Znienawidzona „nienawiść”. Wielka uznaniowość i grupy donosicieli

Znienawidzona nienawiść. Wielka uznaniowość i grupy donosicieli

27.03.2025 Leszek Szymowski nczas/znienawidzona-nienawisc-wielka-uznaniowosc-i-grupy-donosicieli

szpieg, donosiciel, podglądacz, konfident, kabel
Fot. Pixabay

Sejm przegłosował nowelizację kodeksu karnego w zakresie penalizowania tzw. „mowy nienawiści”. Jeśli Senat zaakceptuje zmiany, konserwatywnych publicystów czekają wyjątkowo ciężkie czasy.

Do 3 lat więzienia – taka maksymalna kara grozić ma osobie uznanej przez sąd za winnego przestępstwa „mowy nienawiści”. Tak wynika z nowelizacji przepisów Kodeksu Karnego, które w piątek 7go marca przegłosował Sejm i które trafiły do Senatu. Znowelizowane przepisy – efekt pracy wiceministra sprawiedliwości Krzysztofa Śmiszka (zawodowego sodomity), który w resorcie sprawiedliwości odpowiada za zmiany kodeksu karnego, teoretycznie mają dawać ochronę grupom społecznym prześladowanym za „orientację seksualną”. Te prace są wynikiem umowy koalicyjnej. Zawierając sojusz powyborczy z Platformą Obywatelską, skrajna Lewica wymusiła walkę z „mową nienawiści” jako jeden z warunków poparcia rządu i wejścia do politycznego sojuszu. Cenę za ten sojusz zapłacą wszyscy ci, którzy myślą i mówią odmiennie od kanonów jedynie słusznych.

Wielkie zmiany

Zmiany prawne mają objąć trzy dotychczas istniejące przepisy kodeksu karnego. Pierwszy to art. 119. Czytamy w nim: „Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Potem – najważniejszy – artykuł 256: „Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Ten sam artykuł przewiduje kary również za głoszenie ideologii totalitarnych lub posiadanie symboliki tych ustrojów.

W końcu artykuł 257: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Teraz wszystkie te artykuły mają zostać rozszerzone o sformułowanie „orientacji seksualnej”. A zatem znieważenie kogoś ze względu na jego orientacje seksualną lub nawoływanie do nienawiści ze względu na orientację seksualną stanie się czynem penalizowanym i zagrożonym karą odsiadki.

Wielka uznaniowość

O ile propagowanie ustroju faszystowskiego albo posiadanie symboliki totalitarnej to pojęcia względnie precyzyjne, o tyle „znieważenie innej osoby ze względu na jej orientację seksualną” albo nawoływanie do nienawiści przeciwko niej to już sformułowania, pod którymi może kryć się wszystko i nic. Ich zastosowanie będzie zależeć od poglądów sędziów, a w tym środowisku nie brak osób o przekonaniach lewicowych. Pewne światło na to rzucił sam Śmiszek, w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w Radio Zet.

Pytany o te nieprecyzyjne pojęcia, Śmiszek mówił, że o tym, co jest mową nienawiści, będą decydowały „niezależne, niezawisłe sądy, które orzekają na podstawie prawa i na podstawie doświadczenia życiowego każdego z sędziów (…) To będzie przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego i to oskarżyciel publiczny będzie decydował o wniesieniu aktu oskarżenia, a niezależny sąd będzie decydował o tym, czy do przestępstwa doszło, czy też nie”.

Będzie decydował „na podstawie doświadczenia życiowego”, to znaczy na podstawie własnego widzimisię. I tu zaczyna się problem.

Grupy donosicieli

Według proponowanych zmian prawnych, procesy o „mowę nienawiści” mają się toczyć z oskarżenia publicznego, a więc akt oskarżenia wniesiony zostanie przez prokuratora, sprawie zostanie nadana sygnatura i będzie się ona toczyć według reguł kpk. Czy coś będzie odróżniać procedurę ścigania „mowy nienawiści” od innych, publicznie ściganych przestępstw? Tak. To, że oskarżycieli inspirować będą działania środowisk lewackich. W Polsce bardzo agresywnie działają takie organizacje jak Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, Stowarzyszenie „Tolerado” albo Stowarzyszenie „Nigdy więcej”.

Finansowane z publicznych pieniędzy, organizacje te zajmują się programowym donoszeniem na polskich patriotów, szczególnie za wypowiedzi, które nie podobają się przedstawicielom LGBT. Będą więc one wyszukiwać rozmaite niepoprawne wypowiedzi i wysyłać je do prokuratur razem z wnioskiem o ściganie. W teorii chodzi więc o to, aby ścigać tych, którzy podżegają do nienawiści lub przestępstw na szkodę osób o orientacji innej niż heteroseksualna.

Bez prawdy

Jak jednak będzie to wyglądać w praktyce? Przedsmak tego mogliśmy zobaczyć w minionym tygodniu w Gdańsku. Sąd Okręgowy w tym mieście wydał prawomocny wyrok skazujący Mariusza Dzierżawskiego z Fundacji Pro – Prawo do życia na rok ograniczenia wolności i grzywnę w wysokości 15 tysięcy złotych. Sąd – działający z inspiracji stowarzyszenia „Tolerado” (wniosło prywatny akt oskarżenia) – ukarał Dzierżawskiego za zniesławienie polegające na prowadzeniu kampanii informującej Polaków o tym, że najwięcej przypadków pedofilii ma miejsce właśnie w środowiskach homoseksualnych.

Dzierżawski przywoływał konkretne przypadki (m.in. aresztowania znanych działaczy LGBT pod zarzutem pedofilii) oraz wyniki poważnych badań naukowych. Okazało się to niewystarczające. Ciekawym aspektem tej sprawy jest pisemne uzasadnienie wyroku.

Sąd bowiem powtarzał w nim (niemal na zasadzie „kopiuj – wklej”) tezy prywatnego aktu oskarżenia autorstwa stowarzyszenia „Tolerado” np. taką tezę „działalność oskarżonego naraziła oskarżycieli prywatnych na utratę dobrego imienia, utrudniając im wykonywanie zadań edukacyjnych m.in. w szkołach”.

Bieg wydarzeń był następujący: Dzierżawski zorganizował kampanię informującą Polaków, jednak jego tezy nie spodobały się działaczom ze Stowarzyszenia „Tolerado”. Uznali to więc za pomówienie i skierowali do sądu akt oskarżenia, podnosząc, że przeszkadza im to w działalności edukacyjnej. Sąd uznał, że pomówienie o pedofilię rzeczywiście przeszkadza w działalności edukacyjnej. Oddalił więc wszystkie wnioski dowodowe Dzierżawskiego zmierzające do wykazania prawdziwości tych twierdzeń i wymierzył mu karę.

Pisemne uzasadnienie wyroku jest zupełnie gołosłowne, bo sprowadza się do powtarzania tez toleradowców. Skandalem jest to, że w ogóle taki wyrok w Polsce zapadł – że człowiek trafił na ławę oskarżonych za to, że prowadził kampanię społeczną opartą o merytoryczną wiedzę, fakty i badania naukowe.

Wszystko jest pomówieniem

Przykład sprawy Mariusza Dzierżawskiego pokazuje, że w praktyce sądy nie będą sądzić za faktyczne podżeganie do przemocy tylko za opinie niepodobającą się środowiskom LGBT lub za przywoływanie niekorzystnych dla nich badań naukowych. Tym samym więc pomówieniem nie będzie faktyczne pomówienie, czyli insynuowanie komuś negatywnego postępowania, tylko to, co środowiska LGBT uznają za pomówienie. A więc wszystko to, co im się nie podoba nawet niekorzystne dla nich badania naukowe. Ponieważ środowiska LGBT wykazują się wyjątkową wrażliwością na tym punkcie, spodziewać się należy ich wyjątkowej aktywności, czyli kierowania do prokuratur tysięcy kretyńskich donosów.

Paraliż sądowy

Jaki rezultat będzie miała aktywność legislacyjna zawodowego gorszyciela – Śmiszka?

Po pierwsze sparaliżuje prokuratury i sądy. Te instytucje, wystarczająco już obciążone pracą i procesami (często bezsensownymi), będą miały tysiące kolejnych spraw rocznie do rozpoznawania.

Po drugie zlikwiduje szacunek dla sądów. Ciężko doprawdy szanować sądy, które wydają tak skandaliczne wyroki, jak ten w sprawie Mariusza Dzierżawskiego.

Trzecim skutkiem będzie faktyczny wzrost nastrojów antyLGBT i wzrost nienawiści normalnych Polaków przeciwko nim. Póki bowiem osoby nieheteroseksualne żyją razem i w czterech ścianach uprawiają „miłość”, nikomu to nie wadzi. Jeśli jednak zmuszają nas do przyjmowania ich filozofii i ograniczają systemowo nasze prawo do głoszenia poglądów, to wywołuje to silny sprzeciw, który może przerodzić się w agresję i faktyczną nienawiść.

Tym samym więc Krzysztof Śmiszek jeszcze wzmoże, a nie osłabi nienawiść do osób LGBT.

Vaginessy i kiejkuty

Vaginessy i kiejkuty

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    27 marca 2025 vaginessy/i/kiejkuty

Czyżby zapadła decyzja o przejściu do ostatecznego zneutralizowania Konfederacji? Według mojej ulubionej teorii spiskowej, Konfederacja była wypadkiem przy pracy. Zarówno stare kiejkuty, jak i – przede wszystkim – niemiecka BND – miały pilnować, żeby nasza młoda demokracja nie wyszła poza ramy demokracji kierowanej. Jak wiadomo, demokracja kierowana tym się różni od demokracji spontanicznej, że w demokracji spontanicznej suwerenowie głosują jak chcą i na kogo chcą, podczas gdy w – I tak dalej – demokracji kierowanej, mają to surowo zakazane. Wolno im wprawdzie głosować – ale nie na tych, na których by chcieli, tylko na tych, na których powinni. A na których powinni? To jest właśnie jedna z największych tajemnic demokracji kierowanej, chociaż pewnych wskazówek może nam dostarczyć zarówno aktywność medialna warszawskiego Judenratu, jak i przedstawicieli stada autorytetów moralnych.

W stadzie autorytetów moralnych obowiązuje ścisła hierarchia; jednym autorytetom wolno formułować własne opinie – oczywiście pod warunkiem zgodności ze stanowiskiem Judenratu – podczas gdy innym – tylko powtarzać opinie autorytetów wyższych w hierarchii. W ten sposób stado reaguje stadnie i w rękach Judenratu, a także – współpracujących z nim starych kiejkutów – jest sprawnym narzędziem kształtowania opinii publicznej: „a my wszyscy…” – i tak dalej.

Wracając do Konfederacji, to była ona wypadkiem przy pracy. Wprawdzie i wcześniej pojawiały się podobne inicjatywy polityczne, ale to były ugrupowania jednorazowego użytku, powoływane przez stare kiejkuty gwoli wywołania wrażenia, że scena polityczna podlega procesom naturalnym – ale tak naprawdę chodziło o umocnienie duopolu, ustanowionego przez generał Kiszczaka w Magdalence, gdzie w gronie osób zaufanych naradzał się nad wykonaniem ustaleń Daniela Frieda z Departamentu Stanu i Władimira Kriuczkowa z KGB.

Taką formacją jednorazowego użytku był Ruch Palikota, czy Kukiz 15, a przede wszystkim – majstersztyk starych kiejkutów, wykonany w roku 2015 w celu przekonania Amerykanów, by starych kiejkutów wciągnęli na listę „naszych sukinsynów”. W 2014 roku, w związku z powrotem Ameryki do aktywnej polityki w naszym kącie Europy, trzeba było dokonać podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej to znaczy – ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego zamienić na ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.

W tej sytuacji również stare kiejkuty uznały, że trzeba doszlusować do nowego kuratora. Amerykanie podobno początkowo się wahali, czy wciągać starych kiejkutów na listą wspomnianych sukinsynów, czy też spuścić ich z wodą. Ale czy to wskutek perswazji ubeków z Izraela, których zaproszono 18 czerwca 2015 roku do Warszawy na Międzynarodową Konferencję Naukową „Most”, czy z przezorności, zaproponowali starym kiejkutom, żeby pokazały, co potrafią. Ony się zakręciły i bodajże w tydzień zorganizowały partię polityczną „Nowoczesna” z panem Ryszardem Petru na fasadzie. I zanim jeszcze pan Ryszard zdążył otworzyć usta, by nam powiedzieć, jak zamierza przychylać nam nieba, już naród obdarzył to 11 procentami zaufania.

Objaśniam ten fenomen tak, że konfidenci WSI dostali rozkaz: w prawo zwrot! Do pana Ryszarda odmaszerować! – i jest partia i 11 procent zaufania.

Z Konfederacją było inaczej. Stare kiejkuty zaspały, podobnie jak w berlińskiej centrali BND i na tubylczej scenie pojawiło się coś, co nie miało prawa się pojawić. Stare kiejkuty miały potężny ból głowy, bo nie wiedziały, co z tym fantem zrobić, podobnie, jak Murzyni, co to na pustyni złapali grubasa. Też nie wiedzieli, co mu zrobić, więc w końcu ucięli… – no, mniejsza z tym.

Kiedy jednak Konfederacja zaczęła wykazywać cechy trwałości, zapadła decyzja o jej neutralizacji, to znaczy – stopniowym upodobnieniu do innych partii jednorazowego użytku, które nie stanowią żadnego zagrożenia dla duopolu. Zaczęło się od czystek, których ofiarą padł Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun z kolegami – ale to był dopiero początek neutralizacji. Kiedy pan Sławomir Mentzen zaczął jeździć po powiatach gwoli kaptowania zwolenników, warszawski Judenrat wysłał za nim swoich zaufanych, żeby donosili o każdym jego kroku. Wreszcie przyszła kolej na Państwową Komisję Wyborczą. W dniach ostatnich PKW podjęła jednogłośną (!) decyzję o odrzuceniu sprawozdania finansowego Konfederacji za wybory do PE w roku 2024. Nooo, skoro zostały poruszone Moce Piekielne, to musiały odezwać się pudła rezonansowe. Toteż odezwało się pierwsze pudło w postaci pulchnej vaginessy z vaginetu obywatela Tuska Donalda, nazwiskiem Lubnauer Katarzyny. Ogłosiła ona, że pan Sławomir Mentzen jest kandydatem „groźnym”, podczas gdy „my” – to znaczy – chyba stare kiejkuty, bo któż by inny? – na „poważne czasy” potrzebujemy kandydata „poważnego”. A któż to taki? A któż by, jeśli nie pan Trzaskowski Rafał, co to i korzenie ma prawidłowe i nawet podwójne, bo obok jerozolimskich – również bezpieczniackie. Jakiż inny kandydat daje starym kiejkutom lepszą rękojmię, że wszystko będzie gites tenteges? Żaden – co do tego wątpliwości być nie może.

Jeszcze tylko w maju powinien dać głos pan generał Marek Dukaczewski, że jak wygra obywatel Trzaskowski Rafał, to on z tej radości otworzy sobie butelkę szampana.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj żyje tematem zastępczym w postaci zagadkowej śmierci pani Barbary Skrzypek. Pani Skrzypek chyba słusznie uchodziła za osobę, przed którą Naczelnik Państwa nie miał żadnych tajemnic, więc w ramach tak zwanych „rozliczeń”, prokuratura Ewa Wrzosek wezwała ją przed swoje oblicze, by poddać ją przesłuchaniu w tak zwanym krzyżowym ogniu pytań – bo oprócz prokuratury Ewy Wrzosek panią Skrzypek obrabiali jeszcze dwaj mecenasowie. I stało się, że dnia trzeciego pani Skrzypek wzięła i umarła. Prokuratura Ewa Wrzosek zaporowo zagroziła, że przy pomocy niezawisłych sądów zrobi marmoladę z każdego, kto będzie z tego incydentu wyciągał jakieś wnioski, więc nie będę się spierał.

Zwróciłbym natomiast uwagę, że Nieboszczka, zanim została zaufaną osobą Naczelnika Państwa, musiała być ciekawą postacią w ruchu robotniczym. Przez całe lata 80-te pracowała w Urzędzie Rady Ministrów i to w Kancelarii Tajnej w gabinecie kolejnych premierów i szefa URM, generała Michała Janiszewskiego. Kiedy w 1989 roku gen., Janiszewski przeszedł na stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, wziął ze sobą również panią Barbarę Skrzypek. Czy to nie dlatego właśnie prokuratura Ewa Wrzosek w podskokach udostępniła jej zeznania panu red. Wojciechowi Czuchnowskiemu z Warszawskiego Judenratu, żeby stare kiejkuty nie denerwowały się, co tam pani Barbara prokuraturze Ewie Wrzosek powiedziała?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Niedziela. Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

30.03.25 Siedlce – Msza święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

25/03/2025 antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica. Zapraszamy 30 marca, niedziela, na 101 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14.00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16.00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Nielegalne centrum aborcyjne Abotak. Protest Sobota, 29 marca, 16-ta, ul.Wiejska 9.


Tuż obok Sejmu, w centrum Warszawy, powstało nielegalne centrum aborcyjne Abotak, założone przez Aborcyjny Dream Team.
Działaczki tego feministycznego środowiska otwarcie przyznają, że pomagają tam kobietom „przerywać ciążę” – czyli zabijać nienarodzone dzieci.Z pełną premedytacją łamią prawo. A mimo to policja milczy. Prokuratura nie reaguje.
Musimy działać. Musimy być tam – razem.
Dlatego organizujemy protest, w trakcie którego stanowczo zażądamy:
✅ Natychmiastowego zamknięcia nielegalnego centrum aborcyjnego
✅ Ukarania osób odpowiedzialnych za jego działalność
Bądź tam z nami: Sobota, 29 marca 2025 r.
Godzina: 16:00
ul. Wiejska 9 – tuż przy Kancelarii Prezydenta

W pandemii zmarło 200 tys. osób więcej. Kto ma krew na rękach?

W pandemii zmarło 200 tys. osób więcej. Kto ma krew na rękach?

[Przypominam. Nie było, nie ma odpowiedzi władz ta te zarzuty lekarza. Takich oskarżeń było wiele. A winni muszą być formalnie wskazani i ukarani. Inaczej – zbrodnia się powtórzy. Mirosław Dakowski.]

================

Nadumieralność w czasie pandemii to 200 tys. osób. Przez odcięcie dostępu do zarezerwowanych miejsc w szpitalach aż 1,6 miliona chorych kardiologicznie nie zostało przyjętych na oddziały szpitalne! Czy osoby za to odpowiedzialne staną przed sądem? – pyta prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak, kierownik Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca, II Katedry Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Prof. dr hab. n. med. Grzegorz Raczak, były kierownik II Katedry Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego 

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Przed rokiem przewidywał Pan: „Mogę to ogłosić jako czarne proroctwo, ale dramatyczne skutki pandemii – prawdziwą rzeźnię – odczujemy dopiero za dwa lata. „. Czy dzisiaj, gdy ogłoszono koniec epidemii,optymistyczniej patrzy Pan w przyszłość?
Pytałem też, kto ma na rękach krew ludzi pozbawionych w czasie epidemii opieki specjalistycznej. I do tej pory nie dostałem na to pytanie odpowiedzi. Kompletnie nic nie zostało w tym zakresie wyjaśnione. W  rozmowie z początku tego roku przypomniałem, że nadumieralność w okresie pandemii wynosiła 200 tysięcy osób. Co to oznacza? Chodzi o stosunek liczby zgonów w danym roku do średniej liczby zgonów z analogicznego okresu we wcześniejszych latach. W minionym roku –  w przeliczeniu na milion mieszkańców – zajęliśmy drugie miejsce wśród krajów OECD drugie miejsce pod względem, zaraz za Meksykiem.

Polacy częściej zapadali na COVID-19, niż mieszkańcy innych krajów?
Akurat nie. Moim zdaniem za tak dramatyczną sytuację odpowiadało blokowanie chorym, głównie kardiologicznie, dostępu do opieki specjalistycznej decyzjami administracyjnymi. Nie chcę dochodzić, czy robił to wojewoda, minister, zastępcy ministra. Aż tak biegły w obserwacji procesów decyzyjnych już nie jestem. Jedno jest pewne – liczba hospitalizacji spadła w 2020 roku o 30 procent, z 7 do 5 milionów. I to przy ataku wirusa, który miał na lewo i prawo mordować ludzi.

I, nie da się ukryć, mordował.
Zawsze mówiłem, że z covidem trzeba walczyć. Byle nie kosztem pacjentów kardiologicznych. Udało mi się dotrzeć do danych na temat stanu łóżek szpitalnych w Polsce na dzień 31 grudnia 2020 roku. Tamtego dnia mieliśmy 34 741 tzw. łóżek covidowych. Pacjenci zakażeni SARS-CoV-2 zajmowali 16 763 łóżka, a 17 968  łóżka stały wolne. Pozwoliłem sobie na dokonanie krótkich obliczeń. Średni czas hospitalizacji pacjenta kardiologicznego wynosi 4,1 doby. Oznacza to, że jedno łóżko kardiologiczne „obsługuje” 89 pacjentów w ciągu roku. Jeśli teraz pomnożymy liczbę wolnych łóżek covidowych czekających na pacjenta przez 89, otrzymamy wynik 1,6 mln.

Zastanawia mnie jednak kompletny brak dyskusji nad faktem, że umarło 200 tysięcy osób! Powinny być powołane jakieś sztaby ekspertów, którzy przeanalizują to, co stało się przez ostatnie dwa lata. Policzą koszty, wyciągną wnioski, przedstawią je społeczeństwu. W Polsce panuje kompletna cisza, wszyscy udają, że było pięknie.

prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak / GUMed

Czyli?
Czyli możemy przypuszczać, że przez odcięcie dostępu do zarezerwowanych miejsc w szpitalach aż 1,6 miliona chorych kardiologicznie nie zostało przyjętych na oddziały szpitalne! Na usunięcie kamieni żółciowych można poczekać nawet rok, ale wśród masy planowych chorych kardiologicznie co kilka tygodni taki pacjent umiera. Bycie „planowym” w kolejce do zabiegu nie oznacza, że chory może czekać. Zablokowanie ponad półtora miliona przyjęć przekłada się na setki tysięcy pogrzebów. Mam otwarte pytanie do wszystkich – kto ponosi odpowiedzialność, nie tylko polityczną, ale i karną za zamknięcie pacjentom niecowidowym dostępu do diagnostyki i lecznictwa medycznego? Zadaję to pytanie jako lekarz, który ma do czynienia z pacjentami. W sytuacji, gdy umiera 200 tysięcy ludzi, ich śmierć dotyka nawet milion osób, członków najbliższej rodziny. Dlatego w imieniu miliona tych, którzy stracili kogoś bliskiego, pozwalam sobie spytać o tych, którzy powinni odpowiadać karnie za swoje decyzje.

Jest Pan przekonany, że skutki urzędniczych decyzji podejmowanych w czasie pandemii powinny podlegać ocenie sądu?
Zdecydowanie tak. Każda decyzja z ostatnich dwóch lat bezwzględnie wymaga rozliczenia.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Czy może wskazać Pan urzędnika, który powinien stanąć przed sądem?
Nigdy w życiu. Jako lekarz, a nie prokurator, nigdy nie odważę się wskazać konkretnej osoby. Niech zbada to ktoś kompetentny. Zastanawia mnie jednak kompletny brak dyskusji nad faktem, że umarło 200 tysięcy osób! Powinny być powołane jakieś sztaby ekspertów, którzy przeanalizują to, co stało się przez ostatnie dwa lata. Policzą koszty, wyciągną wnioski,  przedstawią je społeczeństwu.  W Polsce panuje kompletna cisza, wszyscy udają, że było pięknie.

Zauważyła pani może jeszcze jedno – przyszła wojna Rosji z Ukrainą i momentalnie zakończyła się epidemia. Do Polski przybyły trzy miliony uchodźców, niekoniecznie zaszczepionych, i nic się nie zawaliło. Nawet więcej, temat covidu został gdzieś odsunięty, zapomniany. Zarówno przez obóz rządzący, jak i opozycję. To były złe czasy, które minęły – słyszymy. A te setki tysięcy które zginęły nie są warte tego, by o nich mówić? Konieczna jest publiczna dyskusja. Szum powinien być wszędzie!  Milczenie, jakie w tej sprawie zapadło, zwyczajnie niepokoi.  

Zapewne usłyszymy, że epidemia była „siłą wyższą”, decyzje podejmowano pod presją czasu i w sytuacji, gdy tak naprawdę niewiele wiedzieliśmy o nieznanym wirusie.
I to ma kwitować śmierć dwustu tysięcy osób  i dramat  ich rodzin? Do mnie to nie przemawia.

Dziś za to słyszymy o pilotażu sieci kardiologicznej, którego celem jest nadrobienie długu zdrowotnego, do którego doprowadziła epidemia. Ostatnio pilotaż został już poszerzony o kolejne województwa, w tym Pomorze. Jesteśmy w stanie odrobić ten dług?
Po pierwsze chciałbym spytać, czy ci, którzy już umarli, zostaną w jakiś specjalny sposób ożywieni? Minister ich wskrzesi, będą żyć w pełni zdrowia? Czytałem wypowiedź ministra zdrowia, który zapewniał, że Krajowa Sieci Kardiologiczna jest elementem odbudowy zdrowia Polaków. Niech pani powie to lekarzowi. Kiedy przychodzi do mnie chory człowiek, to wiem, że będzie on jeszcze przychodził pięć, dziesięć – a jak będzie miał szczęście trzydzieści lat, zanim umrze. Ale tak, by przyszedł do mnie chory pacjent i wyszedł zdrowy – to już jest duża rzadkość. Chorobę można powstrzymywać, stosować różne metody, by miała łagodniejszy przebieg. Jednak plan uzdrowienia Polaków uważam za lekko demagogiczne twierdzenie. Podejrzewam, że takie słowa padły z ust ministra zdrowia dlatego, że nie jest on lekarzem.

Obawiam się, że pandemia musi wrócić. Za dużo szczepionek wyprodukowano, by kiedyś nie stały się potrzebne.

prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak / GUMed

Może chodzi tu o szerszą profilaktykę i lepszą diagnostykę, pozwalającą na szybsze wykrycie choroby?
Żeby nie ograniczać się wyłącznie do krytyki, muszę powiedzieć, że ogólna idea Krajowej Sieci Kardiologicznej jest bardzo piękna. Główną przyczyną zgonów w naszym społeczeństwie pozostają choroby kardiologiczne – 43 proc. ludzi ginie z tego powodu. Jeśli mamy tak duży odsetek osób umierających z powodu chorób serca, aż się prosi, by ogarnąć to systemem. W maju ub. roku zostało wydane rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie programu pilotażowego Krajowej Sieci Kardiologicznej, na tej podstawie we wrześniu 2021 prezes NFZ wydał swoje rozporządzenie. To są dwa oficjalne dokumenty. Czytamy w nich o budowie systemu, diagnostyce od poziomu POZ, przez Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną, sieć szpitali wszystkich szczebli. Ogólnie brzmi to bardzo dobrze i cieszę się, że coś takiego ma powstać. Tylko nie mam pełnego zaufania, czy rzeczywiście powstanie.

Skąd ten brak zaufania?
Ze zwykłej, ludzkiej słabości. I z doświadczenia. My, lekarze, czujemy się jak kierowcy jadący autostradą, na której władza poustawiała tyczki. Cały czas jedziemy slalomem.

Czy pilotaż oznacza zmiany w kierowanej przez Pana klinice?
Jeszcze nie wiem. Zasięgam języka w tej sprawie i ludzie albo nie wiedzą, albo udają, że nie wiedzą. Nawet koledzy z Warszawy. Na razie mam przed sobą dwa rozporządzenia. Zaproponowany jest system, który ma objąć bardzo ważną grupę chorych kardiologicznie, by ci nie umierali. Idea jest piękna, ale szczegóły nie są znane. A jak powszechnie wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.

Może jednak trzeba mieć nadzieję, wprowadzany obecnie system uchroni tysiące Polaków przed śmiercią bądź zaniedbaniem choroby?
Trzeba wierzyć. Musiałbym być heretykiem kardiologicznym, gdybym miał być przeciwny zintegrowanej walce z naszym głównym zabójcą, czyli chorobami serca. Tylko że rozmawiamy na wysokim poziomie ogólności.

Chyba, że wróci pandemia i znów zaczną się problemy.
Obawiam się, że pandemia musi wrócić. Za dużo szczepionek wyprodukowano, by kiedyś nie stały się potrzebne.


Data dodania: 20.05.2022

Wojna – z czymkolwiek…

Wojna z czymkolwiek

czyli : https://ekspedyt.org/2025/03/26/wojna-z-czymkolwiek/

=============================

[Uwaga: Słowo satanizm jest poza zasięgiem światopoglądu autora, ale artykuł warto przeczytać. -pisze CzarnaLimuzyna. Dodałbym: Ostrożnie, bo powątpiewa o „wszystkim„. A o Bogu nie można powątpiewać, bo przegrasz. MD]

Autor: AlterCabrio , 26 marca 2025

Ona ma być ciągła. I taka właśnie jest. Podobnie jak niekończąca się wojna w ‘Roku 1984’ Orwella, jest ona prowadzona przez imperium przeciwko własnym poddanym, ale nie tylko po to, by utrzymać nienaruszoną strukturę społeczeństwa, ale także, jak w naszym przypadku, by przekształcić społeczeństwo w neototalitarną globalno-kapitalistyczną dystopię.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

bin laden death party

Wojna z czymkolwiek

Wojna z czymkolwiek jest nie do wygrania.

Ona ma być ciągła. I taka właśnie jest. Podobnie jak niekończąca się wojna w ‘Roku 1984‘ Orwella, jest ona prowadzona przez imperium przeciwko własnym poddanym, ale nie tylko po to, by utrzymać nienaruszoną strukturę społeczeństwa, ale także, jak w naszym przypadku, by przekształcić społeczeństwo w neototalitarną globalno-kapitalistyczną dystopię.

Nie kojarzysz wojny z czymkolwiek?

No dobrze, ale pamiętasz wojnę z terroryzmem.

Pamiętasz, kiedy „wolność i demokracja” zostały zaatakowane przez „terrorystów” i nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko odłożyć na bok nasze demokratyczne prawa i zasady, ogłosić krajowy „stan wyjątkowy”, zawiesić prawa konstytucyjne ludzi i rozpocząć wojenną agresję przeciwko państwu Bliskiego Wschodu, które nie stanowiło dla nas żadnego zagrożenia, i wypełnić ulice, stacje kolejowe, lotniska i wszystko inne ciężko uzbrojonymi żołnierzami, bo w innym przypadku „terroryści wygraliby”. Pamiętasz, kiedy zbudowaliśmy gułag na morzu, aby bezterminowo więzić tam podejrzanych terrorystów, których wcześniej umieściliśmy w tajnych więzieniach CIA, gdzie ich torturowaliśmy i upokarzaliśmy, prawda?

*

Oczywiście, że pamiętasz. Któż mógłby o tym zapomnieć?

Pamiętacie, jak Narodowa Agencja Bezpieczeństwa [NSA] nie miała innego wyjścia, jak tylko utworzyć tajny „Program Nadzoru Terrorystów” [“Terrorist Surveillance Program”], aby szpiegować Amerykanów, w przeciwnym razie „terroryści wygraliby”? A co z „antyterrorystycznymi” przeszukaniami krocza w wykonaniu TSA [Amerykańska Federalna Administracja Bezpieczeństwa Transportu -AC], które nadal obowiązują po ponad dwudziestu latach?

A co z wojną z populizmem? Może nie pamiętasz jej tak dobrze.

Za to ja tak, ponieważ opublikowałem dwie książki na ten temat. Zostały wydane latem 2016r., kiedy imperium zdało sobie sprawę, że „skrajnie prawicowi populiści” zagrażają „wolności i demokracji” w Europie, a Trump zyskiwał na popularności w USA. Tak więc ogłoszony został kolejny „stan wyjątkowy”, tym razem przez Wspólnotę Wywiadów, media, środowisko akademickie i przemysł kulturalny. Tak, to prawda, nadszedł wtedy czas, aby ponownie odłożyć na bok nasze demokratyczne zasady, cenzurować „mowę nienawiści” w mediach społecznościowych, bombardować masy absurdalną oficjalną propagandą na temat „Russiagate”, „Hitlergate” i tak dalej, bo w innym przypadku „skrajnie prawicowi populiści wygraliby”.

Wojna z populizmem osiągnęła punkt kulminacyjny wraz z wprowadzeniem Nowo Normalnej Rzeszy.

Wiosną 2020r. imperium ogłosiło globalny „stan zagrożenia zdrowia” w odpowiedzi na wirusa, którego wskaźnik przeżywalności wynosił około 99,8 procent. Imperium nie miało innego wyjścia, jak tylko nakazać lockdowny dla całych społeczeństw, zmusić wszystkich do chodzenia w maskach wyglądających na medyczne w miejscach publicznych, bombardować społeczeństwo propagandą i kłamstwami, zmuszać ludzi do poddania się serii eksperymentalnych „szczepień” mRNA, zakazać protestów przeciwko swoim dekretom oraz systematycznie cenzurować i ścigać tych, którzy odważyli się kwestionować ich wymyślone „fakty” lub krytykować ich totalitarny program.

Imperium nie miało innego wyjścia, jak to zrobić, bo w przeciwnym razie „zwyciężyliby negacjoniści covid-19, antyszczepionkowcy, teoretycy spiskowi i wszyscy inni ekstremiści”.

*

*

Jestem pewien, że to wszystko pamiętasz.

A teraz… no cóż, oto jesteśmy tutaj. Tak, zgadliście, czas znów porządnie naruszyć Konstytucję Stanów Zjednoczonych i wolność słowa, i deportować ludzi do jakiegoś salwadorskiego piekła, które wynajęliśmy, bo jakiemuś gliniarzowi nie podobały się ich tatuaże, oraz aresztować i wydawać studentów uniwersytetu za organizowanie antyizraelskich protestów, i oczywiście bombardować masy kłamstwami i oficjalną propagandą, i tak dalej, bo… OK, wszyscy razem: „inaczej antysemiccy terroryści i wenezuelscy członkowie gangów wygrają!”

Czy zaczynasz dostrzegać tu jakiś wzór? Tak? Witamy na wojnie z czymkolwiek [War on Whatever]!

Jeśli nadal nie do końca rozumiesz o co chodzi, pozwól, że spróbuję ci to wyjaśnić.

Globalny system ideologiczny, w którym wszyscy żyjemy, staje się totalitarny. (Ten system to globalny kapitalizm, ale nazywaj go, jak chcesz. Naprawdę mam to gdzieś.) Zdejmuje symulację demokracji, której już nie musi utrzymywać. Zimna wojna się skończyła. Komunizm umarł. Globalny kapitalizm nie ma zewnętrznych przeciwników. Więc nie musi uspokajać mas demokratycznymi prawami i swobodami. Więc stopniowo pozbawia nas tych praw i warunkuje nas do zaakceptowania ich utraty.

Robi to poprzez inscenizację serii „sytuacji nadzwyczajnych”, z których każda przedstawia inne „zagrożenie” dla „demokracji” lub „wolności”, lub „Ameryki”, lub „planety” lub czegokolwiek, z których każda ma swoje własne „potwory”, które stanowią tak wielkie zagrożenie dla „wolności” lub czegokolwiek, że musimy zrezygnować z naszych praw konstytucyjnych i ośmieszyć wartości demokratyczne, lub „w innym przypadku potwory wygrają”.

Robi to, zmieniając twarz, którą nosi, z „lewej” na „prawą”, a następnie z powrotem na „lewą”, a następnie z powrotem na „prawą”, a następnie „lewą” itd., ponieważ potrzebuje naszej współpracy, aby to zrobić. Nie całej naszej współpracy na raz. Po prostu jednej współpracującej grupy demograficznej na raz.

Udaje mu się to — tj. systemowi się to udaje — poprzez instrumentalizację naszego strachu i nienawiści. System kompletnie nie przejmuje się tym, czy identyfikujemy się jako „lewica” czy „prawica”, ale potrzebuje nas podzielonych na „lewicę” i „prawicę”, aby mógł karmić nasz strach i nienawiść do siebie nawzajem… jedna administracja, jeden „stan wyjątkowy”, jedna „wojna” na raz.

No, i proszę. To jest ta Wojna z Czymkolwiek. Prościej tego nie wytłumaczę.

Och, i jeszcze jedno… jeśli jesteś jednym z moich byłych fanów, jak Rob, który jest zdezorientowany moimi „spostrzeżeniami”, lojalnościami czy czymkolwiek innym… cóż, artykuł, który właśnie przeczytałeś, powinien ci to wyjaśnić. Nie jestem po żadnej stronie. Po jakiejkolwiek stronie. Ale za to hołduję kilku podstawowym zasadom demokratycznym. Nie zmieniają się one w zależności od tego, co jest aktualnie popularne lub kto zajmuje Biały Dom.

Chodzi o to, że muszę móc spojrzeć sobie w twarz w lustrze rano i nie zobaczyć w niej hipokryty albo… no wiesz, tchórza.

_________________

The War on Whatever, CJ Hopkins, March 26, 2025

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

1 komentarz

  1. CzarnaLimuzyna 26 marca 2025 Artykuł Hopkinsa opisuje kolejny etap budowania totalitaryzmu przy pomocy psychomanipulacji.
    …poprzez inscenizację serii „sytuacji nadzwyczajnych”
    Chodzi też o to: Chodzi o to, że muszę móc spojrzeć sobie w twarz w lustrze rano i nie zobaczyć w niej hipokryty albo… no wiesz, tchórza.Mam jednak pewne zastrzeżenia dotyczące pewnych pojęć: …by przekształcić społeczeństwo w neo-totalitarną globalno-kapitalistyczną dystopię.Globalny system ideologiczny, w którym wszyscy żyjemy, staje się totalitarny. (Ten system to globalny kapitalizm, ale nazywaj go, jak chcesz. Naprawdę mam to gdzieś.)Chodzi o słowo “kapitalizm”, które nie pasuje. Feudalizm, kapitalizm, neokomunizm posługują się dziś podobnymi narzędziami. Z naszego punktu widzenia można byłoby użyć innego słowa. np. utopia.
  2. Słowo satanizm jest poza zasięgiem światopoglądu autora, ale artykuł warto przeczytać.

Dlaczego jest jak jest – wersja politycznie niepoprawna czyli onucyzm stosowany

Dlaczego jest jak jest – wersja politycznie niepoprawna czyli onucyzm stosowany

Autor: piko , 26 marca 2025

Odpowiedź na tytułowe pytanie nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, trzeba go tylko użyć do zapoznania się z faktami i do analizy. Dla tych co mają z tym problem krótka ściągawka.

Dawno temu (2009) prezydent Obama przeprowadził reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich wycofując Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w tej części Europy, zostawiając „wykonawstwo” po stronie Niemiec.  W związku z tym 20 listopada 2010 na szczycie NATO w Lizbonie zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Dodatkowo kwitło Strategiczne Partnerstwo Rosja – Niemcy. Wówczas wszyscy kochali Rosję z Putinem na czele, ropa płynęła dwoma rurami aż furczało, było gites tenteges, nikt nie wyzywał nikogo od onuc.

Aż tu nagle (w 2013) prezydent Obama przeprowadził reset resetu i zapalił zielone światło dla Majdanu a asystent  sekretarza stanu Victoria Nuland (Nudelman – pani Pierożkowa) sypnęła pieniędzmi „na rozwój demokracji” (ok. 5 mld $). Rosja przestała być partnerem, stała się wrogiem, którego USA za pomocą Ukrainy zaczęły dźgać w chore z nienawiści oczy. No i pojawiły się onuce.

Skąd się wziął reset resetu? Jednym z wyjaśnień (nie wiem czy najlepszym) było zaangażowanie się Rosji w Iranie a jak wiadomo Izrael bardzo nie lubi Iranu a co zatem idzie i USA bardzo nie lubi Iranu. Czyli jak wy nam tak, to my wam tak.

Teraz trochę spiskowych teorii żeby nie było nudno. Chodzi o to, że ktoś chciał i nadal chce urządzić nam świat i co z tego wynika.
Na wstępie trzeba zdefiniować kilka pojęć i tak:
globalizacja – naturalny proces dotyczący produkcji, handlu, finansów, usług, itp. polegający na dobrowolnej współpracy, której nie ogranicza odległość i granice,
globalizm – ideologia wdrażana przez globalistów-satanistów, których celem jest urządzenie nas tak, żebyśmy się nie pozbierali (będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy). Miał powstać wg. Klausa Schwaba zarząd światowy do wdrażania tych projektów.
ekologia – badanie relacji zachodzących w naturze i dbanie o jej dobrostan,
ekologizm – ideologia, która pokrętnie używa ekologii do terroryzowania. Jednym z najgroźniejszych narzędzi ekologizmu jest klimatyzm służący do depopulacji, deindustrializacji, trzymania za twarz i generalnie ogłupiania,

-sanitariat – [Autor zapomniał? md]
sanitaryzm – narzędzie do terroryzowania, urabiania i sterowania ludnością na wielką skalę. Test w postaci np. kowida potwierdził w 100% skuteczność tego narzędzia. Przy okazji Big Farma zarobiła miliardy $ a społeczeństwa poniosły koszty finansowe, zdrowotne i emocjonalne. To narzędzie jest jeszcze groźniejsze od klimatyzmu bo wykorzystuje naturalny strach przed utratą zdrowia i życia kiedy nie ma ku temu podstaw.

Jeszcze jedna uwaga – rząd USA i większość rządów w Europie była/jest zależna od ośrodków poza konstytucyjnych (globalistów). Fachowo to się nazywa Deep State.

Dowód: prawie wszędzie występowało to samo zidiocenie obyczajowo – światopoglądowo – klimatyczno – sanitarystyczne.


Poza tym nikt normalny nie mógł uważać, że Biden zarządzał czy miał wpływ na politykę USA. Ten sympatyczny dement mógł najwyżej coś przeczytać ewentualnie pod koniec prezydentury zlać się w spodnie.

Dojście Trumpa do władzy spowodowało, że „król” okazał się być nagim z tym, że Deep State to struktura głęboko zakorzeniona w aparacie władzy, wojsku, mediach, finansach więc proces odtruwania musi trochę zająć. Dlatego teraz obserwujemy lekkie szamotanie się administracji US w której trwa podskórna walka.

Natomiast Europa dalej realizuje projekt globalistyczny. Komisja Europejska to samozwańcza delegatura globalistów-satanistów na kraje Europy. Jesteśmy we władaniu wariatów w sensie mentalno-medycznym. Czy ktoś normalny może uważać inaczej? Realizowanie jakiś eteesów, ładów zielonych, tęczowych, czy innych głupot imigracyjnych to nie jest pomysł normalnych polityków, to projekt zmierzający do likwidacji cywilizacji łacińskiej i jej podstaw.

Na szczęście agenda globalistów – satanistów zaczęła się sypać nie tylko z powodu zmiany prezydenta w USA. Ich pomysł na rząd światowy byłby do zrealizowania tylko w przypadku świata jednobiegunowego z hegemonem w postaci USA i pełną kontrolą ponadnarodowych organizacji jak np. WHO. Wprowadzanie głupot, które obniżają efektywność i konkurencyjność, musi dotyczyć wszystkich dużych podmiotów.

A tu pojawiły się kraje BRICS (Brazil, Russia, India, China, South Africa) i inne (Indie, Korea Pn., Iran, …) które nie zamierzają się podporządkować. I okazało się, że globaliści nie mogą bezkarnie rozszerzać stref wpływu. Przykładem jest właśnie Rosja, która się im postawiła, do tego za nią stoi BRICS więc sankcje nie działają a w zasadzie działają odwrotnie.

Podsumowując – USA opuściły projekt globalistyczny i kierują się swoimi egoistycznymi interesami, Rosja zamiast upaść pod sankcjami i ostrzałem natowskim trzyma się dobrze, ostrzału europejskiego nie będzie bo nie ma czym i kim wojować.
Obecnie jedynym centrum globalizmu
(hi, hi globalizm lokalny) ostała się Unia Europejska a że jest bezzębna, to jedyne co może, to etykietowanie każdego, co realnie ocenia sytuację, jako ruską onucę, Putina jako zbrodniarza pokroju Hitlera a Trumpa jako jego agenta.

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat – wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim

Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

W sobotę 15 grudnia 2018 r. na łamach ukazującego się w Austrii dziennika „Salzburger Nachrichten” został opublikowany wywiad z Przełożonym Generalnym Bractwa św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim

Ks. Pagliarani wyjaśnia w nim, czego każdy katolik oczekuje od papieża: wiernego przekazywania depozytu wiary, będącej przylgnięciem intelektu do Bożego objawienia a nie indywidualnym i subiektywnym doświadczeniem. Niestety, ogłaszane w ostatnim czasie przez Rzym dokumenty, jak np. ekshortacja Amoris laetitia, promują w istocie negujący istnienie absolutnej prawdy subiektywizm, wywołując w rezultacie powszechną dezorientację i osłabiając ducha misyjnego Kościoła wobec wyznawców innych religii.

Założyciel Bractwa św. Piusa X, abp Marcel Lefebvre, został w 1988 r. ekskomunikowany z powodu konsekrowania czterech biskupów bez zgody [papieża]. W 2009 r. papież Benedykt XVI zniósł te ekskomuniki. Co to dla was oznacza?

Jeśli chodzi o nas, niczego to nie zmieniło, ponieważ zawsze uważaliśmy te ekskomuniki za nieważne. Niemniej jednak [deklaracja ta] ośmieliła do zbliżenia z nami pewną liczbę ludzi, którzy do tej pory nie mieli odwagi tego uczynić. Ogłoszenie jej wpłynęło także na poprawę naszych relacji z niektórymi biskupami oraz częścią duchowieństwa, zwłaszcza z młodymi księżmi.

Także papież Franciszek wykonał pewne gesty względem was. Czego jeszcze oczekujecie?

Chodzi nam o to, o co każdy katolik prosi Kościół podczas chrztu – o wiarę. Boże objawienie zakończyło się i od tej pory obowiązkiem [każdego] papieża jest wierne przekazywanie depozytu wiary. Papież musi więc położyć kres straszliwemu kryzysowi, który wstrząsa Kościołem od co najmniej 50 lat. Kryzys ten wywołany został przez nową koncepcję wiary, kładącą nacisk na subiektywne doświadczenie jednostki – każdy człowiek posiada pełną wolność w sprawach wiary i może wybierać jakąkolwiek religię, nie starając się rozeznać, która jest prawdziwa a która fałszywa. Jest to jednak sprzeczne z obiektywnym prawem Bożym.

A na jakie gesty względem papieża gotowe jest Bractwo św. Piusa X?

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X jest głęboko przywiązane do Następcy Piotra, nawet kiedy krytykuje [ono] błędy II Soboru Watykańskiego. Bardzo niepokoi nas jednak fundamentalna cecha obecnego pontyfikatu – całkowicie nowe stosowanie idei miłosierdzia. Jest ono przedstawiane jako panaceum na wszelkie grzechy, ignorując potrzebę autentycznego nawrócenia, przeobrażenia duszy przez łaskę, umartwienie i modlitwę. W swej posynodalnej adhortacji Amoris laetitia papież daje wszystkim chrześcijanom możliwość indywidualnego decydowania – w oparciu o ich własne sumienie – w kwestiach moralnych związanych z małżeństwem. Jest to całkowicie sprzeczne z jasnymi i jednoznacznymi nakazami prawa Bożego.

Dostrzec w tym można echa duchowości Lutra – chrześcijaństwo bez potrzeby moralnej odnowy; subiektywizm, który nie dopuszcza istnienia jakiejkolwiek prawdy absolutnej. Skutkiem tego jest głęboka dezorientacja wśród wiernych oraz duchowieństwa. Każda istota ludzka poszukuje prawdy. Do tego jednak konieczne jest kierownictwo kapłana, podobnie jak uczeń potrzebuje kierownictwa nauczyciela.

Jakie skutki przyniosły pod tym względem obchody 500-lecia reformacji w 2017 r.?

Od XVI wieku wszelkie inicjatywy Kościoła katolickiego wobec protestantów miały na celu ich nawrócenie i doprowadzenie z powrotem do prawdziwego Kościoła [Chrystusowego]. Jednakże wydarzenia organizowane z okazji 500-lecia reformacji celowi temu – tj. nawróceniu protestantów – nie służyły. Wręcz przeciwnie – zostali oni utwierdzeni w swych błędach. Powodem tego jest fakt, iż od II Soboru Watykańskiego Kościół głosi, że każdy człowiek może znaleźć Boga w swej własnej religii. Jest to założenie, które redukuje wiarę do osobistego i wewnętrznego doświadczenia, nie jest już ona bowiem rozumiana jako przylgnięcie intelektu do objawienia Bożego.

Wielu wyznawców innych religii prowadzi przykładne życie, idąc za głosem serca i sumienia. Czy Bóg uzna ich dobrą wolę?

Kościół jest zasadniczo misyjny. Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. To On jest jedynym źródłem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. [I] założył On tylko jeden Kościół, Kościół Rzymskokatolicki. Ta prawda teologiczna musi być przypominana, podobnie jak podkreślać należy obiektywizm norm moralnych oraz ukazywać piękno tradycyjnej Mszy w rycie trydenckim.

Szczere poszukiwanie prawdy przez wyznawców innych religii nie wystarcza do jej poznania. Musimy więc pomagać tym duszom osiągnąć zbawienie. Jeśli nawet ktoś osiągnie zbawienie poza Kościołem katolickim (tj. nie należąc do niego w sposób widzialny – przyp. tłum.), osiągnie je pomimo błędu w jakim się znajduje, a nie dzięki niemu, a przede wszystkim jedynie dzięki Jezusowi Chrystusowi.

Księdza poprzednik, [bp] Bernard Fellay, widział w żydach, masonach oraz modernistach wrogów Kościoła. Czy także żydzi muszą nawrócić się do Kościoła katolickiego, podobnie jak powinni to uczynić, wedle was, protestanci?

Modernizm jest jednym z najniebezpieczniejszych błędów. Przed II Soborem Watykańskim Kościół nakładał na wszystkich kapłanów obowiązek składania Przysięgi antymodernistycznej, którą złożyłem również ja.

Co do judaizmu, ukrywanie przed narodem żydowskim dóbr i skarbów Kościoła katolickiego byłoby niewybaczalnym grzechem. Zbawcza misja Kościoła ma charakter powszechny i nie może wykluczać żadnego narodu.

Bractwo św. Piusa X odrzuca ważne dokumenty II Soboru Watykańskiego, takie jak deklaracje o wolności religijnej i ekumenizmie. Czy chodzi jedynie o różnicę w interpretacji czy też odrzucacie te teksty całkowicie?

Sam II Sobór Watykański stwierdził, że jest jedynie soborem duszpasterskim. Niemniej jednak [w jego trakcie] podjęto ważne decyzje natury doktrynalnej, m.in. dotyczące wspomnianych przez Pana kwestii. Doprowadziło to do całkowitego przeobrażenia wiary.

Papież Benedykt XVI uważał, że różnice pomiędzy Rzymem a Bractwem Kapłańskim św. Piusa X sprowadzały się jedynie do interpretacji tekstów soborowych. [Sądził, że] dla osiągnięcia porozumienia wystarczy wnikliwie je przeanalizować. Nasze stanowisko w tej kwestii jest jednak inne. Bractwo św. Piusa X odrzuca w tekstach II Soboru Watykańskiego wszystko, co nie pozostaje w zgodzie z Tradycją katolicką.

Papież powinien ogłosić, że dekret o wolności religijnej zawiera błędy i odpowiednio go skorygować. Jesteśmy przekonani, że pewnego dnia [któryś] papież tak właśnie postąpi i powróci do nieskażonej doktryny, która stanowiła punkt odniesienia przed tym soborem. Przed II Soborem Watykańskim papieże wypowiadali się w kwestiach wolności religijnej, ekumenizmu oraz boskiej konstytucji Kościoła. Wystarczy powrócić do ich nauczania.

To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat i odnaleźć prawdę w tych kwestiach dopiero podczas soboru, pomiędzy rokiem 1962 a 1965.

Czy nie odczuwacie niepokojów sumienia wskutek tego, że – z punktu widzenia Rzymu – pozostajecie w stanie schizmy z Kościołem?

W rzeczywistości Rzym nie uważa nas za schizmatyków, ale raczej za wspólnotę o nieuregulowanym statusie kanonicznym. W każdym bądź razie, gdybym nie miał pewności, że posługuję w Kościele katolickim i dla niego, natychmiast opuściłbym Bractwo.

Wychodzący od 1945 r. dziennik „Salzburger Nachrichten” jest wydawany w nakładzie 80 tys. egzemplarzy (2016). Wywiad przeprowadził Józef Bruckmoser. Tytuł pochodzi od redakcji portalu internetowego fsspx.news

Źródło

Franciszek dokonał anglikanizacji Kościoła katolickiego. [Anglo-podobni – żegnajcie..]

Ks. prof. Andrzej Kobyliński: Franciszek dokonuje anglikanizacji Kościoła katolickiego

franciszek-dokonuje-anglikanizacji-kosciola

Papież Franciszek dokonał anglikanizacji Kościoła. Chcąc zachować jedność między różnymi stronnictwami, postawił na różnorodność doktrynalną. To prawdziwa rewolucja, mówił ks. prof. Andrzej Kobyliński.

Przez stulecia Kościół katolicki był bardzo mocno scentralizowany doktrynalnie. Interpretację prawd wiary i moralności ustalano w Rzymie na poziomie władzy papieskiej i zapisywano w katechizmach. Następnie ujednolicone rozumienie doktryny katolickiej rozprzestrzeniano wśród wiernych na świecie – powiedział kapłan w wywiadzie dla PAP.

Natomiast Franciszek wprowadził „nowy model” katolicyzmu, który zakłada regionalizację doktrynalną. W tym kontekście kluczowym słowem jest decentralizacja, która oznacza zgodę Watykanu na różne rozumienie prawd wiary i moralności w poszczególnych krajach czy regionach. W czasie pontyfikatu Franciszka powstał Kościół zdecentralizowany, synodalny. Jego istotą jest akceptacja różnorodności doktrynalnej wśród katolików na świecie – wyjaśnił.

Jak wskazał, głównym przykładem tej rewolucji jest adhortacja „Amoris laetitia” z 2016 roku.

Dokument wprowadził w życie zasadę „dynamicznej interpretacji depozytu wiary”, nazywanej także „zasadą podporządkowania doktryny praktyce duszpasterskiej”. Oznacza to odchodzenie od stałych, uniwersalnych oraz niezmiennych zasad i norm. Ich miejsce zajmuje indywidualny osąd sumienia poszczególnych wiernych w Kościele. Jedną z konsekwencji tej rewolucji doktrynalnej jest dopuszczenie do przyjmowania komunii świętej przez osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, co wcześniej było niemożliwe – podkreślił.

Ks. prof. Kobyliński wskazał również na deklarację „Fiducia supplicans” o błogosławieniu związków jednopłciowych.

Kapłan zwrócił uwagę, że nie wszystko w rewolucji papieża Franciszka jest spójne, bo decentralizacji doktrynalnej towarzyszy centralizacja i wzmocnienie władzy papieskiej.

Według ks. prof. Kobylińskiego jednym z głównych pytań, na jakie trzeba teraz odpowiedzieć, jest wyjaśnienie wątpliwości, czy Franciszek „w zbyt dużym stopniu nie skorzystał z władzy papieskiej” wprowadzając swoje zmiany doktrynalne; należy też zastanowić się, jakie konsekwencje przyniesie długofalowo „pożegnanie” z takim katolicyzmem, jaki znaliśmy.

Filozof z UKSW mówił też o przyszłości Kościoła po Franciszku w kontekście nowego konklawe.

Wybitny znawca problematyki watykańskiej Sandro Magister już jesienią 2013 r. twierdził, że jednym z przejawów rewolucji Franciszka będą jego nominacje kardynalskie. Papież nie szukał w nich równowagi między katolicyzmem konserwatywnym a liberalnym, ale mianował wyłącznie tych duchownych, którzy zgadzali się z jego rozumieniem prawd wiary i moralności. W związku z tym, wszystko wskazuje na to, że tak ukształtowane kolegium wybierze w przyszłości następcę Franciszka, który będzie kontynuatorem jego rewolucji – powiedział.

Zdaniem niemieckiego kard. Waltera Kaspera – jednego z najważniejszych doradców Franciszka i intelektualnego twórcy „nowej wersji katolicyzmu” – zakorzenienie się nowego modelu religii katolickiej w różnych zakątkach świata będzie wymagało kolejnych dwóch, trzech pontyfikatów – dodał ks. prof. Kobyliński.

W jego ocenie istnieje zarazem ryzyko schizmy, stąd Franciszek i jego następcy będą troszczyć się o to, katolicyzm nie rozpadł się na różne frakcje, liberalne i konserwatywne, tak jak jest w przypadku wielu wyznań chrześcijańskich.

Na dzisiaj przyjęto w Kościele katolickim zasadę jedności w różnorodności, czyli zachowujemy wspólne struktury władzy, ale zgadzamy się na różnorodność doktrynalną, co jest swego rodzaju anglikanizacją katolicyzmu. W Kościele anglikańskim w jednych krajach księża geje mogą zostawać biskupami, a w innych nie. Są państwa, w których kapłanki będące lesbijkami mogą zostawać biskupkami, w innych zaś nie – wyjaśnił uczony.

Wydaje się, że w najbliższych dziesięcioleciach w Kościele katolickim będzie się nasilał proces jego anglikanizacji, tzn. różnorodność doktrynalna będzie coraz większa. W konsekwencji może wrastać liczba tych wiernych, którzy nie będą akceptować rewolucji doktrynalnej, opuszczając struktury Kościoła katolickiego i tworząc nowe wspólnoty kościelne – dodał.

[Właściwsze będzie jeśli synodalniści , nowo-anglikanie itp. opuszczą Kościół Chrystusowy. Mirosław Dakowski]

Źródła: PAPpap logo, PCh24.pl Pach

Wymyślili ekocentryści a wyszło z Brukseli. Skutki rządów Tuska! Lasy Państwowe prognozują stratę ponad 700 mln zł.

Skutki rządów Tuska! Lasy Państwowe prognozują wielką stratę

wpolityce/skutki-rzadow-tuska-lasy-panstwowe-prognozuja-wielka-strate


„Lasy Państwowe przewidują w tym roku stratę ponad 700 mln zł. To pierwszy raz w stuletniej historii LP” – ostrzegł w rozmowie z portalem Tysol.pl Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Rady Sekretariatu Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska NSZZ „Solidarność”.

Już pod koniec zeszłego roku w sieci krążyła infografika z prognozami finansowymi dla Lasów Państwowych na przyszły rok. Widniała w niej niepokojąca kwota ponad 700 milionów złotych deficytu.

Teraz na te niepokojące dane wskazywał Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Rady Sekretariatu Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z portalem Tysol.pl. Wymienił też, z czego jego zdaniem wynika ta sytuacja. Przypomniał o planach Brukseli, by 30 proc. terenów UE było objęte ochroną, w tym 10 proc. ścisłą. Tymczasem polskie władze wprowadzają moratorium, na mocy którego ostatecznie 20 proc. lasów ma być wyłączone z wycinek.

Wyłączenie z użytkowania aż 20 proc. powierzchni Lasów Państwowych to katastrofa. (…). Zagrożonych jest prawie 100 tys. miejsc pracy. Małe firmy przetwórstwa drzewnego mogą tego nie przetrwać. To burzy zaplanowaną gospodarkę leśną. (…) Po roku ten problem nadal jest największą bolączką polskich lasów. To, co wymyślili ekocentryści i co wyszło z Brukseli, doprowadziło do wyłączenia już około 17 proc. lasów z działalności gospodarczej, a w planach Ministerstwa Klimatu i Środowiska wspólnie z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych ma być utworzonych nawet do 1400. Ale to nie wszystko. W te wyłączenia nie są wliczone tzw. lasy społeczne. Spodziewam się wyłączeń nawet 1/3 lasów państwowych, gdyż pomysłodawcy zamykania jednej z największych gałęzi gospodarki narodowej mają zielone światło płynące z Brukseli i ze strony rządu  — powiedział Zbigniew Kuszlewicz. Co z tego ostatecznie wynika?

Ma to swoje konsekwencje już obecnie, gdyż upadają małe firmy przetwórstwa drzewnego, zakłady usług leśnych, a i Lasy Państwowe przewidują w tym roku stratę ponad 700 mln zł. To pierwszy raz w stuletniej historii LP. Zarządcy uspokajają, iż pokryje to Fundusz Leśny. Gdy w ciągu trzech do pięciu lat to źródło finansowania się wyczerpie, jaki los czeka Lasy Państwowe? W tym kształcie LP stracą zdolność samofinansowania, a więc pojawią się pomysły restrukturyzacji, optymalizacji, przekształceń własnościowych, a na koniec prywatyzacji. W naszej historii pojawiały się takie pomysły, zgłaszali się krezusi ze wschodu i zachodu, gotowi kupić nasze „srebra rodowe” — ostrzegał.

Jakie zagrożenia płyną z wprowadzania pod dyktando pseudoekologów ochrony ścisłej?

To brak możliwości przeciwdziałania zamieraniu lasu, realizowania przebudowy drzewostanów o niewłaściwym składzie gatunkowym, realizacji niektórych działań z zakresu ochrony czynnej zapisanych w planach zadań ochronnych (PZO). Powstanie rozległych powierzchni otwartych spowoduje zanik dogodnych siedlisk. Dla wielu gatunków związanych z drzewami żywymi (ssaki, ptaki, płazy, porosty, grzyby) zamarcie całego lasu oznaczać będzie brak możliwości dalszego funkcjonowania ich populacji — tłumaczył w rozmowie z Tysol.pl Jacek Cichocki, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”.

Prof. Bogdan Brzeziecki z SGGW w przygotowanej dla Lasów Państwowych ekspertyzie ostrzegł, iż objęcie 40 proc. lasów ochroną ścisłą może doprowadzić m.in. do zanikania nawet podstawowych gatunków i uproszczenia struktury lasów.

Burza w sieci

Informacja o fatalnej prognozie finansowej Lasów Państwowych na przyszły rok wywołała lawinę komentarzy w sieci.


Wystarczyło oddać je pod nadzór ekipy Donalda Tuska i…: „W 2025 roku Lasy Państwowe przewidują STRATĘ przekraczającą 700 mln złotych. To sytuacja bez precedensu w ich ponadstuletniej historii”. Nie powiem, że ostrzegałam, bo to żadna satysfakcja, gdy spełnia się zły sen dla każdego, kto wie jak cenny skarb tracimy… Choć wiem też, że niektórzy – ci, co pisali ten scenariusz, mrożą już szampany: nie przewidywali, że pójdzie tak szybko. I tak łatwo — napisała na platformie X Małgorzata Golińska, posłanka PiS, była wiceminister klimatu i środowiska.

Ciekaw jestem, co na to aktualni mądrale z Instytutu Badawczego Leśnictwa? — zapytał dr Grzegorz Chocian, prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii  ECOPROBONO.

Dziękujemy Trzeciej Drodze. Bez nich nic by się Tuskowi nie udało – zaznaczyła Renata, użytkowniczka X.

Będzie powód do prywatyzacji. Niebywałe draństwo — stwierdziła użytkownik X mirjan.

Bruksela planuje masową imigrację. Kolejne siedem milionów „inżynierów”.

Bruksela planuje masową imigrację

UE planuje sprowadzić 7 milionów pracowników migrujących do 2030 roku – pomimo 12 milionów bezrobotnych w Europie

źródło: europeanconservative/eu-parliament-approves-importing-7-million-labor-migrants

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 25

Parlament Europejski otwiera drzwi masowej imigracji – krytycy ostrzegają przed dumpingiem socjalnym i zakłóceniami kulturowymi

Komisja Wolności Obywatelskich Parlamentu Europejskiego utorowała drogę imigracji co najmniej siedmiu milionów dodatkowych pracowników migrujących do 2030 r. To, co jest sprzedawane jako odpowiedź na niedobór siły roboczej, jest krytykowane przez wielu jako motywowany ideologicznie projekt migracyjny, który może wywołać ogromne napięcia społeczne i ekonomiczne w dłuższej perspektywie

Tak zwana „unijna pula talentów” ma umożliwić ukierunkowaną rekrutację pracowników przede wszystkim z Afryki – kontynentu, który Komisja otwarcie określa jako „rezerwuar demograficzny”. Powstaje więc oczywiste pytanie: dlaczego Bruksela nie opiera się na środkach mających na celu promowanie urodzeń wśród własnej ludności, lecz raczej na zastępowaniu demograficznym poprzez migracje spoza Europy?

Krytyka nie pochodzi tylko ze środowisk konserwatywnych, ale także od pragmatycznych obserwatorów. Narzekają, że obecnie w UE dwanaście milionów ludzi jest bezrobotnych. Tworzenie nowych szlaków migracyjnych na europejski rynek pracy nie jest zatem odpowiedzią na niedobór wykwalifikowanych pracowników, lecz służy przede wszystkim obniżeniu wynagrodzeń i zapewnieniu przedsiębiorstwom taniej siły roboczej. Nie sposób nie dostrzec podobieństw do kontrowersyjnego systemu wizowego H-1B w USA.

Unijna pula talentów stanowi jedynie furtkę do masowej migracji, obniża płace i podważa suwerenność narodową. Jeśli chcemy mieć silniejszą gospodarkę, powinniśmy inwestować w innowacje i rodzimych pracowników, a nie w importowanie taniej siły roboczej kosztem naszych obywateli.

Szczególnie niepokojące są ramy ideologiczne, w których prowadzona jest debata. Krytycy są oczerniani jako „prawicowi ekstremiści”, a argumenty dotyczące skutków społecznych lub braku zdolności do integracji są zazwyczaj odrzucane jako „mowa nienawiści”. Ignoruje się nawet konstruktywne alternatywy, takie jak węgierska polityka rodzinna, która skutecznie przyczynia się do wzrostu wskaźnika urodzeń.

Wyniki głosowania mówią same za siebie: propozycję poparły uznane siły – Europejska Partia Ludowa (EPP), socjaliści, liberałowie i Zieloni. Jedyne głosy sprzeciwu pochodziły od grup konserwatywnych, takich jak Patriots for Europe. Nawet skrajna lewica nie chciała się zgodzić, choć z innych powodów.

Kurs UE w praktyce oznacza: więcej migracji, niższe płace i większe obciążenie państwa opiekuńczego. Prawie w ogóle nie mówi się o integracji, a już na pewno nie o wpływie kulturowym. To, co jest sprzedawane jako konieczność ekonomiczna, po bliższym przyjrzeniu się okazuje się ryzykownym eksperymentem na dużą skalę o niepewnym wyniku.

Wniosek: Decyzja komisji Parlamentu Europejskiego może zmienić Europę na całe dziesięciolecia – i to nie pod względem stabilności społecznej ani zrównoważenia gospodarczego. Ostrzeżenia są coraz głośniejsze, ale Bruksela nie zmienia kursu. Pytanie pozostaje: kto naprawdę korzysta na tej ścieżce? A co się stanie z tożsamością europejską, jeżeli zostanie systematycznie rozmontowana pod pozorem efektywności?

Źródło: europeanconservative/eu-parliament-approves-importing-7-million-labor-migrants

Państwo powinno bronić wdów, sierot i idiotów. A silni? Jeden służy w mundurze, inny służy w kitlu lekarskim, inny w garniturze z teczką…

Państwo powinno bronić wdów, sierot i idiotów , 25 marca 2025

“Polscy królowie przysięgali bronić wdów, sierot i idiotów. Słowo idiota było używane w znaczeniu osoby o ograniczonych kompetencjach poznawczych… nieznających prawa… Tak powinniśmy pojmować misję państwa. Państwo powinno bronić wdów, sierot i idiotów.

Dobre szkoły kończyć, dbać o tężyznę ducha i ciała. Jeden służy w mundurze, inny służy w kitlu lekarskim, inny w garniturze z teczką…

Jeżeli Polak nie jest w stanie pojmować swej pracy jako służby… taki Polak staje się anarchistą. Nie chcę widzieć Polaków służbistami na pruską modłę ani na rosyjską, ale żeby być prawdziwie wolnym człowiekiem trzeba nie tyle odrzucić służenie, ale świadomie wybrać tego komu służymy.

Służmy Ojczyźnie i służmy Królowi Królów, Panu historii i Jego matce Najświętszej”.

_______________PIT, CIT do likwidacji, ZUS do wygaszenia

______________________Likwidacja podatku od emerytur

__________Śmierć wrogom ojczyzny to nie jest dla mnie frazes

________Kibice, graficiarze, hiphopowcy uczynili więcej dla sprawy narodowej, wzmocnienia polskiej pamięci historycznej i ducha patriotycznego… Oni zrobili moim zdaniem w ostatnich dekadach więcej niż całe to Ministerstwo Kultury w kradzionym przez komunistów pałacu przy Krakowskim Przedmieściu.

Żadna gmina nie chce składowiska odpadów promieniotwórczych.

27 lutego 2025

Żadna gmina nie chce składowiska odpadów promieniotwórczych. Rząd „kusi” ogromnymi pieniędzmi [md: No, takimi sobie…]

https://pch24.pl/zadna-gmina-nie-chce-skladowiska-opdadow-promieniotworczych-rzad-kusi-ogromnymi-pieniedzmi

(pixabay.com)

Żadna gmina nie zgłosiła się w ramach naboru do ulokowania na swoim terenie Krajowego Składowiska Odpadów Promieniotwórczych (KSOP), związanego z budową pierwszej elektrowni jądrowej. Rząd zapowiedział wypracowanie optymalnych rozwiązań dotyczących wskazania potencjalnej lokalizacji”.

W 2023 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło nabór dla gmin zainteresowanych udziałem w procesie wyboru miejsca na nowe Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych. Nabór ten wygasł 15 listopada 2023 r., a następnie został przedłużony do 30 czerwca 2024 r. w związku z brakiem zainteresowania ze strony gmin. „Żadna gmina nie zgłosiła się w ramach naboru” – poinformowało ministerstwo pod koniec lutego br.

Gminie z NSPOP przysługiwałaby coroczna opłata z budżetu państwa w wysokości 400 proc. dochodów z tytułu podatku od nieruchomości znajdujących się na terenie gminy. Resort, dodał, że aktualnie jest to nie więcej niż 10,5 mln zł. Resort przyznał, że w związku z brakiem zainteresowania ze strony samorządów taką zachętą rozważa również zwiększenie tej opłaty.

Za działania na rzecz lokalizacji KSOP odpowiada w nowym rządzie Ministerstwo Przemysłu. Resort poinformował o podjęciu działań mających na celu „wypracowanie optymalnych rozwiązań dotyczących wskazania potencjalnej lokalizacji”. MP uspokaja, że cały proces jest prowadzony z zachowaniem „procedur dotyczących udziału społeczności lokalnych”.

Jak stwierdzi resort przemysłu „optymalnym rozwiązaniem” byłoby uruchomienie nowego składowiska przed rozpoczęciem pracy przez pierwszą polską elektrownię jądrową.

PAP

Konflikt na Ukrainie to nowa pandemia

Konflikt na Ukrainie to nowa pandemia

Źródło: Uwe Froschauer; https://wassersaege.com/blogbeitraege/der-ukraine-konflikt-ist-die-neue-pandemie/

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 25

Elity władzy i majątku nieustannie wywołują kryzysy w celu zwiększenia swojej władzy i bogactwa. Kryzysy, a raczej ci, którzy je powodują, zawsze znajdują kozły ofiarne, które karmią te narracje, służące osiągnięciu ich nieludzkich celów. Raz jest to złowrogi wirus, którego istnienia nie udowodniono, a jedynie podejrzewa się je na podstawie symulacji komputerowych, a innym razem jest to „złoczyńca” Putin, który bez żadnego powodu — zgodnie z narracją prawdziwych agresorów, USA i NATO — najechał rzekomo demokratyczny kraj Ukrainę.

Kiedy elity władzy i majątku zdały sobie sprawę, że nie zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy, na przykład na pałce klimatycznej, ponieważ powoli ujawniało się kłamstwo dotyczące zmian klimatycznych wywołanych przez człowieka, trzeba było znaleźć inne tematy, które przyniosłyby wystarczające zyski i miałyby tę zaletę, że dzieliłyby ludzkość.

Nawet rzymskie elity w czasach swojej potęgi wiedziały, jak bronić swoich interesów bez ingerencji ludu: „Divide et impera” (dziel i rządź)! To była i jest zasada, którą kierowali się wszyscy ciemiężyciele ludzkości, niezależnie od ich rasy, w każdym okresie historii cywilizacji. Podział ludzi może mieć na celu wzbudzenie nienawiści do religii lub rasy – jak na przykład robił Hitler – lub podsycanie wrogości wobec narodu lub jego czołowych postaci – jak obecnie dzieje się to w przypadku Rosji i Putina – lub tworzenie niezgody między obywatelami kraju lub całego świata, jak miało to miejsce w czasach koronawirusa z bezsensownymi hasłami, takimi jak „pandemia niezaszczepionych”.

Komu uda się stworzyć uprzedzenia wobec grup ludności – często mniejszości – a zawsze były to uprzedzenia, czyli osądy wydawane bez gruntownego zbadania faktów – dominuje nad obiema stronami – potępiającymi i potępianymi.

Dopóki obie strony walczą ze sobą, osoba, która zaczęła walkę, może spokojnie realizować własne interesy. Musi tylko uważać, żeby ogień podniecenia nie zgasł. Aby to zrobić, przejmuje kontrolę nad głównymi mediami, które w większości zdegenerowały się do rozmiarów organów propagandowych politycznych marionetek i stojących za nimi elit, które instruują media i umiejętnie przekształcają prawdę w kłamstwa, a kłamstwa w prawdę. Niestety, większość ludzi nie dostrzega tej perfidnej gry elit. Uprzedzenia prowadzą do dyskryminacji, zniesławienia, etykietowania i dyskredytowania poszczególnych grup społecznych lub osób.

Dziś większość ludzi wie, że w okresie koronawirusa pozbawiono ich wolności, a w niektórych przypadkach także zdrowia, pomimo większej wiedzy decydentów — czego wyraźnie dowodzi ujawnienie protokołów dotyczących koronawirusa. Tylko staroświeccy ludzie wciąż wierzą w mit koronawirusa i niebezpieczeństwa z nim związane, ignorując nieodwracalne oszustwo, które ich spotkało. Większość społeczeństwa dała się oszukać tym oszustom, o czym świadczy wysoki wskaźnik szczepień.

Zabawka potężnych

Można przypuszczać, że niektórzy ludzie, którzy dziś łykają narrację o agresywnej Rosji i szaleńcu Władimirze Putinie, później zdadzą sobie sprawę, że po raz kolejny zostali wprowadzeni w błąd przez elity władzy i majątku oraz ich polityczne, medialne i naukowe prostytutki. Być może, gdy rosyjskie bomby zostaną sprowokowane przez zachodnich, zwłaszcza europejskich, podżegaczy wojennych, padną im na głowy. Jednak prawdopodobnie ich uprzedzenia co do niebezpieczeństwa, jakie stanowi Putin, potwierdzą się, ponieważ niestety nie udało im się dowiedzieć więcej na temat prawdziwego tła tego konfliktu poza „prasowymi prostytutkami”. Podobnie jak „demonstranci przeciwko prawicy”, wierzą podpalaczom i walczą ze strażą pożarną. Nieświadomi obywatele są niedojrzali i dlatego są pionkami w rękach potężnych.

Pytanie brzmi, w jaki sposób elitom oraz ich politycznym i medialnym poplecznikom udaje się wciąż wpływać na mentalność ludzi, skłaniając ich do myślenia o „pandemii niezaszczepionych”, koniecznej „gotowości wojennej” itp., oszukując ich wrodzony zdrowy rozsądek.

Profesor Rainer Mausfeld opisuje to zjawisko w następujący sposób:

„Uciszanie naturalnej wrażliwości moralnej ludzi wymaga znaczących ataków na ludzką świadomość. Jednak każdy, kto ma niezbędne zasoby medialne, może to osiągnąć stosunkowo łatwo — przynajmniej przez ograniczony czas, a zwłaszcza w sytuacjach krytycznych dla stabilności panujących stosunków władzy. Zniekształcając cały system myślenia i oceny, można zmienić czarne na białe, a białe na czarne według własnej woli. Gdy cały system interpretacji zostanie zniekształcony, można łatwo sprawić, że czyn lub sytuacja będą wydawać się moralnie „dobre” lub „złe”. W ten sposób ludzie mogą przyzwyczaić się do myśli, że istnieją dwie kategorie przestępstw państwowych: te, które nie są przestępstwami, ale są moralnie uzasadnionymi czynami, oraz te, które należy potępić w możliwie najsurowszych słowach. Przyzwyczajają się do myśli, że moralnie naganne czyny, takie jak tortury, zabójstwa przy użyciu dronów, bombardowanie infrastruktury cywilnej lub stosowanie zakazanych bomb kasetowych i amunicji uranowej, mogą być moralnie usprawiedliwione, o ile są popełniane przez „właściwych” ludzi. (1)

Z perspektywy Zachodu, „słusznymi” stronami w wojnie na Ukrainie są Ukraińcy, a raczej USA, które prowadzą wojnę zastępczą pod rządami Bidena, a „niesłusznymi” stronami są Rosjanie. Jest to dość zaskakujące, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość populacji świata, na przykład Chiny, Indie, Brazylia i Republika Południowej Afryki, popiera stronę rosyjską.

„Właściwymi ludźmi” w czasach koronawirusa byli ci, którzy zadeklarowali solidarność z działaniami rządu i nie tolerowali, a tym bardziej nie akceptowali tych, którzy myśleli inaczej.

Hans-Joachim Maaz, Dietmar Czycholl i Aaron B. Czycholl w swojej książce „Corona — Angst” (Strach przed koronawirusem) bardzo trafnie opisują wzajemne oddziaływanie elit i ludności. Maaz napisał:

„Pomysł, że większość elit politycznych i medialnych może być tak poważnie zaburzona psychicznie, że działa tak irracjonalnie z własnego strachu, jak to najwyraźniej ma miejsce obecnie, przekracza nawet emocjonalne zrozumienie psychiatry ze specjalistyczną wiedzą na temat narcystycznej psychopatologii. Aby jakoś pojąć to, co niewyobrażalne, mogę jedynie zaoferować wszechstronną psychodynamiczną interpretację współzależności między poważnie narcystycznie zaburzoną elitą uzależnioną od władzy i pieniędzy a zbiorową psychozą lękową większości populacji, która jest skuteczna w psychologii masowej. (…) W kryzysie społecznym zbiorowo-zmowne współzależności między wyimaginowaną kompetencją ratunkową elit władzy a iluzoryczną fantazją ratunkową uzależnionych pomagają ukryć prawdziwe przyczyny problemu społecznego”.

Rzeczowy! Jednak role w tej „chorej” interakcji prawdopodobnie nie będą znane każdej osobie po obu stronach.

Od początku pandemii koronawirusa pewna mniejszość sprzeciwiała się dominującej narracji, obecnie jednak ta mniejszość rośnie. Niektórzy aktywnie się temu sprzeciwiają. Od samego początku źle przeczuwali panującą narrację, nazywając siebie zwolennikami teorii spiskowych, ludźmi noszącymi czapeczki z folii aluminiowej, zwolennikami teorii spiskowych, covidiotami i wieloma innymi. Między innymi uznali oni kultowy charakter narracji o koronawirusie, która urzekła wielu „wyznawców lżejszej wiary”. Rytuały takie jak ciągłe mycie rąk, noszenie maseczek, zachowywanie dystansu społecznego, szczepienia itp. jednoczyły ludzi, którzy czuli solidarność, i dawały im poczucie przynależności, bezpieczeństwa i wyższości.

Ludzie, którzy mówili o solidarności podczas „kryzysu koronawirusa”, błędnie używali tego terminu lub nadużywali go w sensie poddania się.

Czuli solidarność ze współobywatelami, którzy nie kwestionowali narracji decydentów i bezwarunkowo podporządkowali się podjętym środkom. Opisali osoby, które na przykład prowadziły kampanię na rzecz utrzymania Ustawy Zasadniczej, jako pozbawione solidarności, ponieważ nie podporządkowały się ewidentnie wątpliwemu programowi rządu. Jedynymi ludźmi, którzy okazali solidarność z Ustawą Zasadniczą, byli ci, którzy – z punktu widzenia stada – solidarności nie wykazywali.

Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan wiedzy, przeprosiny ze strony tych, którzy wówczas mieli „rację” wobec osób niezaszczepionych za udział w dyskryminacji i podżeganiu przeciwko nim, byłyby wręcz stosowne. Ale to również wymaga ludzkiej wielkości, aby przyznać się do błędu i przeprosić.

Jednym z powodów pozornej ślepoty wielu osób jest prawdopodobnie to, że nie potrafią przyznać, że są na złej drodze.
Innym powodem jest zapewne ochrona stada, które wierzy, że posiada prawdę, lecz w większości jest w błędzie i nie chce jej oddać. Łączy ich solidarność, bez względu na to, jak absurdalna może być opowieść o „pasterzach”, bez względu na to, dokąd ich ci pasterze prowadzą.

Być może do rzeźni, do której stado pójdzie dobrowolnie, jak ogłosił w wywiadzie w 1981 r. Jacques Attali, pogardliwy doradca byłego prezydenta Francji François Mitteranda. Przewidział on, że „głupi sami pójdą na rzeź” z całkowitym zaufaniem do władz. Ten doradca byłego prezydenta Francji wykazał się dalekowzrocznością — pomagier z półświatka musi to przyznać, gdyż jest obiektem zazdrości. Jego proroctwa spełniły się, zarówno w przypadku koronawirusa, jak i Ukrainy.

„A może zabić dziecko niby przypadkiem przy badaniu” – zapytał jeden z ginekologów

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

W Dzień Świętości Życia zapraszam Pana do obejrzenia wyjątkowego reportażu.

To historia o Mamie i Dziecku, którzy zostali zaszczuci przez zwolenników aborcji. Gdyby nie presja na aborcję, problemy, które miał Staś, byłyby do opanowania.

A jednak wszyscy wokół chcieli, żeby zabiła synka. Naciskali. Robili awantury.

Aborcja? Tak, jak najbardziej. Na pewno masz problemy psychiczne, wypiszemy kartkę. „A może zabić dziecko niby przypadkiem przy badaniu” – zapytał jeden z ginekologów.

Dzień Świętości Życia proszę, aby zobaczył Pan reportaż o tym, jak wygląda rzeczywistość aborcyjna w Polsce.

Proszę też o pomoc w dotarciu z tym materiałem do jak najszerszego grona osób.

Niech śmierć Stasia pomoże uratować inne dzieci…

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof Kasprzak Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

Wyścig do złóż metali ziem rzadkich

Wyścig do złóż metali ziem rzadkich

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    25 marca 2025

Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach „Rozmowy z samym sobą” opowiada m.in. o niejakim Rakowskim, właścicielu majątku Rudna.

Zadłużony po uszy, którejś wiosny sprzedał był Abramowi z Proszowic na pniu pszenicę z dwudziestu paru morgów. Następnie tę samą pszenicę na pniu sprzedał jeszcze pięciu innym kupcom zbożowym, oczywiście nie informując ich o pozostałych nabywcach. Do odbioru pszenicy wyznaczył wszystkim ten sam wrześniowy dzień.

O szóstej rano z wozami i workami zjawił się pierwszy z nabywców. Rakowski odkłada ładowanie zboża do godziny dziesiątej. Tymczasem już po godzinie przybywają dwaj następni kupcy. Po jakimś czasie zorientowali się, że wszyscy przyjechali w tym samym celu. Pędzą do właściciela majątku po wyjaśnienia, ale ten wyjaśnień odmawia, a kiedy kupcy wracają do swoich furmanek, widzą już dwóch następnych. Wreszcie zjawia się i Rakowski: – czy jest was już tu sześciu? – Jest – odpowiadają zdenerwowani kupcy.

– W porządku – Rakowski na to – na co oni podnoszą klangor: – Co jest w porządku? Jak pan dziedzic mógł coś podobnego! A kiedy ochrypli i opadli z sił, Rakowski skorzystał z chwili ciszy i powiada: – Kochani, radzę wam postąpić po Bożemu, wedle sprawiedliwości. Pszenicy zebrałem 150 korcy z ogonem; jest was sześciu, każdy zabierze po 25 korcy i hajda do domu. Oczywiście żaden z kupców, z których każdy wcześniej zapłacił za całą pszenicę, nie chce o tym nawet słyszeć. – No to nie ma innej rady – powiada Rakowski – tylko wyścig. – Co to jest wyścig?! Jaki wyścig!? – wołają zdenerwowani kupcy.

Na to Rakowski wskazał im dwie bramy, odległe od siebie o jakieś 200 kroków i powiada tak: ustawię was wszystkich sześciu przy jednej bramie, pójdę na ganek i jak strzelę z pistoletu, wy pobiegniecie do drugiej bramy, a który pierwszy dobiegnie, ten zabierze wszystkie 150 korcy. Oczywiście kupcy ani myśleli się zgodzić i znowu podnieśli klangor, ale tym razem Rakowski powiada: chciałem dla was jak najlepiej. Nie zgadzacie się – trudno; zostawiam was, sami już znajdźcie jakieś wyjście. I pożegnał ich.

Po kilku godzinach kłótni, w trakcie której charczeli nienawiścią już nie przeciwko Rakowskiemu, ale przeciwko sobie nawzajem, po południu przyszli do dziedzica, że zgadzają się na wyścig. Podkasali chałaty, Rakowski wystrzelił i wyścig ruszył. Który z orżniętych kupców wygrał i zagarnął 150 korcy pszenicy – tego autor nie podał.

—————————–

A tak się właśnie złożyło, że na półtora miesiąca przed słynną już na cały świat awanturą w Gabinecie Owalnym Białego Domu miedzy prezydentem Donaldem Trumpem, a ukraińskim prezydentem Zełeńskim, 16 stycznia w Kijowie podpisany został między Wielką Brytanią, w imieniu której podpis złożył brytyjski premier Keir Starmer i Ukrainą, w imieniu której swój podpis miał złożyć prezydent Zełeński, układ na 100 lat, o „stuletnim partnerstwie”. Wprawdzie w opublikowanym tekście układu nie ma ani słowa o żadnym odstąpieniu Wielkiej Brytanii na wyłączność ukraińskich złóż metali ziem rzadkich, tylko o całkiem innych, zupełnie niewinnych sprawach – ale przecież w opublikowanym tekście paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku też nie było ani słowa o podziale Europy Środkowej między Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki – bo te uzgodnienia znalazły się w tajnej części tego porozumienia.

Czy umowa brytyjsko-ukraińska o „stuletnim partnerstwie” zawiera jakąś tajną część? Tego oczywiście się nie dowiemy, bo jak „tajna”, to tajna. Z drugiej jednak strony, jakież zagadkowe przyczyny mogłyby skłonić Wielką Brytanię do zaoferowania Ukrainie aż „stuletniego partnerstwa”? Takie partnerstwo, nawet cztery razy krótsze, musiałoby być umocnione jakimiś realnymi gwarancjami lub zachęcającymi koncesjami ze strony Ukrainy – a cóż dopiero – „partnerstwo stuletnie”?

Wielka Brytania bowiem, bez względu na to, kto akurat nią rządzi, nie jest podobna do naszego nieszczęśliwego kraju, który 2 grudnia 2016 roku podpisał z Ukrainą umowę, według której Rzeczpospolita Polska zobowiązała się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Ukraina pozornie zobowiązała się do tego samego, ale zarówno kontekst sytuacyjny w roku 2016, jak i późniejsze wydarzenia, zwłaszcza związane z ukraińskim eksportem rolnym na teren Unii Europejskiej, pokazały, że o żadnej wzajemności ze strony Ukrainy nie ma mowy. Wielka Brytania z całą pewnością takiego głupstwa by nie zrobiła, podczas gdy władze naszego nieszczęśliwego kraju robią jedno głupstwo za drugim i nawet teraz – jak się okazało z buńczucznej deklaracji Księcia-Małżonka – Polska płaci za wykorzystywane na Ukrainie Starlinki, nie żądając nic w zamian.

Dopiero w tym kontekście możemy ocenić słynne „rozliczenia”. Owszem, obóz „dobrej zmiany” podobnie zresztą, jak folksdojcze obywatela Tuska Donalda, grabią, ile się da – ale w proporcji do sum, jakie poszły na darmowe futrowanie Ukrainy zarówno w postaci dostaw broni, jak i w postaci rozmaitych serwitutów nie tylko dla tego państwa, ale i jego obywateli, który pod pretekstem uchodzenia przed wojną, przeszli na utrzymanie polskich podatników, to jakieś okruszki. Okazuje się, że obóz „dobrej zmiany” Naczelnika Państwa nie może licytować się z Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda o różnicę łajdactwa, bo przez ponad roczne rządy vaginetu obywatela Tuska Donalda różnica łajdactwa się wyrównała.

Jeśli już mieliby o coś rywalizować, to już tylko o stopień głupoty – chociaż i to byłoby trudne, jako że obecną ekipę przy sterze uważam za najgłupszą od czasów Bolesława Chrobrego. Bo czyż Bolesław Chrobry ośmieliłby się wystąpić na jakimś wiecu z pomysłem tworzenia Volkssturmu, w dodatku ufundowanego na „przymusowej dobrowolności”? Tymczasem obywatel Tusk Donald, przy pochwalnym popiskiwaniu vaginess ze swojego vaginetu, nawet nie zdaje sobie sprawy z groteskowego charakteru tego pomysłu, nie bez słuszności zapewne uważając, że tubylczy Irokezi, czyli wyznawcy Volksdeutsche Partei, łykną wszystko, nawet jeszcze bardziej piramidalne głupstwa. Ale tak to już jest, jak kogoś i tak już zadowolonego ze swego rozumu, jeszcze Żydowie z warszawskiego Judenratu utwierdzą w tym mniemaniu.

Wróćmy jednak do „stuletniego partnerstwa” brytyjsko-ukraińskiego. Otóż czytamy tam, że dla Wlk. Brytanii najważniejszymi postanowieniami układu jest współpraca wojskowa na Morzu Czarnym. Morzu Azowskim i… Morzu Bałtyckim, do którego Ukraina, przynajmniej na razie, to znaczy – zanim doprowadzi Polskę do zawarcia „unii” – nie ma dostępu. Ale za 100 lat…?

Drugim co do ważności postanowieniem jest „współpraca naukowa i technologiczna” w dziedzinie „opieki zdrowotnej”, agrotechnologii, przestrzeni kosmicznej i dronów. Czy z tą „opieką zdrowotną” przypadkiem nie chodzi o wykorzystanie przez Brytyjczyków założonych na Ukrainie ośrodków produkcji broni biologicznej, dzięki której, oczywiście pod egidą WHO, można by zorganizować nową epidemię? I wreszcie – uruchomienie brytyjskiego systemu weryfikacji zboża, dzięki czemu będzie można „śledzić skradzione plony”. Na podstawie tych zapisów można by sobie pomyśleć, że Wielka Brytania okazuje Ukrainie wielkoduszność, podobną do polskiej głupoty. Oczywiście taki wniosek byłby całkowicie nieuprawniony, bo nawet teraz, już po podpisaniu owego „stuletniego partnerstwa”, Wielka Brytania Ukrainie pieniądze pożycza, a i to nie swoje, tylko odsetki z zamrożonych ruskich aktywów.

Zmierzam do tego, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, podpisane 16 stycznia w Kijowie „stuletnie partnerstwo” zawiera tajny protokół, w którym ukryto istotę rzeczy: prezydent Zełeński, za zgodą ukraińskich oligarchów, którzy oczywiście musieli też jakoś zabezpieczyć swoje udziały w tym „partnerstwie”, zwyczajnie sprzedał Angielczykom na pniu ukraińskie złoża metali ziem rzadkich. Ile tam poszło pod stołem, kto ile wziął i gdzie schował – tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo jeśli Angielczykowie w dalszym ciągu otaczają mgłą tajemnicy i to mgłą w najlepszym gatunku, nawet gibraltarską katastrofę, to cóż dopiero takie rzeczy?

Oczywiście obydwie strony będą konsekwentnie szły w zaparte, oskarżając wszystkich podejrzliwców o wykonywanie obstalunków zimnego ruskiego czekisty Putina – ale nawet posłusznie oburzając się na tych ruskich agentów, nie możemy przy tym zapominać o zasadzie byłego rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, księcia Gorczakowa, który mawiał, że nie wierzy informacjom niezdementowanym. Zresztą zaprzeczenia będą skuteczne tylko do czasu rozpoczęcia przez brytyjskie firmy eksploatacji tych złóż, a następnie – przerabiania ich w Wielkiej Brytanii na rozmaite precjoza.

Z tego powodu prezydent Zełeński chociaż i przedtem a nawet teraz obiecuje prezydentowi Trumpowi, że odstąpi te złoża Stanom Zjednoczonym, jednocześnie broni się rękami i nogami przed złożeniem podpisu pod umową. Czy do awantury w Gabinecie Owalnym Białego Domu doszło dlatego, że prezydent Trump przejrzał na wylot żydowskiego kombinatora z Kijowa, że pogrywa z nim w bambuko, czy dopiero teraz, kiedy w Arabii Saudyjskiej rozpoczęły się amerykańsko-ukraińskie rozmowy, zaczyna do niego docierać, co się naprawdę stało? Jeśli tak, jeśli dopiero teraz, to znaczy, że ta cała CIA, to kupa gówna, jeszcze większa i jeszcze bardziej śmierdząca od naszej ABW.

Tymczasem dokąd prezydent Zełeński pogalopował po ratunek po waszyngtońskiej awanturze? Prosto do Londynu, gdzie premier Starmer go utulił, obdarował i obiecał, że podkręci frajerów z Europy Środkowej, żeby stanęli za nim „murem”. Toteż obywatel Tusk Donald w podskokach rozkaz wykonał, tym chętniej, że został mu wydany w obecności Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje, a ona ani słowem nie zaprotestowała. W tej sytuacji warto postawić sobie pytanie, czy Zełeński sprzedał te całe złoża również Niemcom – no i oczywiście, czy w tej sytuacji urządzi wyścig, jak to zrobił w swoim czasie szlagon Rakowski, czy też będzie się bał ostatecznie rozwścieczyć prezydenta Trumpa?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.