Imigracja. Czy pogańska Europa da się zabić? A może popadnie w nowe barbarzyństwo? [Ależ to nie pogaństwo!]

pch24.pl/imigracja-czy-poganska-europa-da-sie-zabic

Jak Europa poradzi sobie z problemem migracyjnym? Wiele wskazuje na to, że bardzo źle – i nie chodzi tylko o dalszą inercję i zgodę na to, by ludność z Afryki i Azji napływała na kontynent bez żadnych ograniczeń.

Bezbożne europejskie społeczeństwa nie mają żadnych zahamowań – mordują dzieci, promują bezwstyd, rozwijają handel ludźmi. Kiedy poczują, że mają nóż na gardle – czy nie będą gotowe odrzucić ideologię multikulti na rzecz jakiegoś nowego barbarzyństwa?

Z Polski wydalony został Senegalczyk, który zachowywał się obscenicznie nad stawem w Katowicach; o sprawie piszą wszystkie media, tak, jakby chodziło o coś ważnego lub interesującego. Zachowanie imigranta nie powinno jednak szczególnie szokować po wielu latach czytania doniesień o modus vivendi przybyszów do Europy Zachodniej.

To, co w całej tej sprawie najciekawsze, to informacja dotycząca wcześniejszych spotkań Senegalczyka z polską państwowością. Jak podała Straż Graniczna, mężczyzna został zatrzymany już w listopadzie 2023 roku. Stawiał opór, zastosowano wobec niego przymus. Otrzymał ostatecznie polecenie opuszczenia Polski i całej w ogóle Strefy Schengen, którego jednak nie wykonał. Co więcej, jak podała Straż Graniczna, podczas czynności „cudzoziemiec nie współpracował, nie podpisywał dokumentów, nie odpowiadał na pytania, obnażał się i zachowywał obscenicznie”.

Ta sytuacja mówi wiele o procedurach, jakie są w Polsce stosowane: nielegalny imigrant zachowuje się skandalicznie, ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje; wydaje mu się nakaz, który nie jest jednak skutecznie egzekwowany. Senegalczyk być może nie zostałby w ogóle ponownie zatrzymany, gdyby nie jego wizyta w katowickim stawie. Teraz imigranta w Polsce już nie ma: został zatrzymany, zawieziony na lotnisko i odesłany do swojego kraju. Proszę zwrócić uwagę: jak wiele wysiłku i czasu włożyło państwo polskie, by uporać się z jednym imigrantem! I z jak dużymi trudnościami proceduralnymi wiązała się cała sprawa!

Te same problemy, jakkolwiek w jeszcze większej skali, dotykają innych krajów europejskich. Zaledwie kilka dni temu czytałem o pozornie zaskakującej sytuacji z Dolnej Saksonii w Niemczech, gdzie policjanci próbowali doprowadzić na lotnisko nielegalnego imigranta. Ten zachowywał się jednak agresywnie: jednego z funkcjonariuszy uderzył pięścią w twarz, drugiego ugryzł w rękę. Trafił w efekcie do aresztu, ale następnie… wypuszczono go na wolność. Lokalny urząd ds. migracyjnych uznał, że na gruncie niemieckiego prawodawstwa w sytuacji, w której imigrant stawia opór w obliczu deportacji – można polecić mu, by wrócił do przydzielonego mu wcześniej ośrodka dla migrantów.

To dwie zupełnie różne sprawy; nie wiadomo też, jaką drogą do Polski trafił nieszczęsny Senegalczyk, a jaką do Niemiec agresor z Dolnej Saksonii. Jest jednak coś, co je łączy: słabość procedur i generowanie wysokich kosztów dla społeczeństwa. Nie ma przy tym powodu, by śmiać się z Niemców i absurdów ich prawa. Nie wiadomo, jak radziłaby sobie Polska, gdyby była poddana tej samej presji migracyjnej, co RFN. Ostatecznie do nas nielegalni migranci przedzierają się głównie z Białorusi, co więcej traktując Polskę raczej jako teren, który należy przejść, a nie ten, gdzie chcą pozostać. A przecież mimo wszystko pod wieloma względami okazujemy się prawnie całkowicie bezbronni: wystarczy przypomnieć, że kilka tygodni temu Wojewódzki Sąd w Białymstoku przyznał rację nielegalnym migrantom z Afganistanu i Etiopii, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu przekraczając zaporę graniczną z Białorusią. Skarżyli się w sądzie na Straż Graniczną i w ocenie sądu – formalnie mieli rację…

Drobne incydenty, śmieszne sprawy, lokalna nieudolność… Z setek tysięcy takich spraw składa się jednak europejski dramat migracyjny; a wszystkie te pozornie niezwiązane sprawy łączy jedno – polityczny paradygmat, który utrzymuje granice państw zachodnich zasadniczo otwartymi na stałą i masową penetrację przez ludność Afryki i Azji. Wiele miast i miasteczek krajów Europy Zachodniej – od Niemiec, przez Francję aż po Wielką Brytanię – jest w znacznej mierze zdominowanych przez ludność napływową. Ten problem narasta z miesiąca na miesiąc i z roku na rok. Wystarczy powiedzieć, że do Republiki Federalnej Niemiec tylko w tym roku przyjechało już ponad 150 tysięcy ludzi domagających się azylu – i lwia część z nich w tym kraju zostanie, legalnie czy nie. Do tego należy doliczy liczbę imigrantów ściąganych przez wcześniej osiadłych w tym kraju krewnych na podstawie prawa o łączeniu rodzin. W ostatnich latach to zwykle ponad 100 tysięcy osób rocznie.

W Niemczech rodzi się rocznie niespełna 700 tysięcy dzieci. Rosnąca część z nich to dzieci imigrantów. Jak będzie wyglądać struktura etniczna RFN za trzydzieści lat? A jak Francji? Jak Polski?

Można oczywiście mieć nadzieję, że Europa poradzi sobie z wyzwaniem wieloetniczności i wypracuje pokojowy model współżycia. Wydaje się jednak, że taka nadzieja jest głęboko nieracjonalna; ludność napływowa będzie podejmować próbę kształtowania rzeczywistości społeczno-politycznej zgodnie ze swoimi ideami, które są głęboko sprzeczne zarówno z ideami katolickimi, jak i z dominującymi dziś ideami liberalnymi. To musi prowadzić do poważnych i brutalnych konfliktów. Takie konflikty jak na razie wybuchają tylko rzadko: ostatnio oglądaliśmy jeden z nich w Anglii, gdzie po zamordowaniu przez imigranta kilku małych dziewczynek duża grupa rodowitych Anglików manifestowała swoją wściekłość. Protesty [to nie „ekscesy”, redaktorku.. md] tej grupy zostały dość szybko opanowane przez aparat siłowy państwa. Spodziewam się jednak, że tego rodzaju wydarzenia i ten sposób ich rozwiązywania nie będzie bynajmniej ponawiany w nieskończoność.

Starzy Europejczycy są w coraz większej mierze wrogo nastawieni do nowej ludności. Można mówić o powoli rodzącym się podskórnym wrzeniu. Dlaczego ulubioną piosenką imprez niemieckiej młodzieży jest przeróbka starego hitu techno, gdzie śpiewa się o wyrzuceniu imigrantów z Niemiec? Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dziś jest inaczej. Budząca się nienawiść do przybyszów jest trzymana na uwięzi przez dominującą kulturę liberalną, a jeżeli wybucha, jak w Anglii, jest szybko tłumiona; ale ze względu na narastającą infiltrację Europy przez przybyszów z Afryki i Azji nie da się tego w tej sposób utrzymywać w nieskończoność. Prędzej czy później – to wybuchnie. Czy w ulicznych demonstracjach? A może raczej w radykalnych odpowiedziach politycznych, do których Europejczycy są przecież zdolni, co w historii pokazywali już wielokrotnie?

Za problemy, które stwarzamy nieudolną polityką migracyjną, przyjdzie zapłacić. Obawiam się nie tylko tego rachunku, który wystawią gotowe do dzikiej przemocy grupy imigrantów; obawiam się również rachunku europejskiej polityki. Przez setki lat ludzkie okrucieństwo trzymało w ryzach chrześcijaństwo. Dziś nie ma już tego zabezpieczenia: Europą rządzą poganie, którzy przyzwalają na dzieciobójstwo, homoseksualizm i handel ludźmi (patrz: in vitro i surogacja). Idee „praw człowieka”, poszanowania ludzi wszystkich ras i kultur nie mają dziś w Europie żadnej boskiej sankcji; zależą od widzimisię kolektywu politycznego.

Gdy ten kolektyw poczuje, że ma nóż na gardle – a chyba zaczyna już tak myśleć – może odrzucić te idee precz, biorąc się za takie rozwiązanie problemu migracyjnego, jakie będzie nacechowane jednym kryterium: skutecznością.

Proszę się nad tym dobrze zastanowić: «światła elita» obywatelska Belgii albo Holandii kocha wszystkich ludzi, ale jeżeli dorastające w jej łonie nienarodzone dziecko zagraża jej dobrobytowi, idzie do równie «światłego» lekarza, który je po prostu morduje. Oboje wiedzą, co robią: zabijają człowieka, bo to dla nich wygodne i opłacalne. Ta sama obywatelka i ten sam lekarz mogą kochać wszystkich imigrantów, ale jeżeli będzie ich tak wielu, że zaczną zagrażać ich dobrobytowi – czy jesteśmy przekonani, że po prostu się z tym pogodzą i będą szanować ich prawo do samostanowienia, wolności a nawet życia? Być może – jeżeli polityczna lewicowa ideologia ich do tego zmusi; ale jej trwałość, jak sądzę, może być ograniczona, a w cieniu nie kryje się bynajmniej autentycznie prawicowa, czyli katolicka alternatywa oparta na odbudowie siły własnej chrześcijańskiej cywilizacji – tylko świeckie, jakby lustrzane odbicie lewackiej ideologii; czyli jakieś nowe europejskie barbarzyństwo.

Paweł Chmielewski

==================

mail:


To nie ma NIC  wspólnego z pogaństwem.
Do takich krajów pogańskich jak Japonia, Chiny, Indie, kraje arabskie 
NIKT nie ucieka.
Tutaj uciekają, bo są tu kraje mimo wszystko chrześcijańskie, i 
nierozumnie gościnne.
Zresztą „Ojciec Święty” Franciszek wzywa, by migrantów przyjmować.

Piątek; Bielsko-Biała – Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

30.08.24 Bielsko-Biała – Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

29/08/2024 przez antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!

Zapraszamy w piątek 30.08 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański).

Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.

Iluminaci. Otchłań wszystkich błędów, studnia zatracenia

[Powtarzamy, w trochę innych sformułowaniach… md]

Iluminaci. Otchłań wszystkich błędów, studnia zatracenia

Autor: pokutujący łotr, 28 sierpnia 2024

Czy prawdą jest, że cała władza nad światem spoczywa w rękach kilku potężnych rodzin, które kontrolują wszystkie dziedziny naszego życia? Czy coś łączy –  a jeśli tak, to co – powstanie Stanów Zjednoczonych, rewolucję francuską, drugą wojnę światową, zabójstwo JFK, śmierć księżnej Diany i atak na World Trade Center? Czy prawdą jest, że z ukrytej przed oczami publiczności grupy osób – związanych ze sobą korzeniami histo- czy nawet pre-historycznymi, a dziś więzami globalnych interesów i także częstokroć więzami krwi – wyłoni się Antychryst, aby zniewolić rodzaj ludzki i by spełniły się Biblijne przepowiednie?

Tych faktów nie jesteśmy w stanie ustalić na pewno, mimo że dowiedzionym historycznym faktem jest istnienie od wielu lat na świecie tajnego ugrupowania „ludzi wybranych” o nazwie Illuminati (po polsku mówi się Iluminaci), którego początki to ściśle określony rok 1776 a miejsce powstania – Ingolstadt w Niemczech.  Zarówno cele tej organizacji, jaki i ludzie, którzy do niej przystąpili,  źródła ich inspiracji zakorzenione w starożytnej magii, sięgającej Babilonu (kult Bela Marduka), czasów faraonów (Horus, Isis) a także zoroastryzmu w Persji i Chaldei oraz magiczne symbole, którymi się posługują, skłaniają nas aby sądzić, że to właśnie oni są tymi, przed którymi ostrzegają nas proroctwa Starego i Nowego Testamentu (przede wszystkim Proroctwo Daniela i Księga Apokalipsy).

Wyrósłszy z pradawnych korzeni mroku, Iluminaci – jako kolejne tego wcielenie  – zawiązali się  w dniu 1 maja (!)  1776 r. Jak każda z wcześniejszych lucyferycznych elit, także oni postawili sobie za cel stworzenie nowego porządku świata przez zjednoczenie pod własnym przywództwem sił religijnych, politycznych i ekonomicznych, jakimi dysponuje cywilizacja (przy unicestwieniu lub zdeformowaniu tych jej odłamów, które takiej manipulacji stawiają opór). Innymi słowy ma to polegać na odkształceniu lub zniszczeniu struktury świata stworzonego przez Boga,  a na jego miejsce utworzeniu Nowego Porządku Świeckiego według własnego (zakorzenionego w lucyferyzmie) projektu. Jest to więc – za każdym razem, gdy powstaje taka ludzka organizacja – czyste ucieleśnienie szatańskiego “non serviam”,  jakie wykrzyknął w Boże Oblicze szatan, gdy został strącony w otchłań.

