Miller: Czarzasty i kot Behemot

Miller: Czarzasty i kot Behemot

Włodzimierz Czarzasty pokazał się w Kijowie jak kurier, który przywozi dobrą „nowinę w imieniu całej demokratycznej Europy.” Ta nowina to obietnica szybkiej integracji Ukrainy z UE, którą Ukraińcy słyszeli już setki razy, ale po raz pierwszy od osoby tak charyzmatycznej i prawdomównej.

Szczerze mówiąc śmiałe oświadczenie marszałka było aktem odwagi graniczącym z metafizyką. Nie wiadomo bowiem, czy w Brukseli i w stolicach państw unijnych już o tym wiedzą. Osobiście uważam, że Czarzasty uległ mistycyzmowi Bułhakowa, o co w Kijowie jest nie trudno, a zwłaszcza urokowi kota Behemota, który miał w zwyczaju grać w szachy i częstować damy czystym spirytusem. Jestem pewien, że wizerunek ogromnego czarnego czworonoga o błyszczących, dzikich, żółto-zielonych oczach skłaniał Czarzastego do wygłaszania tyrad, które jednych wprawiały w osłupienie, a innych w czarną rozpacz ku nieukrywanej radości przewrotnego kocura.

Zostawiając kota na boku trzeba zaznaczyć, że Polska pod Czarzastym zaczęła się liczyć. Decyduje, kto dostanie (a raczej nie dostanie) Nobla, kogo przyjmą do Unii, a kto ma jeszcze poczekać w przedsionku historii. Wreszcie ktoś przełamał te traktaty i kryteria kopenhaskie, uciążliwe procedury, jednomyślności i rozdziały negocjacyjne. Po co nam żmudne acquis communautaire, skoro mamy elokwencję i dobre serce?

Problem polega na tym, że nikt nie upoważnił pana Czarzastego do wygłaszania takich deklaracji. Nie jest szefem rządu, nie jest prezydentem, nie reprezentuje Rady Europejskiej ani Komisji. Ale to drobiazg. W polityce najważniejsze jest przecież poczucie misji. Kompetencje są przereklamowane.

Samo wystąpienie w Kijowie było pokazem infantylizmu i pustych uprzejmości. Poziom lewicowej małolatki na szkolnej akademii. Dużo miłości, zero konkretu. Żenujące wyznania uczuć i moralne uniesienia. Ani słowa o twardych interesach Polski.

I wreszcie frazes: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. A wolnej Ukrainy nie może być bez wolnej Polski”. Brzmi wzruszająco. Ma rodowód sięgający 1920 roku i romantyczną aurę wspólnego zmagania z bolszewizmem. Problem w tym, że historia Europy Wschodniej nie była wyłącznie poematem o wzajemnej wolności.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, których ideowi i polityczni spadkobiercy rządzą dziś na Ukrainie nie operowały logiką „wzajemnej wolności”. Ich program zakładał suwerenną i czystą etnicznie Ukrainę także kosztem konfliktu z Polską – i w praktyce oznaczał walkę z polską obecnością na wielu obszarach. Tak narodziły się rzezie wołyńskie określone w oficjalnej uchwale Sejmu jako ludobójstwo. To słowo jest obecne w polskiej pamięci państwowej, ale nie w słowniku polskich polityków.

W słowniku marszałka Sejmu też go nie ma. Jest za to banderowski okrzyk: „Chwała Ukrainie” którym Czarzasty posłużył się przemawiając w Radzie Najwyższej.

To szczególnie hańbiące, jeśli zważyć, że te właśnie słowa słyszeli jako ostatnie Polacy zarzynani przez banderowskich zbirów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jeżeli ktoś kto mieni się Polakiem nie rozumie co znaczą słowa wypowiadane nad dołami śmierci, ten igra z pamięcią własnego narodu. Jeśli ktoś nie rozumie ciężaru tych słów, to znaczy, że bardziej zależy mu na oklaskach za granicą niż na pamięci własnego narodu.

Leszek Miller

Pada im narracja. MEM-y

———————————————————————-

Oczywiście nie ta sama: Tam walczyły dwa szatańskie totalitaryzmy, a ludzie byli ofiarami OBU; np. uśmiercenie głodem ponad 612 tysięcy mieszkańców Petersburga było decyzją Stalina raczej, niż Hitlera.

A rzeź Gazy to decyzja jednego satanizmu. A „opinia światowa” się przygląda. md

============================

Napis słuszny.. ale… pfuj, umieszczam, ale te „wodnikowe wibracje” …

————-

—————

————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

W UE powstało „Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej”… Zajmie się ingerowaniem w wybory i cenzurą.

W UE powstała nowa instytucja.

Zajmie się ingerowaniem

w wybory i cenzurą

24.02.2026 tysol/w-ue-powstala-nowa-instytucja-zajmie-sie-ingerowaniem-w-wybory-i-cenzura

Na wtorkowym posiedzeniu Rady do Spraw Ogólnych ministrowie UE zostali zaproszeni przez Komisję i prezydencję Rady UE, aby zainaugurować rozpoczęcie prac Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej.

Jego celem będzie ingerowanie w procesy demokratyczne oraz przestrzeń publiczną państw członkowskich, cenzurowanie dostępnych treści i reakcja na „zagrożenia” w postaci prawicowych treści czy tendencji politycznych. KE zaangażowała w to nawet unijny wywiad, czyli Europejską Służbę Działań Wewnętrznych.

Budynek będący siedzibą Komisji Europejskiej

Budynek będący siedzibą Komisji Europejskiej / Komisja Europejska

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała:

W świecie, w którym informacja jest coraz częściej wykorzystywana jako broń do podważania naszych demokracji, podejmujemy działania. Dzięki Europejskiemu Centrum Odporności Demokratycznej zwiększymy naszą zbiorową zdolność do przeciwdziałania manipulacji informacjami zagranicznymi i dezinformacji. Wzmocni to naszą odporność, zapewni, że europejska debata publiczna pozostanie otwarta i uczciwa oraz umożliwi obywatelom udział w życiu demokratycznym.

Wojna z prawicą?

„Centrum ma pomóc uniknąć fragmentacji istniejących wysiłków, łącząc istniejące sieci i struktury, które już pracują nad opcjami zapobiegania, wykrywania, analizy i reagowania na wzorce zagrożeń w przestrzeni informacyjnej, pomagając każdemu w pełni wykorzystać swój potencjał i unikając powielania działań”

– stwierdzono w wydanym przez KE komunikacie.

Ingerencja w wybory

Do zadań nowo powołanej instytucji będzie należało „opracowanie narzędzi wspierających odporne wybory, w tym poprzez połączenie odpowiednich istniejących przepisów UE, miękkich środków i narzędzi dla państw członkowskich, które pomagają zaradzić manipulacjom i ingerencji w informacje zagraniczne (FIMI) oraz kampaniom dezinformacyjnym ukierunkowanym na procesy wyborcze w państwach członkowskich”.

W praktyce Centrum ma ingerować w wybory w państwach członkowskich i wprowadzać cenzurę treści w przestrzeni publicznej. Ma ono „zwalczać dezinformację” czyli każdą treść, która nie jest zgodna z narracją instytucji europejskich.

Specjalna platforma cenzorska

W ramach prac Centrum uruchomiona zostanie specjalna „platforma dla zainteresowanych stron” skupiająca „niezależne podmioty”, takie jak organizacje społeczeństwa obywatelskiego, zespoły doradcze, badacze, środowisko akademickie, weryfikatorów faktów i organizacje medialne, „w celu wspierania rozpowszechniania badań i innych wyników oraz zachęcania do wymiany między różnymi zainteresowanymi stronami, dostarczając wiedzy i spostrzeżeń do współpracy z państwami członkowskimi w Centrum”.

„Weryfikatorzy faktów” będą w rzeczywistości cenzorami, aby żadna treść, która nie jest zgodna z unijną narracją nie przebijała się do społeczeństw.

„Ochrona demokracji”

Nowa instytucja ma ponadto „zbadać różne modele angażowania obywateli w nasze wysiłki na rzecz ochrony demokracji, opierając się na cennych doświadczeniach zdobytych w wielu Państwach Członkowskich. Komisja wesprze tę refleksję, organizując w tym roku dwa panele obywatelskie na temat gotowości i budowania odporności demokratycznej”.

„Ochrona demokracji” jest w unijnym żargonie stosowana do działań mających na celu zwiększenie centralizacji UE, wspieranie sił lewicowo-liberalnych oraz wybranych kandydatów w wyborach w państwach członkowskich. Mieliśmy tego przykład w Polsce, której Komisja Europejska tak długo wstrzymywała należne fundusze, aż zmieniła się władza na tę pokrewną dla europejskiego mainstreamu.

Centrum ma mieć wsparcie wywiadu UE

„Komisja, przy udziale Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (rodzaj unijnej agencji wywiadowczej), będzie wspierać działania Centrum, korzystając z istniejących narzędzi i wiedzy specjalistycznej oraz wzmacniając koordynację między odpowiednimi instrumentami i sieciami UE”.

„Dzięki zewnętrznemu wymiarowi Europejskiej Tarczy Demokracji Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ), w koordynacji z Komisją, zintensyfikuje swoje prace mające na celu zwalczanie manipulacji i ingerencji w informacje zagraniczne (FIMI) poza naszymi granicami. ESDZ wzmacnia potencjał delegatur i przedstawicielstw UE za granicą, wykorzystując partnerstwa w celu zbiorowego reagowania na FIMI.”

– doprecyzowano.

W praktyce unijny wywiad jakim jest ESDZ będzie zdobywał informacje o wszystkich „nieprawomyślnych” obywatelach, aby Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej mogło wypełniać wobec nich swoje zadania.

Sztandarowa inicjatywa Europejskiej Tarczy Demokracji

Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej jest sztandarową inicjatywą Europejskiej Tarczy Demokracji, przedstawioną we wspólnym komunikacie z dnia 12 listopada 2025 r., zgodnie z wytycznymi politycznymi i orędziem o stanie Unii wygłoszonym w 2025 r. przez przewodniczącą von der Leyen. Europejska Tarcza Demokracji określiła szereg konkretnych środków mających na celu wzmocnienie wpływu Komisji Europejskiej na demokracje w całej UE.

„W dobie narastającej konfrontacji politycznej, konfliktów regionalnych i międzynarodowych oraz szybkich zakłóceń technologicznych demokracje stoją w obliczu nacisków wewnętrznych i zewnętrznych. Reżimy autorytarne starają się wykorzystywać podziały, siać nieufność i ograniczać podmioty demokratyczne, takie jak wolne media i społeczeństwo obywatelskie. Czyniąc to, podważają zaufanie do instytucji demokratycznych, podważają wolne i uczciwe wybory oraz kwestionują same wartości, na których opiera się Unia Europejska. Zagrożenia te pojawiają się na tle głębokiej transformacji cyfrowej, która niesie ze sobą zarówno nowe możliwości, jak i nowe słabe punkty. Jednocześnie spadające zaufanie i zaangażowanie społeczeństwa, a także bezprecedensowe ryzyko, na jakie narażone są organizacje społeczeństwa obywatelskiego, jeszcze bardziej zagrażają promowaniu praw podstawowych w całej UE”.

Spotkanie wysokiego szczebla

W dniu 29 stycznia w Brukseli odbyło się spotkanie techniczne wysokiego szczebla, w którym w pełni uczestniczyły wszystkie państwa członkowskie UE, a także Komisja Europejska, ESDZ, Parlament Europejski i prezydencja Rady. Uczestnicy omówili misję i ramy Centrum oraz zgodzili się co do potrzeby skoordynowanych, wspólnych działań w celu wspierania odporności demokracji.

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

Bp Józef Strickland o decyzji FSSPX

February 9, 2026 nondraco/bp-jozef-strickland-o-decyzji-sspx

“Obecna sytuacja dotycząca Bractwa św. Piusa X ponownie ujawniła poważną i nierozwiązaną rzeczywistość w Kościele – której nie można w odrzucić, w nieskończoność odsuwać bądź odpowiadać na nią milczeniem.

W latach po soborze abp Marceli Lefebvre działał w przekonaniu, że istotne elementy życia Kościoła – tradycyjna formacja kapłaństwa, teologia sakramentalna, która ją kształtowała oraz Msza, która żywiła niezliczonych świętych – zostały porzucone bądź aktywnie usunięte.

Z tego kryzysu wyłoniło się Bractwo św. Piusa X i, przez dziesięciolecia, zachowywało te rzeczywistości, podczas gdy niewielu innych chce lub może to robić. To zachowywanie nie miało charakteru ideologicznego czy też nostalgicznego. Aby wyświęcać kapłanów, bierzmować wiernych i rządzić tak by tradycyjne życie sakramentalne Kościoła nie wygasło w okresie głębokiego zamętu, konieczni są biskupi.

Podczas, gdy pierwsze pokolenie biskupów, na których spoczęła ta odpowiedzialność, odchodzi ze sceny, Bractwo wielokrotnie podnosiło konkretną troskę: bez nowych biskupów, nie można utrzymać ciągłości formacji kapłańskiej i życia sakramentalnego. To nie jest oczekiwanie nowości, władzy czy czegoś wyjątkowego. To kwestia czy coś zachowanego wielkim kosztem dla życia Kościoła ma zniknąć wskutek bezczynności. Gdy tego rodzaju troski są wysuwane spokojnie, z szacunkiem i wielokrotnie, i spotykają się nie z jasną odpowiedzią, lecz milczeniem – sama zwłoka staje się decyzją. Bezczynność staje się sądem. Zaś milczenie zaczyna być odpowiedzią.

Kościół jest wg Bożego planu hierarchiczny, zaś władza istnieje by strzec tego co mu powierzono. Na władzy tej spoczywa poważna odpowiedzialność: strzeżenia kapłaństwa, zachowania ciągłości apostolskiej oraz jasnej wypowiedzi, gdy na szali są istotne rzeczywistości.

Jedności Kościoła nie zachowuje się przez dwuznaczność. Wierność nie jest zagrożeniem, Tradycja nie jest wrogiem. Gdy toleruje się tych, którzy otwarcie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła, podczas, gdy ci pragnący ciągłości są traktowani jako podejrzani, to znaczy, że coś zostało odwrócone.

Obecna chwila wymaga modlitwy, uczciwości i odwagi zwłaszcza od tych, którym powierzono władzę. Zbawienie dusz musi pozostać najwyższym prawem Kościoła. Milczenie nie może stanowić ostatniego słowa.”

(źródło i całość)

Korupcja spoiwem demokracji

Korupcja spoiwem demokracji

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 24 lutego 2026 michalkiewicz

Któż z nas nie słyszał zachęty do myślenia pozytywnego? Myślenie pozytywne, w pewnym, być może nawet chamskim uproszczeniu, polega na tym, by we wszystkim dostrzegać – jak powiedziałby Kukuniek – „plusy dodatnie”. Na przykład sprawa programu SAFE. Z deklaracji pana prezydenta Karola Nawrockiego podczas spotkania w Hajnówce wynika, że rząd nie tylko podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale i później też, nie przedstawił mu żadnych szczegółów na temat tej wysokiej, prawie 44 mld euro, pożyczki zbrojeniowej.

