11 listopada duża asteroida minęła Ziemię jedynie o 22 tys. km od powierzchni! Astronomowie odkryli ją dopiero po przelocie

Asteroida 2024 VR4 minęła Ziemię o włos! Astronomowie odkryli ją dopiero po przelocie

19/11/2024 https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/asteroida-2024-vr4-minela-ziemie-o-wlos-astronomowie-odkryli-ja-dopiero-po-przelocie

Świat astronomii został poruszony niezwykłym wydarzeniem, które miało miejsce 11 listopada 2024 roku. Asteroida oznaczony jako 2024 VR4 przeleciała w rekordowo małej odległości od naszej planety, przemykając zaledwie 29 300 kilometrów od środka Ziemi – to mniej niż jedna dziesiąta dystansu dzielącego nas od Księżyca. Co najbardziej niepokojące, obiekt został odkryty przez naukowców dopiero po tym, jak minął naszą planetę.

Odkrycia tego niezwykłego gościa z kosmosu dokonali astronomowie z prestiżowego programu obserwacyjnego Catalina Sky Survey. Asteroida 2024 VR4, należąca do grupy Ateny – obiektów regularnie przecinających orbitę ziemską – ma imponujące rozmiary. Według szacunków ekspertów jego średnica wynosi od 30 do 40 metrów, co czyni go obiektem wystarczająco dużym, by wzbudzić zainteresowanie naukowców.

[No i – nasze.. Bo to, przy gęstości ok. 2g/cm3, szacunkowa masa ponad 10 tysięcy ton .. md]

To zdarzenie zapisało się w annałach astronomii jako jeden z najbliższych przelotów asteroidy w historii obserwacji kosmicznych. Jest to już sto czternasty znany obiekt, który w bieżącym roku zbliżył się do Ziemi na odległość mniejszą niż dystans księżycowy, a zarazem dziesiąty tak bliski przelot. Co więcej, jest to czwarty z siedmiu obiektów zaobserwowanych w listopadzie 2024 roku, co świadczy o intensywności zjawisk astronomicznych w naszym kosmicznym sąsiedztwie.

Szczególnie istotny jest fakt, że asteroida została odkryta dopiero po minięciu Ziemi. Ta sytuacja uwypukla potrzebę zwiększenia nakładów na rozwój systemów wczesnego wykrywania potencjalnie niebezpiecznych obiektów kosmicznych. Astronomowie na całym świecie współpracują w ramach różnych programów obserwacyjnych, których celem jest jak najwcześniejsze identyfikowanie i śledzenie asteroid mogących w przyszłości zagrozić naszej planecie.

Specjaliści zwracają uwagę, że choć liczba odkrywanych obiektów przelatujących w pobliżu Ziemi może wydawać się duża, większość z nich to stosunkowo niewielkie asteroidy, które nie stanowią realnego zagrożenia. Niemniej jednak, każdy taki przelot dostarcza cennych informacji naukowych i pomaga w doskonaleniu systemów monitorowania przestrzeni kosmicznej.

Blackout na Kubie. Setki tysięcy mieszkańców bez prądu i wody

Blackout na Kubie. Setki tysięcy mieszkańców bez prądu i wody

2024-11-20 pap/blackout-na-kubie-setki-tysiecy-mieszkancow-bez-pradu-i-wody

Ludzie idą po ciemku ulicami Hawany Fot. PAP/EPA/ERNESTO MASTRASCUSA

Ludzie idą po ciemku ulicami Hawany Fot. PAP/EPA/ERNESTO MASTRASCUSA

Kilkaset tysięcy mieszkańców Kuby pozostaje od niedzieli bez energii elektrycznej i wody z powodu awarii krajowego systemu energetycznego, przekazały we wtorek kubańskie władze.

Najtrudniejsza sytuacja była we wtorek w położonej na zachodzie aglomeracji Hawany, stolicy kraju, a także w prowincji Santiago de Cuba, na wschodzie wyspy.

Problemy w dostawach prądu potwierdziła odpowiedzialna za przesyłanie energii elektrycznej spółka Union Electrica (UNE). Sprecyzowała, że paraliż systemu energetycznego w dużej mierze związany jest z awariami głównej elektrowni kraju Antonio Guiteras w Matanzas. Dyrekcja UNE przekazała, że w ciągu co najmniej czterech dni konieczne będzie przeprowadzenie jej remontu.

Paraliż energetyczny kraju przejawia się nie tylko kilkudniowymi brakami prądu, ale też niedoborami wody. Według Radia Marti najtrudniejsza sytuacja występuje w kilku miejscowościach prowincji Santiago de Cuba, gdzie energii elektrycznej oraz wody w kranach nie ma już od ponad tygodnia.

We wtorek dyrektor Narodowego Instytutu Zasobów Wodnych (INRH) Antonio Rodriguez przekazał, że poważne niedobory wody występują też w stolicy kraju. Jak oszacował, wodę w kranach straciło ponad 250 tys. mieszkańców aglomeracji Hawany. Ich potrzeby zaspokajane są regularnymi dostawami wody pitnej beczkowozami.(PAP)

zat/ wr/ know/

Ukraina użyła rakiet dalekiego zasięgu ATACMS do ataku na teren Rosji

Ukraina użyła rakiet dalekiego zasięgu do ataku na wojskowe obiekty w obwodzie briańskim

https://pch24.pl/media-ukraina-uzyla-rakiet-dalekiego-zasiegu-do-ataku-na-wojskowe-obiekty-w-obwodzie-brianskim

(Wystrzelenie rakiety wchodzącej w skład systemu ATACMS (zdjęcie ilustracyjne). Fot. Defense Ministry / Zuma Press / Forum)

Teraz mamy ATACMS; to ukraińskie możliwości rażenia bronią dalekiego zasięgu, będziemy z tego korzystać – oświadczył we wtorek prezydent Wołodymyr Zełenski, komentując medialne informacje, że ukraińskie siły po raz pierwszy wykorzystały amerykańskie pociski do zaatakowania terytorium Rosji.

Według portalu RBK-Ukraina Ukraińcy uderzyli w obiekt militarny w okolicy położonego około 130 kilometrów od granicy z Ukrainą miasta Karaczew w obwodzie briańskim w Rosji.

We wtorek po południu rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że ukraińskie wojsko użyło ATACMS. Według resortu, Siły Zbrojne Ukrainy zaatakowały nocą sześcioma takimi rakietami obiekt w obwodzie briańskim.

Zełenski powiedział też, że nadszedł czas, aby Niemcy wsparły ukraińskie możliwości ataków w głębi Rosji.

Myślę, że po oświadczeniu Rosji na temat broni nuklearnej nadszedł również czas, aby Niemcy wydały odpowiednie decyzje – powiedział Zełenski podczas konferencji prasowej w Kijowie z premier Danii Mette Frederiksen.

pap logo

Źródło: PAP

Po decyzji Bidena – jest źle, ale zawsze może być gorzej

Po decyzji Bidena [użycie rakiet ATACMS] – jest źle, ale zawsze może być gorzej

zygmuntbialas

Wołodymyr Zełenski potwierdził, że otrzymał pozwolenie od Joe Bidena na użycie rakiet ATACMS przeciwko odległym celom w Rosji.

Pocisk ATACMS to konwencjonalny pocisk dalekiego zasięgu, który może dotrzeć z Ukrainy także do Moskwy

Zawsze może być gorzej, mówi znane powiedzenie. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, można mieć tylko nadzieję, że po niezwykle niebezpiecznej decyzji Joe Bidena Rosja odpowie Stanom Zjednoczonym, a nie bliższej geograficznie Europie.

W każdej relacji, czy to prywatnej, biznesowej czy politycznej, zawsze możemy sami zdecydować, jak zareagujemy na zachowanie drugiej osoby: „Pomiędzy bodźcem a reakcją jest przestrzeń. W tej przestrzeni leży nasza wolność i moc wyboru naszej reakcji. Odpowiedź kryje się w naszej dojrzałości” – mówi Stephen Covey. Zbyt często ludzie o tym zapominają i dają się prowokować, także w polityce.

Brian Nichols, podsekretarz stanu w Departamencie Stanu USA, potwierdził we wczorajszym wywiadzie, że prezydent USA Biden udzielił Ukrainie pozwolenia na atak na rosyjskie zaplecze rakietami większego zasięgu, jego zdaniem, w celu ‚lepszej obrony i ataku na Rosję, by doprowadzić do stołu negocjacyjnego’. Doniesienie w ‚New York Times’  zostaje więc oficjalnie potwierdzone.

Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że zakulisowym aktorom zależy na tym, aby wojna na Ukrainie trwała w przyszłym roku pod rządami prezydenta Trumpa i aby zyski amerykańskich firm obronnych nadal rosły. Z tego samego powodu należy więc zachęcać podżegaczy wojennych w Europie do dostarczania podobnej broni (Taurus, Storm Shadow) na Ukrainę.

Władimir Putin nie kieruje się emocjami ani poczuciem zemsty, lecz – jak to zwykle w życiu biznesowym – zastanawia się ze swoimi doradcami nad najlepszą możliwą odpowiedzią. Jak już wspomniano, Rosja prawdopodobnie zareaguje symetrycznie, czyli militarnie, na ogień niemieckich rakiet Taurus. Ale z perspektywy Rosji, jaka byłaby najlepsza reakcja na amerykańskie rakiety?

Jedna opcja: Rosja wypowiada wojnę USA, ale nie atakuje militarnie. Rzecz w tym, że większość umów biznesowych zawiera klauzulę wykluczającą realizację w przypadku klęsk żywiołowych lub wojen. Oznacza to, że po wypowiedzeniu wojny wszystkie rosyjskie firmy mogłyby za jednym zamachem wstrzymać dostawy do USA bez naruszania kontraktu i bez konieczności nakładania przez Rosję specjalnych sankcji.

USA potrzebują rosyjskiego uranu do swoich elektrowni jądrowych i wielu innych materiałów, które są rzadkie i drogie, zwłaszcza palladu, ale także tytanu i platyny. Rosja od dwóch miesięcy sprawdza, które surowce można objąć sankcjami, nie strzelając sobie w stopę. Wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym przez Rosję połączone z natychmiastowym wstrzymaniem dostaw uranu, palladu, tytanu, platyny i niklu spowoduje trzęsienie ziemi na hipernerwowej Wall Street i wstrząśnie dolarem stojącym na glinianych nogach od kilkudziesięciu lat.

To spowoduje sto razy większe szkody niż kilkadziesiąt rakiet i zwróciłoby całe społeczeństwo w USA przeciwko obecnemu prezydentowi. Rosja nie ma już tam żadnych udziałów, ale reszta świata, zwłaszcza Chiny i państwa Zatoki Perskiej, nie byłyby zadowolone i wywierałyby ogromną presję na USA, dopóki te się nie wycofają. Byłaby to katastrofa dyplomatyczna, koniec dominacji USA według podręcznika: ‚Co uczynić, by Ameryka znów była mała’.

Militaryści tak zawładnęli naszym myśleniem, że ludzie na Zachodzie potrafią myśleć jedynie tymi kategoriami. W rezultacie stopniowo tracimy wszystko, co budowaliśmy przez dziesięciolecia, może nie zawsze uczciwie, ale zawsze w sposób pokojowy. Reszta świata ma dość tych kłótni i chce zawierać umowy korzystne dla obu stron. Przestańmy bawić się w wojnę i dorośnijmy ponownie!

https://globalbridge.ch/werden-wir-wieder-erwachsen/embed/#?secret=5B4RPdYnlj#?secret=2TwYJWIexN

Napisał: Stefan Nold

Opracował: Zygmunt Białas

Ku przestrodze: Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

Głupota ma straszne i długofalowe skutki

Data: 19 novembre 2024Author: Uczta Baltazara

Świetny tekst – wyjaśniający dlaczego w Polsce jest dziś tak, a nie inaczej (dla własnego wygodnictwa, przez stulecia, niszczono systematycznie społeczeństwo polskie, tym samym nie pozwalając mu rozwinąć się z biegiem czasu w normalny sposób, co jest widoczne dziś w totalnym, mentalnym skarłowaceniu narodu ) – więc wart przypomnienia w całej jego okazałości.

Ku przestrodze: Jak szlachta Polskę Żydami zgnoiła…

“Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne…”https://web.archive.org/web/20180117173527/http://ram.neon24.pl/post/141990,ku-przestrodze-jak-szlachta-polske-zydami-zgnoila

Maurizio Blondet         03/02/2006       

Oskarżanie Polaków i ogólnie wschodnich Słowian o “antysemityzm” ma charakter sloganu. Nigdy nie brak okazji do tego, by opisywać “cierpienia Żydów ze Wschodu”, pogromy, prześladowania ze strony carów, itp.

Dziś, jeden z czytelników przysłał mu długi esej, napisany przez Amerykanina – E. Michaela Jones’a https://en.wikipedia.org/wiki/E._Michael_Jones, który w zaskakujący sposób wyjaśnia naturę i powody antysemityzmu słowiańskiego. Jones miał cierpliwość przeczytać 11 tomów monumentalnej “Historii Żydów” – autorstwa Heinricha Graetz’a (1819 – 1891) – niemieckiego Żyda, uważanego za twórcę historiografii żydowskiej https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Graetz.

Graetz, będący illuministą i racjonalistą jest między innymi bezlitosnym krytykiem gnozy kabalistycznej, panowaniu której (w świecie żydowskim) przypisuje funkcjonowanie najrozmaitszych, bezrozumnych nadziei mesjanistycznych (ucieleśnionych w takich “mesjaszach” jak Sabbatai Zevi czy Jacob Frank) i – co jeszcze gorzej – przywar żydowskiej mentalności, a wśród nich “pewnego rodzaju triumfalnej rozkoszy, doświadczanej podczas oszukiwania i okradania” (sic).

Graetz przypomina, że za sprawą Statutu Kaliskiego (1251) – Polska przyznała Żydom zamieszkałym na jej terytorium prawa nieznane wszystkim innym europejskim wspólnotom żydowskim, tj. autonomię zarządzania oraz system prawny niezależny od chrześcijańskiego sądownictwa polskiego – Kahał, który posiadał wyłączność jurysdykcyjną jak chodzi o rozstrzyganie konfliktów między Żydami.

To w Kahałach rozwinęła się “mądrość” talmudyczna (Talmud jest zasadniczo kodeksem karnym) i kazuistyczna szkoła dysput rabinicznych, wraz z ich charakterystyczną tendencją – cytuję Graetz’a – do “przeinaczania i wypaczania; tworzenia podstępnych sofizmatów i budowania wrogości w stosunku do wszystkiego, co nie znajdowało się w ich polu widzenia”.

Według historyka żydowskiego – były to czynniki, które “podminowały poczucie etyki Żydów”, przyzwyczajając ich wprost do “krętactwa i przechwalania się”.

To za sprawą Statusu Kaliskiego Polska została określona w Europie jako “paradisum judaeorum”. Rzeczą nieuniknioną stało się, że wskutek fal prześladowań, jakie miały miejsce w (zachodnich) krajach chrześcijańskich, trwających od 11 do 16 wieku – spora ilość Żydów, w większości pochodzących z Niemiec wyemigrowała do Polski.

Żydzi ci mówili dialektami “juedische Deuych” lub Yiddish. Wykorzystując całkowitą swobodę, jaką dawała im Polska, jak chodzi o kwestię integracji z narodem polskim – nie uczyli się jego języka, a ponadto izolowali się od niego całkowicie, za wyjątkiem sfery handlu i (jak pisze Graetz) przygodnych i niedozwolonych praktyk seksualnych.

Na to jak wiele Żydzi w Polsce “ucierpieli” wskazują wskaźniki demograficzne ich dotyczące. Między rokiem 1340 i 1772 chrześcijańska populacja Polski zwiększyła się 5-krotnie, a żydowska 75-krotnie.

