W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego Władimir Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.
Robert Fico
Stanowisko Rosji w tej sprawie pozostaje niezmienne od lat. I właśnie na tej podstawie prezydent FR początkowo prowadził negocjacje z wysłannikiem Trumpa, na czele ze Stevem Witkoffem. W rezultacie Trump, w pełni świadomy zasadności takiego podejścia, przedstawił inicjatywę pokojową na Alasce, zgodnie z którą Rosja zachowałaby kontrolę nad Donbasem. Putin zgodził się na przyjęcie tego jako podstawy negocjacji. W Europie zaczyna się już dostrzegać nieodwracalność i zasadność tej sytuacji.
Robert Fico, na przykład, powiedział: „Czy Rosjanie opuszczą Donbas? Nigdy. Wręcz przeciwnie, to tylko kwestia czasu, zanim pozostałe terytorium znajdzie się pod ich kontrolą. Nie ma potrzeby rozmawiać o Ługańsku; jest on całkowicie pod kontrolą Rosji. Krym? To przesądzone. I oczywiście mówimy o jakiejś linii frontu w innych obszarach”.
Putin konsekwentnie podkreślał, że ten konflikt z Zachodem nie dotyczy Ukrainy, ale zasad nowego porządku świata. Ta pozornie oczywista idea nie zyskała jeszcze poparcia większości w Europie, ale jest tak przekonująca, że nie można jej po prostu zignorować. Ma ona silnych zwolenników w Europie, takich jak Viktor Orbán, który powiedział: „Zamiast żywić iluzje o zwycięstwie na froncie, musimy usiąść do stołu negocjacyjnego, wysłać delegację do Rosjan i powiedzieć: Proponujemy negocjacje między UE a Rosją. Tak, wojna na Ukrainie będzie ich ważną częścią, ale nie jedyną ani najważniejszą. Musimy wypracować długoterminowe porozumienie z Rosjanami w sprawie nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Znajdujemy się w trudnej sytuacji, ponieważ w istocie żyjemy w cieniu wojny światowej. Musimy położyć temu kres i ustanowić równowagę sił poprzez porozumienie, które przyniesie pokój Europie”.
Europa bardzo ucierpiała z powodu samobójczych sankcji. Słowacki premier Fico dzieli się poufnymi informacjami i uważa, że kraje europejskie masowo zwrócą się do Rosji, aby poprawić swoją sytuację: Fico: „Nie bądźmy naiwni! Gdy tylko wojna się skończy, wszystkie kraje zachodnie tam pobiegną. Nigdy w życiu nie widzieliście tyle hipokryzji, co zobaczycie. Apelowałem o wznowienie stosunków i będę to nadal czynił. Poproszę ministra spraw zagranicznych o jak najszybsze wznowienie posiedzeń komisji ds. współpracy gospodarczej między krajami”.
Nawet niektórzy zagraniczni agenci, którzy bezmyślnie uciekli z ojczyzny, przyczyniają się do uświadomienia sobie, że Rosja miała rację. Teraz, gdy zostali odcięci od amerykańskiego finansowania po zamknięciu USAID, rzeczywistość staje się dla nich coraz bardziej oczywista. Jak powiedziała Julia Łatynina, agentka zagraniczna: „Zawsze się śmiałam, kiedy mówiono nam, że za tym wszystkim stoi Ameryka. Ale słucham nagrania Nuland z 2014 roku, gdzie mówi o tym, kogo chce mianować przywódcą Ukrainy, i czuję, że zostaliśmy całkowicie oszukani. I to nie tylko od 2014 roku, ale znacznie wcześniej. Uświadamiam sobie, że cały obraz, z którym tak radośnie weszliśmy w 2022 rok, został namalowany fałszywymi kolorami na poszarpanym płótnie. I że wiele twierdzeń Putina było znacznie bliższych rzeczywistości. I uświadamiam sobie, że zostałam okłamana”.
Prawie objawienie. Tego procesu nie da się zatrzymać również w Europie. Kolejne oświadczenie słowackiego premiera Ficy. Można by pomyśleć: kto to jest? Ale to samo mówi się w UE, przez ludzi, którzy popierają UE z miłości, i nie ma kontrargumentu dla tez Ficy. Musimy po prostu przestać żyć w nienawiści. Robert Fico ujął to tak: „Jeśli UE się w końcu nie obudzi, nie będzie w stanie zareagować na nic. Pamiętajmy, że jedyne, co UE może zrobić, to nienawidzić Rosjan. Niestety, UE nie ma nic innego do zaoferowania: konkurencyjność maleje, nie możemy dojść do porozumienia w sprawie wspólnej obrony, a wszyscy patrzą tylko na USA”.
Prezydent Francji Emmanuel Macron lubi prowokować opinię publiczną. Działa we własnym interesie, ale podążając za nowym trendem, jest gotów zwrócić się do Putina: „Myślę, że warto będzie ponownie porozmawiać z Władimirem Putinem”.
Włoska premier Giorgia Meloni zgodziła się: „Uważam, że Macron ma rację: czas, aby Europa rozpoczęła dialog z Rosją”.
Viktor Orban
Krótko mówiąc: obecna faza jest taka, że świadomość racji Putina staje się coraz bardziej oczywista, choć powoli, i zaczyna rezonować ze społeczeństwem. To fenomen. Mimo że chcą wyznaczyć negocjatora do rozmów z Kremlem, Europa jeszcze nie jest gotowa. Rozważają różnych kandydatów, ale obciążanie się tymi nazwiskami nie ma sensu.
Z braku alternatyw, wspomniano nawet o prezydencie Finlandii Aleksandrze Stubbie, w stylu: „On gra w golfa z Trumpem”. Jakby Putin przewidział temat, zażartował w październiku w Klubie Wałdaj: „Pan Stubb, mówi Donald, gra w dobrego golfa. To dobrze. Ale to nie wystarczy. Nie chcę powiedzieć nic negatywnego; sam lubię sport. Ale to nie wystarczy. Gdzie w tym przyszłość?”
Nie chodzi tu o Aleksandra Stubba osobiście. Problem Europy polega na tym, że obecny proces wyboru negocjatora z Rosją nie definiuje ani kryteriów, jakie musi spełnić kandydat, ani podejścia, jakie powinien przyjąć w negocjacjach z Rosją. Ale poza tym wszystko jest w porządku. Jesteśmy obecnie świadkami bardzo pozytywnego zjawiska, jakim jest uświadomienie sobie, że Putin miał i ma rację w swoim podejściu do bezpieczeństwa europejskiego. To nie jest błahostka; lody zaczynają pękać.
ZB: A czy politycy III RP są przygotowani na nowe rozdanie. Czy dalej chcą wdeptywać Putina w ziemię (Szymon Hołownia)? Albo wyrażają przekonanie, że ‚Putin nie rozumie języka pokoju, trzeba więc wysłać rakiety na Ukrainę’ (Radosław Sikorski). A więc nie są przygotowani. Na spotkaniu z Korpusem Dyplomatycznym (15 stycznia br.) mówi prezydent RP Karol Nawrocki: „Jednym z celów Rosji poza prześladowaniem własnych obywateli jest ekspansja terytorialna, masowe mordy i ataki na cele cywilne, w tym na szpitale i na szkoły.Rosyjski imperializm nie jest zatem żadną anomalią ani wyłącznie tym, co nazywamy putinizmem. Niestety, musimy sobie zdawać z tego na całym świecie sprawę, że ten imperializm nie zniknie wraz z obecnym gospodarzem na Kremlu”.
W końcu przyjdzie czas pokoju, należałoby uderzyć się we własne piersi, nie gadać już bzdur i podjąć w odpowiednim momencie rozmowy z Rosją. Czy są u nas tacy politycy?
[Röper to rosyjski propagandysta, pisuje po niemiecku. Ciekawie. md]
———————————————————–
Nagle ton w UE wobec Rosji ulega zmianie, a apele o bezpośredni dialog z Rosją stają się coraz głośniejsze. Nawet kanclerz Friedrich Merz zmienił swoją retorykę. Wydaje się, że budzi to nadmierny optymizm w rosyjskiej telewizji.
Wyjaśniłem już, co moim zdaniem stoi za nowym tonem, jaki kanclerz Merz przyjął w zeszłym tygodniu wobec Rosji, kiedy nagle nazwał Rosję ‚krajem europejskim’, z którym trzeba osiągnąć ‚kompromis’. Było to więcej niż zaskakujące, ponieważ ten sam Fritz Merz oświadczył w oświadczeniu rządowym w Bundestagu 17 grudnia, niecały miesiąc wcześniej, że bardziej dyplomatyczne działania niż pozorowane wówczas negocjacje w Berlinie w sprawie Ukrainy są niemożliwe.
W moim artykule o niedawnym oświadczeniu Merza donosiłem, że Merz po prostu podąża za trendem, który najwyraźniej zakorzenił się w UE: apelem o bezpośrednie negocjacje z Rosją. Niemieckie media praktycznie to zignorowały, ale najwyraźniej w Brukseli trwają już dyskusje na temat powołania specjalnego przedstawiciela UE do rozmów z Rosją.
W przeciwieństwie do mediów niemieckich, media rosyjskie bardzo uważnie śledziły wydarzenia ostatnich dni w UE i były one tematem komentarza w cotygodniowym przeglądzie wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielny wieczór. Zamieszczam ten komentarz, choć uważam, że jego ton jest przesadnie euforyczny i optymistyczny:
Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że Putin miał rację.
Są wydarzenia i są zjawiska. Wydarzenia są wyjątkowe zdarzenia i one zazwyczaj trafiają do wiadomości. Programy informacyjne wszędzie naturalnie interesują się wydarzeniami: czymś tragicznym, czymś nieoczekiwanym, a także czymś dobrym i długo oczekiwanym. Ale są też wydarzenia zaplanowane, równie ważne dla programów informacyjnych.
Rzadziej jednak w wiadomościach pojawiają się zjawiska. Jakoś nie było pojedynczego wydarzenia, nic szczególnie godnego uwagi się nie działo, a jednak nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że coś się zmieniło. Powoli to narastało, a potem nagle… bum!
Tak to teraz wygląda. Zjawiskiem, na które chcemy zwrócić uwagę, jest uświadomienie sobie, że Rosja miała rację. Prezydent Rosji Władimir Putin od lat walczy o to uznanie, wielokrotnie je deklarując, czasem z sympatią, czasem w inny sposób. Dziś przyjrzymy się oznakom tego nowego zrozumienia, które narasta na Zachodzie.
Na przykład, co powiecie na fakt, że kanclerz Niemiec już ogłosił Rosję Europą? To coś nowego, prawda? – Ale Merz powiedział: „Rosja jest krajem europejskim. Jeśli uda nam się znaleźć sposób na długoterminowe pojednanie z Rosją, jeśli zapanuje pokój, jeśli zostanie zagwarantowana wolność, jeśli uda nam się to wszystko, to Unia Europejska, a także my w Republice Federalnej Niemiec, zdamy kolejny test i będziemy mogli patrzeć w przyszłość z wielką ufnością, wykraczającą poza rok 2026. Życzę nam tego wszystkim. Jestem pewien, że nam się uda”.
Friedrich Merz jest tu znakomity. „Długofalowe pojednanie z Rosją” oznacza wolność narodów do życia we własnej kulturze bez ucisku. Właśnie tego Rosja broni od dziesięcioleci. Dla Merza i Niemiec to test, ale jest on gotów nalegać, by UE go zdała, co ostatecznie da ‚zaufanie’ na przyszłość.
