Małe królestwa jednopartyjnej stagnacji – edycja sylwestrowa

Małe królestwa jednopartyjnej stagnacji

– edycja sylwestrowa dla kpiarzy!


jaroslawbanas/notka

Ach, te nasze miasteczka, gdzie demokracja kwitnie tak bujnie, że aż się prosi o order za wierność jednemu komitetowi. Rada miasta? Pełna zgoda, zero sprzeciwu – wszyscy radni z jednego nadania, a opozycja to co najwyżej jeden biedak, który czasem wstrzyma się od głosu, żeby nie wyszło, że to już całkiem Korea Północna.

Ile takich perełek? PKW nie liczy, bo po co – i tak wszyscy wiedzą, że w małych gminach poniżej 20 tysięcy dusz jednopartyjny monolit jest częstszy niż dziura w asfalcie po zimie. W dużych miastach trudniej o taki luksus – tam proporcjonalna ordynacja zmusza do koalicji, radni skaczą z klubu do klubu jak żaby po deszczu. Ale w małych królestwach?

Burmistrz to cesarz, rada to dwór klakierów, a spółki miejskie obsadzone według klucza rodzinno-kumoterskiego: wodociągi dla kuzyna, śmieci dla szwagra, żłobki dla ciotki. Wszystko gra, wszystko w rodzinie. Sylwester? Klasyka gatunku. Zamówienie na imprezę leci do firmy, która akurat robiła kampanię „naszym”. Kosztorys taki, że za te pieniądze można by oświetlić całą gminę przez rok ale cóż.

Fajerwerki z dyskontu – bum z opóźnieniem, strach mają głównie gołębie. Na scenie lokalny zespół disco-polo, który gra ten sam zestaw co w 2015, bo „ludzie lubią sprawdzone hity”. Kiermasz? Oscypki od „zaprzyjaźnionego” górala, grzaniec z baniaka i karuzela, która kręci się wolniej niż burmistrz podejmuje decyzje o odśnieżaniu. Konferansjer wrzeszczy „A teraz lasery!!!” i świeci latarką z Biedronki w niebo. Arcydzieło.

A burmistrz? O, ten to ma fazę na relacje live. Czapka Mikołaja na głowie, ramiona na ramionach radnych, selfie z dyrektorem komunikacji, stories z grzańcem w dłoni. „Jak my się tu bawimy z mieszkańcami, proszę państwa! Integracja level master!”. Dron (wypożyczony od kumpla) filmuje z góry tłum (ten sam co zawsze), a w komentarzach wierna garstka beneficjentów sypie serduszkami: „Panie burmistrzu, rewelacja! Najlepszy sylwester w historii gminy! ”.

Reszta mieszkańców albo nie dociera, bo drogi zasypane, albo siedzi w domu i scrolluje z niedowierzaniem. Nagle pada śnieg. I bum – cała nieudolność na wierzchu. Chodniki jak stok narciarski, babcie robią slalomy z siatami, a główna krajówka przez miasteczko – ta „brama do Europy”, którą burmistrz obiecywał na każdym plakacie – stoi jak mur. Tir w poprzek, autobusy w korku, kierowcy wyją do księżyca.

Jedyny pług z posypywaczką w garażu. Kierowca na urlopie, święta przecież, a zastępca bawi się na imprezie tej samej firmy, co robiła sylwestra.

Reakcja władzy? Arcydzieło. Konferencja prasowa: „To spisek opozycji! Balony z sztucznym śniegiem! Obce satelity! Jak przestaną czarować, to odśnieżymy. Najpóźniej do maja”. Serio.

Miasteczko przypomina w tym momencie typa, który w starej kamienicy zrobił apartament na Booking: liczy się tylko kasa z krótkoterminowego najmu w sylwestra. A że sąsiedzi mają burdy, hałas, wymiociny na klatce i fajerwerki o 4 nad ranem? Trudno. Byle przelew wpłynął, reszta może zdychać w racach.

Młodzi patrzą na to i pakują manatki. Ci z dyszką na miesiąc przenoszą firmy za Ren albo do Holandii, gdzie śnieg znika zanim spadnie. Ci z mniej – jadą za nimi myć naczynia. Bo po co czekać, aż Trump dogada się z Putinem, a Chińczycy otworzą drugi front? Lepiej wyjechać, zanim ktoś serio zaproponuje odtworzenie Unii Polsko-Litewskiej na TikToku.

Na 2026 życzę wam, drodzy kpiarze: mniej relacji z fejkowej radości, mniej serduszek od dworu, więcej prawdziwej opozycji i dróg przejezdnych choćby raz w roku. I żebyście nie musieli emigrować, żeby zobaczyć dyżurnego odśnieżacza w akcji. Bo stagnacja w małych miasteczkach jest wieczna i nieodwracalna. Oby na na kiermaszu nie zostało tylko stoisko z kalendarzami na miniony rok, bo ktoś zapomniał zamówić aktualnych. Szczęśliwego, oby mniej żenującego 2026!

Jarosław Banaś

————————————

Texas1 stycznia 2026, 09:21

Ale to jest wina ludzi zamieszkujących owe miasta, bo się godzą na marnowanie ich przecież pieniędzy.

Znajomych mieszkających w W-wie pytam się, czy nie przeszkadza im np kibel w błocie za kilkaset tysięcy w parku Skaryszewskim, czy kładka przez rzekę za miliony(która od razu wymagała naprawy, ale czekano aż minie gwarancja, żeby zrobić to za kasę miastową), a już całkowitym kuriozum było rzucenie kilkunastu kawałków drewna na placu zabaw dla dzieci za kilkaset tysięcy złotych. O jajku za setki nawet nie wspominam.

Tusk: Poleciłem zwołanie narady… MEM-y IV.

——————————–

————————————-

———————————————

———————————

——————————-

——————————————————————————–

—————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Najgorszy rok ??? MEM -y III.

—————————————

———————————————-

——————————

————————————-

——————————————————————————-

———————————-

——————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Siły i odwagi ! MEM-y II.

—————————————–

—————————————————-

—————————————————-

————————–

———————————————–

———————————————————

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Stanowski obiektywnie !! MEM-y I

—————————

—————————————-

————————————

—————————————————

——————————————

——————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Grzegorz Braun będzie premierem? Noworoczna przepowiednia

Grzegorz Braun będzie premierem? „On nie da się kupić.” Noworoczna przepowiednia jasnowidza Jackowskiego [VIDEO]

1.01.2026 hnczas/grzegorz-brauna-bedzie-premierem-on-nie-da-sie-kupic-noworoczna-przepowiednia-jasnowidza-jackowskiego

krzysztof jackowski grzegorz braun
NCZAS.INFO | Krzysztof Jackowski i Grzegorz Braun / fot. YT / JASNOWIDZ Krzysztof Jackowski Official

Krzysztof Jackowski, zwany „jasnowidzem z Człuchowa” podczas transmisji na żywo podzielił się swoją wizją dotyczącą przyszłości Grzegorza Brauna. Jego zdaniem, lider Konfederacji Korony Polskiej może zostać premierem lub wicepremierem po najbliższych wyborach parlamentarnych.

Krzysztof Jackowski wziął kartkę z wydrukowanym wizerunkiem Grzegorza Brauna i pokazał ją do kamery. Potem przyjrzał się jej przez dłuższy czas.

Po analizie wizerunku lidera KKP Jackowski ogłosił, że Braun będzie premierem.

– Pierwsze, co mi się skojarzyło, to 'egocentryczny prawicowiec’. Ten człowiek nie jest powiązany z żadną agenturą różnej maści. Nie ma żadnych powiązań – powiedział Krzysztof Jackowski.

– Ma bardzo poważną zaletę: jego wymowa jest bardzo wyrazista, oparta w dużej mierze o prawdę stwierdzeń faktów. Czyli nazywa bardzo wyraziście i bardzo elegancko fakty, których wielu polityków próbuje nie nazywać albo nie mówić o nich – ocenił.

– On w przyszłości stworzy formację. Nie partię, a coś, co wizja nazywa „formacją”. Do niego przystąpi jakaś grupa ludzi, związana z jakąś grupą polityczną, jakiegoś ugrupowania politycznego, do niego przystąpią ludzie w przyszłych wyborach parlamentarnych – powiedział po kolejnej przerwie.

– Braun może okazać się rekordzistą w historii w pewnym sensie debiutów politycznych jako powiedzmy głowa ugrupowania jakiejś partii, zrzeszenia. Bo dużo ludzi przystąpi do Brauna, którzy będą bardzo konsekwentni. W przyszłych wyborach Braun i jego kompania będzie miała… to znaczy to będzie bardzo świetny wynik jego ugrupowania – zaznaczył Jackowski.

– Braun może być albo premierem albo wicepremierem – zapowiedział Krzysztof Jackowski.

– Mogą na nim wieszać kalumnie. Ale on się nie da kupić. Egocentryk i indywiduum – ocenił.

Warto przypomnieć, że Jackowski trafnie przepowiedział dobry wynik Grzegorz Brauna w wyborach prezydenckich i to, że później jego formacja i on sam będzie bardzo zyskiwała na popularności.

Potem jeszcze podzielił się swoją wizją przyszłości w kontekście globalnym. Zdaniem Jackowskiego, demokracja za kilka lat upadnie.

– Czas fatalny do 2028 roku. Niestety, po 2028 roku nie oznacza to, że rozpogodzi się politycznie na świecie i zaczną wracać piękne dni. Niestety, to, co było piękne jeszcze powiedzmy kilka lat temu, zamiera. Świat oczywiście będzie piękny, ale ludzie szybko zrozumieją, że ta demokracja, która była, bezpowrotnie kończy się i narody będą zawiadywane, ludność będzie zawiadywana zupełnie inaczej – mówił Krzysztof Jackowski.

Kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

mail:

Małgorzata Manowska, I Prezes sądu Najwyższego, w całości zaskarżyła do sądu decyzję prokuratury o odmowie przyjęcia jej zażalenia na umorzenie śledztwa ws. przerwania ciąży przez lekarkę Gizelę Jagielską – poinformował PAP rzecznik prasowy Sądu Najwyższego sędzia Igor Zgoliński.

Zobaczymy, kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

My nie mamy państwa. Koszmar na S7.

Koszmar na S7. „Dopiero od kilku godzin dochodzę do siebie”

02.01.2026 tysol/koszmar-na-s7-dopiero-od-kilku-godzin-dochodze-do-siebie

Znana obrończyni życia Kaja Godek napisała na platformie X, jak wyglądały działania służb wobec stojących w korku na S7 ludzi. „Powinna być dymisja za dymisją” – oceniła.

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych / PAP/Andrzej Jackowski

————————————————-

„Zagrożone były całe rodziny”

„Dzielę się z Państwem tym, co wczoraj (i dziś) przeżyłam, wracając S7 z Gdańska do Warszawy. Właściwie dopiero od kilku godz dochodzę powoli do siebie i dziękuję Bogu, że wszystko ok. Z pełną odpowiedzialnością mówię: indolencja państwa spowodowała, że tysiące ludzi były w zagrożeniu zdrowia i życia. Zagrożone były całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach bez żadnej pomocy!” – napisała Godek.