*

Tego dnia, w miasteczku Ingolstadt w Bawarii spotkało się pięciu mężczyzn, którzy podpisali akt powołania tajnego stowarzyszenia o nazwie Zakon Perfekcjonistów (Bund der Perfektibilisten), którzy jako symbol przymierza wybrali sobie sowę – symbol Minerwy, rzymskiej bogini mądrości. Po trzech latach działalności ich liczba wzrosła do pięćdziesięciu czterech, a oddziały zakonu pojawiły się w czterech innych miastach bawarskich. Grupą tą dowodził Adam Weishaupt, 28-letni profesor prawa kanonicznego na uniwersytecie w Ingolstadt, którego silnie przepoiły idee Oświecenia, gdyż wywodził się rodziny typowych oświeceniowych wolnomyślicieli.  Środowisko, w którym dorastał i zyskiwał formację intelektualną także przepojone było świeckimi i antyklerykalnymi poglądami. Uniwersytet w Ingolstadt był niemal całkowicie zdominowany przez byłych jezuitów, których zakon został skasowany w 1773 roku. Młody profesor Adam Weishaupt (miał zaledwie dwadzieścia osiem lat)  był jedynym wykładowcą w Ingolstadt bez jezuickiej proweniencji i dlatego był izolowany wśród kadry nauczycielskiej, wynikało to jednak również z jego buntowniczej i konfliktowej postawy. Za pośrednictwem nowego bractwa, Weishaupt chciał nie tylko zapewnić swoim uczniom ochronę przed intrygami jezuitów, które wszędzie podejrzewał, ale przede wszystkim rozpowszechniać idee oraz literaturę krytyczną wobec Kościoła. Udekorował to różnymi pasującymi do tego starożytnymi mitami, zwłaszcza z zakresu Tajemnic Eleuzyjskich. Wskutek kontaktu z tymi ideami, w zbuntowanym młodym naukowcu wykluł się zamiar stworzenia nowego „lepszego” świata, świata „oświeconego” świata, którego fundamentem byłyby dwie dziedziny kierujące umysłem człowieka: nauka i wiedza. Ideałem byłoby, aby ludzie wszelkich wiar i kontynentów ulegali zjednoczeniu w ramach jednej wiary i jednego systemu politycznego. Nazwał to „nowym porządkiem świata” (Novus Ordo Seclorum), opartym na ideach utopijnych i głęboko antychrześcijańskich i zdołał tym porwać grono wpływowych osób,  których umysły podobnie jak i jego zatrute były wolterianizmem i ideologiami encyklopedycznym. Do dziś ten trend nie ulega dezaktualizacji a odwrotnie, przez postępującą sekularyzacje cywilizacji białego człowieka i zatrważające słabnięcie wpływów Kościoła (gdzie też zdołał znaleźć swoich wielu zwolenników w sutannach) nabiera on rozmachu i mocy.  Starczy przypomnieć bluźniercze ekscesy podczas otwarcia 33 Igrzysk Olimpijskich w Paryżu czy patronującą im pieśń Johna Lennona z lat 1960. , „Imagine”, w której „marzy on o świecie „bez narodów, bez religii, i bez wojen”.

*

Wesele barona von Knigge – karykatura

Dla wprowadzenia w życie utopijnych pomysłów potrzebna jest stała i precyzyjnie zbudowana technika socjo – i psychomanipulacji umysłem człowieka, indywidualna lub jeszcze lepiej masowa. Inaczej nie uda się ich wprowadzić w życie, gdyż idee te niemal w każdym aspekcie sprzeciwiają się temu, co od starożytności jest samoregulującym się impetem rozwojowym cywilizacji opartej na prawie rzymskim i na duchowym wektorze chrześcijaństwa. Dlatego też sprzymierzeńcem i oparciem dla Iluminatów muszą być nie biedne ludzkie masy – one są materiałem do „przeróbki” – ale  kierownica tej machiny spoczywać musi w rękach ludzi bogatych, wybitnie inteligentnych i wpływowych. Dlatego Adam Weishaupt – który ogarnięty był nieopisaną żądzą władzy – wstąpił w 1778 r. wraz ze swym stowarzyszeniem, które nazwał „Iluminatami”, do jednej z bawarskich lóż masońskich. Liczył na to, że w niedalekiej przyszłości, wraz z pozostałymi członkami bractwa całkowicie podporządkuje sobie światową masonerię. Iluminaci stali się więc – wewnątrz  już istniejącej i rozkrzewiającej się w świecie sieci lóż masońskich – czymś w rodzaju „elity elit”, jądrem ciemności rozkrzewiającym najczystsze idee masońskie i satanistyczne. Zinfiltrowali obejmującą świat cywilizowany sieć lóż masońskich, których struktury były założone w wcześniej jako stowarzyszenia Różokrzyżowcow, Templariuszy, Zakonu Palmowego czy rozmaite mistyczno-ezoteryczne ryty wolnomularskie osadzone w gnostycyzmie, kabale, hermetyzmie i okultyzmie. Przełomowym momentem w ich historii okazał się rok 1780, kiedy dołączył do nich baron Adolph von Knigge, bogaty i wielce doświadczony niemiecki mason, już intrygujący wewnątrz lóż masońskich. Dzięki jego fanatyzmowi i rozległym kontaktom wśród arystokracji i elit ówczesnej Europy, Iluminaci rozrośli się do 1000 członków  w samych Niemczech, wśród nich znalazł się Johann Wolfgang Goethe, autor „Fausta” (dla którego pierwowzorem miał właśnie być Adam Weishaupt). Iluminackie loże powstały także w Szwecji, Rosji, Danii, Polsce, na Węgrzech i w Austrii, ponadto zaczęło się do niej przyłączać zadziwiająco wielu niemieckich książąt: Ferdynand, książę Brunszwiku-Lüneburga-Wolfenbüttel; Karol, książę Hesji-Kassel; Ernest II, książę Saksonii-Coburga-Altenburga i Karol August, wielki książę Saksonii-Weimaru-Eisenach.

To zaalarmowało władze powodując liczne aresztowania i rozbicie struktury organizacyjnej Iluminatów bawarskich pod zarzutem „spiskowania przeciw ojczyźnie”. Wydano też prawny zakaz grupowania się osób w tajne związki, ze szczególnym zakazem działalności Iluminatów. W 1784 roku – wskutek namnażania się oskarżeń pod ich adresem – zakon został oficjalnie rozwiązany przez elektora bawarskiego, wszelka jego działalność została zakazana a ich samych potępiono jako ludzi „zdradzieckich i wrogich wobec religii”.  Powołano komisję śledczą mającą oczyścić środowiska akademickie i urzędnicze z członków zakonu. Niektórzy uciekli wówczas z Bawarii, inni stracili zatrudnienie albo zostali wypędzeni. Co najmniej dwóch wtrącono do więzienia. Sam Weishaupt stracił katedrę i przeniósł się do miasta Gotha, gdzie publikował antymonarchistyczne pamflety opiewające moc ludzkiego rozumu.

*

Oczywiście, przy takim stopniu rozpowszechnienia idei iluminackich wśród elit a także trwającego nadal niejawnego członkostwa w tej organizacji, byłoby naiwnością sądzić, że same akty prawne powstrzymają ich od dalszego działania. W takich sytuacjach następuje przepoczwarzanie się struktury, a nie jej zanik; zmiana szyldów i zatracie tropów. Zamiast więc rozwijać jedną organizację, która jest łatwiejsza do indentyfikacji i zaatakowania, Iluminaci skupili się na działaniu wewnątrz lóż, które jakby czekały na ten moment. Ich działalność, dotąd oparta głównie na sceptycyzmie i antyklerykalizmie wolteriańskim i ideach Encyklopedystów, nabrała impetu, nasiąkając duchem niedowiarstwa i rewolucji aż wręcz po kult szatana (Mazzini), co ujawniło się z końcem XIX w. jako ostrze wymierzone przede wszystkim przeciw Kościołowi katolickiemu. Jedno z takich bojowych wezwań wypowiedział w 1822 roku Tigrotto, szef włoskiej loży Alta Vendita: “Katolicyzm musi zostać zniszczony na całym świecie”.

Mimo to (a raczej właśnie dlatego, gdyż w ten sposób zostaje zasiany typowo masoński pozór a także zamęt w umysłach ludzi wierzących) na czele pism masońskich figurował ciągle ten napis: »Ku chwale Wielkiego Budowniczego świata«. Ale prawdziwym celem lóż, które współpracując ze sobą zmierzają wszystkie  w jednym określonym celu, jest ta właśnie leżąca u podstaw ruchu idea o Nowym Porządku Świata.

Dewiza ta jest tak potężna, że znalazła się nawet – wśród wielu innych iluminackich symboli – na banknocie jednodolarowym Stanów Zjednoczonych. Prezydent Roosevelt, będący jednym z potężniejszych członków masonerii amerykańskiej, zaakceptował projekt tego banknotu (w 1935 zaakceptowano rewers; awers 20 lat później) by zgromadzić ludzkość pod sztandarem Iluminatów w jednym miejscu – zarazem jawnym, do którego każdy może mieć dostęp (banknot najniższego amerykańskiego nominału) a zarazem (i zgodnie z masońską zasadą niejawności) ukrytym, utopionym w masie szczegółów i symboli nawzajem utrudniających swą identyfikację. Trzeba mieć szkło powiększające i trochę znać temat, aby zanalizować całą tę masońsko-iluminacką „biblię”, jaka jest na tym banknocie. Co więcej, banknot złożony według tych czy innych linii, ujawnia kolejne symbole, jest to więc jakby palimpsest ukrywający różne warstwy przekazu pod rozmaitymi szyframi.

Iluminaci polscy – dwaj celebryci pokazujący znak iluminatów (trójkąt, piramida) oraz satanistyczny (język)

Najważniejszym symbolem jest tu Piramida, która symbolizuje hierarchię. Na banknocie ma ona 13 poziomów, które odnoszą się do 13 rodów iluminackich, kontrolujących świat po dziś dzień. Uważa się dziś, że 99% świata jest kontrolowanych przez 1% ukrytej elity. Kontroluje ona 70 % bogactwa światowego a także wszelkie narzędzia obrotu informacją oraz struktury władzy. Np. holdingowi Time Warner podlega m.in. HBO, Time, IPC Media, Warner Bros., Turner Broadcasting zawierający m.in. NBC, TNT, TCM, Cartoon Network, CNN); korporacji Viacom: MTV, VH1, Paramount Pictures;  holdingowi ComCast: m.in. MT&T, Golf Channel, E! Entertainment, NBC Universal; holdingowi News Corporation: Fox, Wall Street Journal, Times of London, Barron’s, Harper & Collins. Podobnie jest w bankowości. Największe banki świata znajdują się tylko w 6 krajach: w Chinach ICBC i China Construction Bank Corp.; w Japonii Mitsubishi Financial Group i Japan Post Bank; w Wielkiej Brytanii Barclay’s i HSBC Holdings; w USA JP Morgan/Chase; we Francji Crédit Agricole i BNP Paribas, a w Niemczech Deutsche Bank.

Czasy Wielkiego Kryzysu w USA: zdjęcie kolejki bezrobotnych na tle bilbordu zachwalającego American Way of Life (dla wybranych)

Banki te posiadają 25.1. biliona USD – dosyć, by utrzymywać gospodarkę samych Stanów Zjednoczonych przez 7 lat. Nie inaczej jest w produkcji paliw: zaledwie 5 kompanii zarządza większością zasobów ropy naftowej i gazu i są to jedyni liczący się gracze: Saudi Aramco w Arabii Saudyjskiej, Gazprom w Rosji, irański National Iranian Oil Co., Exxon Mobil w USA i chińska Petro China. Równie skutecznie chwycono w globalistyczne szpony światową żywność, którą zarządza Pepsico (napoje gazowane i śmieciowe zakąski), Tyson  (przetwórstwo drobiu i sieci Walmart, KFC, McDonalds, Burger King); Nestlé (75 firm produkujących wodę pitną, 38 producentów lodów, czipsów, słodyczy dla dzieci) a także JBS mający w pieczy produkcję mięsa wołowego, wieprzowego i kurczaków.  Czytając tę listę nadzorców światowej gospodarki, chyba tylko szaleniec mógłby nadal roić o jakiejś „demokracji” i  „sprawiedliwości społecznej”…

Zwraca uwagę fakt, że piramida na banknocie nie jest kompletna: brak jej szczytu, co wskazuje, iż cele Iluminatów jeszcze nie zostały osiągnięte. Nad brakującym szczytem unosi się Wszystkowidzące Oko – symbol ukradziony chrześcijaństwu, gdzie mamy Oko Opatrzności czyli Oko Boga w Trójcy Jedynego. U nich jednak symbolizuje ono Wielkiego Architekta Świata, który obserwuje każdego z nas, wszystko, co robimy i jako szczyt piramidy baczy na to, co umacnia jego panowanie (działalność tajnych stowarzyszeń) z zasadą kontroli wszystkich i wszystkiego na pierwszym miejscu. Inne są też trójkąty: chrześcijański ma ZAWSZE trzy boki jednakowej długości odzwierciedlające prawdę, iż Trzy Osoby Boskie są obie równe, podczas gdy trójkąt na banknocie jednodolarowym ma boczne boki dłuższe od dolnego, co można interpretować jako dwa „bóstwa iluminackie” naukę i wiedzę (dłuższe ramiona boczne) a pod nimi Antychryst (dolne ramię krótsze) który z obu pochodzi i jego ujawnienie się będzie aktem dopełniającym utworzenie Novus Ordo Seclorum.  W potężnym fundamencie piramidy znajduje się data w cyfrach rzymskich 1776, będąca rokiem powstania Iluminatów w Europie. Jest to jednak zarazem data Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Przypadek?…

Trzeci symbol, to Wiekuisty Ogień. Płonie nim cały trójkąt, gdyż ogień jest od zarania zrośnięty z ideami Iluminatów. To przez Ogień przychodzi światło („iluminacja”) które oświeca „braci”. Samo imię ich pana, Lucyfera, znaczy „Ten, który niesie światło” (ogień). Toteż nieprzypadkowo właśnie zapaloną pochodnię dzierży w ręku ogromna Statua Wolności, witająca przybyszów do Nowego Świata w nowojorskim porcie. Także jej koronę stanowią ostrza promieni. Została stworzona przez francuskiego masona Frédérica Bartholdieg0 zainspirowanego obrazem Eugène Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Toteż początkowo nosiła nazwę “Wolność Oświeca Świat”, zanim w 1885 r. została przekazana jako dar Francji dla społeczeństwa amerykańskiego. Odtąd tak ona, jak i związana z nią masońska symbolika (bogini trzyma w ręku tablice z datą 1776) stała się jak gdyby narodowym pomnikiem Stanów Zjednoczonych.

