W Europie w magazynach leży 430 mln szpryc kowid. Pójdą do śmieci.

W Europie w magazynach leży 430 mln dawek szczepionek. Pójdą do śmieci.

Gigantyczne ilości covidowej szczepionki pójdą do śmieci. Szokujące dane o Polsce

https://nczas.com/2023/01/12/gigantyczne-ilosci-covidowej-szczepionki-pojda-do-smieci-szokujace-dane-o-polsce/

W całej Europie w magazynach leży aż 430 mln dawek szczepionek na koronawirusa. Większość z nich najpewniej pójdzie do utylizacji.

Zmarnowano gigantyczne publiczne pieniądze.

W trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa państwa europejskie – w tym Polska – na potęgę przepłacały za covidowe szczepionki. Nie udało się wytworzyć odpowiedniego „społecznego zapotrzebowania” na przyjęcie preparatu, więc teraz miliony dawek zalegają w magazynach.

Co więcej, kraje zamawiają kolejne dawki szczepionki. Te nowe są podobno skuteczniejsze na inne warianty covida.

Polska? Nawet 90 milionów dawek może nie zostać wykorzystanych

Jak wynika z analizy „Dziennika Gazety Prawnej”, w Polsce może zostać niewykorzystanych 90 mln dawek szczepionki przeciwko covidowi. Końcowa liczba zależy od negocjacji z koncernami. Kontrakty są dawno podpisane, teraz kwestia, czy ktoś będzie chciał z nich zrezygnować. Moderna podobno skłania się ku temu, ale Pfizer niekoniecznie.

„Udało się ustalić z Moderną, czyli z jednym z dostawców szczepionek, możliwość odstąpienia od umowy. Firma uwzględniła argumenty związane z zaangażowaniem, również finansowym, w pomoc uchodźcom ukraińskim. Nadal jednak trwają dyskusje z głównym dostawcą szczepionek, czyli Pfizer/BioNTech” – donosi „DGP”.

Według źródeł gazety, Polska chce „przede wszystkim umorzenia lub wieloletniego przesunięcia dostaw, lub zamiany na inne preparaty”. A na przykład Słowacja „zwiększenia elastyczności umów na dostawy szczepionek” oraz chce wprowadzić ograniczenia liczby zamawianych dawek.

Jak zauważa „DGP”, w słowackich magazynach jest ponad 5 mln dawek – z czego 2 mln dostosowanych do wariantu Omikron. Ale liczba szczepionek znacznie przekracza aktualne potrzeby i zainteresowanie szczepionkami.

W Polsce oficjalnie zutylizowano już 780 tys. dawek covidowej szczepionki. W magazynach aktualnie zalega 25 mln dawek (byłoby więcej, gdyby nie wstrzymane dostawy, za które być może i tak trzeba będzie zapłacić krocie) i zdecydowana większość z nich nie zostanie wykorzystana. Coś być może uda się odsprzedać (choć chętnych na horyzoncie nie widać), coś „rozdać”, ale reszta pójdzie do utylizacji [to znaczy – do zniszczenia, drogiego jednak md].

Sytuacja szczepionkowa w Europie

Dziennik powołując się na dane Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób podaje, że „więcej szczepionek, niż otrzymały w ramach wspólnych zakupów na poziomie UE, zużyły tylko trzy państwa: Belgia, Dania i Lichtenstein”.\

W Austrii wykorzystano 41 proc. dostarczonych dawek, Norwegom przypadło z kolei ok. 21,9 mln, ale do zaszczepienia wykorzystali niewiele ponad połowę, bo 12,2 mln preparatów. Podobnie jest w Szwecji i we Francji. Sztokholm otrzymał ich 43,6 mln, a zużył nieco ponad 23,1 mln. Do Paryża trafiło 237,3 mln, z których wykorzystano 156,8 mln. W nieco „lepszej” sytuacji są Niemcy: otrzymały niemal 239,4 mln dawek, a wykorzystały aż 193,2 mln.

[czyli – marnują 46 milionów. MD]

Opadły maski. W boju o dusze Polaków nie warto liczyć na „partię tolerancji”

Opadły maski. W boju o dusze Polaków nie warto liczyć na „partię tolerancji”

https://pch24.pl/opadly-maski-w-boju-o-dusze-polakow-nie-warto-liczyc-na-partie-tolerancji/

(GS/PCh24.pl)

Kiedy na zakopiańskiej scenie sylwestrowej „Dwójki” widzimy artystów z tęczową opaską na ramieniu, którzy przyjechali tam m.in. po to, by „uczyć Polaków tolerancji” wobec mniejszości seksualnych, to nie łudźmy się, że chodzi tu o walkę ze społecznym wykluczeniem tzw. osób LGBT. 

W istocie bój toczy się o dusze Polaków, a szczególnie o młodzież. Jest to swoisty kulturkampf, który przeobrazić ma polski naród na modłę zachodnich, zlaicyzowanych, społeczeństw. Wszyscy, którzy łudzili się, że procesy te może powstrzymać aktualnie sprawująca władzę formacja, nie powinni mieć już żadnych złudzeń. Ogłoszenie przez premiera PiS-u „partią tolerancji”, w odpowiedzi na nachalną agitację amerykańskich muzyków, pokazuje dezercję tego ugrupowania z linii frontu walki o cywilizację chrześcijańską, nawet jeśli wciąż przy tym słyszymy o dbałości rządzącej partii o polską rodzinę.

Według komunikatu z badań CBOS (Nr 32/2021), wyborca PiS to najczęściej człowiek starszy o prawicowych poglądach politycznych (68 proc.). Wśród przywołanych w dokumencie wypowiedzi uczestników badania znalazły się głosy osób wierzących, uzasadniających swoje poparcie dla tej formacji wspólnotą wyznawanych wartości konserwatywnych. W niemałą konsternację wprawiło zapewne tę grupę sympatyków PiS niedawne publiczne zapewnienie premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że reprezentowane przez niego ugrupowanie jest „partią pełną tolerancji, zrozumienia dla różnych środowisk”.

Deklaracja ta była pokłosiem skandalu, jaki wybuchł po organizowanej przez TVP imprezie „Sylwester marzeń z Dwójką”, podczas której amerykańscy muzycy grupy Black Eyed Peas zagrali swoje największe przeboje, eksponując na ramionach tęczowe opaski. Wokalista zespołu, Will.i.am, po koncercie wyjaśnił fanom, że artystom zależało na wsparciu „jedności, miłości, tolerancji”, a także otwarciu ludzi o odmiennych poglądach na „różnice” i „tolerancję”. Wcześniej z występu na zakopiańskiej scenie zrezygnowała Melanie C., była gwiazda zespołu Spice Girls, ponieważ współpraca z Telewizją Polską miała „kłócić się z wyznawanymi przez nią wartościami”.

Tym sposobem premier polskiego rządu uległ presji promotorów tzw. środowisk LGBT [dla normalnych: Chodzi o wojujących zboczeńców. MD] .

Warto zauważyć, że w porządku demokratyczno-liberalnym tolerancja urosła do rangi cnoty moralnej. Trzeba było więc zrzucić z siebie jak najszybciej kompromitujący stygmat osoby nietolerancyjnej. Premier mógł być przy tym z siebie dumny, jednym zdaniem zamknął dyskusję, jaka mogłaby się ciągnąć tygodniami, gdyby zdobył się na odwagę publicznie skrytykować roszczenia organizacji tworzonych przez mniejszości seksualne. Tymczasem kompletnie zdezorientowanej publice trzeba stale wyjaśniać, że toczący się spór ma charakter fundamentalny.

W książce pt. „Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II pisał, że dziś rozgrywa się bój o duszę tego świata. Według Papieża Polaka, „zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy”. Poligonami szczególnie zaciętego boju są – zdaniem Ojca Świętego – „nowożytne areopagi”. „Areopagi te to świat nauki, kultury środków przekazu, są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów”. Zatem to nie politycy, a przede wszystkim prezenterzy, aktorzy, piosenkarze czy – ogólnie rzecz ujmując – gwiazdy mediów, wpływają dzisiaj w największym stopniu na ludzkie poglądy, obyczaje, upodobania, mody, zmieniając tym samym oblicze naszej cywilizacji. Widzimy, że kierunek tych zmian idzie na przekór nauczania Kościoła, stąd pojawia się pytanie o źródła i motywy działań, których rezultatem są widoczne dzisiaj trendy kulturowe i obyczajowe.

Jan Paweł II odpowiada jakby na to pytanie, pisząc o wspomnianej wojnie o duszę świata: „Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim [w świecie] obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji”.

W tym kontekście warto zauważyć, że właściwie nikt dzisiaj już nie pyta, dlaczego za publiczne pieniądze organizowane są masowe imprezy na wzór „Sylwestera marzeń z Dwójką”.  Odbiorcą jakich wartości jest zgromadzony przed telewizorem i w miejscu widowiska widz? Komu zależy na propagowaniu takich treści i nie chodzi już tylko o sylwestrową imprezę? W końcu nie bez znaczenia jest to wszystko, co przedstawia się naszym oczom. Wiemy przecież, jak niebagatelny wpływ na postawy człowieka ma otaczająca go kultura.

Doskonale rozumiał to przedwojenny włoski filozof Antonio Gramsci, który widząc brak poparcia europejskich robotników dla komunistycznej rewolucji, doszedł do wniosku, że ich umysły przesiąknięte były ideami chrześcijaństwa. Nakreślił więc nowy sposób postępowania polegający na przejęciu i przekształceniu szkół, uczelni, czasopism, gazet, teatrów, kina i sztuki. Uformowany przez nową kulturę, wolną od wpływu chrześcijaństwa człowiek przyszłości miał sam, bez przymusu państwa, przyjąć komunistyczne postulaty jako swoje. Gramsci uważał, że głównym zadaniem lewicy jest w związku z tym zmiana świadomości zbiorowej w taki sposób, by możliwe stało się przejęcie przez nią władzy. Był to projekt długofalowy, w którym strategią okazać się miał „długi marsz przez instytucje”. Novum włoskiego komunisty polegało więc na uznaniu prymatu kultury nad polityką.

Innym ideologiem, który wyznawał podobne do Gramsciego poglądy, był węgierski filozof komunistyczny György Lukács. On również był zdania, że należy wyrugować z duszy człowieka Zachodu chrześcijaństwo. Fundamentem chrześcijaństwa i cywilizacji zachodniej była, zdaniem myśliciela, rodzina. Dlatego zadaniem, jakiego się podjął po przyjęciu posady ministra kultury w rządzie komunistycznego przywódcy Beli Kuna, było zniszczenie tradycyjnej rodziny. W tym celu do szkół wprowadzono program edukacji seksualnej, w ramach którego uczono dzieci, że monogamiczne małżeństwo jest przeżytkiem, promowano „wolną miłość”, czyli rozwiązłość płciową.

O tym, że ostrze edukacji seksualnej wymierzone jest w chrześcijaństwo, świadczą też postulaty innego działacza komunistycznego, Wilhelma Reicha, twórcy pojęcia „rewolucja seksualna”, który pisał w swoich pracach, że źródłem faszyzmu jest tłumienie popędu seksualnego, za co odpowiedzialna miałaby być represyjna kultura chrześcijańska ze swoją ideą monogamicznego małżeństwa. On również postulował zniszczenie tradycyjnego modelu rodziny poprzez zastąpienie go „wolną miłością”. Kontynuatorami myśli Reicha była grupa ideologów tworząca środowisko tzw. „Szkoły Frankfurckiej”. Do formacji tej należeli m.in. Theodor W. Adorno i Herbert Marcuse – późniejszy główny ideolog rewolty 1968 roku. To oni przejęli od Gramsciego koncepcję „długiego marszu przez instytucje”, czyli ideę opanowywania głównych ośrodków formacyjnych i opiniotwórczych w społeczeństwa zachodnich. To oni w roli „uciśnionego proletariusza” zaczęli obsadzać nowe grupy społeczne: młodzież, kobiety (ideologia feministyczna), homoseksualistów. A wszystko po to, by rozmyć chrześcijański fundament naszej cywilizacji.

===============================

Gdy zatem na zakopiańskiej scenie sylwestrowej „Dwójki” widzimy artystów z tęczową opaską na ramieniu, którzy przyjechali tam m.in. po to, by uczyć Polaków tolerancji wobec mniejszości seksualnych, to nie łudźmy się, że chodzi tu o walkę ze społecznym wykluczeniem tzw. osób LGBT.  W istocie bój toczy się o dusze Polaków, a szczególnie o młodzież. Jest to swoisty kulturkampf, który przeobrazić ma polski naród na modłę zachodnich, zlaicyzowanych, społeczeństw. Wszyscy, którzy łudzili się, że procesy te może powstrzymać aktualnie sprawująca władzę formacja, nie powinni mieć już żadnych złudzeń. Ogłoszenie PiS-u partią tolerancji w odpowiedzi na nachalną agitację amerykańskich muzyków pokazuje dezercję tego ugrupowania z linii frontu walki o cywilizację chrześcijańską, nawet jeśli wciąż przy tym słyszymy o dbałości rządzącej partii o polską rodzinę.

Trudno odmówić więc słuszności spostrzeżenia Rafała Matyi, który stwierdził niegdyś, że „PiS nie reprezentuje ideowego konserwatyzmu, tylko polityczny postmodernizm, któremu pasują różne kostiumy”.

Może i lepiej, że opadły w końcu maski, a wraz z nimi płonna nadzieja pokładana przez tak wielu ludzi o poglądach prawicowych w PiS-ie. Lepsza, jak to się mówi, gorzka prawda niż słodkie kłamstwo, z tym, że trzeba teraz coś zrobić. Wydaje się, że na to wyzwanie współczesności wzór do naśladowania dają nam chrześcijanie w Stanach Zjednoczonych. Skuteczność ich działań docenił już Jan Paweł II, zachęcając Polaków do szukania inspiracji u Amerykanów. W jednym z listów, które posiadał w swych zbiorach ojciec Mateusz Zięba, papież pisał: „Takie czasy nastały, że w wyciąganiu Polaków z aktualnego poplątania pomagają Amerykanie. Dzieje się to nie po raz pierwszy, ale tym razem ci bracia zza Oceanu uczą nas lepiej rozumieć to, co my sami powinniśmy lepiej rozumieć od nich”.

Ojciec Zięba precyzował, że od amerykańskich kolegów uczyć się możemy oddolnej samoorganizacji, godzenia wiary z nowoczesnością czy zaangażowania w sferę publiczną – tak by być słyszalnym na „nowożytnych areopagach”. Otwarte pozostaje wciąż pytanie: czy nadal pozostaniemy krajem o katolickim obliczu, czy się zdechrystianizujemy? Jedno jest pewne, w walce o dusze Polaków lepiej już nie liczyć na „partię tolerancji”. 

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Ziobro wprost: Solidarna Polska nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando Brukseli

Ziobro wprost: Solidarna Polska nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando brukselskich urzędników

12.01.2023 https://prawy.pl/123654-ziobro-wprost-solidarna-polska-nie-bedzie-uczestniczyc-w-pisaniu-ustaw-pod-dyktando-brukselskich-urzednikow/

Komisja Europejska działa metodami zorganizowanej grupy przestępczej, bezprawnym szantażem wymuszając zmiany w polskim porządku prawnym, sprzecznych z polską suwerennością – mówił Zbigniew Ziobro, przewodniczący partii Solidarna Polska.

Przypomnijmy, 11 stycznia Sejm głosował nad kontynuacją prac projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. 

Przepisy od samego początku wywoływały kontrowersje w wielu środowiskach politycznych. Zdecydowanym przeciwnikiem jest między innymi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz jego ugrupowanie. 

Komisja Europejska działa metodami zorganizowanej grupy przestępczej, bezprawnym szantażem wymuszając zmiany w polskim porządku prawnym, sprzecznych z polską suwerennością. Dlatego Solidarna Polska nigdy nie będzie uczestniczyć w pisaniu ustaw pod dyktando brukselskich urzędników – oświadczył polityk.

Za odrzuceniem projektu już w pierwszym czytaniu była także Konfederacja. Posłowie podjęli jednak inną decyzję i przepisy trafią do dalszych prac w komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

Rebe Ryś z „dobrą nowiną”: „Żydzi są narodem wybranym”, a do Soboru Watykańskiego II Kościół nauczał błędów – arcybiskup Ryś przed „Dniem Judaizmu”

Rebe Ryś z „dobrą nowiną”: „Żydzi są narodem wybranym”, a do Soboru Watykańskiego II Kościół nauczał błędów – arcybiskup Ryś przed „Dniem Judaizmu”

10 stycznia 2023 https://pch24.pl/zydzi-sa-narodem-wybranym-a-do-soboru-watykanskiego-ii-kosciol-nauczal-bledow-arcybiskup-rys-przed-dniem-judaizmu/

Zdaniem biskupa Rysia deklaracja „Nostra aetate” przyjęta przez Sobór Watykański II dokonała „przewrotu kopernikańskiego” w katolickiej teologii – zupełnie zmieniając doktrynę wiary w zakresie stosunku do wyznawców Judaizmu talmudycznego. Według polskiego hierarchy, mimo odrzucenia Syna Bożego, żydzi pozostają „narodem wybranym” i trwają w przymierzu z Bogiem na mocy, wypełnionego wszak i zastąpionego przez Chrystusa Nowym, Starego Testamentu. Hierarcha otwarcie zarzucił doktrynalny błąd największym nauczycielom chrześcijaństwa oraz liturgii katolickiej, z ulgą przyjmując jej niedawną zmianę.

– Przed wojną w Polsce mieszkało 3 mln Żydów, w samej Łodzi było ich 250 tys. A dzisiaj tamtejsza wspólnota liczy 100 osób. Nawet nie za bardzo wiem, jak to komentować. Ale wiem, że nie wolno zapomnieć. Świadomość przełomu w relacjach chrześcijańsko-żydowskich, zapisana w takich dokumentach jak „Nostra aetate”, powinna być udziałem chrześcijan w ogóle, a nie tylko tych, których ten dialog interesuje sam w sobie – powiedział abp Grzegorz Ryś podczas spotkania z dziennikarzami przed XXVI Dniem Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, który odbędzie się 17 stycznia w Siedlcach.

Podczas spotkania z dziennikarzami zorganizowanego w siedzibie Episkopatu Polski abp Grzegorz Ryś, przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem podkreślił, że w relacjach Kościoła katolickiego z judaizmem należy pamiętać o rzekomym „wielkim przewrocie”, jaki dokonał się głównie za sprawą deklaracji Soboru Watykańskiego II pt. „Nostra aetate” z 1965 r. Według biskupa dokument ten zmienił…. niezmienna naukę Kościoła i wyprowadził magisterium z… błędu, w którym miało tkwić przez dwadzieścia wieków.

Metropolita łódzki przypomniał trzy kluczowe tezy deklaracji które składają się na „przewrót kopernikański nauczania Kościoła na temat judaizmu”. – Pierwsze stwierdzenie jest takie, że Żydzi dalej są narodem wybranym – mówił hierarcha. Duchowny próbował przekonać odbiorców, że według katolickiej doktryny „Bóg odrzucił Izrael”. Tymczasem było dokładnie odwrotnie, to bowiem znaczna cześć Żydów, na czele z przywódcami religijnymi sprzeniewierzyła się zawartemu z Bogiem przymierzu odrzucając Chrystusa, mesjasza, który wypełnił stary i ustanowił nowy Testament dla tych, którzy zgodnie z wolą Ojca, uwierzyli w Jego mesjańskie posłannictwo.

– O tym mówimy dziś łatwo, ale trzeba pamiętać, że od II do XX wieku w Kościele panowała tzw. „teologia zastępstwa”, która głosiła, że Bóg odrzucił Izrael i że zastąpił go nowym ludem Bożym, jakim jest Kościół. To miało też takie konsekwencje, że Izrael po czasach biblijnych, po 70 r., gdy zburzona została przez Rzymian świątynia jerozolimska, chrześcijan już nie interesował. Ostatnie ślady tego myślenia mieliśmy, o zgrozo, w naszej liturgii wielkopiątkowej za Żydów, w której jeszcze dwa lata temu w Polsce używaliśmy formuły „Żydzi są narodem, który kiedyś był narodem wybranym”. Chwała Bogu, ta formuła została zmieniona i modlimy się dziś tak jak cały Kościół powszechny za Żydów, którzy są narodem pierwszego wybrania – kontynuował abp Ryś.