Bez pomocy

„Ruszam z Gdańska przed 15:00, szybki obiad po drodze i dalej w trasę. Około 16:30 wpadam w zator na wysokości Rychnowa k. Ostródy. Nikt nie jedzie, nawet na 1-wszym biegu, nic, stoimy. Po godzinie przyjeżdża policja, ma udrożnić trasę, ale nic się nie dzieje. Śniegu coraz więcej. Z początku myślę trudno- popracowałam na laptopie, podzwoniłam w zaległe miejsca, nadgoniłam pracę, dałam znać Bliskim, że będę późno. No ale mija 3,5h i przychodzi info, że blokada nie została usunięta. Ludzie dzwonią na 112 i na komendę w Ostródzie- oprócz uspokajającej gadki zero konkretu.

Czy będzie jakaś ewakuacja? Pomoc z gorącą herbatą? Nie, może jutro gmina Grunwald zwoła sztab. Jutro to mnie nie interesuje. Śniegu coraz więcej, zaczyna wiać od boku, że aż auto kołysze.

Pod prąd

W ostatniej chyba chwili około 20:00 – decyduję, że nie będę liczyć na to państwo z kitu, więc odwrót i jazda S7 pod prąd, żeby się jakoś wydostać z tego korka. Mam szczęście: jestem po obiedzie, mam zapas pitnej wody, bak pełny, auto JESZCZE posłuchało i dało radę zawrócić na śniegu. I znowu szczęście: tylko 400m i jest zjazd na Działdowo- znowu pod prąd, ale nikt nie pyta, wszyscy jadą. Potem coraz gorzej- ŻADNA boczna droga w ŻADNEJ miejscowości nie jest odśnieżona choćby minimalnie. Samochody się zakopują, ludzie wzajemnie sobie pomagają, odkopują, pchają, jadą po kawałku. Trasy bokiem wioskami niemal nieprzejezdne.

„Nigdzie śladu odśnieżania”

Gdzieś pod Mławą w rowie TIR na lawecie pełen żywych prosiąt, kwiczą niemiłosiernie, traktor próbuje spionizować TIR, choć tyle, bo nie wyciągnie ich na jezdnię, ale żeby choć biedne prosiaki przeżyły. Masakra. Przede mną z auta wysiada ojciec z kilkulatkiem, żeby go wysiusiać- dziecko płacze, śnieg zawiewa, kosmos. GPS pokazuje „odbij w prawo, ponownie odbij w prawo” – kolejne odbicia w prawo są zasypane śniegiem, bez szans, żeby wjechać. W pewnej chwili jadę z zachodu na wschód i nie mg odbić na tę Warszawę, nadrabiam potężna liczbę km. Dochodzi 1 w nocy. Działdowo, Mława, Zakroczym, Nowy Dwór – nigdzie ani śladu odśnieżania. W miastach! S7 koszmarna, ślisko, buja, na przednią szybę leci błoto ze śniegiem. Docieram do domu o 4:00. Po ponad 13h podróży”

– relacjonowała.

„My nie mamy państwa”

„To nie jest normalne, że jak zaczyna padać śnieg – w grudniu – to nigdzie nie ma odśnieżania ani solarek. Nie tłumaczcie mi, że jak jest śnieg, to solarki i pługi nie pojadą – bo kiedy mają jechać, jak nie wtedy? Dlaczego już nie odśnieża się miast i przelotówek? Co to za nowy zwyczaj? Tam wczoraj naprawdę było zagrożenie dla ludzi, w tym dla małych dzieci. Po czymś takim dziś powinna być dymisja za dymisją. Naprawdę. My nie mamy państwa” – oceniła.

Ten rząd wybiera się na wojnę, a sam nie umie sprzątnąć śniegu z dróg”.

Wtorkowe opady śniegu sparaliżowały S7

We wtorek wieczorem sytuacja na drodze ekspresowej S7 gwałtownie się pogorszyła. Z powodu intensywnych opadów śniegu część trasy została całkowicie zablokowana w obu kierunkach, a kierowcy przez wiele godzin stali w korkach.

Zamieszki i pożary w Holandii. Spłonął 150-letni zabytkowy kościół. Jak „prasa” kłamie, a PCh daje ciała

Zamieszki i pożary w Holandii. Spłonął 150-letni zabytkowy kościół.

pch24.pl/zamieszki-i-pozary-w-holandii-splonal-150-letni-zabytkowy-kosciol

(fot. Twitter.com)

Noc Sylwestrowa minęła w Holandii pod znakiem licznych zamieszek i starć z policją. W wielu miejscach kraju wybuchły pożary. Jeden z nich doszczętnie strawił zabytkowy 150-letni kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego (Voldenkerk) w Amsterdamie.

Tegoroczna noc sylwestrowa w Holandii okazała się wyjątkowo dramatyczna. W różnych częściach kraju doszło do śmiertelnych wypadków związanych z użyciem fajerwerków, m.in. w Nijmegen i Aalsmeer. Policja bada, czy używany materiał pirotechniczny był legalny.

Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był ogromny pożar zabytkowego kościoła w Amsterdamie – Vondelkerk, który od lat 70 XX wieku przestał pełnić funkcję świątyni katolickiej i stał się miejscem wielu koncertów oraz spotkań. Ogień szybko objął wieżę budynku, a gęsty deszcz iskier zmusił służby do ewakuacji kilkudziesięciu pobliskich domów. Straż pożarna walczyła z żywiołem przez wiele godzin, wykorzystując wodę z pobliskiego parku. Zabytku nie udało się uratować. Na miejscu pojawiła się burmistrz Femke Halsema, która powiedziała: „To jest naprawdę straszne (…) to ogromna tragedia.”

Służby nie potwierdzają teorii o celowym podpaleniu. 

W całym kraju odnotowano liczne pożary budynków mieszkalnych, garaży i obiektów publicznych, w tym hal sportowych i domów jednorodzinnych. W kilku przypadkach eksplodowały składowane fajerwerki, co dodatkowo utrudniało akcje ratunkowe.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła skala przemocy wobec służb. Policjanci, strażacy i ratownicy medyczni byli obrzucani fajerwerkami, kamieniami, a w Bredzie w dzielnicy Tuinzigt użyto koktajli Mołotowa. Związek zawodowy policji określił sylwestrową noc jako jedną z najbardziej brutalnych w ostatnich latach.

Tegoroczny Sylwester był jednocześnie ostatnim, w którym fajerwerki na prywatny użytek były jeszcze legalne w skali kraju. Władze zapowiadają, że przejęta zmiana prawa ma ograniczyć liczbę ofiar, zniszczeń i przemocy, które od lat towarzyszą świętowaniu Nowego Roku w Holandii. [czemu PCh nie komentuje tej bzdury?? md]

Niektórzy łączą sylwestrowe incydenty z obecnością coraz większej populacji imigrantów spoza Europy. [Jak można puścić taki bzdet w PCh!! Wstyd!! MD]

Holandia w ostatnich latach mierzy się z poważnym kryzysem migracyjnym.

[Gówno „się mierzy” !! Dupy daje!! MD]

Tylko w 2022 r. do kraju przybyło ponad 400 tys. cudzoziemców, głównie pochodzenia azjatyckiego i afrykańskiego. Liczba przybyszów nie spada poniżej kilkuset tysięcy rocznie (w 2023 do kraju przybyło 339 tys. cudzoziemców). Do najliczniejszych grup należą Turcy, Kurdowie, Marokańczycy i obywatele Surinamu.

W niektórych miastach powstają tzw. getta, czyli dzielnice zdominowane przez migrantów, które odznaczają się wyższym współczynnikiem przestępczości. Rząd wprowadza środki mające na celu ograniczenie imigracji, zapowiedziano m.in. możliwość zawieszenia prawa do azylu. [To rządy impotentów md]

PAPpap logo / oprac. PR

Ceny energii pójdą ostro w górę, to dramat! Rządy głupców-ideolo.

Ceny energii pójdą ostro w górę, to dramat!

[Mój komentarz na końcu, doczytaj. md]

https://pch24.pl/ceny-energii-pojda-ostro-w-gore-to-bedzie-dramat

(Fot. pixabay.com)

Ceny energii będą drożeć, to więcej niż pewne. Polski biznes już ma potężne problemy, a te będą tylko narastać. Europejskie założenia transformacji energetycznej oznaczają dla naszego kraju regularną katastrofę. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl dr inż. Mirosław Gajer z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ekspert Fundacji Wolność i Własność.

Jak plasują się ceny energii w Polsce na tle innych krajów?

Są naprawdę wysokie – w zasadzie należą do jednych z najwyższych. Gospodarstwa domowe tak tego nie odczuwają, bo są chronione przez rząd; przedsiębiorcy są jednak w tragicznej sytuacji. Właściciele piekarni, cukierni, małej gastronomii czy nawet niewielkich warsztatów albo punktów usługowych mają ogromne problemy. Płacą za energię elektryczną trzy, nawet cztery razy więcej niż w gospodarstwie domowym. Mali przedsiębiorcy coraz częściej tego nie wytrzymują – ich biznesy znikają w oczach.

Dlaczego jest aż tak źle?

Kluczową rolę odgrywa podatek ETS – Emission Trading System. Obecnie do każdej tony spalonego węgla trzeba dopłacić aż 87 euro. Ceny pozwoleń na emisję CO2 cały czas wzrastają. Początkowo nie wyglądało to tak źle – pozwolenia kosztowały dosłownie kilka euro. Kilka lat temu cena zaczęła gwałtownie rosnąć. W pewnym momencie przebiła nawet 100 euro; później nastąpiła korekta, ale wracamy teraz do trendu wzrostowego. To zgodne z zamierzeniami całej polityki energetycznej Unii Europejskiej – liczba pozwoleń wypuszczonych na rynek ma być coraz mniejsza, a to oznacza, że cena musi iść w górę. W ten sposób zmusza się takie kraje, jak Polska, do odejścia od spalania węgla.

Jeżeli nie węgiel, to w praktyce – co?

Tu jest pies pogrzebany. Nie jesteśmy Norwegią, która pozyskuje 90 proc. energii elektrycznej z wody. Norwegowie zostali obdarowani przez Stwórcę górami, lodowcami i bogatą siecią rzeczną. Jest ich zresztą tylko kilka milionów, mogą więc czerpać ze źródeł odnawialnych. Duży udział hydroenergii ma też Szwajcaria, nieźle jest w Austrii. W Polsce tak się nie da. Nie mamy odpowiednio wielkich rzek, nasz kraj jest w większości nizinny. Hydroenergia u nas się nie sprawdzi. Tymczasem żadną realną alternatywą nie jest ani fotowoltaika, ani energetyka wiatrowa.

