SAFE… MEM-y

——————————-

[jakież to prze-mądre..]

—————————————————-

———————————–

———————————————————

—————————————————————–

——————————–

CIA planowała ukryć leki kontrolujące umysł w szczepionkach 70 lat temu

Dokument: CIA planowała ukryć leki
kontrolujące umysł w szczepionkach 70 lat temu

https://world-scam.com/Pages/Pl/Dokument.pdf [Ładniej masz w oryginale. md]
25 lutego 2026 r.
(C) Raport 24/SI


Czy słyszeliście kiedyś o „Projekcie Artichoke”? Był to amerykański projekt wywiadowczy,
którego celem było pranie mózgu ludziom. Badano, czy substancje chemiczne i leki
zmieniające umysł mogą być dystrybuowane poprzez szczepionki, a nawet żywność i
napoje.
To, co przez lata odrzucano jako szaloną teorię spiskową, teraz zostało udowodnione czarno na białym: sensacyjny, odtajniony dokument CIA ujawnia mroczne zakamarki amerykańskich agencji wywiadowczych. Już w latach 50. XX wieku CIA planowała pranie mózgu niczego niepodejrzewającym obywatelom za pomocą zmanipulowanych szczepionek i produktów spożywczych codziennego użytku. W świetle ostatnich lat pandemii koronawirusa i masowych kampanii szczepień te rewelacje przyprawiają o dreszcze.
Siedmiostronicowy dokument zatytułowany „Specjalne badania nad karczochem”, datowany na 23 kwietnia 1952 roku, który niedawno pojawił się w internetowej czytelni CIA, ujawnia bezwzględne plany rządu USA. Cel ściśle tajnego „Projektu Karczoch” (1951–1956): absolutna kontrola nad ludzkim zachowaniem. Propozycje zawarte w tajnym pliku są niemal bezprecedensowe w swojej perfidii. Badacze CIA poszukiwali sposobów na tajne podawanie ludziom narkotyków. W dokumencie stwierdzono dosłownie: „Niniejsze badania powinny obejmować substancje chemiczne lub leki, które można skutecznie ukryć w artykułach codziennego użytku, takich jak żywność, woda, Coca-Cola, piwo, alkohol, papierosy itp.”.
Ale jest jeszcze gorzej. Agenci wywiadu planowali wstrzykiwać substancje psychoaktywne
bezpośrednio do krwiobiegu niczego niepodejrzewających osób – pod przykrywką szczepionek i zwykłych leków: „Ten rodzaj leku powinien być również stosowany podczas standardowych
zabiegów medycznych, takich jak szczepienia, zastrzyki itp.” Według doniesień „Daily Mail”,
CIA wykorzystywała do tych okrutnych eksperymentów osoby szczególnie wrażliwe: więźniów, żołnierzy i pacjentów psychiatrycznych. Nie było śladu „świadomej zgody”. Był to złowrogi prekursor niesławnego programu MK-Ultra.
Krytycy doszukują się analogii do lat pandemii koronawirusa.
Każdy, kto wierzy, że te machinacje należą już do przeszłości, jest w błędzie. Eksperci i krytycy dostrzegają alarmujące podobieństwa do niedawnej przeszłości – zwłaszcza do globalnej polityki wobec COVID-19 i bezprecedensowych kampanii szczepień mRNA.

Ben Tapper, chiropraktyk, który w czasie pandemii trafił na niesławną listę „Dwunastu Dezinformacji” za zadawanie niewygodnych pytań, ujmuje to zwięźle: „To nie jest spekulacja ani spisek. Powinno to głęboko zaniepokoić każdego Amerykanina, który ceni autonomię ciała i świadomą zgodę”.

Proces kowidowców

Proces kowidowców

Autor artykułu Marek Wójcik 15. marca 2026 world-scam/proces-kowidowcow

W czasie, kiedy nasza uwaga zwrócona jest na wojnę na Bliskim Wschodzie, mają miejsce niezwiązane z tą wojną wydarzenia, które są bardzo ważne. Wielokrotnie pisałem w tym blogu na temat rozprawy sądowej przed holenderskim sądem w Leeurwarden przeciwko propagatorom i twórcom kowida. Oskarżonymi są: Bill Gates, Albert Bourla, Mark Rutte (obecnie Sekretarz Generalny NATO), holenderscy urzędnicy państwowi i media kontrolowane przez państwo.

Jedną z powołanych biegłych w tej sprawie jest Sasza Łatypowa. Wydała wczoraj komunikat, z którego możemy się dowiedzieć o aktualnym stanie procesu przeciwko głównym sprawcom plandemii. Powrót do Holandii 22 października 2026 r. Źródło.

Na mocy prawa ściśle tajny dokument został po 70 latach opublikowany…

To, co przez lata odrzucano jako szaloną teorię spiskową, teraz zostało udowodnione czarno na białym: sensacyjny, odtajniony dokument CIA ujawnia mroczne zakamarki amerykańskich agencji wywiadowczych. Już w latach 50. XX wieku CIA planowała pranie mózgu niczego niepodejrzewającym obywatelom za pomocą zmanipulowanych szczepionek i produktów spożywczych codziennego użytku.

W świetle ostatnich lat pandemii koronawirusa i masowych kampanii szczepień te rewelacje przyprawiają o dreszcze.

Powyższy cytat pochodzi z opublikowanego 25.02.2026 r. na Report24.news artykułu: Dokument: CIA planowała ukryć leki kontrolujące umysł w szczepionkach 70 lat temu. Źródło.

Obsesyjna żądza kontroli nad wszystkim i wszystkimi jest efektem strachu rządzących przed ludźmi umiejącymi ciągle jeszcze myśleć logicznie. Spopularyzowano media społecznościowe, ograniczające w znacznym stopniu swobodę myśli. Schematyczne tworzenie wizji świata przez media zarówno te socjalne, jak i skorumpowane środki manipulacji dla propagowania jedynie słusznych poglądów, ma ułatwiać przenoszenie pożądanych sposobów myślenia właśnie po to, by wykorzystać wrodzone dla większości lenistwo umysłowe.

Role się odwróciły. Jeszcze 20 lat temu, przed erą smartfonów, częściej zdarzało się, że młodzi ludzie pomagali starszym i ułomnym, żeby bezpiecznie przejść przez ulicę.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Influencerzy pozywają Izrael. Nie zapłacili im milionów za propagandę

Influencerzy pozywają Izrael. Nie zapłacili im za propagandę

Paweł Czajkowski 10 marca 2026

ithardware/influencerzy_pozywaja_izrael_nie_zaplacili_im_za_propagande

Influencerzy pozywają Izrael. Nie zapłacili im za propagandę

Izraelski aparat dyplomacji publicznej znalazł się w centrum sporu prawnego dotyczącego wynagrodzeń dla osób zaangażowanych w kampanie informacyjne prowadzone po wydarzeniach z października 2023 roku. Według doniesień izraelskiego dziennika Calcalist byli współpracownicy państwowego departamentu odpowiedzialnego za komunikację strategiczną domagają się milionowych wypłat za pracę wykonywaną bez formalnego wynagrodzenia.

Pozwy skierowano przeciwko jednostce rządowej znanej jako dyrekcja dyplomacji publicznej. W Izraelu instytucja ta funkcjonuje pod nazwą Hasbara i odpowiada za komunikację międzynarodową oraz działania wizerunkowe państwa. Roszczenia zgłosiły firmy oraz prywatni kontrahenci, którzy według własnych relacji uczestniczyli w kampaniach medialnych i działaniach informacyjnych prowadzonych po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku oraz w trakcie wojny w Strefa Gazy.

Część aktywistów organizowała wydarzenia informacyjne oraz działania kontrujące demonstracje solidarności z Palestyńczykami.

Prywatne firmy żądają milionów szekli

Z pozwów wynika, że dwie prywatne spółki domagają się łącznie około dwóch milionów szekli od instytucji państwowej nadzorowanej przez kancelarię premiera. Firmy twierdzą, że świadczyły usługi produkcyjne oraz wspierały działania komunikacyjne skierowane do odbiorców zagranicznych. Jedna z firm udostępniała studio telewizyjne wykorzystywane do nagrań wystąpień polityków, w tym premiera Benjamina Netanyahu oraz byłego ministra obrony Yoave Gallanta. Przedsiębiorstwo twierdzi, że należne wynagrodzenie przekracza pół miliona szekli.

Drugą sprawę prowadzi firma Intellect. Spółka domaga się ponad 1,5 miliona szekli za działania prowadzone w Europie oraz finansowanie inicjatyw medialnych i logistycznych. Według ustaleń cytowanych przez dziennik prywatne firmy produkcyjne pełniły rolę pośredników w finansowaniu aktywistów i influencerów działających za granicą.

Eylon Levy poza pozwem, ale z roszczeniami

Jedną z osób powiązanych z kampaniami komunikacyjnymi był były rzecznik rządu Izraela Eylon Levy. Polityk pełnił funkcję oficjalnego rzecznika do marca 2024 roku. Levy nie występuje jako strona w pozwie. Według jego współpracowników uważa jednak, że również nie otrzymał części należnych środków. Rzecznik byłego urzędnika potwierdził, że nie zamierza on angażować się w postępowanie sądowe.

Levy pozostaje aktywny w mediach społecznościowych i nadal uczestniczy w debacie publicznej dotyczącej polityki międzynarodowej Izraela.

Chaos organizacyjny po wybuchu wojny

Z raportu cytowanego przez izraelskie media wynika, że po wydarzeniach z października 2023 roku aparat komunikacyjny państwa stanął przed problemami kadrowymi. W krótkim czasie rozpoczęto współpracę z licznymi freelancerami, firmami produkcyjnymi oraz aktywistami działającymi w internecie.

Część współpracowników pracowała bez formalnych umów z instytucjami państwowymi. Zamiast bezpośrednich kontraktów wykorzystywano pośredników z sektora prywatnego. Według relacji osób zaangażowanych w projekty praca organizowana była w sposób improwizowany. Wiele działań realizowano w trybie pilnym, a rozliczenia finansowe odkładano na później.

Działania w Europie i przed sądami międzynarodowymi

Jednym z elementów działalności komunikacyjnej była obecność aktywistów w międzynarodowych wydarzeniach politycznych i prawnych. W dokumentach sądowych pojawiają się informacje o finansowaniu podróży do Hagi. Według raportu środki przeznaczono między innymi na transport i logistykę osób uczestniczących w działaniach medialnych podczas rozpraw dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Biuro premiera Izraela przyznało, że w działalności dyrekcji dyplomacji publicznej mogły wystąpić nieprawidłowości w zakresie zawierania umów. Urzędnicy odmówili jednak szczegółowych komentarzy ze względu na toczące się postępowania sądowe.

Instytucja ta podlega bezpośrednio kancelarii premiera i odpowiada za koordynację komunikacji rządu w sprawach międzynarodowych.

Rosnące budżety na działania informacyjne

Równolegle z toczącymi się sporami finansowymi rząd zwiększył środki przeznaczone na działania komunikacyjne. We wrześniu 2025 roku zatwierdzono dodatkowy budżet w wysokości 150 milionów szekli dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych Izraela. Kwota ta została dodana do istniejącego funduszu wynoszącego około 520 milionów szekli przeznaczonych na działalność informacyjną państwa.

Minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar ogłosił także utworzenie nowego departamentu zajmującego się komunikacją w mediach społecznościowych. Jednostka ma współpracować z blogerami oraz influencerami internetowymi.

Kampanie „informacyjne” skierowane do środowisk akademickich

Rządowe inicjatywy komunikacyjne obejmowały również działania w środowisku akademickim za granicą. Minister ds. diaspory Amichai Chikli prowadził projekty skierowane do kampusów uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych. Programy te obejmowały działania informacyjne oraz kampanie mające wpływać na debatę dotyczącą definicji antysemityzmu w amerykańskim systemie prawnym. W kolejnych miesiącach ministerstwo zaproponowało także finansowanie lokalnych inicjatyw komunikacyjnych prowadzonych przez samorządy w Izraelu i za granicą

Pozwy przeciwko dyrekcji dyplomacji publicznej pokazują skalę działań [dez]-informacyjnych prowadzonych w czasie konfliktu. Sprawy sądowe mogą ujawnić szczegóły dotyczące finansowania kampanii medialnych oraz współpracy państwa z prywatnymi podmiotami.

Ludzie są pierdolnięci… MEM-y IV.

———————————————-

————————————————-

————————————————–

——————————————————

——————————————-

—————————————————-

———————————————————–

———————————————————

===================================

ATAK NUKLEARNY JEST NIEUNIKNIONY? Pędzą w głąb leju??

ATAK NUKLEARNY JEST NIEUNIKNIONY

theburningplatform/nuclear-attack-is-inevitable

Pomimo wezwań do inwazji lądowej w niektórych kręgach, biorąc pod uwagę połączenie bieżących wydarzeń na ziemi, odporność Iranu i logistykę, jest to [inwazja] po prostu niemożliwe. 

Dlatego Stany Zjednoczone stoją w obliczu ograniczonego zestawu opcji w obliczu eskalacji kryzysu egzystencjalnego. Zbieżność krajowego przetrwania politycznego, sojuszniczej desperacji, wojskowego wyczerpania i osobistej psychologii władzy wykonawczej tworzy szybkowar, w którym użycie taktycznej broni jądrowej przechodzi od absolutnego tabu do bardzo realnego ponurego rachunku strategicznego.

Centralnym elementem tego równania jest mściwa natura prezydenta Trumpa, cecha, która przekształca geopolityczne niepowodzenia w osobiste pretensje, potęgowane przez „czynnik Bibi”: czteroletnia obsesja Benjamina Netanjahu na punkcie konfrontacji z Iranem, która teraz osiąga punkt katastrofalnej desperacji, gdy każda strategiczna droga zawodzi.

Netanjahu poświęcił większość swojego życia politycznego konfliktowi z wyłaniającym się Islamskim Iranem. Przez czterdzieści lat opowiadał się, knuł i naciskał na zdecydowane działania. Teraz, gdy Izrael jest codziennie pod ostrzałem, a konwencjonalne opcje prawie wyczerpane, jego wpływ na Waszyngton staje się niestabilnym przyspieszaczem. Ale bardziej niebezpieczną zmienną może nie być izraelska presja na Amerykę, ale raczej Izraelska akcja niezależna od Ameryki. Izrael posiada broń jądrową. Zdesperowany Izrael, w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, może obliczyć, że tylko atak nuklearny może powstrzymać atak. Jeśli Izrael wystartuje pierwszy, Stany Zjednoczone natychmiast staną się współwinne. Pytanie przesuwa się z „czy Ameryka użyje broni nuklearnej?” do “jak reaguje Ameryka, gdy robi to jej sojusznik?”

Ten scenariusz wyzwala specyficzną i katastrofalną dynamikę eskalacji. Iran konsekwentnie zasygnalizował, że każdy egzystencjalny atak spotka się z nieproporcjonalnym odwetem na jego głównym adwersarzu: Izraelu. Atak nuklearny nie zmusiłby Teheranu do kapitulacji; gwarantowałby totalny atak Iranu skupiony w przeważającej mierze na izraelskich skupiskach ludności i prawdopodobnie centrum nuklearnym w Dimonie.

Odwet nie byłby mierzony; byłby egzystencjalny. Dla Trumpa stwarza to niemożliwe wiązanie. Jego mściwość wymaga ukarania Iranu, ale jego spuścizna zależy od ochrony Izraela. Jeśli Iran zemści się z niszczycielską siłą, Trump stoi przed dwoma wyborami: zaakceptować bliskie zniszczenie kluczowego sojusznika Ameryki, ugruntować swoją spuściznę jako prezydenta, który stracił Bliski Wschód, lub dalej eskalować. Każda ścieżka pogłębia bagno. Do tego dochodzi pytanie, czy Iran ma lub szybko nabywa broń nuklearną, która byłaby używana w jakiejkolwiek reakcji odwetowej.

Potęgowanie tej pułapki to całkowity upadek zaufania. Każdy dyplomatyczny zjazd wymaga minimalnej rezerwy wiarygodności między przeciwnikami. Administracja Trumpa systematycznie paliła każdy most. Precedens ataku 28 lutego w trakcie negocjacji zasygnalizował, że rozmowy nie są drogą do rozwiązania, ale chwytem, aby powstrzymać przeciwnika. Deeskalacja teraz prawie na pewno wymagałaby od Trumpa podjęcia znaczących, jasnych i weryfikowalnych jednostronnych pierwszych kroków: zawieszenia broni, złagodzenia sankcji i publicznych ustępstw. W obecnym klimacie takie działania nie byłyby odczytywane jako akt męża stanu; byłyby interpretowane jako kapitulacja przez wielu w Ameryce, zwłaszcza jego zagorzałych sojuszników.

Dla przywódcy, którego tożsamość polityczna opiera się na projekcji siły i eksploatowaniu postrzeganych słabości, jednostronna deeskalacja jest politycznie nie do odróżnienia od kapitulacji. Deficyt zaufania nie tylko komplikuje dyplomację; zbliża się do wyeliminowania jej jako realnego instrumentu.

Ten brak zaufania wzmacnia logikę eskalacji na każdym kroku. Iran, wierząc, że amerykańskie zapewnienia są bezwartościowe, nie ma motywacji do okazywania powściągliwości. Izrael, wątpiąc, że dyplomacja może powstrzymać zagrożenie, ma wszelkie zachęty do działania w pojedynkę. Trump, przekonany, że wszelkie oznaki słabości zostaną wykorzystane, nie ma przestrzeni politycznej, by oferować ustępstwa. System staje się samo-wzmacniający: nieufność usprawiedliwia agresję, agresja pogłębia nieufność, a przestrzeń kompromisu wyparowuje. Instytucjonalne poręcze – wojskowa struktura dowodzenia, Rada gabinetu, Nadzór Kongresu – zachowują teoretyczną wagę, ale są przytłoczone rozmachem kryzysu. Kiedy każdy aktor wierzy, że drugi działa w złej wierze, powściągliwość pojawia się jako wrażliwość, a zdesperowanemu człowiekowi eskalacja wydaje się jedyną racjonalną reakcją.

Konsekwencje globalne i krajowe, jakkolwiek katastrofalne, są dyskontowane w rachunku bezpośrednim. Precedens użycia broni jądrowej zniszczyłby reżimy nierozprzestrzeniania i wyrównałby globalną potęgę. Jednak w momencie presji egzystencjalnej to długoterminowe ryzyko jest podporządkowane zapotrzebowaniu na przetrwanie i zemstę. Krajowy sprzeciw pozostaje możliwy, ale stronnicze ekosystemy medialne i kreowanie izraelskiej ofiary mogą raczej zaostrzyć publiczną determinację niż ją złagodzić. Można zauważyć, że polityczny koszt postrzeganej słabości przewyższa koszt eskalacji.

Strach Trumpa przed negatywną spuścizną łączy się z silnym żądaniem ochrony sojusznika pod ostrzałem i ukarania przeciwnika, który jego zdaniem upokarza amerykańską potęgę od prawie pół wieku.

Podsumowując, decyzja opiera się na ostrzu noża, zaostrzonym przez pewność odwetu Iranu na Izraelu i niemożność odwrotu dyplomatycznego. Deficyt zaufania nie jest problemem peryferyjnym; to filar, który blokuje system w procesie eskalacji. Bez opcji naziemnej, bez wiarygodnego zjazdu z rampy, desperackiego sojusznika posiadającego zdolności nuklearne i mściwego lidera, który utożsamia kompromis z porażką, użycie broni jądrowej jawi się nie jako celowy wybór polityki, ale jako wyłaniająca się właściwość upadku systemowego.

Tabu przeciwko broni jądrowej trwa tylko tak długo, jak aktorzy uważają, że powściągliwość służy ich przetrwaniu. Kiedy przetrwanie jest postrzegane jako zależne od eskalacji i kiedy zaufanie – podstawowa waluta deeskalacji – wygasło, to, co nie do pomyślenia, staje się nieuniknione. Stany Zjednoczone mogą nie wykonać pierwszego ruchu, ale mogą nie być w stanie zatrzymać reakcji łańcuchowej, którą umożliwiły. Obawy Trumpa mogą nie być kształtowane przez jego decyzję, ale przez jego niezdolność do ucieczki od logiki, w której każda ścieżka naprzód prowadzi głębiej w katastrofę. Świat nie obserwuje debaty politycznej, ale rozwikłanie odstraszania, dyplomacji i powściągliwości w czasie rzeczywistym. Wynik nie zostanie wybrany, będzie kwestią przetrwania.

Boże dopomóż nam wszystkim.

Autor: Ashes of Pompei (Popiół Pompei)

Tłumaczenie: Ryszard Kulczyński

theburningplatform/nuclear-attack-is-inevitable

Dylematy optymisty: Czy III RP przetrwa?

Dylematy optymisty: czy III RP przetrwa?

Jarosław Luma konserwatyzm.pl/luma-dylematy-optymisty-czy-iii-rp-przetrwa/

Tytuł trochę prowokacyjny, zważywszy na fakt, że obecne państwo polskie istnieje i ma się dobrze (cokolwiek by to znaczyło). Urzędy działają, policja i sądy też, oświata kuleje ale jakoś funkcjonuje, a inwestycje publiczne postępują. W oficjalnych mediach słyszymy o dobrych wynikach makroekonomicznych, o wzrostach, o dużym potencjale gospodarczym Polski, o uznaniu, jakim cieszymy się na świecie. Niby wszystko jest w porządku z obecną magdalenkowo -okrągłostołową Polską ale patrząc na dość ,,gorące”  przetasowania na arenie międzynarodowej, czego objawem są liczne wojny i w Europie i poza nią, na tąpnięcia gospodarcze, spowodowane tymi wojnami, to sądzę, że… III RP w obecnym stanie nie przetrwa.

Na dowód podam tylko dwa poważne argumenty, które opisują słabość systemu społeczno-politycznego, w którym żyjemy, słabość, która jest wynikiem konstruktu zwanego III Rzeczpospolitą. Z założenia więc państwo polskie w obecnej konfiguracji jest produktem, na który gwarancja już wygasła. Dalsze użytkowanie nie jest zalecane – jak mawiają czasem napisy na niektórych produktach.

Jednym z powodów obecnego kryzysu jest fakt, że III RP powstała jako plan obcych służb (Zachodu, globalistów, etc.). To państwo, które zorganizowano na bazie ,,przegniłej” PRL czyli wcześniejszego projektu Związku Radzieckiego. Projekt ,,realnego socjalizmu” właściwie dobiegał końca już na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to już po stanie wojennym zapadła decyzja o końcu porządku jałtańskiego. Takim oficjalnym wyrazem zmian było ogłoszenie pieriestrojki w Związku Radzieckim i spotkania Gorbaczowa z Reaganem (Genewa, Reykjavik, Waszyngton), a o nadchodzących losie Polski dowiedział się gen. W. Jaruzelski na spotkaniu z D. Rockefellerem, co było pokłosiem tego, co zaplanowano w kręgach globalistycznych i finansowych świata.

Polska po ’89 roku nie była przypadkiem, nie wyłoniła się z niczego, nie odzyskała swojej niepodległości ani pokojowo ani w wyniku wysiłku zbrojnego ale zmieniła swojego protektora. (Uważam, że Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem polskim. Innego państwa po prostu nie mieliśmy). Oczywiście społeczeństwo polskie musiało otrzymać jakieś ,,optymistyczne” sygnały, jakże miło pasujące do naszej mentalności, typu podziemne struktury Solidarności (Państwo Podziemne?), rozmowy Wałęsy z oficjelami PRL-u, ,,okrągły stół”, wybory ,,czerwcowe”, dostęp do mediów. Właściwie to taki oddech wolności, który krył już w sobie zalążki kolejnego zniewolenia, bo był sterowany z zewnątrz.

Był to początek tego projektu zwanego III Rzeczpospolitą, w której przeżyłem całe swoje dorosłe życie i, mam nadzieję, dożyję jej końca. Wszystko na to wskazuje, że mam duże szanse na to, by tak się stało. Swój optymizm czerpię z faktu, że ci, co przejęli Polskę w latach osiemdziesiątych i ją starannie zaplanowali (nie, to nie było niechlujstwo, seria pomyłek czy przypisywana nam nieudolność w działaniu), sami są obecnie w olbrzymim kryzysie. Widocznie globalizacja weszła już w taką fazę, po której następuje już tylko domknięcie systemu, które zamienia się w chaotyczne porzucanie swoich aktywów. Był kryzys 2008 roku, była pandemia, jest wojna na Ukrainie, wojna z Iranem, tzw. zielony ład, wszechobecna cenzura. W rezultacie cały globalny plan zaczyna się zwyczajnie sypać, a wraz z nim projekt III RP traci swojego protektora.

I drugi argument za upadkiem III RP to w zasadzie jej przegniłe struktury państwowe, to ogromna korupcja, olbrzymie zadłużenie, biurokracja przewyższająca znacząco czasy przed ’89 rokiem. To wreszcie chaos w sądownictwie, którego skutkiem jest brak wiary Polaków w system prawny, upadająca służba zdrowia, oświata, której skutkiem jest ,,debilizacja” (słowo spopularyzowane przez p. B. Kopczyńskiego) dzieci i młodzieży. Wprawne oko obserwatora-amatora ale politycznego ,,fachowca” zauważa, że III RP nie nadaje się do jakiejkolwiek naprawy. Niektórzy się łudzą, że istnieje możliwość przeprowadzenia stopniowych zmian drogą parlamentarną: zmieniać prawo tak, by po kolei każda dziedzina naszego państwa była usprawniona i działała w służbie obywateli. Tak myślą zwolennicy Konfederacji Mentzena i Bosaka.

Moim zdaniem jest to niemożliwe, ponieważ III RP jest ogromną budowlą, złożoną z wielu (zbyt wielu) elementów, które są spójne ze sobą, składane latami w jedną konstrukcję (PRL plus III RP) ale w sumie powodują bardzo złe działanie całego systemu. Każde wyjęcie choćby jednego elementu (zmiana ustawy), powoduje konieczność zmian w szeregu innych. Przykładem niech będzie podział terytorialny kraju. Obecnie mamy trzystopniową strukturę podziału terytorialnego. Są gminy, powiaty, województwa. Narzekamy na biurokrację centralną ale to, co się dzieje w administracji lokalnej, to rodzaj potężnego pasożyta, żerującego na ciele Polski prowincjonalnej. Czy jakiekolwiek niewielkie zmiany poprawią sytuację?

III RP nie jest oczywiście bezbronna. Ma kilka milionów beneficjentów, którzy doskonale odnajdują się w taki właśnie przegniłym i źle zorganizowanym systemie. Są dodatkowo jeszcze inne państwa, które są zainteresowane właśnie taką słabą Polską.

Na naszych oczach jednak widzimy dalsze osłabianie się protektorów obecnej Polski, a dodatkowo sytuacja społeczno-gospodarcza będzie stale się pogarszała i Polacy wreszcie zauważą, że winą nie są liczne ,,błędy i wypaczenia” ustroju ale źle zaplanowana konstrukcja tego pookrągłostołowego państwa.

Jarosław Luma

Co i kto rządzi „Anglosasami”

Co i kto rządzi „Anglosasami”

Olaf Swolkień myslpolska/co-i-kto-rzadzi-anglosasami

Pompeo i Netanyahu

======================================

„Mimo, że w powszechnym odbiorze współczesna polityka, a na pewno amerykańska jawi się jako działalność pragmatyczna, cyniczna, nakierowana na realizację celów egoistycznych, wymiernych, biznesowych, jest ona skrajnie

      Paweł Lisicki

„Abstrakty rządzą historią… i Żydami także.”

Feliks Koneczny

„Związek Nowego Testamentu ze Starym jest jednak w gruncie rzeczy tylko powierzchowny, przypadkowy, ba, wymuszony, a jak już wspomniano, jedynego punktu zaczepienia dostarczyły nauce chrześcijańskiej dzieje grzechu pierworodnego, zresztą w Starym Testamencie odosobnione i z których dalej nie czyni się użytku.”

Artur Schopenhauer

Na krótko przed najnowszą odsłoną agresji Izraela i USA na Iran Tucker Carlson przeprowadził wywiad z amerykańskim ambasadorem w Izraelu Mikiem Huckabee’em. Zarówno treść wywiadu jak i okoliczności mu towarzyszące warte są uwagi i głębszego zastanowienia, gdyż podważają wiele opinii na temat motywów polityki amerykańskiej, a nawet na temat polityki i jej źródeł w ogóle. Z drugiej strony nasycone ideologią tak zwanego chrześcijańskiego syjonizmu wypowiedzi ambasadora wpisały się wzorcowo w brutalną agresję jaka nastąpiła potem. Jednocześnie były one ważnym impulsem toczonej w USA debaty na temat relacji żydowsko i izraelsko amerykańskich. Po raz pierwszy w najnowszej historii USA mówi się tam w sposób otwarty to co od długiego czasu tak zwani prości ludzie myśleli i mówili po cichu, a co wierzącym w ludzki racjonalizm teoretykom nie mieściło się w inteligenckich głowach i było wypychane ze świadomości za pomocą wygodnych, udających rozsądek i socjologię intelektualnych gotowców w rodzaju oskarżeń o tzw. teorie spiskowe, a przede wszystkim o czające się za jakąkolwiek krytyką Izraela czy żydowskich wpływów; antysemityzm czy wręcz nazizm. To także kolejny przykład tego jak technologia wpływa na bieg dziejów. Gdyby nie internet i nowe demokratyczne media, to głosy Carlsona, Candace Owens oraz innych bojowników o prawdę i honor w Ameryce mogłyby zostać łatwo zagłuszone, zresztą oboje są przykładem, że media tzw. głównego nurtu, w których wcześniej robili wielkie kariery, nie tolerowały ich postawy.

Jakiś czas temu w audycji Minął Tydzień cytowałem fragment wywiadu jaki Carlson przeprowadził z senatorem Tedem Cruzem, w którym republikanin powoływał się na cytat z Pisma Świętego mówiący, że Bóg błogosławi tym, którzy sprzyjają Izraelowi, zapytany o miejsce, nie umiał go wskazać, ale powołał się na szkółkę niedzielną, w której go o tym uczono. Kolega w czasie audycji stwierdził, że tą informacją skradłem mu pomysł na michałek. W wywiadzie z M. Huckabee’em sprawa została uściślona.

Chodzi o następujący fragment w rozdziale 12 Księgi Rodzaju: „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię; staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli i ja będę złorzeczył.” T. Carlson zapytał jak w takim razie należy rozumieć fragment rozdziału 15 tej samej księgi, który brzmi: „Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: „Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej (Nil – przyp. O.S.) aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat.”

Dyplomata nie potwierdził wprost aktualności tak daleko idących roszczeń terytorialnych, ale także ich nie zanegował, co wywołało niemrawy protest ze strony Arabii Saudyjskiej. Te wypowiedzi to przykład, że nie brana poważnie w Polsce, dosłowna interpretacja Biblii (taką interpretację przypisuje się głównie świadkom Jehowy) jest traktowana jak najbardziej serio przez ważnych amerykańskich polityków. Dyplomata został też zapytany czy porównanie przez Benjamina Netanjahu Palestyńczyków do Amalekitów oznacza, że Premier Izraela wzywa do realizacji także zawartych w Biblii następujących wersów: „Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły.”

Co więcej Jehowa miał pokarać Izraelitów za to, że oszczędzili „najlepsze owce i większe bydło”. W tym wypadku ambasador próbował jednak tłumaczyć słowa Netanjahu jako metaforę. Cały wywiad pełen jest uników i dwuznaczności, ale co uderzające; w żadnym wypadku amerykański ambasador nie zgodził się z jakąkolwiek krytyką Izraela i najwyraźniej serio traktował starotestamentową groźbę. Nawet ludobójcze działania w strefie Gazy uznał za zachowania bardziej humanitarne niż te stosowane przez armię USA, gdyż według niego wojsko Izraela ostrzega ludność cywilną przed pobytem w miejscach, które ostrzeliwuje, a armia amerykańska tego nie czyni. Potwierdzeniem dziwnego braku równowagi we wzajemnych relacjach było wcześniejsze przyjęcie przez Huckabee’ego w ambasadzie amerykańskiej Jonathana Pollarda – jednego z najgroźniejszych izraelskich szpiegów, którego w USA skazano na dożywocie i wypuszczono po niemal 30 latach.

Po osiedleniu w Izraelu Pollard nie wykazał skruchy, ale wręcz namawiał Żydów by naśladowali jego postawę. To posunięcie Huckabee’ego wobec izraelskiego szpiega było krańcowo różne od jego zachowania wobec Amerykanina. Choć spotkanie odbyło się z inicjatywy ambasadora, to ambasada USA odmówiła Carlsonowi nie tylko oficjalnej ochrony, ale nawet wysłania samochodu z szoferem na lotnisko, a wszystko w sytuacji gdy Izrael próbował wcześniej zastraszać rodzinę dziennikarza, a premier Netanjahu jego samego nazywał nazistą i antysemitą. W rezultacie wywiad miał miejsce w pomieszczeniu dla dyplomatów na lotnisku. Do kolejnego skandalu doszło po nagraniu, kiedy jak ich określa Carlson niezidentyfikowane zbiry zaczęły pod presją zatrzymania paszportów przesłuchiwać współpracowników Carlsona, pytając o to jak przebiegał wywiad, czy padały wrogie wypowiedzi, ale także o szczegóły nie związane ze spotkaniem na lotnisku.

Huckabee, z którym Carlson zna się od trzech dekad nie tylko nie interweniował, ale nazwał rodaka kłamcą, nie wysłuchawszy jego wersji. Podsumowując całą sytuację Carlson stwierdził, że ambasador jego własnego państwa, któremu jako podatnik płaci pensję, zarówno podczas wywiadu jak i wobec szykanowania amerykańskiego obywatela zachowywał się jakby był reprezentantem interesów Izraela, a nie Stanów Zjednoczonych, co słynny dziennikarz uznał za upokarzające. Ja natomiast miałem déja vue, bo pomyślałem o zachowaniu polskich polityków po morderstwie Damiana Sobóla przez armię izraelską i o śmierci dwóch Polaków w Przewodowie, w wyniku ukraińskiej próby wciągnięcia Polski do nie naszej wojny z Rosją.

Podobieństwa dotyczą jednak całej narracji jaką polska klasa polityczna z chlubnym wyjątkiem Grzegorza Brauna prowadzi wobec Izraela i Ukrainy. W rozmowie obu Amerykanów były zresztą inne elementy sugerujące, że tak jak Polacy są według  polskich polityków sługami Ukraińców, tak samo Amerykanie są sługami Żydów. Przez cały wywiad przewijała się kwestia wojen i amerykańskich interwencji na Bliskim Wschodzie. Carlson przypominał, że atak na Irak uzasadniany był fałszywymi informacjami, a sama wojna była w interesie Izraela, a nie USA, a on wolałby żeby zamiast prowadzenia wojen na drugiej półkuli zajęto się warunkami życia w jego dzielnicy w Ameryce. W odpowiedzi usłyszał, że Izrael broni „naszej” cywilizacji, także na granicy z Libanem. Huckabee zbagatelizował też problem agresywnego zachowania Żydów wobec chrześcijan odwiedzających Ziemię Świętą, którzy są często opluwani, (swego czasu podobnie potraktowano tam polskiego ambasadora).

W wywiadzie padło też kluczowe pytanie o to, kto według Huckabbee’ego jest Żydem. Odpowiedź zawierała trzy komponenty: język, etniczność i religię. Ponieważ jednak syjoniści zakładający Izrael byli nacjonalistami lub mocno komunizującymi ateistami mówiącymi w jidysz i najczęściej po polsku pozostała etniczność. Jednak Huckabee nie umiał odpowiedzieć na pytanie dlaczego Izrael nie przeprowadza w takiej sytuacji testów DNA wśród przybyszy z Europy i np. nie porównuje ich z wynikami Palestyńczyków. Dlaczego Netanjahu, którego przodkowie przez wiele wieków mieszkali na terenie Europy Środkowo-Wschodniej ma większe prawa do ziemi w Palestynie od muzułmanów i chrześcijan, którzy mieszkają tam bez przerwy od starożytności. Czy stosując podobną logikę pierwotni mieszkańcy mogliby żądać np. terenów Anglii powołując się na starożytne budowle jak te w Stonehenge? Wszystkie te wątpliwości spotykały się z jednym argumentem: Bóg obiecał Abrahamowi ziemię w Palestynie 3800 lat temu. W wywiadzie nie było o tym mowy, ale każdemu Polakowi powinna się w takim momencie zapalić czerwona lampka z napisem Polin czy Judeopolonia.

Huckabee ma za sobą długą i nie pozbawioną sukcesów karierę polityczną, jednak w świetle powyższych wypowiedzi dla jego politycznej tożsamości ważniejszy wydaje się fakt, że był także pastorem w kościele baptystów. Jest to jedna z wielu protestanckich sekt składających się na ruch tzw. ewangelistów wyznających osobliwą religię chrześcijańskiego syjonizmu. Ich liczbę w USA szacuje się na około 60 milionów. Nie należy ich w żadnym wypadku łączyć ze znanymi w Europie tradycyjnymi wyznaniami protestanckimi jak np. ewangelicy.

Ich praktyki religijne charakteryzuje emocjonalność, której erupcje następują podczas ogromnych mityngów, w czasie których doznają silnych uniesień, a nawet wpadają w swego rodzaju transy, na ogół pozostając pod ogromnym wpływem charyzmatycznych mówców i autorów bestsellerowych książek. Są zdyscyplinowanymi wyborcami kierującymi się wskazaniami liderów w wyborach politycznych. Paweł Lisicki w swoich znakomitych książkach, przedstawił wnikliwe analizy ich wierzeń, a ostatnia praca „Mesjasz i trzecia świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny” w całości poświęcona jest temu zjawisku i powinna stać się lekturą każdego kto chce je zrozumieć.

Wiara chrześcijańskich syjonistów w największym skrócie polega na uznaniu aktualności przyrzeczeń danych plemieniu Abrahama i jego następców. Jak godzą to z wyznawanym jednocześnie komponentem chrześcijańskim, dla którego kluczowa jest postać Jezusa i przekonanie, że jego przyjście na świat i męczeńska śmierć wypełniła dawne proroctwa, a uniwersalny chrześcijański kościół zastąpił naród wybrany?  Służy temu teoria dwóch równoległych dróg do zbawienia: jednej chrześcijańskiej, ale także drugiej, wywodzącej się wprost ze Starego Testamentu, która nadal obowiązuje.

Takim karkołomnym zabiegom sprzyja uprawiany w ostatnich dekadach przez kolejnych papieży tzw. dialogizm i zapoczątkowany przez „papieża Polaka” mit „starszych braci w wierze”. Chrześcijanie powinni więc jednocześnie miłować nieprzyjaciół, uznawać, że wobec Boga „nie ma Żyda ani Greka”, ale jednocześnie popierać współczesną wersję masakry Amalekitów i innych ludów czy jednostek, które tak jak Palestyńczycy czy Tucker Carlson sprzeciwiły się Izraelowi, a więc w domyśle woli Bożej.

Znani współcześni rabini nie ustają w zabiegach aby uzyskać od kolejnych papieży deklarację poparcia dla państwa Izrael opartą na Piśmie Świętym. Co więcej, „chrześcijańscy syjoniści” traktują Biblię dosłownie i drobiazgowo przypisują konkretnym zdarzeniom historycznym wypełnienie równie konkretnych proroctw sprzed kilku tysięcy lat. Nowy okres tych realizacji zaczął się w 1948 r. wraz z powstaniem nowoczesnego Izraela, kolejny etap to zajęcie Jerozolimy po agresji w 1967 r. oraz okupacja Samarii i Judei czyli Zachodniego Brzegu Jordanu. Następne jakie mają nastąpić to budowa Trzeciej Świątyni po wyburzeniu zajmujących stosowne miejsce jerozolimskich meczetów Omara i Al – Aksa.

Ponieważ jednak wywołałoby to wojnę z muzułmanami aby tego dokonać trzeba najpierw zdemolować jakiekolwiek zorganizowane siły mogące się temu przeciwstawić. Temu służyło zniszczenie Iraku, Syrii, Libanu i w ciąg takich działań logicznie wpisuje się konsekwentne dążenie do zniszczenia Iranu jako państwa z własną zaawansowaną technologicznie armią i infrastrukturą pozwalającą stawić znaczący opór regionalnemu hegemonowi.

Niektóre z interpretacji identyfikują również w Starym Testamencie Rosję i Moskwę jako wrogie siły Goga i Magoga z kraju Meszek i Tubal opisane w księdze Ezechiela. Co szczególnie niepokojące z tak odbudowanej świątyni najpierw panować ma Antychryst, a dopiero potem nadejdzie 1000 letnie panowanie Mesjasza.

Jak to możliwe, że kojarzeni w Polsce z pragmatyzmem, wolnością i realizmem Amerykanie ulegli tego typu szaleńczym wizjom i pozwolili podporządkować im swoją politykę?

Prawdopodobnie kluczowym momentem, który zaczął ten proces, a miał miejsce jeszcze na starym kontynencie było powstanie protestantyzmu, który położył znacznie większy nacisk na Stary Testament, a następnie emigracja jego najbardziej fanatycznych przedstawicieli do Ameryki. W ten sposób powstało państwo z jednej strony lokujące się w samej szpicy oświeceniowego postępu utożsamianego z rozumem, realizmem i prawami człowieka, ale którego obywatele karmieni byli stale opisami dokonywanych w imię Boga starotestamentowych masakr i jeszcze w XX wieku utrzymywali rasową segregację. Euforia i poczucie mocy związane z sukcesami w walkach z praktycznie bezbronnymi Indianami, łatwo podbijany bogaty, oszałamiający przyrodniczo i przyjazny klimatycznie kraj rodziły przekonanie, że Amerykanie także mają do czynienia z nową ziemią obiecaną, a sami są nowym narodem wybranym lub zaginionym plemieniem Izraela. Wszystko to o wiele bardziej pasowało do ducha Starego Testamentu niż do Chrystusowego „królestwo moje nie jest z tego świata.”

Można więc mówić o silnym pokrewieństwie ducha zrodzonym z podobnych mitów i splątanych z nimi doświadczeń. Jedna z ostatnich książek badającego te zjawiska E. Michaela Jonesa nosi znamienny tytuł: „Z Biblią i z karabinem. Wzrost, upadek i powrót amerykańskiej tożsamości.” (tłum. O.S.) Cytowany przez P. Lisickiego prowadzący przy pomocy najnowocześniejszych samolotów, rakiet i czołgów eksterminację uzbrojonych w karabiny i domowej produkcji rakiety arabskich mieszkańców Palestyny Premier Netanjahu ujął to następująco: „Nasze roszczenie do tej ziemi oparte jest na największym i bezspornym dokumencie w całym stworzonym świecie – Świętej Biblii. To Biblia dała nam prawo do tej ziemi.”

Kolejnym powodem przejmowania ideowej władzy nad amerykańskimi umysłami, a w konsekwencji nad polityką był upadek moralny i religijny tradycyjnych elit, które opisywał krytycznie np. C. Wright Mills w swojej popularnej kiedyś w Polsce „Elicie władzy”, a upadek których zanalizował ostatnio E. Todd w „Klęsce Zachodu”. Todd w odróżnieniu od Millsa wskazywał na pozytywne aspekty dawnego etosu znających się od pokoleń członków rodzin określanych w skrócie jako WASP – Biali, AngloSascy Protestanci.

Akta Epsteina i stopień deprawacji jaki się z nich wyłania to zwieńczenie dłuższego procesu, którego początek datuje się najczęściej na lata rewolucji obyczajowej lat 1960. Równocześnie z upadkiem moralnym i obyczajowym postępował też upadek wpływów politycznych. WASP tracili swoje pozycje kolejno w finansach, w sztuce, w nauce, we władzy sądowniczej, aż przyszła kolej na najbardziej widoczne pozycje jakimi są stanowiska wybieralnych, demokratycznych polityków. Postacie Baracka Obamy, ale także Donalda Trumpa i sporej części jego ekipy dobrze odzwierciedlają tę zmianę, trzeba jednak pamiętać, że polityka, którą widzimy to wierzchołek góry lodowej, zmiany na jej szczycie to rezultat długich i sięgających głębiej procesów.

W sytuacji upadku dawnych elit i zaniku tradycyjnych etosów wzrost znaczenia mniejszościowych, ale silnie zmotywowanych, a nie rzadko wręcz sfanatyzowanych grup religijnych był ułatwiony. Co więcej nakłada się na to kryzys moralny i doktrynalny Kościoła katolickiego. Jak trafnie podsumowuje to P. Lisicki: „Mniejsza, ale dobrze zorganizowana i mająca własny program wspólnota jest nieporównywalnie bardziej potężna niż wspólnota amorficzna, wewnętrznie sparaliżowana.” I znowu nasuwają się smutne analogie do współczesnego społeczeństwa polskiego i jego zadziwiającej podatności na manipulacje obcych, spojonych różnymi typami solidarności grup mniejszościowych.

P. Lisicki poświęca także fragmenty swojej książki datującemu się od prezydentury Ronalda Reagana nagłemu wzrostowi znaczenia wyznającej rasistowskie idee sekty Chabad-Lubawicz. W tym świetle inaczej należy spojrzeć na zgaszenie Chanuki w polskim sejmie przez Grzegorza Brauna. Symbole i rytuały są związane z ideami i tak samo jak tamte mają konsekwencje.

Religia, polityka, pieniądze, ludzkie namiętności mieszają się w historii od zawsze niczym w bulgoczącym tyglu. Dlatego stworzona przez Szekspira mająca miejsce w XV w. scena, w której Henryk V wysłuchuje uzasadnienia swoich pretensji do francuskiego tronu, a zawiłe zależności dynastyczne wyłuszczają niewiele z tego rozumiejącym wojownikom, mający w tym finansowy interes katoliccy zakonnicy, nadal tłumaczy politykę nie gorzej, a w wielu wypadkach lepiej niż analizy nawet utytułowanych autorytetów i ich słuchaczy, którzy nie mogą się nadziwić dlaczego Ameryka działa wbrew logice, rozsądkowi i interesom własnych obywateli. Fakt, że wielu Amerykanów wierzy niczym dawni krzyżowcy iż „Bóg tak chce” nadal nie może być ignorowany, choć miecze i kopie zostały zastąpione przez drony, rakiety, satelity i pozostające póki co w odwodzie bomby atomowe, tylko Chrystusa zastąpił krwiożerczy Jehowa.

W tym miejscu warto zauważyć, że postulat radykalnego zerwania ze Starym Testamentem pojawił się w chrześcijaństwie już w II wieku n.e. w postaci nauki Marcjona, który jednak przegrał i został uznany za heretyka. Z kolei autor motta tego artykułu Artur Schopenhauer patrząc na religie z zewnątrz wskazał na to co odczuwa każdy uważny słuchacz kolejnych czytań w czasie Mszy świętej. Trudno o większy kontrast niż ten jaki zachodzi między tekstami ze Starego i Nowego Testamentu. Ten pierwszy według wielkiego Gdańszczanina jest optymistyczny, skierowany na doczesny sukces, podczas gdy chrześcijaństwo przenosi nasze nadzieje na lepszy świat poza ziemską rzeczywistość, wzywa do wyrzeczeń i ascezy. Dlatego chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm według autora rozdziału  „O zaprzeczeniu woli życia” ma znacznie więcej wspólnego z wzywającymi do uwolnienia się z sansary buddyzmem i Wedami niż jak chciał JPII z religią  „naszych starszych braci w wierze”.

Roman Dmowski następująco przełożył to na realia polityki: „Niewątpliwie głębokie rozumienie i szczere wyznawanie zasad chrześcijańskich oraz zasad Ewangelii, które istnieją w katolicyzmie – bo protestantyzm nawrócił od Ewangelii ku staremu Testamentowi – nie godzi się z bezwzględnym egoizmem narodowym. Każe rozróżniać w walce  między narodami wojnę sprawiedliwą od niesprawiedliwej, potępia brak skrupułów w wybieraniu środków walki.”

Żyjemy w czasach ciekawych, więc takie pytania może powrócą. Tak jak u Szekspira w cieniu rozważań nad uzasadnieniami prawno – religijnymi toczy się tzw. realna polityka. Akcja na ogół wywołuje reakcję. W obliczu tak jawnego podporządkowania polityki amerykańskiej Izraelowi i lobby żydowskiemu w USA amerykańscy patrioci wracają do spraw upychanych od dekad w worku z napisem teorie spiskowe. Jeffrey Sachs przypomina, że zamordowany w do dzisiaj niewyjaśnionych okolicznościach JF Kennedy przeciwstawiał się uzyskaniu przez Izrael broni jądrowej, a jego politykę sabotowała CIA, T. Carlson pyta dlaczego nie ujawniono akt dotyczących ataku na WTC, Thomas Massie i członkowie ruchu MAGA mówią o wpływie AIPAC i nie pozwalają by bomby na Iran przykryły akta Epsteina. Z głębokiego cienia wyłoni się być może sprawa Rezerwy Federalnej, kreowania pieniądza z niczego, tego kto i dlaczego ma na to monopol. I wtedy zrobi się jeszcze ciekawiej.

Olaf Swolkień Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Odpryskowe furie psychiatryczne

michalkiewicz

Odpryskowe furie psychiatryczne

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    15 marca 2026

Epicka furia już dziesiąty dzień przewala się nad Bliskim Wschodem, a końca nie widać. Nawet najtwardsi amerykańscy twardziele chyba zaczynają odczuwać jaskółczy niepokój, bo właśnie zapytali prezydenta Donald Trumpa, kiedy skończy się wojna. Prezydent Trump, zamiast odpowiedzieć im wymijająco, że żadnej wojny nie ma – co wyjaśnił już ponad wszelką wątpliwość amerykański sekretarz do spraw wojny – że USA „nie są w stanie wojny z Iranem” – a „Epicka furia” jest jedną z form walki o pokój, która – jak wiadomo – nie skończy się nigdy – w niepojętym przypływie szczerości powiedział, że musi najpierw zasięgnąć opinii premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, Beniamina Netanjahu. I słusznie – bo skoro Beniamin Netanjahu z zagadkowych przyczyn nie tylko tę „Epicką furię” rozpętał, ale w dodatku nakazał prezydentu Trumpu wziąć na siebie główny ciężar furii – no to jasne jest, że tylko on wie, kiedy skończy.

Warto w związku z tym przypomnieć, że w bezcennym Izraelu w październiku mają odbyć się wybory do Knesetu, w których premier Beniamin Netanahu „wystartuje i je wygra”. Nie tylko wygra – bo jego popularność wśród Żydów jest podobna do popularności Adolfa Hitlera wśród Niemców po pokonaniu Francji w 1940 roku, a nawet większa – bo uporczywie krążą fałszywe pogłoski, jakoby Chabad Lubawicz miała go obwołać Mesjaszem – co szalenie skomplikowałoby dialog z judaszyzmem – więc „Epicka furia” powinna utrzymać się aż do tego czasu – a potem się zobaczy. Co prawda w USA w listopadzie też są uzupełniające wybory do Kongresu – ale jestem pewien, że prezydent Trump w sprawie zakończenia „Epickiej furii” będzie słuchał rozkazów Beniamina Netanjahu, bo w przeciwnym razie mógłby mieć piekło w Białym Domu – co, jak wiadomo, gorsze jest od śmierci.

Ponieważ dwukrotnie wydymani przez Amerykanów Kurdowie nie chcieli się dać wydymać po raz trzeci, prezydent Trump rozmyśla o wysłaniu do Iranu komandosów, a jak to nie wystarczy – to i regularnych wojsk. Jak tam będzie – tak tam będzie – bo przecież i prezydent Trump nie wie, co postanowi Beniamin Netanjahu ze swoimi kolaborantami – więc na wszelki wypadek przedstawia Amerykanom rozmaite „koncepcje” – jak powiedziałby Kukuniek.

A skoro już o Kukuńku mowa, to pora wrócić na teren naszego nieszczęśliwego kraju. Przez ostatni tydzień nie tylko cały nasz nieszczęśliwy kraj, ale i połowa miłującego pokój świata, wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na ogłoszenie przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego swojego faworyta na przyszłego premiera. Pojawiały się rozmaite „koncepcje” – ale w ubiegłą sobotę, 7 marca wszystko się wyjaśniło. Kandydatem Naczelnika Państwa na przyszłego premiera jest pan prof. Przemysław Czarnek, reprezentujący w PiS frakcję „maślarzy”. W jaki sposób zostanie on tym przyszłym premierem – tego na razie nie wiadomo, bo notowania PiS szorują na poziomie 22 procent, a w dodatku Mateusz Morawiecki przebąkuje o jakimści „stowarzyszeniu”, do którego wyprowadziłby z PiS swoich „harcerzy”, a wreszcie zdolność koalicyjna PiS jest znacznie mniejsza od zdolności koalicyjnej PSL, które ma zdolność stuprocentową, a w patriotycznych porywach – nawet większą.

Tymczasem ambasador USA w Warszawie, pan Tomasz Róża już po raz kolejny przestrzegł Naczelnika Państwa i jego wyznawców przed Grzegorzem Braunem. Jak pamiętamy, po raz pierwszy pan Róża powiedział, że każdy rząd w Polsce z udziałem Grzegorza Brauna byłby dla USA „problemem” – ale to jeszcze nic w porównaniu do jego reakcji na wizytę prezesa Konfederacji Korony Polskiej w ambasadzie Iranu w Warszawie. Powiedział pan Róża, że ani prezydent Trump, ani też on, Braunowi tego nie zapomni.

Nawiasem mówiąc, ja byłem pewien, że w Warszawie odkąd wybuchła „Epicka furia”, żadnej ambasady Iranu już nie ma, że budynek został wysadzony w powietrze, a personel wylądował w dole z wapnem – ale nie. Ambasada istnieje sobie jakby-nigdy-nic – bo przecież nie tylko Ameryka, ale i nasz nieszczęśliwy kraj nie jest w stanie wojny z Iranem – ale to jedna rzecz – a druga rzecz – że chociaż nie jesteśmy w stanie wojny, to do tej ambasady nie wolno chodzić pod rygorem strefienia. Toteż nic dziwnego, że pan Róża nie może ochłonąć ze zgrozy na widok strefionego Grzegorza Brauna, który w związku z tym ma przechlapane w ewentualnych kombinacjach na temat przyszłego rządu z premierem Czarnkiem na czele.

Nie wiadomo, czy Naczelnikowi Państwa wolno będzie zawrzeć koalicję i z Konfederacją – bo przecież Grzegorz Braun tam też był i nieźle musiał ją politycznie zakazić. W jaki zatem sposób pan prof. Przemysław Czarnek miałby zostać premierem – tajemnica to wielka, chyba, że stare kiejkuty dostaną od CIA rozkaz stworzenia kolejnej partii jednorazowego użytku – ale oczywiście większej od „Nowoczesnej” . PiS zawrze z nią koalicję i w ten sposób wybory zakończą się prawidłowo. Światło zostanie wyraźnie oddzielone od ciemności.

Tymczasem już 10 marca ma odbyć się u pana prezydenta Karola Nawrockiego spotkanie obywatela Tuska Donalda, obywatela Władysława Kosiniaka-Kamysza i prezesa NBP, Adama Glapińskiego w sprawie alternatywy dla SAFE. Stosowna ustawa została ostatecznie uchwalona przez Sejm 27 lutego i nie tylko vaginet obywatela Tuska Donalda, ale wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, a także prześwietna Generalicja naszej niezwyciężonej armii, zaczęli, jeden przez drugiego, nie tylko nawoływać pana prezydenta Nawrockiego do jej „niezwłocznego” podpisania, ale i grozić, że w przeciwnym razie, jako „zdrajca”, zostanie zaciągnięty przed Trybunał Stanu.

Kombinacja teoretycznie jest poprawna, bo w przypadku postawienia prezydenta przed Trybunałem, pełnienie przezeń urzędu zostaje „zawieszone”, a w tej sytuacji obowiązki prezydenta pełniłby Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz – ale w praktyce jest jeden point faible. Chodzi o to, że prezydenta przed Trybunałem Stanu może postawić dwie trzecie Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu – a nie wiadomo, czy obywatelu Tusku Donaldu udałoby się taką większość zmobilizować.

Na wszelki jednak wypadek pan prezydent uznał, że nie powinien ot tak, po prostu, ustawy o SAFE nie podpisać, tylko przedstawić korzystniejszą alternatywę. Rzecz w tym, że pożyczka SAFE jest oprocentowana „korzystnie”, niemniej jednak…. Po drugie – że jest obwarowana „mechanizmem warunkującym” co oznacza, że Komisja Europejska może pod byle pretekstem wstrzymać przekazywanie kolejnych transz pieniędzy i wreszcie po, trzecie, że – jak wychlapała pani Sobkowiak z vaginetu obywatela Tuska – cztery albo pięć procent kwoty 44 mld euro od razu zostanie przekazane Ukrainie. Obawiam się, że nie 5 a 15, a może nawet 50 procent trafiłoby na Ukrainę, gdzie oligarchowie zaczynają się już niecierpliwić.

Tymczasem pan prezydent wykombinował, że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych, NBP kupi te obligacje i będzie forsa na niezwyciężoną armię bez żadnego oprocentowania. Taka kombinacja jest konieczna ze względu na konstytucję, zakazującą finansowania deficytu budżetowego bezpośrednim kredytem NBP – ale ona jest już legalna. Forsa na wojsko zatem jest – ale obywatele Tusk i Kosiniak-Kamysz twierdzą, że jeśli nawet, to pożyczka SAFE MUSI być wzięta. Od razu widać, że nie chodzi o pieniądze, tylko o wkręcenie Polski w mechanizm przepoczwarzania jej w Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy.

Tymczasem 8 marca odbywały się w Polsce skromniutkie „manify” feministek domagających się realizacji „praw kobiet” Jedna z „ekspertek” powiedziała, że zaległości są tak wielkie iż na całkowite zrównanie w prawach musimy poczekać 266 lat.

O co tu chodzi? Wyjaśnia to Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” – „żeby Książę także zachodzić musiał w ciążę”. To rzeczywiście trudna sprawa, więc w tej sytuacji rozumiemy, iż musi to trochę potrwać.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wielka Brytania: Zamiast Churchilla, Jane Austen, Williama Turnera i Alana Turinga – borsuki, wydry, żaby i sowy.

Wielka Brytania – kraj coraz bardziej upadły. Dzikie pomysły Banku Anglii

15.03.2026 nczas/wielka-brytania-kraj-coraz-bardziej-upadly-dzikie-pomysly-banku-anglii/

Puszki-skarbonki stylizowane na brytyjskie funty. Zdjęcie ilustracyjne. /Foto: Pixabay
Puszki-skarbonki stylizowane na brytyjskie funty.

============================

W Wielkiej Brytanii „natura” zastąpi znane postacie na banknotach. W odpowiedzi na krytykę tej zmiany wizerunku funtów, Bank Anglii twierdzi, że ​​ten nowy kierunek graficzny pozwoli krajowi świętować inny ważny aspekt życia – ​​różnorodność biologiczną.

Bank Anglii poinformował np., że wizerunek Winstona Churchilla na banknocie pięciofuntowym zostanie zastąpiony wizerunkami lokalnej flory i fauny. Brytyjski premier nie jest jedyną historyczną osobą, której dotknie zmiana. Jego los podzieli też pisarka Jane Austen, malarz William Turner i matematyk Alan Turing, którzy stopniowo znikną z banknotów o nominałach 10, 20 i 50 funtów.

Te historyczne postacie zostaną zastąpione scenami z natury, podobno zgodnie z „decyzją większości Brytyjczyków” po konsultacjach zorganizowanych w ubiegłym roku przez Bank Anglii. Kolejne konsultacje zaplanowano jeszcze na lato tego roku i ma dotyczyć wyboru ilustracji lokalnej flory i fauny na banknoty.

Lista zostanie przedstawiona opinii publicznej, a wśród proponowanych zwierząt mogą znaleźć się borsuki, wydry, żaby lub sowy. Wywołało to oburzenie wśród kilku posłów. „Winston Churchill pomógł pokonać faszyzm w Europie. Zasługuje na coś więcej niż zastąpienie go borsukiem” – napisał Ed Davey, lider Liberalnych Demokratów, na portalu społecznościowym X.

Partia Konserwatywna również ostro zareagowała na tę sprawę. „Winston Churchill jest bohaterem. Nie powinien zostać zastąpiony przez wydrę” – oświadczyła ta partia opozycyjna na swoim oficjalnym koncie w serwisie X i wezwała do walki z pomysłami Banku Anglii.

Bank Anglii tłumaczy się, że ​​od ponad pięćdziesięciu lat honoruje historyczne osobistości, ale ten nowy kierunek wizerunku banknotów ma uczcić inny ważny aspekt kraju: różnorodność biologiczną. Według Victorii Cleland, szefowej działu emisji banknotów, ten projekt przy okazji uwzględnia również konieczność poprawy bezpieczeństwa w walce z fałszerstwami. Podobno wizerunki natury lepiej sprawdzają się przy mechanizmach uwierzytelniania. Nowe banknoty nie trafią do obiegu jeszcze przez kilka lat. Na razie będą przedstawiać portret króla Karola III, ale i te z wizerunkiem królowej Elżbiety II zachowają ważność.

„NEW BRITS” nie chcą pamięci Churchilla

Basil the Great @BasilTheGreat

BANK OF ENGLAND ANNOUNCES CHURCHILL WILL BE REMOVED FROM £5 NOTES

The Bank has said HISTORICAL FIGURES WILL BE REPLACED WITH WILDLIFE in a bid I’m sure to not offend „NEW BRITS” with our imperial past Nadeem Perera is one of the activists behind it Says it all

Zdjęcie

Zdjęcie

222,3 tys. wyświetleń

Szokujące dane Straży Granicznej: Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę

Jan Cichocki gloria/Szokujące dane

Szokujące dane Straży Granicznej! Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę 

Szokujące dane Straży Granicznej: pół miliona Ukraińców wraca do strefy wojny, a Polska otwiera drzwi na oścież? 

Gdzie jest kontrola rządu? 

Pełna analiza w filmie! Czy widzieliście te liczby? Od 1 grudnia 2025 r. do 7 stycznia 2026 r. aż 887 346 obywateli Ukrainy wyjechało z Polski z powrotem na Ukrainę – kraj wciąż trawiony wojną, ostrzałami i niepewnością.

A potem? Tylko w styczniu ponad 606 tysięcy z nich wróciło do Polski, wlewając się przez granice jak fala bez końca. To nie przypadek. To system pełen luk, a polskie władze udają, że wszystko gra. Film ujawnia prawdę, której rząd Tuska nie chce widzieć:

Wyobraźcie sobie: ludzie uciekający przed „rakietami Putina” masowo wracają do strefy konfliktu… Po co? Na wakacje? Do rodziny?

A może to karuzela, w której Ukraińcy testują granice polskiej gościnności, wielokrotnie wjeżdżając i wyjeżdżając, by przedłużyć status uchodźcy? Dane Straży Granicznej nie kłamią – to oficjalne statystyki, które władze próbują zamieść pod dywan. Gdzie są weryfikacje? Dlaczego nie ma rygorystycznych kontroli: kto naprawdę ucieka przed wojną, a kto nadużywa systemu?

Ta graniczna karuzela to nie tylko marnotrawstwo miliardów złotych z naszych podatków na pomoc „uchodźcom” – to luka bezpieczeństwa wielkości szopy. Ilu z nich naprawdę potrzebuje ochrony? A ilu wykorzystuje Polskę jako bazę wypadową, krążąc między wojną a socjalem? Rząd PiS obiecywał szczelną granicę, Tusk obiecywał „humanitaryzm z głową” – a co mamy? Chaos, brak kontroli i pytania, czy system w ogóle istnieje.
Dodatkowo: przekroczenia granicy na kierunkach związanych z Rosją i Białorusią – „państwem agresorem” i jego sojusznikiem!

Ukraińcy wyjeżdżający z Polski nie tylko wracają na Ukrainę – wielu przekracza granice w stronę Rosji i Białorusi! Czy polskie służby mają pełną kontrolę nad tymi ruchami? Ilu „uchodźców” kontaktuje się z wrogiem, testując słabości naszej granicy? Władze milczą o tych alarmujących danych, ignorując ryzyko szpiegostwa i infiltracji. Gdzie są inwestycje w monitoring? Państwo jest dziurawe jak sito – a my płacimy cenę w postaci zagrożeń bezpieczeństwa narodowego.

Rozbijamy mit „solidarności z Ukrainą” na kawałki.

Pokazujemy, jak brak kontroli nad uchodźcami zagraża bezpieczeństwu narodowemu, polityce migracyjnej i naszym portfelom. Rząd ignoruje alarmy Straży Granicznej, bo polityka jest ważniejsza niż prawda. Czas na dyskusję – zanim będzie za późno! Obejrzyj teraz, skomentuj, udostępnij i zasubskrybuj kanał! Twoja reakcja to głos przeciwko niekompetencji władz.

Żyd: Nic nie dewaluuje pamięci o Holokauście bardziej niż obojętność wobec mordowania niewinnych

Nic nie dewaluuje pamięci o Holokauście bardziej niż obojętność wobec mordowania niewinnych

Przez Andrzej Kumor March 13, 2026 goniec/nic-nie-dewaluuje-pamieci-o-holokauscie-bardziej-niz-obojetnosc-wobec-mordowania-niewinnych

Tekst autorstwa  Michała Majera przekazany na X przez Rabina Davida Mivasair z Toronto
Michał Majer – PhD student in physics at the Weizmann Institute

Tłumaczenie z hebrajskiego (za Google):

============================================

Przyznanie tego dla mnie  jako Izraelczyka, Żyda i syjonisty jest  ogromnym bólem, ale ostatnie czasy coraz lepiej pozwalają mi zrozumieć, jak doszło do Holokaustu.

W Państwie Izrael istnieje rasizm, i to w dużej mierze w ostatnich czasach uległ on radykalizacji, zarówno w obliczu brutalnego terroryzmu muzułmańskiego, jak i rasistowskiego i faszystowskiego rządu oraz mediów, które go normalizują.

Ale rasizm  istnieje  i istnieje jedna część społeczeństwa – nazwijmy ich mesjanistami, ekstremistycznymi osadnikami, chłopcami z gór – która zasadniczo nie różni się od nazistów.

Dołącza do nich niewielka część rasistów, którzy niekoniecznie należą do tej grupy, ale są agresywni, okrutni i znajdują swoje miejsce wśród mesjanistów. Państwo Izrael nie wydało nakazu mordowania Arabów, ale w rządzie są elementy, które co najmniej przymykają oko na bezpardonowe mordy, brutalne wypędzenia i eksterminację.

Prawda jest taka, że ​​to nie jest tylko mało znaczące mruganie okiem – to budżety i infrastruktura dla „gospodarstw rolnych” w Judei i Samarii, to zagrożenie dla organów ścigania, które ośmielają się prowadzić śledztwa w sprawie zbrodniarzy wojennych, to posłanka Knesetu, która odwiedza więzienie terrorysty, który zamordował dziecko, i nazywa go prawym człowiekiem; to liderka jej partii, która podziwia masowego mordercę, i to dwie partie koalicyjne reprezentujące tę moralną ohydę, a także niemała część partii rządzącej.

Nawet bez oficjalnej polityki i zarządzeń – dziś jasne jest, że znaczna część rządu popiera okrucieństwa. A kiedy mordercy, pogromcy i gwałciciele pozostają bezkarni, a nawet otrzymują publiczne poparcie od wybranych urzędników – to jest to de facto polityka.

A większość ludzi milczy. W wiadomościach prawie o tym nie mówią. Jeśli już, to relacja jest zniekształcona. „Dwóch Palestyńczyków zginęło w starciach z osadnikami”. „Konfrontacja” dwa metry od domu Palestyńczyków, którzy wyszli na podwórko i zostali postrzeleni w głowę przez żydo-nazistów.

A jeśli rozmawia się o tym z „liberalnymi” przyjaciółmi, to nie wierzą, albo brną w te bzdury, albo mówią, że „nie wiecie, co tam się naprawdę wydarzyło”. A kiedy zwróciliby na to uwagę? W Gazie toczyła się prawdziwa wojna, więc ludziom łatwo jest wmówić sobie, że nie było zbrodni wojennych, a wszystko odbywało się w ramach walk.

W rzeczywistości zbrodnie popełniała mniejszość żołnierzy, ale sprawcy, w tym mordercy, nie zostali ukarani.

A w Judei i Samarii – jakie jest wytłumaczenie? Osadnicy przyjeżdżają do wiosek i strzelają ludziom w głowy, a nikogo to nie obchodzi. A gdyby było 100 morderców tygodniowo – czy kogokolwiek by to obchodziło? 1000? 10 000? Czy większość kiedykolwiek położyłaby temu kres? Jestem prawie pewien, że odpowiedź brzmi: nie. Po prostu nie interesuje to większości społeczeństwa. I to skłania mnie do myślenia, że ​​nie ma takiego zakresu okrucieństw, który zainteresowałby większość.

Przeciętny nazista ignorował okrucieństwa, a nie to, kto je popełnił. Egzekucja była domeną nielicznych. My tam jeszcze nie jesteśmy, ale stoimy na stromym i niebezpiecznym zboczu. Ostatecznie dziecko, które dostaje kulę w głowę w Gazie, czy starzec, któremu brutalni osadnicy połamią nogi na wzgórzach południowego Hebronu, nie przejmuje się, że to wydarzenie ma znacznie mniejszą skalę niż Holokaust, i my też nie powinniśmy się tym przejmować. Powinniśmy sprzeciwiać się takiemu zachowaniu z całej siły i potępiać żydo-nazistów w nas, a tego po prostu nie robimy.

I ostatnia uwaga na zakończenie, dotycząca pogardy dla Holokaustu – „porównania są zakazane” – zakrzykną Magazletyści, a prawda jest odwrotna. Porównania są konieczne, lekcje przeszłości są konieczne, a procesy muszą być identyfikowane na etapach, na których katastrofom można jeszcze zapobiec.

Nic nie dewaluuje pamięci o Holokauście bardziej niż obojętność wobec mordowania niewinnych. Nic nie upokarza ofiar Holokaustu bardziej niż ich potomkowie, którzy nie są zainteresowani mordowaniem innych z powodów rasowych.

Państwo Izrael musi zostać zreformowane, a reforma musi rozpocząć się od uznania rzeczywistości. Rzeczywistość, niestety, jest brutalna.

Widziałeś moją siostrę?

Widziałeś moją siostrę?

14. marca 2026 Autor artykułu Marek Wójcik world-scam.com/archive/widziales-moja-siostre/

Dwa tygodnie temu rozpoczęto najgłupszą, ale niemniej jednak okrutną wojnę. Myśleli, że jak zwykle wprowadzą bombami szybką „demokrację” w Iranie. I wpadli w pułapkę, z której nie ma dobrego wyjścia. Sądzili, że zmienią irański rząd na syna znienawidzonego i obalonego przez Irańczyków szacha. Nic z tych mrzonek nie wyszło. Wyszła natomiast wojna, której nie mogą zakończyć, kiedy chcą.

Ambasada Iranu w Hiszpanii wywiesiła transparent przedstawiający zamordowane uczennice szkoły podstawowej w Minabie, potępiający atak amerykańsko-izraelski na tę szkołę.

Trump może sobie ogłaszać zakończenie wojny. Zakończy się wtedy, gdy także Iran tego będzie chciał. Najłagodniejszym warunkiem Iranu jest zakończenie sankcji gospodarczych. Największym – wycofanie wszystkich amerykańskich baz wojskowych w regionie i rozbrojenie Izraela. Irańskie warunki nie zostały jeszcze przedstawione, ale w jakim kierunku będą stawiane, świadczą przecieki w irańskich mediach. Iran ma czas, który gra na korzyść państwa Persów. Odrzuca wszelkie prośby o zawieszenie broni. Nic dziwnego. Zawieszenie broni zostało przez Iran przyjęte w czerwcu i jak widać, był to błąd, skoro teraz USrael, czyli koalicja Epsteina, ponownie wykazuje niczym nieuzasadnioną agresję.

W hołdzie 168 irańskim uczennicom szkoły podstawowej, które zginęły w wyniku ataku amerykańsko-izraelskiego w Minab.
Źródło:
Telegram 14.03.2026 r. 06:03.

Iran nie wyraził zainteresowania zawieszeniem broni, argumentując, że nie chce być ponownie atakowany po kilku miesiącach. Celem Iranu jest wyraźne osiągnięcie trwałego porozumienia pokojowego, które powstrzyma ekspansję Izraela, zmusi dyktatury Zatoki Perskiej do neutralności zamiast wasalstwa czy nawet współpracy z USA oraz zniszczy wpływy USA w regionie. Cytat z dzisiejszego artykułu na tkp.at omawiającego najnowsze wydarzenia na tej wojnie: Dzień 15. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) po raz pierwszy ujawnia: „Zapasy dronów”.
Uwaga: to tylko jedna z podziemnych baz; w całym Iranie jest ich wiele.

Źródło: Telegram 14.03.2026 r. 06:03.

Różne są teorie na temat prawdziwych przyczyn tej wojny. Moim zdaniem główną przyczyną była bezpodstawna wiara w potęgę militarną USA. Ci politycy są niereformowalni. Nie wystarczyły im doświadczenia z Korei, Wietnamu czy Afganistanu. Potrzebują nowych dowodów ich bezsilności. Właśnie są im dostarczane. Jakkolwiek dopóki ten zbrodniczy system niosący światu amerykańsko-izraelską „wolność” się nie zawali, będą nas uszczęśliwiać swoją doktryną pseudodemokracji.

Niektórzy twierdzą, że ta wojna ma uciszyć zainteresowanie zbrodniami Epsteina. Donald Trump ma swoją metodę, by się tych dokumentów pozbyć.

[Nyyyyyy… a o Wielkim Izraelu niedobra mówić?? md]

Widzimy rozwiązanie zagadki: w jaki sposób zniknęły niektóre dokumenty ze śledztwa w sprawie Epsteina?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Czas odciąć Trumpa i Netanjahu [od władzy]

Czas odciąć Trumpa i Netanjahu

Umożliwienie Izraelowi osiągnięcia dominacji politycznej nie służy żadnym interesom Stanów Zjednoczonych.

Filip Giraldi

Philip M. Giraldi jest byłym oficerem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), autorem i komentatorem geopolitycznym. Obecnie pełni funkcję dyrektora wykonawczego Rady Interesu Narodowego (Council for the National Interest) i często krytykuje politykę zagraniczną USA na Bliskim Wschodzie.

Stopień, w jakim interesy Izraela dominują w polityce zagranicznej USA na Bliskim Wschodzie, można zmierzyć ich skutecznością, czego dowodem są siedem wizyt premiera Izraela Benjamina Netanjahu w USA w pierwszym roku urzędowania prezydenta Donalda Trumpa. Netanjahu spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w Kongresie i mediach, mimo że to on był głównym sprawcą straszliwego ludobójstwa dokonanego na mieszkańcach Strefy Gazy, a także, ostatnio, niesprowokowanych ataków na cele głównie cywilne na palestyńskim Zachodnim Brzegu, w sąsiednim Libanie i Syrii.

Trzeba przyznać, że miękkie lądowanie Netanjahu w Stanach Zjednoczonych zostało ułatwione przez korupcję w Kongresie, której dopuściło się lobby izraelskie, osiągając to dzięki setkom milionów dolarów hojnie rozdzielonych między Demokratów i Republikanów. Ci sami żydowscy miliarderzy udowodnili również, że potrafią skupować firmy medialne, aby zapewnić, że wizerunek Izraelczyków jako nieustannych ofiar pozostanie centralnym punktem tego, co amerykańska opinia publiczna widzi w wiadomościach lub czyta w gazetach.

A amerykańska klasa polityczna miała wpływ na Izrael w obu partiach: prezydent Joe Biden, który określa siebie jako syjonistę, podsycał rozlew krwi w Strefie Gazy pieniędzmi i bronią, a następnie Trump, który zrobił to samo. Obaj prezydenci hojnie udzielali ochrony politycznej w instytucjach takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, aby zapewnić, że Izrael nigdy nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości, których się dopuścił.

Dzięki hojności Demokratów i Republikanów Izrael w istocie otrzymał od USA pusty czek wsparcia, w tym ignorowanie izraelskich bombardowań szkół, szpitali i budynków religijnych – zarówno chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Ameryka była niedawno przerażona, gdy Stany Zjednoczone zbombardowały szkołę w Iranie, zabijając 165 młodych dziewcząt, a Izrael zabił setki razy więcej dzieci w Strefie Gazy bez żadnych konsekwencji, dzięki wsparciu USA, a nawet umożliwieniu tych zbrodni wojennych. Izrael zademonstrował również swoją siłę w Waszyngtonie w bardziej praktyczny sposób, aby chronić swoich sojuszników politycznych. Na przykład, gdy Demokraci sprzeciwiający się niedawno próbowali uchwalić ustawę, która miałaby zmusić Kongres do głosowania wymaganego przez Konstytucję i ustawę o uprawnieniach wojennych (War Powers Act) do wypowiedzenia wojny Iranowi, przywrócenie „rządów prawa”, które Trump całkowicie zignorował, powinno być oczywiste. Jednak Republikanie i niektórzy Demokraci połączyli siły, aby zablokować tę decyzję, nawet nie próbując przedstawić prawnego ani konstytucyjnego uzasadnienia. Podobnie, nie podjęto próby zdefiniowania interesu bezpieczeństwa narodowego, który mógłby uzasadniać sfabrykowane twierdzenia o „zagrożeniu”, które pierwotnie doprowadziły do ​​wybuchu konfliktu.

Minister spraw zagranicznych i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio mógł ujawnić pewne aspekty procesu, który doprowadził do wojny z Iranem. Izrael postrzega zniszczenie Iranu jako najwyższy priorytet narodowy, więc można założyć, że Stany Zjednoczone pod wodzą Trumpa pójdą w jego ślady. Powszechnie uważa się, że wojna mająca na celu zniszczenie Iranu, taka jak ta, która obecnie toczy się, była planowana już podczas dwunastodniowej wojny z tym krajem w czerwcu ubiegłego roku. Według Rubio, tym razem wybór czasu wynikał z nalegań Izraela, że ​​przeprowadzi atak samodzielnie, jeśli Stany Zjednoczone nie wezmą w nim udziału. Waszyngton obawiał się, że doprowadzi to do irańskiego odwetu na amerykańskich bazach w regionie, niezależnie od tego, czy Stany Zjednoczone były agresorem, czy nie. Dlatego podjęto decyzję o przyłączeniu się do Izraela i uprzedzeniu wszelkiej irańskiej „agresji”.

Donald Trump w jakiś sposób odwrócił wyjaśnienia Rubia, twierdząc, że to on sam wymusił tę kwestię i wywarł presję na Izraelczyków, aby rozpoczęli wojnę, a nie odwrotnie. Wydaje się jednak, że jest to typowa gafa Trumpa, wynikająca z braku zrozumienia, co tak naprawdę się wydarzyło. Sekretarz obrony Pete „Call of Duty” Hegseth podobno poparł ocenę Rubia, choć osoby z wewnątrz uważają, że „Wojownik Pete” byłby gotowy zaatakować każdego w każdej chwili, tylko po to, by pokazać, że on i jego „zabójcy” są do tego zdolni. Chciał również usłyszeć od wszystkich, że „robi świetną robotę”.

Według innej relacji, kluczowa perspektywa, która skłoniła Trumpa do wypowiedzenia wojny, pochodziła od dwóch jego kluczowych osobistych negocjatorów: jego zięcia Jareda Kushnera i jego partnera biznesowego w branży nieruchomości Steve’a Witkoffa. Przypadkowo obaj są Żydami i blisko związani z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, co rodzi pytanie, dlaczego zostali wybrani do negocjacji z Iranem. Obaj są również znani jako żarliwi syjoniści, co oznacza, że ​​ich lojalność należy do rządu Izraela i wszystkiego, co się z nim wiąże. „The New Republic” opisuje, jak obaj mężczyźni nie mają „technicznego zrozumienia wzbogacania uranu” po tym, jak przedstawili ocenę irańskiego reaktora badawczego, która nie miała sensu, co oznacza, że ​​„nie mają pojęcia, co robią”. Magazyn stwierdził, że Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę, ponieważ Jared Kushner jest „głupcem”. Jeśli tak jest, jest on jednym z wielu w administracji Trumpa.

Witkoff i Kushner podobno spotkali się z Trumpem przed rozpoczęciem wojny i namawiali go do podjęcia działań przeciwko Iranowi, opierając się na ewidentnie fałszywych informacjach wywiadowczych dostarczonych przez Izrael, które głosiły rychłe opracowanie irańskiej broni jądrowej. W połączeniu z ostrzeżeniem Rubia, to właśnie dzieje się teraz, co w praktyce sugeruje, że Izrael „zastawił pułapkę” na Trumpa, by ten w ich imieniu wypowiedział wojnę. Argument Rubia za wojną, który przeczył ocenom amerykańskiego wywiadu, nie spotkał się z żadnym sprzeciwem, co było przewidywalną konsekwencją polityczną faktu, że przez dekady w Stanach Zjednoczonych absolutne poparcie dla Izraela, bez kwestionowania jego motywów i intencji, było ugruntowanym dwupartyjnym konsensusem. Jedyna debata na temat Izraela miała miejsce, gdy jeden z kandydatów chwalił się, że jest jeszcze bardziej pro-izraelski niż drugi.

Amerykańscy politycy skorumpowani żydowskimi pieniędzmi akceptują fakt, że muszą zawsze finansować, uzbrajać, zapewniać ochronę dyplomatyczną i – w razie potrzeby – wysyłać własnych żołnierzy do walki po stronie Izraela. Potwierdził to były prezydent Barack Obama, „liberalny, z wyjątkiem Izraela”, kiedy w 2014 roku uzbroił Izrael do bombardowania Gazy, a w 2016 roku zgodził się przekazać państwu żydowskiemu 38 miliardów dolarów bezpośrednio ze skarbu USA w ciągu dziesięciu lat. Kwota ta wygasa w tym roku i prawdopodobnie zostanie zwiększona przez Kongres, ale jest to w pewnym sensie nieistotne, ponieważ specjalne środki finansowe znacznie przekraczające tę kwotę były normą w ostatnich latach. Joe Biden i Donald Trump w rzeczywistości zarówno sfinansowali, jak i uzbroili niedawne i trwające niszczenie Gazy przez Izrael, co nie byłoby możliwe bez środków z Białego Domu. Oczekuje się podobnego zniszczenia Iranu, którego celem jest „przekształcenie kraju w Gazę”, jak stwierdził co najmniej jeden czołowy izraelski polityk. Tymczasem Amerykanie krytykujący oddanie Białego Domu Izraelowi są rutynowo poddawani atakom oszczerczym i nazywani antysemitami – to samo dzieje się obecnie z dziennikarzem Tuckerem Carlsonem i kongresmenem Tomem Massie.

W piątek rano, 13-go, Trump, w swoim własnym, ordynarnym i groźnym stylu, powtórzył najnowsze wydarzenia na froncie wojny z Iranem. Napisał na Twitterze: „Mamy bezprecedensową siłę ognia, nieograniczoną amunicję i mnóstwo czasu – spójrzcie, co się dziś dzieje z tymi szalonymi łajdakami”. Jeśli Trump rzeczywiście szuka wyjścia z konfliktu, który ewidentnie nie idzie zgodnie z planem, to wyraża się w sposób, który uniemożliwia jakiekolwiek negocjowane rozwiązanie. Netanjahu niewątpliwie go do tego zachęca.

Wszystko to doprowadziło do narastającego wśród Amerykanów ruchu na rzecz zakończenia wojny za wszelką cenę, ze szczególnym naciskiem na uznanie Izraela za siłę napędową, która w pierwszej kolejności doprowadziła do zaangażowania się USA w konflikt. Być może zatem nadszedł dobry moment, aby zerwać stosunki USA z Izraelem, które kosztują fortunę, niewątpliwie doprowadzą do śmierci niezliczonych amerykańskich żołnierzy i nie przyniosą żadnych korzyści Amerykanom. Jest jednak problem, a tym problemem jest Trump, który może być entuzjastycznie nastawiony do Izraela, ponieważ przeszedł na judaizm, albo ze względu na więzy rodzinne – albo dlatego, że Netanjahu szantażuje go materiałami o Jeffreyu Epsteinie.

Jeśli Trump naprawdę wierzy, że może rozpocząć wojnę w służbie obcego kraju, nie przestrzegając żadnych procedur konstytucyjnych ani prawnych, to musi zostać usunięty z urzędu. W artykule zatytułowanym „Szaleństwo króla Trumpa” John i Nisha Whitehead zauważają, jak „prezydentura kuli do burzenia” oznaczała „dysfunkcję, dekadencję, zepsucie i kult śmierci”: „Pojawiły się niepokojące doniesienia, że ​​apokaliptyczna retoryka chrześcijańska jest wykorzystywana do usprawiedliwiania ataków administracji Trumpa na Iran w ramach „ostatecznej bitwy dobra ze złem„. Prezydent Trump został namaszczony przez Jezusa, aby rozpalić w Iranie ogień sygnałowy, który wywoła Armagedon i będzie oznaczał jego powrót na Ziemię” – powiedział jeden z dowódców jego jednostki bojowej.

George O’Neill, pisząc dla „The American Conservative”, opisuje, jak „Ta gangsterska polityka zagraniczna jest nie tylko nielegalna, ale rujnuje nas moralnie i finansowo. Włożyliśmy biliony dolarów w te przedsięwzięcia i zgromadziliśmy długi przekraczające PKB jakiegokolwiek kraju. Marzenie o Wielkim Izraelu, z jego ekspansjonistycznym zapałem, wciąga nas w permanentny konflikt, podczas gdy zagraniczne lobby wykorzystują nasze wojsko jak osobistą milicję”.

Ryzyko związane z „więzią łączącą” USA z państwem żydowskim jest wyjątkowe pod jednym względem. Zarówno Donald Trump, jak i jego izraelski sojusznik Bibi mają palce na nuklearnym spuście i obaj wykazali się zachowaniem, które można określić jako lekkomyślne, a w jego przejawie „potencjalnie katastrofalnie niebezpieczne”. Izraelczycy mają nawet doktrynę dotyczącą użycia swojej broni, znaną jako „opcja Samsona”. Polega ona między innymi na nieujawnionej, ale powszechnie akceptowanej polityce Izraela, polegającej na masowym odwecie, polegającej na użyciu broni jądrowej nie tylko do atakowania groźnych wrogich sąsiadów, ale także krajów na świecie, które – ich zdaniem – nie zrobiły wystarczająco dużo, aby im pomóc lub je chronić. Na przykład Rzym jest uważany za jeden z celów, co miałoby dodatkową zaletę w postaci zniszczenia katolicyzmu. Czy to myślenie w stylu „zabić ich wszystkich” może być atrakcyjne dla Donalda Trumpa? Ależ skąd!

*

Philip M. Giraldi jest byłym oficerem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), autorem i komentatorem geopolitycznym. Obecnie pełni funkcję dyrektora wykonawczego Rady Interesu Narodowego (Council for the National Interest) i często krytykuje politykę zagraniczną USA na Bliskim Wschodzie.

Źródło: Czas odciąć Trumpa i Netanjahu od władzy

Nie ruszaj gniazda os ! MEM-y II

————————————-

———————-

———————————————————

——————————-

———————–

——————————————-

—————————————————

—————————————————————–

Dlaczego Putin rozmawia z Trumpem?

Marek Wójcik world-scam/dlaczego-putin-rozmawia-z-trumpem

1216. Dlaczego Putin rozmawia z Trumpem?

13. marca 2026

Scott Ritter jest byłym majorem, oficerem wywiadu, żołnierzem piechoty morskiej USA i inspektorem ONZ ds. uzbrojenia. Ritter omawia rozmowę telefoniczną Trumpa z Putinem, ponieważ Stany Zjednoczone potrzebują wyjścia z impasu w wojnie z Iranem.

Scott Ritter: Trump wzywa Putina do zakończenia wojny z Iranem.
Można włączyć polską ścieżkę dźwiękową.

Na zadane w tytule pytanie, znajdziecie odpowiedź w tym wywiadzie. Najwyraźniej Putin nie spełnił bezwarunkowo żądań Trumpa, skoro 36 godzin po rozmowie Brytyjczycy zaatakowali rakietami Storm Shadow fabrykę procesorów w Briańsku. Jeśli wierzyć informacjom z telewizji, to tam z pewnością trafiały w celu odzyskania procesorów, skradzione Ukraińcom lodówki.

Atak brytyjskich rakiet Storm Shadow na fabrykę w obwodzie briańskim.

Iran pokazał podziemne bazy z bronią. Na opublikowanym nagraniu widać tunele wypełnione motorówkami, pociskami przeciwokrętowymi i minami morskimi.

Publikacja nagrania była odpowiedzią na niedawne wypowiedzi Trumpa, że ​​w Iranie „nie ma czego bombardować”.
Źródło: Telegram 11.03.2026 r. 22:22.

Kłamstwa Trumpa o jego sukcesach w „wyzwalaniu” Iranu przejdą do historii jako największy absurd ze wszystkich dotychczasowych wypowiedzi polityków. Wprowadził USA na ścieżkę wojenną, której nie może wygrać, ani znaleźć drogi wyjścia z impasu. Jeśli premier Izraela zwraca się do przywódców Chin, by wpłynęli na Iran w celu zakończenia wojny, którą Izrael sprowokował, to mamy do czynienia z największą ze wszystkich dotychczasowych porażek państwa stawiającego na siłę militarną, której właśnie mu zabrakło. Mesjasz nie przyjdzie, by pomóc „wybranemu” narodowi. Władze tego narodu właśnie zapoczątkowały własną zgubę. Jak powiedział Tucker Carlson: Bóg nie wybiera żadnego narodu, a tym bardziej takiego, który morduje inne narody.

We wtorek na National Mall w Waszyngtonie odsłonięto złoty posąg Donalda Trumpa i Jeffreya Epsteina, odtwarzający słynną scenę z dziobem jako „kochankowie” z filmu „Titanic”.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Wojna USA z Iranem wymyka się spod kontroli

14.03.2026. – Wojna USA z Iranem wymyka się spod kontroli

freedert.online/der-nahe-osten/us-krieg-gegen-iran-geraet

Chociaż Donald Trump próbuje przedstawiać konflikt z Iranem jako ‚szybkie zwycięstwo’, sytuacja eskaluje. Wojna, którą Trump rozpoczął bez zgody Kongresu, grozi przekształceniem się w katastrofę polityczną i gospodarczą.

Samolot tankujący KC-135 Sił Powietrznych USA

W ciągu ostatnich 24 godzin sytuacja dramatycznie się pogorszyła: amerykański samolot tankujący rozbił się nad Irakiem, irańskie drony zaatakowały francuską bazę, a państwa Zatoki Perskiej coraz bardziej dystansują się od Waszyngtonu.

Centralne Dowództwo Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) z siedzibą w Wiesbaden w Niemczech potwierdziło w czwartek stratę tankowca KC-135 Strato-tanker nad zachodnim Irakiem. Spośród sześciu członków załogi czterech zostało odnalezionych martwych, a dwóch nadal uznaje się za zaginionych. Samolot był częścią operacji Epic Fury  przeciwko Iranowi. Dowództwo wojskowe USA twierdzi, że był to wypadek bez udziału wroga – jednak wspierany przez Iran Islamski Ruch Oporu w Iraku bierze na siebie odpowiedzialność i informuje, że drugi tankowiec również został zmuszony do awaryjnego lądowania. To czwarta znana strata załogowego samolotu amerykańskiego w tej wojnie.

Jednocześnie irańskie drony zaatakowały wspólną bazę peszmergów [bojowników kurdyjskich – przypis ZB] i Francuzów w Makhmour niedaleko Irbilu (północny Irak). Co najmniej sześciu francuskich żołnierzy zostało rannych, a jeden francuski oficer (sierżant sztabowy Arnaud Frion) zginął. Prezydent Emmanuel Macron potępił atak, nazywając go ‚niedopuszczalnym’. Zaatakowano również pobliską włoską bazę. Konflikt rozprzestrzenia się w ten sposób na kraje partnerskie NATO.

Cena ropy naftowej pozostaje niezwykle niestabilna. Cieśnina Ormuz jest skutecznie zablokowana od dziesięciu dni – nowy Najwyższy Przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, obiecał utrzymać ją zamkniętą jako narzędzie nacisku. Jednocześnie ambasador Iranu przy ONZ zapewnia, że Teheran nie zamierza blokować żeglugi. Przyjazne statki (na przykład te płynące do Chin lub portów irańskich) najwyraźniej mają możliwość przepływu.

Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent przyznał w czwartek w wywiadzie dla Sky News: „Marynarka Wojenna USA sama nie da rady tego zrobić”. Ameryka potrzebuje międzynarodowej koalicji do eskortowania tankowców – „… jak tylko będzie to możliwe z wojskowego punktu widzenia”.

W państwach Zatoki Perskiej narasta niepokój. Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą poważne rozmowy na temat nowych regionalnych porozumień o bezpieczeństwie, donosi Reuters. Rozmowy te nie są już prowadzone głównie ze Stanami Zjednoczonymi, ale z Iranem. Państwa Zatoki Perskiej czują się zdestabilizowane wojną zainicjowaną przez USA – Izrael i wątpią w gwarancje Waszyngtonu dotyczące ochrony. Nawet dysponując najpotężniejszą armią świata, Trump udowodnił, że nie wie, co robi, jak podają nieoficjalne źródła.

Sam Trump wydaje się coraz bardziej zdenerwowany. NBC i inne źródła donoszą, że obawia się wpływu na rynki finansowe i ceny benzyny przed jesiennymi wyborami. Prezydent próbował bagatelizować skoki cen (‚Jeśli wzrosną, to wzrosną’), ale rynki akcji reagują z rezerwą. Tymczasem Iran rozpoczął kampanię w mediach społecznościowych, wyśmiewając Trumpa jako ‚prezydenta Epsteina’.

Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, Ali Larijani, również ostro zareagował: „Trump marzy o szybkim zwycięstwie. Rozpoczęcie wojny jest łatwe – wygranie jej nie jest czymś, co można zrobić kilkoma tweetami. Nie poddamy się i pozwolimy im żałować tej fatalnej pomyłki. Trump musi zapłacić!”.

Warto również zwrócić uwagę na reakcję głównej propagandystki Trumpa, Karoline Leavitt. Zażądała ona natychmiastowego wycofania reportażu ABC o irańskich groźbach wobec USA – argumentując, że takie zagrożenie ‚nigdy nie istniało’. Krytycy postrzegają to jako mimowolne przyznanie się: Czyż właśnie takie groźby nie były jednym z oficjalnych uzasadnień wojny?

Sytuacja nadal się zaostrza. W ostatnich godzinach źródła donosiły o kolejnych atakach dronów na bazy amerykańskie i rosnącym napięciu w regionie. Choć Trump mówi o wojnie ‚prawie zakończonej’, fakty wskazują na coś innego: rosnącą liczbę ofiar, rosnącą krytykę międzynarodową i przekształcający się porządek świata – ze szkodą dla dominacji USA na Bliskim Wschodzie. Konflikt, który wielu nazywa ‚wojną Trumpa’, od dawna przybrał globalny wymiar. Czy Waszyngton zdoła odzyskać kontrolę, jest wysoce wątpliwe.

freedert.online/der-nahe-osten/us-krieg-gegen-iran-geraet

Napisał: Rainer Rupp

Opracował: Zygmunt Białas