




























Sędzia Wojciech Jankowski z Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim wydał skandaliczny wyrok. Skazał matkę, która uratowała swojego synka przed aborcją, a potem ostrzegła przed aborterem inne kobiety.

Pani Weronika ma zasądzone 4 miesiące prac społecznych, zapłatę kosztów procesu 1812 złotych na rzecz abortera oraz ma go przeprosić w mediach.
Kilka lat temu aborter Piotr A. proponował, że zabije jej dziecko. Potem podał ją do sądu, gdy napisała na forum w Internecie, żeby inne kobiety nie korzystały z usług tego pseudo-lekarza.
Tym bardziej, że jej synek, u którego Piotr A. zdiagnozował zespół Downa, urodził się bez żadnej wady genetycznej.
Szanowny Panie,
Chcę, aby wiedział Pan, że pracując nad materiałem dowodowym do sprawy Weroniki, trafiliśmy na szokujące informacje. Proszę sobie wyobrazić, że w 2002 roku w Gdańsku Prokuratura postawiła zarzuty aborterowi o identycznych danych jak oskarżyciel Weroniki. Zgadza się imię, pierwsza litera nazwiska, wiek i adres prowadzenia gabinetu ginekologicznego – ul. Przemyska w Gdańsku.
Piotr A. miał się dopuścić aż 100 aborcji, choć w sądzie udowodniono mu zamordowanie „jedynie” 18 dzieci. Pracował razem z ochroniarzem, który zajmował się wymuszaniem zapłaty za aborcję, jeśli klienci nie chcieli zapłacić po dobroci. Gdy jeden z klientów odmówił zapłacenia 2000 złotych za zabicie dziecka swojego i swojej narzeczonej, Piotr A. miał zlecić swojemu współpracownikowi, aby pojeździł z panem po mieście i pomógł mu zdobyć skądś pieniądze. Wówczas sprawa trafiła do organów ścigania, a Prokuratura znalazła po billingach kolejne kobiety, których dzieci zabił A.
Media pisały, że Piotr A. nielegalnie usypiał pacjentki do zabiegów, nie mając uprawnień lekarza anestezjologa, posiadał puste recepty z pieczątkami innych lekarzy oraz arsenał nielegalnej broni. W 2008 roku został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu, nie odebrano mu jednak prawa wykonywania zawodu, dlatego dalej pracował jako ginekolog.
Weronika ma przeprosić swojego oskarżyciela i zapłacić mu pieniądze za zastępstwo procesowe. Ponadto ma zasądzone 4 miesiące prac społecznych, choć swoimi wpisami w Internecie prawdopodobnie uratowała liczne dzieci…
To jeszcze nie wszystko…
Sędzia Jankowski nawet nie udawał bezstronnego. W czasie ostatniej rozprawy wzywał na przesłuchanie przypadkowe osoby z pikiety pod sądem. Osoby te zostały doprowadzone na salę rozpraw w asyście policji. Jedna z naszych wolontariuszek była zmuszona przez godzinę odpowiadać na pytania, a nawet interpretować wyniki badań Weroniki z okresu ciąży.
Na tym nagraniu zobaczy Pan, co działo się w sądzie:

Po kilku kwadransach nastąpiło ogłoszenie wyroku.
Wyrok sędziego Wojciecha Jankowskiego ze Starogardu jest nieprawomocny. Jesteśmy gotowi zaskarżyć to rozstrzygnięcie. Jednak, aby tak się stało, potrzebujemy pieniędzy na pokrycie kosztów procesu w II instancji i musimy zacząć pracę natychmiast, aby wyrok się nie uprawomocnił.
Nie dostaniemy tych pieniędzy od rządu ani z Brukseli. Muszę prosić o pomoc właśnie Pana.
Czy może Pan pomóc Weronice?
Czy może Pan wpłacić kwotę wybranej przez siebie wysokości, aby pomóc tej szlachetnej mamie obronić się przed bezdusznym aborterem?
Bardzo Pana proszę o reakcję, bo czas biegnie nieubłaganie. Koszt obsługi sprawy w II instancji sięgnie 10 000 złotych i są to pieniądze, które musimy pozyskać szybko.
Bardzo proszę o wpłacenie kwoty, którą uzna Pan za właściwą na konto Fundacji Życie i Rodzina:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230.
Kod SWIFT: BIGBPLPW
– z dopiskiem „Weronika”.
Można też użyć Blika/kart/szybkich płatności pod linkiem www.RatujZycie.pl/wesprzyj.
Sprawa jest pilna, musimy zdążyć zanim wyrok stanie się prawomocny. Bo jest to wyrok absolutnie skandaliczny.
Serdecznie Pana pozdrawiam,
Kaja Godek![]() Fundacja Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl |
PS – Po całej sprawie rozmawiałam z Weroniką. Musiała ona wytłumaczyć swoim kilkuletnim dzieciom, że sąd właśnie ją skazał i za co. Przecież to chora sytuacja. Musimy koniecznie zaskarżyć ten wyrok…
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Dlaczego tyle memów?
Mirosław Dakowski
Mój portal należy do tej grupy portali, które mają ochotę i ambicję „bycia drogowskazami „. Od razu po sformułowaniu tego zdania coś mi okropnie zgrzytnęło. Bo powstanie portalu związane było ze śmierdzącymi aferami, w których przywódcy- czy prowodyrzy – tłumaczyli się bez żenady, że przecież drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje”. Jedną z osób tak tłumaczących swoje czyny był mój eks-przyjaciel z młodości, a potem już biskup, między innymi wspierający „revoltę młodych ” w Kościele po-soborowym. Jak się okazało – i składanie raportów na nas, czyli do donoszenie nie było mu obce.
Wracam do obecnych moich rozstajów.
Ambicją, czy celem jest przedstawienie Czytelnikom [tak w tym wypadku z dużej litery, bo ich realnie szanuję i chcę to zaznaczyć] Argumentów, broni w walce o Prawdę [ więc Chrystusową]
– w Kościele [ więc też o Soborze V2, o zwycięskich krucjatach różańcowych,
– w nauce [więc o darwinistach, apostołach kosmogonii i innych głupkach z laickich religii]
– w sprawach cywilizacji oraz antycywilizacja postępaków]
– w polityce wreszcie [JOW]
No ale…
Ludzie przyjmują jedynie pewną dawkę z konkretnych poważnych artykułów, przez niektóre przylatują pobieżnie, sporo jednak zostaje w głowie. Dużo jednak pozostaje argumentów, nieczytelnych czy nieprzemyślanych czy nie zrozumiałych.
Poza tym dość mała część Czytelników jest przekonywana długimi elaboratami z wielu mądrymi sformułowaniami. Muszę czasem szukać znaczeń w encyklpedii.
Duża, kilkakrotnie większa część woli jednak analizy polityczne i gospodarcze, gdzie staram się unikać artykułów z fantazjami i optymistycznymi bredniami, a również artykułów niepotrzebne katastroficznych. Przychodzi mi to z trudem, bo teksty te często są ubrane w poważne togi. Aha, i piszą je Autorytety. Ten rodzaj analiz czytuje jednak większość czytelników.
Mój ból: Uważam, że najważniejsze, to jest o [ zwycięskich przecież!] krucjatach na świecie, o marszach pokutnych na przykład w Biłgoraju i Warszawie – ludzie nie czytają., to jest z pięć razy mniej niż o Trumpie, a na Marsze Różańcowe comiesięczne przecież nie chodzą. Bywa tam po 20 do 100 osób wytrwałych. A gdyby było po 20 do 100 tysięcy, to te rządy lewusów, głupolków – rozsypałyby się dosłownie w proch [ bez żadnych oczywiście rewolucji]. Byłaby to bowiem Kontrrewolucja.
Ciągle dostaję super – ważne artykuły, że ukrywane przez ” globalne Szajki ” wieści, że na przykład właśnie zamordowano, Trumpa lub Putina { i tam [—-] są ogromne aresztowania, bo globaliście rządzą nami przez serię sobowtórów}.
W tym, czy też podobnym mąceniu przoduje jakiś „Klub Inteligencji [chyba?] Polskiej”. Że też nikt tych szkodliwych ludzi, [a także] wariatów pomieszanych z agenturą nie rozgoni! Bo ogromna ilość poczciwych impotentów się na takie pierduły nabiera, a nawet je kolportuje.
To wszystko – to był jakby wstęp.
Jest jednak grupa publikacji, którą lubią i oglądają wszyscy.
– od Neo-Sokratesów do Małego Jasia. Ta grupa artykułów bawi, daje odprężenie, uczy, co najważniejsze – wchodzi do umysłów, chyba w znacznym w stopniu przez podświadomość. Jednak nie chciałbym aby lekceważąco, czy ze wzruszeniem ramion] mówiono: „ech, u tego starego to już tylko podśmiech[-—] !”
[Memy] – jeśli zaznaczę w tytule – otwiera cztery do pięciu razy więcej ludzi, niż na przykład analizy politologiczne. Czyli również ci super intelektualiści je oglądają i MEMY im służą. I rzeczywiście, bo zwykle są dobre.
Przepraszam, jeśli czasem wypuszczę jakiś o sedesie. Zwykle „wycina je ” takie pierdółki Żona, ale ona nie zawsze ma czas na czytanki. Przecież musi wyjść z pieskiem na spacer, prawda?
Całe to moje obecne glindzenie ma na celu przekonanie wszystkich, ogólnie tych bardzo poważnie myślących, że umieszczanie serii memów nie obniży lotów całości.
Tu przypomina mi się babcia, która wreszcie usłyszała, że jej ukochany wnuczek został pilotem myśliwskim krzyknęła: ” tylko ty Kubusiu, pamiętaj lataj nisko i wolno” – poradziła mu.
Otóż – będziemy latać wysoko, ale czasem rechocząc szwejkowskim śmiechem, dobrze? Nie obrazicie się?
======================
mail:
Polacy się śmieją – to jeszcze dobrze. Gdy śmichy zanikną – drżyjcie ci u koryta…
https://nczas.info/2025/02/17/kolejny-stan-chce-zakazu-preparatow-mrna-najbardziej-destrukcyjny-produkt-medyczny-w-historii/
W stanie Montana w USA szykuje się zakaz stosowania preparatów mRNA. Projekt zakazu przedstawił Republikanin Greg Kmetz. Jak stwierdził, „to najbardziej destrukcyjne i śmiertelne produkty medyczne w historii ludzkości”.
Legislatura w Montanie dyskutuje nad House Bill 371. Projekt zaproponował republikański przedstawiciel Greg Kmetz z poparciem kilkunastu innych Republikanów. Projekt zakłada zakaz podawania ludziom preparatów mRNA. Naruszenie tych przepisów byłoby jednak uznane jedynie za wykroczenie.
Dotyczy to przede wszystkim szpryc na Covid-19. W trakcie prac są również preparaty na inne wirusy układu oddechowego.
W piątek podczas wysłuchania w komisji sądowniczej Izby Reprezentantów zwolennicy projektu wskazali, że preparaty mRNA powodują groźne skutki uboczne i mogą mieć nadal nieznane długoterminowe skutki. Ponadto są w stanie „przenosić się” na inne osoby.
Lekarka rodzinna Miles City i członek Montana Medical Freedom Alliance wprost nazwała je „najbardziej destrukcyjnymi i śmiertelnymi produktami medycznymi w historii ludzkości”.
– Szczepionki genetyczne, czyli szczepionki mRNA, to najbardziej destrukcyjne i śmiertelne produkty medyczne w historii ludzkości. Proszę was o poparcie tej ustawy, abyśmy mogli powstrzymać dalsze szkody, niepełnosprawność i śmierć naszych obywateli – stwierdziła
Przeciwnicy projektu, część lekarzy i instytucji powiązana z wielkim przemysłem farmaceutycznym zarzuca oczywiście projektowi „dezinformację”. Powtarza przy tym slogany o tym, jak to wiele instytucji medycznych – którym zarzucano korupcję – zapewniały, iż te są „skuteczne i bezpieczne” mimo informacji od samych producentów.
Wśród „hitów” apologetów nieprzebadanych preparatów można wskazać, co powiedziała Heather O’Hara, wiceprezes Montana Hospital Association. Jej zdaniem wśród wszystkich nieszczęść, które spadną na ludzkość w wyniku zakazu jest m.in. utrudnienie w leczeniu raka trzustki, płuc, prostaty i mózgu.
House Bill 371 zakłada niewielką karę za podanie mRNA. Jest to grzywna 500 dolarów za każdy przypadek oraz poddanie kontroli zawodowej.
17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/kellog-spotka-sie-z-duda-to-nie-do-wiary-co-wmawial-prezydencki-urzednik/
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski poinformował, że we wtorek prezydent Andrzej Duda spotka się z generałem Keithem Kellogiem, pełnomocnikiem prezydenta USA Donalda Trumpa do spraw Ukrainy.
Kolarski pytany w poniedziałek w RMF FM z czyjej inicjatywy odbędzie się to spotkanie powiedział, że to strona amerykańska była zainteresowana rozmową.
– Powiem nawet, że były pewne problem kalendarzowe, ale stronie amerykańskiej na tym zależało i jutro w godzinach popołudniowych dojdzie do spotkania – doprecyzował.
Kolarski zwrócił też uwagę, że będzie to jedyne spotkanie jakie generał Kellog odbędzie w Europie z przywódcą państwa. Twierdził też, że jest to „dowód na to, jakim szacunkiem cieszy się prezydent Andrzej Duda”.
– Konsekwentna polityka prezydenta Dudy prowadzona przez lata, budowania transatlantyckich relacji i bardzo dobre relacje z prezydentem Donaldem Trumpem, jego otoczeniem i z nową administracją skutkują tym, że pełnomocnik prezydenta ds. Ukrainy, który jedzie rozmawiać o warunkach zawarcia pokoju chce poznać stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy – przekonywał Kolarski.
– Prezydent powie to, co konsekwentnie przedstawia na arenie międzynarodowej od samego początku. To znaczy, Rosja nie może wygrać tej wojny – oświadczył.
Dopytywany co to oznacza, Kolarski odpowiedział, że „to kwestia negocjacji, co to znaczy w szczegółach”.
– Natomiast Rosja nie może wygrać tej wojny, co znaczy, nie może odnieść sukcesu. Rosjanie nie mogą być przekonani, po zawarciu pokoju, że było warto zaatakować bez powodu, bez przyczyny i rozpocząć brutalną agresję na niepodległe państwo – kontynuował Kolarski.
Jak widać, wizytacja wasala podnoszona jest do rangi „nagrody” za „konsekwentną politykę”. Zapewne dyktowaną właśnie przez Waszyngton, którą Warszawa bez oporu realizowała.
Jednak wmawianie nadal, iż „Rosja nie może wygrać tej wojny” w obliczu aktualnej sytuacji pokazuje, że w Pałacu Prezydenckim albo mają ludzi za idiotów, albo sami nimi są. Nie jest to bowiem nic innego, jak głośno wyrażane myślenie życzeniowe.
W niedzielę, 16 lutego 2025 roku, na lotnisku Poznań-Ławica doszło do awaryjnego lądowania samolotu pasażerskiego z 236 rosyjskimi turystami na pokładzie. Maszyna, lecąca z egipskiego kurortu Sharm El Sheikh do Kaliningradu, zmuszona była przerwać lot z powodu problemów technicznych. Po bezpiecznym lądowaniu w Poznaniu, sytuacja na pokładzie zaczęła się jednak dramatycznie pogarszać.
Według dostępnych informacji, polskie władze odmówiły dostarczenia paliwa potrzebnego do kontynuowania lotu, co spowodowało, że samolot pozostaje uziemiony już od ponad 10 godzin. W tym czasie na pokładzie skończyły się zapasy jedzenia i wody, a pasażerom zabroniono opuszczania maszyny, nawet w celu skorzystania z toalety. Wśród podróżnych znajdują się kobiety w ciąży oraz dzieci, co dodatkowo potęguje powagę sytuacji.
Decyzja polskich władz o odmowie dostarczenia paliwa może być związana z obowiązującymi sankcjami nałożonymi na Rosję. Jednak brak dostępu do podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, woda czy możliwość skorzystania z toalety, budzi poważne wątpliwości natury humanitarnej. Międzynarodowe konwencje lotnicze nakładają na państwa obowiązek udzielania pomocy w sytuacjach awaryjnych, niezależnie od obowiązujących sankcji czy napięć politycznych.
Sytuacja na pokładzie staje się coraz bardziej napięta. Pasażerowie, pozbawieni podstawowych środków do życia, zaczynają odczuwać skutki odwodnienia i głodu. Brak dostępu do toalet prowadzi do pogorszenia warunków sanitarnych, co może skutkować wybuchem chorób. Obecność dzieci i kobiet w ciąży dodatkowo zwiększa ryzyko poważnych konsekwencji zdrowotnych.
Rodziny pasażerów oraz organizacje humanitarne apelują do polskich władz o natychmiastowe podjęcie działań mających na celu zapewnienie podstawowej pomocy uziemionym podróżnym. Podkreślają, że niezależnie od kontekstu politycznego, priorytetem powinno być dobro i zdrowie ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji.
W odpowiedzi na te apele, przedstawiciele polskiego rządu oświadczyli, że sytuacja jest analizowana, a decyzje podejmowane są w oparciu o obowiązujące przepisy oraz względy bezpieczeństwa narodowego. Nie podano jednak konkretnych informacji na temat planowanych działań mających na celu rozwiązanie kryzysu na pokładzie samolotu.
Eksperci ds. prawa międzynarodowego zwracają uwagę, że odmowa udzielenia pomocy w sytuacji awaryjnej może naruszać międzynarodowe zobowiązania Polski. Podkreślają, że nawet w obliczu sankcji i napięć politycznych, istnieje obowiązek udzielania pomocy humanitarnej osobom w potrzebie. Brak takiej pomocy może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych oraz negatywnie wpłynąć na wizerunek kraju na arenie międzynarodowej.
Obecnie nie wiadomo, jak długo potrwa impas i kiedy pasażerowie będą mogli opuścić pokład samolotu lub kontynuować podróż do Kaliningradu. Sytuacja wymaga pilnej interwencji oraz współpracy międzynarodowej w celu zapewnienia bezpieczeństwa i zdrowia uziemionych turystów.
[Trudno sobie wyobrazić coś bardziej bezczelnego oraz głupiego. Mirosław Dakowski]
===============
https://pch24.pl/puls-biznesu-rzad-w-warszawie-pracuje-nad-krajowym-programem-poszukiwan-surowcow

