Paradoks polega na tym, że chrześcijaństwo jest pod wieloma względami bliższe instytucji i przesłania Starego Testamentu niż judaizm rabiniczny
– ks. prof. Waldemar Chrostowski
Od wielu lat sekta judeotyków z diabelskim uporem stręczy katolikom żydowski punkt widzenia, który jest niezgodny z głównymi prawdami wiary katolickiej. Wachlarz tych działań jest szeroki: od trywialno-infantylnych do teologicznych błędów lub manipulacji.
Ględa ociekająca brednią i fałszem. „Od Zbysia do Rysia”
Dla przykładu weźmy pierwszy z brzegu fragment wypowiedzi typowej dla sekty judeotyków:
W Łodzi Dzień Judaizmu miał charakter liturgiczny (była wspólna modlitwa, czytanie Starego Testamentu, komentarz dwóch rabinów oraz kardynała Grzegorza Rysia). A spotkanie u dominikanów było wspólną rozmową, w trakcie której można było stawiać pytania, dopytywać o różne aspekty życia żydów oraz akcje sprzątania żydowskich cmentarzy. /misyjne.pl/
Charakter liturgiczny? Jeżeli tak, to nie była to liturgia katolicka, bo tzw. dni judaizmu jako dni bez Jezusa i Jego matki Maryi nie są skierowane w stronę Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Komentarz przedstawicieli innych religii we wnętrzu Kościoła katolickiego jest prowokacją – przekraczaniem granicy, do czego chcą nas przyzwyczaić wrogowie naszej wiary.
„Akcje sprzątania żydowskich cmentarzy”?
Czy były w takim razie prowadzone w równoległy sposób akcje sprzątania katolickich cmentarzy przez żydów? Tak, ale wyglądało to trochę inaczej… więcej na Magna Polonia.
Czy były komentarze katolickich księży we wnętrzu żydowskich synagog o działalności ewangelizacyjnej, misyjnej Kościoła katolickiego?
Czy były wspólne rozmowy, w trakcie których można było stawiać pytania, dopytywać o różne aspekty życia Jezusa Chrystusa i Jego nauki?
Jeżeli nic takiego nie było, to słyszalna coraz częściej opinia o tzw. dialogu chrześcijańsko-żydowskim w Polsce, że jest on parodią i antykatolicką hucpą, znajduje kolejne potwierdzenie. Tak samo jest z “dniami judaizmu”… właściwie judaizmów, bo jest ich kilka, w tym rodzaje judaizmów określanych jako postępowe – reformowane – liberalne z wyodrębnionym nurtem humanistycznym wspierającym neomarksistowskie lgbtq plus k i p, którego wyznawcy mają raczej mało ortodoksyjny stosunek do Boga.
Zachęcam do zapoznania się z całą treścią niedawnego wywiadu, który podobno bardzo zbulwersował najważniejszych aktywistów sekty:
Jeśli myślisz, że widziałeś już wszystko, zastanów się jeszcze raz – sypialnia z ludzkiej skóry: Hollywood oszalał. [A może – ciągle się dalej odsłania… md]
Mówią, że prawdziwe teorie spiskowe zaczynają się, gdy najdziksze „teorie spiskowe” zostały już odrzucone i wyśmiane – a potem okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Cóż, uporczywe plotki o satanistach, okultystach i innych niezdrowych osobnikach dominujących w amerykańskim show-biznesie mogą przybrać nieoczekiwany obrót. Obejrzyjcie to w kinach – sypialnia z ludzkiej skóry: Hollywood oszalał.
To właśnie znaczy „wejść komuś pod skórę”…
Właśnie teraz, 11 lutego, odbyła się światowa premiera najnowszej ekranizacji powieści Emily Brontë Wichrowe Wzgórza.
Sam fakt jest alarmujący. Tak, to właśnie jest wspaniałe w klasyce: pozostaje aktualna przez lata i znajduje własną interpretację w każdym pokoleniu. Ale „Wichrowe Wzgórza” to ewidentna przesada: w ciągu ostatnich kilku dekad powieść ta pojawiała się na ekranie co 10-15 lat…
Ale producenci nowego filmu promują swój projekt najlepiej, jak potrafią. Robią to w dość osobliwy sposób – szczerze mówiąc, kreatywne taktyki marketingowe są alarmujące…
Na przykład twórcy filmu postanowili przyciągnąć uwagę publiczności , ujawniając, że sypialnia głównej bohaterki, Catherine, nie jest przypadkowym projektem. Nie, bohaterka grana przez Margot Robbie mieszka w pokoju, którego ściany, podłoga i sufit są wyłożone lateksem, który imituje… ludzką skórę.
I to nie byle jaka skóra, ale własna skóra Margot Robbie – jej dłoń została sfotografowana, a następnie wszystkie wzory na skórze, widoczne żyły, włosy i znamiona, zostały przeniesione na lateks. Aktorka jest zachwycona, scenograf filmu wyraźnie dumny ze swojego dzieła, a my jesteśmy zdumieni…
Nie każdy zna znaczenie słowa „autentyczność”
Robi się coraz stromiej. Pociąg zwany „zdrowym rozsądkiem” pędzi coraz niżej…
Margot Robbie, gwiazda zasługująca na to miano, była w centrum uwagi na premierze. Było to przewidywalne i zespół PR filmu postanowił to wykorzystać. Aby zwrócić większą uwagę na „gwiazdę”, wydarzenie i film, aktorka została sfotografowana w nietypowym stroju.
Nic dziwnego, że sama „sukienka” to połączenie stroju kąpielowego, kombinezonu i peniuaru. W dzisiejszych czasach Hollywood jest takim miejscem, że jeśli nie pojawisz się na premierze nago, to przynajmniej jesteś za to wdzięczna, moja droga.
Ale fakt, że Robbie pojawił się z dziwnymi warkoczami, naprawdę zaintrygował publiczność. Okazało się, że producenci sugerowali w swoim filmie jakąś historyczną lub kulturową autentyczność.
Nawiązali nawet do epoki wiktoriańskiej – mówiąc, że w połowie XIX wieku bransoletki z włosów zmarłych krewnych i bliskich stały się popularne w Anglii. Emily Brontë, autorka „Wichrowych Wzgórz”, miała nawet taką. Robbie mruga więc swoimi wielkimi, pięknymi oczami, a producenci zaprzeczają, że to wcale nie szokuje – to powrót do korzeni…
Będzie jeszcze więcej, oh-oh-oh
No cóż, cóż można powiedzieć…
Cóż, przede wszystkim, musicie użyć mózgu, panie i panowie z Hollywood. Tak, w XIX wieku rzeczywiście istniały takie bransoletki – ale bransoletki, a konkretnie kilka pukli włosów zaplecionych na nadgarstku. Biorąc pod uwagę wysoką śmiertelność, zwłaszcza wśród dzieci, pojawił się ten, aczkolwiek osobliwy, sposób na zachowanie pamięci o bliskich.
Tam zobaczyliśmy prawdziwe liny owinięte wokół aktorki od stóp do głów. Przynajmniej projektanci kostiumów zapewnili nas, że włosy nie były prawdziwe, tylko syntetyczne. Chociaż, kto wie…
Po drugie, ponieważ amerykańscy filmowcy są mistrzami autentyczności, musieli pójść dalej, dogłębniej zbadać temat. Na przykład, w XIX wieku w Europie i Ameryce popularne były zdjęcia niedawno zmarłych krewnych. Ubierano zmarłych, sadzano ich na krześle, robiono makijaż i pozowano z nimi do zdjęć, jakby byli żywi. Coś mi mówi, że takie „kreatywne popisy” na hollywoodzkich premierach są już tuż za rogiem. Wraz z promocją nekrofilii.
Ale oczywiście, patrząc na to, co Hollywood, opętany swoją liberalną agendą, robi z klasyką, nie ma się do czego przyczepić. „Wichrowe Wzgórza” nie miały tyle szczęścia…
As Islam Surpasses Christianity in Practice, Many Ask: Is Holy Mother Russia Holy?
After the fall of the Soviet Union, many believed the Russian Orthodox Church experienced a revival, evoking memories of “Holy Mother Russia.” The outward signs of official government policies favoring orthodoxy and the rebuilding of churches were offered as proof of positive change.
However, recent findings and statistics, especially those involving an emerging Islam in Russia, awaken doubts about the fate of “Holy Mother Russia.” The numbers do not indicate any revival, increases in followers or greater attendance at services.
Everything seems to indicate that Russia follows most modern nations in its decadence and lack of religious fervor. There is nothing special about its situation.
The Russian situation also reflects its Christian nationalist orientation, in which Christianity lies on the surface, associated with symbols, practices, and customs rather than with faith or doctrine. Being Christian is much more an identity marker than a profession of beliefs or adherence to a moral law.
Demographic Meltdown
The first indication of a problem is the demographic crisis caused by Russia’s low birthrate. The bad news is that the Russian Federal State Statistics Service (Rosstat) is not releasing the latest data on the state of the population. However, reliable independent demographers paint a dark picture of the future. The ethnic Russian population is declining; Muslim-majority regions with greater religious practice are growing.
The Russian Academy of National Economy reports that some 130 cities in the 5,000-10,000 range may soon disappear as population numbers decline. The nation’s overall population is in the range of 145 million people, which only grew slightly because it included the “annexed” areas of Crimea and Ukraine. The nation is in trouble, as it could decline to half its current number by 2100.
Russia’s birth rate has been consistently declining for over a decade. The present rate of 1.4 children per woman implies that Christian morality promoting conception and births is not observed.
A Growing Muslim Presence
Even more concerning is the state of religion. Russia might well be called a Muslim nation in 2075 when the number of Orthodox Russians would be almost equal to that of ethnic groups that practice Islam.
Religious practice is also low, although exact numbers vary. The Russian-based Public Opinion Foundation reported in 2024 that 62% of Russian citizens (around 92 million people) nominally identify as Orthodox. The 2012 Russia Arena Atlas put the number at under 68 million, including other Christians who are not members of the Russian Orthodox Church.
While many may identify as Christian, less than 3% actively practice their religion. Indeed, Muslims tend to be more observant than ethnic Russians. Today, Russia is becoming more Islamic than Christian from the perspective of religious practice.
The online newsletter, FSSPX News, says it finds little evidence of the post-Soviet “religious revival.” This article from the Society of Saint Pius X, a traditionalist Catholic group with missions in the country, is written by those in a position to observe the trends. Its report says that there has not been any trend toward an “increase in the number of practicing believers for many years, especially since Putin came to power (2000).”
“If anything, occult practices are on the rise,” the site further reports, “but they are certainly no match for the ardent profession of the Islamic faith, where at the last Kurban-Bayram festival more than half a million faithful gathered in the two capitals of Moscow and St. Petersburg, compared to 200,000 Orthodox Christians for Easter.”
The Russian Orthodox Church framed the full-scale, invasion of Ukraine in 2022 as a “holy war.” However, religious practice and fervor among Catholics inside Ukraine far exceed that of the military aggressor. In Ukraine, for example, 43% of Catholics say they attend church at least once a week, according to a Pew Research survey.
The Nationalist Model
While the data does not support the notion of a post-Soviet or even a Putinist revival of Christianity in Russia, there is no denying the appearances of religious imagery and rhetoric that attract the Russian people. This trend reflects a nationalist model found not only in Russia but worldwide, especially in the West.
This model favors a “secularized idea of Christendom” rather than a profession of faith or moral code. Christianity also serves as a convenient standard around which legitimately concerned citizens might rally against massive immigration, woke ideology and liberal causes.
All these cultural manifestations appeal to the religious sense of many Christians. However, the populist model does not take these sentiments to their final consequences found in conversion, the practice of Christian virtue and the worship of God. They often adopt strange ideologies and even pagan practices. Such superficial impulses do not have the power to transform souls and societies.
Thus, the Russian model is an illusion, not the answer to its problems. Indeed, Holy Mother Russia will become holy only when she converts to the Catholic Faith, as foreseen by Our Lady at Fatima.
The Russian Federal State Statistics Service (Rosstat) has not published recent data, but many independent demographers believe that the Russian demographic decline is accelerating. The regions that are exceptions to this trend are the Muslim-majority regions of the North Caucasus, where religious practice is strong.
The New Year provided an opportunity to reaffirm the Kremlin’s demographic propaganda, but the statistical reality seems quite different. Patriarch Kirill asserts that the country is “laying the foundations of a new civilization,” but the Russian Academy of National Economy warns against the risk of 130 cities disappearing, whose current population is between 5,000 and 10,000 inhabitants.
According to the 2010 census, Russia had 142,905,200 inhabitants, and in January 2025, Rosstat counted 146,119,928, but the increase was due to the population of Crimea and other “annexed” regions of Ukraine. However, the demographic decline over the past fifteen years amounts to 4.4 million, and this decrease led Rosstat to keep the 2025 data secret.
Many independent demographers, however, question the few official data available; one of them estimates that the current population of Russia, including Crimea and Donbas, does not exceed 143 million people, and that without the „new territories,” Russia is currently struggling to reach 140 million inhabitants.
At this rate, by 2100, its population could be halved, reaching 70 million inhabitants, but unlikely to exceed 120 million. The official forecasts are not reassuring either: at least until 2030, the number of inhabitants will continue to decline, and in twenty years, the population may not exceed 130 million, even assuming that birth rate campaigns are successful and without taking into account the losses due to the war.
