Jak się Farma śpieszy, to się nikt nie cieszy

Był to okres, w którym mówiono już że Big Farma ma szczepionkę, a więc badacze skupili się na tym czy to możliwe, by mieć tak szybko (bezpieczny) preparat do zaczopowania pandemii. Przeprowadzono ciekawą analizę rodzajów walki z kowidem, której szczepionka wydaje się najbardziej niepewnym środkiem, zaś wskazano na zaniedbanie podstawowej formy walki z pandemią – budowę i wzmacnianie naturalnej odporności. Po tej diagnozie następuje mrożąca krew w żyłach analiza JAKICH szkodliwych efektów ubocznych można się spodziewać z powodu przyspieszenia, a właściwie skrócenia badań nad szczepionką, które zwyczajowo trwają do… 15 lat. Zobaczmy co o tym piszą naukowcy:

„Główne środki podjęte w celu kontroli rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 (wirusa związanego głównie z COVID-19) to te, które zostały podjęte w celu kontroli rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV w latach 2002-2003: dobra higiena i kwarantanna (lockdown). Różnica polega na skali tych środków. Obecnie w wielu krajach obowiązuje lockdown (na różnym poziomie dotkliwości), ograniczający wiele działań i firm, które obejmują zgromadzenia dużej liczby osób w bliskim sąsiedztwie. Na początku października 2020 r. nie wiadomo, jak długo te ograniczenia będą obowiązywać. Oprócz identyfikacji krótkoterminowych niekorzystnych skutków szczepionki, niniejszy artykuł identyfikuje potencjalne średnio- i długoterminowe niekorzystne skutki szczepionki, których nie można zidentyfikować w krótkoterminowych badaniach klinicznych na ludziach, charakterystycznych dla testowania skuteczności szczepionek. Aby zapewnić bezpieczeństwo szczepionki, wymagane są długoterminowe testy na ludziach w warunkach rzeczywistych (ekspozycja na wiele bodźców toksycznych). Istnieje niezgodność między przyspieszonym czasem opracowywania szczepionek, do którego dąży rząd i przemysł, a długimi czasami wymaganymi do walidacji bezpieczeństwa szczepionek.

Skuteczność szczepionek jako remedium na pandemię.

Podsumowując, trudno jest zobaczyć, w jaki sposób bezpieczne szczepionki przeciw COVID-19 można opracować i w pełni przetestować pod kątem bezpieczeństwa w skali czasu wynoszącej rok lub dwa lata, jak proponuje się obecnie. Jedyną rzeczywistą ochroną przed przyszłą pandemią COVID-19 lub jakąkolwiek inną pandemią jest ta, która, jak wykazano, działa podczas pandemii (ognisk SARS, MERS i COVID-19) oraz podczas corocznych epidemii wybuchów grypy: zdrowy układ odpornościowy zdolny do neutralizacji nadchodzących wirusów zgodnie z zamierzeniami natury. W celu przeciwdziałania pandemii COVID-19 stosuje się cztery rodzaje leczenia w różnym stopniu: zmniejszenie transmisji wirusa (kwarantanna, maski na twarz, dystans społeczny, stosowanie środków odkażających itp.); kuracje (głównie przetworzone leki przeciwwirusowe); szczepionki (w trakcie opracowywania); wzmocnienie układu odpornościowego (eliminacja toksycznych bodźców degradujących układ odpornościowy; dodanie zachowań/substancji wzmacniających odporność). 
Ograniczenie transmisji wirusa może przynieść pewne korzyści, ale okazało się, że jest szkodliwe pod względem psychologicznym i ekonomicznym. Leczenie przeciwwirusowe przyniosło mieszane rezultaty i żadna terapia nie osiągnęła konsensusu w środowisku medycznym. Szczepionki są w fazie przyspieszonego rozwoju. Zmiany w stylu życia i regulacje mające na celu wzmocnienie układu odpornościowego są minimalne. Szczepionki są promowane przez sektor opieki zdrowotnej, polityków, decydentów i media głównego nurtu jako największa nadzieja na powstrzymanie pandemii COVID-19, co znajduje odzwierciedlenie w finansowaniu, jakie otrzymuje ich przyspieszony rozwój (Moderna, wiodący COVID- 19 pretendent do szczepionek, zarobił 2,48 miliarda dolarów w badaniach i rozwoju oraz finansowaniu przez rząd USA dla swojego programu). Wydaje się, że celem jest wstępna dystrybucja szczepionki do około końca 2020 r., chociaż wątpliwe jest, czy taki przyspieszony program rozwoju szczepionek obejmowałby odpowiednie średnio- i długoterminowe testy bezpieczeństwa.

Nie tak szybko

Te optymistyczne perspektywy wczesnego rozpowszechniania szczepionek w społeczeństwie są sprzeczne z historią rozwoju szczepionek, zwłaszcza szczepionek na koronawirusa. Opracowanie szczepionek, w tym ograniczone testy bezpieczeństwa, zajęło średnio 12–15 lat. Szczepionki na koronawirusy najściślej związane z pandemią/wybuchem SARS w 2002 r. i pandemią/wybuchem MERS z 2012 r. nie zostały jeszcze pomyślnie opracowane, nawet po dwóch dekadach badań. Obecne badanie przeanalizowało wiele mechanizmów wirusowych, które mogą prowadzić do szczepionek raczej zaostrzających niż osłabiających infekcję wirusową. Ogólnie rzecz biorąc, głównym problemem jest to, że wcześniejsza ekspozycja na wirusy (wywołane szczepionką) może mieć pozytywny lub negatywny wpływ na przyszłą ekspozycję na wirusy. Mogą być potrzebne lata, aby określić, jaki wynik przyniesie to działanie, zarówno w perspektywie krótkoterminowej, jak i długoterminowej. Ponadto wykazano, że wiele chorób przewlekłych wynika z ekspozycji na wirusy, a lata obserwacji w badaniach na ludziach mogą być wymagane w celu ustalenia, która z tych chorób, jeśli w ogóle, wynikałaby ze szczepionki przeciw COVID-19.”

I teraz autorzy przechodzą do analizy jakie niepożądane skutki szczepienne mogą nam umknąć jeśli skrócimy (a skróciliśmy) proces testowania szczepionek. Pokazuje to doskonale poniższy graf.
Pierwszy z wymienionych to mechanizm ADE, wzmocnienie zależne od przeciwciał. Jest to mechanizm zaostrzania się choroby po otrzymaniu szczepionki. Oficjalnie odrzucany w przypadku kowida, bo ma działać podobno tylko na wirus Denga. Badano to podając osocze ozdrowieńców testowanym pacjentom i nie zaobserwowano negatywnych reakcji. Ale szczepionki mRNA nie polegają na wszczepieniu antyciał, tylko na ich wygenerowaniu przez organizm w odpowiedzi na wstrzyknięte białko kolcowe. A to różnica. W rejestracji NOP jest dużo doniesień o nagłych objawach chorobowych po zaszczepieniu. 
Może także dojść do osłabienia naturalnej odporności, czego jesteśmy obecnie świadkami, gdy w krajach zaszczepionych w zupełności następuje gwałtowny, rekordowy wzrost zakażeń, przewyższający ten z okresu przedszczepiennego. Następny problem to reakcje krzyżowe, bo to trzeba dużo czasu, by zbadać z jakimi innymi preparatami i chorobami i jak reaguje szczepionka. Następne to niespecyficzne objawy w działaniu systemu immunologicznego, na których wykrycie trzeba czekać także długo, bo mogą się objawić późno i to w zależności od innych czynników. Kolejne zagrożenie to Antigenic Distance Hypotesis (ADH), która zakłada możliwość negatywnej reakcji przebytej w poprzednim roku grypy na tegoroczną szczepionkę. Bystander activation to mechanizm aktywujący limfocyty zaostrzające stan zapalny, tak że dochodzi do tzw. burzy cytokinowej, kiedy mamy do czynienia z utratą tolerancji odpornościowej na własne antygeny, które organizm rozpoznaje jako wrogie i atakuje je. Kolejne niebezpieczeństwo to presja selekcyjna, to oznacza, że wirus mutuje właśnie dlatego, że spotyka się z jednym rodzajem szczepionki i ewoluuje ze swym składem, by uniknąć konkretnego wszczepionego białka, które wstrzymuje jego rozwój. Może też dojść do szkodliwego nałożenia się różnych reakcji immunologicznych. 

Praktyczne dodatki do teorii
W 2020 roku, w październiku badacze nie wiedzieli jeszcze o specyficznych efektach dla szczepionek mRNA. Wywodzili swoje tezy jedynie z teorii dotyczących efektów wszelkich szczepionek z możliwym skróconym okresem badań. To była analiza jakby obok konkretnych szczepionek. Myślę, że gdyby dano więcej czasu na przebadanie tych preparatów wyszłoby na mniejszej próbie, że szczepionki powodują m.in. zakrzepicę oraz zapalenie mięśnia sercowego. Na genetyczne skutki dla następnych pokoleń pochodzących od zaszczepionych matek też będziemy musieli poczekać, z dużą dozą niepewności. 
Myślę, że pora skończyć tę zabawę w słowa, że to nie jest eksperyment. To, że jest czyniony na masową skalę wcale nie znaczy, że to nim nie jest. Po to się latami bada szczepionki, by na małej próbie bohaterów lub straceńczych desperatów sprawdzić jak to działa. Tego żeśmy się pozbawili z własnej woli. Wiadomo – daliśmy sobie wdrukować w głowy, że tylko szczepionka da nam normalność. A więc było oficjalne zamknięcie oczu na procedury i społeczne, stymulowane akcją propagandowo-panikarską, przyzwolenie motywowane niecierpliwością powrotu do „normalności”. W efekcie jesteśmy daleko od tej normalności z połową ludzkości, w których organizmach gromadzą się nieznane i odłożone na przyszłość efekty największego eksperymentu medycznego w dziejach świata. A z eksperymentem jak to z eksperymentem – nie każdy musi się udać, a czasem może przynieść nieoczekiwane rezultaty. Obyśmy szczęśliwie doszli do jego końca, na co się coraz bardziej nie zanosi. Tym bardziej jest niezrozumiały ciąg, aby przymuszać wszystkich do uczestnictwa w tym eksperymencie, a niechętnych wtrącać w społeczny ostracyzm i medialną infamię.
Jerzy Karwelis

https://dziennikzarazy.pl/24-01-jak-sie-farma-spieszy-to-sie-nikt-nie-cieszy/ 

Wścieklizna i zdrada. Zapłacić i odsiedzieć !

11 stycznia dostałem SMS z przestrogą i radą, by uważać na zwierzęta domowe i dzikie w związku z epizoocją wścieklizny. Okazuje się, że kiedy my tu jesteśmy zajęci walką ze zbrodniczym koronawirusem, od tyłu zachodzą nas jeszcze groźniejsze mikroby w postaci wścieklizny. O ile bowiem Covid nie jest chorobą powodującą masową śmiertelność wśród osób, które na tę chorobę zapadły, to wścieklizna jest śmiertelna jak najbardziej.

Na szczęście na wściekliznę, to znaczy – przeciwko wściekliźnie – jest szczepionka, która nie budzi aż takich sporów i namiętności, jak szczepionki przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi. Na przykład pani Barbara Nowak, będąc kuratorem oświaty w Małopolsce, musiała złożyć samokrytykę, jak w najlepszych czasach stalinowskich, za wygłoszenie opinii, iż szczepionka jest w zasadzie „eksperymentem medycznym”, Spotkało się to z masowymi protestami miłośników nauki, a najbardziej gorliwi ormowcy politycznej, a właściwie nie tyle politycznej, co medycznej poprawności, domagali się, by takie osoby pozbawiane były stanowisk, a kto wie – może i wolności? Pani kurator ani mi brat, ani swat, ale nagonka na nią ze strony wspomnianych ormowców, skłania mnie do zwrócenia uwagi, że każdy, kto przyjmuje szczepionkę przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi, musi najpierw podpisać, że robi to dobrowolnie. Wiem, co mówię, bo sam dwukrotnie taki cyrograf podpisywałem. Tymczasem – o ile mi wiadomo – w przypadku szczepionki przeciwko tężcowi, czy choćby wściekliźnie, takiego obowiązku nie ma.

Dlaczego zatem w przypadku tej szczepionki trzeba podpisać wspomniany cyrograf? Myślę, że ze względu na konstytucję, która w art. 39 zakazuje poddawania ludzi eksperymentom medycznym bez ich zgody. Jak ktoś podpisze cyrograf, to od strony prawnej wszystko jest w jak najlepszym porządku. Skoro jednak rząd wymaga podpisywania cyrografu przed szczepieniem, to znaczy, że i sam nie jest pewny, czy urządza zwyczajne szczepienie, czy eksperyment medyczny.

——————–

Wróćmy jednak do wspomnianej epizoocji wścieklizny, która musiała przybrać niepokojące rozmiary, skoro obywatele są na nią uczulani przy pomocy SMS-ów. Skoro tak, to musimy zastanowić się nad źródłem zarazy, choćby po to, by uniknąć takich plag w przyszłości. Wydaje mi się, że wpadłem na właściwy trop, chociaż zdaję sobie sprawę, że wyjaśnienie może wzbudzać jeszcze większe kontrowersje i namiętności, niż szczepionki na zbrodniczego koronawirusa. Zapewne wszyscy pamiętamy doniesienia medialne o tym, jak to Donald Tusk „się wściekł” – już mniejsza o to, z jakich powodów. Zwracam uwagę, że te doniesienia pojawiały się zanim jeszcze ktokolwiek zaobserwował objawy wścieklizny u zwierząt domowych, czy dzikich. Wygląda na to, że mamy do czynienia z wyraźnym czasowym następstwem. Ale czy Donald Tusk mógłby osobiście pozarażać wścieklizną koty, psy, czy lisy? Jeśli już, to co najwyżej pana red. Tomasza Lisa, który rzeczywiście zdradza niepokojące objawy – ale to za mało na epizoocję, z jaką mamy obecnie do czynienia. Skoro wścieklizna objawiła się u zwierząt w skali masowej, to najpierw musiała być równie masowa transmisja zarazków.

I tutaj nasze podejrzenia kierują się w stronę Strajku Kobiet, bo urządzane przez nie demonstracje nie mogły nie wzbudzać graniczących z pewnością podejrzeń, iż przynajmniej niektóre osoby w nich uczestniczące, zdradzały objawy wścieklizny. Były one aż nadto widoczne, a przy tym występowały w skali masowej, między innymi za sprawą podjudzania ze strony Judenratu „Gazety Wyborczej”. Ten fenomen godzien jest rozbiorów, bo okazuje się, że nie tylko ludzie mogą zarażać się wścieklizną od zwierząt, ale również odwrotnie – że zwierzęta dostają wścieklizny w następstwie kontaktów ze wściekłymi ludźmi. Warto w takiej sytuacji zastanowić się nad profilaktyką, bo skoro Strajk Kobiet mógł doprowadzić do takich następstw, to czy jakimś remedium na to nie byłyby lockdowny, obejmujące tego rodzaju masowe demonstracje? Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z delikatnej sytuacji, bo z jednej strony mamy prawo do demonstracji, no ale z drugiej strony mamy do czynienia z zagrożeniem jeszcze większym, niż zbrodniczy koronawirus we wszystkich jego mutacjach razem wziętych. Myślę w związku z tym, że konieczne byłoby jakieś wyjście kompromisowe, wypracowane przy udziale Rady Medycznej przy panu premierze Morawieckim oraz Rzeczniku Praw Obywatelskich. SMS, jaki otrzymałem 11 stycznia pokazuje, że periculum in mora, więc mam nadzieję, że wszyscy wezmą się do roboty.

Tymczasem mamy do czynienia z przypadkami zdrady tajemnicy państwowej, chociaż różne instytucje różnie na takie przypadki reagują. Niezawisły Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił pana Jakuba Żulczyka z zarzutu znieważenia pana prezydenta Andrzeja Dudy, którego pan Żulczyk nazwał „debilem”. Jeszcze na etapie śledztwa pojawiły się podejrzenia, że tak naprawdę to nie chodzi o zniewagę, tylko zdradę tajemnicy państwowej. Najwyraźniej na tym stanowisku stanął też niezawisły sąd, bo uniewinniając pana Żulczyka zauważył, iż jego czyn ma znikomą szkodliwość społeczną. A dlaczego? Czy nie dlatego, że ujawnienie faktu będącego przedmiotem tzw. „notoryjności powszechnej”, czyli tzw, „tajemnicy Poliszynela” nie może być żadną zdradą. Czy jednak tym wyrokiem Sąd Okręgowy w Warszawie nie znieważył pana prezydenta Dudy jeszcze bardziej? O ile jednak niezawisłe sądy wydają się bardzo pobłażliwe, zwłaszcza wobec pana Jakuba Żulczyka, o tyle inne instytucje państwowe reagują surowo na takie postępki.

Oto w trybie natychmiastowym odwołany został ze stanowiska ambasadora Rzeczypospolitej w Republice Czeskiej pan Mirosław Jasiński, za wygłoszenie opinii, iż sprawa kopalni „Turów” była wynikiem braku empatii i chęci podjęcia dialogu – i to przede wszystkim z polskiej strony”. Jest to niewątpliwe ujawnienie tajemnicy państwowej, a przynajmniej – tajemnicy rządowej, bo w tej sprawie rząd nie tylko idzie w zaparte, ale w dodatku pierwszorzędni fachowcy próbują dorabiać do tego pozory moralnego uzasadnienia. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że ten „brak empatii” sporo Polskę kosztuje, bo ETS przysolił Polsce karę pół miliona euro za każdy dzień zwłoki, licząc od 20 września ubiegłego roku. Do 11 stycznia nazbierało się tego ponad 56 milionów euro, a przecież nie jest to jedyna kara, bo za Izbę Dyscyplinarną musimy płacić milion euro dziennie i z tego tytułu nazbierało się już ponad pół miliarda złotych.

Kto to wszystko zapłaci – oto jeszcze jedna tajemnica państwowa. Toteż z ulgą przyjęliśmy wiadomość o dymisji pana Jarosława Nowaka z operetkowej funkcji pełnomocnika MSZ do kontaktów z diasporą żydowską, który powiedział, że w sprawie żydowskich roszczeń Polska powinna „coś” zrobić. A cóż innego mogłaby zrobić, jak nie zapłacić i odsiedzieć?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”. http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5109

Felieton  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  25 stycznia 2022

Reiner Fuellmich w Brukseli: Big Pharma eksperymentuje na nas ze śmiertelnymi dawkami szczepionek.

Proces czyli bez Norymbergi 2.0

Fuellmich ujawnia, że jego zespół wie, że firmy należące do Big Pharmy eksperymentują na nas ze śmiertelnymi dawkami szczepionek Covid. Mówi również, że pomysł „Norymberga 2.0” jest zmyśloną koncepcją, prawdopodobnie zaprojektowaną jako psy-op.

−∗−

W menu na dziś danie przedprocesowe. Materiał stanowiący uzupełnienie do artykułu ‘Czy mają się czego bać?‘, omawiającego przygotowania aktów oskarżenia w sprawach związanych z tzw. ‘pandemią covid’. Kto uczestniczy w pracach, dlaczego ‘Norymberga 2.0’ nie odbędzie się i na czym ma polegać ‘modelowy proces’, który ma ją zastąpić – o tym Reiner Fuellmich w dwóch krótkich wywiadach.

Zapraszam do lektury i oglądania.

________________***________________

Reiner Fuellmich w Brukseli, przed rozprawą

Komentarz redakcyjny TLB: Reiner Fuellmich przebywa obecnie w Brukseli. Długo oczekiwany proces, błędnie określany jako „Norymberga 2.0”, ma się rozpocząć jeszcze w tym tygodniu. Oto kilka krótkich wywiadów, których udzielił w weekend. Przeprowadzili je francuscy dziennikarze, ale nikt nie musi znać innego języka poza angielskim.

Zamieściliśmy szczegółowe uwagi do drugiego filmu, w którym Reiner daje nam interesujący wgląd w różne systemy prawne na całym świecie. Sądownictwo w Indiach i RPA jest MNIEJ skorumpowane niż na przykład w Europie.

——————————

WIDEO 1

(Proszę zignorować pierwsze 30 sekund po francusku, gdyż niezależny dziennikarz Richard Boutry przedstawia Fuellmicha.)

W tym filmie Fuellmich ujawnia, że jego zespół wie, że firmy należące do Big Pharmy eksperymentują na nas ze śmiertelnymi dawkami szczepionek przeciw Covid. Mówi również, że pomysł „Norymberga 2.0” jest zmyśloną koncepcją, prawdopodobnie zaprojektowaną jako psy-op (nasze określenie). Szeroko omawia koncepcję Operacji Spinacz [Operation Paperclip], aby lepiej wyjaśnić, co właściwie oznacza „Norymberga”. Widać, że posiada wiedzę. Ostatnie pytanie dotyczy Novaka Djokovicha, i że we Francji są dziś trzy gwiazdy – Kennedy (JFK), Djokovich i Reiner Fuellmich. Fuellmich wyraził dużą chęć by porozmawiać z Djokovichem, bo ważne jest, aby pokazywać bohaterów z prawdziwego życia, takich jak najlepsi sportowcy.

* * *

WIDEO 2

Uwagi:

  • Efektem lub skutkiem ubocznym pracy jego komisji z niektórymi kluczowymi biegłymi sądowymi jest to, że prawnicy z całego świata kontaktowali się z nim (od końca 2020r.). Wtedy dowiedział się o fałszerstwie testu PCR. Jego firma złożyła kilka pozwów przeciwko testowi PCR w Niemczech. Jest to najskuteczniejsza podstawa, na której można rzucić wyzwanie całej „plandemii”. W zasadzie nie było żadnej pandemii. Drugie kłamstwo to „infekcje bezobjawowe”. Złożyli więc własne pozwy i pomogli międzynarodowym kolegom zrobić to samo, kontaktując ich z tymi samymi ekspertami.
    .
  • Sąd Konstytucyjny Republiki Południowej Afryki wydaje się być niezależny. W Europie jest skorumpowane sądownictwo – po prostu taka jest część sędziów w zawodzie. Nie oznacza to jednak, że przyjmują pieniądze. Nie możemy ufać naszemu sądownictwu, więc potrzebujemy nowego, tak jak potrzebujemy nowych systemów prawa, opieki zdrowotnej, edukacji, ekonomii itp.
    .
  • Nasz pozew to „pozew modelowy” (nowego typu), pokazujący wszystkim, że musimy wziąć sprawy w swoje ręce, że da się to zrobić. Ten pozew nadal wykorzystuje dochodzenie przed wielką ławą przysięgłych, co pochodzi ze starego systemu. Ale kiedy już będziemy mieli akty oskarżenia, nastąpi prawdziwy proces wymierzenia sprawiedliwości ludziom przez ludzi. To nowy system. Pracują nad tym ludzie w Stanach Zjednoczonych, na kontynencie afrykańskim i prawie we wszystkich innych miejscach. Ale kluczową rzeczą jest, aby dać ludziom pojęcie o całym obrazie poprzez postępowanie prawne, wspierane przez FAKTYCZNYCH ekspertów, gdzie będą mogli podejmować własne decyzje.
    .
  • Daleko przed nami są Indie i być może niektóre kraje Europy Wschodniej. Indie są znacznie mniej skorumpowane niż nasze sądownictwo. Wydaje się, że ich system nadal działa. Pozew o morderstwo przeciwko Billowi Gatesowi został złożony około 2 tygodnie temu. Traktowane jest to bardzo poważnie. Może grozić mu kara śmierci. To prawda, że ​​Bill Gates został zdemaskowany [exposed] w Indiach w 2017 roku – to nie jest fake news. Konsekwencją tego jest postępowanie sądowe przeciwko niemu. To jest proces karny.
    .
  • Od tego tygodnia 20-30 prawników współpracujących z Fuellmichem będzie przedstawiać dowody. Ale właśnie dzisiaj połączył siły z 40 innymi prawnikami z Luksemburga i około 100 z Francji. Następni zgłaszają się z Włoch – a to dopiero początek.

Reiner i Chloe dołączyli następnie do dużej demonstracji, która odbyła się wczoraj w Brukseli. Zobacz film z marszu.

_______________

Reiner Fuellmich in Brussels, Pre-Trial [videos], January 24, 2022

Uzupełnienia:

Czy mają się czego bać?
Bez wątpienia, prawne bitwy będą niezwykle trudne do prowadzenia, ponieważ pracuje nad tym tak wielu potężnych ludzi, którzy chronią się nawzajem. Ale to nie znaczy, że nie spróbujemy. Wręcz przeciwnie, […]

————AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/01/24/reiner-w-brukseli-czyli-bez-norymbergi-2-0/

Brytyjski uniwersytet ostrzega przed „obraźliwymi i denerwującymi” treściami w książce „Rok 1984” George’a Orwella i sztuce Becketta „Końcowka”.

Pracownicy [rozumiem, że „naukowi”. MD] Uniwersytetu w Northampton wydali ostrzeżenie dla powieści George’a Orwella „Rok 1984” twierdząc, że zawiera ona treści, które niektórzy studenci mogą uznać za „obraźliwe i denerwujące”. Takie ostrzeżenie otrzymali studenci w ramach zajęć dotyczących „budowania tożsamości”, które „rozwiązują trudne kwestie związane z przemocą, płcią, seksualnością, klasą, rasą, nadużyciami, wykorzystywaniem seksualnym, ideami politycznymi i obraźliwym językiem”.

„Rok 1984” to nie jedyne dzieło literackie, przed którym ostrzega się studentów Uniwersytetu w Northampton.

Na indeksie znalazły się też m.in. sztuka Samuela Becketta „Końcowka” oraz komiks Alana Moore’a i Davida Lloyda „V jak Vendetta” opowiadający o wyrzeczeniu się wolności i własnej świadomości w opresyjnym systemie totalitarnym.

Rzecznik uczelni poinformował, że chociaż nie jest to polityka uniwersytecka, uznano zasadność ostrzegania studentów przed treściami związanymi z przemocą, przemocą seksualną, przemocą domową i samobójstwami.

– Wyjaśniamy kandydatom w ramach procesu rekrutacyjnego, że ich kurs będzie zawierał trudne teksty. Jest to również przekazywane przez opiekunów w miarę postępów w programie studiów. Zdajemy sobie sprawę, że niektóre teksty mogą stanowić wyzwanie dla niektórych studentów i uwzględniliśmy to podczas opracowywania naszych kursów – powiedział rzecznik.

Z kolei studenci Uniwersytetu w Salford zostali ostrzeżeni, że w książkach Charlotte Bronte „Jane Eyre” and Charlesa Dickensa „Wielkie nadzieje” znajdują się sceny i dialogi zawierając przemoc, w tym przemoc seksualną, które mogą być dla nich „przygnębiające”.

Zidiocenie na opanowanych przez lewicę uniwersytetach postępuje coraz szybciej. Czy po etapie ostrzegania przed „przygnębiającymi” treściami przyjdzie czas palenia „obraźliwych i denerwujących” książek?

Czyżby miała spełnić się wizja przedstawiona przez Raya Bradbury’ego w powieści „451 stopni Fahrenheita”? W jego wizji przyszłości literatura została zakazana, żeby nie irytować ludzi ogłupianych przez telewizję. Czy czeka nas to samo?

Źródło informacji: dailymail.co.uk

https://wprawo.pl/brytyjski-uniwersytet-ostrzega-przed-obrazliwymi-i-denerwujacymi-tresciami-w-ksiazce-rok-1984-georgea-orwella/

———————-

Czemu cofają się przed najbardziej postępowym rozwiązaniem: SPALIĆ!!

Jaki ten szatan, przy całej swej super-inteligencji, z powodu przerostu PYCHY, jest głupi !!

M. Dakowski]

Andrzej Duda zastanawia się nad złamaniem prawa. Czy preparaty Big Pharmy są nic nie warte? Są warte miliardy dolarów!!

CzarnaLimuzyna

Andrzej Duda, polityk sezonowy i niemalże tak samo swojski jak wielu jego swojskich poprzedników, zastanawia się nad złamaniem prawa. W tym sensie można powiedzieć, że aktualny prezydent „Polin” szanuje wieloletnią tradycję o której TW Bolek mówił bez ogródek: „nie chcem, ale muszem”. Podobnie było z równie poważanym Bronisławem, który w równie swojskich porywach nie musiał, ale chciał, lecz na szczęście nie zawsze skutecznie.

Chodzi o ustawę o segregacji covidowej. Stanowisko prezydenta Dudy w tej sprawie wyłuszczył szef gabinetu Paweł Szrot. Z wyjaśnień urzędnika wynika, że Andrzej Duda ma zamiar wypośrodkować pomiędzy opcją ochrony dóbr osobistych obywateli a opcją ewidentnego złamania prawa.

Trzeba “wyważyć racje po stronie tych, którzy mówią, że jest to potrzebne do zwalczania tej epidemii” i tych, którzy “bronią tu prawa obywateli do ochrony danych”.

Jakiej wagi użyje Duda do wyważania pomiędzy opcją przestępczą a konstytucyjnym prawem, szef gabinetu prezydenta nie wspomniał.

Zobaczmy co powiedział “tej epidemii”  Albert Bourla, szef Pfizera

Fala związana z wariantem Omikron powinna być ostatnią, która wiąże się z licznymi ograniczeniami.

Już niedługo będziemy mogli wrócić do normalnego życia, po 2 latach pandemii /businessinsider.com.pl/

Ten sam osobnik mówił niedawno, że poprzednie dawki „szczepionek’ były mało skuteczne, o ile w ogóle działały. Czy w takim razie preparaty Big Pharmy na których opiera się pomysł globalnego systemu rejestracji i inwigilacji Niewolników, są nic nie warte? Są warte miliardy dolarów, a prócz tego przecierają szlak na drodze do bezkarnego (jak na razie) stosowania inżynierii genetycznej czyniąc ją potencjalnym narzędziem depopulacji.

I to właśnie w takim kontekście należy patrzeć na wszystkie totalitarne regulacje pod szyderczym hasłem „szczepionka czyni wolnym”. Wolnym od „obostrzeń”, bo na pewno nie od choroby. Od „obostrzeń”, które w języku ludzi normalnych są segregacją i prześladowaniem.

Wszelkie brednie akolitów „nowego porządku” zasługują na dwa miejsca docelowe: na kosz od śmieci lub jako załącznik do akt Norymberga 2,0.

https://www.ekspedyt.org/2022/01/24/andrzej-duda-zastanawia-sie-nad-zlamaniem-prawa/ CzarnaLimuzyna

„Ministerstwo Prawdy” zawsze ma rację. Czy ONI są przy zdrowych zmysłach?

======================

Tak było 17 stycznia:

Office for National Statistics – „COVID-19 deaths and autopsies Feb 2020 to Dec 2021”. Release date: 17 January 2022

COVID-19 deaths and autopsies Feb 2020 to Dec 2021

Release date: 17 January 2022

Table 1: Number of deaths where COVID-19 was the only cause mentioned on the death certificate, 1 February 2020 to 31 December 2021, by sex and age group, England and Wales

Age groupMalesFemales
<110
1-400
5-900
10-1401
15-1910
20-2441
25-29123
30-34247
35-394215
40-445224
45-498743
50-5413852
55-5923492
60-64254102
65-69279119
70-74357204
75-79395252
80-84492402
85-89470533
90+520971

===============================

A już tak – w tym samym dokumencie, ale dzień później, 18 stycznia:

COVID-19 alone with no underlining health issues November 2019 to December 2021 – Office for National Statistics (ons.gov.uk)

You asked

Please supply how many people have died from COVID-19 alone with no underlining health issues, from November 2019 to December 2021.

We said

​Thank you for your request.

ONS are responsible for the production of mortality data for England and Wales, this is derived from death certificates in the process of death registration.

For mortality figures where COVID-19 was the sole cause of death, please see: Pre-existing conditions of people whose death was recorded with an underlying cause of COVID-19, this dataset can be found in section 8 of the Monthly mortality analysis bulletin. This dataset provides a greater insight into the leading pre-existing cause of death groups, for deaths occurring in England and Wales, in 2020 and the first three quarters of 2021 that were due to COVID-19.

We do not hold COVID-19 data for 2019. The first death involving COVID-19 in England and Wales was registered in March 2020.

Please see 'table 1a, row 28′ (2020) and 'table 1, row 29 (2021)’ for deaths where COVID-19 was listed as the underlying cause, but had no other pre-existing conditions recorded on the death certificate, England and Wales. Table 1b represents these figures for England and table 1c figures are for Wales.

This publication will be updated quarterly. COVID-19 deaths involving pre-existing conditions is split by broad age groups between 1-64 and 65+.

Please see below for death registrations for 2020 and 2021 (provisional) that were due to COVID-19 and were recorded without any pre-existing conditions, England and Wales.

2020: 9400 (0-64: 1549 / 65 and over: 7851)

2021 Q1: 6483 (0-64: 1560/ 65 and over: 4923)

2021 Q2: 346 (0-64: 153/ 65 and over: 193)

2021 Q3: 1142 (0-64: 512/ 65 and over: 630)

We have not yet finalised analysis for 2021 Q4. This is currently scheduled for release on 23 February 2022.

As such, the some of the information you have requested is considered exempt under Section 22(1) of the Freedom of Information Act 2000, whereby information is exempt from release if there is a view to publish the information in the future. Furthermore, as a central government department and producer of official statistics, we need to have the freedom to be able to determine our own publication timetables. This is to allow us to deal with the necessary preparation, administration and context of publications. It would be unreasonable to consider disclosure when to do so would undermine our functions.

COVID vaccines were designed to fail; that’s HOW they won authorization.

A vaccine could meet the companies’ benchmark for success if it lowered the risk of mild Covid-19, but was never shown to reduce moderate or severe forms of the disease, or the risk of hospitalization, admissions to the intensive care unit or death.”

For the past two years, I’ve been demonstrating that the SARS-CoV-2 virus is a fake. It doesn’t exist. Now let’s enter the bubble where people assume the virus is real, and examine a few of the major crimes and contradictions that exist inside that lunatic bubble.

by Jon Rappoport January 21, 2022 (To join our email list, click here.)

I wrote and posted this piece while the clinical trials of the COVID vaccine were in progress. It reveals how and why those trials were doomed to fail. They did fail. Since then, nothing has changed.

The vaccine makers DESIGNED a series of clinical trials that, even on their own terms (“the virus is real, fear the virus”) were destined to be a complete flop.

PART ONE:

Peter Doshi, associate editor of the medical journal BMJ, and Eric Topol, Scripps Research professor of molecular medicine, have written a devastating NY Times opinion piece about the ongoing COVID vaccine clinical trials.

They expose the fatal flaw in the large Pfizer, AstraZeneca, and Moderna trials.

September 22, 2020, the Times: “These Coronavirus Trials Don’t Answer the One Question We Need to Know” [1]:

“If you were to approve a coronavirus vaccine, would you approve one that you only knew protected people only from the most mild form of Covid-19, or one that would prevent its serious complications?”

“The answer is obvious. You would want to protect against the worst cases.”

“But that’s not how the companies testing three of the leading coronavirus vaccine candidates, Moderna, Pfizer and AstraZeneca, whose U.S. trial is on hold, are approaching the problem.”

“According to the protocols for their studies, which they released late last week, a vaccine could meet the companies’ benchmark for success if it lowered the risk of mild Covid-19, but was never shown to reduce moderate or severe forms of the disease, or the risk of hospitalization, admissions to the intensive care unit or death.”

“To say a vaccine works should mean that most people no longer run the risk of getting seriously sick. That’s not what these trials will determine.”

This means these clinical trials are dead in the water.

They are only designed to show effectiveness in preventing “mild cases of COVID,” which nobody should care about, because mild cases (cough, fever) naturally run their course and cause no harm. THERE IS NO NEED FOR A VACCINE THAT PREVENTS MILD CASES.

The leading vaccine clinical trials are useless, irrelevant, misleading, and deceptive.

Now let’s go deeper. Read the next section from the Times piece, and then I’ll make comments.

“The Moderna and AstraZeneca studies will involve about 30,000 participants each; Pfizer’s will have 44,000. Half the participants will receive two doses of vaccines separated by three or four weeks, and the other half will receive saltwater placebo shots. The final determination of efficacy will occur after 150 to 160 participants develop Covid-19…”

Here’s how it works. The vaccine companies are looking for a total of 150 mild COVID cases to occur, combined, in the two groups— those receiving the placebo and those receiving the vaccine. How would that happen? The researchers believe “the coronavirus is spreading everywhere” and it will pounce on some of the volunteers in the clinical trial.

Let’s say that, during the trial, 100 people receiving the placebo develop mild COVID-19, and only 50 people receiving the vaccine develop mild COVID.

The vaccine companies would say, “We just proved the vaccine is 50% effective in preventing COVID, and that’s all we need to do, in order to win emergency authorization from the FDA. Release the vaccine. Inject the world.”

The outcomes for 150 people equal “let’s shoot up seven billion people.” That’s staggering.

But it gets even worse. The magic number of 150 COVID cases? How is a COVID case defined? The authors of the Times piece have the answer:

“In the Moderna and Pfizer trials, even a mild case of Covid-19 — for instance, a cough plus a positive lab test — would qualify and muddy the results. AstraZeneca is slightly more stringent but would still count mild symptoms like a cough plus fever as a case.”

But wait. The NY Times itself recently published an article [2] stating that up to 90% of US COVID cases could very well be false positives—in other words, not cases at all. Why? Because the diagnostic PCR test, as it is performed by many labs, is too sensitive. It registers “positive for COVID” when it shouldn’t.

So, in these vaccine clinical trials, the whole process of determining that “150 people developed COVID-19” is completely unreliable, useless, absurd, and nonsensical. On the one hand, a positive PCR test is unreliable and means nothing. On the other hand, a cough and fever (“mild COVID”) are nothing to worry about, and don’t require a vaccine at all. We’re talking about 150 cases of “who cares.” That’s what the COVID vaccine is designed to prevent.

“So the magic number is 150? That’s the number that will decide the immediate fate of the planet?”

“Of course.”

“And these 150 people, who you say develop mild COVID-19…no one should care, because those symptoms cure themselves, and no vaccine is needed.”

“Correct.”

“And come to think of it, the people receiving the vaccine in the clinical trials could develop symptoms indistinguishable from mild COVID-19, as a result of the effects of the vaccine.”

“Yes, that’s right.”

“But you’re very confident in the success of the vaccine.”

“Indeed.”

“Why?”

“I have to be confident. If we’re exposed as incompetent frauds, our bottom line will take a huge hit. And we’ll wind up in prison.”

“Thank you, sir. And that’s tonight’s news. Make sure you take the vaccine, everyone. It’s vital. This is Fred J Clown, for CBS-NBC-ABC-CNN-FOX-PBS-AP-Reuters and all official news sources East, West, North, and South. The News, brought to you by Venom-X-2, a medicine that has only 463 adverse effects. Ask your doctor if Venom is right for you.”

PART TWO: THE DEVIOUS TRICK:

Now I’m going to go over the vital information again, but this time I’m going to show you how…

The vaccine companies can use the fatal flaw in their protocol design to…

Actually win approval of their COVID vaccine.

Stick with me. This is big.

Only 150 people are needed to make the major clinical trials of a COVID vaccine look like a success.

Out of 30,000 volunteers in a trial, researchers are waiting for 150 people to “come down with COVID-19.” MILD cases. They assume this will happen because they believe the coronavirus is everywhere, and it’ll infect their volunteers.

Of course, their definition of a mild case of COVID-19 is meaningless. Cough plus fever, and a positive PCR test. The test spits out false positives like a rigged slot machine, and the visible mild symptoms could result from flu, polluted air, or too many candy bars.

Nevertheless, the researchers are waiting for a total of 150 people to “catch a mild case of COVID.” When that number is reached, everything stops.

Now comes the big moment. How many of those 150 COVID cases occurred in the group that received the vaccine, and how many in the group that received the placebo shot of salt water?

Let’s say only 50 COVID cases occurred in the vaccine group, and 100 in the placebo group. The researchers pop champagne corks. They say, “Look, the vaccine is 50% effective at preventing COVID, and that’s all we need to win emergency authorization from the FDA.”

BUT suppose 75 cases occurred in the vaccine group and 75 in the placebo group? No good. No good at all. No way to call the vaccine effective.

Now comes the “reshaping of the data.”

HERE WE GO.

The researchers say, “Wait. Thirty of the COVID cases in the vaccine group were REALLY just adverse reactions to the vaccine. They weren’t cases of COVID. You see, the vaccine can cause symptoms that are indistinguishable from mild COVID. Cough, fever, chills. ACTUALLY, there were only 40 cases of COVID in the vaccine group. There were 110 in the placebo group. The vaccine IS effective. We’re good. We’re golden. We can get emergency authorization from the FDA right now to shoot up everybody.”

Vaccine manufacturers HAVE KNOWN ALL ALONG that they could pull this trick.

Why leave things to chance?

Why risk a few hundred billion dollars of profit on a random distribution of mild COVID cases among the volunteers in their clinical trials?

The definition of a mild COVID case is EXACTLY what the vaccine manufacturers needed. It enabled them to hatch a plan, to make sure they didn’t fail.

They could pawn off a MILD case of COVID as a reaction to the vaccine. They could fake that without causing ripples. The FDA would say, “The vaccine reactions aren’t serious. All right, no problem. We’ll approve this vaccine for emergency use.”

However…If the manufacturers designed their clinical trial protocol to prevent serious cases of COVID, they would be waiting to see 150 cases of really sick people to occur. That might never happen.

If it did happen, and the manufacturers had to pull their devious switcheroo trick and blame the vaccine for some of these SERIOUS cases…

They would have to tell the FDA that their vaccine was causing life-threatening pneumonia; and the FDA, under a lot of scrutiny these days, would find it very difficult to overlook that.

FDA: “We can’t approve this vaccine. It could cause a few million cases of dire pneumonia…”

The vaccine companies didn’t make a titanic stupid mistake in their protocol design. In gearing the protocol to prevent MILD COVID cases, they did what they did on purpose. It allows them to “reshape their data” and win FDA emergency approval for their vaccine.

These companies have no intention of failing, starting over, and spending a year recruiting 30,000 new volunteers. They want success and money now. They want to win the race.

And they will win, if the truth isn’t known and shared widely.

EPILOGUE:

The punchline.

Every “expert,” in August 2021, is instructed to say the vaccine is definitely protecting people against severe illness and hospitalization. This is their promotional message to the world.

“Yes, even if you’re vaccinated, you could become infected with the virus, you could develop COVID, and you could pass the virus to other people, BUT you must take the shot. It will protect you from becoming severely ill.”

As you can see from what I’ve written above, this is a straight-out lie.

It was always a fantastic lie, from the beginning of COVID vaccine development, because the design of the clinical trials had nothing to do with preventing serious illness.


SOURCES:

[1] nytimes.com/2020/09/22/opinion/covid-vaccine-coronavirus.html

[2] nytimes.com/2020/08/29/health/coronavirus-testing.html

Jon Rappoport

Testowanie pasażerów nie ma sensu. Linie lotnicze i operatorzy lotnisk domagają się usunięcia restrykcji

W Wlk. Brytanii linie lotnicze i operatorzy lotnisk domagają się usunięcia restrykcji dotykających podróżnych.

Testowanie pasażerów nie ma sensu, kiedy dobowa liczba przypadków zakażenia koronawirusem przekracza 200 tys. i statystycznie jedna na 25 osób w kraju jest zakażona, więc testowanie osób przylatujących lub wylatujących z niego nie ma realnego wpływu na sytuację pandemiczną.

Zasady dotyczące testowania wprowadzono, gdy na Wyspach było znacznie mniej zakażeń – średnio 40-50 tys. dziennie, a ich dobowa liczba rosła powoli, bo dominującym wariantem była mniej zakaźna Delta.

W grudniu minister zdrowia, p. Sajid Javid, przyznał, że kiedy Omikron stanie się dominujący, będzie mniejsza potrzeba utrzymywania restrykcji w podróżowaniu.

Teraz linie lotnicze przypominają o tych słowach. Związek przewoźników lotniczych Airlines UK uważa, że utrzymywanie obecnych środków oznacza dla branży finansową katastrofę, ograniczenia i wymogi zmniejszające popyt na latanie oraz podważające zaufanie konsumentów.

Zniesienia testów dla podróżnych domaga się też Manchester Airports Group (MAG), operator lotnisk m.in. w Manchesterze i Londynie.

24 stycznia 2022 https://nczas.com/2022/01/24/testowanie-pasaz

Czołowe pismo medyczne BMJ wzywa FDA do natychmiastowej publikacji wszystkich danych o „szczepionkach”. Tysiące przemilczanych ofiar „szczepionek”.

Brytyjski tygodnik naukowy BMJ wystosował apel o natychmiastowe opublikowanie pełnych danych dotyczących wszystkich „szczepionek przeciwko Covid-19”, argumentując że dalsze przetrzymywanie i chowanie tych kluczowych informacji przed opinią publiczną „jest moralnie nie do obrony”.

British Medical Journal (teraz przemianowany na BMJ), jedno z najstarszych pism medycznych na świecie, w obszernym odredakcyjnym artykule opublikowanym 19 stycznia, wezwało agencję rządową FDA do publikacji posiadanych danych pochodzących z badań klinicznych nad „szczepionkami przeciwko Covid-19”. Dane te „powinny być w pełni i natychmiast dostępne do wglądu publicznego” – apelują: główny edytor pisma, Kamran Abbasi, redaktor naczelny Peter Doshi oraz była redaktor naczelny Fiona Godlee.

Niedopuszczalne opóźnienie

Redaktorzy wzywają amerykańską „Agencję Żywności i Leków” (Food and Drug Administration – FDA) do natychmiastowego ujawnienia wszystkich danych przekazanych agencji przez firmy farmaceutyczne. Na podstawie tych danych FDA wydała w lutym 2020 roku tzw. awaryjną autoryzację (EUA) na produkty tych firm, rozreklamowane jako „szczepionki przeciwko Covid-19”, a w sierpniu 2021 roku tzw. pełną autoryzację (BLA). Pomimo, że od ponad roku dokonuje się wyszczepianie społeczeństw tymi „zatwierdzonymi” preparatami, dotychczas nie został opublikowany pełny skład tych produktów, tak jak nie są znane szczegółowe dane z przebiegu tzw. badań klinicznych prowadzonych przez producentów, zakresu badań, obranych metodologii oraz końcowych wyników.

Tysiące przemilczanych ofiar „szczepionek”

Gdy agencja FDA w obliczu nacisków sądowych oraz żądań podpieranych ustawą o jawności informacji (FOIA), opublikowała wreszcie drobną część danych, były one tak wybuchowe, że już na podstawie tych szczątkowych informacji można sądzić, iż ukrywanie może świadczyć o kryminalnych działaniach – tak producenta (firmę Pfizer), jak i samej agencji FDA.

Redaktorzy BMJ zaznaczają, że z opublikowanych w listopadzie 2021 r. przez FDA zaledwie 91 stron (!) materiałów pochodzących z badań nad „szczepionkami” (z 450 tysięcy otrzymanych przez jednego tylko producenta, firmę Pfizer) wynika, że podczas pierwszych 3 miesięcy szczepienia społeczeństwa amerykańskiego, miało miejsce 1200 zgonów i dziesiątki tysięcy poważnych zdarzeń niepożądanych. Warto zaznaczyć, że w tym samym czasie oficjalnie funkcjonujący system VAERS mający śledzić skutki niepożądane, nie zanotował żadnego zgonu i agencje rządowe, „eksperci medyczni” oraz wszystkie media nieustannie wpajały społeczeństwom mantrę o „bezpiecznych i skutecznych szczepionkach”.

Jak piszą redaktorzy: „Kluczowe badanie szczepionek przeciw Covid firmy Pfizer zostało sfinansowane przez firmę oraz zaprojektowane, przeprowadzone, przeanalizowane i opracowane przez pracowników firmy Pfizer [i] firma oraz kontraktowe organizacje badawcze, które przeprowadziły to badanie, trzymają wszystkie dane.

FDA przeznaczyło na zapoznanie się z przesłaną dokumentacją „badań” nad produktem firmy Pfizer zaledwie 108 dni, w ciągu których rzekomo przeprowadzono „intensywną, solidną, pełną i kompletną weryfikację i analizę dokumentów” celem upewnienia się co do tego, że „szczepionka Pfizer jest bezpieczna i skuteczna”. Jednak gdy FDA została wezwana w pozwie sądowym do opublikowania tych danych, stwierdziła, że potrzebuje na to… 75 lat., choć jej „dogłębne badania” zajęły zaledwie około trzy miesiące. FDA skłonna była do publikacji danych, na podstawie których przyznała autoryzację, lecz stwierdziła, że jest w stanie publikować jedynie 15-20 stron dziennie, co przy 450 tysiącach stron miało trwać do 2096 roku. Na szczęście sąd nie zgodził się na dalsze naigrywanie się z obowiązującego prawa – mówiącego, że FDA musi niezwłocznie opublikować dane po udzieleniu autoryzacji – i nakazał publikację w tempie 55 tysięcy stron na miesiąc. Miejmy nadzieję, że agencja FDA podporządkuje się wyrokowi sądowemu.

Opublikować wyniki badań nad „szczepionkami” wszystkich producentów! Natychmiast!

Jak zauważają redaktorzy BMJ, wyrok sądowy dotyczy produktu niestety tylko jednego producenta, „szczepionki” firmy Pfizer, natomiast wyniki badań „szczepionek” innych producentów są dalej wielką skrywaną tajemnicą. Wynika to z obowiązujących przepisów zwalniających producentów nie tylko z odpowiedzialności za swoje wyroby, ale nawet konieczności publikowania danych. Wszystkie dane pozostają „tajemnicą biznesową” i nie ma żadnego mechanizmu prawnego nakazującego publikację danych. Dopiero po tzw. pełnym zatwierdzeniu „szczepionki”, czyli uzyskaniu autoryzacji BLA, społeczeństwo może mieć dostęp do przesłanych do agencji FDA przez producenta danych. Jak wiemy, dotychczas tylko produkt firmy Pfizer uzyskał „pełną autoryzację” i dlatego nie można zmusić, ani pozostałych producentów „szczepionek” (Moderna i Johnson&Johnson) do publikacji danych, ani agencję FDA.

Innymi słowy: od roku na całym świecie dokonuje się wyszczepiania ludzkości produktami, o których wiemy tylko tyle ile sam producent chciał ujawnić. A ten, zwolniony z jakiejkolwiek, nawet szczątkowej odpowiedzialności, nie ma obowiązku ani korzyści z dzielenia się swoją kryminalną działalnością.

Wielka korupcja

I również na kryminalna przeszłość wielkich korporacji farmacetycznych zwracają uwagę redaktorzy BMJ pisząc, że to właśnie „Big Pharma jest najmniej zaufaną branżą” i zaznaczają, że „co najmniej trzy z wielu firm produkujących szczepionki przeciw Covid-19 miały procesy karne i cywilne zakończone karami bądź ugodami, które kosztowały ich miliardy dolarów”.

Oczywiście problem z wielką korupcją na styku firm farmaceutycznych i agencji rządowych nie jest żadną nowością. Redaktorzy BJM przypominają, że „już 12 lat temu wzywaliśmy do natychmiastowych publikacji danych pochodzących z badań”. Jak widać były to wołania do osób (agencji) celowo i z premedytacją zatykających uszy. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak co najmniej 45% (niektóre źródła podają nawet 75%) całego budżetu federalnej agencji FDA pochodzi od… firm farmaceutyczych, czyli że agencje regulujące działanie Big Pharma są w sumie przez nie finansowane. Trudno mówić jest zatem o obiektywizmie badań, a w ślad za tym o bezpieczeństwie produktów.

