W czasie, w którym Kościół i świat przechodzą przez bezprecedensowy kryzys duchowy, kolegialny akt poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi, przeprowadzony przez papieża z biskupami świata, będzie potężnym narzędziem Opatrzności Bożej, by wylać te szczególne łaski, których Kościół i świat tak pilnie potrzebują – pisze bp Athanasius Schneider. Biskup zaprosił też wszystkich katolików do odmawiania nowenny przygotowawczej przed aktem poświęcenia.
Bp Athanasius Schneider w specjalnym komunikacie odniósł się do zaplanowanego na 25 marca poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi. Zaprosił też wszystkich katolików do odmawiania nowenny przygotowawczej przed aktem konsekracji. Portal PCh24.pl publikuje całość przesłania biskupa.
***
Stolica Apostolska ogłosiła, że papież Franciszek poświęci Rosję i Ukrainę Niepokalanemu Sercu Maryi w piątek 25 marca, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, o godzinie 5. popołudniu podczas celebracji pokutnej w Bazylice św. Piotra. Ta wiadomość powinna napełnić wszystkich katolików głęboką radością, otuchą i odwagą. Mamy nadzieję, że przyniesie pokój i wytchnienie również naszym drogim prawosławnym braciom i siostrom w Rosji i na Ukrainie.
Jak wiemy z prośby Naszej Pani wobec siostry Łucji, papież powinien zaprosić wszystkich biskupów do zjednoczenia się wokół niego w akcie konsekracji. Mamy nadzieję, że nawet w obliczu braku formalnego zaproszenia ze strony papieża, wielu biskupów zjednoczy się w akcie poświęcenia. W czasie, w którym Kościół i świat przechodzą przez bezprecedensowy kryzys duchowy, kolegialny akt poświęcenia Niepokalanemu Sercu, przeprowadzony przez papieża z biskupami świata, będzie potężnym narzędziem Opatrzności Bożej, by wylać te szczególne łaski, których Kościół i świat tak pilnie potrzebują.
+ Athanasius Schneider
***
Nowenna przygotowująca do poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi
Niepokalane Serce Maryi, Święta Boża Rodzicielko i nasza najdroższa Matko. Spójrz na udrękę, w jakiej znajduje się Kościół i cała ludzkość wskutek rozpowszechnienia bezbożności, materializmu i prześladowania wiary katolickiej, błędów, przed jakimi ostrzegałaś w Fatimie.
Ty jesteś Pośredniczką wszelkich łask. Wyproś dla nas łaskę, by wszyscy biskupi na świecie, w jedności z papieżem, mogli 25 marca 2022 roku poświęcić Rosję i Ukrainę Twojemu Niepokalanemu Sercu.
Mamy nadzieję, że poprzez tę konsekrację – tak jak powiedziałaś nam w Fatimie – w czasie wyznaczonym przez Boga, Rosja się nawróci, a ludzkości zostanie podarowana epoka pokoju. Mamy nadzieję, że poprzez tę konsekrację przybliży się triumf Twojego Niepokalanego Serca, a Kościół zostanie autentycznie odnowiony w chwale czystości wiary katolickiej, świętości liturgii i świętości chrześcijańskiego życia.
Królowo Różańca Świętego i nasza najdroższa Matko, zwróć swoje miłosierne oczy na papieża, biskupów i każdego z nas i wysłuchaj łaskawie naszej gorliwej i ufnej modlitwy. Amen.
Ks. Marek Bąk bardzo wnikliwie i odważnie analizuje aktualną sytuację związaną zarówno z sama wojną na Ukrainie, jak i z masowym napływem tzw. uchodźców z Ukrainy.
Przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych wizytowali trzy lotniska na południu Polski. Ostatecznie wybrali Katowice Airport, gdzie z całego świata będzie trafiała pomoc humanitarna dla Ukrainy.
@fujiyama: Tam pewnie spadną pierwsze ruskie rakiety, gdy się misio wkurzy za dostawy broni. Broń jest priorytetowa więc ląduje bliżej granicy.
@dedik: Nowa płyta, Katowice mają zapas logistyczny który aktualnie nie jest wykorzystywany i jest to duży port Cargo.
masz_fajne_donice @dedik: Oznacza że przez Katowice przez tydzień przejdzie więcej broni niż przez ostatnie 50 lat.
vash78 @masz_fajne_donice: Broń przechodzi przez Rzeszów, który obecnie jest najlepiej strzeżonym lotniskiem w tej części Europy. Katowice będę odbierać pomoc dla cywili.
vash78 @barman84: To nie jest jakaś tajemnica wojskowa, bo o tym media trąbią. Jak podaje portal onet.pl Prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej uważa, ze najważniejsze miejsce w tej części Europy to w tej chwili lotnisko Rzeszów-Jasionka. Nie ma wątpliwości, że m.in. za pośrednictwem tego portu lotniczego odbywa się przerzut zachodniej pomocy dla Ukrainy. Rzeszów jest więc oczkiem w głowie NATO i solą w oku Rosjan. Dlatego nad tym rejonem został rozciągnięty wojskowy parasol ochronny.
– Wszelkie transporty wwożone na Ukrainę, które Rosja uzna za wojskowe, staną się prawomocnie celem – oświadczy w piątek szef moskiewskiej dyplomacji.
– Bardzo wyraźnie daliśmy do zrozumienia, że każdy ładunek wwożony na Ukrainę, co do którego będziemy uważać, że przewozi broń, stanie się prawomocnym celem. Jest to całkowicie jasne, ponieważ prowadzimy operację, która ma na celu wyeliminowanie wszelkich zagrożeń dla Federacji Rosyjskiej, które pochodzą z terytorium Ukrainy – oświadczył Ławrow na antenie prokremlowskiej państwowej telewizji RT (dawniej Russia Today).
Minister moskiewskiego rządu zwrócił się także do państw, które chcą wysłać na Ukrainę systemy obrony przeciwrakietowej z czasów Związku Radzieckiego (systemy rakietowe ziemia-powietrze dalekiego zasięgu S-300).
–Chciałbym przypomnieć wszystkim krajom, które rozważają ten pomysł, że systemu produkcji radzieckiej i rosyjskiej, systemu obrony przeciwrakietowej znajdują się tam na mocy porozumień i umów międzynarodowych oraz kontaktów, w ramach których nadany został im certyfikat użytkowania – mówił Ławrow.
– A umowa z użytkującymi nie zezwala na wysyłanie ich (systemów przeciwlotniczych – red.) do krajów trzecich. Jest na to podstawa prawna – stwierdził putinowski minister.
Aborcyjni lobbyści i genderowi ideolodzy od lat używają międzynarodowych instytucji do narzucania swoich radykalnych postulatów odpornym na inżynierię społeczną narodom. Aby zmusić państwa takie jak Polska do wprowadzenia aborcji na życzenie, próbują przemycać do systemu prawa międzynarodowego termin „praw reprodukcyjnych i seksualnych”, pod którym kryje się nieistniejące „prawo do aborcji”. Aby zmusić nas do przyznania małżeńskich przywilejów i prawa adopcji związkom jednopłciowym, dokonują manipulacji pojęciami „rodziny” i „małżeństwa”. Niestety, coraz częściej są w tym skuteczni. Kolonizacja prawa przez ideologię odbywa się na naszych oczach. W ubiegłym tygodniu Światowa Organizacja Zdrowia określiła aborcyjne mordowanie nienarodzonych dzieci „kluczową częścią opieki zdrowotnej”. Jednak działania WHO, Rady Europy czy ONZ nie mają (na razie) waloru obowiązującego prawa. Znacząco większą moc mają wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które muszą być wykonywane przez państwa należące do Rady Europy – w tym również przez Polskę.Wiedzą o tym zwolennicy radykalnej przebudowy naturalnego ładu społecznego, powszechnego dostępu do aborcji, redefinicji małżeństwa oraz promowania wbrew rodzicom wulgarnej edukacji seksualnej. To ich ofensywie przed Trybunałem w Strasburgu przeciwstawiają się eksperci Ordo Iuris.Polscy działacze aborcyjni złożyli do ETPC ponad tysiąc skarg, domagając się podważenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, w którym sędziowie TK potwierdzili, że aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją RP. W skargach czytamy, że brak dostępu do aborcji na życzenie stanowi naruszenie art. 3 i art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które zakazują stosowania tortur i chronią prawo do prywatności. Jeżeli Trybunał Strasburski stanie po ich stronie, to nasza wieloletnia walka o podniesienie prawnej gwarancji dla życia w Polsce może zostać przekreślona, a do polskich szpitali mogą powrócić barbarzyńskie praktyki selekcjonowania nienarodzonych dzieci. Aby temu zapobiec, Instytut Ordo Iuris przystępuje do każdego takiego postępowania przed ETPC, składając opinie prawne w trybie „przyjaciela sądu”. Nasi prawnicy precyzyjnie wskazują w nich, że żaden akt prawa międzynarodowego nie ustanawia „prawa do aborcji”, natomiast prawo międzynarodowe jednoznacznie gwarantuje każdemu człowiekowi, bez względu na wiek czy stan zdrowia, prawną ochronę życia.Do ETPC trafiają też sprawy składane przez polskich aktywistów LGBT, którzy domagają się przyznania związkom jednopłciowym przywilejów należnych małżeństwom – w tym także prawa do adopcji dzieci. Nasi prawnicy interweniują w siedmiu takich sprawach.Skargi polskich radykałów stanowią jednak tylko część tzw. litygacji strategicznej – wielkiej kampanii, w ramach której lewicowi aktywiści z całej Europy starają się za pomocą orzeczeń ETPC zmusić wszystkie państwa kontynentu do podporządkowania się rewolucyjnym projektom społecznym. Ordo Iuris interweniuje w każdej z takich spraw. W każdym miesiącu przystępujemy do jednej lub dwóch kolejnych spraw. Obecnie oczekujemy na rozpatrzenie naszych wniosków o przystąpienie do 8 spraw. Zazwyczaj jesteśmy jedyną europejską organizacją występującą w tych precedensowych postępowaniach po stronie życia, małżeństwa i rodziny. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk. [w oryginale.. md] Nie mogło też zabraknąć naszej reakcji na kolejny, podyktowany ideologicznym skrzywieniem sędziów, wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w którym TSUE zmusza Polskę i inne kraje UE do uznawania aktów urodzenia, w których jako rodzice dziecka figurują osoby tej samej płci. Nasi prawnicy już niedługo przedstawią szczegółową ekspertyzę w tej sprawie, zwracając polskiemu rządowi i opinii publicznej uwagę na poważne zagrożenia wynikające z tego orzeczenia. Wcześniej TSUE wydał podobny wyrok, w którym nakazał Rumunii przyznanie prawa stałego pobytu obywatelowi USA, który sformalizował w Belgii związek jednopłciowy z obywatelem Rumunii. Obecnie sprawa jest przedmiotem skargi złożonej do ETPC. Sędziowie Trybunału Strasburskiego już otrzymali opinię prawną Ordo Iuris.W ramach naszej działalności w Strasburgu angażujemy się w sprawy dotyczące surogacji – współczesnej formy handlu ludźmi, w ramach której pary jednopłciowe mogą zamówić i kupić sobie „wymarzone dziecko”. Skutecznie interweniowaliśmy w sprawie skargi dwóch mężczyzn z Izraela, którzy chcieli, aby bliźniętom urodzonym przez surogatkę w USA nadać polskie obywatelstwo. W złożonej w trybie „przyjaciela sądu” opinii wykazaliśmy, że państwo ma prawo odmówić uznania skutków prawnych zagranicznej umowy o surogację, która jest sprzeczna z prawem krajowym. Przywołując argumenty naszej opinii, sędziowie ETPC odrzucili skargę. Odnieśliśmy też sukces w sprawie pary dwóch obywatelek Islandii, które domagały się uznania ich za matki dziecka urodzonego przez surogatkę w USA. Zwycięsko zakończyły się kolejne cztery interwencje przed ETPC, w których stanęliśmy po stronie rodziców, którym norwescy urzędnicy odebrali dzieci i radykalnie ograniczyli z nimi kontakt. W naszym stanowisku wskazaliśmy, że działania norweskiego Barnevernet naruszają art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który gwarantuje każdemu człowiekowi prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Trybunał Strasburski przyznał rację naszym argumentom i orzekł o naruszeniu przez Norwegię Konwencji. Ordo Iuris złożyło opinię prawną w sprawie dotyczącej czterech irlandzkich polityków lewicowych i jednej aktywistki ateistycznej, którzy twierdzili, że składanie przez prezydenta Irlandii i tamtejszych członków Rady Państwa przysięgi z odwołaniem do Boga narusza ich wolność sumienia i religii. I tym razem ETPC odrzucił ich skargę. Sędziowie Trybunału przychyli się też do naszego stanowiska w sprawie rumuńskich aktywistów LGBT, którzy twierdzili, że skandowanie haseł sprzeciwiających się postulatom ruchu politycznego LGBT stanowiło formę tortur.Wszystkie wymienione sukcesy to dowód na to, że możemy skutecznie wpływać na wyroki ETPC, zatrzymując ideologiczną ofensywę lewicowych radykałów. Nie mam wątpliwości, że nasza aktywność przed międzynarodowymi trybunałami jest absolutnie kluczowa. To właśnie tym sposobem próbuje się nam dziś narzucić radykalne postulaty skrajnej lewicy, które są często nie tylko niezgodne z wolą Polaków ale też z polską Konstytucją. Nie możemy pozwolić na to, by garstka lewicowych aktywistów, przy pomocy sędziów ETPC i TSUE, podważała cały polski system prawny, który konsekwentnie stoi dziś po stronie ochrony ludzkiego życia oraz tożsamości małżeństwa i rodziny. Wierzę, że dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan będziemy w stanie obronić polską suwerenność.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPonad tysiąc skarg polskich feministekWyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, w którym sędziowie TK stwierdzili niezgodność aborcji eugenicznej z Konstytucją RP, jest wielkim sukcesem wszystkich obrońców życia, którzy od wielu lat konsekwentnie zabiegali o zapewnienie prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci podejrzanych o chorobę lub niepełnosprawność. Jednak radykalizujące się ruchy aborcyjne ignorują prawa niewinnych i bezbronnych dzieci, dążąc, wszelkimi możliwymi sposobami, do unieważnienia przełomowego wyroku TK. W tym celu zorganizowały akcję składania masowych skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.W ponad tysiącu skarg aborcjoniści zarzucają Polsce między innymi naruszenie art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który dotyczy zakazu stosowania tortur oraz nieludzkiego lub poniżającego traktowania. Co ciekawe, większość ze skarg, które do tej pory zostały zakomunikowane polskiemu rządowi przez Trybunał, nie dotyczy nawet kobiet, którym odmówiono przeprowadzenia eugenicznej aborcji. Ich autorki twierdzą najczęściej, że rzekomymi torturami jest… „stres i strach przed zajściem w ciążę”. Jedna ze skarżących przyznaje natomiast, że zabiła swoje dziecko w Holandii, bo „obawiała się, że mogą jej odmówić aborcji” w Polsce. Kobieta narzeka na to, że odczuwała stres związany z wyjazdem oraz obciążeniem finansowym. Tylko jedna z dotychczas zakomunikowanych polskiemu rządowi skarg dotyczy kobiety, której odmówiono aborcji ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Chciała ona zabić swoje dziecko, gdyż zdiagnozowano u niego zespół Downa. Jeśli sędziowie ETPC staną po stronie aborcyjnych lobbystów, skutki wyroku TK zostaną zniweczone, a wieloletnie wysiłki obrońców życia przekreślone. Chcąc skutecznie przeciwstawić się zorganizowanej akcji feministek, Instytut Ordo Iuris interweniuje przed ETPC, przystępując do postępowań i składając opinie prawne. Wskazujemy w nich, że o ile wiele przepisów prawa międzynarodowego gwarantuje wszystkim ludziom prawo do życia, to żaden nie przyznaje kobietom prawa do aborcji. Małżeńskie przywileje dla par jednopłciowych?Stojąc po stronie fundamentów Konstytucji RP, włączamy się także w inne postępowania inicjowane przeciwko Polsce w Strasburgu. Przedstawiliśmy ETPC opinie prawne dotyczące siedmiu skarg złożonych przez politycznych aktywistów LGBTQ+ z Polski. Większość dotyczy przyznania związkom jednopłciowym przywilejów należnych w Polsce tylko małżeństwom.W sprawie Handzlik-Rosuł i Rosuł v. Polska skarżący żądają rejestracji zawartego za granicą „małżeństwa” jednopłciowego. W sprawie Przybyszewska i inni v. Polska pięć par jednopłciowych domaga się sformalizowania ich związku w naszym kraju. Skarga w sprawie Szypuła i inni v. Polska dotyczy odmowy wydania przez polski urząd zaświadczenia o zdolności do zawarcia małżeństwa na potrzeby „ślubu” pary jednopłciowej zagranicą.W sprawach Formela i inni v. Polska oraz Meszkes v. Polska skarżący domagają się przyznania związkom jednopłciowym przywilejów podatkowych przynależnych małżeństwom. Sprawa Grochulski v. Polska dotyczy odmowy udzielenia przez prywatnego ubezpieczyciela ubezpieczenia rodzinnego na życie parze jednopłciowej. Skarga Starska v. Polska dotyczy zmiany nazwiska przez kobietę na nazwisko swojej partnerki. Natomiast w zbliżonej tematycznie sprawie X. i Z. v. Polska, Polka żyjąca w związku jednopłciowym z cudzoziemką domaga się przyznania polskiego obywatelstwa dzieciom cudzoziemki. Nasza porażka w tych postępowaniach otwierałaby drogę ku narzuceniu Polsce formalizacji związków jednopłciowych i przyznania im małżeńskich przywilejów, włącznie z adopcją dzieci. Dlatego każda sprawa spotyka się z pogłębioną analizą i systematyczną opinią prawną, w której szczegółowo omawiamy argumenty na rzecz ochrony małżeństwa, rodziny i chronionej konstytucyjnie moralności publicznej. Prowadzony przez naszych prawników monitoring prac Trybunału wciąż ujawnia kolejne sprawy, w których nasza interwencja może mieć kluczowe znaczenie. W ten sposób złożyliśmy wniosek o dopuszczenie do postępowania w sprawie Bunzel v. Polska zainicjowanego przez organizatorkę kieleckiej demonstracji proaborcyjnej, która została ukarana przez polskie sądy za to, że część uczestników manifestacji znieważyła symbol Polski Walczącej poprzez dołączenie do niej kobiecych piersi.Chcą narzucić radykalną ideologię całej EuropieSkładane przez polskich aktywistów skargi do ETPC stanowią zaledwie część zorganizowanej przez europejską lewicę tzw. litygacji strategicznej. Jej celem jest narzucenie wszystkim państwom Europy, z wykorzystaniem międzynarodowych sądów i z pominięciem procedur demokratycznych, radykalnych rozwiązań prawnych w zakresie ochrony życia, prawa rodzinnego i edukacji seksualnej. Skuteczna obrona tych wartości wymaga od Instytutu Ordo Iuris pełnej czujności i gotowości do wytężonej pracy analitycznej. W każdym miesiącu identyfikujemy kolejne sprawy i przygotowujemy w konsultacji z ekspertami co najmniej dwie wyczerpujące opinie. Każda z nich, za osobną zgodą Trybunału, składana jest do akt sprawy i pozwala nam na oficjalne włączenie się w proces decyzyjny ETPC. W chwili, gdy piszę te słowa, oczekujemy też na rozpatrzenie naszych wniosków o przystąpienie do kolejnych 8 spraw.Nie trudno wyobrazić sobie, ile wysiłku kosztuje przygotowanie każdej opinii. Wiele z nich dotyczy przecież złożonych, specjalistycznych tematów, prawa międzynarodowego, ale także prawa innych krajów. Jedno jest pewne – zaniechanie tej pracy odbiłoby się szybko na polskim prawie i orzecznictwie polskich sądów.