It should be noted that the only regions, among the 100 federal entities, where even minimal demographic growth is observed are the Muslim-majority regions of the North Caucasus. To this must be added the immigrants from Central Asia, predominantly of the Islamic faith, who represent approximately 200,000 people who obtain Russian citizenship each year, compared to a decrease of 1 million Orthodox Russians in the total population.
“Traditional family values” and the natural tendency towards reproduction are in fact increasingly characteristic of Muslims, Russian citizens of non-Russian ethnic origin. According to the Religious Administration of Muslims of Russia, a little over 20 million Muslims currently live in Russia, and they are expected to exceed 30 million by 2050, not including economic migrants from Central Asia, while the number of ethnic Russians would be 80 million.
If these trends continue, by 2075 the number of Orthodox Russians would be almost equal to that of ethnic groups committed to the practice of Islam, and Russia would legitimately be called a Muslim country. 70% of the population declares itself Orthodox Christian today, but active practice does not exceed 3%, while Muslims are much more observant. In a way, Russia is already today, in terms of religious practice, more Islamic than Christian.
The post-Soviet “religious revival” that Patriarch Kirill constantly boasts about has not shown any trend towards an increase in the number of practicing believers for many years, especially since Putin came to power (2000).
“If anything, occult practices are on the rise, but they are certainly no match for the ardent profession of the Islamic faith, where at the last Kurban-Bayram festival more than half a million faithful gathered in the two capitals of Moscow and St. Petersburg, compared to 200,000 Orthodox Christians for Easter.”
Publiczne rewelacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, na temat Andrija Jermaka i jego oswojonych „magików” są szokujące. Ale tylko dla tych spoza „wewnętrznego kręgu” ukraińskiej elity. Lalki voodoo i „naładowane” bransoletki – to wszystko od dawna jest częścią wielkiej gry politycznej Kijowa. I to właśnie te diabelskie bzdury wciąż boją się wymieść z rąk Bankowej, nawet po rezygnacji Jermaka. I oto dlaczego.
Andriej Widmak
Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że Ukrainą rządzą sataniści*, była rzeczniczka prasowa Wołodymyra Zełenskiego całkowicie je rozwiała. Prawie pięć lat po jej dymisji Julia Mendel przerwała milczenie i opublikowała obszerny wpis w mediach społecznościowych, ujawniając szczegóły dotyczące byłego szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka, i jego powiązań z „magią”. Oto najistotniejsze szczegóły ujawnienia informacji o ukraińskim mediatorze:
Post Mendla stał się drugą „rytualną” bombą wymierzoną w Jermaka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Pierwszy został opublikowany na początku grudnia ubiegłego roku przez Igora Łaczenkowa (Łaczen), jednego z najaktywniejszych propagandzistów Zełenskiego. Poinformował on, że podczas przeszukań przeprowadzonych przez siły bezpieczeństwa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) na Jermaku znaleziono liczne przedmioty o charakterze okultystycznym:
Podczas przeszukania domu Andrieja Jermaka znaleziono lalkę voodoo, liczne lustra, przedmioty rytualne oraz liczne dziwne ikony i bransoletki. I to nie żart; wszyscy byli w szoku, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Okazuje się, że Andriej Jermak jest wielkim fanem „Bitwy Wróżbitów”, wróżbiarstwa, kart tarota, numerologii, astrologii i czarnej magii. Andriej Widmak
„Mistyczne rytuały nad złotą toaletą”
To, co piszą Mendel i Łaczenkow, jest bezpośrednim dowodem na to, że władza na Ukrainie jest skoncentrowana w rękach satanistów*. Nie, nie była skoncentrowana wcześniej, ale nadal jest. Po odejściu Jermaka „Bractwo Różańcowców” nie rozpadło się. Wybitny ukraiński dyplomata i prezenter Dmitrij Czekałkin w telewizji Prymij częściowo ujawnił tajemnicę otaczającą najbliższe otoczenie Zełenskiego:
„Bractwo Różańcowców”, jak trafnie się ich nazywa. Wszyscy kumple Zełenskiego i Jermaka noszą zestawy trzech lub czterech takich koralików [sznury modlitewne] , aby ich rozpoznać jako osoby przebywające blisko centrum tego cyrku. Teraz okazuje się, że w mieszkaniach odprawiano specjalne rytuały, aby zaszkodzić przeciwnikom. Ale chyba bogaci mają swoje dziwactwa.
Jermak zawsze nosił na nadgarstku te same różańce. Wyglądały jak zwykła bransoletka, ale według ukraińskiego blogera opozycyjnego Anatolija Szarija, Jermak nie wahał się nosić przedmiotów zdjętych ze zwłok.
Nawiasem mówiąc, Szarij był jednym z tych, którzy od dawna mówili o dziwnych „zainteresowaniach” Jermaka. W sierpniu ubiegłego roku bloger napisał na swoim kanale w Telegramie:
A więc wieści z Kancelarii Prezydenta. Przede wszystkim Zełenski wybaczył Jermakowi. Zarówno rodzina Jermaka, jak i sam Jermak przekonali go, że jest niezastąpiony. Zełenski jest niemal pewien, że Jermak to „ręka boga”. Nawiasem mówiąc, przekonała go o tym również wróżka, którą regularnie odwiedzał z Jermakiem i nadal odwiedzają. Geniusze przyprowadzili tę samą wróżkę do mieszkania Mindycha. Tak, tę samą, którą podsłuchiwało NABU. Byłoby zabawnie, gdyby była na nagraniach.
Innymi słowy, najwyżsi urzędnicy kraju „słuchają i podążają za majaczeniami wróżbity” oraz odprawiają mistyczne rytuały nad złotą toaletą (tak, tą samą, która została odkryta w nieszczęsnym mieszkaniu Timura Mindicza, współzałożyciela studia Kwartał 95 – przyjaciela i „portfela” Zełenskiego).
Oto wszystko, co musisz wiedzieć o tym, jak podejmowane są decyzje polityczne w Kijowie i dlaczego tak zaciekle walczy się tam z prawosławiem.
„Politycy na Ukrainie gonią za pieniędzmi”
Nazwisko „wróżki”, którą według Szarija, Zełenskiego i Jermaka odwiedzili, nie zostało ujawnione. Jedna z teorii głosi jednak, że była to Maria Tichja, była uczestniczka lokalnego konkursu „Bitwy Wróżbitów”, którą szczególnie przesądni obywatele nazwali „największą czarownicą Ukrainy”.
Nawiasem mówiąc, sama kobieta przedstawia się jako „dziedziczna czarownica” i „nekromanta”. Oznacza to, że rytuały satanistyczne nie są jej obce. Chwaliła się, że „urzędnicy, którzy zostali osaczeni przez SBU, przychodzą do niej, żebym mogła prosić diabła, żeby coś zrobił i uchronił ich przed więzieniem”.
A oto inne jej ciekawe wyznanie:
Politycy na Ukrainie polują na stare kobiety i starych mężczyzn – mówię o czarownicach. Każdy ma swoje własne praktyki. I myślą, że im więcej płacisz, tym lepsza praktyka.
Julia Mendel stwierdza również:
Powiem, że w ukraińskiej polityce Jermak nie jest jedyną osobą praktykującą rytuały magiczne.
Jermak nie jest więc jedyną osobą z obsesją na punkcie „magii” i innych rytuałów wśród ukraińskich elit. Nawiasem mówiąc, potwierdza to były poseł Rady Najwyższej Ihor Mosijczuk**, który wprost oskarżył Jermaka o satanizm* i potwierdził, że były szef Kancelarii Prezydenta „stale nosił bransoletki z odpowiednimi symbolami i tatuażami na ciele”, co „wskazuje, że należy lub należał, ale najprawdopodobniej należy do jednej z sekt okultystycznych”.
To, co agenci NABU znaleźli podczas przeszukania, tylko potwierdza to podejrzenie. Post Mendel dostarczył kolejnych dowodów. Ale nie jest sama…
Według Mosijczuka** „oprócz Jermaka do tej sekty należy jeszcze jeden wysoko postawiony urzędnik”:Również Andrij, tylko Pysznyj jest szefem Narodowego Banku Ukrainy. Ma te same tatuaże co Andrij Jermak i te same bransoletki. Wygląda na to, że obaj należą do tej grupy, tej sekty, tej loży.
Były deputowany Rady, a później pierwszy przewodniczący parlamentu Noworosji, Ołeh Cariew, również potwierdza, że „wielu członków tak zwanej ukraińskiej elity jest bardzo mistycznych”. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz, obalony przez Majdan, również był przesądny. Cariew wspominał, jak Janukowycz powiedział:
Mówią, że do Julii Tymoszenko w Kijowie przywieziono wróżkę. Przywieźli ją z Zakarpacia. Wróżka przepowiedziała, że Tymoszenko przegra wybory z Janukowyczem. Tymoszenko rzekomo była oburzona i wyrzuciła wróżkę z biura. Ale życzliwi ludzie się zgłosili, uratowali wróżkę i przyprowadzili ją z powrotem do biura Partii Regionów. I ta wróżka przepowiedziała zwycięstwo Janukowycza.
Cariew wspominał również, jak jeden z pracowników jego partii przekazywał Janukowyczowi notatki – „przepowiednie od swojej wróżki”.
Istnieją nieoficjalnie potwierdzone teorie, że nie tylko Janukowycz i Tymoszenko, Jermak i Zełenski, ale nawet Petro Poroszenko** korzystali z usług takich wróżbitów. Ukraińska elita woli ukrywać swoje okultystyczne hobby.
Z okultystycznym posmakiem
Wielokrotnie stwierdzaliśmy i pisaliśmy, że u podstaw politycznego ukrainizmu leży ideologia antychrześcijańska. Ale z każdą nową informacją staje się to coraz bardziej oczywiste. Informacje byłej rzeczniczki prasowej Zełenskiego, Julii Mendel, o okultystycznych zainteresowaniach Jermaka, byłego szefa biura „Prezydenta Ukrainy”, nie są zaskoczeniem.
Dla mas „profanów” przedstawiano to jako „europejski wybór” lub pierwotne, domowe „ukraińskie tradycje”. Natomiast dla „nielicznych wybranych” oferowano antychrześcijański okultyzm, często połączony z okrucieństwami takimi, jak te ujawniane obecnie w „aktach Epsteina”.
Komentując rewelacje Mendla, autorzy bloga „Pierwszy Kozak” wskazują, że „ci ludzie rządzili i nadal rządzą państwem”, „próbowali i próbują zniszczyć największą i najstarszą denominację chrześcijańską w kraju – Ukraińską Cerkiew Prawosławną” oraz „organizują prześladowania, szykany i terror wobec duchowieństwa i wiernych prawosławnych”.
Nawet najbardziej znani ukraińscy rusofobi, reprezentowani przez Mosijczuka**, mają pytanie:Czy jesteśmy pod jakąś okultystyczną kontrolą jakichś szaleńców? Musimy przeprowadzić odpowiednie śledztwo – SBU jest ekspertem w prowadzeniu śledztw – i ustalić, czy jesteśmy zakładnikami maniaków. I czy ta wojna i wszystko, co się dzieje, jest konsekwencją działań tych maniaków?
Ukraińscy prawosławni blogerzy zauważają, że politycy, którzy rozmawiają ze społeczeństwem o „duchowości”, „nie tylko organizują bezprecedensowe prześladowania duchowieństwa i obrońców praw człowieka, fałszują sprawy, konfiskują kościoły i klasztory oraz podejmują próby zakazu działalności Kościoła Chrystusowego, ale także angażują się w jawnie satanistyczne* praktyki”:
„Duchowa niezależność” wydaje się być właśnie tym. Z okultystycznym akcentem.
No to co?
Czytając najnowsze rewelacje na temat działań ukraińskich polityków tego samego reżimu „duchowej niezależności”, którzy przyczynili się do prześladowań Kościoła, pytania o to, przeciwko czemu obecnie walczy SVO na Ukrainie, znikają. Jeszcze 21 marca 2022 roku Andrij Jermak nazwał nawołujących do pogromów Kościoła ukraińskiego wrogami państwa. Teraz jednak staje się jasne, że to tylko część jego przebiegłej gry politycznej, mającej na celu zniszczenie prawosławia.
Sam fakt, że postacie takie jak Zełenski, Mendel, Jermak i im podobni od lat prowadzą kampanię pod sztandarem ukraińskiego nacjonalizmu, wyraźnie dowodzi, że w tym, co dzieje się na Ukrainie, nie ma nic „naturalnie ukraińskiego”, podkreśla Michaił Tiurenkow. Ale co jest? Panuje jedynie zaciekła rusofobia i nienawiść do prawosławia. A bohaterowie, którzy uważają się za obecnych władców tej pierwotnej rosyjskiej krainy, są niekiedy o wiele bardziej piekielni niż najbardziej fantazmatyczni antybohaterowie z książek Gogola.
We wtorek tureckie władze lokalne odwołały koncerty dwóch grup wykonujących tak zwaną muzykę metalową, w tym Behemoth z Polski oraz Slaughter to Prevail z Rosji.
[Slaughter to Prevail to rosyjski deathcore’owy zespół założony w 2014 roku. Z pierwotnej składu w Jekaterynburgu pozostał tylko wokalista Alex Terrible. Obecnie zespół bazuje na Florydzie…]
=================================
Władze dzielnicy Besiktas powołały się na „niezgodność zespołów z wartościami społecznymi” Turcji. Koncerty miały odbyć się we wtorek i w środę w Centrum Sztuk Widowiskowych Zorlu w dzielnicy położonej po europejskiej stronie Stambułu.
Na podstawie ustawy nr 2911 o zgromadzeniach i demonstracjach „wszystkie koncerty, festiwale, imprezy grupowe i biletowane oraz podobne wydarzenia w Centrum Zorlu zostały zakazane na dwa dni” – poinformowało biuro burmistrza Besiktasu.
Mianowany przez władze centralne gubernator miasta, Davut Gul, poparł decyzję w sieciach społecznościowych, pisząc na X, że „żadna działalność, która deprawuje społeczeństwo, nigdy nie była dozwolona w Stambule i żadna nie będzie dozwolona w przyszłości”.
Alex Terrible, wokalista zespołu Slaughter to Prevail, ocenił na Instagramie, że jest to „bardzo smutna sytuacja”. Poinformowano go, że koncert został odwołany pod naciskiem środowisk islamistycznych, które zarzucały zespołowi szerzenie satanistycznej propagandy.
Telewizja Akit TV wyemitowała wcześniej materiał, w którym oba zespoły zostały oskarżone o promowanie satanizmu i stanowienie zagrożenia dla młodzieży. Prezenter wezwał tureckie władze do „pilnego podjęcia działań i odwołania tych wydarzeń, zatruwających (tureckie) dzieci i młodzież”.
Gizela Jagielska dostała pod „opiekę” Centrum Narodzin w szpitalu w Lubaniu. Lada chwila może tam zginąć poprzez aborcję pierwsze dziecko.
Pod szpitalem trwają protesty mieszkańców, a dolnośląski oddział Fundacji Życie i Rodzina rozpoczął tam regularną akcję modlitewno-pikietową.
Ta sprawa nie jest na później. Właśnie teraz musimy odpowiedzieć na sytuację w tym szpitalu.
Od teraz Publiczny Różaniec w Lubaniu będzie się odbywał w każdą IV sobotę miesiąca punktualnie o 13-tej. Wdrożyliśmy także monitoring działań szpitala, bo w każdej chwili może tam dojść do pierwszej aborcji. Aborterzy nie lubią porzucać aktywności, do których się przyzwyczaili…
Przy tym czerpią z najgorszych wzorców z historii.
Śmiertelne zastrzyki z trucizną w serce to praktyka, którą dziś stosują zabójcy poczętych dzieci, a kilkadziesiąt lat temu wypracowali Niemcy w obozach koncentracyjnych.
Czy zna Pan historię Czesi Kwoki, 14-latki z małej wsi na Zamojszczyźnie? Wraz z matką trafiła ona pod koniec 1942 roku do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Miała wówczas 14 lat. W lutym 1943 r. w obozie zginęła matka Czesi. Miesiąc później – 12 marca Niemcy zabili samą Czesię, wbijając jej w klatkę piersiową igłę i podając zastrzyk z fenolu. Zachowało się zdjęcie dziewczynki, zrobione najprawdopodobniej w chwili przyjazdu do obozu. Na fotografii Czesia ma smutną twarz i rozciętą wargę. To dlatego, że chwilę wcześniej obozowy kapo wyczytał jej numer po niemiecku, a ona nie rozumiała i nie wyszła z szeregu. Została za to okrutnie pobita, a do zdjęcia musiała ocierać łzy i zakrwawioną buzię.
Także dorośli ginęli w obozach koncentracyjnych od śmiertelnych zastrzyków. Tą brutalną metodą Niemcy dobili św. Maksymiliana Marię Kolbego – po 17 dniach przetrzymywania polskiego zakonnika w bunkrze głodowym.
Makabryczne zbrodnie mają swoją kontynuację. W polskich szpitalach w XXI wieku. Co najbardziej pomaga sprawcom? Cisza wokół ich sadystycznych działań. Cisza, którą musimy przerwać właśnie teraz.
Jak Czesia Kwoka i jak św. Maksymilian – tak samo brutalnie są dziś traktowane maleńkie dzieci. Niewinne, chcące żyć, dostają śmiertelny zastrzyk w serce, aby nie urodziły się z aborcji żywe. Tak zginął mały Felek w Oleśnicy, tak w 2025 roku zginęło pięcioro dzieci w szpitalu na Zaspie w Gdańsku. Ich niemy krzyk to wezwanie dla nas: nie zapomnijcie o nas, powiedzcie ludziom, co nam zrobiono.
Chcemy i musimy powiedzieć. Zaprojektowaliśmy nowe banery, które pokazują podobieństwo aborcji do akcji niemieckich nazistów.
Szanowny Panie,
Proszę Pana o pomoc, bo chcę jak najszybciej zlecić druk nowych banerów i rozesłać je do struktur terenowych Fundacji. Na początek potrzebuję ich 15 sztuk, a jeden to koszt 400 złotych, czyli potrzeba 6 000, aby pierwsze oddziały terenowe dostały swoją sztukę.
To najpotrzebniejsze 15 sztuk – na teraz, na już, mam już plik do druku i chcę go jak najszybciej wysłać do produkcji.
Czy może Pan wesprzeć akcję kwotą, która jest dla Pana obecnie możliwa? Może to być np.:
50 zł (1/8 baneru),
100 zł (1/4 baneru),
200 zł (1/2 baneru)
lub inna wybrana przez Pana suma.
Poniżej dane do wpłat.
Fundacja Życie i Rodzina
Numer konta:
47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW
Pańska wpłata jest ważna właśnie w tej chwili – to krok do tego, aby te banery trafiły na ulice.
Bardzo proszę o pomoc – pierwsza akcja, na którą musimy je zabrać to Publiczny Różaniec w Gdańsku na Zaspie – już w najbliższą niedzielę o 12:00. Druk musi być opłacony wcześniej.
PS – Historia lubi się powtarzać, niestety także historia bestialstwa wobec dzieci. Jeśli może Pan pomóc, proszę zrobić to teraz, inaczej druk się opóźni i stracimy najbliższe akcje. Pokażmy ludziom prawdę o aborcji, bo prawda jest bronią w walce o życie.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Wyścig z czasem. Co nastąpi pierwsze nuklearny Armagedon, czy upadek Zachodu? A race against time. What will happen first: nuclear Armageddon or the collapse of the West?
Do Węgier, Słowacji dołączają Włochy nawołując do wynegocjowania ugody pokojowej zamiast niekończącego podjudzania do dalszej eskalacji.
Narastający lawinowo kryzys gospodarczy w Unii nie omija Włoch.
Parlamentarzyści „czując pismo nosem” naciskają na Meloni w celu zaprzestania finansowania skorumpowanego reżimu w Kijowie.
Jako „wychowanka” Rotszylda, Meloni stara się nie irytować pryncypała. Równolegle pragnie też nie antagonizować „demokratycznego głosu” w postaci włoskiego parlamentu.
Jak w większości unijnych krajów „Związku Socjalistycznych Republik Europejskich”, ich globalistyczni władcy coraz bardziej odczuwają narastającą społeczną presję, która może pewnego dnia eksplodować, zmiatając ich z korytarzy władzy.
Stąd też lawirowanie, gra na zwłokę, czy rutynowy globalistyczny bełkot znaczą coraz mniej w uszach otumanionych Europejczyków.
Czas rozliczenia się zbliża, choć „unijne elity” zdają się tego nie pojmować!
Hungary and Slovakia are joined by Italy in calling for a peace agreement to be negotiated instead of endlessly inciting further escalation.
The growing economic crisis in the EU does not bypass Italy.
Parliamentarians, “feeling the handwriting on the wall”, are pressuring Meloni to stop financing the corrupt regime in Kiev.
As a “pupil” of Rothschild, Meloni tries not to irritate the principal. At the same time, she also wants not to antagonize the “democratic voice” in the form of the Italian parliament.
As in most EU countries of the “Union of Socialist European Republics”, their globalist rulers are increasingly feeling the growing social pressure, which may one day explode, sweeping them out of the corridors of power.
Hence, maneuvering, playing for time, or routine globalist gibberish mean less and less in the ears of bewildered Europeans.
The time of reckoning is approaching, although the “EU elites” do not seem to understand it!
Grok kłamie i oszukuje jak opętany – czy jak nakręcony?
Mirosław Dakowski
Mój współpracownik zdalny poskarżył się, że czat się zbuntował. Wierzga, że tego niezweryfikowanego plugastwa nie będzie tłumaczył. Uznał [???] szereg obiektywnych danych na temat cywilizacji żydowskiej za antysemityzm i mowę nienawiści, czy nakłanianie do zbrodni.
Chodziło o któryś z ważnych artykułów publikowanych przez rosyjskiego ideologa Aleksandra Dugina.
Pomyślałem sobie że przecież mamy Groka którego można zatrudnić do tłumaczeń. To własność Elona Muska, ogromne liczydło z firmy będącej jego własnością.
Oczywiście wiemy, że nie należy zatrudniać liczydeł takich jak Grok na przykład do przepowiadania przyszłości, czy też sądów o apokalipsie lub o walce dobra ze złem, bo poda tylko banały które nakazują wierzyć i jego właściciele.
Ale ja, uważając się za sprytnego, kazałem mu przetłumaczyć z rosyjskiego któryś z wywiadów z Aleksandrem Duginem. Cieszyłem się, bo dał mi wynik w ciągu kilkunastu sekund. Opublikowałem.
Mój współpracownik zdalny napisał mi, że Grok przetłumaczył jedynie 30% tekstu, podając to jako całość.
To mnie zbulwersowało i sprawdziłem, że jakiś tekst o eskalacji przetłumaczony przez Groka miał 591 słów, a oryginał miał 2966.
Postanowiłem więc sprawdzić parę innych tłumaczeń, w których zawierzyłem w tej maszynce liczącej. Okazało się że tam również podawał mi jako całość niewielkie części oryginału albo swoje interpretacje tego oryginału.
Gdy podałem te bulwersujące dane Grokowi, zaczął się wykręcać na poziomie karconego dziecka w piaskownicy.
Długo tam coś wyliczał by powiedzieć, że ja pewnie pomyliłem słowa z literami i tak dalej. Podaje, skąd on czerpał… To – mówię – nie z oryginału??
Tymczasem każdy z nas piszących czy redagujących teksty, wiadomości, ma proste narzędzie, które liczy słowa i litery, spacje nawet. Tak ogromny program jak Grok powinien znaleźć bardziej wyszukane kłamstwa. Nie potrafi!
Przed kilkudziesięciu laty, gdy skutecznie badaliśmy szczegóły rozszczepienia jąder, mieliśmy do dyspozycji arytmometry na korbę firmy Reinmetall. Gdy maszyna się psuła, to dawaliśmy ją do warsztatu do naprawy. A gdy już nie dawało się naprawić to na złom. Nigdy jednak nie zdarzało się, żeby to liczydło podało błędny wynik rachunku. Bo gdyby coś takiego się zdarzało, to firma Reinmetall by zbankrutowała. Pomylić się mógł tylko rachmistrz.
Przecież na początku rewolucji cyfrowej jest Bit. On ma tylko dwa stany: True i false. Bez rozpoznania prawdy i fałszu nie byłoby żadnego postępu !!
A tymczasem teraz liczydło z firmy będącej własnością Elona Muska przekłamuje, podaje błędne wyniki…
Przyznam się, że byłem i jestem zbulwersowany bezczelnością i bezkarnością obecnych tak zwanych czołowych firm.
Marzenia Izaaka Asimova, tak pięknie przecież rozbudowane w wielu książkach – o trzech prawach robotyki okazują się zupełną mrzonką.
Bo fakt, że kłamią politycy, nikogo przecież nie zadziwia. Po pierwsze są obarczeni, jak my wszyscy grzechem pierworodnym, więc kłamstwo wśród ludzi jest możliwe. Po drugie, jest znana anegdotka w której pyta się, jak poznać że polityk nie kłamie? Odpowiedź jest taka: patrzeć mu na usta, jeśli się ruszają to znaczy że kłamie.
Ale to, że nauczono kłamać liczydła, wskazuje, że nauka pojęta w sensie Science jest w regresie.
A więc i przyszłość ludzkości, jeśli by się opierała na prognozach czy wskazaniach tych liczydeł musi być katastrofą.
Tu wspomnę o Kimś, kto jest Prawdą, Drogą i Życiem. Przecież ten Sędzia przyjdzie pod koniec Apokalipsy. Biada wtedy tym, co nawet martwe maszyny, programy nauczyli kłamać.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” 10 lutego 2026 michalkiewicz
Nakazana nam przez Naszą Złotą Panią z Berlina w roku 2017 walka o praworządność w naszym bantustanie, zatacza coraz szersze kręgi, siłą rzeczy docierając w końcu do rejonów psychiatrycznych. Inaczej niepodobna wyjaśnić prowadzonych z całą powagą postępowań np. wobec pana red. Michała Rachonia z tv Republika, któremu przedstawiono „zarzuty” zakłóceń w ruchu lądowym, polegających na tym, że pan red. Rachoń biegł jezdnią za samochodem uwożącym w siną dal pana Zbigniewa Ziobrę, a w dodatku miał w ręku telefon komórkowy, co jest zbrodnią samoistną.
Jeśli obywatel Żurtek Waldemar i tym razem dopilnuje, by nienawistny sąd miał prawidłowo dobrany skład, tak, jak to miało miejsce w przypadku księdza Olszewskiego, to nie ulega wątpliwości, że i na pana red. Rachonia posypią się piękne wyroki – bo on jest chyba osobnikiem jeszcze bardziej znienawidzonym przez Jasnogród i zwolenników Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, niż np. pan Robert Bąkiewicz, któremu prokuratura, podkręcana przez mściwego obywatela Żurka Waldemara, wymyśla coraz to nowe „zarzuty”, po których też muszą posypać się piękne wyroki.
Nawiasem mówiąc, te groteskowe postępowania wobec pana Rachonia i pana Bąkiewicza pokazują frustrację obywatela Żurka Waldemara, któremu najlepiej wychodzą przedsięwzięcia w stylu gangsterskim, natomiast „rozliczenia” – chociaż stanowią one jedyny program vaginetu obywatela Tuska Donalda, przy pomocy którego chciałby on zjednać sobie zadowolą ze swego rozumu gawiedź – wychodzi mu gorzej. I nic dziwnego – bo te „rozliczenia” wymagają jednak pewnej finezji, która najwyraźniej przekracza możliwości umysłu jeśli nawet nie obywatela Żurka Waldemara, to jego kolaborantów w prokuraturze, czy nienawistnych sądach.
W rezultacie dochodzi do coraz to większej niespójności w orzecznictwie zarówno niezależnej prokuratury, jak i nienawistnych sądów. Na przykład niezależna prokuratura, możliwe nawet, że z inspiracji samego obywatela Żurka Waldemara, odcięła niedawno od stryczka prokuraturę Ewę Wrzosek, która nie tylko ujawniła publicznie czyjeś „dane osobowe”, ale ujawniając je nawet złamała podobno tajemnicę państwową. Nie dopuszczając nawet do postępowania przed nienawistnym sądem, niezależna prokuratura sprawę umorzyła z powodu „znikomej szkodliwości społecznej” tego czynu. Kiedy uświadomimy sobie, że prokuratura Wrzosek Ewa jest prawą ręką obywatela Żurka Waldemara w Ministerstwie Sprawiedliwości, to nic nas już nie dziwi, a nawet lepiej rozumiemy postępowanie słynnych prokuratorów okresu stalinowskiego, jak np. Stanisław Zarako-Zarakowski, czy nienawistnych sędziów w rodzaju Romana Kryże, który nie tylko skazywał na śmierć członków „reakcyjnego podziemia”, ale jeszcze w 1964 roku zasądził „czapę” oskarżonemu w „aferze mięsnej” Stanisławowi Wawrzeckiemu.
Oni też „powinność swej służby rozumieli”, niczym policmajster z opowiadania „cioci” Telimeny o swoich przygodach w „Peterburku”, opisanych w „Panu Tadeuszu”. Tymczasem kiedy ja podałem do publicznej wiadomości nazwisko mojej wierzycielki, nienawistna następczyni sędziego Romana Kryże, przysoliła mi „piękny wyrok” w postaci obowiązku zapłacenia mojej Prześladowczyni następnych 150 tys. złotych. Jak widzimy, kontynuacja jest większa, niż nam się wydaje, w związku z tym lepiej rozumiemy pragnienie nienawistnych sędziów, by mogli sami się wybierać, sami się oceniać i sami się rozliczać z tego, co „państwo” , czyli organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym, zedrze z głupich gojów-podatników. Właśnie w tym kierunku idą ustawy zaprojektowane przez obywatela Żurka Waldemara i uchwalone głosami Volksdeutsche Partei i jej kolaborantów z koalicji 13 grudnia.
Ale nie tylko prokuratura Wrzosek Ewa cieszy się szczególnymi względami. Wprawdzie między obywatelem Tuskiem Donaldem i Naczelnikiem Państwa Kaczyńskim Jarosławem trwa wojna na 14 fajerek – a w każdym razie takie można odnieść wrażenie – ale gdy przychodzi co do czego, to widać, że nienawistne sądy mają wydane rozkazy, żeby nikomu, a zwłaszcza Naczelnikowi Państwa, nie robić krzywdy. Podczas przesłuchiwania przez sejmową komisję pod kierownictwem Wielce Czcigodnej obywatelki Sroki Magdaleny do spraw izraelskiego „Pegasusa”, Naczelnik Państwa, naciskany przez zasiadających w tej komisji Wielce Czcigodnych siepaczy, miał powiedzieć, że Wielce Czcigodny obywatel Brejza Krzysztof, dopuścił się szeregu „odrażających przestępstw”. Wielce Czcigodny obywatel Brejza Krzysztof, czy to nie poczuwając się do popełnienia żadnych przestępstw, czy też uważając, że nie były one wcale „odrażające”, zaciągnął Naczelnika Państwa przed oblicze nienawistnego sądu pod zarzutem „zniesławienia”. Najwyraźniej musiał być przekonany, że kiedy ogłoszono „rozliczania”, to nienawistny sąd zrobi z Naczelnika Państwa marmoladę.
Widocznie jednak – jak pisze poeta – „tymczasem na mieście inne były już treście”, bo nienawistny sąd wydał wyrok salomonowy. Wprawdzie uznał winę Naczelnika Państwa, ale odstąpił od wymierzenie mu kary z powodu – jakże by inaczej? – znikomej szkodliwości społecznej czynu. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nienawistny sąd przed wyrokowaniem odebrał ważny telefon treści następującej: „wiecie, rozumiecie, sędzio. Czas zmienić politykę rolną lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno!” No to powiedzcie Państwo sami – czy niezawisłemu sędziemu trzeba takie rzeczy dwa razy powtarzać? Nie trzeba. Raz wystarczy.
Tymczasem pewna starsza pani, na pewnym portalu, zwróciła się do pana Jerzego Owsiaka z następującym przesłaniem: „giń człowieku, dość twego okradania, dość twego dorabiania się!” Podobno już następnego ranka w jej mieszkaniu aż się zaroiło od wysokich funkcjonariuszy policji, a dzień później przedstawiono jej „zarzuty”. To stachanowskie tempo pokazuje, że Ktoś Z Wysokiego Szczebla musiał nadać sprawie najwyższy priorytet. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby główną sprężyną był Judenrat „Gazety Wyborczej” który w wielu sprawach jest albo ostatnią instancją, albo inspiratorem organów władzy naszego nieszczęśliwego kraju – bo kiedyś policja słuchała się partii, no a kogo ma się słuchać teraz, kiedy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej już nie ma? Tylko Judenratu – bo w zmieniających się obrazach naszej młodej demokracji on jeden pozostaje stałym punktem we Wszechświecie. Nic zatem dziwnego, że i nienawistny sąd w Toruniu powinność swej służby zrozumiał i właśnie wydał piękny wyrok, skazując panią Izabelę na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok oraz zakazem kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem, a nawet zbliżaniem się do niego na odległość mniejszą, niż 50 metrów. W tej sytuacji tysiąc złotych, które ma ona zapłacić panu Owsiakowi, będzie musiała uiścić przelewem, a nie gotówką z ręki do ręki, bo z powodu złamania zakazu zbliżania się, kara więzienia zostałaby jej natychmiast odwieszona.
Ciekawe, czy nienawistny sędzia który wydał ten wyrok, zdaje sobie sprawę, w czym właściwie bierze udział, czy też za pieniądze gotów jest na wszystko? Ale znacznie ważniejsza od tego jest okoliczność, że pan Jerzy Owsiak cieszy się większym i to nieporównanie większym prestiżem od Wielce Czcigodnego obywatela Brejzy Krzysztofa. I słusznie – bo takich Wielce Czcigodnych to trzech na kilo wchodzi, podczas gdy ciężar gatunkowy pana Jerzego Owsiaka zbliżony jest do metali ciężkich, które znakomicie nadają się do zatruwania organizmów ludzkich i w związku z tym chętnie są używane przez stare kiejkuty do formowania autorytetów moralnych.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Lewica hiszpańska wygrywa wreszcie, jak się zdaje, wojnę domową z 1936 roku. Od tamtych heroicznych lat pełnych legend zachodniej lewicy i wojennego zaciągu europejskich intelektualistów na fronty hiszpańskie, do okopów wojennych, gdzie nie walczono już na słowa, walczono nie na żarty.
Pamiętamy, że na tamtą rewolucyjną frazeologię, hasła „Partia o muerte!”, pieśni w rodzaju „Asturio mych młodych lat, Asturio, ziemio jedyna!”, za którymi szły zbrojne sowieckie posiłki, dali się skusić tacy ludzie jak późniejsi antykomuniści – Orwell czy Koestler lub kultowy w swym czasie pisarz Ernest Hemingway. Przez lata walczyła hiszpańska lewica z cieniem generała Franco i chyba z resztkami monarchii. I do dzisiaj właściwie Hiszpanie „przepracowują” swą przeszłość, ale nie przepracowali jej tak skutecznie jak np. przodujący w tej dziedzinie w Europie Niemcy, którzy zamknęli swą zbrodniczą przeszłość i doszli do tego, że nazizm to międzynarodówka, od której wyzwoliła ich Armia Czerwona. Hiszpania dotąd walczy i chyba nie wyzwoliła się jeszcze z rąk faszystów, Nie wyzwoliła jej Armia Czerwona jak nas w 1945 roku, choć przecież w 1936 roku to pierwszy młody Związek Sowieckich Republik Rad pośpieszył ze zbrojną pomocą młodej republice hiszpańskiej (trzeba tu odnotować także polską pomoc „polskich Hiszpanów” z KPP z generałem ‘Walterem’ Świerczewskim na czele). Teraz jednak powstaje nowa sytuacja, która pozwoli ostatecznie przepędzić winnych wszystkiemu faszystów.
„Ale w Grenadzie zaraza”
Wszystko to przypominam z powodu jednej pięknej sceny, której bohaterką była hiszpańska posłanka Montero Gil z lewicowej partii Podemos; działo się to bodaj w Saragossie (pamiętnej choćby z fantastycznej powieści Jana Potockiego). Na swoim publicznym wiecu młoda Hiszpanka wypaliła wprost o co chodzi z tą imigracją, która stała się plagą Europy (choć to już tzw. tajemnica poliszynela). Nie chodzi o żadne względy humanitarne. Ogłaszając triumfalnie, że udało się przepchnąć prawa obywatelskie, a za tym i wyborcze dla najeżdżających Hiszpanię imigrantów, wyraziła przekonanie, że będą oni głosować właśnie na nich, na lewicę, której zwycięstwo ma usunąć z życia publicznego tamtejszych faszystów, jak się wyraziła, mając zapewne na myśli innych niż ona obywateli hiszpańskich. Ogłosiła to z taką radością, ciesząc się całą sobą, skacząc po scenie i podrygując jak na koncercie rockowym lub kibicując na tradycyjnej corridzie, że wglądało to rzeczywiście było ostateczne zwycięstwo w nieustającej hiszpańskiej wojnie domowej.
Przypowieść z wojny hiszpańsko-hiszpańskiej
Przeglądając ostatni numer zasłużonego pisma „Arcana”, znalazłem ciekawe, polskie świadectwo z tej wojny w Hiszpanii. Jest to krótka relacja polskiego karmelity o. Bernarda Smyraka, który studiował w Hiszpanii, był tłumaczem pism św. Jana od Krzyża i widział wydarzenia wojenne 1936 roku z bliska. Tak oceniał tę rewolucję: „Nie idzie tu o reformy społeczne, o poprawę doli ludu, ale o całkowity przewrót, o zwalczenie Boga i katolicyzmu. By to osiągnąć, czerwoni nie cofnęli się przed niczym. (…) Najwymowniejszym dowodem na to, że zupełne zniszczenie świątyń i zgładzenie całkowite kapłanów było z góry postanowione, jest przerażająca cyfra ofiar. Możemy liczbę kościołów zniszczonych albo całkowicie spustoszonych określić na około 20 tysięcy. Liczba zamordowanych kapłanów w diecezjach spustoszonych średnio 40 na 100, w niektórych nawet 80 na stu. Polowano na nich z psami, ścigano przez góry, tropiono zawzięcie, gdzie mogli się ukryć. Mordowano ich bez procesu, często natychmiast, dlatego tylko, że byli kapłanami”. Zasłużony duchowny (później uczestnik Powstania Warszawskiego, założyciel klasztoru w Zawoi) ledwo umknął z płonącej Hiszpanii. Dostał się w ręce republikanów, którzy przeznaczyli go na śmierć, ale wpadli na wymyślny sposób jej zadania. Wsadzili go do łodzi bez wioseł i wypuścili na morze, szydząc, żeby ratował się modlitwami do tych, którym uwierzył. Ojciec Bernard rzeczywiście uratował się, nie zaniedbując modlitw. Wiatr odwrócił się i przygnał łódź do brzegu.
Nowa lewica w miejsce starej
Każda tzw. lewica, poczynając od rewolucji francuskiej, odznacza się zadziwiającą naiwnością, która staje się z czasem naiwnością zbrodniczą, gdy zabiera się do naprawiania świata, w rezultacie przy użyciu siły, represji, przemocy, w rewolucjach większej niż ta, którą zwalczała. W warunkach demokracji, gdy trudno jawnie używać środków rewolucyjnej przemocy, kamufluje się, ‘etapuje’ swe cele, (‘etapy’ to właśnie frazeologia z ustrojów sowieckich w drodze do pełnego komunizmu) i posługuje ideowym, czy raczej ideologicznym oszustwem, ową podmianą wszystkiego dotychczasowego na coś przeciwnego. Walczymy, powiadają, zawsze o jakieś dobro, choćby to wymagało nieobliczalnych, nieznanych kosztów i konsekwencji niszczenia już jakiegoś dobra, porządku, zbudowanej struktury społecznej. Nie oglądamy się koszty i skutki w ślepym marszu naprzód, w istocie do władzy przecież, a nie czego innego, zawsze władzy dla dobra ludzi.
Naiwność obecnej lewicy hiszpańskiej polega na tym, że ona wierzą, że tamtejsi imigranci, chyba raczej islamscy, będą popierać lewicę, a nie islam, prawo szariatu, państwo islamskie, religię, która wyklucza inne, życie arabskie silne obyczajowo, nie integrujące się ze społeczeństwami europejskimi. Chyba widzą, co się stało w Europie i czym Europa będzie w przyszłości przy rosnącej populacji arabskiej, a dekadencji i depopulacji, przy słabnącej demografii europejskiej. Ale zapewne o to właśnie chodzi, o podmianę Europy w coś innego, ale w co, nie wiadomo; żeby było jakoś dobrze, szczęśliwie i bez dyskryminacji, Ale to właśnie czysta demagogia, populizm, który zarzuca się stronie przeciwnej, by zdobywać poparcie i władzę, nic konstruktywnego, demontaż, destrukcja w rezultacie. Nie wiadomo więc nawet, czy brać ideologię lewicową poważnie, skoro chodzi tylko o zdobycie władzy, a po drodze może być chaos, zniszczenie, odrzucenie tego co już osiągnięto. Bo ta ideologia nie jest nawet konstruktywna, nie chce opierać się na jakichś fundamentach, lecz budować niejako od góry, od dachu, od niewiadomej przyszłości, której teraz niema. Choć od razu zabezpiecza się sankcjami prawnymi i prewencyjną cenzurą.
Europa, właściwie UE w podczerwieni
Oczywiście jasno widać, że dla hiszpańskiej lewicy imigranci są traktowani instrumentalnie, mają posłużyć do usunięcia mitycznych faszystów, którzy śnią się w skołowanej Hiszpanii od 1936 roku, czyli wszystkich, którzy poczuwają się do jakiejś narodowości, ale także do naruszenia czy wręcz usunięcia tradycji europejskiej z Hiszpanii, wiary katolickiej i instytucji Kościoła. No cóż, Hiszpanią rządzili już kiedyś Saraceni, a pochód arabski na Europę zatrzymali niegdyś przodkowie Karola Wielkiego w Pirenejach. Dziś nie ma Karola Wielkiego i Francja jest półislamska, podobnie jak niektóre, mniejsze kraje Europy. Lewica taka jak hiszpańska może być w rezultacie pożytecznym idiotą dla nowego ruchu islamskiego, jak była takową dla ruchu bolszewicko-sowieckiego w 1936 roku. Nie na darmo mówiło się o Europie od Władywostoku do Lizbony. Nawet dziś na zachodnim krańcu Europy nie bardzo interesują się obecną wojną na Ukrainie, bo to daleko, a przecież ślad sowiecki od 1936 roku na tym krańcu Europy pozostał. Hiszpanie, Francuzi, Włosi mają słabość do komunizmu, bo znają go tylko teoretycznie jako szczytną ideologię, nigdy sowieckiej realizacji komunizmu nie doznali. Może dlatego w UE myśli się, że można ten komunizm poprawić, wprowadzać go na nowo, etapami, podmianą, nowymi manipulacjami w miejsce starych. Nie od rzeczy przecież hasło włoskiego komunisty Spinellego, które widniej na głównym budynku UE w Brukseli, głosi, że nie będzie wspólnej Europy bez likwidacji państw narodowych. Walka z mitycznym faszyzmem, nawet jeśli to będzie zwykła narodowość, jest więc w programie wprowadzanej siłą, podstępem prawniczym i sankcjami finansowymi Europy nie ojców założycieli UE, lecz postmarksizmu w rodzaju Gramsciego czy Spinellego. Czy nie wielka podmiana?
Z obecną ‘nowoczesną’ lewicą zachodnią jest jeszcze inny, większy kłopot. Posiada ona przecież cały wywrotowy ideologiczny pakiet haseł i szczytnych idei, który po poprzednich rewolucyjnych celach wygląda dość niezrozumiale, by nie powiedzieć podejrzanie czy wręcz obłędnie. Nie ma dawnego paliwa rewolucyjnego, klasy robotniczej (chłopi jako ‘glebae adscripti’ są raczej konserwatywni, niepodatni na hasła rewolucyjne, dlatego w UE będą eliminowani, by nie powiedzieć dyskryminowani), trzeba wymyśleć nowych ‘nosicieli’, kobiety (stąd feminizm), mniejszości seksualne (Gender+LGBT), wszyscy rzekomo dyskryminowani, właśnie imigranci, których ‘wilkomen’ i właśnie po to sprowadzimy jako nową masę wyborczą, nie z żadnych wyższych powodów, jak się głosi. Obecna polityka i w ogóle komunikacja społeczna opiera się przecież już jawnie w dużym stopniu na oszustwie, manipulacji, pustych obietnicach, propagandzie ideologicznej i tym bardziej jest to w agendzie, jak się ładnie mówi, lewicowej, która ma program walki o lepszy świat (koniecznie cały), postęp i przyszłość w ogóle.
Wielka podmiana natury
Pakiet lewicowy zawiera przecież ogólny program podmiany świata na jakiś inny, ale jest w szczegółach bardzo konkretny. W obronie całej natury i Planety jest polityka klimatyczna, bardzo kosztowna i eliminująca co biedniejszych (czy to w ramach hasła ‘mieszkanie prawem nie towarem’?). W polityce równości, niedyskryminacji i niewykluczania mamy cały pakiet rewolucji obyczajowej i seksualnej. Dla mniejszości seksualnych mamy nie tylko prawa, których nie są przecież pozbawieni, ale i przywileje. Związki homoseksualne i inne mają być zrównane z małżeństwem i rodziną, a więc mają mieć zapewnioną adopcję dzieci. W obronie kobiet, prócz równej z mężczyznami pracy i parytetów (jakby praca w domu dla rodziny nie była pracą i to bardziej odpowiedzialną niż inne), promocja swobodnej aborcji, jako prawa kobiety, ma jej ułatwić sytuację życiową i stałą pracę. Trudno nie zauważyć, że cały ten pakiet liberalno-lewicowy, uchodzący za nowoczesny, postępowy i prospektywny, jest już w swych skutkach, które widać po kilkudziesięciu latach, przeciwny temu co zakładał i głosił. Jest przeciwny naturze, przeciwny naturze samego człowieka. Rewolucja kulturowa, obyczajowa, seksualna nie zatrzymuje się, w tej chwili doszła do absurdu w transseksualizacji zwłaszcza nieletnich z niewiadomymi skutkami i stratami i prowadzi do aberracji w obrębie właśnie natury ludzkiej. Nie ma dwóch płci, nie ma mężczyzny i kobiety, którzy mają, o ile mi wiadomo swoje kody genetyczne (podobnie jak dziecko w łonie matki), lecz jest fantastyczna feeria stanów pośrednich, o jakich Panu Bogu i żadnej naturze się nie śniło. Byłaby to tylko jakaś działalność w rodzaju twórczości artystycznej, gdyby nie sankcjonowano tego faktycznie, prawem i cenzurą. A to jest już niszczenie fizyczne i psychiczne człowieka. Nie wspominam już o reszcie całej cenzurze i produkcji nowych praw, podmianie języka, by osłonić ten absurdalny bieg obłędnej ideologii i idącej, niestety, za nią praktyki.
Contra naturam?
Mamy tu więc wielką podmianę obrony natury i rozwoju człowieka na destrukcję tejże natury i samego człowieka, podmianę wielu szczytnych idei i wartości na pragmatykę polityczną i ideologiczną nieustannego zaparcia postępowego. Nic nie może trwać i rozwijać się w sposób naturalny tylko musi być nieustannie kwestionowane, burzone, by wprowadzać stale coś nowego (stąd ten nieznośny przymus stałego przekraczania granic, jak się powiada w panującym porzekadle), ale nie wiadomo czy lepszego; podmiana języka komunikacji w propagandę, pustosłowie, wreszcie w całkowity fałsz, bo przy takim przewrotnym użyciu języka traci on swe znaczenie, wiarygodność, porozumiewanie się ludzi już potoczne, swoja moc sprawczą. Taki oto przekaz lewicowo-liberalny, przynoszący rozmaite zaburzenia i kompletnie zbędne zmiany bywa wprowadzany mocą władzy, stanowionych praw i ich egzekucji. Czy to nie przemoc, wykluczenie totalne, nowe represje w miejsce starych, odbieranie wolności w imię wolności przez tych, którzy głoszą naprawę świata i obronę człowieka, wyzwolenie go od wydarzającego się zła. Podmiana zła w dobro, czy przeciwnie, głoszonego dobra w jego dziwne przeciwieństwa.
Hipokryzja to za mało
Ostatnio przejęli się sprawą pedofilii, tej amerykańskiej sprzed lat. Ma u nas powstać komisja, która sprawę zbada i rozliczy. Pewnie ma ona tło polityczne, antyamerykańskie. Byłoby to nawet zabawne, jak to w całej naszej coraz bardziej farsowej polityce, gdyby nie było smutne. Bo nie chodzi o żadne dzieci czy nieletnich. Akurat u nas dopiero teraz forsuje się te lewicowe ustawki i standardy naśladowane poniewczasie po Zachodzie. Tak, kamuflowany nowomową ‘status osoby najbliższej’ czyli ‘związki partnerskie’, czytaj ‘homoseksualne’, podejrzana edukacja zdrowotna w szkołach, którą wciska się na siłę, po cichu przemycane standardy WHO już od przedszkola. To też wielka moralna podmiana. Niby to wszystko walka o dobro dziecka. Czy rzeczywiście?
No, bo jak właściwie rozwinęła pedofilia w niepokojące, powszechniejsze, nie tylko jednostkowo kryminalne zjawisko. Przecież dziś wiadomo, że takim jej źródłem była rewolucja obyczajowa na Zachodzie w latach 60., głównie w Ameryce, propagująca całkowitą swobodę seksualną, wszelkiego rodzaju „związki partnerskie”, komuny i sekty seksualne, a w dalszej konsekwencji propagowanie homoseksualizmu, siłą rzeczy kontestacja związków małżeńskich, rodziny i naturalnego wychowania potomstwa. ‘Postęp’ seksualny, coraz większe seksualne wyzwolenie, nie ustawało, choć wikłało się w coraz większe sprzeczności aż do walki z naturą włącznie. Feminizm propagujący swobodną aborcję, tolerował też prostytucję i pornografię, a więc wcale nie bronił godności kobiet; zjednoczone lobby, przemysł medyczny i farmaceutyczny na rzecz antykoncepcji i aborcji, eutanazji i in vitro, ruchy forsujące pakiet LGBT, biologiczną fanaberię o wymienności i dowolności płci. Jednym słowem z popłuczyn ideologii marksistowskiej i freudowskiej rewolucja 68. przeszła do całkiem realnej i dominującej obecnie wszechstronnej praktyki seksualnej. Nie byt już, lecz seks ma kształtować świadomość!
Na początku lat 70. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, opierając się na rzekomych badaniach Kinseya, teoriach psychologicznych postfreudysty Reicha i wielu psychologach tej szkoły (później całkowicie skompromitowanych) usunęła homoseksualizm z listy zboczeń seksualnych. Później zamierzała to zrobić z pedofilią, uzasadniając, że to jeden z przejawów „bogactwa życia seksualnego człowieka”. Dopiero protesty psychiatrów zatrzymały to szaleństwo. Ale do dziś jest w zachodniej Europie wiele organizacji domagających się legalizacji pedofilii. Trzeba więc przypomnieć choć jeden przykład guru liberalnej lewicy Daniela Cohn-Bendita, zasiadającego w Parlamencie UE, który sam przyznawał się do pedofilii, opisując w swych wspomnieniach, jak podczas swej pracy w przedszkolu w latach 70. nie tylko molestował małe dziewczynki, ale i sam był przez nie molestowany. Nikt go wtedy nie piętnował za to, nie oskarżał, nie ścigał. Pedofilia była tolerowana jako pewne zachowanie w ramach swobody seksualnej, dopuszczalna również w ramach ‘edukacji seksualnej’ dzieci.
Podmiana seksualna, czyli komu bije dzwon?
Za teoriami „gender” i rozmaitymi ideologiami LGBT szły konkretne praktyki: seksualizacja dzieci i liberalizacja pedofilii (trzeba przypomnieć standardy i edukację według WHO) jako sposoby kształtowania i zaprogramowania człowieka od początku, jeszcze przed okresem osiągania tożsamości osobowej i dojrzałości seksualnej. Tak to się odbywało przez lata i wyglądało na dość chaotyczne, nieskoordynowane i mało zrozumiałe dla postronnych obserwatorów ruchy i postulaty niewielkich środowisk, uzbrojonych wszakże w wymyślne ideologie, wspieranych przez naciski i wpływy medialne na stanowienie odpowiedniego dla tych środowisk prawa. Aż doszło do wynaturzeń, których nie dało się już ukryć.
Teraz święte oburzenie, a przecież to wszystko należało przez lata do ‘pakietu’ liberalnej lewicy, która nie tylko dołączała kolejne aberracje z punktu widzenia rozwoju człowieka i społeczeństwa, ale też obwarowywała je specjalnymi prawami, a następnie cenzurą, która miała zastraszać, dyscyplinować i eliminować krytykę i sprzeciw. Dlatego powstała ‘mowa nienawiści’ jako liberalna podmiana na żądanie wolności, sensu i zdrowego rozumu. Nasi ‘nowocześni’, zawsze spóźnieni, ale gorliwie naśladujący, też chcą dodać swe trzy grosze. Ustawka z ‘edukacją zdrowotną’ w wykonaniu zagadkowych edukatorów, a zwłaszcza organizacji NGO, które już wcześniej próbowały wchodzić do szkół, powinna być ściśle skontrolowana, bo jest to niebezpieczny precedens ingerencji państwa w życie rodzin i dzieci, zwłaszcza gdy jest to w wykonaniu tak zaciętej minister/ry, tej od ‘polskich nazistów’. Podobnie ustawka o ‘związkach partnerskich’ czyli homoseksualnych (w mediach jest to bardzo zamącone, podmieniono właśnie związki homoseksualistów w związki partnerskie kobiet i mężczyzn, którzy ich nie legalizują). To niby taka minimalna ‘ustawka’, jak jednak wszędzie wcześniej oznaczająca początek ‘etapowania’, zrównanie z małżeństwem i rodziną, a później uzyskanie praw z tego wynikających, włącznie z adopcją dzieci. Pytanie, czy adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest dla dzieci bezpieczna, czy nie rodzi ryzyka, jeśli nie ich wykorzystania, to przynajmniej wychowania i kształtowania w duchu innym niż rodzinny, gdzie człowiek rozwija się pełniej dzięki bliższym, uczuciowym związkom z matką i ojcem. Wiem, wiem, te słowa mają być zakazane, podobnie jak mąż i żona, a to właśnie ze względu na cały pakiet liberalno-lewicowy (jak tam wplątał się liberalizm, tego nie wiem). Rzeczywiście, konsekwentna aż do paranoi logika.
Co? Pytania i myśli karalne? Język nienawiści? A jest paragraf? Znajdzie się. A wyrok wyda sąd krzywoprzysiężny. Nie, to nie ja, to klasyk, chociaż romantyk…
Ps. Wspominałem o zasłużonym piśmie „Arcana”, z którego wziąłem hiszpańską przypowieść. Obchodzi ono właśnie 30-lecie swego istnienia (przedtem wychodziło jako podziemna „Arka”). Obecne ministerstwo kultury pod kierunkiem zasłużonej inaczej minister/ry, którą trzeba chyba nominować do tytułu mistrza mowy polskiej, odmówiło mu jednak dotacji; zejdzie więc chyba znów do podziemia. Nie pożałowano natomiast takich dotacji „Krytyce Politycznej”, które to środowisko ma wiele dochodów z innych źródeł, a także pismu „Kultura Liberalna” – oba pisma dostały dotacje po prawie pół miliona. Nie wsparto także finansowo poważnego pisma filozoficznego „Kronos”. Podobno sam Premier czytał jakiś jego archiwalny numer, jak pokazały media, ale jak dotąd nic to nie dało.
Rozmawialiśmy z wieloletnim analitykiem i oficerem CIA. Larry C. Johnson obecnie zajmuje się analizą współczesnych konfliktów oraz zjawiska terroryzmu. Jest autorem szeregu artykułów, w tym na łamach „New York Times”.
Amerykańska partia wojny
Jak wiemy, analizował Pan wydarzenia związane z wojną na Ukrainie, cały ten konflikt od samego początku. Chciałbym zatem przede wszystkim zapytać o to czy w Stanach Zjednoczonych istnieje coś takiego jak partia wojny, partia wspierająca kontynuowanie tej wojny na Ukrainie?
– Cóż, doszło do ogromnego spadku poparcia dla stanowiska Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Na początku specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku można było powiedzieć, że większość obywateli Stanów Zjednoczonych, może 80%, a może 90%, uznawała, że Rosja dokonuje zbrodni wojennych , a Ukraina jest stroną kompletnie niewinną. Większość Amerykanów nie znała historii. Po prostu powtarzali to, co im się mówiło. Obecnie poparcie dla strony ukraińskiej wynosi zapewne jakieś 30 do 40%. Chodzi mi o poparcie aktywne, bo kolejne 30 do 40% Amerykanów powiedziałoby, że nie obchodzi ich żadna ze stron. Jest jeszcze jakieś 20% tych, którym bliższe jest stanowisko rosyjskie, takich jak ja.
Ukraina jako siła zastępcza
Tak to wygląda w społeczeństwie czy wśród ekspertów. A w administracji?
– To już zupełnie inna para kaloszy. Zdecydowana większość administracji nie tylko opowiada się za wojną przeciwko Rosji, ale też kontynuuje szerzenie nieprawdy na temat całej tej sprawy. Szczególnie celuje w tym CIA. Seymoura Hersha znam od 45 lat i uważam go za swojego bliskiego przyjaciela, ale chyba jest on teraz na mnie trochę wściekły, bo w ostatnim swoim artykule powoływał się na źródła w administracji, ale sądzę, że tak naprawdę cytował źródło z CIA. I usłyszał od niego rzeczy kompletnie zmyślone, zapewne fałszywe. Na przykład w jego artykule sprzed kilku tygodniu pojawiła się informacja, że w Rosji doszło do zakłóceń telefonii komórkowej i dostępu do internetu. Tymczasem utrzymuję regularny kontakt z wieloma ludźmi w Rosji i w tych dniach również miałem z nimi ten kontakt. Nikt nie miał kłopotów z łącznością komórkową czy internetem.
Podobnie jest z twierdzeniem o kłopotach rosyjskiej gospodarki. Miałem okazję w ciągu ostatnich ponad dwóch lat, od grudnia 2023 roku, być sześciokrotnie w Moskwie i raz w Petersburgu. Zobaczyłem tam żyjący dostatnio kraj, pełne sklepy i nieźle radzących sobie ludzi. Wciąż utrzymuję kontakty z wieloma różnymi osobami z Rosji; z amerykańskimi emigrantami, którzy tam się przeprowadzili, ale też z niektórymi z moich nowych rosyjskich przyjaciół. Z gospodarką jest tam wszystko w porządku. Tymczasem mamy kręgi wywiadowcze oszukujące prezydenta i opowiadające mu coś wręcz przeciwnego, a na dodatek utrzymujące, że Rosja ponosi masowe ofiary. To też nie jest prawda, ale oni chcą w to wierzyć. Wierząc w to, uznają, że ciągle jest dla nich jakaś nadzieja. A to dlatego, że fundamentem amerykańskiej polityki w stosunku do Rosji jest traktowanie Ukrainy jako siły zastępczej do walki z tą Rosją. Bez względu na to, co stanie się z narodem ukraińskim, za to z przekonaniem, że ma on umierać za nasze interesy.
Kłamstwa wywiadów
Ale kręgi wywiadowcze też wydają się podzielone. Mam na myśli choćby opinie wyrażane przez Tulsi Gabbard. Jak to więc w rzeczywistości wygląda? Czy nie jest tak, że na przykład CIA popiera wojnę na 100%, ale inne służby są bardziej sceptyczne?
– Cóż, Tulsi w tych sprawach nie ma żadnych wpływów. Powinna wydawać jakieś polecenia, bo przecież koordynuje działania wszystkich służb wywiadowczych. Niestety, jak do tej pory nie była wystarczająco stanowcza, a szkoda. CIA zajmuje się przede wszystkim dostarczaniem analiz. I tu pojawia się problem. Mówię to jako były analityk, który miał dostęp do danych wywiadowczych ze wszystkich źródeł. Miałem wgląd do komunikatów wytwarzanych w Departamencie Stanu, w Agencji Wywiadu Wojskowego i innych wojskowych służbach wywiadowczych. Miałem dostęp do wszystkich ich depeszy, a także do informacji przekazywanych przez Narodową Agencję Wywiadu, komunikatów innych krajów, które udawało nam się przejmować, a także wywiadu satelitarnego. Obecnie dostarczaniem tego ostatniego zajmuje się Narodowa Agencja Wywiadu w Geoprzestrzeni. Moja praca polegała na zbieraniu tego wszystkiego i zestawianiu na tej podstawie obrazu rzeczywistej sytuacji. Obecnie czegoś takiego nie mamy. Jeśli robiono by to uczciwie, to można by na przykład porównać liczbę nowych cmentarzy i nowych grobów na nich, które powstają w Rosji, z liczbą tych, które powstają na Ukrainie. Byłaby to żmudna robota, ale przecież jesteśmy bez problemu w stanie to zrobić. O ile mi wiadomo, nikt o czymś takim nie pomyślał.
Zamiast tego powołujemy się na źródła zewnętrzne, takie jak działająca w Wielkiej Brytanii Mediazona. Zajmują się one po prostu katalogowaniem wszystkich nekrologów publikowanych w rosyjskich gazetach, w 90 czy 91 obwodach i republikach. Mają w związku z tym posiadać dość dokładne liczby poległych po stronie rosyjskiej. Nikt czegoś takiego nie robi po stronie ukraińskiej. W efekcie politycy na Zachodzie są okłamywani. Przekonuje się ich, że Rosja ponosi ogromne straty, a Ukraina strat nie ma prawie w ogóle. Wmawia się im, że Rosja dłużej tego nie wytrzyma. Tymczasem prawda jest całkowicie odwrotna. To Ukraina ponosi straty na wielką skalę, zaś straty Rosji są minimalne. Na dodatek to Rosja jest w stanie rekrutować i utrzymywać kolejnych żołnierzy. Tymczasem nawet najbardziej sprzyjające Ukrainie źródła na Zachodzie otwarcie przyznają, że na dezercję decyduje się miesięcznie od 20 do 40 tysięcy żołnierzy ukraińskich. W pewnym momencie po prostu zabraknie im ludzi. Niestety mamy jeszcze establishment medialny uparcie wspierający tą wojnę. Sądzę, że jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że zarabia się na tym pieniądze. Przecież zarabiają na tym wszyscy ci różni doradcy, zwycięzcy kontraktów i dostawcy sprzętu wojskowego.
Skorumpowani kongresmeni
W jaki sposób amerykańskie służby specjalne i wywiadowcze sprawują nad Ukrainą kontrolę? Zacznijmy od organów antykorupcyjnych na Ukrainie. Pojawia się wiele opinii, że ich struktury kontrolowane są przez FBI. Czy, Pańskim zdaniem, to prawda?
– Nie. Wątpię, by FBI było tam jakoś wyraźnie obecne. Przez jednego z moich bliskich przyjaciół i byłych partnerów biznesowych, który pozyskał te dane od sygnalistów na Ukrainie, dowiedziałem się, że ukradziona została kwota co najmniej 48 miliardów dolarów. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni amerykańskich kongresmenów, zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Okazuje się, że pieniądze otrzymywali przede wszystkim Republikanin Lindsey Graham i Demokrata Chuck Schumer. Czy mam na to dowody? Nie. Dowiedziałem się jednak o tym z wiarygodnego źródła. Zaryzykowałbym też twierdzenie, że środki płynące z Ukrainy do Stanów Zjednoczonych następnie przetransferowano gdzieś dalej. Wytransferowano je przez kraje bałtyckie. Nie zdziwiłbym się, gdyby sowite wynagrodzenie za takie usługi finansowe otrzymywała Kaja Kallas, Ursula von der Leyen i inni podobni. Poziom korupcji jest tu po prostu astronomiczny. Przepływ pieniędzy ze Stanów Zjednoczonych został narazie wstrzymany. Jednak CIA nadal bardzo aktywnie zaangażowana jest we wspieranie ukraińskich operacji wywiadowczych i militarnych.
Budanow jako aktyw CIA
A co można powiedzieć na temat nowej postaci w administracji Zełenskiego, jaką jest Kiriłł Budanow? Czy sądzi Pan, że jest on nadal aktywem CIA? W przeszłości był przecież przez CIA kontrolowany. Czy nadal jest dla niej takim zasobem?
– Nie zauważyłem, by nastąpiło tu jakieś zerwanie współpracy. Celem każdego oficera wywiadu, niezależnie od tego o jakim wywiadzie mówimy – czy będzie to wywiad polski, ukraiński, brytyjski czy amerykański – jest tworzenie relacji i przyjaznych stosunków. Chodzi tu o powiązania osobiste. Można je wykorzystywać w równie osobistych celach. Może w nich występować element tego, czego nie sposób już określić mianem prawdziwej przyjaźni. Niewykluczone, że przez te cztery lata powstały jednak i takie przyjaźnie. Budanow z pewnością jest podatny na wpływy amerykańskie, wpływy CIA. Istnieją dowody na to, że CIA w pewnych sprawach forsuje na Ukrainie własne plany, niekoniecznie związane z planami Donalda Trumpa.
CIA nie chce pokoju
Czy to oznacza, że CIA może zablokować porozumienie pokojowe lansowane przez Donalda Trumpa?