Druga teza „Nostra aetate” dotyczy odpowiedzialności za śmierć Chrystusa. – W „Nostra aetate” jest mowa, że nie wolno obwiniać ani Żydów historycznie żyjących z Jezusem, ani tym bardziej Żydów w ogóle. Przez wieki nazywano Żydów „Bogobójcami” albo „bratobójcami”. Kiedy podkreślano żydowskość Jezusa, to Żydów porównywano do Kaina – bratobójcy, który został też przez Boga ukarany wieczną tułaczką, co bardzo dobrze mówiąc brzydko, przekładało się na fakt żydowskiej diaspory i rozproszenia po świecie – „tłumaczył” bp Ryś. Jak dodał, „Nostra aetate” podkreśla, że nie wolno tak myśleć ani mówić o Żydach, a w ślad za tym Katechizm Kościoła katolickiego mówi o tym, że „chrześcijanie w o wiele większym stopniu ponoszą odpowiedzialność za śmierć Jezusa niż Żydzi, na których chętnie tę odpowiedzialność zrzucali przez wieki”.

Trzeci przełom dokonany w „Nostra aetate” to „potępienie wszelkiego antysemityzmu, niezależnie do tego, kto by się go dopuszczał”. – Ten dokument jest tak ważny, że podsumowując go po 50 latach, papież Franciszek powiedział na audiencji środowej, że w wyniku „Nostra aetate” przeżyliśmy w Kościele przewrót. Nie mówimy już dzisiaj o sobie i nie myślimy jako o wrogach czy obcych, ale jako o przyjaciołach i braciach – dodał przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem.

Duchowny przypomniał też, że w Polsce, poza strukturami stworzonymi w Episkopacie Polski, istnieją jeszcze inne gremia zajmujące się relacjami polsko-żydowskimi i chrześcijańsko-żydowskimi, jak Polska Rada Chrześcijan i Żydów a w Krakowie Klub Chrześcijan i Żydów „Przymierze”. Jego zdaniem, aktualne natomiast pozostaje pytanie, „i tak też widzę swoją funkcję, o wyzwania edukacyjne – aby ta świadomość zapisana w oficjalnych dokumentach, stawała się powszechna i aby takie było myślenie wśród chrześcijan w ogóle, a nie tylko wśród tych, których dialog chrześcijańsko-żydowski interesuje sam w sobie”.

Tegoroczne uroczystości centralne Dnia Judaizmu rozpocznie 17 stycznia wspólna modlitwa w centrum Siedlec, w miejscu, gdzie niegdyś znajdowała się synagoga, spalona przez Niemców w 1939 r.

Następnie w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Siedleckiej odbędzie się sesja poświęcona historii judaizmu na ziemi siedleckiej. Podjęty zostanie również temat Holokaustu na okupowanych przez Niemców wschodnich terenach Polski. Trzecim tematem będą obecnie realizowane projekty dotyczące kultury żydowskiej.

Do wzięcia udziału w panelach naukowych poświęconych przeszłości i przyszłości relacji polsko-żydowskich będzie zaproszona młodzież ze szkół średnich i uniwersytetów.

Gościem specjalnym drugiej części obchodów będzie rabin Boaz Pash z Izraela, który poprowadzi wykład na temat interpretacji Starego Testamentu. Będzie on skierowany do katechetów, osób prowadzących parafialne kręgi biblijne oraz Lectio Divina.

Na zakończenie Dnia Judaizmu w siedleckiej katedrze odbędzie się „międzyreligijna celebracja słowa Bożego”, którą poprowadzi przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem. [nyyy… to właśnie rebe Ryś… md]

KAI/ oprac. FA

It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

China Unveils a Surprising New Weapon in Its Information War Against the West

The US and its allies control the global media space, but Beijing has a plan to weaken their stranglehold.

When summing up 2020 – a difficult year with the Covid-19 pandemic and an escalation in the confrontation between Beijing and Washington – prominent Chinese political scientist Yuan Peng wrote: “It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

The expert was referring to media pressure to discredit China, but in fact he identified one of the main features of our time – which could be called the ‘post-truth era’, when public opinion is shaped not by facts but by emotions.

Those who can guide these feelings in the right direction are the ones who shape the information agenda. The emotions that are generated have become the ‘discourse’. This concept, born among French poststructuralist philosophers (primarily Michel Foucault) in the mid-twentieth century, has found itself at the core of global politics in the early twenty-first century.

The year 2022, with all its tumultuous events – the escalation of the ‘Ukraine crisis’, the diplomatic boycott of the Beijing Olympics, Nancy Pelosi’s visit to Taiwan, and the expansion of ‘global NATO’ –  has raised the temperature of information confrontation to record levels. We have no reason to expect it to be less heated next year. China is one of those countries which, although it missed out on the initial division of ‘discursive capital’, has recognized the problem in time and is now consistently building up what experts call ‘discursive power’.

Beijing became concerned about this issue about ten years ago, when it became clear that its traditional ‘soft power’ approaches were no longer working. Despite generous investments in promoting its image, China was not treated better as a consequence.

Indeed, on the contrary, the degree of Sinophobia increased in direct proportion to China’s growing economic power. Confucius Institutes were perceived exclusively as breeding grounds for Chinese propaganda. Even a public relations event as obviously successful as the 2008 Summer Olympics was accompanied by loud accusations of human rights abuses and speeches in support of Tibetan separatists.

This is when it became clear to Beijing that what matters is not what is actually happening, but how it is reported on the internet. And online content in today’s world is mostly produced by Westerners and in the English language. As a result, not only the West itself, but also China’s neighbors, look at it through the eyes of the West.

It became necessary to analyze why attitudes towards the actions of a particular country are explained by the manner in which it is presented in the public square – and such an explanation was found in the concept of ‘discourse’.Whoever controls the discourse controls the power,” Chinese intellectuals began to write, creatively modifying Foucault’s ideas to suit the political demand.

And soon these theoretical findings emerged from the offices of scholars and became the informational basis of Beijing’s new foreign policy – focusing on the ‘great renaissance of the Chinese nation’. The active position of Chinese diplomats and experts in social media (so-called ‘wolf warrior diplomacy’), the promotion of their terminology in various international platforms – all this is part of the ‘discursive power’ that is being developed by Beijing.

The phenomenon of ‘discursive power’ in China has not remained unnoticed by experts on the country. The Institute of International Studies of the Moscow State Institute of International Relations (MGIMO) has also published an analytical report titled ‘From Soft Power to Discursive Power: The New Ideology of China’s Foreign Policy’, which provides a comprehensive assessment of this phenomenon and makes predictions for the future.

According to its findings, struggles around discourse are part of the hybrid confrontation that is already taking place on a global scale. China’s main goal is to counter the ‘discursive hegemony’ of the West, without overthrowing it, because Beijing needs the structure to build constructive relations with other countries.

As a result, an alternative discursive reality to the West will gradually be created and most countries of the world will find themselves in the horns of a dilemma in choosing which point of view to adopt. Most importantly, ‘discursive power’ in Chinese interpretations is not limited to the written word – technological, financial and managerial standards are also part of it. Which, of course, means a new divide awaits the planet.

Such is the wondrous new world – the world of post-truth and ‘discursive multipolarity.’

=======================

Ivan Zuenko, Senior Researcher at the Institute of International Studies and Associate Professor of the Department of Oriental Studies, MGIMO, Moscow. This article was first published by Profile.ru

You can actually participate in the global efforts to cripple the Deep State organized criminal cabal’s ability for genocide, while enjoying healthcare freedom at the same time, by boycotting Big Pharma for good.

Sąd stwierdza bezprawność odmowy udostępnienia uchwały komisji bioetycznej dot. badań szczepionek przeciwko covid19 na dzieciach.

Sąd stwierdza bezprawność odmowy udostępnienia uchwały komisji bioetycznej dot. badań szczepionek przeciwko covid19 na dzieciach

https://psnlin.pl/nasze-dzialania,sad-stwierdza-bezprawnosc-odmowy-udostepnienia-uchwaly-komisji-bioetycznej-dot-badan-szczepionek-prz,27,268.html

Sąd potwierdza, że Komisja Bioetyczna bezzasadnie nie chce ujawnić swojej uchwały dot. zgody na prowadzenie badań klinicznych na dzieciach z użyciem produktu mRNA Pfizer’a.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 17 października 2022 r. (II SAB 874/21) zobowiązał Komisję Bioetyczną przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie do rozpatrzenia wniosku PSNLIN o ujawnienie treści uchwały tej Komisji, którą to Komisja zgodziła się w 2021 r., aby Pfizer prowadził badania swojego „produktu przeciwko covid-19” (kandydata na szczepionkę RNA), na dzieciach młodszych niż 12 lat.

Komisja Bioetyczna twierdziła, że taka uchwała nie jest „informacją publiczną” i stanowi „tajemnicę przedsiębiorstwa” spółki Pfizer – dlatego nie podlega udostępnieniu.

Sąd nie zgodził się z tą argumentacją podkreślając, że żądana informacja stanowi informację publiczną, a treść takiego dokumentu, odnosi się do badań klinicznych, których prowadzenie wiąże się z obowiązkiem władz ochrony zdrowia (art. 68 ust. 1 Konstytucji RP), jak i w tym wypadku – musi być ocenione pod kątem wywiązywania się bądź nie, przez Państwo Polskie, z konstytucyjnego obowiązku zapewnienia „szczególnej” ochrony małoletnim (art. 68 ust. 3 Konstytucji RP).

Poniżej pełna treść wyroku z uzasadnieniem: [ w oryginale, bo dłuuugie. MD]

W pieczarach Salamanki. Czas sprowadzić kres Czasu i Czasów… WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (35)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (35)

W pieczarach Salamanki. Czas sprowadzić kres Czasu i Czasów…

W moim imieniu dokonasz rzeczy wielkich, wspaniałych, cudownych i ohydnych zarazem.

———————————–

Pan Jerzy Białecki podążał trop w trop za idącym przodem diukiem don Ferulcim. Była głucha, bezgwiezdna i bezksiężycowa noc. Mało co było widać, ale jakieś odgłosy, zapachy, zarysy budowli, wydały się Jerzemu jakby skądś znajome. Cała ta okolica miała jakąś nieobcą atmosferę…

W głowie zaczęły mu się jawić jakieś błyski, ułomki scen, jakieś zamglone obrazy… Nie mógłby tego uzasadnić, lecz był nieomal pewny, że nie jest tu pierwszy raz.

Zamajaczyła przed nimi bryła kościoła. Ferulci nacisnął klamkę i otwarł drzwi świątyni. W jej wnętrzu poruszali się po omacku, lecz diuk zdawał się doskonale wiedzieć, dokąd zdąża. Szedł tak pewnie, jakby, niczym wilk, widział w mroku.

Przeszli przez zakrystię i otwarłszy tajemne przejście w jednej z jej ścian, zstąpili do podziemi. Tu już było widno, bo paliło się kilka lampek oliwnych poustawianych na występach i nierównościach kamiennego muru.

Jeszcze parę kroków i znaleźli się jakby w przedsionku większego pomieszczenia. Tutaj diuk nakazał swemu towarzyszowi, iżby ów zzuł buty i rozdział się do naga, po czym z jednego z licznych haków, nierówno wbitych w wapienne spoiny między kamieniami muru, zdjął fioletową cucullę z doszytym do niej szpiczastym kapturem i nałożył ją na swoje nagie ciało.

Kiedy to uczynił, przestąpili próg przedsionka i znaleźli się w głównym pomieszczeniu – w jaskini. Oświetlona była suto, w kilku bowiem metalowych naczyniach w kształcie czaszek trupich płonął ogień, a każdy był innej barwy: delikatnie błękitny, jaskrawożółty, czerwony, fioletowy, różowy, zielony… Ledwo wyczuwalny przeciąg sprawiał, że pląsały one w jakimś magicznym tańcu, budząc przy tym tajemnicze cienie, które pełgały po posadzce, sprzętach i ścianach.

Pieczara wyglądała niczym połączenie sali tronowej monarchy z kaplicą, sypialnią i biblioteką. Przy ścianie, znajdującej się na wprost wejścia, na podwyższeniu, stał tron wyrzezany z hebanu, a inkrustowany elektrum o barwie jasnego bursztynu.

Na środku sali stał ołtarz gładki, wyrobiony z jednej bryły ciemnozielonego malachitu, przed nim zaś wygodne leże z malachitu zielonkawego, przerośniętego błękitnymi konkrecjami azurytu, zasłane fiołkowej barwy pościelą, ściany zaś zakrywały potężne dębowe regały szczelnie zapełnione księgami, z których jedne wyglądały na bardzo stare, inne zaś na całkiem niedawno tłoczone. Prócz ksiąg były też tam zwoje papirusów i pergaminów pozwijanych w rulony.

W pewnej chwili do jaskini weszły dwie niewiasty odziane w dziwacznego kroju brokatowe, wrzosowej barwy habity i szkaplerze z pozłocistej lamy. Zbliżyły się do Jerzego i ująwszy go delikatnie pod łokcie, podprowadziły do łoża, a potem delikatnie przymusiły, aby zległ na nim. Następnie wniosły niski a długi stolik, ustawiły go przy na wpółleżącym, i zastawiły półmiskami i talerzami napełnionymi wykwintnymi, smakowicie pachnącymi potrawami, umieszczając pomiędzy nimi omszałe flasze wina. Na koniec i owe dziwne mniszki położyły się obok Jura, aby usługiwać mu, podawać co smaczniejsze kęsy, i dolewać trunków do opróżnianych kielichów.

Pan Jerzy rozglądał się bacznie dokoła, wypatrując Ferulciego, ale ów gdzieś się zapodział, jakby rozwiał w powietrzu. Zrezygnowany poddał się pieszczotom tych mniszek-nie-mniszek. Jedna z nich była czarna niczym heban, ale niezwykle urodziwa o bardzo proporcjonalnych i szlachetnych rysach twarzy, druga biała, alabastrowa blondynka, równie zjawiskowo wyglądająca, co jej współtowarzyszka.

Jedna z niewiast podała mu pełny kryształowy kielich starego i wybornego dojrzałego wina, o cudownym bukiecie i mahoniowej barwie. Jeszcze nigdy w życiu nie miał w ustach tak wybornego trunku.

– Pij, panie kawalerze, pij – ozwała się blondynka. – To palo cortado. Czy czujesz niebiański nieomal smak tego wina? Jest niezwykłe i unikalne, bo może powstać wyłącznie samoistnie. Jeszcze nigdy żadnemu człowiekowi nie udało się go w sposób celowy i zamierzony wyprodukować. Pij i nasyć się. Niech ukołysze ono twoją duszę…

Więc pan Białecki pił. Czas jakby się zatrzymał. Chwila zawisła w bezruchu, aż na koniec syty i odprężony przymknął oczy i odpoczął, zapadając się w czarną, miękką niczym plusz, otchłań… Czuł jeszcze pieszczotę delikatnych kobiecych dłoni, ale znajdował się już na granicy jawy i snu, aby miał chęć, siłę i zdolność, iżby ją odwzajemnić. Z niezmiernym trudem otwarł jeszcze raz i drugi ołowiane powieki i spojrzał w niewieścią twarz pochylającą się nad jego twarzą. Dziwna ona była – choć smoliście czarna, to odrobinę jakby przezroczysta i nieskazitelna. Oczy zaś, choć żywe, nie przypominały jednak oczu człowieka, ale raczej ślepia jaszczura…

* * *

Jur się ocknął. Nie miał poczucia ni miejsca, ni czasu. Otworzył oczy i wsparłszy się na łokciach, uniósł nieco i rozejrzał dokoła.

Naraz jego wzrok spoczął na dziwacznym stworze siedzącym na tronie ustawionym tuż przy ścianie. Była to jakaś androgyniczna istota, której twarz skrywał mrok. Białecki usiłował wstać, ale ogarnęła go straszliwa niemoc, a zawrót głowy sprawił, iż znów musiał położyć się na plecach… na parę chwil wręcz omdlał z przerażenia, coś jednak, nie wiedzieć co, rychło go jednak ocuciło…

A potem po raz drugi zapadł się w miękki mrok, nie tracąc już jednak świadomości… Od tronu, od istoty na nim siedzącej, doleciał go zduszony szept, na tyle jednak wyraźny, że rozumiał każde słowo:

– Przeszedłeś próbę… dlatego wróciłeś tutaj i teraz nasycisz się wiedzą, jakiej nigdzie i nigdy nie mógłbyś zdobyć…

– O jakiej próbie mówisz? – zapytał Jerzy.

– O próbie poczucia wdzięczności. I zdałeś ją. Była to próba, której ja kiedyś nie podołałem… na początku czasu… Przed tobą lata… albo sekundy… czas tu zamiera w bezruchu. Kiedy stąd wyjdziesz, nie poznasz świata, w którym dotąd żyłeś. Ale to nieistotne. Los sprawił, żeś utracił pamięć. Jesteś jak tabula rasa – tablica czysta… a ja ją zapiszę… Od tej pory jesteś mój… i gdy wyjdziesz stąd, będziesz mój i będziesz spełniał zadania, jakie mam do spełnienia. I w moim imieniu dokonasz rzeczy wielkich, wspaniałych, cudownych i ohydnych zarazem.

– Kim jesteś, panie?

Siedzący na tronie milczał czas jakiś. Jedna rękę uniósł w górę, wskazując na biały półksiężyc zawieszony w przestrzeni po jego prawej stronie, drugą opuścił w kierunku czarnego półksiężyca. Spomiędzy potężnych koźlich rogów wykwitł ogień, a śród rozedrganych płomieni mieniła się bielą i błękitem hebrajska litera ש – szin… oznaczająca analityczny umysł istoty.

– Jam Solve et CoagulaDzielący i Łączący. Mąż i Niewiasta. Nosiciel Światła i Mrok Najgęstszy. Mądrość i Głupota. Pycha i Chciwość i Nieczystość – jam Trójca Nieświęta w dwoistości zespolona w jedność. Jam Nienawiść. Jam Śmierć.

A ty od dzisiaj będziesz się zwał – wedle potrzeby: książę Rakoczy, markiz Baletti, markiz de Aymar, markiz Montferrat, hrabia Bellamare, hrabia de Saint-Germain, graf Sołtykow, graf Belmar, hrabia Tsarogy, hrabia Welldone, baron Reinhard Gemmingen-Guttenberg, von Schoening, de Surmount, Adanero, Zanoni1bo wejdę w ciebie i każdą twą cząstkę przeniknę. Nasączę cię sobą niczym woda gąbkę. Będziesz mnie nosił w sobie niczym ciężarna swój płód. Aż zrodzisz mnie, kiedy nadejdzie właściwy czas. A dam ci wiele czasu, ale nieśmiertelności w cielesnej powłoce zlepionej z przemijającej materii dać ci nie mogę… zresztą… nawet byś nie chciał… Posiądziesz jednak wiedzę i mądrość i pamięć swoich poprzedników… a było ich wielu… i wierz mi, każdy oddychał z ulgą, gdy nadchodził dzień, w którym gasł jego płomyk, bo zbrakło oliwy… a kupić więcej było niepodobna, bo noc już zapadła i sprzedawcy oliwy spali po swych domach…

Na chwilę zamilkł i wzniesioną do tej pory dumnie głowę opuścił na piersi. Jego milczenie aż drażniło. Cisza rozsadzała uszy… W końcu stwór zapytał:

– Wiesz już, kim jesteś?

– Wiem, panie, tobą.

– A wiesz, kim ja jestem?

– Wiem, panie, Nienawiścią i Śmiercią i Grozą…

– Więc kim ty będziesz?

– Zniszczeniem.

– I kimże jeszcze?

– Korzeniem Ohydy i Obrzydliwości…

– Dlaczego?