Dlaczego? Fotowoltaika staje się coraz bardziej popularna.

Nie da się w ten sposób zastąpić węgla. Fotowoltaika w naszych warunkach jest sezonowa. Większa produkcja jest w okresie od równonocy wiosennej do równonocy jesiennej, czyli od marca do września. Od listopada do stycznia o fotowoltaice można z kolei w ogóle zapomnieć. Przykładowo w grudniu wkład fotowoltaiki do miksu energetycznego wynosi poniżej 2 procent. Z tej perspektywy fotowoltaika nie ma po prostu żadnego znaczenia.

Skąd mamy dziś energię?

Można to łatwo sprawdzić na stronie operatora Polskich Sieci Energetycznych, pse.pl. Obecne zapotrzebowanie to około 24 gigawatów. Elektrownie cieplne generują około 20 gigawatów. To przede wszystkim elektrownie węglowe; bloki gazowo-parowe opalane gazem ziemnym generują około 5 gigawatów. Z węgla mamy zatem 15 gigawatów. To w większości stare elektrownie budowane jeszcze w czasach Edwarda Gierka, a częściowo nawet wcześniej, bo za Gomułki. Problem polega na tym, że zgodnie z planem te elektrownie mają być systematycznie likwidowane, bo tego wymaga od nas Unia Europejska. Przykładowo do 1 stycznia mają zostać zamknięte dwa bloki w elektrowni Dolna Odra, a kolejne dwa do końca sierpnia przyszłego roku.

To skąd będziemy brać energię?

To jest dobre pytanie. System elektroenergetyczny musi być cały czas w stanie równowagi mocy. Trzeba generować tyle mocy, ile żądają odbiorcy. Jeżeli generujemy za mało, konieczne staje się ogłoszenie tak zwanych stopni zasilania. Wtedy duzi odbiorcy energii o mocy przyłączeniowej powyżej 300 kW muszą dokonać redukcji poboru mocy. Jeżeli tego nie zrobią, grożą im kary finansowe. W skrajnym przypadku ogłasza się tak zwane 20 stopni zasilania. Wówczas operator może wyłączyć dosłownie każdego, żeby ratować system elektroenergetyczny przed rozpadem.

Rozpadem? Co to znaczy?

Jeżeli generowanej mocy jest zbyt mało w stosunku do potrzeb odbiorców, to zaczyna spadać częstotliwość. Rosną wartości przepływów na połączenia transgraniczne. Sąsiedzi mogą się w takiej sytuacji od nas odciąć, a wtedy nasz system pada. Rozsypuje się jak domek z kart. Poszczególne generatory wypadną z pracy – i dochodzi do blackoutu. Coś takiego zdarzyło się w Hiszpanii 28 kwietnia 2025 roku. Pamiętam z dzieciństwa ogłaszane 20 stopni zasilania, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. To było na przełomie lat 70. i 80., kiedy występował spory deficyt mocy w naszym systemie elektroenergetycznym. Rozwiązało go dopiero wybudowanie nowej elektrowni, która dała dodatkowe 12 bloków energetycznych o mocy 360 megawatów każdy.

Co w takim razie dzisiaj? Wspominał Pan o Norwegii czy Szwajcarii, ale czegoś takiego oczywiście nie zrobimy. Są jednak inne kraje o nieco podobniejszej geografii, na przykład Niemcy. Można byłoby zakładać, że jest w Europie jakiś konkretny pomysł, jak ogarnąć w przypadku Polski czy RFN odejście od węgla. Nie jest tak?

Fotowoltaika w Niemczech też się nie sprawdza – daje im w sumie 14 procent miksu energetycznego w skali roku, u nas to jest 9 procent. Co ciekawe, Niemcy mają o wiele więcej fotowoltaiki niż my, ale to się wcale nie przekłada na jej procentowy udział w całości miksu. To wynika ze specyfiki pracy instalacji fotowoltaicznych, która jest okresowa, tak jak mówiłem wcześniej. Dlatego Niemcy faktycznie bazują ciągle na węglu. Na ternie byłego NRD działa szereg kopalń odkrywkowych. W Hambach pod Kolonią znajduje się największa kopalnia odkrywkowa w całej Europie. Z drugiej strony, Niemcy mają też dużo bloków gazowo-parowych, inaczej niż my. Ja nie potrafię sobie wyobrazić odejścia od węgla w Polsce. Tymczasem losy elektrowni są niepewne. Na przykład Turów: elektrowni cofnięto tam decyzję środowiskową i teoretycznie może pracować jedynie do końca 2026 roku.

Jednak Unia Europejska postanowiła niedawno, że do 2040 roku kraje członkowskie obniżą emisję CO2 aż o 90 proc. względem poziomu z 1990 roku. To tylko 15 lat, poprzeczka jest zawieszona zatem bardzo wysoko.

Moim zdaniem to są całkowicie nierealistyczne założenia. Przeczą prawom fizyki. Chyba, że zrezygnujemy z produkcji przemysłowej, rolnictwa i transportu – wtedy się uda! W normalnych warunkach – nie. Norwegowie mogą czerpać sobie 90 proc. energii elektrycznej z wody, uzupełniając to wiatrem i biomasą. W ich przypadku można zrezygnować z emitowania CO2. Nam to się jednak nie uda.

Mówiliśmy o fotowoltaice, ale co z energią wiatrową? Wiatraków powstaje coraz więcej – bo wieje przecież często także zimą, kiedy słońca nie ma.

Roczny wkład ze źródeł wiatrowych wynosi w miksie energii 15 procent. To lepiej niż w przypadku fotowoltaiki i w Polsce jest jeszcze potencjał do wzrostu. Problem w tym, że ten potencjał nie jest nieograniczony. Dobre tereny pod energetykę wiatrową występują jedynie na wybrzeżu i na Suwalszczyźnie. Nieco gorsze, choć jeszcze dość zdatne, w pasie pomiędzy Poznaniem a Warszawą. W pozostałych częściach kraju montowanie wiatraków jest dalece mniej sensowne. Wiatrak na Dolnym Śląsku czy na Lubelszczyźnie nie wyprodukuje tyle energii, co wiatrak nad morzem. Dostępność korzystnych lokalizacji będzie się szybko zmniejszać. Szacuję, że z wiatru możemy czerpać maksymalnie 25 proc. energii w całym miksie.

Energia wiatrowa jest pewniejsza od słonecznej?

Nie do końca. Energia kinetyczna wiatru zależy od trzeciej potęgi jego prędkości. To jest silna zależność. Dwukrotne zwiększenie prędkości wiatru to aż ośmiokrotne zwiększenie mocy wiatraków. Przez większość czasu – około 300 dni w roku – wiatraki w Polsce pracują dość słabo, dają kilkanaście, a często nawet mniej niż 10 procent mocy, którą mogłyby generować przy pełnej sile obrotów. Lepiej jest tylko wtedy, kiedy zrywają się silne wiatry. Wtedy wiatrak generuje 70-80 proc. dostępnej mu mocy. Tak jest jednak średnio przez 40-60 dni w roku, co zmienia się też w zależności od roku. Przykładowo w grudniu 2025 roku z wiatrem jest dość słabo. Czasem przychodzi też flauta, kiedy po prostu w ogóle nie wieje. Tymczasem żeby wiatrak się w ogóle kręcił, jest potrzebna pewna prędkość minimalna. W listopadzie ubiegłego roku wystąpiła bardzo długa flauta. W Niemczech jest nawet osobne słowo: „Dunkelflaute”, „ciemna flauta”, kiedy przez wiele kolejnych dni wiatraki praktycznie w ogóle nie pracują. Wiatraki nie są zatem pewnym źródłem energii.

Jaki zatem polskie władze mają pomysł na sprostanie unijnym wymogom?

Nie wiem – chyba nie mają żadnego. W Krajowym Planie dla Energii i Klimatu przedstawia się kompletnie nierealistyczne scenariusze. Rządzący przyjmują, że po roku 2035 nie będzie w ogóle energii z węgla. Teoretycznie ma go zastąpić gaz ziemny, ale głównym źródłem mają stać się fotowoltaika, wiatraki lądowe oraz wiatraki morskie. Z opisanych wyżej przyczyn to się jednak w praktyce nie sprawdzi – dochodzimy do ściany, założenia rozbijają się o prawa fizyki.

Władze liczą zatem na to, że Unia Europejska blefuje i węgiel będzie dalej dostępny?

Póki pracują jeszcze stare elektrownie węglowe, jesteśmy bezpieczni. Do 2028 roku pracę ma jednak zakończyć w sumie około 40 działających bloków w takich elektrowniach. Od 2030 roku rusza likwidacja elektrowni w Bełchatowie, która jest absolutnie kluczowa dla naszego systemu elektro-energetycznego. Obliczenia wskazują, że po 2030 roku deficyt energetyczny może wynosić nawet 10 gigawatów. To absolutna katastrofa, niewyobrażalna ilość mocy. Żeby jakoś to zbilansować, trzeba byłoby dosłownie wyłączyć pół Polski. Teoretycznie węgiel można byłoby zastąpić gazem; tu są podejmowane jakieś działania, w niektórych elektrowniach buduje się bloki gazowe. To jednak wciąż zdecydowanie zbyt mało w stosunku do potrzeb. Obserwujemy systematyczny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Co kilka lat bity jest kolejny rekord. Ostatni padł w styczniu 2024 roku – to było prawie 29 gigawatów. Wystarczy solidny mróz w styczniu 2026 roku i ten rekord zostanie pobity – ludzie mają dużo pomp ciepła, dogrzewają się piecykami elektrycznymi i tak dalej. Jeżeli zapotrzebowanie przekroczy 30 gigawatów, to już dzisiaj trudno byłoby to zbilansować. Trzeba byłoby ogłosić stopnie zasilania, żeby zredukować pobór mocy. W ostateczności ogłosić 20 stopni zasilania i po prostu wyłączyć niektórych odbiorców. Trzeba pamiętać, że to się wiąże z dużymi kosztami, bo jeżeli zostaną przerwane procesy produkcyjne, to niektóre urządzenia mogą się już nie nadawać do dalszego użytku.

Ceny energii będą zatem tylko rosnąć?

Oczywiście. Polski biznes ma już dziś duże problemy i będzie coraz gorzej. Wzrost cen energii jest więcej niż pewny. Wiele zależy oczywiście od tempa zmian narzucanych przez Unię Europejską. Spodziewam się jednak, że solidna zima w najbliższych latach – najpóźniej w roku 2029 – doprowadzi do poważnego głodu energetycznego, kiedy energii będzie po prostu brakować. Pamiętam, że w dzieciństwie musiałem odrabiać zadania domowe przy świeczkach, a później przy lampie naftowej, bo ogłaszano 20 stopni i odłączano odbiorców od prądu. Mam jeszcze tamtą lampę naftową, jest przedwojenna. Może mi się jeszcze przyda.

Oby tak nie było. Bardzo dziękuję za rozmowę!

==============================

Mirosław Dakowski

A o konieczności inwestowania w magazyny energii, tak lokalne, jak i ogólno-polskie, nikt nie wspomina, nikt z „tych z gry” nie myśli nawet. Ani autor tego , dobrego artykułu.

Możność odłączenia sieci lokalnych, kierowanych przez dobrych, tj. rozsądnych inżynierów od sieci ogólno-krajowej w wypadku jej padania, czyli block-outu, uratuje rozsądnych. A to jest technicznie i informatycznie łatwe.

A NAJWAŻNIEJSZE: uciec spod walącej się UE, odejść jak najszybciej od tych satanistycznych idiotów -zielonych komunistów. To też jest wykonalne.

Życzenia Noworoczne 2026

Życzenia Noworoczne 2026

Autor: CzarnaLimuzyna , 2 stycznia 2026

Łaski Bożej, bo tylko ona najskuteczniej pozwoli nam wytrwać w wierze, nadziei i miłości oraz wedle Bożego planu wzmocnienia innych naszych cnót: roztropności (mądrości), sprawiedliwości, umiarkowania i męstwa.

Równocześnie dziękuję wszystkim osobom wykonującym w praktyce redakcyjną robotę za cały miniony rok konsekwentnej pracy.

Dodatek rozrywkowy zmieszany z poważnym

Roztropność? I tę jednak trzeba trzymać w mierze,
Często ona zawodzi, gdy miarę przebierze,
A ścigając zbyt mocno skryte działań tropy,
Gdy obmierza ściganych, czyni mizantropy Ignacy Krasicki

Oby w przyszłym roku zniknął niemiecki premier, czerwony marszałek sejmu, straganiara na czele senatu i reszta tej trzódki. Oby w miastach dojonych przez PO udały się referenda. Pora na to aby Polacy w Polsce doszli do władzy! Tego Wam życzę…a dewianci na margines. Witold Gadowski

Życzę nam wszystkim by 2026 był przygotowaniem do wymiany niemal całkowicie zdegenerowanej elity politycznej. Od tak zwanych demokratów po koncesjonowanych patriotów, która jest proamerykańska, proniemiecka, proukraińska, pro państwa położonego tam gdzie chce. Ale nie propolska. Marcin Palade

Odśnieżanie Warszawy

Zasada przyczynowości

Zasada przyczynowości

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    1 stycznia 2026 michalkiewicz

Co się kryje za zasłoną przyszłości? Od niepamiętnych czasów ludzie chcieli tam zajrzeć – ale to nie jest prosta sprawa. Albo snuli domysły na podstawie bredzenia damy odurzonej wyziewami z głębi ziemskich czeluści, albo próbowali wyśledzić przyszłość z lotu ptaków, ewentualnie z wnętrzności zwierząt zarżniętych ku czci jakiegoś bóstwa – ale nie każdy mógł się tego podjąć, bo to była straszliwa wiedza. Wprawdzie nie tak straszliwa, jak współczesne nauki moczopłciowe, którymi obłąkani docenci duraczą młodzież w parkach jurajskich zwanych pretensjonalnie „uniwersytetami”, ale też budziła szacunek. Toteż odgadywaniem przyszłości zajmowali się augurowie. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, że wszystko jest zapisane w górze, czyli w gwiazdach – i tak powstała astrologia, która również i dzisiaj nie narzeka na brak entuzjastów, zwłaszcza wśród tak zwanych „racjonalistów” – tych samych, co to propagują „Wielką Lechię”. Tu augurów nie potrzeba, bo do wróżenia z gwiazd, czy kart wystarczy tupet. Przekonałem się o tym we wczesnej młodości, gdy pewna Cyganka zaproponowała, że powróży mi z kart. – Z kart, to każdy głupi potrafi – powiedziałem odbierając jej karty. – Niech mi Cyganka powróży bez kart. I powróżyła: „będziesz żył aż do śmierci, aż ci się zawierci” – powiedziała. Każdy przyzna, że to już jest coś. A tu jeszcze, za czasów sowieckich, wśród racjonalistów pojawiła się nowa szkoła odkrywania przyszłości, zalecająca bardzo prostą metodę: wystarczy trochę poczekać.

Ciekawość przyszłości wzrasta zwłaszcza na przełomie lat, czyli w okresie, gdy nasz nieszczęśliwy kraj trwa pogrążony w świątecznej nirwanie. Uprzejmość nakazuje, by wszystkim życzyć wszystkiego najlepszego. Tak bywało do tej pory nawet w Sejmie, gdzie urządzane były „opłatki”, podczas których nad uczestnikami unosiły się gęste opary obłudy. Ciekaw jestem, czy teraz też ta tradycja będzie kontynuowana, czy też ze względu na „rozliczenia”, będące jedynym instrumentem uwodzenia swoich wyznawców przez vaginet obywatela Tuska Donalda, zostanie zerwana, niczym zapalanie Chanuki w Pałacu Namiestnikowskim. Tymczasem Nowy Rok to tylko takie administracyjne makagigi, mające odzwierciedlać zjawiska kosmiczne w postaci obiegu Ziemi dookoła Słońca – i takie tam. Okazuje się, że nie ma niczego, z czego biurokratyczne gangi nie potrafiłyby wycisnąć szmalcu – „tak, jak za okupacji z Żyda”.

Coś jednak musi być na rzeczy, a przynajmniej musiało być, skoro węgierski premier, Paweł hrabia Teleky w liście do Adolfa Hitlera z 24 lipca 1939 roku wspomina o „narodach przewidujących”. („Sytuacja w Europie wciąż jest poważna. Narody przewidujące zaczynają gromadzić zasoby materialne i moralne, aby być gotowym na wszelki wypadek”). Ten hrabia Teleky był człowiekiem poważnym – nie tak, jak nasi ówcześni Umiłowani Przywódcy, którzy w maju 1939 roku deklamowali w Sejmie o „honorze” – a już we wrześniu, jak tylko spadły pierwsze niemieckie bomby, czmychnęli za granicę „szlakiem Marszałka”. Kiedy hrabiemu Teleky zawaliła się jego polityka, to zamiast przedstawiać niezależnym mediom „zakłamane swoje racje” – jak to czynią współcześni statyści – zwyczajnie się zastrzelił. Dzisiaj takich polityków chyba już nie ma; dobrze, jak który nie kradnie – w odróżnieniu od kolaborantów ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który z miedzianym czołem jeździ po Europie, próbując naciągnąć tamtejszych „chętnych” na kolejne przekazy dla tamtejszych parchów-oligarchów pod pretekstem wojny. Tymczasem „koalicja chętnych” nie bardzo może zmłotować belgijskiego premiera, którego upatrzyła sobie na frajera – tym bardziej, że właśnie powstała „koalicja niechętnych”, którzy o żadnym przekazywaniu ukraińskim parchom-oligarchom zamrożonych ruskich aktywów nie chcą słyszeć.

Mniejsza jednak z tymi przepychankami, bo ciekawsze jest pytanie, czy skoro premier Teleky pisał do Hitlera o „narodach przewidujących”, to czy możliwe jest przewidywanie przyszłości? Na to pytanie musimy odpowiedzieć twierdząco. Świat funkcjonuje bowiem według zasady przyczynowości, która głosi, że z określonych przyczyn muszą wystąpić określone skutki. Ta zasada przyczynowości jest bardzo dobra, a żeby się o tym przekonać, spróbujmy sobie wyobrazić, że jej nie ma. Świat jawiłby się nam wtedy jako chaotyczne kłębowisko, o którym niczego nie moglibyśmy powiedzieć, więc ani nie moglibyśmy opisać świata, ani – tym bardziej – odkryć żadnych praw nim rządzących. Tymczasem dzięki zasadzie przyczynowości możemy i jedno i drugie, to znaczy możemy korzystać z rozumu, który w przeciwnym razie w ogóle nie byłby nam potrzebny, więc pewnie byśmy go nie mieli, jak niektórzy Wielce Czcigodni posłowie w Sejmie.

Czy Polacy są „narodem przewidującym”? To nie jest takie pewne, bo na przykład brytyjski premier Winston Churchill charakteryzował nasz naród jako „lekkomyślny”. Wiedział, co mówi, bo przecież najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy właśnie jemu. Najciekawsze jest jednak to, że to doświadczenie niczego nas nie nauczyło i nadal pokładamy zaufanie jak nie w jednym cudzoziemskim dygnitarzu, to w drugim. Nic więc dziwnego, ze w tej sytuacji nasz nieszczęśliwy kraj został członkiem „klubu trzeciego miejsca” – czego znakomitą ilustracją był wyjazd obywatela Tuska Donalda do Helsinek, gdzie namawiał się z przedstawicielami mocarstw bałtyckich i Finlandii – jakby tu nastraszyć zimnego ruskiego czekistę Putina.

Najgorsze są nieproszone rady, ale skoro sytuacja w Europie znowu staje się „poważna”, to radziłbym, żeby w charakterze środka odstraszającego ukazać Putinowi panią Kaję Kallas w całej straszliwej postaci. Jeśli ona nie odstraszy Putina, to już nie wiem, co go odstraszy – żeby ogłosił bezwarunkową kapitulację – bo czyż w przeciwnym razie pokój na Ukrainie będzie „sprawiedliwy”? Wbrew pozorom nie jest to pomysł zły, bo ludowe przysłowie poucza, że gdy nawet diabeł nie może, to babę pośle, więc użycie pani Kai Kallas w charakterze środka odstraszającego, byłoby jak najbardziej uzasadnione.

Jakże jednak ma być inaczej z naszym nieszczęśliwym krajem, skoro lekkomyślnie wysuwamy do kierowania państwem osoby możliwie jak najgłupsze? Nie będę wymieniał żadnych nazwisk, bo jeden proces przed nienawistnym sądem mi wystarczy – ale jestem pewien, że każdy wie, o kogo chodzi. Wie – ale gdy chodzi o powierzanie misji sterowania państwem, notorycznie kieruje się lekkomyślnością, jakby nie zdawał sobie sprawy z istnienia zasady przyczynowości. Tymczasem ona jest i działa tak, jak prawo grawitacji – a w tej sytuacji skutki tej przyczyny prędzej czy później muszą się objawić i nic nam nie pomoże skamlanie po kościołach do Pana Jezusa, żeby „uczynił z nami cud”. Nie po to bowiem Stwórca Wszechświata ustanowił zasadę przyczynowości, żeby potem zawieszać ją na każdą prośbę narodów lekkomyślnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Taizé znowu w Polsce. Humanistyczne piękno pozorów, które zakrywa grzech rozłamu

Paweł Chmielewski 31 grudnia 2025 pch24.pl/pawel-chmielewski-taize-znowu-w-polsce-humanistyczne-piekno-pozorow-ktore-zakrywa-grzech-rozlamu/

(fot. Wikipedia)

W 2026 roku w Łodzi odbędzie się Europejskie Spotkanie Młodych w Taizé. W przeszłości do takich spotkań dochodziło w naszym kraju już pięciokrotnie. Wspólnota z Taizé jest traktowana przez większość katolików dość bezkrytycznie. Ekumenizm z Taizé, choć w wymiarze czysto ludzkim – humanistycznym – budzi sympatię, od strony religijnej nie jest bynajmniej zjawiskiem neutralnym.