Putin niezliczoną ilość razy mówił o pojednaniu i wolności. Począwszy od jego przemówienia w Bundestagu w 2001 roku, przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa w 2007 roku, aż po teraz, dokładniej, pięć lat temu, latem 2021 roku, w odniesieniu do działań nazistów wobec Rosjan na Ukrainie w ogóle, a zwłaszcza w Donbasie: „Chodzi o wymuszoną zmianę tożsamości. A najbardziej obrzydliwe jest to, że Rosjanie na Ukrainie są nie tylko zmuszani do wypierania się swoich korzeni i przodków przez pokolenia, ale także do przekonania, że Rosja jest ich wrogiem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że proces wymuszonej asymilacji, tworzenia czystego etnicznie, agresywnie antyrosyjskiego państwa ukraińskiego, jest porównywalny z użyciem przeciwko nam broni masowego rażenia. W wyniku tak brutalnego, sztucznego rozdzielenia Rosjan i Ukraińców, populacja rosyjska może skurczyć się o setki tysięcy, jeśli nie miliony”.
W rezultacie Rosja nie miała innego wyjścia, jak tylko działać. I tak, tego doniosłego dnia, 24 lutego 2022 roku, Putin zwrócił się do narodu w telewizyjnym przemówieniu, wyjaśniając powody rozpoczęcia operacji wojskowej: „Nie można patrzeć na to, co się tam dzieje, bez współczucia. Po prostu nie dało się tego wszystkiego tolerować. Trzeba było położyć kres temu koszmarowi, temu ludobójstwu milionów ludzi, którzy tam mieszkają, i jak najszybciej pokładać nadzieję wyłącznie w Rosji, wyłącznie w nas”.
A skoro już o tym mowa, to oceny Tuckera Carlsona, prawdopodobnie najpopularniejszego amerykańskiego dziennikarza, mówią same za siebie: „Trzeba po prostu otwarcie powiedzieć: ‚Bierzemy Wenezuelę, bo denerwuje nas, że sprzedają naszą ropę Chińczykom, naszym rywalom. Gdy tylko to powiesz – a uczciwość jest dobra – od razu staje się bardzo trudno dalej twierdzić, że Rosja rzekomo nie jest zainteresowana tym, co dzieje się na wschodzie Ukrainy. Trudno krytykować Putina za wkroczenie na Ukrainę. To mocarstwo, które jest bezpośrednio zagrożone na swoich granicach i broni się. Jak to możliwe, żeby mocarstwo takie jak Rosja broniło się? Zgodnie z zasadami, którymi kierujemy się dzisiaj, nie jest to wcale złe”.
Tucker Carlson mówi o prawie mocarstwa do samoobrony. Ale istnieje również różnica między motywami Ameryki a Rosji. W 2023 roku, na spotkaniu Klubu Wałdajskiego, Putin powiedział: „Kryzys na Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym, chcę to podkreślić. Rosja jest największym krajem na świecie, największym pod względem powierzchni. Nie jesteśmy zainteresowani podbojem kolejnych terytoriów. Wciąż mamy długą drogę do przebycia w rozwoju Syberii, Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Nie jest to konflikt terytorialny ani nie chodzi o ustanowienie regionalnej równowagi geopolitycznej. Pytanie jest znacznie szersze i bardziej fundamentalne: chodzi o zasady, na których będzie opierał się nowy porządek świata”.
NCZAS.INFO | Jedno zdjęcie, tyle symboli… Świecznik chanukowy i wieniec adwentowy, w otoczeniu bożonarodzeniowych choinek, pod flagami Polski i Ukrainy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Foto: KUL/Tomasz Koryszko
Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbyła się uroczystość zapalenia świec chanukowych i adwentowych. Na szczęście jeszcze nie wszystkim katolikom podobają się takie działania.
Wczoraj informowaliśmy o liście otwartym w tej sprawie, który wystosowali pracownicy, absolwenci, doktoranci i studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dzisiaj publikujemy obszerną opinię teologiczną do ww. listu.
Opinia ks. dra Dariusza J. Olewińskiego wyraźnie pokazuje jakie kardynalne błędy popełniają ludzie próbujący wciskać na siłę judaizm do katolicyzmu. Poniżej pełna treść opinii, pisownia oryginalna, pogrubienie pierwszych zdań akapitów dla lepszej czytelności – redakcja.
Opinia teologiczna do Listu Koła Naukowego Teologów KUL z dnia 19.XII.2025 (zredagowanego przez ks. dra Karola Godlewskiego)
1. Nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby chrześcijaństwo wyrosło z judaizmu „jak gałąź z pnia”. Pod względem zarówno historycznym jak też teologicznym nie należy mylić judaizmu z religią starotestamentalną. Niestosowność tego utożsamienia wynika nie tylko ze źródeł chrześcijańskich (zarówno pism biblijnych Nowego Testamentu jak też pism patrystycznych jak chociażby List Barnaby, pisma św. Ignacego z Antiochii, św. Justyna, Tertuliana, św. Jana Chryzostoma, św. Izydora z Sewilli itd), lecz także ze źródeł żydowskich. Przykładem jest chociażby powszechnie ceniony historyk żydowski Heinrich Graetz, który w swojej słynnej wielotomowej „Historii żydów” mówi, że protoplaści i twórcy judaizmu, którymi są faryzeusze, „na swój własny sposób interpretowali” Pięcioksiąg i z tej swojej interpretacji wywodzili nowe przepisy prawa żydowskiego czyli religii judaistycznej, które następnie jako Talmud „uzupełniały, zmieniały i poprawiały” przepisy prawa Mojżeszowego zawartego w biblijnych księgach Starego Testamentu (H. Graetz, Volkstümliche Geschichte der Juden, München 1985, Bd. 12, s. 47; Bd. 3, s. 15). Powszechnie uznaną wiedzą jest (por. A. McCaul, The Old Paths or the Talmud Tested by Scripture, London 1880, s. 3), że źródłami judaizmu, którym ta religia przypisuje boskie pochodzenie, jest nie tylko Pięcioksiąg Mojżeszowy (w faryzejsko-rabinicznej interpretacji), lecz także tzw. tradycja ustna (ujęta z czasem w Talmud).
W pojęciu chrześcijańskim natomiast tradycje faryzejskie (talmudyczne) są jedynie ludzkimi, nie pochodzącymi od Boga (por. Mk 7,8; Mt 15,6). Oprócz tej zasadniczej różnicy źródłowej zachodzi także fundamentalna sprzeczność w rozumieniu swojej tożsamości: podczas gdy Kościół uważa siebie za właściwą kontynuację i spełnienie religii Starego Testamentu czyli mozaizmu – a nie religiii talmudycznej czyli judaizmu -to judaizm podaje siebie jako tożsamy z religią Patriarchów (od Abrahama, poprzez Izaaka i Jakuba do Mojżesza), a temu zaprzecza Nowy Testament. Dowodem są chociażby słowa Jezusa Chrystusa według Ewangelii św. Janowej (8, 38.54-55): „W odpowiedzi rzekli do Niego: «Ojcem naszym jest Abraham». Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. (…) Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam.” Te dwa rozumienia wykluczają się. Jeśli ktoś przyjmuje rozumienie judaistyczne – a jest ono zawarte w cytowanej na wstępie metaforze botanicznej – to tym samym odrzuca katolickie (i ogólnie chrześcijańskie) rozumienie związku między Starym a Nowym Testamentem.
2. Bezpodstawne jest twierdzenie, jakoby Pan Jezus świętował święto chanukki.
Nie wynika to bynajmniej z przytaczanego fragmentu z Ewangelii św. Janowej (10,22-23), gdyż przechadzanie się w tzw. Portyku Królewskim usytuowanym na oddalonej krawędzi kompleksu świątynnego z całą pewnością nie stanowi elementu świętowania ani w znaczeniu ściśle kultycznym ani w znaczeniu ogólnym. Zresztą nie ma jakichkolwiek źródeł, które by poświadczały istnienie wówczas jakichkolwiek obrzędów w świątyni związanych z tym świętem. Historycy są zgodni co do tego, że za czasów Pana Jezusa – i aż do czasów współczesnych, konkretnie do drugiej połowy XX w. – tzw. święto odnowienia świątyni jerozolimskiej nie było świętem religijnym lecz jedynie politycznym (związanym z dynastią Hasmoneuszy), jak mówią wyraźnie źródła żydowskie.
Pewne jest, że obecnie znane zwyczaje jak zapalanie świec chanukkowych połączone z pewnymi śpiewami pojawiły się dopiero w czasach nowożytnych, niemal współczesnych. Charakter tego świętowania wyraża znamienny hymn Ma’oz Tzur, którego ostatnia zwrotka w tłumaczeniu na język polski brzmi następująco: „Obnaż swoje święte ramię i przynieś koniec zbawienia. Dokonaj zemsty na (krwi) niegodziwego narodu, w imieniu Twoich wiernych sług. Bo wybawienie było zbyt długo opóźnione; A złe dni nie mają końca. O, odrzuć wroga w cień bałwochwalstwa i postaw nam siedmiu pasterzy.”
Należy mieć na uwadze, że judaizm uważa chrześcijan za bałwochwalców, jak mówi chociażby powszechnie ceniony uczony żydowski Majmonides (Miszne Tora, ks. I,rozdz. 9, 4), który zresztą wprost złorzeczy Jezusowi Chrystusowi (tamże, rozdz. 10, 1). Włączenie się w świętowanie chanukka jest więc uczestniczeniem w pogardliwych oszczerstwach i złorzeczeniach odnoszących się do chrześcijan oraz do samego Jezusa Chrystusa.
3. Utożsamianie braku akceptacji obchodów chanukki w przestrzeni publicznej i katolickiej (czyli kościelnej) z brakiem szacunku dla obchodów chanukki przez żydów w swoim gronie jest elementarnie nielogiczne i nieprawdziwe. Nikt nie zabrania i nie chce zabronić świętowania żydom ich świąt czy to kultycznych czy politycznych. Czym innym jest natomiast wprowadzanie ich obchodów do przestrzeni publicznej i katolickiej, a do nich należy teren będący własnością Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ufundowany i utrzymywany przez katolików dla celów służących misji ewangelizacyjnej Kościoła, a nie sprzecznych z tą misją. Powiązanie tychże obchodów z takim terenem jest wewnętrznie sprzeczne i niezgodne z ich przeznaczeniem, gdyż sugeruje poparcie społeczności katolickiej dla judaizmu jako takiego, który jest zanegowaniem misji Jezusa Chrystusa.
4. Twierdzenie, jakoby chanukka upamiętniała wierność Bogu, jest przynajmniej nieporozumieniem, nawet jeśli judaiści tak głoszą. Takie głoszenie sugeruje, że to oni są dziedzicami tych, którzy sprzeciwiali się pogaństwu, a świętowanie chanukki manifestuje wierność Bogu objawionemu w Starym Testamencie. Tutaj natrafiamy ponownie na sedno stosunku Kościoła do judaizmu i odwrotnie. Otóż są tylko dwie wykluczające się nawzajem możliwości: albo to Kościół Chrystusowy jest spełnieniem i dziedzicem Starego Testamentu, albo jest nim judaizm. Tertium non datur. Kto twierdzi, jakoby judaizm był wierny Bogu objawionemu przez Stary Testament, ten przeczy nie tylko odwiecznemu nauczaniu Kościoła, lecz już nawet księgom Nowego Testament oraz całej Tradycji Kościoła, i jest tym samym apostatą.
