Zakpiliśmy z nauki – prof Christian Perronne

Prof. Christian Perronne
– przewodniczący komisji ds. chorób zakaźnych Naczelnej Rady ds. zdrowia publicznego
-przez 15 lat doradca rządowy w zakresie zarządzania kryzysami zdrowotnymi i epidemiami
– przewodniczący komisji technicznej ds. szczepień – kierujący przez lata francuską polityką szczepień
– wiceprzewodniczący grupy ekspertów przy WHO ds. szczepień dla całego euroregionu WHO obejmującego poza Unią jeszcze Rosję, wszystkie republiki środkowoazjatyckie, Turcję i Izrael
*
Niektóre z jego wypowiedzi:
„jesteśmy tu na bakier z nauką i na bakier z prawem”
„zakpiliśmy z nauki”
„największym skandalem tej epidemii jest to, że nam wmówiono, że to są szczepionki. To wcale nie są szczepionki”
„trzeba powstrzymać to szaleństwo”
„za tym nie stoją żadne dowody naukowe”
„szokujące jest też to, że Europejska Agencja Leków stwierdziła latem zeszłego roku, że nie zna całkowitego składu tych „szczepionek”
„odwołując się do oficjalnych baz danych, wiadomo że z powodu „szczepienia” zmarło 36000 w Europie a 25000 w Stanach Zjednoczonych, jak również setki, setki sportowców”
„Onkolodzy w Stanach Zjednoczonych wykazali wzrost zgonów z powodu raka po „szczepieniu” „
„Wszystko to jest nielegalne”
„każdy parlamentarzysta który zagłosuje za obowiązkiem na produkt eksperymentalny, może być postawiony przed międzynarodowy trybunał” [kodeks norymberski]

powered by Advanced iFrame

Przewielebni wyznawcy judaszyzmu, owsiki, przewerbowania.

Święta i po świętach

Nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy obchodzili święta Bożego Narodzenia, bo maltańska durnica, wysunięta na stanowisko komisarza Unii Europejskiej, projekt jego likwidacji tylko „odłożyła”. Ponieważ natura nie znosi próżni, to tylko patrzeć, jak Unia Europejska przeforsuje uroczystości Dziadka Mroza, tak popularne w Rosji za pierwszej komuny. Niezależnie od tego już teraz w naszym nieszczęśliwym kraju utrwalana jest nowa świecka, to znaczy – niezupełnie świecka, bo w połowie religijna – tradycja uroczystości w postaci „Dnia Judaizmu”, który obchodzony jest w Kościele katolickim 17 stycznia. W ramach „Dnia Judaizmu” przewielebne duchowieństwo oddaje się judaszyzmowi, to znaczy – na gwałt podlizuje się „judaizmowi”, tłumacząc parafianom, że bez judaizmu to w ogóle nie mogą wytrzymać. W wielu przypadkach to pewnie prawda, ale charakterystyczne jest również to, że chociaż bez judaizmu wytrzymać nie można, to jednak przewielebne duchowieństwo nie decyduje się na przejście na judaizm. Dlaczego tak jest – tajemnica to wielka – chociaż pewne światło rzucił na tę sprawę pewien mój rozmówca, zwracając mi uwagę, że te wszystkie religie można porównać do dróg, które prowadzą na ten sam szczyt. Wszystko to oczywiście być może, chociaż niepodobna nie zauważyć, że w tej sytuacji o wyborze drogi decyduje tylko wygoda. Po co miałbym wspinać się na szczyt po urwistych skałach, ryzykując w każdej chwili złamanie karku, kiedy tuż obok na szczyt prowadzi asfaltowa droga, po której kursują klimatyzowane autokary? Nie jest zatem wykluczone, że przewielebni wyznawcy judaszyzmu przezornie starają się nie porzucać wytworzonej przez ostatnie 2 tysiące lat infrastruktury religijnej, co w przypadku przejścia na judaizm byłoby chyba konieczne?

Ale na Dniu Judaizmu styczniowe święta się nie kończą, bo oto nieubłaganie zbliża się 30 stycznia, kiedy w całym nieszczęśliwym kraju zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pana „Jurka” Owsiaka. Jestem pewien, że na obchody tego święta posłusznie zameldują się wszyscy przeciwnicy reżymu „dobrej zmiany”, być może nawet również pani Natalia Kukulska, która chyba właśnie w Dzień Judaizmu ogłosiła swoje wystąpienie z Kościoła katolickiego. Nie wiem, jak przeżyjemy tę stratę, ale mniejsza o to. Ważne, że uczestnictwo w uroczystościach i celebrach Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy ma charakter nobilitujący, więc nic dziwnego, że wszyscy ambicjonerzy starają się wtedy maksymalnie zbliżyć do „Jurka” Owsiaka, tak, aby to bliskie spotkanie III stopnia zostało zarejestrowane i zauważone, gdzie trzeba. Kiedyś taką przepustką do wielkiej kariery było uczestnictwo w Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, no ale teraz czasy się zmieniły; po pierwsze Związku Radzieckiego na razie nie ma, a po drugie – po tylu latach nauczyliśmy się śpiewać zupełnie inne piosenki. Po trzecie wreszcie – Rosja i rosyjskie piosenki nie mają teraz w modzie dobrej reputacji, bo skoro nawet Książę-Małżonek odgraża się zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi wymierzeniem kopniaka w krocze, to każdy już wie, z jakiego klucza wypada śpiewać.

Za to strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie funkcjonuje jak w zegarku. Niemcy nie tylko wstrzymały dostawy broni na Ukrainę, ale nawet nie pozwoliły brytyjskiemu samolotowi z ładunkiem broni przeciwpancernej dla Ukrainy przelecieć nad niemieckim terytorium. Skoro prezydent Zełeński pogodził się z tym, że przyszłość Ukrainy zostanie zdecydowana w „formacie normandzkim”, to znaczy – przy udziale Francji, Niemiec i Rosji, to po co wysyłać tam jakąś broń, czy nawet pozwalać brytyjskim samolotom na przeloty? Ciekawe co na to powie amerykański prezydent Józio Biden, którego podobno „zaniepokoiły” pogróżki zimnego ruskiego czekisty Putina, że jak tak dalej pójdzie, to rozmieści rosyjską broń w pobliżu Stanów Zjednoczonych? Dlatego minister spraw zagranicznych Rosji Sergiusz Ławrow oczekuje od NATO pisemnej odpowiedzi na ogłoszone rosyjskie warunki nowego porządku politycznego w Europie, a nie wymijającego „wymachiwania szabelką”.

Podczas gdy Stany Zjednoczone i Rosja robią wszystko, by utrzymać opinię publiczną w przekonaniu, że oto światu grozi nowa „zimna wojna”, dzięki czemu łatwiej im będzie później zaprezentować się zachwyconemu światu w postaci gołąbków pokoju, w Polsce „zimna wojna” rozwija się w tempie stachanowskim. Przychodzi to tym łatwiej, że w dniach ostatnich doszło do sojuszu pana prezesa NIK Mariana Banasia, który z reżymem „dobrej zmiany” walczy co najmniej od dwóch, czy nawet trzech lat, z nieprzejednaną opozycją. Dotychczas nieprzejednana opozycja w zasadzie ograniczała się do lamentów nad zepsuciem i totalniackimi skłonnościami reżymu, ewentualnie przyłączała się jak nie do KOD-u, to do „kobiet” i albo kicała za konstytucją, albo wraz z „kobietami” skandowała bojowe zawołanie pani Marty Lempart, to teraz nabrało to znamion działań bardziej skoordynowanych.

Po pierwsze – w Senacie powstała komisja do zbadania sprawy zbrodniczego Pegasusa. Nie ma ona wprawdzie uprawnień śledczych, ale dzięki udziałowi pana prezesa Mariana Banasia, nie ogranicza się już do propagandowego bicia piany, tylko przedstawia reżymowi konkretne zarzuty, a nawet – dokumenty. Wynika z nich, że Pegasus został zakupiony dla CBA w roku 2017 za 25 mln złotych, pochodzących z Funduszu Sprawiedliwości, a do trzech początkowych jego ofiar dołączają następne, m. in. były rzecznik PiS, pan Adam Hofman – w sumie co najmniej 40 „licencji”. Dodatkowej pikanterii całej sprawie dodaje okoliczność, że zbrodniczy Pegasus został w Izraelu zakupiony przez spółkę kontrolowaną – jak się okazało – przez byłych milicjantów i SB-ków. Czy przypadkiem aby nie tych, co w trakcie transformacji ustrojowej przewerbowali się do Mossadu?

Jeśli tak by było, to znaczy, że wprawdzie PiS nie lubi ubeków, jednak nie wszystkich. Tych, co przeszli na jasną stronę Mocy nie tylko lubi, ale nawet kręci z nimi lody. Stanowi to dodatkową poszlakę dla mojej ulubionej teorii spiskowej, według której – właśnie w rezultacie przewerbowań komunistycznych bezpieczniaków na służbę do naszych nowych sojuszników, Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie – obecnie w głębokiej defensywie, Pruskie, które po rozmowach prezydenta Józia Bidena z Naszą Złotą Panią w czerwcu ub. roku i powrotem Donalda Tuska na ojczyzny łono, nabrało otuchy i wreszcie – Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, które właśnie wchodzi w etap przebudowy, czego wyrazem jest deklaracja pana Szymona Hołowni, żeby 21 marca urządzić debatę czterech partii: Polska 2050, Platformy Obywatelskiej, Nowej Lewicy i PSL nad przyszłością Polski. Podobno Lewica i PSL są „zainteresowane”, podczas gdy Wielce Czcigodny poseł Pupka z PO ma wątpliwości. Najwyraźniej foksdojczom nie po drodze z Amerykanami, ale ważniejsze wydaje się to, że do udziału w debacie nie jest przewidziana Konfederacja, która przez dotychczasową „bandę czworga” to znaczy PO, PiS, Lewicę i PSL, jest uważana za wroga. Okazuje się, że nawet ewentualna podmianka PiS na Szymona Hołownię niczego by tu nie zmieniła.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5108

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Korona-protest w Lublinie. „Stop z medyczną inkwizycją”, „Norymberga dla zbrodniarzy”.Mocne słowa ratownika medycznego.

W Polsce odbył się kolejny protest przeciwko segregacji sanitarnej i obowiązkowi szczepień. Tym razem manifestanci przeszli ulicami Lublina. Z mocnym przekazem do protestujących zwrócił się ratownik medyczny.

Protest odbył się pod hasłem „Stop przymusowi szczepień, biedzie i bezprawiu”. Zorganizowali go przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP.

Uczestnicy zebrali się przed lubelskim zamkiem z transparentami, gdzie odbyły się przemówienia, a następnie przemaszerowali pod lubelski Ratusz.

Protest w Lublinie. Wypowiedź ratownika medycznego

Jednym z przemawiających był Robert Oleniacz, ratownik medyczny, którego zwolniono z pogotowia ratunkowego w Lublinie. Oto, co miał do powiedzenia:

Jestem ratownikiem medycznym, 10 lat pracowałem w tym mieście jako ratownik medyczny. Nie możecie mieć za złe innym ratownikom, którzy są tutaj na marszu również, przebrani, bo po prostu nie mogą tego powiedzieć, co ja teraz mówię. Dlatego, że zrobią to co ze mną, czyli zwolnią ich – rozpoczął ratownik.

Kiedy ujawniłem zgon poszczepienny zostałem po prostu zwolniony. W raporcie przeczytali mi każde moje poczynanie na Facebooku. Zostałem oczyszczony z zarzutów, dlatego że nagrania wysyłałem w wiadomościach prywatnych, a nie publicznie. Dlatego nic nie mogli mi zrobić. Proszę państwa, kto jak nie my, widzimy co się dzieje. Ja nadal pracuję, nie powiem gdzie – kontynuował.

Ale robiąc w trakcie 12 godzin 14 wyjazdów, nigdy nie widziałem tyle arytmii, tyle migotań przedsionków, ile jest teraz, tyle zaburzeń neurologicznych, udarów. Dlaczego o tym się nie mówi? Kardiologie są pozapychane. Rozumiecie ludzie, co się dzieje? Pozapychane, tyle zatorów.

Jedną z haniebnych rzeczy, którą musiałem wykonać, to przed świętami wielkanocnymi, szpital tymczasowy, który jest tutaj w Lublinie, został zapchany, wtedy kiedy przyjechał pan minister zdrowia z premierem. Został zapchany, tak żeby za kamerami było widać pacjentów. Pacjenci zostali zwiezieni przez ratowników ze Szpitala Specjalistycznego nr 1 do szpitala tymczasowego. My ratownicy zwoziliśmy tam pacjentów, a po wizycie premiera i ministra zdrowia z powrotem ich odwoziliśmy do SPSK1.

Medycy się nie szczepią, dlatego kombinujemy jak możemy. Najpierw medycy, potem cała reszta. Medycy sobie jakoś poradzą, ale nie każdy sobie poradzi – relacjonował ratownik (cytat za: lublin112.pl).

Protestujący mieli wiele transparentów, w tym m.in.: „Dziś paszporty, jutro getta”, „Paszport szczepionkowy – pierwszy krok do chińskiego społecznego systemu punktacji kredytowej”, „Ręce precz od naszych dzieci”, „Wolność to nie przywilej – to prawo”.

Ponadto wnosili hasła „Stop segregacji sanitarnej”, „Stop z medyczną inkwizycją”, „Norymberga, Norymberga, Norymberga” czy „Norymberga dla zbrodniarzy”.

22 stycznia 2022

https://nczas.com/2022/01/22/koronaprotest-w-lublinie-mocne-slowa-ratownika-medycznego-video-foto/

OKRES POZYTYWIZMU. Owoce 1863. Neofici.

UTWORZONY na początku 1864 r. przez cara Aleksandra „Komitet dla spraw Królestwa i Polskiego” rozpoczął „ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskiem” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich.

(…)

Urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r, określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili tez Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty. Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki miljonów rubli. Postarano się potem o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej (p.e.1984: kto ulega prowokatorom, sam sobie winien … nadzielenie chłopów ziemią kosztem feudałów to niewątpliwy pozytyw upadku powstania styczniowego).