Trzeba uczciwie przyznać, że wspólnota Taizé wykonuje gigantyczną pracę. Problem jednak w tym, że nie jest to praca na rzecz Kościoła katolickiego, tylko niekatolickiego „pan-chrześcijańskiego” niby-kościoła, potępianego przez papieży.

Wspólnotę założył Roger Schütz, szwajcarski protestant, ordynowany w 1944 roku na pastora w Neuenburg. Schütz wywołał skandal w 2005 roku, kiedy podczas Mszy pogrzebowej św. Jana Pawła II przyjął Komunię świętą. Udzielił mu jej sam kard. Józef Ratzinger. Schütz miał wówczas prawie 89 lat. Szwajcarskie media podały wówczas, że Schütz nie przeszedł na katolicyzm, ale Komunię świętą przyjmuje już od lat, bo „od dziesięcioleci bierze udział w celebracji Eucharystii” w Taizé; miałby też „wielokrotnie” otrzymywać Komunię świętą w Watykanie za pontyfikatu św. Jana Pawła II.

Taka postawa ojca-założyciela Taizé wskazuje na fundamentalny problem całej tej wspólnoty: przynależność do Kościoła katolickiego jest postrzegana jako opcjonalna. To jakoby rzecz drugorzędna wobec posiadania wiary w Jezusa Chrystusa. Problem w tym, że sola fides jest zasadą protestantyzmu, a nie katolicyzmu. Wiara jest konieczna do zbawienia – ale to jeszcze nie wszystko. Świadome odrzucenie członkostwa w Kościele katolickim nie może być w żaden sposób akceptowalne. Schütz mógłby twierdzić, że swoją konwersją zraziłby wielu protestantów i w ten sposób postąpiłby nieekumenicznie. To jednak logika świeckiego makiawelizmu, nie Ewangelii. Cel nie uświęca środków – odmowa wstąpienia do Kościoła katolickiego nie może być usprawiedliwiona troską o rzekome zgorszenie protestanckich współbraci danego protestanta in spe konwertyty.

Można postawić tezę, że wspólnota w Taizé jest typowym wyrazicielem idei pan-chrześcijańskiej, którą wyraźnie jako zło (sic) potępił Pius XI w encyklice Mortalium animos z 1928 roku. Ktoś powie: ta encyklika nie ma już żadnego znaczenia, jest przedsoborowa, wyraża postawę sprzed «rewolucji ekumenicznej» Vaticanum II. Cóż, to prawda – Mortalium animos jest tekstem przedsoborowym i trzeba go czytać w odpowiednim kontekście. Warto jednak zastanowić się, dlaczego Ojciec Święty odrzucał ruch pan-chrześcijański. Otóż uważał, że ruch ten żyje fałszywym złudzeniem: że można budować jedność chrześcijan poza Rzymem, a co za tym idzie – poza prawdą. Moim zdaniem nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że to zastrzeżenie jest nadal aktualne: doskonałym przykładem jest właśnie Taizé. Dziś Taizé jest oczywiście tylko jednym z elementów tego pan-chrześcijańskiego ruchu, który rozwija się przede wszystkim w niezliczonych grupach charyzmatycznych, które całkowicie odrzucają podziały na katolików i protestantów.

Wspólnota Taizé wśród uśmiechów i pozornie pięknej retoryki o braterstwie i jedności podkopuje rzymski fundament Kościoła, a ten fundament założył sam Chrystus. Jego wolą jest, aby wszyscy zostali zebrani w jednym świętym, powszechnym i apostolskim Kościele – a nie by wymawiali Jego imię, pozostając w heretyckich wspólnotach.

Chrześcijanie modlą się o jedność. Jedność, która polega na przyzwyczajeniu się do podziału i udawaniu, że różnic nie ma, bo liczy się sola fides – to żadna jedność. To utrwalenie kłamstwa – to niegodziwość, pomimo ludzkiego ciepła i humanistycznego piękna, które zdaje się wylewać ze spotkań w duchu Taizé.

Paweł Chmielewski

Cień żłóbka jest krzyżem – biskup Strickland

Te_Deum laudamus

Cień żłóbka jest krzyżem – biskup Strickland

Wciąż trwa Boże Narodzenie. Kościół kładzie na to nacisk. Rozciąga święta na kilka dni, ponieważ tajemnica jest zbyt wielka, aby można ją było ogarnąć za jednym razem. Radość jest prawdziwa. Niebo się otworzyło. Bóg przyszedł między nas. Słowo stało się ciałem i nic nie może zniweczyć tej radości. Światło świeci i nie jest przytłoczone. Ale ta radość nie jest krucha ani naiwna. Jest wystarczająco silna, aby patrzeć prosto w prawdę.

Dlatego Kościół nie prosi nas, abyśmy zostawili Boże Narodzenie za sobą, kiedy stawia przed nami tych świadków. Prosi nas, abyśmy głębiej zrozumieli Boże Narodzenie. Dziecko w żłobie nie przyszło, aby uczynić świat wygodnym. Przyszło, aby go zbawić. A zbawienie ma swoją cenę.

A pokusa była zawsze taka sama. Kiedy koszt bycia uczniem staje się jasny, kiedy krzyż pojawia się w zasięgu wzroku, instynktownie chce się go złagodzić. Sprawić, by przesłanie było bardziej pocieszające. Uczynić wiarę łatwiejszą do noszenia, przekształcając ją tak, aby nie wywierała zbytniego nacisku na świat. Ta pokusa nie jest nowa, ale jest bardzo obecna.

Widzimy to za każdym razem, gdy Kościół zaczyna mówić bardziej o pocieszeniu niż o nawróceniu, bardziej o synodalności niż o prawdzie, bardziej o towarzyszeniu niż o wierności. Widzimy to, gdy krawędzie Ewangelii są zaokrąglane, aby nikt nie był nią poruszony, nikt nie czuł się wyzwany, nikt nie odczuwał ciężaru Krzyża. Widzimy to, gdy to, co kiedyś było przyjmowane z czcią, jest traktowane jako przeszkoda, gdy to, co kiedyś było przekazywane, jest opisywane jako sztywne, a Kościół zaczyna zapożyczać język i priorytety świata, zamiast oferować światu coś innego.

Ale Chrystus nie przyszedł, aby uczynić świat wygodnym. Kościół nigdy nie miał na celu odzwierciedlania świata tak dokładnie, aby krzyż zniknął z pola widzenia. Kiedy żłóbek zostaje oddzielony od krzyża, wszystko staje się zniekształcone. A radość – prawdziwa radość – zostaje zastąpiona poczuciem bezpieczeństwa. Ale poczucie bezpieczeństwa nie może nas zbawić. Tylko Chrystus może.

Dlatego Kościół stawia przed nami św. Szczepana, gdy wciąż rozbrzmiewają kolędy. Dlatego przypomina nam o długiej wierności św. Jana Apostoła i cichym świadectwie Świętych Męczenników. Nie są to przerwy. Są to napomnienia udzielane z miłością. Mówią nam, co się dzieje, gdy Chrystus jest naprawdę przyjmowany, i co się dzieje, gdy się Mu opiera.

Radość Bożego Narodzenia nie polega na byciu akceptowanym przez świat. Polega ona na przynależności do Chrystusa. A przynależność do Chrystusa zawsze wymagała odwagi.
Cień żłóbka jest krzyżem. I ten cień pada nadal na Kościół. Dlatego Kościół nie pozwala nam zbyt długo pozostawać w uczuciach, nawet jeśli radość Bożego Narodzenia nadal przenika jego modlitwę. Chce, abyśmy zrozumieli, jakiego rodzaju jest to radość. Nie jest to radość zachowanej pociechy, ale radość przyjętej prawdy.

Święty Szczepan jest pierwszym, który staje w tym cieniu – i w dniu jego święta Kościół stawia go przed nami, gdy radość Bożego Narodzenia jest jeszcze świeża. Nie szuka śmierci. Jest pełen łaski, pełen Ducha Świętego i przemawia, ponieważ Chrystus się narodził, ponieważ Słowo stało się ciałem i nie można go uciszyć. A kiedy nadchodzi cena, Szczepan nie cofa się. Nie przekształca prawdy, aby przetrwać. Wybacza; powierza się Chrystusowi i umiera z imieniem Jezusa na ustach. Krzyż go dosięgnął – nie jako niespodzianka, ale jako dopełnienie tego, co rozpoczęło się w Boże Narodzenie.

Następnie jest św. Jan, umiłowany uczeń, którego Kościół przedstawia nam w dniu jego święta. Oszczędzono mu miecza, ale nie ceny prawdy. Chrystus powierzył mu opiekę nad swoją Matką, a on poniósł jej ból, jakby był jego własnym. On również żyje w cieniu krzyża, choć jego droga jest inna. Pozostaje. Czuwają. Cierpi długą posłuszeństwo wierności. Niesie radość Wcielenia przez lata, podczas gdy świat idzie naprzód, a Kościół się męczy. Jego męczeństwo jest cichsze, ale nie mniej realne. Przypomina nam, że krzyż nie zawsze spada w jednej chwili. Czasami pozostaje na barkach przez całe życie.

A potem są Święci Niewinni. Nie wybierają krzyża, ale są uwięzieni w cieniu, ponieważ przyszedł Chrystus. Władza zawsze drży w obliczu prawdy, a kiedy drży, najpierw uderza w najmniejszych. Ich życie mówi nam coś, co skłania do refleksji, a jednocześnie jest pocieszające: że przyjście Chrystusa obnaża okrucieństwo świata, ale także, że żadne cierpienie nie wymyka się z zasięgu Bożego miłosierdzia. Również tutaj cień krzyża nie jest porzuceniem: jest to miejsce, w którym Bóg zbiera to, co świat niszczy. Podsumowując, te dni uczą nas, jak przeżywać Boże Narodzenie poważnie i autentycznie. Mówią nam, że radość i poświęcenie nie są przeciwieństwami. Są dla siebie stworzone. Pasterze radowali się, ale powrócili do zwykłego życia, uświęconego spotkaniem. Trzej Królowie radowali się, ale nie zostali. Wrócili do domu inną drogą: zmienieni, uważni i nie zgadzający się już z władzami, którym kiedyś służyli. Tak samo jest z nami.

Uklęknięcie przed żłóbkiem nie jest końcem uczniowstwa. Jest początkiem. Oddanie czci Dzieciątku oznacza przyjęcie Krzyża, który On niesie. Świętowanie Bożego Narodzenia oznacza pozwolenie, abyśmy zostali wysłani – do naszych rodzin, miejsc pracy, parafii, do kultury, która nie zawsze przyjmuje prawdę.