Konkluzja jest tylko jedna: należy natychmiast opublikować wszystkie dane, a na podstawie dotychczasowych informacji o przerażającym działaniu „szczepionek” trzeba uznać je za najbardziej szkodliwe produkty farmaceutyczne w historii. Jako niebezpieczne i szkodliwe należy natychmiast zaprzestać ich rozprowadzania.

Oprac. www.bibula.com 2022-01-23
na podstawie: BMJ (19 January 2022) – „Covid-19 vaccines and treatments: we must have raw data, now”


CZYTAJ RÓWNIEŻ:

————————-

https://www.bibula.com/?p=130944

Nie bójmy się oddychać

„Zasada trójki” mówi, że można przeżyć 3 tygodnie bez jedzenia, 3 dni bez wody i 3 minuty bez tlenu. Są to oczywiście liczby przybliżone i dotyczące zwykłych śmiertelników. Jeśli chodzi na przykład o bezdech, to światowy rekord w tej dziedzinie został ustanowiony w 2009 r. przez Stéphanea Mifsuda i wynosił 11 minut i 35 sekund. Potem wynik ten został pobity w 2012 r. przez Toma Sietasa, ale był on„podkręcony”, bowiem rekordzista oddychał wcześniej przez dłuższy czas czystym tlenem (1).

Normalny człowiek, wcześniej nie trenujący, jest w stanie przeżyć bez tlenu właśnie owe trzy minuty. Później dochodzi u niego do nieodwracalnych zmian w mózgu, związanych z niedotlenieniem.

Co się dzieje jeśli dostarczamy organizmowi zbyt mało tlenu? Grozi nam hipoksja. Mamy z nią do czynienia nie wtedy, kiedy odetniemy się od tlenu od razu, ale wówczas, kiedy przez dłuższy czas dostarczamy organizmowi niewystarczającą ilość pierwiastka życia. Początkowymi objawami hipoksji mogą być bóle i zawroty głowy, duszność, osłabienie, senność, zaburzenie widzenia, przyspieszenie oddechu i tętna oraz podwyższenie ciśnienia tętniczego. Kiedy zaś wystąpi zwiększone stężenie dwutlenku węgla we krwi, może mieć to dużo poważniejsze konsekwencje(2).

Ale również i nadmiar tlenu prowadzi do niebezpiecznego nadciśnienia i innych problemów zdrowotnych(3).

Ilość tlenu w ziemskim powietrzu utrzymuje się wciąż na tym samym, zadziwiającym poziomie. Wynosi on 20,95 % objętości wszystkich atmosferycznych gazów. Za mała jego ilość na planecie mogłaby spowodować powszechną hipoksję, zbyt duża – hiperoksję i wybuchy pożarów. Czyli, trywializując, jeśli było by go zbyt mało udusilibyśmy się, jeśli zbyt dużo – usmażyli. Żeby ten stan równowagi się utrzymał, musi istnieć mechanizm, który zmusza rośliny do większej czy mniejszej produkcji tlenu. Ale choć roślin wciąż ubywa, a populacja ludzka nieustannie rośnie, produkując w epoce postępu technicznego, niewspółmierne do jej wielkości ilości CO2, to procentowy udział pierwiastka życia w atmosferze i tak pozostaje niezmienny. Dlaczego? Ponieważ ma w tym swój udział również proces topnienia lodowców. Podczas ich roztapiania się, do oceanów uwolnione zostają substancje odżywcze, które są pokarmem dla okrzemek. To one produkują 50% tlenu, obecnego na Ziemi. Gdy okrzemki mają pod dostatkiem pokarmu, ich ilość codziennie podwaja się, więc im szybciej proces topnienia następuje, tym więcej okrzemek przybywa. Jednak nie grozi nam hiperoksja. Bowiem podwyższona ilość tlenu spowoduje, na przykład pożary, których dymy – gdy zjawisko stanie się powszechne – odetną ziemię od światła słonecznego, ochładzając klimat i redukując ilość okrzemek. Te zaś obumierając, opadną na dno mórz i oceanów, jak morski śnieg, tworząc warstwę po warstwie. Okrzemkowy dywan ma obecnie grubość 800 metrów. W końcu dno, gdzie żerowały okrzemki, w niektórych miejscach wypiętrzy się na tyle, że powstanie tam słona pustynia. Taka sama, jak ta afrykańska, z której pył dociera do Amazonii. A ten pył, który ją użyźnia, są to właśnie szczątki obumarłych okrzemek. Proces bio-odnowy ruszy na nowo z kopyta.

Wszystko więc – jak widać – wzajemnie łączy się i uzupełnia, stanowiąc niezwykły, żywy mechanizm, którego istotą – jak wnioskuję – jest m.in. stały poziom tlenu niezbędny do funkcjonowania ludzi, oraz zwierząt.

Gdyby ktoś sądził, że to nasze organizmy, w ramach ewolucji dostosowały się do takiego składu powietrza, to powinien umieć odpowiedzieć również na to, dlaczego od 50 mln lat udział tlenu w atmosferze trwa nieystannie przy owych 21 procentach(4).

Wszystko to, co napisałem, jest doskonale znane naukowcom. Jednak zasadnicze pytanie, jakie zadają sobie oni w związku z tą wiedzą brzmi: jak spowolnić proces emisji gazów i dwutlenku węgla, aby lądy nie uległy zalaniu i nie nastąpiły nieodwracalne zmiany klimatyczne na Ziemi?

Zero pytania o tlen – jakby jego stała ilość była oczywistością. Może i jest. Ale skoro tak – jeśli istnieje naturalny i Pangenialny(5) mechanizm regulacji – po co w niego ingerować? Moim zdaniem podstawowe pytanie powinno brzmieć – w jaki sposób powstał mechanizm, który chroni człowieka i zwierzęta? Odpowiadając sobie na nie, odpowiemy też, czy jest sens przejmować się tymi negatywnymi procesami, które według ekologistów mają ponoć zagrażać Ziemi. Ja w każdym razie nie potrafię dać ani jednego przykładu, gdzie coś wymyślonego przez człowieka, byłoby lepsze od naturalnego. (Koniec dygresji.)

Skoro więc wiadomo, że do życia potrzebne jest nam powietrze zawierające około 21% tlenu, i że planeta pracuje usilnie, aby nam taką właśnie jego dawkę dostarczyć, pomyślmy o samym oddychaniu. Czy robimy to dobrze? Można się ironicznie uśmiechnąć na tak postawione pytanie. Jak można robić źle coś, co robi się automatycznie?! Rzecz, która jest dosłownie pierwszą czynnością jaką człowiek wykonuje zaraz po urodzeniu. A jednak może. Ja, złapałem się na tym, że oddycham bardzo płytko, co niestety nadrabiam częstotliwością. Jakbym się zdyszał, albo nieustannie czegoś bał. Kiedy zgłębiłem temat, okazało się, że oddycham źle, przez co jestem zwykle zmęczony, często brakuje mi słów, mam problemy z analizą danych, emocjami, koncentracją, itp. Często będąc w stresie mam nawet odczucie, że w ogóle nie mogę głęboko nabrać powietrza.

Okazuje się, że człowiek rodzi się z umiejętnością prawidłowego oddychania, ale później różnego rodzaju traumy życiowe, oraz stres, powodują, że zostaje ona przytłumiona i wypacza się. Tymczasem nasze ciało, gdy nie zagraża mu niebezpieczeństwo, powinno oddychać głęboko i spokojnie. Jeśli ktoś – podobnie jak ja – tak nie oddycha, to jeśli tylko chce, może szybko sobie przypomnieć tę wrodzoną umiejętność.

Jak powinno się poprawnie oddychać? Przeponą. Jest to „oddychanie brzuszne”. Tak właśnie oddychają dzieci. Zaledwie kilka minut takiego oddychania pozwala na odzyskanie spokoju, zwiększenie koncentracji, czy opanowanie stresu, lub jeśli się jest w stanie zgnuśnienia – na wewnętrzną mobilizację. Jest nawet ćwiczenie, które pozwala szybko sobie przypomnieć, jak powinno się oddychać. Najpierw jednak trzeba przyjrzeć się swemu codziennemu oddechowi. Chwilę śledzić czy powietrze wypełnia (i jak wypełnia) piersi czy brzuch. Prześledzić jego drogę w głąb ciała i potem na zewnątrz. Gdy zauważymy, że ta obserwacja staje się na tyle nudna dla naszego umysłu, że zaczyna on szukać innych myślowych atrakcji, trzeba – uświadomiwszy sobie to – spokojnie, ponownie włączyć go w proces świadomego oddychania. W tym celu należy zacząć od „wykonywania wdechów nosem, a wydechów ustami. (…) Jest to, jedyny sposób na przefiltrowanie bakterii i potencjalnych wirusów, które w przeciwnym razie trafią do naszego organizmu.(…)(6)”. Na początku trzeba też wziąć nieco głębszy oddech niż zwykle, a następnie pozwolić powietrzu chwilę spokojnie wnikać w ciało. Następnie zrobić wydech. „Powinien trwać mniej więcej 3 razy dłużej niż wdech”(7). W literaturze przyjmuje się, że powinno się układ tego rodzaju wdechów i wydechów wykonać przynajmniej 21 razy(8). Podczas tego ćwiczenia, od czasu do czasu nasz umysł popada w stan rozproszenia. Kiedy go na tym przyłapiemy, stwierdzamy po prostu ten fakt i powracamy z powrotem do oddechu: „wdech”, „wydech”. Cały czas staramy się nie odbiegać myślami od tego procesu. Obserwujemy. Strumień powietrza wchodzi przez nos. Podążamy za nim myślą, koncentrując się dowolnym odcinku jego drogi. Może to być nos, albo brzuch, albo ta część ciała która sygnalizuje nam ,że się – na przykład – rozluźniła, albo odwrotnie – wskazuje na napięcie. Można zmieniać obserwację kolejnych części ciała podczas tych wdechów i wydechów.

Gdy wykonujemy to ćwiczenie może opanować nas ziewanie, albo mamy ogromną ochotę się przeciągnąć. To bardzo dobrze. Należy zaufać ciału i poddać się mu, nie przerywając procesu, które samoczynnie zainicjowało, aż samo powie:„dosyć”. Ono najlepiej wie, czego nam potrzeba. Najlepiej obserwować dokładnie co dzieje się wówczas w ciele, które partie płuc wypełniają się powietrzem, jakie części ciała rozciągają się. Nie należy przerywać tego naturalnego procesu. Niech trwa on jak najdłużej.

Dzielę się z tym z Wami, bo odkryłem, jak ważna jest umiejętność prawidłowego oddychania. Nawet biorąc na logikę – jest to przecież rzecz fundamentalna, bo na niej opiera się nasze życie. Uświadomiłem też sobie, że w miarę jak obserwuję swój oddech i włączam w proces oddychania swoją świadomość – lepiej panuję nad sobą i potrafię lepiej się odnaleźć w kryzysowej sytuacji. Czuję, że moje ciało działa bardziej harmonijnie. Bardziej też akceptuję siebie. Nie tylko. to.

Przychodzą mi też do głowy lepsze rozwiązania i pomysły. Coraz częściej zastanawiam się na przykład nad tym, czy maseczki, które każą nam nosić, wręcz nie pogłębiają – redukując ilość koniecznego nam tlenu i wzmagając niepokój, który osłabia nasz – uczący się i od setek tysięcy lat modyfikujący się, Pangenialny jak i cały świat w którym żyjemy – układ odpornościowy.

(1) https://zdrowie.tvn.pl/a/ile-mozna-zyc-bez-tlenu-wody-czy-jedzenia

(2) https://www.doz.pl/czytelnia/a15863-Hipoksja_niedotlenienie_organizmu__przyczyny_objawy_leczenie_i_rodzaje_niedotlenienia Ten artykuł wymienia wiele różnego rodzaju problemów spowodowanych hipoksją. Są to m,in splątanie, zaburzenie świadomości, a nawet śpiączka. W dłuższym okresie czasu może dojść do nadciśnienia płucnego, niewydolności serca, nadmiernej produkcji krwinek czerwonych czy rozwoju chorób nowotworowych, zaburzeń pamięci, oraz osobowości. Także układ krwionośny i nerki są bardzo wrażliwe na brak tlenu. Nie wymieniam ich w tekście głównym z uwagi na to, że obecnie bardzo modne stało się epatowanie chorobami. Straszenie powikłaniami zdrowotnymi stało się już tak obrzydliwe, że unikam go, gdzie tylko mogę. Stres obniża odporność organizmu, jest więc pierwszą rzeczą jaką w dobie tzw. ”pandemii” należałoby zaprzestać. Chyba, że tak naprawdę nie zależy nam na tym, tylko na jej nasileniu.

(3) Wzrasta np. ryzyko kwasicy oraz wzrost szkodliwych wolnych rodników. https://www.akserwis.pl/blog/17-nadmiar-lub-niedobor-tlenu-sprawdz-zagrozenia

(4) https://www.wiz.pl/srodowisko/2104059,1,ognisty-glob.read

(5) Pangenialny – wpadłem na to słowo, bo nie chciałem używać słowa „kongenialny”, jako moim zdaniem dotyczące ludzi. Okazuje się jednak, że słowo to rzeczywiście istnieje w języku chińskim i o dziwo ma takie znaczenie jakie chciałem my nadać, Oznacza mianowicie: „Pan genialny”:).

(6) https://www.walmark.pl/magazyn/oddech-to-zycie-%E2%80%93-ale-czy-potrafimy-wlasciwie-oddy

(7) https://www.medicover.pl/o-zdrowiu/stres-a-oddychanie-jak-prawidlowo-oddychac-aby-poradzic-sobie-ze-stresem,7072,n,192 W artykule tym znajdziemy różne ćwiczenia, które urozmaicą oddychanie.

(8) Ibidem. Powyższe ćwiczenia są podzielone na przykład na siedem rodzajów, podczas których wykonujemy po 3 głębokie wdechy i wydechy.

——————-

Roman Misiewicz https://debica24.eu/artykul/nie-bojmy-sie-oddychac/770129

Lekarze na kowidowym froncie. Wydaliśmy na kowida ponad 28 miliardów więcej niż normalnie.

Dziś będzie o lekarzach i od razu muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze znam ich bardzo wielu i o tych co znam nie mogę złego słowa powiedzieć. Ale to wcale nie znaczy, że u nich się dobrze dzieje, gdyż nie jestem zwykły widzieć tylko to i wiedzieć tylko o tym, czego sam wyłącznie doświadczyłem. Po drugie – nie za często zdarza mi się zaglądać do cudzych kieszeni, ale w przypadku czegoś co jest traktowane jak służba, lecz wynagradzane z publicznych środków, robię sobie wyjątek.

Od dawna uważałem, że polscy medycy zarabiają za mało. Że muszą dobrabiać, wchodząc w system szarości, czyli współtworząc go, gdzie czasami trudno rozróżnić co jest praktyką prywatną a co jest robione w sferze państwowej. Oddziały szpitalne to często prywatne folwarki ordynatorów z podległościami jak w średniowiecznej hierarchii typu suweren-wasal. Tak było od dawna, naród-pacjent się do tego przyzwyczaił, odtwarzając siłą rzeczy narzucone mu reguły gry. Pojawiły się dwie alternatywne rzeczywistości: prywatna i państwowa i co zamożniejsi nigdy nie przebywali w tej drugiej, żyjąc w pewnej nieświadomości, co do realiów, dopóki nie było tak ciężko, że system prywatny, co ma w zwyczaju, nie przesyłał do systemu publicznego co cięższych (i droższych) przypadków.

Kowid zrównał te obie sfery. Biedny czy bogaty (z małymi wyjątkami, patrz: Janda) równo został potraktowany przez system. Na początku ten nagle zdemokratyzowany lud nawet bił brawo po balkonach Kwarantanny Pierwszej. Pamiętam (nie mogę znaleźć w internecie kopii) nawet jak kompletnie bezradna wtedy Unia Europejska (gdzież te czasy zamienione na kowidową butę, pamięta kto?) miała dzień bicia brawek nawet u siebie na sali obrad. Biliśmy brawo na wyrost, w podzięce, że cały system zadziałał (?) i w nadziei, że ktoś stoi na straży. Czy stał – to już osobna sprawa.

Wiele krajów rozpoczęło swoje strategie kowidowe, gdzie system zdrowia był jednocześnie narzędziem, ale i granicą wyznaczającą progi wydolności podjętych działań. Główny problem z lekarzami był taki, że – pomijając strategie władz państwowych – do ich uzasadnienia wytaszczono przed ekrany ludzi w fartuchach, i to na nich w dłuższej perspektywie padła społeczna odpowiedzialność za działania kowidowe w obszarze zdrowia publicznego. To nie tylko niesławna Rada Medyczna, ale i wielu lokalnych „bohaterów” wygenerowanych przez zaciąg kowidowych celebrytów, którzy mieli ewidentny ciąg na szkło. A że z mediami jest tak, że trzeba codziennie budować napięcie od nowych progów, mieliśmy do czynienia z eskalowaniem narracji ze strony uznanych sław lekarskich. A ci odwrotnie niż w znanym wierszyku przestraszali, tumanili, by w końcu – śmieszyć. I wszystko to poszło na konto medyków.

System zdrowia się zamknął, głównie z powodu procedur, ale i przyjęcia przez środowisko wygodnej formuły teleporad, co oznaczało, że aby się leczyć trzeba było być zdrowym. Przypadek ciężki, gdyż i sam system nie dawał jasnych wytycznych JAK i CZYM leczyć pacjenta. Zwłaszcza na podejrzane wyglądało sekowanie wszelkich potencjalnych i istniejących lekarstw, których można było użyć, a co najmniej spróbować. Mieliśmy więc do czynienia z sytuacją zero-jedynkową: „leczenie” teleporadą albo szpital, a tam i tak nie leczono, tylko czekano czy pacjentowi zaskoczy układ odpornościowy, z rezerwą respiratorową w tle. Do tego doszły okrutne praktyki związane z testowaniem przy przyjęciu do szpitala i nieszczęście gotowe. Doszło do nadmiarowych zgonów na niespotykaną skalę i zaniku społecznego szacunku do lekarzy. Jak do tego dodać „ustawę o dobrym samarytaninie”, która de facto zdejmowała z medyków odpowiedzialność za swoje błędy, głównie zaś zaniechania, to można było zobaczyć, że i struktura, i pojedynczy lekarze nie wytrzymali ciśnienia. Ciśnienia pokusy.

W internecie zaczęły krążyć całe zestawy filmików jak to się na oddziałach kowidowych (z nudów?) bawi personel, jednocześnie wylewając krokodyle łzy swoich medialnych przedstawicieli, jak to jest trudno i że ludzie (coraz bardziej niefrasobliwi) umierają. Aż przyszła szczepionka. Okazało się, że jedyne lekarstwo (?), w dodatku aplikowane (czego się nie robi) w trakcie pandemii. I to już właściwie zakończyło sprawę kwestii leczenia czymkolwiek. Medycy stali się gremialnie ambasadorami szczepiennej dobrej nowiny. Choć zaraz okazało się, że procent niezaszczepionego personelu jest zaskakująco spory, i to w wielu „rozwiniętych” krajach. Tam władza obostrzeniami i wywalaniem z pracy chciała przymusić do szczepień ten, świadomy przecież jak nikt inny, element ale poszło źle. Zwolniono tysiące lekarzy, np. w USA i Wielkiej Brytanii, system się bez nich kompletnie załamał i trzeba było władzom ugiąć karku i przyjąć ich z powrotem.

Ostatnio wyszły

kolejne kwiatki. Pieniądze. Wcześniej o tym taktycznie nie mówiono. Była służba, misja, ba – niech im tam się płaci, mamy wirusa wszędzie a oni na pierwszym froncie. Pomijam czy tak bardzo na pierwszym froncie. Idzie bowiem równolegle z falami pandemicznymi inna fala. Kiedy ta pandemiczna opada powstają pomysły, żeby chociaż wtedy odejść od dodatków kowidowych dla służby zdrowia. Wtedy (zawsze) podnosi się, szybko tłumiony pieniędzmi, postulat ze strony środowisk medycznych, że jak nie będą płacić to nie będziemy leczyć. Bo się boimy. Pomijam kwestię misji, ale okazuje się, że jak się zapłaci, to wirus nie taki straszny. Że ginie po 16.00, kiedy magicznym sposobem lekarz państwowy przeradza się w praktykę prywatną. Ale chciałem przypomnieć, że w takim kontekście to pacjent ma poczucie, że płaci tyle samo, zaś usługę ma gorszą i jeszcze go wyśmiewają ludzie w fartuchach przed ekranami, że debil się za późno zgłosił. Ale czy pacjent płaci tyle samo?

No niby składka jest ta sama (niektórym wzrosła w ramach Nowego Ładu, żarcik taki, głupi) ale czy służba zdrowia dostaje tyle samo? No nie:

Wydaliśmy na kowida ponad 28 miliardów więcej niż normalnie, nie chcę nawet – nie tu miejsce – dywagować czy sensownie. To znaczy, czy przyniosło to dobry efekt, bo pieniądze to jedno, a zaangażowanie (patrz obniżona bezkarność w ramach „dobrego samarytanina”) i procedury to drugie. Chodzi o strukturę, czyli ZA CO płacimy więcej. Popatrzmy: za przekształcenie oddziału na kowidowy (duża kasa i to od razu do decydentów), ale zejdźmy niżej – do personelu: POZ dostaje dodatek za wymazanie kowida, szpital za podpięcie do respiratora, czy za wypisanie aktu zgonu. I w przypadkach jednostkowych mamy takie kwiatki, gdzie np. pacjent z ostrym zapaleniem wyrostka, bezobjawowo pozytywny jest pacjentem liczonym (i traktowanym) jak kowidowy.

Ten system działa tak, jak ktoś celnie opisał na podstawie analogii do samochodu: „Znacie warsztat samochodowy który ma większy zysk gdy nie naprawia samochodów i dostaje dodatkowe pieniądze jak uda mu się przetrzymać pojazd na warsztacie bez naprawy a bonus jak uda się je zezłomować? Ja też nie. To czemu lekarze tak właśnie mają”.  

Ja wiem, że nasza służba zdrowia stoi już na emerytach, którzy wcale nie muszą. Nie wiem czy do tak ważnej kontynuacji działalności zawodowej zmusza ich sytuacja materialna czy posłannictwo. Pewnie i to, i to. Ale moim zdaniem system jest korumpowany i poddaje się temu bez żalu. Kiedy władza dochodzi do konstatacji, że idzie (trzeba wywołać – niepotrzebne skreślić) jakaś fala, to system wie co robić. Skieruje większe ilości pacjentów na testy (wystarczy tylko zmienić wytyczne), te automatycznie wyprodukują „skoki” zakażeń, bo im częściej mierzymy tym częściej wychodzi prawda, że większość z nas to przeszła.

To z kolei generuje falę w szpitalach, którą też można (ostatni widzieliśmy ten proceder) łatwo wykazać jako falę niezaszczepionych płaskoziemców, potem mamy już szpitalne procedury, nie chcę nawet myśleć, żeby stymulowały one szybsze kładzenie pod respirator. W końcu klasyfikacje pacjentów Z kowidem jako absolutnie zakaźnych, na opisie zgonów NA kowid skończywszy. Każdy z tych etapów jest bodźcowany finansowo. Stąd się potem biorą takie kwiatki, jak w Wadowicach, gdzie lekarz zarobił ponad pół miliona w 10 miesięcy.

Jeszcze raz – ja jestem za tym, żeby lekarze zarabiali porządnie. Piszę to również we własnym interesie. System zdrowia i przed kowidem był bardzo drogi, z czego niewiele ściekało do medyków, stąd budowa alternatywnego systemu opieki, drugi raz za pieniądze pacjentów. Ale te zostały jeszcze dodatkowo zdublowane.

I co dostaliśmy w zamian? Kowidozę, rzecz jasna. Inne, tańsze w procedurach jednostki chorobowe – poznikały. Jeśli za tym idą państwowe pieniądze, to system sam wie co robić. Ma interes, by kowid falował i by ta zabawa trwała bez końca.

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/22-01-lekarze-na-kowidowym-froncie/

22 stycznia, dzień 691.

Watykan: Dwóch „covidowych apostołów” po trzech szprycach – zarażonych.

Watykański Sekretarz Stanu, Pietro Parolin, i jego zastępca, arcybiskup Edgar Peña Parra, dwaj sztywni apostołowie Covid, przeszli testy na COVID-19 z pozytywnymi wynikami, donosi Edward Pentin.

Parolin wykazuje objawy. Obaj otrzymali trzy szczepionki Covid.

Watykan Franciszka jest sztywnym reżimem Covid, który narzuca przymusowe szczepienia. Parolin i Peña są w stałym kontakcie z Franciszkiem.

#newsSxgufbvykw

https://gloria.tv/post/b8vyxCpCEtoQ2UJjFWfMiGxoQ

Sieć 5G przyczyną wstrzymania lotów nad USA

Zakłócenia wywoływane przez system 5G stały się powodem uziemienia samolotów, bądź zmiany harmonogramu połączeń wielu linii lotniczych na świecie w mijającym tygodniu. Loty do i z Ameryki zostały odwołane. Przyczyną nie jest wirus, ale technika. Zamiast przepustką do nowoczesności stała się pułapką. Piloci boją się latać na liniach łączących z Ameryką.W opinii najbardziej doświadczonego przewoźnika hinduskiego Air India zawieszenie szeregu lotów wynika z uzasadnionych powodów podawanych przez pilotów: „Fale radiowe 5G są w stanie zakłócić urządzenia pokładowe kontrolujące wysokość, doprowadzając do braku sterowności samolotu”. Ryzyko jest realne bez najmniejszej przesady. Chaos na lotniskach z tego powodu prowadzi do uzasadnionego pytania o bezpieczeństwo spornego 5G. Kolejnym zagadnieniem jest brak uwzględnienia tego wątku przed wprowadzeniem technologii w życie. Wiele krajów zainwestowało miliony dolarów wprowadzając system 5G, by teraz topić kolejne pieniądze w jego „doskonalenie” kupując upgrade.

W bieżącym tygodniu, amerykańskie firmy telekomunikacyjne AT&T i Verizon wprowadzają nowszą i jak zawsze szybszą technologię 5G. Obietnicą dla klienta jest szybszy internet o większej przepustowości.

Wprowadzone „udoskonalenie” przeraziło pilotów. Pierwszymi reagującymi na nowinkę byli szefowie znanych amerykańskich linii United Airlines, Delta, Southwest. Zwrócili się wspólnym pismem z ostrzeżeniem, że uziemią swoje maszyny, odwołają loty.

Międzynarodowi przewoźnicy tacy jak: India Air, United Arab Emirates, japońska ANA, niemiecka Lufthansa, brytyjskie British Airways, zapowiedzieli skasowanie połączeń międzynarodowych.[chyba z USA? md]

Ogółem przynajmniej 250 lotów nie doszło do skutku. Nie będzie połączeń tych linii z miastami takimi jak Boston, Chicago, San Francisco, Nowy Jork. Air India wznowiła wprawdzie loty, ale nadal powstrzymują się od obsługi tej trasy nawet linie transportowe (cargo). Dostawcy z FEDEX Express, UPS Airlines, JetBlue Airways, Atlas Air przestrzegają, że istniejący stan zagraża dostawom powodując poważne perturbacje na rynku: „Najprościej mówiąc krajowy handel zostanie zmielony przymusem postoju”.

Piloci mają poważne zastrzeżenia do sprawności urządzenia pokładowego jakim jest wysokościomierz sterowany falami radiowymi. Urządzenie informujące o odległości dzielącej samolot od ziemi, niezbędne zwłaszcza przy złej widoczności pomaga pilotowi posadzić maszynę bezpiecznie na płycie lotniska. Zdaniem pilotów amerykańskie instalacje 5G zakłócając działanie wysokościomierza mogą falami radiowymi doprowadzać do całkowitej utraty kontroli nad maszyną, odbierając jej sterowność. Zbieżność częstotliwości pracy wysokościomierza i urządzeń 5G mogą się nakładać dając fałszywą informację pilotom.

Doraźnym rozwiązaniem zaproponowanym przez pilotów jest eliminacja urządzeń 5G w rejonach przylegających do lotnisk na odległość 3,2 km od pasów startowych, zapewniając strefę bezpieczeństwa.

Dla administracji waszyngtońskiej jest to problem, który dotknął paraliżem znaczną część gospodarki. Rozwiązanie jest w toku dyskusji, o czym zapewniła Jen Psaki – rzecznik Białego Domu. 20.01.2022 r. Firma zarządzająca wieżami 5G Verizon oświadczyła, że nie będzie włączać wież sąsiadujących z lotniskami, by nie zakłócać przelotów. Decyzja nie uspokoiła wszystkich przewoźników. Oblicza się, że wyłączenie tylko głównych lotnisk będzie powodem wielu odwołań i opóźnień lotów rocznie sięgając nawet 350 000 rocznie. Dotknie to setki tysięcy pasażerów, o ile nie stracą całkowicie zaufania do podróży samolotem.

Globalnie, każdego dnia 100 000 pasażerów korzysta z połączeń lotniczych. Oznacza to straty w wysokości 1.6 miliarda dolarów rocznie. Za straty zapłacą pasażerowie nie mogąc realizować podróży. Kogo należałoby winić? Twórców o zbyt małej wyobraźni. Ustawodawcy bronią się, że „nie zdołano należycie przetestować 5G”. Zatem kolejny eksperyment.

W USA ten system jest pięciokrotnie potężniejszy niż gdziekolwiek indziej na świecie, dlatego piloci domagają się uzupełnienia badań w zakresie koordynacji z systemem nawigacji lotniczej. Firmy telekomunikacji zrzucają winę na ustawodawcę przytaczając, że 40 krajów było w stanie sprawdzić wpływ nowej technologii na bezpieczeństwo lotnictwa apelując o dokonanie tego samego w jak najszybszym czasie. Ciekawe które to kraje, skoro liczne na różnych kontynentach wstrzymały loty.

Ustawodawcą w USA jest Federal Aviation Administration (Krajowa Administracja Lotnictwa) odpowiedzialna za prawo o pasażerskim ruchu lotniczym. Problem nie jest nowy. 5G działa w 61 państwach. Ponad 1300 miast objętych jest oddziaływaniem wież. Wszędzie samoloty lądują bezpiecznie, ale problemy są w USA. W pogoni za gigantycznym zyskiem nowej technologii Amerykanie jak zwykle spaprali sprawę. Szacowany zysk z technologii 5G do 2030 roku przyniesie 8 trylionów dolarów jego autorom.

Opisane perypetie amerykańskie przyniosą równie ogromne straty w państwach, które pośpiesznie, z pominięciem zasad bezpieczeństwa człowieka, środowiska naturalnego przepychają nowinki, byle odnotować nowoczesność w statystykach.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/siec-5g-przyczyna-wstrzymania-lotow-w-usa

Cejrowski: Covidowe TEORIE SPISKOWE okazały się prawdziwe [VIDEO]

Wojciech Cejrowski, podróżnik z Kociewia, który obecnie mieszka na ranczu w USA, opowiadał w radiu Wnet o teoriach spiskowych, które okazały się prawdą.

– Oglądałem kilka dni temu, przechodząc do Ameryki płynnym krokiem, zestawienie teorii spiskowych z zeszłego roku bądź sprzed dwóch lat, teorii spiskowych, które w tej chwili są oficjalną wykładnią – powiedział Wojciech Cejrowski w Radiu Wnet.

Podróżnik zastanawiał się, czy Joe Biden zostanie zbanowany na FB, tak jak setki innych stron, które głoszą teorie spiskowe, bo „w tej chwili Biden sieje te teorie jako oficjalną wykładnię razem z drem Faucim”.

Podróżnik zaczął wymieniać teorie spiskowe, które ostatecznie okazały się prawdą. – Już przyznali, że [koronawirus] pochodzi [z Wuhan] – powiedział Cejrowski.

Kolejna teoria, którą wymienił podróżnik z Kociewia to „maski na pysku”. Cejrowski stwierdził, że „w Afganistanie mają lepiej, bo tylko kobieta ma zasłaniać twarz, a mężczyźni nie muszą”.

– Tutaj też CDC uznało, że rzeczywiście te maseczki […] powiedziała, że jak ktoś zakłada taką maseczkę, to jest jak ozdoba na twarzy –
powiedział podróżnik. – To nic nie daje. To daje psychologicznie lepsze samopoczucie i dlatego wylansowaliśmy maski.

– Kolejna teoria spiskowa, że od noszenia masek ci się jęczmienie pod oczami będą pojawiały, bo wydychasz nie w tę stronę […] i przeróżne tego typu choroby skórne pod maską – przywołuje Cejrowski.

– To też było tępione. Lekarze tracili pracę z tego powodu, a dzisiaj „a nie noście tych masek, bo to ozdoba na twarzy, a w dodatku szkodliwa” – mówił podróżnik.

Słynny Kociewiak podał także przykład oficjalnych przewidywań, które z kolei okazały się nieprawdziwe.

– 23 grudnia we czwartek na Polsacie podano informację płynącą ze źródeł oficjalnych, że
w ciągu 4 tygodni do szpitali może trafić 1 milion osób. No i co? Trafił? Nie trafił – powiedział Cejrowski.

Podróżnik uznał takie strasznie przed wigilią za „bardzo nieodpowiedzialne” i stwierdził, że „taki ekspert powinien wylecieć z roboty”.

Retorsje Serbii względem Australii. Wielki koncern górniczy Rio Tinto stracił kontrakt za miliardy dolarów.

Rząd Serbii poinformował, że zrywa współpracę z „australijskim międzynarodowym” koncernem wydobywczym Rio Tinto w sprawie wydobycia litu. Nie ma wątpliwości, że decyzja ta ma związek z deportacją z Australii serbskiego tenisisty Novaka Djokovicia, pod pretekstem braku szczepienia przeciw Covid. Okazuje się, że cała sprawa Djokovica może mieć drugie dno i wcale nie chodziło o niechęć przed szczepieniem wybitnego Serba.

Koncern Rio Tinto miał zbudować w Serbii największą kopalnię litu w Europie. Jednak serbski rząd cofnął koncernowi Rio Tinto pozwolenie na eksploatację kopalni litu Jadar. Akcje Rio Tinto spadły natychmiast niemal o 5 proc. a firma ma kapitalizację rynkową aż 125 mld USD.

W związku z decyzją Serbii pojawiły się też obawy o niedobory niezbędnego dla rozwoju elektromobilności litu.

Koincydencja zdarzeń jest oczywista. Serbia, kilka dni po deportacji Novaka Djokovicia wycofuje koncesję australijskiemu potentatowi Rio Tinto na wydobycie litu – pierwiastka niezbędnego do produkcji baterii słonecznych i elektrycznych samochodów. Wartość projektu litowego „Jadar” była szacowana na 3,3 mld dolarów. Rio Tinto to pierwszy z 10 największych koncernów wydobywczych na świecie, a w Serbii posiadają nie tylko lit mają, ale również złoża polimetaliczne również konieczne w produkcji ogniw.

Coraz więcej wskazuje na to, że przyczyną nieprzejednanej postawy rządu australijskiego wobec najlepszego tenisisty na świecie nie był sanitaryzm władz, ale krytyka koncernu Rio Tinto przez Djokovica. To właśnie mogło być głównym powodem jego zatrzymania w Australii.

Serbia reagując w taki sposób na zachowanie australijskich zamordystów sanitarnych pokazała, że jest krajem poważnym, zdolnym do retorsji dyplomatycznych a wręcz sankcji gospodarczych na wielkim covidowym więzieniu zwanym kiedyś Australią.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/retorsje-serbii-wzgledem-australii-wielki-koncern-gorniczy-stracil-kontrakt-za-miliardy

Światowa manipulacja danymi o „zmarłych na Covid-19” coraz bardziej widoczna. Przejście do kolejnego etapu resetu ludzkości.

Według najnowszych brytyjskich danych rządowych, podczas tzw. pandemii koronawirusa zmarło o wiele mniej osób „na Covid-19” niż podawały media, a nawet oficjalne raporty.

Opublikowane właśnie dane, pochodzące z Narodowego Biura Statystyk (Office for National Statistics – ONS), których ujawnienie zostało wymuszone w ramach ustawy o jawności informacji (Freedom of Information – FOI), jednoznacznie pokazują, że w Anglii i Walii „na kowid” zmarło, w ciągu niemal dwóch lat sześć tysięcy osób.

W akcie zgonu osób zmarłych pomiędzy 1 lutym 2020 roku a 31 grudniem 2021 roku, jako pojedynczy powód śmierci wpisano „Covid-19” u 6183 osób. Przyglądając się jeszcze dokładniej opublikowanym danym wynika z nich, że w ciągu niemal 2 lat „na koronawirusa” zmarły 833 osoby poniżej 63 roku życia, a poniżej 40 roku życia – 111 osób.

Czyli, dla zmarłych rocznie 400 osób w wieku produkcyjnym, zamknięto całą gospodarkę, pozamykano wszystkich ludzi w domach, rozpętano panikę, wprowadzono absurdalne restrykcje, nienaukowe „środki ochronne” i wmówiono społeczeństwom niebezpieczeństwo „koronawirusa”.

Testuj, testuj, będzie więcej…

Przypomnijmy, że osoby „zmarłe na Covid-19” zaklasyfikowano do tej kategorii na podstawie testów, które już w swych założeniach nie mogą służyć do celów klinicznych, a dodatkowo w praktyce były ustawiane na poziomy replikacji przekraczające wszelkie normy. (Np. w Wielkiej Brytanii powszechnie stosowano w testach RT-PRC wskaźnik multiplikacji CR powyżej 40, a już przy poziomie 26 każdy wynik jest fałszywy i wykrywa albo szumy instrumentu, a w najlepszym przypadku fragmenty jakiegokolwiek patogenu występującego w nosogardzieli, np. po przebytym nawet kilka tygodni wcześniej katarze.)

Patrząc jeszcze głębiej w opublikowaną statystykę widzimy, że w ciągu dwóch lat zmarły „na Covid” 3 osoby w wieku do 19 lat (w tym jedno dziecko w wieku poniżej roczku).

I z tego tytułu „autorytety medyczne” oraz rządowi „specjaliści” nawołują do wyszczepiania dzieci i młodzieży! Przeciwko chorobie, która nawet według oficjalnych statystyk jest niemal niegroźna, zaś każde wyszczepianie, a tym bardziej eksperymentalnym preparatem zwanym „szczepionką przeciwko Covid-19” niesie ze sobą znacznie większe skutki śmiertelne i powoduje więcej następstw chorobowych niż rzekome zagrożenie „koronawirusem”.

Grypa groźniejsza niż „koronawirus”

Warto również przypomnieć, że według np. British Medical Journal „grypa sezonowa zabija w Anglii i Walii corocznie do 25 tysięcy osób” (BMJ Dec 2, 2006), zatem porównując tę liczbę ze statystycznymi zgonami 3 tysięcy osób rocznie „na Covid-19”, to „koronawirus” wygląda na niegroźną falę grypową.

Tym bardziej, że nie zastosowano, ani środków prewencyjnych (witamina D, świeże powietrze, ruch, prawidłowe odżywianie), ani wczesnego leczenia ogólnie-dostępnymi, tanimi lekarstwami (jak np. znana od 40 lat Iwermektyna czy znana od 70 lat Hydroxychloroquina – oba lekarstwa rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia i aplikowane miliardy razy na świecie, lecz w początkach tzw. pandemii po prostu administracyjnie zakazane). Gdyby zastosowano prewencję i wczesne leczenie oraz w przypadku hospitalizacji nie stosowano „lekarstw” w rodzaju Remdesiviru – silnej trucizny – to można spodziewać się, że liczba ofiar spadłaby może i 20-krotnie, do 100-200 osób rocznie.

Source: Office for National Statistics – „COVID-19 deaths and autopsies Feb 2020 to Dec 2021”. Release date: 17 January 2022

Coraz bardziej przejrzyste dane wyłaniające się po latach propagandy rządowej i medialnej  – tak w Wielkiej Brytanii, jak i we wszystkich krajach świata – pokazują, że społeczeństwa były nie tylko trzymane zdala od prawdziwych faktów i liczb, ale były celowo, świadomie i z premedytacją oszukiwane.

 Medialne wytwórnie informacji

Jednym z zasadniczych elementów stworzenia psychozy społecznej było medialne zrównanie liczby „zakażeń”, najczęściej na podstawie tzw. testów (choć bywało że i bez nich), z autentycznymi zachorowaniami. W odniesieniu do zachorowań najczęściej dotyczyły one przypadków chorobowych z symptomami przypominającymi sezonową grypę, zaś w innych przypadkach zdegenerowane środowiska lekarskie zaczęły je przypisywać „kowidowi” powiększając statystykę a przy okazji i wpływy do budżetów szpitali. Zrównano „zakażenia” z medycznym terminem przypadku (case), który zaczęto używać ze zmienioną definicją. Epatowano widzów na całym świecie nadawanymi non-stop histerycznymi programami wtłaczającymi kłamstwa i to w zadziwiającym stopniu globalnie zsynchronizowanymi w treści i formie.

Prym w tych medialnych manipulacjach wiodły główne agencje informacyjne, z Thomson Reuters i BBC na czele. Oprócz tych trujących źródeł, wielką rolę odegrał „licznik przypadków” prowadzony przez Worldmeters, firmę o tajemniczych powiązaniach i nieznanych sposobach przetwarzania informacji o „przypadkach koronawirusa” na świecie. Na początku tzw. pandemii strona internetowa Worldometers plasowała się w pierwszej dwudziestce najbardziej odwiedzanych stron na świecie (wliczając do tej klasyfikacji takie strony jak Google, Apple, Microsoft i cały gąszcz stron pornograficznych). Z kolei wiele „naukowych modeli”, w tym słynne modele mające przewidywać rozwój wydarzeń opracowywane przez „renomowany” uniwersytet Johns Hopkins University w Baltimore, jak również rządowe strony wielu państw prezentujących swoje „obliczenia” porównawcze (co robiły np. Wielka Brytania czy Hiszpania) były oparte na licznikach Worldometers.

Oprócz zupełnie niekompatibilnych źródeł tworzenia liczników, nieznanych działaniach algorytmów czy – oczywiście zawsze możliwej – manualnej manipulacji, inną kwestią jest brak jednoznaczności nawet w oficjalnych danych poszczególnych państwowych statystyk. Gdy jedne rządy opierały swoje dane na niejednoznaczych „zakażeniach”, inne brały pod uwagę jedynie przypadki potwierdzone przez lekarzy, a jeszcze inne uwzględniały inne wskaźniki. Te zupełnie nieporównywalne dane spływały z różnych krajów w różnym tempie i bardzo często były kumulowane na najniższych szczeblach (np. jednym razem jako dane dzienne, innym razem jako tygodniowe), by potem podsyłane jeszcze wyżej i jeszcze bardziej przetasowane i pomnożone, wreszcie zostały wyssane przez takie fabryki informacji jak Worldometer, które prezentowane w telewizjach straszyły widzów, a nawet samych demiurgów informacji.

Jeden etap za nami, nadejdzie kolejny

Wykonawcy pandemicznych rozkazów płynących – z dotychczas nie do końca odkrytych źródeł – zaczynają dzisiaj przebąkiwać o „nieścisłościach”, politycy zaczynają wycofywać się z narzuconych restrykcji, niektóre tzw. autorytety medyczne i inni propagandyści zaczynają usprawiedliwiać się z wypowiedzianych słów – wszystko to wskazuje na przejście do kolejnego etapu resetu ludzkości. Na tym właśnie wprowadzanym etapie doświadczymy kilkumiesięcznego uspokojenia społeczeństw, które otrzymają kontrolowaną swobodę i w wirze zmieniającego się świata oraz spragnionych rozrywek szybko zapomną o pandemicznej przeszłości, a wtedy nadejdzie jeszcze większa „plaga”, zresztą już teraz zapowiadana przez Wielkich Manipulatorów.

Wraz z nią wprowadzone mają być kolejne etapy przebudowy świata, z cyfrową walutą, cyfrową identyfikacją, kontrolą i monitoringiem oraz skutecznym ograniczeniem internetowej ekspresji.

Jeśli pozwolimy na to ułaskawiając obecnie rządzących i wszystkich winnych dotychczasowych zbrodni. No i jeśli w międzyczasie globalni planiści nie zdecydują się na rozpętanie wojen.

Oprac. www.bibula.com 2022-01-22 na podstawie: Office of National Statistics

https://www.bibula.com/?p=130912

Mów mi wuju. Z Sommersteinów Bernstein, Namier – Kurski.Jarek i Jacek.

Wokół Jacka Kurskiego ostatnio wiele się dzieje i jeszcze więcej się o nim mówi. Nie dość, że w sanktuarium św. Jana Pawła II (jak słychać, nie bez udziału większościowej, partyjnej frakcji polskiego Kościoła), uświęcił swój „nowy” sakramentalny związek w świetle fleszy i z udziałem samego naczelnika państwa, to jeszcze został na nowo prezesem TVP.

Obecna TVP, kierowana przez prezesa Jacka Kurskiego, jest pluralistyczna jak nigdy dotąd, począwszy od przemian w 1989 r.” – Alina Czerniakowska „Sieci” 9-15.03.20 r.), nie mówiąc już o problemach z nieślubnym synem (wrażliwych proszę o wybaczenie, ale skoro pierwsze sakramentalne małżeństwo p. Jacka zostało uznane za niebyłe, to jego dzieci z tego związku są, jak się wydaje przynajmniej z kościelnego punktu widzenia, nieślubne), którego o niecne czyny wobec 9-latki oskarżyła „Gazeta Wyborcza”, prowadzona sprawną ręką brata i stryja Jarosława, jako wicenaczelnego.

Ale Spectator, chociaż siedzi na wirażu i lubi jazdę po bandzie, nie będzie grzebał w teraźniejszości rodziny Kurskich. Za to w przeszłość chętnie spojrzy.

Oto, przypadkowo trafił na wiedzę bynajmniej nie tajemną, ale dostępny dla każdego na Wikipedii biogram matki braci Kurskich, śp. Anny Marii Kurskiej z d. Modzelewskiej, prawnika i byłej senator V i VI kadencji. Wikipedia podaje: „Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Ojciec, Tadeusz Modzelewski (1867–1936), syn Narcyza i Klary z Weydlichów, był właścicielem majątku na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej (pozostawionego po rewolucji październikowej na tzw. sowieckiej Ukrainie). Matka, Teodora (1887–1969), córka Józefa Bernsteina vel Niemirowskiego i Anny z Sommersteinów, regionalistka i badaczka haftów, tkanin oraz strojów Warmii i Mazur, pochodziła z rodziny żydowskich kupców (jej bratem był Lewis Bernstein Namier)”.

Tak, Drodzy Państwo – to we własnej osobie Lewis Namier, wróg Polski, słynny przeciwnik Dmowskiego, uwieczniony przez Pana Romana na kartach „Polityki polskiej i odbudowania państwa”, prawdziwy autor „Linii Curzona” [tej podwójnie sfałszowanej !! MD] , jest po kądzieli wujem Jacka Kurskiego, bratem babki!

Ponieważ Wikipedia jest źródłem wiedzy obarczonym wadami (tworzą ją potencjalnie wszyscy), uczciwość nakazuje sprawdzić podane w niej dane. Internetowe wyszukiwanie daje efekty pozwalające potwierdzić wersję polskiej Wikipedii.

Na portalu Geni.com są profile interesujących nas rodzin. Można się tam dowiedzieć, że prababka braci Kurskich, Anna z Sommersteinów (1868-1945, zamężna z Józefem Niemirowskim-Bernsteinem) była córką Teofila (Tewila) Sommersteina i Minny (Devoiry) Sommerstein, miała braci dr Jakoba Sommersteina, Moriza Sommersteina, Maxa Wilhelma Czerkisa (przyrodni brat) i siostrę Theresę Herzberg-Frankel.

Józef Niemirowski (1858-1922) był synem Jakóba Chaima Bernsteina (1825-1882) i Balbiny (Blumy) Bernstein z d. Wilner (1838-1894) i miał osiemnaścioro (sic!) rodzeństwa. Józef i Anna Niemirowscy byli rodzicami rodzeństwa – Teodory (1887-1969, babki braci Kurskich) oraz właśnie Lewisa Namiera Bernsteina (1888-1960). Powołany portal pozwala na dalsze zagłębienie się w historii ww. rodzin, ale to już każdy może sobie sprawdzić sam.

Jakkolwiek nikt nie odpowiada za swoją rodzinę, to wobec wybryków p. Jacka z przeszłości i rozkręcenia przez niego całej wielkiej afery przeciwko Donaldowi Tuskowi pod hasłem „Dziadek z Wehrmachtu” (i przez to, napiętnowanie również owego dziadka, Józefa Tuska, który nie tylko jak tysiące Polaków był wcielony do Wehrmachtu siłą, ale przed wojną w Wolnym Mieście Gdańsku przyznawał się do polskości, działał w organizacjach polskich i pracował w polskich instytucjach, i jako zagrożenie dla najeźdźcy został aresztowany już 1 września 1939 r., a potem przebywał w niemieckich obozach), wymagania zostają automatycznie postawione wyżej.

I jeśli na papierze, bez uprzedzenia wobec obu postaci, zestawimy porównanie przymusowego Wermachtowca z Lewisem Namierem, Jacek Kurski – nolens volens – wychodzi na brzydkiego hipokrytę.

Jeszcze jedna ciekawostka – Lewis Namier Bernstein urodził się w Woli Okrzejskiej. Otóż, okazuje się, że miało to miejsce w majątku, który wcześniej należał do przodków Henryka Sienkiewicza, i w którym w 1846 r. urodził się późniejszy pisarz. Majątek należał do rodziny Cieciszowskich (z którego wywodziła się babka Sienkiewicza) – Sienkiewiczów w latach 1781-1870 (1880?). Jakakolwiek jest data zakończenia władania majątkiem przez Sienkiewiczów, zadłużony majątek został wystawiony na licytację właśnie w 1880 r. i zakupiony w ten sposób przez rodzinę Bernsteinów.

Dodajmy, że Muzeum Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, w odrestaurowanej oficynie dworskiej, w której przyszedł na świat, powstało dopiero w 1966 r., w znienawidzonym przez łże-prawicę PRL… [I tu spotykali się z krewnymi z Bernsteinow oddzielnie Jacek z Mamusze, a oddzielnie Jarek z Wyborczej, bo są oficjalnie „poróżnieni”. M. Dakowski]

Tak więc poznawajmy rodzimą historię, bazując na prawdzie i wiarygodnych źródłach, a nie na zmyśleniach i nie wierzmy mitomanom i hochsztaplerom.

Czas sierpniowy, rocznice powstania warszawskiego i warszawskiego zwycięstwa z 1920 r. są w tym miejscu szczególnie a propos.

Spectator
Myśl Polska, nr 33-34 2020 https://myslpolska.info

https://www.bibula.com/?p=130926

zanim przyjmiesz jeden z TYCH preparatów.

https://www.bitchute.com/video/ytMjvl5SJLIE/

Film dokumentalny o sytuacji, w jakiej znalazł się świat.W ramach projektu 'Planet Lockdown’ przeprowadzono wywiady z wieloma osobami – epidemiologami, naukowcami, lekarzami, prawnikami, analitykami finansowymi, aktywistami, duchownymi, politykami, mężami stanu.

W niniejszym filmie wykorzystano zaledwie fragmenty tych wywiadów, ich pełna lista znajduje się tutaj:

https://planetlockdownfilm.com/full-interviews/https://rumble.com/user/planetlockdown

Niech ci ludzie, mający odwagę walczyć o Prawdę wbrew wszelkim przeciwnościom, inspirują nas wszystkich do tego samego.Strony projektu 'Planet ockdown’

:https://planetlockdownfilm.comhttps://t.me/PlanetLockdownhttps://rumble.com/user/planetlockdownMK