– Bo czas sprowadzić kres Czasu i Czasów…

* * *

Pani Waleria Białecka, czyli dawniejsza Kasia, każdego dnia, od kiedy Jerzy wyjechał do Paryża, brała dzieci za rączki i wychodziła hen, na zapyloną drogę wypatrując oczy, czy też nie ujrzy powracającego do domu męża.

Ale mijały tygodnie, miesiące i lata. Dzieci porosły, a ona wciąż na tę drogę wychodziła… Lecz widziała tylko rozkwitające wiosenne kwiaty, kłoszące się zboża, jabłka czerwieniejące na starych drzewach w sadzie, szron na zielonej jeszcze trawie i wreszcie kopiasty śnieg, który przynosiła zadymka…

Lecz wreszcie nadszedł dzień, że Kasia już na ową drogę nie wyszła, ale ją poniesiono w dębowej skrzyni, na barkach, na wierzch pagórka o łagodnych zboczach, skąd widać było trakt, którym ongi odjechał Jerzy – i pogrzebano obok rozłożystego krzaka jaśminu…

A ów jaśmin pachniał, mój Boże, jak upojnie, jak słodko… tak samo, jak wtedy, gdy po raz pierwszy, płonąc od wstydu, odwzajemniła pocałunek Jerzego…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Nazwiska, czy też pseudonimy, pod którymi rzekomo występował słynny XVIII-wieczny awanturnik, który najbardziej jest znany jako hrabia de Saint-Germain.

„Ratzinger, Ekumeniczny Prefekt”. Spotkania kardynała z waldensami. Jedność przez różnorodność.

„Ratzinger, Ekumeniczny Prefekt”. Spotkania kardynała z waldensami. Jedność przez różnorodność.

Joseph Ratzinger z heretykami przy piwie…
https://gloria.tv/share/


Wydarzenie, o którym zamierzam napisać przeszłoby zapewne niezauważone przez ogół ludzi poza garstką wtajemniczonych, gdyby magazyn 30 Giorni oraz dziennik Il Sabato nie nadały mu pewnego rozgłosu. Całe szczęście, że wspomniane gazety zwróciły na nie swoją uwagę. Zamierzam mianowicie omówić spotkanie, do którego doszło w Rzymie, dnia 29 stycznia 1993 roku, w ewangelickim ośrodku kulturalnym miejscowej społeczności waldensów, w którym wziął udział „Kardynał, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary” – Joseph Ratzinger. Pełną relację ze spotkania Ratzingera z profesorem Paolo Ricca – waldensem, można znaleźć w miesięczniku 30 Giorni nr 2, 1993, ss. 66-73. Znaczący jest tytuł, jaki swojemu artykułowi nadali redaktorzy pisma – „Ratzinger, Ekumeniczny Prefekt”. Należałoby się także zapoznać z wywiadem udzielonym przez luterańskiego teologa Oscara Cullmanna dziennikowi Il Sabato nr 8, z 20 lutego 1993 roku, na ss. 61-63, któremu również nadano wymowny tytuł, „Syn Lutra i Jego Eminencja”.

Chciałbym zaprezentować czytelnikom Sodalitium streszczenie poglądów kardynała Ratzingera na temat Kościoła i ekumenizmu. Mowa tu o tym samym Ratzingerze, który zaszczycił „ekskomuniką” biskupa Guerarda des Lauriers. Oczywiście każdy, kto tylko chce może samodzielnie zweryfikować treść wspominanych wyżej publikacji i osobiście przekonać się czy to, co teraz głosi Ratzinger jest jeszcze Wiarą Katolicką.

Cullmann przemawia przez Ratzingera

Kiedy na Soborze Chalcedońskim papież św. Leon Wielki interweniował za pośrednictwem swoich legatów, ojcowie soborowi zawołali: „Piotr przemawia ustami Leona”. Kiedy czyta się relację ze spotkania Ratzingera z waldensami oraz wywiad z Cullmannem można by powiedzieć, że przez Ratzingera przemawia Cullmann. Słowa wypowiada Ratzinger, ale poglądy należą do Cullmanna. Nic zatem dziwnego, że waldensi zgadzają się z nim w 99, jeśli nawet nie w 100 procentach (Ricca, 30 Giorni, s. 69).

Kim jest Cullmann?

Oscar Cullmann urodził się w 1902 roku w Strasburgu, w ojczyźnie protestanckiego reformatora Martina Bucera, do którego Cullmann bardzo chętnie się odwołuje (Il Sabato, s. 60). Za akt Boskiej Opatrzności uznał fakt swoich narodzin w Alzacji, jako że prowincja ta jest na pół protestancka i na pół katolicka. Cullmann studiował teologię „w Paryżu, pod kierownictwem Loisy’ego” (Ardusso, Ferretti, Pastore, Perone, La Teologia contemporanea, Marietti, Turyn 1980, s. 108). Ten ekskomunikowany, modernistyczny badacz Pisma Świętego nie mógł być dobrym nauczycielem. Z pewnością jeszcze gorszy był Bultmann, wielki „demitologizator” Ewangelii (Il Sabato, s. 63). To właśnie Bultmannowi przedstawił Cullmann swoją rozprawę doktorską na temat „Formgeschichte” – wynalezionej przez Bultmanna metody egzegetycznej. „Bultmann stwierdził, że była to najlepsza prezentacja jego Formgeschichte” (s. 63). Cullmann później „zdecydowanie” odciął się od Bultmanna, ponieważ ten wtrącał do Pisma Świętego swoje wstawki posługując się filozofią egzystencjalną, podczas gdy Cullmann nie przyjmował żadnej interpolacji. Jednakże Cullmann wcale nie porzucił protestanckiej interpretacji Pisma Świętego, tzw. „metody form literackich” (Formgeschichte) Bultmanna, według której zadaniem egzegety jest odkrywanie zasadniczego jądra Biblii: Cullmann widział go w „historii zbawienia” (Ardusso, op. cit., s. 110).

Cullmann był – między innymi – profesorem niezależnego wydziału teologii protestanckiej na Sorbonie w Paryżu (1948-72), a następnie członkiem należącego do waldensów wydziału teologicznego w Rzymie. W II Soborze Watykańskim brał udział jako obserwator, a Paweł VI nazwał go „jednym ze swoich najlepszych przyjaciół” (Il Sabato, s. 62). „Cullmann w czasie Vaticanum II, będąc osobistym gościem Sekretariatu do spraw Jedności Chrześcijan, pomagał w ustalaniu biblijnej, chrystocentrycznej i historycznej orientacji teologii soborowej (…) ostatnimi czasy, Cullmann zaproponował model «wspólnoty Kościołów» w swojej pracy Jedność przez różnorodność(Unita attraverso la diversita, Brescia 1988). Ratzinger wychwalał ten model podczas swojego spotkania z waldensami, 29 stycznia w Rzymie” (Il Sabato, s. 62).

Cullmann poznał Ratzingera w czasie Soboru i uważał go za „najwybitniejszego wśród tak zwanych periti, czyli ekspertów (…) cieszącego się reputacją awangardowego progresisty” (ibid., s. 63). Od tego czasu korespondowali ze sobą, wymieniając opinie dotyczące początkowo problemów egzegetycznych. Później, jak to opisuje Cullmann: „Korespondowaliśmy coraz częściej i coraz bardziej skupialiśmy naszą uwagę na omawianiu zaproponowanego przeze mnie modelu «jedności poprzez różnorodność» i jak już wcześniej wspomniano, kardynał chwalił ten model zarówno prywatnie jak i publicznie” (s. 63). Ze szczególnym upodobaniem Cullmann wspomina list, w którym Ratzinger przyznaje, że „mógł zawsze wiele się nauczyć” z jego prac naukowych, „nawet wtedy, gdy nie zgadzał się z nim”. Cullmann widzi w tym znak ich „jedności w różnorodności” (ibid., s. 63). „Misją Cullmanna (…) jest zaliczać się do osób, które najbardziej przyczyniły się do dialogu między katolikami i protestantami” (Ardusso, op. cit., s. 112), chociaż sam pozostał mocno przywiązany do herezji otwarcie odrzucającej nieomylność Kościoła katolickiego i prymat jurysdykcyjny Piotra i jego następców (por. Ardusso, op. cit., s. 112; Il Sabato, s. 62). Tak więc Cullmann jest pomostem pomiędzy katolikami i protestantami… w celu przekształcenia katolików w protestantów i jednoczesnego utrzymywania ich w przekonaniu, że wciąż są jeszcze katolikami: „zjednoczonymi” owszem, lecz… „w różnorodności”.

Przemówienie Ratzingera do waldensów

Oczywiste jest, że wykładając w Instytucie Teologicznym Waldensów w Rzymie, Cullmann poznał rzymskich waldensów. Być może to właśnie on zasugerował swojemu „uczniowi” Ratzingerowi, że waldensi stanowiliby dobre audytorium dla jego prelekcji objaśniającej i propagującej wspólne im wszystkim idee.

Temat spotkania Ratzingera z profesorem Ricca, 29 stycznia był dwojaki. Dotyczyło przede wszystkim ekumenizmu w ogólności i odpowiedzi, jakiej Ratzinger udziela w kwestii papiestwa, potrzebnej do ożywienia ruchu ekumenicznego, przeżywającego aktualnie kryzys. Ponadto dyskutowano, w jaki sposób można by dać wspólne świadectwo wiary.

Streszczę najpierw pomysły Ratzingera, a następnie zajmę się szczegółowym omówieniem każdego z nich:

1) Ekumenizm jest nieodzowny, fundamentalny i nie podlega dyskusji.

2) Papiestwo jest przeszkodą dla ekumenicznego postępu.

3) Ostatecznym celem ekumenicznego ruchu jest „jedność kościołów w obrębie jednego Kościoła”.

4) Ten ostateczny cel zostanie osiągnięty w sposób jak dotąd nam nieznany.

5) Najbliższym celem ekumenizmu jest etap pośredni, którym ma być zaproponowany przez Cullmanna model „jedności w różnorodności”.

6) Ten etap pośredni zostanie osiągnięty przez ciągły „powrót do zasad fundamentalnych”.

7) Ten „powrót do zasad fundamentalnych” będzie wspomagany przez wzajemne oczyszczenie, jakie dokona się w poszczególnych kościołach.


1. Ekumenizm

„Ekumenizm jest nieodwołalny” – jak to Karol Wojtyła lubi powtarzać. Joseph Ratzinger idzie jeszcze dalej: „Bóg jest zasadniczym czynnikiem ruchu ekumenicznego” oraz „(…) ekumenizm jest przede wszystkim fundamentalną postawą, sposobem przeżywania wiary chrześcijańskiej. Nie jest tylko jednym pośród wielu innych, szczególnym aspektem wiary. Pragnienie jedności i zaangażowanie się na rzecz ekumenizmu przynależą do struktury samego aktu wiary, ponieważ Chrystus przyszedł, aby zjednoczyć rozproszone dzieci Boga” (30 Giorni, s. 68).

Ekumenizm (albo ponowne zjednoczenie chrześcijan jak nazwał go Pius XI) nie jest postrzegany jako „powrót odszczepieńców na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli” (Pius XI, encyklika Mortalium animos, 6 stycznia 1928 r.), albo tylko jedna z wielu metod, w jakich przejawia się działalność Kościoła. Teraz jest to istotny element życia chrześcijańskiego i część samego aktu wiary. Według Ratzingera, nikt nie może mieć wiary, jeżeli nie jest ekumenistą. Tymczasem według papieża Piusa XI, nie można posiadać wiary i jednocześnie być ekumenistą: „Z tego jasno wynika, że od religii, przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania [ekumenizm] popiera” (Pius XI, Mortalium animos).

Waldens Ricca, wyraźnie określa problem (czemu Ratzinger nie zaprzecza): „Zasadniczą przyczyną kryzysu ruchu ekumenicznego jest fakt, że kościoły nie zmieniły się w wystarczający dla celów ekumenicznych sposób (…) gdyż ekumenizm z pewnością domaga się, prócz cierpliwości o której wspomniał kardynał Ratzinger, pewnych bardzo głębokich przemian. Gdy pewien punkt raz zostanie osiągnięty, to albo kościół zmieni się, albo nastąpi stagnacja w postępie ruchu ekumenicznego. Oczywiście, dotyczy to wszystkich kościołów” (30 Giorni, s. 71).

Powodem stwierdzenia, że albo Kościół zginie, a ekumenizm przetrwa, względnie Kościół przeżyje, a ekumenizm zaniknie – jest to, że jeżeli uległyby zmianom same fundamenty Kościoła, to musiałby on zginąć. Jak wszystkim obecnie wiadomo ekumenizm jest nieodwracalny i dlatego zginąć musi „Kościół” taki jaki teraz istnieje, a zwłaszcza taki jaki znany był przed Soborem. Tym sposobem dochodzimy do kwestii papiestwa, które musi tak samo jak i „Kościół” zmienić się, albo również zginie.



2. Papiestwo: „największa przeszkoda dla ekumenizmu”

Powyższe stwierdzenie Pawła VI z wielkim zadowoleniem przypomina heretyk Ricca: „Każdy dobrze wie, że papiestwo jest kluczowym punktem w kwestii ekumenizmu, ponieważ z jednej strony jest fundamentem katolickiej jedności, a jednocześnie, jeśli mogę wyrazić się tutaj nieco szorstko, uniemożliwia osiągnięcie jedności wszystkich chrześcijan [tj. przeszkadza ekumenizmowi – przyp. ks. F. R.].

Muszę przyznać, że Paweł VI wykazał się odwagą otwarcie dając temu wyraz w przemówieniu z 1967 roku, w którym się wyraził dokładnie w ten sposób (przypuszczam, że był to jedyny papież, który coś takiego powiedział), że papiestwo jest największą przeszkodą dla ekumenizmu. Było to bardzo podniosłe przemówienie [mówi to heretyk! – przyp. ks. F. R] i to nie tylko z powodu uznania tego faktu, ale także ze względu na wymowę całości. Kwestia papiestwa spowodowała kompletny zastój w ruchu ekumenicznym” (30 Giorni, s. 70). A zatem, jeżeli dogmat Wiary będący „fundamentem katolickiej jedności” jest przeszkodą, prawdziwą przeszkodą dla ekumenizmu, to wtedy Paweł VI, Ratzinger jak też i my wszyscy powinniśmy dojść do wniosku, że ruch ekumeniczny musi zginąć. Dzieje się tak dlatego, gdyż niemożliwe jest by prawda objawiona przez Chrystusa po to, by stanowić fundament jedności jakiej On pragnął, mogłaby jednocześnie stanowić przeszkodę dla tej jedności. W rzeczywistości papiestwo nie jest przeszkodą, lecz jedynym środkiem zjednoczenia w jednym, prawdziwym Kościele: „W tym jednym Kościele Chrystusa jest i pozostaje tylko ten, kto uznaje autorytet i władzę Piotra i jego prawnych następców, słuchając i przyjmując ją” (Pius XI, Mortalium animos). Ironią losu jest, że tylko protestant Ricca wskazywał, że faktycznym przedmiotem dyskusji jest tu dogmat.

Ratzinger wie o tym i dlatego nie może wypowiadać się tak całkiem swobodnie jak „kolega”, za jakiego uważa Riccę. Początkowo więc unika tego tematu. „Uważam, że papiestwo jest bez wątpienia najbardziej namacalnym symptomem problemów, jakim musimy stawić czoła, lecz tylko wtedy może być właściwie zrozumiane, gdy będzie rozpatrywane w szerszym kontekście. Tak więc nie sądzę, aby rozpatrywanie tej kwestii bezpośrednio [jak to uczyniono we wstępnych uwagach – przyp. ks. F. R.] mogło umożliwić nam znalezienie rozwiązania” (30 Giorni, s. 66). Innymi słowy, gdyby przywołał I Sobór Watykański i to co tam zostało zdefiniowane, to ta ekumeniczna utopia załamałaby się, krętacze musieliby się od niego zdystansować, podobnie jak Cullmann, a prawdziwi katolicy otrzymaliby właściwy obraz całej sprawy. Dlatego też, Ratzinger problem „owija w bawełnę” i powraca do planu Cullmanna „jedności w różnorodności”. W dalszej części zajmiemy się tym pomysłem.

A jednak prędzej czy później Ratzinger musi powrócić do kwestii papiestwa. I cóż nam sugeruje? Na pewno nie prymat jurysdykcji, który Wiara przypisuje papieżowi. „Zgodnie z naszą wiarą – wyjaśnia Ratzinger – posługa jedności została powierzona Piotrowi i jego następcom” (30 Giorni, s. 68). Ale co składa się na tę „posługę jedności”? Tego Ratzinger nie mówi. Dla Kościoła polega ona na prymacie jurysdykcji papieża nad ogółem wiernych.

Dla Cullmanna, składałby się na nią, w najlepszym wypadku – cóż za hojność z jego strony – prymat honorowy. Twierdzenie to jest – ach, tak przy okazji – heretyckie (zob. Denzinger, 2593). „Wierzę, że posługa piotrowa jest charyzmatem katolickiego Kościoła, jest czymś, z czego także my protestanci powinniśmy wynieść naukę” – mówi Cullmann w Il Sabato – ale zaraz dodaje: „Papież jest biskupem Rzymu i jako takiemu można by mu przyznać przywódczą rolę w zaproponowanym przeze mnie schemacie «społeczności kościołów». Osobiście widziałbym go w roli gwaranta jedności. Mógłby to zaakceptować gdyby nie posiadał jurysdykcji nad całym chrześcijaństwem, lecz zamiast tego prymat honorowy” (30 Giorni, s. 62).

Według profesora Ricca, istnieją trzy możliwości: „Albo papież pozostanie i będzie nadal w mniejszym lub większym stopniu tym, kim jest obecnie (…), co prowadzi nas do wniosku, że jedność będzie ostatecznym darem podarowanym nam przez Chrystusa przy jego przyjściu [co się tłumaczy: „Mamy podporządkować się papieżowi? Nie za waszego życia!” – przyp. ks. F. R.], albo powstanie jakaś ekumeniczna wersja papiestwa (…) Dotąd papiestwo służyło jako centrum katolickiej jedności, a odtąd byłoby centrum jedności wszystkich chrześcijan (…) [w tym systemie, papież byłby przywódcą nowego, ekumenicznego kościoła – przyp. ks. F. R.]. Trzecią możliwością jest, że papież pozostałby tym, czym jest obecnie, jednakże nie domagałby się uznawania go za centrum i punkt oparcia chrześcijańskiej jedności, lecz wyłącznie jedności katolickiej (…) Kościoły mogłyby wzajemnie uznawać się za kościoły Jezusa Chrystusa, prawdziwie zjednoczone ze sobą i rzeczywiście między sobą się różniące, a okresowo mogłyby się wszystkie spotykać na prawdziwie ekumenicznym soborze” [w tym systemie papież stałby na czele jednego z wielu chrześcijańskich kościołów zjednoczonych na soborze ekumenicznym – przyp. ks. F. R.] (30 Giorni, ss. 70-71).

Co sądzi Ratzinger o roli papieża? Jak już wcześniej zauważyłem, nie zabiera w tym przypadku głosu, a raczej unika wystąpienia w obronie nauczania Kościoła (pierwszej z możliwości, o których mówił Ricca), wskazując zamiast tego, że trzecia możliwość powinna być odskocznią do osiągnięcia ostatecznego celu jaki jest zawarty w drugiej tezie. Na razie, jak objaśnia Ratzinger „prawosławne [heretyckie i schizmatyckie – przyp. ks. F. R.] kościoły nie powinny zbyt wiele zmienić w swej wewnętrznej strukturze, praktycznie niemal nic, po zjednoczeniu się z Rzymem” (30 Giorni, s. 68), „i o tyle o ile dotyczy to ich istoty, ma to zastosowanie nie tylko do kościołów prawosławnych, ale również do tych wywodzących się z reformacji” (30 Giorni, s. 69). Ratzinger zaszedł tak daleko, że wraz z kilkoma luterańskimi przyjaciółmi zaczął badać różne możliwe modele „Kościoła katolickiego wyznania augsburskiego” (co jest kontynuacją protestanckich herezji zawartych w Wyznaniu augsburskim, będącym odmianą protestanckiego „wyznania wiary” przedstawionego Karolowi V przez herezjarchę Melanchtona) (30 Giorni, s. 68).