Kościół jest bardziej autentyczny, gdy o tym pamięta. Gdy odrzuca wymianę wierności na wygodę. Gdy pozwala, aby cień krzyża pozostał widoczny, nawet w dni świąteczne. Ponieważ gdy zaprzecza się temu cieniowi, żłóbek staje się dekoracją zamiast objawieniem, a radość staje się powierzchowna zamiast zbawcza.

Cień żłóbka jest krzyżem. Zawsze nim był. I nie jest to strata. Jest to obietnica, że Dziecię, które wielbimy, jest Zbawicielem, który odkupuje, Królem, który panuje, i Panem, który idzie ze swoim ludem, nawet gdy wierność kosztuje wszystko.

A Kościół w tych dniach jeszcze bardziej poszerza nasze spojrzenie, ponieważ wie, że potrzebujemy więcej niż jednego rodzaju świadectwa. Daje nam nie tylko męczenników i apostołów, ale także rodzinę – Świętą Rodzinę – która żyje cicho w tym samym cieniu. Święta Rodzina przypomina nam, że krzyż jest synonimem zaufania i wytrwałości – i to również należy do Bożego Narodzenia.

Następnie Kościół przedstawia nam św. Tomasza Becketa, który nie chciał zamienić prawdy na pokój z władzą. Jego męczeństwo jest ostrzeżeniem i świadectwem. Nie szukał konfliktu, ale nie chciał poddać Kościoła wymaganiom państwa. Przypomina nam, że krzyż spada szczególnie ciężko na tych, którym powierzono przewodnictwo, i że wierność czasami kosztuje reputację, pozycję, a nawet samo życie.

Wszystko to nadal należy do Bożego Narodzenia. Dlatego Kościół rozciąga Boże Narodzenie na kilka dni, zamiast skupiać je w jednej chwili. Wie, że tajemnica musi być przeżywana, a nie tylko podziwiana. Radość jest prawdziwa – głębsza niż uczucie, silniejsza niż strach – ale jest to radość, która wie, dokąd zmierza.

Cieniem nad żłóbkiem jest krzyż. A pełne przeżywanie Bożego Narodzenia nie oznacza ucieczki od tego cienia, ale chodzenie w nim, ufając, że Dziecię, które się w nim narodziło, jest tym samym Panem, który zbawia, wspiera i pozostaje ze swoim ludem.

I tak, podczas gdy Kościół nadal śpiewa z radością bożonarodzeniową – podczas gdy Gloria właśnie zniknęła z naszych ust – cień krzyża już rozciąga się na słomie żłóbka. Nie jest to przerwanie Bożego Narodzenia. Jest to jego sens.

Dziecię leżące w ramionach Maryi nie przyszło, aby uczynić świat bardziej komfortowym. Nie przyszło, aby ukoić sumienia, pozostawiając serca niezmienione. Przyszło, aby zbawić – a zbawienie zawsze ma swoją cenę.

Dlatego właśnie w oktawie Bożego Narodzenia Kościół proponuje nam męczenników.

Pamiętajmy o świętym Szczepanie, którego krew spadła jak ziarno na ziemię, a u jego stóp stał młody człowiek imieniem Saul, trzymający w rękach płaszcze tych, którzy go ukamienowali. Pierwszy męczennik Kościoła wygłosił ostatnie kazanie, nie słowami, ale swoją śmiercią. A Bóg przyjął tę krew jako modlitwę.

Ponieważ człowiek, który zgodził się na śmierć Szczepana, pewnego dnia stał się Pawłem, apostołem narodów, co dowodzi, że żadne cierpienie ofiarowane z miłości nigdy nie jest zmarnowane, a żadne świadectwo złożone Chrystusowi nie pozostaje niezauważone przez Boga.

Cień krzyża rozciągał się nie tylko nad Szczepanem, ale także nad Saulu, zapowiadając już przyszłe nawrócenie, które wstrząsnęło światem.

Pismo Święte mówi nam, że ostatnie słowa Szczepana nie były słowami oskarżenia, ale miłosierdzia: „Uklęknął i zawołał donośnym głosem: Panie, nie poczytaj im tego grzechu…” (Dz 7, 59).

Ta modlitwa nie zniknęła w powietrzu. Upadła jak ziarno. Zagnieździło się – tajemniczo, cicho – w duszy Saula. A w czasie wyznaczonym przez Boga to ziarno pomogło spulchniać najtwardszy grunt. Kiedy świat widzi tylko stratę, Bóg już przygotowuje nawrócenie. Kiedy świat widzi tylko krzyż, Bóg już przygotowuje zmartwychwstanie. I ta prawda jest już obecna w żłobie.

Dziecko owinięte w pieluszki jest już owinięte cieniem krzyża. Słoma, która je teraz otacza, pewnego dnia ustąpi miejsca drewnu, które je przebije. A jednak z tego cierpienia wyniknie zbawienie, miłosierdzie i nawrócenie serc, o których nigdy nie sądziliśmy, że mogą się zmienić.

Dlatego Boże Narodzenie nie jest kruche: jest bez strachu! Ponieważ Wcielenie nie cofa się przed ciemnością. Wchodzi w nią.

Nie prosimy więc o wiarę, która nic nas nie kosztuje. Prosimy o wiarę, która może zmienić świat, zaczynając od naszych serc.

Abyśmy mogli uklęknąć przed żłóbkiem, wiedząc, do czego to prowadzi. Abyśmy mogli stanąć przed krzyżem, ufając temu, co Bóg może jeszcze z niego wynieść. I abyśmy nigdy nie zapomnieli, że nawet teraz – a zwłaszcza teraz – Bóg działa w sposób, którego jeszcze nie widzimy.

Cień na żłóbku nie jest końcem historii. To jej początek!
Niech Bóg Wszechmogący was błogosławi,
Ojciec, Syn i Duch Święty.
Amen.
Biskup Joseph E. Strickland
Biskup emerytowany

L’ombra della mangiatoia è una croce

Ostatnie MEM-y 2025

———————————-

——————————————–

—————————————————

———————————————-

————————————————————–

——————————————

———————————————-

————————————-

———————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Potęga Rotszyldów

Potęga Rotszyldów

31. grudnia 2025 Marek Wójcik world-scam.com/potega-rotszyldow/

Historia rodu Rothschildów brzmi jak spełnienie amerykańskiego marzenia. Od pucybuta do miliardera – tak w skrócie brzmi opowieść o początkach finansowej potęgi tego rodu.

Dom pod Zielonym Znakiem przy Judengasse we Frankfurcie nad Menem, od 1786 lub od 1787 roku siedziba rodziny Rothschildów. Źródło.

Mayer Amschel Rothschild (1744 – 1812), żyjący we Frankfurcie nad Menem przy ulicy Judengasse, wysłał swoich 5 synów do największych miast Europy tamtego okresu, stworzyli oni wówczas pierwszy Międzynarodowy System Bankowy. W 1789 roku, kiedy ostatnia wojna trwała do 1815 roku, czyli w bardzo, bardzo krótkim okresie, mówiono, że żaden rząd ani król nie rozważałby wojny bez wsparcia Rothschildów, ponieważ tak niesamowicie wpływowi i potężni się stali. Te słowa wypowiedziała Hannah Rothschild podczas wywiadu dla CNBC.

Urywek z wywiadu z Hannah Rothschild.
Polski tekst Marek Wójcik. Źródło.

Zapytacie zapewne, po co zawracać sobie głowę rodziną zblazowanych miliarderów? Pytanie zasadne, odpowiedź także: ci ludzie mieli i mają większy wpływ na losy Europy i świata niż cesarzowie i rządy większości krajów, w których sprawy mieszają się tak skutecznie od ponad dwóch wieków. Ich wpływ przejawiał się między innymi:

  • Finansowanie rządów;
  • Podżeganie do wojen;
  • Finansowanie obu stron konfliktu;
  • Pomnażanie kapitału dzięki kredytom wojennym i kontrybucjom;
  • Ciche sterowanie dyplomacją.

Wojny nadal wymagają pieniędzy. Państwa nadal potrzebują kredytów. A ci, którzy dysponują płynnością finansową, często decydują o tym, jakie działania są „nieuniknione”.

Można łasić się do miliarderów z nadzieją, że skapnie z ich bogactwa kilka dolarów, można też ich nienawidzić, bo nic nie kapie. Jeśli chodzi o pieniądze, to nie ma takiej podłości, której narwani marzyciele o łatwym wzbogaceniu się, by nie popełnili. Z pewnością nie wszyscy, jednak z ręką na sercu, kto z was nie pragnął kiedykolwiek, by otrzymać propozycję przyjęcia pieniędzy za jakąś grzeczność.

Zdecydowana większość z nas nigdy nie była w takiej sytuacji, dlatego trudno jest nam odpowiedzieć, jak my byśmy się zachowali. Z filmu Niemoralna propozycja: Czy mógłbyś mi pożyczyć swoją żonę? Na przykład za milion dolarów? Niejeden zgodziłby się pewnie za mniejszą kwotę, ale nie cena jest tu problemem. Problem polega na tym, jak potem żyć z tą świadomością?

Czyż nie byłoby naturalnym odruchem dać po mordzie takiemu zadufanemu w sobie dupkowi z kasą? Przecież mądra żona doceniłaby taką reakcję, a głupia no cóż, czy warto o taką walczyć? Pieniądze – to jedynie papier ze znaczkami, który jest uznawany za coś cennego, ale tym nie jest.

Jestem Jakub Rothschild, moja rodzina jest właścicielem tych banków. Stworzyłem państwo Izrael, mordując Palestyńczyków.
JESTEŚMY „ŻYDAMI”, o których wszyscy ciągle mówią.
Majątek każdego z 11 członków mojej rodziny jest wart 222 miliardy dolarów.
Jesteśmy 11 najbogatszymi ludźmi na świecie.
Posiadamy całe narody, decydujemy o wszystkim.

Zapewne pan Jakub Rothschild nie wypowiedział tych słów, ale doskonale opisują sytuację jego rodziny.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

MERCOSUR zniszczy polskie rolnictwo!

MERCOSUR zniszczy polskie rolnictwo!

Rolnicy mówią PCh24, co się wydarzy

[RAPORT] – PCH24.pl

Paweł Chmielewski


pch24.pl/mercosur-zniszczy-polskie-rolnictwo-rolnicy-mowia-pch24-co-sie-wydarzy

W całej Polsce odbywały się protesty przeciwko podpisaniu umowy z krajami MERCOSUR przez Unię Europejską. Portal PCh24 dotarł do rolników w kilku województwach. Nie mają wątpliwości: umowa z MERCOSUR to gwóźdź do trumny polskiego rolnictwa. Trzeba ją bezwzględnie zatrzymac.

Cieśle pod Oleśnicą, S8, województwo dolnośląskie

 – Żadnej umowy z krajami Mercosur w przedstawianej formie! Koszty produkcji są najwyższe od lat, gdyż ceny płodów są najniższe (jeszcze sprzed wejścia do UE), a środki produkcji, jak nawozy, opryski, paliwo, koszty amortyzacji – najwyższe od lat – mówi Dominik Nikody, rolnik z Oleśnicy.

