Dmytro Firtasz, miliarder w areszcie. Trylogia o Firtaszu. Cz. III.

Dmytro Firtasz, miliarder w areszcie. Trylogia o Firtaszu i „rządzie” Cz. III.

Los ukraińskiego biznesmena Dmytro Firtasza wywołuje niepokój w trzech krajach: w Rosji, na Ukrainie i w USA.

Andrzej Łomanowski dmytro-firtasz-miliarder-w-areszcie 23.02.2017

Trzyletnia austriacka epopeja jednego z najbogatszych Ukraińców odsłoniła przed opinią publiczną potężne, biznesowo-polityczno-lobbystyczne zaplecze władców Kremla[?? hi, hi… md] , którego Firtasz jest znaczącą częścią.

Formalnie miliardera zatrzymano w marcu 2014 roku w Wiedniu – w trzy tygodnie po ucieczce prezydenta Wiktora Janukowycza z Ukrainy – za próbę przekupstwa urzędników w Indiach przy negocjowaniu kontraktu na zakup tytanu. Firtasza zaczęli jednak ścigać nie Hindusi, lecz Amerykanie.

Miliarder podpadł tym ostatnim, bo po pierwsze surowiec uzyskany w Indiach (dzięki łapówkom) chciał sprzedawać koncernowi Boeinga, którego siedziba jest w Chicago. A w dodatku do przekazania pieniędzy użył zarówno amerykańskich banków, jak i – co specjalnie podkreślono we wniosku o ekstradycję – amerykańskich serwerów. Tymczasem amerykańskie prawo zabrania dawania i brania łapówek, co może się wydawać pewnego rodzaju idealizmem.

Ale po tygodniu Firtasz wyszedł z austriackiego aresztu, bowiem wpłacono za niego kaucję – rekordową w historii austriackiego wymiaru sprawiedliwości. 125 mln euro przekazał rosyjski bogacz związany ściśle z Kremlem Wasilij Anisimow, ukazując tym samym pierwsze kontakty ukraińskiego miliardera i zarys problemu, przed jakim stanęli sędziowie w Wiedniu. W tle majaczy też sylwetka „bankiera Putina” Arkadija Rotenberga – biznesowego partnera Firtasza, no i samego prezydenta Rosji, do znajomości z którym miliarder się przyznaje. Kreml jednak nie komentuje informacji o rozległej wiedzy miliardera nie tylko na temat stosunków ukraińsko-rosyjskich, ale i powiązań biznesowych rosyjskiej elity politycznej, w tym samego prezydenta.

Podczas kolejnej rozprawy, wiosną 2015 roku, austriacki sędzia uznał, że nie ma podstaw do ekstradycji, gdyż sprawa miliardera ma podtekst polityczny. Wysyłając go do USA, chciano „usunąć go z ukraińskiej polityki”, by „nie szkodził politycznym interesom USA” – wyjaśnił sędzia.

Firtasz bowiem zdobył swój majątek jako pośrednik w handlu gazem między Rosją a Ukrainą. Do tak intratnego zajęcia Gazprom nie dopuszczał byle kogo. [może raczej – krewni i znajomi firtaszów nie dopuszczają „byle kogo” do Gazpromu.. M. Dakowski]

Działalność biznesmena doprowadziła do tzw. wojny gazowej Rosji i Ukrainy w 2009 roku i odsunięcia go od tego handlu. On sam zaangażował się wtedy po stronie Wiktora Janukowycza, stając się współorganizatorem jego zwycięstwa wyborczego, a potem jednym z filarów jego rządów. Do czasu rewolucji godności uważany był za zwolennika związania Kijowa z Moskwą i przeciwnika zbliżenia kraju z Unią Europejską. Ale w wiedeńskim sądzie, który ogłaszał w 2015 roku wyrok, rzucił znamienne słowa: „Osiągnęliśmy wszystko, co chcieliśmy: Poroszenko jest prezydentem, a Kliczko merem (Kijowa- red.)” – sugerując, że teraz ma ścisłe związki z nową ekipą „z Majdanu”.

Gdy wiedeński sąd apelacyjny zdecydował we wtorek, że Firtasz jednak zostanie deportowany do USA, w Kijowie zaczęto się zastanawiać, co może on wiedzieć i powiedzieć o byłym biznesmenie, a obecnym prezydencie Petrze Poroszence. Sam prezydent nie zabiera głosu w sprawie miliardera. Niezależnie od jego nastrojów w parlamencie zaś widać wyraźnie radość deputowanych „z Majdanu” i strach byłych współpracowników Janukowycza. Jeśli za Firtaszem zamknie się brama amerykańskiego aresztu, obecna prorosyjska opozycja nad Dnieprem straci szczodre źródło finansowania i wsparcie należącej do niego jednej z ogólnokrajowych telewizji. A to sprowadzi ją do poziomu politycznego planktonu.

Mimo jednak wyroku nadal nie wiadomo, czy Firtasz wyjedzie za ocean. Ostateczną decyzję w jego sprawie podejmie bowiem austriacki minister sprawiedliwości, który – jako polityk – jest podatny na polityczne naciski.

Wśród biznesowych partnerów Firtasza był też Amerykanin Paul Manafort, były szef sztabu wyborczego Donalda Trumpa – obecny prezydent usunął go ze stanowiska, bo Manafort nie zapłacił w USA podatku od milionów dolarów. Otrzymał je od Partii Regionów Wiktora Janukowycza za skuteczną kampanię wyborczą w 2010 roku. Amerykanin prowadził ją za pieniądze Firtasza. Mimo że usunięty ze sztabu wyborczego, nadal utrzymuje ścisłe kontakty z Trumpem. Część amerykańskich mediów sugeruje, że z tego powodu obecna administracja prezydencka niechętnie odnosi się do ekstradycji miliardera. Ale i poprzednia niezbyt się o to starała. Pewnie dlatego, że Firtasz zatrudnił u siebie byłego amerykańskiego sekretarza bezpieczeństwa wewnętrznego oraz jednego z rzeczników Billa Clintona.

Tymczasem FBI, wbrew politykom, dopomina się o rozmowę z miliarderem, podejrzewając go nadal o związki biznesowe z capo di tutti capi rosyjskiej mafii Siemionem Mogilewiczem – oskarżonym o przekupywanie sędziów w czasie zimowej olimpiady w Salt Lake City w 2002 roku.

Tymczasem Firtasz, człowiek, który wszystkim przeszkadza, na razie znów jest w austriackim areszcie. Na progu sądu bowiem został zatrzymany na wniosek prokuratury z… Hiszpanii. Tam zaś jest poszukiwany za pranie brudnych pieniędzy.

Co może wiedzieć Firtasz? Trylogia o Firtaszu i „rządzie” Cz. II.

Co może wiedzieć Firtasz? Trylogia o Firtaszu i „rządzie” Cz. II.

To dziewięć lat temu: 2014-04-07 co-moze-wiedziec-firtasz??

Dmytro Firtasz, zatrzymany w Wiedniu 12 marca, jest oskarżony m.in. o próbę przekupstwa polityków przy ubieganiu się o koncesję górniczą w Indiach. Zysk z tej koncesji miał wynieść 500 milionów dol. Tyle miał zarobić sprzedając hinduski tytan Boeingowi. Producent samolotów przyznaje jedynie, że ze spółką Firtasza podpisał porozumienie intencyjne.

W USA ocenia się, że proces oligarchy pozwoli ujawnić wiele ważnych, tajnych informacji o powiązaniach i interesach Gazpromu. Nawet, jeśli oskarżony będzie milczał. W procesie rosyjskiego handlarza bronią, Wiktora Buta, to zebrane dokumenty okazały się bardzo ważne dla polityki USA i stosunków z Kremlem.

Przed sądem But odmówił zeznań, jednak dość łagodna kara (tylko 25 lat więzienia bez możliwości skrócenia kary) daje dużo do myślenia. Kissinger komentował, że sprawa Buta rozpoczęła koniec „resetu w stosunkach z Rosją”.

[W grudniu 2022 w zamian za wypuszczenie Griner (?) przez Rosję, USA wypuścił Wiktora Buta… md]

Michaił Korczemkin, były analityk sowieckiego ministerstwa gazu (dziś mieszkający w Pensylwanii, ekspert East European Gas Analysis) uważa, że prawdziwym powodem oskarżenia Firtasza jest przekonanie, że ma on cenne informacje o tajemnicach Gazpromu. Analitycy FoxNews sądzą, że informacje Ukraińca mogą bardzo pomóc władzom USA w opracowaniu nowych, ostrzejszych i skuteczniejszych sankcji wymierzonych wprost w najbliższych współpracowników Putina. Choć oficjalnie Amerykanie oświadczyli, że oskarżenie Firtasza nie ma żadnego związku z ukraińskim kryzysem.
Firtasz, podobnie jak inni oligarchowie z Rosji i Ukrainy, zdobył ogromny majątek na handlu gazem. I nadal jest to dla niego najważniejsza branża. Zaczął, jako pośrednik dostaw gazu rosyjskiego na Ukrainę, bardzo ważnego rynku dla Kremla. Bloomberg przypomina, że został współwłaścicielem spółki RosUkrEnergo, która powstała w 2004 r., a od 2006 r. do 2009 r. była jedynym importerem rosyjskiego surowca nad Dniepr. Wg oficjalnych informacji, drugą połowę kontrolował Gazprom, ale Bloomberg wspomina, że ukraińskie służby bezpieczeństwa już w 2005 r. twierdziły, że wszystko pośrednio kontrolował Mogilewicz.

[[Viki: Siemion Mogilewicz – ukraiński przedsiębiorca i gangster. Urodził się w rodzinie żydowskiej. Ukrywał się pod licznymi nazwiskami. Ma obywatelstwo rosyjskie, izraelskie, węgierskie i ukraińskie. Dmytro Firtaszjest pochodzenia żydowskiego (podobnie jak Kołomojski) kim-sa-ukrainscy-oligarchowie ]

Podobno Gazprom zlecił Mogilewiczowi kontrolę dostaw gazu realizowanych przez RosUkrEnergo. Są sygnały o kontaktach Firtasza i Mogilewicza przez byłych małżonków, np. była żona Mogilewicza miała być akcjonariuszką jednej z firm Firtasza. O związkach oligarchy z Mogilewiczem informowały opublikowane przez Wikileaks depesze ambasady USA w Moskwie. Wg jednej z nich Firtasz powiedział ambasadorowi amerykańskiemu Williamowi B. Taylorowi, że na swoje „wejście do biznesu” musiał przede wszystkim uzyskać zgodę Mogilewicza. Dementowali to zgodnie i Firtasz i Mogilewicz (za pośrednictwem adwokatów).

Dziś imperium Firtasza na Ukrainie (z Krymem) to oprócz gazu, także przemysł chemiczny, tytan, banki i finanse, nieruchomości, media. On sam przyjaźnił się z byłym prezydentem Janukowiczem. Niejasne interesy łączą go z rosyjskimi oligarchami bliskimi Kremlowi. Poważne sygnały wskazują, że Firtasz nie jest samodzielnym właścicielem swojego majątku i aktywów, że za nim ukrywa się „potężna grupa osobistości politycznych, albo potężniejsza jedna osobistość.”

Źródła, na które powołuje się miesięcznik Forbes, twierdzą, że aktywa noszące szyld właścicielski oligarchy tylko w niewielkiej części należą do niego. Anonimowe informacje dwóch dużych banków świadczą, że Firtasz jest posiadaczem niecałych 50 proc. udziałów w Grupie DF, pozostałe należą do nieujawnionych partnerów.
Biznesowo-polityczny thriller Firtasza zawiera wątek polski. W latach 90. założył na Węgrzech z udziałem RosUkrGas firmę Emfesz (gaz i energetyka). Emfesz kupił w Polsce spółkę DPV Service, która następnie od resortu środowiska nabyła 23 koncesje, w tym 21 koncesji poszukiwawczo-wydobywczych gazu, z czego 5 koncesji na gaz łupkowy. W niejasnych okolicznościach Emfesz zbankrutował i został przejęty przez tajemniczą spółkę ze Szwajcarii RosGas. Jednak to RosUkrEnergo (współwłaściciele: Gazprom i Firtasz) przejął aktywa Emfesz z tytułu zadłużenia. W tym DPV Service. W ten sposób 5 koncesji poszukiwawczych na gaz łupkowy otrzymali Rosjanie. Przez prawie pięć lat DPV Service wykonał podobno tylko badania sejsmiczne, ale ich wyników nie ujawnił. W końcu lipca 2013 r. DVP Service zwróciło wszystkie 5 koncesji łupkowych ministerstwu środowiska.
Znaczna część największych przedsiębiorstw Firtasza znajduje się na Krymie. Z Krymem był też oligarcha związany politycznie. Po zatrzymaniu w Wiedniu powiedział mediom „Miesiącami współpracowałem zakulisowo z wieloma politykami i duchownymi starając się pomóc memu narodowi. Jestem największym prywatnym pracodawcą na Krymie, (…) moja nieobecność na Ukrainie spowoduje dalszą destabilizację procesu politycznego”. W jego firmach na Krymie pracuje ponad 100 tys. ludzi. Firtasz był jednym z wrogów byłej premier Julii Tymoszenko. Także w obszarze interesów gazowych z Rosją. Niektórzy twierdzą, że osobiście postarał się, aby „gazowa księżna” znalazła się za kratkami. Tymoszenko w kampanii wyborczej 2010 r. twierdziła, że trzech kandydatów na prezydenta – Junukowycza, Wiktora Juszczenkę i Arsenija Jaceniuka – finansuje Firtasz. Zabezpieczając na przyszłość swoje interesy. Tymoszenko też dbała o swoje interesy w biznesie. Energetycznym. W 1991 r. z mężem i dwoma partnerami założyła Ukraińską Korporację Benzynową zapewniającą dostęp do paliw przemysłowi w rejonie Dniepropietrowska. A już w 1995 r. została szefem Zjednoczonych Systemów Energetycznych Ukrainy – prywatnej spółki, będącej potentatem w sprowadzaniu gazu z Rosji. To właśnie wtedy, dzięki interesom z Gazpromem Tymoszenko stała się jedną z najbogatszych osób na Ukrainie. Te interesy okazały się podejrzane. Pojawiały się podejrzenia o korupcję i przekręty gospodarcze. Kradzież i odsprzedawanie gazu poza oficjalnym obiegiem, próby przemycania dolarów, wspieranie Pawła Łazarenko (oskarżonego później m.in. o pranie pieniędzy) w zamian za monopol na handel gazem – to tylko część z tego, co jej zarzucano.