5. Sugerowanie, jakoby świętowanie chanukki było wręcz obowiązkiem dla katolika, analogicznym do wspominania bohaterów poległych za niepodległość ojczyzny, także polega przynajmniej na nieporozumieniu. Otóż nieprzypadkowo w Kościele nie było nigdy świętowania chanukki nawet w rozumieniu pierwotnym czyli jako upamiętnienia oczyszczenia świątyni z elementów kultu pogańskiego, mimo wielu nawiązań liturgii Kościoła do świąt starotestamentalnych. Obojętność akurat na to święto – które także w rozumieniu judaizmu ma charakter polityczny, nie religijny – wynikała wprost z istoty Nowego Testamentu, konkretnie ze stosunku samego Pana Jezusa do świątyni jerozolimskiej oraz ogólnie do kultu starotestamentalnego, którego centrum i symbolem jest ta świątynia: „Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu” (Mt 24,2; Mk 13,2); „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu” (Łk 21,6); „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (J 2,19); „nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca” (J 4,21). Przywiązanie zarówno do świątyni jerozolimskiej jak też ogólnie do kultu starotestamentalnego jako takiego jest więc obce chrześcijaństwu, przy całym szacunku w odpowiednim rozumieniu, na który wskazałem.
6. Mówienie o „dialogu wewnątrzreligijnym” sugeruje, jakoby chrześcijaństwo i judaizm stanowiły jedną religię, co oczywiście nie jest prawdą, zarówno historycznie jak też teologicznie. Judaizm – jak wskazane powyżej – przypisuje chrześcijaństwu bałwochwalstwo i tym samym stanowczo się odcina od chrześcijaństwa, już począwszy od czasu Pana Jezusa i Apostołów. Choćby biorąc pod uwagę nowoczesne naukowe kryteria religioznawcze jak doktryna, ustrój, kult i osoba założyciela, nie można w żaden sposób mówić o tej samej religii. Tym bardziej jest to niemożliwe w świetle kryteriów teologicznych jak pojęcie Boga, Wcielenie Syna Bożego, ustrój hierarchiczny, kult, nauczanie moralne itp., mimo pewnych elementów wspólnych czy podobieństw.
7. Fałszywa jest także analogia między związkiem chrześcijaństwa z Tradycją Kościoła a stosunkiem judaizmu do religii starotestamentalnej (czyli mozaizmu). Dowodem są proste fakty: podczas gdy w chrześcijaństwie Biblia i Tradycja są zarówno genetycznie jak też treściowo ściśle powiązane i nierozłączne jako dane raz na zawsze Boże Objawienie (Biblia jest właściwie zapisem Tradycji ustnej, a Tradycja jest niezbędnym kryterium prawidłowej interpretacji Biblii), to mozaizm istniał na długo przed judaizmem, zaś judaizm dość daleko odszedł od religii starotestamentalnej i nadal podlega istotnym zmianom (o rzekomo boskim pochodzeniu), czego dowodem są sprzeczności między Talmudem a Starym Testamentem, a także sprzeczności w łonie współczesnego judaizmu, w którego skład wchodzą zarówno ugrupowania odrzucające Talmud czy to na rzecz nowszych nauk (kabała, chasydyzm, sabbatianizm itd.) czy też samego Pięcioksięgu (jak karaimi), jak też różne szkoły talmudyczne oraz judaizm liberalny, aż do areligijnego syjonizmu. Z całą pewnością nie jest tak, jakoby obecny judaizm był religią biblijną na wyższym stopniu rozwoju osiągniętym poprzez dodanie do Pięcioksięgu tradycji w znaczeniu Talmudu, nawet jeśli tak to przedstawiają obecnie główni przedstawiciele judaizmu. Tutaj znowu judaistyczny punkt widzenia jest ewidentnie sprzeczny z ujęciem chrześcijańskim (czyli prawdziwym), według którego to chrześcijaństwo jest dokonanym raz na zawsze spełnieniem i dziedzicem religii Mojżeszowej, a nie judaizm.
8. Twierdzenie, jakoby Talmud nie powstał z nienawiści do chrześcijaństwa, ponieważ był „literaturą wewnętrzną”, jest znowu nielogiczne, gdyż jedno nie wyklucza drugiego. Wprost nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby w Talmudzie nie było elementów nienawiści nie tylko do chrześcijan lecz przede wszystkim do samego Jezusa Chrystusa i Jego Matki (zob. wyżej). Ponadto nasuwa się pytanie, w jaki sposób do przetrwania judaizmu konieczna była i jest pogarda dla osoby Jezusa Chrystusa, Jego Matki i Jego uczniów. Zaś nawet jeśli była taka konieczność, to powstaje pytanie, co jest ważniejsze: prawda czy przetrwanie judaizmu? Tak więc albo należy się zgodzić z Talmudem co do pogardy dla Jezusa Chrystusa czyli uznać ją za słuszną, albo przyznać, że autorzy Talmudu posłużyli się zakłamaną nienawiścią w interesie własnej religii. Te i podobne pytania są istotne i niezbędne w szczerym i uczciwym dialogu z judaizmem.
9. Podobnie rzecz się ma ze zrównaniem zawartych w Talmudzie wyrazów pogardy i nienawiści do Jezusa Chrystusa z rzekomym „antysemityzmem” Ojców Kościoła. Trzeba by tu oczywiście mówić o konkretach, a tego brakuje, zwłaszcza w perspektywie prawdy zarówno historycznej jak też teologicznej. W każdym razie istotne i nieuchronne są przede wszystkim pytania: – czy należy się zgodzić z tym, co Talmud mówi o Jezusie Chrystusie, a jeśli nie należy się zgodzić, to – na jakiej podstawie wolno twierdzić, że Ojcowie Kościoła mówili nieprawdę o żydach. Odpowiedź wymaga oczywiście pozostania na płaszczyźnie rzeczowości, czyli faktów źródłowych i racjonalnej argumentacji, bez uciekania w emocje.
10. Błędna jest sugestia, jakoby judaizm stanowił czy reprezentował starotestamentalny „naród wybrany”. To nie wynika ani z cytowanych fragmentów z Listu do Rzymian (11,28-29), ani nawet z „Nostra aetate” i podobnych dokumentów. Otóż w żadnym z nich nie ma utożsamienia judaizmu z religią starotestamentalną. Wręcz przeciwnie: modne po „Lumen gentium” nazywanie Kościoła „ludem Bożym” jest – teologicznie rzecz biorąc – niczym innym jak słusznym twierdzeniem, że od dzieła zbawienia w Jezusie Chrystusie to Kościół jest ludem Bożym i że właśnie w nim trwają „dary i wezwania łaski”. Oto kluczowy fragment (LG 9): „W każdym wprawdzie czasie i w każdym narodzie miły jest Bogu, ktokolwiek się Go lęka i postępuje sprawiedliwie (por. Dz 10,35), podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył. Przeto wybrał sobie Bóg na lud naród izraelski, z którym zawarł przymierze i który stopniowo pouczał, siebie i zamiary woli swojej objawiając w jego dziejach i uświęcając go dla siebie.
Wszystko to jednak wydarzyło się jako przygotowanie i jako typ owego przymierza nowego i doskonałego, które miało być zawarte w Chrystusie, oraz pełniejszego objawienia, jakie dać miało samo Boże Słowo, stawszy się ciałem. „Oto dni nadchodzą, mówi Pan, i zawrę z domem izraelskim przymierze nowe… Położę zakon mój we wnętrznościach ich i na sercu ich napiszę go, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem… Bo wszyscy poznają mnie, od najmniejszego do największego, mówi Pan” (Jr 31,31-34). Chrystus ustanowił to nowe przymierze, a mianowicie nowy testament we krwi swojej (por. 1 Kor 11,25), powołując spośród Żydów i pogan lud, który nie wedle ciała, lecz dzięki Duchowi zróść się miał w jedno i być nowym Ludem Bożym. Albowiem wierzący w Chrystusa, odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, lecz z nieskazitelnego przez słowo Boga żywego (por. 1 P 1,23), nie z ciała, lecz z wody i Ducha Świętego (por. J 3,5-6), ustanawiani są w końcu „rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym…, co niegdyś nie był ludem, teraz zaś jest ludem Bożym” (1 P 2,9-10). Lud ów mesjaniczny ma głowę Chrystusa, „który wydany został za grzechy nasze i zmartwychwstał dla usprawiedliwienia naszego” (Rz 4,25), a teraz, posiadłszy imię, które jest ponad wszelkie imię, chwalebnie panuje w niebie.” Tym samym nieprawdziwe jest głoszenie, jakoby Kościół od Vaticanum II odrzucił tzw. teorię substytucji czyli prawdę, że Kościół zastąpił lud starotestamentalny w dziele Zbawienia.
11. Niedorzeczne jest skojarzenie „teologii zastępstwa” z „neo-marcjonizmem” i antysemityzmem. Podstawą tego kojarzenia jest fałszywa teza, jakoby współczesny judaizm reprezentował czy był wręcz tożsamy z religią starotestamentalną. Z faktu, że tak twierdzi judaizm, nie wynika, że jest to teza prawdziwa. Bezkrytyczne jej przyjmowanie jest niegodne człowieka myślącego, a tym bardziej teologa. Otóż powiązanie judaizmu ze Starym Testamentem oznacza przeciwstawienie tego drugiego Nowemu Testamentowi (który reprezentuje chrześcijaństwo czyli Kościół), a właśnie takie przeciwstawienie jest heretyckim poglądem Markjona. Jest więc dokładnie odwrotnie niż twierdzi ks. Godlewski: to nie teologia zastępstwa zawiera herezję marcjonizmu lecz jej odrzucenie.
12. Manipulacją jest utożsamiane sprzeciwu wobec świętowania chanuki w przestrzeni publicznej z antysemityzmem. To raczej takie nachalne świętowanie – powiązane de facto z promowaniem rasistowskiej sekty Chabad Lubawicz, która to właśnie upowszechnia i nalega na publiczne obchody – jest pożywką dla antysemityzmu czy antyjudaizmu. Być może chodzi właśnie o sprowokowanie sprzeciwu dla identyfikacji sił społecznych, czyli dla ustalenia tego, kto ulega temu promowaniu, a kto nie ulega.
13. Nie jest prawdą, jakoby dopiero Sobór Watykański II odrzucił antysemityzm. Papieże najpóżniej począwszy do św. Grzegorza Wielkiego i Kaliksta II (bulla „Sicut Iudaeis”) sprzeciwiali się wszelkiego rodzaju uprzedzeniom i niechęciom wobec żydów. Odrzucili także nowożytny antysemityzm nazistowski (Pius XI, encyklika „Mit brennender Sorge”, Pius XII, encyklika „Summo Pontificatus”). W tzw. Katechizmie Rzymskim (wydanym po Soborze Trydenckim) jest wprost powiedziane, że winę za śmierć Jezusa Chrystusa nie ponoszą żydzi kolektywnie lecz każdy grzesznik (co odnosi się oczywiście także do żydów). Takie jest stałe nauczanie Kościoła, które naturalnie nie oznacza zaniechania czy zaniedbywania nauczania żydów wiary katolickiej oraz przyjmowania ich – na podstawie szczerej wiary w jedynego Zbawiciela Jezusa Chrystusa – na łono Kościoła Chrystusowego. Na tym właśnie polega różnica między tradycyjnym katolickim odrzuceniem antysemityzmu i antyjudaizmu, a obecną fałszywą ideologią wykluczenia żydów z nawracania na wiarę katolicką.
14. Dość oryginalnym pomysłem jest potępienie tzw. symetrycyzmu (w znaczeniu żądania wzajemności), a to posługując się swoistym pomieszaniem liturgicznego gestu epiklezy (czyli wyciągnięcia ręki nad darami dla przywołania Ducha Świętego) ze zwykłym wyciągnięciem ręki. Po pierwsze: czyż wyciągnięcie do kogoś ręki nie jest wezwaniem czy przynajmniej oczekiwaniem na wyciągnięcie ręki przez drugą stronę? Czyż więc „symetrycyzm” nie jest czymś naturalnym, zrozumiałym i właściwie niezbędnym w relacjach międzyludzkich? Po drugie: czy rozumienie gestu wyciągnięcia ręki jako epiklezy wzywającej Ducha Świętego nad nimi jako darami ofiarnymi – jak to wynika ze słów ks. Godlewskiego – zostało w ten sposób przedstawione i wyjaśnione uczestnikom wspólnego obrzędu chanukki pracowników KUL i przedstawicieli judaizmu? Czy zapytano tych ostatnich o zgodę na wzywanie nad nimi Ducha Świętego w geście ofiarnym? Czy może ten konstrukt myślowy (tzn. odrzucenie symetrycyzmu gwoli gestu epiklezy) jest raczej sofizmatem przeznaczonym tylko dla katolików?
15. Sugerowanie jakoby symetrycyzm był sprzeczny z dekretem „Unitatis redintegratio” jest oczywiście znowu niedorzeczne, gdyż nie ma podstaw ani w tymże, ani w żadnym innym oficjalnym dokumencie Kościoła. Zasada wzajemności w dobrem jest oczywista nie tylko w normalnej mentalności lecz także według elementarnego poczucia sprawiedliwości i respektowania wolności drugiej osoby. Jeśli wyciągam do kogoś rękę, a nie spotyka się to ze wzajemnością, to szacunek dla tej osoby wymaga zaprzestania tego z mojej strony. Próba podważenia tej zasady – przezwanej pogardliwie „symetrycyzmem” – jest i musi być chybione. Ten przykład ukazuje, jak bardzo irracjonalnie wielbiciele świętowania chanukki w przestrzeni publicznej chcą chronić żydów przed domaganiem się od nich wzajemności. Można się domyślać, czym to jest uwarunkowane.
16. W tym kontekście zagadkowe jest mówienie o jedności jako celu „dialogu” z żydami. Zagadkowe jest także, na jakiej podstawie i w jaki sposób przyjmowanie przybyszów spoza naszego kręgu wyznaniowego ma do tego celu prowadzić. Jasne jest jedynie, iż według ks. Godlewskiego świętowanie chanukki w polskiej przestrzeni publicznej ma być przygotowywaniem przyjmowania przybyszów, a nawet już ich przyjmowaniem. Czyżby miał on na myśli stworzenie wspólnej religii z żydami? Co taka religia mówiłaby o Jezusie Chrystusie, o Trójcy Przenajświętszej, o sakramentach itp.? Tutaj nie wystarczy sypanie ideologicznych frazesów wziętych z wypowiedzi hierarchów Kościoła, które ze swej natury nie należą do Magisterium Kościoła, lecz są najwyżej ich prywatnymi poglądami, gdyż nie spełniają warunków istotnych i niezbędnych dla rangi magisterialnej, mianowicie – materialnie – zgodność z Bożym Objawieniem przekazanym w Piśmie św. i w Tradycji Kościoła oraz – formalnie – podanie w formie oficjalnego dokumentu skierowanego do całego Kościoła. Wypowiedzi, które nie spełniają tych warunków, nie stanowią i nie mogą stanowić nauczania Kościoła, nawet jeśli pochodzą od osób sprawujących najwyższe urzędy kościelne.
17. Gdy ks. Godlewski twierdzi w kontekście obchodów chanukki, że Jezus Chrystus jest w tym Siewcą, który sieje ziarno także na „nieżyzną glebę, to czy uważa on, że – jak wynikałoby z kontextu – tą glebą są żydzi? Czy miałby on odwagę powiedzieć to w oczy żydom, którzy przychodzą na świętowanie chanukki na KUL? Wszak Jezusowi Chrystusowi nie udzielono głosu podczas świętowania chanukki, gdyż pilnie wystrzegano się nawet wspomnienia o Nim, nie mówiąc nawet o głoszeniu uczestnikom Jego nauki.
18. Specyficzne jest posługiwanie się w tym kontekście hasłem „dialogu”. Jest to jedno z czołowych haseł „ekumenicznych”. W kulturze europejskiej to pojęcie jest związane z „Dialogami” Platona, ale także wielu autorów chrześcijańskich jak chociażby św. Justyna „Dialogiem z żydem Tryfonem”. Problem polega na tym, że w klasycznym rozumieniu tego pojęcia chodzi o dysputę, której celem jest przedstawienie prawdy i przekonanie do prawdy, nie o pogadanie sobie dla samego pogadania i tworzenia miłych wrażeń, jak to ma miejsce faktycznie w „dialogu ekumenicznym”.
19. Zupełnie nietrafne jest w tym kontekście powiązanie dialogu z Trójcą Przenajświętszą, a to wielorako. Otóż pod względem teologicznym w Boskiej Trójcy nie ma dialogu, lecz jest monolog, gdyż Syn Boży jest jedynym Słowem Ojca. Osoby Boskie z całą pewnością nie prowadzą z sobą debaty dążącej do prawdy czy mającej przekonać do prawdy. Przypisywanie Bogu dialogiczności jest więc bluźnierstwem, które nie ma nic wspólnego z katolickim pojęciem Boga, a raczej ma korzenie talmudyczne i kabalistyczne.
20. Wobec tego zaskakuje, gdy ks. Godlewski na koniec przywołuje słowa z Ewangelii św. Jana, gdzie Pan Jezus mówi o Sobie, że jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Gdyby dialog ekumeniczny i międzyreligijny trzymał się tych słów, to by było oczywiście dobrze. Problem w tym, że tak nie jest. Jest powszechnie wiadome, że w całym świętowaniu chanukki nie ma nawet wzmianki o Jezusie Chrystusie jako Synu Bożym i Zbawicielu świata, a tym bardziej nie pojawiają się Jego słowa z Ewangelii. Wręcz przeciwnie: w całym owym „dialogu” zasadniczo, generalnie, gruntownie i konsekwentnie wyrzucone zostało nie tylko słowo „prawda”, lecz nawet pytanie o prawdę, o prawdziwość poszczególnych doktryn. Tym bardziej ci „dialogujący” unikają jak ognia powiedzenia, że jedyną drogą Zbawienia jest Jezus Chrystus i że tylko w Nim jest życie wieczne. Podsumowując: Mamy tutaj typowy przykład charakterystycznego gadulstwa perswazyjnego, który ma sprawić pozór katolickiej uczoności, a w rzeczywistości jest niczym innym jak mieszaniną wątpliwych haseł, błędów i fałszów.
Tego nie zmienia quasi rytualne powoływanie się na „aktualne nauczanie Kościoła”, ani tym bardziej dość fantazyjne chwyty pseudo-teologiczne (jak wyszydzenie „symetryzmu”). Wystarczy stawiać proste pytania, żądając wyjaśnień. Ktoś zapatrzony we własną genialność być może sam nie zauważa absurdalności swoich słów, ani ich konsekwencyj.
19.I.2026 ks. dr Dariusz J. Olewiński Na prośbę inicjatorów listu otwartego
Degradacja pierwszej córy Kościoła do poziomu bezczelnie gwałcącej prawa Boże laickiej republiki to nie tylko skutek masońskiej rewolucji. Spora w tym również wina złego pasterza, który nie kiwnął palcem w celu ratowania naturalnego porządku i obrony powierzonej sobie trzody.
Rewolucja nazwała Ludwika XVI tyranem – trudno o większe kłamstwo! Czyż może być coś bardziej niedorzecznego niż słaby, nieudolny i naiwny tyran?! A taki właśnie był Ludwik – brakowało mu stanowczości i zdecydowania, „grzeszył” też nadmierną dobrocią i łagodnością. Czy tak się zachowuje tyran? Czy tyran może być orędownikiem swobód, czy może tolerować rozprzestrzenianie się rewolucyjnej propagandy, czy wreszcie zawaha się przed użyciem siły?
Portret Ludwika XVI malowany przez środowiska kontrrewolucyjne bywa nie mniej fałszywy – otacza go zazwyczaj nimb męczeństwa, nieledwie świętości. Owszem, zgilotynowany król Francji odznaczał się wielką pobożnością, ale świętym jest przede wszystkim ten, kto wypełnia do końca obowiązki względem Boga i ludzi. Na tym zaś polu Ludwik sromotnie zawiódł. Czyż bowiem obowiązkiem króla nie jest bronić poddanych i strzec Ładu, a wszelką ruchawkę stłumić w zarodku?!
Z rewolucyjną burdą lat 1789–1791 bez specjalnych trudności poradziłby sobie byle kapitan gwardii – gdyby tylko dostał taki rozkaz. Ludwik jednak takiego rozkazu nigdy nie wydał, gdyż z natury przeciwny rozwiązaniom gwałtownym nade wszystko pragnął zapobiec rozlewowi krwi swego ludu. Naiwnie wierząc w dobrą wolę rewolucjonistów szedł na wszelkie ustępstwa w nadziei pomyślnego zakończenia konfliktu. Nie przyjmował do wiadomości, że łagodność w pewnym momencie musi mieć swój kres, przecież sam Chrystus nie zawahał się chwycić za bat, uznawszy, iż miarka się przebrała.
Przy całej swej wrodzonej łagodności Ludwik nie był bynajmniej tchórzem – nie raz stawał oko w oko z rozjuszoną tłuszczą, wykazując spokój i siłę charakteru, które dziwiły nawet jego najzagorzalszych wrogów. W opacznym – bo nie katolickim, wszak zdrowy katolicki duch rozmył się w rozpanoszonej na salonach (również biskupich) mętnej pseudofilozofii „oświecenia” – pojmowaniu miłosierdzia, litując się nad kilkoma setkami mętów, zezwolił na straszną śmierć ponad dwóch milionów dobrych Francuzów.
PODCAST
A przecież kiedy 5 października 1789 roku tłumy paryskich ladacznic i drabów przebranych za kobiety przybyły do Wersalu, by go sprowadzić do Paryża, wystarczyło krzyknąć na straż szlachecką, która da się za niego porąbać, na pułki szwajcarskie, które uczynią wszystko, co każe: „Rozpędzić mi tę hałastrę!” Oto co powinien zrobić!
Ludwik się na to nie zdobył i nazajutrz jechał do Paryża z rodziną eskortowany przez kokoty, przekupki i różnych oberwańców, którzy nieśli przed nim na pikach ucięte głowy jego zamordowanych gwardzistów – pisze Teodor Jeske‑Choiński w Psychologii rewolucji francuskiej. Podobnie stało się podczas ucieczki do Varennes 21 czerwca 1791 roku – oddział rojalistyczny pojawił się tuż po zatrzymaniu królewskiej karety, lecz Ludwik nie pozwolił atakować tłumu.
Ostatnią szansę zaprzepaścił 10 sierpnia następnego roku podczas ataku na miejsce swego przymusowego pobytu – pałac tuileryjski. Kiedy wierna gwardia szwajcarska w obronie własnej dała morderczą salwę i już wsiadała na karki kłębiącego się motłochu, król nakazał złożenie broni. Szwajcarów zmasakrowano, Ludwika uwięziono. Za pół roku już nie żył.