Kolejny ważny symbol – będący od samego początku także symbolem Iluminatów – to  Sowa. Ptak Minerwy, rzymskiej bogini mądrości, zazwyczaj kojarzony z wiedzą. Iluminaci – uważający siebie za najbardziej inteligentnych ludzi na świecie – nie mogli sobie wybrać odpowiedniejszego symbolu. Na banknocie jednodolarowym, maleńka sowa ukrywa się dyskretnie, obok jedynki w prawym górnym rogu awersu. Warto też zauważyć obecność sowy w innych oznaczonych przez masonów miejscach, jak awers serii srebrnych monet dolarowych w Kanadzie lub na kanadyjskim banknocie 50-dolarowym.  Czy w skierowanym do młodzieży super przeboju kinowym o Harrym Potterze, nahalna obecność sów,  mądrych powierniczek i przewodniczek bohaterów, też jest „przypadkowa”?  I „przypadkowy” jest kult olbrzymiej sowy ustawionej w kalifornijskim lesie Bohemian Grove, u której stóp dorocznie na orgiach okultystycznych spotykają się elity świata, co udokumentowano na filmie? https://www.youtube.com/watch?v=reHm2F-CBxY

*

W XIX wieku legendę iluminatów ożywił na nowo Eliphas Lévi – wybitny francuski okultysta – gdy w 1860 roku opublikował swą słynną „Historię magii”. Przypisywał on Weishauptowi praktyki okultystyczne, nekromancję, czyli praktyki kontaktowania się ze zmarłymi, a także wywodził rodowód Iluminatów od templariuszy i różokrzyżowców. Kilkanaście lat później w 1880 r. w Monachium a później w Berlinie, zakon Iluminatów został restytuowany przez Theodora Reussa, niemieckiego okultystę, satanistę i masona, późniejszego założyciela magicznej loży Ordo Templi Orientis (Zakonu Świątyni Wschodu), której najbardziej znanym członkiem stał się angielski mag zmarły w 1947 roku Aleister Crowley, jeden z ulubionych bohaterów kontrkultury lat 60. Jego zdjęcie pojawia się m.in. na okładce albumu zespołu The Beatles “Sgt. Papper’s Lonely Hearts Club Band”.

Świadom śmiertelnego niebezpieczeństwa, jakie dla kultury chrześcijańskiej stanowią te mroczne i wpływowe zgromadzenia, papież Leon XII w liście z 8 grudnia 1892 r. skierowanym do Włochów, pisze: “Pamiętajmy, że chrześcijaństwo i masoneria są absolutnie nie do pogodzenia, do tego stopnia, że związanie się z jednym oznacza oddzielenie od drugiego. A zatem, demaskujmy masonerię jako wroga Boga, Kościoła i naszej Ojczyzny (…) Konieczne jest zwalczanie masonerii tym orężem Boskiej wiary, którym w ubiegłych wiekach pokonano pogaństwo”. Zaś w spisanym dla potrzeb Soboru Watykańskiego I (1869-70) „Memorandum o Tajnych Stowarzyszeniach” znajdujemy następującą zdumiewającą definicję masonerii: “Oczywiste jest, że generalnie rzecz biorąc, doktryna masonerii jest nie tylko herezją, czy nawet całokształtem wszystkich herezji, jakie znalazły w niej swoją przystań; jest faktem, że masoneria wykracza poza granice tego, co powszechnie przypisywane jest słowu «herezja», ponieważ przyznaje sobie swobodę dopuszczania się wszelkiego rodzaju oburzających aberracji. Masoneria to rzeczywiście otchłań wszystkich błędów, studnia zatracenia”.

Gustave Doré – ilustracja do “Raju utraconego” Johna Miltona

Ta przepaść wszelkich błędów (abyssus errorum) słusznie jest odnoszona  do “studni przepaścistej” w Apokalipsie św. Jana (abyssus putei, IX, 1-3), której wyziewy zaćmiewają światło słońca i zatruwają powietrze. Jest to przeklęta sekta, której perwersję napiętnował także papież Pius IX nazywając ją “synagogą szatana”. Z powodu swego ogromnego rozprzestrzenienia w świecie oraz wyraźnie już dziś widocznych konszachtów z międzynarodową żydowską finansjerą, masoneria rzeczywiście stała się dzisiejszą “synagogą szatana”. To ona dostarczała funduszów dla wywołania w Moskwie rosyjskiej rewolucji; ona wyeksportowała komunizm ze Wschodu na Zachód, przejęła przywództwo państw od ich rządów, kierownictwo różnych departamentów administracyjnych lub ministerstw, parlamentów i w konsekwencji  jest takim światowym mocarstwem, że każdemu wnikliwemu umysłowi wydaje się jak gdyby istniały na ziemi tylko dwie wielkie potęgi: żydomasoneria na usługach rosnącego stale w potęgę Światowego Żydostwa oraz Kościół, w słabnących rękach kolejnych następców Piotra. Te dwie siły prowadziły przez wieki wojnę twarzą w twarz jak gdyby w niekończącym się pojedynku, co wyraźnie formułuje też memorandum Najwyższej Rady Wielkiego Wschodu Francji z 1892 r. : „Walka tocząca się między katolicyzmem a masonerią to walka na śmierć i życie, nieustanna i bezlitosna”.

Każdy dzisiejszy katolik musi to wiedzieć. I każdy winien jasno i jednoznacznie mówić to każdemu, kto twierdzi kłamliwie (a częste są te kłamstwa, zwłaszcza  w mediach tzw. „liberalnych”) że tak nie jest, a masoneria to jedynie „organizacja zamożnych starszych panów zajmujących się dobroczynnością”…

Pokutujący Łotr

Szpital w Oleśnicy: specjalne maszyny ssące do mordowania dzieci. Wysysanie dzieci z łona matek i rozrywaniu ich na strzępy.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Zorganizowane grupy przestępcze podarowały szpitalowi w Oleśnicy specjalne maszyny ssące do mordowania dzieci. To makabryczne urządzenia służące do wykonywania brutalnych aborcji tzw. „metodą próżniową”, polegającą na wysysaniu dzieci z łona matek i rozrywaniu ich na strzępy.
Opisy aborcji wykonywanych za pomocą maszyn ssących budzą przerażenie. Szpital w Oleśnicy to obecnie największy ośrodek aborcyjny w Polsce, w którym abortuje się dzieci m.in. za pomocą wykonywania im zastrzyków z trucizny w serca. Teraz jego arsenał śmierci powiększy się o kolejne metody. Równolegle, liczba aborcji w innych szpitalach w Polsce szybko rośnie, a personel oleśnickiego szpitala szkoli innych „lekarzy” w abortowaniu dzieci. 
Przyczyną kolejnych sukcesów aborcjonistów jest przede wszystkim obojętności ludzi świadomych sytuacji i ogromu zła, jakim jest aborcja. Dlatego organizujemy kolejne akcje i mobilizujemy Polaków do walki!Przekazano maszyny ssące do mordowania polskich dzieci [foto]Największe w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pośredniczące w nielegalnym handlu pigułkami poronnymi i namawianiu kobiet do aborcji przekazały szpitalowi w Oleśnicy zestawy do wykonywania aborcji tzw. „metodą próżniową”. Jest to metoda mordowania dzieci zalecana m.in. przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Jak napisali aborcjoniści po przekazaniu zestawów:

„Cieszymy się, że szpital w Oleśnicy wspólnie z nami wytycza standardy w dobrej opiece około aborcyjnej.”

Proszę zwrócić uwagę na istotną rzecz – do tej pory w szpitalach mieliśmy do czynienia z „opieką okołoporodową” nad kobietą w ciąży i jej dzieckiem. Teraz szpital w Oleśnicy chce wyznaczać standardy w „opiece okołoaborcyjnej”. Jak taka „opieka” może wyglądać w praktyce? Nowym standardem „opieki” w polskich szpitalach ma być brutalne mordowanie dzieci za pomocą wysysania ich z łona matek. Na tym właśnie polega tzw. „metoda próżniowa” aborcji, do której zestawy przekazali szpitalowi aborcjoniści. 
Dziecko morduje się przy pomocy maszyny ssącej. Użycie tej metody opisuje dr Anthony Levatino, były lekarz-aborcjonista, który nawrócił się i dołączył do walki o życie: 

„Aborter używa metalowych prętów o różnej grubości, zwanych rozszerzaczami. Wprowadza je do szyjki macicy, zyskując w ten sposób dostęp do dziecka. Maluszek ma już palce u rąk i nóg, a jego serce bije, choć kości są wciąż słabe i kruche. Aborter bierze cewnik ssący i wsuwa go przez szyjkę macicy. Następnie włączana jest maszyna ssąca z mocą 10–20 razy większą niż domowy odkurzacz. Dziecko jest gwałtownie rozrywane na strzępy przez siłę ssania i wciskane razem z łożyskiem do maszyny ssącej.” 

To, jak przebiega taka aborcja, opisuje także była położna, która asystowała przy próżniowych aborcjach:

„Kiedy doktor włączył maszynę ssącą, usłyszałam przerażające dźwięki… siorbanie, przełykanie… wysoki ton… wyglądało to tak, jakby wąż odkurzacza zadławił się czymś! To było okropne i przerażające. Znacznie gorszą częścią mojej pracy było opróżnianie maszyny ssącej każdego „dnia zabiegów”, i to nie tylko raz. Szczątki dzieci garściami wpadały do muszli klozetowej, chlapiąc dookoła na całą ubikację i podłogę. Nie cierpiałam wycierania krwi ze ścian, podłogi, spłuczki i sedesu.” 


Właśnie takie maszyny ssące do mordowania dzieci znajdują się teraz na wyposażeniu szpitala w Oleśnicy – największego w Polsce ośrodka aborcyjnego. Za ich przekazanie publicznie podziękowała aktywistkom aborcyjnym wicedyrektor szpitala Gizela Jagielska, pisząc na prowadzonym przez siebie profilu:

„Dziękujemy Wam Dziewczyny zestawy do tej pory nie były dostępne w Polsce”

Rozrywanie dzieci na strzępy za pomocą tych odkurzaczy ma „wyznaczać standardy” w zakresie „opieki aborcyjnej”. Standardy, które z Oleśnicy mają przenieść się na całą Polskę. Jak poinformowała wicedyrektor oleśnickiego szpitala, już wkrótce ruszą kursy doszkalające dla lekarzy-ginekologów organizowane przez szpital w Oleśnicy w ramach kształcenia ustawicznego lekarzy. Wedle informacji opublikowanych w mediach społecznościowych: 

„We wrześniu planujemy PIERWSZY KURS z zakresu OPIEKI ABORCYJNEJ. Dziś rozpoczęliśmy zapisy, miejsc nie było już po 4 godzinach, co świadczy o ogromnym zapotrzebowaniu na taką wiedzę.”

Oleśnica jest obecnie największą rzeźnią aborcyjną w Polsce, do której przyjeżdżają kobiety z całego kraju. Celem tych kursów jest przeszkolenie ginekologów z innych miast i województw tak, aby wiedzieli jak mordować dzieci i zaczęli zabijanie w swoich placówkach. Chodzi o to, aby aborcja stała się powszechną praktyką we wszystkich szpitalach na terenie całej Polski. Już teraz liczba aborcji bardzo szybko rośnie w wielu placówkach. 

Do naszej Fundacji spływają dane z kolejnych szpitali, od których domagamy się informacji na temat tego, ile dzieci zabito poprzez aborcję. W pierwszym półroczu 2024 r., od stycznia do czerwca, w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie abortowano 28 dzieci. To tyle ofiar co w całym ubiegłym roku i prawie trzykrotnie więcej niż w całym roku 2022. W Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w pierwszym półroczu br. abortowano 35 dzieci. Dla porównania – w całym roku 2023 wykonano tam 34 aborcje, a w 2022 16 aborcji. Z kolei w Szpitalu Klinicznym w Poznaniu od stycznia do czerwca br. abortowano 15 dzieci, gdzie w całym ubiegłym roku dokonano w sumie 10 aborcji. 

Dwukrotne wzrosty liczby aborcji w rok
– to sytuacja w wielu szpitalach w Polsce. Wciąż spływają do nas niepokojące dane z kolejnych placówek, które obrazują to samo zjawisko – liczba mordowanych dzieci szybko rośnie. Równolegle, dziesiątki tysięcy aborcji dokonywanych jest każdego roku przy pomocy pigułek poronnych. 
Standardy „opieki aborcyjnej” w Polsce będą wyznaczane przez maszyny ssące do rozrywania dzieci na strzępy. 
To wszystko znajduje wsparcie mediów głównego nurtu oraz aborcyjnej koalicji Donalda Tuska, która wspiera i promuje aborcję w Polsce.Akcja uliczna [foto]Papież Jan Paweł II nauczał, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Czy możemy uratować przyszłość Polski? Czy da się powstrzymać aborcyjne dzieciobójstwo? Tak. Należy przy tym pamiętać, że zwycięstwo jest w rękach Boga. Bóg nie wymaga tego zwycięstwa od nas i nie oczekuje, że osiągniemy je naszymi ludzkimi siłami. On oczekuje od nas wyłącznie udziału w walce po Jego stronie. Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Główną przyczyną rosnącej liczby mordowanych dzieci i kolejnych sukcesów aborcjonistów jest obojętność ludzi świadomych tego, czym jest aborcja.
 Zło odnosi sukcesy nie dlatego, że jest silne, tylko dlatego, że liczni ludzie dobrzy są bierni i nie chcą stanąć do walki, w której Bóg obiecał im pomoc i zwycięstwo. 
Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje niezależne kampanie informacyjne, za pomocą których budzimy sumienia Polaków i mobilizujemy nasze społeczeństwo do działania. Szczególnie istotne są działania lokalne, które z pomocą naszych koordynatorów każdy może podjąć w swoim miejscu zamieszkania, przede wszystkim tam, gdzie najbardziej intensywnie promowana jest aborcja, a lokalne szpitale zamieniają się w centra aborcyjne.
Pojedyncze osoby, stowarzyszenia, fundacje, środowiska, nieformalne grupy, parafie, duszpasterstwa oraz osoby mające wpływ na społeczeństwo takie jak biskupi, księża, dziennikarze, przedstawiciele mediów i organizacji pozarządowych – muszą stanąć do walki o życie. Do walki, w której zwycięstwo jest pewne i obiecane przez Boga, o ile tylko tę walkę podejmiemy. Musimy docierać z prawdą o aborcji do milionów kolejnych osób, uświadamiać Polaków, co się dzieje za murami ich szpitali, oraz wywierać nieustanną presję w celu powstrzymania aborcji.
Tylko w najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 17 000 zł. Dołączają do nas kolejne osoby, do których muszą dotrzeć nasi koordynatorzy. Kolejne osoby chcemy wyposażyć w plakaty, bannery i megafony. W kolejnych miastach musimy przeprowadzić akcje informacyjne i publiczne modlitwy różańcowe. Możemy to zrobić tylko dzięki stałej i regularnej pomocy naszych darczyńców. 
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania, dotrzeć z prawdą o aborcji do nowych osób i zmobilizować kolejnych Polaków do walki o życie. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Nowym standardem „opieki” w polskich szpitalach ma być brutalne mordowanie dzieci za pomocą wysysania ich z łona matek. 
Od reakcji społeczeństwa zależy, czy aborcjonistom uda się zrealizować swoje mordercze plany. Dlatego musimy budzić sumienia kolejnych osób i mobilizować naród do działania. Proszę Pana o umożliwienie nam tej walki. 
Z wyrazami szacunku

Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Maskirowka. I.