Jej dobre układy z Gazpromem skończyły się, gdy prezesem rosyjskiego potentata został Aleksiej Miller. W 1999 r. zaczęła jeszcze kierować rządowym komitetem paliwowo-energetycznym, ale to był koniec jej biznesowej kariery. W lecie 2000 roku został zaaresztowany jej mąż pod zarzutem niegospodarności w Zjednoczonych Systemach Energetycznych, kilka miesięcy później obiektem śledztwa została sama Julia. Poskutkowało to dymisją w 2001, licznymi oskarżeniami o korupcję, a zwłaszcza o zawarcie niekorzystnego dla Ukrainy kontraktu gazowego z Rosją. W ten sposób „gazowa księżna” została zdetronizowana na korzyść m.in. Firtasza.
Firtasz niemal natychmiast po opuszczeniu za kaucją 125 mln euro więzienia
w Wiedniu, spotkał się tam z przywódcą ukraińskiej opozycji Witalijem Kliczko i kandydatem na prezydenta Petrem Poroszenko. Austriackie media doniosły, że to po tym spotkaniu Kliczko wycofał swoją kandydaturę i obiecał poprzeć kandydaturę Poroszenki.
Po zatrzymaniu Firtasza w Wiedniu, jego zastępca w Grupie DF, Robert Shetler-Jones oświadczył, że „wszystkie zarzuty wobec oligarchy są kłamstwem”, a zatrzymanie „nadużyciem austriackiego systemu prawnego” dla celów czysto politycznych. „To nie przypadek, że USA żądają ekstradycji naszego prezesa holdingu, gdy jest on tak potrzebny dla gospodarczego i politycznego odrodzenia Ukrainy” – czytamy na portalu Grupy DF. Adwokatem reprezentującym Firtasza w Austrii jest były minister sprawiedliwości tego kraju. „The Independent” informował, że oligarcha ma doskonałe prywatne stosunki z kilkoma członkami brytyjskiego parlamentu, posiada w Londynie cenną nieruchomość. Jest uznanym filantropem, medialnym celebrytą i sponsorem Uniwersytetu w Cambridge.

Trylogia o Firtaszu i „rządzie” Cz.I. Kto i co stoi za aferą zbożową? I dlaczego to Dmytro Firtasz?

Trylogia o Firtaszu i „rządzie” Cz.I.

Gadowski, Karpiel, Warzecha: Kto i co stoi za aferą zbożową? I dlaczego to Dmytro Firtasz?

14 kwietnia 2023 kto-i-co-stoi-za-afera-zbozowa

Od szeregu miesięcy trwa niekontrolowany import do Polski niepodlegających badaniom produktów rolnych z Ukrainy, przede wszystkim zboża. Jak się okazuje, stoją za tym procederem między innymi… prokremlowscy oligarchowie, którzy przejęli ogromny kawałek rolnego rynku naszego wschodniego sąsiada toczącego obecnie wojnę z Rosją. Mówili o tej kwestii Witold Gadowski i Łukasz Warzecha – publicyści goszczący w najnowszym, czwartkowym wydaniu audycji red. Łukasza Karpiela „Prawy Prosty plus”.

– Jesteśmy świadkami tego, jak bogacą się firmy powiązane z członkami elit obecnej władzy [rosyjskiej. Dlaczego rosyjskiej??? md] ] – powiedział Witold Gadowski, którego badanie sprawy zbożowej doprowadziło na trop ukraińskich oligarchów oraz ich interesów w Polsce. Chodzi m.in. o Dmytro Firtasza, niegdyś jednego z głównych udziałowców koncernu RosUkrEnergo, zaopatrującego w gaz całą Ukrainę. Druga połowa udziałów tej firmy należała do rosyjskiego Gazpromu. Ukrainiec Dmytro Firtasz to – według Gadowskiego – swego czasu sponsor kandydata na prezydenta Wiktora Janukowycza oraz pracodawca (za pośrednictwem fundacji) między innymi Włodzimierza Cimoszewicza i Waldemara Pawlaka.

[jest pochodzenia żydowskiego (podobnie jak Kołomojski).

W ostatnim czasie Dmytro Firtasz zaczął się przedstawiać jako przeciwnik Putina. Człowiek, który zbudował karierę i ogromną fortunę finansową na powiązaniach z Kremlem. Dla naszej „sprawy zbożowej” odkrył się całkowicie w wywiadzie, którego udzielił 22 lipca 2022 roku. Stwierdził tam, że posiada [na Ukrainie] silosy z 3 milionami ton zboża, z którym nie ma co zrobić. Musi więc przystąpić do sprzedaży. Założył dwie firmy działające w Polsce całkiem legalnie. Ostatnio kupił kamienicę po nie kim innym jak po Aleksandrze Gudzowatym. Stwierdził, że będzie handlował gazem amerykańskim, przesyłając go przez Polskę i sprzedając na Ukrainie. Prowadził na ten temat rozmowy z przedstawicielami obecnego rządu polskiego. W międzyczasie uruchomił transport zboża przez Polskę i [jego firma] to jest jeden z głównych kierunków tego transportu – relacjonował dziennikarz.

Łukasz Warzecha zauważył, że kolejni ministrowie rolnictwa nie są pytani, jak to możliwe, że od lata ubiegłego roku płynie ukraińskie zboże do Polski, a nasze państwo kompletnie w tej sprawie skapitulowało, nie podjęło żadnych działań.

– Przecież od samego początku były ostrzeżenia, że to zboże nie tylko przejedzie przez Polskę; że ono gdzieś się rozleje po kraju. Były też zastrzeżenia dotyczące np. przepustowości polskich portów, a ten problem nie został w żaden sposób rozwiązany i pan minister Telus też się o nim nie wypowiadał.

Publicysta zwrócił uwagę, że mimo zapewnień rządu, iż chodzi jedynie o transfer ukraińskiego zboża przez terytorium naszego kraju, nic nie zrobiono w tej sprawie. A dopiero teraz, po upływie wielu miesięcy szef resortu rolnictwa zaczyna obiecywać uszczelnianie tranzytu i kontrole jakości. – Co się działo przez ten czas? Tutaj bym oczekiwał wyjaśnień. Kto zawalił sprawę? Jak to możliwe, że ileś firm kupowało ukraińskie zboże do Polski i swobodnie je tutaj dystrybuowało? Gdzie były kontrole jakości zboża, które się dostaje do polskiego systemu spożywczego? To są pytania, na które powinien odpowiedzieć właściwie nie pan Telus, ale raczej pan premier Morawiecki –podkreślał Łukasz Warzecha.

Jako jedną z możliwych przyczyn skandalu zbożowego publicysta wymienił „bylejakość” i postawę „jakoś to będzie”. Inną ewentualnością jest świadome poświęcenie interesu polskich obywateli, w tym rolników, na rzecz „Ukrainy” [to firtasze – to sól ziemi ukrainskiej? md].Za tym wszystkim może stać jeszcze trzecia warstwa, ta, o której mówił Witold Gadowski, czyli korupcyjna. Wtedy mamy w grze bardzo duże pieniądze ocenił.

Łukasz Warzecha zastanawiał się, na ile afera zbożowa może zaszkodzić w roku wyborczym notowaniom PiS, na które głosowało dotychczas wielu mieszkańców wsi. Sprzeciw wobec polityki rządu w tym zakresie może w ocenie analityka być porównywalny bądź nawet większy niż ten, który wywołał niesławny projekt „Piątka dla zwierząt”.

Z kolei Witold Gadowski dodał, że w powietrzu wisi nad polską wsią „afera kurczakowa” związana z niekontrolowanym napływem niebadanego weterynaryjnie drobiu z Ukrainy. Stoi za tym procederem kolejny prorosyjski rekin biznesu. – Obydwaj oligarchowie, którzy na tym zyskują, są, a przynajmniej byli prokremlowscy. Teraz bardzo się z tego „piorą”, ale ich historia mówi sama za siebie.

– Turcja zablokowała swój wewnętrzny rynek, i dla ukraińskiego zboża, i dla ukraińskiego mięsa. Potrafiła to zrobić. A Polska nie widziała problemu – doda Gadowski.

Źródło: PCh24 TV

Oziębienie to tylko szczególna forma ocieplenia. IPCC i klimatyści mają zawsze rację!!

Oziębienie to tylko szczególna forma ocieplenia. IPCC i klimatyści mają zawsze rację!!

Ciężkie czasy dla klimatystów! Od trzech lat średnia temperatura na Ziemi… spada

ciezkie-czasy-dla-klimatystow

Ciężkie czasy nastały dla wyznawców tzw. religii klimatycznej. (…) Jak poinformowali naukowcy z Uniwersytetu Alabamy w Huntsville, od trzech lat średnia temperatura na Ziemi spada – chociaż teoretycznie powinna rosnąć. Ten niepokojący trend potwierdzają dane z badań satelitarnych i oceanograficznych, uzyskane przez agencję badań kosmicznych (NASA) oraz agencję oceanów i atmosfery (NAOO)”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Dariusz Wieromiejczyk.

Publicysta przywołuje „niepoprawne klimatycznie” dane, jakie w marcu tego roku zarejestrowano w stanie Utah w USA.

Średnie temperatury były tam aż o 5 stopni Celsjusza niższe od przeciętnej z 30 lat. Amerykańscy badacze opublikowali więc raport, w którym uspokajają zdezorientowanych klimatyczną niesubordynacją czytelników. Obszar nadzwyczajnego chłodu nazywają w nim „kieszonką zimnego powietrza”, rozciągającą się – bagatela – od Kalifornii, przez Kanadę, Morze Norweskie, aż do Indii i północnego ­Pacyfiku”, pisze autor i kpi, że to „zaledwie pół globu”.

 Co ciekawe, trwające od trzech lat światowe ochłodzenie klimatu zdaje się nie mieć związku z ilością emitowanych do atmosfery gazów cieplarnianych. Ich stężenie, zdaniem badaczy, właśnie osiągnęło kolejne szczyty”, podsumowuje Dariusz Wieromiejczyk.

=======================

KOS17 kwiecień 2023

Dla klimatystów nie ma znaczenia czy jest cieplej, czy zimniej. Według ich przewrotnej dialektyki oziębienie to tylko szczególna forma ocieplenia. Z oziębieniem klimatu będą więc walczyć tak samo jak z ociepleniem, czyli zmuszając do redukcji gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla, które, jeśli będzie trzeba, przemianowane zostaną na gazy chłodzące. Prawa do emisji tych gazów to przecież żyła złota, przynosząca wprost niewyobrażalne dochody.

Uwaga śledziennika: Klimatyzm skończy się spadkiem poziomu dwutlenku węgla w atmosferze do wartości, przy których niemożliwa stanie się fotosynteza. Rośliny zginą, a wraz z nimi cała ludzkość. I chyba właśnie o to klimatystom chodzi.”

Bójcie się – kolejnej szczepionki Pfizera „przeciwko boreliozie”. Czy boreliozę wyprodukowano w wojskowych biolabach, w tym na Plum Island?

Bójcie się – kolejnej szczepionki Pfizera „przeciwko boreliozie”. Czy boreliozę wyprodukowano w wojskowych biolabach, w tym na Plum Island?

Budżet USA na zbrojenia to prawie do biliona dolarów rocznie (ang. trillion), co stanowi 40% światowych wydatków na ten cel i jest kwotą większą od wszystkich 15 kolejnych państw razem wziętych.

bibula

Koncern farmaceutyczny Pfizer sfinansował badania w ośrodku medycznym w Pennsylvanii, gdzie zespół naukowców i lekarzy sprawdza „skuteczność” nowej szczepionki „przeciwko boreliozie” (ang. Lyme disease).

Według szacunków agencji federalnej CDC („Centra Kontroli i Prewencji Chorób” – Centers for Disease Control and Prevention), stan Pennsylvania uplasowany jest w czołówce pod względem liczby przypadków boreliozy (trzecie miejsce, po stanie Maine i Vermont), stąd wybór padł na ośrodek Altoona Center for Clinical Research, w Duncansville, właśnie w tym stanie.

Pfizer od dłuższego czasu pracuje nad nowym eksperymentalnym preparatem o nazwie VLA15, który ma „ochronić” przed boreliozą. W wybranym ośrodku w Pennsylvani rozpoczęto już rekrutację osób, które mogą mieć kontakt z kleszczami i poszukuje się chętnych, w tym małe dzieci już od 5 roku życia, którym będzie się cyklicznie wstrzykiwać eksperymentalny produkt. Jest to już 3. faza badań klinicznych (oznaczona w katalogu badań jako NCT05477524), która jest ostatnią fazą przed otrzymaniem aprobaty FDA.

Badanie na grupie ryzykantów i amatorów skutków ubocznych eksperymentalnych preparatów, ma na celu sprawdzenie, czy szczepionka jest „bezpieczna i skuteczna” w zapobieganiu boreliozie u dzieci i dorosłych.

Dr Alan Kivitz z ośrodka Altoona powiedział, że „Nie mamy aktualnie szczepionki na [przeciwko] boreliozę […] Mamy szczepionki dla psów, ale nie dla ludzi, lecz teraz testujemy szczepionkę przeciwko boreliozie dla ludzi. Szukamy odpowiedzi, czy możemy udowodnić, że szczepionka, którą testujemy, zapobiegnie rozwojowi choroby, w porównaniu z osobami, które nie dostają prawdziwej szczepionki [otrzymują placebo]”.

Jak wyjaśnia dr Kivitz: „Badanie będzie polegało na serii szczepień. Szczepionkę otrzymuje się początkowo, potem dostaje się ją dwa do trzech miesięcy później, a następnie kilka miesięcy po tym. Przewiduję, że jeśli to się sprawdzi, otrzymamy coroczną szczepionkę przypominającą, tak jak w przypadku szczepionki przeciw grypie.

Jest to już kolejna próba firm farmaceutycznych, gdyż 25 lat temu kryminalna agencja FDA wydała autoryzację na szczepionkę o naziw LYMErix, firmy GlaxoSmithKline, która została po kilku latach wycofana z obrotu, a seria pozwów w wyniku poszczepionkowych skutków ubocznych została zakończona cichmi ugodami z ofiarami. Agencja FDA, zatwierdzająca leki, szczepionki i produkty medyczne [o tej kolejnej kryminalnej agencji federalnej czytaj m.in. tutaj], bardzo chętnie autoryzuje produkty firm farmaceutycznych, nawet bez konsultacji ze specjalistami, po prostu podejmując decyzje na podstawie podsuwanych przez koncerny wyników „badań”. W przeszłości, właśnie firma Pfizer, która teraz próbuje zrobić majątek na kolejnym segmencie medycznych dolegliwości, zapłaciła największą w historii karę, między innymi za fałszowanie wyników badań.

Skąd pochodzi borelioza?

Choroba o nazwie borelioza pojawiła się po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych w 1975 roku w miejscowości Old Lyme (stąd angielska nazwa choroby) w stanie Connecticut, gdzie nagle grupa osób zachorowała na tajemniczą i nieznaną dotąd chorobę po ukąszeniu przez kleszcze. Kleszcze znane są od tysięcy lat, lecz dotąd ich ukąszenia nie wywoływały takich objawów i tak przewlekłych chorób. Wielu badaczy wskazuje, że choroba ta wywołana przez bakterie krętkowe Borrelia burgdorferi może być efektem badań nad bronią biologiczną. Nawet renomowane brytyjskie pismo medyczne The BMJ (dawniej British Medical Journal) informowało w 2019 roku, że kongresmen z Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych wezwał Pentagon aby ujawnił on dane dotyczące badań w ośrodkach militarnych w Fort Detrick (stan Maryland) oraz Plum Island (New York), gdzie testowano kleszcze, pajęczaki i insekty w ramach broni biologicznej.

Jak wyjaśnia prof. Karl Grossman, dziennikarz śledczy przez niemal 50 lat badający pochodzenie boreliozy, laboratorium w Plum Island jest – jak mówi – „owiane tajemnicą”. Po wojnie, prowadzone było przez przygarniętego przez Stany Zjednoczone nazistowskiego naukowca, Ericha Trauba, eksperta od broni biologicznej. Tak jak inny nazistowski naukowiec, Werner von Braun, opracowywał w USA broń rakietową, Traub kontynował swoje prace nad bronią biologiczną. W III Rzeszy Traub prowadził badania w nadbałtyckim ośrodku na wyspie Riems, a w podobnie położonym ustronnym miejscu, na nowojorskiej wyspie Plum Island, Traub opracowywał amerykańską broń biologiczną mającą zatruć bydło i inne zwierzęta gospodarskie w Związku Radzieckim. W latach 1950. prace nad bronią biologiczną wymierzoną przeciwko zwierzętom w Związku Radzieckim, przekierowano na badania nad truciem zwierząt na Kubie i Korei Północnej.

I nagle, na krótko przed pojawieniem się boreliozy w USA, w 1971 roku na Kubie pojawiła się niespodziewana i niewyjaśniona choroba powodująca pomór świń.

Po latach, nawet raport rządowy U.S. Government Accountability Office (GAO) ujawnił, że niektóre patogeny opracowywane w ośrodku na Plum Island „mogą również powodować choroby i zgony u ludzi.” Według raportu GAO z 2005 roku, na Plum Island eksperymentowano z patogenami, które mogą potencjalnie powodować śmiertelne choroby u ludzi, w tym z wirusem Zachodniego Nilu, wirusem Nipah i gorączką doliny Rift.

Pytania te stawia również Kris Newby, dziennikarka i naukowiec ze Stanford University, która zainteresowała się tematem gdy sama, oraz jej mąż padli ofiarą boreliozy. W swojej książce „Bitten: The Secret History of Lyme Disease and Biological Weapons(„Ukąszony: Tajemnicza historia boreliozy i powiązania z bronią biologiczną”), cytuje ona szwajcarskiego naukowca Willy Burgdorfera, pracującego w amerykańskich biolabach, gdzie testowano kleszcze. Burgdorfer, któremu przypisuje się w 1952 roku odkrycie przyczyny boreliozy, ujawnił że borelioza jest efektem amerykańskich wojskowych prac badawczych nad bronią biologiczną. Burgorder „hodował mikroby wewnątrz kleszczy, dopuszczał kleszcze do żerowania na zwierzętach, a następnie zbierał mikroby ze zwierząt, które wykazywały poziom choroby. Choroby o jakie prosili wojskowi.” – pisze Newby.

Gdy w wywiadzie filmowanym w 2013 roku, zapytano Burgdorfera, czy patogen, który zidentyfikował jako przyczynę boreliozy, jest tym samym, czy podobnym lub pokoleniową mutacją tego, o którym pisał w 1952 r., Burgdorfer odpowiedział twierdząco.

„To, co ta książka wydobywa na światło dzienne” – pisze Newby – „to fakt, że amerykańskie wojsko przeprowadziło tysiące eksperymentów badających wykorzystanie kleszczy i chorób przenoszonych przez kleszcze jako broni biologicznej, a w niektórych przypadkach środki te wydostały się do środowiska. Rząd musi odtajnić szczegóły tych testów broni biologicznej w otwartym [pozalaboratoryjnym] terenie, abyśmy mogli zacząć naprawiać szkody, jakie te patogeny wyrządzają ludziom i zwierzętom w ekosystemie.”

Jeszcze wcześniej, bo w 2004 roku Michael Christopher Carroll opublikował książkę pt „Lab 257: The Disturbing Story of the Government’s Secret Germ Laboratory”, w której dokumentuje tajne i arcygroźne prace w wojskowych biolabach, w tym na Plum Island. Laboratorium to obrało sobie testowanie swoich produktów „w terenie”, wypuszczając je do lasów i sprawdzając możliwości rozprzestrzeniania się. Z kleszczy, w Plum Island eksperymentowano na gatunku Lone Star (Amblyomma americanum), którego siedlisko było ograniczone w tamtym czasie tylko do obszarów Teksasu i był on zupełnie nieznany w północno-wschodnich rejonach Ameryki. W końcu lat 1990 właśnie okolice Long Island, czyli w pobliżu ośrodka Plum Island, stały się największą koncentracją kleszczy w USA. Występowanie gatunku Lone Star rozniosło się i jest jednym z najczęstszych w rejonach stanów Nowy Jork, Connecticut, New Jersey i Pennsylvania.

Wojskowe, tajne laboratoria pracują nieustannie nad tworzeniem coraz groźniejszych patogenów, a w ślad za nimi firmy farmaceutyczne opracowują „terapie” na różnego rodzaju choroby i dolegliwości, z których wiele to efekt właśnie nieludzkich prac militarnych. Podkreślmy, że wbrew zwodniczej retoryce, prace w amerykańskich militarnych biolabach nie są pracami „obronnymi” (defensive), lecz wprost są to prace nad bronią atakującą, ofensywną.

Pomimo zaprzeczania, chronienia bądź przemilczania tematu przez główne media, od tego czasu amerykańskie eksperymenty militarne nad bronią biologiczną nie tylko nie ustały, ale gwałtownie przyspieszyły. Stany Zjednoczone prowadzą co najmniej 336 wojskowych laboratoriów biologicznych, ulokowanych na całym świecie, w tym nadzorowały co najmniej 26 biolaboratoria na Ukrainie, przed interwencją Rosji, która w oczywisty sposób miała prawo czuć się zagrożona.

Zagrożeni mają prawo czuć się również obywatele Stanów Zjednoczonych, oraz ludzie mieszkający na całej planecie, dokąd docierają amerykańskie militarne macki, i którzy codziennie poddawani są wszelakim eksperymentom medycznym, bez ich zgody i wiedzy.

Przypomnijmy, że budżet USA na wydatki zbrojeniowe dochodzi do biliona dolarów rocznie (ang. trillion), co stanowi 40% światowych wydatków na ten cel i jest kwotą większą od wszystkich 15 kolejnych państw razem wziętych. Stany Zjednoczone utrzymują ponad 800 baz wojskowych zagranicą, w 159 krajach, w których stacjonuje niemal 200 tysięcy żołnierzy. To Stany Zjednoczone, czyli dzisiejsze Imperium Zła, poprzez swą ekspansjonistyczną, zaborczą i piekielną politykę stanowią największe zagrożenie dla ludzkości.

Oprac. www.bibula.com
2023-04-02

PRL-owski gołąbek pokoju i kamień z Kobylej Głowy

PRL-owski gołąbek pokoju i kamień z Kobylej Głowy

Nie wszyscy Polacy już o wszystkim zapomnieli, jest jeszcze wiele rzeczy, o których pamiętają.

Jerzy Przystawa 3.02.2010 archiwum/

Komentarz: TVP1 pokazała w poniedziałek 1 lutego 2010 film dokumentalny pt. „Towarzysz generał”, autorstwa Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka. Film przedstawia drogę życiową Wojciecha Jaruzelskiego. Po filmie odbyła się dyskusja prowadzona przez red. Rafała Ziemkiewicza, z udziałem publicystów Jacka Żakowskiego, Wojciecha Mazowieckiego, Piotra Zaręby i Łukasza Warzechy. Jako mój głos w dyskusji przedstawiam artykuł napisany 12 października 1994 na prośbę sekretarza redakcji „Gazety Polskiej”. Tekst nie został dopuszczony do druku.

We wtorek 11 października 1994, ok. godziny 16-tej, w księgarni na Placu Legionów we Wrocławiu zdarzyło się coś, co bulwersowało opinię publiczną przez kilka dni. Stanisław Helski, 65-letni rencista-rolnik, uderzył Wojciecha Jaruzelskiego kamieniem w twarz. Działo się to, gdy gen. Jaruzelski promował swoją najnowszą książkę i rozdawał autografy. Środki masowego przekazu doniosły, że Helski uderzył Jaruzelskiego cegłą, ale nie była to żadna cegła, tylko symboliczny kamień z jego pola, który przywiózł specjalnie, ukryty w „pederastce”. Naturalnie, oficerowie BOR ochraniający Generała, błyskawicznie obezwładnili rencistę, który nie próbował ani się bronić, ani uciekać, obdzielając go przy okazji kolorowymi wyzwiskami typu „gnoju, świnio, bydlaku, zdechniesz na śmietniku” itp.

Poszkodowanego Generała bezzwłocznie odwieziono do szpitala, jak się wydaje obrażenia nie były zbyt poważne. Natychmiast też, jak prawdziwy gołąbek pokoju i przykładny katolik, Generał wielkodusznie wybaczył ten okropny czyn swojemu napastnikowi, który „nie wiedział, co czyni”. Napastnik, niestety, nie wykazał podobnie chrześcijańskiego ducha – ani miłosierdzia, ani skruchy – i wręcz oświadczył, że przebaczać nie ma zamiaru. Noc spędził w areszcie, oczekuje go proces karny na podstawie art. 156 kk, zagrożony karą od 6 miesięcy do 5 lat więzienia. Wielkoduszność Generała nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Odpowiadał, że w moralności chrześcijańskiej (jeśli Generał Jaruzelski chce pozować na chrześcijanina) istnieje wymóg zadośćuczynienia. Gdyby Generał zamiast „przebaczania” był gotów zadośćuczynić za wyrządzone zło, wówczas byłby gotów rozważyć zmianę swego stanowiska.

Nie ma potrzeby przedstawiać ofiary tego incydentu, Generała Jaruzelskiego, aczkolwiek gdy rozjeżdża po Polsce rządową limuzyną pod ochroną BOR, zbiera honoraria za swoje książki i rozdaje autografy, uśmiechając się kordialnie zza ciemnych okularów do ludzi o krótkiej pamięci – warto przypomnieć, że to ten sam człowiek, który 24 lata wcześniej kazał strzelać do bezbronnych robotników udających się do pracy w Gdańsku, a 11 lat później wysłał czołgi na ulice przeciwko swojemu narodowi. „Są w Ojczyźnie rachunki krzywd”, które w żadne sposób nie zostały wyrównane. Nie ulega wątpliwości, że wielkoduszny Generał już dawno przebaczył matkom, których synowie zostali zabici w wyniku jego rozkazów, a także wybaczył Polsce za wiele cierpień, które jej przysporzył podczas swego długiego panowania. Ale Polska? Czy też już przebaczyła? Czy już zgodziła się przekazać wszystko “historii” lub puścić w niepamięć? Gdy wciąż żyje jeszcze mnóstwo ludzi, którzy bezpośrednio doświadczyli „dobrotliwości” i miłosierdzia Generała?

Kim jest wrocławski napastnik i jaki zły los, kazał mu podnieść kamień z jego pola, jechać do dalekiego Wrocławia, napadać na tak życzliwie usposobionego Generała i jeszcze krzyczeć „nie wybaczam!”?

Stanisław Helski, chłop z chłopów Zamojszczyzny, to człowiek twardy i dumny. Bo trzeba być twardym i dumnym, żeby w wieku 15 lat pójść do lasu i dołączyć do partyzantów, trzeba być twardym i dumnym, żeby uciec z pociągu wiozącym go do Majdanka. Trzeba być twardym i dumnym, żeby odkupić od PGR ziemię nieuprawianą przez 15 lat, ze zrujnowanymi zabudowaniami i zamienić to wszystko, w ciągu kilku lat w kwitnące gospodarstwo.

Stanisław Helski sam jeden był w stanie hodować stado 250 byczków – ok.60 ton wyśmienitej wołowiny, wystarczającej do miesięcznego pokrycia kartkowego zapotrzebowania miasta średniej wielkości! 60 kwintali pszenicy, jaką z jednego hektara zbierał Helski to było dwa razy tyle, ile wynosiła średnia krajowa! Helski był nie tylko chłopem twardym i dumnym, który nie dawał łapówek, ale też nie zginał karku przed sekretarzami i naczelnikami. Był świetnym gospodarzem i do niego zjeżdżały pielgrzymki rolników z całej Polski, aby zobaczyć, jak on to robi? Skąd czerpał siłę i upór, żeby to wszystko robić w panującej wówczas atmosferze nieustannych szykan, wygarbowanych na plecach każdego polskiego chłopa, w codziennej szarpaninie o sznurek do snopowiązałki, o każdy kilogram nawozu itd., itp.?

Ale Stanisław Helski miał dość szykan i handryczenia się ze skorumpowanymi urzędnikami. Gdy stoczniowcy Gdańska rozpoczęli strajk, „ruszył w Polskę” i zawiązał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Województwa Wałbrzyskiego. Razem z takim chłopami jak bracia Bartoszcze, Stanisław Janisz utworzył organizację pod nazwą „Solidarność Chłopska” i został członkiem Krajowego Komitetu Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. Gdy Generał Jaruzelski odmówił zgody na ich zarejestrowanie zorganizował w lutym 1981 głodówkę chłopów w kościele p.w. Świętego Jakuba w Świdnicy. Do momentu ogłoszenia Stanu Wojennego z pasją usiłował zorganizować opór ludowy.

Dzisiaj Generał Jaruzelski publicznie „przebacza”, ale pod osłoną Stanu Wojennego inaczej próbował złamać upartego chłopa: w maju 1982, gdy Helski przygotowywał swoje pola pod uprawę rzepaku, wysłał tam batalion 14 traktorów, pod osłoną milicji, aby przymusowo zasiać tam… jęczmień! Było to w Sudetach, gdzie według słów pisarza Józefa Kuśmierka, jest więcej ziemi leżącej odłogiem, niż ziemi uprawnej w całej Norwegii!

I z tych tysięcy hektarów leżących odłogiem Generał nakazuje przymusowo zagospodarować tych kilkanaście hektarów Helskiego! I, naturalnie, na jego koszt, ponieważ razem z milicją przybył i prokurator, który nakazał natychmiast zająć i zlicytować sprzęt i maszyny Helskiego, w tym budzący zawiść sąsiadów nowoczesny traktor. Trzeba było zapewnić, że Helski już nie będzie miał środków na prowadzenie swojej destrukcyjnej działalności.

Jak na tę napaść zareagował chłop? No cóż, wziął bronę i tą broną wybronował dopiero co zasiany jęczmień. Jak zareagował Generał? Starego Helskiego do więzienia, a młodego do wojska! „Żegnajcie pola i chaty, skazany chłop poszedł w sołdaty” – pisze na ścianie swego domu Robert Helski, a „tajemnicze ręce”, nocą, próbują ten napis zamalować.

W więzieniu, Stanisław Helski, ciężko pobity pałkami przez strażników, traci zęby i zdrowie. Odwożą go do więziennego szpitala, tam zamieniają mu więzienie na internowanie. Toczy się absurdalny proces karny, w którym sprawa trzykrotnie trafia na wokandę Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy, podobnie jak Generał Jaruzelski, „wybacza” niedobremu chłopu i dwukrotnie zarządza amnestię! Ta amnestia jest po to, żeby Helski nie mógł dochodzić swoich strat przed sądem cywilnym.

Do końca 1987 roku zawzięty i niewybaczający chłop toczy walkę z sądami Generała Jaruzelskiego, domagając się unieważnienia nakazu administracyjnego obsiania jego pola jako niezgodnego z prawem. Niestety, jak to sam głośno stwierdza przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie „klucze z Moskwy jeszcze nie nadeszły”. Przepracowany batalion sędziów i prokuratorów (w sprawie Helskiego wyrokowało ok. 40 sędziów!) został wplątany w poszukiwanie formuły prawnej sankcjonującej oczywiste bezprawie. Helski apeluje do Rzecznika Praw Obywatelskich, apeluje do Sejmu: domaga się postawienia Generała Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu! A Generał wielkodusznie wybacza! On tylko oczekuje, że Helski z rodziną, chodząc po pustych polach i zrujnowanym gospodarstwie uzna w końcu jego dobroć i wielkoduszność!

Dwa lata wcześniej, w tej samej księgarni, Chłop i Generał stanęli po raz pierwszy twarzą w twarz. Generał, podobnie jak feralnego wtorku, podpisywał książkę i rozdawał autografy. Stanisław Helski podszedł do stołu. „A gdzie książka?” – zapytał uśmiechnięty Generał. “Nie stać mnie na książki, od kiedy mnie pan zrujnował” – padła mało dyplomatyczna odpowiedź. Generał potraktował ją jako żart: „Ach, nie szkodzi, oto prezent dla pana” i ręka zamachnęła się do podpisu. „Pański podpis nie jest mi dzisiaj potrzebny. Potrzebowałem go w 1982 roku. Dzisiaj ja panu przyniosłem coś z moim podpisem”. I wręczył zdumionemu Generałowie petycję do Sejmu, datowaną w 1986 roku, domagającą się postawienia Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu.

Minęły dwa lata. Generał nie znalazł czasu, żeby odpowiedzieć na oskarżenia chłopa, którego zrujnował i zniszczył, sprowadzając jego rodzinę do skrajnego ubóstwa. Cóż by to było, gdyby Jaruzelski nagle zaczął odpisywać tym wszystkim Polakom, którzy czynią go odpowiedzialnym za ich parszywy los? Czy miałby wówczas czas na „wieczory autorskie”, „promocje” i odgrywanie roli „Europejczyka”? To znacznie łatwiej i wygodniej WYBACZYĆ wszystkim, a samemu zająć się fałszowaniem historii, na której sąd można się spokojnie oddać.

Stanisław Helski nie ma zaufania do werdyktu historii tworzonej przez Generała Jaruzelskiego. Tylko wtedy, gdy już wyczerpał WSZELKIE MOŻLIWE DROGI PRAWNE, postanowił w tak dramatyczny sposób zaprotestować przeciwko demonstracji cynizmu i pogardy dla milionów Polaków, jaką okazuje człowiek, na którego rękach jest krew wielu ludzi oraz ruina i bieda tysięcy. Kamień z Kobylej Głowy miał tylko uzmysłowić Generałowi, że nie wszyscy Polacy już o wszystkim zapomnieli, że jest jeszcze wiele rzeczy, o których pamiętają, a o których Wojciech Jaruzelski dawno zapomniał w swoich książkach.

Wrocław, 2 lutego 2010

Warszawa, ul. Górczewska, wybuch elektryka. Spłonęło 46 aut, blok zniszczony.

Warszawa, ul. Górczewska, wybuch elektryka. Spłonęło 46 aut, blok zniszczony.

wybuch-elektryka-splonelo-50-aut

[stało się to w 2020, reperkusje jednak trwają. MD]

Pożar w Warszawie przy ul. Górczewskiej, do którego doszło w nocy , był spowodowany wybuchem pojazdu elektrycznego. W wyniku pożaru spłonęło 46 samochodów, a budynek przestał nadawać się do zamieszkania. Mieszkańcy muszą znaleźć sobie lokale zastępcze, relacjonuje portal wawainfo

Pożar na Górczewskiej na Bemowie, do którego doszło nocą, pochłonął 46 pojazdów na podziemnym parkingu wielopiętrowego budynku. Żaden z mieszkańców nie odniósł obrażeń, jednak 150 osób musiało zostać ewakuowanych z bloku w związku z zadymieniem i ryzykiem uszkodzenia konstrukcji budynku. Mieszkańcy mieli najpierw usłyszeć donośny huk – następnie pojawiły się kłęby gęstego dymu.

[—] Problemy mieszkańców bloku przy ul. Górczewskiej 181/110 nie skończyły się wraz z odjazdem straży pożarnej. Po przybyciu na miejsce przedstawiciela Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego okazało się, że budynek może nie nadawać się do dalszego zamieszkania ze względu na ryzyko uszkodzenia konstrukcji – w szczególności stropu nad garażem.

========================

Mail od inżyniera: Ubezpieczyciel chyba robił wszystko, żeby oddalić roszczenia. I chyba mu się udało, bo znalazłam inną przyczynę pożaru: „zwarcie instalacji elektrycznej” budynku przyczyna-pozaru-na-gorczewskiej  

Sprawa jest bardzo ważna, bo gdyby okazało się, że to samochód elektryczny spowodował pożar, to organy państwa, straż pożarna, musiałby wprowadzić zakaz wjazdu takich wozów do garażów – wszystkich!

Producenci takich pojazdów musieliby pokryć koszty wszystkich szkód, jakie powoduje samozapłon akumulatorów. Oraz np. wyremontować budynek Górczewska 181/110. Posypałby się przed kolejnymi wyborami cały sztandarowy program PiS-u dotyczący produkcji samochodów elektrycznych. No chyba, żeby to wykorzystali do uzasadnienia niepowodzenia tego programu.

Co tu jest prawdą? Samozapłon, czy zwarcie? Jako inżynier nie spotkałam się ze zwarciem instalacji elektrycznej w nowym budynku. Poza tym żadnemu zwarciu nie towarzyszy wybuch! Po zwarciu następuje najczęściej nagły zanik napięcia, bo działają zabezpieczenia. Nie wiem czy wybuch hulajnogi w składziku byłby słyszany i czy spowodowałby zapalenie się 50 samochodów? 

B. dyrektor Planned Parenthood Tim Yergeau – samobójstwo, dziecięca pornografia. Szczegóły.

Były dyrektor Planned Parenthood popełnia samobójstwo po spartaczonym nalocie na sieć dziecięcej pornografii w Connecticut

Isabel Keane 16 kwietnia 2023 tim-yergeau-dies-by-suicide

Były dyrektor Planned Parenthood w Connecticut odebrał sobie życie kilka dni po tym jak policja nie zdołała go aresztować pod zarzutem pornografii dziecięcej – spartaczyła obławę wyważając drzwi sąsiada podejrzanego .

Tim Yergeau, 36, były dyrektor komunikacji strategicznej w Southern New England oddziale Planned Parenthood, popełnił samobójstwo w czsie śledztwa w sprawie pornografii dziecięcej w Connecticut .

„Osoba, która zmarła była zdecydowanie podejrzanym w śledztwie dotyczącym pornografii dziecięcej i osobą, która popełniła samobójstwo” – powiedział szef policji w New Haven Karl Jacobson.

Pięć dni wcześniej, członkowie Special Victims Unit badający sprawę pornografii dziecięcej wyłamali drzwi sąsiadki Yergeau – i zakuli kobietę w kajdanki, zanim zdali sobie sprawę, że zrobili nalot na niewłaściwe mieszkanie. „Oczywiście uderzyli w złe drzwi,” powiedział Jacobson. „Niestety, popełniono błąd”.

Yergeau był podejrzanym w śledztwie dotyczącym pornografii dziecięcej, a jego sąsiad, a także stanowy Urząd Głównego Lekarza Orzecznika potwierdzili, że zmarł . Lekarz orzecznik potwierdził również, że popełnił samobójstwo.

Po opuszczeniu Planned Parenthood, Yergeau pracował w Long Wharf Theatre w sierpniu 2022 roku jako jego dyrektor ds. marketingu i komunikacji

„Jesteśmy zszokowani i głęboko zasmuceni „, powiedział rzecznik teatru. „Biorąc pod uwagę trudne wiadomości, niewłaściwe byłoby dalsze komentowanie”.

Według strony internetowej Long Wharf Theatre, Yergeau pracował również wcześniej dla Fundacji New Haven Free Public Library.[—]

Były dyrektor Planned Parenthood popełnia samobójstwo po nalocie na sieć dziecięcej pornografii.

Były dyrektor Planned Parenthood popełnia samobójstwo po spartaczonym nalocie na sieć dziecięcej pornografii w Connecticut

Isabel Keane 16 kwietnia 2023 tim-yergeau-dies-by-suicide

Były dyrektor Planned Parenthood w Connecticut odebrał sobie życie kilka dni po tym jak policja nie zdołała go aresztować pod zarzutem pornografii dziecięcej – spartaczyła obławę wyważając drzwi sąsiada podejrzanego .

Tim Yergeau, 36, były dyrektor komunikacji strategicznej w Southern New England oddziale Planned Parenthood, popełnił samobójstwo w czsie śledztwa w sprawie pornografii dziecięcej w Connecticut .

„Osoba, która zmarła była zdecydowanie podejrzanym w śledztwie dotyczącym pornografii dziecięcej i osobą, która popełniła samobójstwo” – powiedział szef policji w New Haven Karl Jacobson.

Pięć dni wcześniej, członkowie Special Victims Unit badający sprawę pornografii dziecięcej wyłamali drzwi sąsiadki Yergeau – i zakuli kobietę w kajdanki, zanim zdali sobie sprawę, że zrobili nalot na niewłaściwe mieszkanie. „Oczywiście uderzyli w złe drzwi,” powiedział Jacobson. „Niestety, popełniono błąd”.

Yergeau był podejrzanym w śledztwie dotyczącym pornografii dziecięcej, a jego sąsiad, a także stanowy Urząd Głównego Lekarza Orzecznika potwierdzili, że zmarł . Lekarz orzecznik potwierdził również, że popełnił samobójstwo.

Po opuszczeniu Planned Parenthood, Yergeau pracował w Long Wharf Theatre w sierpniu 2022 roku jako jego dyrektor ds. marketingu i komunikacji

„Jesteśmy zszokowani i głęboko zasmuceni „, powiedział rzecznik teatru. „Biorąc pod uwagę trudne wiadomości, niewłaściwe byłoby dalsze komentowanie”.

Według strony internetowej Long Wharf Theatre, Yergeau pracował również wcześniej dla Fundacji New Haven Free Public Library.[—]

W moskiewskim morgu [trupiarni] ; – bliny z kawiorem.

W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem.

Materiał dla uczciwej prokuratury.

https://www.dakowski.pl/archiwum/pliki/index.17816_100.php

Dymitr Książek:Nie mogę milczeć… 

[Umieściłem już w 2014. Wart przypomnienia – póki nie ma nowych dokumentów na te tematy. Ten tekst wywołał duże poruszenie wśród Rosjan. Przetłumaczono na rosyjski – wielka dyskusja, ale raczej nie na temat,  tylko…. – kto w Rosji zjada kawior, jak się postponuje RosjęA to materiał dla uczciwej prokuratury – tyle danych… md] 

Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

[… siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien ]

[Publikuję cały ten potworny materiał – jako dokument w Sprawie. Pamiętajmy, że w chwili, gdy wywalczymy wolna Polskę, tacy ludzie, jak ten lekarz, jak „świadkowie odlotów” i inni przesłuchiwani [bez konsekwencji karnych] przez Zespół Parlamentarny – będą zeznawali z PEŁNYMI KONSEKWENCJAMI.

Jakieś rozgrywki miedzy odłamami „razwiedek” powodują, że choć trochę prawdy wycieka z tego wielkiego wrzodu kłamstwa i oszustwa. Wymusimy resztę ! Zaznaczenia na czerwono – moje .

Ten tekst przetłumaczono w październiku z mej strony na rosyjski „sajt” . Tam dyskutanci byli głównie przejęci tytułem. Bo:  „Kto u nas jada bliny z kawiorem, a polacziszki jeszcze narzekają”.    MD]

================================

Wprost”, nr. 41, 14. X. 2012

Dymitr Książek,lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, towarzyszył Rodzinom Ofiar w Moskwie.

– Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka… Ech, nie będę prze­klinał… Wie pani, kiedy w czwartek 15 kwietnia przy­jechałem do domu, to do żony powiedziałem: „Wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować”. Byłem jak w amoku. Spaliśmy tam po godzinie, po dwie. Rodziny w ogóle nie spały – mówi Dymitr Książek.

MAGDALENA RIGAMONTI: Dlaczego już kilka dni po katastro­fie, kiedy jeszcze nie odbyły się wszystkie pogrzeby, mówił pan o ekshumacjach?

Bo widziałem, co się działo w Moskwie, jaki był bała­gan, jaki brak kontroli, jakie zamieszanie.

Pan tam pojechał w charakterze…

W niedzielę 11 kwietnia 2010 r. poleciały do Moskwy dwa samoloty. Mieliśmy lecieć pierwszym, z naszymi patomorfologami. Było nas dwóch doktorów, dwóch pielęgniarzy i dyrektor, też medyk. Podstawiono pierw­szy samolot. Załadowaliśmy go naszym sprzętem i całą masą rzeczy patomorfologów, głównie tym wszystkim do badań DNA. Dostaliśmy informację, że będziemy się zajmowali rodzinami ofiar. Baliśmy się tylko, że jest nas pięciu na jakieś 200 osób.

Pamiętam żonę rzeczni­ka praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, któ­ra informowała nas o przebytych chorobach męża, jego znakach szczególnych. Była przekonana, że to, co mó­wi, może przyspieszyć identyfikację zwłok. A my prze­cież nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy poma­gali przy identyfikacjach, że będziemy w chłodniach, w prosektorium, wszędzie. Zapakowaliśmy pierwszy samolot, ale polecieli nim patomorfolodzy, żeby praco­wać z Rosjanami przy sekcjach zwłok.

Rosjanie prawie wszystkie sekcje ukończyli do 11 kwietnia.

Niemożliwe, bo sekcje trwały jeszcze przez kilka dni po naszym przyjeździe. Ekipa naszych patomorfologów liczyła w sumie pięć osób. Oni wszyscy lecieli z my­ślą, że włączą się w pracę z Rosjanami i kiedy wieczor­nym samolotem przylecą rodziny, to wszystkie ciała będą gotowe do okazania, do identyfikacji. Mówiło się, że rodziny będą wchodziły, rozpoznawały, wychodzi­ły i wracały do Polski. Że ciała do trumien i do Polski… I zaczęła się jazda. W Moskwie byliśmy 11 kwietnia ok. godz. 23. Wszystkim zabrano paszporty. Oddano nam chyba po dwóch dniach. Wsadzono nas w auto­busy i przewieziono do hotelu. Część rodzin chciała je­chać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomor­fologów nie było.

Późną nocą minister Arabski i mini­ster Kopacz zwołali spotkanie. Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

Rosyjscy wojskowi byli w tym hotelu?

Nie, tylko pełno tajniaków ze słuchawkami w uszach. Dostaliśmy informację, że rano będziemy jechali z ro­dzinami do prosektorium. Dwie godziny drogi od ho­telu. Z przodu samochody na błyskach, z tyłu też na błyskach. A, i tak korek. Czuliśmy się wszyscy jak trę­dowaci. Chyba wszystkie służby nas pilnowały.

 Na czyje polecenie tam polecieliście?

Minister Ewy Kopacz, to ona nas desygnowała do ro­boty. W poniedziałek dojechaliśmy do prosektorium, wszystkich posadzono w auli i kazano czekać. Miałem poczucie, że minister Kopacz chce dużo zrobić, że chce pomóc. Ale wiem też, że to, co tam się działo, złamało ją, przerosło. Jak wszystkich…

Pamiętam na pięciu stołach sekcyjnych pięć kobiecych ciał, nie do rozpoznania. I nagle minister Kopacz mówi, że ten kolor włosów pasuje do koloru włosów jednej z posłanek…

 Pana też? Przecież pan ratuje ludzi z najgorszych – ..­więc już się pan napatrzył.

Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ciał i takiej tragedii. Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna py­tać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres za­mieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony.

 Gdzie w tym czasie byli patomorfolodzy?

Na dole, siedzieli na ławce przed prosektorium. Pod­czas tych przesłuchań nie byliśmy potrzebni, więc zeszliśmy na dół, by sprawdzić, co z nimi się dzieje. Prosektorium było trzypiętrowe. Na trzecim piętrze la­boratoria, na drugim sale do okazywania ciał, a na dole prosektoria i chłodnie. Trzeba było iść przez podwórko. Trafiliśmy – przepraszam, że tak mówię – po smrodzie.

Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poin­formowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są spe­cjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do ni­czego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium.

 I weszli?

Tak, ale nie do sekcji, tylko do identyfikacji. I dopiero we wtorek. Widziałem, że Rosjanie się spinali, chcie­li pomóc, żeby przygotować ciała do identyfikacji, ale przy tym nawale roboty, przy tym krojeniu ciał dzień i noc, bez przerwy w zasadzie…

 Ile osób kroiło?

W sumie przy sekcjach pracowało ok. 10 Rosjan.

 W pośpiechu?

W pośpiechu. Ale oni tak chcieli przygotować ciała, że­by znaki szczególne były od razu widoczne.

 A nasi patomorfolodzy co robili?

Część zajmowała się ubraniami ofiar, a część pracowała przy identyfikacji ciał. Jednak nikt z nich nie był przy sekcjach. Co do ubrań, to one były powyciągane z bło­ta, uwalane w paliwie lotniczym. Szukano dokumen­tów, jakichś osobistych przedmiotów. Te ubrania były w takich worach.

 Pomieszane wszystkie razem?

Nie. Każdy wór miał numer i w tym worze były ubra­nia, które zostały zdjęte ze zwłok. Jeden z polskich techników robił zdjęcia każdemu strzępkowi materiału, każdemu butowi, kolczykowi, obrączce, pierścionkowi. Każda rzecz miała nadany numer. To odbywało się bar­dzo profesjonalnie. [??? MD]

 Rosjanie fotografowali każdy fragment, każdy strzępek ciała?

Nie widziałem. Praca polskiej ekipy przydała się przy identyfikacji, bo rodzina najpierw mówiła, co bliska im osoba miała na sobie, co mogła mieć. Potem brano pod uwagę znaki szczególne, które w trakcie sekcji znajdo­wali Rosjanie, i wypisywano je w rosyjskim protoko­le. Kiedy już ciało po sekcji wyjeżdżało na marmuro­wych blatach, wtedy nasi patomorfolodzy je oglądali i sporządzali swój protokół, głównie dotyczący znaków szczególnych. I potem była zapraszana rodzina. Choć nie zawsze od razu.

 Dlaczego?

Był ogromny galimatias. Rodziny się mieszały. Cia­ło wytypowane po ubraniach, po znakach szczególnych wjeżdżało windą na górę. Przygotowane, umyte, przykryte białym płótnem. [??? MD]  Jeśli ciało było poszarpane, trudne do rozpoznania, nie miało głowy, to do okazania była wystawiona np. tylko ręka, żeby żona mogła po­znać swojego męża po ręce albo znakach szczególnych. Jeśli była zachowana głowa, a poszarpany tułów, to od­kryta była tylko głowa.

 Rodzina wchodziła i widziała kilka ciał?

Tak. Trzy. Ale była prowadzona do konkretnego. Mini­ster Kopacz chciała być pomocna i też się włączyła w te identyfikacje.

 Była pierwsza przed rodzinami?

Tak, bo ona znała posłów, polityków, którzy zginęli w katastrofie, i mogła przed rodzinami stwierdzić, czy jest szansa na to, że to ciało pasuje do typów propono­wanych przez patomorfologów.

 Mówi pan o ciałach, które były w bardzo złym stanie.

Niestety, w paru przypadkach te ciała były tak zniekształcone, że identyfikacja była niemalże niemożliwa. Byłem przekonany, że w takich sytuacjach zostanie po­brany materiał genetyczny, ciało zostanie wysłane do Polski, do któregoś laboratorium, i tam zbadane.

 Kto w Moskwie został zidentyfikowany jako pierwszy?

Pierwsza dama Maria Kaczyńska. I ja to strasznie prze­żyłem. Byłem przy tej identyfikacji. Jej ciało było w ca­łości, ale twarz była bardzo zniekształcona. Nie było wiadomo, jakie ma znaki szczególne, co miała na so­bie, jakie ubranie, jaką biżuterię. Nikt nic nie wiedział. Z pielęgniarzem zaczęliśmy oglądać srebrny pierścio­nek z wygrawerowanymi dwoma imionami i rokiem 1920. Później się okazało, że to były imiona rodziców pierwszej damy. Mój szef poszedł do minister Kopacz z tym pierścionkiem. Nie wiem kto, ale ktoś zadzwonił do garderobianej prezydentowej, która potwierdziła, że Maria Kaczyńska miała taki pierścionek. Krok po kroku dochodziliśmy do prawdy. I nagle przyszedł Rusek, po­ciągnął nos prezydentowej do góry.. .

 I co? .

Wszyscy zdrętwieliśmy. On zrozumiał, co zrobił. Chciał pewnie, żeby kształt twarzy był bardziej rozpoznawal­ny. Ale tego nie robi się tak ostentacyjnie.

 Brat Marii Kaczyńskiej to widział?

Na szczęście nie. Byliśmy my, minister Kopacz, polscy prokuratorzy wojskowi. Z drugiej strony czuliśmy du­mę, że pomogliśmy rozpoznać pierwszą damę. Każdy z nas z innej opcji politycznej, a jednak dla każdego to było ważne. A potem brat i zięć prezydentowej popro­sili o wydanie ubrań Marii Kaczyńskiej i spalili je pod płotem. [SIC !!!! md] To było coś symbolicznego.

 Pan też identyfikował?

Pomagałem. I my wszyscy pomagaliśmy, bo przecież wielu z tych ludzi znaliśmy z telewizji. Mam wielkie współczucie dla tych rodzin, które wchodziły, były pro­wadzone do ciała, a okazywało się, że to nie to ciało.

I musiały przejść, obejrzeć kilka innych zwłok. Między jednym okazaniem a drugim musiały czasem czekać kil­ka godzin. I ten dławiący smród. Przerażający. Siedzie­liśmy tam cztery doby non stop, w tej zgniliźnie, więc przywykliśmy. Poza tym my jesteśmy medykami.

Ale te rodziny… Ci ludzie byli w szoku nie do opisania. Dla młodej kobiety, która jest sama, która w domu zosta­wiła dziecko, taka sytuacja jest nie do przeżycia. A cia­ło jej męża było bardzo trudne do zidentyfikowania. Do takich identyfikacji wzrokowych w ogóle nie powinno dojść. Wystarczyłyby przecież badania DNA.

 Rosjanie pili alkohol?

Ktoś, kto kroi, kto przemłócił wnętrzności 96 osób, to… Sam widok stosów ciał… Nikt tam pijany nie cho­dził. Te stosy nie mieściły się w chłodniach. Były po­zawijanie w folie. Wyglądały jak takie wielkie cukierki. Na każdym worku była żółta taśma, a na taśmie numer.

 A nazwisko?

Nie. Te ciała były poukładane w rzędach, między który­mi można było chodzić. Między tymi ciałami były wy­znaczone trasy. Jak się szło tymi trasami, to się docho­dziło do sal sekcyjnych.

 Wiedział pan, że zakazano w Polsce otwierania trumien?

Ja tego zakazu nie słyszałem, tylko ludzie o tym mówi­li. Wiem, że rodziny po spotkaniach z ministrem Arab­skim były wściekłe. Tam powinni być inni ludzie z rzą­du. Wrzucono minister Kopacz w jakiś straszny wir i jej uwaga rozbiła się na milion rzeczy.

 Byliście przy niej?

Jak gladiatorzy. Ale to nie wystarczyło. Rodziny mogły mieć poczucie, że zostały zostawione same sobie. Nas było pięciu, ale nie mieliśmy kompetencji do działania.

 Co się stało, że dokumenty dotyczące ofiar są błędne, że pro­kuratura zarządza kolejne ekshumacje?

W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkła­dano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na ka­napie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien.

 Kim byli?

Nie wiem. Wtedy byli pakowaczami do trumien. Ale nikt ich nie pilnował. Nie było nadzorców ze strony ro­syjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów, któ­rzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków.

 A kiedy był nadzór?

Tylko podczas lutowania trumien: Trumna przyjeżdża­ła otwarta. Ciało było już w worku.

 Nie było ciał nie zapakowanych?

Kilka było. Ubranych w rzeczy od rodzin. Ciała, które były w workach, miały ubrania na wierzchu.

 Rodziny mogły sprawdzić, czyje ciało jest w worku?

Nie. Wcześniej rodzinom obiecano, że ciała będą ubie­rane. Byłem święcie przekonany, patolodzy też, że w Polsce zostaną przeprowadzone badania genetyczne.

 Rosjanie pobierali materiał genetyczny?

Ja nie widziałem. I nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym mówił. Proszę pamiętać, że my wszystkiego nie widzieliśmy. Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosja­nie zrobili granicę polsko-rosyjską. To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę. Ale rozpętała się kompletna awantu­ra, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte ob­razki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy na­si wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Ro­sjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili.

 Kto przybijał tabliczki do trumien?

Rosjanie, ale one były przykręcane, a nie przybijane. I robiono to porządnie. Nie wiem, czy mogły się od­czepić. Ale teraz to ja nie mam pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo jeszcze czymś innym. Tam było pięć stołów sekcyjnych, a po bokach kawałki ciał do niczego nie pasujące.

13. rocznica „katastrofy” smoleńskiej.: Zaczęło się od kłamstw bezczelnych. One trwają; teraz dochodzą żenujące, kłamliwe slogany J.Kaczyńskiego i Macierewicza. Katastrofa PRAWDY.

13. rocznica „katastrofy” smoleńskiej.: Zaczęło się od kłamstw bezczelnych. One trwają; teraz dochodzą żenujące, kłamliwe slogany J.Kaczyńskiego.

Katastrofa PRAWDY.

=================

O samej Zbrodni pisaliśmy przez 12 chyba lat.

Są analizy, jest ich, wiele.

Co ukrywaja: Inscenizacja na Siewiernym, trumny Ofiar, oraz Zespol Parlamentarny.

Zbrodnia Smolenska a Zlo Absolutne

Z szokujących :

W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem. Material dla uczciwej prokuratury.

Są książki:

“Maskirowka smoleńska”, red. Tomasz Pernak, wyd. Bollinari
“O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”, Mirosław Dakowski, wyd. Antyk

“Kłamstwu na odlew. Nie było ‘katastrofy’ smoleńskiej”. Jerzy Gawryołek.

“Czerwona Strona Księżyca” – FYM

https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-cz-1.pdf

http://biblioteka.kijowski.pl/free%20your%20mind/czerwona-strona-ksiezyca.pdf

„Zeszyty smoleńskie”, chyba kilka tomów. wyd. Antyk

I wiele innych.

O nich, o wynikach tych analiz, Prezes nie wspomina, stara się wymazać z pamięci Narodu. Czy mu się uda?

====================================

Na podstawie 13-rocznica-katastrofy-smolenskiej-zalew- kłamstw-kaczynskiego

– Najpierw było naprawdę trudno, jeżeli chciało się dojść do prawdy – stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas obchodów 13. rocznicy katastrofy smoleńskiej. – Po krótkim okresie zjednoczenia i autentycznej żałoby przyszedł czas nienawiści – ocenił.

Kaczyński zapowiedział także złożenie „zawiadomienia do prokuratury w sprawie zamordowania Lecha Kaczyńskiego”.

– Od momentu tragedii smoleńskiej, od tego czarnego dnia, minęło 13 lat i 6 dni. To długi okres w życiu człowieka, ale to także okres, który ma znaczenie w wymiarze historycznym. To już czas, w którym często zmienia się obraz świata, bieg historii. Historia staje lub rusza z miejsca. Tego rodzaju wydarzenia miały też miejsce w ciągu ostatnich 13 lat – powiedział Jarosław Kaczyński.

– Spójrzmy na ten okres z punktu widzenia tragedii, która tak bardzo wstrząsnęła Polską, patriotyczną Polską. Najpierw było naprawdę trudno, jeżeli chciało się dojść do prawdy. Ten cel, był dla wielu od początku celem głównym. Przeszkody były ogromne, a środki do wykorzystania naprawdę skromne – ocenił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że „od pierwszych godzin po tragedii zaczęło się od kłamstw”.Cztery lądowania czy generał, który pod wpływem alkoholu miał wpływać na decyzję o lądowaniu. Nieco później pojawiły się kłamstwa o strachu pilotów przed prezydentem. Pojawiały się też wiadomości o rzekomej kłótni na lotnisku. Wszystkie te opowieści były nieprawdziwe i z czasem zostały zdezawuowane – podkreślił prezes PiS.

Szef Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że jego środowisko oskarżano także o chęć wykorzystania tragedii narodowej do celów politycznych. – Niektórzy używali nawet określenia, że chcemy uczynić z niej polityczną pałkę. Mówiono, że zamiast prawdy o katastrofie wywołanej przez zderzenie ciężkiego i jeżeli chodzi o swoją konstrukcję bombowego samolotu z niewielką brzozą, wolimy walkę. Że chcemy ustalenia komisji Anodiny i Millera zakwestionować w jakimś niecnym celu – ocenił Jarosław Kaczyński.

– Byli ludzie, wydaje się, że było ich dużo, którzy w to wierzyli. Dlaczego wierzyli? Dlaczego po śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta państwa i bardzo wielu polityków oraz znanych osobistości z różnych dziedzin życia, po krótkim okresie zjednoczenia i autentycznej żałoby przyszedł czas nienawiści? To było coś całkowicie sprzecznego z polską tradycją. Tego do dziś nie potrafimy wyjaśnić, to powinni wyjaśnić historycy – stwierdził prezes PiS.

Jarosław Kaczyński: Dziękuję Antoniemu Macierewiczowi za żelazną wolę

Jarosław Kaczyński przypomniał, że w ciągu ostatnich 13 lat podjęto różnego rodzaju próby wyjaśnienia katastrofy. – Zorganizowano zespół pod przewodnictwem pana Antoniego Macierewicza. Powstały później konferencje smoleńskie, w których uczestniczyli nie tylko polscy naukowcy. To wszystko było jeszcze ciągle bardzo słabe [sic !!! md] . Nie z winy tych, którzy w tym uczestniczyli. Jeszcze raz muszę tutaj podziękować Antoniemu Macierewiczowi – powiedział szef Prawa i Sprawiedliwości, a wśród zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim uczestników obchodów rozległy się brawa i okrzyki: „Dziękujemy!”.

– Dziękuję mu za tę żelazną wolę, za upór – podkreślił Kaczyński. – Za to, że się nie cofał mimo, że mijały trudne lata, w których ten postęp ku prawdzie był trudny i, co za tym idzie, bardzo wolny – dodał.

Front walki z prawdą był potężny. Dominował w Polsce, ale także poza nią. Także w tych miejscach, co do których niektórzy mieli nadzieję, że stamtąd coś uzyskają. Nie będę dzisiaj, w czasie wojny na Ukrainie, w czasie zjednoczenia demokratycznego Zachodu, wymieniał konkretnych miejsc i przedsięwzięć, które się nie udawały, bo to nie ma sensu. Ale tak było: świat chciał zapomnieć i chciał wierzyć – a po części wciąż wierzy – w te wszystkie bzdurne opowieści, nawet te z samego początku – powiedział Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński o odpowiedzialności Putina: W sprawie zbrodni smoleńskiej dzieje się bardzo mało

Prezes PiS wspomniał, że „jeszcze niedawno od pewnego ważnego człowieka mogliśmy usłyszeć o czterech próbach lądowania, o nieodpowiedzialnym zachowaniu załogi”. – Dopiero to, co uczynili nasi ukraińscy bracia, ten niebywały, wydawałoby się – niemożliwy jeżeli chodzi o skuteczność opór – ta walka, która zadziwia dzisiaj cały świat, ta pomoc, której myśmy udzielili i której udzielili także przede wszystkim Amerykanie i Anglicy, doprowadziła do tego, że świat pod tym względem nieco ruszył z miejsca – powiedział Jarosław Kaczyński.

– Nieprzypadkowo użyłem słowa „nieco”, bo w dalszym ciągu idzie to trudno. Z jednej strony Putin jest postawiony w stan oskarżenia przez Międzynarodowy Trybunał Karny, a z drugiej strony, jeżeli chodzi o przedsięwzięcia międzynarodowe w sprawie zbrodni smoleńskiej, w sprawie, która – jeżeli chodzi o podjęcie decyzji była zbrodnią Putinadzieje się bardzo mało – ocenił Jarosław Kaczyński.

Kaczyński: Zostanie złożone zawiadomienie do prokuratury

Jarosław Kaczyński dodał, że „ostatnio coś się rusza, także w Polsce”. – Za chwilę złożone zostanie zawiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa z art. 134 Kodeksu karnego, przestępstwa zamordowania prezydenta Rzeczypospolitej – zapowiedział prezes PiS, a deklaracja została nagrodzona brawami.

– Polskie organy śledcze prowadzą śledztwo odnoszące się do katastrofy i jej przyczyn, ale takiego śledztwa ciągle nie prowadzą. Mam nadzieję i wyrażam ją w tym miejscu, że podejmą tę sprawę, że się nie cofną, że znajdą się odważni prokuratorzy. Dziś, żeby podejmować te sprawy, ciągle trzeba odwagi. Z góry za tę odwagę dziękuję – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński o osobach kwestionujących zamach: Zła wola i myślenie tunelowe

 – Mam, nadzieję, że za rok, jeżeli się tutaj spotkamy, w co wierzę, będzie można powiedzieć już nieporównanie więcej. Nie dlatego, że nie wiemy dziś, co się stało, bo każdy rozsądny człowiek wie. Opowieść drugiej strony jest z punktu widzenia fizyki i innych okoliczności całkowicie absurdalna i niemożliwa do przyjęcia dla nikogo rozsądnego – ocenił szef Prawa i Sprawiedliwości. – Tylko zła wola może w tym kierunku prowadzić, albo coś innego, co ma w Polsce bardzo szeroki zasięg – życie w informacyjnych bańkach i tak zwane myślenie tunelowe – dodał.

Jarosław Kaczyński dodał, że „takich ludzi w Polsce jest dużo”, ale ciągle wierzy, że wielu z nich można przekonać. – To też jest nasze zadanie, by ci którzy dotąd uwierzyć nie chcieli, którzy nie chcą uwierzyć nawet w czasie wojny na Ukrainie, widząc te wszystkie zbrodnie, jednak zmienili zdanie i uwierzyli – podkreślił. – Są oczywiście tacy, którzy nigdy nie będą chcieli uwierzyć i powiedzieć, że nigdy, bo to by uderzało w ich ego, w ich interesy, ich jakieś powiązania. Tych nie przekonamy. Całą resztę narodu musimy przekonać, to sprawa dla naszej przyszłości bardzo ważna – podkreślił prezes PiS.

Prezes PiS stwierdził, że katastrofa smoleńska była wydarzeniem tyleż tragicznym, co ogromnie istotnym. – Odnosiła się ona do spraw najważniejszych, do polskiej solidarności, suwerenności, a także – może niektórzy będą zaskoczeni – do polskiego ustroju. Spór który toczy się w Polsce, to spór o ustrój. Czy ma trwać ten, powołany po 1989 roku, lepszy od komunizmu, ale eksploatatorski, wykorzystujący ludzi, okradający miliony Polaków, w którym były głodne dzieci, w którym była nędza, czy to będzie ustrój, który te praktyki odrzuci, czyli ten który budujemy konsekwentnie od 2015 roku – ocenił Jarosław Kaczyński.

Jarosław Kaczyński: Dzień prawdy wkrótce nastąpi

– Ta katastrofa wpisuje się w ten spór, cytując Jana Olszewskiego, „czyja jest Polska”. Czy Polska jest Polaków, czy tylko niektórych Polaków, a może w ogóle nie Polaków, tylko tych, którzy są na zewnątrz naszych granic i chcą Polskę podporządkować – powiedział prezes PiS.

– Wyjaśnienie do końca i – w miarę możliwości – ukaranie odpowiedzialnych za zbrodnię smoleńską, ale także oszustwo smoleńskie, to jeden z warunków naszego ostatecznego zwycięstwa. Zwycięstwa tej lepszej Polski. Polski nieidealnej, ale w której dąży się do tego, by ludzie mieli równe prawa i by nikt nie cierpiał głodu, w której każdy może znaleźć miejsce – dodał Kaczyński.

Zdaniem szefa Prawa i Sprawiedliwości, „taka Polska jest nam potrzebna”. – Taka Polska jest Rzeczpospolitą, taka Polska wyrasta z tego, co w naszej historii było najlepsze, w tym z największego ruchu społecznego w dziejach świata czyli „Solidarności”. „Solidarności”, która powstała w dużej mierze dzięki świętemu Janowi Pawłowi II, który jest dzisiaj tak gwałtownie, brutalnie, niesprawiedliwie i obrzydliwie atakowany – dodał prezes.

– Potrzebne są miesięcznice, rocznice, aktywność i szukanie nowych dróg w dochodzeniu do prawdy, bo potrzebny jest dzień prawdy. On nastąpi, daj Boże już niedługo, i będzie kolejnym zwycięstwem polskich patriotów, „Solidarności”, będzie zwycięstwem Polski. Jestem pewien, że będzie to niedługo – podsumował Jarosław Kaczyński.

W odpowiedzi na wystąpienie prezesa PiS, zgromadzeni zaczęli skandować jego imię. – Dziękuję, że tu słyszę moje imię, ale bez mojego świętej pamięci brata nie mogłoby powstać Porozumienie Centrum i później nasze ugrupowanie. Dziękuję, ale Lech jest tutaj ważniejszy – dodał Jarosław Kaczyński.

=========================

Swoje kłamstwa dodał też A. Macierewicz:

Dziś zawiadomienie do prokuratury ws. zbrodni smoleńskiej

macierewicz-zawiadomienie-do-prokuratury

W Finlandii ożywiono dinozaura ! W dodatku – Jądrowego!! To jest Dinozaur na skalę naszych możliwości !!!

W Finlandii ożywiono dinozaura ! W dodatku – Jądrowego!! To jest Dinozaur na skalę naszych możliwości !!!

Ten reaktor w Finlandii jest CZTERY RAZY droższy, nic planowano, ruszył kilkanaście lat po planowanym terminie…

Złożone 3 grudnia 2003 roku zlecenie na budowę reaktora Olkiluoto 3 -już wykonano !!!

Poniżej – fakty na ten temat.

Niedoszłe energetyczne El Dorado

W Finlandii ruszają reaktor EPR zaprojektowany przed dwoma dziesięcioleciami. Koszty w stosunku do planowanych wzrosły czterokrotnie. Dinozaur.

O odpadach radioaktywnych z reaktorów w Polsce. To tykająca bomba jądrowa, której zapalnik został starannie schowany.

Przerażająca prawda o odpadach radioaktywnych ! USA siedzi na bombie. Niemożność zbudowania stałego zbiornika. Jeszcze tylko 25 tysięcy lat…

Elektrownia atomowa czy energia odnawialna? Kłamstwa UE. 50 minut. KOSZTY !

“Last Energy” !!! Amerykańska firma podpisała umowy w W. Brytanii i Polsce na 34 małe reaktory jądrowe… Brak licencji, ale oj-tam, oj-tam. Propaganda – i do przodu…

=======================

A poniżej – PROPAGANDA NA DWANAŚCIE FAJEREK, w wykonaniu dyżurnych pismaków:

————————-

Ruszył potężny reaktor atomowy. Gigant na europejską skalę

https://www.tvp.info/69212710/finlandia-uruchomila-potezny-reaktor-atomowy-to-gigant-na-europejska-skale-niemcy-wygasili-gasza-elektrownie-jadrowe

Niemcy zrezygnowały z energii atomowej i wygasiły swoje reaktory. Tymczasem Finlandia uruchomiła najpotężniejszy w Europie reaktor jądrowy, którego konstrukcję opracowały firmy z Niemiec i Francji. Reaktor Olkiluoto 3, który rozpoczął dziś regularną pracę dysponuje mocą 1600 megawatów i pokryje zapotrzebowanie na energię elektryczną w 14 procentach w skali całego kraju.

Budowę gigantycznego reaktora Finlandia rozpoczęła w 2005 roku. Wraz z pozostałymi dwoma reaktorami – o mocy 880 MW elektrownia Olkiluoto, pokryje 30 procent zapotrzebowania całego kraju na energię elektryczną. Oddanie jej do użytku było przez kilkanaście lat wielokrotnie odkładane. Koszty budowy przewyższyły kilkukrotnie pierwotne szacunk i wyniosły około 13 miliardów euro.

Europejski gigant atomowy

Europejski Reaktor Ciśnieniowy trzeciej generacji, w skrócie EPR (ang. European Pressurized Reactor) został zaprojektowany przez koncerny francuskie EDF i Framatome oraz niemiecki Siemens. Na świecie do tej pory takimi reaktorami dysponowały wyłącznie Chiny. Tymczasem Niemcy jako pierwszy kraj na kontynencie całkowicie rezygnowały a energii atomowej i całkowicie zamknęły swoje elektrownie jądrowe. Zamierzają także radykalnie ograniczyć wszelkie wydatki związane z baniami nad technologią nuklearną. Decyzje Berlina są mocno krytykowane w kraju gdzie podkreśla się, że ta decyzja, podjęta w dobie narastającego kryzysu energetyczne, podyktowana jest wyłącznie względami ideologicznymi. Może narazić Niemców na niedostatek energii elektrycznej w sytuacji gdy istnieją technologie bezemisyjnych reaktorów jądrowych.

Polska elektrownia atomowa

Prace nad budową elektrowni atomowej w Polsce posuwają się energicznie. Polska Grupa Energetyczna i ZE PAK ogłosiły powołanie spółki o nazwie PGE PAK Energia Jądrowa, która zajmie się, wraz z partnerem koreańskim, budową elektrowni jądrowej w Pątnowie. Strony planują, że spółka celowa przeprowadzi kolejny etap współpracy, jakim będzie: studium wykonalności, badania terenu oraz oceny oddziaływania na środowisko na potrzeby planowanej budowy elektrowni jądrowej. reaktorów SMR, o czym mówił w rozmowie z portalem tvp.info wiceprezes Orlen Synthos Green Energy (OSGE) Dawid Jackiewicz. Te reaktory mają powstać w kooperacji z USA. W Polsce powstanie sześć małych reaktorów atomowych amerykańskiej firmy NuPower. W Waszyngtonie podpisana została już przez koncern KGHM stosowna umowa w tej sprawie umowę. Reaktory mają mieć łączną moc ponad 400 megawatów.

===================

MAIL: Obajtek – prorok bezpieczeństwa. On wie z góry:

…Co najmniej jeden nowoczesny i w pełni bezpieczny SMR – mówi Daniel Obajtek

Pleśniakowiec lśniący: jak się pozbyć tego szkodnika. Pindy z UE polecają: Zjeść.

Pleśniakowiec lśniący: jak się pozbyć tego szkodnika.

2021-05-31 plesniakowiec-lsniacy-jak-sie-pozbyc-szkodnika

Gdzie można znaleźć pleśniakowca lśniącego i jak się go pozbyć: poradnik. Wyjaśniamy czy są to groźne szkodniki, które mogą pojawić się w domu oraz przedstawiamy skuteczne sposoby zwalczania pleśniakowców.

Pleśniakowiec lśniący (Alphitobius diaperinus Panzer), inaczej nazywany czarnym chrząszczem ściółkowcem, jest szkodnikiem wtórnym, żerującym w spleśniałym ziarnie. Larwy i dorosłe osobniki pleśniakowca występują w gnijących materiałach organicznych i mącznych produktach. Szkodnik żeruje w paszy dla drobiu. Licznie gromadzi się wokół poideł i karmideł, i tam żywi się paszą. Szczególnie upodobał sobie lekko wilgotną ściółkę.

Pleśniakowiec lśniący występuje w magazynach i spiżarni, gdzie przechowywane są produkty spożywcze np. mąka, kasze, ziarna zbóż. Gdy w magazynach warunki przechowywania są bardzo złe to mogą pojawić się w nich szkodniki.

Samice pleśniakowca składają jaja pojedynczo lub w złoża po 14-20 na substrat albo produkt, mocując je za pomocą klejącej wydzieliny. Najlepsze miejsce do złożenia jaj powinno być zamaskowane, takie jak szczeliny i szpary ścian i podłóg. Samice tych szkodników są w stanie w ciągu życia złożyć ponad 2000 jak, ale najczęściej 200-400 sztuk. Im wyższa temperatura ok. 30 st. C tym rozwój jajek następuje szybciej. Stadia larwalne i osobniki dojrzałe mogą przemieszczać się do konstrukcji kurnika. Tam podgryzają konstrukcje drewniane, wgryzają się w ciało martwych i chorych kurcząt, żerując pod ich skórą. Pleśniakowiec przenosi wiele groźnych dla drobiu mikroorganizmów chorobotwórczych, takich jak: wirus choroby Mareka i białaczki drobiu, Salmonellę, E. Coli, paciorkowce.

Jeżeli kurzy nawóz stosowny jest na pola blisko siedzib ludzkich, to pleśniakowce mogą być poważnym zagrożeniem dla ludzi. Te szkodniki zjadają artykuły spożywcze jak otręby i płatki oraz  jabłka, gruszki, banany, ogórki, pomidory, brzoskwinie.

Jak się pozbyć pleśniakowca lśniącego

[Można też złapać delikatnie, by się nie przestraszył, i – choć 1 000 000 sztuk – wysłać do Rządu.: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Warszawa Al. Ujazdowskie 1/3 00-583 Warszawa

MD

Przy stawianiu budynków (głównie kurników), należy wykorzystywać materiały izolacyjne odporne na uszkodzenia powodowane przez pleśniakowca. Z kurników należy usuwać jak najczęściej kurzak i wymieniać ściółkę. Aby pozbyć się pleśniakowca można użyć wrogów naturalnych tych szkodników, np.: mikroorganizmy chorobotwórcze, pasożytów i drapieżców. Ale dopiero po szczegółowych badaniach. Można również zahamować rozwój jaj pleśniakowca po obniżeniu temperatury do 10 st. C. A przy temperaturze -5 st. C utrzymywanej w pomieszczeniu przez tydzień lub dłużej, zginą wówczas wszystkie stadia rozwojowe i osobniki dorosłe pleśniakowca. Do zwalczania pleśniakowca można też zastosować ogrzewanie pomieszczeń temperaturą powyżej 48 st. C przez 10-12 godzin.

„Czają się w kuchni, łazience, sypialni! Znasz te insekty?”[w oryg.]

===============

W sklepach „spożywczych” szukać pod jego łacińską nazwa: Alphitobius diaperinus Panzer

================

mail:

Józef Piłsudski w oficjalnym rozkazie: „…bez żadnej korzyści dla wojny oprócz zadowolenia rozdziwaczonej pindy”.

Statki UFO wysyłają sondy na Ziemię? To teoria „naukowca” z Pentagonu

Statki UFO wysyłają sondy na Ziemię? To teoria naukowca z Pentagonu

15.04.2023, pentagon-o-ufo-statki-macierzyste-wysylaja-sondy-na-ziemie

Urzędnik Pentagonu odpowiedzialny za badanie UFO przedstawił zaskakującą teorię. Wynika z niej, że tajemnicze pozaziemskie obiekty obserwowane w ostatnich latach w kosmosie mogą być w rzeczywistości sondami obcych ze statku-matki, wysyłanymi w celu zbadania Ziemi.[— dalej podobny bełkot. MD]

==================

Mirosław Dakowski:

Prostuję.

Jak widzimy, to nie „naukowiec”, tylko urzędnik. Dlaczego jednak urzędnik Pentagonu wypisuje i wygaduje takie brednie, nie jest jednoznaczne.

Nie jest to też „teoria”, lecz bajda, w najlepszym razie hipoteza bez uzasadnień. .

Znane, pewne fakty naukowe wskazują, że prawdopodobieństwo powstania życia w skończonym czasie, w sposób przypadkowy, jest równe ZERO. Tymczasem najróżniejsi fantaści, jak niejaki Karl Sagan na przykład, dostają miliardy na poszukiwanie czegoś, co istnieć nie może. To znaczy tak zwanych „obcych cywilizacji”.

Mianowicie nauka, to jest matematyka, chemia i biologia wskazują, że prawdopodobieństwo samoistnego powstania życia jest dokładnie czy w bardzo wielkim przybliżeniu równe zero. Argumentacja tych, którzy nie wierzą w Stwórcę, jest natomiast taka: „Przecież na Ziemi jest życie, więc prawdopodobieństwo powstania życia we Wszechświecie, czy choćby w naszej Galaktyce również jest równe Jedynce”.

Zapominają, nie chcą wiedzieć, że to wolna wola Stwórcy stworzyła życie na Ziemi. To, jak powiedziałem uprzednio, jest wynikiem analiz matematycznych a nie tylko wiary.

Należy wziąć pod uwagę, że wszystkie opowieści o zielonych ludzikach, czy ludzikach z Plejad, czy z innej planety Kryptonu, a również opowieści podnieconych pań, które zostały porwane przez kosmitów i wykorzystane seksualnie, to są opowieści między sobą sprzeczne.

A z tysiąca opowieści sprzecznych nie może wynikać jakakolwiek popierająca je prawda. Przecież wierzący w „kosmitów” nie mogą serio uważać, że to setki czy więcej „ras kosmicznych” równocześnie penetruje Ziemię?

Jak więc interpretować różne świadectwa a może nawet filmy, o obiektach poruszających się w sposób sprzeczny z prawami fizycznymi? Ponieważ prawa fizyczne, jak wiemy, obowiązują w całym Wszechświecie, znaczy to, że te widziane twory nie są tworami materialnymi. Są to więc jakieś projekcje tworów diabelskich, bo jak wiadomo diabeł jest Ojcem Kłamstwa.

Fakt, że obecnie urzędnik Pentagonu opowiada, publikuje Bajdy sprzeczne z matematyką i logiką wskazuje, że również tam starają się zwolennicy Ojca Kłamstwa zamącić świadomość, rozum ludzi. Możemy więc oczekiwać, że niedługo pojawią się jakieś hologramy, n.p. w przestworzach, na chmurach, pokazujące lądowanie UFO, lub przyjście „Zbawiciela”.

Wtedy będziemy już pewni, że jest to hologram antychrysta.

Piekielna gra wzywa do „wyzwolenia furii” przeciwko krytykom LGBT

Piekielna gra wzywa do „wyzwolenia furii” przeciwko krytykom LGBT

Na podst.: piekielna-gra-sprowokowala-strzelanine-w-nashville

Gra wideo przedstawiająca transpłciowego bohatera, który zabija krytyków LGBT, w tym księży, została opublikowana dwa miesiące przed strzelaniną w chrześcijańskiej szkole w Nashville w stanie Tennessee.

W poniedziałek 27 marca 28-latka Audrey Hale zastrzeliła troje dziewięcioletnich dzieci i troje dorosłych w szkole w Nashville, w USA. Policja zabiła napastniczkę. Hale była uzbrojona w dwa karabiny szturmowe i pistolet.

Informacje o tożsamości płciowej Hale podał jako pierwszy komendant lokalnej policji, John Drake. 28-latka twierdziła, że „choć urodziła się w ciele kobiety, jest mężczyzną”.

W wywiadzie dla NBC komendant stwierdził, że do strzelaniny mogło dojść w związku z „urazą”, jaką sprawczyni żywiła „z powodu konieczności chodzenia do tej szkoły” w przeszłości.

Potworna gra

Część mediów w Stanach Zjednoczonych oskarżyła ruch LGBT o promowanie agresywnej retoryki, która doprowadziła do śmiertelnej strzelaniny w szkole w Nashville.

Potal breitbart.com donosi o grze komputerowej, która pozwala wcielić się w bohatera uciekającego z „faszystowskiego obozu koncentracyjnego dla osób transpłciowych”, który na drodze do wolności musi zabijać krytyków LGBT, w tym księży. Gra ma za zadanie „wyzwolenie stłumionej furii na tyranów krytykujących płeć” przy użyciu „arsenału śmiercionośnej broni”.

Nazwa gry, „Terfenstein 3D”, odnosi się pejoratywnego terminu TERF, który oznacza „zwolenniczkę radykalnego feminizmu, która uważa, że tożsamość płciowa kobiety transpłciowej nie jest uzasadniona i która jest wrogo nastawiona do osób transpłciowych i zróżnicowanych płciowo”. [Co za bełkot! Nic nie rozumiem – i zrozumieć nie warto. MD]

Gra jest spin-offem klasyki gier komputerowych Wolfensteina – najdłużej działającej serii strzelanek FPS, w której główny bohater, żołnierz armii amerykańskiej walczy ze złymi nazistami. Jednak w „Terfenstein 3D” nazistów zastąpili wrogowie LGBT, tacy jak duchowni religijni i krytycy transpłciowości, których należy zabijać.

„Gra przedstawia motywy LGBTQAI+, transpłciowe i feministyczne i pokazuje, jak wyglądałby powojenny apokaliptyczny świat, gdyby zwyciężyli faszyści płciowi. W tym dystopijnym świecie faszyści zabijają i wsadzają do więzień wszystkie osoby transpłciowe i queer, poddając je surowej terapii leczniczej, uwięzieniu i śmierci. Wcielasz się w uciekiniera z obozu i dokonujesz zemsty. Ta gra ujawnia bardzo realną transfobiczną przemoc, z którą spotyka się wiele osób transpłciowych za samo istnienie” – czytamy w opisie gry. Gra została wydana w połowie stycznia tego roku przez twórcę gier trans Sandrę Moen .

Źródło: breitbart.com

Raport rosyjskiej Dumy: Tysiące Ukraińców wykorzystanych jako króliki doświadczalne do badań nad bronią biologiczną z USA, co najmniej 20 osób zmarło.

Raport rosyjskiej Dumy: Tysiące Ukraińców wykorzystanych jako króliki doświadczalne do badań nad bronią biologiczną z USA, co najmniej 20 osób zmarło.

Apr., 13. thegatewaypundit-thousands-of-ukrainians-used-as-guinea-pigs

Śledztwo rosyjskiego parlamentu w sprawie działalności amerykańskich biolaboratoriów na Ukrainie wykazało, że co najmniej 4000 Ukraińców zostało wykorzystanych jako króliki doświadczalne w amerykańskich eksperymentach z bronią biologiczną, z czego co najmniej 20 zmarło, donosi Edward Czesnokow w Komsomolskiej Prawdzie.

————–

„Co najmniej 4 tysiące Ukraińców, w większości wojskowych, stało się eksperymentalnymi królikami doświadczalnymi w ramach amerykańskich badań nad niebezpiecznymi patogenami. Tylko w charkowskim biolaboratorium podczas „eksperymentów” zmarło około 20 żołnierzy sił zbrojnych Ukrainy, a około 200 było hospitalizowanych, m.in. dlatego, że USA testowały na nich nielicencjonowane farmaceutyki” – pisze Czesznokow.

Jednym z celów było stworzenie wirusów za pomocą „sterowanej ewolucji” i zbadanie, jak miejscowi mieszkańcy zareagują na pewne patogeny.

„Sterowana ewolucja” to kryptonim badań nad bronią biologiczną typu „gain of function” [wzbogacanie funkcji], jak ujawnił przzy ukrytej kamerze dyrektor wykonawczy Pfizera Jordon Trishton Walker dla Project Veritas w filmie wydanym w styczniu br..

„Z pomocą kijowskiego reżimu, USA stworzyły około 50 biolaboratoriów na Ukrainie, gdzie przeprowadzano nielegalne eksperymenty na mieszkańcach Ukrainy”, jak twierdzi deputowana Dumy Irina Jarowaja, członek komisji śledczej ds. biolabów, która nazwała program badań biologicznych „nowym projektem Manhattan”.

Według tej deputowanej amerykańska aktywność w zakresie badań biologicznych rozpoczęła się na Ukrainie zaraz po 1991 roku od programu Nunn-Lugar prowadzonego przez Agencję Redukcji Zagrożeń Obronnych (DTRA) Pentagonu.

„Ambasada USA w Kijowie faktycznie pracowała jako placówka Pentagonu, wysyłając próbki biologiczne, w tym wirusy i patogeny, pocztą dyplomatyczną w obie strony, aby ukryć prawdę przed resztą świata”.

Yarovaya nazwała te działania „potwornym nadużyciem kanałów dyplomatycznych”.

Według blogera WarClandestine w 2005 roku ówczesny senator Barack Obama odwiedził byłe sowieckie obiekty biologiczne i chemiczne na Ukrainie i „założył amerykańskie korzenie Deep State na Ukrainie”. Po 2005 roku Black & Veatch, zleceniobiorca agencji DTRA, zbudował i zmodernizował 8 biolabów na Ukrainie, w tym biolaboratorium w Odessie do badania „patogenów, które mogą być wykorzystane w atakach bioterrorystycznych.”

Yarovaya zauważyła, że w przeddzień Majdanu w 2014 roku ukraiński parlament Werchowna Rada rozważał wprowadzenie zakazu działalności zagranicznych laboratoriów na Ukrainie. Ustawa została odłożona na półkę po sponsorowanym przez USA puczu, który był wspierany przez obecnego Wicesekretarza Stanu USA Victorię Nuland, obecnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Jake’a Sullivana i ówczesnego wiceprezydenta Joe Bidena, co potwierdziła sama Nuland w wyciekłej rozmowie telefonicznej w 2014 roku.

Po tym jak wiceprezydent Joe Biden został człowiekiem do spraw Ukrainy w administracji Obamy wiosną 2014 roku, firma Huntera Bidena Rosemont Seneca Technology Partners zainwestowała co najmniej 500.000 $ w amerykańską firmę bio-badawczą Metabiota z siedzibą w San Francisco, jak pokazują e-maile z laptopa Huntera Bidena.

Metabiota otrzymała następnie kontrakt o wartości 23,9 mln dolarów na prowadzenie biolabów na Ukrainie dla Pentagonu i CIA. Metabiota współpracowała z EcoHealth Alliance Petera Daszaka w programie PREDICT, który – jak podaje strona internetowa programu – został zainicjowany w 2009 roku w celu „wzmocnienia globalnej zdolności do wykrywania i odkrywania wirusów o potencjale pandemicznym, które mogą przenosić się między zwierzętami i ludźmi”, w tym ” rodziny koronawirusów, do której należą SARS i MERS”. Krytycy tacy jak Robert F. Kennedy Jr. zarzucają, że te „zapobiegawcze” badania są jedynie przykrywką rządu USA dla zakazanych badań nad bronią biologiczną.

Program PREDICT jest częścią programu Nowych Zagrożeń Pandemicznych (USAID Emerging Pandemic Threats) i był prowadzony przez Instytut Zdrowia UC Davis One – jak podaje jego strona internetowa.

W swojej książce „Prawda o Wuhan” były wiceprezes EcoHealth Alliance Andrew Huff zarzuca, że EcoHealth Alliance opracował wirusa SARS-CoV2 „w okresie jego zatrudnienia (od 2014 do 2016 roku)”, w ramach programu PREDICT, nad którym pracował Huff. Jak twierdzi Huff, szef EcoHealth Alliance Peter Daszak przyznał się do pracy dla CIA, która zainwestowała w EcoHealth Alliance i Metabiota poprzez firmę CIA typu venture capital In-Q-Tel.

Huff pisze, że widział również dowody „pozornego testowania eksperymentalnych leków, terapii i szczepionek na członkach ukraińskiego wojska i lokalnej ludności”.

„Do 2022 roku Ukraina planowała rozmieścić kompleksowy system wywiadu biologicznego na zlecenie Stanów Zjednoczonych” – zarzuca rosyjska deputowana Irina Jarowaja, podając powstrzymanie „możliwej 'biologicznej agresji” jako jeden z powodów rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

207-stronicowy raport nt. biolabów rosyjskiej Dumy zostanie teraz przesłany do zatwierdzenia przez Kreml, a następnie zostanie opublikowany do powszechnej analizy.

Źródło: GP

Link Tłyter na temat:

https://twitter.com/WarClandestine/status/1619886316371726341?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1619886316371726341%7Ctwgr%5Ee3191cf0294d5b8ffd9cd2798da18144da8697b7%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2F

www.thegatewaypundit.com%2F2023%2F04%2Frussian-duma-report-thousands-of-ukrainians-used-as-guinea-pigs-for-us-bioweapons-research-at-least-20-died%2F

https://twitter.com/Kanthan2030/status/1646128361935364096?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1646132283802533898%7Ctwgr%5Ee3191cf0294d5b8ffd9cd2798da18144da8697b7%7Ctwcon%5Es2_&ref_url=https%3A%2F%2F

www.thegatewaypundit.com%2F2023%2F04%2Frussian-duma-report-thousands-of-ukrainians-used-as-guinea-pigs-for-us-bioweapons-research-at-least-20-died%2F

Język kłamie głosowi a głos myślom kłamie…

Język kłamie głosowi a głos myślom kłamie…

Izabela BRODACKA 15 kwietnia 2023

W mojej klasie w szkole podstawowej był chłopczyk o podwójnym bardzo charakterystycznym nazwisku połączonym spójnikiem  „vel”. Kiedyś przyniósł do szkoły prawdziwy pistolet i wyszło na jaw, że jest synem jakiegoś  tajniaka, ubeka. Nie podaję tego bardzo rzadkiego podobno nazwiska bo noszą je, jak sprawdziłam, szanowani ludzie różnych szanowanych zawodów, którzy zapewne nic nie wiedzą o rodzinnym trupie w szafie. A może wiedzą i się tym nawet szczycą. W naszych czasach wszystko jest możliwe. Chłopczyk wielokrotnie odgrażał się w klasie, że jego ojciec kogoś z nas aresztuje i „wyśle na białe niedźwiedzie”.  Używał takiej retoryki, wyraźnie wyniesionej z domu.

Naiwnym wydaje się, że „vel” to coś w rodzaju „von” i  że nobilituje posiadacza podwójnego nazwiska. Tymczasem „vel” to łacińskie słowo, znaczące „czyli”. Jeśli występuje z dwoma nazwiskami, to wskazuje na to, że ktoś używał lub używa tych dwóch nazwisk. Zwykle przynajmniej jedno z nich jest fałszywe albo celowo zmienione po to, by jego właściciel mógł ukryć swoją tożsamość. Konstrukcję typu „Kowalski vel Nowak” spotyka się najczęściej w komunikatach policyjnych i w kronice kryminalnej.

Kolejne nieporozumienie językowe to nieprawidłowe użycie zwrotu: „między Bogiem a prawdą” zamiast prawidłowo: „Bogiem a prawdą”. „Bogiem a prawdą” oznacza „prawdę mówiąc”. Przywołuje obyczaj przysięgania na Boga aby nasze słowa uznano za prawdę. Przecież między Bogiem i prawdą nie można nic stawiać bo Bóg jest prawdą nawet w rozumieniu wyłącznie kulturoznawczym.

To przeinaczenie ma jednak swoją logikę. Sens tego powiedzenia grawituje od „ściśle rzecz biorąc” do „na marginesie”. Tak jakby między prawdą i prawdą była jakaś szczelina w której mieści się to co mówimy. To typowo postmodernistyczne podejście do prawdy.

Do języka potocznego wszedł obecnie termin: „zadziało się” używany zamiast: „ zdarzyło się”, „stało się”, „miało miejsce”. Kto to u licha wymyślił?  Przecież „zapodziało się” lub „zadziało się” znaczyło zawsze „zagubiło się”.

Nie chodzi mi o to, żeby wyśmiewać czyjeś błędy językowe czy nieporadność językową. Fascynują mnie jednak przemiany języka, te spontaniczne, mimowolne a nie zadekretowane tak jak idiotyczna zmiana zwrotu „na Ukrainie” na zwrot „ w Ukrainie” inspirowana polityką. Taką spontaniczną zmianą sensu słowa na dokładnie przeciwny jest używanie słowa „bynajmniej” nie w sensie przeczenia lecz potwierdzenia. Podobnie  w przeciwnym, pozytywnym sensie używane jest przez niektórych słowo „niestety”. Pamiętam z kabaretowego programu radiowego; „to moja narzeczona bynajmniej niestety”.

Każda zmiana języka zarówno spontaniczna jak i zadekretowana jest znacząca. Doskonale rozumiał to Orwell. Komunistyczną nowomową i jej rolą w niewoleniu społeczeństwa zajmował się w Polsce miedzy innymi wybitny socjolog Jakub Karpiński.

Podstawowy problem to rozróżnienie pomiędzy znaczącym i znaczonym. Pamiętna jest przedwojenna anegdota sądowa opisująca skazanie kobiety za nazwanie sąsiada „sufraganem”. Kobieta nie widziała zapewne co oznacza słowo sufragan ale zdecydowanie chciała sąsiada obrazić. Słowo neutralne może być zatem uznane za obraźliwe w zależności od intencji osoby je wypowiadającej. Inna wielokroć przytaczana anegdota mówi o procesie pewnego wieśniaka, który nazwał Franciszka Józefa starym pierdołą. Krakowscy językoznawcy poproszeni o ekspertyzę oświadczyli zgodnie że „ stary pierdoła” oznacza  „szanowanego i lubianego starszego człowieka” i chłopina został uniewinniony.

Żarty językowe stają się z czasem normą językową. Boję się więc czasem nawet żartować. Na przykład historyka sztuki nazywa się u nas w domu „histerykiem sztucznym” na cześć pewnej damy tej specjalności, która była niezwykle pobudliwa i niezwykle nadęta. Muzykę klasyczną nazywamy „muzyką pogrzebową” od czasu gdy jeźdźcy z tatersalu w Koczku zgłosili się do właściciela ośrodka ze skargą, że słuchamy muzyki pogrzebowej. Na niedogotowany makaron mówimy  „al dante” zamiast „al dente” od czasu gdy ku naszej radości tak usprawiedliwiał paskudną pastę bardzo miły kelner z restauracji w Siemianach nad Jeziorakiem. Pewnie myślał, że Dante lubił jadać surowe kluchy. Zamiast „mam to w nosie” mówimy „mam to w nosiu” ponieważ politycy i dziennikarze nagminnie  mówią „ w cudzysłowiu” zamiast poprawnie „w cudzysłowie”. 

Te żarty to nasz rodzinny slang, persyflaż. Ze zgrozą myślę, że usłyszę kiedyś te same słowa wypowiadane zupełnie serio przez dziennikarza lub polityka. Podobnie jak zupełnie serio dziennikarze mówią „w tych pięknych okolicznościach przyrody” choć te słowa padły jako dowcip z ust Jana Himilsbacha w satyrycznym filmie  „Rejs” Marka Piwowskiego, a inny frazeologizm o żartobliwej proweniencji: „i to by było na tyle” jest też coraz częściej przez nich używany na serio.

To znak czasów, signum temporis. Kiedyś to lud psuł język elit. Na przykład mówiąc „ kontrol” zamiast kontrola, albo „sosza” zamiast „szosa”. Również używając jako przerywnika niecenzuralnych słów. Obecnie język ludu, czyli nas wszystkich, psują elity. Elity władzy, elity mediów, elity naukowe.  Oto jeden z przykładów.  Małgorzata Kidawa-Błońska odczytując  z mównicy sejmowej nazwę dzieła Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” przekręciła ją na: „O obrotach stref niemieckich”.Chciałabym wierzyć, że był to tylko lapsus. A może to wręcz przejęzyczenie freudowskie? Inny przykład. Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego Inga Iwasiów podczas demonstracji na szczecińskim Placu Solidarności bodajże w 2020 roku używała w swoim wystąpieniu wyjątkowo wulgarnych słów. Cytuję dosłownie : „jebać PiS i wypierdalać”. W jej obronie stanęli miedzy innymi dr Mikołaj Iwański, prorektor Akademii Sztuki w Szczecinie oraz dr hab. Tomasz Kitliński z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. No cóż. Ideał Uniwersytetu jako świątyni  wiedzy i kultury sięgnął bruku. Chciałabym jednak mieć nadzieję, że pani profesor stylizuje się tylko na ulicznicę.

 I jej język kłamie głosowi a głos myślom kłamie.

Artyści kina

 Małgorzata Todd  artysci

Szanowni Państwo!
           Moim zdaniem, jedynymi prawdziwymi artystami, jakich film jeszcze zatrudnia są, krawcy i szewcy. Kostiumów przybywa w takim tempie, że wkrótce trzeba będzie wynająć na magazyny pół Warszawy, żeby pomieścić wszystkie. Stroje filmowe bywają piękne, zwłaszcza te z dawnych epok, co powinno nas cieszyć, bo to jedyne piękno, jakie film ma nam do zaoferowania. Reszta ekip filmowych to uzurpatorzy do tytułu „artysty” sponsorowanego. Im sponsor bardziej wpływowy, tym „artysta” bardziej „artystyczny”.
           Reżyserzy w Polsce wyspecjalizowali się w poprawianiu takich tam byle Szekspirów, Wyspiańskich, czy Mrożków. Scenarzyści nadają filmom „artyzm”, nasycając je wulgaryzmami do granic śmieszności. Ale tu ścierają się sprzeczne interesy – twórców dialogów, z twórcami kostiumów. Za czasów „Bel epok” nie używano na co dzień rynsztokowego języka, no może z wyjątkiem dorożkarzy. Trudno jednak całą fabułę umieścić w dorożkarskim środowisku.

I tu twórcy najnowszego serialu wpadli na genialny pomysł. Fabułę umieścili w burdelu! Dogodzili tym samym zapewne wszystkim lobbystom, razem wziętym.
           A jest tych lobbystów zapewne nie mało. Mosad dba o to, żeby w „naszych” filmach historycznych zastępować polskich bohaterów, żydowskimi. Rosjanie żadnej prawdy historycznej nie przewidują w filmach, nad którymi rozciągają dyskretną pieczę. Niemcy dbają o zastępowanie Niemców „nazistami” niewiadomego, albo wręcz polskiego pochodzenia i nie dopuszczają prawdy o Drugiej Wojnie Światowej.
           Hojni sponsorzy idą też z duchem czasu i dofinansowują na przykład film Agnieszki Holland w nadziei, że zdemaskuje „pisowski reżym”. Ukaże całe „polskie bestialstwo” jakiego dopuszczają się polscy pogranicznicy na „bezbronnych uchodźcach” atakujących polską granicę przy pomocy prymitywnych narzędzi, jak na przykład siekiery, w jakie wyposaża ich ZBiR. Polskie służby bezlitośnie zawracają ich tam skąd przyszli, czyli do Łukaszenki. Nie zdziwiłabym się, gdyby fabułę okraszono scenami masowych mordów dokonanych na „biednych uchodźcach”. Za fikcję i to w dodatku „artystyczną” nikt przecież odpowiedzialności nie poniesie, a przekaz pójdzie w świat. I o to właśnie chodzi! 

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd