Zaopiekujmy się sierotami po COVIDzie!

Konrad Rękas https://konserwatyzm.pl/rekas-zaopiekujmy-sie-sierotami-po-covidzie/

Wszyscy wiemy jak trudno dziś o właściwy dostęp do ochrony zdrowia. Tym bardziej jednak powinniśmy się pochylić nad tymi, którzy pomocy potrzebują bodaj najbardziej. Nad porzuconymi przez COVIDa.

O ile bowiem można założyć, że zwłaszcza w ostatnim okresie większość stanowili ci już tylko biernie powolni ostatnim nakazom, odliczający dni do ich zniesienia i nastawieni, by pierwszego dnia „odzyskanej normalności” natychmiast zapomnieć, że była jakaś pandemia – to przecież byli ci Inni. Ci Zaangażowani.

Ci, którzy dwa lata temu maski założyli jeszcze przed pierwszą próbą wmówienia nam, że jest takie prawo.

Ci tytłający dłonie w spirytusowych żelach przy każdej możliwej okazji.

Ci z upodobaniem krzyczący, donoszący, komentujący wszystkich zaangażowanych choć trochę mniej czy bez należytego entuzjazmu.

Przecież tym ludziom dosłownie z dnia na dzień świat zwalił się na głowy! Życie się skończyło. I to się nie ma co śmiać – szurostwo szurostwem, ale co najmniej część naprawdę Wierzyła. Oni nie dawali się nabrać foliarzom, nie słuchali jakichkolwiek wątpliwości – i nagle przestali być informowani o dziennej liczbie zarażeń. Nie wiedzą już gdzie wolno im, a gdzie nie pod żadnym pozorem wchodzić, robić zakupy, bywać. Nie mają jasnej instrukcji z iloma członkami rodzin wolno im się spotykać. Czy lasy na pewno są już bezpieczne?!

Mówię zupełnie poważnie – przecież tej kategorii naprawdę potrzebna jest rozbudowana i łatwo dostępna pomoc psychologiczna. Oni są gotowi umrzeć ze strachu (choć w sumie na tę przypadłość uzyskali już chyba odporność zbiorową), popaść w depresję, sekciarsko na własną rękę kontynuować zindywidualizowaną politykę minilockdownów i spersonalizowanych obostrzeń.

Pamiętajmy: oprócz idiotów i sadystów zachwyconych samych faktem, że są po Właściwej Stronie, z którą wespół mogą wyżywać się na bliźnich – w maseczkach utknęło sporo ludzi po prostu naiwnych i głupich, bez żadnej chęci szkodzenia innym. I o ile wariaci szybko przerzucili się na nowy przedmiot zajoba, tj. Ukrainę – to naprawdę wierzący w COVIDa mogą z szoku wychodzić jeszcze długo i boleśnie. Dlatego mimo wszystko, mimo całego zła, jakie wyrządzono przez te dwa lata, całego szaleństwa, którego doświadczyliśmy – nie utrudniajmy osieroconym COVIDowcom powrotu do jakiej takiej równowagi umysłowo-emocjonalnej. Pokochajmy nawet maseczkowców!

Tylko ich nie przytulajmy, bo pewnie odruch social distancing zostanie im na dłużej.

A, no i pamiętajmy – przecież to wszystko może wrócić. Dzień po wojnie (o ile oczywiście będzie jeszcze jakiś dzień po, w każdym razie dla Polaków). Chodzi tylko o przeczekanie najgorszego okresu. Gdzieś tak do czasu ostatecznej zmiany klimatycznej, czy czegoś w tym guście. No chyba, że na wojnie zejdzie dłużej.

Bo przecież już w 2011 r. jeden z najbardziej przenikliwych analityków współczesności, Immanuel Wallerstein pytany o perspektywy transformacji globalistycznego, neoliberalnego kapitalizmu w coś bardziej egalitarystycznego, mniej zamordystycznego i służącego imperialistycznym interesom transnarodowych oligarchów – powtórzył w jednym z wywiadów, że generalnie pozostaje jak zwykle umiarkowanym optymistą, jednak z zasadniczym zastrzeżeniem:

Oczywiście, spodziewana do 2050 r. pozytywna zmiana Systemu-Świata nie nastąpi, o ile wcześniej wydarzy się choćby jedna z trzech katastrof:

nieodwracalna zmiana klimatyczna,
– powszechna pandemia,
– wojna atomowa”.

I teraz zostaje tylko zagadka: czy Wallerstein ot tak, trafił sobie po prostu 3 na 3 – czy jego wywiady czytywali nie tylko akademicy?

Liga Przeciw Zniesławieniu i rehabilitacja hitlerowskich kolaborantów na Ukrainie

https://www.bibula.com/?p=132611

Komentarz odnośnie tezy Bidena, że na Ukrainie nie ma nazizmu, bo Zelenski jest żydem. Palestyńskie spojrzenie na problem Żydów i nazizmu na terytorium współczesnej Ukrainy.

Izrael i jego lobbyści są uzależnieni od wsparcia USA. Kiedy więc Stany Zjednoczone przystępują do wojny, lobby to często użycza im swoich propagandzistów.

Anti-Defamation League (ADL), jedno z czołowych lobby izraelskich w USA, rehabilituje obecnie ukraińskich kolaborantów, którzy pomagali Hitlerowi w eksterminacji żydów i Polaków.

Zaprzeczanie holokaustowi wynika z potrzeby wybielenia dzisiejszych skrajnie prawicowych nacjonalistów ukraińskich i neonazistów, którzy są wspierani przez USA.

USA, NATO i UE twierdzą, że wysyłają broń i najemników na Ukrainę, aby pomóc zaprzyjaźnionej demokracji w obronie jej niepodległości i suwerenności przed nielegalną inwazją ekspansjonistycznego megalomana.

Z zachodniej perspektywy bardzo niewygodne jest więc to, że fundamentem ukraińskiego reżimu są skrajnie prawicowi faszyści i neonaziści.

Przyznanie tego faktu, czego bez wątpienia obawia się zachodnia propaganda, legitymizuje twierdzenie Putina, że inwazja Rosji – którą potępiła zdecydowana większość państw Zgromadzenia Ogólnego ONZ – była uzasadniona koniecznością „denazyfikacji” i demilitaryzacji Ukrainy.

 Nagłówek w NBC News podsumował to zwięźle: „Problem Ukrainy z nazistami jest prawdziwy, ale twierdzenie Putina o 'denazyfikacji’ już nie”.

Jednak większość zachodnich mediów nie przyjmuje do wiadomości nawet tego, co przyznała NBC News.

Powodem tej wojny jest pucz na Ukrainie z 2014 roku, kiedy to USA i ich sojusznicy wsparli skrajną prawicę i neonazistów.

Celem puczu było ustanowienie proamerykańskiego reżimu, który wprowadziłby Ukrainę do NATO, antyrosyjskiego bloku wojskowego. Moskwa od dawna postrzega rozszerzenie NATO jako zagrożenie dla swojego istnienia.

W zorganizowanym przez USA puczu kluczową rolę odegrali neonaziści: Prawy Sektor, batalion Azow i C14.

Są oni częścią szerokiego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, który czci Banderę, szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), współpracowników Hitlera w czasie II wojny światowej.

W czasie wojny, członkowie OUN, lojalni wobec Bandery, utworzyli Ukraińską Powstańczą Armię (UPA).

Sojusz „taktyczny” z Hitlerem

4 marca 2022 r. ADL opublikowała artykuł Andrew Srulewicza – szefa ADL ds. europejskich – bagatelizujący problem nazistów na Ukrainie.

Artykuł ten był również promowany przez szefa ADL Jonathana Greenblatta w jego e-mailu z 15 marca na temat „antysemickich teorii spiskowych i innych dezinformacji szerzących się w następstwie inwazji”.

Aby przysłonić kult Bandery i wsparcie dla nazizmu na współczesnej Ukrainie, ADL musiała nieco przerobić historię – tzn. zaprzeczyć Holokaustowi.

Artykuł Srulewicza jest napisany w formie pytań i odpowiedzi do Dawida Fiszmana, profesorem historii żydów w wyższej uczelni szkolącej kandydatów na rabinów. Fiszman kieruje również komisją naukową w Muzeum Pamięci Holokaustu w Stanach Zjednoczonych.

„W centrum Kijowa widzimy pochody z czarno-czerwonymi flagami UPA (…) i portretami Bandery, który w czasie II wojny światowej był sojusznikiem nazistów” – pyta Srulewicz. „Czy to nie jest dowód na istnienie nazizmu na Ukrainie?”.

„Dla ukraińskich nacjonalistów, UPA i Bandera są symbolami walki o niepodległość Ukrainy. Sojusz UPA z nazistowskimi Niemcami przeciwko ZSRR był podyktowany względami taktycznymi, a nie ideologicznymi” – odpowiada Fiszman.

„Dla żydów jednak nie tylko sojusz z nazistami jest niewybaczalny w jakichkolwiek okolicznościach, ale historycy udokumentowali również, że ukraińscy nacjonaliści wraz z Niemcami zamordowali wiele tysięcy żydów na Ukrainie” – dodaje Fiszman.

Uzasadnienie Fiszmana, że Bandera i inni nazistowscy kolaboranci są „symbolami walki o niepodległość Ukrainy”, jest dokładnie takie samo, jak uzasadnienie zwolenników „białej supremacji” w USA, że podnoszą flagę Konfederacji tylko dla uczczenia swojego „dziedzictwa”, a nie dla uczczenia reżimu, który rozpoczął wojnę, aby chronić „prawo” do zniewalania Afrykanów.

„Na Ukrainie są neonaziści, tak samo jak w USA, a nawet w Rosji” – twierdzi Fiszman. „Są oni jednak bardzo marginalną grupą bez wpływów politycznych i nie atakują żydów ani organizacji żydowskich na Ukrainie.”

Innymi słowy, ADL chce nas zapewnić, że „nie ma powodu do niepokoju”.

Jednak lobby izraelskie było zaniepokojone rozwojem ukraińskiej skrajnej prawicy na długo przed inwazją Rosji.

„Ci, którzy dokonali holokaustu, zasługują na potępienie, niezależnie od ich narodowo-wyzwoleńczych zasług” – słusznie zauważył w 2015 roku Ephraim Zuroff, dyrektor regionalny Centrum Szymona Wiesenthala – innego znanego lobby izraelskiego.

„Zjawisko to, obecnie tak powszechne w postkomunistycznej Europie Wschodniej, a zwłaszcza na Ukrainie i w krajach bałtyckich, wyraźnie pokazuje, że kraje te nie są w pełni świadome odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą prawdziwa demokracja” – dodał Zuroff.

Potępienie to nastąpiło po tym, jak w sylwestrową noc w Kijowie odbył się pochód z pochodniami na cześć Bandery.

Teraz jednak, podobnie jak ADL, Centrum Szymona Wiesenthala, dla celów politycznych, zaprzecza istnieniu nazizmu na Ukrainie.

I podobnie jak ADL, powołują się na fakt, że Zelenski jest żydem, jako dowód na nieistnienie neonazizmu na Ukrainie.

Przypomina to twierdzenie, że odkąd Obama został wybrany na prezydenta, w USA nie ma już rasizmu.

Według ADL, rozpowszechnienie „propagandy supremacji białych” w USA wzrosło dramatycznie w 2020 roku, cztery lata po tym, jak pierwszy czarnoskóry prezydent zakończył swoje rządy.

Zniekształcanie historii

Usprawiedliwianie, niedomówienia i „jednostronne” podejście do nazizmu i holokaustu jest samo w sobie zdumiewające.

Ale twierdzenie ADL, że sojusz Bandery z Hitlerem był jedynie „taktyczny” – jak gdyby miało to umniejszać ich zbrodnie – jest również fałszywe.

Chociaż Bandera i jego zwolennicy później próbowali przedstawić sojusz z III Rzeszą jako zaledwie „taktykę”, próbę przeciwstawienia jednego państwa totalitarnego drugiemu, w rzeczywistości sojusz ten był głęboki i ideologiczny” – pisze dziennikarz i badacz Daniel Lazar w 2015 r. (magazyn Jacobin) w recenzji książki historyka Grzegorza Rossolinskiego-Liebe „Stepan Bandera: Life and Postmortem of a Ukrainian Nationalist”.

„Bandera widział Ukrainę jako klasyczne państwo jednopartyjne, a siebie jako Führera (opatrznościowca) i oczekiwał, że nowa Ukraina powstanie pod nazistowskim patronatem.

 Hitlerowcy aresztowali Banderę, ponieważ dążył on do uzyskania niepodległości Ukrainy, na co Hitler nie wyrażał zgody. Sojusz między OUN a Hitlerem jednak trwał nadal.

„Zamiast rozwiązać OUN, naziści przekształcili ją w dowodzone przez siebie siły policyjne” – pisze Lazar.

„OUN odegrała wiodącą rolę w pogromach żydów we Lwowie i dziesiątkach innych ukraińskich miast po inwazji Hitlera, a następnie służyła nazistom, strzegąc gett i pomagając w deportacjach, obławach i rozstrzeliwaniach żydów”.

W 1943 r. banderowcy z OUN utworzyli własną milicję – UPA.

UPA rozpoczęła czystki etniczne i eksterminację Polaków na terenach, które banderowcy uważali za ukraińskie.

Cytując historyków, Lazar pisze: „W latach 1943-1945 UPA wymordowała około 100 000 Polaków, a greko-katoliccy księża błogosławili siekiery, widły, kosy, sierpy, noże i pałki, których chłopi zmobilizowani do UPA, używali do wykańczania Polaków”. Jednocześnie pogromy żydów dokonywane przez UPA były „tak brutalne, że żydzi szukali ochrony u Niemców” – pisze Lazar.

„Bandy banderowskie i miejscowi nacjonaliści co noc dokonywali pogromów i eksterminacji  żydów” . Rossolinski-Liebe cytuje świadka, który zeznawał w 1948 r. „żydzi ukrywali się przed banderowcami w niemieckich koszarach. Do ochrony tych obozów, a więc i żydów, sprowadzono więcej żołnierzy niemieckich.”

Zmartwychwstanie Bandery

Ta przerażająca historia ma bezpośredni związek z dzisiejszymi wydarzeniami.

Po II wojnie światowej, wraz z wybuchem zimnej wojny, USA i ich sojusznicy przyjęli banderowców, z których wielu uciekło na Zachód, zwłaszcza do Kanady.

Od 1991 r., kiedy rozpadł się ZSRR i Ukraina uzyskała niepodległość, a w ostatnich latach jeszcze bardziej, kult Bandery powrócił z całą mocą.

I to w żadnym wypadku nie jako zjawisko marginalne, ale z pełnym poparciem państwa ukraińskiego.

NBC News nazwała „złowieszczym” fakt, że Ukraina „w ostatnich latach postawiła kilka pomników ukraińskich nacjonalistów, których spuścizna jest splamiona ich niezaprzeczalną rolą jako popleczników nazistów”.

Takie pomniki można znaleźć na całej zachodniej Ukrainie, od Lwowa przez Tarnopol po Iwano-Frankowsk (poprawnie: Stanisławów – dop. tłumacza), a także w wielu mniejszych miejscowościach.

W 2016 r. rada miejska Kijowa zdecydowaną większością głosów nadała Alei Moskiewskiej w Kijowie imię Bandery.

Eduard Dolinski, szef Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego, przez lata zbierał dokumenty świadczące o nieustannym honorowaniu Bandery pomnikami, hasłami i ceremoniami.

Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk pochwalił się nawet w 2015 r., że podczas wizyty w Monachium „złożył kwiaty na grobie naszego bohatera Stepana Bandery”.

Możliwość powrotu koszmaru

USA i UE zbroją i wspierają rząd w Kijowie,  wszystko o czym wspomniano powyżej, próbuje się zatuszować, podobnie jak liczne dowody poparcia dla nazizmu i faszyzmu na współczesnej Ukrainie.

Stwierdzenie tego faktu nie oznacza, że 40 milionów Ukraińców to naziści, ani że kraj ten zasługuje na inwazję.

Nie mówiąc już o tym, że sojusz z nazistami – jakimikolwiek nazistami – może wywołać jakąś koszmarną reakcję, nawet jeśli eskalacja konfliktu na Ukrainie nie doprowadzi do wojny jądrowej.

Niemniej jednak ważne jest, aby obywatele krajów NATO wiedzieli, z kim współpracują ich rządy i że uzbrajają i szkolą one skrajnych prawicowców i nazistów, którzy bynajmniej nie są „zmarginalizowani”.

W 2019 roku – zanim wybielanie banderowców stało się politycznie konieczne – sama ADL ostrzegała, że „ekstremistyczna grupa, Batalion Azow, jest powiązana z neonazistami i zwolennikami białej supremacji” i wydała raport o tym, jak ukraińscy bojownicy próbowali „nawiązać kontakty z podobnie myślącymi ekstremistami w USA”. Obecnie batalion Azow, w pełni włączony do ukraińskiej Gwardii Narodowej, podobno otrzymuje broń dostarczaną przez kraje zachodnie.

Skrajnie prawicowi ekstremiści z USA i Europy przybywają na Ukrainę, aby dołączyć do swoich neonazistowskich kolegów z Ukrainy.

Kiedy ci „wojownicy rasy” z doświadczeniem bojowym, wrócą do domu, muzułmanie, żydzi i wszyscy inni, których uznają za nie będących prawdziwymi „Europejczykami” lub „Amerykanami”, będą musieli zapłacić za to cenę.

Może się wydawać zaskakującym, że lobby izraelskie, które rzekomo walczy z uprzedzeniami wobec żydów i wszystkich innych, pomaga wybielić nazistów. Ale sojusz syjonistów, antysemitów i nazistów ma już stuletnią historię.

ADL może  brać przykład z Netanjahu, który bezwstydnie przekręca historię. W 2015 r., kiedy był premierem Izraela, Netanjahu próbował usprawiedliwiać Hitlera i obwiniać Palestyńczyków za holokaust.

Nie jest też wcale zaskakujące, że ADL, która w latach 80. w USA szpiegowała przeciwników  apartheidu w RPA, będzie działać w porozumieniu z neonazistami i zwolennikami białej supremacji.

Niemniej jednak nie sposób nie zauważyć tego wielkiego cynizmu ze strony lobby izraelskiego, które każde poparcie dla praw Palestyńczyków nazywa „antysemityzmem”, a jednocześnie pomaga w rehabilitacji wspólników Hitlera w holokauście.

Ali Abu-Nima

Tłum. google z niewielką pomocą człowieka

Źródło: colonelcassad  – „Антидиффамационная лига и реабилитация гитлеровских пособников на Украине”

BlackRock’s Fink Says Ukraine Invasion „Accelerates” ESG and Digital Currencies Shift

by Tyler Durden Mar 24, 2022 https://www.zerohedge.com/markets/blackrocks-fink-says-ukraine-invasion-accelerates-esg-and-digital-currencies-shift

ESG: E – Środowisko (z ang. environmental), S – Społeczna odpowiedzialność (z ang. social responsibility) i G – Ład korporacyjny (z ang. corporate governance)

——————————-

BlackRock CEO Larry Fink’s annual letter to shareholders has become heavily scrutinized as ones from Berkshire Hathaway chief Warren Buffett and JP Morgan chief Jamie Dimon. Fink is the boss of a $10 trillion asset manager, the world’s largest and oversees more money than the Fed, told shareholders Russia’s invasion of Ukraine would fundamentally reshape the world economy and drive up inflation as supply chains are reconfigured. 

„Russia has been essentially cut off from global capital markets, demonstrating the commitment of major companies to operate consistent with core values. This „economic war” shows what we can achieve when companies, supported by their stakeholders, come together in the face of violence and aggression,” he said.

Frink has made clear the conflict in Ukrainian is being used as an accelerator to reorganize the global economy as the old world order crumbles and a multipolar world emerges. Supply chains will be onshored or moved closer to home, and the WEF’s agenda of a green new world, more corporate surveillance, and trackable money are inevitable this decade. 

Readers can find Fink’s complete letter here

„The Russian invasion of Ukraine has put an end to the globalization we have experienced over the last three decades,” Fink wrote. 

Fink predicted „companies and governments will also be looking more broadly at their dependencies on other nations. This may lead companies to onshore or nearshore more of their operations resulting in a faster pull back from some countries.”

As a result, „a large-scale reorientation of supply chains will inherently be inflationary,” he said, pointing out that even before the conflict broke out in Eastern Europe, the economic effects of the virus pandemic brought US inflation to its highest in four decades.

Today’s inflationary environment, teetering on the verge of stagflation, has put central banks in „difficult decisions about how fast to raise rates. They face a dilemma they haven’t faced in decades, which has been worsened by geopolitical conflict and the resulting energy shocks. Central banks must choose whether to live with higher inflation or slow economic activity and employment to lower inflation quickly,” Fink said. 

Like Fink’s last letter to shareholders, he was focused on the firm’s „ESG” and „green technology” commitments. This time around, he said the invasion „will actually accelerate the shift toward greener sources of energy in many parts of the world,” because higher fossil fuel prices will make the transition of renewables financially competitive. 

„We’ve already seen European policymakers promoting investment in renewables as an important component of energy security,” he said. „More than ever, countries that don’t have their own energy sources will need to fund and develop them– which for many will mean investing in wind and solar power.”

In the short-term, alternatives to Russian energy products „will inevitably slow the world’s progress toward net-zero [emissions] in the near term,” he added. BlackRock is the world’s largest asset manager, which has pushed „ESG” policies that harm American fossil fuel companies, basically following the World Economic Forum’s (WEF) script. 

On digital currencies, Fink said the Ukrainian conflict has the „potential impact on accelerating digital currencies. The war will prompt countries to re-evaluate their currency dependencies.” He spoke about central bank digital currencies (CBDC) and how they „can enhance the settlement of international transactions while reducing the risk of money laundering and corruption.” Again, Fink is following WEF’s script of implementing new forms of digital currency that will mean governments will have more control over the people. 

Fink also praised how global corporate elites banded together following Russia’s invasion and isolated Moscow from the global financial system overnight, paralyzing the country’s economy. He said the private sector demonstrated the power of the capital markets:

„Russia has been essentially cut off from global capital markets, demonstrating the commitment of major companies to operate consistent with core values. This „economic war” shows what we can achieve when companies, supported by their stakeholders, come together in the face of violence and aggression,” he said.

Frink has made clear the conflict in Ukrainian is being used as an accelerator to reorganize the global economy as the old world order crumbles and a multipolar world emerges. Supply chains will be onshored or moved closer to home, and the WEF’s agenda of a green new world, more corporate surveillance, and trackable money are inevitable this decade. 

Readers can find Fink’s complete letter here

Na litość boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy !!!

Biały Dom tłumaczy, że Biden nie powiedział w Warszawie tego, co powiedział. Mamy w USA dwugłos, o ile nie dwuwładzę…

https://nczas.com/2022/03/27/bialy-dom-tlumaczy-ze-biden-nie-powiedzial-w-warszawie-tego-co-powiedzial/

Uwaga prezydenta Joe Bidena o tym, że Władimir Putin nie może pozostać przy władzy wywołała w USA i na świecie falę komentarzy. „Washington Post” przypomniał wypowiedź Bidena z czasów kampanii prezydenckiej, gdy mówił on, że słowa prezydenta USA mają swą wagę.

Biały Dom się tłumaczy.

Na litość boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy” – powiedział Biden podczas warszawskiego przemówienia w sobotę.

Stało się cos bezprecedensowego – pisze „Washington Post”. „Coś, co odwraca całą dotychczasową politykę Stanów Zjednoczonych, podając w wątpliwość twierdzenia wysokich urzędników administracji, w tym sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, że zmiana reżimu (w Moskwie) nie jest celem”.

Gazeta zauważa, że pod względem radykalizmu wypowiedź Bidena idzie dalej niż wszystkie oświadczenia prezydentów USA z czasów zimnej wojny. Biały Domu natychmiast zresztą wystąpił z wyjaśnieniami.

Prezydentowi chodziło o to, że nie można pozwolić Putinowi na sprawowanie władzy nad sąsiadami lub regionem. Nie mówił o władzy Putina w Rosji ani o zmianie reżimu” – wyjaśnił przedstawiciel Białego Domu w wiadomości przekazanej dziennikarzom towarzyszącym prezydentowi.

Część ekspertów sugeruje, że słowa Bidena nie były sygnałem zmiany polityki, ale raczej „wynikiem potknięcia”.

„Myślę, że była to taka gafa płynąca z serca. (…) Gdyby Biden mógł zamknąć oczy i pomyśleć 10 życzeń, to jednym z nich byłaby na pewno zmiana przywództwa w Rosji” – ocenił Aaron David Miller ekspert współpracujący z Carnegie Endowment for International Peace.

Do tej pory sam Biden, jak i przedstawiciele jego administracji odrzucali sugestie, że celem strategii USA jest obalenie Putina. Jednocześnie sam gospodarz Białego Domu w ostatnich dniach zaczął znacznie ostrzej wypowiadać się o rosyjskim prezydencie, nazywając go zbrodniarzem wojennym, mordercą i rzeźnikiem.

Po tym, że Biały dom od razu pospieszył z tłumaczeniem co prezydent Biden miał na myśli, można wywnioskować, że Waszyngton w rękach Demokratów próbuje jak tylko może traktować Putina delikatnie i jednak dogadać się mimo wszystko. Co innego proponują przedstawiciele resortów siłowych. Mamy w USA dwugłos, o ile nie dwuwładzę…

Lemingoza

Izabela Brodacka

Termin lemingoza sugeruje jednostkę chorobową. Brzmi jak neuroza czy psychoza. Neologizm ten utworzono opierając się na obyczajach lemingów. Otóż co pewien czas stada tych gryzoni podejmują ryzykowne a nawet absurdalne wędrówki w wyniku których masowo giną. Naukowcy uważają ten fenomen za przejaw regulowania przez populację lemingów jej własnej liczebności.

W  sensie przenośnym lemingoza to całkowicie irracjonalne zachowania stadne ludzi. 

Zjawisko lemingozy tłumaczy fakt, że większość ludzi pragnie uczestniczyć w ważnych wydarzeniach historycznych i to „po właściwej stronie”, a przede wszystkim być en vogue i comme il faut czyli modnym oraz jak należy, jak trzeba. Te francuskie, dość staroświeckie zwroty najlepiej oddają absurdalność łączenia wartości z modą. Moda jest absurdalna z definicji. Z dziurami na kolanach wytartych spodni możesz obecnie być całkowicie comme il faut na koncercie w filharmonii.

We Francji po naszym stanie wojennym było en vogue opiekowanie się jakimś polskim emigrantem i wielu rodaków sporo na tym skorzystało. Ludzie dla których wybory moralne i polityczne podlegają wymogom mody mogą oczywiście mimochcąc zrobić dużo dobrego, na przykład pomagając ofiarom wojny, chorym dzieciom w Afryce, bezdomnym psom, czy polskim emigrantom.

Skłonność ludzi do ulegania modzie nie tylko w sprawach błahych lecz również najistotniejszych może być jednak używana do wyprowadzania społeczeństwa w pole i  do realizacji szkodliwych dla tego społeczeństwa tajnych planów. Na przykład gdyby nie zbiorowa bezkrytyczna fascynacja Wałęsą i osiągnięciami okrągłego stołu architektom transformacji ustrojowej nie udałoby się tak łatwo nas obrabować i wpędzić w ślepa uliczkę.

 Lemingoza bywa nieszkodliwa. Jej przykładem jest uwielbienie okazywane księżnej Dianie szczególnie po jej śmierci. Wykreowano ją niemal na Madonnę, nazywano królową ludzkich serc, składano kwiaty na trawnikach przed pałacem Kensington, a jej pogrzeb transmitowały wszystkie światowe stacje telewizyjne. Księżna Diana tak naprawdę była nieszczęśliwą zagubioną kobietą i daleko jej było do ideału. Jednak kwiatki i maskotki składane pod pałacem Kensington, a także serduszka rysowane kolorową kredą na chodnikach nikomu szkody nie przyniosły i  nie miały najmniejszego wpływu na losy kraju.

Natomiast przejawem lemingozy ryzykownej jest sprowadzenie do Polski milionów Ukraińców i ofiarowywanie im pierwszeństwa w dostępie do bezpłatnego leczenia, mieszkań i stypendiów na studiach. To typowy przypadek spotkania się oddolnej inicjatywy ze zręcznym kierowaniem nastrojami społecznymi czyli lemingozy spontanicznej z lemingozą sterowaną.

Dokładnie to samo zdarzyło się w Polsce w latach osiemdziesiątych gdy oddolne spontaniczne pragnienie wolności i solidarności zostało zagospodarowane przez planistów pieriestrojki czyli takiej zmiany systemu ekonomicznego i społecznego, która chroniłaby komunistyczne elity władzy i gwarantowała tym elitom miękkie lądowanie.

Szlachetne intencje pomocy ludziom dotkniętym klęską wojny też są obecnie zagospodarowywane przez jakiś nadrzędny plan. Pomoc ofiarowana Ukraińcom przez polski rząd zdecydowanie przekracza możliwości naszego państwa i będzie działała na szkodę polskich obywateli. Ofiarowanie Ukraińcom pełnej bezpłatnej pomocy medycznej oznacza, że jeszcze więcej Polaków będzie umierało w kolejkach do szpitala  nie doczekawszy się nawet wizyty u lekarza specjalisty.

Przypominam, że Polacy wyjeżdżający za granicę w czasach stanu wojennego byli grupowani w przejściowych obozach i objęci tylko doraźną pomocą medyczną. Zdarzało się że w takim obozie, na przykład we Włoszech, spędzali przeszło rok przed wyjazdem do upragnionej Kanady, a tam musieli sobie sami znaleźć i mieszkanie. Władze tych krajów wydawały się znać i honorować przesłanie kardynała Wyszyńskiego: „ Każdy naród pracuje przede wszystkim dla siebie, a nieszczęściem  jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny”. Teraz kraje europejskie też ofiarowują uciekinierom pomoc tylko doraźną a w całej UE przyjęto mniej uciekinierów niż przyjęła ich Polska czym się nieustannie szczycimy i popisujemy gdyż  jak zawsze pragniemy być  „pawiem narodów i papugą”.

Jakie korzyści mogą natomiast wyniknąć z obecnej  lemingozy? Przede wszystkim ogromna i być może jedyna  szansa na zasypanie dzielących nas z Ukraińcami zaszłości. Polacy jak się wydaje potrafią już wybaczyć Ukraińcom rzezie na Wołyniu- Ukraińcy być może polubią Polaków z wdzięczności za okazaną im serdeczną, spontaniczną pomoc.

Pamiętajmy jednak, że wybaczyć nie znaczy zapominać, a nie zapominać nie znaczy z kolei wypominać. Mamy prawo pamiętać o tragicznych wydarzeniach naszej historii ale nie musimy traktować nam współczesnych przez pryzmat tych wydarzeń. Nie wierzę w możliwość powstania synkretycznej historii. Nie jest możliwe raz na zawsze ustalić i zadekretować kto w danym konflikcie był ofiarą a kto prześladowcą. Strony każdego konfliktu patrzą na historię z zupełnie różnej perspektywy, a rachunki krzywd się nie bilansują.  Przepraszanie za grzechy przodków jest na ogół pustym gestem szczególnie, że najczęściej przepraszają w imieniu jakiejś społeczności osoby bynajmniej do tego przez tę społeczność (jak Kwaśniewski) nie uprawnione.  Jeżeli naprawdę chcemy pojednania nie możemy oczekiwać, że wszyscy Ukraińcy potępią Banderę choć wolelibyśmy nie napotykać placów i ulic jego imienia. 

Najistotniejszą korzyścią, korzyścią moralną jest jednak obudzenie się w społeczeństwie polskim współczucia i empatii dla innego, cierpiącego człowieka i wynikła z tej empatii indywidualna .spontaniczna bezwarunkowa pomoc udzielana ofiarom wojny.

Natomiast udzielający pomocy instytucjonalnej muszą pamiętać przesłanie kardynała Wyszyńskiego oraz myśleć o dalekosiężnych skutkach podjętych działań. Choćby takich jak wynikająca z tych działań zamiana państwa narodowego w wielonarodowe, z wszelkimi tego konsekwencjami. Muszą też mieć świadomość, że być może realizują jakiś szerszy geopolityczny plan.

Największe kłamstwa (jak dotąd) na temat Rosji i Ukrainy – Brandon Smith

Największe kłamstwa (jak dotąd) na temat Rosji i Ukrainy – Brandon Smith

https://www.bibula.com/?p=132555

Jak wielu z moich czytelników już wie, nie jestem największym fanem Władimira Putina, i to nie bez powodu. Wojna na Ukrainie nie jest tu czynnikiem; chodzi raczej o dwulicowość Putina, a w każdym razie o sposób, w jaki jest on przedstawiany konserwatystom. Pogląd, że Putin jest „antyglobalistą”, krąży w alternatywnych mediach od co najmniej dekady i szczerze mówiąc, nie ma w nim ani grama prawdy.

Nigdy nie wyrzucił Rotszyldów z Rosji, pozwalając no to aby od wielu lat prowadzili w Moskwie operacje bankowe. Putin był bliskim przyjacielem zwolennika Nowego Porządku Świata, Henry Kissingera, jeszcze zanim został przywódcą Rosji – wszystko to zostało opisane w jego autobiografii „Pierwszy człowiek”. Ponadto Putin od wielu lat jest mocno zaangażowany w działalność Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), a właśnie w zeszłym roku Rosja przystąpiła do Inicjatywy Czwartej Rewolucji Przemysłowej Klausa Schwaba. Pojawiają się głosy, że chodzi m o to, aby „trzymał wrogów blisko siebie”, ale to tylko dziecinna naiwność. Nikt nie trzyma globalistów blisko, jeśli nie zgadza się z nimi w większości koncepcji.

Tak, WEF powiedziała Putinowi, że jest „niegrzecznym chłopcem” dokonanie inwazji na Ukrainę i Rosja nie jest zaproszana na ich następną dużą konferencję. Jednak WEF zrobiło dokładnie to samo po tym, jak Rosja zaanektowała Krym, a rok później Putin już został ponownie zaproszony. Fałszywe kłótnie między globalistami i ich sojusznikami mają służyć opinii publicznej, a w rzeczywistości nic nie znaczą.

Tak czy inaczej, wojna na Ukrainie mnie nie obchodzi. W tej walce nie ma dobrych stron. Obie strony są marionetkami elitarnych interesów. Skutki dla ludności cywilnej na Ukrainie są niefortunne, ale w najbliższym czasie reszta świata będzie musiała stawić czoła podobnym lub gorszym zagrożeniom z powodu upadku gospodarczego. Moim celem nie jest obrona Rosji, lecz zdemontowanie oczywistej propagandy. A jest powód, dla którego establishment jest tak zainteresowany wzburzeniem opinii publicznej w sprawie Ukrainy.

W ostatecznym rozrachunku wojna na Ukrainie jest niezwykle wygodna dla globalistów. Pomyślmy – w chwili, gdy ich przymusowe szczepienia zaczynają się rozpadać, a ponad połowa świata odmawia paszportów szczepionkowych, nagle następuje inwazja na Ukrainę i wszystko zostaje zapomniane? To tak, jakby ktoś włączył magiczny przełącznik i machina propagandowa mediów głównego nurtu natychmiast się wyłączyła, wszystko naraz. Wojna ze sceptykami szczepionek w większości zniknęła. Nie ma już nacisków na wprowadzenie obowiązku szczepień. Nawet masek w zasadzie już nie ma. Wszystkie ograniczenia, które według autorytarystów były niezbędne do „ratowania życia”, teraz nie mają już znaczenia. Zniknęły, ponieważ nigdy nie miały znaczenia.

Teraz przechodzimy do nowszego, większego rozproszenia uwagi, jakim jest potencjalna III wojna światowa. Zostało to ułatwione przez Putina i rozszerzone przez kraje NATO na sferę konfliktu ekonomicznego, czyli tam, gdzie toczy się prawdziwa wojna. Globaliści przestawili się z wykorzystywania kowida jako pretekstu do inflacji i spadku gospodarczego, na wykorzystywanie Rosji i Ukrainy jako pretekstu do inflacji i spadku gospodarczego. Ponownie, to wszystko jest bardzo wygodne.

W międzyczasie mieliśmy do czynienia z epicką ilością teatru i odwracania uwagi od rzeczywistości na Ukrainie. Chyba nigdy wcześniej nie widziałem, aby propagandowe narracje były realizowane w czasie rzeczywistym na takim poziomie. Mówię tu o natychmiastowych kłamstwach, które powstają w chwili, gdy na Ukrainie ma miejsce jakiekolwiek wydarzenie i są rozpowszechniane są za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dezinformacja rozprzestrzenia się tak szybko, że często nie ma czasu, aby ją przeanalizować przed kolejnym wydarzeniem; i może właśnie o to chodzi. Kiedy opinia publiczna jest bombardowana kłamstwem za kłamstwem, czasem zmieszanym z odrobiną prawdy, nie ma czasu na reakcję ani na myślenie.

Ogólny wydźwięk całej tej sytuacji jest jednak taki, że nie należy myśleć. Wystarczy zaakceptować maksymę, że „Rosja jest zła, Ukraina dobra”. Są nawet Republikanie i fałszywi konserwatyści z tej partii, którzy wzywają do wkroczenia USA na Ukrainę lub przynajmniej do zamordowania Putina. Dlaczego konserwatyści, czy ktokolwiek inny na Zachodzie, miałby być tak bardzo zaangażowany w sprawę Ukrainy, że rozważa się III wojnę światową? Co ten konflikt ma wspólnego z nami? W oczach opinii publicznej nie ma on z nami NIC wspólnego. Niczego.

Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, musimy omówić wiele oszustw związanych z sytuacją na Ukrainie oraz wiele hipokryzji, które podważają tezę, że ludzie Zachodu, a zwłaszcza Amerykanie, powinni się angażować…

Zbrodnie wojenne? Inwazja na Ukrainę a inwazja na Irak

Zanim do tego przejdę, muszę powtórzyć, że politycy neokonserwatywni NIE są konserwatystami. Nigdy nimi nie byli i nigdy nie będą. Są fałszywymi konserwatystami, którzy przywdziewają nasze ideały jak kostium, aby infiltrować i wywierać wpływ. Polityczni oszuści, tacy jak John McCain (dobrze, że odszedł), Lindsay Graham, Mike Pence itd. twierdzą, że są po naszej stronie, ale w międzyczasie konsekwentnie wspierają lewicowe i globalistyczne inicjatywy, a wszystko to przy jednoczesnym aktywnym dążeniu do ograniczenia naszych konstytucyjnych praw.

Należy pamiętać, że ci sami neokoni, którzy dziś wzywają do zaangażowania USA na Ukrainie, to ci sami ludzie, którzy 20 lat temu domagali się zaangażowania USA w Iraku i na całym Bliskim Wschodzie. Wiesz, ta „wojna z terroryzmem”, która nigdy się nie kończy i poszukiwania „broni masowego rażenia”, które nic nie dały? Pamiętasz to? Odpowiedzialni za to byli przede wszystkim neokonserwatyści. Nie powinniśmy stracić z oczu ironii, że demonizują oni Putina za jego stosunkowo powściągliwą inwazję na Ukrainę.

Według oficjalnych szacunków sama inwazja na Irak spowodowała śmierć około 200 000 cywilów. Wojna ta nie miała absolutnie nic wspólnego z wydarzeniami 11 września, bronią masowego rażenia czy jakimikolwiek związkami Saddama Husajna z terrorystami. W rzeczywistości nie istniały żadne bezpośrednie powody, dla których USA miałyby w ogóle być w Iraku. A jednak jesteśmy tam do dziś, po agresywnej zmianie reżimu i latach walk, które zniszczyły całe pokolenie Irakijczyków. Czy w odwecie nastąpiło masowe, globalne dążenie do „odwołania” USA? Nie. Właściwie nic się nie stało.

Nawet dzisiaj nie słyszałem, aby któryś z publicystów podniósł kwestię, że oskarżanie Rosji o „zbrodnie wojenne” jest hipokryzją, biorąc pod uwagę inwazję USA na Irak i spowodowane przez nią zniszczenia. Dlaczego nikt o tym nie mówi?

Rosja przegrywa wojnę?

Szczerze mówiąc, uważam, że WSZYSTKIE współczesne siły zbrojne są przeceniane pod względem skuteczności. Poleganie na technologii przeniknęło do nowego etosu wojskowego i uczyniło je miękkimi. Dotyczy to również armii amerykańskiej, która właśnie spędziła prawie 20 lat na wojnie w Afganistanie, mając do dyspozycji najwyższej klasy drony, ale bezskutecznie. Wojsko rosyjskie jest najbliższe USA pod względem przewagi technologicznej, ale myślę, że wielu ludzi naoglądało się zbyt wielu filmów o wojnie i ich oczekiwania co do sposobu przeprowadzenia inwazji są zbyt wygórowane.

Inwazje zazwyczaj nie udają się w ciągu kilku tygodni. To wymaga czasu. Może Rosji się nie powiedzie, ale jest to mało prawdopodobne, a szczegóły na miejscu wskazują na metodyczną wojnę, a nie biltzkrieg.

Na przykład Rosja wyraźnie stara się unikać ofiar wśród ludności cywilnej (przynajmniej w porównaniu z początkową inwazją USA na Irak). Zachowała nienaruszoną znaczną część infrastruktury, w tym sieć energetyczną w wielu częściach kraju, czyli to, co ja bym wziął na celownik w pierwszej kolejności, jeśli mam być szczery co do korzyści strategicznych. Fakt, że Ukraina przez cały ten czas miała internet, nawet bez systemu Starlink Elona Muska, zadziwia mnie. Wygląda to tak, jakby Putin próbował przeciągnąć wojnę.

Zauważmy też, że Rosja operuje wokół większości dużych miast, a nie przez nie. Nie widzę tu raczej działań bezwzględnego Czyngis-chana. Podejrzewam, że narracja „Rosja poniosła klęskę” jest przeznaczona raczej dla zachodniej publiczności, aby dać nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Rosja jest odizolowana?

Nie, nie jest. Przynajmniej w tej chwili Rosja nadal ma do dyspozycji wszystkie rynki krajów BRICS. Oznacza to, że Chiny, Indie, Brazylia i RPA (między innymi) nadal prowadzą ożywioną wymianę handlową z Rosją, a rosyjski eksport nadal płynie szerokim strumieniem. W Indiach i Chinach mieszka łącznie 36% ludności świata i istnieje ogromny popyt na rosyjską energię i żywność, więc proszę mi jeszcze raz powiedzieć, że Rosja jest odizolowana i będzie błagać o litość.

Co więcej, Chiny podpisały 30-letni kontrakt na dostawy gazu i ropy tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę, a Indie przygotowują obecnie umowę handlową, która wyeliminuje dolara amerykańskiego jako walutę rezerwową. W zasadzie wszystkie zachodnie sankcje przyspieszają upadek dolara i prowadzą do realizacji scenariusza, którego zawsze pragnęli globaliści z WEF i MFW – nowego globalnego systemu walutowego, który zamierzają kontrolować.

Dlaczego media i Biały Dom twierdzą, że Rosja została odcięta od świata? Ponownie podejrzewam, że ta narracja służy jedynie temu, aby wmówić zachodnim masom fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Próbuje się wmówić ludziom, że międzynarodowa „kultura anulowania” działa, podczas gdy kultura anulowania jest w rzeczywistości żałosną i bezsilną strategią stosowaną przez tchórzy, którzy chcą uniknąć prawdziwej konfrontacji, wyobrażając sobie, że mają władzę.

Amerykańskie sankcje na rosyjską ropę powodują wysokie ceny gazu, a winę za to ponosi Putin?

Nie. To twierdzenie to nonsens. Ceny gazu rosły na długo przed inwazją na Ukrainę, a winę za to ponosi głównie Rezerwa Federalna, która nieustannie kreuje pusty pieniądz (fiat money) i wydaje biliony na środki stymulacyjne, które zdewaluowały dolara. Każdy ekonomista, który twierdzi inaczej, jest albo idiotą, albo kłamcą, a ja z przyjemnością w dyskusji go obalę.

W grudniu ubiegłego roku oficjalna inflacja w USA osiągnęła 40-letni szczyt. Rosyjska ropa stanowi zaledwie 3% amerykańskiego importu ropy naftowej. Media i Biały Dom nieustannie kłamią na temat skutków sankcji i próbują odwrócić uwagę od Rosji.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której media nie mówią zbyt wiele, a mianowicie zależność Europy od rosyjskiej ropy i gazu ziemnego. Jeśli chcesz zobaczyć rzeczywistą inflację cen spowodowaną przez Rosję, pozwól UE zakazać importu rosyjskiej ropy lub obserwuj, jak Putin odcina dostawy. Europa jest uzależniona od rosyjskiej ropy i gazu w około 40% całkowitej produkcji energii. Bez nich nie jest w stanie przetrwać nawet jednego roku. Gdyby Rosja podjęła działania odwetowe i zablokowała eksport energii do Europy, UE musiałaby pozyskiwać ropę z wielu innych krajów, co drastycznie zmniejszyłoby globalną podaż. Spowodowałoby to gwałtowny wzrost cen gazu, które podwoiłyby lub nawet potroiłyby obecny poziom.

Inflacja żywnościowa i detaliczna jest powodowana przez Rosję?

Również w tym przypadku sankcje tylko pomagają w pogłębieniu kryzysu, ale inflacja osiągnęła historyczne maksimum na długo przed inwazją na Ukrainę. W końcu i tak do tego dojdzie, ale zakłócenia w eksporcie surowców z Rosji i Ukrainy przyspieszają ten proces. Prawdziwym winowajcą inflacji cenowej są bankierzy z Rezerwy Federalnej i ich niekończące się QE [quantitative easing, czyli poluzowanie polityki pieniężnej) oraz puste (fiat) środki stymulacyjne. Tworzenie dziesiątek bilionów dolarów z powietrza i wprowadzanie ich do globalnego obiegu jest o wiele większym katalizatorem kryzysu stagflacyjnego niż wojna na Ukrainie.

Na Ukrainie nie ma nazistów?

To zależy od tego, jak definiuje się pojęcie „naziści”. W rzeczywistości istnieje narodowosocjalistyczna partia o nazwie Svaboda, która zajmuje o wiele bardziej znaczącą pozycję w ukraińskim społeczeństwie i polityce, niż wielu ludzi chciałoby przyznać. Oczywiście w dzisiejszych czasach każdy, kto nie zgadza się z dyktatem autorytarnej skrajnej lewicy, jest nazywany „nazistą”, więc to oskarżenie straciło wiele ze swojego znaczenia. Chcę tylko zauważyć, że w 2014 roku media głównego nurtu narzekały na „neonazistów” na Ukrainie i upominały polityków takich jak John McCain za podróż do Kijowa i podanie im ręki.

Unia Europejska zażądała nawet, by rząd ukraiński przestał się wiązać ze Svabodą z powodu ich „rasistowskich, antysemickich i ksenofobicznych poglądów”. Tak więc, niezależnie od tego, czy zgadzacie się z tym, że Svaboda jest podmiotem powiązanym z nazistami, czy też nie, zabawne jest to, że UE i amerykańskie media są teraz nagle sojusznikami tego samego rządu Ukrainy, który jeszcze w 2014 roku dyskredytowały jako „faszystowski”.

Na Ukrainie nie ma laboratoriów biologicznych finansowanych przez USA?

Tak, są. TO JEST FAKT. Istnienie wielu laboratoriów biologicznych na Ukrainie zostało otwarcie przyznane przez urzędników USA, w tym przez podsekretarz stanu Victorię Nuland. Nuland zaznaczyła również, że laboratoria te nie powinny dostać się w ręce rosyjskie ze względu na niebezpieczne „materiały badawcze”, które się w nich znajdują; powstrzymała się jednak od nazwania ich bronią biologiczną. Otwarcie przyznaje się też, że finansowanie tych laboratoriów przez USA rozpoczęło się za czasów Obamy (podobnie jak finansowanie niesławnego laboratorium biologicznego poziomu 4 w Wuhan w Chinach). Sam Obama zwiedził te obiekty, zanim został prezydentem, i przyznał, że w laboratoriach znajdowały się wirusy wąglika i dżumy.

Argumentem przemawiającym za zaangażowaniem USA w ukraińskie laboratoria biologiczne było to, że te niebezpieczne materiały muszą być odpowiednio zabezpieczone i „chronione”. Nie kupuję takiego wyjaśnienia, ale w każdym razie jest absolutną i niezaprzeczalną prawdą, że na Ukrainie znajduje się wiele laboratoriów biologicznych zawierających materiały, które mogą być użyte jako broń biologiczna, a laboratoria te otrzymywały znaczne środki finansowe od rządu USA. Ilość kłamstw i manipulacji medialnych wokół tej jednej sprawy jest naprawdę imponująca. Najwyraźniej rząd stara się ukryć coś, co wiąże się z tymi laboratoriami.

Czy uważam, że to jest powód, dla którego Rosja najechała na Ukrainę? Nie, wcale nie. Pozostaje jednak faktem, że argumenty Białego Domu i mediów na temat laboratoriów biologicznych są weryfikowalnymi kłamstwami.

Liczy się prawda…

Większość kampanii dezinformacyjnych prowadzonych w mediach i przez polityków, od Białego Domu po neokonów w Partii Republikańskiej, ma oczywiście na celu jedno: uzyskanie poparcia Amerykanów dla wojny z Rosją. Szczerze mówiąc, Ukraina nie jest tego warta. Przesiedlenia uchodźców są smutne, ale wojna w ogóle służy WSZĘDZIE tylko interesom globalistów i pośredników władzy. Nie możemy dać się zwabić fałszywymi narracjami i wykorzystywać naszej empatii.

Zaangażowanie NATO na Ukrainie, w tym zaangażowanie militarne, jest wszechobecne od ponad dekady, na długo przed rosyjską inwazją na Krym. To prawie tak, jakby Ukraina była przygotowywana jako beczka prochu do potencjalnej wojny światowej. Teraz wygląda na to, że globaliści wracają do planu B, desperacko próbując odwrócić uwagę opinii publicznej od zniszczeń gospodarczych. Putin ma w tym swój udział, Ukraina ma w tym swój udział, większość rządów państw NATO ma w tym swój udział. Prawdziwa wojna nie toczy się z Rosją; prawdziwa wojna toczy się z establishmentowymi elitami, które grają po obu stronach konfliktu. Po co poświęcać miliony w bezsensownym, sztucznie wywołanym konflikcie, skoro możemy wyeliminować garstkę żądnych władzy i wreszcie żyć w pokoju?

Brandon Smith

Źródło: Alt-Market.us (March 25, 2022) – „The Biggest Lies (So Far) Surrounding Russia And Ukraine”

Tylko ćwierkanie zatwierdzone

Stanisław Michalkiewicz 26 marca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5147

Nasz nieszczęśliwy kraj naszpikowany jest konfidentami, niczym sztufada słoniną. Zaczęło się to już od 1944 roku, kiedy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, w którym rej wodzili sowieccy doradcy, przejęło na swoje usługi folksdojczów, których spisy wycofujący się gestapowcy pozostawiali na widocznych miejscach.

Nawiasem mówiąc, ci folksdojcze z jakichś zagadkowych przyczyn, po 75 latach się odradzają, przyłączając się do każdej antypolskiej akcji na terenie międzynarodowym i w kraju. Fenomen ten godzien rozbiorów i mam nadzieję, że jakieś konsylium weterynaryjne te przyczyny ustali. Potem UB werbował kolejnych konfidentów zarówno przez tortury i zastraszanie, jak i wabienie życiem ułatwionym, z czego korzystały osoby pretendujące później do funkcji autorytetów moralnych. Przełom październikowy w roku 1956 zmienił sytuację o tyle, że werbowanym nie przedstawiano już alternatywy: albo będziesz żył, albo nie będziesz – tylko: albo będziesz wegetował, albo sobie pożyjesz.

Po 1956 roku Gomułka zakazał werbowania konfidentów wśród członków PZPR, ale zakaz ten został złamany w okolicach roku 1962, dzięki czemu w roku 1968 i później, ujawniły się całe zastępy konfidentów, między innymi w niezależnych mediach głównego nurtu. Transformacja ustrojowa niczego tu nie zmieniła, bo o ile SB została poddana weryfikacji, o tyle stare kiejkuty, czyli wywiad wojskowy, przeszedł transformację ustrojową w szyku zwartym i jako Wojskowe Służby Informacyjne, przez 16 lat werbował na potęgę konfidentów, plasując ich w konstytucyjnych organach państwa, w miejscach, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, w organach ścigania, w niezawisłych sądach, no i oczywiście – w miejscach, w których produkuje się masowe nastroje, czyli w niezależnych mediach głównego nurtu, w przemyśle rozrywkowym i środowiskach opiniotwórczych.

Agenturę werbowały też inne służby, na przykład ABW, która prowadziła m.in, operację „Temida”, skierowaną na werbunek niezawisłych sędziów, którzy dzisiaj, do spółki z folksdojczami, tak się angażują w walkę o „praworządność”, która, w miarę rozwoju wojny hybrydowej, jaką od początku roku 2016 Niemcy prowadzą przeciwko Polsce, doprowadziła już do skutecznego zablokowania finansowania Polski z UE pod pretekstem niedostatków praworządności, będącej – jak się okazało – źrenicą oka unijnych biurokratów. Byłoby dziwne, gdyby akurat niezależne media głównego nurtu były przez werbowników omijane szerokim łukiem. O tym nie ma mowy, a jeśli nawet żrą się one między sobą, to tylko dlatego, że oficerowie prowadzący należą do różnych politycznych gangów, albo z nimi sympatyzują w zamian za obopólne korzyści. Komu z kolei podlegają gangi bezpieczniackie – to trudniejsza sprawa, chociaż to i owo można wydedukować z faktu, że w początkach transformacji ustrojowej pojawiły się trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie, które rotacyjnie i w imieniu swoich mocodawców, zza kulis rządzą naszym nieszczęśliwym krajem.

Ci mocodawcy też mogą się zmieniać i na przykład pewne światło na tę sprawę rzuca niedawna deklaracja byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, że trzeba „jak najszybciej” zamknąć przestrzeń powietrzną nad Ukrainą. Ponieważ Bronisław Komorowski była faworytem starych kiejkutów, a pan generał Dukaczewski nawet wskazał go konfidentom w wyborach prezydenckich w roku 2010 ogłaszając, że jak pan Komorowski wygra, to on z tej radości otworzy sobie butelkę szampana. Skoro tedy dzisiaj Bronisław Komorowski opowiada się za zamknięciem przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, co wciągnęłoby Polskę i inne kraje Europy Środkowej do wojny z Rosją, to wnioskuję z tego, że stare kiejkuty na tym etapie przewerbowały się do Goldmanów-Sachsów, które już nie mogą wytrzymać, żeby nie rozszerzyć wojny w Europie na kolejne nieszczęśliwe kraje. Podczas ostatniej wycieczki salonką do Kijowa, Naczelnik Państwa wykombinował sobie, by NATO wysłało na Ukrainę uzbrojoną po zęby „misję pokojową”. Jest to dokładne powtórzenie postulatu wysuniętego przez „The Wall Street Journal”, który domaga się wysłania wojsk NATO na Ukrainę zachodnią.

No a teraz sprawozdawcy parlamentarni zbojkotowali konferencję prasową Konfederacji, której celem było zwrócenie uwagi na problem ukraińskich uchodźców. Nosi on pozory pełnego spontanu i odlotu, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy pana Owsiaka, ale niektóre symptomy wskazują, że możemy miec do czynienia z zaplanowaną i skoordynowaną, gigantyczną operacją przesiedleńczą. Tak w każdym razie uważa pan prof. Jacek Bartyzel i wielu innych obserwatorów, więc rozsądek nakazywałby, by wyjaśnić, jak jest naprawdę. Taka potrzeba wydaje się tym bardziej oczywista, że niezależnie od tego, czy to spontan i odlot, czy też zaplanowana i skoordynowana operacja, to jej skutki objawią się już wkrótce i to być może w całej straszliwej postaci konfliktu na tle narodowościowym. Symptomem tego, co może się wydarzyć, była blokada przez uchodźców, wśród których brylowała pani Natalia Panczenko, funkcjonariuszka fundacji „Otwarty Dialog”, prowadzonej przez panią Ludmiłę Kozłowską i jej małżonka Bartosza Kramka, których z zagadkowych powodów boi się cała Polska, przejścia granicznego w Kukurykach, które po wielu godzinach musiała odblokowywać policja. Skoro tak się zaczyna, to jak się skończy, „kiedy lewkowi pazury urosną”?

Wydawałoby się, że dziennikarze niezależnych mediów głównego nurtu nie tylko sami powinni być zainteresowani analizą tego problemu, ale również – zapoznaniem z nią własnej publiczności. Tymczasem, kiedy posłowie Konfederacji usiłowali skorzystać z ich pośrednictwa, które przecież jest ich psim obowiązkiem, wyłączyli kamery i usiedli sobie przy stolikach popijając rozmaite napoje. Zrobili to pod pretekstem, że „nie dopuszczą” do „szczucia” przeciw „uchodźcom”, ale nie jest to przekonujące, bo kamery wyłączyli i odeszli od nich ZANIM posłowie Konfederacji zdążyli cokolwiek powiedzieć. W tej sytuacji bardziej prawdopodobne jest wyjaśnienie tego bojkotu poleceniem, jakie żurnaliści mogli otrzymać od swoich oficerów prowadzących, którzy przecież mogli zostać uprzednio do operacji przesiedleńczej zaangażowani na przykład przez bezpiekę amerykańską, bez której coś takiego, zwłaszcza w aktualnej sytuacji nie mogłoby się zdarzyć. Zwraca uwagę, że w bojkocie wzięli udział nie tylko dziennikarze, ale nawet – operatorzy kamer – co pokazuje, jak szerokie kręgi może zataczać werbunek konfidentów w niezależnych mediach, które dzisiaj – jak nigdy przedtem – ćwierkają z tego samego klucza.

Minęły dwa lata czyli czego covid uczy o Ukrainie

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/03/25/minely-dwa-lata-czyli-czego-covid-uczy-o-ukrainie/

,

(…)konflikt geopolityczny jest tak uproszczony i całkowity, jak to przedstawiono. Po prostu wybierz swojego bohatera i złoczyńcę, a wszystkie trudności ekonomiczne, cenzura, myślenie grupowe i utrata wolności osobistej, które wynikają z tego konfliktu, są (nie)szczęśliwym produktem ubocznym wojny, a nie celem….

−∗−

W menu na dziś danie post(?) pandemiczne. Tekst o tym jak gładko przeszliśmy od narracji covidowej do wojennej, jaki jest w tym udział mediów z grupy tzw. alternatywnych i co jest podawane nam do wierzenia. Felieton z serwisu Off-Guardian.

Zapraszam do lektury.

_______________***_______________

Dwa lata później: najważniejsza lekcja, której Covid może nas nauczyć o Ukrainie

Wczoraj minęły dokładnie dwa lata odkąd Wielka Brytania weszła w swój pierwszy lockdown, tylko „trzy tygodnie na spłaszczenie krzywej”. Kilka miesięcy później lockdown się skończył. Potem zaczął się od nowa w okolicach Bożego Narodzenia.

Nigdy, przenigdy nie było żadnego usprawiedliwienia dla lockdownów. One nie działają w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się choroby, a nawet jeśli tak się stało, „Covid” nigdy nie był wystarczającym zagrożeniem, aby ich wprowadzenie usprawiedliwić, a destrukcyjny wpływ efektu domina na zdrowie publiczne i gospodarkę sprawia, że ​​lekarstwo okazuje się gorsze niż choroba.

Nie musimy teraz wchodzić w szczegóły. W tym momencie wszystko jest już jasne.

Co ważniejsze – było to jasne jeszcze przed rozpoczęciem lockdownów.

Od chwili, gdy prasa po raz pierwszy wspomniała o Covidzie, było oczywiste, że to więcej dymu i luster niż czegokolwiek innego.

Jak pisałem w styczniu 2020 roku, kiedy prasa szalała z powodu 800 przypadków i 26 zgonów na świecie:

W dłuższej perspektywie należy rozważać szczepienie. Leki, które musisz brać, nawet jeśli nie jesteś chory, to kopalnia złota dla firm farmaceutycznych, a jeśli rząd wprowadzi je jako obowiązkowe, to jeszcze lepiej.

Nadchodzący program był aż nadto oczywisty, nawet wtedy.

Nadzór. Cenzura. Nakazy dotyczące szczepień. Duże zyski dla Big Pharmy. To wszystko było do zobaczenia już w styczniu 2020 roku.

Do 13 marca 2020r. stało się to jeszcze bardziej rażące, jak wtedy napisałem:

Okazuje się, że aby jak najlepiej uporać się z koronawirusem, musimy zakazać dużych publicznych protestów, wprowadzić stan wojenny, przestać używać gotówki, głosować cyfrowo lub drogą pocztową, pozostawić szeroko otwarte granice, cenzurować główne sieci społecznościowe i rozpocząć egzekwowanie obowiązkowych szczepień. Co akurat dobrze się składa, ponieważ i tak chcieli to wszystko zrobić.

Dzień przed wprowadzeniem lockdownu w Wielkiej Brytanii rzecznik włoskiego Instytutu Zdrowia przyznał [podkreślenie dodane]:

Sposób, w jaki kodujemy zgony w naszym kraju jest bardzo obfity w tym sensie, że wszyscy ludzie, którzy umierają w szpitalach Z koronawirusem, uważani są za umierających Z POWODU koronawirusa

Przynajmniej od marca 2020r. było całkowicie jasne, że dane są manipulowane i że biurokratyczna machina została wdrożona w celu stworzenia „pandemii” wyłącznie za pomocą magii uprawianych statystyk.

To nie była zaledwie jakaś ważna sprawa, to była JEDYNA ważna sprawa.

Ujawnili swój program, a następnie zaczęli fałszować dane, aby uzasadnić ten program, i robili to od samego początku „pandemii”.

To była jedyna historia, która się liczyła i nadal się liczy.

To, że media głównego nurtu nigdy o tym nie dyskutowały, zaskakujące nie jest. Główny nurt to przegrana sprawa, żyją w udawanym świecie, który myślą, że mogą zbudować, używając fałszywych nagłówków o nieistniejących wydarzeniach. Sprzedali się całkowicie i nikt do nich nie dotrze. Rozmawiali o nakazach dotyczących masek, współczynnikach reprodukcji R0, środkach do dezynfekcji rąk i panice przy kupowaniu papieru toaletowego. Uważnie badali korę na każdym drzewie, skrupulatnie ignorując las.

Ale czegoś takiego należało się spodziewać.

Jednak sfera alternatywnych mediów wciąż jest pełna ludzi, którzy chcą mówić prawdę i postępować właściwie. A jednak w kwestii Covid miały miejsce poważne zaniedbania.

W jakiś dziwny sposób nawet alternatywne głosy zaczęły odbijać echem główny nurt, powtarzając kłamstwa, jakby były faktami, wzmacniając fundamentalne mity „pandemicznej” narracji.

Jak napisała Catte w kwietniu 2020r., wiele szeroko znanych niezależnych publikatorów wpadło w histerię. Albo stanęli za państwem policyjnym, radośnie kibicując autorytaryzmowi, ponieważ był „w interesie publicznym”, albo kierowali tematy na rozmowę o sprawach pobocznych, przez co nigdy nie zbliżyli się do zbadania prawdziwego sedna sprawy.

To, czy te niepowodzenia były wynikiem kiepskich poszukiwań, strachu, ego czy ideologii, ostatecznie nie ma znaczenia. Im większe kłamstwo, tym więcej ludzi w to uwierzy. Wszyscy podlegamy tej słabości ludzkich uwarunkowań.

Iwermektyna i „przecieki laboratoryjne”, naturalna odporność oraz „warianty” i z tuzin innych bzdur nie stanowiły problemu, a tyle osób poświęciło na nie dwa lata.

To agenda była problemem. Chodziło o kłamstwo użyte do sprzedania tej agendy.

W końcu rządu nie obchodziło to, czy myślisz, że maski działają, ani dokładnie jak długo się samoizolujesz. Nie obchodziło ich, czy sądzisz, że są niekompetentni, autorytarni lub czy są wspierani całym sercem.

Zależało im tylko na tym, żebyś uwierzył, że pandemia jest prawdziwym zagrożeniem i że trzeba coś zrobić, aby ją zwalczyć.

Chcieli twojego udziału tylko w tym jednym kłamstwie. I każda historia, która pomogła promować to jedno kłamstwo, była do przyjęcia.

Cokolwiek, poza kwestionowaniem najbardziej podstawowego założenia, na którym opiera się narracja, może być równoznaczne ze wspieraniem go – może przypadkowo, może z dobrymi intencjami – ale mimo wszystko wspieraniem.

Odnosi się to do Covid i tak samo do każdego nagłówka, każdej innej wiadomości z ostatniej chwili. W tym wojny na Ukrainie.

I nie dotyczy to tylko narracji zachodniego establishmentu. Wszystkim oficjalnym historiom musimy się jednakowo przyjrzeć:

Tak, Rosja była już po właściwej stronie historii – w Iraku, Syrii, Libii i na Krymie.

Tak, rząd Putina uratował państwo rosyjskie przed upadkiem na początku 2000 roku i prawdopodobnie w rezultacie tego uratował miliony istnień ludzkich.

Tak, imperium amerykańskie, poprzez NATO, było bezwzględnie ekspansjonistyczne i wspierane przez bezczelny, obłudny monopol na „uprawnioną” przemoc.

I tak, na Ukrainie naziści.

===========================

Wszystko to może być prawdą, nie zmieniając faktu, że inwazja Rosji na Ukrainę może być nielegalna lub że wydaje się nie mieć sensu taktycznego. Albo że zachodnie sankcje nałożone na Rosję mogą mieć bardziej szkodliwy wpływ na ich własne gospodarki niż na Rosję. Albo że Rosja i Chiny realizują ten sam globalistyczny program, który promuje się na Zachodzie.

Rosja (i Chiny) całkowicie poparły narrację dot. Covid i globalistyczny program, któremu służyła. Nie można zbyć tego słowami „nie mieli tego na myśli” lub „jest OK, kiedy oni to robią”.

Tu nie chodzi – lub nie powinno chodzić – o branie stron, a takie postępowanie jest szkodliwe. Widzieliśmy, jak konflikty międzypartyjne mogą służyć wzmocnieniu najbardziej szkodliwych aspektów narracji.

Iwermektyna kontra szczepionki, Szwecja kontra Chiny, przeciek laboratoryjny a choroba odzwierzęca. Są to nieporozumienia jedynie na powierzchni, których samo istnienie tylko wzmacnia podstawową narrację establishmentu.

Tak jak twarde dowody były tolerowane, a nawet do nich zachęcano podczas pandemii, ten sam schemat pojawia się na Ukrainie. Strefa zakazu lotów kontra sankcje, naziści kontra „nie-naziści”, Zełenski kontra Putin, Wschód kontra Zachód.

Są to strony wojujące, rzekomo wrogie sobie nawzajem, ale zbudowane na tym samym fundamencie: konflikt geopolityczny jest tak uproszczony i całkowity, jak to przedstawiono. Po prostu wybierz swojego bohatera i złoczyńcę, a wszystkie trudności ekonomiczne, cenzura, myślenie grupowe i utrata wolności osobistej, które wynikają z tego konfliktu, są (nie)szczęśliwym produktem ubocznym wojny, a nie celem.

Istnieje jednak wiele dobrych powodów, by kwestionować to założenie, a także wiele dowodów potwierdzających inne, bardziej złożone interpretacje.

Kto jak kto, ale nawet Tucker Carlson, zwrócił uwagę na wygodę przejścia od Covid do Ukrainy bez utraty rytmu. Inny problem i inna reakcja, ale wymagająca niemal identycznego rozwiązania.

Agenda była oczywista już w styczniu 2020r. i nie dotyczyła Covid.

Ten sam program jest tak samo oczywisty dzisiaj… czy to prawdopodobne, że tym razem naprawdę chodzi o Ukrainę?

To prosty truizm wojny, którego nigdy nie rozwiążesz, jeśli walczysz całkowicie na warunkach wroga. Jeśli pozwolisz przeciwnikowi wybrać, kiedy, gdzie i jak walczyć, wybrać grunt i zasady walki – przegrasz. Za każdym razem.

To samo dotyczy debaty i argumentacji – wojny informacyjnej, jeśli wolisz – jeśli pozwolisz przeciwnikowi ustalić założenia a priori – wygra. Wybiorą niekwestionowaną „prawdę” w samym sednie sprawy i zmuszą cię do kłótni w granicach rzeczywistości, którą stworzyli dla własnych celów.

Z chwilą, gdy pozwolisz, aby jakiekolwiek wspierane przez rząd idee głównego nurtu stały się nienaruszalną, niepodważalną „prawdą”, przegrałeś spór. Pozwolisz innym ludziom wybrać zasady gry.

Nie musimy wybierać komu wierzyć, nie musimy wierzyć nikomu.

Obowiązkiem alternatywnych mediów jest działanie jako kontrola głównego nurtu. Odmówić wzięcia udziału w grach establishmentu. Aby zachować niezależną koncentrację na prawdzie, bez względu na to, jaka ona jest. Kiedy tego nie zrobimy, możemy skończyć na wspieraniu maszynerii władzy państwowej i korporacyjnej, której mamy się przecież przeciwstawiać.

Covid powinien był nas tego nauczyć, chociaż tyle.

______________

2 Years On: The vital lesson Covid can teach us about Ukraine, Kit Knightly, Mar 24, 2022

Uzupełnienia:

Porzućcie wszelką… narrację
Nie ma się czego obawiać poza samymi siewcami strachu, ich „Wielko-Resetowymi” reformami społecznymi i ich „maścią na szczury” – „eksperymentalnym”, całkowicie niepotrzebnym „specyfikiem”. […]

______________

‘Pandemia’ to nie błąd
Zrujnowali życie, kraje i światową gospodarkę w wyniku świadomej polityki na bazie rozległej sieci kłamstw, a ostatnim aktem oszustwa będzie twierdzenie, że to był „błąd”. Tymczasem ta sama agenda, która […]

______________

To nie wirus, to kontrola
Coraz więcej ludzi dostrzega kłamstwa antywolnościowej lewicy. Te kłamstwa to wszystko, co mają w walce z pragnieniem wolności. Mogą do woli nazywać zwykłych ludzi terrorystami, ale fakty mówią same za […]

______________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

______________

Wzór na pandemię czyli jak zbudować iluzję
Ponad wszystkimi innymi iluzjami, głównym oszustwem jest: „epidemia to jedna choroba lub zespół wywołany przez jeden bakcyl”. Sprzedaje się to z pomocą nieustannej propagandy. Większość ludzi się na to nabiera. […]

Covid-19. Katastrofa w Wielkiej Brytanii: 92 % zmarłych na Covid- było zaszczepionych .

Katastrofa w Wielkiej Brytanii: 92 % Zmarłych na Covid-19 zostało zaszczepionych .

Dane rządu brytyjskiego dowodzą, że kampania szczepień przeciwko Covid jest katastrofą.
W Anglii okazuje się dzieje się podobnie jak w Australii.

https://emigrant19.neon24.info/post/167350,covid-19-katastrofa-w-wielkiej-brytanii

——————————————

Jak wynika z oficjalnych danych we wszystkich zgonach na covid-19 osoby w pełni zaszczepione stanowią obecnie 92,2% wszystkich zgonów.

W cieniu konfliktu na Ukrainie rząd brytyjski opublikował dane świadczące o całkowitym niepowodzeniu kampanii szczepień. Ponad 80 procent infekcji Covid dotyczy osób zaszczepionych, a wskaźnik zgonów jest jeszcze bardziej tragiczny.

U nas we Wiedniu dalej rząd twierdzi, że szpitale są nadal zajmowane głównie przez niezaszczepionych pacjentów z Covid. Liczby zachorowań u nas wzrastają i od dzisiaj mamy w Austrii zaostrzenia. 

W Wielkiej Brytanii, kampania szczepień przerodziła się w wielką katastrofę, a u nas rząd Austrii wystartował z nową kampanią namawiającą ludzi do szczepień. 
===============
W Anglii Raport Covid z 17 marca 22 stwierdza, że ​​prawie wszystkie zgony z Covid w ostatnim miesiącu byli to ludzie zaszczepieni.

Ponad 80 % zmarłych miało ponad 70 lat, 75 % z nich miało ponad 80 lat. Zmarli na covid-19 są zaszczepieni i po dawce wzmacniającej.

Ale rząd brytyjski, podobnie jak inne rządy dalej nie widzi związku i uawża, że „wskaźnik przyjęć do szpitala jest znacznie wyższy u osób nieszczepionych niż u osób zaszczepionych” – czytamy w raporcie rządowym na stronie 38.

Podział liczby ofiar śmiertelnych pokazuje coś zupełnie innego.  92 % osób, które zmarły na Covid, jest zaszczepionych. Źródło, strona 43. 72 %, tj. 3687 z 5084 ofiar, jest również po zastrzyku wzmacniającym.
Należy podkreślić, że większość zmarłych to osoby w podeszłym wieku, których śmierć mogła nie być spowodowana przez Covid.
401 osób było nieszczepionych.

Daily Expose zwraca uwagę na liczby i pisze:Wielu powie, że należało się tego spodziewać, gdy tak wiele osób zostało zaszczepionych. Więc jak to się dzieje, że sytuacja zaszczepionej populacji wydaje się pogarszać z tygodnia na tydzień, podczas gdy ta sytuacja poprawia się dla populacji nieszczepionej?

UK Government data proves the Covid Vaccination Campaign is a disaster; the Fully Vaccinated now account for 92.2% of all Covid-19 Deaths in England – The Expose (dailyexpose.uk)

COVID-19 vaccine surveillance report – week 11 (publishing.service.gov.uk)

Sytuacja nie wygląda wesoło.
Obecnie musimy wskakiwać znów w maski, z powodu tego, że mamy dużo zaszczepionych, którzy z powodu zaszczepienia wysiada ich system odpornościowy i lądują w szpitalu.  
Rząd niema zamiaru przyznać się do porażki i wbrew faktom uważa tych ludzi za nieszczepionych.
Nieszczepieni to widzą i coraz bardziej obawiają się o swoje zdrowie, ponieważ rząd na siłę chce niezaszczepionych jeszcze zaszczepić, jak wczoraj w dyskusji wyrazi się doradca rządu Svoboda.

Uzupełnienie: – Dania

W Danii ponad 81 proc. populacji zostało zaszczepione dwukrotnie.

W Danii 10 marca odnotowano średnio 51,71 nowych zgonów z powodu Covid dziennie, więcej niż kiedykolwiek od początku kryzysu korona wirusa.

Z drugiej strony w Burundi wirus nie wydaje się istnieć. Tamm zaszczepiono niecałe 0,1% populacji. Ze słabo zaszczepioną populacją Burundi nie odnotowało ani jednego zgonu Covid . Dlatego dla wszystkich powinno być jasne, że to szczepienia są problemem, a nie wirus.

Exklusiv: So viele COVID-Tote wie noch nie beim Impfweltmeister Dänemark – Wochenblick.at

CZARNA KSIĄŻECZKA [w miejsce „czerwonej” i „zielonej”].

CZARNA KSIĄŻECZKA [w miejsce „czerwonej” i „zielonej”]   Sławomir M. Kozak 2022-03-25 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/czarna-ksiazeczka,p1299506493

Mieliśmy w historii niesławną czerwoną książeczkę chińskiego przewodniczącego Mao i zieloną książkę Muammara Kaddafiego. Bez zbędnej przesady można powiedzieć, że obie odcisnęły piętno na milionach ludzi.

Jest jednak jeszcze inna ciekawa książka, która nie zrobiła tak oszałamiającej kariery, nie tylko z uwagi ograniczonej ilości osób, których dotyczy bezpośrednio, ale też z zupełnie odmiennego do niej podejścia koncernów medialnych, które ją starannie przemilczały. Mam nadzieję, że moja książka, która opisuje między innymi i tę historię, nie zostanie podobnie przemilczana, jeśli więc ta opowieść choć trochę Państwa interesuje, proszę jej wypatrywać na półkach księgarskich w najbliższym czasie.

Wracając do tematu niniejszego felietonu – chodzi o tak zwaną czarną książeczkę, czyli prywatny notes Jeffrey’a Epstein’a, w którym miał zapisane nazwiska i adresy znajomych. Nie są to jednak znajomi z sąsiedztwa, czy członkowie rodziny, a osoby z tak zwanej elity, ludzie mediów, filmu, bankierzy i prawnicy. Z braku miejsca, nie sposób opisać wszystkich z nich, a jest ich 1971, tym bardziej, że polskiemu czytelnikowi większość nazwisk powie niewiele, ale kilka z tych osób przybliżę w mojej książce. Niektóre przewijają się również w manifestach lotów samolotami prywatnej floty Epstein’a, co oznacza, że przynajmniej część spośród znajomych z notesu, brała udział w jego eskapadach po licznych przybytkach rozkoszy.

Spośród tych bardziej znanych, znajdziemy, oczywiście z adresami i telefonami choćby takie nazwiska, jak Alec Baldwin, Courtney Love, Naomi Campbell, Phil Collins, Mick Jagger, Dustin Hoffman, Christopher Lambert, Rupert Murdoch, Jeffrey Sachs, Peter Soros, Barbara Walters, Ehud Barak, David Rockefeller, Tony Blair, Jimmy Buffet, czy Richard Branson.

Znajdziemy tam także nazwisko Jean-Luc Brunel, które stało się powszechnie znane w grudniu 2020 roku, kiedy ten 74-letni wówczas mężczyzna został zatrzymany przez policję na lotnisku Charlesa de Gaulle’a przed wejściem na pokład samolotu mającego lecieć do Senegalu. Paryscy prokuratorzy powiedzieli wówczas dziennikarzom, że Brunel został przesłuchany w ramach wszczętego rok wcześniej śledztwa w sprawie domniemanego gwałtu i napaści na tle seksualnym na nieletnich, molestowania seksualnego oraz handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego nieletnich dziewcząt. Początkowo prowadził w Paryżu agencję Karin Models, później założył agencję modelek MC2, która zdaniem prokuratorów służyła, jako przykrywka dla kręgu handlarzy seksualnych Epsteina.

Służby zajęły się nim, kiedy okazało się, że z księciem Andrzejem, synem królowej Elżbiety, łączyła go, poza zwykłą znajomością, wspólna kochanka. Nie oznacza to, że był wymiarowi sprawiedliwości wcześniej nieznany. Jego postać przewijała się podczas pierwszej sprawy Epsteina, w kontekście gwałtów dokonywanych w latach 70, 80 i 90 ubiegłego wieku, ale we Francji okres przedawnienia za tego typu przestępstwa mija po 20 latach, a świadków tych zdarzeń nie było.

Tym razem, po fali oskarżeń wobec Epsteina i księcia Andrzeja, przeciwko Brunelowi wystąpiły imiennie 4 kobiety. Pętla wokół niego zaczęła się zaciskać. Został oskarżony o gwałty na modelkach i handel nimi. Jesienią tamtego roku w jednej z gazet pojawiło się nieznane wcześniej zdjęcie Brunela, na tle dziewięciu dziewcząt, zrobione na należącej do Epsteina wyspie Little St. James. Podobno, w ciągu długoletniej współpracy z Epsteinem, dostarczył mu ponad 1000 młodych kobiet!

Drobnym  wydaje się w świetle tej informacji postawiony mu zarzut o przetransportowanie trzech 12-letnich sióstr, wprost z paryskiego osiedla do Stanów, jako „prezent urodzinowy” dla Epsteina. Zresztą, ten ostatni miał w Paryżu własne mieszkanie, które Brunel miał wykorzystywać do swych przestępstw. Wiadomo jednak, że nie ograniczał się do szaleństw w jednym miejscu, ponieważ w  manifestach lotniczych, o których wspominałem, wykazano co najmniej 25 jego podróży samolotami należącymi do Epsteina. Brunel taktownie odczekał ponad rok, a 19 lutego 2022 roku, wkrótce po tym, kiedy książę Andrzej zawarł ugodę z oskarżającą go kobietą, poszedł za przykładem Epsteina i w celi więzienia La Sante o podwyższonym rygorze bezpieczeństwa, po prostu się powiesił.

La Sante słynie z tego, że umieszcza się w nim szczególnie niebezpiecznych przestępców, to właśnie tam odsiaduje dożywotni wyrok niejaki Carlos, pseudonim „Szakal”, czyli super terrorysta Ramirez Sanchez. Jak podały władze, chociaż telewizja przemysłowa jest powszechnie stosowana na korytarzach i w bramach francuskich zakładów karnych, zdecydowana większość cel nie jest objęta monitoringiem wizyjnym. Ma to na celu zapewnienie pewnego stopnia prywatności oraz zagwarantowanie, że nie zostaną naruszone europejskie przepisy dotyczące praw człowieka.

No, to mu zagwarantowali. 

Felieton pochodzi z 12 numeru tygodnika Warszawska Gazeta

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Rzeszów pod osłoną „patriot”-ow. Przemyt broni „bezpieczny”??

24.03.2022 03:52:35

https://www.facebook.com/v5.0/plugins/share_button.php?app_id=&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df14d800df3038fc%26domain%3Drobertbrzoza.pl%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Frobertbrzoza.pl%252Ff271446b9988e42%26relation%3Dparent.parent&container_width=77&href=https%3A%2F%2Frobertbrzoza.pl%2Fpost%2Fsystem-patriot-dziala-w-polsce-chroni-lotnisko-w-rzeszowie-gdzie-amerykancy-przerzucaja-swoje-zabawki&layout=button&locale=en_US&sdk=joey&size=largehttps://platform.twitter.com/widgets/tweet_button.a58e82e150afc25eb5372dd55a98b778.pl.html#dnt=false&id=twitter-widget-1&lang=pl&original_referer=https%3A%2F%2Frobertbrzoza.pl%2Fpost%2Ftoz-taka-pogoda&size=l&text=Polski%20Portal%20Informacyjny&time=1648112710629&type=share&url=%2F%2Frobertbrzoza.pl%2Fpost%2Fsystem-patriot-dziala-w-polsce-chroni-lotnisko-w-rzeszowie-gdzie-amerykancy-przerzucaja-swoje-zabawki

=====================================

Przypominamy:

Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę…

Francuski sąd: Zgon w wyniku szczepionki jest zakwalifikowany jako samobójstwo. Ubezpieczalnia odmawia wypłaty!

Francuski sąd rozpatrujący sprawę o odmowę wypłaty odszkodowania z polisy na życie, stwierdził, że [tzw.] szczepionki przeciwko Covid-19 są preparatami eksperymentalnymi i osoby je przyjmujące nie mogą zasłaniać się niewiedzą o ich skutkach ubocznych – które według sądu były publikowane – w związku z czym zgon w wyniku poszczepiennych skutków został zakwalifikowany jako samobójstwo.

https://www.bibula.com/?p=132433

———————————–

Według prawnika Carlo Alberto Brusy z paryskiej kancelarii CAB Associés, reprezentującego rodzinę zmarłego w wyniku skutków poszczepiennych, firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty polisy na życie (Life Insurance / L’assurance-vie) zawartej z osobą, która dobrowolnie zaszczepiła się.

Firma ubezpieczeniowa uzasadniła odmowę wypłaty, ponieważ szczepionki przeciw COVID-19 są uważane jako preparaty eksperymentalne. Firma ubezpieczeniowa wyjaśniła, że w czasie gdy jej klient przyjął [tzw.] szczepionkę, znane były i publikowane jej skutki uboczne oraz ubezpieczony powinien wiedzieć, że uczestniczy w niebezpiecznym eksperymencie medycznym, który mógłby spowodować jego śmierć. W związku z tym firma ubezpieczeniowa uznała jego śmierć jako samobójstwo, a na podstawie klauzuli wykluczającej wypłatę w wyniku śmierci samobójczej, odmówiła wypłaty pieniędzy z polisy na życie.

Rodzina zmarłego pozwała firmę ubezpieczeniową, lecz sąd orzekł, iż

Skutki uboczne eksperymentalnej szczepionki są publicznie znane, a zmarły nie mógł twierdzić, że o nich nie wiedział w czasie gdy dobrowolnie przyjął szczepionkę. We Francji nie ma prawa ani obowiązku zmuszającego do zaszczepienia się, dlatego jego śmierć jest zasadniczo samobójstwem.”

Sąd uznaje kwalifikację ubezpieczyciela, która prawnie uznaje udział w eksperymencie III fazy za dobrowolne przyjęcie ryzyka śmiertelnego nieobjętego umową, biorąc pod uwagę zapowiedziane skutki uboczne, w tym śmierć, co jest prawnie uznane za samobójstwo.

=========================================

Podobne sytuacje miały miejsce również w Niemczech gdzie np. prywatna firma ubezpieczeniowa Die Haftpflichtkasse ostrzegła w liście do swoich klientów, że jakkolwiek skutki poszczepienne tzw. tradycyjnych szczepionek są pokrywane, to wyraźnie zaznaczono, iż skutki po przyjęciu „szczepionki przeciwko Covid-19” są wykluczone z polisy.

W Stanach Zjednoczonych producenci wszystkich szczepionek uzyskali bezwarunkowe zwolnienie od wszelkiej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki swoich produktów, a obowiązujące prawo nie dopuszcza możliwości sądowych pozwów za poszczepienne skutki spowodowane „szczepionkami przeciwko Covid-19”.

Adwokat Carlo Alberto Brusa zamieszcza więcej informacji na swoim Facebooku tutaj.

Oprac. www.bibula.com 2022-03-22
na podstawie: Notre Europe Centrale (20/01/2022) – „Corona-Hammer : L’assurance-vie sort après le décès par vaccination, car la „vaccination volontaire avec un vaccin expérimental” compte comme un suicide ! – MISE À JOUR v. 20/01″

============================================

mail: Tzn. że francuski rząd (jak i inne rządy) namawiały swoich obywateli do samobójstwa.
Co wtedy robił francuski sąd sądy innych krajów?

Ukraina, czyli jak zdobywa się nowe kolonie

Andrzej Szcześniak https://www.wydawnictwowektory.pl/pl/n/17

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru Opcja na Prawo 1/150 z marca 2018 roku.

Na Ukrainie trwa proces niszczenia starego i budowania nowego państwa i narodu. W najnowszej historii to nic nowego, po II wojnie światowej Amerykanie budowali od nowa Japonię i Niemcy, po 1989 r. – Polskę i środkową Europę, obecnie Irak i Afganistan. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym momentom tego procesu, gdyż warto rozumieć, co się dzieje w kraju, gdzie władzę przejmuje Zachód. Zachodzą w nim dwa procesy: podporządkowanie nowo zdobytego terytorium zachodnim regułom gry oraz opanowanie jego rynków i eksploatacja zasobów. W przypadku Ukrainy dochodzi jeszcze plan B – przygotowanie do wojny. 

Ukraina, czyli jak zdobywa się nowe kolonie

Sukces Ameryki i klęska Rosji  

22 lutego 2014 r. obalono rząd i ukraińskiego prezydenta, a władzę przejęli politycy, wybrani przez Stany Zjednoczone, które przesunęły kontrolowane przez siebie terytorium o ponad tysiąc kilometrów na wschód, zbliżając się do Moskwy na odległość, umożliwiającą błyskawiczne wykonanie salw rakietowych i ataków samolotowych. Był to ogromny sukces, Ukraina stała się tak cennym nabytkiem dla Ameryki, że ta porzuciła politykę odprężenia z Rosją, podniosła wysoko poziom napięcia i wykorzystała wiele narzędzi nacisku wobec Moskwy. Rozmieszczono wzdłuż rosyjskich granic NATO-wskie wojska, wynajdując czy wręcz kreując wciąż nowe konflikty, demonizując Rosję i Putina, podgrzewając atmosferę do poziomu histerii, przypominającej czasy McCarthy’ego. Działania te, łącznie z sankcjami personalnymi i gospodarczymi, mają zapobiec twardszej reakcji Rosji, zablokować jej rozwój gospodarczy i zepchnąć do roli światowego pariasa. A cel jest jasny i komunikowany wprost: „Ukraina jest nasza, wycofajcie poparcie dla rebeliantów na wschodzie i oddajcie Krym”.  

