kobiet” najwyraźniej nie tylko są, ale w dodatku chyba lubią być nieszczęśliwe. Świadczą o tym ich pretensje, kierowane dlaczegoś akurat pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, który nie tylko jest starszym panem, ale w dodatku – starym kawalerem. Wydawać by się mogło, że i jedno i drugie powinno zniechęcać do niego kobiety. Tymczasem nic z tych rzeczy! Najwyraźniej właśnie z tych powodów Jarosław Kaczyński najwyraźniej musi je fascynować, bo czyż w przeciwnym razie urządzałyby pod jego domem protesty polegające na otwieraniu parasolek? To rozchylanie parasolek to oczywiście taka delikatna aluzja, sygnalizująca gotowość do bliskich spotkań III stopnia. Im bardziej takie bliskie spotkanie III stopnia wydaje się nieprawdopodobne, tym bardzie pobudza kobiecą ambicję, by do niego doprowadzić, by Jarosław Kaczyński znalazł się u ich stóp.
Taki sam mechanizm sprawia, że mnóstwo kobiet angażuje swoje uczucia w rozmaitych nicponiach lub pijakach w nadziei, że to, co nie udało się innym, uda się im. Jarosław Kaczyński, ani żadnym nicponiem, ani żadnym pijakiem oczywiście nie jest, ale za to dysponuje potężnym afrodyzjakiem w postaci władzy, jaką w naszym nieszczęśliwym kraju sprawuje w charakterze Naczelnika Państwa. Najwyraźniej ten afrodyzjak, w połączeniu z dodatkowymi motywacjami sprawia, że tłumy kobiet i to raczej młodych, niż pokonanych w walce z upływem czasu, pielgrzymuje pod jego dom, by rozchylić przed nim swoje parasolki. Kordon policjantów tylko wzmaga ekscytację, bo policjanci to przecież też mężczyźni, w dodatku stylizujący się na personifikacje brutalnej siły. Perspektywa obcowania z czymś takim z pewnością musi wzbudzać rozmaite dreszczyki.
W takich sytuacjach łatwo też o nieporozumienia, o których przed laty rozmawiałem w Paryżu z pewnym starszym, bardzo inteligentnym Francuzem. Jeśli prawdą jest – mówiłem – to, co Hegel mówił o „duszy narodu”, to Francja musi mieć duszę kobiety. – Co pan ma na myśli – zapytał mój rozmówca. – Wyjaśnię to, panie markizie, na przykładzie stosunku Francji do Rosji. Rosyjska brutalność, żeby nie powiedzieć – chamstwo – z jednej strony Francję przeraża, ale z drugiej – perwersyjnie ją pociąga. Ponieważ jednak subtelności duszy kobiecej niekoniecznie muszą być rozumiane przez współczesnych Rosjan – (a rozmawialiśmy jeszcze za komuny) – to francuskie awanse mogą doprowadzić do tego, że Rosja zwyczajnie Francję zgwałci.
Nawiasem mówiąc, nie w tym jednym przykładzie manifestuje się kobiecy charakter duszy francuskiej. Bardzo dobrą tego ilustracją jest również niechętny, a niekiedy wręcz wrogi, stosunek Francji do Ameryki. Francja jest kobietą ambitną, żeby nie powiedzieć – pyszną. Tymczasem w XX wieku Ameryka dwukrotnie widziała Francję w sytuacji bez majtek – i tego właśnie nie może ona Ameryce darować. Mogliśmy przekonać się o tym całkiem niedawno, kiedy francuski prezydent Emmanuel Macron uzasadniał potrzebę utworzenia europejskich sił zbrojnych koniecznością obrony Europy również przed… Stanami Zjednoczonymi. Jak pamiętamy, prezydent Trump nie posiadał się ze zdziwienia i napisał tylko, że przecież Ameryka nigdy Europy nie napadła, dodając, że gdyby nie USA, to w Paryżu wszyscy dzisiaj uczyliby się po niemiecku. A przecież wtedy jeszcze Ameryka nie chwyciła Europy tak mocno za twarz, jak teraz, pod pretekstem wojny na Ukrainie, więc przyczyny tej francuskiej niechęci do USA muszą być głębsze – właśnie natury psychologicznej.
Nie jestem pewien, czy kobiety, aluzyjnie rozchylające swoje parasolki przed domem Jarosława Kaczyńskiego zdają sobie z tego wszystkiego sprawę. Obawiam się, że mogą sobie z tego sprawy nie zdawać. Wprawdzie próbują racjonalizować swoje zachowanie, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że te próby racjonalizacji to tylko taka zasłona dymna, za którą buzują instynkty, w dodatku ambiwalentne. Z jednej bowiem strony Jarosław Kaczyński, choć by z racji posiadania wspomnianego potężnego afrodyzjaku w postaci władzy, budzi ich pożądanie, co do którego mają one w dodatku pewność, że nie zostanie ono nigdy zaspokojone, co jednak wcale nie zmniejsza jego intensywności, chociaż z drugiej strony świadomość daremności tych wszystkich usiłowań niewątpliwie musi być frustrująca. Tym właśnie tłumaczę sobie masowe, histeryczne zachowania kobiet biorących udział w tych demonstracjach, którym kropkę nad „i” postawiła pani Marta Lempart, oświadczając, że chce jej się „rzygać” i jednocześnie – „płakać”. Co prawda powiedziała to w kontekście pragnienia zjednoczenia opozycyjnych gangów politycznych w jedną formację, ale przecież celem tego przedsięwzięcia miało być… pokonanie Jarosława Kaczyńskiego, który w ten sposób w umysłach, sercach i instynktach strajkujących kobiet utrzymuje pozycję dominującą.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Discite justitiam moniti, et non strach divos. Venditit hic auro patriam, dominumque potentem imposuit, fixit leges pretio atque refixit; hic thalamum atakuje natæ vetitosque hymenæos; ausi omnes immane nefas ausoque potiti.
Tyranom inni sprzedają swój kraj, narzucając obcych panów, za obce złoto; Niektórzy uchylają stare prawa i tworzą nowe, Nie tak jak ludzie chcieli, ale jak im zapłacili. – An. , VI, 620-624
I. Wstęp
Doktryna o królewskości Chrystusa stanowi podział między Kościołem katolickim a „Kościołem soborowym”; w rzeczywistości jest to punkt rozdziału między ortodoksją katolicką a neomodernistyczną heterodoksją, ponieważ zwolennicy sekularyzmu i liberalnego laicyzmu nie mogą zaakceptować, że panowanie naszego Pana powinno być rozszerzone na sferę cywilną, usuwając ją w ten sposób spod arbitralności możnych lub woli manipulowalnego ludu. Jednak sama idea, że władza ma swój fundament w transcendentnej zasadzie, nie narodziła się wraz z chrześcijaństwem, ale jest częścią naszego grecko-rzymskiego dziedzictwa. Samo greckie słowo ἱεραρχία wskazuje z jednej strony na „administrowanie rzeczami świętymi”, ale z drugiej strony odnosi się także do „świętej władzy”, jaką jest autorytet, gdzie zobowiązania z nim związane w istotny sposób stanowią λειτουργία, czyli urząd publiczny, za który odpowiada państwo.
Podobnie negacja tej zasady jest prerogatywą myślenia heretyckiego i ideologii masońskiej. Świeckość państwa stanowi główny postulat Rewolucji Francuskiej, [1] dla której protestantyzm dostarczył teologicznych podstaw, przekształconych później w filozoficzny błąd wraz z nadejściem liberalizmu i ateistycznego materializmu. Ta wizja całkowicie spójnej i harmonijnej całości, która przemierza upływ czasu i przekracza granice przestrzeni. Prowadząc ludzkość do pełni Chrystusowego Objawienia, było właściwe tej Cywilizacji, której stłumienie i unieważnienie pragnie się w imię dystopii, która jest nieludzka, ponieważ jest wewnętrznie bezbożna, gdyż wywodzi się z nieugaszonej nienawiści do Adwersarza, pozbawiając się Najwyższego Wiecznego Dobra przez pychę i bunt przeciwko Woli Boga.
Nic dziwnego, że nasi współcześni nie rozumieją przyczyn obecnego kryzysu: pozwolili się ograbić z dziedzictwa mądrości i pamięci, zbudowanego na przestrzeni dziejów dzięki pedagogicznej interwencji Opatrzności, która wypisała w sercu każdego człowieka odwieczne zasady, jakimi powinien kierować się w każdym aspekcie swojego życia. Ta cudowna παιδεία sprawiła, że ludy oddalone od Boga i pogrążone w ciemnościach pogaństwa zostały predysponowane, naturalnymi środkami, do wybuchu nadprzyrodzonego wymiaru w historii, czyli do przyjścia Chrystusa, w którym wszystko się streszcza i ukazuje jako część boskiego κόσμος.
Kiedy August nakazał wydanie Eneidy – którą Wergiliusz kazał zniszczyć w swoim testamencie jako niekompletną – w całym Imperium rozpoczął się właśnie „Pax Romana”; Pax przyznany światu na powitanie Wcielenia Syna Bożego i wyrwanie ludzkości z niewoli szatana. Echa tego uroczystego i świętego pokoju rozbrzmiewają do dziś w pełnych rozmachu słowach rzymskiego martyrologium, które ponownie usłyszymy w wigilijny poranek: Ab urbe Roma condita anno septingentesimo pięćdziesiąt sekund, anno imperii Octaviani Augusti quadragesimo secundo, toto orbe in pace composito… Jesus Christus æternus Deus æternique patris Filius, mundum volens adventu suo piissimo consecrare, de Spiritu Sancto conceptus, …in Bethlehem Judæ Maria Virgine nascitur factus homo.
W siedemset pięćdziesiątym drugim roku od założenia miasta Rzym, w czterdziestym drugim roku panowania cesarza Oktawiana Augusta, cały świat był w pokoju, …. Jezus Chrystus, Bóg Przedwieczny i Syn Ojca Przedwiecznego, pragnąc uświęcić świat swoją najbardziej miłującą obecnością, został poczęty przez Ducha Świętego (…) i Narodził się z Maryi Dziewicy w Betlejem Judzkim, stając się człowiekiem.
Zaledwie czterdzieści lat przed narodzinami Zbawiciela, Wergiliusz miał okazję związać się z synami Heroda, którzy przybyli do Rzymu na studia. Od nich nauczył się mesjańskich proroctw Starego Testamentu i zapowiedzi rychłych narodzin Puer, które opiewane są w jego Czwartej Eklodze: Jam redit et Virgo, redeunt Saturna regna, jam nova progenies cœlo demittitur alto. Tu modo nascenti Puero, quo ferrea primum desinet, ac toto surget gens aurea mundo, casta fave Lucina: tuus jam regnat Apollo.[2]
W tym żarliwym oczekiwaniu na nadejście Chrystusa August uratował poemat Wergiliusza przed zniszczeniem, widząc w nim owo dążenie do świata, w którym panuje pokój, po stuleciu wojen domowych. W Eneaszu widział wzór tego, który uznaje wolę Bożą i wynikające z niej więzi wobec Ojczyzny i rodziny, włożone przez Opatrzność w warunkowe wydarzenia Historii, uczestnik do woli Bożej utrwalonej w wieczności. Łatwo możemy zrozumieć, dlaczego dusza człowieka sprawiedliwego i uczciwego, chociaż pozbawiona Wiary, może czuć się zepchnięta w stronę szlachetnego przeznaczenia, przed którym milczą fałszywi i kłamliwi bogowie, milczy Sybilla i przechodzi na emeryturę wyrocznia Arakulesa. Następnie widzimy w fato [los] – po łacinie fas – odniesienie do czasownika fari , co oznacza „mówić” i odnosi się do Słowa Bożego, odwiecznego Słowa wypowiedzianego przez Ojca. Chrześcijanin jest w zachwycie nad taką ojcowską dobrocią, nad tą opatrznościową ręką, która towarzyszy ludzkości zagubionej w ciemnościach ku Światłu Chrystusa, Odkupiciela ludzkiego gatunku.
W tej wizji Historii i Bożej interwencji w nią jest coś wybrał z nieuchwytnego, co porusza i popycha ku Dobru, co budzi w duszach nadzieję na czyny heroiczne, na ideały, o które trzeba walczyć i dać życie. To właśnie na tej doskonałej kompozycji doczesności i wieczności, natury i łaski, świat mógł przyjąć i rozpoznać obiecanego Mesjasza, Księcia Pokoju, Rex pacificus zwyciężającego nad grzechem i śmiercią, Desideratus cunctis gentibus .
Od Wieczernika po katakumby, od wspólnot pierwszych chrześcijan po romańskie bazyliki nawrócone na kult prawdziwego Boga, wznosi się modlitwa, której Pan nauczył Apostołów: Adveniat regnum tuum, fiat voluntas tua sicut in coelo et in terra . Mimo to, pogańskie Imperium stało się kolebką chrześcijaństwa i z własnymi prawami oraz wpływami cywilnymi i społecznymi, możliwe stało rozprzestrzenianie się Ewangelii i nawrócenie dusz do Chrystusa. Dusze proste, oczywiście; ale także dusze uczonych, rzymskich arystokratów, urzędników cesarskich, dyplomowanych i intelektualistów, którzy uznali się – podobnie jak pius Æneas – za zaangażowanych w plan Opatrzności, powołanych do nadania znaczenia tym cnotom obywatelskim, temu dążeniu do sprawiedliwości i pokoju, które bez Odkupienia pozostałoby niepełne i jałowe.
II. „Opatrznościowa” rola państwa
Ekonomia Zbawienia, w tej „średniowiecznej” i chrześcijańskiej wizji wydarzeń, uznaje, że jednostki mają przywilej bycia częścią tego wielkiego planu Boskiej Opatrzności: an actuosa participatio – człowieka w Bożej interwencji w historię, w której wolność każdej jednostki zostaje skonfrontowana z moralnym, a więc decydującym o jej wiecznym losie, wyborem między Dobrem a Złem, między podporządkowaniem się woli Boga – fiat voluntas tua – a pójściem za własną wolą – non serviam – przez nieposłuszeństwo wobec Niego. . Jednak właśnie w przylgnięciu jednostek do działania Opatrzności rozumiemy, w jaki sposób społeczeństwo ziemskie, które składa się z tych jednostek, z kolei bierze udział w planie Bożym, pozwalając, aby działaniami jego członków skuteczniej kierował władzy władców wobec bonum commune , która łączy ich w dążeniu do tego samego celu. Państwo jako społeczeństwo doskonałe, to znaczy posiadające w sobie wszystkie niezbędne środki do osiągnięcia quid unum perficiendum– ma więc swoją własną funkcję, skierowaną głównie na dobro obywateli, na ochronę ich słusznych interesów, na ochronę Ojczyzny przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, na utrzymanie ładu społecznego. Jest rzeczą oczywistą, że doświadczając prób i niepowodzeń tych, którzy byli przed nami – podążając za wybitnie chrześcijańską wizją Giambattisty Vico – narody cywilizowane były w stanie pojąć wagę studiowania historii, pozwalając na prawdziwy postęp i uznając ważność Myśl Arystotelesowska -Tomistyczna właśnie dlatego, że rozwijała się na podstawie poznania rzeczywistości, a nie na tworzeniu abstrakcyjnych teorii filozoficznych.
Tę wizję dobrego rządu symbolicznie przedstawiają freski Ambrogio Lorenzettiego w Palazzo Pubblico w Sienie, co potwierdza głęboką religijność średniowiecznego społeczeństwa; z pewnością religijność instytucji, ale podzielana i przyswojona przez tych, którzy pełniąc funkcje publiczne, uważali swoją rolę za spójny wyraz z boskim porządkiem – dokładnie κόσμος – odciśniętym przez Stwórcę w ciele społecznym. Mamy przykład tej historycznej roli Cesarstwa Rzymskiego w Eneidzie (VI, 850-853): Tu regere imperio populos Romane memento hæ tibi erunt artes, pacisque imponere morem, parcere subjectis et debellare superbos. Świadomość tej opatrznościowej misji uczyniła Rzym wielkim; to zdrada tego zadania przez zepsucie moralności zadecydowała o jego upadku.
III. Pojęcie sekularyzmu i sekularyzacji władzy Nie mogło być też inaczej, ponieważ koncepcja „sekularyzmu państwa” była całkowicie nie do pomyślenia zarówno dla władców, jak i poddanych narodów zachodnich w jakiejkolwiek epoce poprzedzającej protestancką pseudoreformację. Dopiero od końca renesansu teoretyzowanie ateizmu pozwoliło na sformułowanie myśli filozoficznej, która zwalniała jednostkę z obowiązku uznania i publicznego kultu bóstwa; a od Oświecenia zasady masońskie szerzyły się poprzez przymusową sekularyzację społeczeństwa obywatelskiego po Rewolucji Francuskiej, obalenie monarchii prawa boskiego i zaciekłe prześladowania Kościoła katolickiego.
Współczesny świat uważa dziś za zasługę domaganie się własnego sekularyzmu, podczas gdy w świecie grecko-rzymskim bunt przeciwko bogom uznano za znak bezbożności i znak buntu przeciwko państwu, którego władza była wyrazem władzy usankcjonowanej i ratyfikowany od góry Discite justitiam moniti, et non temnere divos – Uczcie się sprawiedliwości i uważajcie, by nie gardzić bogami – ostrzega Flegiasz, który został wtrącony do „Tartaru” i skazany na wykrzykiwanie tego ostrzeżenia bez wytchnienia ( Æn. , VI, 620). Kultura klasyczna, którą odziedziczyliśmy jako naturalny warunek szerzenia się chrześcijaństwa i którą uznawało i ceniło średniowiecze, opiera się zatem na obowiązku nie gardzenia bogami , pokazując, jak brak Religia jest przyczyną ruiny Narodu, od zdrady Ojczyzny do ustanowienia tyranii, od ogłaszania lub uchylania praw w imię interesu ekonomicznego, aż po pogwałcenie najświętszych zasad życia obywatelskiego. [3]Jako dowód na to, jak uzasadnione były te obawy, ośmielamy się kontemplować ruiny naszego współczesnego społeczeństwa, zdolnego do legitymizacji bezprecedensowych okropności, takich jak zabijanie niewinnych dzieci w łonie matki, korupcja dzieci poprzez teorię płci i seksualizację dzieciństwa oraz jego wykorzystywanie w piekielnych rytuałach lobby pedofilskiego, którego niesławni członkowie zajmują stanowiska władzy i którego do tej pory nikt nie odważył się osądzić i potępić. Współczesnym światem rządzi sekta sług diabła, oddających się złu i śmierci. Ci, którzy milczą, zamykając oczy na takie potworności, są współsprawcami tych straszliwych zbrodni, które wołają o zemstę przed Bogiem.