Czyż to wszystko nie przypomina dobitnie heretyckich sugestii uczynionych przez Cullmanna i Ricca, a w szczególności drugiego modelu profesora Ricca? Mielibyśmy w ten sposób Kościół, któremu przewodniczyłby „papież”, ze swoim „ortodoksyjnym” skrzydłem, które pozostałoby „ortodoksyjne”, oraz skrzydłem protestanckim, które pozostałoby protestanckie. Z drugiej strony, według Ratzingera, „prawosławni” (oraz mutatis mutandis, protestanci) „posiadają odmienny sposób zachowywania jedności i trwałości wspólnej wiary, różniący się od naszego, istniejącego w katolickim, zachodnim Kościele” (30 Giorni, s. 68). Ratzinger odnosi się w przypadku „prawosławnych” do ich liturgii i monastycyzmu.

Któż w tej sytuacji nie zdaje sobie sprawy, że liturgia i monastycyzm u „prawosławnych” podobnie jak Biblia u protestantów, nie są wystarczającymi gwarantami jedności i Wiary? I rzeczywiście, pomimo liturgii, monastycyzmu i Biblii są oni schizmatykami (bez jedności) i heretykami (bez wiary)! Chęć umniejszenia dogmatów Wiary oraz działań podejmowanych dla ich ochrony, a mianowicie potępienia błędu przez Święte Oficjum, którego Papież jest prefektem, przez uznanie ich za cechy właściwe nie dla powszechnego katolickiego Kościoła, lecz tylko dla jego zachodniej (rzymskiej) gałęzi, stanowi bardzo poważny błąd! A cytowanie „ortodoksyjnego” teologa Meyendorffa (krytykującego uniwersalizm nie tylko w jego rzymskiej postaci, lecz także „regionalizm, jaki rozwijał się w historii kościołów prawosławnych” – Ratzinger w 30 Giorni, s. 68) z wielką trudnością może służyć za dowód katolickości „ekumenicznego prałata”. W gruncie rzeczy, Meyendorff proponuje tę samą, co Ricca aberrację: wszystkie kościoły, włączając w to Kościół katolicki, muszą poddać się głębokiej przemianie dla zapewniania postępów ekumenizmu.

Krótko mówiąc, Pius XI trafił w samo sedno problemu, gdy pisał:

„Są zresztą i tacy, którzy oczywiście przyznają, że protestantyzm zbyt nieopatrznie odrzucił niektóre istotne artykuły wiary i niektóre na wskroś możliwe do przyjęcia i cenne obrządki zewnętrznego kultu, przy których natomiast Kościół katolicki jeszcze trwa. Dodają jednak zaraz, że i ten Kościół działając nieprawnie, skaził pierwotną wiarę chrześcijańską, dołączył bowiem niektóre artykuły, których Ewangelia nie zna, a które jej nawet wręcz się sprzeciwiają. Do nich zaliczają nasamprzód naukę o Prymacie, jurysdykcji przyznanej Piotrowi i Jego następcom na Stolicy Rzymskiej. Niektórzy z nich, chociaż nieliczni, chcą wprawdzie przyznać Biskupowi Rzymskiemu albo pierwszeństwo honorowe, albo jurysdykcję, albo też w ogóle jakąś władzę, którą jednak wyprowadzają nie z prawa Boskiego, lecz niejako z woli wiernych. Inni znowu zgodziliby się nawet, by Papież przewodniczył ich, co prawda nieco niesamowitym, zjazdom. Jeżeli zresztą spotykać można wielu niekatolików, którzy w pięknych słowach głoszą braterską wspólność w Chrystusie, to przecież nie ma ani jednego, któremu przez myśl by przeszło poddać się posłusznie w nauce i kierownictwie Namiestnikowi Jezusa Chrystusa” (Pius XI, Mortalium animos).

Czytając ten tekst można by pomyśleć, że Papież mówi o Cullmannie. Staje się jasne, że protestanci od roku 1928 aż do dzisiaj nie uczynili nawet jednego kroku naprzód, a my stajemy w obliczu pełnego entuzjazmu ekumenizmu kościoła Novus Ordo i jego „papieża” biegnącego od jednego „wielobarwnego” spotkania religijnego do drugiego.

3. Ostateczny cel: „kościoły w obrębie jednego Kościoła”

Powróćmy jednak do Ratzingera. Aby uniknąć rozważań nad problemem papiestwa, Ratzinger wpierw porusza kwestię ekumenizmu, którego „głównym celem jest oczywiście zjednoczenie wszystkich kościołów w jednym Kościele” (30 Giorni, s. 66); „zmierzamy w stronę jedności Kościoła Bożego” (s. 67). Tymczasem logika Ratzingera szwankuje od samego początku, bo jeżeli jest tylko jeden prawdziwy Kościół, to co dobrego jest w innych kościołach? Czy ten „jeden prawdziwy Kościół” to Kościół katolicki czy jakiś inny? A może Kościół katolicki jest jednym z „kościołów”, które muszą się ciągle jednoczyć, aby stworzyć „jeden prawdziwy Kościół”? W pierwszym przypadku (tzn. Kościół katolicki jest jednym jedynym, prawdziwym Kościołem), cel został już osiągnięty, Kościół jest już „jeden”, a ekumenizm ma na celu jedynie doprowadzenie heretyków i schizmatyków do odżegnania się od ich błędów. Te inne zatem, niekatolickie „kościoły”, są jedynie sektami i bezprawnymi zrzeszeniami, które nie mogą się wzajemnie jednoczyć, ale powinny raczej zniknąć z powierzchni ziemi.

W drugim przypadku, (tzn. jeden prawdziwy Kościół jest mniej lub bardziej ścisłym związkiem „kościołów”, które mniej lub bardziej różnią się wzajemnie od siebie) Ratzinger powtarza błąd potępiony przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos:

„W tym miejscu należy objaśnić i usunąć błędne zapatrywania, na których wspiera się cała podstawa tych spraw i te różnorodne wspólne dążenia niekatolików ku zjednoczeniu chrześcijańskich Kościołów, o czym była mowa. Inicjatorzy tej idei wciąż przytaczają słowa Chrystusa: «Ut omnes unum sint (…) Fiet unum ovile et unus pastor (Aby wszyscy byli jedno (…) Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz)» (Jan. 17, 21; 10, 16), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa – co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa – nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistni, lecz tymczasem – tak sądzą – jest to tylko pięknym marzeniem. Mówią też, że Kościół sam przez się, już ze względu na swą naturę, rozpada się na części, to jest składa się z wielu odrębnych Kościołów, czy też odrębnych wspólnot, które wprawdzie w kilku zasadniczych punktach nauki są zgodne, ale w innych punktach się różnią. Istnieją one według ich zdania na równych prawach”.

Czy „ekumeniczny prałat” może sam wytłumaczyć swe stanowisko? Czy wierzy, że jeden prawdziwy Kościół Chrystusowy już istnieje i czy jest to Kościół rzymskokatolicki, czy też nie?

4. Jak ma wyglądać przyszły Kościół?

Obawiam się, że niestety Ratzinger wyjaśnił już to, co ma na myśli. Ostateczny cel, a więc zjednoczenie kościołów w jednym Kościele znajduje się w nieznanej i odległej przyszłości. Ratzinger stwierdza bowiem, że: „Zatem celem, punktem dojścia wszelkich wysiłków ekumenicznych jest osiągnięcie prawdziwej jedności Kościoła [czyż ta jedność już nie istnieje? Czyżby była tylko pozorna?, albo nieprawdziwa? – przyp. ks. F. R.], a to zakłada wielość form, których nie można jeszcze określić” (30 Giorni, s. 66). W innym miejscu powiada: „Obecnie nie jestem w stanie przedstawić żadnej konkretnej, możliwej i dającej się wyobrazić formy, w jakiej miałby istnieć przyszły Kościół” (30 Giorni, s. 68).

Ricca, jako protestant, cieszy się oczywiście, słysząc jakie idee wygłasza Ratzinger, gdyż dobrze odpowiadają jego własnym poglądom. Po przywołaniu historii ośmiu wieków niezgody pomiędzy katolikami i waldensami dodaje: „dlaczego zatem teraz jesteśmy tutaj razem? Otóż dlatego, że o ile wiemy dobrze kim jesteśmy i kim byliśmy, to jednak nie wiemy kim będziemy. Ratzinger ze swej strony zachowuje dystans i nie przedstawia żadnych modeli jedności, to znaczy wyraża tę niewiedzę, i to nas łączy razem”. A zatem waldensi i uczniowie Vaticanum II są zjednoczeni w niewiedzy czym ma być przyszły Kościół! Ricca wyjaśnia bowiem, że albo kościoły dokonają wewnętrznej odmiany, albo ruch ekumeniczny wygaśnie. To normalne, że protestant przyjmuje ideę nieznanego Kościoła przyszłości, ale jak to możliwe w przypadku katolika? Jak mógłby to pogodzić z niezniszczalnością Kościoła? Jakiż inny model jedności Kościoła może przedstawić katolik protestantom jak nie jedynego Kościoła zamierzonego przez Chrystusa i zbudowanego na świętym Piotrze? Jak „kardynał” miałby nie wiedzieć, jak ma wyglądać Kościół, skoro został założony przez Chrystusa przed dwoma tysiącami lat? Można by powiedzieć, że Ratzinger ma takie samo rozumienie Kościoła, jak Teilhard de Chardin, że Kościół jeszcze nie istnieje, ale rozwija się w kierunku punktu omega, ostatecznego celu ruchu ekumenicznego.

5. Jedność w różnorodności

Zatem Kościół przyszłości będzie jeden (w wielości form). Dokona się to kiedyś w przyszłości. Co będzie się działo w międzyczasie? Otóż znajdujemy się teraz w „czasie przejściowym” (30 Giorni, s. 66) w okresie „jedności w różnorodności”. Ratzinger wyjaśnia: „Moim zdaniem model ten można by opisać za pomocą dobrze znanej teorii «pojednanej różnorodności», która blisko przypomina ideę sformułowaną przez mojego kolegę Oscara Cullmanna, który podejmował te problemy” (s. 67). Widzieliśmy już jaki model był przedstawiony przez Cullmanna, a teraz zobaczmy model proponowany przez Ratzingera. Wystarczy powiedzieć, że Ricca łatwo zrozumiał istotę teorii Ratzingera: „Chciałbym wpierw stwierdzić – powiada Ricca – że zgadzam się z tym, co powiedział kardynał Ratzinger w 99, o ile nie w 100 procentach. Cieszę się bardzo i jestem zadowolony słysząc jego słowa, gdyż może to być punkt wyjścia, a jak wszyscy wiecie, pojęcie pojednanej różnorodności ma korzenie luterańskie” (30 Giorni, s. 69). A zatem Ratzinger chciałby nas prowadzić ku nieznanemu kościołowi o wielu postaciach, który ma być ukształtowany wedle eklezjologii luterańskiej.

6. Powrót do „istotnych zasad”

Jak w praktyce osiągnąć tę „pojednaną różnorodność”? Nie chodzi o to – napomina Ratzinger – „abyśmy zadowolili się bieżącą sytuacją”, zgadzając się na istniejące pomiędzy nami różnice. W tym dynamicznym procesie niezbędne są wytrwałe starania w „zgodnym dążeniu w tym samym kierunku i pokorny wzajemny szacunek, nawet gdy nie osiągnęliśmy jeszcze zgodności co do nauki Kościoła, albo w kwestiach praktycznych. Nasze dążenia opierają się na pragnieniu, aby uczyć się wzajemnie od siebie i przyjmować wzajemne upomnienia, radować się i czynić dzięki za skarby duchowe drugiej strony, aby ciągle szukać istoty własnej wiary, doktryny i praktyki, które muszą być nieustannie oczyszczane i ożywiane przez Pismo święte, mając oczy utkwione w Panu…” (30 Giorni, s. 68).

Jak wiele jest sprzeczności w tych kilku linijkach tekstu! Jak możemy „iść razem”, skoro inaczej myślimy i postępujemy? Jak „stolica prawdy”, Kościół Chrystusowy, może uczyć się rzeczy, których jeszcze nie znał, a nawet doznawać udoskonalenia ze strony heretyków? Jak Kościół może „szanować” herezję i schizmę, które są grzechem? Tym co różni nas od sekt protestanckich i od prawosławnych jest fakt ich przylgnięcia do herezji i schizmy. A na koniec, co Ratzinger rozumie przez „poszukiwanie istoty wiary”, które ma trwać ciągle? Idea ta tkwi u podstaw jego myślenia, ale nie jest on w tym osamotniony:

„Poszukiwanie istoty (das Wesen) chrześcijaństwa było charakterystycznym motywem w teologii niemieckiej od ponad stulecia. Zostało ono wyrażone w pismach L. Feuerbacha (1841), A. Harnacka (1900), K. Adama (1924), R. Guardiniego (1939), M. Schmausa (1947) i Karla Rahnera, w jego niedawnej prezentacji skróconego ujęcia przekazu chrześcijańskiego. Podobnie do wspomnianych wcześniej wysiłków, poszukiwania istoty chrześcijaństwa podejmowane przez Ratzingera wyraźnie noszą znak tej epoki, która coraz bardziej zasługuje na określenie «czasów post-chrześcijańskich». Można ją określić nie tyle jako zaprzeczanie tej czy innej prawdy wiary, ale raczej należy wskazać na fakt, że cała wiara jako taka wydaje się tracić ducha i zdolność do wyjaśniania świata, w porównaniu do innych religii, które wydają się skuteczniej udzielać swym wiernym odpowiedzi na duchowe problemy naszych czasów” (Ardusso, op. cit., s. 457).
W istocie wszelkie dążenia zmierzające do ustanowienia „podstawowych zasad” wiary zagrażają jej zniszczeniem, a papież Pius XI napisał wbrew ekumenistom, że:
„Co się zaś tyczy artykułów wiary, to bezwarunkowo niedozwolona jest różnica, którą chciano zaprowadzić między tzw. «zasadniczymi», a «niezasadniczymi» punktami wiary, jak gdyby pierwsze z nich musiałyby być uznane przez wszystkich, natomiast te drugie mogłyby pozostać do swobodnego uznania wiernych. Nadnaturalna cnota wiary ma swą przyczynę formalną w autorytecie objawiającego Boga i nie dopuszcza podobnej różnicy. Dlatego wszyscy prawdziwi chrześcijanie równie wierzą w tajemnicę Przenajświętszej Trójcy, jak i w Niepokalane Poczęcie Bogarodzicy, i z równą wiarą odnoszą się do Wcielenia Chrystusa, jak do nieomylności Papieża Rzymskiego, tak jak ją Sobór Watykański określił. Czyż ich wiara w te przytoczone artykuły wiary ma być mniej silną i pewną dlatego, że Kościół jeden z tych artykułów w tym, inny zaś w owym, może niedawnym czasie uroczystym dekretem ostatecznie określił? Czyż Bóg ich wszystkich nie objawił?” (Mortalium animos).

Ratzinger nie przedstawia jasno na czym ma polegać istota wiary, ani czym jest „nadrzędna struktura” (Ardusso, op. cit., s. 458, powiada, że istotne jest „zaprezentowanie się jako kościół wiary całkowicie oddany służbie tych, którzy uwalniają się od wpływu nadrzędnej struktury zaciemniającej jego autentyczne oblicze”).

Jednakże w odpowiedzi kończącej wymianę zdań Ratzinger precyzuje, że „jego poglądy zgadzają się z opiniami profesora Ricca” (30 Giorni, s. 72) odnośnie „słowa «sprowadzanie do istoty»”. Powiada też dalej: „Musimy rzeczywiście powrócić do sedna sprawy, do tego, co istotne – albo ujmując to innymi słowy – uświadomić sobie, że problemem naszych czasów jest nieobecność Boga w życiu, a więc naszym największym obowiązkiem jako chrześcijan [katolicy i niekatolicy mają występować razem – przyp. ks. F. R.] jest dawanie świadectwa żywemu Bogu” (30 Giorni, s. 73). Niewątpliwie chrześcijanie wszystkich (albo prawie wszystkich) denominacji, zgodzą się w tym jednym punkcie, a mianowicie, że istnieje Bóg, a także, że „dokona się sąd ostateczny i że istnieje życie wieczne” (s. 73). Ten „czynnik nakłaniający” z konieczności „jednoczy”, gdyż „wszyscy chrześcijanie są zjednoczeni w wierze, w której sam Bóg się objawił, wcielony w Jezusa Chrystusa” (30 Giorni, s. 73). (W sprawie potępienia zasady dawania wspólnego świadectwa wiary zob. encyklikę Mortalium animos papieża Piusa XI).

7. Wzajemne oczyszczenie

Jak może się dokonać to ciągłe „sprowadzanie do istoty”? Zdaniem Ratzingera ten pozytywny proces rozpoczął się z powstaniem innych „kościołów”. Kościół katolicki miałby być ciągle oczyszczany… przez heretyckie sekty… a obecnie, gdy poszukujemy jedności (w wielości form) na przyszłość, dobrze się stało, że doszło do powstania różnorodności (pojednanej). Ratzinger ciągnie dalej:

„Święty Paweł powiada, że «oportet et haereses esse» («muszą być i kacerstwa»). Być może nie wszyscy z nas są już gotowi do ustanowienia jedności, a więc potrzebujemy w sobie czegoś w rodzaju ciernia, którym jest odmienność innych, aby nas obudził ze stanu, w którym chrześcijaństwo jest podzielone i rozczłonkowane. Być może mamy obowiązek być wzajemnie dla siebie takimi cierniami. Musimy się wzajemnie oczyszczać i ubogacać (…) Nawet w tym momencie historii, gdy Bóg nie obdarzył nas pełną jednością, uznajemy się wzajemnie za braci w Chrystusie, za kościoły siostrzane, miłujemy wzajemnie swe wspólnoty, spotykamy się w procesie działania boskiej pedagogii, w której nasz Pan posługuje się rozmaitymi wspólnotami dla wspólnego dobra, aby nas uzdolnić i uczynić godnymi osiągnięcia ostatecznej jedności” (30 Giorni, s. 68).
A zatem wedle Ratzingera, Bóg z całą pewnością pragnie, aby istniały tego rodzaju „herezje”. (W istocie jest tak, że Bóg tylko dopuszcza ich istnienie, podobnie jak dopuszcza różne przypadki zła). A zatem dla Ratzingera Bóg pragnie, aby obecnie miały miejsce podziały pomiędzy chrześcijanami, aby istniały odrębne wspólnoty wyznaniowe, dla wzajemnego udoskonalenia jednych przez drugich. Kościół katolicki miałby być „ożywiony”, „oczyszczony”, „wzbogacony”, a także „uwolniony od podziałów” za sprawą sekt heretyckich, którymi posługuje się Pan Bóg. Z drugiej zaś strony Kościół katolicki w podobny sposób wpływałby na inne kościoły, wywierając na nie takie same wpływy. Wszystko to dokonuje się w dialektycznym procesie zmierzania w kierunku nieokreślonej, przyszłej jedności Kościoła, obecnie nieznanej, która ma być skutkiem tego procesu.

Wedle Ratzingera Kościół pierwszych wieków stanowi tylko wzór dla Kościoła przyszłości, lecz nic ponadto. Kościół ten posiadał jedność „w trzech fundamentalnych kwestiach: w odniesieniu do Pisma świętego, zasad wiary (regula fidei) i sakramentalnej struktury Kościoła” (30 Giorni, s. 66), natomiast w pozostałych dziedzinach był zróżnicowany.

Czyż nie posiadał również jedności za sprawą posłuszeństwa nauczaniu Magisterium i władzy papieskiej? Czyż Kościół nie wyznawał tej samej wiary, czego nie można powiedzieć o protestantach i prawosławnych? Ratzinger wzywa nas do przystąpienia do nieznanego kościoła przyszłości, który ma być zbudowany w oparciu o fałszywy wzór Kościoła starożytnego, co spowodowałoby w rzeczywistości, że opuścilibyśmy wieczny i niezmienny Kościół Chrystusowy.

Wniosek: nauczanie papieża Piusa XI osądza Ratzingera

Gdyby Ratzinger nie wiedział do jakiej przyszłości prowadzi kościoły ta zasada „wzajemnych cierni”, gdy wzajemnie sprowadzają swą naukę do kwestii „zasadniczych”, to Pius XI wyraźnie daje na to odpowiedź. Papież wypowiedział się na kartach encykliki Mortalium animos (o której Ratzinger ośmielił się powiedzieć, że pozostaje ona w zgodzie z nauczaniem Vaticanum II) w następujący sposób:

„Wyznawcy tej idei (…) krok po kroku popadają w naturalizm i ateizm”, i przygotowują powstanie „fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusowego”; „łatwo tam dochodzić można do zaniedbania religii, lub do indyferentyzmu, lub też do modernizmu”. Jest to „złowrogi błąd, który głęboko rozsadza fundamenty wiary katolickiej”.

Nie zrzucajmy wszakże całej odpowiedzialności na Ratzingera, bo on jest tylko wiernym uczniem Vaticanum II, podobnie jak Karol Wojtyła. Ta ostatnia osoba, to obce ciało na łonie Kościoła, oblubienicy Chrystusa, które musi być z niego usunięte. Uzdrowieńcza moc Kościoła bez wątpienia go odrzuci, a my chcemy należeć do Kościoła katolickiego, a nie do heretyckiego kościoła-widma opartego na zasadzie jedności w różnorodności, który sprokurował Oscar Cullmann i jego heretycki uczeń Joseph Ratzinger. (1)

========================
mail:
W piśmie [tygodnik?] kościoła franciszkowego w Warszawie „Jedziemy”, może „Idziemy„, na stronie tytułowej napis o papieżu Benedykcie: „Mozart teologii”.

Co łączy „akta Twittera”, dr. Martykę i „ministra śmierci” Niedzielskiego?

Co łączy „akta Twittera”, dr. Martykę i ministra Niedzielskiego?

Piotr Relich https://pch24.pl/co-laczy-akta-twittera-dr-martyke-i-ministra-niedzielskiego/

Nic dziwnego, że rozpętanej przez Elona Muska aferze „akt Twittera” towarzyszy gremialna zmowa milczenia. Wszak demaskacja dokonana w tych dniach odsłania powieloną przez niemal wszystkie media głównego nurtu na świecie metodologię kampanii propagandowej COVID-19.

Już wiemy, dlaczego amerykański miliarder tuż po finalizacji kupna Twittera wtargnął jak huragan do siedziby firmy w San Francisco. Cała szopka ze zlewem (let that sink in!) i spektakularnym wyrzuceniem na bruk (dosłownie!) kadry kierowniczej, przysłoniła główny cel operacji, a mianowicie niedopuszczenie, by poprzednicy „spalili” kompromitujące dokumenty i materiały.

A dotychczasowi CEO mieli się czego obawiać. Jak wynika z upublicznianych dzisiaj maili, największa platforma komunikacyjna świata działała niczym podwykonawca FBI, CIA i innych amerykańskich służb. Z kolei kadra kierownicza na bieżąco przepisywała zasady użytkowania zgodnie ze swoimi politycznymi afiliacjami.

Ilość upublicznionej korespondencji jest naprawdę potężna. Nie czas i miejsce cytować wszystkiego. Chętnych do dalszego pogłębienia sprawy odsyłam do zapoznania się z „materiałem dowodowym” – jest to naprawdę fascynująca lektura. W tym miejscu warto skupić się jednak na samym mechanizmie niebywałej symbiozy rzekomo prywatnej spółki technologicznej z tą częścią deep state, która sprzyja Partii Demokratycznej.

We współpracę z Twitterem zaangażowane było tak wiele rządowych podmiotów, że podczas wymiany korespondencji funkcjonował termin OGA (Other Government Organizations). Zdarzały się sytuacje, że organizatorzy mieli często problem z pomieszczeniem wszystkich przedstawicieli w jednym panelu.

Rządowi „delegaci” regularnie uczestniczyli w wewnętrznych spotkaniach firmy, składali sprawozdania, doradzali i wyznaczali obszary kooperacji. Jednak z obserwatorów „federalni” dosyć szybko przekształcili się w tak naprawdę głównych zarządzających kwestiami politycznymi, zmuszając kadrę do udostępniania wrażliwych danych czy umożliwiania śledzenia aktywności sieciowej poszczególnych użytkowników. Wszystko z pogwałceniem polityki wewnętrznej platformy.

Daleko było im jednak do formalizowania współpracy; agenci zdobyli przewagę stopniując nacisk, odwołując się do poglądów politycznych samych dyrektorów czy ich poczucia odpowiedzialności. Kiedy sprawy zabrnęły za daleko, bezradni szefowie po prostu oddawali stery w ręce dużo poważniejszych graczy.

„Wpływ zagraniczny” (Foreign Influence) stanowił termin – wytrych, zapewniający możliwość bezgranicznej inwigilacji amerykańskich użytkowników, głównie osób o poglądach prawicowo-konserwatywnych, wyborców Partii Republikańskiej czy zwolenników Donalda Trumpa. Szefowie Twittera, zwłaszcza po wybuchu wojny na Ukrainie, pracowali pod ciągłą presją służb. Jeżeli nawet nie znajdywano żadnych dowodów na „związki z Rosją”, a nawet wybrzmiewał komunikat o „nikłej poszlakowej szansie” takiego wpływu, zezwalano na inwigilację użytkowników wyłącznie ze względu na „prorosyjski przekaz”.

Z informacji prowadzących śledztwo dziennikarzy wynika, że proceder dotyczył również innych potentatów z branży high-tech: Microsoftu, Facebooka, Google i wielu innych. Jednak zarówno media społecznościowe, jak i służby pracowały w oparciu o modele wypracowane podczas COVID-19. Tuż po odsunięciu od władzy Donalda Trumpa administracja Bidena zażądała od szefów platformy komunikacyjnej spotkania dotyczącego kontroli kryzysu pandemicznego.

Od tego momentu Twitter zaczął cenzurować debatę nie według obiektywnych faktów, ale rządowych wytycznych. Przykładowo, administracja wyraźnie naciskała na oznaczenie jako „dezinformację” doniesień o gwałtownym i masowym wykupywaniu sklepowego asortymentu, tzw. panic buying. Problem w tym, że… było to zjawisko jak najbardziej powszechne.

Platforma wzięła za cel nie tylko konta „antyszczepionkowców” (anti-vaxxer) – bardzo często osób sprzeciwiających się wyłącznie przymusowi szczepień, a nie preparatom jako takim – ale i ekspertów medycznych posiadających nie gorszy autorytet niż rządowi specjaliści. W ten sposób ocenzurowano wypowiedź prof. Martina Kulldorfa z wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda. W jednym z twittów naukowiec nie rekomendował przyjęcia szczepionki po przechorowaniu COVID-19. Preparaty zalecał wyłącznie osobom starszym, należącym do grup ryzyka, za to stanowczo odradzał podawania ich dzieciom.

Nawet wypowiedzi udokumentowane literaturą naukową, ze wskazaniem źródła – np. artykuł z „Nature” o wzroście ryzyka wystąpienia chorób serca po przyjęciu preparatów mRNA w młodszych grupach wiekowych – choć zawierały informacje prawdziwe, były oznaczane jako misleading (wprowadzające w błąd). Jedyny zarzut – nie zgadzały się z wytycznymi CDC (Centrów ds. Chorób Zakaźnych).

Ponadto Twitter zrzucił gros swoich nowych obowiązków na barki botów i podwykonawców – np. z Filipin – którzy działali w oparciu o uproszczone modele postępowania. W ten sposób do jednego worka wrzucano zarówno wypowiedzi zupełnych wariatów, jak i opinie specjalistów najlepszych uczelni medycznych w Stanach, patologizując jeden z filarów demo-liberalnego świata.

Cenzorskie zacietrzewienie prowadziło też do prawdziwych absurdów. W pewnym momencie najważniejsi dyrektorzy platformy zastanawiali się, czy jako „dezinformację medyczną” nie oznaczyć wpisu Donalda Trumpa, który po wyjściu ze szpitala napisał aby „nie bać się COVID”. Ostatecznie uznano, że „przesłanie optymistyczne”… nie jest dezinformacją.

Wraz z powrotem PRAWDZIWEJ normalności, do czego przyczynił się również – co by o tym człowieku nie mówić – Elon Musk, rozpada się powoli cała kowidowa bańka narracyjna. Faktem okazała się bezpośrednia ingerencja służb konkretnej administracji w największej platformie informacyjnej świata. Śledztwo dziennikarskie POLITICO i DieWelt dowiodło, że „walka z pandemią” została oddana w ręce prywatnych fundacji i organizacji międzynarodowych wiszących na ich pasku. Badania z poszczególnych krajów wskazują na drastyczny wzrost myocarditis wśród zaszczepionych, głównie młodych ludzi. Szefostwo Pfizera podczas przesłuchań przyznaje, że szczepionki nie były badane po kątem transmisyjności. Natomiast o utracie zbiorowej odporności na skutek lockdownów i maseczek mówi sam minister zdrowia, Adam Niedzielski.

Ale ludzi, którzy nie ugięli się pod presją medialno-środowiskową i od początku przestrzegali przed gorszymi niż sam wirus narzędziami walki z patogenem, dzisiaj – kiedy jest już po wszystkim – zabrania się leczyć. I dokonują tego ludzie, którym w rękach rozpada się budowane przez dwa lata imaginarium. Nie tylko z przejawu zwykłej mściwości, ale z prostego faktu, że uznanie niewinności dr. Martyki oznaczałoby po prostu, że się mylili.

Sposób, w jaki lewicowo-liberalne media „relacjonują” sprawę lekarza z Dąbrowy Tarnowskiej (propaganda rodem z filmów Leni Riefenstahl) dowodzi, że „akta Twittera” mówią bardzo dużo o polskojęzycznych mediach. Z tą różnicą, że ich nikt nie musiał naciskać. „Zaangażowani dziennikarze” robią swoją robotę z autentycznym przekonaniem, każącym do upadłego głosić mądrości poprzedniego etapu.

Natomiast sam Twitter wpadł w sidła zastawione przez dużo większych cwaniaków. Ze szlachetnych pobudek [???? MD] pomógł wygrać wybory Demokratom, a ci odwdzięczyli się zakładając łańcuch i zaganiając do roboty na własnych zasadach. Choć globalne korporacje technologiczne wydają się dzisiaj trząść światem, to jak pokazuje przykład Twittera, przeróżne służby nigdy nie pozwolą, by rzeczywistość kształtowali choćby i najlepsi programiści oraz komputerowe nerdy.

Wzrost cen w grudniu r/r. Polska na prostej drodze do hiperinflacji? Cukier (59,5%), mąki (38,3%) i makaron (37,6 %).

Wzrost cen w grudniu. Polska na prostej drodze do hiperinflacji? Cukier (59,5%), mąki (38,3%) i makaron (37,6 %).

https://pch24.pl/wzrost-cen-w-grudniu-przebil-szklany-sufit-polska-na-prostej-drodze-do-hiperinflacji/

W grudniu 2022 roku codzienne zakupy były droższe średnio o blisko 25% w porównaniu z rokiem 2021 – wynika z najnowszego „Indeksu cen w sklepach detalicznych”. Zdrożały wszystkie z 12 kategorii produktów.

Według analizy przeprowadzonej przez UCE Research oraz Wyższe Szkoły Bankowe w grudniu największą dynamikę wzrostu cen zanotowały produkty sypkie, które średnio zdrożały o 35,9%. Największy wzrost cen dotyczył cukru (59,5%), mąki (38,3%) i makaronu (37,6 %).

Według dr. Tomasza Kopyściańskiego z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu produkty sypkie znalazły się na pierwszym miejscu w okresie przedświątecznym, który charakteryzuje się wzmożonym popytem na zwłaszcza na mąkę i cukier. – Do tego doszło zaburzenie łańcucha dostaw produktów zbożowych, a także buraków, z których powstaje cukier, co oczywiście związane z wojną na Ukrainie. Poza tym znaczenie mają koszty energii potrzebnej do ich przetworzenia – wyjaśnił.

Na drugiej pozycji najbardziej drożejących kategorii w grudniu znalazła się chemia gospodarcza w wynikiem 35,7%. Tym razem najszybciej rosły ceny papieru toaletowego (56,7%.) i ręczniki papierowe (45,3%.).

„Podium” najszybciej rosnących cen w grudniu 2022 roku zamknęła kategoria tzw. innych produktów z wynikiem 34,2%. W tej kategorii najbardziej zdrożały karmy dla zwierząt domowych, głównie dla psów – o 39,8%. Z kolei pieluchy dla niemowląt podrożały o 35,8%.

Produkty tłuszczowe zdrożały w grudniu o prawie 32%. w porównaniu z rokiem 2021. Niewiele mniej zdrożał w grudniu nabiał (o 29,5%.). O 1/4 wzrosły ceny mięsa (średnio 25,1%.) oraz pieczywa (24,6%.). Warzywa i owoce zdrożały odpowiednio o 21,8%. i 20,6%. rdr. Ceny dodatków spożywczych i napojów poszły w górę średnio o 13,7%. rdr. , natomiast najmniej podrożały w ostatnim miesiącu 2022 r. używki – średnio o 10,3%. rdr.

Autorzy analizy zauważyli, że pod koniec 2022 r. w wielu rynkowych badaniach Polacy deklarowali, iż przed świętami mocno ograniczą zakupy, ze względu na pogarszającą się sytuację materialną. „Tak jednoznacznych opinii dawno nie było w przestrzeni publicznej, dlatego ten głos został szybko odczytany przez branżę retailową jako pewnego rodzaju zagrożenie” – wyjaśnili.

W ich ocenie podwyżki, które były wstrzymane w grudniu zostaną zrealizowane częściowo w styczniu i lutym.

W „Indeksie cen w sklepach detalicznych” przedmiotem analizy było 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.) oraz 51 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 24 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie obecne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash and carry działające w 16 województwach. Autorzy analizy zastrzegają, że powyższa analiza nie może być traktowana jako pomiar wzrostu lub spadku ogólnego poziomu inflacji. (PAP)

Spotkanie władców świata. Dwunastu plus TRZYNASTY… [ang.]

Spotkanie władców świata. Dwunastu plus TRZYNASTY

https://web.archive.org/web/20210126223926/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1816&Itemid=46

[Malachi Martin, Windswept House, p. 124 Umieszczam, bo the Phalanx wykonuje szybkie RUCHY – właśnie teraz..  md]

         …Glass in hand, the Englishman (Clatterbuck) made his way into the circle of men and settled his tweeds into a solidly upholstered wing chair. Between him and Channing, a thirteenth chair remained empty-except for a red leather folder resting on its seat. That place always remained empty, as if for an invisible presence among them that added force to the combined presence of the group itself; a presence that made the group more than the sum of its twelve animated bodies and lively minds. This was always such a comfortable place for Clatterbuck. A deliciously tasteful retreat – „pipey and booky and male„, as Virginia Woolf once characterized the private study of one of her admirers. From where he sat, he could enjoy the view of the evening darkness and a thousand lights across the Hudson.

         Quickly caught up in the discussion of world events that always pre­ceded whatever business might bring these twelve colleagues to Cliffview from time to time, Clatterbuck needed no briefing from Cyrus Benthoek, as he had at Strasbourg, to know about the members of this group. In fact, though Benthoek had met Channing and some of the others here in the normal course of his affairs, even he might be surprised to know all that Clatterbuck knew about them.

         On the surface, Ralph Channing’s guests at Cliffview made up a Who’s Who of power and success. Jacques Deneuve, for example, whose feathers had been ruffled by the Roman proposal out of Strasbourg, was Europe’s all-important banker. Gynneth Blashford was Britain’s most powerful newspaper magnate. Brad Gerstein-Snell cut the dominant figure in inter­national communications. Sir Jimmie Blackburn ranked as South Africa’s sole ruler of the diamond market. Kyun Kia Moi was master of all Far Eastern charter shipping.

         Those five alone were the kingmakers of the New World Order who daily play with scores of billions that slosh around the international money markets in Tokyo, London, New York, Singapore, Paris and Hong Kong, the dominant figures regulating the flow of capital and capital goods. Ultimately, therefore, they were the arbiters in the life and death of individual governments and the welfare of nations.

         In such a group as this, Dr. Ralph Channing might have been consid­ered the odd man out. Instead, however, he was clearly something more than a peer. Born into a long-established Huguenot family in Maine, Channing had done his studies at Yale in comparative religion and theol­ogy. Renowned for his encyclopedic grasp of the records of the Knights Templar, of the Holy Grail tradition and of Freemasonry -in particular, the Ordo Templi Orientis, or OTO; the Eastern Temple -he had become a noted archivist for diverse groups of humanist scholars. As a tenured pro­fessor at a top American university, his influence extended around the world through a well-received litany of books, pamphlets, articles, lectures and seminars.

         Increasingly valued in certain circles for his correct historical informa­tion and his ability to appraise organized religion as a socio-cultural and political factor in the world, he had been borrowed from his university by one Washington administration and had successfully managed the plan­ning of the Department of Education. Somehow he also found time to spend a couple of months abroad each year as consultant for various humanist organizations in Europe and the Far East.

         Never mind, then, that Ralph Channing wasn’t a banker or master of shipping interests. There wasn’t a man in this distinguished group who would-or could-challenge his credentials as leader.

         In reality, what bound these twelve men together wasn’t entirely a mat­ter of banking or shipping or diamonds. Having drunk deeply from the precious wine of success, each man present had searched for another goal. And each had found that service to the Prince of This World was the only goal that satisfied. Each had passed through the tests of Fire, Pain and Death. Each had received the Seal of the Final Utterance on his soul. All here were bespoken men. That was the unifying force at Cliffview House.

         Still, while devotion to the Prince was the distinguishing trait of Ralph Channing’s little gathering at Cliffview, such devotion had nothing to do with a goat-like figure sprouting pointy ears and cloven hooves and smell­ing like a polecat on holiday in a garbage dump. Each of these men had long since learned that reality was far different. What everyone here had discovered and committed himself to was an intelligence each had found to be supreme among human beings as such. Their increasingly intimate involvement in the Process had taken on a special cast; had enabled these men-against all odds, and out of all men in the world-to recognize the lineaments of that supreme intelligence at work in the Process, to bow to that intelligence in every practical way and thus to follow the footprints of history.

         No one present at Cliffview would be reckoned as an evil person as that word is understood nowadays. A handshake from anyone here was as good as a contract. In matters of politics; they were correct; which is to say, they were never extremist. In social matters, they were acceptable; which is to say they had shown their humanitarian concern and their philanthropic generosity. In matters of marital fidelity, all adhered to the currently accepted norm of respectability.

         Nor could anyone daub this group with the insulting label of conspira­tors. Rather, they were men who happened to feel the same way about human affairs. In this -as any one of them could attest, for they sat as directors on corporate boards around the world -they were not much different than, say, the trustees of Harvard or the board of directors of The Times of London. Not much different than the Commissioners of the European Community, if it came to that.

         Like those and many other groups, these twelve men operated within the recognized bounds of democratic freedom to see their cherished ideals implemented. Admittedly, this group enjoyed certain advantages that few could equal. The supreme success of each man enabled the group as a whole to engage in social engineering and political molding on a vast scale. But power and success were not what provided them with their greatest leverage.

         Their true advantage, as any one of them would attest, stemmed from one thing only: the dedication of each to Spirit as such. To that personage they all described as the Prince. The advantages afforded by that abiding interest seemed infinite to them. The simple fact that their interest did not conform to the interest asserted by the major religions meant they were able to think in a more universal way than they would have as Jews or Christians or Muslims. They were therefore more tolerant. More human.

         A second advantage lay in their ability to understand the Process. Their special qualifications ranked them as master engineers. They knew them­selves to be among the few ever privileged to understand the superhuman quality and progress at work in the Process. Their vantage point allowed them to understand that the Process is not a matter of one generation or of one century. And though they themselves had risen so high above its day­-to-day, year-to-year workings as to recognize the very face of the intelli­gence behind it, they accepted the reality that for most of the human population-even for most adherents and propagators who functioned at inferior levels-the Process is only known in its workings.

