ONET: Polska zamierza zaakceptować kult Bandery.

[Pojawiło się na ONET !! Tekstu P. Jurasza nie komentuję, choć by się należało – dla prawdy. MD

Umieszczam na podst.: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/polska-zamierza-zaakceptowac-kult-bandery-wczesniej-byl-gwaltowny-opor/qvtmc8k , sygnalizowane przez Joanna M Wiórkiewicz: https://niemcy.neon24.info/post/168331,onet-polska-zamierza-zaakceptowac-kult-bandery MD]

=======================

Witold Jurasz

Według informacji uzyskanych przez Onet z dwóch niezależnych źródeł w dyplomacji, władze Polski podjęły decyzję, żeby w relacjach z Ukrainą wyciszyć spór o gloryfikację Stepana Bandery i przestać przeciwko temu kultowi protestować. To mina podłożona pod stosunki polsko-ukraińskie.

Polska zamierza zaakceptować kult Bandery. Wcześniej był gwałtowny opór

Foto: Sergei Supinsky / AFP

Demonstracja z okazji rocznicy urodzin Stepana Bandery, 1 stycznia 2022

===============================

Polska miałaby od tej chwili ograniczyć się do sprzeciwu wobec kultu naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza oraz dowódcy UPA na Wołyniu Dmytro Klaczkiwskiego ps. Kłym Sawur, bezpośrednio odpowiedzialnych za mordowanie Polaków

  • Rola Bandery różni się od tej dwójki tym, że Bandera w czasie rzezi na Wołyniu siedział w niemieckim obozie. Ponosi natomiast odpowiedzialność polityczną i moralną. Ale nie znaczy to, że Bandera nie ma polskiej krwi na rękach. Był na wolności, gdy OUN dokonał pogromów Żydów we Lwowie w 1941 r. Zamordowani wówczas Żydzi byli jednocześnie Polakami [?? md]
  • Rząd PiS najpierw w 2015 r. sprowadził całokształt relacji polsko-ukraińskich do sprawy Bandery. Teraz popada w drugą skrajność, całkowicie ten problem odrzucając

Informacje Onetu wydaje się potwierdzać wywiad szefa Kancelarii premiera ministra Michała Dworczyka, który w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” zadaje pytanie „czy sami Ukraińcy będą potrafili uznać oczywiste dla nas czerwone linie i nie gloryfikować zbrodniarzy odpowiedzialnych bezpośrednio za mordowanie Polaków, takich jak np. Kłym Sawur?”

Żeby dobrze zrozumieć ten najbardziej kontrowersyjny element stosunków polsko-ukraińskich, trzeba przypomnieć kilka wydarzeń z II wojny światowej.

UPA i rzeź wołyńska

Ukraińska Powstańcza armia (UPA) była zbrojnym ramieniem banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (tzw. OUN-B). UPA w latach 1943-1944 przeprowadziła masową akcję eksterminacyjną Polaków zamieszkujących Wołyń oraz Galicję (Małopolskę) Wschodnią, czyli sąsiadujące z Wołyniem województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Rzeź wołyńska (w potocznym tego słowa rozumieniu, bo obejmującą wszystkie ww. ziemie) pochłonęła od minimum 70 do nawet ponad 100 tys. ofiar. Dokładnej liczby zamordowanych nigdy nie ustalono, a pomiędzy historykami toczy się na ten temat spór.

Szerszym kontekstem dla Wołynia było złe traktowanie mniejszości ukraińskiej przez władze II Rzeczpospolitej. Ukraińcy byli w 20-leciu międzywojennymi obywatelami drugiej kategorii, choć stanowili ok. 15 proc. ogółu ludności, a w południowo-wschodnich województwach byli większością. Powyższe nijak nie może być jednak usprawiedliwieniem dla masowych mordów.

Działania UPA miały tymczasem charakter masowego ludobójstwa na Polakach. Mordowano cywilów, kobiety, dzieci, starców, wybijane były całe wsie. W niewyobrażalnie nieraz bestialski sposób.

To prawda, że polskie podziemie dokonało szeregu akcji odwetowych, w których również ginęli niewinni ludzie. Ale nie ma pomiędzy tymi działaniami znaku równości. Zbrodnie polskiego podziemia miały nieporównywalnie mniejszą skalę, były reakcją na działania UPA i przede wszystkim ich celem nie była eksterminacja całej ludności ukraińskiej.

Najtrudniejszy problem

Kwestia Rzezi Wołyńskiej jest i pozostaje najtrudniejszym zagadnieniem w relacjach polsko-ukraińskich i jest najeżona kluczowymi detalami.

W Ukrainie po pomarańczowej rewolucji rozwijany jest kult UPA. Wprawdzie chodzi w nim głównie o antysowieckie działania armii, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z kultem organizacji, która dopuściła się masowych mordów na Polakach.

Równocześnie trzeba też pamiętać, że kult ten nigdy nie przyjął masowego charakteru, a tzw. banderowcy (czy też politycy ukraińskiej skrajnej prawicy) nigdy nie dominowali w ukraińskiej polityce. W istocie nie odgrywali i nie odgrywają w niej żadnej większej roli.

Na dodatek prezydent Zełenski oraz kilku innych czołowych ukraińskich polityków mają żydowskie korzenie. To o tyle ważne w tej układance, że UPA mordowała także Żydów. Twierdzenie, że Ukraina jest państwem banderowskim (lub neonazistowskim), jest w takiej sytuacji absurdalne.

Swoje interesy ma też w tej sytuacji oczywiście Rosja, która próbuje usprawiedliwiać bandycką napaść na Ukrainę tym, że jest to państwo banderowsko-nazistowskie. Określenie to jest nieprawdziwe, ale utrudnia naszej dyplomacji jakiekolwiek podnoszenie kwestii gloryfikacji Bandery przez Ukraińców.

Za co odpowiada Bandera

Wydaje się, że z punktu widzenia nie tylko samej Polski, ale zwykłej prawdy historycznej nie da się zaakceptować pomników takich niewątpliwych zbrodniarzy jak wspomniani wyżej Szuchewycz czy też Kłym Sawur, którzy ponoszą bezpośrednią i niepodlegającą dyskusji odpowiedzialność za ludobójstwo dokonane na Polakach.

Sytuacja ze Stepanem Banderą jest bardziej skomplikowana. Bandera od 1941 do 1944 r. przebywał początkowo w niemieckim więzieniu, a następnie obozie koncentracyjnym (w wypadku tego ostatniego warunki, w których przebywał różniły się jednak zasadniczo od tych, które zazwyczaj kojarzymy z obozami koncentracyjnymi i przypominały bardziej komfortowy areszt). Pomiędzy historykami toczy się spór, czy Bandera w tym okresie miał kontakt ze swoją organizacją, a tym samym czy miał wpływ na eksterminację Polaków. Ale nawet jeśli nie miał, to ponosi za tę eksterminację polityczną i moralną odpowiedzialność. Dokonało jej w końcu zbrojne ramię założonej przez niego organizacji. Poza tym, Bandera zbrodni tej nigdy choćby jednym słowem nie potępił.

Mina pod relacjami z Ukrainą

Akceptacja przez polski rząd kultu Bandery jest błędem z kilku powodów.

Po pierwsze, kult Bandery prędzej czy później doprowadzi do zadrażnień w relacjach polsko-ukraińskich. Heroizacja Bandery to w istocie mina podłożona pod relacje polsko-ukraińskie. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że Rosjanie będą próbowali eksploatować ten temat. Nie ma też żadnych wątpliwości, że w samej Polsce również nie brak polityków i sił politycznych, które będą żywiły się tym zagadnieniem.

Po drugie, akceptacja kultu Bandery napędzać będzie antysemityzm w Polsce. Już teraz słychać głosy dobiegające ze skrajnej prawicy, że Polska przyjmując inne normy w stosunku do takich zbrodni, jak ta w Jedwabnem i inne dla zbrodni popełnianych na Polakach, w istocie pokazuje swój brak suwerenności. Od tego do opowieści o Żydach rządzących światem naprawdę niedaleko.

Po trzecie, wycofanie się Polski ze sprzeciwu w stosunku do heroizacji Bandery może zagrozić istotnej z punktu widzenia Polski kooperacji w tym zakresie z Izraelem, z którym polska dyplomacja działała wspólnie, sprzeciwiając się kultowi UPA. O ile bowiem można dyskutować na temat odpowiedzialności Bandery za masowe zbrodnie na Polakach, to już nie ma żadnej wątpliwości, że był on na wolności wtedy, kiedy doszło do dwóch kolejnych pogromów Żydów we Lwowie w czerwcu i lipcu 1941.

Pogromy te miały miejsce przy życzliwej postawie, a nawet za zachętą Niemców – na tej samej zasadzie, co dokonywane przez Polaków w tym samym dokładnie czasie pogromy Żydów na Podlasiu – ale nie zmienia to faktu, że ich organizatorami była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, na czele której stał Bandera, który zresztą mordowania Żydów również nigdy nie potępił.

Izrael kultu Bandery nigdy nie zaakceptuje. A trzeba pamiętać, że mordowani we Lwowie Żydzi byli jednocześnie Polakami. Bandera, ponosząc odpowiedzialność już za tę jedną zbrodnię, ma na rękach krew tak żydowską, jak i polską.

Kompromis moralny bez korzyści

Przede wszystkim jednak rezygnacja ze sprzeciwu wobec kultu Bandery jest przykładem kompromisu moralnego, którego w polityce zagranicznej nie należy podejmować. W dyplomacji robi się czasem rzeczy moralnie niesłuszne po to, by uzyskać coś innego i na tyle ważnego, że w bilansie zysków i strat owo ustępstwo moralne staje się nieistotne. Czasem charakter moralny mają zyski i tym samym ustępstwo moralne w jednej sprawie, kompensowane jest wygraną w innej.

W tym wypadku nic takiego nie ma miejsca. Polska słusznie popiera Ukrainę w jej wojnie z Rosją i powinna to robić dalej. Nie musi natomiast jednocześnie zmieniać stosunku do Bandery.

Oba nasze kraje potrzebują siebie nawzajem. Ukrainie zależy na Polsce z oczywistych względów. Ale także Polsce zależy na Ukrainie, bo w naszym interesie jest, aby Ukraina nie przegrała trwającej od ponad trzech miesięcy wojny.

To wszystko jednak nijak od naszego stosunku do Bandery nie zależy.

Zawsze ten sam błąd

Rządy PiS w 2015 r. zaczęły się od gwałtownego zaostrzenia relacji z Ukrainą na tle kultu Stepana Bandery i innych liderów UPA. W lutym 2017 r. Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” stwierdził, że „Ukraina z Banderą do Europy nie wejdzie”. W lipcu tego samego roku ówczesny szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski stwierdził, że Polska jest z powodu polityki historycznej Kijowa gotowa wręcz zawetować członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej.

Teraz PiS poszedł w drugą skrajność. Michał Dworczyk we wspomnianym wyżej wywiadzie dla „Sieci” tworzy fałszywą alternatywę. Oto Polska ma mieć rzekomo tylko dwie możliwości. Albo „postawić to (kult UPA – red.) jako warunek zaporowy, co może zablokować możliwości poważniejszej współpracy w przyszłości”, albo dla odmiany ograniczyć się do sprzeciwu jedynie wobec gloryfikacji Kłyma Sawura. Powyższy dylemat jest całkowicie fałszywy. Polska nie powinna i nie musi robić ani jednego, ani drugiego.

Patrząc na politykę zagraniczną PiS trudno nie odnieść wrażenia, że polega ona, nie tylko zresztą w tej sprawie, na płynnym przechodzeniu z jednej skrajności do drugiej. Takie działanie w polityce zagranicznej zawsze oznacza tylko jedno: niedojrzałość. Nieodpowiedzialną skrajnością i wyrazem niedojrzałości było uczynienie całokształtu relacji polsko-ukraińskich zakładnikiem Bandery. Równie nieodpowiedzialne i niedojrzałe jest całkowite zarzucenie problemu kultu tej postaci.

PiS, nie po raz pierwszy niestety pokazuje, że w polityce zagranicznej popełnia jeden i zawsze ten sam błąd. Najpierw licytuje tak wysoko jak się tylko da, a że zawsze przelicytowuje, to na końcu mówi pas i nie ugrywa niczego.

Uzdrowienia w Lourdes a ateiści

[Znamy, ale ponieważ pamięć mamy doskonałą, tylko trochę krótką... MD]

https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=18441&Itemid=46

Znany badacz cudownych uzdrowień w Lourdes, prof. medycyny Auguste Vallet twierdzi, że „medycyna nie zna takiej choroby, z której w Lourdes nie dokonałoby się w niewytłumaczalny dla nauki sposób, dobrze udokumentowane cudowne uzdrowienie”.

Dla wielu ludzi Lourdes i inne sanktuaria pozostają bardzo czytelnym znakiem Bożego działania. W ten sposób kochający Bóg apeluje do ludzkich serc z prośbą o nawrócenie, o otwarcie się na tajemnicę Jego Miłości. Niestety są jednak ludzie, których cuda te nie przekonują, ponieważ ich zdaniem nie są tak spektakularne i oczywiste, aby swoją oczywistością niejako zmusiły wszystkich do ich przyjęcia. Wszyscy sceptycy i różnej maści agnostycy i ateiści stawiają zarzut zawarty w pytaniu: dlaczego w Lourdes nikomu nie odrosła amputowana ręka czy noga? Według nich tylko wtedy daliby się przekonać. Tak argumentował swój brak wiary między innymi słynny pisarz Emil Zola, który chociaż był naocznym świadkiem cudownego uzdrowienia dwóch umierających kobiet to jednak nie uwierzył. Co więcej, napisał paszkwil zaprzeczający oczywistym faktom.

Trzeba tutaj jednak odnotować bardzo dobrze udokumentowany historyczny fakt, oficjalnie przez władze Kościelne uznanego cudu odzyskania amputowanej nogi po trzech latach od jej odcięcia. Ten niezwykły fakt miał miejsce 27.04.1641 r. w Saragossie w Sanktuarium Matki Bożej „Virgen del Pilar”. Trzeba tutaj mocno podkreślić, że jest to jeden z nielicznych historycznych faktów, które zostały bardzo precyzyjnie udokumentowane i co do jego autentyczności nie może być wątpliwości. Znany jest historykom jako „el milagro de Calanda”. Bardzo rygorystyczne badania historyczne stwierdzają, że młodzieniec Miguel-Juan Pellicer z miejscowości Calanda miał amputowaną poniżej kolana prawą nogę, która została pogrzebana na cmentarzu szpitala w Saragossie. Trzy lata po amputacji, po gorącej modlitwie do Matki Bożej, w nocy, w sposób niewytłumaczalny odcięta [i gdzieś tam przed laty zakopana… MD] noga została na nowo połączona z kikutem. Ten niezwykły cud odbił się głośnym echem w całej chrześcijańskiej Europie XVII w., ale i w XVIII prowokował nieudane próby jego kwestionowania ze strony racjonalistów Oświecenia.

Wracając do cudownych uzdrowień w Lourdes, warto tutaj przypomnieć jedno z nich, najbardziej szokujące lekarzy i obserwatorów. 16.02.1867r. Piotr de Rudder pracował jako robotnik u hrabiego du Bus de Ghisignies w Jabbecke (Belgia). Właśnie tego dnia upadło na jego lewą nogę ścinane drzewo i potrzaskało kości na liczne odłamki, co uniemożliwiało zrośnięcie. Na koszt hrabiego opiekowało się Piotrem po kolei kilkunastu lekarzy, jednak noga się nie goiła, tylko pokryła się zgangrenowanymi tkankami i ropiejącymi przetokami. Wszyscy lekarze, łącznie z profesorem Thiriart, chirurgiem dworu królewskiego, stwierdzili konieczność amputacji.

Chory jednak z uporem, pomimo strasznych cierpień, nie zgadzał się na odcięcie nogi. W tym też okresie w Oostacker pod Gandawą zbudowano kaplicę i grotę na cześć objawień Matki Bożej w Lourdes. Grota stała się sławna w Belgii, gdyż miały tam miejsce cudowne uzdrowienia. De Rudder postanowił udać się do Oostacker, by uprosić dla siebie cudowne uzdrowienie. 5 kwietnia 1875 r. poprosił żonę swego pracodawcy, panią du Bus, o pieniądze na podróż. Hrabina ogląda chorą nogę i notuje w dzienniczku: „De Rudder odwinął bandaże nasiąknięte ropą i krwią, czuć było nieznośny fetor. Widać było, jak oba końce złamanych kości wystawały z ran”.

7 kwietnia 1875 r. w towarzystwie żony udaje się do groty Oostacker. Złożono Piotra przed grotą, gdzie napił się wody ze źródła i siedząc przed figurą Matki Bożej żarliwie zaczął się modlić, prosząc o odpuszczenie grzechów i łaskę uzdrowienia. Nagle Piotr doznał dziwnego wstrząsu, odrzucił kule przeszedł kilka kroków, klęknął u stóp figury Niepokalanej i zawołał: Boże, jestem uzdrowiony! Jego żona z wrażenia zemdlała. Wszyscy obecni na widok tego, co się wydarzyło, z płaczem cisnęli się wokół cudownie uzdrowionego. Zdziwienie i płacz szybko przeszły w radość religijnego uniesienia. Spontanicznie uformowała się procesja z uzdrowionym Piotrem na czele, która kilkakrotnie obeszła grotę, śpiewając pieśni religijne. Później został przebadany przez komisję lekarską. Okazuje się, że noga w jednym momencie została całkowicie uzdrowiona, bandaże same opadły, złamane kości, piszczel i kość strzałkowa, same się zrosty, chociaż brakowało 6 cm kości, zniszczonych przez zgorzel w ciągu długich lat choroby, rany się zabliźniły. Dla wszystkich lekarzy, którzy leczyli Piotra, było oczywiste, że zdarzył się nieprawdopodobny cud. Kto dokonał tego dzieła? Naukowiec dr Le Bec napisał, że dla utworzenia fragmentu kości, który nagle zastąpił ubytek piszczelą i kości strzałkowej u połamanej nogi Ruddera, trzeba było 5 g wapnia. W organizmie chorego nie było tej ilości wapnia w stanie wolnym.

Skąd się więc ono wzięło?

Wszyscy lekarze, którzy leczyli Ruddera, po zbadaniu uzdrowionej nogi nawrócili się. Również hrabia du Bus, senator antyklerykalnej, masońskiej partii, zadeklarowany i walczący z Kościołem mason-ateista, kiedy zobaczył Ruddera wracającego w pełni zdrowia z pielgrzymki, nawrócił się. Powiedział wtedy do żony: „Nigdy nie wierzyłem w cuda. Lecz jeżeli de Rudder został uzdrowiony, to jest to prawdziwy cud. W ten cud ja wierzę”.

Czy jest możliwe, aby 6 cm brakującej kości w jednym momencie wzięło się z niczego?

Oczywiście, że cud ten jest mniej spektakularny od tego, który miał miejsce w Saragossie, ale również w Oostacker dokonało się stworzenie z niczego brakujących kości i ciała.

9 kwietnia dr Affenaer, lekarz Piotra de Rudder, ze łzami w oczach powiedział: „Jest pan uzdrowiony, Pańska noga jest nogą dziecka nowo narodzonego. Tego, czego nie potrafiła uczynić medycyna, mogła dokonać Maryja”.

Dr Van Hoestenbergke ze Stalhille, znany ateista, z pokorą pochylił czoło przed wszechmocą Boga. W czasopiśmie: „Revue des Ouestions Scientifigues” razem z dr Royer i dr Deschamps, opisał cud z naukową dokładnością, stwierdzając, że nie można tego uzdrowienia wyjaśnić siłami natury.

       To cudowne wydarzenie badała specjalna komisja złożona z 22 lekarzy, katolików; innowierców i ateistów. Uzdrowienie to było przedmiotem licznych badań, również w Holandii, Anglii, Niemczech, Włoszech. W r.1892 dr Hoestenberghe napisał do dr Boissaire: „Bytem niewierzącym, ale cud Piotra de Rudder otworzył mi oczy”. Przed cudem rodzinna wieś Piotra słynęła z niewiary i złych obyczajów. Po uzdrowieniu ludzie się nawrócili i wszyscy zaczęli chodzić do kościoła.

Piotr Rudder zmarł 22.03.1892r. Siedem lat później dr Van Hoestenberghe z ekshumowanego ciała Ruddera wyjmuje piszczele i kości strzałkowe i daje ostateczny dowód podwójnego złamania i uzdrowienia. Dr Diday, który wcześniej bluźnit przeciw świętości Lourdes, a potem stał się jej obrońcą, napisał: „Jeżeli ręka była Boża, to jednak ślad, który zostawiła, jest na wskroś ludzki”.

„TOP GUN” PO LATACH

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl 2022-06-17 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/top-gun-po-latach,p267409129

Kiedy 35 lat temu rozpoczynałem swoją życiową przygodę z lotnictwem, na ekrany światowych kin, wchodził film „Top Gun”, który stał się szybko prawdziwym hitem. W Polsce zrobił furorę, rozprowadzany w ogromnych ilościach na kasetach VHS, albowiem to właśnie schyłek lat 80. XX w. był czasem rozkwitu popularności magnetowidów.

W trakcie nauki w Ośrodku Szkolenia Kontroli Ruchu Lotniczego, oglądaliśmy go z kolegami z zapartym tchem, w oryginalnej wersji dźwiękowej, mając w założeniu osłuchiwać się z językiem angielskim i specyficznym żargonem. Film opowiadał o szkole lotniczej Miramar w Stanach Zjednoczonych, nazywanej 

Top Gun i przeżyciach uczących się w niej pilotów marynarki wojennej. Wartka akcja, wpadająca w ucho muzyka w modnym wówczas stylu teledyskowym i doskonałe zdjęcia, sprawiły, że film okrzyknięto mianem kultowego, i przez lata, żaden inny produkt Hollywood nie odebrał mu palmy pierwszeństwa w tym gatunku kinematografii. To właśnie ten film wyniósł na szczyty międzynarodowej sławy aktora Toma Cruise, grającego w nim pilota myśliwca F14 Tomcat. Nikt z nas nie widział w nim jeszcze gwiazdora, którym wtedy zaczynał się stawać. Przez wszystkie lata kariery pozostawał w kręgu zainteresowania mediów, które rozpisywały się nie tylko o jego dokonaniach zawodowych, ale też o życiu prywatnym.

Nie mieli z tym kłopotu, ponieważ Cruise dostarczał dziennikarzom tematów z dużą determinacją, stając się główną twarzą tzw. kościoła scjentologicznego, który reklamował zachęcając przede wszystkim świat aktorski do przekazywania scjentologom procentu od dochodów obiecując, że w zamian zdobędą moce, które wyniosą ich kariery w kosmos popularności. Niewątpliwie, aktor przyciąga do kin mnóstwo widzów, od kilku już dekad. Takie tytuły, jak „Ostatni samuraj”, „Wojna światów”, „Walkiria”, czy kolejne części „Mission Impossible”, ugruntowały jego silną pozycję na rynku. Jego sprawność fizyczna i niechęć do korzystania z pomocy kaskaderów, działają na ludzi, niczym magnes. Nieustannie na szczycie, wiecznie młody i bogaty, z pewnością przysporzył swym promotorom wielu wyznawców, choć jego aktywność na tym polu była tak natrętna, że z czasem zniechęcił do siebie sporą grupę koleżanek i kolegów po fachu. Być może była to zwykła zazdrość środowiska nie mogącego wybaczyć mu, bądź to majątku wycenianego na 600 mln dolarów, bądź to atrakcyjnych partnerek, którymi zwykł się otaczać, a przypomnijmy, iż do dziś zdążył się ożenić i rozwieść trzykrotnie. W Hollywood nikogo to nie razi, choć pojawiały się pogłoski, że to małżeństwa fikcyjne, będące przykrywką dla jego rzeczywistej orientacji seksualnej, o której całkiem głośno w kulisach. Otwarcie mówi się bowiem, że doborem jego małżonek zajmował się osobiście lider tego „kościoła”, który ponoć nie tylko zobowiązuje swych wyznawców do dożywotniej wierności i regularnego zasilania skarbca, ale posuwa się do aktów upokorzeń wobec nich, czy nawet zmuszania fanek do aborcji, a sam ruch znalazł się na celowniku FBI w związku z podejrzeniami o handel ludźmi.

Tom Cruise, w związku z próbami pozyskiwania dla sekty francuskich polityków, został podobno okrzyknięty „bojownikiem organizacji” przez władze Paryża, które ogłosiły, iż nie będzie przez nie mile widziany w tym mieście. Nawiasem mówiąc, Francja nie uznaje tego kościoła za religię, stąd Cruise fatalnie trafił zabiegając niegdyś o spotkanie z premierem Nicolasem Sarkozym w czasie, gdy wielu członków sekty, m.in. jej założyciel Ron Hubbard, zostało skazanych za oszustwa i nakłanianie do samobójstwa. Jeśli zlewaczała i sprotestantyzowana Francja posunęła się do takiego gestu, to sprawa musiała być poważna.

Niemniej jednak, poza tym wszystkim, chciałbym zwrócić uwagę na element w zasadzie niezauważany, a będący moim zdaniem rzeczywistym motorem napędowym sukcesu aktora, jakim była amerykańska armia. Pod koniec lat 80 ubiegłego wieku, kiedy żelazna kurtyna formalnie opadała z głuchym łoskotem, chętnych do wojskowego życia w Stanach nie było. Młodych ludzi należało w jakiś sposób zachęcić do poświęcenia dla ojczyzny, mimo braku oficjalnego wroga. „Top Gun” spełnił swoją misję wyśmienicie. Do armii ruszyły rzesze młodzieży chcącej utożsamiać się z przystojnym i odważnym Maverickiem. A do tego, pilotem! Punkty werbunkowe lokalizowano obok kin. Ilość zgłoszeń do US Navy, przy której pomocy film powstał, jak opisywał to producent John Davis, wzrosła o 500%.

Młodzież ta nie miała jeszcze pojęcia o tym, że trzy lata później rozpocznie się wojna w Zatoce Perskiej, a wkrótce kolejne. Od „Pustynnej Tarczy” począwszy, przez „Pustynną Burzę”, „Nagły Grom” i wszystkie pozostałe misje „pokojowe i stabilizacyjne”. Ale Pentagon wiedział przecież doskonale. Później było jeszcze gorzej, bo we wrześniu 2001 roku, amerykańscy myśliwcy nie mieli okazji popisać się umiejętnościami na własnym niebie i ten blamaż ciążył dowództwu niczym kamień u szyi, przez kolejne dwie dekady.

Tak zrujnowany wizerunek trudno odbudować. Niezbędne są wielomilionowe nakłady i skuteczna propaganda.

I tu znowu wątek osobisty. W roku 2020, kiedy z czynną pracą w lotnictwie się rozstawałem, widzowie wyczekiwali już  na tzw. sequel, czyli obraz zatytułowany „Top Gun: Maverick”, który miał się pojawić w kinach, w czerwcu. Wszystko zaprzepaściła tzw. pandemia i na kontynuację przeboju kasowego przyszło nam czekać dwa lata. Tę, drugą część, podobnie, jak pierwszą, miał reżyserować Tony Scott, noszący się rzekomo z tym zamiarem już 10 lat temu. Ponoć, na dzień przed spotkaniem w tej sprawie z Tomem Cruise, popełnił samobójstwo.

Z realizacją pomysłu czekano do roku 2018 i podjął się jej reżyser polskiego pochodzenia, Joseph Kosinski. Film wszedł na ekrany pod koniec maja 2022 roku i z ust tych, którzy zdążyli go obejrzeć, słychać mnóstwo pochwał. Ja też go z chęcią zobaczę i liczę na emocje nie mniejsze, niż ponad trzy dekady temu. Maverick powrócił, tym razem w roli instruktora. Na innym typie samolotu, po przejściach, ale ciągle ten sam. Jak to szybko minęło. „Top Gun”, w swych dwóch odsłonach, stał się klamrą czasową mojego związku z lotnictwem, jakże dla mnie pięknego i ważnego. Wiem jednak, że miał niebagatelny wpływ także na życie (i to dosłownie) tysięcy innych ludzi. Obawiam się więc, że jeśli moja ocena powodu popularności tego obrazu jest trafiona, to w ciągu najbliższych paru lat ponownie odciśnie on swe piętno, nie tylko na miłośnikach kina.

Felieton ukazał się w 24 numerze Warszawskiej Gazety

Zgodnie z łajdacką tradycją

Stanisław Michalkiewicz 17 czerwca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5197

Nie mieli szczęścia Polacy z Wołynia i innych części Małopolski Wschodniej, bo w 1943 roku zostali wymordowani przez Ukraińców – wyznawców Stefana Bandery, który dzisiaj uważany jest za jednego z ojców ukraińskiej niepodległości i bohatera narodowego. Ten mord był expressis verbis wpisany w nacjonalistyczną teorię Dymitra Doncowa, według której nie ma co zawracać sobie głowy ludnością obcoplemienną, tylko zwyczajnie ją wymordować, zapewniając w ten sposób przestrzeń życiową dla Ukraińców, którzy, nawiasem mówiąc, też dzielili się na „elitę” i „czerń”, która dla „elity” powinna się poświęcać, albo też być poświęcana. Dymitr Doncow nie miał sposobności, by swoją teorię od razu wprowadzić w czyn, ale II wojna światowa taką sposobność stworzyła.

Ukraińcy poddani w czasach sowieckich okrutnemu eksperymentowi w postaci sztucznie wywołanego głodu, związali swoje nadzieje z Niemcami, w przekonaniu, że Niemcy przyniosą Ukrainie upragnioną niepodległość, podobnie jak to zrobiły w czasie I wojny światowej. Tym razem jednak byli to inni Niemcy, mianowicie narodowi socjaliści, którym odbudowywanie niepodległej Ukrainy w zasadzie nie przychodziło do głowy. Toteż po pierwszym miodowym okresie, kiedy to powstał zalążek ukraińskiego wojska w postaci dywizji i batalionów SS, a także pomocniczej policji w służbie niemieckiej, nastąpił bolesny powrót do rzeczywistości. Kiedy okazało się, że Niemcy nie tylko żadnej Ukrainy nie będą odbudowywały, a w dodatku – prawdopodobnie przegrają wojnę, policja pomocnicza dostała rozkaz zdezerterowania i w ten sposób, powstała UPA.

Ponieważ stawało się jasne, że ambitnych celów wojennych nie da się już zrealizować, to postanowiono osiągnąć cel, który był jeszcze możliwy do osiągnięcia, mianowicie – wymordowania ludności polskiej. Ta okrutna „czystka etniczna” doprowadziła do zagłady ponad 100 tysięcy Polaków, a zdecydowana większość tych, którym udało się przeżyć, wyjechała do pozostającej pod sowiecką okupacją Polski. Wskutek czego tamte tereny są dziś przez Ukraińców uważane za własne, a Polska nie ośmiela się tego kwestionować.

Ten przykład pokazuje, że zbrodnia popłaca, pod warunkiem szczęśliwego zbiegu okoliczności. A zbieg okoliczności był taki, że z jednej strony Sowieci przesunęli Polskę na zachód, a z drugiej strony Amerykanie potrzebowali Ukraińców jako narzędzia dywersji wobec Sowietów. Dlatego Ameryka hołubiła i nadal hołubi banderowców, którym puszczono w niepamięć „kolaborację” z Hitlerem – w innych przypadkach niewybaczalną.

Oto co pisze w swoich wspomnieniach Adam hr. Ronikier, podczas okupacji prezesujący Radzie Głównej Opiekuńczej – jednej z dwóch polskich instytucji (drugą był Polski Czerwony Krzyż) działających oficjalnie w Generalnej Guberni, której częścią była też Małopolska Wschodnia.

Ponieważ zaś ze wschodniej połaci RP, z Wołynia, nadchodziły tragiczne wieści o rozpoczynających się tam rzeziach ze strony Ukraińców, postanowiliśmy tam pracę organizacyjną straży (obywatelskiej – SM) rozpocząć. Przybywający stamtąd w popłochu i rozpaczy uciekinierzy zapewniali nas, że wszystko, co zdrowe i uczciwe będzie można dla obrony użyć i w ten sposób konieczną pomoc nieszczęsnej ludności przynieść. Toteż jak piorun z jasnego nieba spadła na nas wiadomość przywieziona przez mych wysłanników z Warszawy, że Delegatura Rządu jest zasadniczo przeciwna tworzeniu straży i że swego przyzwolenia stanowczo odmawia. (…)

Struty bardzo tym tak smutnym obrotem sprawy Straży Obywatelskiej, do której przykładałem tak wielką wagę, gdyż wiedziałem, co grozi ludności polskiej od Ukraińców szczególniej (…) W tymże czasie sprawa Wołynia zaczęła przybierać wprost tragiczne kształty. Gwałty i morderstwa dokonywane na Polakach przez zamieszkałych tam Ukraińców, nie tylko nie ustawały, ale z dniem każdym przybierały na sile i barbarzyńskich formach. (…) Tak topniał stan posiadania polskiego w tej odwiecznie do Polski należącej ziemi, a panowie z Delegatury, nie pozwoliwszy nam na zorganizowanie obrony, nie raczyli myśleć o tym, że złemu trzeba było przynajmniej próbować zaradzić, a nie zostawiać bez żadnej pomocy te rzesze polskie na Kresach.