IV. Świętość władzy Aż do Rewolucji Francuskiej rządzący znajdowali swoją legitymację w sprawowaniu władzy w imię Boga, a jednocześnie rządzeni widzieli ochronę swoich praw przed nadużyciami władzy, ponieważ całe ciało społeczne było hierarchicznie uporządkowane pod władzą najwyższą. jedynego Pana, który został uznany za Rex tremendæ majestatis właśnie dlatego, że jest sędzią nawet królów i książąt, papieży i prałatów. Korony, tiary i mitry zdobią obrazy piekła w scenach Sądu Ostatecznego namalowanych w naszych kościołach. Ta świętość władzy nie jest koncepcją dodaną po fakcie do władzy, która pierwotnie zrodziła się jako neutralna. Wręcz przeciwnie, wszelka władza zawsze znajdowała swoje źródło w odniesieniu do boskości, zarówno w Izraelu, jak i w narodach pogańskich, które później uzyskały w świecie zachodnim pełnię nadprzyrodzonej inwestytury wraz z nadejściem chrześcijaństwa i uznaniem go za religię państwową. przez cesarza Teodozjusza. Tak więc Cesarz Wschodu był Cezarem na dworze, który w Bizancjum mówił po łacinie; car Rosji i car Bułgarów byli jednakowo cezarami, a na końcu istniało Święte Cesarstwo Rzymskie, którego ostatni władca, błogosławiony Karol Habsburg, został obalony przez masonerię w I wojnie światowej. Edukacja przyszłych władców, szlachty i duchowieństwa była wysoko ceniona i nie ograniczała się do wykształcenia intelektualnego i praktycznego, ale koniecznie dawała określoną formację moralną i duchową, zapewniającą solidne zasady, nawyk dyscypliny, umiejętność kontrolować własne namiętności i praktykować cnoty rządzenia. Cały system społeczny uświadomił sprawującym władzę ich odpowiedzialność przed Chrystusem Królem, jedynym posiadaczem doczesnego i duchowego panowania, które jego ministrowie na ziemi mieli sprawować w sposób ściśle zastępczy .. Z tego powodu, jak to miało miejsce np. w przypadku Fryderyka II Szwabskiego, wyższość duchowej władzy Kościoła nad doczesną władzą władców pozwoliła papieżowi rzymskiemu uwolnić z więzów „posłuszeństwa” poddanych króla, który nadużywał swojej władzy.
V. Sekularyzacja rozszerzona na każdą władzę Po sekularyzacji władzy świeckiej nastąpiła ostatnio sekularyzacja władzy religijnej, która wraz z Soborem Watykańskim II została w znacznym stopniu pozbawiona – i to nie tylko zewnętrznie – świętości na rzecz świeckiej (i rewolucyjnej) wizji, w której władza kościelna pochodzi z dołu, tylko na mocy chrztu i jest delegowana przez „lud kapłański” swoim przedstawicielom, którym powierzane są różne zadania „przewodnictwa”, jak w sektach kalwińskich. Paradoks jest tutaj jeszcze bardziej widoczny, ponieważ wprowadza on do Kościoła – wypaczając w ten sposób jego naturę – dynamikę tolerancji w społeczeństwie obywatelskim, które nie uznaje praw prawdziwej religii i ostatecznie legitymizuje je, czyniąc je swoimi. W tej perspektywie bardzo poważne odstępstwa głoszone dziś przez Synod w sprawie synodalności w tonie demokratycznym i parlamentarnym są niczym innym jak wprowadzeniem w życie zasad sformułowanych teoretycznie przez Sobór, dla których sekularyzm, czyli zerwanie związku między ziemska władza i jej nadprzyrodzona legitymacja – powinny zostać rozciągnięte na każde społeczeństwo ludzkie, a jednocześnie wykluczyć wszelkie „teokratyczne” pokusy jako przestarzałe i nieodpowiednie. Nieuchronnie nie było żadnej władzy, która byłaby poza zakresem tego procesu, od rodzica do nauczyciela, od sędziego pokoju do urzędnika państwowego. Obowiązek tych, którzy podlegali władzy, by być jej posłusznym, a tych, którzy ją sprawują, by nią zarządzać z mądrością i roztropnością, przypominał o boskim ojcostwie Boga. Jako taki musiał być zdelegitymizowany, ponieważ bunt jest skierowany przede wszystkim przeciwko autorytetowi Boga Ojca. Rewolucja „Sześćdziesiąta ósma” była niczym innym jak odgałęzieniem Rewolucji, w której wszystko, co zachował liberalizm w imię utylitaryzmu lub wygody zagwarantowania minimum porządku społecznego, zostało ostatecznie zburzone, doprowadzając narody zachodnie do anarchii .
VI. Wywrotowa akcja tajnych stowarzyszeń Niesławna sekta, świadoma potęgi sojuszu między Tronem a Ołtarzem, spiskowała za kulisami, by skorumpować władców i przyciągnąć do swoich szeregów szlachtę, poczynając od dynastii Kapetyngów. W rzeczywistości już w niemieckich księstwach z protestancką herezją, a później w Anglii Henryka VIII z anglikańską schizmą, istniały aktywne sabaty wtajemniczonych pochodzenia gnostyckiego, które sprzeciwiały się papiestwu i prawowitym władcom lojalnym wobec niego. Jednak prawdą jest i jest to udokumentowane, że rewolucja stanowiła główne narzędzie, za pomocą którego tajne stowarzyszenia biły narody katolickie, aby oderwać je od wiary i zniewolić dla ich celów ideologicznych i ekonomicznych, i gdziekolwiek masoneria zdołała działać, zawsze uciekali się do tych samych narzędzi i tej samej propagandy, w celu uzyskania sekularyzacji instytucji publicznych, zniesienia religii państwowej, zniesienia przywilejów kościelnych i nauczania katolickiego, legitymizacji rozwodów, dekryminalizacji cudzołóstwa oraz rozpowszechniania pornografii i innych form występku. Ponieważ ten chrześcijański świat we wszystkich aspektach codziennego życia musiał zostać wymazany i zastąpiony bezbożnym społeczeństwem, oddanym zaspokajaniu najniższych przyjemności, szydzącym z cnoty, uczciwości i prawości: oto „osiągnięcia” ideologii liberalnej, które najnikczemniejszy antyklerykalizm nazywa „postępem” i „wolnością”. Niezliczone potępienia Magisterium dla tajnych sekt były dostatecznie usprawiedliwione zagrożeniem dla pokoju narodów i wiecznego zbawienia dusz. Podczas gdy Kościół miał ważnego sojusznika we władzy cywilnej, akcja masonerii postępowała powoli i była zmuszona ukrywać swoje zbrodnicze zamiary. Tylko przy korupcji władzy kościelnej, kontynuowanej cierpliwą pracą infiltracji i zakończonej pod koniec XIX wieku dzięki modernizmowi, masoneria mogła liczyć na współudział zbuntowanych i cudzołożnych duchownych, wykolejonych w intelekcie i woli, którzy byli w ten sposób łatwo zniewolony i szantażowany. Jego awans w hierarchii kościelnej, powstrzymywany przez dalekowzroczną czujność św. Piusa X, wznowił się spokojnie w ostatnich latach pontyfikatu osłabionego Piusa XII i otrzymał wsparcie za czasów Jana XXIII. Po raz kolejny widzimy, jak korupcja jednostek przyczynia się do rozpadu instytucji, do której należą.
VII. Rewolucja obywatelska, społeczna i gospodarcza Rewolucja, która rozpoczęła się we Francji w 1789 r., miała te same sposoby realizacji: po pierwsze, zepsucie arystokracji i duchowieństwa; następnie działania tajnych stowarzyszeń, które przenikały wszędzie; następnie propagandę medialną przeciwko monarchii i Kościołowi, a jednocześnie organizowanie i finansowanie zamieszek i protestów ulicznych w celu podburzania zubożałego i opodatkowanego ludu spekulacjami międzynarodowej wielkiej finansjery i nieadekwatnością reakcji państwa na zmiany. w europejskim systemie gospodarczym. Również w tym przypadku główna dźwignia, która pozwoliła przełożyć wywrotową teorię masonerii na prawdziwą rewolucję, była reprezentowana przez klasę, która miała największy interes w przywłaszczeniu majątku szlachty i Kościoła, nie tylko sprzedać nieocenioną wartość nieruchomości, mebli i dzieł sztuki, ale także radykalnie zmienić tradycyjną tkankę społeczno-ekonomiczną, poczynając od eksploatacji latyfundiów, które do tej pory pozwalały na produkcję plonów zgodnie z naturalnymi rytmami i systemy archaiczne. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. ale także do radykalnego przekształcenia tradycyjnej struktury społeczno-ekonomicznej, poczynając od eksploatacji latyfundiów, którym do tej pory pozwolono produkować plony zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. ale także do radykalnego przekształcenia tradycyjnej struktury społeczno-ekonomicznej, poczynając od eksploatacji latyfundiów, którym do tej pory pozwolono produkować plony zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. że do tej pory pozwalali sobie w większości na produkcję plonów zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami. Druga rewolucja przemysłowa miała miejsce w okresie między kongresem paryskim (1856) a kongresem berlińskim (1878), angażując głównie Europę, Stany Zjednoczone i Japonię w wymuszone nowe postępy technologiczne, takie jak elektryczność i masowa produkcja. Trzecia rewolucja przemysłowa rozpoczęła się w latach pięćdziesiątych XX wieku i rozprzestrzeniła się na Chiny i Indie, skupiając się głównie na innowacjach technologicznych, informatyce i telematyce, a następnie rozszerzyła się na nową gospodarkę , zieloną gospodarkę .i kontroli informacji. Miało to stworzyć kulturowy klimat neopozytywistycznej wiary w możliwości zapewnienia materialnego dobrobytu ludzkości przez naukę i technologię. Akcja manipulowania masami dała dużo miejsca wyobraźni tego, czym może stać się społeczeństwo, sugerując to poprzez kinematograficzny motyw science fiction. Od 2011 roku wreszcie rozpoczęła się czwarta rewolucja przemysłowa, która polega na coraz większym przenikaniu się świata fizycznego, cyfrowego i biologicznego. Jest to połączenie postępów w sztucznej inteligencji (AI), robotyce, Internecie rzeczy (IoT), druku 3D, inżynierii genetycznej, komputerach kwantowych i innych technologiach. Teoretykiem tego dystopijnego procesu jest niesławny Klaus Schwab, założyciel i dyrektor generalny Światowego Forum Ekonomicznego .
VIII. Sekularyzacja władzy jako przesłanka totalitaryzmu Sztuczne oddzielanie harmonii i hierarchicznej komplementarności między władzą duchową a władzą doczesną było niefortunną operacją, która za każdym razem tworzyła przesłankę dla tyranii lub anarchii. Powód jest aż nazbyt oczywisty: Chrystus jest Królem zarówno Kościoła, jak i Narodów, ponieważ wszelka władza pochodzi od Boga (Rz 13,1). Zaprzeczanie, że rządzący mają obowiązek poddania się panowaniu Chrystusa, jest bardzo poważnym błędem, ponieważ w przypadku braku prawa moralnego państwo może narzucić własną wolę niezależnie od woli Bożej, a tym samym podważyć boskie κόσμος Civitas Dei , zastępując ją arbitralnością i piekielnym χάος civitas diaboli . Dzisiaj narody zachodnie są zakładnikami potentatów, którzy za swoje decyzje nie odpowiadają ani przed Bogiem, ani przed ludem, ponieważ ich prawomocność nie pochodzi ani z góry, ani z dołu. Zamach stanu, który został przygotowany i przeprowadzony przez wywrotowe lobby Światowego Forum Ekonomicznego , skutecznie obalił rządy ich niezależnego statusu poprzez zewnętrzne naciski i pozbawił państwa suwerenności. Ale ten proces rozpadu został teraz ujawniony przez arogancję, z jaką satrapowie Nowego Porządku Świata – wszystko jest nowe tam, gdzie ich to dotyczy, i wszystko jest stare .kiedy ma zostać obalony, ujawnili swoje plany, wierząc, że są teraz bliscy ostatecznego zwycięstwa. Do tego stopnia, że nawet intelektualiści z pewnością nie oskarżeni o konserwatyzm zaczynają potępiać niedopuszczalną ingerencję Klausa Schwaba i jego popleczników w rządy narodów. Kilka dni temu prof. Franco Cardini oświadczył: „Siły zarządzające gospodarką i finansami teraz wybierają, korumpują i determinują klasę polityczną, która w ten sposób staje się komitetem biznesowym” ( tutaj ).
A dobrze wiemy, że za tym „komitetem biznesowym” stoi ślepy zysk ze szkodą dla gospodarki państw, ale też niepokojące projekty skrupulatnej kontroli ludności, przymusowego wyludniania i chronienia chorób w obliczu totalnej prywatyzacji służb publicznych. Mentalność, która panuje nad tym Wielkim Resetem , jest taka sama, jaka sprzyjała burżuazji i lichwiarzom minionych stuleci, którzy martwili się eksploatacją wielkich majątków, których szlachta i duchowieństwo nie uważali za źródło zysku. Nienawidzę go za to, że jest chrześcijaninem, ale za to, z niską prostotą , pożycza pieniądze za darmo i obniża zwyczajową opłatę tutaj u nas w Wenecji.[4] Dla tych ludzi ludzkość jest nieznośną utrapieniem, którą należy zracjonalizować i zinstrumentalizować dla swoich zbrodniczych celów, a chrześcijańska moralność jest nienawistną przeszkodą na drodze do ustanowienia rządu, który jest w rękach finansów. Jeśli jest to dzisiaj możliwe, to dlatego, że nie ma transcendentnego odniesienia moralnego, które położyłoby kres ich złudzeniom, ani siły, która wymknęłaby się tej nikczemnej niewoli prywatnych interesów. I tutaj rozumiemy, że obecna sytuacja jest zasadniczo kryzysem władzy, wykraczającym poza zrozumienie przez jednostki zagrożenia, jakie stanowi globalny zamach stanu dokonany przez lichwiarskie elity. IX. Narodzenia Chrystusa Narodziny Zbawiciela symbolizowały wtargnięcie wieczności w czas i historię, wraz z Wcieleniem Drugiej Osoby Trójcy Świętej w dziewiczym łonie Najświętszej Maryi Panny. W osobie Naszego Pana, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, autorytet Boga zostaje dodany do autorytetu potomka królewskiego rodu Dawida, a Odkupienie rodzaju ludzkiego przez Ofiarę Krzyża zostaje przywrócone w ekonomii Łaska Boskiego porządku złamanego przez grzech pierworodny natchniony przez Węża. Dzieciątko-Król leżące w żłobie przedstawiane jest na pokłon pasterzom i Mędrcom, owinięte w pieluszki, zgodnie z prerogatywą władców: et hoc vobis signum (Łk 2, 6). [5] Porusza gwiazdy i jest czczony przez Aniołów, ale wybiera żłóbek na swój tron, biedną betlejemską chatę na swój ziemski pałac, tak jak na Golgocie – a także w wizji Apokalipsy – jest Krzyżem, który jest tronem chwały. Nasz Pan przyjmuje hołd od mędrców Wschodu w uznaniu Jego tytułów Króla, Kapłana i Proroka; ale teraz musi uciekać przed tymi, którzy postrzegają go jako zagrożenie dla jego władzy. Herod głupi i okrutny, który nie rozumie, że non eripit mortalia, qui regna dat coelestia – Nie odbiera królestw ziemskich, kto daje niebieskie.[6] Głupcy i okrutni są dzisiejsi potężni, którzy chcą utrwalić swoją tyranię śmierci w masakrze milionów niewinnych ludzi – masakrze dokonanej zarówno na ich ciałach, jak i na ich duszach – i odnowić swój bunt w niewoli narodów przeciwko Król królów i Pan panów, który odkupił te dusze Swoją własną Krwią. Ale to w pokornej afirmacji Jego Wysokości Dzieciątko z Betlejem objawia boskość Syna Bożego w hipostatycznej jedności Człowieka-Boga. Bóstwo, które łączy wszechmoc Pantokratora z kruchością noworodka, potężny osąd Najwyższego Sędziego z płaczem noworodka, niezmienną wieczność Słowa Bożego z ciszą niemowlęcia, blask chwały Boskiego Majestatu z nędzą schroniska dla zwierząt w zimną noc Palestyny. W tej pozornej sprzeczności, która cudownie łączy boskość z człowieczeństwem, siłę ze słabością, bogactwo z ubóstwem, znajdujemy również lekcję, którą każdy z nas, a zwłaszcza ci z nas, którzy sprawują władzę, musimy wyciągnąć dla naszego życia duchowego i dla siebie. bardzo przetrwanie. Władca, Książę, Papież, Biskup, Urzędnik, Nauczyciel, Doktor i Ojciec korzystają również z władzy, która pochodzi z królestwa wieczności, z Boskiej Królewskości Syna Bożego, ponieważ sprawując swoją władzą działają w imieniu Tego, który ją legitymizuje, dopóki pozostaje ona wierna temu, czemu została przeznaczona. Kto słucha ciebie, słucha mnie. A kto mną gardzi, gardzi tym, który mnie posłał.(Łk 10,16). Dlatego posłuszeństwo wobec władzy świeckiej i kościelnej jest posłuszeństwem wobec Boga w porządku hierarchicznym, który On ustanowił. Dlatego tak samo konieczne jest nieposłuszeństwo tym, którzy nadużywają swojej władzy, aby strzec tego porządku, który ma swoje centrum w Bogu, a nie w ziemskiej władzy, która jest jego zastępcą. W przeciwnym razie skończymy na czczeniu tego, który ma władzę, składając mu hołd, do którego tylko on ma prawoo ile on z kolei podlega Bogu. Dziś jednak hołd złożony tym, którzy sprawują władzę, nie tylko nie ma węzła należnego podporządkowania się Chrystusowi Królowi i Papieżowi, ale jest także jego wrogiem. A także, gdzie rzekoma suwerenność ludu propagowana przez chimerę demokracji okazała się kolosalnym oszustwem wobec tych ludzi, którzy nie mają się do kogo zwrócić o ochronę swoich praw. Z drugiej strony, jakich „praw” mogliby się domagać ci, którzy tolerowali uzurpowanie sobie prawa do Boga? Jak można się dziwić, że władza przeradza się w tyranię, skoro uznajemy, że nie ma ona już żadnego związku z transcendencją, że jest jedyną gwarancją sprawiedliwości dla biednych, wygnańców, sierot i wdów? X. Instaurare omnia in Christo Pozorny triumf niegodziwców – przestępców Światowego Forum Ekonomicznego, heretykom „drogi synodalnej” – konfrontuje nas z brutalną rzeczywistością Zła, skazanego na ostateczną klęskę, ale też dopuszczonego przez Opatrzność jako narzędzie kary dla zbłąkanej ludzkości. Ponieważ bieda, epidemie, nędza spowodowana planowanymi kryzysami, bezwzględne wojny motywowane interesami ekonomicznymi, zepsucie obyczajów, masakra niewinnych uznana za „prawo człowieka”, rozpad rodziny, upadek władzy, rozpad cywilizacji, barbaryzacja kultury i sztuki, unicestwienie wszelkich dążeń do cnoty i Dobra, wszystko to są tylko koniecznymi konsekwencjami zdrady dokonującej się stopniowo, ale zawsze w tym samym kierunku, i są zawsze tylko wstępem do najgorsze, co ma nadejść: pogarda dla Boga, non serviam przeciwko Boskiemu Majestatowi, który staje się tym bardziej bezwzględny i wściekły, im bardziej rośnie szatańska zarozumiałość, że jest w stanie wygrać bitwę, w której szatan zostanie na zawsze pokonany. Zrekapitulowanie wszystkiego w Chrystusie (Ef 1,10) oznacza przywrócenie zepsutego przez grzech porządku, zarówno w porządku naturalnym, jak i nadprzyrodzonym, zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej, zwrócenie korony królewskiej Królowi królów, z którego w delirium ὕβρις rewolucja porwała go; a nawet wcześniej, aby przywrócić potrójną koronę Papieżowi, wykorzenionemu przez ideologię Soboru Watykańskiego II i apostazję tego „pontyfikatu”. Papieże i królowie, prałaci i władcy narodów, wierni Kościoła i obywatele państw – wszyscy muszą powrócić w palingenezie poruszeni łaską do Chrystusa, do Chrystusa Króla i Papieża, do jedynego Obrońcy prawdziwych praw Jego ludu, do jedynego Obrońcy słabych i uciśnionych, do jedynego Pogromcy śmierci i grzechu. I na tej drodze powrotnej do Chrystusa pokora poprowadzi nas, abyśmy wiedzieli, jak wrócić z łatwej drogi zatracenia, którą podjęliśmy, porzucając ścieżkę Kalwarii, którą wyznaczył nam Pan. Jest to droga, którą przebył jako pierwszy i na której towarzyszy nam dzięki łasce sakramentów, która prowadzi do krzyża jako jedynego warunku chwały zmartwychwstania. Kto wierzy, że idąc tą drogą można coś zmienić; że można położyć kres ideologii śmierci i grzechu Nowego Porządku Świata; że można powstrzymać złoczyńców przed szerzeniem okropności pedofilii, perwersji, anulowania płci, zabijania dzieci, osób słabych i starszych, jest iluzją. Jeśli świat stał się piekłem dzięki Rewolucji, tylko dzięki kontr-rewolucyjnej akcji może ponownie stać się mniej zły i śmiercionośny. Jeśli Hierarchia stała się siedliskiem heretyków, zepsutych i rozpustników dzięki Soborowi Watykańskiemu II i zreformowanej liturgii, to może powrócić do bycia obrazem niebieskiego Jeruzalem jedynie poprzez powrót do tego, co Apostołowie, Ojcowie i Doktorowie, Święci, Papieże a biskupi robili to aż do soboru. Im szybciej każdy z nas będzie w stanie umocnić swoją przynależność do Chrystusa, tym szybciej społeczeństwo rozpocznie swój powrót do Pana. I ta bezwarunkowa przynależność do Boga, który wcielił się, aby nas odkupić, musi rozpocząć się od pokornej adoracji Dzieciątka-Króla u stóp żłóbka wraz z pasterzami i Mędrcami.