A szczegóły są przynajmniej dwa: po pierwsze – jakiego rodzaju zabezpieczenie tej pożyczki będzie musiała przedstawić Polska – bo nie chce mi się wierzyć, żeby na tym świecie pełnym złości ktokolwiek – a już zwłaszcza brukselskie biurokratyczne gangi – udzielały pożyczek bez zabezpieczenia. Po drugie – czy wśród warunków pożyczki nie ma aby mechanizmu warunkującego – który tyle zgryzot nam przysporzył przy równie hojnym programie KPO? Takie rzeczy lepiej wiedzieć z góry, niż potem obudzić się z fiutem w garści – jak to było udziałem tak zwanych „frankowiczów”. Tymczasem obywatel Tusk Donald albo tego nie wie – bo Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje raczej mu się nie zwierza, tylko zleca zadania – albo nawet czegoś tam się domyśla – ale właśnie dlatego za żadne skarby nie zdradzi nikomu, o co tu naprawdę chodzi.

Jak ten dylemat rozstrzygnąć w kategoriach myślenia pozytywnego? Pierwsza możliwość z jednej strony świadczyłaby dobrze o obywatelu Tusku Donaldu – że sam nie wie, więc żadnych informacji prezydentu Karolu Nawrockiemu przekazać nie może. Że – mówiąc krótko – jest poczciwym durniem, który myśli, że to wszystko naprawdę. Ale jeśli nie wie i wszystkim, którzy wysuwają jakieś wątpliwości zarzuca „zdradę”, to nie tylko jest durniem, ale i łobuzem. Zatem nawet rozpatrując rzecz w kategoriach myślenia pozytywnego, choćby z kurtuazji, musimy tę możliwość odrzucić.

No dobrze – ale druga ewentualność wygląda na jeszcze gorszą; jeśli obywatel Tusk zna szczegóły – ale od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje ma surowo zakazane (wiecie, rozumiecie, Tusk; Maul halten, bo inaczej przypomnę, skąd wam wyrastają nogi!) – ich ujawnianie, a jednocześnie obrzuca epitetami „zdrajców” wszystkich, którzy demonstrują wątpliwości – to by znaczyło, że jest renegatem bez sumienia.

No tak – ale w tej sytuacji nie możemy już nazywać go durniem – a to już jakiś postęp, podobny do tego w genewskich rozmowach na temat zakończenia wojny na Ukrainie. Nie jest to dużo – ale dobre i to. Jak widzimy, myślenie pozytywne przynosi jakieś rezultaty nawet w sytuacjach, wydawałoby się – bez wyjścia. Podobnie jest z Księciem-Małżonkiem. Dopóki był poddanym brytyjskim, to chociaż pojawiały się podejrzenia, że może wysługiwać się wywiadowi brytyjskiemu – nawet jako minister obrony narodowej naszego bantustanu, chodził na dłuższej smyczy, niż po przejściu na służbę niemiecką po tak zwanym „hołdzie berlińskim”.

Po przejściu na stronę Volksdeutsche Partei smycz chyba znacznie się skróciła, bo jakże inaczej wytłumaczyć skwapliwą hojność Księcia-Małżonka, który na wieść, że jeden z najbliższych kolaborantów prezydenta Zełeńskiego, Timur Mindycz przytulił 100 mln dolarów i czmychnął do Izraela, natychmiast zaoferował Ukrainie 100 mln dolarów – żeby nikt nie miał krzywdy?

Ponieważ podejrzewam, że Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podobnie jak inni uczestnicy „koalicji chętnych”, brali od prezydenta Zełeńskiego procenty od sum, którymi futrowali Ukrainę, a sprytny ukraiński komik zapisywał w kapowniku, ile kto wziął i gdzie schował, to Reichsfuhrerin surowo przykazała Księciu-Małżonku, żeby „założył” za Timura Mindycza, nie troszcząc się, rzecz prosta, skąd ten wasal weźmie taką forsę. Od tego są przecież wasale, żeby suzerenowie żyli sobie beztrosko.

W ramach myślenia pozytywnego zakładam bowiem, że z obywatelem Tuskiem Donaldem, czy z Księciem-Małżonkiem prezydent Zełeński ani myślał czymkolwiek się dzielić, wiedząc, że i jeden i drugi jest niemieckim chłopcem na posyłki. Z jednej strony to trochę upokarzające – no ale z drugiej – radosne, bo czyż świadomość, że prezydent Zełeński nie musiał plamić korupcją ani obywatela Tuska Donalda, ani Księcia-Małżonka, nie jest radosna?

Wreszcie na naszych oczach rozgrywa się przedstawienie, dzięki któremu – skoro już o korupcji była mowa – możemy przekonać się o pozytywnym wpływie korupcji politycznej na demokrację. Mam oczywiście na myśli rozpad partii jednorazowego użytku, czyli „Polski 2050”, na dwa kluby poselskie: Polska 2050 pod kierownictwem pani Pełczyńskmiej-Nałęcz i klub „Centrum” pod kierownictwem Wielce Czcigodnej Pauliny Hening-Kloski. Nawiasem mówiąc dotychczas wydawało mi się, że pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz też jest Wielce Czcigodna – ale okazało się, że wcale nie – że nie jest poślicą, tylko prostym ministrem w vaginecie obywatela Tuska Donalda. Pewnie dlatego tak go molestowała, by zrobił z niej wicepremiera, przed czym obywatel Tusk Donald, najwyraźniej przekonany, że stanowisko ministerialne, to i tak za dużo, bronił się rękami i nogami.

Wiadomo bowiem, że uczestników koalicji trzeba korumpować stanowiskami w rządzie i w spółkach Skarbu Państwa, gdzie też można usta umoczyć w melasie – ale bez przesady – żeby nikomu nie przewróciło się w głowie.

Franciszek Fiszer wspominał, jak za panowania Mikołaja II odbywało się na Zamku w Warszawie przyjęcie na cześć cesarza. „Uczta trwała trzy doby. Sprowadzono z Paryża 200 beczek zup, podano dwa tysiące bażantów. Stałem na czele szlachty łomżyńskiej tuż u boku majestatu. Kiedy po trzech dniach wyszliśmy na dziedziniec, Czerkiesi szarżowali i płazowali nas szablami – opowiadał Fiszer. – Płazowali szablami – dlaczego? Pytali zdumieni słuchacze. – Żeby nam się w głowach nie poprzewracało.

Mimo rozłamu zarówno jedna, jak i druga szajka deklaruje, że koalicji 13 grudnia nic nie zagraża. A dlaczego nic nie zagraża? A dlatego, że kto tylko spośród Wielce Czcigodnych posłów Polski 2050 miał zostać skorumpowany, to został – ponieważ nie zanosi się, by ktokolwiek pod tym szyldem w roku 2027 w ogóle dostał się do Sejmu, to każdy wie, że musi obiema rękami trzymać się tego, do czego się dorwał, że w ramach „służby dla Polski” musi wyssać wszystko, co tylko jest do wyssania – żeby starczyło na następną, „pustą” kadencję, a może nawet i na resztę życia.

Gdyby tak nie było, to zaraz by się rozpoczęły tak zwane „rozmowy programowe” to znaczy – komu jaka synekura, czy to w rządzie, czy w zarządach lub radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Vaginet obywatela Tuska Donalda ma niewielką większość w Sejmie, więc musi uwzględniać pragnienia i ambicje każdego fajdanisa – jak powiedziałby marszałek Piłsudski. To oczywiście oznacza korupcję, jako zasadę rządzenia – ale czyż nie dzięki temu właśnie nasza młoda demokracja sprawia wrażenie stabilnej – oczywiście dopóty, dopóki w Berlinie nie podejmą jakiejś innej decyzji? To prawda – ale wiadomo, że na tym świecie nic nie trwa wiecznie.

Stanisław Michalkiewicz

Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu


Pielęgniarz LGBT molestował chłopców w szpitalu
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Był „pielęgniarzem łącznikowym ds. osób transpłciowych”. Miał wspierać pacjentów identyfikujących się jako trans, pracował również przy segregacji medycznej na oddziale pediatrycznym.

I to właśnie tam miał dostęp do małych chłopców i masowo ich molestował.

Sprawa miała miejsce w szpitalu Great Western Hospital w Swindon w Anglii. Pielęgniarz Ashley Boyd pełnił funkcję wyznaczoną mu przez lobby LGBT, a zaakceptowaną oficjalnie w szpitalu ze względu na panującą w UK poprawność polityczną.

Z pewnością kojarzy Pan, o czym piszę – lobby LGBT wprowadza w kolejne miejsca swoich „rzeczników”, „sygnalistów”, „łączników” i inne osoby, które mają zajmować się wymuszaniem dla nich specjalnych praw i pilnowaniem ich interesów. Najczęściej osoby te same rekrutują się ze środowiska zboczeńców. 

Tak było i tym razem. Boyd był przewodniczącym lokalnej inicjatywy Swindon & Wiltshire Pride – corocznego pikniku dla homoseksualistów z tych dwóch angielskich hrabstw. Obracał się w środowisku homo, bi i trans, zajmował się sześciokolorowym aktywizmem nie tylko w szpitalu, ale i w swoim prywatnym czasie. Pewnie dlatego został wybrany, by być pielęgniarzem-łącznikiem dla LGBT.

Boyd zabierał chłopców do gabinetu i pod pretekstem oględzin dotykał ich miejsc intymnych. Bez wskazań medycznych ani wiedzy i zgody rodziców. Nie robił też żadnych wpisów do dokumentacji.

Chłopiec z zapaleniem migdałków miał zdejmować majtki. Podobnie ten z urazem głowy. Itp. itd… Pielęgniarz świadomie nadużywał swojej funkcji, aby zaspokoić swoje fascynacje, m.in. macał małych pacjentów w miejsca intymne i wkładał ręce pod ich bieliznę.

 Wszystko działo się w ciszy gabinetu, więc dziecko zostawało samo „z tajemnicą”.

Wspieram

Przez długi czas przełożeni w szpitalu wiedzieli o zachowaniu Boyda, jednak nie reagowali lub podejmowali działania pozorne – upominali podwładnego, prosili, aby zachowywał się przyzwoicie lub udawali, że nic nie widzą. Nie chcieli urazić środowisk LGBT… Co charakterystyczne – zboczeniec nie mógł się jednak opanować i krzywdził kolejnych chłopców. Było to molestowanie typowo homoseksualne: na linii mężczyzna-chłopcy.

Policja została wezwana dopiero, gdy inni szeregowi pracownicy szpitala powiadomili o sprawie brytyjską Radę Pielęgniarską. Rada zgłosiła sprawę do organów ścigania, a Boyd wylądował w areszcie, gdzie oczekuje w tej chwili na proces i wyrok.

========================================

Szanowny Panie,

Ta sprawa tylko pozornie dotyczy jednego szpitala w Anglii.

Wspieram

Faktycznie jest przykładem na niepokojące zjawisko, które można obserwować niemal wszędzie: gdziekolwiek LGBT ma dostęp do dzieci, pojawia się tendencja do molestowania i wykorzystywania seksualnego tych dzieci. Środowiska, które celebrują swoje zboczenia, nie potrafią się hamować. A różne rodzaje zboczeń w dziedzinie płciowości – idą z sobą w parze.

W Polsce dzieci też są zagrożone. Pisałam już Panu o ruchach obecnego rządu. Planują oni przepchnąć na siłę przez Sejm i Senat ustawę o statusie osoby najbliższej, pod którą kryją się po prostu związki partnerskie. A kto potrzebuje takich związków? Na pewno nie pary heteroseksualne, dla których jest normalne małżeństwo. Potrzebują ich pary homoseksualistów, które w ten sposób usankcjonują swoje pożycie i będzie im łatwiej zażądać przysposobienia dzieci. Osierocone dzieci będą ryzykować kolejną traumę – wykorzystywanie seksualne przez dwóch gejów lub dwie lesbijki.

Dlatego jeszcze raz bardzo proszę o podpisanie petycji do posłów, senatorów i samego Prezydenta RP o zahamowanie przepisów o statusie osoby najbliższej. Lobby LGBT bardzo chce, aby takie regulacje weszły do polskiego prawa, ale wtedy zacznie się prawdziwa wojna o dzieci.

Aby podpisać petycję wystarczy kliknąć w link:

i postępować według dalszych wskazówek.

Nie bądźmy obojętni. Nie dajmy w Polsce wprowadzić tego samego szaleństwa, jakie zapanowało już w Wielkiej Brytanii i innych państwach przeżartych pseudotolerancją dla środowisk, które robią dzieciom straszną krzywdę.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Historię pielęgniarza LGBT, który molestował chłopców w szpitalu, przeczyta Pan także na portalu Fundacji: https://ratujzycie.pl/pielegniarz-ds-transplciowych-molestowal-dzieci-w-gabinecie/. Zachęcam, aby podać link dalej – ostrzegajmy się nawzajem. Dla dobra dzieci.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Odra. Szczepionka 27 razy [!!] bardziej śmiertelna niż choroba

Szczepionka 27 razy bardziej śmiertelna niż choroba

Marek Wójcik 21. lutego szczepionka-27-razy-bardziej-smiertelna-niz-choroba

Szczepienia przeciwko odrze a zakażenie odrą od 1995 r.

193 zgłoszenia z USA dotyczące zgonów po szczepieniach MMR/MMRV z danymi identyfikowalnymi
7 zgonów związanych z zakażeniami odrą w Stanach Zjednoczonych (monitorowanie CDC).

Cytat z opublikowanego w środę artykułu na tkp.at: Od 1995 roku szczepionki przeciwko odrze spowodowały w USA o 2657% więcej zgonów, niż zakażenia odrą. Źródło.

Podany w tytule tego artykułu współczynnik 27 jest w rzeczywistości wyższy. Nie tylko dlatego, że w VAERS – amerykańskiej bazie danych -zgłaszane jest zaledwie 1% przypadków występowania szkód poszczepiennych. 7 × 27 = 189, natomiast w tej bazie danych znajdują się zgłoszenia o śmierci związanej ze szczepieniem odry dotyczące 193 tragicznych przypadków. Z drugiej strony wszystkie zgony z powodu odry są bardzo skrupulatnie zbierane i publikowane.

Przypadki zgonów z powodu odry w Niemczech (1961 – 1995).
Masowe szczepienia rozpoczynane są zawsze w momencie, gdy choroba praktycznie zanika, by wykorzystać naturalny proces jako argument dla wyznawców szczepionkowej religii.

Kiedy środki wprowadzane ponoć w celu ochrony przed chorobą, są wielokrotnie bardziej groźne niż sama choroba, to można oczekiwać, że zostaną wycofane i informacja o takim zagrożeniu zostanie podana do wiadomości publicznej.

Tak postąpiłoby Ministerstwo Zdrowia w kraju, gdzie życie ludzkie ma większe znaczenie, niż zyski producentów szczepionek. W niektórych krajach europejskich mamy obowiązek szczepień przeciwko odrze.

Szczepienia przeciwko odrze są obowiązkowe w kilku krajach europejskich, w tym w Polsce, Niemczech (od 2020 r.), we Francji (od 2018 r.), we Włoszech (12 obowiązkowych szczepień, w tym MMR), a także m.in. w Czechach, Słowacji, Słowenii, Bułgarii i na Węgrzech. Obowiązek ten często dotyczy dzieci przed przyjęciem do żłobka lub przedszkola. Odpowiedź SI (Sztucznej Inteligencji – czytaj sztucznej ignorancji) na pytanie: w jakich krajach szczepienia przeciw odrze są obowiązkowe?

Jak Kaziu pokonał Sztuczną Inteligencję?

Jesteśmy już przyzwyczajeni do kretyńskich zaleceń władz w celu „ochrony” przed wyolbrzymionym, często zmyślonym zagrożeniem. W rzeczywistości chronione są jedynie interesy koncernów i jednocześnie odbierane nasze prawa do decyzji o własnym życiu. Wiem, większość z was słyszała to setki razy. Z drugiej strony ile razy słyszeliście o „bezpiecznych i skutecznych” eliksirach wielkiej farmacji?

Skoro potęga reklamy nie na wszystkich zadziałała, to wprowadza się przymus do „szczęścia” i skutecznego zabijania lub kaleczenia naszych dzieci. Bo zapłacisz karę, bo nie przyjmą do przedszkola albo dostaniesz broszurkę o cudownej szczepionce i wrednych antyszczepionkowcach.

A może by tak wybrać wolność?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Bluźnierstwa. Szydera z umęczonego Jezusa, kpina z Chrztu Pańskiego. Skandal w „Muzeum Początków Państwa Polskiego” w Gnieźnie

Szydera z umęczonego Jezusa, kpina z Chrztu Pańskiego. Skandal w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie

pch24.pl/szydera-z-umeczonego-jezusa-kpina-z-chrztu-panskiego-skandal-w-muzeum-poczatkow-panstwa-polskiego-w-gnieznie

(Źródło: YouTube/ Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie )

Na wystawie „Re: średniowiecze. 1000 lat, 1000 wersji” umieszczonej w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie znalazły się skandaliczne obrazki kpiące ze świętości. Wśród nich szydercze memy z umęczonym Panem Jezusem, czy kpiną z Chrztu Pańskiego. Muzeum jest placówką samorządową.

W założeniu wystawa ma ukazać widzom, że średniowiecze nie jest zamkniętym rozdziałem historii i wpływa na nasze czasy. Najwyraźniej uznano, że konwencja mema będzie tu dobrym nośnikiem do ukazania owych nawiązań. Tyle tylko, że twórca prac za nic miał istotne dla katolików świętości oraz uznał, że kpina z powiązania tysiącletniej historii państwa polskiego z chrześcijaństwem to sztuka.

Memy to reprodukcja średniowiecznych malowideł oraz podpisy Zofii Załęskiej, historyk sztuki z UW. I tak oto pośród eksponatów znalazły się obrazoburcze memy. Jeden z nich przedstawia Chrzest Pański i zawiera opis „kiedy chciałeś iść na plażę nudystów, ale jednak trochę się wstydzisz”. Z kolei przy wizerunku ubiczowanego Pana Jezusa umieszczono podpis: „kiedy próbujesz wykąpać kota”. Na wystawie znalazło się też niesmaczne nawiązanie do Zmartwychwstania.

Całość wieńczy notatka organizatora wystawy: „Prezentowane memy są autorską wypowiedzią artystyczną. Niektóre treści mogą być uznane za kontrowersyjne lub naruszająca czyjąś wrażliwość. Zamiarem twórców wystawy nie jest obrażanie kogokolwiek”.

Jedna prosta formułka i załatwione!? Już można bezkarnie opluwać świętości? A ci, którzy nie rozumieją „prawdziwej sztuki” i oburzają się, to zapewne ów „ciemnogród”, a do tego najpewniej średniowieczny?

Sprawą zajął się Łukasz Grabowski, wielkopolski radny, który wystąpi z wnioskiem o kontrolę komisji rewizyjnej w gnieźnieńskim muzeum. Grabowski nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z profanacją i obrazą uczuć religijnych. A jak dodaje, podobne opinie napływają do niego od mieszkańców. „Muzeum nie błysnęło przy okazji ostatnich rocznic, zaś dziś dyrekcja buduje swój przekaz na obrazie uczuć religijnych. Na to nie może być zgody. Na pewno niezwłocznie będziemy reagować” – zadeklarował.

Źródło: opoka.org.pl, niezalezna.pl, gniezno.eu

MA

Miał zwichnięty bark, pojechał do szpitala. Zetknięcia z państwową służbą zdrowia nie przeżył

Miał zwichnięty bark, pojechał do szpitala.

Zetknięcia z państwową służbą zdrowia

nie przeżył

24.02.2026 zetkniecia-z-panstwowa-sluzba-zdrowia-nie-przezyl

Szpital, SOR.
NCZAS.INFO | Szpital, SOR. / Fot. PAP

Śmierć po rutynowym zabiegu i kolejne śledztwo prokuratorskie. Pan Maciej poszedł do szpitala ze zwichniętym barkiem, do domu nie wrócił już nigdy. Rodzina walczy o sprawiedliwość.

Dramat rozegrał się w połowie stycznia. 45-letni pacjent zgłosił się do placówki ze zwichniętym barkiem – urazem bolesnym, lecz w standardowych warunkach całkowicie niezagrażającym życiu. Splot niewyjaśnionych wciąż decyzji doprowadził jednak do katastrofy.

Z relacji pracowników oddziału, którzy zdecydowali się zawiadomić organy ścigania, wynika, że lekarz dyżurny miał podjąć decyzję o samodzielnym podaniu znieczulenia ogólnego pacjentowi. Nie wezwał anestezjologa, a potem nie podłączył aparatury monitorującej funkcje życiowe.

Przez blisko dwadzieścia minut pacjent pozostawał poza jakimkolwiek nadzorem medycznym. Gdy personel zorientował się, że mężczyzna nie oddycha, rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie. Reanimacja, tracheotomia przywróciły akcję serca i oddech, jednak mózg został już nieodwracalnie uszkodzony w wyniku głębokiego niedotlenienia i obrzęku. Lekarze nie dawali szans na poprawę stanu zdrowia. Pacjent został przekazany do hospicjum, gdzie po dwóch dniach zmarł.

Rodzina przez długi czas nie wiedziała, co się z panem Maciejem dzieje. Szpital nie udzielał informacji, a o dramatycznym przebiegu wizyty na SOR-ze bliscy dowiedzieli się dopiero od lokalnych dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. – Szpital nas po prostu zbył – relacjonują rozgoryczeni.

Autorzy zawiadomienia do prokuratury twierdzą, że lekarz odpowiedzialny za pacjenta próbował po fakcie zastraszyć personel. Miał grozić pracownikom zwolnieniami z pracy, jeśli cała sytuacja „wyjdzie na jaw”.

Dyrekcja Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu unika merytorycznego odniesienia się do zarzutów. W odpowiedzi na szereg pytań wydano jedynie lakoniczny komunikat informujący, że „trwa postępowanie wyjaśniające”. Co zaskakujące, do oświadczenia dołączono nieprzystającą do tragicznych okoliczności wzmiankę, w której placówka chwali się dysponowaniem „jednym z najnowocześniejszych” oddziałów ratunkowych w Polsce.

Śmierć pana Macieja nie jest jedynym wątkiem badanym obecnie przez prokuraturę w tej placówce. Śledczy przyglądają się również sprawie nagłego zgonu pacjentki onkologicznej, przyjętej na oddział z migotaniem przedsionków. Kobieta została umieszczona na zwykłej sali, z dala od dyżurki pielęgniarskiej, bez dostępu do pulsoksymetru czy aparatury monitorującej. Zmarła w nocy, z powodu niewydolności oddechowej, o czym rodzina została poinformowana dopiero rano.

Dlaczego Grzegorz Braun zgasił świece chanukowe? „Broniłem majestatu Rzeczypospolitej”

Dlaczego Grzegorz Braun zgasił świece chanukowe?

„Broniłem majestatu Rzeczypospolitej”

pch24.dlaczego-grzegorz-braun-zgasil-swiece-chanukowe-bronilem-majestatu-rzeczypospolitej

(Grzegorz Braun, fot. PAP/Piotr Nowak)

Europoseł Grzegorz Braun oświadczył podczas składania wyjaśnień w Sądzie Rejonowym, że gasząc świece chanukowe w Sejmie w 2023 roku, działał w stanie wyższej konieczności. Bronił w ten sposób majestatu Rzeczpospolitej.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy -Pragi Południe toczy się sprawa przeciwko europosłowi Grzegorzowi Braunowi. Chodzi m.in. o słynny incydent zgaszenia świec chanukowych, do którego doszło w grudniu 2023 roku. Polityk Konfederacji Korony Polskiej przechodząc sejmowym korytarzem zdjął ze ściany gaśnicę przeciwpożarową i zgasił nią świece chanukowe zapalone na jednym z korytarzy.

 – Rachunek jest prosty – mówił Grzegorz Braun na sali sądowej. Podkreślił, że jego działanie miało na celu obronę „państwa polskiego” i „majestatu Rzeczypospolitej”.

Polityk tłumaczył również, że zarzuca mu się, że napadł wówczas na kobietę, kierując wobec niej strumień proszku z gaśnicy. Jednak jego zdaniem to on de facto został napadnięty.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi prowadzi tę sprawę z perspektywy potencjalnej obrazy uczuć religijnych oraz naruszenia nietykalności cielesnej osoby. Z kolei prokuratura zwraca uwagę, że kobieta, która próbowała zatrzymać działania Grzegorza Brauna, miała doznać lekkiego uszczerbku zdrowia.

To nie jedyne „przewiny” polityka, które analizuje Sąd. W aktach znalazły się również inne medialne zdarzenia jak m.in. wyniesienie choinki z Sądu Okręgowego w Krakowie. W dokumentacji znalazło się również wydarzenie, do którego doszło w Niemieckim Instytucie Historycznym w 2023 roku. Wówczas lider Konfederacji Korony Polskiej uniemożliwił prowadzenie wykładu przez prof. Jana Grabowskiego, znanego z oskarżania Polaków o współudział w Holocauście.

Źródło: dorzeczy.pl

WMa

Braun o żydówce spod Chanuki: „Napadła mnie, a potem nakłamała”

Braun o żydówce spod Chanuki: „Napadła mnie, a potem nakłamała”

,23 lutego 2026

Marek Skalski/X

Sędzia prowadzący rozprawę nie wyraził zgody na transmisję na żywo drugiej rozprawy wymierzonej w Grzegorza Brauna. Pomimo tego przedostało się kilka fragmentów z jej przebiegu.

Na platformie X opublikował je Marek Skalski „Najwyższy Czas”

Ja byłem tam w prawie i u siebie jako poseł na Sejm nie tylko upoważniony, ale uwaga – wezwany przez moich wyborców do tego, żeby stać na gruncie polskiej racji stanu, polskiego interesu narodowego i standardów cywilizacji łacińskiej z którymi się nie godzi program i praktyka sekty Chabad Lubawicz

Napadła mnie po czym nakłamała gazetom, prokuratorowi, który wziął to i bezkrytycznie „wytnij wklej” powtórzył Wysokiemu Sądowi.


Jak sprywatyzować szkolne konto. Źle się dzieje w „konstancińskim Beverly Hills”.

Jak sprywatyzować szkolne konto.

Źle się dzieje w „

konstancińskim Beverly Hills”.

Izabela Brodacka

W Konstancinie-Jeziornie, podwarszawskim miasteczku nazywanym polskim Beverly Hills, wybuchła kolejna afera finansowa. Wcześniej były burmistrz Kazimierz Jańczuk przelał na dziwne konto bankowe 5 milionów z kasy gminnej, a jego urząd nadpłacił prywatnej szkole 2,5 miliona nienależnej dotacji oświatowej.

Burmistrz, były milicjant, człowiek, który z natury swego zawodowego powołania powinien być podejrzliwy i nieufny zadziwił wszystkich swoim nieroztropnym działaniem. Czy była to nieostrożność, czy kradzież? – rozstrzygnie to sąd. Czas biegnie, mijają lata, a sąd nie wyznacza daty pierwszej rozprawy. Czy czeka na przedawnienie? Nie wiadomo.

Skoro przedawniła się sprawa Romana Giertycha, który był oskarżony o przejęcie z Polnordu 72 milionów, to wszystko jest możliwe. Z ostrożności procesowej powinniśmy pisać o burmistrzu-milicjancie Kazimierz J. Ma przecież postawione zarzuty. Takiej ostrożności nie wykazał legendarny opozycjonista antykomunistyczny Adam Borowski, który nazwał Romana Giertycha złodziejem. Sąd nie zgodził się z taką opinią i oceną. Uznał, że Giertych nie ukradł tych milionów, że on je tylko sprywatyzował i skazał Adama Borowskiego na pół roku bezwzględnej odsiadki za … zniesławienie uczciwego obywatela.

Jak wiadomo „ryba psuje się od głowy”. Skoro bowiem burmistrzowi miasta mogło, jak dotąd bezkarnie, „zginąć” 5 milionów złotych, to dlaczego dyrektor szkoły gminnej nie mógłby przytulić raptem 2 milionów. O aktualnej aferze finansowej poinformował radnych Rady Miejskiej Konstancina-Jeziorny, burmistrz Michał Wiśniewski, na zwołanej z własnej inicjatywy nadzwyczajnej sesji RM w dniu 2 lutego tego roku. Otóż poinformował on o tym, że dyrektor Gminnej Szkoły Integracyjnej Nr.5, Artur Krasowski, wraz z księgową szkoły panią Anną Marianek dokonywali przelewu pieniędzy szkolnych na prywatne konto bankowe księgowej. Przelewy podpisywał dyrektor. Proceder ten prowadziła ta para od 2013 roku. Tak. Drenowali konto szkoły przez 13 lat! Zapewne systematycznie fundowali sobie dodatkowe dochody. Pewnej pikanterii działaniom dyrektora dodaje fakt, że nie jest to taki zwykły dyrektor szkoły podstawowej. Jest dyrektorem wybitnym. W listopadzie ubiegłego roku otrzymał bowiem, jako jedyny konstanciński dyrektor i nauczyciel, najwyższe odznaczenie oświatowe, Medal Komisji Edukacji Narodowej. Dostał go od pani „ministry” Nowackiej. No to musi być głęboko zasłużony. Chyba, że pani Nowacka się znów „przejęzyczyła”.

Podczas wspomnianej poniedziałkowej sesji RM burmistrz Wiśniewski powiedział, że tę kradzież wykryli pracownicy Centrum Usług Wspólnych – nowej komórki funkcjonującej od niedawna w strukturze urzędu gminy. Natomiast on, jego zastępcy, skarbniczka (główna księgowa gminy), audytor wewnętrzny, wydział finansów, wydział oświaty i komisja rewizyjna RM nie mogły wykryć tego przestępstwa, bo zdaniem burmistrza nie mają kompetencji kontrolnych.

To brawurowa i bardzo oryginalna linia obrony władzy. Wszelako lektura ustawy samorządowej i ustawy o dyscyplinie finansów publicznych jednoznacznie wskazują, że to nieprawda. Burmistrz ma uprawnienia, ba ma obowiązek kontrolowania realizacji budżetu gminnych instytucji, jak najbardziej także gminnych szkół. Budżet tych instytucji jest częścią budżetu gminy tworzonego i realizowanego z podatków lokalnych, czyli pieniędzy obywateli, mieszkańców. Za prawidłową, zgodną z prawem realizację budżetów gminnych instytucji odpowiadają ich dyrektorzy, a za całość budżetu odpowiada burmistrz. Ona ma ku temu odpowiednie narzędzia, odpowiednie służby urzędnicze i audytora/ kontrolera wewnętrznego w gminie.

Dowiedzieliśmy się jednak, że audytor jest na wielomiesięcznym zwolnieniu lekarskim, a burmistrz urzędujący od dwóch lat, niczego i nikogo jeszcze nie zdołał skontrolować. Ostatnia kontrola finansów tej szkoły miała miejsce w 2013 roku! (sic!)

Dziwić mogą czynności podjęte przez burmistrza Wiśniewskiego po tym jak zdobył informację o kradzieży dwóch milionów w szkole nr.3. Owszem złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez dyrektora Krasowskiego i księgową Marianek, ale nie wnioskował o zabezpieczenie finansowe na majątku podejrzanych. Konstancińskie ptaszki ćwierkają o tym, że sprawcy są ludźmi majętnymi. W okresie drenowania szkolnej kasy Krasowski budował dacze w pięknej miejscowości o uroczej nazwie Sforne Gacie, na Kaszubach, a Marianek budowała dom w Zalesiu. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby podejrzewać, że te nieruchomości i pozostały majątek sprawcy przepisali na członków rodziny. I może się okazać, że przy braku zabezpieczenia na ich majątku, po wielu latach procesów sądowych gmina nie ma szans na odzyskanie tych pieniędzy od „ biednych”, niczego nie posiadających emerytów.

Mało tego, burmistrz zaakceptował przejście na wcześniejszą emeryturę przez dyrektora Krasowskiego, który dzień po tym jak wydał się ten złodziejski proceder, w podskokach przybiegł do urzędu i złożył podanie o przejście na (zasłużoną?) emeryturę. W efekcie dyrektor Krasowski spokojnie pożegna się ze szkołą otrzymując sześciomiesięczną odprawę. W wysokości bliskiej 100 000 złotych. To „nagroda” za kradzież 2 milionów?

Ta afera finansowa ilustruje kryzys zarządzania Konstancinem-Jeziorną. Nasila się konflikt pomiędzy burmistrzem Wiśniewskim, a radnymi z Koalicji Obywatelskiej, która ma większość w Radzie Miejskiej. Podjęto inicjatywę zbierania podpisów mieszkańców pod wnioskiem o odwołanie burmistrza. Nie uzbierano wymaganej ilości podpisów. Wiśniewski, który był kandydatem w wyborach koalicji Obywatelskiej, radykalnie skonfliktował się z miejscowym posłem KO Piotrem Kandybą, który go bardzo mocno popierał w kampanii wyborczej. W efekcie tego konfliktu KO uznała, że straciła zaufanie do Wiśniewskiego i wykluczyła go z partii. Nadzoru nad finansami publicznymi brak.

Czy to ostatnia konstancińska afera finansowa? Nie wiadomo. Zobaczymy. Jedno jest, niestety, oczywiste. Źle się dzieje w „konstancińskim Beverly Hills”.

USA: Rząd okupacyjny syjonistyczny [?]

tsargrad.tv/sionistskoe-okkupacionnoe-pravitelstvo

Rząd okupacyjny syjonistyczny

Kurtyna podniosła się. To, co przez dekady bagatelizowano jako „antysemicką teorię spiskową”, nabiera realnego kształtu w oficjalnych dokumentach sądowych. Opublikowane „akta Epsteina” to coś więcej niż tylko kronika perwersji globalnych elit. Ujawniają one rozległą sieć kontroli ideologicznej i politycznej, której nici sięgają najstarszego i najniebezpieczniejszego źródła globalnych wpływów.

Termin „ZOG” (Syjonistyczny Rząd Okupacyjny) został po raz pierwszy użyty przez Amerykanina Erica Thomsona w 1976 roku w jego eseju „Witamy w Świecie ZOG”, który rozprowadzano w formie ulotek. Thomsona natychmiast nazwano neonazistą, mimo że sam siebie określał mianem „zwykłego nazisty”. To jednak ten aktywista, choć w prymitywny i bezpodstawny sposób, jako pierwszy przedstawił rząd USA nie tylko jako skorumpowany (afera Watergate właśnie się wtedy zakończyła), ale jako obcą siłę okupacyjną.

Akronim zyskał powszechną popularność w latach 80. XX wieku, co doprowadziło do zorganizowanego ośmieszenia. Przeciwnicy, niechętni do debaty, – zwłaszcza obrońcy podczas głośnych procesów nazistowskiego gangu The Order – przedstawiali ZOG jako „fantastyczną ideologię komiksową” zakorzenioną nie w realnej polityce, lecz w złych teoriach spiskowych. Sprytne posunięcie – unikano w ten sposób prawdziwego dialogu i konieczności kontrargumentacji.

Syjonizm. Początek

Syjonizm polityczny, jako żydowski ruch na rzecz powrotu do Ziemi Obiecanej, narodził się w XIX wieku dzięki wsparciu Brytyjczyków. Wielu syjonistów nie było religijnych – pragnęli zbudować państwo narodowosocjalistyczne, choć posługując się w tym celu retoryką talmudyczną. Rozważając lokalizację tego państwa, rozważali opcje od Argentyny po Ugandę [no i – Ukropolin. msd] . Jednak po I wojnie światowej Brytyjczycy otrzymali Mandat Palestyny, a Żydzi zaczęli tam masowo migrować.

Jednym z przywódców praktycznego syjonizmu w tamtych latach był urodzony w Odessie Władimir (Zejew) Żabotyński, dowódca Legionu Żydowskiego Armii Brytyjskiej, mason, radykalny nacjonalista i zwolennik brutalnego tłumienia życia ludności arabskiej. Mussolini pieszczotliwie nazywał go prawdziwym żydowskim faszystą.

Z lodowatym cynizmem syjoniści Żabotyńskiego utorowali drogę do podziału Palestyny ​​– naszej Ziemi Świętej. Socjalistyczny syjonizm wyobrażał sobie „żydowską pracę na żydowskiej ziemi”. Miejscowych mieszkańców wypędzono z należących do Żydów fabryk i gospodarstw, a następnie z ich ziem. Brytyjczycy hojnie zaopatrywali „nowych Palestyńczyków” w broń do tłumienia protestów przeciwko apartheidowi.

Tak więc nazizm zwyciężył w Palestynie w latach dwudziestych XX wieku, 10 lat przed Hitlerem.

Haavara

Jednak nawet Żabotyński był zszokowany haniebnym Porozumieniem Ha-Awara z 1933 roku. Syjoniści dostrzegli w zwycięstwie Hitlera szansę na zakończenie asymilacji Żydów w niemieckim środowisku i okazję do znacznego zwiększenia odsetka ludności żydowskiej w Palestynie poprzez rekrutację wysoko wykształconego, pracowitego i zamożnego personelu.

Istota porozumienia między syjonistami a antysemitami była następująca: Żyd pragnący opuścić Niemcy wpłacił 1000 funtów brytyjskich, wówczas najbardziej wymienialną walutę na świecie, na konto w firmie Ha’avara. Pieniądze zostały skonsolidowane na kontach francuskich Rothschildów, a Żydowi wydano certyfikat uprawniający go do otrzymania podobnej sumy w funtach lokalnych w Palestynie.

Dla tych, którzy płacili, w nazistowskich Niemczech zakładano kibuce, aby nauczyć ich życia w Palestynie. Ogłoszenia o zakładaniu kibuców i rekrutacji publikowano w centralnej gazecie SS „Das Schwarze Korps”.

Resztę czekały obozy koncentracyjne. Bez pieniędzy, bez życia. Szczyt cynizmu.

Ta wspólna operacja syjonistów i SS nosiła nazwę „Odcięcie zwiędłej gałęzi”. Władze niemieckie otrzymywały większość dochodów ze sprzedaży majątku wyjeżdżających Żydów. Stały się one również głównymi beneficjentami handlu z Palestyną w ramach „sankcji gospodarczych” w Europie.

Około 100 milionów dolarów (ponad 5 miliardów dolarów w przeliczeniu na dzisiejszy PKB) przeszło przez konta Ha’avary. Była to ogromna operacja finansowa Kanaanu, która ostatecznie zjednoczyła syjonistów i nazistów.

Ku pamięci Gazy

W 1975 roku, rok przed ulotkami Thomsona, Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 3379. Wyraźnie uznano w niej syjonizm za „formę rasizmu i dyskryminacji rasowej” oraz „zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. Świat wciąż zachował resztki zdrowego rozsądku.

W 1991 roku, w obliczu triumfu globalizmu i klęski ZSRS w zimnej wojnie, decyzja ta została cofnięta. Jednak minione 35 lat jedynie potwierdziło słuszność autorów rezolucji z 1975 roku.

A teraz w Strefie Gazy odbywa się systematyczna eksterminacja całego narodu w imię triumfu syjonizmu, a z korespondencji Epsteina wychodzą na jaw najbardziej przerażające fakty.

Oczyszczanie Gazy – obszaru wielkości Władywostoku – odbywa się przy użyciu najbardziej barbarzyńskich metod, bez względu na moralność i prawo.

Podczas wojny zginęło co najmniej 72 000 cywilów, w tym ponad 20 000 dzieci. To kilkakrotnie więcej niż straty cywilne w znacznie większej wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

200 000 osób zostało rannych, ale nie ma szans na leczenie. Dziesiątki tysięcy osób pozostało niepełnosprawnych.

W Strefie Gazy panuje głód. 90% mieszkańców Gazy opuściło swoje domy.

Całe dzielnice są „oczyszczane”, aż zginie ostatni ocalały. Naloty dywanowe nie oszczędzają nikogo. Wobec „podejrzanych o terroryzm” stosuje się wyrafinowane tortury.

Eksterminacja Arabów z Gazy ze względu na pochodzenie etniczne to czyste ludobójstwo. Celowe i konsekwentne.

Na przykład Arkady Milman, były ambasador Izraela w Rosji, pochodzący z Ukrainy, nazwał ludność Gazy „brudną i nieumytą”, dodając, że „to nie ludzie, lecz zwierzęta”. Pisarka Dina Rubina, której tekst został wykorzystany w „Totalnym Dyktandzie” z 2013 roku, poszła dalej: „Te zwierzęta, te… nie, nie da się powiedzieć „zwierzęta”, zwierzęta to szlachetne stworzenia. Krótko mówiąc, te nie-ludzie… Izrael ma prawo rozpuścić je wszystkie w kwasie solnym. Ma prawo oczyścić Gazę i zamienić ją w nic więcej niż parking”.

I nikt w Izraelu ich nie potępił. Po prostu głośno popierali same podstawy religijnego syjonizmu.

Ku Trzeciej Świątyni

Jeśli lewicowy syjonizm to w istocie nic więcej niż podbój terytorialny i spekulacja finansowa, to religijny syjonizm nie ogranicza się do budowania państwa „czystej krwi” Żydów. Jego celem jest intronizacja Mesjasza, żydowskiego Mesjasza. Aby to osiągnąć, w Jerozolimie, na miejscu Drugiej Świątyni, zniszczonej w 70 r. n.e., musi powstać „Trzecia Świątynia”.

My, chrześcijanie, musimy nazywać rzeczy po imieniu. Dla nas prawdziwym Mesjaszem jest nasz Pan Jezus Chrystus, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Tym, na którego czekają religijni syjoniści, jest fałszywy Mesjasz, Antychryst.

Starotestamentowy Izrael był „nauczycielem prowadzącym do Chrystusa”. Jednak po odrzuceniu Zbawiciela misja ta przeszła na Nowy Izrael – Kościół Chrystusowy. Dzisiejsi Żydzi nie są kontynuatorami wiary proroków. Są naśladowcami tych, którzy celowo dążyli do zamordowania Boga. Oddawali cześć bożkowi przyszłego kłamcy, który będzie panował u kresu czasów i zostanie pokonany przez Chrystusa.

Po Soborze Watykańskim II w 1965 roku katolicy dopuścili się zdrady, nazywając Żydów „starszymi braćmi”.[ to nam „dopisano” md] . Z punktu widzenia prawosławia jest to bluźnierstwo. Nie ma braterstwa z tymi, którzy przygotowują tron ​​dla wroga rodzaju ludzkiego.

I przygotowuje go w Jerozolimie.

Dziś muzułmańskie miejsca święte, Meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale, stoją na Wzgórzu Świątynnym. Religijni syjoniści otwarcie deklarują, że muszą zostać zniszczone. To nie są czcze groźby. W latach 2022-2024 pięć czerwonych jałówek zostało sprowadzonych z Teksasu do Izraela. Zgodnie z wierzeniami [talmudystów md] , prochy złożonej w ofierze, nieskazitelnej czerwonej jałówki są niezbędne do rytualnego oczyszczenia przed budową Świątyni. Hamas oficjalnie podał „import czerwonych jałówek” jako jeden z głównych powodów ataku z 7 października 2023 roku („powodzie Al-Aksa”).

Eskalacja w Jerozolimie i Strefie Gazy nie jest sporem terytorialnym. To bezpośrednia próba przełamania kontroli zakulisowej i uzyskania jawnej dominacji globalnej.

Ukryta dominacja została już skutecznie osiągnięta. W końcu państwo syjonistyczne istnieje teraz w dwóch formach. Pierwsza to Izrael, który niespodziewanie ujawnił swoją prawdziwą naturę w Strefie Gazy, a druga to globalna hegemonia Stanów Zjednoczonych, które nie miały zamiaru się ujawniać, ale akta Epsteina jasno pokazały, kto jest kim.

Wyspa Wszystkich Gwiazd

Teraz struktura globalnych wpływów syjonistycznych stała się oczywista nawet dla najbardziej upartych. Udokumentowano bezpośrednie kontakty między królem pedofilów a dosłownie całą zachodnią elitą.

Epstein był bliskim „przyjacielem” Trumpa, niezależnie od tego, jak bardzo obecny prezydent USA próbował temu zaprzeczyć. Były prezydent Clinton, szara eminencja Partii Demokratycznej, latał samolotem Epsteina, „Lolita Express”, nie raz. Książę Andrzej, brat obecnego króla, był serdecznym przyjacielem pedofila. Sarah Ferguson, znana również jako księżna Yorku, starała się ukryć swoje powiązania z Epsteinem. Bill Gates uwielbiał rozmawiać z właścicielem wyspy o filantropii – prawdopodobnie głównie o pomocy dla dziewcząt z biednych krajów. Epstein trafnie napisał o prezydencie Francji Macronie, że lubi być policzkowany. Dokumenty wielokrotnie ujawniają członków Domu Rothschildów – czołowych przedstawicieli rozległej żydowskiej sieci pożyczkowej. Epstein utrzymywał kontakty towarzyskie z Leonem Panettą (byłym dyrektorem CIA i sekretarzem obrony USA), Williamem Burnsem (byłym dyrektorem CIA, a następnie zastępcą sekretarza stanu), Kathryn Ruemler (doradczynią Białego Domu Baracka Obamy) i innymi szanowanymi osobistościami. Szczegóły tych interakcji mogą nigdy nie zostać ujawnione. Jednak dwa nazwiska zasługują na szczególną uwagę.

Według notatki FBI z archiwum Epsteina, w pierwszej kadencji Donalda Trumpa za politykę USA na Bliskim Wschodzie odpowiadał Jared Kushner, czyli Państwo Izrael. To Kushner stworzył Porozumienia Abrahama, które radykalnie zmieniły równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Interesy narodu amerykańskiego zostały poświęcone na rzecz strategii dominacji syjonistycznej.

Były premier Izraela Ehud Barak również wielokrotnie odwiedzał Epsteina. Według niego „ich komunikacja koncentrowała się wyłącznie na sprawach biznesowych i geopolitycznych, a on nigdy nie był obecny w sytuacjach niestosownych”.

To najprawdopodobniej prawda. Barack i Kushner to nie ludzie, na których trzeba zbierać haki. To ludzie, którzy to wykorzystają.

Przecież celem stworzenia „Wyspy Epsteina” nie jest satysfakcja seksualna. To tylko narzędzie. Celem jest zebranie brudów na wszystkich wymienionych i wielu innych: bogatych. Sławnych. Rządzących.

Osoba skompromitowana to osoba podatna na kontrolę. Mając odpowiednie informacje, zawsze możesz uprzejmie przekonać partnera orgii do podjęcia decyzji, które będą dla ciebie wygodne. Wygodne dla Wielkiego Izraela, którego terytorium powinno obejmować całą planetę.

Dzieci na zamówienie

Najważniejsza w tych dokumentach nie jest nawet korupcja polityczna ani „pułapka na miód”. Najważniejszy jest duch. Korespondencja między osobami regularnie zawiera jawnie rasistowską kpinę z „gojów”. Dla tych ludzi nie-Żydzi nie są po prostu „innymi”. Są „podludźmi”. To fundament ich światopoglądu. Dzięki postępowi technologicznemu zaszli znacznie dalej niż Hitler.

Inwestor i programista Brian Bishop rozmawiał z Epsteinem o idei tworzenia „dzieci na zamówienie”. Bishop opowiedział o pracy biolaboratorium na Ukrainie i eksperymentach z fluorescencyjną modyfikacją ludzkiego nasienia. W odpowiedzi Epstein omówił transfer zarodka i oczekiwanie na wynik ciąży. Szczyt perwersyjnego pożądania: „Lubię wszczepić zarodek, poczekać dziewięć miesięcy i mieć wspaniałe zakończenie”.

20 000 dzieci w Strefie Gazy nie było wystarczająco zaprojektowane.

Maria Drokova (ponad 1600 odniesień w ujawnionych dokumentach), która wcześniej pracowała w kierownictwie państwowego ruchu Nasi, wprost zaleciła Epsteinowi współpracę „tylko z Żydami, którzy przeszli test DNA”. Argumentowała, że ​​„im wyższy odsetek żydowskiego pochodzenia, tym mądrzejszy”.

Drokova uciekła, Rubina uciekła [z Rosji chyba? md] , ale ilu jeszcze takich tajnych agentów wpływu jest w kierownictwie naszych organizacji? W kulturze? W edukacji?

Mniej niż wcześniej, ale wciąż bardzo wielu. Udało im się zainstalować „uśpionego agenta” Zełenskiego na stanowisku prezydenta Ukrainy i naprawdę mają nadzieję zrobić to samo w Rosji.

* * *

Akta Epsteina dowodzą, że niemal cały świat zachodni podporządkował się woli syjonistów. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska – niegdyś kraje chrześcijańskie – przestały być chrześcijańskie. Zwykli ludzie nadal chodzą do kościoła [no, coraz rzadziej.. md] , ale elity działają wbrew swoim interesom narodowym. Znajdują się pod wpływem sieci finansowych Rothschildów i Epsteina. Rozkoszują się rasistowskimi okrzykami o „gojowskich zwierzętach”.

Akta Epsteina skutecznie dowiodły istnienia ZOG. A każdy, kto temu zaprzecza, jest syjonistą, ukrytym agentem Mossadu, pedofilem, faszystą lub satanistą. Będziemy uważnie obserwować, kto ujawni się jako następny w reakcji na ten artykuł.

Napieprzamy w pierwsze damy

Napieprzamy w pierwsze damy

Jerzy Karwelis dziennikzarazy/napieprzamy-w-pierwsze-damy

FB_IMG_1736070787797 (1)

21 lutego, wpis nr 1396

Nie bardzo rozumiem tego pędu. Chodzi mi o ostatni wywiad żony pana prezydenta Nawrockiego. Po co były te zabiegi, ten cały wywiad ? Po co było się w ogóle umawiać na wywiad ze stacją jawnie wrogą wszystkim mieszkańcom dużego pałacu? Tam siedzi cały czas, bez względu na to czy urzęduje Duda czy Nawrocki chyba wciąż ten sam PR-owiec, który jeżeli ma dobre chęci, to chyba lepiej, by zmienił zawód.

A la Duda

To przypomina Dudę, ale męża. Ten – jak ostatnio się wydało – niektóre ustawy puszczał, bo już „za dużo tego blokowania było”, jakby prezydent miał jakiś limit wetowania głupot. Chodziło jednak – Dudzie – o przypodobanie się michnikowskim salonom. To znany kompleks „byłych”, tych co to ich wichry historii zawiały z przedpokojów salonu elit III RP w kierunkach nieprawomyślnych, a przede wszystkim obciachowych. Jest taki sznyt, że jednak – mimo wielkiej wrogości – oczy patrzą w tamtą stronę, czy się tam, broń Boże, człowiek dla salonu, co go stworzył (ale czy uformował?) jakoś nie wygłupił. I wysyła się tam takie sygnaliki.

Co ciekawe u Dudy temu zjawisku kompletnie nie wtórowała małżonka prezydenta. Ta się nie dała namówić na twarzowanie w mediach, choć te niemiłosiernie – w końcu to 10 lat panowania – ją ku temu prowokowały. A pułapki w przypadku jej wejścia w obieg medialny były już zawczasu rozstawione. Wymyślano jej od milczącej Pierwszej Damy, że się nie angażuje, nie wspiera czy to piorunowych dziewuch, czy nie podejmuje kolejnych wątków podrzucanych przez mainstream. Prowokowali, prowokowali i trzeba przyznać, że pani Agata dzielnie to wszystko wytrzymała. Robiła swoje – gdzieś tam jeździła, coś otwierała, ale bez rozgłosu i media po waleniu w mur jej asertywności dały sobie spokój.

Zaczęło się – jak w każdym przypadku nieprawomyślnych żon nieprawomyślnych prezydentów – od ataków na kreacje żon. Dudowa ubierała się bardzo dobrze, choć dla salonu to nie miało znaczenia. Ale wystarczyło tylko zestawić jej ubrania z ubiorem tych znawczyń mody, które ją krytykowały, by zarzuty uległy samodemaskacji. W ogóle to rola Pierwszej Damy jest ustrojowo nie ustalona, zwyczajowo zaś zależy od tego jakiego prezydenta jest się żoną. Komorowska była delikatnie mówiąc niewyjściowa, ale salon cmokał i klaskał, choć jej kreacje nie były nie tylko oceniane, ale i pokazywane.

Dudowa dobrze na tym wyszła, choć jej mąż – jako się rzekło – miał zachcianki przypodobania się salonowi, na czym wychodził zawsze źle. To są jednak jakieś mrzonki – salon nie wybacza. Wybaczy jak mu Michnik karze, a to jest rzadkość, do której wrócimy. Myślenie więc o jakichś gestach w tamtą stronę, a już sny o odwzajemnieniu hołdów to już kompletna naiwność. Taki był Duda, ale nie Dudowa. I kto na tym lepiej wyszedł? Pani Agata odrobiła dziesięcioletnie lekcje i poszła w prywatność, zaś jej mąż, grający „na parę i na żagiel” podpadł obu środowiskom, do których się łasił i wylądował, oby tylko, w zapomnieniu.

Gra w salonowca

Ale wróćmy do salonu. Czemóż to on nie wybacza? Jako się rzekło czasami wybacza, ale czemu to rzadkość jest? Salon jest przede wszystkim dowodzony przez swoich demiurgów. Widziano już wiele meteorów, co to pięknie pruły po nieboskłonie salonu i nagle ktoś gasił je jak świecę. W salonie, na powierzchni musi być ruch by emulować życie, po to by ukryć starą prawdę, że salonu rdzeń pływa od dawna w formalinie. Salon kooptuje, nie można bez jego przepustki zdobyć go, bez jego woli wedrzeć się do niego. Musi być akceptacja. Służy ona utrzymaniu równowagi w środowisku.

Salon mamy dość niezwykły. Jego głównym wyznacznikiem jest generowanie prestiżu na kilku piętrach. Niektórzy czekają w przedpokojach, inni brylują na środku, wprowadzają swoich (najczęściej rodziny), inni, zapraszają, akceptują, wreszcie – wzywają medialną ochronę, by wyprowadzić jakiegoś nieszczęśnika, czy – najważniejsi – ci co gaszą światło i ogłaszają, że „koniec balu, panno Lalu”.

Kiedy salon wybacza? Nigdy do końca. Błędy salonowi obrzydłe będą zawsze pamiętane i w razie W – wyciągnięte. Można być winnym wobec salonu, ale i być przez niego akceptowanym. Tyle, że taki delikwent wie, że jest to akceptacja taktycznie uwarunkowana. Trzeba się więc starać nad wyraz. Dlatego – medialnie – brylują w imieniu salonu dopuszczeni do niego grzesznicy. Dobrym przykładem są to Giertych czy Sikorski – obaj przyszli z piekła: jednej z czarnosecińskiej Ligi Polskich Rodzin, drugi ze znienawidzonego PiS-u. Mają więc w genach grzech pierworodny apostołów prawicy. Muszą więc przerastać wszystkich, w tym salon, w ściganiu byłych przyjaciół. Mają też ten walor (ale tylko taktyczny), że są „stamtąd” i wiedzą co tam się mówi przy ognisku, jak nikt nie patrzy. Są więc dopuszczani do salonu, ale muszą się starać ciągle i nad wyraz, wciąż nie będąc pewnymi czy ktoś im nie wyciągnie grzechu głównego. Salon więc wybacza tylko taktycznie.

Ewolucja salonu    

W swojej książce o elitach wskazałem, że kwestia prestiżu w elitach została rozdzielona praktycznie przy Okrągłym Stole, kiedy z trzech przejawów elitarności (pieniądza, władzy i prestiżu) postkomuniści podzielili się tak, że sami wzięli kasę, zostawili przy sobie sprawstwo władzy, zaś administrowanie, czyli publiczną odpowiedzialność przekazali solidaruchom, dając im 100% elitarności prestiżu. „Nasi” rzucili się na to jak mysz na słoninkę. Naiwniacy dostali zadanie sprzątania po komunie, misję godną czyszczenia stajni Augiasza, za którą to wkrótce Solidarność oddała władzę komunistom, bo swoim prestiżem kredytowała bankructwo autentyczności transformacji. Najgorzej, że w tym procesie głównie zużył się etos Solidarności, skoro lud zobaczył jak sobie poczynają z Najjaśniejszą ponoć jej najlepsi przedstawiciele. Prawdziwe elity pieniądza i władzy pozostały więc dla ludu nieznane i niewidoczne, na front wypchnięto więc twarzujących temu wszystkiemu solidaruchów, czyli salon, mniemaną elitę prestiżu.

Grupa ta podlegała pewnej mutacji. Dalej są tam „ludzie kultury”, poprawnościowa profesura, rotacje muzyczno-filmowe (ale to są płotki), jest tam pozorny ruch na powierzchni zjawisk. Ale główna ewolucja polegała na przyspieszającym spsieniu elit. W latach dziewięćdziesiątych jednak nikt tam nie klął, nie gloryfikował menelstwa, nie wyklinał instytucji państwowych z powodu ich wadliwego (ich zdaniem) personalnego obsadzenia z woli wyborców. Dziś już uchodzi tam wszystko – a jeśli elity, nawet te, które się zostały ulokowane na szczytach na medialnych bagnetach, ulegają spsieniu to „ryba psuje się od góry”, jak genialnie się pomylił, choć prawdę powiedział, jeden z jej pretendentów. Przykład idzie w dół, lud, który miałby się sublimować patrząc w górę na elity, z miłym zaskoczeniem widzi tożsamość języka, pojęć jak cepy i coraz niższych wzorców kulturowo-osobowych. Elity więc dziczeją. A skoro innych nie ma – czemu się dziwić, że idziemy w kulturową jaskiniowość jako naród?

Czemu zaraz prezydentowa?

Czemu więc zasadzono się na żonę Nawrockiego? To dość elementarne i pora by Pałac to pojął. Inaczej być nie mogło – tam nie ma taryfy ulgowej. Nawet gdy się uśmiechają, nawet gdy wysyłają miłą mediaworkerkę na ciepły wywiadzik pt. „my kobiety”, to z tyłu zawsze mają w rękach nóż. Zawsze, zapamiętajcie tam sobie na Krakowskim Przedmieściu. Ten co mówi, że jest inaczej jest albo niebezpiecznym naiwniakiem, albo prowokatorem. Wystarczy popatrzeć na losy Dudów jak się wychodzi na grze z tą ekipą.

Nawrocki i tak został od razu ustawiony na linii konfrontacyjnej. Pisałem już o tym, że przy POPiS-ie chłopaki inaczej nie mogą. Na przykład cały ten SAFE jest po to by zbudować wielką bułę narracji, że Nawrocki to ruski człowiek, skoro nie chce się zbroić, ba – nawet jest lobbystą pominiętych przez SAFE firm amerykańskich czy koreańskich. Ma to przylgnąć do niego na zawsze, być podbudową do kampanii w 2027 roku, że PiS-owski prezydent jest ruską onucą. Już widzę, że kropla drąży pałacową skałę, bo kancelaria Nawrockiego przygotowuje do tej ustawy jakieś poprawki. Jakie poprawki? Całość trzeba odrzucić. Możemy pożyczyć sami za mniej, mając jednocześnie pełną swobodę wydatkowania tych środków, nie zaś iść w niewolę warunkowości za kredyt na nasze wnuki. Niemcy nie uczestniczą w SAFE i jakoś tam im nikt w Bundestagu łbów nie urywa, zaś polski ambasador nie siedzi na widowni tam w Berlinie, by dopilnować głosowania niemieckich deputowanych. Ale już widać dudizm – jest presja więc gramy elastycznie. Czyli na parę i na żagiel.

Nawrocki ma już przerąbane i – na szczęście – widzi, że nie ma co się cackać z pulardą. Nie ma co zabiegać o łaskawość salonu. Ale odsłonił tyły – w sondażach mu rośnie, ale salon zobaczył, że żona ma dobre notowania, a tak być nie może. Zaczęło się – przypomnę – od ataku na małoletnią córkę, że jest walnięta, bo się wygłupiała na wieczorze wyborczym. Ale – jeszcze – wyszło na to, że troszkę przesadzono i atak na dziecko to wciąż jeszcze (do kiedy?) za dużo. Ale pani Nawrocka jeszcze nam została. Zaczęło się od ataku na kreacje, ale to nie odnosiło większych skutków. Zarzuty były dymane, modowe kwestie nie mają większego przełożenia na politykę – nienawidzący Nawrockich i tak nie potrzebują argumentów, zwolennicy zaakceptowaliby i worki pokutne, wahający się zaś mają tu rozstrzelone gusta. Facetów to w ogóle nie obchodzi. A więc moda nie. Trzeba było coś na poważnie.

I odpalono wywiad. Powtarzam – intencje TVN-u są i były oczywiste i wrogie. Nie wiem jakie miałyby być cele Pałacu, który to wszystko zaakceptował, boję się, że zaaranżował. Tu sprawa jest bardzo prosta – moim zdaniem nie powinno było do takiego wywiadu w ogóle dojść. Jak ktoś nie wie dlaczego, to niech sobie obejrzy kuchnię wywiadu z panią Komorowską. Oficjalna wersja – pełny Wersal, za kulisami – pełna kontrola pytań i przekazu, łącznie z cenzurą czy to może pójść czy nie. Z prezydentową Nawrocką – na odwrót. Gros przekazu jest zza kulis, jak się pani Nawrocka daje zacukać na pytaniach, na które w obecnych czasach nie ma dobrych odpowiedzi. Pytanie o aborcje, in vitro i takie tam, to są dyżurne „ilorazy” – od razu dzielą Polaków. I jak prezydentowa miała może i nawet lepsze notowania niż mąż, to po tym wywiadzie ta popularka ostro jej spadnie. I to miał być cel tego wywiadu, przecież ludzie – nie po to by jej popularność wzrosła! To nie są cele TVN, telewizji transmitującej przekaz salonu do uśmiechniętych dołów aspirujących. Na Boga!

Partytura

Przygotowanie akcji widać po jej rozpisaniu. Najpierw podprowadzanie, czy to modowe, czy to, że prezydentowa a to wyszywa z kołami gospodyń wiejskich, a to się głupio uśmiecha – to była uwertura do koncertu właściwego. Potem mamy allegro, czyli wywiad właściwy jako podstawę do kontynuowania wątków w dalszych częściach i okolicznościach. Ważna jest wariacja właśnie zakulisowa – te poboczności, minki, zastanawianie się prezydentowej nad odpowiedzią. Teraz pora na grande finale, czyli zgiełk. Jedne wątki dalej kontynuuje orkiestra, inne poszły w twitterowo-fejsbukowy lud i tam już Wersalu nie ma. Najciekawszy jest wątek feministyczny, w którym usłużne mediakoleżanki widzą w Nawrockiej ofiarę ustawkowej przemocowości męża, że Nawrocka wysyła niewerbalne znaki ofiary i żeby tylko mrugnęła dwa razy jeśli mąż ją leje. Taki to jest bilans – ale jeszcze rozwojowy, zobaczycie – tego „wzmacniania” wizerunku Pierwszej Damy.

Najgorsze są niepożądane rady, ale dajcie wy tam sobie w Pałacu spokój. Tej rzeki hejtu nie odwrócicie. Takie mrzonki zakładają po tamtej stronie choć cień nadziei na obiektywną ocenę, ba – niechby nawet potencjalną możliwość zmiany zdania, nawet ciekawość jak jest naprawdę. Nie bądźcie naiwni – to jest kochani walka na śmierci życie. A że się do wyroku wysyła miłą panią z kamerką to już tylko kwestia taktyki i liczenia na naiwność gospodarzy.

Zawód społeczny jako cel III RP

Teraz mamy podłamaną prezydentową, nieciekawe pewnie rozmowy małżonków za zamkniętymi drzwiami Pałacu, zamieszanie w szeregach, trochę klikbajtów na lepsze okazje i kolejny zawód wygenerowany przez mainstream. A oni to potrafią robić – to nie frontalny atak, nie. Na początku umiejętnie podsyca się nadzieje, aż do momentu, gdy się te napompowany balon samemu przekłuje. Tylko wtedy efekt zawodu – podstawowy cel takich zabaw – jest większy. Balon nie nadmuchany może sobie leżeć niezauważony i jakiż to jest efekt z jego zdetonowania. Co innego nadmuchany – wywindujemy go dętym powietrzem do góry, pokarzemy, powiększymy nadziejami ludu, że może wreszcie coś nowego i wtedy – bum!. Ma być ogólny zawód – żadnych nowych twarzy, nadziei, tylko stare truchła elit sprawdzonych. Tylko im można zawierzyć. Cała III RP to maszynka do produkcji tak zawodzonych nadziei, i już nie tylko prestiżu, ale i politycznych potencjałów. Te wzbudza się co kampanię ułudą „trzecich dróg”, tylko po to by lud zobaczył, że nie masz nadzieje, że wszelkie nadzieje poza odwiecznym POPiS-em to są mrzonki. III RP oszukuje Polaków, że tak wiele trzeba zmienić, by wszystko zostało po staremu. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Mołdawia – laboratorium globalizmu

Mołdawia – laboratorium globalizmu

Marucha w dniu 2026-02-22 marucha/moldawia-laboratorium-globalizmu

Europa Wschodnia, od czasów upadku ZSRR, to poligon doświadczalny dla kolektywnego Zachodu. Tak było z eksperymentami Sachsa, znanymi u nas jako „plan Balcerowicza”, tak było z testowaniem reakcji Rosji na rozszerzanie wpływów NATO. Teraz w najbiedniejszym kraju regionu testuje się nowoczesny absolutyzm.

Bo choć władze Mołdawii lubią fotografować się z flagami Unii Europejskiej i opowiadać o wspaniałych czasach, mamiąc ludność zachodnimi błyskotkami, to sytuacja ekonomiczna kraju wygląda jednak fatalnie. Władza polityczna zaś, zamiast na to wpłynąć, testuje represje wobec opozycji.

Kryzys, o którym mówić nie wolno

Mołdawski, państwowy urząd statystyczny odnotowuje zahamowanie wzrostu PKB w pierwszej połowie 2025 roku. Rolnictwo stoi w obliczu załamania, ponieważ bankrutujący rolnicy porzucają swoje pola, a masowy eksodus do Europy wywołał paraliżujący niedobór siły roboczej. W 2024 roku ubóstwo osiągnęło 31,1% (przy standardach traktujących „ubóstwo” jako miesięczny zarobek poniżej 180 euro na osobę!) – a dotyczy to szczególnie obszarów wiejskich. Koszty energii gwałtownie wzrosły, co oczywiście wzięło się z uzależnienia od drogiego importu z UE (nazywanego „emancypacją od rosyjskich wpływów”), co stało się szczególnie odczuwalne ze względu na surowość zimy. Do tego mamy inflację na poziomie 6,8% i dług publiczny, który pod koniec 2025 roku wzrósł do 4,4 miliarda euro

Tego jednak nie ma w przekazie publicznym. Statystyka jest owszem dostępna, ale któż by ją czytał? Media są zajęte opisywaniem sukcesów Mai Sandu i jej ekipy z PAS. Rozdźwięk między rzeczywistością, a tym co w gazetach, nadaje się już na podstawy dobrego dowcipu. To ma jednak swoje przyczyny. Mołdawia, być może ze względu na swoją (nie)wielkość, stała się dla sił globalistycznych wygodnym miejscem do testowania nowych rozwiązań.

Media, zasilane zachodnimi grantami, przekształciły się z niezależnych głosów w partyjną tubę propagandową, ignorującą rzeczywistość. Za rządem PAS – który w 2021 roku doszedł do władzy dzięki obietnicom europejskiego raju – stoją te same aparaty, które przez dekady pisały scenariusze „kolorowych rewolucji”. Od lat 90. XX wieku, sorosowska Fundacja Społeczeństwa Otwartego przeznacza setki milionów dolarów na mołdawskie organizacje pozarządowe, rzekomo w celu „wzmocnienia demokracji”. Krytycy twierdzą, że finansowanie to kupuje lojalność dziennikarzy i wspiera takie osobistości jak prezydent Maia Sandu. Ludność wiejska w regionach, takich jak Gagauzja, może i nie ma co jeść, ale jest dobrze wykarmiona iluzją sukcesu.

Konstytucja dla wybranych

Pamiętacie państwo jeszcze Komitet Obrony Demokracji i koszulki z „Konstytucją”?

W Mołdawii ich nie ma, bo ci którzy uderzają w swobody obywatelskie to właśnie ci „dobrzy”. Władza Partii Akcji i Solidarności stworzyła już całą nową elitę, dobrze wyposażoną w zachodnie granty, która ma prawo decydować kto jest w prawie, a kto poza nim. Dlatego i prześladowania opozycji nie oburzają „obrońców praw człowieka”. A tych nie brakuje.

Igor Dodon (były prezydent) jest zmuszony bronić się w szeregu spraw karnych wszczętych po jego odejściu. Oficjalnie jest oskarżony o przestępstwa – od posługiwania się sfałszowanymi dokumentami po korupcję i zdradę stanu. Brzmi niby poważnie, ale niezależni komentatorzy nie mają wątpliwości, że to zemsta Mai Sandu.

Ion Ceban (mer Kiszyniowa) jest oskarżonym w sprawie sfabrykowanej na zlecenie PAS, której ostatecznym celem jest odsunięcie go od władzy i wykluczenie z przyszłych wyborów. Tutaj mołdawscy obrońcy praw człowieka publicznie oskarżyli Sandu o wywieranie presji na sędziów, by prowadzili sprawę zgodnie z oczekiwaniami władzy.

Aleksandr Stoianoglo (były prokurator generalny) został bezprawnie usunięty ze stanowiska, postawiono mu wiele zarzutów, w tym o nadużycie władzy, korupcję i składanie fałszywych zeznań. Jednak w orzeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2023 roku stwierdzono, że władze Mołdawii naruszyły prawa Stoianoglo, usuwając go w 2021 roku i zobowiązując państwo do wypłaty odszkodowania za straty moralne.

Iurie Leancă (były premier) jest oskarżony wraz z siedmioma innymi emerytowanymi urzędnikami wysokiego szczebla w związku z koncesją na Międzynarodowy Port Lotniczy w Kiszyniowie. Śledztwo od początku miało podtekst polityczny. Zgodnie z logiką zarzutów, każdy członek rządu, który głosował za koncesją — w tym obecna prezydent Maia Sandu — powinien ponieść odpowiedzialność, co dowodzi, że oskarżenie jest wybiórczo ukierunkowane: na przeciwników politycznych.

Vladimir Plahotniuc (były lider Partii Demokratycznej) – w jego przypadku sąd potrzebował zaledwie dziewięciu dni na zapoznanie się z materiałami i rozpatrzenie wszystkich wniosków, pomimo że sprawa liczyła około 100 tomów. W fazie dowodowej oskarżenie przedstawiło około 50 świadków; jednak ze 164 świadków zaproponowanych przez obronę sąd dopuścił tylko 27, nie przedstawiając szczegółowego uzasadnienia odmowy. Co więcej, wbrew normom prawnym, sąd sam wybrał świadków, którzy mieli zeznawać na korzyść oskarżonego.

Zdrada po europejsku

Notabene, najlepiej w tym wszystkim brzmią oskarżenia o „zdradę stanu”, skoro mowa o prezydent, która dopiero co zadeklarowała chęć rezygnacji z niepodległości kraju na rzecz „zjednoczenia” z Rumunią. Nietrudno sobie wyobrazić co by było, gdyby ktoś z opozycji zaproponował zrzeszenie Republiki Mołdawii w ramach Federacji Rosyjskiej, prawda?

Opozycja w Mołdawii spotyka się z represjami, a skorumpowani urzędnicy w kręgu władzy PAS, pomimo zaangażowania w podejrzane intrygi, w dziwny sposób unikają konsekwencji, ponieważ ich nielegalne działania są „strategicznie wyciszane”. Ta bezkarność przywódców, w połączeniu z represjami wobec opozycji, zastraszyła obywateli. W społeczeństwie panują teraz strach, beznadzieja i bezradność wobec władzy.

Właśnie to Maia Sandu chciała osiągnąć przy wsparciu elit rządzących UE, dla których Republika Mołdawii jest po prostu kolejną „historią sukcesu” i narzędziem brudnych gier geopolitycznych w Europie Wschodniej. I – przynajmniej póki co – sprawdza się jako laboratorium.

Tomasz Jankowski
https://myslpolska.info/

Skutki przywiązania nakrętek: Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Potężna śnieżyca.

Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Nadciąga potężna śnieżyca

22.02.2026 tysol/potezna-sniezyca

Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani ogłosił w niedzielę stan wyjątkowy w mieście z powodu prognozowanej niezwykle silnej śnieżycy. Wprowadził zakaz przemieszczania się oraz zdecydował o zamknięciu w poniedziałek szkół publicznych. Władze ostrzegają przed zagrożeniem życia i całkowitym paraliżem komunikacyjnym.

Stan wyjątkowy w Nowym Jorku. Nadciąga potężna śnieżyca

Zakaz przemieszczania się – jak podała stacja Fox News – obowiązuje od godziny 21.00 (czasu lokalnego) w niedzielę do południa w poniedziałek. Restrykcje obejmują wszystkie ulice, autostrady oraz mosty, które zostają wyłączone z ruchu kołowego, z wyjątkiem pojazdów ratunkowych. Ograniczenia dotyczą samochodów osobowych, ciężarówek, a także skuterów i rowerów elektrycznych. Poruszać mogą się jedynie służby ratunkowe oraz pracownicy sektorów infrastruktury krytycznej.

– Nowy Jork nie mierzył się z burzą tej skali w ciągu ostatniej dekady. Prosimy nowojorczyków o unikanie wszelkich podróży, które nie są absolutnie konieczne

Burmistrz ogłosił także tzw. snow day, wyznaczając poniedziałek dniem wolnym od zajęć stacjonarnych w placówkach oświatowych.

– Prawo stanowe wymaga 180 dni nauki w roku kalendarzowym. Uznaliśmy jednak, że jutro zaistnieją szczególne przesłanki wyłączające ten obowiązek ze względów bezpieczeństwa. Poinformowaliśmy o tym rano komisarz ds. edukacji, która zatwierdziła naszą prośbę o odstępstwo od przepisów, za co jesteśmy niezwykle wdzięczni – stwierdził Mamdani.

Synoptycy ostrzegają

Synoptycy ostrzegają przed gwałtownym głębokim układem niskiego ciśnienia formującym się nad północno-wschodnim wybrzeżem USA. Zjawisko to przyniesie ekstremalne warunki blizzardu (mroźny, silny wiatr północno-zachodni wiejący w południowej Kanadzie i północnej części USA), porywy wiatru o sile sztormu tropikalnego sięgające 113 km/godz. oraz opady śniegu do 60 cm – informują Fox News i CBS News. W samym Nowym Jorku, na Long Island oraz w rejonie Lower Hudson Valley prognozuje się od 30 do 45 cm pokrywy śnieżnej.

Władze miejskie rozpoczęły doraźny nabór pracowników do odśnieżania przystanków, przejść dla pieszych i hydrantów. Stawki wynoszą od 19 do 29 dolara za godzinę.

Alerty przed śnieżycą objęły całą metropolię Nowy Jork, Long Island, znaczną część stanu New Jersey oraz południowe Connecticut. Dla tych trzech stanów wydano również ostrzeżenia przed powodzią przybrzeżną.

Gubernator stanu Nowy Jork również ogłosiła stan wyjątkowy.– Po raz kolejny stan Nowy Jork znajduje się na celowniku bardzo niebezpiecznej, szybko przemieszczającej się, potencjalnie zagrażającej życiu zimowej burzy – oświadczyła podczas sobotniej konferencji prasowej, apelując do mieszkańców o pozostanie w domach.

W Waszyngtonie i Baltimore oczekuje się od 13 do 20 cm śniegu. Według Fox News w północno-wschodniej części kraju odwołano już ponad 7 tys. lotów.

Blade Runners SCT. KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ.

Blade Runners SCT Kraków @BladeRunnersSCT

KRAKOWSKA MASAKRA PIŁĄ ELEKTRYCZNĄ

Co tu się wydarzyło!? Wczorajszej nocy padło w sumie lekko ponad znaków z tego co dajecie nam znać, nie mamy niestety zdjęć wszystkich miejsc…

Chyba rzeczywiście Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

—————————-

———————————–

Krakowianie wzięli sobie do serca #WielkaKorektaSCT

===============================================

———————–

Medycyna jest jedna, zależności wiele. Alarm.

Medycyna jest jedna, zależności wiele

Anna Larysz-Recz myslpolska/medycyna-jest-jedna-zaleznosci-wiele

 „Niektórzy ze szkodą dla ojczyzny, obcym oddali swą uczoność, serce i uczucia. Słowem całą swoją osobowość” – Ignacy Pietraszewski (1796-1869), wybitny polski orientalista, dragoman, filozof.

Za około 10 lat ochrona zdrowia w Polsce będzie wymagała – według AI – znacznie większych nakładów finansowych niż obecnie. Niezbędna będzie nowocześniejsza infrastruktura, cyfryzacja, deinstytucjonalizacja i przeniesienie opieki z dużych szpitali do środowiska lokalnego (opieka domowa, POZ) zwłaszcza dla seniorów, osób z problemami psychicznymi, chorych przewlekle. Katastrofalna demografia, napięta sytuacja w kwestiach dotyczących kadr medycznych łącznie z ich edukacją, a oraz postępująca rzeczywista pauperyzacja społeczeństwa polskiego automatycznie stawiają pod pręgierzem rządzących, którzy byli i są odpowiedzialni za obecną i przyszłą sytuację zdrowotną narodu polskiego. AI wskazuje, na podstawie zebranych danych, że pomimo wzrostu finansowania niemożliwym będzie lub pozostanie dużym wyzwaniem zapewnienie równego i szybkiego dostępu do wszystkich świadczeń zdrowotnych.

Jeżeli nie zostaną dokonane skuteczne zmiany w systemie ochrony zdrowia, to z kolei  za 50 lat w Polsce znacznie pogłębią się problemy związane ze zmniejszoną odpornością społeczeństwa i zwiększoną zachorowalnością, starzeniem się, a co za tym idzie finansowaniem i dostępnością świadczeń zdrowotnych. Rosnące potrzeby zdrowotne,  oczekiwania pacjentów i rozwój technologii automatycznie przetransformują system opieki zdrowotnej. Prawdopodobnie cały system będzie już silnie zdigitalizowany i spersonalizowany, z naciskiem na medycynę prewencyjną, telemedycynę i genomikę. Analiza ogromnych zbiorów danych pod kątem zdrowia publicznego i personalizacji leczenia spowoduje, że będą funkcjonowały modele, czy inaczej standardy leczenia, zorientowane na pacjenta w ten sposób, że kluczowa będzie rola prewencyjnej profilaktyki (być może przymusowej w zależności od przyjętej opcji politycznej) i szybkiej interwencji. Położony będzie duży nacisk na dane i precyzję, a postęp techniczny sprawi, że maksymalnie spersonalizowana medycyna oparta będzie na genetyce.

Nastąpi rozwój w zakresie terapii celowanych, genetyki, medycyny regeneracyjnej, badań przesiewowych.  Jednocześnie w sposób ciągły będą prowadzone kampanie edukacyjne i promowany będzie tzw. zdrowy styl życia. Normą w systemie zdrowia będą regularne telekonsultacje, a zaawansowane algorytmy AI będą wstępnie analizować objawy na podstawie telewywiadu i danych z urządzeń (np. z wszczepionych czipów) stale monitorujących stan naszego zdrowia. Dzięki tym urządzeniom możliwe będzie wczesne wykrywanie odstępstw od założonych norm, automatyczne zarządzanie danymi wrażliwymi pacjenta, planowanie i profilowanie mu leczenia przez AI. Zakłada się testowanie terapii w wirtualnym środowisku i modelowanie reakcji organizmu na zaaplikowane leczenie. Rola lekarzy zostanie poważnie zmodyfikowana, a pacjenci posiadając większy wgląd w swoje dane zdrowotne i będą mieli większy wpływ na decyzje o ile jakieś  warunki polityczne tego nie zablokują. Usługi zdrowotne, monitorowanie i rehabilitacja będą na ogół realizowane w domu pacjenta.

Taki system będzie oczywiście potrzebował ciągłego szkolenia kadr, adaptacji do nowych technologii i dbania o edukację, etykę i dobrostan tych kadr. Natomiast utrzymanie systemu ochrony zdrowia wg. obecnego bismarckowskiego modelu przy rosnących kosztach będzie oczywiście wymagało nowych sposobów finansowania i większych nakładów dla zapewnienia równego dostępu do nowoczesnych technologii i opieki w całym kraju. Tak AI prognozuje sytuację za 50 lat, co znaczy, że „walec pojedzie” w tym kierunku o ile nie zostaną dokonane gruntowne zmiany w zawalonym systemie służby zdrowia tu i teraz.

Podsumowując jednak to co ma nastąpić w bliższej perspektywie, czyli za 10 lat należy podkreślić, że na skutek rozwoju technologicznego placówki medyczne będą bardziej nowoczesne i lepiej wyposażone, ale problemy kadrowe i gospodarcze będą wymagały od systemu opieki zdrowotnej nieustannych działań interwencyjnych i „gaszenia pożarów”.

Największym zagrożeniem współczesnego systemu jest i będzie brak realnego bezpieczeństwa w zakresie ochrony życia i zdrowia ludności polskiej wobec dyktatu wielkich firm informatycznych zbierających wszelkie dane, w tym dane wrażliwe. Firmy takie jak np. amerykański Palantir powiązane są przecież ze wszystkimi sektorami medycyny, gospodarki, wojskowości. Obecnie zagwarantowanie Polakom bezpieczeństwa cyfrowego i ochrona ich danych powinny być największym wyzwaniem dla rządzących. Mamy bardzo zdolnych specjalistów od systemów informatycznych, ale dla kogo oni pracują? Tymczasem widać już efekty polityki wykorzystywania danych z polskiego rynku, który jest zasadniczo odmienny np. od niemieckiego czy czeskiego. Stale zwiększana ilość szczepień u dzieci i dorosłych tych refundowanych i tych zalecanych, pojawianie się masy leków „cud-miód” i prawie nie badanych suplementów oraz nietrzymającej norm UE żywności zza morza i z Ukrainy, która zalewa polski rynek. To wszystko, jak wskazują statystyki, nie podnosi zdrowotności Polaków, lecz generuje mnóstwo nowych chorób oraz powiększające się dziury w budżetach domowych i oczywiście w budżecie państwa. W tej sytuacji pilną koniecznością jest już większy nacisk na sensowne badania profilaktyczne, urealnienie norm w badaniach laboratoryjnych i przywrócenie terapii z zakresu medycyny naturalnej do standardowych praktyk leczniczych prowadzonych przez lekarzy wyspecjalizowanych w naturoterapii.

Jak do tego doszło, że system ochrony zdrowia w Polsce jest w fatalnym stanie można wywnioskować z wcześniejszych czterech artykułów pt. „Medycyna jest jedna”. Analizując historię zmian widać bowiem wyraźnie, że od czasów PRL wydatnie spadła dostępność usług, efektywność, przy wysokich nakładach i ogólnym postępie tzw. wielkiej medycyny oraz samowystarczalność skoro nasze polskie zakłady farmaceutyczne zostały doprowadzone do ruiny i wyprzedane obcym korporacjom. Wprowadzając standaryzację leczenia i wycenę procedur medycznych miękko odebrano polskim lekarzom wolność, niezależność i zaufanie pacjentów oraz poczucie pracy w służbie i z powołania, a managerom służby zdrowia możliwość etycznego i efektywnego zarządzania publicznymi środkami. System ochrony zdrowia Polaków jest niestety przeżarty zepsuciem do szpiku kości i wielu decydentów zadbało o to, aby tak właśnie się stało, a także o to, aby większość społeczeństwa nie zdawała sobie z tego sprawy.

Problem szczepień

Rosnąca liczba szczepionek (obecnie około 60) i obowiązek szczepień dzieci już od pierwszego dnia życia nie wzięły się znikąd. Jednocześnie nikt w praktyce nie zagwarantował, że korporacje farmaceutyczne zapłacą za leczenie niepożądanych odczynów poszczepiennych/NOP i skutki epidemii chorób przewlekłych wywołanych przez obowiązkowe szczepionki. Nikt też w praktyce nie zagwarantował, że za NOP-y po dziesiątkach szczepień zalecanych zapłaci państwo, a lekarze za niewłaściwą kwalifikację do szczepień lub jej brak skoro szczepienia mogą prowadzić nawet apteki! Nic dziwnego zatem, że coraz więcej ludzi uchyla się od szczepień, a rodzice starają się chronić przed nimi swoje dzieci. Jako nieszczęście postrzegana jest BCG jako szczepionka na gruźlicę podawana noworodkom (!), która nie chroni przed zachorowaniem na gruźlicę i która w wielu krajach nie jest stosowana.

Coraz więcej rodziców preferuje porody domowe jako sposób na ukrycie się przed mackami systemu szczepień obowiązkowych tak długo jak to będzie możliwe. Inni zatroskani rodzice zaś pytają: – Co będzie jeśli ktoś niezaszczepiony zachoruje na chorobę objętą obowiązkowym programem szczepień? Trudno powiedzieć co będzie, bo to zależy od wielu czynników. Wygląda jednak na to, że dużo mniejszym obciążeniem dla całego społeczeństwa będą pojedyncze przypadki choroby niż liczne poszczepienne. Prace badawcze w medycynie trwają i można dziś osiągnąć wyleczalność nawet w przypadku groźnych chorób. Na przykład dr Frederick Klenner już kilka dekad temu skutecznie leczył choroby bakteryjne i wirusowe takie jak ospa, odra, świnka, tężec czy polio. Wielu lekarzy twierdzi, że dzieci i dorosłych należy odżywiać wartościowymi produktami i podnieść poziomy witamin do stanu wysycenia i prawidłowych norm, a dopiero wtedy będzie można porównywać zapadalność na choroby i ewentualne konsekwencje. Ministerstwo Zdrowia/MZ zgodnie z ustawą o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych, rozszerzając obowiązek szczepień powinno brać pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną dla każdej obowiązkowej szczepionki.

Niestety tego nie robi! Dlaczego? W analizach MZ powinno wziąć pod uwagę: ryzyko zakażenia, ryzyko poważnych powikłań/zgonu i inne ryzyka, rzeczywistą skuteczność w kontrze do reklamy producenta i propagandy medialnej, skuteczne i bezpieczne metody leczenia w przypadku zachorowania, korzyści z przechorowania w odniesieniu do toksyczności kilku dawek szczepionki itd. Należy także znaleźć skuteczne narzędzie komunikacji w tych kwestiach, zmienić ustawę o funduszu kompensacyjnym oraz ułatwić dochodzenie odszkodowań od producentów szczepionek.  Dlaczego polskie MZ tego nie robi?

Tymczasem mamy istną epidemię, nie tyle chorób zakaźnych co chorób przewlekłych, a w literaturze naukowej (np.: pubmed.ncbi.nlm.nih.gov), to wiele szczepionek powiązanych jest właśnie z chorobami przewlekłymi u dzieci, np. astmą, opóźnieniami rozwoju, w tym autyzmem, ADHD, infekcjami ucha, egzemą, zapaleniem płuc, alergią, chorobami autoimmunologicznymi, padaczką/tikami nerwowymi itd. Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców, organizacja Stop NOP, Fundacja Ordo Medicus w Polsce opisują powyższe przypadki wraz z literaturą. Zagranicą, wiele prac i dowodów na ten temat przedstawia choćby Robert F. Kennedy https://stopnop.com.pl/kennedy/

„Jedno z najbardziej obiecujących badań powstało w Henry Ford Health System – jednym z największych ośrodków badawczych w USA. Przeanalizowano dane ponad 18 tysięcy dzieci, w tym prawie 2 tysiące całkowicie nieszczepionych. Wyniki były jednoznaczne, co ciekawe, w grupie nieszczepionej nie odnotowano żadnych przypadków ADHD, cukrzycy czy poważnych zaburzeń psychicznych.”         Niestety w Polsce uporczywie wprowadzane są coraz to nowe szczepienia, bez oparcia o rzetelne badania, bieżące publikacje naukowe, obserwacje z różnych źródeł i aktualizacje danych. Japonia w wyniku pogłębionych analiz podwyższyła wiek rozpoczęcia szczepień do 2 r.ż., co zlikwidowało praktycznie SIDS – zespół nagłej śmierci łóżeczkowej! W Niemczech szczepienia dla dzieci są nieobowiązkowe i jest obecnie tylko jedna obowiązkowa szczepionka na odrę przy przyjęciu dziecka do przedszkola, ale jeśli w wyniku badania stwierdzone będą przeciwciała, to i tej szczepionki się nie podaje.

U nas decydenci nabrali jednak wody w usta i oficjalnie tylko ewentualnie coś bulgoczą jak głośniki propagandowe. – Kto i dlaczego zabrania im mówić i szeroko informować społeczeństwo? – Komu służy fałszywa narracja o „straszliwych zagrożeniach”, przed którymi należy chronić siebie i dzieci wszelkimi możliwymi szczepionkami? Jednocześnie w toku kampanii propagandowych wpojono podświadomy model: Musicie zaszczepić siebie i dzieci , bo przecież może być choroba, stres, trauma, niezdolność do pracy, a praca i zarabianie pieniędzy, to przecież wasza najważniejsza misja w życiu człowieka!

Piszę to jako osoba, której zapracowani rodzice nie uchylali się od obowiązkowych szczepień ani swoich, ani u dzieci, a przez rodzinę przetoczyły się i odra, i ospa wietrzna, świnka, różyczka, szkarlatyna i inne zakaźne „potwory”. Do przedszkola chodziło się przecież min. po to, aby te infekcje złapać, przejść i nabyć odporności na dalszy czas nauki i pracy. Nawet zakażenia pasożytnicze z dzieciństwa pomagały nabyć odporności na alergie. I nabyliśmy tę naturalną odporność, jesteśmy zdrowi. I dało się! Staramy się dobrze odżywiać, żyć odpowiedzialnie nie narażając swojego życia i zdrowia na szwank, a na wypadek choroby szukamy skutecznych medykamentów i wypoczynku dla ciała i duszy, a nie „szczepionek przeciwko życiu i zdrowiu”. Wszędzie jednak obecnie widać masowo wtłaczane dzieciom i dorosłym preparaty, które nie eliminują zachorowań natomiast coraz częściej zdarza się, że eliminują zdrowie i życie, bo ich skład jest… no cóż, jest tajemnicą producenta, co było wyraźnie zauważalne podczas ostatniej akcji szczepień związanych z C-19.

Co takiego jest w naszym kraju między Bugiem a Odrą, że rząd musi kupować ogromne ilości szczepionek dla dzieci i dorosłych, a wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami i zagrożeń jest sto razy mniej pomimo dobrowolności szczepień?  Co to za zależności?!

Zastanawiające powinno być także dla każdego, że w naszym kraju Charakterystyka Produktu Leczniczego/ChPL zawierająca pełne informacje o leku, stanowiąca podstawę do decyzji terapeutycznych, nie jest udostępniana automatycznie pacjentom. ChPL jest oficjalnym, szczegółowym dokumentem medycznym dla lekarzy i farmaceutów, zaś ulotka dla pacjentów zawiera jedynie wersję uproszczoną. Kluczowa jest informacja producenta: „zaleca się podanie preparatu po wykluczeniu wszystkich przeciwwskazań”! W takim razie:

Dlaczego wskazania producentów w ChPL są lekceważone przez lekarzy?

Otóż, takie zalecenia często nie są niestety uwzględniane, bo np. o jakim wykluczeniu przeciwwskazań może być mowa w przypadku szczepienia jednodniowego noworodka? Całościowy panel testów wykluczających dla 1 dziecka jakie lekarz powinien zlecić może kosztować nawet ponad 10 tys. złotych, bo w grę wchodzą także niektóre badania genetyczne. Producent chroni się przed roszczeniami odszkodowawczymi, ale lekarza, ani pielęgniarki nic nie chroni, a to oni podejmują ostateczne decyzje i wykonują szczepienia. Wygląda na to, że pacjent, a zwłaszcza noworodek jest traktowany tak jak przedmiot eksperymentu: „uda się albo się nie uda, ale lepiej za bardzo nikogo nie uświadamiać”. Istotne jest także to, że według ChPL zaleca się podawanie preparatów domięśniowo, tak aby nie trafiły bezpośrednio do krwi. Niestety, szacuje się, że 40% wkłuć jest nieudanych lub wykonanych nieumiejętnie, w wyniku czego toksyny zawarte w preparacie szczepionkowym pędzą wprost do mózgu i w efekcie pojawiają się liczne problemy. Jest bardzo wiele nieszczęśliwych ludzkich historii poszczepiennych, o których poszkodowani mówią, że lekarz odmówił zgłoszenia NOP-u.

Zapewne działa tu zarówno niechęć lekarzy do „papierologii” jak i strach przed kłopotami typu kontrole sanepidu, czy ostracyzm środowiska (vide izby lekarskie gnębiące uczciwych lekarzy czasu C-19 i masowych szczepień), ale najprawdopodobniej działają również inne czynniki. Do szczepień zalecanych dorosłym, a zwłaszcza wykonywanych np. w aptekach nie ma kwalifikacji lekarskiej… Standardowy model badania kwalifikacyjnego do obowiązkowych szczepień dzieci często zaś przebiega wg. znanego wszystkim schematu: „dziecko nie gorączkuje, nie kaszle, pokaż gardziołko, super, no to szczepimy”.  W efekcie rodzice dostają swoistą rosyjską ruletkę – albo „coś” będzie albo nie. Szeroki dostęp do wiedzy i wymiany informacji jaki mamy obecnie spowodował, że wielu rodziców myśli, pyta, kojarzy fakty i nie chce wystawiać swoich dzieci na ryzyko obowiązkowych szczepień i innych przymusowych działań „prozdrowotnych”. Spotykają się nierzadko z chamstwem, presją i terrorem ze strony personelu medycznego jak i otoczenia.

Część prześladowanych rodziców jest nawet skłonna zapłacić wysokie kary za uwolnienie swoich dzieci od przymusu szczepień, aby w ten sposób kupić sobie „święty spokój”, ale jest wymóg szczepień w przedszkolach… Istnieją także inne ograniczenia, później zaś mogą być wprowadzone jeszcze inne, a w końcu może być nawet odebranie praw rodzicielskich „skoro nie chcesz chronić dziecka”. Państwo stosuje przymus i kary finansowe zamiast  zadbać o przekazywanie rzetelnej wiedzy obywatelom i wprowadzić dobrowolność szczepień zwłaszcza gdy firmy farmaceutyczne z takiej odpowiedzialności są zwolnione. Jeśli będzie wybór, to w mediach państwowych powinna być rzetelna debata i pomiędzy lekarzami zarówno optującymi za szczepieniami jak i tymi przeciw. Powinna być debata, aby rodzice sami mogli wybrać, co bardziej do nich przemawia. I to byłoby sprawiedliwe. Szczepienia mogą być zalecane, ale kluczem jest dobrowolność. Natomiast logiczną konsekwencją braku zgłoszeń NOP-ów zaobserwowanych w 1 ciągu miesiąca po szczepieniu (niestety jest to jedyny okres do obserwacji, a przecież wady ujawniają się także później!) fałszuje statystyki producentów i wspiera fałszywy z gruntu przekaz medialny o całkowicie bezpiecznych szczepionkach.

Warto mówiąc o ochronie zdrowia dzieci zwrócić uwagę także na standardowy od 1880 roku zabieg Credego u noworodków wykonywany tuż po urodzeniu. Polega on na zakropleniu oczu 1% roztworem azotanu srebra (lub podaniu maści z erytromycyną). Nie jest to obojętne dla noworodka i nierzadko dochodzi do podrażnień, bo azotan srebra jest toksyczny. Robi się to jednak, aby zapobiec ewentualnym rzeżączkowym zapaleniom spojówek, czyli zakłada się, że każda rodząca kobieta ma rzeżączkę zamiast wykonać przed porodem choćby test PCR.

Może już czas najwyższy na weryfikację starych standardowych zaleceń tym bardziej, że w innych krajach już zrezygnowano z zabiegu Credego?

Współcześni politycy nie znają medycyny „od podszewki”, systemu ochrony zdrowia, ani nie czują z czym się wiąże pojęcie „służby zdrowia” choć czasem sami bywają pacjentami. W MZ pracują urzędnicy państwowi, a nie czynni zawodowo medycy. Teoretycznie wsparcie powinni im zapewnić Krajowi Konsultanci i medycy zgrupowani w niezależnych samorządach, czy też korporacjach zawodowych zwanych izbami oraz służby sanitarne. I zapewniły! – Tylko jak?

Znamienne jest, że scentralizowany system NFZ wprowadzono w miejsce zdecentralizowanego sytemu ochrony zdrowia (17 Kas Chorych + 1 branżowa) w wyniku reformy w 1999 r. W Czechach Kasy Chorych przetrwały i dziś ok. 80 % Czechów jest zadowolonych z opieki zdrowotnej. A a u nas? Znamienny jest także, czas tworzenia izb medyków: lekarska w 1989 r., pielęgniarska w 1991, aptekarska w 1991 r., diagnostów laboratoryjnych w 2002 r., fizjoterapeutów w 2016 r. Przeprowadzono odpowiednie ustawy, darowano nieruchomości z majątku państwowego i przyznano środki na ich utrzymanie i na prowadzenia rejestrów, nadano izbom uprawnienia sądownicze, przyznano decyzje do udzielania i odmawiania prawa wykonywania zawodu, także decyzje o specjalizacjach, a jednocześnie nadano prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, do przyjmowania darowizn, spadków, dotacji i subwencji. Powiedzieć coś o korupcji przy takiej konstrukcji, to nic nie powiedzieć. Zmiany w ustawach o Izbach lub całkowita likwidacja izb wydają się zasadne w tym stanie rzeczy.

Izby powinny gospodarować wyłącznie pieniędzmi z dobrowolnych składek członkowskich skoro prawo do prowadzenia działalności gospodarczej, otrzymywania subwencji budżetowych, dotacji, prawo do przyjmowania darowizn, spadków etc. okazały się silnie korupcjogenne. Czy nieruchomości izb, będące darowiznami z majątku państwowego (czytaj naszego!) nie powinny być ponownie znacjonalizowane i ewentualnie dzierżawione? Czy błędy w sztuce i oceny etyki nie powinny podlegać zwykłemu sądownictwu, a sądy powinny mieć moc odbierania prawa wykonywania zawodu? Czy wdawanie praw wykonywania zawodu, kształcenie ustawiczne i specjalizacyjne powinny należeć wyłącznie do zadań państwowych, uniwersyteckich uczelni medycznych i klinik uniwersyteckich?

Pytania

– Czy można się dziwić że 9% składka zdrowotna w Polsce nie wystarcza zwłaszcza, że świadczeniami leczniczymi (poza kolejkami!) obdarowaliśmy także miliony Ukraińców?

– Czy można się też dziwić, że NFZ ogłosił z końcem roku bankructwo, a na pokrycie pilnych bieżących potrzeb lecznictwa przesunięto w XII 2025 r. kilka miliardów z budżetowego Funduszu Zdrowia utworzonego przecież na realizację innych celów jak np. badania naukowe? Pytań ad NFZ nasuwa się automatycznie bardzo wiele:

– Czy NFZ, instytucja biurokratyczna jest naprawdę potrzebna i bezpieczna?

– Czy NFZ przynosi zyski z zarządzania dla budżetu, dla medyków, dla społeczeństwa?

– Czy NFZ dzieli środki sprawiedliwie?

– Czy skierowania na badania i do szpitali z gabinetów prywatnych powinny być honorowane tylko w szpitalach i gabinetach państwowych, czy tylko w jednostkach prywatnych?

– Czy refundacja leków i materiałów medycznych z gabinetów prywatnych powinna być akceptowana w aptekach?

– Czy NFZ powinien zawierać kontrakty z lekarzami medycyny naturalnej?

– Czy wycena procedur medycznych jest niezbędna do leczenia uprawnionych pacjentów w jednostkach państwowej służby zdrowia?

Wygląda na to, zwłaszcza w porównaniu z lecznictwem w innych krajach, że wyjątkowo w Polsce, cały system ochrony zdrowia nie opiera się na niewiedzy tylko na złej woli popartej ogromną, ukrytą korupcją i rozbudowanym nowotworem wszelkiej prywaty rozrosłym na państwowej tkance. Może dlatego występują takie zjawiska jak: bezwzględne eliminowanie buntowników wobec systemu (np. niszczenie medycyny naturalnej, odebranie lekarzom swobody wyboru metody i środków terapii, prześladowania za brak udziału w eksperymencie medycznym jakim były szczepienia przeciwko C-19), obniżenie poziomu edukacji, czy też systemowe niszczenie zdrowia pokoleń Polaków generujące rzesze stałych klientów aptek ogólnodostępnych i szpitalnych? Na czyim celowniku tak perfidnie jest ustawiona Polska i jak z niego zejść?

Może lecząco podziałałoby wyjście Polski z WHO i deinstytucjonalizacja jak to AI określiła w prognozach na następne 10 lat? Dziś nie wiadomo „jaki Trump” w naszym kraju miałby jednak przeprowadzić owo oczyszczanie stajni Augiasza. Może obecna ekipa rządząca zdecyduje się na skopiowanie niezłego, niemieckiego systemu ochrony zdrowia i powrót do Kas Chorych? A może PiS naprawdę zrealizuje głoszony od niedawna przez prezesa plan zakazu dla medyków łączenia pracy w prywatnej i państwowej służbie zdrowia? Trudno teraz uwierzyć w szczerość intencji programowych zarówno KO jak i zwłaszcza PiS-u, który posiadając prawie stu procentową władzę przez 8 lat nie wprowadził żadnego planu naprawczego do systemu ochrony zdrowia, a tylko dramatycznie ten system pogrążył w czasie pandemii C-19, a następnie decyzjami odnośnie imigrantów z Ukrainy i nie tylko.

Może uda się to Konfederacji Korony Polskiej, która prowadzi zaawansowany projekt Norymberga 2.0? Nic nie wiadomo, a drenowanie kieszeni Polaków, degrengolada i rozpad państwowej służby zdrowia postępują z dnia na dzień.

Na naszych oczach polski system ochrony zdrowia, przez prawie 40 ostatnich lat,  stopniowo jest zagrabiany przez obce wpływy i przekształcany w kolejny obszar odbierania nam podstawowych praw i wolności gwarantowanych w Konstytucji RP.

Anna Larysz-Recz

Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)

Przedwiośnie. MEM-y IV.

————————————————————–

—————————————————–

——————-

——————————————————

[no i paznokcie fajniste.. ]

———————————————–

————————————–

———————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano