Większość zakażonych koronawirusem to zaszczepieni! Statystyki zgonów kowidowych to fikcja.

Struktura zakażeń według statusu zaszczepienia w poszczególnych grupach wiekowych

W czwartek (20.01.2022) dr Marek Sobolewski, statystyk z Politechniki Rzeszowskiej, opublikował na Twitterze tabelę pokazującą aktualną strukturę zakażeń według statusu zaszczepienia w poszczególnych grupach wiekowych. Sobolewski zestawił też liczbę zakażonych uczniów szkół średnich i studentów z liczbą w pełni zaszczepionych w tych grupach. Zestawienie zostało zrobione na podstawie danych opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Okazuje się, że w każdej grupie wiekowej większość zakażonych to zaszczepieni. Natomiast wśród osób zakażonych w wieku 15-24 lata, udział w pełni zaszczepionych jest wyraźnie wyższy niż poziom zaszczepienia.

Wniosek jest oczywisty: szczepionki nie zatrzymują transmisji wirusa, więc segregacja sanitarna nie ma żadnych podstaw medycznych. Dyskryminacja osób niezaszczepionych nie jest walką z wirusem, tylko walką z ludźmi, którzy nie chcą poddać się eksperymentowi nazywanemu szczepieniami na Covid-19.

Dr Sobolewski zestawił też dane dotyczące zgonów raportowanych w poszczególnych województwach jako zgony na Covid bez chorób współistniejących i zgony z chorobami współistniejącymi. Wyniki to absolutne kuriozum. Udział zgonów na Covid bez chorób współistniejących wynosi od 8% w podlaskim do 63% w lubuskim. To jest po prostu niemożliwe.

Wniosek? Statystyki zgonów kowidowych to fikcja.

Styczeń 20, 2022 https://wprawo.pl/wiekszosc-zakazonych-koronawirusem-to-zaszczepieni-struktura-zakazen-wedlug-statusu-zaszczepienia-w-poszczegolnych-grupach-wiekowych/

Dalsze doskonalenie – postępy

Ten samochód, to cytryna” – pisał Kurt Vonnegut o pewnym samochodzie. W slangu oznaczało to, że to konstrukcja nieudana, pełna usterek, wad i niedoróbek, toteż jedyne, co można z nim zrobić, to nieustannie go naprawiać – oczywiście, jeśli nie brać pod uwagę możliwości oddania go na złom. Ale jakże tu oddawać na złom konstrukcję, w którą konstruktor, a także wszyscy jego kolaboranci, zaangażowali swój prestiż i nadzieje na świetlaną przyszłość? Na żaden „złom” nikt w tych warunkach nie pozwoli, więc nie ma innego wyjścia, jak samochód-cytrynę naprawiać i naprawiać. Takim samochodem-cytryną był ustrój socjalistyczny. Wprawdzie rewolucyjna teoria głosiła, że ten samochód jest lepszy od wszystkich innych, ale co z tego, kiedy nie chciał jeździć i trzeba bo było nieustannie naprawiać? Nazywało się to „dalszym doskonaleniem”, bo jeśli konstrukcja z założenia była doskonała, to nic innego nie można było z nią zrobić – tylko nieustannie dalej ją doskonalić. To doskonalenie pochłaniało wiele energii, czasu i pieniędzy, ale nie można było go przerwać, bo nie tylko Umiłowani Przywódcy, ale również ich pretorianie zaangażowali w nie swój prestiż i nadzieje na świetlaną przyszłość. Ta sytuacja została pięknie opisana w utworze, którego autora już nie pamiętam, a który ukazał się w podziemnym wydawnictwie w połowie lat 80-tych.

Bo trzeba nam wiedzieć, że „dalsze doskonalenie” nie zostało przerwane z chwilą obalenia Edwarda Gierka, o którym właśnie teraz mają w kinach puszczać film, tylko było kontynuowane pod kryptonimem „pierwszego”, a potem, kiedy ten pierwszy wziął w łeb – również „drugiego” etapu „reformy”, czyli – starego, poczciwego „dalszego doskonalenia”.

Wracając do wspomnianego utworu, to jego założeniem było, że żadne rozbiory Polski nie miały miejsca, że wszystko w niezmienionej formie ustrojowej przetrwało do wieku XX. Bohaterem powieści jest subtelny, kulturalny arystokrata, który z racji swego bogactwa nie tylko nie może wycofać się z życia politycznego, ale musi narodowi przewodzić. Warunkiem sine qua non sprawowania tej przewodniej roli jest konieczność utrzymania popularności, która za komuny nazywała się „więzią z masami”. W tym celu nasz subtelny arystokrata musi codziennie upijać się do nieprzytomności, rąbać się na sejmikach, obtańcowywać panienki – co jest przyczyną jego niewymownych cierpień, ale poczucie odpowiedzialności i patriotyzmu każe mu znosić tę udrękę bez skargi.

Myślę, że partyjniacy takich udręk nie przeżywali, przeciwnie – byli raczej w swoim żywiole, a niektórzy – kto wie – może nawet myśleli, że to wszystko naprawdę? I nie wiadomo, do czego by to doprowadziło, gdyby Amerykanie nie dogadali się z Sowietami, by w Europie ustanowić nowy porządek polityczny, który zastąpiłby rozsypujący się porządek jałtański. W ramach stosownych przygotowań, zdecydowano się samochód-cytrynę oddać na złom, ale nie w całości, co to, to nie. Dotychczasowi właściciele wrak rozebrali i każdy wziął sobie, co mu tam pasowało, albo przynajmniej – przypadło w udziale – zgodnie z piosenką Kazimierza Grześkowiaka: ”niech mi chociaż dyferencjał dadzą!” Nazywało się to nie „dalszym doskonaleniem” – bo nie było już czego doskonalić – tylko „uwłaszczeniem nomenklatury”, która w tym celu – jak to dobrotliwie wyjaśnił niedawno legendarnemu panu Frasyniukowi pan Włodzimierz Czarzasty – się z „legendarnymi” dogadała, to znaczy – przekazała zewnętrzne znamiona władzy w postaci ministerstw, gabinetów, samochodów i sekretarek. Interesu jednak pilnował pan prof. Balcerowicz, wokół którego obudowywano kolejne rządy i w którym do dzisiaj zakochany jest Wielce Czcigodny Jan Filip Libicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Przypominam to wszystko, bo właśnie od Nowego Roku złowrogi reżym „dobrej zmiany” wprowadził w życie „Polski Ład”, który – jak się wydaje na podstawie znamion zewnętrznych – ma wszelkie cechy kolejnego samochodu-cytryny. W tym przypadku „dalsze doskonalenie” zaczęło się od samego początku, a co będzie dalej – aż strach pomyśleć. Oczywiście nikt nie pozwoli, by konstrukcję oddać na złom, bo zarówno Umiłowani Przywódcy, jak i rzesze ich kolaborantów nie tylko związali z nią swój prestiż, ale również – nadzieje na świetlaną przyszłość. Stefan Kisielewski mawiał, że najlepiej potrafią naprawić zegarek ci, którzy go zepsuli – ale nie wiem, czy miał rację, przede wszystkim dlatego, że przecież nikt za żadne skarby nie przyzna, że zegarek jest zepsuty. Przeciwnie – w najgorszym wypadku będziemy przekonywani, że wcale nie jest tak źle, bo zegarek, jaki by on tam nie był, co najmniej dwa razy na dobę pokazuje czas prawdziwy, więc nie ma żadnych podstaw, by z góry go przekreślać, jako „zepsuty”. W takiej sytuacji nie ma rady; trzeba będzie „Polski Ład” nieustannie poddawać „dalszemu doskonaleniu”.

Ale dalsze doskonalenie nie może być prowadzone przez byle kogo. Tu musimy przyznać rację Stefanowi Kisielewskiemu, bo rzeczywiście – ci, którzy zegarek zepsuli, być może przynajmniej wiedzą, a przynajmniej domyślają się, co mogli w nim zepsuć. Skoro tak, to nie ma innego wyjścia, jak dalsze doskonalenie powierzyć właśnie im. Dlatego ma chyba rację Konfederacja, kiedy twierdzi, że najtrwalszym skutkiem „Polskiego Ładu” będzie „puchnięcie państwa”, czyli postępująca biurokratyzacja, nie tylko gospodarki, ale całego życia społecznego. Taki rezultat wychodzi naprzeciw ideałowi, jaki w swoim sercu pielęgnuje Naczelnik Państwa, a którym jest przedwojenna sanacja. Biurokratyzacja zaś, jak wiadomo, jest jednym z trzech czynników blokujących narodowy potencjał gospodarczy. Pierwszym jest wadliwy ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, drugim – właśnie biurokratyzacja, a trzecim – niemiecki projekt „Mitteleuropa” z roku 1915, po 90 latach wprowadzony w życie, dzięki Anschlussowi, który – jak pamiętamy, został przeprowadzony 1 maja 2004 roku.

Żeby nasz nieszczęśliwy kraj mógł stanąć na nogi, trzeba by wszystkie te trzy czynniki zlikwidować – ale czy to jest w ogóle możliwe przy zachowaniu procedur demokratycznych? Nie da się ukryć, dobrze to nie wygląda, a skoro tak, to nie ma rady – jesteśmy skazani na dalsze doskonalenie, a jedyne, co się może zmieniać, to model samochodu-cytryny, który będziemy musieli doskonalić.

Stanisław Michalkiewicz 20 stycznia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5106

Żyła: „Nie jestem zakażony koronawirusem tylko wyszedł mi pozytywny test”.

Skoczek zdradza, jak się leczy

Polski Związek Narciarski poinformował, że potrójnie zaszprycowany Piotr Żyła otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Do sprawy odniósł się sam zawodnik. Ujawnił, jak się czuje.

„Piotr Żyła uzyskał pozytywny wynik testu na Covid-19” – przekazał na Twitterze Polski Związek Narciarski. Wcześniej, na początku grudnia 2021 roku PZN poinformował, że zarówno skoczkowie, jak i cały sztab szkoleniowy przyjęli dawkę przypominającą szprycy.

„Po PŚ w Wiśle zawodnicy oraz członkowie sztabu kadry narodowej A zostali zaszczepieni dawką przypominającą (odpowiednio drugą i trzecią) ze względu na trwającą pandemię oraz przepisy unijne. Ważne jest, aby w okresie startowym móc bez problemów podróżować i rywalizować w zawodach” – oświadczył wówczas Związek.

Do doniesień na temat pozytywnego wyniku testu na koronawirusa odniósł się sam Piotr Żyła.

„Przepraszam bardzo🤪 Nie jestem zakażony koronawirusym tylko wyszedł mi pozytywny test na obecność koronowirusa🤔🤨 A to jest różnica i to duża różnica🤔🤪🍺 A czuje sie świetnie🤪😈🌶 Wasze zdrowie🍻 A objawów spodziewam sie dopiero jutro jak przesadze z lekarstwem🍺🍻 A ja lubie sie leczyć😈🌶” – napisał skoczek, załączając zdjęcie szklanki ze złotym płynem i pianką.

Piotr Żyła nie jest pierwszym polskim zawodnikiem, który otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Na początku sezonu Pucharu Świata miał go Klemens Murańka. Około tydzień musiał spędzić w izolacji w Rosji. Niedawno, 13 stycznia, poinformowano o pozytywnych wynikach Dawida Kubackiego i Pawła Wąska. I gdy już się wydawało, że nie wystąpią w Zakopanem, testy powtórzono. W kolejnej próbie Kubacki miał pozytywny wynik, a Wąsek – negatywny.

Do Chin polska kadra miała wylecieć z Niemiec 31 stycznia. Do tego czasu każdy z zawodników musi przedstawić cztery negatywne wyniki testów PCR – najstarszy musi być wykonany nie wcześniej niż na 5 dni przed wylotem.

https://nczas.com/2022/01/20/zyla-nie-jestem-zakazony-koronawirusem-tylko-wyszedl-mi-pozytywny-test-skoczek-zdradza-jak-sie-czuje/

Idioci do trzeciej potęgi? Zaszczepieni trzema dawkami w szpitalu. Mają covida.”Szczepcie się”.

Zaszczepiony trzema dawkami prezydent Chorzowa w szpitalu. Ma covida.

Chorzów na Śląsku. Prezydent miasta, Andrzej Kotala, zachorował na COVID-19. Mimo, iż samorządowiec jest potrójnie zaszczepiony, to nie przechodzi choroby łagodniej. Właśnie trafił do szpitala.


– Trzymajcie się zdrowo, Chorzowianie. Ja niestety z pozytywnym wynikiem testu na Covid-19 w izolacji. Dbajcie o siebie i bliskich. Szczepcie się
napisał samorządowiec 13 stycznia.

Kilka dni później śląski „polityk” poinformował, że przebywa w szpitalu. – Kochani, nadal apeluję: dbajcie o siebie, rodzinę, bliskich czy znajomych. Szczepcie się. Co innego osłabienie, a co innego hospitalizacja z ratowaniem życia – napisał w środę 19 stycznia.

Wzywający do szczepienia się, leżący w szpitalu z powodu covida polityk, sam jest potrójnie zaszczepiony.

Covida złapał także inny zaszczepiony polityk ze Śląska – Marcin Krupa, prezydent Katowic.

– Sam się zaszczepiłem i od początku możliwości skorzystania ze szczepień gorąco zachęcam do tego wszystkich mieszkańców. I mojej opinii nie zmienia nawet to, że aktualnie zostałem ‚uziemiony’ w domu – po pozytywnym teście na COVID. Wiem, że dzięki szczepieniom mam o wiele większą szansę bezpiecznie przejść tę chorobę – napisał w mediach społecznościowych.

Źródło: tarnogorski.info

https://nczas.com/2022/01/20/zaszczepiony-trzema-dawkami-prezydent-chorzowa-w-szpitalu-ma-covida/

Kowidowy zawrót głowy czyli ebook prof. Polok i prof. Zielińskiego

Zachęcamy do bezpłatnego pobierania i udostępniania ebooka „Kowidowy zawrót głowy” autorstwa prof. Kornelii Polok i prof. Romana Zielińskiego. Instytut Ordo Medicus objął patronat medialny nad publikacją.

„Jak to się zakończy?
Nie mamy wyboru, musimy przeciwstawić się nowej formie bezprawia. Nie jesteśmy marionetkami, tylko ludźmi, istotami posiadającymi godność, obywatelami państwa, którego konstytucyjnym zadaniem jest chronić swoich obywateli a nie ich eliminować. Propagandowym kłamstwom musimy powiedzieć dość… i zakończyć pandemię.

Nikt za nas tego nie zrobi. Niech pozostanie po tym pandemicznym wynaturzeniu jedynie mroczne wspomnienie i świadomość, że rządzący dotychczas nie byli i nie są przedstawicielami naszych racji, a państwo to zorganizowany system zniewalania ludzi. Postarajmy się już dziś aby w przyszłości funkcja państwa stała się tą konstytucyjną, a rząd stał opoką za swym narodem.

Każda pandemia kiedyś się kończy, nawet ta fałszywa. Świat jest piękny, a dobro zawsze jest możliwe. Jest więc o co walczyć, a zwłaszcza każdy z nas ma dla kogo podjąć tę walkę. Pozostanie jeszcze kwestia rozliczeń.”

https://ordomedicus.org/kowidowy-zawrot-glowy-czyli-ebook-prof-polok-i-prof-zielinskiego/

Czy Polska zejdzie ostatnia z kowidowego pokładu?

Jesteśmy my, tu w Polsce, na jakimś rozstaju dróg. Do tej pory, z małymi wyjątkami (Szwecja, ostatnio Indie), wszyscy grali do jednej sanitarnej bramki. A teraz stoimy na rozdrożu. Historycznie pandemicznie nieźle nam szło. Na początku prymusik niskich poziomów zakażeń i zgonów, potem doszlusowaliśmy do reszty, ale zawsze tak o jedną fazę wstecz. Mieliśmy okazję przyglądać się tym co to ich wcześniej łapały fale, ale nasza taktyka późnego leczenia odniosła taki skutek, że kumulowaliśmy dwie rzeczy – masową utratę odporności i dług zdrowotny.

I teraz powoli przychodzi czas na efekty tych kumulacji. Ostateczny zsumowany wynik tych działań to przodownictwo w nadmiarowych zgonach. I duży wynik w zgonach kowidowych. Jeśli to pierwsze to obiektywny skutek działań władz, to drugie, to czysta statystyka. Świat odchodzi od działań, w które my wchodzimy, a wcale nie musimy. Tak, mamy spore wzrosty. Tak, minister Niedzielski na konferencji wykazuje wzrosty po 90% tydzień do tygodnia, ale czy trzeba wracać na te same tory, które nas do tej sytuacji… doprowadziły? Ja wiem, że działamy w jakiejś przeciw-fazie do innych krajów, ale teraz to już gruba przesada.

Wielka Brytania się otwiera, koniec z paszportami, koniec z lockdownami, koniec nawet z maseczkami, to samo Hiszpania, Sąd Najwyższy USA odrzucił projekty Bidena na przymusowe zaszczepiania. W wielu krajach odchodzi się od złotego standardu testów PCR, nie testuje się bezobjawowych. I to wszystko przy rekordach zakażeń i… obniżających się poziomach hospitalizacji. Inaczej być nie może. Nowy bohater – Omikron bardzo szybko zakaża, ale jest mało zjadliwy. Czyli otrzymuje się efekt wysokich zakażeń, małej fali w szpitalach i zmniejszonej bezwzględnej (mimo wzrostu zakażeń) liczby zgonów.

U nas nawet nie wyciągamy wniosków z tego co robią inni, ale sami prokurujemy sobie kłopot. Testujemy na potęgę, zwłaszcza chorych na cokolwiek, minister będzie to jeszcze powiększał i robimy sobie z testów kryterium przyjęcia do szpitali. Jak powiedziałem mamy zbiorową utratę odporności, wnosimy więc w sezon grypowy (wróciła!) wiano masowego obniżenia poziomu odporności, co oznacza, że chorujemy częściej, ostrzej i nie tylko na kowida. A więc już to zwiększa strumień chorych. Ale tych w bramce szpitala WSZYSTKICH już testuje się na kowida i można zobaczyć jak to chodzi.

Czyli, w przypadku, gdy wjeżdżasz powiedzmy z wylewem, nie na oddział, ale do jakiejś śluzy testowej, to jak ci wytestują kowida (o co w przypadku Omikrona bardzo łatwo) i jesteś objawowy w sensie posiadania jednego z objawów (temperatura powyżej 38 stopni, oddech powyżej 20 na minutę, lub saturacja poniżej 95%), to nie będą cię ratować, tylko albo wsadzą na ogólny oddział kowidowy, albo do karetki, która cię powiezie do takowego. Nie będą cię leczyć na wylew. Chyba, że na taki oddział kowidowy „podejdzie” neurolog. Jak jesteś negatywny, to cię poleczą, nawet jak masz objawy, to cię dopiero w tym wariancie nie tyle będą leczyć, co zajmą się twoją chorobą, ale nie na poziomie leczenia, tylko na poziomie ratowania życia, a potem odeślą do szpitala specjalistycznego, jeśliś przeszedł negatywnie ponowny test w szpitalu.

Tak się „robią” kowidowe zgony w Polsce. Dlatego przodujemy i w zgonach (nie leczymy chorób innych niż kowidowe – patrz schemat), jak ci się trafi, że przegrałeś w loterii testowej. I dlatego nasza relacja średniego lub niskiego poziomu zakażeń do zgonów wygląda dramatycznie. Prokurujemy sobie zgony Z kowidem i raportujemy jakoby były one wynikiem pandemii. Świat od tego odchodzi.

Nie bardzo rozumiem PO CO my się w to sami pchamy?

PO co PiS-owi forsowanie ustawy obostrzającej akurat wtedy, kiedy nie tylko świat od tego zaczyna odchodzić, ale zaczyna mówić powoli, dlaczego to BYŁO bez sensu. Świat, ba! – sam Pfizer mówi, że kolejne szczepionki są bez sensu i nie dają efektu. Pfizer tak mówi, bo chce sprzedać swoją nową, omikronową, gotową podobno na marzec. To dlaczego my mówimy by się teraz tymi starymi, niedziałającymi na Omikrona jak najszybciej zaszczepić? Dlaczego właśnie w tej fazie, kiedy nawet oficjele światowi, z Gatesem na czele mówią, że musimy co najmniej poczekać, albo przestać, to my się ładujemy w segregacyjne przymusy szczepienne?

Znowu jesteśmy w przeciwfazie.

Jednolity front sanitaryzmu się sypie. A my trwamy na straży upadłych sztandarów. Szczepionki zostały zdemaskowane i logiką i badaniami, jako niedziałające. Wirus sprowadzany jest w politykach zdrowia publicznego przez wiele państw do kolejnej formy sezonowej grypy. A my nie – podostrzamy prawo i wprowadzamy procedury medyczne będące fabryką ukowidzenia większości zgonów, których poziom w dodatku zwiększamy. Czy rządzący sami tego nie rozumieją? Dokąd nas to zaprowadzi? Czy PiS-owi brakuje jeszcze problemów? Mamy tego sporo – wzrost wielu cen, który napędza inflację, mieszanie z Nowym Ładem, fatalna sytuacja geopolityczna, taka sama – energetyczna, zamieszanie w łonie władz. I jeszcze sobie robią TO? Ustawę sanitarystyczną, która nie tylko podzieli naród, ale i samą władzę? Do której przegłosowania trzeba się będzie uśmiechnąć do opozycji. Czyli jednak sanitarystyczny pakt ponad podziałami?

I właśnie – toż to ekspozycja władzy na łaskę opozycji. Ta ma przelicytowujące rząd propozycje dla Polski a la Australia. A to wcale nie oznacza, że przyjmie pierwszy krok władz w kierunku przymusu szczepiennego. Może się on dla niej wydawać niewystarczający i propozycja obecna może zostać odrzucona. Opozycja ma polityczny interes w tym, żeby PiS wylądował po stronie ostrych sanitarystów. I co wtedy? Odbędzie się publiczne grillowanie PiS-u pt. popatrzymy jak sobie bez nas załatwiacie większość? Albo – znowu publiczny – spektakl zbiorowego, ponad podziałami, paktu sanitarystycznego? To jak to jest – w kluczowych sprawach walka na śmierć i życie, zaś w kwestii pozbawiania społeczeństwa podstawowych praw – pełna zgoda? Jak wtedy społecznie będzie odbierana CAŁA klasa polityczna III RP?

Naprawdę nie rozumiem PO CO to robić?

A przecież rozwiązania leżą na stole, nie są z sufitu, bo wchodzą w nie coraz liczniejsze kraje. Żadnych kwarantann, ograniczyć testy, bo te nakręcają spiralę paniki, nie mając żadnego znaczenia epidemiologicznego, żadnego przymusu szczepień, żadnych paszportów, wymogu maseczek. Kto się boi – proszę bardzo: zaszczepić się, chodzić w masce, ale nie zakażać wszystkich innych. Pandemią… strachu.

PS. Aha, i na koniec kto sprokurował i kiedy powyższe schematy „postępowania z pacjentem” istnieją? Mamy tam członków byłej Rady Medycznej oraz przedstawiciela ministerstwa i datę: 27 listopada 2020 roku. Co najmniej od takiego czasu robimy sobie tę falę.

Jerzy Karwelis

19 stycznia, dzień 688. https://dziennikzarazy.pl/19-01-czy-polska-zejdzie-ostatnia-z-kowidowego-pokladu/

Planeta Lockdown; film, o sytuacji, w jaką wepchnięto świat. Polskie napisy.

https://odysee.com/@PlanetLockdown:6/Planet-Lockdown-Film-Polish:6?&sunset=lbrytv

Godz. 50 minut, ważne.

Planeta Lockdown to film dokumentalny o sytuacji, w jakiej znalazł się świat. Twórcy filmu rozmawiali z niektórymi z najzdolniejszych i najodważniejszych umysłów na świecie, w tym z epidemiologami, naukowcami, lekarzami, prawnikami, aktywistami, mężem stanu i duchownym. Opowiedzieli o swoich reakcjach na podjętą globalnie politykę zwalczania pandemii. Krytykując publicznie tę politykę narazili się na wyobcowanie z własnych środowisk, na utratę zarobków i reputacji. Te osoby miały odwagę mówić prawdę zgodną ze swoją wiedzą i sumieniem, wbrew dominującej narracji na temat Covid 19. Niech ich odwaga będzie inspiracją dla innych.

Louis Fouché, Alexandra Henrion-Caude, Catherine Austin Fitts, Astrid Stuckelberger, Liliane Held-Khawam, Michael Yeadon, Carrie Madej, Václav Klaus i Reiner Fuellmich w jednym z najpiękniejszych i być może najważniejszych filmów od początku kryzysu.

Wypowiedź PROFESORA w PE: W kryzysie zlekceważyliśmy naukę i prawo. Żądam moratorium.

WYPOWIEDZ PANA PROFESORA CHRISTIANA PERRONA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM W LUXEMBURGU w dniu 14.01.2022

Proszę o zabranie głosu.
Pan profesor: dziękuję bardzo, jestem zaszczycony, że mogę przybyć tutaj w dniu dzisiejszym; Szanowna pani przewodnicząca, pani minister, szanowni  posłowie. Chciałbym na początku przedstawić i przypomnieć moje doświadczenie zawodowe jako Przewodniczący Komisji do spraw Chorób Zakaźnych przy Naczelnej Radzie Zdrowia Publicznego.Byłem przez 15 lat doradca w różnych rządach Francji, gdzie zarządzam występującymi kryzysami z powodu chorób zakaźnych i kryzysami sanitarnymi. Przez wiele lat byłem również przewodniczącym komitetu technicznego do spraw szczepień i w związku z tym przewodził im polityce szczepień we Francji. Nie jestem przeciwnikiem szczepień, jak podają niektóre media. Jestem absolutnie przekonany co do znaczenia szczepień, bylem wiceprzewodniczącym WHO w grupie ekspertów do spraw szczepień w całym regionie w gestii WHO, co jest regionem znacznie większym niż UE, gdyż terytorialność WHO obejmuje cala Rosje, wszystkie republiki w Azji Centralnej, Turcje, i Izrael.W związku z tym mam doświadczenie w zakresie epidemii i szczepień w WHO. Mam dwie ważne wiadomości do przekazania o tym kryzysie, a mianowicie, zlekceważyliśmy naukę i prawo.Zlekceważyliśmy naukę, ponieważ wszystkie decyzje naszych polityków oparte są na opinii ekspertów, którzy na nieszczęście i o tym już wiemy są w poważnym konflikcie interesów z przemysłem farmaceutycznym i  podejmują decyzje w sposób tajemniczy, podając zero referencji naukowych. Osobiście znam Jean-François Delfressy – przewodniczącego rady naukowej w pałacu elizejskim. Znam go od dawna kiedy był internistą w 1978 r i zadzwoniłem do niego kilka tygodni temu, mówiąc : „ słuchaj Jean-François, nie jesteśmy zgodni, ale chciałbym debaty kontradyktoryjnej, ponieważ ty wydajesz opinie ot tak sobie, nie znamy twoich źródeł”. On odmówił tej debaty. Dlatego jestem w komfortowej sytuacji, gdyż od dwóch lat walczę w mediach francuskich, napisałem dwie książki, które nigdy nie były kwestionowane z punktu widzenia naukowego. W moich książkach znajdują się na ponad dziesięciu stronach dowody naukowe i wszystko oparte jest na źródłach, nigdy tez nie zmieniłem zdania od ponad dwóch lat i nikt nigdy nie zakwestionował ani jednego mojego słowa. Nawet gdy media  codziennie  podają, że jestem spiskowcem, ale to dlatego, że nie posiadają żadnych argumentów, a więc brakuje im dowodów naukowych. Następnie, kiedy pojawiły się dowody naukowe, wszyscy zobaczyliśmy w nich nagromadzone oszustwo. Publikacje w największych gazetach świata były oszukańcze. Przypominacie sobie gazetę „Lancet gate” w której chciano zdyskredytować hydroxychlroquine, lobby zapłaciło redakcji i gazecie, aby wydali fałszywe badania naukowe, które wszystko zablokowały w skali światowej.

Nie tak dawno widzieliśmy w gazecie „British Medical Journal”, gdzie „Pfizer gate” pokazał część badań Pfizera, który aby otrzymać autoryzacje na rzekoma szczepionkę, badanie sfałszował. We Francji o tym żadne media nigdy nie mówiły, za wyjątkiem malej wzmianki w „Le Figaro”. Jest to skandaliczne, zwłaszcza gdy ukazał się „Lancet”, wszystkie media o tym mówiły. Konflikty interesów są poważne, czy to z ekspertami, czy z mediami, co jest publicznie znane, nie jest to fake news i to nie ja to wymyśliłem. Rząd francuski dodatkowo daje dziesiątki tysięcy milionów euro dla mediów głównego nurtu i tak od dwóch lat dal trzy miliardy na swoje media. Trzy miliardy euro ! A podobno budżet francuski jest pusty, a daje się  trzy miliardy dla mediów. Za te miliardy można by zbudować dużo szpitali. Następnie produkt ten nazywają szczepionka. Byłem długie lata uważany za specjalistę w tej dziedzinie we Francji, Europie i na świecie, dlatego sadze, że największym skandalem tej epidemii jest fakt, że nas przekonano, że to szczepionki, które wcale nimi nie są. Dowodem na to jest fakt, że nie działają, nie powstrzymują zakażeń ani powikłań, a narody się zaszczepiły. Po czym ponad 90% ludzi zaszczepionych dwiema i trzema dawkami  znajdują się w szpitalach na oddziałach reanimacyjnych.

Czegoś takiego ja nigdy dotąd nie widziałem i to dowodzi, że to nie są szczepionki, więc trzeba natychmiast zatrzymać to szaleństwo. Jest choroba, która prawie już nie zabija ! Gdzie są zmarli ? Podawano zawyżone statystyki, ponieważ testy PCR, które wskazywały ponad to, co jest dozwolone naukowo, stąd podawano zawyżone liczby zgonów i zachorowań. Ponieważ ludzie, którzy przychodzili do szpitali na coś innego i jeśli mieli test pozytywny, byli uznawani za chorych na cowid, a w przypadku śmierci  uznanych za zmarłych na cowid. Następnie, co mnie niesamowicie szokuje jako specjalistę od szczepionek, że potrzeba aż 10 lat, żeby szczepionka normalnie była dopuszczona. Ponadto  widzę skandal dotyczący kobiet ciężarnych, gdzie zwyczajowo trzeba 10 lat do  autoryzacji i ostatecznie komercjalizacji  i to musi być uzasadnione. A tu w ciągu kilku miesięcy dopuszczono je dla ciężarnych. Szokuje mnie najbardziej brak podstaw naukowych takiej decyzji. Rząd mówi, że potrzebna jest trzecia, wkrótce czwarta, piata, szósta i siódma dawka  i zero danych naukowych aby potwierdzić taką decyzję. Również bardzo mnie szokuje, .ze AEM – Europejska Agencja Leków przyznała się latem ubiegłego roku, że nie znała całego składu szczepionki, a mimo to wydala zezwolenie na jej stosowanie. – Proszę kończyć, ma Pan maksymalnie jedna minutę. Profesor kontynuuje:
Co znamy aktualnie i oficjalnie, według bazy danych to to, że szczepionka spowodowała 36000 zgonów w Europie, 25000 zgonów w USA oraz około setki sportowców. Również jak podają onkolodzy w Stanach Zjednoczonych nastąpił wzrost śmiertelności z powodu nowotworu po podaniu szczepionki. Sadze, ze najlepszym przykładem jest to, ze w krajach w których nie stosowano szczepionki lub odstąpiono od jej stosowania nie ma już epidemii. To bardzo istotne. Tak jest w Indiach. Ostatnie słowo jeśli chodzi o prawo, otóż to wszystko nie jest legalne, bo jak powiedziałem wcześniej, warunkowe dopuszczenie do obrotu można uzyskać, jeżeli wykażemy, że nie ma skutecznego leczenia.

Setki publikacji  naukowych jak i przykład Indii i innych krajów pokazują, ze leczenie jest skuteczne. Nade wszystko trzeba stwierdzić, ze jesteśmy w trzeciej fazie eksperymentalnej i że traktaty międzynarodowe jak i Kodeks Norymberski totalnie zabraniają stosowania produktów w fazie eksperymentalnej.Wszystkie rządy, wszyscy parlamentarzyści, którzy głosują za obowiązkowym szczepieniem tym produktem, mogą być ścigani i osobowo postawieni przed trybunałem międzynarodowym za naruszenie prawa karnego w zakresie narażenia ludzkości na niebezpieczeństwo utraty życia.

Ponieważ mówimy również o dzieciach – i na tym zakończę – są dzieci, które umierają po szczepionce i teraz wiemy, że te które zmarły po szczepionce, są liczniejsze niż te które chorowały na cowid i zmarły. Jest prawie zero zgonów. Osobiście znam 17 – latkę i 20 – latkę, które zmarły dzień po szczepieniu z powodu zawału mięśnia sercowego. Takiego przypadku w mojej karierze nie widziałem, zawału serca w wieku 20 lat i inny z powodu zatoru płucnego. Wiec proszę o moratorium na te produkty, które ewidentnie nie są szczepionkami i które nie były odpowiednio przebadane oraz do czasu jak będziemy mieli dostępne wyniki badan za kilka lat. Dziękuję.

za stroną: kliknij

REZERWAT W BUDOWIE

Mam zaszczyt od wielu lat przyjaźnić się z profesorem Mirosławem Dakowskim. Od strony www.dakowski.pl rozpoczynam codzienną „prasówkę”. Zawsze znajduję tam trafnie dobrane artykuły, które mówią o rzeczach istotnych, ważnych dla Polaków, a nieobecnych w mediach głównego nurtu. Oprócz autorskich felietonów spora dawka materiałów z przeróżnych, niszowych często, źródeł. Obowiązkowa lektura dla ludzi łaknących informacji, które skrzętnie zbierane, trafiają na ten jeden, szczególny portal.

O jego wadze najlepiej świadczą kolejne ataki hakerskie, próbujące zrujnować dorobek Profesora. Na szczęście, dzięki Bogu i heroicznym wysiłkom właściciela, strona za każdym razem odradza się, niczym mityczny feniks z popiołów. Tam też, parę dni temu, znalazłem przedruk materiału Kamili Szałaj z Tygodnika Rolniczego, zatytułowanego „To musi być straszny przekręt”, a dotyczącego planów budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Niezwykle przejmujący tekst o ludziach, których krótką decyzją wywłaszczeniową, tak zwaną specustawą, planuje się wyrwać z ich ziemi, za pieniądze niewspółmierne do jej rzeczywistej wartości i wyrzucić poza obręb dotychczasowej społeczności, i bezpiecznego dotąd otoczenia. Takie tragedie zawsze poruszają i muszą budzić zrozumiały sprzeciw, tym bardziej, że wielu z nas pojęcia wywłaszczeń, czy przesiedleń, historycznie kojarzą się, jak najgorzej. Człowiek, w zderzeniu z bezwzględnym aparatem państwa, czuje się bezsilny. Paradoksalnie rząd, czyli reprezentant suwerena, jakim jest naród, swą siłę kieruje przeciw swojemu pracodawcy, dowodząc tym samym absurdu tak zwanej demokracji. Gdyby było inaczej, używano by siły argumentów, a nie argumentu siły. 

Sama zasadność budowy ogromnego hubu w tej chwili, jest mocno dyskusyjna, jakkolwiek przed tak zwaną pandemią, można było jej jeszcze bronić wskazując na systematycznie rozwijający się ruch lotniczy. Sprawa musi mieć jednak zupełnie inne podłoże, skoro jeszcze kilka lat temu Minister Infrastruktury wydał zgodę na budowę nowej wieży Kontroli Lotniska na Okęciu, na podstawie której rozpoczęto prace architektoniczne, Port Lotniczy zakładał rozbudowę terminalu o kolejne rękawy dla samolotów, a krótko przed nagłym i niespodziewanym atakiem wrażego wirusa wszystko zostało zarzucone. Warto nadmienić, że całkiem rozsądna koncepcja rozwoju Okęcia, która zakładała budowę trzeciego pasa, równoległego do istniejącego „33”, pozwalająca zwielokrotnić przepustowość lotniska w sposób bezkolizyjny z miastem, została wyrzucona do kosza, gdy podjęto pospieszną decyzję o budowie przy-lotniskowego odcinka trasy S8, w jej obecnym przebiegu. Już wtedy zapadł wstępny wyrok na grunty Okęcia, które za chwilę staną się swoistym El Dorado, najpierw dla różnej maści polityków, później urzędników, a na końcu deweloperów, pośród których rdzennie polskich zapewne zabraknie. Kanadyjscy Indianie, oddając we władanie białym, silnym najeźdźcom rodową perłę, jaką jest rejon Niagary, wywalczyli sobie przynajmniej przywilej wyłączności na budowę i zarządzanie powstałymi tam kasynami gry, o dożywotnim zwolnieniu podatkowym nie wspominając. Obserwując arogancję „naszych” polityków obawiam się jednak, że naród tubylczy uzyska co najwyżej prawo do budowy i użytkowania rezerwatu, z dożywotnim i wielopokoleniowym obowiązkiem płacenia podatku katastralnego.

Dowiadujemy się z przywołanego na wstępie artykułu, że sprawa toczy się już 4 lata, a pierwsza łopata zostanie wbita w ziemię w pięciolecie tego pomysłu. Zapewne wynika to z dochowania staranności przez urzędników, którym Załącznik 14 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym z Chicago (ICAO), nakazuje uwzględnianie przy planowaniu budowy lotniska, tak zwanego współczynnika użyteczności. Przetłumaczony i wydany przez Urząd Lotnictwa Cywilnego w postaci Dziennika Urzędowego, mówi między innymi, że „w przypadku lokalizacji nowej drogi startowej do lotów (…) należy zwrócić szczególną uwagę na obszary, nad którymi samoloty będą musiały wykonywać loty (…), aby zapewnić, że przeszkody na tych obszarach lub inne czynniki nie ograniczą możliwości wykonywania operacji przez samoloty, dla których droga startowa jest przeznaczona”. I z pewnością, zwracają na ten aspekt od tych kilku lat swoją szczególną uwagę.

Nie jest to łatwe, bo przecież dalej zapis mówi, że „usytuowanie i ukierunkowanie pasów startowych na lotnisku powinno w miarę możliwości być takie, aby tory przylotów i odlotów minimalizowały zakłócenia na obszarach zatwierdzonych do użytku mieszkalnego i innych wrażliwych na hałas obszarach w pobliżu lotniska w celu uniknięcia problemów z hałasem w przyszłości”. A to już nie jest tylko kwestia tych hektarów zawężonych do samego lotniska, o które władze sprzeczają się z mieszkańcami. Wybór lokalizacji lotniska, jego budowa i późniejsze użytkowanie, to ogromne przedsięwzięcie, z wieloma uwarunkowaniami, które oprócz wspomnianego tu Załącznika, szczegółowo opisują, nierzadko kilkusetstronicowe dokumenty szczegółowe, jak „Podręcznik projektowania lotnisk”, „Podręcznik planowania portu lotniczego”, „Wytyczne odnośnie metodycznego zarządzania hałasem powodowanym przez statki powietrzne”, czy „Podręcznik certyfikacji lotnisk”. Obowiązujące w nich zapisy, czy choćby zalecenia, nie mogą stać w sprzeczności z zasadami zawartymi w „Podręczniku planowania służb ruchu lotniczego”, czy w dokumencie „Procedury służb żeglugi powietrznej”, gdzie dokładnie określone są kwestie dotyczące zarządzania ruchem lotniczym, operacje statków powietrznych i wiele innych aspektów, uwzględniających całą infrastrukturę związaną z samym lotniskiem. Ale to także choćby kwestie zasilania. Nie wszyscy wiedzą, że  dotychczasowe lotnisko stołeczne zużywa tyle prądu, ile wystarczyłoby dla zaspokojenia potrzeb kilkudziesięciotysięcznego miasta. Budując lotnisko należy również uwzględnić wszystkie aspekty związane z istniejącym w danym terenie ekosystemem. Pamiętamy przypadek, kiedy dbałość o gatunek małego żyjątka przekreśliła  możliwość rozbudowy jednego z lotnisk w Polsce. Port lotniczy potrafi mieć też poważny problem z migrującymi ptakami, które rokrocznie wędrują stałymi trasami, ale część z nich żeruje ciągle w rejonie lotnisk. Tu, żadnych tego typu obaw najwyraźniej nie ma. To nie tylko  kwestia doprowadzenia mediów, ale i odprowadzania ścieków, odpadów, utylizacji materiałów niebezpiecznych, jak oleje, płyny do odladzania itp.. To cała złożoność zaplecza  technicznego, budynków obsługi, urządzeń energetycznych, radionawigacyjnych, hangarów. To wokół-lotniskowy ruch kołowy, czy kolejowy. To również analiza warunków geologicznych gruntu, możliwości występowania potencjalnie niebezpiecznych zjawisk pogodowych, jak mgła, czy silne porywy/uskoki wiatru. Chcę wierzyć, że nad tym wszystkim pracuje usilnie tych blisko 500 zatrudnionych już w tym projekcie osób, choć obawiam się, że i tak przepłacimy, kupując całość od azjatyckiego dostawcy, który z połową uwarunkowań polskich nigdy się nie zetknął, a za każdą poprawkę przyjdzie nam płacić krocie. Bo zabraknie aneksu. Ale w umowie.

Według tego, co słyszymy od polityków, bo przecież nie ekspertów, hub ma służyć przede wszystkim ogromnym samolotom międzykontynentalnym. Co prawda, żadne dane na ziemi i niebie nie wróżą gwałtownego przyrostu ruchu pasażerskiego w najbliższych latach, mało tego – niektóre kontynenty stają się w zasadzie terytoriami niedostępnymi dla turystów. Ale, urzędnicy pewnie wiedzą, co czynią, bo przecież mają wyraźną wskazówkę we wspomnianym aneksie ICAO, który podpowiada, iż „liczba i ukierunkowanie dróg startowych na lotnisku powinny być takie, aby współczynnik użyteczności lotniska wynosił nie mniej niż 95 % dla samolotów, do obsługi których lotnisko jest przeznaczone”. Ano, zobaczymy…

I wreszcie, Załącznik mówi wyraźnie, iż „wybór danych, które mają być wykorzystane do obliczenia współczynnika użyteczności, powinien być oparty na wiarygodnych statystykach rozkładu wiatru, obejmujących możliwie najdłuższy okres, najlepiej nie krótszy niż pięć lat. Wykorzystywane obserwacje powinny być prowadzone co najmniej osiem razy dziennie w równych odstępach czasu”.  No, ale o tym muszą wiedzieć od tych co najmniej pięciu lat, skoro już się szykują z tą łopatą.https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/rezerwat-w-budowie,p1608494512

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl 2022-01-21

Bandy UPA powrócą na Podkarpacie i Lubelszczyznę

Od czasu likwidacji ostatniej banderowskiej sotni na Podkarpaciu, 3 września 1949 roku minęły już prawie 73 lata. I oto jak podał dziennik The New York Times, opisując rodzaje pomocy, jaką administracja USA może udzielić Ukrainie w razie inwazji Rosji na to państwo i jego ewentualnej okupacji. Wedle tych doniesień Polsce może zostać wyznaczona rola bazy szkoleniowej i wypadowej dla bojowników ukraińskiego ruchu oporu.

Tak więc amerykański właściciel Polin, wyznaczył już kundlom rządzącym w Warszawie, że terytorium Polin ma być w razie Rosyjskiej inwazji na banderland, a dokładnie Podkarpacie i Lubelskie mają spełniać rolę baz…dla banderowskich sotni, mających dokonywać wypadów z polskich ziem na Ukrainę, by nękać Rosjan okupujących samostijną.  

Jak więc widać historia zatoczyła kolo i na ziemiach Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny znowu pojawią się nowe banderowskie kurenie i sotnie, noszące ,,dumne” nazwy Burłaki, Zaliźniaka, Eneja, Hromenki i innych ludobójców Polaków, a to wszystko za pełną zgodą i wszelkim wsparciem polińskich renegatów. To po to zapłaciło na terenie obu tych województw w latach 1944- 1949 cenę najwyższą, cenę własnego życia ponad 40 tysięcy naszych rodaków, a z samego tylko województwa Rzeszowskiego tylko w roku 1946 uciekło 140 tysięcy Polaków przed ludobójczym terrorem nazistowskich, ukraińskich band UPA. I trzeba była Operacji Wisła, by to ukraińskie ludobójstwo Polaków na tych terenach wreszcie zakończyć, a dziś historia się powtórzy i to jeszcze za naszą własną zgodą. 

Czy ktoś jest jeszcze, aż tak naiwny, że Polacy zamieszkujący dziś województwo Rzeszowskie i Lubelskie, w wyniku obecności tych zbrodniczych formacji w miejscach, w których dzisiaj mieszkają, unikną tragedii, jaka stała się udziałem naszych rodaków przed ponad 70 laty, mieszkających dokładnie na tych samych ziemiach? Jeśli ktokolwiek tak sądzi, ten jest albo skończonym durniem, albo zwyczajnym zdrajcą. 

Powiem więcej, że zbrodnicza działalność ukraińskich, faszystowskich bojówek, które jeśli już pojawią się oficjalnie w Polsce, nie ograniczy się z ich strony bynajmniej do ponownego podpalenia przez nich naszych obecnych południowo – wschodnich Kresów Rzeczpospolitej, jakimi są województwa Rzeszowskie i Lubelskie, ale ogień śmierci i zniszczenia, które rozsieją, rozleje się na cały nasz kraj. Albowiem to wcale nie Rosja, ale to my Polacy i nasza Ojczyzna jesteśmy głównym celem tych, którzy dziś podburzają i dozbrajają ukraińskich szowinistów do rozpętania nowej wojny, tak jak wysługiwali się nimi do podobnych celów od ponad 75 lat, w praktycznie wszystkich zakątkach naszej planety, co opisał w szczegółach 45 lat temu śp. prof Edward Prus w swojej książce pt: Pannacjonalizm. Polityczna działalność emigracyjna byłych kolaboracjonistów z Europy wschodniej i południowo-wschodniej, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1976. 

I to czego nie udało się zrealizować hitlerowskim Niemcom, wprowadzą w życie ,,nasi” alianci, z którymi jesteśmy ponoć ,,silni w sojuszach”.

Osobiście jestem również przekonany, że już dziś w każdym większym mieście w Polsce, działają tajne, zbrojne ukraińskie grupy dywersyjne, które jeśli przyjdzie nam Polakom do głowy pomysł wybicia się na pełną niepodległość i suwerenność, wtedy zostaną bezwzględnie użyte do krwawej pacyfikacji naszego narodu i ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej. To nie jest bynajmniej jakaś niedorzeczna fantazja, tylko powielenie niemieckiego wzorca, podobnych działań w stosunku do włoskiego alianta III Rzeszy, czasów drugiej wojny światowej. Otóż latem 1941 roku, minister spraw zagranicznych Włoch, a prywatnie zięć Mussoliniego, hrabia Galeazzo Ciano, otrzymał na swoje biurko raport włoskiego kontrwywiadu wojskowego, meldujący w szczegółach o obecności w każdym większym mieście Italii, niemieckich, tajnych, zbrojnych grup dywersyjnych, które otrzymały rozkaz, że jeśliby włoskim aliantom Hitlera wpadł do głowy pomysł, opuszczenia koalicji państw osi, wtedy wyżej wymienione grupy dywersyjne otrzymały rozkaz, zamienienia całej Italii w krwawą mielonkę i tym samym doprowadzenia do totalnego chaosu w całym państwie, nad którym władze Włoch, nie będą w stanie zapanować. 

Jak więc widać pomysł nie nowy, ale zawsze skuteczny, jeśli jakimś państwem zarządza banda skretyniałych idiotów, bez żadnej wyobraźni. Taki właśnie plan użycia ukraińskich, zbrojnych grup dywersyjnych na terytorium naszego kraju, przeciwko nam Polakom, jest również zgodny ze słowami wypowiedzianymi w 2018 roku, przez byłego wiceministra obrony Ukrainy generała Ołeksandra Kuźmiuka, że: wprowadzenie w Polsce ustawy penalizującej banderyzm, może wywołać powstanie ukraińskich imigrantów zarobkowych. Warszawa regularnie przypomina Kijowowi o wydarzeniach rzezi wołyńskiej i o działaniach liderów UPA, Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Jednak Ukraińcom też jest co przypominać – powiedział Kuźmuk. Zaznaczył, że odnoszenie się przez Ukraińców i Polaków do kwestii historycznych może tylko pogorszyć sytuację.   – Jeśli przypomnieć historię, sprzed 100, 200 lat, nawet króla Bolesława [Chrobrego], 1000 lat temu, to tyle nazbieramy, że te milion dwieście tysięcy Ukraińców, którzy są dziś w Polsce, o których dziś przypomnieliśmy „a może z nimi coś będzie”. Tak, to piąty front ukraiński, który poszedł do Polski [nawiązanie do sowieckiego 4. Frontu Ukraińskiego z czasów II wojny światowej – red.]. I niczego z nim nie będzie. Ale on chwyci za kije, jeśli będziemy przypominać o wszystkich Kozakach powieszonych od Lwowa do Kijowa – powiedział ukraiński generał.   Tak więc historia zatoczyła koło i ponownie znaleźliśmy się jako Państwo i Naród w tym samym miejscu i w obliczu tego samego, śmiertelnego zagrożenia naszego bytu, zarówno narodowego, a nade wszystko biologicznego, co 80 lat temu.     I na koniec jeszcze taka smutna refleksja, że jako naród nie wyciągnęliśmy absolutnie żadnych wniosków z naszej tragicznej przeszłości, wspierając dziś potomków naszych najbardziej zwyrodniałych katów, którzy bestialsko wymordowali prawie pół miliona naszych braci i sióstr, zamieszkujących Kresy Południowo – Wschodnie, gloryfikujących  dziś tych potworów w ludzkiej skórze, jako ,,niezłomnych” herojów, którymi nigdy nie byli. I co gorsza gotowi jeszcze jesteśmy popełnić w ich obronie zbiorowe, narodowe samobójstwo, chociaż oni nawet nie kryją, jak bardzo nami gardzą.    Czy może istnieć jeszcze większa głupota?

Jacek Boki
Elbląg
18 styczeń 2022 r.

Źródła:

Za: Kresy we krwi (18 stycznia 2022) | http://kresywekrwi.blogspot.com/2022/01/bandy-upa-powroca-na-podkarpacie-i.html?m=0

https://www.bibula.com/?p=130839

Luc Montagnier do medyków: Zachowujcie się jak lekarze, nie jak barany. Nie bójcie się.

ODMAWIAM PODDANIA SIĘ SZCZEPIENIU! Luc Montagnier – noblista w dziedzinie medycyny.

— Luc Montagnier – francuski wirusolog, współodkrywca HIV w 1983, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny, współtwórca technologii mRNA.

Luc Montagnier na pytanie skąd wzięły się warianty wirusa SARS-COV-2 odpowiedział:
To bardzo proste. Warianty wzięły się ze szczepień. Przeciwciała wytworzone przez wirusa pozwalają na to, żeby infekcja była bardziej nasilona. Nazywa się to wzmocnieniem zależnym od przeciwciał.
Szczepionka powoduje wytworzenie dużej ilości białka kolca, takiego jak na powierzchni wirusa i to jest bardzo niebezpieczne, bo sprzyja zachorowaniu. Dlatego coraz więcej osób choruje po szczepieniu.
Wg uczonego Paszporty Covidowe to coś haniebnego i skandalicznego. Szczepionka w technologii mRNA jest chimerą. Nie wiadomo jakie będą konsekwencje przyjęcia jej.
Odmawiam poddania się szczepieniu – powiedział i zwrócił się do medyków: Zachowujcie się jak lekarze, nie jak barany. Nie bójcie się.

January 16, 2022 https://rumble.com/vsp1vd-luc-montagnier-wsptwrca-technologii-mrna-do-lekarzy-nie-zachowujcie-si-jak-.html

„Romantycy”, czy agenci?

Najwyraźniej negocjacje Stanów Zjednoczonych z Rosją w sprawie warunków, na jakich Rosja może obiecać Ameryce neutralność w przypadku przystąpienia USA do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, wchodzą w nową fazę. Mam oczywiście na myśli gwałtowne zamieszki w Kazachstanie, dokąd Rosja – oczywiście na prośbę tamtejszych władz – wysyła wojska pokojowe. Nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no, mniejsza z tym), że te pokojowe wojska nie tylko przywrócą w Kazachstanie porządek, ale według wszelkiego prawdopodobieństwa, będą już stale nad nim czuwały.

W ten oto prosty sposób rosyjski prezydent Włodzimierz Putin krok po kroku realizuje swoje polityczne marzenie o odtworzeniu ZSRR, którego rozpad zarówno on, jak i słynny rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”), Włodzimierz Wolfowicz Żyrynowski, uważa za największą klęskę w przyrodzie w wieku XX. Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po wchłonięciu przez Rosję Białorusi, która wprawdzie jeszcze fika nogami, ale już jest w sytuacji żaby w paszczy węża, z której nie ma odwrotu, a tu Kazachstan. Ten Kazachstan nie tylko jest wielokrotnie większy od Białorusi, nie tylko ma wielkie zasoby ropy i rozmaitych surowców strategicznych w rodzaju uranu, ale przede wszystkim na odcinku 1533 kilometrów graniczy z Chinami. Dzięki temu granica chińsko-rosyjska licząca prawie 4200 kilometrów, może wydłużyć się o dalsze półtora tysiąca. To ważna okoliczność, bo – jak pamiętamy z lipca 1939 roku, kiedy to Moskwę odwiedziła delegacja brytyjskiego sztabu imperialnego, żeby namówić Stalina do opowiedzenia się przeciwko Niemcom, Ojciec Narodów nie powiedział: „niet”, ale zwrócił uwagę, że ZSRR nie ma wspólnej granicy z Niemcami, więc jakże Armia Czerwona ma wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby tak – rozmarzył się Chorąży Pokoju – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granicę Polski – aaa, to co innego!

W przypadku Rosji i Chin wspólna granica istniała zawsze – ale cóż to komu szkodzi wydłużyć ją o dalsze półtora tysiąca kilometrów? Tak, jak Polska nie wie, w jaki sposób w razie czego zachowa się NATO – ale Putin też do końca tego nie wie i to jest, jak dotąd, nasza jedyna korzyść, jaką mamy z uczestnictwa w Pakcie – tak i Chiny nie będą do końca pewne, czy ewentualna deklaracja rosyjskiej neutralności to naprawdę, czy tylko taki zwód, więc w przypadku przystąpienia USA do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, na wszelki wypadek będą musiały przygotować się do konfliktu na dwa fronty, co zawsze bywa kłopotliwe.

Z tego punktu widzenia wkroczenie rosyjskich sił pokojowych do Kazachstanu wcale nie musi być nieprzyjemną niespodzianką dla Ameryki. Przeciwnie – może to być kolejny fragment prezentu, jaki prezydent Józio Biden przygotował, dla rosyjskiego prezydenta Putina. Jak wielokrotnie zwracałem uwagę, taki prezent za żadne skarby nie może przypominać prezentu, bo co by sobie wtedy pomyśleli płomienni szermierze demokracji na całym świecie?. Musi on przybrać postać dopustu Bożego, za który nikt, a już zwłaszcza Stany Zjednoczone, nie ponoszą odpowiedzialności. Czy jednak taka opinia nie jest przejawem nadmiernej, chorobliwej podejrzliwości? Wszystko to oczywiście być może, chociaż z drugiej strony poeta przypomina, że „na tym świecie pełnym złości, nigdy nie dość jest przezorności”. A cóż nakazuje przezorność? Przezorność nakazuje brać po uwagę wszystkie, nawet mało prawdopodobne możliwości. Dobrze jednak, gdy podejrzenia można wesprzeć jakimiś dodatkowymi poszlakami.

I oto pan Witold Jurasz w święto Trzech Króli opublikował na portalu „Onet” artykuł pod intrygującym tytułem: „Szybka klęska polskich romantyków w Kazachstanie”. Tytuł intrygujący z kilku powodów. Po pierwsze – skąd w Polsce w 2022 roku jacyś „romantycy”? Nie ma takich ani w obozie „dobrej zmiany”, gdzie wszyscy patrzą, jakby tu wypić i zakąsić. Nie ma ich też wśród folksdojczów z nieprzejednanej opozycji, bo jakże pogodzić romantyzm z folksdojczyzmem? Tym bardziej nie ma takich w PSL, bo to contradictio in adiecto, czyli sprzeczność sama w sobie.

Po drugie – nawet gdyby w Polsce jacyś romantycy się znaleźli, to cóż im do Kazachstanu? Owszem, były czasy, gdy Józef Stalin polskich romantyków masowo ekspediował do Kazachstanu, ale większość z nich pozostała tam na zawsze, a ci, którym udało się wrócić, o ile jeszcze żyją, nie chcą mieć z Kazachstanem nic wspólnego.

Tymczasem z komentarza pana Jurasza wynika, że romantycy nie tylko w jakiś zagadkowy sposób w Kazachstanie się znaleźli, ale w dodatku – że wdali się tam w jakieś awantury, w których ponieśli „szybką klęskę”. Musimy to sobie rozebrać z uwagą tym bardziej, że pan Wiktor Jurasz uchodzi za specjalistę od takich spraw, więc na pewno wie, co napisał.

Wprawdzie wiadomo, że – w odróżnieniu od Ameryki – Rosji wierzyć nie można, ale nawet w takiej sytuacji warto zwrócić uwagę, iż 5 stycznia rosyjskie media oskarżyły Polskę, że „stoi” ona za rozruchami w Kazachstanie. Oczywiście nie dosłownie, co to, to nie; w coś takiego nawet najbardziej łatwowierny wyznawca Putina by nie uwierzył – toteż rosyjskie media oskarżyły o to nie całą Polskę, tylko nadający z Polski kanał Nexta”, który po raz pierwszy objawił się w trakcie zabawy Polski w mocarstwowość na Białorusi. Jak wiadomo, zabawa ta skończyła się nie tylko spacyfikowaniem na oczach całego, bezradnego „wolnego świata” przeciwników prezydenta Aleksandra Łukaszenki, który w ten sposób, razem z całą Białorusią, został wepchnięty w objęcia Putina, który już go z tego uścisku nie wypuści, no i wyaresztowaniem polskich działaczy na Białorusi, którzy już po raz kolejny zostali poderwani do walki z prezydentem Łukaszenką. Jak pamiętamy, taka mobilizacja Związku Polaków w charakterze jedynej opozycji przeciwko białoruskiemu prezydentowi, miała miejsce wkrótce po wizycie w Wilnie pani Kondolizy Rice, która powiedziała, że z tym całym Łukaszenką trzeba zrobić porządek. Wtedy pani minister Adam Daniel Rotfeld w podskokach to zadanie wykonał, podrywając do walki z Łukaszenką Związek Polaków i redukując w ten sposób polskie wpływy na Białorusi do gołej ziemi, bo sprytny prezydent Łukaszenka wykorzystał tę sytuację do oskarżenia Polski o dywersję. Ale dosyć już o tym, bo przecież chodzi o to, co robili „romantycy” w Kazachstanie?

Otóż ruscy szachiści twierdzą, że Nexta jest finansowana przez polskich bezpieczniaków. Oczywiście kłamią, jakże by inaczej – ale z drugiej strony 23-letni pan Sciapan Puciła, „bloger, reżyser, youtuber, muzyk, influencer i osobowość medialna” – jak charakteryzuje go Wikipedia, który ten kanał prowadzi, jest współpracownikiem telewizji „Biełsat”. Musi to być prawdziwy człowiek renesansu, ale nie o to chodzi, tylko – skąd ma szmalec, zarówno on, jak i cała telewizja „Biełsat”? Oficjalna informacja jest taka, że jest to część rządowej telewizji, finansowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i „międzynarodowych donatorów”. Jeśli chodzi o MSZ to miejmy nadzieję, że już nie przekazuje ono informacji, kto ile dostał, do białoruskiego urzędu skarbowego, a co do „międzynarodowych donatorów”, to nie śmiem się nawet domyślać ich tożsamości. Gdybym jednak się ośmielił, to pewnie bym się domyślił, że mogliby to być np. bezpieczniacy amerykańscy, dla których polskie pośrednictwo może być bardzo wygodne, bo pozwala wszelkie podejrzenia kierować w stronę Polski, a nie kogokolwiek innego. Dzięki temu uzgodniony prezent może być jeszcze lepiej zakonspirowany, ku satysfakcji płomiennych szermierzy demokracji na całym świecie.

Pan Jurasz pisze, że Nexta, podobnie jak wcześniej w przypadku Białorusi, teraz też otwarcie wzywała Kazachów do wyjścia na ulice Ałmaty, gdzie doszło do strzelaniny. W związku z tym, „nawet pobieżna analiza” przekazywanych treści wskazuje, że w odniesieniu do wydarzeń w Kazachstanie, kanał „nie zachował żadnej neutralności, czy dziennikarskiego obiektywizmu” – twierdzi pan Jurasz – i ja mu wierzę, bo skoro oglądał on przekaz Nexty, niechby nawet „pobieżnie”, to musi na ten temat wiedzieć więcej ode mnie, który Nexty nie oglądałem wcale.

No dobrze – ale co ma wspólnego pan Sciapan Puciła z „polskimi romantykami”? Nazwisko wskazywałoby na to, że jest on Białorusinem, a więc już z tego powodu nie nadaje się na żadnego „polskiego romantyka”, a poza tym sprawia wrażenie człowieka bardzo twardo stąpającego po ziemi i wiedzącego, z której strony chleb jest posmarowany. Skoro on nie jest ani Polakiem, ani – prawdopodobnie – „romantykiem”, to gdzie tych „polskich romantyków” szukać?

Obawiam się, że pan Witold Jurasz może używać tu pewnego szyfru, w którym pod pojęciem „polskich romantyków” ukrywają się agenci amerykańskiej bezpieki, która zleca im rozmaite zadania, oczywiście nie informując ich o tym, w jakim kierunku one zmierzają i do czego mają doprowadzić. To, że ich nie informują, to oczywista oczywistość, bo wystarczy przecież, że jako „międzynarodowi donatorzy” dają im zadania i szmalec. Jeszcze tego brakowało, żeby taka CIA spowiadała się panu Sciapanowi Pucile ze swoich najskrytszych marzeń. Ale znacznie gorsze jest to, że te cele sprawiają wrażenie, że nie są znane również polskim władzom, które wprowadziły się w tak zwaną „spółkę lwią”. Charakteryzuje się ona tym, że jedna strona takiej spółki inkasuje zyski, podczas gdy druga – pokrywa straty. Ale to nie jest wina Amerykanów, że traktują władze naszego nieszczęśliwego kraju w podobny sposób, jak w wieku XVIII traktowały naszych dygnitarzy mocarstwa rozbiorowe. „Zwiódł król pruski marszałków, marszałkowie posłów, a carowa rosyjska targowickich osłów” – głosił anonimowy, niestety spóźniony wierszyk. Jak pamiętamy, w przypadku króla pruskiego chodziło o zaoferowanie Polsce antyrosyjskiego sojuszu. Marszałkowie i posłowie, którzy myśleli, że to wszystko naprawdę, mało jaja nie znieśli z radości. Tymczasem królowi pruskiemu chodziło o to, by Rosja nie połknęła całej Polski, tylko żeby się z nim Polską podzieliła – co też się i stało.

O co chodzi dzisiaj Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi? Obawiam się, że tego nikomu postronnemu on nie mówi, toteż sytuacja naszych Umiłowanych Przywódców jest podobna do recenzji, jaką w swojej piosence Jacek Kaczmarski wkłada w usta ambasadora Repnina: „Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka, to wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5105 18 stycznia 2022

„Polski Ład” w praktyce.…

Oto list od administratora budynku.

———————————-

Dzień dobry,

w związku z nowymi przepisami podatkowymi, które obowiązują od 1 stycznia 2022 (Polski Ład) dozorca zatrudniony w Państwa budynku straci ok 10% wynagrodzenia netto.

W przypadku podwyższenia wynagrodzenia Wspólnota musi ponieść większe koszty związane z obciążeniem na ZUS, ok 17,93% od nadwyżki.

Czy wyrażacie Państwo zgodę na podwyższenie wynagrodzenia dla dozorcy, tak aby otrzymywał taką samą kwotę netto jak w grudniu 2021?

Skandaliczna decyzja Franciszka: 100 tys. euro na nachodźców z granicy polsko-białoruskiej!

Watykan ogłosił, że papież Franciszek przeznaczył 100 tys. euro na migrantów, którzy przebywają w pasie granicznym pomiędzy Polską i Białorusią. W dobie przestępstw i agresji migrantów wobec polskich służb mundurowych, decyzja hierarchy jest wręcz skandaliczna.

O sytuacji na granicy polsko-białoruskiej nie mówi się tak wiele jak kilka miesięcy temu, jednak nie znaczy to, że migranci z Bliskiego Wschodu nie próbują przedostać się przez płot do naszego kraju. Straż Graniczna cały czas informuje o licznych próbach nielegalnego przekraczania naszych granic.

To nie przeszkodziło papieżowi w obdarowaniu nielegalnych migrantów dużą pulą pieniędzy w wysokości 100 tys. euro. Pieniądze trafią między innymi do polskiego oddziału charytatywnej organizacji katolickiej Caritas. Mają posłużyć do „uporania się z kryzysem migracyjnym na granicy pomiędzy tymi dwoma krajami”.

Informując o dotacji Franciszka, Watykan poinformował, że od ubiegłego lata tysiące migrantów, z których większość pochodzi z Bliskiego wschodu i targanej wojną domową Syrii, podjęły próbę przekroczenia granicy pomiędzy Białorusią i Polską.

To właśnie tą drogą próbowali oni przedostać się na terytorium Unii Europejskiej. W komunikacie nie poinformowano o przestępstwach, których masowo dopuszczają się migranci oraz o doniesieniach polskiego MSWiA wskazujących na powiązania terrorystyczne, a nawet skłonności zoofilskie wśród części migrantów przebywających na granicy (PRZECZYTAJ).

O papieżu Franciszku i jego proweniencji przeczytacie m.in. w książce Jacka Międlara pt. „Moja walka o prawdę”.

Źródło informacji: wprost.pl

Niedzielski musi odejść !! Balcerowicz na „ministra śmierci”.

Kto za Niedzielskiego? Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska…

Nie wiem co sądzą inni wybitni analitycy, o ile tacy istnieją, ale mój geniusz mi podpowiada, że Niedzielski ministrem zdrowia już nie jest. Złośliwie, ale prawdziwie można powiedzieć, że nigdy nim nie był, bo to grabarz polskiej służby zdrowia i 200 000 ofiar bałaganu, jakiego narobił. Na papierze jeszcze istnieje jako szef resortu, w praktyce go nie ma. Dzisiejsza konferencja prasowa, to kolejny w ostatnim czasie desperacki akt propagandowy służący wyłącznie jednemu – utrzymaniu się na stołku, na co jest za późno.

Niedzielski nie ma żadnych przyjaciół, z wyjątkiem Andrusiewicza, politycznie jest całkowicie bezbronny, nikt w PiS za niego nie będzie umierał. Wizerunkowo to najgorszy minister w rządzie, do niedawna tylko Mejza był gorszy, ale rozstrzygające jest coś innego.

Niedzielski gra pod siebie i wciągnął do tej gry zarówno PiS, jaki i Kaczyńskiego, a takich rzeczy na Nowogrodzkiej się nie wybacza. Spójrzmy na zachowania Niedzielskiego w ostatnich tygodniach. Bez konsultacji zapowiedział restrykcje, których do dziś nie wprowadzono. W wywiadzie oświadczył, że kierownictwo PiS i Kaczyński są za obowiązkiem „szczepień” i to powszechnym, co medialnymi kanałami było prostowane przez Nowogrodzką. Afera z „radą medyczną” też pokazuje, że Niedzielski nie stanął po stronie PiS, ale po własnej. Tajemnicą poliszynela jest, że kierownictwo PiS od co najmniej kilku miesięcy miało dość autonomicznej polityki „rady”, która szła na ostry kurs „pandemiczny”, wbrew politycznej decyzji o złagodzeniu kursu.

Czarę goryczy przelało spotkanie „rady medycznej” z Tuskiem, wówczas stało się jasne, że PiS wyhodował bestię na własnej piersi i stracił nad nim kontrolę. I tylko Niedzielski był autentycznie zaangażowany w obronę „rady”, Morawiecki i Kaczyński przyjęli dymisję z ulgą. Wreszcie wczoraj poszła plotka, że Niedzielski znów zaszantażował PiS i zagroził dymisją, jeśli nie zostanie przegłosowana ustawa segregacyjna.

Co zostało powyżej spisane? Cała lista nielojalnych zachowań Niedzielskiego wobec PiS, z czego najmniej połowa przekłada się na poważne problemy polityczne i sondażowe partii. Innym bardzo ważnym argumentem przemawiającym na rzecz dymisji Niedzielskiego, jest mentalność prezesa PiS. Kaczyński jest za stary, żeby zmieniać swoje przyzwyczajenia i nie od dziś wiadomo, jaką wyznaje kadrową zasadę: „niech będzie idiotą, byle był nasz i robił, co mu powiemy”. Znajdziemy wielu takich ministrów w rządach PiS, z litości ich nazwisk nie wymienię. PiS ma na głowie tysiąc problemów, wewnętrznych i zewnętrznych, teraz doszedł problem Niedzielskiego i od razu stał się jednym z ważniejszych.

Dopóki Niedzielski czytał te swoje tabelki i bełkotał w technokratycznym stylu na poziomie odkurzacza, Kaczyński machał na to ręką. Gdy Niedzielski zaczął uprawiać politykę i to taką, którą prezes PiS zawsze i wszędzie bezlitośnie tępił, jego los jest przesądzony. Niedzielski, co najmniej od tygodnia nie byłby ministrem, ale dwie dymisje w jednym kierunku mogłyby zachwiać frakcjami w PiS. O ile z Niedzielskim w PiS nikt się nie liczy, o tyle najmniej połowa klubu chce zamordyzmu. Kaczyński musi jakoś kleić te rozsypane puzzle i na pewno nie chce wzmacniać frakcji Siarkowskiej, która i tak wygrała sporo.

Widzę dwa możliwe tryby pozbycia się Niedzielskiego, w pierwszym PiS stosuje technikę „na Gowina”, czyli dotąd będzie upokarzał, aż niechciany minister sam odejdzie albo zgodzi się złożyć dymisję.

W drugim trybie Niedzielski zostanie zdymisjonowany z przytupem, a wcześniej w mediach „niepokornych” pojawią się odpowiednie artykuły. Tak wygląda dobra informacja, zła jest umieszczona w tytule. Po wyrzuceniu Niedzielskiego z całą pewnością Kaczyński będzie chciał mieć w pełni dyspozycyjnego ministra z klucza politycznego i tutaj wybór jest przygnębiający: Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska. Mierny, bierny, ale wierny, inaczej cała operacja nie ma większego sensu, no chyba, że znalazłby się jakiś kolejny technokrata pod pełną kontrolą „Pegasusa”. Tak, czy inaczej, pozbycie się Niedzielskiego jest mało kosztowne politycznie, natomiast jego trwanie na urzędzie kosztuje PiS coraz więcej, stąd dymisja jest dla mnie kwestią czasu.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/kto-za-niedzielskiego-karczewski-piecha-hoc-kraska/

Novak to przykład. Chcą nas zastraszyć.

W takim klimacie politycznym po prostu nie mogą sobie pozwolić na „antyszczepionkowca” w ogólnokrajowej telewizji. Zdrowego i wysportowanego, wygrywającego mistrzostwa z całą grupą zaszczepionych rywali. Zwłaszcza, że trzech zaszczepionych graczy już odpadło z powodu „trudności z oddychaniem”.

−∗−

W menu na dziś danie sportowe. Okazuje się, że kwestie braku dopełnienia rytuałów sanitarnych w drodze na międzynarodowy turniej wcale nie muszą stanowić jedynej przeszkody. Kreowanie podobnych sytuacji może mieć również inne cele. Chociażby danie przykładu pozostałym. Czy tak należy postrzegać wydarzenia towarzyszące tegorocznej edycji Australian Open? O tym felieton Kit Knightly.

Zapraszam do lektury.

***

Tworzą przykład z Novaka Djokovica. Oto dlaczego.

Gwiazda tenisa Novak Djokovic będzie deportowany z Australii, po przegranej ostatniej apelacji. Najwyżej sklasyfikowany gracz WTA nie będzie mógł bronić tytułu Australian Open.

Dziś rano media doniosły, że australijski sąd odrzucił apelację Djokovica przeciwko anulowaniu jego wizy, w związku z czym został on wsadzony do samolotu i wywieziony z kraju.

Żeby było jasne: to wszystko dlatego, że nie jest „zaszczepiony” przeciwko Covid19 i głośno wypowiada się przeciwko tej praktyce. Rząd jasno i publicznie to przyznał… ale do tego dojdziemy.

Odrzuceniu zwolnienia lekarskiego Djokovica i późniejszej deportacji towarzyszyła fala jadu w prasie, którą rzadko się widuje.

Jeden z australijskich prezenterów sportowych został „przypadkowo” nagrany, gdy nazwał go „kłamliwym, podstępnym du…iem” [lying, sneaky arsehole] w filmie, który później „wyciekł” do mediów.

The Spectator zamieścił taki materiał, który jest niczym innym jak zbiorem wycieczek osobistych i kpin, przeciwko nie tylko Djokovicowi, ale wszystkim „antyszczepionkowcom” i „teoretykom spiskowym”, nazywając Serba „super rozprzestrzeniaczem spisków”. Inni „za upadek” obwiniają „jego arogancję”.

Daily Mail opublikował artykuł zatytułowany: „Witamy w zwariowanym świecie Novaka Djokovica… i poznaj jego równie zwariowaną żonę!”, a także dwa inne artykuły opiniotwórcze, w których mowa o tym, że to jego arogancja „zrujnowała mu reputację” i nazywa się go „przegranym”.

Australijska korespondentka polityczna Guardiana, Sarah Martin, broni tej decyzji i żartobliwie nazywa ją polityką imigracyjną „bez kretynów”, atakując „kompleks antynaukowego boga” Djokovica i nazywając go „wszechstronnym palantem” [all-round jerk].

Dziecinne wyzywanie po prostu nie ma końca. Nawet jego koledzy dokładają swoje.

Stefanos Tsitsipas zaatakował Djokovica za próbę „grania na własnych zasadach”, dodając: „Bardzo niewielka mniejszość zdecydowała się pójść swoją własną drogą. To sprawia, że ​​pozostała większość wygląda, jakby wszyscy byli głupcami”, co przynajmniej jest prawdą, ale nie w znaczeniu, w jakim on to pojmuje.

Hiszpańska gwiazda Rafael Nadal powiedział, że Djokovic powinien po prostu przestrzegać zasad, jak wszyscy inni, być może okazując w ten sposób postawę, która pozwoliła faszystowskiemu dyktatorowi pozostać u władzy w jego kraju przez 40 lat.

—————-

Przynajmniej niektórzy gracze stanęli w obronie Djokovica, w tym Nick Kyrgios z Australii, który powiedział, że „wstydzi się” sposobu, w jaki Australia poradziła sobie z sytuacją i skarcił innych graczy za brak solidarności z Djokoviciem.

Ale dlaczego tak się dzieje? Dlaczego próbują ukarać tak znaną osobę publiczną i dlaczego właśnie teraz?

Cóż, po pierwsze, nie jestem pewna, czy tu akurat chodzi o ukaranie Djokovica, i to nie tylko dlatego, że zmuszanie do wyjazdu z Australii jest na tyle dziwną rzeczą, że można to uznać za jakąkolwiek karę w dzisiejszych czasach.

Raczej chodzi o całe przedstawienie związane z ukaraniem go. Chodzi o zrobienie z niego przykładu. Nie tyle uniemożliwiania mu gry, ile zamanifestowania swoich poglądów [denying him a platform].

Rząd australijski w zasadzie przyznaje to w swoim uzasadnieniu prawnym do anulowania wizy.

Premier Scott Morrison powiedział, że Djokovicowi zabroniono wstępu ze względu na „złamanie zasad… to takie proste”. Ale albo się myli, albo kłamie, ponieważ bezpośrednio przeczy sprawie przedstawionej sądowi apelacyjnemu przez rząd.

Tak, pierwotnie wiza została anulowana ze względów technicznych, dotyczących nieprawidłowości w podanych informacjach, ale sędzia uchylił tę decyzję, zezwalając Djokovicowi na wjazd do kraju.

Właśnie wtedy minister ds. imigracji Alex Hawke osobiście cofnął wizę na podstawie paragrafu 133, ustawy o imigracji z 1958 roku.

Na mocy tego (niepokojąco niejasnego) ustawodawstwa, minister ds. imigracji ma prawo w ogóle anulować każdą wizę, jeśli: „Minister wyraża przekonanie, że anulowanie wizy leżałoby w interesie publicznym.”

To był argument wysunięty przed sądem apelacyjnym, że minister może wydalić każdego, za cokolwiek, jeśli tylko uważa, że ​​jest to w najlepiej pojętym interesie publicznym.

W interesie publicznym, a NIE interesie zdrowia publicznego.

Hawke przyznaje w swoim pisemnym oświadczeniu, że Djokovic przedstawia „znikome ryzyko infekcji Covid19” dla otaczających go osób. A więc nie ma to nic wspólnego z ochroną ludzi przed infekcją lub powstrzymaniem rozprzestrzeniania się wirusa.

Publiczne oświadczenia urzędników sugerują, iż uważają oni każdego „antyszczepionkowca” za zagrożenie dla interesu publicznego poprzez podważanie programu szczepień. W ten sposób mogą usprawiedliwiać zakaz wjazdu dla Djokovica (lub, należy to powiedzieć, każdego innego „antyszczepionkowca”) pod przykrywką „interesu publicznego”.

Tu chodzi o kontrolę, prawie zawsze właśnie o to.

Krótko mówiąc, rząd boi się, że sama obecność Djokovica w kraju stanowi zagrożenie dla ich neofaszystowskiego lockdownu.

Jeśli przyjrzysz się uważnie przekazom medialnym, za murem zniewag i kpin kryje się coś więcej niż tylko strach.

Z każdym kolejnym artykułem, z ogromnym wysiłkiem próbuje się wykazać, że „większość normalnych Australijczyków chce, aby Joker zniknął” lub jakąś odmianę tego przekonania. Nieco desperacko sprzedając narrację, że niby nikt nie zgadza się, ani nie wspiera stanowiska Djokovica.

Twierdzenie, któremu kłam zadają regularne i ogromne protesty odbywające się we wszystkich głównych miastach Australii (takich jak np. tutaj, tylko w ten weekend, w Sydney).

Australijski rząd obawia się, że zamienił swój kraj w beczkę prochu publicznego oburzenia i że najlżejsza iskra społeczna może to zdetonować. Zwiększenie rozmiarów (już i tak ogromnych) protestów przeciwko lockdownom i nakazom szczepień, może nawet pogrążyć kraj w pełnym chaosie.

Jeden z artykułów w Spectator wspomina, że ​​Australijczycy żyli w „państwie policyjnym” od dwóch lat, a następnie niejasno odnosi to do późniejszego gniewu społecznego, nawet próbując go bagatelizować, błędnie przedstawiać jego przyczynę i zwracać go przeciwko niezaszczepionym.

Australia upadła. Pokój, dobrobyt i wolność zostały poświęcone na ołtarzu „bezpieczeństwa”, a „szczepienie” przeciw Covid stało się w tym kraju quasi-religijnym obrzędem, nawet bardziej niż w pozostałych częściach świata.

W związku z tym niezaszczepieni są na każdym kroku oczerniani, karani, zastraszani i poniżani. Blokowani na wszystkie sposoby.

Czy możesz to sobie wyobrazić, co mogłoby się stać, gdyby ludzie odkryli, że to wszystko na nic? Albo że te cudowne szczepionki nie są magicznym rozwiązaniem na wszystko, co nam dolega?

W takim klimacie politycznym po prostu nie mogą sobie pozwolić na „antyszczepionkowca” w ogólnokrajowej telewizji. Zdrowego i wysportowanego, wygrywającego mistrzostwa z całą grupą zaszczepionych rywali.

Zwłaszcza, że trzech zaszczepionych graczy już odpadło z powodu „trudności z oddychaniem”.

Zanim ktokolwiek oskarży mnie o nadmiar cynizmu, przyjrzyjmy się rzeczywistym słowom Alexa Hawke’a z procedury odwoławczej [podkreślenia nasze]: Uważam, że przedłużająca się obecność pana Djokovica w Australii

może prowadzić do wzrostu nastrojów antyszczepionkowych, generowanych w społeczności australijskiej, potencjalnie prowadząc do

wzrostu niepokojów społecznych, takich jakich wcześniej doświadczaliśmy w Australii.

Gdzie indziej Djokovic jest opisywany jako „bożyszcze społeczności o nastrojach antyszczepionkowych”.

Ten rodzaj brutalnego traktowania publicznie niezaszczepionych sławnych osobowości prawdopodobnie tylko się nasili. Już rozprzestrzenia się z kraju do kraju, a Francja właśnie ogłosiła, że ​ Djokovic nie będzie mógł bronić swojego tytułu we French Open, chyba że zostanie zaszczepiony.

Wydaje się całkiem oczywiste, że publiczne zawstydzanie Djokovica jest grą władz, mającą na celu umocnienie tego, co sami postrzegają jako słabo kontrolowaną narrację, co może mieć daleko idące konsekwencje w przyszłości.

Proszę wziąć pod uwagę, że Djokovic nie ma zakazu wstępu tylko z powodu niezaszczepienia, ale również dlatego, że publicznie wypowiedział się przeciwko szczepieniom.

Australia nie tylko wymaga, abyś był „w pełni zaszczepiony”, aby wjechać do kraju, ale zabroniła komuś nawet wyrażania opinii przeciwnych szczepionkom.

Nie wystarczy już dostosować się w działaniu, musisz teraz dostosować się także w mowie.

A następnie myślisz sobie: ale nawet oni nigdy nie próbowaliby tego zabraniać… prawda?

_______________

They are making an example of Novak Djokovic. Here’s why, Kit Knightly, Jan 17, 2022

Uzupełnienia:

Wywalili Djokovica z Australii. Należało mu się!
Główny ściek zabulgotał z satysfakcją. Wreszcie wywalili Djokovica z Australii. Należało mu się! W materiałach filmowych dominuje głos zastraszonych i ogłupionych mieszkańców Australii. Wzięli nas za mordę, nic nie możemy, […]

_______________

Wycieczka do Australii czyli raport z kolonii karnej
Prawo do podróżowania, prawo do protestu, prawo do prywatności, prawo do rzetelnego procesu sądowego, prawo do opuszczenia domu i zarabiania na życie – to podstawowe prawa człowieka, których w Australii […]

_______________

I to by było na tyle… [o dawaniu przykładu kto tu rządzi]
Kiedy Trump faktycznie wygrał w 2016 r., globalne kapitalistyczne klasy rządzące zdały sobie sprawę, że mają poważny problem… „populistyczny” bunt w sercu imperium. Ostatecznym celem wojny z populizmem było zneutralizowanie […]

_______________

„…i nikt nie będzie mógł kupić ni sprzedać” czyli gdzie są obszary testowe
Innymi słowy, normalni ludzie mają zostać eksterminowani w ramach „nowej normalności”, która nie toleruje braku podporządkowania się. Nigdy nie chodziło o chorobę, a jedynie o zainstalowanie globalnego faszyzmu medycznego, aby […]

——————- AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/01/18/novak-to-przyklad-przed-nami-kolejne/

Jak pokonać piątą [i dziewiątą] falę, czyli mądrości doktora Zaczyńskiego z Rady Medycznej

We wtorek (18.01.2022) „Rzeczpospolita” opublikowała wywiad z dr. Arturem Zaczyńskim, jednym z czterech członków Rady Medycznej, którzy nie złożyli rezygnacji. Zaczyński jest wicedyrektorem ds. medycznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA oraz dyrektorem szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym. Jego wypowiedzi wskazują, że pomimo prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów nadal nie ma żadnej refleksji i zmiany myślenia wśród osób odpowiedzialnych za tę sytuację. A to oznacza, że śmiercionośny system nie zostanie zmieniony i Polacy nadal będą umierać na potęgę.

Wywiad rozpoczyna się od ataku na lekarzy, którzy mają odwagę przeciwstawiać się oficjalnej narracji. Zaczyński nazywa ich marginesem i porównuje do sprawców zawinionych błędów medycznych: Dopuszczanie do głosu kilku lekarzy, którzy myślą inaczej niż blisko 200 tys. pozostałych, daje społeczeństwu mylne wrażenie, że takie głosy nie są odosobnione. Tymczasem tych kilku lekarzy głoszących tezy antyszczepionkowe czy nawet podważających istnienie Covid-19 stanowi taki sam margines, jak sprawcy zawinionych błędów medycznych. Choć w kwestii szczepień istnieje konsensus świata medycznego, zaczynamy słuchać marginesu.

Nie ma czegoś takiego jak „konsensus świata medycznego” w sprawie szczepionek kowidowych. Najpierw sprzedawano ludziom narrację, że te preparaty uchronią ich przed zakażeniem. Okazało się to nieprawdą. Potem wmawiano ludziom, że dzięki szczepieniu nie trafią do szpitala i nie umrą. I to również okazało się nieprawdą. Zapewniano, że szczepionki są absolutnie bezpieczne. To też okazało się nieprawdą.

A obecnie Ministerstwo Zdrowia wmawia Polakom, że trzy dawki uchronią ich przed Omikronem. I to także jest nieprawdą. Najnowsze dane z Izraela pokazują, że przed Omikronem nie chronią nawet cztery dawki. Dobrze byłoby, gdyby dr Zaczyński posłuchał tych lekarzy, którzy domagają się rzetelnej analizy skutków preparatów kowidowych co do ryzyka i korzyści dla różnych grup wiekowych. Pora zacząć kierować się rzeczywistymi danymi, a nie urojonym konsensusem.

Co dr Zaczyński ma do powiedzenia na temat długu zdrowotnego? Obecnie o długu zdrowotnym mówimy w kontekście ograniczenia dostępu do placówek medycznych dla osób z innymi chorobami niż Covid-19. Pacjenci z koronawirusem, często mający choroby współistniejące, które podczas pandemii jeszcze się pogorszyły, blokują miejsca w szpitalach pacjentom „ujemnym”, które nie zaraziły się, bo sumiennie przestrzegają zasad dystansowania społecznego lub się zaszczepiły.

Po pierwsze – zaszczepienie nie zapobiega zakażeniu. Zaszczepieni chorują, trafiają do szpitali i umierają. Po drugie – według raportu Ministerstwa Zdrowia w szpitalach przebywa obecnie 14 tys. pacjentów kowidowych na ogólną liczbę prawie 190 tys. łóżek szpitalnych. To nie liczba hospitalizowanych pacjentów z koronawirusem blokuje dostęp do służby zdrowia, ale system izolacji i testowania, który odcina pacjentów od lekarzy.

Po trzecie – pogorszenie stanu osób z „chorobami współistniejącymi” to również rezultat wdrożenia śmiercionośnego systemu, który skupia się wyłącznie na jednej chorobie. Gdyby taki system wdrożono do leczenia grypy, efekty byłyby identyczne. Albo służba zdrowia powróci do normalnego trybu leczenia, albo kolejny rok Polska będzie rekordzistą w liczbie nadmiarowych zgonów.

A teraz skandaliczna wypowiedź dra Zaczyńskiego na temat tego, kto spełnia, a kto nie spełnia norm współżycia społecznego: Pomocy medycznej może nie doczekać także osoba zdrowa, zaszczepiona, a więc spełniająca normy współżycia społecznego, która wpadnie pod samochód.

Szczucie na niezaszczepionych przekracza już wszelkie granice. To jest język gadzinówek z III Rzeszy. Teraz dowiadujemy się, że spełnianie norm współżycia społecznego jest uzależnione od przyjęcia szczepionki. Co zatem zrobić z niezaszczepionymi? Może należy wysłać ich na resocjalizację? Najlepiej do jakiegoś obozu, w którym nie będą nikomu zagrażali, prawda?

A teraz fragment, który pokazuje, jak bardzo dr Zaczyński jest oderwany od rzeczywistości:

Wiele zależy od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i ich pacjentów. Wielu z nich wciąż nie rozumie, że koronawirusa można na wczesnym etapie z powodzeniem leczyć właśnie u lekarza POZ. Jeśli lekarz odpowiednio wcześnie rozpozna covid i w odpowiednim czasie wdroży leczenie, w większości przypadków uda mu się zahamować rozwój ciężkiej postaci Covid-19.

Niniejszym informuję dra Zaczyńskiego, że „leczenie” na wczesnym etapie infekcji wygląda tak: teleporada, test, izolacja, paracetamol, pulsoksymetr i czekanie, czy się pogorszy, czy się nie pogorszy. Nie ma żadnego badania lekarskiego na wczesnym etapie infekcji! Chorzy nie są wpuszczani do przychodni, a lekarze odmawiają wizyt domowych. Mówił o tym rzecznik Ministerstwa Zdrowia podczas dzisiejszej konferencji prasowej. I co? I nic. Śmiercionośny system działa w najlepsze.

Na koniec mądrości dra Zaczyńskiego w sprawie walki z tzw. piątą falą: Najskuteczniejszy byłby kolejny lockdown, który jednak jest decyzją mocno niepopularną. Podkreślam jednak, że w sytuacji zagrożenia jeszcze większą falą zgonów nie będziemy mieli wyjścia. Powiem tu jak lekarz: lepiej pozamykać kraj kosztem gospodarki niż spowodować falę nadmiarowych zgonów.

Od ogłoszenia pandemii minęły już prawie dwa lata. Życie pokazało, że lockdown nie tylko jest nieskuteczny, ale wręcz zabija. A co na to ekspert z Rady Medycznej? „Najskuteczniejszy byłby kolejny lockdown”. Ręce opadają. Przy takich ekspertach nie ma szans na wyjście z tego obłędu.

Po piątej fali, czyli typowym dla sezonu grypowego wzroście liczby infekcji w lutym i marcu, nadejdzie szósta fala, czyli typowy dla sezonu grypowego wzrost liczby infekcji w październiku i listopadzie. Potem oczywiście będzie siódma fala w lutym i marcu. I ósma fala w październiku i listopadzie. I tak do końca świata!

Co zatem należy zrobić? Po pierwsze – skończyć z testowaniem. Po drugie – znieść nakaz izolacji i kwarantanny. Po trzecie –  przywrócić normalne funkcjonowanie służby zdrowia. Po czwarte – teleporady tylko do wypisywania recept. Po piąte – żadnych lockdownów i paszportów kowidowych.

Czy wdrożenie takich rozwiązań jest możliwe? Tak, ale pod jednym warunkiem. Należy odsunąć od władzy rządowych zamordystów sanitarnych i nie dopuścić do władzy opozycyjnych zamordystów sanitarnych. Innej drogi nie ma.

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-jak-pokonac-piata-fale-czyli-madrosci-doktora-zaczynskiego-z-rady-medycznej/ Katarzyna Treter-Sierpińska

Lichwa bolączką ludzkości. Jej groza narasta.

Istnieją takie choroby, które nękają ludzkość od zarania dziejów. Jak udowadnia dr Mira Modelska-Creech w swojej książce zatytułowanej „Lichwa”, jedną z takich bolączek ludzkości jest właśnie ten haniebny i godny potępienia proceder. Lichwa bowiem od stuleci dręczy zarówno bogatszych, jak i mniej zamożnych. Przez wieki szkodliwej działalności, lichwa przeobraziła się tak sprytnie, iż często wręcz jej szkodliwe działanie pozostaje ukryte i nieodczuwalne na co dzień.

Dr Mira Modelska-Creech poświęca zatem najpierw uwagę początkom procederu, odkrywając przed Czytelnikiem kolejne karty historii. Każdy, kto uważa wpływ lichwy na życie dawnych Polaków za mało znaczący, z pewnością powinien pochylić się nad tą pozycją. Zagłębiając się w książkę dr Modelskiej, Czytelnik poznaje historie Polaków sprzed wieków, których życie naznaczyło boleśnie spotkanie z nieuczciwym, złodziejskim i złowrogim geniuszem lichwiarzy. Autorka przybliża mu losy ziemskich rodzin, których majątki zostały z dnia na dzień zagrabione w świetle “prawa”. Bezczelne przejęcie całych gospodarstw i dworów, zniszczyło życie tysięcy naszych przodków.

Aby lepiej zrozumieć emocje i ból straty, dr Mira Modelska przedstawia historię dworu Stara Hańcza, jednego z wielu, które żarłocznie zagrabił Skarb Państwa. Ziemie dookoła tej pięknej posiadłości przekazano Skarbowi Państwa.

Historia Starej Hańczy, poczynając od przełomu XIX i XX wieku, kiedy to właściciele ziemscy łupieni byli instrumentem lichwy, pokazuje, iż w Polsce po wojnie, w imię tzw. sprawiedliwości społecznej, wyrażonej za pośrednictwem dekretu Bieruta oraz tzw. reformy rolnej, ziemie należące do rodzin, przez stulecia je kultywujących, zostały z dnia na dzień odebrane właścicielom przez komunistyczne dekrety. I tak władze „rewolucyjne” w imię „bandyckiego prawa”, które w gruncie rzeczy było nieznanym dotąd bezprawiem, czyniły nędzarzy z ludzi, którzy przez całe wieki oddawali się kultywacji dóbr ziemskich, częstokroć za cenę wielkich wyrzeczeń i podejmowanego ryzyka.

Wszystko to, jak wskazuje Autorka, nie miałoby miejsca, gdyby nie rozwój wszechobecnej lichwy. A ta przecież nie zniknęła w ostatnich czasach! Co więcej, ma się tak dobrze, jak jeszcze nigdy wcześniej. Dr Mira Modelska odważnie i bez kompromisów ukazuje mechanizmy rządzące współczesnym światem, w którym lichwa tak doskonale się zadomowiła. Gorąco zapraszamy do zakupu tej otwierającej oczy pozycji na stronie internetowej Wydawnictwa 3DOM.

O systemowej poprawie ochrony lotnisk i ruchu lotniczego

Analiza projektu

Niniejsza analiza zawiera opis stanu ochrony lotnisk oraz opisuje koncepcję rozwiązania tego problemu. W oparciu o propozycje, które były zgłaszane podczas negocjacji strony społecznej ze stroną rządową. Ponadto opisane zostały propozycje gremiów eksperckich, które to skupiały się na:

– zmianach przepisów regulujących ruch lotniczy,

– powołaniu nowych formacji, które w sposób kompleksowy przejęły by proces ochrony lotnisk oraz ruchu lotniczego,

– rozszerzeniu kompetencji już działających służb państwowych, takich jak Policja, Straż Graniczna i Żandarmeria Wojskowa.

Wstęp

Niniejsza analiza powstała w oparciu o dorobek, jaki powstał podczas prac nad próbą uregulowania ochrony cywilnego ruchu powietrznego, jak i całej przestrzeni powietrznej, związanej z komercyjnym i cywilnym ruchem lotniczym. Podstawą do tego typu działań i rozmów była próba sprywatyzowania ochrony pożarowej lotnisk, na rzecz koncernów FALCK (Dania – kapitał USA i Wielka Brytania) i SERCO (Niemcy). Proces ten zaczął się w 2008 roku. Następnie ewoluował w kierunku prywatyzacji kolejnych sektorów i elementów gospodarki lotniskowej. Ostatnio w ramach projektu Centralnego Portu Lotniczego rozszerzono zakres zagranicznego outsorcingu o następujące dziedziny, takie jak:

– transport kołowy osobowy,

– transport kolejowy,

– ochronę lotnisk.

Do rozmów zaproszono dodatkowo firmy zależne od koncernów Egged (Izrael), Deutsche Bachn (Niemcy), Deutsche Post (Niemcy) oraz firmy zależne od funduszy inwestycyjnych pochodzących z Izraela, USA i Austrii. Przy czym fundusze austriackie są kontrolowane przez rosyjski kapitał oligarchiczny1.

Ten element „naprawy” gospodarki lotniczej i związanej z tym ochrony spotkał się z ostrym sprzeciwem strony społecznej, reprezentowanej przez przedstawicieli wszystkich central związkowych. Wynikiem tego sprzeciwu było uzgodnienie wspólnego stanowiska oraz przedłożenie wielu projektów ustaw, które ten problem regulowały, w sposób zgodny z interesem Państwa Polskiego.

Najważniejsze projekty proponowanych ustaw to:

– projekt ustawy z dnia 30 marca 2012 roku (druk 426), który miał uregulować status Lotniskowych Służb Ratowniczo Gaśniczych, który wnieśli posłowie Solidarnej Polski,

– projekt ustawy o powołaniu Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego, który w sposób kompleksowy regulował kwestie ochrony lotnisk i ludności przemieszczającej się za pomocą ruchu lotniczego, który to projekt złożyła w sierpniu 2021 roku Komisja Krajowa NSZZ Solidarność.

Ważnym elementem w tej sprawie są wystąpienia klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość do Trybunału Konstytucyjnego, które to miały miejsce 15 lutego 2011 roku oraz 25 stycznia 2012 roku, które były zgodne z racją stanu Państwa Polskiego.

Obok wymienionych mieliśmy szereg wystąpień posłów klubów parlamentarnych Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski. Największe nasilenie następowało w okresie lat 2011 – 2015. W późniejszym okresie nastąpił spadek zainteresowania tą problematyką, ze strony posłów tych ugrupowań. Problematyka ta jest nadal elementem dyskusji, która toczy się z inicjatywy strony społecznej.

Ostatnio podczas obrad połączonych komisji sejmowych Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Infrastruktury problem ten był szeroko omawiany. Na komisji wysłuchano opinii Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej oraz Stanowisko Ministerstwa Infrastruktury. Podczas obrad Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej przedstawił negatywne stanowisko dla przyłączenia Służb Lotniskowej Ochrony Pożarowej do struktur PSP. Jest to powielone stanowisko z 2012 roku, gdzie w ten sposób motywowano konieczność oddania tego zadania koncernom z udziałem kapitału zagranicznego. Jest to stanowisko niebezpieczne z punktu widzenia interesu bezpieczeństwa Państwa Polskiego i ma znaczenie dla rozwoju gospodarczego.

Kolejnym elementem omawianym podczas połączonych komisji sejmowych w dniu 20.07.2021 roku była kwestia budowy ośrodka szkoleniowego dla Lotniskowych Służb Ochrony Pożarowej. Tutaj ważnym elementem jest fakt, że mimo posiadanej odpowiedniej kadry, jak i infrastruktury, żaden ośrodek oraz szkoła pożarnicza, nie prowadzi szkolenia w tym zakresie. Szkolenia są prowadzone za granicą, głównie w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Zaprzestanie szkolenia w kraju było elementem przygotowania pod prywatyzację tego sektora. Ten proces się pogłębił od 2015 roku, gdzie wszystkie szkolenia i ćwiczenia certyfikujące zostały w kraju zlikwidowane i są prowadzone wyłącznie za granicą. Ma to programować rolę firm zagranicznych i doprowadzić do kontroli tego sektora przez podmioty obcych państw.

W przypadku szkoleń zagranicznych ważnym elementem jest fakt, że przedstawicielami niemieckich i brytyjskich ośrodków szkoleniowych są byli współpracownicy służb specjalnych PRL. Co istotne nie można w tych krajach zawrzeć umowy bezpośrednio z ośrodkiem szkoleniowym lub lotniskiem, które takie szkolenia prowadzi. Polskie porty lotnicze są zmuszane do zawarcia umowy z pośrednikiem, którym jest podmiot zarządzany lub w całości będący własnością byłych oficerów służb specjalnych PRL.

Jako element zaradzający temu stanowi rzeczy, strona rządowa przedstawiła projekt budowy ośrodka szkoleniowego w ramach Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jego koszt budowy oszacowano na 30 milionów złotych2. Należy zaznaczyć, że potrzeby szkoleniowe dla wymiany kadr ochrony pożarowej na lotniskach, to około 60 – 120 osób rocznie. Zatem budowa takiego ośrodka, za taką cenę, jest wysoce wątpliwa ekonomicznie. Innym elementem w tej sprawie jest fakt, że za kwotę 30 milionów złotych można wybudować dwa takie ośrodki i to dla wszystkich rodzajów statków powietrznych, z myśliwcami i samolotami bojowymi włącznie. Zatem budowa ośrodka szkoleniowego, z takim kosztorysem, tylko dla lotnictwa cywilnego jest wątpliwa co do szacunków i kosztorysów. Można wręcz dojść do wniosku, że jest to próba – a rebouirs – budowania kolejnego argumentu dla oddania tego sektora podmiotom zagranicznym.

Ten mechanizm był i jest stosowany przy uzasadnieniu prywatyzacji i likwidacji produkcji zbrojeniowej przez krajowy przemysł. Posłużył też do sprzedaży znacznej części kluczowych sektorów gospodarki zagranicznym przedsiębiorstwom. Tak zafałszowane dane są przedstawiane także przy uzasadnieniu wprowadzenia – niezgodnej z metodologią nauk polityki – tzw. „zielonej energii”3. Obecnie dzięki takiej polityce, wiele sektorów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania Państwa Polskiego i jego infrastruktury krytycznej, jest zależne od podmiotów zagranicznych, często kontrolowanych przez agendy rządowe państw, z których pochodzą4.

W przypadku infrastruktury lotniczej, związanej z ruchem cywilnym jak i wojskowym, nie mamy jeszcze „sprywatyzowanych” i „zrestrukturyzowanych” według „nowoczesnych” standardów służb obsługi i ochrony lotnisk. Ma to swoje podwaliny w fakcie, iż od czasów gdy funkcjonowały dwa międzynarodowe porty lotnicze i ruch był stosunkowo niewielki, przepisy i regulacje, dotyczące tej materii, niewiele się zmieniły. Powoduje to określone problemy i niedomagania organizacyjne związane z zabezpieczeniem ruchu lotniczego. Widać to choćby w przypadku zabezpieczenia przed atakiem bronią biologiczną i chemiczną. Prywatne podmioty nie będą w stanie zapewnić należytej ochrony w tym zakresie. Powinno być to domeną służb państwowych.

Ważnym problemem, który uwidacznia się przy próbie prywatyzacji ochrony ruchu lotniczego, jest kwestia bezpieczeństwa danych i ochrony cyberprzestrzeni tego sektora. Obecnie jest on obsługiwany przez służby własne lotniska. Wyłączenie choćby części dotyczącej ochrony pożarowej i zlecenie tego podmiotom zagranicznym, jest już bardzo niebezpieczne i jest osłabianiem bezpieczeństwa Państwa Polskiego w tym obszarze. Natomiast oddawanie całej ochrony firmom zewnętrznym i to z udziałem kapitału zagranicznego, jest oddaniem części cyberbezpieczeństwa Państwa Polskiego obcym wywiadom. Tak trzeba postawić tę sprawę. Żaden koncern zagraniczny nie powinien mieć dostępu do danych osobowych, biometrycznych czy innych danych związanych z ruchem lotniczym na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety zarządy lotnisk, jako podmiotów gospodarczych, w formie spółek handlowych, podejmują kroki, które prowadzą do prowadzenia obsługi informatycznej i cyberprzestrzeni przez podmioty zewnętrzne. Motywowane jest to błędnie rozumianą teorią zarządzania i ekonomii5. Zatem uregulowanie tego problemu, w oparciu o rację stanu Państwa Polskiego oraz metodologię nauk w dziedzinie nauk o bezpieczeństwie, staje się pilną potrzebą. Potrzebę tę wskazywała strona społeczna, reprezentowana przez związki zawodowe oraz organizacje eksperckie.

Służba Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego

Tak jak wspomniano wcześniej, prowadzono negocjacje dotyczące przekazania ochrony przeciwpożarowej lotnisk podmiotom zewnętrznym, głównie z udziałem kapitału zagranicznego. Na skutek lobbingu, zakres usług, które mają przejąć podmioty zagraniczne, jest systematycznie powiększany.

Co istotne, dotyczy to infrastruktury krytycznej kraju, która nie może być przekazana podmiotom zagranicznym, gdyż jest ona niezbędna dla skutecznej obrony kraju, w przypadku konfliktu zbrojnego. Należy tutaj podkreślić to, że brak sprzedaży sektora ochrony, tak przeciwpożarowej, jak i w innych elementach funkcjonowania lotnisk, jest wynikiem twardego stanowiska strony społecznej.

Wynikiem prac eksperckich, które prowadzi od 2009 roku strona społeczna (Związki Zawodowe, Polskie Lobby Lotnicze i stowarzyszenia oraz grupy eksperckie) było przygotowanie kilku propozycji uporządkowania tego sektora. Początkowo były to propozycje zmian w przepisach ustawy z dnia 3 lipca 2002 roku Prawo lotnicze (Dz.U z 2002. Nr 130 poz. 1112 z późniejszymi zmianami) oraz ustawy z dnia 24 sierpnia 1991 roku o ochronie przeciwpożarowej (Dz.U. z 1991 Nr 81 poz. 351 z późniejszymi zmianami). Jednak na skutek prac eksperckich uznano, że należy ten problem kompleksowo rozwiązać. Okazało się bowiem, że zakres obowiązków służb lotniskowych z dziedziny szeroko pojętej ochrony, w przypadku lotnisk międzynarodowych, pokrywa się z obowiązkami służb państwowych. Widać to choćby w przypadku służb ochrony bezpośredniej czy ratownictwa medycznego, gdzie dublowane są zadania Straży Granicznej, Policji czy Krajowego Systemu Ratownictwa Medycznego.

Problem ten z całą swoją siłą ujawnił się podczas obrad połączonych komisji sejmowych w dniu 20.07.2021 roku. Poruszano też ten problem w indywidualnych rozmowach z posłami wszystkich klubów i kół parlamentarnych. W wyniku tych rozmów i wniesionych uwag przez parlamentarzystów uznano, że jedynym skutecznym sposobem rozwiązania problemu jest powołanie odrębnej służby, która w sposób kompleksowy rozwiąże cały problem ochrony lotnisk, tak w czasie pokoju, jak i w przypadku działań wojennych czy ataków terrorystycznych.

W wyniku prac powstał projekt ustawy o powołaniu Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego. W ustawie tej podzielono lotniska na kategorie oraz określono w nich zakres ochrony dla poszczególnych kategorii, jakie miałaby świadczyć nowopowstała służba. Wskazano też sposób finansowania tej formacji. Mówiąc skrótowo, pobierane opłaty lotniskowe, które dotyczą ochrony, stałyby się dochodem budżetu państwa. Obecnie opłaty te stanowią dochód lotniska i z tego jest finansowana ochrona obiektu, we wszystkich zakresach. Ma to bezpośredni wpływ na poziom ochrony, który jest niewystarczający. Dzieje się tak dlatego, że duże lotniska nie są w stanie zagospodarować całości środków, a z kolei mniejsze mają problem z dopięciem budżetu, który jest niezbędny dla spełnienia wymogów normatywnych i ustawowych, jakie nakładają konwencje oraz normy krajowe i światowe. Ponadto pozostawienie opłaty, jako dochód lotniska, a konkretnie spółki nią zarządzającej, prowadzi do marnotrawstwa środków, gdyż często zdarza się, że pieniądze zamiast być przeznaczone na ochronę, są wydatkowane w inny sposób.

Kolejnym problemem jaki rozwiązuje powołanie kompleksowej służby, jest problem ochrony przed atakiem bronią biologiczną. Zbudowanie takiego systemu jest bardzo kosztowne i niemożliwe – tak od strony finansowej, jak i technicznej – przez pojedyncze lotnisko. Nie ma także mowy, aby skutecznie realizowały to podmioty prywatne, szczególnie z kapitałem zagranicznym. Ten element jest wyłączną domeną służb państwowych. Zbudowanie takiego systemu wymaga wyznaczenia i budowy lotnisk dla samolotów i innych statków powietrznych, które były przedmiotem ataku bronią biologiczną i chemiczną. Wymaga także współpracy z innymi służbami mundurowymi tak, aby ta ochrona, przed tego typu zagrożeniami, była w pełni skuteczna. Powołanie Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego problem ten rozwiązuje kompleksowo.

Innym istotnym elementem, związanym z ochroną lotnisk jest proces szkolenia. Powoływanie ośrodków za 30 milionów złotych, tylko dla ochrony przeciwpożarowej jest jak najbardziej bezcelowe z punktu widzenia znanych kosztów w ekonomii jak i logiki działania służb państwowych. Celowym wydaje się powołanie ośrodka szkoleniowego, który będzie przeznaczony dla wszystkich służb ochrony. Budowa takiego ośrodka nie powinna przekroczyć kwoty 15 milionów złotych. Natomiast przeznaczenie 30 milionów na ten cel, pozwoli na zabezpieczenie rezerwy finansowej dla utworzenia całego programu szkolenia służb ochrony lotnisk, we wszystkich zakresach, w tym także dla celów obronnych w okresie konfliktu zbrojnego.

Innym istotnym elementem, który przy powstaniu nowej służby państwowej, się uwidacznia, to możliwość współpracy szkoleniowej z innymi służbami mundurowymi i wykorzystanie ich doświadczenia oraz kadr. Tworzy się wówczas, obok wspólnych ćwiczeń i programów szkoleniowych, możliwość przejścia oficerów i żołnierzy, którzy z różnych powodów nie mogą służyć w jednostkach liniowych wojsk specjalnych (Formoza, Grom, Kawaleria Powietrzna itd.) lub innych formacjach Sił Zbrojnych, do jednostek Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego. Podobnie ma się to w przypadku funkcjonariuszy Policji i Straży Granicznej, gdzie doświadczenie funkcjonariuszy tych służb może być wykorzystane i osoby takie mogą być zagospodarowane przez nowo tworzoną formację.

Bardzo istotnym elementem przy powołaniu nowej służby jest fakt, że będzie to służba mundurowa i ściśle zhierarchizowana. Obecnie służby ochrony lotnisk są formacjami funkcjonującymi w oparciu o przepisy prawa pracy. To uniemożliwia prawidłowe ich funkcjonowanie i wykonywanie stawianych zadań. Trzeba jasno powiedzieć, że regulacje prawa pracy stoją w sprzeczności ze specyfiką działań służb mundurowych. Przepisy prawa pracy uniemożliwiają prowadzenie właściwej ochrony lotnisk na wszystkich kierunkach.

Powołanie nowej służby pozwoli także na zabezpieczenie ruchu lotniczego od strony cyberbezpieczeństwa. Ustawowo ten element ochrony w całości przejmuje nowopowstała służba. Takie uregulowanie jest w pełni zgodne z metodologią nauk o bezpieczeństwie i racją stanu Państwa Polskiego.

Ostatnim elementem ważnym przy rozpatrywaniu całego projektu, jest racjonalizacja wydatków i zasobów osobowych, związanych z likwidacją dublowania służb na tych samych stanowiskach. Największym beneficjentem tej racjonalizacji byłaby Straż Graniczna, która zostałaby zwolniona z procesu ochrony lotnisk. Wówczas można, zwolnionych z tego zadania funkcjonariuszy, przesunąć do działań na innych kierunkach.

Podsumowując ten wątek należy podkreślić, że proponowany projekt reguluje wiele kwestii, które są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania, tej bardzo ważnej, z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju, elementu jego infrastruktury krytycznej. Zaliczają się do nich m.in.: ochrona informacji niejawnej, ochrona cyberprzestrzeni ruchu lotniczego, bezpieczeństwo pasażerów czy zwalczanie i przeciwdziałanie aktom terrorystycznym. Zatem kompleksowe uregulowanie tego problemu, za pomocą powołania odrębnej służby jest krokiem we właściwym kierunku. Ważnym elementem przy rozpatrywaniu powołania nowej formacji jest projekt tworzenia Centralnego Portu Komunikacyjnego, który wymusza kompleksowe rozwiązanie problemu ochrony lotnisk. Aby to skutecznie prowadzić jesteśmy, jako Państwo Polskie, zmuszeni do powierzenia jej służbom państwowym. Ten postulat spełnia powołanie Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego.

Powołanie nowej służby – koncepcje alternatywne

W wyniku prowadzonych prac analitycznych oraz zgłaszanych zastrzeżeń, co do koncepcji powołania nowej służby mundurowej, pojawiły się propozycje utworzenia specjalistycznego departamentu w ramach już istniejących formacji. Pierwsza koncepcja dotyczyła podzielenia kompetencji pomiędzy Państwową Straż Pożarną i Policję. Ta koncepcja jednak spotkała się z negatywnym stanowiskiem kierownictwa Państwowej Straży Pożarnej. Co gorsza ze strony PSP lansowany jest pogląd, że obecny stan jest prawidłowy. Ponadto środowisko związane z Państwową Strażą Pożarną, w dużej mierze, popiera proces prywatyzacji obsługi ochrony przeciwpożarowej lotnisk, przez podmioty prywatne, kontrolowane przez kapitał zagraniczny. Jest to wynikiem procederu zatrudniania emerytów PSP w lotniskowych służbach przeciwpożarowych6.

Wobec stanowiska Państwowej Straży Pożarnej rozważono przejęcie całej ochrony lotnisk, wraz z ochroną przeciwpożarową, przez następujące formacje:

– Policja,

– Żandarmeria Wojskowa,

– Straż Graniczna.

W przypadku Policji i Żandarmerii Wojskowej podstawowym problemem jest fakt, że należałoby dokonać dość istotnych zmian w przepisach regulujących ich funkcjonowanie. Mówimy tutaj tak o ustawie jak i regulaminach. Ponadto należałoby zmienić ustawowo kompetencje tych służb, które mają charakter policyjny. O ile w przypadku Żandarmerii Wojskowej istnieją regulacje jej funkcjonowania w ramach Sił Zbrojnych, jednak dalej jest to funkcja policyjna. Natomiast taka formacja, która chroni lotnisko, w przypadku działań wojennych, powinna być gotowa do zadań bojowych, na odcinku, którym chroni. Ten wymóg spełnia właśnie Straż Graniczna, która posiada takie kompetencje. Ponadto lotniska międzynarodowe, które podlegają niniejszemu opracowaniu, stanowią granicę państwa. Dodatkowym elementem jest fakt, że Straż Graniczna musi obstawić posterunki na lotnisku, co de facto stanowi dublowanie obsługi Służb Ochrony Lotniska. Przy powołaniu nowej służby, zadania Straży Granicznej, w całości przejmowała nowo powołana formacja. Zatem przejęcie kompetencji całej ochrony na lotnisku, w drugą stronę, przez Straż Graniczną jest jak najbardziej uzasadnione. W obu przypadkach następuje racjonalizacja zasobów ludzkich, gdzie następuje likwidacja zdublowanych stanowisk. Według wstępnych szacunków Straż Graniczna mogłaby zagospodarować około 500 – 1000 osób, które obecnie pełnią służbę na lotniskach.

Innym elementem, który należy uwzględnić, przy rozpatrywaniu przejęcia całości ochrony lotnisk przez Straż Graniczną, jest fakt niewielkich zmian w przepisach i regulaminach, dotyczących tej służby, które pozwolą na sprawne przeprowadzenie całego procesu integracji. Przejęcie formacji ochrony lotnisk przez Straż Graniczną podniesie jej zdolności operacyjne. Ponadto Straż Graniczna ma już wypracowane procedury współpracy z innymi służbami mundurowymi, działającymi na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Dotyczy to tak procesu szkolenia jak i wykorzystania zasobów osobowych tych służb i możliwości przejmowania doświadczonych funkcjonariuszy i żołnierzy.

Rekomendacje wynikające z prac analitycznych i koncepcyjnych

Analizując proces ochrony lotnisk, należy stwierdzić, że powołanie nowej służby o nazwie roboczej Służba Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego lub zwiększenie kompetencji Straży Granicznej w tym zakresie, zwiększy bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne Państwa Polskiego.

W przypadku bezpieczeństwa zewnętrznego, to powstanie formacja gotowa do obrony infrastruktury kluczowej dla kraju, która to będzie zdolna do współpracy z wojskami operacyjnymi. W zasadzie pozwoli na zwiększenie, w sposób skokowy, zdolności obronnych Państwa Polskiego. Powstanie formacja, która będzie gotowa do działania natychmiast, tak jak Straż Graniczna. Wspólny proces szkolenia z jednostkami operacyjnymi Sił Zbrojnych pozwoli na przygotowanie skutecznej obrony, jednego z najważniejszych elementów nowoczesnego pola walki, jakim są lotniska7.

W przypadku bezpieczeństwa wewnętrznego, to zwiększa się zdolność Państwa Polskiego do zwalczania zagrożenia terrorystycznego oraz ataku za pomocą broni biologicznej i chemicznej. Objęcie kompleksową ochroną wszystkich lotnisk międzynarodowych, w tym zakresie, w sposób skokowy zwiększy bezpieczeństwo podróżnych i całego Państwa Polskiego, w zakresie zwalczania i obrony przed atakiem tymi rodzajami broni.

Niedoskonałość struktury Państwa Polskiego w zakresie zwalczania zagrożenia bronią biologiczną i chemiczną jest widoczny choćby przy sprawach związanych ze zwalczaniem i wykrywaniem zagrożeń związanych z COVID-19. Posiadanie odpowiedniej służby, znacząco ograniczyłoby koszty obsługi tego typu zdarzenia. Ponadto dysponując odpowiednim sprzętem i wiedzą, dostarczyłaby sprawdzoną i zweryfikowaną, w oparciu o metodologię nauk, wiedzę i ekspertyzy.

Podsumowując można stwierdzić, że powstanie Służby Ochrony Lotnisk i Ruchu Lotniczego jako odrębnej formacji albo w ramach rozszerzenia i rozbudowania Straży Granicznej, staje się pilną i niezbędną potrzebą. Natomiast przekazywanie kompetencji ochrony lotnisk w jakiejkolwiek formie podmiotom z udziałem kapitału zagranicznego jest działaniem na szkodę Państwa Polskiego i stanowi przestępstwo określone w art. 231 oraz art. 129 i 130 Kodeksu Karnego. Natomiast pozostawienie tego w obecnym stanie prawnym i organizacyjnym, stanowi co najmniej naruszenie przepisów określonych w art. 231 kk, choć można też uznać, że ma tutaj także zastosowanie art.129 i 130 kk, z uwagi na fakt, iż osłabienie możliwości obronnych Państwa Polskiego leży w interesie państw trzecich i działających w ich imieniu wywiadów. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że brak rozwiązania tego problemu przez różne rządy oraz niezgodne z interesem Państwa Polskiego, próby przekazania tego obszaru, podmiotom z udziałem kapitału zagranicznego, jest wynikiem nacisków i lobbingów zagranicznych, które w rozumieniu humanistyki bezpieczeństwa, czyli metodologii nauk o bezpieczeństwie, są domeną wywiadów.

Patryk Ogonowski

Dr hab. Mirosław Zabierowski profesor Akademii Wojsk Lądowych

dr Michał Kalisiak

Robert Szycko

Robert Siarnowski

1 Przykładem może być tutaj koncern Strabag powiązany z grupą finansową Raiffeisen. W obu koncernach znaczne kapitały (40-60% wartości kapitałów spółek) posiada Oleg Deripaska, jeden z najważniejszych oligarchów obecnych rosyjskich władz. Koncern Strabag wykonuje prace budowlane dla potrzeb Sił Zbrojnych RP oraz jest wykonawcą kluczowych inwestycji infrastrukturalnych, a w tym lotnisk.

2 Projekt ten przedstawiano i omawiano na połączonym posiedzeniu Sejmowej Komisji Infrastruktury i Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji w dniu 20.07.2021 roku.

3 Patryk Ogonowski „Harmonizacja systemów energetycznych Polski, Niemiec i Unii Europejskiej w ujęciu technicznym i ekonometrycznym” www.experientia.wroclaw.pl . Mirosław Zabierowski Patryk Ogonowski „Przemysłu obronnego nie oddaje się obcym” www.experientia.wroclaw.pl. Patryk Ogonowski „Karuzele podatkowe jako element wojny hybrydowej” www.experientia.wroclaw.pl. M. Zabierowski „Strategiczne znaczenie energetyki węglowej dla polskiej gospodarki” (praca o objętości rozdziału w monografii) dla min. J. Emilewicz i Dyrektora Andrzeja Kołodzieja z Ministerstwa Rozwoju (2018). Andrzej Kiński „Profesor Zbigniew Puzewicz – dla nauki, wojska, przemysłu, Polski” Wojsko i Technika 5/2019 str. 48 – 55. Wojciech Pawłuszko „Ambitne zapowiedzi, skromne efekty – regulacyjne podsumowanie ostatnich czterech lat w sektorze obronnym” Nowa Technika Wojskowa 9/2019 str. 46 -50. Jarosław Wolski „Trzecia (stracona) szansa – modyfikacja polskich czołgów T – 72” Nowa Technika Wojskowa 8/2019 str. 8-15. Andrzej Kiński „Modyfikacja czołgów T-72 – wymuszone rozwiązanie pomostowe” Wojsko i Technika 8/2019. Tomasz Kwasek i Norbert Bączyk pt. „Program Homar – dlaczego polski przemysł nie dostał nic?” Nowa technika Wojskowa 6/2019 str. 28 – 34. Robert Rochowicz „Lata 1986 – 1990 czyli jak likwidowano WOPK” Nowa Technika Wojskowa 5/2019. Łukasz Pacholski „Powrót do przeszłości czyli modernizacja Mi – 24” Wojsko i Technika 3/2019 str.52 – 53. Tomasz Dmitruk „Wydatki obronne Polski 2000 – 2019” Nowa Technika Wojskowa 1/2019 str. 6-13.Dawid Kamizela „Morski artyleryjski Tryton na ostatniej prostej” Nowa Technika Wojskowa 12/2018 str.52 – 55. Łukasz Pacholski „Ślązak rozpoczął próby morskie” Wojsko i Technika 12/2018 str.84 – 85.

4 Jest to widoczne choćby w energetyce i gospodarce komunalnej. Szeroko to opisano w Patryk Ogonowski „Harmonizacja systemów energetycznych Polski, Niemiec i Unii Europejskiej w ujęciu technicznym i ekonometrycznym” www.experientia.wroclaw.pl . Innym przykładem jest sprzedaż zakładów PZL Świdnik państwowemu koncernowi włoskiemu Leonardo (grupa Finemechanica). Problemy i negatywne skutki dla Sił Zbrojnych opisano w publikacjach: Mirosław Zabierowski Patryk Ogonowski „Przemysłu obronnego nie oddaje się obcym” www.experientia.wroclaw.pl, Wojciech Pawłuszko „Ambitne zapowiedzi, skromne efekty – regulacyjne podsumowanie ostatnich czterech lat w sektorze obronnym” Nowa Technika Wojskowa 9/2019 str. 46 -50, Robert Rochowicz „Lata 1986 – 1990 czyli jak likwidowano WOPK” Nowa Technika Wojskowa 5/2019, Łukasz Pacholski „Powrót do przeszłości czyli modernizacja Mi – 24” Wojsko i Technika 3/2019 str.52 – 53, Tomasz Dmitruk „Wydatki obronne Polski 2000 – 2019” Nowa Technika Wojskowa 1/2019 str. 6-13.

5 Szczegółowo zostało to pisane w publikacji pt. „Analiza nauczania przedmiotów ekonomicznych oraz nauk o zarządzaniu” autorstwa Patryka Ogonowskiego www.experientia.wroclaw.pl. poz.160.

6 Problem ten jest szeroko dyskutowany od 2011 roku i był także przedmiotem obrad podczas połączonych komisji sejmowych w dniu 20.07.2021 roku. Przedstawiona została także opinia związków zawodowych w tej sprawie. Przedstawiciele związków zawodowych zwrócili uwagę na pogorszenie stanu bezpieczeństwa pożarowego lotnisk, z uwagi na zatrudnianie osób, które nie mogą pełnić służby w strukturach Państwowej Straży Pożarnej – z przyczyn zdrowotnych. Ponadto eksperci strony związkowej zwrócili uwagę, że zatrudnianie emerytów strażackich w lotniskowych służbach przeciwpożarowych jest formą podobną do hipotetycznego zatrudniania emerytów wojskowych w jednostkach uderzeniowych komandosów.

7 Takie wspólne ćwiczenia odbywają się dzisiaj np. z JWK Lubliniec czy GROM. Jednak są to inicjatywy oddolne, poszczególnych szefów ochrony lotnisk. Systemowe ćwiczenia z formacjami GROM, Formoza, JWK w Lublińcu czy innych formacji Sił Zbrojnych, w sposób skokowy podniesie możliwości obronne Państwa Polskiego.