Przecież przykład, który miał miejsce w Równem, gdzie dwaj nasi delegaci uzyskawszy od Kreishauptmanna broń, rozdali ją Wołyniakom, którzy dzięki temu nie tylko potrafili Ukraińców wziąć w ryzy, ale naokoło Równego kraj cały doprowadzić do ładu i porządku – przeczy kategorycznie tym naszym mędrkom, którzy teraz powiadają, że i tak nic by to nie dało zrobić, bo władze niemieckie nie pomogły.

No dobrze – ale dlaczego „panowie z Delegatury” zajęli takie nieprzejednane stanowisko, które Polaków kresowych wydało na śmierć bez obrony? Tego nie wiem, ale nie wykluczam, że z obawy, co na to powie Nasz Ówczesny Najważniejszy Sojusznik, czyli Winston Churchill, którego Sowieci codziennie informowali, jak to AK kolaboruje z Niemcami. Słowem – że Polacy na Wołyniu zostali pozostawieni własnemu losowi ze strachu Delegatury Rządu, no i oczywiście – samego Rządu RP w Londynie przez Churchillem. Jest to oczywiście wyjaśnienie najbardziej uprzejme.

Nie mieli więc szczęścia kresowi Polacy wtedy, bo albo zostali wymordowani, albo uciekli, a wszelkie ślady polskości zostały przez organizatorów i wykonawców tego mordu starannie usunięte. Ciekawa rzecz – bo nie mają szczęścia i dzisiaj. Polska liczy co prawda ponad 312 tys. kilometrów kwadratowych, ale okazuje się, że na jej terytorium nie ma miejsca, na którym można by tym pomordowanym nieszczęśnikom postawić pomnik. A pomnik jest; został ufundowany przez Polonię Amerykańską i przedstawia orła, w którego otwartej piersi, w otworze w kształcie krzyża, widać dziecko nadziane na tryzub. Poniżej rodzina w płomieniach i odcięte głowy nadziane na sztachety.

Wprawdzie rada gminy Jarocin leżącej między Janowem Lubelskim i Niskiem uchwaliła, by ważący 10 ton monument stanął w niewielkiej wsi Domostawa, leżącej tuż przy granicy Kongresówki z Galicją, ale chyba do tego nie dojdzie, bo dyrektor odlewni w Gliwicach odmówił udostępnienia szablonu niezbędnego do zmontowania pomnika, pod pretekstem „aktualnej sytuacji politycznej” oraz wycofał się też z wcześniejszej obietnicy przewiezienia i zmontowania monumentu. Widocznie od kogoś usłyszał: wiecie, rozumiecie, dyrektorze – no i wszystko jasne.

Jak wiadomo, „aktualna sytuacja polityczna” polega na tym, że pan prezydent Duda i cały rząd „dobrej zmiany”, na rozkaz Naszego Złociutkiego Pana z Waszyngtonu, wchodzi Ukraińcom gdzie trzeba bez mydła. Gdyby w takiej „sytuacji politycznej” doszło do zmontowania pomnika, to na samą myśl, naszym Umiłowanym Przywódcom cierpnie skóra, bo Nasz Złociutki Pan albo natarłby im uszu, albo przynajmniej im natupał i na nich nakrzyczał. Taką ci to „politykę” prowadzą nasi obecni mężykowie stanu, jak się okazuje – zgodnie z tradycją.

Ludzie z wewnętrznego kręgu prezydenta Ukrainy kupili wielomilionowe rezydencje w Szwajcarii! Tak bardzo kochają Ukrainę, że postanowili tam nie mieszkać.

Tak bardzo kochają Ukrainę, że postanowili tam nie mieszkać.

9 czerwca 2022 https://halturnerradioshow.com/index.php/en/newspage/world/ukraine-president-s-inner-circle-buying-multi-milion-mansions-in-switzerland

Jeśli Ukraina wygrywa wojnę z Rosją, to dlaczego kluczowe osoby z kręgu prezydenta Zełenskiego kupują domy w Szwajcarii? Z jakich źródeł przeznaczają na te rezydencje po 9 milionów dolarów? Czy kradziono „pomoc zagraniczną” USA, aby mogli kupić wielomilionowe rezydencje?

Podobnie jak większość krajów, Szwajcaria posiada rejestry gruntów wskazujące, kto jest właścicielem danej nieruchomości, za ile została sprzedana i jakie podatki są od niej płacone. Wyciągi z tych ksiąg wieczystych są dostępne dla ogółu społeczeństwa.

Wśród właścicieli luksusowych nieruchomości w krainie banków i alpejskich łąk są wysocy urzędnicy ze świty Zełenskiego.

Zaczynamy od Dmitrija Razumkowa, ukraińskiego polityka i byłego przewodniczącego Rady Najwyższej (legislatury). Zgodnie z wyciągiem z rejestru gruntów, wydaje się, że Razumkow kupił sobie luksusowy dom za 8 954 621,00 franków szwajcarskich, co w przybliżeniu odpowiada wartości dolara amerykańskiego. Jego nazwisko znajduje się na dole rejestru sprzedaży nieruchomości:

Następny jest Ołeksandr Danyliuk (Daniljuk) były sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Jego nazwisko pojawia się jako nabywca domu o wartości 9 126 538,00 CHF pokazanego na poniższym zapisie:

Następna jest historia Ludmiły Denisowej, rzeczniczki praw obywatelskich, zwolnionej z powodu fałszywych doniesień o okrucieństwach armii rosyjskiej wobec dzieci.

Koszt każdego domu to około 9 milionów franków szwajcarskich. Frank jest obecnie prawie równoważny dolarowi.

Tak bardzo kochają Ukrainę, że postanowili tam nie mieszkać.

Mało tego, skąd ci „urzędnicy publiczni” uzyskali po około 9 milionów dolarów każdy na zdobycie rezydencji w Szwajcarii?

Większość z tych domów została zakupiona ZANIM Rosja rozpoczęła swoją Specjalną Operację Wojskową na Ukrainie. Czy te domy były jakąś łapówką lub zapłatą dla tych urzędników publicznych, aby skłonić ich do wyprzedania Ukrainy przez podsycanie pożarów prowadzących do wybuchu wojny? Czy ci urzędnicy publiczni zostali opłaceni przez kogoś, aby skłonić ich do pomocy w rozpoczęciu wojny?

Albo – co gorsza – czy zagraniczna pomoc dla Ukrainy została skradziona, aby ci ludzie mogli kupić dla siebie luksusowe rezydencje, z dala od wojny, którą pomogli rozpocząć?

=====================

mail: Aby płynąca z serca pomoc dla krainy U nigdy nie osłabła..

Smartfony. Osiem obiekcji.

Zawsze Wierni nr 3/2022 (220) https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3057

ks. Alvaro Calderon FSSPX

Komunikacja, w znaczeniu przekazywania sobie informacji, pełni w życiu człowieka, będącego z natury istotą społeczną, niezwykle istotną rolę. Bez tego niemożliwa byłaby edukacja – czy to w rodzinie, czy też w społeczeństwie – i człowiek nie mógłby się rozwijać.

Jeszcze większe znaczenie ma ona dla chrześcijanina, ponieważ Jezus Chrystus pragnął, aby pomiędzy Nim a Jego wiernymi istniała jedność tak ścisła, jak w łonie samej Trójcy Przenajświętszej: „A nie tylko za nimi [apostołami] proszę, ale i za tymi, którzy przez słowo ich uwierzą we mnie; aby wszyscy byli jedno, jako ty, Ojcze, we mnie, a ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli” (J 17, 20–21). Chodzi tu o relację i zjednoczenie z Bogiem, dzięki czemu możemy budować więzi z naszymi bliźnimi – o miłość, miłość nadprzyrodzoną, której obiektem jest tak Bóg, jak i bliźni. Bez komunikacji nie ma ani Kościoła, ani zbawienia.

Środki komunikacji

Z tego właśnie wynika fundamentalne znaczenie środków komunikacji. Używamy tego sformułowania celowo, obecnie bowiem bardzo dużo mówi się o różnego rodzaju mediach społecznościowych. Zasadniczym środkiem chrześcijańskiej komunikacji jest Eucharystia. Ludzie zawsze jednoczyli się z Bogiem poprzez ofiarę i porozumiewali między sobą poprzez udział w uczcie, a Eucharystia jest jednym i drugim: boską ofiarą i boską ucztą, poprzez które chrześcijanin jednoczy się z Bogiem oraz swymi braćmi, stając się członkiem Mistycznego Ciała, którego głową jest sam Jezus Chrystus. Eucharystia jest sakramentem jedności Kościoła, środkiem, który tworzy, buduje i umacnia ową nadprzyrodzoną społeczność. Jest znakiem niezwykle prostym, zrozumiałym dla każdego, a równocześnie najskuteczniejszym – pod postaciami chleba i winą obecne są prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa. A dla wyjaśnienia tego znaku Bożej miłości, przez który Jezus Chrystus ofiaruje się Ojcu jako żertwa i daje się nam jako pokarm, Kościół umieszcza klejnot podwójnej konsekracji w liturgii Mszy Świętej, będącej źródłem naszego uświęcenia i całej kultury chrześcijańskiej. Prawdziwym środkiem komunikacji chrześcijańskiej jest więc Eucharystia.

Istnieją jednak środki komunikacji międzyludzkiej, w ostatnich czasach ogromnie udoskonalone, które, o ile nie używa się ich w sposób chrześcijański, mogą być słusznie określone mianem światowych. One także jednoczą ludzi w społeczność niejako powszechną, ale – możemy to tu powiedzieć – stanowiącą prawdziwy anty-Kościół, którego niewidzialną głową jest szatan. Obecnie podstawowym środkiem komunikacji jest smartfon (nazwa pochodzi z języka angielskiego, będącego sakralnym językiem doczesnej antyliturgii), sprytny mały telefon stanowiący rodzaj anty-Eucharystii, za pośrednictwem którego komunikują się ze sobą ludzie w dzisiejszym antytradycyjnym społeczeństwie. Tak jest obecnie, ponieważ być może jutro wszyscy będą już mieli w swoich mózgach czip, a na czołach liczbę 666. Jest to społeczeństwo wrogie wszelkiej tradycji, w którym wszystko zmienia się w coraz szybszym tempie.

Być może niektórzy uznają, że określenie przez nas smartfonu mianem anty-Eucharystii stanowi grubą przesadę. Czy nie zauważyliście jednak, w jaki sposób te małe urządzenia wciągają was w pułapkę i zniewalają, odciągając od modlitwy, rodziny i prawdziwej przyjaźni? Ileż to razy złośliwy dźwięk dzwonka przerywa nasze rozmowy, ile razy widzimy ludzi mówiących coś pozornie do siebie samych? Nie bez powodu nalegamy na wyłączanie telefonu przed wejściem do kościoła; jest tak dlatego, że odciąga nas on od Chrystusa. I to w stopniu o wiele większym, niż można by podejrzewać.

Rewolucja antychrześcijańska

Związek pomiędzy postępem w dziedzinie środków komunikacji a postępem rewolucji antychrześcijańskiej jest bardzo wyraźny. Proces, którego jesteśmy świadkami, rozpoczął się w XIV wieku wraz z narodzinami tzw. renesansu humanistycznego, kiedy wielu chrześcijan przestało stawiać Boga w centrum swego życia i skupiło się na sobie samych. Jest jednak niezaprzeczalnym faktem historycznym, że do narodzin tego antropocentrycznego ruchu przyczyniło się w ogromnej mierze wynalezienie papieru i prasy drukarskiej oraz, będący tego konsekwencją, spadek cen książek. Ludzie wykształceni nie chcieli już czerpać wiedzy od kapłanów i teologów; pragnęli mieć bezpośredni dostęp do źródeł mądrości: Biblii oraz pism starożytnych filozofów.

Dwa stulecia później, w XVI wieku, szeroki dostęp do przekładów Biblii na języki rodzime oraz zalew broszur różnego rodzaju samozwańczych teologów doprowadziły do tzw. reformacji protestanckiej, co byłoby niemożliwe bez znajomości technologii produkcji papieru i wynalezienia druku. To samo można powiedzieć o rewolucji francuskiej, która miała miejsce 200 lat później – w końcu XVIII wieku. Stała się ona możliwa dzięki zalewowi gazet i cienkich broszurek, które atakowały porządek chrześcijański, nie zadając już sobie nawet trudu – jak to czynili jeszcze herezjarchowie protestanccy – aby uzasadnić swoje stanowisko. Zwróćmy uwagę, iż im większe bogactwo środków komunikacji, tym większe ubóstwo przekazywanej treści.

Dwa wieki później mieliśmy II Sobór Watykański, podczas którego rewolucja modernistyczna zainfekowała samą hierarchię Kościoła. Był to w istocie sobór prasy, podczas którego ojcowie soborowi kierowali się w większym stopniu tym, co wówczas pisały dzienniki, niż głosem Ducha Świętego. Nie ulega wątpliwości, że reforma soborowa – będąca de facto skażeniem Kościoła zasadami antychrześcijańskiej rewolucji – nie byłaby możliwa bez współczesnych środków przekazu: maszyn drukarskich, codziennie wypluwających z siebie miliony egzemplarzy dzienników, radia męczącego nieustanną paplaniną oraz telewizji przyprawiającej wyobraźnię o zawrót głowy. Gazety pukały do drzwi, radio wkroczyło do domu, a telewizja zajęła miejsce przy stole w jadalni. Katolicy nie byli już w stanie myśleć.

Jednak dzisiejsze środki komunikacji są znacznie potężniejsze i nie znajdują się jedynie w domu, zagnieździły się w naszych kieszeniach! Obecnie nie tylko poprzez nasze smartfony mamy dostęp do bibliotek całego świata, ale też każdy czuje się dzięki nim powołany do bycia autorem; nie tylko można nieustannie słuchać radia, ale też zachęca się wszystkich do własnych transmisji; nie tylko możemy oglądać z otwartymi ustami różnego rodzaju programy telewizyjne, ale też stać się ich gwiazdami obserwowanymi przez innych. Zastanówmy się, jakie mogą być tego wszystkiego konsekwencje, biorąc pod uwagę, jak potężne narzędzia, pozwalające łatwo zawładnąć umysłami ludzi, ma obecnie do swej dyspozycji szatan.

Osiem obiekcji wobec smartfonów

Nas, kapłanów, nigdy nie przestaje zadziwiać, jak wiele różnych szkód mogą wyrządzić te małe, iście szatańskie urządzenia. Jesteśmy zdumieni i przestraszeni, jeśli zaś nie jesteśmy nimi przerażeni (tak jak powinniśmy), to wyłącznie dlatego, że pojawiają się one stopniowo i człowiek stopniowo się do nich przyzwyczaja. Spróbujmy więc sporządzić listę zagrożeń – niekiedy tak perwersyjnych, iż pisanie o nich jest krępujące; uważamy jednak, że naszym obowiązkiem jest powiedzieć to jasno i wyraźnie.

Zagrożenie nieczystością. Człowiek nosi obecnie w kieszeni ogromny zbiór materiałów pornograficznych, do którego dostęp może uzyskać bez konieczności stania w kolejce do kina porno albo robienia kłopotliwych zakupów u właściciela kiosku, który zarabia pieniądze na nieszczęściu innych – wystarczy tylko nacisnąć klawisz. Znajduje się więc w stałej okazji do grzechu, trzymając w ręku gotowy wybuchnąć przy każdej pokusie kanister z benzyną. Jak wielkiej cnoty potrzeba w takiej sytuacji, aby nie skończyć w płomieniach?

Zagrożenie nieskromnością. W wypadku mężczyzny pokusa dotyczy głównie tego, aby patrzeć, u kobiety zaś, aby być obserwowaną. Obserwowaną, ale niedotykaną. Ulegająca pysze młoda dziewczyna pragnie zwracać na siebie uwagę, jednak bez dawania tego do zrozumienia. Mały ekran stwarza jej idealne warunki do zaspokajania swej próżności i wyzbywania się wstydu, ponieważ pozwala jej „zarządzać” swoim wizerunkiem i daje złudzenie bezpieczeństwa. Są jeszcze tacy, których wciąż szokuje wulgarność reality shows1, nie dostrzegają jednak tego, że obecnie małe kamery rejestrują niemal wszystko, czyniąc całe społeczeństwo aktorami podobnego widowiska. Rodzice nie przejmują się w najmniejszym stopniu tym, że dzięki smartfonowi chłopak ich córki może zaglądać do jej pokoju.

Zagrożenie uwiedzeniem. Uwodziciel ma obecnie do dyspozycji idealne narzędzie, dające mu bezpośredni dostęp do jego ofiary. Młoda dziewczyna ceni się zazwyczaj na tyle, aby nie rozmawiać z nieznajomym. Kto jednak może oprzeć się pokusie przeczytaniem esemesa? Nikt nie pozwoliłby, aby jakiś obcy człowiek zbliżył się do ich córki i zaczął szeptać jej coś do ucha – telefon komórkowy mu to umożliwia. Jeszcze gorsze są wszystkie anonimowe rozmowy; anonimowość rodzi bowiem pokusę kontaktu ze zboczeńcem lub prostytutką, podobnie jak Ewa była kuszona poznaniem dobrego i złego. A owe małe urządzenia pozwalają człowiekowi wkroczyć do tych piekielnych obszarów ze złudnym przeświadczeniem, że można je w każdej chwili opuścić, jednym kliknięciem. Regularnie słyszy się jednak o przypadkach, kiedy młoda dziewczyna, niczym mysz zahipnotyzowana przez węża, wchodzi do domu swego dusiciela.

Zagrożenie chciwością. Widzimy, jak bardzo wzrasta pragnienie posiadania rzeczy materialnych. Już karta kredytowa stwarzała pokusę do nadmiernych wydatków, pokusę, której tylko niewielu było w stanie się oprzeć, w konsekwencji czego trzeba było trzymać zakupoholików w domach. Obecnie jednak nie ma potrzeby udawania się na zakupy do sklepu. Na wirtualnej witrynie w smartfonie można znaleźć dosłownie wszystko, dostępne w sprzedaży ratalnej za pomocą jednego kliknięcia. Wystarczy jedynie samo medium – smartfon. Skąd biedni tradycyjni katolicy posiadający liczne potomstwo mają wziąć pieniądze na telefon dla każdego dziecka? W przeszłości dzieci prosiły o trochę drobnych na słodycze lub karty kolekcjonerskie, obecnie proszą o smartfon.

Zagrożenie odrealnieniem. Ludzkość zawsze doświadczała konieczności odróżniania rzeczywistości od pozorów, ponieważ twarz nie zawsze odzwierciedla stan duszy, a niemal wszyscy maskują w jakiś sposób swą prawdziwą osobowość. Jak trudno jest poznać faktycznie swego własnego brata! Obecnie jednak wirtualna scena, na której występuje całe społeczeństwo, potęguje ów problem, prowadząc do autentycznego zbiorowego szaleństwa, masowego uzależnienia lub – co jeszcze gorsze – do rodzaju zbiorowego opętania. Wyrafinowane techniki tworzą iluzje, które bardzo trudno rozpoznać. Dziś nawet nasi pobożni wierni wierzą, że mają wirtualnych przyjaciół, wirtualne apostolaty, wirtualne dzieła miłosierdzia, choć rzeczywistość może być bardzo odległa od ich wyobrażeń (nie potępiamy ich tu, ale jedynie ostrzegamy). Zwróćmy uwagę na pewien smutny fakt: jesteśmy pewni, że większa część kapłanów, którzy opuścili Bractwo w ostatnich czasach, uczyniła to, gdyż dała się złapać w pułapkę iluzorycznego wirtualnego braterstwa. Jeśli dzieje się tak w naszej rodzinie kapłańskiej, dzieje się tak również z Wami, drodzy Wierni, w Waszych własnych rodzinach. Czyż tak nie jest?

Zagrożenie bezmyślnością. Widzieliśmy już, jak wraz z rozwojem środków komunikacji zanika zdolność myślenia. Kto mało czyta, wiele rozmyśla, a kto czyta wiele, rozmyśla mało (oczywiście nie mamy tu zamiaru zniechęcać do czytania dobrych książek). A jeśli litera wyczerpuje ducha, w o ileż większym stopniu czyni to film! Obecnie ma się w kieszeni tysiąc filmów, prowadzi się równocześnie tysiąc konwersacji, a nasz mózg bombarduje tysiąc wiadomości. Nie ma już ani sekundy nie tylko na kontemplację, ale nawet na myślenie. Doprowadzona do stanu wrzenia wyobraźnia tłumi właściwie wszystkie akty intelektualne. W podobny sposób dokonuje się demoniczne opętanie.

Zagrożenie upadkiem autorytetu. Są też tacy, którzy pragną rozwijać swe życie intelektualne i odkrywają różnego rodzaju wirtualne uniwersytety. Jednak „uczelnie” te, poza samą nierealnością, obciążone są również innym grzechem – pogardą dla autorytetu. Nie ma znaczenia, kto co wie, każdy ma prawo nauczać. To niczym ogromny rynek miejski, agora nowych Aten, gdzie wszyscy przynoszą swe własne mównice. Setki tysięcy mówią, a miliony słuchają (ponieważ nie ma bloga bez odwiedzających), niczego się jednak nie naucza i niczego się nie uczy, ponieważ wszelkie okruchy prawdy toną w oceanie niedorzeczności – i nikt już niczemu nie ufa.

Zagrożenie niczym nieograniczoną wolnością. Internet jest iluzorycznymi tryumfem wolności słowa. Słyszeliśmy nawet z ust pewnego kapłana: „Gazety i telewizja są kontrolowane, ale w Internecie można się swobodnie wypowiedzieć”. Cóż za iluzja! Wróg rodzaju ludzkiego potrafi wyrzec się dziesięciu, aby zdobyć milion: „Niech ten biedny tradycyjny księżulo mówi sobie, co chce; mnie wystarczy, aby tysiąc innych mówiło równocześnie za i przeciw Tradycji. Niech wszyscy idą na ateńską agorę, aby poznać prawdę!”.

Poprzestaniemy na tym, wszyscy jednak wiemy, że lista zagrożeń jest o wiele dłuższa.

Jeśli nasza sprawiedliwość nie będzie większa

Katolickie rodziny żyją obecnie w stanie pewnego rodzaju faryzejskiej hipokryzji, od której także my, kapłani, nie jesteśmy całkowicie wolni. Przywiązanie do smartfonów jest tak wielkie, a zło, jakie się z tym wiąże, natury tak wstydliwej, że o tym, co z pewnością rozpoznaje się w konfesjonale, nie wspomina się przy rodzinnym stole i trudno uleczyć z ambony. Jednak Zbawiciel ostrzega nas: „Jeśli nie będzie obfitowała sprawiedliwość wasza więcej niż doktorów zakonnych i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5, 20). Nie zachowujmy się jak strusie, nie zamykajmy oczu na stojące przed nami zagrożenia. Jeśli prasa utorowała drogę reformacji protestanckiej, a radio i telewizja umożliwiły rewolucję soborową, do czego doprowadzi nas obecna epoka Internetu i smartfonów? Musimy w stosowny sposób reagować.

Właściwa postawa katolików wobec świata i jego spraw nie polega na fizycznym odseparowaniu się od nich, jak w Starym Testamencie, czy też jak to czynią obecnie mennonici. Zbawiciel powiedział: „Nie proszę, żebyś ich zabrał ze świata, ale żebyś ich zachował od złego” (J 17, 15). Święci wydawali książki i broszury, a dziś będą korzystać z tych małych urządzeń, ponieważ zło nie tkwi w układach scalonych, ale w użytku, jaki się z nich robi. Chodzi o to, aby posługiwać się rzeczami tego świata z chrześcijańską cnotą, czerpiąc z nich dobro i odrzucając zło. Decyzja, aby nigdy nie używać komputera czy telefonu komórkowego, nie stanowi bynajmniej panaceum; jest jedynie środkiem, który zazwyczaj jeszcze pogarsza sytuację.

Powinniśmy przede wszystkim uznać, że mamy skłonność do zła ze względu na ranę zadaną naszej naturze przez grzech pierworodny. Praktykowanie cnót przychodzi nam z trudnością, nie należy więc propagować rozwiązań wymagających praktykowania ich w stopniu heroicznym. Musimy jednak w miarę naszych możliwości unikać okazji do grzechu, a taką okazję stwarza właśnie smartfon.

Co więc mamy czynić? Nie istnieją rady, których stosowanie byłoby roztropne w wypadku każdego z nas. Nie każdy też zdolny jest do takich samych wyrzeczeń, tak więc podawanie jakichś ogólnych zasad mogłoby przynieść skutki przeciwne do zamierzonych.

Posiadanie smartfona stwarza iluzję bezpieczeństwa, podczas gdy w rzeczywistości staje się często powodem napadów rabunkowych – tak więc nadzieję należy pokładać raczej w Aniele Stróżu, który nie jest rzeczywistością wirtualną.

Kiedy należy z nich korzystać? Dobrze jest nie mieć osobistych telefonów komórkowych, ale telefon rodzinny, po który sięga się w razie potrzeby.

Nie używajcie ich w domu, ale jedynie kiedy wychodzicie, pozostawiając je przy wejściu, podobnie jak parasol.

Blokujcie sieć wi-fi w waszych domach.

Po cóż zresztą dalej się nad tym rozwodzić; żadne tego rodzaju środki nie wystarczą, jeśli nie znienawidzi się źródła tak poważnych zagrożeń! Trzeba mówić o nim źle, sprawić, aby cieszył się należną mu reputacją, walczyć z urokiem, jaki na nas rzuca. Eucharystia albo smartfon. Pierwsze pociąga nas ku górze, drugie pogrążą w doczesności – na tym właśnie polega fundamentalna sprzeczność. Jeśli się od smartfonu nie uniezależnimy, utracimy Chrystusa Pana.

Za „The Angelus”, wrzesień 2018, tłumaczył Tomasz Maszczyk2.

Przypisy

  1. Programy telewizyjne realizowane bez udziału zawodowych aktorów, przedstawiające sceny z życia codziennego – przyp. red.
  2. http://www.angelusonline.org/index.php?section=articles&subsection=show_article&article_id=4103 [dostęp: 22.04.2022].

Świat elektroniki a świat dziecka. Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania.

Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania.

Bogna Białecka Zawsze Wierni nr 3/2022 (220) https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3056

Od kilku lat zajmuję się tematyką zagrożeń związanych z inwazją nowych technologii w życie nasze i naszych dzieci. Szczególnie niepokojące są wyniki badań pokazujących, jak wiele zaburzeń rozwojowych dotyka dzieci mające stały, nadmierny kontakt z ekranowym narkotykiem.

Jednocześnie wydaje się, że ta inwazja jest nie do odwrócenia. Choć na kilka tysięcy rodziców, z którymi miałam kontakt, zaledwie kilkoro dawało swoim dzieciom swobodny dostęp do komputerów i smartfonów z przekonania, że dzięki temu dzieci zyskują przewagę nad mniej technicznie zaawansowanymi rówieśnikami, to sytuacja nie wygląda różowo. Zaledwie pojedynczy rodzice decydują się radykalnie ograniczać kontakt dzieci z technologią. Reszta, choć z oporami, kupuje dzieciom smartfony, gry (w tym przeznaczone dla pełnoletnich odbiorców) i zakłada nielegalnie konta w mediach społecznościowych, bo boi się, że będą one wykluczone z grona rówieśników. Rodzice ci obserwują skutki, lecz załamują ręce, twierdząc, że walka z zanurzaniem się dzieci w nowe technologie jest skazana na niepowodzenie.

W rezultacie, choć teoretycznie na przykład na TikToku można założyć konto ukończywszy 13 lat, w praktyce głównym konsumentem są dzieci od szóstego roku życia. Choć gry mają oznaczenia PEGI, mało kto się nimi przejmuje. Choć stowarzyszenia psychologów i pedagogów wydają bardzo restrykcyjne rekomendacje dotyczące czasu ekranowego, niemal nikt ich nie przestrzega. W ten sposób tworzy się błędne koło. Rodzice ulegają presji i kupują dzieciom smartfony, gry itp., wyrządzając im krzywdę zostawiającą trwałe szkody rozwojowe.

Mechanizmy biologiczne odpowiedzialne za szkody rozwojowe

Mechanizm dopaminowy

Na skali od cukierka do kokainy ekrany znajdują się bliżej kokainy. […] Myśleliśmy, że możemy to kontrolować, lecz kontrola jest poza naszym zasięgiem. [Ekran] przemawia wprost do centrów przyjemności rozwijającego się mózgu. […] Nie wiedzieliśmy, co robimy z mózgami naszych dzieci, do momentu gdy zaczęliśmy obserwować tego konsekwencje1.

W naszym mózgu istnieje tzw. układ nagrody, który jest odpowiedzialny za przetrwanie. Jego działanie związane jest z produkcją dopaminy – najsilniejszej pojedynczej nagrody w mózgu. Ma ona podwójne działanie. Nie tylko przynosi przyjemność, ale przede wszystkim popycha nas do tego, żebyśmy powtarzali zachowania prowadzące do jej produkcji.

W naturalnych warunkach organizm produkuje ją, aby nagradzać nas za zachowania sprzyjające przetrwaniu. Na przykład: gdy jesteśmy głodni, pojawia się pragnienie, żeby się najeść; człowiekowi zaczyna być przyjemnie na samą myśl, że za chwilę coś skonsumuje – to właśnie wydzielanie się dopaminy zachęcająca nas do jedzenia. Podobnie perspektywa zbliżenia intymnego wywołuje wzmożoną aktywność dopaminy. Nagradza nas ona za zachowanie sprzyjające przetrwaniu całego gatunku (naturalną konsekwencją zbliżenia intymnego jest prokreacja). Kolejnym bodźcem do wydzielania się dopaminy są różnego typu sukcesy i zwycięstwa. Od najbardziej prymitywnego, gdy unikniemy zagrożenia fizycznego (na przykład uciekając przed atakującym psem), do bardziej wyrafinowanych zwycięstw. Gdy ktoś wygrywa konkurs i czuje przypływ satysfakcji – to działa dopamina; gdy ktoś słysząc komplement i miłe słowo czuje przyjemność – to też wpływ dopaminy.

Ważną cechą naturalnych źródeł dopaminy jest fakt, że to nieczęste doświadczenie. Co oznacza, że w naturze dopamina spełnia swą funkcję – nagradza nas i zachęca do zachowań przynoszących obiektywną korzyść.

Problem polega na tym, że część mózgu odpowiedzialna za przetrwanie jest bardzo prymitywna (ma ją nie tylko człowiek, ale także wszystkie inne ssaki) i nie odróżnia świata rzeczywistego od tego, co dzieje się na ekranie. Właśnie dlatego doświadczenia cyfrowe mogą być groźne i uzależniające. Dla układu nagrody pełne miłości słowa mamy: „Córeczko, jak ładnie posprzątałaś swój pokój!” są takim samym źródłem dopaminy jak kliknięty automatycznie przez koleżankę lajk pod zdjęciem na Instagramie. Pokonanie własnego rekordu w biegu, poprzedzone wieloma godzinami treningu i porażkami, ma tę samą wagę co wygrana w grze komputerowej. A małżeńskie zbliżenie intymne jest dlań taką samą okazją do prokreacji jak pornografia internetowa. W rezultacie cała masa dostępnych online atrakcji zyskuje ogromny potencjał uzależniający – nienaturalnie częste zwycięstwa w grach cyfrowych, zalew pozytywnych komentarzy, serduszek, lajków itp. w mediach społecznościowych i potężna mieszanka hormonów przyjemności związana z dostępną na kliknięcie pornografią.Dopaminowy potop zniewala i szybko prowadzi do uzależnienia. Szczególnie narażone na to są młode, niedojrzałe, a zarazem niezwykle plastyczne mózgi dzieci i nastolatków (choć zagrożenie to nie omija i dorosłych). W powstanie uzależnienia zaangażowany jest szereg mechanizmów neurologicznych, jednak już sama wiedza o dopaminie pozwala nam ocenić moc tego zagrożenia. Jednak nie potrzeba aż uzależnienia, aby nadmierny kontakt z ekranem stał się poważnym problemem zakłócającym prawidłowy rozwój.

Technowypalenie

Nie możesz wsadzać twarzy w ekran i oczekiwać, że rozwinie się zdolność dłuższej koncentracji uwagi2.

Kolejnym groźnym zjawiskiem, z którym nie radzi sobie mózg człowieka, jest przebodźcowienie. Każdy gwałtowny ruch, głośny, nagły dźwięk pobudza w układzie nerwowym reakcję „walcz-uciekaj”. Pojawia się adrenalina, przyciągająca uwagę człowieka do źródła nowego bodźca i dodająca energii do walki lub ucieczki. W normalnej sytuacji takich nagłych, nowych bodźców jest niewiele. Jednak w przestrzeni wirtualnej jest tego mnóstwo – dynamiczne gry, krótkie, kilkunastosekundowe filmiki (takie jak np. na TikToku) – to wszystko wprawia układ nerwowy człowieka w stan permanentnego alarmu. Długofalowe skutki są fatalne. Doktor Victoria Dunckley, psychiatra dziecięcy zajmująca się tym problemem, opisuje Zespół Stresu Elektronicznego związany z oboma mechanizmami (przebodźcowienia i ataku na układ nagrody). Rezultat? ADHD, zaburzenia rozwojowe, intelektualne, problemy z regulacją emocji i samokontrolą.

Bardzo wiele badań potwierdza destrukcyjny wpływ ciągłego kontaktu z ekranami na rozwijający się dopiero i bardzo wrażliwy na wpływy mózg młodej osoby. Małe dzieci (przedział wiekowy 0–2 i 3–5 lat) są szczególnie narażone na negatywny wpływ ekspozycji na ekrany. Ostrzegają przed tym zarówno psycholodzy dziecięcy, jak i producenci oprogramowania.

Czas spędzony przy komputerze może zakłócać rozwój wszystkiego, począwszy od zdolności motorycznych małego dziecka, do jego umiejętności logicznego myślenia i odróżniania rzeczywistości od świata fantasy3. Możesz zezwolić dziecku na godzinę ekranu dziennie, ale te produkty są tak zaprojektowane, żeby zawładnąć twoją uwagą… są uzależniające. Sprawiają wrażenie, że uspokajają dziecko i organizują mu czas… ale tak naprawdę nie mają na nie dobrego wpływu4. Jednocześnie zalecenia dotyczące czasu ekranowego dla małych dzieci są jednoznaczne: najlepiej, aby do końca drugiego roku życia dziecko nie miało żadnej styczności z ekranem, a dzieciom do piątego roku życia czas spędzania przed różnymi typami ekranów (w tym oglądanie bajek w telewizorze) powinien zostać ograniczony do maksymalnie jednej godziny dziennie.

Ile czasu moje dziecko może spędzać przed ekranem?

wiek dzieckałączna ilość czasu dzienniefilmyurządzenia mobilne*
0–2 lat
3–5 latdo 1 godz.
6–12 latdo 2 godz.
13–18 latdo 3 godz.

Zalecenia opracowane przez Amerykańską Akademię Pediatryczną i Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne; za: mniejekranu.pl

Zdajmy sobie sprawę, że w czasie nauki zdalnej nasze dzieci spędzały średnio 9 godzin dziennie przed ekranem5, a według NASK – 12 godzin dziennie w ciągu tygodnia i 6 w weekendy.

Zalecenia

Ograniczajmy kontakt (zwłaszcza małych) dzieci z nowymi mediami. Zamiast „relaksu” wpatrywania się w ekran proponujmy zdrowsze metody odpoczywania. Uczmy eliminowania nadmiaru bodźców. Niech nowe technologie będą zaledwie przydatnym, wykorzystywanym w przemyślany sposób narzędziem, wprowadzanym stopniowo, wraz z większą dojrzałością dziecka, a nie dominującym codzienność elementem życia.

Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania?

Rodzice muszą być zgodni co do ograniczenia dzieciom dostępu do elektroniki. Jeden rodzic nie może podważać w tym zakresie starań drugiego.

Znajdźcie sprzyjające środowisko – np. zajęcia dodatkowe dla dziecka, podczas których obowiązuje zakaz korzystania ze smartfona, tak aby dziecko nie było wykluczane jako pozbawione elektroniki.

Namówcie inne osoby z otoczenia dziecka do spędzania czasu bez elektronicznych zabawek. Możecie być zaskoczeni, jednak wielu rodziców też by chciało, żeby ich dzieci „odkleiły” się od smartfonów, i z przyjemnością przyjmą propozycje alternatywnych form spędzania czasu.

Miejcie w domu wiele atrakcyjnych alternatyw elektroniki, takich jak: gry planszowe, książki, komiksy, materiały plastyczne, klocki itp. Starajcie się też zaangażować dziecko w zajęcia, takie jak: uprawianie roślin, opieka nad zwierzętami, rękodzieło, sport.

Znajdźcie taki rodzaj rozrywki/odpoczynku, w którym możecie brać udział rodzinnie przynajmniej raz w tygodniu.

Zadbajcie jako rodzice o adekwatny, zdrowy wypoczynek dla samych siebie. Nie modelujcie odpoczywania przez przyklejenie do ekranu.

Ważne jest też wprowadzanie i ścisłe przestrzeganie zasad kontaktu z elektroniką. Warto pamiętać, że w stosunku do nastolatków konieczne jest angażowanie ich w proces wypracowywania zasad, aby czuły się zmotywowane do ich przestrzegania. Nastolatek po prostu potrzebuje poczuć, że zasady są „jego”. Właśnie dlatego warto pomyśleć nad stworzeniem skrzynki narzędziowej SMART ŻYCIA – zasad poruszania się w przestrzeni wirtualnej. Zasady te warto wydrukować i po złożeniu podpisu powiesić w widocznym miejscu – np. na lodówce.

Zapraszamy do zapoznania się z naszą propozycją przeznaczoną dla nastolatków w wieku 12–16 lat. Proszę pamiętać, że jest to skrzynka narzędziowa, z której można wyciągać dowolne, ważne dla konkretnej rodziny elementy.

Skrzynka narzędziowa SMART życia

Zasady podstawowe

  1. Ustalę z rodzicami, z jakich portali i zasobów internetowych mogę korzystać, a jakich mam unikać.
  2. To rodzice decydują, w jakie gry mogę grać i na jakich portalach społecznościowych mogę mieć konto.
  3. Będę przestrzegać ustalonych limitów czasu online.
  4. Gry, zabawy, kontakt z przyjaciółmi – to przywileje, które zyskuję po wykonaniu obowiązków domowych i odrobieniu lekcji.
  5. Zawsze mam plan, co chcę robić za pomocą urządzeń elektronicznych. Nigdy nie mają one służyć zabiciu czasu.
  6. Zachowam kulturę osobistą online.

Bezpieczeństwo osobiste

  1. Nigdy nie ujawnię osobom poznanym przez Internet mojego nazwiska, adresu zamieszkania, numeru telefonu i adresu szkoły. Jeśli ktoś mnie o to poprosi – powiadomię rodziców.
  2. Nigdy nie zdradzę swoich haseł do gier, mediów społecznościowych, adresu mailowego itp. nikomu poza rodzicami.
  3. Ustalę z rodzicami, jakie zdjęcia/wideo mogę publikować online. Nigdy nie zrobię sobie zdjęcia, którego nie pokazałbym własnej babci.
  4. Jeśli ktoś prześle mi pornografię lub coś, co mnie przestraszy, zaniepokoi, natychmiast odejdę od komputera (smartfona) i powiem o tym rodzicom.
  5. Jeśli ktoś poznany online poprosi mnie o spotkanie, powiem o tym rodzicom.
  6. Jeśli ktoś będzie mnie prześladował online – powiem o tym rodzicom.

Bezpieczeństwo technologiczne

  1. Nigdy nie otworzę załącznika przesłanego w wiadomości od nieznanej mi osoby.
  2. Jeżeli jakiś załącznik od znanej mi osoby będzie wyglądał podejrzanie – zapytam, czy na pewno jest nadawcą oraz o jego zawartość.
podpis dzieckapodpis rodzica

Zakończenie

Na zakończenie dodam coś optymistycznego. Z badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej wynika, że istnieją trzy najważniejsze czynniki chroniące dzieci i młodzież przed zachowaniami ryzykownymi (związanymi też z elektroniką i światem wirtualnym). Są to: rodzice jako przewodnicy (kochający autorytet), dobra atmosfera w klasie oraz zaangażowanie młodej osoby w praktyki religijne.

Dzieci i młodzież z uporządkowanym systemem wartości, w którym Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, są mniej skłonne do zachowań szkodliwych.

Co z jednej strony napawa optymizmem, a z drugiej strony – strzeżonego Pan Bóg strzeże, a zatem starajmy się wychowywać nasze dzieci w mądrości, wprowadzając jasne zasady kontaktu z urządzeniami elektronicznymi.

Przypisy

  1. Chris Anderson, były redaktor „Wired”, twórca GeekDad.com, członek zarządu firmy produkującej roboty i drony.
  2. Taewoo Kim, inżynier w One Smart Lab (uczenie maszynowe).
  3. Doktor Jane Healy, psycholog; za: N. Kardaras, Dzieci ekranu. Jak uzależnienie od ekranu przejmuje kontrolę nad naszymi dziećmi i jak wyrwać je z transu, tł. A. Jarosz, CeDeWu, Warszawa 2018, s. 50.
  4. Pierre Laurent, były dyrektor Microsoftu, za: tamże, s. 51.
  5. Według badań mojej fundacji. Zob. raport Etat w sieci 3.0.

Cztery przerażające opowieści mające na celu (dosłownie) zniechęcić cię do jedzenia

Warzywne jajka czyli czym zalać robaka

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/06/15/warzywne-jajka-czyli-czym-zalac-robaka/ [Odnośniki – w oryginale. MD]

Za mediami promującymi spożywanie robaków kryje się nowa energia. Ale ten reklamowany wielki ruch jest niewątpliwie punktem zwrotnym w kierunku hodowanego w laboratoriach mięsa i nabiału. Propaganda płynie szerokim strumieniem.

−∗−

W menu na dziś nowe danie żywnościowe. Materiał opisujący kampanie medialne na temat rzekomej kancerogenności naszych wiktuałów. Trudno to sobie wyobrazić, ale okazuje się, że pojawili się ‘eksperci’, twierdzący, iż produkty spożywane dotychczas praktycznie codziennie jak wołowina, ryby czy nabiał, nagle mogą stanowić przyczynę ciężkich chorób. Czy rzeczywiście takie zjawisko ma miejsce, kto tak uważa i czy proponuje coś w zamian? O tym Kit Knightly w swoim felietonie.

Zapraszam do lektury.

[Temat praktycznie nie istnieje w polskich mediach głównego nurtu, ale warto wiedzieć czym żyje zagranica gdyż może to być tylko kwestią czasu, a odpowiedni ‘dietetycy’ znajdą się również u nas]

_____________***_____________

Cztery przerażające opowieści mające na celu (dosłownie) zniechęcić cię do jedzenia

Nagle zupełnie zwyczajna żywność może wywoływać u ciebie raka. Dlaczego? I kto na tym zyska?

◊ ◊ ◊

Od miesięcy piszemy o narastającym kryzysie żywnościowym. Wyszczególniając w jaki sposób gospodarka była celowo sabotowana, aby podnieść koszty życia, zwłaszcza żywności, poprzez lockdowny i sankcje.

Ale wojny propagandowe są jak zwykłe wojny: mają teatry, fronty oraz jawne i tajne kampanie.

Tak, ten wielki szum związany z jedzeniem polega na tym, że musimy się zmienić, aby „ocalić planetę”, ale w mniejszych sferach dzieje się jeszcze więcej. Nieustanny strumień historii, artykułów i opracowań mających na celu podważenie powszechnego zaufania do spożywanego przez nas jedzenia.

Oto cztery przykłady, wszystkie z ostatnich dziesięciu dni.

1. Wołowina powoduje raka

3 czerwca MedicalXpress poinformował o nowym badaniu, w którym rzekomo (będziemy często używać tego słowa) stwierdzono, że czerwone mięso zwiększa ryzyko raka u niektórych osób.

„Badanie” to, przeprowadzone w Boston University School of Medicine i pierwotnie opublikowane w Journal of Nutrition, twierdzi, że odkryto, iż „nieprzetworzone” czerwone mięso zwiększa ryzyko raka jelita grubego {CRC} – u czarnych kobiet:

„Spożycie nieprzetworzonego czerwonego mięsa było związane ze zwiększonym ryzykiem CRC wg niniejszego badania, które jest pierwszym pozytywnym dowodem na to, że czerwone mięso odgrywa rolę w etiologii CRC u czarnych kobiet”

2. I ryby też

Następnie, 9 czerwca, Sky News poinformowało o innym badaniu, w którym stwierdzono, że regularne spożywanie ryb także zwiększa ryzyko – tym razem raka skóry.

To „badanie”, przeprowadzone na Brown University i opublikowane w czasopiśmie Cancers Causes and Control, stwierdza, że ci, którzy jedzą ponad 40g ryb dziennie, mają o 22% zwiększone ryzyko raka skóry:

„Odkryliśmy, że wyższe całkowite spożycie ryb, tuńczyka i ryb niesmażonych było pozytywnie powiązane z ryzykiem zarówno czerniaka złośliwego, jak i czerniaka in situ. Potrzebne są dalsze badania, aby prześledzić potencjalne mechanizmy biologiczne leżące u podstaw tych powiązań”

3. …i jeszcze więcej raka, tym razem z nabiału

Trzecie badanie, ponownie w MedicalXpress, tym razem z 9 czerwca, wykazało zwiększone ryzyko raka prostaty u mężczyzn pijących dużo mleka.

„Badanie”, przeprowadzone w Loma Linda University Health i opublikowane w American Journal of Clinical Nutrition, podsumowuje:

„Mężczyźni spożywający więcej produktów mlecznych, ale nie wapnia nienabiałowego, mieli wyższe ryzyko raka prostaty w porównaniu z mężczyznami, którzy spożywali ich mniej. Powiązania były nieliniowe, co sugeruje największy wzrost ryzyka przy stosunkowo niskich dawkach”

Jest to analogiczne do badania z zeszłego roku, przeprowadzonego przez tych samych naukowców, którzy odkryli, że picie mleka zwiększa ryzyko raka piersi.

4. Aha, i hodowanie własnych kurczaków powoduje zatrucia pokarmowe

Tym razem nie jest to badanie – i technicznie nie tylko o jedzeniu – ale 10 czerwca CBSNews poinformowało, że amerykańskie CDC uruchomiło „sondę” w sprawie wzrostu przypadków zatruć pokarmowych rzekomo związanych z ludźmi hodującymi własne kurczaki:

„Federalni urzędnicy ds. zdrowia badają kilka wielostanowych ognisk infekcji salmonellą związanych z drobiem przydomowym, twierdząc, że w tym roku ponad 200 Amerykanów zostało tym dotkniętych, z jednym zgłoszonym zgonem.

Przyziemne hobby hodowania podwórkowych stad stało się już modne w niektórych częściach Stanów Zjednoczonych podczas pandemii, ponieważ Amerykanie tkwiący w domu zakładali kurniki z myślą o świeżych jajach i towarzystwie zwierząt. Ale takie wysiłki w drobnym gospodarstwie mogą mieć swoją cenę”

Oczywiście wywodzi się to bezpośrednio z „epidemii ptasiej grypy”, która spowodowała ubój milionów sztuk drobiu, a ceny jajek i kurczaków gwałtownie wzrosły.

Co ciekawe, mówi się już, że to kurczęta ekologiczne i te z wolnego wybiegu są najbardziej dotknięte ptasią grypą, przez co niektórzy pytają, czy ptasia grypa może oznaczać „koniec kurczaków z wolnego wybiegu”.

Żadnych kurczaków z wolnego wybiegu, żadnej hodowli własnych kurczaków… hmmm… wydaje się, że niedługo jedynym sposobem na zdobycie kurczaka (i jajek) będą korporacyjne giganty Big Food.

Rozwiązanie

Tak więc, zgodnie z The ScienceTM – cała naturalna żywność, którą ludzie (i większość innych zwierząt) jedli dosłownie przez tysiące pokoleń, nagle w jakiś sposób prowadzi do raka.

Jeśli o mnie chodzi, to już umieram ze strachu.

Ale nie martwcie się, ponieważ istnieje kilka gotowych rozwiązań tego problemu: jeśli chcesz uchronić się od tego całego paskudnego kurczaka, jajek i mleka, spróbuj „alternatywnych form białka”.

To nic innego jak medialna gadka o jedzeniu owadów.

Nacisk na ten kurs rozpoczął się wiele lat temu, artykułami takimi jak ten z marca 2021r.:

„Jeśli chcemy ocalić planetę, przyszłość żywności to owady”

Było wiele negatywnych reakcji, a „Eat Ze Bugs” [Jedzta robaki] stało się ironicznym hasłem dla tych, którzy opierają się Nowej Normalności. Taki odzew na jakiś czas skutecznie zniechęcił do podawania w wiadomościach historii typu „Jedzmy owady”. Ale teraz to wróciło.

22 maja Forbes poinformował o kolejnym nowym „badaniu”, które najwyraźniej wykazało, że „jedzenie owadów może zmniejszyć wpływ na środowisko o ponad 80%”.

28 maja The Sun stwierdziło, że jedzenie owadów (między innymi) może „rozwiązać niedobory żywnościowe”.

6 czerwca skoncentrowany na dzieciach Newsround BBC nakłaniało dzieci do zadawania (raczej wiodących) pytań:

„Jedzenie owadów: czy powinniśmy jeść więcej? Dlaczego są tak dobre?”

A potem 11 czerwca Toronto Star po prostu zapytało:

„Dlaczego jeszcze wszyscy nie jemy owadów?”

A więc, tak, za mediami promującymi spożywanie robaków kryje się nowa energia. Ale ten reklamowany wielki ruch jest niewątpliwie punktem zwrotnym w kierunku hodowanego w laboratoriach mięsa i nabiału. Propaganda płynie szerokim strumieniem.

Pod koniec maja magazyn naukowy FreeThink poinformował, że nowa firma o nazwie Formo prowadzi badania nad wyhodowanymi w laboratorium produktami mlecznymi – „prawdziwym serem bez krowy”. Podczas gdy TechCrunch nagłaśniał roślinne substytuty jaj YoEgg.

6 czerwca Forbes poinformował, że „Owoce morza z hodowli komórkowej to nie tylko pomysł. To rzeczywistość”.

Zaledwie trzy dni temu ogłoszono, że izraelska firma ReMilk uzyskała akceptację do rozpoczęcia sprzedaży „precyzyjnie sfermentowanych produktów mlecznych bez udziału krów” w Stanach Zjednoczonych.

Tak więc, podczas gdy cykle informacyjne zalewają nas historiami, że wołowina, ryby i mleko powodują raka lub zatrucia pokarmowe, media głównego nurtu są pełne historii o korzyściach płynących z hodowli białek.

Czasopisma medyczne publikują artykuły takie jak ten, sugerując, że mięso hodowane w laboratorium jest „zdrowsze” niż mięso naturalne.

Artykuł sponsorowany przez Fundację Schmidta w Guardianie z 4 czerwca mówi nam, że mięso hodowane w laboratoriach może uratować planetę, jeśli ludzi da się „przekonać do dokonywania racjonalnych wyborów żywieniowych”.

6 czerwca CNN wybił w nagłówku:

Jak mięso z «laboratorium» może pomóc naszej planecie i naszemu zdrowiu”

… i dalej sugeruje, że fałszywe mięso zapobiegłoby „przyszłym pandemiom”, usuwając ryzyko przenoszenia wirusa odzwierzęcego.

Komunikat już nie mógł być jaśniejszy.

Cui Bono?

Załóżmy więc, że w ciągu najbliższego roku coraz więcej naturalnych produktów mięsnych/rybnych/mlecznych na rynku zostanie zastąpionych alternatywami wyhodowanymi w laboratoriach lub na bazie warzyw. Kto na tym skorzysta?

Odpowiedź na to pytanie jest niestety przewidywalna: to ci sami ludzie, którzy zawsze odnoszą korzyści.

Problemy są wielorakie, reakcje zróżnicowane, ale rozwiązanie jest zawsze takie samo – dać elicie więcej pieniędzy i więcej władzy.

Bill Gates mocno zainwestował w firmy hodujące mięso w laboratoriach, a także firmy produkujące „jajka” na bazie warzyw. Podobnie postępuje Jeff Bezos.

Warto zauważyć, że zaledwie wczoraj dyrektor generalny jednego z największych dostawców drobiu na świecie wezwał UE do zezwolenia na sprzedaż mięsa hodowlanego.

Czemu?

Ponieważ tak jak wielkie koncerny naftowe zareagowały na histerię zmian klimatycznych dużymi inwestycjami w odnawialne źródła energii, korporacyjni producenci mięsa zajęci są wykupywaniem alternatywnych firm „mięsnych”.

Gdy w grę wchodzą „siły rynkowe” i „polityka przyjazna klimatowi”, rządy wprowadzą środki, takie jak proponowane „podatki od mięsa”, dzięki czemu taniej będzie kupować fałszywe mięso niż prawdziwe mięso.

W końcu ci sami ludzie odnoszą korzyści bez względu na to, skąd czerpiesz energię elektryczną, i – w miarę trwania wojny z żywnością – ci sami ludzie odniosą korzyści, niezależnie od tego, czy kupujesz prawdziwe mięso, mięso hodowane w laboratorium, czy „alternatywne formy białka”.

Najbardziej poszkodowane przez to będą rodzinne gospodarstwa rolne, małe lokalne firmy oraz wszyscy producenci mięsa i nabiału o ekologicznym i etycznym pochodzeniu. I wielu z nich zostanie wyrzuconych z biznesu.

W międzyczasie społeczeństwo będzie miało „wybór” między nadmiernie drogim, masowo produkowanym, rzeczywistym mięsem nafaszerowanym hormonami i antybiotykami, a fałszywym mięsem laboratoryjnym zrobionym z Bóg wie czego.

A ponieważ ci sami korporacyjni giganci będą oferować obie opcje, tak czy inaczej napełnisz te same kieszenie.

Bon appetit.

_______________

4 Scare Stories designed to (literally) put you off your food, Kit Knightly, Jun 14, 2022

Uzupełnienia:

Piątka z bonusem czyli jak wykreować głód
Utrzymywanie wysokiej ceny ropy naftowej jest świadomą decyzją polityczną, która pokazuje, że koszty życia w kryzysie – i wszelkie wynikające z niego niedobory żywności – są projektowane celowo. (…)Po latach […]

_______________

Nowa Normalność w kurniku czyli jak smakuje jajko mRNA
Powodzenia w byciu „antyszczepionkowcem”, gdy ustanowią prawo by dosłownie wstrzykiwać do całej żywności białka kolczaste, eksperymentalne modyfikatory mRNA lub kto wie co jeszcze. […]

_______________

Sankcje – prawdziwy cel
Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen […]

_______________

Wojna na Ukrainie i „huragan głodu”
Wszystko wskazuje na to, że potrzebne są regionalne i lokalne systemy żywnościowe oparte na krótkich (lub przynajmniej krótszych) łańcuchach dostaw żywności, które będą w stanie poradzić sobie z przyszłymi wstrząsami. […]

_______________

Świat według Klausa
Ty i ja nie będziemy jeść robaków. Ty i ja nie będziemy wiecznie nosić masek. Ty i ja nie będziemy odgrywać ról cyborgów. I ty i ja nie będziemy w […]

Czy „Rzepa” jest platformą nazistów? Promuje zbrodniczy pułk „Azow”!

Zaaresztowany zbrodniczy pułk „Azow” wydał oświadczenie, które publikuje „nasza” „Rzepa”. Dlaczego? I jakim sposobem? Oraz w jakim celu?

Żadenazowiec” nie dysponuje smartfonem ani dostępem do komputera.

Joanna M.Wiórkiewicz https://niemcy.neon24.info/post/168299,czy-rzepa-jest-platforma-nazistow

Dziennik „Rzeczpospolita” opublikował we wtorek,14 czerwca buńczuczne oświadczenie  ukraińskiego nazistowskiego pułku „Azow” który ze swoim dowódcą Denisem Prokopienko poddał się Rosjanom w dniach 23-28 maja  po wyjściu z katakumb stalowni „Azow” w Mariupolu. 
Azowcy w ilości ponad 4 tysięcy z dodatkami (ukraińscy marines i inni) siedzą od tego czasu w aresztach śledczych w różnych punktach Republiki Donieckiej i Rosji.  Żaden z nich nie dysponuje smartfonem ani dostępem do komputera. Tymczasem „Rzepa” publikuje ich rzekome wspólne oświadczenie bez żadnego usprawiedliwienia. 
Co „Rzepa” ma na celu publikując  oświadczenie zbrodniczej organizacji, która ma na sumieniu życie dziesiątków tysięcy cywilów oraz cały szereg innych zbrodni?

Kto dostarczył „Rzepie”to oświadczenie i nakazał redakcji jego publikację? Przecież jego dowódca jest aresztowany. 
Pytania rodzą następne pytania.

——————-
Oświadczenie Pułku Azow: Teraz cały kraj jest Azowem

Pułk Azow na swoim kanale w serwisie Telegram zapowiada, że Mariupol zostanie w przyszłości wyzwolony spod kontroli Rosjan, tak jak stało się to osiem lat temu. (cd dla prenumeratorów) [rzepy, oczywiście. md]

14.06.2022 https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art36506371-oswiadczenie-pulku-azow-teraz-caly-kraj-jest-azowem

Jak należy rozumieć twierdzenie,że teraz cała Ukraina jest Azowem? Czy cała Ukraina jest obecnie nazistowska?
Prośba: Jeżeli ktoś dysponuje całością tego wiekopomnego oświadczenia, uprzejmie proszę o wklejenie go w komentarzach. [U mnie: przysyłanie do mnie. MD]

Białoruski neonazista stanął przed sądem za walkę w szeregach pułku Azow  [+FOTO] » Kresy - wiadomości, wydarzenia, aktualności, newsy
Polska firma ochroniarska ESA miała szkolić ukraińskich najemników
Ukraińska wystawa z neonazistą jako bohaterem jeździ po świecie
Neonazistowski marsz w Mariupolu - Portal informacyjny STRAJK
Ukraińscy Spartanie z pułku Azow. Żadnych prezentów dla Putina - Wiadomości
Ukraińscy Spartanie z pułku Azow. Żadnych prezentów dla Putina - Wiadomości
Białoruskie MSW wypowiada wojnę nazistowskim tatuażom

===============================

I dużo podobnych, można je wyguglać. MD

Rząd Chin dławi protesty w stylu NWO – za pomocą QR

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/chinczycy-zdlawili-protesty-w-stylu-new-world-order-za-pomoca-qr

Chińskie władze pokazały jakie są obecne możliwości prześladowania ludzi w nowym świecie, który został wykuty niedawno. Najpierw poblokowano depozyty bankowe wielu przedsiębiorcom, a kiedy ci chcieli zaprotestować, ich elektroniczne paszporty Covid 19 zostały przeprogramowane przez władze na kolor czerwony. Bez zielonego koloru Chińczycy są traktowani jak kryminaliści.

W Chinach już teraz gdy ktoś podpadnie, włącza mu się czerwony kod cowidowy w telefonie. Ktoś taki jest wtedy automatycznie kimś w rodzaju antyszczepionkowca i staje się totalnie uziemiony. Nie może na przykład jeździć koleją czy latać samolotem. Nie jest w stanie wykonywać prostych rzeczy, na przyklad nie wolno mu wejść do restauracji czy robić zakupów. Zupełnie jak jeszcze niedawno w UE. 

Warto sobie uzmysłowić, że kilka miesięcy żyliśmy w podobnej rzeczywistości, tylko z dnia na dzień nagle zmieniła się narracja i stwierdzono, że ten Covid to jednak tylko taki katarek dłuższy, Mimo to w UE przedłużono paszporty cowidowe o rok. To dobrze nie wróży i być może wkrótce i do nas, jak poprzednio, dojdzie ten niewyobrażalny zamordyzm covidowy jaki widzimy dzisiaj w Chinach.

Podobne działania wobec protestujących podjęto wcześniej w Kanadzie. Tam wyłączanie kont bankowych stało się metodą na łamanie wszystkich krytyków. Blokadą konta ukarano nawet dostawców pizzy, którzy dowozili prowiant dla protestujących. Wrogowie systemu nie będą się mogli już tak łatwo ukryć w nowym porządku świata, albo się dostosujesz albo giniesz. 

Zarazy i głód: Wszystko było zawczasu zaplanowane

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/06/14/zarazy-i-glod-wszystko-zawczasu-zaplanowane/

Date: 14 giugno 2022Author: Uczta Baltazara0 Commenti

Zarazy i głód: chyba niewielu z nas spodziewało się, że chaotycznemu upadkowi systemu będą towarzyszyć tak biblijne znaki – chociaż ich źródłem nie jest ani natura, ani jakiś mściwy bóg, lecz zostały celowo sfabrykowane przez ekipy decyzyjne, aby utrzymać się przy władzy. Oczywiście, w przypadku plag można mieć jakieś wątpliwości – mimo dowodów na to, że pandemie były zapowiadane i regularnie się pojawiały (co więcej, w przewidzianym wcześniej dniu, jak to miało miejsce w przypadku małpiej ospy), mimo absurdalnego zakazu leczenia, jaki nigdy wcześniej nie pojawił się w medycynie, a także mistycznego odwoływania się do magicznych substancji (niesprawdzonych wcześniej), które okazały się niebezpieczne i bezużyteczne, ale które chce się nadal narzucać.

Wszystkie te realia, tak czy owak, ujawniają działania umyślne, niezależnie od tego, gdzie się one się pojawiają, czy na początku historii – czyli w momencie powstania samego wirusa, czy też później – jako okazja do próby zaprowadzenia dyktatury sanitarnej lub raczej chorobowej.

Aby się o tym przekonać, poza niezliczonymi dowodami, wystarczy posłuchać słów – przypominajacego wieprza – Klausa Schwaba, szefa WEF, który (sfilmowany ukrytą kamerą) oznajmia, że to oni, superbogaci, trzymają za jaja politykę, media, a przede wszystkim badaczy i naukowców. Jakby chciał powiedzieć, że pandemia mogła zakończyć się wyłącznie sukcesem. Oczywiście, przygotowywano się do tego stopniowo, czyniąc ludność Zachodu coraz bardziej mizerną intelektualnie i coraz bardziej kruchą emocjonalnie. [w oryg.:

En caméra cachée, Klaus Schwab, le Fondateur du Forum Économique Mondial avoue avec fierté: « Nous les avons tous dans nos sacs, les politiciens, les médias et surtout les experts et les scientifiques. »]

========================

Dlatego wciąż istnieją osoby chorujące na powracającego Covida – co mam miejsce po długiej serii wkłuć – często z dolegliwościami, których się wypierają, a które mówią: “Kto wie, co by się ze mną stało, gdybym nie został zaszczepiony”. Tak jak niektóre zwierzęta, które udają martwe, aby nie dać się pożreć, tak oni udają przygłupów, by nie widzieć tego, co ich otacza, by nie musieć brać w tym udziału.

Jeśli zaś chodzi o klęski głodu, nie ma żadnych wątpliwości co do ich umyślnego pochodzenia: jeśli uniemożliwi się handel z krajem takim jak Rosja, który produkuje 40% zboża na świecie i 25% nawozów sztucznych (45%, jeśli uwzględnić Białoruś), klęska głodu jest nie tylko przewidywalna, ale wręcz pewna. Zrobiono wszystko, aby sprowokować konflikt i nałożyć sankcje, które z matematyczną pewnością doprowadzą do braku żywności lub przynajmniej do stratosferycznego wzrostu cen, co w rzeczywistości spowoduje na Zachodzie głód.

Świadomy charakter działań wyraża jeszcze lepiej próba stworzenia wrażenia, że klęska głodu wynika z faktu, iż statki ze zbożem nie mogą wypływać z portów ukraińskich. Pomijając fakt, że to właśnie Kijów tego nie chce – ilość owego zboża nie jest na tyle duża, aby spowodować klęskę głodu: Rosja eksportuje co roku dwa razy tyle zboża, a w tym roku ze względu na obfite zbiory mogłaby eksportować trzy razy tyle.

Do tego zaplanowanego głodu dochodzą zaburzenia w bilansie płatniczym krajów, które muszą importować te towary, ponieważ podwyżka stóp procentowych dokonana przez Rezerwę Federalną spowodowała wzrost obciążeń dla zagranicznych dłużników: w wielu biednych rejonach świata dylemat polega na tym, czy spłacić dług wobec bankierów, czy wyżywić ludność. Nie do pomyślenia jest, że nie wzięto pod uwagę konsekwencji sankcji nałożonych na Rosję, ponieważ gospodarka światowa jest systemem wzajemnie powiązanym, w którym nawet najmniejsze zakłócenia mają ogromne skutki: nie jest wcale zbyt śmiałą tezą, że to, co wydaje się być sprowokowaną przez Zachód wojną między Rosją a Ukrainą, jest w rzeczywistości impulsem do restrukturyzacji gospodarki światowej i przeciwdziałania chińskiemu nowemu Jedwabnemu Szlakowi. To, czy w następstwie tego procesu umrą miliony czy dziesiątki milionów ludzi, nie interesuje zbytnio amerykańskich «filantropów», wręcz przeciwnie – stanowi to w pewnym sensie sukces ich maltuzjańskich projektów.

Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z planem, ponieważ ten rodzaj szantażu otworzył wszystkim oczy i teraz prawdziwy konflikt podszewkowy toczy się wokół stworzenia nowej gospodarki, w której centrum handlowym nie będzie już więcej Ameryki Północnej oraz długów w dolarach, będących spuścizną neoliberalnej polityki handlowej sponsorowanej przez USA, podporządkowanej protekcjonizmowi USA i strefy euro. Wszystko to będzie się wiązało z moratorium na spłatę długów i z likwidacją takich imperialnych instrumentów, jak MFW i Bank Światowy – co do tego nie ma wątpliwości. Pozostaje tylko zorientować się, jak potoczy się tenże rozpoczynający się proces: czy nastąpi upadek systemu zachodniego, odrzucanego obecnie przez jego własnych mieszkańców, czy też dojdzie do wielkiego konfliktu planetarnego.

Na podstawie:https://ilsimplicissimus2.com/2022/06/14/pestilenze-e-carestie/

$$$

Elity zawsze używają swoich marionetek: aktorów filmowych, piosenkarzy, aby wpływać na ludzi. Oto jedna z nich (Jolie), która promuje program WEF i mówi ludziom, żeby jedli owady: [link w oryginale. MD]

Szarża takich, co krzyczą: „Wszyscy inni to ZDRAJCY. Samotnie! Za Polskę!! Za Prawdę !!!” …. i giną w beznadziei.

====================

[Znam takich. Trzech, pięciu. Im poświęcam. Dawniej były sztambuchy. MD]

——————–

Józef Mackiewicz, Lewa wolna, str. 397 inn. Działo się 19 sierpnia 1920, koło Sierpca.

=======================

…Kwiatkowski rozparł się, ręce na stole, głowa na rękach i zasnął. Brąkiewicz przymknął powieki, i nie wiadomo czy słuchał, czy drzemał po sutym obiedzie. Karol poprawił ścierpłą nogę pod stołem, ale uważnie i powoli, aby nie zadzwonić ostrogą. Ruczetta grał z kolei…

Co to?! Strzał?!… Bliski! Drugi trzeci. W oknie ukazała się przerażona twarz ochmistrzyni, otwarła usta i wyciągnęła rękę wskazując coś… Ale już zerwali się od stołu. Pierwszy dobiegł drzwi Brąkiewicz, za nim Kwiatkowski. Piesik i Karaś, chwytając karabiny, wyskoczyli oknem. To, na co wskazywała ochmistrzyni, to był biegnący z posterunku Adamowicz. W tej chwili dojrzeli tylko jego bladą twarz wykrzywioną, jakoś ukośnie, strachem:

– Wyskoczyli… nagle… bełkotał Do koniii! — krzyknął Brąkiewicz. — Karaaabin! zawołał Karol, widząc, że Wacek Ruczetta biegnie przez dziedziniec ze skrzypkami w jednym, ze smyczkiem w drugim ręku, zapomniawszy karabinu na oparciu krzesła. Poślizgnął się i ledwo nie upadł na ganku, ale Wacek go nie dosłyszał. Zawrócił więc do pokoju. chwycił karabin Ruczetty, i gnał za innymi, ostatni, z dwoma karabinami.

Brąkiewicz: – Spokój! Chłopcy!

Nerwowo zdejmowano torby, kiełznano konie. I ludzie i konie mieli zęby zaciśnięte: im bardziej, cofające się i unoszące pyski, zaciskały zęby konie, tym bardziej, kiełznając je, zaciskali zęby ludzie. Ruczetta przerzucił przez plecy karabin, nie miał czasu na przytraczanie skrzypiec. Zaczął je wpychać do tylnej kabury siodła. Dźwięknęły głucho struny, to pewnie złamał się podstawek. Dziwacznie stamtąd wystawał gryf, zakończony ślimakiem. Smyczek wpakował za pas.

Spokojnie Spokojnie! nawoływał Brąkiewicz, usiłując przydać głosowi ton koszarowego autorytetu. – Popręgi dobrze podciągać! Popręgi!. .

Skakali jeden za drugim przez niski płotek w przejściu między obora i stajnią. Brąkiewicz ostatni.

Nie karierem! Rysiaą!!

Pod kopytami mieli rżysko. Dopiero obejrzawszy się za siebie dostrzegli, jak rozwiniętym frontem, ławą, jeszcze bez krzyku, szla za nimi kawaleria bolszewicka. Pobłyskiwały klingi. Brąkiewicz ocenił w duchu odległość: .,wiorsta”… Zrównawszy się z nim, Adamowicz mówił: – Tam musiał być niewidoczny stąd jar… Tamtędy podeszli… Brąkiewicz nie odpowiedział.

Ostatnie trzysta metrów nie wytrzymali nerwowo, i przeszli w galop, wskakując na szosę u samego wylotu wsi. „Źle” przemknęło przez głowę Brąkiewicza, gdy nie dostrzegł na skraju ani piechoty, ani umocnień.

Ale w tym samym momencie wyskoczyła ulicą naprzeciw garstka konnych, prowadzonych przez oficera. Młody porucznik w ułance o granatowym otoku, oczy błędne, piana w kącikach ust, szabla wysoko wzniesiona nad głową.

– Za Polskę! Za mną! krzyczał w ekstazie. A dostrzegłszy obcych ułanów przed sobą: – Dołączyć!! Za mną! Naprzód! Szableeee!

Brąkiewicz osadził przed nim konia. – Panie poruczniku, my mamy rozkaz…

– Dołączyć!!! Zzzzarąbię, psubraty! Za mną, do ataku!

Na ułamek sekundy jego nieprzytomny wzrok prześlizgnął się po fantastycznym smyczku Ruczetty, zatkniętym za pas. Miał za sobą nie więcej jak trzydziestu konnych. A naprzeciw szła półkolem czarna ława bolszewickiej konnicy.

Brąkiewicz zorientował się w mig: -Rozkaz panie poruczniku!

I odwróciwszy się do swoich, półgłosem: To jakiś wariat. Dołączamy chłopcy, spokojnie, na samym końcu. A później odskoczymy między domy. Z wariatem nie można.

– Za Polskę! chrypiał histerycznie porucznik, tracąc głos.

Ława konnicy nieprzyjacielskiej szła już teraz pełnym skokiem na wieś. Zmiotą jak lawina. Wyrąbią tę garstkę jednym machem! To było jasne.

Brąkiewicz oglądnął się właśnie, którędy najwygodniej zwiać od tej nieprzytomnej szarży, gdy raptem stał się cud…

O trzysta metrów dalej na przodzie, już za wsią, na szosie do Sierpca, akurat w cieniu dwóch wysokich topoli, stał nie zauważony uprzednio, pomalowany w łaty, mały samochód pancerny. Wyglądał stąd jak drobna wieżyczka na kółkach, czy jak wędrowny mnich przyodziany raptem w szatę arlekina… Był to jakiegoś starego typu gracik, z jednym karabinem maszynowym, którego uchwyty trzymał starszy strzelec Władysław Łepkowski. Samochód ten należał do grupy ośmiu sztuk tego typu, rzuconych przez majora Arciszewskiego na drogi w trójkącie Raciąż – Drobin – Płock z zadaniem niepokojenia z flanki 4-tej armii sowieckiej. Dnia poprzedniego stoczyły one ciężki bój z 157-ym i 158-ym pułkami. Teraz jeden znalazł się przed Górą. Podpuścił on ławę konnicy blisko, za blisko może nawet. I dopiero wszyscy zwrócili na niego uwagę, gdy padł pierwszy urywany strzał: „tak!”. jeszcze dwa: „tak-tak!”…

To wstrzymało na sekundę dech w piersi patrzącym: czyżby się zaciął w takiej chwili?… Ale to było tylko odchrząknięcie; i już z wysuniętego żądła cekaemu poszedł ledwo dostrzegalny dymek: „tak-tak-tak-tak-tatatatata”. . .

Trząsł się cały i chlustał ogniem: – „ta-ta-ta-ta…” — nieprzerwaną świetnie wymierzoną serią po konnicy sowieckiej.

Zwariowany porucznik oprzytomniał i zatrzymał swą garstkę jeźdźców w ostatniej chwili.

A samochodzik pancerny trząsł się jak w febrze, chybotał, zdawało się, że lada chwila się rozleci, że pospadają zeń od konwulsyjnych drgań. łaciate jego blachy. „Ta-ta—ta—ta… ” miotał się, pluł ogniem, ział zniszczeniem. Wywracały się konie, spadali ludzie. Atakująca ława zmieszała się, zakotłowała i zawróciła pędem.

Atak był odbity.

19.06.22 Łomża – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

15/06/2022 przez antyk2013

Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy aby Trójcy Przenajświętszej
i Matce Bożej wynagrodzić za grzechy Polski!
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

19 czerwca, godz.12:00, kościół św. Andrzeja Boboli w Łomży – Msza Święta w intencji Ojczyzny i PODJĘCIA POKUTY przez naród.

Ok. godz.13:00 po Mszy Świętej wyruszamy w Pokutnym Marszu Różańcowym, pójdziemy z modlitwą pod figurę Chrystusa Króla, aby zawierzyć to co kochamy Chrystusowi Królowi Polski.

Przed Mszą Świętą część radosna Różańca świętego.

Tak toczymy duchową bitwę o Polskę Bogobojną i sprawiedliwą, rządną i gospodarną, aby Chrystus królował w sercach Polaków i państwie polskim!

Matka Boża Królowa zwycięży

i Polska polska zwycięży!

…bo u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi.

Pro Christo Rege, Rex Poloniae…

Kontakt do organizatora – Jerzy Kondrat 609 734

Share

19.06.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

15/06/2022 przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 12.00 jest  w Katedrze Msza Święta. O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

https://youtube.com/watch?v=ufbnv-It0Sc%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26fs%3D1%26autohide%3D2%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26wmode%3Dtransparent%26hl%3Dpl-PL

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Wszystkie szczepionki dla dzieci – są niebezpieczne. Dr Andrew Wakefield.

Wszystkie szczepionki dla dzieci – są niebezpieczne. Dr Andrew Wakefield – wywiad

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/06/14/dr-andrew-wakefield-wywiad/

Szczepionki dla dzieci są tak niebezpieczne, że CDC odmawia zbierania danych, aby wykazać, jak są bezpieczne. To nie żart. Wiedzą, że te szczepionki są niebezpieczne, a zbieranie danych tego nie zmieni.

−∗−

W menu na dziś danie z wywiadem. Rozmowa z dr Andrew Wakefieldem, którego nie trzeba przedstawiać żadnej ze stron sporu szczepionkowego. Autorem materiału jest Steve Kirsch, prezes Vaccine Safety Research Foundation (vacsafety.org), a temat spotkania może być tylko jeden. Wideo w języku angielskim, ale pytania i główne tezy podane w punktach poniżej.

Zapraszam do lektury i oglądania.

_____________***_____________

Wywiad z Andrew Wakefieldem

The NY Times opublikował niedawno artykuł oczerniający Andrew Wakefielda. Nie udało im się skontaktować z nim by uzyskać komentarz. Ale mnie tak. Miał wiele do powiedzenia. Wygląda na to, że historia się powtarza.

◊ ◊ ◊

Andrew Wakefield miał rację.

Miałem zaszczyt przeprowadzić z nim 90-minutowy wywiad, aby wyjaśnić wszystkie dezinformacje, które do mnie dotarły.

Zakwestionował status quo i zapłacił cenę za mówienie prawdy. Ujawnił fakt, że wszystkie szczepionki dla dzieci są niebezpieczne. Dzieci, które w ogóle nie są szczepione, są jednakowo w lepszej kondycji niż dzieci zaszczepione.

Szczepionki dla dzieci są tak niebezpieczne, że CDC odmawia zbierania danych, aby pokazać, jak są bezpieczne. To nie żart. Wiedzą, że szczepionki są niebezpieczne, a zbieranie danych tego nie zmieni.

Żaden wykwalifikowany lekarz nigdy nie zgodził się na debatę z RFK Jr. na temat bezpieczeństwa szczepionek. To samo dotyczy Andrew Wakefielda.

To w skrócie mówi wszystko, co musisz wiedzieć o szczepionkach dla dzieci. Nie zbierają również potrzebnych danych dotyczących bezpieczeństwa szczepionek przeciw COVID. Nikt nie jest w posiadaniu badań dot. stosunku korzyści do ryzyka tych szczepionek.

Innymi słowy, wszyscy twoi lekarze każą ci szczepić dzieci: robią to przy BRAKU DANYCH dla uzasadnienia swoich zaleceń. Jeśli mi nie wierzysz, poproś swojego lekarza o wyniki badań ryzyka i korzyści śledzące zachorowalność i śmiertelność ze wszystkich przyczyn w dwóch grupach (co najmniej 100 000 osób). Jeśli znajdziesz takowe, daj mi znać w komentarzach.

Jeden z czytelników ładnie to podsumował:

Dziękuję Steve i niech Bóg błogosławi dr Wakefielda. Jeśli nadejdzie jakaś sprawiedliwość, jego imię zostanie w końcu oczyszczone, ponieważ coraz więcej ludzi otwiera oczy na występki Pharmy.

Był bohaterem dla wielu z nas już półtorej dekady temu. W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników, nie chciał się wycofać w obliczu gróźb ze strony kartelu farmaceutycznego. Kosztowało go to prawie wszystko, ale pozostał nieugięty, niesamowicie pryncypialny i nieustraszony.

Sam nie potrafiłbym ująć tego lepiej.

Oto kolejny komentarz jednego z moich czytelników:

Nasze pierwsze dziecko urodziło się w szpitalu, w którym pracował dr Wakefield. Obserwowaliśmy, jak jego reputacja została zniszczona przez rząd Wielkiej Brytanii. ALE ze względu na jego stanowisko całkowicie zmieniliśmy nasze zdanie na temat szczepień i mamy troje niezaszczepionych, zdrowych dzieci. Teraz, od czasu nakazów szczepień przeciwko Covid, my także zapłaciliśmy wysoką cenę za trwanie przy swoim. Dr Wakefield był prekursorem, który tak wiele stracił. Mamy mu mnóstwo do zawdzięczenia i bardzo się cieszę, że znalazł tak wspierającą bratnią duszę jak ty Steve. Niech Bóg błogosławi was obu za waszą niesamowitą pracę. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni.

I inna historia, tym razem tragiczna:

2001 Mój syn wpadł w konwulsje kilka godzin po zastrzyku DTP podawanym w 4 miesiącu. Dożył 13 lat, ale w końcu napady wygrały. Całkowicie zgadzam się z dr Wakefieldem. Wystąpiłam z pozwem do programu odszkodowań za szczepienia i wygrałam w 2010 roku. Mój proces trwał 7 lat. Od czasu powikłań u mojego syna nasza rodzina nie przyjęła żadnych szczepionek, w tym również tej nowej terapii genowej.

Moje pytania

Poruszone tematy (po których następują odpowiedzi) obejmują:

  1. Czy są jakieś bezpieczne szczepionki? Nie.
    ·
  2. Jaka jest ich zdaniem twoja motywacja? Wiedzą, że jego motywacją jest ratowanie życia.
    ·
  3. Jaka jest prawdziwa historia tego cytatu z CNN: „Dochodzenie opublikowane przez brytyjskie czasopismo medyczne BMJ stwierdza, że ​​autor badania, dr Andrew Wakefield, błędnie przedstawił lub zmienił historię medyczną wszystkich 12 pacjentów, których przypadki stanowiły podstawę badania – i że „nie ma wątpliwości”, że Wakefield był za to odpowiedzialny”. To była pułapka. Wszyscy autorzy popierają badanie.
    ·
  4. Dlaczego pozostali współpracownicy nie stanęli po stronie prawdy? Czy nadal z nimi rozmawiasz? Niektórzy ugięli się pod presją przyznania się do czegoś, o czym opracowanie nigdy nie wspominało.
    ·
  5. Czy ktoś będzie dyskutował z Tobą twarzą w twarz przed kamerą podczas dyskusji na żywo? Jeszcze się nie zdarzyło.
    ·
  6. Dlaczego nie ma danych dotyczących relacji ryzyka do korzyści dla jakiejkolwiek szczepionki dla dzieci? Jak mogą uzasadniać to z kamienną twarzą? Nikt nigdy ich o to nie pyta.
    ·
  7. Ile miałeś lat, kiedy stałeś się „antyszczepionkowcem”? Około 30.
    ·
  8. Kiedy nastąpiło twoje przebudzenie [“red pill” moment], kiedy zdałeś sobie sprawę, że wszystko, co ci powiedziano, było kłamstwem? Kiedy matki opowiadały mu swoje historie łączące szczepionkę z autyzmem. Zbyt wiele przypadków, w których dzieci czuły się doskonale przed zaszczepieniem i nagle zmieniały się po szczepieniu. Zabrzmiało jak o szczepionkach przeciw COVID.
    ·
  9. Jaki jest najlepszy sposób na przekonanie ludzi, że masz rację? Kręcić filmy.
    ·
  10. Czy masz znajomych w mediach głównego nurtu? Znam to uczucie! Nic mu o tym nie wiadomo.
    ·
  11. Czy są jacyś lekarze, którzy prywatnie mówią ci, że cię wspierają, ale przyznają, że nie mogą tego powiedzieć publicznie? Wielu. Nie może ujawnić, kim są.

Kluczowe wnioski z mojego wywiadu

  1. Będziesz DUŻO zdrowszy, jeśli UNIKASZ *WSZYSTKICH* szczepionek.
    ·
  2. Szczepionki powodują autyzm.
    ·
  3. CDC, FDA, NIH i firmy farmaceutyczne są mistrzami w uciszaniu krytyków, zwłaszcza jeśli brakuje ci środków na właściwą obronę.
    ·
  4. To zmanipulowany system i ponosisz tego konsekwencje.
    ·
  5. Nie istnieją analizy dot. relacji ryzyka do korzyści dla jakiejkolwiek szczepionki.
    ·
  6. Wcale nie jest jasne, czy szczepienia przyczyniły się do zwalczenia chorób.
    ·
  7. Wakefield nie urodził się jako „antyszczepionkowiec”. Stał się nim, gdy matki pokazały mu bezpośredni związek między szczepionkami a autyzmem.
    ·
  8. Szczepionki mogą być dość problematyczne, ponieważ w przeciwieństwie do odporności nabytej, odporność poszczepienna nie trwa. Byłoby znacznie lepiej, gdybyś zarażał się wirusem w młodości.
    ·
  9. Déjà vu… słuchanie, jak opowiada swoją historię, nie różniło się zbytnio od sytuacji, jaką mamy dzisiaj z COVIDem i szczepionkami.

Published June 9, 2022

[Wywiad, film – w oryginale. MD]

Uzupełnienia:

Wstrzyknięte tragedie. Przegląd historyczny
Nikt nie wiedział, czy zabiła go grypa. Amerykańscy producenci szczepionek zgodzili się wytworzyć szczepionkę w krótkim czasie, ale tylko pod warunkiem, że otrzymają zwolnienie z odpowiedzialności za możliwe obrażenia poszczepienne. […]

_________________

Skutki uboczne szczepionek nawet 8 do 10 razy częstsze?
“Niemieccy ubezpieczyciele zdrowotni podlegający regulacjom publicznym, Betriebskrankenkassen, zgłaszają znacznie więcej niepożądanych skutków szczepień niż Paul-Ehrlich-Institut, nasz organ nadzorujący szczepionki” […]

_________________

“Piątka dla szczepień (niemowląt)” czyli o co pytać 4
Po przedłożeniu tych informacji oczekuje się, że organy regulacyjne zatwierdzą trzecią dawkę szczepionki pediatrycznej. „Wiemy, że dwie dawki to za mało i rozumiemy to” – powiedziała jedna z osób zaznajomionych […]

_________________

Dr Sucharit Bhakdi: te szczepionki zostały zaprojektowane tak, aby zawiodły
Nieustannie jesteśmy zalewani twierdzeniami przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego, mediów głównego nurtu, polityków i urzędników „zdrowia publicznego” – wszyscy powtarzają tę samą kwestię: że nowe szczepionki są całkowicie „bezpieczne i skuteczne”. Ale […]

_________________

Czy to wojna z dziećmi?
Jak rodzice mogą chronić swoje dzieci w obliczu błyskawicznego zastraszania, przymusu i agitacji? Jaką bronią dysponują rodzice, aby walczyć? Jak na każdej wojnie, drogą do zwycięstwa jest odwaga, jedność i […]

Walia: Już uczą małe dzieci, jak żreć robale. British school kids to munch on 'bug and plant protein’

British school kids to munch on 'bug and plant protein’ during workshops

Four Welsh primary schools will use the insect-based protein to teach the youngsters about the impacts of food on the environment, and how the creatures can be used to find new sustainable proteins

https://www.dailystar.co.uk/news/latest-news/kids-munch-locusts-mealworms-bugs-27100005

Four Welsh primary schools are set to feed children insect protein, in a bid to find out whether or not they respond well to “alternative proteins”.

The pupils will be given the meals, while being educated on the impact food has on the environment

The youngsters will be given a product called VeXo, which is a combination of insect and plant-based protein.

The product itself looks like „conventional” mince, and should happen from next Spring, pending approved from the Food Standards Agency.

According to a new report from the I newspaper, researchers are hoping to use whatever data they find to learn how best to educate children about the benefits of eating creepy crawlies.

The investigation, which will use children aged from 5-11, is being led by Christopher Bear at Cardiff University.

The study is part of wider research which is facilitating discussions with children about what are promoted as the environmental/nutritional benefits of alternative proteins and trying to give them the tools to think critically about these claims so that they can make informed choices about the food they eat.

As part of this research, they hope to be able to offer a range of alternative proteins to try, if children wish to do so

Mr Bear said: “We want the children to think about alternative proteins as real things for now, rather than just as foods for the future, so trying some of these foods is central to the research.

[—-] I dalej długo zachęcają, ponure łobuzy. MD]

Some on social media slammed the initiative

Teksas: Policja zastrzeliła mężczyznę, który otworzył ogień na obozie letnim dla dzieci. Nikt inny nie odniósł obrażeń.

MSOL https://nczas.com/2022/06/14/pilne-policja-zastrzelila-mezczyzne-ktory-otworzyl-ogien-na-obozie-letnim-dla-dzieci/

Dzięki szybkiej reakcji pracowników obozu i policji nikt inny nie odniósł obrażeń.

======================================

Policja w Duncanville w stanie Teksas zastrzeliła mężczyznę, który otworzył ogień w budynku, gdzie na obozie letnim przebywało 250 dzieci i personel – powiadomiło amerykańskie radio publiczne NPR.

Jak dodało, do strzelaniny doszło w Duncanville Fieldhouse, ogromnym kompleksie sportowym, w którym przebywały setki uczestników obozu letniego.

Według zastępcy komendanta lokalnej policji Matthew Stognera mężczyzna wszedł do budynku z pistoletem, oddał strzał podczas krótkiej wymiany zdań z pracownikiem, po czym próbował dostać się do pokoju, w którym znajdowały się dzieci. Nie zdołał dostać się do środka, bo drzwi były zamknięte; wtedy strzelił w drzwi.

„Następnie napastnik dotarł do sali gimnastycznej, w której przebywały inne dzieci. Nie od razu otworzył ogień, a opiekunowie starali się wyprowadzić stamtąd podopiecznych” – relacjonował Stogner na konferencji prasowej.

Zwrócił uwagę, że pierwsi funkcjonariusze przybyli na miejsce w dwie minuty po otrzymaniu zgłoszenia. „Zrobili dokładnie to, do czego zostali przeszkoleni, czyli wkroczyli do akcji i powstrzymali zagrożenie” – podkreślił.

Funkcjonariusze postrzelili napastnika, który zmarł w miejscowym szpitalu. Władze podkreślają, że dzięki szybkiej reakcji pracowników obozu i policji nikt inny nie odniósł obrażeń.

Organizacja Gun Violence Archive podała, że w tym roku w USA doszło dotychczas do 267 masowych strzelanin.

(PAP)

Rozjazd czy rozłam w rządzie? Resort Zbigniewa Ziobry wydaje komunikat, że nie zaakceptował KPO z zapisami o podatkach na auta spalinowe

https://nczas.com/2022/06/14/rozjazd-w-rzadzie-resort-zbigniewa-ziobry-wydaje-komunikat-ze-nie-zaakceptowal-kpo-z-zapisami-o-podatkach-na-auta-spalinowe/
„Mam przed sobą dwa dokumenty. Krajowy Plan Odbudowy przyjęty w trakcie posiedzenia rządu i dokument z Komisji Europejskiej.
Te dwa dokumenty już na pierwszy rzut różnią się” mówił na konferencji Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

Dodał, że w dokumencie zawierającym Krajowy Plan Odbudowy, przyjętym przez rząd w kwietniu 2021 r. nie było mowy o nałożeniu podatków na posiadaczy samochodów z silnikiem diesla i silnikiem benzynowym.

Minister zapewniał, że on i jego środowisko polityczne nie zgodzi się na obciążenie obywateli dodatkowymi ciężarami finansowymi:

„Jako rządzący nie możemy ulegać bezpardonowo forsowanej ideologii rodem z Brukseli i wspieranej przez opozycję. Musimy myśleć w kategoriach interesu zwykłych Polaków i polskich rodzin”.

Przypomniał, że ostrzeżenia przed szantażem ze strony Komisji Europejskiej wobec Polski nie były bezpodstawne. Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta odniósł się z kolei do słów premiera Mateusza Morawieckiego i ministrów, którzy wskazywali, że resort sprawiedliwości nie oponował przeciw dokumentowi zawierającemu Krajowy Plan Odbudowy. „W przekazanym nam dokumencie było wiele ogólnych kwestii, do których nie było zarzutów” – stwierdził wiceminister Kaleta.

Źródło: PAP (Komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości)

Przyśpiewki najnowsze.

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5196 14 czerwca 2022

Hej, hej, Kaczubej, rozsierdywsia duże, hej, hej, Kaczubej, ne serdysia druże!

Pozwalam sobie na takie przyśpiewki, bo skoro Polska ma zostać przyłączona do Ukrainy, to nie ma rady; trzeba zawczasu uczyć się urzędowego języka, bo jak już spełni się marzenie Wielce Czcigodnego Pawła Kowala i unia stanie się faktem, to kto wie, czy tym, co nie będą mogli prosić o litość w języku urzędowym, jakakolwiek klemencja będzie okazana. Bo na Ukrainie panuje surowość, a nie safandulstwo, z którego słynie nasz nieszczęśliwy kraj.

Nie chodzi oczywiście o Koczubeja, kolaboranta zbrodniarzy wojennych: Aleksandra I i Mikołaja I, który ma nawet swoją basztę w więzieniu na Butyrkach, pod którą generał Mieczysław Boruta-Spiechowicz przesiedział całe 3 miesiące w ciemnicy – a w każdym razie tak mówił. Według współczesnych informacji baszta w więzieniu Butyrki ma się nazywać Pugaczowa, ale nie od sławnej w swoim czasie rosyjskiej piosenkarki, tylko jaickiego kozaka Jemieliana Pugaczowa, który za panowania Katarzyny wszczął powstanie nad Wołgą, został schwytany i skazany na śmierć, z tym, że kat się pomylił i najpierw go ściął, a poćwiartował dopiero potem – a miało być odwrotnie. Jak tam było, tak tam było, bo o Pugaczowie jest wzmianka nawet w „Towarzyszu Szmaciaku” („wot kak gumanno – myśli głowa na pal wbitego Pugaczowa”), nie mówiąc już o zbrodniczej literaturze rosyjskiej, która teraz będzie zastąpiona twórczością Tarasa Szewczenki, no i wybornymi scenami komediowymi z udziałem obecnego prezydenta Wołodymira Zełeńskiego, np. jak fujarą gra na fortepianie jakiś koncert. Takie rzeczy znaliśmy dotychczas tylko z czastuszek („a moj diadia był matros, rozbił ch… parawoz, a moj toże nie kalieka, ubił ch… czeławieka”), a tu proszę – kultura wysoka.

Więc już nie ma co nawet wspominać o zbrodniczym opowiadaniu carskiego kolaboranta Puszkina pod tytułem „Córka kapitana”, osnutym właśnie na tle buntu Pugaczowa. Jeśli zaś chodzi o Tarasa Szewczenkę, to polecałbym nieśmiertelny dialog mową wiązaną pod tytułem „Rozmowa w kartoflarni”, kiedy to Gnom wypytuje Tarasa o życiu na Ukrainie, między innymi – czy są tam kiszonki. Taras na to: „kiszonek mnogo na Ukrainie. Bywa, że mija za dzionkiem dzionek, a tam nic nie ma, oprócz kiszonek”. Nie ma rady; musimy się podciągnąć i językowo i kulturowo, bo w przeciwnym razie nie będziemy rozumieli nawet poleceń służbowych, a przecież nikt nie postawi przy każdym słudze i służebnicy tłumacza.

Pogrążyłem się w dygresjach, a przecież nie o nie tu idzie, tylko o Kaczubeja, który właśnie „rozserdywsia” na pana Michała Cieślaka, ministra od samorządów w Kancelarii Premiera, który naskarżył na kierowniczkę poczty w Pacanowie, że narzekała na drożyznę. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem Kaczubeja, dlaczego właściwie tak „rozserdywsia”, kiedy przecież pan minister Cieślak wykazał się rewolucyjną czujnością. Co by to było, gdyby tak wszyscy naczelnicy poczty, a może nawet i listonosze, zaczęli narzekać na drożyznę? Na pocztę przychodzi sporo ludzi, między innymi, żeby zapłacić podatki, więc fałszywe pogłoski o drożyźnie mogą zacząć się szerzyć z szybkością płomienia, niwecząc wysiłki pana prezesa Jacka Kurskiego, a także pań redaktorek: Danuty Holeckiej i Edyty Lewandowskiej. Jeśli komuś doskwiera drożyzna, to – po pierwsze – powinien od razu dodać, że to nic takiego, bo właśnie rząd „dobrej zmiany” podwyższy podatki i wprowadzi różne nowe, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczy na putinowską tarczę inflacyjną, która zasłoni nas przed wszelką złą przygodą. Po drugie – jeśli nawet u i ówdzie pojawiła się drożyzna, to przecież nie za sprawą rządu „dobrej zmiany”, tylko za sprawą zbrodniarza wojennego Putina. Jakby tak z panią naczelniczką poczty w Pacanowie została przeprowadzona rozmowa ostrzegawcza, to z pewnością zaczęłaby ćwierkać z innego klucza, co natychmiast udzieliłoby się wszystkim klientom Poczty Polskiej.

Rozmyślając tedy nad przyczyną, dla której Kaczubej tak „rozserdywsia”, że nawet zaczął grozić ministru Cieślaku dymisją, dopuszczam myśl, że chodzi tu o tak zwane „przykrycie”. Jak wiadomo, rząd „dobrej zmiany” a z nim cały nasz bantustan, odniósł ostatnio wielki sukces. Po szczęśliwym wywieszeniu białej flagi przez pana prezydenta Dudę, w kołach rządowych zapanowała euforia, że będzie można zacząć dzielić szmal. Ale pani Urszula von der Layen wylała na gorące głowy kubeł zimnej wody, aż zasyczało oświadczając, że dopóki władze naszego bantustanu nie wykonają wszystkich rozkazów dotyczących niezawisłych sędziów, to żadnych pieniędzy nie będzie. Powtórzyła to kilka dni później z mocą wielką, kiedy Guy Verchofstadt (nigdy nie wiem, czy to imię wymawia się przez „ch” czy przez „h” nieme) zaczął zbierać podpisy pod wnioskiem o jej dymisję.

Z przecieków poza tym wynika, że szmal jest obłożony aż 115 „kamieniami milowymi”, więc kto wie, kiedy te wszystkie rozkazy spełnimy, a tymczasem inflacja pełznie coraz wyżej i tylko patrzeć, jak dopełznie do 20 procent. To właściwie też sukces, bo przecież wiadomo, że pieniądze tylko psują charakter, oczywiście nie wszystkim, co to, to nie, bo na przykład Naszych Umiłowanych Przywódców już nic nie zepsuje – ale tak zwanych „zwykłych ludzi” – jak najbardziej. Jeśli zatem będą mieli mniej pieniędzy, to od razu charakter im się poprawi, na czym nasz nieszczęśliwy kraj tylko może zyskać, bo im więcej będzie tu charakterników, tym lepiej. Ale to może jest zbyt skomplikowane dla wyznawców Naczelnika Państwa, więc nic dziwnego, że poszedł on na skróty, prezentując się jako tak zwane „ludzkie panisko”. Ta metoda przynosi same korzyści i to podwójnie, bo pierwszym sukcesem było wystruganie pana Cieślaka na ministra, by pokazać wszystkim, jak ludzie pięknie rosną wraz z krajem, a drugim – jego zdymisjonowanie w ramach ujęcia się za prostą naczelniczką poczty w Pacanowie, która teraz już na pewno będzie głosowała na PiS.

Zawsze mówiłem, że Naczelnik Państwa jest wirtuozem intrygi, co prawda takim, co z reguły potyka się na koniec o własne nogi, ale dobre i to, bo przecież czasy są ciężkie i nie ma co grymasić.

Dlatego właśnie proponuję, by to wydarzenie uczcić łatwą do zapamiętania piosneczką w naszym przyszłym języku urzędowym, co w dodatku będzie nawiązaniem do klasyki literatury tubylczej, nad czym, wbrew usiłowaniom obozu zdrady i zaprzaństwa oraz Judenratu, pracuje ofiarnie pan minister Czarnek.