
—————————————————–

————————————————–

————————————————————-

————————————————————————–

————————————————–

—————————————

———————————————–


—————————————————–

————————————————–

————————————————————-

————————————————————————–

————————————————–

—————————————

———————————————–


Date: 20 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kardynalowie-katoliccy-czciciele-demonow-andyjskich
„Atrium Pogan” to inicjatywa Papieskiej Rady ds. Kultury, zapoczątkowana przez Benedykta XVI w celu “wspierania dialogu między wierzącymi a niewierzącymi. Zainspirowana częścią świątyni jerozolimskiej otwartą dla nie-Żydów, ma na celu tworzenie przestrzeni spotkań oraz debaty kulturowej, etycznej i filozoficznej między wiarą a ateizmem“. hcultura.va/dipartimenti/ateismo-e-non-credenza/che-cos-e-il-cortile-dei-gentili
VIDEO poniżej: Listopad 2014, ceremonia w San Marcos Sierras (Argentyna), zorganizowana w ramach tzw. «Atrium Pogan» przez Ekumeniczne Forum Społeczne, z udziałem kardynała Gianfranco Ravasi’ego it.wikipedia.org/wiki/Gianfranco_Ravasi – przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Kultury, siostry Theresy Vareli, wiceprzewodniczącej Ekumenicznego Forum Społecznego i przewodniczącej Fundacji Misión Esperanza, oraz przedstawicieli rdzennej ludności.


Kult animistyczny praktykuje się również w miejscowości położonej w prowincji Córdoba w środkowej Argentynie. Znajduje się tam San Marcos Sierras, liczące niecałe 950 mieszkańców (2010 r.), oddalone o około 150 kilometrów od miasta Córdoba, do którego papież Franciszek został wygnany przez przełożonych prowincjalnych w latach 80. San Marcos Sierras uważa się za ostatnią miejscowość zamieszkaną głównie przez liczące obecnie zaledwie 5000 osób plemię indiańskie Comechingones (Henia i Kamiare).
Według nieoficjalnych danych argentyńskich liczba mieszkańców miejscowości wzrosła obecnie do 3 000, co wynika z napływu Argentyńczyków z największych miast kraju, a także Europejczyków i białych obywateli Stanów Zjednoczonych „z klasy średniej i wyższej”. San Marcos Sierras jest miejscowością turystyczną i uważana jest za cel podróży ruchu hipisowskiego. Podejrzewa się, że ma to związek z kultem Pachamamy. katholisches.info/kardinal-ravasi-beteiligt-sich-an-goetzendienst-mutter-erde-kult
……………………..
17 stycznia 2015, San Marcos de Arica (Chile): święcenia biskupie ks. Moisésa Atishy Contrerasa, którym przewodniczył kardynał Ricardo Ezzati, a koncelebrowali biskup Ivo Scapolo, nuncjusz apostolski w Chile, oraz arcybiskup Pablo Lopez Riquelme.
Przed Mszą zaproszono kapłana Inków, aby zyskał przychylność bogów dla nowego biskupa.

To samo uczynili, w strojach liturgicznych – przyłączając się aktywnie do inwokacji Tata Inti – boga Słońca, Pachamamy – Matki Ziemi i pozostałych bóstw, również biskupi określający się jako katolicy.


Obfitość FOTOGRAFII z “imprezy” w Chile pod linkiem: scuolaecclesiamater/scandalo-in-cile-vescovi-adorano-una
……
(…) Rezygnacja Ezzati’ego w związku z nowym pozwem
Pewien mężczyzna złożył pozew o odszkodowanie w wysokości 500 000 dolarów przeciwko Ezzatiemu i archidiecezji w Santiago, twierdząc, że w 2015 roku został zgwałcony w sypialni przylegającej do katedry oraz że Ezzati przekupił go, by milczał.[20] 23 marca 2019 roku papież Franciszek przyjął rezygnację Ezzatiego, złożoną w momencie ukończenia przez niego 75 lat. [21] wikipedia.org/wiki/Ricardo_Ezzati
babylonianempire/w-roku-1995-przyszly-leon-xiv-kleczal-przed-pachamama
21/03/2026 zmianynaziemi/izraelski-atak-na-pole-gazowe-south-pars-wywola-dramat-na-rynku-gazu-trump-twierdzi-ze
Izraelskie uderzenie na irańskie pole gazowe South Pars wywołało natychmiastową spiralę eskalacji, która zagraża globalnemu rynkowi energii.
Już kilka godzin po ataku Iran odpowiedział atakami na instalacje energetyczne w krajach Zatoki Perskiej, w tym na kluczową infrastrukturę LNG w Katarze. Skutki tych działań mogą odcisnąć się na światowej gospodarce przez najbliższe dziesięć lat.
South Pars to największe złoże gazu ziemnego na świecie, podzielone między Iran a Katar. Pole zawiera około 1800 bilionów stóp sześciennych gazu, co stanowi ponad 8 procent światowych rezerw. Irańska część odpowiada za znaczną część dochodów Teheranu ze sprzedaży surowców energetycznych, natomiast katarska strona, znana jako North Field, dostarcza około 77 procent produkcji LNG w tym kraju. Katar jest największym eksporterem skroplonego gazu ziemnego na świecie, kontrolując około 20 do 25 procent globalnego rynku.
W środę izraelskie siły powietrzne uderzyły w zakłady przetwórcze w rejonie Asaluyeh oraz w platformy wydobywcze na morzu. Jak podała agencja AP, obiekty związane z polem gazowym stanęły w płomieniach. Izrael nie potwierdził oficjalnie operacji, jednak minister obrony Israel Katz zapowiadał wcześniej zdecydowane działania po zabiciu irańskiego ministra wywiadu Esmaila Khatiba.
Iran zareagował błyskawicznie i z pełną mocą.
Już kilka godzin po izraelskim uderzeniu irańskie rakiety balistyczne i drony trafiły w instalacje energetyczne w Katarze, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Najcięższe straty poniosło Ras Laffan Industrial City, serce katarskiego przemysłu LNG. Katarskie władze poinformowały o rozległych uszkodzeniach, pożarach i konieczności ewakuacji części personelu. Jeden z pocisków trafił bezpośrednio w kluczową instalację, wywołując potężny pożar.
Reakcja prezydenta Donalda Trumpa była niejednoznaczna. Na platformie Truth Social Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone nic nie wiedziały o konkretnym ataku i że Izrael z gniewu uderzył w South Pars. Jednocześnie podkreślił, że Katar nie był zamieszany w te działania i nic o nich nie wiedział. W tym samym wpisie Trump ostrzegł jednak, że jeśli Iran nierozsądnie zaatakuje Katar ponownie, Stany Zjednoczone masywnie wysadzą w powietrze całość pola South Pars z siłą, jakiej Iran nigdy nie doświadczył.
Dzień po ataku, podczas briefingu w Białym Domu w towarzystwie premier Japonii Sanae Takaichi, Trump powtórzył, że powiedział izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu, iż nie powinien podejmować takich działań. Netanjahu potwierdził na konferencji prasowej, że Izrael działał samodzielnie i po rozmowie z Trumpem wstrzymuje dalsze uderzenia w infrastrukturę gazową.
Te publiczne deklaracje wywołały jednak wątpliwości. Izraelscy urzędnicy cytowani przez New York Times i CNN twierdzą, że Waszyngton był poinformowany o planach ataku z wyprzedzeniem i że operacja była skoordynowana. Niektórzy amerykańscy urzędnicy sugerują nawet, że Trump początkowo zaakceptował uderzenie jako przekaz dla Iranu w sprawie blokady Cieśniny Ormuz.
Eskalacja natychmiast wpłynęła na rynki finansowe. Ceny ropy Brent przekroczyły 120 dolarów za baryłkę, a kontrakty na gaz ziemny w Europie wzrosły o kilkadziesiąt procent w ciągu doby. Według analityków cytowanych przez CNN, przedłużające się zakłócenia w dostawach LNG z Zatoki Perskiej mogą wywołać globalny kryzys energetyczny porównywalny z tymi z lat siedemdziesiątych XX wieku.
Joe Kent, dyrektor Krajowego Centrum Antyterrorystycznego USA, zrezygnował ze stanowiska, argumentując, że Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, a konflikt był napędzany przez presję ze strony Izraela i jego sojuszników w Ameryce.
Kraje Zatoki Perskiej potępiły zarówno izraelski atak, jak i irańską odpowiedź, domagając się natychmiastowej deeskalacji. Iran grozi dalszymi atakami na wszystkie rafinerie i terminale w regionie, jeśli prowokacje będą kontynuowane.
Eksperci rynku energetycznego są zgodni: uszkodzenia infrastruktury South Pars i katarskich obiektów LNG, choć określane jako ograniczone w skali całego pola, w połączeniu z irańską ripostą tworzą sytuację bez precedensu.
Odbudowa zniszczonych instalacji, przywrócenie pełnej produkcji i odzyskanie zaufania inwestorów może zająć nawet dziesięć lat. Oznacza to, że światowy rynek gazu ziemnego czeka długi okres niestabilności i wysokich cen, które uderzą w gospodarki na całym świecie.
Źródła:
https://apnews.com/article/iran-gas-field-south-pars-atta…
https://www.cnn.com/2026/03/19/middleeast/iran-qatar-sout…
https://www.the-independent.com/news/world/middle-east/ir…
Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) czyli: piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul
ks. Jean-Pierre Boubée
W tym liście do Was, Drodzy Rodzice, pragnę skupić się nie tyle na ogólnych cechach okresu dojrzewania, ile na zjawiskach, które w procesie wychowania niepokoją Was najbardziej. Świat postmodernistyczny nieustannie doskonali wszelkiego rodzaju gadżety high-tech, co pociąga za sobą coraz bardziej wyrafinowane zagrożenia moralne, a także silne i nieprzewidywalne pokusy. Wywiera to wpływ na nas wszystkich, zwłaszcza jednak na Wasze dzieci.
Okres dojrzewania jest dla Was źródłem niepokoju, zadajecie sobie bowiem pytanie: „Jakie będą moje dzieci?”. Wielu rodziców obawia się tylko tego, co mogłoby zaszkodzić ich własnej reputacji czy też zagrozić sukcesom społecznym i finansowym ich potomstwa. Wy jednak, jako rodzice katoliccy, zastanawiacie się przede wszystkim, czy Wasze dzieci pozostaną wierne Bogu, gorliwe w Jego służbie i prawe moralnie. Najważniejsze dla Was jest to, czy pójdą do nieba czy do piekła.
W obecnych czasach jednak niepokój Wasz się nasila. Z jednej strony widzicie, że świat pogrąża się w coraz większym upadku, z drugiej strony wiecie, że – dzięki łasce Bożej – należycie do nielicznej, coraz bardziej marginalizowanej mniejszości. Jesteście tym, co Stary Testament nazywa „nieliczną resztką”. W sytuacji tej siłą Waszą jest integralna wiara katolicka i niezachwiane przylgnięcie do Kościoła, do naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Kto jest Waszym przeciwnikiem? Świat, który nie tylko trudno już nazwać chrześcijańskim, ale który stał się wręcz pogański – z jego publiczną apostazją, goniącym jedynie za przyjemnością materializmem, powszechną niemoralnością i coraz bardziej niebezpiecznymi oraz podstępnymi pokusami.
Jesteście świadomi, że toczycie walkę duchową, której konsekwencje dotyczą wszystkich sfer życia. Oznacza to, że walka ta wymaga z Waszej strony całkowitego poświęcenia. Wasze dorastające dzieci nie są jednak w stanie pojąć całego jej zakresu i całej jej powagi. Czy rozumieją potęgę sił zła? Czy pomimo pozornej „pobożności” nie wystawiają się lekkomyślnie na niebezpieczeństwo, co może grozić upadkiem przy pierwszej napotkanej zasadzce? Czasami okazują słuszną dumę z przynależności do „niewielkiej grupy tych, którzy pozostają niezłomni”, i demonstrują to poprzez pewne konkretne zachowania, wybory, modę i gusta. Jednak pewnego dnia zadadzą sobie pytania: czy walka, którą toczą, jest uzasadniona, czy się opłaci, a także jakie są szanse na zwycięstwo. Czy istnieje wystarczający powód, aby żyć w oderwaniu od świata? Ich pytania są poważne, uzasadnione i całkowicie słuszne. Musimy więc to przeanalizować.
Nieważne w tym miejscu, czy martwicie się o swoje dzieci, jesteście nimi rozczarowani, dumni z nich czy też zaskoczeni ich postawą. Czasami źródłem niepokoju jest sama różnica między Waszymi a ich temperamentami. W każdym z tych przypadków uzasadnione jest dokonanie bilansu i zadanie sobie następujących pytań:
Czy Wasze dzieci są inne – a może nawet gorsze – od dzieci z przeszłości?
Pod jakimi względami świat postmodernistyczny jest źródłem nowych problemów?
Jakie rozwiązania są dla Was obecnie dostępne?
Czy Wasze dzieci różnią się od dzieci z przeszłości?
Często usłyszeć można: „Moje dzieci są inne, niż ja byłem w ich wieku!”. Pisząc do rodziców swoich uczniów, ks. Pinaud2rozwija tę myśl: nie są one takimi, (1) jakimi my byliśmy w ich wieku; (2) jakimi chcielibyśmy, aby były; (3) jakimi chcielibyśmy, aby się stały, uczęszczając do naszych szkół i korzystając z formacji, jaką zapewniamy im w rodzinie.
W pierwszym przypadku rodzice mogą po prostu idealizować własną młodość. Ludzki umysł łatwo idealizuje przeszłość, szczególnie lata dzieciństwa. Z drugiej strony żaden okres nie jest identyczny z minionym – i pragnienia, aby dzieci mogły przeżyć swą młodość w takich samych jak my warunkach, są całkowicie daremne.
Czasami takie refleksje wyrażane przez innych rodziców mogą być skażone ewolucyjnym modernizmem, według którego natura ludzka nie jest już taka jak kiedyś. Wiemy jednak, że twierdzenie to jest fałszywe. Natura ludzka pozostaje zawsze taka sama. Zmianie – i to na gorsze – ulegają okoliczności, w jakich człowiek zmuszony jest żyć. Sukcesy naszych rodzin, kościołów, szkół i grup młodzieżowych pokazują jednak, że poważne zaangażowanie ze strony rodziny, Kościoła i społeczeństwa wystarcza, aby przynieść owoce łaski podobne do tych, które wydawali nasi przodkowie. Uważajcie, aby nie poddać się zniechęceniu pod pretekstem, że macie do czynienia z „inną” generacją (w odniesieniu do natury ludzkiej).
Jeśli chodzi o tych, którzy chcieliby, aby dzieci zachowywały się jak dorośli, zazwyczaj to wskutek niecierpliwości zapominają oni, ile lat cierpliwości oraz wysiłku potrzeba, żeby dziecko osiągnęło dojrzałość. Sporadyczne niewłaściwe zachowanie dzieci nie jest kryterium, według którego powinno się oceniać sposób wychowywania dzieci przez innych, ani też powodem do obawy przed oceną Waszego modelu wychowywania przez osoby postronne. Aby zwalczyć niecierpliwość w oczekiwaniu na „gotowy produkt”, musimy wyostrzyć naszą pamięć i nasz zmysł analityczny.
Nie powinniście jednak ignorować faktu, że w rozwoju dziecka lub młodego człowieka mogą wystąpić opóźnienia; istnieją też pewne braki oraz wady wynikające z ogólnych warunków życia rodzinnego w obecnym kontekście społecznym. Określam to ogólnie mianem „ducha czasów”.
Ostatni z podanych przez ks. Pinauda powodów rozgoryczenia rodziców dotyczy drugiego z podanych przed chwilą. Narzekania na kondycję kolejnych pokoleń nie są niczym nowym. Nowością jest natomiast rozpowszechniona zarówno w środowiskach politycznych, jak i kościelnych moda na radowanie się z „postępu” osiągniętego dzięki „wzbogacającym reformom” coraz „doskonalszego świata”, podczas gdy wszystkie dowody wskazują na coś przeciwnego.
Jakie są cechy „młodości”? Generał Douglas MacArthur powiedział, że są nimi: „wyobraźnia, intensywność emocji, zwycięstwo odwagi nad nieśmiałością i zamiłowania do przygód nad zamiłowaniem do wygody”. Charakterystyka ta pozostaje wciąż aktualna. Wasze dzieci mają skłonność do zachwytu, podejmowania ryzyka i okazywania entuzjazmu. Są jak dziewicza ziemia, czekająca na każdego, kto zechce ją uprawiać. Wykazują te same cechy co my w ich wieku, a wcześniej nasi rodzice. Pod Waszym – i innych wychowawców – czułym kierownictwem mogą osiągnąć tyle samo, co ktokolwiek przed nimi. Brakuje im jedynie otoczenia dorosłych wierzących w to, co czyni człowieka naprawdę wielkim. Pozbawione takiego wzoru, mogą stać się „kanapowcami” lub wesołkowatymi krytykami, a także sprytnie wymigiwać się od wszelkiego wysiłku. Są to problemy, z którymi musi zmagać się każdy, kto zajmuje się wychowaniem.
Fascynujące jest jednak, że niektóre z tych negatywnych cech mogą stać się atutami w rękach doświadczonych pedagogów. Z dziecka, które odczuwa niewielki lęk przed autorytetami albo też nie okazuje go w ogóle (w wyniku utraty zmysłu szacunku), może wyrosnąć osoba odznaczająca się prostotą i przystępnością. Lenistwo, często będące konsekwencją szybkiego wzrostu fizycznego, może jedynie skrywać energię, którą wydobędą niektóre sporty zespołowe. W obu przypadkach widzimy, że nie należy wykluczać możliwości rozbudzenia tych cech i ukierunkowania ich na wyższe cele.
Prawdą jest jednak, że chłonne umysły Waszych dzieci podatne są na wszystko, co oferuje im otaczający je świat: nowinki techniczne, wyrafinowane formy rozrywki, pseudoartystyczne aberracje, technologie umożliwiające naukę bez wysiłku, a także powierzchowną kulturę.
Nie należcie do tych rodziców, którzy usiłują być bardziej „na czasie” niż ich dzieci. W imię „otwartości umysłu” bezkrytycznie akceptują oni wszystkie nowinki wpływające negatywnie na kształtowanie woli, a także rozwój zdolności intelektualnych. Często spotykamy też innych rodziców, którzy – przekonani, że wystarczająco ostrzegli swoje dzieci przed „zagrożeniami moralnymi” – w rozmowach z nimi unikają poruszania kwestii związanych z technologią, jakby sądzili, że nie niesie ona ze sobą żadnych niebezpieczeństw. Ta nieodpowiedzialność rodziców wprawia wielu naszych nauczycieli w zakłopotanie, a nawet w gniew. Ich obawy nie są bezpodstawne. Podążanie za najnowszymi trendami technologicznymi pociąga za sobą nieuchronnie ograniczenie zdolności do logicznego myślenia3, obniżenie poziomu odporności moralnej, oczywistą dekadencję artystyczną, ponadto zaś przyzwyczaja Was i Wasze dzieci do nowego typu stechnicyzowanego społeczeństwa liberalnego. Ale znam też lepszych rodziców, którzy wytrwale szukają rozwiązań i zastanawiają się, jak wykorzystać obecną sytuację dla dobra swych dzieci.
Nie ma tu miejsca na rozpoczynanie debaty w tej kwestii, jest to jednak kwestia niezwykle pilna. Z reguły rodzice i dzieci obawiają się, że nie nadążają za postępem technologicznym świata. Jedynym wyjątkiem są osoby, które muszą się mierzyć z tym problemem ze względu na naukę lub wykonywany zawód. Zawsze jednak musimy pamiętać o kosztach moralnych. Nie zamykajcie oczu na prawdę, że technologia stwarza okazje do niemoralności, a niemoralność stanowi pierwszy krok do lekceważenia autorytetu. Taka postawa w życiu społecznym prowadzi do braku szacunku dla rzeczy świętych (nawet wśród dzieci uczestniczących w starej Mszy i chodzących do naszych tradycyjnych szkół). Wielu młodych ludzi zachowuje się niestosownie względem przełożonych albo też manifestuje ignorancję i pogardę wobec przeszłości.
Być może wynika to częściowo z braku stanowczości ze strony rodziców. Często jestem świadkiem sytuacji, w których rodzice wyrażają obawy z powodu, że od ich dzieci zbyt wiele się wymaga. Równie często obserwuję opieszałość rodziców w konsekwentnym egzekwowaniu wymagań i stanowczości w stosowaniu kar. Przyzwyczaiłem się do tego, że rodzice przywiązują zbyt dużą wagę do tłumaczeń swych dzieci, zamiast udzielić wsparcia wychowawcom i nauczycielom. Często się zdarza, że pozwalają dziecku zrezygnować z jakiejś aktywności tylko dlatego, że wykazuje ono tak typową dla swojego wieku niechęć. Jeśli dodać do tego ciągłą krytykę papiestwa, episkopatu, państwa, księdza za niedzielne kazanie, dyrektora szkoły, wychowawcy obozowego i zasłużonej kary w postaci dłuższego pozostania [w szkole] w środowe popołudnie, można sobie wyobrazić, w co zamienia się umysł dziecka. Rezultatem jest pokolenie nieprzyzwyczajone do trudów życia, pewne swoich praw i patrzące na przełożonych z góry. Postępując w ten sposób, zaszczepiamy w naszym środowisku mentalność buntu i kontestacji, całkowicie zgodną z mentalnością rewolucyjną. Trudno się potem dziwić, że po osiągnięciu dorosłości osoby takie są niestałe w małżeństwie albo w życiu zakonnym.
Nie możemy unikać walki ani rezygnować ze współpracy w celu odniesienia zwycięstwa na polu bitwy, jakim jest dusza każdego dziecka. Krew naszego Zbawiciela nie została przelana na próżno. Kwestia ta musi zostać podniesiona do poziomu tajemnicy Odkupienia. Musimy analizować ją w świetle odkupieńczej Ofiary, wzoru wszelkiego sukcesu na świecie, przynajmniej w oczach samego Boga.
Jeśli marzycie o lepszym świecie, o powrocie Christianitas – opatrzność Boża umieściła Was i Waszą rodzinę w konkretnym miejscu i w konkretnym momencie historii ludzkości. Historia jest pisana przez Boga. Drogami, które pozostają Jego tajemnicą, realizuje On swój wielki plan miłości, aby dopełnić liczbę wybranych. Jeśli chcecie mieć udział w Jego mądrości, nie wolno Wam o tym planie zapominać.
Bóg pokazuje nam, że od samego początku [historii] toczy się walka między dwoma rodami potomków: między rodem Abla, wiernego aż do śmierci w składaniu pierwszych ofiar, a rodem Kaina, pożądającego doczesnych sukcesów i dóbr, prześladującego sprawiedliwego Abla. Historia ta była kontynuowana wraz z wyborem i oddzieleniem Abrahama (Rodz 12) w całkowicie bezbożnym świecie; wraz z późniejszym wyborem Izaaka, syna wolnej niewiasty, któremu przeciwstawia się Izmael, syn niewolnicy Hagar (Rodz 21). Święty Paweł komentuje ten epizod: „Ale jak wówczas ten, który się był narodził według ciała, prześladował tego, który według ducha, tak i teraz” (Gal 4, 29). Cały Stary Testament jest historią walki między dwoma rodami potomków na tym świecie, nawet w obrębie ludu wybranego.
Czytając zapowiadające przyszłość ustępy Pisma Świętego, możecie się przekonać, że ustanowienie królestwa Bożego pociągnie za sobą wojnę. Przeczytajcie Ewangelie, 2 List do Tesaloniczan i Apokalipsę. Zapowiadają one wydarzenia i próby, które przesieją wybranych jak pszenicę – i będą one kontynuacją tego monumentalnego konfliktu między dwoma obozami. W Piśmie Świętym znajdujemy zapowiedzi czasów, kiedy cały świat usłyszy o Chrystusie, a także odstępstw pod różnymi postaciami.
Postarajcie się zrozumieć w tym świetle swoje miejsce i powołanie w świecie postmodernistycznym. Po tym, jak chrześcijaństwo zdołało przeniknąć do Cesarstwa Rzymskiego, społeczeństwo średniowieczne było świadkiem kilku prób politycznej chrystianizacji. Wspomnijmy m.in. Karola Wielkiego, św. Henryka z Niemiec, św. Edwarda z Anglii, św. Grzegorza VII i św. Ludwika z Francji4. Nie oznacza to jednak, że na scenie nie pojawiali się barbarzyńcy, grzesznicy, awanturnicy czy hordy muzułmańskie. Późne średniowiecze jawi się jako punkt szczytowy, dopuszczony przez Boże miłosierdzie, nie wolno jednak zapominać, że także w tym okresie nie brakowało rozmaitych prób.
Od tego momentu rozpoczął się proces upadku, którego tempo wydaje się obecnie przyśpieszać. Byliśmy świadkami uwolnienia sił szatana w postaci wskrzeszonego pogańskiego humanizmu, protestantyzmu i jego bezbożnych wojen, filozofii oświecenia, rewolucji [anty]francuskiej, postępu sekularyzmu i rozpowszechnienia się ducha rewolucji, aż ostatecznie sam Kościół przyjął podczas II Soboru Watykańskiego ideę demokracji w sferze religijnej. Ten krótki zarys dziejów może sprawiać wrażenie pesymistycznego. Jesteście jednak ludźmi wiary. Znacie Ewangelię, Nowy Testament. „Tajemnica nieprawości” jest w nich jasno opisana. Posiadając właściwą dzieciom światłości jasność umysłu, jesteście w stanie rozpoznać znamię starożytnego wroga rodzaju ludzkiego, nieustanną walkę Synagogi z Kościołem.
Chociaż obecna sytuacja może nas przytłaczać, nigdy nie brakowało bohaterskich i odważnych ludzi gotowych do podjęcia walki. Historia zna wiele ożywianych wiarą heroicznych wysiłków, które powinny były umożliwić Kościołowi oraz społeczeństwu odrodzenie się pod sztandarem Chrystusa. Wymienię je tu, abstrahując od ich skutków: upadek łacińskich królestw krzyżowców, brak entuzjazmu dla kolonizacji Ameryki Północnej, wojna w Wandei, św. Pius X, powstanie Cristeros w Meksyku, gen. Boulanger, dr Salazar w Portugalii, García Moreno, Dollfuss w Austrii etc. Cóż za mieszanina pszenicy i kąkolu! Obecnie jesteśmy świadkami niezrozumiałego zwycięstwa kąkolu. Próbując to wyjaśnić, możemy oczywiście wskazywać na brak wiary, kary Boże, ludzkie słabości lub przypadek. Ale historia jest pisana przez miłosierdzie Boże pośród ubóstwa ludzkich cnót. Święty Augustyn pisał: „Zło istnieje po to, aby grzesznik mógł się nawrócić lub aby sprawiedliwi mogli zostać wypróbowani”. A Jezus Chrystus powiedział nam: „Wszystko to musi się stać”.
Bądźmy ostrożni: nie ma czegoś takiego jak fatalizm historii. Na historię trzeba patrzeć z perspektywy chrześcijańskiej.
Przyczyną wielkości Cesarstwa Rzymskiego nie były ani przypadek, ani fatalizm. Używam tych terminów w sensie, w którym przypadkowym nazywa się to, co dzieje się bez przyczyny albo też czego przyczyny nie mieszczą się w naszym pojmowaniu, fatalizmem zaś to, co dzieje się bez woli Boga czy ludzi, z racji konieczności tkwiącej w naturze rzeczy. Nie możemy bowiem wątpić, że to opatrzność Boża ustanawia ziemskie królestwa5.
W ramach tej konkretnej historii, naszej własnej historii, dokonuje się historia zbawienia naszego i naszych dzieci. Mamy obowiązek stać się świętymi, wiedząc, że niezależnie od czasów, w których przychodzi nam żyć, posiadamy niezbędne do tego środki: „wierny zaś jest Bóg, który nie dopuści kusić was ponad to, co możecie” (Kor 10, 13).
W jakim sensie obecne czasy są trudniejsze niż minione? Żyjąc w tym momencie historii Kościoła, powinniście po prostu współpracować przy zaprowadzaniu powszechnego panowania Chrystusa. W wielkiej bitwie toczącej się wokół Was i Waszych dzieci nikt nie może się ukryć. Jesteśmy niejako spowici przez wyniszczającą nasze organizmy – wrogą religii oraz porządkowi naturalnemu – chmurę radioaktywną.
Kiedy gniew Boży sprowadza na ludność straszną plagę zwaną epidemią, niektórzy zostają zarażeni i umierają, podczas gdy inni, nie będąc faktycznie zarażonymi, doświadczają jednak jej skutków w postaci mniej lub bardziej złego samopoczucia.
W kontekście historii ludzkości Wasze dzieci nie są takie same jak dzieci w przeszłości. Ich walki mają charakter bardziej gwałtowny, ponieważ żyją one bliżej końca świata, ponieważ książę ciemności otrzymał obecnie większą władzę. Dzisiejsze dzieci są inne, ponieważ apostazja przybiera obecnie atrakcyjną postać. Doktryny postmodernistyczne prezentują się pod płaszczykiem uczciwości intelektualnej. Waszym dzieciom nie grozi już wrzucenie na arenę, uwięzienie lub ukrzyżowanie, jednak bardziej od tego przerażająca jest apostazja, zagrażająca im wskutek:
– pozostania przy dziecięcej pobożności, niepodbudowanej solidną znajomością doktryny
– nawyku krytykowania tego, co zawsze uważane było za świętość
– domagania się swoich praw, przy równoczesnym ignorowaniu obowiązków
– powszechnego ducha buntu
– przedkładania rozrywki nad umiłowanie dobra
– poszukiwania rozbudzającej zmysłowość wygody
– niekontrolowanego pragnienia posiadania nowych, coraz bardziej innowacyjnych gadżetów technicznych
– wystawienia na sprzeczne z naturą sytuacje związane z małżeństwem i sprawiedliwością
– nieświadomego oswajania się z nieskromnością
– łatwego i niewiążącego się z ryzykiem wojeryzmu6 na ulicy i w dowolnym momencie w internecie
– stałego odwracania wartości7
– demaskulinizacji mężczyzn, maskulinizacji niewiast, mieszania ról właściwych każdej z płci oraz przypisywania dziecku nieprzysługujących mu praw
– powszechnej indoktrynacji fałszującej historię i odrzucającej prawo naturalne.
Nowa Rewolucja uwodzi. Zniechęca tych, którzy się jej sprzeciwiają, i często ich oszukuje. Czasami jej zasady rozpowszechniają nieświadomie nawet książęta Kościoła, mężowie stanu, ojcowie rodzin i nauczyciele.
W obliczu tej monumentalnej wojny powinniśmy zwrócić się ku Ewangelii. Jesteśmy świadkami walki, która potrwa aż do końca czasów. Już Pan nasz Jezus Chrystus napiętnował jej inspiratorów – faryzeuszy. Oskarżył ich o zawłaszczenie prawdziwej religii dla ich własnych korzyści, o wykorzystywanie przeznaczenia człowieka dla ich egoistycznych celów. Sytuacja ta będzie trwała do momentu pojawienia się „człowieka nieprawości”, Antychrysta. Już sama tego świadomość jest łaską.
Mógłbym przedstawić kilka praktycznych zasad codziennego postępowania, przy pomocy których można by próbować naprawić to, co w istocie nienaprawialne, byłyby to jednak rady czysto ludzkie. Dlatego równie dobrze można udać się bezpośrednio do Źródła wszelkiej prawdy, które w swojej miłości nie mogło pozostawić „synów czasów ostatecznych”8bez odpowiednich środków. Te ewangeliczne środki należy stosować na długo przed okresem dojrzewania i nie wolno Wam zaniedbywać ich w okresie kluczowym dla formacji Waszych dzieci.
Kondycja duchowa „dzieci Tradycji” może pod wieloma względami napawać optymizmem. Plon powołań i pobożność młodych stanowią nagrodę dla niektórych rodziców. Zwyczaj częstych spowiedzi oraz Komunii wydaje się głęboko zakorzeniony. Jednak pomimo tego wszystkiego rozważania, które właśnie przedstawiliśmy, zachęcają nas do dokonania bilansu. W jakim stopniu zostaliście skażeni przez świat i jego błędy? Czy ewangeliczne środki zaradcze zajmują w życiu Waszym i Waszych dzieci wystarczająco poczesne miejsce?
1) Niech Wasze dzieci żyją w kontakcie z rzeczywistością. Ograniczajcie ich kontakt ze światem wirtualnym, światem filmów, a także info-rozrywki.
[W przeciwnym razie intelekt naszej młodzieży] wystawiony będzie na pokusę uznania, że prawda nie jest bynajmniej – jak mówimy – czymś absolutnym, ponadczasowym i niezależnym od nas. Obecnie przekonuje się, że prawda nie ma charakteru absolutnego, ale tworzona jest przez nas samych. To my ją tworzymy, nadając jej raz taką, a innym razem inną postać. Pogląd ten jest źródłem wszelkich form sceptycyzmu i oczywiście ci, którzy są bardziej uzdolnieni intelektualnie, ulegną tej pokusie jako pierwsi9.
Zamiast rozrywki wirtualnej preferujcie proste formy spędzania wolnego czasu: czytanie opowieści, których akcja rozgrywa się w normalnym świecie, i proste gry zamiast gier komputerowych.
Rzeczywistość oznacza również uświadomienie sobie, że nic nie jest osiągane bez wysiłku, bez przezwyciężania trudności, bez nakładu energii, a niekiedy także kosztem rezygnacji z pewnego komfortu materialnego.
Jak pisał krótko po II wojnie światowej André Charlier, zwracając się do rodziców swoich uczniów:
Najbardziej uderza mnie to, jak mało męscy są ci młodzi mężczyźni. A dlaczego? Po prostu dlatego, że nigdy niczego od nich nie wymagaliście. Interesowało Was wyłącznie szczęście Waszych synów i uprzedzaliście każde ich życzenie. Od wczesnego dzieciństwa spełnialiście wszystkie ich zachcianki. Jak więc chcecie, żeby mieli pojęcie, z jednej strony, że życie jest trudne i że tylko trudne rzeczy mają jakąkolwiek wartość, z drugiej zaś, że za radości trzeba płacić i że im są one większe, tym wyższa jest ich cena? Zawsze wszystko im dawano, uważają nawet, że im się to należy, a ponieważ edukacja i nauka nie dają się same, traktują to jako pewnego rodzaju niesprawiedliwość. – I odnośnie do formowania charakteru dodawał: – Niepokoi mnie, a nawet przeraża, że cieszą się oni, ale już nie podziwiają. Cieszenie się bez podziwu jest wielkim grzechem10.
2) Poznajcie wroga. Wasz ograniczony świat posiada w tym względzie zarówno plusy, jak i minusy. Macie ogólną wiedzę na temat szczególnych cech, które są chlubą Waszego kraju lub Christianitas. Na przykład: rządy katolickich królów były lepsze od anarchii, jaką przyniosła republika; podręczniki do historii są pełne kłamstw i skażone ideologią socjalistyczną; pragniemy panowania Najświętszego Serca; władza pochodzi od Boga etc.
To tylko przykłady. Rzadko jednak poświęcacie czas na zdobycie gruntowniejszej wiedzy, a jeszcze rzadziej na czytanie, na nakłanianie do czytania Waszych dzieci, a także na omawianie z nimi istotnych spraw.
Prawdą jest, że w tym okresie swego życia nie są one skłonne do podzielania Waszych ideałów. Wolą szukać ich poza domem i wśród swoich przyjaciół. Podjęliście decyzję o umożliwieniu im takich kontaktów, posyłając je do szkoły, pozwalając im należeć do organizacji skautowskich, katolickich grup młodzieżowych etc. Nie potrafią jednak posługiwać się jeszcze w pełni swym intelektem – i nierzadko miejsce wiedzy zajmują w ich życiu slogany. Z tego właśnie powodu jesteście czasami zaskoczeni, spotykając młodych ludzi, którzy są bardzo radykalni w głoszonych hasłach, a równocześnie potrafią zarazić się pierwszą usłyszaną nowoczesną ideą. W tej dziedzinie musimy uznać za nasz obowiązek wpajanie im wartościowych poglądów historycznych, politycznych, filozoficznych i religijnych.
3) Bądźcie czcicielami w duchu i w prawdzie. Pomimo otrzymania solidnego katolickiego wychowania każdy z nas zdaje sobie sprawę z pewnej słabości w konfrontacji z duchem postmodernizmu. Ostrzegał nas przed tym sam Zbawiciel, zastanawiając się, czy powracając przy końcu czasów, znajdzie jeszcze wiarę. Jest to ostrzeżenie niepokojące, ale Chrystus pozostawił nam również środki zaradcze. Przeczytajmy ponownie historię Samarytanki: „Ale nadchodzi godzina, i teraz jest, gdy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w duchu i w prawdzie” (J 4, 23).
Niekiedy nie docenia się wartości Mszy Świętej, czego konsekwencją jest niechęć do wyrzeczeń, jakich wymaga czasami uczestnictwo w niej. Udział we Mszy musi iść w parze ze zrozumieniem ducha ofiary, który jest jej nieodłączną częścią. To u stóp krzyża, podczas Mszy, kształtuje się i pojmowany jest duch katolicki.
Wystrzegajcie się krytykowanego przez ks. Emmanuela praktycznego naturalizmu, który często niestety obecny jest w wychowywaniu dzieci:
Naturalizm zmuszony jest tu uznać, że nie wszystko jest w porządku, woła więc do nas: moralność, moralność! Moralność jest konieczna! Potrzebujemy kodeksu moralnego! Słuchajmy więc tego, czego naucza o moralności naturalizm.
Bądźcie ostrożni! Jest to moralność niezależna, upodmiotowiona w jednostce! Znajduje ona swój sens w sobie samej i poszukuje pewnego rodzaju spójności w życiu ludzkim. Zasadniczo chodzi jednak o robienie albo nierobienie czegoś zgodnie z wolą jednostki w danych okolicznościach. Ksiądz Emmanuel kontynuuje:
Moralność rzeczywiście nakłada obowiązki. Czym jednak jest obowiązek, jeśli nie zależnością? W rzeczywistości jesteśmy zależni od Boga, naszego Stwórcy; od naszych rodziców, którzy są, po Bogu i wraz z Bogiem, sprawcami naszego istnienia; jesteśmy zależni od całej ludzkości, której stanowimy część. Stąd tradycyjny podział na nasze obowiązki wobec Boga, wobec bliźniego i wobec samych siebie.
Posłuchajcie, co pisze bp Bossuet:
Święcimy imię Boga, pragniemy nadejścia Jego królestwa. Modlimy się jednak wówczas, gdy naglą nas nasze ludzkie potrzeby. Tak bardzo polecamy Bogu nasze drobne sprawy, że wysiłek podejmowany przez nas, aby zainteresować nimi Jego i wszystkich Jego świętych, sprawia, że przywiązujemy się do nich jeszcze bardziej.
Chrześcijanie, zapomnijcie o sobie! Czy Bóg, do którego się modlicie, jest bożkiem, z którym macie prawo robić, co chcecie? Czyż nie jest On prawdziwym Bogiem, który może z wami postępować tak, jak Mu się podoba? Wiem, że jest napisane, iż Bóg spełnia wolę tych, którzy się Go boją, ale oni muszą się Go prawdziwie bać i poddać Mu się całym sercem.
Ten naturalizm, ten brak głębokiej i radykalnej relacji z Bogiem, bardzo często wpływa również na nasze życie społeczne, polityczne, ekonomiczne i zawodowe.
4) Praktykujcie rady ewangeliczne. Celowo kończę tym punktem, ponieważ te cnoty zalecane są przez Chrystusa Pana właśnie jako środki szczególnie skuteczne dla żyjących w czasach ostatecznych. Szukając lekarstw na bolączki naszej epoki, bardzo często o tym zapominamy. Przeczytajcie ponownie Kazanie na górze (Mt 5–7). Tradycja Kościoła streszcza ducha tego nauczania w trzech ślubach zakonnych, które odpowiadają cnotom niezbędnym dla każdego katolika: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Oto prawdziwe lekarstwa na kryzys postmodernizmu.
Czystość jest dla katolika naturalnym przedmiotem czujności. Jest tak dlatego, że nosicie w sobie ową głęboką ranę, która skłania Was do zła, ale także dlatego, że boicie się skutków tej rany u Waszych dzieci. Jesteście zasmuceni, widząc, że będące jej konsekwencją pokusy są u nich tak samo silne jak w Waszym przypadku – i chcielibyście przekonać się o czymś przeciwnym. Wielu rodziców walczy z całych sił, gdy dostrzegają oczywiste grzechy swoich dzieci w kwestii ubioru. Jednak w innych dziedzinach możecie nie wywiązywać się ze swoich podstawowych obowiązków roztropności z powodu braku realizmu w kwestii korzystania z internetu, przechowywania w domu czasopism i katalogów, obecności telewizji, filmów i gier wideo, a także relacji między chłopcami a dziewczynkami, które uważacie za niewinne.
Ubóstwo. Musimy pilnie zastanowić się nad konsekwencjami zbyt łatwego dostępu naszej młodzieży do pieniędzy. Coraz częściej unika ona wszelkiej bezpłatnej pracy charytatywnej, ponieważ zawsze poszukuje sposobów na zarobienie kilku dolarów. A pieniądze te wydaje wyłącznie na rozrywkę i niepotrzebne gadżety. Co gorsza, nawet gdy rodzice doświadczają trudności finansowych, wielu dzieciom nie przychodzi do głowy (a rodzice tego nie wymagają), że zarobione przez nie pieniądze mogłyby pomóc rodzinie w zakupie niezbędnych artykułów. Niekiedy sami rodzice dają zły przykład, kupując na kredyt i nabywając bez potrzeby najnowocześniejsze urządzenia.
Zamiast pozwalać swym dzieciom gonić za rozrywką, własnym przykładem nakłaniajcie je do dojrzewania w pokoju będącym owocem podporządkowania Bożej mądrości. Relaks i szczęście nie są synonimami gromadzenia wyrafinowanych urządzeń. Duch ubóstwa musi doprowadzić Was i Wasze dzieci do ponownego odkrycia ludzkiej natury w jej różnorodności, cierpieniach i zmaganiach. Musicie zwiększyć zakres swojej dobroczynności, modlić się za wszystkich nieszczęśliwych, pragnąć ich nawrócenia i poświęcać się, aby pomagać innym.
Posłuszeństwo. Nie chodzi tu tylko o posłuszeństwo, jakiego wymagać należy od dzieci od ich najwcześniejszych lat, ale o coś głębszego. Mam na myśli ducha religijnego posłuszeństwa, który sprawia, że dziecko kocha ideę autorytetu i uznaje wolę Bożą w wydarzeniach, otrzymanych poleceniach, niepowodzeniach i zmianach stanu zdrowia czy zamożności, w trudnościach, na jakie napotyka we współczesnym środowisku, itd.
Dzieci muszą szanować wszelkie formy autorytetu i nigdy nie mogą poddawać ich zbyt drobiazgowej ocenie. Samodzielna decyzja o tym, czy dany autorytet należy zaakceptować, czy też odrzucić, jest czymś całkowicie sprzecznym z kondycją dziecka. Przeczytajcie ponownie, co mówią na ten temat Ewangelie i listy św. Pawła. Zrozumiecie wówczas, dlaczego tak wielu młodych ludzi nie chce zaakceptować woli Boga w swoim życiu.
Prowadząc walkę z duchem niezależności, unikajcie egalitaryzmu, który nie uznaje ani nie szanuje żadnego porządku hierarchicznego. Starajcie się, aby Wasze dzieci doceniały harmonię wynikającą z dążenia do dobra wspólnego. Nauczcie je kochać wieczne plany Boga.
Powyższe rozważania mogą się Wam wydawać surowe, są one jednak również krzepiące, opierają się bowiem nie na naszej ludzkiej wiedzy, ale na Objawieniu, które skupione jest całkowicie na naszym zbawieniu przez miłość Bożą. Dlatego też, jeśli chodzi o Wasz krąg rodzinny, chodzi nie tyle o radykalne nawrócenie, ile o ocenę Waszego postępowania. Jak pisał de Bonald, celem rodziny nie jest jedynie pomnażanie liczby ludzi, ale „uczynienie ich dobrymi, aby mogli być szczęśliwi”. Być może odczuwacie to samo co Lyautey, który w dzienniku prowadzonym w Saint-Cyr11 zanotował:
Cierpię, ponieważ ideały mojej duszy są tak wzniosłe, że rozumiem dobrze, jaki powinienem być, a równocześnie brakuje mi siły i determinacji, aby urzeczywistnić te ideały w moim życiu.
W odpowiedzi na to pozwolę sobie przytoczyć fragment książki André Charliera Lettres aux capitaines:
Uświadom sobie tę tajemniczą głębię, którą nosisz głęboko w sobie: jeśli odważysz się na nią spojrzeć, nigdy więcej nie będziesz usatysfakcjonowany. Wszystkie twoje sztuczne potrzeby opadną z ciebie niczym płaszcz, ty zaś staniesz się wolny, niepowstrzymany i gotowy do podjęcia najtrudniejszych wyzwań; być może zdasz sobie wówczas sprawę, że posiadasz prawdziwe bogactwa.
Macie całkowitą rację, opierając ideał swoich dzieci na autentycznym życiu duchowym, na pragnieniu wielkodusznej odpowiedzi na nieskończoną miłość Boga. Nie popadajcie w zniechęcenie wskutek swych ograniczeń; módlcie się raczej, aby Bóg uzupełnił to, czego Wam brakuje. Prosząc Go o te łaski, nie zapominajcie jednak, że macie obowiązek je wykorzystać. Jedynie wówczas będziecie mogli z czystym sercem powierzać swe dzieci opiece Waszej Niebieskiej Matki.
Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) tj. piusx.org.pl/zawsze_wierni
ks. Piotr Dzierżak FSSPX
Drodzy czytelnicy, na pewno nikogo nie trzeba przekonywać, że bez właściwego wychowania przyszłych pokoleń wszelkie podejmowane próby restaurowania katolickiej rzeczywistości w wymiarze czy to społecznym, czy eklezjalnym muszą spełznąć na niczym. Pomijając kwestię trudności zaordynowania odpowiedniego lekarstwa w dzisiejszych realiach, pozostaje jeszcze kwestia – wcale zresztą niebagatelna – czym w istocie jest katolickie wychowanie. A może na początku należałoby zapytać o to, czym w ogóle jest wychowanie jako takie: czy chodzi o mozolne urabianie w młodym człowieku tego, co cała tradycja greckiej filozofii nazywała cnotą (stgr. ἀρετή), czy też chodzi o spełnianie wszelkich zachcianek persony już z urodzenia rzekomo mądrej, rzecz jasna wolnej, no i oczywiście z samej swojej natury dobrej, a przy tym posiadającej nieutracalną „godność osoby ludzkiej”, dysponującej przy tym wszelkimi możliwymi prawami, łącznie z tymi ubliżającymi samemu Stwórcy?
Przyznać trzeba, że na omawianym polu anty-Boża i zarazem antyludzka rewolucja dokonuje zmian w tempie iście ekspresowym, dlatego też każda uwaga zgodna ze zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem ogólnoludzkim będzie już wartościowa i w jakiejś mierze przybliży nas do upragnionego celu. Jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pomimo to nie będzie ona wystarczająca, choćby udało się przypomnieć, a nawet wprowadzić w czyn wszelkie konieczne recepty tego typu. Jest tak, ponieważ choroba, z którą się zmagamy w sferze wychowania, ma charakter nie tylko złożony i wielopłaszczyznowy, lecz wprost dotykający rzeczywistości nadprzyrodzonej. Stąd też i lekarstwo musi mieć nadprzyrodzony charakter. Dlatego szukać go należy jedynie w założonym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Kościele katolickim. W nim bowiem znajdziemy nie tylko lekarstwa na wszelkie bolączki jednostek ludzkich, ale też odpowiednie wytyczne, na których mają się oprzeć przejawy życia wspólnotowego: rodzinnego, społecznego i wreszcie politycznego.
Czym jest więc katolickie wychowanie? Jeśli chcielibyśmy poprzestać na jednym zdaniu, wystarczyłoby napisać, że jest ono wychowaniem nietracącym z pola widzenia tego, co stanowi ostateczny cel życia człowieka, którym jest niebo.
Reszta stanowi domenę środków – bo to przecież cel je określa, a zarazem jest wobec nich nadrzędny. Tym samym ustala się pewna hierarchia dóbr. Dopiero wówczas można mówić o katolickim wychowaniu, gdy te naturalne dobra (takie jak zdrowie, długość życia, samopoczucie itd.) są w oczach wychowawcy mniej istotne od nadprzyrodzonych, od których bezpośrednio zależy wieczne zbawienie wychowanka (stan łaski uświęcającej, dobre nawyki prowadzące do unikania grzechu).
Obawiam się jednak, że dla dzisiejszego katolika, ukształtowanego przez nowoczesny, wygodny i (na swój sposób) bezpieczny świat, stanowi to zasadę bardzo trudną do przyjęcia – a to ze względu na wszechobecny praktyczny naturalizm, każący oceniać wszystko z perspektywy zbyt naturalnej, nieuwzględniającej ceny życia wiecznego. Podkreślmy: postawa ta nie odrzuca katolickich prawd objawionych mówiących o niebie, piekle, sądzie Bożym itd., a jednak traktuje je w sposób nie dość poważny. Tym samym następuje zaburzenie perspektywy. Człowiek skażony praktycznym naturalizmem żyje głównie dla doczesności, wieczność natomiast staje się dla niego zaledwie pożądaną opcją. I podobną mentalność wytwarza w swoim wychowanku.
Jak jednak ustrzec się tej pułapki, jednocześnie unikając fanatyzmu skutkującego przesadą w drugą stronę? Kluczem jest wyrabianie w dziecku odpowiednio rozumianych cnót moralnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że cnoty mają podwójny charakter – chrześcijańska filozofia wyróżnia cnoty nabyte, wytwarzane przez ustawiczne powtarzanie dobrych czynów, i wlane, wynikające wprost z nadprzyrodzonego życia łaski. Te pierwsze stanowiły przedmiot pożądania już u mędrców pogańskich, te drugie kształtowane są w duszach ludzkich bezpośrednio przez dobrego Boga, a z naszej strony wymagają one odpowiedniej dyspozycji zapewnianej przez życie modlitewne i sakramentalne. Prawdziwie katolickie podejście do cnoty wymaga wyrabiania w sobie i w innych obu – jak zaznacza św. Tomasz1 – gatunkowo różnych rodzajów cnót. Przy czym cnoty wlane (nadprzyrodzone) posługują się nabytymi (naturalnymi) jako swoimi narzędziami2. I tak np. roztropność wlana, każąca oceniać wszystko z perspektywy objawionej wiary, posługuje się roztropnością nabytą, widzącą świat z perspektywy zdrowego rozsądku (którego katolikowi nigdy dosyć!). Podobnie dzieje się w dziedzinie sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania.
Zatem cnoty nadprzyrodzone, dające wewnętrzną łatwość potrzebną przy spełnianiu obowiązków, znajdują wsparcie w postaci cnót naturalnych, pomocnych w przezwyciężaniu zewnętrznych przeszkód w wypełnianiu owych obowiązków. Według optyki chrześcijańskiej dopiero połączenie tych dwóch rodzajów cnót, ich zespolenie, daje zdolność do właściwego działania. Tym samym w życiu wyrobionego moralnie chrześcijanina ustalić się może harmonia natury i łaski. Dzięki temu katolik będący świętym, bogaty w oba rodzaje cnót, niepomiernie góruje nad pogańskim mędrcem, posiadającym tylko cnoty naturalne.
Prawdziwe katolickie wychowanie musi być realistyczne. Dlatego ma po pierwsze uwzględniać, nie tylko w teorii, lecz również w praktyce, skażenie natury ludzkiej grzechem pierworodnym – ową znaną nam z katechizmu poczwórną ranę: ignorancji, złośliwości, słabości oraz pożądliwości, która jest w nas zaledwie zabliźniona dzięki łasce chrztu świętego. Stąd wyprowadzić można szereg zasad praktycznego postępowania w bardzo konkretnych sytuacjach, które należy wychowankowi wpajać, również samemu ich przestrzegając. Po drugie dzieło wychowawcze musi uwzględniać osobowość podopiecznego – jego szczególne uzdolnienia i wady wymagające wytężonej pracy. To z kolei wymaga dokładnego poznania osób, za które się odpowiada. Wreszcie po trzecie w wychowaniu należy koniecznie uwzględnić to szczególne zadanie, które każdemu człowiekowi wyznaczyła Boża opatrzność. Niestety o tym dziś prawie wcale się nie pamięta. Ileż powołań do życia wyższego: kapłańskiego i zakonnego, przepadło bezpowrotnie wskutek niestosowania się do tej zasady!
Powyżej opisane zasady i uwagi są o tyle cenne, że w zasadzie każdy katolik jest w pewnej mierze wychowawcą. Skąd jednak ma on czerpać konkretne i szczegółowe rady wychowawcze, których z owych ogólnych zasad nie będzie się dało wyprowadzić? Wciąż niedocenianą pomoc stanowią, obok innych dokumentów Magisterium, liczne encykliki dotyczące szeroko pojętych spraw społecznych, pośród których w pierwszej kolejności należy wymienić: Divini illius Magistri (o chrześcijańskim wychowaniu młodzieży), Sacra virginitas (o świętym dziewictwie), Casti connubii (o małżeństwie chrześcijańskim), Sapientiæ christianæ (o obowiązkach chrześcijan jako obywateli).
Jako w pewnej mierze odpowiedzialni nie tylko za zbawienie własne, ale i naszych potomków, nie zapominajmy o uciekaniu się do pomocy Najświętszej Maryi Panny, najczulszej przecież i najroztropniejszej ze wszystkich matek, a także innych świętych i patronów. Niech oni każdego dnia wyjednują nam łaski potrzebne w pracy wychowawczej!
W rozmowie generał Leon Komornicki ostro krytykuje działania USA i Izraela wobec Iranu, nazywając je „awanturnictwem polityczno-wojskowym”.
Jego zdaniem Trump odszedł od wcześniejszej strategii równowagi sił i doprowadził do destabilizacji kluczowego regionu świata. Generał podkreśla, że bombardowania nie złamią Iranu, a wręcz wzmocnią społeczeństwo i pogłębią konflikty.
Ostrzega też, że skutki tej wojny uderzą w Europę, wzmocnią Rosję i osłabią Zachód.
Autor: CzarnaLimuzyna , 20 marca 2026
„Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał pierwszego przymierza” – cytuje Paweł Lisicki heretyckie fragmenty z listu
I uwaga proszę Państwa, to jest zdanie po prostu heretyckie: „Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.
To jest nieprawda. To jest jawne, bezczelne, skandaliczne zaprzeczenie jasnym i wyraźnym naukom nie tylko całej tradycji Kościoła, ale wyraźnym naukom zawartym w Nowym Testamencie. Otóż jedynym narodem wybranym, o którym wie i słyszał Nowy Testament i o tym nauczali wyraźnie Apostołowie, jest (są) w oczywisty sposób wyznawcy Chrystusa, czyli Kościół, czyli ciało mistyczne Chrystusa.
Paweł Lisicki ma rację. Z zacytowanych fragmentów tego listu wynika, że jeżeli zostanie on odczytany na niedzielnej Mszy Świętej, będzie to oznaczać, że polski Episkopat stanął po stronie Antychrysta.

Luca Signorelli “Kłamstwa Antychrysta”
=========================

[Czyja to ręka, w środku? A może Rysia? md]
========================
Ale teraz Państwu podam najważniejszy z nich, najbardziej uderzający, wprost odrzucający te słowa, które są zawarte w tej nauce polskiego episkopatu. Otóż to jest pierwszy list św. Piotra, drugi rozdział i św. Piotr pisze tak:
7 Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – 8 i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu*, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni. 9 Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, 10 wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali. /1P2/
Widzą Państwo, to jest jedyny moment, kiedy Nowy Testament definiuje kategorię narodu wybranego czy ludu wybranego. Tym ludem wybranym są ci wierzący w Chrystusa, do których zwraca się święty Piotr. Otóż twierdzenie zawarte w liście polskiego episkopatu, które to twierdzenie stwierdza, że Izrael pozostaje nadal narodem wybranym, jest jaskrawym odrzuceniem tradycji apostolskiej i jako takie jest po prostu skandaliczną herezją.
Nie ma to nic wspólnego z nauczaniem katolickim i to, że tego typu słowa przedostały się po prostu do listu, który co najmniej przez kilka godzin był obecny, oznacza, że ci, którzy się pod tym listem podpisali, po prostu w tym aspekcie odrzucają wiarę katolicką. [Nie można odrzucić „w tym aspekcie”. Odrzuca się w całości md]
[Raczej Herezją md]
Dla Polaków Stany Zjednoczone Ameryki są przodownikiem cywilizacji zachodniej a nie schizmą od katolickich zasad, które kiedyś ufundowały Zachód. Obowiązująca w Polsce optyka patrzenia na przechodzi do porządku dziennego nad reformacją oraz Oświeceniem, które zdefiniowały USA jako państwo protestanckich emigrantów.
Liczni autorzy poza Feliksem Konecznym [on zdecydowanie odróżnia. MD] nie odróżniają cywilizacji łacińskiej od cywilizacji zachodniej (np. Emmanuel Todd, czy Kevin MacDonald). Perspektywę Konecznego wyznaczało doświadczenie bliższego obcowania z Rosją i Niemcami niż z Anglosasami. Dzisiejszą perspektywę wyznacza upadek katolicyzmu na Zachodzie. Teza niniejszego artykułu jest taka, że Zachód jest schizmą od katolickości a przeciwne przekonanie skutkiem post-oświeceniowej, głównie amerykańskiej kultury, która najchętniej wymazałaby katolicyzm z historii, zostawiając w niej najwyżej pogański Rzym i Grecję. O ile bowiem republikański oraz imperialny Rzym znajduje swoje odzwierciedlenie w ustroju politycznym (a nawet w neoklasycznej architekturze USA) o tyle nie znajdziemy tam znaczących wpływów katolickich. Wydarzenia polityczne ostatnich dekad pozwalają na uświadomienie sobie tych faktów a tym samym korektę stereotypu.
Inwigilacja Logosu
Wyciek dokumentu z biura FBI w Richmond w 2023 roku ujawnił, że służby specjalne USA traktują przedstawicieli katolicyzmu jako zagrożenie. FBI sugerowała powiązania między „radykalno – tradycyjnymi katolikami” (RTC) a grupami ekstremistycznymi. Dokument został udostępniony ponad 1000 pracownikom FBI w całym kraju przed jego publicznym ujawnieniem. W opracowaniu i przeglądzie dokumentu uczestniczyły biura terenowe w Buffalo, Milwaukee, Louisville i Portland. Dochodzenie Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów z lipca 2025 roku wykazało, że w sprawę zaangażowana była również kwatera główna FBI w Waszyngtonie. FBI opierało się na definicjach skrajnie lewicowych organizacji (np. Southern Poverty Law Center), uznając za podejrzane takie postawy jak „odrzucenie Soboru Watykańskiego II”, „przywiązanie do tradycyjnych wartości rodzinnych” czy „niechęć do nowoczesności”. Inwigilacja rozszerzyła się również na kontakty międzynarodowe, w tym współpracę z biurem FBI w Londynie w celu monitorowania tradycjonalistów za granicą.
Obecnie FBI pod nowym kierownictwem Kasha Patela ujawniła dodatkowe 1300 stron dokumentów, których administracja Bidena-Wraya wcześniej nie chciała udostępnić Kongresowi. Udokumentowano przypadki śledzenia wiernych katolików (np. nauczycielki Christine Crowder) w ramach programów nadzoru lotniczego, mimo braku jakichkolwiek powiązań kryminalnych. Inwigilacja ta nie ustała, lecz uległa profesjonalizacji. Środowiska przywiązane do Mszy łacińskiej i klasycznej metafizyki są postrzegane jako „podatne na wpływy zagraniczne” (głównie rosyjskie lub chińskie), ponieważ odrzucają antropocentryczną i progresywną wizję współczesnego Zachodu. Autorzy tacy jak amerykański tomista Edward Feser są monitorowani przez algorytmy jako promotorzy „sztywnego myślenia”, które może prowadzić do oporu wobec globalnych zmian strukturalnych.
W 2024 roku nastąpiła semantyczna zamiana pojęć. Samodzielność informacyjna została zdefiniowana jako „podatność na wrogą dezinformację”. Jeśli jednostka używa logiki do podważenia oficjalnych narracji, jest to niebezpieczną „radykalizacją”. Dzięki temu liberalna demokracja może stosować cenzurę algorytmiczną i inwigilację (jak wspomniane akcje FBI wobec tradycjonalistów), twierdząc, że robi to w celu „ochrony instytucji demokratycznych”. Służby amerykańskie (FBI, NSA) traktują zatem tradycyjne wzorce myślenia jako zagrożenie, którą należy objąć kontrolą informacyjną i wywiadowczą.
Wspólny interes imperiów
Opozycja wobec obcej Stanom Zjednoczonych tradycji łacińskiej nie będzie zaskakująca jeśli popatrzy się na to, co działo się w Kościele katolickim przed II Soborem Watykańskim. Józef Mackiewicz w swojej analizie „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” zdiagnozował wektor ataku ze Wschodu. Watykan pod wpływem Jana XXIII i Pawła VI, poprzez Ostpolitik kardynała Casarolego, zaczął układać się z Moskwą. Mackiewicz jako zdeklarowany antykomunista, widział w tym zdradę. Dokumenty z archiwum Mitrochina potwierdziły, że agenci bloku wschodniego infiltrowali Sobór, by zablokować potępienie komunizmu. Rzeczywiście II Sobór Watykański jest jedynym soborem w historii, który nie potępił żadnego błędu, oszczędzając mordującą miliony ideologię komunistyczną. W 2026 roku warto wreszcie dostrzec drugi wektor – ten, który płynął z Waszyngtonu.
KGB i CIA miały w czasie Soboru wspólny interes. KGB dążyło do neutralizacji przeciwnika. Natomiast CIA potrzebowała Kościoła, który zaakceptuje liberalizm i laickość. Oba imperia były zainteresowane wprowadzeniem ekumenizmu i dialogu w miejsce przedsoborowej struktury. Dlatego w czasie gdy SB inwigilowała polskie parafie, zachodnie fundacje i służby formatowały elity katolickie, między innymi środowisko „Znaku”, czy „Tygodnika Powszechnego” w Polsce. Promowano w tym celu katolicyzm otwarty Jacquesa Maritaina i Johna Courtney’a Murray’a. Odtajnione przez Kasha Patela dokumenty FBI pokazują zatem, iż dzisiejsze inwigilowanie tradycjonalistów w USA ma swój precedens we wcześniejszych operacjach.
Mackiewicz myślał, że ucieczka w stronę Zachodu jest ucieczką ku wolności. Tak jak Koneczny nie dostrzegał, że Zachód buduje własny, bardziej subtelny system, oparty na długu i kontroli informacyjnej a nie na gułagu. Polscy patrioci od dekad zaczadzeni zagrożeniem ze Wschodu przeoczyli, że przemiany Kościoła nie były procesem wyłącznie religijnym. Waszyngton aktywnie finansował i promował tych teologów oraz te nurty, które osłabiały tradycyjne struktury na rzecz elastycznego modelu religii demokratycznej, łatwiejszej do wkomponowania w strukturę interesów współczesnego establishmentu. Podejrzenie, że USA maczały ręce w obradach Soboru Watykańskiego II jest nie tylko uzasadnione cybernetycznie, ale znajduje coraz silniejsze oparcie w badaniach historycznych. CIA nie musiało przekupywać 2500 biskupów. Wystarczyło wzmacniać sygnały kryzysu modernistycznego, zgodnie z amerykańskim celem. Jeśli przyjmiemy, że USA po 1945 roku budowały masońską republikę przeciwko blokowi komunistycznemu, to Vaticanum Secundum oraz ruch ekumeniczny były dla nich najważniejszym odcinkiem frontu ideologicznego.
Teologia pod nadzorem CIA
Przed 1958 rokiem Kościół pod Piusem XII posiadał własny autorytet, którego CIA nie mogła wymienić. Wierni słuchali bowiem Rzymu a nie Waszyngtonu. Dla architektów amerykańskiej potęgi taki Kościół był problemem, który należało rozwiązać. Finansowanie powstałej w 1948 roku Światowej Rady Kościołów (WCC) oraz wpływanie na europejskie elity teologiczne miało wypromować służący pacyfikacji doktrynalnej ekumenizm. Jeśli katolicyzm stałby się jedną z wielu religii, to straciłby swoją zdolność sterowniczą i tym samym łatwo poddawałby się instrumentalizacji.
A USA potrzebowały szerokiego frontu religijnego przeciw ZSRR. Aby go zbudować, trzeba była namówić hierarchów Kościoła do rezygnacji z wyłączności zbawienia, czyli z katolickiego dogmatu: extra Ecclesiam nulla salus. CIA wspierała zatem progresywnych teologów z Europy Zachodniej, którzy głosili konieczność „otwarcia na świat”. Belgia, Holandia, Niemcy i Francja po 1945 roku były pod całkowitą kontrolą wywiadowczą i finansową USA w związku z realizacją planu Marshalla. CIA wiedziała, że jeśli Rzym zaakceptuje amerykański model rozdziału Kościoła od państwa (laickość), to USA staną się nowym autorytetem moralnym świata, co zresztą potwierdził Paweł VI przemawiając na forum ONZ. Wspieranie tzw. „nowej teologii” (nouvelle théologie) przez amerykańskie fundacje i stypendia pozwalało na wykształcenie kadr soborowych, które były mentalnie sformatowane pod zachodni liberalizm.
W latach 50. XX wieku CIA, pod kierownictwem Allena Dullesa, przekazywała ogromne kwoty na wsparcie prozachodnich ruchów katolickich. Wywiadowcze fundusze płynęły do organizacji powiązanych z Akcją Katolicką i polityków chadeckich, aby zapobiec dojściu komunistów do władzy. CIA przekazywała licznym biskupom i księżom darowizny na ich ulubione organizacje charytatywne, przy czym hierarchowie często nie znali prawdziwego źródła pochodzenia pieniędzy. Postać Johna Courtney’a Murray’a, głównego architekta deklaracji Dignitatis Humanae o wolności religijnej na II SW jest najlepiej udokumentowanym przykładem styku teologii z interesami Waszyngtonu. Murray był wspierany przez potężne postacie amerykańskiego establishmentu, jak Henry Luce (wydawca magazynów „Time” i „Life”), który uważał, że katolicyzm musi zostać zmodernizowany, aby stać się ideologicznym wsparciem dla amerykańskiej hegemonii. USA promowały zatem murrayowską wizję laickości państwa zabójczą dla tradycyjnej koncepcji państwa katolickiego a formującej Kościół na modłę amerykańskiego liberalizmu.
Operacja „polski papież”
Spektakularnym sukcesem tych działań okazał się Karol Wojtyła. Przyjaźń z Anną Teresą Tymieniecką, tłumaczką opus magnum Wojtyły „Osoba i czyn”, była kanałem transmisyjnym, przez który amerykański establishment rozmiękczał tomistyczny fundament przyszłego papieża. Mąż Tymienieckiej, Hendrik Houthakker – profesor Harvardu i doradca ekonomiczny prezydentów USA Nixona i Forda oraz Zbigniew Brzeziński – doradca do spraw bezpieczeństwa w Białym Domu byli łącznikami z samym jądrem deep state. Będący ewenementem wykład Wojtyły na Harvardzie w 1976 roku był de facto jego prezentacją dla amerykańskich elit. To tam Houthakker i ludzie powiązani z Radą Stosunków Zagranicznych (CFR), oraz niedawno powstałą Komisją Trójstronną Davida Rockefellera, mogli ocenić, czy Wojtyła jest przydatny w ramach ich strategii. Wyjazd ten był pilnie obserwowany przez służby. USA szukały kogoś, kto mógłby rozbić blok wschodni od środka. Kogoś kto nie byłby sztywnym konserwatystą, lecz kimś rozumiejącym prądy nowoczesności.
Zbigniew Brzeziński, wówczas doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jimmy’ego Cartera i współzałożyciel Komisji Trójstronnej, odegrał kluczową rolę. Po wyborze w 1978 roku Jan Paweł II faktycznie skierował do Brzezińskiego słowa podziękowania (według relacji Brzezińskiego i świadków). Jan Paweł II, mimo swoich (zapewne dobrych) intencji, stał się głównym promotorem autorytetu ONZ i struktur międzynarodowych. Jego przemówienia w ONZ o „rodzinie narodów” były wygłaszane w tym samym czasie, gdy finansiści z Wall Street przygotowywali plan drenażu tychże narodów w ramach rządu światowego (o rządzie światowym jest zresztą mowa w konstytucji soborowej Gaudium et spes).
Jan Paweł II ostatecznie przypieczętował soborowy ekumenizm w Asyżu w 1986 roku. Jeśli papież modli się z szamanami, to znaczy, że prawda katolicka nie ma znaczenia, stając się narzędziem władzy politycznej.
Opisany powyżej mechanizm sterowania stał się tematem twórczości Vladimira Volkoffa. Oficer francuskiego wywiadu (SDECE) w swoich powieściach, takich jak Montaż, Werbunek czy Gość papieża, pokazuje, że najskuteczniejsza nie jest władza, która używa łatwo identyfikowalnej siły, lecz ta, która operuje trudnym do wykrycia miękkim wpływem. Według Volkoffa celem dezinformacji nie jest proste kłamstwo, lecz takie przekształcenie obrazu świata w głowie przeciwnika, by zaczął on pragnąć tego, co jest korzystne dla agresora. Dlatego służby nie tyle niszczą instytucje, co podmieniają od środka ich parametry. Agentem nie jest ten, kto nosi legitymację CIA czy KGB, ale ten, kto powiela narzuconą mu siatkę pojęciową (np. „ekumenizm”, „dialog”, „inkluzję”), myśląc, że to są jego własne poglądy. To jest sterowanie informacyjne w czystej postaci: nie proste kłamstwo, ale budowanie fałszywego obrazu rzeczywistości przy użyciu prawdziwych elementów.
Jan Paweł II dostarczył prawdy, dobra i miłości, które były autentyczne, ale zostały wmontowane w szerszy projekt polityczny. Świętość czy autorytet papieża stały się idealną osłoną dla procesu, którego wierni mogliby nie zaakceptować, gdyby podano im go wprost. Tym sposobem amerykański establishment nie podbił Kościoła siłą, lecz uwiódł go obietnicą wpływu na świat.
Kto się boi katolicyzmu?
Państwo które inwigiluje Kościół i steruje jego przekazem nie realizuje wzorca łacińskiego lecz protestancką zasadę „cuius regio eius religio”. Do tego samego skutku prowadzi również model bizantyjski (prawosławny), polegający na niewykonalnej próbie utożsamienia państwa z Kościołem. Kościelnego autorytetu solidarności nie da się połączyć w jedno z państwowym autorytetem sankcji. W odróżnieniu od przymusu państwowego przynależność do Kościoła jest dobrowolna. Katolicyzm jest zatem „libertariański” w tym sensie, że nie narzuca nikomu wiary, dysponując tylko oddziaływaniem kulturowym, czyli tak zwaną „miękką siłą”.
Narosłe przez wieki nieporozumienia zapoznają, że autorytet solidarności nie wyklucza się procedurami weryfikacji spójności systemu. Historyczna inkwizycja kościelna (w odróżnieniu od jej państwowych mutacji, jak inkwizycja hiszpańska) nie była narzędziem przymusu wobec niewiernych, lecz wewnętrznym protokołem sprawdzającym, czy ci, którzy dobrowolnie przyjęli katolicki Logos, nadal pozostają mu wierni. Podobnie Państwo Kościelne, będące polityczną osłoną dla politycznej niezależności papieża, nie było tożsame z samym Kościołem jako depozytariuszem Prawdy. W modelu łacińskim przymus (sankcja) pojawia się dopiero tam, gdzie kończy się dobrowolność wyznania, a zaczyna domena świeckiego porządku, który ma wypływać z katolickich zasad, nie będąc jednak przez nie same zastępowanym.
Skoro katolicyzm steruje się autorytetem solidarności, to jedyną możliwą relacją do państwa jest przyjęcie wspólnego celu, czyli dobrowolnym uznaniu przez państwo wiary Kościoła. Model łaciński polega zatem na informacyjnym podporządkowaniu państwa Kościołowi. Państwo ma ten sam cel co Kościół (w zależności od przyjętej perspektywy: chwałę Bożą lub zbawienie dusz). Różnica leży w używanych środkach, które w państwie są świeckiej a w Kościele sakralnej (nadprzyrodzonej) natury. Tę właśnie decydującą o łacińskim charakterze cywilizacji zasadę wyrażają słowa Jezusa Chrystusa: „oddajcie Bogu, co boskie a cesarzowi, co cesarskie”.
Wbrew temu co się często sądzi oraz pisze państwo katolickie jest państwem wyznaniowym i tym różni się od świeckiego państwa protestanckiego. Autonomia świeckiego państwa logicznie musi oznaczać używanie religii, jako ideologicznego narzędzia władzy świeckiej, gdyż niemożliwa jest władza „neutralna światopoglądowo”, czyli obojętna wobec własnych celów. Taki właśnie podporządkowany charakter religii jest zasadą ustroju USA. Dotychczasowy brak twardej egzekucji tego podporządkowania odpowiada za powszechne mylenie ustroju Ameryki z zasadami łacińskiego Zachodu.
USA jako wróg cywilizacji łacińskiej
W ustroju liberalnym religiami zarządza się w ramach logiki rynkowej, zgodnie z pomysłem jego fundatora Johna Locka. Angielski myśliciel słusznie wykluczył z niego katolików i Żydów, uznając, że obie konfesje są zagrożeniem dla demokratycznego porządku. FBI daje tylko temu świadectwo inwigilując ludzi za czytanie Arystotelesa, czy chodzenie na Mszę trydencką. Gdy słabnie sterowanie informacyjne, czyli gdy ludzie przestają wierzyć, system musi przejść na sterowanie energetyczne (przymus, inwigilację itd.). Upadek narracyjny i przejście do sterowania energetycznego falsyfikuje mit demokratyczny, sprowadzając go do mechanizmu obsady stanowisk. Liberalna demokracja kończy się systemem procedur chroniących elity przed własnym społeczeństwem, pokazując tym samym opresyjny charakter władzy państwowej autonomicznej wobec religijnych zasad.
W demokracji wyborcy nie posiadają u polityków znaczącego autorytetu epistemicznego (N wie lepiej, więc słucham go jako eksperta). Żaden polityk nie uważa, że lud wie lepiej niż on, jak zarządzać państwem. Dziedziną w której polityk uznaje głos wyborców jest jedynie selekcja wskazanego uprzednio wyborcy personelu. Tylko tu wyborca jest autorytetem deontycznym (N ma prawo rozkazywać, więc słucham go jako szefa) i może wskazać poprzez swój głos, kto zajmie fotel. Ponieważ autorytet jest relacją trójczłonową (N posiada autorytet wobec O w dziedzinie D) poza aktem wyborczym relacja autorytetu przestaje istnieć. Polityk po wyborach przestaje uznawać wyborcę za kogoś, kogo powinien słuchać, ponieważ dziedzina, w której wyborca miał głos, została zamknięta w momencie ogłoszenia wyników. Przez resztę czasu władza jest autonomiczna i to ona wbrew mitowi demokratycznemu steruje wyborcą poprzez propagandę.
Sytuacja nie odbiega od przedstawionej przez Bolesława Prusa w powieści „Faraon”. Jeśli kontroluje się to, co ludzie wierzą, to kontroluje się ich strach i posłuszeństwo. Młody władca Ramzes chce władzy ale przegrywa, ponieważ kapłani kontrolują energię (pieniądz) oraz informację. Skarbiec jest pusty, a państwo zadłużone u Fenicjan. Powieściowi Fenicjanie pełnią rolę dzisiejszych funduszy inwestycyjnych i globalnych korporacji. Nie interesuje ich dobro Egiptu, lecz stopa zwrotu i przejmowanie fizycznych aktywów państwa. Zmagazynowane w Labiryncie zyski zabezpieczone są skomplikowaną procedurą i psychologicznymi sztuczkami, niczym współczesny system finansowy, z którego przeciętny człowiek rozumie dokładnie tyle, co egipscy chłopi z zaćmienia Słońca.
Jeśli władza ludu ogranicza się do obsady stanowisk, wyborca wybiera zarządcę Labiryntu, ale nie ma żadnego wpływu na to, jak Labirynt jest zbudowany. Politycy niczym arcykapłan Herhor z powieści Prusa zaciekle walczą o kontrolę nad informacją, produkując jej coraz dziwniejsze odsłony. Chcą by moment, w którym uznają autorytet ludu, był maksymalnie przez nich kontrolowany. To sprawia, że liberalna demokracja jest w istocie oligarchią legitymizowaną rytualnie przez wybory. Jednak gdy dług USA sięga 120% PKB a lotniskowce US Navy tracą swoją dotychczasową nietykalność, oligarchia władzy staje się bardziej brutalna. Skoro lud w przypływie desperacji mógłby zwolnić cały zarząd, dyrekcja musi zadbać o to, by lud nie miał dostępu do rzetelnych danych. W szczególności do odzyskania „łacińskiego libertarianizmu”, czyli uznania, że nad państwem musi stać obiektywny Logos, którego nie da się ani przegłosować, ani zadłużyć.
Włodzimierz Kowalik
Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)
Irańczycy pokazali, że Trump znacznie niedocenił ich możliwości. Trump wzywa teraz inne kraje – z niewielkim powodzeniem – do wysłania swoich okrętów wojennych w celu utrzymania Cieśniny Ormuz, ponieważ zadanie to jest zbyt duże dla Marynarki Wojennej USA. Próbuje też zawrzeć z Putinem i Modim porozumienia w sprawie zniesienia sankcji na rosyjską ropę w zamian za dostawy tej ropy do Europy, a nie do Azji.
Trump lub jego doradcy opracowali plan zajęcia wyspy Kharg, co bardziej przypomina misję samobójczą.
Irańczycy trzymają się mocno na jednym froncie, ale zdają się chwiać na innym, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie jestem przekonany, czy Irańczycy w pełni rozumieją sytuację. Na przykład Mohsen Rezaee, były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, a obecnie członek Rady Doraźnej, powiedział, że „obecność USA w Zatoce Perskiej przez ostatnie 50 lat była główną przyczyną braku bezpieczeństwa”. Stwierdził, że zakończenie wojny wymaga „wycofania się USA z Zatoki Perskiej”.
Moim zdaniem generał Rezaee źle rozumie sytuację. To nie sama obecność Amerykanów jest przyczyną braku bezpieczeństwa. Powodem jest to, że amerykańskie bazy służą Izraelowi. Co więcej, prawdziwą przyczyną braku bezpieczeństwa dla wszystkich państw muzułmańskich jest syjonistyczny plan Wielkiego Izraela. Kiedyś definiowany jako „od Nilu do Eufratu”, Wielki Izrael został ostatnio zdefiniowany jako „od Nilu do Pakistanu”.
=============================
Tymczasem: Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne. Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać ! md]
==========================
Generał zdaje się nie rozumieć, że wycofanie się USA z Zatoki Perskiej nie zniweczy syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. Iran powinien domagać się odrzucenia tego syjonistycznego planu.
Nawet prezydent Iranu Masud Pezeshkian nie rozumie sytuacji. Twierdzi, że „jedynym sposobem na zakończenie tej wojny” jest uznanie praw Iranu, wypłacenie mu reparacji i udzielenie solidnych gwarancji na wypadek przyszłej agresji. Jest w całkowitym błędzie. Wojnę mogliby wstrzymać jedynie irańscy urzędnicy, którzy nie rozumieją sytuacji, ale jedynym sposobem na jej prawdziwe zakończenie byłoby porzucenie przez Izrael syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. A Izrael tego nie zrobi.
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odrzucił rozmowy o negocjacjach pokojowych. Stwierdził, że Trump już dwukrotnie oszukał i zaskoczył Iran w trakcie negocjacji i że Iran nie popełni tego błędu ponownie.
W rzeczywistości Iran popełnia jeszcze większy błąd. Syjonistyczny plan Wielkiego Izraela jest nie do pogodzenia z istnieniem muzułmańskiego Iranu (ani Turcji i Arabii Saudyjskiej). Jeśli ten plan nie zostanie porzucony, Iran nie będzie miał innego wyboru, jak walczyć aż do upadku własnego lub Izraela. Fakt, że Iran nigdy nie przejął inicjatywy, nigdy nie wykorzystał swojej przewagi strategicznej, lecz czekał i praktycznie sam się prowokował, sugeruje, że Iran nie rozumie tego planu.
Amerykanie, Europejczycy i media też tego nie rozumieją. Prawdziwa przyczyna wojny jest po prostu ignorowana. Jeśli Iran nie stanie się mądrzejszy, ryzykuje, że zostanie wciągnięty w kolejną bezsensowną umowę.
pch24.pl/zydzi-zabili-ponad-tysiac-libanczykow-iran-zaatakowal-instalacje-gazowe-ceny-w-gore

(fot. PAP/EPA/WAEL HAMZEH)
Polska Agencja prasowa podała podsumowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Irańskie ataki odwetowe na instalacje gazowe w Katarze spowodowały w czwartek wzrost cen gazu na światowych rynkach. Donald Trump zagroził, że w razie kolejnego ataku wysadzi irańskie złoże gazu South Pars. Liczba zabitych od początku izraelskiej agresji na Liban przekroczyła tysiąc.
W środę w wyniku irańskiego ataku na najważniejszą instalację gazową Kataru, Ras Laffan, wybuchł pożar, który spowodował „znaczne” szkody, jak podały władze katarskie. Obiekt, należący do QatarEnergy, zapewnia około jednej piątej globalnego zaopatrzenia w skroplony gaz ziemny (LNG). W 2025 roku QatarEnergy wyeksportował 80,97 mln ton LNG.
Prezes QatarEnergy Saad al-Kaabi, cytowany przez agencję Reutera, powiedział, że irańskie ataki zniszczyły 17 proc. katarskiego potencjału eksportowego LNG, powodując roczne szkody szacowane na 20 mld dolarów z tytułu utraconego dochodu i zagrażając dostawom do Europy i Azji.
Prócz Kataru Iran zaatakował też instalacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak przekazały lokalne władze, praca terminala gazowego Habshan w emiracie Abu Zabi w ZEA została zawieszona, gdy w okolicy spadły odłamki pocisku, który został przechwycony przez obronę powietrzną ZEA.
W czwartek, jak przekazała AFP, Iran zaatakował także dwie rafinerie należące do Kuwejckiej Narodowej Spółki Naftowej (KNPC) oraz zakład przetwórstwa ropy naftowej w Janbu w Arabii Saudyjskiej
Agencja Bloomberga zwróciła uwagę, że ceny gazu w Europie bardzo mocno wzrosły w czwartek w związku z atakami Iranu. Jak zauważają maklerzy, cytowani przez agencję, poziom cen ropy także utrzymuje się na wysokim poziomie.
Irańskie ataki były odpowiedzią na izraelski atak, w wyniku którego w głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską, doszło w środę do pożaru. Znajdujące się tam złoża South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran z Katarem. Dostarcza ono około 70 proc. gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX wieku.
Prezydent USA zapewnił w środę wieczorem, że nie wiedział o izraelskim ataku na irańskie złoże gazowe South Pars. Niemniej światowe media podają to w wątpliwość. Trump zapowiedział jednocześnie, że jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG, to USA wysadzą w powietrze całe złoże South Pars.
„Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie” – napisał Trump w serwisie Truth Social.
Niemniej dziennik „Wall Street Journal” przekazał, powołując się na przedstawicieli władz amerykańskich, że Trump wydał zgodę na środowy izraelski atak na irański zakład gazowy South Pars, ale nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne w Iranie w obawie o dalsze wzrosty cen.
Czynnikiem wpływającym na wysoki poziom cen ropy jest częściowa blokada cieśniny Ormuz wprowadzona przez Teheran w odpowiedzi na atak USA i Izraela. W normalnych warunkach przez ten wąski korytarz morski przechodzi ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej. Sześć państw – Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia – oznajmiło w czwartek, że są „gotowe wnieść wkład” w zapewnienie bezpieczeństwa w tej cieśninie.
Jak przekazała agencja Mehr, cytując irańskiego deputowanego Mohammada Mokbera, władze Iranu rozważają nałożenie opłat na statki przepływające przez cieśninę.
Unia Europejska deklaruje starania na rzecz znalezienia rozwiązania pogarszającej się sytuacji na rynkach energii. W związku z trwającą wojną na Bliskim Wschodzie zorganizowany czwartek szczyt UE Brukseli zdominował temat wpływu wojny na unijną gospodarkę. Przywódcy dyskutują m.in. o rozwiązaniach, które mają pomóc ochronić europejskie interesy.
Izrael nie wstrzymuje ataków na Liban, który został wciągnięty do wojny przez szyicką organizację Hezbollah, która zadeklarowała, że pomści ajatollaha Alego Chameneiego, który zginął w amerykańsko-izraelskim ataku 28 lutego.
Z danych opublikowanych w czwartek przez libańskie ministerstwo zdrowia wynika, że bilans zabitych od początku izraelskiej agresji na Liban przekroczył tysiąc osób. Wyliczenia są prowadzone od 2 marca, kiedy Izrael rozpoczął kampanie ataków na Liban, mające na celu zniszczenie Hezbollahu.
W atakach zginęło łącznie 1001 osób, w tym 118 dzieci, a 2584 jest rannych. Władze w czwartek doprecyzowały, że śmierć poniosło 79 kobiet i 40 pracowników służby zdrowia. Ostatni bilans podawany przez libański resort zdrowia wynosił 968 osób zabitych.
W Iranie służby zatrzymują osoby oskarżane o przynależność do opozycji lub wspieranie Izraela i USA. W czwartek resort spraw wewnętrznych w Teheranie przekazał, że zatrzymano 97 osób, którym zarzuca się współpracę z Izraelem. Według niezależnego portalu Iran International osoby te są podejrzane o planowanie zamieszek przy wsparciu „amerykańskich syjonistów”.
Ciągnąca się wojna z Iranem obciąża budżet USA. Przedstawiciele administracji Trumpa szacują, że pierwszych sześć dni wojny z Iranem kosztowało Stany Zjednoczone co najmniej 11,3 mld dolarów. W związku z tymi kosztami Pentagon zwrócił się do Białego Domu, by zatwierdził wniosek do Kongresu o przekazanie resortowi ponad 200 mld dolarów na prowadzenie wojny z Iranem, o czym poinformował w środę dziennik „Washington Post”, powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela administracji.
Stacja CNN podała w czwartek, że amerykański myśliwiec F-35 lądował awaryjnie na Bliskim Wschodzie po tym, gdy został uszkodzony przez irańskie siły.
Jak podała telewizja, rzecznik CENTCOM kpt. Tim Hawkins powiedział, że myśliwiec „wykonywał misję bojową nad Iranem”, gdy został zmuszony do awaryjnego lądowania. Rzecznik dodał, że samolot wylądował bezpiecznie, a incydent jest badany.
Rzecznik izraelskiej armii ppłk Nadaw Szoszani oznajmił w czwartek, że izraelskie lotnictwo zaatakowało w nocy ze środy na czwartek irański port Bandar-e Anzali nad Morzem Kaspijskim, niszcząc kilka okrętów marynarki wojennej i infrastrukturę portową.
W nalocie zniszczono korwetę, cztery kutry rakietowe, kilka jednostek pomocniczych, a także centrum dowodzenia i stocznię. Niektóre okręty zostały zaatakowane w porcie, a inne na wodach Morza Kaspijskiego – podało wojsko w komunikacie.
Według niezależnych źródeł w nalotach na Iran zginęło ok. 1300 irańskich cywilów, 3,2 mln osób zostało tymczasowo przesiedlonych, a ponadto uszkodzono prawie 22 tys. budynków cywilnych.
W atakach odwetowych Iranu śmierć poniosło ok. 50 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy i 17 izraelskich cywilów. Głównymi celami tych uderzeń są Izrael oraz państwa regionu Zatoki Perskiej, gdzie znajdują się instalacje wojskowe USA.
Źródło: PAP

Haley Britzky cnn.com/us-ford-carrier-fire-iran-war

The US Navy aircraft carrier USS Gerald R. Ford departs Souda Bay on the island of Crete on February 26, 2026.Costas Metaxakis/AFP/Getty Images/File
The USS Gerald R. Ford aircraft carrier is moving away from operations tied to the Iran war and sailing to the US Navy’s base in Crete for repairs after a fire broke out in the ship’s laundry area last week, a US official said.

The movement of the Navy’s most advanced aircraft carrier comes as military operations against Iran are still in full swing, particularly as the US is seeking ways to reduce Iran’s threat to shipping in the Strait of Hormuz. The carrier has served as a ready platform for American fighter jets to participate in the campaign.
The fire on March 12 was not combat-related, the US military said at the time. Two sailors received medical treatment for non-life-threatening injuries and were in stable condition.
The US official said the Ford, which was sailing in the Red Sea, would be at Souda Bay in Crete “for a brief period to conduct repairs,” which would determine what can be fixed immediately and what may need to be fixed when the ship goes back to its home port after its deployment. The other ships within the Ford Carrier Strike Group are remaining where they are in the region and not joining the Ford at Souda Bay.
USNI News first reported that the Ford was heading to Souda Bay for repairs.
The Pentagon declined to comment for this story.
Chairman of the Joint Chiefs of Staff Gen. Dan Caine said Friday that the Pentagon was aware of the fire on board the Ford.
“We’re thinking about the crew there who were injured in the fire,” Caine said during a Pentagon press briefing. “We believe and hope that everyone will be OK and we’re grateful for that.”
The Ford — the Navy’s most advanced aircraft carrier — has been deployed for months, first to the Caribbean as part of the US military’s buildup in the region amid heightened tensions with Venezuela. In February, President Donald Trump said he was sending the carrier strike group to the Middle East in a move to apply more pressure on Iran.
The strike group entered the Mediterranean Sea in late February. The USS Abraham Lincoln Carrier Strike Group has also been deployed in the region.
The Ford could break a record for the longest carrier deployment post-Vietnam if it remains deployed through mid-April, according to USNI News. It left for deployment to the Caribbean on June 24, 2025, according to US Southern Command.
The fire last week followed reports of consistent plumbing issues aboard the carrier, though the Navy said those issues had no impact on the carrier’s operations.
The New York Times reported this week that it took more than 30 hours to put out the fire, and that 600 crew members lost their beds. The US official said, however, that the entire effort in responding to the fire took 30 hours — putting out the fire, cleaning up water damage or other substances used to put out the fire, and ensuring there were no flare-ups — not that the fire itself burned for 30 hours.
The official also said that slightly more than 100 beds were damaged in the fire, as some sleeping areas are adjacent to the laundry area. But they acknowledged roughly 600 sailors total were displaced from their sleeping areas or bunks. Displacement could happen because their bed specifically was impacted — beds are sometimes shared by service members who are on opposite shifts — or because the entire space is deemed uninhabitable because of smoke or water damage to some of the beds.
The Ford strike group consists of the carrier and its carrier air wing, as well as Arleigh Burke-class guided missile destroyers the USS Mahan, USS Bainbridge, and the USS Winston S. Churchill.
20/03/2026 zmianynaziemi.pl/iranski-system-obrony-powietrznej-trafil-amerykanski-niewykrywalny-mysliwiec-f-35

Źródło: AI Generated
Do pierwszego potwierdzonego trafienia amerykańskiego myśliwca F-35 Lightning II przez irański system obrony powietrznej doszło w nocy z 19 na 20 marca 2026 roku. Według informacji przekazanych przez źródła zbliżone do Pentagonu, maszyna została ugodzona pociskiem wystrzelonym z irańskiego stanowiska naziemnego podczas lotu bojowego nad terytorium Iranu. Pilot zdołał bezpiecznie wylądować w amerykańskiej bazie w regionie.

Amerykańskie Centralne Dowództwo potwierdziło, że jeden z samolotów F-35 uczestniczący w operacjach nad Iranem doznał uszkodzeń w wyniku ostrzału z ziemi. W komunikacie podkreślono, że załoga wróciła do bazy w stabilnym stanie. Władze w Waszyngtonie nie udostępniły szczegółowych informacji na temat rodzaju uszkodzeń ani okoliczności incydentu.
Grupa Strażników Rewolucji Islamskiej, która kontroluje irańskie siły obrony powietrznej, ogłosiła, że to jej żołnierze odpowiadają za trafienie amerykańskiej maszyny. Według komunikatu irańskiego, do zdarzenia doszło około godziny 2:50 czasu lokalnego w centralnej części kraju. Irańczycy poinformowali, że samolot został poważnie uszkodzony i musiał opuścić przestrzeń powietrzną Iranu.
Do sieci trafiło nagranie, które ma dokumentować moment trafienia. Weryfikacja autentyczności materiału wciąż trwa. Eksperci wojskowi zwracają uwagę, że tego typu doniesienia wymagają potwierdzenia przez niezależne źródła, takie jak dane wywiadowcze czy zdjęcia satelitarne.
Według informacji podawanych przez irańskie media, atak przeprowadzono przy użyciu systemu obrony powietrznej Majid. To stosunkowo nowa broń krótkiego zasięgu, zaprezentowana publicznie w 2021 roku. System został zamontowany na podwoziu lekkiej ciężarówki, co zapewnia wysoką mobilność. Każda wyrzutnia przenosi cztery rakiety w hermetycznych kontenerach.
Głowica naprowadzająca pocisku wykorzystuje obrazowanie termowizyjne, co oznacza, że rakietę trudno wykryć za pomocą standardowych systemów ostrzegania o promieniowaniu elektromagnetycznym. Zasięg skuteczny szacowany jest na około 8-15 kilometrów, pułap do 6 kilometrów. Producent deklaruje możliwość zwalczania celów manewrujących z niewielką sygnaturą cieplną.
Konflikt zbrojny między Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem a Iranem trwa od końca lutego 2026 roku. Sojusznicze siły przeprowadzają intensywne naloty na irańskie obiekty nuklearne, magazyny rakiet balistycznych oraz instalacje produkujące bezzałogowce i pociski manewrujące. W pierwszych tygodniach operacji zniszczono większość dużych radarów dalekiego zasięgu należących do irańskiego systemu obrony powietrznej.
Zniszczenie stacjonarnych instalacji radarowych zmusiło Irańczyków do zmiany taktyki. Zamiast tradycyjnej obrony opartej na rozbudowanej infrastrukturze, siły irańskie przeszły na rozproszony model działania. Mobilne stanowiska wyrzutni krótkiego i średniego zasięgu operują teraz z różnych lokalizacji, co utrudnia ich wykrycie i zniszczenie.
F-35 to wielozadaniowy myśliwiec piątej generacji zaprojektowany z myślą o minimalnej wykrywalności przez systemy radarowe. Samolot został wyposażony w zaawansowane systemy walki elektronicznej i rozpoznania. Mimo to incydent z marca 2026 roku pokazuje, że nawet najnowocześniejsze maszyny nie są całkowicie odporne na ataki z ziemi, zwłaszcza gdy operatorzy systemów obrony powietrznej dysponują odpowiednią taktyką i sprzętem.
Poprzednie doniesienia o zestrzeleniu izraelskich samolotów F-35 okazały się nieprawdziwe. Irańska telewizja państwowa przyznała w grudniu 2025 roku, że informacja o zestrzeleniu dwóch maszyn izraelskich podczas dwunastodniowego konfliktu została podana na podstawie niepotwierdzonych danych od oficjela wojskowego.
Eksperci wojskowi podkreślają, że każde potwierdzone trafienie samolotu stealth stanowi istotną informację dla analityków zajmujących się obronnością. Dotychczas F-35 brał udział w wielu operacjach bojowych, jednak nigdy wcześniej nie odnotowano przypadku, gdy maszyna tego typu została trafiona pociskiem ziemia-powietrze w warunkach rzeczywistego konfliktu.
Amerykańskie władze wojskowe zapowiedziały szczegółowe dochodzenie w sprawie incydentu. Na razie nie podano, czy uszkodzony samolot będzie można naprawić, czy też został uznany za całkowitą stratę.
=============================================
Źródła:
https://www.jpost.com/middle-east/iran-news/article-890587
https://www.cnn.com/2026/03/19/politics/f-35-damage-iran-war
jpost.com/middle-east/iran-news
An IDF F-35 „Adir” shot down an Iranian Air Force YAK-130 fighter jet on March 4, 2026.(photo credit: IDF SPOKESPERSON UNIT)ByDANYA SAPERSTEINMARCH 19, 2026 18:35Updated: MARCH 19, 2026 18:42
A US F-35 fighter jet was forced to make an emergency landing at a US air base in the Middle East after being struck by what is believed to be Iranian fire, CNN reported on Thursday, citing two sources familiar with the matter.
Iranian media claimed the IRGC was behind the hit shortly after.
According to Capt. Tim Hawkins, a spokesperson for US Central Command, the F-35 was „flying a combat mission over Iran” when it was struck and was forced to make an emergency landing.
„The aircraft landed safely, and the pilot is in stable condition,” CNN quoted Hawkins as saying.
„The incident is under investigation,” Hawkins added.
This would be the first time Iran has hit a US aircraft in the war. Both the US and Israeli air forces are using F-35s, which are fifth-generation stealth jets costing upwards of $100 million.
This comes after US Secretary of Defense Pete Hegseth said that Iran’s air defenses had been „flattened” in a Pentagon briefing Thursday morning and promised that the day would be „the largest strike package yet.”
Andrzej Madejewski
salon24.pl/iran-i-zmierzch-cywilizacji
Najpierw Strefa Gazy i mordowanie dzieci – świat milczał. Teraz dramat z dziewczynkami w Iranie i dalej milczy. Następnym razem świat nie będzie milczeć, tylko wyć z bólu zagłady, ale będzie już za późno Obojętność na zło to jego potęgowanie. Milcz, a wtedy przyjdą demony wojny po ciebie!
W marcu 2026 roku ludzkość przekroczyła próg, zza którego nie ma już powrotu do cywilizacyjnego ładu. Eskalacja konfliktu w Iranie, zapoczątkowana operacjami „Epic Fury” i „Roaring Lion”, stanowi moment krytyczny, w którym mechanizmy historii przestały służyć przetrwaniu, a stały się narzędziem globalnej eutanazji. To nie jest jedynie lokalna wojna o zasoby czy strefy wpływów, lecz rzeczywisty, materialny Armagedon, wynikający z połączenia technicznego nihilizmu Zachodu z eschatologicznym fanatyzmem Wschodu. Obserwujemy właśnie finalny etap dekompozycji gatunku, który własny geniusz technologiczny obrócił przeciwko samej idei istnienia.
Współczesna machina wojenna, operująca w oparciu o autonomiczne algorytmy i bezduszną precyzję uderzeń, doprowadziła do całkowitej dehumanizacji destrukcji. Śmierć ajatollaha Alego Chameneia i następujący po niej chaos stały się jedynie danymi w procesorach systemów kierowania ogniem. Filozoficzna „banalność zła” Hannah Arendt osiągnęła swoją ostateczną, cyfrową formę, w której unicestwienie całych społeczeństw odbywa się z matematyczną obojętnością. Ta sterylność współczesnej rzezi jest najbardziej przerażającym sygnałem końca. Gdy decydenci zostają odcięci od fizycznego wymiaru cierpienia przez ekrany wysokiej rozdzielczości, znika ostatnia bariera powstrzymująca ludzkość przed samounicestwieniem.
Polityczny porządek świata, budowany od pokoju westfalskiego, uległ ostatecznemu spopieleniu w płomieniach nad Teheranem. Atak przeprowadzony z pominięciem jakichkolwiek struktur międzynarodowych sankcjonuje powrót do pierwotnego stanu natury, w którym jedynym prawem jest prawo totalnego zniszczenia. Jednak w 2026 roku stan natury jest uzbrojony w głowice jądrowe i broń hipersoniczną. Iran, realizując strategię asymetrycznego Armagedonu poprzez blokadę cieśniny Ormuz i uderzenia odwetowe w infrastrukturę krytyczną świata, domyka pułapkę, w którą ludzkość wpędziła się sama. Globalny krwiobieg ekonomiczny został przerwany, co nieuchronnie prowadzi do gwałtownego gnicia struktur państwowych w Europie i Azji.
Z perspektywy eschatologicznej zderzenie to ma charakter ostateczny. Po jednej stronie stoi technokratyczny mesjanizm, wierzący w możliwość zaprowadzenia „ładu” poprzez chirurgiczną eksterminację oporu, po drugiej zaś religijny fatalizm, dla którego zniszczenie świata jest pożądanym etapem przejścia. Gdy obie strony konfliktu operują w kategoriach absolutnego zła i dobra, dyplomacja staje się jedynie formą kapitulacji, a jedyną logiczną ścieżką pozostaje totalna anihilacja przeciwnika. To właśnie ta niemożliwość kompromisu, wpisana w tkankę obu ideologii, czyni obecną wojnę początkiem końca ludzkości.
Kruchość naszej cywilizacji objawia się teraz w pełnej jaskrawości. Armagedon nie musi być nagłym błyskiem na horyzoncie, lecz procesem nieuchronnego rozpadu wszystkiego, co definiowało nas jako istoty społeczne. Głód energetyczny, upadek systemów finansowych i masowe migracje wywołane pożogą na Bliskim Wschodzie zamienią metropolie w pola bitew o przetrwanie. To, co nazywaliśmy postępem, okazało się jedynie budowaniem coraz wyższego rusztowania pod szubienicę gatunku.
Wojna w Iranie to moment, w którym historia przestała być procesem, a stała się wyrokiem. Ludzkość, wyposażona w boską moc niszczenia przy jednoczesnym zachowaniu niemowlęcej niedojrzałości politycznej, skazała się na niebyt. Każda kolejna rakieta spadająca na irańską ziemię jest gwoździem do trumny cywilizacji, która nie potrafiła udźwignąć ciężaru własnej potęgi. Stoimy u kresu, patrząc, jak światło rozumu gaśnie w oślepiającym blasku eksplozji, kończących krótki i krwawy sen o panowaniu nad materią.
salon24/dziobaty/swiat-w-chaosie-wedlug-raya-dario-lekcje-dla-donalda-trumpa
Dziobaty
Ray Dalio jest miliarderem i założycielem największego funduszu hedgingowego na świecie — Bridgewater Associates... Dario ostrzega, przed wielkim chaosem na świecie i rozpadem powojenny porządku globalnego. W najnowszym eseju „Koniec Pax Americana” z 13 marca 2026 roku, na platformie LinkedIn przekonuje, że świat wszedł w fazę „wielkiego nieporządku”, w której dominują konflikty mocarstw, chaos gospodarczy i zasada siły zamiast reguł. Pisze o tym Fortune z 16 marca 2026.
W sporo starszym poście umieszczonym na LinkedIn w 2023 roku, Ray Dalio napisał w że jest apolityczny, ale uważa się za „silnego, ponadpartyjnego umiarkowanego.” Argumentował, że walka o przyszłość USA nie toczy się między Republikanami a Demokratami, lecz między umiarkowanymi a ekstremistami... Rzeczywiście, Dario do żadnej amerykańskiej partii nie należy, ale jak na dobrego biznesmana przystało, kieruje się zdrowym rozsądkiem sponsorując „jedynych posłusznych linii partii” polityków… Jest to o tyle ważne, że finansista Ray Dario, wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki gospodarczej i społecznej prezydenta Donalda Trumpa… Czy uważa Trumpa za ekstremistę?
W ostatnim tekście oraz powiązanych ostatnich publikacjach z 2026 roku Dario analizuje koncepcję „Wielkiego Cyklu” — modelu opisującego wzloty i upadki imperiów. Jego zdaniem znajdujemy się obecnie w „Szóstej Fazie”, przypominającej lata 30. XX w. Wówczas kryzysy zadłużeniowe, protekcjonizm, nacjonalizm i ekstremizmy polityczne doprowadziły do II wojny Światowej … Dalio podkreśla, że wielkie konflikty często zaczynają się od napięć ekonomicznych – wojen handlowych, zamrażania aktywów, sankcji i embarg. Dziś obserwujemy „wojny kapitałowe”, w których restrykcje finansowe stają się pierwszą linią starcia. Najgroźniejszym punktem zapalnym pozostaje rywalizacja USA–Chiny o Tajwan, dochodzi wojna o atom i ropę naftową z Iranem; w cieniu pozostaje wojna Rosji z Ukrainą — są to konflikty, które mają zarówno militarny, jak i finansowy wymiar i które powodują rosnącą polaryzację między mocarstwami.
Dalio wcześniej ostrzegał przed kryzysem finansowym w 2008 r.; teraz apeluje o ostrożność. W jego ocenie w czasach geopolitycznego starcia i wysokiego zadłużenia największym zagrożeniem dla majątku jest inflacja oraz utrata zaufania do instytucji. Dlatego zamiast polegać wyłącznie na walutach fiducjarnych czy cyfrowych aktywach, rekomenduje realne zabezpieczenie kapitału… Standard złota został w USA zawieszony w USA w 1971 r. – w obliczu narastającej niestabilności dolara Dalio zaleca redukcję zadłużenia oraz zwiększenie udziału złota w portfelu. Jego zdaniem wojny i kryzysy są finansowane przez dodruk pieniądza i wzrost długu publicznego, co prowadzi do osłabienia walut i obligacji. Złoto jako zasób trwały i ograniczony; ma według niego chronić wartość majątku w czasach inflacji i kryzysów systemowych… Warto jednak wiedzieć, że chociaż w 2024 roku oficjalne rezerwy złota w Stanach Zjednoczonych były prawie 4 x większe niż w Chinach, w tym samym roku Chiny wyprodukowały około 380 ton metrycznych złota, a USA około 160 ton. Produkcja złota w USA od 2017 roku systematycznie spada.
Bridgewater Dario jest również sceptyczny wobec kryptowalut. Uważa, że mogą one zwiększać kontrolę państw nad przepływem pieniędzy i ograniczać prywatność użytkowników – w jego ocenie cyfrowe eksperymenty monetarne nie dają takiej trwałości jak fizyczne aktywa…. Donald Trump w pełni przyjął Bitcoina i kryptowaluty, co jest zwrotem w stosunku do jego pierwszej kadencji … Obecnie wyraźnie identyfikuje się jako „Crypto President” i chce uczynić USA „światową stolicą kryptowalut” i centralnym elementem swojej platformy gospodarczej….
Dario zgadza się z Trumpem że chce on osłabić i odsunąć świat od dolara, bo jako waluta fiat zawsze będzie gospodarce dodawać minusy…. Świat się podzielił; Trump zapewnia, że zachodnia półkula jest strefą amerykańską i reindustrializacja USA jest jej dużą częścią. Według Trumpa wszystkie jego ruchy są częścią tego planu… Globalizm jest praktycznie martwy, ale to nie oznacza zniknięcia handlu, lecz w przyszłości selektywne umowy handlowe i ochronne … Klasa średnia ma problemy od około 1980 roku, a globalizm przynosił największe korzyści 1-5% elitom… Chiny z mapy świata nie znikną i pozostaną największym wrogiem Stanów Zjednoczonych, mając za plecami Rosję i Iran… Europa przestaje być sojusznikiem.
Dalio opisał USA jako zmierzające pod rządami Trumpa w stronę autokracji w stylu lat 30. Wskazuje na wzmożoną interwencję państwa administracji w sektorze prywatnym — na przykład przejmowanie udziałów w prywatnych firmach takich jak Intel — jako dowód na „silne autokratyczne przywództwo” mające przejąć kontrolę nad gospodarką.
Początkowo Dalio postrzegał politykę pro-biznesową i obniżki podatków Trumpa jako stymulujące wzrost; później ostrzegał, że korzyści te mogą zostać zniwelowane przez „szkodliwe skutki” populistycznych i protekcjonistycznych agend. Wyraźnie ostrzegł, że droga gospodarcza Trumpa może prowadzić do „czegoś gorszego niż recesja”, jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana.
Dalio postrzega politykę zagraniczną Trumpa „America First” jako znak końca powojennego porządku światowego opartego na zasadach po II wojnie światowej… czy sugeruje zalety nowej „żelaznej kurtyny”? … Wyraził głębokie zaniepokojenie, że styl polityki Trumpa pogłębia wewnętrzne podziały.. . Ocenił ryzyko ” wojny domowej” jako wysokie ze względu na te spolaryzowane warunki… Kto jeszcze przyczynia się do polaryzacji warunków w walce o władzę, Dalio nie wspomina.
Dalio uważa cła Trumpa za „pragmatyczne” w budowaniu samowystarczalności wewnętrznej w nieprzyjaznym klimacie globalnym… nazwał je też wysoce zakłócającymi globalny system produkcyjny… Dario jednocześnie „zapala świeczkę i gasi ogarek”. Komu zapala, komu gasi, zależy od kursów giełdowych.
Dalio utrzymuje, że nie ocenia Trumpa moralnie, lecz jedynie opisuje „zależności przyczynowo-skutkowe” jego polityki oparte na cyklach historycznych… Właściwie – jak Dalio ocenia Trumpa? … W swojej ostatniej publikacji napisał –„Teraz jest jasne, że Donald Trump i jego wyborcy reformują rząd i kraj, niczym korporacyjny rajder prowadzący wrogie przejęcie nieefektywnej firmy”.
Jako gracz który zawsze gra na zwiększenie swoich akcji na giełdzie, Ray Dario na pewno wie co mówi.
![]() |
| Miasto Warszawa, zarządzane przez antypolską koalicję Trzaskowskiego i Tuska, rozpoczęło już przygotowania do obchodów „dumy gejowskiej” w czerwcu. Wedle relacji medialnych, w każdej dzielnicy Warszawy ma zawisnąć co najmniej jedna tęczowa flaga LGBT w miejscu publicznym. Oprócz tego, za 700 000 zł z pieniędzy podatników ma zostać odbudowana bluźniercza „tęcza” na Placu Zbawiciela. Ma się to odbyć w ramach ramach projektu zgłoszonego przez aktywistów LGBT do budżetu obywatelskiego, na który zagłosowało 6 811 mieszkańców Warszawy (z ponad 1,8 miliona ogółu mieszkańców stolicy). Zarządcy Warszawy chcą w ten sposób dać również sygnał włodarzom innych miast w Polsce – róbcie to samo w swoich miejscowościach. Jeżeli nie będzie naszej reakcji, symbole homoseksualnego aktywizmu zawisną w całym kraju. Krzykliwa, zorganizowana i dofinansowana z rządu oraz zagranicy mniejszość po raz kolejny usiłuje narzucić swoją ideologię większości. Celem tych działań są przede wszystkim dzieci i młodzież – chodzi o oswojenie młodych Polaków z rozwiązłością, homoseksualnym stylem życia, aktywizmem homoseksualnym i bezdzietnością. Zło, które nie napotyka na opór, rośnie w siłę i pochłania kolejne ofiary. Jest wielu Polaków świadomych sytuacji, którzy nie zgadzają się na deprawację dzieci i niszczenie kraju. Są jednak bierni, zastraszeni lub nie wiedzą co robić. Naszym zadaniem jest wybudzić takie osoby z letargu, zmobilizować do działania i dać konkretne możliwości włączenia się do walki o życie i dalsze losy ojczyzny. Przede wszystkim – skoro zgorszenie odbywa się publicznie, to reakcja i odpowiedź również musi być publiczna.Dlatego już w sobotę 28 marca nasza Fundacja organizuje w Warszawie publiczną Drogę Krzyżową ulicami miasta (zaczynamy pod kancelarią Donalda Tuska) w intencji ratowania dzieci i ojczyzny. Równolegle, w całym kraju nasi wolontariusze organizują publiczne różańce i uliczne akcje informacyjne. Tylko w marcu planujemy takie wydarzenia w ponad 80 miastach i miejscowościach w Polsce. W kolejnych miesiącach chcemy przeprowadzić takie kampanie w setkach kolejnych miast, w tym w Warszawie. Aby to wszystko było możliwe, potrzebne jest Pana wsparcie i zaangażowanie. Nie dostajemy dotacji od rządu i wielkich korporacji. Możemy dalej działać tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych darczyńców. Na co konkretnie potrzebna jest obecnie Pana pomoc? – organizację publicznej Drogi Krzyżowej ulicami Warszawy (m.in. druk plakatów i zaproszeń, transport, wynajem autokarów – aby mogło wziąć udział jak najwięcej osób z całego kraju), – zakup nowych banerów i akcesoriów dla wolontariuszy do użycia w trakcie ulicznych różańców i akcji informacyjnych, – paliwo dla naszych koordynatorów, aby mogli dojechać do kilkudziesięciu kolejnych miejscowości i wesprzeć organizację kampanii ulicznych, – ochronę prawną dla naszych wolontariuszy, nieustannie wzywanych na przesłuchania i rozprawy sądowe (miesięczny koszt działań prawnych to dla nas wydatek ponad 10 000 zł). Antypolska koalicja polityków, mediów i aktywistów liczy na naszą bierność i brak aktywności. Chcą, abyśmy zamknęli się w domach lub salkach parafialnych i tam narzekali we własnym gronie jak bardzo zła jest sytuacja. Nie możemy tak robić – prawdę trzeba mówić głośno i otwarcie, a docierać trzeba publicznie do osób nieprzekonanych – aby przebudzić ich sumienia i ukształtować ich świadomość. Razem możemy zorganizować akcje w kolejnych miastach. Liczę na Pana pomoc. WPŁACAM Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, Mariusz Dzierżawski ![]() Fundacja Pro – Prawo do życia KRS: 0000233080 NIP: 1231051050 REGON: 010083573 ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP. |
Andrzej Ro
salon24/wojna-bez-frontu-chiny-buduja-przewage-a-inni-sie-wykrwawiaja
Świat patrzy na mapy frontów — Donbas, Gaza, Cieśnina Ormuz — i widzi chaos, napięcia, kolejne eskalacje. Ale prawdziwa oś tej gry przebiega gdzie indziej. Chiny nie potrzebują czołgów ani lotniskowców na tych frontach, żeby wygrywać. Wystarczy, że inni się angażują, wydają pieniądze, zużywają zasoby i polityczną energię. W tym samym czasie Pekin spokojnie robi swoje: produkuje, sprzedaje, zabezpiecza surowce i buduje zależności po obu stronach konfliktów. To nie jest przypadek ani „neutralność” — to strategia, w której wojna staje się narzędziem ekonomicznym. Im dłużej trwa, tym większy rachunek płaci ktoś inny — i tym większe zyski inkasuje ten, kto stoi z boku.
Chiny i strategia wojen proxy jako narzędzie osłabiania Zachodu
Współczesne Chiny nie prowadzą wojny w klasycznym sensie. Nie wysyłają armii na fronty Europy ani Bliskiego Wschodu, nie ogłaszają mobilizacji i nie wchodzą w bezpośrednią konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. A jednak coraz więcej analiz strategicznych wskazuje, że Pekin prowadzi własną formę konfliktu — rozciągniętą w czasie, wielowarstwową i opartą na mechanizmie wojen proxy, które pozwalają osiągać cele bez ponoszenia kosztów bezpośredniej konfrontacji.
To nie jest przypadek, lecz konsekwentna strategia. Chiny doskonale rozumieją, że największą słabością Zachodu nie jest brak technologii, armii czy pieniędzy, lecz strukturalna podatność na długotrwałe konflikty rozpraszające zasoby. Każda wojna, w którą angażują się państwa zachodnie, oznacza miliardy dolarów wydawanych poza własnym systemem gospodarczym, polityczne napięcia wewnętrzne oraz erozję społecznego poparcia dla długoterminowej strategii. Z perspektywy Pekinu to idealny scenariusz: Zachód zużywa własną energię, podczas gdy Chiny mogą koncentrować się na budowaniu przewagi przemysłowej, technologicznej i geopolitycznej.
W tym kontekście pojęcie „wojny chińskiej” nie oznacza klasycznej wojny prowadzonej przez armię, lecz systemowe zarządzanie konfliktami innych państw w taki sposób, aby przynosiły one strategiczne korzyści Pekinowi. Wojna proxy staje się tu narzędziem — nie w sensie bezpośredniego sterowania, lecz w sensie wykorzystania istniejących napięć, wzmacniania określonych aktorów i pozwalania, by konflikt rozwijał się w sposób korzystny dla chińskich interesów.
Kluczowe jest to, że Chiny nie muszą „wygrywać” tych konfliktów. Wystarczy, że trwają. Długotrwałość staje się wartością samą w sobie. Im dłużej Zachód jest zaangażowany finansowo, militarnie i politycznie w kolejne kryzysy, tym mniej zasobów pozostaje mu na kluczowy dla XXI wieku region Indo-Pacyfiku. To właśnie tam rozstrzyga się realna równowaga sił — i to tam Pekin chce uzyskać przewagę, szczególnie w kontekście Tajwanu i kontroli nad pierwszym łańcuchem wysp.
Strategia ta ma również wymiar ekonomiczny. Wojny proxy działają jak gigantyczny mechanizm transferu kapitału. Zachód finansuje konflikty, odbudowę, pomoc wojskową i humanitarną, podczas gdy Chiny często pozostają poza bezpośrednimi kosztami, jednocześnie korzystając z destabilizacji rynków surowcowych, przejmując tańsze zasoby lub budując zależności gospodarcze z państwami osłabionymi konfliktem. To model, w którym jedna strona ponosi koszty, a druga akumuluje korzyści.
Nie mniej istotny jest wymiar psychologiczny. Każdy kolejny konflikt, każda eskalacja, każdy kryzys buduje w społeczeństwach zachodnich poczucie zmęczenia i niepewności. Pojawia się pytanie: ile jeszcze wojen jesteśmy w stanie finansować? Czy warto angażować się w kolejne regiony świata? Czy nie lepiej skupić się na sobie? Właśnie w tym miejscu strategia wojen proxy zaczyna przynosić najważniejszy efekt — nie na polu bitwy, lecz w świadomości społecznej. Osłabienie woli działania Zachodu jest równie cenne jak jakiekolwiek zwycięstwo militarne.
Chiny prowadzą więc konflikt innego rodzaju — konflikt o strukturę świata, o kierunek przepływu zasobów, o zdolność przeciwnika do koncentracji i działania. Nie jest to wojna widoczna na mapach frontów, ale jej skutki są realne: rozproszenie uwagi Stanów Zjednoczonych, podziały w Europie, napięcia w globalnym systemie gospodarczym. W tym sensie wojna chińska już trwa. Nie w formie czołgów i rakiet, lecz w formie strategii, która pozwala wykorzystywać cudze konflikty jako własne narzędzie.
Pierwsza chińska wojna proxy – atak Rosji na Ukrainę
Jeśli spojrzeć na wojnę Rosji z Ukrainą wyłącznie przez pryzmat Moskwy i Kijowa, zobaczymy klasyczny konflikt militarny. Jeśli jednak spojrzeć szerzej — przez pryzmat globalnej rywalizacji systemowej — zaczyna wyłaniać się zupełnie inny obraz: wojna, która dla Chin stała się pierwszą wielką wojną proxy przeciwko Zachodowi. Jednak mechanizm jej jest znacznie bardziej wyrafinowany.
Chiny od lat budowały strategiczne partnerstwo z Rosją, wzmacniały jej pozycję jako przeciwwagi dla Zachodu, a jednocześnie tworzyły system zależności gospodarczych i politycznych, który w momencie kryzysu pozwolił im przejąć rolę cichego beneficjenta konfliktu. Wojna wybuchła jako decyzja Kremla — ale jej konsekwencje zostały w dużej mierze „skonsumowane” przez Pekin.
Najważniejszy efekt tej wojny nie rozgrywa się na froncie, lecz w strukturze globalnych zależności. Rosja, odcięta od Zachodu, została w praktyce wypchnięta w kierunku Chin. Surowce energetyczne sprzedawane są z dyskontem, technologie importowane są z Azji, a relacja, która jeszcze dekadę temu miała charakter partnerski, coraz bardziej przypomina asymetryczną zależność. Rosja, która miała być samodzielnym biegunem siły, staje się zapleczem surowcowym i strategicznym dla Chin.
Jednocześnie Zachód wszedł w konflikt pełną skalą swoich zasobów. Setki miliardów dolarów wydanych na pomoc wojskową i finansową, ogromne zaangażowanie polityczne, napięcia wewnętrzne w Europie i USA — wszystko to tworzy dokładnie ten scenariusz, który z punktu widzenia Pekinu jest najbardziej korzystny. Wojna nie musi być wygrana przez Rosję. Wystarczy, że trwa i angażuje Zachód.
Europa znalazła się w sytuacji strategicznego uzależnienia od decyzji wojennych. Z jednej strony wspiera Ukrainę, z drugiej ponosi koszty gospodarcze — od kryzysu energetycznego po spowolnienie wzrostu. W tym samym czasie Chiny mogą spokojnie rozwijać własną gospodarkę, zabezpieczać dostęp do surowców i budować globalne wpływy, nie ponosząc bezpośrednich kosztów konfliktu. To klasyczny mechanizm wojny proxy: jedna strona walczy i płaci, druga obserwuje i korzysta.
Nie bez znaczenia jest również wymiar polityczny. Wojna w Ukrainie ujawniła głębokie podziały w obrębie Zachodu i między Zachodem a tzw. globalnym Południem. W wielu krajach Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej narracja nie jest jednoznacznie prozachodnia. Chiny wykorzystują to, prezentując się jako alternatywny biegun stabilności i partner niewchodzący w bezpośrednie konflikty militarne. W rzeczywistości jednak korzystają z faktu, że ich główny konkurent jest uwikłany w kosztowną wojnę.
Kluczowy jest jeszcze jeden aspekt – czas. Wojna Rosja–Ukraina stała się konfliktem długotrwałym, a właśnie taki scenariusz jest dla Chin najbardziej korzystny. Każdy kolejny rok oznacza dalsze zużycie zasobów Zachodu, dalsze uzależnianie Rosji od Pekinu i dalsze przesuwanie globalnego środka ciężkości w stronę Azji. To nie jest szybka rozgrywka — to proces strategicznego wyczerpywania przeciwnika.
W tym sensie atak Rosji na Ukrainę można postrzegać jako pierwszą dużą wojnę proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej” przeciwko Zachodowi. Nie dlatego, że Chiny ją rozpoczęły, ale dlatego, że potrafiły przekształcić jej konsekwencje w trwałą przewagę strategiczną. Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie „kto wygra tę wojnę”, lecz „kto najbardziej skorzysta na jej długotrwałości”. A odpowiedź na to pytanie coraz częściej wskazuje nie na Moskwę ani Kijów, lecz na Pekin.
Druga wielka chińska wojna proxy – Bliski Wschód
Z perspektywy Pekinu idealnym scenariuszem byłoby wciągnięcie Stanów Zjednoczonych w kolejną długotrwałą wojnę proxy jak najdalej od Azji — najlepiej na własnym „podwórku” Ameryki. W tym sensie Wenezuela wydawała się miejscem niemal modelowym. Kryzys gospodarczy, napięcia polityczne, ogromne zasoby surowcowe, obecność wpływów rosyjskich i chińskich — wszystko to tworzyło potencjał do eskalacji, która mogłaby zmusić USA do bezpośredniego zaangażowania. Taki scenariusz jednak się nie zmaterializował. Amerykańskie instytucje zareagowały relatywnie spójnie, unikając wejścia w otwarty konflikt, który mógłby przerodzić się w kolejną kosztowną operację zagraniczną.
To niepowodzenie nie oznaczało jednak porzucenia strategii. Wręcz przeciwnie — pokazało Pekinowi, gdzie Zachód jest bardziej podatny na wciągnięcie w konflikt. Tym miejscem okazał się Bliski Wschód.
Region ten od dekad stanowi epicentrum napięć geopolitycznych, gdzie lokalne konflikty bardzo łatwo eskalują do poziomu globalnego. Dla Chin to środowisko idealne: złożone, wielowarstwowe, pełne historycznych antagonizmów i jednocześnie kluczowe dla globalnej energetyki. Każde większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w tym regionie automatycznie oznacza rozproszenie ich uwagi i zasobów — dokładnie to, na czym Pekinowi najbardziej zależy.
W przeciwieństwie do Europy, gdzie Zachód jest bezpośrednio zaangażowany w konflikt ukraiński, Bliski Wschód daje możliwość stworzenia drugiego, równoległego frontu obciążenia. To już nie jest jeden konflikt absorbujący zasoby, lecz dwa jednoczesne wektory presji. W takim układzie nawet największe mocarstwo zaczyna odczuwać ograniczenia — finansowe, militarne i polityczne.
Z punktu widzenia Chin kluczowe jest to, że Bliski Wschód nie wymaga bezpośredniej interwencji Pekinu. Wystarczy, że konflikt eskaluje między lokalnymi aktorami, a Stany Zjednoczone — ze względu na swoje zobowiązania sojusznicze i strategiczne interesy — zostaną zmuszone do zaangażowania. To klasyczny mechanizm wojny proxy: konflikt nie jest „chiński” w sensie formalnym, ale jego skutki są dla Chin korzystne.
Równolegle Pekin buduje swoją pozycję w regionie jako „racjonalnego partnera”, który nie angażuje się militarnie, lecz oferuje współpracę gospodarczą, inwestycje i stabilność. W praktyce oznacza to sytuację, w której Zachód ponosi koszty bezpieczeństwa, a Chiny budują wpływy ekonomiczne. To asymetria, która w dłuższej perspektywie może mieć ogromne znaczenie.
Nie można też pominąć wymiaru energetycznego. Destabilizacja Bliskiego Wschodu wpływa na globalne ceny surowców i łańcuchy dostaw, co uderza przede wszystkim w gospodarki zachodnie. Chiny, dzięki swojej skali i zdolności do długoterminowego kontraktowania surowców, są w stanie lepiej amortyzować te wstrząsy, a nawet wykorzystywać je do negocjowania korzystniejszych warunków. To kolejny przykład, jak wojna proxy przenosi się z pola militarnego na pole gospodarcze.
Najważniejszy jest jednak efekt strategiczny. Jeśli Stany Zjednoczone zostaną na trwałe uwikłane w dwa duże konflikty — w Europie i na Bliskim Wschodzie — ich zdolność do koncentracji sił w regionie Indo-Pacyfiku znacząco spadnie. A to właśnie tam rozgrywa się kluczowa dla Chin kwestia: Tajwan i kontrola nad pierwszym łańcuchem wysp.
W tym sensie Bliski Wschód staje się drugą wielką wojną proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej”. Nie dlatego, że Chiny prowadzą tam działania militarne, lecz dlatego, że konflikt w tym regionie idealnie wpisuje się w ich strategiczny cel: rozproszyć, osłabić i zaangażować Zachód wszędzie — poza miejscem, gdzie rozstrzyga się przyszłość globalnego układu sił. Dwie wojny proxy, dwa fronty obciążenia, jeden beneficjent, który pozostaje poza bezpośrednim polem walki. Właśnie tak wygląda współczesna geopolityka widziana z Pekinu.
Konkluzja strategiczna
W obu opisanych konfliktach powtarza się ten sam mechanizm: Chiny nie są stroną wojny, a mimo to konsekwentnie budują na niej swoją przewagę. To nie jest przypadkowy efekt uboczny — to model działania.
Pekin funkcjonuje jednocześnie po obu stronach globalnych napięć gospodarczych. W przypadku wojny w Europie handel i przepływy technologiczne oraz komponentowe obejmują zarówno państwa Zachodu, jak i Rosję (często pośrednio, przez państwa trzecie), a globalne łańcuchy dostaw pozostają w dużej mierze uzależnione od chińskiej produkcji. W efekcie niezależnie od tego, która strona zwiększa wydatki — na zbrojenia, odbudowę czy logistykę — część tych środków wraca do Chin w postaci zamówień przemysłowych.
Podobny schemat widać na Bliskim Wschodzie. Chiny utrzymują relacje gospodarcze z Iranem, jednocześnie rozwijając intensywną współpracę z krajami Zatoki Perskiej i szerzej — ze światem arabskim. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych nie są postrzegane jako aktor militarny w regionie, co pozwala im działać elastycznie i pragmatycznie. Sprzedają, inwestują, budują infrastrukturę — niezależnie od napięć między lokalnymi rywalami.
Najważniejszy jest jednak poziom systemowy. Każda wojna proxy oznacza ogromne przepływy kapitału — miliardy wydawane przez Zachód na uzbrojenie, wsparcie, stabilizację. W dużej mierze są to środki, które nie wzmacniają bezpośrednio potencjału gospodarczego państw zachodnich, lecz są „spalane” w konflikcie. Tymczasem Chiny pozostają głównym zapleczem produkcyjnym świata. W efekcie globalny system działa w sposób asymetryczny: jedna strona konsumuje zasoby, druga je akumuluje.
Równie istotny jest wymiar surowcowy. Potencjalne ryzyko zakłóceń dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej, które dla wielu gospodarek byłoby krytyczne, dla Chin ma zupełnie inny charakter. Pekin zbudował alternatywne kanały dostaw — przede wszystkim poprzez zwiększony import surowców z Rosji, często na warunkach znacznie korzystniejszych niż rynkowe. Oznacza to, że nawet destabilizacja jednego kierunku dostaw nie paraliżuje systemu, lecz staje się elementem gry negocjacyjnej.
W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której ryzyko geopolityczne przestaje być dla Chin wyłącznie zagrożeniem, a zaczyna być narzędziem. Wahania cen surowców, zmiany kierunków handlu, napięcia polityczne — wszystko to można wykorzystać do wzmacniania własnej pozycji, jeśli posiada się odpowiednią skalę, elastyczność i alternatywy.
Co więcej, w wielu przypadkach przepływy handlowe nie są w pełni transparentne. Sieci pośredników, reeksport, „szare strefy” handlu technologicznego i surowcowego powodują, że granice między stronami konfliktu stają się ekonomicznie rozmyte. W tym środowisku Chiny funkcjonują wyjątkowo sprawnie, wykorzystując globalizację nawet wtedy, gdy inni zaczynają się z niej wycofywać.
Ostatecznie powstaje paradoks: im więcej konfliktów, tym większa rola państwa, które w nich bezpośrednio nie uczestniczy. Chiny nie muszą wygrywać bitew, bo ich strategia nie dotyczy pola walki. Dotyczy przepływu zasobów, kontroli produkcji i zdolności do przetrwania w warunkach niestabilności.
Dlatego w długiej perspektywie to właśnie Pekin okazuje się największym beneficjentem swych współczesnych wojen proxy. Nie dlatego, że je prowadzi, lecz dlatego, że potrafi funkcjonować ponad nimi — czerpiąc korzyści zarówno z ich istnienia, jak i z ich przedłużania.
ww 20 III.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj na świecie trafił F-35.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj upokorzył Amerykę w Cieśninie Ormuz, czyniąc ją bezradną i zmuszoną do szukania pomocy.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj sprawił, że Żelazna Kopuła okazała się jedynie dziurawą bańką.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj zniszczył większość amerykańskich baz wojskowych w regionie.
⚡️ Zapiszcie to w historii… zdobył szacunek świata za obronę ziemi, nauki i geografii.
= Oto supermocarstwo na Ziemi w regionie Bliskiego Wschodu.
#wojna_z_Iranem
#Tel_Awiw_płonie
Tumany Tuska 12/2026(766)

Małgorzata Todd <mtodd@mtodd.pl>
Czego tumany nie rozumiecie? Po to macie rząd tumanów, żeby rządził tumanami. Od myślenia są Niemcy, którzy wywołali i przegrali dwie wojny światowe. Ale dużo ich to nauczyło. Teraz, jak się Polacy zadłużą na pokolenia u niemieckich bankierów i sfinansujemy Niemcom kolejną wojnę, to może uda im się wygrać wreszcie trzecią światową. Nie wolno przecież pozbawiać ich złudzeń.
Komuch na stanowisku Marszałka Sejmu bredzi o patriotyzmie nie dopuszczając jednocześnie do procedowania tego, co dla Polaków ważne. Ma czelność nie poddawać się obowiązkowej kontroli ABW. Co, jak nie lewe interesy z Kremlem go powstrzymują?
Prokurator generalny ukrywa swój majątek, bo gołym okiem widać, że nie mógł on pochodzić z legalnych źródeł. Tumanom to nie przeszkadza. Jak umiał bezkarnie ukraść, to mądry facet. Ale gdyby do władzy doszli kiedyś uczciwi ludzie, to muszą zastać puste szafy, wymiecione z tuskowych afer.
Po to wybraliście szwabski rząd, żeby was oszwabiał na każdym kroku.
Dotarło? Tumany Tuska!
=============================================

‒ Czy jest jakaś granica bzdur? – spytała Małgorzata, przeglądając internetowe obrazki.
‒ Masz na myśli te fruwające głazy, na których mieszkają podobno ludzie? – dopytał DUCH CZASU.
‒ Tak, bo kosmici zdają się tracić na popularności.
‒ Dawniej, kiedy ignorancja nie była powodem do dumy, ludzie mieli jakąś podstawową wiedzę o otaczającym ich świecie.
‒ „Jeden z dziesięciu” nadal ją ma.
‒ Ale już jeden, na dziesięciu pytanych przechodniów nie wie nawet ile dni ma rok.
‒ Jak będzie potrzebował, to sobie wy-gugla. A wracając, do tego teleturnieju, to największą szanse ma ten, kto wylosował piątkę, bo najrzadziej jest pytany, chociaż nie zawsze umie z tej szansy skorzystać.
‒ Tak? Będę musiał się uważniej przyjrzeć.
‒ A wracając do zasady, to obawiam się, że chodzi o nadprodukcję zakutych łbów, bo takim można wcisnąć każdą bujdę jako prawdę objawioną.

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.
W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.
Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.
Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.
Escobar stanowczo podkreśla, że ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.
Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).
Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.
Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.
Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.
Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.
Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.
Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]
Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).
Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.
Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.
Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.
Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.
Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.
Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.
Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.
Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.
Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.
Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.
Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.
Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:
Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.
Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”
Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.
BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.
BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.
Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.
Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.
Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.
Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.
Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.
Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.
Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.