(…)

Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowem pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy, pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy (z czem było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: „Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… –The Jewish Encyclopedia”, Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 262). Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia Żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych.

Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinji polskiej współpracownikami też przeważnie Żydowskiego pochodzenia, jak to: St. Kramsztyk, B.Rajchman, H.Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych („Gazeta Polska”, „Słowo”), jak i postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Nowiny”), Było jednak w Polsce? wielu przeciwników asymilacji Żydów. Obawiano się słusznie, że osłabione społeczeństwo nietylko nie spolszczy Żydów, przyjmujących licznie w okresie pozytywizmu chrzest, lecz samo zżydzieje i pójdzie na służbę Żydowskich ideałów. Zaczęto badać szczerość intencyj Żydów, chcących nawrócić się na katolicyzm. Świadczy o tem korespondencja judofilskiego „Kraju” z Warszawy: „Wielu z pomiędzy przyjmujących chrzest Żydów kołatało najprzód do kapłanów katolickich, lecz tak byli przyjęciem ich zrażeni, że zwrócili się do protestanckich” (S. Hirszhorn: „Historja Żydów w Polsce”, str. 242). Zainteresowano się znowu Frankistami.

Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrjoci polscy-wznowionego po powstaniu styczniowem – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję Żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała też niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutemu łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami Żydostwa polskiego.

A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół Żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (t. j. Galicja – przypisek) został naszem królestwem… Starajcie się potrochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej.  Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą… Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby  doprowadzić do skutku to, co zamierzamy”… (L. Viel. „Le Juif   secfaire” str. 173).

Jak w świetle tej odezwy, a była ona zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowem Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji? Jemu zawdzięczała więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie „narodu wybranego” (p.e.1984: czy komuś jeszcze kojarzy się „Solidarność” i wypadki z lat 1980-1981 oraz emigracja po stanie wojennym z opisanymi zdarzeniami? Jakie były plany KOR? Ile krwi polskiej maiło się polać w 1981, wedle planów KOR i reszty agentury sterującej otumanionymi na „Solidarność” i jej dewocję Polakami?). Przewódcy Żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami, czynionemi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów, pragnących pozłocić swe herby. W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in.

Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy ten bankier, podkreślający swój patrjotyzm polski na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie się z pięcioma wybitnemi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1876 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m. in., iż „… prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają„… (Rudolf Vrba:  „Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”). Służyli też często zrujnowani karmazyni polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacyj.

Wynajmowali ich żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach „czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomji, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli. Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht („O pogromy ludu polskiego”), że „nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i Żydostwem”.

Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in.

Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego. Z krzykiem „precz z białą gęsią” kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydjowani przez ochrzczonego miljonera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski. Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści Żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.

ZAMKNIĘCIE

Książka niniejsza ma charakter pionierski: rozpoczyna ona systematyczne badania w dziedzinie dotychczas przez uczonych naszych pomijanej i przemilczanej. Zrozumiałe jest przeto, iż będąc pirewszem właściwie studjum naukowem w tym zakresie nie ma ona bynajmniej pretensyj do wyczerpania tematu, który dopiero dalsze prace historyków polskich w pełni zbadają i wyświetlą. Będzie to dla autora wielką radością, jeżeli trud przezeń podjęty stanowić będzie zachętę i bodziec do dalszych poszukiwań w tej dziedzinie. Badania owe przyniosą niewątpliwie szereg rewelacyj, których obecnie częstokroć nawet domyślać się nie potrafimy.
Autor kierował się w swojej pracy jedynym celem, jakim było najbardziej objektywne przedstawienie prawdy dziejowej, rozumiejąc dokładnie, jak niezmiernie ważne jest dla narodu, ażeby poznał rzeczywisty, niesfałszowany ubocznemi względami, obraz swojej przeszłości. Widząc zaś, jak dalece służba prawdzie wymaga niejednokrotnie odwagi cywilnej i siły charakteru, nie może się powstrzymać od wyrażenia na tem miejscu serdecznego podziękowania Redakcji „Myśli Narodowej”, która, drukując poszczególne rozdziały pracy w postaci artykułów, umożliwiła opublikowanie jej w formie książkowej.

Pełna wersja tekstu jest dostępna tu:
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (googleDoc, możliwość zapisania m. in. jako .doc, .pdf, .rtf)
Kopia zapasowa (tekst nieformatowany):
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (TXT)

Przeczytaj również:
Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków
Leszek Szcześniak, Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polski

————————-

ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI. PRZED POWSTANIEM STYCZNIOWEM.

Stanisław Didier, fragmenty

(…)

W tym samym czasie powstały w kraju pod patronatem Kościoła bractwa wstrzemięźliwości od gorących napojów (p.e.1984: chodzi o napoje alkoholowe). Bractwa te rozszerzyły się szybko w całem Królestwie i na Litwie. W 1860 r. liczba członków bractw wstrzemięźliwości dosięgała cyfry 600 tys. osób, przeważnie włościan. W samej gubernji Wileńskiej liczba wypitych wiader wódki z 900.000 zmalała do 550.000. Żydowscy właściciele szynków, dotknięci w najdrażliwsze miejsce, bo uderzeni po kieszeni, zaczęli szerzyć wiadomości, że księża, zakładając bractwa, prowadzą działalność polityczną i szkodzą interesom państwowym. Znaleźli się i tacy, którzy pisali do wyższych władz rosyjskich denuncjacje, że bractwa mają cele polityczne i mogą stać się w niedalekiej przyszłości potężną i arcyniebezpieczną bronią w rękach duchowieństwa katolickiego. Wskutek tego Rosjanie zaczęli zabraniać zakładania bractw. Duchowieństwo jednak nie kapitulowało i dalej propagowało abstynencję. Powiadomiona o tem przez Żydów policja rosyjska karała dotkliwie inicjatorów. Wywołało to wrzenie wśród ludu polskiego, którego nastroje stawały się coraz bardziej wrogie względem Żydostwa. Wyraźnie o tem pisze Agaton Giller („Historja powstania narodu polskiego”, t. II, str. 199), że „waśń, jaka w Królestwie między Polakami i Żydami przed 1861 r. wybuchła, doszła do stopnia, od którego do bijatyk i kamienowań niewielkie przejście”. Trzeba więc było ratować sytuację.

W kołach wpływowego Żydostwa warszawskiego zdecydowano się na wydawanie codziennego pisma politycznego. Kronenberg, którego Mikołaj Berg („Zapiski o powstaniu polskiem 1863 l 1864: r.”, t. I, str. 80) nazywa „ówczesnym wodzem i kierownikiem całego ruchu Żydowskiego w kraju”, postarał się o pozwolenie władz petersburskich na wydawnictwo odpowiedniego organu. Nabyto za 250 tys. złp. „Gazetę Codzienną”, która zaczęła wkrótce wychodzić jako „Gazeta Polska”. W skład współpracowników nowo wychodzącego pisma, którem kierował taktycznie Kronenberg, weszło wielu wpływowych neofitów, jako to: Ludwik Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Leon Kapliński i inni.

Głównem zadaniem „Gaz. Pol.” było rozpowszechnienie w kraju nowego poglądu na kwestię Żydowską. Za jej pośrednictwem kierownicze sfery Żydostwa polskiego starały, się wytwarzać u ogółu polskiego przekonanie, że najlepszem, najkorzystniejszem dla kraju będzie zasymilowanie Żydów. W Warszawie było wówczas mnóstwo Żydów chrzczonych i niechrzczonych, którzy ten program propagowali i którego bronili. Na ich czele stali: Leopold Kronenberg, Matjas i Szymon Rozenowie, rodzina Epsteinów, Natansonowie, Leowie, spokrewnieni z nimi Estreicherowie, Frenkel, Lascy, Wertheim, Rotwand, Flatau i mnóstwo innych, mniej głośnych i mniej znanych, ale trzymających się solidarnie i popierających wszelkiemi środkami i sposobami program asymilacji.

Z nimi łączyło się wiele tysięcy pozornych chrześcijan, przed stu laty nawróconych, wpływowych i majętnych, których liczba zwiększyła się znowu między 1840 – 1856 r. o kilkaset osób dzięki pracy angielskich misjonarzy, działających w Warszawie. Gorliwymi orędownikami idei asymilacyjnej byli też rasowi mieszańcy. Podobnych osobników, noszących często polskie nazwiska, było dość dużo w Królestwie. ówczesna średnia klasa stolicy różniła się bowiem bardzo pod względem rasowym od średniej klasy dawnych czasów. Nie omieszkano też zaopiekować się młodzieżą polską. Następuje masowe zawiązywanie się rozmaitych kółek organizacyjnych wśród akademików polskich na terenie Petersburga, Kijowa i Warszawy. Początek powstawania tych kółek zbiegł się dziwnie z datą przyjazdu do Polski (1860 r.) jednego z sekretarzy Jakóba Cremieux, krzątającego się wówczas koło zorganizowania „Alliance Israelite Universelle”. Tym wysłannikiem był znany z pobytu Mickiewicza nad Bosforem, neofita Armand Levy redaktor „Constitutionnel” (głównego organu liberalnego Żydostwa paryskiego), propagującego myśl przewrotu społecznego w Rosji. Działalność tych komórek, złożonych przeważnie z ludzi dobranych zupełnie przypadkowo, w pierwszej swej fazie była bardzo słaba.

Trzeba więc było jak najprędzej dążyć do jej wzmocnienia. Tej roli podjęło się paru młodych i wpływowych działaczy neofickich, cieszących się popularnością wśród studentów i uczniów szkół średnich. Na plan pierwszy wysunął się wśród nich Karol Majewski, sekretarz Leopolda Kronenberga. Był on osobistością niezwykle wpływową w kołach konspiracyjnych, bożyszczem ufającej mu bezgranicznie młodzieży. W 1860 roku Majewski posiadał największe wpływy wśród studentów  przewodniczył tajnemu „komitetowi akademickiemu” i wszedł do zarządu konspiracyjnego „stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Sekundował mu dzielnie Maksymilian Unszlicht, wchodzący w skład komitetu akademickiego (składającego się z trzech osób), działającego wśród akademików i uczniów. Został ponadto utworzony przez Majewskiego rodzaj komitetu ponadpartyjnego, (do którego wchodził również Edward Jurgens, syn Żydówki), kierującego wszystkiemi kółkami i stowarzyszeniami młodzieży o charakterze politycznym, powstającemi wówczas w Warszawie.

Przystąpiono też do pracy nad urobieniem starszego pokolenia. Powołano mianowicie do życia w 1859 r. komitet, w którego skład weszli: Jurgens, zaufany jego Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolt, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał się on z czasem zawiązkiem organizacji Czerwonych, prącej do walki zbrojnej z Rosją. Niedarmo bowiem Leopold Kronenberg pisał w liście z dn. 18.1.1860 r., że „sprawa Żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Tą rzeczą ważniejszą dla przywódcy Żydostwa polskiego było zapewne rzucenie „gojów” do beznadziejnej walki z zaborcą. Przygotowaniem do tego miały być wielkie manifestacje, których głównymi reżyserami byli mechesi (p.e.1984: metody się nie zmieniły, vide 1968, „Dziady” Dejmka …), grupujący się około Jurgensa i Majewskiego.

(…)

W kraju zaś wrzało coraz więcej.

Organizacja Czerwonych parła do powstania, do którego wstępem miały być urządzane manifestacje. Znając głęboką religijność ogółu, starali się Czerwoni nadać początkowo manifestacjom charakter obchodów kościelnych (p.e.1984: ta religijność nadal jest używana w ten sam sposób, była użyta przez agenturę „Solidarności”, z tej perspektywy to ręcznie sterowane „odrodzenie duchowe” w latach ’80 XX w. wygląda inaczej). Pierwszym takim obchodem był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli w r. 1831. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, pielgrzymując po pogrzebie na dawne szańce Woli. Przy udziale tysięcznych tłumów odbyły się też manifestacyjne nabożeństwa w rocznicę wybuchu powstania listopadowego, bitwy grochowskiej i t. p.

Urządzane przez Czerwonych manifestacje oburzyły koterję Kotzebue’go, która widziała w nich oznakę zbliżającego się powstania i domagała się surowych represyj. Powoływała się ona na ostrzeżenia władz pruskich, iż w Warszawie istnieje szeroko rozgałęziony spisek polityczny i twierdzenie prasy niemieckiej (będącej po większej części własnością chrzczonych i niechrzczonych Żydów), utrzymującej jednogłośnie, że w calem Królestwie, na Litwie i Rusi rozwija się bardzo silna agitacja polityczna (p.e.1984: por. A. Wrotnowski, „Porozbiorowe aspiracye …”, str. 246 – tekst podkreślony). Długo opierał się Gorczakow naleganiom Kotzebue’go, który, chcąc zmusić namiestnika do energiczniejszej działalności, nie cofnął się nawet przed rozpuszczeniem plotki, że Polacy zamierzają wyrżnąć Moskali.

Kamaryli wojskowej, podniecanej nieustannie przez gazety niemiecko-żydowskie, chodziło bowiem o rozdrażnienie jeszcze bardziej Polaków. Wielce pomocnymi byli im w tem wyżsi urzędnicy, pochodzenia Żydowskiego, jak to: znienawidzony przez ludność polską, szef tajnej policji warszawskiej Felkner, gubernator grodzieński Szpeyer, łapownik, dający się srodze we znaki Polakom i inni. Liczni agitatorzy, których programem było przygotowanie powstania, szli na rękę klice Kotzebue’go, domagającej się przywrócenia rządów wojskowych. Starali się oni o wywoływanie stałych awantur ulicznych, o obrażanie oficerów rosyjskich w miejscach publicznych i t. p.; ludzie poważniejsi pragnęli zapobiec tym ekscesom. Winowajcy naśmiewali się jednak z nich głośno, a drażnienie poszczególnych Moskali nie ustawało (p.e.1984: ciekawe, czy to, co działo się od sierpnia 1980 do grudnia 1981 w Polsce w stosunku do Rosjan – to była reżyserowana kopia z tamtego scenariusza … te buńczuczne nawoływania Rulewskiego i innych kacyków Solidarności … a krew polałaby się polska). Pierwsze krwawe ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 r. Gorczakow, obserwujący w towarzystwie Enocha, który nie odstępował namiestnika w tych burzliwych czasach nawet na chwilę, z okien Zamku przebieg manifestacji, dał rozkaz wojskom rozpędzenia tłumów. Manifestacja zakończyła się salwami wojsk rosyjskich; od kuł poległo pięciu Polaków. W Warszawie nastąpiło nieopisane wzburzenie; rzemieślnicy klękali na ulicach i głośno przysięgali zemstę (p.e.1984: na 17.XII 1981 Solidarność planowała marsz gwiaździsty na Warszawę … jak skończyłaby się manifestacja w tamtej, bardzo nerwowej, sytuacji?).

Naprężoną sytuację pogorszył fakt rozwiązania wkrótce potem Towarzystwa Rolniczego. Wykorzystali to dla przygotowania nowej manifestacji Czerwoni, najzajadlejsi wrogowie żywiołów, grupujących się koło Andrzeja Zamoyskiego. W wielkiej manifestacji kwietniowej wzięli liczny udział Żydzi. Skupieni na ul.Marjensztadt zachowywali się oni specjalnie hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych zaległo ulice Warszawy. Co się tyczy narodowości poległych, to autor (Z. L. S.) dzieła p.t. „Historja dwóch lat 1861-1862”, (t. II, str. 344) wymienia zaledwie trzy nazwiska żydowskie. Pozostali byli to Polacy, synowie ludu staromiejskiego. Potoki przelanej krwi nietylko nie zalały żarzącego się ogniska wulkanu, ale podsyciły je niejako i wzmocniły. Cóż bowiem znaczyło dla Karola Majewskiego, Jurgensa, Jarmunda i innych neofitów, faktycznych kierowników krwawej manifestacji, nie pokazujących się zresztą wśród demonstrujących tłumów, paręset trupów polskich? Cel główny t. j. podniecenie i chęć zemsty w masach został osiągnięty. W parę tygodni potem cała niemal Warszawa została pokryta siecią organizacji, mającej już wyraźny charakter spisku. Większość kół tej konspiracji składała się z gorących zapaleńców, rekrutujących się z młodzieży różnych warstw społecznych, gotowych choćby nazajutrz rzucić się na Moskali. Starano się oddziaływać na prowincję. Z chłopem się nie wiodło, ale mieszkańcy różnych miasteczek Królestwa masowo garnęli się do tworzonych kół. Stosunkowo łatwo udało się „mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jurgensa powstała na gruzach Towarzystwa Rolniczego organizacja nowa, nawpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano „Białą”.

Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez podstaw zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Rolniczego, Karol Majewski, Jurgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowozałożonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej „mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia Żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z t. zw. „Biurem Polskiem”, które, powstawszy w 1860 r., mieściło się w „Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Juljan Klaczko. Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej „pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, t. j. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldom Kronenbergiem, O którym Z. L. S. pisze („Historja dwóch lat 1861 -1862”, t III, str. 299), że „we wszystkich partjach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jurgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewaki, orjentujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych.

W pałacu Bruhlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacyj powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich” poczynaniach „mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych, niż Moskale i Niemcy. Do opanowania, pozostawała jeszcze masa chłopska, niechętnie naogół nastrojona względem Żydostwa.

Zdaniem przywódców neofickich, trzeba było zwrócić uwagę wieśniaków w inną stronę. Bardzo ciekawy w tym względzie jest przegląd Karola Majewskiego, wypowiedziany na jednem z zebrań przyszłych kierowników powstania, że „niech na Białorusi lub gdziekolwiekbądź chłopi zarżną z pięciu szlachciców, a wtedy kwestja ta sama się rozwiąże prędko i stanowczo” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861-1862”, t. III, str. 482).

(…)

Szczucie chłopów na szlachtę spowodowało ogłoszenie odezwy przez duchowieństwo płockie, dzięki któremu rozwinęły się w swoim czasie najwięcej bractwa wstrzemięźliwości. Czcigodni kapłani ostrzegali lud polski, by nie wierzył podszeptom nieprzyjaciół kraju, starających się przez rozdwojenie rzucić kość niezgody. Obywatelskie stanowisko przedstawicieli duchowieństwa katolickiego nie mogło spodobać się neofickim przywódcom Czerwonych. Dopuszczono się więc za namową agitatorów Czerwonych gwałtów fizycznych w stosunku do poszczególnych kapłanów.

Tak w Łęczycy został obrzucony kamieniami przez tłum, złożony przeważnie z Żydów, biskup kujawsko-kaliski Marszewski, jadący przez miasto karetą. Z iście semicką zajadłością zaczęli też zwalczać chrzczeni i niechrzczeni Żydzi arcybiskupa Felińskiego. Dawny powstaniec z pod Miłosławia, pokiereszowany w walkach z Prusakami, nie dał zastraszyć się Karolowi Majewskiemu, który zjawił się u niego na czele delegacji Czerwonych.

Głośnem echem odbiła się w kraju i zagranicą odpowiedź, którą dał arcypasterz aroganckiemu „mechesowi”, komunikującemu, że w organizacji Czerwonych wiele poważnych stanowisk zajmują Żydzi. Brzmiała ona jak następuje: „Żydzi są przez Boga nasłani do Polski, aby byli rynsztokiem, odprowadzającym w epoce giełdy, handlu i szwindlów wszystkie brudy, któremi czyste, rycerskie i do innych celów przeznaczone ręce polskie, kalać się nie powinny” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861- 1862”, t. IV. str. 89). Od tej chwili rozpoczęła się nieubłagana walka Żydostwa z arcybiskupem Felińskim.

Nastawieni odpowiednio przywódcy Czerwonych szkalowali publicznie arcypasterza. Puszczono wiadomość, że ks. Feliński „przez Moskwę i Rzym zasadzony jest pospołu, aby ruch polski wydać carowi”. Zwano go zdrajcą, biskupem moskiewskim, porównywano do Siemaszki. Zainteresowano osobą arcybiskupa prasę zagraniczną, która nazywała prekonizację ks. Felińskiego „weselem w piekle”. Nie oszczędziła też arcypasterza polska prasa zakordonowa, uzależniona od kapitału Żydowskiego.

ROK 1863

W TYM CZASIE, gdy Czerwoni owładnęli wszystkiemi niemal sprężynami życia narodowego, przygotowując się intensywnie do powstania, Biali drzemali. W znacznym stopniu przyczynili się do tego Leopold Kronenberg i Jurgens, delegaci na zjazd Białych, który odbył się w grudniu 1862 r. w Warszawie. Obradującemu w tak ciężkiej dla kraju chwili zebraniu, któremu przewodniczył Kronenberg, nadali neofici raczej charakter rozpraw akademickich i szlacheckiej pogawędki przy butelce wina. Zamiast przystąpić w sposób stanowczy do rozważenia wytworzonej przez poczynania Czerwonych sytuacji, postarał się Jurgens wmówić w uczestników zjazdu, że nie przewiduje się rychłego wybuchu powstania. Rozjeżdżali się więc delegaci w tem przekonaniu, że chwila rozpoczęcia walki z najeźdźcą, w oczekiwaniu na lepsze przygotowanie i przyjaźniejsze okoliczności, jest dość daleka.

Tymczasem Komitet Centralny (utworzony przez Czerwonych latem 1862 r.), którego programowem hasłem była rewolucja społeczna w Polsce, wszedł w układy z kierownikami rewolucjonistów rosyjskich; Hercenem i Bakuninem. Dochodziły wprawdzie do Czerwonych wieści, że w radykalnych kołach moskiewskich mówiono głośno, iż kwestja Rusi i Litwy pokłóci ich z Polakami; nie zrażało to jednak członków komitetu Centralnego, w którego skład, jak pisze Przyborowski („Historia sześciu miesięcy”, str. 176), „wchodzili ludzie nikomu nieznani, gdzieś z ciemnych otchłani bytu narodowego wyrzuceni na wierzch w konwulsyjnych drganiach wulkanu powstańczego. Zaślepieni nadzieją rozpętania rewolucji społecznej w Rosji, oni byli na przestrogi Seweryna Elżanowskiego, który w przededniu powstania styczniowego pisał w „Przeglądzie Rzeczy Polskich”, że „…gdyby przyszło w państwie rosyjskiem do stanowczego przewrotu, Polska znalazłaby się wśród okropnego pożaru… i mimowoli nawet musiałaby się chwytać własnych sposobów, by własny dom wyratować…”

Parcie neofickich przywódców Czerwonych do nawiązania ścisłego kontaktu z rewolucjonistami rosyjskimi przyczyniło się walnie do zdekonspirowania planów powstańczych Komitetu Centralnego. Wyraźnie o tem pisze Lemke w swojej pracy p. t. „Dzieła Hercena”; twierdzi on, że „rząd carski był poinformowany o biegu najważniejszych prac przygotowawczych Komitetu Centralnego Narodu Polskiego”. Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma „Gołos”, który przebywał w najbliższem otoczeniu Hercena, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń (Limanowski: „Hugo Kołłątaj”, str. 648). Pisał też o tem Kraszewski, który w szeregu swoich powieści („My i oni”, „Akta męczeńskie”) zaznacza, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tem mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał („Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831 – 1862”, t. I, str. 184), że „pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia rewnouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystjanizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj Żydowski”.

Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którem zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Napróżno poszczególni członkowie Komitetu, Jak A. Glller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4.VI.1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając mu wprost, te nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej  ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną koleją. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nietylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzimy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w.

Na miejsce ofiarnej młodzieży polskiej, która usłała szybko trupami swemi kraj ojczysty, pojawiło się w organizacji powstańczej mnóstwo małych Maratów, Robespierre’ów, Fouquier – Tainville’ów, Saint-Justów, naśladujących niezręcznie swe prototypy i drapujących się w ich krwawe łachmany. Wysunęli się też szybko w skład kierowniczych elementów powstania chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Nie narażając się naogół na niebezpieczeństwa walki frontowej, obsadzili oni za to wiele poważnych stanowisk aż do stopni dyrektorów wydziałów włącznie, na których byli bardzo czynni. Działali tam: Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski  członek Rządu, utworzonego we wrześniu 1863 r., Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewol., Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy (zajmujący się później sprowadzaniem broni dla formacji galicyjskiej), Franciszek Orłowski, dowódca jednego z oddziałów źandarmerji w stolicy, Władysław Majewski (brat Karola), komisarz woj. kaliskiego, Stanisław Rudnicki, znany pod nazwą Sawa, zaliczony przez M. Dubieckiego („Romuald Traugutt”, str. 218) do współpracowników komisji inkwizycyjnej rosyjskiej, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i inni.

Nic więc dziwnego, że niezgoda zapanowała w powstańczych szeregach polskich. Do zgody bowiem nie mógł dopuścić element neoficki, wciskający się do organizacji. W tym czasie, gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce z przemożnym wrogiem, przywódcy Czerwonych rozpoczęli ostrą walkę z Białymi, która, przyczyniwszy się w Królestwie do dwukrotnych przewrotów w Rządzie, rozegrała się i w innych częściach porozbiorowych Rzeczypospolitej. Już w maju 1863 r. uwydatniająca się w Rządzie Narodowym przewaga Białych doprowadziła ze strony Czerwonych do zamachu stanu, do którego walnie dopomógł naczelnik straży bezpieczeństwa Landowski, prawdopodobnie pochodzenia Żydowskiego.

Rząd Narodowy został rozpędzony, a bardziej oporni jego członkowie – uwięzieni.

Hasło przewrotu wyszło z Krakowa, gdzie licznie zgromadzeni, skrajnie radykalni nikczemnicy wymieniali publicznie nazwiska członków Rządu, z intencją, ażeby one doszły do moskiewskich uszu. Nie mogąc doczekać się chwili, gdy uda im się ująć ster powstania, wysłali oni na wiosnę 1863 r. morderców dla zabicia dwu najdoświadczeńszych członków Rządu. Zamiar, pomimo ich woli, nie przyszedł do skutku. Wówczas spiskowcy postanowili w Zielone Święta wymordować wszystkich członków Rządu.

I to się nie udało. W kilka dni potem chcieli napaść na salę posiedzeń w chwili, gdy obradowali tam członkowie Rządu z przedstawicielami opozycji. Mieli oni zamiar zasztyletować członków władzy.

Przeszkodzono im jednak. Wichrzenia neofitów nie wróżyły długiego żywota nowopowstałemu Rządowi. W krótkim czasie upadł on, ustępując miejsca nowemu, na którego czele stanął Karol Majewski. Do października stolica była świadkiem parokrotnej zmiany Rządu.

Jeszcze raz Czerwoni doszli drogą zamachu do władzy. Posługując się terrorem zniechęcili oni do siebie niemal wszystkich. W krótkim też czasie doszedł do głosu Romuald Traugutt, którego namówił do objęcia władzy Czartoryski, przedstawiwszy mu, że istnienie terrorystycznego rządu zniechęca mocarstwa Zachodu. Bohaterski dyktator nie był też wolny od „czułej opieki” wichrzycieli neofickich. Mało było im tego, że mieli Epsteina w najbliższem otoczeniu tego męczennika sprawy narodowej. Widocznie nie nazbyt uległym okazał się im dyktator Traugutt.

To też przy końcu 1863 r. utworzony został przez szumowiny radykalne t. zw. Komitet Rewolucyjny (którego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński) dla przeciwdziałania zarządzeniom Traugutta. Co się tyczy wrażenia, jakie wybuch powstania styczniowego wywołał na zachodzie Europy, było ono raczej niewielkie. Rozpoczęcie walki zbrojnej z najeźdźcą w Królestwie przeszło niemal niepostrzeżenie wśród społeczeństw i rządów Zachodu. Jan Czyński, Lubliner, Wołowscy, Klaczko i inni zbyt mało czasu mieli na poinformowanie prasy zagranicznej (będącej przeważnie własnością ludzi bliskich im pochodzeniem) o celach beznadziejnej walki, jaką toczył naród polski z Moskalami. Jako założyciele „L’alliance polonaise de toutes les croyances religieuses”, stowarzyszenia, mającego na celu pojednanie wszystkich wyznań religijnych na polskiej ziemi, zwrócili oni całą swoją energję w tym kierunku. W Anglji wyrażano się o powstaniu jako o ruchu, skazanym zgóry na niepowodzenie. Również w Wiedniu nie doceniano doniosłości rozpoczynających się wydarzeń. We Francji, gdzie urzędowa i półurzędowa prasa już przedtem rzucała gromy na Polaków z powodu zamachu Jaroszyńskiego na W. ks. Konstantego, potraktowano powstanie jako ruchawkę w stylu Mazziniego.