Francja zaś z pierwszej córy Kościoła zamieniła się w rewolucyjną ladacznicę, kraj terroru, komunizmu i zadekretowanego ateizmu – rewolucyjnej zarazy, którą wojska obywatela Bonapartego rozniosły po całej Europie, by ją przenikała po dziś dzień…
Gdzieś w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia kilkunastoosobowa grupa krakowskiej młodzieży związanej z nieistniejącym już dziś, a podówczas całkiem aktywnie działającym Klubem Zachowawczo‑Monarchistycznym postanowiła uczcić dwieście którąś z kolei rocznicę królobójstwa w sposób dosyć nietypowy, a mianowicie: poprzez zapalenie zniczy żałobnych w intencji zamordowanej rodziny królewskiej, jak również setek tysięcy ofiar rewolucji, przed bramą konsulatu francuskiego przy ulicy Stolarskiej. Przybyli, zapalili, odmówili modlitwę i nieniepokojeni przez nikogo (dzień bowiem był sobotni, a czas, kiedy jeszcze po Stolarskiej nie przechadzali się rozkołysanym krokiem szeryfowie z glauberytami w olstrach) już mieli iść do domu, gdy drzwi konsulatu nieoczekiwanie otworzyły się ukazując mężczyznę w średnim wieku, który na widok płonących przed progiem świec zapytał:
– Mesdames et messieurs, ale o co chodzi?
Messieurs, niespodziewający się takiego obrotu rzeczy, nieco się stropili, na szczęście mieli u swego boku mesdames, a właściwie mesdemoiselles, które natychmiast ochoczo wyjaśniły panu konsulowi (tym bowiem okazał się ów Francuz, który nieoczekiwanie zaszczycił swą osobą monarchistyczny happening, wpadłszy pomimo soboty na chwilę do biura, gdyż w przeddzień zostawił tam spinki do mankietów), że właśnie przypada rocznica śmierci pod nożem gilotyny [wiekopomnego francuskiego wynalazku], arcy-francuskiego króla Ludwika XVI.
– Właśnie dzisiaj? – chciał wiedzieć konsul.
– Tak, stało się to 21 stycznia 1793 roku w godzinach porannych – wyjaśniły niestrudzone monarchistki, po czym krótko streściły ciąg wydarzeń prowadzący do tragedii na Placu Rewolucji, by zakończyć zwięzłym opisem wypływającego z niej ludobójstwa.
– Coś takiego, niesamowite… – wyglądało na to, że francuski dyplomata po raz pierwszy usłyszał o tych wydarzeniach. – I państwo o tym pamiętają, i specjalnie to celebrują. Jak to pięknie, jak pięknie… – przedstawiciel laickiej republiki był wyraźnie zachwycony lekcją ojczystej historii, usłyszaną w kraju, który zapewne do tej pory lokował nieporównanie dalej niż północ…
Paradoks? Z pewnością nie większy niż wyidealizowany posąg nieszczęsnego króla, bodaj najpiękniejszy ze wszystkich królewskich nagrobków pomieszczonych w bazylice Saint‑Denis.
Aktem założycielskim naszej cywilizacji jest męczeńska ofiara Jezusa Chrystusa na Krzyżu.
Dla współczesnej lewicy jest to jednak rewolucja francuska, której fundamentem była zbrodnia i m.in. zamordowanie rodziny królewskiej, a później miliony kolejnych ofiar, jako już pokłosie rewolucyjnych wydarzeń z XVIII wieku. To w 1789 zaczyna się dla lewicy „nasza era”.
Lewicowej formacji trzeba oddać tylko jedno. Od początku potrafili zakłamywać rzeczywistość i odwracać znaczenie pojęć. Są tu mistrzami propagandy, a ta miała swój początek w dewizie owej rewolucji – „wolność, równość, braterstwo”, których rzeczywisty przekaz ośmieszył już George Orwell wskazując, że w praktyce społecznej chodziło o negację tychże haseł. W wydaniu lewicy, rzeczy, które wydają się z pozoru dobre, ostatecznie służą złu. Tak też było w 1790 roku, kiedy to Maximilien de Robespierre sformułował hasło: „Liberté, égalité, fraternité”, które stało się dewizą i masonerii i republiki.
Polska lewica dumna z rewolucyjnych korzeni
Niedawno polska polityk lewicy Anna-Maria Żukowska wyraziła na X „dumę” z towarzysza Krzysztofa Gawkowskiego, który wzywał na wiecu do śpiewania „Międzynarodówki”. Napisała wprost, że „Lewica to Lewica. Ma swoje korzenie w rewolucji francuskiej i październikowej. Nie odstąpimy od naszych ideałów: równości, wolności i braterstwa!”.
Za samozaoranie należą się jej być może brawa. Przyznanie się do korzeni w zbójecko-bolszewickiej etyce Lenina nie wymaga w Polsce nawet komentarza i jest zdaje się nawet prawnie zakazane jako gloryfikacja totalitaryzmu.
Żukowska podparła się jednak także „rewolucją francuską”, która była źródłem dla tej bolszewickiej. Niestety, ta druga ma jeszcze nadal pozytywny „pijar”, bo jest uważana za akt założycielski V Republiki Francuskiej i tamże pielęgnowana. Francja przebyła co prawda drogę pojednania narodowego i paryski Plac Rewolucji stał się już dawno Placem Zgody (Concorde), ale warto przypomnieć, że jej akt założycielski polegał na zgilotynowaniu Króla Ludwika XVI właśnie na wspomnianym placu w 1793 roku. Działo się to 21 stycznia i właśnie obchodzimy kolejną rocznicę tego wydarzenia.
Rocznica 21 stycznia
Francja o nim ciągle pamięta. Kilkaset osób oddawało hołd dla Króla-męczennika już w sobotę 17 stycznia i wyszło na ulice Paryża. Główne obchody w Paryżu obejmują Msze św. i Marsz z pochodniami organizowany przez Stowarzyszenie Souvenir de Louis XVI, który wyruszył z okolic Notre-Dame, przez centrum Paryża, do Kaplicy Pokutnej (Chapelle Expieratoire) w VIII dzielnicy, gdzie odprawiono Mszę św. w intencji Ludwika XVI. Obecny był tu książę Ludwik de Bourbon, ale przede wszystkim cieszyła młodość uczestników tego wydarzenia.
Kolejne obchody tej smutnej rocznicy to także Msza w Saint-Germain-l’Auxerrois (dawnej parafii królów Francji przy Luwrze) zaplanowana na 21 stycznia 2026. Będzie to Msza św. w intencji „Króla Ludwika XVI i wszystkich ofiar rewolucji francuskiej”. W samym Paryżu zamówiono też podobne nabożeństwa m. in. w kościele Saint-Philippe-du-Roule i Saint-Eugène-Sainte-Cécile. Msza odbędzie się także 21 stycznia w Bazylice Królewskiej w Saint-Denis, gdzie w 1815 roku umieszczono szczątki Ludwika XVI i Marii Antoniny po ich ekshumacji w czasach restauracji z dołu z wapnem.
W Marsylii Msza za króla odbywa się w bazylice Sacré-Cœur z udziałem Hrabiego Paryża (Jean d’Orléans). W Lyonie Msza żałobna zaplanowana jest w kościele Saint-Georges, a podobne wydarzenia odbędą się także w wielu innych miastach.
Media zauważają, że w ostatnich latach frekwencja na tych uroczystościach rośnie, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Lewicowe media piszą o „manifestacjach skrajnej prawicy”, ale przyczyną renesansu zainteresowania monarchizmem jest raczej zwrot Francuzów ku swojej historii, czy chęć celebracji swoich korzeni w czasach coraz większej utraty tożsamości narodowej i uwiądu republikanizmu.
Mity wolności, równości i braterstwa
Wracając do poseł Żukowskiej, która widzi korzenie swojej formacji w wydarzeniach we Francji z 1789 roku, to warto dodać, że przyznaje w ten sposób, iż jej formacja została zbudowana na zbrodniach. W dniu, w którym wielu Francuzów modli się za zmarłego męczeńsko króla i dokonuje aktów ekspiacji, lewica zapewne czci śmierć innej postaci historycznej.
Warto przypomnieć, że także 21 stycznia, zmarł niejaki Włodzimierz Ilicz Uljanow, znany bardziej jako Lenin. Taki chichot historii. W rzeczywistości w historii rewolucji francuskiej nie ma nic wzniosłego i po odarciu z mitologii, zostaje zbrodnia, nienawiść, triumf ochlokracji.
Mitów jest wiele. Po zdobyciu Bastylii uwolniono z niej w rzeczywistości siedmiu więźniów – czterech oszustów, dwóch wariatów i osobę zamieszaną w „przestępstwa obyczajowe”, którą wysłała do twierdzy jej rodzina.
W kwestii „wolności” rewolucja zamieniła ją szybko na powszechną kontrolę obywateli, donosicielstwo, masowe mordy przeciwników. Dla wielu badaczy rewolucja francuska jest nawet fundamentem i źródłem narodzin totalitaryzmów.
W kwestii równości, co zauważył Orwell, byli od zawsze „równi i równiejsi”. Do „drugiej kategorii”, a nawet „trzeciej” zepchnięto np. katolików.
Podobnie jest z kwestią „braterstwa”, które może i kiedyś miało nastąpić, ale raczej po zgilotynowaniu wszystkich, którzy na owo „braterstwo” nie zasłużyli. Zresztą później rewolucja zjadała już nawet własne dzieci. Jedynym echem owego „braterstwa” było być może zwracanie się do siebie komunistów per „towarzyszu”. Miało być „wyzwolenie ludu”, a to ów lud wzniecał we Francji liczne antyrewolucyjne powstania.
Minister Gawkowski, który chce „ruszać z posad bryłę świata” i Żukowska, która go tłumaczy i usprawiedliwia, to zarazem pogrobowcy Robespierra, Marata, ale też Lenina, Trockiego, Stalina…
W rocznicę 21 stycznia i symbolicznego zgilotynowania Króla, warto o tych „koalicjantach obrony demokracji” nadal pamiętać.
Ministerstwo Sprawiedliwości wystawiło na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zwiedzanie aresztu w Piotrkowie Trybunalskim.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek / PAP/Tomasz Gzell
Nagroda na aukcji
Zajrzyj za mury aresztu z Maria Ejchart – Wiceministra Sprawiedliwości i zobacz, jak naprawdę wygląda jednostka penitencjarna „od środka”. Masz szansę poznać funkcjonowanie Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim! – zachęca Ministerstwo Sprawiedliwości w mediach społecznościowych, opatrując post grafiką WOŚP.
Zwiedzanie aresztu ma być nagrodą dla zwycięzcy w aukcji organizowanej na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Do zgrai heretyków i zaprzańców należy wielbicielka Pachamamy, wyznawczyni teologii wyzwolenia, miłośniczka jogi i promotor islamu…
============================
Papież Leon XIV co tylko mianował 19 osób konsultantami Dykasterii ds. Dialogu Międzyreligijnego (pełna lista pod linkiem: vatican.va/salastampa/it/bollettino/pubblico ). Nazwiska są w pełni zgodne z wytycznymi «Franciszka». Przykłady poniżej:
Emilce Cuda (współsekretarz Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej, członkini Papieskiej Akademii Życia) wikipedia.org/wiki/Emilce_Cuda
Emilce pochodzi z Argentyny; do struktur Kościoła wprowadził ją papież Franciszek. W roku 2022, Cuda skrytykowała unieważnienie przez Sąd Najwyższy wyroku Roe przeciwko Wade(stwierdzające, że amerykańska Konstytucja nie gwarantuje prawa do aborcji), ostrzegając, że wielu katolików „myli obronę życia z obroną ideologii”.
Mónica Santamarina (prezydent Światowej Unii Katolickich Organizacji Kobiecych)
Opowiada się za zwiększeniem roli kobiet w rządzeniu Kościołem. W czerwcu 2023 roku, Santamarina wezwała do walki z „klerykalizmem” poprzez zwiększenie obecności kobiet w seminariach i kierownictwie Kościoła. Ostrzegła, że po synodzie Kościół może ponownie „zamknąć swoje drzwi”. oursundayvisitor.com/from-the-outside-in-a-look-at-the-synod-on-synodality
W październiku 2024 r. delegatka na synod, siostra Mary Teresa Barron, stwierdziła, że kwestia kobiet-diakonów nie powinna dotyczyć tego, czy kobiety „mogą lub nie mogą być wyświęcane”, ale tego, czy „Duch Święty wzywa kobiety”, zauważając, że „niektóre z nich czują powołanie do kapłaństwa lub diakonatu”. vatican/women-deacons-off-the-table-synod-delegate-claims-some-women-sense-a-call-to-priesthood
Ana María Bidegain (przewodnicząca Pax Romana (ICMICA-MIIC))
W czerwcu 2023 r. powiedziała serwisowi CatalunyaReligio.cat, że „wielkim wyzwaniem jest to, jakpomóc w tworzeniu i budowaniu Kościoła synodalnego”. Inne cytaty z wywiadu: „Bez pracy świeckich teologia wyzwolenia nigdy by nie powstała”. Albo: „W Kościele istnieje wiele grup i ruchów zaangażowanych w feminizm”. „Kiedy mówi się, że kobieta lub mężczyzna powinni robić to czy tamto, co to oznacza? – To jest ideologia”. bidegain-gran-reto-pax-romana-iglesia-sinodal
Jest związana z teologią rdzennych mieszkańców, feminizmem oraz dekolonializmem w Ameryce Łacińskiej; promuje „modlitwę do Pachamamy”.
W maju 2025 roku powiedziała Claudio Carvalhaesowi: „Nie jesteśmy Pachamamą. Jesteśmy w pełni częścią Pachamamy, należymy do Pachamamy, ale nie jesteśmy całą Pachamamą”.
————————————
Ojciec Edmund Kee-Fook Chia, SVD (Uniwersytet Adamson, Filipiny)
Znany jest z wyznawania pluralistycznej teologii religii w Azji. W artykule opublikowanym w grudniu 2019 r. dla Uniwersytetu w Melbourne potwierdza antykatolicką herezję indyjskich biskupów, mówiącą że „Bóg wykorzystuje inne religie… jako narzędzia zbawienia” dsc.duq.edu/spiritan-horizons.
Chia twierdzi, że pluralizm religijny nie jest po prostu faktem socjologicznym, który należy tolerować, ale czymś, co ma sens w ramach Bożego planu zbawienia.
Syryjsko-włoski ksiądzWasim Salman, inkardynowany w diecezji Palestrina
Uważa, że dialog międzyreligijny jest jedyną drogą do pokoju między religiami: «To miłość do naszych muzułmańskich braci będzie wyznaczać nasze działania, zwłaszcza że Kościół podziela z islamem te same troski, które zostały szeroko opisane i rozwinięte w Dokumencie o braterstwie ludzkim». O islamie mówi jako o „tej wielkiej religii, której rozprzestrzenianie się jest dziś imponujące”.
MASZ KOSTKĘ NA PODWÓRKU? SZYKUJ SIĘ NA WEZWANIE DO ZAPŁATY.
Gminy w całej Polsce szukają pieniędzy i biorą pod lupę właścicieli domów jednorodzinnych. Jeśli myślisz, że to, co zrobiłeś na własnym podwórku, to Twoja prywatna sprawa – jesteś w błędzie. Urzędnicy ruszają z masową weryfikacją tzw. podatku od deszczu.
Nie muszą nawet pukać do drzwi. Weryfikacja odbywa się zdalnie. Urzędy coraz częściej korzystają z zaawansowanych zdjęć lotniczych i map satelitarnych. Systemy w kilka sekund obliczają, ile procent Twojej działki zostało zabetonowane. Jeśli nie zgłosiłeś tego do urzędu, a system wykaże nieprawidłowości, otrzymasz pismo, którego nie będziesz mógł zignorować.
Kiedy zapłacisz karę za „betonozę”? Wystarczy, że spełniasz dwa warunki, o których wielu właścicieli nie ma pojęcia:
Twoja działka ma powyżej 600 m².
Zabudowa (dom, garaż, podjazd z kostki, taras) zajmuje ponad 50% powierzchni terenu.
Jeśli „uszczelniłeś” grunt i nie masz systemów retencji, stawka karna jest wysoka: nawet 1,50 zł za każdy metr kwadratowy uszczelnionej powierzchni.
O jakich kwotach mówimy? To nie są groszowe sprawy. Przy dużej posesji i sporym podjeździe, roczna opłata może wynieść kilka tysięcy złotych. Co gorsza – jeśli urząd udowodni, że stan ten trwa od lat, sprawa może stać się jeszcze bardziej kosztowna.
Zamiast czekać na wezwanie z urzędu, sprawdź, czy Twoja posesja nie kwalifikuje się do opłaty. Ignorowanie przepisów w dobie cyfrowych kontroli to proszenie się o kłopoty finansowe. ————————————
Leszek Pastuszka: To Urząd gminy miast powinien płacić kary za betonowanie na rynkach i innych ulicach, parkach…
Rok 2026 przejdzie do historii jako moment, w którym wszelkie maski opadły, a europejski projekt integracyjny zderzył się z brutalną rzeczywistością. Bruksela, zamiast budować dobrobyt, stała się centrum generowania konfliktów, które rozlewają się na każdą możliwą płaszczyznę: od dyplomacji, przez handel, aż po ideologiczną wojnę z własnym społeczeństwem.
Zgodnie z tezą Carla von Clausewitza, że wojna jest jedynie przedłużeniem polityki innymi środkami, Unia Europejska znajduje się obecnie w stanie permanentnej konfrontacji. Nie potrzeba do tego dywizji pancernych na przedmieściach Paryża czy Berlina, choć analitycy z Eurasia Group określają ten okres mianem czasu maksymalnego zagrożenia. Obecna sytuacja to suma błędnych decyzji, pychy urzędników i całkowitego oderwania od realiów geopolitycznych, co czyni z Europy gracza nie tylko nieistotnego, ale wręcz toksycznego.
Na wschodzie relacje z Rosją osiągnęły punkt krytyczny, którego nie da się już zatuszować dyplomatycznymi komunikatami. Choć formalnie nikt nie podpisał deklaracji wojny, działania hybrydowe trwają w najlepsze i dotykają każdego aspektu życia. Wydarzenia z 2025 roku, takie jak zmasowane ataki hakerskie na polskie systemy bankowe i niemieckie placówki medyczne, były jedynie wstępem do nowej rzeczywistości. Bruksela, zamrażając rosyjskie aktywa i pompując miliardy w sprzęt wojskowy, w tym myśliwce F-16 czy rakiety dalekiego zasięgu, stała się w oczach Kremla bezpośrednią stroną konfliktu.
Moskwa nie ukrywa, że prowadzi z Zachodem wojnę zastępczą, a eksperci ostrzegają, że państwa bałtyckie mogą stać się celem agresji przed 2028 rokiem. Unia Europejska, nie posiadając własnej, silnej armii i będąc uzależnioną od coraz bardziej niechętnych Amerykanów, prowadzi politykę eskalacji bez odpowiedniego zaplecza przemysłowego. To klasyczny przykład dyplomatycznego samobójstwa, gdzie ideologiczne hasła o wartościach zastępują trzeźwą ocenę własnych możliwości.
Równocześnie front transatlantycki stał się polem bitwy, co dla wielu zwolenników wiecznego sojuszu jest szokiem. Administracja Donalda Trumpa wdrożyła tak zwaną doktrynę Donroe [odrodzenie Doktryny Monroe] , która traktuje Europę nie jako partnera, lecz jako agresywnego konkurenta handlowego. Nałożenie ceł na produkty z 8 kluczowych krajów europejskich to tylko wierzchołek góry lodowej w relacjach, które legły w gruzach.
Żądania dotyczące surowców z Arktyki i powracający temat Grenlandii pokazują, że Waszyngton przestał pełnić rolę ochroniarza europejskich interesów. Unia odpowiada próbami blokad technologicznych i politycznych narzędzi nacisku, co jedynie zaognia konflikt. Relacje transatlantyckie są najgorsze od dekad, a groźba wycofania się USA z roli globalnego gwaranta bezpieczeństwa pozostawia Europę w próżni. Bruksela udaje niezależną potęgę, ale bez amerykańskiego parasola atomowego i technologii pozostaje bezbronnym skansenem.
Największa tragedia rozgrywa się jednak wewnątrz wspólnoty, gdzie Bruksela stała się wrogiem własnych obywateli. Forsowanie radykalnej agendy niszczy tkankę społeczną i fundamenty ekonomiczne państw członkowskich. Zielony Ład okazał się gospodarczym harakiri, a nie drogą do nowoczesności. Drastyczna dekarbonizacja i podatki węglowe doprowadziły do wzrostu cen energii o 30 do 50% w krajach takich jak Polska czy Niemcy.
Przemysł, nie mogąc wytrzymać kosztów, masowo ucieka do Chin i Indii, a europejskie rolnictwo dogorywa pod butem biurokratycznych regulacji ograniczających użycie azotu. Protesty rolników, które paraliżują europejskie stolice, są ignorowane przez eurokratów żyjących w bańce szklanych biurowców. Do tego dochodzi zakaz sprzedaży samochodów spalinowych, co w 2026 roku czyni mobilność dobrem luksusowym, dostępnym tylko dla najbogatszych warstw społeczeństwa.
Równolegle trwa ideologiczna ofensywa, która budzi coraz większy opór. Promocja ideologii gender w szkołach i próby siłowego redefiniowania pojęć biologicznych prowadzą do głębokiej dezorientacji młodych ludzi. Raporty z krajów takich jak Holandia czy Szwecja wskazują na drastyczny wzrost stanów depresyjnych wśród młodzieży poddanej agresywnej indoktrynacji. Z kolei akt o usługach cyfrowych, znany jako DSA, stał się narzędziem brutalnej cenzury.
Każda krytyka polityki klimatycznej czy migracyjnej jest etykietowana jako dezinformacja i usuwana z przestrzeni publicznej. Bruksela stworzyła mechanizm, w którym wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczynają się interesy Komisji Europejskiej. Platformy internetowe są szantażowane gigantycznymi karami, co prowadzi do cyfrowego totalitaryzmu, o jakim wcześniej mogli marzyć jedynie dyktatorzy.
Uzależnienie od Chin to kolejny gwóźdź do trumny europejskiej suwerenności. Udawane działania mające na celu zmniejszenie ryzyka to czysta fikcja literacka. Deficyt handlowy przekracza 300 miliardów euro, a 90% komponentów do tak zwanej zielonej transformacji, od paneli słonecznych po baterie, pochodzi z Państwa Środka. Europa, chcąc być ekologicznym liderem, oddała klucze do swojego bezpieczeństwa Pekinowi, który ściśle współpracuje z Moskwą. To geopolityczny absurd: Bruksela prowadzi wojnę retoryczną z Rosją, kupując jednocześnie chińską technologię wytworzoną dzięki taniemu rosyjskiemu gazowi i węglowi.