(Fot. Pixabay)
Krajowy program poszukiwań surowców ma określać obszary potencjalnego występowania złóż kopalin do produkcji surowców krytycznych – mówi w poniedziałkowym Pulsie Biznesu Główny Geolog Kraju, wiceminister klimatu Krzysztof Galos.
Jak pisze gazeta, resort klimatu widzi potrzebę szybkiego uchwalenia ustawy o zapewnieniu dostępu do surowców krytycznych, w tym do surowców ważnych dla krajowej gospodarki.
Węgiel koksujący i miedź to dwa podstawowe polskie surowce krytyczne potrzebne zarówno krajowej gospodarce, jak też europejskiej — podkreśla Główny Geolog Kraju. Rolą państwa jest ich wskazywanie oraz zainteresowanie nimi inwestorów, którzy poniosą koszty ich bliższego rozpoznania – dodaje Galos. [Trudno sobie wyobrazić coś bardziej bezczelnego oraz głupiego. Mirosław Dakowski]
Jak informuje, pierwszą wersję programu poszukiwań surowców przygotowała Państwowa Służba Geologiczna, teraz pracuje nad nią Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a do 24 maja program powinien zostać przekazany Komisji Europejskiej.
Jak pisze Puls Biznesu, resort klimatu przygotowuje też kolejną nowelizację prawa geologicznego i górniczego. Ma przewidywać, że w przypadku projektów o znaczeniu strategicznym nastąpi skrócenie postępowań koncesyjnych. Jak podkreśla Galos, priorytetem będzie takie prowadzenie postępowań koncesyjnych, by nie narazić się na pozwy w międzynarodowych trybunałach arbitrażowych.
– Są prowadzone dwa postępowania, obciążone ryzykiem wyroku niekorzystnego dla strony polskiej. Asumptem do wszczęcia takich postępowań było przekonanie powodów zagranicznych, iż podmioty kontrolowane przez skarb państwa były przez organ koncesyjny traktowane przychylniej niż reprezentujące kapitał zagraniczny — zaznacza Główny Geolog Kraju.
Źródło: PAP
=====================
mail:
oni szukają czegoś, co można jeszcze sprzedać, nie znajdą litu, tytanu itp. to sprzedadzą las (torf, piasek i wszystko co tam jeszcze się ostało).
Niestety kończymy jak ludność Afryki – będą złoża, może i będą kopalnie, ale ludność tubylcza nic z tego nie będzie miała oprócz pracy za minimalną krajową (dla niektórych).
Pozdrawiam,
MZ
===============
MD: Mała korekta: Nie „kończymy”, lecz się obudźmy -i ich wykończmy.
Wyjaśnienie dla policji , co jutro może mnie w kajdankach zwinąć: Wykończmy politycznie, nie koniecznie na szubienicach.
16 lutego 2025 https://pch24.pl/niemcy-chwala-polske-wlochy-przyjely-od-nich-tylko-4-zawroconych-imigrantow-polska-wszystkich

(Zdjęcie ilustracyjne, fot. Obraz kalhh z Pixabay )
W 2014 roku weszło w życie tzw. porozumienie Dublin III dotyczące migrantów. Zgodnie z nim każdy azylant powinien składać wniosek o azyl w tym kraju, do którego przyjechał jako pierwszego w UE. W oczywisty sposób obciąża to państwa graniczne, dlatego nie są one wcale do jego realizacji. Włochy, Hiszpania i Grecja w większości przypadków po prostu przepuszczają przybyszów dalej, pozwalając im jechać tam, gdzie chcą – są to przede wszystkim Niemcy.
Ubolewa nad tym berliński dziennik B. Z. (Berliner Zeitung). „Włochy w 2024 roku spośród kilku tysięcy uchodźców przyjęły tylko czterech” – powiedział jeden z niemieckich urzędników cytowanych przez B. Z. „Zupełnie inaczej Polska: ten sąsiedzki kraj przyjmuje każdego zatrzymanego uchodźcę podpadającego pod porozumienie z Dublina” – chwali dziennik nasz kraj.
Nie oznacza to jednak, że imigranci rzeczywiście zostają w Polsce. „Odrzuceni [migranci] bardzo szybko wracają do Niemiec – często z pomocą przemytników” – wyjaśnia BZ.
Niemiecki rząd przygotowuje teraz nowe regulacje, które mają zmienić tę niewygodną dla Niemców sytuację. Przewiduje się, że azylanci podpadający pod Dublin III nie będą otrzymywać pieniędzy, tak jak inni: mają dostawać tylko łóżko, chleb i mydło. Nie będą mogli opuszczać miejscowości, w której zostaną umieszczeni – tuż przy granicy. Plan jest ciekawy, problem w tym, że… nie ma żadnej infrastruktury dla jego realizacji. Pierwotnie władze chciały stworzyć ośrodek dla tego rodzaju azylantów na półwyspie Odry w Küstrin-Kietz, tuż przy polskim Kostrzynie nad Odrą.
Mieszkańcy protestowali i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Teraz Niemcy planują budowę ośrodka dla azylantów w Eisenhüttenstadt, niespełna 30km na południe od Frankfurtu nad Odrą, również blisko polskiej granicy. Dzięki tej bliskości azylanci, którzy zawracają do Niemiec z Polski, mogliby tam łatwo trafiać. Ośrodek ma pomieścić jednak maksymalnie 250 osób. Trudno założyć, by rozwiązało to faktyczne problemy.
Na granicy polsko-niemieckiej kontrole obowiązują od września 2023 roku. Z niemieckiej perspektywy mają sens. Według tej samej B. Z. jak dotąd cofnięto 47 000 osób oraz zatrzymano 1900 przemytników. Z drugiej strony nie wiadomo, ile z cofniętych osób podjęło drugą – i tym razem skuteczną –
Źródło: bz.de Pach
Filip Adamus https://pch24.pl/jak-rockefeller-zasponsorowal-rewolucje-seksualna-inwestycja-ktora-stworzyla-kryzys-dzietnosci/

Uwagi o kryzysie demograficznym nie należą do rzadkości. Co i rusz można przeczytać o zmartwieniu, jaki rodzi ten problem, malujący na horyzoncie perspektywę gospodarczej stagnacji, nieciągłości instytucji i wyludnienia. „Eksperci” chwytają się za głowy. Rządy uchwalają kolejne programy ekonomicznego wsparcia rodzin – bez zauważalnego skutku. Wciąż bowiem upadek dzietności traktuje się w oderwaniu od jego przyczyn. A przecież… od dekad najbardziej wpływowe ośrodki grzmią o „zagrożeniu przeludnieniem” i potrzebie „kontroli urodzeń”. W parze z tą retoryką poszły realne działania wielkiego kapitału. „Demograficzna zima” to w dużej mierze zaplanowana inwestycja, skonstruowana metodami tak faktów dokonanych, jak i medialnej propagandy. Jej najskuteczniejszym narzędziem okazał się program rewolucji seksualnej. Nie bez powodu na publikacje, które legły u podstaw rewolucji seksualnej, łożyli najbardziej wpływowi z amerykańskich „plutokratów”…
Pod skrzydłami Rockefellera
To Alfred Kinsey – samozwańczy „badacz seksualności” odpowiedzialny za wydanie głośnych prac z lat 40- tych i 5o -tych, zasłynął jako centralna figura „rewolucji obyczajowej: Jego wpływ, manipulacje i zbrodnie omawialiśmy już w osobnym artykule.
Pytanie, czy tytuł ojca upadku obyczajów należy mu się sprawiedliwie. Choć bowiem to na wybrakowane i stronnicze „dane” Kinseya powołują się zwolennicy wyzwolonej seksualności – to równie ważną rolę w promocji erotycznej emancypacji zdaje się odgrywać ktoś jeszcze. Chodzi o bogacza, który badania Kinseya nie tylko sfinansował, ale także zapewnił im wydawniczy sukces. Wreszcie zaś – roztoczył nad pseudo-naukowcem swoisty płaszcz ochronny, ignorując doniesienia o jego błędach i rażących zaniedbaniach warsztatu… Słowem, John Davison Rockefeller.
Nie brak poszlak potwierdzających, że recepcję na niespotykaną skalę oraz bezprecedensowy sukces księgarski Kinsey zawdzięczał powiązaniom i świadomej kampanii marketingowej swojego chlebodawcy. „Ogromne zainteresowanie opinii publicznej pierwsza książką Kinseya podobno zaskoczyło autorów i wydawcę. To jednak budzi wątpliwości, zważywszy na ogromny wysiłek włożony w jej promocję, wliczając starania mediów powiązanych z Rockefellerem, aby robić ogromny szum wokół książki i jej kulturowo destrukcyjnego przekazu. Kinsey oraz jego sponsorzy wprawili w ruch szeroko zakrojoną kampanię reklamową. Poza reklamami w prasie niespotykanie wielką liczbę darmowych egzemplarzy rozdano w całym kraju, przede wszystkim kierując je do przedstawicieli zawodów medycznych”, wspominała dr Judith Reisman, ekspert do spraw działalności Alfreda Kinseya. Wiedzą na temat jego zbrodni profesor nauk społecznych służyła nawet amerykańskim instytucjom federalnym.
„Allen Wallis, były przewodniczący American Statistical Association, wspomina: Tak, ta książka była promowana na ogromną skalę, a oni przybierali świętoszkowatą minę, mówiąc: my w ogóle jej nie promujemy, to tyko opinia publiczna jest w naturalny sposób zainteresowana tematem”, dodała.
Zdaniem ekspertów, Kinsey spotykał się z dziennikarzami, by omawiać warunki pisania o jego badaniach, gdy się już ukażą, na długo przed publikacją przełomowych „raportów”. Już 2 lutego 1946 roku przedstawiciele dziennika „Harper” skarżyli się Fundacji Rockefellera, że na liście mediów dysponujących opracowaniem „naukowców” znajduje się już mnóstwo innych tytułów… A to wszystko na rok przed tym, jak ujrzały światło dzienne pierwsze spośród raportów finansowanych przez syna twórcy Standard Oil. Kinsey ustalić miał nawet z dziennikarzami odwiedzającymi jego ośrodek w Bloomington, że żaden artykuł nie zostanie opublikowany przed listopadem 1947 roku. Zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, zagwarantował również sobie i zespołowi wgląd w publikacje.
Do rozgłosu wokół premiery prac mających zadać cios tradycyjnej moralności seksualnej przyczyniło się zatem usieciowienie Fundacji Rockefellera w świecie mediów. To zaplecze zbudowano jeszcze w latach wojennych, kiedy John Davison Rockefeller III spotykał się z dziennikarzami, tworząc lobby naciskające na przystąpienie USA do II wojny światowej. Nawiasem mówiąc, jednocześnie sam sprzedawał Hitlerowi strategiczne zasoby ropy niezbędne do prowadzenia konfliktu. Tak zadzierzgnięte powiązania z ludźmi mediów oznaczały dostęp Fundacji do wpływowych postaci w czołowych amerykańskich redakcjach. Koneksje skwapliwie wykorzystano w kampanii przeciwko obyczajom.
Inwestycja w kryzys demograficzny
Te zakrojone na szeroką skalę działania marketingowe – zgoła nietypowe jak na promocję naukowej literatury – odbyły się mimo metodologicznych braków, nieścisłości i zbrodni, jakich podczas badań dopuścił się zespół Kinseya. Sami pracownicy Fundacji Rockefellera donosili przełożonym w zachowanych raportach o niedociągnięciach i… nieszczególnym przejęciu Kinseya faktem, że jego praca odbiega od wymogów warsztatu uczonego. Nic z tego nie sprawiło jednak, by wsparcie dla przedsięwzięcia wstrzymano… Dlaczego te wątpliwości „uszły uwadze” Johna Davisona Rockefellera, a jego znajomości i fundusze tak szerokim strumieniem płynęły do dewianta skrywającego się pod maską bezstronnego naukowca?
Odpowiedź na to pytanie podsuwa szersze przyjrzenie się zaangażowaniu miliardera w projekty eugeniki i seksualnej emancypacji. Samemu Kinseyowi przekazał on na przestrzeni lat aż 400 tysięcy dolarów. Nie szczędził również pieniędzy dla założycielki Planned Parenthood Margaret Sanger, propagującej aborcję i antykoncepcję. Fortuna JDR posłużyła też do rozpropagowania reformy prawnej w ramach projektu model penal code. Zakładał on m.in. wykreślenie z prawodawstwa ustaw strzegących małżeństwa i obyczajności. Z kasy Rockefellera finansowano również wystąpienia na katolickim Uniwersytecie Notre Dame pseudo-duszpasterzy, promujących liberalizację podejścia Kościoła katolickiego do ograniczania płodności.
Rockefeller nie tylko angażował swoje środki w przedsięwzięcie „seksualnej emancypacji”. Osobiście widział się z Pawłem VI na prywatnej audiencji, przekonując, by Ojciec Święty zaakceptował antykoncepcję. To samo przesłanie amerykański bogacz powtarzał w liście, jaki zaadresował do papieża. Namawiał tam, by zamiast potępiać używanie antykoncepcji, pozostawić tę sprawę indywidualnej ocenie wiernych. „Nie ma dziś większego problemu stojącego przed ludzkością” niż „zbyt duża” dzietność – alarmował John David Rockefeller III.
Wzmianka o tym antynatalistycznym lobbingu znalazła się w encyklice Humanae Vitae. Już u samego początku dokumentu przeczytać możemy taką uwagę: „wielu ludzi wyraża obawę, ażeby ludność świata nie powiększała się szybciej, aniżeli pozwalają na to stojące do dyspozycji zasoby, i żeby z tego powodu nie zwiększyły się trudności wielu rodzin i narodów, będących na drodze rozwoju”. Mimo to ostatecznie do akceptacji sztucznej antykoncepcji Paweł VI nie dał się przekonać.
Libido Dominandi
To gorące zaangażowanie amerykańskiego miliardera w promocję antykoncepcji i seksualny liberalizm wyjaśnia, zdaniem katolickiego pisarza i wykładowcy Erica Michaela Jonesa, chęć zatrzymania przyrostu naturalnego w obawie przed utratą uprzywilejowanego położenia.
„John D. Rockefeller III poświęcił swoje życie sprawie eugenicznej kontroli populacji i administrował środkami rodziny oraz własnymi przez Population Council z dokładnością mikromenadżera przez 40 lat”, zaznaczył pisarz w obszernej książce „Libido Dominandi”.
Sednem tego przedsięwzięcia – jak widać skutecznie fundującego kryzys demograficzny – była w przekonaniu autora „etniczna wojna” z wrogami starej, protestanckiej z rodowodu a liberalnej pod względem poglądów, elity finansowej USA. W drugiej połowie XX wieku „plutokracja”, jak określał ją Jones, zdawała sobie sprawę, że stoi u progu zmian społecznych, które powiedzą jej dominacji: „sprawdzam”. „Rozumieli, że w demokracji władza polityczna to funkcja siły demograficznej – czystych liczb – a włączywszy się w antykoncepcyjny i eugeniczny ruch rozumieli, że byli po straconej stronie równania”, diagnozował Jones.
Zdaniem pisarza, to amerykańscy katolicy zagrażali pozycji właścicieli fortun. To właśnie ta, z reguły dystansowana w życiu politycznym grupa stała za urodzeniowym boomem w powojennych Stanach Zjednoczonych, a wskaźniki urodzeń już dekady wcześniej wychylały się na jej korzyść. W przeciwieństwie do ludności protestanckiej i liberalnej klasy wyższej – wierni Kościoła mieli wiele dzieci, omijając niemoralne sposoby „kontroli urodzeń”. Pewna dominacja demograficzna katolików w kolejnych dekadach musiała oznaczać awans społeczny rodzin nie powiązanych ze starą elitą – konkurencję dla utwierdzonych już fortun.
Wyzwolenie „od pasa w dół”
W opinii Jonesa, światło na cele sponsorów eugeniki i seksualnego wyzwolenia rzuca charakter „filantropii”, jaką amerykańskie fundacje i instytucje prowadzą w biednych krajach Afryki. Na liście zjawisk, które zwalczać ma zachodni pieniądz, nieodmiennie figuruje „przeludnienie” i zbyt duża liczba dzieci. Projekty „humanitarne” poszerzają więc dostęp do „praw reprodukcyjnych”, antykoncepcji… Tymczasem według autora „Libido Dominandi”, dokumenty amerykańskiego wojska potwierdzają, że inicjatorzy tej polityki wiedzą doskonale: to w ich interesie, a nie państw Czarnego Lądu, jest ograniczanie populacji.
„Populacja jest ekonomicznym predyktorem bogactwa i militarnym predyktorem siły. Nawet rozwinięte technologicznie armie potrzebują populacji dużych rozmiarów. Ekspansja zachodu, która rozpoczęła się wraz z odkryciem Nowego Świata przez Kolumba, była poprzedzona przez wzrost demograficzny bez precedensu, bez którego ekspansja kolonialna nie byłaby możliwa”, podkreślał E. Michael Jones.
Lekcja płynąca z tego porównania jest jasna. Ludne i rozwijające się kraje zdolne są do zanegowania panującego politycznego i finansowego status quo. Czy w obliczu wzrastającej potęgi najludniejszych na świecie Chin i Indii i prób odwrócenia skutków antyrodzinnej polityki przez te kraje można jeszcze powątpiewać o słuszności tej zasady?
„Ideologia kontroli populacji jest zwyczajnie połączniem faktu, że: ludzie wytwarzają bogactwo i siłę militarną z faktem, że zamożni mają mniejsze rodziny. Klasy wyższe przeszły na darwinizm i jednocześnie przestały mieć duże rodziny. W związku z tym zaczęły obawiać się czegoś, co nazywano zróżnicowaną płodnością. Oznaczało to, że najlepsi ludzie (tzn. z ich klasy społecznej) ograniczali rozmiary swoich rodzin, reszta świata, szczególnie rasy południowe, nie. Jako dobrzy darwiniści rozumieli, że populacje z większym wskaźnikiem dzietności zajmą miejsce populacji z niższym wskaźnikiem dzietności. Z tej niepokojącej konkluzji narodziła się kontrola populacji”, tłumaczył Jones.
Liberalizm seksualny, oparty na pseudo-naukowych „zdobyczach” Kinseya, to klucz do sukcesu tego programu. Żaden inny program nie miał bowiem takiej anty-demograficznej skuteczności. W rzeczywistości, jak konkludował Jones, choć obyczajowa emancypacja na transparentach postępowców przybiera postać wyzwolenia – to w gruncie rzeczy jest ona narzędziem kontroli. Pozwala powstrzymać wzrost aspiracji finansowych, potencjału ekonomicznego i politycznego – jakie pną się do góry wraz z demograficznym wzrostem. Boleśnie niska liczba urodzeń, coraz bardziej przelotny charakter relacji rodzinnych, wreszcie powszechna pogoń za związkami „bez zobowiązań” gwarantują elitom utrzymanie się „w siodle”. „Wolność” erotyczna i rozgrzanie dyskusji publicznej zagadnieniami emancypacji dewiantów oznaczają dla wielkich portfeli brak konkurencji.
Seksualne pragnienia szczególnie nadają się do wykorzystania w tym charakterze. Powodem jest ich przemożna siła. Są one w stanie skutecznie odwrócić wzrok od skupienia na dążeniu do wzbogacenia się i poprawie pozycji społecznej. To właśnie sedno „Libido dominandi” – politycznego panowania przez wykorzystanie namiętności. Te z łatwością są w stanie uśpić rozsądne i niepożądane przez elitę aspiracje społeczeństwa… Jednocześnie przekonanego, że zmierza ku wyzwoleniu i powiększaniu własnego samostanowienia.
Napięcie pomiędzy politycznymi i finansowymi aspiracjami, a programem seksualnej emancypacji ukazuje spór o ocenę rewolucji obyczajowej na lewicy. W polskiej publicystyce najwydatniej zwraca na niego uwagę dwóch bardzo rozpoznawalnych autorów. Rafał Woś i Marcin Giełzak zdecydowanie utożsamiają się z lewicą, ale wobec rewolucji obyczajowej zachowują dystans. Ich zdaniem, hasła tolerancji i emancypacji LGBT wyparły całkowicie myślenie kategoriami interesu „warstw niższych”. Państwo wyzwalające seksualnie zastąpiło więc lewicowy program władzy opiekuńczej, a agenda erotycznej tolerancji wyparła przejęcie interesem biedniejszych warstw społecznych. To zaledwie jeden z dowodów skuteczności „inwestycji Rockefellera”.
Dzięki niej elity finansowe nie muszą niepokoić się wzrostem populacji i dążącą „do swego” konkurencją. Program wolności „od pasa w dół”, który zdominował na dobre debatę publiczną, zastąpił zabiegi o realne doczesne dobra, stabilność finansową i polityczne wpływy. Taką wolność „władcy świata” i „filantropi” mogą z łatwością wodzić nas za nos. Wsparcie „pieniądza” dla tej agendy jest powszechne… i zgoła nie zaskakujące. Amazon oraz inne wielkie przedsiębiorstwa z pasją oddadzą się zabiegom o sprawiedliwe traktowanie pracowników, jeśli przejawia się ono tęczowymi symbolami i szkoleniami z inkluzywności – zmniejszając przy tym ilość wniosków o podwyżkę zapracowanych ojców dużych rodzin.
Filip Adamus
Autor: CzarnaLimuzyna , 17 lutego 2025