Śpij, Niebiańskie Dziecię: Narody nie wiedzą, Kto się narodził; Ale nadejdzie dzień, kiedy staną się waszym szlachetnym dziedzictwem; Ty, który śpisz tak pokornie, Ty, który jesteś ukryty w prochu: poznają Cię jako Króla.[8]
Niech błogosławiony moment nadejdzie dla nas wszystkich, kiedy dotknięci Łaską i poruszeni zbawienną wizją piekła na ziemi, które jest przygotowywane, jeśli pozostaniemy obojętni, gdy ogarnia globalistyczna dystopia. I w którym, rozpoznając Go, możemy stoczyć pod Jego świętymi insygniami wraz z potężną Pogromczynią Szatana – Niepokalaną – epokową walkę z Nieprzyjacielem ludzkości. Będzie to istota – Niewiasta, Dziewica, Matka – która zmiażdży głowę starożytnego Węża, a wraz z nią głowę jego przeklętych wyznawców. I niech tak będzie. + Carlo Maria Viganò, Arcybiskup 17 grudnia 202 Sabbato Quattuor Temporum Adventus ————————————- [1] Pierwszy artykuł francuskiej konstytucji wyraźnie stwierdza, że republika będzie „niepodzielna, laicka , demokratyczna i socjalna”. [2] Wergiliusz, Ekloga IV , 6-10. [3] Wergiliusz, Eneida , VI, 620–624. [4] Szekspir, Kupiec wenecki, akt I, scena III (słowa Shylocka). [5] W tym względzie zob. studium egzegetyczne biskupa Francesco Spadafora w Dizionario Bíblico , Studium, 1963. [6] Crudelis Herodes , hymn na pierwsze nieszpory Objawienia Pańskiego. [7] A. Manzoni, Il Natale , wiersze 99–105. [8] A. Manzoni, Il Natale , wersety 106–112.
Garstka rodziców – i to dosłownie – w skali kraju zainteresowana jest zaszczepieniem najmłodszych pociech przeciwko covidowi. Skierowań wystawiono prawie 2 miliony, ale zastrzyków wykonano dokładnie 157.
Covidowe szczepienia dzieci w wieku od sześciu miesięcy do czterech lat w Polsce rozpoczęły się 12 grudnia. Systemowo uprawnionych do przyjęcia preparatu jest 1,9 mln maluchów – i tyle skierowań wystawiło ministerstwo zdrowia.
Rodzice jednak nie kwapią się do zaszczepienia przeciwko covidowi najmłodszych dzieci. Jak podaje rmf24.pl, do piątku w całym kraju preparat przyjęło 157 dzieci.
Cóż, najwyraźniej rodzice doszli do wniosku, że covid nie taki straszny, jak go początkowo malowano, a szczepionki nie są tak wspaniałe i skuteczne, jak próbowano wmawiać na początku kampanii.
Tymczasem dość osobliwe wytłumaczenie dla nikłego zainteresowania szczepieniami dzieci znalazł sanitarysta prof. Ernest Kuchar.
– Te szczepienia nie będą powszechne, przynajmniej na początku, nie będą masowe. To są szczepienia rodziców najbardziej światłych – wypalił i najpewniej nie poczuł zażenowania. Pycha i ego na poziomie niebywałym.
Próba mnicha. Ten przeklęty Gaufridi. Nastała wówczas moda na „kabałę chrześcijańską”
Ojciec Jean-Baptiste Gaufridi1, mnich benedyktyński z opactwa Saint-Victor w Marsylii, a zarazem proboszcz w marsylskiej dzielnicy Accoules, żarłocznie wpatrywał się w czternaście lat liczącą Madeleine de Demandolx de la Palud2, którą nie tak dawno przygotował do przyjęcia pierwszej Komunii świętej i sam jej zresztą udzielił. Jej niewinna, uduchowiona twarzyczka bardzo go podniecała. I ta kibić, gibka i wcięta…
Dziewczynka, jak na swój wiek, wyglądała dość poważnie i śmiało można ją było wziąć za nieco starszą, ale to, ile lat sobie liczyła, było akurat dla ojca Luisa sprawą nawet nie drugo – ale wręcz trzeciorzędną….
* * *
Louis Jean-Baptiste Gaufridi, prostak, ale bystry, syn pasterza, lecz także i szczęściarz, bo miał wuja księdza, a ten, dostrzegłszy w chłopaku potencjał, postanowił nim pokierować, mógł dziękować losowi, iż ów – czy to wuj, czy to los – wyrwał go z krzaczastych wygonów, na których pasał kozy. I gdyby nie ów wuj, to pasałby je tam aż do śmierci.
Wuj zainstalował go u siebie na plebanii, poduczył czytać, pisać, łaciny, kręcić się koło ołtarza, co by się lepiej zapoznał, przyglądając się im z bliska, kościelnym nabożeństwom i inszym obrzędom. Dał mu też dostęp do swojej skromnej, bo skromnej, niemniej liczącej nieco woluminów, biblioteki…
I tu Gaufridi dokonał odkrycia, które zmieniło całe jego życie. Znalazł bowiem pomiędzy innymi księgami przekłady z hebrajskiego na łacinę autorstwa niejakiego Guillaume’a Postela3, Zohar, Sefer Yetzirah i Sefer ha-Bahir, fundamentalnych dzieł żydowskiej kabały i zaczął się w nich rozczytywać. Skąd się tam wzięły? Ano stąd, że nastała wówczas moda na „kabałę chrześcijańską”, ta jednak z powietrza wziąć się nie mogła, dlatego trzeba było wyjść od żydowskiej. Ot, i cała tajemnica.
Kiedy w roku 1590 Gaufridi podjął studia teologiczne w Arles, przygotowując się do święceń kapłańskich, nie oddawał się wyłącznie nauce i modlitwom, ale wręcz pochłaniał z wypiekami na twarzy pozostałe dzieła Postela i innych kabalistów, do których – mimo iż były potępiane przez władze kościelne – to jednak, z trudem, bo z trudem, jednakowoż zyskał dostęp. A tym bardziej je chłonął i żył nimi, bo były zakazane, a to, co zakazane, wzbudza przecie dreszczyk emocji. Przy okazji otarł się też o starodawną gnozę i czysty okultyzm.
Zresztą o Postelu głośno było w Europie, a szczególnie o głoszonych przez niego naukach, które rozpowszechniał po spotkaniu słynnej mniszki padewskiej, z którą się poznał w Wenecji, gdy tam zawiadywała zaopatrzeniem kuchni szpitala San Giovanni e Paolo, zwanej matką Johanną, ale bardziej znanej pod przydomkiem Zuana, słynącej z dobroczynności i zakładającej hospicja dla najuboższych, co bez wątpienia było nader chwalebne.
Ale… Zuana uważała się też za mistyczkę, doświadczającą niebiańskich wizji, a i Postel za takąż ją uznał. I od owej pory, jeśli tylko Postel nie udawał się w którąś ze swych licznych podróży, byli już razem. On – jako kierownik duchowy natchnionej niewiasty, ona – jako dar dla ludzkości zesłany przez Boga, ba! jako wcielenie samego Bóstwa… a przynajmniej tak się Guillaume’owi wydawało. Cel, jaki przyświecał ich wspólnemu działaniu, cel, który ukazano jej w owych nieziemskich wizjach, był taki, iżby doprowadzić do zjednoczenia wszystkich religii, jakie tylko są na świecie w jedną, którą każda istota ludzka mogłaby i chciałaby przyjąć za własną.
Mistrz Postel, zauroczony ową, niemłodą przecie kobietą, poświęcił jej nawet dwa dzieła: Les Très Merveilleuses Victoire des Femmes du Nouveau Monde, czyli Najwspanialsze zwycięstwo niewiasty Nowego Świata i La Vergine Venetiana, czyli Dziewica wenecka. I bynajmniej nie o Nowy Świat, nie o Nową Hiszpanię, odkrytą przez Kolumba za Oceanem chodziło, ale o Nowy Świat w znaczeniu Novus Ordo Mundi – Nowy Porządek Świata, a może nawet Novus Ordo Seclorum – Nowy Porządek Wieków…
W końcu, jako badacz i wyznawca kabały, dla niepoznaki nazwanej chrześcijańską, uznał Zuanę za nową Ewę, za pramatkę owego, mającego rychło nadejść, Nowego PorządkuŚwiata, co wcale nie kolidowało z naukami Zoharu, z którego można było wykoncypować, że prócz męskiego, ma zaistnieć też coś na kształt Mesjasza Niewieściego, Bóstwo bowiem raz jeszcze winno się wcielić, lecz tym razem w kobietę.
Ów zaś pogląd, jakby ideowo pokrewny kabalistyce Izaaka Lurii, przez Postela został doprecyzowany i w duchu chrześcijańskim przemieniony. Ogłosił on bowiem, iż grzech Ewy nie został odkupiony przez Chrystusa, i że może on być odkupiony dopiero przez wcielenie się Bóstwa w Mesjasza-Kobietę, która stanie się Sophią-Mądrością i Anima Mundi-Duszą Świata, a może wręcz, jak byśmy mogli się domyślać, wcielonym Duchem Świętym? No i dopiero wówczas skalany świat miałby szansę nareszcie powrócić do stanu idealnego.
Nie będzie trudno zgadnąć, kogo za tę Sophię i Duszę Świata nasz chrześcijański kabalista uznał. Oczywiście! Zuanę!
Gdzieś chyba wszakże popełnił pomyłkę, bo i on umarł i Zuana umarła, a na starym świecie wszystko trwało tak, jak trwało, a może wręcz było coraz gorzej…
Dało to do myślenia Gaufridiemu. Z całą ową ideą oczywiście się zgadzał, bo, roztrząsnąwszy ją na wszystkie strony i sposoby, nabrał pewności, iż na świecie musi się pojawić także i Żeński Mesjasz…
Przyszło mu też do głowy, że Postel bynajmniej nie był pierwszym, który głosił to, co głosił. Byli i inni mędrcy, którzy krzewili te same idee… A może… może jednak każdy z nich miał odrobinę racji? Może była jakaśjednaniewiasta, która musiała przejść cały cykl inkarnacji, wcielając się po śmierci w coraz nowe ciała, aż dojdzie do doskonałości i wtenczas dopiero będzie mogła – na końcu owego łańcucha awatarów – osiągnąć zdolność, by stać się Duszą Świata i przywrócić pierwotny i doskonały ład na Ziemi?
Louis zamyślił się… Sięgnął pamięcią do tego, czego się nauczył, starając sobie przypomnieć, kto też głosił po śmierci Jezusa podobne myśli. Plasnął się w czoło. Ależ tak, no przecież, nikt inny, tylko sam wielki Szymon zwany Magiem4!
Poznawszy pewną młodziuchną i piękną dziewczynę, noszącą imię Helena, Szymon całkowicie zanurzył się w rozpuście, w niej upatrując sposobu na zdobycie jeszcze większej wiedzy i mocy niż ta, którą dysponował wcześniej.
A czego uczył? Ano tego, iż to on sam jest Najwyższą Mocą Bożą, która nie tylko ogarnia świat, lecz równocześnie przenika ludzkie dusze.
Powiadał jeszcze, że drugim z nadprzyrodzonych, niezbędnych światu i ludzkości bytów, jest jego kochanka, którą nazwał greckim mianem Ennoia, co oznacza PierwsząMyśl bóstwa.
Według Szymona od Heleny wzięli początek aniołowie, eony i moce kosmiczne. Lecz aniołowie, będąc wrogo usposobieni do niej, stali się przyczyną opuszczenia przez nią świata duchowego i zejścia do świata materii i przymusili ją do przyobleczenia się w ludzkie zniszczalne ciało i zamieszkania poniżej sfery gwiazd – właśnie na naszej Ziemi, gdzie dała początek rodzajowi ludzkiemu, który, jako niedoskonały z samej swej natury, podlega bezwzględnemu prawu śmierci.
Widząc, co się stało z kochanką, Szymon, jako Najwyższa Moc Boża, zwana Wielka, rychło zstąpił tutaj za nią, przyjąwszy u Żydów postać Syna, u Samarytan Ojca, a u pogan Ducha Świętego, aby uwolniwszy partnerkę z więzów materialnego ciała i konieczności umierania, na powrót zabrać ze sobą ponad niebieską powałę do swego królestwa, a w tej powrotnej drodze mają im towarzyszyć niektórzy wybrani przez nich ludzie.
Wybrańcami zaś boskich Szymona i Heleny mogli być jedynie ci, którzy ze wszystkich sił starali się zburzyć ustalony od zarania dziejów ład społeczny i porządek moralny.
A jak mieli to robić? Ano, przez dążenie do zrównania stanów, do równości i sprawiedliwości społecznej. Największą z zasług zaś było niszczenie wszelkich nakazów, zakazów, wszelkiej tradycji, hołdowanie lubieżności i niczym nieokiełznanej rozpuście, co ich miało wyzwolić i uwolnić od wszelkich ograniczeń istot niedoskonałych.
Natomiast ci z ludzi, którzy trzymaliby się dawnych praw moralnych nakazanych Dekalogiem, a potwierdzonych i wzbogaconych przez Jezusa z Nazaretu, mieli – wespół ze strąconymi na Ziemię Aniołami – pozostawać w niezmienionym stanie istot podległych cierpieniom i konieczności umierania.
Przyszedł jednak czas, iż umarł Szymon i umarła jego kochanka Helena. Czy odradzali się potem w nowych ciałach? Gaufridi uznał, że tak, że bez wątpienia. Na pewno Postel i Zuana znaleźli się w tym długim szeregu inkarnowanych, w nieustającym – obejmującym nawet tysiąc pokoleń – procesie zwanym przez żydów guilgoul – ponownego zagnieżdżania się dusz w nowych, kolejnych ciałach, co na płaszczyźnie fizycznej przebiegałorównolegle z ciążą.
Lecz kto przyszedł na ich miejsce? Musiała to być para – mężczyzna, dojrzały i mądry oraz młoda piękna dziewczyna…
Tylko tego był pewny i niczego więcej.
I wtedy to właśnie spojrzał na swoją córkę duchową… na Madeleine de Demandolx de la Palud… I wtedy to właśnie jasna niczym błyskawica i paląca niczym grom myśl przemknęła mu przez głowę: To oni byli kolejnymi w owym łańcuchu inkarnacji…
* * *
– Nie lękaj się Madeleine, wszak jestem z tobą – Gaufridi mocno ściskał drobną, delikatną dłoń dziewczynki. – Jeszcze trochę, jeszcze kawałek. Musimy dotrzeć do tamtego wzniesienia, do tych białożółtawych nagich obłych skał.
– Których, ojcze?
– Do tego wzgórka, na którego szczycie samotnie rośnie ten potężny, stareńki jałowiec fenicki5, wiekiem pochylony, ale wciąż jeszcze dość krzepki, by przetrwać burze i nawałnice. Widzisz?
– Tak, widzę.
Przedzierali się dalej wąziuchną ścieżką przez wydychające upojne wonie gęste i niskie zarośla, zwane przez miejscowych garrigue.
Nierówne, zwietrzałe, postrzępione przez czas, wiatry i niepogodę wapienne skałki podłoża, poprzecinane tajemniczymi, skrytymi w cieniu parowami, porośnięte były odurzająco pachnącymi tymiankami, macierzankami, licznymi gatunkami mięty, rozmarynem, szałwią… Gdzieniegdzie strzelał wyżej nich krzak jałowca, żółto kwitnącego jaśminu, dzikiej oliwki, czy skalnego dębu oplecionego ciasno giętkimi pędami sarsaparilli6, z której witek zwieszały się dojrzewające już, zebrane w kiście ciemnowiśniowe, podługowate i ostrokończyste owoce.
– Ojcze…
– Cóż tam, moja córko?
– Opadam z sił, nogi mnie bolą – Madeleine wygięła buzię w podkówkę i widać było, że zbiera się jej na płacz.
– Dobrze, odpocznijmy zatem. Pamiętaj jednak, że w samo południe musimy znaleźć się u stóp tamtego samotnego jałowca.
Dziewczynka skinęła głową na znak zgody.
– Masz, pij – Gaufridi odpiął skórzaną butlę od pasa i podał ją swojej podopiecznej.
