„Jakob” i „Student” – z cyklu „Prawy prosty”

„Jakob” i „Student” – z cyklu „Prawy prosty”

23 grudnia 2022 Maciej Remiszewski kurierostrowski/jakob-i-student-z-cyklu-prawy-prosty

Nie przegapiłem w moich felietonach antypolskich postaw Mateusza Morawieckiego. A szczególny wyraz mojego przekonania, że premier „rządu warszawskiego” został nasłany na pohybel „naszego nieszczęśliwego kraju” (licentia poetica Stanisław Michalkiewicz) przez mroczne moce „wielkiego resetu”, dałem wyraz w styczniu 2021 r. w felietonie pt. „MM” (zob. na portalu „Kuriera Ostrowskiego”). Rządy Morawieckiego zapisały się już najczarniejszymi zgłoskami w historii Polski. Bo te rządy cechuje systemowy demontaż państwa polskiego, realizowany pod dyktando UE i Davos. Plandemiczny lockdown przyniósł ponad 200 tys. nadmiarowych zgonów i początek wielkiego upadku polskich przedsiębiorstw. Kropkę nad „i” stawia tzw. Polski Ład, który tylko w 2022 r. wyrugował z gospodarki ok. 250 tys. firm a długi państwa już dawno przekroczyły bilion złotych. Można elaborat napisać o poparciu premiera dla obłędu polityki klimatycznej, zaordynowanej nam przez UE. Upadek górnictwa węglowego stał się faktem. Czarę goryczy przepełnia prowojenna polityka Zjednoczonej łże-Prawicy (licentia poetica Grzegorz Braun). Oto ad hoc przywołane „kamienie milowe”, „patrioty” z „Solidarności Walczącej”, Mateusza Morawieckiego.

Już raz, w felietonie pt. „MM”, zadałem pytanie kim jest człowiek, który tak bezwzględnie rozprawia się państwem i społeczeństwem III RP? Zaraz potem wskazałem kilka tropów, ale pojawiają się nowe. Oto dziennikarz śledczy Leszek Szymowski ujawnił 7 grudnia na łamach tygodnika „Najwyższy Czas” i na konferencji prasowej w Sejmie, że podczas przeglądania dokumentów STASI (Państwowej Służby Bezpieczeństwa Niemieckiej Republiki Demokratycznej) o grupie operacyjnej „Warszawa” (jej siedziba mieściła się w ambasadzie NRD przy ulicy Szucha w Warszawie) natknął się „na wzmianki o rejestracji Morawieckiego przez STASI (…) jako „Inofizielle Mitarbeiter”, co oznacza „nieoficjalny współpracownik”, o pseudonimach „Jakob” i „Student”. Dziennikarz Leszek Szymowski podał także, że przy obu pseudonimach, tj. „Jakob” i „Student”, podane są personalia, „w tym nazwisko i imię (Morawiecki Mateusz) [i] data urodzenia (20 czerwca 1968 r.)”. Akta STASI zostały przejęte po zjednoczeniu Niemiec przez BND, czyli niemiecki cywilny wywiad zagraniczny. Co zawierają teczki STASI o „Inofizielle Mitarbeiter” o pseud. „Jakob” i „Student” na razie nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że dziennikarz Leszek Szymowski dwukrotnie zwracał się do władz niemieckich o odtajnienie akt „Jakoba” i „Studenta”, ale BND odpowiadało tylko jednym słowem: „Absage”, czyli odmowa. To oczywiście znacząca odmowa. Podczas konferencji prasowej w sejmie szokujące wiadomości ujawnione przez Szymowskiego skomentowali posłowie Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun. I nie mieli wątpliwości, że premier Morawiecki powinien osobiście wystąpić do BND o ujawnienie teczek „Jakoba” i „Studenta”, żeby (ewentualnie) zdjąć z siebie odium oskarżenia, że jest niemieckim agentem.

Posłowie dodali, że polskie „służby trzyliterowe”, tj. ABW, SKW czy SWW skupione pod skrzydłami MON i MSW także nie powinny zwlekać z wszczęciem procedury odtajnienia akt STASI przypisanych do niejakiego Mateusza Morawieckiego. Niespodziewanie pojawił się „drobny” problem. I „służby trzyliterowe”, i Mateusz Morawiecki…, w odzewie na rewelacje Szymowskiego, nabrali wody w usta! I to jest dobra wiadomość, bo jak powiedział TW „Bolek”, tj. Lech Wałęsa: „Stłucz pan termometr, a nie będziesz miał gorączki”!

Maciej Remiszewski

Demon aborcji wygrał we Francji. Porażka Francji jest przestrogą dla Polski.

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Francuzi wpisali sobie aborcję do konstytucji. Za włączeniem mordowania dzieci do „gwarantowanych praw” było 780 przedstawicieli obu izb francuskiego parlamentu, a przeciw zaledwie 72. Prezydent Emmanuel Macron wyraził zadowolenie, deputowani przyjęli wynik wiwatami i owacjami na stojąco. 

Nikt nie pyta, co na to poczęte dzieci. Słabsi nie mają głosu…

Wydarzenia we Francji to nie przypadek. Od 1971 roku zwolennicy zabijania urabiali tamtejszą opinię publiczną, używając do swojej propagandy mediów, aborcyjnych aktywistów udających oddolny ruch społeczny, pisali ustawy poszerzające prawo do mordowania. Od 1975 roku zmienili prawo 9 razy, za każdym razem w stronę większej dopuszczalności mordowania dzieci. 17 stycznia 1975 uchwalili ustawę Veil (od nazwiska ówczesnej minister zdrowia Simone Veil). Powstały wówczas ramy prawne dla legalizacji aborcji. Francuska Rada Konstytucyjna w 2001 roku orzekła, że aborcja nawiązuje do pojęcia wolności z Deklaracji Praw Człowieka z 1789. Deklaracja jest do dziś częścią francuskiej ustawy zasadniczej.

Choć mordowanie poczętych dzieci już od dawna ma miejsce we Francji, to wpisanie tego prawa do konstytucji odbyło się w sposób wyjątkowy. Członkowie Zgromadzenia Narodowego i Senatu zebrali się razem w sali pałacu w Wersalu. Były oklaski, łzy wzruszenia i poczucie, że dzieje się historia. W wystąpieniach parlamentarzystów pobrzmiewało, że Francja ma stać się wzorem dla innych państw. Na galerii przebywały aktywistki z międzynarodowego ruchu aborcyjnego ubrane w charakterystyczne zielone chusty – znak, że wydarzenia w Wersalu to część globalnej zmiany.

Proszę obejrzeć poniższy materiał. Czy nie ma Pan wrażenia, że zarejestrowane sceny przypominają diaboliczny rytuał?

Szanowny Panie!

Porażka Francji jest przestrogą dla Polski, bo lobby aborcyjne otwarcie mówi, że chcą zmian w konstytucjach kolejnych państw. Robert Biedroń uważa, że także polska konstytucja powinna zawierać prawo do aborcji. Dlatego musimy działać dokładnie odwrotnie od tego, co robili Francuzi, by nie podzielić ich losu. Przede wszystkim tworzyć silny i niepoddający się lewicowej władzy ruch społeczny, który nie odstąpi od obrony życia.

Odkąd powstała Fundacja Życie i Rodzina, budujemy ją właśnie w taki sposób – jesteśmy od skutecznej obrony dzieci przed aborcją. Szczególnie teraz, gdy aborcyjna hydra podnosi łeb i realnie grozi nienarodzonym. Jesteśmy na ulicach, bronimy życia w sądach, mediach i w Internecie. Głos bezbronnych musi być słyszany. Organizujemy Publiczne Różańce o zatrzymanie aborcji, pokazujemy zdjęcia zabitych dzieci, aby obudzić sumienia.

W mijającym tygodniu byliśmy tam, gdzie aborcjoniści organizowali swoje manify żądając „praw kobiet”, czyli mordowania maleńkich ludzi. Właśnie tam wystawialiśmy banery z ofiarami aborcji – bo tam były najbardziej potrzebne. Puszczaliśmy z megafonów płacz dziecka, aby dotarł do uszu aborterów.

Kiedy pokazuje się prawdę o aborcji, nawet feministki zaczynają rozumieć, że jest to okrutne morderstwo. Wciąż bronią zabijania, ale robią ten pierwszy krok – nazywają zabójstwo zabójstwem. Tak jak kobieta, z którą rozmawiała jedna z warszawskich wolontariuszek ŻiR-u. Było to pod Pałacem Prezydenckim, gdzie kontrowaliśmy aborcyjną manifę.

Przed nami gorący czas. Nie chcemy, by w Polsce stało się to, co we Francji, a równo za miesiąc pod obrady Sejmu mają wejść projekty legalizujące aborcję. Jednocześnie następuje próba obalenia wyroków Trybunału Konstytucyjnego, które nie podobają się obecnej koalicji, w tym wyroku o aborcji eugenicznej z 2020 r.

Nie odpuścimy. 

Z nieoficjalnych źródeł wiem, że właśnie teraz aborterzy planują zwiększyć presję na najważniejszych polityków. Na razie nie chcą się tym chwalić, ale otrzymałam wiarygodne informacje o ich kolejnych akcjach. Zespół ŻiR-u regularnie przeszukuje grupy aborcyjne w Internecie i stamtąd docierają do mnie niepokojące wiadomości o intensyfikacji działań przeciw życiu. Dlatego my też musimy zewrzeć szyki.

Moim ogromnym zmartwieniem jest to, że przez inflację i liczne ataki na Fundację mamy trudności finansowe. Potrzebujemy pomocy Dobrych Ludzi, aby zamknąć luty – wciąż zostały nieopłacone faktury na kwotę prawie 5800 złotych.

Do tego wydatki na najbliższe kontry do aborcyjnych działań – szacuję je na co najmniej 9 000 złotych. W tych kosztach jest m.in. szkolenie prawne z zachowania na ulicy po tym, co robiła Policja w trakcie protestu rolników. Nie mogę zostawić wolontariuszy bez osłony, chcę, by byli bezpieczni.

Czy może Pan nam pomóc?

Czy może Pan wpłacić 50, 100, 150 złotych, a może inną wybraną kwotę? Byśmy mogli skutecznie bronić dzieci przed aborcją.

Mam do zebrania 14 800 złotych i muszę zdobyć te pieniądze szybko

Bardzo Pana proszę o pomoc.

Bardzo proszę o wpłatę bezpośrednio na konto Fundacji Życie i Rodzina: 

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230. Kod SWIFT: BIGBPLPW. 

Wpłaty Blikiem/kartą/przelewem online można zrealizować pod linkiem:

 https://ratujzycie.pl/wesprzyj/.

Aborterzy tylko czekają, aby odtańczyć swój demoniczny taniec w Polsce – tak jak we Francji. Nie pozwólmy im na to. Ratujmy życie dzieci…

Merkel ma akta Oscara vel D.Tuska. Ba! Ale MY ciągle jeszcze nie mamy. A „Jakob” i „Student”? Czas, by poznać!

Merkel ma akta Oscara vel D.Tuska

by Maciejewski Kazimierz wzzw/merkel-ma-akta-oscara-vel-d-tuska

Bardzo wiele czasu i materiałów poświecili dziennikarze na temat osławionego agenta STASI , wschodnioniemieckiej odmiany SB. Agenta o pseudonimie OSCAR który największe szkody uczynił w Gdańskiej Solidarności i porównywać go można tylko do znanego agenta SB Olechowskiego , Myszka oraz bolka .

Nazwisko jakie pada w związku z agentem STASI i SB to oczywiście Donald Tusk, nikt nie jest w stanie przedstawić jakichkolwiek dowodów na piśmie, ale każdy pytany aparatczyk STASI z byłej NRD czy wysocy oficerowie SB z czasów PRL mówią wprost OSCAR to D.Tusk.

Czy to sprawa ostrego konfliktu na linii socjalistów francuskich z obecnym rządem Niemiec , czy raczej zmiana kursu polityki uni europejskiej , nie jest to do końca jasne , ale zaczyna się demontaż układu Angeli Merkel.

Ukazanie się w bardzo szybkim tempie książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna wywołało burze w Niemczech.

Książka ta dotyczy życia i działalności Angeli Merkel w NRD i odsłania nieznane , a raczej utajnione dotychczas czarne strony życiorysu obecnej kanclerz Niemiec.
… Wir können belegen, dass Angela Merkel dem DDR-System näher war als bislang bekannt. Während ihrer Tätigkeit an der Akademie der Wissenschaften der DDR war sie an ihrem ­Institut Funktionärin, beispielsweise von 1981 an als FDJ-Sekretärin für Agitation und Propaganda, was sie bis heute bestreitet. Außerdem saß sie in der Betriebsgewerkschafts-Leitung.“ …

tłumaczenie:
Jesteśmy w stanie udowodnić ze Angela Merkel systemowi NRD była znacznie bliższa aniżeli dotychczas jest nam to znane.
Podczas swych zajęć na akademii nauk w dawnej NRD była funkcjonariuszka partii i tak w roku 1981 dla przykładu była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ oraz członkiem władz komisji zakładowej tejże uczelni.

Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière, wysoko postawieni działacze byłej NRD byli nie tylko opiekunami ale także osobami prowadzącymi Angele Merkel. Pod koniec bytu NRD byli tymi którzy tworzyli we wschodnich Niemczech oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU.

Autorzy książki zapewniają ze są w posiadaniu licznej dokumentacji potwierdzającej wcześniejsze życie pani kanclerz i są gotowi skonfrontować fakty z Angelą Merkel.

Co na to pani kanclerz ?

…Was sagt die Kanzlerin?
„Das wollten wir natürlich von ihr wissen. Aber Angela Merkel ließ uns durch ihren Regierungssprecher mitteilen, Sie habe keine Zeit zur Beantwortung unserer Fragen.“

Tłumaczenie:
…to także chcielibyśmy wiedzieć. Niestety pani kanclerz powiadomiła nas przez swego rzecznika prasowego ze nie ma czasu na odpowiedzi….

Wygląda na to ze model zwany okrągły stół nie był przygotowany tylko dla Polski lecz dla całego układu warszawskiego a wszelkie akta wszelkich służb służą obecnie do sterowania polityka nie tylko w Polsce.

Spektakularna akcja z wdzieraniem się obywateli byłej NRD do budynków STASI i niszczenie akt, była równie dobrze wyreżyserowana jak egzekucja rumuńskiego dyktatora Causescu.

Chwilowo OSCAR jest bezpieczny, ale musi pamiętać ze w polityce nie ma żartów i spadają nie tylko samoloty, ale także łby zdrajców.

Miroslaw Mrozewski • salon24.pl

=====================

mail: A „Jakob” i „Student”? Czas, by poznać! Por. np.:

kurierostrowski/jakob-i-student-z-cyklu-prawy-prosty

„Aktywiszcza” Ostatniego Pokolenia, zniszczona figura Syrenki, wandalizm w Filharmonii – i prawie darmowy lokal w centrum Warszawy, Krucza 17.

„Aktywiszcza” Ostatniego Pokolenia, zniszczony pomnik Syrenki, wandalizm w Filharmonii – i prawie darmowy lokal w centrum Warszawy, Krucza 17.

pch/aktywiszcza-ostatniego-pokolenia-my-dotujemy

„Panie Trzaskowski, proszę wyjaśnić wyborcom jakim cudem osoby aktywistyczne, które niszczą Syrenkę i zakłócają koncerty w filharmonii mogą korzystać z ogromnego 160-metrowego miejskiego lokalu w samym centrum Warszawy za… 4000 zł m/c (25 zł/mkw)?”, pyta mec. Bartosz Lewandowski.

Współpracujący z Instytutem Ordo Iuris mec. Lewandowski zwrócił uwagę, że chodzi o „ul. Kruczą 17, gdzie ceny najmu lokali użytkowych wynoszą od ok. 120 zł za metr w górę (cena rynkowa najmu min. 19 200 zł), a wartość lokalu to ponad 3,5 miliona zł (cena za mkw to 22161 zł)”.

„Jestem pewien, że tak znakomity włodarz naszej stolicy, mający czas na czytanie książek w metrze, oczywiście wie, że pod tym adresem działa Gniazdo – Centrum Aktywizmu Klimatycznego. Jak na łamach @gazeta_wyborcza mówił jeden z przedstawicieli Gniazda Michał Żyłowski:Gniazdo tworzy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Extinction Rebellion i Rodzice dla Klimatu”, czytamy we wpisie.

„Ostatnie Pokolenie, o którym ostatnio głośno wskutek skandalicznych aktów wandalizmu, zbiera pieniądze jako Fundacja Aktywizmu Klimatycznego, która ma właśnie siedzibę na ul. Kruczej 17. Podobnie strona internetowa odsyła do Fundacji jako beneficjenta zbiórek”, dodaje prawnik.

„Czyli podsumowując: dzięki uprzejmości urzędników pana Prezydenta Trzaskowskiego ludzie, którzy demolują Warszawę krzycząc coś o płonącej planecie (dokładnie jak Pan Prezydent!), korzystają z wielkiego lokalu w centrum miasta za śmiesznie małe pieniądze, zarabiają przy tym na podnajmowaniu go i – żeby tego było mało – domagają się biletu miesięcznego na transport regionalny za 50 zł… Żyć nie umierać”, puentuje mec. Bartosz Lewandowski.

Chyży Tusk:„Powiedział, że nic nie może”. Rolnicy zaostrzają protesty.

„Powiedział, że nic nie może”. Rolnicy po spotkaniu z Tuskiem zaostrzają protesty

Powiedzial-ze-nic-nie-moze 9 marca

„Wyszliśmy z niczym” – powiedział po dzisiejszym spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem Tomasz Obszański z NSZZ RI „Solidarność”. Z uwagi na brak satysfakcjonujących propozycji ze strony szefa rządu, rolnicy zapowiadają kontynuację protestów.

W Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie premier Donald Tusk spotkał się dziś z przedstawicielami organizacji rolniczych, które od 9 lutego protestują przeciwko napływowi produktów rolnych z Ukrainy i unijnemu Zielonemu Ładowi. Było to już drugie spotkanie z szefem rządu. Podobnie jednak jak poprzednie, nie przyniosło żadnego porozumienia.

– „Rozmawialiśmy o rekompensatach, ale na razie nic konkretnego nie zostało powiedziane” – powiedział po spotkaniu Tomasz Obszański.

Premier miał stwierdzić, że „nic nie może”.

– „Wyszliśmy z niczym. Nie ma żadnych konkretów. Premier powiedział, że ma związane ręce i nic nie może zrobić” – relacjonował reprezentant NSZZ RI.

Nie ma też żadnej deklaracji w kwestii zamknięcia granicy.

– „W stosunku do granicy, powiedział, że nie zamknie granicy. Bardziej będzie zdejmował nadwyżkę zboża z Polski i to z krajowych środków. [?? To straszne!! MD]

Ale musi to policzyć i daje jakiś czas resortowi rolnictwa, żeby określił się, jaka to kwota. Wiadomo ile jest tej nadwyżki, (ale) muszą to policzyć i zobaczyć, jak to wygląda” – powiedział jeden z liderów strajków Andrzej Sobociński.

Na 20 marca rolnicy zapowiedzieli blokowanie miast wojewódzkich i powiatowych oraz dróg. Rolnicy podkreślają, że z uwagi na postawę rządu, protesty będą miały bardziej zdecydowany charakter.

Francuzom zardzewiały elektrownie jądrowe. Tak te sprzed 40-tu lat, jak i parę „najnowszych”, sprzed 20-tu. Jak w syrence: „Stan idealny”.

Francuzom zardzewiała elektrownia atomowa

9.03.2024 nczas/francuzom-zardzewiala-atomowa

Media francuskie podają, że w reaktorze elektrowni jądrowej Blayais w Żyrondzie, wykryto korozję. Elektrownia znajduje się w Braud-et-Saint-Louis. Operator państwowy, firma EDF pociesza jednak konsumentów, że korozja, która już ubiegłej zimy unieruchomiła część potencjału elektrowni atomowych, nie wpłynie znacząco na prognozy produkcji energii na 2024 rok.

[To reaktory PWR, oddane do użytku przed czterdziestu paru laty, to-to jeszcze się turla?

Wszystkie reaktory we Francji pochodzą sprzed 40 paru lat, cztery wyjątki -„nowe” – sprzed 24 lat. Szczegóły umieszczam na dole, pod tą notką. Mirosław Dakowski]

Korozję wykryto na spoinach czterech reaktorów. Od czasu kryzysu w latach 2022–2023 zaplanowano „program szczególnych kontroli” podczas przestojów reaktorów, w celu ich konserwacji. Spoiny zostaną zabezpieczone.

Według rzecznika EDF, „jedno wyłączenie na trzy reaktory prawdopodobnie będzie trwało średnio około 30 dni” celem usunięcia problemu korozji.Zakłóceń dostaw prądu nie będzie.

Uszkodzone części zostaną wkrótce wymienione. „Kryzys korozyjny” miał już miejsce wcześniej. Dotyczył jednak awaryjnych rur wodociągów przeznaczonych do chłodzenia reaktora. Do początku 2022 roku spowodował wyłączenie „wielu” reaktorów z 56, które są zainstalowane we Francji.

Za najbardziej „wrażliwe” na problem uznano 16 najnowszych i najpotężniejszych reaktorów (po 1300 i 1450 MW). Według EDF piętnaście z nich zostało naprawionych, a szesnasty – Cattenom 4, jest obecnie sprawdzany w ramach dziesięcioletniego przeglądu.

========================

Skąd ta liczba 16 najnowszych i najpotężniejszych i najpotężniejszych??

Na poniższej liście oficjalnej jest tych 16 najnowszych i najpotężniejszych -sprzed dwudziestu lat ledwie cztery…

MDakowski

=================================

Pozostałe, starsze o mocy 900 MW i starsze, do których zalicza się Blayais, są uważane za mniej narażone na ten problem. W 2022 r. produkcja energii jądrowej EDF spadła do 279 TWh, najniższego poziomu od 30 lat, co zmusiło Francję do importu energii elektrycznej, po raz pierwszy od 42 lat. W 2023 r. przywrócono częściowo moce i produkcja wzrosła o 15% w porównaniu z 2022 r., osiągając 320,4 TWh.

=================================

MD: W wiki jakoś nie zauważono „nowego” reaktora we Flamanville, projektowanego przed dwudziestu laty, zmienianego wielokrotnie, którego cena wzrosła w czasie budowy czterokrotnie – a oddano [chyba??] do użytku w… Nie, jeszcze się kłębią!! Piszę wg. danych francuskich 9 marca 2024

Z wiki: wikipedia/Lista_reaktorow-jadrowych

 Francja

Reaktory energetyczne

W eksploatacji

  • Elektrownia jądrowa Belleville
    • Belleville-1, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 czerwca 1988,
    • Belleville-2, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 stycznia 1989.
  • Elektrownia jądrowa Blayais
    • Blayais-1, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 grudnia 1981,
    • Blayais-2, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 lutego 1983,
    • Blayais-3, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 14 listopada 1983,
    • Blayais-4, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 października 1983.
  • Elektrownia jądrowa Bugey
    • (Wyłączony) Bugey-1, o mocy 540 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 1 lipca 1972, wyłączony 27 maja 1994,
    • Bugey-2, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 marca 1979,
    • Bugey-3, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 marca 1979,
    • Bugey-4, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 lipca 1979,
    • Bugey-5, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 3 stycznia 1980.
  • Elektrownia jądrowa Cattenom
    • Cattenom-1, o mocy 1300 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 kwietnia 1987,
    • Cattenom-2, o mocy 1300 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 lutego 1988,
    • Cattenom-3, o mocy 1300 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 lutego 1991,
    • Cattenom-4, o mocy 1300 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 stycznia 1992.
  • Elektrownia jądrowa Chinon
    • (Wyłączony) Chinon-A-1, o mocy 70 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 1 lutego 1964, wyłączony 16 kwietnia 1973,
    • (Wyłączony) Chinon-A-2, o mocy 180 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 24 lutego 1964, wyłączony 14 czerwca 1985,
    • (Wyłączony) Chinon-A-3, o mocy 360 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 4 sierpnia 1966, wyłączony 15 czerwca 1990,
    • Chinon-B-1, o mocy 905 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 lutego 1984,
    • Chinon-B-2, o mocy 905 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 sierpnia 1984,
    • Chinon-B-3, o mocy 905 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 4 marca 1987,
    • Chinon-B-4, o mocy 905 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 kwietnia 1988.
  • Elektrownia jądrowa Chooz
    • (Wyłączony) Chooz-A-1, o mocy 305 MWe, typu PWR, model CHOOZ-A, uruchomiony 15 kwietnia 1967, wyłączony 30 października 1991,
    • Chooz-B-1, o mocy 1500 MWe, typu PWR, model N4 REP 1450, uruchomiony 15 maja 2000,
    • Chooz-B-2, o mocy 1500 MWe, typu PWR, model N4 REP 1450, uruchomiony 15 maja 2000.
  • Elektrownia jądrowa Civaux
    • Civaux-1, o mocy 1495 MWe, typu PWR, model N4 REP 1450, uruchomiony 29 stycznia 2000,
    • Civaux-2, o mocy 1495 MWe, typu PWR, model N4 REP 1450, uruchomiony 23 kwietnia 2002.
  • Elektrownia jądrowa Cruas
    • Cruas-1, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 2 kwietnia 1984,
    • Cruas-2, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 1 kwietnia 1985,
    • Cruas-3, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 10 września 1984,
    • Cruas-4, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 11 lutego 1985.
  • Elektrownia jądrowa Dampierre
    • Dampierre-1, o mocy 890 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 10 września 1980,
    • Dampierre-2, o mocy 890 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 16 lutego 1981,
    • Dampierre-3, o mocy 890 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 27 maja 1981,
    • Dampierre-4, o mocy 890 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 20 listopada 1981.
  • Elektrownia jądrowa Flamanville
    • Flamanville-1, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 grudnia 1986,
    • Flamanville-2, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 9 marca 1987
    • (W budowie) Flamanville-3, o mocy 1600 MWe, typu PWR, model EPR, którego budowę rozpoczęto 3 grudnia 2007, a uruchomienie jest planowane na 2023.
  • Elektrownia jądrowa Golfech
    • Golfech-1, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 lutego 1991,
    • Golfech-2, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 4 marca 1994.
  • Elektrownia jądrowa Gravelines
    • Gravelines-1, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 25 listopada 1980,
    • Gravelines-2, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 grudnia 1980,
    • Gravelines-3, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 lipca 1981,
    • Gravelines-4, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 października 1981,
    • Gravelines-5, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 15 stycznia 1985,
    • Gravelines-6, o mocy 910 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 25 października 1985.
  • Elektrownia jądrowa Nogent
    • Nogent-1, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 24 lutego 1988,
    • Nogent-2, o mocy 1310 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 maja 1989.
  • Elektrownia jądrowa Paluel
    • Paluel-1, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 grudnia 1985,
    • Paluel-2, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 grudnia 1985,
    • Paluel-3, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 lutego 1986,
    • Paluel-4, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 lipca 1986.
  • Elektrownia jądrowa Penly
    • Penly-1, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 grudnia 1990,
    • Penly-2, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 listopada 1992.
  • Elektrownia jądrowa Saint-Alban
    • Saint-Alban-1, o mocy 1335 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 maja 1986,
    • Saint-Alban-2, o mocy 1330 MWe, typu PWR, model P4 REP 1300, uruchomiony 1 marca 1987.
  • Elektrownia jądrowa Saint Laurent
    • (Wyłączony) Saint Laurent-A-1, o mocy 390 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 1 czerwca 1969, wyłączony 18 kwietnia 1990,
    • (Wyłączony) Saint Laurent-A-2, o mocy 465 MWe, typu GCR, model UNGG, uruchomiony 1 listopada 1971, wyłączony 27 maja 1992,
    • Saint Laurent-B-1, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 1 sierpnia 1983,
    • Saint Laurent-B-2, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP2, uruchomiony 1 sierpnia 1983.
  • Elektrownia jądrowa Tricastin
    • Tricastin-1, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 grudnia 1980,
    • Tricastin-2, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 grudnia 1980,
    • Tricastin-3, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 11 maja 1981,
    • Tricastin-4, o mocy 915 MWe, typu PWR, model CP1, uruchomiony 1 listopada 1981.

Zamknięte / Wyłączone

  • Elektrownia jądrowa Brennilis / Monts d’Arrée
    • Brennilis-1, o mocy 70 MWe, typu HWGCR, model EL-4, uruchomiony 1 czerwca 1968, wyłączony 31 lipca 1985.
  • Elektrownia jądrowa Creys-Malville
    • Creys-Malville-1, o mocy 1200 MWe, typu SFR, model NA 1200 Superphénix, uruchomiony 1 grudnia 1986, wyłączony 31 grudnia 1998.
  • Elektrownia jądrowa Fessenheim
    • Fessenheim-1, o mocy 880 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 stycznia 1978, wyłączony 22 lutego 2020,
    • Fessenheim-2, o mocy 880 MWe, typu PWR, model CP0, uruchomiony 1 kwietnia 1978, wyłączony 30 czerwca 2020.
  • Marcoule
    • G1, o mocy 46 MWe, typu GCR (chłodzony powietrzem pod ciśnieniem atmosferycznym), model uruchomiony 7 stycznia 1956, wyłączony 15 października 1968,
    • G2, o mocy 36 MWe, typu GCR, model UNGG (chłodzony dwutlenkiem węgla), uruchomiony 21 lipca 1958, wyłączony w 1980,
    • G3, o mocy 36 MWe, typu GCR, model EL2 UNGG, uruchomiony 8 czerwca 1959, wyłączony w 1984.
  • Elektrownia jądrowa Phénix
    • Phénix-1, o mocy 130 MWe, typu SFR, model PH-250, uruchomiony 14 lipca 1974, wyłączony 1 lutego 2010.

Anulowane

  • Elektrownia jądrowa Le Carnet
  • Elektrownia jądrowa Plogoff
  • ==============================================
  • Mail od jądrowca:
  • Od czasu „Raportu Tanguy” , czyli 40 lat, Francuzi wiedzą, że prawdopodobieństwo wybuchu któregoś z ich reaktorów mocy jest spore. Raport ten był długo zatajniony.
  • A zbiorników ciśnieniowych nie można naprawić np. dwuskładnikowym klejem epoksydowym. Wymiany kosztują kosmicznie. Z napromieniowanym starym zbiornikiem czy rurą zaś nie ma co zrobić, nie ma gdzie umieścić.

DZIADEK W WEHRMACHCIE, DZIADEK W UPA, a z Polski kamieni kupa. Krzysztof Baliński.

DZIADEK W WEHRMACHCIE, DZIADEK W UPA, a z Polski kamieni kupa

Krzysztof Baliński

Niby odszedł, a jest – tak pisali osłupiali komentatorzy. Chodziło o Michała Dworczyka – który 13 października 2022 stracił stanowisko szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a w rządzie pozostał. Gdy Morawiecki w specjalnym rozporządzeniu określił obowiązki nowego ministra bez teki na: „Realizacja zadań w ramach projektów dotyczących udzielenia wsparcia państwom sąsiednim”, stało się jasne, że Dworczyk stanął na czele utworzonego specjalnie dla niego resortu do spraw ukrainizacji Polski. Na zwołanej z tej okazji konferencji, chełpił się: „Czas, w którym pełniłem obowiązki szefa kancelarii obfitował w wiele ważnych zdarzeń i procesów, które do dziś wpływają na naszą rzeczywistość”. I tu nie łgał, bo (oprócz przewodzenia pandemicznej histerii rządu, która kosztowała 200 miliardów oraz zakontraktowania tylu szczepionek, że wystarczały na wyszczepienie stu milionów) to on kierował akcją przesiedlenia kilku milionów Ukraińców i w ciągu pół roku rozdał na ten cel 40 miliardów oraz dwa razy tyle na pomoc dla Ukrainy.

Jeszcze inne wyczyny Mychajło Dworczuka (bo tak się pierwotne, czyli właściwie nazywał) na polu ukrainizacji Polski: W 2022 r. złowieszczo zapowiedział „rząd rozpoczyna pracę nad rozwiązaniami, które pozwolą na uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską”. Wyraźnie mówił o „potomkach mieszkańców”, a nie potomkach Polaków, co jednoznacznie oznacza, że miał zamiar osiedlić w Polsce Ukraińców.

Tak więc, gdy Orbán nadawał obywatelstwo wszystkim Węgrom żyjącym na Ukrainie, Mychajło nadawał obywatelstwo ściąganym do Polski Ukraińcom. Po sprawach kresowych poruszał się jak po prywatnymfolwarku. Zmonopolizował politykę wschodnią, rozdawał kadrowe karty na polskich placówkach konsularnych na Wschodzie. Zasiadał we wszystkich możliwych gremiach zajmujących się Polakami za Granicą. I jeszcze jedno – w Wałbrzychu osiągnął bardzo dobry wynik w ostatnich wyborach do Sejmu.

„Nie mogę już dłużej milczeć. Z miłości do własnej Ojczyzny. Nie mogę udawać, że nie widzę tych hańbiących Polskę działań na granicy polsko-ukraińskiej. Przepraszam Was, drodzy ukraińscy Przyjaciele. To, co się dzieje, nie może być dziełem moich rodaków. Hańba i wstyd. przepraszam walczącą Ukrainę, przepraszam” – takimi szokującymi, pogardliwymi słowami obsobaczyła rolników, którzy przybyli Polsce na odsiecz, Eliza Dzwonkiewicz, konsul generalna RP we Lwowie. Ale to nie wszystko – przywołała wspomnienia ze swojej młodości, gdy dowiedziała się, że podczas powstania warszawskiego Rosjanie nie zgodzili się na lądowanie alianckich samolotów, przewożących pomoc dla Warszawy: Myślałam, że tak haniebnie mogą się zachować tylko ruscy. Byłam wówczas, jako nastolatka, przekonana, że tylko ruscy mogą spokojnie patrzeć, jak inny naród się wykrwawia. Że my, Polacy, nigdy byśmy czegoś podobnego nie zrobili. Podsumujmy zatem: porównała polskich rolników do Sowietów, oskarżyła o zadawanie ciosu w plecy Ukrainie i stwierdził, że nie są prawdziwymi Polakami. Tu przypomnienie – gdy 3 lata temu Ukraina zablokowała tranzyt pociągów towarowych jadących do Polski z Chin, Dzwonkiewicz milczała.

Kim jestkonsul, która „nie może bez obrzydzenia patrzeć na polskich rolników i choć przez jeden dzień być lojalnym funkcjonariuszem państwa polskiego? To bliska współpracowniczka Michała Dworczyka. To absolwentka ukrainistyki i (tak, jak Dworczyk) podyplomowego Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. I tak, jak Dworczyk, wywodzi się z grupy tzw. harcerzy, którzy porobili kariery w strukturach państwa (podharcmistrz , członek Wydziału Wschodniego Naczelnictwa ZHR, kierownik Wydziału Polaków Poza Granicami Kraju). Od 2006 r., wraz z Dworczykiem członek zarządu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. W latach 2010-2016 stała na czele zarządu fundacji Banku Zachodniego WBK, tego samego, którego prezesem był Mateusz Morawiecki. A potem poszło jak z płatka – po objęciu władzy przez PiS została dyrektorem w Narodowym Centrum Kultury, potem tworzyła Fundację Polskiej Grupy Zbrojeniowej, aby w roku 2019 pojawić się w MSZ i (z rekomendacji Dworczyka) wyjechać do Lwowa. I jeszcze jedno – w latach 2002–2005 pracowała w Fundacji Ośrodka KARTA, wówczas gdy przeniknęli do niej Ukraińcy i zniszczyli archiwa dokumentujące zbrodnie UPA na Polakach.

Dlaczego na placówkę, wymagającą najwyższych kompetencji dyplomatycznych, wysłano dyletantkę? Bo posiadła podstawową kwalifikację – była znajomą Dworczyka. Humorystyczne było jej przesłuchanie w sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą. Gdy okazało się, że jest absolwentem filologii ukraińskiej i zapytano, dlaczego wybrała takie studia, beztrosko odpowiedziała: aplikowałam na inny kierunek, ale zabrakło mi dwóch punktów. A o Lwowie miała do powiedzenia tylko to, że przed wojną był wielokulturowy, z ludźmi o poczuciu humoru. O innych sprawach i zadaniach konsula musieli przypominać posłowie. A i tak wszyscy zachwycali się, jaką to Rzeczpospolita będzie miała konsul.

Bulwersowała informacja – apologeta banderowców został dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Kijowie. Robert Czyżewski, chwalący się ukraińskimi korzeniami, to wnuk Hryhorija Czyżewskiego, ministra spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej. Wikipedia pisze: doradca prezydenta RP, członek NZS i Federacji Młodzieży Walczącej, jeden z założycieli Ligi Republikańskiej. Co (poza chwaleniem się ukraińskimi korzeniami) głosił? „Może my, Polacy, powinniśmy zgrzytnąć zębami, niech im ten Bandera stoi, skoro się uparli. Bandera, człowiek, który walczył o wolną Ukrainę, zabijał polskich polityków. Przykro nam, Polakom? No przykro, ale w ostateczności nie on bezpośrednio mordował, ale wydawał rozkazy tak jak Hitler […] Jak się Ukraińcy uparli stawić mu pomniki, to może my powinniśmy odpuścić. Może niech przez polskie gardło przejdzie, że ten cel ukraiński jednak był słuszny. Strona polska również nie jest bez winy, bo reakcja polska w latach 1944/45 była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”.

Odnosząc się do narastającego sceptycyzmu ws. bezwarunkowego wspierania Ukrainy i postawy „sojusznika za darmo”, przywołał słowa Piotra Skwiecińskiego, dyrektora Instytutu Polskiego w Moskwie: Dla Polski lepiej jest, żeby w Kijowie rządzili nie tylko banderowcy, ale nawet sam Bandera, niż odbudowa imperium. I tak, jakoś dziwnie się składa, że Instytutem w Kijowie kierują wyłącznie Ukraińcy. Przykładem Jerzy Onuch, który wcześniej, w latach 1997-2005 był dyrektorem Centrum George’a Sorosa na rzecz Sztuki Współczesnej w Kijowie. W tym miejscu przypomnijmy, że instytuty są misją dyplomatyczną ministerstwa spraw zagranicznych, a ich zadaniem jest promocja Polski i jej kultury.

Robert Czyżewski to były prezes Fundacji Wolność i Demokracja (z poręczenia Dworczyka, który fundację założył i gra w niej pierwsze skrzypce). Fundacja ma możnych mecenasów: Orlen, KGHM, MSZ. Jak sama się reklamuje, jest organizacją pozarządową działającą w obszarze „pomoc Polakom na Wschodzie”. Jej partnerem jest Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, też zasilana pieniędzmi rządowymi i też mająca statutowy zapis: Niesienie pomocy i wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR. Okazuje się jednak, że obie zajmują się wyłącznie pomocą dla Ukraińców, że środki finansowe przeznaczane dla Polaków dziwnym trafem trafiają tylko do Ukraińców. Fundacja powołała Wschodni Fundusz Dobroczynności,  w ramach którego prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy uchodźców oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Na swojej internetowej witrynie epatuje: wyekspediowaniem 100 TIR-ów z pomocą humanitarną dla Ukrainy; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych.

Ale to nie wszystko – Fundacja szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie, przerabiają tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego. A zamiast Polakom, pomagają ciemiężycielom Polaków. Nic też dziwnego, że żyjący na Ukrainie Polacy pytają, czy nie powinna nosić nazwę „Fundacja Nękania Polaków na Wschodzie”. Prezesem jej zarządu jest Mikołaj Falkowski (też pupilek Dworczyka, też absolwent Studium Europy Wschodniej), członkiem zarządu Robert Czyżewski i… Eliza Dzwonkiewicz.

Kiedy pojawiła się informacja, że nasz „strategiczny partner” wykonał wiekopomny gest – zezwolił na ekshumację mogił Polaków wymordowanych na Wołyniu, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko jednej wsi i otrzymał ją nie IPN, czyli instytucja do tego powołana, ale Fundacja Wolność i Demokracja, i że jak nie było, tak nie ma zgody na ekshumację szczątków dzieci, kobiet i starców, leżących w tysiącach dołów śmierci. Okazało się też, że nie chodzi o ekshumację, ale jedynie o propagandowy gest mający na celu wypromowanie związanej z Dworczykiem inkryminowanej Fundacji, umocnienie lobby ukraińskiego w rządzie oraz o przyzwolenie Ukraińcom na wysuwanie kolejnych żądań, „w zamian za Puźniki”.

Do fundacji płynie rzeka rządowych pieniędzy. Tylko w latach 2017-2021 z różnych ministerstw i z Senatu otrzymała 64 mln zł dotacji, w tym tylko w 2021 r. 11 mln z kancelarii premiera, którą kierował… Michał Dworczyk. Jej prezes oficjalnie opisuje się jako „ekspert ds. oświaty na Ukrainie”. Członkiem rady programowej jest Rafał Dzięciołowski (b. działacz NZS i Federacji Młodzieży Walczącej), który jednocześnie pełni funkcję prezesa innej fundacji o identycznym profilu (Solidarności Międzynarodowej). To równocześnie wiceprezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. W radzie fundacji zasiada Tadeusz Płużański, który milczy, że fundusze fundacji, zamiast na pomordowanych na Wschodzie, idą na potomków tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie.

RafałDzięciołowski, członek sitwy wyznającej tezę, że przeszkodą w budowaniu dobrych relacji z sąsiadami są Polacy, wraz z Marią Przełomiec brał udział w bitwie z polskością na Litwie. Nie protestowali, gdy mer Wilna nie zgodził się na odprawianie w wileńskiej katedrze mszy w j. polskim. Tolerowali politykę historyczną Litwy o „zbrodniach polskich okupantów”. Uznali reprezentację Polaków na Litwie za „ruską agenturę”. Sekundowała im ambasador Urszula Doroszewska, współpracowniczka Kuronia (tego od deklaracji: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”). Nawiasem mówiąc, Radek Sikorski nadał Przełomiec odznakę Bene Merito („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”). Takie samo odznaczenie wręczył prezesowi ukraińskiego IPN, gdy placówka ta właśnie zainicjowała program ustanawiania świętami narodowymi rocznic „zwycięstw zbrojnej formacji OUN-UPA nad okupantem polskim”.

W skład Rady Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie wchodzi Ukrainka Bogumiła Berdychowska, niegdyś wodząca rej w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, od którego zaczęło się to całe nieszczęście. W skład jaczejki sympatyków Bandery w Belwederze wchodził także Paweł Kowal, później zastępca Anny Fotygi w MSZ i eurodeputowany z ramienia PiS (głosował przeciw rezolucji potępiającej uhonorowanie Bandery tytułem „Bohatera Ukrainy”). Dziś jest posłem KO, dla którego liczy się tylko interes Ukrainy, który ostentacyjnie i bezczelnie reprezentuje ukraiński punkt widzenia. Ta zakała Sejmu na pierwszy rzut oka wydaje się kimś na kształt wioskowego głupka. Tu coś ugotuje, tam wspomni ciotkę z „Gazety Wyborczej” (Helenę Łuczywo). Ale kiedy przyjrzeć mu się bliżej, widzimy obrzydliwą proukraińskość, konsekwencję w antypolskiej podłości i nazwisko, które pojawia się wszędzie tam, gdzie pojawia się interes Ukrainy i naruszany interes Polski.

Najbardziej przeraża to, że Kowal został przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Kreuje więc polską politykę, a konkretnie politykę proukraiński. I nie ważne z ramienia jakiej partii zasiada dziś w Sejmie. Bo zarówno PiS jak i PO, w sprawach Ukrainy przemawiają jednym głosem, manifestując jednomyślność nieznaną od czasów Okrągłego Stołu. Drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto jest bardziej proukraiński i prześcigania w deklaracjach o wielkości pomocy, jaką Polska powinna udzielić.

Najmocniej atakowały media pisowskie. „Bulwersujące! Konsul RP we Lwowie gani polskich rolników!” – grzmiał portal wPolityce.pl., ten sam, który Polaków ganiących pomoc dla Ukrainy wyzywał od „ruskich onuc”. Dla ludu pisowskiego Dzwonkiewicz to „platformerski urzędnik i dyplomata”. Rzecz w tym, że z PO ma mało wspólnego, bo konsulem została w październiku 2019. W MSZ spekulują: Zostanie dyscyplinarnie odwołana, bo Radek Sikorski przymierza się do mocnego kadrowego zamieszania na ukraińskich placówkach. Tymczasem to jedna wielka bzdura – Sikorski jej nie odwoła, bo boi się mera Lwowa, bo Dzwonkiewicz dla ukraińskich mediów to bohaterka i „sprawiedliwa Polka”. Ale najtragiczniejsza w tym wszystkim jest świadomość, że nawet jeśli odejdzie ze Lwowa to żadnej pozytywnej zmiany nie będzie. Po prostu, miejsce protegowanej Dworczyka zajmie protegowana Kowala, i będzie Ukraińcom służyła i wchodziła w tyłek tak samo głęboko. Albo jeszcze głębiej.

Miała być „dobra zmiana”. A były dziwne roszady kadrowe. Wydawało się, że rząd PiS wypełni swe wzniosłe deklaracje. Rzeczywistość okazała się inna – los Polaków na Wschodzie złożyli na ołtarzu (lub raczej na stosie) relacji z Ukrainą. Ministrem został Jacek Czaputowicz, a wiceministrem Andrzej Papierz, obaj z anarchistycznej organizacji „Wolność i Pokój”, którzy wraz z Mychajło Dworczukiem dokonywali „finezyjnej” selekcji kadr w placówkach na Wschodzie i wcielali w życie doktrynę – walka o prawa dla mniejszości polskiej to przejaw konfliktowego i archaicznego nacjonalizmu. Zgotowali Polakom piekło, bo w Kijowie ambasadorem zrobili Jana Piekło, który bajdurzył o „epizodzie bratobójczej walki między Ukraińcami a Polakami”. A co do ministra, który Piekło wynalazł, to od ukraińskiego Czaputiwycz, dzieli go ledwie jedna literka. I nic dziwnego, że dziś wtóruje Dzwonkiewicz: „Rolnicy pomagają Rosji. Blokada granicy stawia Polskę po stronie Rosji”.

Po ’89, w MSZ sprawy wzięły w łapy dzieci i wnuki działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, polskie placówki dyplomatyczne na Wschodzie zamieniły się w etniczne enklawy, a ich obsada zajmowała się wszystkim tylko nie sprawami Polski.Geremka, co prawda, już nie ma, ale jego duch ciągle unosi się lub (jak, kto woli) straszy w ponurym gmaszysku MSZ. Kaczyński w ciągu ośmiu lat rządów niczego nie zmienił, nie tylko nie oczyścił MSZ ze złogów po synu rabina, ale dołożył własne w postaci Elizy Dzwonkiewicz. I Radek Sikorski może być mu wdzięczny za to, że przekazał mu MSZ w nienaruszonym stanie, takim, w jakim zostawił je w 2015 roku i że nic nie musi zmieniać.

Czy jest rzeczą normalną, że duża część konsulów na Wschodzie jest – jak mówił kresowy poeta – „nie z Ojczyzny mojej”?

Uderza, że nikt z wypowiadających się na ten temat, czy to ze strony szczeropolskiej (licencja ks. Cz. Bartnika), czy to z obozu kominternowców nie wymienia czynnika etnicznego. Mówi się o wszystkim, nawet o kolorze włosów i o preferencjach seksualnych, a nic o narodowości delikwenta. Równocześnie sitwa, która swymi mackami opanowała państwo wmawia nam, że jednorodność etniczna to anachronizm, a wszelkie rozważania o etnicznych korzeniach to „ohydne grzebanie w życiorysach”. A wszystko po to, aby nie wyszła na jaw porażająca prawda, kto rozdaje karty w dyplomacji. Temat można też drążyć refleksją: Dwa najwyższe stanowiska w Polsce obsadzają: wnuk żołnierza Wehrmachcie i wnuk bojca UPA. Nie mówiąc o innej, niespotykanej sytuacji – i prezydent i premier rekrutują się z jednej partii, której przewodził niegdyś Bronisław Geremek.

Relacje między Polską i Ukrainą są zafałszowane, bo po stronie polskiej określają je Ukraińcy. Gdy weźmiemy do ręki listę uczestników „dialogu”, to nie sposób doszukać się tam strony polskiej. Dialogują sami z sobą. Z Ukraińcami „ścierają się” krajowi adwokaci ukraińskiego nacjonalizmu. I jasnym stało się, że stosunki polsko-ukraińskie ktoś podmienił na stosunki ukraińsko-ukraińskie. Doszło do tego, że każda ukraińska łajza i uchodźczy żebrak czuje się uprawniony do wtrącania w polskie sprawy, napominania, pouczania, szantażowania, domagania się kolejnych przywilejów. Bronią przy tym zawzięcie monopolu na wszelkie kontakty z Kijowem. Są przy tym niezwykle elastyczni – przedwczoraj byli za partią Geremka, wczoraj za PiS, dziś są frakcją kaszubską. Nie chcą przy tym działać z otwartą przyłbicą. Bo tylko w atmosferze konspiracji możliwa jest sytuacja, że polski konsul we Lwowie podaje się za Ukraińca, a w Warszawie za Polaka.

W co grają polskie rządy? Dlaczego poświęcają polskie interesy na rzecz interesów ukraińskich i popierają żywioły nieprzyjazne Polakom? Dlaczego polskim obywatelem jest dziś łatwiej zostać potomkowi rezuna, niż Polakowi? Czy jest prawdą, że Polacy na Wschodzie są bardziej Polakami niż ci, co rządzą Polską? Dlaczego są dla rządzących kulą u nogi? Czy nie dlatego, że wadzą w „pojednaniu” z potomkami rezunów i przeszkadzają w podejrzanej kombinacji geopolitycznej z Ukropolin? Dla Polaka, po 17 września 1939, ostatnią osobą widzianą przed wywózką w bydlęcym wagonie był ukraiński sąsiad i żydowski funkcjonariusz NKWD. Dziś jest nią „przyjazna” twarz polskiego konsula nakazującego pogodzenie się z pomnikiem Bandery.

Krzysztof Baliński

Rzeczpospolita “alumnów”.

magnapolonia

Stanisław Michalkiewicz: Rzeczpospolita “alumnów”

   Jak mówił partyjny buc, grany przez Janusza Gajosa w filmie Krzysztofa Zanussiego “Kontrakt”  – demokracja – demokracją, ale ktoś przecież musi tym kierować. I rzeczywiście – o czym mozemy przekonać się choćby ze spiżowych  sentencji na temat demokracji wypowiadanych przez klasyka demokracji Józefa Stalina – że na przykład w demokracji ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy – albo że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przedstawienie zapędzonym do głosowania suwerenom  prawidłowej alternatywy.

Za komuny nikt na takie głupstwa nie marnował czasu; nie było alternatywy, tylko jedna lista wystawiana przez Front Jedności Narodu, na której kandydatów umieszczało Biuro Polityczne KC PZPR, dzięki czemu każdy z nich cieszył się niemal 90-procentowym, a niekiedy nawet większym poparciem.

Większe poparcie uzyskiwał wspomniany Józef Stalin, na którego w I Stalinowskim Okręgu Wyborczym miasta Moskwy głosowało bodajże 120 procent obywateli – ale wyjaśniono ten fenomen w ten sposób, że wielu obywateli już nie mogło wytrzymać, by oddać głos na Ojca Narodów, przybywali więc do Moskwy z innych okręgów i głosowali jeden przez drugiego. Dlatego właśnie Józef Stalin nie bez słuszności mówił, że “nigdy i nigdzie nie było takiej demokracji, jak nasza”.

Ale demokracja niejedno ma imię, toteż w niektórych rodzajach demokracji, a zwłaszcza – w demokracji “prawdziwej”, musi panować pluralizm, więc bez przedstawienia prawidłowej alternatywy się nie obejdzie. A kiedy alternatywa jest prawidłowa? Wtedy, gdy bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Tedy koryfeusze demokracji próbują jakoś zapanować nad tym całym pluralizmem i żeby świat sie nie zawalił, godzą jedno z drugim rozmaitymi metodami.

W wywiadzie-rzece, jaki przeprowadziła pani Krystyna Okrent, prywatnie naturalna przyjaciółka byłego ministra spraw zagranicznych Republiki Francuskiej Bernarda Kouschnera, z szefem francuskiego wywiadu, hrabią Alexandrem de Marenches, na pytanie, z jakich srodowisk rekrutują się konfidenci wywiadu,  zauważył on, że konfidenci, to są w policji, a we  francuskim wywiadzie żadnych konfidentów nie ma, tylko – Honorable Correspondants – ktorzy rekrutują sie z rozmaitych środowisk.

-Może to być kierowca taksówki, może to być duchowny, a nawet – minister stanu – powiedział hrabia, jako o rzeczy zwyczajnej. Skoro tak się dzieje w demokracjach zaawansowanych, to cóż dopiero musi wyprawiać się w naszej młodej demokracji? W odróżnieniu od takiej np. Francji, nie ma u nas szkół kształcących Umiłowanych Przywódców. We Francji taką rolę spełnia ENA (Ecole Nationale d`Administration).

Jak wiadomo, do wyborów stają tam kandydaci na Umiłowanych Przywódców, zgrupowani w różnych partiach politycznych – ale tak się jakoś składa, że kiedy już wybory się zakończą, to okazuje się, że w rządzie, jak nie jednym, to drugim, zasiadają prawie wyłącznie absolwenci ENA. W ten sposób pogodzony jest  pluralizm polityczny z koniecznością zaprezentowania suwerenom prawidłowej alternatywy – zgodnie ze spiżową wskazówką klasyka demokracji Józefa Stalina – z czego wynika nieomylny znak, że ktoś musi tym kierować.

W naszym bantustanie – jak już wspomniałem – szkół kształcących Umiłowanych Przywódców jeszcze nie ma, chociaż pewną rolę w naszej raczkującej demokracji może odgrywać szkoła w Starych Kiejkutach. Formalnie kształci ona całkiem innych fachowców, ale ci fachowcy zajmują się potem  m.in. aranżowaniem, żeby nie powiedzieć – reżyserowaniem tubylczej sceny politycznej, zgodnie ze spiżowymi wskazówkami Józefa Stalina.

Żeby nie być gołosłownym – podam przykład. Oto 18 czerwca 2015 roku odbyła sie w Warszawie Międzynarodowa Konferencja Naukowa “Most”, dla której pretekstem była 25 rocznica uruchomienia pierwszego transportu rosyjskich Żydów do Izraela przez Warszawę. Wzięli w niej udział nie tylko przedstawiciele najważniejszych ubeckich dynastii z Polski, ale też wysocy rangą ubekowie z Izraela.

Chodziło o to, by w związku ze zresetowaniem przez prezydenta Obamę swego poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich i ponownym przejściem Polski spod kurateli niemieckiej pod kuratelę amerykańską, przekonać Amerykanów, by naszych ubeków wciągnęli na swoją listę tzw. “naszych sukinsynów”. Podobno Amerykanie mieli wątpliwości, czy to warto, więc ubekowie pokazali co potrafią; w dwa tygodnie  z niczego zorganizowali partię polityczną Nowoczesna z panem Petru na fasadzie.

Jeszcze pan Ryszard nie zdążył otworzyć ust, żeby powiedzieć naszemu narodowi, jak zamierza przychylać mu nieba, a już wdzięczny naród obdarzył go 11 procentami zaufania – podobnie jak wszystkie podobne partie jednorazowego użytku. W tej sytuacji Amerykanie uznali, że lepiej mieć ich na oku, to znaczy – na liście “naszych sukinsynów”, niż pozwolić, żeby gdzieś hulali samopas. Zgodnie ze swoją ulubioną teorią spiskową tłumaczę ten fenomen tak, że konfidenci starych kiejkutów dostali rozkaz: w prawo zwrot! Do pana Ryszarda marsz! – i od razu jest partia i 11 procent zaufania.

   Ale to, że w naszym bantustanie nie ma szkoły kształcącej Umiłowanych Przywódców, to nie znaczy, że nie ma jej nigdzie. Nasz bantustan, podobnie jak inne zwasalizowane bantustany, obsługiwany jest przez Szkołę Liderów przy Departamencie Stanu USA.

Nie można tam przyjść sobie z ulicy i się zapisać; nabór do tej szkoły prowadzą ambasady USA w poszczególnych bantustanach, wyławiając kandydatów według sobie tylko znanych kryteriów. A czego uczą się tam ci “liderzy”? Ano tego – kiedy już zostaną w swoich bantustanach dygnitarzami – jak uwzględniać interesy Stanów Zjednoczonych, nawet kosztem własnych bantustanów.

   Warto podkreślić, że Amerykanie przy rekrutacji nie kierują się żadnymi politycznymi przesądami, dzięki czemu demokracje w tych bantustanach funkcjonują zgodnie z cytowaną spiżową wskazówką Józefa Stalina odnośnie prawidłowej alternatywy.  Wskazuje na to poczet liderów pochodzących z naszego bantustanu. Biały orszak “alumnów” otwiera Mieczysław F. Rakowski, który został premierem u generała Jaruzelskiego już po jego nowojorskim spotkaniu z Dawidem Rockefellerem we wrześniu 1985 roku.

A potem widzimy tam i Aleksandra Kwaśniewskiego i Donalda Tuska i Hannę Suchocką i Bronisława Komorowskiego i Kazimierza Marcinkiewicza i Beatę Szydło, a  krążą też fałszywe pogłoski, jakoby “alumnami” tej szkoły były  najnowsze nabytki w vaginecie Donalda Tuska: Adam Bodnar, Katarzyna Kotula, a nawet moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus.

Ładny interes!

Nienawiść do “nienawiści”

Nienawiść do “nienawiści”

Autor: CzarnaLimuzyna , 4 marca 2024 ekspedyt/a-na-drzewach-zamiast-lisci-beda-wisiec-globalisci

Szkolenia z nienawiści

W Polsce, w ostatnim czasie, ruszył nowy cykl szkoleń z nienawiści do prawdy.

Każdy kto jest w miarę bystry i zna historię wie, że rzeczą którą najbardziej nienawidzi lewica jest prawda. Chodzi również o prawdę o Żydach, Niemcach, Ukraińcach ze szczególnym uwzględnieniem paliwa komunistycznej rewolucji – środowiska Lgbt.

Wzbudzanie nieustannej nienawiści do prawdy u reszty normalnego społeczeństwa, wbrew pozorom i antysemickim potworom, nie jest łatwe. Nie jest łatwe, bo musi być połączone z nieustanną czujnością. Osiągnięcie stanu czujności ułatwia samodyscyplinę i uważną obserwację wydarzeń. W Polsce odpowiednie szkolenia odbywają się od wielu lat. Po stronie osób szkolących są biegli w nienawiści specjaliści, po stronie szkolonej zwykły urzędnik, dziennikarz, policjant, których trzeba uczyć odpowiednich reakcji.

Ochrona niegodziwości

Wierzchnia ochrona niegodziwości jest zawarta w otulinie czyli w fałszywych – niezgodnych z desygnatem słowach, które mają zasłonić intencję sprawców. Stary chwyt opisany przez Orwella. Najnowszym przykładem jest propaganda Wielkiego Resetu, którą posługują się globaliści (ziemska bestia) nazywając “zielonym ładem” ideologię i plan odebrania wolności i własności, skutkujący m.in. zniszczeniem rolnictwa.

Na tym poziomie prawda jest nazywana dezinformacją. Gdyby ktoś powiązał te knowania oraz pokrewne niegodziwości na przykład neomarksizm z narodowością pomysłodawców, prawda zostanie określona mianem antysemityzmu i mowy nienawiści.

Stan czujności o którym wspomniałem na początku umożliwia po pierwszym zapłonie (odruch Pawłowa- Michnika), na zasadzie mechanizmu projekcji, wzbudzenie w sobie nienawiści do osoby mówiącej prawdę. Potem jest już łatwo…

Czujący nienawiść do prawdy rozpoznają mowę nienawiści, nie u siebie, lecz w znienawidzonym obiekcie, w osobie lub grupie osób. Mogą to być osoby historyczne na przykład nieustannie wyklęci Żołnierze Niezłomni, wykreśleni ostatnio z podstawy programowej: Rotmistrz Witold Pilecki oraz kapłani katoliccy m.in. „antysemita”  św. Maksymilian Kolbe.

Nie ma nic bohaterskiego w okradaniu, terroryzowaniu i mordowaniu zwykłych ludzi. To żaden patriotyzm siedzieć w lesie, zamiast odbudowywać ojczyznę z powojennych zniszczeń. 1 marca nie jest dniem dumy dla Polski. NieMoiBohaterzy ŻołnierzeWyklęci – napisał jeden z lewicowych posłów o nazwisku Trela.

Obiekty mowy nienawiści (podsumowanie)

Obiektami nienawiści są:

  • na poziomie ogólnym- Prawda, wartości cywilizacji łacińskiej, idea niepodległości, Polska, Polacy
  • na poziomie konkretnym – postacie historyczne, poszczególni polscy patrioci, Marsz Niepodległości, poszczególne środowiska i grupy

Z nienawiści do “nienawiści”

Doskonałym przykładem „antysemityzmu” jest antysyjonistyczna i antyrasistowska interwencja poselska przedstawiciela polskiej mniejszości w Sejmie, Grzegorza Brauna u którego zdiagnozowano na zasadzie opisanej projekcji: „mowę nienawiści” i „faszyzm”.

“Nienawiść” trzeba napiętnować. Uczynił to m.in. nie kto inny, ale sam Mosze Turbowicz „narodowości nieznanej”, aktualnie Marian Turski, który ma już podobne doświadczenia z okresu stalinizmu, kiedy to występował w charakterze cenzora i aktywnego działacza komunistycznego. Turski  (z pochodzenia Mosze) stwierdził:

Grzegorz Braun ukazał swoje prawdziwe oblicze – polskiego faszysty.

[tak, to „profesor” Marian Turski… MD]

Na pierwszym planie występował również inny mistrz ceremonii określający w jednym z wywiadów armię izraelską mianem najbardziej humanitarnej na świecie.

sreenshot programu “czarno na białym” TVN

Obraźliwe napisy na murach, wybijanie szyb w lokalach, w których znajdowali się Niemcy, strzelanie z ukrycia- tak właśnie zachowywało się na terenie Warszawy antyniemieckie podziemie. Czy chcemy powrotu czasów nienawiści?

Mowa nienawiści jest dziś kierowana nie tylko do Żydów, ale również do Niemców. Wielu lajkuje, a nawet podaje dalej informacje o tym, że pieniądze z KPO trafiają z powrotem do Niemiec. A gdzie mają trafiać, do Putina?

Anonimowi wykryci sprawcy

9.03. Anonimowi wykryci sprawcy

9 marca, wpis nr 1253  Jerzy Karwelis
Już sobie kiedyś zrobiłem zakładkę w głowie na temat imigracyjnej poprawności politycznej. Na tzw. Zachodzie zrobiła się taka świecka tradycja, że jak w jakimś przestępstwie uczestniczył imigrant, co to na jego pochodzenie mogło wskazywać jego imię, media, łącznie z policją, nabierały wody w usta właśnie co do jego imienia i inicjału. Chodziło o to, że wskazanie na obcą narodowość mogłoby wzbudzić niechęć wśród ludności tubylczej, co mogłoby prowadzić do zniweczenia deklarowanych dobrodziejstw polityki „welcome”. Zrobił się z tego automatyzm, polegający na tym, że tamtejsza publiczność od razu, właśnie w przypadku braku inicjałów sprawcy, wiedziała kto zacz.Na podstawie dwóch wypadków, do których doszło w Polsce można zobaczyć, że nowe przyszło i do nas. Dwóch przypadków, gdyż ich zestawienie czasowe i medialne doprowadza do podobnych wniosków, jakie były i są udziałem tubylczych społeczeństw zachodnich, a dziś zaczynają dotyczyć i nas. Pierwszy przypadek zdarzył się w Szczecinie, gdy kierowca forda, z rozmysłem, nie że wpadł w poślizg, wjechał w przystanek pełen ludzi i uszkodził kilkanaście osób, w tym szóstkę dzieci, w tym co najmniej dwie – ciężko. Od razu zaczął się problem, kiedy policja, a potem prokuratura zaczęły kręcić co do ukrywania jego szczątkowej tożsamości na poziomie imienia i pierwszej literki nazwiska. Ludność, pozbawiona misyjnej roli mediów zaczęła zbierać info na własna rękę. Jak się rozniosło, że to Ukrainiec, to usłyszeliśmy w mediach, że „to polski obywatel”.
Tak, jakby media i służby niwelowały plotki, ale kłamiąc. Okazało się, że mamy do czynienie z obywatelem o rocznym stażu w polskości, zaś oficjele zaczęli to tłumaczyć zabawnie wkopując się udając, że nikt nie wie jaka jest różnica pomiędzy obywatelstwem a narodowością. Pojawiły się plotki, że po zatrzymaniu gagatka (przez obywateli, nie jak utrzymuje policja, że przez nią samą) trzeba było czekać pół godziny na przyjazd tłumacza, który miałby przekładać z polskiego na nasze, a właściwie z ukraińskiego na tubylcze. Poszło w świat, że kolo ma na imię Andrij i podanie jego imienia i inicjałów od razu identyfikowałoby pochodzenie sprawcy. A to niedobra by było.
Poszedłem śladem i podzwoniłem tam do nich, do Szczecina. Na komendzie dowiedziałem się, że „sprawę przejęła” prokuratura i policja nie może podać niczego ponad to, co mówiła przed tym przejęciem sprawy. Na moje pytanie – dlaczego do tego przejęcia nie można było poznać inicjałów sprawcy od policji dowiedziałem się, że policja nie może nawet komentować własnych oświadczeń sprzed przejęcia sprawy przez prokuraturę, gdyż ta zabroniła im WSZELKICH czynności związanych z informowaniem o zdarzeniu. (Ale przez pierwszych kilka chwil, kiedy nie było wiadomo, że to sprawa politycznie wyjątkowa i kiedy jeszcze nie było wytycznych anonimizujących – w komunikatach służb stało jak byk, że sprawcą jest Ukrainiec.)
Kiedy dodzwoniłem się do prokuratury – rzecz jasna do ichniego rzecznika – dowiedziałem się, że to… wymarzona posada, gdyż polega ona na odmawianiu udzielania informacji w ogóle. Wystarczyłoby to nagrać na taśmę automatycznej sekretarki w telefonie, ale tu mamy pełny etat odmawiacza. Na pytanie – czemu we wszystkich innych przypadkach – prokuratura podaje inicjały a tu nie, usłyszałem, że taka jest decyzja prokuratury. Na pytanie czym została spowodowana – otrzymałem odpowiedź, że dla dobra śledztwa. Na pytanie w jaki sposób niepodanie inicjałów ma wpływ na śledztwo dowiedziałem się, że chodzi o nieutrudnianie linii obrony obrońcy oskarżonego.
Szczerze zwątpiłem w tę odpowiedź, bo sugerowałaby ona, że jest już jakiś obrońca i że ma linię obrony, która nie wiedzieć czemu miałaby polegać na ukryciu inicjałów sprawcy. Tu rozmowa się skończyła, choć obie strony wiedziały, że brnięcie w nią dalej utwierdzało wszystkich w konstatacji – Ukrainiec.
Druga sprawa jest rewersem pierwszej, który – jak to w Polsce – wywinął z orła na reszkę i wystrychną strony ujadania na dudków. Otóż zdarzył się dramat polegający na gwałcie i morderstwie imigrantki z Białorusi, którego dokonał, tu akurat nie wiedzieć czemu, znany z inicjałów Dorian S. Obok zdjęcia ofiary udostępniono zdjęcie z wyblurowaną twarzą sprawcy. I – i tu jest numer – na zdjęciu tym na piersi sprawcy widniał krzyżyk na łańcuszku.
Z tego – głównie świat lewacki – wyciągnął wnioski, że mordercą jest zapyziały katol, który pewnie tylko dybał na niewinną imigrantkę. Czegóż tu nie mieliśmy – poprzez imaginacje dotyczące pociągnięcia tematu, że tam pewnie i JPII w domu nad zboczonym łóżkiem, że kibole tak mają i że tego uczą po kościołach pedofilscy księża.
No, wszystko – nawet był apel by nas (nas?) imigrantek nie zabijali, coś w stylu „wszystkich nas nie spalicie” pisały jak najbardziej polskie aktywiszcza. Jak by toto chciał w ogóle ktoś kijem od szczotki ruszyć, nie mówiąc już o tym, że te ich zaśpiewy o dybaniu ze spaleniem odnoszą się do prawdziwych ofiar wcale nie prawicowych zapędów.
Zaczęło się porównywanie obu przypadków. Oczywiście stronniczo – tych, co oskarżali śmiertelnego kierowcę o ukraińskość gaszono argumentem o polskim dowodzie osobistym takowego, zaś wskazywano, że ten od krzyżyka to dopiero na bank polski patol. Wychodziło na to, że i jeden, i drugi patol to… Polacy. Zwłaszcza ten drugi – katofaszol.
Aż tu nagle gruchnęło, że zboczeniec od gwałtu to gościu trans, co wykopał z jego profilu na DateZone bloger Waldemar Krysiak. Na dowód, że to może być prawda mam tylko dwie poszlaki – argumenty antykatolickie sprawy nagle zniknęły jak gromnica zdmuchnięta w ciemnym kościele oraz drugi – wszystkie wpisy o rzeczywistych preferencjach gwałciciela sczezły ze stron internetowych, pozostały tylko te o wynikach rewizji w jego mieszkaniu, gdzie pobywał ze swoją… partnerką.

No i skrzyżowały się te dwa wątki: ukrywana tożsamość jednego sprawcy i promowana drugiego, z tym, że do czasu, aż się ta druga, „poprawna politycznie”, nie wydała. Jak się wydała, to się zapadła. Widać, że nowe idzie z Zachodu. I tak jak nasi zachodni byli bracia w kapitalizmie będziemy się musieli domyślać imigranckiej lub transowej tożsamości sprawców na podstawie braku informacji o nich. O wszystkich innych katolach usłyszymy od razu, wręcz z imienia i nazwiska, a na pewno z narodowości, będziemy mieli przecieki z rewizji takowych, zaś o tych pierwszych spoza kręgu „niepoprawności politycznej” nie dowiemy się nic.
Problem w tym, że na takiej podstawie będziemy sobie konfabulować deficyty w informacji i sam system poda nam oczywiste tropy. Jakby coś było nadzwyczajnego, że Ukrainiec może wjechać specjalnie w przystanek pełen ludzi, zaś trans zgwałcić i zamordować. To może zrobić każdy debil, bez względu na tożsamość, zaś zaciemnianie tej sprawy właśnie zwraca uwagę publiczności akurat na ten aspekt, który – tym razem polska wersja poprawności politycznej – będzie chciała ukryć.
Tak jest i było z imigrantami w Europie, jak i z Murzynami w Stanach. U nas tę rolę, ukrywanego brojenia mniejszości, grają Ukraińcy. Czy czeka nas nie BLM, a ruch ULM (Ukrainian Lives Matter) i pobłażanie im nie tylko przy łapaniu, ale i w sądach? Wszak oni tam (akurat właśnie nie oni) walczą na Ukrainie za naszą wolność. A więc będziemy przymykać oko na ich grzeszki, bo inaczej popadniemy w niechęć i automatycznie putinowskie bomby będą spadać na nasze głowy, może i przystanki? A tego byśmy przecież nie chcieli, c’nie?
W końcu coraz częściej mówi się, że bronić Ukrainy pojadą nasi biało-czerwoni chłopcy, bo ich ukraińscy rówieśnicy dekują się w Polsce świecąc nam w oczy nie swoim przecież poświęceniem. No, czasem wjadą w przystanek pełen ludzi, ale niedobra o tym pisać. 
 Napisał  Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
=======================

mail; „33-letni kierowca, który spowodował wypadek w Szczecinie, działał świadomie i celowo” – wjeżdżając w grupę ludzi, jeszcze przyspieszył.

Ale to – ’makabryczny wypadek„…

Czytałem relację prostytutki, która zna „Andrija”. Nie zapisałem – ale już nie mogę znaleźć w internecie.

Rolnik – zbrodniarz ukarany! „Za przemieszczanie się wraz z tłumem”. A inny za rzucenie jajkiem w stopę. Policaj za rzucanie w ludzi kostką granitową – do nagrody.

Protest rolników w Warszawie. Kuriozalne zarzuty dla uczestników. „Za przemieszczanie się wraz z tłumem” – i rzucenie jajkiem w stopę.

9.03.2024 nczas/a-przemieszczanie-sie-wraz-z-tlumem

Policja na proteście rolników w Warszawie. Uśmiechnięta Polska.
Policja na proteście rolników w Warszawie.

Dziennikarz Radia WNET Łukasz Jankowski opublikował na portalu X postanowienia o przedstawieniu zarzutów rolnikom po proteście, który odbył się 6 marca w Warszawie. Dokumenty są kuriozalne.

Jankowski opublikował dwa postanowienia o przedstawieniu zarzutów uczestnikom protestu. Jak czytamy, w pierwszym przypadku dotyczą one „czynnego udziału w dniu 6 marca 2024 roku o godz. 15:45 w Warszawie przy ul. Wiejskiej 9, w zbiegowisku, w ten sposób, że przemieszczając się wraz z tłumem wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, działając publicznie i bez powodu okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego”. Powołano się przy tym na przestępstwo z art. 254 par. 1 kk w zw. z art. 57a par. 1 kk.

W drugim zaś przypadku zarzuty mają być przedstawione „w sprawie mającego miejsce w dniu 6 marca 2024 r. w Warszawie, na ul. Wiejskiej 1 czynnego udziału w zbiegowisku, którego uczestnicy rzucali ciężkie niebezpieczne przedmioty, takie jak kostka brukowa, szklane butelki oraz jajkami i krzyczeli używając słów o charakterze wulgarnym, wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na f-szy Policji biorących udział w zabezpieczeniu protestu rolników, przy czym działał publicznie i bez powodu okazując lekceważenie dla porządku publicznego”.

„W dniu 6 marca 2024 roku w Warszawie na ul. Wiejskiej 1 brał czynny udział w zbiegowisku wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy Policji, podczas którego naruszył nietykalność cielesną kom. (…) w ten sposób, że rzucił w jego kierunku jajkiem trafiając go w lewą nogę w okolicy stawu skokowego oraz st. post. (…) w ten sposób, że rzucił w jego kierunku jajkami trafiając go w obydwie nogi, podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, przy czym działał publicznie i bez powodu okazując rażące lekceważenie dla porządku publicznego” – czytamy dalej. Chodzi o czyn z art. 254 par. 1 kk w zb. z art. 222 par. 1 w zw. z art. 11 par. 2 kk w zw. z art. 57a par. 1 kk.

„Pan @MKierwinski i @Policja_KSP postawili zarzuty za rzut jajkiem w nogę i UWAGA za przemieszczanie się wraz z tłumemTo dopiero chuligani” – skwitował Jankowski.

Łukasz A. Jankowski

@LAJankowski

Uwaga mam postanowienie o postawienie zarzutów wobec Rolników. Pan

@MKierwinski i @Policja_KSP

postawili zarzuty za rzut jajkiem w nogę i UWAGA za przemieszczanie się wraz z tłumem To dopiero chuligani

Zdjęcie

Zdjęcie

49,7 tys. Wyświetlenia

Ma „nie być” polskiego cukru. Zielony Ład „nie pozwoli na dalszą uprawę buraka cukrowego”.

Producenci cukru biją na ALARM. Zielony Ład „nie pozwoli na dalszą uprawę buraka cukrowego”

9.03.2024

Cukier

Producenci cukru liczą na weryfikację założeń Zielonego Ładu. Drastyczne ograniczanie środków ochrony roślin czy też nawozów nie pozwoli na dalszą uprawę buraka cukrowego – podkreśla Michał Gawryszczak, dyrektor biura Związku Producentów Cukru w Polsce. 

– Zielony Ład stawia przed producentami cukru wyzwania, takie jak dla innych branż rolniczych, czyli Europa musi się stać do 2050 roku neutralna klimatycznie. Przy czym w przypadku naszym, jak i innych rolników, innych branż spożywczych w grę wchodzi też strategia „Od pola do stołu”, która zakłada, że do 2050 roku będziemy musieli zredukować wszystkie środki ochrony roślin o 50 proc., nawozy o 20 proc., a co najmniej połowa upraw będzie musiała być ekologiczna – mówi reporterowi agencji Newseria Biznes Michał Gawryszczak.

Założenia Zielonego Ładu po raz pierwszy przedstawiono w komunikacie „Europejski Zielony Ład” pod koniec 2019 roku. KE opisała w nim 10 priorytetów. Przewidują one przegląd wszystkich przepisów, który uwzględni ich możliwy wpływ na klimat. W komunikacie znalazły się zapisy dotyczące m.in. rolnictwa, różnorodności biologicznej, rolnictwa czy stworzenia gospodarki o obiegu zamkniętym (circular economy).

Obecnie przez Unię Europejską, w tym Polskę, przetacza się fala protestów rolników zorganizowanych przeciwko Zielonemu Ładowi. – Nie wiem, czy działania rolników w Unii Europejskiej wpłyną jakkolwiek na Komisję Europejską. Mam nadzieję, że w jakikolwiek sposób środki dojścia do celu zostaną zweryfikowane, może to nie będzie 50 proc. redukcji środków ochrony roślin, ale może na przykład 25 proc. – mówi dyrektor biura Związku Producentów Cukru.

Michał Gawryszczak podkreśla, że każdy środek ochrony roślin przekłada się bezpośrednio na plony, czyli przy tych samych nakładach finansowych, przy tych samych nakładach pracy plony rolników są coraz mniejsze, więc w pewnym momencie ta uprawa roślin przestaje być opłacalna. Z tego powodu rolnik albo przechodzi na inne uprawy, albo rezygnuje w ogóle z uprawy jakichkolwiek roślin.

– Wszyscy producenci cukru, zarówno polscy, jak i europejscy, dążą cały czas do osiągnięcia neutralności klimatycznej, czyli nieemitowania gazów CO2 w taki sposób, aby to pochłanianie było równe emisji gazom CO2. W ciągu ostatnich 30 lat europejscy producenci cukru zredukowali już prawie 60 proc. emisji CO2, nietrudno sobie wyobrazić, że te ostatnie 40 proc. redukcji będzie bardzo trudne, ale nie niemożliwe – uważa ekspert.

Według deklaracji poszczególnych koncernów cukrowych w UE oraz w Polsce do końca tej dekady będą się starały ograniczyć emisję wymienionych gazów cieplarnianych o około 30 proc.

W ocenie Związku Producentów Cukru w Polsce branża potrzebuje głównie ułatwień administracyjnych lub odpowiedniej legislacji. Chodzi o to, by pozwoliła ona na łatwe i niezakłócone inwestowanie w rozwiązania, chociażby biogazowe.

[Może lepiej -obalić tę diabelską UE, a jej przywódców – na dożywocie. I w pierdlu karmić robalami. MD.]

W kampanii 2023/2024 w naszym kraju wyprodukowano 2 341 375 t cukru – podaje Związek Producentów Cukru w Polsce. To bardzo dobry wynik, ponieważ przewyższa o 30 proc. produkcję z rekordowego roku 2017/2018. Plony w ostatniej kampanii sięgnęły 63,86 t z hektara, co jest najlepszym wynikiem w ostatnim sześcioleciu. W tym przypadku producenci cukru podpisali umowy z ponad 26 tys. rolnikami na uprawę oraz dostawę buraków cukrowych. Łącznie zakupili od nich 16 966 213 t buraków, co jest niespotykanym wcześniej wynikiem.

Wyciekły e-maile aktywistów LGBT. Wiedzieli, że krzywdzą dzieci, m.inn. „trans-gender”.

Wyciekły e-maile aktywistów LGBT. Wiedzieli że krzywdzą dzieci
Fundacja Pro-Prawo do życia
 W środowisku aktywistów LGBT wybuchła właśnie ogromna afera. Wyciekła korespondencja, z której wynika, że najbardziej wpływowi członkowie tęczowego lobby doskonale wiedzą o tym, że faszerowanie dzieci tzw. „blokerami hormonalnymi” może powodować raka, samobójstwa, ciężkie powikłania, choroby i śmierć. Pomimo tego, dalej promują te preparaty wśród dzieci i młodzieży zachęcając do tzw. „tranzycji”. To jednak nie wszystko. Aktywiści LGBT i powiązane z nimi środowiska tzw. „medycyny genderowej” wiedzieli, że dzieci nie potrafią wyrazić świadomej zgody na „tranzycję” i w imię ideologii celowo okaleczali najmłodszych poprzez amputacje różnych części ciała. Korespondencja ujawnia również, że aktywiści LGBT fascynowali się kastrowaniem dzieci (!) oraz wiedzieli, że trauma jest powszechnym zjawiskiem wśród osób poddanych „zmianie płci”.
Sprawa jest wstrząsająca. Proszę przeczytać o szczegółach.Kto świadomie krzywdzi dzieci? [foto]Jako pierwszy w polskich mediach poinformował o sprawie Łukasz Sakowski pisząc, iż do internetu trafiły wewnętrzne dokumenty i rozmowy członków organizacji World Professional Association for Transgender Health (WPATH). Temat szerzej w języku polskim opracował Waldemar Krysiak na łamach portalu Tysol, którego publikację streszczę poniżej. 

WPATH to jedna z najbardziej wpływowych organizacji aktywistów LGBT i gender na świecie. Skupia znanych lekarzy, chirurgów i psychologów promujących „afirmację płciową”, czyli faszerowanie ludzi hormonami i okaleczanie, co ma upodobnić mężczyzn do kobiet, kobiety do mężczyzn, a w niektórych przypadkach kompletnie skasować płeć. WPATH jest również autorem tzw. „Standardów opieki”, czyli wytycznych dotyczących transseksualistów, które mają wpływ na szpitale, lekarzy i polityków na całym świecie.  

Co takiego zawierają dokumenty, które wyciekły do sieci?

Najbardziej szokujące informacje dotyczą dzieci. Ideolodzy i aktywiści LGBT na całym świecie twierdzą, że dzieci są w stanie wyrażać świadomą zgodę na „tranzycję”, czyli przyjmowanie blokerów hormonalnych oraz nieodwracalne operacje chirurgiczne takie jak amputacja piersi czy organów rozrodczych. WPATH oficjalnie twierdzi to w swoich zaleceniach mówiąc, że jest to rzekomo udowodnione naukowo. Ostatecznie, dziecko zawsze może zostać „doinformowane” przez specjalistów, czyli aktywistów LGBT. 

Tymczasem sami aktywiści i ideolodzy LGBT między sobą mówią coś zupełnie przeciwnego: dzieci nie rozumieją, na czym polega „tranzycja” i jakie są jej długofalowe skutki, w związku z czym nie mogą wyrazić świadomej zgody. 

Jeden z aktywistów, będący współautorem „Standardów opieki” dla transseksualistów przyznaje wprost, że dzieci nie są w stanie pojąć skutków „tranzycji”, ponieważ „poza zakresem ich rozwoju jest, by zrozumieć, w jakim stopniu niektóre z tych interwencji medycznych na nich wpłyną”.

Szokująca jest różnica między oficjalnymi wytycznymi co do skutków tranzycji na płodność, a tym co członkowie WPATH przyznają między sobą. Oficjalne wytyczne organizacji mówią, że dzieci są w stanie zrozumieć, że „zmiana płci” oznacza często chemiczną i mechaniczną sterylizację. W swoim własnym gronie eksperci mówią jednak: dziecko nie jest w stanie pojąć, czym płodność w ogóle jest. Jeden z najczęściej pojawiających się w dokumentach ekspertów, dr Daniel Metzger (endokrynolog), podkreśla, że „dobrym pomysłem jest rozmowa z 14-latkami na temat zachowania płodności”, ale jednocześnie wie, iż informacje o negatywnych konsekwencjach „tranzycji” do młodych nie docierają. „Wiem, że mówię do ściany”, potwierdza doktor. Na zewnątrz jednak ta sama osoba udaje, że nieletni są w stanie zrozumieć, co stanie się z nimi po tranzycji. Dr Metzger przyznaje w upublicznionych dokumentach: „większość dzieci nie jest w ogóle w stanie rozmawiać o tym w poważny sposób”. 

Panie MirosĹ‚awie, jak dziecko może mieć jakąkolwiek świadomość na temat działania preparatów takich jak blokery hormonalne hamujące proces dojrzewania? Takiej świadomości nie ma nawet nastolatek, który dopiero co zaczyna lekcje biologii w szkole. Ujawniona korespondencja potwierdza, że aktywiści LGBT doskonale o tym wiedzą i wykorzystują to, aby krzywdzić kolejne dzieci. To jednak nie wszystko.

„Eksperci” od „medycyny LGBT” opowiadają o dzieciach, którym zaczęto zmieniać płeć w wieku 4 lat, o podawaniu blokerów hormonów 10-latkom, o tym, że NIE powinno się czekać z tymi eksperymentami do dorosłości, o tym, że znaczna część transseksualistów żałuje swojej bezpłodności, oraz o tym, że wczesna „tranzycja” może w organizmie doprowadzić do tworzenia się guzów w mózgu i do nekrozy, czyli obumierania i gnicia części ciała. Pojawiają się też wątki prawdziwie tragiczne: „eksperci” LGBT przyznają, że część osób, którymi się zajmowali i które przeszły „tranzycję” w młodym wieku, jako osoby dorosłe przechodzą przez tortury komplikacji i umierają. 

Jeszcze bardziej wstrząsające są rozmowy „ekspertów” WPATH na temat prób zmiany mężczyzn w kobiety, a kobiet w mężczyzn. Ten proces to głównie amputacja zdrowych piersi oraz ucinanie męskich jąder. Jedna z „lekarek gender” chwali się w rozmowach, że przeprowadziła 20 takich zabiegów kastracji na nieletnich chłopcach! „Eksperci” LGBT przyznają między sobą, że to wszystko może mieć fatalne skutki zdrowotne dla „pacjentów”, lecz pomimo to polecają takie okaleczanie ciała nagrywając o tym materiały na TikToka, które trafiają do dzieci. Co więcej, aktywiści LGBT z WPATH promują wśród dzieci bycie… eunuchem. 

W „Standardach opieki” eunuchom poświęcony jest specjalny podrozdział. Eunuchy opisywane są jako osoby „którym przypisano męskie cechy przy narodzeniu”, które jednak uważają, że „ich prawdziwe ja najlepiej wyraża się terminem eunuch. Osoby identyfikujące się jako eunuchy zazwyczaj pragną poddać się zabiegowi chirurgicznego usunięcia narządów rozrodczych lub uczynienia ich niefunkcjonalnymi.” Rozdział poświęcony eunuchom zawiera nie tylko twierdzenie, że dzieci mogą identyfikować się jako eunuchy i że jest to poprawna dla nich tożsamość, ale także hiperłącze do strony internetowej, gdzie anonimowi fetyszyści zbierają się i dzielą swoimi fantazjami o kastrowaniu dzieci! 

Wątek na wewnętrznym forum komunikacyjnym WPATH dostarcza również dowodów na to, że „zmiany płci” dokonuje się nawet na dzieciach opóźnionych rozwojowo oraz upośledzonych umysłowo dorosłych, którzy mają problemy z najbardziej podstawowym zrozumieniem samych siebie i otoczenia. Aktywiści LGBT wymieniają w swoich wewnętrznych materiałach m.in. przypadek mężczyzny z poważnymi zaburzeniami, który w dzieciństwie został zdiagnozowany z autyzmem, a teraz twierdzi, że ma 85 różnych osobowości, z których głównym „dowódcą” jest osobowość żeńska. I temu choremu psychicznie mężczyźnie zaczęto podawać kobiece hormony i usunięto narządy płciowe! Tego człowieka leczył „ekspert” od „medycyny LGBT”, którego WPATH uznał za odpowiedniego do napisania rozdziału poświęconego zdrowiu psychicznemu w międzynarodowych wytycznych.
Inne przypadki wymieniane wewnątrz organizacji LGBT to sprawa pacjenta, który miał siedem różnych osobowości, spośród których dwie były „bezpłciowe”, a jedna „żeńska”. Głosy w głowie pacjenta uznały, że wszystkie chcą żyć w transseksualnym ciele, w związku z czym wykastrowano go! 

Z ujawnionych dokumentów wynika również, że aktywiści LGBT i „eksperci” z WPATH są świadomi tego, że jest coraz więcej osób, które tęczowa ideologia skrzywdziła i które chciałyby powrócić do swojej pierwotnej płci, mimo tego, że jest to często niemożliwe. Osoby takie nazywane są detranzycjonerami i najnowsze badania demonstrują, iż liczba ich rośnie z roku na rok. Samo ich istnienie jest też dla środowiska transseksualnych aktywistów problemem. Członkowie WPATH o tym wiedzą i sugerują, że takie osoby same są sobie winne. Nawet, jeżeli zostali oszukani jako dzieci, to jest to zwyczajnie ich problem! 

Prezes WPATH, dr Marci Bowers stwierdziła w ramach wewnętrznej korespondencji, że: „pacjenci muszą posiadać i ponosić aktywną odpowiedzialność za decyzje medyczne, zwłaszcza te, które mają potencjalnie trwałe skutki”.
Jak komentuje to Waldemar Krysiak: „Zostałeś wykastrowany jako dziecko? Byłaś dorastającą dziewczynką, kiedy dorośli amputowali twoje piersi? Twój problem, twoja wina, teraz musisz z tym żyć.” 
I to wszystko w sytuacji, gdzie ci sami aktywiści LGBT przyznają, że dzieci nie mogą podejmować świadomej decyzji na temat „tranzycji”!Musimy walczyć dalej [foto]Panie MirosĹ‚awie, ujawnione fragmenty wewnętrznych korespondencji aktywistów LGBT to zaledwie wierzchołek góry lodowej prawdy na temat tęczowej ideologii i jej promotorów. To wszystko potwierdza jednak doniesienia medialne, statystyki oraz niezależne badania, które od dłuższego czasu przebijają się do opinii społecznej – „tranzycja” to okrutna zbrodnia.
Ideologia LGBT w niezwykle szybkim tempie przedostaje się do Polski. Wielokrotnie już informowaliśmy o przypadkach skrzywdzonych dzieci i nastolatków, które zostały okaleczone w ramach „tranzycji”.
Zdjęcia kolejnych polskich nastolatek, które obcięły sobie piersi, budzą przerażenie. Grupy dyskusyjne dla dzieci i młodzieży zalewane są pytaniami o to, gdzie można dostać „blokery hormonalne” i który lekarz przepisuje tego typu truciznę już na pierwszej wizycie. 
Większość Polaków jest całkowicie nieświadoma tych zagrożeń i procesów, jakie szybko zachodzą w sprawie „tranzycji” i „zmiany płci”. Większość rodziców nie wie, jakimi treściami karmią się ich dzieci w mediach społecznościowych. Dlatego musimy działać. Nasza Fundacja organizuje w całej Polsce niezależne kampanie informacyjne, w ramach których ostrzegamy przed skutkami ideologii LGBT i „tranzycji”. Nasze akcje mobilizują rodziców do działania i zachowania czujności.
„Tranzycja” to świadoma i celowa krzywda wyrządzona dziecku. Sprawcy tego procederu powinni być ścigani, a są promowani i reklamowani przez media oraz wspierani przez rząd. 

Dlatego proszę Pana o wsparcie naszych działań i umożliwienie nam organizacji kolejnych kampanii, w ramach których dotrzemy do społeczeństwa z ostrzeżeniem przed konsekwencjami „tranzycji” i ideologii LGBT.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Musimy przebijać się z prawdą do Polaków. Możemy to robić tylko za pomocą niezależnych akcji, których powodzenie zależy od aktywności naszych wolontariuszy i pomocy Darczyńców. 
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Arki Noego? Bo czasy są niebezpieczne.

Arki Noego? Bo czasy są niebezpieczne.

Izabela Brodacka 8 marca 2023

Jeffrey Epstein znany jest w Polsce ze skandalu obyczajowego, który wywołało ujawnienie informacji o procederze wykorzystywania seksualnego przez niego dzieci, oraz o osobistościach światowych uczestniczących na jego zaproszenie w tych orgiach. Przez dłuższy czas było to tak zwaną ściśle strzeżoną, publiczną tajemnicą.

Umykał fakt udziału Epsteina w planowaniu różnych wydarzeń światowych. Przede wszystkim umknął fakt zbudowania przez Epsteina i innych możnych tego świata specjalnych schronów, w których mogliby przeczekać wojnę jądrową.

To nic nowego. Przez całe lata zimnej wojny Polska przygotowywała się na atak jądrowy. Schrony przeciwjądrowe posiadały różne instytucje państwowe, w tym szkoły. W podziemiach Liceum imienia Narcyzy Żmichowskiej w Warszawie, za pancernymi drzwiami, był też ogromny schron, który na szczęście służył tylko jako palarnia dla niesfornej młodzieży. Były też schrony prywatne. Komunistyczny aparatczyk, niejaki Ignacy Loga- Sowiński mieszkający w Warszawie przy ulicy Szarotki przechwalał się sąsiadom, a nawet przypadkowym przechodniom schronem, który wybudował sobie w ogródku z zapasami wody i żywności – jeżeli dobrze pamiętam- na dwa lata.

Natomiast w Szwajcarii przepisy nakazywały swego czasu budowanie schronów przeciwatomowych przy każdym domu. Można zauważyć, że możni i zbrodniarze tego świata wyjątkowo troszczą się o swoje bezpieczeństwo i jednostkowe przetrwanie. Do tych zbrodniarzy należał Adolf Hitler. Führerbunker czyli bunkier wodza to nazwa dwóch potężnych schronów umieszczonych pod Kancelarią Starej Rzeszy w Berlinie. Znany i wielokrotnie opisywany jest również kompleks bunkrów, schronów i baraków w mazurskim lesie koło Kętrzyna zwany Wilczym Szańcem (Wolfsschanze).Zwiedzający go widzą jak bardzo dbał o swoje bezpieczeństwo człowiek, który bez najmniejszych skrupułów nakazywał mordować kobiety i dzieci. Wbrew rewizjonistyczny tendencjom współczesnej niemieckiej polityki historycznej, w oficjalnym niemieckim podręczniku „ Historia i wydarzenia” (Geschichte und Geschehen ) przeznaczonym dla dzieci i młodzieży, w rozdziale opisującym prowadzoną przez Hitlera wojnę eksterminacyjną (Vernichtungskrieg) przytoczone jest expressis verbis jego przemówienie: „ dałem moim szwadronom śmierci rozkaz bezlitosnego wysyłania na śmierć mężczyzn, kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i języka”.

Obecnie świat jest w stanie pełzającej wojny. Obok wojny na Ukrainie oraz konfliktu Izraela z Hamasem od lat trwa światowa wojna hybrydowa. I pomyśleć, że w tej sytuacji Koalicja 13 grudnia chce redukować liczebność polskiej armii. Nie jest do końca jasne jak obecnie wygląda w Polsce zabezpieczenie ludności cywilnej. Wprawdzie komendant główny Państwowej Straży Pożarnej generał brygady Andrzej Bartkowiak oraz wiceminister MSWiA Maciej Wąsik przedstawili w kwietniu „raport o stanie schronów” budzi on jednak sporo wątpliwości. Zgodnie z raportem zinwentaryzowano 234 735 obiektów budowlanych podzielonych na trzy kategorie: schrony, ukrycia i miejsca doraźnego schronienia. Według raportu w przypadku zagrożenia może się w nich schronić ponad 49 mln osób czyli więcej niż liczy populacja Polski Jednak schronów doliczono się ledwie 1903 (dla 300 tys. osób), a ukryć (też zaliczanych do budowli ochronnych) – 8719.

Wynika stąd, że w tych miejscach mogłoby się ukryć tylko około 1,5 mln osób. Strażacy dodali bowiem do schronów i ukryć 224 113 tak zwanych „miejsc doraźnego schronienia”. Do tej kategorii wliczyli piwnice i garaże w budynkach spółdzielczych, urzędach, obiektach samorządowych i budynkach należących do różnych podmiotów gospodarczych oraz szkoły i kościoły. MSWiA operuje wyliczeniami z 2021 roku, poza tym nie jest zbadany i określony stan tych budynków. Przeważająca ich część jest niestety w bardzo złym stanie technicznym. Nie ma w nich działających agregatów filtrowentylacyjnych, zbiorników na wodę oraz sanitariatów.

W kwestii zapewnienia schronień dla ludności na wypadek wojny państwa Europy można podzielić na cztery kategorie. Do pierwszej należą Dania i Szwecja, które zapewniają – przynajmniej teoretycznie – schronienie całej ludności. Do drugiej Słowacja która realizuje takie inwestycje w sposób ograniczony. Do trzeciej Czechy i Węgry gdzie takie budownictwo jest realizowane głównie przez prywatnych właścicieli. Do czwartej kategorii zalicza się w raporcie MSWiA Polskę i Niemcy jako kraje, które zrezygnowały z programu budownictwa ochronnego i co najwyżej konserwują istniejące zasoby. Jednak samorządy od wielu lat nie dostają na utrzymanie takich obiektów pieniędzy z budżetu państwa.

W naszej kulturze mocno zakorzeniony jest archetyp Arki Noego. Budujący schrony dla siebie i dla tych, których uważają za elitę kraju czy nawet elitę całego świata nie kierują się wyłącznie zrozumiałym przecież instynktem samozachowawczym. Ich groźne dla nas wszystkich myślenie ma jako istotny składnik rojenia o wychowaniu nowej rasy człowieka, którego gatunkowe przetrwanie chcą w ten sposób zapewnić. W pozornej sprzeczności z tymi rojeniami o Arce Noego jest sprowokowanie współczesnej wędrówki ludów i przywileje socjalne dla współczesnych Hunów.

Nikt nie jest chyba tak głupi, żeby nie rozumieć, że przywileje socjalne dla nielegalnych imigrantów zwiększają ich liczbę w europejskich krajach i prowokują przestępcze struktury czerpiące zyski z przywożenia tych ludzi. Niemcy osiągnęły już stan nasycenia przybyszami uniemożliwiający zapewnienie im locum. Dlatego przeforsowano pakt o relokacji nielegalnych imigrantów. Francja zawiesza przywileje socjalne dla imigrantów takie jak zasiłki i bezpłatne leczenie. Brakuje dla przybyszy nawet tymczasowego schronienia.

Nie jest jasne jak wygląda w Polsce zabezpieczenie mieszkań dla masowej imigracji na którą przystał rząd. W pierwszym zrywie szlachetnej dobroczynności uciekinierom z Ukrainy ofiarowywały mieszkania prywatne osoby. To się już skończyło. A czasy są niebezpieczne. Należy liczyć się z koniecznością zapewnienia schronienia milionom ludzi.

France Invites Disaster by Becoming the World’s First Country to Enshrine Abortion into Constitution

France Invites Disaster by Becoming the World’s First Country to Enshrine Abortion into Constitution

Why the French Abortion Amendment Matters 

by John Horvat IIMarch 8, 2024 tfp.org/france-invites-disaster

France Invites Disaster by Becoming the World’s First Country to Enshrine Abortion into Constitution
France Invites Disaster by Becoming the World’s First Country to Enshrine Abortion into Constitution

Some events mark history by the violence of their passion and the intensity of their hatred. Their activists make use of every artifice and symbolism to sear into the minds of the public the fact that a great betrayal has been perpetrated, resulting in a day that will live on in infamy.

March 4 was one such day. The world looked on in horror as French lawmakers approved a bill that enshrined abortion in the French Constitution, the world’s first country to make it specifically the supreme law of the land.

Three considerations come to mind while reflecting on the event.

An Act Designed to Cause an Impression

The first consideration is that the government wanted to do everything possible to make this a historical act. It was not an ordinary vote but a dramatic statement of intent.

To fit the 925 MPs and senators, the government called a special joint session of parliament at the Palace of Versailles. The measure had already overwhelmingly passed in both legislative chambers. A joint session was held at this most prestigious place because a three-fifths majority of all legislators must approve any constitutional amendments.

The Republican Guard, in full regalia and with sabers drawn, formed a guard of honor (where only dishonor reigned) and solemnly drummed in the National Assembly’s first female president, Yaël Braun-Pivet, who entered in total silence.

After speeches emphasizing the importance of the issue, a vote was taken. Around 7 p.m., the Assembly president announced the results: “780 votes in favor, 72 votes against.” The legislators applauded the vote with a wild and prolonged standing ovation that recalled raucous scenes from the French Revolution.

In addition, the vote was broadcast live on every French news channel while hundreds gathered around a giant screen at the Paris Trocadéro opposite the Eiffel Tower. Thus, scenes of a jubilant crowd provided the street theater to give the impression of the support of “the People.”

The French legislators knew what they were doing and supplied all the ceremonial trappings to highlight the importance of this grave offense. They were also aware of how France has a unique capacity to hold symbolic events and, therefore, enjoys worldwide influence.

Mathilde Panot, a Member of Parliament from the far-left party France Unbowed, understood this impact when she proposed the amendment. She told the chamber that the move was “a promise…for all women fighting [for abortion] everywhere in the world.”

An Act that Offended God

The most important consideration is how this first enshrining of abortion into a national constitution is an offense against God. What made this act more tragic was that it was France.

France is the first-born daughter of the Church. For centuries, she has given the Church saints, crusaders, Catholic kings and statesmen. France lies at the heart of Christendom and is the model of a Christian civilization.

Thus, enshrining abortion was more than a legislative act. It was a monumental rejection of God’s law, a denial of France’s Christian past, and the celebration and exaltation of a moral evil. This historic rupture cannot fail to weigh heavily upon the nation.

The constitutional amendment is a sin that will have consequences. Sin is not only something personal. Nations can collectively sin when they accept things against God’s law.

Indeed, Saint Augustine teaches that since nations per se have no existence in eternity (only individuals do), they are rewarded or punished here on earth for their collective good or evil actions. Those directing nations who want peace for their peoples should lead them toward virtue and away from sin.

The Wages of Collective Sin

Indeed, secular France has long officially abandoned the Faith. Today, she is enmeshed in misfortune and violence, which has shattered her unity. The country has the largest number of “no-go zones” in Europe, with some 751 designated Zones Urbaines Sensibles (called “sensitive urban zones”), where Muslim youth gangs and radical imams rule, and the police dare not uphold law and order. In addition, more than 120 knife stabbings take place in France every day. There is also the unchecked immigration crisis, crime and civil strife. All these things are destroying France and represent a chastisement upon the nation for veering from its virtuous past.

This latest dramatic act of defying God’s law can only make matters much worse.

A Purposeful Attack

The final consideration concerns how this move to enshrine abortion into the French Constitution was purposeful and deliberate.

However, it was seemingly done without purpose.

Many observers rightly note that from the point of view of existing abortion law, the dramatic measure was not needed. France already provided one of Europe’s most secure and protective umbrellas for the slaughter of the unborn.

Tragically, well over eighty percent of the population supports abortion. All of France’s major political parties represented in Parliament support procured abortion, including Marine Le Pen’s “far-right” National Rally party and other misnamed conservatives. Madame Le Pen, who voted in favor of the constitutional amendment, seemed to give the issue little importance by commenting that “there is no need to make this a historic day.”

Despite this massive support, the debate about the abortion amendment revolved around the threats of those who would ban the killing of the unborn in Europe.

The pro-life movement in Europe is growing. Even in France, tens of thousands march for life yearly. The left realizes how the defense of the unborn can spread. The speakers in Versailles spoke from a position of weakness and insecurity. They felt the need to throw the most difficult legal obstacle conceivable across the path of those fighting abortion.

However, as history has proven, such legal roadblocks can be overturned against all odds and even after decades of procured abortion being “settled law” on the books. Fearful French liberals felt they needed to take some action.

The shameful March 4 amendment targeted not only France but especially the United States. Indeed, the promoters of the amendment openly admitted that America’s reversal of Roe v. Wade was the reason for their action.

American pro-lifers dared to challenge the revolutionary myth that procured abortion was irreversible. The Dobbs decision struck terror in the cold and cruel hearts of feminists and liberals everywhere. They believe that if abortion could be overturned in America, then abortion worldwide is vulnerable. The French constitutional amendment was their fiendish answer.

Ordo Iuris: Rolnicy to chuligani? Byliśmy w samym centrum zdarzeń.

t:Rolnicy to chuligani? Byliśmy w samym centrum wydarzeń
Ordo Iuris
 
Szanowny Panie,
ta wiadomość miała być na zupełnie inny temat, jednak ostatnie godziny były dla nas tak intensywne, że musieliśmy zmienić plany. Gdy okazało się, że protestujący nieopodal naszego biura rolnicy są bici, pałowani, gazowani, maltretowani i bezprawnie zatrzymywani, trzeba było rzucić inne sprawy i ruszyć z pomocą prawną. Tym bardziej, że przy okazji tej manifestacji wsparcia dla ofiar nie ogłosiły samorządy prawnicze…
W związku z obchodzonym 8 marca Dniem Kobiet, planowałam dziś napisać do Pana kilka osobistych słów o tym, dlaczego – jako kobieta – pracuję w Instytucie Ordo Iuris i dlaczego uważam, że to właśnie w Instytucie Ordo Iuris mogę najlepiej stawać w obronie prawdziwych praw kobiet. Miałam pisać o tym, w jaki sposób prawnicy Ordo Iuris pomagają kobietom ciężarnym i kobietom, padającym ofiarą przemocy domowej; o naszej walce z prostytucją, pornografią i surogacją; o dobrej polityce prorodzinnej, afirmującej i doceniającej macierzyństwo. I o fałszywej wizji praw kobiet, promowanej przez radykalne feministki i genderowych ideologów, dla których prawa kobiet to tylko aborcja, wulgarna edukacja seksualna i… „zmiana płci”.
Jednak napisanie tej specjalnej wiadomości na Dzień Kobiet nie było możliwe, a wobec skali przemocy i krzywdy na ulicach Warszawy, może byłoby nawet niewłaściwe. Od kilkudziesięciu godzin zajmuję się przede wszystkim kolejnymi wizytami na komisariatach i rozmowami z polskimi rolnikami i ich rodzinami.
Jak naprawdę wyglądał protest rolników?Od samego początku byliśmy w samym centrum wydarzeń, którymi od kilkudziesięciu godzin żyją wszystkie polskie media. Osobiście dołączyłam do protestu rolników już w środę rano, by wyrazić swoje poparcie dla postulatów polskiej wsi. Dlaczego? Bo polscy rolnicy wyszli na ulice w naszym imieniu!
Szkodliwa polityka „klimatyczna” Unii Europejskiej uderza nie tylko w rolników, ale w każdego z nas, bo jej efektem będzie upadek rolnictwa, a długoterminowo – radykalne podwyżki cen żywności i energii, które dotkną wszystkich Polaków, zwłaszcza tych najuboższych.Byłam na miejscu. I nie mogłam pozostać obojętna, gdy rozpoczęła się brutalna pacyfikacja pokojowego protestu. Na własne oczy widziałam, jak bardzo fałszywe są słowa Donalda Tuska o tym, że Policja atakowała… tylko chuliganów. Tymczasem wśród manifestujących i zrozpaczonych rolników widziałam kobiety, starszych mężczyzn, obawiających się o swoją przyszłość oraz młodych rolników, którzy na protest zabrali… kilkuletnich synów.Nie byłam oczywiście wszędzie i nie widziałam wszystkiego. Ale na dziesiątkach dokładnie analizowanych przez nasz zespół nagrań, widać wyraźnie, że policja zaatakowała bez żadnego ostrzeżenia wiele osób, które były całkowicie bierne. W trakcie brutalnych pacyfikacji protestów rolniczych doszło do ewidentnych naruszeń przepisów ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, która w art. 34 stanowi, że „środków przymusu bezpośredniego można użyć po uprzednim bezskutecznym wezwaniu osoby do zachowania się zgodnego z prawem oraz po uprzedzeniu jej o zamiarze użycia tych środków”.
W przypadku protestów rolników mieliśmy do czynienia z licznymi atakami policji bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Zaatakowany gazem pieprzowym został nawet rozmawiający z rolnikami poseł Sławomir Mentzen z Konfederacji.65-latek uznany za chuligana.
W końcu policjanci zaczęli agresywnie wchodzić w tłum i wyłapywać konkretne osoby – także zupełnie przypadkowe. Chociaż premier Donald Tusk oraz szef MSWiA Marcin Kierwiński wmawiają Polakom, że policja aresztowała tylko chuliganów, to prawda jest zupełnie inna.
Jednym z aresztowanych był między innymi 65-letni Pan Andrzej z Dolnego Śląska, którego objęliśmy bezpłatnym wsparciem prawnym. Już w środę – na prośbę rolniczej Solidarności – pojechałam na komisariat policji na ulicy Żytniej, gdzie miał być zatrzymany Pan Andrzej. Jednak na miejscu dowiedziałam się, że mężczyzna nie jest na komisariacie, ponieważ… został przewieziony na pilne badania lekarskie.
Jak się okazało, Pan Andrzej ma poważne problemy kardiologiczne. Proszę sobie wyobrazić niepokój jego najbliższych, gdy zobaczyli w telewizji, że rząd Tuska brutalnie pacyfikuje protest rolników, używając gazu pieprzowego i pałek teleskopowych. Co gorsza, niedługo później dowiedzieli się, że Pan Andrzej został aresztowany.
Niestety nie mogliśmy przekazać więcej informacji rodzinie, bo funkcjonariusze policji umożliwili jedynie krótką rozmowę z Panem Andrzejem dopiero bezpośrednio przed czynnościami procesowymi z jego udziałem…Za co aresztowano rolników?
Prosto z komisariatu na Żytniej, udaliśmy się z mec. Robertem Czarnowiczem na komendę przy ulicy Żeromskiego, gdzie przebywał kolejny z zatrzymanych – 22-letni rolnik z Wielkopolski.
Następnego dnia – już od samego rana – kontaktowaliśmy się z policją, która wreszcie pozwoliła nam się spotkać z zatrzymanymi. Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, jakie zarzuty są stawiane obu rolnikom. Słuchając deklaracji Donalda Tuska i Marcina Kierwińskiego o tym, że policja zatrzymała jedynie największych chuliganów, spodziewaliśmy się, że za chwilę zapoznamy się z treścią mocnych zarzutów i że czeka nas ogrom pracy związany z ich rzetelną weryfikacją.
Proszę sobie wyobrazić nasze zdziwienie, gdy okazało się, że tym wielkim „przestępstwem”, za które 65-letni – chory na serce – rolnik spędził całą noc w areszcie, było rzucenie w nogi dwóch policjantów… jajkami.
Jeszcze większym absurdem były zarzuty postawione młodszemu z rolników, który został aresztowany tylko za to, że… był na proteście. Nie zarzucano mu przy tym żadnego osobiście dokonanego bezprawia czy aktu przemocy! W postanowieniu o przedstawieniu zarzutów organy ścigania wskazały, że podejrzewają chłopaka o to, że „brał czynny udział w zbiegowisku, w ten sposób, że przemieszczał się wraz z tłumem wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie”.
Mówiąc krótko – jeden z rolników, których otoczyliśmy bezpłatną pomocą prawną, został aresztowany za rzucenie jajkiem, a drugi za to, że po prostu… uczestniczył w legalnej manifestacji.
Nikt więc nawet nie próbuje udawać, że słowa Donalda Tuska o aresztowaniu „agresywnych chuliganów” są prawdziwe.
Dzięki naszej interwencji udało się zapobiec procesowi w trybie przyspieszonym i wydaniu wyroku w 24 godziny, a obaj nasi beneficjenci będą mieli szansę na uczciwy proces, w którym przedstawimy dowody nadużyć ze strony Policji.

Ręce spękane od pracy na roli
Przed wypuszczeniem z aresztu okazało się, że urządzenie służące do odczytu linii papilarnych nie było w stanie odebrać odcisków od Pana Andrzeja – pomimo długich starań techników i wielokrotnemu przykładaniu rąk do czytnika.
Ostatecznie odciski pobrano tradycyjnie – przez odciśnięcie na kartce palców zamoczonych w tuszu. Policjanci odbierający odciski palców stwierdzili, że ręce rolnika są tak spracowane, że linie papilarne są na nich po prostu zatarte od ciężkiej pracy.
Obaj rolnicy wrócili już szczęśliwie do domów. Panu Andrzejowi pomogliśmy w dotarciu na pociąg i kupiliśmy bilet powrotny do domu, gdzie czekała na niego w ogromnym stresie stęskniona rodzina. Drugi z uwolnionych odjechał w rodzinne strony razem z oczekującymi na niego znajomymi, którzy wcześniej towarzyszyli mu na proteście.
Podobnie jak im – 
będziemy pomagać wszystkim innym rolnikom, zatrzymanym i poszkodowanym podczas manifestacji. Całe nasze zaangażowanie możliwe jest właśnie dzięki ludziom takim jak Pan.
Historie tych rolników przeczą opowieściom rządzących polityków, którzy przekonują, że protestującymi byli agresywni chuligani rzucający w policjantów kamieniami i kostką brukową. Nasz materiał dowodowy staje się z godziny na godzinę mocniejszy – wraz z tym, jak w mediach publikowane są kolejne nagrania świadczące o ewidentnym przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy Policji, których zadaniem było przecież czuwanie nad bezpiecznym przebiegiem legalnego zgromadzenia.
Na jednym z nagrań widzimy policjanta rzucającego w tłum kostką brukową czy innego, który prowadząc wraz z drugim funkcjonariuszem skutego już rolnika uderza go bez powodu w głowę. Widzimy też jak kilku funkcjonariuszy powala na ziemię młodego chłopaka, który jedynie stał na ulicy z polską flagą.
W sprawie zaobserwowanych nadużyć siły ze strony Policji składamy oczywiście zawiadomienia o przekroczeniu uprawnień przez konkretnych funkcjonariuszy. Nie pozwolimy, by uniknęli odpowiedzialności.
Działamy na wielu frontach! Także dzięki Panu
Ostatnie dni pokazują jak bardzo potrzebna jest na co dzień praca prawników i ekspertów Instytutu Ordo Iuris. Tylko nasi prawnicy byli gotowi, by udzielić bezpłatnej pomocy prawnej w pilnej sytuacji ataków na manifestacje rolników.Pomimo pilnego zaangażowania w tę sprawę, nadal mogliśmy kontynuować naszą bieżącą pracę na wielu innych polach.Gdy ja uczestniczyłam w protestach rolników, odwiedzałam kolejne warszawskie komisariaty policji i spotykałam się z przedstawicielami rolniczej solidarności i samymi poszkodowanymi rolnikami, Prezes Instytutu mec. Jerzy Kwaśniewski spotykał się z mieszkańcami Nowego Targu, a dzień później Rzeszowa, dyskutując o zagrożeniach związanych z rewolucją w unijnych traktatach, będącą bezprecedensowym atakiem na polską suwerenność (szerzej o tym kolejnym przedsięwzięciu, które mogliśmy rozpocząć tylko dzięki wsparciu naszych Darczyńców i Przyjaciół napisze do Pana za kilka dni mec. Jerzy Kwaśniewski), a mec. Rafał Dorosiński występował w TVP Info podczas debaty na temat aborcji.
To właśnie dzięki naszym Darczyńcom i Przyjaciołom, z którymi budujemy Społeczność Ordo Iuris możemy prowadzić tak kompleksową i wszechstronną działalność, która jest szczególnie niezbędna zwłaszcza obecnie, gdy rząd Donalda Tuska celowo wzbudza chaos i niepokoje społeczne – po to, by móc w tym samym czasie dokonywać kilku radykalnych ruchów jednocześnie.
Bo w tym samym dniu – gdy policja rozprawiała się na ulicach Warszawy z Polakami, protestującymi przeciwko Zielonemu Ładowi – w sejmie rozpoczęto kolejny atak na ochronę życia w Polsce.
Tylko szeroki, profesjonalny i zaangażowany zespół ekspertów i prawników Ordo Iuris może odpowiadać na wszystkie te zagrożenia jednocześnie.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk [jest w oryg. MD]
Absurdalna debata o aborcji w TVP
Nasza obecność wprowadza często w dynamiczną, pełną emocji i kłamstw debatę publiczną spokój i merytoryczna analizę zamiast zapalczywej nienawiści. Doskonale było to widać właśnie w trakcie wspomnianej powyżej debaty na antenie TVP INFO.Proszę sobie wyobrazić, że do debaty na temat aborcji, będącej od lat tematem gorącego sporu w Polsce, zaproszono aż 10 osób z czego po stronie aborcji było… 8 z nich!
 Co więcej – wśród zaproszonych zwolenniczek aborcji była między innymi Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu, która od lat kpi z polskiego prawa, chwaląc się nielegalnym pomocnictwem w aborcji oraz dyrektor Powiatowego Szpitala w Oleśnicy Gizela Jagielska, która otwarcie mówi o tym, że w jej szpitalu dokonano w ubiegłym roku de facto 139 aborcji „na życzenie” (bo właśnie tym jest w praktyce aborcja wykonana z powodu rzekomego zagrożenia dla „zdrowia psychicznego” kobiety, którym to zagrożeniem są w szpitalu w Oleśnicy „zaburzenia adaptacyjne” ciężarnych kobiet).
W radykalnie nierównej, nierzetelnej i pełnej kłamstw debacie, to właśnie przedstawiciel Ordo Iuris był głosem rozsądku i rzetelnej informacji, podczas gdy pozostałe uczestniczki debaty w zasadzie spierały się tylko w jednej sprawie – czy ustawy legalizujące dzieciobójstwo prenatalne powinny być procedowane już teraz czy „dopiero” za miesiąc…
W trakcie tej absurdalnej debaty, Natalia Broniarczyk wyciągnęła z kieszeni mordercze pigułki aborcyjne i zapowiedziała, że jeśli będzie chciała to będzie mogła dokonać aborcji w studiu TVP, a prof. Monika Płatek mówiła o tym, że osobiście opowiada swoim 4-letnim wnuczkom o tym, gdzie i jak powinny się masturbować…

Gdyby nie Instytut Ordo Iuris, widzowie TVP mogliby nie usłyszeć prawdy o tym, że w wiążącym Polskę prawie międzynarodowym nie ma „prawa do aborcji”; że polska Konstytucja i trzydziestoletnie orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego stoi jednoznacznie po stronie życia nienarodzonych a proponowana przez Lewicę „edukacja seksualna” jest tak naprawdę całkowitą deprawacją i indoktrynacją dzieci.

Jesteśmy niezbędni jak nigdy dotąd
Praca prawników i ekspertów Instytutu Ordo Iuris jest dziś potrzebna jak nigdy dotąd. Mijający tydzień jest najlepszym dowodem na to, że rząd Donalda Tuska będzie atakował fundamentalne wartości na wielu różnych frontach równolegle.Będziemy na to gotowi. Odpowiemy na każde bezprawie i obronimy ataki na życie, wolność i rodzinę.
Uruchomiliśmy już internetowy kwestionariusz „Przeciw Bezprawiu – Archiwum im. Władysława Siły-Nowickiego”, w ramach którego gromadzimy wszystkie dowody bezprawnego, nielegalnego, siłowego przejmowania konstytucyjnych organów państwa i coraz liczniejszych naruszeń prawa, których dopuszcza się rząd Donalda Tuska. Przy jego powstaniu współpracujemy z organizacjami sędziów, prokuratorów, a także ze znanym i cenionym sędzią Trybunału Stanu prof. Janem Majchrowskim.
Wszystkie ofiary tych naruszeń będą mogły liczyć na nasza pomoc. Żeby to było nadal możliwe – także my będziemy potrzebować pomocy z Pana strony.
Nasza nieodpłatna pomoc prawna udzielana ofiarom bezprawia i przemocy jest możliwa tylko dzięki temu, że możemy pokrywać koszty interwencji procesowej dzięki datkom ludzi dobrej woli, którzy swoim wsparciem finansowym uczestniczą w naszej misji.To naszym Darczyńcom przekazujemy serdeczne słowa Pana Andrzeja i jego młodszego kolegi, którzy dzięki nam wrócili do domów: „Dziękujemy!”

Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal kontynuować naszą pracę na rzecz życia, rodziny, wolności i Ojczyzny.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w powyższy przycisk
Z wyrazami szacunkuAdw. Magdalena Majkowska - Członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Gdy w 2020 roku Polskę zalała fala wulgarnych i agresywnych protestów proaborcyjnych, w ramach których atakowano Kościoły i wiernych – samorządy prawnicze oferowały bezpłatną pomoc prawną dla wszystkich uczestników proaborcyjnych manifestacji. Dziś – gdy walczący o swoje utrzymanie rolnicy są traktowani jak pospolici przestępcy – organizacje prawników milczą. Gdyby nie Instytut Ordo Iuris, rolnicy byliby pozostawieni sami sobie – tak jak Pan Andrzej, którego potraktowano jak poważnego kryminalistę, a aresztujący go policjanci byli wobec niego wyjątkowo wulgarni. Jego zatrzymanie zaskakiwało nawet policjantów z miejscowej komendy, z którymi miałam okazje w międzyczasie rozmawiać.
Dzięki naszej pracy, Pan Andrzej wrócił już do swojej rodziny. Ale nasza pomoc nie byłaby możliwa bez wsparcia ludzi takich jak Pan za co serdecznie Panu dziękuję – przede wszystkim w imieniu naszych beneficjentów.Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris

Żywe robale [szkodniki] w prosie z Ukrainy. [UE:to wkładka mięsna !]

Żywe szkodniki w ziarnach prosa z Ukrainy. 24 tony zatrzymane na granicy

06 marca 2024 radio.lublin/zywe-szkodniki-w-ziarnach-prosa

panicum miliaceum llanera ib 003 mill 2024 03 06 212632

Prawie 24 tony ziaren prosa importowanego z Ukrainy zatrzymano na granicy ze względu na obecność żywych szkodników – poinformowała w środę Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS).

Inspekcja przekazała na platformie X, że IJHARS w Lublinie wydała decyzję o zakazie wprowadzenia do obrotu na teren Polski 23 tys. 970 kg ziarna prosa importowanego z Ukrainy ze względu na obecność żywych szkodników. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.

Do tej pory na granicy zatrzymano również m.in. 19 ton koncentratu pomidorowego ze względu na zaniżoną kwasowość, czy 20 ton maliny mrożonej z powodu stwierdzenia obecności plastiku.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rozwoju i Technologii z 15 września 2023 r. w sprawie zakazu przywozu z Ukrainy produktów rolnych, Polska wprowadziła bezterminowy zakaz przywozu do naszego kraju m.in. niektórych rodzajów zbóż, nasion oleistych, śrut czy makuch.

PAP / RL / opr. LisA

Koniec Trevignano Romano. Biskup ogłosił: „Objawienia” były fałszywe. Constat de non supernaturalitate.

Koniec Trevignano Romano. Biskup ogłosił: „objawienia” były fałszywe

Kontrowersyjne wydarzenia w Trevignano Romano znalazły swój koniec – przynajmniej gdy idzie o ocenę Kościoła katolickiego. Biskup diecezji Civita Castellana, na terenie której dochodziło do rzekomych objawień Matki Bożej, wydał kategoryczną decyzję. Nie ma mowy o nadprzyrodzoności, dlatego należy: zakazać sprawowania sakramentów i modlitw publicznych w miejscach fałszywych objawień; nie wolno organizować żadnych pielgrzymek.

Constat de non supernaturalitate – orzeka się o braku nadprzyrodzoności, brzmi decyzja biskupa Marco Salviego.

Biskup wezwał też do posłuszeństwa Gisellę Cardię, która od lat przypisywała Matce Bożej różne wypowiedzi, w ocenie biskupa – całkowicie bezzasadnie. Zakazane jest też stosowanie określenia Madonna z Trevignano, jako że według rozpoznania Kościoła w Trevignano Matka Boża bynajmniej się nie objawiała.

Decyzja zapadła po wnikliwym zbadaniu sprawy przez komisję ekspercką, w skład której wchodzili mariolog, teolog, kanonista i psycholog. Skorzystano także z ekspertyz zewnętrznych.

Trevignano Romano zyskało sobie sławę w 2016 roku, kiedy Gisella Cardia zaczęła twierdzić, jakoby przemawiała do niej Matka Boża. Jej działalność od początku budziła bardzo poważne wątpliwości. Cardia zainteresowała się tematem objawieniowym w 2014 roku, kiedy przywiozła do Trevignano Romano figurkę Maryi z Medjugorje, gdzie od lat dochodzi do rzekomych objawień (dla których wciąż nie ma potwierdzenia Kościoła). Cardia miała usłyszeć głos Matki Bożej oglądając telewizję z mężem w łóżku, 21 kwietnia 2016 roku. Początkowo rzekoma wizjonerka publikowała słowa przypisywane Matce Bożej kilka razy w tygodniu; w późniejszych latach zaczęła to robić raz w miesiącu,

Cardia powoływała się na rzekomy cud – krwawe łzy na figurze Maryi. Według prywatnego śledztwa przeprowadzonego przez włoskiego detektywa krew miałaby być pochodzenia zwierzęcego.

Zapowiedzi Cardii przypisywane Maryi były często skrajnie katastroficzne. Przykładowo w 2016 roku Cardia zapowiedziała zarazę, nędzę i ospę spadające na Rzym, co miało przynieść śmierć i desperację. Kto chciałby widzieć w tym zapowiedź Covid-19, wziąć pod uwagę, że Cardia zapowiadała też… zniszczenie Rzymu trzęsieniem ziemi oraz szybkie (sic) zakończenie pontyfikatu Franciszka. Cardia mówiła też o nadchodzących rychło rzekomych trzech dniach ciemności, sugerując nawet, że trzeba koniecznie zaopatrzyć się w specjalne świece na ten czas. Do wydarzeń nie doszło.

Gróźb było więcej; w listopadzie 2022 roku Cardia zapowiadała głód i wzywała do robienia zapasów; w grudniu tamtego roku odgrażała się Stanom Zjednoczonym; groziła też Europie wojną, atakiem na jedną z głów państw, ogniem z nieba oraz licznymi katastrofami naturalnymi.

W treści objawień bardzo wyraźna była brutalna psychomanipulacja. Według Cardii ci, którzy nie słuchają jej twierdzeń, mają sobie gotować fatalny los. Groziła nawet piekłem: w styczniu 2023 Cardia podała, że ci, którzy nie są posłuszni rzekomym objawieniom, zostaną skazani na wieczne potępienie.

Cardia przekonywała też, że Franciszek nie rządzi Kościołem.

Już w 2021 roku bardzo krytycznie o działalności Giselli Cardii wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski, wskazując właśnie na nieuzasadniony katastrofizm treści publikowanych prze Cardii „komunikatów z nieba”.

Do tego dochodzą skandale finansowe. Cardia otrzymywała niemałe wpłaty na konto organizacji związanej z fałszywymi objawieniami. Włoska prasa pisała na przykład o przekazaniu jej 128 tysięcy euro, z czego część środków miała trafić na… remont łazienki w jej domu.

Gisella Cardia została zresztą skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu za przekręty finansowe, jakich dopuściła się w 2013 roku. Co ciekawe… działał wówczas pod innym nazwiskiem – Maria Giuseppina Scarpulla. Miała doprowadzić do bankructwa firmy, z którą współpracowała. Włoscy dziennikarze zauważali, że objawieniowa działalność Cardii zaczęła się właśnie wtedy, kiedy pojawiły się poważne kłopoty finansowe i prawnokarne.

Niestety, pomimo oczywistości fałszu objawień, również w Polsce znalazło się wielu głośnych promotorów działalności Cardii; są wśród nich również księża. Można mieć nadzieję, że okażą posłuszeństwo Kościołowi i przestaną promować wydarzenia z Trevignano Romano.

Poniżej publikujemy komunikat biskupa diecezji Civita Castellana, Marco Salviego. 

Paweł Chmielewski