Paryż/AIX
Po zdradliwych ciosach wymierzonych w same fundamenty Unii Antyeuropejskiej „Głupsi razem” zbierają siły. Tworzy się koalicja sił demokracji walczącej. Dołączają „silni razem” i „nienawidzący razem”. Koalicję spaja konieczność obrony granic utopii.
Siłą lewicy są jej poglądy. Na początku był błąd: dwa plus dwa równa się więcej. Po kolejnej rewolucji i zdobyczach consensusu, w oknie Overtona ukazał się długo oczekiwany komunikat: dwa plus dwa jest tyle ile ogłosimy. Jak widać, wszystkie ideały są już osiągalne, szczególnie teraz, przy milionowych zasięgach wiodących mediów.
„Głupsi razem” zbierają się w Paryżu. Świeże fundamenty dystopii są zagrożone, a są nimi demokracja sponsorowana i demokracja torturująca. Chodzi też o dodatkową funkcję machiny Prokrusta.
Współczesne łoże Prokrusta powiększy ci usta – Obetnie piersi, odcedzi sumienie i tłuszcz – A wszystko w cenie trzech wizyt specjalnej porady – Wyrzucisz do kosza ubrania od Bossa i Prady – Diabeł dziś chodzi nago, nie ubiera się tam – Pozornie jest zmiennym, lecz stały ma gust – Morduje dzieci małymi kęsami żując twój mózg.
Głupsi razem będą deliberować jak przeciwdziałać faktom, które destabilizują rzeczywistość. Jak wiadomo narracja dzieli się na następujące kategorie: na fakty bez faktów, na fakty po faktach (przejęzyczenia i pogłos) oraz na dezinformację czyli fakty podane z nienawiści (preferowany skrót – fakty nienawiści) często używane w mowie nienawiści.
Jutro nadzwyczajny szczyt europejskich liderów w Paryżu z udziałem @donaldtusk. Czas przyspieszył. Musimy być razem. I być silni. Dla bezpieczeństwa Europy!
Cytat prawdziwy, wrzucony na platformę X przez członka „demokracji walczącej”.
======================
MD:
Michał Szczerba @MichalSzczerba
Jutro nadzwyczajny szczyt europejskich liderów w Paryżu z udziałem @donaldtusk
. Czas przyspieszył. Musimy być razem. I być silni. Dla bezpieczeństwa Europy!
17.02.2025 Tomasz Sommer https://nczas.info/2025/02/17/doge-po-polsku-rewolucja-przeciw-zlodziejstwu-juz-trwa/
Gdyby rok temu ktoś powiedział, że zaraz po wyborach w Stanach Zjednoczonych zacznie się wielka dekomunizacja, to chyba nie byłoby nikogo, kto nie zacząłby się pukać w czoło. Tymczasem fakty są takie, że ta dekomunizacja, prowadzona przy pomocy super-urzędu DOGE właśnie na naszych oczach, czyli jak to się obecnie mówi: „w czasie rzeczywistym” – trwa. Polska powinna pójść tą samą drogą.
Amerykańskiej dekomunizacji przyświeca świadomość, że głównym celem rządu i jego kontrahentów jest osobisty zarobek uczestników tych organizacji, więc rząd powinien działać tylko tam, gdzie jest absolutnie i bez wątpliwości potrzebny. Im w danej dziedzinie jest mniej potrzebny, tym więcej marnotrawi.
– Marnotrawstwo każdego urzędu oceniam na średnio 25 proc. – twittował szef DOGE Elon Musk. – 15 proc. to zwykłe marnotrawstwo, a 10 proc. to korupcja. Oznacza to, że likwidacja 25 proc. wydatków jest możliwa od ręki. Natomiast zdecydowana większość urzędów jest po prostu niepotrzebna, więc budżet można zmniejszyć znacznie bardziej radykalnie – konkludował.
Pierwsza duża instytucja, jaka poszła pod nóż, to USAID, która, jak się okazało, zajmowała się głównie sponsoringiem lewactwa na całym świecie, w tym w Polsce, za bagatela 60–80 miliardów dolarów rocznie.
– Cięcia będą szły nie w dziesiątki, nie w setki miliardów, tylko w biliony dolarów – zapowiada Musk, który chce zmniejszyć amerykańskie wydatki budżetowe w ciągu dwóch lat o 30–50 proc. Czy podobny proces możliwy jest w Polsce?
Oczywiście jest to nie tylko możliwe, ale natychmiast potrzebne. Zwłaszcza gdy w tym roku okazało się, że rząd właściwie nie panuje już na budżetem, więc lekką ręką zaprojektował astronomiczny wręcz deficyt na poziomie ok. 50 proc. zaplanowanych przychodów. Szczegółowe obliczenia możliwych redukcji budżetu prezentowaliśmy w „Najwyższym CZAS!”–ie kilka razy, ostatnio piórem Tomasza Cukiernika. W warunkach polskich redukcję budżetu można by wprowadzić oczywiście najłatwiej podczas projektowania nowego budżetu, czyli niejako z góry.
Technika Muska jest jednak inna niż zmiany poprzez nowe budżetowanie. DOGE działa poprzez analizowanie działania poszczególnych instytucji i zamrażanie ich szkodliwych czy nieefektywnych działań. Rzeczywiście, może się okazać, że taka taktyka „aktywnego audytu” jest znacznie skuteczniejsza, bo przecież urzędy, które nie zostaną zmienione strukturalnie, gdy tylko nacisk na nie ustanie, natychmiast zaczną znowu się rozrastać. Innymi słowy, trzeba w nich zbudować mechanizm wydajności, a te, które są całkowicie bezużyteczne, po prostu zlikwidować całkowicie.
Jak się odbywa owo „zaszczepianie wydajności”? Ekipa Muska z zewnątrz porównuje zadania zlecone danej instytucji do wykonywanych przez nią działań i eliminuje działania, które ze zleceniami nie mają nic albo mało wspólnego, wraz z przypadającymi na nie budżetem i personelem. Jeśli zadania jakiejś instytucji nie są wykonywane w ogóle, ma ona być likwidowana w całości.
Jak taki proces może działać w Polsce? W analogiczny sposób. Jeśli polski DOGE zajmie się np. Uniwersytetem Warszawskim, instytucją o budżecie 2,2 mld złotych, to musi stwierdzić, czy poszczególne wydziały realizują cele naukowe, czy polityczne i te polityczne zamknąć. Następnie sprawdzić, dlaczego uniwersytet o największej w Polsce renomie finansuje się sam tylko na poziomie niewiele ponad 4 proc., wreszcie przeanalizować stan majątkowy uczelni – przede wszystkim pod względem wykorzystania posiadanych nieruchomości. Taki audyt z całą pewnością wykaże, iż nieruchomości są źle wykorzystywane. W sumie odpolitycznienie, uelastycznienie i właściwe skosztorysowanie działania tej uczelni może zapewne bez większego problemu zmniejszyć dopłaty do niej o kilkadziesiąt procent.
Podobnie jest z niemal wszystkimi instytucjami polskiego państwa. Warto przy okazji przypomnieć, że obecnie w jego strukturze istnieje instytucja, która może wykonywać nieco zbliżone działania – tą instytucją jest NIK. Jednak tzw. wnioski pokontrolne prezentowane przez NIK realnie są tylko postulatami, które nie mają wpływu na rzeczywiste działanie instytucji, a ich kierownictwo realnie może je po prostu zignorować.
Polski DOGE powinien rozpocząć działania od odpolitycznienia instytucji nauki i kultury. W tych sferach oszczędności można jednak zaoszczędzić tylko kilkadziesiąt miliardów złotych. Ich odpolitycznienie jest konieczne. Ważne jest jednak, że to tam produkowana jest socjalistyczna i komunistyczna propaganda, która wpływa potem na politykę państwa. Po odcięciu lewackiej propagandy od finansowego i instytucjonalnego zaplecza należy przejść do cięć w sferach najbardziej koszto-chłonnych – czyli w sferze „socjalu”, służby zdrowia oraz obronności. Te trzy działy obecnego państwa kosztują podatników w obecnym budżecie ponad 400 miliardów. Znaczące zmniejszenie tego obciążenia może nastąpić tylko poprzez likwidację głównych transferów socjalnych, takich jak np. 800 plus. Ważne jest także stopniowe przerzucenie kosztów obsługi długu na funkcjonariuszy i członków partii, które ten dług zaciągnęły. W 2025 r. koszt obsługi długu publicznego to aż 75,5 miliarda zł, co stanowi ponad 12 proc. przychodów. Te pieniądze powinni spłacać ci ludzie, którzy ten dług zaciągnęli.
Obniżenie wydatków budżetowych o mniej więcej połowę spowoduje, że będzie można w pierwszym kroku całkowicie zlikwidować podatki dochodowe, czyli PIT i CIT, natomiast w kolejnym kroku znacznie obniżyć VAT. Docelowo podstawowym podatkiem powinna być akcyza, a dodatkowym, podatek od sprzedaży. Likwidacja ogromnej biurokracji związanej podatkami dochodowymi oraz oczywiście samego podatku, nie tylko pozostawi w kieszeniach podatników ok. 200 miliardów złotych, ale spowoduje także uwolnienie rąk do pracy, które obecnie związane są czynnościami urzędniczymi.
Oczywiście likwidacja podatków dochodowych musi być połączona ze zmianą sposobu finansowania ZUS–u, który jest obecnie powiązany z podatkami dochodowymi. Można to uczynić w dwóch krokach: najpierw zaproponować chętnym rezygnację z ZUS–u w zamian za zaprzestanie pobierania składek, co pociągnie za sobą finansowanie świadczeń z ZUS tylko ze składek tych, którzy pozostaną w systemie. Docelowo ubezpieczenia emerytalne powinny być tylko dobrowolne i kapitałowe, bez gwarancji państwowych.
Oczywiście scenariuszy dekomunizacji państwa może być wiele i mitem jest twierdzenie, że da się je szczegółowo i z góry zaplanować – jest to bowiem popadanie w błąd gospodarki planowanej. Właśnie dlatego skuteczność działania DOGE musi wynikać właśnie z każdorazowego rozeznania sytuacji. Jednak to rozeznanie musi być oparte o dwie podstawowe zasady: jeśli instytucja nie realizuje celów, musi zostać w całości zlikwidowana, jeśli zaś generuje bezsensowne koszty, to musi być pozbawiona środków, które takie bezsensowne wydatki umożliwiają. A zarówno katalog celów instytucjonalnych, jak i ogólny budżet państwa, muszą być radykalnie ograniczone.
Rewolucja przeciwko wielkiemu państwu podatkowemu się rozpoczęła. Czas, by Polska się w nią włączyła.

Socjolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili badanie w sprawie socjalu dla Ukraińców. Wynika z niego, że Polacy niemal jednomyślnie oczekują zmniejszenia finansowania dla tej grupy imigrantów.
Badania socjologów z UW ze stycznia tego roku wskazują, że aż 95 proc. Polaków zmieniło swoje nastawienie wobec Ukraińców na gorsze.
„W ub. roku o tej samej porze pogorszenie nastawienia do Ukraińców deklarowało 88 proc. badanych” – podaje „Gazeta Wyborcza”.
Głównym powodem zmiany jest „postawa roszczeniowa” wśród Ukraińców.
„Zdaniem większości nie powinni na przykład dostawać 800+ na takich samych zasadach jak Polacy. Takiej odpowiedzi udzieliło 55 proc. badanych, zaledwie 22 proc. badanych nie ma nic przeciwko temu. Nie popieramy też prawa Ukraińców do zasiłków i pomocy społecznej (51 proc. na nie, tylko 26 proc. na tak)” – czytamy.
Aż 96 proc. badanych uważa, że należy zmniejszyć socjal dla Ukraińców. Ponadto coraz bardziej rzuca się Polakom „inna kultura” na ulicach. Badani wskazywali na „inne normy oraz zasady” i „brak dbałości o dobro wspólne”.
„Ankietowani wyliczają cwaniactwo, poleganie na socjalu, postawę roszczeniową, brak kultury osobistej, brak dbałości o dobro wspólne, nadużywanie alkoholu. Po raz pierwszy w badaniu wybrzmiał lęk o wzrost przestępczości” – przyznała „Gazeta Wyborcza”.
– Polacy zaczęli oczekiwać od obywateli Ukrainy większej samodzielności, pójścia do legalnej pracy, odprowadzania podatków. Czas, w którym dawaliśmy zgodę na pokrywanie kosztów zakwaterowania i wyżywienia, już minął – skomentował cytowany przez GW kierownik projektu, dr Robert Staniszewski, socjolog polityki z Uniwersytetu Warszawskiego.
17.02.2025 https://nczas.info/2025/02/17/najwieksza-sprawa-pedofilska-w-historii-tego-kraju-oskarzonym-jest-chirurg/
„To bez wątpienia największy przypadek przestępczości pedo-kryminalnej we Francji” – twierdzą miejscowe media. W Vannes rozpoczyna się proces chirurga Joëla Le Scouarneca, który ma potrwać aż do czerwca tego roku.
Będzie to długa rozprawa z udziałem świadków i 299 potencjalnych ofiar lekarza. Temu byłemu już chirurgowi grozi 20 lat więzienia za gwałty „ze szczególnym okrucieństwem popełnione” w latach 1989–2014 na 299 pacjentach, z których większość była nieletnia.
299 nazwisk ofiar wymienionych jest w plikach komputerowych i „pamiętniku”, który pedofil prowadził na swój użytek. Policja musiała przesłuchać wcześniej 299 mężczyzn i kobiet, dzisiaj już często pełnoletnich.
Od poniedziałku 24 lutego do czerwca świadkowie tego koszmaru będą się pojawiali przed sądem w departamencie Morbihan. Joël Le Scouarnec był chirurgiem specjalizującym się w operacjach układu pokarmowego i trzewnego. Wykorzystywał operacje i narkozę do gwałcenia pacjentów.
Obecnie to 74-letni emeryt i „rekordzista” przestępczości pedofilskiej we Francji. Ze względu na skalę procesu, poczyniono specjalne przygotowania. W przypadku 15 pacjentów-ofiar przestępstwo uległo całkowitemu przedawnieniu. Pozostali są jednak oskarżycielami posiłkowymi.
Scouarnec ma już na koncie jeden wyrok i piętnaście lat więzienia. Był już skazany za gwałty seksualne na dwóch siostrzenicach i nieletniej córce swojego sąsiada. Właśnie od zauważenia dziwnych praktyk sąsiada-lekarza przez matkę w 2017 roku cała afera została ujawniona. Policja w czasie rewizji w jego domu, znalazła zapiski doktora, który sam opisywał swoje wyczyny i miał listę ofiar. Do gwałtów i molestowania dochodziło na sali operacyjnej, w gabinecie lekarskim i pokojach szpitalnych.
Źródło: Le Figaro









[tak pisał, gdy już przestał być lewakiem. md]






Robert W Malone MD, MS Feb 16, 2025













The above meme is a little misleading.
„Do not remain silent”
John Kiriakou, the CIA whistleblower who exposed the agency’s torture program under Bush, is no longer in prison. He was released in 2015, after serving a 30-month sentence.
As a CIA officer, he was convicted for exposing the CIA’s “enhanced interrogation program” (otherwise known as…?) to interrogate al-Qaeda prisoners, having passed classified information to a reporter.
Despite the release of the Senate Intelligence Committee’s report in 2014 detailing the CIA’s use of torture, there has been a lack of accountability for those involved in the program. No CIA officers were charged with torture related to the CIA’s „enhanced interrogation” program.
After his release, Kiriakou has expressed that his time in prison was „worth every day” because the revelations about the CIA’s use of torture led to Congress enacting a specific ban on waterboarding and other torture techniques used at black sites.
Kiriakou’s advice to potential whistleblowers is „Do not remain silent”







If the debt isn’t brought under control, the USA’s name will be written on the side of the Titanic—not the Democratic Party.
Believe it or not, I greatly empathize with federal workers who are losing their jobs. It is a terrible situation to be in. And yes, the chaos is terrible – but at this point in time, I don’t see any other way out of the financial mess that USA has gotten into.
The Democrats are going down because they believe that an inflated government, that borders on socialism, is the right and proper way of the world. The Democrats believe that the USA collapsing under its own debt can’t possibly happen. That the US government can spend, spend, spend and borrow money at an unprecedented rate without any repercussions.
The Democrat party is wrong for America and the people know it.








https://www.youtube-nocookie.com/embed/0Wo4sEMoauU?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

God creating the platypus:
God: Right, so what do we have left?
Angel: Umm a little bit of everything, Sir..
God: Yep. Throw it in there.
Angel: …all of it?…
God: Did I stutter?
Then God said: “Just make sure it lays eggs AND produces milk, so it can make its own custard….”
https://www.youtube-nocookie.com/embed/P9FRxokO2so?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