Mirosław Dakowski

Na artykuł Smoleńsk. Okiem naukowca. Z archiwum. Pożary. otrzymałem dużą ilość odpowiedzi, komentarzy i próśb o dalszy ciąg. Widać, że rana, jaką dla Polaków była Zbrodnia Smoleńska ciągle jest otwarta i bolesna, nie zarosła błoną obojętności. Nie jest to „wałkowanie Smoleńska”, lecz usystematyzowana wiedza.

Będę więc w częściach umieszczał artykuł syntetyczny z tej książki autorstwa Tomasza Pernaka. „Maskirowka” zawiera analizy dziewięciu autorów.

Sądzę, że zachęci sporo czytelników do kupienia całej książki.

====================================

„Małpia ospa”, AIDS. Natura sama tępi zboczenia?

Francja: „Małpia ospa” postawiła na baczność rząd i środowiska homoseksualistów

pch24/francja-malpia-ospa-postawila-na-bacznosc-rzad-i-pedałów

(Ilustracja: Chromorange / Vario Images / Forum)

Nowy wariant „małpiej ospy” (mpox) rozprzestrzenia się w Afryce, ale dotarł też do Europy. Zaniepokojone są zwłaszcza środowiska LGBT we Francji, kraju, do którego w 2022 roku została przeniesiona przez kontakty seksualne i rozprzestrzeniała się głównie wśród homoseksualnych mężczyzn. W Afryce najbardziej dotknięta jest tą chorobą Demokratyczna Republika Konga.

Na tym etapie epidemii w DRK średni wiek zakażonych wynosi 22 lata, a 29 procent to osoby „świadczące usługi seksualne”. Od początku roku w tym afrykańskim kraju zarejestrowano około 16,7 tysiąca przypadków, a ponad 570 osób zmarło. Wirus jest bardziej zaraźliwy niż poprzednie odmiany i wydaje się bardziej niebezpieczny, a śmiertelność może sięgać 10 procent zakażonych.

Dwa przypadki tego wariantu mpox potwierdzono poza kontynentem afrykańskim, w Szwecji i Tajlandii. Obawa przed przedostaniem się wirusa na inne kontynenty, spowodowała, że Afryka ma otrzymać szczepionki z Europy i USA. 2 miliony dawek ma trafić do Afryki z laboratorium w Danii do końca 2025 r. Stany Zjednoczone planują wysłać 50 tysięcy, a Japonia 3,5 miliona dawek, ale tylko dla dzieci. Francja przekaże 100 tysięcy dawek. W sprawę zaangażował się sprawujący jeszcze funkcję premiera homoseksualista Gabriel Attal.

Nad Sekwaną od pojawienia się choroby w 2022 roku podano 154 400 dawek szczepionek. Dotyczyło to głównie (26,1 procent) „mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami”, zaś już w regionie paryskim odsetek szczepionych homoseksualistów wzrósł do 45,4 proc. Premier Gabriel Attal informował, że „na całym terytorium są już otwarte 232 punkty szczepień”. Do końca sierpnia Wysoka Władza ds. Zdrowia (HAS) może zwiększyć liczbę szczepionych we Francji osób, ale nie będzie to dotyczyło „populacji ogólnej”. Zagrożenie rozprzestrzenienia się mpox w Europie uważa się jednak za niewielkie.

Tym niemniej działania prewencyjne pokazują, że kolejny raz choroby dotykające środowisko homoseksualne traktowane są priorytetowo. Można tu przypomnieć niezwykłe wręcz zaangażowanie państwa i naukowców w XX wieku w zwalczanie AIDS. Środki przeznaczane na ten cel wielokrotnie przekraczały wydatki na badania dotyczące innych chorób.

Jednym z powodów takich działań jest obawa, przed tym, iż kolejne plagi dotykające sodomitów mogą jednak zwrócić uwagę społeczeństw, że takie relacje są być może, choćby przez samą naturę… „penalizowane”.

BD

Zuckerberg TERAZ mówi, że administracja Bidena wywierała na niego presję, aby cenzurował treści związane z COVID

Zuckerberg mówi, że administracja Bidena wywierała na niego presję, aby cenzurował treści związane z COVID-19

thepeoplesvoice.tv/zuckerberg-says-he-was-pressured-by-biden

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 27
 
READ IN APP
 
Biden Zuckerberg

Dyrektor generalny Meta, Mark Zuckerberg, twierdzi, że administracja Bidena wywierała na niego presję, aby usunął pewne treści związane z COVID-19 ze swojej platformy społecznościowej.

W liście wysłanym w tym tygodniu do republikańskiego przedstawiciela Jima Jordana, którym podzieliła się frakcja Partii Republikańskiej w Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów, Zuckerberg przyznał, że „w 2021 r. wysocy rangą urzędnicy administracji Bidena, w tym Biały Dom, przez wiele miesięcy wielokrotnie wywierali presję na nasze zespoły, aby cenzurowały pewne treści dotyczące COVID-19”.

W szczytowym momencie pandemii wiele platform mediów społecznościowych przyjęło surowe zasady moderacji, aby usuwać to, co postrzegały jako dezinformację i teorie spiskowe związane z koronawirusem. Jednak zasady te były krytykowane za wpływanie na dyskurs naukowy, w tym debatę na temat skutków ubocznych szczepionek i ogólnego bezpieczeństwa.

Szamani polskiej medycyny znów na fali – czyli szokujący upadek polskiej medycyny i nauki

Szamani polskiej medycyny znów na fali

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

– czyli szokujący upadek polskiej medycyny i nauki


na testach piszą firmy które je wytwarzają: Testy RT-PCR nie nadają się do celów diagnostycznych!

——————————-

Główny szaman polskiej medycyny, Paweł Grzesiowski, którego w nagrodę za wzorowe reprezentowanie interesów koncernów farmaceutycznych na terenie Polski,  rząd warszawski uczynił szefem GIS, oznajmił na konferencji prasowej, że o rozwijającej się pandemii covid-19  w kraju świadczą….badania ścieków miejskich, w których jest  coraz to więcej wirusów kowida.
Pan Grzesiowski nie poinformował z jakiej oczyszczalni ścieki były badane, kto te badania prowadził, za pomocą jakiej aparatury i konkretnie ile tych wirusów kowida wykryto w ściekach.

Ponieważ nikomu w świecie nauki nie udało się wyizolować wirusa kowida, zaś pokaźna grupa niezależnych naukowców (w tym były dyrektor firmy Pfajzer) twierdzi, że nie ma żadnych dowodów naukowych na to, że wirusy w ogóle istnieją, więc nasuwa się pytanie: o czym szaman polskiej medycyny Grzesiowski Paweł  bajdurzy?
I od razu to wyjaśnijmy!

Do wykrywania „wirusów” kowida służy test RT-PCR. (więcej na ten temat pisałem tutaj: http://www.pospoliteruszenie.org/Terror%20testy.html )
Opiera  się on na badaniach Kary Mullisa.  Kary Mullis, wynalazca technologii reakcji łańcuchowej polimerazy PCR (za co otrzymał nagrodę Nobla) uznał, że technologia ta nie nadaje się do wykrywania infekcji wirusowej ani żadnych innych, o czym wielokrotnie publicznie informował gdy żył, gdyż w tajemniczych okolicznościach zmarł.

To samo na testach piszą firmy które je wytwarzają: nie nadają się do celów diagnostycznych!

Skoro testy na podstawie których wykrywa się kovida do tego celu się nie nadają, to co te testy wykrywają?

Kierowany taką ciekawością prezydent Tanzanii postanowił to sprawdzić. Swoją ciekawość przepłacił życiem.
Z pomocą testu przebadał kozy, lamy, olej silnikowy, owoce avocado, itp. Badane obiekty posiadały w sobie wirusy kowida!

Inni ciekawscy za pomocą testów wykryli wirusy kowida nie tylko we wszystkim co się rusza, ale również w obiektach nieruchomych! Ja sam -nie chwaląc się -korzystając z testu PCR wykryłem kowida w wodzie z kranu, którą piłem i piję bez maski na gębie, więc woda ta przechodząc przez mój układ pokarmowy przenosi wirusy kowida do oczyszczalni ścieków.
Tam już czekają na mój cenny materiał biologiczny wysłannicy Grzesiowskiego, którzy za pomocą testu pcr wykrywają
…..co za niespodzianka:  wirusy kowida!

W historii  nauki i medycyny były różne  okresy upadku i szarlatanerii, jednak czas liczony od tak zwanej pandemii kowida, jest absolutną ruiną nie tylko nauki „wyższej” ale i zdrowego rozsądku i wiedzy na poziomie szkoły podstawowej.
Klasycznym  okazem tego zdziczenie  naukowego i moralnego jest naczelny szamam polskiej medycyny Paweł Grzesiowski, któremu w szamaniźmie medycznym  towarzyszy większość polskich lekarzy i tak zwanych naukowców!

Anthony Ivanowitz 27.08.2024r. www.pospoiteruszenie.org  

W domu wisielca nie wypada perorować o sznurze…

Od duszenia Polska dostaje duszności

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    27 sierpnia 2024 michalkiewicz

Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego” – nawoływał Klucznik Gerwazy w „Panu Tadeuszu”, gdy Napoleon ruszał na Rosję w roku 1812. Chodziło mu o to, by przy tej okazji załatwić Sędziego Soplicę, z którym miał na pieńku, jako członku rodziny Sopliców, bracie Jacka, co to zastrzelił Stolnika Horeszkę. Stolnik „popierał prawo trzeciego maja”, w związku z czym Targowica hojnie Jacka wynagrodziła, przekazując mu majątek Stolnika, który następnie – jako „fundusz prawie cały”, trafił w posiadanie Sędziego. Ale sprytny Jacek, który w międzyczasie został bernardynem Robakiem i przeszedł na służbę francuską, myślał, jakby tu zdobytą dzięki Targowicy fortunę zachować, nie tracąc przy tym patriotycznej reputacji. W tym celu namawiał Sędziego, by stanął na czele powstańców, którzy powitają wkraczającego na Litwę Napoleona, a wtedy on z pewnością zapyta, pod czyim dowództwem służą. Wtedy powstańcy krzykną: „Sędziego Soplicy! – Ach – puszcza wodze fantazji Ksiądz Robak – któż by potem pisnąć śmiał o Targowicy!

Jak wiadomo choćby z mojej ulubionej teorii spiskowej, w naszym nieszczęśliwym kraju wprawdzie panoszy się agentura, która jednak – podobnie jak to było w wieku XVIII – specjalnie się nie afiszuje wysługiwaniem się obcym potencjom. Przeciwnie – chętnie drapuje się w rozmaite patriotyczne kostiumy, ale cóż z tego, kiedy raz za razem spod płaszcza Konrada pokazują się ubeckie cholewy? Oto w ostatnim roku rządów „dobrej zmiany” została powołana specjalna komisja, która miała spenetrować ruskie i białoruskie wpływy w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu. Ciekawe, że tylko ruskie i białoruskie, a nie na przykład – niemieckie, czy żydowskie, których przecież przeoczyć się nie da, podobnie, jak na przykład – amerykańskich.

Wiadomo jednak, że w domu wisielca nie wypada perorować o sznurze – jak to zrobił mecenas Śmiarowski w rozmowie z carskim prokuratorem: – Czy sznur, na którym wieszają skazańca musi być przepisowej grubości? – Chyba tak – odparł prokurator. – Czy używa się tego samego sznura parę razy? – Nie, sznur musi być nowy. – A wiele kosztuje arszyn takiego sznura – dopytywał mecenas Śmiarowski. – Co pan tak ciągle o tym sznurze – zirytował się prokurator. – A o czym ja mam z panem mówić?

Teraz oczywiście jest inaczej; o sznurze nikt nie mówi, za to, odkąd na Ukrainie wybuchła wojna z Rosją, która toczą tam Stany Zjednoczone wraz ze swoimi wasalami do ostatniego Ukraińca, aż się zaroiło u nas od ruskich agentów. Najpierw komisja wytypowała grono działaczy, którzy mogliby być ruskimi agentami. Kto wie, czym by się to skończyło, gdyby nie amerykański prezydent Józio Biden, który w marcu 2023 roku, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Niemcom nie trzeba było dwa razy tego powtarzać – ale w tej nowej sytuacji trzeba było zrobić podmiankę na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu.

Jak trzeba to trzeba – każdy to rozumie – więc to tu, to tam wyborcy głosowali aż do białego rana, bo skoro demokracja ma zwyciężyć, to nikt przytomny nie będzie zawracał sobie głowy jakimiś przepisami, według których głosowanie powinno skończyć się o godzinie 20.

Tedy, jak tylko vaginet Donalda Tuska, którego Volksdeutsche Partei została szczęśliwie zainstalowana na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, został zaprzysiężony 13 grudnia ubiegłego roku, to zaraz komisja do zbadania ruskich i białoruskich wpływów w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu, została rozpędzona, ale nie całkiem, bo vaginet Donalda Tuska zaraz powołał własną komisję – ma się rozumieć – niezależną i samorządną. Ona też ma wskazać ruskich i białoruskich agentów i cały czas pracuje nad ułożeniem prawidłowej listy, bo nie ma chyba potrzeby dodawać, że tamta poprzednia lista, sporządzona przez poprzednią komisję, nie tylko okazała się nic nie warta, ale w ogóle błędna, bo wśród wytypowanych na kandydatów na ruskich agentów znalazły się niewłaściwe osoby. Teraz, to co innego; teraz nowa komisja już tam wytypuje kogo będzie trzeba, a jak już wytypuje, to wszystko zostanie również i nam objawione.

Zanim to jednak nastąpi, żyjemy w okresie przejściowym, kiedy dawni ruscy agenci wprawdzie zostali zrehabilitowani, ale – jak zauważył jeszcze w koszmarnych czasach starożytnych cesarz Klaudiusz – pozostał na nich ślad po rehabilitacji. Listy nowych agentów jeszcze nie ogłoszono, ale na pewno to nastąpi, toteż można odnieść wrażenie, że od ruskich i białoruskich agentów aż się u nas roi do tego stopnia, że wprost nie można splunąć, żeby nie trafić jakiegoś agenta. W tym zamieszaniu nietrudno o nieporozumienie i na przykład Jarosław Kaczyński, który dlaczegoś nie lubi Donalda Tuska, krzyknął do niego w Sejmie na oczach całej Polski: wiem jedno; jest pan niemieckim agentem!Jak pamiętamy, premier Donald Tusk ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył – bo przecież na obecnym etapie nie tropimy niemieckich agentów, tylko ruskich, ewentualnie – białoruskich. Gdyby na przykład Donald Trump kazał nam tropić agentów niemieckich – aaa, to wtedy wszyscy ludzie dobrej woli, być może nawet z Judenratem „Gazety Wyborczej” na czele, rzuciliby się demaskować agentów niemieckich. Dopóki jednak taki rozkaz nie padł, to demaskujemy ruskich i białoruskich.

Wprawdzie vaginet Donalda Tuska nie ma żadnego pomysłu na państwo; co z nim zrobić, żeby jako-tako funkcjonowało – ale żeby nie narazić się na zarzut bezczynności, koncentruje się na tak zwanych „rozliczeniach”, to znaczy – próbuje ustalić, ile forsy nakradła ekipa „dobrej zmiany”. W tych próbach vaginetowi sekunduje Judenrat „Gazety Wyborczej”, wychodząc z założenia, przedstawionego mową wiązaną w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”:

Gdy kradniesz gwóźdź lub drutu szpulę,

uszczuplasz przez to całą pulę.

A pula nie jest do kradzieży!

Pula się cała nam należy!

Nam – czyli ekipie, którą zwycięstwo demokracji akurat przysunęło do żerowiska. W przypadku Judenratu cel tej rewolucyjnej czujności może mieć sens jeszcze głębszy. Wprawdzie teraz jest wojna na Ukrainie, więc mamy większe zmartwienia, ale przecież amerykańska ustawa nr 447 cały czas obowiązuje i jak tylko umilkną działa, to i o niej usłyszymy, więc trudno się dziwić, że Judenrat pilnuje interesu. Czyż nie po to został tu ustanowiony w ramach sławnej transformacji ustrojowej?

Premier Donald Tusk tak się zapalił do tych rozliczeń, że chyba nie zauważył, iż znowu może nadziać się na minę, podobnie jak to było w roku 2008. Jak pamiętamy, swój vaginet Donald Tusk utworzył pod koniec roku 2007, ale stare kiejkuty trzymały go na krótkiej smyczce, co mu chyba trochę dolegało. Toteż kiedy wiosną 2008 roku dowiedział się, że w Polsce jest pan Peter Vogel, to zaraz kazał go aresztować pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Ten pan Vogel pochodzi z porządnej, ubeckiej rodziny i tak naprawdę nazywał się Piotr Filipczyński, a pod koniec lat 70-tych został skazany na tzw. „ćwiarę” za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Ale w stanie wojennym na przepustkę z więzienia wyjechał do Szwajcarii, gdzie zmienił nazwisko na Peter Vogel i został finansistą. Na jakich finansach? Tego, ma się rozumieć, nie wiem, ale podejrzewam, że został strażnikiem Labiryntu, w którym PZPR gromadziła skarby w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego PEWEX, funkcjonującego od 1972 roku aż do końca pierwszej komuny. Jak tam było, tak tam było; w każdym razie prezydent Kwaśniewski, w ostatnim dniu swego urzędowania pana Petera Vogla ułaskawił. Myśląc, że jest już bezpiecznie, zaczął on do Polski przyjeżdżać i tak trafił do aresztu wydobywczego. Stare kiejkuty sprawę zbagatelizowały i tylko we wszystkich niezależnych mediach głównego nurtu ukazały się publikacje, jak to niebezpiecznie jest w polskich więzieniach, jak to więźniowie, nawet siedzący w celach monitorowanych 24 godziny na dobę, wieszają się na własnych skarpetkach, sami nie wiedząc kiedy. Jednak nie bacząc na te przestrogi pan Vogel chyba zaczął chlapać i dziennik „Dziennik” „dotarł” do jego tajnych zeznań z których wynikało, że pan generał Gromosław Czempiński, były szef UOP, a wcześniej – w SB, stracił ze swego szwajcarskiego konta milion dolarów, które zwędził mu jakiś Turek i podobno nawet niczego nie zauważył.

Tak się zaczęła słynna afera hazardowa, która Bóg wie, czym by się dla Donalda Tuska skończyła, gdyby nie Nasza Złota Pani, która w Donaldu Tusku dlaczegoś sobie upodobała, nie załatwiła mu prestiżowej Nagrody im. Karola Wielkiego. To była aluzja, że kto od tej pory podniesie rękę na Donalda Tuska, to będzie miał z nią do czynienia. Stare kiejkuty natychmiast aluzję zrozumiały i okazało się, że żadnej afery hazardowej w ogóle „nie było”. No a teraz Donald Tusk tak się zagalopował z tymi „rozliczeniami”, że zamierza porozliczać związki sportowe – jakby nie wiedział, że od czasów pierwszej komuny swoje tradycyjne żerowiska ma tam bezpieka. Kto wie, czy stare kiejkuty znowu nie będą musiały mu przypomnieć, skąd wyrastają mu nogi, a wtedy żaden pan Adam Bodnar ze swoimi bodnarowcami mu nie pomoże.

A jakby tego było mało, to niedawno ujawnił, że „trafił” na dokument, świadczący o tym, że pan dr Sławomir Cenckiewicz, uczestniczący w poprzedniej komisji do badania ruskich i białoruskich wpływów w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu, molestował rozmaitych generałów i bezpieczniaków, żeby dostarczyli mu jakieś gotowce świadczące o tym, że ruskim wpływom ulegał nie tylko on, ale między innymi również Książę-Małżonek, w którego sprawie stare kiejkuty w latach 90-tych prowadziły sprawę operacyjnego rozpracowania pod kryptonimem „Szpak”. Że Donald Tusk „trafił” na taki dokument akurat teraz, to nic dziwnego. Jak jest społeczne zapotrzebowanie, to zaraz powstają rozmaite dokumenty, na które potem można „trafić”. Jeśli zatem jest w tej deklaracji coś naprawdę godnego uwagi, to to, że do „rozliczeń” została wciągnięta nasza niezwyciężona armia, która – podobnie jak to było wieku XVIII – pogrąża się w coraz to większym rozpolitykowaniu.

Gdyby efektem tego rozpolitykowania był jakiś zamach stanu, dzięki któremu nasz nieszczęśliwy kraj stanąłby wreszcie na nogi, to można by temu tylko przyklasnąć. Niestety wydaje się, że nasza niezwyciężona armia nie jest zdolna nawet do tego, więc z tego rozpolitykowania poza pogłębieniem anarchii nic się nie narodzi.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Prezydent Duda powiedział, ile sprzętu Polska dała Ukrainie. 100 mld zł łącznej pomocy.

Prezydent powiedział, ile sprzętu Polska dostarczyła Ukrainie

Defence24 defence/powiedzial-ile-sprzetu-polska-dostarczyla-ukrainie

Polish PT-91 main battle tank during exercise Saber Strike 18. U.S. Army photo.
Polish PT-91 main battle tank during exercise Saber Strike 18. U.S. Army photo.
Autor. Spc. Hubert D. Delany III /22nd Mobile Public Affairs Detachment

„Przekazaliśmy Ukrainie ponad tysiąc sztuk różnego rodzaju sprzętu: samolotów, czołgów, transporterów czy armatohaubic. Łącznie to ok. 12 mld samej pomocy militarnej” – powiedział prezydent Andrzej Duda.

W sobotę prezydent Duda złożył wizytę w Ukrainę, gdzie w Kijowie wziął udział w obchodach ukraińskiego Dnia Niepodległości. Po wizycie prezydent udzielił wywiadu „Kanałowi Zero”, w którym odniósł się m.in. do kwestii dotychczasowej pomocy, jakiej Polska udzieliła zaatakowanej przez Rosję Ukrainie.

100 mld zł łącznej pomocy

„Daliśmy prawie 400 czołgów Ukrainie. W sumie, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko różnego rodzaju pojazdy służące do walki – ciężki sprzęt, krótko mówiąc – daliśmy ponad tysiąc sztuk ciężkiego sprzętu, poczynając od czołgów T–72, PT–91 Twardy, Leopardy, poprzez transportery opancerzone różnego rodzaju i bojowe wozy piechoty, Rosomaki, armatohaubice Krab, wyrzutnie rakiet, które mieliśmy jeszcze na stanie, 10 samolotów MiG–29, 10 śmigłowców. Naprawdę dużo tego sprzętu daliśmy Ukrainie” – powiedział prezydent.

Jak ocenił, łączna wartość polskiej pomocy dla Ukrainy – militarnej, humanitarnej i innej „to jest 3,3 proc. naszego produktu krajowego brutto, około 100 mld zł”. „Więc to są naprawdę potężne kwoty. 12 mld samej pomocy militarnej, więc naprawdę myśmy dużo Ukrainie dali jak na nasze możliwości” – stwierdził Duda.

„Zachowaliśmy się jak dobry sąsiad i to jest na Ukrainie doceniane. Oni to rzeczywiście podkreślają, co mnie bardzo cieszy. W wielu przypadkach podkreślają to wojskowi ukraińscy, oficerowie ukraińscy. Podkreślają to też ludzie, więc to jest ważne – nie tylko przywódcy, ale też i ludzie” – dodał prezydent.

Jaki sprzęt dała Polska?

Od początku rosyjskiej inwazji Polska przekazała broniącej się przed Rosją Ukrainie wiele typów pojazdów i sprzętu wojskowego; polskie władze nie informowały dotąd – z pewnymi wyjątkami – o szczegółach wymiaru polskiej pomocy. Z dotychczasowych informacji przekazywanych przy różnych okazjach przez polityków czy zagraniczne ośrodki badawcze wynika, że Polska przekazała Ukrainie m.in. ponad 300 czołgów T-72 i PT-91, 14 nowocześniejszych Leopardów, a także kilkaset transporterów opancerzonych Rosomak oraz nieokreśloną liczbę poradzieckich wozów bojowych piechoty BWP-1.

Wśród polskiego wsparcia znalazło się również poradzieckie myśliwce MiG-29 i śmigłowce szturmowe Mi-24 oraz pojazdy artylerii samobieżnej – polskie moździerze Rak, armatohaubice Krab oraz poradzieckie haubice Goździk, a także wyrzutnie rakiet BM-21 Grad. Zwłaszcza polskie Kraby walczące na Ukrainie zyskały rozgłos jako skuteczny i niezawodny w walce sprzęt. Polska przekazała Ukrainie również dużo pomniejszego wsparcia – od ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych Piorun, poprzez różnego rodzaju broń ręczną i amunicję różnych kalibrów do wyposażenia indywidualnego żołnierzy – hełmów, kamizelek kuloodpornych czy zestawów medycznych.

Smoleńsk. Okiem naukowca. Z archiwum. Pożary.

Rajmund Rusakiewicz@Albatros z lotu ptaka

[Rozszerzona wersja artykułu Rajmunda Rusakiewicza z książki dziewięciu autorów „Maskirowka smoleńska” MD]

1. Smoleńsk. Okiem naukowca

Na sprawę Smoleńska patrzę z perspektywy doświadczeń zawodowych i życiowych; jestem głęboko przekonany, że Polska – z racji położenia geograficznego, zasobności w bogactwa naturalne, w tym kopalne, jest obiektem zainteresowania możnych tego świata – ze wszystkimi tego zainteresowania konsekwencjami. Takie wydarzenia, jak Smoleńsk, mają swój międzynarodowy wymiar. Gdyby Smoleńsk był zwykłym wypadkiem lotniczym, o czym starano się nas przekonać, byłby również wydarzeniem kluczowym dla układu sił w Europie, a w szerszej perspektywie układu sił na świecie. Przypadkiem, lub też w wyniku celowego działania, życie straciła faktyczna, ale i symboliczna elita państwa, łącząca sentyment po II RP, w osobie śp. prezydenta Kaczorowskiego, po powagę państwa uosabianą przez urzędującego prezydenta Kaczyńskiego. Strata dwóch prezydentów, to silny symbol katastrofy, ale nie smoleńskiej – katastrofy państwa i narodu. Sztab Generalny – symbolizuje zaufanie dla wojska, zdolności najwyższych dowódców do dowodzenia armią, nienarażania życia niepotrzebnie. Złamanie wszystkich procedur bezpieczeństwa przez najwyższych dowódców, dowódców NATO – a tak musiałoby być, gdyby do katastrofy rzeczywiście doszło – to cios dla morale armii. Brawura i nieodpowiedzialność lotników elitarnego pułku lotniczego, to cios w morale tego rodzaju sił zbrojnych, tym silniejszy dla opinii publicznej, że spośród rożnych rodzajów wojsk, to lotnictwo przedstawia się jako „polską specjalność”. Śmierć osób zasłużonych dla Polonii na świecie, dla „Solidarności”, to kolejny cios w polską, antykomunistyczną historię. Dodajmy do tego posłów, senatorów, ministrów Rzeczpospolitej i przekaz smoleński staje się czytelny: „nie istniejecie, jako naród, a wasze państwo jest atrapą państwa”.

Jeśli sprawa smoleńska ma aż takie znaczenie dla polskiego logos i ethos, to jej wyjaśnienie musi stać się jedną z najważniejszych rzeczy, które muszą zostać wykonane, jeśli chcemy myśleć o suwerenności – bez niej niemożliwy jest rozwój, a nawet trwanie jest zagrożone. Po ośmiu latach nie ma zgody w najbardziej podstawowej kwestii tej sprawy dotyczącej, to jest odpowiedzi na pytanie: „co się wydarzyło”. Wypadek i zamach to przecież dwa skrajnie różne wydarzenia, nawet jeśli mają identyczne skutki. Ci, którzy w tej sprawie ważą się machać ręką i radzą zapomnieć, mają widoczny problem z autoidentyfikacją, tak społeczną, jak i etniczną.

Ta sprawa musi i może być wyjaśniona, bo przy dzisiejszym stanie rozwoju techniki, w szczególności technik służących nauce, w tym również wywiadowczych, ślady tego typu wydarzenia gdzieś są, bo być muszą. Nasze blogerskie śledztwo, z powodu rożnego rodzaju ograniczeń, nie było w stanie odpowiedzieć na kluczowe pytanie o to, co się stało, ale wydaje się, że dość wnikliwie odpowiadamy na pytanie, co się stać nie mogło.

Kluczowe i wystarczające do stawiania takiej tezy są publicznie dostępne dowody w sprawie Smoleńska. Zacząłem myśleć o tych dowodach w roku 2011, po okresie duchowego życia na kolanach, bo przeżywaliśmy Smoleńsk jako wielką, osobistą traumę. Dopiero po miesiącach od samego wydarzenia byłem w stanie zacząć przyglądać się tej sprawie bez odwoływania się do emocji, z dystansem do tego oficjalnego obrazu, który był nam przekazywany od samego początku. Od tego czasu pojawiłem się w przestrzeni publicznej jako bloger, kojarzony z racji licznych odniesień z pracami FYM-a, choć zawsze działałem indywidualnie. Niemniej prace FYM-a, które on wciąż popularyzuje, wysoko sobie cenię. Były jednak również i inne badania, które stały się moim udziałem, i które chciałbym tu opisać, dodać do tej wielkiej panoramy badawczej kilka nowych, istotnych wątków.

Badania te dotyczą głównie obrazu termodynamiki pogorzeliska. Jak wiadomo zdarzenia fizyczne charakteryzują się wzajemnymi relacjami, są umocowanie w czasoprzestrzeni. W przypadku zjawisk geofizycznych mamy miejsce zdefiniowane położeniem geograficznym. W dzisiejszym świecie możliwość pozycjonowania poprzez systemy satelitarne jest bardzo wysoka. W przypadku geodezji to jest dokładność pomiaru rzędu około jednego centymetra, czasami nawet jeszcze dokładniej. W układzie siatki współrzędnych WGS-84, ogólnie przyjętego w systemach międzynarodowych, w geofizyce, układ współrzędnych jest bardzo ściśle zdefiniowany. W tej chwili, poprzez systemy pozycjonowania satelitarnego, przy pracach geodezyjnych, kiedy projektuje się instalacje (punktowe albo liniowe), czy też ocenia się pewne zjawiska o charakterze zjawisk fizycznych, odnosi się je do tejże siatki.

To jest miejsce umocowania na kuli ziemskiej. Drugi parametr jest również bardzo precyzyjny i jest to pomiar czasu (a jestem metrologiem z wykształcenia, skończyłem Wydział Elektroniki Politechniki Gdańskiej; moja specjalizacja to aparatura elektroniczna i miernictwo elektroniczne). Wzorce pomiaru czasu, miały kiedyś charakter mechaniczny, tak jak i pomiar przestrzeni, dziś wszystko to ma umocowanie w fizyce kwantowej.

Na tej podstawie parametry czasowe definiowane są z dokładnością dziesięć do minus szesnastej. Jeśli chodzi o lotnictwo, precyzja pomiaru czasu to jest to co najmniej dziesięć do minus szóstej, czyli to nie są milisekundy, to są mikrosekundy nawet, a milisekunda to jest powszechnie przyjęta norma czasowa, która obowiązuje w pracy bardzo wielu urządzeń w nawigacji lotniczej. Urządzenia elektroniczne, takie jak komputer, pracują z jeszcze wyższym taktowaniem.

Komputery są taktowane dzisiaj z częstotliwością gigaherców; są sterowane poprzez systemy zdalne, zsynchronizowane z zegarem atomowym, a zegar atomowy to jest zdolność rozdzielcza dziesięć do minus piętnastej. Mamy zjawiska fizyczne opisane w czasoprzestrzeni z bardzo wysoką dokładnością. Inaczej żaden statek, bez tej synchronizacji, nawet wolno poruszający się, tak jak w komunikacji morskiej – a co dopiero w komunikacji lotniczej, wystrzeliwaniu rakiet, w tym również rakiet międzykontynentalnych, czy kosmicznych, wyprawy na księżyc – nie osiągnąłby celu.

Wracając do opisu. Został stworzony system badania zjawisk w oparciu o monitorowanie satelitarne, w tym również zjawisk katastroficznych. Tym zajmuje się system COSPAS SARSAT1, w ramach którego każdy statek powietrzny, który ma na swoim pokładzie więcej niż dwie osoby, musi być wyposażony w radio-boję i nie ma tutaj wyjątków. Polska podpisała konwencję międzynarodową, bezwzględnie zobowiązującą do tego, żeby na pokładzie takiego statku była radio-boja. Jeśli ktoś wybiera się w góry, lub porusza się własnym samochodem, może się również wyposażyć w urządzenie, które go identyfikuje w przypadku, gdyby potrzebował pomocy. Można ten sygnał wywołać ręcznie, ale w przypadku pojazdów, takich jak statek powietrzny, sygnał ten jest generowany automatycznie, niezależnie od woli załogi, w tym wypadku pilota; pierwszego, drugiego, jakiegokolwiek członka załogi. To urządzenie uruchamia się pod wpływem wstrząsu lub kontaktu z wodą, lub też przy zaistnieniu innych czynników, i w ciągu dosłownie kilku minut służby ratunkowe na świecie, przy współczesnej technologii pracującej w paśmie 406 MHz, są informowane z dokładności do 100 m o położeniu miejsca zdarzenia. Po pierwsze jest dokładnie zdefiniowany czas wystąpienia tego zdarzenia, ale również miejsce tego zdarzenia. Z dokładnością do 100 metrów, w siatce współrzędnych WGS-84.

Przeglądałem informacje w systemach SARSAT i nie znalazłem tam żadnego takiego sygnału z katastrofy smoleńskiej. Podobnie jest z transmisją ACARS2, która odbywa się w trakcie lotu. Praca systemów pokładowych, praca urządzeń, takich jak silniki, praca awioniki, jest w sposób ciągły monitorowana bez woli pilotów, podobnie jak prowadzone rozmowy, czyli ich komunikaty, zgłoszenia, czy depesze. Każde zdarzenie, nawet takie, że ktoś wejdzie do toalety i nie wychodzi stamtąd przez dłuższy czas, ale i takie, kiedy niesforny pasażer zapalił sobie papierosa, lub uruchomił komórkę. Takie rzeczy są zdefiniowane, podobnie jak stan zdrowia na pokładzie, zarówno pasażerów, jak i załogi. Był przypadek, kiedy kapitan statku lecącego z Warszawy do Pragi, zasłabł, i niestety nie udało się go uratować – zawał był zbyt rozległy, ale samolot posadowił na praskim lotnisku Różne drugi pilot. Komunikacja była pełna. Obowiązują nas międzynarodowe przepisy prawa lotniczego, ujęte przez ICAO, i my żeśmy się pod tymi przepisami podpisali. Polska w 1936/1937 roku była inicjatorem tych legislacji.3

To, co zostało nam zaserwowane z wydarzeń od 7 kwietnia poczynając, do 13 kwietnia – ujmuję, jako okres nie jednego dnia, tylko tygodnia, który jest ciągiem zdarzeń logicznych o charakterze przyczynowo-skutkowym. I ciąg ten pozostawił, albo też musiałby pozostawić, gdyby zaistniał w określony sposób, swoje ślady.

Tutaj musimy szukać problemu, który mamy do rozwiązania: co się stało z ludźmi, z tymi 96 czy 97 osobami (bo jedna, jak pamiętamy, była NN – mówiło się, że taka też zginęła), które poniosły śmierć w zdarzeniu lotniczym o charakterze wypadku na skutek uporu osób na pokładzie (VIP-ów), czy niefrasobliwości pilota, który doprowadził do katastrofy lotniczej poprzez świadome przyziemienie w warunkach braku widoczności z ziemią. W wyniku zderzenia z przeszkodami terenowymi, jak ta pancerna brzoza na drodze Tu-154, który chciał koniecznie usiąść na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj.

Wracając do informacji kluczowych, zasadniczych. W otoczeniu Antoniego Macierewicza był/jest taki człowiek, który nazywa się doktor Kazimierz Nowaczyk4. Prosiłem swego czasu w blogosferze pana doktora Nowaczyka o pozyskanie danych na kampusie w ośrodku Maryland, gdzie wówczas działał. Mówiąc oględnie, nie pofatygował się, by pomóc. Ośrodek w Maryland to jest kluczowy ośrodek na świecie, który opracował technologię do identyfikacji czujnikami, sensorami, zamontowanymi na urządzeniach satelitarnych. Można tu mówić o kluczowej platformie, platformie MODIS5 (platformie NASA), która monitoruje zjawiska geofizyczne, ale która została również bogato wyposażona przez Japończyków w rejestratory znacznie wyższej rozdzielczości. Te materiały o wyższej rozdzielczości nie są dostępne za darmo, ale są dostępne.

Za chwilę wrócimy do tych rozdzielczości. W ramach platformy są dwa satelity, które omiatają ziemię w cyklu troszeczkę ponad godzinę; to jest jeden satelita nocny, drugi dzienny, i jeden nosi nazwę Aqua, i monitoruje głównie środowisko wodne i czapę lodowców na Spitsbergenie, ale i na Antarktydzie, na biegunach, a drugi nazywa się Terra i jest przygotowany do monitorowania zjawisk na ziemi.

Oba satelity dostarczają na ziemię olbrzymie spektrum danych, to jest 1.5 GB danych z jednego pola, które nazywa się sub-set. Z niego, jednym zdjęciem obejmującym obszar blisko 2000 kilometrów, poprzez nakładanie sekwencyjne kolejnych zdjęć, w ciągu kilku minut, otrzymujemy platformę diagnostyczną kilkudziesięciu parametrów geofizycznych: od temperatury podłoża, anomalii temperatury podłoża, identyfikacji miejsc pożarów, w sposób bardzo precyzyjny, z rozdzielczością do 250 metrów. Pożary zdefiniowane są w skali, tak jak jest to ujęte w tabelach ośrodka w Maryland, bo oni opracowali ten program. Są tam również inne parametry, takie jak poziom zachmurzenia, ciśnienia parcjalne pary wodnej, zawartość dwutlenku węgla, co jest bardzo istotne, jeżeli chodzi o gazy cieplarniane.

Każdy naukowiec, za darmo, również w Polsce, może z obszaru, który go interesuje określonego dnia, te dane pozyskać. To jest 1,5 GB danych, dostarczonych przez NASA za darmo każdemu naukowcowi. Gdyby istniał właściwy zespół, zespół Polskiej Agencji Badań Kosmicznych, to wychodząc z danych z tej platformy można sięgnąć dalej, w kierunku innych satelitów, na przykład platformy niemieckiej Rapid-Eye, gdzie mamy satelitę o innych cechach, widzącego lądy i morza przez chmury.

Te urządzenia pracują radarowo i identyfikacja jest tam nie 250 x 250 metrów, tylko 15 metrów na 15 metrów, więc rozdzielczości tego identyfikowanego miejsca, jeśli chodzi o piksele, są bardzo wysokie. Sięgając dalej mamy satelity komercyjne, gdzie rozdzielczość jest 60, a nawet 40 centymetrów, a sięgając jeszcze dalej mamy satelity szpiegowskie, gdzie rozdzielczość jest 10 cm na 10 cm, więc jak się wychodzi na spacer z psem, to „oczy” te dokładnie widzą, gdzie człowiek chodzi, jak się porusza, z jaką prędkością, co piesiutek robi, i które krzaki obsikuje.

Wracając do zdarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku. Byłem mile zaskoczony, że pomimo tego, że pan Nowaczyk danych z Maryland nie pozyskał, udało mi się je otrzymać. Wolałbym je otrzymać od kogoś z kampusu, i stąd prośba do pana Nowaczyka, bo jak wiadomo każdy ośrodek uniwersytecki ma o wiele większe możliwości – ma własne zasoby w Intranecie. Jeśli jest się z tego środowiska, ma się klucz i dostęp do zasobów, to ma się dostęp do danych archiwalnych w postaci cyfrowej na potrzeby własnych badań. Na tym polega nauka, że się po nie sięga.

Smoleńsk „Siewiernyj” XUBS 12 kwietnia 2010 roku – zdjęcie satelitarne

Smoleńsk 12 kwietnia 2010 roku: zdjęcia satelitarne lokalizacji zdarzeń geofizycznych + metadane dołączane do zdjęć: zbiór cech geofizycznych badanego obszaru.

Dostęp: Europejska Agencja Badań Kosmicznych ESA, Polska Agencja Badań Kosmicznych – Gdański Park Naukowo-Technologiczny (Budynek C): Gdańsk, ul.Trzy Lipy 3 https://polsa.gov.pl, Centrum Badań Kosmicznych PAN Warszawa, ul.Bartycka 18A www.cbk.waw.pl .

Centrum Badań Kosmicznych PAN uczestniczy m.in. w projektach GMES (Global Monitoring for Environment and Security), GalileoEGNOS i BRITE. 

Tak zrobił właśnie profesor Chris Cieszewski u siebie, a później te dane rozwinął i przedstawił tezy w publikacjach, które zostały przedstawione na konferencjach smoleńskich, ku wielkiemu zaskoczeniu tego środowiska. Opublikował je również w języku angielskim w wydawanym przez siebie czasopiśmie specjalistycznym, którego jest redaktorem naczelnym. Używa bardzo wnikliwych narzędzi do diagnostyki kultur leśnych, w ogóle prowadzenia polityki zadrzewiania, badania stanu zasobów leśnych, rozwoju lasów, ale też i zwierzyny, bo można również monitorować ruchy zwierząt na terenie.6

Dane dostarczone mi z ośrodka w Maryland, to jest 1600 pożarów w promieniu 500 kilometrów, z uwzględnieniem (rozkład według czasu UTC) dni: 9, 10, 11 kwietnia 2010 roku, dowodzą, że około trzy, cztery kilometry od pasa startowego lotniska Siewiernyj, 10 kwietnia 2010 roku, nie było żadnego pożaru. I to jest sprawa kluczowa dla badań.

Zobrazowanie lokalizacji pożarów wg programu NASA FIRE MODIS w Google Earth:

Lokalizacja ognisk pożarów: dane satelitarne, prezentacja na portalu http://www.kosmosnimki.ru

Natomiast 9 kwietnia 2010 roku były tam podjęte próby wzniecenia pożaru.

Nawet więcej, na podstawie tych badań można ocenić dzień 7 kwietnia 2010 roku i 10 kwietnia, jeśli chodzi o sprawę naszej narodowej ekspiacji, uświęcenia ofiar Katynia. Okazuje się, że podczas pobytu Donalda Tuska, jako premiera rządu i jego spotkania z Władimirem Putinem, wówczas premierem rządu Federacji Rosyjskiej, luminacja i radiacja ze strony tego miejsca w Katyniu była taka, że po stronie sowieckiej – że użyję tego terminu – po stronie Federacji Rosyjskiej, tam gdzie oni mają swoje ofiary ludobójstwa, była większa, niż po stronie polskiej, w tych obszarach, gdzie są groby Polaków. Natomiast 10 kwietnia było dokładnie odwrotnie. Czyli można badać nawet ilość zniczy zapalonych przez pielgrzymów na grobach ofiar, tak zaawansowana to jest technologia, no ale chcieć, to móc7.

NASA-1 subset: AERONET_Minsk date: 2010100 (04/10/10) satellite: Terra (pełne dane w posiadaniu Autora)

Te badania, mimo wnioskowania i mimo próby zainteresowania tym tematem na Konferencjach Smoleńskich, nie zostały wykonane, a przynajmniej nam nic nie wiadomo o tym, że miałyby zostać wykonane i wykorzystane, jako materiały dowodowe.

Zajmijmy się na teraz NTSB, czyli tym, co napisali w swoim raporcie Amerykanie na życzenie Rosjan. To Amerykanie mieli narzędzia, więc czarne skrzynki zostały do nich wysłane, a w szczególności FMS. FMS to komputer pokładowy, który został zdefiniowany przez nich w firmie Avionics. Dane zostały zgrane i w oficjalnym oświadczeniu NTSB jest mowa o tym, że katastrofa wydarzyła się – i tak jest do dnia dzisiejszego – o godzinie 8.56 (pol. czasu), a nie 8.41, i że miał miejsce pożar w miejscu wypadku lotniczego. Twierdzą również, że to się zdarzyło u podnóża lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. W konfrontacji z danymi naukowymi, jest to po prostu nieprawda. Firma Avionics została później przejęta przez firmę Elbit, firmę izraelską, która produkuje technologie wojskowe w zakresie awioniki; to z nimi współpracuje między innymi polska firma ATM.

1 http://www.ulc.gov.pl/pl/zegluga-powietrzna/poszukiwanie-i-ratownictwo/cospas-sarsat

Geneza Programu Cospas-Sarsat rozpoczyna się 29 listopada 1979 r. w Leningradzie (obecnie Petersburg). Francja, Kanada, ZSRR i Stany Zjednoczone podpisują pierwsze porozumienie o współpracy, ratyfikowane w 1980 r., integrując narodowe systemy w jeden, międzynarodowy system Cospas-Sarsat, umożliwiając bardziej efektywne wykorzystywanie wszystkich aktywnych satelitów do odbioru sygnałów niebezpieczeństwa, wysyłanych na częstotliwości 121.5MHz i 406MHz, w dowolnym miejscu na świecie.

W sytuacji niebezpieczeństwa, aktywowany nadajnik sygnału niebezpieczeństwa emituje sygnał niebezpieczeństwa na częstotliwości 406MHz (1). Sygnał niebezpieczeństwa odbierany jest przez satelity systemu Cospas-Sarsat (2) i przesyłany do naziemnych komponentów systemu – LUT (3). Następnie, odebrany sygnał niebezpieczeństwa przesyłany jest do Centrum Kontroli Misji systemu – MCC (4) oraz do Ośrodków Koordynacji Poszukiwania i Ratownictwa – RCC (5), które inicjują rozpoczęcie akcji poszukiwawczo-ratowniczej, której zadaniem jest udzielenie pomocy osobom będącym w sytuacji niebezpieczeństwa.

W dniu 31 maja 2005 r. w Warszawie Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, upoważniony Uchwałą Rady Ministrów Nr 107/2005 z dnia 25 kwietnia 2005 r., podpisał Notę o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 171), której jest wykonawcą.
Zgodnie z Oświadczeniem rządowym z dnia 30 grudnia 2005 r. w sprawie związania Rzeczypospolitej Polskiej Notą o przystąpieniu do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik, podpisaną w Warszawie dnia 31 maja 2005 roku (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 172), Polska od 16 września 2005 r. jest pełnoprawnym członkiem Programu Cospas-Sarsat.

Główne zadania Urzędu Lotnictwa Cywilnego, wynikające z członkowstwa Polski w Programie Cospas-Sarsat:

  • prowadzenie ewidencji pokładowych i osobistych nadajników sygnału niebezpieczeństwa ELT, EPIRB i PLB 406MHz oraz przekazanie informacji zawartych w ewidencji do Ośrodka Koordynacji Poszukiwań i Ratownictwa Lotniczego – ARCC Warszawa;
  • opracowywanie rocznego raportu dotyczącego oceny elementów sytemu Cospas-Sarsat;
  • współpraca z Sekretariatem Programu Cospas-Sarsat;
  • nadzór nad Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (SPOC Polska) w zakresie współpracy z Centrum Kontroli Misji Systemu Cospas-Sarsat – CMC Moskwa;
  • wdrażanie i nadzór nad stosowaniem w Polsce przyjętych przez Radę Programu Cospas-Sarsat protokołów kodowania nadajników sygnału niebezpieczeństwa;
  • koordynowanie wykonywania testów nadajników sygnału niebezpieczeństwa, zgodnie z zalecaną i zatwierdzoną przez Radę Programu Cospas-Sarsat procedurą, opublikowaną w dokumencie C/S S. 007 „Handbook of Beacon Regulations” i na stronie internetowej Urzędu Lotnictwa Cywilnego;
  • monitorowanie właściwego wykorzystania nadajników sygnału niebezpieczeństwa zarejestrowanych w Polsce;
  • współpraca z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej, ARCC Warszawa i Morską Służbą Poszukiwania i Ratownictwa w sprawach dotyczących Programu Cospas-Sarsat.

Obecnie, do Programu Cospas-Sarsat należą 44 państwa członkowskie.

2 http://niezalezna.pl/33003-acars-klucz-do-tajemnicy-smolenska

3 Jedna z pierwszych konferencji na temat organizacji bezpieczeństwa lotów i komunikowania się krajów, co do poruszania się statków powietrznych pomiędzy różnymi portami, które wtedy istniały, odbyła się zresztą w Warszawie. Mamy więc bardzo bogate tradycje, kilka osób z Polski było przewodniczącymi tej organizacji.

4 Odszukany przez wówczas posła Antoniego Macierewicza i panią byłą minister spraw zagranicznych, Annę Fotygę, pojawił się, jako specjalista od nawigacji lotniczej. Kazimierz Nowaczyk jest tytułowany przez niektórych profesorem, niezasłużenie. Niestety, trzymając się kanonów naukowych, a środowiska naukowe są wrażliwe na tytułomanię, temu panu tytuł się nie należy, bo nie obronił habilitacji, ale w zupełnie innej dziedzinie, nie w nawigacji. Zajmował się fluorescencją naturalną materiałów organicznych, które emitują światło, i w tym miał być dobry.

5 http://www.igik.edu.pl/pl/terra-modis

6 To są niesamowite narzędzia. Dziwię się, że w Polsce do tej pory nie ma wydziałów, które w sposób ściśle zdefiniowany zajmują się geofizyką satelitarną. Próbowałem tym zainteresować ośrodek w Toruniu, ale oni, niestety, zainteresowani są głównie problematyką medialną. Bardzo dobrze, że to robią, ale trzeba pójść głębiej i dalej w tej dziedzinie, dlatego, że to jest podstawa bezpieczeństwa, i podstawa w ogóle rozwoju gospodarki. Ta wiedza, którą się pozyskuje praktycznie to jakby ktoś dotykał ręką, jakby był tam, na zdjęciu, obecny. A tymczasem pracuje w komforcie: w biurze, czy nawet w domu, mając dostęp do tych zasobów. To jest technika XXI wieku. Ktoś, kto to zrozumie wcześniej i będzie posiadał własnego satelitę, który monitoruje dokładnie obszar, poprawi znacznie wyżej standard swojego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że w Polsce kiedyś ktoś zrozumie, że taka potrzeba jest pilna.

7 W tej materii tej woli w Polsce nie ma. W sierpniu w 2010 roku został zlikwidowany potężny ośrodek do komunikacji satelitarnej w Górach Świętokrzyskich. Kiedy telekomunikacja Polska została przejęta przez francuską firmę Orange, firma ta likwidowała ośrodki, które dałyby nam olbrzymie dochody, bo to są narzedzia, które są ludziom potrzebne. Kiedy rozmawiamy na odkległość, rozmawiamy dzieki technologiom, czy to światłowody, czy to technologie satelitarne.

Poniedziałek. Rosyjski atak na infrastrukturę krytyczną na Ukrainie

27.08.2024. – Rosyjski atak na infrastrukturę krytyczną na Ukrainie

https://zygmuntbialas.wordpress.com

Wczesnym rankiem w poniedziałek siły rosyjskie rozpoczęły zakrojony na szeroką skalę atak na ukraińskie obiekty energetyczne i obronne. Ministerstwo Obrony Rosji podaje obecnie szczegółowe informacje na ten temat.

Ponaddźwiękowy bombowiec dalekiego zasięgu Tu-22M3 rosyjskich sił powietrznych i kosmicznych

W atakach używano powietrznej i morskiej broni precyzyjnej dalekiego zasięgu, lotnictwa operacyjno-taktycznego i bezzałogowych statków powietrznych. Władze w Moskwie poinformowały, że uszkodzone zostały ważne obiekty infrastruktury energetycznej, które zapewniają funkcjonowanie ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.

Celami ataku były podstacje elektryczne w obwodach kijowskim, winnickim, żytomierskim, chmielnickim, dniepropietrowskim, połtawskim, mikołajewskim, kirowogradzkim i odeskim.

Ministerstwo Obrony poinformowało, że uderzone zostały także tłocznie gazu w obwodach lwowskim, iwano-frankowskim i charkowskim, które zapewniają dostawy gazu ziemnego. Na lotniskach obwodu kijowskiego i dniepropietrowskiego zaatakowano także magazyny broni lotniczej przekazywanej Kijowowi przez państwa zachodnie.

Wszystkie wyznaczone cele zostały trafione, co spowodowało przerwy w dostawie prądu; uniemożliwiono transport broni i amunicji koleją na linię frontu.

Po godzinie 6:00 czasu moskiewskiego ogłoszono na Ukrainie ogólnokrajowy alarm lotniczy. Wybuchy miały miejsce niemal w całym kraju. Uderzenia odnotowano także w części obwodu zaporoskiego kontrolowanej przez ukraińskie siły zbrojne.

Siergiej Lebiediew, koordynator prorosyjskiego podziemia w Mikołajowie, powiedział agencji prasowej RIA Nowosti, że trafiono w hangar w Iwano-Frankowsku, w którym przechowywano sprzęt niedawno dostarczony przez Zachód. Mówi się, że były tam także dwa myśliwce F-16. W mieście doszło do całkowitej awarii zasilania w energię elektryczną. W użyciu jest kilka ambulansów.

Tymczasem ukraiński koncern energetyczny DTEK ogłosił ogólnokrajowe przerwy w dostawie prądu. Ukraińskie koleje zgłaszają przerwy w dostawie prądu w swoich obiektach w kilku regionach. Zgłoszono także uszkodzenia infrastruktury kolejowej w obwodzie sumskim.

W odpowiedzi na ataki ukraińskiego wojska na cele cywilne wojska rosyjskie regularnie obierają za cel miejsca, w których znajdują się ukraińskie siły zbrojne i zagraniczni najemnicy, a także miejsca składowania sprzętu wojskowego. Celem ataków są także obiekty energetyczne, obiekty przemysłu obronnego, administracja wojskowa i obiekty komunikacyjne.

https://freede.tech/international/216933-russland-verkuendet-details-zu-grossangriff

Opracował: Zygmunt Białas

Małpia ospa i zboczony seks: Orientacje i kontakty seksualne są kluczowymi czynnikami, które należy brać pod uwagę

Małpia ospa i seks: Orientacje i kontakty seksualne są kluczowymi czynnikami, które należy brać pod uwagę babylonianempire/malpia-ospa-i-seks-orientacje-i-kontakty-seksualne

Data: 25 agosto 2024 Author: Uczta Baltazara

Tło i cele: Wirus małpiej ospy (mpox) występował endemicznie w niektórych krajach afrykańskich, skąd niedawno rozprzestrzenił się na cały świat, tworząc ogniska epidemiczne poza Afryką. Obecny wybuch epidemii tej choroby jest spowodowany różnymi czynnikami. Istnieją jednak pewne wzajemnie sprzeczne koncepcje i niesłuszne twierdzenia na ten temat. Dlatego też przeprowadziliśmy ten przegląd narracyjny, aby podkreślić związek zakażenia ospą z orientacjami i kontaktami seksualnymi oraz obalić błędne przekonania na temat małpiej ospy.

Metody: Aby znaleźć odpowiednie informacje i dane, przeszukaliśmy Google, Google Scholar i PubMed. Wyniki analizy zostały poparte dużą liczbą badań, które wykazały związek między małpią ospą a orientacją seksualną. [przecież to nie „orientacja”, a obrzydliwe ZBOCZENIE. MD]

W celu zebrania informacji przeczytaliśmy artykuły na ten temat.

Wyniki: Zgodnie z dostępnymi dokumentami zaobserwowaliśmy, że zazwyczaj istnieją dwa sposoby przenoszenia małpiej ospy. Jednak społeczności LGBTQ i MSM  (Men who have sex with men) są nieproporcjonalnie dotknięte zakażeniem tą ospą. Liczne badania koncentrowały się wyłącznie na orientacji seksualnej chorych. Zgodnie z badaniami, odnotowano 54 709 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków zakażenia małpią ospą, z czego większość dotyczyła mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami i deklarujących niedawną aktywność seksualną z jednym lub kilkoma partnerami. Według badań przeprowadzonych we Włoszech, wirus mpox został niedawno wykryty w próbce ludzkiego nasienia pochodzącego z potwierdzonych przypadków mpox. Jednak odkrycie to nie zostało jeszcze potwierdzone, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że próbka została zanieczyszczona innymi czynnikami.

Wnioski: Niniejsze badanie sugeruje, że może istnieć wyraźny związek między epidemiologią zakażeń małpią ospą a orientacją seksualną chorych. Dlatego też służby zdrowia powinny informować ogół społeczeństwa na temat zakażeń małpią ospą. Powinny one informować ludzi o faktach dotyczących tej choroby. Jedynie kompleksowe planowanie oraz środki zapobiegawcze będą w stanie powstrzymać rozwój tej infekcji w kierunku pandemii.

INFO: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/36698709/

Strach się bać? WHO w „walce” z małpą ospą. A 98 % wykrytych przypadków dotyczy pedryli !

Strach się bać? WHO rozpoczyna „walkę” z małpą ospą

26.08.2024 nczas/strach-sie-bac-who-rozpoczyna-walke-z-malpa-ospa

Małpia ospa.
Małpia ospa. / Fot. Pixabay

================================

– Chociaż 98 proc. dotychczas wykrytych przypadków dotyczy homoseksualnych mężczyzn, każdy narażony może zachorować na małpią ospę, dlatego WHO zaleca... [to bełkot oficjalny. MD]

—————————————————–

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uruchomiła w poniedziałek sześciomiesięczny program walki z epidemią małpiej ospy (mpox). Oceniła przy tym, że ogniska choroby w krajach afrykańskich mogą zostać skutecznie opanowane.

Program zakłada zwiększenie liczby pracowników w dotkniętych chorobą krajach, wzmocnienie strategii nadzoru, prewencji i odpowiedzi na epidemię. Według WHO od września do lutego przyszłego roku działania te będą kosztowały 135 mln dolarów.

W planach jest między innymi ułatwienie dostępu do szczepionek, zwłaszcza w krajach afrykańskich, które w największym stopniu cierpią z powodu mpox.

„Ogniska mpox w Demokratycznej Republice Konga i sąsiednich krajach mogą zostać opanowane i powstrzymane” – oświadczył szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Rzecznik rządu Niemiec Steffen Hebestreit ogłosił w poniedziałek, że jego kraj przekaże 100 tys. dawek szczepionek przeciw mpox z zapasów niemieckiego wojska dotkniętym chorobą państwom.

Mpox to choroba wirusowa, która może przenosić się ze zwierząt na ludzi, ale także z człowieka na człowieka poprzez kontakt seksualny lub bliski kontakt fizyczny. Towarzyszą jej gorączka, bóle mięśni i przypominające czyraki zmiany skórne. W połowie sierpnia WHO ogłosiła w związku z mpox „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”.

Od początku roku do czwartku w 12 państwach afrykańskich odnotowano ponad 21,3 tys. potwierdzonych i podejrzewanych zakażeń oraz 590 zgonów na mpox – podano w najnowszym sprawozdaniu Afrykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom, które są agencją Unii Afrykańskiej.

LGBT w szkole? Zabezpiecz dziecko i siebie

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Już za kilka dni początek nowego roku szkolnego.

Lobby LGBT jest ośmielone działaniami władzy i będzie się rozpędzać.

Dzieci w szkołach są łakomym kąskiem dla działaczy LGBT. Nauczyciele także, bo wykorzystując ich podległość służbową – wobec dyrekcji, kuratorium i MEN – homolobby próbuje wymusić na pracownikach szkół stosowanie rozwiązań ideologicznych w pracy z dziećmi.

Wychodząc naprzeciw potrzebom uczniów i nauczycieli Fundacja Życie i Rodzina przygotowała oświadczenia:

– dla rodziców, którzy chcą zabezpieczyć dziecko przed ideologią gender w szkole,

– dla pracowników szkół, którzy są zmuszani do uznawania płci społeczno-kulturowej w pracy z dziećmi i młodzieżą.

Oba oświadczenia – wraz z ekspertyzą prawną dotyczącą genderowania uczniów – znajdzie Pan w poniższym linku. Należy je wydrukować, wypełnić, złożyć w sekretariacie szkoły, a na kopii wziąć potwierdzenie złożenia.

https://ratujzycie.pl/lgbt-w-szkole-zabezpiecz-dziecko-i-siebie

Czy przyda się Panu któryś z dokumentów? A może zna Pan kogoś, komu warto podesłać oświadczenia, by z nich skorzystał? Wielu rodziców szuka w tej chwili pomocy dla swoich dzieci. Wielu nauczycieli nie wie, że nikomu nie wolno ich zmuszać do genderowania.

Szanowny Panie,

Jeśli jeszcze nie wie Pan, czym jest genderowanie dzieci, przesyłam link do nagrania, w którym tłumaczę, z jak niebezpiecznym zjawiskiem mamy do czynienia.

Brońmy dzieci przed środowiskami, które chcą zrobić im krzywdę. Choćby te środowiska zakładały maski tolerancji, równości i niedyskryminacji.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jeszcze raz podaję link, pod którym można pobrać wszystkie dokumenty do szkoły, zarówno dla rodziców, jak i dla nauczycieli: https://ratujzycie.pl/lgbt-w-szkole-zabezpiecz-dziecko-i-siebie/. Proszę korzystać lub wysłać osobom, które takiej pomocy potrzebują.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

BESTIA się rozbestwiła: Teraz czas na DZIESIĄTY zastrzyk Covid !!

Teraz czas na DZIESIĄTY zastrzyk Covid

„Szczepionka Covid” to tylko drobna część programu, teraz już wszystkie „szczepionki”, w tym dla dzieci, zawierają zabójczy mRNA!

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 26
https://uncutnews.ch/jetzt-ist-es-zeit-fuer-ihre-zehnte-covid-spritze/
 
READ IN APP
 
  • Jest mało prawdopodobne, że szczepienia przeciwko Covidowi zakończą się kiedykolwiek, ponieważ obecnie określa się je jako „roczne”, tak jak przewidywał Alex Jones w roku 2020.
  • Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej kwestionować, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.

Centra Kontroli Chorób (CDC) zaczęły niedawno zalecać kolejną szczepionkę przeciwko Covid-19 , zwiększając całkowitą liczbę zastrzyków do 10.

Po wstępnych deklaracjach z 2020 r., że ludzie będą potrzebować tylko jednego leku na Covid, w momencie jego wprowadzenia w grudniu tego roku były już dwa. W 2021 r. liczba ta wzrosła do trzech wraz z wprowadzeniem pierwszej dawki przypominającej. Od tego czasu nastąpił pozornie niekończący się strumień szczepień przypominających.

Chociaż niewiele zasobów publicznych przeznacza się na zliczanie, ile zastrzyków otrzymała osoba stosująca się do zaleceń rządu trzy lub więcej lat po wprowadzeniu egzotycznej technologii terapii genowej, znany analityk ekonomiczny i ds. pandemii Edward Dowd poinformował, że najnowsze zalecenie jest dziesiątym zastrzykiem, jaki może wykonać dana osoba. 

Należy zaznaczyć, że CDC regularnie usuwa stare strony z rekomendacjami i przenosi aktualne rekomendacje na nowe adresy URL, co uniemożliwia łatwe zliczanie. Dostarczyli listę, ale lista ta nie będzie już liczona od 2022 r.

Ogłoszenie publiczne dla wszystkich zwolenników szczepionek w DNC: Nie zapomnij ustawić się w kolejce po DZIESIĄTE szczepienie, właśnie zatwierdzone! Bo wiadomo, zostały dwa tygodnie na spłaszczenie krzywej. To będzie ostatnia szczepionka, którą musisz przyjąć, obiecuję! Przynajmniej do czasu 11-tego szczepienia…

Nawet artykuły prasowe, takie jak ten z 2023 r., podają liczbę dawek Covid-19 jako „pięć lub więcej”, co oznacza, że ​​całkowita liczba dawek może wynosić osiem lub dziewięć.

Trudność w zliczeniu całkowitej liczby dawek Covid-10 otrzymanych dotychczas przez osobę, która zastosowała się do wszystkich zaleceń CDC, może wynikać z celu, jakim jest ograniczenie „zmęczenia szczepionką”, czyli poczucia przytłoczenia ciągłymi zastrzykami, które mają zostać podane.

Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej zastanawiać się, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.

W 2020 roku mówił Alex Jones – zastrzykom nigdy nie będzie końca.

Podczas gdy Dowd podaje bieżący zastrzyk przypominający jako numer 10, CDC podaje harmonogram na stronie 3 swojego dokumentu o zastrzykach przypominających. Jeśli policzysz razem dwie pierwsze dawki i ostatnią dawkę przypominającą, otrzymasz w sumie osiem dawek, chociaż harmonogram CDC nie jest kompletny. Na przykład w kwietniu 2024 r. „eksperci” zalecają kolejną szczepionkę przypominającą, zwiększając liczbę do dziewięciu lub nawet więcej, jeśli nie można jeszcze udowodnić zastosowania wcześniejszej dawki przypominającej.

W czwartkowym artykule dziennik „The New York Times” nazwał najnowszy zastrzyk przypominający „corocznym zastrzykiem Covid”. 

Oznacza to, że co roku otrzymamy zaktualizowaną szczepionkę na Covid, która ochroni nas przed mutacjami i spadkiem odporności, tak samo jak w przypadku corocznej szczepionki przeciw grypie” – podało w środę NBC News.

Biuro prasowe CDC jest dostępne od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00–18:00. Dziennikarz Infowars, Sean Miller, skontaktował się z biurem prasowym o godzinie 11:08 czasu wschodniego, ale otrzymał jedynie wiadomość głosową z informacją, że wydział jest zajęty innymi telefonami. Nie było kolejki oczekujących.

Zamiast tego Miller zostawił wiadomość głosową z pytaniem, ile dawek szczepionki na Covid-19 otrzymałaby w sumie osoba stosująca się do wszystkich zaleceń rządu, w tym ostatnią dawkę przypominającą i numer oddzwonienia.

Następnie Miller zadzwonił do centrali CDC i rozmawiał z Eve z CDC. Nie potrafiła ona odpowiedzieć na to pytanie, ale przekazała je kierownictwu. Artykuł ten zostanie zaktualizowany o odpowiedź CDC, o ile zostanie ona kiedykolwiek dana!.

https://uncutnews.ch/jetzt-ist-es-zeit-fuer-ihre-zehnte-covid-spritze

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Dane GUS. Zapaść demograficzna

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Dramatyczne dane GUS dorzeczy/dramatyczne-dane-gus-nt-liczby-urodzen

Główny Urząd Statyczny podał liczbę urodzonych w czerwcu 2024 r. dzieci. Dane są zatrważające.

Jak przekazał GUS, w czerwcu w Polsce urodziło się zaledwie 19 tysięcy dzieci. To jeden z najgorszych wyników w ostatnich latach. W porównaniu z czerwcem 2023 roku narodzin było mniej o 2,7 tys. Suma urodzeń z 12 miesięcy wyniosła 259,7 tys. To najmniej od czasów II wojny światowej.

Zapaść demograficzna

Czerwcowe dane potwierdzają pesymistyczną tezę o pogłębiającej się zapaści demograficznej w Polsce. Jeszcze w październiku 2017 roku liczba urodzeń wynosiła 403,7 tys. Jednak od tego czasu wskaźnik systematycznie spada. Co gorsza, kiedy liczba nowo narodzonych dzieci jest z roku na rok coraz mniejsza, w tym samym czasie liczba zgonów w Polsce rośnie.

Jak wskazali w swoim raporcie eksperci OECD, wśród czynników zmniejszających dzietność znalazły się m.in. wzrost poziomu wykształcenia kobiet, poprawa dostępu do skutecznej antykoncepcji czy rosnąca dominacja modelu rodziny z dwojgiem pracujących rodziców. Z kolei pronatalistycznie oddziałują płatne urlopy rodzicielskie, dostęp do opieki nad dziećmi zaraz po urodzeniu oraz rozwiązania ułatwiające godzenie pracy z obowiązkami rodzinnymi.

Analitycy nie mają wątpliwości, że decyzję o posiadania dziecka łatwiej podejmują pary, które mają zapewnione bezpieczeństwo ekonomiczne i zdrowotne.

„OECD zwraca też uwagę na Problem z dostępnością mieszkań przekłada się na coraz późniejsze usamodzielnianie się młodych Polaków. Według danych Eurostatu, aż 47,5 proc. osób w wieku 25-34 lata w Polsce wciąż mieszka z rodzicami. To jeden z najwyższych odsetków w UE” – czytamy na portalu 300gospodarka.pl.

W lipcu GUS podał, że w 2024 r. w porównaniu z 2023 r. liczba ludności w Polsce zmniejszyła się o 129 tys. Największy spadek ludności nastąpił w woj. śląskim (-26 572 osoby), a najmniejszy w woj. mazowieckim (-85 osób). Spadek liczby ludności odnotowano w 14 województwach.