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskStanowisko Ordo Iuris trafiło do Strasburga między innymi w sprawie Koilova v. Bułgaria, dotyczącej skargi dwóch kobiet domagających się uznania w Bułgarii związku cywilnego zawartego w Wielkiej Brytanii. Opinię przesłaliśmy w sprawach 21 podobnych skarg rumuńskich aktywistów. Analizę prawną przedstawiliśmy w sprawie Könyves-Tóth v. Węgry, w której transseksualna kobieta twierdzi, że Węgry, przyjmując ustawę potwierdzającą, że „płeć ustalona w momencie urodzenia” nie może podlegać dowolnym zmianom, naruszyły Europejską Konwencję Praw Człowieka.Sędziowie Trybunału otrzymali nasze stanowisko także w sprawie Maymulakhin i Markiv v. Ukraina, gdzie dwóch Ukraińców skarży się na brak możliwości formalizacji związku jednopłciowego w swoim kraju. Inna z opinii Ordo Iuris dotyczy sprawy A.H. i inni v. Niemcy, gdzie mężczyzna identyfikujący jako kobieta domaga się uznania go za „matkę” dziecka, które spłodził ze swoją partnerką.Chcąc narzucić Europejczykom radykalną ideologię, skrajna lewica wykorzystuje także Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W grudniu sędziowie TSUE wydali wyrok w sprawie Pancharevo. Obywatelka Bułgarii i obywatelka Hiszpanii domagały się od Bułgarii uznania wydanego w Hiszpanii aktu urodzenia dziecka, w którym obie kobiety figurują jako jego „matki”. Trybunał stanął po ich stronie, uznając, że państwa UE mają obowiązek uznać akt urodzenia wystawiony w innym państwie UE, nawet jeśli jako rodzice figurują w nim dwie osoby tej samej płci. Reagujemy na ten ideologiczny wyrok. Już niedługo przedstawimy kompleksową ekspertyzę, wykazującą, że orzeczenie TSUE narusza kompetencje wyłączne państw członkowskich UE i prezentuje niedopuszczalne interpretacje szeregu przepisów unijnych, co w praktyce prowadzi do dyskryminacji państw nie zgadzających się na redefinicję małżeństwa i rodziny. Wcześniej TSUE podobny wyrok wydał w sprawie Coman, uznając, że Amerykanin, który w Belgii sformalizował swój związek jednopłciowy z obywatelem Rumunii, powinien otrzymać prawo stałego pobytu w tym kraju jako „małżonek” obywatela Rumunii, pomimo tego, że zgodnie z rumuńskim prawem małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Obecnie sprawa Coman trafiła do Strasburga. Prawnicy Ordo Iuris już przedstawili sędziom ETPC nasze stanowisko. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskZwycięskie bitwy przeciw surogacji Coraz więcej spraw rozpatrywanych przed Trybunałem w Strasburgu dotyczy surogacji. Handlarze żywym towarem chcą przy pomocy orzeczeń ETPC znormalizować i zalegalizować to współczesne niewolnictwo, którego największymi ofiarami są niewinne dzieci. „Kupowane” często przez pary jednopłciowe dzieci zwykle do końca życia nie poznają swoich biologicznych rodziców. W efekcie nie tylko nie znają swoich korzeni i prawdziwego pochodzenia, ale też chociażby historii chorób w rodzinie, która może być kluczowa w procesie ewentualnego leczenia. Zgodnie z prawem surogacja jest w Polsce nielegalna, jednak niekorzystne orzeczenie Trybunału Strasburskiego może narzucić naszej Ojczyźnie akceptację tego procederu.Dlatego także i w tej sprawie interweniujemy przed ETPC. W listopadzie osiągnęliśmy sukces w sprawie dwóch mężczyzn, którzy domagali się przyznania obywatelstwa polskiego bliźniętom urodzonym przez surogatkę w Kalifornii. Amerykanka urodziła i przekazała mężczyznom dzieci poczęte in vitro z wykorzystaniem nasienia jednego z mężczyzn i komórki jajowej anonimowej dawczyni. Jeden z mieszkających na stałe w Izraelu mężczyzn posiadał polskie obywatelstwo. Dlatego złożył wniosek do wojewody mazowieckiego o potwierdzenie obywatelstwa dla dzieci. Ponieważ surogacja jest w naszym kraju zakazana, umowa zawarta pomiędzy obywatelką USA a mężczyznami została uznana za bezskuteczną, w konsekwencji czego wojewoda wydał decyzję odmowną, co potwierdził Minister Spraw Wewnętrznych i sądy administracyjne. Mężczyźni wnieśli skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zarzucili w niej Polsce złamanie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zapewnia każdemu prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Sędziowie ETPC przyznając rację argumentom przedstawionym przez naszych prawników, odrzucili skargę, uznając, że mężczyźni nie przedstawili żadnej okoliczności świadczącej o negatywnych konsekwencjach czy praktycznych trudnościach związanych z odmową przyznania dzieciom pozostającym pod ich opieką obywatelstwa polskiego.Naszym zwycięstwem zakończyła się też sprawa Fjölnisdóttir v. Islandia, w której sędziowie ETPC oddalili skargę pary kobiet skarżących się na naruszenie ich prawa do poszanowania życia rodzinnego z powodu nieuznania ich za „matki” dziecka urodzonego i przekazanego im za pieniądze przez surogatkę w USA. Sytuacja jest zresztą doskonałym dowodem na to, jak wielkim dramatem dla dziecka mogą być takie praktyki. Homoseksualny związek kobiet wychowujących dziecko rozpadł się bowiem krótko po jego narodzinach, a władze Islandii rozszerzyły prawo do opieki nad dzieckiem na nowe partnerki każdej z kobiet. Tym samym dziecko ma obecnie cztery „matki”, choć żadna z nich nie jest jego prawdziwą matką. Chłopiec nie zna też ani swojego biologicznego ojca, ani matki, ponieważ do poczęcia doszło w procedurze in-vitro, w której nasienie i komórka jajowa pochodziły od anonimowych dawców. Interweniujemy w sprawie dwóch Szwajcarów domagających się od swojego państwa uznania ich za ojców dziecka poczętego w procedurze in vitro i urodzonego przez surogatkę oraz duńskiego małżeństwa, które zawarło umowę o surogację z Ukrainką. W obu postępowaniach przedstawiliśmy już ETPC nasze opinie prawne. Ponadto złożyliśmy wniosek o przystąpienie do czterech kolejnych postępowań. Jedno z nich dotyczy skargi złożonej przeciw Francji, pozostałe trzy przeciw Włochom.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskChcąc zatrzymać surogacyjny handel dziećmi, zorganizowaliśmy także petycję, pod którą podpisały się 33 organizacje pozarządowe z całego świata. W petycji wezwaliśmy Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka do poszerzenia Konwencji o prawach dziecka o Protokół fakultatywny, wprost zakazujący surogacji komercyjnej, jej reklamy i pośrednictwa w jej uczestnictwie.Walcząc z procederem nielegalnej surogacji w Polsce, złożyliśmy do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez firmę, która w naszym kraju oferuje usługi „macierzyństwa zastępczego”. Ponieważ prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, złożyliśmy zażalenie do sądu. Sąd jednak podtrzymał decyzję prokuratury, przy czym niestety nie podjął rzeczowej polemiki z naszymi zarzutami. To naszym zdaniem nie kończy dyskusji na ten temat i powinno być przyczynkiem do zmian przepisów, tak aby proceder ten bez wątpliwości był w Polsce zakazany. W tej sprawie zawiadomiliśmy również Urząd Ochrony Danych Osobowych, składając wniosek o sprawdzenie, czy firma przestrzega wymagań dotyczących ochrony danych osobowych wynikających z przepisów RODO, dotyczących przekazywania tych danych poza teren Unii Europejskiej (zwłaszcza do Gruzji, Ukrainy i Meksyku).Trybunał przyznaje rację argumentom Ordo Iuris Sukcesy odnosimy w innych postępowaniach przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Sędziowie ETPC uznali, że radykalne ograniczenie prawa do kontaktów rodzinnych przez Barnevernet i norweskie sądy rodzicom, którym w 2015 roku odebrano 2,5 miesięczną córkę, uniemożliwiło im odbudowanie więzi rodzinnych z dzieckiem, co naruszyło art. 8 Konwencji. Rodzicom ograniczono możliwości kontaktu z dzieckiem do dwóch godzinnych spotkań w miesiącu, a następnie do trzech rocznie pod nadzorem pracownika Barnevernet.Nie mogąc pogodzić się z tak krzywdzącą decyzją, rodzice wnieśli skargę do ETPC, oskarżając Norwegię o pogwałcenie prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Nasz Instytut przystąpił do sprawy, składając opinię w trybie „przyjaciela sądu”. Trybunał podzielił nasze stanowisko, uznając, że państwo ma obowiązek podjąć starania o odbudowę więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicami biologicznymi. Nie była to pierwsza sprawa przeciwko norweskiemu Barnevernet, w której prawnicy Ordo Iuris stanęli po stronie skrzywdzonych rodziców. Wcześniej w trzech podobnych sprawach Trybunał w Strasburgu przychylił się do naszych argumentów, uznając, że Norwegia naruszyła prawo rodziców do ochrony życia rodzinnego.Nasza interwencja przyczyniła się również do wydania przez ETPC korzystnego orzeczenia w sprawie rumuńskich aktywistów LGBT, którzy twierdzili, że protest przeciwników propagowania postulatów ruchu LGBT stanowił złamanie zakazu stosowania tortur. Sędziowie Trybunału, zgodzili się z naszymi argumentami i uznali, że skandowanie haseł to nie tortury. Zwycięstwem zakończyło się również postępowanie w sprawie Shortall v. Irlandia. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał rację naszym prawnikom, uznając, że odwołanie do Boga w przysiędze składanej przez irlandzkiego prezydenta i członków tamtejszej Rady Państwa nie narusza Konwencji. To orzeczenie jest szczególnie istotne w kontekście podnoszonych przed polskich radykałów postulatów usuwania krzyży i innych symboli religijnych z przestrzeni publicznej. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk.[w oryg. md] O tym, że można skutecznie przeciwstawiać się akcji lewicowych aktywistów świadczą też orzeczenia ETPC w sprawach Y. v. Polska i Lee v. Zjednoczone Królestwo. Pierwsza z nich dotyczyła Polki identyfikującej się jako mężczyzna, która domagała się od urzędu stanu cywilnego wykreślenia z jej metryki informacji o tym, że poddała się procedurze korekty płci metrykalnej. Ponieważ urząd odmówił spełnienia jej żądania, czego zgodność z prawem potwierdzili wojewoda i sądy administracyjne, kobieta złożyła skargę do ETPC. W drugiej aktywista LGBT Gareth Lee skarżył się na to, że brytyjski Sąd Najwyższy, uznając, że chrześcijańscy właściciele piekarni mieli prawo odmówić mu wykonania tortu z napisem wyrażającym poparcie dla „małżeństw homoseksualnych”, naruszył jego prawo do prywatności, wolności sumienia i religii oraz niedyskryminacji. Sędziowie Trybunału Strasburskiego odrzucili obie skargi.Razem zatrzymamy ofensywę radykałów Skuteczna obrona życia, rodziny, małżeństwa, ale także wolności słowa i wolności wyznania wymaga zbudowania szerokiego zespołu ekspertów, gotowych do rzetelnego przeciwstawienia się niszczycielskim zakusom aktywistów politycznych i lobby aborcyjnego. Dzięki wsparciu Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris możemy przekonywać sędziów ETPC do odrzucania umotywowanych ideologicznie skarg, skutecznie broniąc fundamentów Konstytucji RP oraz suwerenności Polski. To dzięki naszym interwencjom system praw człowieka nie staje się narzędziem ideologicznych wojen i może pozostać wierny idei, by stać na straży praw podstawowych.Każda z naszych interwencji powoduje konkretne wydatki. Monitorowanie prac ETPC to godziny pracy naszych analityków. Miesięcznie to koszt nie mniejszy niż 6 000 zł. Przystąpienie do pojedynczego postępowania przed Trybunałem Strasburskim wiąże się z koniecznością przygotowania anglojęzycznej opinii prawnej, w której w sposób kompleksowy analizujemy stan prawny, aby sędziowie Trybunału mogli wydać sprawiedliwy wyrok. Opracowanie każdej z nich to nie mniej niż 8 000 zł, a w złożonych i wielowątkowych sprawach nawet 12 000 zł. Przy planowanych 8 interwencjach w najbliższych tygodniach to kwota ok 80 000 zł. Przygotowanie specjalistycznej ekspertyzy w szczególnej sprawie legalizacji adopcji dzieci przez pary jednopłciowe (sprawa Pancharevo) to koszt 15 000 zł. Za jej pomocą zwrócimy uwagę polskiemu społeczeństwu i rządzącym na poważne zagrożenie, jakim jest możliwość narzucenia naszej Ojczyźnie i innym państwom regionu legalizacji adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.Kontynuowanie interwencji w sprawie surogacyjnej kliniki dotyczące naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych to wydatek rzędu 3 000 zł. Zwycięstwo w tej precedensowej sprawie pozwoli nam uchronić wiele dzieci przed staniem się przedmiotem surogacyjnego handlu ludźmi.Aby ochronić polski system prawny przed wdrażaniem zideologizowanych rozwiązań promowanych przez inżynierów społecznych, musimy zdecydowanie opowiedzieć się po stronie wartości. Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal interweniować w kluczowych dla obrony podstawowych wartości sprawach rozpatrywanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. Z wyrazami szacunkuP.S. Jeśli nie będziemy reagować i na czas nie sprzeciwimy się próbom narzucenia Polsce ideologicznych rozwiązań prawnych za pomocą orzeczeń Trybunału Strasburskiego, to już wkrótce wbrew woli polskiego społeczeństwa naszej Ojczyźnie może zostać narzucona instytucjonalizacja związków jednopłciowych i przyznanie im przywilejów zastrzeżonych dla małżeństw. Nadal mamy szansę zatrzymać ten proces. Jestem pewien, że z Pana pomocą wspólnie obronimy życie, małżeństwo i rodzinę przed antycywilizacyjnymi projektami radykalnych ideologów.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
The Russia-led Eurasia Economic Union and China just agreed to design the mechanism for an independent financial and monetary system that would bypass dollar transactions.
Russia says half its gold assets were frozen – is this for real or a slick play by Moscow?
Photo Credit: The Cradle
It was a long time coming, but finally some key lineaments of the multipolar world’s new foundations are being revealed.
On Friday, after a videoconference meeting, the Eurasian Economic Union (EAEU) and China agreed to design the mechanism for an independent international monetary and financial system. The EAEU consists of Russia, Kazakhstan, Kyrgyzstan, Belarus and Armenia, is establishing free trade deals with other Eurasian nations, and is progressively interconnecting with the Chinese Belt and Road Initiative (BRI).
For all practical purposes, the idea comes from Sergei Glazyev, Russia’s foremost independent economist, a former adviser to President Vladimir Putin and the Minister for Integration and Macroeconomics of the Eurasia Economic Commission, the regulatory body of the EAEU.
Glazyev’s central role in devising the new Russian and Eurasian economic/financial strategy has been examined here. He saw the western financial squeeze on Moscow coming light-years before others.
Quite diplomatically, Glazyev attributed the fruition of the idea to “the common challenges and risks associated with the global economic slowdown and restrictive measures against the EAEU states and China.”
Translation: as China is as much a Eurasian power as Russia, and they need to coordinate their strategies to bypass the US unipolar system.
The Eurasian system will be based on “a new international currency,” most probably with the yuan as reference, calculated as an index of the national currencies of the participating countries, as well as commodity prices. The first draft will be already discussed by the end of the month.
The Eurasian system is bound to become a serious alternative to the US dollar, as the EAEU may attract not only nations that have joined BRI (Kazakhstan, for instance, is a member of both) but also the leading players in the Shanghai Cooperation Organization (SCO) as well as ASEAN. West Asian actors – Iran, Iraq, Syria, Lebanon – will be inevitably interested.
In the medium to long term, the spread of the new system will translate into the weakening of the Bretton Woods system, which even serious US market players/strategists admit is rotten from the inside. The US dollar and imperial hegemony are facing stormy seas.
Show me that frozen gold
Meanwhile, Russia has a serious problem to tackle. This past weekend, Finance Minister Anton Siluanov confirmed that half of Russia’s gold and foreign reserves have been frozen by unilateral sanctions. It boggles the mind that Russian financial experts have placed a great deal of the nation’s wealth where it can be easily accessed – and even confiscated – by the ‘Empire of Lies’ (copyright Putin).
At first, it was not exactly clear what Siluanov had meant. How could the Central Bank’s Elvira Nabiulina and her team let half of foreign reserves and even gold be stored in Western banks and/or vaults? Or is this some sneaky diversionist tactic by Siluanov?
Hudson was quite frank: “When I first heard the word ‘frozen,’ I thought that this meant that Russia was not going to expend its precious gold reserves on supporting the ruble, trying to fight against a Soros-style raid from the west. But now the word ‘frozen’ seems to have meant that Russia had sent it abroad, outside of its control.”
“It looks like at least as of last June, all Russian gold was kept in Russia itself. At the same time, it would have been natural to have kept securities and bank deposits in the United States and Britain, because that is where most intervention in world foreign exchange markets occurs,” Hudson added.
Essentially, it’s all still up in the air: “My first reading assumed that Russia must be doing something smart. If it was smart to move gold abroad, perhaps it was doing what other central banks do: ‘lend” it to speculators, for an interest payment or fee. Until Russia tells the world where its gold was put, and why, we can’t fathom it. Was it in the Bank of England – even after England confiscated Venezuela’s gold? Was it in the New York Fed – even after the Fed confiscated Afghanistan’s reserves?”
So far, there has been no extra clarification either from Siluanov or Nabiulina. Scenarios swirl about a string of deportations to northern Siberia for national treason. Hudson adds important elements to the puzzle:
“If [the reserves] are frozen, why is Russia paying interest on its foreign debt falling due? It can direct the “freezer’ to pay, to shift the blame for default. It can talk about Chase Manhattan’s freezing of Iran’s bank account from which Iran sought to pay interest on its dollar-denominated debt. It can insist that any payments by NATO countries be settled in advance by physical gold. Or it can land paratroopers on the Bank of England, and recover gold – sort of like Goldfinger at Fort Knox. What is important is for Russia to explain what happened and how it was attacked, as a warning to other countries.”
As a clincher, Hudson could not but wink at Glazyev: “Maybe Russia should appoint a non-pro-westerner at the Central Bank.”
The petrodollar game-changer
It’s tempting to read into Russian Foreign Minister Sergey Lavrov’s words at the diplomatic summit in Antalya last Thursday as a veiled admission that Moscow may not have been totally prepared for the heavy financial artillery deployed by the Americans:
“We will solve the problem – and the solution will be to no longer depend on our western partners, be it governments or companies that are acting as tools of western political aggression against Russia instead of pursuing the interests of their businesses. We will make sure that we never again find ourselves in a similar situation and that neither some Uncle Sam nor anybody else can make decisions aimed at destroying our economy. We will find a way to eliminate this dependence. We should have done it long ago.”
So, ‘long ago’ starts now. And one of its planks will be the Eurasian financial system. Meanwhile, ‘the market’ (as in, the American speculative casino) has ‘judged’ (according to its self-made oracles) that Russian gold reserves – the ones that stayed in Russia – cannot support the ruble.
That’s not the issue – on several levels. The self-made oracles, brainwashed for decades, believe that the Hegemon dictates what ‘the market’ does. That’s mere propaganda. The crucial fact is that in the new, emerging paradigm, NATO nations amount to at best 15 percent of the world’s population. Russia won’t be forced to practice autarky because it does not need to: most of the world – as we’ve seen represented in the hefty non-sanctioning nation list – is ready to do business with Moscow.
Iran has shown how to do it. Persian Gulf traders confirmed to The Cradle that Iran is selling no less than 3 million barrels of oil a day even now, with no signed JCPOA (Joint Comprehensive Plan of Action agreement, currently under negotiation in Vienna). Oil is re-labeled, smuggled, and transferred from tankers in the dead of night.
Another example: the Indian Oil Corporation (IOC), a huge refiner, just bought 3 million barrels of Russian Urals from trader Vitol for delivery in May. There are no sanctions on Russian oil – at least not yet.
Washington’s reductionist, Mackinderesque plan is to manipulate Ukraine as a disposable pawn to go scorched-earth on Russia, and then hit China. Essentially, divide-and-rule to smash not only one but two peer competitors in Eurasia who are advancing in lockstep as comprehensive strategic partners.
As Hudson sees it: “China is in the cross-hairs, and what happened to Russia is a dress rehearsal for what can happen to China. Best to break sooner than later under these conditions. Because the leverage is highest now.”
All the blather about “crashing Russian markets,” ending foreign investment, destroying the ruble, a “full trade embargo,” expelling Russia from “the community of nations,” and so forth – that’s for the zombified galleries. Iran has been dealing with the same thing for four decades, and survived.
Historical poetic justice, as Lavrov intimated, now happens to rule that Russia and Iran are about to sign a very important agreement, which may likely be an equivalent of the Iran-China strategic partnership. The three main nodes of Eurasia integration are perfecting their interaction on the go, and sooner rather than later, may be utilizing a new, independent monetary and financial system.
But there’s more poetic justice on the way, revolving around the ultimate game-changer. And it came much sooner than we all thought.
Saudi Arabia is considering accepting Chinese yuan – and not US dollars – for selling oil to China. Translation: Beijing told Riyadh this is the new groove. The end of the petrodollar is at hand – and that is the certified nail in the coffin of the indispensable Hegemon.
Meanwhile, there’s a mystery to be solved: where is that frozen Russian gold?
The views expressed in this article do not necessarily reflect those of The Cradle.
Na początku 2011 r. Wiktor Suworow powiedział w wywiadzie dla „Super Expressu”: „Mocarstwowość dzisiejszej Rosji polega głównie na działalności reklamowej. Utwierdzaniu w przekonaniu o mocarstwowości własnych obywateli. A w świecie reklamy trzeba wydawać morze pieniędzy. Inne imperia mają kolonie, żeby na nich zarabiać. Rosja to imperium na opak. Ona dziś na imperium traci ale ma reklamowy efekt, prezentując je jako objaw siły i znaczenia. Kiedy zachodnim imperiom kolonie zaczęły się buntować, rachunek ekonomiczny pokazał, Że pozostawanie w nich jest bez sensu. Rosja dokłada zaś do małej Czeczenii 50 mld dolarów rocznie. Ale interes! (…) Niestety, Rosja jest bardzo chorym krajem ”.
Mówi również: „Spodziewam się, że efektem będzie podział na kilka odrębnych organizmów rządzonych przez mafię. Putin nie jest wieczny, następcy, jak to bywa w takich sytuacjach, nie da się wyłonić. Populacja kraju już dziś spada o milion rocznie… Coraz większą rolę zacznie odgrywać imigracja z Azji, coraz większe stanie się oderwanie od reszty takich miast jak Moskwa lub St. Petersburg. Swoja rolę odgrywa też to, co dobrze znacie w Polsce. Nieustanne wykrwawianie elit. W 1917 roku, w latach 20. tych, którzy zostali, przetrzebiono w czasach stalinowskich obozami na Syberii. Kolejnego wykrwawienia tego już dwukrotnie osłabionego społeczeństwa dokonała II wojna światowa. Dzisiejsi Rosjanie to już nie ci sami ludzie. Nie tylko nie maja siły walczyć z zagrożeniem zewnętrznym, ale nawet sprzeciwić się władzy, która im szkodzi?”?
W połowie 2013 roku Suworow powiedział: „Putin ma wiele słabości. Kocha rządzić, tak samo jak Stalin, ale chce żyć jak Roman Abramowicz (rosyjski przedsiębiorca i polityk pochodzenia żydowskiego). Tych dwóch rzeczy jednak nie da się ze sobą połączyć. Stalin rządził potężnym państwem, jakim był Związek Sowiecki. Wszystko było pod jego kontrolą. To był silny dyktator. ]ego skromne życie prywatne i wygląd ascety bardzo dużo o nim mówią. Oni nie miał miliardów na koncie. Nie posiadał zegarków marki Rolex, garniturów od Versacego itd. Dlatego mógł kontrolować Rosję i Europę Środkowo-Wschodnią. Putin nie jest w stanie kontrolować nawet samej Rosji. Oligarchowie są dziś bardzo potężni. Putin przekazał swoim znajomym biznesmenom zbyt dużo władzy i teraz jest przez nich skrępowany”.
W sierpniu 2013 roku Suworow wyraził też swoją opinię na temat słabości Putina i słabości Rosji. Tak zreferowano ją na portalu „wp.pl”: „Władimir Putin jest u władzy od roku 2000, czyli 13 lat, a Rosja się wali”.
W opinii Suworowa, reżim Putina popełnia podstawowy błąd przecenia własne możliwości i nie dostrzega potwornego kryzysu, który trawi społeczeństwo. Nie liczy się z własnym narodem. Ta władza zatraciła instynkt samozachowawczy. Gardzi swoim narodem do tego stopnia, że nawet nie ukrywa własnych grabieży. A jej pazerność jest niebywała – mówi w rozmowie z „Do Rzeczy” Suworow. Dalej opowiada, że z jego informacji wynika, że w szeregach armii nastąpiła całkowita i ostateczna demoralizacja. Oficerowie niskiego i średniego szczebla są nastawieni antyreżimowo, a jeszcze bardziej nienawidzą Putina szeregowcy. Suworow twierdzi też, że rozpad Rosji jest nieunikniony. – Od 20 lat to, co pozostało po związku sowieckim trzeszczy w szwach, i w końcu te szwy puszczą. Nie ma wątpliwości, że Władimir Putin jest ostatnim prezydentem Rosji. Dodaje jednak, że biorąc pod uwagę skalę napięcia, jakie obecnie występuje na terenie Federacji Rosyjskiej, rozpadowi tego tworu może towarzyszyć fala brutalnej, gwałtownej przemocy”.
A tak jedną z wypowiedzi Suworowa, które padły w wywiadzie dla „Do Rzeczy” referuje się na portalu „fronda.pl”: „Zdaniem Suworowa, za jakiś czas na własne oczy będziemy mogli zobaczyć rozkład Rosji, która miałaby się rozpaść ’ na większą liczbę organizmów. Jako przykłady, prognozujące taki scenariusz wymienia m.in. napięcia na linii Moskwa Petersburg czy rywalizację pomiędzy Rosją a Kazaniem, stolicą Tatarstanu. Tatarstan będzie pierwszym krajem, który odpadnie od Federacji Rosyjskiej. Druga będzie Syberia ocenia były oficer GRU, który w czasach ZSRS został zaocznie skazany na karę śmierci.
Dlaczego Syberia? Suworow argumentuje, że terytorium to zaczyna być coraz bardziej chińskie. Rosjanie po prostu z Syberii masowo wyjeżdżają. Nie mają żadnego powodu, aby tam dalej mieszkać. Otoczeni są obcoplemieńcarni, żyją w trudnych warunkach klimatycznych, w biedzie. Stanowią niewielki odsetek populacji… wylicza rosyjski pisarz i dodaje, że Syberia jest atrakcyjna dla Chińczyków, którzy uciekają przed restrykcyjną polityką jednego dziecka. W ocenie Suworowa, cała Rosja jest tykającą bombą a Władimir Putin jest ostatnim prezydentem.
W Rosji mówi się wiele o wolności i demokracji, ale tak naprawdę Rosjanie kochają siłę i pragną by Rosja była wielkim mocarstwem (nawet jeżeli efektem tego będzie bieda społeczeństwa). Czy, jeśli Putin straci władzę i Rosja zacznie się rozpadać, Rosjanie nie przyjmą jako błogosławieństwa silnej, integrującej na powrót Rosję, władzy wojska? A to przecież byłaby w istocie władza GRU, a tak naprawdę masonerii rosyjskiej rytu francuskiego.
Putin może się też utrzymać, jeśli spełni pewne warunki. Dugin twierdzi ostatnio, że Putin jest realistą politycznym i że zbliża się coraz bardziej do odrzucenia tak komunizmu jak i liberalizmu, kapitalizmu i globalizmu i uznania masońskiej koncepcji Eurazji i rządu światowego.
GRU jest dziś wielka polityczną, i zapewne gospodarczą, siłą W Rosji, konkurencyjną wobec ośrodka Putina. Putin próbuje zmienić tę sytuację, ale nie odnotowuje sukcesów.
SIŁA GRU
Opowiada o tym Wiktor Suworow (były oficer GRU), autor słynnej książki pt. „Akwarium”, w swoim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” w grudniu 2011 roku: „jedyną siłą, która może zagrozić władzy Putina, jest GRU. Dlatego stara się on sparaliżować wywiad wojskowy. Przez 12 lat swoich rządów Putin sekuje rosyjską armię. Niszczy jej struktury, zwalcza wybijających się generałów i upokarza wojsko na każdym kroku. Widzi bowiem w nim jedyną siłę w Rosji, która może zagrozić jego panowaniu. jego ruchy wywołują oczywiście niezadowolenie w siłach zbrojnych. A najsilniejszą organizacja w ramach tych sił zbrojnych, organizacją, która mogłaby nawet dokonać zamachu stanu, jest GRU. Dlatego właśnie Putin cały czas wymienia jej szefów, aby nie mogła sprawnie działać. (. . .) GRU to najwięksi specjaliści od takich operacji. Wiedzą, w jaki sposób otruć, zastrzelić czy przekupić człowieka. Wiedzą też, jak obala się rządy, destabilizuje i rozbija państwa. GRU zna wszystkie brudne chwyty stosowane w tej branży.
Suworow uważa, że starcie armii rosyjskiej i ukraińskiej doprowadziłoby do upadku rządu Putina. Zapytany pod koniec lutego 2014 roku przez Gabriela Kayzera z „Frondy” o to czy rosyjska armia jest w stanie przeprowadzić interwencję na Ukrainie stwierdza: „Nie, gdyż rosyjska armia jest w rozsypce. Powiem nawet, że nie istnieje. Wiele lat bylem oficerem radzieckiej armii. Począwszy od 11 roku życia spędziłem W niej dwadzieścia lat. Wtedy ją kochałem. Widziałem od środka, jak ona funkcjonuje i co się z nią dzieje. Teraz jest jednak jeszcze gorzej. jeżeli Putin wysłałby rosyjską armię przeciwko Ukraińcom, to powtórzy się sytuacja z 1991 r., kiedy to wysłano sowiecką armię przeciwko mieszkańcom Moskwy Trzy dni po tym wydarzeniu ZSRR upadło”.
W tych samych dniach Suworow stwierdza w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie”: „Rosja nie jest w stanie wysłać na Ukrainę swojej armii, ponieważ ona nie istnieje.
Ponadto na Ukrainie Żyją miliony ludzi, którzy są W połowie Ukraińcami, a W połowie Rosjanami. Rosjanie i Ukraińcy są braćmi. Jeżeli rosyjska armia wejdzie na teren Ukrainy, będzie pila wódkę i bawiła się z ukraińskimi kobietami. Dodatkowo należy podkreślić, że rosyjska armia jest nastawiona bardzo nieprzychylnie do Putina. Jeżeli wysłano by Więc ją na Ukrainę, bardzo szybko stałaby się armią antyputinowską.
A może Putin nie wyśle armii przeciwko Ukraińcom, ale armia rosyjska ruszy przeciwko Ukraińcom na rozkaz rosyjskiej masonerii rytu francuskiego? Czy skutkiem tego będzie przejęcie w Rosji władzy przez antypolską aż do bólu masonerię rosyjską rytu francuskiego?
Czy Putin i sama Rosja, wbrew temu, co głosi się w polskich mediach, są bardzo słabi?
Nieco ponad trzy dekady po upadku Związku Radzieckiego religia odgrywa u Rosjan ważną rolę, ale tylko w zakresie ich tożsamości narodowej. Bowiem praktyki religijne w tym kraju zanikają. Dane wskazują, że chociaż 71 proc. Rosjan deklaruje przynależność do Kościoła prawosławnego, to tylko 6 procent regularnie uczestniczy w niedzielnych liturgiach. Wskazują na to badania przeprowadzone 2017 roku przez Pew Research Center.
Według sondażu, 71 proc. Rosjan określiło swoją przynależność do Kościoła prawosławnego. W 1991 r., po rozwiązaniu Związku Radzieckiego, odsetek ten wynosił zaledwie 37 proc., 10 procent określiło się jako muzułmanie, a 15 procent jako osoby bez przynależności religijnej. Wszystkie inne religie stanowiły mniej niż jeden procent (katolików jest w całej Federacji Rosyjskiej jedynie 350 tys.). Z danych tych wynika, że 75 proc. Rosjan wierzy w Boga, ale tylko 17 proc. codziennie się modli.
Dla 57 proc. Rosjan przynależność do Kościoła prawosławnego odgrywa bardzo ważną lub ważną rolę w ich tożsamości narodowej. Jednak regularne uczestnictwo rosyjskich prawosławnych w nabożeństwach jest znacznie niższe. W 2017 r. tylko 6 procent z nich chodziło do kościoła na Boską Liturgię (odpowiednik Mszy św. w Kościele katolickim) co tydzień. Kolejne 14 proc. uczestnicy od jednego razu w miesiącu do jednego razu w roku, a 79 proc. rzadziej lub wcale. Oznacza to, że frekwencja w kościołach jest podobnie niska w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii i znacznie niższa niż na przykład w USA.
Ikony i inne przedmioty religijne są bardziej rozpowszechnione. 87 proc. rosyjskich prawosławnych przyznało, że ma je w domu. 79 proc. zapaliło świece w kościele, 72 proc. nosiło symbole religijne. Należy zaznaczyć, że w Rosji dane na temat przynależności religijnej nie są zbierane oficjalnie i trzeba polegać jedynie na badaniach ankietowych.
Rosja nie jest też krajem chrześcijańskim, jeśli chodzi o ochronę życia. Według danych WHO, Rosjanki, które obecnie mają około 50 lat, dokonały w swoim życiu średnio od ośmiu do dziesięciu aborcji. W Rosji aborcje przeprowadza się nawet w siódmym miesiącu. Bije pod tym względem niemal wszystkie kraje świata. Źródło: KAI
Drogie paliwo? Nie dla władzy. Gigantyczny przetarg na benzynę i olej napędowy dla urzędników. W czołówce resort klimatu. Chodzi o miliony litrów…
Centrum Obsługi Administracji Rządowej (COAR) ogłosiło gigantyczne przetargi na zakup paliwa dla niemal setki urzędów. Ci, w dwa lata zamierzają spalić w silnikach swych aut – uwaga – prawie 14,5 mln litrów benzyny i oleju napędowego! Zadekretowanie szacunkowej wielkości zamówienia w tym przetargu to zagwarantowanie sobie paliwa nawet w czasach galopującej drożyzny. Urzędnicy nie będą zatem musieli martwić się tym, że rosną ceny.
Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, kierowcy ulegli panice i zaczęli ustawiać się w długich kolejkach na stacjach paliw. Wszystko z obawy, że za chwilę może zabraknąć benzyny i oleju napędowego. Chwilowe braki paliw zostały uzupełnione, teraz już nigdzie go nie brakuje. Jednak ceny surowców poszybowały. W zeszłym tygodniu olej napędowy na stacjach przebijał gdzieniegdzie pułap 8 zł za litr. Ten tydzień przyniósł uspokojenie, jednak na powrót do widełek 5,50-5,70 zł za litr (takich, które widzieliśmy przed 24 lutego) nie można jeszcze liczyć. Kierowcy więc oszczędnie leją paliwo do baków i nerwowo każdego dnia sprawdzają ceny.
O cenę nie muszą za to martwić się urzędy państwowe, bo nawet w czasie drożyzny paliwo do aut mają zapewnione. W ostatnich tygodniach Centrum Obsługi Administracji Rządowej ogłosiło dwa przetargi na dostawy surowców na najbliższe miesiące. Wielkość zamówienia przyprawia o zawrót głowy.
Zakup paliwa. 60 tys. litrów dla COAR
Na początku marca COAR ogłosił dwa przetargi na zakup paliw w formie kart flotowych. Pierwszy przetarg dotyczy zakupu benzyny i oleju napędowego tylko do aut użytkowanych przez urzędników COAR. Planowane zużycie oszacowano na 60 tys. litów – 45 tys. litrów benzyny bezołowiowej i 15 tys. litrów oleju napędowego. Z planu zamówień publicznych wynika, że COAR zamierza wydać na paliwa ok. 283 tys. zł.
Czy w związku wysokimi cenami paliw na polskim rynku planowane są jakieś zmiany w przetargu? Czy planuje się np. zmniejszenie zamówienia? – Na tym etapie zamawiający nie przewiduje modyfikacji zamówienia – tak Centrum Informacyjne Rządu opowiedziało na nasze pytania.
Zakup paliwa. 175 cystern dla urzędników
Drugi przetarg COAR jest imponujący. Dotyczy zakupu m.in. benzyny bezołowiowej, oleju napędowego i gazu LPG dla 84 instytucji państwowych. Chodzi m.in. o ministerstwa, urzędy wojewódzkie, prokuratury. Szacunkowa ilość paliwa robi wrażenie. Przetarg przewiduje zakup 8,3 mln litrów benzyny bezołowiowej oraz 6,1 mln litrów oleju napędowego. Szacunkowy zakup autogazu wynosi 4,5 tys. litrów. Taką masę surowca urzędy zamierzają spalić przede wszystkim w latach 2023-2024. Paliwo zamawiane jest nie tylko do aut, ale też do innych pojazdów. By zmieścić taką ilość paliwa potrzebnych jest 175 cystern.
Zakup paliwa. W czołówce resort klimatu
Kto najwięcej zamierza wyjeździć? Niemal połowa zamawianego paliwa potrzebna będzie do samochodów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, czyli instytucji odpowiedzialnej za utrzymanie polski dróg. 400 tys. litrów wyjeżdżą kierowcy Głównej Inspekcji Transportu Drogowego.
Kiedy jednak porównać planowane zużycie paliwa przez ministerstwa, w czołówce – zarówno jeśli chodzi o ilość zamawianej benzyny jak i oleju napędowego – jest resort… klimatu! Jak wynika z dokumentów przetargowych tylko to ministerstwo zamierza zużyć aż 300 tys. litrów paliwa.
Jaki jest koszt tego gigantycznego przetargu, zwłaszcza teraz, kiedy ceny paliw są rekordowo wysokie? – Szacunkowa wartość zamówienia będzie opublikowana 30 marca 2022 r. – wyjaśnia CIR.
Jak dodaje, tu także nie jest przewidywana modyfikacja zamówienia w związku z wysokimi cenami paliw. Przetarg dotyczy zakupu paliwa w latach 2023-2024. Nie wiadomo, jakie wtedy będą ceny na stacjach. Uwzględniając obecne ceny – koszt zakupu takiej ilości benzyny teraz wyniósłby 56 mln zł (przy cenie 6,79 zł/l), zaś oleju napędowego – 46 mln zł (przy cenie 7,55 zł/l).
Wygląda na to, że na całym świecie Schwab ma swoich sługusów [minions], którzy w tym samym czasie realizują różne plany. I jak można się było spodziewać, wszystko to kręci się wokół jego drogocennego Wielkiego Resetu.
−∗−
W menu na dziś danie młodzieżowe. A konkretnie mowa o narybku Klausa Schwaba, zgromadzonym pod wspólnym szyldem Young Global Leaders. W poniższym materiale kilka próbek ich wystąpień oraz zapowiedzi tego, co jest przewidziane w przypadku, gdyby Wielki Reset nie przypadł nam do gustu…
Zapraszam do lektury.
___________***___________
==================
Światowe Forum Ekonomiczne obiecuje umieścić was w „obozach reedukacyjnych” w chińskim stylu, jeśli sprzeciwicie się „Wielkiemu Resetowi”
Każdy, kto sprzeciwi się programowi „Wielkiego Resetu” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), zostanie wysłany do „obozów reedukacyjnych” w stylu chińskim, zgodnie z obietnicą WEF.
Według Wang Guana, młodego światowego lidera WEF, ci, którzy sprzeciwiają się „Wielkiemu Resetowi” Klausa Schwaba, powinni zostać uwięzieni w komunistycznych „obozach reedukacyjnych” w stylu chińskim, dopóki nie przestaną akceptować wolności, nacjonalizmu i prawa do noszenia broni.
Wang jest obecnie głównym dziennikarzem politycznym, wysłannikiem chińskich państwowych mediów w Stanach Zjednoczonych, które rozpowszechniają chińską propagandę.
W National Pulse, Natalie Winters powiedziała: „WEF stał się znany z zaangażowania globalistów na całym świecie, w tym między innymi z forsowania „Wielkiego Resetu” w otoczeniu COVID-19”.
„W swej istocie, grupa dąży do zniesienia własności nieruchomości, ujmując ten cel w kontrowersyjne zdanie «nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy»”.
Truthbasedmedia.com donosi: Ten sam serwis medialny, w którym Schwab zainstalował Wanga w celu prania mózgów Amerykanom, również broni dokonanego przez Chińską Partię Komunistyczną (KPCh) ludobójstwa na ujgurskich muzułmanach.
===================
KPCh wypuszcza filmy propagandowe promujące obozy koncentracyjne jako miejsca nauki cennych umiejętności życiowych
W krótkim filmie, nakręconym w celu promowania obozów reedukacyjnych, Wang wyjaśnił jak, jego zdaniem, warunki życia ujgurskich muzułmanów to „sukces” i że służy to celom KPCh, jakim jest czystka etniczna w Chinach.
„Pięćdziesiąt cztery kraje, przeważnie z większością muzułmańską, broniły wysiłków Chin na rzecz przeciwdziałania ekstremizmowi w Sinciangu, chwaląc Chiny za ich politykę rozwoju oraz za „opiekę nad muzułmańskimi obywatelami” – powiedział Wang w nagraniu wideo, dodając „i prawdopodobnie mają rację”.
To samo cechowało również osoby, które przeżyły te obozy reedukacyjne, chwaląc później chińskich przywódców za rzekome nauczenie ich takich umiejętności życiowych by odnieść sukces.
„Poznaliśmy 33-letniego artystę Abulizikari Aobuli, który doskonalił swoje umiejętności malarskie w ośrodku reedukacyjnym, a teraz pracuje w galerii” – mówił Wang w filmie.
„Dowiedzieliśmy się co słychać u 30-letniego Yuregula Yusana, który pracuje w branży hotelarskiej. Odszukaliśmy 26-letnią Rukiyę Yakup, która poprawiła swój mandaryński i teraz pracuje jako agent nieruchomości. Poznaliśmy również 23-letniego Halinura, który teraz jest kasjerem w restauracji”.
Jakie to słodkie: najwyraźniej obozy koncentracyjne KPCh są po prostu źle pojmowanymi uczelniami technicznymi.
„Według lokalnych urzędników zdecydowana większość uczestników zdobyła jedną lub dwie umiejętności, ukończyła szkolenie i wróciła do domu” – powiedział Wang w innym powiązanym filmie, który został opublikowany przez China Global Television Network (CGTN).
„Dwudziestosześcioletnia Rukiya Yakup spędziła 10 miesięcy w centrum edukacyjnym. Tam doskonaliła swoje umiejętności mandaryńskie i uczyła się sprzedaży. Teraz jest agentką obrotu nieruchomościami, zarabiającą ponad 8000 juanów, czyli ponad 1100 dolarów miesięcznie, znacznie powyżej lokalnej średniej dochodu”.
26-latka została następnie pokazana na ekranie, twierdząc, że czuje się „szczęśliwsza” teraz, gdy przeszła już obóz reedukacyjny w Chinach. Powiedziała również, że jest szczęśliwa, że nauczyła się mandaryńskiego, ponieważ może teraz „przyjmować zarówno ludzi Han, jak i Ujgurów”.
„Moje dochody są znaczne” – dodała.
Innym młodym światowym liderem WEF, który publicznie promuje tę agendę, jest „dziennikarka” Daria Kaleniuk. Jak donosił o niej Puls, Kaleniuk skonfrontowała się z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem i zażądała przystąpienia NATO do wojny na Ukrainie.
Wygląda na to, że na całym świecie Schwab ma swoich sługusów [minions], którzy w tym samym czasie realizują różne plany. I jak można się było spodziewać, wszystko to kręci się wokół jego drogocennego Wielkiego Resetu.
Schwab’o mi albo kto nam to robi W menu na dziś tekst o pomysłodawcy szalonego i groźnego projektu, zwanego Wielkim Resetem. Temat tej osoby przewijał się na łamach portalu wielokrotnie, ale zawsze jako temat poboczny. Poniżej artykuł […]
_____________
C-19 czyli autostradą do obozu Świadomość, że rząd ma legalną możliwość, aby w dowolnym momencie pojmać cię i wysłać do jakiegoś nieznanego aresztu bez odpowiedniego procesu, może wzbudzić największy strach wśród obywateli W menu na […]
_____________
Świat według Klausa Ty i ja nie będziemy jeść robaków. Ty i ja nie będziemy wiecznie nosić masek. Ty i ja nie będziemy odgrywać ról cyborgów. I ty i ja nie będziemy w […]
_____________
Trzech tenorów czyli kto kołysał Klausa Kiedy Schwab został po raz pierwszy uznany przez Kissingera jako potencjalny przyszły przywódca globalistów, stosunkowo młody wtedy Niemiec miał wkrótce zostać przedstawiony Galbraithowi i Kahnowi. Zbiegło się to z pracą […]
_____________
Great Reset – wygramy teraz albo przegramy na zawsze Oszustwo z Covid przerażało, demoralizowało i szkoliło naiwniaków i ignorantów oraz zapoczątkowało masę chorób i zgonów wywołanych zastrzykiem. Oszustwa związane ze zmianą klimatu stworzyły populację przepełnioną fałszywym niepokojem. A teraz […]
_____________
‘Build Back Better’ czyli ‘Ordo ex Chao’ na nowo? Ta „fundamentalna transformacja gospodarcza” zostanie dokonana bez zgody suwerennych państw narodowych, dziejąc się „nawet poza rządami światowych przywódców”. (…) ta transformacja będzie kosztować „biliony, a nie miliardy dolarów” i będzie […]
PiS dyskryminuje normalnych? Przemyca spis niepłacących abonamentu. Czuję się wykluczony przez ten nowy program socjalny. Sarkazm ma to do siebie, że nie należy go nadużywać w towarzystwie ludzi niezdolnych do jego zrozumienia.
Artur Dziambor skomentował w mediach społecznościowych kolejny socjalistyczny wymysł PiS-u – dotacje do dekoderów i telewizorów. Poseł z Kaszub twierdzi, że jest dyskryminowany.
– Sarkazm ma to do siebie, że nie należy go nadużywać w towarzystwie ludzi niezdolnych do jego zrozumienia. Taki na przykład PiS, dwa miesiące temu uchwalili #DekoderPlus, a jak pytaliśmy dla jaj dlaczego od razu nie dadzą na nowy telewizor, to okazuje się, że oni potraktowali to serio. Będzie 250+ dopłaty do zakupu telewizora –pisze w mediach społecznościowych Artur Dziambor.
Wolnościowiec z Gdyni twierdzi, że znalazł się w grupie, którą PiS dyskryminuje: – Jako osoba praktycznie nie oglądająca telewizji, czuję się wykluczony przez ten nowy program socjalny. Uważam, że powinien być rozszerzony tak by obejmował również zakup nowego iPhone’a, Playstation, i innych takich! Jest jeszcze czas, by to poprawić!
– A z tym programem #DekoderPlus 100zł, czy tam #TelewizorPlus 250zł będzie tak jak z Genialnym Inkasentem z genialnego Kabaretu Dudek. Znajdą się tacy, którzy nie będą świadomi, że to przy okazji będzie spis niepłacących abonamentu – uważa polityk.
Roberto de Mattei: Putin to fałszywa alternatywa. Prawdziwą jest Fatima
Przesłanie z Fatimy jest kluczem do interpretacji dramatycznych wydarzeń z ostatnich dwóch lat. W szczególności zaś tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie.
Zrozumiałe, że to doświadczenie powinno być obce współczesnemu człowiekowi zanurzonemu w relatywizmie. Najbardziej jednak uderza ślepota tak wielu katolików niezdolnych, by wznieść się na poziom, który pozwala pojąć te wydarzenia mające miejsce w dramatycznych godzinach historii. A po pandemii Covid doświadczamy dramatycznej godziny wojny.
Fakty są następujące: 21 lutego 2022 roku Władimir Putin w przemówieniu do narodu ogłosił uznanie niepodległości separatystycznych republik Doniecka i Ługańska, a następnie zlecił, by oddziały weszły w do rejonu Donbasu w celu zapewnienia pokoju. 24 lutego Putin ogłosił w kolejnym przemówieniu, że autoryzował specjalną operację militarną nie tylko w Donbasie, ale także na wschodniej Ukrainie. Rosyjska inwazja na Ukrainę wkrótce okazała się dużo większa i bardziej tragiczna niż tego oczekiwano, wywołując na całym świecie atmosferę głębokiego lęku.
Jak zareagowały Włochy i Zachód w obliczu rosyjskiej agresji wymierzonej w Ukrainę? Z jednej strony był to wybuch uczuć oburzenia i solidarności z narodem ukraińskim. Jednakże z drugiej strony pojawiło się poczucie sympatii do inicjatywy Putina, co spowodowało powstanie frontu, który nazwę kolaboranckim. Określenie kolaboracjonizm wskazuje w języku politycznym na ideologiczne wsparcie dla obcego państwa, które dokonuje inwazji. Termin ten został ukuty w czasie II wojny światowej, by określić współpracę z hitlerowcami na okupowanych przez nich terytoriach.
Kolaboracjonizm nie jest jedynie aktem kolaboracji, lecz ideologią – jednoznacznie lub w pewien sposób domniemaną. To zjawisko wskazuje, że inwazja Rosji na Ukrainę zasługuje na analizę pod względem trzech różnych ekspresji, jakie przybrała do tej pory.
Pierwsze stanowisko należy do tych, którzy mówią lub myślą, że Putin całkowicie nie ma racji, ale że wygrywa i że stawianie mu oporu doprowadzi Europę i Ukrainę do większego zła niż zło inwazji. Na przykład według włoskiego dziennikarza Vittoria Feltriego, Zełeński jest gorszy od Putina, któremu wydał na rzeź swój nieprzygotowany naród. Cytuję: „Ukraiński lider powinien był się poddać i nie stawiać oporu. W rzeczywistości lepiej być pokonanym niż martwym”. Otóż „lepiej być pokonanym niż martwym” to slogan, który zawiera filozofię życia tych, którzy stawiają swój partykularny interes ponad wszelkie inne względy wyższego porządku. Nie ma wartości czy dóbr jakkolwiek wysokich, dla których warto się poświęcić i umrzeć.
Jeśliby preferować rosyjską inwazję nad oporem, to oznacza, że życie – życie materialne – tak spokojne i długie, jak to możliwe, jest najwyższym i podstawowym dobrem. Jest to filozofia życia pacyfisty, który w latach 90. XX wieku, kiedy sowieci instalowali swoje pociski SS przeciwko Europie, sprzeciwiał się pociskom NATO sloganem: „Lepiej być czerwonym niż martwym”. To filozofia życia tych, którzy w 1939 roku zastanawiali się, czy słuszne było umierać za Gdańsk, według sloganu zainicjowanego przez socjalistycznego deputowanego Marcela Déata. Argumentowano, że nie było warto ryzykować wojny dla obrony miasta Gdańska, którego podbiciem ambicja Hitlera prawdopodobnie byłaby zaspokojona. A socjalista Déat będzie znany z założenia partii z inspiracji narodowo-socjalistycznych reprezentując typowy przykład kolaboracjonizmu.
Jeśli jest to stanowisko, które zająć trzeba w obliczu agresora, to żądania Putina należy zaspokoić, by uniknąć śmierci i cierpienia ludzi. Nawet jeśli po Ukrainie miałby najechać kraje bałtyckie, a stosując szantaż nuklearny również Europę Zachodnią. Taka jest ta logika. Ukraińscy mężczyźni, którzy nie opuszczają swojego kraju albo wracają, by walczyć po zapewnieniu bezpieczeństwa swoich rodzin na Zachodzie – porzuceni przez relatywistyczną i bezwzględną Europę – wyrażają swoim wyborem przeciwną filozofię życia. To filozofia ludzi gotowych by poświęcić własne życie dla swojej wiary, z miłości do wolności i niepodległości swojej ojczyzny, z miłości do honoru i osobistej godności. Prawdziwy postęp, prawdziwy rozwój życia narodów jest silnie związany z tym duchem poświęcenia. To tutaj rodzą się uosobienia świętości i heroizmu.
Drugie stanowisko kolaboracjonizmu można sformułować następująco: Putin nie ma racji, ale nie dotyczy to tylko jego. Albo – co sprowadza się do tego samego – Putin także ma swoje powody. Jakie są te powody? Na przykład fakt, że po upadku Muru Berlińskiego Zachód rzekomo upokorzył Rosję otaczając jej terytorium oddziałami NATO. Wydaje się to być rozsądny argument. Jednak, jeśli chcemy być całkowicie rozsądni, musimy pamiętać, że NATO zrodziło się jako system obrony przeciwko wojskom Paktu Warszawskiego; że Rosja nie wygrała, ale przegrała zimną wojnę i że zimna wojna pomiędzy dwiema superpotęgami wynikła z niefortunnego pokojowego Traktatu Jałtańskiego z lutego 1945 roku. Wówczas za zgodą zachodnich rządów Europę podzielono na dwie strefy wpływów. A komunizm sowiecki stał się absolutnym panem Europy Wschodniej.
Pokój jałtański, który redefiniował granice Europy po II wojnie światowej, był z kolei owocem Traktatu Wersalskiego, który obarczył Niemcy całkowitą odpowiedzialnością za I wojnę światową. Narzucił też ciężkie sankcje na Niemcy i przekazał Polsce korytarz gdański. Czy powinniśmy powiedzieć, że Hitler miał swoje powody najechać Polskę, ponieważ miasto Gdańsk nie było mniej niemieckie niż Donbas rosyjski? Jakiekolwiek były jego powody, Hitler miał plan, który był równie ekspansyjny, jak plan Putina. A dzisiejszy historyk, tak jak wczorajszy polityk, nie zgadza się z Nevillem Chamberlainem, który 30 września 1938 r. wrócił triumfalnie z Monachium z kruchym pokojem w ręku. Ale zgadzamy się z Winstonem Churchillem, który powiedział: Otrzymaliście wybór pomiędzy wojną a hańbą, my wybraliśmy hańbę a i tak będziemy mieli wojnę.
Być może po to, by uniknąć tego łatwego zastrzeżenia, kolaboracjonizm popada w trzecią formułę, bardziej spójną, ale jednocześnie bardziej zaskakującą niż pierwsze dwie. Przedstawiając prosto: wojna Putina jest wojną sprawiedliwą, a jeśli jest to wojna sprawiedliwa, opór ukraińskiego narodu jest niesprawiedliwy, a zachodnie sankcje na Rosję są niesprawiedliwe, ponieważ sankcje stosuje się wobec tych, którzy nie mają racji. A nie wobec tych, którzy mają rację.
A dlaczego Putin miałby mieć rację, dlaczego jego wojna miałaby być sprawiedliwa? Nie tylko dlatego, że broni interesów narodowych swojego kraju zawstydzonego przez Zachód, jak mówią, ale ponieważ jego wojna ma wymiar etyczny. Jak Cerkiew prawosławna nas zapewnia słowami moskiewskiego patriarchy Cyryla, Putin walczy przeciwko zdeprawowanemu Zachodowi, który autoryzuje parady dumy gejowskiej. Ponadto sam Putin często przedstawia się jako obrońca rodziny i wartości tradycyjnych porzuconych przez Zachód.
Jednakże w przemówieniu dla Klubu Wałdajskiego 22 października 2021 roku, w którym Putin zaatakował teorię gender i cancel culture, przyznał, że Rosja doświadczyła na długo przed Zachodem moralnej degradacji, którą on teraz potępia. 7 grudnia 1917 roku, kilka tygodni po przejęciu władzy przez bolszewików wprowadzono rozwody w Rosji. A aborcję zalegalizowano w roku 1920. I był to pierwszy raz na świecie, że zrobiono to bez żadnych ograniczeń. I to w Rosji wprowadzono przejście od rewolucji politycznej do rewolucji seksualnej, z np. eksperymentalnym przedszkolem Very Schmidt.
Był to eksperyment stworzony w 1921 r. w centrum Moskwy, gdzie dzieci wprowadzano w przedwczesną seksualność. Hamulce dla aborcji i rewolucji seksualnej wprowadził jednak nie Putin, ale Stalin w 1936 roku. Uświadomił sobie bowiem, że jego polityka siły będzie podminowana przez upadek moralności w Rosji. I Putin kontynuuje w podobnym duchu. Rosja jest dzisiaj krajem charakteryzującym się aborcjami i rozwodami, mając największy wskaźnik rozwodów na świecie. Nawet jeśli zakazuje parad gejowskich.
A jakie są tradycyjne wartości, z których Putin czerpie swą inspirację? Są to wartości moskiewskiego patriarchatu, który dzisiaj polega na Putinie, tak jak wczoraj polegał na Stalinie. Putin z kolei, podobnie jak Stalin, polega na patriarchacie moskiewskim. Patriarchat moskiewski wykorzystuje władzę polityczną, by bronić prymatu prawosławia. A państwo korzysta z Cerkwi, by skonsolidować poczucie tożsamości i patriotyzmu rosyjskiego narodu.
Rosyjska misja imperialna nie koresponduje jedynie z geopolitycznymi ambicjami Putina, ale także z wymogami patriarchy Cyryla, który powierzył Putinowi misję stworzenia euroazjatyckiego III Rzymu na ruinach II katolickiego Rzymu, którego przeznaczeniem jest zniknąć, jak całego Zachodu. Jednak czy katolik może zaakceptować tę perspektywę? To ogromnie godne pożałowania, że katolicki arcybiskup taki jak Carlo Maria Viganò przedstawia wojnę Putina jako wojnę sprawiedliwą w celu pokonania Zachodu.
Otóż Zachód jest pierworodnym synem Kościoła, dzisiaj coraz bardziej oszpeconym przez rewolucję, ale wciąż pierworodnym. Europejczyk, który się tego wypiera pod pretekstem walki z Nowym Ładem Światowym jest jak syn, który wypiera się swojej matki. Ponadto Nowy Ład Światowy jest starą utopią, która została zastąpiona nowym światowym nieładem. Władimir Putin jest jak George Soros agentem światowego nieładu. Putin, jak zauważa międzynarodowy ekspert Bruno Maçães, jest przekonany, że chaos jest fundamentalną energią władzy i że z dobrego powodu może on być uważany za Yaldabaotha, gnostyckiego demiurga, syna chaosu i lidera duchów świata podziemnego. A nowy nieporządek światowy przypomina nam o nieporządku doświadczonym przez zachodnie cesarstwo rzymskie pod wpływem inwazji barbarzyńców.
Wśród dat, które przeszły do historii, zapisał się 31 grudnia 406 r., kiedy masy ludów germańskich przekroczyły skuty lodem Ren i wtargnęły w granice imperium. Jeden z tych ludów, Wandalowie, wtargnęli do Galii, przeszli Pireneje, przekroczyli Cieśninę Gibraltarską, podzielili prowincje rzymskiej Afryki. Imperium rzymskie było pogrążone w relatywizmie i hedonizmie, tak jak Zachód jest dzisiaj. Jednym z wiodących centrów zepsucia była Kartagina. Stolica rzymskiej Afryki cieszyła się reputacją raju dla homoseksualistów.
Ówczesny chrześcijański autor Salwian z Marsylii pisze, że barbarzyńskie armie potykały się wokół murów Kartaginy, kiedy chrześcijańscy wierni z miasta bawili się w cyrkach i szli do teatrów. Niektórym z nich podcinano gardła poza murami, gdy inni wciąż cudzołożyli w murach – pisze Salwian. Wandalowie zamiast tego, jak ludy germańskie opisane przez Tacyta, żyli w ascezie, niezepsuci przez pokusę publicznych widowisk, nie pobudzani bankietami. Ponieważ, jak pisze Tacyt, nie sprzyjają przywarom, a bycie zepsutym nie jest nazywane modą.
Co powinni byli zrobić chrześcijanie? Otworzyć bramy Wandalom? Kilka kilometrów od Kartaginy w mieście Hippona, gdzie był biskupem, św. Augustyn medytował właśnie nad inwazją barbarzyńców, gdy skomponował swoje arcydzieło „Państwo Boże”. Prefektem rzymskiej Afryki był Bonifacjusz, wierny przyjaciel św. Augustyna, którego Prokopiusz z Cezarei, wraz z Flawiuszem Aecjuszem, nazwał „ostatnim prawdziwym Rzymianinem”.
Biskup Hippony, św. Augustyn, nie wzywał do poddania, ale do stawiania oporu barbarzyńcom. I napisał do Bonifacjusza: „Pokoju nie szuka się, by wywołać wojnę, ale wojnę prowadzi się, by uzyskać pokój. A zatem pielęgnuj ducha pokoju, aby wzwycięstwie móc poprowadzić do dobra pokoju tych, których pokonasz”.
Bonifacjusz zawarował się w Hipponie, oblegany przez Wandalów. A podczas oblężenia, które trwało 14 miesięcy, św. Augustyn zmarł w sierpniu 430 r. w wieku 76 lat. Dopiero, kiedy zamilkł jego głos, Wandalowie zdobyli miasto. Opór Bonifacjusza pozwolił wschodnim wojskom wylądować w Afryce i połączyć swoje siły z siłami Bonifacjusza.
W ciągu tych samych lat inni biskupi zachęcali do oporu przeciwko barbarzyńcom. Św. Nikazy udał się na śmierć w katedrze w Reims. Św. Eksuperiusz, biskup Tuluzy, stawiał opór Wandalom, aż do swojej deportacji. Święty Lupus bronił Troyes, którego był biskupem. Święty Anian, biskup Orleanu, zorganizował obronę swojego miasta przeciwko Hunom, pozwalając rzymskim legionom dopaść Attylę i pokonać go. Katoliccy biskupi nie powiedzieli: Lepsi barbarzyńcy niż śmierć.
Jeśli chcemy pozbyć się wojny, musimy pozbyć się przyczyn wojny. A prawdziwą i głęboką przyczyną wojny, pandemii i kryzysu gospodarczego, który nabiera kształtu na horyzoncie, są grzechy ludzkości, która odwróciła się plecami do Boga i Jego prawa.
Podczas objawień fatimskich w 1917 roku Matka Boża powiedziała, że odejście narodów Europy od Boga prowadzi do Bożej kary w postaci wojny.
Cytuję: „Bóg (…) ukarze świat za jego zbrodnie poprzez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii świętej w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.
Przesłanie z Fatimy nie jest ogólnym zaproszeniem do modlitwy i pokuty. Jest to ponad wszystko obwieszczenie kary i ostatecznego triumfu Bożego miłosierdzia w historii. Są tacy, którzy myślą, że poświęcenia Rosji już dokonał Jan Paweł II. Kiedy w 25 marca 1984 na Placu św. Piotra poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi w odniesieniu do narodów, „których poświęcenia i powierzenia przez nas oczekujecie”.
Siostra Łucja początkowo powiedziała, że była niezadowolona z tej konsekracji, w której Rosja nie była wprost wspomniana. Ale później „zmieniła zdanie”, uważając akt Jana Pawła II za ważny [podobno zmuszona do tego „nakazem posłuszeństwa”.. MD] . Opinia siostry Łucji z pewnością jest autorytatywna, ale jest ona w sprzeczności z bardziej autorytatywnymi słowami Matki Bożej, które ta sama siostra Łucja nam przekazuje. 29 sierpnia 1931 r. w rzeczywistości siostra Łucja wysłała biskupowi Leirii straszne proroctwo naszego Pana. Otrzymała bezpośredni przekaz, według którego: „Oni nie chcą usłuchać mojej prośby. Jak król Francji, będą żałować i zrobią to, ale będzie to późno. Rosja już rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania przeciwko Kościołowi, Ojciec Święty wiele wycierpi”.
Cóż, upłynęło 38 lat od 25 marca 1984 roku. Spektakularne rozwiązanie sowieckiego reżymu bez powstania czy wojen w roku 1991 wydaje się być i być może było częściowym wynikiem tego poświęcenia. Jednakże Rosja się nie nawróciła, a komunizm nie umarł. Władimir Putin jest narodowym komunistą, który nie wyparł się błędów komunizmu. A Chiny to oficjalnie kraj komunistyczny, który w marcu 2022 ogłosił, że jego przyjaźń z Rosją jest solidna jak skała. Jednak nawet wśród katolików są ci, którzy uważają Putina za przeszkodę do realizacji Nowego Ładu Światowego, tarczę przeciwko Antychrystowi, którym jest Zachód, którym jest Rzym Piotra.
Mówi się, że wojna jest przedłużeniem stanu pogotowia pandemicznego i to nie może być zbieg okoliczności. Odpowiadamy: To prawda, przyjście wojny tuż po pandemii z jej skutkiem w postaci reżimu sanitarnego nie może być zbiegiem okoliczności. Ponieważ nie ma czegoś takiego, jak zbieg okoliczności. Ale Ten, który trzyma w dłoniach wątki wszechświata, nie jest Wielkim Bratem Orwella, jakimś bogiem wszechwiedzącym i wszechpotężnym, jak zły bóg gnostyków.
To, co rządzi wszechświatem i prowadzi wszystko ku chwale Boga to Boża Opatrzność.
Stąd wynikają kary, które chłoszczą nieskruszoną ludzkość dzisiaj. Epidemie, wojny, a jutro być może globalny kryzys gospodarczy, to wszystko nie jest przygotowaniem na przyjście Antychrysta, ale jest realizacją zlekceważonego proroctwa z Fatimy. Ukraińscy biskupi poprosili papieża Franciszka o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Gorliwie przyłączamy się do tego apelu, który nadchodzi z Kijowa. Z bombardowanego Kijowa.
Z Moskwy nie przychodzi światło nadziei. Czy światło mogłoby przyjść z Kijowa? W Fatimie Matka Boża prorokowała nawrócenie Rosji. Ale nawrócenie oznacza powrót do źródeł, a źródła Rosji sięgają wstecz do nawrócenia świętego Włodzimierza, księcia Kijowa [to był zdobywca, wiking. MD] .
Ruś kijowska była jednym z pierwszych narodów, które weszły w świat średniowiecznego chrześcijaństwa przed popadnięciem pod dominację Mongołów, a potem książąt Moskwy, którzy przejęli antyrzymskie dziedzictwo Bizancjum. Część narodu ukraińskiego zachowała katolicką wiarę i wówczas Sobór Florencki w roku 1439, a następnie Unia Brzeska w 1595 r. odnalazły dla nich drogą do Rzymu. Encyklika Orientales omnes ecclesias z 23 grudnia 1945 zachęca Ukraińców do trwania w ich wierności Rzymowi. I stwierdza tutaj: „Wyjawiajcie przebiegłe drogi tych, co obiecują ludziom ziemskie korzyści i większe szczęście w tym życiu, ale niszczą ich dusze. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je”.
W V wieku Goci, Wandale i Hunowie najechali imperium rzymskie, by podzielić się jego łupami. Dzisiaj Rosja, Chiny, Turcja, świat arabski chcą przejąć bogate dziedzictwo Zachodu, który uważają, jak powiedziano, za śmiertelnie chory.
Ktoś może powiedzieć: Gdzie jesteś Bonifacjuszu, który broniłeś Afrykę przed Wandalami? Gdzie jesteś Aecjuszu, który pokonałeś Hunów? Gdzie jesteście chrześcijańscy wojownicy, którzy chwyciliście za broń, by bronić świata, który umierał?
Odpowiadamy, że przeciwko atakującym wrogom mamy potężne bronie. Przeciwko bombie nuklearnej grzechu Matka Boża włożyła w ręce papieża poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. I włożyła w nasze ręce Różaniec oraz nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Ale nade wszystko włożyła w nasze serca pragnienie triumfu Niepokalanego Serca nad ruinami reżymu Putina, reżymu chińskiego komunizmu, reżymu islamu i reżymów zepsutego Zachodu. Tylko Ona może tego dokonać. Nas poprosiła o niewzruszoną ufność, że tak się stanie, ponieważ nieomylnie to obiecała. To dlatego nasz opór trwa.
Roberto de Mattei
Tłum. Jan J. Franczak
Artykuł stanowi tłumaczenie spisanego materiału video „Russia’s War and the Message of Fatima” zamieszczonego przez Fondazione Lepanto na platformie YouTube.
Gdyby dzisiaj żył literat i działacz Józef Ozga-Michalski, to pewnie znowu by napisał, że „w dymach bijących z wojny rosyjsko-ukraińskiej niektórzy próbują uwędzić sobie swoje półgęski ideowe”. Skoro mógł tak napisać przy okazji wojny izraelsko-arabskiej w roku 1967, to dlaczego nie miałby napisać podobnie teraz, tym bardziej, że to przecież prawda.
Wprawdzie z okazji koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy, wszystkie uczestniczące w nim gwiazdy straszliwie się pożarły na tle finansowym, ale skoro jest rozkaz, by podkreślać solidarność kobiet ponad wszelkimi granicami, to jakże nie podkreślać, zwłaszcza w dniu 8 marca? Toteż „Gazeta Wyborcza”, która z łaski starego żydowskiego grandziarza finansowego, próbuje całkowicie przejąć w Polsce rząd dusz mniej wartościowego narodu tubylczego, strasznie się nasładza „siostrzeństwem w czasie wojny”, podkreślając, że „tylko kobiety” mogły pomyśleć, że „ich siostry” będą potrzebowały rozmaitych rzeczy. Pani dr Monika Waluś, która to napisała, z pewnością chciała jak najlepiej, ale czy przypadkiem z tej gorliwości nie popadła w sprośne błędy Niebu obrzydłe z postaci zbrodniczego seksizmu? Jakże bowiem można, zwłaszcza w „Gazecie Wyborczej”, utrzymywać, że „tylko kobiety…” – i tak dalej – skoro przecież wszyscy, od niemowlęcia do starca, wiemy, że pan redaktor Michnik, z ogromną i nieustającą troską, myśli o wszystkim, więc jakże mógłby zapomnieć o siostrzanych potrzebach, zwłaszcza w czasie wojny? Wprawdzie pani Monika Waluś ma tytuł uczonego doktora habilitowanego i to w dodatku – z teologii – ale świadczy to tylko o tym, ze również uczeni doktorowie mogą popełniać błędy, zwłaszcza, gdy zapadną na wojenną gorączkę, która przybiera już postać kolejnej epidemii, mogącej z powodzeniem zastąpić epidemię zbrodniczego koronawirusa.[Por. sprostowanie na dole. MD]
To już właściwie się stało, bo – jak możemy się przekonać na podstawie wzruszających obrazków z Medyki i innych przejść granicznych – setkom tysięcy uciekinierów nikt nie robi testów na obecność zbrodniczego koronawirusa, nikt nie soli im mandatów za brak maseczek, podczas gdy pani kierowniczka Sejmu nadal po staremu pod tym pretekstem tradycyjnie wyklucza z obrad posła Grzegorza Brauna, nikt nie umieszcza ich na kwarantannie, tylko autobusy, jeden za drugim, rozwożą ich po całej Polsce, aż wzbudza to niepokój ekspertów medycznych, którzy przez ostatnie dwa lata zdążyli się przyzwyczaić do sprawowania władzy. Jak widać, nie ma rzeczy doskonałych, co zresztą już dawno odkrył Kukuniek, formułując teorię o plusach dodatnich i ujemnych. Nawiasem mówiąc, pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby Kukuniek własną osobą chciał pojechać walczyć o wolność dla Ukrainy. Wyobrażam sobie, jak ta pogłoska musiała przerazić Putina, bo skoro Kukuniek obalił komunizm, to czyż Rosja się przed nim ostoi?
Chętnych do zawojowania Rosji jest zresztą znacznie więcej, bo cały Legion pod komendą Pana Komendanta Adama Słomki, który nie zamierza wrócić na ojczyzny łono, aż dopiero po zdobyciu Moskwy. Jak się okazuje, jednym z objawów wojennej gorączki, która ogarnia nasz nieszczęśliwy kraj, są majaczenia o szpadzie. Jakże inaczej bywało w czasach, kiedy Polska rzeczywiście była mocarstwem. „Niech kogo świerzbią plecy, wsiada na Tatary. Ja z niego drwię pijęcy petercyment stary” – śpiewano w „Pieśni w obozie pod Żwańcem”. Ten Żwaniec przypadkowo leży akurat na Ukrainie, nad Dniestrem, w obwodzie chmielnickim. Co tam dzisiaj śpiewają – Bóg jeden wie – ale na pewno nie to.
Innym z kolei objawem wojennej gorączki jest zabawa w mocarstwowość, ogarniająca zwłaszcza środowisko Naszych Umiłowanych Przywódców. Odnoszę wrażenie, że tę właśnie przypadłość zamierzają wykorzystać Nasi Sojusznicy; zarówno ten Najważniejszy, jak i ci Mniej Ważni. Wychodząc naprzeciw naleganiom prezydenta Żełeńskiego, by jak najszybciej umiędzynarodowić konflikt tak, by wojna rozlała się na całą Europę, Departament Stanu „pozwolił” polskiemu rządowi przekazać Ukrainie posiadane przez Polskę samoloty MIG-29. Pan premier Morawiecki wprawdzie nie podejmuje starań, by Stany Zjednoczone sfinansowały uzbrojenie 200 tysięcy dodatkowych żołnierzy, o których Polska ma powiększyć swoją armię – bo Naczelnik Państwa w swoim przemówieniu podczas debaty nad ustawą o obronie Ojczyzny powiedział, że broń Polska będzie „kupowała” – ale za to całą Europę rozstawia po kątach. Najwyraźniej podsycanie wojennej gorączki zwrotnie musi oddziaływać również na niego, zresztą na innych też – ale pojawiają się także, co prawda jeszcze nieliczni, ozdrowieńcy. Odpowiadając na „pozwolenie”, jakiego tubylczemu rządowi udzielił Departament Stanu, rzecznik rządu oznajmił, że to musi być „suwerenna decyzja” Polski. Najwyraźniej ktoś zrozumiał, że w interesie Naszego Najważniejszego Sojusznika mogłoby leżeć wpuszczenie Polski na minę, by w ten sposób wojna Ameryki z Rosją toczyła się na odległych przedpolach, zgodnie ze strategią elastycznego reagowania. „
Bella gerant alii, tu felix Austria nube” (niech inni wojują, a ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa) – mawiano w dawnych czasach, a wiadomo, że słuszna myśl raz rzucona w powietrze, prędzej, czy później znajdzie swego amatora. Jeszcze bardziej stanowczo zareagował na takie zachęty rząd włoski oświadczając, że o żadnym przekazaniu Ukrainie włoskich samolotów „nie ma mowy”. [Por.: Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę… ]
Nie tylko zresztą wojna, bo chociaż „cały świat” podziwia Polskę za wielkie serce, które nakazuje nam wpuszczać z Ukrainy setki tysięcy uchodźców na dobę, to Nasz Mniej ważny sojusznik, czyli Wielka Brytania, która i Ukrainie i Polsce niedawno zaoferowała sojusz, pochwaliła się udzieleniem ukraińskim uchodźcom 50 (pięćdziesięciu) wiz, podkreślając przy tym własną „hojność”.
Ale na tym nie koniec, bo jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się również uchodźców z Rosji. Dobiegają stamtąd wprawdzie fałszywe pogłoski, jakoby aż trzy czwarte Rosjan popierało wojnę i Putina, ale – w odróżnieniu od tego, co podają nasze niezależne media głównego nurtu – nie ma w tym ani słowa prawdy, tylko putinowska propaganda. Prawda jest bowiem taka, że „cały naród” jest przeciw, w tym nawet znajomi oligarchowie pana Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy są „mocno spacyfikowani”, a nawet „zastraszeni”.
Zresztą jakże inaczej, kiedy nawet taki pan Roman Abramowicz, w którego obronie stanął sam Yad Waszem, dzięki czemu nie został objęty sankcjami, na wszelki wypadek wyprzedaje się ze wszystkiego? Wprawdzie Yad Waszem oświadczył, że objęcie sankcjami pana Abramowicza „byłoby niesprawiedliwe wobec żydowskiego świata”, a więc w gruncie rzeczy – antysemickie – ale miejmy nadzieję, że płomienni bojownicy o wolność w końcu się opamiętają i ani nie będą popadać w seksizm, jak to się przytrafiło pani doktor Monice Waluś, ani w antysemityzm, kiedy przypomną sobie porzekadło: „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie!”
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
=======================
Zadzwoniła do mnie pani Monika Waluś, oburzona tym, że w felietonie pt. Objawy wojennej gorączki, pomyliłem ją z dziennikarką „Gazety Wyborczej” o takim samym imieniu i nazwisku. Podobno jest aż sześć pań o takim imieniu i nazwisku i jedna z nich napisała w „Gazecie Wyborczej” artykuł – ale to nie była pani Monika Waluś, która do mnie zadzwoniła, informując, że jeśli w felietonie nie wykreślę tytułów naukowych przed nazwiskiem autorki publikacji w „GW”, to będę miał do czynienia „z prawnikiem”. Ponieważ ostatnio mam wiele do czynienia z prawnikami, to kontakt z jeszcze jednym nie sprawiłby mi żadnej przyjemności. Toteż chętnie wyjaśniam to nieporozumienie, przepraszając panią Monikę Waluś za przypuszczenie, że mogła ona pisywać artykuły do „Gazety Wyborczej”. Wykreślam również z felietonu tytuły naukowe, które prawdziwej autorce publikacji w „Gazecie Wyborczej” nie przysługują.
Być może już w przyszłym tygodniu bank PKO BP będzie gotów do przyjmowania hrywien w ramach wymiany walutowej uzgodnionej ze stroną ukraińską – pisze czwartkowy „Puls Biznesu”. „Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce Ukraińcy będą mogli po godziwym kursie wymienić hrywnę na złote na prostych zasadach” – czytamy.
Informacja w języku ukraińskim dla klientów kantoru przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie / Paweł Supernak /PAP
Dwa tygodnie temu Zbigniew Jagiełło, były prezes PKO BP, publicznie zaapelował do instytucji krajowych i unijnych o stworzenie funduszu, z którego byłyby wypłacane „niewielkie” kwoty dla uchodźców z Ukrainy.
Jak podkreśla gazeta, wielu z nich opuściło kraj bez środków do życia. „Ci natomiast, którzy zabrali ze sobą pieniądze, przekonali się, że hrywna jest praktycznie walutą niewymienialną, a jeśli ktoś gotów jest ją skupować, to po lichwiarskim kursie” – czytamy w gazecie.
Według „PB” problem prawdopodobnie będzie można rozwiązać w inny sposób. „Na początku minionego tygodnia Narodowy Bank Ukrainy (NBU) zezwolił lokalnym bankom na skup hrywny za granicą za dolary. To był pierwszy krok do odblokowania rynku międzybankowego i przywrócenia wymienialności ukraińskiej waluty. Dwa dni później Narodowy Bank Polski (NBP) zapowiedział, że wspólnie z NBU i PKO BP pracuje nad rozwiązaniem, które umożliwi Ukraińcom wymianę hrywny w placówkach tego banku” – czytamy. Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, „że być może będzie to możliwe już w przyszłym tygodniu, a najpóźniej za kilkanaście dni”.
„PKO BP pracuje nad dostosowaniem 50-60 oddziałów w kraju do skupu hrywny. Kurs wymiany jest jeszcze ustalany ze stroną ukraińską. Ma obowiązywać limit na osobę w wysokości 1,2-1,3 tys. zł. Hrywna będzie skupowana tylko od osób legitymujących się paszportem ukraińskim” – czytamy w „PB”.
Do środy, do godz. 15 nadaliśmy 17 tysięcy numerów PESEL dla dorosłych obywateli Ukrainy i prawie 15 tysięcy numerów dla dzieci – powiedział w środę pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński.
Największy w Polsce punkt wydawania numeru PESEL dla uchodźców z Ukrainy ruszy w sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie. To będzie około 100 stanowisk, gdzie w jednym momencie będzie można wydać numer PESEL stu osobom.
Nadanie nr PESEL nie oznacza wyrobienia dowodu osobistego. „Dowód osobisty jest dla obywateli polskich, który potwierdza także obywatelstwo Rzeczpospolitej Polskiej” – informuje MSWiA.
Mail:
Pojebało ich.
Przecież
a) jeśli Ukraina wygra – i tak Hrywna będzie latami mało warta bo odbudowa kosztuje
b) Ukraina przegra – Hrywna do utylizacji
c) Rozejm – Hrywna też g. warta.
Naprawdę widać że nas traktują gorzej niż ukrów.
Nikt by nas do domów na zachodzie nie przyjmował, nikt by nam złotówek jak się zawali, nie przyjmował po starym kursie. Nikt by nam nie pomógł.
Są różnice miedzy rozważna pomocą – opiekuję się rodziną , zostało mi 200 zł to pomogę . A co innego jak oddam wypłatę ukrom i moje dzieci będą głodne.
(LifeSiteNews) – Today, Bishop Athanasius Schneider issued a statement calling upon the world’s bishops to join Pope Francis when he consecrates Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary on March 25, the Feast of the Annunciation.
LifeSite reached out to him yesterday, asking whether he could issue such a statement, after LifeSite’s founders John-Henry Westen and Steve Jalsevac issued a similar call, imploring readers to contact their bishops and ask them to join the March 25 consecration. They stated that “in all of our 25-year history, we have never put out a more urgent request than the one we are about to lay out to you now.”
The consecration of Russia is one key message of Our Lady of Fatima, who appeared numerous times to poor children in Fatima, Portugal, in 1917, with added requests given to one of the seers, Sister Lucia. Our Lady of Fatima requested this consecration in order to bring about peace to the world and the conversion of Russia.
In light of the Vatican’s announcement of the upcoming consecration of Russia and Ukraine, Bishop Schneider wrote in the statement as sent to LifeSite (see full text below) that this “ought to fill all Catholics with deep joy, consolation and encouragement, and we hope that it will also bring joy and solace to our dear Orthodox brothers and sisters in Russia and Ukraine.”
He then reminded us that, according to what Our Lady told Sister Lucia, “the Pope should invite all bishops to unite themselves with him in making this consecration.”
“We hope, that even in the absence of a formal invitation from the Pope, many bishops will unite themselves to this act of consecration,” he added.
In the face of the “unprecedented spiritual crisis” that Church and state are currently undergoing, “the common collegial act of consecration to the Immaculate Heart, made by the Pope in union with the world’s bishops, will be a powerful instrument for Divine Providence to pour out those special graces which the Church and the world so urgently need,” Bishop Schneider concluded.
On February 24, a long-coming Russia-Ukraine war began. There are now millions of refugees and much suffering, so much so that at the beginning of March, the Ukrainian bishops had called upon Pope Francis to consecrate Russia to the Immaculate Heart of Mary. LifeSite reported today that they now also call upon all the bishops of the world to unite with Pope Francis and his consecration.
The Latin American bishops have already announced that they will join Pope Francis in his consecration of Russia and Ukraine.
Bishop Schneider also sent LifeSite a prayer for the consecration of Russia that he wrote earlier and that he now proposes as a novena in preparation for the March 25 consecration of Russia and Ukraine:
Preparatory Novena prayer for the Consecration of Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary
O Immaculate Heart of Mary, Holy Mother of God and our most tender Mother. Look down upon the distress in which the Church and all humanity finds itself due to the spread of godlessness, materialism and the persecution of the Catholic Faith, errors of which you warned in Fatima.
You are the Mediatrix of all graces. Obtain for us the grace that all the bishops of the world, in union with the Pope, may consecrate Russia and Ukraine to Your Immaculate Heart on March 25, 2022. By this consecration we hope – as you told us in Fatima – that, at a time appointed by God, Russia will be converted, and mankind will be granted an era of peace. We hope that by this consecration, the triumph of Your Immaculate Heart will soon draw near and the Church will be authentically renewed in the splendor of the purity of the Catholic Faith, the sacredness of the liturgy and the holiness of the Christian life.
O Queen of the Holy Rosary and our most tender Mother, turn Your merciful eyes toward the Pope, the bishops and each of us, and graciously hear our fervent and trusting prayer. Amen.
Full statement by Bishop Athanasius Schneider:
The Holy See has announced that Pope Francis will consecrate Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary on Friday, March 25, the Feast of the Annunciation, during a 5pm penance service in St. Peters’s Basilica. This news ought to fill all Catholics with deep joy, consolation and encouragement, and we hope that it will also bring joy and solace to our dear Orthodox brothers and sisters in Russia and Ukraine. As we know from Our Lady’s request to Sister Lucia, the Pope should invite all bishops to unite themselves with him in making this consecration.
We hope, that even in the absence of a formal invitation from the Pope, many bishops will unite themselves to this act of consecration. At a time when the Church and the world are passing through an unprecedented spiritual crisis, the common collegial act of consecration to the Immaculate Heart, made by the Pope in union with the world’s bishops, will be a powerful instrument for Divine Providence to pour out those special graces which the Church and the world so urgently need.
=============================
Dr. Maike Hickson was born and raised in Germany. She holds a PhD from the University of Hannover, Germany, after having written in Switzerland her doctoral dissertation on the history of Swiss intellectuals before and during World War II. She now lives in the U.S. and is married to Dr. Robert Hickson, and they have been blessed with two beautiful children. She is a happy housewife who likes to write articles when time permits.
Dr. Hickson published in 2014 a Festschrift, a collection of some thirty essays written by thoughtful authors in honor of her husband upon his 70th birthday, which is entitled A Catholic Witness in Our Time.
Hickson has closely followed the papacy of Pope Francis and the developments in the Catholic Church in Germany, and she has been writing articles on religion and politics for U.S. and European publications and websites such as LifeSiteNews, OnePeterFive, The Wanderer, Rorate Caeli, Catholicism.org, Catholic Family News, Christian Order, Notizie Pro-Vita, Corrispondenza Romana, Katholisches.info, Der Dreizehnte, Zeit-Fragen, and Westfalen-Blatt.
Nie ma to, jak państwo etatystyczne. Wszystko musi być „interministerialne” i zatwierdzane przez najwyższe władze. Takim krajem jest Francja, gdzie przedstawiono właśnie „krajowy plan zwalczania inwazyjnych gatunków obcych”.
Chodzi o gatunki zwierząt i roślin wprowadzone poza ich zwykłe środowisko. Na liście są m.in. nutrie, szerszeń azjatycki, pierwiosnek pełzający, a nawet gołębie, które przybyły na francuską Gwadelupę, czy nasturcja pnąca, która pojawiła się na Reunion.
Sekretarz stanu ds. różnorodności biologicznej Bérangère Abba przedstawiła 15 marca krajowy plan walki z inwazyjnymi gatunkami obcymi. Plan ten obejmuje lata 2022-2030. Plan ocenia, że największe zagrożenie dotyczy terytoriów zamorskich.
Przewiduje się około 500 operacji tępienia inwazyjnych gatunków do 2025 roku. Mają być wprowadzone ograniczenia na handel, transport i posiadanie niektórych gatunków, takich jak krab niebieski, roślinę grubosz Helmsaz Nowej Zelandii, małża guagga z Ameryki, czy szerszenia wschodniego.
Kilka dni wcześniej (10 marca) także na poziomie rządowym, w Paryżu przedstawiono z kolei krajowy plan zwalczania pluskiew. Rząd wyznaczył nawet międzyresortowego koordynatora do jego realizacji.
Pluskwy stały się plagą wielu miast. Praktycznie wytępione we Francji w połowie XX wieku, pluskwy powróciły w ostatnich latach. Gniazdują w materacach lub prześcieradłach, ich ukąszenia swędzą i mogą być szczególnie trudne do zwalczania.
„Plan walki” koordynuje François Lefort, członek Rady Generalnej ds. Środowiska i Zrównoważonego Rozwoju. Nie ma swojego budżetu, ale każde ministerstwo ma go współfinansować.
Planuje się kilka rodzajów działań. Zostaną uruchomione „kampanie uświadamiające”, pierwsza na początku 2023 r., ministerstwa mają nadzorować „zagrożone sektory”, jak hotelarstwo, placówki służby zdrowia, kina, itp. Będą szkolenia personelu medycznego z zakresu rozpoznawania ukąszenia pluskwy
We wrześniu 2022 r. zostanie utworzone „ogólnokrajowe obserwatorium”, które będzie gromadzić dane na temat tego zjawiska. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (ANSES) ma też przedłożyć pod koniec 2022 r. raport o pluskwach i skuteczności dostępnych środków owadobójczych w ich przypadku.
Departamenty i metropolie mają się włączyć w dezynsekcje i przekazać na to pieniądze z funduszy solidarności mieszkaniowej. Uruchomiono także infolinię i strony internetowe o pluskwach ( stop-punaises.gouv.fr ).
Źródło: France Info
A przecież już 120 lat temu krążyli po zaborach „węgrzy”, którzy sprzedawali patentowane środki przeciw pluskwom:
„Bierze pani danom pluskwę, otwiera jej pyszczek, i kroplę patentowanego środka do gęby”.
– No, ale jak ją mam, to przecież mogę zadusić?!?.
“Nie kasta lecz mafia” – tak wielu Polaków komentowało wypowiedź sędzi Ireny Kamińskiej podczas Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich we wrześniu 2016 roku. Prelegentka, występująca jako prezes Stowarzyszenia Sędziów “Themis” raczyła określić swoje koleżanki i kolegów jako “zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi”.
https://moto.media.pl/toga-chalatem-podszyta/
Osobiście zgadzam się z sędzią Kamińską w stu procentach. Myślę, że dobrze wiedziała, co mówi. Członkowie mafii, po pierwsze – mają świadomość, że działają wbrew prawu i prędzej czy później odpowiedzą za swoje czyny, po drugie – muszą liczyć się z konkurencją innych mafii, które wymierzają “sprawiedliwość” po swojemu, czyli bez procesów i apelacji, a przy tym ostatecznie.
Członkowie kasty takich zagrożeń nie mają. Są bezkarni dożywotnio i z dodatkowym zagwarantowaniem “w stanie spoczynku” apanaży, o jakich ofiary ich “pomyłek” mogą tylko pomarzyć. Oczywiście, jeśli żyją. Przypadek Stefana Michnika, mordercy sądowego z czasów stalinowskich, który spokojnie dożył 92 lat pobierając emeryturę z kasy państwa także wówczas, gdy oficjalnie odcięło się od sowieckiej dyktatury jest tutaj wymowny lecz nie jedyny.
Po 1989 roku dekomunizacja miała również objąć środowisko sędziowskie. Niestety, nie objęła. Znacząca w tym zasługa niejakiego Adama Strzembosza, wiceministra sprawiedliwości w rządzie Tadeusza Mazowieckiego (1989–1990), a później m.in. pierwszego prezesa Sądu Najwyższego (1990–1998). Tenże autorytatywnie stwierdził, iż środowisko sędziowskie oczyści się samo. Albo taki naiwny, albo wręcz przeciwnie – realizował starannie zaplanowany scenariusz. Dodajmy od siebie – jak przystało na niegdysiejszego członka Związku Młodzieży Polskiej oraz magistra prawa z dyplomem uzyskanym terminowo i bezproblemowo w apogeum czasów stalinowskich. Teraz bredzi o honorze sędziowskim lecz szuka go tylko u sędziów z PiS-owskiego nadania. Sobie zapewne nie ma nic do zarzucenia. Nawet w kwestii “samooczyszczenia”.
Oczywiście, dzisiaj sędziowie nie mogą skazywać nikogo na karę śmierci, zatem i ewentualność potraktowania sędziowskiej togi jako skutecznej ochrony przed zarzutem popełnienia zbrodni sądowej spada do zera. Nie oznacza to jednak, iż ta sama toga nie chroni przed odpowiedzialnością za przestępstwa innego rodzaju, skutkujące w skrajnych przypadkach doprowadzaniem niesprawiedliwie osądzonych obywateli np. do wieloletniego więzienia czy do skutecznych prób samobójczych.
Gdybym miał scharakteryzować najkrócej kastę sędziowską w realiach obecnej, ponoć demokratycznej Polski, wówczas musiałbym odnieść się nie do tego środowiska jako całości lecz jego, co najwyżej kilkunastuprocentowej grupy, uosabianej przez spadkobierców stalinizmu, zarówno w ujęciu genetycznym, jak i ideowym. Są wprawdzie nieliczni lecz wyjątkowo wpływowi. Nawet nie muszą zajmować znaczących funkcji w sądowych strukturach. Wystarczy, że mają wiedzę o każdym, kto taką funkcję obejmuje lub – po prostu – chce w sądzie nadal pracować i awansować.
A jaka to wiedza? Ot, choćby o skłonnościach podwładnego do kilkudniowych imprez z alkoholem, narkotykami i prostytutkami w knajpach pozornie dyskretnych i godnych zaufania lecz nie na tyle, aby zabrakło stosownej dokumentacji, gdy zajdzie taka potrzeba. O ogłaszanych przez sędziego/sędzię wyrokach za kasę przekazaną przez – zawsze usłużnych – adwokatów, jeździe samochodem pod wpływem alkoholu, zdradach małżeńskich lub potrzebach finansowych wynikających z hazardowego nałogu względnie checi zamiany ciasnego mieszkania na wygodny dom. Zawsze znajdzie się jakiś “boss”, “caryca” czy “sekretarz”, którzy wiedzą, że takich ludzi najłatwiej “zadaniować”, czyli zlecać sprawy do rozstrzygnięcia pod aktualnie niezbędne – z powodów politycznych, prywatnych, biznesowych itp. – potrzeby.
Trudno zlekceważyć również ponadprzeciętne nasycenie tego środowiska agentami służb specjalnych. Kiedyś były to Urząd Bezpieczeństwa, Służba Bezpieczeństwa i Wojskowe Służby Informacyjne pod nadzorem sowieckiego NKWD, GRU i KGB, teraz często ci sami ludzie donoszą i realizują zlecenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (przed 2002 rokiem Urząd Ochrony Państwa), Służby Wywiadu Wojskowego (przed 2006 rokiem WSI) i Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod dominującą kontrolą izraelskiego Mosadu. Wątpiącym warto przypomnieć akcję UOP z początku lat 90-ych ubiegłego wieku pod kryptonimem “Temida”, polegającą na werbowaniu agentury wśród “niezawisłych” sędziów. Ten sam UOP zatrudniając etatowych funkcjonariuszy weryfikował ich przydatność przede wszystkim po dokonaniach w tropieniu przejawów “antysemityzmu”. Efekty takiego pozyskiwania zawodowych szpicli poznałem aż nadto dobrze na własnej skórze. Mam doświadczenie z kilkunastu procesów w różnych rolach i praktycznie w każdym jako kluczowy zarzut wytaczany mi przez obrońców strony przeciwnej, a często i samych sędziów dotyczy rzekomego “antysemityzmu”, chociaż nigdy nie był on przedmiotem postępowania. Co ciekawe, mój “antysemityzm” polega na negatywnym – czego nie kryję – stosunku do potomków tzw. żydochazarów nie mających nic wspólnego z Semitami. Piszę o nich obszernie w tekście pt. “METRYKA KOCZOWNIKA”.
I jeszcze jeden paradoks – od wielu lat słowem i piórem bronię Palestyńczyków, ostatniego narodu semickiego (ok. 80 proc. populacji) przed zbrodniami dokonywanymi na nich przez izraelskich żydochazarów, wbrew wszelkim prawom międzynarodowym i zupełnie bezkarnie. Niestety, to ideowi i genetyczni spadkobiercy twórców zbrodniczej żydokomuny (leninowskiej, stalinowskiej, hitlerowskiej, maoistowskiej itd.) decydują, komu można przypiąć łatkę antysemity tylko dlatego, że nie cierpi na żydofilię.
W kontekście historycznym skamienielina tworząca tzw. wymiar sprawiedliwości III/IV RP nie ma bynajmniej swoich korzeni w sowieckim desancie na Polskę z 1944 roku. Nie warto ich również dociekać w następstwach Rewolucji Październikowej z 1917 roku. Nie tyle korzeni, co wręcz fundamentów pod obowiązujące obecnie prawodawstwo szukać bowiem należy w powstałym piętnaście wieków wcześniej żydowskim Talmudzie, “świętej księdze” judaizmu rabinicznego – religii, a raczej ideologii, której zasadniczym przesłaniem jest nieograniczona władza żydów nad gojami, zwłaszcza chrześcijanami. Tworzenie oraz egzekwowanie obowiązującego prawa to jedno z kluczowych narzędzi w realizowaniu tego planu.
Wymowny, a przy tym aktualny dowód na potwierdzenie tej tezy mają wydarzenia z 11 listopada 2021 roku w Kaliszu. Donośny i wszechobecny klangor wywołany przez “święcie” oburzonych żydów oraz usługujących im szabas-gojów zagłuszył niemal całkowicie główny powód tej demonstracji, jakim było spalenie reprintu tzw. Statutu Kaliskiego z 16 sierpnia 1264 roku, aktu nadającego szczególne prawa żydom. Dokument ten wydany przez ówczesnego księcia wielkopolskiego, Bolesława Pobożnego zawiera 36 punktów. Poniżej kilka ciekawszych:
1. Kiedy jest sprawa przeciwko żydowi, nie może przeciw niemu świadczyć chrześcijanin sam, lecz razem z innym żydem.
2. Kiedy chrześcijanin pozywa na żyda o zastaw, żyd zaś utrzymuje, że żadnego nie wziął, wtedy żyd przysięgą się uwolni.
3. Kiedy chrześcijanin utrzymuje, że na zastaw od żyda mniej pieniędzy otrzymał, aniżeli żyd teraz żąda, żyd przysięgą dowód złoży…
7. Kiedy zastaw chrześcijanina przez ogień lub kradzież u żyda zginie, żyd od nalegającego chrześcijanina przysiegą się uwolni…
10. Za zabicie żyda słuszna kara i konfiskata majątku.
14. Chrześcijanin niszczący cmentarz oprócz kary zwyczajnej majątek traci…
18. Za zranienie żyda, żyd płaci karę zwyczajną.
19. Przysięga na dziesięć przykazań nie powinna być żydowi naznaczoną, tylko o wartość przechodzącą szacunek 50 grzywien srebra, a w mniejszych rzeczach przed szkołą przysięgać będzie…
29. Zastawy od nich (żydów – przyp. H. Jez.) gwałtem biorący ściągnie na siebie karę.
30. Nie wolno żydów oskarżać o używanie krwi chrześcijańskiej.
31. Występki żydów w ich szkołach sądzone być mają…
34. Mincarzom nie wolno chwytać żydów pod pretekstem, że fałszują pieniądze.
W 1334 roku Statut Kaliski został rozszerzony przez Kazimierza III Wielkiego na całą Koronę Polską, a jego postanowienia potwierdzili także kolejni królowie: Kazimierz IV Jagiellończyk (1453), Zygmunt I Stary (1539) oraz Stanisław August Poniatowski (1765).
Taka przychylność władców, nie tylko zresztą polskich, sprawiła, że żydom już nie wystarczała daleko posunięta autonomia sądownicza w goszczących ich krajach. Chcieli czegoś więcej – rozszerzenia swojego prawodawstwa na wszystkich gojów, jako jednego z podstawowych warunków podbijania całego świata. Zwycięskie rewolucje wszczynane przez żydomasonerię, w tym Rewolucja Francuska 1789 roku z szyderczym – zwłaszcza w kontekście jego praktycznej realizacji – hasłem “Wolność, Równość Braterstwo” na sztandarach, znacznie przyspieszyły te działania.
W 1859 roku rabin Reichhorn wykładając swoim wpływowym ziomkom z całego świata podczas ich zjazdu w Pradze, szczegółowy program wprowadzania żydowskiej władzy nad światem wyjątkowo dużo uwagi poświęcił kwestii stanowienia i egzekwowania prawa. Poniżej kilka wymownych cytatów:
“Najporęczniejszym jest dla żydów kierować się na doktorów prawa i medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w rozmaitych przedmiotach ekonomicznych,a to z przyczyny, że wszystkie te powołania i zajęcia nierozłączne są ze spekulacją…
Prawnictwo jest dla nas bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do najwyższych szczebli godności, najwięcej idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc nam wznieść się do władzy i do wywierania wpływu na stosunki naszych naturalnych, a śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan…
Zrozumiałe jest, że w warunkach podobnych do powyższych klucz od świątyni będzie pozostawał w naszym ręku i że nikt, prócz nas, nie będzie kierował siłą prawodawczą…”
Co ciekawe, rabin Reichhorn nie omieszkał odnieść się specjalnie do przeciwników politycznych. Sposób ich traktowania przedstawił jednoznacznie:
“Chcąc przestępców politycznych pozbawić nimbu dzielności, będziemy ich sadzali na ławie oskarżonych obok złodziejów, zabójców oraz innych brudnych i wstrętnych przestępców. Wówczas w umysłach ogółu zjednoczy się pojęcie takich przestępstw politycznych”.
Przykładów na praktyczną realizację powyższego zalecenia mamy aż nadto i to bez sięgania do czasów PRL, zwłaszcza okresu stalinowskiego w latach 1944-56 oraz stanu wojennego w latach 1981-89. Wystarczy sięgnąć do wspomnianego wcześniej kaliskiego Marszu Niepodległości z 11 listopada br. Szefowa Prokuratury Rejonowej w Kaliszu o personaliach Katarzyna Socha z satysfakcją poinformowała media, że sędzia Sądu Rejonowego w Kaliszu o personaliach Joanna Urbańska-Czarnasiak przychyliła się w całości do prokuratorskiego wniosku, skazując trzech organizatorów demonstracji tj. Wojciecha Olszańskiego, Marcina Osadowskiego i Piotra Rybaka na… trzy miesiące aresztu. Zestawienie tej kary – podkreślmy: jeszcze nie ostatecznej – z uniewinniającym wyrokiem w sprawie Adama “Nergala” Darskiego, który podczas koncertu grupy “Behemoth” w 2007 roku podarł Biblię, a Kościół katolicki określił “największą zbrodniczą sektą” wydaje się jednoznaczne: żydom lub realizującym ich scenariusze pachołkom wolno wszystko, gojom – niewiele lub nic. Warto też przypomnieć casus działacza „Samoobrony”, Mariusza Piskorskiegoprzetrzymywanego bezprawnie w areszcie w latach 2016-2019, a więc za rządów PiS, które trąbi o konieczności reformy sądownictwa w kierunku jego większej sprawności i praworządności. Co istotne, Piskorski został zwolniony z aresztu dopiero po interwencjach organizacji międzynarodowych.
Niestety, przekleństwem dla Polaków jest nietypowy, mongolski rodowód żydokomuny, która począwszy od przewrotu majowego 1926 roku zdominowała struktury państwowe Polski, a apogeum tej dominacji nastąpiło w latach 1944-56 i trwa od roku 1989 do chwili obecnej. “Nasi” żydzi to w absolutniej większości potomkowie wspomnianych wcześniej żydochazarów. Powyższy fakt pozwala łatwiej zrozumieć podglebie ideowe i kadrowe “naszego” wymiaru sprawiedliwości oraz zadziwiającą bezkarność morderców w sędziowskich, prokuratorskich, a często także w adwokackich togach. Według szacunków IPN, lista prokuratorów i sędziów wydających wyroki śmierci w okresie stalinowskim, tj. w latach 1944 – 1955 liczyła 1100 osób, a ich “dorobek” tego syndykatu zbrodni to prawie 6 tys. wyroków kary śmierci na polskich patriotach. Część spośród nich po październiku 1956 roku, za aprobatą ciągle zażydzonego rządu PRL, nie nękana procesami i rozliczeniami wyjechała do Izraela, Rosji, krajów Europy zachodniej lub USA, oczywiście zachowując pełne prawa do wysokich emerytur.
Większość pozostała jednak w Polsce. Jeśli nawet nie dotrwała do szczęśliwego przebrnięcia przez kolejną, magdalenkową “pieriestrojkę” z 1989 roku, to przecież w odwodzie pozostało jeszcze potomstwo, dobrze przygotowane do nowej wprawdzie roli przedstawicieli “demokratycznego państwa prawa” lecz ciągle z zachowaniem żydokomunistycznego genotypu. I trzeba być osobą wyjątkowo naiwną, aby uwierzyć że PiS-owska “reforma” coś w tym względzie zmieni. Zwłaszcza, gdy i bez niej systematycznie przybywa prokuratorów oraz sędziów lojalnych wobec nowego dysponenta politycznego, nad wyraz skrupulatnie wywiązujących się z powierzonych zleceń.
Już tylko te przesłanki wystarczają, aby praca sędziów podlegała szczególnej kontroli społecznej. Podkreślam – kontroli społecznej, a nie np. kontroli rządu PiS wobec sędziów i prokuratorów z nadania PO lub odwrotnie. Jako dziennikarz z blisko 45-letnim stażem, specjalizujący się w reportażach interwencyjnych znam aż nadto prawdziwe oblicze wymiaru sprawiedliwości zarówno w okresie PRL, jak i obecnej III/IV RP.
Kiedyś była to wiedza zdobywana głównie przez pryzmat doświadczeń bohaterów moich reportaży. Od kilku lat wzbogacam ją doświadczeniem własnym – jako oskarżyciel lub powód w sądowej walce z oszczercami względnie jako oskarżony lub pozwany za moje publikacje demaskujące obcą agenturę w szeregach solidarnościowych “bojowników o wolność i demokrację” lub w instytucjach powołanych do ochrony Polski i Polaków. Ten status ma swoją niezaprzeczalną zaletę – ułatwiony dostęp do akt sądowych, a co za tym idzie większą możliwość udowodnienia swoich tez.
Oczywiście, wiedzieć to jedno, natomiast rozpowszechnić tę wiedzę i ostrzec tym samym innych rodaków przed bolesnymi skutkami zderzenia z “wymiarem sprawiedliwości” III/IV RP to drugie. Tu z pomocą powinny przyjść zaprzyjaźnione niezależne media, a także portal PolskaWolna.pl, w którym jako wyłączny wydawca jestem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem.
Trudne to wyzwanie oraz wielce ryzykowne zważywszy choćby na liczne powiązania kasty sędziowskiej nie tylko z adwokaturą, prokuraturą i policją ale także z politykami i… przestępcami. Jeśli je jednak podejmuję to z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszym jest dziennikarski obowiązek służenia nie władzy lecz społeczeństwu, któremu pozostaję wierny od 1977 roku i który znajduje odzwierciedlenie w setkach publikacji do sprawdzenia w egzemplarzach archiwalnych m.in. tygodników “Polityka”, “Czas”, “Wybrzeże”, “Przegląd Tygodniowy” oraz “Dziennika Bałtyckiego” i “Głosu Wybrzeża”. Powód drugi to wynikająca z długoletniego doświadczenia reporterskiego świadomość, że ta walka nie musi być wcale przegrana. Dla żydokomunistycznych dysponentów zdemaskowani wykonawcy ich poleceń – obojętnie czy żydzi, czy szabas-goje – stają się narzędziami bezużytecznymi, nie dającymi żadnych gwarancji zrealizowania ukrytych celów w przyszłości. Przekonałem się wielokrotnie, że negatywni bohaterowie moich publikacji, mimo wysokiej pozycji w hierarchii partyjnej bądź państwowej, nie od razu wprawdzie lecz konsekwentnie odsuwani byli w niebyt lub przynajmniej na drugi, mniej intratny i mniej prestiżowy plan. Tym sposobem maleje liczba dyspozycyjnych janczarów żydokomuny, a i do tych, którzy pozostali dociera sygnał, że mogą zapłacić jakąś cenę za swoje czyny.
Taka stawka warta jest podjęcia ryzyka w postaci zainicjowania cyklu pt. “Zapiski podsądnego”, opartego nie tylko na osobistych doświadczeniach ale także na dokumentach spraw sądowych, do których mam – póki co – zagwarantowany prawem dostęp. Konkrety już wkrótce.
Henryk Jezierski fot. Internet(04.03.2022)
PS
A propos tytułu… Nieprzypadkowo obowiązek noszenia tóg przez przedstawicieli tzw. polskiego wymiaru sprawiedliwości wprowadzony został w czasach żydokomuny sanacyjnej, po wcześniejszej, masońskiej przeróbce godła Rzeczypospolitej Polskiej (zastąpienie korony pełnej i zwieńczonej krzyżem, koroną otwartą sugerującą państwo niesuwerenne oraz zwieńczenie skrzydeł pięcioramiennymi gwiazdami). Przy okazji – ta zmiana dokonana została mocą rozporządzenia z 13 grudnia 1927 roku, gdyż po zamachu majowym dokonanym przez Józefa Piłsudskiego i jego siepaczy Sejm RP został rozwiązany, a ustawy zastąpione zostały przez piłsudczyków doraźnymi dekretami.
Ci sami, sanacyjni dekretyni nie zapomnieli również o innych zmianach w sądownictwie, akurat jeszcze bardziej istotnych niż narzucenie obowiązku noszenia śmiesznych narzut, zwanych togami. Wprawdzie nie zanegowali potrzeby istnienia – zagwarantowanej Konstytucją z 17 marca 1921 roku – instytucji polskiego prawa procesowego w postaci ławy przysięgłych, złożonej z obywateli nie będących sędziami (tzw. czynnik społeczny) lecz dekrety w tej kwestii z 1928 roku nie doczekały się rozporządzeń wykonawczych aż do wybuchu wojny, a po jej zakończeniu żadna władza – włącznie z obecną, ponoć demokratyczną i suwerenną – nie uznała za wskazane dopuścić zwykłych obywateli do patrzenia sędziom na ręce.
Częstochowskie Wydawnictwo 3DOM nie musiało zbyt długo zastanawiać się nad wybraniem tytułu na okładkę najnowszej książki Henryka Jezierskiego. Napisana w pozornie lekkiej, felietonowej formie „Ostatnia >laska< GEREMKA” biła bowiem rekordy popularności wśród czytelników Magazynu Zmotoryzowanych „MOTO” od momentu jej premiery na przełomie 2008 i 2009 roku. Wysoką pozycję zachowuje również teraz, już jako materiał rozpowszechniany tylko w internecie, m.in. dzięki niniejszemu portalowi. Trudno się temu dziwić. Zarówno okoliczności śmierci „drogiego Bronisława”, jak i sposób prowadzenia śledztwa w tej sprawie przez prokuraturę do dzisiaj wzbudzają tzw. mieszane uczucia.
Nie mniejszym zainteresowaniem cieszy się felieton „Cel uświęca trupy”, opublikowany w maju 2010 roku i nawiązujący do katastrofy pod Smoleńskiem. Autor prezentuje w nim swoje tezy na temat przyczyn, okoliczności oraz skutków tego wydarzenia, kpiąc przy okazji bezlitośnie ze sposobu rozumowania wyznawców tzw. sekty smoleńskiej. Co ciekawe, z perspektywy minionych 12 lat jego argumenty uznać można za bardziej prawdopodobne niż to, co ciągle usiłuje wmówić Polakom Antoni Maciarewicz. Do dzisiaj na internetowych forach krąży poniższy fragment tego felietonu:
„Co za sukinsyn podmienił nam w Smoleńsku prezydenta 3/4 RP?Z Warszawy wyleciał mściwy, małostkowy kurdupel bezwzględnie realizujący żydowskie geszefty, Wrócił natomiast… „wielki mąż stanu”, „prawdziwy Polak, patriota i katolik”, godny miejsca na Wawelu”.
We wstępie do swojej książki Henryk Jezierski zastrzega, iż nie wszystkie z jego przewidywań i ostrzeżeń dla Polski, opublikowanych po magdalenkowym negocjacjach 1989 roku okazały się trafne. Naszym zdaniem, jest to zbytnia skromność. Z okrągłej liczby pięćdziesięciu tekstów zamieszczonych w książce, te który nie wytrzymały próby czasu można policzyć na palcach jednej ręki. Skąd zatem taka skuteczność? Wydaje się, że w tym wypadku zadecydowało długoletnie (od 1977 roku) reporterskie doświadczenie w połączeniu z inżynierską analizą faktów oraz ich racjonalną interpretacją, To różni zdecydowanie Henryka Jezierskiego od setek różnej maści komentatorów, których książkowe „ekspertyzy” zdają się psu na budę często już po kilku miesiącach od ich przedstawienia.
Powyższy atut sprawia, że przesłanie książki, a zwłaszcza jej demaskatorski charakter w pokazywaniu prawdziwych intencji „elit” III/IV RP nie tylko pozostaje aktualne dzisiaj lecz będzie zyskiwać na znaczeniu jeszcze bardziej w następnych latach. Zwłaszcza, że praca nad odmóżdżaniem społeczeństwa – nie tylko zresztą polskiego – postępuje w szybkim tempie. „Pandemiczna” propaganda udowodniła nam to wymownie.
W wypadku tej książki samo zachęcanie do kupna i lektury to zbyt mało. Bardziej na miejscu byłaby tutaj zachęta do kupna, lektury i rozpowszechnienia wśród jak największej liczby znajomych. Wielu spośród nich, zwłaszcza tych racjonalnie myślących, odnajdzie w spostrzeżeniach i diagnozach Henryka Jezierskiego dużo wspólnego ze swoim postrzeganiem otaczającej nas rzeczywistości. Znajdzie także – i to jest niezwykle istotne – sporo pokrzepiających wniosków. Jeden z nich znalazł się w felietonie pt. „Fachowiec schodzi ostatni” z 11 marca 2003 roku: „W górę serca i… narzędzia”.
P.L. (15.03.2022)
Wybrane fragmenty:
APETYT NA „BAWARKĘ”
Europa już dawno przestała być kontynentem w miarę jednorodnym etnicznie i kulturowo. Mógłbym wskazać wiele europejskich, wydawałoby się, metropolii w których funkcjonują całe dzielnice przeniesione jakby żywcem np. z Tel-Awiwu czy Algieru. Ba, rdzenny Europejczyk traktowany jest w nich na podobieństwo jeśli nie intruza to przynajmniej „jelenia”, którego należy maksymalnie oskubać z gotówki. To też jest Europa i warto czasami zapytać naszych „chorążych ” czy przypadkiem nie namawiają nas do pogoni za takim właśnie celem. Mnie osobiście Europa np. na wzór skomuszałego Paryża czy pełnej bliskowschodnich akcentów Antwerpii zupełnie nie interesuje, toteż trwam konsekwentnie w poszukiwaniu innych wzorców.
10 września 1997
CZAS NAJEMNIKÓW?
Amerykański ekonomista Morgan Garrett wykazał, że w USA w 1780 roku aż 80 proc. obywateli było właścicielami swojego warsztatu pracy. Około 1850 roku „na swoim” pracowało 37 proc. Amerykanów, a według danych sprzed sześciu lat do kategorii właścicieli zaliczało się już tylko 6 proc. ludności, natomiast dalsze 8-10 proc. to menedżerowie, zwykle mający udział w zyskach firm. Reszta – pomijając bezrobotnych – to typowi pracownicy najemni. Burzy to zdecydowanie obraz Stanów Zjednoczonych jako czołowego państwa liberalnego kapitalizmu i skłania do obaw przed rozwojem podobnych, socjalistycznych tendencji w Polsce.
Gdy unijnym egzekutorom uda się zmniejszyć liczbę gospodarstw rolnych do planowanych 200 tysięcy, a rzesze właścicieli małych sklepów i ich kooperantów zwiną swoje interesy pod naporem supermarketów, wówczas wrócimy do nieco innej formy kołchozu i „wolność gospodarcza” stanie się tak samo wyświechtanym pojęciem jak teraz „demokracja”.
10 maja 2000
ANATOMIA CHAMA
W antylepperowskiej krucjacie dominuje wątek chama i chamstwa, interpretowany tyleż swobodnie, co bezzasadnie. Warto zatem przypomnieć propagandowym pachołkom prawdziwy źródłosłów “chama”. Otóż określenie to pochodzi w prostej linii od biblijnego Chama, jednego z trzech synów Noego (tego od barki). Rzeczony Cham zauważywszy swojego ojca w stanie nietrzeźwości, najpierw obnażył go z szat, a następnie uczynił przedmiotem drwin i szyderstw. Zwróćmy uwagę na perfidię chamskiego zachowania. Zawiera się ono – najkrócej mówiąc – w aktywnym doprowadzeniu bliźniego do stanu poniżenia i bezsilności, który to stan daje następnie powód do jeszcze mocniejszego naigrywania się ze swojej ofiary.
Jakże bliska i uzasadniona jest tu analogia z zachowaniami przedstawicieli “elyt”, którzy w okresie dwunastu lat niczym nieskrępowanych rządów przez swoją głupotę lub złodziejstwo (zwykle – i jedno, i drugie) wyprzedali za bezcen majątek narodowy oraz doprowadzili znaczną część społeczeństwa do biedy i braku perspektyw, a teraz – na podobieństwo spasionych cudzym kosztem świń – ostro chrząkają, poszturchują, a nawet depczą każdego, kto chce utrudnić im dostęp do kolejnego, tym razem unijnego, koryta.
10 grudnia 2001
POPiS-owy PRZEKRĘT KAHAŁU
A przecież pełna zgodność i współdziałanie nieformalnej koalicji PO oraz PiS nie kończy się bynajmniej na samej akceptacji Traktatu Lizbońskiego, choć to dla Polski akt najbardziej zabójczy, przysłowiowy gwóźdź do trumny. Proszę sprawdzić, czy cokolwiek różni te partie np. w kwestii wysyłania polskiego mięsa armatniego do Afganistanu, przyjęcia do strefy euro, wspierania żydowskich interesów na Białorusi i Ukrainie, traktowania resztek polskiego haraczu odzyskiwanego z brukselskiej kasy jako „dotacji unijnych” czy iście żydofilskiego zaangażowania w walce z „antysemityzmem” (vide: propagandowy cyrk ze skradzionym napisem nad bramą muzeum obozu Auschwitz-Birkenau lecz bez jakichkolwiek konsekwencji dla jego szefa, Piotra Cywińskiego – notabene katalogowego przechrzty i prominentnego działacza… Klubu Inteligencji Katolickiej). Przykłady można by mnożyć w nieskończoność.
5 lutego 2010
„WARTO BYĆ POLAKIEM”, CZYLI PATRIOTYZM PO ŻYDOCHAZARSKU
Nigdy nie uważałem J. Kaczyńskiego za człowieka inteligentnego, ponieważ przebiegłość i mściwość nie ma nic wspólnego z inteligencją. Wystarczy przypomnieć jego „genialny” manewr z wycięciem LPR i Samoobrony, a następnie ogłoszeniem przedterminowych wyborów w 2007 roku. J. Kaczyński liczył na zwycięstwo w cuglach. Skończyło się sromotną klęską i oddaniem władzy złodziejskiej koalicji PO/PSL na długie osiem lat.
Przed zupełną zagładą uratował PiS zamach warszawski z 2010 roku, w którym, zginął L. Kaczyński „cieszący się” na miesiąc przed kolejnymi wyborami prezydenckimi ledwie 18-procentowym poparciem. Można powiedzieć, że tragiczna śmierć brata uratowała PiS przed iście kretyńskim posunięciem – ponoć mądrzejszego – J. Kaczyńskiego. Teraz pozwala sobie na równie kretyński manewr odwracając się od elektoratu wiejskiego na rzecz lewicowego. Czy naprawdę jest tak tępy, by liczyć że tym ruchem zyska dozgonną wdzięczność swołoczy sowieckiej?
Powiedzmy sobie jasno; uderzenie w rolników to nie ostatnie słowo PiS-owców. Wsparci cichym poparciem PO-paprańców oraz lewaków i sodomitów (przetrenowanym udanie przy okazji tzw. pandemii) dobiją jeszcze nas zmaterializowaniem słynnej USrAelskiej ustawki o kryptonimie „447” (300 mld. dolarów dla żydowskiej międzynarodówki tytułem tzw. mienia bezspadkowego), a jeśli to nie pomoże to w odwodzie pozostaną inne narzędzia. Np. podatek egzekwowany przez nowych, żydochazarskich właścicieli resztek polskiego mienia od Lasów Państwowych po nieruchomości Skarbu Państwa. Zaprawdę „warto być Polakiem”…
16 października 2020
OSTATNIA „LASKA” GEREMKA
Format A-5, 164 str., okładka miękka, Cena (z kosztami wysyłki na terenie Polski) – 39,50 zł Wpłaty na konto: Henryk Jezierski, PKO Inteligo nr 50 1020 5558 1111 1172 6980 0030
Marc MacKinnon, dziennikarz holenderskiego dziennika The Globe and Mail, donosi, że Bernard-Henri Lévy spotkał się z ukraińskimi bojownikami w Odessie. Dziennikarz zamieścił zdjęcie “BHL” na swoim koncie na Twitterze.
Zauważyli go (również) Serbowie. Zdjęcie szybko obiegło cały świat, oczywiście poza głównymi kanałami informacyjnymi: Bernard Henry Lévy przechadza się obecnie szczęśliwie po Odessie, eskortowany przez ukraińskich goryli.
Ale kim jest Bernard Henry Levy, znany również jako BHL?
Jest słynnym francuskim filozofem, inspiratorem prezydentów od Sarkoziego po Macrona, milionerem i miłośnikiem dobrego życia. Przede wszystkim jednak jest on być może najbardziej znanym francuskim członkiem podżegającej do wojen ponadnarodowej elity intelektualnej, która jest przekonana, że jej zadaniem jest zmienianie kształtu świata.
Niektórzy nadali mu przydomek “Jeźdźca Apokalipsy”: za każdym jego pojawieniem się nadciąga wojna lub kolorowa rewolucja.
Zaczął od Serbii w roku 1990, kiedy to w swoich artykułach wzywał kraje NATO do zbombardowania Jugosławii i wspierał bojowników UCK w Kosowie. Levy uznał “interwencję humanitarną” za “optymalne rozwiązanie polityczne” i wezwał do jak najszybszego jej przeprowadzenia.
Operacja się powiodła, więc z radością kontynuował swoją misję podsycania konfliktów. Również w latach 90-tych zalecał, aby kraje zachodnie uznały prezydenta samozwańczej Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, Asłana Maschadowa.
W roku 2003 wspierał rewolucję róż w Gruzji. W roku 2008 wezwał do wywarcia polityczno-wojskowego nacisku na Rosję podczas konfliktu w Osetii Południowej.
W roku 2011 Lévy bardzo zainteresował się “arabską wiosną”, do tego stopnia, że nazwano go “duchowym ojcem rewolucji”.
Uważa się, że to on przekonał Nicolasa Sarkozy’ego do podjęcia decyzji o interwencji wojskowej w celu obalenia reżimu Muammara Kaddafiego – wojna ta doprowadziła do zniszczenia Libii. Na zdjęciu, oto on w Trypolisie, podziwiający z satysfakcją rezultaty:
Następnie, w roku 2013, zajął się Syrią, prowadząc kampanię propagandową przeciwko syryjskiemu rządowi i wzywając (ponownie) do inwazji na ten nieszczęsny kraj.
Oczywiście nie mógł też pominąć Euromajdanu: w roku 2014, BHL pojechał do Kijowa, aby “wesprzeć” bohaterskich uczestników zamachu stanu, udzielając wywiadu bezpośrednio na placu.
BHL, uważany przez prasę światową za “ostatniego humanistę”, podjął walkę z maltuzjanami, którzy widzieli w pandemii doskonałą okazję do pozbycia się nadmiaru ludzi, twierdząc, że wirus “doprowadza do szaleństwa”. Ostatni humanista, o gustach retro, może preferować tradycyjną metodę wzajemnej eksterminacji za pomocą łuków i strzał lub pocisków balistycznych.
Widok jego spaceru po Odessie, w całkowitym spokoju, pomimo sytuacji wojennej, z tym jego zawadiackim uśmiechem kota z Cheshire, przyprawił o dreszcze zarówno Ukraińców, jak i Rosjan. On, zwiastun Apokalipsy, jest z pewnością bardziej przerażający niż sankcje.