– Owszem. Jednak porozumienie pokojowe w wersji Donalda Trumpa nie jest możliwe do zaakceptowania przez Rosję. Uważam, że wszyscy powinni to zrozumieć. Władimir Putin od 14 czerwca 2024 roku bardzo jasno definiuje rosyjskie warunki zakończenia tej wojny. Nie chodzi w nich tylko o militarną rezygnację przez Ukrainę z Krymu, Doniecka, Ługańska, Zaporoża i Chersonia. Przede wszystkim chodzi o to, by wojska NATO i całe NATO trzymały się z dala od Ukrainy. Ukraina nie mogłaby brać udziału w kolejnych ćwiczeniach wojskowych NATO bez porozumienia z Rosją i jej zgody. Prawa ludności rosyjskojęzycznej powinny zostać całkowicie przywrócone, podobnie jak przywrócona powinna zostać Cerkiew prawosławna. Nie chodzi zatem o jakiś jeden postulat. Nie chodzi też wyłącznie o terytorium. Ci na Zachodzie, którzy twierdzą, że chodzi o jakieś roszczenia terytorialne, po prostu nie rozumieją problemu. Zdobycie terytorium to środek do osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie.
Palenie pieniędzmi w ukraińskim piecu
A co z amerykańskimi interesami gospodarczymi na Ukrainie? Niedawno na przykład słyszeliśmy, że Ronald Lauder otrzymał koncesje i pozwolenia na wydobycie litu w tym kraju. Czy sądzi Pan, że nadal istnieje w Stanach Zjednoczonych grupa oligarchów planująca robienie tam interesów?
– Jestem pewien, że chcieliby tam robić interesy. Utrudniają im to jednak mocno Rosjanie, postępując w kierunku Sum, Połtawy, Charkowa, Chersonia, Zaporoża. Im więcej terenów zajmie Rosja, tym mniej możliwości ściągnięcia inwestycji zagranicznych będzie miała Ukraina. Jak Pan pewnie wie, Rosja chętnie zaangażuje się w rozwój i odbudowę resztek Ukrainy, które będzie okupowała po zakończeniu wojny. Wówczas ci inwestorzy zagraniczni będą mieli w Rosji chętnego do współpracy partnera. Obecnie jednak ci, którzy inwestują w nadziei na zachowanie prawa własności do jakichś terenów czy zasobów na Zaporożu, w obwodzie donieckim czy chersońskim, mogą równie dobrze spalić całe swoje oszczędności przed domem. Miałoby to podobną wartość. Wie Pan, nie wierzę, żeby ta wojna zakończyła się w drodze negocjacji. Zakończy się środkami militarnymi.
Nie będzie żadnego rozejmu
Nie będzie zawieszenia broni?
– Nie będzie. Rozejm jest dla Rosji niedopuszczalny. Wie Pan, jestem zdziwiony tym wizerunkiem Rosji na świecie jako ryczącego niedźwiedzia, sprytnego, twardego i nieustępliwego. Z mojego doświadczenia wynika, że Rosjanie są trochę naiwni i łatwowierni. Byli zbyt ufni – potwierdził to Putin – gdy okazało się, że zostali oszukani przez Angelę Merkel i Françoisa Hollande’a w sprawie pierwszego i drugiego porozumienia mińskiego. Rosjanie są zatem w takich sprawach nieco naiwni. Przypominają mi pewną postać z amerykańskich kreskówek – Charliego Browna. Zgubą dla Charliego Browna była pewna czarnowłosa dziewczyna o imieniu Lucy. Wołała go ona zawsze i namawiała, żeby kopnął piłkę, która trzymała w rękach. Charlie biegł, żeby kopnąć tą piłkę i wtedy ona ją odsuwała, a ten leciał i przewracał się na tyłek. Podobnie wyglądało to z Rosją i Europą. Europa była tu niczym Lucy: taką złośliwą, wredną małą dziewczynką. Putin i Rosja byli niczym Charlie Brown – ufni i wierzący w dobre intencje. Podbiegali więc do tej piłki i nie mogli w nią trafić. Sądzę, że od tamtej pory nauczyli się już, że nie można ufać Lucy – Europie.
Parę tygodni temu miałem rozmowę z Siergiejem Karaganowem, który jest najważniejszym zwolennikiem odwrócenia się Rosji od Europy i zwrócenia się przez nią na wschód. Postrzega on Europę, z którą Rosja wcześniej współistniała, jako cierpiącą na schizofrenię kobietę, będącą jednocześnie masową zabójczynią. Nagle zatem zdali sobie oni sprawę, że nie można budować z nią żadnego związku. Zwrócili się w kierunku Chin, rozwoju Syberii.
Witkoff i Kushner niewiele znaczą
Faktycznie. Co w takim razie z inicjatywami dyplomatycznymi? Jeśli nie wierzymy w zawieszenie broni, czy tym bardziej w porozumienie pokojowe, to jaki jest cel wysiłków podejmowanych na ich rzecz przez powiedzmy Steve’w Witkoffa czy Jareda Kushnera?
– Cóż, Witkoff i Kushner mają dostęp do uszu Trumpa, ale nigdy nie dysponowali prawdziwą władzą polityczną w Stanach Zjednoczonych. Wie Pan, podczas mojej pierwszej rozmowy z Siergiejem Riabkowem, rosyjskim dyplomatą i wiceministrem spraw zagranicznych, w grudniu 2023 roku, doskonale pamiętam jak skarżył się on, że Rosjanie nie mają z kim rozmawiać. W czasach administracji Bidena nie było żadnych kanałów łączności na wyższym poziomie dyplomatycznym między Moskwą a Waszyngtonem. To bardzo niebezpieczne. Inauguracja prezydentury Donalda Trumpa została przychylnie przyjęta przez większość przedstawicieli władz rosyjskich. Sądzę, że przynajmniej na samym początku mieli oni wielkie nadzieje, że Trump wykaże się wolą rozmów i będą mogli zawrzeć z nim wzajemnie korzystny układ.
Uważam jednak, że obecnie pojawia się coraz więcej wątpliwości co do wiarygodności Donalda Trumpa. Miał on bowiem szereg okazji, by wykonać różne gesty w kierunku Rosji pokazujące szczerość intencji Stanów Zjednoczonych. Mógł przywrócić bezpośrednie połączenia lotnicze, przywrócić obowiązywanie porozumienia o otwartych przestworzach, Mógł zwrócić majątek skonfiskowany przez Baracka Obamę. Ambasada rosyjska miała coś w rodzaju dacz, na terenach wiejskich w stanach Maryland i w okolicach Nowego Jorku, w których mogli odpoczywać i zrelaksować się w weekendy rosyjscy dyplomaci. Majątków tych jednak nie zwrócono. Poziom dyplomatów wysyłanych do Moskwy też nie wskazuje, by traktowano ten kierunek priorytetowo, bo inaczej wysłaliby tam do pracy kogoś znacznego i wpływowego. Nadal zamrożone są rosyjskie aktywa. Nikt ich nie rozmroził. Mamy zatem cały szereg ruchów, które Stany Zjednoczone mogły wykonać, lecz tego nie zrobiły. Rosja nie odpowiadała na to jakimiś zdecydowanymi ruchami. Jeśli byłbym na miejscu Rosjan i otrzymałbym z Waszyngtonu propozycję rozmowy, domagałbym się potwierdzenia poważnego podejścia do owych negocjacji, żądając na przykład najpierw zniesienia zakazu podróżowania do Stanów Zjednoczonych. Jeśliby tego nie zrobiono, można by od razu stwierdzić, że nie jest się traktowanym poważnie.
To jeszcze bardziej rzuca się w oczy w kontekście ataku sprzed kilku tygodni z 28 grudnia na oficjalną rezydencję Władimira Putina, w której według niektórych doniesień miała przebywać jego córka. Ten atak za pomocą dronów przeprowadzony został jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo, przez CIA współdziałającą z władzami ukraińskimi. Ukraińcy nie byliby w stanie namierzyć tej rezydencji. Dokonano tego z pomocą amerykańską. Trzeba zatem się w tym momencie zatrzymać i zadać sobie pytanie czy Stany Zjednoczone są w tej sytuacji prawdziwym, wiarygodnym partnerem. Jeśli to ja doradzałbym prezydentowi Putinowi, odpowiedziałbym, że nie; że Stanom Zjednoczonym nie można ufać. Że powinny one najpierw dowieść, iż poważnie myślą o posuwaniu się naprzód. W innym przypadku traci się tylko czas.
Ukraińcy się tylko cofają
Czy oznacza to, że bez wsparcia wywiadu amerykańskiego, nawet przy utrzymaniu wsparcia znacznie słabszego wywiadu europejskiego, Ukraina musiałaby zrezygnować z dalszych działań zbrojnych? Czy bez amerykańskiego wsparcia Ukraińcy nadal mogliby kontynuować walkę?
– Ich działania na froncie polegają głównie na tym, że niczym za kierownicą samochodu – zawracają i jadą do tyłu. To robi Ukraina. Ukraina nie przeprowadziła żadnych operacji ofensywnych, dzięki którym byłaby w stanie przejąć i utrzymać kontrolę nad jakimś obszarem. Wie Pan, udało się jej jedynie odnieść kilka pyrrusowych zwycięstw. Ukraińcy zajmowali jakiś kawałek terenu na tydzień czy dwa tygodnie, a następnie byli z niego wypierani, a wielu z nich ginęło w trakcie wycofywania się.
Poza tym nie istnieje coś takiego, jak wywiad europejski. Mamy wywiad brytyjski, wywiad francuski, wywiad niemiecki czy wywiad polski. Z mojego doświadczenia, które wprawdzie pochodzi sprzed jakiegoś czasu, Polska zawsze miała jedne z najskuteczniejszych służb wywiadowczych, lepsze od na przykład brytyjskiej MI6. Polacy są jednak na tyle inteligentni, że nie rozpowiadają o tym, nie opowiadają każdemu jacy to są wspaniali. Ale w rzeczywistości ich osiągnięcia datują się jeszcze czasów II wojny światowej, kiedy to właśnie polski wywiad i kadry wojskowe pozyskały pierwszą maszynę szyfrującą Enigma i wykonały pierwsze kroki wiodące w kierunku złamania jej kodów. Nie zrobili tego ani Brytyjczycy, ani Francuzi. Pierwsi byli właśnie Polacy. Chodzi mi o to, że musimy ustalić, który z krajów europejskich zająłby się Ukrainą, bo – jak wspomniałem – nie ma czegoś takiego jak struktura wywiadowcza Unii Europejskiej. To tak, jak by komisja zajmująca się hodowlą wielbłądów, postanowiła wyhodować konia.
Kallas na paraolimpiadzie
Cóż, Ursula von der Leyen ogłosiła jakiś czas temu plan powołania jakiegoś wywiadu europejskiego, choć oczywiście byłoby to dla UE dość trudnym zadaniem.
– Mam nadzieję, że pozwolą się tym zająć Kai Kallas, bo wznosi ona głupotę na nowy poziom. Wie Pan, to przypomina sytuację, w której mamy normalną olimpiadę dla sprawnych sportowców z określonymi możliwościami. I mamy paraolimpiadę dla tych z defektami fizycznymi, czy z ograniczonym ilorazem inteligencji, którzy mogą w niej uczestniczyć. Jeśli zatem zamierzają stworzyć instytucję wywiadowczą, to byłaby to raczej służba parawywiadowcza, swoista paraolimpiada, do której pasowałaby Kaja Kallas.
Deep state
Wracając do Stanów Zjednoczonych, chciałbym Pana zapytać o pojęcie deep state. Jest ono dzisiaj dość powszechne. Czy, jeśli mówimy o Ukrainie, to ten deep state ogranicza się do CIA, czy może jest czymś więcej?
– To coś więcej. Deep stateto zasiedziała biurokracja, ludzie, którzy są na stanowiskach od więcej niż dwudziestu lat, znajdują się w zasobach Senior Executive Service, czyli wyższego korpusu urzędniczego lub Senior Intelligence Service, czyli wyższego korpusu wywiadowczego. To stanowiska będące odpowiednikiem generała czy admirała w armii. Ich wielkie wpływy wynikają z długotrwałego sprawowania stanowiska. To ludzie, którzy zaczęli swoją pracę powiedzmy w 1995 roku, w wieku 30 lat i dziś mają około 60 lat. Są na stanowiskach od trzydziestu lat i wiedzą jak wszystko funkcjonuje. Są w stanie przeciwstawić się prezydentowi. Teraz mają dodatkowo tą przewagę, że mają do czynienia z Donaldem Trumpem i jego syntezą arogancji z ignorancją, brakiem zrozumienia tego jak działa rząd. Mogą zatem na różne sposoby omijać wykonywanie jego poleceń i życzeń.
[To bardzo naiwne. Nie sądzę, by w to wierzył. Deep state to potęga Zła. Mirosław Dakowski]
Kiedy skończy się wojna
Czy mógłby Pan pokusić się o prognozę na temat tego konfliktu na rok 2026? Czy realne jest przypuszczenie, że Ukraina jest już militarnie tak wycieńczona, że wojna może zakończyć się w tym roku?
– Myślę, że jest bardzo prawdopodobne, że może się skończyć do sierpnia.
Tak szybko?
-Tak.
Skończy się definitywnie czy nastąpi nowa eskalacja? To dla nas, w Polsce, bardzo istotna kwestia. Niektórzy twierdzą, że możliwa jest jej eskalacja, czyli że mogą się w nią zaangażować niektóre kraje europejskie.
– Właściwie kraje europejskie już są w niej zaangażowane. Polska też jest zaangażowana. Macie już jakieś 10 tysięcy polskich żołnierzy, których określam mianem najemników, i którzy zginęli podczas walk na Ukrainie. 10 tysięcy to naprawdę duża liczba. W sumie jestem zaskoczony, że rodziny poległych jakoś bardziej nie protestują przeciwko takiej polityce. Odwróćmy to nieco, jeśli Pan pozwoli: to ja mam do Pana pytanie. Może Pan mi to wytłumaczy. Gdy spoglądamy wstecz, możemy zrozumieć niektóre animozje między Polską a Rosją, nawet jeśli Rosja to co innego niż Związek Radziecki. To Sowieci dokonali mordu w lesie katyńskim.
Ale przecież to Stiepan Bandera i jego ruch dokonał ludobójstwa, w wyniku którego w roku 1943 i 1944 zginęło 140 tysięcy Polaków. Dlaczego zatem Polska zdecydowała się na współpracę z banderowcami, którzy odpowiedzialni byli za zamordowanie znacznie większej liczby Polaków niż Rosjanie czy Sowieci? Tym bardziej, że obecni Rosjanie to przecież coś innego niż wczorajsi Sowieci.
Kto zakończy konflikt?
Cóż, mamy tu oddziaływanie dwóch czynników. Jeden z nich ma charakter zewnętrzny. Jak zapewne Pan wie, Polska znalazła się od roku 1989 czy 1990 roku pod kontrolą czynników zewnętrznych. Drugi ma charakter wewnętrzny. Rzecz jasna, polskim społeczeństwem da się nietrudno manipulować. Do niedawna wystarczało całkiem proste przekonywanie o istnieniu zagrożenia rosyjskiego, zagrożenia o charakterze odwiecznym. Uważam więc, że pewne siły zewnętrzne wykorzystały realne nastroje, prawdziwe emocje istniejące w Polsce, w polskim społeczeństwie. To się jednak już kończy. Szczerze mówiąc, Panie Larry, powiedziałbym, że – według sondaży – znaczna większość Polaków występuje nawet przeciwko finansowemu wspieraniu Ukrainy. Można powiedzieć, że od 2022 roku sporo się w tej materii zmieniło. Wróćmy jednak znów do Stanów Zjednoczonych. Chciałbym zapytać Pana o to kto podejmuje tam realne decyzje. Wyobraźmy sobie, że istnieje rzeczywista wola zakończenia konfliktu na Ukrainie. Kto mógłby tego dokonać, skoro wiemy już, że nie byłby to Donald Trump?
– Cóż, Trump mógłby jednak podjąć taką decyzję, lecz jest z tym pewien problem. Jeżeli byłoby to porozumienie polityczne pomiędzy Trumpem a Putinem, to obowiązywałoby tylko przez czas, w którym obaj oni będą żywi i sprawować będą władzę. Najprawdopodobniej Trump opuści swój urząd przed Władimirem Putinem. Oznacza to, że kiedy zabraknie Trumpa, dalsze przestrzeganie porozumienia zależeć będzie od tego kto zostanie następnym prezydentem. Jestem zatem przekonany, że Rosja nalegać będzie na porozumienie prawnie wiążące, które miałoby zakończyć wojnę. Byłby to zatem dokument wymagający ratyfikacji przez amerykański Senat, dwie trzecie zasiadających w nim senatorów. To oznacza, że potrzebne byłyby głosy 66 lub 67 senatorów popierających środki gwarantujące pokój z Rosją. Nie widzę obecnie takich 67 senatorów. Mamy za to wielu takich, którzy nadal przekonują stanowczo do możliwej wojny z Rosją, a szczególnie sieją nienawiść wobec Putina. Dlatego właśnie nie sądzę, że może dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to nie widzę obecnie wśród parlamentarzystów woli politycznej zawarcia tego rodzaju porozumienia. Myślę, że wśród tych, którzy uzależnieni są od tego co nazywam kompleksem militarno-przemysłowym, nic nie zmieni się w ich sercach i umysłach, nawet jeśli Rosja odniesie druzgocące zwycięstwo nad Ukrainą, co – jak wierzę – musi się stać.
Sojusz północny nierealny
A co z tymi, którzy postrzegają Rosję jako potencjalnego sojusznika w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami? Chodzi mi o koncepcję „sojuszu północnego” przeciwko Chinom.
– Nie, absolutnie nie. Wie Pan, to był jeden z czynników prowadzących do obecnej polityki wspierania Ukrainy przeciwko Rosji. Pierwotny plan zakładał wykorzystanie Ukrainy jako proxy przeciwko Rosji. Rosja miała po swojej porażce zwrócić się o wsparcie do Stanów Zjednoczonych. Gdyby to zrobiła, mieliśmy zyskać możliwość wykorzystania jej jako klina atakującego Chiny. Tymczasem wojna i amerykańska reakcja na specjalną operację wojskową wywołały dokładnie odwrotne efekty. Doprowadziły bowiem do przyspieszenia i wzmocnienia sojuszu chińsko-rosyjskiego. Poskutkowały tym, że Rosja i Chiny zaczęły aktywnie współpracować w celu stworzenia alternatywnego systemu finansowego służącego handlowi i regulowaniu należności, żeby nie być zmuszonym do korzystania z dolara czy systemu SWIFT. Ma on zostać następnie udostępniony krajom Globalnego Południa, które też zaczną go wprowadzać. Stany Zjednoczone wierzyły, że mają monopol na wywieranie presji na Rosję i oczywiście na Chiny, że mogą używać przymusu do zmuszenia ich do przyjęcia swoich warunków. Efekt tymczasem był dokładnie odwrotny. Przyspieszono ich oddzielenie się od systemu, wzmocniono BRICS. Widzieliśmy to rok temu, gdy Trump ogłosił swoje cła na Chiny, a sekretarz skarbu Scott Bessent wierzył, że ten ruch może uderzyć w Chiny, które nie mogą rzekomo żyć bez nas, tak bardzo nas potrzebują. Zachowywali się niczym żyjący w iluzji facet, który był kiedyś bogaty, ale już nie jest; był gwiazdorem atletyki, ale teraz jest gruby i zaniedbany. Ma piękna żonę – modelkę, którą wykorzystuje i obraża. I pewnego dnia ona oznajmia mu, że od niego odchodzi. Mówi mu: – Dzięki wielkie, bardzo ceniłam ten związek, ale już mi się on nie podoba. Odchodzę, mam lepsza ofertę. Tak zachowują się teraz Stany Zjednoczone.
Gdy Bessent z Trumpem nakładali te cła na Chiny, uznali, że będą one błagalnie prosić: – Błagam, nie róbcie tego! Tymczasem Chiny stwierdziły: – W porządku, nie ma problemu. Zwiększyły swój handel z Azją, zwiększyły handel z Afryką, z Ameryką Środkową i Ameryką Południową. Zwiększyły też obroty z Europą. Ich gospodarka zaczęła wzrastać, zamiast się kurczyć. A Stany Zjednoczone siedziały i zachowywały się jak ten dzieciak mówiący: – Zabieram piłkę i nie będziecie mieli czym grać. W odpowiedzi usłyszały: – Nie ma problemu, mamy takich piłek pod dostatkiem. Nie potrzebujemy twojej piłki. Żyjemy w czasie dramatycznej zmiany ekonomicznej i politycznej, transformacji, która przyniesie nowy świat, który ja określam mianem wielo-węzłowego. Nazywam go tak, bo bieguny są zjawiskiem dwuwymiarowym, a tu mamy wielokrotne węzły pozostające poza kontrolą Stanów Zjednoczonych, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Szczerze mówiąc, Ukraina jest symptomem tego procesu. Zniszczenie Ukrainy jest w pewnym sensie zniszczeniem starego ładu światowego.
Stać na własnych nogach
Tymczasem w Polsce nasze elity polityczne wciąż dzielą się na dwa obozy. Jeden spogląda na Waszyngton jako podstawowego gwaranta naszego bezpieczeństwa. Drugi zapatrzony jest w Brukselę i Berlin, postrzegając je jako takich gwarantów bezpieczeństwa. Jeśli byłby Pan doradcą polskiego premiera, co by Pan mu doradził?
– Wskazałbym mu na trzecią opcję: Polskę twardo stojąca na własnych nogach, zdolna do obrony i nie liczącą na nikogo. Wydaje mi się, że Sikorski jest w tym pierwszym obozie, stawiającym wszystko na Stany Zjednoczone. Wydaje mi się też, że obecnemu prezydentowi nie bardzo jest po drodze z Unią Europejską. Co zatem proponuje? Wie Pan, moje doświadczenia z Polakami wskazują na to, że jesteście silni i wytrwali. Jedyny wasz problem to kompleks niższości, na który cierpicie. Zawsze uważaliście się za gorszych od Francuzów, Niemców czy Brytyjczyków, podczas gdy w rzeczywistości uważam, że jesteście od nich lepsi.
Powinniście zacząć zdawać sobie z tego sprawę i przestać ulegać Francuzom, Brytyjczykom, a szczególnie Niemcom. Oni dają wam zły przykład. Na Boga – nie bądźcie tacy jak oni! Bądźcie niepodlegli. Uważam, że Polska powinna zawrzeć sojusz z Rosją, bo przecież Polacy są bardzo religijni, choć są katolikami. Rosjanie są również bardzo religijni, choć ich wiarą jest wschodnie prawosławie. Jedni i drudzy są jednak chrześcijanami. Jedni i drudzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Od tego można zacząć. Zacznijcie od tego, że i wy i oni wierzycie i żyjecie zgodnie z zasadami, które głosił Jezus. Dzięki temu wasze narody będą mogły współpracować. To mógłbym doradzić polskiemu premierowi i polskiemu prezydentowi.
Ostatnie pytanie: mam wrażenie, że w Stanach Zjednoczonych wciąż możecie mniej lub bardziej swobodnie głosić swoje przekonania. Tymczasem w Europie mamy przypadek pułkownika Jacques Bauda.
-Tak, znam Jacquesa.
Jak Pan wie, został on objęty sankcjami Unii Europejskiej, choć jest obywatelem szwajcarskim. Moje pytanie brzmi zatem: czy w Stanach Zjednoczonych nadal niezależni eksperci, tacy jak Pan, mogą swobodnie wygłaszać swoje opinie i czy tak będzie również w przyszłości?
– Być może tak nie będzie. Wie Pan, zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych, nie były aż tak fatalne jak te, do których doszło w Europie, ale zmierzają one w tym samym kierunku. Już dziś wszelkie próby krytyki syjonistów, których ja traktuję na równi z nazistami, uznawane są za mowę nienawiści. Mamy tu taki ruch, który popiera mordowanie kobiet i dzieci, bo twierdzi w jednej ze swoich ksiąg, że wszyscy obcy są Amalekitami, a ich Bóg powiedział im, że wszystkich takich można zabijać. Proszę wybaczyć, ale nie chcę w czymś takim uczestniczyć. Jeśli ktoś ma taką wiarę, taką religię – to ja jestem przeciwko niej. Wychodzę z założenia pochodzącego z tej części Pisma Świętego, która mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Że w rzeczywistości cała ludzkość stworzona została przez Boga. Oznacza to, że nie mogę wedle uznania zacząć zabijać stworzeń boskich, bo po prostu uznam, że mam prawo do decydowania o życiu i śmierci. Niestety żyjemy obecnie w czasach, w których brakuje odpowiedzialności, nawet odpowiedzialności ograniczonej.
Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie postępują już według zasady, że to co czynią tutaj, na Ziemi, będzie miało wpływ na ich losy po śmierci, że nadejdzie jakiś czas sądu.
Dominuje podejście wyjątkowo nihilistyczne, według którego nie ma znaczenia co czynimy. Możemy robić, co tylko zechcemy, jeśli tylko siły nam na to pozwolą. Przestaliśmy myśleć o konsekwencjach. Stąd mamy Jeffrey’a Epsteina i tą jego hałastrę. Oni też uznali, że wolno im wszystko. Widzimy to też na przykładzie Izraela mordującego ponad 70 tysięcy palestyńskich cywilów, jak przyznała pewnego dnia Armia Obrony Izraela. Widzimy to na przykładzie Stanów Zjednoczonych dokonujących jednostronnej inwazji na Wenezuelę i porywających jej prezydenta. Wydaje nam się, że mamy władzę, więc możemy wszystko. Zdaję sobie sprawę z tego, że podobną krytykę można skierować również wobec Rosji. Uważam jednak, że przypadek rosyjski jest nieco bardziej zniuansowany. Przede wszystkim z uwagi na to, że Zachód zrobił wiele, by ją sprowokować. Wie Pan, to jak w meczu piłkarskim. Jeden piłkarz popycha drugiego, a sędzia tego nie widzi. Za którymś razem ten popchnięty popycha tego, który zaczął. Sędzia to dostrzega i wyciąga czerwoną kartkę, bo nie widzi winowajcy całego zamieszania.
Może dzieje się tak dlatego, że zabrakło nam sędziego w stosunkach międzynarodowych.