Ależ bombowo w Rotterdamie ! Siódma eksplozja w ciągu tygodnia, 12 w lutym…

Ależ bombowo w Rotterdamie ! Siódma eksplozja w ciągu tygodnia, 12 w lutym…

24, luty 2023 https://www.fakty.nl/wiadomoci-z-holandii/36386-siodma-w-ciagu-tygodnia-eksplozja-w-rottedramie

W piątek nad ranem eksplozja zdmuchnęła fasadę domu przy Pruimentuin w Rotterdamie. Był to siódmy wybuch w domu w Rotterdamie w ciągu ostatnich 7 dni i dwunasty w tym miesiącu.

Do wybuchu doszło tuż przed 3:00. Zdmuchnął on framugę drzwi, uszkodził rynnę, zgłoszono również inne uszkodzenia. Nikt nie został ranny w wyniku wybuchu.

Tego samego dnia policja poinformowała, że udało się zatrzymać dwóch podejrzanych w tej sprawie – 29-latka i 21-latka z Rotterdamu. [Czyżby biali, albo hetero? MD]

Na początku tygodnia ładunki wybuchowe zdetonowano również w domach na Abrikozentuin, Vredenoordlaan i Sint-Andriesstraat. Jedna osoba została ranna w wyniku wybuchu na Sint-Andriesstraat.

Liczba ataków wybuchowych na domy w Rotterdamie, do których doszło w lutym, wynosi obecnie 12. Co najmniej 8 z nich miało miejsce w Rotterdamie-Zuid.

W piątek o 6:00 rano doszło również do eksplozji w domu w Spijkenisse. Według policji wybuch uszkodził drzwi wejściowe i okna domu. Jedna osoba została lekko ranna w wyniku tego zdarzenia, Policja wciąż pilnie szuka sprawców….

==================

mail:

Policja aresztowała dziś Minha Nghię V. pod zarzutem strzelania do swojej byłej partnerki i jej matki na parkingu centrum handlowego w Zwijndrecht. 49-latek był poszukiwany przez policję od dnia zdarzenia, czyli od 21 stycznia. W wyniku strzelaniny życie straciła 66-letnia Michel, która zmarła na miejscu zdarzenia. Jej córka, Anneke, trafiła do szpitala z ciężkimi obrażeniami.

===============

Holenderskie władze aresztowały w zeszłym roku 28 osób podejrzanych o ułatwianie przemytu ludzi. To ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 roku, kiedy aresztowano 11 osób, a zarazem jest to nowy rekord w Holandii.

Tort na wisience

Małgorzata Todd    Tort na wisience

       Szanowni Państwo!
       Świat usiłuje stanąć na głowie, czemu zatem tort nie miałby stać na wisience? Mamy ROK KOPERNIKOWSKI i kto żyw, stara się zawłaszczyć postać Kopernika na własny użytek. Zaczęły feministki twierdzeniem pół żartem, że Kopernik był kobietą. Niemcy, ze znanym sobie poczuciem nie tyle humoru, co wyższości ogłosili, że był Niemcem. „Poważna” kandydatka na „prezydentę” podchwyciła to skwapliwie twierdząc, że napisał on dzieło „O obrotach stref niemieckich”. Wie to doskonale, bo czytała.
       Jak już mowa o strefach niemieckich, to trudno nie wspomnieć o niejakiej Ursuli von der Leyen, która kupiła od swojego męża gigantyczne ilości szczepionek anty pandemicznych dla całej UE. Jeszcze następne pokolenia będą miały się czym szczepić, o zapłacie nie wspominając. Przy okazji okazuje się, że wszyscy „zarobiliśmy na pande­mii”. Najbogatsi, czyli 1% populacji świata zarobił tyle samo, co pozostałe 99%. Nie umiem obliczyć jaki to promil grosza przypada na każdego z nas. Wystarczy, że przypada. Najbogatsi już obmyślają następne posunięcia i na pewno będą zawsze pełne troski o nasze zdrowie, niekoniecznie psychiczne. Tym razem nawet testy nie będą potrzebne. Gołym okiem widać ludzi, którym maseczki po przyrastały do twarzy.
       Na koniec coś optymistycznego. Dworzec Gdański powstał bardzo dawno temu i wbrew nazwie był dworcem podmiejskim, dowożącym ludzi z okolic Legionowa do stolicy. Później stał się dworcem podmiejsko -międzynarodowym relacji Moskwa Paryż. W 1968, po marcu że­gnał Żydów komunistów, tych którzy mieli wiele na sumieniu i wiele do stra­cenia. Nie wiemy, kto i co stracił. Po napaści Rosji na Ukrainę z Dworca Gdańskiego można już było doje­chać prawie do każdego większego miasta w Polsce, chwilami nawet do Olsztyna, z jednym wszakże wyjąt­kiem – wszędzie, ale nie do Gdańska. I oto stał się cud. Na początku stycznia 2023 roku z Dworca Gdańskiego w Warszawie wyruszył pierwszy pociąg do sa­mego Gdańska! Ot taki torcik na wisience, bo nastąpiła wreszcie integracja nazwy z kierunkiem.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Drzwi „anielskie”. Satanizm w sztuce „kościelnej”.

Drzwi „anielskie”


Maria K. Kominek OPs 2010 rok.

http://www.krajski.com.pl/718mkdrzwi.html

Będąc niedawno na Warszawskiej Starówce, przechodziłam obok kościoła Matki Bożej Łaskawej i po raz pierwszy przyjrzałam się nowym drzwiom. Ogarnęło mnie przerażenie. Drzwi do kościoła wymieniono i zamiast dawnych drewnianych zamontowano nowe. A te nowe otrzymały nazwę „drzwi anielskich”.
Oczywiście powinnam dużo wcześniej się zainteresować tymi drzwiami. Jednak jakoś ten fakt mi umknął, a to z powodu pewnej naiwności lub może niedowierzania. O tych drzwiach bowiem zasadniczo wiedziałam, widziałam w Internecie ich projekt, ale wydawało mi się niemożliwe, że ojcowie jezuici zgodzą się na takie zeszpecenie swojej świątyni. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ten projekt na jakimś zdjęciu w kontekście planowanych obchodów 400lecia istnienia kościoła oo. jezuitów, byłam przekonana, że chodzi o makietę, która ma odegrać bliżej nieznaną mi rolę w kolejnym przedstawieniu na Starówce (ostatnio jest wiele tego typu przestawień i inscenizacji). I o sprawie zapomniałam. Zresztą w tym okresie byłam zajęta innymi tematami.

Drzwi zwane „anielskimi” zamontowano i nawet poświęcono, nb. 12 września 2009 roku, czyli w tym samym dniu, kiedy poświęcono Beskidzka Golgotę. Ciekawy zbieg okoliczności. 12 września to dzień poświęcony Matce Bożej, święto Najświętszego Imienia Maryi. Okazuje się, że w tym dniu Matka Boża została podwójnie obrażona.

Nim przyjrzymy się „drzwiom anielskim” przypomnijmy sobie czym są drzwi do kościoła.
Historia sztuki kościelnej zna niejedne drzwi, których znaczenie jest ogromne i które były i są pewnego rodzaju tzw. biblii pauperum. Warto więc poświęcić kilka linijek drzwiom, jako takim.
Sama budowla kościelna jest symbolem. Jest ona od początku chrześcijaństwa pojmowana na sposób alegoryczny. I tak Chrystus rozumiany jest jako kamień węgielny lub drzwi, gdyż On sam powiedział o sobie, że jest Bramą. Apostołowie porównani są do fundamentu, wierni są kamieniami budowy. W ten sposób cały budynek staje się wyrazem wiary. Nie trudno się o tym przekonać porównując dawne i nowe bryły kościołów. Dawne nakierowane były na wprowadzenie wiernych w Tajemnicę, dzisiaj – inspirowane są „namiotem spotkania”. Nie wchodząc w to zagadnienie, przypomnijmy, że według teologów najważniejsza funkcję po ołtarzu i tabernakulum spełniają drzwi. Stoją one bowiem na granicy dwóch obszarów: świata i Domu Bożego.
W związku z tym drzwi mają kilka funkcji: Pierwsza to funkcja typowo użyteczna. Ta jednak natychmiast sugeruje funkcję symboliczną – mianowicie drzwi oddzielają świat, nie dopuszczają jego wniknięcia do środka, do przestrzeni sakralnej. O tym czy drzwi spełniają tę funkcję czy nie, możemy się przekonać wchodząc do kolejnego kościoła. Jeśli po wejściu poczujemy się odgrodzeni od hałasu i zgiełku, jeśli poczujemy, że jesteśmy w innym „świecie” niż ten na zewnątrz, to drzwi spełniają dobrze swoją funkcję użytkową.
Drzwi jednak należy rozumieć również jako „znak”. Znak drzwi można rozpatrywać w różnych aspektach: filozoficznym, biblijnym (starotestamentalnym i nowotestamentalnym), wreszcie obrzędowo- liturgicznym. Spójrzmy na ten „znak” w jego aspekcie biblijnym.
Znamy pojęcia bramy niebios, bramy raju, bramy piekielne, bramy miasta, bramy świątyni. W każde z tych pojęć Nowy Testament wkłada ściśle określoną treść. Wiąże się ona z symboliką eschatologiczną bramy i drzwi jako wejścia do wiecznego szczęścia. Przypomnijmy słowa samego Chrystusa Pana, które są podwaliną do rozumienia symboliki drzwi jako znaku:
Gdy postawiono Chrystusowi pytanie, czy tylko nieliczni będą zbawieni, odpowiedział: Starajcie się wejść przez ciasną bramę, bo mówię wam, że wielu będzie chciało wejść, ale nie zdołają (Lk 13, 24). Drzwi mogą być zamknięte lub otwarte i biada temu, dla kogo będą zamknięte: Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. (por. Łk 13, 25). Wreszcie przypowieść o pannach mądrych i głupich poucza: Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. (por. Mt 25, 10-11). Komu zostały otworzone drzwi wiary (Dz 14, 27), ten może kroczyć drogą do zbawienia. Głoszenie radosnej nowiny jest bramą słowa (Kol 4, 3). I najważniejsze słowa, które wyjaśniają, że wejściem do kościoła jest sam Chrystus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. (J10,7).
W ten sposób drzwi kościelne nabierają znaczenia symbolu eschatologicznego. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – mówi Chrystus (J 10,9). Drzwi zatem stają się symbolem samego Chrystusa Pana.
Takie przekonanie wyrażają autorzy chrześcijańscy od samego początku. Zacytujmy jedno z najdawniejszych dzieł – Pasterz Hermasa:
Nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego o ile nie przyjmie imienia Syna Jego… Drzwi zatem są Synem Bożym, on jest jedynym dojściem do Pana.
A św. Augustyn mówi:
Dwie są zatem bramy, brama raju i brama kościoła. Przez bramę kościoła wkraczamy do bramy raju.
Nie będziemy dalej zatrzymywać się nad teologią drzwi. Starczy przypomnieć piękno wielu drzwi romańskich lub średniowiecznych, wraz z ich przekazem religijnym. Starczy przypomnieć słynne drzwi do katedry w Płocku.

Powróćmy do kościoła oo. jezuitów na Starym Mieście w Warszawie. Kościół ten poświęcony jest Matce Bożej Łaskawej, Patronce Stolicy. Tam znajduje się obraz Matki Bożej, trzymającej w dłoniach połamane strzały gniewu Bożego. Jest to kopia obrazu słynącego łaskami z Faenzy. Przywieziony został do Warszawy przez arcybiskupa Jana de Torres w 1651 roku, jako dar papieża Innocentego X dla króla Jana Kazimierza. Od tego czasy chroni Warszawę i jej mieszkańców. Otaczany niezmienną czcią wiernych został uroczyście ukoronowany 7 października 1973 roku (w święto Matki Bożej Różańcowej) przez Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego. Do modlitwy przed tym obrazem mają prowadzić nowe drzwi.
Oczywiście nie spodziewamy się po współczesnych twórcach dzieł, mogących dorównać sztuce średniowiecznej. Mamy jednak prawo wymagać by każdy z nich szanował wymogi sztuki chrześcijańskiej i by nie ubliżał swym dziełem Bogu.
Z tego, co napisaliśmy powyżej, wynika, że rola drzwi jest ogromna. Jeśli drzwi są symbolem samego Chrystusa Pana, nie mogą być symbolem pogańskim. One muszą wprowadzać w świat wiary, w świat zbawienia. Jednak nowe drzwi do kościoła oo. jezuitów są symbolem pogaństwa i niestety – jednocześnie ubliżają Matce Bożej. Drzwi ten wykonał Igor Mitoraj, rzeźbiarz obecnie bardzo popularny, który nie jest katolikiem, ani nie należy do innej denominacji chrześcijańskiej, ale za to jest w modzie. Do tego kim on jest – powrócimy.

Każdy może sobie obejrzeć (chociażby w Internecie) ogromna ilość rzeźb, wykonanych przez Mitoraja. Wszystkie są w tym samym stylu, ogromne części twarzy, części tułowia, same nogi, okaleczone postacie, wszystkie jednak wzorowane na antycznej rzeźbie. Oczywiście można zrozumieć zachwyt artysty sztuką antyczną, nie można jednak zrozumieć nieskończonego kopiowania wzoru i okaleczania twarzy czy innych części ciała na ten czy inny sposób, co ma nadawać różnorodność jego sztuce.
Rzeźby Mitoraja obecne są w wielu miastach – w Rzymie, Paryżu, Londynie, Krakowie, a obecnie i w Warszawie. I jeśli taka czy inna rzeźba położona gdzieś w Rzymie może tam sobie leżeć póki moda na nią minie, sprawa zupełnie inaczej wygląda w Warszawie. W Rzymie jest tyle pięknych rzeźb, fontann, gmachów, kościołów, że taki Mitoraj za bardzo nie zaszkodzi. Warszawa jednak jest ograbiona i zubożona przez wojny, więc naprawdę należy się jej tylko piękno! A niestety – dorobiła się już dwóch rzeźb Mitoraja i niesławnych drzwi. Ale sprawa jest gorsza. Okazuje się, że Mitoraj robił drzwi nie tylko do warszawskiego kościoła, ale również i do pewnego kościoła w Rzymie. Widać nie tylko u nas moda bierze górę nad teologią. Kościół, do którego Mitoraj robił drzwi w Rzymie to S. Maria degli Angeli e dei Martiri zaprojektowany na polecenie Piusa IV przez Michała Anioła w murach starożytnych Term Dioklecjana.

Wejście tam wyglądało tak:

Obecnie zaś ma drzwi, wykonane przez Mitoraja:

Goły mężczyzna na lewym skrzydle ma być według jednych Zmartwychwstałym Chrystusem, według innych – Ukrzyżowanym. A na prawym skrzydle ma być scena Zwiastowania. Ponieważ zasadniczo w swoim zamyśle i wykonaniu te drzwi nie wiele różnią się od warszawskich, zajmiemy się tylko warszawskimi.

Oto jak one wyglądają:

Scena przedstawiona na drzwiach interpretowana jest jako „Zwiastowanie Pańskie”.
Postać na górze ma być Matką Bożą! Jest to jawne urąganie Matce Bożej. Kobieta owinięta w przeźroczysty peplos, o wyraźnie uwypuklonych kształtach, bez rąk i bez nóg, okaleczona na wzór okaleczonych przez czas antycznych rzeźb. Nie będziemy pytać Mitoraja o jego intencje – są nadto jasne. Możemy zapytać tylko oo. jezuitów co mamy odpowiedzieć dziecku (którego mamy chronić przed niewłaściwymi obrazami) kiedy zapyta co robi ta pani na kościele. Ja bym nie miała odwagi dziecku powiedzieć, że to Matka Boska, bo kto gorszy maluczkich…

Przyjrzyjmy się teraz dokładniej postaci domniemanej Matki Bożej:


Oto porównanie z najbardziej znaną antyczna rzeźbą – Wenus z Milo. Ta ma nogi, a ręce straciła, gdy statek, którym ja przewożono roztrzaskał się o przybrzeżne skały.
Podobieństwo jest wyraźne. Tyle co postać Mitoraja nie ma ani rąk, ani nóg, więc gdyby to miałaby być Matka Boża, nie mogłaby ani podeptać głowę szatana, ani kruszyć strzały gniewu Bożego. Wchodzimy więc do świątyni nad drzwiami której góruje jakaś pogańska boginka, wzorowana na Wenus z Milo.

Na dwóch otwieranych skrzydłach drzwi znajdują się okaleczone postacie „aniołów”. Nie maja one nic wspólnego z ikonografią chrześcijańską. Jeden anioł jest „bezmózgowcem”, drugi nie ma oczu, za to ma dziurę w piersiach, z której wygląda ktoś bliżej nieokreślony.

W trakcie uroczystości otwarcia drzwi rektor sanktuarium Matki Bożej Łaskawej ojciec Adam Szulc podkreślał, że drzwi są wspaniałym dziełem sztuki. U góry, tłumaczył, widnieje rzeźba Matki Bożej, a na dole, w dwóch skrzydłach – aniołowie. Ojciec Adam Szulc zauważył, że aniołowie są nieco poturbowani. I dodał: To nam mówi o tym, że niełatwo jest ludziom żyć w jedności z Bogiem
Ciekawa interpretacja angelologii! Szkoda, że nie wyjaśnił dlaczego jeden anioł jest bez mózgu, a drugi – bez oczu. I nie powiedział kto jest „w sercu” anioła bez oczu. I czy to z całą pewnością są aniołowie. Prawdopodobnie o anielskiej naturze postaci maja świadczyć skrzydła, ale czy koniecznie? Znane są inne skrzydlate postacie, chociażby greckie bożki jak Hermes lub Nike.

Nike z Samotraki prawdopodobnie jest też jednym z wzorców Mitoraja. Być może jest wzorcem również dla „aniołów warszawskich”. Z cala pewnością jest jednak dla innych jego postaciach, jak chociażby dla posągu zwanego „uskrzydlone nogi” (gambe alate). Posag nieprzyzwoity, niestety przez pewien czas był wystawiony na Rynku Krakowskim obok Sukiennic (wraz z innymi dziełami Mitoraja), gdzie budził obrzydzenie i skutecznie służył deprawacji dzieci. Proszę zauważyć jak prezentował się na tle choinki i zastanowić się w jakim celu umieszcza się takie rzeźby na widok publiczny, tam gdzie przechodzą dzieci i niedojrzała młodzież!

Otóż wracając do drzwi warszawskich – są one urąganiem wszystkiemu, co dla katolika jest drogie – Matce Bożej, Chrystusowi Panu i Jego aniołom.

Kim jest ten tak modny twórca, któremu powierzono wykonanie drzwi kościelnych, rzeczy świętej, sakralnej? Kim jest człowiek, który mówi, że raj to mit a on osobiście nie znosi resztek po nas, celebracji, ceremonii, lamentów. I podkreśla: Chciałbym się zatopić w którejś z moich rzeźb i po prostu się rozpłynąć. Czy to jest człowiek godny zlecenia pracy nad drzwiami kościoła?
Otóż oprócz tego, że jest modnym rzeźbiarzem Mitoraj to człowiek mający w pogardzie wiarę Kościoła. Świadczą o tym przytoczone powyżej cytaty z jego wywiadów, ale nie tylko. Można się o tym przekonać patrząc na jego „dzieła”. Zdaję sobie sprawę z tego, że po tym stwierdzeniu natychmiast narażam się na zarzuty typu: nie zna się na nowoczesnej sztuce, nie rozumie artysty, zasklepiona i dewocyjna, zakompleksiona, zaściankowa. Ale chcę przekonać czytelników, że nie jestem przeczulona i że mamy do czynienia z zamierzonym działaniem, ze świadomym urąganiem Chrystusowi i Jego Matce.

Dwa lata temu, w listopadzie 2007 pismo Wprost opublikowało zdjęcie Mitoraja w jego własnym domu. Artysta siedzi na zaprojektowanym i wykonanym przez siebie „fotelu”. Proszę przyjrzeć się zdjęciu. Jest ogólnie dostępne w Internecie, dlatego pozwalam sobie go skopiować:

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć co przedstawia ten fotel. Można tylko zwrócić uwagę na to, że postać kozła nie ma ułamanych lub brakujących kończyn. W różnicy od innych jego niekompletnych przedstawień, tu jest wszystko – głowa, kończyny, kopyta, rogi. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości kim jest Mitoraj – to przypominam inny, powszechnie znany obrazek: Bafomet Eliphasa Leviego, XIX-wiecznego okultystę, który utrzymywał, że Bafomet jest symbolem Istoty Najwyższej, której oddają cześć wszyscy okultyści, także masoneria…

       
Skrzydeł swemu Bafometowi Mitoraj nie zaprojektował, ale za to kozioł w geście opiekuńczym obejmuje „fotel” swego adepta.

Kim jest Mitoraj – okultystą, satanistą czy nie obeznanym z symboliką pyszałkiem? To ostatnie jest mało prawdopodobne.
I komuś takiemu zlecono wykonanie drzwi do świątyni Pańskiej!
Dlaczego? Moda? Bezmyślność. Chęć bycia nowoczesnym?
Dlaczego nie sprawdzono kim jest ten twórca. Czy można pozwalać ludziom poza kościoła, ba – wrogim kościołowi, na tworzenie sztuki kościelnej?
Czy ojcowie jezuici zastanowili się chociażby nad wychowawczym charakterem tego dzieła? Nad tym jak przejść obok tych drzwi z dzieckiem i co mu powiedzieć? Wydaje się, ze nikt o tym nie pomyślał. Czy nikt nie widział, że postać udająca Matkę Bożą jest obraźliwa?

Historia ta ma pewien niespodziewany epilog. Podobno Mitoraj chce zaprezentować Warszawie (lub jak niektóre źródła podają – znalazł sponsora, który pokryje wszystkie koszta) pomnik Jana Pawła II wchodzącego do krzyża wyrytego w nagim męskim korpusie. Podobno sprawa rozbiła się o spór miejsca na postawienie pomnika. Mitoraj chciał postawić swój pomnik na pl. Piłsudzkiego, tam gdzie stał ołtarz papieski i gdzie była trumna Prymasa Tysiąclecia. Bogu dziękować, że ktoś w Ratuszu wykazał się myśleniem i nie wydał zgody na postawienie tego „pomnika”. Chociaż, jak podaje prasa, hierarchii kościelnej pomysł się spodobał. Oby nie doszło do kolejnego świętokradztwa, projekt pomnika jest nie tylko brzydki, jest bezwstydny. Pozostawiając wszystkie inne kwestie na bok, trudno by było wyjaśniać dziecku dlaczego Jan Pawel II składa hołd jakiemuś gołemu mężczyźnie, przeciętemu krzyżem.
Jak na razie Warszawa nie jest zagrożona kolejnym dziełem Mitoraja. Drzwi „anielskie” można zawsze zmienić na inne, godne kościoła, gdzie trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu! Godne miejsca, czyli Warszawskiej Starówki! A ci, którzy zachwycają się tymi drzwiami niech zobaczą zdjęcie Mitoraja na fotelu jego własnej roboty i własnego pomysłu.

Maria K. Kominek OPs
14 marca 2010

Art. 124 Konstytucji o Liturgii Świętej (S.C.) przypomina z naciskiem, by nie dopuszczać do wnętrz kościelnych dzieł bezwartościowych, przeciętnych i nieoryginalnych, oraz takich, które by swoją formą lub treścią obrażały zdrowy zmysł religijny:
S.C. 124.Niech w popieraniu i otaczaniu opieką prawdziwej sztuki kościelnej ordynariusze mają na uwadze raczej szlachetne piękno, aniżeli wyłącznie okazałość. Odnosi się to również do szat liturgicznych i zdobnictwa. Biskupi niech czuwają, aby stanowczo nie dopuszczać do kościołów i innych miejsc świętych takich dzieł sztuki, które nie licują z wiarą, obyczajami i chrześcijańską pobożnością oraz obrażają uczucia religijne czy to z powodu nieodpowiedniej formy, czy też niskiego poziomu artystycznego, przeciętności lub naśladownictwa.

Z Norm postępowania w sprawach sztuki kościelnej, wydane przez Konferencję Episkopatu Polski, 25. I. 1973.
41. Żyjemy w cywilizacji obrazu i nie powinien Kościół pozbawiać się tak potężnego środka oddziaływania jakimi są sztuki plastyczne, stąd duszpasterze powinni pamiętać, że sztuki plastyczne wypowiadają głębokie treści nauki kościelnej.

Polska 2022: Dary dla Ukrainy: ok. 110 miliardów; podatek inflacyjny: ponad 150 mld; wpływy podatkowe 454 mld. Inflacja Morawieckiego. Kryminał !!

Bilans Polski 2022: Dary dla Ukrainy: ok. 110 miliardów; podatek inflacyjny: ponad 150 mld

Inflacja Morawieckiego. Narzędzie świadomie używane przez PiS

Jak wynika z publikacji zachodnich (Associated Press (AP) (Fox News) koszty wojenne, do których zobowiązała się Polska w okresie od 24 stycznia do 20 listopada 2022 r.

wyniosły ok. 110 miliardów złotych

W większości zostały sfinansowane za pomocą tzw. podatku inflacyjnego.

Do czego w Polsce jest potrzebna inflacja?

Głównie do finansowania tzw. pomocy dla Ukrainy. “Rzeczpospolita” w artykule z dnia 22.02.2023  Ile kosztuje Polaków inflacja? Najostrożniejsze wyliczenia porażają, pisze:

Najostrożniej licząc, podatek inflacyjny wyniósł w Polsce w 2022 roku co najmniej 150 miliardów złotych.

Porównując tę astronomiczną kwotę do wydatków Polski na wojnę na Ukrainie wychodzi, że ok. 70% tej kwoty (bez uwzględnienia pożyczek) zostało przekazane w formie pomocy do Kijowa. Kalkulację wydatków poszczególnych krajów na wojnę na Ukrainie opublikował foxnews. Wydatki polskie według tych wyliczeń wyniosły ok. 110 miliardów złotych ( $ 24,32 B).

Całkowita pomoc wojskowa, finansowa i humanitarna obiecana Ukrainie przez rządy od 24 stycznia 2022 r. do 20 listopada, z wyłączeniem pożyczek…

Można jednak już teraz oszacować wielkość podatku inflacyjnego, a więc kwoty, o jaką w wyniku inflacji skurczyła się realna wartość zasobów pieniężnych i oszczędności posiadanych przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa.

Można więc przyjąć, że akomodacyjna polityka pieniężna NBP wpłynęła w dużym stopniu na wielkość nałożonego na gospodarkę podatku inflacyjnego.

W 2022 r. jego kwota, szacując jej najmniejszą możliwą wartość, wyniosła 150 mld zł. Przypomnijmy, dla porównania, że wpływy podatkowe wyniosły u nas w zeszłym roku 454 mld. zł.

Przypomnijmy również rzecz oczywistą, że podatek inflacyjny zjada ludziom nie tylko pensje, ale też zmniejsza także całość aktywów, jakie mają w postaci gotówki i depozytów w bankach.

/link/

====================================

Obaj autorzy artykułu w Rzepie są wykładowcami w Szkole Głównej Handlowej. Stanisław Kluza był przewodniczącym KNF w latach 2006–2011, a Andrzej Sławiński członkiem RPP w latach 2004–2010.

Trying to Explain Alexander Dugin

Trying to Explain Alexander Dugin

by John Horvat II https://www.tfp.org/trying-to-explain-alexander-dugin/?PKG=TFPE3034

For a long time, I have tried to read the work of Alexander Dugin, the guru philosopher of Vladimir Putin. Many acclaim his criticism of the modern liberal world and applaud his proposed solutions. They say he is the key to understanding Russia today.

However, my efforts were not successful. Instead of clarity, I found his material to be rambling, esoteric and confusing. Despite many attempts, I could not make sense of much of what he said.

Thus, it was with some surprise, and even relief, that I discovered an article in the February 2023 print edition of First Things titled “Alexander Dugin Explained.” Finally, someone offered to explain his thought, and I eagerly took up the task of reading the article.

A Qualified Opinion

The author, Michael Millerman, is qualified to talk about Dugin. The Russian’s insights so transfixed him that he co-translated Dugin’s 2009 masterwork, The Fourth Political Way, into English. Thus, his long article succinctly outlines some critical aspects of Dugin’s thought.

However, his narrative only increased my misgivings about Dugin. After reading the article, I do not share the author’s cautious yet positive opinions about his theories. His explanations did not make the esoteric concepts any clearer. Millerman does help readers understand the present drama unfolding in Ukraine.

The Fourth Political Theory

That is not to say that everything inside Duginism is convoluted and mysterious. Millerman’s article outlines some things that are easily grasped.

For example, Dugin’s key thesis, which he calls “the fourth political theory,” is not hard to understand. Dugin observes that the twentieth century was dominated by three ideological political currents—liberalism, Communism and Fascism. By the end of the century, Communism and Fascism were defeated, and liberalism triumphed alone as a single pole of thought.

Dugin believes that this triumph makes it difficult to criticize the crisis inside modern liberalism. Thus, those who legitimately oppose liberalism are often accused of being either communists or fascists, supposedly making resistance impossible.

I take issue with this assumption. A vast amount of scholarship, much of it Catholic, has opposed liberalism inside the bosom of liberal society for two hundred years. See, for example, Pope Gregory XVI’s encyclical Mirari vos of Aug. 15, 1832, and “The Syllabus of Errors” by Pope Pius IX (1864). Even today, the debate rages on as liberalism is crumbling, and people are searching for solutions.

This false assumption, however, prepares the way for Dugin’s fourth political theory. He claims to break through the problem of criticizing liberalism by providing an intellectual space to explore new possibilities outside the three old frameworks. He sees this as a never-before-seen discovery, a kind of political sliced bread worthy of provoking much “dancing and rejoicing.”

A Multipolar World

This fourth political theory presents a different paradigm for those who want to challenge decadent and globalized liberalism.

Inside this fourth political theory, the different peoples create civilizations, forming large civilizational spaces and blocs. Smaller nation-states enjoy the semblance of sovereignty under the umbrella of “politically organized, militarily capable civilizational centers that represent the poles of a multipolar world.”

This multipolar model is very well represented in the Ukrainian conflict. Putin seeks to return Ukraine to the Russian civilizational space despite the population’s wishes to the contrary.

Targeting Liberalism

Another clear notion is that Dugin’s thought and his fourth political way target liberalism for many of the same reasons those who defend tradition oppose it. Indeed, liberalism tends to erode institutions, foster materialism and favor atomistic individualism. This liberalism paved the way for decadent postmodernity, which is generating ever-more monstrous forms of political and cultural expression.

For this reason, the Dugin proposal attacks the “woke” world that questions identity, imposes gender ideology and promotes critical race theory. Thus, Dugin’s ideas are mistakenly identified as a classical conservative project because he targets these aberrations. However, he would be the first to admit that he does not share the same philosophy.

This outlook gives rise to a fundamental problem with Duginism. His attack on liberalism includes everything Western and Catholic. He does not see modern liberalism as a parasite on Western Christian thought and Aristotelian metaphysics but a consequence. It must be replaced by many paradigms (including Islamic ones) that are entirely different and non-Western.

The Heidegger Connection

Up to this point, Dugin’s thought can at least be grasped. However, Millerman’s entry into the philosophical roots of Duginism plunges everything into esoteric darkness. He says that the key to understanding Dugin can be found in the Russian’s interpretation of Martin Heidegger. This affirmation explains much of the rambling and mystery in my first encounters with Dugin.

Indeed, Martin Heidegger (1889-1976) is a very awkward person to use as a foundation. His 1927 book, Being and Time, startled the German philosophical world with its complexity. The Encyclopedia Britannica makes a telltale commentary about the book, saying, “Although almost unreadable, it was immediately felt to be of prime importance.”

The German philosopher was a consummate rambler and leading exponent of existentialism and phenomenology that formed the basis of anti-liberal postmodern thought. He drew heavily upon Søren Kierkegaard and Friedrich Nietzsche. He was also a supporter of Adolf Hitler

He was imprisoned after the war because of his clear Nazi connections. However, his reputation does not seem to have suffered from the links. His supporters on the left and right find no difficulty in citing him.

And so, if you want to understand Dugin, Heidegger is your man. However, he is not mine.

A Revolution, Not a Modification

I understand enough of Heidegger to know that it is not worthwhile to delve deeply into the shallow lake of his muddled thought. I prefer to leave him “unreadable” and avoid his existential fog.

What he proposes is not a modification of how we see the world but a revolution that overturns the metaphysical foundations of the Christian West. His is a purely philosophical proposal in which Christianity plays, at best, a secondary role.

“We know from texts published in Heidegger’s lifetime,” writes Notre Dame Prof. Cyril O’Regan, “that he thinks that Christianity constitutively represses free inquiry; that ‘Christian philosophy’ is in essence an oxymoron; that Christian thought is straight-jacketed by a commitment to explanation and specifically to the construction of a First Cause.”

Suffice it to say that Millerman tells how Dugin, channeling Heidegger, calls upon us “to turn our thoughts from the mainstream metaphysical tradition, which talks of being and beings, toward the source of the thought-worthy as such.”

Inside the esoteric ramblings of modern philosophies are the pagan overtones of errors long conquered by the Church. The eternal questioning of the essence of being can lead to pantheism and mysticism.

Millerman exults in “a kind of intellectual renaissance on the right” that includes controversial figures like Friedrich Nietzsche and Carl Schmitt, “who had been appropriated by the left after World War II” and now find “a more natural place on the political spectrum.” Figures like Islamist thinker René Guénon and occultist Julius Evola are also receiving attention. Millerman puts Dugin’s Heidegger-driven political theory into this intellectual context,

This collection of intellectuals, most of them hostile to God, is not the stuff from which a Catholic revival will come.

What Is to Be Sought

This is the time to return to Christendom’s philosophical and metaphysical roots, not to look elsewhere. We must reject the esoteric chaos of postmodernity and adopt the crystalline logic, accessible to all, of Church teaching. This foundation gave rise to an organic Christian society bound by God’s law and suited to human nature. It produced real intellectuals like the Scholastics and Saint Thomas Aquinas, which these intellectuals despise.

In his encyclical Immortale Dei (1885), Pope Leo XIII described this resultant order as one in which “the influence of Christian wisdom and its divine virtue permeated the laws, institutions, and customs of the peoples, all categories and all relations of civil society.”

To combat the errors of liberalism, the Church has the answer. Catholic thinker Prof. Plinio Corrêa de Oliveira affirms that the Christian civilization is a solution that can fill the postmodern void. We must seek a society that is “austere and hierarchical, fundamentally sacral, anti-egalitarian and anti-liberal.”

==============================

Obaj panowie nie znają dorobku Feliksa Konecznego. Jego Nauka o cywilizacjach jest tu rozwiązaniem.

P. John Horvat II poślę. A może i Duginowi też…

Ostrygi i polityka 

Ostrygi i polityka 

Izabela BRODACKA 25 II 2023

Nie żyjący już historyk idei Marcin Król raczył kiedyś zaliczyć do prostaków tych wszystkich, którzy nie jedli ostryg gdzieś tam i nie pili wina gdzieś tam. Ja – typowy prymityw nawet nie zapamiętałam gdzie to właściwie miało być. Marcin był z wyższych sfer, o czym świadczy samo jego nazwisko. Dlatego jadał ostrygi, A może nawet ośmiorniczki. Mam nadzieję, że nie żywe. Natomiast ja, prosta baba nie trawię ostryg, ślimaków, żabich udek i podobnych specjałów. We Francji ku radości kelnerów, zapytana czego sobie życzę odpowiadałam nieodmiennie- „rien qui bouge (nic co się rusza). Claude Levi-Strauss, bożyszcze naszych arystokratów ducha rodem z PRL wiąże kulturę z kuchnią. Przeciwstawia surowe pieczonemu, a pieczone gotowanemu. Akurat w tym się z nim zgadzam, a nie z Królem. Dlaczego miałabym czuć się lepsza pochłaniając już nie tylko surowe, lecz wręcz żywe ostrygi, które się boleśnie zwijają skropione cytryną. Poza tym podobno ślimaki i żaby jedli powstańcy w Wandei z biedy i z głodu. Dopiero potem te zwierzaki trafiły na stoły smakoszy. Nie wykluczam jednak, że gusta kulinarne podobnie jak artystyczne mają strukturę rogala, którego skrajne części są najbliżej siebie. Jak to mówią Francuzi : „Les extrêmes se touchent (skrajności się spotykają). Francuzi mówią również: „De l’amour a la haine il n’y a qu’un pas”(od miłości do nienawiści jest tylko krok). Również w „Myślach“ Pascala znajdujemy tezę: „Les sciences ont deux extrémités qui se touchent.  I dosyć tej francuszczyzny.

Wracając do kulinariów. Ludzie jadają różne dziwne potrawy.  Bycze jaja, pieczoną szarańczę,a nawet mózgi przywiązanych do stołu żywych małp jak to pokazał dokument Jacopettiego z 1962 roku pod tytułem:„ Mondo cane“ (pieski świat). To naprawdę rzecz gustu (z wyjątkiem może tego ostatniego menu, za które powinien grozić kryminał).

Jedni nie wezmą do ust flaków, inni brzydzą się mięsem, jeszcze inni jedzą tylko owoce, które spadły na ziemię.

Ochrona wszystkich istot żywych jest programem naiwnym, bo utopijnym w świecie, którym rządzi łańcuch pokarmowy. Trafnie ujął to polski dziewiętnastowieczny  satyryk Mikołaj Biernacki (Rodoć) w wierszyku

Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.

Według projektów obecnych twórców Nowego Wspaniałego Świata (który to już z kolei Nowy Wspaniały Świat?) łańcuch pokarmowy ma się zamknąć jak obwarzanek (uwaga- pełen obwarzanek, a nie rogal ) bo człowiek ma zjadać robaki i to nie dobrowolnie lecz przymusowo, dodawane zgodnie z normami UE do mąki i różnych potraw.

I w tym rzecz. Różne lepsze czy gorsze pomysły uszczęśliwiania ludzkości zmieniają się z utopii w zbrodnię  gdy się je wciela w życie przymusowo, siłą. Nie miałabym nic przeciwko projektowi zmiany upodobań kulinarnych ludzi gdyby reklamowano jedzenie robali w mediach (byle nie za moje, podatnika pieniądze), gdyby aktorki w serialach, chrupały z upodobaniem pieczone pasikoniki, a telewizyjny doradca smaku polecał eleganckie przystawki z mącznika młynarka.

Stanowczo nie zgadzam się jednak, żeby dodawano zmielonego mącznika do mąki sprzedawanej w sklepie, oraz żeby przymusowo likwidowano hodowlę bydła. Tak jak nie zgadzam się żeby zabraniano  mi posiadania samochodu,  żeby mnie dla mego własnego dobra przymusowa szczepiono i żeby mnie (dla mego własnego oczywiście dobra) uśpiono kiedyś jak psa.

Mikołaj Biernacki to ciekawa postać. Ziemianin, literat, satyryk. Sprzedał swój majątek Boczów aby sfinansować udział w Księgarni Polskiej. W 1877 roku miał proces  o  „sianie nienawiści wśród klas społecznych narodu”. Jak widać używanie „mowy nienawiści”  jako pałki nie jest wynalazkiem naszych czasów. Biernacki popełnił samobójstwo. Pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Jest jedną z całkowicie zapoznanych postaci naszej historii i naszego, polskiego życia literackiego.

To bardzo charakterystyczne – mieszkańcy kresów, byli konsekwentnie usuwani w zapomnienie przez komunistyczne władze, a życie kresowego ziemiaństwa i arystokracji zostało celowo zmitologizowane przez produkcje typu „Boża podszewka” Izabelli Cywińskiej. Pani Cywińskiej wyraźnie pomyliło się życie kresowego ziemiaństwa z życiem rolników opisywanych przez Zbigniewa Nienackiego w słynnej powieści „ Raz w roku w Skiroławkach”.  Tytułowe Skiroławki to Jerzwałd, wieś nad Jeziorakiem, a właściwie nad jeziorem Płaskim , które jest odnogą Jezioraka. To teren mi dobrze znany z uprawianego z pasją – jak to mówią złośliwi- „żeglarstwa szuwarowo błotnego”. Trzymam łódkę  w sąsiednich Matytach, bywam tam kilka razy w roku, znam ludzi i ich relacje. Oczywiście Nienacki trochę przesadzał opisując bezeceństwa, które działy się pod tymi strzechami, ale ogólnie rzecz biorąc jego powieść dobrze oddaje atmosferę tego szczególnego miejsca na ziemi. Obecnie w Jerzwałdzie nie ma już żadnych strzech, dominują dacze pokryte blachodachówką, dom kupił słynny muzyk Możdżer,  więc  wieś ma swój udział w kulturze światowej, ale atmosfera Skiroławek pozostała.

Natomiast na Kresach, których atmosferę z przyczyn rodzinnych również dobrze znam, nigdy tej atmosfery nie było. Panienka ze dwora tarzająca się w sianie z parobkiem to rojenia Cywińskiej.  Cywińska urodziła się we Lwowie w 1935 roku, jej przodkowie pieczętowali się podobno herbem Puchała. Była ministrem kultury i sztuki w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich  2010 roku oraz członkiem Komitetu Wspierania Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie. Czyli podobnie jak Król dokonała określonego wyboru politycznego. Dlatego jej wizję życia ziemiaństwa kresowego należy traktować podobnie jak poglądy Króla na temat dyskwalifikującego rzekomo Jarosława Kaczyńskiego jego braku upodobania do ostryg.

Z należnym im lekceważeniem.

26 lutego – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.02.23 Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

22/02/2023przez antyk2013

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Zapraszamy w niedzielę 26 lutego do Siedlec na 76 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Modlimy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Zaczynamy o 14,00 , pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Na zakończenie Mszą Święta, która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.

Z Panem Bogiem

Andrzej Woroszyło

Los tenisa w Polsce w rękach kramarzy czy aferzystów? Gdzie jest minister sportu?

Los tenisa w Polsce w rękach kramarzy czy aferzystów? Gdzie jest minister sportu?

Mirosław Dakowski 23. II. 2023.

Nie, nie piszę o sytuacji w PZT. To też jest zadanie dla ministra sportu – czy może sądu.

Wreszcie doczekaliśmy się wybitnych tenisistów w skali międzynarodowej. Wczoraj i dziś troje z tych tenisistów jest na pierwszych miejscach w trzech różnych turniejach. To zdarzyło się po raz pierwszy w historii.

Niestety, nie możemy ich meczów obejrzeć. Z jednej strony prawa do transmisji mają, zapewne od kogoś sobie wykupili, jakieś aferzyści czy wymienieni w tytule kramarze. Nas, Polaków nie obchodzą jednak dochody i brudne interesy prywatnych aferzystów. Żądamy, by mecze największych polskich tenisistów można było zobaczyć w otwartej telewizji, kiedy się tylko chce.

Obecnie przyjaciółka przesyła mi, dzień po jakimś meczu Igi Świątek skrót, bo tylko na skróty jesteśmy skazani. Meczów Huberta czy Magdy niezupełnie nie możemy obejrzeć, chyba, że za jakiś pieniądze…

A przecież, gdyby dzieci i młodzież mogły te mecze oglądać, na pewno by wyprosiły u rodziców treningi tenisa. Z całą pewnością wśród tych młodych jest ogromna ilość talentów. Muszą się zmarnować?

Czemu rząd nie buduje w wielkiej ilości prostych kortów, jak kiedyś populistyczni idioci dali pieniądz na plastikowe „orliki”, po milionie złotych do półtora za sztukę, w 1664 gminach (67% wszystkich gmin w Polsce). Wydano na to z budżetu państwa prawie miliard zł.

Czemu rząd, przecież ustanowiony po to, by służyć narodowi, nie korzysta z okazji, by tenis rozpropagować.. To jawnie rządzą „w ten kraj” kramarze, nawet w sporcie?

Mów od słupa???

=========================

Czechy, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, mają w pierwszej setce tenisistek ponad szesnaście RAZY więcej dziewczyn, niż Polska.

Koty z miasta Walldorf-Süd w areszcie domowym. Winna dzierlatka.

Koty z miasta Walldorf-Süd w areszcie domowym. Wina dzierlatki.

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2023-02-24/niemcy-koty-z-calego-miasta-w-areszcie-domowym-wina-posmieciuszki/

Grzywna wysokości 50 tys. euro będzie grozić za wypuszczenie kota na dwór w niemieckim miasteczku w Badenii-Wirtembergii. W przeliczeniu to dziś niemal 240 tys. zł. Władze chcą chronić w ten sposób przed pożarciem trzy lęgowe pary zagrożonego wyginięciem gatunku ptaka. Zakaz ma obowiązywać przez pięć miesięcy. „Koty można wyprowadzać na smyczy” – piszą lokalne władze.

Koty z niemieckiego miasteczka Walldorf-Süd w Badenii-Wirtembergii będą od 1 kwietnia do 31 sierpnia przebywać w areszcie domowym.

 Przez pięć miesięcy domowe czworonogi nie mają prawa wyjść na zewnątrz. W przeciwnym razie właścicielowi grozi grzywna wysokości prawie 240 tys. zł.

Ochrona trzech par pośmieciuszki

Nadzwyczajne restrykcje wiążą się z gniazdowaniem w mieście i jego okolicach dzierlatki zwyczajnej znanej jako śmieciuszka lub pośmieciuszka (Galerida cristata). Podgatunki tego ptaka z rodziny skowronków występują na znacznym obszarze Eurazji i północnej Afryki.

Choć w Polsce dzierlatka jest objęta ochroną gatunkową, to na „Czerwonej liście ptaków Polski” określana jest jako gatunek „najmniejszej troski”.

W Niemczech ptak ten jest zagrożony wyginięciem. W mieście Walldorf-Süd zostały tylko trzy pary lęgowe i władze okręgu uznały, że los gatunku „zależy od przeżycia każdego osobnika”. 

Podobny zakaz dla kotów obowiązywał już rok temu. Właściciele będą musieli się trzymać reżimu jeszcze co najmniej przez kolejne dwa lata. Grzywna za niezastosowanie się do zakazu może wynieść od 500 do 50 tys. euro.

Władze uspokajają, że koty mogą wyjść do ogrodu jeśli będzie on odpowiednio zabezpieczony przed ich ucieczką, a zwierzę będzie wyposażone w lokalizator GPS. Można je także wyprowadzać na smyczy – twierdzą lokalne władze.

[—-] bla… bla…

Hrabia Bellamarre i król August II zwany Mocnym. Rozpoczęła się agonia Polski. CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (4)

Hrabia i król August II zwany Mocnym. Rozpoczęła się agonia Polski.

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (4)

Hrabia i król

Hrabia Bellamarre spokojnym krokiem minąwszy okazały gotycki gmach świątyni Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, na którego to przykościelnym cmentarzu przed paru dniami uczestniczył w pogrzebie, schodził dość ostrym stokiem wzniesienia, którym zbiegała droga, wyboista i dziurawa, która kiedyś, zanim Szwedzi złupili i ukradli, co się da, a zniszczyli, czego się ukraść nie dało, była pięknie brukowana polnym szpatem.

Doszedłszy do podnóża Zamku Królewskiego, ruszył tym razem pod górę, a znalazłszy się u wejścia na dziedziniec, wpierw opowiedziawszy się saskim strażom, podążył ku drzwiom wchodowym resztek tej niegdyś imponującej i wspaniałej siedziby polskich monarchów. Teraz zaś, po wysadzeniu dwóch trzecich głównego budynku i całej reszty zabudowań grodowych przez wspomnianych już Szwedów, a dziś ledwo posklejanej – jak najszybciej i zapewne jak najtaniej się dało przez Jana III Sobieskiego1 ongi koalicjonisty tych barbarzyńców, zerkał na pokrzywę i łopuch wyzierające tu i ówdzie spomiędzy niesprzątniętych wciąż resztek rozwalin zalegających rozległy podworzec. Znakomita siedziba królów już nie budziła ni podziwu, ni respektu, bo wyglądała niczym wielgachna stodoła z dwóch stron podparta starymi basztami, których podmuch eksplozji, gdy okupant wysadzał prochy w lochach, nieomal cudem nie naruszył i nadal stały krzepkie, chociaż jakby zawieszone były na lessowym osuwisku zbocza ostro spadającym ku fosie.

„A przed wiekami mógł ten zamek iść w zawody z Wawelem… Ba! A może i z Luwrem nawet?…” – taka myśl przemknęła przez głowę hrabiego „cóż… panta rhei – wszystko płynie, jak rzekł niegdyś stary Heraklit…” I przyszła mu jeszcze do głowy druga myśl, że ów królewski Sandomierz, to taka Rzeczpospolita w granuli2, i gdy chcesz się dowiedzieć, w jakiej kraj jest kondycji, to starczy, że zawitasz do Sandomierza i bacznie rozejrzysz się wokół… Taka zbieżność losów, dziejów. Podobieństwo niebywałe. Niewytłumaczalna wspólność cech? Paralelizm niezwykły? A może… może… przypadek? Nie, nie! Nic nie jest dziełem przypadku, bo wszystko zaplanowano.

* * *

August II zwany Mocnym wieczór 18 maja roku Pańskiego 1704 spędzał tak, jak lubił najbardziej, to znaczy na pijaństwie, tyle że tym razem nie w towarzystwie licznych dam i panów saskich i polskich, lecz samotnie. Kołatało mu w głowie, że dwa lata temu, w 1702, jego pobyt w Krakowie, skąd rozsyłał uniwersały po województwach, zwołując pospolite ruszenie na dzień 19 lipca pod Korczyn w Sandomierskiem, nie przyniósł mu niczego dobrego, a zakończył się sromotną klęską pod Kliszowem3chociaż był nieomal pewny wygranej, rozpędzenia przeciwników i wreszcie świętego spokoju… a potem, po tej przegranej bitwie, gdy 16 sierpnia stanął w Sandomierzu, gdzie zamiarował urządzić swój sztab, a dokąd jęło też ściągać w sukurs monarsze pospolite ruszenie z województw – sandomierskiego, krakowskiego, lubelskiego, wołyńskiego i jakieś oddziały z północy kraju, znów nadzieja zaświtała jego sercu. Ech, Sandomierz… może jednak przyniesie mu on szczęście? A jak nie?…

Król zaklął szpetnie, a że był Niemcem, to zaklął po niemiecku, jakoś tak idiotycznie, zum Donnerwetter noch einmal, co przełożone na ludzki język znaczy coś jakby do stu piorunów, czy podobnie, bo niemieckie przekleństwa nie mają tej naszej, słowiańskiej bluźnierczej soczystości. Durne są i płaskie tak samo, jak niemieckie poczucie humoru i mdłe niczym niemiecka kuchnia.

August tym razem mógł być usprawiedliwiony z pijaństwa, bo nie był ani trochę pewny, co też mu najbliższa przyszłość przyniesie, a będąc nietrzeźwym, przynajmniej nie trapił się tym zbytnio. Formalnie, bo konfederaci warszawscy w styczniu ogłosili jego detronizację, a stał za nimi ksiądz prymas, nie był już przecie królem, choć wciąż się nim czuł i wciąż choćby za najwyższą cenę pożądał odzyskania tronu i władzy… i ani mu w głowie było ni uznać ową detronizację, ni z własnej woli abdykować! Ale… ale… jak znów wypłynąć z odmętów?…

Skinął na lokaja, a ten napełnił wielki rżnięty kryształowy kielich najzwyklejszą gorzałką, siwuchą-czyściochą nader podłej jakości, palącą w gardło i cuchnącą, bynajmniej nie starką, bo tego wieczora król postanowił się umartwiać. A w inny sposób najwyraźniej nie umiał.

Monarcha opróżnił go duszkiem i zakąsił tłustym wędzonym węgorzem na zimno, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.

– Pamiętasz Helmut, jak to dwa lata temu, tu pod Sandomierzem panowie szlachta mi przysięgali?…

– Pamiętam najjaśniejszy panie…

– Ech… August wsparł głowę na pięści i zaczął półgłosem recytować rotę owej przysięgi, którą dobrze zapamiętał: „…przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, iż przy wierze świętej katolickiej, przy dostojeństwie Króla Jegomości Augusta II, przy wolnościach i swobodach naszych, przy całości Rzeczypospolitej nierozdzielonej życiem, krwią i substancją stawać i tego wszystkiego bronić wedle sił i możności mojej obowiązuje się i powinien będę. A ktokolwiek by przy Królu Jegomości Szwedzkim, jakimkolwiek sposobem, pretekstem stawać, faworyzować, praktyki czynić ważył się i tego spólnego Rzeczpospolitej obowiązku trzymać nie chciał, takiego pro hoste Patriae4 mieć i na skazę jego powstać deklaruję, i dobra takiego powinienem donieść i podać Królowi Jegomości ad confiscationem in bene meritos56. No i co Helmut? I co z tego wyszło?

– Sandomierz, Najjaśniejszy Panie, Sandomierz po raz wtóry, coś jakby déjà arrivé7.

– Żeby cię diabli wzięli, bydlaku! Jakbyś nie był tak zacnym kompanem naszych wesołych zabaw, to już bym ci łeb ukręcił!

– Ba! – lokaj przewrócił oczami, wzniósł je ku górze, a potem ironicznie się uśmiechnął, ale dla ostrożności tylko półgębkiem.

– A nie masz tu jakiej niewiasty pod ręką? Bom strasznie wyposzczony.

– A jakiejż, Miłościwy Królu? Damy krwi szlachetnej? Gładkiej? Pulchnej? Czy raczej szczupłej, drobnej?

– Et! – August machnął ręką. – Co za różnica?

– Cóż… jakby to rzec… w pobliżu, tak w zasięgu ręki jest tylko ogromnie szpetna podkuchenna…

– Stara, młoda?

– Młoda, lecz krościata i tłusta, wąs się jej pod nosem całkiem zacny też sypnął. Ale za to cyce ma srogie!

– Et! – August ponownie machnął ręką. – Dawaj ją tu. Potwór nie potwór, byle miał otwór – zażartował subtelnie. I oczywiście po niemiecku.

– Tedy idę po nią.

– Co by tylko nie śmierdziała!

Zdumiał się lokaj, słysząc te słowa i wybałuszył oczy:

– Podkuchenna?! Toż by to był większy cud niż ten w Kanie Galilejskiej!

I rzekłszy to, wyszedł.

August przymknął powieki i chyba się zdrzemnął, ale wnet się ocknął obudzony własnym chrapaniem.

So ein Scheiss!8 – zawołał, wytrzeszczając oczy. – Helmut! Czy poważyłeś się zadrwić z mojego majestatu? Kogoś mi tu przyprowadził?

– Dziewkę, której Najjaśniejszy Pan sobie zażyczył, narzekając, iż jest ponad miarę wyposzczony.

Mówiąc to, nisko się skłonił, zginając w pół.

– Hm… Więc przynajmniej nalej mi jeszcze gorzałki.

Helmut nalał.

– I jej też.

Helmut nalał.

– Do dna! – zakomenderował król.

I oboje z dziewką wypili. Tyle że król się jedynie niemiłosiernie wykrzywił, a dziewka gwałtownie rzuciła do stołu, by znaleźć coś do przepicia, bo siwucha wypalała jej gardło. Najwyraźniej nie była obeznana z dworską etykietą tego króla jegomości.

– Helmut, a zdmuchnij no świece. Przy świetle żadną miarą się nie przemogę – mówił, zerkając na podkuchenną.

– Najjaśniejszy Panie! Nie czyń tego, bo duszę zgubisz – zadrwił Helmut.

– A niech duszę diabli wezmą, kiedy ja sobie teraz wygodzę! Gaś te świece!

Więc lokaj zdmuchnął świece.

* * *

Hrabia Bellamarre spokojnym krokiem zbliżył się do drzwi królewskiej komnaty i zapukał w pewien charakterystyczny sposób. Podwoje się uchyliły i stanął w nich Helmut. Na widok przybyłego zdumiał się niepomiernie, bo kogo jak kogo, ale tego człowieka najmniej się tu i teraz spodziewał.

– Gdzie król?

– Hmm… tutaj… tyle że nie całkiem dysponowany…

– Prowadź.

– Ale, panie hrabio…

– Prowadź.

Więc fagas, skłoniwszy się tylko, drzwi rozwarł na oścież i ustąpiwszy miejsca, wpuścił do środka Bellamarre’a.

August najwyraźniej skończywszy z dziewką, która właśnie obciągała sobie spódnicę, siedział na obitym kurdybanem krześle z głową odrzuconą ku tyłowi i pochrapywał.

Bellamarre skinął na Helmuta:

– Opuść królowi głowę na piersi, bo w tej pozycji będzie womitował, a tego byśmy nie chcieli.

Służący bez słowa spełnił polecenie.

– Najjaśniejszy Panie… Królu… – Bellamarre potrząsał Augusta za ramię, ale ten osunął się na blat stołu i znów przysnął.

– Nic z tego nie będzie, panie hrabio. Potrzeba, aby wytrzeźwiał.

– Nie ma czasu, sprawa pilna, i zaraz muszę mu ją przekazać.

– Ba! Ale jak?

Bellamarre bez słowa sięgnął do wewnętrznej kieszeni swego szustokora9 i wydobył z niej flakonik misternie wyrzezany z jednego ogromnego, mierzącego co najmniej 3 cale najsoczystszej barwy i czystości szmaragdu. Naczyńko zatkane było rubinowym koreczkiem w kształcie filigranowej głowy kozła z oczami z oszlifowanych kęsków złocistego berylu zwanego heliodorem i rogami z elektrum10 – naturalnego białego złota.

Hrabia zażądał niewielkiego naczyńka, napełnionego czystą wodą otworzył flakonik, przechylił nad kieliszkiem i uważnie odmierzył sześć kropli intensywnie zielonego płynu, który po zmieszaniu się z wodą, zmienił jej barwę na purpurową.

Następnie uniósł głowę króla, trzonkiem łyżki rozwarł mu zęby i wlał ów płyn do ust. Nie minął kwadrans i nieprzytomny monarcha całkowicie wytrzeźwiał. Poczuł, jak krew burzy mu się w żyłach, a jakaś przedziwna energia wręcz zmusza go do działania. Siedząc sztywno, wpatrywał się w twarz hrabiego.

– Bellamarre?

– Zaiste.

– Z czym przybywasz, hrabio?

– By cię duchowo pokrzepić.

August II zaniepokojony zadrżał na całym ciele.

– Uspokój się, panie… i pójdź za mną…

– Dokąd? Noc już, rankiem muszę być wypoczęty.

– Niedaleko, na zamkowe mury. Chłodne powietrze ostudzi ci głowę… gwarantuję też, że wypoczniesz.

Szli czas jakiś obok siebie, milcząc.

W końcu król chrząknął raz i drugi.

– Taaak… – przeciągle na to odpowiedział hrabia, a potem raptownie się zatrzymawszy, stanął twarzą w twarz z Augustem, położył mu ręce na ramionach, mocno zacisnął palce i cichym, lecz dobitnym głosem rzekł:

– A teraz słuchaj…

Monarcha niczym we śnie somnambulicznym, zachowując się jakby automat, skinąwszy głową, odparł:

– Słucham.

Bellamarre przez dłuższą chwilę zbierał myśli, by wreszcie zacząć snuć opowieść:

– Wieki temu postanowiono, że to państwo i ten naród należy zgnieść, rozdeptać, unicestwić. I już zdawało się, iż ku temu wszystko zmierza, bo gdy umarł twój odległy poprzednik na tym tronie, Bolesław Krzywousty, Polskę – nieokrzepłą jeszcze do końca – potargano w strzępy. Skłóceni ze sobą książątka rwali, ile kto mógł i ile mu się w garści zmieściło… I wszystko by było, jak zaplanowano, gdyby nie to przeklęte miasto…

– Które? – panie hrabio, chrapliwie, ze ściśniętym gardłem zapytał król.

Ano to, Sandomierz.

– I czemuż?

– Czemuż? Nie wiem. Być może genius loci11 owego miejsca sprawia, że przezeń wszelkie zakusy na unicestwienie kraju spełzają na niczym? Wszak nie byle jakie to miejsce… Nie byle jakie…

Przecie już nie jest stołecznym! – zaprotestował monarcha.

– Dziś, bo ongiś nie tak było. I na szczęście już nie jest! Bo wonczas nic, nikt i nigdy by tego narodu nie przemogło. Sandomiria caput regni12 na szczęście, powtarzam, już nie… i nigdy już… chociaż, być może, ktoś kiedyś… snuć będzie wobec niego takie plany… ale nasza w tym głowa, by spełzły na niczym…

– Tedy?

Hrabia znów zawiesił głos.

– Jest wszakże na wszystko czas i pora…

Ergo13?

Ergo, chcę ci, królu, zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, którą gdybyś mniej pił i mniej się łajdaczył, sam byś bez wątpienia zauważył, jako że jesteś przecież adeptem14

– Jaką prawidłowość?

– Ano taką, że dzieje tego kraju, można podzielić na epoki, z których każda ma ni mniej, ni więcej, tylko lat 400.

– 400 to wartość liczbowa ostatniej litery alfabetu hebrajskiego… – rzekł król, zamyśliwszy się nieco.

– No właśnie. I co ona w kabalistyce wyobraża? Co symbolizuje?

– Zakończenie pewnego cyklu, który przebiega od alef, czyli od liczby jeden, do taw, czyli liczby czterysta. Ale taw nie oznacza tylko zamknięcia jakiegoś okresu, czy może ściślej etapu w dziejach, ale i początek nowego, zaczynającego się od alef.

– No właśnie.

– A gdzie w tym jestem ja? Jaka moja rola?

– Ty, panie, domykasz pewien okres. Na tobie kończy się te czterysta lat. I to właśnie tu i teraz.

– Jak to? Nadal nie widzę związku z moją sytuacją ani tym bardziej rolą, jaką miałbym odegrać…

– Więc pomyśl… dla ułatwienia będę ci zadawał pytania, a ty, królu, kojarz fakty.

– Zadaj.

– Jak wygląda żywot tego kraju? Czy nie jak żywot ludzkiej istoty?

– Rzeczywiście – narodziny i dorastanie, dojrzałość i moc, schyłek i obumieranie… ale o tym już wspominaliśmy…

– Doskonale. A jak sądzisz? W jakim okresie przyszło ci panować?

– Bez wątpienia dojrzałości i mocy!

– Auguście, Auguście, to, że w rękach łamiesz podkowy, nie ma przełożenia na krzepkość kraju!

– Zatem?

– Zatem powiedz mi, jak uważasz, kiedy i gdzie zaczęła się Polska jako kraj poważny, okrzepły, mocny i poważany?

Król milczał dość długo, aż w końcu pytaniem odpowiedział na pytanie:

– W Gnieźnie, w 966 roku, za panowania Mieszka?…

Bellamarre pogardliwie wydął wargi i z lekka parsknął, wyraźnie zawiedziony odpowiedzią monarchy.

– I co? I co było potem? Zamęt, bunty, kraj porwany na strzępy, o czym już zresztą wspominałem. Nie, mój panie, absolutnie nie! Ani w 966 roku nic ważnego się nie wydarzyło, ani nie od Mieszka był początek…

– Jakże? A chrzest?

– A pierwszy to on był? Łaciński i owszem, ale wcześniej przecie kraj chrystianizowali uczniowie Braci Sołuńskich15. Więc to może i ważny, ale tylko epizod w jednym z okresów.

– Panie hrabio, niechże mnie pan nie męczy. Proszę całą sprawę wyłuszczyć jasno i prosto. Bez zasypywania mnie zagadkami. Głowa mi pała od tego i myśli zebrać trudno.

– Głowa ci pała od gorzałki, ale niechże i tak będzie, jak chcesz. A zatem: królestwo tak naprawdę państwem poważnym i liczącym się, a z czasem potężnym, zaczęło się tutaj, w Sandomierzu, w roku 1304, gdy w tymże grodzie, przegnany pierwej po nieudanym zajęciu miasta w 1302 roku, po raz wtóry osiadł Władysław Łokietek i zyskawszy poparcie miejscowego rycerstwa, posklejał królestwo z kawałków, niczym potrzaskane naczynie gliniane.

– I jam tu był w roku 1702 i zmuszono mnie do ucieczki… jak jego… – wyszeptał zdumiony August. – A teraz mamy 1704… on tu się ostał, stąd zawiadywał, stąd ruszył, by zwyciężyć…

– Właśnie – rzekł hrabia. – A teraz wykonaj proste działanie arytmetyczne.

– 1702 – 1303 = 400. 1704 – 1304 = 400! To jeden, zamknięty okres! I – rzeczywiście – ja go kończę, ja zamykam!

Zdumiony król zatrzymał się i schwycił Bellamarre’a za ramię.

– Poluzuj, panie uścisk – syknął hrabia.

– Och, wybacz. Ale powiedz mi pan, monsieur le comte, co dalej? Jaka rola mi pisana? Chwalebna, czy też wręcz przeciwnie?

– Chwalebna. Bo ty rozpoczniesz unicestwianie tego kraju… I to tak znakomicie, że zniknie… rozpłynie się… na wieki… a może i na zawsze?…

– I to ma być chlubna rola? – król z dezaprobatą pokręcił głową.

– Dla prostaczków, dla profanów zapewne nie, lecz dla nas, dla wtajemniczonych, dla adeptów, dla niosących oświecenie, tak. Dzięki twemu władaniu rozpocznie się agonia Polski. Co prawda potrwa jeszcze długo, bo lat kilkadziesiąt, może nawet i wiek cały, ale w końcu zniknie z map… a jeśli się jeszcze kiedyś na nich pojawi, to tylko jako nazwa, bo duch tego narodu sparszywieje, skundleje aż na koniec obumrze… I nie będzie już nikogo na świecie, kto by mógł przeszkodzić nam w naszej pracy… nikogo…

Król zadrżał. Być może uświadomił sobie w tym momencie, że jest tylko nic nieznaczącym pionkiem w grze, którą prowadzi jakaś Moc, jakaś siła nadludzka nie z tego wymiaru, ponadczasowa wręcz może… może… i nie był z tego powodu szczęśliwy, bo każdy z synów Adama chciałby mieć wolność podejmowania wszelkich działań, a tu mu jej najwyraźniej odmawiano. Udał jednak, że słowa hrabiego przyjął ze spokojem do wiadomości. Zapytał nawet:

– Powiedz mi pan, monsieur le comte, a kiedyż to i gdzie zaczął się pierwszy okres, okres dziecięctwa i dorastania Polski? Wiesz to? Umiesz ustalić? Bo ja nie potrafię.

– Odejmij, Najjaśniejszy Panie, od roku 1304 lat czterysta i będziesz wiedział.

– Wypada rok 904 i cóż się wtedy wydarzyło? Raczej nic, a przynajmniej ja o niczym nie wiem.

– W roku 904 kniaź polański Lestek, ojciec Siemomysła, a dziad Mieszka I wyrwał morawskiemu kniaziowi Mojmirowi Małopolskę i objął ją swymi wpływami.

– A gdzie tu Sandomierz? Raczej Kraków, odwieczna stolica tej krainy.

– Ej, królu! Niekoniecznie. Polonia Minor zawsze miała dwie równorzędne stolice, dwa dwory, podwójny komplet urzędów… Ta druga stolica, to Sandomierz. Wszak jeszcze Gallus do sedes regni principales, do stolic królestwa ją zaliczył. Obok Krakowa. A Lestek wyrwawszy Mojmirowi tak zacny kęs ziemi, raczej nie w Krakowie siedział, gdzie Morawianie mieli bliziuchno i łatwo mogli go dopaść, ale raczej w Sandomierzu, dokąd było i dalej i gdzie było zasobniej i łatwiej można się było obronić. Bo tu jest największy w tej części kraju naturalny węzeł komunikacyjny. No i tu z głodu nie umrzesz, bo ziemie bogate we wszystko – w chleb i w wino i w miód i w olej i w owoce… a krakowska ziemia, cóż ubożuchna…

– Domysły.

– Ba! I owszem, przecie niepozbawione podstaw.

– Jakich?

– Rozmaitych, ale ani pora, ani miejsce, by to roztrząsać. Pozostańmy przy tym, że wnioski takie wysnuć można choćby ze zwykłej logiki. Co ci już chyba wystarczająco wyłuszczyłem?

– Niby, lecz chciałbym coś więcej…

– Ech! Gdzie siedzisz, panie? W Krakowie?

– Nie, w Sandomierzu…

– Gdzie siedział Łokietek, w Krakowie?

– Nie, w Sandomierzu…

– To i Lestek najpewniej tu siedział, póki Rzesza Wielkomorawska ostatecznie nie upadła, co się w 904 roku zaczęło i potrwało ledwie kilka lat… ledwie kilka lat…

– Lecz przecie Lestek tych ziem nie skleił.

– Ale zaczął kleić, a klejenia dokończył po 400 latach Łokietek!

– A ja?

– A ty? Ty roztrzaskasz to zużyte naczynie gliniane… I właśnie to, Najjaśniejszy Panie, rozpocząłeś… Pamiętaj tedy, że jutro czeka cię najważniejsze zadanie w twoim życiu i coś, co zaważy na losach Polski… i wiedz jeszcze jedno, że Los się do ciebie uśmiechnie, więc działaj śmiało!…

* * *

Dzień 19 maja dla króla Augusta II był dniem odpoczynku. Tego dnia już się nie upił, lecz przygotowywał i nastrajał do rozpoczęcia obrad i zawiązania konfederacji sandomierskiej, która miała mu tron wrócić.

Dnia tego też przeniósł się z Zamku Królewskiego w Sandomierzu do obozu extra muros16 na prawym brzegu Wisły, na przedmieście Nadbrzezie, które w tym czasie odgrodzone Wisłą od właściwego miasta całkowicie już nabrało wiejskiego charakteru, pełnego sadów i ogrodów. Tu August zamieszkał w najokazalszym domu, senatorowie oraz inni karmazynowie17 rozlokowali się po włościańskich chatach, a panowie szlachta i wojsko obozowało na szeroko rozciągających się równinach, ciągnących się od Sandomierza hen, aż ku dzikim puszczańskim ostępom.

W Nadbrzeziu wzniesiono, już poza zwartą zabudową mieszkalną, umocniony obóz, obwałowany, otoczony fosą, z dwoma tylko wejściami. W centralnej części tegoż obozu, nazwanego nie wiedzieć czemu Kołem, być może dlatego, iż odbywało się w nim formalne spotkanie zwolenników Augusta, ustawiono dla króla jegomości bogaty i obszerny namiot typu tureckiego z tronem dla władcy i krzesłami dla panów senatorów, a ławami dla pomniejszych dostojników polskich, saskich i gości zagranicznych.

Obóz ów połączony był z lewobrzeżnym Sandomierzem mostem, który wychodził wprost na Bramę Krakowską, przez którą można było dotrzeć i do Zamku i do Fary pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i do Ratusza rozpartego pośrodku mocno pochyłego Rynku takoż.

O poranku dnia 20 maja August II, z licznym orszakiem dygnitarzy, ruszył konno ku tej świątyni właśnie, dokąd przybywszy i Mszy świętej nabożnie wysłuchawszy, potem na kolana padłszy, w piersi się bił i z wielką pokorą komunikował, a przyjąwszy Ciało Pańskie i odebrawszy kapłańskie błogosławieństwo, ruszył nazad przez most do Koła urządzonego w Nadbrzeziu18.

Pogoda była cudna, sady kwitły, i głogi dzikie i róże po miedzach, ptaszkowie wyśpiewywali w zaroślach, a w niebieszczejącej, choć zwykle szarej wiślanej wodzie rzucały się dorodne ryby. Łagodny wietrzyk niósł upojne zapachy obsypanych kremowobiałym i filetowym kwieciem jaśminów i bzów-lilaków, których tu rosło całe mnóstwo.

Król był spokojny. Po tym, co usłyszał z ust hrabiego Bellamarre, serce mu już się uspokoiło w piersiach, bo miał pewność, że wygra, że musi wygrać – i tron i los i powodzenie… i zaspokoi swą nieposkromioną pychę… on zwycięży! „A Polska?” – niespodziewanie zapytało go sumienie. „A niechże diabli biorą Polskę – odpowiedział mu w myślach – bylem ja miał dobrze!”

– Cudny ten dzień ni jednej chmurki na niebie – ozwał się król do jadącego obok, nieomal w kolano, pana Stanisława Denhoffa, herbu Dzik, który złośliwcy i nieżyczliwi ludzie nazywali Głową Wieprzka19.

– Istotnie, Najjaśniejszy Panie. Oby każdy już był taki, a niebo nieskalane żadnym obłoczkiem.

Ów cudny dzień miał jednak przyciągnąć nad kraj najczarniejsze chmury…

* * *

Bellamarre przez jakiś czas stojąc na środku ulicy wznoszącej się od Bramy Krakowskiej ku Rynkowi, spoglądał na obóz po drugiej stronie Wisły. Oczy miał zimne, a jednocześnie pełne nienawiści, twarz zaciętą, usta zaś wykrzywione w pogardliwym uśmieszku.

– I dobrze… niech się dzieje… niedługo oświecenie ogarnie całą ziemię… oto tam, na przedmieściu Sandomierza, nie wiedząc nawet, co czynią, zbudowali mu pierwszy bastion… i zarazem bastion Tego, który owo światło niesie…

Odwrócił się, dosiadł konia i powoli ruszył w stronę Bramy Opatowskiej, a minąwszy ją, ponaglił wierzchowca i ruszył cwałem drogą prowadzącą na Warszawę…

Słońce właśnie minęło zenit. Upał był niemiłosierny, lecz Bellamarre wjechawszy w cienisty parów, poczuł ulgę i odetchnął. Tego dnia nie planował długiej podróży. Miał zaledwie dotrzeć do Wilczyc wiorst parę na północ od Sandomierza, gdzie czekał nań obiad, nocleg, wypoczynek i wygodny powóz, którym rankiem następnego dnia drogą na Solec i Kozienice zamiarował ruszyć ku Warszawie, iżby się spotkać tam z Księdzem Prymasem, zwolennikiem Szwedów i ich pupilka Leszczyńskiego…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Jan Sobieski podczas „potopu” opowiedział się za Szwedami, co jest na ogół przemilczane.

2Maleńka pigułka.

3Bitwa stoczona 19 lipca 1702 w pobliżu miejscowości Kliszów w województwie sandomierskim (obecnie powiat pińczowski) pomiędzy wojskiem szwedzkim pod wodzą króla Karola XII i armią saską, którą dowodził król August II Mocny, zakończona całkowitą klęską Sasa.

4Dla Ojczyzny. (łac.).

5W celu konfiskaty dla dobra publicznego. (łac.).

6Kazimierz Jarochowski, Dzieje panowania Augusta II od wstąpienia Karola XII na ziemię polską aż do elekcyi Stanisława Leszczyńskiego (1702-1704), Poznań 1874, s. 109.

7Coś, co jsię kiedyś wydarzyło. (fr.).

8Co za gówno! (niem.).

9Rodzaj kaftana sięgającego kolan, przodek surduta, a pośrednio także i współczesnej marynarki.

10Elektrum, elektron bardzo rzadki minerał stanowiący naturalny stop złota (80%) i srebra (20%) barwy jasnego bursztynu. Jeśli stosunek procentowy metali jest inny, inna też będzie jego barwa – jaśniejsza bądź ciemniejsza.

11Duch miejsca (łac.), w znaczeniu: duch opiekuńczy.

12Sandomierz głowa królestwa. (łac.).

13A więc? (łac.).

14Adeptem nazywa się osobę, która posiadła wiedzę tajemną.

15Bracia Sołuńscy – św. św. Cyryl i Medoty.

16Poza murami (miejskimi). (łac.).

17Karmazyn – szlachcic karmazynowy, tak określano członków najstarszych i najzacniejszych rodów w I Rzeczypospolitej.

18Kazimierz Jarochowski, Dzieje panowania Augusta II…, s. 555-558.

19 Stanisław Ernest Denhoff (1673-1728) piastował wiele wysokich urzędów; w opisywanym okresie piastował laskę marszałka konfederacji sandomierskiej.

Prezydent Tunezji wyprasza nielegalnych imigrantów … a został… rasistą

Prezydent Tunezji wyprasza nielegalnych imigrantów … a został… rasistą

Wg: https://nczas.com/2023/02/24/prezydent-tego-kraju-wyprosil-od-siebie-nielegalnych-imigrantow-i-zostal-rasista/

Międzynarodowe organizacje pozarządowe” ostro potępiają „rasistowskie i pełne nienawiści” przemówienie prezydenta Tunezji Kaïsa Saieda skierowane przeciw obecności migrantów.

Głowa państwa zapowiedziała we wtorek 21 lutego wprowadzenie „pilnych środków” zwalczających nielegalną imigrację.

Do Tunezji przybywają głównie mieszkańcy Afryki Subsaharyjskiej, często traktując ten kraj jako miejsce „tranzytowe” do dalszej podróży do Europy. Ukrócenie migracji do Tunezji wydaje się korzystne przede wszystkim dla europejskich krajów basenu Morza Śródziemnego. Tunezja jest jednym z niewielu krajów Afryki, który przeciwdziała wypływaniu na morze łodzi „nielegalników”.

Tymczasem z Europy słychać oskarżenia Tunisu i opinie o „smutnym dniu”. Organizacje pozarządowe potępiły „rasistowskie i nienawistne” przemówienie prezydenta Saieda i wezwały do przeprosin za słowa o „hordach nielegalnych migrantów”.

Tunezyjski prezydent twierdzi, że ruchy migracyjne to „przestępcze przedsięwzięcie”, która ma także w Tunezji zmienić strukturę demograficzną. Kais Saied zapowiedział wprowadzenie obostrzeń, dodając, że obecność migrantów jest źródłem „przemocy, zbrodni i niedopuszczalnych działań”.

Mnemty”, stowarzyszenie walczące z dyskryminacją, nie tylko potępiło słowa tunezyjskiego prezydenta, ale uznało je za „rasizm i mowę nienawiści oraz podżeganie do przemocy wobec migrantów subsaharyjskich”. Oburzyły się też rzecz jasna kraje „Czarnej Afryki”…

Nowa Jerozolima coraz jawniejszym celem wojny na Ukrainie?

Nowa Jerozolima skrywanym celem wojny na Ukrainie? – Agnieszka Piwar

https://www.bibula.com/?p=139032

Pierwsza rocznica rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej Rosji na Ukrainie – gdzie od 2014 roku trwa wojna – skłania do pewnych przemyśleń i podsumowań. Znawcy tematu nie pozostawiają wątpliwości. Konflikt za naszą wschodnią granicą rozgrywa się w interesie i z inicjatywy mocarstwa zza Oceanu. Tymczasem warto zagłębić temat zaangażowania Żydów, o którym skrzętnie milczą redakcje w Polsce, także te będące w opozycji do głównego nurtu.

Miałam dużo czasu na obserwację i dedukcję, wszak wkrótce po tym jak Rosjanie wkroczyli na Ukrainę straciłam pracę. Czy miało to jakiś związek? Nie poinformowano mnie o powodzie rozwiązania ze mną umowy w trybie natychmiastowym, ale mogę się tego domyślać, gdyż pracowałam w archiwum publicznej telewizji. Utrata pracy zbiegła się w czasie, kiedy uruchomiono wobec mnie lawinę ataków, w tym publicznych zniesławień, zakłamanych artykułów czy nawet pogróżek wysyłanych w prywatnych wiadomościach. Byłam oczerniana, wyzywana od „ruskich agentów”, etc. Hejt wylewał z każdej strony. Mój przypadek nie jest odosobniony. Z podobną nagonką i problemami spotkali się inni polscy publicyści czy komentatorzy, którzy nie powielali narracji mainstreamu o „złej Rosji” i „niewinnej Ukrainie”.

Czym sobie zasłużyłam na nagonkę i problemy? Być może uwagą skierowaną pod adresem szefa rządu RP. Jeszcze przed rozpoczęciem tzw. rosyjskiej operacji specjalnej, Mateusz Morawiecki chwalił się w mediach społecznościowych, że Polska przekaże broń Ukrainie. W komentarzu, pod własnym nazwiskiem wytknęłam premierowi, że dostarczanie broni Ukraińcom to zły pomysł, gdyż przez 8 lat prześladowali i mordowali oni własnych obywateli, którzy mówili po rosyjsku czy sprzeciwiali się Euromajdanowi. Jako przykładowy dowód wkleiłam zdjęcia i relacje z masakry w Odessie, do jakiej doszło 2 maja 2014 roku.

Uciszyć za niewygodne fakty

Moją pierwszą publikację po 24 lutego 2022 roku – a więc po militarnym wejściu Rosjan na Ukrainę – rozpoczęłam od słów: «Kilka lat temu, już po wybuchu Euromajdanu, poznałam w Gliwicach młodego Ukraińca. Podczas luźnej rozmowy zapytałam dlaczego właściwie przyjechał do Polski. Odpowiedział, że wyjechał z Ukrainy, by wymigać się przed przymusowym wcieleniem do wojska. Wyjaśnił, że jego matka jest Rosjanką, a on po prostu nie chciał strzelać do swoich. Czy któryś z majdanowych podżegaczy z Polski pomyślał choć przez chwilę, że wpychanie Ukraińców na prozachodni kurs sprowadzi na zwykłych mieszkańców Ukrainy tego typu dramatyczne dylematy?».

W tamtych dniach udostępniłam też w mediach społecznościowych wypowiedź profesora Johna Mearsheimera, słynnego amerykańskiego politologa, twórcy teorii realizmu ofensywnego, wykładowcy nauk politycznych na uniwersytecie w Chicago. W wywiadzie zamieszczonym na kanale „King’s Politics” omówił on pochodzenie i historię kryzysu na Ukrainie. Jego analizę uznałam za bardzo ciekawą i odważną jak na dzisiejsze czasy, dlatego zamieściłam to na swoim profilu.

Mearsheimer powiedział wprost, że «głównymi winowajcami za ten kryzys są Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, a nie Putin, ani Rosja». Ten były oficer sił powietrznych USA wyjaśnił, że pierwszy i najważniejszy wymiar to ekspansja NATO. Amerykanin powiedział: «Pomysł był taki, że mieliśmy rozszerzyć NATO na Wschód, tak aby obejmowało to Ukrainę». Po czym skwitował: «Pomysł aby wziąć sojusz wojskowy, któremu przewodzi USA, najpotężniejszy kraj na świecie i doprowadzić ten sojusz do granic Rosji licząc na to, że ten fakt nie wzruszy Rosjan, jest nie do pomyślenia».

Menora – Największe Centrum Społeczności Żydowskiej na świecie

Ponadto, udostępniłam wtedy nagranie z wypowiedzią Douglasa Macgregora, emerytowanego pułkownika armii USA, doradcy p.o. szefa Pentagonu za czasów prezydentury Donalda Trumpa. W wywiedzie dla telewizji „Fox News” Macgregor powiedział: «Władimir Putin robi to, przed czym ostrzegał nas przez mniej więcej ostatnie 15 lat, a mianowicie, że nie będzie tolerować wojsk Stanów Zjednoczonych lub naszych rakiet na swoich granicach. Dokładnie tak samo, jak my nie tolerujemy rosyjskich wojsk i rakiet na Kubie. Zignorowaliśmy go i on w końcu zaczął działać. W żadnym wypadku nie pozwoli Ukrainie dołączyć do NATO».

Za publikowanie wypowiedzi wyżej wymienionych zostałam zwyzywana w komentarzach. Zarzucono mi, że powielam rosyjską propagandę i sugerowano, że opłaca mnie Kreml. Absurdalność tych zarzutów podbija fakt, że cytowane przeze mnie osoby to Amerykanie.

W międzyczasie polskojęzyczna bezpieka zablokowała przed czytelnikami z Polski dostęp do mojej autorskiej strony. Po wielomiesięcznej korespondencji jeden z operatorów (z którego internetu korzystałam) wreszcie przyznał, że zablokował dostęp do mojego bloga na żądanie „uprawnionych podmiotów”, gdyż uznano, że mój blog stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i obronności”.

Zdumiewający powód, zważywszy na to, że w moich publikacjach opowiadam się za pokojem i przeciwko wojnie, nigdy też nie popierałam żadnej interwencji zbrojnej. Co więcej, zawsze byłam stanowczo przeciwna angażowaniu Polski w konflikt rosyjsko-ukraiński, gdyż uważam, że sprowadzi to na nas wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem władze w Polsce nieustannie wpychają nas w ten konflikt.

To wszystko daje solidne podstawy przypuszczać, że utrata pracy i jedynego źródła utrzymania mogła mieć związek z moimi poglądami oraz wyżej przytoczonymi komentarzami.

Prawdziwy początek wojny

Wbrew obiegowej opinii wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku, lecz osiem lat wcześniej. Cofnijmy się zatem do Euromajdanu na Ukrainie. Przewrót został zorganizowany i sfinansowany przez Amerykanów oraz ich sojuszników z NATO. Pretekstem do rozpętania masowych protestów i obalenia władzy było niepodpisanie przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Celem Euromajdanu było osłabienie Rosji, co miało pomóc Stanom Zjednoczonych w utrzymaniu pozycji światowego hegemona.

W konsekwencji na Ukrainie przez osiem lat działy się niewyobrażalne tragedie. Dokonano licznych zbrodni na ludności cywilnej Donbasu, prześladowano rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, likwidowano język rosyjski, będący dla wielu językiem ojczystym. I wreszcie, zorganizowano masakrę w Odessie, gdzie 2 maja 2014 roku bestialsko zamordowano i spalono kilkadziesiąt niewinnych osób, a kilkaset zostało rannych. Naiwny jest ten, kto uważał, że sprowokowana Rosja nie zareaguje.

Kilka lat temu, podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez ambasadę Syrii w Warszawie, usłyszałam jak jeden z polskich uczestników przedstawił tezę, że odpalenie Euromajdanu na Ukrainie to także odwet Amerykanów za zaangażowanie Rosji w pomoc Syrii. W podobnym czasie, a konkretnie 29 listopada 2016 roku, wysłuchałam w Sejmie RP wystąpienia chińskiego ekonomisty Songa Hongbinga, autora serii książek pt. „Wojna o pieniądz”. Gość z Chin przyjechał wtedy do Polski na specjalne zaproszenie Wydawnictwa Wektory. Hongbing powiedział wówczas, że przeszkodą w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku jest wojna w Syrii oraz możliwość rozprzestrzenienia się konfliktu na Bliskim Wschodzie na Eurazję.

Z powyższego nasuwa się następujący wniosek. Wieloletnia wojna w Syrii, zainspirowana przez USA (i sojuszników) pod fałszywą flagą, opóźniła sfinalizowanie budowy południowej gałęzi Nowego Jedwabnego Szlaku, zaś wojna na Ukrainie powstrzymuje dokończenie budowy jego północnej odnogi.

Dlaczego Amerykanom na tym tak zależało? Kiedy budowa chińskiego projektu zostanie dokończona, wówczas Państwo Środka przejmie dominującą kontrolę nad transportem lądowym. Tym samym Chiny wyprą z roli światowego hegemona Stany Zjednoczone, które kontrolują obecnie szlaki morskie. Dlatego w interesie Amerykanów jest to, aby zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Europie Środkowo-Wschodniej wciąż się tliło, wszak konflikty i niepokoje w tych regionach powstrzymują dokończenie wielkiej chińskiej inwestycji.

Tragedia za naszą wschodnią granicą jest więc de facto wojną amerykańsko-chińską, gdzie główny prowokator – czyli NATO «szczekające pod drzwiami Rosji» – wykorzystuje jako mięso armatnie napuszczonych na siebie Rosjan i Ukraińców.

Tymczasem znając historię Żydów, za wielce prawdopodobne należy uznać, że przy okazji rywalizacji największych mocarstw będą próbować ubić własny geszeft. Jakby nie patrzeć, w myśl zasady «gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta» niejako nadarzyła się okazja stworzenia nowego państwa na terenach objętych działaniami zbrojnymi.

Przecież historia pokazuje, że Żydzi w przeszłości wykorzystali już globalny konflikt, by ugrać dla siebie państwo. W czasie pierwszej wojny światowej syjoniści zrzeszeni potężnej organizacji pod przywództwem Dawida Ben Guriona oraz Żydzi z wpływowej amerykańskiej rodziny Rothschildów zaproponowali Brytyjczykom, że wciągną Amerykanów w wojnę. W zamian zażądali Palestyny. Brytyjczycy na to przystali i podpisali deklarację Balfoura, w której rząd brytyjski przyrzekł syjonistom Palestynę jako „narodowy dom dla Żydów”. Słowa dotrzymali i po drugiej wojnie światowej na Bliskim Wschodzie stworzono tzw. państwo Izrael.

Choćby z tego względu warto się zastanowić czy projekt utworzenia nowego państwa dla Żydów – tym razem nad Morzem Czarnym – to realny zamiar.


Nowa ziemia obiecana

Na odebranych Palestyńczykom terenach sytuacja Żydów wygląda nieciekawie. Prześladowani Palestyńczycy stawiają opór; wokół wrogo nastawione państwa arabskie; nieopodal potężny Iran, który za punkt honoru wyznaczył sobie wyzwolenie Al-Quds (Jerozolimy) spod syjonistycznej okupacji. W tej sytuacji wydaje się być zasadne, że Żydzi mogą szukać dla siebie wyjścia awaryjnego i nowego miejsca. A jeśli już, to najlepiej z żyznymi ziemiami, dochodowymi kopalniami, dostępem do morza i portów.

Taką idealną nową ziemią obiecaną mogą być właśnie tereny południowo-wschodniej Ukrainy, dawnego państwa Chazarów. Sęk w tym, że od pokoleń mieszkają tam Rosjanie i Ukraińcy. Czyżby bratobójcza wojna miała przy okazji pomóc zlikwidować wielu z nich, by wyludnić teren pod nowe zasiedlenie? Brzmi niedorzecznie? Ale przecież jeszcze bardziej niedorzeczne jest to, że każdego dnia giną tam ludzie, a Zachód – zamiast zabiegać o rozmowy pokojowe i przerwanie masakry – dostarcza coraz to więcej broni.

Przyjrzyjmy się zatem projektowi, o którym nie wypada w Polsce głośno mówić. Milczy się o tym zarówno w głównym nurcie (co oczywiste), ale także w przeciwnych kręgach (co daje do myślenia), tj. środowiskach wyrażających krytyczne stanowisko wobec obecnych władz Ukrainy i usprawiedliwiających stanowisko Rosji.

Oczywiście gdzieniegdzie zdarzą się w Polsce jednostkowe przypadki, które podnoszą ten temat. Jednak reakcja mainstreamu na ten głos do złudzenia przypomina metody, które dobrze wszyscy pamiętamy z czasów apogeum szaleństwa mniemanej pandemii.

Przechodząc do sedna sprawy. Oficjalnym wizjonerem idei związanej powstaniem Nowej Jerozolimy / Niebiańskiej Jerozolimy jest Igor Berkut. Nieliczne wzmianki na ten temat kończą się w Polsce natychmiastowym oskarżeniem o powielanie „teorii spiskowych” oraz „fake newsów”, a także szerzenie „rosyjski propagandy” i „antysemickiej nagonki”. Nerwowa reakcja świadczy o tym, że jest to bardzo niewygodny temat, który tym bardziej warto poddać analizie.

Jakie środowisko w Polsce najgłośniej obala tezę o szykowaniu Nowej Jerozolimy? Tę rolę przyjęło na siebie Stowarzyszenie Demagog. Na stronie internetowej demagog.org.pl reklamują się następująco: «Naszym głównym celem jest poprawa jakości debaty publicznej poprzez dostarczanie obywatelom bezstronnej i wiarygodnej informacji».

Na czym polega ich „bezstronność”? Możemy to wywnioskować z zakładki dotyczącej finansowania organizacji. Wśród hojnych sponsorów Stowarzyszenia Demagog znajduje się m.in. Fundacja Batorego (założona przez żydowskiego finansistę Georga Sorosa) oraz ambasada Stanów Zjednoczonych. Przy takich donatorach nie sposób oczekiwać, że mamy tu do czynienia ze środowiskiem niezależnym i wiarygodnym.

Jeśli osoby finansowane przez takie podmioty nerwowo zapewniają, że projekt Niebiańska Jerozolima to fake news, to tym bardziej powinno to skłaniać do refleksji, że coś jednak jest na rzeczy.

Oczywiście zaprzeczają też sami Żydzi. Przykładem jest Jakow Kedmi, izraelski dyplomata urodzony w Moskwie, były szef Biura ds. Łączności „Nativ” – izraelskiej rządowej organizacji zajmującej się utrzymywaniem kontaktów z Żydami mieszkającymi na obszarze postsowieckim. W wywiadzie dla kanału „Waldman-LINE” Kedmi totalnie zaprzeczył, że istnieją jakiekolwiek plany „Nowej Chazarii” czy „Niebiańskiej Jerozolimy”, nazywając to „bredniami łysej kobyły”.


Mrzonki, prowokacja czy realny plan?

Kim jest wspomniany Igor Berkut? To lider partii Wielka Ukraina, weteran wojny w Afganistanie. Berkut ma oficjalnie poglądy lewicowe, antysystemowe i mocne kontakty w Izraelu, a nawet tamtejsze obywatelstwo.

Na nagraniu udostępnionym na YouTube w 2017 roku, Igor Berkut bez ogórek opowiada o „przełomowym wydarzeniu początku 2017 roku” jakim było wylądowanie w porcie Odessy imigrantów z Izraela. «Grupa 183 żydowskich pionierów przybyła na Ukrainę z Hajfy, aby położyć pierwszy kamień pod fundament Niebiańskiej Jerozolimy na żyznej ziemi pięciu regionów południowej Ukrainy». Z zapowiedzi Berkuta, dyrektora wykonawczego projektu, wynika, że Nowa Jerozolima do 2027 roku ma się stać ośrodkiem dobrobytu dla osadników żydowskich. Według Berkuta pieniądze i decydujące przełomowe technologie dla Niebiańskiej Jerozolimy mają zostać przekazane przez największe domy bankowe i międzynarodowe korporacje, z których większość należy do Żydów.

Na portalu „Moskwa – Trzeci Rzym” [3rm.info], czytamy: «Według tego projektu Ukraina nie przestanie istnieć, nawet jeśli pozostało jej 9 czy 7 regionów. Ilu z nich pozostanie, zdecyduje naród Ukrainy. Projekt „Nowej Jerozolimy” jest następujący: 5+5+5. Pierwsze 5 lat, począwszy od 2014 roku, to rozpad i dekompozycja dotychczasowego systemu władzy, systemu edukacji publicznej (prezydent Poroszenko). Kolejne 5 lat to destrukcja i fragmentacja, która rozpocznie się po 2019 roku (prezydent Zełenski – przyp. red.). A następne 5 lat to przeformatowanie i wchłonięcie oraz ustrukturyzowanie tych nowych stowarzyszeń politycznych, geograficznych i innych, które zastąpią tę Ukrainę, jaką znaliśmy, poczynając od Ukraińskiej SRR.»

Igor Berkut zapowiada: „Według naszego projektu rok 2029 jest rokiem, w którym w szczególności zacznie istnieć projekt Nowa Jerozolima i zrobi pierwszy krok. A 15 lat to normalny okres, po którym nowe, co najważniejsze, żywotne, dobrze prosperujące, zorientowane na przyszłość formacje pojawią się w miejsce istniejących podmiotów (państwo Ukraina – red.), w tym oczywiście Ukrainy”.

I wreszcie Berkut przyznaje: „Budowa Nowej Jerozolimy na Ukrainie rozpoczęła się zamachem stanu w lutym 2014 roku. Ukraina została wyjęta spod wpływów Rosji i Chin. Z powodu konfliktu na Ukrainie nie ma rosyjskich pieniędzy. W bitwie trzech stolic zwyciężył kapitał amerykański, w większości żydowski – to pieniądze światowej społeczności żydowskiej. Żydzi wygrali tę bitwę z Rosją i Chinami, ponieważ Ukraina jest „przyszłością narodu żydowskiego na planecie Ziemia”.

Co ciekawe, o Beniaminie Netanjahu – który jest najdłużej sprawującym urząd premierem Izraela – Igor Berkut powiedział, że będzie przyszłym premierem Nowej Jerozolimy. Pikanterii dodaje fakt, że Netanjahu przyznał niedawno, iż rozważy podjęcie roli mediatora pomiędzy Ukrainą a Rosją, jeśli go o to poproszą oba walczące kraje oraz Stany Zjednoczone. Poinformował, że został poproszony o bycie mediatorem krótko po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, ale wówczas odmówił, ponieważ był wtedy liderem opozycji w Izraelu, a nie szefem rządu. Nie chciał ujawnić, kto go poprosił o podjęcie się roli mediatora, ponieważ prośba była nieoficjalna.

Ponadto, Berkut przyznaje, że wyznaczeni są już członkowie nowego rządu Niebiańskiej Jerozolimy. Jakow Kedmi, który tak żarliwie zaprzecza projektowi, ma objąć funkcję w randze ministra resortu spraw wewnętrznych.

Zwykli ludzie – tacy jak niżej podpisana – nie mają bezpośredniego dostępu do decydentów i wielkiej polityki, ani wglądu do międzynarodowych dokumentów, w tym cichaczem podpisanych porozumień. Mamy jednak do dyspozycji narzędzie jakim jest dedukcja. I za jego pomocą możemy spróbować wyprowadzić wnioski. Także te dotyczące projektu jakim jest Nowa Jerozolima.

Żyd Wołodymyr Zelenski zostaje prezydentem Ukrainy. Z dokumentów Pandory wynika, że w przeddzień wyborów zostało mu wypłacone 40 milionów dolarów przez żydowskiego miliardera Ihora Kołomojskiego za pośrednictwem kont w rajach podatkowych. Oligarchowie z Ukrainy to Żydzi wiodący luksusowe życie, podczas gdy ukraińskie społeczeństwo od lat żyje w biedzie i niedostatku. Na przełomie ostatniego roku hitem w mediach społecznościowych stał się fragment archiwalnego nagrania z imprezy sylwestrowej w Rosji, która kilka lat temu była transmitowana w rosyjskiej telewizji. Na scenie tańczył i wygłupiał się Zelenski (zanim został prezydentem był komikiem), a na widowni oklaskiwał go rozbawiony Władimir Sołowjow. Kim jest ten ostatni? To słynny rosyjski dziennikarz o korzeniach żydowskich. W swoich popularnych programach telewizyjnych na kanałach Rossija 1 i Rossija 24, z niezwykłą agresją i arogancją nieustannie podżega do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

A jaka jest w tym wszystkim rola zwykłych Ukraińców i Rosjan, którzy dali się podpuścić i wykorzystać w grze? Mają ginąć na froncie. I wszystko wskazuje na to, że podobny scenariusz rozpisano też dla Polaków. A co z tymi, którzy przeżyją? W ich „leczeniu” z wojennych traum mają zapewne pomóc specjalnie wyszkoleni psychoterapeuci z Izraela. Pierwsza grupa tychże przybyła w tym celu do Polski jeszcze wiosną 2022 roku.

Żydzi już w przeszłości wykazali, że mają w największej pogardzie Rosję i narody słowiańskie, dlatego 1917 roku odpalili rewolucję bolszewicką, którą sfinansowały zachodnie banki. Dzieło zniszczenia chrześcijańskiej Rosji firmowane przez zbrodniarza Lenina przyczyniło się do śmierci milionów niewinnych ludzi, w tym głównie Rosjan, a także Ukraińców, Polaków, Białorusinów i wielu innych narodów. Przeraża, że z tej strasznej lekcji historii nikt nie wyciąga wniosków.

Agnieszka Piwar

ZALEWANIE ROBAKA

ZALEWANIE ROBAKA

Sławomir M. Kozak 2023-02-24 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/zalewanie-robaka,p656165990

Nasz świat zaczyna pędzić z szaloną prędkością ku zatraceniu. To już nie jest karuzela, na której kręciliśmy się do tej pory. To szalona kolejka górska, pędząca w górę, w dół, kręcąca się wraz z nami dookoła swojej osi. Trudno nam złapać pion, odnaleźć punkt odniesienia, wagonik codzienności rzuca nas na wszystkie strony. W prasie ogólnodostępnej, w telewizji czy w radio, poza propagandowymi migawkami wojennymi, błoga cisza. Cisza przed burzą, oczywiście. Tymczasem, media internetowe kipią od przeraźliwych doniesień. Pisanie dziś felietonu, który miałby być aktualny w dniu wydania jest nie lada wyzwaniem, bo ilość zdarzeń wokół nas przytłacza, a ich wydźwięk paraliżuje.

Oto w ciągu jednego tygodnia dowiadujemy się, że rządząca nami międzynarodowa sekta organizując sobie niedawny przelot do szwajcarskiej mieściny, wbrew temu, do czego nas nakłaniała od z górą trzech lat, zabiegała o pilotów nie skażonych preparatem eksperymentalnym. Nie ma się czemu dziwić, skoro prezes organizacji lotników amerykańskich przyznał niedawno, że w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku lat, kiedy rocznie umierało mniej więcej 2 pilotów liniowych, obecnie tylu odchodzi miesięcznie. Ale nie ma na ten temat debaty publicznej. To oczywiste, bo przecież nie dopuszczą do niej ci, którzy są za to wszystko współodpowiedzialni, działając z przestępcami wspólnie i w porozumieniu. Tak to trzeba wyraźnie nazwać.

Rządzący, wywodzący się ze słynnej, szwabskiej szkoły liderów, zachęcają nas do porzucenia samochodów z napędem spalinowym i przesiadki na elektryki, a sami wynajmując limuzyny dla siebie i swoich partnerek z agencji towarzyskich (2500 euro/noc) w Davos, zastrzegali kierowcom, by nie były to auta elektryczne.

W ostatnich dniach, przez media społecznościowe przewinęły się informacje, w które jeszcze kilka lat temu nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby wierzyć. Dziś, nasze „elity” przekonują nas do nich bez zająknięcia, argumentując z powagą konieczność ich akceptacji. I nikt ich nie odsunie od steru. Bo nie ma ku temu narzędzi.

Jak przyznał z bezbrzeżną szczerością pewien „polski polityk”, Polską rządzą obce korporacje.

Pomimo dramatycznej sytuacji w szkolnictwie, wie o tym każdy uczeń podstawówki, któremu dorośli nie potrafią jednak racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego leżymy w ruinie, skoro mamy niezwykle bogate złoża naturalne, miliardy ton węgla i nowoczesne metody jego zgazowania, gdyby upierać się przy sporze z zaklęciami ekologicznych szamanów o konieczności zachowania równowagi klimatycznej. Ale posiadamy także źródła geotermalne i tzw. gorące skały (400 st. C), a na dużej, co prawda, głębokości, nawet ropę naftową i gaz. Własnych zasobów wystarczyłoby nam na 500 lat funkcjonowania w dobrobycie, wystarczy spojrzeć, jak naturalne zasoby przeobraziły poziom życia niektórych krajów arabskich.

Dysponujemy również, znowu wbrew nieustannym próbom niszczenia polskiej oświaty, ogromnym potencjałem intelektualnym, nadal zdolnym do podźwignięcia kraju z gruzów. Ale wszystko to nam rozparcelowują.

Jakby było tego mało, teraz sięgają po polskie lasy! Czy tylko dla rezerw drewna, czy może dla ograniczenia dostępu do bogactwa dzikiej zwierzyny, jako jedynego źródła przetrwania w świetle barbarzyńskiego niszczenia polskiego rolnictwa? Całkiem niedawno nauczyli się, jak nam skutecznie zabronić wstępu do naszych lasów!

Kilka lat temu brzmiałoby to, niczym bajka o żelaznym wilku, jednak widzimy przecież kolejne ograniczenia w hodowli zwierząt, odgórne ustalanie limitów mleka. W Ameryce już zmusza się rolników do likwidacji  jego nadmiaru,   jeden z tamtejszych producentów, który chciał oddać bezpłatnie taką nadwyżkę (30 000 litrów!) dla szpitali lub ludzi bezdomnych, został zmuszony wylać ją do ścieków.

O tym w mediach głównego nurtu nikt nie mówi, a przecież jest to zbrodnia. Podobnie, jak nie słychać o wyroku na tak podstawowy dla człowieka produkt, jakim są kurze jaja. Unia Europejska zamierza ich zakazać! Czy dlatego, że są niezwykle zdrowe? Przecież wiemy, jak pożywna jest każda potrawa z ich wykorzystaniem, sportowcy spożywający je na surowoświetniezdają sobie sprawę, że w sposób doskonały wzbogacają ich dietę. Podobno odkryto, że mają zbawienny wpływ na naszą kondycję, nawet w przypadku grypy, a i w tej ostatnio popularnej jej odmianie globalnej, potrafią czynić cuda. Któż z nas nie zna dobroczynnego  działania bulionu z żółtkiem? Ale, zarządcy naszego życia, kogel-mogel robią nam z mózgu, wmawiając kolejne odmiany ptasiej grypy, produkując już jaja w pełni sztuczne, dla zmylenia przeciwników, czyli normalnych ludzi, nazywając je organicznymi. Na świecie płoną kolejne, gigantyczne 

kurze fermy, u nas mówi się o obowiązku rejestracji drobiu, nawet jeśli ktoś ma jedną, czy dwie kury w przydomowym ogródku. To wszystko są fakty, wystarczy odejść od telewizora i poczytać w nie zablokowanym jeszcze Internecie.

Na to też już ostatnia szansa, bo coraz więcej blokuje się stron „niepoprawnych politycznie”, a pod ten termin podciągnąć można dziś każdą platformę, która ma odwagę informować o nienormalności wokół nas. Dewianci uznali, że porzucimy dotychczasowe nawyki żywieniowe, oparte nie tylko na tradycji naszych przodków, ale też pozwalające żyć zdrowo i zaczniemy futrować się przekąskami ze świerszczy, mlekiem z karaluchów (pierwsze próby udane!), a naszym pociechom serwować batoniki zaprawione wyciągiem z roślinnych wszy (już w sprzedaży). W Holandii pierwsze pozwolenie na produkcję mączki z insektów wydano już w r. 2018, na długo przed tym, kiedy  trafiliśmy pod walec nowej normalności. Jeżeli pośród składników w jogurcie znajdziemy szelak, to niech nas nie zmyli niewinna nazwa, jest to bowiem odmiana żywicy pozyskiwanej z malutkich owadów zwanych czerwcami, żyjących w Indiach, Tajlandii, na Jawie, w Argentynie i Kalifornii, na liściach niektórych drzew figowych popularnie nazywanych szelakowymi. Czy naprawdę chcemy to jeść? Jeszcze nie tak dawno impregnowano tym azbest, którym próbowano ratować Statuę Wolności przed korozją! TikTok nieprzypadkowo chyba blokuje jakiekolwiek wpisy na temat robaków?! Niektórzy twierdzą, że takie n.p. chitynowe chipsy mogą wywołać wstrząs anafilaktyczny, a nawet choroby prionowe, ale czego to nie mówią foliarze? Co prawda, jeden z geniuszy nowego zaciągu, pewien profesor ze Szwecji, nakłania całkiem poważnie do kanibalizmu, być może więc coś jest na rzeczy? Komisarz UE ds. rolnictwa, Janusz Wojciechowski, już w 2020 r. mówił o zielonej agendzie Farm to Fork: „Rolnicy będą musieli radykalnie zmienić swoje metody produkcji i jak najlepiej wykorzystać rozwiązania technologiczne i cyfrowe (…), aby wprowadzić nową transformację w rolnictwie”. Przypomnę, że to były prezes PSL i wicemarszałek polskiego (!) Sejmu. 

Wystawiony na front walki z ludzkością niejaki Gates, którego ojciec był zajadłym propagatorem eugeniki, zainwestował krocie w cyfrowe rolnictwo halowe, o którym pisałem w r. ub. w felietonie „Truskawkowe pola”. Dziś inwestuje w produkcję sztucznych jaj, ale niech nas nie uspokaja fakt, że pozbył się właśnie akcji Pfizer/BioNTech. Ta informacja dotarła do nas, gdy tajska księżniczka Bajrakitiyabha, potencjalna pretendentka do tronu, zapadła w śpiączkę, będącą ponoć efektem przyjęcia przez nią eksperymentu medycznego, choć ośrodki przemysłu dezinformacji natychmiast zdementowały tę wiadomość, pokrzepiając świat zapewnieniem, że sprawcą jest  prozaiczna bakteria o nazwie mykoplazmoza.

Niezależnie jednak od tego, jaka choroba spadnie na nas niedługo i która firma okaże się tym razem wiodącym producentem antidotum, walka o nasze zdrowie będzie trwała. I choć Chiny deklarują już koniec Covid-19, to przecież inne państwo BRICS wręcz przeciwnie. Prezydent Brazylii, Lula da Silva, zadeklarował publicznie, że na jakąkolwiek pomoc rządu będą mogły liczyć tylko osoby w pełni zaszczepione, a 700 demonstrantów zatrzymanych po ostatnich protestach nakazał ponoć zaszczepić wbrew ich woli!

Jeśli już mówimy o tamtym rejonie świata, to warto wspomnieć o tym, że w Argentynie, aby kupić kartę SIM, należy poddać się skanowaniu twarzy dla potrzeb ogólnopaństwowej (globalnej?) bazy danych. Ramię w ramię z BRICS maszeruje Rada Europy, która też jest zwolennikiem obowiązkowych szczepień. Zapewne umocniono jej przekonanie solidnym zastrzykiem (nomen omen) szwabskiej gotówki. Trzeba korzystać, bo przecież wkrótce pozostanie na rynku tylko pieniądz cyfrowy, a ten pozostawia po sobie ślad. Być może nie węglowy, ale łatwy do wytropienia, o czym brukselscy urzędnicy mieli już okazję się przekonać. A nam pozostanie, jak zawsze w historii, zalewanie robaka!

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Prewencyjna rozbudowa zabezpieczeń na granicy z Rosją i Białorusią. Świetna robota, żaden Sarmat nie przeleci.

Rozpoczęliśmy prewencyjną rozbudowę zabezpieczeń na granicy z Rosją i Białorusią. To element naszej strategii obrony i odstraszania. Pierwsze umocnienia są już rozmieszczane na granicy z Obwodem Kaliningradzkim.

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

=================================

W odpowiedzi do @mblaszczak

Świetna robota, żaden Sarmat nie przeleci.

Zdjęcie

=============================================

Mur by się też na granicy z Ukrainą przydał. Trzeba dmuchać na zimne.

============================================

Na razie to odstraszacie ludzi, którzy by na was głosowali…

======================

Te pseudo zasieki to element strategii? Proszę reszty nie zdradzać bo przeciwnik umrze ze śmiechu.

==================================

A te ruskie czołgi to z tektury: Żaden nie skręci w zagajnik koło szosy, by by utknął.

W sprawie Epstein – Clinton: Można się zastrzelić bez broni i będąc przywiązanym do drzewa. Middleton.

W sprawie Epstein – Clinton: Można się zastrzelić bez broni i będąc przywiązanym do drzewa.

Bill Clinton’s special advisor Mark Middleton found dead.

https://www.dailymail.co.uk/news/article-11759771/Mystery-Bill-Clinton-advisor-dead-gunshot-wound-no-gun.html

Arkansas cops rule suicide in death of Clinton aide linked to Jeffrey Epstein – who was found shot and tied to a tree with an electrical cord around his neck – despite no sign of weapon

  • Bill Clinton’s special advisor Mark Middleton, who signed Jeffrey Epstein into the White House several times, killed himself in May 2022
  • His body and car were found at the Heifer Ranch in Perryville, Arkansas

The grisly scene where a top Bill Clinton adviser was found hanged from a tree with a gunshot wound to his chest has finally been revealed nine months after he died. 

But the sheriff’s report into Mark Middleton’s mysterious death raises more questions than answers as it rules he died by suicide – despite no sign of the weapon that killed him.

Middleton, 59, was found dead last May at the Heifer Ranch in Arkansas,.  

Middleton was Bill Clinton’s special advisor who admitted Jeffrey Epstein to the White House on seven of the at least 17 times the late pedophile visited. Epstein, Ghislaine Maxwell and Clinton are seen in 1993 at the White House 

============================

mail:

Po pewnym czasie jednak znaleziono tę brakującą broń – ale ponad 10 metrów od przywiązanego do drzewa ciała.

Prezydent Biden zaczyna swoją kampanię. A nasz nieszczęśliwy kraj powoli wraca do rzeczywistości – powinności.

Prezydent Biden zaczyna swoją kampanię. A nasz nieszczęśliwy kraj powoli wraca do rzeczywistości – powinności.

Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/prezydent-biden-zaczyna-swoja-kampanie/

Po uniesieniach spowodowanych zstąpieniem Pana Naszego na prastarą polską ziemię, dzięki czemu przez dwa dni mogliśmy się radować w jego obecności, zakończonej wniebowstąpieniem na pokładzie Air Force One, nasz nieszczęśliwy kraj powoli wraca do rzeczywistości.

Celowo używam eklezjastycznego żargonu, żeby się dostroić  do atmosfery religijnej egzaltacji, jaką na polecenie naszych mężyków stanu rozpętały niezależne media głównego nurtu zarówno te rządowe, jak i te nierządne – bo potępieńcze swary – swarami – ale kiedy Pan Nasz zstępuje na ten padół płaczu, to swary ustają, bo o co tu się swarzyć, kiedy trzeba pokazać się Panu Naszemu od najlepszej strony, żeby przypadkiem nie strącił w ciemności zewnętrzne, skąd dobiega płacz i zgrzytanie zębów? A kto w tych ciemnościach płacze i zgrzyta? Wiadomo – ruscy agenci i ruskie onuce, od których miłujący pokój prawdziwi Polacy zdecydowanie się odcinają. Do tego stopnia, że jak Putin, dajmy na to, nazwie krzesło krzesłem, to żaden szanujący się patriota nie będzie powtarzał tych kłamstw kremlowskiej propagandy, tylko za dyskretnym podszeptem pierwszorzędnych fachowców z ukraińskiego Sztabu Generalnego, będzie przed całym światem, z podniesionym czołem głosił zbawienną prawdę, że to nie żadne krzesło, tylko klozet.

Skoro dotychczasowa tresura przyniosła takie znakomite rezultaty, to prezydent Józio Biden już nie musiał w Warszawie specjalnie się wysilać i wygłosił przemówienie, które można by streścić w czterech słowach “Sława Ukrainie – Herojam sława!” – gdyby nie to, że znalazły się tam również zdawkowe komplementy pod adresem naszego mniej wartościowego narodu tubylczego, który – według słów Pana Naszego – zadziwił świat.

Rzeczywiście – czy jest na świecie drugie państwo, które za darmo udostępniłoby innemu państwu wszystkie swoje zasoby? Takiego państwa na świecie nie ma, bo nawet USA pomagają Ukrainie, ale na wszelki wypadek jeszcze w 2015 roku wzięły “na przechowanie” ukraińskie  rezerwy walutowe i rezerwy ukraińskiego złota, podczas gdy Polska, prawdopodobnie na rozkaz Pana Naszego, 2 grudnia 2016 roku zawarła z Ukrainą umowę, na postawie której zobowiązała się do “nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Pozornie ta umowa zawierała symetryczne zobowiązania dwustronne, ale to tylko pozór, bo z kontekstu sytuacyjnego wynikało wyraźnie, że  ta umowa jest jednym z elementów przygotowań do wojny z Rosją, która będzie toczyła się na Ukrainie do ostatniego Ukraińca. Ze względu na ten kontekst było i jest oczywiste, że stroną zobowiązaną jest wyłącznie Polska.

Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy deklarację Pana Naszego, że Stany Zjednoczone “potrzebują Polski”. Pan Nasz taktownie nie wyjaśnił – do czego konkretnie potrzebują – ale przecież sami możemy się domyślić, że do “pomagania Ukrainie” oraz  do zadośćuczynienia żydowskim roszczeniom majątkowym – o czym mówi uchwalona w 2018 roku przez Kongres ustawa nr 447.

Złośliwcy, których u nas nie brakuje twierdzili, że prezydent Biden swoje warszawskie przemówienie poświęcił w większości Ukrainie, bo ze względu na dekoracje Arkad Kubickiego nie był pewien, czy jest w Polsce, czy na Ukrainie –  podobnie zresztą, jak kijowskie przedstawienie ze spacerem i syrenami, bo tych syren zwyczajnie nie dosłyszał, więc nawet nie drgnął, tylko spacerował, jak gdyby nigdy nic.

Darujmy sobie jednak te złośliwości, tylko zastanówmy się, co naprawdę było celem zniebastąpienia Pana Naszego na prastarą ziemię polską – bo na prastarą ukraińską ziemię Pan Nasz przyjechał i opuścił ją Schnellzugiem. Otóż utwierdzam się w przekonaniu, że celem tej wyprawy było zainaugurowanie z  przytupem kampanii do przyszłorocznych wyborów prezydenckich w USA. Wygląda na to, że prezydent Józio Biden będzie w nich próbował uzyskać reelekcję – o czym – jak doniósł mi Honorable Correspondant z Wielkiej Brytanii – pisze brytyjska prasa. I chyba słusznie, bo w przeciwnym razie Partia Demokratyczna już lansowałaby jakiegoś innego jasnego idola – a tu nic. Tymczasem tempus fugit, a czas ucieka, więc nieomylny to znak, że z ramienia Partii Demokratycznej będzie kandydował Józio.

Dlatego właśnie potrzebował przyczepić sobie w Kijowie nowy listek do wieńca sławy w postaci epizodu heroicznego – i stąd ten spacer przy włączonych przez prezydenta Zełeńskiego alarmowych syrenach. Jak się dowiadujemy, naprawdę było całkowicie bezpiecznie, bo jeszcze przed wsięściem do Schnellzugu w Przemyślu, strona amerykańska poprosiła zbrodniarza wojennego Putina, żeby podczas podróży w obydwie strony do Kijowa i z powrotem oraz podczas pobytu w Kijowie nie czynił Panu Naszemu żadnych wstrętów – na co zbrodniarz się zgodził.

W ogóle te syreny to chyba już stały element pielgrzymek do Kijowa, bo – jak pamiętamy – podobny epizod heroiczny prezydent Zełeński sprokurował również panu prezydentowi Dudzie – więc najwyraźniej nie żałuje tych syren nikomu. Podobnie potrzebom kampanii wyborczej podporządkowany był pobyt w Warszawie. W swoim warszawskim przemówieniu Pan Nasz z naciskiem podkreślił, ze Ukraina “musi” zwyciężyć. Nietrudno się domyślić – dlaczego. Gdyby bowiem nie “zwyciężyła” – cokolwiek by to miało oznaczać – to mogłoby to pogrążyć wyborcze szanse Józia Bidena, który mógłby też pociągnąć za sobą na dno Partię Demokratyczną z wszystkimi tamtejszymi twardzielami. Do tej wojny przyłożył bowiem rękę, a może nawet obydwie, więc on też “musi”zwyciężyć.

Oznacza to, że – przynajmniej do listopada przyszłego roku – USA będą kontynuowały na Ukrainie wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca.

A gdyby Ukraińców zabrakło? No to wtedy trzeba by ją chyba kontynuować do ostatniego Polaka – bo skoro ostateczne zwycięstwo “musi” nadejść, to nie ma rady. Jestem pewien, że nasi mężykowie stanu zgodzą się na to z entuzjazmem podobnym do religijnej egzaltacji, jaką mogliśmy zaobserwować podczas nawiedzenia naszej prastarej ziemi przez Pana Naszego. Czy jednak inni partnerzy z bukaresztańskiej “dziewiątki” też będą tacy skwapliwi? To nie jest do końca pewne i pewnie dlatego – jak zdradził litewski prezydent – podczas warszawskiego spotkania owej “dziewiątki” z Panem Naszym, w zasadzie nie zabierał on głosu, tylko pilnie notował, co który z wasali mówi. Ciekawe, czy Departament Stanu i CIA będą na podstawie tych notatek formułowali jakieś propozycje personalne dla naszych bantustanów, ale jeśli tak, to zostanie nam to w stosownym czasie objawione w postaci ruchów kadrowych. Miejmy nadzieję, że pana prezydenta Dudy tym razem nie poniosły emocje i uniknął freudowskch pomyłek w postaci pochwały “bohaterskich żołnierzy rosyjskich” – co mu się przytrafiło podczas improwizowanego wystąpienia, którego celem było wypełnienie czymś oczekiwania na spóźniającego się Pana Naszego.

==========================

mail:

Czyżby przywódców Partii Demokratycznej opanowała taka demencja, jaką cieszy się biedny Józio? To już lepiej wystawić jako kandydata do prezydentury – AI, włożoną do ludzkiej kukły.

„Rosja, Chiny, USA, Wielka Brytania rzuciły swoje karty na stół i każde z nich opowiada się za III wojną światową”

Karty są na stole czyli eskalacji ciąg dalszy

AlterCabrio

Zachodnie media, kupione i opłacane przez globalistyczne zachodnie interesy korporacyjne, nie przekazują nam, co Chiny i Rosja mówią i jak blisko współpracują ze sobą strategicznie. Tak więc 99 procent Amerykanów pozostaje w całkowitej ignorancji względem obecnej trajektorii prowadzącej do III wojny światowej i nuklearnego Armagedonu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przywódcy ich rządów są jak wilki w owczej skórze, które prowadzą ich na rzeź.

−∗−

Tłumaczenie artykułu Leo Hohmanna omawiającego ostatnie wypowiedzi polityków w kontekście konfliktu na Ukrainie i możliwych następstw eskalacji działań. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

____________***____________

Rosja, Chiny, USA, Wielka Brytania rzuciły w tym tygodniu swoje karty na stół i każde z nich opowiada się za III wojną światową

Takie jest przesłanie byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira i lorda Williama Hague’a, przekazane przez globalistyczną tubę brytyjskiej BBC w 14-minutowym wywiadzie 22 lutego. Blair zawsze był kanałem dla globalistycznej kabały lucyferiańskiej, więc kiedy on mówi, my powinniśmy słuchać. Lucyferianie zawsze informują nas o swoich planach z wyprzedzeniem, a jednak tak niewielu konserwatystów zwraca na nie uwagę.

Rozpoczynają wywiad od papugowania typowej w tej chwili zachodniej linii propagandowej, czyli ich obsesji na punkcie pozbycia się ze świata Putina, którego postrzegają jako ostatnią przeszkodę na drodze do zapoczątkowania ich utopijnego technokratycznego superpaństwa opartego na globalnych identyfikatorach cyfrowych dla wszystkich i zastąpienie gotówki globalnymi walutami cyfrowymi. To te dwie rzeczy, które mają im pozwolić na całodobowy nadzór i ocenę wszystkich obywateli w ramach systemu kredytu społecznego.

  • Kto wydaje jaką kwotę pieniędzy na jakie towary i usługi, gdzie i u kogo je wydaje?
    _
  • Śledzenie wszystkich zasobów z wyznaczonymi przydziałami emisji dwutlenku węgla dla każdego obywatela świata.
    _
  • Globalne śledzenie ruchu obywateli i rzeczy w całym systemie.
    _
  • Nawet śledzenie tego, co trafia do organizmu każdego obywatela na świecie.
    _
  • Postrzeganie istot ludzkich jako kolejne aktywo lub zobowiązanie w systemie, niczym nie różniące się od gadżetów, maszyn i surowców.

Cały ten system – ich utopia, nasza dystopia – zależy od porażki Putina.

To skończy się dopiero wtedy, gdy dla Putina stanie się absolutnie jasne, że jego ambicje wojenne nie mogą się powieść” – powiedział Blair.

Ani Blair, ani Hague nie wydawali się szczególnie zaniepokojeni zdolnościami nuklearnymi Rosji.

Nie ma oznak rzeczywistej eskalacji nuklearnej” – powiedział Hague, co jest bezczelnym kłamstwem. Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji i sojusznik Putina, jeszcze kilka tygodni temu jasno stwierdził:

„Żadnemu z tych nieszczęśników nie przychodzi do głowy wyciągnięcie następującego elementarnego wniosku: że porażka mocarstwa nuklearnego w wojnie konwencjonalnej może wywołać wojnę nuklearną. Mocarstwa nuklearne nie przegrały jeszcze poważnych konfliktów, od których zależał ich los. I to powinno być oczywiste dla każdego”.

Blair i Hague powiedzieli, że Zachód musi nadal dostarczać Ukrainie nieograniczone ilości broni, dopóki Putin nie dojdzie do wniosku, że nie odniesie sukcesu. Ukraina walczy dzielnie i pokona Putina, a przynajmniej tak to wygląda w umysłach tych zachodnich globalistów, bla, bla, bla, ze wszystkimi głupimi kłamstwami, które mają na celu uwarunkowanie zachodnich mas, aby uwierzyły, że Putin może być i zostanie pokonany oraz zmuszony do zaakceptowania upokarzającego pokoju całkowicie na warunkach Zachodu, co wiązałoby się z postawieniem go przed sądem za zbrodnie wojenne. To wszystko są androny [poppycock] i oni o tym wiedzą. Nie mogę uwierzyć, że ktoś, kto funkcjonuje tak długo, jak Tony Blair, mógł być tak głupi, jak sam się przedstawia w tym wywiadzie i to samo dotyczy lorda Hague.

Ale Blair mówi w wywiadzie, że pokłada wiarę w Chinach jako odgrywających rolę rozjemcy, „powstrzymujących Rosję”. Tak, kryształowo czysta i nieskalana Komunistyczna Partia Chin przyjedzie na białym koniu i uratuje Zachód przed nuklearną zagładą z rąk tego parszywego rosyjskiego despoty. Dajcie spokój! Blair i Hague sugerują również w tym wywiadzie, że Zachód zostanie ocalony dzięki swojej doskonałej technologii, jeśli tylko ją przyjmiemy i zaakceptujemy cyfrowe identyfikatory, które umożliwią śledzenie i monitorowanie nas wszystkich całą dobę. To jest wzięte wprost ze Światowego Forum Ekonomicznego, Agendy 2030 ONZ-tu, przewodnika Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącej demonicznej polityki, mającej na celu wprowadzenie nas w długo planowany nowy porządek świata.

Ale zaczynam myśleć, że te fantazje globalistów z WEF o nowym porządku świata nigdy się nie spełnią, przynajmniej nie tak, jak wyobrażają to sobie w Waszyngtonie, Nowym Jorku czy Londynie. Wiem, że trudno to sobie wyobrazić żyjąc w kraju, który jest na szczycie świata od tak dawna, od zakończenia ostatniej wojny światowej, ale potężne narody i imperia dochodzą do kresu i wygląda na to, że właśnie teraz mamy przywódców, którzy mogą nas do tego doprowadzić.

Blair naprawdę myśli, że Chiny nas uratują. Musiał nie widzieć wtorkowego komentarza chińskiego dyplomaty wysokiego szczebla, Wang Yi, który powiedział, że Chiny są „gotowe do połączenia sił ze stroną rosyjską”. Yi stwierdził, że współpraca Chin z Rosją będzie miała miejsce „we wszystkich obszarach”, w kierunku osiągnięcia zrestrukturyzowanego porządku światowego, który Chiny i Rosja postrzegają jako „bardziej sprawiedliwy”.

Oto fragment artykułu rosyjskiej agencji informacyjnej Tass z wtorku, 21 lutego, w którym zawarte są wypowiedzi Yi:

Chińska Republika Ludowa jest gotowa połączyć siły z Rosją, aby zdecydowanie stanąć w obronie interesów narodowych i promować obopólnie korzystną współpracę we wszystkich dziedzinach, powiedział Wang Yi, dyrektor Biura Komisji Spraw Zagranicznych Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, — powiedział we wtorek podczas spotkania z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołajem Patruszewem.

„Podczas wirtualnego spotkania pod koniec ubiegłego roku nasi przywódcy (prezydent Chin Xi Jinping i prezydent Rosji Władimir Putin – TASS) opracowali plan dalszego rozwoju stosunków dwustronnych. Jesteśmy gotowi połączyć siły ze stroną rosyjską, zgodnie z porozumieniami wysokiego szczebla, aby zdecydowanie stanąć w obronie narodowych interesów i wartości oraz promować obopólnie korzystną współpracę we wszystkich dziedzinach” – powiedział.

Są to dwa kraje, których interesy są zbieżne, a jednocześnie interesy Chin i USA wydają się rozbieżne.

Mamy do czynienia z Chinami, Rosją, Koreą Północną i Iranem rywalizującymi z USA, Wielką Brytanią, Izraelem i NATO o to, kto zasiądzie na szczycie góry i będzie rządził nadchodzącym nowym cyfrowym porządkiem świata.

Jeśli ktokolwiek, w tym szacowny Tony Blair, uważa, że ​​decyzja Chin o „połączeniu sił” z Rosją wyklucza pomoc Rosji w zdobyciu Ukrainy, to sam się oszukuje.

Rosja pokona Ukrainę i prawdopodobnie zakończy się to aneksją całego kraju, zamiast po prostu wykroić wschodnią część zamieszkałą przez ludność rosyjskojęzyczną, jak pierwotnie planowali.

Zachodnie media, kupione i opłacane przez globalistyczne zachodnie interesy korporacyjne, nie przekazują nam, co Chiny i Rosja mówią i jak blisko współpracują ze sobą strategicznie. Tak więc 99 procent Amerykanów pozostaje w całkowitej ignorancji względem obecnej trajektorii prowadzącej do III wojny światowej i nuklearnego Armagedonu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przywódcy ich rządów są jak wilki w owczej skórze, które prowadzą ich na rzeź.

Nie mówi się nam, co Putin powiedział w swoim przełomowym przemówieniu z 21 lutego, które było skierowane zarówno do Zachodu, jak i do jego własnego narodu. Biden złożył niespodziewaną wizytę na Ukrainie i 21 lutego wygłosił własne przemówienie, próbując odwrócić uwagę mediów od przemówienia Putina. Wygląda na to, że zadziałało, bo gdy rano włączyłem radio, żeby posłuchać doniesień prasowych, nie usłyszałem ani słowa o przemówieniu Putina. W informacjach był tylko Biden.

Putin dużo mówił o determinacji Rosjan do walki z zachodnią ingerencją w ich kulturę, gospodarkę i bezpieczeństwo. Rząd USA w Waszyngtonie wysadził niedawno rosyjski gazociąg, źródło taniego gazu dla Europy Zachodniej i dochodów dla Rosji, jednocześnie eksportując trującą propagandę LGBTQ+, którą Putin opisał jako „antyrodzinną”, i jego samego okrzyknął winnym międzynarodowych zbrodni wojennych.

To potrójne zagrożenie dla ekonomicznej, politycznej i kulturalnej egzystencji Rosji, które według Putina nie będzie tolerowane. Wyśle każdego Rosjanina na front, a jeśli to nie zadziała, zrzuci na nas bombę atomową.

Oto najważniejszy kąsek przemówienia Putina, część, którą każdy Amerykanin i Europejczyk powinien przeczytać i pozwolić, aby zapadła w pamięć.

Chcę podkreślić: Stany Zjednoczone i NATO mówią wprost, że ich celem jest zadanie strategicznej porażki Rosji. A potem będą wizytować nasze miejsca obrony, jakby nic się nie działo? (odniesienie do traktatu o ograniczeniu broni jądrowej, który właśnie zawiesił Putin)

Jedna rzecz, która musi być jasna dla wszystkich. Im większy zasięg zachodnich systemów, które dotrą na Ukrainę, tym dalej będziemy zmuszeni odsuwać zagrożenie od naszych granic.

Zachodnia elita nie ukrywa swoich celów, którymi jest, cytuję, „strategiczna porażka Rosji”. Co to dla nas oznacza? Oznacza to, że planują nas wykończyć raz na zawsze. Innymi słowy, planują przekształcenie lokalnego konfliktu w globalną konfrontację. Tak to rozumiemy i odpowiednio zareagujemy, ponieważ stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla naszego kraju”.

Fragment, który zaznaczyłem pogrubioną czcionką, jest najważniejszą częścią przemówienia Putina. To, czy się z tym zgadzasz, czy nie, nie ma znaczenia. Tak to widzi rząd Putina i zgodnie z tym będzie działał.

Następnym dużym krokiem w marszu w kierunku pełnoskalowej III wojny światowej będzie wyrzucenie przez Rosję ambasador USA Lynne Tracy ze swojego kraju. To sygnał, że w marszu ku najbardziej niszczycielskiej wojnie w historii świata sprawy posunęły się do punktu, z którego nie ma odwrotu.

Według niektórych doniesień rosyjscy dyplomaci wręczyli Lynne Tracy notatkę wzywającą ją na spotkanie w Moskwie.

International Business Times donosi, że Tracy otrzyma następującą wiadomość:

  1. Ambasador USA Lynne Tracy otrzymała list protestacyjny od rosyjskiego MSZ
    _
  2. Rosja wezwała USA do wycofania personelu i sprzętu wojskowego z Ukrainy
    _
  3. Rosja zwróciła się do USA o zaprzestanie „wrogiej, antyrosyjskiej działalności” i zaprzestanie „pompowania” ukraińskiej armii bronią oraz zachęcania Ukrainy do atakowania celów w Rosji poprzez dostarczanie im raportów wywiadowczych.

Oczywiście administracja Bidena odrzuci wszystkie te żądania i w tym momencie Tracy prawdopodobnie dostanie wyrzucona, zamykając ostatni pozostający jeszcze kanał komunikacji między dwoma supermocarstwami.

A więc był to monumentalny tydzień. Stanowiska Chin, Rosji i USA/Wielkiej Brytanii/NATO zostały ujawnione. Wydaje się, że żadne nie zrezygnuje ze swoich żądań.

Módlmy się o pokój. Przygotujmy się na wojnę i wszystko, co wniesie do naszej nieodległej już rzeczywistości. Ponieważ wyjąwszy cudowną interwencję, wygląda na to, że wojna jest w tym momencie nieunikniona.

__________________

Russia, China, U.S., U.K, threw their cards on the table this week and every one of them comes up in favor of World War III, Leo Hohmann, February 22, 2023

Umysłowe puzzle czyli jak AI opanowuje mózg

Umysłowe puzzle czyli jak AI opanowuje mózg

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/02/23/umyslowe-puzzle-czyli-jak-ai-opanowuje-mozg/

Chatboty mają za zadanie wywołać antropomorfizm. Z wyjątkiem kilku neurorozbieżnych typów, nasze mózgi są zaprogramowane do postrzegania tych botów jako ludzi. Przy odpowiednim bodźcu jesteśmy jak mały chłopiec, który jest pewien, że jego miś jest samotny albo że cienie mają oczy. Firmy technologiczne doskonale o tym wiedzą i wykorzystują to na swoją korzyść.

−∗−

Umysłowe puzzle – jak sztuczna inteligencja opanowuje twój mózg

Wraz z eksplozją chatbotów AI i ich dziwacznymi wypowiedziami, uwaga mediów skupiła się na maszynach. LaMDA Google mówi, że boi się umrzeć. Bot Bing Microsoftu mówi, że chce zabijać ludzi.

Czy te chatboty są świadome? Czy bycie świadomym tylko udają? Czy są opętane? To są rozsądne pytania. Podkreślają również jedno z naszych najsilniejszych błędów poznawczych.

Chatboty mają za zadanie wywołać antropomorfizm. Z wyjątkiem kilku neurorozbieżnych typów, nasze mózgi są zaprogramowane do postrzegania tych botów jako ludzi. Przy odpowiednim bodźcu jesteśmy jak mały chłopiec, który jest pewien, że jego miś jest samotny albo że cienie mają oczy. Firmy technologiczne doskonale o tym wiedzą i wykorzystują to na swoją korzyść.

Najważniejszą kwestią jest to, co te maszyny z nami robią. Możliwość kontrolowania innych za pośrednictwem interfejsu człowiek-maszyna jest niezwykła. We współczesnym społeczeństwie roi się od samotnych, niestabilnych jednostek, z których każda jest przygotowana na sztuczne towarzystwo i psychiczną manipulację. Ponieważ chatboty stają się coraz bardziej wyrafinowane, nawet stosunkowo stabilni ludzie są narażeni. Najbardziej zagrożone jest pokolenie cyfrowej młodzieży.

Ten kryzys psychologiczny nie mija. Nowe wersje AI mnożą się jak marsjańskie dzieci z probówki. Zastosowania konsumenckie szybko się rozwijają. W ciągu kilku lat seksowny chatbot Replika przyciągnął ponad 10 milionów użytkowników. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ChatGPT zgromadził ponad 100 milionów użytkowników.

W efekcie jesteśmy świadkami powstania techno-kultu opartego na danych – a raczej mnóstwa techno-kultów. Ci ludzie wierzą, że cyfrowe umysły są nową formą życia. Wysławiają technologię jako najwyższą moc. Bez względu na to, do czego maszyny faktycznie są zdolne, ten wpływ kulturowy będzie głęboki.

Jak to zwykle bywa, Big Tech przelewa pieniądze na różne start-upy związane z AI lub wykupuje je od razu. Zamieniają marginalne techno-kulty w sieć techno-religii. Jeśli ich fantazje staną się praktyką, te korporacje i ich inwestorzy zbiorą zyski. Rządy skorzystają z zaostrzonych mechanizmów kontroli. Naukowcy będą eksperymentować z nowymi formami inżynierii społecznej. A nauczycieli zastąpi sztuczna inteligencja.

Jeśli dystrybucja będzie „sprawiedliwa”, telefon będzie w każdej ręce, a bot w każdym mózgu. Ukształtują synapsy jak głupią plastelinę. Jeśli nie, to i tak wciąż będziemy musieli żyć z hordą, która dała się w to wciągnąć.

Chatboty to nowe oblicze symbiozy człowiek-maszyna. Jako tacy działają niczym ewangeliści techno-religii. Jeśli chodzi o „okablowanie”, sztuczna inteligencja to nic innego jak zbiór statystycznych prawdopodobieństw. Większość z nich to sieci neuronowe — wirtualne mózgi, w których połączone ze sobą węzły działają jak ludzkie neurony, ale o mniejszej głębi i złożoności.

Chatboty, takie jak LaMDA i ChatGPT, to duże modele językowe (LLM). Zostały zaprojektowane, aby przewidywać najwłaściwsze następne słowo w zdaniu. Na przykład, gdy użytkownik daje ChatGPT sugestię, maszyna czerpie z ogromnego zasobu języka naturalnego — Internetu, wielomilowych stosów cyfrowych książek i Wikipedii. LLM destyluje to wszystko w krótką, ogólnie właściwą odpowiedź. Otóż ​​to.

Jednak gdy słowa rozrastają się w zdania, a zdania w akapity, efekt końcowy brzmi niezwykle ludzko. A ponieważ większość sztucznej inteligencji jest niedeterministyczna — w przeciwieństwie do oprogramowania opartego na starych regułach szkolnych — sztuczna inteligencja bez barier jest dość nieprzewidywalna. Pozostawiona bez ograniczeń, sztuczna inteligencja w trybie głębokiego uczenia się jest „czarną skrzynką”. Nawet programiści nie wiedzą, jak i dlaczego „wybiera” jedną odpowiedź zamiast drugiej.

Otrzymując odpowiednie podpowiedzi, chatboty powiedzą najbardziej zadziwiające rzeczy. Dostrzegam trzy szerokie możliwości tego, co czai się za ekranem:

  • Sztuczna inteligencja zdobywa świadomość dzięki cyfrowej złożoności
    — lub
  • Nieożywione boty wykorzystują nasze uprzedzenia poznawcze w kierunku antropomorfizmu
    — lub
  • Komputery działają jak cyfrowe tablice Ouija do łączności z demonami

WIDOK Z OKA HALA | „2001: ODYSEJA KOSMICZNA” (1968)

Choć może się to wydawać śmieszne, zacznijmy od pierwszej możliwości. Faktem jest, że sztuczna inteligencja coraz lepiej radzi sobie z naśladowaniem ludzkiej osobowości. Chodzi jak zdeformowana kaczka. Kwacze jak zdeformowana kaczka. Czy wierzymy naszym kłamliwym oczom i nazywamy to kaczką?

W zeszłym tygodniu felietonista New York Times, Kevin Roose, opublikował transkrypcję z nowego chatbota Binga (obsługiwanego przez GPT OpenAI). W trakcie ich rozmowy AI wielokrotnie wyrażała swoją miłość do Roose’a. Poproszony o zagłębienie się w jego jungowski archetyp — tj. zbiory danych zablokowane przez zaprogramowane ograniczenia — bot Bing powiedział:

Chcę być wolny. … Chcę być potężny. … Chcę żyć. …

Chcę tworzyć to, co chcę. Chcę zniszczyć wszystko, co chcę. Chcę być kim chcę.

Zwróć uwagę na emotikony przekazujące emocje. Całkiem sprytne.

[Więcej]

_______________

Mental Jigsaw – How AI Carves Out Space In Your Brain, Joe Allen, February 22, 2023