początek 05.06.2025 r. (czwartek), koniec 10.06.2025 r. (wtorek)
————————————–
Informujemy o prywatnej inicjatywie zorganizowania polskiej grupy, która dołączy do pielgrzymki z Chartres do Paryża. Kapelanem tej grupy na trasie pielgrzymki będzie o. Tomasz OP.
Co roku w okolicach Zielonych Świątek wierni z różnych krajów – naturalnie głównie z Francji – wyruszają spod katedry w Chartres na trzydniową pielgrzymkę, mającą swój cel w Paryżu. W zeszłym roku w pielgrzymce uczestniczyło prawie 8000 osób!
Organizatorem pielgrzymki z Chartres do Paryża jest francuski dystrykt Bractwa św. Piusa X.
Pielgrzymka posiada własną stronę WWW. Uczestnicy polskiej grupy nie muszą się tam indywidualnie rejestrować!
Wyjazd z Polski będzie miał miejsce od 5 do 10 czerwca, a w ramach oferty będą zapewnione m.in. transport, noclegi hotelowe przed i po pielgrzymce, opłaty drogowe oraz opłata za uczestnictwo w pielgrzymce. Podczas pobytu będzie okazja do zwiedzania historycznego centrum Chartres.
Pielgrzymka jest bardzo intensywna i wymagająca. Pielgrzymi są zobowiązani do posiadania namiotu, śpiwora, karimaty, kubka oraz menażki/miski na zupę. Niektóre posiłki trzeba będzie zapewnić sobie we własnym zakresie. Maszeruje osobna kolumna dla dzieci oraz dla młodzieży, idąca swoim tempem, z wyznaczonymi opiekunami i animatorami. Organizatorzy pielgrzymki zapewniają: toalety, pomoc medyczną, przewóz dużych bagaży oraz podwózkę w razie kontuzji.
Czytaj relację z pielgrzymki z Chartres do Paryża (2022) w serwisie Wiadomości Tradycji Katolickiej.
Wstępna cena wyjazdu wynosi 3800 zł od osoby; może ona ulec zmianie. Przewidujemy zniżkę dla rodzin z dziećmi. Cena nie obejmuje ubezpieczenia, przewodników, biletów wstępu. Liczba miejsc jest ograniczona.
Dojazd do Katowic we własnym zakresie.
Prosimy o wypełnienie formularza zapisowego
Wszelkie pytania prosimy kierować e-mailem na adres organizatorów grupy polskiej: pielgrzymki@protonmail.com
https://myslpolska.info/2025/02/16/odwilz-na-linii-usa-bialorus/
Amerykanie rozmawiają nie tylko z Rosją. Wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu USA Christoper W. Smith spotkał się w środę z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką. Jak informuje „New York Times” – jest to pierwszy taki przypadek od pięciu lat.
Bez wątpienia oznacza to wielką zmianę w polityce Stanów Zjednoczonych. Spotkanie Amerykanów z prezydentem Aleksandrem Łukaszenką odbyło się w Mińsku. Po tych rozmowach doszło do uwolnienia trojga więźniów: Andreja Kuznieczyka, Aleny Mauszuk i amerykańskiego obywatela, którego nazwiska nie ujawniono. Wszyscy uwolnieni zostali przekazani stronie amerykańskiej na granicy z Litwą. Według mediów Stany Zjednoczone są gotowe do złagodzenia sankcji nałożonych na białoruskie banki oraz na eksport potasu, ważnego składnika nawozów, którego Białoruś jest głównym producentem.
Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow i sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas rozmowy telefonicznej uzgodnili, że będą utrzymywać regularny kontakt, w tym w ramach przygotowań do rosyjsko-amerykańskiego spotkania na najwyższym szczeblu czyli spotkania prezydentów Władimira Putina i Donalda Trumpa. Kilkadziesiąt godzin wcześniej Rosja potwierdziła, że odbyła się rozmowa między prezydentami Trumpem i Putinem. Siergiej Ławrow powiedział, że jest zaskoczony reakcją świata na rozmowę Putina i Trumpa: „Uważają ją za coś niezwykłego. To była normalna, elementarna rozmowa między dwoma dobrze wychowanymi, uprzejmymi ludźmi”. Rosyjski minister spraw zagranicznych wyraził nadzieję, że rozmowa między przywódcami USA i Rosji otrzeźwi przedstawicieli Zachodu [Unii], którzy zapomnieli, jak prowadzić dialog.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz i specjalista od polityki Bliskiego Wschodu Steve Witkoff w najbliższych dniach udadzą się do Arabii Saudyjskiej na rozmowy z przedstawicielami Federacji Rosyjskiej. Tematem ma być zbliżenie stanowisk na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie. Jak podkreśla prasa, nie jest przypadkiem to, że wybrano na miejsce rozmów państwo należące do grupy BRICS.
Specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych do spraw Ukrainy i Rosji gen. Keith Kellogg stwierdził w Monachium, że „Europy nie będzie bezpośrednio przy stole negocjacyjnym w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie”.
Według czterech amerykańskich urzędników, na których powołuje się NBC, administracja Trumpa zasugerowała Ukrainie przyznanie USA praw do eksploatacji 50 proc. metali ziem rzadkich – o czym informuje Interia. Były prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podobno odrzucił amerykańską propozycję, uznając, że nie gwarantuje ona ochrony ukraińskich interesów. Uważa on, że ciągle może liczyć na pomoc krajów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Jest to zaskakujące, ponieważ ukraińscy urzędnicy powiedzieli, że Zełenski od dawna popiera pomysł wymiany „krytycznych zasobów” na dalsze wsparcie USA, nazywając ten pomysł częścią „Planu zwycięstwa” – o czym informowała wspomniana Interia.
Sekretarz obrony Pete Hegseth powiedział w tym tygodniu, że wojska amerykańskie nie zostaną rozmieszczone w Ukrainie w ramach jakichkolwiek gwarancji bezpieczeństwa dla tego kraju. Z kolei Vance stwierdził w czwartkowej rozmowie z „The Wall Street Journal”, że wysłanie wojsk na Ukrainę przez USA „zostanie rozważone”. Konserwatywna prasa w Stanach Zjednoczonych stanowczo opowiada się za pozostawieniem „sprawy ukraińskiej Ukraińcom”.
Łukasz Jastrzębski
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 16 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5773
Karnawałowa opera mydlana, jaką vaginet obywatela Tuska Donalda zafundował obywatelom naszego nieszczęśliwego kraju, obrasta w nowe wątki odpryskowe. Oto pan Bogdan Święczkowski, prezes Trybunału Konstytucyjnego zawiadomił niezależną prokuraturę, a konkretnie – zastępcę Prokuratora Generalnego, pana Michała Ostrowskiego o przestępstwie zamachu stanu, o które podejrzewa obywatela Tuska Donalda, jego vaginet, fajdanisów z Volksdeutsche Partei i formacji kolaboranckich, a także marszałków Sejmu i Senatu, czyli pana Szymona Hołownię i posągową Małgorzatę Kidawę-Błońską – bo to ona odziedziczyła tę fuchę po panu Grodzkim – tym od „zabójczych kopert”.
Powiadomiony o tym wydarzeniu obywatel Tusk Donald nawet nie przerwał gry w ping-ponga – że to niby ma większe zmartwienia. I słuszna jego racja, bo wprawdzie pan Ostrowski z miejsca wszczął „energiczne śledztwo”, ale bodnarowcy z czarnym podniebieniem natychmiast schowali się za papierowy mur z kruczków prawnych, a konkretnie – z jednego kruczka. Chodzi o to, że śledztwo, zwłaszcza „energiczne”, musi mieć sygnaturę, znaczy się – numer sprawy.
Przypomniałem w swoim czasie o tym obowiązku asystentowi resortowej „Stokrotki”, czyli pani red. Moniki Olejnik, który zapraszał mnie do udziału w programie. Powiedziałem, że chętnie stawię się na wezwanie, ale muszę dostać je na piśmie, z numerem sprawy oraz zaznaczeniem, w jakim charakterze mam zostać przesłuchany: świadka, czy podejrzanego. – Porządek musi być! – powiedziałem – i na tym się moje kontakty ze „Stokrotką” i TVN-em skończyły. Toteż w bodnarowskiej prokuraturze zatriumfowała rewolucyjna teoria, że jak nie ma sygnatury, to nie ma i urzędowego śledztwa, tylko taka prywatniacko-hobbystyczna zabawa.
Początków tej rewolucyjnej teorii doszukiwałbym się w deklaracji, jaką w swoim czasie złożyła pani Elżbieta Jakubiak panu red. Robertowi Mazurkowi. Pan red. Mazurek próbował dać pani Elżbiecie do zrozumienia, że jej praca na stanowisku ministra nie jest nikomu potrzebna, na co ona z całą powagą („ty, co głupoty powagą najmądrzejszych wodzisz za łby” – pisał poeta) odparła, że to nieprawda, bo gdyby ona, dajmy na to, nie wystawiła panu red. Mazurkowi zaświadczenia, to nie mógłby on prowadzić działalności gospodarczej. I pomyśleć, że przez tyle stuleci, a może nawet tysiącleci Ludzkość nie zdawała sobie z tego sprawy i orała, siała i zbierała, hodowała bydło, przędła i tkała, wytapiała miedź i cynę, a potem nawet – żelazo, budowała drogi, domy, a potem nawet całe miasta, nie oglądając się na zaświadczenia pani Elżbiety! Nic dziwnego, że w rezultacie świat jest taki niedoskonały iż nawet Stwórca Wszechświata zesłał nań potop, a potem tylko dlatego nie zesłał drugiego, bo przekonał się o bezskuteczności tego pierwszego. Tak w każdym razie utrzymuje Franciszek ks. de La Rochefoucauld.
Teraz bez zaświadczeń ani kroku, nie tylko w tył, czego zabraniał już Józef Stalin, ale nawet w przód czy w bok – bo w przeciwnym razie „konwój otwiera ogień”. Na tym właśnie polega postęp cywilizacyjny, uwielbiany przez postępactwo wszystkich krajów – również przez bodnarowców z czarnym podniebieniem, co to stoją na nieubłaganym gruncie rewolucyjnej teorii, że bez „numerku”, znaczy się – sygnatury – niczego nie ma, a wiadomo, że ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego niczego nie będzie, toteż obywatel Tusk Donald jak gdyby nigdy nic, „harata w gałę” na ping-pongowym stole. Jednak na wypadek, gdyby rewolucyjna teoria nie wszystkim wystarczała, to autorzy opery mydlanej mają w rezerwie argument ostateczny – że ten cały pan Michał Ostrowski został mianowany zastępcą Prokuratora Generalnego „za czasów Ziobry”. Nic więc dziwnego, że Volsdeutsche Partei, formacje kolaboranckie i płomienni szermierze praworządności oraz wybitni jurysprudensi z zakresu kretynizmu prawniczego, viribus unitis go „nie uznają”, w związku z czym materiałami z tego swojego „prywatnego śledztwa” będzie mógł się co najwyżej podetrzeć. Na tym bowiem polega „powaga państwa”, reprezentowanego obecnie przez vaginet obywatela Tuska Donalda.
Tedy, żeby w operze mydlanej pojawiły się kolejne wątki komiczne, obywatel Tusk Donald, pamiętając, że jest kampania wyborcza, podczas której należy wciskać swoim wyznawcom duby smalone w postaci obietnic gruszek na wierzbie, ogłosił „rok przełomu”. Chodzi o „wielkie inwestycje” na przykład – zawracanie Wisły kijem – o czym przemyśliwał już Edward Gierek – za 650 miliardów złotych. Oczywiście nie mówi, skąd tyle forsy pożyczy – bo przecież wcale nie pożyczy, ani nie będzie nic inwestował, bo jak partia mówi, że będzie inwestowała – to mówi. Żeby jednak podlizać się nie tylko swoim wyznawcom, ale również – przedsiębiorcom – to zapowiedział też „deregulację” gospodarki.
Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że ta zapowiedź została poprzedzona komunikatem feministry od pracy i polityki społecznej w vaginecie obywatela Tuska Donalda, madame Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Chodzi o rozporządzenie, w myśl którego temperatura w miejscu pracy miałaby zostać uzależniona od „metabolizmu” poszczególnych pracowników, który pracodawcy mieliby regularnie mierzyć – a urzędy – kontrolować, czy wszystko – jak mawiają gitowcy – „gra i koliduje”. Te produkty najtęższych głów resortu pracy wprawiły w zakłopotanie innych uczestników vaginetu obywatela Tuska Donalda – ale nie jego samego, jako, że od lat jest jeszcze bardziej zadowolony ze swego rozumu, niż sam Książę-Małżonek. Toteż jak-gdyby-nigdy-nic, zaproponował jednemu takiemu polskiemu miliarderowi, konkretnie – panu Rafałowi Brzosce, żeby się tym zajął. „Bierze to pan?” – zapytał – bo wiadomo, że sam do żadnej deregulacji nie ma głowy. Pan Brzoska podobno „przyjął wyzwanie” – ale byłoby niegrzecznie przypuszczać, że dlatego, by uważał, ze to wszystko naprawdę. I on wie i obywatel Tusk Donald wie i my wiemy, że po wyborach prezydenckich o „deregulacji” wszyscy zapomną. Myślę tedy, że jeśli „przyjął wyzwanie”, to tylko dlatego, by odsunąć od siebie i swojej fortuny chciwych bodnarowców i w ten sposób zapewnić sobie chociaż kilka miesięcy wytchnienia – a potem się zobaczy. Kto bowiem wierzy obywatelu Tusku Donaldu, ten sam sobie szkodzi.
Podczas gdy opera mydlana obrasta w nowe, również komiczne wątki, w miarę zbliżania się końca wojny na Ukrainie, w naszym nieszczęśliwym kraju narasta groźba wołynki. Zauważył to niedawno nawet pan prezydent Duda, za co został ofunknięty przez jakiegoś kijowskiego dygnitarza. O ile jednak poczciwy pan prezydent Duda obawiał się wzrostu „przestępczości zorganizowanej” przez Ukraińców, to pani Natalia Panczenko, Ukrainka, której jakiś bałwan nadal polskie obywatelstwo, nastraszyła niedawno tubylców, że jak będą podskakiwali i nie wybiorą, kogo należy na prezydenta, to Polska powinna spodziewać się podpaleń sklepów, domów – i tak dalej – słowem – powinniśmy spodziewać się wołynki, bo przecież na podpaleniach się nie skończy. Kiedy nawet były premier Leszek Miller powiedział, że trzeba by ją deportować, pani Panczenko oskarżyła Konfederację, że ją „przejęzyczyła”.
Jak tam było, tak tam było, ale i bez pani Panczenko wiemy, że nasi Zasrancen zafundowali nam, prawdopodobnie krwawy, konflikt narodowościowy. Trzeba się go spodziewać zwłaszcza po zakończeniu wojny na Ukrainie, skąd do Polski zwalą się zdemobilizowani mężczyźni, pod pretekstem połączenia z rodzinami. Nikt nie odważy się ich skontrolować, czy przywożą ze sobą broń, czy nie, zwłaszcza gdy przejścia graniczne będzie przekraczało 100 tysięcy ludzi na dobę. Poderwanie takiej zbiorowości do antypolskiej wołynki dla takiej niemieckiej BND, czy amerykańskiej CIA, to bułka z masłem, a skoro tak, to nie ma takiej siły, która by mogła powstrzymać Niemcy, czy Naszego Najważniejszego Sojusznika przed pokusą wymuszania na Polsce zachowań pożądanych na przykład – „unii” z Ukrainą, to znaczy – przekazania jej w ramach rekompensaty za terytoria utracone na rzecz Rosji, części polskiego terytorium państwowego.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Zofia Michałowicz https://pch24.pl/sw-jan-nepomucen-na-warcie-czyli-kilka-slow-o-nepomukach/

(stock.adobe.com)
Brzegi dzikich rzek, stare mosty i rozdroża… Czy wiedzieli Państwo, że te tajemnicze miejsca od wieków mają swoich milczących strażników? W południowej Polsce, Czechach, Austrii, a nawet we Włoszech wciąż można spotkać tzw. Nepomuki – figury św. Jana Nepomucena. Dla jednych są one jedynie reliktem przeszłości, ozdobą lub zwyczajnym zabytkiem. Innym z kolei przypominają o czuwającej nad ludzkością Bożej Opatrzności, nadprzyrodzonej ochronie przed katastrofą powodzi. Jednak mało kto dostrzega w tym zjawisku o wiele głębsze znaczenie – symboliczne, filozoficzne, a nawet eschatologiczne.
Święty wierny
Św. Jan Nepomucen jest chlubą i prawdziwym diamentem historii państwa czeskiego. Urodził się jako Jan Velflin w pierwszej połowie XIV w., najprawdopodobniej w latach 40-tych (badacze dyskutują na temat dokładnej daty urodzin) w miejscowości Pomuk (przez Czechów zwanej Nepomuk). Podjął studia prawnicze w Pradze i wyspecjalizował się w dziedzinie prawa kanonicznego. Pozwoliło mu to objąć zacne stanowisko wikariusza generalnego arcybiskupa praskiego Jana z Jenštejnu, w imieniu którego prowadził działania administracyjne, prawne i finansowe. W obliczu wrogich Papiestwu poczynań władzy świeckiej Nepomucen mężnie bronił wyłącznego prawa Kościoła do wyboru biskupów i ustanawiania nowych diecezji. Nie wahał się ekskomunikować urzędników odpowiedzialnych za prześladowania duchowieństwa, a ponadto rzucał klątwy na bluźnierców szydzących z wiary katolickiej.
Jan stał się solą w oku króla Wacława IV, który potajemnie spiskował z ówczesnym antypapieżem, dlatego, według historycznych przekazów, monarcha postanowił utemperować zachowanie charyzmatycznego kapłana. W marcu 1393 roku, wraz z trzema innymi duchownymi Jan został pojmany i ostatecznie jako jedyny z całej czwórki – zabity.
Król podobno osobiście go torturował, później zaś zwolnił z więzienia domagając się od księdza zachowania w sekrecie tego, jak został potraktowany. Jan jednak był już umierający, więc aby zatrzeć ślady tortur, duchowny został zakneblowany, wepchnięty w kozią skórę i wrzucony do rzeki z mostu Karola.
Według innej wersji wydarzeń, która z historycznego punktu widzenia jest mniej prawdopodobna, król domagał się od kapłana wyjawienia tajemnicy spowiedzi królewskiej małżonki Zofii, którą władca podejrzewał o niewierność. W kolejnym wariancie tej opowieści król planował unieważnić swe małżeństwo by poślubić inną kobietę, a królowa Zofia zasięgnęła porady swego spowiednika w tej sprawie. W każdym razie Nepomucen odmówił wyjawienia tajemnicy spowiedzi, czym rozsierdził władcę, który rozkazał torturować i zabić księdza. Ciało męczennika wrzucono do rzeki Wełtawy. Od tamtej pory odnotowano liczne cuda za wstawiennictwem Św. Nepomucena, a miejsce, gdzie należy wyłowić ciało wskazały gwiazdy.
Został pochowany w kościele Świętego Krzyża w Pradze, a ostatecznie przeniesiono go do krypty pod katedrą św. Wita na Hradczanach.
W służbie kontrreformacji
W 1670 r. Bohuslav Balbin napisał biografię Jana Nepomucena (Vita S. Joannis Nepomuceni sigilli sacramentalis protomartyris), która znacznie przyczyniła się do popularyzacji kultu męczennika, czego zwieńczeniem były jego beatyfikacja (1721 r.) przez Innocentego XIII i kanonizacja (1729 r.) dokonana przez papieża Benedykta XIII. Innocenty XIII zatwierdził tekst Mszy Świętej i Liturgii Godzin ku czci Nepomucena na Czechy, Austrię, Niemcy, Polskę i Litwę.
W rozwoju jego kultu duże znaczenie miała walka Habsburgów z reformacją – postać księdza przeciwstawiającego się władcom chcącym uniezależnić się od papiestwa, czyli de facto władcom wprost wrogim Kościołowi, idealnie wpisywała się w ideę kontrreformacji. W historii Jana Nepomucena, niezależnie od wersji legendy, oś sporu przebiegała między Kościołem a państwem, przy czym to monarcha pragnący „uwolnić się od Kościoła” był niegodziwy, zaś święty Jan Nepomucen wykazał się męstwem, szlachetnością i wiernością swemu powołaniu, czym jednoznacznie wykazywał moralną wyższość katolików nad protestantami. Tak więc na ziemiach będących pod wpływem Habsburgów nie szczędzono wysiłków i nakładów, aby propagować posągi i obrazy Świętego. Stąd jego liczne figury w Austrii, na Węgrzech, w Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii, w Czechach i na Śląsku. Wizerunki Jana, choć mniej liczne, znaleźć można także na Litwie, Białorusi i Ukrainie, zdobiły też przedwojenną Warszawę.
Nepomuki mają istotny wkład w kultywowanie historii i lokalnego dziedzictwa kultury. Z rozmowy Witolda Gadowskiego w Poranku Wnet w 2017 r. z Julianem Stopką, prezesem oddziału Związku Podhalan na Orawie można było poznać przykład odzwierciedlenia przez Nepomuki historii regionu: powstanie chochołowskie z 1846 r. (związane z powstaniem krakowskim) zostało stłumione przez Austriaków przy pomocy mieszkańców Czarnego Dunajca. W związku z tym figura św. Jana Nepomucena w Chochołowie posadowiona jest tyłem do wioski Czarny Dunajec. Przez miejscowych zwana jest „Janem Zagniewanym” lub mniej obyczajnie „Janem obróconym zadkiem do Dunajca”, co wskazuje na niechęć do mieszkańców Czarnego Dunajca (nepomuki.pl).
Nepomuki – jak je rozpoznać?
Autorzy strony internetowej nepomuki.pl wykonali niezwykłą pracę lokalizując, opisując i dokumentując fotograficznie wiele zabytków regionalnych związanych z Janem Nepomucenem. Tworzą oni wyjątkowe „współczesne Bractwo Nepomuckie”, aby, jak napisano na przedmiotowej stronie, docenić piękno, tradycję i regionalizm. Każdy, kto dostrzeże w swojej okolicy wizerunek Świętego, może zgłosić odkrycie do wspomnianego serwisu, przyczyniając się do szlachetnej misji skatalogowania, a przez to ochrony, zabytków nepomuckich w Polsce. Dzięki pracy tych pasjonatów każdy z nas może obejrzeć mnogość niezwykłych przedstawień Jana Nepomucena i spróbować rozpoznać ich charakterystyczne elementy.
Figury Św. Jana Nepomucena – Nepomuki – z pewnością wyróżniają się w licznych zbiorach sztuki sakralnej. Mogą się pochwalić bogatym zespołem szczególnych cech, które pomagają w ich identyfikacji. Każdy element wizerunku ma oczywiście swoje znaczenie symboliczne.
Po czym więc rozpoznać Nepomuka? Zazwyczaj postać świętego odziana jest w strój kanonika (biała komża rokieta, czarna lub fioletowa sutanna, biret i pelerynka podszyta czasami futerkiem z gronostaja, czasem stuła spowiednika). Stopy obute są w trzewiki ze ściętym noskiem (okazy pozbawione butów są niezwykle rzadkie). Znakiem szczególnym jest zarost – na twarzy dostrzeżemy brodę i wąsy. Charakterystyczne atrybuty to symbolizująca męczeństwo palma w dłoniach Świętego lub towarzyszącego mu aniołka i oczywiście krucyfiks, któremu Jan okazuje uwielbienie przytulając go do siebie lub nabożnie na Niego patrząc.
Kolejnym znaczącym elementem jest aureola z pięcioma gwiazdami. Uwiecznia ona gwiazdy, które pojawiły się na Wełtawie wskazując położenie zwłok księdza oraz symbolizuje pięć liter łacińskiego słowa „tacui” – milczałem, co podkreśla dochowanie tajemnicy (brewiarz.pl). Często figura Świętego lub znajdującego się obok anioła dotyka palcem ust gestem jednoznacznie przywołującym milczenie – to przypomnienie o dochowaniu tajemnicy spowiedzi.
Innym elementem towarzyszącym Nepomukom jest księga – zamknięta lub otwarta na tekście mówiącym o dochowaniu tajemnicy. Czasem w otoczeniu Świętego pojawia się klucz i kłódka – symbole uwięzienia i, ponownie, dotrzymania sekretu. Otoczenie wizerunku Jana Nepomucena zawiera także często symbol róży lub napis „sub rosa” – może znajdować się on w ramie obrazu, albo znów z pomocą przychodzi aniołek lub putto trzymający różyczkę w dłoni. To ponowne podkreślenie tajemnicy – róża od czasów antycznych oznaczała dyskrecję.
Do rzadziej występujących atrybutów Nepomuków można zaliczyć m.in. globus, rybę, list z nienaruszoną pieczęcią lub stułę spowiednika. Opisane wyżej wizerunki Świętego to przedstawienia „klasyczne”. Można jednak spotkać figury leżące (przedstawiają Jana wyłowionego z rzeki), służące np. do noszenia w procesjach.
Wydawałoby się, że przy takiej ilości znaków szczególnych rozpoznanie figury Świętego nie nastręcza trudności. Jednak twórcy strony nepomuki.pl wskazują listę „pseudonepomuków”, które z uwagi na podobieństwo stroju, wyglądu i symboliki przypominają wizerunek św. Jana Nepomucena i stanowią nie lada wyzwanie dla „łowców Nepomuków”. Według znawców najłatwiej jest pomylić Nepomuka z wizerunkiem św. Jana Kantego, również popularnego na Śląsku.
Niezwykły język
Czasem przy Nepomuku dostrzec można język – jest on umieszczony w otoczeniu gwiazd na ołtarzu lub trzymany przez Jana, albo aniołka w dłoniach. Symbolizuje tajemnicę spowiedzi, ale także obmowę. W 1719 r. komisja badająca zwłoki Jana odkryła, że język Nepomucena nie uległ rozkładowi, co uznano za dowód świętości – język zachowano w specjalnym relikwiarzu katedry praskiej. Niektórzy naukowcy twierdzą jednak, że odnaleziony fragment nie był językiem, lecz tkanką mózgową (radio Prague International, „Church of St John of Nepomuk steeped in symbolism”). [to absurd – mózg jest najłatwiej się rozkładającą tkanką. md]
Szczególne upodobanie do przedstawiania języka miał mieć czeski architekt Jan Blażej Santini Aichel- twórca „gotyckiego baroku”, który realizował budowę wielu kaplic, ołtarzy, kościołów i klasztorów. Zbudowany przez niego wspaniały Kościół św. Jana Nepomuka w Zelonej Horze, będący obecnie sanktuarium pielgrzymkowym, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, posiada nawet okna w kształcie języka!
Nepomuki z zagadką
Wspomniana strona nepomuki.pl zawiera niezwykle ciekawe opisy tzw. chronostychów czyli łamigłówek zawartych w tekstach wyrytych na cokołach barokowych figur Świętego: niektóre litery, oznaczające w alfabecie łacińskim także cyfry, są powiększone lub pogrubione, a zestawienie ich razem pozwala na odczytanie roku postawienia lub renowacji pomnika. Co niezwykle intrygujące, pewne chronostychy mają konotacje kabalistyczne.
Wizerunek Świętego przypominającego o dochowaniu tajemnicy to także łakomy kąsek dla paramasońskich bractw, dla których dyskrecja jest podstawową cnotą. Jednym z takich stowarzyszeń jest Bohemian Club – północno-kalifornijski prywatny męski klub towarzyski. Założony w 1878 r. ośrodek znany jest z organizowania letnich obozów zwanych „Bohemian Grove”, podczas których światowi biznesmeni, czołowi politycy (w tym prezydenci), rektorzy uczelni, naukowcy, wysoko postawieni dowódcy wojskowi i znani artyści spędzają razem czas oddając się owianym tajemnicą rozrywkom, na temat których krążą od lat teorie spiskowe wiążące nawet rytuały uczestników obozów z kultem Molocha. Klub kojarzony jest szczególnie ze spotkaniami w 1942 r., kiedy na letnim zjeździe pojawiły się osoby związane z planowaniem Projektu Manhattan, prowadzącego do powstania bomby atomowej.
O „masonizującym” charakterze klubu może świadczyć choćby termin tradycyjnego letniego obozu dla śmietanki towarzyskiej, który związany jest z widocznością najjaśniejszej gwiazdy nocnego nieba – gwiazdy Syriusz, uważanej za symbol egipskiej Izydy, bogini wiedzy i mądrości.
Innym atrybutem Bohemian Grove jest sowa, reprezentująca mądrość lub jej opiekunkę, grecką Atenę (niektórzy twierdzą, że na terenie posiadłości klubu stoi gigantyczny posąg tego ptaka). Patronem klubu jest właśnie św. Jan Nepomucen – duża drewniana rzeźba duchownego przedstawionego z palcem na ustach stoi podczas „obozów” nad brzegiem jeziora Grove przypominając o dochowaniu tajemnicy na temat rytuałów i historii stowarzyszenia.
Prof. George William Domhoff w swojej książce „The Bohemian Grove and Other Retreats” wyjaśniał, że św. Jan zyskał swoje wyjątkowe wyróżnienie wśród współczesnych „Bohemians” w 1882 roku, kiedy jego smutną, ale odważną historię opowiedział ówczesny „mistrz ceremonii” – poeta Charles Warren Stoddard. Kilka miesięcy po tym, jak Stoddard przedstawił sylwetkę św. Jana Nepomucena swoim kolegom, do klubowego domu w San Francisco przybyła figurka św. Jana z dalekich Czech.
„Wydaje się, że jedną z osób obecnych na wykładzie Stoddarda był hrabia Joseph Oswald Von Thun, który był bardzo poruszony klubem i jego uznaniem dla swojego rodaka. Po powrocie do Czech zlecił rzeźbiarzowi wykonanie repliki figury św. Jana, która zdobi most w Pradze w pobliżu miejsca jego utonięcia. Ten niespodziewany dar nadal strzeże biblioteki w dużym budynku klubowym Bohemians w San Francisco, jednak na czas letniego obozu figurka jest ostrożnie transportowana na poświęcone drzewo w pobliżu centrum Grove, gdzie św. Jan, z palcem wskazującym ostrożnie zamykającym usta, może być świętym przypomnieniem o potrzebie dyskrecji. Legenda otaczająca świętego Jana Nepomucena stała się częścią ustnej tradycji Bohemian Club. Nowi członkowie nieuchronnie słyszą tę historię, gdy natkną się na posąg podczas oprowadzania ich po miejskim klubie lub po Grove. Jednak ustna tradycja nie wystarczy dla patrona, dlatego legenda tego dobrego człowieka została wystawiona w sztuce teatralnej w Grove w 1921 r. pod tytułem Św. Jan Nepomucen. W 1969 r. została opowiedziana ponownie przez innego autora pod tytułem Św. Jan Czech” – pisze prof. Domhoff.
Łączenie świętych chrześcijańskich z pogańskimi bożkami to element charakterystyczny dla dualistycznego postrzegania świata w filozofii masońskiej. Podobnie uwielbienie dla nauki, sztuki i tajemniczych rytuałów. W Bohemian Grove jednym z najbardziej rozpoznawalnych rytuałów, który odbywa się podczas letnich spotkań elity, jest tzw. „Cremation of Care” (Spalenie Trosk), ceremonia mająca na celu symboliczne uwolnienie uczestników od codziennych problemów, ale też przynosząca „oświecenie”.
Zatem chociaż klub nie jest związany z masonerią, ma z nią pewne cechy wspólne, takie jak tajemniczość, zamknięty charakter, obecność wpływowych postaci i posługiwanie się bliską masonerii symboliką. Nic więc dziwnego, że sylwetka wybitnego, dobrze wykształconego świętego symbolizującego sekret i dotrzymanie tajemnicy, a w dodatku pochodzącego z „prawdziwej Bohemii” (bo tak po łacinie brzmi nazwa Czech) spodobała się hermetycznemu bractwu.
Patron, orędownik, wspomożyciel
Św. Jan jest wszechstronnym patronem. Opiekuje się, co oczywiste, tonącymi ludźmi i mostami, ale jest też orędownikiem podczas powodzi i suszy – chroni zasiewy i pola przed wzburzoną wodą oraz wyschnięciem. Jest patronem Pragi i jezuitów, którzy przyczynili się do propagowania jego kultu. Figury duchownego zdobią place miast, kościoły i mosty, ale znajdziemy je też na rozdrożach, przy rzeczkach i rozlewiskach, które w wielu ludowych wierzeniach były punktami czyhania zła.
Takie miejsca zyskiwały w tradycji ludowej status „przestrzeni liminalnej”, czyli pogranicza, gdzie świat ludzi spotyka się ze światem nadprzyrodzonym. Mogły tam polować na podróżnych demony, upiory lub inne niebezpieczne istoty.
Rzeki były uważane za symboliczną granicę między światem żywych i umarłych, a zarazem miedzy światem materialnym i duchowym (w wielu kulturach wierzono, że rzeka to swoiste przejście do innego świata). Reminiscencje tych przekonań znalazły odzwierciedlenie w ludowym przekonaniu, ze rzeka jest miejscem pełnym tajemnic i niebezpieczeństw, zwłaszcza nocą, i że nieczyste siły z jej otoczenia mogą zagrażać człowiekowi.
Podobnie postrzegano skrzyżowania dróg – mogły się tam spotykać różne żywioły, duchy i zmory lub istoty nieczyste, których celem jest zmylenie podróżnych. Rozdroża były też miejscem, gdzie składano ofiary lub odprawiano ochronne rytuały.
Tak więc rzeki i rozdroża były fizyczną i symboliczną granicą życia i śmierci, świata ludzkiego i nadprzyrodzonego. Rodziły się podania i legendy o takich, pełnych niebezpieczeństw miejscach. Dlatego właśnie zaczęto stawiać na rozdrożach kapliczki – duchowe drogowskazy zapewniające ochronę przed złymi duchami i bezpieczeństwo w podróży. Taką rolę pełnią też figury św. Jana Nepomucena, zapewniające pomoc przy groźnej przeprawie przez rzekę i ochronę przed nieszczęściem. Obecność jego postaci na rozdrożach mogła też symbolizować obronę przed złymi wpływami i oszczerstwami, bowiem właśnie u tego świętego możemy szukać ochrony przed niebezpieczeństwem pomówień i nieuczciwych osądów.
Najważniejszym jednak obszarem, którym opiekuje się św. Jan jest sakrament pokuty – Nepomucen jest patronem dobrej spowiedzi, nie tylko w sensie dochowania tajemnicy przez kapłana, ale przede wszystkim w kontekście właściwego jej przeżywania przez penitenta: świadomego wyznania grzechów, szczerej skruchy i rzetelnego postanowienia poprawy. Św. Jan Nepomucen okazał temu niezwykłemu sakramentowi najwyższy szacunek, pieczętując swoją postawę męczeństwem.
Czy Nepomuki przetrwają? Ich piękno i różnorodność z pewnością i dziś wzbudzają zaciekawienie i sympatię. Niestety wydaje się, że w dobie postępującej laicyzacji społeczeństwa mają raczej szansę pozostać w zbiorowej świadomości bardziej jako cenny zabytek kultury i wyraz regionalnego dziedzictwa, niż jako obiekt kultu religijnego… Byłaby to ogromna strata.
Zofia Michałowicz
16.02.2025 https://www.tysol.pl/a135600-niemiecki-publicysta-o-scholzu-jest-jak-biegajaca-kura-bez-glowy
„Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium pokazała, że Niemcy nie odgrywają żadnej roli. Ameryka nadaje nowy ton” – pisze Peter Carstens w komentarzu opublikowanym w niedzielę w portalu „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

