Był Sylwester 1955 roku. Zoja – działaczka młodzieżówki komunistycznej [komsomoł md] – przed zabawą pokłóciła się ze swoim chłopakiem. Nie mając z kim tańczyć, rzuciła ironiczny żart pod adresem ikony św. Mikołaja. „On też jest Nikołaj, więc mogę z nim zatańczyć. Jeżeli jest Bóg, niech mnie ukarze!”. Dziewczyna zdjęła ikonę ze ściany i zaczęła z nią tańczyć. Nagle znieruchomiała…
Starożytny święty działał także w samym środku programowo ateistycznego państwa, jakim był ZSRR w latach 50. XX w. O wydarzeniach w Kujbyszewie opowiadano sobie w czasach radzieckich szeptem i pomimo ścisłej cenzury historię – której bohaterem stał się biskup Mir Licyjskich i członkini młodzieżowej organizacji komunistycznej – znano od Moskwy po Władywostok. Poznaj mało znaną historię cudu św. Mikołaja biskupa.
Legendy i prawda o św. Mikołaju
Święty Mikołaj jest zapewne przodującym świętym, jeżeli chodzi o ilość związanych z nim opowieści o cudach, zarówno na chrześcijańskim Zachodzie, jak i Wschodzie, gdzie zawsze był otaczany szczególną czcią. Dzisiaj trudno jest orzec, ile z nich to legendy, niemniej w każdej z nich znajdziemy dwa ważne, powtarzające się elementy.
Po pierwsze, święty ratuje w nich ludzi znajdujących się w sytuacjach – racjonalnie patrząc – niemal zupełnie bez wyjścia i beznadziejnych. Z drugiej strony nadprzyrodzone interwencje biskupa Mikołaja, bardzo często nagłe i nieoczekiwane, nie miały tylko i wyłącznie charakteru doraźnego „pogotowia ratunkowego”, ale mają zawsze głębszy cel: skłonić człowieka do nawrócenia, przyjaźni z Bogiem, do pełnego zaufania Jego opiece oraz zachęcić do dostrzeżenia potrzeb drugiego człowieka, w którym objawia się Chrystus.
Stąd wartościowe jest przypominanie tych opowieści nie tylko w dzień wspomnienia liturgicznego Świętego, ale również w Adwencie, zachęcającym nas do „przygotowania drogi Panu”.
Mało znana w Polsce jest historia niewyjaśnionego do dzisiaj zdarzenia [?? sic!! md] , które miało miejsce w samym środku ZSRR w mieście Kujbyszew (obecnie Samara) niedługo po śmierci Stalina. Nie był to jednak jeszcze czas odwilży politycznej, a władze komunistyczne, po krótkotrwałej liberalizacji polityki religijnej podczas II wojny światowej, stopniowo powracały do restrykcyjnej polityki wobec chrześcijaństwa i ludzi wierzących.
Zdjęła ikonę św. Mikołaja i zaczęła z nią tańczyć
Obchodzenie Bożego Narodzenia było w ZSRR przez długi czas wykorzeniane z tradycji społecznej i zastąpiły ją zupełnie świeckie świętowanie sylwestra i Nowego Roku, choć zachowujące pewne dawne świąteczne atrybuty w postaci choinek, życzeń i uroczystych kolacji w gronie rodzinnym.
W ostatni dzień 1955 roku na domowej imprezie w prowincjonalnym Kujbyszewie bawili się członkowie Komsomołu – masowej organizacji politycznej młodzieży. Wśród nich była robotnica zakładów przemysłowych Zoja Karnauchowa. [To obecnie, jak dawniej – miasto Samara, działo się w domu przy ulicy Czkałowa 84]
Według opowiadań Zoja tuż przed zabawą pokłóciła się ze swoim chłopakiem, stąd przyszła na nią sama. Czuła się nie najlepiej, zwłaszcza że niemal wszyscy goście stawili się na imprezę w parach. Nie mając z kim tańczyć, Zoja rzuciła ironiczny żart pod adresem schowanej gdzieś w zakamarkach ściennych ikony św. Mikołaja, należącej do dziadków gospodarzy zabawy. „On też jest Nikołaj, więc mogę z nim zatańczyć!”. Dodała przy tym: ”Jeżeli jest Bóg, niech mnie ukarze!”. Dziewczyna zdjęła ikonę ze ściany i zacząć z nią tańczyć.
To, co było dalej, wiadomo z zachowanych w archiwach raportów milicji i KGB:
Towarzyszka Zoja Karnauchowa natychmiast zastygła w bezruchu. Pozostawszy na środku pokoju, tow. Z. Karnauchowa została sparaliżowana wraz z ikoną, którą przycisnęła do piersi. Towarzyszka Z. Karnauchowa nie upadła, tylko stała z ikoną Mikołaja Cudotwórcy w rękach. Ponieważ tow. Z. Karnauchowa nie wykazywała aktywnych oznak życia, ale stała z otwartymi oczami (…) członek Komsomołu urodzony w 1939 r., posłał po okręgowego oficera milicji.
Partię i KGB ogarnął lęk
Do domu przy ulicy Czkałowskiej 7 przyjechała również karetka. Zoja była rzeczywiście sparaliżowana i nie mogła wykonywać żadnych ruchów, stała się jakby zupełnie skamieniała. Pacjentka jednak cały czas oddychała, jej gałki oczne wykonywały ruchy mimowolne, a puls był normalny. Nie było możliwe podanie Zoi żadnego rodzaju zastrzyku rozluźniającego (igły strzykawek nie były w stanie wbić się w skórę) ani doustna aplikacja środków zwiotczających mięśnie lub uspokajająco-nasennych, gdyż nikt nie był w stanie otworzyć młodej kobiecie ust i zaciśniętej twardo szczęki.
Już następnego dnia wiadomość o dziwnym zdarzeniu rozpowszechniła się po całym mieście. Milicja i KGB otoczyły dom wstrzymując wokół niego ruch uliczny, wkrótce większość mieszkańców przesiedlono do lokali zastępczych, dopóki afera, na co bardzo liczono, się nie wyciszy.
Już kilkanaście dni później zebrały się lokalny komitet partii komunistycznej oraz funkcjonariusze KGB. Zastanawiano się, jakimi środkami zablokować szerzenie się w mieście „paranoi religijnej” oraz skonstatowano, że mamy do czynienia z „prowokacją wymierzoną w komunistyczne i ateistyczne społeczeństwo, szykowaną przez wywiady państw zachodnich przed kolejnym zjazdem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego”.
Z drugiej strony, funkcjonariusze, którzy raportowali w sprawie, sami zaczęli mieć nieprzyjemności od swojej „góry” i być oskarżani o uleganie „religianctwu i przesądom niegodnym leninistów”. „Czegoś takiego jeszcze nie było! W dokumentach radzieckiej milicji pisać o św. Mikołaju i ikonach?! Przecież to niedopuszczalne!” – mieli się w rozmowach prywatnych skarżyć szef miejskiego KGB i sekretarz partii.
Na licznych funkcjonariuszy bezpieki w Kujbyszewie padł blady strach. „Pracownicy aparatu bezpieczeństwa w społeczeństwie komunistycznym boją się św. Mikołaja, nastolatki oraz ikon. Święty z bajek wam gra na nosie?!” – wyśmiewano z kolei Kujbyszewian w Moskwie. Pomimo tego zadecydowano nałożyć na wydarzenie ścisłe embargo informacyjne. Nie było ono jednak szczelne, gdyż wiadomości o incydencie w noworoczną noc rozbiegły się po całym kraju.
Dalsze losy Zoi
Co jednak stało się z samą Zoją? Po 128 dniach letargu, w Wielkim Poście i tuż przed Wielkanocą, po odmówieniu w jej intencji specjalnej modlitwy błagalnej w tradycji wschodniej – molebnia, dziewczyna została uwolniona od paraliżu i z jej rąk wyjęto ikonę.[Tu „zapomnieli” napisać o przyjściu staruszka, którego widziało dziesiątki osób. MD]
Władze postarały się niestety, aby o dziewczynie słuch zupełnie zaginął – odizolowano ją od najbliższych, po czym zamknięto w nieznanym z adresu szpitalu psychiatrycznym. Pieczołowicie zniszczono też jej dokumentację osobistą, stąd przypuszcza się, że Zoja zmarła w jednym zakładów zamkniętych, trudno więc określić, jakiego wieku dożyła.[?? md].
W mieście powtarzano sobie, że ponoć nocą z domu, w którym przebywała sparaliżowana dziewczyna, dobiegało wołanie żeńskiego, donośnego głosu: „Nawróćcie się, toniecie w grzechach!”. Pomimo że w mieście działało bardzo niewiele świątyń, a chodzenie na nabożeństwa było bardzo źle widziane przez władze, w 1956 r. w cerkwiach Kujbyszewa pojawiło się wielu nowych wiernych.
Cud w Kujbyszewie jest dzisiaj określany w rosyjskiej kulturze mianem „Stojanija Zoi” (dosł. „Stania Zoi”). Niektórzy łączyli dziwne wydarzenia w Kujbyszewie z symboliczną zapowiedzią zmian, które zaszły w ZSRR w 1956 r., gdy na XX zjeździe KPZR sekretarz generalny Nikita Chruszczow po raz pierwszy ujawnił masowe zbrodnie Stalina.
Drewniany dom, w którym doszło do wydarzenia, istniał do 2014 r. i był odwiedzany przez pielgrzymów oraz turystów, jednakże „uległ spaleniu”. W 2009 r. na motywach wydarzenia nakręcono również film fabularny w reżyserii Aleksandra Proszkina.
W postaci samej Zoi – niewątpliwie tragicznej, która w doczesnym wymiarze życia nie doświadczyła happy endu – widać ślady popularnej w tradycji wschodniej teologii jurodiwych – szaleńców dla Chrystusa, którzy odrzuceni przez społeczeństwo, są swoistym znakiem skłaniającym ludzi do nawrócenia, modlitwy i zbliżenia się do Boga.
W przypadku „cudu kujbyszewskiego” pomógł w nim św. Mikołaj, który najwyraźniej właśnie owianej złą sławą służbie bezpieczeństwa komunistycznego reżimu zagrał na nosie.
Na podstawie. Жоголев А. Стояние Зои : чудо святителя Николая в Самаре. — Рязань : Зерна, 2010.
Paweł Lisicki i Wojciech Cejrowski Źródło: YouTube
Paweł Lisicki, redaktor naczelny DoRzeczy.pl, i podróżnik Wojciech Cejrowski z okazji Uroczystości Wszystkich Świętych rozmawiali w programie „Antysystem” o różnym podejściu do zmarłych w Polsce i na świecie.
1 listopada w Kościele Katolickim obchodzona jest uroczystość ku czci Wszystkich Świętych. W Polsce jest to dzień ustawowo wolny od pracy, w którym Polacy odwiedzają groby swoich bliskich zmarłych i modlą się za nich przez wstawiennictwo świętych.
– Różne narody i kultury mogą wyrażać na różne sposoby to samo, ale w Polakach przetrwało to tradycyjne podejście do śmierci i zwłok, czyli szacunek, pamięć. Mamy wielką wartość, jaką jest pamiętanie, troska i cześć – stwierdziła Paweł Lisicki w programie „Antysystem” DoRzeczy.pl.
– To bardzo pozytywne i wyróżnia to nas na tle narodów europejskich i zachodnich, zaczynając od Stanów Zjednoczonych. Tam ideologia totalitarnego utylitaryzmu sprawiła, że zwłoki są pozbawione elementu szacunku i godnego upamiętnienia. Sprowadzono je do jakiejś funkcji i można z nimi robić coraz więcej rzeczy – dodał.
– To zabawa ezoteryzmu, albo różne formy okultyzmu. To już trzeba zrobić rozmowę z egzorcystą, który przekona nas, że trzeba wystrzegać się takich rzeczy jak ognia piekielnego – odpowiedział mu Wojciech Cejrowski.
– Mówię o tym jako o zjawisku masowym. Coraz więcej stanów w USA wprowadza np. usługę, by rozsypywać prochy i spulchniać glebę. Kolejnym przykładem, jak zmienia się podejście narodów Zachodu do śmierci jest coraz bardziej krzewiąca w tych państwach ideologia eutanazyjna. Na przykład znacząca część Holendrów zostaje zabita. To coś sprzecznego z naszym postrzeganiem, czym jest wartość i godność człowieka. Z przerażeniem obserwuję te zmiany, które trafiają do Europy. Polska na szczęście temu nie uległa – stwierdził Lisicki.
– Okropne to są rzeczy. Ci ludzie powinni tkwić w więzieniu za okrucieństwo. Wracając do tematu, to księża powinni uczyć dorosłych katechizmu, bo większość z nas niczego nie pamięta. Czym jest palenie zniczy? To przedłużenie modlitwy – odpowiedział słynny podróżnik z Kociewia.
1. “W Parlamencie Europejskim 24.10.2023 r. miało miejsce uroczyste przekazanie propozycji Manifestu dla Federalnej Europy opracowane przez Grupę Spinellego.”
2. “Przesłanie Manifestu z Ventotene [którego autorami są włoski komunista Altiero Spinelli (1907-1986), usunięty z Partii Komunistycznej za trockizm oraz Ernesto Rossi (1897-1967)] jest dobitne, wyraziste i jasne: główną, jeśli nie jedyną, przyczyną wszystkich nieszczęść trapiących współczesną cywilizację europejską, kulminujących w tragedii II wojny światowej, jest ideologia suwerenności narodowej […] To zaś, co zaproponowali Spinelli i Rossi nie jest żadnym lekarstwem na choroby porewolucyjnego państwa narodowego, lecz przeniesieniem jakobińskiego centralizmu partykularnego (w jednym państwie) na poziom ponadnarodowy, a więc multiplikacją zła, której wszystkich złowrogich konsekwencji nie można dziś nawet przewidzieć. […] Rewersem zaś wykluczenia tego chrześcijańskiego fundamentu Europy jest domyślne uznanie przez autorów manifestu za fundament „współczesnej cywilizacji” jedynie tzw. Oświecenia, a więc epoki, w której rebelia przeciwko chrześcijaństwu przybrała po raz pierwszy charakter otwarty, bezkompromisowy i powszechny.”
[J.Bartyzel]
3. “Paradoksalność wszelkich odmian takiego stanowiska polega natomiast na postulowaniu wprowadzenia prawdziwej demokracji i wolnego społeczeństwa przy jednoczesnym stwierdzeniu, że przejście do takiego stanu rzeczy odbyć się może jedynie za sprawą kierownictwa oświeconej mniejszości, posługującej się w tym celu środkami niedemokratycznymi i indoktrynacją.” [F.Ludwin]
4. “Bierną rewolucją powinien zaś kierować sztab rewolucyjnej elity intelektualnej umiejscowionej w kierownictwie partii komunistycznej będącej właśnie nowoczesnym, kolektywnym „Księciem”. Ze względu jednak na pozycyjny charakter wojny manewrowej w biernej rewolucji, wymagającej elastyczności i nawet pewnej finezyjności środków, tak, aby wprowadzać w instytucje władzy kulturowej „ducha rozłamu” ( scissione ) w sposób niezauważalny, nie jest celowe, aby komuniści wysuwali się na plan pierwszy oraz zbyt ostentacyjnie prezentowali swój rzeczywisty i ostateczny cel.
[J.Bartyzel]
—————————————-
Ostatnich kilka lat dobitnie pokazało KTO powozi naszymi wagonami. Nie myślę tu, oczywiście, tylko o wagonach ze zbożem humanistyczno-technicznym ;). Bo z tymi wagonami z ziarnem to prosta sprawa – ongiś wwoził całe korowody tirów BEZ-CELNIE BEZCZELNIE taki np. Sekuła (Prezes Głównego Urzędu Ceł, prokuratura oskarżyła go o popełnienie czterech przestępstw, m. in. o działanie na szkodę Głównego Urzędu Ceł; w 2000 r. Sekuła podobno popełnił samobójstwo, a całkiem na pewno zmarł od ran postrzałowych). Jak widać w kwestii “celnej” nic się nie zmieniło od 20 lat – pastorał władzy przeszedł tylko w inne ręce. I doszła bajka o niewinnym carze, co dla Polski dobrze chce. No i dzisiaj cele ceł (w interpretacji MM “cele celów”) nie doprowadzą nikogo na łono Abrahama z ranami postrzałowymi brzucha, bo… system usunął niedociągnięcia.
Dzisiaj lewa kasa na maseczkach, działkach, respiratorach, zbożu technicznym i wszystkim co na pseudopandemii i wojnie da się opylić z godnym uwagi przebiciem – nie nazywa się już przestępstwem, lecz sprawnością działania, troską o społeczeństwo i międzynarodową solidarnością. Wszak nadane nam przez deep state made in USA miano “mocarstwo humanitarne” zobowiązuje ;). Dzisiaj żarcie pestycydów w mące (vide: chloropiryfos, niezwykle toksyczny pestycyd zakazany w UE a masowo sypany na Ukrainie) to polska racja stanu. I wciąż nasz tramwajo-pociąg czyni postępy (postęp musi być, bo co by z ambony ogłaszał co tydzień duet Kuźmiuk-Czarnecki?). Postęp jest, bo miały być fabryki dronów i samochodzików ekologicznych a jest zapowiedź (?) fabryki błogosławionych “szczepionek” i fabryki pocisków.
Chwała Mateuszu! Wpieriod! Aaa, bym zapomniał o fabryce naklejek “ruska onuca”, które to gadźety są niezastąpione, gdy nas złapią na popełnianiu przestępstwa – wtedy drzemy się w niebogłosy na tego, co złapał nas za rękę na przytulaniu kasy: “Jak śmiesz! Tyyy, tyy… ruska onuco! Osłabiasz nasze zdolności obronne! Putin tylko na to czeka!” I nagle sytuacja się odwróci: demaskatorzy wszelkiej rasy złodziejów staną w obliczu linczu ze strony pasażerów tramwaju Polska Patriotyczna. Da się?
Da.
Jest też w tym wyraźny postęp, bo niegdysiejszy okrzyk przyłapanego na kradzieży “To nie moja ręka!” był li tylko obronny. Okrzyk “ty ruska onuco!” stawia świat zorganizowanej przestępczości politycznej na całkiem nowym poziomie, poziomie w 100% ofensywnym. Niedługo ten sposób zejdzie pod strzechy i tacy na przykład zdemaskowani kieszonkowcy w tramwaju na ostrzegawczy i wskazujący na nich okrzyk: “Uwaga! Złodziej!” będą odkrzykiwać “Ty ruski agencie, ruska onuco, odwal się ode mnie! Ile ci płaci Putin?!” Jest postęp i dobra zmiana? Jest.
Jednym słowem nie jest źle. Sami humaniści na czele państwa, filantropi i zbawcy.
Nasz pociąg pędzi do przodu!
“A tłoki kołami ruszają z dwóch boków”, (“tłoki” to oczywista literówka Tuwima ;), winno przecież być “tłuki”).
1.
Wielu jedzie na pociągu do szczęścia. Na naszym pociągu do szczęścia. Najlepsza jazda jest na ludzkim pociągu do szczęścia.
Wracając więc do początkowej kwestii: kto powozi tym pociągiem? Źli ludzie już dawno powiadali, że kierujących pociągiem najlepiej rozpoznać po… strojach służbowych i kreacjach. Stylowe fartuszki, bródki przycięte bronsteinowsko i trewirowy rozmach rzucały się w oczy od wieku wśród molestujących Europę inkubów i sukkubów.
W tym świecie zjaw, demonów i potworzyszcz z lubością powtarzana jest bajka socjalistów o obaleniu komunizmu.
Niczego nie obalili, tylko poszerzyli bazę ludzką oraz ideową socjalizmu i jego definicję. Najprzyjemniej robi się transformacje… definicji. Najlepsze kasztany są na placu Pigalle-Solidarności. Rewizjonista lubi je nie tylko jesienią.
Nie obalili komunizmu – bo komunizmu nie było w PRL. PRL to było państwo socjalistyczne. Kiszczak zrobił pierestrojkę socjalizmu PRL w społeczną gospodarkę rynkową.
Komunizm to końcowa stacja, nigdy nie osiągalna, żyjąca tylko w wyobraźni socjalistów używana przez nich jako motywator mas do pracy w obrębie państw urządzonych socjalistycznie a nazywanych dowolnie. Komunizm to byt wirtualny, można dowolnie zmieniać jego nazwy, gdyż on nie istnieje i nie istniał – zmienić można np. “komunizm” na “polski model dobrobytu”, “zrównoważony rozwój”, “ekonomia współdzielenia”, “zielona transformacja”. Słowo-dynamo socjalizmu, jego prądnica ma wiele twarzy, mnóstwo wariantów. Co najmniej tyle, ile sefirotów ma kabalistyczne drzewo. Im więcej, tym lepiej. Tym większy zawrót głowy i utrata orientacji przestrzennej, czasowej i duchowej u pasażerów wywożonych w siną, zieloną, czerwoną i różową dal…
Niektórzy mówili, że kiedyś nazwa stacji końcowej brzmiała Macht. Nazwa jest jednak nieważna, ważne jest tylko, by był to jedyny przystanek, by był to przystanek końcowy i by był… nieosiągalny. Komunizm istnieje tylko w specyficznych umysłach zdominowanych przez syndrom jerozolimski, kompleks mesjasza i kompleks Boga. Nieosiągalność celu jest gwarancją niewymienialności okupującej pociąg obsługi, czyli ciągłego dawania szans przez lud pasażerski grupie kilku drużyn konduktorsko-kierowniczo-motorniczych wiozących ludzi. Wśród członków obsługi panują ciepłe bardzo stosunki, familiarne, iście rodzinne. Bo jak głosi pieśń, którą często nucą pod nosem sprawdzając pasażerom bilety: “Tradycja w narodzie rzecz święta, w wybranym szczególnie przyjęta, gdy dziadek w obsłudze, syn dziadka w obsłudze, syn syna a wnuków wnuczęta.”
Socjaliści po to mówią, że obalili komunizm, by ukryć swoją socjalistyczność i ukryć to, że nie obalili komunizmu, lecz tylko przepoczwarzyli socjalizm. Nikt nie mówi:pierwszy niesocjalistyczny rząd, pierwszy niesocjalistyczny premier. Coś tu ktoś chce przed nami najwyraźniej ukryć… Mówi się: pierwszy niekomunistyczny rząd, pierwszy niekomunistyczny premier – bo to nic nie znaczy, czy też raczej, bo znaczyć może dowolną rzecz. I o to właśnie chodzi, by rzecz była dowolna. Gdy rzecz (“rzecz” także w pierwotnym znaczeniu, czyli: “mowa”) jest dowolna, to kierujący biegiem rzeczy mają wolność … Wszystko odbywa się w sferze sefirotów, w miejscu zwanym ou-topos . W świętym Nigdy. Ogłaszają zwycięstwo nad czymś co nie istnieje, nie istniało i nie może istnieć. Ogłaszać zwycięstwo muszą, by nikt nie pomyślał, że walki w ogóle nie było. Nie ma nic bardziej psychologicznie zrozumiałego niż to, że kolaborant ogłasza sam siebie przemyślnym triumfatorem. Upadek komunizmu to nieistniejące zwycięstwo nad nieistniejącym, lecz niszczącym wszystko poza sobą, bytem. A socjalizm tego komunizmu nieśmiertelnym synem i… ojcem. Zresztą nazwę “socjalizm z powodzeniem zastąpić można inną (neokolonializm, neofeudalizm, kolonialny globalizm, FEDERALIZM, zjednoczenie, oświecona demokracja, Rzesza etc. etc.), bo nie o nazwy tu chodzi, lecz o rozpoznawalną strukturę tego gmachu.
Pociąg socjalistyczny zawsze jedzie do końcowej stacji “komunizm” (czy mówiąc bardziej konkretnie: do stacji ochlokracja sterowana z tylnego siedzenia przez plutokratów). Ponieważ z powodu częściowego zniesienia cenzury lud pasażerski stał się trochę bardziej świadomy – motorniczowie socjalistyczni od czasu do czasu zmuszeni są zmieniać nazwy końcowej stacji ogłaszając, że już do niej nie jadą, lecz pociąg jednak nieubłaganie dalej dąży w tym samym kierunku. Socjalizm ma tylko jeden kierunek: apoteoza i dobrobyt… POŚREDNIKÓW oraz władców marionetek. Końcowa stacja socjalizmu jest nieosiągalna – na tym polega socjalizm – na dążeniu do celu, który wciąż się oddala, bo istnieje tylko w mózgach socjalistycznych motorniczych i kierowników pociągu. Socjalizm jest patologicznym, rozgorączkowanym stanem mózgu i słyszeniem głosów. Słyszeniem głosów “ludu”. Aby pasażerowie nie zorientowali się, że cała obsługa pociągu jest zamiejscowa – przez głośniki puszczane są pieśni patriotyczne. Aby nadzieja nie wygasała mimo ciągle oddalającego się końca podróży – na ekranach w korytarzu wyświetlana jest całodobowo prezentacja w powerpoincie pt. Cele komunizmu , a ponieważ sam komunizm jest celem, to prezentacja ma zaktualizowany tytuł: “Cele celów”, albo “Cel celu”, w wersji popularnej: Cela cel.
Socjalizm jest drogą bez celu stworzoną dla ulokowanej w danym kraju obsługi pociągu i dla tych z obcych dyspozytorni ruchu, którzy projektują tory – by obydwie te grupy nie lubiąc parać się pracą – miały wciąż świeże owoce pracy. Komunizm jest torami pod których jedzie pociąg socjalizmu. Torami, które kładą niewolnicy wierząc, że prowadzą one do sprawiedliwości społecznej i szczęścia w pewnej, nie za bliskiej i nie za odległej przyszłości. W przyszłości ulokowanej w takiej odległości czasowej, by prawie każdy miał nadzieję, że jeszcze za życia zdąży się “na nią załapać”. Pociąg Mazowieckiego miał dojechać do stacji dobrobyt (nowa nazwa komunizmu) za 15 lat. Po 15 latach nikt już nie pamiętał, że miała już być stacja końcowa. A po następnych 15 (czyli w sumie 30) latach kazano wszystkim wysiąść, lecz nie była to stacja końcowa, lecz … druga stacja początkowa. Kazano ludziom złapać trochę oddechu. I ogłoszono, że w związku ze zmianą rozkładu jazdy i robotami na torach pociąg dojedzie do końcowej stacji za 15 lat, czyli za 45 lat od chwili wyjazdu. Ponieważ liczba 45 jest uważana za szczęśliwą, gdyż w 1945 r. jedna okupacja zamieniła się na drugą, a każda zmiana jest ożywcza, a czasem nawet bywa dobrą zmianą, to nikt nie zauważył, że za ogłoszone 45-letnie opóźnienie nikt nie przeprosił, a zresztą po co przepraszać, skoro cała obsługa wie, że sensem tego pociągu nie jest dojazd, lecz jazda i podwyżki cen biletów komunikowane podczas jazdy. Wszyscy więc wsiedli, po krótkiej przerwie na papierosa odświeżonych marzeń, by nie zostać na postoju w polu jak Himilsbach z angielskim. Albo jak polscy rolnicy i hodowcy z ukraińskim zbożem, drobiem, miodem i orzechami. Pociąg ruszył.
2.
Pierwsi zaczęli się budzić ci, którym często śniła się niepodległość. Pociągiem pełnym pośredników i kast organizujących handel towarami produkowanymi podczas jazdy przez podróżnych nie można jednak dojechać do stacji niepodległość. W rozkładzie jazdy pociągu socjalistycznego nie ma takiego przystanku. Kasty pośredników kierujące pociągiem i handlujące w nim nie dadzą się usunąć z pociągu – swoje prawo do okupowania pociągu i nieskończonego obwożenia go po bezdrożach nazywają patriotyzmem. Jest to patriotyzm odwrotny od patriotyzmu pasażerów. Dwa statusy ludzi z pociągu są także przyczyną dwóch niepodległości – jedna to kastowa niepodległość, niepodleganie żadnej kontroli a druga, to niepodległość prawdziwa, o której czasem marzą najniepokorniejsi z niewolników, z biegiem lat jednak zastępując to marzenie podsuniętą przez Niepodległą nikomu (prócz marionetkowego Imperatora) obsługę pociągu – wizją uciekającej, szczęśliwej stacji końcowej. Jedna i druga. Druga i jedna. Dwie (por. J.J.Lipski, Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy).
Czy końcowy przystanek uciekał o tyle, o ile się do niego pociąg przybliżał, czy też końcowa stacja trwała nieruchomo w środku koła, po którego obwodzie niestrudzenie krążył pociąg po ułożonych w okrąg torach, przeliczając swoimi kołami leżące pod torami podkłady (ideologiczne) w liczbie będącej wielokrotnością 1945 – nie dało się stwierdzić. W każdym razie najbystrzejszym z pasażerów po długim wystawaniu w korytarzu przed nieszczelnymi oknami zdawało się, że w określonych interwałach czasowych za oknem pojawiają się te same budynki, o tej samej liczbie pięter a komunikaty obsługi brzmią jakby były odtwarzane z taśmy. Wszystko jawiło się jakimś cyklem zawiązanym mocno i ściśle, jak węzeł kotwiczny. Wszystko było powtarzalne, oprócz bezczelności obsługi pociągu oraz grubości złotych łańcuchów od identyfikatorów, które to bezczelność i grubość rosły regularnie, związane ze sobą zasadą wzajemnej proporcjonalności i solidarności. Niektórzy twierdzili, że widzieli, jakoby pociąg krążył dokoła laserowej projekcji 3 D obrazującej trzech mężczyzn pijących szampana: Marksa, Schumana i Spinellego. Gdy chcieli z innymi się podzielić tym, co widzieli, tamci powtarzali jak automaty: “Nie jest źle. Jest lepiej. Nie jest źle, jest lepiej. Zresztą bilety kupił na ten pociąg Najgenialniejszy Zamawiacz Biletów, świętej pamięci pan prezydent i profesor . On nie mógł chcieć dla nas źle. On nie mógł się mylić. Wszystko się zgadza, zgadza, zgadza…”
To tory, to pociąg. To pociąg pędzący i pędzi jednaki, miarowy, wierzący…
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy, I koła turkocą, i puka, i stuka to: Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…
Gdy pociąg rusza, rozpala się oczekiwania. Gdy już jedzie – wygasza się je. To taki internacjonalny marsz z racami i pochodniami oczekiwań. W kłębach dymu. Fumokracja. Dymokracja.
Kiedyś kibitki i Sybir realny, teraz pociąg należący do firmy Spinelli-Reich pędzi na duchowy Sybir… A nasi przewodnicy mówią, że nie można doń nie wsiąść, bo wtedy znaleźlibyśmy się na marginesie.
Jeśli jacyś z pasażerów zaczynają dopytywać się o rozkład jazdy, by w razie czego przesiąść się na inny pociąg – zostają wyciągani z pociągu i oskarżani o bolszewicki faszyzm terrorystyczny, lub o bolszewicki terroryzm faszystowski, a żeby zagłuszyć akcję wyciągania i krzyki wyciąganych – przez głośniki puszcza się wspomnienia potomków polskich powstańców, seriale przygodowe o rządach sanacji i fabularyzowane słuchowiska historyczne o bitewnych sukcesach Berka Joselewicza. Najgorzej zaś są traktowani ci, którzy śmieli domagać się wymiany obsługi na miejscową…
Ci, którzy zaczynają się bardziej grzecznie pytać: “Czy na pewno jedziemy w tym kierunku, co trzeba?” spotykają się z niechętnymi spojrzeniami zapatrzonych w ekrany (jęk szklany… śmiech szklany…) na których miga prezentacja pt. Cele jazdy i słyszą powtarzaną pewnym głosem odpowiedź: “Schuman wie, dokąd jedziemy, bo Klamm mu powiedział…” [Klamm to nieuchwytny zarządca zamku z powieści “Zamek” F. Kafki; przyp. mój, wawel]. Gdy ktoś dalej drąży temat mówiąc: “Przecież Schuman już dawno nie żyje i nigdy nie mówił o tym kierunku, o którym myślicie, ale o przeciwnym” – to potępiany spojrzeniami prawie wszystkich zostaje umieszczony w izolowanym przedziale z ekranem nadającym filmy o marnym losie nazistów i o Norymberdze. Do tej samej celi izolowanej trafiają ci, którym nie trafia do przekonania to, iż musimy jechać w dobrym kierunku, bo przecież bilety zamawiał Mistrz Zamawiania Biletów. Kiedy razu pewnego ktoś na takie dictum odrzekł, że – jak opowiadają – ten genialny zamawiacz biletów kiedyś zatrzymał pociąg mówiąc, że musi wpuścić filantropijną grupę kelnerów, która rozda wszystkim darmowe posiłki. Wpuszczeni wprawdzie mieli fartuszki, lecz zaburzali całe życie w pociągu, budzili ludzi po nocach szukając z latarkami w ich bagażach różańców, podczas postojów wyskakiwali i kładli się na torach, albo zamykali się w przedziale z córkami bulwersując wszystkich wydobywającymi się z niego odgłosami. Czy ktoś zadający się z takim towarzystwem i narzucający je pasażerom bez pytania się ich o zdanie – może gwarantować zakup dobrych biletów?
Każdy, kto podejrzewa, że cały pociąg, rozkład jazdy, końcowa stacja – to fikcja żywiąca obsługę, pośredników i producentów torów – nazywany jest: onuca, negacjonista, agent, nacjonalista, Polnischer Bandit i element antyspołeczny a imię jego zostaje wymazane z księgi żywych, chociaż żyje dalej. I tak się zaczyna i taką ma cenę wychodzenie z pociągu, który nigdy się nie zatrzymuje, bo donikąd jedzie. I z którego w miarę jazdy coraz mniej można wysiąść…
Ilustracja. “To para, co z kotła rurami do tłoków,
Katar odrzuca oskarżenia Izraela o wspieranie Hamasu i ustami ambasadora emiratu w Stanach Zjednoczonych – Meshala bin Hamada Al Thani’egohttps://en.wikipedia.org/wiki/Meshal_bin_Hamad_Al_Thani stwierdza w artykule opublikowanym przez Wall Street Journal, że “biuro polityczne Hamasu w Katarze zostało otwarte w roku 2012 na prośbę Waszyngtonu, który chciał ustanowić poufne linie komunikacji”z ruchem islamistycznym.
Ambasador wyjaśnił, że wszystkie fundusze przekazywane z Kataru do Strefy Gazy na przestrzeni lat były dostarczane “w pełnej koordynacji z Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i agencjami ONZ, takimi jak Światowy Program Żywnościowy i Koordynator Specjalny ds. procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie”.
Al Thani stwierdził, że “głęboko niepokojącym jest fakt, że w mediach pojawiły się kłamliwe narracje na temat Kataru z wyraźnym zamiarem eskalacji konfliktu. Narracje te tworzą przeszkody dla konstruktywnych wysiłków mediacyjnych i mają na celu uniemożliwienie negocjacji”.
Ile Polacy mają na życie? Jak wypadamy na tle Europy? / Shutterstock
Najnowszy raport dotyczący siły nabywczej mieszkańców Europy przedstawia budżet domowy, jakim dysponują Polacy na tle pozostałych mieszkańców Europy. Wnioski nie są optymistyczne. Nie dość, że zajmujemy bardzo odległe miejsce, to w samej Polsce, w zależności od miejsca zamieszkania zawartość naszych portfeli drastycznie się różni.
Najnowszy raport GfK określa średnią siłę nabywczą mieszkańców Europy. Oznacza to nic innego jak to, ile pieniędzy mamy na życie. Średnia kwota w Europie wynosi 17,6 tys. euro na rok na osobę. W Polsce to 10,9 tys. euro. W przeliczeniu na złotówki to równowartość około 49 tys. złotych.
Polska zajęła w tym roku 29. miejsce wśród 42 krajów. Awansowaliśmy tym samym o jedno miejsce w porównaniu z ubiegłym rokiem. Tak wygląda to na mapie:
GfK Purchasing Power Europe 2023, źródło: GfK / Materiały prasowe
Poziom zamożności w Polsce. „Przepaść między regionami”
Chociaż kwota 49 tys. złotych na rok nie wydaje się wcale mała, bo oznacza około 4 tys. zł do wydania miesięcznie na osobę, to jednak jest to średnia budżetu wszystkich mieszkańców Polski. Według raportu, tyle realnie przecięty mieszkaniec Polski ma do wydania w ciągu roku, uwzględniając świadczenia od państwa i po odliczeniu podatków. Patrząc jednak na poszczególne regiony widać drastyczne różnice.
Zauważają to autorzy raportu, którzy podsumowali sytuację w Polsce słowami: „Nadal istnieje szczególnie duża przepaść między regionami zamożnymi i nieuprzywilejowanymi”. Jak czytamy we wnioskach z badania – tylko 83 okręgi mają ponadprzeciętną siłę nabywczą na mieszkańca, podczas gdy 297 okręgów jest poniżej średniej krajowej. Najbliższy ogólnopolskiej polskiej średniej jest powiat sokołowski z kwotą 10 921 euro na mieszkańca.
W Warszawie dochody mieszkańców są prawie trzykrotnie wyższe (17 980 euro) niż w powiecie kolneńskim, który znajduje się na końcu zestawienia (765 euro). W stolicy średnia jest zbliżona do tej europejskiej. Najwyższym budżetem domowym dysponują mieszkańcy większości stolic regionów w Polsce. Obrazuje to poniższa mapa.
GfK Purchasing Power Poland 2023, źródło: GfK / Materiały prasowe
Mapa bogactwa w Europie
Kwoty, jakimi dysponują mieszkańcy krajów znajdujących się w europejskiej czołówce, z punktu widzenia Polski wydają się szokujące. Na pierwszym miejscu znalazł się Lichtenstein z budżetem 68 843 euro na osobę. Za nim jest Szwajcaria z kwotą 49 592 euro na mieszkańca rocznie. Na trzecim miejscu Luksemburg, którego mieszkańcy mają na życie 40 931 euro w ciągu roku.
Na końcu listy, bez zaskoczenia, znajduje się Ukraina. Tam siła nabywcza na mieszkańca wynosi 2 478 euro.
(Workshop of Peter Paul Rubens (Flemish, Siegen 1577–1640 Antwerp)/ metmuseum.org)
„Po tamtej stronie bowiem nie ma tupetu! Nikt nie może i nie chce udawać innego, niż jest, nie może i nie chce nadrabiać niczego krętactwem i formą. Żadne względy nie istnieją. JEST TYLKO TO, CO JEST. Każda dusza widzi jasno stopień swej doskonałości, a widzi go w świetle Prawdy, której ani zagmatwać, ani odłożyć, ani uniknąć, ani zmylić niepodobna!
Ta Prawda – jest! I nie tylko jest, ale więcej nic nie ma.”[1]– pisze Stefania (Fulla) Horak (1909-1993) polska współczesna mistyczka, sybiraczka i filozof, którą mieszkańcy Nieba odwiedzali, niemalże jak sąsiedzi, w jej mieszkaniu we Lwowie. Z porzuconą w młodości wiarą, ciętym językiem, filozoficznym, dociekliwym i bystrym umysłem – pragnęła Boga ponad wszystko. Jej nad wyraz rozwinięty zmysł obserwacji pozwolił zobaczyć z bliska nawyki, pozory i fałsz, czyli to, jak ludzie przeżywają miłość. Dziwiła się, że niedoskonały człowiek, pełen wad i naleciałości może w sposób doskonały zawładnąć sercem i myślami drugiego. Głód PRAWDY pchał Fullę do poszukiwań. Nie znalazł zaspokojenia jej pod zasłoną ludzkiej miłości, którą łączyła nić milczącej umowy: „ja będę kłamał tobie, a ty mnie…” [2]
Żyła więc w rozdarciu. Z jednej strony widząc wokół siebie, w relacjach człowieka z człowiekiem tylko niesytych i przesyconych, myślała, że może jakoś zgubi się pośród nich, z drugiej zaś, w wielkiej udręce poszukiwała PRAWDY. PRAWDY, która jest DO-SŁOWNA. Nie tylko jest słowem, które było na początku i przez które wszystko się stało, ale dotrzymuje słowa, bez którego nic się nie stało, z tego, co się stało.[3]„Chciałabym wierzyć w Boga…Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!…A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością”.[4]„Bóg gdyby był – musiałby ludzi kochać. Czyżby ich inaczej stwarzał? Skończyłby niewątpliwie nawet Sam ze Sobą, nie mając żadnej istoty, którą by mógł uszczęśliwić i gdyby mu wszystkie sprawy tego świata były równie obojętne, jak mnie”– pisała Fulla do zaprzyjaźnionej zakonnicy. I ciągnęła dalej: „Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane”…[5]
W rozpaczliwych katuszach, nienasyceniu, głodzie poszukiwań, i strzępów nadziei na jej spełnienie – Fulla modliła się: „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!”[6] Zalecana przez spowiednika, a przez trzy miesiące, na wpół świadomie powtarzana przez nią modlitwa zaowocowała tym, że 10.08.1935r o godzinie 6-tej po południu podczas salonowego spotkania – światło zaczęło kręcić się nad głową Fulli. Zbiegło się to w czasie, kiedy jedna z uczestniczek spotkania opowiadała o cudzie, który zawdzięcza Matce Boskiej Częstochowskiej. Fullę ogarnął wówczas gwałtowny, niepochamowany, rozdzierający płacz. „Poprzez oszołomienie, poprzez szum walącej w uszach krwi, dotarły wreszcie do mej świadomości bezładne słowa o jakimś świetle nade mną. Potem usłyszałam, że wszyscy o tym tylko mówią. O świetle, które zjawiło się nad moją głową. (…) Przebiegając salon, słyszałam jeszcze ich zdumione okrzyki, że owo światło posuwa się razem ze mną i razem ze mną wychodzi”. [7]
Bóg potrafi zaskakiwać. Nie tylko fizycznym doświadczeniem tego, że JEST, ale tego, że JEST Bogiem Do – SŁOWNYM. Przykład Fulii jest doskonałym potwierdzeniem słów Jezusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. (Mt, 7,7-8) Św. Magdalena Zofia Barat, założycielka Sacré Coeur we Francji była pierwszym gościem, który przyszedł do Fulii z zaświatów. To właśnie ona, była kierownikiem Fulii na drodze chrześcijańskiej doskonałości, rozpalając w niej miłość do Najświętszego Serca Jezusa.
Światło, którym Bóg zaspokoił głód poszukującej PRAWDY Fulii pozwoliło jej doświadczyć rzeczywistości Piekła, Nieba i Czyśćca.
„Czyściec jest. I to jest tak samo naprawdę – a raczej prawdziwiej – niż to wszystko, co tu na ziemi, daje się zmysłami rozpoznać. Jakże więc straszną niespodzianką, jakiem zaskoczeniem będzie dla każdego niewierzącego człowieka to wszystko, co duszę jego musi już spotkać po śmierci (…) Bezmyślność nie uratuje człowieka przed niczem. Strusie chowanie głowy w piasek jest tu najbezsensowniejszą stratą czasu, który by można spożytkować na skuteczne zapobieganie przyszłym mękom”.[8]
Tajemnicę czyśćca poznało wielu mistyków i świętych. Wszyscy mówią jednogłośnie, że pragnienie Boga jest najstraszliwszą męką duszy. Nieśmiertelna, wyzwolona z ciasnoty zmysłów, pragnie powrócić do swego Stwórcy i Pana. „Bóg ciągnie ją ku Sobie, jak olbrzymi, o przemożnej, obezwładniającej sile magnes (…) Tęsknota za Bogiem jest więc czemś, czego dusza wyzbyć się nie może, tak jak ślepe, bezwolne opiłki metalu nie mogą przestać rwać się ku przyciągającym je biegunom magnesu. Tęsknota ta jest więc niejako tłem, na którem zarysowują się rozmaite desenie i zygzaki cierpień, udręczeń i stanów pokutującej duszy.”[9]
Czyściec jest więc lustrzanym odbiciem prawdy. Dostaniemy tam wszystko to, czym grzeszyliśmy za życia. Zupełnie tak, jakby grzeszne skłonności mówiły do nas: „Chcesz? – to masz.” Jednak zaspokojenie ich nie ma już ziemskiego smaku, którym da się napompować ludzkie ego. Jest to smak goryczy, gdyż z chwilą gdy oczy ciała zamykają się na zawsze – na zawsze otwierają się oczy duszy. Jednym, ogarniającym spojrzeniem widzą one jasno wszelkie odchylenia, lekceważenia, zaniedbania – od nakreślonej Bożym planem linii. W tym duchowym układzie odniesienia widzą również bilans zysków i strat. Jakże odmienny od tego, który powszechnie, dostępny jest na ziemi. Właśnie owo widzenie zysku, który dusza mogłaby osiągnąć, a który z własnej woli utraciła, powoduje w niej najsroższe męczarnie. „Pomyślmy, jak dręczyłby się człowiek, który by za grosze odsprzedał los, na który potem padłaby główna wygrana!” [10] Jednocześnie dusza czyśćcowa chce cierpieć moralnie, gdyż będąc w prawdzie – podziwia Bożą sprawiedliwość, dlatego tak jak z własnej woli, żyjąc w ciele – zrezygnowała z głównej wygranej, łapiąc to, czym nęcił świat, tak i teraz dobrowolnie przyjmuje wszelkie cierpienie, by móc przygotować się, oczyścić i dojrzeć w miłości do spotkania z Ojcem.
Dusza będąca w PRAWDZIE widzi również każde najdrobniejsze drgnienie swego serca, które zaliczone jest na jej dobro, każdą zwycięską walkę, która doprowadziła do ujarzmienia dla Boga cielesnej natury. To widzenie następuje natychmiast, od pierwszej chwili rozstania się z ciałem.[11]„Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”(Łk 12,40) Moment śmierci – to najważniejszy moment życia. To moment grozy. Moment świadomości. Bycia nagim i samotnym wobec Sprawiedliwości.
Objawienia mistyczne i spotkania ze świętymi[12] w sposób plastyczny ukazały Fulli Horak rzeczywistość czyśćca. Składa się z rozmaitych kręgów, w których każda wina ma swój odpowiednik w cierpieniu. Prócz Kręgu Głodu, Lęku, Grozy i Utrapień, Fulla wyróżnia dwanaście innych przez które przechodzi odłączona od Źródła dusza. Nie mniej, jak sama zauważa, ukazanie stanów wyzwolonej z materii duszy jest przełożeniem tego, co niepojęte, na nieporadną ciasnotę jaką dysponuje ludzki język. Choćby przez pryzmat tej trudności zaglądnijmy tam na chwilę.
1.Krąg Błądzeń jest najstraszniejszym Kręgiem Czyśćca. Dusza krąży wówczas blisko ziemi lecz nie ma z nią już żadnego kontaktu. Nie widząc kresu swej obecnej męki bez wytchnienia porusza się bezcelowym, ciągłym ruchem, szukając nie wiadomo czego. Błądząca świadomość własnej osobowości szuka właściwego sobie miejsca. Jednak nie czując czasu, przestrzeni, celu ani sensu, poza upiorną teraźniejszością – nie wie co z nią będzie. Znajdują się tu niektórzy z niepotępionych oprawców Chrystusa.
2.Krąg Ciemności jest stanem gdzie dusza nadal nie wie jeszcze niczego o Bogu. Z drobiazgowością rozpamiętuje własne winy, grzechy, błędy, pomyłki i zaniedbania, rozumiejąc jedynie to, jak nędznym i marnym był zysk w porównaniu ze stratą. Żal do samej siebie, rozpacz i bezsilność, świadomość opuszczenia – to niegasnący żar, który ją trawi.
3.Krąg Bałwochwalców – znajdują się tu ci, którzy na pierwszym miejscu stawiali siebie, innych ludzi, ambicję, naukę, czy przedmioty. Mają oni teraz świadomość Jedynego Boga. Chcą widzieć światło i błagać Go o pomoc, jednak w którąkolwiek stronę nie spojrzą widzą przed sobą dawne bożki. I do nich zwracają się z pomocą, mimo, że rozumieją cały bezsens swej prośby.
4.Krąg Współwinnych – przebywają w nim wszyscy, którzy pomagali sobie w grzechu. Najwięcej jest tu dusz, które łączyła grzeszna miłość. Mając się nieustannie przed oczyma i nie mogąc się przed sobą ukryć czują do siebie żal i wyrzuty sumienia. Teraz już jasno widzą swe plugawe wartości. Chcieliby o sobie wzajemnie zapomnieć zrzucając na ukochaną za życia osobę całą odpowiedzialność – jednak rozstać się nie mogą. Pamięć wspólnych chwil rodzi u nich żal i wstyd, którego nie znali za życia.
5.Krąg Widzenia Następstw jest okrutnie bolesny, gdyż przebywająca w nim dusza jasno i wyraźnie widzi wszelkie konsekwencje swych złych uczynków, błędów, złego przykładu, czy fałszywie głoszonych zasad i pojęć. Widzi jak każde odchylenie od Bożych prawd mści się na dzieciach, wnukach i prawnukach. Cierpi więc nie tylko za siebie, ale również za wszystkie grzechy, których stała się powodem. Oglądając najdalsze następstwa swych win na ziemi widzi również pracę swojego życia, której podwalinami był grzech i występek.
6.Krąg Samotności – męczą się tu dusze, które bezmyślnie zagłuszały się w życiu pustą gadaniną, bezwartościowym zgiełkiem czy grzeszną rozrywką. Teraz w absolutnej samotności rozmyślają nad straconymi latami. Otaczając się za życia ludźmi i hałasem – chcieliby jak dawniej kogoś przywołać, ale zewsząd napotykają jedynie beznadziejną pustkę nie mając żadnej pewności jej końca.
7.Krąg Gwarnej Udręki – tu w kontraście do Kręgu Samotności znajdują się dusze tych, którzy grzeszyli biernie, ceniąc sobie ponad wszystko spokój. Pozornie nie robili nic złego, jednak z wyniosłej, wzgardliwej i egoistycznej zachłanności na siebie samych – byli zamknięci na bliźniego nie czyniąc dobra, którym mogliby się z innymi podzielić. Stęsknione za ciszą, wszędzie napotykają czyjąś obecność. „Ruch-gwar-zamęt-ruch-i-gwar-nieustająca, nieznająca wypoczynku udręka i znużenie…” [13]
8.Krąg Pragnienia – w nim to, z pełną świadomością ohydy swoich czynów znajdują się dusze tych, którzy pragnienia ciała zaspokajali w użyciu, zboczeniach i rozpuście. Czując dławiący wstręt do samych siebie, brud, skalanie i niechlujstwo, pali je nieugaszone pragnienie czystości. Tęsknota za źródłem Wody Żywej – gdy wokół wszystko jest suche, gorące i wrogie – pobudza świadomość szpetoty ich grzechu.
9.Krąg Urojenia obejmuje swym zasięgiem dusze tych, którzy żyjąc zachciankami permanentnie szukali nowych przeżyć, póz, czy nieszczęść. Pławiąc się w nich wybierali te, w których im było do twarzy. Są tu dusze tych, którzy żyli z dala od prozaicznych obowiązków życia codziennego. Teraz plątają się w fałszywej gmatwaninie własnej sztuczności, świadomie i prawdziwie już ocenianej.
10.Krąg Zwodniczych Nadziei „przytula” tych, którzy budząc próżną nadzieję u innych nie dotrzymali danego słowa czy obietnic. Mieli mnóstwo dobrych postanowień i porywów, których z niedbalstwa nie doprowadzali do końca, na później odkładając poprawę i prawdziwą modlitwę. „Będzie się im ciągle zdawało, że dochodzą już do kresu swej udręki, że (…) tylko rękę wyciągnąć – parę kroków zrobić – i nagle poczują się na samym dnie zwątpienia i rozpaczy. Wytężone pięcie się po szklanej prostopadłej ścianie i bezsilne usuwanie się na sam dół…” [14]
11.Krąg Właściwej Pokuty to krąg przez który przejdzie każda dusza mająca coś do odpokutowania. Tu – w przeciwieństwie – do kręgów niższych dusza nie męczy się już własnym bólem, ale patrząc niejako z lotu ptaka na całe swoje życie, pamięta każdy dzień, każdą chwilę i każdą myśl którą obrażała Stwórcę. Im subtelniejsza i bardziej uposażona – tym większy jest jej ból i rozpacz. „Oczyszczona w poprzednich kręgach ze wszystkiego, co osobiste, przetopiona niejako cierpieniem, wyługowana męką z wszystkich naleciałości ziemskich – trwa oto myślą przed Stwórcą swoim i Panem, bolejąc najstraszliwiej nad obrazą Jego Przedwiecznej Doskonałości”.[15]
12.Krąg Obojętny przynosi duszy ogromną ulgę. Jest bowiem stanem, w którym dusza nic już nie czuje. Tu już się nie cierpi. Tu się czeka. I choć dusza nie wie jak długo trwać będzie to czekanie, wita ten krąg jak rozbitek, który widzi zbawczą wyspę. Jedne dusze odpoczywają tu po przebytych mękach, inne czekają, aż ktoś na ziemi naprawi to, co zniszczyli, czy zaniedbali w życiu. Są tu dusze księży niedbale odprawiających Mszę Świętą, są dusze literatów piszących przeciw prawom Bożym, a także takie, które dzięki wstawiennictwu Maryi, prośbom swego patrona, czy modlitwom i uczynkom żyjących – Bóg skrócił mękę z poprzednich kręgów, zamieniając jakość kary z krótszej i cięższej, na dłuższą i łagodniejszą.[16]
Nasze światy przenikają się. Jak mówił ksiądz Piotr Pawlukiewicz: „To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni żyją, a my umieramy.” Potrzebujemy się więc wzajemnie, by osiągnąć pełnię zjednoczenia w Chrystusie. Chrystusie, który jestDrogą, Prawdą i Życiem.[17]Nikt też, żaden przywódca religijny, czy prorok, nie oddał swojego życia za nasze życie. Jezus oddał je po to, by móc przygotować nam miejsce w domu Ojca. Można by więc dywagować, przytaczać argumenty i prowadzić najrozmaitsze dysputy na temat tego, co jest pełnią i jak do niej dojść… Nie mniej, najdelikatniej mówiąc, ignorancją byłoby przejść obok Do-słownej Prawdy. Prawdy naszej wiary, której pełnomocnictwa i autorytetu SŁOWA doświadczyła poszukująca jej Fulla, wchodząc w namacalną rzeczywistość tego, czym jest niebo, piekło, a także czyściec i świętych obcowanie. Ale nie tylko ona…
Życie Marii Simmy (1915-2004) prostej, austriackiej kobiety wypełnione było szczególnym kontaktem z duszami czyśćcowymi. Przychodziły one do niej, jak święci do Fulli. Widziała je, rozmawiała z nimi i podejmowała czyny ekspiacyjne. Jak to zwykle bywa, gdy świat duchowy odsłania przed niektórymi ludźmi swoje tajemnice, psychiatrzy i teolodzy odsłaniają swoje diagnozy. Tak było i w przypadku Marii. Nikt jednak nie dopatrzył się oszustwa, czy choroby. W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem mistyczka prezentuje w wielu kwestiach ciekawy punkt widzenia, jeśli chodzi o życie dusz czyśćcowych. Jakże zbieżny do tego, co doświadczyła Fulla. Ta sama treść, choć ubrana w inną formę.
Podkreśla, że czyściec jest nie tylko stanem, jak naucza dziś wielu teologów, ale również miejscem, które składa się z trzech poziomów. Im niższy poziom, tym większe cierpienie dusz. „Tak, wydaje się, że gromadzą się najliczniej wokół ołtarza lub w okolicach miejsca śmierci. (…) Dusze nie przychodzą do mnie lub do nas z Czyśćca, ale przychodzą do nas z Czyśćcem. To jest wiele różnych miejsc, nie jedno, i wiele różnych stanów, a nie tylko jeden. (…) Dzieje się zapewne tak, gdyż według niej: (…) Bóg nigdzie dusz NIE UMIESZCZA! Dusze osądzają się same i potem przyporządkowują się same na odpowiedni poziom. To ONE SAME chcą się oczyścić zanim dołączą do Boga. Niektóre są tam zaledwie pół godziny, a inne cały czas aż do ostatniego dnia. Przeciętnie, według dusz jest to okres czterdziestu lat.”[18] Oczywiście, w obrazowym przełożeniu na ziemskie jednostki postrzegania czasu, gdyż po tym życiu czas przestaje istnieć. Będąc w prawdzie i mając jasne doświadczenie Boga są cierpliwie i chcą cierpieć, by móc pojawić się przed JEGO obliczem w nieskazitelnym stanie. Nie chcą tu wcale wrócić, nie mniej pojawiają się, wyłącznie za zgodą Boga po to, by błagać nas o pomoc.
Maria wspominając rok 1940, kiedy po raz pierwszy pokazała się jej dusza czyśćcowa, tak opisuje to wydarzenie: „Obudziłam się słysząc, że ktoś chodzi po moim pokoju. Rozglądałam się, myśląc, kto by to mógł być. Nigdy nie byłam bardzo bojaźliwa. Raczej zaatakowałabym, zamiast się bać. Zauważyłam, że jakiś mężczyzna przechadza się obok mnie wolnym krokiem. Cierpkim tonem zażądałam wyjaśnień:
– Jak tu wszedłeś? Czego tu szukasz?
Jakby nic nie słyszał, nadal chodził po pokoju – tam i z powrotem.
– Co robisz? – pytałam dalej. Nie otrzymałam jednak żadnej odpowiedzi.
Wyskoczyłam z łóżka i chciałam go schwytać, ale łapałam tylko powietrze. Nie było nic więcej. Wróciłam do łóżka, a on znowu zaczął chodzić. „No, dobrze – pomyślałam. – Widzę tego człowieka, a zatem czemu nie mogę go złapać? Wstałam z łóżka jeszcze raz i zaczęłam chodzić powoli obok niego. Chciałam go zatrzymać… po raz kolejny trafiłam jednak w próżnię. Nic więcej. Poczułam się mniej pewnie. Była prawie 4.00 nad ranem. Mężczyzna zniknął, ale ja nie mogłam zasnąć. Po Mszy Świętej poszłam do mojego kierownika duchowego i opowiedziałam mu całe zdarzenie.
– Jeśli coś podobnego się jeszcze powtórzy – wyjaśnił mi krótko – nie pytaj: „Kim jesteś?”, ale: „Czego ode mnie chcesz?”.
Następnej nocy postać wróciła. Była to ta sama osoba co poprzednio. Spytałam:
– Czego ode mnie chcesz?
Mężczyzna odpowiedział:
-Ofiaruj w mojej intencji trzy Msze Święte, a będę uwolniony.
(…) Inne dusze czyśćcowe prosiły mnie, bym dla nich cierpiała. Były to wielkie cierpienia. Kiedy dusza przychodzi, budzi mnie, stukając, wołając lub szturchając albo w jeszcze inny sposób. Pytam ją szybko: „czego chcesz?” albo: „co mam robić?”…Tak jedna z dusz zapytała mnie kiedyś:
– Możesz dla mnie cierpieć?
Wydawało mi się to dziwne, ponieważ do tej pory żadna z nich nie wyraziła takiego pragnienia.
Odpowiedziałam jej:
-Tak, ale co mam robić?
Ona zaś rzekła:
-Przez trzy godziny doświadczysz ogromnego bólu całego ciała, ale po upływie tego czasu będziesz mogła wstać i kontynuować swoją pracę, jakby się nic nie stało. W ten sposób odejmiesz mi dwadzieścia lat czyśćca.
Zgodziłam się. Miałam takie bóle, że ledwie rozumiałam, gdzie jestem, (…) Wydawało mi się, że te trzy godziny to raczej trzy dni albo trzy tygodnie. Kiedy wszystko się skończyło, okazało się, że rzeczywiście upłynęły tylko trzy godziny. Czasem musiałam cierpieć tylko pięć minut, ale jakże dłużył mi się ten czas!” [19]
Życie wielu świętych i mistyków, idąc w głąb historii duchowości katolickiej, przeplatało się z nawiedzeniami dusz czyśćcowych. Spośród nich należy wspomnieć chociażby Św. Grzegorza Wielkiego który zapoczątkował praktykę Mszy Świętych gregoriańskich odprawianych przez cały miesiąc. A historia była taka.
Kiedy Grzegorz Wielki był jeszcze opatem w klasztorze na wzgórzu Celio, jego współbrat Justus przyznał się do kradzieży trzech złotych soldów. Jako pokutę i przestrogę dla innych współbraci, z polecenia opata umarł w osamotnieniu na niepoświęconej ziemi, zaś do jego grobu wrzucono wspomniane trzy soldy. Grzegorzowi jednak sumienie nie dawało spokoju, poczuł litość, a na myśl o katuszach czyśćcowych zakonnika polecił, aby odprawiono za niego trzydzieści Mszy Świętych. Po ich odprawieniu dusza Justusa ukazała się Kopiozjuszowi, jego rodzonemu bratu, powiadamiając go, że właśnie została uwolniona z Czyśćca.[20] Historia ta pokazuje jak wielką siłą dla wyzwolenia duszy jest bezkrwawa ofiara Chrystusa podczas Mszy Świętej, gdzie już nie grzesznik, ale sam Chrystus prosi Swojego Ojca o zbawienie dla duszy. W przypadku gregorianek istnieje uzasadnione przekonanie o szczególnej ich skuteczności.
Siłę Komunii Świętej w intencji dusz czyśćcowych poznała również Św. Małgorzata Maria Alacoque, która w swoim Pamiętniku duchowym pisze: „Widziałam pewną zakonnicę, zmarłą już od dłuższego czasu, która mi powiedziała, że cierpi wiele w czyśćcu (…) a był nim widok jednej z krewnych wtrąconej do piekła. (…) zdawało mi się jakby owa dusza swoje cierpienia we mnie wcisnęła”.[21] Wyznała, że cierpi z powodu lenistwa, niedbalstwa i niewierności względem Boga. Widziała ją rozciągniętą na łożu z płomieni którego spód był utworzony z ostrych, ognistych gwoździ wnikających w jej ciało. „Rozdzierają mi serce żelaznymi grzebieniami z ognia – jest to najsroższa boleść moja za myśli szemrzące i krytykujące (…) a mój język pożera robactwo za mowy, które prowadziłam przeciw miłości (…)oto usta moje całe owrzodziałe.” [22] I ciągnęła dalej: „Proś Boga za mną, ofiaruj Mu swoje cierpienia w łączności z cierpieniami Jezusa Chrystusa, by ulżyć moim.” [23]– mówiła prosząc jednocześnie o przystępowanie za nią do Komunii Świętej. „Skoro przyjęłam Komunię Świętą, o którą mnie prosiła, powiedziała mi, że jej straszliwe męczarnie znacznie się zmniejszyły, gdyż na jej intencję odprawiono Mszę Świętą ku czci Męki Pańskiej; jednak została jeszcze długo w czyśćcu, w którym cierpiała męki należne duszom, które były oziębłe w służbie Bożej”.[24]
Św. Gertruda, Św. Katarzyna z Genui, Św. Teresa z Avili, Św. Małgorzata z Kortony, Św. Brygida, Św. Weronika Giuliani, bł. Anna Katarzyna Emmerich, Św. Gemma Galgani, Św. Faustyna Kowalska, Teresa Neumann, Maria Valtorta, Teresa Musco i wielu innych – wszyscy oni – mieli wgląd w rzeczywistość czyśćca i podejmowali heroiczne czyny ekspiacyjne, które nie tylko przyczyniały się do wzrostu ich własnej wiary, ale były realnym dowodem miłości bliźniego. „Święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechu rozwiązani.” (2 Mch 12,45)
Anna Katarzyna Emmerich porównywała czyściec do piekła, gdzie jedyną różnicą był ograniczony czas jego trwania. W najgłębszych jego czeluściach widziała złe duchy dręczące dusze przypominaniem popełnionych kiedyś grzechów, dusze biczowane, rozrywane zębami psów, poniewierane, leżące w okowach lub jedna na drugiej, zamurowane, znoszące głód, pragnienie, zimno, upał, nędzę, trwogę i opuszczenie. Cierpienia duchowe też były zróżnicowane, zależnie od rodzaju grzechów. Były to męczarnie sumienia lub serca.[25] Dlatego właśnie świadomość doniosłości bezkrwawej ofiary Chrystusa i jej zaniedbywanie przez tych, którzy znajdują się jeszcze na ziemi, nazywała: „szkaradnym okradaniem najbiedniejszych spośród biednych.” [26]
Nie sposób nie wspomnieć Św. Ojca Pio, który nieustannie modlił się za dusze czyśćcowe heroicznym aktem ofiarowania swych cierpień, a także w czasie sprawowania Mszy Świętej. W jego życiu chlebem powszednim było przenikanie się światów realnego i duchowego – a ze zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu łączyła go szczególna więź. Kiedy pewnego razu Ojciec Pio w czasie obiadu opuścił refektarz, udając się do drzwi wyjściowych klasztoru, w ślad za nim podążyło dwóch braci. Będąc już blisko niego usłyszeli, że prowadzi rozmowę z kimś, kogo nie widzieli. Zakłopotani osłupieli ze zdziwienia, nie wiedząc, co o tym myśleć. Pio spokojnie wyjaśnił: „Nie martwcie się! Właśnie rozmawiam z kilkoma duszami, które są w drodze z czyśćca do raju. Zatrzymały się tutaj, by mi podziękować, ponieważ dziś rano wspomniałem je podczas Mszy Świętej.” [27]Innym razem pewna kobieta zapytała go: „Ojcze, proszę mi opisać czyściec”. Odpowiedział: „Córko moja, dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody.” [28]
Misterium nieśmiertelności – Czyściec. Wraz ze swoim Aniołem Stróżem odwiedziła go również Św. Faustyna. W Dzienniczku, tak wspomina tą wizytę: „Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie. I zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie, to tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona przynosi im ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.” [29]
To właśnie Maryja, choć korzy się przed Bożą sprawiedliwością – jest najczulszą Orędowniczką dusz cierpiących w Czyśćcu. Cierpienie dobrowolnie przyjęte i złożone w Jej ręce ma największą wartość. Ona – Matka Miłosierdzia – ma moc i prawo w każde Swoje Święto wyzwolić kilka dusz najsrożej cierpiących lub uprosić u Swojego Syna złagodzenie kar i przejście w łagodniejszy krąg czyśćca.[30]
Szczytem wędrówki przez czyściec i kontakty z duszami tam cierpiącymi jest Muzeum Dusz Czyśćcowych, a raczej „pokój dusz czyśćcowych”zrobiony z małej zakrystii w kościele Sacro Cuore del Suffragio w Rzymie.[31] Powstał on z inicjatywy ojca Victora Jouëta, mającego szczególne nabożeństwo za zmarłych. Impulsem do jego założenia był pożar, który wybuchł w tymże kościele 15 listopada 1897r. Rozprzestrzeniający się od ołtarza ogień wypełnił kaplicę, a wierni na drewnianym panelu przy ołtarzu dostrzegli oblicze cierpiącej osoby. Pożar ugaszono, świątynię odbudowano, zaś wydarzenie uznano za nadprzyrodzone, związane z objawieniem się duszy czyśćcowej. Znajdujące się tam muzealne relacje i eksponaty fizycznie zaświadczają o rzeczywistości czyśćca, a wypalone w książkach i na fragmentach tkanin ślady dłoni i palców uwidaczniają przenikanie się światów i komunikację między nimi.
Właśnie dlatego dusze, które z chwilą swojej ziemskiej śmierci, w domu Ojca jeszcze się nie znalazły, obcują z nami na ziemi prosząc o pomoc w dojściu do Nieba. Śnią się, zjawiają, zostawiają namacalne, realnie wypalone ślady dłoni, czy samych tylko końcówek palców. Są jak bezdomni żebracy żyjący w rozkroku między Niebem, a Ziemią. Jak pisze ojciec Victor Jouët: „Życie dusz czyśćcowych to również życie. Trzeba więc uznać to, co wymyka się naszej kontroli, i nie odrzucać tego rozumowo. Bóg jest Panem ducha i materii, stworzył jedno i drugie. Cóż więc dziwnego w tym, że chce – zawsze z korzyścią dla swoich stworzeń – działać, wykorzystując ducha i materię w sposób dla nas niezrozumiały?” [32]
Dusze czyśćcowe są Kościołem Cierpiącym, a cierpienie jest jedyną modlitwą, która zbliża je do celu. Nie mogą już nic dla siebie zrobić. Żyją w PRAWDZIE, którą z odwagą myślenia poszukiwała Fulla Horak. Są nędzarzami, którzy z dopustu Bożego proszą Kościół Wojujący o jałmużnę miłości. Chcąc z nami obcować – fizycznie zjawiają się i pukają do naszych serc poprzez pukanie do okna, drzwi, naciskanie klamki, zrzucanie przedmiotów… I nie jest to doświadczenie tylko świętych, mistyków, czy ktoś mógłby dodać – chorych psychicznie ludzi…
Msza Święta, Komunia, każdy najmniejszy nawet ból, uzyskiwanie odpustów zupełnych, które całkowicie uwalniają z czyśćca jedną konkretną duszę. Ale także każdy dobry uczynek, myśl, modlitwa, wyrzeczenie, post, jałmużna, kroki w drodze na cmentarz, zapalone światełko – wszystko to ma dla dusz czyśćcowych ogromne znaczenie. O ile poniesione jest w ich intencji. Tak jak ciało, by żyć potrzebuje pożywienia, tak dusza potrzebuje modlitwy. Modlitwa za zmarłych jest najlepszą duchową inwestycją, która przynosi 100% zysku. Jak mówi nam Św. Jan Maria Vianne’y w swoim kazaniu – „Ten co się modli za duszami w czyśćcu cierpiącymi, skoro tylko stanie przed trybunałem Jezusa Chrystusa dla zdania rachunku ze swego życia, dusze owe już staraniem jego uwolnione z czyśćca rzucą się do stóp Zbawiciela i powiedzą: Panie, zlituj się nad tą duszą ona nas wyrwała z płomieni, ona za nas uczyniła zadość Twej sprawiedliwości. Zapomnij jej przewinień, jak ona błagała, żebyś zapomniał przewinień naszych”.[33]
Oby święty dzień śmierci dla wszystkich był odnalezieniem zagubionej perły.
Danuta Knap – Nowotarska
[1] F. Horak, Święta Pani, wyd. AA, Kraków 2020, s.185
[12] Fullę w jej mieszkaniu przy ul. Kopernika we Lwowie odwiedzali: (prócz Św. Magdaleny Zofii Barat pod dyktando której spisywała swoje doświadczenia) kardynał Mercier, Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, January i Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney, Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc, Stefan, Mikołaj.
Wzywamy Polski Rząd do sprzeciwu wobec komercjalizacji ludzkich embrionów przez UE
CitizenGO zaczął tę petycję do Premiera RP – 30.10.2023
Parlament Europejski niedawno poparł komercjalizację oraz sprzedaż ludzkich zarodków i płodów, kiedy przyjął nowe przepisy o nazwie „Substancje Pochodzenia Ludzkiego” – SoHO.
Poprawki zaproponowane przez Parlament Europejski definiują ludzkie zarodki i płody jedynie jako „substancje pochodzenia ludzkiego”, a nie jako rzeczywiste istoty ludzkie.
Każdy mieszkaniec Europy, niezależnie od swoich poglądów lub sympatii politycznych, powinien być oburzony tą barbarzyńską decyzją, za którą zapewne stoi wielki biznes oraz potężne grupy interesu.
Na szczęście ten perfidny plan komercjalizacji zarodków i płodów ludzkich można nadal powstrzymać.
W kolejnym etapie procesu legislacyjnego Unii Europejskiej proponowane regulacje zostaną poddane ocenie i dalszym dyskusjom w Radzie Europejskiej. Ważne jest, abyśmy zagwarantowali, że Rada Europejska wprowadzi odpowiednie poprawki, które zapewnią ochronę zarodków i płodów ludzkich przed traktowaniem ich jak towary na rynku lub całkowicie odrzuci ten projekt.
W tej sytuacji wiele zależy od postawy rządu polskiego.
Jednak zarówno rządzący, jak i my musimy działać szybko.
PODPISZCIE i UDOSTĘPNIJCIE Państwo tę petycję, w której wzywamy rząd RP działający na szczeblu Rady Europejskiej, do zaproponowania poprawki w regulacji SoHO, która chroniłaby zarodki i płody ludzkie przed traktowaniem ich jako zwykłe „substancje pochodzenia ludzkiego”.
Ta poprawka powinna definiować je jako życie ludzkie, które zasługuje na szczególną ochronę i które nigdy, pod żadnym pozorem nie powinno być komercjalizowane ani traktowane jako towar.
Jeżeli ta zmiana nie będzie możliwa, wzywamy nasz rząd do zdecydowanego odrzucenia tej nieludzkiej propozycji.
Regulacja SoHO, która początkowo miała na celu usprawnienie procesu zakupu, sprzedaży i transferu ludzkiej krwi, osocza oraz tkanek do celów medycznych w Unii Europejskiej, została pierwotnie wydana przez Komisję UE. Niestety, na etapie poprawek w Parlamencie Europejskim, propozycja uległa znaczącym zmianom.
Obecnie istnieje poważne zagrożenie, że przyjęcie tych przepisów w obecnej formie może skutkować możliwością tworzenia ludzkich zarodków wyłącznie w celu przeprowadzania na nich eksperymentów, co w konsekwencji prowadziłoby do ich zniszczenia.
Proszę, podpiszcie Państwo i udostępnijcie tę pilną petycją już dzisiaj!
Całą sprawę trafnie opisał irlandzki naukowiec dr Angelo Bottone w swojej wypowiedzi dla Instytutu Iona (organizacji pozarządowej zajmującej się kwestiami społecznymi i etycznymi):
„[Ta poprawka] nie czyni odpowiedniego rozróżnienia między ludzkim osoczem, komórkami i tkankami z jednej strony, a samymi ludźmi z drugiej, w tym przypadku zarodkami i płodami. Wszystkie są traktowane jako produkty do użytku naukowego i medycznego, z zarodkiem stawianym na tym samym poziomie moralnym co czerwona krwinka”.
Jeśli ta propozycja weszłaby w życie, to otworzyłaby drogę do wykorzystywania ludzkich zarodków, które zostały stworzone w laboratoriach specjalnie do celów badawczych lub tzw. nadmiarowych zarodków pozostałych po procedurach in vitro, do komercyjnych badań naukowych. Innymi słowy, będą one na sprzedaż. Te procedury mogłyby nawet obejmować dzieci nienarodzone, które zostały poczęte w sposób naturalny.
Również Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) wyraziła swoje obawy dotyczące tego, w jaki sposób ta regulacja „degraduje” godność ludzkiego życia w jego najwcześniejszych fazach, a także jak ten sam akt prawny mógłby zastąpić obowiązujące prawa krajowe w państwach UE, które obecnie chronią życie ludzkie na wczesnym etapie.
Mimo że obecna regulacja została zatwierdzona przez posłów do Parlamentu Europejskiego reprezentujących partie o orientacji proaborcyjnej oraz że większość krajów UE dopuszcza przerywanie ciąży, to w żadnym wypadku nie oznacza, że można masowo komercjalizować życie ludzkie we wczesnych fazach jego rozwoju. Zarówno aborcja, jak i handel ludzkimi zarodkami to zło, z którym jako obrońcy życia ludzkiego będziemy za wszelką cenę walczyć!
Absolutnym minimum jest założenie, że nikt nie powinien mieć prawa do traktowania zarodka ludzkiego czy płodu jako towaru, niezależnie od celu.
Życie ludzkie powinno być zawsze chronione, nigdy nie powinno być przedmiotem eksperymentów i nigdy nie powinno być przedmiotem handlu.
Podpiszcie Państwo i udostępnijcie tę petycję, wzywając rząd Polski, który działa na poziomie Rady UE, aby wprowadził poprawki do proponowanej regulacji SoHO w celu zagwarantowania ochrony zarodków i płodów ludzkich przed komercjalizacją oraz traktowaniem ich jak towar.
Jeżeli te poprawki nie byłyby możliwe, wzywamy nasz rząd do zdecydowanego odrzucenia tej nieludzkiej propozycji, za którą stoi wielki biznes i potężne grupy interesu.
Dziękujemy za Państwa zaangażowanie w tej ważnej sprawie!
14.039 podpisało. Osiągnijmy20.000!
Nie pozwólcie Unii Europejskiej na komercjalizację ludzkich zarodków.
Szanowny Panie Premierze,
Apeluję do Pana o zapewnienie, że rząd RP sprzeciwi się regulacji UE o substancjach pochodzenia ludzkiego (SOHO) proponowanej w obecnej formie, kiedy będzie ona rozpatrywana przez Radę Europejską.
Te przepisy zostały niedawno zatwierdzone w Parlamencie Europejskim i otwierają drogę do komercjalizacji ludzkich zarodków i płodów.
Obecne brzmienie regulacji SoHO nie rozróżnia zwykłych komórek i tkanek od rozwijającego się życia ludzkiego.
Ten brak szacunku wobec godności ludzkiej jest nie do przyjęcia. Dlatego apeluję do Pana jako przedstawiciela Polski w Radzie Europejskiej o wprowadzenie poprawki, która miałaby na celu ochronę zarodków i płodów ludzkich przed komercjalizacją, eksperymentami i traktowaniem ich jak towar lub o całkowite odrzucenie tej regulacji.
Nie możemy dopuścić do takiego dehumanizowania ludzkiego życia, gdzie zdolny do egzystencji zarodek ludzki pełni rolę towaru i poddawany jest barbarzyńskim eksperymentom.
Jako osoba szanująca prawa człowieka, proszę Pana o zapewnienie, że rząd Polski na Radzie Europejskiej będzie domagał się wprowadzenia poprawki do regulacji SoHO, mającej na celu ochronę życia ludzkiego przed komercjalizacją i traktowaniem go jako towaru.
Jeżeli to nie będzie możliwe, apeluję do Pana o odrzucenie tej dyskryminującej i nieludzkiej propozycji, za którą stoją wielki biznes i potężne grupy interesu.
Życie ludzkie nie jest na sprzedaż! Razem walczmy o odrzucenie barbarzyńskich przepisów!
Parlament Europejski niedawno zatwierdził nowe przepisy dotyczące „Substancji Pochodzenia Ludzkiego” (lub SoHO), które pozwalają na komercjalizację i sprzedaż ludzkich zarodków i płodów.
Poprawki Parlamentu Europejskiego w odniesieniu do proponowanego rozporządzenia SoHO (Substances of Human Origin) wyraźnie definiują ludzkie zarodki i płody jako „substancje pochodzenia ludzkiego”, co jest skandaliczne, gdyż taka definicja odrzuca ich ludzką naturę.
Przepisy trafią teraz do Rady Europejskiej, gdzie będzie możliwe wprowadzenie odpowiednich poprawek do proponowanych regulacji.
Najwyższy czas, aby wywrzeć presję na premierze RP, który reprezentuje Polskę w Radzie Europejskiej, aby podjął odpowiednie działania w celu ochrony godności ludzkiego życia.
Istnieje poważne zagrożenie, że przyjęcie tego rozporządzenia w obecnej formie może otworzyć drzwi do tworzenia ludzkich zarodków w laboratoriach jedynie w celach eksperymentalnych, co w konsekwencji doprowadzi do ich śmierci.
Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) zareagowała w tej sprawie i wyraziła swoje obawy dotyczące tego, w jaki sposób ta regulacja „degraduje” godność ludzkiego życia w jego najwcześniejszych fazach, a także jak ten sam akt prawny mógłby zastąpić obowiązujące prawa krajowe w państwach UE, które obecnie chronią życie ludzkie na wczesnym etapie.
Rozporządzenie SoHO w takiej formie wpłynie na zmiany przepisów farmaceutycznych i reprodukcyjnych, co może prowadzić do degradacji ludzkiego życia w innych dziedzinach prawa.
To kluczowa i fundamentalna kwestia dotycząca zarówno życia, jak i tego, co powinno być wyłączone spod komercjalizacji i traktowane z należytym szacunkiem, nie jako towar.
Wprowadzenie poprawki zapewniłoby, że zarówno żywe, jak i zmarłe zarodki oraz płody ludzkie, byłyby chronione przed traktowaniem ich jako zwykłe substancje pochodzenia ludzkiego, przy jednoczesnym zachowaniu istniejących przepisów krajowych dotyczących ich ochrony.
Taka poprawka musi precyzyjnie określić różnicę między niezapłodnionymi komórkami rozrodczymi a zarodkami i płodami, które są istotami ludzkimi, mają swoją godność i zasługują na pełną ochronę prawną.
Mimo że obecna regulacja została zatwierdzona przez posłów do Parlamentu Europejskiego reprezentujących ugrupowania o orientacji proaborcyjnej oraz mimo że większość krajów UE dopuszcza przerywanie ciąży, to w żadnym wypadku nie oznacza, że można masowo komercjalizować życie ludzkie we wczesnych fazach jego rozwoju. Zarówno aborcja, jak i handel ludzkimi zarodkami to zło, z którym jako obrońcy życia ludzkiego będziemy za wszelką cenę walczyć!
My Polacy powinniśmy w sposób szczególny opowiedzieć się przeciwko tym barbarzyńskim przepisom. Eurokraci chcą nam narzucić cywilizację śmierci, pokażmy im, że nie zgadzamy się z ich skandalicznymi pomysłami!
Absolutnym minimum jest założenie, że nikt nie powinien mieć prawa do traktowania zarodka ludzkiego czy płodu jako towaru, niezależnie od celu.
Życie ludzkie powinno być zawsze chronione, nigdy nie powinno być przedmiotem eksperymentów i nigdy nie powinno być przedmiotem handlu.
Musimy działać teraz, zanim będzie za późno. To jest nasza szansa, by zablokować barbarzyńskie przepisy i chronić godność ludzkiego życia na jego najwcześniejszych etapach.
(George Soros / fot. Flickr / World Economic Forum)
Konserwatywny amerykański portal Breitbart przytacza ustalenia raportu, wedle którego międzynarodowy sponsor ruchów lewicowo-rewolucyjnych, George Soros, przekazywał kwoty na organizacje stojące za manifestowaniem poparcia dla Hamasu.
Jak ustaliła gazeta „New York Post”, organizacja Sorosa Open Society Foundation przekazała w sumie 13,7 miliona na rzecz Tides Center, czyli – jak czytamy – „posiadającej głębokie kieszenie lewicowej grupy aktywistów, która sponsoruje kilka organizacji non-profit usprawiedliwiających krwawe ataki Hamasu”. Wśród beneficjentów są grupy takie jak Adalah Justice Project z siedzibą w USA.
Datki otrzymała również działająca w Izraelu organizacja The Legal Center for Arab Minority Rights (Centrum Prawnicze na rzecz Praw Mniejszości Arabskich). Jej rzecznik przyznał, iż fundacja Sorosa „od wielu lat hojnie wspiera naszą pracę na rzecz obrony praw Palestyńczyków znajdujących się pod kontrolą Izraela i jesteśmy wdzięczni za jej ogromny wkład w te wysiłki”.
Wśród beneficjentów są różne organizacje odpowiedzialne za uliczne manifestacje poparcia dla Hamasu, m. in. lewicowa Arab American Association of New York, która zorganizowała wiec, na którym obnoszono po ulicach śmietnik z umieszczoną w nim flagą Izraela i podpisem „Prosimy utrzymywać świat w czystości”.
Pozostaje pytanie, jaki interes ma w tym węgiersko-amerykański Żyd, którego agendą jest infekowanie kolejnych państw (szczególnie mniej rozwiniętych) wirusem neomarksizmu i lewicowego radykalizmu?
Wielu watykanistów to potwierdza. Analiza faktów dziejących się od tego czasu w Watykanie również.
Ostatni papieże jakby „zmuszani” byli do budowy kościoła synkretycznego. „Zjazd wszystkich religii” w Asyżu w 1986 roku, całowanie Koranu, przyjęcie znaku bogini Kali przez Jana Pawła II, atak i okupacja Watykanu przez masonów i zboczeńców, cały pontyfikat Franciszka, w tym kulty bałwana Paczamamy itp.
To wszystko narasta.
Ale przecież Chrystus powiedział o Kościele: „Bramy piekielne go nie zwyciężą „.
Zagwarantował więc, że Kościół nie zostanie zwyciężony, nie zaś, że do końca Czasu na jego czele będzie stał papież – namiestnik Chrystusa!
To ostatnie jest wątpliwe, bo ewidentnie anty-chrystusowy papież [sic !!] Franciszek namianował tylu anty-chrystusowych kardynałów, że następne konklawe może być końcem papiestwa.
Ale nie Kościoła, katoliku! Zawsze pozostaną grupy, bractwa prawdziwie katolickie.
Podobnie jak „zgonem covidowym” była każda osoba, która zmarła „z jakiejkolwiek przyczyny po pozytywnym wyniku testu na covid”, tu też stosuje się język, który może na nowo zdefiniować niemal każdą chorobę lub wypadek jako „kwestię zdrowotną związaną ze zmianami klimatu”.
Dlaczego globaliści nazywają „zmiany klimatyczne” „kryzysem zdrowia publicznego”?
Odpowiedź ma związek z traktatem pandemicznym i lockdownami klimatycznymi.
Globalna elita planuje wprowadzić niemal stały „globalny stan wyjątkowy” poprzez przemianowanie zmian klimatycznych na „kryzys zdrowia publicznego”, który jest „gorszy niż covid”.
To nie nowość. Jednak trwająca kampania w ostatnich tygodniach nabiera tempa.
Pisałem o tym wiele razy w ciągu ostatnich kilku lat – zobacz tutaj i tutaj i tutaj. Zaczęło się niemal natychmiast po tym, jak pojawił się covid i od tego czasu stale postępuje, a niektóre raporty określają zmiany klimatyczne jako „gorsze niż covid”.
Ale jeśli będą o tym ciągle mówić, ja będę wciąż o tym pisać. I miejmy nadzieję, że świadomość będzie się rozprzestrzeniać.
Tak czy inaczej, ponownie pojawia się nacisk na linii „klimat = kryzys zdrowia publicznego”. Zaczęło się, jak wiele innych rzeczy, od stwierdzenia Billa Gatesa w wywiadzie dla MSNBC pod koniec września:
„Musimy to wszystko połączyć. Nie chodzi tylko o to, że klimat jest tu, a zdrowie tam, te dwie rzeczy wzajemnie na siebie oddziałują”
Od tego czasu w gazetach MNÓSTWO razy pojawiło się stwierdzenie „zmiany klimatyczne to kryzys zdrowia publicznego”, co prawdopodobnie stanowiło część przygotowań do szczytu ONZ COP28, który odbędzie się pod koniec tego roku.
Idąc za przykładem Gates’a, to, co kiedyś było tlącym się motywem propagandowym, dziś stało się pędem do mety, a to zdanie powtarzało się w artykułach na całym świecie niczym gorączkowy katechizm.
Inne publikacje są bardziej szczegółowe, ale przekaz jest ten sam. Zmiany klimatyczne są szkodliwe dla zdrowia kobiet i dzieci, biednych ludzi, Kenijczyków, pracowników i… łapiesz, o co chodzi.
A to wszystko zaledwie z kilku ostatnich dni.
Dotyczy to nie tylko prasy, ale także rządów i organizacji pozarządowych. Organizacja non-profit „One Earth” donosiła dwa dni temu:
„Dlaczego zmiany klimatyczne są problemem zdrowia publicznego”
Zarówno Czerwony Krzyż, jak i Lekarze bez Granic w ciągu ostatnich kilku dni opublikowali (lub zaktualizowali) artykuły na swoich stronach internetowych, używając odmian wyrażenia „Kryzys klimatyczny jest kryzysem zdrowotnym”.
Lokalni urzędnicy ds. zdrowia publicznego z tak odległych miejsc, jak Australia Zachodnia i Arkansas, są zajęci „dyskutowaniem o skutkach zdrowotnych zmian klimatycznych”
Dane WHO wskazują, że 2 miliardy ludzi nie ma bezpiecznej wody pitnej, a 600 milionów rocznie cierpi na choroby przenoszone przez żywność, przy czym 30% zgonów spowodowanych przez żywność jest u dzieci poniżej 5-go roku życia. Czynniki wywołujące zagrożenia klimatyczne zwiększają ryzyko chorób przenoszonych przez wodę i żywność. W 2020r. 770 mln osób, głównie w Afryce i Azji, stanęło w obliczu głodu. Zmiany klimatu wpływają na dostępność, jakość i różnorodność żywności, zaostrzając kryzysy żywnościowe i żywieniowe.
Zmiany temperatury i opadów sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób przenoszonych przez komary oraz kleszcze. Bez działań zapobiegawczych liczba zgonów z powodu tych chorób, obecnie ponad 700 tys. rocznie, może wzrosnąć. Zmiany klimatu powodują zarówno bezpośrednie problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak lęk i stres pourazowy, jak i długotrwałe zaburzenia spowodowane czynnikami takimi jak przesiedlenie i zakłócona spójność społeczna.
Wiążą „zmiany klimatu” z każdym, kto jest niedożywiony, ma pasożyty jelitowe lub zanieczyszczoną wodę pitną. Jak również każdego, kto umiera z powodu upału, zimna, pożaru lub powodzi. Nawet zaburzenia psychiczne.
Podobnie jak „zgonem covidowym” była każda osoba, która zmarła „z jakiejkolwiek przyczyny po pozytywnym wyniku testu na covid”, tu też stosuje się język, który może na nowo zdefiniować niemal każdą chorobę lub wypadek jako „kwestię zdrowotną związaną ze zmianami klimatu”.
Dwa dni temu dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia, specjalny wysłannik ONZ ds. zmian klimatycznych i zdrowia oraz prezes COP28 napisali wspólnie opinię dla „The Telegraph” zatytułowaną:
„Zmiany klimatu to jedno z naszych największych zagrożeń dla zdrowia – jeśli nie podejmiemy działań, ludzkość stanie w obliczu ogromnych ofiar”
Dyrektor WHO powtórzył wczoraj to twierdzenie niemal słowo w słowo na Twitterze:
Kryzys klimatyczny to kryzys zdrowotny. Zanieczyszczenie powietrza i ekstremalne temperatury powodują wzrost liczby chorób takich jak cukrzyca, nowotwory, choroby układu krążenia i układu oddechowego. Ludzie umierają przedwcześnie, a najbardziej bezbronni cierpią najbardziej. Musimy priorytetowo traktować leczenie naszych…
Proszę wziąć pod uwagę, że WHO jest jedynym organem na Ziemi uprawnionym do ogłoszenia „pandemii”.
Proszę wziąć pod uwagę, że oficjalny termin nie brzmi „pandemia”, ale raczej „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” [PHEIC].
Proszę wziąć pod uwagę, że „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” niekoniecznie oznacza chorobę.
To mogłoby oznaczać, i dorzucam tu tylko sugestię do dyskusji, och, sam nie wiem – może… zmiany klimatyczne?
Na koniec proszę wziąć pod uwagę, że zaledwie jedna klauzula w proponowanym „Traktacie Pandemicznym” upoważniłaby WHO do ogłoszenia PHEIC zgodnie z „zasadą ostrożności” [podkreślenie moje]:
„Przyszłe ogłoszenia PHEIC przez Dyrektora Generalnego WHO powinny, tam gdzie jest to uzasadnione, opierać się na zasadzie ostrożności”
Zasadniczo po wejściu w życie nowego ustawodawstwa plan pisze się sam:
Wprowadzić nowe przepisy umożliwiające globalne „środki nadzwyczajne” w przypadku przyszłego „stanu zagrożenia zdrowia publicznego” _
Ogłosić zmiany klimatu jako stan nadzwyczajny w zakresie zdrowia publicznego lub być może „potencjalny stan nadzwyczajny w zakresie zdrowia publicznego” _
Aktywować środki nadzwyczajne – takie jak lockdowny klimatyczne – do czasu, gdy zmiany klimatyczne zostaną „naprawione”
Dostrzegasz jaki będzie finał tego wszystkiego? To takie proste.
Aha, i nie będziemy mogli narzekać, ponieważ „zaprzeczanie zmianom klimatycznym” będzie nielegalne. Przynajmniej jeśli wybitni działacze klimatyczni, tacy jak ten, postawią na swoim.
Na razie to tylko szept w tle, ale po COP28 będzie głośniej, wystarczy poczekać.
Do tego czasu, jak już wspomniałem, utknąłem tutaj, pisząc na zawsze.
Ostatnia w tym sezonie parada LGBT odbyła się w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Nie zgromadziła wielu uczestników, ale okazała się wyjątkowo agresywna wobec obrońców życia i rodziny. Lobby LGBT puściły nerwy.
Byliśmy w Bolesławcu z lokalnymi oddziałami Fundacji, aby pokazać, że homoaktywiści dopuszczają się molestowania i gwałcenia dzieci. Po raz pierwszy pokazywaliśmy polski przypadek – Krzysztofa F., który był działaczem LGBT i politykiem Platformy Obywatelskiej. Częstował narkotykami i wykorzystał seksualnie nastoletniego chłopca, za co został skazany na karę więzienia wysokości 4 lata i 10 miesięcy. Wcześniej pełnił funkcję doradcy w gabinecie Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, podawał się za psychoterapeutę, trenera rozwoju osobistego i specjalistę ds. uzależnień. Mógł mieć dostęp do licznych potencjalnych ofiar, gdyż pracował z osobami podatnymi na manipulację, dziećmi i młodzieżą w kryzysie. Chadzał na marsze równości i trzymał z sześciokolorowym środowiskiem. Bez przesady można powiedzieć, że Krzysztof F. to polski James Rennie.
W trakcie parady do znajomości z F. przyznała się m.in. Monika Tichy, skazana prawomocnie za lżenie Kai Godek na jednym z aborcyjnych strajków, zresztą Tichy była już wcześniej widywana na zdjęciach z homopedofilem.
Relację z kontry w Bolesławcu zobaczy Pan w poniższym materiale.
Po co parada LGBT już po wyborach? Otóż lewackie grupy poczuły się silne i teraz chcą wprowadzać swoją rewolucję. Już zapowiadają, że zaczną od uznawania ślubów homoseksualnych. I Pan, i ja dobrze wiemy, co to oznacza: wkrótce zechcą sięgnąć po dzieci – zażądają homopadopcji.
ŻiR od swojego powstania przestrzega przed lobby LGBT. Wskazujemy na związek pedofilii z innymi zboczeniami i nie zaprzestaniemy tych działań.
Także wtedy, gdy agresywni homodziałacze będą próbowali zmusić nas wszystkich, abyśmy dali im przywileje właściwe małżeństwom oraz dzieci na (pseudo)wychowanie.
Nie odpuścimy. Stoimy na straży. Patrzymy im na ręce i nie damy skrzywdzić polskich dzieci. Jesteśmy silni dzięki temu, że jest Pan z nami.
PS – Homolobby się rozbestwiło i trzeba stawiać im tamę. Proszę obserwować kolejne działania ŻiR-u, szczególnie w mediach społecznościowych (ikonki poniżej w stopce) oraz na naszym portaluwww.RatujZycie.pl.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Stanisław Michalkiewicz • „Forum Polskiej Gospodarki” (fpg24.pl) • 31 października 2023 michalkiewicz
W 1977 roku powstał w Polsce Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, w którym miałem zaszczyt brać udział i nawet wydawać, to znaczy – wespół z moim przyjacielem Tadeuszem Szozdą – redagować i drukować podziemną gazetę dla mieszkańców wsi, pod tytułem „Gospodarz”. Celem ROPCiO było wywalczenie przestrzeni wolności w systemie komunistycznym, co w perspektywie stwarzało nadzieję jego rozsadzenia – a na początek Ruch postawił sobie za cel doprowadzenie do opublikowania z „Dzienniku Ustaw” Międzynarodowych Paktór Praw Człowieka. Chodziło o to, że Polska te Pakty ratyfikowała – ale władze nie opublikowały ich w „Dzienniku Ustaw”, wskutek czego nie stały się one elementem prawa wewnętrznego. Oczywiście natychmiast zainteresowała się nami SB i już w 1978 roku objęła mnie specjalnym nadzorem, co wyraziło się m.in. w postaci „sprawy operacyjnego rozpracowania”. Polegała ona na osaczaniu tzw. „figuranta” przy pomocy tajnych współpracowników, wciągania go w jakieś prowokacje, no i urządzanie mu rozmaitych psot, w rodzaju włamań do mieszkania, podglądów i podsłuchów, całodobowej inwigilacji i temu podobnych wynalazków. Kiedy dostałem z IPN swoje dokumenty, to zwróciła moją uwagę recenzja, jaką wystawił mi „mój” bezpieczniak – że jestem „pobożny aż do przesady”. W pierwszej chwili mnie to zaskoczyło, ale potem przypomniałem sobie, skąd się to wzięło. Otóż podczas jakiegoś przesłuchania, „dobry” ubek próbował brać mnie pod włos, perswadując mi, że moja przyszłość, jest w moich rękach – i tak dalej. Żeby jakoś zakończyć te umizgi, zacytowałem mu słowa Józefa Stalina, którymi skomentował on propozycje Winstona Churchilla, by zdecydować o powojennym kształcie Europy. Stalin zbył te oferty angielskiego premiera uwagą, że „wszystko w ręku Boga”. Toteż kiedy zacytowałem ubekowi tę wypowiedź, cała dobroć wyparowała z niego w jednej chwili i zaczął tytułować mnie zwyczajnie, to znaczy – „ty skurwysynu”.
W Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych, który obowiązuje również w Polsce do dnia dzisiejszego znajdują się różne postanowienia, z których wielu ludzi, zwłaszcza tych, którzy mają czuwać nad przestrzeganiem praw, albo którzy tylko chcieliby ustanawiać w naszym nieszczęśliwym kraju prawa, nie zdaje sobie sprawy. Oto na przykład w art. 6 tego paktu czytamy, że „każda istota ludzka ma przyrodzone prawo do życia”. „Przyrodzone”, a więc – naturalne, czyli takie, którego nie można uchylić przez żadne głosowanie. Dalej w punkcie 1 czytamy, że „nikt nie może być samowolnie pozbawiony życia”. „Nikt” – a wiec zarówno człowiek duży, jak i bardzo mały, zarówno zdrowy, jak i bardzo chory” – i tak dalej. Tymczasem moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, pragnąc podlizać się innym wyzwolonym kobietom i zrobić przykrość Panu Bogu, zapowiada legalizację samowolnego pozbawiania życia ludzi bardzo małych. Na dobry porządek powinna za publiczne nawoływanie do zbrodni trafić najpierw do aresztu wydobywczego, a potem do lochu, gdzie by jęczała i szlochała przez resztę życia, ale okazuje się, że nic z tego. Właśnie została posłanką, więc bardzo możliwe, że nie tylko wprowadzi swoje pomysły w życie, ale nawet nie wpadnie na pomysł, by uprzednio, w imieniu Polski, wypowiedzieć ten Pakt. Jak to jest możliwe? Wyjaśnił to Artur Conan Doyle w opowiadaniu ”Studium w szkarłacie” pisząc, że „głupiec zawsze znajdzie jeszcze większego głupca, który go uwielbia”. Na tym właśnie polega demokracja.
Ale w tym Pakcie są jeszcze inne zapisy, na przykład art. 26, który stanowi, że „wszyscy są równi wobec prawa i są uprawnieni, bez żadnej dyskryminacji, do jednakowej ochrony prawnej. Jakakolwiek dyskryminacja powinna być ustawowo zakazana oraz powinna być zagwarantowana przez ustawę równa dla wszystkich i skuteczna ochrona przed dyskryminacją z takich względów jak rasa, kolor skóry, płeć, język, religia, poglądy polityczne lub inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, sytuacja majątkowa, urodzenie lub jakiekolwiek inne okoliczności.” „Poglądy polityczne lub inne” oraz „jakiekolwiek inne okoliczności”.
I oto w dniach ostatnich (najwyraźniej nadchodzą zapowiadane od wieków „dni ostatnie”) odbył się w Warszawie marsz, którego uczestnicy protestowali przeciwko masakrowaniu Palestyńczyków w Strefie Gazy przez Izrael. Marsz ten został uznany za „antysemicki” przez pana red. Cezarego Gmyza, który najwyraźniej wie, z jakiego klucza na tym etapie trzeba ćwierkać. Okazało się jednak, że nie całemu marszowi można przypisać intencje antysemickie, a tylko jednemu transparentowi – bo tak rozumiem reakcję zarówno pana prezydenta Andrzeja Dudy, jak i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Jak wykazało doraźne śledztwo, pewna studentka Uniwersytetu Medycznego w Warszawie trzymała transparent na którym była narysowana gwiazda Dawida w koszu na śmieci, czemu towarzyszył napis w języku angielskim: „keep the world clean” – co się wykłada: „utrzymaj świat w czystości”. To właśnie ten transparent został uznany za „antysemicki”. Czy jednak słusznie?
O tym, co jest antysemityzmem, a co nim nie jest, nie decyduje ani pan prezydent Andrzej Duda, ani pan Rarał Trzaskowski, ani władze Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, które w podskokach zapowiedziały „kroki prawne” wobec tej studentki, an żaden inny głupi goj – tylko Liga Antydefamacyjna w Nowym Jorku z panem Abrahamen Foxmanem na czele. Ta Liga uznaje za „antysemickie” takie np. opinie, że środowiska żydowskie w USA mają duże wpływy w sektorze finansowym, w mediach i w przemyśle rozrywkowym. Każdy, kto chociaż trochę zna Amerykę, wie, że to prawda. Wynika z tego, że Liga Antydefamacyjna stawia znak równości między antysemityzmem i spostrzegawczością. Dlaczego to robi – to odrębna sprawa – ale nie o to w tej chwili chodzi, by prezentować te ukryte intencje, tylko o to, że transparent niesiony przez wspomnianą studentkę, przedstawiał pogląd polityczny, wyrażony w formie graficznej.
Jak powszechnie wiadomo, od czasu proklamowania Izraela 14 maja 1948 roku, na Bliskim Wschodzie z udziałem tego państwa miały miejsce cztery duże wojny: w roku 1948, w roku 1956, w roku 1967 i w roku 1973 oraz wiele wojen mniejszych, żeby już nie liczyć „operacji pokojowych”. Jak na 75 lat, to całkiem sporo i to właśnie skłania wielu ludzi na świecie do refleksji, czy przypadkiem zgoda społeczności międzynarodowej na utworzenie i uznanie Izraela, nie była błędem. Również dlatego, ze władze Izraela, licząc na poparcie Stanów Zjednoczonych, gdzie AIPAC, czyli organizacja grupująca tamtejsze żydowskie organizacje, jest bardzo wpływowa, ostentacyjnie lekceważyły rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ, co doprowadziło do pojawienia się terroryzmu islamskiego.
Plakat niesiony przez wspomnianą studentkę, taką właśnie wątpliwość w formie graficznej wyrażał, więc stanowił pogląd polityczny, o którym mówi art. 26 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. To, że na Bliskim Wschodzie Izrael przygotowuje się do ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy, a miłujący pokój świat tchórzliwie podkula pod siebie ogon, niczego tu nie zmienia. Na tym tle odwaga wspomnianej studentki, by wbrew niesprzyjającym okolicznościom – o których też artykuł 26 wspomina – swojej wątpliwości dać wyraz, zasługuje na uznanie, a nie na dyskryminację, którą zapowiadają władze Uniwersytetu Medycznego, a której tchórzliwie przyklaskuje pan prezydent Andrzej Duda – bo od pana prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który w maju ub. roku, podczas wizyty w USA namawiał się z tamtejszymi wpływowymi Żydami: Ronaldem Lauderem i Sorosem juniorem, żadnego obiektywizmu spodziewać się nie należy.
Arcybiskup Carlo Maria Viganò 30 października 2023
Uwaga od redaktora portalu LifeSiteNews: Poniższy esej pochodzi z homilii arcybiskupa Carlo Marii Viganò w święto Chrystusa Króla. Regnum eius regnum sempiternum est, et omnes reges servient ei et obedient – Albowiem jego królestwo jest wiecznym królestwem, a wszystkie królestwa będą mu służyć i będą mu posłuszne.
Dawno, dawno temu był sobie król. Tak zaczynały się bajki, które słyszeliśmy jako dzieci, w czasach, gdy ideologiczna indoktrynacja nie przyszła jeszcze, by zepsuć dzieci w ich niewinności i mogliśmy spokojnie mówić o królach, książętach i księżniczkach, i normalne było myślenie, że przynajmniej w świecie bajek może istnieć porządek społeczny nie obalony przez rewolucję. Królestwa, trony, korony, honor, lojalność i rycerskość były odniesieniami, które wykraczały poza czas i modę, właśnie ze względu na ich spójność z boskim kosmosem, z wieczną i niezmienną hierarchią niebiańskich porządków.
W przypowieściach, którymi Pan pouczał swoich uczniów, byli również królowie, a On sam ogłosił się królem, gdy stanął przed Piłatem, odziany w szyderczą purpurową szatę, ukoronowany cierniem, trzymając trzcinę zamiast berła. Był wyśmiewany przez łotrów za to, że był królem, a namiestnik Judei uznał Go za króla, gdy kazał przymocować do krzyża tabliczkę wskazującą powód skazania Go na śmierć: „Iesus Nazarenus Rex Iudæorum” (Jezus z Nazaretu, król żydowski). Sanhedryn chciał poprawić ten napis:
Nie pisz: 'Król żydowski’, ale: 'Ten człowiek powiedział: 'Ja jestem Królem żydowskim'”. (J 19:21)
I nawet dzisiaj są tacy, którzy chcą odmówić naszemu Panu tego tytułu, który tak niepokoi Jego wrogów, ze względu na wszystko, co on implikuje. Ale w chwili, gdy niegodziwcy zrzucają łagodne jarzmo Chrystusa i otwarcie deklarują swój bunt przeciwko Jego suwerennej władzy, są zmuszeni wypełnić tę pustkę, podobni tym, którzy zaprzeczając prawdziwemu Bogu oddają cześć bożkom.
Piłat powiedział do Żydów: „Oto król wasz”. Lecz oni zawołali: „Precz! Precz! Ukrzyżujcie go! Piłat rzekł do nich: „Czy mam ukrzyżować waszego króla?”. Arcykapłani odpowiedzieli: „Nie mamy króla prócz Cezara”. (J 19:15)
To bardzo smutne widzieć, jak zwiedzione umysły, aby nie uznać oczywistej i zbawczej rzeczywistości, wolą uczynić się niewolnikami znacznie niższej władzy, takiej jak władza państwowa, a do tego państwa najeźdźczego. Z drugiej strony, ci, którzy służą szatanowi, są również gotowi służyć Antychrystowi jako królowi i uznać jego królestwo, którego złowieszczym preludium jest Nowy Porządek Świata.
Ale czy nie jest to ostatecznie to, co robimy za każdym razem, gdy jesteśmy nieposłuszni Bogu? Czyż nie odmawiamy powszechnego i absolutnego panowania Temu, który sprawuje je na mocy boskiego prawa i przez pobożność, a następnie przypisujemy je ludziom lub sami je sobie przywłaszczamy? Czyż nie ustanawiamy siebie najwyższymi prawodawcami, ilekroć udajemy, że zajmujemy miejsce tego, który na Synaju dał Mojżeszowi tablice prawa? Czy nasi pierwsi rodzice nie uczynili tego samego, gdy posłuchali pokus węża i złamali przykazanie Pana, jedząc owoc z drzewa zakazanego? Albo Żydzi na pustyni, gdy oddawali cześć złotemu cielcowi?…
Władza królewska jest nierozerwalnie związana z boskością: królowie Izraela i władcy narodów katolickich uważali się za wikariuszy Boga, obdarzonych świętą mocą, która została im nadana przez para-sakramentalny obrzęd. Sprawowanie władzy królewskiej – a ogólniej rządu – musi być zatem zgodne z wolą samego Boga, od którego pochodzi wszelka władza.
Spójność ta oznacza uznanie przez władzę publiczną najwyższej władzy Boga i obowiązek dostosowania praw państwowych do prawa naturalnego i boskiego. Ten, kto wierzy, że może wykorzystać władzę, czy to cywilną, czy kościelną, do celów innych niż te, dla których władza została ustanowiona przez Boga, a nawet przeciwnych, łudzi się żałośnie, a jego los nie będzie się różnił od tego, który opatrzność zarezerwowała dla tyranów i władców, którzy buntują się przeciwko Boskiej woli.
Odnosi się to nie tylko do władzy doczesnej, ale także – i przede wszystkim – do władzy duchownej, która ze względu na hierarchiczną wyższość celów jest z natury wyższa od władzy doczesnej i właśnie z tego powodu ci, którzy sprawują władzę duchowną muszą jeszcze wierniej dostosować się do tego, czego Bóg nauczał i nakazał. I jeśli prawdą jest, że jest niespójnością, gdy ci, którym powierzono władzę, nie postępują w życiu prywatnym zgodnie z zasadami wiary i moralności, to jest rzeczą niespotykaną, aby taka niespójność mogłaby rozciągać się na samo sprawowanie władzy.
Z tego powodu plamy, które ciążą na osobistym postępowaniu Aleksandra VI, są nieporównywalnie mniej dotkliwe niż te, które ciążą na papieżu, który, choć prowadzi życie wolne od skandali, popełnia akty rządzenia sprzeczne z celem papiestwa. I dzisiaj musimy również pogodzić się z rzeczywistością „papiestwa”, w którym osobiste skandale Jorge Mario Bergoglio są nawet przesłonięte przez te, które popełnia na mocy władzy, która – przynajmniej chwilowo – jest mu przyznana.
Pan, który jest Bogiem zazdrosnym (Wj 20:5), chce panować nad swoim ludem i sprawuje to królestwo poprzez swoich wikariuszy w sprawach doczesnych i duchowych. Chrystus pragnął, aby Jego Kościół był monarchiczny. Nie zamierzał pozostawić papieżowi swobody decydowania o tym, co chce, ale raczej by działał jako Christi Vicarius i Servus servorum Dei, tak aby On był jedynym Najwyższym i Wiecznym Kapłanem, pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, wszechobecnym królem i Panem, panującym na Ziemi za pośrednictwem papieża.
Idea demokratycznego Kościoła jest nie tylko teologiczną aberracją i rażącym naruszeniem hierarchicznej struktury Chrystusa Pana, ale jest nonsensem, który jest obalany przez jego własnych zwolenników, ponieważ opiera się na fałszywej przesłance, że możliwe jest sprawowanie władzy oderwanej od dobra, wypaczając ją w tyranię. Władza kościelna i cywilna, na mocy Boskiego dekretu, są wyrazem najwyższego, absolutnego i powszechnego panowania Chrystusa, cujus regni non erit finis. Zbyt często zapominamy, że Pan nie jest Bogiem w wyniku powszechnych wyborów. Dominus regnavit, decorem indutus est (Ps 92:1). Pan króluje w całym wszechświecie: Przyoblekł Siebie w majestat. Pismo Święte używa tutaj formy słownej, za pomocą której wyraża wieczność, niezniszczalność i ostateczność Królestwa Chrystusa.
„Regnum meum non est de hoc mundo” (J 18, 36): tych słów Naszego Pana skierowanych do Piłata nie należy rozumieć w sensie, jaki heretycy i moderniści zwykli wam nadawać, to znaczy, że Jezus Chrystus nie rości sobie prawa do władzy nad rządami narodów i że pozostawia im swobodę stanowienia prawa według własnego uznania, zgodnie z błędami sekularyzmu i liberalizmu. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że Królestwo Chrystusa nie wywodzi się z ziemskiej władzy, jest wieczne i uniwersalne, całkowite i absolutne, bezpośrednie i natychmiastowe. Ego vici mundum, zapewnia nas Pan. Dlatego świat nie tylko nie jest źródłem Jego władzy, ale raczej staje się jej wrogiem, gdy tylko wycofuje się z niej, aby służyć Princeps mundi huius, który jest właśnie księciem, który jest również hierarchicznie podporządkowany najwyższej władzy Boga, który pozwala mu działać tylko po to, aby uzyskać od niego większe dobro.
Podbiłem świat oznacza zatem, że świat, niezależnie od tego, jak bardzo łudzi się, że może sprzeciwić się planom Opatrzności i utrudnić działanie łaski, nie może nic zrobić przeciwko Temu, który już go podbił. To zwycięstwo, które jest całkowite i nieodwracalne, dokonało się przez Krzyż, znak hańby zarezerwowanej dla niewolników, wraz z męką i śmiercią Zbawiciela w posłuszeństwie Jego Ojcu. Regnavit a ligno Deus. Krzyż jest tronem chwały, ponieważ przez niego Chrystus nas odkupił, to znaczy wykupił nas z niewoli szatana.
Dziś zarówno państwo, jak i Kościół są zakładnikami wrogów Boga, a ich władza jest uzurpowana przez zbrodniczych wywrotowców i heretyków, którzy arogancko okazują swoją determinację do czynienia zła i niechęć do prawa Pańskiego. Zdrada władców i apostazja prałatów są karą, na którą zasługujemy za nieposłuszeństwo Bogu.
A jednak, podczas gdy oni niszczą, my mamy radość i zaszczyt odbudowy. I jest jeszcze większe szczęście: nowe pokolenie świeckich i kapłanów uczestniczy z gorliwością w tym dziele odbudowy Kościoła dla zbawienia dusz, i czynią to dobrze, świadomi własnych słabości i nieszczęść, ale także pozwalając się używać Bogu jako uległe narzędzia w Jego rękach: rękach pomocnych, rękach silnych, rękach Wszechmocy.
Nasza kruchość jeszcze bardziej podkreśla fakt, że jest to dzieło Pana, zwłaszcza gdy tej ludzkiej kruchości towarzyszy pokora. Ta pokora powinna prowadzić nas do instaurare omnia in Christo, począwszy od serca wiary, którym jest Msza Święta. Powróćmy do liturgii, która uznaje naszego Pana w Jego absolutnym prymacie.
Jeśli nasz Pan jest Królem na mocy dziedzicznego prawa (ponieważ narodził się z królewskiej linii Dawida), na mocy boskiego prawa (na mocy unii hipostatycznej), a także na mocy prawa konkwisty (odkupiwszy nas przez swoją ofiarę na krzyżu), nie możemy zapominać, że w planach boskiej opatrzności ten boski władca ma u swego boku, jako naszą Panią i królową, swoją własną dostojną Matkę, Najświętszą Maryję Pannę. Nie może być Królewskości Chrystusa bez słodkiej i macierzyńskiej Królewskości Maryi, o której święty Ludwik Maria Grignon de Montfort przypomina nam, że jest naszą pośredniczką przed majestatycznym tronem swego Syna, gdzie stoi jako królowa wstawiająca się przed królem. Regina, Mater Misericordiae, Spes nostra, Advocata nostra.
Założeniem triumfu Boskiego Króla w społeczeństwie i w narodach jest to, że On już króluje w naszych sercach, naszych duszach i naszych rodzinach. Niech zatem Chrystus króluje w nas, a Jego Najświętsza Matka niech króluje razem z Nim. Adveniat regnum tuum: adveniat per Mariam.
I niech tak się stanie.
+ Carlo Maria Viganò, arcybiskup
29 października 2023Domini Nostri Jesu Christi Regis
Za tłumaczenie i redakcję tekstu w j. polskim: Jan Rybski
Szanowny Panie MirosĹ‚awie, członkowie zorganizowanej grupy przestępczej, która odpowiada za dziesiątki tysięcy nielegalnych aborcji na polskich dzieciach, pochwalili się w mediach społecznościowych uczestnictwem w szkoleniu z mordowania dzieci w drugim i trzecim trymestrze ciąży, czyli tuż przed porodem! Pokazali również zdjęcia narzędzi zbrodni, których użyto do treningu późnych aborcji na dzieciach. Te makabryczne zbrodnie w języku propagandy aborcyjnej nazywa się „przerywaniem ciąży”, aby uśpić sumienia kobiet namawianych na zabicie własnego dziecka. Przed nami święto Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny. To dobry czas na podjęcie refleksjiwłaśnie nad kwestią sumienia oraz sensu i celu ludzkiego życia.Członkowie działającej w Polsce aborcyjnej mafii wzięli niedawno udział w międzynarodowym szkoleniu, jakie odbyło się w Paryżu. Dotyczyło ono m.in. wykonywania późnych aborcji na dzieciach w drugim i trzecim trymestrze ciąży. Szkolenie organizowane było przez największe organizacje lobby aborcyjnego oraz Światową Organizację Zdrowia – WHO. Na powyższym zdjęciu może Pan zobaczyć narzędzia zbrodni, na których uczono się abortować w trakcie szkolenia. Widać na nich m.in. elementy tzw. maszyny ssącej, czyli narzędzia, które jak odkurzacz wysysa dziecko z łona matki, rozrywając je przy tym na strzępy. Na treningu z mordowania używano także rozmaitych szczypiec, które służą do wyrywania części ciała dziecka i wyciągania ich z macicy. Liczba dzieci mordowanych poprzez aborcje rośnie w Polsce z roku na rok. Jak już informowaliśmy, w ciągu ostatnich 12 miesięcy najprawdopodobniej padł rekord nielegalnych aborcji – 46 000 ofiar, w tym dzieci zamordowanych na późnych etapach ciąży, tuż przed porodem. Coraz więcej aborcji, tym razem legalnych, dokonuje się także w polskich szpitalach wykorzystując luki w prawie umożliwiające przeprowadzanie aborcji de facto na żądanie. Skąd biorą się kolejne ofiary aborcji: mordowane dzieci oraz ich matki i całe rodziny, które odczuwają konsekwencje dzieciobójstwa? To m.in. efekt propagandy i dezinformacji, która manipuluje świadomością, oszukuje sumienia i zachęca do porzucania zasad moralnych, kusząc wizją rzekomego szczęścia w życiu doczesnym. Media głównego nurtu coraz częściej karmią swoich odbiorców nagraniami i artykułami, których bohaterami są osoby otwarcie deklarujące się jako egoiści. Mówią oni, że celem ich życia jest dążenie do przyjemności i „samorealizacji” oraz unikanie za wszelką cenę jakichkolwiek trudów i wyrzeczeń oraz konieczności ponoszenia odpowiedzialności. Jedną z głównych przeszkód na drodze do „samorealizacji” medialnych celebrytów (czyli najczęściej robienia kariery, podróżowania po świecie czy oddawania się jakiemuś hobby) są dzieci. Wzrost społecznej niechęci do dzieci, traktowanych jak „intruzy” i „pasożyty” (takimi słowami określają nienarodzone dzieci aktywiści aborcyjni), sprzyja wzrostowi liczby aborcji. Innym czynnikiem, który prowadzi do rozwoju procederu aborcji, jest bierność osób świadomych zagrożenia. Dotyczy to nas wszystkich, a w szczególności osób decyzyjnych i mających wpływ na stanowienie prawa oraz opinię publiczną. Niemal bez przerwy ukazują się kolejne materiały i informacje obrazujące okrucieństwo aborcji: opisy, relacje, świadectwa, zdjęcia (takie jak powyższe fotografie narzędzi używanych do morderczego szkolenia). Wiele osób czyta takie treści, ale nie podejmuje w związku z tym żadnych działań. Panie MirosĹ‚awie, w kontekście powyższych zjawisk zastanówmy się: jaki sens ma nasze życie? Jakie znaczenie mają nasze czyny? Mimo krótkich dni i deficytu słońca zbliżające się wspomnienie Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny są światłem na naszych drogach. Nie chodzi oczywiście o światła, którymi zalane są w tych dniach cmentarze, ani łuny nad nimi, które widać z daleka. Mam na myśli światło padające na drogi naszego życia. Jaki jest nasz cel? Dokąd zmierzamy? Jak się tam dostać? Światła cmentarzy, choć nie oświetlają drogi naszego życia, pomagają nam jednak dostrzec, że cel naszego życia znajduje się poza tym światem. Celem naszego życia ziemskiego jest Niebo. Święci, których wspominamy 1 listopada, już się tam dostali. Wspominamy nie tylko tych, których Kościół kanonizował i beatyfikował, ale wszystkich mieszkańców Nieba. Niezliczone rzesze, „… ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i we krwi Baranka je wybielili”. Dzień Zaduszny to wspomnienie Wiernych Zmarłych, którzy odeszli z tego świata w pokoju Chrystusa, ale zanim trafią do Nieba muszą jeszcze się oczyścić. Jest jeszcze trzecia opcja, którą wybierają ci, którzy Boga odrzucili i nie są zainteresowani Jego miłością. Każdy z nas powinien często, ale szczególnie w tych dniach, zadawać sobie pytanie: do jakiego celu ja zmierzam? Mimo tłumów na cmentarzach, niewielu z nas stawia sobie to pytanie. W pogoni za dobrami tego świata i wrażeniami, którymi zasypują nas rozmaite media, rzadko znajdujemy czas żeby zastanowić się nad sensem własnego życia. Jeśli pytanie o sens staje się zbyt natarczywe, zbywamy je pozorną odpowiedzią: najważniejsze, że jestem dobrym człowiekiem. No cóż, jeśli ktoś myśli, że jest dobrym człowiekiem, to najprawdopodobniej jest na drodze do Piekła. Dlaczego? Bo nie dostrzega swoich wad. Święci, za życia ziemskiego, uważają się za wielkich grzeszników, bo widzą swoją nędzę wobec Boga. Co zatem zrobić, aby znaleźć się na właściwej drodze? Chrystus mówi do nas: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” Musimy zbliżyć się do Chrystusa. To zadanie na całe życie. Wielu świętych zostawiło nam wskazówki, jak to zadanie realizować. Nie jest trudno te wskazówki znaleźć. Ja chciałbym zwrócić Pana uwagę na pewien szczególny aspektzwiązany z obroną życia dzieci poczętych.Chrystus mówi nam: „Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Jeśli więc ratujemy dziecko zagrożone aborcją, to tak jakbyśmy ratowali samego Chrystusa! Być może zapyta Pan: w jaki sposób mogę przyczynić się do ratowania niewinnych? Jest wiele możliwości. Można wspierać dzieci modlitwą prywatną, służy do tego np. adopcja duchowa dziecka poczętego. W osobistych rozmowach warto dawać świadectwo i wesprzeć osobę, która znajduje się w trudnej sytuacji i być może waha się w sprawie aborcji. Można zaangażować się w modlitwy publiczne, które w kilkudziesięciu miastach Polski organizuje co miesiąc nasza Fundacja. Można brać udział w pikietach w obronie dzieci poczętych, organizowanych przez nas w całej Polsce. Można również wspierać finansowo organizację kolejnych ulicznych akcji informacyjnych, ekspozycję bilbordów pro-life, jazdy furgonetek życia i program ocalone.org, w ramach którego niesiemy wsparcie kobietom poddanym presji aborcjonistów. Dlaczego jest to tak ważne? Ratowanie życia nienarodzonych oraz kształtowanie sumień Polaków odbywa się dzięki prywatnym darczyńcom. Prowadzenie kolejnych kampanii jest możliwe, gdyż dociera do nas stałe i regularne wsparcie osób, które są świadome sytuacji i chcą angażować się w działania. Możemy stawiać opór cywilizacji śmierci tak długo, jak długo znajdują się kolejni wolontariusze chcący docierać do Polaków z prawdą o aborcji, oraz kolejni darczyńcy chcący umożliwiać organizację akcji społecznych. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić w ten sposób przeprowadzenie kolejnych kampanii społecznych, za pomocą których dotrzemy do Polaków i ukształtujemy ich świadomość w sprawie okrucieństwa aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Wspominając bliskich, którzy odeszli i dziękując za dobro, które przez nich otrzymaliśmy, pomyślmy o skarbach, które Pan Bóg chce ofiarować światu przez każde narodzone dziecko. Przez swoją modlitwę i działanie możemy przyczynić się do ocalenia wielu dzieci. Każdego roku w Polsce dziesiątki tysięcy dzieci są zagrożone aborcją. Musimy o nie walczyć, gdyż one same tego nie potrafią, ponieważ są małe i bezbronne. Proszę Pana o umożliwienie nam tej walki. Serdecznie Pana pozdrawiam, Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
W ciągu życia, jakie obecnie prowadzimy, coś z organizmu człowieka jest wypłukiwane, a wdychamy oraz zjadamy duże ilości innych substancji, w tym szkodliwych.
To nie slogan lecz doświadczenie, również osobiste.
Przykłady:
Od 20 lat pogarszał mi się wzrok. Mówili, że „to od mikroskopu”, nad którym sporo ślęczałem w młodości. Oczywiście „od ekranu”, przy którym sporo ślęczę, też od 20 lat. Lekarze okuliści zrobili mi ze 30 badań „pola widzenia”, z których wynikało, że siatkówki się stale degenerują, że mają nowe stany zapalne. W środku pola widzenia plamy ciemne, rosnącej nieprzezroczystości, „rosła w oczach”. Pytałem o to, jak mogą to powstrzymać. Odpowiadali: Nie da się, „to cywilizacja” lub „to proces starczy”.
–To po cholerę ganiacie mnie ciągle do tych badań?? By monitorować??
Podobnie wyglądały, z wielkim trudem uzyskiwane, rozmowy ze zwykle bardzo znanymi kardiologami i tymi lekarzami od mózgu. „Stan widzimy, ale naprawić nie potrafimy”.
Znany mi skądinąd doktor C. zaproponował wlewki dożylne. Trzy razy po półtora litra. Po wszystkim, mocno naciskany, powiedział: Ja nie leczę chorób, ja uzdrawiam.
Te wlewki usunęły mi senność dzienną, zmniejszyły „nieuleczalne” plamy na obu siatkówkach 3 do 5 razy, zwiększyły też kilkakrotnie wydolność serca na wysiłek [na przykład chodzenie]. I usunęły wiele innych objawów. Odżyłem.
Są inni faceci, z ratowników pochodzący, podobno w firmach typu” Pan Kroplówka „. Też coś mogą pomóc przy pomocy wlewek, na przykład szybkie czy natychmiastowe usuwanie skutków kaca. Ale chyba nie mają, że nie mogą mieć wiedzy, doświadczenia i fantazji czy dalekowzroczności doktora C. Jego wlewki działają dwa do trzech miesięcy.
Pojechałem pod Turbacz, na okres tego żałosnego a potwornego wrzasku „daj głos dupku” [t.zw. „wybory”]. Bacówka na wysokości około 1200 m. Leki doraźne stosowane od lat na zatkany nos, na suchy kaszel itp od razu okazały się zbędne. Te ” nieodwracalne ” uszkodzenia siatkówki i ciemne plamy w polu widzenia dalej się zmniejszyły, z nocy na noc, i stały bardziej przezroczyste. Po raz pierwszy od 20 lat zobaczyłem i policzyłem Plejady.
Czy to skutek mniejszego ciśnienia powietrza [tam jest o 15% niższe niż w Warszawie], czy czystszego powietrza? W Aninie jest też chyba czyste, dużo lasów i drzew wokół.
Więc przyczyn nie znam, ale by ukrywana prawda pod korcem nie leżała, opisuję. Działalność doktora C. jest zapewne sprzeczna z dopuszczoną dla lekarzy „nauką „.
Tak jak ku wściekłości dobrych, głównie starych lekarzy, usunięto z programu w studiów medycznych ziołolecznictwo, zakazano je. A przecież są to leki znane, zbadane przez 2 do 3 tysiącleci skutecznej medycyny.
Nie mogę na stałe zamieszkać w górskich lasach. Ale może wśród czytelników są tacy którzy mogą. Warto. Tylko bez telewizora w chałupie. Bo może też z telewizorów te choroby wpełzają w człowieka? Bo jest pewne, że ogłupienie włazi w młodych ze smarkfonów. To realna pandemia, nie wydumana jak ta z kowid. Ale obie narzucone są przed apostołów Złego.
Buki już się żółcą, złocą, za parę dni sczerwienieją. Na polanę wyszła łania, parę podrostków za nią. Już się łączą w stada? A śnieg znów stopniał. Po raz drugi… Piszę 15 października.
=============================
Nauki ścisłe, oświata.
W ciągu kilkudziesięciu lat nastąpił szybki, nagły i katastrofalny upadek oświaty, także wyższego wykształcenia oraz nauki. Nie mógł być przypadkowy, widzimy więc że jest celowy. Medycyna oficjalna odrzuciła ogromny dorobek tysięcy lat medycyny naturalnej, w tym całe ziołolecznictwo. Gorzej. Nawet ściga i karze skutecznych lekarzy.
Człowiek, który neguje wiedzę fizyki medycznej [na przykład dobroczynne działanie promieniowania ultrafioletowego Słońca, czy ruchu na świeżym powietrzu]nie tylko kończy pierwszy rok studiów medycznych [a powinien być relegowany, usunięty], lecz dostaje dyplom lekarza medycyny, potem uzyskuje doktorat i o zgrozo! – zostaje profesorem i Ministrem Zdrowia. Doprowadza do 230 000 nadmiarowych zgonów w Polsce i nie ma procesu karnego, nie zostaje skazany na długoletni więzienie!!
Obecnie każdy, na przykład leń czy niedorozwinięty umysłowo, uzyskuje dyplom na uczelni, tytuł profesora itp, byle „wypełniał procedury”. Popatrzmy na ilość i jakość wyższych uczelni, oraz ich absolwentów.
To musi się skończyć katastrofą cywilizacji, jeśli tego szybko nie odwrócicie! Tak zwane „szerokie masy” muszą obudzić się do oporu, choćby biernego.
A elity, te prawdziwe, a nie celebryci, muszą się zjednoczyć i zorganizować, zbudować kontrrewolucję. Czyli coś przeciwnego każdej rewolucji.