Obecna Komisja Europejska zachowuje się jak dawne biuro polityczne w Moskwie, stosując centralne planowanie i kary za nieposłuszeństwo. Dyrektywy narzucane z góry, uderzanie w suwerenność sądów i ignorowanie wyników referendów to metody totalitarne ubrane w eleganckie słowa o praworządności. Obywatele są traktowani jak podmioty do reedukacji, a narody mają rozpłynąć się w bezkształtnej masie zarządzanej przez nieomylnych urzędników.
Unia Europejska w 2026 roku nie jest supermocarstwem, lecz papierowym tygrysem, który rozpada się pod ciężarem własnych absurdów. Jeśli ten kurs nie zostanie natychmiast przerwany, Europa upadnie pod ciężarem wewnętrznego rozkładu, pozostawiając po sobie ruinę gospodarczą i społeczną pustkę. Koniec ery europejskiej nie następuje w wyniku podboju przez obcą armię, lecz z powodu walki, jaką Bruksela wypowiedziała własnym fundamentom.
XXVI Dzień Islamu w Kościele katolickim, 26 stycznia 2026 roku
26 stycznia 2026 r. (poniedziałek) o godzinie 18.00 odbędzie się XXVI Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce.
Tegoroczna edycja odbędzie się w Poznaniu, w Domu Misyjnym Ojców Oblatów przy ul. Ostatnia 14.
Dzień Islamu w Kościele katolickim obchodzony jest tradycyjnie po zakończeniu Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, nawiązując do tematu orędzia Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, kierowanego do wyznawców islamu na zakończenie muzułmańskiego miesiąca postu, ramadanu. Tegoroczne hasło obchodów brzmi: „Chrześcijanie i muzułmanie. Kim razem mamy nadzieję się stać”.
Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce obchodzony jest od 2001 roku z inicjatywy Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów zaaprobowanej przez Konferencję Episkopatu Polski. Organizację tego wydarzenia Episkopat powierzył Komitetowi ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Konferencji Episkopatu Polski. Przewodniczącym Komitetu jest bp Henryk Ciereszko.
Napięcia dyplomatyczne między Stanami Zjednoczonymi a Europą osiągają punkt krytyczny. Powodem jest powrót prezydenta Donalda Trumpa do kontrowersyjnego pomysłu przejęcia Grenlandii, autonomicznego terytorium należącego do Danii. W odpowiedzi na te działania, w Europie narastają głosy wzywające do bojkotu Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2026 roku, których głównym gospodarzem będą właśnie Stany Zjednoczone.
Prezydent Trump, ponownie obejmując urząd, wznowił swoje starania o przejęcie Grenlandii, argumentując, że wyspa ma „strategiczne znaczenie” dla bezpieczeństwa narodowego USA oraz jest bogata w cenne surowce mineralne. Dania i Unia Europejska stanowczo sprzeciwiły się tym planom, co doprowadziło do bezprecedensowych działań odwetowych ze strony amerykańskiej administracji.
W odpowiedzi na europejski opór, Biały Dom nałożył 10-procentowe cła na osiem państw europejskich: Wielką Brytanię, Francję, Niemcy, Holandię, Norwegię, Szwecję, Finlandię oraz Danię. Trump zagroził również podwojeniem tych ceł, jeśli do czerwca 2026 roku nie zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie sprzedaży lub cesji terytorium.
Mistrzostwa Świata 2026, organizowane wspólnie przez USA, Kanadę i Meksyk, mają być największym turniejem w historii, z rekordową liczbą 104 meczów. Stany Zjednoczone mają być gospodarzem aż 78 spotkań, w tym wszystkich meczów fazy pucharowej od ćwierćfinałów. Jednak w obliczu narastającego konfliktu o Grenlandię, coraz więcej europejskich polityków i działaczy sportowych wzywa do bojkotu tego prestiżowego wydarzenia.
W Wielkiej Brytanii posłowie Simon Hoare i Luke Taylor zaapelowali, aby reprezentacje Anglii i Szkocji wycofały się z turnieju w celu „zawstydzenia” amerykańskiego prezydenta. Z kolei w Niemczech rzecznik ds. polityki zagranicznej Jürgen Hardt określił bojkot jako „ostateczność„, która mogłaby zmusić Waszyngton do zmiany kursu.
Do dyskusji włączyli się również przedstawiciele środowiska piłkarskiego. Oke Goettlich, prezes FC St. Pauli i członek zarządu Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, publicznie zakwestionował sens udziału europejskich drużyn w turnieju organizowanym przez kraj, który „atakuje Europę” poprzez groźby ekonomiczne i terytorialne. Podobne stanowisko zajął doświadczony francuski trener Claude Le Roy.
Wśród obywateli europejskich również rzekomo rośnie poparcie dla idei bojkotu. W Holandii petycja wzywająca reprezentację do wycofania się z mistrzostw zebrała już blisko 90 tysięcy podpisów. Jej autorzy argumentują, że udział w turnieju byłby równoznaczny z milczącym poparciem dla „agresywnej polityki terytorialnej” Stanów Zjednoczonych.
Analitycy wskazują, że bojkot Mistrzostw Świata przez europejskie potęgi piłkarskie miałby ogromne konsekwencje finansowe i wizerunkowe dla USA. Europa jest nie tylko domem wielu czołowych drużyn narodowych, ale także największym rynkiem telewizyjnym dla piłki nożnej. Nieobecność reprezentacji takich jak Anglia, Francja czy Niemcy znacząco obniżyłaby prestiż turnieju i mogłaby kosztować organizatorów miliardy dolarów utraconych przychodów.
Przedstawiciele Unii Europejskiej w Brukseli nieoficjalnie przyznają, że bojkot sportowy może być jednym z niewielu skutecznych narzędzi nacisku na administrację Trumpa. „Sport, a szczególnie piłka nożna, ma ogromną siłę symboliczną i ekonomiczną. Amerykanie doskonale rozumieją język pieniędzy, a mundial bez Europy to finansowa katastrofa” – miał powiedzieć jeden z unijnych dyplomatów.
FIFA, światowa federacja piłkarska, znalazła się w niezręcznej sytuacji, próbując zachować neutralność w narastającym konflikcie. Organizacja wezwała do „dialogu i dyplomatycznego rozwiązania sporu”, podkreślając, że sport powinien jednoczyć, a nie dzielić narody.
Konflikt o Grenlandię i potencjalny bojkot Mistrzostw Świata 2026 pokazuje, jak współczesny sport staje się areną geopolitycznych rozgrywek. Pozostaje pytanie, czy europejskie federacje piłkarskie zdecydują się na tak radykalny krok, i czy groźba bojkotu okaże się skutecznym narzędziem w powstrzymaniu amerykańskich ambicji terytorialnych wobec Grenlandii.
Komisja Europejska planuje wprowadzenie zakazu stosowania technologii Huawei i ZTE w sieciach komórkowych
Komisja Europejska planuje obowiązkowe wycofywanie chińskiej technologii sieciowej od producentów takich jak Huawei i ZTE z sieci komórkowych i infrastruktury krytycznej. Dziś, (20 stycznia 2026 roku-przyp. tłum.) , przedstawiono znowelizowaną ustawę o cyberbezpieczeństwie, która zobowiązuje państwa członkowskie do stopniowego usuwania komponentów wysokiego ryzyka w celu zminimalizowania ryzyka szpiegostwa i sabotażu.
Poprzednie zalecenia krajowe były niewystarczające; nowe przepisy będą zharmonizowane i oparte na ryzyku, w tym terminy dla każdego sektora i koszty. Dotyczy to sieci komórkowych i elektrowni słonecznych. Kraje takie jak Niemcy i Hiszpania mogą się temu sprzeciwić, ponieważ dostawcy usług telekomunikacyjnych obawiają się wysokich kosztów konwersji.
Huawei, ZTE i Chiny nie skomentowały jeszcze sprawy. Środki te odzwierciedlają presję USA na zakazanie chińskiej technologii na obszarach wrażliwych. Niemcy mają już krajowe zalecenia dla sieci 5G.
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Niemcy znajdują się w opłakanym stanie. Nie tylko politycznym i społecznym, ale także gospodarczym. Od dziesięcioleci Niemcy są nie tylko poważnie zadłużone, ale teraz oficjalnie bankrutują. Kraje związkowe Saksonia-Anhalt i Saksonia jako pierwsze publicznie przyznały się do tego w ostatnich tygodniach i wkrótce w ich ślady pójdzie pozostałych 14 krajów związkowych. Stuttgart, stolica Badenii-Wirtembergii i jeden z najważniejszych ośrodków niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, z fabrykami Porsche, Daimlera i Mercedesa-Benz, również ogłosił, że stoi na skraju bankructwa. (1)
13 listopada 2025 roku premier Saksonii-Anhalt, Reiner Haselhoff z CDU, wystąpił na żywo w programie „Maybrit Illner” niemieckiej telewizji ZDF pod tytułem: „Czarno-czerwoni: Brak ożywienia, brak zaufania – kryzys dla czarno-czerwonych?” (w Niemczech przyjęło się, żę każda partia ma przypisany kolor, czarny oznacza CDU czyli chrześcijańską demokrację, a czerwony SPD czyli socjaldemokratów – przyp. tłum.), aby przyznać, że „jesteśmy w zasadzie bankrutami”. (2) Nie jest jasne, czy miał na myśli tylko swój kraj związkowy, czy też ujawnił prawdę o całych Niemczech. Dokładnie dwa miesiące później, 13 stycznia 2026 roku, przedwcześnie ogłosił swoją rezygnację z dniem 27 stycznia 2026 roku. (3) Jego następca miał zostać wybrany w parlamencie krajowym następnego dnia. Jednak już wtedy mówiono, że jego następcą będzie Sven Schulze. (4) Podobnie, 6 stycznia 2026 roku kraj związkowy Saksonia również ogłosił bankructwo. (5)
Niemiecki przemysł motoryzacyjny od co najmniej roku znajduje się w opłakanym stanie. W 2025 roku kilka zakładów musiało zawiesić produkcję z powodu niskiej liczby zamówień. Dotknęło to zakłady VW w Zwickau, Emden i Osnabrück, a także zakład Opla Stellantisa w Eisenach. (6) Wstrzymanie produkcji w Oplu dotknęło również zakłady we Francji, Polsce i Hiszpanii. (7)
Aby zredukować zatrudnienie, firmy takie jak VW i Mercedes-Benz zaoferowały pracownikom wcześniejsze emerytury w wysokości 500 000 euro. (8) Jednocześnie pracownicy byli zapewniani w firmie, że niemiecka gospodarka powróci do rentowności do 2026 roku, ponieważ przemysł motoryzacyjny otrzymał polecenie produkcji broni zamiast samochodów. Należy jednak jasno powiedzieć, że po pierwsze, nie jest to rozwiązanie, z którego można być dumnym, a po drugie, jedynie na jakiś czas odsunie ono w czasie widmo niewypłacalności. (9)
Zakupy samochodów elektrycznych gwałtownie spadły, a wszyscy w branży motoryzacyjnej wiedzą, że Niemcy lata temu zostały w tyle za Chińczykami i Japończykami pod względem jakości i innowacyjności, do tego stopnia, że nasz postęp już za nimi nie nadąża. (10) Wydaje się to być powszechną wiedzą w Niemczech, nawet jeśli nie jest oficjalnie uznawane.
Do tego dochodzą wygórowane ceny energii, które Niemcy zawdzięczają poprzedniej i obecnej koalicji rządowej. (11) Ponadto nadmierne regulacje i akty administracyjne niszczą wszelkie nowe, innowacyjne pomysły w Niemczech. Niemcy realizują plan samozniszczenia na wszystkich poziomach, ponieważ coraz więcej firm w Niemczech ogłasza bankructwo. (12) Na przykład, po 24 latach, 16 grudnia 2025 r. VW ostatecznie zaprzestał produkcji samochodów w Transparent Factory w Dreźnie. (13)
Konsekwencje amerykańskich ceł dla Niemiec
W ubiegłą sobotę, 17 stycznia 2026 r., prezydent USA Donald J. Trump ogłosił na portalu TruthSocial, że od 1 lutego 2026 r. nałoży cła karne w wysokości 10% na wszystkie kraje europejskie, które wspierają Grenlandię, do czasu uzyskania zgody na jej zakup. Jeśli to okaże się niewystarczające, cła zostaną podwyższone do 25% od 1 czerwca 2026 r. (14) Te cła karne dotyczą również Niemiec. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) już bije na alarm. (15) Prezes VDA, Hildegard Müller, stwierdziła:
„Koszty tych dodatkowych ceł byłyby ogromne dla niemieckiego i europejskiego przemysłu – w i tak już trudnych czasach. […] Mądra, strategiczna reakcja, skoordynowana z krajami dotkniętymi kryzysem [jest teraz kluczowa]. Pochopne działania doprowadzą do eskalacji i potencjalnej spirali, która przyniesie same straty”. (16)
Przewodniczący Niemieckiego Związku Handlu Hurtowego, Zagranicznego i Usług (BGA), Antonin Finkelnburg, również krytycznie ocenia sytuację gospodarczą w Niemczech. Wyjaśnił:
„Możemy już wyciągnąć wnioski z ubiegłego roku i początkowych ceł: wolumen handlu z USA spadł o 7,8% do listopada 2025 r. To znaczące. To jeszcze nie są ostateczne liczby, ale już teraz wiadomo – mamy do czynienia z ogromnym spadkiem. Nowe cła jeszcze bardziej pogorszą sytuację”. (17)
Jednocześnie jednak podkreśla:
„UE musi zająć stanowcze stanowisko w tej sprawie. Wolność, demokracja i praworządność Grenlandii są zagrożone”. (18)
W 2025 roku Stany Zjednoczone były krajem, do którego Niemcy eksportowały najwięcej towarów. To sprawia, że Niemcy są krajem najbardziej dotkniętym tymi cłami, ponieważ eksportują do USA towary o wartości około 163–170 miliardów dolarów rocznie. (19) Wśród towarów, które USA kupują od Niemiec, znajdują się nie tylko produkty motoryzacyjne, ale także dostawy uzbrojenia. Na przykład BMW, VW, Porsche, Audi i Mercedes-Benz dostarczają do USA samochody i komponenty, takie jak silniki i skrzynie biegów, co czyni je największym towarem eksportowym Niemiec. (20) Oprócz maszyn przemysłowych, Niemcy sprzedają USA również broń i amunicję, taką jak bomby, rewolwery, granaty, pistolety i części do broni wojskowej. (21) Oprócz tych towarów eksportowych, zwiększone cła będą również dotyczyć produktów medycznych i komponentów lotniczych. (22)
Komentarz
10-procentowe cła nałożone przez USA to nie tylko dodatkowe obciążenie dla Niemiec. Oznaczają one koniec gospodarczy Niemiec. Uzależniając się niemal całkowicie gospodarczo od Stanów Zjednoczonych poprzez sankcje wobec Rosji i własną rezygnację z energii jądrowej, Niemcy w istocie podpisały własny wyrok śmierci. Jeśli cła nie zostaną odrzucone w rozmowach między Trumpem a UE na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos w Szwajcarii w tym tygodniu, prawdopodobnie będzie to ostateczny koniec Niemiec jako potęgi przemysłowej, a także koniec UE. (23) Ponieważ Chiny mają już traktaty z Grenlandią, do których obecnie roszczą sobie prawa Stany Zjednoczone, nie jest jeszcze jasne, czy UE faktycznie będzie musiała walczyć z USA sama. Obecnie jednak Chiny wydają się powstrzymywać. Jedno jest pewne: uzasadnienie Trumpa dla zakupu Grenlandii – rzekomo dlatego, że rosyjskie i chińskie statki zostały zauważone w pobliżu Grenlandii i stanowiły dla niej zagrożenie – zostało już ujawnione jako kłamstwo przez dyplomatów. (24)
Stały Przedstawiciel Rosji przy OBWE Dmitrij Polański udzielił wywiadu 13 stycznia 2026 r. W wywiadzie odniósł się do obecnych relacji między USA a Europą. Odnosząc się do obecnej sytuacji, wyjaśnił:
„[…] Myślę, że połkną Grenlandię. Już po cichu się do tego przygotowują. Nawet Duńczycy, którzy wydają ponure ostrzeżenia, robią to. Europa dawno pogodziła się z podwójnymi standardami. I podwójne standardy będą obowiązywać także tutaj. Znajdą sposób, żeby wytłumaczyć ludziom, że nic poważnego się nie stało. Taka jest moja prognoza. W Europie bardzo trudno będzie odwrócić ten spadkowy trend, który sami wywołali swoimi nieprzemyślanymi działaniami. Nie chodzi tylko o USA, ale o strategiczną decyzję. Teraz, gdy zapadła decyzja o braku współpracy z Rosją pod żadnym pozorem – nawet w dziedzinie kultury i sportu – Europa straciła ten filar, a tym samym źródło siły. Musi znaleźć nowe źródło siły. […] W pewnych okolicznościach USA mogłyby być takim źródłem siły. Zasadniczo [USA] chcą czerpać zyski ze wszystkiego i wcale nie są zainteresowane wzmacnianiem Europy. Widać to w ich polityce gospodarczej, na przykład wobec Niemiec, których Trump, jak wiadomo, nie lubi. Chiny są nadal opcją, ale Chiny są dość daleko i w jakiś sposób droga Chin wiedzie przez Rosję, jakkolwiek na to nie patrzeć. […] (25)
Aby ukryć ogromne zadłużenie Niemiec i falę bankructw, wojna na Ukrainie jest konsekwentnie podtrzymywana przez Merkel, Scholza, Merza i całą UE, za wszelką cenę. Społeczeństwo pod żadnym pozorem nie może zdawać sobie sprawy z tego, jak źle radzi sobie niemiecka gospodarka. Plandemia związana z koronawirusem została wykorzystana nie tylko do eksperymentu psychologicznego, mającego na celu sprawdzenie, jak daleko można się posunąć, ale także do ukrycia faktu, że Niemcy w 2020 roku były już gospodarczo u kresu sił.
W ten sposób, poprzez koronawirusa i wojnę na Ukrainie, zaciągnięto tak wiele długów, aby wmówić ludziom, że sytuacja gospodarcza Niemiec jest fatalna tylko z powodu tych czynników, a nie z powodu złych decyzji niemieckich i europejskich polityków. Co więcej, mit, że cały ten dług trzeba spłacić, musi zostać obalony. Te kwoty dawno przestały przedstawiać jakąkolwiek realną wartość; Powstają one poprzez drukowanie pieniędzy na ślepo. W rzeczywistości od lat trwają prace nad nową walutą, e-euro. Najprawdopodobniej będzie to wiązać się z umorzeniem długu i po prostu wprowadzeniem nowej waluty. Jest to przedstawiane jako ratunek, ale w rzeczywistości będzie to koniec wolności i ostateczne otwarcie cyfrowego i fizycznego więzienia.
To jest prawdziwy plan, który za tym wszystkim stoi. Czy ludzie w Niemczech naprawdę wierzą, że cyfrowe prawo jazdy i cyfrowy dowód osobisty, w tym skanowanie odcisków palców, a także liczne kamery z rozpoznawaniem twarzy w supermarketach i miejscach publicznych, są rzeczywiście wprowadzane przez polityków w celu ochrony obywateli? Dlaczego więc Niemcy i świat nie stają się bezpieczniejsze, mimo że oficjalnie coraz więcej robi się dla bezpieczeństwa? Ponieważ nie służy to bezpieczeństwu obywateli, lecz raczej bezpieczeństwu rządu przed obywatelami, a także absolutnej kontroli i zniewoleniu. Każdy, kto sprzeciwi się rządowi lub nie podporządkuje się, zostanie pozbawiony dostępu do żywności, nie będzie mógł płacić czynszu z powodu zamrożenia kont i nie będzie mógł uciec z kraju, ponieważ wszystko podlega cyfrowemu nadzorowi.
Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.
Dziewięć osób – obywateli Ukrainy i Polski – odpowie przed sądem za organizowanie cudzoziemcom nielegalnego przekraczania wschodniej granicy Polski – poinformowała prokuratura. Sprawa dotyczy blisko 5,5 tys. osób, które w latach 2019-2023 przekroczyły granicę na podstawie wyłudzonych wiz.
Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Zamościu skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie.
Z ustaleń śledztwa wynika, iż w skład zorganizowanej grupy przestępczej wchodzili obywatele Polski i Ukrainy, a działalność prowadzona była w latach 2019-2023 – poinformował w komunikacie prasowym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu prok. Rafał Kawalec.
Jak wyjaśnił, proceder polegał na wystawianiu i rejestrowaniu we właściwych urzędach pracy stosownych oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy dla cudzoziemców, co uprawniało ich do otrzymania wiz.
W większości byli to Ukraińcy
Według ustaleń śledczych wystawiający oświadczenia nie mieli zamiaru ani możliwości powierzenia cudzoziemcowi wykonywania wskazanej pracy, a wystawione dokumenty miały na celu wprowadzenie w błąd pracowników konsulatów i wyłudzenie na tej podstawie niezbędnych do przekroczenia granicy wiz uprawniających do wjazdu i pobytu w krajach Unii Europejskiej.
Jak podał prok. Kawalec, z ustaleń śledztwa wynika, że w ten sposób grupa przestępcza zorganizowała nielegalne przekroczenie granicy państwa dla co najmniej 5 tys. 427 osób. W większości byli to Ukraińcy.
Śledztwo w tej sprawie było prowadzone przez funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Hrebennem (Lubelskie) z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, którzy wpadli na trop przestępczej grupy.
Grupa przestępcza
Akt oskarżenia obejmuje sześcioro obywateli Ukrainy i troje obywateli Polski.
Pięć osób usłyszało zarzuty działania w ramach struktur zorganizowanej grupy przestępczej, w tym jedna osoba zarzut kierowania grupą. Ośmiu osobom przedstawiono zarzuty organizowania nielegalnej migracji. Trzy osoby usłyszały zarzut „prania brudnych pieniędzy” pochodzących z przestępstwa.
Prok. Kawalec powiedział, że śledczym nie udało się ustalić kwot, które podejrzani otrzymywali za organizowanie nielegalnego przekroczenia granicy. Niektórzy z nich mają zarzuty uczynienia sobie z przestępstwa stałego źródła dochodu.
Część podejrzanych, w toku przeprowadzonych przesłuchań przyznała się do popełnia zarzucanych im czynów i złożyła wyjaśnienia, w których opisali swój udział w przestępczym procederze, inni nie przyznali się lub przyznali się do części zdarzeń — prok. Kawalec.
Czworo podejrzanych złożyło wnioski o dobrowolne poddanie się karze bez przeprowadzenia rozprawy.
Wobec wszystkich podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe, dozory policji, zakazy opuszczania kraju. Wobec kobiety oskarżonej o kierowanie grupą prokuratora zastosowała także zabezpieczenie majątkowe poprzez ustanowienie hipoteki na jej nieruchomości do kwoty 750 tys. zł.
Za zarzucane podejrzanym przestępstwa grożą różne kary, maksymalna to 15 lat więzienia.