 Jak rolnicy oceniają dotychczasowy dialog z Ministerstwem Rolnictwa? – Dialog z ministrem to mydlenie oczu. Sprawa wygląda tak, że niby mówią, że są przeciwni umowie, a już mówią o jakiś klauzulach ochronnych przyjmowanych w poprawkach do umowy na komisjach w europarlamencie. Wystawili europosła Hetmana jako osobę cudotwórczą, tylko nie dopowiadają, że żadna z tych ich poprawek nie została pozytywnie przegłosowana – mówi rolnik z Oleśnicy. – Można to podsumować „ są za a nawet przeciw”, lub” chcieliby być tylko trochę w ciąży”. My mówimy Nie! Dość! Stop! – dodaje.

 – Przypominamy, że w umowie o handlu z Ukrainą też były klauzule ochronne z myślą o krajach przyfrontowych. Czy one zadziałały? Wiemy jakim krachem się to skończyło. Do dziś nie możemy się z tego krachu odbić – przypomina Dominik Nikody.

W gminie strajki odbywały się w trzech punktach. W sumie było osiemdziesiąt traktorów.

 Hajnówka, województwo podlaskie

 – Umowa z Mercosur to kolejny gwóźdź do trumny, w której są rolnicy. Umowa z Mercosur to głwony postulat – zwłaszcza jej odrzucenie. Umowa cofnie europejskie rolnictwo – rolnictwo, które jest najbardziej restrykcyjne na świecie – mówi Hubert Ojdana, rolnik z Hajnówki, organizator jednego z protestów na Podlasiu. – Koszty to bzdurne przepisy Unii Europejskiej. Ameryka Południowa i Ukraina mogą stosować tanie środki ochrony, dawno zakazane w UE. Nie będziemy w stanie konkurować z tymi krajami poprzez koszty. Paliwa mają tańsze, dotacje większe, mnie obostrzeń – wylicza rolnik z Podlasia.

 Hubert Ojdana brał również udział w spotkaniach, nie tylko w sejmie. – Było wiele spotkań, w których brałem udział, było wiele obietnic – czekam na ich realizację – mówi. – Jako człowiek honoru, obietnice stawiam sobie wysoko. Jeśli nie zostaną zrealizowane to protesty będą mocniejsze, silniejsze i bardziej zdecydowane – dodaje rolnik.

 – Atmosfera była spokojna, nikt nikomu nie utrudniał ruchu – mówi organizator protestu na Podlasiu.

 Namysłów, województwo opolskie

 – Najważniejszym postulatem podczas dzisiejszego protestu jest „STOP dla Umowy z Mercosur” – mówi Krzysztof Piech, rolnik z powiatu Namysłów. – Można wręcz rzec, że jest to nieomal jedyny postulat na dziś. Polskiego i europejskiego rolnictwa nie stać dziś na podjęcie ryzyka nierównej konkurencji z tańszą i wątpliwą jakości żywnością z drugiego końca świata. My nie produkujemy drożej dlatego, że nie umiemy tego robić efektywnie, tylko oni mają niższe koszty produkcji, bo dysponują tanią ziemią pochodzącą np. z wylesień Puszczy Amazońskiej i mogą używać tanich środków chemicznych, które w Europie dawno zostały wycofane. W konsekwencji ta żywność zawierająca pozostałości tych pestycydów może stanowić niebezpieczeństwo zdrowotne dla naszych konsumentów. Dalej, nie równa konkurencja może doprowadzić do likwidacji polskiego i europejskiego rolnictwa i utraty niezależności żywnościowej. Zatem Umowa o Wolnym Handlu z Mercosurem, to wspólny problem Rolnika i Konsumenta – wylicza rolnik.

 Jakie są obecnie największe koszty produkcji w rolnictwie? – Pytanie o koszty jest bardzo pojemne. Powiem tak, generalnie dzisiaj wszystkie środki do produkcji rolnej tzn. nawozy, środki ochrony roślin, nasiona i paliwo mają niekorzystnie wysoki, zaburzony stosunek do cen płodów rolnych. Jednak to nie tzw. koszty bezpośrednie, które wymieniłem stanowią dziś największy problem. Polskie Rolnictwo w ciągu ostatnich trzydziestu lat poniosło olbrzymie koszty transformacji ustrojowej. Musieliśmy powiększać gospodarstwa kupując i dzierżawiąc ziemię. Braliśmy na to kredyty. Zwiększanie areału gospodarstw pociągało za sobą konieczność inwestycji w nowoczesne, większe i wydajniejsze ciągniki i maszyny. Po prostu zasugerowano nam, że „musimy doganiać Zachód”. To wszystko spowodowało, że ponosimy olbrzymie koszty kapitałowe w skali której nie ma żaden kraj „Starej Unii” – wyjaśnia rolnik.

 – My, rolnicy postulujemy konieczność rozwiązywania nurtujących nas problemów. Ministerstwo zdaje się nas wysłuchiwać, ale nie idą za tym rozwiązania, a jedynie „wymówki” w rodzaju: „Rozumiemy Was”, „Wiemy, że jest trudno, ale zrozumcie też nas, co my możemy na to poradzić?” I takie tam. Niby wola jest, ale sprawczości brak. Poza tym wydaje się, że Ministerstwo Rolnictwa jest w kleszczach zależności od rządu i premiera. Nawet najlepsza wola, najcudowniejszego ministra na nic się zda, jeżeli brak zrozumienia dla problemów rolnictwa i rolników, wyżej – podkreśla Krzysztof Piech, rolnik z województwa opolskiego.

 Kukowo, DK65 Olecko-Ełk, województwo warmińsko – mazurskie

 – Nie protestujemy przeciwko komukolwiek. Protestujemy, bo bez polskiego rolnika nie ma polskiej żywności, a bez niej nie ma bezpieczeństwa kraju – mówi Konrad Krupiński, rolnik. – Najważniejsze jest natychmiastowe zatrzymanie niekontrolowanego importu żywności spoza Unii Europejskiej, w tym umów takich jak Mercosur – wskazuje.

 – Polski rolnik produkuje według rygorystycznych norm, ponosi ogromne koszty energii, paliwa i środków produkcji, a jednocześnie musi konkurować z towarem wytwarzanym bez tych zasad. To nie jest wolny rynek – to systemowe niszczenie polskiego rolnictwa. Bez ochrony rynku żaden inny postulat nie ma sensu – podkreśla Konrad Krupiński. – Największym obciążeniem są energia i paliwo, bo bez nich produkcja po prostu staje. Do tego dochodzą nawozy, środki ochrony roślin oraz narastająca biurokracja, która nie poprawia jakości żywności, a jedynie podnosi koszty – dodaje. –Problemem nie są tylko ceny – problemem jest to, że rolnik nie ma wpływu na cenę sprzedaży. Produkujemy coraz drożej, a sprzedajemy coraz taniej. To prowadzi do bankructw, a nie do rozwoju – zaznacza.

 Jak można ocenić dotychczasowy dialog z Ministerstwem Rolnictwa? – Ten dialog jest w dużej mierze pozorowany. Są spotkania i deklaracje, ale brakuje realnych decyzji i ochrony rynku. W czasie, gdy „trwają rozmowy”, kolejne gospodarstwa znikają z mapy Polski, a import wjeżdża bez przeszkód. Rolnicy nie potrzebują kolejnych konsultacji – potrzebują konkretnych działań tu i teraz – wyjaśnia rolnik.

 Szubin i Żnin, województwo kujawsko – pomorskie

 – Mimo wielu organizacji rolniczych działających w Polsce potrafimy zjednoczyć się i działać wspólnie co pokazały dzisiejsze protesty. Jest to sygnał dla rządzących, że żarty się skończyły. Nie zamierzamy dłużej patrzeć na ich nieróbstwo, żądamy efektów. Mamy nadzieję, że uda się przez nasze działania wywrzeć presję na polityków i decydentów. Płacimy za ich utrzymanie z naszych podatków i łaski nie robią, niech  nie gadają, a zaczną działać – mówi Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w kujawsko – pomorskim, radny powiatu inowrocławskiego z Konfederacji, sadownik.

 – Takie protesty dodatkowo jednoczą środowisko rolne, jest pełna mobilizacja, nie odpuścimy. Dziś był to protest ostrzegawczy, w styczniu idziemy na ostro. Umowa z MERCORUR do kosza, zatrzymanie idiotycznego Zielonego Ładu, nie” dla liberalizacji handlu z Ukrainą, działania poprawiające tragiczną sytuację na rynku zbóż, warzyw, trzody chlewnej, cukru, mleka i innych. To nasze postulaty – podkreśla Marcin Wroński.

Protest przeciwko umowie UE – Mercosur odbył się w ponad stu siedemdziesięciu lokalizacjach.

Mercosur. Nie damy się !! Obrazy.

———————————–

—————————————-

———————————————–

—————————————————————————–

——————————————————

—————————————————–

——————————————————

——————————————————–

Rewolucja „październikowa” a Rosjanie

Oto, jak cierpiano w Rosji

Date: 29 dicembre 2025Author: Uczta Baltazara

Maurizio Blondet  babylonianempireoto-jak-cierpiano-w-rosji

Petersburg pogrążony jest w chaosie, pełen pijanych dezerterów, którzy zabijają oficerów i policjantów; wszędzie słychać chaotyczne salwy karabinowe. Nowy rząd nie kontroluje niczego; nie wie, jak zapewnić zaopatrzenie miast; żołnierze pozostający na froncie pozostają bez rozkazów a armia rozpada się.

Jaka jest pierwsza decyzja Kiereńskiego? – Ta, którą uważa za najpilniejszą i najbardziej potrzebną?

Pierwsza decyzja, podjęta 3 marca, dotyczy wpisania żydowskich pełnomocników procesowychktórym wcześniej nie wolno było samodzielnie prowadzić spraw sądowych – do rejestru adwokatów. To los dyskryminowanych Żydów jest najpilniejszą sprawą, którą należy się zająć i to natychmiast.

20 marca Kiereński, „we współpracy z członkami biura delegowanego przy żydowskich deputowanych” do Dumy, uchyla ustawą „wszelką dyskryminację osób ze względu na ich wyznanie, doktrynę religijną lub narodowość”.

Jest to pierwszy akt prawny nowej Rosji. „Na prośbę biura [delegatów żydowskich w Dumie], Żydów jako takich w rezolucji nie wymieniono”.

Rząd Kiereńskiego nie utrzymuje się długo. Leon Trocki obala go w wyniku zamachu stanu: do władzy dochodzą bolszewicy.

Jaki jest problem, którego rozwiązanie wydaje się być najpilniejsze dla nowego reżimu?