W szeregu państewek niemieckich sprawa konfliktu polsko-rosyjskiego zaciekawiła dopiero z chwilą zawarcia konwencji Prus z rządem carskim. Wystąpienia nielicznych dzienników na Zachodzie w obronie Polski spotykały się raczej z obojętnością większości prasy. Niektóre z nich nawet piętnowały rzekome okrucieństwa powstańców. Jedynie w Prusiech przyjęto wybuch powstania jako wypadek pierwszorzędnego znaczenia. Już mianowanie W. ks. Konstantego namiestnikiem Królestwa wywołało silną reakcję w Berlinie. „Jest to wiadomość bardzo poważna – wypadek wielkiej, europejskiej doniosłości” – pisał publicysta Teodor Bernhardi. Zdaniem prasy pruskiej, będącej w większości w ręku potomków oświeconych Żydów niemieckich, którzy w r. 1819 – 1823 przyjmowali tysiącami wiarę chrześcijańską, celem Konstantego była korona królewska. Tak pogodzona z Rosją Polska zmierzałaby do .odzyskania Poznańskiego i Pomorza.

Nastąpiłaby likwidacja partji Czerwonych, a kraj w oparciu o żywioły umiarkowane przekształciłby się w secundo-geniturę rosyjską. Rząd pruski więc, zdaniem dziennikarzy Żydowsko-niemieckich, nie mógł zająć pozycji biernego świadka. Wzruszająca zgoda zapanowała też między neofickimi przywódcami Czerwonych i prasą pruską, co do obrzydzenia w. ks. Konstantemu pobytu w Warszawie. Lepiej im widocznie dogadzał na zamku królewskim Niemiec, Teodor hr. Berg, niecierpiący Rosji i nazywający ją Chinami (M. Berg: „Zapiski o powstaniu polskiem”, t. III, str. 143). Wśród najbliższych współpracowników tego satrapy, będącego na żołdzie bankierów Żydowskich (Berg: „Zapiski…” t. III, str. 424 – 428), widać było Niemców: Wahla i Brunninga oraz Żyda Goldmana.

To też nic dziwnego, że miał tego dosyć nawet Kraszewski, redaktor kronenbergowskiej „Gazety Polskiej”. W powieści p. t. .Żyd” pisał on wyraźnie o nadziejach przywódców Żydowskich, związanych z wypadkami 1863 r. Mówią oni tam:  „…w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego… skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm i t. p. mrzonki, myślmy przede wszystkiem o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tem, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta… W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materjałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy. Ale naszem właściwym królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. kraj ten należy do nas, jest nasz…”     Tak obliczali i rezonowali Żydzi Kraszewskiego (ocierającego się o nich zbliska) w chwili, kiedy ważyły się losy kraju.

(…)

Pierwszeństwo wyniku testu, nad zdrowiem i życiem pacjenta. Zabójcy „zgodnie z procedurą”.

Za przekroczenie obrony koniecznej można pójść siedzieć. Czy zawsze?

Dzisiaj prezentuję nagranie. Na filmie tym, w trakcie posiedzenia komisji sejmowej, dochodzi do ujawnienia fałszerstwa dokumentów, którego dokonali lekarze, aby uchronić się od odpowiedzialności za spowodowanie śmierci pacjentki. 

Jednak film, jakkolwiek ujawnia obrzydliwą postawę tych, którzy podobno przysięgają służyć zdrowiu ludzi, porusza też inną sprawę, która w natłoku spraw covidowych jakby nam umykała. 
https://youtu.be/bcBy8sBrOOA
Dość często docierają do mnie informacje jak ta, będąca przedmiotem obrad komisji. Oto pod szpital przyjeżdża karetka z pacjentem w ciężkim stanie. Karetka jadąc do szpitala używa migających niebieskich świateł i syreny, aby wszyscy użytkownicy drogi wiedzieli, ze zbliża się pojazd uprzywilejowany i że należy ustąpić mu z drogi. Oczywista to rzecz, że w przypadku ciężkiego stanu pacjenta, liczy się każda sekunda do podjęcia skutecznej akcji ratunkowej i podłączenia pacjenta do aparatury ratującej życie.

Współczesna medycyna dość trafnie potrafi określić stan ostry pacjenta, czyli taki, w którym w każdym momencie może nastąpić zapaść, czyli np zatrzymanie akcji serca i taki lekarz pogotowia wie, że dopóki pacjent nie znajdzie się na właściwym łóżku szpitalnym, prawdopodobieństwo tego że przeżyje, zawiera się w okolicach 50%. Tymczasem w tych chorych (!!!) czasach, zanim pacjent zostanie odpowiednio zaopiekowany, lekarz musi otrzymać do ręki dokument, z którego wynika, czy chory jest zainfekowany wirusem covid-19, czy też nie.

W tym momencie, w umyśle lekarza, zegar tykający dla pacjenta , nagle się zatrzymał. Już nie ma znaczenia że karetka pędziła przez miasto, aby jak najszybciej dojechać do szpitala. Teraz czekamy na wynik testu. Czy choroba czeka razem z lekarzem? Oczywiście nie. To dlatego dowiaduję się o tych wszystkich tragicznych przypadkach śmierci na izbie przyjęć, lub w szpitalnym korytarzu w oczekiwaniu na wynik testu. 

Tytuł notki wziął się stąd, że gdyby ktoś został napadnięty, to oczywiście ma prawo do obrony koniecznej, jednak musi zważać, aby ta obrona nie przekroczyła stanu zagrożenia wynikającego z napadu. Nie można uciąć ręki kieszonkowego złodziejowi, ani zastrzelić włamywacza ze scyzorykiem. Przekroczenie obrony koniecznej może sprawić że wyładujemy w więzieniu. 

Po dwóch latach tej tzw pandemii, doskonale wiemy jakie zagrożenie niesie ze sobą COVID-19. Młody lekarz ma szansę jedną na 10000 że zejdzie z tego świata zarażony covidem, o ile oczywiście nie podejmie żadnych środków zaradczych, za wyjątkiem paracetamolu. Żartuję.

Teoretycznie sprawa dotyczy wprowadzenia potencjalnego nosiciela tegoż covida do szpitala, gdzie mógłby rozprzestrzenić się wśród innych, osłabionych pacjentów. Tyle teoria. Jednak praktyka wskazuje że COVID tak jak typowe przeziębienie, lub grypa rozprzestrzenia się kropelkowo. Gdzie jak gdzie, ale w szpitalu, istnieją środki, aby takiego potencjalnego nosiciela skutecznie zabezpieczyć, bez szkody dla wymaganych sytuacją zabiegów leczniczych.

Naprawdę nie wiem jak twórcy procedur leczniczych na czasy covida mogli ustanowić pierwszeństwo wyniku testu, nad zdrowiem i życiem pacjenta. Naprawdę nie wiem, dlaczego lekarze, którzy stykają się bezpośrednio z takimi przypadkami, przyznają wyższość procedur nad zdrowiem i życiem pacjenta. Dla mnie jest to oczywiste i drastyczne przekroczenie prawa do obrony koniecznej.

Ciekaw jestem co na ten temat miałby do powiedzenia prokurator. 

https://12345-abcde.neon24.pl/post/166325,obrona-konieczna

——————

[Sam to przeżywam [na razie] dwukrotnie w tym roku – więc potwierdzam 22 stycznia. Mirosław Dakowski]

Ten pajac Biden – a dyplomacja. I do śmiechu i do płaczu!

Jak będzie mała wojna, to się pokłócimy – Biden powiedział wszystko, Niemcy przyklepały

Nie ma w tej chwili łatwiejszego pytania w geopolityce, niż pytanie, co zrobi Putin? Co będzie chciał, to zrobi, nie pierwszy i nie ostatni raz. Wszystko zostało powiedziane i przeklepane, w dodatku w tak kuriozalnej formie, że Rosja ma premię satyryczną. Znane powiedzenie o strzelających korkach szampana na kremlu, po wypowiedzi Bidena, z całą pewnością znalazło pełne praktyczne zastosowanie. Dyplomacja to jest taka sztuka, w której chodzi o to, aby nie mówić o co chodzi, ewentualnie udawać, że będzie zupełnie inaczej niż będzie. Amerykański prezydent, jaki jest każdy widzi i nie należy się spodziewać, że cokolwiek się w tym obszarze zmieni na lepsze. Przeciwnie, będzie jeszcze gorzej i to dostrzegają nawet nieszczęśni wyborcy Bidena, jak i media sprzyjające politykowi.

We wszystkich językach świata wybrzmiało pozbawione dyplomacji oświadczenie prezydenta USA i trzeba przyznać, że chyba nasz rodzimy Ryszard Petru nie ma na koncie takiej kompromitacji:

To zależy, co (Rosja) zrobi. Będzie to jedna rzecz, jeśli będzie to mniejszy najazd i skończy się to tym, że będziemy się kłócić, co z tym zrobić.

Tutaj nie trzeba czytać między wierszami, wszystko jest powiedziane wprost. Biden po prostu zdradził jakie były ustalenia z Putinem. USA już pozwoliły na operację militarną na Krymie, który ma być ostatecznie połączony z Rosją, a gdyby Putin chciał iść dalej, to się Biden z nim „pokłóci”.

I do śmiechu i do płaczu!

Po jakimś czasie ktoś w administracji amerykańskiej zaskoczył, że tę wypowiedź trzeba jak najszybciej sprostować. Pomogło? Gorzej się zrobiło, w myśl zasady, że tylko nie zdementowane oświadczenia polityków są nieprawdziwe. Od lat wiadomo też, że jedynie USA, ewentualnie Chiny, są w stanie powstrzymać Rosję przed agresją na inne państwa. W Europie Putin nie ma przeciwnika, za to ma potężnych sojuszników. Niemcy na starcie umyły ręce i jeśli coś tam będą brzdąkać o sankcjach, to można jedynie pod nosem się uśmiechnąć. Francja tradycyjnie jest rusofilem, oni kochali Stalina, to z miłością do Putina nie mają najmniejszego problemu. Nikt za Ukrainę nie będzie umierał, o ile na taki „genialny” pomysł nie wpadną Kaczyński z Dudą.

Straszenie sankcjami w jednoznacznych okolicznościach gospodarczych, to tylko gra pozorów. Niemcy robią gigantyczne biznesy z Rosją i właśnie finalizują jeden z najważniejszych projektów. Nic nowego pod słońcem się nie dzieje, cała potęga Rosji opiera się na szantażowaniu lub robieniu biznesów na gazie i ropie z krajami europejskimi. Jedynie zerwanie sojuszu rosyjsko-niemieckiego i realna dywersyfikacja dostaw surowców dawałyby szansę na ukrócenie zapędów Putina. Naturalnie tak się nie stanie, inwestycje i plany są zbyt poważnie zaawansowane i wycofanie się z nich to miliardowe straty, poza tym nie ma innej infrastruktury i pomysłów na dostawy strategicznych paliw, bo nikt się tym na serio nie zajmował. Biorąc to wszystko pod uwagę dość łatwo można przewidzieć przyszłość. Najpewniej będziemy mieli klasyczny manewr, jakich widzieliśmy wiele. Rosja zrobi dokładnie tak, jak wygadał się Biden. Postraszą inwazją na Kijów, a zatrzymają się na Odessie. Zbudują sobie stały dostęp do Krymu, przeczekają pełne oburzenia głosy ze świata i zakaz lotów dla członków politbiura, by za kilka lat albo i miesięcy odciąć następny kawałek tortu.

Banałem jest stwierdzenie, że tylko siła działa na moskiewskich kacyków i nic innego. Problem polega na tym, że wśród krajów tak zwanej „liberalnej demokracji” nie ma już takiej siły, która byłaby zdolna przeciwstawić się Rosji. Scenariusz jest rozpisany i ewentualne korekty wprowadzi Putin i tylko Putin.

Naszym dodatkowym zmartwieniem jest to, co zrobi „obóz patriotyczny”. Pomodlić się wypada, żeby nie zaczęli wstawać z kolan i włączać się militarnie w konflikt na Ukrainie, a niestety do takiej skrajnej głupoty są zdolni.

Matka Kurka

„Zielony Ład” a klęska polskiego rolnictwa i drożyzna.

Były minister PiS prognozuje drożyznę i alarmuje: „T może oznaczać początek upadku rolnictwa”
Spadek produkcji rolniczej w Polsce, drożyzna, a nawet początek upadku rolnictwa – takie prognozy na najbliższy czas przedstawił szef Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich Jan Krzysztof Ardanowski. Dodał, że to dopiero początek, ponieważ wdrażanie Europejskiego Zielonego Ładu rozpocznie się w 2023 roku.

W rozmowie z Interią Ardanowski podkreślił, że AgroUnia i PSL w swojej krytyce skupiają się na cenach nawozów. Były minister rolnictwa zwrócił uwagę, że „obniżenie ceny nawozów, generalnie potrzebne, nie rozwiąże w pełni problemów polskiego rolnictwa”. – Obniżenie VAT-u to dobry kierunek rządu, ale zerowy VAT obniża cenę nawozów azotowych o 200-300 zł, a to nie jest obniżka, która sprawi, że rolników będzie stać na kupno nawozów. Obawiam się, że nawozy, które są absolutnie niezbędnym elementem, by uzyskać przyzwoite plony, nie będą w tym roku przez rolników zakupione i zastosowane. Doprowadzi to do spadku plonów – wskazał.

– Co prawda spodziewaliśmy się tego, ale od przyszłego roku, kiedy wdrażany będzie Zielony Ład. Mamy więc przedsmak tego, co może się dziać za rok – zaznaczył. Ardanowski wskazał, że „obecne wzrosty kosztów nie są wynikiem Zielonego Ładu”.

– Zielony Ład, czyli strategia KE z grudnia 2019 roku, zakłada zmniejszenie nawożenia, zmniejszenie ochrony roślin, czy odłogowanie gruntów. To coś niezrozumiałego, kiedy na świecie żywności brakuje – powiedział.

– Zielony Ład ma być wprowadzany od 2023 roku. Jednak analiza potencjalnych jego skutków, przedstawiona przez wiele znakomitych ośrodków naukowych polskich i zagranicznych jest druzgocąca. Wynika z nich m.in., że w tej wersji średni spadek produkcji żywności w Polsce wyniesie 13-15 proc., a w poszczególnych grupach znacznie więcej. To wszystko w sposób nieuchronny przełoży się na zaopatrzenie rynku, zachwieje bezpieczeństwem żywnościowym Polski i odetnie nas od możliwości eksportu. A co najważniejsze – spowoduje znaczny wzrost cen, które będą musieli zapłacić konsumenci. Możemy mieć do czynienia z katastrofą żywnościową. Może zabraknąć żywności i trzeba będzie ją sprowadzać z innych kontynentów. Ten proces ma rozpocząć się już za rok – alarmował.

Z kolei w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ardanowski wskazał, że spadek produkcji rolnej przełoży się także na produkcję zwierzęcą. – I tu należy spodziewać się spadków – powiedział.

Jak dodał, na rynku będzie dużo mniej mleka i mięsa. – A gdy żywności będzie za mało, to wzrosną jej ceny. Czeka nas duża drożyzna – ocenił.

Zdaniem Ardanowskiego, dzisiaj rolnicy są gwarantem bezpieczeństwa żywnościowego Polski i potrafią pokryć nasze potrzeby. – Ale to zostanie zachwiane. Utracimy rynki eksportowe, tym samym dojdzie do uderzenia w poważny dział naszej gospodarki. I to czeka nas już od 2023 r., bo wtedy strategie Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ) mają być szeroko wdrażane – powiedział.

Zdaniem Ardanowskiego w obecnej sytuacji pomóc może tylko interwencja państwa i „bezpośrednia pomoc dla rolników”. – Premier wystąpił do KE o taką zgodę. To będzie znaczące obciążenie dla budżetu państwa, ale trzeba iść w tym kierunku, bo bez nawozów nie ma wysokich plonów – twierdził.

– Jeżeli nawet KE wyrazi zgodę na dodatkową dopłatę dla rolników do nawozów, to nie powinno się to odbywać przez jakąś „urawniłowkę” i dopłatę do hektara. To nie jest kolejna dotacja do gospodarstwa, ale widziałbym bardziej zwrot części środków za zakupione nawozy na podstawie faktury zakupu. Są rośliny, które bez nawozów właściwie nie mogą być uprawiane. To m.in. rzepak i buraki cukrowe – rośliny szalenie ważne nie tylko ze względu na wartościowy produkt, ale również z uwagi na płodozmian – mówił dalej Ardanowski.

Przyznał również, że „dopóki nie spadną ceny energii”, to ceny żywności nie wrócą do poprzedniego poziomu.

Rolnicy przez inflację, której skutkiem jest drożyzna, tracą podwójnie. Bo tak jak każdy z nas ponoszą koszty droższej żywności, czy energii potrzebnej np. do ogrzewania domu, to dodatkowo płacą ogromne kwoty za zużycie energii w gospodarstwach. Przecież maszyny, różne urządzenia, działają głównie na prąd. Budynki inwentarskie, szklarnie, wymagają ciepła, ogrzewania. Wszystko podrożało. Potrzebna jest dodatkowa tarcza antyinflacyjna przeciwko drożyźnie, która pomogłaby tym gospodarstwom przetrwać. Sam VAT problemu nie rozwiązuje. Jeżeli państwo nie pomoże w istotnym obniżeniu kosztów w rolnictwie, to może oznaczać początek upadku rolnictwa – stwierdził.

https://nczas.com/2022/01/22/byly-minister-pis-prognozuje-drozyzne-i-alarmuje-to-moze-oznaczac-poczatek-upadku-rolnictwa/

„Wiceminister pandemii” Kraska: Wcale nie chodzi o zdrowie Polaków.

Kraska niechcący zdradził prawdę o paszportach covidowych?

Gościem Polsat News był „wiceminister pandemii” Waldemar Kraska. Polityk przyznał, że paszporty covidowe wcale nie chronią zdrowia Polaków. Mają być tylko „zachętą” do zaszprycowania.

Przypomnijmy, że w Sejmie procedowany jest projekt tzw. ustawy Hoca, która umożliwiłaby segregację sanitarną w szerokim zakresie. Dawałaby bowiem przedsiębiorcom możliwość sprawdzania statusu zaszprycowania swoich pracowników oraz sprawdzania paszportów covidowych klientów.

– Czy w przypadku, gdy zarażają się także zaszczepieni, sam przyjąłem trzy dawki szczepienia i pewnie też niestety mogę się zakazić albo zakazić kogoś, czy ma sens ta idea paszportów covidowych, by wpuszczać do restauracji, kin czy na stadiony osoby wyłącznie zaszczepione albo powyżej limitu osoby zaszczepione? – pytał dziennikarz .

– Idea paszportów covidowych chyba panie redaktorze jest troszeczkę inna, żeby właśnie osoby, które się wahają przed szczepieniem, żeby z tej korzyści, że można wejść i skorzystać z pewnych usług, przyjąć szczepionkę. Te motywacje do przyjęcia szczepień są różne, więc jedną z takich właśnie motywacji może być to, żebyśmy mieli ułatwione poruszanie się w sferze publicznej odparł z rozbrajającą szczerością Kraska.

– Czyli pandemicznych, czysto wirusologicznych aspektów tutaj za dużych nie ma, jak rozumiem panie ministrze? – dociekał prowadzący.

– Nie chodzi może, że za dużych, ale to jest już stwierdzone, że osoba, która jest zaszczepiona zdecydowanie przenosi mniejszy ładunek wirusa niż osoba, która nie jest zaszczepiona. To jest wielokrotnie mniej niż osoba, która nie jest zaszczepiona, czyli z punktu medycznego także ta osoba, która jest zaszczepiona (…) – usiłował wytłumaczyć się Kraska.

Dziennikarz zwrócił uwagę, że Polacy mają wątpliwości, jak jest naprawdę, skoro potrójnie zaszprycowani prezydenci Duda, czy Wałęsa i tak się zakażają i – jak Wałęsa – przechodzą chorobę „objawowo”.

Nikt nie mówił, że nie będziemy się zakażać, jeżeli nawet przyjmiemy trzecią dawkę, ale jeżeli patrzymy na te dane eksperckie i informacje z Europy Zachodniej, to ta trzecia dawka przypominająca właśnie w przypadku tego nowego wariantu Omikron, powoduje, że przechodzimy w sposób bardzo łagodny, najczęściej w 90 proc. zabezpiecza nas przed hospitalizacją, a prawie w 100 proc. przed śmiercią, więc to są dane, które naprawdę powinny nas skłonić do tego, abyśmy się szczepili – twierdził „wiceminister pandemii”.

https://nczas.com/2022/01/22/wcale-nie-chodzi-o-zdrowie-polakow-kraska-niechcacy-zdradzil-prawde-o-paszportach-covidowych-video/

Tutsi i Hutu. „Gacaca” a sprawa polska.

W Rwandzie w ciągu około 100 dni, od 6 kwietnia do lipca 1994 zginęło około miliona ludzi. Dwa plemiona Tutsi  i Hutu wydały sobie zaciekłą, nieprzejednaną, bratobójczą walkę. Wzajemna nienawiść tych plemion jest trudna do zrozumienia nawet dla politologów, socjologów i kulturoznawców. 

 Ludność Rwandy dzieli się na trzy grupy etniczne: Hutu, Tutsi oraz Twa. Przed erą kolonialną grupa etniczna Tutsi stanowiła górną warstwę w strukturze społecznej, a Hutu niższą. Istniała jednak wówczas możliwość zmiany warstwy społecznej poprzez zdobycie czy wypracowanie majątku. XX wiek przyniósł ogromne napięcia społeczne. Hutu za przykładem Kraju Rad zapragnęli zmiany stosunków społecznych drogą rewolty, w wyniku której zginęło wiele osób należących do grupy etnicznej Tutsi, a tysiące Tutsi utraciło majątek i zostało zmuszonych do ucieczki za granicę, przede wszystkim do Ugandy. W 1988 roku powstał tam ruch militarny pod nazwą Rwandyjski Front Patriotyczny, do którego przystąpili głównie przebywający w Ugandzie uchodźcy Tutsi.  1 października 1990 roku rozpoczęli oni inwazję na Rwandę. W październiku 1993 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ powołała Misję Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw pomocy Rwandzie. W kwietniu 1994 r. zestrzelono samolot, na pokładzie którego znajdowali się prezydenci Burundi i Rwandy i rozpoczęło się masowe i systematyczne mordowanie ludności cywilnej.  W ciągu kilku tygodni po katastrofie lotniczej w kraju rządzonym przez Hutu zginęło około  miliona osób. Podburzano do likwidacji „karaluchów Tutsi”.  Zabijano również uczestników misji humanitarnej. Mordowanie ludności cywilnej trwało do 4 lipca 1994, do czasu przejęcia kontroli militarnej nad całym terytorium kraju przez Rwandyjski Front Patriotyczny.

Członkowie rządu, żołnierze i bojówkarze, którzy uczestniczyli w ludobójstwie zbiegli do ówczesnego Zairu, obecnie Demokratycznej Republiki Konga. Z Rwandy uciekło również 1,4 miliona osób cywilnych, w przeważającej większości Hutu, którym powiedziano, że Rwandyjski Front Patriotyczny ich wymorduje. Tysiące z nich zmarło z przyczyny złych  warunków higienicznych przede wszystkim na choroby przenoszone przez brudną wodę. Pod koniec 1996 roku rząd rwandyjski rozpoczął długo oczekiwane procesy sądowe o ludobójstwo. Tak długie opóźnienie w ich przeprowadzeniu wynikało z faktu, że Rwanda utraciła w pogromach większość swojego personelu sądowego. Zniszczeniu uległa również większość infrastruktury, w tym gmachy sądu i więzienia. W 2000 r. wciąż ponad 100 000 osób oskarżonych o ludobójstwo czekało na rozprawy sądowe. Aby skrócić czas oczekiwania na procesy, w 2001 r. rząd wprowadził partycypacyjny system sprawiedliwości zwany „Gacaca” . Miejscowe społeczności wybierały sędziów, którzy rozpatrywali sprawy osób podejrzanych o zbrodnię ludobójstwa. 8 listopada 1994 roku, Rada Bezpieczeństwa ONZ na mocy rezolucji nr 955 utworzyła Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy.

Odpowiedzialność za niepowodzenia misji pokojowej w Rwandzie przypisuje się na ogół ONZ, które  jest niewątpliwie instytucją dość bezwładną i mało skuteczną, jednak główną przyczyną ludobójstwa była wzajemna zaciekła nienawiść Tutsi i Hutu, zupełnie irracjonalna gdyż podział społeczny nie był spetryfikowany a raczej płynny i dopuszczający możliwość transferu. 

Sytuacja w Polsce zaczyna mi obecnie przypominać sytuację w Rwandzie. Każda najdrobniejsza nawet kwestia ma w naszym kraju swoich zaciekłych zwolenników i przeciwników, którzy  w dyskusji używają najcięższych argumentów i gotowi się zwalczać do ostatniej kropli krwi.  Miałam na przykład ostatnio okazję rozmawiać ze znajomą na temat zmywarki do naczyń. Nie mam zmywarki, nic mnie nie obchodzą zmywarki, dla mnie znajoma może sobie kupić i postawić nawet ich dziesięć w tym jedną na głowie.

Tymczasem dowiedziałam się, że jestem aspołeczna bo zużywając zbyt wiele wody zagrażam Planecie, a w ten sposób całej ludzkości. Nie chciało mi się nawet słuchać wyliczeń ile wody marnuję myjąc w zlewie swój kubek po kawie. Nie do pojęcia był przede wszystkim dla mnie poziom agresji z jaką znajoma zwalczała moje, być może staroświeckie i nieracjonalne nawyki.

Podobnie, choć jestem  w stanie zrozumieć osobę, która w trosce o swoje zdrowie robi w tramwaju awanturę ludziom niezamaskowanym, nie do pojęcia jest dla mnie wściekły atak mojej mieszkającej w Paryżu przyjaciółki z czasów młodości, romanistki  z wykształcenia, za to że się nie zaszczepiłam i nie zamierzam szczepić. Koleżanka zna się na biologii jak przysłowiowa kura na pieprzu, przyjęła trzy dawki szczepionki i to jej święte prawo, nie ma natomiast prawa zatruwać mi życia wywodami, z którymi nawet nie chce mi się dyskutować gdyż są na tak niskim poziomie fachowości i z tak wysokim poziomem agresji.

Godna uwagi jest obecnie wzajemna niechęć, wręcz nienawiść konkurencyjnych ugrupowań politycznych.

Komuny też nienawidziliśmy przecież ze wszystkich sił ale nie było to uczucie gwałtowne. Można go porównać do ćmienia chorego zęba. Idąc tropem tego porównania – niechęć zwolenników PiS do PO i odwrotnie nienawiść zwolenników PO do PiS przypominałaby raczej zapalenie okostnej. Choć życie pod rządami komuny było upiorne, potrafiliśmy sprawiedliwie ocenić jej nieliczne sukcesy. Choćby poziom nauczania matematyki oraz poziom olimpiad matematycznych, który za komuny był nieporównywalnie wyższy. Również Wyścigi funkcjonowały za komuny o wiele lepiej i nikt nie zamierał budować na terenie toru treningowego kaskadowego biurowca. Pełniły również lepiej statutową rolę jaką jest selekcja koni pełnej i czystej krwi a stan toru był lepszy. Obecnie jeżeli ktoś broni dawnego dyrektora Janowa Podlaskiego, pana Treli, wiadomo, że nienawidzi PiS a jeżeli opowiada o nieprawidłowościach w tej stadninie jest przeciwnikiem PO. Zwolennicy wyrębu chorych drzew w Puszczy Białowieskiej są zwolennikami PiS natomiast obrońcy tych drzew, czyli kornika, na pewno zwolennikami PO.  Dyskusja na dowolny temat zamienia się nieuchronnie w polityczną awanturę.


Izabela Brodacka

Wojna światów 2.0

Z filmami science-fiction jest jak z proroctwami. Trzeba żyć długo, by doczekać ich weryfikacji, a w czasach oglądania to są jakieś zabawy z wyobraźnią, lepiej jak z futurologią, czyli z pewnym oparciem o projekcję przyszłości. Z proroctwami jest tak samo, wiem coś o tym, bo tu na przepowiadałem i się… sprawdza coraz bardziej. I… nic z tego nie wynika. Kto tam by weryfikował z rok wstecz, że się miało rację, dzisiaj każdy ją ma, bez względu na to, kiedy na to wpadł. Ja tam nie zawiszczę debiutantom, wolę, że świadomość kowidowej ściemy się rozszerza, bez wypinania licznych piersi pod medal z kowidowego kartofla.

Ale przyszło mi dożyć, niestety, sprawdzenia się jednego filmu. Piszę tu o „Wojnie światów. Ostatnim stuleciu”, filmie Piotra Szulkina. Ostatnio wrócił do mnie jako montaż co celniejszych pasujących do dzisiejszych czasów fragmentów. Tak mnie zafrapował, że sobie go dzisiaj obejrzałem jeszcze raz. Jeszcze raz, bo to film ciekawy. Zrobiony w przełomowym 1981 roku przeleżał się na półce do 1983, kiedy już jarzmo stanowojenne zelżało i generalicja postanowiła poluzować, pewna spacyfikowanego społeczeństwa. A film był alegorią do komunizmu, która – o dziwo i zgrozo – pasuje do czasów dzisiejszych. Film jest po renowacji cyfrowej i można go w całości obejrzeć na Youtubie. Warto.

Film to jako się rzekło interesujący, a właściwie zaskakujący, bo jego przesłanie sprawdziło się dwa razy. Raz za komuny o komunie i drugi raz – za kowida o kowidzie. Na Ziemi lądują Marsjanie, co w czasach kręcenia filmu było alegorią do komunistów, dziś od biedy można to przyrównać do Big Farmy. Ale później już jest bardzo podobnie. Marsjanie mają swoich popleczników w kolaborujących władzach, zaś wszystkim kręcą media. No, jest oczywiście przemoc służb, w miejsce dzisiejszych szczepionek jest pobieranie krwi, po którą tak naprawdę przyjechali Marsjanie. Akcja szczepienna jest oczywiście „dobrowolna”, ale jak się jej nie poddasz, to wylatujesz poza obręb społeczeństwa. Hasło „nie sprawiaj kłopotów, to sam ich nie będziesz miał” pasuje też do naszych czasów.  

Jest też bezwolny tłum manipulowany przez telewizję. Są też masowe imprezy. Są też konkursy kto zbierze i odda najwięcej krwi, są kapusie i kolaboranci. Są też foliarze, pozasystemowa mniejszość, wariacka i nawiedzona. W rezultacie kończy się tym, że Marsjanie-komuniści odlatują, zaś dotychczasowi kolaboranci przebierają się za przywódców oporu przeciw marsjańskiemu uciskowi, którego wcześniej sami byli narzędziem. Czyli układ zostaje taki sam, znikają tylko kolonizatorzy, a ich miejsce zajmują lokalni kompradorzy. To w 1981 roku było prorocze, biorąc pod uwagę późniejsze losy naszych transformacyjnych kolaborantów, kiedy Marsjanie-komuniści zniknęli gdzieś w przestworzach. Boże, żeby to była choć część proroctwa na czasy dzisiejsze, gdyby tak ci kowidowi Marsjanie odlecieli. A widać, że pierwsze statki już startują i wielu ultrasów już odlatuje. Co będzie z kolaborantami kowidowych kosmitów? Jakoś pewnie sobie z tym świat poradzi. Byleby nie wrócili jako awangarda sprzeciwu przeciwko kowidowym eksperymentom. Jeśli i tu by się dała zwieźć publika, to należałoby się chyba zaszyć gdzieś daleko od TAKIEJ cywilizacji (?).

Jest jeszcze jeden element filmu, który nie pasuje kompletnie do czasów dzisiejszych. To postać dziennikarza, zagrana genialnie przez Romana Wilhelmiego. Ten celebrycki pracownik mediów buntuje się, bo nie może znieść rozziewu optymistycznie farbowanej narracji z okrutną rzeczywistością. W filmie buntuje się mimo pewnej przegranej, jest to więc z punktu widzenia dzisiejszych czasów największa fantasmagoria tego filmu.

Bo dziś prędzej się znajdzie u nas Marsjanina, niż dziennikarza, który by stanął w prawdzie i oświetlił jej blaskiem drogę skołowanym ludziom.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Za: Dziennik zarazy (21 stycznia 2022)


 

Filmy o zabarwieniu Sciencie Fiction często bywają prorocze…
https://www.facebook.com/jerzy.czarniecki/videos/301917735282724

Cały film: Wojna Światów Następne Stulecie 1981

https://youtu.be/w1lrtGPU3WU

1.5 godziny

==================

https://www.bibula.com/?p=130895

IZRAEL POTWIERDZA: SZCZEPIENIA I ‘PASZPORTY’ TO PORAŻKA.

Przepustki zdrowotne Covid nie służą żadnemu uzasadnionemu celowi, ponieważ zaszczepieni nie są chronieni przed infekcją, a dane pokazują, że w rzeczywistości zarażają się łatwiej niż ich niezaszczepieni odpowiednicy. Z jakiegoś powodu Omicron zdaje się szczególnie dotykać osoby zaszczepione.

−∗−

W menu na dziś kolejne danie ostrzegawcze. I ponownie z Izraela. Prof. Gili Regev-Yochay, kierujący badaniami nad oceną skuteczności szczepionki przeciwko najnowszemu wariantowi koronawirusa, wykazuje, że dotarliśmy do końca drogi szczepień. A w związku z tym wszelkie programy tzw. ‘paszportów zdrowotnych’ nie mają uzasadnienia.

_____________________***_____________________

Zapraszam do lektury.

Izrael potwierdza, że szczepionki przeciw wariantowi Omicron zawiodły: wszystkie nakazy dotyczące szczepień muszą się teraz skończyć

Najważniejsze jest to, że szczepionka jest świetna przeciwko [wariantom] alfa i delta, a wobec Omicrona już nie jest wystarczająco dobra” – powiedział prof. Gili Regev-Yochay, który kierował izraelskim eksperymentem oceny skuteczności szczepionki przeciwko najnowszemu wariantowi koronawirusa.

Czy zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?

Biorąc pod uwagę fakt, że szczepionki nie działają przeciwko Omicronowi, i że Omicron jest obecnie dominującym na świecie szczepem Covid, kontynuowanie szczepień i dawek przypominających w obecnym czasie nie ma ani logicznego, ani medycznego sensu.

W końcu, dlaczego ktokolwiek przy zdrowych zmysłach miałby niepotrzebnie wstrzykiwać ludziom nieskuteczne zabezpieczenia, które niosą ze sobą ryzyko poważnych działań niepożądanych.

W tym momencie nie mamy już opcji szczepionek. Żadna szczepionka, którą obecnie dysponujemy, nie ochroni ludzi przed zarażeniem się i przenoszeniem infekcji Omicronem, ani nie zmniejszy nasilenia jej objawów.

Zobaczyliśmy, że w rzeczywistości jest odwrotnie: osoby zaszczepione oraz te po przyjęciu trzeciej dawki [boostered] zarażają się Omicronem szybciej niż niezaszczepieni.

Oznacza to, że nic nie możemy zrobić poprzez interwencje za pomocą szczepionek, które są dla nas w tej chwili dostępne.

Oto rzeczywistość naszej sytuacji: doszliśmy – przynajmniej na razie – do końca drogi szczepień, jeśli chodzi o Covid-19. W tej chwili po prostu nie dysponujemy skuteczną szczepionką, za pomocą której można by zwalczyć tę chorobę.

Może się to zmienić w przyszłości, ale na razie takie są realia naszej sytuacji i konieczne jest, abyśmy w sposób wyraźny to pojęli i zaakceptowali, aby nie doprowadzać do niepotrzebnych obrażeń lub zgonów.

Ponieważ szczepionki są nieskuteczne przeciwko dominującemu wariantowi, należy zaprzestać tej kowidowej ‘inżynierii szczepień’ [injectioneering]. Podawanie kolejnych dawek tych szczepionek – które, jak już wiemy, nie działają – jest bezsensowne i medycznie nieodpowiedzialne.

Kontynuacja szczepień w obecnych warunkach nie przyniesie żadnych korzyści, a spowoduje jedynie niepotrzebne szkody. Bezsensowne narażanie zdrowych ludzi na potencjalne obrażenia stanowiłoby nadużycie medyczne.

Dlatego wzywamy władze zajmujące się zdrowiem, polityków, pracodawców i szkoły do ​​przestrzegania nauki i zdrowego rozsądku [follow science and common sense].

Nauka i zdrowy rozsądek wyraźnie pokazują, że wszystkie nakazy szczepień łącznie z dawkami przypominającymi muszą zostać zawieszone.

Prosimy, aby stało się to natychmiast i bez zwłoki.

Prosimy również o unieważnienie wszystkich kowidowych programów paszportowych. Przepustki zdrowotne Covid nie służą żadnemu uzasadnionemu celowi, ponieważ zaszczepieni nie są chronieni przed infekcją, a dane pokazują, że w rzeczywistości zarażają się łatwiej niż ich niezaszczepieni odpowiednicy. Z jakiegoś powodu Omicron zdaje się szczególnie dotykać osoby zaszczepione.

Przez całą tę pandemię nasi politycy i urzędnicy ds. zdrowia mówili nam, abyśmy podążali za nauką [follow the science]. Nadszedł czas, aby wreszcie zaczęli postępować zgodnie z własnym nauczaniem.

Zwracamy się do nich z prośbą, aby zrobili to, co jest słuszne w tej sytuacji: wycofali wszystkie nakazy szczepień i programy paszportów zdrowotnych.

W wyniku niepowodzenia szczepień, zrobienie czegokolwiek innego byłoby zaniedbaniem medycznym i postępowaniem nieuzasadnionym naukowo.

_____________

Israel Confirms Vaccine Fail Against Omicron: All Vaccine Mandates Must End Now, Vasko Kohlmayer, Jan 18, 2022

———————————–

Uzupełnienia:

Omicron – nowy mistrz slalomu
Według danych opublikowanych przez rząd Wielkiej Brytanii za pośrednictwem Urzędu Statystyk Krajowych, osoby potrójnie zaszczepione są 4,5 razy bardziej narażone na uzyskanie pozytywnego wyniku testu na Omicron niż osoby niezaszczepione. […]

_____________

Obowiązkowe szczepienia – pierwsza ofiara Omicrona
Oczywiście pomysł, że kraje UE zamierzają „debatować” nad obowiązkiem szczepień, jest żartem. Bardziej są skłonni do ich egzekwowania i to bez względu na wszystko. Ale jakakolwiek prawdziwa, racjonalna debata skończyła […]

_____________

Omicron? Pięć oznak, że go nie masz
Istnieje szansa, że doświadczyłeś tych objawów co najmniej raz lub dwa razy w ciągu ostatniego roku. To nie znaczy, że miałeś Omicrona. Nie oznacza to, że Omicron w ogóle istnieje. […]

_____________

O jak omicron. O jak oszustwo. O jak… długo tak jeszcze mogą?
„Nie wpychamy ludziom technokracji na siłę. Zdecydowanie nie. Po prostu robimy to, co musimy, ze względu na niebezpieczeństwo ze strony wirusa… ponieważ wszyscy rozprzestrzeniają wirusy… (ponieważ zbyt wielu ludzi chce […]

_____________

Korelacje inokulacyjne czyli skąd ta fala?
Biorąc pod uwagę, że eksplodująca liczba przypadków koreluje z wysokimi wskaźnikami zaszczepiania, rodzi się podejrzenie, że to właśnie szczepionki mogą być odpowiedzialne za rekordową liczbę przypadków. […]

https://www.ekspedyt.org/2022/01/20/szczepienia-i-paszporty-to-porazka-kolejne-potwierdzenia/ AlterCabrio

Prof. Simon [prorok jakiś??] o potrójnie zaszprycowanych: „Praktycznie nikt w tej grupie nie umrze”

Ordynator oddziału zakaźnego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, prof. Krzysztof Simon, podczas konferencji prasowej pod placówką.
Ordynator oddziału zakaźnego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, prof. Krzysztof Simon, podczas konferencji prasowej pod placówką. PAP/Maciej Kulczyński
Były już członek Rady Medycznej przy premierze, prof. Krzysztof Simon, był gościem Jacka Nizinkiewicza. Pandemiczny ekspert mówił, dlaczego zrezygnował z zajmowanego stanowiska. Przedstawił też prognozy na „piątą falę” dla potrójnie zaszprycowanych.

O współtworzeniu Rady Medycznej mówił, że była to „ciekawa przygoda intelektualna”, a prof. Andrzeja Horbana nazwał „sprawnym” kierownikiem. Wspominał, że członkowie Rady „formułowali określone zalecenia, sposoby postępowania, oparte na wiedzy i tym, co robi cały świat”.

– Było to dyskutowane nie z medykami, jakimi nie są premier, minister Dworczyk czy minister Niedzielski, ale ze sprawnymi administratorami. Niemniej, poza programem szczepień, kompletnie się to nie przelewało na przebicie się tych panów, na tzw. Zjednoczoną Prawicę jako taką. Od września epidemia była puszczona na żywioł jako taki i rzeczywiście byliśmy sfrustrowani – grzmiał Simon.

Twierdził też, że członkowie Rady Medycznej postulowali „niepopularne” rozwiązania – koronarestrykcje. – Ale tak się leczy choroby zakaźne i walczy z nimi, nie z wrzodem na pupie, tylko chorobą, która się szerzy na innych – skwitował w swoim stylu.

W ocenie Simona w Zjednoczonej Prawicy „są przecież mądrzy ludzie”. W tym kontekście wskazał senatora Jana Marię Jackowskiego czy sanitarystę i b. ministra zdrowia Bolesława Piechę. – Ale reszta towarzystwa, ta Zjednoczona Prawica, przerażenie intelektualne budzi przeciętnego człowieka. Sens konstrukcji Rady na takiej zasadzie, że my coś postulujemy, a to się nie przebija, nie ma sensu. Nie można brać odpowiedzialności za 500-700 zgonów dziennie. Niech biorą ci, co blokują (rekomendacje – przyp. red.). Nazwiska są znane – grzmiał.

Simon dodał również, że jego zdaniem Niedzielski „robił wszystko”. Jak podkreślał, jest to jeden z „najsprawniejszych ministrów, którzy byli”, ale nie przełożyło się to na żadne działania, nad czym pandemiczny ekspert ubolewał.

– Niech pan zobaczy, co się dzieje w kraju od września. Skala – koszmarna. Po co nam III wojna światowa? Mamy na miejscu, z powody głupoty części społeczeństwa, która się nazywa, część się nazywa Zjednoczoną Prawicą. Bo to oni. Ale nie tylko w Zjednoczonej Prawicy są tacy dziwacy – grzmiał.

Dalej prof. Simon skarżył się, że „nikt nie blokował tych brutalnych głupot szerzonych przez antyszczepionkowców”. – Jak już ostatnio słyszałem, że grafen jest w szczepionkach, to pomyślałem, że ktoś kompletnie zwariował. Drugi artykuł czytam, że maski szkodzą. Wie pan, chirurdzy operują w maskach od 100 lat. Jak pan wyobraża sobie być operowany przez chirurga, który nie ma maski, kicha i kaszle. Ale gawiedź niewykształcona, słuchająca określonej telewizji, w to wierzy – dodał.

Padło też pytanie o „piątą falę” mniemanej pandemii. Jak mówił, jest to „wróżenie z fusów”. Jednocześnie Simon zapewniał o „nieśmiertelności” tych, którzy przyjęli trzy dawki szprycy.

– Mamy 23-25 proc. zaszczepionych trzema dawkami – i to jest bezpieczne i praktycznie nikt w tej grupie nie umrze, chyba że ma 50 innych schorzeń jako takich – twierdził.

– Mamy ileś zaszczepionych, do 50 proc., dwoma dawkami – i to jest trochę gorzej. I niestety mamy te 15 mln niezaszczepionych, i to jest tragedia – dodał.

Twierdził, że przy bardzo zakaźnym (i według wielu głosów – nie bardzo zjadliwym) Omikronie, istnieje zagrożenie, że „służba zdrowia się załamie”, choć wyraził nadzieję, że tak się jednak nie stanie. Takiej opinii nie podziela nawet sam prof. Gut..

https://nczas.com/2022/01/20/prof-simon-o-potrojnie-zaszprycowanych-praktycznie-nikt-w-tej-grupie-nie-umrze/

„Fit for 55”. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany biznesem na gigantyczną skalę

„Myślę, że to jest coś poważniejszego, niż zmowa. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany nie tylko lewicową ideologią, ale także biznesem na gigantyczną skalę. Znamy ten mechanizm z historii. W czasie kryzysów, wojen i rewolucji cierpią miliony ludzi, ale garstka zbija fortuny” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl eurodeputowana Izabela Kloc (PiS) odnosząc się do forsowanego przez lewicowych polityków pakietu klimatycznego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: NASZ WYWIAD. Koszty transformacji mogą być większe niż w raporcie Pekao?! Prof. Krysiak: Te 2,4 bln zł może się nawet zwiększyć dwukrotnie

wPolityce.pl: Raport Banku Pekao nie pozostawia złudzeń – przyjęcie proponowanego przez Fransa Timmermansa pakietu klimatycznego będzie Polskę kosztowało więcej niż wynosi jej roczny PKB. Niektórzy eksperci wskazują, że koszt ten może być nawet dwukrotnie większy niż we wspomnianym raporcie. Czy Komisja Europejska zrobiła symulację dla poszczególnych krajów członkowskich, jaki będzie wpływ proponowanych przez Timmermansa rozwiązań na gospodarkę? Czy w ogóle są naciski, żeby ją zrobiła?

Izabela Kloc: Komisja Europejska nie robi takich symulacji, ponieważ musiałaby odpowiedzieć nie tylko na pytanie, ile kosztuje wprowadzenie pakietu „Fit for 55”, ale także kto za to zapłaci? To nie jest trudne pytanie, ale dla Brukseli piekielnie niewygodne. Frans Timmermans już dawno przekroczył próg racjonalności, choć chciałoby się powiedzieć wprost, że oszalał. „Fit for 55” zmienia każdy aspekt naszego życia. Większość samochodów, samolotów i systemów grzewczych wykorzystywanych w Unii Europejskich zostanie odesłanych do lamusa. Najważniejsze, a w zasadzie wszystkie gałęzie przemysłu czeka przebudowa od podstaw procesów produkcyjnych. Do 2033 roku każdy budynek w Unii Europejskiej będzie musiał zostać wyremontowany i dostosowany do wyśrubowanych wymagań efektywności energetycznej. Można tak wymieniać jeszcze długo, bo „Fit for 55” ingeruje w każdy aspekt życia. Wchodzi z butami i głęboko sięga do naszych kieszeni, bo za ideowy „odlot” garstki eurokratów słono zapłaci pół miliarda Europejczyków. Oczywiście, że unijni politycy, którzy zachowali jeszcze rozsądek naciskają na Komisję Europejską, aby przeprowadziła analizę zysków i strat pakietu „Fit for 55”. Niestety, z rządzącą lewicą nie ma szans na merytoryczną dyskusję. Oni nie używają argumentów tylko slogany, a obok Fransa Timmermansa mistrzynią pustosłowia staje się Ursula von der Leyen, która na konkretne pytania o pieniądze odpowiada, że „niszczenie klimatu musi kosztować”.

Czy w kuluarach mówi się o rzeczywistych celach „Fit for 55”? Widać bowiem wyraźnie, że ochrona klimatu to zasłona dymna. Gdyby było inaczej, to Ursula von der Leyen uwolniłaby na rynek pozwolenia na emisję z posiadanej rezerwy, zamiast je skupować podbijając dodatkowo rynkową cenę.

Trzeba sobie powiedzieć wprost, że „Fit for 55” jest projektem antyspołecznym, antycywilizacyjnym i niebywale cynicznym. Jego skutkiem będzie zubożenie ludzi i gospodarczy regres, a cel i tak nie zostanie osiągnięty. Unia Europejska emituje niecałe 10 proc. gazów cieplarnianych i nawet gdybyśmy jutro osiągnęli neutralność klimatyczną, to przy tak znikomym oddziaływaniu na ekosystem całej planety, efekt tych wyrzeczeń będzie zerowy. Trzeba się pozbyć złudzeń, że celem „Fit for 55” jest poprawa klimatu. To chwytliwy, modny, wykorzystujący wrażliwość młodych pokoleń pretekst, aby przebudować Unię Europejską w państwo federalne. Zresztą taki jest cel rządu kanclerza Olafa Scholza, a Niemcy nadają polityczny ton Unii Europejskiej. Radykalny pakiet klimatyczny może wymusić centralizacyjny trend, ponieważ wszystkie regulacje, przepisy, mechanizmy finansowe, plany inwestycyjne zostaną podporządkowane jednemu, wspólnemu celowi. Państwom członkowskim będzie niesłychanie trudno zachować gospodarczą, a co za tym idzie polityczną niezależność. Nie zapominajmy przy tym, że razem z pakietem klimatycznym Komisja Europejska narzuca też inne projekty „integrujące”, jak promocja mniejszości seksualnych czy otwartość na nielegalną imigrację.

Czy traktaty europejskie pozwalają na wprowadzenie takiego nowotworu jak „Fit for 55”? Co z praworządnością rozumianą jako gospodarność?

Traktaty europejskie nie przewidują takich eksperymentów jak „Fit for 55”, ponieważ miks energetyczny, podobnie jak organizacja wymiaru sprawiedliwości, należy do wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Komisji Europejskiej to jednak nie przeszkadza, ponieważ sama rozszerza swoje kompetencje i nadaje sobie nowe uprawnienia. Komisja Europejska jest silna swoją bezkarnością, którą maskuje merytoryczną, organizacyjną i intelektualną słabość. W dodatku ma w odwodzie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli jakieś państwo – jak Polska – próbuje bronić swoich praw i racji, Bruksela ma w odwodzie usłużnych sędziów TSUE wydających wyroki na polityczne zamówienie. Praworządność w Unii Europejskiej przypomina sławną scenę z filmu „Miś”, kiedy klient restauracji domaga się pozostawionego okrycia, a szatniarz odpowiada: „nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz”.

Z dotychczasowych doświadczeń z ETS widać wyraźnie, że nie spełnia on zadania i nie doprowadził do redukcji CO2, skutecznie za to zredukował zasobność portfeli obywateli i równie skutecznie podbił inflację. Jak duży opór jest przeciwko temu systemowi w poszczególnych krajach członkowskich?

Na razie jest strach. Ludzie naprawdę zaczęli się bać, że nie wytrzymają finansowo obecnego kryzysu energetycznego albo, że przyjdzie mi marznąć i żyć w ciemnościach, kiedy zabraknie prądu. Zresztą, jak tu się nie bać, skoro w bogatych i dobrze zorganizowanych Niemczech pojawiają się programy instruktażowe o tym, jak sobie radzić w razie blackoutu. Ten strach już przeradza się w opór. Proszę zobaczyć, co wydarzyło się w Kazachstanie choć tamtejsza brutalnie stłumiona rewolucja miała podłoże polityczne, ale impuls do wyjścia na ulice dały podwyżki cen energii. W Unii Europejskiej jest nam trudno sobie wyobrazić taki scenariusz choć interwencja holenderskiej policji, szczującej psami protestujących obywateli powinna nam dać wiele do myślenia. Skuteczny opór przeciwko nieracjonalnym działaniom Komisji Europejskiej mogłyby dać rządy krajów członkowskich, ale panuje wśród nich zbyt duża rozbieżność interesów, co tylko wzmacnia wszechwładzę ludzi pokroju Timmermansa. Poza tym, trudno sobie wyobrazić jakiś międzyrządowy sojusz na rzecz racjonalnej polityki klimatycznej, skoro Niemcy – najsilniejszy gracz – robią gazowy interes z Rosją i zamknęły trzy elektrownie atomowe, które teraz przydałyby się w europejskim systemie energetycznym.

Czy wobec faktu, że już w tej chwili skutki wprowadzania Zielonego Ładu są katastrofalne, a mimo to nie ma żadnej refleksji po stronie Unii Europejskiej, można mówić o zmowie lewicowych polityków i urzędników przeciwko obywatelom?

Myślę, że to jest coś poważniejszego, niż zmowa. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany nie tylko lewicową ideologią, ale także biznesem na gigantyczną skalę. Znamy ten mechanizm z historii. W czasie kryzysów, wojen i rewolucji cierpią miliony ludzi, ale garstka zbija fortuny. Zapytała pani wcześniej, dlaczego Ursula von der Leyen nie chce wypuścić na rynek dodatkowej puli pozwoleń na emisję dwutlenku węgla? Wiadomo, że taka interwencja uspokoiłaby rynek, doprowadziła do spadku cen energii i wyhamowania inflacji. Dlaczego Komisja Europejska bezczynnie przygląda się ludzkim dramatom, choć ma narzędzia, aby położyć im kres? To jest dobre pytanie dla dziennikarzy śledczych. Podobno, jeśli chce się rozwiązać poważne przestępstwo należy iść śladem pieniędzy. Tak trzeba zrobić w przypadku ETS. Powinno się zbadać, jakie instytucje handlują uprawnienia, ile na tym zarabiają i z kim są związane. Może wtedy dowiemy się, dlaczego największy wróg uporządkowania rynku ETS, Frans Timmermans, tak nerwowo reaguje na każde wezwanie do działania w tej sprawie. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej nie jest jedynym odpowiedzialnym za kryzys energetyczny, ale to on stał się twarzą „zielonej” rewolucji, której falstart, a może i fiasko wpędziło Europę w gigantyczne kłopoty. Każdy rozsądny polityk w Unii Europejskiej na szczycie listy noworocznych postanowień powinien mieć odsunięcie Fransa Timmermansa od władzy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

https://wpolityce.pl/polityka/581393-fit-for-55-kloc-to-jest-cos-powazniejszego-niz-zmowa

Manipulacja, strach przed debatą. Pora na WIELKĄ DEMONSTRACJĘ. Powiedz ile chcesz, jeśli milion dolarów to za mało.

Jak pisaliśmy wcześniej, grupa 270 osób, określanych przez media jako „naukowcy i lekarze” wystosowała list otwarty do firmy Spotify, potępiający nadany program radiowo-internetowy, w którym wystąpił dr Robert Malone, współwynalazca metody mRNA, a obecnie wypowiadający się przeciwko przymusowi szczepienia produktami określanymi jako „szczepionki przeciwko Covid-19”.

W liście do kierownictwa Spotify, 270 sygnatariuszy (zwanych „naukowcami”, chociaż wśród nich są weterynarze, pielęgniarki, studenci medycyny, psychologowie, psychiatrzy, dentyści, dziennikarze, blogerzy internetowi) ubolewają nad wyemitowaniem programu, który był „krytykowany za promowanie bezpodstawnych teorii konspiracji” i za propagowanie „fałszywych twierdzeń o szczepionkach Covid-19”. Ta wrzaskliwa grupa despotów oraz inni, którym „dyskusja” kojarzy się tylko o wyłącznie z cenzurą i kijem baseballowym, wezwana została jednak na pojedynek słowny, na debatę na argumenty.

Steve Kirsch, znany milioner, filantrop oraz społecznik wzywający do zaprzestania wyszczepiania ludzkości oraz do udostępnienia skutecznych i tanich lekarstw chroniących przed przypadkami określanymi jako „choroba Covid-19”, zaprosił każdego sygnatariusza – ze stopniem „doktora” lub „lekarza” [PhD oraz MD] – najpierw do identyfikacji celem upewnienia się, że chodzi o realnie istniejącą osobę, a następnie do udziału w dyskusji – otwartej, równej, według następujących reguł:

  • Debata będzie trwała 3 godziny; możliwa modyfikacja po wspólnym porozumieniu obu stron.
  • Odbędzie sie wirtualnie, za pomocą Zoom. Będzie nagrywana niezależnie przez obie strony oraz centralnie.
  • Podczas debaty będą uczestniczyły tylko osoby zaproszone i dwóch moderatorów.
  • Każda ze stron określi swojego własnego moderatora.
  • Odbędzie się bez udziału publiczności.
  • Każda ze stron wyrazi z góry przyzwolenie na publiczne, darmowe i pełne opublikowanie zarejestrowanej debaty.
  • Pytania, przygotowane przez każdą ze stron, nie będą przedstawione przeciwnej stronie przed ich zadaniem.
  • Każda ze stron wystawi do 12 osób, realnie istniejących, a podczas debaty muszą one występować na żywo, na wizji, bez zmieniania głosu.
  • Odpowiedź na pytanie będzie ograniczona do 6 minut.
  • Moderatorzy będą mogli interweniować tylko w przypadku naruszenia ustalonych reguł.

Jak można było się spodziewać, NIKT z tych głośnych „odważnych” osób składających swój podpis pod apelem o cenzurowanie wypowiedzi, nie zgłosił się, nie wyraził chęci wzięcia udziału w debacie. O czym tu dyskutować skoro od początku do końca wiadomo, że 1) „szczepionki są bezpieczne i skuteczne”, a jak ktoś ma inne zdanie, to patrz punkt pierwszy.

„Powiedz ile chcesz, jeśli milion dolarów to za mało”

W jeszcze innym, wcześniej wystosowanym apelu, Steve Kirsch wezwał wyższych pracowników federalnych agencji FDA oraz CDC do wzięcia udziału w dyskusji online. Tutaj reguły były/są jeszcze prostsze: Kirsch wypisze natychmiast czek na milion dolarów jeśli ktokolwiek weźmie udział w wywiadzie na temat bezpieczeństwa szczepionek. Jak do tej pory nikt nie zgłosił się, nikt nie zainteresował się wzięciem udziału w zwykłym wywiadzie za milion dolarów. Kirsch zatem wezwał osoby pracujące w FDA, CDC, bądź współpracujące z tymi agencjami w ramach różnego rodzaju komitetów doradczych oceniających szczepionki (jak np. Vaccines and Related Biological Products Advisory Commitee – VRBPAC) aby sami określili kwotę, jeśli proponowany milion dolarów to dla nich za mało. Nikt nie zgłosił się, nikt nie jest zainteresowany debatą na argumenty. Kirsch dodał, że jeśli te pieniądze w jakiś sposób mogą naruszyć ich status pracownika federalnego, to interlokutor może z góry określić przelew całej kwoty na wskazany cel dobroczynny. Jak na razie NIE MA chętnych, aby pokazać się publicznie i podyskutować na najbardziej nurtujące tematy (bezpieczeństwo „szczepionek”, wczesne terapie ogólniedostępnymi lekami, ukrywanie danych, itp) oraz przy tym wzbogacić o milion dolarów jakąś fundację charytatywną.

Wielki wiec wolności

Coraz więcej ludzi dostrzega, poprzez brak publicznej debaty, arogancję władz, nachalną propagandę, brak jakichkolwiek argumentów merytorycznych, że oficjalna narracja opiera się tylko na argumencie kija, a nie debacie, wymianie myśli czy na naukowych dociekaniach. To wszystko zniknęło nawet z dotychczas wydawałoby się poważnych pism naukowych, z dyskusji w panelach lekarskich, tym bardziej z głównych mediów.

Jednak cały czas dostępne środki internetowej komunikacji pozwalają na wymianę myśli i przedstawianie faktów ukazujących zakłamanie oficjalnej narracji. Ludzie jednoczą się, a jednym z takich sposobów będzie organizowana w dniu 23 stycznia 2022 r. w stolicy, demonstracja oraz spotkania i publiczne dyskusje.

W niedzielę, o godzinie 11:30 rano, przy Pomniku Waszyngtona, znajdującym się niedaleko parku National Mall w Waszyngtonie, DC, rozpocznie się demonstracja, na którą zgłosili swój udział, między innymi:

Robert F. Kennedy, Jr, Dr. Robert Malone, Dr. Peter McCullough, Dr. Christina Parks, Rabin Zev Epstein, Dr. Pierre Kory, Dr. Ryan Cole, Steve Kirsch, Dr. Angelina Farella, Dr. Aaro Kheriaty, Dr. Richard Urso, Lara Logon, Kyle Warner oraz wiele, wiele innych osób.

Polecamy stronę internetową tego wiecu: https://defeatthemandatesdc.com/

DEFEAT THE MANDATES

AN AMERICAN HOMECOMING

JANUARY 23, 2022 | WASHINGTON, DC

JOIN US

Miejmy nadzieję, że któregoś dnia zorganizowana będzie wielka, skoordynowana, ogólnoświatowa manifestacja pozwalająca na przepędzenie ludzi władzy winnej zbrodni przeciwko ludzkości oraz pokazanie tym wszystkim ukrytym siłom sterującym władzami, że ich czas manipulacji skończył się i że przychodzi pora na imienną identyfikację najbardziej wpływowych i na rozliczenie ich.


Piosenka-protest przeciwko uciszaniu ofiar „szczepionek”. Milionom zapomnianych, przemilczanych, pozostawionych sobie samym, ofiar na całym świecie.

Silence Music Video from reAct 19 Org on Vimeo.

#RealNotRare React19.org

Ponad tysiąc prac naukowych o skutkach ubocznych „szczepionek”

Media milczą, władze zaprzeczają i przeinaczają, a lekarze niedowierzają, że wiele z ubiegłorocznych i tegorocznych zgonów, to ofiary preparatów rozprowadzanych pod propagandową nalepką „szczepionki przeciwko Covid-19”. Przekupieni bądź po prostu nierozgarnięci albo zadufani w sobie naukowcy i lekarze dalej uważają, że „szczepionki są bezpieczne i skuteczne” i „nie mogą” powodować coraz liczniejszej liczby ofiar śmiertelnych i chorych, często kalek, przewlekle chorych, cierpiących ludzi. Prosimy zatem tych lekarzy i naukowców, jak również i dziennikarzy mających jeszcze odrobinę odruchu współczucia i przyzwoitości, aby zajrzeli na stronę SaveUsNow.org.uk gdzie znajduje się spis ponad tysiąca naukowych badań pokazujących skutki uboczne „szczepionki przeciwko Covid-19”. Wszystkie z tych badań ukazały się w naukowych czasopismach.

Lekarzu! Jak możesz zaprzeczać rzeczywistości w imię fałszywej narracji nadesłanej z góry przez jakieś anonimowe „autorytety”? Jeśli chcesz opierać swą wiedzę i praktykę na nauce, pora odrzucić religię kowidową!

Oprac. www.bibula.com 2022-01-20

https://www.bibula.com/?p=130870

Kolejna dawka przypominająca dla Niedzielskiego: „Będziesz wisiał”

Tytułem wstępu informuję uprzejmie, że oceniając pod względem organoleptycznym powyższy cytat, prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. Niestety, zamiast w takim razie zainteresować się publicznie oskarżanym Niedzielskim, organy III RP, państwa „należącego do kogoś z zagranicy” (znany cytat), umywają ręce niemniej zuchwale niż szubienicznik.

Grzegorz Braun mówiąc: „Będziesz pan wisiał” umiejscowił to zdarzenie w ciągu przyczynowo skutkowym, poprzedzonym „powrotem Rzeczypospolitej w całym jej majestacie”. Oznacza to, że osobnicy współodpowiedzialni za utratę zdrowia i życia w skali porównywalnej do ludobójstwa, nie unikną odpowiedzialności. Nie pomogą wówczas żadne tłumaczenia w stylu: „wykonywałem tylko obostrzenia” (rozkazy).

Zaplute karły w niejednej redakcji, które codziennie zachęcają do szprycy twierdząc, że „szczepionka czyni wolnym” od obostrzeń, odtrąbiły właśnie „piątą falę” –

– zwiększono falę wykonywanych testów w celu zwiększenia liczby wykrytych przypadków ”zarażenia”.

V fala testowania

Przepustki zdrowotne Covid nie służą żadnemu uzasadnionemu celowi, ponieważ zaszczepieni nie są chronieni przed infekcją, a dane pokazują, że w rzeczywistości zarażają się łatwiej niż ich niezaszczepieni odpowiednicy.

Maseczki w kosmosie. Zwiększenie stężenia CO2 powoduje głupotę!

Niedawno można było obejrzeć na żywo start rakiety wynoszącej w kosmos teleskop Webba. Jest bardzo wiele informacji na ten temat do znalezienia w Sieci, więc nie będę o tym pisać. Łatwo to sobie znajdziecie. Chciałbym napisać o pewnym aspekcie tego lotu, którego pewnie nikt nie zauważył, a ja jestem na to wyczulony i zawsze to zjawisko zauważam i obserwuję.

Otóż zauważyłem, że wszystkie osoby będące w centrum kontroli lotu, które pokazano w trakcie transmisji, miały założone maseczki – a to ogranicza wdychany tlen i osłabia zdolności umysłowe. Jeśli noszą maseczki, to znaczy, że dają więcej wiary w zabobony, tylko dlatego, że są głoszone przez reżimy polityczne, a nie ufają badaniom naukowym. To źle świadczy o zdolnościach poznawczych tych ludzi.

image

       Ale nawet jeśli przyjmiemy perspektywę rządowej narracji i założymy wbrew naukowym badaniom, że maseczki są skuteczne w ograniczaniu transmisji wirusa, to nadal ich zachowanie jest nieracjonalne. Przy tak ważnej i drogiej misji bez problemów byłoby ich stać i mieliby ku temu możliwości, by całą obsługę przetestować – pobierając nawet trzy razy wymaz i sprawdzając, czy mają wirusa. Dodatkowo mogliby wszystkie pomieszczenia odpowiednio nawilżać i wietrzyć – specjalnym systemem klimatyzacji. Przy miliardowych kosztach całej misji wydatki na taki system to nic nieznaczący margines marginesu w budżecie. Wtedy maseczki nie byłyby potrzebna i nie utrudniałyby oddychania – nie zwiększałyby stężenia CO2 we wdychanym powietrzu, co jest niewątpliwie niezdrowe. Tu wyjaśnienie naukowe jak szkodliwe są maseczki:

Noszenie masek jest przyczyną wielu groźnych chorób!

       Jeśli tego nie robią, to znaczy, że bardziej wierzą maseczkom, niż testom. Czyli nie wierzą oficjalnej propagandzie, bo ona jest głównie oparta na testowaniu. Wierzą wprost przekazom propagandowym, ale już prostego rozumowania opartego na tych informacjach przeprowadzić nie potrafią. To w dużym stopniu obniża ich wiarygodność jako naukowców i ludzi światłych.

Ale to mało. Widziałem wielokrotnie, szczególnie ludzi w tle, którzy poprawiali odruchowo maseczki, dotykając ich rękami na całej powierzchni. Oni tam wszyscy mają wodę do picia – i jak ją piją, to przesuwają maseczki na brodę, piją łyka, a potem z powrotem nakładają maseczkę na nos – trzymając ją w środku, gdzie jest najbardziej skażona. To jest wbrew wszelkim zasadom higieny i ochrony przeciwwirusowej.

image

       Wszędzie to obserwuję – tak robią i naukowcy, i politycy, i dziennikarze, i nawet lekarze! Człowiek odruchowo, nieświadomie, często dotyka twarzy. Maseczka tego nie zmienia – nadal odruchowo, nieświadomie ludzie ją poprawiają czy odsłaniają na chwilę. Ale gdy ktoś jest zakażony, to dotykając gołej twarzy, zbiera na ręku wielokrotnie mniejszą dawkę wirusów, niż gdy dotyka maseczki, która wirusami jest w dużym stopniu nasączona już po kilku minutach oddychania w niej. Więc człowiek w maseczce ma na rękach milion razy więcej wirusów niż człowiek bez maseczki. Maseczki to po prostu rozsadniki zarazy.

image

       Ci wszyscy ludzie w centrum kontroli lotów nie noszą maseczek w celach higienicznych, w celach antywirusowych, by powstrzymać transmisję wirusa, bo po prostu nie znają zasad higieny, nie rozumieją tego, po co są maseczki, nie mają świadomości mechanizmów rozprzestrzeniania się wirusów, nie rozumieją, że to szkodliwe dla zdrowia – po prostu bezmyślnie wykonują polecania władzy. To jest dla nich poniżające. To jest poniżające dla wszystkich noszących maseczki. To świadczy o tym, że tacy ludzie to bydło hodowlane, które wykona najgłupsze polecania władzy – jak władza zarządzi, że należy nosić foliowe czapeczki, to będą je nosić.

Grzegorz GPS Świderski

PS1. “Nieumiejętne stosowanie maseczek może być wręcz szkodliwe, dlatego na swojej stronie internetowej WHO udostępnia filmik instruktażowy, który pokazuje, jak robić to prawidłowo. Przy zakładaniu należy dokładnie zakryć nią usta i nos, żeby nie pozostawić żadnych szpar pomiędzy maseczką a twarzą. Trzeba też unikać dotykania noszonej na

twarzy maseczki i często myć ręce, aby nie przenosić na nią zanieczyszczeń. Po zdjęciu należy ją od razu wyrzucić do zamkniętego pojemnika na śmieci i umyć ręce.”

PS2. Notki powiązane: