„Ukraiński szowinizm poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska

„Ukraiński szowinizm narodowy poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska

15 stycznia 2023 http://kresywekrwi.blogspot.com/2023/01/ukrainski-szowinizm-narodowy-powaznym.html?

„Ukraiński szowinizm narodowy poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska [WYKŁAD]

Organizatorem wykładu w ramach krakowskiej debaty geopolitycznej pt.: „Czy grozi nam niebezpieczeństwo” są „Watahy Głosu Obywatelskiego”.


 https://www.youtube.com/watch?v=NBZb_zSaVLk

 

 https://banbye.com/watch/v_RdpijqvwFUFJ

================

Odkłamujemy historię ataków UPA na Birczę! Co naprawdę się tam wydarzyło? Prof. A. Zapałowski   

https://banbye.com/watch/v_VYlsXhrVrGpb  

Dzięki uprzejmości Pani profesor Lucyny Kulińskiej, która udostępniła mi pełen tekst swojego wykładu, wygłoszonego podczas Konferencji i Debaty Geopolitycznej „Czy Grozi Nam Niebezpieczeństwo?”, zorganizowanej przez Watahy Głosu Obywatelskiego w Krakowie 14 stycznia 2023 roku. Zapraszam do lektury. (J.B.)

 

Część 1

JĄDRO NACJONALIZMU UKRAIŃSKIEGO TO BEZWZGLĘDNOŚĆ, OKRUCIEŃSTWO, RASIZM, ANTYPOLONIZM.

Ideologia ukraińskiego szowinizmu ma długą i mroczną tradycję. Wystarczy zajrzeć do dzieł literatury ukraińskiej, odwołującej się do etosu kozaczyzny. Nie mamy tu jednak miejsca na ich analizowanie, a chętnych odsyłam do książki „Hajdamacy” w moim opracowaniu, gdzie we wstępie starałam się problem ten zwięźle omówić w ujęciu historycznym. Przejdźmy więc do okresu II Rzeczypospolitej czyli do lat 1918-1939. Znaczącą rolę w propagowaniu nienawiści wobec Polaków odegrał wówczas, zafascynowany faszyzmem ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ogłoszona w roku 1926 w pracy pt. „Nacionalizm” doktryna wywarła potężny wpływ na kształtowanie się postaw młodych Ukraińców1: […] Bądźcie napastnikami i zdobywcami, zanim będziecie mogli stać się włodarzami i posiadaczami […] wrogość jest nieunikniona…”2. Jeden z rozdziałów tej pracy nosi tytuł: Twórcza przemoc oraz mniejszość inicjatywna, jako siły porządkujące…. Realizacją owej koncepcji było w czasie II wojny światowej powołanie w OUN Bandery Służby Bespeky – terrorystyczno-policyjnego organu „lepszych ludzi” stosującego przemoc wobec słabszych, jak choćby chłopskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej. W rozwinięciu swych idei Doncow pisał: Bez przemocy i żelaznej bezwzględności niczego w historii nie stworzono […] przemoc, żelazna dyscyplina i wojna – oto metody, przy pomocy których wybrane narody szły drogą postępu […]3. Siłą motoryczną tak sformułowanej idei nacjonalizmu miała być ekspansja terytorialna: pragnąć świetności swego kraju, oznacza pragnąć nieszczęścia swoich sąsiadów […] ekspansji swojego kraju wyrzeka się tylko ten, u kogo całkowicie obumarło poczucie patriotyzmu [] bowiem gdy historia jest walką o panowanie i władzę, o wzięcie w posiadanie – to twórcza przemoc musi odgrywać dużą rolę w tym procesie, albowiem zawłaszczanie, to przede wszystkim pragnienie pokonania4.

Te właśnie tezy stały się podstawą ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, będącego specyficzną odmianą nazizmu, jeszcze brutalniejszą od oryginału. Obok wątków rasistowskich nie brakuje tu fanatyzmu i nietolerancji. Najbezwzględniejsi przywódcy nacjonalizmu ukraińskiego, dzisiaj bohaterowie Ukrainy: Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, wychowali się na ideach Dmytro Doncowa.

Jeszcze przed I Kongresem Ukraińskich Nacjonalistów w roku 1929, został opracowany „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, autorstwa Stepana Łenkawśkiego. „Dekalogu” tego uczyła się na wyrywki ukraińska młodzież nacjonalistyczna:

  • Zdobędziesz państwo ukraińskie, albo zginiesz w walce o nie
  • Nie zawahasz się wykonać największego przestępstwa, jeśli tego wymagać będzie dobro sprawy
  • Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wroga twojej nacji
  • Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni państwa ukraińskiego, nawet w drodze zniewolenia obcoplemieńców5.

Najbardziej spektakularnym środkiem „propagandy” był terror i anarchizowanie państwa. Setki zamachów, napadów, podpaleń, służyły szerzeniu agresywnych postaw, wywoływały strach, podważały wiarę w siłę i stabilność Rzeczypospolitej. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne pełniły rolę V kolumny. Dostarczały polskie dokumenty państwowe i wojskowe nie tylko Niemcom, ale także Sowietom i Litwie. Ich pozyskiwanie było nagminne, bo Ukraińcy służyli w polskim wojsku na wszelkich szczeblach, pracowali w policji, sądownictwie, a nade wszystko stanowili liczną grupę pracowników kolei, którzy kradli, niezbyt przezornie wysyłane tą drogą materiały. Handel ten stanowił podstawowy sposób utrzymania komórki UWO-OUN rezydującej w Berlinie.

W latach trzydziestych do tradycyjnych form wywiadu i dywersji doszła współpraca z Oddziałem I berlińskiej centrali Abwehry. Niemcy potrzebowały ukraińskich agentów do akcji przeciwko Polsce. W tym celu przygotowywali nacjonalistów analogicznie do dzisiejszego szkolenia komandosów służb specjalnych. Tą drogą podążać będą także podczas II wojny światowej, szkoląc grupy Ukraińców na bezwzględnych morderców (siekierników, dusicieli).

W przededniu wojny OUN podjęła przygotowania do zorganizowania antypolskiego powstania, skoordynowanego z napadem sąsiednich krajów na Polskę. Gdyby nie odwołanie rozkazu wystąpienia przez Niemców, a potem powstrzymanie mordowania Polaków przez Rosjan, to do masowego ludobójstwa polskiej ludności cywilnej Kresów doszłoby już jesienią roku 1939.

Wspomniany „Dekalog Ukraińskiego Nacjonalisty” nie pozostał w sferze teorii. „Przykazania” dotyczące postępowania z „obcoplemieńcami”, czyli głównie z Polakami, wprowadzono w czyn, gdy tylko nadarzyła się okazja! Chodziło o zniszczenie ludności polskiej terenach uznawanych przez Ukraińców za ukraińskie6. Idea brutalnej czystki etnicznej na tych ziemiach stanowiła wręcz istotę nacjonalizmu ukraińskiego7.

Ukraińcy zrealizowali ten plan przy ścisłej współpracy z wrogami Polski i z pomocą ich aparatu państwowo-represyjnego 8. Obiecano ukraińskim chłopom, że ziemia i własność zostanie Polakom i innym czużyńcom odebrana bez jakiegokolwiek wykupu czy odszkodowania. Aby usprawiedliwić takie łamanie prawa odwoływano się do koronnego argumentu „historycznej krzywdy ukraińskiej”.

Część 2

Nacjonalizm ukraiński miał zawsze charakter silnie antypolski. Tak było przed II wojną światową, w jej trakcie (kiedy przybrał bestialski, ludobójczy wymiar), tak jest i dzisiaj. Tezy Doncowa prezentowane są ogółowi społeczeństwa, a kult OUN i UPA czy SS Galizien stał się na Ukrainie oficjalną „religią” państwową. Niepotępione zbrodnie doprowadziły nie tylko do zafałszowania historii, ale i do odrodzenia się tego ruchu. Wracają faszystowskie reminiscencje, pochwalanie i propagowanie barbarzyńskich metod walki. Nie zmieni tego faktu deklarowana przez rządzących Polską bezwarunkowa miłość wobec Ukrainy. Zdaniem autorki jest to miłość bez wzajemności, maskowana jedynie – i to rzadko – przez stronę ukraińską fałszywą, koniunkturalną retoryką. Prawdziwym celem jest chęć wszechstronnego materialnego wykorzystania dorobku Polaków i wciągnięcie nas do wojny z Rosją.

Dowodów jest aż nadto. Mimo stałej pomocy finansowej i politycznego wsparcia na arenie międzynarodowej, Ukraina zachowuje się wobec Polski lekceważąco. Nie brakuje też przejawów niechęci, a nawet nienawiści. Znajdziemy je zarówno w deklaracjach ideowych samych nacjonalistów (np. Prawego Sektora, Swobody), które z czasem stały oficjalną wykładnią państwową, jak i we wrogich, agresywnych wypowiedziach polityków czy duchownych greckokatolickich. W efekcie mamy konkretne, szkodzące Polsce działania ekonomiczne i polityczne. Doszło do tego, że Ukraina prowadzi z nami wojnę gospodarczą, transportową i celną. Podczas gdy rynek polski stoi przed towarami ukraińskimi otwarty na oścież , na polski eksport nakłada się drastyczne cła lub wręcz utrudnia przepływ towarów, czego uwieńczeniem było zablokowanie – i to tuż przed wybuchem kolejnej fazy wojny z Rosją na początku roku 2022 – transportów kolejowych z Chin. Naraziło to nasz kraj na poważne straty.

W ramach wymuszania kolejnych koncesji na wjazdy ukraińskich aut do UE napadani są polscy kierowcy tirów nawet ci, którzy wiozą pomoc dla ofiar wojny.

Już wcześniej dochodziło na zachodniej Ukrainie do drastycznych incydentów antypolskich. Organizowano ataki, nawet z użyciem granatnika, na polską ambasadę i placówki konsularne. W trakcie tych prowokacji bezczeszczono i niszczono polskie symbole, darto i deptano flagi, a pod adresem naszego kraju wykrzykiwano i wypisywano obelgi. Znieważano oficjalnych przedstawicieli państwa, w tym kolejnych prezydentów. Okradano biznesmenów, którzy ośmielili się inwestować na Ukrainie, napadano na naukowców. Dochodziło nawet do zabójstw (np. dr Robert Kuwałek we Lwowie 2014 r). Jednocześnie bezprecedensowe, totalitarne prawodawstwo dopuszcza prześladowanie naukowców za podejmowanie badań o zbrodniach OUN-UPA i SS Galizien, czy o haniebnych postępkach Bandery, Szuchewycza, Kłyma Sawura itp. Opisywane incydenty trzyma się w tajemnicy przed polską opinia publiczną.

Ukraińskie władze wbrew konwencjom, wbrew tradycji, wbrew zwykłej ludzkiej przyzwoitości, nie pozwalają na ekshumacje polskich ofiar II wojny światowej, szczególnie tych, pomordowanych przez OUN-UPA i SS Galizien9. Całe lata nacjonaliści bezkarnie dopuszczali się niszczenia i bezczeszczenia nielicznych upamiętnień ofiar ukraińskiego ludobójstwa (Huta Pieniacka, Bykownia, Podkamień, pomnik pomordowanych profesorów lwowskich na Wzgórzach Wóleckich itp.). Na niszczonych pomnikach sprawcy wypisują obelgi wobec ofiar, swastyki, wilcze haki, symbole SS. Osoby pielgrzymujące do tych miejsc w kolejne rocznice zbrodni są napadane, zastraszane i znieważane przez liczne grupy z banderowskim flagami. Działo się to nawet w obecności wysokich przedstawicieli polskich władz, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Śledztwa prowadzono opieszale, by nie wykryć sprawców.

Nierozliczenie zbrodni na Polakach i innych nacjach oraz niepiętnowanie haniebnej kolaboracji z Niemcami doprowadziło do odrodzenia się nazizmu na Ukrainie. Co gorsza, w poczuciu pełnego rozgrzeszenia sprawców, Ukraińcy uznali okrutne czyny banderowców, melnykowców oraz ukraińskich ss-manów i policjantów za powód do dumy. Żyjącym daje się „odszkodowania” i bonusy. Mordercom stawia się pomniki, tworzy się dla nich panteony. Nie ma nic bardziej demoralizującego naród!!!

Tu należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ukraińcy nie poczuwają się do przeproszenia i zadośćuczynienia Polakom. Nie tylko za ludobójstwo, ale i dzisiaj, na przykład atak rakietowy w Przewodowie w którym zginęli obywatele polscy, albo za podłożenie uzbrojonego granatnika, grożącego eksplozją i licznymi ofiarami… Wiedzą, widać, że nie muszą się tłumaczyć z niczego. Że mogą nas lekceważyć. KTO SIĘ NIE SZANUJE TEGO NIE SZANUJĄ.

Analizując to głębiej należy stwierdzić, że za takim postępowaniem stoi ideologia etnicznej nienawiści i zaboru. Rozszerzanie się nacjonalizmu ukraińskiego nieuchronnie prowadzi do konfliktów z sąsiadami. To państwa graniczące z Ukrainą będą ponosić konsekwencje głoszonych przez szowinistów haseł budowania „Wielkiej Ukrainy”, poprzez włączenie do tego państwa wszystkich „historycznych ukraińskich ziem etnicznych”, nie wykluczając także m.in. części obecnej Polski. W wypadku Polski oznacza to sięgnięcie po kilkanaście powiatów wschodnich. Już teraz rejony pogranicza wypełniają się milionami niechcianych przybyszów, których w osiedlaniu i nabywaniu nieruchomości wspierają przedstawiciele dobrze usadowionej w lokalnych władzach mniejszości ukraińskiej i, niestety, władze „w Polsce”. Trzeba liczyć się z tym, że Ukraina może podjąć próbę zrekompensowania sobie utraty obszarów wschodnich podnoszeniem pretensji terytorialnych do naszego państwa. Jakimi metodami mogłoby to być realizowane – wiemy aż za dobrze! Jest to wielce prawdopodobne, a znając historię, Niemcy odbiorą tę napaść z satysfakcją – i do rozbiorów Polski ochoczo dołączą …

PODSUMOWANIE.

Jak widać zagrożenia istnieją i potęgują się z każdym miesiącem. Spowodowało je wpuszczenie w nasze granice bez kontroli 9 milionów Ukraińców i obciążenie nas kosztami ich utrzymania. Są wśród nich są osoby o poglądach banderowskich, wrogich Polakom, które mogą liczyć na współpracę szowinistycznych środowisk ukraińskich żyjących w Polsce i za granicą. Do naszego kraju przenika bardzo dużo broni i przestępców. Poza pospolitą przestępczością, rozbojami, kradzieżami, wypadkami drogowymi, prostytucją, korupcją, pijaństwem, chorobami, wyłudzeniami świadczeń

itp. narażeni jesteśmy na bojówkarstwo, terroryzm i szpiegostwo. Destabilizacja państwa postępuje. Podobnie, jak przed II wojną światową

Władze wikłają Polskę w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Narażając nas na konflikt z Rosją, stawiają naród wobec faktów dokonanych.

Informacje o kolejnych prowokacjach wobec Polski (budowa pomników mordercom Polaków, uznanie formacji SS za godną gloryfikacji, rewizjonistyczne i zakłamujące historię wypowiedzi ukraińskich notabli, jak Melnyk, Wiatrowycz a nawet sam Zełeński ) docierają rzadko. Są przemilczane przez rządzących i przez media. Środowiska i osoby protestujące przeciw takim działaniom, są etykietowane jako agenci Putina. Szerzy się w tej kwestii swoisty terror intelektualny, który ma wyeliminować z przestrzeni publicznej i medialnej środowiska niewpisujące się w wojnę propagandowo – agitacyjną toczoną z Rosją przez Zachód. Wojna wypowiedziana dysydentom w mediach i na forach internetowych jest bezwzględna i zaangażowano w nią tysiące Ukraińców. To oni za pieniądze Polaków, prześladują ich we własnym kraju.

Wydaje się że, według znanej metody, kryzys ukraiński został aż tak wyeksponowany w mediach, by ukryć dramatyczny stan naszego państwa. Ma to odwrócić uwagę od stanu polskiej gospodarki, zadłużenia, masowej emigracji młodzieży itd.

Obrana droga wydaje się szkodliwa, niebezpieczna, i głęboko upokarzająca. Niegodne i służalcze zachowanie polskich polityków, budzi zażenowanie. Brakuje reakcji władz i MSZ na antypolskie wypowiedzi i zachowania polityków ukraińskich typu Melnyka, Deszczycy, Załużnego, Podolaka itp. Koresponduje z tym skandaliczna i bezkarna wypowiedź rzecznika rządu pana dr. Łukasza Jasiny (Ukraińca, absolwenta KUL, wyszlifowanego w kanadyjskich banderowskich szkołach), który bezkarnie pozwolił sobie nazwać Polaków sługami Ukrainy. Przypomina to obrzydliwą, prześmiewczą karykaturę polskiego hymnu propagowaną przez banderowców: Jeszcze Polska nie umarła, ale umrzeć musi, jeszcze Polak Ukraińcom buty czyścić musi. Pan dr. Jasina nie stracił stanowiska po swojej skandalicznej wypowiedzi. Władze – powtarzam to! – bezkarnie narażają Polaków na niewyobrażalne straty i ryzyko wplatania nas w wojnę z Rosją po stronie wiarołomnych Ukraińców! Moim zdaniem Ukraina powinna zostać, jak Niemcy po wojnie, objęta programem bezwzględnej DENAZYFIKACJI.

===================================

Wszystkim tym, którzy w to wątpią i nie protestują gdy w nasze granice wpuszczane są setki tysięcy ludzi zarażonych bakcylem banderyzmu, warto przypomnieć pieśni do dziś popularne na Ukrainie :

Marsz na Warszawę czyli Ukraińska marsylianka

Ogniem płonie Ukraina

W Dniestrze płynie niewinna krew:

I woła nas srogo do boju,

Do broni woła surma znów!

Już nie zatrzymamy się w Zamościu!

Nie ucieknie Lach od zemsty!

Od bram Krakowa aż do Warszawy,

Wyścielimy lackim trupem szlak!

Do broni Kozacy,

Wścieka się gniewny Lach!

Od bram Krakowa aż do Warszawy,

Wyścielimy Lachami szlak!

Już dość nam Lachy cięli rany

Palą się one i budzą gniew,

Już rychło spadnie zemsty grzmot

Na Łódź, Warszawę i Kraków!

Do broni Kozacy,

Wścieka się gniewny Lach!

Od bram Krakowa aż do Warszawy,

Wyścielimy lackim trupem szlak!

Gniewem płonie Ukraina

Od gór karpackich i do rzeki Don,

I duch zemsty podnosi flagę,

Zbliża się nasz Napoleon!

To kłamstwo „kultura” i „Europa”!

Czcze przechwalanie się nowych katów!

My po „barbarzyńsku” zburzymy do szczętu

I Łódź, Warszawę i Kraków!10

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Za Wisłę przegonimy przeklętych Polaków”

Za Wisłę przegonimy przeklętych Polaków

I staniemy na granicy

Żeby do nas nie wtargnął Lach

Leje się wraża krew wszędzie

Gdzie stąpa oddział Rizunów

Uciekajcie na kraj świata

Bo nadchodzi zemsty czas

Będziemy rżnąć i strzelać

I dusić będziemy was.

Źródła” 1 W roku 2008 w Krakowie ukazało się nowe wydanie: D. Doncow, Nacjonalizm, tłumaczenie i opracowanie W. Poliszczuk.

2 Ibidem, passim.

3 Doncow D., op. cit., passim. To co zatrważające, człowiek głoszący takie hasła, w czasie ostatniej wojny wcielone w czyn, nie został nigdy osądzony, potępiony, ani nawet otoczony ostracyzmem, pozostając do dziś guru skrajnych nacjonalistów ukraińskich.

4 Ibidem.

5 Za: L. Kulińska, Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922-1939, Kraków 2009, s. 56-57. Tekst ten cytowany jest w pełnym brzmieniu w oryginalnym opracowaniu II Oddziału Sztabu Generalnego z lat 30: Geneza i rozwój ukraińskiego ruchu wywrotowego U.W.O.-O.U.N., CA MSWiA, zesp. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, sygn. R I/138 (dziś w BU IPN). Jego zniekształconą formę rozpowszechnił R. Drozd w publikacji pt. Ukrajińska Powstańcza Armia, Warszawa 1998. Szerzej na ten temat też w: K. Łada, Pomiędzy wypędzeniem a eksterminacją. Nacjonaliści ukraińscy wobec Polaków na Kresach [w:] Cz. Partacz, K. Łada, Polska wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych w czasie II wojny światowej, Toruń 2003, s. 69–95 oraz w pracach W. Poliszczuka, w tym głównie Źródła zbrodni OUN i UPA, tom I, Zasady ideologiczne nacjonalizmu ukraińskiego i Ukraiński ruch nacjonalistyczny: struktura organizacyjna i założenia programowe, Toronto 2003; Nacjonalizm ukraiński w dokumentach cz. 1 i 2 Toronto 2002.

6 Powstała w 1929 r. OUN, uważająca się za reprezentanta ludności wszystkich ziem, które zamieszkiwali Ukraińcy, oparła w całej rozciągłości swą przyszłą działalność na myśli D. Doncowa i jego prekursorów, uznając narody żyjące na terytorium „etnicznie ukraińskim” za zagrożenie na drodze ku niepodległości oraz za przeszkodę w rozwoju „jednoplemiennego” narodu.

7 Tadeusz Piotrowski niezwykle trafnie zauważa, że czystka etniczna była integralnym komponentem przygotowywanej przez OUN rewolucji. Autor, używając gry słów, ocenił intencje i charakter ideologii OUN: Tak jak Sowieci, mobilizowali oni chłopów ukraińskich w celu „rewolucji socjalnej” z jej integralnym komponentem: czystką etniczną (być może na tym polega prawdziwe znaczenie pojęcia „nacjonalizm integralny”). Za: T. Piotrowski, Poland`s Holocaust. Ethnic Strife, Collaboration with Occupying Forces and Genocide in the Second Republic, 1918- 1947, Jefferson, NC: McFarland 1998, s. 204.

8 Warto zapoznać się z pracami przybliżającymi zagadnienia nacjonalizmu ukraińskiego z nieco innych pozycji. Patrz: T. Stryjek, Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego. Analiza wybranych koncepcji, Wrocław 2000; A. Wróbel, Polska i Polacy w koncepcjach współczesnych ukraińskich partii nacjonalistycznych, Warszawa 2003.

9 Jak na ironię , „na odczepkę” w roku 2022 udzielono zgody na ekshumacje na fragmencie cmentarza w miejscowości Puźniki, w dawnym województwie tarnopolskim, które to pochówki są znane i zewidencjonowane.

10 O. Iwach, Bojowa surma Ukrainy, Winnipeg 1931, s.1-2. Poezje zawierające tego typy „poezje” banderowskie opracowane zostały po wojnie w postaci książeczki pt. „ Słuchaj mój bracie” i wielokrotnie wznawiane min. w Łucku w roku 1992 przez wydawnictwo „Wimpex”.

3 komentarze:

  1. Tadeusz16 stycznia 2023 Dr. Kulińska od lat stara się przypomnieć o wcześniejszych zbrodniach Rusinów na Polakach. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej i w krótkim okresie istnienia ZURL trwał genocyd Polaków. Przy Sejmie II RP działała Sejmowa Komisja Śledcza kierowana przez posła Ziemi Tarnopolskiej prezesa Związku Ludowo-Narodowego w Małopolsce pana Jana Zamorskiego. W dniu 9 lipca 1919 r wygłosił on mowę sejmową „O okrucieństwach hajdamackich” (dostępna w internecie) gdzie szczegółowo omawia zbrodnie i okrucieństwa na Polakach w Galicji Wschodniej. Hańbiono kościoły katolickie, mordowano księży i gwałcono mniszki. Kradzieże mienia Polaków to najmniejsze z przestępstw. Mordowano zdemobilizowanych żołnierzy z byłej armii CK Austrii i Rosji wracających do stron rodzinnych. Tworzono obozy dla osób cywilnych np. we Lwowie, Tarnopolu, Mikulińcach, Jazłowiec. Słynny dowódca legionowy płk. Lis Kula zginął nad Styrem przeprowadzając żołnierzy do Polski. \strzelano do dzieci na ulicach miast za mówienie po polsku. I co? A nic. Imć Piłsudski zakazał prowadzenia dochodzeń w tych sprawach. Mało tego w prasie zaczęła obowiązywać swoista cenzura (tak jak w tym czasie) mówienia prawdy o zbrodniach Rusinów. KotMorski16 stycznia 2023 Ten [—] Piłsudski przedsięwziął „wyprawę kijowską”, która była Polsce na nic, a której jedynym celem było skutecznie sprowokować Sowdepię. Cel ten został osiągnięty: napaść Bolszewii na nas w r. 1920, która – mimo iż sowietyzm był antytezą Rosji – jako żywo przypomina współczesny konflikt na Ukrainie. Jest taką samą brednią obecnie, że – Das Perfide Russland po trupie Ukrainy pójdzie dalej na „Polskę i Europę” (cudzysłów, bo co to-to ma jeszcze z Polską i Europą wspólnego ?) – jak wówczas było brednią, że po trupie „jaśniepańskiej Polski” Sowdepia zamierza uderzyć na Zachód, i jeśli tylko Szatan pozwoli – dojść aż do Gibraltaru. Zamierzał to, owszem, jeden Trocki i jego frakcja, ale zostali szybko przywołani do porządku najpierw przez Lenina a potem przez Stalina. [—-] Interwencja FR na Ukrainie jest odpowiedzią na „interwencję kijowsko-majdańską” Szatanów Zjednoczonych, bo – mimo iż Rosja i Bolszewia to jak woda i ogień – geopolityka jest wieczna i niezmienna.
  2. Tadeusz16 stycznia 2023 07:01 Przed wojną bolszewicko -polską trwała wojna ukraińsko -polska o przyszłe granice Polski. Strzelcy siczowi podlegli armii CK Austrii przejęli Lwów od gubernatora austriackiego i rozpoczęli eksterminacje Polaków i Żydów w mieście, za przykładem Lwowa oddziały Rusinów zaczęły genocyd Polaków w Tarnopolu ( późniejsza kolebka banderyzmu) , Jazłowcu, Łucku i innych miasteczkach Galicji Wschodniej. To na Galicji Wschodniej kultywowano nienawiść do Polaków, za cichym przyzwoleniem władz austriackich. Pamiętać należy przy tym, że to hr. Stadion „wymyślił” naród ukraiński w XIX wieku.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

Prezydent [Czy namiestnik? Czyj ??] na Cmentarzu Orląt: Obrońcy Lwowa bronili go przede wszystkim przed sowietami.

Prezydent [Czy namiestnik? Czyj ??] na Cmentarzu Orląt: Obrońcy Lwowa bronili go przede wszystkim przed sowietami.

https://www.bibula.com/?p=138175

Prezydent Andrzej Duda po powrocie ze Lwowa oświadczył, że na Cmentarzu Orląt Lwowskich pogrzebani są „obrońcy Rzeczypospolitej” i „obrońcy Lwowa”, którzy bronili miasta „przede wszystkim przed sowiecką agresją”.

W ubiegły czwartek, podczas konferencji prasowej prezydent Andrzej Duda relacjonował swoją kolejną wizytę na Ukrainie. Przypomnijmy, że prezydent spotkał się wówczas we Lwowie z prezydentami Ukrainy i Litwy, Wołodymyrem Zełenskim i Gitanasem Nausedą, w ramach tzw. Trójkąta Lubelskiego.

Podczas wizyty we Lwowie, prezydenci Polski i Ukrainy wspólnie złożyli wizytę na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Podczas konferencji Andrzej Duda zwrócił na to szczególną uwagę, gdyż był to istotny element o charakterze

[Była to – red.] nasza, moja i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wizyta na lwowskim cmentarzu, Polskim Cmentarzu Wojennym. Na cmentarzu, gdzie pogrzebani są obrońcy Rzeczypospolitej, obrońcy Lwowa, przede wszystkim przed sowiecką agresją, Orlęta Lwowskie, i tam razem oddaliśmy hołd poległym. Oddaliśmy hołd poległym polskim żołnierzom, a także poległym żołnierzom ukraińskim, tym, którzy zginęli w obronie Ukrainy od 2014 roku, kiedy stają przeciwko rosyjskiej agresji i tym, którzy także i wcześniej ramię w ramię z polskimi żołnierzami bronili Rzeczypospolitej – powiedział prezydent Polski. 

Należy zaznaczyć, że Andrzej Duda w swojej wypowiedzi nie mówił o obronie Polski, lecz ogólnikowo, o „obrońcach Rzeczypospolitej”. Z kolei mówiąc o „obrońcach Lwowa” oświadczył, że chodzi mu przede wszystkim o tych, którzy bronili miasta „przed sowiecką agresją”.

Z dalszej części wypowiedzi wynika, że miał na myśli zarówno żołnierzy polskich, jak i ukraińskich. Nie wspomniał nic o walkach z Ukraińcami o Lwów w latach 1918-1919. Wymienił co prawda Orlęta Lwowskie, ale z kontekstu wypowiedzi nie wynikało, że chodzi o młodych Polaków, którzy polegli w obronie polskiego Lwowa w walkach z Ukraińcami. Wspomnienie o nich w dalszej kolejności, po „obrońcach Lwowa przed sowiecką agresją” mogło wręcz wywołać u niezorientowanych odbiorców wrażenie, iż Orlęta Lwowskie walczyły wyłącznie z sowietami w 1920 roku.

Na te kwestie zwróciła uwagę część komentatorów w mediach społecznościowych. Wśród nich jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

„Przez 8 lat Andrzej Duda bał się odwiedzić Cmentarz Obrońców Lwowa #OrlętaLwowskie. Jak już pojechał, to zaczął fałszować historię, mówiąc, że to obrońcy „przede wszystkim przed sowiecką agresją”. O tym, że walczyli z Ukrainą nawet się nie zająkną” – napisał ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak pisaliśmy, według ustaleń portalu Interia.pl, podczas wspólnej wizyty prezydentów Polski i Ukrainy, Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełensiego na Cmentarz Orląt Lwowskich, „z nekropolii zniknęły czerwono-czarne flagi”. Charakterystyczna symbolika OUN-UPA jest na nim od dłuższego czasu eksponowana, szczególnie tam, gdzie spoczywają również Ukraińcy polegli w ostatnich latach podczas walk z Rosją. Znajdują się tam także liczne groby członków OUN i UPA. Na cmentarzu tym łącznie spoczywa już ponad 300 upa-owców.

Kresy.pl Za: Kresy.pl (18 stycznia 2023)


PiS przyznaje: banderowskie flagi w pobliżu Andrzeja Dudy były „niepożądane”.

W odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego z Ruchu Narodowego Jan Dziedziczak (PiS), wiceminister spraw zagranicznych, przyznał, że kwestia obecności czerwono-czarnej flagi OUN w obecności prezydenta Dudy w Kijowie wymaga zbadania.

W interpelacji numer 238 Winnicki pytał:

„Kto personalnie odpowiada za dopuszczenie do sytuacji, podczas której prezydent Andrzej Duda składał hołd ofiarom zamieszek na Majdanie w towarzystwie czerwono-czarnej flagi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (dalej: OUN) i czy resort spraw zagranicznych będzie się zwracał o wyciągnięcie z tego faktu konsekwencji służbowych do Kancelarii Prezydenta?”– czytamy na stronach sejmowych. „Czy stronie ukraińskiej zgłaszano, iż polska strona uważa za gest wysoce nieprzyjazny obecność flag OUN w bezpośrednim otoczeniu polskiej delegacji z Prezydentem RP na czele?”– pytał również prezes Ruchu Narodowego.

Odpowiedź ze strony resortu spraw zagranicznych przyszła ze strony wiceministra Jana Dziedziczaka, odpowiedzialnego za kontakty z Polonią i Polakami za granicą:

„Odnosząc się do pytań Pana Posła R. Winnickiego, pozostających w kompetencji MSZ (pytania nr 7 i 8), w szczególności w odniesieniu do kwestii oddania przez Prezydenta RP, Pana Andrzeja Dudę hołdu poległym na Majdanie Bohaterom Niebiańskiej Sotni w bliskości czerwono-czarnej flagi OUN-UPA, pragnę zapewnić, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych w porozumieniu z Kancelarią Prezydenta RP, przedstawiciele której uczestniczyli w przygotowaniu i realizacji rzeczonej wizyty, zbada okoliczności zaistniałej sytuacji i podejmie odpowiednie działania dyplomatyczne wobec strony ukraińskiej”– czytamy na stronach Sejmu RP.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ukraińcy przywitali polskiego prezydenta w Kijowie flagami OUN-UPA [+VIDEO / +FOTO]

sejm.gov.pl / Kresy.pl

Za: Kresy.pl (1 lutego 2016)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Czy potrzeba więcej przykładów ukazujących poważne przypadki choroby umysłowej zwanej ukrainofilią?… Co gorsza, ta ostatnia informacja – z usunięciem flag banderowskich podczas wizyty pana Dudy – pochodzi z 2016 roku, a więc sprzedawanie Polski i przeinaczanie historii jest integralną, długofalową częścią elit pisowskich.

Szokujące wyznanie Dudy w Davos. Polska oddała Ukrainie czołgi z jednostek wojskowych! A inne – KUPI.

Szokujące wyznanie Dudy w Davos. Polska oddała Ukrainie czołgi z jednostek. „Wysłaliśmy ich bardzo dużo”.

My – przekazujemy, potem KUPUJEMY.

https://nczas.com/2023/01/17/szokujace-wyznanie-dudy-w-davos-polska-oddala-ukrainie-czolgi-z-jednostek-wyslalismy-ich-bardzo-duzo-video/

Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos prezydent Andrzej Duda ujawnił, że Polska przekazała Ukrainie czołgi. Nie z rezerw, tylko ze stacjonujących jednostek.

Czy w ten sposób nastąpiło świadome rozbrojenie Polski?

Podczas zjazdu globalistów w Davos często poruszany będzie temat wojny na Ukrainie. Pierwsze aktywności prezydenta Dudy na WEF dotyczą właśnie tej kwestii.

Duda rozpoczął swój udział w forum od panelu dyskusyjnego pt. „In Defence of Europe”. Następnie wziął udział w otwarciu wystawy nt. rosyjskich zbrodni wojennych na Ukrainie.

Państwa zachodnie wciąż debatują czy i ile czołgów przekazać Ukrainie. Duda pytany o to, czy udało się przełamać impas w tej kwestii stwierdził, że ma nadzieję, iż decyzja Polski o chęci przekazania Ukrainie jednej kompanii, czyli ok. 14 czołgów typu Leopard „rozpocznie nowy rozdział pomocy wojskowej”.

Mamy nadzieję, że producent niemieckich czołgów również będzie uczestniczył w tym, moim zdaniem, bardzo dobrym pomyśle – podkreślił polski prezydent.

Przywołał swoje rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, który twierdzi, że jedyne, co aktualnie może pomóc Ukrainie, to dostarczenie nowoczesnych czołgów, broni innego typu oraz amunicji do nich.

Jednocześnie Duda przypomniał, że Polska przekazała już ponad 260 poradzieckich czołgów, co w praktyce było „początkiem tego ogromnego wsparcia militarnego dla Ukrainy”.

Zdradził też, że część z przekazanych czołgów to były te stacjonujące w jednostkach, a nie znajdujące się na wyposażeniu rezerwy. Wychodzi więc na to, że polskie jednostki były czasowo pozbawione czołgów.

Z tego co pamiętam, było to pół roku temu, w lipcu. W tamtej chwili Ukraińcy pilnie potrzebowali tych czołgów. Dlatego też zdecydowaliśmy się, aby je wysłać. Wysłaliśmy ich bardzo dużo. Nie mieliśmy tych czołgów w naszych rezerwach. To były czołgi, które zabraliśmy de facto z naszych jednostek – mówił szczerze Duda.

O tym, że Polska finalnie odda wszystkie Leopardy Ukrainie, otwarcie mówią od pewnego czasu eksperci. Zaznaczają jednak, że nastąpi to dopiero, gdy nasz kraj kupi czołgi amerykańskie i koreańskie. W przypadku, o którym mówił na Światowym Forum Ekonomicznym Duda, wychodzi na to, że Polska oddała czołgi, choć w tamtym momencie nie miała nic w zamian…

Cała dyskusja do obejrzenia – w oryginale MD

Składka zdrowotna to podatek. Zapaść „służby zdrowia”. Mamy jeden z najbardziej niesprawiedliwych systemów globu.

Składka zdrowotna zmieniła się w podatek. Zapaść „służby zdrowia”. Mamy jeden z najbardziej niesprawiedliwych systemów globu.

Zbigniew Bartuś https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/8634716,skladka-zdrowotna-w-polsce-kto-ile-placi.html

Rekordzista Polski, współwłaściciel dużej firmy technologicznej, płaci obowiązkową składkę zdrowotną na NFZ w wysokości ponad 100 tysięcy złotych MIESIĘCZNIE.

Składka zatrudnionego przezeń specjalisty wynosi ponad 2000 zł miesięcznie, początkującego informatyka – 750 zł, a portiera – 320 zł.

Jaką usługę kupują ubezpieczeni w NFZ za te pieniądze? I na ile jest ona inna (lepsza?) od tej, jaką większość rolników dostaje od państwa za darmo, a reszta wykupuje sobie średnio po 10 złotych?

Klasyczna składka ubezpieczeniowa wiąże się z konkretnymi świadczeniami za konkretne pieniądze. Tak jest np. z samochodowym AC. Albo z ubezpieczeniem medycznym przy wyjazdach zagranicznych: płacisz, dajmy na to, 100 złotych za tydzień i – jakby co – możesz się leczyć za 100 tysięcy euro. Tymczasem obowiązkowa składka zdrowotna w Polsce – niezależnie od kwoty – daje każdemu takie samo prawo do tkwienia w kolejkach do „państwowych” lekarzy.

Te kolejki w 2022 roku, mimo formalnego zniesienia przez resort zdrowia limitów przyjęć, mocno się wydłużyły: wedle raportu Fundacji Watch Health Care, jesienią 2022 r. na wizytę u specjalisty trzeba było czekać średnio 4,1 mies. (rok wcześniej 2,9 mies.), a na badania diagnostyczne – 2,5 mies. (przed rokiem 1,9 mies.). Próbując ominąć tłumy zdesperowanych pacjentów, zamożniejsi i średniacy korzystają masowo z grupowych pakietów medycznych oferowanych już nie tylko przez korporacje, ale i mniejszych pracodawców.

Brniemy w ten sposób w pełną paradoksów fikcję, co wzmaga wśród płatników poczucie absurdu – i niesprawiedliwości. Wielu pyta: jak to jest, że im wyższe „składki” płacę na NFZ, tym rzadziej mogę korzystać z dobrodziejstw publicznej opieki zdrowotnej? Inni zauważają tu jeszcze drugie (trzecie?) dno: im więcej lekarzy – których liczba jest przecież ograniczona – angażuje się w realizację prywatnych (pakietowych) usług medycznych, tym mniej są oni dostępni „na NFZ” – przez co kolejki do publicznych świadczeń zdrowotnych stają się jeszcze dłuższe. Ta fikcja jest przyczyną wielu tragedii.

Dane GUS o liczbie zgonów Polek i Polaków oraz radykalnym skróceniu średniej długości życia (w skali kraju u mężczyzn średnio o ponad dwa lata, ale w Podlaskiem o prawie cztery) w latach 2020-21 – szokują. Eksperci podkreślają, że nie wszystko da się tu zwalić na morderczego koronawirusa. Dramat wziął się w ogromnej mierze z ograniczonego dostępu do specjalistycznych badań, porad i zabiegów.

Śmiertelna i bolesna (nie)dostępność

Bulwersujący przypadek z ostatnich tygodni – z zachodu Małopolski.

Trzy siostry: Kasia, Magda i Jagoda oraz sześciomiesięczna Róża, córka tej ostatniej, jadą do rodziców. Prowadząca auto Magda traci przytomność. Samochód wypada z trasy, dachuje i uderza w drzewo. Tylko maleńka Róża wychodzi bez szwanku. Kobiety mają połamane żebra, ręce i nogi, pęknięte kręgi szyjne, niezliczone urazy głowy, stłuczenia, rany twarzy… Lekarze szybko wyjaśniają, czemu Magda straciła przytomność: guz mózgu, glejak II/III stopnia, wywołał atak padaczki i omdlenie. Czołowi specjaliści, z Warszawy, Krakowa i Śląska, orzekają zgodnie, że trzeba operować dziś, jutro, NAJDALEJ pojutrze. Ale termin „na NFZ” jest śmiertelnie odległy; mimo że chodzi o onkologię, w której oficjalnie od lat nie ma limitów – i kolejek. Wszakże stawką jest, dosłownie, życie.

Co robi rodzina? To samo, co wszystkie w podobnej sytuacji: przyspiesza zabieg prywatnie. Koszt: 80 tys. zł. Gdyby w chwili wypadku trzem ponadprzeciętnie zarabiającym siostrom, zamiast życia, przeleciały przed oczyma wszystkie zapłacone w karierze składki na NFZ, uzbierałoby się ponad pół miliona złotych. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak fakt, że ich dziadek, jako prezes największej firmy w okolicy (dziś na emeryturze), ufundował pierwszy w dziejach tomograf dla miejscowego szpitala powiatowego.

Pieniądze na zabieg Magdy trzeba pozyskać. Już. A muszą to zrobić ciężko ranne siostry ofiary, straumatyzowani rodzice i 90-letni dziadkowie. Całe szczęście – są jeszcze przyjaciele oraz ci, którzy zapamiętali hojność dziadka potrzebującej. Organizują zbiórkę na SiePomaga, idą do mediów. W dobę udaje się zebrać niezbędną kwotę. Dwa dni później Magda przechodzi zabieg. To jej daje szansę na przeżycie.

Na SiePomaga i innych popularnych portalach crowdfoundingowych są dziesiątki tysięcy zbiórek. Za każdą kryje się dramat. Zdecydowanej większości z nich nie byłoby, gdyby składki, jakie potrzebujący i ich bliscy wpłacili na NFZ, dawały realny dostęp do skutecznej opieki zdrowotnej. Nie dają. Obowiązuje tu prosta zasada: płać i niczego nie wymagaj. O tym, jak jest źle, donoszą regularnie – publikowane od 2011 r. – raporty wspomnianej Fundacji Watch Health Care. Zawierają nie tylko dane o średnim czasie oczekiwania na poszczególne badania, zabiegi i wizyty u specjalistów, ale też wyimki z aktualnych perypetii (i diagnoz) pacjentów. Kilka cytatów:

Wizyta u onkologa – kolejka 1,0 mies., było 3 dni. Mężczyzna 38 lat z usuniętym lewym jądrem (z powodu potwierdzonego badaniem histopatologicznym złośliwego nowotworu jądra – nasieniak) w zdjęciu RTG (rentgenowskim) wykryto zmiany przerzutowe do płuc.

Wizyta u diabetologa – kolejka 7,4 mies., było 2,6 mies. Mężczyzna 19 lat, nieuregulowana cukrzyca typu I; wielomocz (poliuria), w ostatnim miesiącu duży ubytek wagi ciała; mocz o zapachu acetonu; posiada skierowanie od lekarza rodzinnego.

Wizyta u hematologa – kolejka 5,4 mies., było 1,9 mies. Dziecko 6 lat; przewlekle powiększone węzły chłonne pachowe i pachwinowe; znacznie podwyższony poziom leukocytów pomimo leczenia antybiotykami o szerokim spektrum.

Wizyta u okulisty – kolejka 8,8 mies., było 4,4 mies. Kobieta 36 lat; silne bóle umiejscowione nad oczodołami; występowanie jaskry w rodzinie; podejrzenie jaskry; posiada skierowanie od lekarza rodzinnego.

Wizyta u ortodonty – kolejka 11,7 mies., było 1,8 mies. Dziecko 8 lat; zbyt wąska żuchwa, wyrastające zęby stałe zachodzą na siebie.

Eksperci WHC alarmują, że z powodu ograniczonego dostępu do lekarzy specjalistów wydłuża się tzw. etapowość leczenia. Np. w przypadku operacji wymiany zastawki serca, od wizyty u lekarza POZ do zabiegu mija średnio ponad rok. By doczekać endoprotezoplastyki stawu kolanowego pacjent musi się tułać po lekarzach ponad 26 miesięcy, w celu usunięcia żylaków kończyn dolnych – blisko 31 miesięcy. Rehabilitacja „na NFZ” stała się fikcją równie olbrzymią, jak „państwowe” leczenie zębów. Najbardziej niepokoi jednak zapaść w onkologii, w której liczy się – dosłownie – każdy dzień.

– Aż 56 procent pacjentek zgłasza się do nas na operację zbyt późno, gdy stan choroby jest już bardzo zaawansowany. Trafiają do nas kobiety, które diagnostykę pod kątem nowotworu rozpoczęły w lutym, a skierowanie na zabieg otrzymały dopiero w sierpniu – mówi Joanna Szyman, jedna z najbardziej doświadczonych menedżerek w branży medycznej, dziś m.in. szefowa spółki NeoHospital, która w krakowskim Szpitalu na Klinach – dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej – prowadzi pierwszy w Polsce program badawczo-rozwojowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej z wykorzystaniem systemu robotycznego. W jego ramach kobiety (z całej Polski) z rakiem trzonu i szyjki macicy mogą przejść bezpłatny zabieg wykonywany przez czołowych europejskich fachowców w asyście robota chirurgicznego. Ta najbardziej zaawansowana technologicznie metoda leczenia jest małoinwazyjna i pozwala pacjentkom błyskawicznie wrócić do zdrowia – i normalnego życia. Ale większość kobiet nie może z niej skorzystać m.in. dlatego, że system diagnostyki i szybkich konsultacji u specjalistów nie działa lub działa zbyt wolno. Z obserwacji Joanny Szyman wynika, że na niektórych obszarach kraju jest on wręcz iluzją.

Tymczasem Polska jest w pierwszej dziesiątce krajów o najwyższej zachorowalności na raka trzonu macicy. Co roku diagnozuje się ponad 6 tys. przypadków. Ich liczba rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Śmiertelność na ten nowotwór jest u nas o ponad połowę wyższa od europejskiej średniej (powyżej 30 proc. wobec 20). Wydłużające się kolejki do lekarzy i gabinetów diagnostycznych mogą tylko pogorszyć sytuację.

Równi i równiejsi

Pytani o kotłujące się pod lekarskimi gabinetami tłumy pacjentów – szefowie placówek zdrowia wskazują zawsze na zbyt skąpe środki. I te globalne, i te w postaci wyceny poszczególnych usług (procedur medycznych). Plan finansowy NFZ na 2023 rok zakłada wpływy i wydatki na poziomie blisko 144,2 mld zł (dekadę temu było to niespełna 67 mld zł). Z obowiązkowych składek ma pochodzić 134,5 mld zł (93,3 proc.), w tym 130,8 mld zł z ZUS i 3,7 mld zł z KRUS. Składki stanowią więc fundament całego systemu finansowania „darmowej” opieki zdrowotnej.

Polski system ubezpieczeń zdrowotnych opiera się , w teorii (jak większość innych) na idei solidaryzmu, zgodnie z którą mniej zamożni mają płacić składki na miarę swoich możliwości, a bogatsi – odpowiednio wyższe. W praktyce udało nam się (bo to jednak sztuka!) stworzyć jeden z najbardziej chaotycznych, niesprawiedliwych i absurdalnych systemów globu.

Najciekawszy wniosek z przeprowadzonej przez nas analizy składek na NFZ, płaconych w styczniu 2023 r. przez różne grupy kolejkowiczów w Polsce, nie dotyczy – wbrew pozorom – rozpiętości stawek (w większości krajów Europy normą jest wzrost danin wraz z dochodami), lecz faktu, że przy IDENTYCZNYCH dochodach jedni muszą oddawać do kasy Funduszu pokaźne kwoty, inni płacą od lat marne grosze, a jeszcze inni nie płacą nic.

– Piekielnie trudno nazwać to coś systemem ubezpieczeniowym. To jest chaos, który ewoluował. Po zmianach tzw. Polskiego Ładu składka zdrowotna przeistoczyła się w klasyczny podatek. Wystarczy ją porównać ze składkami emerytalnymi, by dostrzec fundamentalną różnicę: tam jednak wciąż istnieje jakaś zależność między wielkością składki a wysokością emerytury; dlatego zresztą wprowadzono limit 30-krotności składek, by ZUS nie musiał wypłacać astronomicznych świadczeń. W składce zdrowotnej limitu nie ma. I związku między wysokością składki a jakością usługi – również. Niezależnie od tego, ile zapłacisz, otrzymujesz to samo. Czyli, de facto, coraz mniej – komentuje prof. Adam Mariański, partner w Mariański Group, dyrektor Centrum Myśli Podatkowej Uczelni Łazarskiego.

Zwraca uwagę, że za sprawą Polskiego Ładu (który on i wielu innych ekspertów konsekwentnie nazywa „nieładem”) większość objętych zmianami podatników zaczęło płacić na NFZ znacznie więcej niż dotąd. Dotyczy to zarówno osób o bardzo wysokich dochodach (bo jako się rzekło składka zdrowotna nie jest w żaden sposób limitowana), jak i średniaków (bo składki nie można odliczyć od PIT; co więcej – podatek dochodowy trzeba dziś zapłacić również od składki), a także – a może przede wszystkim – najmniej zamożnych, których (wedle oficjalnych przekazów) nowy system miał chronić, a nawet obłaskawić. Podatnicy o symbolicznych dochodach, nie płacący – dzięki podwyższonej kwocie wolnej – podatku dochodowego, nie są w żadnym stopniu zwolnieni z obowiązku łożenia na NFZ. Ich składka naliczana jest od każdej zarobionej/pozyskanej złotówki. Bez roztrząsania faktu, że może to być ostatnia złotówka na chleb.

– Miałoby to może jakieś uzasadnienie, gdyby nie fakt, że inne grupy obywateli, często o znacznie wyższych dochodach, płacą groszowe składki lub są z nich całkowicie zwolnieni – zachowując jednakowoż prawo do „bezpłatnej” opieki medycznej. W tym coraz bardziej kuriozalnym systemie są ewidentnie równi i równiejsi – zauważa prof. Adam Mariański.

Przykład z życia? 42-letni Andrzej, mieszkający z żoną i dwójką dzieci na pierwszym piętrze domu pod Krakowem, zarabia jako robotnik w wiejskiej mikrofirmie 3.490 zł brutto (2,7 tys. zł netto), czyli (od 1 stycznia 2023) płacę minimalną. Dzięki obniżonej w lipcu 2022 stawce podatkowej (12 proc. zamiast 17 proc.) i wyższej od początku 2022 r. kwocie wolnej (30 tys. zł) jego zaliczka na PIT jest symboliczna (31 zł miesięcznie), ale składka zdrowotna (9 proc.) wynosi aż 271 zł. Rocznie daje to 3252 zł, co oznacza, że mężczyzna wyda za prawo do stania w kolejkach do „państwowych” lekarzy 120 procent swej miesięcznej pensji netto.

Beata, bliźniacza siostra Andrzeja, mieszka na parterze tego samego domu z mężem i dwójką dzieci. Ma 10 hektarów pola i jest ubezpieczona w KRUS. Wprawdzie (jak wszyscy rolnicy w Polsce) co do zasady nie płaci podatku dochodowego, ale jej dochód jest zbliżony do Andrzejowego. Skąd to wiemy? Kiedy córka Beaty złożyła wniosek o stypendium socjalne na uczelni, specjalistka wyliczyła jej dochód w oparciu o ogłaszane przez GUS dane o dochodach z tzw. hektara przeliczeniowego (za 2021 r.: 3288 zł rocznie, a więc 274 zł miesięcznie; po pomnożeniu przez 10 ha wyszło 2740 zł). Składka Beaty na ubezpieczenie zdrowotne wynosi 10 zł miesięcznie.

Podsumowując: Andrzej kupuje miejsce w kolejce do publicznej służby zdrowia za 3252 złote rocznie, a jego siostra – przy identycznych dochodach – za 120 złotych rocznie.

– Kompletnie nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czy ktokolwiek wie. Oczywiście, poza politykami, którzy dbają w ten szczególny sposób o swój wiejski elektorat – komentuje prof. Adam Mariański.

To dbanie ma zresztą o wiele większy wymiar niż mogłoby się wydawać z przytoczonego wyżej przykładu. Jak nas informuje Teresa O’Neill, wicedyrektor i rzecznik prasowy KRUS, symboliczną składkę zdrowotną w wysokości złotówki za (pełny) hektar opłaca za siebie i bliskich tylko 37 proc. rolników (a ściślej – mieszkańców wsi, bo prawdziwi rolnicy stanowią raptem kilka procent) ubezpieczonych w KRUS.

– W listopadzie 2022 r. było 401 406 takich osób – podaje Teresa O’Neill. Kto płaci za pozostałe 63 procent, czyli 662 441 osób? Budżet państwa (ów przywilej dotyczy gospodarstw poniżej 6 ha). Czyli m.in. Andrzej, brat Beaty. Bo już ona – nie.

W przypadku ubezpieczonych w ZUS, drastyczny wzrost składek na NFZ nastąpił w ramach Polskiego Ładu zarówno u etatowców, jak i przedsiębiorców – choć u tych ostatnich w różnym stopniu, bo zależnie od formy prowadzenia działalności i rozliczeń z fiskusem obowiązuje ich kilka zupełnie odmiennych systemów i podsystemów naliczania składek. Ubezpieczony w ZUS etatowy pracownik zarabiający 5445 zł brutto, czyli 4410 zł na rękę – taka była w 2022 r. w Polsce mediana wynagrodzeń – płaci co miesiąc ponad 430 zł składki, przedsiębiorca o takim samym dochodzie rozliczający się wedle skali podatkowej lub liniowiec (19 proc.) oddaje do NFZ od 1 stycznia ponad 314 zł (od lipca zapłaci 324). Wynika to z nowej „filozofii” składki zdrowotnej, zgodnie z którą od 1 stycznia 2022 r. m.in. nie ma możliwości odliczenia od podatku dochodowego 7,75 proc. z 9 proc. zapłaconej składki (ale część przedsiębiorców może coś – znowuż na różnych zasadach – odliczyć). W praktyce oznacza to, że podatek dochodowy płacimy także od składki.

Osoby zarabiające w 2022 r. płacę minimalną (3010 zł brutto), przeważnie nie zdawały sobie sprawy, jak dużo pieniędzy brał od nich NFZ. Z uwagi na podwyższoną kwotę wolną, nie zapłaciły przez rok ani grosza podatku dochodowego, ale musiały oddać „na zdrowie” 2805 zł z groszami – czyli ponad jedną miesięczną pensję.

Co więcej, wszyscy ci słono ubezpieczeni spotykają się dziś w kolejce do „darmowego” lekarza z tymi, za których składek nie płaci literalnie nikt. Od 1 stycznia 2023 krąg tych drugich zasadniczo się powiększył, gdyż w nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw rząd – bez konsultacji z nikim – przemycił klasyczną wrzutkę znoszącą finansowanie z budżetu państwa składek m.in. za uczniów, studentów, doktorantów, dzieci w placówkach wychowawczych lub opiekuńczych, bezrobotnych, inwalidów, kombatantów, żołnierzy odbywających zasadniczą służbę wojskową lub ćwiczenia i terytorialsów oraz szereg innych osób. Pomysłodawcy (?) tłumaczą, że chodziło o „optymalizację wydatków budżetowych”.

– Wszyscy wymienieni w ustawie zachowali jednak status ubezpieczonych. Czyli prawo do leczenia „na NFZ” – jednakowoż bez stosownych dotacji na ten cel. Mamy zatem mniejsze wpływy NFZ, a zadania te same – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Zaorać i napisać od nowa

Zdaniem Joanny Szyman, sytuację w opiece zdrowotnej mogłoby – nomen omen – uzdrowić z jednej strony wprowadzenie powszechnej, jednolitej, składki zdrowotnej, a z drugiej – dopuszczenie konkurencji w usługach medycznych. Bez tego efektywność placówek świadczących usługi „na NFZ” nigdy nie zbliży się do tej osiąganej przez placówki prywatne; ergo: w obecnym systemie możemy wpłacać do kasy Funduszu dowolnie astronomiczne kwoty, łupiąc bezlitośnie wybrane grupy płatników (czytaj: nieswoich wyborców), a i tak nie doprowadzi to do skrócenia kolejek do lekarzy.

Dr Tomasz Lasocki z Katedry Prawa Ubezpieczeń Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że – zgodnie z konstytucją – państwo polskie powinno zapewnić obywatelom jak najszerszy, powszechny dostęp do opieki zdrowotnej. – Jest to zgodne z zachodnioeuropejskim modelem zakładającym, że nikt – mówiąc w dużym skrócie – „nie może umierać na ulicy”. W niewydolnych systemach niejeden nie doczeka pomocy, umierając w kolejce do lekarza, ale jest to sytuacja niedopuszczalna – system ma być ogólnodostępny i wydolny. Skoro każdy ma mieć dostęp, to model ubezpieczeniowy się do tego nie nadaje, ponieważ ktoś bez ubezpieczenia powinien nie otrzymać opieki, czego jako społeczeństwo nie chcemy. Jak to zatem sfinansować? Po prostu z podatków, przy czym nie ma sensu tworzenie odrębnego „podatku zdrowotnego” – a tak naprawdę właśnie nim jest obecnie tzw. składka na NFZ – komentuje naukowiec.

Zastrzega, że alternatywnie można sobie wyobrazić jednolitą składkę ryczałtową od każdego obywatela (czyli jakąś formę „pogłównego”), ale jeśli nie odmawialibyśmy opieki nawet w razie jej nieopłacenia, to i tak byłby to podatek – choć ryczałtowy. Dołączenie dzisiejszej „składki zdrowotnej” do podatku dochodowego jest pomysłem prostszym, bo ewolucyjnym w stosunku do tego, co mamy.

Aby to jednak miało głębszy sens, system musi być przejrzysty, logiczny i w miarę sprawiedliwy. Człowiek musi wiedzieć, za co płaci i czego może w zamian za to oczekiwać od państwa. Dzisiaj związek między płaconą daniną a usługą zdrowotną po prostu nie istnieje. Mamy misz-masz, nieprzenikniony i kompletnie niezrozumiały konglomerat wielu zasad: innych dla etatowców, innych dla różnych grup przedsiębiorców, innych dla miasta, innych dla wsi, innych dla różnych grup rolników, do tego całą masę przywilejów, wyjątków… Płacimy kilka różnych podatków zdrowotnych, których nikt nie rozumie i nikt nie potrafi wyjaśnić, kwituje dr Lasocki.

Prof. Adam Mariański mówi wprost: obecnego systemu składki zdrowotnej nie da się naprawić, ponieważ jest on ściśle powiązany z jeszcze bardziej chaotycznym, absurdalnym i niesprawiedliwym systemem podatku dochodowego. – Po szoku Polskiego (Nie)Ładu jedyne, co można zrobić, to to wszystko zaorać. I napisać od nowa – uważa profesor.

======================

Mail:

Gdyby to była „składka”, to można by się na nią nie zgodzić: W razie potrzeby sam sobie opłacę doktora.

2] Znajoma nauczycielka na pól etatu – płaci dwa razy „składkę zdrowotną” Drugi – jaki właścicielka mikro-firmy, prawie bez dochodu.

Polityk Roku 2022

Polityk Roku 2022

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  17 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5321

Centralne Biuro Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie, który polityk w Polsce zasługuje na miano „Polityka Roku 2022”. Okazało się, że pan prezydent Andrzej Duda.

Co prawda uważa tak tylko 12 procent badanych, ale dobra psu i mucha, bo na pozostałych Umiłowanych Przywódców wskazało jeszcze mniej. Co innego w skali światowej. W skali światowej 20 proc. Polaków wskazało na prezydenta Ukrainy Włodzimierza Zełeńskiego, podczas gdy na prezydenta USA Józia Bidena zaledwie 15 procent.

Czytając te statystyki doznaję tak zwanych „mieszanych uczuć”. Z jednej strony za najpopularniejszego polityka w Polsce uchodzi pan prezydent Duda, ale – jak wspomniałem – na poziomie raczej minimalnym. Myślę tedy, że taki rezultat osiągnął pan prezydent nie dzięki jakimś swoim zasługom, bo chyba nie wynaleziono jeszcze aparatu fotograficznego, który te zasługi mógłby utrwalić, tylko dlatego, że propaganda zarówno z jednej strony, to znaczy – ze strony obozu „dobrej zmiany” – wycelowana jest na Donalda Tuska i z rządowej telewizji codziennie możemy się dowiedzieć, jakim to łajdakiem jest Donald Tusk, a ze strony drugiej, to znaczy – obozu zdrady i zaprzaństwa, propaganda nacelowana jest na Jarosława Kaczyńskiego i na przykład z TVN, możemy codziennie dowiedzieć się, jakim to łajdakiem jest Jarosław Kaczyński, a w najlepszym razie – któryś z jego pretorianów.

Słowem – możemy się dowiedzieć tyle, co nic – bo chociaż i jedna i druga opinia może być przecież prawdziwa, to co tu ukrywać – specjalnie naszej wiedzy ani o Polsce, ani o świecie nie poszerza. Korzysta z tego pan prezydent Duda, który – nawiasem mówiąc – wcale nie jest ani gorszy ani głupszy od poprzednich prezydentów naszego nieszczęśliwego kraju. Taki na przykład generał Jaruzelski wprawdzie był prezydentem, ale – jak relacjonował francuski dziennikarz Guy Sorman, który zbierając materiały do książki „Wyjść z socjalizmu” odwiedził go w Belwederze – panowała tam cisza i pustka. Lech Wałęsa; no cóż – jak opowiadali mi jego współpracownicy – oddawał się on „pracy naukowej” to znaczy – rozwiązywaniu krzyżówek – i żeby przypadkiem nikt go przy tej czynności nie zaskoczył, Mieczysław Wachowski przeniósł mu gabinet na piętro, dzięki czemu można było zyskać na czasie i nawet w razie niespodziewanej wizyty jakiegoś etranżera, materiały służące pracy naukowej ukryć. O Aleksandrze Kwaśniewskim nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa, może poza tym, że nosił garnitury i mówił językami – bo nie wykorzystał on ani jednej okazji, żeby załatwić dla Polski jakiś interes państwowy, chociaż takie możliwości podczas jego podwójnej, 10-letniej kadencji się pojawiały.

Prezydent Lech Kaczyński z kolei koncentrował się na działaniach pozornych, na podstawie których dzisiaj jego wyznawcy przypisują mu nawet zdolności profetyczne. Z kolei prezydent Komorowski zasłynął chyba najbardziej z występu w Japonii, gdzie stojąc na fotelu speakera tamtejszego parlamentu, prowadził dialog z panem generałem Koziejem, jako swoim „siogunem”.

No a teraz pan prezydent Andrzej Duda, o którym w ramach myślenia pozytywnego, do którego wszyscy nas zachęcają mogę powiedzieć, że – podobnie jak prezydent Lech Kaczyński – nie został zarejestrowany jako tajny współpracownik ani polskiej, ani żadnej innej bezpieki, co przytrafiło się panu premierowi Morawieckiemu. Nie jest to wiele, ale cóż robić; taki los wypadł nam, że na prezydentów naszego bantustanu rodacy wybierają akurat takich jegomościów? Zwłaszcza dwukrotny wybór Aleksandra Kwaśniewskiego dowodzi moim zdaniem całkowitego zaniku instynktu politycznego naszego narodu, który upodobał w nim sobie chyba ze względu na ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”. Aleksander Kwaśniewski rzeczywiście udowodnił, że jest wyjątkowo zdolnym ssakiem, bo wyssał co się tylko dało i z komuny i z demokracji.

Co sprawiło, ze na drugą kadencję wybrany został pan prezydent Duda – trudno zgadnąć – chyba, że przypomnimy sobie, iż jego konkurentką początkowo była posągowa pani Małgorzata Kidawa-Błońska, której Wielce Czcigodny poseł Pupka musiał scenicznym szeptem podsuwać prawidłowe odpowiedzi na konferencjach prasowych, a potem – pan Rafał Trzaskowski, którego uważam za zarozumiałego blagiera. Tymczasem przegrał z panem prezydentem Andrzejem Dudą minimalnie, co wzbudza podejrzenia, że rodacy nie mają nic przeciwko temu, by na czele ich państwa stał właśnie ktoś taki.

O ile jednak wyniki badań CBOS na temat tubylczych Umiłowanych Przywódców potwierdzałyby smutną prawdę o stopniowym zanikaniu instynktu politycznego, to z kolei wyniki odnoszące się do polityków w skali światowej dowodzą czegoś jeszcze gorszego – mianowicie całkowitej utraty zdolności do myślenia w kategoriach politycznych. Jakiż bowiem inny wniosek można wyciągnąć z faktu, że w rankingu na Polityka Roku 2022 w skali światowej 20 procent uzyskał ukraiński prezydent Włodzimierz Zełeński, podczas gdy amerykański prezydent Józio Biden uzyskał zaledwie 15 procent?

Jeszcze za głębokiej komuny będąc we Wschodnim Berlinie, rozmawiałem z moim niemieckim przyjacielem, człowiekiem rozgarniętym i wykształconym, o wybitnym przywódcy socjalistycznym Adolfie Hitlerze. Mój rozmówca twierdził, że był on również wybitnym politykiem, bo nie tylko podniósł Niemcy z politycznego upadku, ale natchnął Niemców ideą panowania jeśli nie nad całym światem, to przynajmniej znaczną jego częścią. Zatem – i wielki i w dodatku – skuteczny. Że wielki – z tym specjalnie się nie spierałem, bo wszyscy politycy uznani za „wielkich”, jak na przykład Aleksander Macedoński, Juliusz Cezar, Czingis Chan, czy Napoleon Bonaparte, o którym z taką czułością śpiewamy w naszym hymnie, dążyli albo do władzy nad światem, albo przynajmniej nad jakąś jego częścią, więc Adolf Hitler również na ten przymiotnik zasługuje. Natomiast ze skutecznością, to całkiem inna sprawa. Adolf Hitler, w ciągu zaledwie 12 lat, jakie dzieliły rok przejęcia władzy w Niemczech od samobójczej śmierci, doprowadził do rozgromienia Niemiec i likwidacji tego państwa. Trudno w tej sytuacji uznać go za polityka skutecznego, skoro rezultat tak się różnił od intencji.

Wspominam o tamtej rozmowie, bo wydaje mi się, że nie tylko rzuca ona światło na osiągnięcia prezydenta Zełeńskiego, ale również – i to jest znacznie gorsze – na stan myślenia politycznego naszego społeczeństwa. Co prawda, prezydent Zełeński, będący wynalazkiem żydowskiego „oligarchy” Igora Kołomojskiego, który zrobił z niego prezydenta, tylko kontynuował politykę, w jaką Ukraina została wkręcona w roku 2013 przez amerykańskiego prezydenta Obamę, który wyłożył 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „Majdanu” i dokonanie tam przewrotu politycznego pod hasłami narodowo-wyzwoleńczymi, ale nawet w tych okolicznościach powinien był zrobić wszystko, by uchronić swój kraj przed wepchnięciem go w rosyjską maszynkę do mięsa.

Jak bowiem szczerze zauważył podczas swojej pielgrzymki do Kijowa amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, z amerykańskiego punktu widzenia celem wojny na Ukrainie jest „osłabienie Rosji”, a cena, jaką za ten, nawiasem mówiąc, wcale nie taki pewny rezultat, zapłacą Ukraińcy, nie ma większego znaczenia. Jakie były warunki Putina, zanim Rosja dokonała inwazji, co Putinowi powiedział Józio Biden podczas dwukrotnych, długich rozmów w czerwcu I lipcu 2021 roku i zatem – na jakich warunkach można było uchronić Ukrainę przed nieuchronną dewastacją, a naród ukraiński – przed stratami, które – co gorsza – w tym roku mogą być jeszcze większe – tego wszystkiego polska opinia publiczna nie wie, ponieważ jest skazana na prawdy preparowane przez pierwszorzędnych fachowców z ukraińskiego Sztabu Generalnego, któremu z kolei linię postępowania i propagandy wyznaczają pierwszorzędni fachowcy z Pentagonu. Wiemy tyle, że Putin to bandyta, a Zełeński – to „heroj”, a herojam – wiadomo – nic, tylko „sława” – no i – jak myślę – dlatego aż 20 procent rodaków uważa Włodzimierza Zełeńskiego za „Polityka Roku 2022”, a prezydenta Józia Bidena za takiego uważa zaledwie 15 procent.

Tymczasem na tytuł „Polityka Roku 2022” i to nie na poziomie 15, ani nawet 20 procent, tylko całych 100 procent, zasługuje właśnie Józio Biden. Nie tylko wykorzystał okazję, jaką stwarzało uwikłanie Rosji w konflikt z Ukrainą w rezultacie „Majdanu”, żeby Ukrainę uzbroić po zęby, nie tylko skutecznie usztywnił prezydenta Zełeńskiego wobec Rosji, by wkręcić Ukrainę w ruską maszynkę do mięsa, dzięki czemu może prowadzić z Rosją wojnę na odległym od USA, europejskim przedpolu i to bez użycia własnych żołnierzy, których szczęśliwie udało się ewakuować z Afganistanu, tylko – do ostatniego Ukraińca – a być może również – ostatniego Polaka – o ile spełniłyby się mrzonki pana prezydenta Dudy o oddaniu Polski Ukrainie, czyli „unii” i marzenia pana Bartosiaka, który już teraz wysłałby do Rosji polskich żołnierzy, żeby w ruską maszynkę do mięsa wkręcić również Polskę.

Polska bowiem, w odróżnieniu od Ukrainy, gotowa jest za dostawy amerykańskiej i koreańskiej broni i amunicji płacić. Przynajmniej pod tym względem prezydent Zełeński jest mądrzejszy od prezydenta Dudy, rządu „dobrej zmiany” i obozu zdrady i zaprzaństwa, chociaż z drugiej strony zdewastowana Ukraina płacić nie bardzo ma czym, pozostając już nie na finansowej kroplówce, co na prawdziwej finansowej transfuzji Zachodu. Bo prezydentowi Bidenowi pod pretekstem wojny o „osłabienie Rosji” udało się mocno chwycić Europę za twarz, wskutek czego europejska gospodarka ulega też postępującej dewastacji wskuktek obosiecznych „sankcji”, podczas gdy USA na wojnie zarabiają. Rząd zaciąga kredyty w Rezerwie Federalnej, która wprawdzie kreuje dolary z powietrza, ale już koncerny zbrojeniowe za broń i amunicję nie tylko dostają forsę „prawdziwą”, ale w dodatku płacą rządowi od tego podatki, więc – jak to się mawiało w sferach kupieckich – „biznes sze kręczy” – a w związku z tym wojna z Rosją na Ukrainie może trwać jak najdłużej, niechby i do ostatniego Ukraińca. Co tu ukrywać; prawdziwy majstersztyk! Czy to wykombinował sam prezydent Józio Biden, czy też doradził mu ktoś starszy i mądrzejszy – to nieważne, bo chodzi tylko o to, komu powinien przypaść tytuł „Polityka Rosku 2022”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

W… „Mennicy Polskiej” biją i sprzedają OBECNIE „monety kolekcjonerskie” z Lilith, Belzebubem, Mefisto, Szatanem itp. Idealne na czarne msze. Niedrogo…Już się w ogóle nie kryją

W… „Mennicy Polskiej” biją OBECNIE „monety kolekcjonerskie” z Lilith, Belzebubem, Mefisto, itp. Niedrogo…

[Na podstawie: Szatańskie nasienie http://pioter.szkolanawigatorow.pl/szatanskie-nasienie MD]

Kamerun zamawia satanistyczne monety, medale w… „Mennicy Polskiej” Czy istnieje jako państwo? 

[pytanie dotyczy tak Kamerunu, jak Polski. Poniższy tekst głównie powielam, niektóre zdania uważam za zbyt łagodne. Mirosław Dakowski].

===========================================

Tu już nie chodzi o to, że koncesję na wyrób świecidełek udających monety sprzedano jakim szemranym firmom. Takie rzeczy działy się w różnych miejscach i w różnym czasie, nawet w Polsce w latach 80-tych. Zawsze jednak należało z władzami wydającymi koncesje uzgadniać końcowe efekty. A Kamerun nie ma już żadnego wpływu na to, co się na monetach opatrzonych ich godłem znajduje.

Nakłady są niewielkie. 500 sztuk tylko. Ale to jest przełamanie pewnego tabu, które nie powinno być nigdy naruszone. Bo nawet jeśli kiedyś pokazywano na monetach demony, to było to zawsze w takiej formie, że osoby postronne nie były w stanie tego stwierdzić. W Kamerunie natomiast wszystko jest jasne.

. Na wszystko znajdą się kupcy. I zawsze znajdą się ludzie, którzy będą próbowali zarobić na tym.

Przenoszenie jednak demonologii do numizmatyki do niczego dobrego nie doprowadzi.

Czym innym bowiem są różnego rodzaju żetony czy medale. Ich funkcja jest bowiem nagrodowa czy rozpoznawcza. A czym innym są monety – nawet tylko takie błyskotki – które z definicji mają umarzać zobowiązania. Ale w tym wypadku żadne zobowiązania podlegać umorzeniu nie będą. Z demonami bowiem nie można nie można dyskutować o pięknie, prawdzie czy też użyteczności. Nie można z nimi wogóle dyskutować, bo wszelka dyskusja jest tylko złudzeniem.

Te monety pojawiały się w ofercie różnych firm numizmatycznych od 2020 roku.

 Co roku wybijano jeden model w Mennicy Polskiej w Warszawie. Wszystkie są srebrne o wadze 2 uncji (62 g). I pewnie znajdują nabywców, bo inaczej by z tego precederu zrezygnowano.

==================================

MD: Przykład z reklamy w „Mennicy Polskiej”:

Mefistofeles, 2000 franków CFA, Seria: Diabły i Demony

Seria: Diabły i Demony

Cena produktu:

1 119,00 zł

Opis

Oto mroczny król podziemia

  • Nowoczesny projekt
  • Najwyższy kunszt sztuki mincerskiej
  • Dwie uncje srebra próby
  • Ponadczasowe zdobienia

Fascynują Cię ciemne moce? Belzebub, utożsamiany z Lucyferem, synonim diabła i uosobienie wszelkiego zła, przedstawiany jest jako demon bądź władca much. Ten upadły anioł i piekielny książę zajmuje ważne miejsce w ikonografii wielu kultur. Chciałbyś widzieć go w swojej kolekcji?

=================================

===================================

W Warszawie potrzebni są egzorcyści.

Польша тоже хочет? [Chroń nas Boże!!]

Польша тоже хочет? [Chroń nas Boże!!]

https://cont.ws/@amfora/2463093 16 I 2023

На неделе польский президент Анджей Дуда посещал Львов, где встречался со своим украинским коллегой Володимиром Зеленским. Визит получился крайне примечательным.

Но примечателен был не сам факт встречи президентов, а то, как именно встречали Анджея Дуду во Львове местные жители. Огромная толпа львовян, встречавшая Дуду, буквально молилась, крестилась, некоторые говорят даже вставали на колени.

Настрой местных жителей можно описать фразой „пан президент, забери нас скорей”.

Настроение Львова и возможно даже всей Галиции чем-то напоминает настроения крымчан в 2014 году. Только хотят не в Россию, а в Польшу. Но суть желаний та же – вернуться в родную гавань.

Оно и понятно – Польша обещает наладить бесперебойное электро и водоснабжение. И что еще более важно в текущей ситуации – граждане Польши не подлежат принудительной мобилизации и отправке на фронт. Во всяком случае пока. И экономика Польши, хоть и испытывает определенные проблемы, но всё-таки находится в куда лучшем состоянии, чем украинская. И в отличие от украинской, у нее есть хотя бы какие-то перспективы.

А главное – Польша является членом Евросоюза, ради чего собственно украинцы и пустились во все тяжкие еще в 2014 году. И даже раньше – в 1991-м. Ведь именно ради этого отделялись от Советского Союза – чтобы попасть в европейский.

Примут ли когда-нибудь Украину в состав ЕС, учитывая ее нынешнее состояние, большой вопрос. Да и выживет ли Украина вообще как государство в свете откровенных намерений Запада воевать с Россией „до последнего украинца”. Бабушка Урсула надвое сказала. А Польша уже в Евросоюзе.

Поэтому в сложившейся ситуации львовяне и галичане вполне конкретно настроены как можно скорее спрыгнуть с тонущего украинского баркаса и запрыгнуть на польский кораблик, чтобы в составе большого европейского флота плыть в фарватере США куда угодно, лишь бы не на дно и не в Россию. И не на войну.

И это желание вполне взаимно.

Польша хочет того же самого. И не просто хочет – спит и видит свои „Кресы всходни” – исторические территории Львова и Галиции, которые когда-то входили в состав Речи Посполитой.

Польша „от можа до можа” – от Балтики до Черного моря, великопольская идея, которой в последнее время одержима значительная часть польского руководства.

Именно поэтому Варшава так активно помогает Киеву в войне с Россией, занимая твердое третье место по объему оказанной помощи после Вашингтона и Лондона. По количеству поставленной военной техники даже второе, сразу после США.

А своих солдат под видом наемников, отпускников и сотрудников ЧВК Польша предоставила Украине и вовсе больше всех остальных стран вместе взятых. Счет идет уже на тысячи. И хоронят погибших поляков, что характерно, с воинскими почестями, что означает лишь одно – никакие это не добровольцы, а кадровые военные.

Ради чего всё это делается?

Ясное дело не ради дружбы с Зеленским.

Всё это делается ради территорий. Ради того самого Львова и Галиции, ради „Кресов всходних” и идеи Великой Польши „от можа до можа”.

Правда отхватить территории до самого Черного моря Польше будет сложновато, но две или три области Западной Украины – вполне реально. Они уже почти в кармане.

И дело не только в теплом приеме во Львове. Еще полгода назад в Киеве был принят закон, согласно которому поляки на территории Украины наделены практически всеми правами ее граждан. А в Варшаву была передана значительная часть золотовалютных резервов Киева „для сохранности”. И еще в Варшаву переданы все данные украинской налоговой службы, данные по всем налогоплательщикам, по всем физическим и юридическим лицам.

Дело за малым – дождаться, когда Киев потерпит военное поражение, Зеленский сбежит или вообще сгинет в хаосе, наступит кризис, а то и вовсе утрата украинской государственности, разрыв легитимности и можно будет ввести на Западную Украину войска под благовидным предлогом защиты от России и установить протекторат.

А дальше видимо будет задействована схема, отработанная российской стороной – референдум и поминай как звали.

Как на референдуме будут голосовать жители Львова, уже понятно.

А как же Украина, спросит кто-нибудь?

Западэнцы – они же образцовые украинцы, щирые, свидомые, националисты, неужели они готовы вот так запросто отказаться от Украины только ради того, чтобы избежать мобилизации, получить свет и воду в домах и оказаться в составе Евросоюза?

Ну, в общем да.

Украинство – это же на самом деле не про незалежность. Это про то, как бы отделиться и дистанцироваться от России и найти себе нового хозяина в виде США, Евросоюза или Польши.

Украинская самостийность – это про выбор себе наилучшего хозяина, более сильного и перспективного, а вовсе не про самостоятельное развитие.

Конечно, среди националистов есть определенный процент тех, кто действительно верит в идеи независимости и построения собственного украинского государства. Но таких меньшинство.

Абсолютному большинству просто хочется быть европейцами. И неважно, с каким флагом. Хоть с украинским, хоть с польским, хоть с каким-нибудь еще.

А Львов вообще особый случай, потому что там всегда были сильны польские настроения и польское влияние.

И поляки во Львове тоже имеют особые интересы.

У некоторых поляков даже сохранились документы на недвижимость во Львове, которой их когда-то лишили. И закон о реституции дает вполне серьезную надежду на возвращение. А недвижимость во Львове очень приличная, хороших денег стоит. И когда Львов окажется в составе Польши, а значит и в составе Евросоюза, когда там включат свет и наладят водоснабжение – недвижимость будет стоить еще больше, чем сейчас.

Поэтому Польша тоже хочет принять участие в определении будущего Украины. То есть в разделе и распределении территорий.

И на Западной Украине это желание вполне взаимное.

И чем дольше идет война, чем больше на Западной Украине хоронят погибших бойцов и чем больше мобилизуют – тем сильнее желание Западной Украины отказаться от идей украинства и войти в состав Польши.

Это к вопросу о том, почему Варшава так поддерживает Киев в этой войне.

Просто Польша хочет себе Западную Украину. И это взаимно.

Для России такое взаимное желание Польши и Львова к воссоединению в иных обстоятельствах могло быть даже выгодно. Раздел Украины на две неравные части – польскую и российскую позволил бы решить украинскую проблему и закончить войну. Все равно именно к этому идет.

Освобождать всю Украину до самых западных границ и воевать с бандеровцами в западных областях – задача долгая и очень тяжелая. Советский Союз когда-то потратил на борьбу с бандеровцами на Западной Украине больше десяти лет, потерял тысячи сотрудников госбезопасности, да так и не закончил. Бросил. Что и стало одной из причин нынешней войны.

Поэтому Россия вполне заинтересована в том, чтобы Польша взяла себе две-три области Западной Украины, а с ними и проблему бандеровского движения на данных территориях.

Одновременно с этим, Польша, а за ней и другие страны Запада, могли бы признать за Россией Крым, Донбасс и вообще всю Новороссию. На том же основании, на котором будет признано вхождение в состав Польши территорий Галиции.

Но всё это было бы возможно и выгодно для России лишь в том случае, если бы Польша и страны Запада, включая США, хотели закончить войну, договориться и разойтись миром.

Однако США не собираются заканчивать эту войну так быстро, не решив своих принципиальных задач, не сломав или по крайней мере не ослабив Россию, насколько это возможно. И Европе, оказавшейся в политическом и экономическом подчинении, тоже не дадут закончить эту войну банальным разделом Украины.

Поэтому война на Украине будет продолжаться до последнего украинца и до тех пор, пока Россия и Польша не встретятся где-то на правом берегу Днепра. И на этом тоже вряд ли закончится.

Собственно российские и польские войска уже встретились на территории Донбасса, где на стороне ВСУ/ВФУ воюют целые подразделения, укомплектованные польскими военными. И польская техника тоже давно встречается в зоне СВО. Только эти встречи пока носят неофициальный характер.

Надо полагать, США рассчитывают на „полный контакт” с прямым и непосредственным участием Польши в войне.

И Польша отправляет на Украину так много техники и своих военных совсем не ради помощи Киеву и не для того, чтобы Зеленский передал Львов. Мнение Зеленского в этом вопросе вообще никого не интересует. Все делается в интересах Лондона и Вашингтона, чтобы они потом признали за Польшей право на территории Галиции. Сперва в виде протектората, а затем видимо и в виде провинции.

И для России это, к сожалению, означает не то, что Польша поможет бороться с бандеровцами, а то, что после Украины на правом берегу Днепра придется воевать с Польшей.

Видимо это и будет тем „расширением масштаба задач СВО”, ради которого была создана Ставка.

Но это будет потом, когда закончатся украинцы.

https://amfora.livejournal.com…

Starzy Żydzi „uratowani” z Ukrainy… przybyli do Polski. W Izraelu już nie było miejsca? Chabad Lubawicz w akcji.

Starzy Żydzi „uratowani” z Ukrainy… przybyli do Polski. W Izraelu już nie było miejsca? Chabad Lubawicz w akcji.

https://www.bibula.com/?p=138132

W zeszłym tygodniu, grupa mieszkających na Ukrainie Żydów została przetransportowana do Polski. Osoby te, jak ujmuje to Israel National News, „zostały uratowane przez gminę żydowską JCC Chabad w Kijowie i przeniesione do Łodzi w Polsce.”

Działo się to pomimo tego, że – jak na wstępie pisze autor przytaczając losy 83-letniej Leia i 70-letniej Emy – pomimo chorób „w swojej skomplikowanej sytuacji Leia decyduje się nie opuszczać swojego domu w Kijowie, mimo wojny i bombardowań. Również Ema, 70-latka wolała zostać w Kijowie mimo niebezpieczeństwa.”

Ale Gmina Żydowska „uratowała” Emę i Leię, które „wraz z dziesiątkami innych starszych osób zostały uratowane z mroźnego i ciemnego Kijowa”.

„Około dwóch tygodni temu uratowano pierwszą grupę, w tym kilkadziesiąt starszych osób”, a w kolejce do transportu do Polski czeka „około 400 starszych i chorych osób”.

„Akcja ratunkowa” została podjęta we współpracy z gminą żydowską w South Hampstead w Londynie oraz gminą żydowską w Polsce kierowaną przez rabina Michaela Shudricha.

Nie dziwimy się – a wręcz podziwiamy – dbałość środowisk żydowskich o los swoich, tylko przy okazji chcielibyśmy zapytać jak wyglądają statystyki przesiedleńcze Polaków mieszkających na Wschodzie? Panie Duda i inni gawędziarze ogłupiający Polaków, może jakieś konkretne dane, którymi można byłoby się pochwalić? Nie ma, tak?… Bo nie ma czym się pochwalić.

Ważniejsze są losy Ukraińców, Żydów niż Polaków.

Oprac. www.bibula.com 2023-01-15

Demokracja zwiera szeregi (i pośladki)…

Demokracja zwiera szeregi (i pośladki)…

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  15 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5320

Demokracja – demokracją – ale ktoś przecież musi tym kierować – twierdził partyjny buc, grany w filmie Krzysztofa Zanussiego „Kontrakt” przez Janusza Gajosa. Wielu naiwniaków, co to myślą, że ta cała demokracja, to pełny spontan i odlot, niczym Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, z pewnością nie zgodzi się z tą opinią, a tak zwani „aktywiści” i „sygnaliści”, których kiedyś zwyczajnie nazywano donosicielami, nawet będą ją zwalczali, jako rodzaj „mowy nienawiści” – ale co z tego, kiedy właśnie świat przygotowuje się do zjazdu złotych cielców w Davos, jaki ma odbyć się w dniach 16-20 stycznia br?

Od czasów starożytnych wiadomo, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem, a tu ma zjechać nawet 2500 takich osobników, a każdy nadziany zlotem, niczym sztufada słoniną. Najpierw tedy złote cielce będą się tam namawiały, a potem nastąpi transmisja poczynionych przez nich postanowień do szerokich mas ludowych, za pośrednictwem gołodupców, czyli przywódców demokratycznych.

Każdy bowiem robi swoje; złote cielce ustalają, co i jak ma być, a potem dopuszczeni do konfidencji Umiłowani Przywódcy demokratyczni mobilizują swoje polityczne gangi, które „uchwalają” co tam starsi i mądrzejsi postanowili i w ten sposób demokracja trafia pod strzechy, czyli – do ludu pracującego miast i wsi. Jednym z aktywistów, a podobno nawet organizatorów tego sabatu jest niejaki Klaus nomen omen Schwab, który nawet napisał coś w rodzaju „Mein Kampf”, gdzie kreśli wizję świetlanej przyszłości dla świata, przekształconego w globalny obóz koncentracyjny. „Koncentrak właśnie, czyli lagier, Szmaciak uważa wprost za szlagier” – zauważył jeszcze w latach 70-tych w swoim nieśmiertelnym poemacie Janusz Szpotański. A dlaczego? A dlatego, że to właśnie jest największe osiągnięcie całej postępowej ludzkości, godzące harmonijnie rewolucyjną teorię z rewolucyjną praktyką. Co głosi rewolucyjna teoria? Oddajmy ponownie głos Januszowi Szpotańskiemu, który pisze, co następuje:

Za filozofa idąc radą

nareszcie sobie to uświadom,

że wolność właśnie tkwi w przymusie

i z entuzjazmem poddaj mu się. (…)

A kiedy znajdziesz się za drutem,

opuści troska cię i smutek

i radość w sercu twym zagości,

żeś do królestwa wszedł Wolności.

=================

Na początek tedy zlikwiduje się gotówkę, a potem się zobaczy.

W Davos nie zabraknie również i naszych Umiłowanych Przedstawicieli. „Chociaż żołnierz obszarpany, przecie stoi między pany” – śpiewamy w starej pieśni żołnierskiej. I rzeczywiście; ma tam być pan prezydent Andrzej Duda, pan premier Morawiecki, pan Paweł Surówka z Eurocash Poland, pani minister Moskwa, pani minister Rzeczkowska z resortu finansów, a także panie Aleksandra Agatowska i Beata Kożłowska-Chyła, reprezentujące PZU. Nie jest jasne, czy pan prezes Obajtek też będzie, czy może obejdzie się tam bez niego.

Tak czy owak, pan premier Morawiecki właśnie wezwał, by w obliczu wojny na Ukrainie zewrzeć szeregi (i pośladki) no i słuchać Komisji Europejskiej, która za pośrednictwem pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka), przekazała nam, jak ma być. Pan premier najwyraźniej nie może się już doczekać należnego mu jurgieltu, bo okazało się, że deficyt budżetowy na rok bieżący wyniesie nie 70, tylko 235 miliardów złotych, a ponadto właśnie sypnął złotem w kwocie 80 mln zł na Instytut sławiący dzieła swego ojca, Kornela Morawieckiego, więc każdy grosz się przyda. Jak ten Instytut zabierze się do roboty, to tylko patrzeć, jak w Polsce, obok kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, narodzi się nowy kult, który – jak to bywa z kultami – wkrótce obrośnie w dysydentów i heretyków.

To nawet dobrze się składa, bo właśnie pan prof, Jan Hartman, co to biega po Krakowie za filozofa, po długim namyśle („potem zamknął się na wieży i tak siedział przez rok cały, aż mu…” – no, mniejsza z tym) doszedł do wniosku że nie ma powodu, by „mitów chrześcijańskich” nie traktować tak samo, jak mitów greckich, czy skandynawskich. Skoro tako rzecze członek Zakonu Synów Przymierza, to może to być nieomylny znak, że serio będziemy traktowali już tylko „mity” żydowskie, jak to Morze Czerwone się rozstąpiło, a potem znowu zlało, niczym opozycja na wspólnej liście wyborczej, topiąc przy okazji żołdaków Puti… – to znaczy pardon – jakiego tam znowu „Putina”; nie żadnego Putina, tylko przecież znienawidzonego Ramzesa, co to już wtedy próbował zrobić Izraelitom holokaustu. Ale myślę, że na marginesie głównego nurtu będą mogły współistnieć kulty pomniejsze, jak np. prezydenta Kaczyńskiego, czy Kornela Morawieckiego. Już tam Mojżeszowi od tego chwały nie ubędzie.

Płomienny apel premiera Morawieckiego o zwarcie szeregów w obliczu wojny, rozległ się zaraz po posiedzeniu Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w którym pan prezydent, z panem premierem, niektórymi ministrami, bezpieczniakami i generałami, namawiał się – no właśnie – oczywiście nad bezpieczeństwem, jakże by inaczej! Sęk w tym, że jeszcze nie wiemy, czy bezpieczeństwo wzrośnie, jak Polska zostanie wciągnięta do wojny z Rosją, czy się z tego powodu zmniejszy. Na razie gruchnęła wieść skrzydlata, że Polska przekaże Ukrainie wszystkie swoje czołgi marki „Leopard”, a Pierwszą Dywizję Piechoty Legionów na Podlasiu będzie formowała z czołgów „Abrams” i tych z Kolei Południowej. Jak tam będzie, tak tam będzie, bo – jak mawiał dobry wojak Szwejk – zawsze jakoś będzie. Tymczasem, kiedy piszę ten felieton, cała Polska zastyga w oczekiwaniu na dzień 11 stycznia, na który Pani Kierowniczka Sejmu wyznaczyła termin debaty nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Ta debata będzie połączona z debatą nad nowelizacją kodeksu wyborczego, więc wysoka temperatura obrad wydaje się gwarantowana tym bardziej, że rozmowy ostatniej szansy, jakie pan premier Morawiecki przeprowadził z posłami „Solidarnej Polski” nie przyniosły rezultatu. W tej sytuacji klub Zjednoczonej Prawicy, gwoli przeforsowania ustawy o Sądzie Najwyższym, będzie musiał skorzystać z pomocy jakiejś formacji nieprzejednanej opozycji.

Precedens już jest, bo pamiętamy, jak Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, gwoli przeforsowania ratyfikacji ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej, podparł się klubem Lewicy, dzięki czemu Komisja Europejska mogła zaciągnąć w imieniu całej Unii pożyczkę, dzięki której może teraz szantażować Polskę, że jeśli nie uchwali ustawy o Sądzie Najwyższym „bez nadmiernych odstępstw”, to żadnej forsy nie dostanie, a tylko będzie musiała spłacić przypadającą na nią część długu. W ten sposób Solidarna Polska nie wychodząc z koalicji, będzie mogła zachować wianuszek, czego niepodobna powiedzieć o panu premierze Morawieckim, który wianuszek straci podwójnie, albo nawet potrójnie: po pierwsze – że będzie musiał dopuścić się kolaboracji z opozycją, po drugie – że pokaże całej Polsce, jak słucha się Komisji Europejskiej, a po trzecie – że żadnej forsy mimo to nie dostanie, jeśli pan prezydent, który stanąl na nieubłaganym gruncie stabilizacji nominacji sędziowskich, nie podpisze ustawy, jeśli będzie ona zawierała zapisy o „testowaniu niezawisłości”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

=========================

MD. Por.: Sejm: Klękaniem mając obrzękłe kolana, skamlemy: Unio – dej trochę siana. 

Komisja Europejska oceni polską ustawę o SN, …”gdy nowe prawo zostanie wdrożone”…

Komisja Europejska oceni polską ustawę o SN, …gdy nowe prawo zostanie wdrożone…

Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen stwierdziła, że Komisja Europejska oceni, czy ostatnie zmiany w polskim sądownictwie mogą doprowadzić do wypłaty środków z Funduszu Odbudowy dopiero wtedy, gdy nowe prawo zostanie wdrożone.

===========================

Ursula von der Leyen przebywa w Szwecji w związku z inauguracją prezydencji, którą w UE ten kraj objął w styczniu. „Zmiany muszą zostać wprowadzone” – powiedziała von der Leyen na konferencji prasowej w Szwecji, zapytana o Polskę. „To wówczas doprowadziłoby do wypłaty środków z Funduszu Odbudowy” – dodała.

Sejm uchwalił dziś nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym. Przepisy mają wypełnić kluczowy „kamień milowy” dla odblokowania przez Komisję Europejską środków z Krajowego Planu Odbudowy. Jak twierdzi RMF, przyjęcie tej ustawy nie oznacza, że kasa z KPO popłynie do Polski, jako że kolejnym z „ważnych kamieni milowych”, których spełnienie jest konieczne do pierwszej wypłaty środków z KPO, ma być nowelizacja ustawy wiatrakowej.

Lista „spiskowców” z Davos. Znamy skład z Polski.

Lista „spiskowców” z Davos? Znamy skład z Polski

https://nczas.com/2023/01/10/lista-spiskowcow-z-davos-znamy-sklad-z-polski/

Portal „Dossier” twierdzi, że przy pomocy prywatnych detektywów, wszedł w posiadanie pełnej listy osób, które będą obecne na dorocznym szczycie Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos w Szwajcarii.

Na liście owych „spiskowców” są m.in. z USA dyrektor FBI Chris Wray, dyrektorzy generalni Amazonu, BlackRock, Astra Zeneki i Pfizera, a także najwyżsi urzędnicy Fundacji Gatesa i sieci Sorosa, czy wydawca The New York Times.

„Dossier” twierdzi, że zdobył poufną listę wszystkich osób (z wyjątkiem niektórych urzędników państwowych). Są to persony wpływowe, przedstawiciele „diabolicznych sił w świecie korporacyjnym”, NGO-sów, itd.

Światowe Forum Ekonomiczne (WEF), poprzez swoją doroczną konferencję w Davos, działa jako forum wymiany idei, ale jest dostępne dla zaproszonych. Od lat jest oskarżane o wymyślanie globalistycznych idei i nazywane miejscem spotkań „globalnej klasy rządzącej”.

Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) to szwajcarska fundacja non-profit. Organizowana przez nią Konferencja w Davos jest spotkaniem prezesów najbogatszych światowych korporacji, przywódców politycznych, bankowości, biznesu oraz wybranych osób wpływowych np. ze świata mediów. Bierze w nim udział zwykle około 2000 osób i odbywa się w styczniu. Założycielem WEF był w 1971 roku Klaus Schwab.

Ostatnio jednym z głównych tematów tych globalistów jest „ratowanie Ziemi przed [rzekomym] kryzysem klimatycznym”. Poza tym będzie o Ukrainie, a prezydent Wołodomyr Zełenski będzie przemawiał do zgromadzonych w czasie panelu z udziałem Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego NATO oraz Fareeda Zakarii z CNN.

Polska delegacja w Davos, według ujawnionego dokumentu to: Prezydent RP Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, Paweł Surówka (Eurocash Poland), minister klimatu i środowiska Anna Moskwa, Magdalena Rzeczkowska z ministerstwa finansów, Aleksandra Agatowska i Beata Kozłowska–Chyła (obydwie jako reprezentantki PZU). Zdaje się, że Daniela Obajtka nie zabiorą…

Za ile można kupić Polskę? [Porównanie ceny z końca XVIII wieku z obecną].

Za ile można kupić Polskę?

właśnie Sejm uchwalił ustawę o Sądzie Najwyższym, w wersji podyktowanej przez Komisję Europejską…

Stanisław Michalkiewicz: 13.01.2023 https://prawy.pl/123673-stanislaw-michalkiewicz-za-ile-mozna-kupic-polske-felieton/

Co tu ukrywać; historia się powtarza, a już w Polsce w sposób szczególny. Mam tu na myśli analogie z wiekiem XVIII, kiedy to miały miejsce rozbiory, aż w końcu doszło do likwidacji państwa. “A potem Adam i cholera, a potem Juliusz i suchoty, o Filareci, biedne dzieci, kochany kraju złoty!” – ubolewał po latach poeta, przestrzegając Mirę Zimińską, by tak nie dokazywała.

Jakby innych przykładów było mało, to właśnie Sejm uchwalił ustawę o Sądzie Najwyższym, w wersji podyktowanej przez Komisję Europejską specjalnemu wysłannikowi rządu pana premiera Morawieckiego, panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi). Komisji, w której dominują rozmaite niemieckie owczarki, chodziło o o dwie rzeczy: żeby zlikwidować nawet Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, która w Sądzie Najwyższym rozpatrywała sprawy dyscyplinarne sędziów, które odtąd rozpatrywałby Naczelny Sąd Administracyjny oraz, żeby ustanowić, a nawet upowszechnić w polskim wymiarze sprawiedliwości praktykę tak zwanego “testowania niezawisłości”. Polega ono na tym, by jeden niezawisły sędzia, a nawet strona postępowania, mogli podważyć autentyczność innego sędziego – że to niby nie jest niezawisły, bo był rekomendowany przez “nową” Krajową Radę Sądownictwa, w której zasiadają sędziowie co to samego Stalina już nie znali, a niektórzy nie znali nawet generała Jaruzelskiego, podczas gdy w “starej” Krajowej Radzie Sądownictwa, od sędziów, co to samego jeszcze znali Stalina, a zwłaszcza – generała Jaruzelskiego – aż się roiło. Jak taki jeden z drugim niezawisły sędzia, albo nawet oskarżony, negatywnie przetestuje niezawisłość innego sędziego, to nieuchronnym skutkiem takiego zabiegu będzie konieczność uchylenia wszystkich orzeczeń przez niego wydanych, albo choćby – z jego udziałem.

Jak nietrudno się domyślić, zrobi się u nas wesoło, z czego małodusznie powinienem się cieszyć, bo właśnie dostałem zawiadomienie, że w marcu odbędzie się rozprawa karna przeciwko mnie za podanie do wiadomości imienia i nazwiska Hermenegildy Kociubińskiej. Pani sędzia Renata Kielak-Komorowska, która rozprawę będzie prowadziła, na wszelki tedy wypadek postanowiła, że jawność rozprawy “ w całości” będzie wyłączona, chociaż jej przedmiotem jest podanie do publicznej wiadomości imienia i nazwiska Hermenegildy Kociubińskiej, a nie roztrząsanie szczegółów jej spółkowania z księdzem. Ciekaw jestem, czy pani sędzia przewodnicząca była rekomendowana do nominacji jeszcze przez “starą” KRS, czy już przez “nową”. Gdyby przez “nową”, to mógłbym podjąć desperacką próbę przetestowania jej niezawisłości, bo jeśli przez “starą” – to już dzisiaj widzę, że marny mój los.

Ale to są sprawy prywatniackie, podczas gdy chodzi o historyczne analogie z wiekiem XVIII, a ponieważ chodzi o Sejm – to konkretnie – z tak zwanym “sejmem grodzieńskim”, który zatwierdził II rozbiór Polski.

Odbył się on w roku 1793. Zasiadało w nim wielu posłów wybranych przez przekupione za 30 złotych polskich tłumy ubogiej szlachty, toteż wszystkie żądania Komisji Europe…, to znaczy – pardon – jakiej tam znowu “Komisji Europejskiej”? Nie żadnej Komisji Europejskiej, tylko rosyjskiego ambasadora Sieversa i pruskiego ambasadora Buchholtza – były spełniane, chociaż nie od razu w podskokach.

Chodziło o to, że posłowie uprzednio złożyli uroczystą przysięgę, że tym razem nie oddadzą obcym państwom “ani cząsteczki” terytorium Rzeczypospolitej. Dopiero biskup inflancki Kossakowski wytłumaczył im, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo nie chodzi wcale o żadne tam “cząsteczki”, tylko o ogromne kawały państwowego terytorium; Rosja wzięła 250 tys. kilometrów kwadratowych, a Prusy – prawie 60 tys. Austria tym razem nie partycypowała w rozbiorze, ale wcześniej to znaczy – w roku 1772 – w wyniku I rozbioru, wzięła sobie Małopolskę, Podkarpacie i “Galicję” ze Lwowem. Z tej “Galicji”, pepiniery banderowców – jak informuje mnie mój amerykański Honorable Correspondant – pochodzili rodzice urodzonego w 1953 roku w Nowym Jorku pana Aleksandra Motyla, autora koncepcji rozczłonkowania Rosji, po której tak wiele obiecują sobie nasze mocarstwowiaki.

Więc i teraz Sejm jeszcze co prawda nie przekazał “ani cząsteczki” polskiego terytorium bezcennej Ukrainie, chociaż rząd przekazuje jej wszystko, co tylko miał albo co tylko kupi za granicą – bo „potem się zobaczy” – a tymczasem nadał suwerenną postać ustawy bezwarunkowej kapitulacji, podyktowanej przez niemieckie owczarki z Komisji Europejskiej. Przyklepał prowadzenie postępowań dyscyplinarnych sędziów przez Naczelny Sąd Administracyjny, no i oczywiście – “testowanie”. Powierzenie NSA prowadzenia spraw dyscyplinarnych sędziów jest ewidentnie sprzeczne z konstytucją – ale dotychczasowi płomienni obrońcy porządku konstytucyjnego podczas głosowania wstrzymali się od głosu – bo widocznie oficerowie prowadzący tak im surowo przykazali – i w rezultacie ustawa została przyjęta głosami płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm – chociaż też nie wszystkich, a tylko 198 – bo pozostali albo wstrzymali się od głosu, niektórzy – co prawda tylko dwoje – głosowali przeciw – a sześciu nie wzięło udziału w głosowaniu, chociaż byli na sali, m.in. – Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz.

Przeciw tej bezwarunkowej kapitulacji głosowało 22 posłów Solidarnej Polski, 11 posłów Konfederacji, 2 posłów Koalicji Obywatelskiej, 6 posłów Lewicy, 7 posłów od Szymona Hołowni, dwóch posłów PPS oraz Andrzej Sośnierz i Paweł Kukiz. Kapitulacja jest bezwarunkowa, bo chociaż rząd kłamał, iż po przyjęciu ustawy Komisja odblokuje dla Polski środki z funduszu odbudowy – właśnie rzecznik Komisji Europejskiej powiedział, że przyjęcie ustawy, to tylko “ważny krok w kierunku wypełnienia zobowiązań wynikających z polskiego Krajowego Planu Odbudowy” i że Komisja dopiero będzie “analizowała” przyjęte prawo.

Nawiasem mówiąc – co podał do wiadomości europoseł Leszek Miller – wśród tzw. “kamieni milowych”, które rząd premiera Morawieckiego podpisał – jest m.in. zobowiązanie podwyższenia wieku emerytalnego, o czym rządowa telewizja, która właśnie bezlitośnie chłoszcze z tego powodu Donalda Tuska – chyba nie wiedziała.

Tak czy owak, Europa, a także świat, właśnie dowiedział się, za ile można kupić sobie ustawę w polskim Sejmie. Chodzi o niecałe 160 mld złotych, z czego 106 mld w postaci dotacji, a reszta – w postaci pożyczek. Warto dodać, że 42,7 procent tych pieniędzy Polska – o ile je w ogóle dostanie – będzie musiała przeznaczyć na walkę z klimatem, a ponad 21 procent – na cyfryzację.

Czy w stosunku do Sejmu grodzieńskiego, w którym wyborcy byli przekupywani kwotami 30 złotych polskich, to postęp, czy nie? Za Stanisława Augusta złoty polski był równy 4 groszom srebrnym, a według cen współczesnych, taki grosz wart jest 170 zł. Zatem wyborca za czasów Stanisława Augusta był przekupywany kwotą stanowiącą równowartość dzisiejszych 20,5 tys złotych. Obecnie mamy około 30 mln wyborców i gdyby każdy został przekupiony kwotą, jak za Stanisława Aurusta, to Komisja Europejska musiałaby wyłożyć 615 miliardów złotych, a nie niecałe 160 mld.

Widać, że można Polskę kupić za coraz to mniejsze pieniądze.

KPO: Podatek od plastiku, podatek od ETS, podatek od „śladu węglowego”, podatek od zysków rezydualnych. Nowe: podatek cyfrowy, podatek od…

KPO: Podatek od plastiku, podatek od ETS, podatek od „śladu węglowego”, podatek od zysków rezydualnych. Nowe: podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, podatek korporacyjny.

Do tego dochodzą jeszcze koszty kamieni milowych: nowe podatki od autostrad i dróg ekspresowych (obecnie są darmowe) oraz podatki od samochodów spalinowych.

13.01.2023, https://www.fronda.pl/a/Jaki-mocno-o-KPO-Wylacz-oglupiajace-media-wlacz-myslenie-Wideo,209995.html

Europoseł Jaki mocno o KPO: Wyłącz ogłupiające media, włącz myślenie!

Dyskusje na temat KPO cały czas nie milkną. Wyliczenia na temat rzekomych korzyści ostro skomentował europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki. – Na spłatę KPO zaprojektowano nowe podatki unijne i podwyższenie składki członkowskiej. (…) Wyłącz ogłupiające media, włącz myślenie! – mówi na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

– Zapłacimy za to od 143 do 153 mld euro, czyli wielokrotnie więcej, niż dostaniemy. (…)

Mówią ci, że KPO to świetny interes? Policzmy. Otrzymujemy 23,9 mld euro dotacji, 11,5 mld euro pożyczki. Spłacać będziemy to do 2058 roku – mówi dalej Jaki.

Kontynuując Jaki skazuje na koszty, jakie w związku z KPO zostaną nałożone na kraje Unii Europejskiej.

Na spłatę KPO zaprojektowano nowe podatki unijne i podwyższenie składki członkowskiej. Podatek od plastiku, podatek od ETS, podatek od „śladu węglowego”, podatek od zysków rezydualnych. Zapłacimy za to od 143 do 153 mld euro, czyli wielokrotnie więcej, niż dostaniemy – wyjaśnia dodając, że na tym nie koniec.

Poza tym należy wziąć jeszcze pod uwagę nowe podatki, a tych których kosztów jeszcze nie znamy. Są to: podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, podatek korporacyjny.

Co więcej, do tego dochodzą jeszcze koszty kamieni milowych, do których należy zaliczyć nowe podatki od autostrad i dróg ekspresowych (obecnie są darmowe) oraz podatki od samochodów spalinowych – wylicza polityk.

– Do tego jeszcze pisanie nam w obcych językach regulaminu Sejmu, ustaw sądowych. Jako jedyne państwo będziemy mieli taki test bezstronności sędziego i możliwość kwestionowania statusu sędziego – kontynuuje Jaki.

– Niemcy się śmieją, że traktują nas jak kolonię, rozwalają nam stabilność systemu prawnego – stwierdza.

– Transferujemy również część swojej suwerenności, bo dziś wszystkie wyżej wymienione środki trafiają do polskiego budżetu. A jak zgodzimy się je przekazać do UE, to zostaną tam na zawsze, również po spłacie KPO – podkreśla europoseł Solidarnej Polski.

– I jeszcze ci mówią, że to świetny interes. Wyłącz ogłupiające media, włącz myślenie! – tym stwierdzeniem kończy swoje nagranie Patryk Jaki.

Sejm: Klękaniem mając obrzękłe kolana, skamlemy: Unio – dej trochę siana. 

Klękaniem mając obrzękłe kolana, skamlemy: Unio – dej trochę siana. 

Wg.: https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-goraca-debata-w-sejmie-sosnierz-wyrecytowal-wiersz

W Sejmie miało miejsce drugie czytanie projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Ważą się losy unijnych miliardów z Krajowego Planu Odbudowy.
================
Głos w debacie zabrał Dobromir Sośnierz z Konfederacji

Poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz /Jakub Kamiński   /East News

Polityk zaskoczył. Postanowił bowiem zaprezentować wiersz:

„Klękaniem mając obrzękłe kolana,

Skamlemy: Unio – dej trochę siana. 

Dej trochę siana, idą wybory, 

A w skarbcu pustką wieje jak z nory. 

Do diabła już z tą reformą sądów!

Wszak tylko krowa nie zmienia poglądów…

A niepodległość? Przereklamowana!

Wszystko sprzedamy! Dejcie nam siana!

My posypiemy popiołem głowy,

Wdrożymy każdy kamień milowy,

Ku utrapieniu obywateli!

Chcieli do Unii, to będą mieli…

Wszystko zrobimy, tylko dej siana…

Tylko dej siana…”

================================

Wasza krótkowzroczność i naiwność w relacji z UE jest naprawdę porażająca. Żaden normalny kraj nie może sobie pozwolić na wprowadzanie przepisów, które pozwalają jednemu organowi podważać legitymację drugiego i odwoływać się przy tym do zewnętrznych ośrodków władzy. Żadne doraźne korzyści ekonomiczne nie są tego warte, żeby wkładać głowę pod topór – dodał na koniec Sośnierz.

Wyziew z piwnicy Okrągłego Stołu

Wyziew z piwnicy Okrągłego Stołu

Witold Gadowski 6–8 minut https://niezalezna.pl/471278-wyziew-z-piwnicy-okraglego-stolu

Żadna z tych „formacji” nie powstała bowiem jedynie pod wpływem oddolnych procesów społecznych. Przebieg tych karier jest zwykle wpisany w schemat: nagłe pojawienie się nowej postaci, która jednak znana jest już na innej niwie i nie trzeba jej zbyt intensywnie kreować, potem szybki – błyskawicznie syntetyczny – przyrost „poparcia” w postaci rosnących słupków w kolejnych mniej lub bardziej dziwacznych sondażach, następnie relatywny sukces wyborczy (tu musi nastąpić czas na przeprowadzenie zakulisowych rokowań) i dołączenie do antypatriotycznego obozu władzy. Końcowym etapem funkcjonowania takiej efemerydy jest szybkie gaśnięcie i rozpływanie się w substancji, z której stronnictwo zostało ad hoc ulepione.

Posługując się doświadczeniem moich wieloletnich obserwacji polskiego życia politycznego, krótko to opiszę.

Realnie przebiega to mniej więcej tak: do drużyny czynnych ciągle „ubeków Okrągłego Stołu”, strażników gnijącej bajki, przychodzi kilku znanych im „biznesmenów”, którym fortuny wykreowali ojcowie dzisiejszych ubeków. „Ubeckie, pookrągłostołowe fortuny” mają to do siebie, że ciągle muszą być podlewane nieformalnymi wpływami w machinie państwa i służb specjalnych, gdyż w przeciwnym wypadku sczezną jak interesy pewnego krakowskiego „przedsiębiorcy”, ongiś szpanującego paleniem cygar i zatrudnianiem znanego księdza w radzie nadzorczej jednej ze spółek, który naraz został odcięty od cyca zakulisowych wpływów i pozostało mu jedynie widowiskowo splajtować. Tak więc przychodzą te biznesowe, czerwone niedojdy i proszą wpływowych oficerków o spreparowanie partyjki, która mogłaby przeprać trochę „nieistniejących” oficjalnie pieniędzy, ale nade wszystko zadbać w przyszłym parlamencie o interesy pokomunistycznych klanów, których pociechy niezbyt garną się do uczciwej pracy. Taka partyjka ma narobić sporo szumu, ale istnieć powinna jedynie w celu pozałatwiania biznesowych spraw, potem mogą ją diabli porwać. To abstrakcyjna opowieść – często jednak pasująca do realiów.

I takie urządzenia jednorazowego użytku, swoiste prezerwatywy ancien regime, powoływane są do istnienia w momentach, gdy nadchodzi wyborczy sezon.  

Od dłuższego czasu przypatruję się karierze niezbyt ekscytującego człowieka, jakim jest Szymon Hołownia. Właściwie to taki ni pies, ni wydra życia publicznego. Miernie elektryzujący konferansjer, który ogromnym nakładem walterowsko-weychertowskiej kliki – skupionej w TVN – wykreowany został na publiczną postać. Mówca motywacyjny bez ikry, któremu cały pokomunistyczny układ na rynku książki windował notowania do nieprzyzwoicie nieprzystających do postaci poziomów. Wreszcie dziwaczny publicysta „ponoć katolicki”, który robił wszystko, aby polski katolicyzm rozwodnić i rozpłynąć na wszelkie możliwe strony. Kiedy już cały ten podwatowany zakulisowymi wpływami kapitał został pieczołowicie zgromadzony, pan Hołownia dowiedział się, że odtąd ma już przestać pocić się przed kamerami TVN, a zostać… liczącym się na scenie politykiem! Nikłe potencje własne pana Hołowni nie były w stanie oponować. Skoro trzeba było założyć partię, no to trzeba to zrobić – nawet z postaciami, które zostały mu przedstawione w ostatniej chwili. I tak na polskim gnilnym firmamencie polityki wytrysła „gwiazda” Szymona Hołowni i natychmiast posłusznie poszybowały za nią słupki społecznego poparcia. Inna sprawa, że znajdujemy się właśnie w sytuacji, gdy każde pojawienie się nowej, w miarę dobrze skonstruowanej politycznej propozycji może budzić niekłamaną ekscytację. Pan Hołownia zatem dostał dwa prądy wznoszące pod swoje skrzydełka: poparcie sił ancien regime i rozczarowanie dotychczasowym obliczem polskiej polityki. Gdyby produkt „Hołownia” dał się swobodnie nieść siłom, które go wykreowały, miałby o wiele mniej kłopotów, niż ma dziś, i o… wiele większe poparcie. To właściwie powtórzenie syndromu Ryszarda Petru: dopóki się nie odzywał, był i ekspercki, i „zagramaniczny”. Jednak z każdym publicznym „występieniem” rzeczonego czar pryskał niepowrotnie. Podobnie rzecz ma się z Szymonem Hołownią – każda jego łza nie wraca kryształem, lecz jedynie odchlapuje mu pomyją. Przy okazji wyszły kwestie, które zupełnie nie powinny dziwić: partia Hołowni ma kłopoty z rozliczeniem swojego budżetu – no bo skąd ma dysponować przejrzystymi pieniędzmi, skoro powita została w nader nieprzejrzystych okolicznościach, a pierwsze popchnęły tę tratwę wiatry wydmuchiwane z zatęchłych piwnic Okrągłego Stołu. Nie dziwią mnie więc także kłopoty z rozliczeniem przed Państwową Komisją Wyborczą. Od dawna nie jest też tajemnicą kolejna oczywistość – pan Hołownia (przypadkiem naturalnie) powiązał finansowo swoją fundację z fortuną Kulczykowstwa (w tym wypadku z żeńską odroślą tej familii – Dominiką). Kompletny zbieg okoliczności, przecież postkomunistyczny kapitał przechodził jedynie przypadkiem koło siedziby Hołowni i zostawił coś na wycieraczce. 

Analizując zatem przypadek „Hołownia”, ziewam ze znużenia – od trzydziestu ponad lat wykładam przypadki Republiki Okrągłego Stołu i nic się nie zmienia. Ciągle te same tępe pomysły pokomunistycznych zupaków działają nie najgorzej – mam jednak nadzieje, że… do czasu. 

==============

mail: Warto pamiętać, że parę lat przed pandemią pan H. prowadził rekolekcje w 
parafiach warszawskich i podwarszawskich,
w tym rekolekcje adwentowe w parafii św. Antoniego, przy Senatorskiej.

Opadły maski. W boju o dusze Polaków nie warto liczyć na „partię tolerancji”

Opadły maski. W boju o dusze Polaków nie warto liczyć na „partię tolerancji”

https://pch24.pl/opadly-maski-w-boju-o-dusze-polakow-nie-warto-liczyc-na-partie-tolerancji/

(GS/PCh24.pl)

Kiedy na zakopiańskiej scenie sylwestrowej „Dwójki” widzimy artystów z tęczową opaską na ramieniu, którzy przyjechali tam m.in. po to, by „uczyć Polaków tolerancji” wobec mniejszości seksualnych, to nie łudźmy się, że chodzi tu o walkę ze społecznym wykluczeniem tzw. osób LGBT. 

W istocie bój toczy się o dusze Polaków, a szczególnie o młodzież. Jest to swoisty kulturkampf, który przeobrazić ma polski naród na modłę zachodnich, zlaicyzowanych, społeczeństw. Wszyscy, którzy łudzili się, że procesy te może powstrzymać aktualnie sprawująca władzę formacja, nie powinni mieć już żadnych złudzeń. Ogłoszenie przez premiera PiS-u „partią tolerancji”, w odpowiedzi na nachalną agitację amerykańskich muzyków, pokazuje dezercję tego ugrupowania z linii frontu walki o cywilizację chrześcijańską, nawet jeśli wciąż przy tym słyszymy o dbałości rządzącej partii o polską rodzinę.

Według komunikatu z badań CBOS (Nr 32/2021), wyborca PiS to najczęściej człowiek starszy o prawicowych poglądach politycznych (68 proc.). Wśród przywołanych w dokumencie wypowiedzi uczestników badania znalazły się głosy osób wierzących, uzasadniających swoje poparcie dla tej formacji wspólnotą wyznawanych wartości konserwatywnych. W niemałą konsternację wprawiło zapewne tę grupę sympatyków PiS niedawne publiczne zapewnienie premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że reprezentowane przez niego ugrupowanie jest „partią pełną tolerancji, zrozumienia dla różnych środowisk”.

Deklaracja ta była pokłosiem skandalu, jaki wybuchł po organizowanej przez TVP imprezie „Sylwester marzeń z Dwójką”, podczas której amerykańscy muzycy grupy Black Eyed Peas zagrali swoje największe przeboje, eksponując na ramionach tęczowe opaski. Wokalista zespołu, Will.i.am, po koncercie wyjaśnił fanom, że artystom zależało na wsparciu „jedności, miłości, tolerancji”, a także otwarciu ludzi o odmiennych poglądach na „różnice” i „tolerancję”. Wcześniej z występu na zakopiańskiej scenie zrezygnowała Melanie C., była gwiazda zespołu Spice Girls, ponieważ współpraca z Telewizją Polską miała „kłócić się z wyznawanymi przez nią wartościami”.

Tym sposobem premier polskiego rządu uległ presji promotorów tzw. środowisk LGBT [dla normalnych: Chodzi o wojujących zboczeńców. MD] .

Warto zauważyć, że w porządku demokratyczno-liberalnym tolerancja urosła do rangi cnoty moralnej. Trzeba było więc zrzucić z siebie jak najszybciej kompromitujący stygmat osoby nietolerancyjnej. Premier mógł być przy tym z siebie dumny, jednym zdaniem zamknął dyskusję, jaka mogłaby się ciągnąć tygodniami, gdyby zdobył się na odwagę publicznie skrytykować roszczenia organizacji tworzonych przez mniejszości seksualne. Tymczasem kompletnie zdezorientowanej publice trzeba stale wyjaśniać, że toczący się spór ma charakter fundamentalny.

W książce pt. „Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II pisał, że dziś rozgrywa się bój o duszę tego świata. Według Papieża Polaka, „zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy”. Poligonami szczególnie zaciętego boju są – zdaniem Ojca Świętego – „nowożytne areopagi”. „Areopagi te to świat nauki, kultury środków przekazu, są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów”. Zatem to nie politycy, a przede wszystkim prezenterzy, aktorzy, piosenkarze czy – ogólnie rzecz ujmując – gwiazdy mediów, wpływają dzisiaj w największym stopniu na ludzkie poglądy, obyczaje, upodobania, mody, zmieniając tym samym oblicze naszej cywilizacji. Widzimy, że kierunek tych zmian idzie na przekór nauczania Kościoła, stąd pojawia się pytanie o źródła i motywy działań, których rezultatem są widoczne dzisiaj trendy kulturowe i obyczajowe.

Jan Paweł II odpowiada jakby na to pytanie, pisząc o wspomnianej wojnie o duszę świata: „Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim [w świecie] obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji”.

W tym kontekście warto zauważyć, że właściwie nikt dzisiaj już nie pyta, dlaczego za publiczne pieniądze organizowane są masowe imprezy na wzór „Sylwestera marzeń z Dwójką”.  Odbiorcą jakich wartości jest zgromadzony przed telewizorem i w miejscu widowiska widz? Komu zależy na propagowaniu takich treści i nie chodzi już tylko o sylwestrową imprezę? W końcu nie bez znaczenia jest to wszystko, co przedstawia się naszym oczom. Wiemy przecież, jak niebagatelny wpływ na postawy człowieka ma otaczająca go kultura.

Doskonale rozumiał to przedwojenny włoski filozof Antonio Gramsci, który widząc brak poparcia europejskich robotników dla komunistycznej rewolucji, doszedł do wniosku, że ich umysły przesiąknięte były ideami chrześcijaństwa. Nakreślił więc nowy sposób postępowania polegający na przejęciu i przekształceniu szkół, uczelni, czasopism, gazet, teatrów, kina i sztuki. Uformowany przez nową kulturę, wolną od wpływu chrześcijaństwa człowiek przyszłości miał sam, bez przymusu państwa, przyjąć komunistyczne postulaty jako swoje. Gramsci uważał, że głównym zadaniem lewicy jest w związku z tym zmiana świadomości zbiorowej w taki sposób, by możliwe stało się przejęcie przez nią władzy. Był to projekt długofalowy, w którym strategią okazać się miał „długi marsz przez instytucje”. Novum włoskiego komunisty polegało więc na uznaniu prymatu kultury nad polityką.

Innym ideologiem, który wyznawał podobne do Gramsciego poglądy, był węgierski filozof komunistyczny György Lukács. On również był zdania, że należy wyrugować z duszy człowieka Zachodu chrześcijaństwo. Fundamentem chrześcijaństwa i cywilizacji zachodniej była, zdaniem myśliciela, rodzina. Dlatego zadaniem, jakiego się podjął po przyjęciu posady ministra kultury w rządzie komunistycznego przywódcy Beli Kuna, było zniszczenie tradycyjnej rodziny. W tym celu do szkół wprowadzono program edukacji seksualnej, w ramach którego uczono dzieci, że monogamiczne małżeństwo jest przeżytkiem, promowano „wolną miłość”, czyli rozwiązłość płciową.

O tym, że ostrze edukacji seksualnej wymierzone jest w chrześcijaństwo, świadczą też postulaty innego działacza komunistycznego, Wilhelma Reicha, twórcy pojęcia „rewolucja seksualna”, który pisał w swoich pracach, że źródłem faszyzmu jest tłumienie popędu seksualnego, za co odpowiedzialna miałaby być represyjna kultura chrześcijańska ze swoją ideą monogamicznego małżeństwa. On również postulował zniszczenie tradycyjnego modelu rodziny poprzez zastąpienie go „wolną miłością”. Kontynuatorami myśli Reicha była grupa ideologów tworząca środowisko tzw. „Szkoły Frankfurckiej”. Do formacji tej należeli m.in. Theodor W. Adorno i Herbert Marcuse – późniejszy główny ideolog rewolty 1968 roku. To oni przejęli od Gramsciego koncepcję „długiego marszu przez instytucje”, czyli ideę opanowywania głównych ośrodków formacyjnych i opiniotwórczych w społeczeństwa zachodnich. To oni w roli „uciśnionego proletariusza” zaczęli obsadzać nowe grupy społeczne: młodzież, kobiety (ideologia feministyczna), homoseksualistów. A wszystko po to, by rozmyć chrześcijański fundament naszej cywilizacji.

===============================

Gdy zatem na zakopiańskiej scenie sylwestrowej „Dwójki” widzimy artystów z tęczową opaską na ramieniu, którzy przyjechali tam m.in. po to, by uczyć Polaków tolerancji wobec mniejszości seksualnych, to nie łudźmy się, że chodzi tu o walkę ze społecznym wykluczeniem tzw. osób LGBT.  W istocie bój toczy się o dusze Polaków, a szczególnie o młodzież. Jest to swoisty kulturkampf, który przeobrazić ma polski naród na modłę zachodnich, zlaicyzowanych, społeczeństw. Wszyscy, którzy łudzili się, że procesy te może powstrzymać aktualnie sprawująca władzę formacja, nie powinni mieć już żadnych złudzeń. Ogłoszenie PiS-u partią tolerancji w odpowiedzi na nachalną agitację amerykańskich muzyków pokazuje dezercję tego ugrupowania z linii frontu walki o cywilizację chrześcijańską, nawet jeśli wciąż przy tym słyszymy o dbałości rządzącej partii o polską rodzinę.

Trudno odmówić więc słuszności spostrzeżenia Rafała Matyi, który stwierdził niegdyś, że „PiS nie reprezentuje ideowego konserwatyzmu, tylko polityczny postmodernizm, któremu pasują różne kostiumy”.

Może i lepiej, że opadły w końcu maski, a wraz z nimi płonna nadzieja pokładana przez tak wielu ludzi o poglądach prawicowych w PiS-ie. Lepsza, jak to się mówi, gorzka prawda niż słodkie kłamstwo, z tym, że trzeba teraz coś zrobić. Wydaje się, że na to wyzwanie współczesności wzór do naśladowania dają nam chrześcijanie w Stanach Zjednoczonych. Skuteczność ich działań docenił już Jan Paweł II, zachęcając Polaków do szukania inspiracji u Amerykanów. W jednym z listów, które posiadał w swych zbiorach ojciec Mateusz Zięba, papież pisał: „Takie czasy nastały, że w wyciąganiu Polaków z aktualnego poplątania pomagają Amerykanie. Dzieje się to nie po raz pierwszy, ale tym razem ci bracia zza Oceanu uczą nas lepiej rozumieć to, co my sami powinniśmy lepiej rozumieć od nich”.

Ojciec Zięba precyzował, że od amerykańskich kolegów uczyć się możemy oddolnej samoorganizacji, godzenia wiary z nowoczesnością czy zaangażowania w sferę publiczną – tak by być słyszalnym na „nowożytnych areopagach”. Otwarte pozostaje wciąż pytanie: czy nadal pozostaniemy krajem o katolickim obliczu, czy się zdechrystianizujemy? Jedno jest pewne, w walce o dusze Polaków lepiej już nie liczyć na „partię tolerancji”. 

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Ziobro wprost: Solidarna Polska nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando Brukseli

Ziobro wprost: Solidarna Polska nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando brukselskich urzędników

12.01.2023 https://prawy.pl/123654-ziobro-wprost-solidarna-polska-nie-bedzie-uczestniczyc-w-pisaniu-ustaw-pod-dyktando-brukselskich-urzednikow/

Komisja Europejska działa metodami zorganizowanej grupy przestępczej, bezprawnym szantażem wymuszając zmiany w polskim porządku prawnym, sprzecznych z polską suwerennością – mówił Zbigniew Ziobro, przewodniczący partii Solidarna Polska.

Przypomnijmy, 11 stycznia Sejm głosował nad kontynuacją prac projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. 

Przepisy od samego początku wywoływały kontrowersje w wielu środowiskach politycznych. Zdecydowanym przeciwnikiem jest między innymi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz jego ugrupowanie. 

Komisja Europejska działa metodami zorganizowanej grupy przestępczej, bezprawnym szantażem wymuszając zmiany w polskim porządku prawnym, sprzecznych z polską suwerennością. Dlatego Solidarna Polska nigdy nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando brukselskich urzędników – oświadczył polityk.

Za odrzuceniem projektu już w pierwszym czytaniu była także Konfederacja. Posłowie podjęli jednak inną decyzję i przepisy trafią do dalszych prac w komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

Trakiszki zbawieniem polskiej energetyki: – Rozpoczął się transport węgla z Litwy. Wreszcie Polska węglem stoi.

Trakiszki zbawieniem polskiej energetyki:Rozpoczął się transport węgla z Litwy.

km, kf 9.1.2023 https://www.tvp.info/65556290/ruszyl-transport-wegla-z-litwy-do-polski

Koleje Litewskie rozpoczęły transport węgla do Polski z portu w Kłajpedzie. Miesięcznie tą trasą ma być przewiezionych około pięciu tysięcy ton węgla. Litewska spółka poinformowała, że ładunki od dzisiaj są przewożone z kłajpedzkiego portu do miejscowości Trakiszki.

Stamtąd transportowane mają być do Białegostoku i dalej do północno-zachodniej części naszego kraju.

„Polska importuje węgiel przez swoje porty, ale zwiększony popyt na surowiec zachęca też do poszukiwania nowych kierunków” – czytamy w komunikacie litewskiej spółki.

Jej władze wskazują, że zarówno ta firma jak i rynek w regionie szukają alternatywnych tras, aby ominąć Rosję i Białoruś [??? md] . Koleje Litewskie zwracają też uwagę, że projekt przewiezienia węgla do Polski powstał w ciągu kilku miesięcy.

Polskie frajerstwo na Ukrainie

Polskie frajerstwo na Ukrainie

Andrzej Szlęzak https://konserwatyzm.pl/szlezak-polskie-frajerstwo-na-ukrainie/

Kiedyś generał Karol de Gaulle, jako prezydent Francji, składał wizytę w Związku Sowieckim. Sowieci chcieli go wykorzystać w swoim konflikcie z Chinami. Zorganizowali przelot de Gaulle’a nad pograniczem sowiecko – chińskim. W czasie przelotu okazało się, że de Gaulle ma listę miejsc, co do których pretensje zgłaszali Chińczycy i stanowczo nie zgodził się, by nad nimi przelecieć. Ten epizod pokazuje na czym polega dojrzała i wytrawna dyplomacja. Dlaczego o tym piszę? Chcę na tym przykładzie pokazać na czym polega nieuctwo i głupota w relacjach polsko – ukraińskich na poziomie powiatu stalowowolskiego.
Otóż na Ukrainę pojechała delegacja ze starostwa stalowowolskiego z hojnymi darami. Pojechali do regionu od dawna przesyconego banderyzmem. Ale wojna, ale bieda i trudno w tych okolicznościach rozróżniać kto banderowiec, a kto normalny Ukrainiec. Trudno. Pojechali również wesprzeć mieszkających tam Polaków. To się ze wszech miar chwali. Wszystko byłoby chwalebnie i pięknie gdyby nie jeden epizod, który zabrzmiał niczym przejechanie gwoździem po szkle.

Otóż stalowowolska delegacja z wicestarostą na czele, zrobiła sobie zdjęcie w gabinecie, chyba szefa tamtejszej administracji. Otóż ten szef, to według moich informacji banderowiec. W gabinecie, oprócz ukraińskiej flagi państwowej, ma zatkniętą czerwono – czarną flagę. Ta flaga, to symbol OUN – UPA.
To tak, jakby ktoś w urzędzie administracji lokalnej w Niemczech, obok flagi państwowej, miał hitlerowską flagę ze swastyką.
Ta sytuacja nie zmazała uśmiechu z ust przedstawicieli stalowowolskiej delegacji. I to jest to nieuctwo i głupota w relacjach polsko – ukraińskich.
Na czym polegała wielkość polityczna de Gaulle’a podczas wspomnianej wizyty w Związku Sowieckim? Skupiała się na trzech elementach. Pierwszy był taki, że de Gaulle dobrze przygotował się do tej wizyty, dokładnie zapoznając się z historią i współczesnym stanem stosunków sowiecko – chińskich. Drugi był taki, że de Gaulle świetnie rozumiał czym w tym kontekście jest francuski interes narodowy. Trzeci sprowadzał się do tego, że potrafił sprzeciwić się sowietom, gdy próbowali wmanewrować go w sytuację narażającą francuskie interesy w relacjach z Chinami.


Zachowania delegacji starostwa stalowowolskiego w żaden sposób nie da się porównać z zachowaniem de Gaulle’a, a szkoda. W niczym nie usprawiedliwia tej delegacji fakt, że podobnym nieuctwem i głupotą w relacjach polsko – ukraińskich odznacza się zarówno prezydent, jak i rząd obecnej formy polskiej państwowości. Zatem jak w sytuacji delegacji z powiatu stalowowolskiego zachowałby się Karol de Gaulle? Po pierwsze pewnie dowiedziałby się czy na tym terenie banderowcy mordowali Polaków. Po drugie zrozumiałby, że nie może być normalnych relacji polsko – ukraińskich jeśli sprawa ludobójstwa na Polakach nie zostanie wyjaśniona do końca. Przy czym Ukraińcy muszą zrozumieć, że nie będzie akceptacji ze strony polskiej jakiegokolwiek odwoływania się do ludobójczej ideologii OUN – UPA, w tym do symboliki tej ideologii, umieszczanej w instytucjach władzy centralnej i lokalnej. Po trzecie nie miałby żadnych oporów, żeby o tym wszystkim powiedzieć Ukraińcom i zażądać respektowania swoich interesów narodowych.
Jakoś można zrozumieć, gdy takim nieuctwem i głupotą wykazują się tak zwani zwykli Polacy. No cóż, poziom ogłupienia spowodowany przez media związane z największymi siłami politycznymi przytłacza, a nawet miażdży. Niby czego oczekiwać od wicestarosty powiatu stalowowolskiego, rządzonego przez PiS, skoro na czele policji pisowski nominat to idiota, skoro szef największego państwowego koncernu – ulubieniec wodza PiS-u – to idiota i wśród odpowiedzialnych za politykę zagraniczną idiotów zatrzęsienie. Pan wicestarosta mógłby się skutecznie schować w tym tłumie pisowskich idiotów u władzy na wszelkich jej szczeblach. Dowcip w tym, że znam wicestarostę i za idiotę żadną miarą uznać go nie mogę, więc co? Nie pozostaje nic innego, jak nieuctwo czy też analfabetyzm polityczny. Domyślam się, że Ukraińcy mając do czynienia z kimś takim mogą się czuć pewnie i bezkarnie. Mówiąc slangiem w polityce frajerów się doi. I tak nie tylko po wicestaroście stalowowolskim widać, że strona polska jest i będzie dojona. Mogłem nie słyszeć, ale czy Ukraińcy przeprosili za rakietowy atak i zabicie dwóch Polaków? Mer Lwowa, nie ukrywający swoich banderowskich sympatii, przy różnych okazjach obściskuje się z polskimi parlamentarzystami, również z tymi z PO z województwa podkarpackiego.

Przykłady polskiego frajerstwa można długo mnożyć. Osobiście czuję się upokorzony, że do tego frajerstwa dołączyło starostwo stalowowolskie.
Zapewne już lecą w moją stronę ciężkie zarzuty, że jestem małostkowy i ruska onuca. Tam wojna, ludzie giną, ciemno i zimno, a siepacze Putina sieją spustoszenie, a ja tu z jakimiś historycznymi pretensjami, które burzą relacje z Ukrainą i nijak się mają do ofiarnej pomocy świadczonej choćby przez powiat stalowowolski. To taki rodzaj świętego oburzenia, wynikający z politycznej głupoty. Sądzę, że Karol de Gaulle jest pozytywnie kojarzony w polskiej historii. Prawda historyczna przekonuje, iż jest to pogląd całkowicie uzasadniony. Otóż tenże de Gaulle rzeczywiście przychylny Polsce, jak chyba żaden zachodni mąż stanu w XX i XXI wieku, nigdy nie był nam przychylny w stopniu, który narażałby interesy Francji. Jakże bym chciał, żeby w starostwie stalowowolskim zrozumiano, iż nie zwracanie uwagi na banderowską symbolikę, eksponowaną przez lokalne władze na Ukrainie, jest właśnie zaprzaństwem, czyli w kontekście historycznym, politycznym i moralnym jest niedopuszczalnym narażaniem polskich interesów. Dostarczanie pomocy Ukraińcom dotkniętym przez wojnę nie jest tu żadnym wytłumaczeniem ani tym bardziej usprawiedliwieniem. Do nie tylko respektowania, ale wprost do dbania o polskie interesy w relacjach z innymi państwami zobowiązane są również polskie władze samorządowe.

Jeśli władze na szczeblu prezydenta kraju i rządu tego nie robią, to świadczy to niestety o skali upadku Polski. Dobrze by było, żeby władze powiatu stalowowolskiego się do tego nie dokładały.
A Państwo widzicie czym jest polskie frajerstwo w relacjach z Ukrainą?

Andrzej Szlęzak

za: FB

=====================

mail:

Nie wiem jak można porównywać powiatowych politykierów  z mężem stanu, 
jakim był de Gaulle.
Ten powiatowy lider bierze tylko przykład z polskich władz państwowych,
a te nie są żadnymi frajerami,
tylko wykonują plecenia ambasady amerykańskiej.
Byliby frajerami, gdyby ich nie wykonywali.

Oczywiście, nie ma to nic wspólnego z polska racją stanu.