Dla Rosji utrata neutralnej Ukrainy to poważna porażka, zagrażająca Rosji militarnie i niosąca ogromne straty gospodarcze. Ataki walutowe w 2014 roku, sankcje USA i Unii Europejskiej cofnęły Rosję gospodarczo o dobrych kilka lat. Utrata rynku ukraińskiego, konieczność zastąpienia zerwanych więzi kooperacyjnych z Ukrainą – to znaczące koszty. Wykreowanie przez wrogiego sąsiada setek, wręcz tysięcy nowych problemów i konfliktów, angażuje siły, pozbawia Kreml najcenniejszych obszarów rozwoju na terenach dawnego Związku Radzieckiego a dzisiejszego „ruskiego miru”.  

Marionetkowe państwo  

Ukraina jest jawnie i bezceremonialnie zarządzana przez siły zewnętrzne. Tego faktu nikt nie ukrywa, jedynie media takie informacje niezbyt chętnie przekazują. Najlepszym przykładem działania Departamentu Stanu była słynna podsłuchana rozmowa Victorii Nuland, która w czasie Euromajdanu na początku 2014 r. rozdzielała wśród opozycjonistów stanowiska rządowe, nie przejmując się Unią Europejską (słynne „fuck the EU”).  

Europa odgrywa poślednią rolę. Gdy 21 lutego 2014 roku trzech europejskich ministrów spraw zagranicznych zagwarantowało porozumienie między rządem Janukowycza a majdanową opozycją, następnego dnia tłumy ruszyły i obaliły prezydenta. Taka była siła gwarancji unijnej dyplomacji na Ukrainie i taka do dzisiaj jest, widać to choćby po porozumieniach mińskich, które w obecności szefów Rosji, Niemiec i Francji podpisano w lutym 2015 r. Nic z ich ustaleń nie zostało zrealizowane.  

To nie Europa rządzi na Ukrainie. To amerykańska ambasador Marie Yovanovitsh, otwarcie ingeruje, np. krytykując wybór sędziów najwyższej instancji i decydując o ich ponownym wyborze. W pierwszym rządzie po przewrocie kilka ważnych funkcji objęły osoby spoza Ukrainy, a najważniejszą instytucję – bank centralny – przejęła Natalia Jaresko – obywatelka USA, wcześniej pracownica Departamentu Stanu i ambasady amerykańskiej na Ukrainie. To jej Ukraińcy zawdzięczają kuriozalne porozumienie z inwestorami z sierpnia 2015 r., gdzie za „spisanie” 3,6 miliarda dolarów długu, zobowiązano się przez 20 lat płacić kredytodawcom część wzrostu PKB Ukrainy. Jak szacował IMF, z radością witający tak dobre dla banków porozumienie, wierzyciele mogą uzyskać do 19 miliardów dolarów. Świetnie wykorzystano moment słabości państwa, by nałożyć kolonialne podatki na najbliższe dziesięciolecia. Dzisiaj zrezygnowano z obcokrajowców na najważniejszych stanowiskach, lecz całe zespoły zagranicznych doradców (także z Polski) pracują w administracji i przedsiębiorstwach państwowych realnie zarządzając Ukrainą.  

Charakterystyczną postacią jest tu Joe Biden – były wiceprezydent USA. Kiedyś mówił, że z prezydentem Poroszenko „kontaktuje się częściej niż z własną żoną”. I rzeczywiście – ilość rozmów, wizyt i konsultacji była ogromna. To właśnie wiceprezydent Biden zadzwonił do prezydenta Janukowycza i jak opisuje to w swoich pamiętnikach, zmusił go do wyjazdu z kraju, a władzę dzięki temu przejął „młody patriota Arsenij Jaceniuk”. Na zdjęciu z posiedzenia ukraińskich władz z kwietnia 2014 r. widzimy jak Joe Biden siedzi w fotelu przewodniczącego Rady Najwyższej i wydaje polecenia „młodym patriotom”. W tym samym czasie jego syn – Hunter Biden robił naftowe interesy na Ukrainie z oligarchami obalonego „reżimu Janukowycza”. Amerykański wiceprezydent opowiedział pikantne szczegóły zakulisowych wydarzeń, jak tworzono władzę na Ukrainie i jak pozbywano się niewygodnych dla Ameryki ludzi. W 2016 r. Biden zażądał wyrzucenia ze stanowiska Prokuratora Krajowego Wiktora Szokina, szantażując prezydenta Poroszenkę odcięciem miliarda dolarów kredytu. I otrzymał to, czego żądał, a media pisały o usuniętym prokuratorze jako o osobie „kontrowersyjnej”.  

Zagraniczna ingerencja osiągnęła taki pozom, że nawet parlamentarzysta Jurij Sirotiuk – autor określenia „rewolucja godności” – oskarża rząd że „tańczy jak im USA zagra” i pisze najważniejsze ustawy pod dyktando Waszyngtonu. Julia Tymoszenko twierdzi, że „zewnętrzne zarządzanie poprzez marionetkową władzę w Kijowie: prezydenta, premiera, szefa banku centralnego […] prowadzi do pełnej ekonomicznej kolonizacji Ukrainy”. Wiktor Miedwiedczuk, szef opozycyjnej partii Ukraiński Wybór mówi: „Wstyd mi to mówić jako obywatelowi Ukrainy, ale dzisiaj na Ukrainie wszystkim zarządza ambasador Stanów Zjednoczonych, to najwyższa instancja w kraju”.  

Do bieżącego zarządzania „transformacją ustrojową” Ukrainy służy Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), kontrolując ukraińskie finanse i wymuszając wprowadzenie rozwiązań korzystnych dla Zachodu. Ukraińska gospodarka zadłużyła się ponad swoje możliwości już za poprzednich rządów, szczególnie Julii Tymoszenko i Azarowa, obecna władza na skutek zniszczenia gospodarki, ucieczki podatników w szarą strefę, a krajowego kapitału za granicę, nie jest w stanie utrzymać płynności finansowej i wypłacalności państwa. Dlatego IMF, który pożyczył 12 miliardów dolarów, otwarcie szantażuje Kijów, że jeśli nie wprowadzi wymaganych przez Zachód „reform” – to nie będzie następnej transzy kredytów. Używanie przy tym słowa „pomoc” jest czystą kpiną, gdyż są to kredyty, i to wysoko oprocentowane. Kijów pożycza na ponad 9 procent rocznie – są to jedne z najdroższych kredytów na świecie, porównywalne z krajami afrykańskimi.  

Europa zdobywa nowe rynki i zasoby  

O ile strategiczne zarządzanie przekształceniem Ukrainy według zachodnich wzorów należy do Waszyngtonu i jego międzynarodowych instytucji, o tyle gospodarcze opanowanie Ukrainy to zadanie Unii Europejskiej.  

Jest ona zainteresowana przede wszystkim narzuceniem Ukrainie europejskich reguł gry i zbudowaniem rynków zbytu dla swoich produktów. Nie służy to rozwojowi krajowej gospodarki czy wzmocnieniu lokalnego przemysłu, wręcz przeciwnie, produkcja przemysłowa kurczy się, przedsiębiorstwa bankrutują. Takie efekty przynosi wymagane przez Brukselę i IMF podniesienie cen energii i gazu, które czynią niekonkurencyjnym ukraiński przemysł, niezwykle energochłonny, gdyż oparty na niskich cenach energii i gazu. Jednym z absurdów jest narzucenie cen gazu, energii i węgla opartych na formule „europejska giełda plus…”, która nie ma nic wspólnego z kosztami surowców czy energii, ani z siłą nabywczą społeczeństwa czy konkurencyjnością przedsiębiorstw. Zastosowano formułę, która zabija resztki przemysłu, a odbiorcom prywatnym drenuje portfele. Żeby dopełnić absurdu – w tak biednym kraju państwo dopłaca do importowanych z Europy urządzeń energii odnawialnej, by kilka tysięcy najbogatszych mogło sobie postawić panele słoneczne, a znajomi królika zarobić na dotacjach do farm wiatrowych.  

Oczywiście absurdem takie postępowanie jest wtedy, gdy zakładamy, że reformy mają przynieść korzyść Ukrainie, ale gdy założymy że celem jest budowa gospodarki uzależnionej od Zachodu – wszystko zaczyna układać się w racjonalny schemat. Zresztą ambasador USA w Kijowie mówi o tym wprost: „powinniście zostać krajem rolniczym”. Przyjęcie europejskich standardów, norm technicznych, dusi nieprzygotowaną na takie wymagania gospodarkę. Warunki te zawarte były w umowach, których nie chciał podpisać prezydent Janukowycz i za co został obalony.  

Ukraina to lukratywny rynek dla zachodnich przedsiębiorstw, gdzie mogą sprzedać swoje produkty, tworząc u siebie dodatkowe miejsca pracy. Amerykański węgiel po 113 dolarów (dwukrotnie droższy od dostaw z Donbasu, który „ekstremiści” odcięli, blokując kolej), został uzgodniony między prezydentami krajów, gdy Petro Poroszenko potrzebował zdjęcia z Donaldem Trumpem. Podobnie amerykański Westinghouse, który zastępuje paliwo jądrowe w wybudowanych przez Rosjan elektrowniach atomowych. Dość ryzykowne, ale bardzo dochodowe przedsięwzięcie. Nie inaczej jest z rosyjskim gazem, który Ukraina kupuje od europejskich traderów, oczywiście znacznie drożej. A że jest to możliwe jedynie dzięki kredytowi europejskiego banku, dostęp do „wolnego ukraińskiego rynku” mają tylko przedsiębiorstwa wyznaczone przez bank.  

Najbardziej łakomym kąskiem dla Zachodu jest kontrola nad strategicznym tranzytem gazu z Rosji. Chodzi tak o dochody z tranzytu jak i możliwość odcięcia dostaw rosyjskiego gazu do Europy, co nieudolnie próbowała robić wcześniej Ukraina. Dla Zachodu ważne jest także opanowanie rynku gazowego, przejęcie infrastruktury i wprowadzenie swoich firm, co w znacznej mierze się już dokonało.  

Efekt tych zabiegów widać w deficycie handlowym Ukrainy, który przyczynia się do narastającego zadłużenia i zmusza do sprzedaży krajowego majątku, żeby spłacać odsetki. Zadłużenie państwa szybko rośnie, na koniec 2016 r. dług budżetu wyniósł 81 procent PKB, co dla tak słabej gospodarki jest bardzo niebezpiecznym wskaźnikiem. Połowa to dług zagraniczny, który szybko urósł od 2013 r. o 10 miliardów dolarów, co skazuje rząd na łaskę i niełaskę zagranicznych inwestorów.  

Europa zdobywa także milionowe zasoby taniej siły roboczej, której pierwsza fala zalała Polskę, ale coraz więcej wyjeżdżających zasila także zachodnią Europę w poszukiwaniu pracy dającej szansę na godne życie, a której na Ukrainie nie ma. Zdegradowano tam bowiem obywateli do poziomu, na którym zarabiają czterokrotnie mniej niż w Polsce (a u nas trzykrotnie mniej niż na zachodzie), a ceny są często wyższe niż u nas. Tak ogromna różnica poziomów życia wysysa aktywnych ludzi i wtłacza ich do zachodniej gospodarki. Emigracja wylewa się więc szeroko z kraju, a oficjalne dane pokazują, że każdego roku ubywa pół miliona mieszkańców.  

Tak więc Zachód osiąga dwa cele – zdobywa rynki dla swoich produktów i po cenach upadłości otrzymuje zasoby Ukrainy (siła robocza, ale także ziemia, lasy, nieruchomości czy przedsiębiorstwa). W sytuacji krachu gospodarki, gdy państwo jest zadłużone, IMF nalega i stawia sprzedaż przedsiębiorstw jako warunek uruchomienia funduszy, bez których Ukraina nie może przeżyć. Wtedy przedsiębiorstwa albo są sprzedawane za grosze, albo nie dochodzi do prywatyzacji i ich sytuacja pogarsza się. Jednak wyprzedaż przebiega opornie – ukraińscy oligarchowie na tyle twardo grają, że nie pozwalają sobie odebrać majątków. Przez kilka lat prywatyzacja prawie nie ruszyła, dopiero w 2017 r. sprzedano majątek za 150 milionów dolarów. Na dodatek w zakupach państwowych przedsiębiorstw prym wiodą Ukraińcy, tacy jak Rinat Achmetow.  

Upadająca Ukraina jest ze wszystkich stron szarpana przez złodziei, majątek jest rozdrapywany na prawo i lewo. Trudno się dziwić politykom ukraińskim, rozumieją, że oni tu nie rządzą i… nie znasz dnia ani godziny…, więc oczywiście trzeba się zabezpieczyć. O ile przez pierwsze 20 lat samodzielnej Ukrainy środki wyprowadzone za granicę oceniano na 165 miliardów dolarów (Tax Justice Network), o tyle dzisiaj „ucieczka kapitału”, czyli grabież majątku narodowego, przybrała potężne rozmiary. Do zachodnich banków płyną strumieniem pieniądze oligarchów, lewe dochody polityków… to przecież także zyski z „przekształceń ustrojowych” podbijanych krajów.  

Regres kraju – gospodarczy i społeczny 

Piękne hasła, takie jak „rządy prawa” czy „klimat inwestycyjny”, zasłaniają istotę rzeczy: ustawienie systemu prawno-gospodarczego Ukrainy pod potrzeby swojego biznesu. Likwidacja zagrożeń, że państwo może zagranicznego inwestora ukarać lub pogorszyć jego warunki działania. I uniemożliwić wspieranie ukraińskiego biznesu. Od wewnątrz ukraińską gospodarkę niszczy odcięcie dopływu kredytu do przedsiębiorstw. Bardzo wysokie stopy procentowe mają tłumić inflację, ale realnie duszą przedsiębiorstwa, które nie mogą sobie pozwolić na tak drogi kredyt, dzisiaj na Ukrainie podstawowa stopa wynosi 16%. Jest to jednoznaczne z odcięciem tlenu i przemysł po prostu upada. Ale jeśli Zachód tak słabej gospodarce nakazuje włączyć się w międzynarodowe rynki finansowe, to dalej działa to już jak samograj. Bank centralny musi podnosić stopy procentowe, by dać zyski zagranicznym inwestorom, a wysoki koszt kredytu rujnuje przedsiębiorstwa. Ten sam mechanizm zastosowano w Polsce lat 90., przyczyniając się do upadku przemysłu i utraty pięciu milionów miejsc pracy.  

Dzięki takim działaniom, regułom wprowadzanym przez nowe rządy, przez dwa lata po 2013 roku, produkt krajowy brutto Ukrainy liczony w dolarach zmniejszył się o połowę – ze 183 miliardów w 2013 do 91 miliardów dolarów w 2015 r. To, że gospodarka ukraińska błyskawicznie się zwija, widać najlepiej po zmniejszającym się zużyciu energii elektrycznej, której zapotrzebowanie zmniejszyło się o 15 procent (2013-2016), a także zużyciu gazu, które z 60 miliardów spadło do 32 mld (2011-2017). Prawie o połowę i to głównie w przemyśle.  

Trudna sytuacja w kraju powoduje dramatyczne obniżenie poziomu dochodów i standardu życia. Przeciętny Ukrainiec boryka się z rosnącymi gwałtownie cenami podstawowych produktów – chleb, mleko, jajka czy popularne ukraińskie sało (rodzaj słoniny), których ceny szybują coraz wyżej a konsumpcja spada. Mięso staje się luksusowym towarem. Rosną koszty usług komunalnych, prądu, ciepła gazu, transportu. Nastroje społeczne są bardzo złe, badania Gallupa pokazały, że Ukraińcy czują się najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi świata. Gorzej jest tylko w Sudanie i na Haiti. Dramatycznie wysokie są statystyki samobójstw w armii. Sam Michaił Saakaszwili nazwał Ukrainę – „europejskim Zimbabwe”.  

Budowanie pozorowanego choćby dobrobytu, opartego na zadłużaniu krajów na Ukrainie nie udaje się. Także z tego powodu, że strategicznym priorytetem Ameryki jest rozerwanie silnych związków przemysłowych, gospodarczych, społecznych i kulturowych tego kraju z Rosją. Z tego powodu destrukcja gospodarki, spadek poziomu życia są jeszcze szybsze. Zakazy używania języka rosyjskiego, którym na wschodnich obszarach mówi większość społeczeństwa, odcinanie dostępu do rosyjskiej telewizji, zakaz importu rosyjskich książek czy zakazy występów a nawet wjazdu rosyjskich artystów, pisarzy, którzy zostali wciągnięci na czarne listy – to praktyki w oczywisty sposób łamiące „prawa człowieka”. Nie spotykają się jednak z krytyką Zachodu.  

Armaty zamiast masła, na horyzoncie wojna  

USA natychmiast po przewrocie 2014 roku zaczęły szkolić armię ukraińską, zmieniając format jej działania i dopasowując do swoich potrzeb. Dzisiaj 250 oficerów amerykańskich szkoli ukraińskich podoficerów, by dopasować struktury armii do potrzeb NATO. Pomagają w tym anglosascy sojusznicy – Wielka Brytania i Kanada, gdzie diaspora ukraińska jest bardzo silna. Nad przygotowaniem Ukrainy do wojny oficjalnie pracują doradcy NATO w ukraińskim ministerstwie obrony, a minister podaje nawet ich dokładną liczbę (67). Kraj znajdujący się w tak trudnej sytuacji gospodarczej będący na krawędzi bankructwa co roku zwiększa wydatki zbrojeniowe.  

Początkowo USA dostarczały ukraińskiej armii wyposażenie, nie służące do zabijania (non-lethal), jednak ostatnio przełamano to ograniczenie – uruchomiono dostawy ręcznych wyrzutni broni przeciwpancernej Javelin, gdzie jeden wystrzał kosztuje 80 tysięcy dolarów. Oczywiście prywatna amerykańska i zachodnia broń wartości kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie trafia na Ukrainę już od kilku lat, co jest skrupulatnie odnotowywane w statystykach eksportu.  

Jak widać Kijów może zaatakować zbuntowane republiki , co jest nie do przyjęcia dla Rosji. Jak zapowiedział prezydent Putin, „Rosja nigdy nie dopuści do rzezi jak w Srebrenicy”, bo przecież uważa naród ukraiński za „bratni, jeśli w ogóle nie za część narodu rosyjskiego”. Jeśli więc zaatakowany zostanie Donieck i Ługańsk – oznacza to wojnę z Rosją. Wszystko na Ukrainie do takiej wojny jest szykowane, łącznie z przyjętą w lutym ustawą o „terytoriach okupowanych”, oficjalnie uznającą Rosję za „państwo – agresora”.  

Oczywiście Ukraina nie ma najmniejszych szans w starciu z Rosją, która ma 3,5 raza więcej ludności, 13 razy większy PKB i 24 razy większe wydatki wojskowe, już nie mówiąc o wielkości armii, ilości czołgów czy w końcu broni nuklearnej. Jednak sprawnie przeprowadzona prowokacja, ze zrzuceniem winy na Rosję, mogłaby w konflikt wojenny wciągnąć NATO, a przynajmniej najbliższe kraje, takie jak Polska.  

Ukraina chce wejść do NATO, odcięła się ustawowo od neutralnego statusu już w grudniu 2014 r., a ostatnio otrzymała status państwa aspirującego do NATO. Próby te nawet Henry Kissinger uważa za „nie najmądrzejsze … włączać kraj, który przez 400 lat był częścią Rosji”. Protestują europejscy członkowie sojuszu, obawiając się że szykuje im się wojna tuż przy granicy.  

Na przygotowania do wojny wskazuje także pełna tolerancja dla odradzania się nacjonalizmu ukraińskiego, zwanego u nas banderyzmem. Anne Applebaum, krytykująca wszelkie przejawy narodowych idei w Polsce – pisze jasno: „nacjonalizm jest Ukrainie potrzebny”.  

Czy USA zdecydują się na wojnę z Rosją przy pomocy lokalnych sił ukraińskich (tzw. proxy war) – nie wiemy. Dla marionetkowych władz Ukrainy, niepotrafiących nawet utrzymać standardu życia społeczeństwa, wojna może być jedynym wyjściem. Ciśnienie w kotle jest utrzymywane, pytanie czy zapadnie decyzja o jego wysadzeniu, czy może wielkie mocarstwa jakoś się dogadają?  

Andrzej Szczęśniak

Więcej na temat sytuacji na Ukrainie można przeczytać w książce Ukraińska szachownica.

Broń biologiczna istnieje, ale „na pewno nie produkują jej nasi sojusznicy”.

Ku wojnie totalnej. Broń biologiczna istnieje, ale na pewno nie produkują jej nasi sojusznicy.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5145 22 marca 2022

Wprawdzie teorie spiskowe zostały pryncypialnie potępione przez mądrych i roztropnych, co to rozpoznają się po zapachu, ale z drugiej strony historia świata, to niekończąca się opowieść o spiskach, które albo się udały, albo nie. W rezultacie jesteśmy w potężnym dysonansie poznawczym, bo wiadomo, że w spiskowe teorie wierzyć nie wypada, ale jakże wobec tego wyjaśniać rozmaite fenomeny, których w inny sposób wyjaśnić niepodobna? Ta sprawa staje się szczególnie aktualna w czasie wojny, kiedy to strony wojujące posługują się dezinformacją, w skład której wchodzą oczywiście rozmaite teorie spiskowe. Bo teorie spiskowe służą nie tylko do chamskiego i prostackiego wyjaśniania rozmaitych eleganckich fenomenów, ale również do ukrywania ich rzeczywistego charakteru. Jeśli na przykład na temat jakiegoś wydarzenia powstają coraz to nowe i coraz bardziej fantastyczne teorie spiskowe, to nieomylny to znak, że sprawa jest precyzyjnie uszczelniana przez pierwszorzędnych fachowców, którzy w ten sposób doprowadzają opinię publiczną do utraty zainteresowania tematem.

Oto niedawno pojawiła się teoria spiskowa, według której na Ukrainie są laboratoria pracujące nad bronią biologiczną. Oczywiście nie było w niej ani słowa prawdy, tylko od początku do końca została ona wyssana z brudnego palca zimnego ruskiego czekisty, któremu można by przyznać tytuł Ojca Kłamstwa, gdyby nie to, że tradycyjnie przysługuje on Szatanowi.

Z drugiej jednak strony wiadomo, że broń biologiczna istnieje, a skoro tak, to znaczy, że ktoś musi ją produkować. Oczywiście robi to w głębokiej tajemnicy, której na wszelki wypadek nikt nie ma ochoty ujawniać. Ot na przykład niedawno, w związku z epidemią zbrodniczego koronawirusa, pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby wydostał się on na świat na skutek wypadku przy pracy. Takie opinie padały również z otoczenia ludzi dobrze w takich sprawach zorientowanych, którzy nawet wskazywali, że ten wypadek przy pracy miał miejsce w Chinach, ale trudno powiedzieć, czy to prawda, bo w stosunkach między Chinami, a na przykład – Stanami Zjednoczonymi – od pewnego czasu utrzymuje się, a nawet jakby narastało napięcie, w związku z czym moglibyśmy mieć do czynienia z celową dezinformacją, gdyby nie to, że – w odróżnieniu od Rosji – USA żadnej dezinformacji nie uprawiają, tylko zawsze mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

Toteż naukowcy ostatecznie odstąpili od zbadania tej sprawy, bo nigdy nie wiadomo, do czego taka ciekawość, która jest przecież pierwszym stopniem do piekła, może doprowadzić. Pamiętamy, jak to bywało w Polsce, gdzie pewnego generała – jak pisze poeta – „w tropieniu przestępstw gospodarczych tak poniósł go szlachetny zapał, że się dopiero opamiętał, gdy się za własną rękę złapał”.

Toteż nie możemy wykluczyć, że i do wścibskich naukowców przyszli jacyś panowie i wytłumaczyli im, że taka ciekawość, to brzydka sprawa, a wiadomo, że od brzydkich spraw lepiej trzymać się z daleka. Jak tam było, tak tam było, dość, że nagle wszyscy stracili tą sprawą zainteresowanie. Najwyraźniej lepiej jest, gdy wprawdzie wiemy, że broń biologiczna istnieje, ale wiemy też, że nikt jej nie produkuje, a zwłaszcza, że nie produkują jej nasi sojusznicy.

Oczywiście ta prawda podawana jest do wierzenia odbiorcom masowym, żeby się nie martwili, ani nie niepokoili. W przypadku ludzi trzymających władzę, albo przynajmniej jej zewnętrzne znamiona, może być inaczej. Wprawdzie im też można koloryzować, ale jest to ryzykowne, bo gdyby się o tym dowiedzieli, to mieliby do kolorysty pretensje, wskutek czego mógłby on spędzić resztę życia jęcząc i szlochając w jakimś lochu.

Pewnie dlatego w Dzień Kobiet, podsekretarz stanu USA, pani Victoria Nuland, występując przed komisją spraw zagranicznych Senatu USA powiedziała, że na Ukrainie „istnieją ośrodki badań biologicznych”, ale USA „starają się” by nie wpadły one w ręce Rosjan, którzy mogą wykorzystać je do celów propagandowych i prowokacji.

Ale skoro w tych ośrodkach nie pracowano nad bronią biologiczną, tylko na przykład nad postawieniem na wyższym poziomie hodowli trzody chlewnej, to taka troskliwość wydaje się niepotrzebna, chociaż z drugiej strony z Rosjanami nigdy nic nie wiadomo. Kto wie, czy nie potrafiliby cynicznie wykorzystać sprawy trzody chlewnej, by wstrząsnąć sumieniem świata, a zwłaszcza – Wielce Czcigodnej Sylwii Spurek, czy choćby pana Szymona Hołowni, który od dawna martwi się o to, co na Sądzie Ostatecznym powiedzą o nas świnie?

Żeby tedy uniknąć takich niespodzianek, lepiej dmuchać na zimne i wszystkie te „ośrodki badań biologicznych” zawczasu zlikwidować, żeby nie dostarczały żeru ani ruskiej propagandzie, ani prowokacjom. Zresztą każdy duży chłopczyk i każda duża dziewczynka przecież wie, że nawet najszlachetniejszy sojusznik musi jakieś korzyści z sojuszu wyciągać, zwłaszcza, gdy ów sojusz ma charakter egzotyczny, jak np. sojusz Ukrainy z Ameryką, czy sojusz z Ameryką Polski.

Na przykład więzienia CIA, w których amerykańscy fachowcy oprawiali osoby podejrzane o terroryzm, zlokalizowane były w państwach sojuszniczych, żeby przebierańcy z amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mogli wściubić tam nosa, a miłośnicy praworządności – podnosić klangoru. W przypadku laboratoriów pracujących nad bronią biologiczną mogłyby być podobnie – oczywiście w przypadku, gdyby ktokolwiek ją produkował, ale przecież wiadomo, że nie produkują jej nawet Chiny.

A skoro jesteśmy już przy sądowych przebierańcach, to warto odnotować, że Trybunał Konstytucyjny w Warszawie, zwany przez salonowców „trybunałem Julii Przyłębskiej”, po długim zwlekaniu wydusił wreszcie z siebie opinię, że przepis konwencji o ochronie praw człowieka, który przyznaje Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka i sądom krajowym kontrolowanie statusu innych sędziów krajowych jest niezgodny z konstytucją. Ale polską konstytucją mało kto się dzisiaj przejmuje i nawet „Polskie Babcie”, które jeszcze kilka lat temu w obronie konstytucji kicały razem z panem mecenasem Romanem Giertychem, dzisiaj na konstytucję zadzierają kiecę, więc cóż dopiero mówić o europejskich trybunałach, zwłaszcza gdy Parlament Europejski właśnie uchwalił rezolucję, by Unia jak najszybciej wprowadziła „mechanizm warunkujący”, to znaczy – uzależnienie subwencji dla danego bantustanu od oceny stanu panującej tam praworządności? Pani Urszula von der Layen właśnie powiedziała, że praworządność jest źrenicą oka Unii Europejskiej, więc już wiemy, że Niemcy nie tylko nie zakończą wojny hybrydowej, jaką prowadzą przeciwko Polsce od początku 2016 roku, tylko – kto wie – może przekształcą ją nawet w „wojnę totalną”, o której tak porywająco mówił w Pałacu Sportu Józef Goebbels?

‘The End Game’ czyli w kolejce po umysł

AlterCabrio, 21 marca 2022

Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.

−∗−

W menu na dziś danie umysłowe. Opis działania pewnej szczepionki DNA czyli jak nic Jon Rappoport w weekendowym wydaniu, ale… w poniedziałek.

Zapraszam do lektury.

__________***__________

W kolejce po nowy umysł

Zarejestruj się już teraz i wskocz na listę oczekujących na nowy umysł.

Techniczny opis szczepionki DNA wykracza poza granice pojmowania twojego umysłu, ale podstawy są porywające.

Dwa solidne ulepszenia: szybkość i precyzja. Myśl 20 razy szybciej. Twój współczynnik błędów spada do 0,01%.

Pojawia się automatyczny sygnał, gdy problem, nad którym pracujesz, nie może zostać rozwiązany. Zapala się lewy płatek ucha. To informacja, że nie będziesz w stanie wyciągnąć użytecznego wniosku.

Nowy umysł, który otrzymujesz, zawiera kilka podstawowych elementów:

157 893 podświadomych uogólnień (lub przesłanek) uznanych za prawdziwe,

Podświadomy dedukcyjny program logiczny,

Natychmiast dostępna wewnętrzna biblioteka techniczna dostosowana do Twojej pracy.

Biblioteka automatycznie generuje, zestawia i podsumowuje najlepsze dostępne informacje dotyczące problemu, nad którym pracujesz, zgodnie z wcześniej zainstalowanymi uogólnieniami (przesłankami) i programem logicznym.

Dostarcza odpowiedź, rozwiązanie. Twoje rozwiązanie.

Możesz wybrać program społecznościowy, który pozwoli Ci wyjść z trybu pracy i skutecznie komunikować się ze współpracownikami, przyjaciółmi i rodziną.

Sygnał palenia się lewego płata ucha uaktywni się, gdy rozmowy towarzyskie będą dotyczyć kontrowersyjnych kwestii. To wskazówka dla ciebie, by się wycofać.

Twój nowy umysł będzie monitorowany 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu z węzła, który zapewnia prawidłowe funkcjonowanie. Jeśli zaistnieje potrzeba naprawy, nastąpi częściowe wyłączenie. Korekty zwykle trwają mniej niż trzy godziny.

Istnieje również funkcja ‘poczekalni’ [bullpen]. Uporczywe pytania, na które nie ma dostępnej odpowiedzi, osobiste refleksje i rozmyślania oraz każde wspomnienie o społecznej, politycznej, finansowej lub egzystencjalnej klaustrofobii zostanie skierowane do tej martwej przestrzeni, gdzie będzie słabnąć i stopniowo zanikać.

Ważny Wielkoszlemowy Pakiet przekształci myśli, które kiedyś uważano za twórcze, w siatkę szlamu, w której prędkość transmisji wewnętrznej zwolni do jednego błysku synaptycznego na godzinę. Innymi słowy, osiągniesz zbliżony do zera wskaźnik wyobraźni.

Na granicy twojego nowego umysłu znajduje się Farma Bydła. Krążą tam wolno poruszające się, bezsensowne i przypadkowe tautologie, skutecznie blokujące wyjście z ogólnie zaprogramowanej przestrzeni świadomości.

Jesteś skoncentrowany tam, gdzie jesteś najbardziej potrzebny, gdzie możesz działać użytecznie i szybko.

Przez cały dzień będziesz mieć w głowie myśli, które wyzwalają starannie wypielęgnowany i modulowany współczynnik przyjemności. Efekt pobudzi cię do wysnucia wniosku, że… ​​jesteś zadowolony.

Myślokształty zwane Border Collie będą nieustannie wędrować po przestrzeni twojego umysłu i organizować zbłąkane efekty elektryczne, łącząc je w symetryczne, uproszczone, geometryczne całości. Te całości automatycznie będą stanowić twój „zmysł estetyczny”.

W nocy, w trakcie snu, regiony umysłu niedostępne dla szczepionki DNA, w naturalny sposób wydadzą niezwykłe energie oburzenia, urazy, oporu i czystej nienawiści. To całkiem normalne.

Drony Scooper będą wysysać te energie i towarzyszące im emocjonalne pożary i przesyłać je bezpośrednio do umysłów naszych żołnierzy na polu bitwy, aby pomóc im siać zniszczenie wśród naszych wrogów.

Szacuje się, że mając nowy umysł, będziesz wymagał pełnego remontu co trzy lata. Podczas tych pięciotygodniowych okresów nastąpi całkowite wyłączenie.

Twoja rodzina, przyjaciele i współpracownicy zostaną powiadomieni z wyprzedzeniem.

Podstawowym kosztem szczepionki jest jedynie twoja zgoda na współpracę i kooperację z twoim nowym umysłem.

Procedura: dwie dawki w odstępie 12 dni, trzy tygodnie w oddzieleniu, aby zorientować się w Zmianie. A wtedy ponownie dołączasz do świata.

Osoby, które otrzymały szczepionkę, rozpoznają się natychmiast.

Od czasu do czasu spotykają się i pozdrawiają frazą „Przyjemnie skomponowany z danych”.

Na razie nie wiemy dlaczego, ale testujemy kilka hipotez.

Orwell 2022, Bob

__________

Stand in line for a new mind, Jon Rappoport, March 16, 2022

Uzupełnienia:

“Pandemia” w epoce mózgu łupanego
Kilka lat temu określiłem stan podatności umysłów współczesnych Polaków na propagandę mianem “epoki mózgu łupanego”. Pamiętam, że byłem wówczas zdumiony stopniem ogłupienia polskiego społeczeństwa, które prezentowało się jako całkowicie bezbronne […]

__________

Świadomy kult ignorancji
A jeśli okaże się, że tworzenie ignorancji jest tak samo podstawową i stałą częścią życia, jak wytwarzanie wiedzy, a ponadto procesy, które ją generują, mają łatwe do zidentyfikowania struktury i […]

__________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

__________

Drink z noblistą czyli jak przekonać Alberta
Nie myślałem o tym wcześniej w ten sposób, ale jeśli nie ma nic właściwego w cząstkach, co daje początek ‘rozumieniu’ i ‘znaczeniu’, to wtedy wszystko jest bełkotem. Z tym, że […]

__________

Wolność od strachu czyli koniec zabawy w rządowe gry umysłowe
Przez cały czas ci, którzy są u władzy – kupieni i opłacani przez lobbystów i korporacje – posuwają się naprzód ze swoimi kosztownymi programami. A „my, frajerzy”, obarczani jesteśmy rachunkami […]

There’s a News Blackout on the Fed’s Naming of the Banks that Got its Emergency Repo Loans.

There’s a News Blackout on the Fed’s Naming of the Banks that Got Its Emergency Repo Loans; Some Journalists Appear to Be Under Gag Orders

It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression. Just four banks held 91 percent of $192.9 trillion. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.

Pam Martens and Russ Martens: January 3, 2022

Four days ago, the Federal Reserve released the names of the banks that had received $4.5 trillion in cumulative loans in the last quarter of 2019 under its emergency repo loan operations for a liquidity crisis that has yet to be credibly explained. Among the largest borrowers were JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup, three of the Wall Street banks that were at the center of the subprime and derivatives crisis in 2008 that brought down the U.S. economy. That’s blockbuster news. But as of 7 a.m. this morning, not one major business media outlet has reported the details of the Fed’s big reveal.

On September 17, 2019, the Fed began making trillions of dollars a month in emergency repo loans to 24 trading houses on Wall Street. The Fed released on a daily basis the dollar amounts it was loaning, but withheld the names of the specific banks and how much they had borrowed. This made it impossible for the public to see which Wall Street firms were experiencing the most severe credit crisis.

It was the first time the Fed had intervened in the repo market since the 2008 financial crash – the worst financial crisis since the Great Depression.

The COVID-19 crisis remained months away. The first reported case of COVID-19 in the U.S. was not reported by the CDC until January 20, 2020 and the World Health Organization did not declare a pandemic until March 11, 2020.

The dollar amounts of the Fed’s repo loans grew to staggering levels. On October 24, 2019, we reported the following:

“The New York Fed will now be lavishing up to $120 billion a day in cheap overnight loans to Wall Street securities trading firms, a daily increase of $45 billion from its previously announced $75 billion a day. In addition, it is increasing its 14-day term loans to Wall Street, a program which also came out of the blue in September, to $45 billion. Those term loans since September have been occurring twice a week, meaning another $90 billion a week will be offered, bringing the total weekly offering to an astounding $690 billion. It should be noted that if the same Wall Street firms are getting these loans continuously rolled over, they are effectively permanent loans. (That’s exactly what happened during the 2007-2010 Wall Street collapse: some teetering Wall Street casinos received, individually, $2 trillion in cumulative loans that were rolled over for two and one-half years – without the authorization or even awareness of Congress or the American people. One bank, Citigroup, received over $2.5 trillion in Fed loans, much of them at an interest rate below 1 percent, at a time when it was insolvent and couldn’t have obtained loans in the open market at even high double-digit interest rates.)”

Under the Dodd-Frank financial reform legislation of 2010, the Fed was legally required to release the names of the banks and the amounts they borrowed “on the last day of the eighth calendar quarter following the calendar quarter in which the covered transaction was conducted.” The New York Fed released the information for the third quarter of 2019 last Thursday, a day earlier than required. We reported on it the following day.

Those Fed revelations, that had been withheld from the American people for two years, should have made front page headlines in newspapers and on the digital front pages of every major business news outlet. Instead, there was a universal news blackout of the story at the largest business news outlets, including: Bloomberg News, the Wall Street Journal, the business section of the New York Times, the Financial Times, Dow Jones’ MarketWatch, and Reuters.

Could this critically important story have simply slipped by all of the dozens of investigative reporters and Fed watchers at these news outlets? Absolutely not. The Fed was required to release its repo loan data and names of the banks for the span of September 17 through September 30, 2019 at the end of the third quarter of this year. We reported on what that information revealed on October 13. Because we were similarly stunned by the news blackout on that Fed release, out of courtesy we sent our story to the reporters covering the Fed for the major news outlets. Our article alerted each of these reporters that a much larger data release from the Fed, for the full fourth quarter of 2019, would be released on or about December 31. The data was posted at the New York Fed sometime before 1:23 p.m. ET last Thursday.

The most puzzling part of this news blackout is that the majority of the reporters who covered this Fed story at the time it was happening in 2019, are still employed at the same news outlets. We emailed a number of them and asked why they were not covering this important story. Silence prevailed. We then emailed the media relations contacts for the Wall Street Journal, the New York Times, the Financial Times and the Washington Post, inquiring as to why there was a news blackout on this story. Again, silence.

Next, we emailed a number of reporters who had covered this story in 2019 but were no longer employed at a major news outlet. We asked their opinion on what could explain this bizarre news blackout on such a major financial story. We received emails praising our reporting but advising that they “can’t comment.”

The phrase “can’t comment” as opposed to “don’t wish to comment” raised a major alarm bell. Wall Street megabanks are notorious for demanding that their staff sign non-disclosure agreements and non-disparagement agreements in order to get severance pay and other benefits when they are terminated. Are the newsrooms covering Wall Street megabanks now demanding similar gag orders from journalists? If they are, we’re looking at a form of corporate tyranny previously unseen in America.

The history of Bloomberg News came to mind. That news outlet had previously come under fire for spiking stories that may have been counter to the business interests of its billionaire owner Michael Bloomberg, who derives his billions of wealth from leasing the Bloomberg data terminal to Wall Street’s trading floors around the world.

On March 11, 2016, Matt Winkler, Editor-in-Chief-Emeritus at Bloomberg, wrote a sycophantic piece titled “Stop Bashing Wall Street. Times Have Changed.” Winkler wrote a fantasy view of where things stood at the time:

“One of the reasons the American economy is performing better than any of the largest in Asia and Europe is that its regulators have repaired the damage of the financial crisis and the worst recession since the Great Depression. Led by the Federal Reserve, they replaced incentives for reckless speculation with catalysts for old-fashioned credit creation backed by levels of capital that are unprecedented in modern times.”

Winkler’s column was an egregious coverup of the “reckless speculation” that continued on steroids on Wall Street. The megabanks were trading their own stock in their own dark pools – which continues to this day. The Office of the Comptroller of the Currency would report that as of March 31, 2016, just four banks held 91 percent of $192.9 trillionin notional derivatives held by all banks and savings associations in the U.S. Those four banks were JPMorgan Chase, Citigroup’s Citibank (which blew itself up with derivatives in 2008), Goldman Sachs Bank USA, and Bank of America – the same banks that were taking giant sums from the Fed’s emergency repo loan facility in 2019.

Also in 2016, Michael Bloomberg showed very poor judgement in co-authoring an OpEd with Jamie Dimon, Chairman and CEO of JPMorgan Chase, a man who should have been the target of investigative reporting by Bloomberg journalists for an unprecedented crime spree at his bank.

In 2015 Politico’s Luke O’Brien deeply reported the details of a Bloomberg News article that was critical on China and appeared to have been spiked to preserve business sales of the Bloomberg terminal in that country.

And then there are those strange associations with felony counts or fines at Wall Street banks and those expensive Bloomberg terminals. The chat rooms that facilitated the rigging of the Libor interest rate benchmark and the criminal charges that came out of the rigging of foreign exchange trading were tied to chat rooms on the Bloomberg terminals. According to the late Bloomberg reporter, Mark Pittman, the Bloomberg terminal also had the capability of allowing hedge funds to find the worst subprime dreck in the market, making it possible for hedge funds like John Paulson’s to short the market while getting banks like Goldman Sachs to sell the other side of the deal to its unwitting investors.

On November 20, 2019, Brian Chappatta, who still works for Bloomberg News, wrote this about the Fed’s emergency repo loans under the headline “Fed Throws the Kitchen Sink at Short Rates and Still Struggles”:

“Consider all the steps the Fed has taken since Sept. 16 just for [Fed Chair] Powell to get to the point where he thinks funding markets are under control:

“Sept. 17: The New York Fed conducts its first overnight system repurchase agreement in a decade, taking in $53.2 billion of securities.

“Sept. 25: The New York Fed increases the size of its overnight system repurchase agreement operations to a $100 billion maximum, from $75 billion previously, and also raises the limit on its 14-day term repo operation to $60 billion from $30 billion.

“Oct. 11: The Fed announces it will purchase $60 billion of Treasury bills a month and will keep doing so ‘at least into the second quarter of next year.’

“Oct. 23: The New York Fed boosts the size of its overnight repo offerings to at least $120 billion, a size it is set to maintain through at least Dec. 12.

“Nov. 14: The New York Fed says it will conduct two repo operations, each with terms of 42 days, on Nov. 25 and Dec. 2. With maximum sizes of at least $25 billion and $15 billion, these would carry past the end of the year. Taken together, it’s readily apparent that Fed officials are throwing the kitchen sink at the short-term funding markets and hoping they’ll settle down….”

Numerous other Bloomberg News reporters wrote about the Fed’s emergency repo operations in 2019 and early 2020, including Liz McCormick, Adam Tempkin, and Alex Harris. And yet, today, not one of them has revealed to the American people that the very same megabanks that were drinking at the Fed’s trough in 2008 were back again at the trough in 2019.

One of the most inquisitive reporters in September 2019 when it came to what had led to the Fed’s hasty interventions in the repo market was Francine McKenna, who at that time reported for the Dow Jones affiliate, MarketWatch. Less than two months later, according to her LinkedIn profile, McKenna no longer worked for MarketWatch. She had gone independent, publishing The Dig, a newsletter at Substack. On November 3, 2019, McKenna reported as follows at The Dig on the ongoing repo crisis:

“One of the opinion writers at Market Watch wrote late last week that the Fed is in ‘stealth’ intervention mode after the Fed injected $99.9 billion in temporary liquidity into the financial system and $7.5 billion in permanent reserves as part of a program to buy $60 billion a month in Treasury bills.

“But market demand for overnight repo operations far exceeded even the $75 billion the Fed allocated. So, on Wednesday, the Fed added $45 billion in addition to the $75 billion repo facility for a daily total of $120 billion.

“There’s nothing stealth about continuing to pump billions into the repurchase market long after it said it would be needed.

“The Fed originally said it planned to conduct daily repo operations until October 10. That intervention has now gone on beyond the end of the month of October with no end in sight.

“Something is cooking but no one who knows what is telling the rest of us who is suddenly chronically illiquid.”

Obviously, the banks that were borrowing the largest sums on a perpetual basis from the Fed were the “chronically illiquid.” JPMorgan Chase and Citigroup’s Citibank are among the largest deposit-taking, federally-insured banks in the U.S. Americans have an urgent need to know why they needed to borrow from the Fed on an emergency basis in the fall of 2019.

We’ve never before seen a total news blackout of a financial news story of this magnitude in our 35 years of monitoring Wall Street and the Fed. (We have, however, documented a pattern of corporate media censoring news about the crimes of Wall Street’s megabanks.)

Theories abound as to why this current story is off limits to the media. One theory goes like this: the Fed has made headlines around the world in recent months over its own trading scandal – the worst in its history. Granular details of just how deep this Fed trading scandal goes have also been withheld from the public as well as members of Congress. If the media were now to focus on yet another scandal at the Fed – such as it bailing out the banks in 2019 because of their own hubris once again – there might be legislation introduced in Congress to strip the Fed of its supervisory role over the megabanks and a restoration of the Glass-Steagall Act to separate the federally-insured commercial banks from the trading casinos on Wall Street.

Why might such an outcome be a problem for media outlets in New York City? Three of the serially charged banks (JPMorgan Chase, Goldman Sachs and Citigroup) are actually owners of the New York Fed – the regional Fed bank that played the major role in doling out the bailout money in 2008, and again in 2019. The New York Fed and its unlimited ability to electronically print money, are a boon to the New York City economy, which is a boon to advertising revenue at the big New York City-based media outlets.

Wspólny obowiązek wszystkich mieszkańców Oceanii: Wir gegen Putin! „Europejki i europejczycy” wkroczyli w nową erę.

Tomasz MIANOWICZ Monachium, 26 lI – 5 III 2022

Ze swej natury wszyscy ludzie dążą do wiedzy Arystoteles: Matafizyka

Niewiedza jest siłą Orwell: 1984

[Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

Wowa, Wowa, to jest WRÓG!!

– lud pracujący miast i wsi] (md)

————————————————

Każdy, kto interesuje się politycznymi poczynaniami globalistów, mógł się spodziewać, że po zwycięstwie wyborczym Joe Bidena, od dawna związanego z tymi kręgami, polityka amerykańska, obliczona na rozszerzenie kontroli nad Euro-Azją, nabierze impetu. America is back! – zapewniał Biden uczestników monachijskiej Konferencji bezpieczeństwa w 2021 roku, co było wyraźnym odejściem od America first! – hasła głoszonego przez Donalda Trumpa. USA – wg zapewnień Bidena złożonych przy tej samej okazji – są zdecydowane „odzyskać pozycję przywództwa i zaufania” oraz „ponownie angażować się w Europie”. W celu realizacji tych celów prezydent powierzył główne stanowiska w swej administracji zwolennikom ofensywnej polityki wobec Rosji i Chin (Antony Blinken, Avril Haines, Jake Sullivan, Samantha Power, dołączając do nich – jako ministra obrony – ściągniętego z emerytury generała Lloyda J. Austina, który już wcześniej współpracował blisko z Bidenem, gdy ten pełnił urząd wiceprezydenta; zainteresowanych personaliami odsyłam do publikacji Stephena J. Sniegoskiego, np. Zeit-Fragen nr 11, 18.5.2021).

Zasada, w myśl której ten, kto chce rządzić światem, musi kontrolować Euro-Azję, powinna być znana w Polsce, bowiem jednym z jej propagatorów był Zbigniew Brzezinski, odgrywający niepoślednią rolę w Council on Foreign Relations (CFR) – think tanku globalistycznej polityki. Również amerykańscy ideowi patroni „zjednoczonej Europy” już w latach 1940-tych traktowali ją jako przyczółek do dalszej ekspansji USA. Zastanawiam się, czy polscy „przywódcy partii i rządu” zdają sobie sprawę z tego, jakie czynniki mają decydujący wpływ na sytuację polityczną w świecie a szczególnie w Europie. Sądząc po ich zachowaniach i wypowiedziach wiedza ta jest raczej ograniczona, co może niepokoić, bowiem losy Polski, która nie pełni na arenie międzynarodowej roli podmiotowej, w znacznym stopniu zależne są od zmagań o kontrolę Euro-Azji.

W ostatnich miesiącach środki masowego przekazu w świecie zachodnim (w sensie politycznym, a nie geograficznym) eksponowały „konflikt rosyjsko-ukraiński”. Wyjaśnię w tym miejscu, że niniejsze refleksje opieram głównie – z uwagi na miejsce zamieszkania – na medialnej atmosferze w RFN. Nie sądzę jednak, aby przekaz polskiej prasy na temat rzeczonego konfliktu różnił się zasadniczo od tego, co otrzymuje konsument mediów nad Łabą i Renem. Nie wykluczam nawet, że medialna „narracja” w Polsce – jeśli chodzi o jej poziom i faktograficzną rzetelność – odbiega nawet in minus od niemieckiej. Zdarzało mi się bowiem w czasie pobytów w Ojczyźnie słyszeć, lub widzieć, takie niedorzeczności, że gdybym nie zetknął się z nimi osobiście – nie uwierzyłbym, iż twierdzenia tego typu mogą się pojawić w mediach publicznych. Szczególnie utkwiły mi w pamięci „Wiadomości” prorządowej telewizji, nadane w okresie, gdy nasz strategiczny partner – Izrael, wystąpił pod adresem Polski z żądaniami finansowymi, uzasadnianymi prześladowaniami Żydów w czasie II wojny światowej. Otóż – twierdził elegancki spiker – „jak wiadomo (dosłownie!) stoją za tym służby specjalne Federacji Rosyjskiej”.

Każdy czytelnik antyutopii „1984” wie, że w skutecznej propagandzie potrzebna jest personifikacja zła. Jest nią obecnie – któż by inny – Putin. Pełni on taką samą rolę jak Emanuel Goldstein w powieści George’a Orwella: – jest wrogiem absolutnym a walka z nim to oczywiście wspólny obowiązek wszystkich mieszkańców Oceanii (Wir gegen Putin! [My przeciwko Putinowi!] – wzywał kilka dni temu niemiecki dziennik „Bild” gigantycznymi literami na 1. stronie, kreując w ten sposób jedność czytelników w „walce ze złem”). Killer określił prezydenta Rosji przywódca zachodniego świata, zaś tygodnik „Najwyższy Czas!”, który – w odróżnieniu od innych organów prasowych – charakteryzował się dotychczas sporym poczuciem realizmu, na okładce nr. 9-10 przedstawił Putina jako Hitlera.

„Hitleryzacja” to ulubiony chwyt propagandowy w dobie globalizmu i polityczni manipulatorzy prezentowali w ostatnich latach już kilku „nowych Hitlerów”: Jörg Haider, Slobodan Milosevic, Saddam Hussein, Ahamdineżad, Gaddafi. Wymienionych polityków łączy tylko jedno: nie lubiano ich (to oczywiście eufemizm) w kręgach globalistów i europeistów. Wowa Putin był swego czasu w owych sferach popularny (miał zresztą w zachodnich elitach politycznych wielu przyjaciół), do momentu, gdy nie zaczął – w kontekście rozszerzania NATO i rozbudowy amerykańskich baz wojskowych na obszarach otaczających Rosję – upominać się o interesy bezpieczeństwa własnego kraju. Teraz osiągnął status zbrodniarza. Ale czy uda się z niego wykreować kolejnego „nowego Hitlera”? Otóż Putin jako jeden z celów ataku na Ukrainę deklarował jej „denazyfikację”. O celach Wowy będzie jeszcze mowa, faktem jest jednak, że siły polityczne wywodzące się z tradycji Stefana Bandery i towarzyszy, którzy w czasie II wojny światowej byli sojusznikami hitlerowskich Niemiec, odgrywają obecnie na Ukrainie rolę niepoślednią. Ale – nie oszukujmy się – żyjemy w orwellowskim świecie a zatem fakty historyczne nie odgrywają większej roli. Współprzewodnicząca niemieckiej partii „Die Linke” (dawniej NRD-owska SED) tow. Hennig-Wellsow, określiła Putina jak „faszystę”. Jeśli jednak osiągnie on status „nowego Hitlera” – to palma pierwszeństwa w tej kategoryzacji będzie się chyba należeć „N.Cz!”. Gwoli ścisłości dodam, że labourzystowski poseł Christ Bryant twierdził w brytyjskim parlamencie, iż „Putin to nazista – jak Hitler”. Tę wypowiedź przytoczył John Pilger w „Mint Press” z 17 lutego br., nie podając jednak daty wystąpienia Bryanta.

Narodowo-socjalistyczny minister oświaty i propagandy dr Joseph Goebbels podkreślał: „Tylko ten, kto potrafi sprowadzić problemy do najprostszej formuły […] i ciągle powtarzać je w tej uproszczonej formie, osiągnie trwałe sukcesy w kształtowaniu opinii publicznej”. W myśl tej zasady media od miesięcy prezentowały konflikt rosyjsko-ukraiński, przy czym uproszczenie polegało na tym, że przekaz (shaping the narrative– w anglo-amerkańskim żargonie dziennikarskim) sprowadzał się do prostych twierdzeń: Rosja – (znacznie częściej propaganda posługuje się personifikacją – Putin), grozi Ukrainie, gromadzi wojska, przygotowuje się do ataku. Jednak trudno było dowiedzieć się z tej narracji, co jest przyczyną raptownego zaognienia konfliktu. Obecna co prawa w przestrzeni medialnej była cały czas sprawa zajęcia Krymu przez Rosję, czy też działalność separatystów w Doniecku i Ługańsku, są to jednak problemy istniejące od 8 lat. Jedynie wystąpienie kanclerza Niemiec Scholza na tegorocznej konferencji bezpieczeństwa w Monachium, mogło spowodować dodatkowe pytania a tym samym utrudnić funkcjonowanie „uproszczonej formuły”. Otóż Scholz, odnosząc się do kontaktów pomiędzy Moskwą a państwami zachodnimi (z mediów można się było dowiedzieć jedynie , że dotyczyły one rzeczonego konfliktu), oświadczył, iż żądania Rosji są „absolutnie nie do przyjęcia” i Ukraina ma prawo swobodnego wyboru sojuszu. Ten kto dysponuje pewną „dodatkową wiedzą”, mógł się domyślić, że chodzi o kwestię przyłączenia Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego.

NATO, swego czasu stworzone w celu obrony Europy Zachodniej przed zagrożeniem komunistycznym, od czasu proklamowania „nowego amerykańskiego stulecia” i no-rival plan (za autora tej koncepcji uważany jest Paul Wolfowitz, por. „New York Times”, 8.3.1992), jest podporządkowane celom globalistów i – jak w wypadku ataku na Jugosławię – wręcz ich instrumentem. Konflikt rosyjsko-ukraiński jest zatem jedynie wynikiem dążeń do kontroli Euro-Azji, natrafiających na przeszkodę w postaci Rosji (a także Chin).

Gdy na szczycie Sojuszu Atlantyckiego w Bukareszcie w 2008 r. zapowiedziano przyłączenie Ukrainy i Gruzji do NATO, Moskwa oświadczyła, że do tego nie dopuści. Uprzednie rundy ekspansji sojuszu takiego sprzeciwu nie wywołały, choć z pewnością nie były dla Rosji powodem do radości. Gwałtowna reakcja na plany włączenia Ukrainy do NATO ma również konkretne przyczyny, o których trudno dowiedzieć się z mediów głównego nurtu. Amerykańskie wyrzutnie rakietowe typu Mk-41 znajdują się już na terytorium Rumunii i – jeśli się nie mylę – mają być rozmieszczone również w Polsce. Są one przystosowane do przenoszenia pocisków „tomahawk”, które w czasie krótszym niż 10 minut mogą osiągnąć Moskwę. Rozmieszczenie tych systemów na terytorium Ukrainy skróciłoby czas ataku na stolicę Federacji Rosyjskiej do 7 minut, zaś w wypadku zastosowania pocisków hipersonicznych – do 5. Rosja nie dysponuje możliwością adekwatnej odpowiedzi w wypadku ataku. Przy pomocy własnej broni rakietowej może co prawda równie szybko trafić Bukareszt, ale nie terytorium Stanów Zjednoczonych. Przyłączenie Ukrainy do NATO oznacza więc ryzyko zwielokrotnienia tej dysproporcji. W 1961 r. Chruszczow skierował na Kubę sowiecką broń rakietową, wyposażoną w głowice atomowe, co było odpowiedzią na rozmieszczenie na terytorium Turcji analogicznej broni amerykańskiej, wycelowanej w główne miasta ZSRS. Ale czasy sowieckie minęły bezpowrotnie. Po rozszerzeniu NATO na Wschód Moskwa nie ma możliwości przywrócenia równowagi w zakresie wzajemnego i ekwiwalentnego ryzyka, wynikającego z możliwości użycia broni rakietowej średniego zasięgu.

Rzecz jasna sytuacja zaostrzyła się po puczu w Kijowie. Do 2014 roku Ukraina, pomimo zapowiedzi włączenia do sojuszu atlantyckiego, była państwem militarnie neutralnym, gwarantującym jednak Rosji możliwość korzystania z najważniejszej bazy morskiej na Morzu Czarnym – Sewastopolu. Bazę tę Moskwa zachowała dzięki przyłączeniu Krymu, jednak sprawa rozszerzenia NATO – zarówno formalnego jak i faktycznego – na obszar Ukrainy, powróciła za rządów Bidena na porządek dzienny, jako jeden z najważniejszych punktów. Aliści już za rządów Donalda Trumpa Stany Zjednoczone podjęły zbrojenie Ukrainy (czego nie praktykowano za Obamy) a do kraju tego przybył amerykański i brytyjski personel wojskowy. Amerykański politolog prof. John J. Mearsheimer w obszernym wywiadzie z 15 lutego tego roku, udzielonym studentom King’s College z Cambridge (istotne fragmenty tej wypowiedzi opublikowała internetowa „Bibuła”), wykazując, że rzeczywistą przyczyną napięć we wschodniej części Europy jest polityka Stanów Zjednoczonych, uważa, iż Ukraina de facto już jest członkiem Sojuszu Atlantyckiego. Co prawda różnica między formalnym a faktycznym udziałem w NATO jest istotna, bowiem atak Rosji na członka sojuszu oznaczałby sytuację, o której mowa w art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.

Wydarzenia na Ukrainie w 2014 roku stworzyły korzystne warunki do uruchomienia akcji dezinformacyjno-propagandowej, w celu przekonania opinii publicznej, że głównym celem Putina jest „odbudowa ZSRS”. Szczególnie w Polsce twierdzenia tego typu trafiły na podatny grunt. Warto wiedzieć, że w aktualnym do tej pory dokumencie TRADOC 525-3-1 „Win in a Complex World”, sporo miejsca poświęconoinformation warfare. To nic innego jak dezinformacja, jedna z podstawowych metod „działań aktywnych”. TRADOC to Trading and Doctrine Command, zaś publikowane opracowania stanowią kompendium taktycznych zasad przeznaczonych dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Dokumenty można znaleźć w internecie.

Często cytowana jest wypowiedź wspomnianego już niemieckiego ministra, według której powtarzane wielokrotnie kłamstwo staje się prawdą. Zasada ta sprawdza się przy braku alternatywnych źródeł informacji. John Pilger (Mint Press 17.2.2022) twierdzi, że ze środków masowego przekazu praktycznie wyeliminowano opinie odbiegające od głównego nurtu. Autor opiera swe przekonanie przede wszystkim na prasie brytyjskiej i amerykańskiej, ale sytuacja w Niemczech, a prawdopodobnie w całym politycznym świecie zachodnim, jest taka sama. Obecnie zakazem objęto rosyjskie stacje „Russia Today” i „Sputnik”. Można jeszcze korzystać z internetowych lub drukowanych w niewielkim nakładzie mediów niezależnych, ale do poszukiwań alternatywnych informacji potrzebny jest czas i motywacja, w przeciwieństwie do naciśnięcia guzika na pilocie telewizora.

Kolejna analogia do „1984” to trudność w uchronieniu się przed propagandą, jest ona bowiem wszechobecna: na wszystkich kanałach telewizji i radia, z reguły 24 godziny na dobę. W wielkich miastach dochodzą do tego uliczne bilbordy, ekrany umieszczane w stacjach metra a od paru lat także wewnątrz pojazdów komunikacji publicznej.

Szef moskiewskiej filii Carnegie Endowment for International Peace Dimitri Trenin, opublikował pod koniec ubiegłego roku rzeczową analizę przyczyn i celów polityki Putina. Co ciekawe, artykuł ukazał się w „Foreign Relations”, periodyku wydawanym przez CFR (!); do znalezienia na stronie internetowej pisma pod datą 28.12.2021. Ale publikacji tego typu nie czytają przecież masy, do których kierowana jest propaganda (a polscy przywódcy partii i rządu na pewno też nie).

Pat Buchanan, uznając zasadność oporu Rosji przeciwko dalszej ekspansji NATO na Wschód, określił go jako „Putina doktrynę Monroe”. W celu realizacji tej „doktryny” pod koniec 2021 roku Rosja przedłożyła stronie zachodniej 2 koncepcje porozumień – z NATO i ze Stanami Zjednoczonymi. Art. 5. projektu umowy Rosja – NATO przewidywał zakaz stacjonowania naziemnych rakiet krótkiego i średniego zasięgu na obszarach, z których możliwy byłby atak na terytorium strony przeciwnej. Jednak przede wszystkim Moskwa odwoływała się do ustaleń OSCE, przyjętych w Stambule w 1999 roku i potwierdzonych w Astanie 11 lat później. Przewidują one swobodę przystępowania do sojuszów, ale stanowią równocześnie, że „umacnianie własnego bezpieczeństwa nie może się odbywać kosztem bezpieczeństwa innych państw” (wg Moskwy chodzi o „niepodzielność bezpieczeństwa”, jednakże sformułowanie traktatu pozostawia pewien margines do interpretacji, w zależności od woli politycznej sygnatariuszy). Jak wynika z informacji przekazanych prasie przez ministra Ławrowa 27 stycznia i 1 lutego br., w sprawie „niepodzielności bezpieczeństwa” Rosja otrzymała od strony zachodniej odpowiedź negatywną.

Putin zapowiadał równocześnie, że w wypadku, gdy Rosja nie zrealizuje swoich postulatów na drodze umów, sięgnie do środków militarnych. Koncentracja wojsk przy granicy z Ukrainą miała więc groźbę tę uwiarygodnić. Wowa liczył zapewne na to, że Niemcy faktycznie uczynią „wszystko” – jak zapewniał kanclerz Scholz – aby zapobiec konfrontacji wojennej. Miałoby to oznaczać przede wszystkim polityczną presję na Ukrainę. Jednak o polityce Kijowa decyduje Waszyngton, a nie Berlin czy Paryż. Francja i Niemcy nie potrafiły nawet doprowadzić do respektowania przez rząd ukraiński porozumień zwanych Mińsk II, zawartych w 2015 roku przy ich udziale. Tymczasem groźba została zrealizowana, przy czym nie jest jasne, w jaki sposób interwencja wojskowa na Ukrainie ma zapewnić Rosji bezpieczeństwo w konfrontacji z NATO. Decyzja o przyjęciu Ukrainy do sojuszu została już podjęta, zaś proces rozszerzania NATO na tym się nie skończy.

Od momentu rozpadu Związku Sowieckiego w kręgach globalistów powstawały również długoterminowe koncepcje o charakterze taktycznym, obliczone na osłabianie Rosji poprzez destabilizację państw z nią sąsiadujących i związanych politycznie (Wolfgang Effenberger w „Schwarzbuch EU & NATO”, przytacza wiele amerykańskich dokumentów dotyczących tego tematu). Udział Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, RFN (i Polski) w organizowaniu „pomarańczowej rewolucji”, nie jest chyba żadną tajemnicą, tym bardziej, że to kandydaci wyznaczeni przez Victorię Nuland, od lat aktywną w realizacji politycznych celów globalistów, obsadzili najważniejsze stanowiska w Kijowie (kandydat Berlina – Witalij Kliczko, którym zastąpiono skompromitowaną na Ukrainie Julię Timoszenko, musiał się zadowolić stanowiskiem mera stolicy).

Nuland, obecnie podsekretarz stanu ds. politycznych w Departamencie Stanu, od 1993 roku pełni odpowiedzialne funkcje w administracji amerykańskiej, niezależnie od tego, czy prezydentem był demokrata czy republikanin (wyjątkiem był okres prezydentury Trumpa). Mąż p. Nuland – Paul Kagan, jest współtwórcą Project for a New American Century.Wspomniany John Mearsheimer uważa ekspansję NATO i UE na Wschód oraz organizowanie tam „kolorowych rewolucji” za podstawowe elementy polityki USA wobec Rosji. Co ciekawe, w opublikowanej w maju 2019 roku a opracowanej przez RAND Corporation koncepcji „Extending Russia. Competing from Advantageous Ground”, znajdujemy elementy, które już weszły w fazę realizacji (RAND jest think tankiem amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego): m.in. zbrojenie Ukrainy, dążenie do regime change na Białorusi, ograniczenie wpływów Rosji w Azji Centralnej -co tłumaczy rozróbę w Kazachstanie, szybko jednak stłumioną przez Tokajewa. Planowane jest też osłabienie wpływów Rosji w Transnistrii, więc może to być potencjalny kandydat do kolejnej „kolorowej rewolucji” (por. T. Meyssan: Montée des tensions (2), Réseau Voltaire, 11.1.2022, www.voltairenet.org). Krótko po opublikowaniu wspomnianego dokumentu przez RAND Corporation w prasie niemieckiej pojawiły się artykuły, ukazujące Transnistrię jako „otwartą ranę” Europy Wschodniej.

Na koniec warto zastanowić się nad konsekwencjami wojny na Ukrainie, uwzględniając nasze własne interesy, bowiem racjonalna refleksja nad tą kwestią jest w Polsce chyba towarem deficytowym.

Do wojny faktycznie przystąpiła Unia Europejska, udzielając Ukrainie pomocy wojskowej, politycznej, finansowej i propagandowej. Decydujące w tej sprawie było stanowisko RFN, jednak nie zapominajmy, że Berlin, jak cała UE, wpisany jest w polityczne plany globalistów (pomijając Rosję, Białoruś i Transdnistrię na dobrą sprawę żaden rząd w Europie nie może odmówić udziału w realizacji „nowego światowego ładu”). Joe Biden zapowiedział na 16 lutego atak Rosji na Ukrainę. Wg niezależnego portalu „Nachdenkseiten” Biden domagał się wpierw od Olafa Scholza, w czasie wizyty tego ostatniego w Waszyngtonie, zgody na definitywne wstrzymanie budowy Nord-Stream 2 w momencie, gdy na Ukrainie dojdzie do „eskalacji”. Gdyby kanclerz się zgodził – Amerykanie sprowokowaliby konflikt zbrojny na Ukrainie a to oznaczałoby koniec Nord-Stream 2. Wtedy zamiast gazu z Rosji – płynny gaz z Ameryki, którego USA jest największym producentem na świecie. Scholz wił się jak piskorz, ale wymaganej obietnicy nie złożył.

16-ego Joe dzwonił do niego w tej samej sprawie. I chyba też nie uzyskał żądanego zobowiązania. Nie można wykluczyć, że Waszyngton podał tę datę inwazji rosyjskiej, zakładając zgodę Scholza na automatyczną rezygnację z „rury” w momencie „zaostrzenia konfliktu”.

Tymczasem jednak konflikt się zaostrzył. Projekt Nord-Stream 2 rzecz jasna pogrzebany, ale jest to tylko jeden element większej całości. Przemawiając w Bundestagu Scholz określił decyzję UE w sprawie wsparcia Ukrainy jako „nową erę w historii kontynentu”. Równocześnie kanclerz ogłosił przeznaczenie dodatkowych 100 mld euro na zbrojenia. Akcje niemieckich koncernów zbrojeniowych poszybowały w górę. „Możemy pracować 24 godziny na dobę” – oświadczył szef jednego z nich.

Oczywiście RFN – jako „przewodnia siła” UE uzyskuje dodatkową możliwość politycznej ekspansji na Wschód (już pucz w Kijowie otworzył jej drogę do gospodarczej kolonizacji Ukrainy i wykupu ziemi tamże). Oprócz niewielkich enklaw zachodnia i środkowa część kontynentu jest już wcielona do Unii Europejskiej. Zełenskij domaga się natychmiastowego włączenia Ukrainy do Unii. Gruzja właśnie złożyła wniosek akcesyjny. Wszystko to po myśli polskich przywódców, bowiem Warszawa była i jest najbardziej gorliwym sojusznikiem Niemiec w ich ekspansji na Wschód, traktując rozszerzanie UE jako element „wojny z Putinem”. Atmosfera entuzjazmu wywołana sankcjami nałożonymi przez Brukselę na Rosję, przesłoniła fakt, że unia stosuje sankcje również wobec Polski (oczywiście na mniejszą skalę) i akurat odbiera nam resztki legislacyjnej suwerenności.

„Nasi” przywódcy zapewne cieszą się z deklaracji niemieckiej „ministerki” (to moja próba zastosowania się do wymagań ideologicznej poprawności) spraw zagranicznych Annaleny Baerbock: „Jako 'europejki i europejczycy’ (w języku polskim nazwy mieszkańców kontynentu piszemy wielką literą, ale zwolenników ideologii – małą) nie zgodzimy się na agresję Putina!”. Teraz Baerbock zapowiada „w porozumieniu z naszymi sojusznikami z NATO, EU i G7 uderzenie w centrum władzy w Rosji”.

W centrum władzy w Warszawie Niemcy uderzają już od dłuższego czasu.

Kto zna historię, ten pamięta zapewne, że niemieccy europejczycy już kiedyś wspomagali Ukrainę, czego rezultaty dla Polaków były raczej negatywne, pomimo tego, że owa współpraca kierowała się przeciwko ZSRS. Skomplikowana historia: bo przecież Związek Sowiecki był wówczas „sojusznikiem naszych sojuszników”! Ograniczmy się tedy do przypomnienia faktu, że europeizm był częścią składową ideologii III Rzeszy (jego zwolennikiem był także kanclerz) a niemiecka propaganda obiecywała narodom we wschodniej części kontynentu „wolną Europę”. „Europejską” propagandą posługiwano się również w Francji w czasach Pétaine’a; film Claude’a Chabrola „L’oeil de Vichy” wymownie to ilustruje (aktualnym uzupełnieniem jest tylko nowo-mowa, dostosowana do wymagań genderyzmu).

W czasie II wojny światowej Niemcy popierali ukraińskich nacjonalistów, którzy masowo mordowali Polaków, zamieszkałych na przedwojennych ziemiach II Rzeczpospolitej. Dziś przywódcy OUN i UPA uznani są w Kijowie za bohaterów narodowych. Do ich tradycji nawiązują obecnie ukraińscy nacjonaliści, włącznie z formacjami zbrojnymi, z których najbardziej znaną jest batalion „Azow”. Batalion (chyba tylko z nazwy…) został formalnie zintegrowany z ukraińskimi siłami zbrojnymi.

Postawa prezydenta Zełenskiego wobec zbrojnych formacji nacjonalistycznych wywołała krytykę ze strony żydowskich komentatorów na Zachodzie, publikujących jednak poza „głównym nurtem” (np. A. Rubinstein, M. Blumenthal: How Ukraine’s Jewish President Made Peace With Neo-Nazi Paramilitaries, www.mintpressnews.com 4.3.2022), ale nie ze strony „europejek i europejczyków”. Bojownicy „Azowa”, zdecydowanie przeciwni pokojowemu rozwiązaniu konfliktu w Donbasie, operują głównie w rejonie Mariupolu, gdzie można się spodziewać ciężkich walki z wojskami rosyjskimi. To prawdopodobnie w tamte okolice ruszą ochotnicy z Polski.[por.: Plan „Niebiańska Jerozolima” realizuje się spokojnie w ….Mariupolu. Putin nie przeszkadza. md]

Wołodymyr Zełenskij wygrał wybory prezydenckie obiecując pokój. Nawet jeśli faktycznie myślał o pokojowym uregulowaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy, Waszyngton takiego rozwiązania nie mógł zaakceptować, skoro – jak wspomniałem – wywoływanie konfliktów, także zbrojnych, na granicach Rosji należy do taktyki, której stosowanie zaplanowano na okres do roku 2040. Po wyborze Bidena Zełenskij zapowiedział „odbicie” Donbasu, zaś w marcu 2021 roku Narodowa Rada Bezpieczeństwa uchwaliła dokument przewidujący działania na rzecz „zakończenia okupacji Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol oraz ponownej integracji” tych obszarów z Ukrainą. Równocześnie przedstawiciele rządu w Kijowie już kilkakrotnie zapowiadali, że jeśli Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO, uzbroi się w broń atomową. Kilka dni przed rosyjskim atakiem zapowiedź taką ponowił ambasador Ukrainy w Berlinie. Nie spotkała się ona z żadną krytyką, choć „zieloni”, którzy w RFN kierują resortem spraw zagranicznych, konsekwentnie walczą – na koszt przeciętnego obywatela – z pokojowym wykorzystaniem energii atomowej.

Polska uczestniczy w wojnie z Rosją zarówno jako członek Unii Europejskiej, jak i państwo wasalne Stanów Zjednoczonych. Na decyzje, które zapadają w Waszyngtonie i w Berlinie nie ma żadnego wpływu. Może jednak – przynajmniej teoretycznie – przygotować się na różne warianty rozwoju sytuacji na Ukrainie. Niestety, z zachowania naszych przywódców partii i rządu wynika, że często nie zdają sobie sprawy ze skutków własnych decyzji politycznych. Poparcie wyboru Ursuli von der Leyen na stanowisko naczelnej „komisarki” UE, czy też zgoda na mechanizm warunkujący unijne transfery finansowe do państw członkowskich od przestrzegania w nich „zasad praworządności” – to jedynie 2 przykłady (a jest ich legion). Można było uznać za pewnik, że za rządów Uschi wojna hybrydowa UE (czyli Berlina) przeciwko Polsce przybierze na sile. Chodzi tu również o pozbawienie PiS-u władzy, bowiem akcje jego konkurentów stoją w Berlinie zdecydowanie wyżej. Toć przecież jeszcze jako ministerka w niemieckim rządzie p. von der Leyen oświadczyła „popieramy opozycję w Polsce”. Przypomnę też jej dosłowną deklarację „Wir wollen die Welt führen“ [chcemy przewodzić światu].

Co prawda do tej roli aspirują – jak sama nazwa wskazuje – globaliści, ale skoro UE służy realizacji ich celów, to kierownicza rola w unii na pewno jakiś udział w tym przywództwie gwarantuje.

Polska jest najbardziej poniżanym państwem członkowskim Unii Europejskiej. Zdarzało się już parokrotnie, że Berlin nie chciał zaakceptować rządów wyłonionych na drodze wyborów w państwach należących do UE. Pierwszym przypadkiem była Austria, gdzie w 2000 roku powstała koalicja rządowa złożona z partii ludowej (ÖVP) i liberalnej (FPÖ). Już wtedy Bruksela wprowadziła – naruszając tzw. prawo europejskie – sankcje. Również Włochy za rządów Silvio Berlusconiego, Czechy – gdy prezydentem był Vaclav Klaus i oczywiście Węgry Viktora Orbana to sytuacje, które wywoływały gniew Berlina i kampanie propagandowe w mediach głównego nurtu. Jednak żadne z tych państw nie było tak poniewierane jak Polska.

Niestety, ów specjalny – w sensie negatywnym – status jest wynikiem zachowań polskich mężów stanu. Chyba żaden inny rząd nie wykazuje swego serwilizmu w stosunku do Waszyngtonu w sposób tak demonstracyjny, jak Warszawa. Szczyt (względnie dno) osiągnął prof. Jacek Czaputowicz jako minister spraw zagranicznych, publicznie zapewniając, że Polska u boku Stanów Zjednoczonych weźmie udział w wojnie przeciwko Iranowi (od dawna planowanej przez USA i Izrael).

Co prawda nie wątpię, że Polska przyłączy się do tej wojny, gdy wreszcie do niej dojdzie, ale deklaracja złożona przez Czaputowicza a priori była co najmniej żenująca. Groteskowe było natomiast wystąpienie premiera rządu RP w Brukseli, gdzie jednym tchem zapewniał, że będzie bronił suwerenności Polski i przysięgał wierność Unii Europejskiej. Nie pamiętam, kto przewodniczył wówczas obradom, ale jego gesty, mimika i ton uwag wzywających Morawieckiego, aby zakończył swe wystąpienie, w tłumaczeniu na prosty żołnierski język brzmiałyby: „Przestań już pieprzyć!”.

Tego typu zachowania są rzecz jasna odnotowywane i w Berlinie, i w Moskwie, ale i w Kijowie, gdzie Polska nie cieszy się specjalnym poważaniem.

Pomimo tego, przynajmniej w ramach „ograniczonej suwerenności”, wskazana byłaby refleksja nad możliwym rozwojem sytuacji na Wschodzie. Ponieważ jednak nasi przywódcy partii i państwa nie dostrzegli do tej pory, że obecność milionowych rzesz Ukraińców w Polsce jest sporym problemem, w dodatku o charakterze strategicznym, obawiam się, że różne niekorzystne warianty będą dla nas przykrym zaskoczeniem. Jak donosi ukraiński portal internetowy strana, prezydent Zełenskij postanowił otworzyć więzienia, aby ich lokatorzy, włącznie z kryminalistami skazanymi za najcięższe zbrodnie, mogli wziąć udział w obronie ojczyzny.

Ale co będzie, gdy część tych patriotów, zamiast stanąć do walki z Putinem, stanie na polskiej granicy jako tegoż Putina ofiary? Oczywiście Polska – w ramach europejskiej solidarności – będzie musiała zapewnić im dach nad głową, przysłowiowy wikt i opierunek, świadczenia socjalne.

Mogą się też pojawić problemu większego kalibru. Dostawy sprzętu i broni z UE czy też z państw NATO (które na razie oficjalnie nie bierze udziału w wojnie), będę wędrowały przez Polskę, aby dotrzeć do miejsc przeznaczenia na Ukrainie. Ius ad bellum i wszelkie konwencje regulujące prawo wojny zezwalają na atakowanie transportów o charakterze wojskowym. Transportowany będzie natowski sprzęt wojskowy. [por.: Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę… md]

Jeśli zatem Rosja takie konwoje zaatakuje, nie można wykluczyć, że Joe wezwie sojuszników do zastosowania art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego (Waszyngton uczynił to już przy okazji operacji 9/11). Tydzień temu z baz w Kilonii wyruszyło na Bałtyk 9 jednostek niemieckiej marynarki wojennej, „w związku z sytuacją na Ukrainie”. Marynarka wojenna na Bałtyku żadnego wpływu na walki na terenie Ukrainy mieć nie może. Można natomiast stosunkowo łatwo sprowokować starcie z marynarką rosyjską („przymiarki” do akcji tego typu miały już miejsce w 2021 roku na Morzu Czarnym). Kolejny dobry pretekst, aby USA wezwały sojuszników do ogłoszenia, iż doszło do ataku w rozumieniu art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Może warto jednak, nie czekając na zachętę ze strony władz, pomyśleć o zapasach mąki, cukru i papieru toaletowego?

Niezależnie od tego, jak długo wojna będzie trwała, jej wynik, przynajmniej częściowo, jest już znany. Rosja przegrała tę wojnę politycznie, dyplomatycznie (Mikronezja zerwała stosunki dyplomatyczne z Moskwą!), propagandowo, gospodarczo i finansowo. Poprawi się sytuacja mieszkańców wschodnich obwodów Ukrainy, bowiem Rosja jest obecnie zobowiązana na mocy dwustronnej umowy udzielić mi skutecznej pomocy wojskowej. Ok. 14000 ofiar w tym rejonie (zdecydowana większość to rosyjska ludność cywilna), to nie putinowska propaganda, tylko szacunki opublikowane na Zachodzie. Nie jest jednak jasne, dlaczego Moskwa zdecydowała się na dyplomatyczne uznanie separatystycznych obwodów jako samodzielnych republik dopiero 8 lat po ich secesji. Brandon Smith sugeruje, że ta powściągliwość była wynikiem powiązań Wowy z globalistami (Order Out of Chaos. How The Ukraine Conflict Is Designed To Benefit Globalist, https://alt-market.us ).

Bardziej prawdopodobna jest jednak po prostu kalkulacja strat i zysków – z punktu widzenia Moskwy – bowiem jest to elementarne kryterium decyzji politycznych, którym Władimir Putin bez wątpienia się posługuje; raz jeszcze odsyłam do artykułu Trenina.

Wojnę wygrali już globaliści; w tym punkcie trudno się ze Smithem nie zgodzić. Tryumfują specjaliści od information warfare i spin doctors, którym udało się stworzyć na skalę światową atmosferę graniczącą ze zbiorową histerią. Wygrał również amerykański kompleks militarno-przemysłowy i koncerny zbrojeniowe w najważniejszych państwach NATO. Z uwagi na niestabilną sytuację europejski kapitał „odpłynie” w większym stopniu do USA, zmniejszając tam presję inflacyjną, już w tej chwili z trudem hamowaną przez politykę zerowych odsetek. „Europejki i europejczycy” wkroczyli w nową erę; UE staje się czynnikiem, który również militarnie uczestniczy w kształtowaniu sytuacji na kontynencie euro-azjatyckim.

Nasz Najważniejszy Sojusznik chętnie prowadzi wojny metodą by proxy, z dala od własnego terytorium, ale mniej chętnie wysyła tam własnych żołnierzy a już zupełnie niechętnie przyjmuje uchodźców z obszarów wojną objętych. Niemcy, choć nie przewodzą jeszcze całemu światu, wzmacniają swoją pozycję europejskiego hegemona. A jeśli „wojna z Putinem” będzie tego wymagała, to – kto wie – może konieczne będzie stacjonowanie jednostek Bundeswehry na terytorium Polski, aby mogły szybko włączyć się do „obrony europejskich wartości”?

Listę zwycięzców można kontynuować, jednak Polska na tej wojnie nic nie wygra, zaś przeciętny obywatel sporo do niej dopłaci.

Czy Waszyngton walczy z Rosją do ostatniego ukraińskiego żołnierza? – Ron Paul

https://www.bibula.com/?p=132328

Ponieważ mija już trzeci tydzień od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, są niewielkie nadzieje, że negocjacje między obiema stronami mogą wkrótce doprowadzić do zawieszenia broni. Ale z rozmów waszyngtońskiej elity podżegającej do wojny można wnioskować, że rząd USA nie chciałby, aby tak się stało.

Kongres i administracja USA wydają się być zdeterminowane, by wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny z Rosją o Ukrainę. Senator Lindsay Graham otwarcie wzywa, by zabito rosyjskiego prezydenta, a wielu w Izbie Stanów Zjednoczonych domagało się, aby administracja ustanowiła „strefę zakazu lotów” nad Ukrainą.

Czy oni nie są szaleńcami? Strefa zakazu lotów oznacza, że możesz ​​niszczyć wszystko, co uniemożliwiałobyć całkowitą amerykańską dominację w powietrzu. Oznacza to również atak na rosyjskie systemy przeciwrakietowe i przeciwlotnicze w Rosji. Innymi słowy, oznacza III wojnę światową.

Wszyscy możemy czuć wstręt do zniszczeń na Ukrainie, ale czy naprawdę musimy grać z własną nuklearną zagładą?

Niestety, wydaje się, że tak myśli duża, ponadpartyjna grupa w Kongresie.

Wiele z tego, co dzieje się na Ukrainie, można przypisać administracji Obamy. Urzędnicy Departamentu Stanu, tacy jak Victoria Nuland i Antony Blinken, zaplanowali i zrealizowali obalenie rządu ukraińskiego w 2014 roku. To właśnie postawiło nas na drodze do konfliktu, gdy ustanowiony przez przewrót rząd zaczął domagać się członkostwa w NATO.

Blinken, Nuland i inni odpowiedzialni za ten haniebny czyn wrócili do rządu na wyższe stanowiska za prezydenta Bidena i nadal forsują swoją agendę na Ukrainie.

W zeszłym tygodniu sekretarz stanu Blinken – nasz czołowy dyplomata – starał się wysłać na Ukrainę polskie myśliwce z czasów sowieckich, by strzelały do ​​Rosjan. Kiedy Polacy powiedzieli, że z radością wysłaliby samoloty do amerykańskiej bazy w Niemczech i pozwolili Pentagonowi przenieść je na Ukrainę, Pentagon w końcu wkroczył, by stłumić niezwykle ryzykowne posunięcie, którego nawet Pentagon powiedział, że nie będzie miał realnego wpływ na wynik wojny.

Departament Stanu próbuje wciągnąć nas w wojnę, a Pentagon próbuje nas od niej powstrzymać. Jak ironicznie!

Kiedyś, gdy jeździłem po kraju podczas kampanii prezydenckiej, powiedziałem, że w rządzie mamy kilka tysięcy dyplomatów i wykorzystanie ich nie byłoby złym pomysłem. Ale z pewnością nie chodziło mi o to, że powinniśmy ich używać do tego, aby dalej angażować się w wojnę!

Po trzech tygodniach tej strasznej wojny USA nie prowadzą rozmów z Rosją. Jak niedawno doniósł Antiwar.com, zamiast wspierać negocjacje między Ukrainą a Rosją, które mogą doprowadzić do zawieszenia broni i zakończenia rozlewu krwi, rząd USA w rzeczywistości eskaluje sytuację, która może tylko zwiększyć rozlew krwi.

Nieustanny napływ amerykańskiej i sojuszniczej broni na Ukrainę oraz mówienie o wspieraniu przedłużonego powstania nie wydaje się mieć na celu zapewnienia Ukrainie zwycięstwa na polu bitwy, ale raczej wręczenia Rosji tego, co sekretarz stanu Blinken nazwał „strategiczną porażką”.

Brzmi to okropnie, jakby administracja Bidena zamierzała walczyć z Rosją aż do ostatniego Ukraińca. Jedynym rozwiązaniem dla USA jest ucieczka. Niech Rosjanie i Ukraińcy dojdą do porozumienia. Czy to oznaczałoby pozbawienie [aspiracji do członkostwa i wsparcia] NATO dla Ukrainy i usunięcie rakiet amerykańskich na granicach z Rosją? Niech tak będzie! Zakończmy wojnę, a potem rozwiążmy NATO.

Ron Paul

Ron Paul (ur. 1935) – amerykański lekarz i polityk, Republikanin, były członek Izby Reprezentantów, dwukrotny kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ojciec Randa Paula (amerykański polityk, senator, lekarz).

Za: RonPaulInstitute.org (March 14, 2022) | http://www.ronpaulinstitute.org/archives/featured-articles/2022/march/14/is-washington-fighting-russia-down-to-the-last-ukrainian/ | „Is Washington Fighting Russia Down to the Last Ukrainian?”