„Walka z antysemityzmem” – tak głoszą Izwiestia z 28 kwietnia. Lenin wydaje następujący rozkaz Sowietom: „Zwrócić najwyższą uwagę na antysemicką propagandę prowadzoną przez duchowieństwo; podjąć najbardziej radykalne środki w celu stłumienia kontrrewolucji i propagandy popów”; zaleca „środki zapobiegawcze”przeciwko wszelkim przejawom antysemityzmu.

W tym samym 1918 roku, Lenin nagrywa „specjalne przemówienie na temat antysemityzmu”, które jest rozpowszechniane za pomocą płyt gramofonowych.

27 lipca 1918 r. reżim, który właśnie wymordował rodzinę cara, uchwala specjalną ustawę mającą na celu „wyeliminowanie antysemityzmu”: „Rada Komisarzy Ludowych oświadcza, że ruch antysemicki stanowi zagrożenie dla sprawy rewolucji”.

W Kronstadzie dochodzi jednak do buntu robotników i marynarzy pro-bolszewickich. Narzekano między innymi na “brutalne traktowanie popów”. Robotnicy z Archangielska napisali do gazety „Prawda”, sygnalizując: „Profanowane, brudzone i plądrowane są wyłącznie cerkwie prawosławne, nigdy synagogi. Śmierć z głodu i chorób zabiera setki tysięcy niewinnych istnień wśród Rosjan”, podczas gdy „Żydzi nie umierają ani z głodu, ani z powodu chorób”. Wobec owych robotników zastosowano „najbardziej radykalne środki” nakazane przez Lenina i wiadomo, co ten termin oznaczał. https://en.wikipedia.org/wiki/Kronstadt_rebellion

Wielki filozof i teolog Siergiej Bułgakow potwierdził z bólem w roku 1941: «Prześladowania chrześcijan w Rosji przewyższyły wszystkie znane w historii prześladowania… aczkolwiek wpisane w program bolszewizmu, prześladowania te znalazły najbardziej gorliwych wykonawców w osobach żydowskich „komisarzy”».

D.S. Pasmanik, żydowski historyk rewolucji bolszewickiej, napisał: „Bolszewizm stanie się dla głodujących Żydów z miast, zawodem porównywalnym do dotychczasowych zawodów krawca, farmaceuty czy poborcy podatkowego”.

W roku 1919, wielu nowych bolszewików przeniosło się do Moskwy. Pewien David Abzel opowiada w swojej biografii, że opuścił rodzinny Czernihów na prowincji, aby udać się do stolicy, dokąd już wcześniej przeniosły się dwie ciotki, „bogate kupczynie”.

Jedna z jego ciotek, Liola, mieszkała teraz w hotelu „National”, rezydencji dla członków partii (tzw. Pierwszym Domu Sowietów). Sąsiad o nazwisku Ulrich żartował: „Dlaczego nie otworzymy synagogi w National? – Tu są wyłącznie Żydzi…”. https://en.wikipedia.org/wiki/Hotel_National,_Moscow

Zaczyna się komunistyczny głód spowodowany represjami wobec rolników (kułaków); w roku 1922, nad Wołgą panuje klęska głodu. Nie dotyczy to jednak rezydencji sowietów.

Ich lokatorzy otrzymują pomoc od American Relief Administration (ARA), organizacji utworzonej przez prezydenta Hoovera w celu niesienia pomocy głodującym w Rosji: w paczkach znajduje się „kawior, ser, masło, wędzony jesiotr… nigdy nie brakowało ich na naszych stołach”. https://en.wikipedia.org/wiki/American_Relief_Administration

Dzieciom członków partii mieszkających we wspomnianych rezydencjach sowieckich podawano „amerykańskie śniadania: ryż z mlekiem, gorącą czekoladę, białe bułki i jajka na talerzykach”.

Lenin w swojej pracy zatytułowanej „O kwestii żydowskiej w Rosji” (z przedmową Shimona Dimansteina, rok 1924): „Fakt, że znaczna część żydowskiej inteligencji osiedliła się w rosyjskich miastach, bardzo pomógł rewolucjiJeśli udało nam się przejąć aparat państwowy i zrestrukturyzować go, to wyłącznie dzięki tejże grupie nowych urzędników – bystrych, wykształconych i wystarczająco kompetentnych”.

„Swoją doskonałą organizację, bolszewizm zawdzięcza działaniom komisarzy żydowskich” – zauważa wspomniany już wcześniej Pasmanik.

„Ukraińska Ceka składała się w 80% z Żydów” – pisze Bruce Lincoln, amerykański historyk rewolucji bolszewickiej

G. Korolenko, socjalrewolucjonista, stwierdza w roku 1919: „Wśród bolszewików jest wielu Żydów. Ich brak taktu i arogancja rażą i irytują… zwłaszcza w Czeka, gdzie wszędzie pojawiają się żydowskie rysy twarzy, co drażni tradycyjne odczucia”  narodu.

L.V. Kritchevski, który w 1999 roku przyczynił się do powstania zbiorowego dzieła historycznego „Żydzi i rewolucja rosyjska”, opublikowanego jednocześnie w Moskwie i Jerozolimie, zbadał niegdyś tajne dokumenty dotyczące personelu aparatów represji.

„W czasach »czerwonego terroru«”, pisze, „mniejszości narodowe stanowiły 50% centralnego aparatu WCzK-i oraz około 70% stanowisk kierowniczych w aparacie”. Jakie mniejszości narodowe?

Wielu Łotyszy, niemało Polaków i Żydów.

„Wśród sędziów śledczych odpowiedzialnych za walkę z kontrrewolucją połowa była pochodzenia żydowskiego”.

Wiadomo, kim byli owi sędziowie. Spośród tysięcy nazwisk wstarczy wymienić Matvieja Bermana https://en.wikipedia.org/wiki/Matvei_Berman, który w 1932 r. awansował na stanowisko dyrektora całego systemu gułagów, a w 1936 r. został wiceministrem NKWD, tj. przyszłego KGB; albo Jacova Agranova https://en.wikipedia.org/wiki/Yakov_Agranov, czekistę, który zasłynął „prowadzeniem okrutnych przesłuchań uczestników powstania w Kronsztadzie”; czy też Lwa Iljicza Injira, który został głównym księgowym całego systemu gułagów, mianowanym na to stanowisko przez swojego współwyznawcę Iejowa („weterana NKWD, który w swoich przemówieniach często cytował Talmud”), a który wraz z Genrichiem Jagodą kierował tym olbrzymim archipelagiem.

Kiedy w 1933 roku zakończono budowę kanału Morze Białe-Morze Bałtyckie, gdzie zginęły setki tysięcy rosyjskich, azjatyckich i ukraińskich więźniów zmuszanych do pracy przy temperaturze -50°C i o głodzie, twórcy owego gigantycznego, ludobójczego dzieła reżimu zostali nagrodzeni medalami i odznaczeniami: Jagoda, komisarz NKWD; Matvej Berman, szef Gułagu; Semion (Shimon) Firin, nazorca robót; Lazar Kogan, szef budowy; Jakow Rappoport, jego zastępca; Naftali Frenkel, szef budów prowadzonych nad Morzem Białym.

Wszyscy oni byli Żydami.

Zastanawiając się nad tym faktem, żydowski historyk Gabriel Landau: „Uderza nas to, czego najmniej spodziewaliśmy się znaleźć w środowisku żydowskim: okrucieństwo, sadyzm, przemoc, które wydawały się być tak obce ludowi dalekiemu od wszelkiej wojny. Ci, którzy wczoraj nie umieli jeszcze posługiwać się karabinem, odnaleźli się w roli katów i oprawców”.

W roku 1923, inny Żyd, Bieckerman, pisał: „Dzisiaj Żyd jest wszędzie, na wszystkich szczeblach władzy. Rosjanin widzi go u steru w Moskwie, u steru w stolicy nad Newą (Petersburg), u steru Armii Czerwonej, tej niezrównanej machiny samozniszczenia… Rosjanin widzi w Żydzie sędziego i kata; na każdym kroku spotyka Żydów którzy nie są komunistami, ale przejmują wszystko w swoje ręce i działają na rzecz władzy radzieckiej… Nic dziwnego, że Rosjanin utwierdza się w opinii, że obecna władza jest żydowska, że jest stworzona dla Żydów, że służy ich interesom: i to właśnie ta władza potwierdza go w tym przekonaniu”.

Rewolucja rozszerzyła się na Europę Wschodnią, zachowując te same cechy. Na Węgrzech spośród 49 komisarzy 31 było Żydami. Kiedy na premiera wybrano Sandora Garbai, który nie był Żydem, Rakosi zażartował: „Trzeba było kogoś, kto mógłby podpisywać wyroki śmierci w sobotę”.

W Moskwie krążyło popularne powiedzenie: «Dla Rosjan – Syberia, dla Żydów – Krym» – miejsce wypoczynku.

Na tym zakończę. Tym, którzy pytają, z jakich źródeł czerpać informacje, podaję nazwisko: Sołżenicyn.

Jego książka „Dwa wieki razem” zawiera bardzo dokładne i obszerne przypisy, które tutaj pomijam: Sołżenicyn zadbał o to, aby cytować prawie wyłącznie rosyjskich autorów żydowskiego pochodzenia.

Tak oto cierpiano w Rosji.

Sołżenicyn zadaje sobie pytanie, czy bolszewizm byłby równie okrutny i równie bezwzględny, gdyby jego przywódcami byli Rosjanie. Nie odpowiada na to pytanie. Mówi jednak, że Rosjanie zostali zdewastowani.

Co najmniej 60 milionów zginęło w perfekcyjnie zarządzanych gułagach. Kolejne 22 miliony zginęło w wojnie z Niemcami, w której ci, którzy zginęli uratowali swoimi ciałami miliony Żydów. Naród rosyjski został okaleczony, na zawsze zdeformowany, wyzuty z energii przez ową ogromną tragedię.

Czyż więc nie należałoby czcić również jego holokaustu?

Sołżenicyn prosi i wzywa do pokuty: „Czy istnieje zagrożenie, że trgo rodzaju sytuacja może się powtórzyć? – W tym duchu, naród żydowski powinien odpowiedzieć za swoich rewolucjonistów-morderców oraz rzesze osób, które stanęły do ich dyspozycji. Nie chodzi tu o odpowiedź przed innymi narodami, ale przed samym sobą, przed własnym sumieniem i przed Bogiem”.

(opublikowano 14 marca 2006 roku)

INFO: https://www.effedieffe.com/index.php?option=com_content&task=view&id=5357&Itemid=100021

……………..

TRZEBA PRZYPOMNIEĆ: Kaźń Romanowów była morderstwem rytualnym http://web.archive.org/web/20200120091217/http://ram.neon24.pl:80/post/141261,kazn-romanowow-byla-morderstwem-rytualnym

Świetlana przyszłość. MEM-y VI.

—————————————————————–

——————————————————–

——————————————————————————

————————————–

————————————-

——————————————————–

—————————————————————————————

————————————————-

——————————————————————–

————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano