Czerwoni – ze wstydu

Izabela Brodacka 28 maj 2022

Proponuję państwu eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że minister kultury proponuje, żeby odwołać wszystkie koncerty podczas których wykonuje się utwory Bacha i Beethovena ponieważ Hitler dopuścił się zbrodni ludobójstwa. To, że Hitler był przywódcą Niemiec unieważnia również dzieła Kanta i Heideggera, powieści Manna i Musila. A ponieważ Strauss urodził się w Austrii raz na zawsze zabrania się wykonywania jego walców. Unieważnia się również teorię względności bo Einstein pisał po niemiecku. Jak sądzę Bach i Beethoven zeszliby do podziemia i ludzie słuchaliby ich muzyki z płyt.  Nikt nie zmusiłby nas pozbycia się powieści Manna, ani fizyków do rezygnacji z odkryć Einsteina. 

Obecnie proponuje się nam rezygnację z lektury Dostojewskiego oraz odwołanie koncertów podczas których wykonywałoby się utwory Czajkowskiego czy Skriabina tylko dlatego, że Putin jest zbrodniarzem wojennym.  Przepytywałam znajomych melomanów czy nadal będą słuchać płyt z muzyką rosyjską. Tylko jeden z nich Francuz Jean -Paul zadeklarował, że wyrzuci płyty z ukochanymi rosyjskimi kompozytorami do śmietnika. Jean-Paul to typowy przykład francuskiego lewaka kulturowego. Syn mera Wersalu, właściciel pięknej willi otoczonej murem z metalową bramą oraz posiadłości na Lazurowym Wybrzeżu oburzył się bardzo gdy kiedyś powiedziałam, że odpowiada mi obecność na ulicach Paryża karabinierów ( było to po zamachach bombowych) bo nie jestem narażona na zaczepki Arabów. Powiedział że powinno mnie cieszyć, że w tak podeszłym wieku  (miałam wówczas 30 lat) mam powodzenie i ktoś chce mieć ze mną aventure, a Arabowie  to tacy sami ludzie jak Polacy czy Francuzi. Dodam, że Jean-Paul nie wpuszczał nikogo za bramę swego domu nie tylko Arabów lecz nawet listonosza. Innym razem, kiedy krytykowałam rabunkową polską transformację ustrojową Jean- Paul oświadczył, że własność jest wartością sama w sobie, bo wspaniale reguluje stosunki społeczne  i  jest zupełnie obojętne kto jest właścicielem jakiejś fabryki czy nieruchomości. „Jeżeli to wszystko jedno kto jest właścicielem domu to dlaczego bierzesz czynsz od swoich lokatorów, od jutra ty zacznij im płacić czynsz” powiedziałam, ale tylko się roześmiał.

Wspominam to dlatego, że osoby nie znające żabojadów nie są w stanie zrozumieć jak pokrętne są ścieżki ich fascynacji ideologicznych i jak bardzo są sprzeczne z ich codziennym życiem. Jean- Paul, bogaty bourgeois który wielbi Mao, oraz Che Guevarę nigdy nie obniżył czynszu ubogim lokatorom swojej kamienicy. Teraz kiedy en vogue jest potępianie Putina wyrzuca płyty z rosyjską muzyką do kosza co  jest przecież gestem zupełnie bez znaczenia. Nie przeszkadza mu to jednak głosować na Macrona i popierać jego lawiranckiej polityki w kwestii konfliktu na Ukrainie. 

Kilka dni temu rosyjski ambasador został oblany czerwoną farbą co spotkało się z powszechną aprobatą. W czerwcu 2013 roku sędzia Anna Wielgolewska została zaatakowana tortem przez jednego z działaczy dawnej opozycji antykomunistycznej. Sąd miał podjąć decyzję, czy stan zdrowia generała Kiszczaka pozwala na kontynuowanie procesu dotyczącego pacyfikacji górników z kopalni Wujek w czasie stanu wojennego. Po ogłoszeniu decyzji o utajnieniu dalszej części procesu, kiedy sędzia zarządziła przerwę i skierowała się do wyjścia, Zygmunt Miernik rzucił w nią tortem. Początkowo został skazany przez sąd na 2 miesiące, a później w wyższej instancji już na 10 miesięcy pozbawienia wolności. Wyszedł na wolność po niecałych 6 miesiącach.  Zwykły Kowalski ma prawo cieszyć się z wybryku Miernika bo Kiszczak był jak wiadomo odpowiedzialny za śmierć górników. Państwo polskie stanęło jednak w obronie sędzi  bo wszyscy sędziowie objęci są ochroną. Gdyby każdy miał prawo manifestować niezadowolenie z wyroku obrzucając sąd zgniłymi pomidorami czy tortami państwu groziłaby anarchia. Czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że premier rządu wyraziłby wówczas zadowolenie z wybryku Miernika i powiedział, że sędzia jest sama sobie winna?

W taki właśnie sposób skomentował premier Morawiecki oblanie rosyjskiego ambasadora farbą na cmentarzu. Powiedział, że ambasador jest sam sobie winien bo nie posłuchał ostrzeżenia MSZ, a składanie wieńców  na cmentarzu żołnierzy radzieckich to rosyjska prowokacja. Premier zapomniał chyba, że dyplomatom zgodnie z konwencją wiedeńską przysługuje w każdym państwie ochrona i niezależnie od tego co  premier sobie prywatnie myśli powinien ograniczyć się do wyrażenia swego ubolewania. Natomiast lewacka aktywistka i awanturnica za swój wybryk powinna odpowiadać przed sądem nawet gdyby oblała farbą tylko nielubianego sąsiada.

Zdumiewa mnie fakt, że jako uzasadnienie tych absurdalnych posunięć wszyscy od lewa do prawa powtarzają, że Rosjanie zabijają dzieci i gwałcą kobiety a poza tym kradną. Jak to mówią  górale – odkryli siekierę pod ławą.  Rosjanie   kradli, gwałcili kobiety i zabijali dzieci w 1939 roku gdy napadli na Polskę razem z hitlerowcami, a także w 1945 gdy ją wyzwalali spod hitlerowskiej okupacji i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Nikomu  z zainstalowanych przez sowietów komunistycznych władz i nikomu z intelektualistów też –nie oszukujmy się- zainstalowanych przez sowietów i czerpiących z tego faktu korzyści nie tylko przez całe swoje życie lecz do kolejnego pokolenia swojej progenitury. Korzyści i przywileje, które zdołali zachować pomimo wszelkich przemian sterowanych mądrością etapu. Przyjaźń do Związku Radzieckiego czy miłość do Rosji też przenieśli przez te wszystkie rewolty i zawirowania. Wraz z nienawiścią do ducha polskiego, do kościoła katolickiego i patriotyzmu. Cóż to za dziwny etap, którego mądrość  nakazuje tym wszystkim ludziom głosić obecnie  jak jeden mąż nienawiść do Rosjan i przekonywać nas o ich zbrodniczej naturze? 

Kiedyś Michnik uczył nas katechizmu. Teraz ONI – byli czerwoni, – którzy chcieli wpisać miłość do sowietów do polskiej konstytucji przekonują nas, że każdy Rosjanin nie wyłączając Dostojewskiego jest zbrodniarzem. Powinni być czerwoni ze wstydu.

Dwie części Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej

https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7783&Itemid=46

The Devil’s Final Battle
o. Paul Kramer i Stowarzyszenie Misjonarzy (2002)
http://www.devilsfinalbattle.com/content2.htm
Tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ 4 – TRZECIA TAJEMNICA

Dokładnie tak jak przepowiedziała Panna Najświętsza, II wojna światowa wybuchła za panowania Piusa XI. Do roku 1943 Józef Stalin nabrał już wprawy w likwidowaniu katolików i eksporcie światowego komunizmu z sowieckiej Rosji. W czerwcu tego roku, s. Łucja, mając 36 lat, zachorowała na zapalenie opłucnej. To bardzo zaalarmowało b-ap da Silva z Leiria -Fatima i kanonika Galamba, jego bliskiego przyjaciela i doradcę. Obaj obawiali się, że s. Łucja mogłaby umrzeć nie spisując Trzeciej Tajemnicy.

Tak przerażająca, że nie była w stanie jej zapisać

We wrześniu 1943 roku bp da Silva zasugerował jej by zapisała Tajemnicę, lecz odmówiła, gdyż nie chciała wziąć odpowiedzialności za taką inicjatywę z własnej woli. S. Łucja była bardzo zaniepokojona tym, że bez formalnego nakazu od jej biskupa, nie miała jeszcze pozwolenia od naszego Pana, żeby ujawnić Trzecią Tajemnicę. Powiedziała, że zrobi to jeśli dostanie nakaz od bp da Silva.

W połowie października 1943 roku, w czasie jej wizyty w klasztorze w Tuy, Hiszpania (około 250 mil od Fatimy i blisko granicy z Portugalią), bp da Silva wydał formalny nakaz spisania Tajemnicy s. Łucji . Wtedy s. Łucja spróbowała wykonać nakaz biskupa, ale nie była w stanie tego zrobić przez kolejne dwa i pół miesiąca.

Matka Boża nakazuje s. Łucji ujawnienie Tajemnicy
W końcu 2 stycznia 1944 roku Matka Boża pokazała się Łucji ponownie, żeby ją wzmocnić i potwierdzić, że faktycznie wolą Boga jest, by ujawniła ostatnią część Tajemnicy. Dopiero wtedy s. Łucja była w stanie pokonać lęk i spisać Trzecią Tajemnicę Fatimską [1]. Ale mimo to, nie wcześniej niż 9 stycznia 1944 roku s. Łucja napisała następującą wiadomość do biskupa da Silva, informując go o tym, że Tajemnica w końcu została spisana:

Napisałam to o co mnie prosiłeś; Bóg chciał mnie trochę wypróbować, ale w końcu taka była faktycznie Jego wola: (tekst) jest w zaklejonej kopercie, a [zaklejona koperta] jest w dziennikach. . .” [2]

Pojedyncza kartka papieru

W ten sposób stało się natychmiast oczywiste, że Tajemnica składała się z dwóch dokumentów: jeden w zaklejonej kopercie, a drugi w dziennikach s. Łucji. (Z jakiego innego powodu miałaby przekazać dziennik, jak również zaklejoną kopertę?) Teraz skupimy się na tym, co było zaklejone w kopercie.

Łucja była nadal tak ogarnięta lękiem z powodu treści Tajemnicy, że chciała przekazać ją w zaklejonej kopercie (razem z dziennikiem) i tylko biskupowi, żeby ten dostarczył ją bp da Silva. 17 czerwca 1943 roku s. Łucja opuściła Tuy, przekroczyła rzekę Minho i przybyła do Asilo Fonseca, gdzie abp-owi Manuelowi Maria Ferreira da Silva (arybiskup Gurza) przekazała dziennik, w który włożyła kopertę zawierającą Tajemnicę.

Tego samego dnia abp da Silva dostarczył Tajemnicę bp-owi José Alves Correia da Silva (biskup Leiria) w jego wiejskim domu niedaleko Braga. Następnie biskup Leiria zabrał Tajemnicę do Pałacu Biskupiego w Leiria. Te szczegóły będą bardzo ważne ze względu na to, co przedstawiono w watykańskim komentarzu na temat Trzeciej Tajemnicy, ostatecznie opublikowanym 26 czerwca 2000 roku.

Od początku jednomyślnym świadectwem było, że Trzecia Tajemnica napisana jest w formie listu na jednej kartce papieru. Ojciec Joaquin Alonso (oficjalny archiwista dokumentów nt objawień fatimskich) mówi, że obydwoje, s. Łucja i kard. Ottaviani oświadczyli, że Tajemnica była spisana na pojedynczej kartce papieru.

Łucja mówi, że spisała ją na kartce papieru. Kard. Ottaviani, który ją przeczytał, mówi to samo: “Napisała to na kartce papieru. . .” [3]

Kard. Ottaviani, jako prefekt Kongregacji ds. Doktryny Kościoła i Wiary w roku 1967, powiedział, że przeczytał Trzecią Tajemnicę i że napisana była na pojedynczej kartce papieru. Zeznał to 11 lutego 1967 roku, na konferencji prasowej podczas spotkania Papieskiej Akademii Maryjnej w Rzymie.

Kard. Ottaviani stwierdził:

I wtedy co ona [Łucja] zrobiła by spełnić wolę Panny Najświętszej? Napisała na kartce papieru, po portugalsku, to o co poprosiła ją Święta Dziewica. . .” [4]

Kard. Ottaviani jest świadkiem tego faktu. Na tej samej konferencji prasowej oświadcza:

Ja, który miałem łaskę i dar przeczytania tekstu Tajemnicy – chociaż również uznaję zachowanie tajemnicy, ponieważ jestem zobowiązany do zachowania Tajemnicy. . .” [5]

Mamy także zeznanie bp Venciano, który wtedy był biskupem pomocniczym Leiria-Fatima, że w połowie marca 1957 roku dostał nakaz od bp da Silva przyniesienia kopii wszystkich pism s. Łucji – łącznie z oryginałem Trzeciej Tajemnicy – do nuncjusza apostolskiego w Lizbonie w celu przeniesienia ich do Rzymu. Przed przyniesieniem pism Łucji nuncjuszowi, bp Venencio spojrzał na kopertę zawierającą Trzecią Tajemnicę trzymając ją pod światło i zobaczył, że Tajemnica była “napisana na małej kartce papieru” [6]. Ojciec Michel najpierw określa charakter tego świadectwa:

Ale dzięki ujawnieniom biskupa Venencio, ówczesnego biskupa pomocniczego Leiria i blisko związanego z tymi wydarzeniami, teraz mamy wiele wiarygodnych faktów, których postaramy się nie zaniedbywać. Sam otrzymałem je z ust biskupa Venencio 13 lutego 1984 roku w Fatimie. Były biskup Fatimy powtórzył mi, niemal słowo w słowo, to co już powiedział wcześniej o. Caillon, który zdał bardzo szczegółową relację o tym na swoich konferencjach [7].

Poniżej świadectwo biskupa Venancio, według ojca Michela:

Bp Venancio zrelacjonował, że kiedy był sam, wziął wielką kopertę z Tajemnicą i próbował przez nią zobaczyć jej zawartość. W dużej kopercie biskupa zauważył mniejszą kopertę, tę od Łucji, i wewnątrz tej koperty ‘zwykłą kartkę papieru’ z marginesami po obu stronach szerokości 3 /4 centymetra. Zadał sobie trud zapamiętania wymiarów wszystkiego. A zatem finałowa treść Tajemnicy Fatimskiej napisana była na małej kartce papieru [8].

To świadectwo dalej mówi, że ta pojedyncza kartka papieru składała się z około 20-25 linijek tekstu. W tym punkcie świadectwa s. Łucji, kard. Ottaviani, bpa Venencio, o. Alonso, o. Michela i o. François, wszystkie się zgadzają:

. . . jesteśmy tylko tak pewni, że 20 lub 25 linijek trzeciej Tajemnicy. . . [9]

Ostateczna Tajemnica Fatimska, napisana na małej kartce papieru, zatem nie jest bardzo długa. Prawdopodobnie 20 do 25 linijek. . .[10]

Bp Venancio spojrzał na kopertę [zawierającą Trzecią Tajemnicę] trzymając ją pod światło. Wewnątrz zobaczył małą kartkę którą dokładnie zmierzył. A zatem wiemy, że Trzecia Tajemnica nie jest bardzo długa, prawdopodobnie 20 do 25 linijek. . .” [11]

Napisana w formie listu

Równie jasne jest to, że Trzecia Tajemnica była napisana w formie listu do bpa da Silva. Sama s. Łucja mówi, że Trzecia Tajemnica napisana była jako list. O tym mamy spisane świadectwo o. Jongena, który 3-4 lutego 1946 roku przesłuchiwał s. Łucję w następujący sposób:

‘Już ujawniłaś dwie części Tajemnicy. Kiedy będzie czas na trzecią część?” Już przekazałam trzecią część w liście do biskupa Leira’ odpowiedziała [12].

Następnie mamy stanowcze słowa kanonika Galamba:

Kiedy biskup odmówił otwarcia listu, Łucja wymogła na nim obietnicę, że zostanie on na pewno otwarty i przeczytany światu albo po jej śmierci, albo w roku 1960, zależnie od tego co nastąpi wcześniej [13].

Do ujawnienia światu w roku 1960

Dlaczego rok 1960? Kard. Ottaviani zapytał ją dlaczego nie można otworzyć go przed 1960. Powiedziała mu “ponieważ wtedy będzie wydawał się bardziej zrozumiały (mais claro)”.

S. Łucja wymogła na biskupie Leiria -Fatimy obietnicę, że Tajemnica zostanie odczytana światu po jej śmierci, ale nie wcześniej niż w roku 1960, “ponieważ tak życzy sobie Matka Boża” [14]. I od kanonika Barthasa:

Ponadto, to [Trzecia Tajemnica] wkrótce będzie znane, bo s. Łucja potwierdza, że wolą Matki Bożej jest, że można ją opublikować na początku 1960 roku”.

To świadectwo wprowadza trzeci istotny fakt dotyczący Tajemnicy: że ma być ujawniony w roku 1960. Faktycznie, w lutym 1960 roku patriarcha Lizbony deklaruje:

Bp da Silva włożył (kopertę zaklejoną przez Łucję) do innej koperty, na której napisał, że list ma być otwarty przez niego, bpa José Correia da Silva, jeśli będzie żył, a jeśli nie, przez kardynała patriarchę Lizbony w roku 1960 [15].

Ojciec Alonso mówi:

Inni biskupi również mówili – i z autorytetem – o roku 1960 jako dacie wskazanej dla otwarcia słynnego listu. A zatem, kiedy ówczesny tytularny biskup Taiva i biskup pomocniczy Lizbony zapytał Łucję kiedy miała być otworzona Tajemnica, zawsze otrzymywał taką sama odpowiedź: w roku 1960 [16].

I w roku 1959 biskup Venancio, nowy biskup Leiria oświadczył:

Uważam, że list nie zostanie otwarty przed 1960. S. Łucja poprosiła, że nie powinien być otwarty przed jej śmiercią, ani przed rokiem 1960. Teraz mamy 1959 i s. Łucja jest w dobrym zdrowiu [17].

W końcu mamy informację z Watykanu z 8 lutego 1960 (wydaną w komunikacie przez portugalską agencję informacyjną ANI), odnośnie decyzji ukrycia Tajemnicy – dokument do którego wrócimy w Rozdziale 6. Informacja Watykanu mówi:

. . . jest najbardziej prawdopodobne, że nigdy nie zostanie otwarty list, w którym s. Łucja spisała słowa przekazane przez Matkę Bożą jako tajemnicę trojgu pastuszkom z Cova da Iria [18].

Do tej pory wszystkie dowody pokazują, co następuje: tajemnica spisana w formie listu na pojedynczej kartce papieru, składająca się z 20-25 linijek rękopisu, z 3 /4 cm marginesami po obu stronach; tajemnica ma być ujawniona nie później niż w roku 1960, a w tym roku szczególnie, ponieważ wtedy “będzie dużo bardziej zrozumiała (mais claro)”.

To ten dokument biskup Venancio przekazał nuncjuszowi papieskiemu, który następnie przekazał go do Świętego Oficjum (teraz znanego jako Kongregacja ds. Doktryny Wiary) w 1957 roku:

Przybywając do Watykanu 16 kwietnia 1957 roku, Tajemnica zapewne została umieszczona przez papieża Piusa XII w jego biurku, w małym drewnianym pudełku, z napisem Secretum Sancti Officii (Tajemnica Świętego Oficjum) [19].

Warto zauważyć, że papież był szefem Świętego Oficjum, zanim Paweł VI zreorganizował Watykan w 1967 roku. Dlatego właściwe papież zatrzymał Trzecią Tajemnicę u siebie w pudełku z napisem “Tajemnica Świętego Oficjum”. Ponieważ papież był szefem Świętego Oficjum, pudełko to stanowiło część archiwum Świętego Oficjum. Zapamiętajmy te kluczowe fakty do późniejszego ich rozważenia.

Przepowiednia apostazji w Kościele

Co z treścią Tajemnicy? Wracamy teraz do wymownego wyrażenia “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.”, które, jak napisaliśmy w poprzednim rozdziale, pokazuje się na końcu integralnego tekstu pierwszych dwu części Wielkiej Tajemnicy w Czwartym Dzienniku Łucji.

W tym miejscu musimy rozważyć istotne świadectwo o. Josepha Schweigla, któremu papież Pius XII powierzył tajną misję przesłuchania s. Łucji w kwestii Trzeciej Tajemnicy. Zrobił to 2 września 1952 roku w Klasztorze Karmelickim w Coimbra. Po powrocie do Rzymu, o. Schweigl udał się do swojej rezydencji w Russicum i następnego dnia powiedział koledze:

Nie mogę nic ujawnić z tego co się dowiedziałem w Fatimie na temat Trzeciej Tajemnicy, ale mogę powiedzieć, że składa się z dwóch części: jedna dotyczy papieża; druga logicznie (choć nie mogę nic powiedzieć) musi być kontynuacją słów: “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.” [20]

W ten sposób mamy potwierdzenie wniosku, że jedna część Tajemnicy faktycznie jest kontynuacją wyrażenia, którego zakończenia Watykan jeszcze nie ujawnił: “W Portugalii zawsze zostanie zachowany dogmat wiary itd.”

To zakończenie potwierdza wielu innych świadków, łącznie z tym poniżej:

Ojciec Fuentes

26 grudnia 1957 roku o. Fuentes przeprowadził wywiad z s. Łucją. Opublikowano go z imprimatur arcybiskupa Sancheza z Veracruz, Meksyk. Wtedy s. Łucja powiedziała o. Fuentesowi między innymi:

Ojcze, Panna Najświętsza jest bardzo smutna, bo nikt nie zwrócił uwagi na Jej przekaz, ani nikt dobry, ani zły. Dobrzy nadal żyją na swój sposób, nie przywiązując żadnego znaczenia do Jej przekazu. Źli, nie dostrzegając spadającej na nich kary Boga, nadal prowadzą grzeszne życie, nawet nie myśląc o tym przekazie. Ale wierz mi, ojcze, Bóg ukarze świat i to w straszny sposób. Kara z nieba jest nieuchronna.

Ojcze, ile zostało czasu do roku 1960? Będzie to bardzo przykre dla każdego, ani jeden człowiek nie będzie się cieszył, jeśli wcześniej świat nie będzie się modlił i nie odprawi pokuty. Nie mogę ujawnić żadnych innych szczegółów, gdyż nadal jest to tajemnica. . .
To jest Trzecia część Orędzia Matki Bożej, która pozostanie tajemnicą do roku 1960.
Powiedz im, ojcze, że wiele razy, Matka Najświętsza mówiła moim kuzynom Franciszkowi i Hiacyncie, a także mnie, że wiele narodów zniknie z powierzchni ziemi. Powiedziała, że Rosja stanie się narzędziem kary wybranym przez niebo, żeby ukarać świat, jeśli wcześniej nie zdobędziemy nawrócenia dla tego nieszczęsnego narodu.

Ojcze, szatan ma ochotę zaangażować się w decydującą bitwę z Panną Najświętszą. I on wie co najbardziej ubliża Bogu, i co w krótkim czasie przysporzy mu największej liczby dusz. Dlatego szatan robi wszystko by zdobyć poświęcone Bogu dusze, bo w ten sposób odniesie sukces, poprzez opuszczenie dusz przez ich przywódców, żeby łatwiej było mu je zdobyć.

Tym co trapi Niepokalane Serce Maryi i Serce Jezusa to odchodzenie religijnych i konsekrowanych dusz. Szatan wie o tym, że religijni i księża, którzy odchodzą z pięknego powołania, wciągają wiele dusz do piekła. . . Szatan chce przejąć konsekrowane dusze. Próbuje korumpować je żeby uśpić dusze świeckich i przez to doprowadzić je do ostatecznej zatwardziałości [21].

Ojciec Alonso

Przed śmiercią w roku 1981, o. Joaquin Alonso, który przez 16 lat był oficjalnym archiwistą Fatimy, zeznał co następuje:

Dlatego jest całkowicie prawdopodobne, że tekst w sposób konkretny odnosi się do kryzysu wiary w Kościele i do zaniedbywania przez samych pasterzy [i] walk wewnętrznych we wnętrzu Kościoła i niebezpiecznego pastoralnego zaniedbywania przez wyższą hierarchię [22].

W okresie poprzedzającym wielki triumf Niepokalanego Serca Maryi, wydarzą się straszne rzeczy. To one stanowią treść trzeciej części Tajemnicy. Co to za rzeczy? Jeśli ‘w Portugalii dogmat wiary zawsze zostanie zachowany,’. . . to z tego można wywnioskować, że w innych częściach Kościoła dogmaty te mają być ukrywane albo nawet w ogóle zgubione [23].

Czy nieopublikowany tekst mówi o konkretnych sytuacjach? Bardzo możliwe, że mówi nie tylko o prawdziwym kryzysie wiary w Kościele w tym przejściowym okresie, ale tak jak na przykład tajemnica La Salette, jest więcej odniesień do wewnętrznych walk katolików, czy odchodzeniu księży i osób religijnych. Być może to odnosi się do słabości wyższej hierarchii Kościoła. W tym przypadku nic z tego nie jest dziwne w porównaniu z innymi przekazami jakie miała w tej sprawie s. Łucja [24].

Kardynał Ratzinger

11 listopada 1984 roku, kard. Ratzinger, szef Kongregacji Doktryny Wiary, udzielił wywiadu czasopismu Jesus, wydawanemu przez Siostry Paulinki [Pauline Sisters]. Wywiad zatytułowany jest “Here is Why the Faith is in Crisis” [Oto dlaczego ma miejsce kryzys wiary], i został opublikowany z wyraźnym pozwoleniem kardynała. Kardynał przyznaje w nim, że kryzys wiary wpływa na Kościół na całym świecie. W tym kontekście ujawnia, że przeczytał Trzecią Tajemnicę, i że Tajemnica mówi o “niebezpieczeństwie zagrażającym wierze i życiu chrześcijanina, a tym samym (życiu) świata”.

W ten sposób kardynał potwierdza tezę o. Fuentesa, że Tajemnica dotyczy powszechnej apostazji w Kościele. Kardynał mówi w tym samym wywiadzie, że Tajemnica również odnosi się do “znaczenia Novissimi [czasy ostateczne / ostatnie rzeczy]“, oraz że “Jeśli to nie jest publikowane, przynajmniej teraz, to w celu uniknięcia pomylenia proroctwa religijnego z sensacjonalizmem. . .” Dalej kardynał ujawnia, że “sprawy zawarte w ‘Trzeciej Tajemnicy’ zgadzają się z tym co ogłoszono w Piśmie Świętym i wielokrotnie mówiono w wielu objawieniach maryjnych, a przede wszystkim w Fatimie. . .” [25]

Biskup Amaral

Z kard. Ratzingerem zupełnie zgadza się bp Amaral – trzeci biskup z Fatimy. W przemówieniu wygłoszonym w Wiedniu, Austria, 10 września 1984 roku, powiedział co następuje:

Jej treść odnosi się tylko do naszej wiary. Utożsamianie [Trzeciej] Tajemnicy z katastroficznymi zapowiedziami czy holokaustem nuklearnym, to zniekształcanie znaczenia Orędzia. Utrata wiary na kontynencie jest gorsza niż unicestwienie narodu; i prawdą jest, że w Europie wiara ciągle zanika [26].

Kardynał Oddi

17 marca 1990 roku kard. Oddi przedstawił następujące świadectwo włoskiemu dziennkarzowi Lucio Brunelli z czasopisma Il Sabato:

To [Trzecia Tajemnica] nie ma nic wspólnego z Gorbaczowem. Panna Najświętsza ostrzegała nas przed apostazją w Kościele.

Kardynał Ciappi

Do tych świadków należy dodać świadectwo kard. Mario Luigi Ciappi, który był nikim innym jak osobistym teologiem papieża Jana Pawła II. W osobistej korespondencji z prof. Baumgartnerem z Salzburga, kard. Ciappi ujawnił:

W Trzeciej Tajemnicy jest przepowiedziane, między innymi, że wielka apostazja w Kościele rozpocznie się od samej góry [27].

Wszystkie te świadectwa są zgodne z powtarzanymi wypowiedziami samej s. Łucji – nie tylko do o. Fuentesa, co wykazaliśmy powyżej, ale do wielu innych wiarygodnych świadków.

Chociaż zobowiązana do zachowania tajemnicy w kwestii dokładnej treści Trzeciej Tajemnicy, jej wypowiedzi do wiarygodnych świadków są pełne odniesień do duchownych “ogłupianych fałszywą doktryną”; do “diabiolicznej dezorientacji” dotykającej “tak wielu osób zajmujących odpowiedzialne stanowiska” w Kościele; do “księży i dusz konsekrowanych”, które “są tak oszukiwane i sprowadzane na manowce”, ponieważ szatanowi udało się przemycić zło pod przykrywką dobra. . . prowadząc do błędu i oszukiwania dusz przez osoby mające dużą odpowiedzialność ze względu na zajmowane przez nie stanowiska. . . One są ślepcami prowadzącymi innych ślepców”  itd. [28]

Pius XII potwierdza przepowiednię apostazji w Tajemnicy

Ale być może najbardziej niezwykłe świadectwo ze wszystkich w tej kwestii, chociaż o pośrednim znaczeniu, należy do kard. Eugenio Pacelli, zanim został papieżem Piusem XII i kiedy nadal był watykańskim sekretarzem stanu w czasie panowania papieża Piusa XI.

Wypowiadając się nawet zanim s. Łucja spisała Trzecią Tajemnicę, przyszły Pius XII wypowiedział zdumiewające proroctwo o nadchodzącym przewrocie w Kościele:

Niepokoją mnie przekazy Matki Bożej do Łucji z Fatimy. Ta uporczywość Maryi [mówiącej] o niebezpieczeństwach zagrażających Kościołowi jest boskim ostrzeżeniem przed samobójstwem zmiany w jego wierze, liturgii, teologii i duszy. . . Wokół mnie słyszę innowatorów chcących rozebrać Świętą Kaplicę, zniszczyć uniwersalny płomień Kościoła, odrzucić jego ornamenty i uczynić go winnym za jego przeszłość historyczną.

Biograf Piusa XII, kard. Roche, napisał, że w tym momencie rozmowy, jak mówi książę Galeazzi, “spojrzenie papieża, widziane przez szkła jego okularów, stało się nadnaturalne, i z tego wysokiego i szczupłego ciała emanowała nieodparta siła mistyczna”. I wtedy Pius XII powiedział (w odpowiedzi na sprzeciw ze strony kardynała z kurii):

Nadejdzie dzień kiedy cywilizowany świat wyprze się swojego Boga, kiedy Kościół zwątpi tak jak zwątpił Piotr. Kościół będzie kuszony by uwierzył, że człowiek stał się Bogiem. W naszych kościołach, chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka gdzie oczekuje na nich Bóg. Tak jak Maria Magdalena, płacząc przed pustym grobem, będą pytać “Dokąd Go zabrali?” [29] [I dokładnie tak się stało – przeważnie na próżno szukamy w bóżnicach, zwanych szyderczo kościołami, czerwonego światełka… choć jeszcze widać je tu i ówdzie, zepchnięte gdzieś na bok – admin]

Dosyć niezwykłe jest to, żeby przyszły papież nawiązywał tą pozornie nadprzyrodzoną intuicją nadchodzącego zniszczenia Kościoła szczególnie do “przekazów Matki Bożej dla s. Łucji” i “tej uporczywości Maryi w kwestii niebezpieczeństw zagrażających Kościołowi”. Przepowiednia byłaby całkowicie niepotrzebna gdyby opierała się na pierwszych dwu częściach Wielkiej Tajemnicy, które nie wspominają o takich rzeczach jak “samobójstwo zmiany wiary, liturgii, teologii i duszy Kościoła” czy “innowatorach chcących rozebrać Świętą Kaplicę, zniszczyć uniwersalny płomień Kościoła, odrzucić jego ornamenty i uczynić go winnym za jego przeszłość historyczną”. W pierwszych dwu częściach nie ma też żadnej wskazówki o tym, że “w naszych kościołach chrześcijanie na próżno będą szukać czerwonego światełka, gdzie oczekuje na nich Bóg”.

Skąd przyszły papież Pius XII mógłby wiedzieć te rzeczy? Jeśli nie z nadprzyrodzonej intuicji, to z bezpośredniej wiedzy, że pewna nieujawniona część “przekazów Najświętszej Panny dla s. Łucji z Fatimy” ujawniała te przyszłe wydarzenia w Kościele.

Mówiąc krótko, każde świadectwo odnoszące się do treści Trzeciej Tajemnicy, od roku 1944 do co najmniej 1984 (daty wywiadu Ratzingera), potwierdza to, że wskazuje ona na katastroficzną utratę wiary i dyscypliny w Kościele, reprezentując przełom dla sił zjednoczonych od dawna przeciwko niemu – “innowatorów”, których przyszły papież Pius XII słyszał “wokół siebie”, wołających o rozbiór Świętej Kaplicy i zmiany w katolickiej liturgii i teologii.

Papież Pius XII ujawnił, że w Orędziu Fatimskim Matka Boża ostrzegła Kościół przed “samobójstwem zmiany wiary, liturgii, teologii i duszy Kościoła”. Wyjaśniamy to w dalszej części książki.

Jak wykażemy później, ten przełom rozpoczął się w roku 1960, dokładnie w roku, kiedy (jak nalegała s. Łucja) powinna zostać ujawniona trzecia część Tajemnicy. Ale zanim powrócimy do tego proroczego roku, kiedy miała początek wielka zbrodnia o której mówimy, należy najpierw omówić motyw poprzedzający tę zbrodnię. Podejmiemy się to zrobić.

________________________________________
Przypisy

1. “Cała prawda o Fatimie – t.III: Trzecia Tajemnica” (ang. przekład, Immaculate Heart Publications, Buffalo, NJ, 1990) s. 47.
2. Ibid.
3. o. Joaquin Alonso, “La Verdad sobre el Secreto de Fatima” [Prawda o Tajemnicy Fatimskiej], (Centro Mariano, Madryt, Hiszpania, 1976) s. 60. Zob. także o. Michel, “Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 651.
4. “Cała prawda o Fatimie” – t.III, s. 725.
5. Ibid., s. 727.
6. o. François de Marie des Anges, “Fatima: Tragedy and Triumph” [Fatima: tragedia i triumf], (Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, USA, 1994) s. 45.
7. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 480.
8. Ibid ., s. 481.
9. Ibid., s. 626.
10. “Fatima: tragedia i triumf”, s. 45.
11. Brat Michael ze Świetej Trójcy, “The Secret of Fatima … Revealed” [Tajemnica fatimska. . . ujawniona], (Immaculate Heart Publications, Buffalo, Nowy Jork, USA.) s. 7.
12. “Revue Mediatrice et Reine”, październik 1946, s. 110-112. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” –t. III, s. 470.
13. o. Alonso, “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej”, s. 46-47. Zob. także “Cała prawda o Fatimei” – t. III, s. 470.
14. Barthas, “Fatima, merveille du XXe siècle” [Fatima, cud XX wieku], s. 83. Fatima-editions, 1952. Należy zauważyć, że kanonik Barthas opublikował te relację po zdobyciu przywileju spotkania znowu z s. Łucją, 15 października 1950 roku, w towarzystwie kard. Bryanta, OMMI, wikariusza apostolskiego Athabasca-Mackenzie. Zob. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 472.
15. Novidades, 24.02.1960, cyt. przez La Documentation Catholique, 19.06.1960, kol. 751. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 475.
16. o. Alonso, “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej”, s. 46. Zob. także “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 475.
17. Ibid., s. 45. Zob. także “Cała prawda o Fatiimie” – t. III, s. 478
18. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 578-579.
19. “Fatima, tragedia i triumf”, s. 45.
20. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 710.
21. Angielski przekład wywiadu s. Łucji z o. Fuentesem z książki o. Michela “Cała prawda o Fatimie” – t.III, s. 503-508. O. Michel wyjaśnia, że tekst pochodzi z książki badacza Fatimy o. Joaquina Alonso “Prawda o Tajemnicy Fatimskiej” (s. 103-106). Ten wywiad o. Fuentesa z s. Łucją opublikowano z imprimatur abpa Sancheza z Veracruz, Meksyk.
22. “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 704.
23. Ibid., s. 687.
24. Ibid., s. 705-706.
25. o. Michel ze Świętej Trójcy, “Cała prawda o Fatimie” – t. III, s. 822-823. Zob. także czasopismo Jesus, 11.11.1984, s. 79. Zob. także The Fatima Crusader, Nr 37, lato 1991, s. 7.
26. Fatima, tragedia i triumf, s. 243-244. Zob. także o. Michel ze Świętej Trójcy, Cała prawda o Fatimie – t. III, s. 676.
27. Zob. o. Gerard Mura, The Third Secret of Fatima: Has It Been Completely Revealed? [Trzecia Tajemnica Fatimska: czy ujawnono ją w całosci?], czasopismo Catholic, (Transalpine Redemptorists, Orkady, Szkocja, W Brytania), marzec 2002.
28. Te cytaty pochodzą z różnych listów s. Łucji napisanych na początku lat 1970 do dwojga swoich bratanków-księży, i innych znanych jej osób religijnych. Zob. Cała prawda o Fatimei – t. III, s. 754-758.
29. Roche, Pie XII Devant L’Histoire, . 52-53.

Bohaterstwo wiary w to, że bitwa zostanie wygrana przez Matkę Bożą. Lepanto a my.

Auxilium Christianorum – Plinio Corrêa de Oliveira

https://www.bibula.com/?p=134216 28 maj 2022

Opisy bitwy pod Lepanto oparte na ówczesnych kronikach katolickich nie wspominają o ważnym fakcie, który można znaleźć w źródłach muzułmańskich. Te ostatnie podają, że w pewnym momencie bitwy, gdy wojskom katolickim groziła klęska, flota turecka ujrzała na niebie majestatyczną i straszną Panią. Patrzyła na nich tak groźnym wzrokiem, że nie mogli tego znieść, stracili odwagę i uciekli.

Tocząca się bitwa była największą bitwą morską w historii, a całe chrześcijaństwo w zrozumiałym napięciu oczekiwało na jej wynik. W pewnym sensie to właśnie tam decydowała się przyszłość Europy. Protestantyzm spowodował pęknięcie w chrześcijaństwie, a wszędzie wybuchały wojny religijne.

Ponieważ wojska chrześcijańskie były potrzebne na różnych frontach, państwa katolickie prawdopodobnie nie byłyby w stanie stawić czoła inwazji muzułmanów na południowe Włochy, co byłoby normalną konsekwencją przegranej bitwy pod Lepanto.

Gdyby Włochy zostały zaatakowane,  papież byłby zmuszony opuścić państwo papieskie, aby uniknąć dostania się do niewoli. Najprawdopodobniej nikt nie zdołałby powstrzymać naporu Turków na Europę Zachodnią.

W tej ogromnej bitwie brały udział trzy potęgi katolickie: Hiszpania, najpotężniejsze państwo tamtych czasów; Wenecja, która była bardzo bogata i dysponowała wówczas znacznymi siłami morskimi, oraz Genua. Była też mała flota papieska – to były całe siły materialne, jakie  papież Pius V mógł zebrać, aby stawić czoła wspólnemu wrogowi.

W takiej atmosferze ogólnego napięcia rozegrała się ta bitwa. Opisy z tamtych czasów mówią o tym, jak straszna była to bitwa. Katoliccy żołnierze wskakiwali na muzułmańskie okręty, Turcy wchodzili na katolickie – jedna strona zabijała drugą, dokonując ogromnej rzezi. Statki tonęły tu i tam; żołnierze i rycerze w zbrojach unosili się na krótko na wzburzonych wodach, po czym zapadali się w głębiny, by spotkać śmierć. Ryczały armaty, ponad wrzawą słychać było okrzyki wściekłości i rozpaczy; wszędzie panował straszliwy zgiełk i ogromny chaos.

Wśród tego całego zamieszania dwóch ludzi modliło się do Matki Bożej, aby dała zwycięstwo katolikom. Na wzburzonych wodach pod Lepanto był to Don Juan z Austrii, dowódca katolickiej Armady; a w Rzymie był to Św. Pius V.

Można sobie wyobrazić, jak głębokiego opanowania i ogromnej samokontroli wymagało aby  w kulminacyjnym momencie bitwy, pośród walczących ludzi, potrafić jednak dostrzec ogólny obraz sytuacji i i zauważyć, że sprawy idą w złym kierunku, mimo że żołnierze katoliccy walczyli jak najlepiej potrafili.

 Pamiętając jednak o nauce naszej wiary,  Don Juan postanowił walczyć do ostatniego tchnienia za sprawę chrześcijaństwa, wciąż mając nadzieję na interwencję Matki Bożej. Oznacza to, że  człowiek ten  ufał wbrew wszelkiej ufności. Wbrew wszelkim ludzkim okolicznościom, oczekiwał interwencji Matki Bożej.

I rzeczywiście, Matka Boża interweniowała. Pojawiła się na niebie, aby zagrozić wrogowi, a mahometańska flota uciekła. Jednak katoliccy żołnierze Jej nie widzieli. Im się nie ukazała. Katolicy mieli tę zasługę, że praktykowali ślepą ufność, czysty akt wiary. Dopiero gdy wróg doniósł później o cudzie, zrozumieli, że pomogła im w najgorszej godzinie.

Rycerze katoliccy, zwłaszcza ci, którzy byli dowódcami i zdawali sobie sprawę z ogólnego  przebiegu bitwy, musieli poważnie myśleć o tym, że w wyniku klęski albo zginą, albo zostaną wzięci do niewoli i oddani Turkom.  Ufali jednak Matce Bożej, że uchroni Ona sprawę chrześcijańską przed zagładą. Była to ogromna ufność z ich strony.

W tym samym czasie Św. Pius V modlił się w Watykanie. Brał też w którymś momencie  udział w spotkaniu na temat watykańskich kwestii finansowych, co było bardzo ważne, ponieważ oznaczało grzech śmiertelny, gdyby ktoś ukradł pieniądze z Kościoła. Z tego też powodu Św. Pius V musiał uważnie analizować dane liczbowe, aby nie stać się współwinnym takiego grzechu.

Nagle wstał, prawdopodobnie pod wpływem nadprzyrodzonego natchnienia, i podszedł do okna pokoju, aby odmówić Różaniec. Podczas modlitwy otrzymał objawienie, że Don Juan z Austrii wygrał bitwę. Wrócił do stołu i powiedział: „Nie czas na rozmowy o interesach; naszym wielkim zadaniem jest obecnie dziękczynienie Bogu za zwycięstwo, które właśnie dał katolickiej Armadzie”.

Wieść o papieskim objawieniu rozeszła się po całym Rzymie i lud zaczął świętować. Niektórzy mogli wątpić w to objawienie i pytać: „Czy to rzeczywiście prawda?”.

Po kilku dniach przybył posłaniec, który zdał oficjalny raport. Papież wysłuchał relacji z uwagą, bez emocji, ze zwykłą sobie dostojnością i życzliwością. Następnie w Rzymie obchodzono wielkie święto, biły dzwony we wszystkich kościołach Wiecznego Miasta. Z Rzymu wieść o tym rozeszła się po całej Italii, a potem do całego chrześcijaństwa. Tak wyglądała wielka radość z powodu zwycięstwa pod Lepanto.

Czy płynie z tego jakaś nauka dla nas?

Na czym polegał największy heroizm rycerzy biorących udział w bitwie pod Lepanto? Nie była to odwaga stawienia czoła Turkom. Oczywiście, aby stawić czoła wrogom w bitwie, trzeba mieć odwagę, ale taką odwagę można znaleźć we wszystkich bitwach w historii. Moim zdaniem największym bohaterstwem katolików, którzy walczyli pod Lepanto, było bohaterstwo wiary w to, że bitwa zostanie wygrana przez Matkę Bożą w chwili, gdy wszystko wydawało się stracone.

Ten akt zaufania nie był aktem nierozważnym czy nieroztropnym, rodzajem rezygnacji z przyjęcia tego, co się wydarzy. Był to akt wierności pewnemu wewnętrznemu głosowi łaski, który zapraszał każdego do zawierzenia i modlitwy, aby Ona dała zwycięstwo.

Szczytny cel na przestrzeni dziejów często znajduje się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znaleźli się katolicy pod Lepanto. Po ludzku rzecz biorąc, wszystko wydaje się stracone, ale Matka Boża wkłada w nasze dusze nadzieję, że wygra bitwę dla większej chwały Bożej. Trzeba więc zaufać temu głosowi wbrew wszelkim prawdopodobieństwom i  przeciwieństwom.

Niejednokrotnie porażka wydaje się nieunikniona, a pokusa każe mówić: „Obiecała, ale tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, jest jeszcze gorzej”. Prawdziwe bohaterstwo polega na tym, by ufać nawet w najgorszych okolicznościach. Oznacza to odmowę ulegnięcia pokusie i odpowiedzenie: „Im gorzej się dzieje, tym bliżej jesteśmy Jej interwencji, ponieważ Matka Boża nie kłamie, a ja wiem, że ten głos, który przemawia we mnie, jest Jej głosem”.

Czy istnieje jakieś kryterium, według którego można rozpoznać, czy głos wewnętrzny pochodzi od Matki Bożej, czy nie? Tak, istnieje.

Kiedy perspektywa jakiejś przyszłej rzeczy sprawia, że jesteśmy przygnębieni, zniechęceni i mamy ochotę się poddać, to taka perspektywa zwykle pochodzi od diabła.

Z drugiej strony, jeśli perspektywa zrobienia czegoś bardzo trudnego, co normalnie wywołałoby strach, wywołuje jednak entuzjazm, daje siłę do praktykowania cnoty i budzi nadzieję na zwycięstwo w sytuacji prawie niemożliwej, to prawdopodobnie jest to głos łaski przemawiający w naszej duszy.

Czy łaska działa tylko w ten sposób? Nie. Często łaska inspiruje do pogodzenia się z okolicznościami. Matka Boża może nas prosić, abyśmy się pogodzili z porażką. Wtedy daje nam siłę do znoszenia cierpienia związanego z tą porażką. Na przykład Św. Teresa z Lisieux otrzymała taką łaskę, aby przygotować się na śmierć, a potem poszła do nieba.

Te dwie perspektywy są różne od siebie. Kiedy Matka Boża chce dać zwycięstwo, przygotowuje nas do tego, a nie do śmierci.

Potwierdza to reakcja Św. Piusa V na wieść o zwycięstwie pod Lepanto. Zwrócił się on do Boga i powtórzył modlitwę proroka Symeona: „Teraz odprawiasz sługę swego w pokoju, o Panie, zgodnie z Twoim słowem, bo oczy moje ujrzały moje zbawienie”. To znaczy: „Dokonała się ta szczególna rzecz, dla której się narodziłem, zwycięstwo, którego oczekiwałem na Twoją chwałę. W ten sposób moja misja została wypełniona. Teraz Ty możesz wziąć moją duszę, bo nie mam już nic do zrobienia na tej ziemi”.

Wielki Św. Pius V słyszał ten sam wewnętrzny głos, co rycerze pod Lepanto. W tym przypadku mają zastosowanie słowa naszego Pana: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je i one idą za Mną” (J 10, 27).

Głos Matki Bożej przemawia do naszych dusz i mówi nam stanowczo: „Cywilizacja katolicka zostanie przywrócona, na ziemi zapanuje królowanie Maryi”. To jest głos, który dodaje nam odwagi do walki ze wszystkimi wrogami, w najgorszych warunkach i w opuszczeniu. Nie ma wątpliwości, że ten głos jest autentyczny.

To, co stało się z tymi rycerzami i żołnierzami pod Lepanto, stanie się również z nami. Odniesiemy zwycięstwo Matki Bożej.

To jest, moim zdaniem, wewnętrzne przesłanie, jakie Matka Boża – Wspomożenie wiernych przekazała w tamtej bitwie i jakie przekazuje nam dzisiaj. Prośmy Ją, aby dała nam potrzebne łaski, abyśmy byli mu wierni.

Plinio Corrêa de Oliveira

Tłum. Sławomir Soja Źródło: TraditionInAction – „Our Lady Help of Christians Auxilium Christianorum – May 24”

Wesprzyj naszą działalność [to BIBUŁA. md]

Komunizm jest git!

Stanisław Michalkiewicz 28 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5186

Prawo Murphy’ego głosi, że jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Czy rewolucja komunistyczna i komunizm to coś dobrego, czy coś złego? Kiedyś kryteria rozróżnienia między dobrem i złem były ostre, a w każdym razie – ostrzejsze niż dzisiaj, bo dzisiaj zostały stępione przez polityczną poprawność, która jest elegancką nazwą dawnego bolszewickiego duraczenia.

Jak pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie Caryca i zwierciadło” –

Wot Gitler, kakoj to durak.

On się przechwalał zbrodnią swoją.

A mudriec, to by sdiełał tak:

nu czto, że gdzieś koncłagry stoją?

Nu czto, że dymią krematoria?

Toż w nich przetapia się historia!

Niewoli topią się okowy!

Powstaje sprawiedliwszy świat!

Rodzi się typ człowieka nowy!”.

Toteż dzisiaj „Gitler”, czyli wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler jest uosobieniem zła do tego stopnia, że miłujące pokój narody przylepiają Putinowi wąsy hitlerowskie, a nie na przykład – stalinowskie, chociaż z różnych względów, chyba bardziej by pasowały? No tak – ale z drugiej strony Stalin nie mordował Żydów, przeciwnie – Żydzi bardzo skwapliwie angażowali się nie tylko w propagandę stalinowską („a my wszyscy jesteśmy za towarzyszem Stalinem!”), ale i w stalinowski terror, którego symbolem jest Henryk Jagoda, czy dwaj odescy Żydzi: Cymanowski i Cesarski, którzy kolaborowali z „krwawym karłem”, czyli Mikołajem Jeżowem, między innymi przy „Operacji polskiej” NKWD, w której zginęło około 200 tys. Polaków, nie licząc tych deportowanych.

Dzięki temu Stalin jest postacią zaledwie „kontrowersyjną”, bo chociaż dopuścił się „błędów i wypaczeń”, to przecież zasadniczo chciał dobrze. Co prawda Hitler też chciał dobrze, to znaczy – chciał naprawić świat w ten sposób, by usunąć z niego niewłaściwe rasy, podczas gdy Stalin w tym samym celu usuwał z niego niewłaściwie klasy, a przy okazji – również przedstawicieli niezdatnych klasowo narodowości. Zresztą nie tylko on. Jeden z bohaterów „rewolucji francuskiej”, której rocznicę obchodzą we Francji do dzisiaj jako narodowe święto, Jean Paul Marat, w swoim „Przyjacielu Ludu” pisał tak:Odcinajcie kciuki arystokratom, którzy knują przeciwko wam, rozcinajcie języki księżom, którzy głoszą poddaństwo!

Czytelnikom gazety nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, zresztą sami mieli też śmiałe pomysły. Oto uwięzionej księżniczce de Lamballe, Mallard, przywódca bandy „przedstawicieli ludu”, co właśnie przepijali pieniądze otrzymane z publicznych funduszy Paryża w zamian za morderstwa, jakich dopuścili się na masową skalę, nakazał zaprzysiąc nienawiść do swoich najbliższych przyjaciół: króla i królowej. „Gdy odmówiła, zakłuto ją natychmiast ciosami szpad i pik oraz obcięto głowę. Wówczas – jak donosi Stanley Loomis – wyrwano jej z piersi bijące serce, po czym pożarto je, odcięto nogi i ramiona, nabito nimi działa, z których wypalono. Wszystkie te przerażające rzeczy, jakich dokonano potem na jej pozbawionym członków korpusie, nie nadają się do tego, by je opisywać. Szczegóły skrywa medyczna łacina.” Czy przypadkiem nie chodzi o rewolucyjną odmianę słynnej „miłości francuskiej”?

Pod tym względem hitlerowcy byli bardziej powściągliwi, bo Żydów jednak nie zjadali, być może z braku fantazji, a być może z obawy przed dopuszczeniem się w ten sposób „Rassenschande”, czyli zhańbienia rasy?

Ale Hitler przegrał wojnę, podczas gdy Stalin ją wygrał i mało brakowało, a sądziłby Hitlera, który jednak – „obawiając się sądu zagniewanego ludu” – wcześniej się zastrzelił, w co zresztą wielu ludzi nie wierzy.

Nawiasem mówiąc, na Ukrainie przed tamtejszym niezawisłym sądem właśnie odbył się proces rosyjskiego sierżanta, oskarżonego o zbrodnie wojenne. Oczywiście „do wszystkiego” się przyznał, a poza tym poprosił o najwyższy wymiar kary. No naturalnie, jakże by inaczej?!

Jak widzimy, wspomniane kryteria coraz bardziej się zacierają nie tylko na skutek politycznego sprostytuowania wszystkich możliwych instytucji, ale również, a może przede wszystkim – na skutek bomby atomowej. Bomba atomowa sprawia, że wartością najwyższą staje się bezpieczeństwo, przed którym ustąpić muszą wszystkie pozostałe wartości.

O ile zatem zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy wymyślają sobie nawzajem od „nazistów” – wymarłego plemienia, którego gdzie indziej nie ma – przez Amerykę Północną i Europę przewala się komunistyczna rewolucja, w którą większość ludzi też nie wierzy, a to dlatego, że prowadzona jest ona przez jej przywódców według nowej strategii, która w roku 1968 zastąpiła wcześniejszą strategię bolszewicką, składającą się z trzech elementów: gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, masowego terroru i masowego duraczenia. Nowa strategia na pierwsze miejsce wysuwa duraczenie, nie bez racji zakładając, że oduraczonych ludzi nie trzeba będzie specjalnie terroryzować, co stwarzałoby ryzyko, że skapują, o co chodzi, a jak już kompletnie zgłupieją, to stosunki własnościowe będzie można zmienić nie tylko w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, ale nawet przy powszechnych objawach zachwytu. Duraczenie to prowadzone jest przy pomocy piekielnej triady: państwowego monopolu edukacyjnego, mediów i przemysłu rozrywkowego.

I oto okazało się, że na terenie województwa warmińsko-mazurskiego właśnie rusza „pilotażowy” program wprowadzania „bezwarunkowego dochodu podstawowego” na poziomie 1300 złotych miesięcznie. Program jest „pilotażowy”, co oznacza, że to padgatowka do wprowadzenia takiego rozwiązania na terenie całego kraju. Pan dr Maciej Szlinder z Poznania, który kolaboruje z innymi entuzjastami projektu, bardzo ten pomysł chwali za to, że „likwiduje” on „ubóstwo”, wyraźniej zmniejsza nierówności i zapewnia bezpieczeństwo socjalne, zmniejszając niepewność dochodu. Warto dodać, że to nie jest żaden precedens, bo w rządzonych przez brunatną koalicję Niemczech (zmieszanie koloru czerwonego z zielonym daje brunatny) taki program już funkcjonuje. W landzie warmińsko-mazurskim program ten ma kosztować 78 mln złotych, ale to na początek, kiedy objętych będzie nim zaledwie 5 tys. obywateli. Kiedy zostanie nim objęta cała reszta, tj. pozostałych 25 mln obywateli, jego koszty na pewno będą większe, mniej więcej 39 mld złotych. Skąd będą pochodziły te pieniądze? A skądże by, jak nie od rządu, na który wdzięczni obywatele będą entuzjastycznie głosowali? No dobrze – ale skąd właściwie rząd weźmie 39 mld złotych, kiedy przy dotychczasowej rozrzutności zadłuża nasz nieszczęśliwy kraj ponad wszelką miarę? Odpowiedź jest prosta; jednym źródłem będzie rabunek zasobów obywateli poprzez ukrywające się pod różnymi nazwami podatki, m.in. „podatek emisyjny”, czyli inflację, a drugim – postępujące zwiększanie długu publicznego, którego sama „obsługa” będzie w tym roku, kiedy jeszcze nie został nawet wdrożony „program pilotażowy” kosztowała około 50 mld złotych. Celem ma być „bezpieczeństwo socjalne” i „równość”. Warto w takim razie zwrócić uwagę, że ideał ten został już zrealizowany zarówno w niemieckich kacetach, jak i sowieckich lagrach, gdzie każdy miał zapewnione zakwaterowanie, odzież i wyżywienie.

Tak właśnie przewidywał Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie Towarzysz Szmaciak:

By mogła zapanować Równość,

trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno.

By człowiek był człowieka bratem,

trzeba go wpierw przećwiczyć batem.

Wszystko mu także się odbierze,

by mógł własnością gardzić szczerze. (…)

A kiedy znajdziesz się za drutem,

opuści troska cię i smutek

i radość w sercu twym zagości,

żeś do królestwa wszedł wolności!

Właśnie na tę drogę wchodzimy.

Czemu USA promują w Polsce pornografię, seks grupowy pod wpływem narkotyków i orgie seksualne z udziałem chłopców.

List otwarty do Ambasadora USA z apelem o wycofanie się z demoralizacji polskiej młodzieży

https://www.bibula.com/?p=134203

Mariusz Dzierżawski, założyciel Fundacji Pro-Prawo do życia, wystosował list otwarty do Ambasadora USA w Polsce, Marka Brzezińskiego, z apelem o wycofanie się z promocji imprez, które szkodzą Polsce i Polakom.

Chodzi o jedną z inicjatyw organizacji Grupa Stonewall z Poznania. Na liście jej sponsorów widnieje Ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Mariusz Dzierżawski zwraca uwagę, że Grupa Stonewall znana jest z akcji niszczących moralność naszego społeczeństwa, w szczególności wśród najmłodszych. Grupa Stonewall zachęca polskie dzieci i młodzież do rozwiązłości. Wedle relacji byłego prezesa Grupy Stonewall, oglądanie pornografii oraz seks grupowy pod wpływem narkotyków i alkoholu, to standard w jego środowisku. Grupa Stonewall chwali się też wydaniem publikacji, w której w pozytywnym świetle przedstawione są orgie seksualne z udziałem kilkunastoletnich chłopców.

Założyciel Fundacji Pro-Prawo do życia przypomina, że: „takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Zdaniem Mariusza Dzierżawskiego, wsparcie, którego od lat udziela Ambasada USA przedsięwzięciom atakującym tożsamość naszego narodu i demoralizującym młodzież, szkodzi Polsce i Polakom, a także niszczy zaufanie między naszymi narodami.

 =======================

Szanowny Panie Ambasadorze!

Kierowana przez Pana Ambasada jest wymieniona jako sponsor inicjatywy organizowanej przez Grupę Stonewall z Poznania, która promuje akcje niszczące moralność i zabijanie poczętych dzieci.

Grupa Stonewall znana jest między innymi ze szkoleń wykonywania lewatywy przed seksem analnym, a także publikacji poradnika seksu oralnego.

Poznańscy homoseksualiści chwalą się również wydaniem publikacji, w której w pozytywnym świetle przedstawione są odbywające się w Poznaniu orgie seksualne z udziałem kilkunastoletnich chłopców. W innych materiałach zajmują się również promocją rozwiązłości. Oferta Grupy Stonewall skierowana jest głównie do młodzieży.

Ze słów byłego prezesa Grupy Stonewall wynika, że oglądanie pornografii oraz seks grupowy pod wpływem narkotyków i alkoholu, jest standardem w tym środowisku.

Jak Pan wie, taki styl życia powoduje choroby weneryczne, choroby odbytu i wiele innych schorzeń. Niszczy również młodych ludzi duchowo, na skutek czego stają się niezdolni do budowania trwałych relacji międzyludzkich, a w szczególności do małżeństwa i wychowania dzieci.

Być może zna Pan cytat z Aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej z roku 1600: „Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Prawdę tę znali okupanci Polski, którzy dążyli do zniszczenia naszej Ojczyzny poprzez demoralizację młodych Polaków.

Podczas parad homoseksualnych, wspieranych przez Pański rząd, atakowany jest Kościół Katolicki i symbole religijne. Tu również widać podobieństwo do działań zaborców i okupantów naszego kraju.

Polacy postrzegali i postrzegają Stany Zjednoczone jako przyjaciela. Wsparcie, którego udziela od lat Ambasada USA przedsięwzięciom atakującym tożsamość naszego narodu i demoralizującym młodzież, stawia pod znakiem zapytania życzliwość Pańskiego rządu dla Polski.

Dlatego zwracam się do Pana z apelem o wycofanie się z promocji imprez, które szkodzą Polsce i Polakom, a także niszczą zaufanie między naszymi narodami.

Z poważaniem,

Mariusz Dzierżawski
Członek Zarządu
Fundacji Pro – Prawo do życia

Za: StronaZycia.pl (27 maja, 2022 ) | https://stronazycia.pl/list-otwarty-do-ambasadora-usa-z-apelem-o-wycofanie-sie-z-demoralizacji-polskiej-mlodziezy/

Taniej będzie wyjechać na całą zimę do ciepłych krajów niż ogrzewać dom

Taniej będzie wyjechać na całą zimę do ciepłych krajów niż ogrzewać dom? Biura podróży już wychodzą z taką propozycją

https://nczas.com/2022/05/28/taniej-bedzie-wyjechac-na-cala-zime-do-cieplych-krajow-niz-ogrzewac-dom-biura-podrozy-juz-wychodza-z-taka-propozycja/

Niemieckie biura podróży zaproponowały rządowi w Berlinie subwencjonowanie emerytom turystycznych wyjazdów w zimie na Majorkę w celu zaoszczędzenia na kosztach ogrzewania. Propozycja określana jako „podróże przeciwko Putinowi” spotkała się z dużym zainteresowaniem sektora turystycznego w Hiszpanii – twierdzą lokalne media.

W Polsce ceny węgla szybują.

Według niemieckiego Stowarzyszenia Niezależnych Biur Podróży (VUSR), rząd mógłby wyemitować bony dla emerytów w wysokości 500 euro na kilkumiesięczne wyjazdy poza sezonem do cieplejszych miejsc, takich jak Majorka.

Wojna na Ukrainie spowodowała znaczny wzrost cen gazu, a Niemcy są w dużej mierze zależne od importu tego surowca z Rosji.

Rząd w Berlinie jeszcze nie wypowiedział się na temat tej propozycji, ale przewodnicząca stowarzyszenia, Marija Linnhoff została powołana w kwietniu na członka niemieckiej rady ds. turystyki, co może wpływać na pomyślność tej inicjatywy – odnotowują hiszpańskie media.

Tymczasem w Polsce ceny węgla szybują. Za tonę ekogroszku w workach płaci się już nawet 3000 zł i trudno go zdobyć. Prognozy są jeszcze gorsze. Eksperci przewidują, że jesienią za ekogroszek zapłacimy 4000 – 5000 zł. Czyli ogrzewanie domu przez zimne miesiące może wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych! To faktycznie lepiej pojechać na pół roku do ciepłych krajów…

Koniec pandemii ma być początkiem wszechwładzy WHO?

Szanowny Panie,
prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak mówił w jednym z ostatnich wywiadów, że Covid‑19 zniknął praktycznie ze szpitali. Jednocześnie Polska zajęła w 2021 r. pierwsze miejsce w Europie pod względem nadmiarowych zgonów.
Czy dałoby się uniknąć tak wielu niepotrzebnych tragedii, gdyby zwalczanie epidemii w Polsce odbywało się zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, prawem i wiedzą ekspercką, a nie wytycznymi międzynarodowych urzędników?W czasie pandemii Covid‑19 rządy wielu państw bezrefleksyjnie podążały za wewnętrznie sprzecznymi zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia. Choć dzisiaj koronawirus jest w odwrocie, urzędnicy WHO przekonują o konieczności przekazania im kolejnych kompetencji – kosztem suwerenności państw narodowych.Urzeczywistnieniem tych zamierzeń ma być globalny traktaty antypandemiczny, który ma zostać przyjęty w 2024 roku. Dotychczas kierunkowe wskazania ekspertów WHO mają stać się wiążącymi zobowiązaniami dla rządów i obywateli całego świata. Ta szokująca propozycja może lada dzień przekształcić się w prawo międzynarodowe.Eksperci WHO, pozbawieni demokratycznej legitymacji, finansowani w znacznej części przez radykalnie lewicową fundację Billa i Melindy Gatesów, zdobyliby globalną władzę, co dotąd było zupełnie nie do pomyślenia.
Pierwszy krok w stronę budowy mechanizmów globalnego zarządzania krajowymi systemami opieki zdrowotnej postawiono kilka dni temu w Genewie. Gdy piszę do Pana te słowa, dobiega końca Światowe Zgromadzenie Zdrowia, które obraduje w tym tygodniu. We wtorek, jego uczestnicy zdecydowali o przyjęciu raportu grupy roboczej WHO, w którym wyrażono wolę zmian w Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych (IHR), idących w kierunku poszerzenia kompetencji Światowej Organizacji Zdrowia. Prace nad nimi mają być prowadzone wraz z procedowaniem traktatu pandemicznego.Stojąc na straży suwerenności naszej Ojczyzny, prawnicy Ordo Iuris na bieżąco monitorują skandaliczne próby poszerzania kompetencji WHO. Dlatego zabraliśmy głos podczas pierwszych, międzynarodowych konsultacji traktatu, gdzie wykazywaliśmy, że pandemia Covid‑19 dowiodła braku efektywności zarządzania polityką zdrowotną na szczeblu ponadnarodowym. Chcąc chronić interesy Polski, złożyliśmy do WHO wniosek o dopuszczenie naszych ekspertów do prac nad nowym międzynarodowym traktatem. Przygotowaliśmy również ekspertyzę, w której wykazaliśmy, że – wbrew propagandzie WHO – do przyjęcia nowych zasad niezbędna jest zgoda Polski i innych państw.O tym, że recepty WHO na pandemię są nieskuteczne, wiemy doskonale. 
Przez cały okres stanu epidemii pomagaliśmy Polakom mierzyć się z nową rzeczywistością. W tym czasie udzieliliśmy ponad 1 000 porad telefonicznych i mailowych. Wydaliśmy 4 poradniki prawne oraz opublikowaliśmy blisko 40 analiz, stanowisk i opinii prawnych poświęconych tej problematyce. Nadal prowadzimy precedensowe postępowania, które mogą doprowadzić do powstania korzystnej dla obywateli linii orzeczniczej. Kończymy prace nad wydaniem kompleksowej monografii poświęconej prawnym, ekonomicznym i społeczno-zdrowotnym skutkom wprowadzonych restrykcji covidowych, która będzie nieocenioną pomocą, gdyby miały one na jesieni wrócić.Nasz zorganizowany, międzynarodowy i analityczny sprzeciw wobec nowego traktatu WHO znalazł już pierwszych sojuszników w USA oraz krajach naszego regionu Europy. 
Dzięki Pana wsparciu możemy skutecznie występować w obronie suwerenności naszej Ojczyzny.Najbliższe tygodnie to wytężona praca prawników Ordo Iuris zmierzającą do powstrzymania globalnego zarządzania przez urzędników WHO.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk [w oryg. md]
WHO chce centralnego zarządzania pandemiami
Choć restrykcje sanitarne są w większości krajów uchylane, to Światowa Organizacja Zdrowia, pod pretekstem walki z kolejnymi pandemiami, próbuje przeforsować traktat przyznający jej szerokie, globalne uprawnienia w zakresie polityki zdrowotnej. Polska oraz inni członkowie WHO mieliby podporządkować się wytycznym urzędników WHO.
Poparcie dla tego pomysłu wraziła już Rada Europejska, która przekonuje, że „żaden rząd ani żadna instytucja nie są w stanie samodzielnie stawić czoła przyszłym pandemiom”, wobec czego konieczne jest przyjęcie wiążącego aktu prawa międzynarodowego regulującego te kwestie.W czerwcu odbędzie się druga sesja konsultacji publicznych, w ramach których możliwe jest zabranie głosu w dyskusji nad treścią dokumentu. Oczywiście nie zabraknie tam prawników Ordo Iuris z jednoznaczną krytyką przejmowania suwerennych kompetencji państw przez WHO.
Z kolei w tym tygodniu odbywa się coroczne Światowe Zgromadzenie Zdrowia, w trakcie którego mówiono o potrzebie „wzmocnienia wiodącej roli WHO jako bezstronnej i niezależnej organizacji międzynarodowej, odpowiedzialnej za kierowanie i koordynację międzynarodową w zakresie zdrowia, w tym za gotowość i reagowanie na nagłe sytuacje zagrożenia zdrowia”. Przyjęto również raport grupy roboczej WHO, w którym delegaci Światowej Organizacji Zdrowia wezwali do wzmocnienia pozycji urzędników WHO i zwiększenia finansowania organizacji przez państwa członkowskie.Ordo Iuris, jako pierwszy think tank w Polsce, zdiagnozował to poważne zagrożenie dla suwerenności naszej Ojczyzny. Już w listopadzie ubiegłego roku, w raporcie poświęconym prawnym skutkom epidemii, ostrzegaliśmy, że przy okazji walki z transmisją Covid‑19 dochodzi do procesu transformacji prawa międzynarodowego – międzynarodowe organizacje stopniowo przejmują kompetencje suwerennych państw.
Broniąc suwerenności Polski, złożyliśmy wniosek o dopuszczenie ekspertów Instytutu do prac nad projektem traktatu WHO. Niezależnie od tego, w kwietniu nasi eksperci wzięli udział w konsultacjach społecznych dotyczących tego dokumentu. Zwróciliśmy uwagę na konieczność zachowania suwerenności państw w zakresie ochrony zdrowia. Podkreśliliśmy potrzebę zapewnienia wolnej debaty naukowej, bez której nie uda się wypracować skutecznych metod walki z żadną chorobą. Nasze stanowisko przedstawiliśmy także na piśmie.
 Kolejna sesja konsultacyjna ma się odbyć w dniach 16-17 czerwca.Uczestnicząc w niej, bezkompromisowo staniemy po stronie suwerenności Polski. Jeszcze w marcu przygotowaliśmy w tej sprawie analizę prawną. Przypomnieliśmy w niej, że najwyższym aktem prawa powszechnie obowiązującego w Polsce jest Konstytucja. Wykazaliśmy, że przyjęcie traktatu pandemicznego przez Polskę musi zostać poprzedzone zgodą obywateli, wyrażoną w ogólnokrajowym referendum albo przyjęciem ustawy popartej odpowiednią większością głosów w Sejmie i Senacie. Jasno wskazywaliśmy, że każdy sposób wprowadzenia postanowień traktatu do prawa polskiego wymaga zgody Narodu albo jego przedstawicieli zasiadających w parlamencie.W celu wywarcia odpowiedniej presji na polskie władze, zorganizowaliśmy również petycję do premiera Mateusza Morawieckiego, w której – „w obliczu próby odebrania krajowym rządom istotnej części kompetencji na rzecz ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia” – wzywamy szefa rządu do „stanowczego sprzeciwu wobec wpisania do traktatu niebezpiecznych przepisów, ograniczających polską suwerenność”.

Dajemy narzędzia do obrony swych praw.
Obrona suwerenności Polski i praw Polaków na arenie międzynarodowej to ważny, ale długotrwały proces. Natomiast do naruszeń prawa w naszym kraju dochodziło w zasadzie każdego dnia. Dlatego wciąż pomagamy Polakom odnaleźć się w covidowym chaosie prawnym. Przez cały czas stanu epidemii, drogą telefoniczną i mailową, udzieliliśmy ponad 1 000 porad prawnych. Nasi prawnicy odpowiadali na pytania lekarzy, medyków, farmaceutów, studentów, nauczycieli, uczniów, rodziców, wojskowych, a nawet pracowników oper i filharmonii.
Niestety, nie w każdym przypadku zwykła porada była wystarczająca, a szereg opisywanych przez zgłaszające się osoby sytuacji było wstrząsających. Pomogliśmy między innymi w wyjściu na wolność kobiecie, która spędziła w areszcie blisko 5 miesięcy tylko za to, że w trakcie izolacji wyszła z domu, by kupić niepełnosprawnemu mężowi leki i żywność.
Wspieramy osoby, których najbliżsi zmarli pozbawieni pomocy medycznej, z powodu oczekiwania na wynik testu na Covid‑19. Zareagowaliśmy także, gdy Rada Miejska Wałbrzycha podjęła – wbrew prawu – uchwałę, zobowiązującą mieszkańców do zaszczepienia się przeciw Covid‑19. Byłby to niebezpieczny precedens nielegalnego poszerzania kompetencji organów władzy publicznej, kosztem praw obywateli. Po przekazaniu naszej analizy, wojewoda dolnośląski stwierdził nieważność uchwały rady miejskiej.
Obserwując skalę naruszeń porządku prawnego, podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu szeroko zakrojonej działalności analitycznej. Dzięki opublikowaniu szeregu poradników i analiz prawnych docieraliśmy do pokrzywdzonych z wiedzą i praktycznymi wskazówkami. W naszych publikacjach omawialiśmy zagadnienia prawne, związane z pracą służby zdrowia, urzędów i sądów, a także uprawnieniami konsumentów oraz prawami i obowiązkami pracowników i pracodawców w trakcie stanu epidemii. W poradnikach kierowanych do duchownych zawarliśmy precyzyjne wskazówki, jak w czasie stanu epidemii pełnić posługę duszpasterską i organizować działalność parafii. Poradnik dla duszpasterzy służby zdrowia wysłaliśmy do kilkuset podmiotów służby zdrowia oraz posługujących w nich osób duchownych. Na prośbę kapelanów poprowadziliśmy szereg wykładów dla księży z całej Polski. Nasze działania zostały docenione w podziękowaniach skierowanych przez kilku hierarchów kościelnych.
Wydaliśmy poradnik na temat obowiązku szczepień dla pracowników służby zdrowia. O potrzebie pogłębionych analiz przekonały nas liczne obawy i pytania mailowe, kierowane przez medyków już w dniu medialnych zapowiedzi na temat podjęcia prac nad rozporządzeniem. Szereg zgłoszeń zawierał pisma, jakie medycy dostawali od przełożonych, w których bezprawnie grożono pracownikom zwolnieniem. W poradniku precyzyjnie wskazaliśmy, jakie są prawa i obowiązki osób objętych obowiązkiem szczepień, jakie kary grożą za niewypełnienie obowiązku, a także które reakcje przełożonych są zgodne z prawem. Naszą publikację wysłaliśmy do ponad 1 000 podmiotów zatrudniających osoby objęte obowiązkiem szczepień, aby ograniczyć skalę naruszeń prawa, jeszcze zanim do nich dojdzie.Od samego początku pandemii publikowaliśmy rzetelne ekspertyzy prawne, analizujące konkretne aspekty wprowadzanego prawa. Już w ciągu pierwszych 10 dni od wprowadzenia stanu epidemii w Polsce opublikowaliśmy 3 materiały analityczne, które dotyczyły prawa rodziców do przebywania z chorym dzieckiem w szpitalu, praktycznych objaśnień zmieniającego się prawa covidowego oraz analizy metod walki z pandemią w różnych krajach. Nie sądziliśmy wówczas, że tematy te będą niezmiennie aktualne przed ponad 2 lata.
Interweniowaliśmy w sprawach parafii, na które nakładano wysokie grzywny za otwieranie kościołów w czasie restrykcji epidemicznych. Nieustannie przypominaliśmy, że pacjentom szpitali przysługuje prawo do bezpośredniego kontaktu zarówno z rodziną, jak i z duchownym swojego wyznania oraz do uczestnictwa w obrzędach religijnych na terenie szpitala. Po naszej interwencji szpital, który odmawiał rodzicom nieuleczalnie chorego noworodka prawa do kontaktu z dzieckiem, zmienił swoje procedury, dopuszczając do odwiedzin. Podobne zmiany wprowadzały szpitale, w których interweniowaliśmy w obronie prawa pacjenta do opieki duszpasterskiej.Aby każdy zainteresowany mógł szybko dotrzeć do potrzebnej mu wiedzy, dzięki wsparciu Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris, uruchomiliśmy specjalną stronę internetową, na której umieściliśmy wszystkie nasze publikacje dotyczące tej tematyki.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskWalczymy o sprawiedliwość dla ofiar pandemicznego chaosuChoć stan epidemii został odwołany, to jednak Polacy nadal muszą się zmagać z niektórymi skutkami pandemicznego chaosu.
Reprezentujemy rodzinę mężczyzny, który z powodu podejrzenia zarażenia Covid‑19 nie doczekał skutecznej pomocy medycznej, wskutek czego zmarł w szpitalu na zawał. Jego żona dwukrotnie wzywała karetkę do domu, informując ratowników medycznych o problemach kardiologicznych męża. Jeden z ratowników stwierdził ironicznie, że „albo pan przeżyjesz, albo pan umrzesz”. Ponieważ stan mężczyzny się pogarszał, kobieta w końcu sama zawiozła męża do szpitala. Tam również nie udzielono mu fachowej pomocy medycznej. Personel placówki początkowo odmówił przyjęcia krzyczącego z bólu chorego. Ostatecznie został przyjęty, ale umieszczono go w pustej sali i pozostawiono bez opieki. Gdy po usilnych żądaniach żony przystąpiono do akcji ratunkowej, było już za późno. Na nasze żądanie prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Domagamy się rzetelnego wyjaśnienia sprawy oraz ukarania osób, których opieszałość w udzieleniu pomocy medycznej doprowadziła do ogromnej tragedii.To tylko jedna z kilku podobnych spraw. Dzięki naszemu zaangażowaniu, możemy mieć nadzieję, że w razie kolejnych okresów epidemii podobne sytuacje nie będą miały już miejsca.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk [w oryg. MD]
Wielka monografia na temat skutków pandemii
W najbliższych tygodniach wydamy kilkusetstronicową monografię naukową dotyczącą prawnych, ekonomicznych i społeczno-zdrowotnych skutków pandemii i wdrożonych podczas jej trwania restrykcji sanitarnych. Szczegółowe i kompleksowe zbadanie zagadnień, związanych ze zwalczaniem epidemii Covid‑19 w Polsce pozwoli na wyciągnięcie wniosków, dzięki którym w przyszłości będziemy mogli lepiej radzić sobie z podobnymi zagrożeniami dla zdrowia publicznego, nie oglądając się na urzędników ponadnarodowych instytucji.
Autorami tekstów zebranych w publikacji są nie tylko eksperci Ordo Iuris, ale przede wszystkim uznani w swoich dziedzinach specjaliści – ekonomista dr Cezary Mech, statystyk zajmujący się analizą danych medycznych dr Marek Sobolewski, psychiatra prof. Łukasz Święcicki, biotechnolog i członek Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP prof. Piotr Rieske, filozof i publicysta ekonomiczny dr Jakub Woziński czy uznany przez Sąd Lekarski za niewinnego głoszenia poglądów sprzecznych z etyką lekarską dr Paweł Basiukiewicz.W kontekście usiłowań WHO zmierzających do zaprowadzenia globalnego sterowania polityką sanitarną, zróżnicowane poglądy naszych autorów dowodzą, jak bardzo nieskuteczna jest centralizacja walki z epidemią.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Razem obronimy suwerenność Polski i zadbamy o racjonalną politykę państwa
Monitorowanie prac Światowej Organizacji Zdrowia nad traktatem pandemicznym wymaga wielogodzinnego zaangażowania naszych analityków, na co miesięcznie musimy zarezerwować minimum 7 000 zł. Pozwoli nam to jednak zareagować natychmiast, gdy WHO ogłosi projekt dokumentu. Przygotowanie każdej ekspertyzy dotyczącej tego zagadnienia to praca zespołu ekspertów i kolejne 6 000 zł.Walka o sprawiedliwość dla rodziny mężczyzny, zmarłego wskutek nieudzielenia odpowiedniej pomocy medycznej, wymaga zaangażowania naszych doświadczonych prawników. Na ten cel musimy przeznaczyć 6 000 zł. Jeśli tego nie zrobimy, winni śmierci mężczyzny nie poniosą konsekwencji.
Dokończenie wielkiej monografii naukowej, dotyczącej prawnych, gospodarczych i społeczno-zdrowotnych skutków epidemii Covid‑19 oraz promocja publikacji to wydatek rzędu 20 000 zł, ale tylko całościowe przeanalizowanie pandemii umożliwi wyciągnięcie wniosków, które pozwolą zawczasu przygotować odpowiednią reakcję w przyszłości.Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli walczyć o to, aby traktat pandemiczny nie zawierał niekorzystnych dla Polski i Polaków rozwiązań prawnych, a polska polityka zdrowotna była oparta na merytorycznych podstawach.Z wyrazami szacunkuAdw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo IurisP.S. Suwerenność naszej Ojczyzny nie jest dana raz na zawsze. Jeśli nie będziemy o nią stale zabiegać, broniąc jej przed pojawiającymi się zagrożeniami, to w końcu ją utracimy. Mając to na uwadze, prawnicy Ordo Iuris konsekwentnie przeciwstawiają się próbom ograniczania suwerenności Polski na rzecz zdominowanych przez lewicowych ideologów międzynarodowych organizacji takich jak WHO. 
Jestem pewien, że z Pana pomocą wspólnie zadbamy o to, aby kolejne pokolenia Polaków mogły się cieszyć suwerenną i niepodległą Ojczyzną.Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa(22) 404 38 50 www.ordoiuris.pl

Biskup Hector Aguer: Wszystkie manie progresistów

24 maja 2022 https://pch24.pl/biskup-hector-aguer-wszystkie-manie-progresistow/

Emerytowany biskup La Platy Hector Aguer w tekście opublikowanym m.in. na portalu „Rorate Caeli” opisuje wszystkie manie progresywnie nastawionej części katolickich hierarchów i intelektualistów. Przeczytaj, by wiedzieć, czego koniecznie się wystrzegać!

===================

Czym jest progresywizm? Mam na myśli progresywizm kościelny, który – podobnie jak progresywizm świecki – zwraca się ku przyszłości, rozumując jakoby świat i Kościół były w ciągłym ruchu, zawsze ewoluując ku temu, co najlepsze. Ten właśnie ewolucjonizm moglibyśmy rozpatrywać jako zamiennik progresywizmu religijnego. Stanowi on system „zaawansowanych” idei i postaw, dumnie odrywający się od jakiegokolwiek przywiązania do Tradycji.

Tak zwany modernizm początków XX wieku został opisany i potępiony przez św. Piusa X w encyklice Pacendi dominici gregis i w dekrecie Lamentabili sane exitu. Łączył on kantowską (racjonalistyczną) filozofię – odrzucającą myśl arystotelesowsko-tomistyczną – a także „pozytywne” studia nad Pismem Świętym pochodzenia protestancko-liberalnego oraz pragnienie utożsamienia kultury chrześcijańskiej z tą, która panowała w Europie kształtowanej przez rewolucje XIX wieku, zakorzenione w rewolucji francuskiej 1789 r. i jej Oświeceniu. Moderniści cierpieli z powodu pewnego dyskomfortu, jakby byli obcy albo zostali wykluczeni z tego, co proponowała epoka nowożytna. Ponadto w modernizmie panowało zamieszanie pomiędzy doktryną, jej treścią i sposobami wyrazu. Jednak pod tym względem posoborowy progresywizm zdecydowanie go przewyższa.

Święty Wincenty, galijsko-rzymski mnich z klasztoru w Lerynie, w połowie V wieku rozróżnił w swoim Commonitorium pomiędzy wyrazem Prawdy chrześcijańskiej – która logicznie rzecz biorąc przeorientowała się w różnych epokach i kulturach znajdując nowy sposób wyrazu (nove) – a modyfikacją, czyli dodawaniem rzeczy nowych (nova).

Katolicki progresywizm rozwinął się pod wpływem tak zwanego „ducha Soboru”. Sobór Watykański II (1962-1965) przyjął niemal jednomyślnie 16 dokumentów; przedstawiały one katolicyzm „uaktualniony” na postawie jasnej intencji aggiornamento. Dyskusje i konfrontacje już widoczne w debatach soborowych uległy później pogorszeniu pośród bolesnych podziałów, które dezorientowały wielu księży i wiernych. Istnieją częstokroć wspominane wypowiedzi Pawła VI, nakłaniającego do powściągliwości w ocenie Soboru i pozwalającego nam rozpoznać powagę sytuacji, która nastąpiła wraz z narzuceniem progresywnej samowoli: „Oczekiwaliśmy kwitnącej wiosny, a nadeszła ostra zima”; „poprzez jakąś szczelinę swąd szatana wszedł do Domu Bożego” – mówił papież. Obecnie mogłoby się wydawać, że Sobór Watykański II w swojej pierwotnej wymowie wyrażonej w jego tekstach, trafił już na śmietnik. Ale niektóre ekstrawagancje i nagłe zaabsorbowanie pewnymi tematami czy rzeczami pozostały z nami jako błędne, wypaczone dziedzictwo. Wielokroć wiąże się ono z pewną urazą czy niechęcią wobec Tradycji i wobec tych, którzy na niej polegają.

Pierwsze akademickie znaczenie „manii” opisuje ją w dużo bardziej negatywny sposób, przedstawiając jako rodzaj szaleństwa czy ogólnego majaczenia, któremu towarzyszy wzburzenie i skłonność do wściekłości. Termin ten ma swoje źródło w greckiej starożytności; u Herodota i Sofoklesa mania jest równoznaczna z szaleństwem, obłędem i stosuje się ją do namiętności miłości, jak również do prorockiego uniesienia. W swym dziele Fajdros Platon określa tym mianem uniesienie wywołane natchnieniem, które w jakiś sposób alienuje człowieka od siebie samego. Podkreśla też w tym opisie ton ponurego nastroju, mroku czy czerni.

Pragnę teraz odnieść się do pewnych typowych manii progresywizmu.

1. Zacznę od wskazania manii, która skłania do uśmiechu politowania, gdyż przedłuża czy raczej przywraca dyskusję z lat 70.: wymierzoną przeciwko sutannie ideologiczną furię. Wyładowuje się ona na tych kilku księżach, którzy jeszcze czasami ją noszą. Nie biorę pod uwagę tego, że obecna dyscyplina Kościoła wymaga od księży noszenia oznaki ich stanu: może to być styl „elegancki duchowny” albo przynajmniej jasnoniebieska koszula z charakterystyczną niewielką białą wstawką. Progresywna mania postrzega z naturalnością czy zrozumieniem księdza noszącego „cywilne ubrania”, nawet w złym guście i czasami brudne. Gorszy jest przypadek osoby zakonnej, unikającej zakładania habitu właściwego zakonowi czy zgromadzeniu, do którego należy. Zazwyczaj jest to kolejny element nieprzestrzegania ślubów ubóstwa. Ta konkretna mania wywołuje u mnie uśmiech z powodu braku umiarkowania, z jakim się wiąże; swoją odmową oznaczenia stanu duchownego takie osoby tylko podkreślają przecież coś przeciwnego niż by chciały: rzeczywistą wartość habitu księdza i osoby zakonnej.

2. Kolejna mania to pogarda, a może lepiej powiedzieć, nienawiść względem łaciny. Postępowcy nie mogą znieść księdza odprawiającego Mszę – nawet nie tę świętego Piusa, ale tę Pawła VI – w szlachetnym języku Lacjum. W rzeczywistości najczęściej to negatywne uczucie wyrażane jest przez tych spośród nich, którzy nie mają o tym języku pojęcia. Nie znoszą zatem tego, czego nie znają, z powodu czystej ideologii. Z racji tej postawy na przykład pewne hymny, które były śpiewane bez trudu w parafiach przez starsze panie, znikły z obiegu: jak Pange lingua i Tantum ergo, pozostające wszak wspaniałymi formułami Adoracji Najświętszego Sakramentu. Kiedy byłem dzieckiem, w mojej sąsiedniej parafii w Buenos Aires celebrowanie największych świąt było spotęgowane poprzez śpiewanie Missa de angelis. Swoją drogą, warto zauważyć, że modlimy się przecież nie tylko, kiedy śpiewamy, ale także gdy słuchamy. Wszystko wskazuje na to, że ta mania utrzyma się albo jeszcze pogorszy, gdyż w seminariach łacina znikła albo jej studiowanie jest zaledwie zachowane symbolicznie. Postępowcy będą mogli się chlubić, że w końcu jedynym środkiem wyrazu w liturgii rytu rzymskiego będzie język pospolity – w istocie za każdym razem coraz bardziej pospolity. Ryt rzymski? Ani rzymski, ani ryt.

Przejdźmy dalej, by odnotować parę innych manii, jeśli można się tak wyrazić, cięższych i mroczniejszych. Te nie proszą się o uśmiech politowania, ale raczej oburzenie, skargę i płacz. Być może w wielu przypadkach niewiedza służy jako wymówka.

3. Różaniec. Z pewnością postępowcy są nieświadomi licznych encyklik, które Leon XIII, papież Rerum novarum, opublikował o Różańcu świętym, i samego faktu, że wszyscy papieże wysławili tę praktykę, pogardzaną przez maniaków jako „zajęcie starych dewotek”. Nie znają oni także Magisterium na ten temat i osobistego doświadczenia papieża Jana Pawła II albo znają, ale nimi pogardzają. Nie wspominając już o zdumiewających faktach i formalnych cudach przypisywanych Maryjnej koronce. Typowy katolicki charakter Różańca i jego znaczenie w przypadku Lourdes i Fatimy nie stanowi części dziedzictwa Objawienia i nie wierzy się weń na mocy wiary teologicznej. Jest natomiast przyjmowany poprzez szerzenie się tej wiary, która sprawia, że te rzeczywistości stają się proste i praktycznie niezaprzeczalne dla katolickiego sumienia, dla części chrześcijan wyobcowanych przez postępową manię.

4. Kolejna mania objawia się w kontekście Pisma Świętego, szczególnie Psalmów, kluczowych w kompozycji Liturgii godzin. Wierzcie lub nie, ale nie brak księży i osób zakonnych (brak mi danych z obszaru kobiecego), którzy uważają, że te starożytne wiersze nie mają nic do powiedzenia człowiekowi w XXI wieku. A co z wiarą w Boże Słowo, skarbiec starego Izraela i Kościoła, nowego Ludu Bożego? W tym momencie właściwe będzie wspomnienie godnego podziwu dzieła św. Augustyna Enarrationes in Psalmos. Bowiem dla biskupa Hippony wszystkie Psalmy mówią o Chrystusie i to sam Chrystus jest tym, który się w nich modli, przybierając głos swojego przodka Dawida, któremu – uogólniając – jako eponim przypisywany jest Psałterz. Porzucenie recytacji Liturgii godzin przez księży i osoby zakonne jest manią samobójczą. Temat prowadzi nas do pochwały klasztorów tradycji benedyktyńskiej i pokładania w nich nadziei, nawet jeśli wiele z nich nie liczy sobie więcej niż garść mnichów czy zakonnic.

5. No i oczywiście mania progresistów dotycząca Liturgii. Przecież Liturgia jest w centrum życia kościelnego! Można pozostawać wiernym myśli wyrażonej przez Benedykta XVI: Kościół utrzymuje się w swojej rzeczywistości na fundamencie, którym jest liturgia święta – albo z nią upada. Mania postępowa manipuluje liturgią i zamienia ją w środek do innego celu, którym nie jest już kult adoracji i ekspiacji, ale na przykład spotkanie, zgromadzenie i poczucie bycia razem. To przesunięcie źródła łaski daje miejsce czysto horyzontalnej, ludzkiej perspektywie. Tutaj na szali jest wiara, wiara, która potwierdza rzeczywistość i tajemnicę Chrystusa oraz obecności Pana w działaniu sakralnym. Sposób, w jaki niektórzy biskupi posługują się liturgią jest zaskakujący. Mówię tutaj o typowym przypadku: zakazuje się Mszy w parafiach w dni świąteczne albo ważną uroczystość i wszyscy wierni muszą iść do katedry, gdzie diecezjalny duszpasterz chce być protagonistą w akcie dokonywanym według własnego pomysłu, co jest aspiracją ekstrawagancką. Nietrudno zauważyć, że z różnych powodów większość wiernych nie weźmie udziału w biskupim wydarzeniu i pozostanie bez Eucharystii w taką niedzielę, w taki dzień świąteczny lub uroczystość. Szkoda wyrządzona przez tę manię nie będzie widoczna natychmiast; dopiero po jakimś czasie, szczególnie jeśli ten fakt się powtórzy, objawi się w deformacji mentalności katolików.

6. Kolejna mania to usilna potrzeba niewyróżniania się w sposobach mówienia, myślenia i działania, od zwyczajów charakterystycznych dla otaczającej kultury świeckiej. To jest bardzo powszechna mania. Związana jest z obawą – która może przerodzić się w strach – by nie wydać się odmiennym; uważa się, że kondycja wierzącego nie powinna być zauważona i że powinien on zniknąć w anonimowości tłumu. Oczywiście przezwyciężenie tej manii nie polega na tym, by proponować szczegółowe opracowanie i wykorzystanie sztucznego i zmanierowanego języka, ale by działać z naturalnością wyrażając słowami i gestami to, co cię myśli, w się co wierzy i co się kocha.

7. Mania relatywizmu. Atakuje ona obiektywność Prawdy katolickiej. Opiera się ona na ideologii, według której nie ma Prawdy – nie tylko absolutnej Prawdy wiary w rozumieniu kościelnej Tradycji, ale także tych naturalnych ludzkich prawd, które ją wspierają, będąc zakorzenionymi w filozofii zdrowego rozsądku. Często mówi się, że zdrowy rozsądek jest ze wszystkich rzeczy najmniej powszechny; pomijając przesadę, którą zawiera to sformułowanie, w grę wchodzi ludzka kondycja osób. Konstruktywizm utrzymuje, że nie istnieje żadna inna prawda, oprócz tej, którą wytwarzamy, tej, którą wykuwamy własną inteligencją tworzącą rzeczywistość. Dostrzegamy tutaj staczanie się od relatywizmu do konstruktywistycznego absolutyzmu. Skutek subiektywnego ucieleśnienia tej idei można znaleźć na swego rodzaju pustyni wiedzy i dąży do rozprzestrzenienia się, by określać sposób myślenia, mówienia i działania społeczeństwa. Oto źródło ideologii. Progresywizm teologiczny i duszpasterski zawiera skłonność konstruktywistyczną: usiłuje przygotować grunt pod głoszenie „nowych paradygmatów”, które są przedstawiane jako coś, w co Kościół powinien wierzyć i co powinien robić dzisiaj. Tradycja miałaby być jedynie rzeczywistością z przeszłości, nieistotną z tego powodu, że jest obca teraźniejszości, a zgodnie z tą mentalnością to, co święte nie odnosi się już do Boga i absolutu wieczności. To, co święte to teraz człowiek i jego osiągnięcia – człowiek, który znajduje swoje niebo na ziemi. Ta progresywna mania zgadza się z tak sformułowanym podejściem, gdyż wyraża teraźniejszość i przyszłość w iluzji, która odwraca się plecami do obmierzłej przeszłości.

8. Następną manią jest pogląd, według którego Kościół nie jest już postrzegany jako ograniczony do tych, którzy należą do niego poprzez chrzest. Postępowcy czytają Konstytucję Lumen gentium – którą uważają za „konserwatywną” – niezgodnie z wielką kościelną Tradycją i w jej świetle, ale poprzez pryzmat teorii o „anonimowym chrześcijaństwie” według teologii Karla Rahnera. Kościół i świat to miałyby być rzeczywistości, które się identyfikują i stanowią podstawę powszechnego braterstwa. Faktem gęstniejącym w maniakalnej orbicie progresywizmu, jest podważanie Pisma Świętego i jego stałej wartości jako Słowa Bożego, które zawsze zachowuje rzeczywistą prawomocność. Progresywizm po stronie katolickiej nierozważnie przyjmuje biblijną egzegezę liberalnego protestantyzmu.

9. I last but not least… Bóg (dla progresistów) nie jest Bogiem Trójjedynym chrześcijańskiego objawienia, ale odległym Bogiem deizmu. Bogiem, który nie działa w świecie w swej stwórczej i odkupieńczej Opatrzności, będącej wiedzą i miłością. Jest to Bóg, który nie interweniuje w historii, to znaczy, który nie przeszkadza w samoubóstwieniu człowieka.

Widzimy zatem, że w myśli progresywnej nic nie pozostaje z katolicyzmu, z jego wiary, z kultury rozwijanej przez stulecia poprzez życie w tej wierze; i z autorytetu ojców świętych oraz wielkich teologów.

W przedstawionym tu wykładzie nie mogłem wyczerpać bogatego repertuaru progresywnych manii. Czytelnicy mogą potraktować jako przewodnik to, co tu powiedziano, i dopełnić listę dodając do niej inne manie, które znają albo które wycierpieli lub muszą ścierpieć. Z szacunkiem i sympatią, niech mi będzie wolno zakończyć uwagą humorystyczną: manie się leczy – i być może na niektóre z nich jest lekarstwo – w dobrym zakładzie dla obłąkanych [manicomio].  

+ Hector Aguer

Emerytowany arcybiskup La Platy 17 V 2022

źródło: rorate-caeli.blogspot.com tłum. Jan J. Franczak

NADCHODZI KOLEJNA EPIDEMIA STRACHU. Oczywiście – dawno zaplanowana.

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/nadchodzi-kolejna-epidemia-strachu,p1456957750

2022-05-27  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl

Wdrażanie Agendy 2030 realizowane jest konsekwentnie i nie powstrzymują jej nawet działania wojenne za naszą wschodnią granicą. Oto, zgodnie z przewidywaniami Gates’a sprzed kilku miesięcy, spadła właśnie na ludzkość kolejna choroba, tym razem – małpia ospa. Przewidywałem to, nieskromnie przypomnę, na łamach 

Warszawskiej Gazety, gdy relacjonowałem ucieczkę małpy laboratoryjnej, przewożonej samochodem po amerykańskiej autostradzie, kiedy doszło tam do wypadku drogowego.

Amerykanie, jak zwykle, trzymali rękę na pulsie i już zdążyli zamówić 13 milionów dawek szczepionki, którą opatentowała duńska firma Bavarian Nordic. Jej notowania na giełdzie skoczyły z dnia na dzień o 68%. Nic dziwnego, skoro rząd amerykański zainwestował prawie 300 milionów dolarów.

Mam nadzieję, że nie zdążyliśmy jeszcze zapomnieć podobnego zjawiska, które było udziałem jednej z firm produkujących tzw. szczepionkę na Covid-19. Mechanizm był identyczny. Za chwilę usłyszymy zapewne o blisko stuprocentowej skuteczności także tego leku.

Nie chcę zanudzać Czytelników najnowszą odsłoną pandemiczną, zapewne do jesieni, kiedy znowu wszystkie siły zostaną skierowane na walkę z tą przypadłością, zdążą ją opisać wszelkie możliwe gazety, a telewizje będą nas epatowały jakąś komputerowo generowaną grafiką wirusa.

Dlatego, chcę tylko zwrócić Państwa uwagę na to, co działo się przed poprzednią plandemią, czyli obecnie już głośne ćwiczenia „Event 201”, z października 2019 r., blisko pół roku przed „uwolnieniem” wirusa. Tym razem sprawdzona kalka jest powielana, po co wymyślać coś, co zostało, dosłownie, przećwiczone.

Małpia ospa pojawiła się w Wielkiej Brytanii, później na Wyspach Kanaryjskich, w Izraelu, Szwajcarii, Belgii, USA, Kanadzie, Australii i jej przypadki odnotowywane są w kolejnych państwach, prawie każdego dnia.

Zanim zatem zaleją nas setki tytułów na ten temat, spójrzmy na ćwiczenia, które przeprowadzono w środku ciemnej nocy covidowej, w marcu 2021 r.. Już wtedy przygotowywano się na nowego wroga. W ćwiczeniach wzięło udział 19 przedstawicieli z całego świata. Wymyślono wówczas, że nowy wirus wydostanie się na światło dzienne w fikcyjnym państwie Brinia i rozprzestrzeni się po globie w ciągu 18 miesięcy, zarażając 3 miliardy osób i powodując śmierć 270 milionów.

Dokument z przebiegu tych przeprowadzonych z dużym rozmachem ćwiczeń jest dostępny w sieci, oczywiście udział w tym brali ci sami, dzielni „eksperci”, którzy przygotowywali się na pierwszą „pandemię”, o których pisałem w książce „Covidowe Jeże”. Są oni już na tyle bezczelni, że nawet nie próbowali zmienić nazwy wirusa, już wówczas „walczyli” wirtualnie z małpią ospą. Przewidzieli, że pojawi się ona 15 maja tego roku! I tak się też stało. Ocenili też, że będziemy się z nią zmagać do grudnia 2023 r. Gorąco polecam lekturę tego dokumentu.

Co zrobi Zelensky z tysiącami dezerterów?

Joanna M. Wiórkiewicz

Już teraz areszty przepełnione są setkami ukraińskich dezerterów. Wobec nacierających sił rosyjskich żołnierze ukraińscy na pozycjach ogniowych z których nie chce zwolnić ich Naczelny Wódz, mają trzy wyjścia: albo dać się zabić, albo poddać się, albo uciec. Wybierają najczęściej trzecie wyjście. Stąd narasta konflikt pomiędzy naczelnym dowódcą generałem Walerym Załużnym, a Naczelnym Wodzem,komikiem Zelenskim.

Raz po raz naczelny dowódca prosi naczelnego wodza o pozwolenie zwolnienia batalionu z zajmowanych pozycji i naczelny wódz odmawia. Według niego,żołnierze mają trwać na stanowiskach do końca i ginąć bohaterską śmiercią z jego imieniem na ustach, a on  im ewentualnie posthum wręczy medale.

Żołnierze mają jednak inny pogląd na sprawę swych powinności i wolą uciekać. Lądują najczęściej w areszcie dla dezerterów. Wiadomo,jaki jest los dezertera w czasie wojny Co jednak zrobi Zelensky z tysiącami dezerterów? Każe ich wszystkich rozstrzeliwać?

Takie pytanie powstaje i zaczyna być w obecnej sytuacji naglące.

Rosjanie weszli wczoraj do miejscowości Awdijewka. Awdijewka to baza jednej z ukraińskich ufortyfikowanych linii obrony w Donbasie. Broniący jej ukraińscy żołnierze już częściowo uciekli. Podobna sytuacja jest od wczoraj w Krasnym Limanie.

Rozproszone jednostki 79. Brygady Powietrznodesantowej Sił Zbrojnych Ukrainy uciekły ze swoich pozycji w Krasnym Limanie. Po rosyjskim ataku ogniowym doszło do rozproszenia oddziałów 79. wydzielonej Brygady Desantowo-Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy (jednostka A0224), których pierwotnym miejscem pobytu było miasto Mykołajew. Ocalałe resztki oddziałów uciekły ze swoich pozycji.

W sieci pojawiły się materiały, na których można zobaczyć, jak samochód opancerzony APC-80 z ukraińskimi żołnierzami „na pancerzach” z dużą prędkością odjeżdża z opuszczonych pozycji. Po chwili musi się zatrzymać, aby zabrać innych ukraińskich wojskowych, którzy dosłownie rozproszyli się grupkami po lasach. Według niektórych relacji, odwrót odbywał się w kierunku Parku Narodowego Świętych Gór.

Odwrotowi towarzyszył rosyjski ostrzał artyleryjski i problemem stała się przeprawa przez Siwierski Doniec z powodu uprzedniego wysadzenia mostu. Obecnie tylko około jedna trzecia terytorium Krasnego Limanu pozostaje pod ukraińską kontrolą.

W związku z tą sytuacją  kilka innych jednostek Armii Ukrainy (AFU) i obrony terytorialnej nagrało odezwy do „Naczelnego Wodza Żeleńskiego” z opowieściami o „trudnej sytuacji”. Na przykład resztki drugiej kompanii 46. batalionu strzelców wyborowych AFU, które początkowo „obiecano wysłać” do obwodu zaporoskiego, a które ostatecznie zostały zrzucone na linię frontu w Donbasie, w kierunku Kamyszewa, znalazłszy się pod silnym rosyjskim ostrzałem żołnierze 2. kompanii, straciwszy znaczną liczbę ludzi, zdecydowali się na ucieczkę. Są oni obecnie wpisani na obszerną listę ukraińskich dezerterów. Już wcześniej na Ukrainie do aresztu śledczego trafili żołnierze 115. brygady TRS, którzy uciekli ze stanowisk ogniowych.

Co zrobi z nimi wszystkimi Naczelny Wódz?

Tymczasem w Kijowie wczoraj Aleksy Arestowicz, doradca w kancelarii prezydenta Ukrainy, w kolejnej audycji telewizyjnej wygłosił oświadczenie, które wywołało ostrą reakcję ukraińskiej opinii publicznej. Zdaniem Arestowicza:Znajdujemy się teraz w trudnej sytuacji. A sytuacja ta będzie się pogarszać. Możliwe są duże straty w ludziach.”Oraz : „być może w najbliższej przyszłości będziemy zmuszeni do opuszczenia stanowisk”. Ostatnie zdanie w wypowiedzi Arestowicza dotyczyło stanu psychicznego armii i społeczeństwa:  

Czeka nas trudny miesiąc. Jest to depresja, która miejscami może doprowadzić do paniki i wzajemnych oskarżeń w społeczeństwie.”

Oświadczenie to,które miało przygotować opinię publiczną na złe wiadomości wywołało jednak panikę i oburzenie. Elity kijowskie najwyraźniej mają oczy zamknięte na rzeczywistość.
Inny doradca – tym razem szef biura Zelenskiego – Michał Podolyak, oskarża EU o „narzucenie Ukrainie oddania części ukraińskich terytoriów”. Według Podolyaka, który był członkiem ukraińskiego zespołu negocjacyjnego na Białorusi i w Turcji, „dziś Ukrainie proponuje się oddanie Rosji wschodu i południa, aby zakończyły się działania wojenne, a Europa wróciła do swojej strefy komfortu”. Podolyak dodał, że Kijów słyszał te rady, ale „woli pomoc zbrojeniową”.

Judaizm kontra katolicyzm – Biskup Ryszard Williamson

https://www.bibula.com/?p=133723

Tertulian powiedział, że wiara katolicka i moc żydowska są jak dwie szale u wagi. Gdy wiara katolicka unosi się ku górze, siły żydowskie opadają, podobnie dzieje się w odwrotnym przypadku. Gdy katolicyzm słabnie, szala żydowska się unosi. Dzieje się tak, ponieważ już od czasów gdy żydzi ukrzyżowali naszego Pana Jezusa Chrystusa, zawsze byli oni wrogami Kościoła katolickiego. Zawsze traktowali Kościół katolicki jako ich głównego wroga. Rzecz ma się podobnie z komunistami, dla nich też Kościół katolicki jest naczelnym wrogiem. Nowy Porządek Świata również zdaje sobie sprawę, że Kościół jest ich najgroźniejszym przeciwnikiem. 

Od czasów Soboru Watykańskiego II, Kościół jest znokautowany, leży na deskach. Jest odliczany niczym pięściarz…6,7,8… Wrogom Kościoła wydaje się, że Kościół już poległ. To nieprawda. Kościół znów stanie na nogach, ponieważ Pan Bóg nie chce unicestwienia  Kościoła i Pan Bóg na to nie pozwoli. Wrogowie Kościoła; żydzi, komuniści, masoni i inni nie zdają sobie z tego sprawy. Są zdeterminowani do walki z Nim na śmierć i życie i to właśnie robią. 

Pan Bóg zezwala na to poprzez całą wieczność. Trzymając się bokserskiego porównania, które już zastosowaliśmy, jeśli chcemy wyszkolić dobrego pięściarza, musimy mu zapewnić bardzo dobrych partnerów treningowych, nie słabeuszy. Jeśli chcemy wyszkolić ludzi tak aby zasłużyli na Niebo, musimy zapewnić im tutaj na ziemi solidną walkę, a nie jakąś śmieszną i pozorowaną. Takim poważnym i sprawnym partnerem treningowym są właśnie żydzi. 

Pan Bóg udzielił im wielu talentów; są mądrzy, zdeterminowani, stanowczy, zmotywowani i walczą z Kościołem od samego początku. Pan Bóg zezwala na to, aby w tej walce kształtować dobrych katolików. Zezwalając na wzrost potęgi żydowskiej, Pan Bóg ukazuje nam, jakich cierpień możemy się spodziewać jeśli utracimy naszą wiarę. 

Zatem jedynym sposobem powstrzymania żydowskiej dominacji jest odbudowa wiary katolickiej. SWII podkopał autorytet Kościoła katolickiego i w efekcie pozwoliło to na spuszczenie ze smyczy całej żydowskiej potęgi. 

„Krew Jego na nas i na dzieci nasze” Mt 27,25

Ta żydowska deklaracja jest najbardziej przerażająca w całej historii świata.

Nasz Pan uczynił z Kaina wiecznego wędrowca i uciekiniera i naznaczył go znamieniem,  aby ktokolwiek rozpozna to znamię, mógł go zabić. Dlatego żydzi, których nie wolno zabijać, a których ręce są splamione krwią Chrystusa, pozostaną wędrowcami i uciekinierami dopóki ich oblicza nie pokryją się hańbą w imię Jezusa Chrystusa Naszego Pana.” – Papież Innocenty III

Gdyby ktoś zabił umiłowanego syna człowieczego, a następnie wyciągnął ręce splamione krwią do strapionego ojca, prosząc go o przyjęcie do swojego domu, czyż krew syna, widoczna na ręce mordercy, nie pobudziłaby ojca do słusznego gniewu? Takie są modlitwy żydów, bo kiedy wyciągają ręce w modlitwie, przypominają Bogu Ojcu o swoim grzechu przeciwko Jego Synowi. Przy każdym wyciągnięciu rąk, pokazują, że te są splamione krwią Chrystusa. Ci bowiem, którzy trwają w swym zaślepieniu, dziedziczą winę swych ojców; wołali bowiem: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” Mt 27,25.  – Święty Bazyli Wielki

Biedni żydzi! Przywołaliście straszliwą klątwę na własne głowy, wołając „Krew Jego na nas i dzieci nasze”, i tę klątwę, nieszczęsny narodzie, nosicie do dziś i do końca czasów będziecie nosić karę tej niewinnej krwi. O mój Jezu… Nie będę uparty jak żydzi. Będę Cię kochał na zawsze, na zawsze, na zawsze!” – Święty Alfons Maria Liguori

Twardego karku i nie obrzezanych serc i uszu! Wy się zawżdy sprzeciwiacie Duchowi świętemu. Jako ojcowie waszy, także i wy.
Którego z Proroków nie przeszladowali ojcowie waszy? I zabili tych, którzy opowiadali o przyszciu sprawiedliwego, któregoście wy teraz zdrajcami i mężobójcami byli,
którzyście wzięli zakon przez rozrządzenie Anjelskie, a nie strzegliście.
” Dz 7, 51-53

Abowiem wy, bracia, zstaliście się naszladowcami kościołów Bożych, które są w żydowskiej ziemi w Chrystusie Jezusie, iżeście i wy toż cierpieli od spółpokoleników waszych, jako i oni od żydów, którzy i Pana zabili Jezusa, i Proroki, i nas przeszladowali, i Bogu się nie podobają, i wszytkim ludziom się sprzeciwiają,
broniąc nam, żebyśmy nie mówili Poganom, iżby byli zbawieni: aby zawsze wypełniali grzechy swe, abowiem na nie przyszedł gniew Boży aż do końca.
” Dz 2, 14-16

Biskup Ryszard Williamson

Tłum. Sławomir Soja

na podstawie: „Judaism vs. Catholicism: Bp. Williamson Gets Really Real”

Judaism vs. Catholicism: Bp. Williamson Gets Really Real

https://youtube.com/watch?v=crxlNnCMuL4%3Ffeature%3Doembed

Published: Apr 28, 2022

Za: Youtube (Apr 28, 2022) | https://www.youtube.com/watch?v=crxlNnCMuL4

SANKTUARIUM W GIETRZWAŁDZIE: DEWASTACJA POD SPECJALNYM NADZOREM

26 maja 2022 https://moto.media.pl/sanktuarium-w-gietrzwaldzie-dewastacja-pod-specjalnym-nadzorem/

„Nasz cud w Gietrzwałdzie: MIREK”

Już wstępne sprawdzanie okoliczności, jakie poprzedziły rozpoczęcie prac ziemnych na terenie Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie, zamiast osłabić wręcz wzmocniło nasze przekonanie o zasadności protestów wiernych przeciwko – nabierającemu coraz większego tempa – procesowi desakralizacji, a nawet profanacji tego miejsca kultu.

W publikacji z 28 kwietnia br. zatytułowanej „GIETRZWAŁD: SANKTUARIUM DO LIKWIDACJI?” podaliśmy wiele przykładów potwierdzających ów proces, wspominając zarazem o planowanej budowie hotelu, restauracji i amfiteatru w bezpośrednim sąsiedztwie alejki prowadzącej do Św. Źródełka, pobłogosławionego przez Matkę Bożą w czasie jej Objawień. Wprawdzie na miejscu okazało się, że rozpoczęte kilka dni wcześniej wykopy związane są „tylko” z budową amfiteatru, który ma służyć jako prezbiterium w mszach odpustowych, odprawianych dwa razy w roku na błoniach gietrzwałdzkich lecz przestrzegałbym przed pochopnym daniem wiary, że skończy się tylko na tym obiekcie. Mamy uzasadnione powody, aby sądzić że jest to tylko

mająca na celu doraźne spacyfikowanie protestów, by jakiś czas później wrócić do realizacji planu pierwotnego z hotelem i restauracją w roli głównej. Zwłaszcza, że nawet deklarowane przez władze kościelne ograniczenie inwestycji do samego amfiteatru wcale nie osłabia faktu dalszej degradacji sanktuarium.

Na powyższe przekonanie składa się kilka powodów. Pierwszy to uzasadniona wątpliwość co do sensu wydawania nawet kilkunastu milionów złotych na budowę amfiteatru w sytuacji, gdy wielokrotnie niższym kosztem można by zmodernizować już istniejący i nie kolidujący z otoczeniem ołtarz polowy w sąsiedztwie Św. Źródełka. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze – dodajmy: pochodzące z ofiar wiernych – przydałyby się zwłaszcza na dokonanie gruntownego remontu Bazyliki Gietrzwadzkiej, popadającej coraz bardziej w ruinę. Powód drugi wiąże się z ewidentnym naruszeniem tradycyjnego charakteru i walorów krajobrazowych gietrzwałdzkich błoni oraz uzasadnionymi obawami przed zmianą stosunkow wodnych w rejonie inwestycji, która może skutkować jeśli nie wyschnięciem to przynajmniej osłabieniem dotychczasowej wydajności Św. Źródełka. I wreszcie powód trzeci: iście konspiracyjna otoczka wokół inwestycji oraz sposób jej procedowania sugerujący niejasne intencje podmiotów decyzyjnych, objawiające się m.in. szczególną dbałością o to, aby amfiteatr powstał jak najszybciej i niekoniecznie z zachowaniem obowiązujących przepisów. Do wyjaśnienia pozostaje również nie deklarowane lecz faktyczne przeznaczenie amfiteatru, wewnątrz którego zaprojektowano np. aż trzy „zakrystie” oraz taką samą liczbę toalet i magazynów podręcznych. Zdecydowanie bardziej przypomina to zaplecze typowego obiektu estradowego niż sakralnego.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od wniosku złożonego 12 maja 2021 roku przez Rzymskokatolicką Parafię Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie, a ściślej – występującego w jej imieniu ks. Marcina Chodorowskiego, proboszcza parafii. Wniosek dotyczył ustalenia warunków dla budowy „ołtarza polowego z zadaszoną sceną i widownią” z przeznaczeniem – tutaj też zacytuję dosłownie – „na cele usług sakralnych”.

Powierzchnia terenu objętego wnioskiem wynosi dokładnie 4.757 m.kw. czyli niespełna 0,5 hektara. To bardzo istotny szczegół, bowiem – jak to zaznaczono w, oczywiście pozytywnej, decyzji Wójta Gminy Gietrzwałd, Jana Kasprowicza (nr 40/2021 z 23 lipca 2021 roku) – inwestycja o powierzchni mniejszej niż 0,5 ha „nie wymaga postępowania z zakresu uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach jej realizacji”.

Pozwoliłem sobie sprawdzić treść rozporządzenia Rady Ministrów z 10 września 2019 roku w tej kwestii (Dz. U. z 2019 r., poz. 1839). Otóż wspomniany przywilej, zwalniający z poddania się wielu czasochłonnym i niekoniecznie pomyślnie zakończonym formalnościom, ujęty został w pkt. 52 ww. aktu prawnego i dotyczy – uwaga! – ośrodków wypoczynkowych lub hoteli lokowanych na obszarach objętych formami ochrony przyrody. A tak się akurat składa, że błonia gietrzwałdzkie leżą w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Doliny Pasłęki. Wszystko zatem pozostaje pozornie w tzw. porządku prawnym poza oczywistym faktem, że dla usankcjonowania uproszczonej procedury budowy „ołtarza polowego” posłużono się przepisem dotyczącym ośrodków wypoczynkowych lub hoteli. Upieczono zatem dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie tylko pomyślnie „zaklepano” kwestię budowy amfiteatru ale także przetarto szlak pod przyszłą – czego należy oczekiwać – budowę hotelu i restauracji.

Dalej poszło już gładko. W wydaniu pozytywnej decyzji ustalającej warunki budowy „ołtarza polowego” znacząco pomogła wójtowi gminy Gietrzwałd

innych instytucji, które w określonym prawem administracyjnym terminie nie zajęły stanowiska wobec uzgodnień dokonanych na poziomie gminy. Każdy, kto miał cokolwiek do czynienia z budową choćby własnego domu i doświadczył wydeptywania urzędowych korytarzy dla uzyskania prawa do wbicia łopaty w ziemię, musi zachodzić w głowę, jak to możliwe że budowa blisko półhektarowego obiektu na terenie nie dość, że świętym dla milionów Polaków, to jeszcze objętym formalną ochroną krajobrazową, nie wzbudziła żadnego zainteresowania ze strony kompetentnych organów. Poniżej kilka wymownych przykładów:

Uzgodnienie w zakresie ochrony gruntów rolnych skierowane przez Gminę Gietrzwałd do Starosty Olsztyńskiego jako organu właściwego; brak stanowiska w wyznaczonym terminie, co jest równoznaczne z uzgodnieniem prawnie dokonanym.

Uzgodnienie w zakresie melioracji wodnych skierowane przez Gminę Gietrzwałd do Dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu jako organu właściwego; brak stanowiska w wyznaczonym terminie, co jest równoznaczne z uzgodnieniem prawnie dokonanym.

Uzgodnienie w zakresie obszarów objętych prawną ochroną przyrody skierowane przez Gminę Gietrzwałd do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Olsztynie jako organu właściwego; brak stanowiska w wyznaczonym terminie, co jest równoznaczne z uzgodnieniem prawnie dokonanym.

Nic dziwnego, że decyzja wójta Gietrzwałdu stała się prawomocna i zyskała także akceptację Starosty Olsztyńskiego w postaci pozwolenia na budowę nr Gtw/191/2021 z 26 listopada 2021 roku.

Dokładnie w środę 11 maja 2022 roku na portalu Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie (https://www.sanktuariummaryjne.pl) pojawiła się informacja o „rozpoczęciu na błoniach gietrzwałdzkich budowy nowego ołtarza polowego z zadaszoną sceną i widownią”, a wraz z nią apel do wiernych o finansowe wspieranie tego przedsięwzięcia. Jego charakter miała podkreślić zamieszczona w tej samej informacji wizualizacja ołtarza (patrz: zdjęcie poniżej), przywołująca na myśl bardziej

niż jasny przekaz architektoniczny. Konia z rzędem bowiem temu, kto znajdzie na niej akcenty sakralne wystarczająco okazałe i jednoznaczne, aby nie mieć cienia wątpliwości co do lokalizacji ołtarza na terenie Sanktuarium. Owszem, nad posoborowym stołem znalazło się miejsce na figurę Matki Boskiej i krzyż lecz gorzej niż skromna wielkość obydwu symboli sprawia, że wręcz giną one na tle elewacji frontowej o powierzchni około 300 m. kw., w dodatku – zdominowane przez cztery zygzaki, mające zapewne symbolizować konary klonu, nad którym objawiała się Matka Boska.

Trzeba naprawdę sporej lub wręcz chorej wyobraźni, aby w tej wizualizacji dopatrzeć się ołtarza polowego współgrającego z duchem miejsca objawień Matki Bożej

Co gorsze, miniaturyzacja elementów podkreślających maryjny, rzymskokatolicki charakter ołtarza sprawia, że bardziej przypomina on stację paliw z okazałymi wiatami, zdolnymi pomieścić nawet ciężarówki. Dodajmy, iż autorem projektu jest mgr inż. arch. Tomasz Lella, właściciel Studia Form Architektonicznych PANTEL w Olsztynie. W swojej biografii wspomina, iż w latach 90-ych ubiegłego wieku przeniósł się na Warmię i Mazury z Kaszub. Dzisiaj uchodzi za ponoć najlepszego architekta w regionie, a jego zawodowe przesłanie brzmi: „Biorę to co najlepsze z tradycji Warmii i Mazur”. Pięknie, nieprawdaż?

Szkoda tylko, że wierności temu przesłaniu zabrakło w poszanowaniu specyfiki miejsca kultu religijnego o tak wielkim znaczeniu dla polskich katolików jak Gietrzwałd.

Nie chciałbym uchodzić za złego proroka lecz nie wykluczam, że już po wybudowaniu nowego „ołtarza polowego” okaże się on wykorzystywany zbyt rzadko na msze sanktuaryjne, a ponadto powstanie pilna potrzeba odzyskania choćby części znaczących, kilkunasto-milionowych kosztów samej inwestycji oraz jej późniejszego utrzymania. I co wówczas? Gospodarzom miejsca może przyjść do głowy pomysł organizacji koncertów, niekoniecznie tylko religijnych. W razie potrzeby figurę Matki Bożej i krzyż da się bardzo łatwo zasłonić lub zdemontować i złożyć w jednym z trzech magazynów, a trzy „zakrystie” przekształcić na garderoby dla artystów. Wiernym pozostaną jedynie modlitwy, aby na estradzie w ramach posoborowego „ekumenizmu” nie pojawiły się rockowe wyjce w rodzaju Nergala tudzież inni wyznawcy synagogi szatana.

Z jeszcze większym prawdopodobieństwem można przyjąć dalszą zabudowę gietrzwałdzkich błoni obiektami „towarzyszącymi”, zwłaszcza hotelem i restauracją. To zbyt opłacalny interes, aby duchowni decydenci przedkładający dobra doczesne nad duchowe zechcieli go zaniechać. Już teraz nocleg w Domu Pielgrzyma w dwuosobowym pokoju kosztuje 150 zł. W Domu Rekolekcyjnym ta usługa wyceniona została o 20 zł drożej. Gdyby do tych kwot doliczyć ceny śniadania (20 – 25 zł), obiadu (40 – 50 zł) i kolacji (20 – 25 zł) wówczas np. małżeństwo pielgrzymów musi przygotować się na jednodobowy wydatek w wysokości od 310 do 370 zł, oczywiście bez kosztów podróży. A pamiętajmy, że najczęściej są to małżeństwa żyjące ze skromnych emerytur.

Nasuwa się pytanie, kto za tym wszystkim stoi? Tutaj nie ma żadnych wątpliwości: Metropolita Warmiński, abp Józef Górzyński, niepodzielnie – choć z tylnego fotela – decydujący o losach Sanktuarium, a zwłaszcza tej jego części, która obejmuje Dom Rekolekcyjny oraz błonia. „Zagospodarowywanie” tych ostatnich przebiega wyjątkowo intensywnie o czym mogliśmy przekonać się w niedzielę, 15 maja 2022 roku. W potężnym wykopie trwa wylewanie betonu, natomiast teren budowy został starannie wygrodzony. Oczywiście, tylko po to aby nikt do niego nie wpadł, a przy okazji nie mógł zbyt łatwo dokumentować postępu i zakresu prac

Czy są jakieś szanse na wstrzymanie tej inwestycji? Moim zdaniem – więcej niż nikłe. Owszem, Grupa Obrońców Świętości Sanktuarium w Gietrzwałdzie oprotestowała ją w kompetentnych urzędach lecz jest to grupa stosunkowo nieliczna, w dodatku – minimalnie reprezentowana przez samych mieszkańców Gietrzwałdu, z natury rzeczy (bliskość zamieszkania, znajomość środowiska oraz lokalnych powiązań itd.) gwarantująca największą skuteczność działania. Co gorsze, ta garstka osób spotyka się akurat z największym ostracyzmem ze strony… swoich sąsiadów.

Mam swoją teorię na ten temat. Otóż,

Sanktuarium Maryjnego to konsekwencja jego lokalizacji, zwłaszcza w realiach powojennej Polski, z obecnymi włącznie. Gietrzwałd to Warmia, a Warmia – podobnie zresztą jak sąsiadujące Mazury – to teren wyjątkowo licznego napływu tzw. repatriantów, czyli desantu stalinowskiego, starannie wyselekcjonowanego przez NKWD spośród lojalnych wobec władzy sowieckiej Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, tzw. żydów chazarskich oraz – w znikomej części – Polaków, którzy uniknęli egzekucji bądź zsyłki na Sybir. W tej grupie najliczniej reprezentowani byli Ukraińcy zasileni dodatkowo swoimi współplemieńcami w ramach „Akcji Wisła”, mającej na celu rozproszenie po Polsce tysięcy mieszkańców Podkarpacia sympatyzujących z banderowskimi zbrodniarzami spod znaku UPA.

Tak się złożyło, że jestem synem lekarza weterynarii, który w 1953 roku dostał nakaz pracy w Braniewie i musiał opuścić rodzinną Lubelszczyznę. Nam (rodzice oraz ja i mój młodszy brat) zaoferowano jeden pokój z przechodnią kuchnią i wspólną toaletą na korytarzu w zrujnowanym pałacu, naprędce poszatkowanym na kilkadziesiąt klitek. „Repatrianci”, głównie pochodzenia żydowskiego (Wilno i okolice) oraz ukraińskiego (wiadomo skąd) takich problemów nie mieli. Na pierwszych czekały luksusowe wille po gestapowcach i obszerne mieszkania po hitlerowskich funkcjonariuszach niższej rangi, drugim przypadły w udziale nie mniej niż kilkunastohektarowe gospodarstwa z kompletną zabudową i wyposażeniem. Byłem zbyt mały, by wszystko widzieć i wiedzieć. No, może poza świniami hodowanymi w łazienkach przez tych, którym przydzielono nie gospodarstwo – jakby chcieli – lecz mieszkanie.

Z późniejszych relacji matki wyłaniał się obraz jeszcze bardziej ponury i – co gorsze – z tragicznym epilogiem dla naszej rodziny. Ojciec po każdym powrocie z pracy pomstował na „rolników”, którzy nie potrafili zaspokoić elementarnych potrzeb utrzymywanych zwierząt. Jako syn wielopokoleniowej rodziny chłopskiej nie mógł spokojnie patrzeć na stan zwierząt w „repatrianckich” gospodarstwach oraz PGR-ach. Miał do dyspozycji „pojazd służbowy” w postaci odkrytej, dwukołowej bryczki zaprzęgniętej do konia. Wyjeżdżał nią na weterynaryjne interwencje o każdej porze dnia i bez względu na pogodę, choćby w najgorszą śnieżycę.

Musiał kiedyś przypłacić to zdrowiem. Szkoda, że aż tak szybko. Najpierw zapalenie płuc, potem powikłania i fatalne leczenie w elbląskim szpitalu, skąd został wypisany na kilka tygodni przed śmiercią. Matka zdążyła jeszcze przetransportować go do rodzinnej wsi. Zmarł i został pochowany na cmentarzu parafialnym w nadwiślańskim Piotrawinie na kilka miesięcy przed swoimi 33 urodzinami. Matka została sama, ze mną jako trzylatkiem i młodszym o dwa lata bratem. W 1966 roku, po trzynastu latach pobytu na Warmii przeprowadziliśmy się do Gdańska. Poststalinowska dzicz kresowa, z Ukraińcami na czele, w większości pozostała tutaj do dzisiaj. I rządzi, choć pod czujnym okiem talmudystów.

Gietrzwałd nie jest pod tym wzgledem wyjątkiem. Można powiedzieć – wręcz przeciwnie. Żydokomuna przykładała szczególną wagę do zasiedlania miejsc katolickiego kultu religijnego w Polsce zaufanymi ludźmi. Wprawdzie w większości już nie żyją ale ich potomkowie pozostali. Wystarczy przyjrzeć się składowi władz Częstochowy z jej Jasną Górą po 1989 roku; dominacja swołoczy sowieckiej spod znaku SLD i pomiotów pokrewnych pozostaje bezdyskusyjna w każdej kadencji tamtejszego samorządu.

W Gietrzwałdzie do władz samorządowych kandydowali wprawdzie nie reprezentanci ogólnopolskich partii tylko komitetów o ładnie brzmiących nazwach lecz nie w nazwach rzecz. Wszak ludzie są naważniejsi. A ludzie to przede wszystkim wójt, radni, urzędnicy. Oni decydują, jak można wykorzystać fakt, że akurat w ich wsi znajduje się jedyne na ziemiach polskich miejsce objawień Matki Bożej uznane przez Kościół.

Więc wykorzystują. Włącznie z nazwaniem Gietrzwałdu „Gminą pełną cudów”. Ładnie brzmi tyle, że wyjątkowo szyderczo, zważywszy faktyczny stosunek do Sanktuarium. Odzwierciedla go wiele przykładów, od konsekwentnego przemilczania rangi tego miejsca nawet przy okazji aktualnych obchodów 670-lecia istnienia Gietrzwałdu, aż po wręczony z okazji imienin lub urodzin) kubek stojący na biurku urzędnika o jednoznacznie ukraińskich personaliach z napisem „Nasz cud w Gietrzwałdzie: MIREK” oraz symbolem w postaci maryjnej korony. Zaiste, dowcip na jaki zdobyć mogą się tylko ordynarne biurwy płci obojga.

Jest też przykład najbardziej wymowny, jakby znak dominacji potomków kresowej dziczy nad Gietrzwałdem; stojąca w centrum kapliczka Matki Bożej. Znajduje się w stanie, jakiego w innym regionie Polski powstydziłaby się nawet najbardziej uboga wieś. Władz i obywateli miejscowości czerpiącej niebagatelne profity z przybywających tutaj masowo pielgrzymów nie stać na sfinansowanie remontu kapliczki, którego koszt nie przekroczyłby nawet jednego procenta kosztów budowy np. pobliskiego amfiteatru o śladowym zakresie wykorzystania. To już nie wstyd, to kompromitacja.

Choćby w powyższym kontekście liczenie na masowe wsparcie mieszkańców „gminy pełnej cudów” w walce o odzyskanie i utrzymanie tradycyjnego charakteru Sanktuarium to zwykła mrzonka. Bez udziału katolików z całej Polski nie wygramy tej walki, narażając jednocześnie garstkę niezłomnych gietrzwałdzian na dodatkowe szykany ze strony ludzi dla których polskość i wiara to pojęcia równie bliskie jak miłosierdzie dla ukraińskich rezunów z UPA, OUN i im podobnych formacji uczestniczących w rzeziach Polaków na Wołyniu. Wypada jedynie wyrazić żal, że sprzymierzeńcami gminnych władz w deprecjonowaniu sanktuaryjnej wyjątkowości Gietrzwałdu staje się coraz bardziej – wierzymy, że nieświadomie – lokalna hierarchia kościelna na czele z jej pasterzem abp. J. Górzyńskim. Czyżby nie znał staropolskiego przysłowia: „Dłużej klasztora, niż przeora”?

Tekst i zdjęcia: Henryk Jezierski (26.05.2022)

Komu jeszcze toto służy? [Chodzi o „rząd” w Warszawie]

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  26 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5185

Incydent z rosyjskim ambasadorem w Warszawie, oblanym czerwoną farbą przez powiązaną z fundacją „Otwarty Dialog” ukraińską „aktywistką”, stwarza dobrą okazję do postawienia pytania, czy instytucje państwowe odpowiedzialne za przestrzeganie prawa i utrzymywanie porządku wykonują swoje obowiązki, czy też zajmują się już wyłącznie kręceniem lodów i wykonywaniem politycznych obstalunków – dobrze, gdyby przynajmniej polskich, ale co do tego pewności już nie ma. Okazuje się bowiem, że z tajemniczych powodów niektórych osób i organizacji państwo polskie zwyczajnie się boi. Przykładem niech będzie wspomniana fundacja „Otwarty Dialog”, której przewodzi małżeństwo: pani Ludmiła Kozłowska i pan Bartosz Kramek. Wprawdzie pani Kozłowska, na mocy jakiejś desperackiej decyzji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, została uznana w Polsce i w całej Unii Europejskiej za osobę niepożądaną, ale za to – jak mogliśmy się przekonać – władze Unii Europejskiej urządziły jej w ramach przebłagania, prawdziwy festiwal, natomiast pan Bartosz Kramek sprawia wrażenie, jakby cieszył się na terenie naszego bantustanu przywilejem nietykalności i eksterytorialności. Nawiasem mówiąc, w swoim czasie, to znaczy – po wojnach opiumowych w Chinach – takimi przywilejami cieszyli się ludzie biali, co oczywiście zachęcało ich do rozmaitego, często złośliwego, dokazywania. Tak samo było, a właściwie jest w przypadku pana Bartosza Kramka. Korzystając z pretekstu, jakim było zorganizowanie przez prezydenta Łukaszenkę naporu na polską granicę tak zwanych „uchodźców”, pan Bartosz Kramek na czele zwerbowanej przez siebie grupy „aktywistów” płci obojga, przed kamerami telewizji, które całkowicie przypadkowo tam się zjawiły, podobnie jak w głuchych lasach pod Wodzisławiem Śląskim podczas obchodów urodzin Hitlera, zabrał się za demontowanie granicznych zasieków.

Obecne tam służby, w postaci Straży Granicznej, policji i Wojsk Obrony Terytorialnej, początkowo nie reagowały, chociaż na dobry porządek, w obliczu oczywistego przestępstwa, powinny ostrzec sprawców, że jeszcze jeden krok do przodu i otworzą ogień, ograniczyły się do rozpaczliwej szarpaniny, w następstwie której całe towarzystwo zostało zatrzymane, ale już następnego dnia niezawisły sąd „powinność swej służby zrozumiał” i kazał wszystkich wypuścić. Czy dlatego, że część niezawisłych sędziów, podobnie jak część polityków, głównie z Volksdeutsche Partei, jawnie sprzyja antypolskim i antywęgierskim działaniom, podejmowanym przez Niemcy z wykorzystaniem instytucji Unii Europejskiej w celu odzyskania w obydwu tych krajach swoich wpływów politycznych, czy też, nie zdając sobie sprawy z międzynarodowego kontekstu swoich działań, gotowa jest na wszystko, byle rządowi „dobrej zmiany” zrobić na złość – to nieistotne, bo takie przyzwolenie na ostentacyjne łamanie prawa stanowi dla szeregowych funkcjonariuszy służb wymowny sygnał, by specjalnie się nie angażować. Oczywiście rozzuchwala to rozmaitych „aktywistów” w rodzaju „babci Kasi”, która ma zwyczaj szarpania się z policjantami i wymyślania im przy każdej okazji, podobnie jak uczestniczki demonstracji urządzanych przez „Strajk Kobiet”, które epatowały wszystkich i próbowały straszyć swoimi „macicami”.

Ukraińska „aktywistka”, która przyznała się, a właściwie pochwaliła oblaniem rosyjskiego ambasadora czerwoną farbą, wcześniej brała udział w blokowaniu przejścia granicznego w Koroszczynie, samowolnie wstrzymując ruch ciężarówek – również polskich – jadących do Rosji i na Białoruś. Policja początkowo chyba nie wiedziała, czy w ogóle wolno jej interweniować wobec Ukraińców, ale potem widocznie otrzymała rozkazy, by interweniować, ale delikatnie – tak żeby Ukraińców, którzy w Polsce korzystają z przywileju nietykalności de facto, nijak nie urazić. Ale nawet takie ostrożne próby utrzymania obowiązującego w Polsce porządku prawnego, w obliczu postępującej „wołynki”, spotkały się z krytyką pełną rozgoryczenia, że Polska nie chce się „uchodźców” i „aktywistów” słuchać, chociaż przecież powinna.

Snop światła na tę pobłażliwość skierował pan minister Mariusz Kamiński, podkreślając w swoim wystąpieniu moralną wyższość „aktywistów” nad ruskim ambasadorem, więc jest prawie pewne, że policja musiała od swojego zwierzchnika dostać cynk, żeby nie przeszkadzać „aktywistkom”, kiedy będą wykonywały swoje czynności wobec ambasadora. Ciekawe, czy „aktywiści” wcześniej porozumieli się z rządem polskim, że ograniczą się do polania ambasadora farbą, czy też postawili rząd i pana ministra Kamińskiego w nieświadomości, co konkretnie zamierzają – na przykład – nie zadźgać ambasadora, podobnie jak w swoim czasie zadźgany został prezydent Gdańska, pan Paweł Adamowicz. Myślę, że pozostający pod wpływem własnej propagandy rząd „dobrej zmiany” uznałby moralne prawo „aktywistów” do takich czynności, bo – jak zauważył francuski autor – kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku.

Ale bywają sytuacje inne, gdzie organy naszego bantustanu urządzają pokazuchę surowości. Tak było w przypadku panów Olszańskiego i Osadowskiego, którzy tylko nieszkodliwie pokrzykiwali, jak to zrobią porządek z nieprzyjaciółmi Polski, a których policja na gorącym uczynku natychmiast pojmała i oddała w ręce niezawisłego sądu, który – jak zwykle – „powinność swej służby zrozumiał” i obydwu delikwentów wsadził do aresztu wydobywczego, chociaż stan faktyczny nie pozostawiał wątpliwości, wiec nie zachodziła obawa matactwa, ani też delikwenci nie byli policji nieznani i – o ile mi wiadomo – nie zamierzali ratować się ucieczką za granicę, więc żadnych przesłanek do trzymania ich w areszcie wydobywczym nie było. Ale pan Olszański, ani pan Osadowski nie są Ukraińcami, ani nawet „uchodźcami”, więc, w odróżnieniu od nich, mogą być odpowiednio potraktowani przez „surową rękę sprawiedliwości ludowej”.

Ale to może nietypowy przykład, chociaż oczywiście wymowny, bo pokazuje obywatelom, co mogą zrobić w słusznej sprawie, a czego nie mogą robić w sprawie uznanej za głęboko niesłuszną – bo dotyka sfery politycznej, a kiedy Temida ociera się o tę sferę, to instynktownie rozkłada nogi, chyba że, zerkając spod opaski zauważy, iż powinna pokazać „ruski miesiąc”. Niestety z podobną pobłażliwością, chociaż chyba nie motywowaną politycznie, spotykamy się w sytuacjach zwyczajnych.

Nie mówię już o opisywanej przeze mnie kradzieży samochodu, kiedy to u jegomościa prowadzącego „dziuplę” został on odnaleziony w stanie szczątkowym po rozmontowaniu na części, ale – zgodnie z przypuszczeniami policjanta z Helenowa, który tylko kiwał pobłażliwie głową na moje buńczuczne zapowiedzi, że złożę w niezawisłym sądzie wniosek o zabezpieczenie naszych roszczeń wobec dziuplarza – bo sąd nie tylko odrzucił nasz wniosek ponieważ dwie części się „odnalazły”, ale w dodatku skazał jegomościa na 6 tys. złotych grzywny, podczas gdy tylko ze sprzedaży części naszego samochodu musiał mieć co najmniej pięć razy więcej, nie licząc BMW, którego rozmontować jeszcze nie zdążył.

Właśnie dostałem list od zaprzyjaźnionego lekarza, który jadąc autostradą z Krakowa w kierunku Katowic, został napadnięty przez kierowcę czeskiego ambulansu, który kilkakrotnie zajechał mu drogę, a w końcu gwałtownym hamowaniem zmusił do zjechania na pas awaryjny, gdzie uderzeniem pięści zbił mu wsteczne lusterko. Lekarz natychmiast zadzwonił na numer 112, podał numer ambulansu i opisał zdarzenie, licząc na zatrzymanie napastnika przez policję na bramce w Mysłowicach. Oczywiście nikt Czecha nie zatrzymał, konwój przejechał przez bramki i przystanął kilkadziesiąt metrów za nimi. Poszkodowany wysiadł, podszedł do grupki czeskich kierowców i zaczął z nimi rozmowę, w trakcie której ten sam jegomość zniszczył mu drugie lusterko. W tej sytuacji lekarz natychmiast odjechał na bezpieczną odległość i ponownie poinformował policję, co zaszło, licząc, że zatrzymają delikwenta przed granicą. Ale gdzie tam! Na jego oczach czeski konwój przez nikogo nie niepokojony, przekroczył granicę i tyle go widziano. Myślę, że najlepszym komentarzem również do tej sprawy, jest komentarz pana ministra Kamińskiego do incydentu z ambasadorem i farbą. Powiedział on, jak pamiętamy, że ambasadorowi polskie władze nie rekomendowały składania kwiatów 9 maja. Tak samo polskie władze nie rekomendowały lekarzowi, żeby jechał autostradą. Pojechał na własne ryzyko. „Emocje ukraińskich kobiet biorących udział w manifestacji, których mężowie dzielnie walczą w obronie ojczyzny, są zrozumiałe” – dodał na koniec pan minister Kamiński. Co prawda nie wiemy, czy mąż „aktywistki” też dzielnie walczy w obronie ojczyzny, a nawet nie wiemy, czy – podobnie jak inne uczestniczki manifestacji – w ogóle jest ona zamężna, podobnie jak nie wiemy, czy ów Czech rozbijając naszemu lekarzowi lusterka, nie działał w stanie silnego wzburzenia zbrodniami Putina na Ukrainie – bo jeśli tak, to jego emocje też byłyby „zrozumiałe”, więc za co go tu zatrzymywać, a tym bardziej – karać? Na wszelki tedy wypadek policja wolała się do tego nie mieszać, potwierdzając tym samym trafność spostrzeżenia rzecznika MSZ, pana Łukasza Jasiny, że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”. Okazuje się, że czeskiego chyba też.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ceny żywności w małych sklepach znacznie przegoniły inflację

Oficjalnie inflacja CPI wynosi 12,7 proc., jednak na sklepowych półkach ceny skoczyły o 20 czy nawet 50 procent. Horrendalnie drogie są nabiał, mięso, pieczywo.

25.05.2022 https://www.rp.pl/handel/art36368281-ceny-zywnosci-w-malych-sklepach-przegonily-inflacje Aleksandra Ptak-Iglewska

Ceny w małych sklepach rosną znacznie szybciej, niż wskazywałaby na to inflacja mierzona przez Główny Urząd Statystyczny. W handlu mniejsi gracze od razu przerzucają wyższe koszty na klientów. A  końca podwyżek nie widać. Surowce rolne zanotowały w marcu skok aż o 45 proc.

Drogi koszyk

Cenom żywności w małych sklepach agencja badawcza CMR przyjrzała się przy okazji comiesięcznego analizowania koszyka zakupów. Efekty analizy były zaskakujące – uwagę przyciąga wysoka różnica w cenach między kwietniem 2022 i 2021 r.

Znacznie droższe niż przed rokiem są podstawowe produkty spożywcze, takie jak mleko (wzrost średniej ceny o ponad 20 proc.), cukier, olej, masło (o 40–50proc.) i produkty zbożowe: pieczywo, mąka i makaron. Więcej niż przed rokiem klienci sklepów małoformatowych płacą też za kawę oraz napoje alkoholowe. Średnia cena za litr wódki czystej jest o 11 proc. wyższa niż przed rokiem.

Analitycy CMR zauważają przy tym, że wysokie ceny przekierowują klientów z małych sklepów do dyskontów. Uznali tak, bo małe sklepy zanotowały w kwietniu spadki sprzedaży szybko drożejących kategorii, takich jak mleko, masło czy mąka. –

Odpady z Niemiec trafią do Rębiszowa [Polska]. LEGALNIE!!

Ludzie, Odpady Niemiec trafią Rębiszowa - zdjęcie, fotografia

Portal 24jgora.pl 25/05/2022

To kolejna już decyzja zezwalająca na przywóz z Niemiec do Polski 50 tysięcy ton odpadów. To 2 tysiące kursów aut ciężarowych. Odpady na podstawie decyzji GIOŚ trafią do Rębiszowa w gminie Mirsk.

Dziś już chyba niewielu osobom udaje się zliczyć wszystkie decyzje a tym bardziej setki tysięcy ton odpadów, jakie w ostatnich latach trafiły z Niemiec Do Polski i złożone zostały w pokopalnianym wyrobisku w pobliżu Rębiszowa w gminie Mirsk. To jednak nie koniec. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska śpieszy z kolejnymi pozytywnymi decyzjami na wwóz odpadów do naszego kraju i tłumaczy, iż nie znajduje powodów do wniesienia sprzeciwu.

ORZEKAM – zezwalam firmie Eigensche Trocken- und Umwekttechnik GmbHm ( Groβe Seite 67, 02748 Berstadt a.d. Eingen OT Alberhsdorf, Niemcy), na przywóz z Niemiec do Polski 50 000 Mg odpadów w postaci gleby i kamieni, oznaczonych kodem 17 05 04 zgodnie z Europejskim Katalogiem Odpadów” – czytamy w wydanej decyzji, w której GIOŚ wskazuje, iż odbiorcą odpadów będzie firma PRI – BAZALT Rekultywacja Sp. z o.o. (Rębiszów 200, 59-630 Mirsk).

– czytamy w sentencji ostatniego postanowienia

W pokopalnianym wyrobisku odpady mają zostać poddane operacji odzysku oznaczonej kodem R5 poza instalacją, poprzez wypełnienie wyrobiska poeksploatacyjnego na działce nr: 199/4, obręb Proszowa, w gminie Mirsk przez firmę PRI – BAZALT Rekultywacja.

„W procesie odzysku odpadów objętych niniejszym zezwoleniem nie zostaną wytworzone odpady wtórne” – zaznacza GIOŚ, wskazując przy tym, iż w trakcie realizacji niniejszego zezwolenia firma jest uprawniona od maksymalnie 2000 transportów, w sposób pozwalający odbiorcy odpadów na dotrzymanie warunków posiadanych zezwoleń dotyczących przetwarzania odpadów.

Firmy transportujące odpady mają wyznaczoną do tego celu trasę. Wjazd na terytorium Polski odbędzie się przez byłe przejście graniczne w Jędrzychowicach. Następnie TIR-y przejadą autostradą A4 do punktu węzeł Zgorzelec, a następnie drogą krajową nr 30, do Krzewia Wielkiego i dalej drogą wojewódzką 361 prowadzącą do gminy Mirsk. Ostatni etap ma być pokonywany drogami lokalnymi.

W uzasadnieniu swojej decyzji GIOŚ wskazuje, iż otrzymał od niemieckiej firmy wniosek na przywóz z Niemiec do Polski 50 000 Mg [ton] odpadów w postaci ziemi i kamieni oznaczonych kodem 17 05 04 zgodnie z Europejskim Katalogiem Odpadów, które mają być złożone w pokopalnianym wyrobisku w Rębiszowie. GIOŚ zapewnia te, że nie znalazł powodów do sprzeciwu.

„W toku postępowania organ ustalił, że firma PRI BAZALT Rekultywacja Sp. z o.o. posiada decyzję Marszałka Województwa Dolnośląskiego, z dnia 8 grudnia 2015 roku znak: DOW-S-V.7244.64.2015.MK, z późniejszymi zmianami, zezwalającą m.in. na prowadzenie odzysku o kodzie R5 poza instalacją poprzez wypełnienie wyrobiska poeksploatacyjnego na działce nr 199/4, obręb Proszowa, Gmina Mirsk, odpadami o kodzie 17 05 04 w ilości 150 000 Mg/ rok, ważną do 8 grudnia 2025 roku.
Na podstawie zebranego materiału dowodowego Główny Inspektor Ochrony Środowiska nie znalazł powodów do wniesienia sprzeciwu w oparciu o art. 12 rozporządzenia (WE) nr 1013/2006.” – stwierdza GIOŚ.

źródło: lwowecki.info oraz GIOŚ

Odpady z Niemiec trafią do Rębiszowa