         The point for them as master engineers was that those workings them­selves must always change. The Process must always grow toward its ultimate goal. In theory, it was something like a chain reaction, with society as the reactor.

         It was capital for the Process that change had now become the domi­nant trait of human society. Minds were being changed. Living language itself was being molded by changing minds. The vocabulary of politics and geopolitics was the vocabulary of change. „Internationalism” had made way for „multinationalism,” for example. Then „transnationalism” took center stage. Very soon, it would be „globalism. ” At every level of life, minds and society itself were being molded and remolded by the never-ending chain reaction of change. Society had come to the brink of recast­ing its basic structure, shedding its cocoons of separatism. Universalism would soon bring all men and women into one family. One embrace.

         When change becomes the slogan and the watchword of society at large, the evolution that is the Process becomes ever more acceptable. Ever more respectable. Ever more inevitable.

All right, gentlemen.” Like a gavel sounding a board meeting to order, Ralph Channing’s rough-edged voice ended the chitchat. „Let’s get down to the crux of things.” As everyone knew, the crux of things was to be the reading of the Categoric Report. As everyone expected from experience, however, Channing had a few remarks to offer first.

         „As some of you have surmised, the ultimate directives contained in the Categoric Report itself are based on the significant meeting earlier this month at Strasbourg. Our own Nicholas Clatterbuck, in fact, prepared the summary of that meeting for Cyrus Benthoek. My hope, gentlemen, is that an understanding of the significance of the alliance proposed at Strasbourg will make your minds the more receptive to our proposals.

         „Some of the Vatican personnel at Strasbourg might not have understood how far afield the bridges they proposed might reach. Who would have dreamed that the evolution of the Prince’s rule would require what the Categoric Report calls 'a religion phase’ in the evolutionary engineer­ing of the society of nations? The organized religions cannot simply be condemned and bypassed in favor of occult practices. All, of course, are part of the Process. We now realize that religion is a manifestation of Spirit.”

         There was a little stirring at that, but as a world-class expert on the world’s religions, Channing was not to be challenged. „Yes, I grant it is a misguided and deforming manifestation. Yet, I insist, truly a manifesta­tion. Progressive Spirit in man means progress in religion-and progress, as we know, always leads from the particular and the local to the univer­sal. Logically, in other words-and simply because religions do exist­ there must be a religion phase in the evolutionary Process of mankind.

         „What we must understand is that we are faced today with a new stage in that evolutionary Process. The final stage! The creation of a one-world religion. Absent all nationalisms, all particularisms and all culturalisms of the past. Now, in its final stages, this evolutionary Process necessarily implies a mechanism by which the religion phase will be refashioned to suit the globalism-the universality-of that New Order.

         „In aiding the Process along, our task is to come to the aid of each major religion in such a way as to enable them all to come into one universal embrace. Into one universal religion, in which no religion will be distinguishable from any other. The perfect handmaiden for the New Or­der of the Ages! Wouldn’t you agree, gentlemen?” Channing smiled at the smiling faces around him.

         „That much understood-and even granting Jacques Deneuve’s convic­tion that Rome is a cesspool-one further thing must be clear. If we are to bring the religion phase of man to the summit of its evolution-into the full embrace of the Process-then we must’ consider the role of Roman Catholicism. No.” With a glance at the red folder lying on the thirteenth chair, Channing corrected himself at once. „Rather, we must consider the role of papaI Catholicism in general and of the papal office in particular.

         „And that point, I am happy to say, brings us directly to the reading of the Categoric Report.” Channing leaned toward the empty chair beside him to retrieve the leather folder, and handed it to Nicholas Clatterbuck. Clatterbuck read in a soft, kindly voice.

         „The following is the Categoric Report drawn up by Capstone on the absolutely necessary measures to be taken by Concilium 13 in view of the imminent Ascent of the Prince of This World.”

         As if a switch had been thrown, the reading of that opening sentence shifted the mood in Dr. Channing’s studio from affable to surreal. Even on Clatterbuck’s tongue, Capstone’s words were dark velvet, a mantle woven of past achievement and present hope. Lips curled in smiles not pleasur­able to see; smiles of death imposed and enjoyed and waiting for a repeat performance.

         „Because of the ritual Enthronement of the Prince effected by the in­house Phalanx of servitors within the Citadel of the Enemy-you have always known that it is your privilege to serve in the Availing Time, to facilitate the ultimate triumph of the Prince of This World. The moment has arrived when we must face the obligation to engage the forces of the Enemy in their own stronghold.

         „In saying this is an opportunity, we remind you that we have a period of between five and seven years remaining to us before the advantages secured to us in the Enthronement will be nullified. That is our Categoric Persuasion. At such a warning as that, even the Concilium member s­even Clatterbuck -stole a look at Dr. Channing. Such was the Professor’s command, that a gesture of the hand was sufficient to subdue alarm. The reading was resumed.

         „Having clarified the urgency of our obligation, we hasten to say that the time frame made known to us-five to seven years-will be sufficient, on a double condition. First, we must be realistic in our assessment of the major obstacle remaining in the path of our success. Second, we must be equally realistic in the means we engage to remove that obstacle.

         „First things first, then: The most ancient and the most recalcitrant obstacle to the Ascent-indeed, the only obstacle to be profoundly re­spected and guarded against-has been and up to this day still is the Roman Catholic papacy.” Clatterbuck was back on familiar ground now. His voice was level again, pleasing to the ear and dispassionate in tone.

         „Let us be clear as well that we do not hold authority in itself to be objectionable. On the contrary, there must be authority. But let us be equally clear about authority so complete as personal infallibility and per­sonal representation of the Nameless One. This personalized authority is alien to us-and finally inimical to our interests-because it is inimical to the Ascent. We remain dedicated to the Ascent.

         „Some accoutrements of the papal office can be readily adapted as a facilitating instrument for the Ascent. However, in the papacy itself, we face an obstacle that we must regard as something to be feared. It is lethally fearful because in this papacy we are dealing with a dangerous reality. A reality of Spirit. A lump of Otherness that is unique; that is irreconcilable with the progress of the New World Order we envision; and that is ultimately irreconcilable with the Ascent whose heralds we are.

         „It is well to be reminded of just how resilient that papal office has been throughout its history. The office itself can be tainted with corruption of every kind. Its holders can be isolated and insulated from the rest of the human race. They can be terminated-gently or violently, in secret or before the eyes of millions. But nobody has ever succeeded in liquidating that office. Nobody and nothing.

         „For a lump of Otherness to be so effective and perduring, its force and strength and recuperative power must issue from what is totally alien to us. They must issue from what is totally alien to Capstone and to the Ascent. They must issue from the Nameless One. At this critical moment in our warfare, we who are of the Spirit must stress that we are up against the reality of Spirit. Contrary Spirit-but Spirit all the same.

„In this last glorious stage of the Ascent, our most concerted action now must be directed toward the prime locus of resistance to our aims. Conse­quently, our Categoric Report itself is centered on one question: What is to be done about the personalized papacy, with all of its stubborn resil­iency?

         „Our response dictates a turnabout in our strategies. Or, better, an escalation of our strategies to a level that even you of the Concilium may not have considered possible. We have said that the papal office is to be respected, feared and guarded against. Now, however, we have deter­mined that we can no longer be defensive. Rather than guard against the power of that office, we will make it our own.

         „Our Categoric Decision -and the object of our agenda over the five to seven advantageous years remaining to us-must be this: To secure the papal office, with all of its resiliency, to ourselves. And to do that by ensuring that the holder of that office be a man on whom we can rely to be adaptable to our needs. We will review for you now the limited options by which we might achieve this goal. Those options are basically three in number: Persuasion. Liquidation. Resignation.

         „Consider, first, persuasion. The possibility that the present holder of the papal office himself might be induced or persuaded to such a compla­cency and acceptance as our sworn purpose requires. Unfortunately, we must report that in the ultimate judgment of our expert cognoscenti­ including in-house members of the Phalanx who reside in close proximity to the office-the present holder will never see the wisdom of our agenda

         „Nor do we have the luxury of time to wait him out. On the basis of actuarial and personal health data, we may be looking at four to seven years more of active physical existence for the present holder. Given our Categoric Persuasion that we are working in the constricted and currently running time span of not more than seven years, we must proceed to the next two options: the liquidation or the resignation of the present holder of the papal office.

         „In practical terms, either option will yield the result we desire and leave us free to install a new, complaisant holder. As is often the way in important matters, the step that might appear to be the most difficult-the installation of a friendly occupant-is the easier part of our task. We need not remind anyone in the Concilium that we are now enjoying the marvel­ous facility afforded us by the growing number of our regular Phalanx of in-house supporters. And beyond that, a number of personnel who actu­ally assisted at the Enthronement ceremony in 1963 are themselves still in place, and have ascended to such high posts within the Citadel as to assure our success. Thus we will not merely be forcing Contrary Spirit to vacate one friendly house of its habitation, only to enter into another, equally friendly house. There would be no point for us in that.

         „No, the candidate to replace the present holder of the office will be someone acquainted with our aims, acquiescent in them at the very least and even fully disposed to collaborate in achieving those aims.

         „The task of removal, therefore, must be the focus of our urgent and unremitting attention. The first of the two alternatives by which to achieve removal would be the most satisfying. On the surface it might even seem the easiest, and therefore the most tempting. We speak of personal liquida­tion.

         „Were Concilium 13 to undertake such a procedure, it would be meticu­lously planned and immaculately executed. In your hands, we would not be faced with anything resembling the stupid initiative of 1981. Yet, even were we to succeed in an open move against the person of the present holder of the office, the results could still be disastrous for us. We would not be able to hide behind such cover as ’the nasty Bulgars’ or ’KGB death technology’ or ’segregated files’ or ’CIA manipulation.’ None of the ex­travaganzas of popular commentary that served as camouflage for the 1981 initiative are any longer available.

         „Still, if swift and openly executed liquidation is likely to be self-defeat­ing by its nature, one might ask if there are modified but nevertheless effective means of liquidation. We know of concrete proposals along the lines of such a gradual and modified liquidation. All of them, however, have been complicated by the security means adopted at the papal office since 1981; means so extensive and detailed that they include security even for all ingestion.

         „Furthermore, the mere fact that we know of such proposals underlines another prime reason why we should not ourselves succumb to any temp­tation along these lines. There is no such thing as a secret. In the final analysis, all is betrayed; all is revealed; all is known. Remember that we are dealing with Spirit-volatile, unpredictable, wild in its ways, blowing and sweeping where it wills.

         “It is our Categoric Judgment that those who hand us any proposition for such a solution are in reality handing us a live grenade, inviting us to pull the pin and explode into the fragments of our own self-liquidation.

         „There remains, then, the Chosen Alternative. The Categoric Choice by which we will achieve our goal is resignation. Briefly stated, the present holder of the office will be induced to resign from that office…. [….]

         „A voluntary papal resignation, at this crux of divisiveness and disunity among the ordinary RC laity and between churchmen themselves, would be a powerful signal; nothing less than an admission of defeat for impor­tant elements who stand against us. It would be a declaration to the re­maining defenders of the old order of things that the past is irretrievable. Indeed, the climate is such that there is already a certain sympathy among the old order for our Chosen Alternative. An openly expressed sympathy, we might add, in strategic quarters within the target ranks.

         „When we speak of inducing the holder to resign, inducement must be understood in its subtlest form. We speak of effecting all the means at your disposal in the world. For the most powerful inducement will be the pres­sure of irreversible events and the emergence of irresistible power lines. Events and power lines must be devised to constrict the actions of the holder. The only one course left to him will be resignation of the papal office.

         „In the report recounting for us the events of the recent meeting at Strasbourg hosted by Mr. Cyrus Benthoek, our Nicholas Clatterbuck clearly indicates that we have potential allies not previously identified as secure. Individuals who are highly influential within the Citadel and who have in effect joined hands with those in-house Phalanx members who were also present at Strasbourg. They have said they are eager for a radi­cal change at the top most level of administration. And in their eagerness, they open to us their own powerful lines of global persuasion.

         „Moreover, there is an ancillary and even more important initiative under way in which we have also in effect been invited to cooperate, again through Cyrus Benthoek. An initiative that involves the formation of a close and systematic alliance between virtually every ranking churchman of Europe’s heartland and the European Community. That initiative is to be facilitated.

         „All in all, the way has been opened for us, in strict conformity with the Canon Law of the Citadel, for the peaceful departure of the present holder of the papal office. Your charge is to seize upon these two significant advantages that have been handed to us. Your charge is to take in hand the Strasbourg propos al, and the intended alliance between the Citadel and the EC. Your charge is to use those two advantages to create the irreversible events and to evoke the irresistible power lines that will render the papal office useless to the Nameless Other and deliver it into the hands of the servitors of the Prince.”

[….]

          Gynneth Blashford sug­gested that Clatterbuck could easily arrange for Cyrus Benthoek to join the Professor in paying a visit to their new Roman friend. „Friends of friends always ease the way, don’t you think?”

         It was settled, then. If all went well, those in Rome who had reached out for help in securing radical change at the top most level of power would get more than most of them had bargained for.

TRZYNASTU – a globalny Proces i Ewolucja

TRZYNASTU – a globalny Proces i Ewolucja

[z książki Malachi MartinaDom Smagany Wiatrem”, wydanie II, poprawione, str. 152, Antyk, 2012]

TRZYNASTU – a globalny Proces i Ewolucja

[więcej, w oryginale, można znaleźć pod: Spotkanie władców świata. Dwunastu plus TRZYNASTY… (po ang.)  md]

Mimo że oddanie Księciu było cechą wyróżniającą Ralpha Channinga i jego małe zgromadzenie, nie miało ono nic wspólnego z wyobrażeniem ko­zła ze spiczastymi uszami i kopytami, cuchnącego jak zdechły kot na śmietni­ku. Każdy z tych mężczyzn już dawno zrozumiał, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Albowiem wszyscy oni odkryli i zaakceptowali istnienie Wyż­szej Inteligencji, której żadna z istot ludzkich nie dorównuje. To coraz głębsze zaangażowanie w Proces przyjęło specyficzne rysy, uzdolniło tych ludzi – wy­brańców – do rozpoznawania wskazań Wyższej Inteligencji kierującej Proce­sem, kłaniania się tej Inteligencji we wszystkich praktycznych poczynaniach, a tym samym stąpania po tropach historii.

Żadnej z osób obecnych w Cliffview nie uznano by za człowieka złego, tak jak się to rozumie w dzisiejszych czasach. Uścisk ręki znaczył tu to samo co zawarty kontrakt. Byli też w porządku politycznie, to znaczy nie byli eks­tremistami. W sensie społecznym także nie można im było nic zarzucić – włą­czali się do akcji humanitarnych i filantropijnych. W sprawach wierności małżeńskiej byli w porządku – uznawali współczesne normy przyzwoitości.

Nikt też nie mógłby nazwać tej grupy pejoratywnym określeniem konspi­ratorów. Po prostu przypadkiem dobrali się tu ludzie o takich samych zapatry­waniach na sprawy ludzkie. Pod tym względem – o czym każdy z nich mógłby zaświadczyć, bo każdy zasiadał jako dyrektor w zarządach korporacji na całym świecie – w gruncie rzeczy nie różnili się od zarządu Harvardu czy londyńskie­go Timesa. Ani od komisarzy Wspólnoty Europejskiej, jeśli już o to chodzi.

Tak jak wskazane ciała czy wiele innych podobnych – dwunastka dr Channinga działała w ramach demokratycznej wolności nad urzeczywistnie­niem pielęgnowanych przez siebie ideałów. Prawdą jest, że grupa ta cieszyła się pewnymi atutami, niedostępnymi dla większości podobnych grup. Albo­wiem bezprzykładne sukcesy każdego członka dwunastki umożliwiały całej grupie prowadzenie działań społecznych i politycznych na wyjątkowo szeroką skalę. Ale to nie osobista władza i sukces przesądzały w największym stopniu o wpływach tych ludzi.

Ich prawdziwym atutem – i o tym każdy z nich mógł zaświadczyć – była jedna jedyna rzecz: bezgraniczne oddanie Duchowi jako takiemu. Tej Osobie. którą oni wszyscy określali imieniem Księcia. Korzyści odnoszone z tej postawy trwałego zaangażowania wydawały się każdemu z nich nieograniczone. Już choćby prosty fakt, że ich przekonania nie pokrywały się z doktrynami głów­nych religii oznaczało, że potrafią myśleć w kategoriach bardziej uniwersal­nych niż gdyby byli chrześcijanami, żydami czy muzułmanami. I dlatego byli bardziej tolerancyjni. Bardziej ludzcy.

Druga przewaga, jaką mieli nad innymi, polegała na zdolności rozumienia Procesu. Dzięki tym kwalifikacjom zaliczali się do grona mistrzów inżynierii społecznej. We własnym przekonaniu należeli do nieliczne go grona uprzywile­jowanych, którzy potrafili dostrzec nadludzką jakość postępu dokonującego się w ramach Procesu. Ich punkt obserwacyjny pozwalał im zrozumieć, że Proces nie jest kwestią jednej generacji czy jednego stulecia. I jakkolwiek sami oni wznieśli się myślą tak wysoko ponad kierat zajęć wykonywanych z dnia na dzień, z roku na rok, by rozpoznać prawdziwą twarz Inteligencji ukrywającej się za tą codzienną krzątaniną – akceptowali prawdę, że większość pokoleń ludzkich – a także większość adherentów i propagatorów działających w kręgach we­wnętrznych – zna Proces jedynie w jego działaniu.

Jako mistrzowie inżynierii społecznej rozumieli, że same prace muszą podlegać ciągłym zmianom. Proces musi się ciągle rozwijać, zmierzając do swego ostatecznego celu. W teorii było to coś w rodzaju reakcji łańcuchowej, gdzie reaktorem było społeczeństwo.

Było rzeczą niezmiernie ważną dla Procesu, że obecnie zmiana stała się dominującą cechą społeczeństwa ludzkiego. Umysły podlegały zmianom, a te z kolei kształtowały naturalne języki. Zmianie podlegał słownik polityki i geopo­lityki. Dla przykładu słowo „międzynarodowy” zostało zastąpione słowem „multinarodowy„, to zaś z kolei słowem „transnarodowy„. Wkrótce i to ostatnie zostanie wyparte przez określenie „globalny„. Na każdej płaszczyźnie życia umysły oraz całe społeczeństwa podlegały kształtowaniu i przekształcaniu przez nie kończącą się reakcję łańcuchową zmian. Społeczeństwo stanęło na progu przeformułowania swej podstawowej struktury, porzucając kokony sepa­ratyzmów. Wkrótce uniwersalizm połączy wszystkich mężczyzn i wszystkie kobiety w jedną wielką rodzinę. Wszyscy padną sobie w objęcia.

A kiedy zmiana staje się sloganem i hasłem przewodnim społeczeństwa w sensie szerszym, Ewolucja, czyli Proces podlega coraz powszechniejszej ak­ceptacji. Staje się coraz bardziej godna szacunku. Coraz bardziej nieunikniona.

„Dobry Klub” – miliarderzy spotykają się potajemnie, aby omówić „przeludnienie świata”. To banda psychopatów i socjopatów.

Dobry Klub” – miliarderzy spotykają się potajemnie, aby omówić „przeludnienie świata”. Wszyscy oni mogą być bandą psychopatów lub socjopatów.

Antyhumanizm antropocenu czyli bunt przeciwko ludzkości

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Filozofia, Kontrowersyjne, Polecane, Polityka, Polska, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/01/09/antyhumanizm-antropocenu-czyli-bunt-przeciwko-ludzkosci/

Od sal konferencyjnych Doliny Krzemowej, przez wiejskie gminy, po akademickie wydziały filozofii, poważnie dyskutuje się nad pozornie niewyobrażalną ideą: że koniec panowania ludzkości na Ziemi jest bliski i że powinniśmy go powitać. Bunt przeciwko ludzkości jest wciąż na tyle nowy, że wydaje się dziwaczny, ale już rozprzestrzenił się poza margines świata intelektualnego, a w nadchodzących latach i dziesięcioleciach ma potencjał do głębokiej przemiany polityki i społeczeństwa.

−∗−

„Dobry Klub” – miliarderzy spotykają się potajemnie, aby omówić „przeludnienie świata”

Potajemne spotkania, w których biorą udział najbogatsi ludzie na świecie, w celu omówienia problemu przeludnienia świata brzmią jak dobry wątek fabularny do nowej książki lub filmu, prawda? Przecież niektórzy z najpotężniejszych ludzi na świecie nie siedzą przy jednym stole, dyskutując o tym, jak zmienić przyszłość planety. „To tylko teoria spiskowa”.

Tyle tylko, że nią nie jest.

Pierwsze wzmianki o samozwańczym „Dobrym Klubie” pojawiły się w 2009 roku, kiedy to „Times” i „Guardian” donosiły o ujawnionych szczegółach. I, jak w przypadku wszystkich dobrych teorii spiskowych, media głównego nurtu były zszokowane.

ABC News oświadczyło: „pozostaje tyle samo pytań dotyczących szczegółów spotkania, co logistyki stojącej za jego organizacją. W jaki sposób niektóre z najbardziej publicznych osób na świecie skoordynowały swoje harmonogramy, podróże i bezpieczeństwo, skoro nikt w mediach o tym nie wiedział?”

Hm, też się zastanawiam.

Wśród uczestników tajnego spotkania, ufundowanego przez Billa Gatesa, i w którym sam brał udział:

  • George Soros
  • Warren Buffett
  • David Rockefeller
  • Ted Turner (założyciel CNN)
  • Eli Broad
  • Edythe Broad
  • Michael Bloomberg
  • Oprah Winfrey
  • Peter Peterson
  • Julian Robertson Jr
  • John Morgridge (dyrektor generalny Cisco)
  • Tashia Morgridge
  • Patty Stonesifer

Spotkanie odbyło się w domu Sir Paula Nurse’a na Manhattanie w dniu 5 maja 2009r. Najwyraźniej był wtedy nieobecny, ale pozwolił klubowi korzystać z jego domu.

Dziwne, chciałbym być w domu, gdy najbogatsi ludzie na świecie przyjeżdżają na herbatkę.

Sir Nurse jest brytyjskim biochemikiem, laureatem Nagrody Nobla, a w tamtym czasie był rektorem Uniwersytetu Rockefellera. Nagrodę Nobla otrzymał za wspólne odkrycie cząsteczek białek, które kontrolują podział komórki w cyklu komórkowym. Rok później Nurse został prezesem Towarzystwa Królewskiego w Wielkiej Brytanii.

Obecnie jest szefem zarządu i dyrektorem w Instytucie Francisa Cricka. Instytut ściśle współpracuje z wieloma organizacjami, w tym Wellcome Trust i Imperial College London.

(Przypadkowo spotkanie odbyło się w momencie, gdy rozpoczynał się kryzys związany ze świńską grypą, a panu Gatesowi doradzał Neil Ferguson z Imperial College. Tak, ten Neil Ferguson. Neil oszacował, że 65 000 osób w Wielkiej Brytanii umrze na świńską grypę, ale w końcu pochłonął tylko 457 istnień ludzkich).

Instytut Cricka nosi imię Francisa Cricka, jednego z naukowców, który odkrył DNA. Posiada zupełnie nowy budynek w Londynie, określany jako „ołtarz nauk biomedycznych” i jest największym ośrodkiem badań biomedycznych w Europie.

Dziwię się, że w tej kulturze „przebudzenia” [wokeness] wciąż można go nazywać Instytutem Cricka wziąwszy pod uwagę eugeniczne poglądy Francisa. Pan Crick uważał, że naziści przysporzyli eugenice „złej sławy”. I w tym samym liście z 1971 roku dodał: „Myślę, że nadszedł czas, aby coś zrobić, aby [eugenika] znów była szanowana”.

Crick uważał również, że jest prawdopodobne, iż „ponad połowa różnicy między średnim IQ białych Amerykanów i Murzynów wynika z przyczyn genetycznych i nie zostanie wyeliminowana przez żadne przewidywalne zmiany w środowisku”. Powiedział również, że „dowody na równość różnych ras tak naprawdę nie istnieją. W rzeczywistości, nawet tak niewiele dowodów jednak wskazywało na różnice rasowe”.

W innym liście z 1970 roku Crick zasugerował, że próbując rozwiązać problem ludzi słabo wyposażonych genetycznie, „jedyną odpowiedzią jest sterylizacja i zrobiłbym to przekupstwem”.

Tak czy owak, bo rozproszyła mnie eugenika, wracamy do spotkania.

==========================

Uznano to za tak tajne, że doradcom miliarderów powiedziano, że są na „odprawach bezpieczeństwa”. Najwyraźniej nie chcieli być postrzegani jako globalna koteria, więc dyskrecja była sprawą najwyższej wagi.

Każdy uczestnik miał 15 minut na wypowiedź, a następnie omówili podejście „umbrella cause”, które mogłoby objąć wszystkie ich zainteresowania. Omówiono szereg kwestii, ale „wziąwszy przykład z Gatesa, zgodzili się, że przeludnienie jest priorytetem”.

Inny z gości powiedział, że „nie ma nic bardziej prymitywnego niż głosowanie”, ale pojawił się konsensus, że poprą strategię, w której wzrost liczby ludności będzie traktowany jako potencjalnie katastrofalne zagrożenie środowiskowe, społeczne i przemysłowe.

„To jest coś tak koszmarnego, że wszyscy w tej grupie zgodzili się, że kwestia wymaga odpowiedzi osób ponadprzeciętnych” – powiedział gość. „Muszą być niezależni od agencji rządowych, które nie są w stanie zapobiec zbliżającej się katastrofie”.

Tak więc miliarderzy siedzący przy stole i dyskutujący o swoim poglądzie, że na Ziemi jest i będzie zbyt wielu ludzi, nie jest teorią spiskową. I oczywiście powinniśmy się martwić. Ich neomaltuzjańskie poglądy będą w niedalekiej przyszłości głównym problemem dla świata (no chyba, że ​​jesteś bardzo bogaty).

Przy tak niewiarygodnym bogactwie i przy tak niesamowitym postępie technologicznym, „Dobry Klub” powinien budzić obawy. Mogą zrobić prawie wszystko, co chcą, a doskonałym tego przykładem jest Bill Gates, który planuje zablokować słońce, rozpylając pył w atmosferze.

Z tego, co wiemy, wszyscy oni mogą być bandą psychopatów lub socjopatów (aby osiągnąć pozycje, które zajmują, jest to całkiem prawdopodobne). Co jeśli tak jest i wierzą, że świat jest przeludniony? To niepokojąca myśl. Z pewnością, gdyby wszystko, co robili, polegało na planowaniu, jak uratować świat, byliby transparentni i zachęcali wszystkich do pomocy w ich misji.

Być może należą do grupy odmiennych myślicieli, którzy chcą, aby ludzie zniknęli w całości? Niedawny artykuł w „The Atlantic” podkreśla, że ​​kwestia ta jest dyskutowana przez coraz większą liczbę osób:

Od sal konferencyjnych Doliny Krzemowej, przez wiejskie gminy, po akademickie wydziały filozofii, poważnie dyskutuje się nad pozornie niewyobrażalną ideą: że koniec panowania ludzkości na Ziemi jest bliski i że powinniśmy go powitać. Bunt przeciwko ludzkości jest wciąż na tyle nowy, że wydaje się dziwaczny, ale już rozprzestrzenił się poza margines świata intelektualnego, a w nadchodzących latach i dziesięcioleciach ma potencjał do głębokiej przemiany polityki i społeczeństwa.

Nazywa się to antyhumanizmem antropocenu, „zainspirowanym odrazą do niszczenia środowiska naturalnego przez ludzkość”. Z tego, co wiemy, ci miliarderzy mogą być częścią tego kultu i wpływać na politykę opartą na tych poglądach.

W XXI wieku antyhumanizm antropocenu oferuje znacznie bardziej radykalną odpowiedź na znacznie głębszy kryzys ekologiczny. Mówi, że nasze samozniszczenie jest teraz nieuniknione i że powinniśmy powitać je jako wyrok, który słusznie na siebie wydaliśmy. Niektórzy antyhumanistyczni myśliciele oczekują wyginięcia naszego gatunku, podczas gdy inni przewidują, że nawet jeśli niektórzy ludzie przeżyją nadchodzącą apokalipsę środowiskową, i tak cała cywilizacja jest skazana na zagładę. Jak wszystkie prawdziwie radykalne ruchy, antyhumanizm antropocenu zaczyna się nie od programu politycznego, ale od idei filozoficznej. Jest to odrzucenie tradycyjnej roli ludzkości jako protagonisty Ziemi, najważniejszej istoty w stworzeniu.

A na przeciwległym końcu tego spektrum jest transhumanizm. Możliwe, że należą do tej ideologii.

Z kolei transhumanizm gloryfikuje niektóre rzeczy, które potępia antyhumanizm – postęp naukowy i technologiczny, wyższość rozumu. Uważa jednak, że jedyną drogą naprzód dla ludzkości jest stworzenie nowych inteligentnych form życia, które nie będą już Homo Sapiens. Niektórzy transhumaniści wierzą, że inżynieria genetyczna i nanotechnologia pozwolą nam tak głęboko zmienić nasze mózgi i ciała, że ​​unikniemy ludzkich ograniczeń, takich jak śmiertelność i zamknięcie w fizycznym ciele. Inni czekają z nadzieją lub niepokojem na wynalazek sztucznej inteligencji nieskończenie przewyższającej naszą własną. Istoty te zdegradują ludzkość do rangi, jaką przypisujemy zwierzętom – chyba że zdecydują, że ich celom lepiej posłuży całkowite wytępienie nas.

Problem polega na tym, że utrzymując ich spotkanie i program w tajemnicy, możemy mieć tylko nadzieję, że chcą działać w interesie wszystkich. Osobiście wolałbym przyjąć bardziej ostrożne podejście i myśleć, że to psychopaci planujący najgorsze, dopóki nie zostanie udowodnione, że jest inaczej. Zwłaszcza, gdy rośnie liczba osób, które myślą w poniższy sposób:

Bunt przeciwko ludzkości ma przed sobą wielką przyszłość, ponieważ przemawia do ludzi, którzy są jednocześnie oddani nauce i rozumowi, ale tęsknią za jasnością i celem absolutnego imperatywu moralnego. Mówi, że możemy poruszyć planetę, a może nawet wszechświat, w kierunku dobra, pod jednym warunkiem — że utracimy własne istnienie jako gatunku.

Obydwie strony [antyhumaniści, jak i transhumaniści] nawołują do drastycznych form samoograniczenia człowieka – czy przez zniszczenie cywilizacji, wyrzeczenie się rodzenia dzieci, czy też zastąpienie istot ludzkich maszynami. Takie ofiary są sposobami wyrażania wysokich ambicji etycznych, które nie mają miejsca w naszym zwykłym, hedonistycznym życiu: współczucie dla cierpiącej natury, nadzieja na panowanie nad kosmosem, umiłowanie wiedzy. To zasadnicze podobieństwo między antyhumanistami i transhumanistami oznacza, że ​​często mogą oni znaleźć się po tej samej stronie w nadchodzących zmaganiach politycznych i społecznych.

Nie wiemy dokładnie, o czym rozmawiano w ramach „Dobrego Klubu” i nie wiemy, czy spotkali się ponownie. Ja jestem przekonany, że tak, a Guardian napisał: „wszystko wskazuje na to, że jeszcze się spotkają”. Jednak powinniśmy być głęboko zaniepokojeni, że ludzie o tak radykalnych poglądach i tak wielkim bogactwie próbują planować naszą przyszłość.

Zwłaszcza, gdy prawie ta sama grupa miliarderów pojawia się dziesięć lat później, aby uczestniczyć w Event 201 i próbować wpływać na politykę pandemiczną poszczególnych krajów i wprowadzanie szczepionek.

Pozostaje proste pytanie – jeśli ta grupa jest altruistyczna, wyznająca etyczne i cnotliwe ideały, to po co ta tajemnica? Nawet jeśli w tamtym czasie był to błąd, dlaczego nie wyjść, gdy już spotkanie zostało odkryte i powiedzieć: „przyznajemy się, spotkaliśmy się prywatnie z tych powodów, prawdopodobnie nie jest to najlepszy sposób, ale martwimy się o ‘X’ i proponujemy zrobić ‘X’, aby rozwiązać problem. Mam nadzieję, że wszyscy w to wejdziecie i wymyślicie inne pomocne pomysły. Jest to problem globalny, dlatego potrzebujemy, aby wszyscy na planecie przedstawili rozwiązania”.

________________

The ‘Good Club’ – Billionaires meet in secret to discuss the ‘Over-populated world’, Naked Emperor, January 9, 2023

−∗−

BONUS – film z kanału Grega Reese

DeFacto Satanism and the Great Work

‘EGO jest prawdziwym bóstwem satanizmu. Osobnikiem ‘de facto‘ satanistycznym jest ktoś, kto w ten szczególny sposób myśli, ale sam siebie nie uważa za satanistę.’

‘Zorganizowany satanizm stoi w sprzeczności z tym rodzajem oświecenia. Wierzą, że ludzka psychologia oraz prawa natury powinny pozostać ukryte przed społecznością i używane do zdobywania i zachowania władzy nad masami przez utrzymywanie ich w ignorancji co do tego jak działa umysł i emocje, a jednocześnie używając tej wiedzy do manipulowania masami i zniewalania ich.
Dzieje się to głównie przez kultywowanie satanistycznego sposobu myślenia [mindset] wśród mas poprzez przemianę ignorantów i nieświadomych w faktycznych satanistów [defacto satanists]. «Jak myślimy, takimi się stajemy»’

Cztery dogmaty myślenia satanistycznego [mindset]

1. Egoizm / egotyzm [narcyzm]

2. Relatywizm moralny

3. Darwinizm społeczny

4. Eugenika / dysgenika

−∗−

Powiązane tematycznie:

Homo Deus – ponura wizja genetycznego resetu
Yuval Noah Harari podobno lewa ręka Klausa Schwaba, prawą włada, od momentu podpisania cyrografu, profesor Diabelski. Otóż tenże Harari i jego promowane fantazje stały się przedmiotem analizy innego profesora, Adama […]

__________

Transhumanizm chrześcijański czyli co się nie uda Klausowi
Transhumanizm stał się fenomenem. Społeczeństwo zachodnie staje się coraz bardziej zsekularyzowane, z wykładniczym wzrostem liczby młodych „bezreligijnych”. Taka zmiana społeczna ma swoje konsekwencje. Usunięcie Boga z ludzkiej tożsamości przynosi bezsensowność […]

__________

Poczekamy, zobaczymy czyli tu zawsze chodziło o kontrolę
Jak moglibyśmy przeciwstawić się przymusowemu leczeniu, jeśli kiedyś poddaliśmy się eksperymentalnej terapii genowej? Jak możemy walczyć z programowalną cyfrową walutą, jeśli już zaakceptowaliśmy kasy z płatnościami „tylko kartą” i dostosowaliśmy […]

__________

Oddaj wolność albo giń czyli kto wskoczy do arki Harariego
Ludzie nie muszą podróżować na wakacje na odległe wyspy, aby być szczęśliwymi i nie muszą wydawać pieniędzy na kosmetyki, które szkodzą środowisku, aby czuć się dobrze. Zasadniczo sugeruje on, aby […]

__________

Piątka z psychologii czyli jak nas kontrolują
Świat to zagmatwane miejsce. Ludzie robią rzeczy, które nie mają żadnego sensu, myślą o rzeczach, które nie są poparte faktami, znoszą rzeczy, których nie muszą znosić, i zaciekle atakują tych, […]

WHO: Przyczynę 40% zgonów na świecie w 2022 roku to zabicie dziecka w łonie matki.

WHO: Przyczynę 40% zgonów w 2022 roku to zabicie dziecka w łonie matki. „Szokująca informacja”

https://nczas.com/2023/01/09/ujawniono-przyczyne-40-proc-zgonow-w-2022-roku-szokujaca-informacja/

Aż 40 proc. zgonów na świecie w ubiegłym roku spowodowanych było tzw. aborcją. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w 2022 roku śmierć w łonie matki, zadaną w brutalny sposób, poniosły aż 73 mln dzieci.

– Okazuje się, że 40 proc. wszystkich zgonów na świecie to jest aborcja. To jest szokująca informacja – stwierdziła w rozmowie z Radiem Maryja dyrektor Human Life International Polska, Ewa Kowalewska.

Jak dodała, istnieją państwa, w których „na życzenie, na żądanie można dziecko zabić, dziecko nikomu niepotrzebne”.Mamy właśnie taki wymiar, który pokazuje, czym jest człowieczeństwo i że jednak jest to sprawa podstawowa, elementarna dla naszej cywilizacji – podkreśliła.

Trakiszki zbawieniem polskiej energetyki: – Rozpoczął się transport węgla z Litwy. Wreszcie Polska węglem stoi.

Trakiszki zbawieniem polskiej energetyki:Rozpoczął się transport węgla z Litwy.

km, kf 9.1.2023 https://www.tvp.info/65556290/ruszyl-transport-wegla-z-litwy-do-polski

Koleje Litewskie rozpoczęły transport węgla do Polski z portu w Kłajpedzie. Miesięcznie tą trasą ma być przewiezionych około pięciu tysięcy ton węgla. Litewska spółka poinformowała, że ładunki od dzisiaj są przewożone z kłajpedzkiego portu do miejscowości Trakiszki.

Stamtąd transportowane mają być do Białegostoku i dalej do północno-zachodniej części naszego kraju.

„Polska importuje węgiel przez swoje porty, ale zwiększony popyt na surowiec zachęca też do poszukiwania nowych kierunków” – czytamy w komunikacie litewskiej spółki.

Jej władze wskazują, że zarówno ta firma jak i rynek w regionie szukają alternatywnych tras, aby ominąć Rosję i Białoruś [??? md] . Koleje Litewskie zwracają też uwagę, że projekt przewiezienia węgla do Polski powstał w ciągu kilku miesięcy.

W. Brytania: Sodoma w policji. UK police forces spend £66,000 on LGBT rainbow cars, shoelaces and flags.

W. Brytania: Sodoma w policji.

UK police forces spend £66,000 on LGBT rainbow cars, shoelaces and flags

https://www.telegraph.co.uk/news/2023/01/07/uk-police-forces-spend-66000-lgbt-rainbow-cars-shoelaces-flags/

Police chiefs accused of ‘wasting money on woke nonsense’ by the Taxpayers’ Alliance

By Ewan Somerville

The National Police Chiefs’ Council has previously said that police rainbow vehicles act as ‘hate-crime cars’ that encourage people to report incidents such as social media remarks

The National Police Chiefs’ Council has previously said that police rainbow vehicles act as ‘hate-crime cars’ that encourage people to report incidents such as social media remarks Credit: Chris Canon/Alamy

Police forces have spent £66,000 on rainbow-themed merchandise, including flags, selfie frames and pens, The Telegraph has learned.

The spending over the past three years has seen 27 forces across England and Wales splash out on LGBT-themed whistles, key rings, shoelaces, pens and lip balm.

Last night, police chiefs were accused of “wasting money on woke nonsense”.

Figures released under freedom of information laws showed that £66,689 was spent by the 27 forces on LGBT merchandise between 2019 and 2022.

The highest spender was South Wales Police, which racked up £24,000 on rainbow flags, face paints, T-shirts, badges, pens, whistles, wristbands, sporks, trolley keyrings, water bottles and keyrings.

An LGBT-branded South Wales Police car during a Pride Cymru parade in Cardiff.  The force has spent £24,000 on various LGBT merchandise

An LGBT-branded South Wales Police car during a Pride Cymru parade in Cardiff. The force has spent £24,000 on various LGBT merchandise Credit.

In second place was Kent Police, which forked out £8,000 on rainbow whistles, key rings, wristbands, grip pens, erasers, paper stickers, curvy pens, pencils, coasters, lanyards, trolley coins and ID holders.

Lancashire Police purchased £1,500 worth of rainbow lip balm, flags, keyrings, lanyards and stickers, while Wiltshire Police forked out £538 on LGBT lanyards and “rainbow fuzzy bugs”.

Meanwhile, LGBT-branded handheld fans were included in Avon and Somerset’s £4,900 rainbow merchandise bill.

The investigation by the Taxpayers’ Alliance, shared exclusively with this newspaper, also found hundreds of pounds being spent on decorating police cars in rainbow livery.

Such spending raises further questions about police priorities, as forces are solving the lowest proportion of crimes on record – but overall offences are at a historic high.

Only 5.4 per cent of all crimes resulted in a charge in the year to June, which is a third of the charging rate seven years ago, according to Home Office figures – but overall recorded crime stands at 6.5 million offences, up seven per cent since the pandemic. 

‘Caught red-handed’

Tom Ryan, a researcher at the Taxpayers’ Alliance, said: “Police chiefs have been caught red-handed wasting money on woke nonsense.

“With crime on the up, it will bring little comfort to Brits knowing that bobbies are kitted out with rainbow merchandise.

“Police forces should put a stop to this pointless spending and focus funds on the frontline.”

Home Secretary Suella Braverman has told police chiefs in recent months to stop “debating gender on Twitter” by going “back to basics” with “common-sense policing”.

Other rainbow spending included Staffordshire Police forking out £3,300 on shoelaces, balloons and lanyards, while Northamptonshire Police spent £337 on items including LGBT selfie frames, bunting and photo filters on the social media app Snapchat.

Essex Police spent £7,700 on rainbow merchandise but did not break down which types and the Ministry of Defence Police spent almost £1,000 on rainbow flags, lanyards and mugs.

Greater Manchester Police had a £2,900 spend, including on rainbow epaulettes, while Cheshire Police purchased a £130 intersex flag. 

‘Hate-crime cars’

The National Police Chiefs’ Council has previously said that police rainbow vehicles act as “hate-crime cars” that encourage people to report incidents such as social media remarks, which can be logged as controversial “non-crime hate incidents”. 

A previous probe found that fire brigades spent £17,000 on decorating fire engines and £35,000 was spent on rainbow merchandise in the past five years.

Chief Superintendent Amanda Tillotson, of the diversity and inclusion academy at Kent Police, said its “LGBT+ crime-prevention merchandise” works to “regularly remind the wider public of the importance of communities working together to support and protect each other”.

She added that the force “take our responsibilities to all communities as laid out by the Equality Act 2010 extremely seriously” and is committed to “deliver a first-class service to victims and witnesses of all crime”.

Głusi na łaskę ! Głuchy jest Herod, głusi są arcykapłani !

Głusi na łaskę ! Głuchy jest Herod, głusi są arcykapłani !!

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/headline-news-around-the-world/item/6328-homily-of-archbishop-carlo-maria-vigano-on-the-epiphany-of-our-lord-jesus-christ


+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup

VIDIMUS STELLAM EIUS IN ORIENTE
(Ujrzeliśmy gwiazdę Jego na wschodzie)
Et adorabunt eum omnes reges terræ; omnes gentes servient ei.
(I będą mu się kłaniać wszyscy królowie ziemscy, wszystkie narody będą mu służyć.) Ps 72,11

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

Ten uroczysty dzień uświęcają trzy cuda: adoracja Magów, przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej oraz chrzest Chrystusa w Jordanie. Te cudowne znaki ukazują nam boskość naszego Pana i Jego powszechne Panowanie nad kosmosem, nad naturą i nad nami. Już nie tylko pasterze są wzywani przez Aniołów do uznania Verbum caro factum, ale cały rodzaj ludzki, całe stworzenie, które głos samego Boga wzywa do adorowania Go, do słuchania Go, do posłuszeństwa. Jest to Panowanie, które jedni uznają z pokorną wiarą, a inni odrzucają z pychy.

W Martyrologium wigilijnym usłyszeliśmy wyśpiewaną zapowiedź Narodzin Zbawiciela secundum carnem (według ciała), umieszczoną w historii z wielością precyzyjnych i szczegółowych odniesień chronologicznych. Toto orbe in pace composito( w całym świecie panował pokój), które kantor uroczyście wypowiada na krótko przed podniesieniem tonu głosu, by zaznaczyć historyczną rzeczywistość zbawczego wydarzenia Narodzin Chrystusa, odnosi się do potrójnego triumfu Augusta, twórcy i rozjemcy Imperium Rzymskiego. Z pewnością był to triumf ludzki i pogański; ale miał przygotować wieczny triumf Rex Pacificus, nieśmiertelnego Cesarza, niezwyciężonego Słońca. Z tego powodu 6 stycznia, który początkowo ustanowiony został jako święto państwowe dla uczczenia ludzkiej chwały Rzymu, został wybrany przez Kościół dla uczczenia niezatartej chwały Chrystusa, Króla królów i Pana panów.

W obecnym czasie apostazji, naznaczonym wojnami i konfliktami spowodowanymi buntem przeciwko Bogu, trudno jest zrozumieć, jak ziemska władza cesarza mogła ustanowić w planie Opatrzności, konieczny warunek wstępny dla przyjścia Pana. Bardziej „normalna”, w takich okolicznościach – że tak powiem – wydaje nam się wściekła i bezwzględna reakcja Heroda, który w swojej szalonej próbie zabicia Dziecka-Króla zgładził dzieci z Betlejem, które wspominaliśmy kilka dni temu w liturgii. Życie i śmierć, pokój i wojna, światło i ciemność, łaska i potępienie: stale mamy przed oczami dwie wielkie alternatywy stojące przed nami samych, naszymi rodzinami, całym społeczeństwem.

To właśnie Chrystus stoi przed nami jako punkt odniesienia, jako przeszkoda, prosząc nas o dokonanie moralnego wyboru, uznania Go za nasze Życie, nasz Pokój, nasze Światło, nasze wszystko. Jeśli wyrzekniemy się tego wyboru, jeśli zechcemy uznać się za neutralnych w obliczu walki toczonej przez zastępy anielskie z mocami piekielnymi, to i tak dokonamy wyboru, od którego zależy nasze zbawienie i zbawienie całego świata. Widzimy to dzisiaj.

Ci, którzy nie wychodzą na pole walki pod sztandarami Chrystusa, nieuchronnie stają się sprzymierzeńcami Jego wrogów. Stoją z boku, patrząc, jak niewinni są zabijani przez Heroda, a przed żłóbkiem nie adorują Pana, wszystko w imię wypaczonej koncepcji wolności i sekularyzmu, w którym odmawia się lub wycisza suwerenne prawa Boga.

 Kontemplując tajemnice tego Najświętszego Dnia, Kościół ukazuje nam potrzebę Epifanii, objawienia się boskości Jezusa Chrystusa; potrzebę, dla której Opatrzność nie waha się poruszyć gwiazd, przecież to gwiazda poprowadziła pogańskich uczonych ku światłu Łaski i nawróceniu do prawdziwego Boga. Prosta i wierna adoracja pasterzy, złożona w ubogim pomieszczeniu, nie wystarczyła. Przypomina ona akt wiary jednostki, każdego z nas, ale pozostaje niepełna dla losów świata, jeśli nie towarzyszy jej publiczna i oficjalna adoracja tych, którzy sprawują władzę na ziemi, ponieważ władza ta jest odbiciem władzy Boga, Najwyższego Prawodawcy i Sędziego. Jak prorokuje Psalm:
Et adorabunt eum omnes reges terræ; omnes gentes servient ei.((I będą mu się kłaniać wszyscy królowie ziemscy, wszyscy narodowie będą mu służyć.) Ps 72,

Zaskakujące jest to, że to mędrcy ze Wschodu oddają hołd Dzieciątku Bożemu, podczas gdy przedstawiciele władzy cesarskiej są nieobecni. Nie pojawia się ani król Izraela, ani arcykapłani; którzy również odegrali decydującą rolę w osądzeniu i skazaniu Pana na śmierć. Byli obecni w chwili Jego śmierci, ale nieobecni w chwili Jego przyjścia na świat. Dlaczego w chwili gdy kontemplujemy Kaspra, Melchiora i Baltazara klęczących przed Dzieciątkiem z zamiarem ofiarowania swoich darów, nie widzimy tam rzymskiego prokuratora, Heroda, Annasza i Kajfasza, urzędników Sanhedrynu i uczonych w Piśmie?

Odpowiedź jest oczywista w całej swej prostocie. Pasterze adorowali Chrystusa z ufną rezygnacją prostego człowieka, który nie ma nic do zaoferowania oprócz siebie i ubogich przedmiotów codziennego użytku oraz swojej skromnej pracy. Magowie adorowali Chrystusa dzięki Jego cudownemu objawieniu się na gwiaździstym niebie, a ich ludzka mądrość, ich umiejętność obserwacji kosmosu, doprowadziła ich do ponadczasowego Słońca, ponieważ oni również z pokorą umieli rozpoznać narodziny Boga w świecie. Jedni i drudzy zostali oświeceni przez Łaskę. Pierwsi przez zapowiedź Anioła, drudzy przez znaki nieba. Herod i arcykapłani, którzy powinni byli dobrze znać proroctwa mesjańskie zachowane przez Izrael, nie mogli ani zobaczyć, ani uwierzyć, ponieważ ich jedyną troską było zachowanie władzy.

Mamy tutaj z jednej strony władzę doczesną, sprawowaną pod dominacją pogańskiego Rzymu, zapominającą, że władcy żydowscy byli wikariuszami jedynego Króla Izraela, Pana Boga Zastępów; a z drugiej, władzę duchowną, zapatrzoną w siebie, czyli zatroskaną o zachowanie swojej pozycji i utrzymanie ludu w ciemnocie.

Potwierdzają to surowe upomnienia i ostrzeżenia proroków, ustami których Pan przypominał Swoim kapłanom o ich obowiązkach, podczas gdy oni byli zajęci przedłużaniem wideł, którymi zagarniali część ofiarowanego mięsa dla siebie, lub czerpaniem korzyści z handlu i handlarzy wpuszczonych do świątyni.
Głusi na łaskę! Głuchy jest Herod, który powinien był widzieć w małym Jezusie potwierdzenie swojej własnej władzy; głusi są arcykapłani, którzy powinni byli rozpoznać w Nim obiecanego Mesjasza, Pożądanego przez wszystkie narody. Wszyscy oni, co znamienne, woleli podporządkować się najeźdźcy, niż pokłonić się Temu, który trzyma w ręku losy świata i czasu. Non habemus regem nisi Cæsarem.(Nie mamy króla, tylko Cezara) J 19, 15.

Obecna sytuacja nie różni się zbytnio pod tym względem od tamtych czasów. Również dzisiaj, władze świeckie i kościelne odmawiają oddawania czci Jezusowi Chrystusowi, lub czynią to tylko słowami knując po cichu Jego zagładę, z obawy przed utratą władzy. Również  dzisiaj widzimy prostych ludzi oraz przywódców odległych państw, którzy uznają Zbawiciela i upodabniają do Niego swoje prywatne i publiczne życie, podczas gdy światowi przywódcy wolą zbierać się w Davos, aby realizować swój globalistyczny program, a hierarchowie sekty bergogliańskiej myślą tylko o ukrywaniu swoich skandali, propagowaniu synodalności i zachęcaniu do niewyobrażalnego zwyrodnialstwa. Jedni i drudzy wspierają się wzajemnie i uznają swój autorytet. Jedni i drudzy postrzegają Jezusa Chrystusa jako niewygodną przeszkodę w realizacji swoich planów władzy i dominacji. Jednak, jak śpiewamy w hymnie Epifanii, non eripit mortalia qui regna dat cœlestia.  Ten, który daje nam królestwa niebieskie, nie porywa się na ziemskie.

Ale jeśli z jednej strony Magowie, ze swoim hołdem wiary, mogli publicznie adorować Króla królów, nie mając nic do stracenia ze swojej władzy, to z drugiej strony, zbuntowani i nieuznający Boga władcy, nie uznający boskiego pochodzenia sprawowanej przez siebie władzy, stają przeciwko Jego panowaniu, a także przeciwko swoim poddanym, przekształcając mądry i sprawiedliwy rząd w narzędzie nienawistnej tyranii. W ten sposób mówi o nich
prorok Jeremiasz:
„Bowiem wśród mojego ludu są ludzie niegodziwi, którzy szpiegują jak przyczajeni myśliwi, zastawiają pułapki na ludzi. Jak klatka pełna ptaków, tak ich domy są pełne oszustw; dlatego stają się wielcy i bogaci. Są grubi i niegodziwi, przekraczają granice zła; nie bronią sprawiedliwości, nie dbają o los sieroty, nie czynią sprawiedliwości ubogim. Czy nie powinienem ukarać tych grzechów? Wyrocznia Pana. Czy nie powinienem się mścić na takim narodzie? Przerażające i straszne rzeczy dzieją się na ziemi. Prorocy przepowiadają w imię kłamstwa, a kapłani rządzą na ich rozkaz; a jednak mój lud jest z tego zadowolony. Co zrobisz, gdy nadejdzie koniec?”

Słuchając tych słów Pisma Świętego, zastanawiamy się, czy nie są one skierowane do możnych tego świata, do członków globalistycznej elity i do tych, którzy im służą z tchórzostwa, służalczości i dla własnej korzyści. I do tych, którzy ustanowieni w Kościele jako autorytety, aby karmić trzodę powierzoną im przez Pana, nadużywają swojej władzy, aby rządzić na skinienie proroków Nowego Porządku Świata, którzy przepowiadają pandemie i sytuacje kryzysowe, których są bezwzględnymi architektami.

Co zrobicie, gdy nadejdzie koniec? – pyta Pan. Czy będziecie tworzyć nowe zagrożenia, nowe kryzysy, nowe pandemie, nowe wojny, aby utrzymać ludzi w poddaństwie? Czy nadal będziecie eksterminować niewinne dzieci, czynić ojców i matki bezpłodnymi, pozbawiać robotnika jego zapłaty, deprawować młodych, zabijać chorych i starych, ponieważ są uważani za bezużytecznych dla waszych własnych nikczemnych interesów? Czy zabarykadujecie się w swoich twierdzach, mając nadzieję, że uciekniecie przed gniewem Boga i waszą  sprawiedliwą  karą? Co zrobicie, słudzy Wielkiego Resetu, kiedy wasi panowie uciekną do swoich kryjówek we wnętrzu ziemi? Czy myślicie, że sprzedacie się nowemu panu, tak jak robiliście to do tej pory? 

Biedni, nieszczęśliwi, zwodzeni. Straszny dzień Pana przyjdzie na wszystkich, a także na was: najpierw Sąd Szczegółowy, a potem Sąd Ostateczny. Jeśli ziemska sprawiedliwość jest bezczynna i biernie przygląda się waszym zbrodniom, bo jest wam podporządkowana, Boska Sprawiedliwość będzie za to nieubłagana i straszna, aby wasze publiczne grzechy przeciwko Majestatowi Boga i przeciwko człowiekowi, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo, i którego odkupił własną Krwią, nie pozostały bezkarne.

A jeśli nasze marne siły nie zdołają pokonać waszych spisków, wiedzcie, że każdy z nas, każdy wierny Kościoła Świętego, każda dobra dusza modli się, pości i czyni pokutę, prosząc o interwencję Pana, Króla Narodów, któremu odmawiacie uznania, uwielbienia i służby. Co zrobicie, gdy nadejdzie koniec?

W tym dniu Epifanii, kiedy świętujemy publiczne objawienie się boskiego królowania Pana naszego Jezusa Chrystusa i publiczny hołd Magów dla Jego powszechnego i wiecznego panowania, odnówmy także naszą ofiarę. Jest to ofiara uboga i nędzna, ponieważ pochodzi od nas, którzy nie mamy nic poza tym, czym obdarzyła nas Opatrzność. A jednak jest to ofiara cenna, jeśli składa ją Matka Boża, Maryja Najświętsza, Królowa Matka, która jest naszą Orędowniczką u tronu Syna. Jest to bezgraniczna ofiara, gdy wznosi się do Majestatu Ojca przez ręce czystej i świętej Ofiary, Najwyższego Kapłana, Wiecznego Papieża, który odnawia Ofiarę Krzyża w Świętej Ofierze Mszy Świętej.

Złóżmy nasze pokuty u stóp ołtarza, aby stały się złotem królów; nasze modlitwy, aby wzniosły się do nieba jak kadzidło, które kapłani spalają Bogu; i nasze posty, aby Msza Święta przemieniła je w mirrę Ofiary. I prośmy Dzieciątko-Króla, aby nawróciło tych, którzy sprawują władzę zarówno w społeczeństwie świeckim, jak i w Kościele, i którzy znajdują się dzisiaj w sytuacji, w której muszą wybrać, czy pójść za gwiazdą do Betlejem, aby oddać Mu pokłon, czy też zignorować Jego Narodziny, aby uniknąć Jego woli i prowadzić przeciwko Niemu wojnę.
Amen


+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
6 stycznia 2023 r. Święto Objawienia Pańskiego 

tłum. Sławomir Soja

„Homo Deus” – ponura wizja genetycznego resetu wg antychrystka.

„Homo Deus” – ponura wizja genetycznego resetu wg antychrystka.

CzarnaLimuzyna https://ekspedyt.org/2023/01/09/homo-deus-ponura-wizja-genetycznego-resetu/

Yuval Noah Harari podobno lewa ręka Klausa Schwaba, prawą włada, od momentu podpisania cyrografu, profesor Diabelski. Otóż tenże Harari i jego promowane fantazje stały się przedmiotem analizy innego profesora, Adama Wielomskiego. Wielomskiego pamiętam z niezbyt trafnej analizy krytycznej poglądów Krzysztofa Karonia. Tutaj jednak sprawa jest łatwa. Harari jest bowiem etycznie zwiędłym epigonem, który jeśli wierzyć Wielomskiemu prezentuje poglądy zmodyfikowanego rasizmu co jak na satanistę praktykującego sodomię nie jest niczym zaskakującym. Sposobem ułatwiającym awans do rasy wyższej nie będzie język czy naród, lecz inżynieria genetyczna, której chwalcą jest Harari.

Ma powstać rasa wyższa i ma powstać rasa niższa (…) Tymi wyższymi będą ci, których będzie w przyszłości na to stać, czyli tych, którzy posiadają gigantyczne pieniądze, aby w tę inżynierię genetyczną wejść, ulepszyć swoje dzieci (…) – powiada Wielomski, referując poglądy żydowskiego wizjonera.

Dlaczego osoby mające umownie „40 miliardów dolarów plus” tak bardzo fascynują się Hararim?

Są dwie możliwości… albo facet tak fajnie pisze… szczerze – po przeczytaniu 3 tomów jego książek nie potwierdzam, aby był to wybitny talent pióra. Według mojej wiedzy pisze w ramach technik tzw. NLP [nie znam skrótu, więc szukam: Neurolingwistyczne programowanie md] … zawierających odwołanie do filmów SF.

Druga możliwość jest taka, że Harari wyraża pewne idee środowiska „40 miliardów dolarów plus”. Przedstawia idee, których ci ludzie nie chcieliby przedstawić pod swoimi nazwiskami.

Przyszłością rodzaju ludzkiego jest wyodrębnienie gatunku wyższego „Homo Deus” i depopulacja pozostałych do akceptowanej liczby w celu ochrony zasobów ziemi. Sam Harari nie używa w książkach wyrażenia depopulacja. Czy w przyszłości nadludzie („Homo Deus”) będą kochali zwykłych ludzi, w taki sposób jak dziś kocha się psy i koty? Wielomski jest sceptyczny. Opierając się na Hararim nie wyklucza opcji, że nadludzie nie czując związków z dawnymi ludźmi wymordują ich tak jak kiedyś podobno człowiek kopalny wymordował wszystkich Neandertalczyków.

My jesteśmy w oczach Harariego jednym z ostatnich pokoleń ludzkich. Czas istnienia naszego gatunku, według niego, dobiega końca.

https://youtu.be/yEcSxUVmBhY [53 minuty… md]