W roku 1795, czyli w czasie trzeciego i ostatniego rozbioru Polski, żyło na jej terytorium 80 % Żydów aszkenazyjskich. Oczywiście, wzrostowi demograficznemu odpowiadał także wzrost bogactw i władzy, jakie zdobyło “cierpiące” potomstwo Judasza.

Złoty wiek polskich Żydów zbiega się z “imperialną” ekspansją Polski, mającą miejsce pomiędzy rokiem 1500 i 1650. W roku 1634 Polska stała się największym państwem Europy, rozciągającym się od Bałtyku prawie po Morze Czarne; od Śląska po Ukrainę – tj. 200 km poza Dniepr. 60 % ludności zamieszkującej kraj nie było Polakami, ani też katolikami. Byli to głównie prawosławni.

Na tychże terytoriach, będących dziś częścią Ukrainy i Białorusi – aż po Krym – szlachta polska (historyczny przykład osobników nieracjonalnch i próżnych) powykrawała sobie posiadłości niejednokrotnie wielkości dzisiejszej Szwajcarii. Były to ogromne latyfundia, znajdujące się w rękach niewielkiej próżniackiej oligarchii, na których pracował źle wynagradzany, a więc będący wiecznie na skraju nędzy – polski chłop.

Wieśniacy ci, pierwotnie mieszczanie-żołnierze, biorący udział w podbojach na szeroką skalę, zrujnowani przez wojny – skończyli na służbie u ziemian. Co więcej, w roku 1633 parlament polski –  zdominowany przez szlachtę – przy pomocy ustawy zabronił arystokracji polskiej zajmowania się interesami i jakimkolwiek handlem. Zajmowanie się działalnością produkcyjną wielmoże uznali za rzecz nieprzyzwoitą, a sprzedawanie wódki za czyn wręcz wulgarny.

Z tego to względu zarządzanie ich ogromnymi dobrami powierzeli – zgadnijcie komu? – Żydom. Realizowano to przy pomocy krótkoterminowych umów, w zamian za opłatę stałą i płaconą z góry – a Żydzi, by spraw była dla nich opłacalna odbijali się na chłopach.

Tak to pojęcia “arendarz” i “Żyd” stały się dla polskiego wieśniaka synonimami. Faktycznie, 80 % żydowskich ojców rodzin na wsiach i 15 % w miastach było arendarzami. Sytuację pogarszał fakt, że umowy dzierżawę – kahały żydowskie przyznawały jedynie bogatszym Żydom, którzy następnie podzlecały je Żydom uboższym, tym samym bardziej zachłannym. Arendarz mógł dotyczyć terenów rolnych, karczm, młynów, opłat za przejazd drogami czy mostami, a także wszystkich monopoli.

Szlachta polska (oczywiście jak najbardziej katolicka) dopuściła się nawet tego, że dawała Żydom klucze do kościołów do niej należących. Oznaczało to, że Żyd dysponujący kluczami otwierał je z okazji ślubów, chrzcin czy pogrzebów wieśniaków – za opłatą. Ponadto, jako że umowy o arendarz były krótkoterminowe i mogły nie być odnowione – Żyd dzierżawca miał interes w tym, by ze swych ofiar wydusić jak najwięcej pieniedzy i w jak najkrótszym czasie.

Pobudki, by Żydzi byli ludzcy, czy chociaż łagodni w stosunku do chłopów, będących znienawidzonymi chrześcijanami były a priori prawie że nieistniejące, od strony finansowej zaś najważniejsze były dla nich pieniądze. Tym bardziej, że Państwo Polskie – które 70 % swego przychodu podatkowego otrzymywało z dzierżaw – przy pomocy systemu prawnego całą siłą stało po stronie Żydów, będących jego podatkobiorcami, a nie po stronie narodu.

Od roku 1633 – tj. od kiedy Żydzi zajęli się handlem alkoholem – napadali uzbrojeni na chłopskie chaty, niszczyli nielegalne urządzenia do pędzenia bimbru i nakładali na chłopów wysokie kary, a wszystko to z upodobaniem tych, którzy resztę ludzkości (do dziś) traktują z pogardą, prześladując ją w sposób bezwzględny i pozbawiony skrupułów.

Arendarz i metody jakimi był urzeczywistniony są głęboka przyczyną trwałej nędzy i wiekowego zacofania polskiego rolnictwa. Żydowscy, krótkoterminowi dzierżawcy nie mieli żadnego interesu by utrzymywać w dobrym stanie gospodarstwa, czy narzędzia rolnicze i nie wykorzystywać ponad granice możliwości terenów i pracowników. Co więcej, przyzwyczaili się do manipulowania cenami zboża, tak by można było przeznaczać je do bardziej dla nich dochodowej produkcji alkoholu, popierając także niezwykle aktywnie jego spożycie. Wszystko to dawało im wysoki zarobek w krótkim czasie.

Tak to z czasem, wśród polskiego chłopstwa – “nie wiadomo dlaczego” – pojawiło się pewne nastawienie “antysemickie”, w odróżnieniu od niesamowicie katolickiej szlachty kraju – “Chrystusa narodów”.

Heinrich Graetz pisze:

“Żyd w pewnym stopniu równoważył wady narodowe. Impulsywna niestałość, bezmyślność czy rozrzutność polskiej szlachty znajdowała przeciwwagę w ostrożności i gospodarskiej roztropności żydowskiej. Dla polskiego szlachcica Żyd był czymś więcej niż finansistą; był jego przezornym doradcą, tym, który wydobywał go z długów, był wszystkim we wszystkim… Pomiędzy polskim właścicielem ziemskim i żydowską elitą finansową utworzyło się jedyne w swym rodzaju przymierze utylitarne”.

W roku 1572, kiedy zmarł król Zygmunt II (który zarządzanie kraju powierzył w ręce Żydów – rabbi Mendel z Brześcia nazywany był “sekretarzem króla”) – “cierpiący” Żydzi osiągnęli tak wielkie wpływy, że decydowali o jego następcy. Zrobili to konsultując się z Imperium Otomańskim, hugonocką Francją i protestantami brytyjskimi, którzy również zainteresowani byli sukcesją w Polsce. Wielkim pośrednikiem całego przedsięwzięcia (podczas którego rozdano miliardy) był Solomon ben Nathan Askenazi, lekarz króla Zygmunta, który wyemigrował do Konstantynopola, gdzie służył sułtanowi z takim samym oddaniem jakim wcześniej darzył króla Polski. W Konstantynopolu, Solomon zastapił Josepha Nasi, doradcę sułtana, będącego pewnym rodzajem nieoficjalnym leaderem ówczesnego żydowskiego świata.

Jednakże w owych żydowskich, złotych czasach nad polskim “paradisus judaeorum” zaczynały zbierać się groźne chmury. Doszło do tego z powodu Kozaków, wcielonych do państwa polskiego. Również na nich rozszerzony został reżim żydowskiej dzierżawy i Kozacy dowiedzieli się wtedy, że muszą płacić podatek za możliwość wejścia do cerkwi. Poddanie się katolickim panom polskim Kozacy byli gotowi znieść, ale płacenie Żydom za wódkę i chrzest przekraczało ich możliwości.

Polscy chłopi – ucywilizowani “antysemici” wytrzymywali wszystko, jednakże Kozacy mieli dość. Wkrótce pojawił się wśród nich Bogdan Chmielnicki. Jego zawołanie “Polacy zrobili z nas niewolników przeklętej rasy Żydów” nie spotkało się bynajmniej z westchnieniem rezygnacji«à la polonaise».

W krótkim czasie, Chmielnicki znalazł sie na czele hordy Kozaków i Tatarów, która 16 maja 1648 roku pobiła wojska polskie i stała się autorem  niezliczonej ilości grabieży, masakr i gwałtów.

Kozacy i Tatarzy w specjalny sposób skoncentrowali się na Żydach. Wydaje się, że wymordowali ich 100 000. Jak przyznaje żydowski historyk Henryk Grynberg – “wycofujące się polskie wojska były jedyną obroną Żydów”. https://en.wikipedia.org/wiki/Henryk_Grynberg

Kiedy oddziały Chmielnickiego zaatakowały Lwów – Chmielnicki wezwał oblężonych:“Oddajcie nam Żydów, których macie w mieście, a zaprzestaniemy oblężenia”.

Jak zareagowali Polacy – “antysemici” – znajdujący sie w bardzo poważnych trudnościach – oblężeni i wygłodniali? – Odpowiedzieli: “Nie!”. Nie oddali ani jednego Żyda, odparli oblężenie i w ten sposób uratowali tych, którzy znajdowali się w mieście.

Oto, do jakiego stopnia Polacy prześladowali Żydów. Oto na jakie “cierpienia” skazali swych “dobroczyńców”.

——–

Komentarz do eseju Jones’a: Nie chciałbym zepsuć wytwornego stylu przedstawionego historycznego ekskursu  poprzez użycie obrzydliwego zwrotu neapolitańskiego i rzymskiego. Zwrot ten przychodzi mi jednakże na myśl i dlatego umieszczam go w przypisie. Wyraża on sposób, w jaki Izrael traktuje Arabóww jaki traktuje wszystkich gojów; zwrot brzmi: «chiagni e’ffotti». Znaczy to tyle samo, co “prześladuj i krzycz, że cię prześladują, ciemięż i skarż się, że cierpisz”. https://it.wikipedia.org/wiki/Chiagni_e_fotti

INFO: O tym jak Żydzi “cierpieli” w Polsce (Come “soffrirono” gli Ebrei in Polonia” – http://www.dosselli.it/docQuaderni/21.pdf)

Nowacka i rządząca nami lewicowa ciemnota chce to zaserwować polskim dzieciom.

Nowacka chce to zaserwować polskim dzieciom. Bosak: „To jedna z głównych tez ruchu LGBT”

20.11.2024 https://nczas.info/2024/11/20/nowacka-chce-to-zaserwowac-polskim-dzieciom-bosak-to-jedna-z-glownych-tez-ruchu-lgbt-video/

Barbara Nowacka - minister edukacji narodowej Fot. PAP/Paweł Supernak
Barbara Nowacka – minister edukacji narodowej Fot. PAP/Paweł Supernak

Podczas konferencji prasowej przedstawiciele Konfederacji jasno opowiedzieli się przeciwko nowym przedmiotom szkolnym, które planuje wprowadzić resort Barbary Nowackiej. Krzysztof Bosak i Grzegorz Płaczek wskazywali na szereg zagrożeń.

Bosak stwierdził, że „jako Konfederacja zabierają głos zdecydowanie przeciwko temu pomysłowi rządu”. – Jest to pomysł, który ma dużo wspólnego z ideologią, mniej wspólnego ze zdrowiem (…). Jest to tak naprawdę pod pewnym kryptonimem i w zmiksowaniu z innymi treściami odgrzewany stary kotlet, czyli wprowadzania tego permisywnego modelu edukacji seksualnej, o który toczyła się w Polsce debata w latach 90. – powiedział wicemarszałek Sejmu.

Wskazał, że Barbara Nowacka i „rządząca nami lewicowa ciemnota” chce wyrzucić do kosza „dotychczasowy dorobek edukacyjny” i „w to miejsce, gdzie jest program nauczania normalnego, umieścić lewicowe fanaberie”.

Wicemarszałek Sejmu powiedział, że rządzący „mają …gdzieś prawa rodziców, prawa obywatelskie i chcą to wtłaczać wszystkim, przymusowo” oraz przypomniał, że „artykuł 48. konstytucji mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.

– Wyrzucają właściwie wszystkie treści związane z wartością rodziny w życiu człowieka, z zakładaniem rodziny, z życiem rodzinnym, z trwałością rodziny (…), uczeń szkoły podstawowej nie dowie się z programu Barbary Nowackiej o istnieniu małżeństwa (…) – dodał.

– Nie dowie się też o wartości życia, nie dowie się o rozwoju dziecka w prenatalnym okresie życia. Ta wiedza naukowa, zdaniem lewicy, jest dzieciom, młodzieży do niczego niepotrzebna. Nie pada ani razu słowo dzietność w czasach, kiedy mamy kryzys dzietności – wskazał.

– To ma być „edukacja zdrowotna”. Tymczasem uczeń szkoły podstawowej będzie się uczył na temat wczesnej inicjacji seksualnej, nie będzie się natomiast uczył na temat chorób wenerycznych (…), dopiero w programie ponadpodstawowym ma być o tym powiadomiony, czyli sekwencja proponowana przez lewicę Tuska i Nowackiej jest taka: najpierw wysyłamy dzieci do inicjacji seksualnej, później powiemy im o tym, jakie są związane z tym zagrożenia, szczególnie te zdrowotne, na przedmiocie dla niepoznaki zwanym edukacją zdrowotną – skwitował.

Wskazując na kolejne aspekty programu nauczania, Bosak podsumował, że „po takim praniu mózgu jedyny wniosek chyba jest taki, że norma żadna nie istnieje”. – I dobrze wiemy, że jest to jedna z głównych tez ruchu LGBT, ruchu genderowo-feministyczno-transowego, że nie ma żadnej normy, wszystko jest kwestią uznaniową, wszystko jest płynne – podkreślił.

Bosak odniósł się także do innego proponowanego przez resort przedmiotu – edukacji obywatelskiej. – Obok tego jest jeszcze drugi dokument, edukacja obywatelska. Tam są też kwiatki – wskazał Bosak.

– Oczywiście mamy stały pakiet lewicy wokeistowskiej, jak to się teraz mówi – stwierdził wicemarszałek Sejmu. A więc uczeń będzie rozpoznawał postawy ksenofobii, stereotypów, uprzedzeń, dyskryminacji, a także, uwaga, uczniowie będą aktywizowani politycznie przez nauczycieli – reaguje na te zjawiska – dodał.

Wskazał, że część programu dotyczy tzw. klimatyzmu. – A więc uczeń będzie wymieniał przyczyny i konsekwencje kryzysu klimatycznego, wyszukiwał informacje na temat działań na rzecz jego powstrzymania oraz w miarę możliwości angażował się w wybrane z nich – wyliczał Bosak.

Głos zabrał także poseł Grzegorz Płaczek. – To przedmiot, który jest przesiąknięty do szpiku kości lewicową ideologią pełen miękkich stwierdzeń, pełen niedopowiedzeń, ale oczywiście jednocześnie pełen wartości LGBT i nikt z nas po lekturze wstępnych założeń do rozporządzenia i do tego przedmiotu nie znalazł czegoś takiego jak wartościowe treści dotyczące rodziny – wskazał.

– Rodzice jednoczą się w całej Polsce już 1 grudnia, czyli za kilka dni w Warszawie odbędzie się bardzo duży protest rodziców, którzy będą przyjeżdżać, będą krzyczeć na cały głos, że nie chcą takiego przedmiotu w szkole. Problem jest bardzo skomplikowany, dlatego że przed nami 10 miesięcy walki, a właściwie wojny również o nasze dzieci – mówił.

– Niestety wysłuchania publicznego okazało się, że nie będzie. Rodzice nie będą wysłuchiwani, stowarzyszenia będą ignorowane, fundacje będą ignorowane (…). Co więcej, i to jest bardzo bulwersujące, pani minister publicznie przyznała ostatnio w wywiadzie, że nie będzie się przejmować innymi opiniami poza tymi głoszonymi przez Ministerstwo Edukacji Narodowej – podkreślił.

– Postanowiliśmy w trybie natychmiastowym wysłać do pani minister edukacji narodowej, przy wsparciu oczywiście pana marszałka Szymona Hołowni, interpelację poselską (…). Interpelacja poselska w sprawie niepokojących zmian w polskiej edukacji związanej z wprowadzeniem nowego przedmiotu pod nazwą edukacja zdrowotna. Interpelacja jest bardzo długa, zawiera bowiem 33 pytania, które były również wspólnie przygotowywane z różnymi środowiskami, z rodzicami, z profesorami, z doktorami – ujawnił Płaczek.

Bezczelny Zełenski „nie chce” przeprowadzić wyborów prezydenckich na Ukrainie

Zełenski nie chce przeprowadzić wyborów prezydenckich na Ukrainie

20.11.2024 nczas/zelenski-nie-chce

Wołodymir Zełenski, Ukraina, prezydent
Wołodymir Zełenski Fot. Michael Kappeler/dpa Dostawca: PAP/DPA.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie zamierza przeprowadzać wyborów prezydenckich tak długo, jak długo trwa wojna rosyjsko-ukraińska.

Zełenski przemawiał we wtorek w Radzie Najwyższej. Obecny prezydent Ukrainy stwierdził, że świat nie spodziewa się tego, że broniący się przed rosyjską agresją kraj będzie organizował wybory prezydenckie.

– Nikt na świecie nie żądał tego od Ukrainy ani nie żąda tego od niej. Jednak na Ukrainie niektórzy ludzie wydają się być tak chętni, że wydają się bardziej skupieni na konfliktach wewnętrznych niż na obronie państwa. Chcą, aby debaty polityczne odbywały się w okopach, jakby były studiami telewizyjnymi. To szkodzi Ukrainie –
stwierdził Zełenski.

– Ukraina potrzebuje najpierw sprawiedliwego pokoju, a dopiero potem Ukraińcy przeprowadzą uczciwe wybory –
dodała głowa państwa.

A kiedy wybory na Ukrainie powinny się odbyć? „20 maja zakończyła się kadencja prezydencka Wołodymyra Zełenskiego. Zgodnie z ukraińską konstytucją głowa państwa sprawuje urząd przez pięć lat i wykonuje swoje obowiązki do czasu objęcia go przez nowo wybranego następcę. Wybory przeprowadza się co do zasady w ostatnią niedzielę marca w piątym roku kadencji. Przypadające formalnie na 2024 r. głosowanie nie odbyło się – obowiązująca ustawa o reżimie prawnym stanu wojennego wprost zabrania organizowania wyborów prezydenckich, parlamentarnych, referendów czy zmian w konstytucji w czasie jego trwania” – opisuje Ośrodek Studiów Wschodnich.

Wbrew temu, co mówi Zełenski, temat przeprowadzenia wyborów prezydenckich na Ukrainie wypłynął właśnie od zachodnich mediów. Brytyjski „The Economist” twierdzi, że wybory mogłyby zostać przeprowadzone w maju 2025 roku.

Nadzwyczajna sesja zaplanowana na grudzień, aby ostatecznie sfinalizować Traktat Pandemiczny… NIE ODBĘDZIE SIĘ!

Wielka wiadomość: To dzięki TOBIE znowu wstrzymaliśmy Traktat Pandemiczny

[i moim aktywnym Czytelnikom.. md]

„Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Sz. P. Profesor Miroslaw Dakowski ,

To znowu ja—wciąż pełny emocji, choć bardzo zmęczony, ale z NIESAMOWITĄ wiadomością, którą musisz usłyszeć…

Właśnie wróciłem z Genewy i uwierz mi—był to jeden z najbardziej wyczerpujących tygodni w moim życiu—długie dni, bezsenne noce, niekończące się spotkania. Jeszcze nie zdążyłem odzyskać sił.

Ale powiem jedno: każdy wysiłek był tego wart!

Nadzwyczajna sesja zaplanowana na grudzień, aby ostatecznie sfinalizować Traktat Pandemiczny…

NIE ODBĘDZIE SIĘ!

Dokładnie tak! Znowu nie zdążyli. Po raz kolejny skutecznie pokrzyżowaliśmy im plany.

To nie było przypadkowe. Mój zespół w Genewie wykazał się ogromną determinacją—konsekwentnie blokowaliśmy każdą ich próbę i wyraźnie daliśmy delegatom WHO do zrozumienia, że nie zamierzamy im na to pozwolić.

A TY—Twoje wsparcie, Twój głos, Twoja odwaga—były kluczowe, by to było możliwe.

Zanim zrobisz cokolwiek innego, koniecznie zobacz to na własne oczy: obejrzyj ten film teraz:

Gdy obserwowałem zakończenie dwunastej, ostatniej w tym roku sesji negocjacyjnej INB, ogłoszono, że postęp jest niewystarczający, więc teraz skupiają się na kolejnym ważnym terminie—maju 2025 roku, który zbiega się z następnym Zgromadzeniem Ogólnym WHO.

To ogromne zwycięstwo, które udowadnia jedno—nasze działania przynoszą efekty! Wszystko, o co walczyliśmy od samego początku, ma realny wpływ.

To była długa bitwa, a do końca jeszcze daleko. Ale razem zamieniamy ich sny koszmary. I bardzo mnie to satysfakcjonuje!

WHO zakładało, że uda im się przepchnąć ten traktat—bez przejrzystości, odpowiedzialności ani Twojej zgody. Dzięki TOBIE jednak ich plany zawodzą.

Co więcej, ostatnie zwycięstwo Trumpa mocno pokrzyżowało ich plany. Od teraz globaliści będą musieli liczyć się z oporem ze strony administracji USA, a ich wizja gładkiego sukcesu zaczyna się rozpadać.

To powiedziawszy, nie możemy teraz tracić czujności: WHO nie zamierza odpuścić.

Globaliści wielokrotnie pokazywali, że będą naginać zasady, działać za zamkniętymi drzwiami i robić wszystko, by przepchnąć ten traktat do nowego terminu—maja 2025.

Ale pamiętaj—zatrzymaliśmy ich raz. Zatrzymaliśmy ich drugi raz. I zatrzymamy ich po raz trzeci. Wszystko jest w naszych rękach!

Mam jeszcze tyle rzeczy, którymi chcę się z Tobą podzielić w nadchodzących tygodniach—szczegóły dotyczące tego, co się działo, co planujemy i co przed nami. Obiecuję, że będę Cię na bieżąco informować.

Na razie to wszystko z mojej strony. Świętujmy to osiągnięcie—bo to Ty sprawiłeś, że stało się to możliwe—a za to z całego serca Ci dziękuję!

Sebastian Lukomski z całym zespołem CitizenGO

Szefowa berlińskiej policji przestrzega żydów i pedałów…

Szefowa berlińskiej policji przestrzega Żydów. Tam mają „zachować większą ostrożność

19.11.2024 https://nczas.info/2024/11/19/szefowa-berlinskiej-policji-przestrzega-zydow-tam-maja-zachowac-wieksza-ostroznosc/

Szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik zaleciła Żydom i homoseksualistom zachowanie szczególnej ostrożności w pewnych obszarach stolicy Niemiec. W niektórych dzielnicach Berlina wyrażana jest otwarta wrogość wobec Żydów – zauważyła Slowik.

Zasadniczo nie ma tak zwanych obszarów no-go, czyli takich, do których wstęp jest zbyt niebezpieczny. – Istnieją jednak obszary – i w tym momencie musimy być szczerzy – w których radziłabym osobom noszącym jarmułkę lub będącym jawnymi gejami lub lesbijkami zachować większą ostrożność – powiedziała Slowik w poniedziałek gazecie „Berliner Zeitung”.

Nie chcę „zniesławiać” żadnej konkretnej grupy ludzi jako sprawców – kontynuowała Slowik. Zauważyła jednak, że „niestety, istnieją pewne dzielnice, w których mieszka większość osób pochodzenia arabskiego, które również sympatyzują z grupami terrorystycznymi”. Wyraża się tam otwarty antysemityzm wobec osób pochodzenia żydowskiego.

Zbrodnia i nauka. Alfred Kinsey i seksualne eksperymenty na dzieciach

Alfred Kinsey i seksualne eksperymenty na dzieciach

https://aa.com.pl/zbrodnia-i-nauka-judith-reisman

Według „Human Events” raporty Kinseya to jedna z najbardziej szkodliwych amerykańskich książek XX wieku.

Rewolucja seksualna była oparta na kłamstwie. Judith Reisman poświęciła trzydzieści lat na odkrywanie prawdy.

„The National Review”

W 1977 roku, doświadczywszy obojętności wielu zaufanych dorosłych wobec gwałtu dokonanego na jej córce, dr Reisman zaczęła odkrywać barbarzyńskie nadużycia seksualne Alfreda Kinseya wobec 2034 dzieci i niemowląt – niektóre z nich miały nawet dwa miesiące – dokonane przez jego „zespół badawczy” w chronionym, dźwiękoszczelnym budynku laboratorium Uniwersytetu Indiana.

Ta książka mówi, jak jest naprawdę. Żadnego tańczenia wokół trudnych, bolesnych i wstydliwych kwestii, bez rozmywania i zaciemniania prawdy o tym, kto i czego dopuścił się w czasie naporu seksualnej rewolucji. To cała prawda o podstępnych, nikczemnych osobnikach, którzy brutalnie traktowali i torturowali setki, jeśli nie tysiące niewinnych dzieci, aby uzyskać fałszywe wyniki badań. A potem wszyscy uwierzyli w te badania, nie kwestionowano ich, nie pytano nawet o ich zgodność z prawem. To naprawdę wstrząsające, kiedy nagle zostajemy obudzeni i zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy oszukani, a „badania”, które ukształtowały naszą rzeczywistość, są jednym wielkim kłamstwem.

Książka dr Reisman to doskonały przykład rzetelności i autentyczności akademickich badań nad oszustwem Raportu Kinseya i wpływem jego uczniów, Instytutu Kinseya, wspomaganego przez American Law Institute i pieniądze Fundacji Rockefellera.

Szczegółowo udokumentowano tu przestępczą i kłamliwą działalność konkretnych osób. O najbardziej nikczemnych zachowaniach znanych człowiekowi Judith Reisman napisała w beznamiętny i kliniczny sposób, celowo unikając pokusy niepotrzebnego epatowania czytelnika i nakłaniania do buntu. Prawda broni się sama.

Autor: Dr Judith Reisman


Dr Judith A. Reisman (1935-2021) uzyskała stopień doktora nauk medycznych na Case Western Reserve University. Była profesorem prawa w Liberty University School of Law i prezesem Instytutu Edukacji Medialnej. Pełniła funkcję konsultanta trzech departamentów administracji wymiaru sprawiedliwości: edukacji, zdrowia i spraw społecznych. Z rad i analiz dr Reisman korzystano na całym świecie, dzięki czemu mogła ona wygłosić setki wykładów i prelekcji dla organizacji doradczych, parlamentów, organów legislacyjnych i sądowniczych. Przez wiele lat prowadziła analizy treści przekazywanych przez prasę, książki i media wizualne. Szczególny nacisk w swej pracy dr Reisman kładła na określenie wpływu tych mediów na zdrowie i dobro dzieci. Naukowa publikacje i odkrycia dr Reisman miały międzynarodowy zasięg, a także wpływały na naukę i działania legislacyjne w wielu krajach, o czym świadczą chociażby artykuły w „The German Medical Tribune” i brytyjskim naukowym czasopiśmie „Tire Lancet”, na którego łamach zażądano zbadania raportów Kinseya, stwierdzając, że w swojej książce „dr Judith A. Reisman i jej współpracownicy zniszczyli podstawy obu raportów…” („The Lancet”, tom 337, z marca 1991, s. 547).

Kłamstwa Kinseya i porno-rewolucja w Polsce

Dr Artur Górecki: Kłamstwa Kinseya i porno-rewolucja w Polsce

https://pch24.pl/dr-artur-gorecki-klamstwa-kinseya-i-pornorewolucja-w-polsce

(pixabay.com)

To Karol Marks twierdził, że seksualizacja człowieka doprowadzi do wyzwolenia go spod wpływu autorytetu, Kościoła i rodziny. Dzisiaj taką agendę realizują politycy, chcąc poddać społeczeństwo swojej kontroli. O tym mówił w rozmowie z PCh24 TV dr Artur Górecki, ekspert edukacyjny, rektor Collegium Intermarium.

Paweł Chmielewski: Rozmawiamy dziś o rewolucji seksualnej, a wszystko w kontekście nowej i ciekawej książki, pracy wydanej przez wydawnictwo „AA” – „Zbrodnia i nauka. Alfred Kinsey” autorstwa Judith Reisman. Autorka – lekarka i prawnik – opisała drobiazgowo pracę jednego z głównych ideologów współczesności, Kinseya. Zanim porozmawiamy o samej tej postaci, to pytanie, Panie Doktorze – dlaczego w ogóle w latach 60. jest tak wielkie zainteresowanie tematyką seksualną?

Dr Artur Górecki: Myślę, że należy umiejscowić to w szerszym kontekście rewolucji, które miały miejsce wcześniej, przed rewolucją religijną i polityczną, jaką była rewolucja francuska. Nadszedł czas, aby dokonać zmiany obyczajów pod hasłem wyzwolenia człowieka z rzekomych ograniczeń, które przez wieki narzucały mu tradycja, religia i rodzina. Celem było przejęcie kontroli nad sferą, uznaną od czasów Oświecenia za jedyną, która rzeczywiście ma znaczenie w człowieku, uznanym za mechanizm.

Oświecenie stanowi zatem moment, w którym po raz pierwszy pojawia się pomysł, że człowiek jest niczym więcej jak mechanizmem, któremu energię do życia nadają jego popędy i namiętności – popędy, którym powinien się poddawać lub nie. Przykład markiza de Sade’a może być w tym kontekście wystarczająco reprezentatywny. Oczywiście, był to tylko jeden z nurtów Oświecenia.

Lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku to moment, w którym władze państwowe, takie jak rządy Francji, Niemiec, ówczesnej Rosji bolszewickiej, ZSRR oraz Stanów Zjednoczonych, zaczęły wykorzystywać młode nauki społeczne oraz ich dorobek do manipulacji, mających na celu realizację celów politycznych. Działo się to na wielu płaszczyznach, ale szczególnie wyraźnie wówczas zauważono, że aspekt życia seksualnego człowieka może stać się jednym z kluczowych narzędzi wpływu na jednostki i całe społeczeństwa, pozwalając na kontrolowanie zachowań społecznych i manipulowanie nimi w zgodzie z założeniami rządzących.

Kłania się tu freudyzm…

Zdecydowanie tak. Psychoanaliza Freuda zwróciła uwagę na te elementy ludzkiej natury, które są pozaracjonalne, a zdaniem psychoanalityków odgrywają kluczową rolę w naszym życiu. Freud wskazał, że tłumiona seksualność miała być źródłem wielu problemów, w tym zdrowotnych i psychicznych, z którymi borykali się ludzie. Już w latach trzydziestych podejmowano eksperymenty oraz działania w celu rozwiązania tych rzekomych problemów.

Po II wojnie światowej, po trudnym okresie jej zniszczeń i odbudowy, idee te zostały na nowo podjęte w imię zerwania ze starym porządkiem i dalszego wyzwolenia człowieka. Lata sześćdziesiąte, z symbolicznym rokiem 1968, a także lata siedemdziesiąte, stały się czasem, w którym te idee zyskały na sile. Wówczas, na sztandarach i w manifestach intelektualistów ówczesnych czasów, pojawiły się nawoływania do legalizacji pedofilii. To nie były jednak postulaty marginalnych grup społecznych – sygnatariuszami tych manifestów byli przedstawiciele świata nauki i polityki, którzy we Francji domagali się od rządu legalizacji tego rodzaju zbrodniczych zachowań wobec dzieci.

W dużej mierze miało to miejsce na fali powoływania się na badania prowadzone przez Alfreda Kinseya oraz grupę naukowców z nim związanych. Pierwsza publikacja Kinseya ukazała się w 1948 roku, a kolejna – w 1953 roku, stanowiąc ważny punkt odniesienia dla tych kontrowersyjnych postulatów.

A kim w ogóle był Alfred Kinsey? To nie jest tylko jakiś „genialny naukowiec”, który robi mozolną karierę akademicką. Ma konkretne wsparcie dużych amerykańskich organizacji…

Tak, doskonale ilustruje to autorka tej książki, książki, którą zresztą gorąco polecam. Można zauważyć, że niestety wiedza, którą ona przekazuje, nie jest powszechna w świadomości większości Polaków. Oficjalne biografie Alfreda Kinseya podają, że około 1938 roku, w wyniku oddolnego zainteresowania grupy studentów oraz przyzwolenia władz uczelni, Kinsey został zaproszony do poprowadzenia kursu na temat życia seksualnego, szczególnie małżeńskiego. Zoolog, specjalizujący się w badaniach nad jednym z gatunków os, nagle stał się ekspertem w dziedzinie ludzkiej seksualności!

Tymczasem dostępne dziś źródła wyraźnie pokazują, że jest to mistyfikacja stworzona na potrzeby budowania wizerunku niezależnego naukowca, który rzekomo starał się wypełnić lukę w badaniach naukowych, którą dostrzegł. Co więcej, ta narracja została wzmocniona przez rzekome poparcie „ludu”. W rzeczywistości jednak kilka lat wcześniej Fundacja, która później przez dziesięciolecia finansowała badania Kinseya i jego zespół, opracowywała strategię PR-owską, której celem było wykreowanie tematu roli seksu w życiu ludzi w przestrzeni publicznej. Media miały za zadanie najpierw szerzyć tę tematykę, a później promować publikacje będące efektem pracy Kinseya oraz zespołu, który powołał. Fundacja Rockefellera, będąca jednym z głównych ośrodków finansujących takie przedsięwzięcia w Stanach Zjednoczonych, wykorzystywała nauki społeczne jako narzędzia manipulacji, mające na celu kształtowanie sposobu myślenia i zachowań społeczeństwa. To właśnie dzięki funduszom tej fundacji możliwe było wypromowanie Kinseya i sfinansowanie jego badań – czy może raczej działań, bo wątpliwości budzi sama kwalifikacja jego metod jako „badań naukowych”.

Dziś niemal wszystko można udowodnić „badaniami naukowymi”. W periodykach naukowych znajdziemy różnorodne, często sprzeczne opinie i rzekome dowody, które mają na celu potwierdzenie określonych przekonań. W tym przypadku mamy do czynienia z jaskrawą manipulacją.

Na czym polegała ta manipulacja? Jakie były zasadnicze twierdzenia Kinseya, które w największej mierze ukształtowały współczesne myślenie o seksualności?

Kinsey nie ukrywał, że jest zafascynowany darwinizmem. Traktował człowieka wyłącznie jako byt ściśle biologiczny, nie dostrzegając w nim żadnego wymiaru duchowego ani elementów, które wykraczałyby poza sferę czystej biologii i mechanizmów determinujących ludzkie zachowania. Jego podejście koncentrowało się przede wszystkim na potrzebach seksualnych. Wyraźnie podkreślał, że nie można mówić o czymś takim jak norma czy przekroczenie normy w kontekście zachowań seksualnych. Każde zachowanie seksualne uważał za normalne, ponieważ wynika ono z natury człowieka i jego pragnień.

Takie podejście doskonale współbrzmiało z teoriami Wilhelma Reicha, twórcy pojęcia „rewolucji seksualnej”, który twierdził, że człowiek nie osiągnie pełnej wolności, dopóki nie zostanie wyzwolony od moralnych okowów. Kinsey starał się to udokumentować w sposób naukowy.

Z tym sposobem naukowym jest jednak, zdaje się, poważny problem…

Tak. Niektórzy twierdzą, że był zafiksowany na punkcie nauki, ale wydaje mi się, że to nie do końca prawda. Jego podejście do metod naukowych, w tym stosowanie statystyki, budziło poważne wątpliwości. Co ciekawe, przez lata, mimo że Instytut Rockefellera, który go finansował, regularnie przeprowadzał kontrole, Kinsey nie zatrudnił nigdy statystyka – osoby specjalizującej się w badaniach jakościowych. W raportach pokontrolnych pojawiały się uwagi, że nie wypełniono zaleceń zawartych w poprzednich kontrolach. Zalecenia te dotyczyły m.in. konieczności zatrudnienia fachowca w tej dziedzinie. Co więcej, w swoich końcowych publikacjach Kinsey notorycznie mylił takie pojęcia jak średnia i mediana, traktując je niemal jak synonimy, co świadczyło o jego ignorancji w kwestiach metodologicznych.

Największą zbrodnią, którą popełnił, było to, że próbując udowodnić, iż ludzie w rzeczywistości zachowują się inaczej niż wynika to z przyjętych w danym społeczeństwie norm, musiał zdobyć odpowiednią próbkę do swoich badań – i skierował się do przestępców…

Dlaczego akurat tam?

Był przekonany, że jeśli zwróci się do wybranej przez siebie grupy społecznej, ta odpowie z entuzjazmem i chętnie weźmie udział w ankietowaniu. Okazało się jednak, że rzeczywistość była inna. Większość zwykłych ludzi nie miała ochoty, by rozgrzebywać swoje sprawy intymne ani odpowiadać na tak osobiste pytania.

Nie będę przytaczał treści tych pytań, gdyż byłyby one nieodpowiednie i niekomfortowe dla słuchaczy. Odsyłam zainteresowanych do odpowiednich książek. W końcu Kinsey zaczął poszukiwać próbki wśród środowisk przestępczych.

Zaczął badać głównie przestępców seksualnych. Dotarł do środowiska czynnych pedofili… Instruował ich, jak należy dokonywać pomiarów, rozmawiał z nimi przez lata. To są rzeczy straszne. Jego twierdzenia zostały przyjęte przez świat nauki i cieszyły się dobrymi opiniami. Do dzisiaj wielu uważa je za przełomowe. Tymczasem są to badania skrajnie zmanipulowane, nie mają nic wspólnego z rzetelnym aparatem badawczym.

Nawet jeżeli założylibyśmy, że samo udowodnienie, iż większość społeczeństwa nie przestrzega pewnych norm, nie oznacza jeszcze, że te normy należy zmieniać – co było celem Kinseya. On nawet nie był w stanie wykazać, że rzeczywiście większość społeczeństwa te normy przekracza. Nawiasem mówiąc, nawet Abraham Maslow, który ideowo był bliski Kinseya, zwracał mu uwagę w swoich publikacjach, że próbka, którą wykorzystał w badaniach, była zafałszowana. Przez pewien czas współpracowali ze sobą, ale później Maslow zerwał oficjalne kontakty naukowe z Kinseyem, uznając, że ten na samym początku badań zafałszowuje próbkę, a następnie przedstawia ją jako reprezentatywną dla całego społeczeństwa.

Kinsey argumentował, że każdy człowiek jest potencjalnym przestępcą. Twierdził, że to, iż ktoś w wieku 28 lat nie trafił jeszcze do więzienia, nie oznacza, że nie trafi tam za 10 lat. Z kolei osoba, która w wieku 60 lat znalazła się w więzieniu za popełnienie przestępstwa, nie musi być uznana za przestępcę przez całe swoje życie, ponieważ mogła przez 67 lat prowadzić życie zgodne z normami społecznymi. Takie były argumenty, którymi posługiwał się Kinsey.

W Polsce podejmuje się właśnie wysiłek ograniczenia dostępu dzieciom i młodzieży do pornografii. Nasuwa się pytanie, jakie w ogóle ta wielka obecność pornografii dzisiaj ma związki z ideologią typu Kinseyowskiego?

Uważam, że istnieje bardzo silny związek między tymi zjawiskami. W sytuacji, gdy głosi się, że dzieci od najwcześniejszych lat życia mają potrzeby seksualne, które powinny być zaspokajane, bo w przeciwnym razie mogą prowadzić do trudności psychicznych, takich jak depresja, wówczas łatwo dochodzi do ich wykorzystania przez przemysł – a właściwie przez biznes, który dostrzega w tym doskonałą okazję do osiągania ogromnych zysków.

W tym kontekście pojawia się pornografia. Kwestia definicji pornografii, a także zagadnienie obyczajności i nieobyczajności, staje się przedmiotem debaty. W Stanach Zjednoczonych toczy się walka o te wartości w tym samym czasie. Przykładem takich zmagań jest postawa ówczesnego kardynała, polskiego pochodzenia, który stał na czołowej linii obrony przed seksualizowaniem dzieci oraz przed zniszczeniem zasad obyczajności w mediach i filmach.

To wtedy po raz pierwszy pojawiają się w filmach sceny, które wcześniej byłyby niedopuszczalne ze względów prawnych. Wyroki sądów uznają, że to jest przejaw wolności artystycznej… Jak wiadomo wyniki badań mówią, że w Polsce ponad 50 proc. piętnastolatków miało kontakt z pornografią – i to kontakt systematyczny. Wzrasta skala zachowań dewiacyjnych i niebezpiecznych, co jest właśnie pokłosiem dostępności pornografii.

Czyli problemy, z którymi dzisiaj mamy do czynienia w Polsce, są efektem „wiedzy” upowszechnianej przez Kinseya i jego środowisko?

Zjawisko, o którym mowa, wydaje się składać z dwóch nakładających się procesów. Z jednej strony obserwujemy zachłyśnięcie się źle rozumianą wolnością. Skoro na Zachodzie funkcjonują określone zjawiska, takie jak obecność edukacji seksualnej w systemie oświaty, to zdaje się, że automatycznie uznaje się je za wzorzec godny naśladowania. 

Jednakże to nie wystarczyłoby, gdyby nie towarzyszyły temu działania instytucjonalne. Mam tu na myśli przede wszystkim organizacje takie jak ONZ, jej agendy, OECD, a później Unię Europejską, które poprzez stopniowe, początkowo „miękkie”, a następnie coraz bardziej stanowcze regulacje, promowały określone podejście. Warto tu wspomnieć definicje zdrowia proponowane przez WHO oraz wytyczne dotyczące tzw. edukacji seksualnej. 

Wszystkie te działania wspierały zwolenników ograniczania wpływu rodziców na wychowanie dzieci. Warto zauważyć, że w latach PRL-u, a nawet w okresie transformacji ustrojowej, kwestie moralne i obyczajowe pozostawiano przede wszystkim rodzinie. Choć tamten system edukacji miał swoje wady, to odpowiedzialność za wprowadzenie dziecka w świat wartości, w tym dotyczących seksualności, spoczywała głównie na rodzicach. 

Nie próbowano wówczas definiować człowieka wyłącznie przez pryzmat seksualności. Postrzegano go całościowo, uwzględniając sferę duchową, psychiczną i cielesną, przy czym seksualność była traktowana jako jeden z elementów sfery cielesnej, mający swoje wewnętrzne ukierunkowanie i sens. Powinna być realizowana w kontekście relacji, zwłaszcza małżeńskiej. 

Obecnie uderza się w rodzinę i tradycyjne wspólnoty, które zapewniają człowiekowi zakorzenienie, czyniąc go mniej podatnym na manipulację. Przez lata podejmowano próby wprowadzenia edukacji seksualnej jako przedmiotu obligatoryjnego, jednak nie osiągnięto w tym zakresie pełnego sukcesu. Próbowano przemycać kontrowersyjne treści do podstaw programowych biologii lub realizować je w ramach zajęć dodatkowych. W ostatnich latach podejmowano również działania na szczeblu samorządowym, czego przykładem jest Gdańsk. 

Dzięki stanowczej postawie ówczesnej kurator oświaty oraz władz edukacyjnych udało się zablokować próby narzucenia takich zajęć w szkołach, powołując się na konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. To prawo, choć fundamentalne, jest dziś podważane. Pojawiają się głosy, także ze strony byłego Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie jest to prawo absolutne. 

Przewagę ma rzekomo prawo do nauki, które w tym kontekście bywa traktowane jako nadrzędne i usprawiedliwia możliwość narzucania przez państwo dowolnych treści w systemie edukacji. W praktyce oznacza to, że jeśli konkretne programy zostaną wdrożone do szkół, rodzice będą zobligowani do posyłania na nie swoich dzieci, niezależnie od własnych przekonań. 

Obecnie obserwujemy dominację bezkrytycznego przyjmowania ideałów wypracowanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a nawet wcześniej, w Stanach Zjednoczonych. W Polsce ten sposób myślenia wywiera dziś realny wpływ na kształtowanie życia publicznego.

Myślę, że tak. Oczywiście nie zakładam, że większość autorów proponowanych obecnie zmian w Polsce otwarcie podpisywałaby się pod niektórymi tezami, czy to Wilhelma Reicha, którego wcześniej przywołałem, czy Alfreda Kinseya, którego badania tu omawiamy. Jednak sposób myślenia pozostaje ten sam. To właśnie Marx twierdził, że seksualizacja człowieka doprowadzi do wyzwolenia go spod wpływu autorytetu, Kościoła i rodziny.

Zapis to skrócona i przeredagowana wersja rozmowy z kanału PCh24 TV. Całe nagranie poniżej:

======================

[Przed paru laty Antyk wydał poprzednia książkę tej autorki:

https://sklep.antyk.org.pl/p,kinsey-seks-i-oszustwo,357.html

Jest dostępna, sprawdziłem. MD

Na skutek Zielonego Ładu już wkrótce Polska może ogłosić 20 stopień zasilania

Na skutek Zielonego Ładu już wkrótce Polska może ogłosić 20 stopień zasilania

18/11/2024 na-skutek-zielonego-ladu-juz-wkrotce-polska-moze-oglosic-20-stopien-zasilania

Polska w ostatnich dniach zmierzyła się z koniecznością ogłaszania okresów przywołania na rynku mocy. To mechanizm, który ma zapewnić stabilność systemu elektroenergetycznego w sytuacji niedoboru rezerw mocy. Choć środowe wezwania udało się opanować dzięki importowi, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), Grzegorz Onichimowski, ostrzega, że podobne sytuacje mogą się powtarzać i pogłębiać. Jednak w tle tych problemów kryje się szerszy kontekst – polityka Zielonego Ładu i jej wpływ na rynek energii.

Jednym z celów Zielonego Ładu jest odejście od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii i zwiększenie efektywności energetycznej. W rezultacie coraz więcej gospodarstw domowych inwestuje w ekologiczne źródła ogrzewania, takie jak pompy ciepła, które są promowane jako alternatywa dla węgla i gazu. Pompy ciepła, choć efektywne, w zimowych miesiącach znacząco zwiększają zużycie energii elektrycznej.

To rosnące zapotrzebowanie na prąd może w sezonie grzewczym postawić system elektroenergetyczny w jeszcze trudniejszej sytuacji. Jak zauważają eksperci, Polska już teraz zmaga się z problemami bilansowania mocy, a w najzimniejszych miesiącach, gdy obciążenie sieci gwałtownie wzrośnie, wyzwania te mogą przerodzić się w kryzys.

Polska, jako członek Unii Europejskiej, uczestniczy w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (ETS). Niestety, wysokie ceny uprawnień emisji przekładają się bezpośrednio na koszty produkcji energii elektrycznej, zwłaszcza tej pochodzącej z węgla, który wciąż stanowi znaczną część polskiego miksu energetycznego. W efekcie Polska ma jedne z najwyższych cen energii elektrycznej w UE.

Te wysokie koszty stanowią poważne obciążenie nie tylko dla gospodarstw domowych, ale także dla przemysłu, który zmaga się z rosnącymi rachunkami za energię. Wysokie ceny energii odbijają się na konkurencyjności polskiego przemysłu, ograniczając jego zdolność do inwestycji i ekspansji. Sektor energetyczny, obciążony kosztami ETS, zmuszony jest przenosić te koszty na konsumentów, co dodatkowo pogarsza sytuację.

Eksperci alarmują, że w kontekście Zielonego Ładu i polityki klimatycznej UE, nadchodzące zimy mogą stać się testem dla polskiego systemu energetycznego. Wzrost popytu na energię w chłodniejszych miesiącach, połączony z wyzwaniami związanymi z dostępnością mocy wytwórczych i rosnącymi cenami, może prowadzić do poważnych konsekwencji.

Już teraz widać, że polityka transformacji energetycznej wymaga bardziej zrównoważonego podejścia. Polska potrzebuje inwestycji w stabilne źródła energii, takie jak energetyka jądrowa, oraz w infrastrukturę pozwalającą na lepsze zarządzanie rosnącym zapotrzebowaniem.

Problemy z bilansowaniem mocy i wysokie koszty energii są sygnałem, że obecny system potrzebuje głębokiej reformy. Zielony Ład, choć ambitny, niesie ze sobą wyzwania, które muszą zostać zaadresowane, jeśli Polska ma uniknąć kryzysu energetycznego. Niezbędne są inwestycje w nowe technologie oraz lepsze dostosowanie polityki energetycznej do realiów rynku. W przeciwnym razie nadchodzące zimy mogą przynieść kolejne wyzwania, które wpłyną na każdego odbiorcę energii.

Sławomir Neumann oskarżony o przywłaszczenie ponad 700 tys. zł

Sławomir N. oskarżony o przywłaszczenie ponad 700 tys. zł publicznych pieniędzy

19.11.2024 slawomir-n-oskarzony-o-przywlaszczenie-ponad-700-tys

Były poseł PO Sławomir N. odpowie przed sądem za przywłaszczenie ponad 700 tys. zł, które zdaniem prokuratury zostały wydane przez polityka na cele niezwiązane z prowadzeniem biura poselskiego. Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze skierowała do warszawskiego sądu.

Nieprawidłowości, które jeleniogórscy śledczy zarzucają N., miały miejsce w latach 2010-2021, kiedy polityk sprawował mandat posła.

Przywłaszczył środki publiczne

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Ewa Węglarowicz-Makowska poinformował we wtorek, że według ustaleń prokuratury i CBA, N. przywłaszczył środki pieniężne powierzone mu, jako funkcjonariuszowi publicznemu, w łącznej kwocie ponad 700 tys. zł, wydatkując je na cele niezwiązane z prowadzeniem biura poselskiego.

Sławomir N. poświadczył przy tym nieprawdę w dokumentach, w postaci składanych w Kancelarii Sejmu RP sprawozdaniach z wydatkowania kwoty ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego za poszczególne lata

– przekazała prokurator Węglarowicz-Makowska.

Były minister, według prokuratury, miał też poświadczyć nieprawdę w drukach, na których rozlicza się przejazdy, tzw. „kilometrówkach”.

Wskazał nieprawdziwe, zawyżone kwoty, rzekomo wydatkowane na cele związane z biurem poselskim i zawyżył ilości przejechanych kilometrów

– dodała prokurator.

Prokurator podała, że biorąc pod uwagę wpłaty, których dokonywał N. na rachunek bankowy biura poselskiego, w okresie objętym postępowaniem, ostatecznie wysokość szkody spowodowanej działaniem oskarżonego ustalono na kwotę ponad 590 tys. zł.

Nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych

Był poseł oskarżony jest też o nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych, za lata 2015-2016. Według śledczych, N. m.in. zaniżył o 20 tys. zł kwotę posiadanych w 2015 r. środków pieniężnych. Zataił też fakt posiadania pojazdu nabytego w 2016 roku, wspólnie z żoną. Dodatkowo, w oświadczeniu majątkowym za 2016 roku, nie ujawnił zaciągniętego zobowiązania finansowego w postaci kredytu bankowego w wysokości 30 tys. zł – podała jeleniogórska prokuratura.

Sławomir N. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 10 lat więzienia. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie.

„Kardynał” Ryś chce zaprosić do rady diecezjalnej heretyków i pogan

Kardynał Ryś chce zaprosić do rady diecezjalnej heretyków i pogan

rys-chce-zaprosic-do-rady-diecezjalnej-heretykow-i-pogan

Heretyk Grzegorz Ryś, dzierżący funkcję metropolity łódzkiego, w celu destabilizacji i rozbijania polskiego Kościoła od środka, wpadł na kolejny skandaliczny pomysł. Tym razem chce wprowadzić do władz archidiecezjalnych osoby, które nie są katolikami.

Kardynał Ryś znów szokuje. – Będę chciał zaprosić do rady diecezjalnej przedstawicieli innych kościołów. Jeszcze ich nie mamy. (…) Myślę, że to zrobię w najbliższym czasie, nawet jeżeli to będzie wymagało jakichś zmian prawnych, statutowych, to wszystko jest do zrobienia – oświadczył podczas spotkania, które odbyło się w Łodzi w dniu 10 listopada br. Razem z profesorem Aleksandrem Bańką, delegatem na Synod o Synodalności w Rzymie, mówili tam o swoich doświadczeniach związanych z tzw. Synodem o Synodalności.

Kardynał nie wskazał, kto konkretnie zasiądzie w radzie diecezjalnej w Łodzi. Z jego słów wynika jednak, że chodzi głównie o heretyków protestanckich, względnie muzułmanów i żydów. Występujący wraz z nim profesor Aleksander Bańka powiedział z kolei, że jednym z owoców synodu w Polsce może być reformowanie różnych ciał, takich jak rady duszpasterskie czy ekonomiczne w parafiach.

Warto zauważyć, że kardynał Ryś rozpoczął tzw. proces synodalny w archidiecezji łódzkiej od iście „ekumenicznego” gestu. Zaprosił bowiem do uczestnictwa w imprezie Marka Izdebskiego, członek Kościoła ewangelicko-reformowanego, w którym pełni funkcję „biskupa”.  Herezjarcha został poproszony przez abp. Rysia aby opowiedział o “synodalnym ustroju swojej wspólnoty”. W trakcie jego przemowy, wierni mogli usłyszeć, że pojęcie władzy w Kościele katolickim „nie odpowiada duchowi Ewangelii”.

————————

NASZ KOMENTARZ [Magna Polonia] : Następnym razem heretyk Ryś powinien zaprosić na wykład dowolnego ortodoksyjnego rabina oraz lubelskiego przestępcę, “pastora” Pawła Chojeckiego. Ten pierwszy powie, że Jezus był magikiem i oszustem, dlatego też trzeba zlikwidować Kościół katolicki. Ten drugi dorzuci kilka wątków związanych z fekaliami. “Tolerancja”, “ekumenizm” i “synodalność” wdrapią się wówczas na wyżyny

Ewa Kurek o rządzie Tuska: Tylu głąbów, ochlokratów, pospólstwa bez rozumu jeszcze nie widziałam

Ewa Kurek o rządzie Tuska: Tylu głąbów, ochlokratów, pospólstwa bez rozumu jeszcze nie widziałam

19 listopada 2024

Tusk w bardzo szybkim tempie, jednego roku, przekształca Polskę w niemiecki land…

Rządy motłochu

Ochlokracja

gr. óchlos – tłum, motłoch, krátos – władza

«wynaturzona forma demokracji, w której rządy sprawuje tłum kierowany przez schlebiających mu demagogów»/SJP, PWN/

Im bardziej zdemoralizowany i ogłupiony motłoch, tym silniejszy mandat degeneratów.

Ewa Kurek (transkrypcja): Jeśli popatrzeć na tych właśnie ochlokratów, którzy rządzą Polską proszę Państwa, to ja naprawdę już dość długo żyję i były różne rządy, ale tyle po prostu głąbów u władzy jak w tej chwili, to takich ochlokratów, takiego pospólstwa niewykształconego, bez rozumu to jeszcze nie widziałam na czele z Tuskiem. Jak posłucham Panią Leszczynę, Nowacką, która niszczy szkodnictwo (minister szkodnictwa- przypis red.), czy Hołownię, który chce być prezydentem, czy Panią Jachirę, nie wiem z jakiej ona partii, chyba z PO, idiotkę skończoną, Wrońskiego, Szczerbę…

Kupują sobie dyplomy, robią karierę po prostu w Platformie Obywatelskiej i ten motłoch dorywa się do władzy.

Zresztą stoi na niej na czele też właściwie motłochowaty historyk, czyli Tusk, który podobno skończył historię. A w siódmym roku wypytywany przez dziennikarza nigdy nie słyszał o jagiellońskiej koncepcji polityki wschodniej…  Ale za tym wszystkim, proszę Państwa, kryje się taki nie zawsze czytelny… działanie, kurs i realizacja idei po prostu lewactwa.

Jak tak pogrzebiemy głębiej pod tym, co głosi pani Nowacka teraz, która chce wprowadzić do szkoły uświadomienie seksualne dziesięciu, dwunastolatków i tak dalej. Jeśli na to pozwolimy, proszę Państwa, to naprawdę musimy się zorganizować rodzice i my dziadkowie, bo ja już mam wnuków starych, po prostu żeby tego nie dopuścić, bo zniszczą nam młodzież, zniszczą nam te dzieci.

Co się za tym wszystkim kryje? Oczywiście, że jeśli pogrzebać w historii i w ideach, to się kryje, proszę Państwa, Marks, Lenin i grupa Żydów, którzy przy tym stoją. Mówię Żydów, bo piszę o tym w moich książkach też, o czym się różniły idee żydowskie od idei Piłsudskiego.

Także to, co widzimy teraz na świecie i również w Polsce własnymi oczami, to są stare idee wymyślone po prostu przez Marksa, pochodzącego zresztą z żydowskiej religijnej rodziny, który Boga zamienił na po prostu wszystko to, co jest przeciwne Bogu, moralności…

Marks i Lenin powtarzali trzy punkty.

1. Zniszczyć rodzin.

2. Odebrać ludziom Boga.

3. Zniszczyć państwa narodowe.

My w Polsce doświadczyliśmy tego już przez 50 lat w czasach komuny, ale przyznam szczerze wtedy chyba opór społeczeństwa był większy, wpływ kościoła, idee niepodległościowe, bo w tej chwili w mojej ocenie ten atak lewactwa, tej komuny w Polsce jest większy, ale nie tylko w Polsce, również w Ameryce i na całym zachodzie niż był jeszcze 50 lat temu.

I właściwie te trzy punkty lewactwa są niezmienne. Także musimy mieć świadomość, że przeżywamy nie coś nowego, tylko coś starego, co nabrało po prostu mocy.

* * *

Ewa Kurek odniosła się również do fałszerstwa w podręczniku do historii, w którym, w tekście Roty zmieniono słowo „Niemiec” na słowo „Krzyżak”

Przecież to byli Niemcy, mordercy, bandyci, którzy mają na koncie miliony, miliony ludzkich istnień i Polaków i Żydów i wszystkich narodów europejskich. Więc jeśli chodzi o likwidację narodów, to pierwszy punkt to odebrać narodom pamięć.

Tusku, matole nie odbierzesz Polakom pamięci

Myślę, że nam Polakom przez 1050 lat nikt pamięci nie odebrał i próżne wasze wysiłki i Niemcy i Tusku, Matole nie odbierzesz Polakom pamięci. Choćby nie wiem jak twoja Nowacka mieszała w podręcznikach, to i tak zostanie w Rocie. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił.

Czy to hasło ciągle aktualne? Tak jak przez 100 lat, tak i dziś musimy mówić, nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił. A jak ten Niemiec Tusk doszedł do władzy i dlaczego my na niego głosujemy? To już taka zagadka, którą może przyszłe pokolenie jakoś rozwiążą.

Likwidacja narodów to odebranie pamięci, to oczywiście niszczenie kultury, książek.

Dlaczego? Dlatego, że ktoś inny napisze nowe książki, wymyśli historię i da inną kulturę.  I to też się dzieje na naszych oczach, że po prostu podręcznik jakiś, przepraszam nie miałam go w ręku jeszcze, ale podręcznik do historii napisany przez Niemców i Polaków w polskich szkołach. Proszę Państwa, nauczyciele mają obowiązek nie dopuszczać do szkoły tych podręczników, nie uczyć dzieci tej plugawej historii, po prostu.




Sutryk zatrzymany, czy rządy Tuska to rządy ochlokracji? – dr Ewa Kurek

























PL

























































0:00 / 49:30






Sutryk zatrzymany, czy rządy Tuska to rządy ochlokracji? – dr Ewa Kurek



















PL

























































0:00 / 49:30






Sutryk zatrzymany, czy rządy Tuska to rządy ochlokracji? – dr Ewa Kurek

Tagi:Colegium Tumanum,

Ojciec dr Elias Carr: „Ziemia jest jedynym przykładem życia we wszechświecie. Reszta to science fiction”

Ojciec dr Elias Carr: „Ziemia jest jedynym przykładem życia we wszechświecie. Reszta to science fiction”

pch/ziemia-jest-jedynym-przykladem-zycia-we-wszechswiecie-reszta-to-science-fiction/

(Michał Anioł, Stworzenie Adama (fragment). Reprodukcja: Cezary Wojtkowski / Forum)

Ojciec Elias Carr jest kanonikiem regularnym świętego Augustyna w austriackim Stift Klosterneuburg. Obronił rozprawę doktorską na temat życia oraz twórczości jezuity Raymunda Schwagera, przyjaciela i współpracownika René Girarda. Odnosząc się do początków życia i tego, co charakteryzuje ludzkość w porównaniu z innymi formami życia, zwraca uwagę na kolosalne znaczenie kultury, czerpiącej swoje początki z kultu.

Carr przypomina, że dzięki postępowi w nauce „coraz bardziej doceniamy złożoną i cudowną historię życia we wszechświecie”. Jednak na obecnym etapie „możemy jedynie spekulować na temat prawdopodobieństwa życia na innych planetach, opierając się na naszej wiedzy o warunkach niezbędnych do powstania, przetrwania i rozwoju życia”. Jak dotąd, „jedynym przykładem życia we wszechświecie pozostaje Ziemia; reszta to science fiction”.

Przypominając słowa ekologicznej encykliki papieża Franciszka Laudato si’ o naszym „wspólnym domu” dzielonym z roślinami i zwierzętami, kapłan podkreśla zdecydowane różnice występujące pomiędzy ludźmi a przyrodą.

Jako ludzkość wyróżnia nas chociażby kultura, ponieważ ludzie są jedynymi, którzy wyrażają siebie w ten sposób – podkreśla ojciec Carr. Pisze, że kultura w potocznym znaczeniu kojarzy się z artefaktami cywilizacji, to jest z językiem, literaturą, sztuką, rządem, ekonomią itd.

Tymczasem, „termin ten tak naprawdę pochodzi od najbardziej ludzkiego aktu – kultu, co oznacza czcić. Akt czczenia tworzy kulturę, a nie odwrotnie. Tworzy również politykę i religię. Próbujemy, przeważnie bezskutecznie, odróżnić religię, kulturę i politykę, ale tak naprawdę są to te same rzeczy” – zaznacza duchowny.

„Kultura pochodzi od kultu (czcić), polityka pochodzi od polis (πόλις) – greckiego słowa, powszechnie tłumaczonego jako miasto, ale tak naprawdę odnosi się do obywateli, którzy stanowią społeczność czczącą”. „Religia (religio) początkowo odnosiła się do zestawu rytuałów i symboli, które wyrażały tożsamość społeczeństwa. Dopiero później, w oświeceniu, religia zaczęła oznaczać to, co oznacza dzisiaj: światopogląd lub system wierzeń, z których oba są bardzo odległe od ich pierwotnego znaczenia wspólnotowego” – czytamy.

Dalsze rozważania autora prowadzą do twierdzeń dotyczących powstania kultu. O ile w dawnych czasach kultury ludzkie prezentowały mity o swoich początkach, wyjaśniających świat boski, naturalny i społeczny, to wraz „ze zwrotem ku naukowym wyjaśnieniom pochodzenia rzeczy pojawiły się nowe teorie wyjaśniające kult w kategoriach jego użytecznych funkcji, takich jak promowanie ładu społecznego i dobrego porządku (…)”.

Ojciec Carr nawiązuje do myśli wpływowego francuskiego antropologa, filozofa, krytyka literackiego René Girarda i jego teorii mimetycznej. Jednocześnie przypomina inne próby „naukowego” wyjaśnienia pochodzenia religii w oparciu o teorię Karola Marksa i Fryderyka Engelsa.

Karol Marks argumentował, iż kultura i religia są wynikiem organizacji gospodarczej społeczeństwa; że społeczności ludzkie przechodzą przez różne etapy organizacji gospodarczej, które ostatecznie mają doprowadzić do rajskiego stanu wolnego od przymusu. Dla Marksa religia to „opium dla mas”. W Chinach, które toczyły wojny z Imperium Brytyjskim (wojny opiumowe), ten narkotyk miał zapewniać ulgę od nędzy spowodowanej modernizacją.

Zarówno Marks, jak i Friedrich Engels byli ateistami [gorzej: Marks był czynnym satanistą. Sa opublikowane dowody. M. Dakowski]. Racjonalizowali ów ateizm za pomocą swoich teorii, sugerując, że jeśli istniałby Bóg, to nie dopuściłby do tak ogromnego zła, okrucieństwa, bezeceństwa, cierpienia i niesprawiedliwości. Marksizm, który przyjął się w wielu krajach, dziś rozszerza walkę klasową na nowe dziedziny, takie jak rasa, gender i przynależność etniczna. Nie pomógł on jednak rozwiązać problemów, które obiecywał rozwikłać.

Inne tłumaczenie ma prezentować Girard, sugerując, iż to religia wyjaśnia pochodzenie człowieka. Proponuje eksperyment, snując scenariusze z „protoludźmi”, którzy mogliby stać się ludźmi, to znaczy zwierzętami tworzącymi kulturę. Przemiana taka miałaby odbywać się poprzez ko-ewolucyjny proces biologii i kultury, wzajemną interakcję między naturą a kulturą.

„Natura odnosi się do świata, który doświadczamy wokół siebie jako dany (który dziś wydaje się kurczyć), podczas gdy kultura odnosi się do świata, doświadczanego przez nas jako coś, co stworzyliśmy zbiorowo i indywidualnie. Czasami rozróżnienie to może być niejasne. Na przykład, jeśli ludzie są zmuszeni mieszkać na terenach zalewowych, ponieważ nie stać ich na zamieszkanie gdzie indziej, czy wówczas powódź jest ściśle klęską żywiołową, czy też wynikiem zarówno natury (danej), jak i kultury (stworzonej przez ludzi)?” – pyta o. Carr.

Zakonnik pisze dalej, że „aby odkryć uniwersalny wzór, rekonstruując swój scenariusz humanizacji, Girard odwołuje się do dwóch rodzajów dowodów. Po pierwsze, szeroko konsultuje źródła pisane, zwłaszcza mity. Uzupełnia je źródłami nieliterackimi z antropologii (badania pochodzenia człowieka) i jej subdyscyplin, archeologii (badania dowodów materialnych) oraz etnologii (porównawczego badania grup ludzkich). Konfrontuje się również z wiedzą na temat badania zachowań zwierząt (etologią) aby odkryć, czy ich wzorce mogły dostosowywać się do spełniania wymagań homo sapiens. Umieszcza wszystkie te dowody w ramach ewolucyjnych, które próbują wyjaśnić, w jaki sposób istoty żywe dostosowują się do swojego środowiska, aby przetrwać i rozwijać się.

Biorąc pod uwagę dowody, Girard dochodzi do wniosku, że ludzkość jest dzieckiem religii, która wyłania się z mechanizmu kozła ofiarnego. Mówiąc prościej, mechanizm ów dostarczył rozwiązania problemu nieograniczonej przemocy, który powstał z mimetycznego (naśladowczego) pragnienia ludzkości. Nie było to coś wymyślone przez ludzką pomysłowość lub rozum; raczej pierwsi ludzie natknęli się na nią. Ponieważ etolodzy znaleźli dowody takiego zachowania u naczelnych, być może ma ono przedludzkich poprzedników. Tak czy inaczej, mechanizm kozła ofiarnego i jego konsekwencje, rytuał i religia, chroniły młode gatunki przed nieograniczoną przemocą, niezamierzonym produktem ubocznym mimesis (naśladownictwa)” – czytamy. Warto jednak zwrócić uwagę na zawężoną perspektywę antropologa. Uznając religię za efekt „mechanizmu kozła ofiarnego”, pomija zupełnie znaczenie Objawienia, usiłując koniecznie odnaleźć przyrodzone wytłumaczenie zakorzenionej w człowieku wraz z jego stworzeniem potrzeby wiary. 

Ojciec Carr szerzej pisze na temat teorii francuskiego antropologa w swojej książce zatytułowanej I Come to Cast Fire. An Introduction to René Girard, wyjaśniając je w przystępny sposób.

Girard, „Darwin nauk humanistycznych”, żył w latach 1923 – 2015. „Dał się poznać jako jeden z najważniejszych myślicieli minionego stulecia”, a „jego szeroko zakrojona teoria mimetyczna zmieniła krajobraz zarówno nauk społecznych, jak i teologii chrześcijańskiej” – czytamy.

Idee Girarda są wykorzystywane do tłumaczenia współczesnych zjawisk, od roli mediów społecznościowych po postępującą polaryzację polityczną. Jednak sam dorobek francuskiego myśliciela jest trudny do zrozumienia i zastosowania w życiu codziennym. Niemniej, jak twierdzi o. Carr, „myśl Girarda rozwiązała problem (…) różnicy, jaką wiara musiała wprowadzić w świecie”. Autor dodaje, że „jeśli wiara jest tylko ideą i nigdy nie ucieleśnia się w naszych osobistych i społecznych wyborach, to nie jest chrześcijańska”.

Do myśli Girarda odnosi się wielu współczesnych uczonych z różnych dziedzin, ponieważ jego spostrzeżenia mają pobudzać do myślenia i przemawiać zarówno do wierzących, jak i niewierzących.

Sam Girard, który dorastał w katolickim domu, ostatecznie odszedł od wiary. Studiując literaturę dostrzegł różnicę między Ewangelią a mitami, uznając, że jako jedyna demaskuje ona przemocowy mechanizm założycielski świata. Wiedzie go to do konkluzji, że wszelkie instytucje społeczne mają swoje źródło w religii.

Jego teoria mimetyczna ma znaczenie dla teologii fundamentalnej, apologetyki, teologii objawienia, religii, eklezjologii, teorii nowoczesności i ateizmu. W ciągu swojego życia Girard nigdy nie został w pełni zaakceptowany w żadnej dziedzinie. Antropolodzy krytycznie odnosili się do jego zbytniego teoretyzowania, teolodzy mieli problemy z niektórymi aspektami jego soteriologii (doktryny o zbawieniu), a teoretycy literatury nie byli pewni, czy pasuje do formy.

Biskup Robert McClory uważa, że „dzieło René Girarda jest aktualnym kluczem interpretacyjnym dla zrozumienia historii ludzkości, wyzwań współczesnej kultury i naszej potrzeby nawrócenia do Chrystusa”.

Źródło: worldonfire.org AS

Zaszufladkowano do kategorii Nauka | Otagowano

Mała Figurka i wielki cud

Mała Figurka i wielki cud

styczeń 16, 2022 | Ks. Marek Studenski

Chciałbym dzisiaj opowiedzieć historię figurki Matki Bożej, która jest bardzo mała, ale historia jest bardzo ciekawa, a działanie Pana Boga wokół tego miejsca jest niesamowite. Ta figurka znajduje się w sanktuarium w Harmężach u ojców franciszkanów niedaleko Oświęcimia. Figurka wykonana z drewna nosi bardzo ciekawy tytuł: „Matka Boża zza drutów”.

Pasjonująca jest historia tej figurki. Otóż w 1940 roku do obozu Auschwitz trafiło sześciu braci z Poronina. W domu zostali rodzice pozostawieni na pastwę losu. Bracia zostali wzięci z dnia na dzień do obozu, a tam rodzice bez najbliższej rodziny. Ci bracia cały czas w obozie przeżywali nie dość, że gehennę życia obozowego, to jeszcze niesamowity koszmar troski o rodziców pozostawionych samym sobie.

Jeden z tych braci był bardzo utalentowanym rzeźbiarzem, absolwentem szkoły Kenara w Zakopanem. Dostał się do pracy w warsztacie stolarsko rzeźbiarskim, który Niemcy uruchomili przy obozie. Więźniowie szczególnie uzdolnieni wykonywali tam różne rzeczy z drewna, drewniane przedmioty czy figurki, które oczywiście służyły pracownikom obozu. W tym warsztacie stolarskim kwitnął ruch oporu. Więźniowie wsadzali grypsy, różne listy z informacjami, które mogły się wydostać na zewnątrz w drewniane przedmioty, a potem grupa współwięźniów, która wychodziła do pracy w zakładach chemicznych w Oświęcimiu poza obóz wrzucała te niewielkie drewniane przedmioty do przydrożnego rowu. Tam członkowie partyzantki podnosili te drewniane elementy i w ten sposób listy znajdowały się w ich rękach. I pan Bolesław Kupiec, jeden z tych braci postanowił w ten sposób ratować swoich rodziców. Wykonał potajemnie w tym rzeźbiarskim zakładzie, warsztacie przy obozie piękną figurkę Matki Bożej. W środku wydrążył otwór i w ten otwór wsadził list następującej treści: „Prosimy o pomoc dla naszych rodziców, ponieważ sześciu braci zostało zamkniętych 17 stycznia 1940 roku. Adres: Kupcowie, Poronin koło Zakopanego ulica Kasprowicza 7. Figurkę tę wykonał jeden z tych synów.” A na odwrocie karteczki: „Matko Boża, w Twoje ręce powierzamy tę wiadomość. Miej nas nadal w swojej opiece”. Wsadził kartkę w tę figurkę, zasklepił wejście w ten otwór kołkiem w sposób idealny, żeby nikt nie domyślił się, że w środku może być jakaś wiadomość i więźniowie wychodzący poza obóz do pracy wrzucili tę figurkę do przydrożnego rowu. 


Ks. Grohs


Bracia nie wiedzieli, jakie były losy tej figurki. Część tych braci przeżyła obóz. Kiedy wrócili do domu do Poronina, zastali swoich rodziców całych i zdrowych. Dobrzy ludzie z sąsiedztwa zaopiekowali się ich rodzicami. Ale figurki nikt nie znalazł i losów figurki nikt nie znał. Dopiero 30 lat później, w październiku 1971 roku, dochodząc po nitce do kłębka odnaleźli figurkę. Zastukali do mieszkania księdza Władysława Grohsa, który był wikariuszem w Wieliczce, a w czasie drugiej wojny światowej pracował jako kapłan w Oświęcimiu. Dowiedzieli się, że on może mieć tę figurkę. Kiedy weszli do jego mieszkania, pytają o taką figurkę, opisują jej wygląd i wtedy ksiądz Grohs od razu poszedł do biurka i podał im właśnie tę figurkę Matki Bożej, która dziwnym trafem trafiła w jego ręce. Patrzą a kołek dalej tkwi w otworze. Odbili ten kołek. Ze środka figurki wypadł nieprzeczytany list. Po prostu kołek był tak dokładnie dobrany, zgadzały się słoje nawet drewna, że nikt nie zorientował się, że tam w środku jest list. Matka Boża sama zaopiekowała się ich rodzicami. Prośba nie dotarła do ludzi, ale Maryja sama wzięła ich rodziców w opiekę.

https://diecezjabielsko.pl/2022/01/16/mala-figurka-i-wielki-cud

Homoseksualizm? To się leczy!

Homoseksualizm? To się leczy! Nie stygmatyzacja, ale historia nadziei i wyzwolenia

https://pch24.pl/homoseksualizm-to-sie-leczy-nie-stygmatyzacja-ale-historia-nadziei-i-wyzwolenia

Katolicki ksiądz pogrążony w homoseksualnej pornografii. Studentka, która porzuciła wiarę i popadła w dewiacyjny związek. Mroczna przeszłość wspólna jest dla „Ojca Boba” i dr Amy Hamilton. Ale łączy ich również teraźniejszość: dla tej kobiety to macierzyństwo i szczęśliwy związek małżeński, a dla kapłana – wierność zasadom celibatu. To zaledwie dwie spośród setek historii osób, które porzuciły homoseksualizm. Wszystkie uczą jednego: narracja o „nieheteroseksualności” jako niezmiennej podstawie osobowej „tożsamości”, jest para-naukową propagandą. Niestety, zarówno kolejne społeczeństwa, jak i Kościół ulegają tej wizji w coraz większym stopniu.

Politycy robią dziś co mogą, by osób pozbywających się niechcianych tendencji homoseksualnych było jak najmniej. Wśród państw zakazujących dziś wszelkich form terapii zakładających zmianę niechcianego pociągu do osób tej samej płci, są już Malta i Niemcy. Przez lata podobne obostrzenia obowiązywały również w Brazylii, a wciąż pozostają w mocy m.in. w części Hiszpanii

Podobne ograniczenia to zabezpieczanie dewiacyjnego credo lobby LGBT. Jego sednem jest przekonanie, że tak zwana orientacja seksualna nie tylko nie podlega zmianom, ale również krytycznej ocenie. Erotyczne skłonności mają budować „tożsamość” człowieka i z konieczności określać jego wybory i styl życia.

Terapia osób zmagających się z niechcianymi skłonnościami do osób tej samej płci to śmiertelny cios dla podobnej narracji. Wątpliwości pod adresem tęczowej propagandy dostarcza również coraz więcej badań naukowych. Dziś nie brak prac udowadniających, że tego rodzaju pożądanie może się pojawiać i wygasać. Jednym słowem – nie jest niczym niezmiennym i zero-jedynkowym, ale raczej daje się opisać jako „płynne kontinuum”. Takie wnioski potwierdzono m.in. w wielkoskalowym badaniu dr. Roberta Epsteina, Paula McKinneya, Shannon Fox i Carlosa Garcii, opublikowanym w 2012 roku na łamach periodyku „Journal of Homosexuality”…

W świetle podobnych publikacji trudno ufać w szczerość sprzeciwu środowisk LGBT wobec „terapii konwersyjnych”. Skoro homoerotyczne pragnienia fluktuują, to ci którzy chcą żyć zgodnie z zasadami wiary i prawem natury, mogą przecież poznawać powody takich zmian i zmierzać ku uzdrowieniu dręczących ich skłonności.

Podobna praktyka budzi jednak ostry sprzeciw i krytykę. Zewsząd dobiegają głosy aktywistów tęczowego środowiska i poddanego presji ich lobby świata psychologii. Wspólnie domagają się odrzucenia wszelkich form terapii homoseksualizmu. To chyba jednak nie metody budzą sprzeciw – ale cel. Aktywiści LGBT nie chcą przyjąć do wiadomości, że z homoerotyzmem można się nie utożsamiać i da się go przezwyciężyć. Być może rzecz w tym, że taki styl życia budzi niepokój i konflikt wewnętrzny u szerokiej rzeszy tych, którzy w nim trwają. Nie wolno więc dopuścić, by ci biedni ludzie dowiedzieli się, że nadzieja na zmianę istnieje. Oznaczałoby to przecież wyślizgnięcie się z rąk agitatorów…

Ich interes miałoby zabezpieczyć związanie rąk również i polskim terapeutom. ONZ już kilka razy naciskał na Polskę, by zakazała leczenia homoseksualnych skłonności. O podobnym projekcie lewicowi politycy myśleli już nie raz. Ku przestrodze warto zatem przypomnieć, że wbrew politycznej propagandzie, homoerotyczne skłonności to dla wielu osób bolesna przeszłość, którą udało się im porzucić.

Wśród dowodów na to stoją nie tylko indywidualne historie, ale i praktyka terapeutyczna – zdaniem specjalistów, w dużej mierze skuteczna. Jednym z psychologów, od lat pomagającym osobom o niechcianych skłonnościach homoseksualnych, jest dr Joseph Nicolosi Junior. To twórca metody Terapii Reintegratywnej i zarazem syn oraz spadkobierca szczególnie popularnego badacza i terapeuty homoseksualizmu – Josepha Nicolosiego Seniora. Redakcja PCh24.pl poprosiła uczonego o odpowiedź na kilka pytań dotyczących szansy na zmianę nieuporządkowanych skłonności seksualnych. Zapytaliśmy również, jakie motywacje stoją, zdaniem tego naukowca, za próbą zakazania wysiłków zmierzających w tym kierunku. Oto zapis tej rozmowy:

Jako jeden z praktyków tzw. terapii reparatywnej od wielu lat pomaga Pan przezwyciężyć klientom ich niechciane pragnienia homoseksualne. Obecnie ten rodzaj aktywności terapeutycznej jest obiektem ostrej krytyki. Zaangażowanych psychologów oskarża się nawet o wyrządzanie pacjentom krzywdy. Jak Pan uważa, dlaczego naukowy establishment nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że pociąg do osób tej samej płci można zmienić, a jego źródła odnaleźć w traumach z dzieciństwa? Jakie motywacje stoją za próbami zakazania terapii reparatywnej w niektórych krajach i narzucenia homoseksulanej „ortodoksji” naukowcom, podczas gdy przecież wolność badania naukowego jest jego kluczowym elementem?

JN: Nasi krytycy często nie podążają za nauką – być może ulegają życzeniom potężnego lobby LGBT. Proszę zwrócić uwagę na tę niespójność nauki: aktywiści polityczni stojący się w piórka obiektywnych naukowców, wspierają terapię dla każdego, kto chce w jej ramach rozwijać homo-, bi- czy transseksualną tożsamość. W gruncie rzeczy ktoś, kto podąża za transseksualizmem, jest czasem chwalony i zachęcany, by przyjmował środki hormonalne i poddał się operacji chirurgicznej. Ale jeśli inny klient – który zmaga się z niechcianym pociągiem do osób tej samej płci – decyduje się odkrywać swój heteroseksualny potencjał, ci sami aktywiści uważają, że takie poszukiwania w ramach terapii są nie do zaakceptowania. Proszę zwrócić uwagę na absurd takiego podejścia.

Terapia Reintegratywna, którą rozwinąłem, zaczyna nabierać światowego zasięgu. Wcześniej dzisiejszego dnia spotkałem się z terapeutami z wielu krajów, którzy wszyscy ćwiczą się w metodzie Terapii Reintegratywnej. Stowarzyszenie Terapii Reintegratywnej z radością zapewnia doskonałej jakości edukację dla profesjonalnych terapeutów na całym świecie. Proponujemy opartą na dowodach naukowych terapię, której skuteczność w obniżaniu psychologicznego cierpienia, wspieraniu umysłowego dobrostanu przy jednoczesnym wygaszaniu niechcianych uczuć seksualnych, potwierdzono w wielkoskalowych, niezależnych, zweryfikowanych (…) badaniach, np. Pela, C., & Sutton, P. M. (2021). Sexual attraction fluidity and well-being in men: A therapeutic outcome study. Journal of Human Sexuality, 12, 61-86).

Popularnym jest sądzić, że w przeciągu ostatnich dekad polityczny ruch LGBT+ zdominował debatę akademicką na temat seksualności, prowadząc do ideologicznej marginalizacji, a nawet agresji wobec uczonych nie zgadzających się ulec programowi emancypacji tzw. gejów czy transseksualistów. Czy Pańskim zdaniem rzeczywiście istnieje tego rodzaju presja? Doświadczył Pan jej konsekwencji?

Tak, zdarza się okazjonalna agresja, z którą muszą się liczyć uczeni i terapeuci spoza tak zwanego głównego nurtu. Na przykład wcześniej dzisiejszego dnia otrzymałem od anonimowego aktywisty „maile nienawiści”, życzące mi śmierci. Ale wzruszam ramionami i z radością dalej wykonuję moją pracę. Uwielbiam robić badania i pracę kliniczną i nigdy nie zmieniłbym tego, czym się zajmuję!

Jakie można wyróżnić źródła pragnień homoseksualnych? Czy to uzasadnione, by sądzić, że pociąg do osób tej samej płci jest konieczną częścią osobistej tożsamości i nie można mu się sprzeciwiać ani go ograniczać?

Wyjaśnię, co mówią mi w tej sprawie moi klienci.

Wielu z nich wspomina głęboką, niezaspokojoną tęsknotę w dzieciństwie za męską uwagą, miłością i docenieniem, które w czasie dojrzewania nabierają erotycznego wymiaru. Jedna trzecia z moich męskich klientów wspomina, że w młodości została wykorzystana seksualnie przez innych mężczyzn, co spowodowało konflikt, niepewność i niechciane pożądanie seksualne, którego chcą się pozbyć jako dorośli. Wierzymy, że tacy ludzie powinni mieć prawo do stawiania sobie celów terapeutycznych i życiowych na własną rękę, zgodnie z ich systemem wartości.

Rozumiemy, że orientacja seksualna może się zmieniać u wielu osób. Dowodzi tego więcej badań naukowych.

Mając za sobą lata doświadczenia w pomaganiu ludziom z niechcianymi pragnieniami homoseksualnymi, widział Pan, jak wiele osób zmienia swoje życie i z pomocą Pańskiej metody odzyskuje wewnętrzny spokój. Co, Pańskim zdaniem, jest najważniejszą zmianą, do jakiej dochodzi w psychice osoby, która przezwycięży niechciane pragnienia homoseksualne?

Potężna zmiana w psychice ma miejsce, kiedy osoba zdobywa wyzwalającą prawdę, że może stawać się tym, kim pragnie być. Tak jest w wypadku każdego, niezależnie od pociągu seksualnego czy celu terapeutycznego. Nie jesteśmy bezbronnymi ofiarami niechcianych pragnień naszych starych, traumatycznych wspomnień. To wyzwalająca wiadomość.

*****

Nie tylko działalność doktora Nicolosiego stanowi wyłom w mainstreamowej narracji o niezmienności homoseksualizmu. W dekadach szczególnie nasilonej propagandy lobby LGBT, w obronie zdrowego rozsądku i prawa natury stanął jego ojciec – doktor Joseph Nicolosi senior. To właśnie on opracował słynny model „terapii reparatywnej” i w swoim gabinecie, nazwanym imieniem świętego Tomasza z Akwinu, służył profesjonalną pomocą setkom pacjentów. Część z nich przeszła zupełną przemianę i odzyskała heteroseksualność dzięki uzdrowieniu ran z młodości. Inni nauczyli się panować nad swoimi skłonnościami i nawiązywać z innymi mężczyznami zdrowe, nieerotyczne relacje.

Zmarły w 2017 roku uczony powtarzał, że już sama konstrukcja ludzkiego ciała nie wskazuje na to, by zostało one zaprojektowane dla aktywności homoseksualnej. Jak dodawał, nie bez powodu taki styl życia wiąże się statystycznie częściej z ryzykiem zdrowotnym i problemami psychicznymi. Nie odpowiada ludzkiej naturze i zaburza rozwój psychoseksualny, twierdził.

W atmosferze „gejowskiej” propagandy – prowadzonej od lat 60. wśród środowiska psychologicznego – dr Nicolosi zamiast płynąć z nurtem, poświęcił się próbom zrozumienia genezy homoerotycznych pragnień. Na podstawie badań i olbrzymiego doświadczenia klinicznego doszedł do przekonania, że są one swego rodzaju odpowiedzią na traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa…

Podobną optykę uzasadniają liczne historie klientów, jakim metoda „terapii reparatywnej” pomogła pożegnać nieuporządkowane przywiązanie. Przyjrzymy się przypadkowi zgoła nietuzinkowemu – katolickiego kapłana, który zjawił się w klinice Św. Tomasza z Akwinu, w wieku 40 lat – po tym, jak zanurzył się w homoseksualnej pornografii. Fakt ten słusznie dręczył jego sumienie…

Jak wspominał „ksiądz Bob” – jego historia życia to „żywy dowód” na skuteczność i zasadność obserwacji dr. Nicolosiego seniora. Źródła nawracających homoerotycznych skłonności duchowny odnalazł w braku więzi z ojcem w czasach dzieciństwa. Pozostawał on wycofanym i niedostępnym rodzicem. Nie nawiązywał z synem nigdy żadnego bliższego kontaktu.

Zdrowy rozwój księdza Boba dodatkowo utrudniły relacje z męską grupą rówieśniczą. Wyglądały one jak najgorzej. Jako chłopiec późniejszy kapłan był bity przez grupę prześladowców, przed którymi nie potrafił się obronić. Jak opisywał, z czasem zaczął się poddawać ich przemocy, przekonany o tym, że walka nie ma sensu… I wpędza go tylko w większe tarapaty.

To dwa elementy doświadczenia katolickiego kapłana, które dr Nicolosi uznawał za szczególnie istotne w rozwoju pragnień homoseksualnych. Takie doświadczenia sugerują, że młody człowiek nie spełnia standardów obowiązujących jego płeć. Męskość – wyrażana przez niedostępnego ojca i agresywnych, silniejszych rówieśników – zaczyna zdawać się mu czymś nieosiągalnym. Podobne przekonanie wywołuje w człowieku głęboki wstyd i poczucie niższości. Jak wspominał duchowny, to właśnie takie wrażenie towarzyszyło mu zanim podjął terapię, gdy widział silniejszego lub bardziej kompetentnego mężczyznę. Uderzało go potworne poczucie własnej niewystarczalności…

Dr Nicolosi pojmował homoseksualizm jako nieszczęsną odpowiedź na to doświadczenie. Wpisanie elementu erotycznego w cierpienie i poczucie własnej nieadekwatności nadaje mu bardziej znośnego charakteru. Z drugiej strony to rozpaczliwa próba ominięcia poczucia dystansu, jaki dzieli skrzywdzoną osobę od ideału męskości lub kobiecości. Sednem homoseksualnych skłonności jest w tej optyce przekonanie, że skoro samemu nie można przejść próby męskości, to upragnione uznanie i uwagę innych mężczyzn można zdobyć przez przyjęcie roli obiektu seksualnych pragnień…

Metodę terapii reparatywnej Joseph Nicolosi senior oparł więc na pracy ze wstydem, stojącym jego zdaniem u podstaw homoerotyzmu. Według terapeuty, nawet u aktywnych homoseksualistów nieuporządkowane pragnienia rzadko są obecne, gdy czują się oni wartościowi, cenieni i bliscy normom, jakie powinni spełniać ze względu na swoją płeć. To konfrontacja z wydarzeniem podkopującym takie przekonanie wprowadza w stan cierpienia, na który homoseksualne dążenia stanowią nietrafioną odpowiedź, sądził uczony.

Odkrycie schematu tej reakcji i pozbycie się nieuzasadnionego poczucia niższości to – wedle starszego dr. Nicolosiego – klucz do uzdrowienia. Homoseksualne pragnienia miały ulegać złagodzeniu dzięki budowaniu poczucia pewności siebie i bezpiecznej przynależności do własnej grupy płciowej.

Zbudowana wokół takich założeń terapia rzeczywiście pomogła wielu osobom, w tym księdzu Bobowi. Jak wspominał kapłan, dzięki pracy z doktorem Nicolosim udało mu się odkryć źródło pociągu do osób tej samej płci i bolesne poczucie niższości wobec innych mężczyzn. Nauczył się jednak nad nimi panować, a ich intensywność uległa znacznemu osłabieniu. Kapłan wyznawał, że nauczył się nawiązywać i poprawnie przeżywać relacje z innymi mężczyznami, z czym wcześniej radził sobie znacznie gorzej. „Jestem żywym dowodem na to, że ten program działa”, uważa duchowny.

Praca doktora Nicolosiego w dużej mierze wspierała znaczący swego czasu ruch „ex-gejów” w Stanach Zjednoczonych. Środowiska takie straciły jednak ostatnio poważanie, po tym jak część ich działaczy powróciła do homoseksualnego stylu życia. Towarzyszyła temu naturalnie krytyka niedawnych przekonań i zapewnianie, że homoseksualne skłonności nie podlegają zmianom…

Pod wpływem podobnych wypadków nad głową słynnego psychologa zgromadziły się ciemne chmury. Twórca Kliniki Św. Tomasza z Akwinu w wielu mediach oskarżany był o prowadzenie niesprawdzonej i nieskutecznej praktyki. Zdaniem wrogów terapii reparatywnej, nie likwiduje ona erotycznego zainteresowania osobami tej samej płci, a jedynie pozwala panować nad homoseksualnym pożądaniem…To zdanie jak mantra powtarzane przez establishment

Jednak wśród klientów dr. Nicolosiego nie brakuje takich, w których proces terapeutyczny ostudził homoerotyczne skłonności, ożywiając pragnienie płci przeciwnej. Szanse na zupełne pozbycie się niechcianego homoseksualizmu dzięki własnej metodzie psycholog potwierdzał w dwóch badaniach naukowych z 2000 i 2008 roku. Sam twierdził zresztą, że w wyniku działania terapii około 1/3 jej uczestników uzyskuje pełnię heteroseksualnej przemiany, a kolejne 30 proc., choć nie buduje związków z płcią przeciwną, odzyskuje kontrolę nad własnymi skłonnościami i pozbywa się natarczywych homoerotycznych zachowań oraz myśli.

Dyskusja o stopniu skuteczności metody dr. Nicolosiego to zresztą kwestia mniejszej wagi. Poza jego podejściem leczenia skłonności homoseksualnych podejmowali się również specjaliści tacy jak dr Cohen, czy dr Aardweg – tworząc inne, względnie skuteczne metody.

„Pod górkę” także w Kościele…

Ostatecznie ciekawe, co orędownicy narracji o niezmienności homoerotyzmu powiedzieliby dr Amy Hamilton, zatrudnionej na uniwersytecie w teksańskim Austin. Kobieta, która dziś w brawurowych artykułach przestrzega hierarchów Kościoła i zborów protestanckich, by nie przyjmowali agitacji lobby LGBT, spędziła wiele lat jako zdeklarowana lesbijka…

Ta uczona, zajmująca się m.in. badaniem języka, jakim opisują swoją przemianę uzdrowieni homoseksualiści, opisała swoją historię na łamach periodyku „The Natural Family”. W przyszłym roku w sposób bardziej obszerny ma podzielić się nią w przygotowywanej książce.

W życiu dr Hamilton lesbijskie skłonności pojawiły się wskutek krzywdy, jaka spotkała ją w wieku dziecięcym. Została wówczas pozbawiona kontaktu z naturalną rodziną, a później doświadczyła wykorzystywania seksualnego przez wuja. W wieku nastoletnim zaczęła czuć pożądanie seksualne skierowane ku kobietom, a także częściowo transwestytyczne skłonności, które wcielała w życie. W wieku około 16 lat przeżyła jednak nawrócenie pod wpływem głębokich doświadczeń religijnych. Od tamtej chwili nieuporządkowane skłonności dręczyły jej sumienie… Ale nie umiała się ich pozbyć.

W latach studiów, nie widząc nadziei na pozbycie się pociągu do kobiet, odeszła od wiary, angażując się w homoseksualny związek. Po długim okresie otrząsnęła się jednak z tego przywiązania po spotkaniu z rodzoną matką. Rozmowa, choć nieudana, poruszyła Amy Hamilton do głębi…

Niedługo potem zagubiona kobieta natrafiła na historie homoseksualistów, którzy ze względu na wiarę postanowili trwać w czystości. Zainspirowana tym przykładem zdecydowała pójść tym tropem i z uporem i konsekwencją przez ponad dekadę stawiała tamę grzesznym pragnieniom. Spotkała na swojej drodze protestancki kler, który wspierał ją w tym przedsięwzięciu i pokazywał, że pociąg do kobiet nie określa jej tożsamości. Amy nie „była” lesbijką”, lecz kobietą mierzącą się ze skutkami krzywd, jakie wyrządzili jej najbliżsi.

Ku wielkiemu zaskoczeniu uczonej, a nawet wbrew jej oczekiwaniom, po latach trwania w czystości zaczęła odczuwać heteroseksualne pragnienia. Wkrótce uzyskały one pełen głos… Dziś Amy Hamilton jest matką dwójki dzieci i mężatką.

Doświadczona przez życie kobieta uważa, że narracja o niezmienności homoseksualizmu budowana jest na zamówienie lewicowych bojowników w wojnie cywilizacyjnej. Agitatorzy lobby LGBT chcą zaprząc osoby zmagające się z homoseksualizmem do kulturowej dekonstrukcji. Kluczowym elementem rewolucyjnego programu jest anihilacja więzi rodzinnych i atomizacja społeczeństwa. Promowanie alternatywnych modeli seksualności jest w tym wypadku warunkiem sine qua non powodzenia tej agendy.

Co gorsza – w obliczu takich historii i faktów zdaje się, że agresywny atak na terapię homoseksualizmu to pokłosie osobistego upadku tych, którzy sami z nieuporządkowanymi skłonnościami mierzyć się nie chcą… Usilnie pragną oni narzucić wszystkim przekonanie, że taka walka jest nie tyle trudna, co po prostu niemożliwa.

Tymczasem w świecie naukowym podobne przekonanie zakwestionował nawet najsłynniejszy psycholog świata – dr Jordan Peterson. Trzeba przyznać, że stanowisko kanadyjskiego badacza w tej kwestii zdaje się znacznie mniej śmiałe niż wymienionych wcześniej terapeutów. A jednak… autor bestsellerowych prac kilka razy stwierdzał, że terapia konwersyjna powinna być legalna. W jednym z wywiadów nazwał również zakazy tej praktyki katastrofą.

Pozostaje zapytać, dlaczego mając pod ręką podobne argumenty obrony moralności chrześcijańskiej, Kościół porzuca obecnie to zadanie – a zaczyna kłaniać się homoseksualnej agitacji. Jeszcze dwadzieścia lat temu – podczas pontyfikatu Jana Pawła II, Kongregacja Nauki wiary podkreśliła, że nie tylko akty homoseksualne są złe – ale same skłonności mają nieuporządkowany charakter. Nie można ich zatem postrzegać jako równorzędnych z pociągiem do płci przeciwnej, nakierowaną przecież na zrodzenie potomstwa.

Atmosfera ta zmieniła się dogłębnie, jeżeli teraz kardynał Radcliffe mówi o wybitnym potencjale i darze, jakim miałyby być homoseksualne pragnienia. Jeszcze smutniejszy zdaje się fakt, że dziś pseudo-duszpasterstwa LGBT, żądające zmiany nauczania, cieszą się rosnącymi wpływami. Uosabia je chociażby „New Ways Ministry” na czele z niesławnym Jamesem Martinem. Dlaczego grupy wsparcia katolików w starciu z nieuporządkowanymi skłonnościami nie są promowane w Kościele zamiast nich?

Jak gdyby nieodpowiedzialnych słów hierarchów i oddawania pola wrogom moralności nie było dosyć, wedle hiszpańskich źródeł Watykan wprost potępił próby leczenia homoseksualizmu… Paskudna sprawa nabrała kolorytu niedawno, wobec prokuratorskiego śledztwa, jakim objęto prominentnego katolickiego działacza. Federico M.V, nauczyciel i przewodniczący Duszpasterstwa Rodzin archidiecezji Walencji, został oskarżony o próby „terapii konwersyjnych”. Według bp. Jose Ignacio Munilli chodzi tak naprawdę o zachęty do leczenia skłonności homoseksualnych; zachęty, jakie kierował niekiedy pod adresem swoich uczniów i podopiecznych.

Niestety głos ordynariusza diecezji Orihuela – Alicante był jedynym, jaki podniósł się w obronie zaangażowanego katolika w krajowym episkopacie. Rzecznik biskupiej konferencji, bp Garcia Magan powiedział za to, że jeśli Federico M.V przekroczył prawo zakazujące terapii konwersyjnych, to należy za to przeprosić…

Jednocześnie przedstawiciel Episkopatu odciął się od wszelkich prób leczenia homoseksualizmu, twierdząc, że Stolica Apostolska potępiła je w korespondencji z biskupami Hiszpanii. Pismo zakazujące klerowi wszelkiej formy udziału i wsparcia dla takiej pracy Kongregacja ds. duchowieństwa miała przekazać episkopatowi w 2021 roku. Była to odpowiedź Watykanu na działalność grupy Verdad y Libertad – duszpasterstwa dla osób o skłonnościach homoseksualnych. Zapewniało ono podopiecznym z jednej strony wsparcie moralne i duchowe, ale z drugiej kontakt z terapeutami… Widać aktywność agitatorów porzucenia moralności chrześcijańskiej – takich jak James Martin – bardziej przypada do gustu najwyższym hierarchom… Pozostaje ubolewać i przepraszać Boga za ten fakt, zachowując dla siebie sugestywne i zgryźliwe komentarze.

Podobna dezercja trwa nie tylko wśród kleru… Jej owoce widzimy też wśród deklaratywnie konserwatywnych polityków. Dziś środowiska niby zachowawcze cieszą się ze sporu, jaki grupy homoseksualne toczą z orędownikami zmiany płci. Triumfują, kiedy często w akompaniamencie narracji ochrony pozostałej części lobby tęczowego, agitatorzy transseksualności spotykają się z krytyką… Rewolucja obyczajowa zapuściła korzenie już tak głęboko, że wielu zdążyło pogodzić się z jej obecnością. Z niesmakiem stronią tylko od części jej najmłodszych owoców. Tymczasem to tylko odcienie jednego buntu – wobec Boga Stwórcy i przyrody – Jego dzieła.

Filip Adamus

Efekt domina. Czy Robert F. Kennedy Jr. przywróci złoty standard medycyny opartej na dowodach

Efekt domina

Czy Robert F. Kennedy Jr. przywróci złoty standard medycyny opartej na dowodach

Mariusz Jagóra Nov 18, 2024 mariuszjagora/efekt-domina

Źródło: Youtube, WION

To, że USA mają potężny wpływ na naukę i medycynę na całym świecie jest oczywiste. Amerykańska agencja federalna CDC wyznacza standardy zdrowotne nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie. CDC podlega agencji Zdrowia i Opieki Społecznej, której sekretarzem nominowany właśnie został Robert F. Kennedy Jr.

Jaki ten wybór może to mieć wpływ na naukę? Wyobraźmy sobie, że Kennedy udostępnia utajnione dane i badania, i umożliwia analitykom oraz naukowcom dokonanie analiz tych danych.

Alarmowane już od 1989 roku CDC coraz częstszymi przypadkami, niewystępujących wcześniej u dzieci. alergii, chorób autoimmunologicznych i neurologicznych oraz otyłości, postanowiło sprawdzić, czy nie jest winny harmonogram szczepień. Postanowiono przyjrzeć się szczepionce przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Porównano dzieci, które przyjęły szczepionkę w ciągu pierwszych 30 dni życia, z tymi, które otrzymały ją później lub nie otrzymały jej wcale. Wśród dzieci, które otrzymały szczepionkę w ciągu pierwszych 30 dni, odnotowano wzrost względnego ryzyka późniejszej diagnozy autyzmu aż o 11.53.

W 2000 roku CDC zwołało nadzwyczajne spotkanie, które odbyło się w odległym ośrodku rekolekcyjnym Simpsonwood w Georgii, a uczestniczyli w nim wszyscy wielcy z przemysłu szczepionkowego, uniwersytetów, WHO, NIH, CDC, FDA, EMA – rozmawiali przez dwa dni o jednym badaniu – „Zwiększone ryzyko rozwojowych zaburzeń neurologicznych po dużej ekspozycji na szczepionkę zawierającą tiomersal w pierwszym miesiącu życia” Thomasa M. Verstraetena, który przeanalizował ponad 400 000 niemowląt urodzonych między 91 a 97 rokiem, i stwierdził, że wysoka ekspozycja na rtęć organiczną ze szczepionek zawierających tiomersal w pierwszym miesiącu życia zwiększa ryzyko późniejszego rozwoju zaburzeń rozwoju neurologicznego.

Jak twierdzi RFK – uczestnicy spotkania, przerażeni wizją przyszłych procesów, zdecydowali się ukryć to badanie. Ostateczna wersja badania Verstraetena została opublikowana w czasopiśmie „Pediatrics” dopiero w 2003 r. nie już wykazywała „spójnych istotnych powiązań między szczepionkami zawierającymi tiomersal, a wynikami neurorozwojowymi, w tym autyzmem”. Obecnie CDC twierdzi, opierając się na 9 starannie wyselekcjonowanych badaniach, że nie ma zwiększonego ryzyka autyzmu w wyniku narażenia na obecność organicznej rtęci w szczepionkach, a niektóre z tych badań wykazały nawet, że narażenie na tiomersal wydaje się zmniejszać ryzyko autyzmu.

W 2014 czasopismo Biochemistry Research International opublikowało analizę „Kwestie metodologiczne i dowody nadużyć w badaniach mających wykazać, że tiomersal w szczepionkach jest bezpieczny”, z której wynika, że 6 (obecnie jest ich 9) badań, na które powołuje się CDC, stoi w ostrej sprzeczności z badaniami przeprowadzonymi przez niezależnych naukowców w ciągu ostatnich ponad 75 lat, które konsekwentnie wykazały szkodliwość tiomersalu: „istnieje ponad 165 badań, które koncentrowały się na tiomersalu, organicznym związku na bazie rtęci (Hg), stosowanym jako środek konserwujący w wielu szczepionkach dla dzieci, które wykazały, że jest on szkodliwy i ma związek z zaburzeniami neurorozwojowymi, jest czynnikiem ryzyka opóźnienia mowy, opóźnienia językowego, zaburzeń koncentracji uwagi i autyzmu. Biorąc pod uwagę tak duża liczbę badań przeprowadzonych przez niezależnych badaczy, które wykazują związek między tiomersalem a zaburzeniami neurorozwojowymi, wyniki badań prezentowanych przez CDC przeanalizowanych w przeglądzie, szczególnie te wykazujące ochronne działanie tiomersalu, poddają w wątpliwość zasadność metodologii zastosowanej w badaniach przywoływanych przez CDC, między innymi z powodu zmiany kryteriów wstępnych w badaniach ekologicznych czy zatajanie istotnych wyników przed ostateczną publikacją. Aż pięć z sześciu publikacji analizowanych w przeglądzie zostało bezpośrednio zleconych przez CDC, co podnosi możliwą kwestię konfliktu interesów lub stronniczości badań, ponieważ promocja szczepionek jest główną misją CDC. Można sobie wyobrazić, że jeśli okaże się, że poważne zaburzenia neurologiczne są związane z obecnością tiomersalu w szczepionkach, takie odkrycia mogą być postrzegane jako szkodliwe dla programu szczepień” – twierdzą autorzy analizy.

I teraz proszę sobie wyobrazić, że CDC pod wodzą RFK uwolni dane, i przestanie dobierać badania pod kątem założonej tezy – jaki los czeka naszych celebrytów medycznych?

Donald Trump pozywa „New York Times”. Żada 10 mld dolarów odszkodowania.

Donald Trump pozywa słynną gazetę. Chce 10 mld dolarów odszkodowania

https://www.magnapolonia.org/donald-trump-pozywa-slynna-gazete-chce-10-mld-dolarow-odszkodowania/

Gazeta „New York Times” otrzymała list przedprocesowy od prawnika prezydenta elekta Donalda Trumpa. Została w nim oskarżona o to, że jest „pełnogłośnym rzecznikiem Partii Demokratycznej”, który „na skalę przemysłową posługuje się zniesławianiem przeciwników politycznych”. Prawnik zażądał w imieniu swojego klienta 10 miliardów dolarów odszkodowania za „fałszywe i zniesławiające treści”.

Donald Trump pozywa słynną gazetę. Według doniesień prasowych, list przedprocesowy dotarł do redakcji na kilka dni przed wyborami prezydenckimi, ale dopiero niedawno ujrzał światło dzienne. „Dawno temu New York Times był uważany za »najważniejszą gazetę«” — napisał prawnik Trumpa, Edward Andrew Paltzik.

W liście wymieniono dwa artykuły, napisane wspólnie przez Susanne Craig i Russa Buettnera, „które odnoszą się do ich książki o Trumpie, która nosi tytuł:  “Lucky Loser: How Donald Trump Squandered His Father’s Fortune and Created the Illusion of Success”.

W liście zwrócono również uwagę na październikowy artykuł zatytułowany „Dla Trumpa całe życie skandali zmierza ku momentowi osądu” autorstwa Petera Bakera oraz artykuł Michaela S. Schmidta z 22 października, zatytułowany „Trump będzie rządził jak dyktator”.

Adwokat Trumpa twierdzi w swoim liście, że NYT „miał zamiar zniesławić i zdyskredytować znaną na całym świecie markę Trump, którą konsumenci od dawna kojarzą z doskonałością, luksusem i sukcesem w branży rozrywkowej, hotelarskiej i nieruchomości, a także w wielu innych branżach, a także fałszywie i złośliwie zniesławić i zdyskredytować go jako kandydata na najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych”.

„Biorąc pod uwagę długą listę znanych i historycznych osiągnięć biznesowych prezydenta Trumpa i jego rodziny, niezwykłe osiągnięcia prezydenta Trumpa w biznesie, literaturze, mediach i na rynku nieruchomości oraz fakt, że prezydent Trump – i historia jego życia – są uosobieniem amerykańskiego snu i tego, co znaczy być amerykańskim patriotą, te zniesławiające oświadczenia są godne pogardy w swojej fałszywości” – stwierdzono w liście do NYT.

NYT nie jest jedynym lewicowym medium, które znalazło się na celowniku prawników prezydenta-elekta. Kampania Trumpa pozwała również stację CBS na kwotę 10 miliardów dolarów za program “60 Minutes” z kandydatką Demokratów na prezydenta Kamalą Harris w październiku, twierdząc, że zmontowany materiał wideo, który został wyemitowany, wprowadził opinię publiczną w błąd i niesprawiedliwie przedstawiał kandydata Republikanów, co stanowi ingerencję w wybory.

Adwokat Trumpa oskarżył sieć o „partyjne i bezprawne akty ingerencji w wybory poprzez złośliwe, oszukańcze zniekształcanie rzeczywistości”.