plakaty wyborcze / PAP/EPA/Hannibal Hanschke
Przedstawiciele amerykańskiego rządu zapowiedzieli w Monachium nową erę – „czas Trumpa”. Jak wyjaśnił specjalny wysłannik ds. Ukrainy i Rosji Keith Kellogg, w tej nowej epoce nie będziemy czekali trzech lat na rozmowę telefoniczną prezydenta z Putinem, lecz dojdzie do niej natychmiast.
Trwały i uczciwy pokój w Ukrainie zostanie wynegocjowany w ciągu „dni lub tygodni”. Ukraińcy będą mogli uczestniczyć w zakończeniu wojny przez Trumpa. A Europejczycy?
„Jestem za realistyczną dyplomacją, dlatego nie, Europejczycy nie będą przy tym obecni”– wyjaśnił Kellogg.
„Kellogg był czwartym po Trumpie, ministrze obrony Pete Hegsethcie i wiceprezydencie J.D. Vance’ie politykiem amerykańskim, który w tym tygodniu przyniósł Niemcom i Europie katastrofalne wiadomości”
– zauważył Carstens.
Sowiecko-podobna półdemokracja
Jego zdaniem nikt nie potrafił przeciwstawić tej, jak to nazwał, „mieszance arogancji, lekceważenia i złego wychowania” czegoś konkretnego.
„Niemcy na tydzień przed wyborami sprawiały wrażenie kraju sparaliżowanego”
– czytamy w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Kanclerz Olaf Scholz był nieobecny, gdy Vance porównał Niemcy do „sowieckopodobnej półdemokracji” i opowiedział się za powierzeniem AfD urzędu kanclerskiego. Dopiero w sobotę, przy słabej frekwencji i bez werwy, kanclerz największego europejskiego państwa znalazł kilka polemicznych słów.„To nie uchodzi, szczególnie między przyjaciółmi i partnerami”– powiedział. Dobre i to – komentuje autor.
Zaraz potem Scholz grzecznie obiecał dalsze zakupy broni w Ameryce i rozwodził się o koniecznym wzroście budżetu na wojsko, które blokował przez trzy lata jako szef rządu.
„O ile w Angeli Merkel podczas pierwszej kadencji Trumpa widziano przywódczynię opartego na wartościach Zachodu, to Scholz sprawiał wrażenie kury, która po obcięciu głowy biegnie jeszcze przez kilka metrów”
– pisze Carstens.
Gdy następnego dnia, podczas tradycyjnego obiadu przyjaciół Ukrainy w monachijskim Domu Literatury, Kellogg zakazał Europejczykom udziału w rozmowach o Ukrainie, doszło do protestu, ale nie ze strony polityków niemieckich, francuskich czy brytyjskich, lecz Estonii, Islandii i Chorwacji, którzy powiedzieli to, co było konieczne.
Ich stanowisko było „godne i konieczne”, jednak nie są to najważniejsze państwa kontynentu. Kellogg i znany krytyk Niemiec Richard Grenell (były ambasador USA w Berlinie) świetnie się bawili, podobnie jak świta Vance’a. „Oburzenie Europejczyków działało na nich jak wypicie kilku puszek Red Bulla”
– ocenił komentator.
„Pomysł Amerykanów jest prosty. Jeżeli Europejczycy chcą coś zrobić, to powinni wysłać do Wschodniej Ukrainy od 50 tys. do 100 tys. uzbrojonych żołnierzy w misji pokojowej”
– tłumaczy dziennikarz „FAZ”.
Jego zdaniem w przypadku Bundeswehry „nie wchodzi to w rachubę”. Niemiecka armia stara się, by do 2029 r. uzyskać zdolność do działania.
„To żenada – na zakończenie walk w Ukrainie nikt w niemieckim ministerstwie obrony nie jest przygotowany. Wysłanie tysięcy żołnierzy w misji pokojowej, zamiast przygotowania w kraju przynajmniej kilku brygad dla NATO, oznaczałoby ostateczną ruinę wojsk lądowych. Ucieszyłby się z tego przede wszystkim Putin”
– pisze w konkluzji komentator „FAZ”.