Upiła łyk i skrzywiła się.
– Co to takiego?
– Woda z odrobiną armaniaku, żebyś się wzmocniła. Poza tym lepiej gasi pragnienie.
Upiła jeszcze kilka łyków, a potem usiadłszy w cieniu starego wawrzynu, przymknęła oczy i odpoczywała.
Po kwadransie Gaufridi kazał jej jednak wstawać i znów ruszyli w kierunku obłej skały wyrastającej wysoko ponad okoliczne zarośla.
– Madeleine, czy pamiętasz, czego cię uczyłem, zanim przystąpiłaś do pierwszej Komunii?
– Pamiętam ojcze.
– Zatem wiedz, że to wszystko to były bajki dla profanów.
– Bajki? Dlaczego tak mówisz, ojcze?
– Właśnie, bajki… ale dziś ci powierzę wiedzę tajemną, skrytą, wiedzę, której nikomu niewtajemniczonemu nie wolno ujawniać i zdradzę ci prawdę o świecie i Bogu… wtajemniczęcię w prawdę o świecie i Bogu…
– To ten, w którego kazaliście mi wierzyć, nie jest prawdziwy?
– Poniekąd… jest…
– A zatem nie jest jedyny? Wszak tak mnie, do tej pory, nauczaliście. To wszystko było kłamstwem?
– I tak i nie. Aby to zrozumieć, posłuchaj teraz tego, co jest utajone przed profanami.
– Zatem mówcie, ojcze. Słucham.
– Bóg Świetlisty Ojciec, Bóg Pierwotny, Odwieczny i Starodawny zrodził dwóch synów – pierworodnego Satanaela i młodszego Logosa…
I popłynęła opowieść o Świetlistym Ojcu i jego dwóch synach, o światłości i ciemności, o dobru i złu, o walce pomiędzy nimi i o ludzkiej w tym starciu roli…
I wyszło na to, że ów dobry bóg jest złem, a ów zły bóg jest dobrem… tyle z tego zrozumiała dziewczynka. A skoro tak, to należy grzeszyć, bo grzech jest zasługą, a zasługa grzechem. Aż zakręciło się jej od tego w głowie, ale poczuła się wyróżniona. I była dumna z tego… bo posiadła wiedzę.
A więc całe nasze postępowanie trzeba podporządkować temu, co przybliża zwycięstwo dobrego/złego boga. I to jest ta wiedza ukryta. Ale sposoby na przyśpieszenie powrotu Porządku Pierwotnego są bardzo różne… niektóre mogą wprawić w zdumienie… niektóre w grozę i przerażenie… liczy się jednak ostateczny efekt. Zapamiętaj jeszcze – dopowiadał Gaufridi – że Dobro należy wspierać, całkowicie mu się oddać i prowadzić określony tryb życia… nie dziwując się niczemu… niczemu – podkreślił.
– Jaki, ojcze?
– Tego dowiesz się później.
– Dziś tylko chcę, abyś dobrowolnie ofiarowała się Dobru. Temu dobru, które przyniosło ludzkości światło wiedzy. Temu, który, to światło wciąż dzierży i udziela tylko swoim najwierniejszym sługom.
– Czy jesteś gotowa oddać mu się cała i na zawsze?
– Cóż to znaczy, ojcze?
– To, że zawsze i bez względu na jakiekolwiek okoliczności będziesz bez szemrania spełniać jego wolę.
– Czy ten Bóg to… Jezus?
– Nie, Madeleine.
– Zatem kto?
– Wszak ci mówiłem, Bóg Pierwotny, Świetlisty…
– Kim on jest?
– Olśniewającym światłem setek świec i oślepiającym światłem Słońca, łagodnym światłem lampki oliwnej, rozedrganym światłem płomieni ogniska, kropelką czerwonawo skrzącego się żaru dogorywających węgli i światłem tak ciemnym niczym noc najczarniejsza, którego ludzkie oko nie dostrzeże, światłem-ciemnością, najdoskonalszym światłem, które dostrzega się tylko oczyma duszy…
– Czy ma on jakieś imię?
– Ma…
– Jakie?
– Znasz je, lecz będę je mógł wypowiedzieć wówczas dopiero, gdy tam, na skale, oddasz mu się cała – do końca i bez reszty. Tam na skale, na której ja mu cię ofiaruję… Jako jego kapłan…
– Przerażasz mnie, ojcze, gdybyś nie był moim mistrzem i nauczycielem, mogłabym mniemać, że chcesz mi wyrządzić jakąś straszną krzywdę… może nawet zabić?…
– Nie. Ja nie chce cię zabijać. Ja chcę cię wskrzesić do życia. Do pełni życia, bo teraz martwa jesteś…
– Jakże? Wszak jem, piję, oddycham…
– To zbyt mało…
Umilkli, bo wreszcie dotarli do podnóża obłego wzniesienia uformowanego z wapienia białożółtawej barwy, które wiatr, deszcz, mgły niesione od Oceanu i drobny piach gnany tu od Maghrebu i Sahary, wypolerowały tak, iż trudno było wspinać się po śliskich ścianach ku niewielkiej płaszczyźnie szczytu, na której samotnie rósł prastary, okazały, pokaleczony przez czas, ale ciągle żywy, potężny jałowiec fenicki, o pochylonym pniu i pokrzywionych konarach, z których niejeden grom pozdzierał kawały kory…
* * *
Madeleine leżała naga na gładkiej kamiennej powierzchni. Słońce prażyło niemiłosiernie. Madeleine miała zamknięte oczy. Gaufridi klęczał przy niej, również nagi, i rozłożywszy szeroko ręce, wznosząc twarz ku słońcu, szeptał coś niezrozumiale. Nie wiadomo, modlitwy?… Ewokacje?…
* * *
Zmierzchało, gdy Gaufridi i Madeleine nieludzko zmęczeni na powrót stanęli na progu domu jej rodziców.
* * *
– Droga pani – Gaufridi z najwyższym szacunkiem skłonił głowę przed matką swej duchowej córki i pupilki zarazem, Madeleine. – Droga pani. Sądzę, że na tyle udało mi się poznać to słodkie, niewinne dziewczę, iż z czystym sumieniem będę mógł służyć radą w sprawie jej przyszłości.
– I jakaż to rada? – zapytała pani de Demandolx de la Palud.
– Odkrywszy, iż Madeleine ma powołanie, iżby służyć Bogu, pomyślałem, żeby przekonać was, abyście ją oddali do klasztoru.
– To fakt. Nie jest trudno zauważyć, że dziewczyna jest raczej marzycielką, jakby nawet nieco zaburzoną emocjonalnie, niż osobą twardo stąpającą po ziemi. Może więc, wielebny ojcze, istotnie macie rację? Może właśnie tam jest jej miejsce, a nie w świecie, gdzie musiałby być żoną i matką… Kto wie?…
– Jestem przekonany o tym… przemodliłem to… odbyłem wiele rozmów z dziewczęciem… wszak rychło skończy ona czternasty rok życia, więc… albo trzeba by się rozejrzeć dla niej za narzeczonym, albo… oddać ją na wieczność najdoskonalszemu Oblubieńcowi…
– A czy jakiś konkretny klasztor macie, ojcze na myśli?
– I owszem.
– Zatem któryż?
– Urszulanek. To niedaleko…
– Czy to zaleta?
– Ba!
– I czemuż?
– Stęsknicie się za tą słodką ptaszyną, to będziecie mogli ją odwiedzić.
– A ty, Madeleine, co ty o tym sądzisz?
Dziewczyna skromnie opuściła oczy, zarumieniła się aż po samo czoło i dopiero po dłuższym milczeniu, ledwo słyszalnym szeptem powiedziała:
– Niechże będzie tak, jak ojciec wielebny rzekł.
– Czyli chcesz do klasztoru? – upewniała się matka.
– Tak… chcę… tak… niech będzie… do klasztoru…
– Ale chyba nie zaraz?
– A na cóż tu czekać? – mnich wtrącił się do rozmowy. – Jak już rzekłem wkrótce mieć będzie lat piętnaście. Najwyższa zatem to pora. Byłbym zdania, iżby jak najrychlej rozpoczęła nowicjat. No, ale rodzina może mieć inną opinię na ten temat…
– Trzeba cię zatem spakować, Madeleine. Pomyśleć o jakimś wianie… – powiedziała matka.
* * *
Ojciec Louis Jean-Baptiste Gaufridi osobiście odwiózł Madeleine do urszulanek i przy owych urszulankach… już pozostał. Przełożona nawet się ucieszyła, że doświadczony i pobożny kapłan, za miskę zupy i Komunię świętą, podjął się niełatwej przecież pracy formowania dusz młodych nowicjuszek, a było ich podówczas nieco.
Miał w tym nowicjacie swoją grupę duchowych córek, których był spowiednikiem i kierownikiem duchowym, z którymi prowadził budujące rozmowy, chociaż… może nie zawsze budujące… a przynajmniej nie ze wszystkimi… aczkolwiek na ogół rozmowy owe obracały się wokół spraw nadprzyrodzonych, to niektóre dla postronnego słuchacza mogłyby się zdać bezwstydne, a nawet gorszące…
* * *
Nadszedł rok 1609, kiedy to nieco niezrównoważona emocjonalnie nowicjuszka skończyła właśnie siedemnasty rok życia, a jej probacja dobiegała końca… Właśnie… dobiegała… ale…
– Ojcze…
– Cóż takiego, moja córko?
– Ojcze… – Madeleine patrzyła ze smutkiem w oczy Gaufridiego. – Lęk mnie jakiś ogarnia. Pożerający. Straszliwy. Umysł mi się mąci. Nie ma już we mnie żadnej radości. Skoro tylko niebo szarzeje, nim zacznie świtać, kiedy nawet ptaki śpią jeszcze, ja szeroko otwartymi oczami wpatruję się w ciemność, a ta ciemność jest zarazem i pustką… czy wiesz, co to jest pustka? Taka bezdenna. Czy wiesz, co się czuje, gdy w tę pustkę się zapada, gdy leci niczym rozpędzony kamień wrzucony do studni, ale wie się, że będzie się tak lecieć w nieskończoność i nigdy nie usłyszy plusku toni, że nigdy nie dotrze się do głębi i że ten plusk z czeluści studni nie powróci echem…
– Madeleine!
– Tak, ojcze…
– Masz mnie…
– A cóż ty możesz?
– Być twoim wsparciem… twoją nadzieją… twoim obrońcą… na zawsze…
– Ty?! Ty moim wsparciem?! Moją nadzieją?! Nadzieją na co? Że i dzisiejszej nocy zakradniesz się chyłkiem, wśliźniesz przez okno, wpełzniesz do mojego łóżka?…
– Madeleine!
– Tak, ojcze?
– Zamilcz, bo jeszcze ktoś usłyszy…
– I cóż z tego? Niech słucha… czego się obawiasz? Wszak zawsze twierdziłeś, że masz potężnego nadludzkiego protektora! Czyżby to było łgarstwo? Czyś mi opowiadał takie bajki, żeby się dobrać do mnie, żeby wejść we mnie, gdym była jeszcze dzieckiem? – oczy uciekły jej w głąb czaszki i widać było tylko ich białka, a z ust dziewczyny wydobył się chrapliwy nieludzko brzmiący, ewidentnie męski głos – żeby ją zerżnąć, plugawy klecho?
– Wielebna matko, zdaje mi się, iż mojej protegowanej nowicjuszce, Madeleine, zdałoby się odrobinę oddechu…
– A cóż takiego masz na myśli?
– Może krótki pobyt przy rodzinie?
– Nie jesteś pewny jej powołania?
– Nie, to nie to…. Ale wyraźnie przechodzi teraz pewien kryzys…
– Kryzys wiary?
– Nie, nie wiary, ale jakiś… duchowy bez wątpienia, a może tylko nerwowy? Nerwy ma bowiem delikatne…
– Zatem?
– Jeszcze przecie nie złożyła ślubów. Jakiś czas spędzony w domu rodzinnym może ją wyleczyć.
– Cóż. To ty jesteś jej kierownikiem duchowym. Jej spowiednikiem. Niechże tak i będzie.
* * *
Madeleine z ulgą spoglądała na zatrzaskującą się za nią klasztorną furtę. Nogi same ją niosły po wyboistym bruku w stronę rodzinnych pieleszy.
Gdy stanęła w progu obszernej sieni, z lubością wciągnęła w nozdrza od dzieciństwa znane jej zapachy. Objęła matkę i zaniosła się łkaniem.
– Już dobrze, dobrze córeczko, już dobrze – matka gładziła jej włosy. – Już teraz wszystko będzie dobrze. Jeśli nie zechcesz, nie wrócisz za klasztorne kraty. Nikt cię do niczego nie będzie przymuszał.
Madeleine bez słowa skinęła głową i wytarła łzy rąbkiem rękawa matczynej sukni, tak samo, jak to robiła, gdy miała trzy-cztery latka.
* * *
Pierwsza noc w rodzinnym domu to była ulga i wytchnienie. Spała głębokim spokojnym snem, bez żadnych majaków. Obudziła się późno, gdy słońce już wtoczyło się na niebo wysoko, prawie do połowy firmamentu.
Przeciągnęła się rozkosznie w miękkiej puchowej pościeli, ale około południa głód przymusił ją, aby wstała. Wcześniej nikt jej ani nie budził, ani nie zaglądał do sypialni. Cierpliwie czekano, aż sama się przecknie.
Obiad zjadła ze smakiem. Nawet poprosiła o dokładkę pieczonego jagnięcego udźca. Od lat nie czuła się tak wolna, spokojna i szczęśliwa. Spokojna…
* * *
Zaczynało zmierzchać. Wieczorny chłód orosił trawy rosnące w niewielkim ogrodzie za domem. Cichły ostatnie ptasie szczebioty, krwawiące słońce skryło się za horyzontem, zostawiając tylko jarzące się czerwienią plamy posoki na gładkiej, bez jednej chmurki, powierzchni nieboskłonu.
Madeleine na nowo ogarnął smutek. Dopadł ją nagle. Straszny, zagnieżdżający się nie tylko w sercu, ale w każdym włókienku jej ciała. I ogarnęła ją tęsknota, taka, że aż chciało się jej wyć.
Pomyślała, że bez Gaufridiego zaraz skona… Och, ojcze Luisie! Jakże pragnęła mocnego uścisku jego ramion, tych ognistych pocałunków i tej słodkobolesnej rozkoszy…
* * *
Madeleine wróciła do klasztoru…
Madeleine na powrót odesłano do rodziny…
Madeleine znowu była w klasztorze…
Gaufridi… ciągle obok… nigdy bez niego… te spowiedzi trwające godzinami w jej skromnej celi zamkniętej na głucho… Te jęki jakby od smagnięć zadawanych pokutnym biczem, ale bynajmniej nie bolesne, a jakby przesycone niezdrową zmysłową rozkoszą…
* * *
Przełożona urszulanek, przerażona tym, co się działo z nowicjuszką, sama mająca znikomą wiedzę, a może nawet i żadnej, na temat ludzkiej duszy, zawezwała na pomoc specjalistów w owej dziedzinie – egzorcystów.
Kiedy przybyli, przyjrzeli się Madeleine i przepytali ją. Zbadali dokładnie. I zdało się im, iż poza tym, że przejawia pewną nerwowość i marzycielstwo, czasami przybierające formę kryzysów lękowych, nie mogli przecież ponad wszelką wątpliwość stwierdzić diabelskiego possessio.
– Matko wielebna – jeden z egzorcystów zwrócił się do przeoryszy. Zdaje nam się, że dziewczyna po prostu zadurzyła się w swoim kierowniku duchowym i wymyśla niestworzone historie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zdarza się to, w takiej formie jak u niej może niezbyt często, niemniej się zdarza.
– Co zatem, ojcowie zalecacie?
Egzorcyści, po naradzie, zdecydowali, iżby natychmiast przerwać wszelki kontakt pomiędzy ojcem Gaufridim a Madeleine i odizolować ją w ścisłej klauzurze bezpośrednio pod czujnym okiem Matki de Gaumer.
Niewiele to jednak dało, objawy szaleństwa nie ustępowały. Postanowiono tedy przenieść nowicjuszkę naznaczoną ową przedziwną chorobą do innego klasztoru.
Co też i uczyniono.
Madeleine zamieszkała w oddalonym o nieco ponad trzydzieści kilometrów od Marsylii klasztorze urszulanek w Aix-en-Provence.
Jednakowoż i to lekarstwo zawiodło….
* * *
Któregoś późnowiosennego dnia, gdy podczas południowego posiłku siostry, ze skromnie opuszczonymi oczyma, powoli, nie łapczywie, posilały się niewyszukanym obiadem, słuchając jednocześnie żywotów tych świętych Pańskich, których pamiątka na ów dzień przypadała i jedynie owo monotonne czytanie zakłócało panującą w klasztorze martwą, nieomal grobową ciszę, a poza tym trwała jakaś zamglona powszedniość upływającego czasu, chwil nijakich, godzin, które odchodziły bezbarwne, nużące, szare i nudne… i nic nie wskazywało, iż ów dzień czymkolwiek będzie się różnił od innych podobnych mu dni, wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Oto bowiem naraz siostra Madeleine, gwałtownie odsunąwszy od siebie talerz, na melodię jednej z popularnych gminnych piosenek, zaśpiewała:
Urszulanka ci ja, bardzo pragnę kija!
I księżowskiej pyty, by i on był syty!
W refektarzu zapadło milczenie… Mniszki zdumione popatrywały spod oka jedna na drugą, a lektorka, zaniechawszy czytania, z otwartymi ze zdumienia ustami, okrągłymi oczami wpatrywała się w Madeleine.
Ta ostatnia zaś odrzuciwszy głowę, zaczęła chrumkać niczym świnia, potem zaszczekała, zawyła, by na koniec błyskawicznie wysuwając i wciągając język zasyczeć raz, drugi, trzeci niczym rozdrażniony wąż.
Zakonnice jedna po drugiej z trwogą w oczach żegnały się i nie zważając na regułę posłuszeństwa, jedna po drugiej, nie czekając na pozwolenie, odchodziły od stołu, uciekając do kaplicy…
* * *
Wielebna Matka Catherine de Gaumer, przełożona marsylskich urszulanek, która specjalnie przybyła do Aix-en-Provence przeprowadzić badanie, siedziała tak blisko siostry Madeleine, że bliżej się już nie dało, dotykając kolanami jej kolan i z całych sił trzymając ją za nadgarstki, tak, ażeby uniemożliwić jej ewentualną próbę ucieczki.
– Mów! – rozkazała przeorysza.
– Co mam mówić, matko?
– Wszystko, od początku do końca.
– Lecz o czym?
– Ty wiesz!
Madeleine spojrzała rozmarzonymi oczyma w szeroko otwarte okno, na drżące gałązki i połyskujące liście korkowego dębu, które delikatnie poruszały się w łagodnym tchnieniu wietrzyku, budząc rozdygotane zielonkawe cienie, przez które przenikały słoneczne złociste cętki, pstrząc trawę u podnóża pnia.
– Pamiętam tamto słońce… i niemiłosierny upał… odurzający zapach szałwi, tymianku, macierzanek, wawrzynu i rozmarynów… jego słowa… niczym najpiękniejsza muzyka… jego słowa… przelewały się z jego umysłu wprost do mojej głowy… stareńki pień o spękanej i łuszczącej się korze jałowcowego drzewa… powietrze rozedrgane nad rozgrzaną skałą… ból… straszny i rozkoszny… i te cienie, które wraz z nim wniknęły we mnie i wespół z jego tłocznią wibrowały… i pociekły niby świeży sok winny te rubinowe krople mojej krwi, które zrosiły niepokalaną biel skalnego podłoża… w końcu on wyszedł ze mnie, lecz cienie pozostały…
Przełożonej ciarki przeszły po skórze.
– O kim mówisz, córko?
– O moim ojcu i kochanku…
– O ojcu?!
– Tak, o ojcu Gaufridim…
– A owe cienie? Co to za cienie, które w ciebie wniknęły? Co to za cienie?
Madeleine przymrużyła powieki i zimnym, stalowym wzrokiem przewiercała na wylot twarz przeoryszy, aż ta poczuła nieomal fizyczny ból.
– A cóż ci do tego stara macioro? Ty zgęstku smarków, ty śmieciu, ty zapleśniałe łajno…
Przeorysza, choć przerażona, nie straciła jednak przytomności umysłu. Błyskawicznie zakryła dłonią usta młodej mniszki i jęła w głos odmawiać modlitwę do świętego Michała Archanioła, pogromcy Złego.
Nic to jednak nie dało. Madeleine ugryzła ją do krwi i zaniosła się szalonym, niepohamowanym śmiechem.
– Rozdziewiczył mnie, gdy miałam czternaście lat, a gdym doszła do siedemnastu, rżnie mnie regularnie, gdy tylko sposobność się nadarzy! I nocą i za dnia! A coś myślała, parchata suko? Już wiesz i pewnie mi zazdrościsz! Pewnie byś sama przed nim nogi rozłożyła!
Zamilkła. Ukryła twarz w dłoniach i na długą, bardzo długą chwilę zastygła w bezruchu. Bardziej przypominała kamienny posąg niż żywą istotę. A potem spomiędzy palców zaczęły się jej przesączać łzy…
– Matko… matko… pomóż mi… to katusze, męki straszne, których opisać się nie da… skrzywdził mnie straszliwie… wprowadził we mnie demony…
– Ojciec Gaufridi?
– Tak, on sam… I zmuszał mnie do niewyrażalnych bezeceństw…
– Kopulował z tobą?
– Och, stale to robi… znieprawił mnie… do bezwstydu pociągnął, do wszeteczeństwa, rozpasania, wyuzdanych sprośności, o których wstydzę się nawet myśleć, a czynić muszę…
– I czemuż to?
– Bo ma władzę nade mną przez demony, które we mnie za jego przyczyną zamieszkały.
– To jest ich wielu?
Madeleine potwierdziła, skinąwszy głową.
– Ilu?
Madeleine jednak zamilkła i nie odpowiedziała już na to pytanie.
Przeorysza przeżegnała się kilkakroć, raz za razem i tyłem wyszła celi dziewczyny, zamykając drzwi na klucz. Goniły ją słowa ohydne, wulgarne, pełne nienawiści i szaleństwa, a zaraz po nich skomlenie żałosne i prośby o pomoc… o ratunek…
* * *
W nowym miejscu cierpienia Madeleine stały się wręcz nie do zniesienia. Co gorsza, przybrały formę rzeczywistego opętania demonicznego. Czy to za dnia, czy nocą, doznawała wizji przerażających, kryzysów duchowych i diabelskich ataków, a najczęściej działo się tak podczas wspólnych modlitw.
Tego nie można już było traktować lekko…
* * *
Kiedy przybyli egzorcyści, atmosfera w klasztorze zgęstniała tak, że aż dusiła. Wyczuwało się straszliwe napięcie i oczekiwanie na coś, co się musi wydarzyć, ale nie wiadomo kiedy i nie wiadomo, co.
I zaczęło się na dobre. Ciało Madeleine wiło się i skręcało. Miewała tak straszliwe napady wściekłości, iż trudno ją było poskromić. Dopuszczała się bluźnierstw i profanacji. Potrzaskała krucyfiks, łamiąc go i ciskając szczątki na posadzkę. Czego więcej było trzeba? To, to się działo z dziewczyną, było oczywiste…
Przez rok bezskutecznie egzorcyzmował ją dominikanin Jean-Baptiste Bomillon, ale nie tylko, że nie podołał zadaniu, to z przerażeniem spostrzegł, iż zaraza zdemonizowania rozszerza się na inne mniszki. Najpierw złe duchy weszły w trzy, a potem w następne – w sumie ofiarą Szatana padło osiem urszulanek.
Za najsilniej opętaną uznano siostrę Louise Capeau, którą posiadło trzy demony: Verin, Sonilon i Gresil, kiedy Madeleine tylko dwa – Belzebub i Astaroth.
Ojcu Bomillonowi przyszedł w sukurs sam Wielki Inkwizytor7 i inni egzorcyści. Efektów, pozytywnych efektów, zaklinania złych duchów wszelako nadal nie było.
Demony zniewalające mniszki zgodnie oskarżały ojca Gaufridiego, iż to on sprowadził na nie to nieszczęście, że jest sługą Szatana, że je Szatanowi ofiarował, że kopulował z Madeleine. Demon Verin obsiedlający ciało siostry Louise oświadczył egzorcystom wprost, iż Gaufridi jest czarownikiem!
Do tej pory uważano benedyktyna za zwyczajnego, rozwiązłego mnicha, jakich było, jest i będzie wielu, ale teraz sam demon oskarżył go o czary. A to już była poważna sprawa! To nie było jakieś tam pospolite uwiedzenie młodej i ładniutkiej zakonnej nowicjuszki.
Duch nieczysty Verin ustami siostry Louise Capeau w zasadzie wydał wyrok na Gaufridiego, kiedy nie dość, że potwierdził, iż w Madeleine siedzi sześćset sześćdziesiąt sześć diabłów, co odkrył jeden z egzorcystów, ks. Domptius, to na dodatek oświadczył, iż Gaufridi jest czarownikiem. Ba! Ludożercą nawet!
Co prawda były nieścisłości i sprzeczności w zeznaniach, bowiem Verin twierdził, w przeciwieństwie do tego, co zeznała Madeleine, iż ojciec Gaufridi uwiódł i rozdziewiczył ją w pewnej pieczarze, czemu asystowały przyjazne mu demony, a potem nakłonił dziewczynę do podpisania cyrografu krwią pochodzącą z defloracji, a owo sprawiło, że stawszy się przez to Królową Sabatów, nie miała już najmniejszych nawet szans, by wyrwać się ze szponów złych mocy.
A potem były orgie na zlotach czarownic, sabaty odbywane pośród pustkowi, skał i zarośli, podczas których zabijano niemowlęta, aby je Złemu ofiarować, a Madeleine parzyła się z samym Szatanem…
Gdyby nie to, iż benedyktyn postanowił oczyścić się z owych zarzutów i oskarżeń, zamiast machnąć na nie ręką, może wszystko potoczyłoby się inaczej, ale on nie chciał żadnych plam na swoim życiorysie. I to był błąd…
Zaczęło się tak, jak chciał, lecz skończyło bynajmniej nie tak, jak by sobie tego życzył…
Gdy rewelacje Verina wykpił oskarżany przez niego mnich, śmiejąc się, że gdyby rzeczywiście był czarownikiem, to nie zadowoliłaby go liczba sześciuset sześćdziesięciu sześciu demonów, ale posłałby ich co najmniej tysiąc, sędziowie uznali to za przyznanie się do winy.
I tym, wedle jego mniemania, niewinnym żarcikiem, przypieczętował swój los…
Bo potem już poszło gładko…
Proces… przesłuchania… zeznania…
Przegrał… uznano go za winnego uprawiania czarnej magii, połamania ślubów zakonnych, rozpusty…
A gdy na dodatek na jego ciele znaleziono signum diaboli,8nie było już dlań ratunku.
Wyrok… wiadomo, jaki…
30 kwietnia 1611 roku, przez pięć godzin przed zawleczeniem go na stos, w asystencji straży oprowadzano go po mieście. Nim jednak podłożono ogień pod wiązki suchego chrustu i drew, okazując wyjątkową łaskę, Gaufridiego uduszono…
Lecz gdy kat zakładał mu garotę, zza jego pleców wyłoniła się owa androgyniczna istota, którą przed laty ujrzał tronującą w Jaskini Salamanki i szepnęła mu do ucha:
– Nie zdałeś egzaminu. Byłeś tylko nędznym rozpustnym klechą, który oddał mi tyle dusz niewinnych dziewcząt… tyle dusz… Sam przez to niczego nie zyskując… Zatem kończysz, jak kończysz. Tyś je opętywał płciowo, a ja pożerałem im dusze – zaśmiał się chrapliwie i, rozpłynąwszy, zniknął.
I w tej samej chwili siostra Madeleine oślepła i ogłuchła. Popadła w tak straszną rozpacz, iż nie była w stanie przełknąć nawet kęsa strawy. Zdaje się, iż ona naprawdę kochała Gaufridiego…
A potem ją i Louise Capeau przepędzono z klasztoru…
Nie był to jednak kres całej sprawy, gdy bowiem prochy spalonego na stosie ciała ojca Louisa Jeana-Baptiste Gaufridiego rozsypano na wietrze, a ów wiatr rozniósł je po okolicy, to jakby wraz z nimi rozsnuły się i bakcyle opętania.
Alarmujące wieści dochodziły z różnych miejsc i rozmaitych klasztorów Prowansji, w których mniszki doznawały ataków konwulsji, spazmów i wpadały w jakiś obłęd erotyczny, w jakieś wyuzdanie niebywałe, w obsceniczną histerię, w bezwstydną lubieżność…
Niejeden egzorcysta był świadkiem orgiastycznych scen… Niejedna mniszka usiłowała go uwieść… Niejeden demon chichotał skrycie, widząc, że jego wysiłki nie poszły na marne, że zastępy rozszalałych kobiet bluźnierstwem, wymazanych krwią i śluzem, służą mu i cześć oddają…
A przecież się zdawało, że po polowaniu Pierre’a de Lancre na wiedźmy z Labourd 1609 roku już nic podobnego we Francji zdarzyć się nie może…
Ale jednak później były trzy wiedźmy w Cassis, a jeszcze potem opętane mniszki w Loudun i Louviers… a jeszcze potem konwulsjoniści z Cmentarza św. Medarda w Paryżu…
3Guillaume Postel (1510-1581) francuski językoznawca, astronom, kabalista i okultysta.
4Według wierzeń starożytnej sekty gnostyckiej symonitów był on bogiem w ludzkiej postaci. Według Dziejów Apostolskich usiłował kupić od apostołów moc udzielania darów Ducha Świętego.
7 Sébastien Michaëlis (1543-1618) – inkwizytor i przeor zakonu dominikanów. Jego dzieło Histoire admirable de la possession d’une penitente (1612) zawiera klasyfikację demonów, która powszechnie jest używana w literaturze ezoterycznej.
Ustawa [—] była żywiołowo dyskutowana w studio. Poseł Bosak zasugerował, by zmienić temat na równie ważny, o którym jest bardzo cicho. Mianowicie
– o podniesieniu od nowego roku stawek VAT na paliwa.
Przypomnijmy, że rząd tłumaczy to nakazem unijnym, tymczasem – jak kilkanaście dni temu ujawnił sam Bosak – Unia nakazuje podatek VAT 5 proc., a polski rząd chce zdzierać 23 proc.
– Podwyższacie o 18 pp. podatek VAT na gaz, prąd i ciepło. Na przykład na gaz UE wymaga, by VAT był 5 proc. Poniżej 10 proc. podatek będzie zarówno w państwach bałtyckich, jak i w Niemczech czy Austrii– mówił Bosak.
– To nie jest błaha sprawa. My powinniśmy o tym rozmawiać przez większość programu, a nikt tego nie porusza – podkreślał poseł Konfederacji.
Prowadzący debatę red. Andrzej Stankiewicz stwierdził, że do tego tematu „można wrócić w styczniu, gdy będą znane ceny”.
– Realnie mamy jedne z najwyższych cen paliw w UE, bo rząd ma wpływ na koncerny paliwowe, którymi zdominowany jest nasz rynek, i wyciska Polaków jak cytrynę – wskazywał na skutki braku konkurencyjności.
–Rząd kłamał w tej sprawie, jakoby musiał ze względu na naciski UE podnieść stawkę podatku VAT do 23 proc., gdzie zgodnie z prawem unijnym musi podnieść do 5 proc. Dopóki tych kłamstw nie zaczęliśmy nagłaśniać, to oni je rozpowszechniali przez wszystkie media – także tzw. „antypisowskie” media, które nie weryfikowały informacji płynących z rządu, tylko puszczały je dalej – podsumował Bosak.
Rzymianie mogli połączyć grecką matematykę i fizykę – abstrakty – z własną inżynierią. Perspektywy.
Mirosław Dakowski. 17 grudnia.
W starożytnym Babilonie i Egipcie bardzo wysoko rozwinięte były arytmetyczne pomiary powierzchni pól, potrzebne na przykład do wymiaru podatków. Piramidy są dowodem na wysoko rozwinięte umiejętności rachunkowych i astronomicznych tamtejszych inżynierów, kapłanów. Ale w tych cywilizacjach wiedza matematyczna ujęta była w tabele a nie we wzory abstrakcyjne. W Chinach dawno temu wynaleziono proch, rakiety, kompas. Ale nie znaleziono, bo nie szukano, praw nimi rządzących.
W Atenach i innych miastach-państwach Grecji, potem w Bibliotece Aleksandryjskiej rozwinięto myślenie abstrakcyjne, matematykę, na przykład trygonometrię, algebrę. Ale filozofowie, czyli miłośnicy nauki, przechadzali się, dyskutowali, myśleli pod drzewami. Prace ręczne zostawiono niewolnikom. W Atenach nie przyjęto się zupełnie wykładami Pawła, przyszłego Świętego o Jedynym Bogu, – przecież Paweł był… rzemieślnikiem, wytwórcą namiotów. Powiedzieli mu szyderczo „wysłuchamy cię innym razem” i poszli sobie z agory.
Nie było tam przekładni do wykorzystywania osiągnięć teoretycznych w sposób praktyczny. Znano przecież na przykład teorię różnych przekrojów stożka, zwierciadła paraboliczne, soczewki a również, co ważniejsze, równania optyki. Ale lunety ani teleskopu nie wynaleźli.
Dopiero Grek z Syrakuz, Archimedes, genialnie łączył wiedzę ścisłą z inżynierią. Maszyny proste, zwierciadła do palenia słońcem statków przeciwnika. „Każde ciało zanurzone w cieczy”… Pamiętamy ze szkoły.
Rzymianie mieli już pięknie rozwiniętą inżynierię. Wspomnę, łącznie z ich późniejszymi osiągnięciami: Budowali trwające tysiąclecia drogi [por.: O roli końskiej dupy w rozwoju cywilizacji , akwedukty, mosty [na przykład na Dunaju], pałace. Rzymianie znali i poważali uczonych greckich, w tym znali Archimedesa. Ale zamordował go rzymski żołdak szukający… złota. Pomyślimy, co by było, gdyby rzymski dowódca zdobywający Syrakuzy był człowiekiem światłym i mądrym. Wydałby wojsku rozkaz bezwzględnej ochrony uczonych, szczególnie Archimedesa.
Archimedes był wymarzonym łącznikiem. Rzymianie mogli wtedy stworzyć uczelnię, gdzie osiągnięcia teoretyczne, abstrakcyjne Greków połączono by z rzetelną inżynierią Rzymian. „Jego Magnificencją” mógłby być Archimedes, który by szybko przekazał to piękne stanowisko jakiemuś dobremu administratorowi, sam by kształcił uczonych i badał przyrodę.
Przecież już wtedy [Biblioteka Aleksandryjska] zmierzono promień kulistej Ziemi z dokładnością 5%, odległość do Księżyca i Słońca. Zaproponowano model heliocentryczny. Uczeni graccy mogli stwierdzić, była już wystarczająca dokładność pomiarów i obserwacji, że planety krążą po elipsach. Tego nie uwzględniał nawet Kopernik, choć miał tabele pomiarów o tym świadczących.
Stąd niedaleko do sformułowania trzech kluczowych zasad ruchu planet teraz zwanych Prawami Keplera.
Jakiś młody, bezczelny z Akademii Archimedesa mógł i powinien obalić bajeczkę Arystotelesa [uznaną przez tysiąc lat za aksjomat], że kamień leci, bo popycha go powietrze z tyłu a wciąga próżnia z przodu. Zasada zachowania pędu była łatwa do odkrycia, choć sformułował ją dopiero w XIV wieku Buridan i potwierdził Nicolas d’Oresme, przyszły biskup Lisieux i doradca króla Karola V Mądrego. Buridan wiedział, że Ziemia obraca się wokół swojej osi, a zjawiska ruchu stałego i przyspieszonego objaśniał za pomocą koncepcji impetu [pędu].
[ Mój Stały Korespondent, RW zwrócił mi uwagę na prace Jana Filopona. Nie znałem, dołączam: Jan Filopon, filozof, teolog, filolog, lekarz i matematyk bizantyński z VI wieku. Wśród wielu osiągnięć z wszystkich powyższych dziedzin – sformułował zasadę impetu – prekursora prawa zachowania pędu, tak samo na świecie pod-Księżycowym, jak i w sferach niebieskich. To było rewolucyjne.
Czyżby proste prawa były tak trudne do przebicie się przez dotychczasowe „pewniki”, że zdarza się to tylko co kilka stuleci? I potem jest znów zapominane?]
———————–
Drogę do kitajców rzymianie znali. Gdyby ktoś przywiózł rakietę, pewnie by się znaleźli matematycy, którzy by napisali równanie ruchu ciała o zmiennej masie i pędzie [Ciołkowski herbu Jastrzębiec]. Niestety, to są niezrealizowane możliwości, więc fantazje.
————————-
Takie połączenie myślenia abstrakcyjnego Greków z myśleniem inżynierskim Rzymian byłoby przyspieszeniem całej cywilizacji materialnej o dobre tysiąclecie. Perspektywy – przeogromne.
Sierakowski, Bartosiak, Błaszczak – w kamasze! „Dobić Rosję!”
Mięso armatnie na Ukrainę? – Agnieszka Piwar
https://www.bibula.com/?p=137544
Po ogłoszeniu przez MON nowego projektu ustawy o ćwiczeniach wojskowych i podkręceniu tego przez media, w polskim internecie nastąpiło wielkie poruszenie.
Niektórzy zaczęli panikować, zaś inni mają niezły ubaw. Bawi ich to, że wkrótce wszelkiej maści krzykacze wołający: „za wolną Ukrainę!” i „dobić Rosję!”, będą mogli wykazać się w praktyce na froncie. Internetowi prześmiewcy najchętniej widzieliby w kamaszach Sławomira Sierakowskiego z „Krytyki Politycznej” oraz Jacka Bartosiaka z „Strategy&Future”.
Ten pierwszy od lat żyje sobie wygodnie w lewackiej bańce, a ostatnio zasłynął z tego, że naciągnął naiwnych Polaków na grube miliony, by sprezentować drona dla Ukraińców. Ten drugi to wykreowany przez mainstream „ekspert” od geopolityki i geostrategii. Kilka miesięcy temu powiedział on w rozmowie z PAP, że w interesie Polski i państw Międzymorza jest „wykończenie Rosji”. Zdaniem Bartosiaka „to największa szansa od czasów panowania cara Piotra Wielkiego do zniszczenia rosyjskiego projektu imperialnego”.
Niektórzy internauci z pewną ulgą przypomnieli też deklarację ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, który w 2021 roku obwieścił na Twitterze: «Antyszczepionkowi terroryści nie mogą udawać żołnierzy Wojska Polskiego. Zakończyliśmy prace nad przepisami, które jednoznacznie zakażą noszenia mundurów przez tego rodzaju grupy i wprowadzą sankcje. Stosowne rozporządzenie kierujemy do uzgodnień międzyresortowych.».
To akurat całkiem dobra wiadomość. Dlaczego? Otóż, jeśli zdrowy mężczyzna w sile wieku – zakładam, że właśnie takich biorą do wojska – nie uległ pandemicznej histerii nakręcanej przez polityków i media, to znaczy, że jest odważny i kieruje się własnym rozumem. Szkoda więc by było, aby taki żołnierz miał pójść na zmarnowanie w walce za banderowską Ukrainę, gdyż wiele wskazuje na to, że polskojęzyczni decydenci szykują się właśnie na wojnę przeciw Rosji. Takie przypuszczenia nie wzięły się znikąd. Wystarczy przytoczyć niedawne słowa wiceszefa MON. Marcin Ociepa powiedział wprost, że „prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy brać udział, jest bardzo wysokie”. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Błaszczak dotrzyma słowa w kwestii „antyszczepionkowych terrorystów”. Lepiej niech samodzielnie myślący Polacy pozostaną w kraju i przysłużą się Polsce, zamiast ginąć na froncie w imię obcych interesów.
Nobel dla Putina
W czasach apogeum szczepionkowego szaleństwa w mediach społecznościowych krążył wymowny mem. Przełożony pyta: – Poddasz się szczepieniu, żołnierzu? Podwładny odpowiada: – Nie poddam! Przełożony dopytuje: – Dlaczego? Podwładny wyjaśnia: – Żołnierz nigdy się nie poddaje!
Mem ten powstał w oparciu o Deklarację, która również krążyła w polskim internecie. Na świstku papieru mundurowy miał się określić czy podda się szczepieniu w momencie rozpoczęcia dobrowolnych szczepień żołnierzy Wojska Polskiego w ramach I etapu Narodowego Programu Szczepień. Należy przy tym wyjaśnić, że de facto nie chodziło tu o prawdziwe szczepionki, które są wielkim osiągnięciem medycyny, lecz o eksperyment z preparatami genetycznymi mRNA.
I pewien odważny oraz kumaty przedstawiciel polskiej armii zadeklarował, że nie podda się szczepieniu, a w uzasadnieniu wyjaśnił odręcznym pismem: ŻOŁNIERZ NIGDY SIĘ NIE PODDAJE !!!
Wygląda więc na to, że Błaszczakowi pozostaje uformować armię przeciwko Rosji z uległych mięczaków, którzy nie mają własnego zdania i rozumu. Przecież nie wyśle na Ukrainę twardzieli, którzy nie nabrali się na medialne kłamstwa o rzekomym dobrodziejstwie eksperymentalnych szpryc, jakże nachalnie wciskanych przez globalne koncerny farmaceutyczne, które zbijały na tym fortunę. No bo skoro ktoś nie nabrał się na tamtą ściemę, to znaczy, że w przypadku wojny na Ukrainie również może mieć własne zdanie. A to jest już zbyt ryzykowne dla polskojęzycznych decydentów wykonujących wolę Wuja Sama z Ameryki, by na Ukrainę mieli wysłać żołnierzy myślących trzeźwo.
Przyszło nam żyć w czasach kultury obrazkowej, więc przytoczę kolejne dwa memy, które w polskim internecie zrobiły furorę po 24 lutego 2022 roku. Pierwsza grafika, to rysunek z podobizną słynnego majsterkowicza Adama Słodowego, który pokazuje, jak covidową maseczkę przerobić na flagę Ukrainy. Mem ten idealnie oddał nastroje polskiego społeczeństwa, gdzie w zaledwie kilka godzin jedna histeria została zastąpiona przez inne szaleństwo.
Drugi obrazek, to rysunkowa scenka dziennikarki rozmawiającej z ministrem zdrowia. Przedstawicielka mediów mówi: „Możemy już chodzić bez masek. Czyżby to koniec pandemii?”. Adam Niedzielski odpowiada: „Nie. Chodzi o naszych gości z Ukrainy, którzy masek nie używają. Nie chcemy, aby czuli się niekomfortowo”. Mem ten obrazuje obłudę decydentów terroryzujących Polaków pandemicznymi obostrzeniami, bo jak się okazało, covidowe maski były psu na budę.
Uściślając. Kiedy w lutym 2022 roku rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa Rosji na Ukrainie (przypominam: wojna trwa tam od 2014 roku), władze RP rozpoczęły zorganizowaną akcję przesiedleńczą. Zaczęto wpuszczać do Polski miliony przybyszów z Ukrainy, z których zaledwie garstka ma status uchodźcy. Co znamienne, wielu Ukraińców przybyło do Polski z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi. Uchodźcy z takich miejsc, gdzie toczą się najcięższe walki – np. z Mariupola – najczęściej zostali ewakuowani do Rosji.
Warto mieć świadomość, że obywatele Ukrainy nie garnęli się w swoim kraju do masowych szczepień przeciw COVID-19 (co osobiście pochwalam), a wielu z nich kupowało fałszywe zaświadczenia o przyjęciu szprycy, tylko po to, by móc pracować zagranicą. Tymczasem po 24 lutego miliony Ukraińców przybyło do Polski bez kwarantanny, bez ważnych paszportów covidowych, bez przymusu szczepień, bez testów, bez masek. A jeszcze chwilę wcześniej obywateli Polski terroryzowano tymi wszystkimi bezsensownymi nakazami.
Nie bez przyczyny zaczęły więc krążyć po internecie dowcipy o tym, że Władimir Putin powinien otrzymać Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny, bo zlikwidował w ciągu jednego dnia pandemię. Dlatego jeśli przy okazji uruchomienia akcji przesiedleńczej komuś w Polsce nie otworzyły się jeszcze oczy, to nie ma już raczej nadziei dla tych ogłupionych naiwniaków. A jest ich niestety bardzo dużo. Łatwo ich rozpoznać na portalach społecznościowych, szczególnie po profilowym zdjęciu. W czasach rzekomej pandemii wklejali sobie nakładki ze strzykawką i maską, a od czasu odpalenia „operacji specjalnej”, zamieścili na profilówce flagę Ukrainy.
Na pewną śmierć
Memy i dowcipy okazują się być czasem pomocne w rozładowaniu napięcia. Jednak sytuacja jest już na tyle poważna, że żarty odłóżmy na bok. Wiele bowiem wskazuje na to, że rządzący Polską szaleńcy szykują naszym Rodakom niewyobrażalną rzeź, gdyż zamarzyło im się włączenie Polski do wojny przeciwko Rosji. Nie dziwi więc poruszenie Polaków, kiedy media podgrzały temat, że resort obrony przygotował projekt ustawy, według którego w 2023 r. przewiduje się powołanie do 200 tysięcy osób na ćwiczenia wojskowe, które mają trwać 30 dni.
Każdy myślący wie, że nie da się dobrze wyszkolić żołnierza na łapu-capu, w tak krótkim czasie. Warto też mieć na uwadze fakt, że obecne pokolenie Polaków w wieku poborowym, dorastało w zdecydowanie bardziej beztroskich czasach w porównaniu do naszych dziadów, pradziadów. Nie chcąc nikogo obrażać, muszę odnotować, że dzisiejsi młodzi mężczyźni, to niestety często tak naprawdę zniewieściali chłopcy. O ile same ćwiczenia wojskowe dobrze by im zrobiły, o tyle mam podstawy żywić obawę, że owi nieszczęśnicy z łapanki, którzy wcześniej potulnie zakładali maseczki, teraz mogą być szykowani na mięso armatnie.
Tymczasem trzeba mieć świadomość, że prawdziwa wojna to nie zrzutki w internecie na drona, flagi na profilówkach, wpisy na portalach społecznościowych czy szumne deklaracje w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Sierakowski, Bartosiak czy Błaszczak nie mają najmniejszego pojęcia co to znaczy iść na wojnę. I zapewne nigdy się o tym nie przekonają, bo nie przypuszczam, aby mieli odwagę zmienić swoje ustawione i wygodne życie na okopy pod ostrzałem.
Mój kolega, korespondent wojenny red. Piotr Jastrzębski, napisał kiedyś: «Wojna, to nie romantyczny zapach prochu. To swąd palonych ciał i wszechobecny pył, tak nieznośny i charakterystyczny, że nie da się go pomylić z innym. Wiele razy widziałem różne wojny, konflikty, rebelie. Zwykle ci, którzy strzelają słowami i prężą muskuły – uciekają pierwsi, a ci których nikt o bohaterstwo nie podejrzewa, zbierają rannych. Bo herosi dawno uciekli.»
Gdyby, nie daj Boże, doszło do sytuacji, że rządzący Polską szaleńcy wyślą polskich żołnierzy na ukraiński front, to oni żywi z tego nie wrócą. Zmuszeni do walki na cudzej wojnie nie mają szans na przetrwanie, ponieważ w przeciwieństwie do Ukraińców (którzy i tak masowo giną), polscy żołnierze nie będą mieli motywacji do walki. Bo czyż może być coś bardziej upokarzającego od zmuszania ludzi do walki w obronie cudzej ideologii? W tym przypadku ideologii banderowskiej, jakże wrogiej Polakom.
Oczywiście mówiąc o polskich żołnierzach – WP, WOT, etc. – nie mam na myśli obywateli Polski, którzy już poszli walczyć na Ukrainę jako płatni najemnicy. Skoro motywacją tych drugich są korzyści materialne i/lub zwyrodniała potrzeba zabijania, to niech sobie giną na cudzej wojnie. Zresztą, niedawno zginął kolejny z nich.
Uderzyły mnie nagłówki medialne po śmierci tego najemnika: «Przyjaciel polskiego ochotnika zabitego na Ukrainie: nigdy nie usłyszałem z jego ust, że się boi». W ten sposób z płatnego najemnika polskojęzyczne media chciały zrobić bohatera. Tymczasem trzeba być świadomym, że każdy normalny człowiek odczuwa czasem lęk i strach, a na wojnie to już szczególnie. Jest jednak pewna grupa osób, która nigdy się nie boi – są to psychopaci. Oto jacy ludzie dobrowolnie poszli walczyć na Ukrainę za grubą kasę.
Tymczasem to nie jest nasza wojna! Jedynie – i aż – czym Polska mogłaby się tutaj przysłużyć, to podjęcie się roli mediatora i wzywanie do rozmów pokojowych. Jednak aby mogło dojść do tego historycznego aktu, trzeba najpierw obalić polityczną sitwę rządzącą Polską nieprzerwanie od czasów Okrągłego Stołu.
W czasach, nie tak dawnego, covidowego szaleństwa kasa od podatników dla medyków z racji dodatków płynęła strumieniami. Wydano ponad 10 miliardów złotych. Rekordziści kasowali po kilka tysięcy złotych za pół godziny pracy. Tak wygląda koronawirusowe złodziejstwo, które zapewne nigdy nie zostanie rozliczone. A winni – z Niedzielskim na czele – powinni ponieść odpowiedzialność.
Media głównego nurtu dopiero teraz zaczęły się przyglądać, jak wydawano pieniądze w ramach tzw. dodatków covidowych podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa. Reportaż na ten temat opublikował portal wp.pl.
Resort Niedzielskiego ustalił, że maksymalna kwota dodatku mogła wynieść 15 tys. zł za miesiąc. Lekarze brali więc dyżury w kilku szpitalach i w ten sposób omijali górne limity. Oczywiście mowa o dodatkach, bo pensja podstawowa i tak wpływała na konto.
Jak się okazuje, w szpitalach obowiązywały także różne reguły w kwestii wypłaty dodatków covidowych.
– To efekt fatalnej konstrukcji przepisów i braku jakiejkolwiek weryfikacji– zgodnie konkluduje dziewięciu lekarzy, z którymi rozmawiał portal wp.pl.
W związku z tym zdarzało się, że ktoś miał jeden dyżur w miesiącu w danym szpitalu i kasował za to dodatek covidowy. Cały, a nie proporcjonalny do aktywności w danej placówce.
NIK alarmował niedawno, że system ten sprawiał, iż można było zarobić nawet 15 tys. zł za pół godziny pracy w miesiącu. Według wp.pl rekordzista wyciągnął „tylko” 8 tys. zł za pół godziny.
Dochodziło też do sytuacji, gdy lekarze w dokumentacji wykazywali, iż w danym miesiącu pracowali wyłącznie z pacjentami covidowymi. W praktyce wiadomo, że wykonywali też inne obowiązki (np. zarządzenie administracyjne szpitalem, wykłady na uczelniach itp.), ale rozliczali to jako pracę z pacjentem covidowym, bo tak się bardziej opłacało finansowo. Jeden z lekarzy za miesiąc pracy wystawił rachunek w sumie na 110 tys. zł. Z dokumentacji wynikało, że dzień w dzień po 14h leczył pacjentów covidowych.
„Wielu dyrektorom szpitali wypłacanie dodatku przychodziło lekko. Powód? Oni podejmowali decyzje, ale pieniądze pochodziły z państwowego Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Innymi słowy: szef placówki nie wydawał pieniędzy szpitala” – czytamy.
W ten sposób narodziła się lekarska turystyka covidowa. Medycy chętniej pracowali w placówkach, które przyjęły korzystniejsze zasady obliczania wysokości dodatku. To z jednej strony zrozumiałe. Z drugiej, szpitale, które początkowo nie chciały szastać pieniędzmi, musiały w końcu to zrobić, bo personel uciekał i groziło ryzyko, że w tym szpitalu lekarzy w ogóle zabraknie. I tak pieniądze płynęły strumieniami, bo taki system stworzył resort dowodzony przez Adama Niedzielskiego. Inni korzystali, bo mieli taką możliwość.
Podobne wnioski w kwestii wydawania publicznych pieniędzy jako dodatków za pracę z pacjentami covidowymi płyną z kontroli NIK w czterech placówkach w województwie zachodniopomorskim. Więcej na ten temat pisaliśmy w tym miejscu.
Na dodatki covidowe dla lekarzy oraz personelu medycznego w trakcie ogłoszonej pandemii przekazano łącznie 10,3 mld zł.
Patryk Słowik, autor artykułu, zapytał o nieprawidłowości zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Narodowy Fundusz Zdrowia. Co ciekawe, obie instytucje odpowiedziały bliźniaczo podobnie, całe akapity wyglądały kropka w kropkę tak samo. Podpisały się tylko inne osoby. Dlatego tych odpowiedzi, jakiekolwiek by nie były, nie można traktować poważnie.
Bulwersującą sprawę skomentował Krzysztof Bosak z Konfederacji.
„Wszystkie partie głosowały za tym poza jedną – Konfederacją. Za naszą ostrożność dwa lata kpin i wyzwisk. A teraz zdziwienie, że kasa szła bokami. A czego się spodziewaliście, pozwalając im na wszystko bez żadnej kontroli?” – napisał Bosak.
Globaliści jasno pokazali, że dla nich ludzie są równi i równiejsi. Są kasty uprzywilejowane, wartościowsze, uważane przez siebie za nosicieli cywilizacji, tolerancji i kultury. Są również wybrane państwa i narody oraz takie ,którym wmawia się wyjątkowość by wykorzystać je w swoich celach. Najbardziej krnąbrnych się morduje, tych mniej poddaje stopniowemu wyniszczeniu. Musimy pamiętać że my, Polacy (i ogólnie Słowianie) jesteśmy w większości narodów przeznaczonych w przyszłości do miękkiej eksterminacji.
„Elitom” zależy na tym abyśmy nie mieli dostępu do rzetelnej wiedzy, stałej i pewnej pracy, realnej własności, moralnych zasad, tradycji, rodziny i ojczyzny. Trzeba sobie uświadomić rzecz najważniejszą i najbardziej przerażającą, którą wielu nazwie teorią spiskową – globalizm i jego elity świadomie i strategicznie zakładają regres ludzkości. System ten i jego wierni wyznawcy planowo zmierzają do radykalnego zmniejszenia „mniej wartościowej” ludności świata. Traktują większość ludzi jak bydło, które się hoduje i czerpie z niego zyski. Otwarcie i bezkarnie głosi się rasizm i ksenofobię wobec tych, którzy odrzucają zachodni styl życia. Oficjalnie się mówi, że nie ma dla nich miejsca na ziemi. Czyni się to mediach obrośniętych w legendy „postępowych i liberalnych”. Wpływowe kręgi „elit” w Ameryce i całym świecie atlantyckim są głównym nośnikiem globalizmu i liberalnego kapitalizmu. Kasta ta narzuca swoje wartości innym. Gardzi państwami, narodami, religiami i kulturami. Dla ludzi normalnych ta ich cywilizacja w znacznej części jest chora, wykoślawiona i obrzydliwa. Czynią to poprzez ekspansje kulturową i ekonomiczną, a tak gdzie napotykają na radykalny opór poprzez najazdy rozbójnicze pod pretekstem obrony praw człowieka. Kasta ta prowokuje i wznieca wojny bo w nich ma intratny interes. Czasem Przeciwnikowi militarny podbój jest zbędny. Wystarczy swój plan wdrażać za pomocą usłużnych rządów w danych państwa – tak jest w przypadku Polski. Wroga ideologia jest pompowana pod flagą narodową, pod godłem, w dymie kadzideł i ryku pieśni patriotycznych. Rząd i opozycja robią to pod rękę z Episkopatem Polski. Poprzez ich działania Polak stał się obywatelem drugiej kategorii. W obecnym ustroju – globalnym liberalizmie – nie chodzi już nawet o rozwój kosztem ludzi pracy, ponieważ ogólnie nie chodzi o pracę, ani o rozwój. Jesteśmy ofiarami i świadkami ustroju, który pracuje na rzecz globalnej oligarchii, i jej przyszłych pokoleń – gdyż to one mają być dziedzicami i przyszłymi władcami świata.
Celem globalistów jest depopulacja i dezindustrializacja świata, tak aby ziemi starczyło tylko dla wybrańców. Dlatego główne ostrze globalizmu jest skierowane przeciwko Azji, Afryce i społeczności muzułmańskiej. Przeciwnik chce złamać ten jeszcze nieuchwycony przez niego świat ideologicznie i demograficznie. Bo wie, że tam jest główny ośrodek sprzeciwu. Żyjemy w świecie absurdów. Dziś przedstawia się kobietę z zasłoniętą twarzą lub prawosławnego duchownego jako kogoś nienormalnego, normalnością jest styl Sama Brintona.
Feliks Koneczny, Cywilizacja Bizantyńska, rozdz. VI
Na Wschodzie boski władca raczy czynić wyjątki na rzecz prawa prywatnego; tu w Rzymie populus romanus czyni wyjątki na rzecz prawa publicznego. Tu prawo publiczne może w danym razie wchłonąć w siebie prawo prywatne. Nastaje w takim razie monizm prawny, lecz monizm prawa publicznego, a więc przeciwnie niż na Wschodzie.
W praktyce mogło to być to samo, zwłaszcza pod terrorem. Torem dziejowym rządzą jednak abstrakty, a ten abstrakt rzymski stanowić mógł zawsze punkt zaczepienia, do reakcji ze strony cywilizacji rzymskiej. Pozostawała w Rzymie zasada dualizmu prawnego a zatem nastawała rozterka myśli i nastały walki, gdyż odtąd cała przyszłość państwa rzymskiego będzie się obracać w zakresie walki tego dualizmu z zakusami monizmu prawa publicznego Cybeli, ale rodzima cywilizacja była na tyle silną, iż stać ją było na opór przeciw Orientowi.
Historyk musi oddać Rzymowi tę sprawiedliwość, że opór ten nigdy nie ustał, że walka z duchem Wschodu trwała bez ustanku, mimo to, że toczona była ze szczęściem bardzo zmiennym.
Skąd w Rzymie tyle siły? Po tylu triumfach Cybeli zdołaż ocalić swa cywilizację? Ocaliła się ta. cywilizacja dzięki temu iż opartą była na personaliźmie, a skutkiem tego zdatna była. do wytwarzania organizmów. Jakiż wspaniały organizm kwitnał był w Rzymie, zanim go nie poderwały wpływy wschodnie! Orientalizm uderzył w samą, więź spo- leczeństwa i państwa rzymskiego, którą stanowiły chłop i wojsko. Te dwa zawody łączyły się najściślej i ci sami ludzie byli na zmianę, jako chłopi więzią społeczeństwa, jako żołnierze więzią państwa., Wytworzył się z tego organizm życia zbiorowego, jeden z najwspanialszych, jakie zna historia powszechna.
„Cybela” przystąpiła do zniszczenia; uderzyła w chłopa i wojsko, przeinaczyła ten stosunek, w3prowadziła rozkład, rozprzężenie, rozluźniła czynniki wspólnego interesu, wreszcie zniszczyła wszelkie poczucie wspólności, wytrzebiła tradycję & nadzieje co do przyszłości skierowała na odrębne a przeciwne sobie tory. Rozkład wszystkiego?
Organizm przestawał funkcjonować. Głowy zorientalizowane nie spostrzegały, co się dzieje ze społeczeństwem, a na ogół nie zdawały sobie sprawy z istoty i znaczenia społeczeństwa, przejęte myślą wyłącznie o państwie. Nigdzie na Wschodzie nie dbano o społeczeństwo i nigdzie państwa nie opierano o nie. Oto zasadnicza. różnica organizmu a, mechanizmu.
„Cybela” zmieniała organizm rzymski na mechanizm i wyprowadzała go z kolein cywilizacji rzymskiej. Organizm rodzi się z. personalizmu i tym samym polega na jedności w rozmaitości a w życiu zbiorowym trzyma się dualizmu prawniczego, gdy tymczasem mechanizm wywodzi się z gromadności, wymaga jednostajności a w życie zbiorowe wprowadza monizm prawny, mianowicie wyłączność prawa publicznego .
Tak się zderzały nie tylko dwa te stronnictwa rzymskie, lecz prądy dziejowe, w których te stronnictwa były lokalnymi i czasowymi wykładnikami. Uchwała powzięta na forum w r. 43 [przed Chrystusem] stanowi moment przesilenia. Tego rodzaju postanowienie „ludowa” musiało wreszcie przywieźć do opamiętania każdego myślącego obywatela. Wzrosła. opozycja „republikańska”, a choć pokonana pod Philippi (w r. 42) wywołała jednak pewien czynnik, niegdyś w Rzymie bardzo wpływowy, potem zamarły, obecnie niespodzianie ożywiony, mianowicie opinią, publiczną.
Młody Octavian dojrzewał na. tym tle i ostatecznie odwrócił się od orientalizmu, akcentując coraz mocniej swoją rzymskość w przeciwieństwie do całkowitej obojętności narodowej Antoniusa.
==============================
Dostałem parę mail’i typu: „O co chodzi?? Nie rozumiem!”
Ten artykuł – i podobne – są przeznaczone dla oczytanego czytelnika. Braki można i należy uzupełnić. MD
Coraz więcej sukcesów rządu “dobrej zmiany” zaczyna ocierać się o niezamierzone efekty komiczne, a ściślej – groteskowe. Groteska, jak wiadomo, zawiera w sobie pomieszane elementy komiczne i tragiczne – i taką właśnie naturę mają sukcesy rządu “dobrej zmiany”.
Żeby nie zagłębiać się zbyt daleko w mroki historii, popatrzmy tylko na sukces ostatni w postaci “wynegocjowania” przez pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka) odblokowania środków dla Polski z tzw. funduszu odbudowy. Treść “porozumienia” dowodzi, że Komisja Europejska po prostu podyktowała panu ministrowi formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski, a on zwyczajnie przyjął ją do wiadomości, chyba nawet nie zdając sobie sprawy, że niektóre żądania Komisji Europejskiej są ewidentnie sprzeczne z konstytucją naszego bantustanu.
Ale takie są skutki, gdy stanowiska ministerialne obejmują ludzie, może nie dosłownie z ulicy, ale bez przygotowania do pracy w służbie zagranicznej państwa. Inna sprawa, że jeśli negocjacyjnym partnerem pana ministra ze strony unijnej była pani Vera Jurova, to można powiedzieć, że trafił swój na swego, bo – o ile pamiętam – w jej życiorysie poczesne miejsce zajmuje epizod kryminalny, natury podobnej do tego, o który została oskarżona zastępczyni przewodniczącej Parlamentu Europejskiego.
Ale panu premierowi Morawieckiemu, któremu pan red. Szymowski właśnie wyciągnął casus pascudeus w postaci tajnej współpracy z NRD-owską STASI, której aktywa po zjednoczeniu Niemiec przejęła BND, sukces był potrzebny bez względu na koszty. Ponieważ Naczelnik Państwa ostatnio zakochał się – oczywiście politycznie, to chyba jasne – w premierze Morawieckim, pani kierowniczka Sejmu dostała rozkaz, żeby sukces przekuć w żelazne ramy ustawy jeszcze przed świętami, a więc – w tempie stachanowskim – co w podskokach wykonała.
“Lecz tymczasem na mieście inne były już treście”, a konkretnie okazało się, że ośmieszony został pan prezydent Andrzej Duda. On też robi różne dziwne rzeczy, ale mniejsza w tej chwili o to. Rzecz w tym, że panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) Komisja Europejska przykazała surowo, żeby w podyktowanej Sejmowi regulacji znalazło się też tak zwane “testowanie niezawisłości”. Polega ono na tym, że jedni niezawiśli sędziowie mieliby prawo podważania legalność innych niezawisłych sędziów, co pośrednio skutkowałoby chyba koniecznością uchylania orzeczeń zapadłych z ich udziałem.
Solidarna Polska zwróciła uwagę, że doprowadziłoby to do całkowitej anarchizacji wymiaru sprawiedliwości, który zamieniłby się w zwyczajny “burdel i serdel” – jak mawiał marszałek Piłsudski. Myślę, że wielu niezawisłym sędziom, zwłaszcza zwerbowanym w charakterze konfidentów jeszcze przez WSI, albo przez ABW w ramach “operacji Temida”, taka sytuacja bardzo by odpowiadała, bo stwarzałaby znakomitą okazję do korumpowania się na cały regulator.
Muszą być bowiem jakieś przyczyny, dla których niezawisły sąd we Wrocławiu skazuje sprawców podpalenia kukły “podobnej do Żyda” (ciekaw jestem, w jakimi sposobami tamtejszy niezawisły sąd dopatrzył się takiego podobieństwa?) na więzienie, podczas gdy niezawisły sąd w znanym na całym świecie z niezawisłości Poznaniu, puszcza wolno jegomościa z rozdziwaczoną płcią, który kukle opatrzonej zdjęciem abpa Jędraszewskiego przed kamerami poderżnął gardło. Wyobrażam sobie, że gdyby abp. Jędraszewski był rabinem, to Judenrat “Gazety Wyborczej” podniósłby klangor aż pod sam nos Najwyższego, a wtedy niezawisły poznański sąd, na samą myśl o uniewinnieniu owego jegomościa, ze strachu splamiłby togę.
“Stąd nauka jest dla żuka”, że konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa, podobnie jak inne konstytucyjne zasady, możemy śmiało włożyć między bajki. Pan prezydent Duda, który sprawuje swój urząd już drugą kadencję, nie może o tym nie wiedzieć, w czym nie byłoby nic dziwnego, bo jaki pan – taki kram – ale tym razem nieugięcie stanął na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego, bo przyjęty do wiadomości przez ministra Szynkowskiego (vel Sęka) unijny dyktat ośmieszał go bezpośrednio. Chodzi o to, że wszystkich tych sędziów, również tych, którzy w tamach “testowania” mogliby zostać uznani za “nielegalnych”, przecież mianował on osobiście. Krótko mówiąc, uznał się za bezczelnie wydymanego zarówno przez pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka), pana premiera Morawieckiego i wreszcie – przez Naczelnika Państwa – w związku z czym postanowił pokazać im wszystkim “gest Kozakiewicza”, stwierdzając, że będzie nieugięcie stał na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego, co wymaga szerokich konsultacji, w związku z czym o żadnym stachanowskim tempie mowy być nie może. Na takie dictum pani kierowniczka Sejmu uzyskała zgodę Naczelnika Państwa na zdjęcie w podskokach projektu ustawy o Sądzie Najwyższym z porządku dziennego i teraz wszyscy przez parę tygodni będą nad nim wydziwiali. No dobrze – ale co będzie, jak pani Jurova i pani Urszula von der Layen powiedzą, że albo Sejm przyjmie ustawę w brzmieniu podyktowanym panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), albo prędzej Polska zobaczy ucho od śledzia, niż chociaż centa z funduszu odbudowy? Co wtedy zrobimy, to znaczy – co zrobi pan prezydent – i co wtedy swoim wyznawcom powie Naczelnik Państwa? Przedstawienie bohaterskiej obrony suwerenności będzie musiało się przecież kiedyś skończyć i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.
Tymczasem, jakby było mało tragedii w Przewodowie, to omal nie doszło do nieszczęścia w Komendzie Głównej Policji. Oto pan komendant dostał od swojego ukraińskiego przyjaciela w prezencie granatnik załadowany ostrą amunicją. I kiedy tak się w swoim gabinecie tym prezentem bawił, granatnik wystrzelił, “naruszając strop” i wyrządzając inne szkody, ale ofiar w ludziach na ołtarzu przyjaźni polsko-ukraińskiej tym razem na szczęście udało się cudem uniknąć.
Czy jednak nie należałoby potraktować tego wydarzenia, jako kolejnego poważnego ostrzeżenia ze strony Pana Boga, żeby z tą całą przyjaźnią polsko-ukraińską jednak nie przesadzać? “Timeo Danaos et dona ferentes” – pisał Wergiliusz w “Eneidzie” – co się wykłada, że boję się Greków nawet jak przychodzą z darami. Okazuje się, że ukraińskie podarunki niekoniecznie muszą wychodzić nam na zdrowie, w odróżnieniu od Ukraińców. Świat wyłazi ze skóry by podsyłać im i pieczone i smażone, w związku z czym z Paryża dobiegają fałszywe pogłoski, że pani Ołena Zełeńska w luksusowym sklepie przy Avenue Montaigne w ciągu godziny wydała na dobry początek 40 tysięcy euro.
“Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny” – twierdzą militaryści i okazuje się, że mają trochę racji.
Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się je zgłasza na granicy. Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, czy kogokolwiek innego, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur – mówi Salonowi 24 nadkomisarz Dariusz Loranty, były oficer policji, negocjator, dowódca zespołu negocjatorów policyjnych.
Nie milkną echa wybuchu w Komendzie Głównej Policji. Po strzale z granatnika ranny został Komendant Główny. Co się stało, kto jest odpowiedzialny?
Nadkom. Dariusz Loranty: Ten incydent w Komendzie Głównej Policji jednoznacznie świadczy o niezastosowaniu procedur, zlekceważeniu sytuacyjnym i niedopełnieniu zasad bezpieczeństwa. Całkowitym zlekceważeniu tych zasad.
MSWiA po zdarzeniu informowało, że eksplodował prezent od strony ukraińskiej. Jak to jest, że najważniejszy człowiek w polskiej policji otrzymuje broń od szefa innych służb, a potem okazuje się, że broń nie jest repliką?
Żeby państwo mieli świadomość – dawanie sobie nawzajem broni przez policjantów jest dość częstą praktyką. Komendant policji daje swojemu odpowiednikowi takie prezenty, sam je dostaje. Zazwyczaj są to repliki broni, także hełmy, kamizelki, pałki, czasem i oryginalna broń. Jeśli jest to replika, to jest zewnętrznie identyczna, ale w środku nie posiada żadnego mechanizmu broni. W przypadku oryginału to prawdziwa broń, ale zagwożdżona. Czyli niemogąca wystrzelić. Zapewne nasz komendant pomyślał sobie, że skoro dostał taki sprzęt, to prawdopodobnie dostał sprzęt niedziałający. Nie wziął pod uwagę, że był to oryginał niezagwożdżony. W jaki sposób – trzymając się tezy, że był to prezent – taki sprzęt wjechał w ogóle do Polski?
Tu były oczywiste błędy proceduralne. Wjazd bez stosownej dokumentacji, która powinna być wykonana przez służbę celną. Ale także sam sposób obchodzenia się. Oczywiście nie wiemy jak dokładnie to było, ale wg mojej wersji kryminalistycznej, komendant w swoim gabinecie po prostu nacisnął na spust. Całe szczęście, że broń skierowana była w dół, więc przebiła „tylko” strop.
Proszę państwa! Ten strop miał 40 centymetrów grubości, jest to solidna żelbetonowa konstrukcja. A mimo to są uszkodzenia, zrobił się otwór. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby to wystrzeliło w okno. Przebiłoby szybę, trafiło w sąsiedni budynek, niszcząc pomieszczenie w w nim się znajdujące. Tego typu granatnik przebija bez problemu pancerz czołgowy! A więc i tak szczęśliwie wszystko się skończyło.
Co do przyczyn pojawiły się doniesienia medialne mówiące, że to robota Rosji, nawet zamach na komendanta?Gdyby wierzyć, że tu było działanie jakichś służb rosyjskich, czy mafii, to musiałby zadziałać mechanizm czasowy, nastawiony na konkretną godzinę wybuchu, na przykład 72 godziny po wręczeniu. Ewentualnie musiałby ten ładunek zostać odpalony zdalnie, przy pomocy specjalistycznego sprzętu. Ale o żadnych śladach tego typu mechanizmów nie słyszymy. Jeśli zaś był to zwyczajny ładunek działający na skutek wstrząsu, to przekazywanie go byłoby niezasadne z punktu widzenia zamachowca.
Proszę zwrócić uwagę, że ten granatnik był wieziony luzem samochodem zza granicy do Warszawy. Mógłby eksplodować gdziekolwiek po drodze. Nie, nie ma sensu mnożyć teorii spiskowych. Tu widzimy raczej rażący przykład niedochowania procedur. Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się zgłasza je na granicy. Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Policja ma najlepszych pirotechników w kraju na Szczęśliwicach. Ale jeśli nawet im komendant nie ufał, mógł poprosić o sprawdzenie granatnika specjalistów ze Służby Ochrony Państwa.
Oni są dostępni 24 godziny na dobę. I wykorzystywani właśnie do sprawdzania tego typu zagrożeń. Więc nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur.
Czy będą jakieś konsekwencje dyscyplinarne tego wydarzenia?
No cóż, pan komendant był niezatapialnym szefem policji. Bo nie było chyba drugiego komendanta głównego, który przetrwałby dwóch ministrów spraw wewnętrznych. W czasie swojej kadencji był pod ostrzałem i frakcji rządowych i opozycji, po protestach feministek. Przeciwko niemu protestowało też wielu policjantów. Mimo to komendant był niezatapialny. Do tej pory, bo teraz chyba padnie w wyniku strzału z granatnika. Pamiętajmy, że i tak może mówić o wielkim szczęściu. Broń, która wystrzeliła nie może być używana w pomieszczeniach zamkniętych. Siła jej rażenia jest ogromna. I nim na pewno rzuciło o ścianę, zdemolowało wszystkie meble, na pewno jest solidnie poobijany, może i poparzony.
Złamanie procedur jest jednak rażące, spowodowanie zagrożenia olbrzymie. Natomiast na pewno politycznie, z punktu widzenia władzy nie byłoby zasadne wyciąganie konsekwencji teraz. Sądzę, że w najbliższych dniach powstaną kolejne teorie spiskowe, mówiące o zamachu.
Potem będą święta, sprawa troszkę przycichnie. A na początku roku komendant sam poda się do dymisji. Jeżeli opozycja będzie w tej sprawie mocna i aktywna, a temat będzie głośny, przejdzie na emeryturę. Jeśli zaś sprawa trochę przycichnie, trafi gdzieś na oficera łącznikowego. Ale szefem policji już nie będzie.
Rozmawiał Przemysław Harczuk
=========================
Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku – od parteru do drugiego piętra, a wyrwy w podłogach „mają okrągły kształt” i „wielkość talerza”.
=========================
20. XII. Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych [Ukrainy md] wyraziła nadzieję, że ten incydent nie będzie miał negatywnego wpływu na wysoki poziom współpracy między organami ścigania Ukrainy i Polski, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej wzmocni współpracę w celu przybliżenia wspólnego zwycięstwa nad Rosją i ustanowienia pokoju w Ukrainie zgodnie z prawem międzynarodowym.
Z Wartą NAPRAWDĘ nie warto? Czy to pytanie pozostanie bez odpowiedzi?
Izabela Brodacka 17 grudnia 2022
Kilka razy przywoływałam w swoich felietonach perypetie pani Pauli Powązka, która od 22 lat nie dostała od Warty odszkodowania za utratę zdrowia wynikającą z wypadku komunikacyjnego, pomimo, że ubezpieczony w Warcie sprawca wypadku Wiesław Pszczółkowski został skazany prawomocnym wyrokiem na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Pani Paula ze względu na liczne, spowodowane wypadkiem dolegliwości jest niezdolna do pracy, utrzymuje ją matka z niewielkiej emerytury. Nie ma również ubezpieczenia zdrowotnego więc kosztowną niezbędną rehabilitację musi opłacać z pożyczonych pieniędzy. Jedynym rezultatem walki pani Powązka o należne jej odszkodowanie z Warty jest prowadzona obecnie absurdalna sądowa sprawa o jej ubezwłasnowolnienie. Absurdalna ze względu na wysoką inteligencję pani Powązka. Ubezwłasnowolnienie pani Pauli, a więc utrata przez nią praw obywatelskich, jest w interesie Warty. Pani Paula nie mogłaby już niczego dochodzić.
Jak się dowiedziałam z wyśmienitego programu śledczego pani Anity Gargas emitowanego w dniu 29.11.2022 roku Paula Powązka nie jest jedyną ofiarą specyficznego modus operandi tej firmy ubezpieczeniowej. Otóż w Warcie była ubezpieczona na blisko 15 milionów firma „Pol Truck Service” mieszcząca się w Płotach koło Zielonej Góry, a należąca do pana Waldemara Kosa. W nocy z 30 na 31 stycznia 2017 roku w zakładzie wybuchł pożar. Zakład został prawie całkowicie zniszczony. Policja, prokuratura oraz biegli z zakresu pożarnictwa jednomyślnie orzekli, że pożar powstał w wyniku samozapłonu instalacji elektrycznej jednej z ciężarówek. Spłonęła hala warsztatowa ze specjalistycznym sprzętem i samochodami wewnątrz, magazyn części do samochodów ciężarowych oraz budynek administracyjny. O rozmiarze pożaru świadczy fakt, że gasiło go 21 jednostek straży pożarnej. Właściciel zakładu pan Kos ocenił straty na minimum 3-4 miliony. Podobnie wycenił te straty rzeczoznawca Warty Zdzisław Rasiński jednak w protokole końcowym obniżył swoją pierwotną wycenę o blisko 2 miliony ( do 999 945,31 złotych). Oprócz tego w swoim orzeczeniu wskazał inne miejsce powstania pożaru niż wskazały je straż pożarna i prokuratura. Jako przyczynę pożaru podał zbyt długie ładowanie akumulatora. Dla potrzeb obrony swojej tezy urządził sobie wręcz sesję zdjęciową. Przestawił prostownik, położył kable do ładowania z krokodylkami na oponie wraku spalonego samochodu i to obfotografował przedstawiając jako dowody w sprawie.
W swoim raporcie przesunął również pojazd w którym rozpoczął się pożar. Biegły sądowy z zakresu pożarnictwa Tomasz Lewandowski stwierdził, że takie fabrykowanie dowodów jest niedopuszczalne. Stwierdził również, że w zakładzie wbrew opinii rzeczoznawcy Warty nic nie było włączone do prądu ani ładowane. Rzeczoznawca Warty nie uznał poza tym za szkodę większości spalonych części samochodów ciężarowych o wartości kilkuset tysięcy złotych. Ocenił te szkody na około 17 tysięcy (dokładnie 16838,51 złotych) a resztę skierował do wyczyszczenia i sprzedaży. Zaproponował na przykład tak absurdalne rozwiązanie jak wymycie, wyczyszczenie i wystawienie na sprzedaż całkowicie stopionych tachografów. Nikt przecież nie kupi spalonego czy nadtopionego sprzętu.
Właściciel spalonego zakładu pan Kos skierował sprawę fałszowania dowodów do prokuratury w Zielonej Górze. Pisma i dokumenty krążyły przez jakiś czas pomiędzy prokuraturą i sądami z których żaden nie okazał się właściwy dla rozpatrzenia tej sprawy w trybie karnym. Najpierw sprawa trafiła do Sadu Rejonowego w Warszawie, który skierował ją do Stołecznego Sądu Okręgowego, ten do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze a ten z powrotem do prokuratury. Ostatecznie prokuratura w Zielonej Górze sprawę umorzyła. Rzecznik prokuratury pani Ewa Antonowicz oświadczyła, że rzeczoznawca miał prawo przestawiać przedmioty i aranżować zdjęcia dla potrzeb swego orzeczenia i nie ma to znamion czynu karalnego. Pan Waldemar Kruk nie mając innego wyjścia pozwał zatem Wartę o odszkodowanie w procesie cywilnym. Choć biegli z instytutu badań i ekspertyz naukowych w Gorzowie Wielkopolskim w pełni potwierdzili zasadność roszczeń pana Kruka sąd nie uznał tych roszczeń i powołał kolejnych biegłych. Sprawa o odszkodowanie ciągnie się w sądzie w Poznaniu już prawie sześć lat. Firma przestała istnieć budynki do końca niszczeją, właściciel firmy nie doczekał się odszkodowania, kilkanaście osób straciło pracę.
Łatwo sprawdzić jak oceniają firmę Warta inni klienci. Nie mogę cytować tych opinii gdyż nie mam możliwości zweryfikowania podawanych faktów. Poza tym większość z tych wpisów nie nadaje się do przytoczenia w druku z przyczyn – nazwijmy to – obyczajowych. Gorąco polecam jednak wpisanie w wyszukiwarkę hasła „opinie o Warcie” i zapoznanie się z tym materiałem.
Działania pracowników Warty na niekorzyść klientów choć nie są godne pochwały można ostatecznie tłumaczyć grą interesów. Na przykład likwidator Warty Tomasz Kaczorowski wysyłał do firmy „Pol Truck Service” żądania przesłania kolejnych dokumentów na nieistniejący adres mailowy choć przedtem wiele razy używał w korespondencji prawidłowego adresu. Teraz Warta zarzuca panu Kosowi, że nie dostarczał w terminie odpowiednich dokumentów uniemożliwiając w ten sposób wypłatę odszkodowania.
Trudno natomiast zrozumieć rolę sądów i prokuratur w sprawach przeciwko Warcie. Dlaczego prokuratura w Zielonej Górze umorzyła śledztwo przeciwko autorowi ewidentnie sfałszowanego raportu a sprawa cywilna w sądzie ciągnie się już niemal sześć lat?. Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pan Cezary Kazimierczak twierdzi że przewlekłość postępowania sądowego ma na celu doprowadzenie przedsiębiorcy do ostatecznego bankructwa co przesądza sprawę na korzyść Warty, bo przedsiębiorca nie jest w stanie się dłużej bronić.
Ale jaki w tym interes może mieć sąd? Podobnie ubezwłasnowolnienie pani Pauli Powązka jest w interesie TUiR WARTA S.A. ale jaki interes mogą w tym mieć biegli psychiatrzy sądowi? T
Po lewej stronie założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab, a po prawej jego ojciec, bliski Hitlerowi przemysłowiec i faszysta, Eugen Schwab
========================
Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku – od parteru do drugiego piętra, a wyrwy w podłogach „mają okrągły kształt” i „wielkość talerza”.
Co zabawne prokuratura uznaje go za pokrzywdzonego. Każdy policjant za taki czyn miałby nie tylko proces, ale i dyscyplinarkę i o emeryturze mógłby zapomnieć.
Przyjaciele, Urodziłem się w Szwajcarii, prawdopodobnie w sercu Europy, i jako Europejczyk z urodzenia, jeśli nie z kultury, czuję, że powinienem zająć się kwestią odpowiedzialności zwykłych Europejczyków za to, co dzieje się zarówno na Ukrainie, jak i w Serbii.
Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej. Wierzę jednak w konsekwencje popełnianych czynów i wierzę w Bożą Sprawiedliwość (i Miłość, oczywiście!). Innymi słowy, nie uważam, że można popełniać złe uczynki i ujść z tym na sucho. Prędzej czy później trzeba będzie za nie zapłacić, zwłaszcza jeśli nie żałuje się za swoje złe czyny.
Ponadto, zdaję sobie sprawę, że UE jest kolonią /protektoratem USA, podobnie jak duża część świata.
Dlaczego w Ameryce Łacińskiej czy Afryce może istnieć prawdziwy opór wobec Imperium, a w UE żadnego? Czy Kuba powinna zacząć wysyłać żołnierzy, lekarzy i inżynierów do UE (tylko żartuję!)?
Pamiętam z czasów dzieciństwa, różne ruchy protestu i oporu, jakie mieliśmy w Europie. Obejmowały one (w większości) pokojowe antynuklearne ruchy ekologiczne, strajki, RAF w Niemczech, IRA w Ulsterze, ETA w Hiszpanii, a nawet różne kurdyjskie, ormiańskie, palestyńskie i inne grupy etniczne angażujące się w różnym stopniu w gwałtowny opór przeciwko państwu. Nawet w maleńkiej Szwajcarii mieliśmy autonomistów z Jury, którzy stosowali pewne kreatywne metody oporu! Nie oznacza to, że wszystkie popieram, ale że pamiętam czasy, kiedy w Europie istniał prawdziwy opór. Czy współcześni Europejczycy są zdolni do jakiegokolwiek sensownego oporu wobec *czegokolwiek*? Bardzo w to wątpię. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że UE jest najbardziej potulną, tchórzliwą i lojalną kolonią Imperium. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że wszystkie inne kolonie *wiedziały*, że ich status kolonialny nigdy się nie zmieni pod rządami Anglo-Syjonistów, podczas gdy Europejczycy mieli nadzieję, że w jakiś sposób „podniosą swoją rangę” będąc „pudlami” Wujka Szmula. Poza tym, imperializm narodził się w Europie, a nie w Nowym Świecie.
Nie jest to nic nowego.
Kiedy Anglo-Syjonizm rozpoczął CAŁKOWICIE NIELEGALNĄ agresję przeciwko narodowi serbskiemu i Jugosławii, która była członkiem – założycielem ruchu Państw Niezaangażowanych, dumni Europejczycy zasłonili oczy. W identyczny sposób, Europejczycy zdradzili Serbów podczas II wojny światowej i robią to nadal; patrz groźby UE wobec Serbii, dotyczące Kosowa. Bez wątpienia, przez te wszystkie lata, terroryzm KLA w Kosowie był w pełni wspierany, a nawet wspomagany przez KFOR i EULEX (ten ostatni podmiot skromnie nazywany „Misją Unii Europejskiej w zakresie praworządności w Kosowie”. Teraz znów ze Starego Kontynentu słyszymy tylko głuchą ciszę albo groźby.
Dawno zapomniano o mądrym napomnieniu Yehudy Bauera:
Nie będziesz ofiarą. Nie będziesz sprawcą. A przede wszystkim, nie możesz być obojętnym obserwatorem. Czyniąc UE wspólnikiem amerykańskiej agresji na Serbię, USA w zasadzie zapewniły sobie lojalność Europejczyków na zawsze, ponieważ teraz nie są oni związani jedynie więzami kulturowymi czy kolonialnymi, ale są również współwinni gwałtu na Serbii, Maghrebie i Maszreku [arabskie: region Bliskiego Wschodu md], Afganistanie i innych krajach, które cierpią pod jarzmem Hegemonii. Anglo-syjonistyczny atak na Jugosławię był Kryształową Nocą prawa międzynarodowego, był wydarzeniem, z którego wyrosły wszystkie okropności, które widzimy dzisiaj. A jednak, dalecy od zrozumienia (a nawet przyznania się!) do zbrodni agresji (najgorszej zbrodni w prawie międzynarodowym, przewyższającej nawet ludobójstwo czy zbrodnie przeciwko ludzkości!) i okazania skruchy, europejscy przywódcy utrzymali ten kurs, a „zwykli” Europejczycy po prostu zignorowali to wszystko, niczym małe, dobre pudelki, którymi rzeczywiście się stali.
I proszę nie wysuwać mi argumentu, że „mieliśmy do czynienia ze zbyt groźnym przeciwnikiem” albo „nie mogliśmy nic zrobić”. Każdy Europejczyk mógł przynajmniej zastosować się do apelu Sołżenicyna i „nie żyć w kłamstwie”. Ale nawet tego nie mogli zrobić. 1000 lat antychrześcijańskiej propagandy i herezji doprowadziło do powstania społeczeństwa, które nie wierzy nawet w samo pojęcie „prawdy”. Nic dziwnego, że nie mogą już przestać kłamać…
Truizmem jest, iż jeśli nie ma się szacunku dla samego siebie, nie uzyska się również szacunku od innych. Uważam również, że można uczciwie powiedzieć, iż UE stała się najbardziej pogardzanym społeczeństwem na naszej planecie. Nie tylko Putin nazywa UE „wycieraczką USA” – taka sama opinia panuje w dużej części strefy B.
Oto, jak sądzę, prawidłowa odpowiedź na pytanie, które zadałem powyżej: czy Europejczycy zasłużyli sobie na to, co ich czeka? Biorąc pod uwagę, że to, co ich czeka, jest całkowicie zawinione przez nich samych, myślę, że niepodważalną odpowiedzią jest głośne „TAK!”. Jeśli nie oni, to kto jest winien? Rosja? USA? Putin? „Żydzi”? Imigracja? Muzułmanie? A propos USA – przynajmniej Amerykanie głosowali na Trumpa (dwukrotnie). Fakt, że nie spowodowało to (prawie) żadnej różnicy jest mniej istotny, przynajmniej obywatele USA próbowali się sprzeciwić! W rzeczywistości, nawet przy obecnych represjach wobec dysydentów, nadal uważam, że istnieje znacznie większy odsetek Amerykanów zdolnych i chętnych do oporu niż Europejczyków. I dlatego dziś chcę zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Po raz kolejny zamieszczę coś, co już raz zamieściłem: wywiad z płk. Douglasem Macgregorem przeprowadzony przez dr Michaela Vlahosa. Oceniam tę rozmowę jako tak ważną, że zasługuje na drugi post.( tłumacz tego artykułu jest w trakcie przekładu rozmowy płk. Macgregora z M. Vlahosem. Rozmowa trwa ponad 2 h, a siły tłumacza ograniczone i na wyczerpaniu). Zanim zostawię was z tymi dwoma Panami, chcę tylko dodać co następuje: Ci dwaj panowie należą do pokolenia, które było profesorami podczas moich studiów w amerykańskich college’ach (1986-1991) i dla których wciąż mam najwyższy szacunek. Nie oznacza to, że koniecznie zgadzam się ze wszystkim, co robili lub pisali, wcale nie. Ale takich ludzi mogę szanować nie tylko za ich olbrzymi intelekt, ale także za to, że byli ludźmi honoru i prawdy oraz prawdziwymi (w przeciwieństwie do tych wymaCHUJących flagami) patriotami swojego kraju.
To pokolenie ludzi takich jak David Glantz czy Lester W. Grau – amerykańskich oficerów, którzy naprawdę uważnie studiowali radziecką doktrynę wojenną (autorów takich jak Rezniczenko, Garejew czy Ogarkow) i którzy dzięki swoim studiom wcale nie znienawidzili Rosji czy Rosjan, ale widzieli w nich kolegów po fachu i patriotów. Mając zaszczyt spędzić trochę czasu z ludźmi, którzy uczyli w Akademii Wojskowej im. Frunzego (nawet z jednym z nich byłem współautorem małej książeczki), mogę zaświadczyć, że najlepsi rosyjscy stratedzy również mieli wiele szacunku dla swoich amerykańskich kolegów. To ogromny kontrast wobec neokońskich maniaków.
Szczerze uważam, że w poniższej rozmowie, każdy temat i każde zdanie jest ważne, ponieważ pokazuje, co to pokolenie kompetentnych i honorowych Amerykanów myśli o (wielu) obrzydliwościach, których jesteśmy dziś świadkami. Mogę szczerze powiedzieć, że życzę im i ich sprawie pełnego sukcesu. Jak dla mnie, mamy wspólnego wroga. Niech przykład ich oporu (bo jest to opór) zainspiruje (jest już kilku) Europejczyków do pójścia za ich przykładem.
Dziś (15.12.2022) z mównicy sejmowej poseł Grzegorz Braun (Konfederacja) poruszył sprawę doniesień dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego o możliwej współpracy premiera Mateusza Morawieckiego z komunistyczną, niemiecką bezpieką STASI. Marszałek Witek nerwowo przerwała posłowi wystąpienie, a dzień wcześniej w żenujący sposób zarzuty skomentował Stanisław Żaryn, rzecznik bezpieki w Polsce.
– Minął tydzień od upublicznienia przez dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego informacji o podwójnej rejestracji Mateusza Jakuba Morawieckiego jako tajnego współpracownika sowiecko-niemieckiej tajnej służby STASI. Pseudonimy “Jakob” i “Student”. Cisza w eterze utrzymywana przez władzę i służby skłania mnie do złożenia wniosku formalnego w zgodzie z regulaminem o zarządzenie przerwy, zwołanie konwentu seniorów, tak aby pani marszałek mogła skonsultować sposób przedstawienia Wysokiej Izbie informacji o tej sprawie, a z ostrożności procesowej proszę traktować tę moją wypowiedź jako publiczne zawiadomienie szefa służb, ministra sprawiedliwości… – dziś z mównicy sejmowej mówił Grzegorz Braun.
Przemówienie przerwała Marszałek Sejmu Elżbieta Witek: – Proszę zawiadomić, proszę zawiadomić, no właśnie kogo, proszę zawiadomić no właśnie kogo – nerwowo odpowiadała Witek.
================================
W sprawie potencjalnej współpracy Morawieckiego ze STASI wypowiedział się także Stanisław Żaryn, zastępca Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Zamiast informacji o wszczętym postępowaniu weryfikującym informacje podane przez Szymowskiego, Żaryn pokusił się o komentarz redukujący poważne doniesienia dziennikarza śledczego do rangi… rosyjskiej propagandy. – W polskiej przestrzeni informacyjnej odnotowano próbę zdezawuowania i podważenia wiarygodności Premiera RP poprzez insynuowanie jego związków ze służbami NRD. Te pomówienia, jednoznacznie zbieżne z celami informacyjnymi FR, padły na podatny grunt cz. klasy politycznej w Polsce – na Twitterze napisał Żaryn.
To pierwsza i ostatnia reakcja obozu rządzącego na poważne zarzuty, wysunięte przez dziennikarza śledczego. Co więcej, jak wskazuje zam Szymowski, sprawą o dziwo nie zajmuje się nie tylko polska władza, ale także media głównego ścieku. – Gdyby w kraju z dobrze funkcjonującą demokracją znany dziennikarz śledczy (prawie 20 lat pracy) ogłosił, że prezydent albo premier został zarejestrowany przez obcy wywiad kilkadziesiąt lat temu, wywołałoby to polityczne trzęsienie ziemi. Gdyby dziennikarz mówił prawdę, dostałby Pulitzera a polityk zakończyłby karierę. Gdyby okazało się, że dziennikarz kłamie, szybko zmieniłby zawód. To, że nasze media w ogóle tej sprawy nie zauważyły, nasi dziennikarze przeszli nad tym do porządku dziennego a premier i jego otoczenie udają, że sprawy nie ma – to wszystko świadczy o tym w jak głębokim paraliżu pogrążony jest nasz kraj – na Facebook’u sprawę skomentował Szymowski.