Słowiańskie niewolnice w Izraelu. Wielomiliardowe zyski mafii żydowsko-rosyjskich

Słowiańskie niewolnice w Izraelu.

Wielomiliardowe zyski

mafii żydowsko-rosyjskich

24.01.2026 Tomasz Szkopek slowianskie-niewolnice-w-izraelu-wielomiliardowe-zyski-mafii

Słowiańskie niewolnice w Izraelu
NCZAS.INFO | Słowiańskie niewolnice w Izraelu. Obrazek ilustracyjny wygenerowany przez AI.

Uprowadzanie Słowianek w niewolę do innych krajów kojarzy się ze średniowiecznym handlem niewolnikami lub nowożytnymi wyprawami Tatarów po jasyr. W końcu lat 90. XX wieku, magazyn „Melting Pot International”, w artykule „Zapomniana historia niewolnictwa Słowian”, streścił jego dzieje jako proces długiego trwania i włączył do niego także najnowsze zjawisko pracy niewolniczej oraz niewolnictwo słowiańskich kobiet ściąganych do innych krajów, zwłaszcza na Bliski Wschód, pod pozorem pracy, małżeństwa lub wycieczki, a także w wyniku porwań.

„Większość ofiar handlu ludźmi w Europie Wschodniej to młode kobiety, a najczęstszą przyczyną handlu Słowiankami jest wykorzystywanie seksualne. Tylko w 1997 roku aż 180 tys. młodych kobiet z Rosji i Europy Wschodniej sprzedano jako towar na rynkach seksu w krajach rozwiniętych w Europie i na Bliskim Wschodzie”. Według autora artykułu do niedawnego wzrostu handlu Słowiankami przyczyniły się też wojny w byłej Jugosławii, które „doprowadziły do handlu tysiącami słowiańskich kobiet i dziewcząt w celach komercyjnego wykorzystywania seksualnego”. Dodał też, że grupy przestępcze na Bałkanach i w byłym Związku Radzieckim odniosły sukces, elastycznie dostosowując trasy i metody do szybko zmieniającego się rynku światowego, konkludując: „Teraz, pomimo postępów prawnych, które poczyniono przez lata, wszystkie formy handlu słowiańskimi niewolnikami są nadal powszechne w regionie”.

Prof. Alice Shalvi, współzałożycielka i wieloletnia przewodnicząca Sieci Izraelskich Kobiet (IWN), w swej książce z 2018 roku „Never a Native”, poruszyła m.in. temat słowiańskich niewolnic seksualnych w Izraelu, głównie z krajów byłego ZSRR. Sygnalizował ten problem także raport IWN „Handel ludźmi do Izraela i przymusowa prostytucja”. Temat ten szczegółowo omówiła dr Nomi Levenkron, kryminolog z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie i prof. Yossi Dahan w opracowaniu „Kobiety jako towary. Handel kobietami w Izraelu 2003”. Stwierdzono w nim, że ofiary tego handlu pochodziły w szczególności z Rosji i Ukrainy. Przyczyną była z jednej strony sytuacja, w której miliony ludzi zostało pozbawionych środków do życia, a z drugiej strony „handel kobietami kwitnie z powodu ogromnego popytu, szacowanego na milion wizyt w burdelach w Izraelu co miesiąc (na ok. 6,5 mln mieszkańców kraju w 2003 roku) oraz obojętność na to zjawisko, wykazywana zarówno przez organy ścigania, jak i ogół społeczeństwa, gdyż ma ono wysoki poziom legitymizacji w społeczeństwie izraelskim”.

Prof. Asif Efrat ze Szkoły Rządzenia, Dyplomacji i Strategii Laudera w Herclijji, w artykule „Globalne działania przeciwko handlowi ludźmi” i w książce „Międzynarodowa współpraca w walce z nielegalnym handlem”, pisał że ofiary handlu kobietami z państw poradzieckich „lądowały w jednym z 300–400 domów publicznych, gdzie pracowały siedem dni w tygodniu, obsługując do 30 klientów każdego dnia. Handlarze zabierali prawie wszystkie dochody, stosowali przemoc fizyczną i groźby, aby odwieść kobiety od wyjścia, a w niektórych przypadkach więzili kobiety za zamkniętymi drzwiami i zakratowanymi oknami. Przytłaczająca większość klientów to izraelscy Żydzi ze wszystkich grup społecznych, włącznie z biznesmenami, żołnierzami, policjantami i ultraortodoksyjnymi judaistami”.

Sprawę słowiańskich niewolnic w Izraelu, a także we Włoszech i paru innych krajach, nagłośnił „New York Times” w 1998 roku artykułem „Nowy towar w handlu ludźmi. Naiwne słowiańskie kobiety”. W jego rezultacie wkrótce Departament Stanu USA zdegradował Izrael w rankingu państw odnośnie problemu handlu ludźmi do najniższego – trzeciego poziomu, głos w sprawie zabrała sekretarz stanu Madeleine Albright przy okazji spotkania z Binjaminem Netanjahu, odbyło się przesłuchanie w Knesecie, wzbudził on zainteresowanie tematem u Alice Shalvi i IWN, zaś Amnesty International opublikowało dokument pt. „Rząd Izraela musi powstrzymać łamanie praw człowieka wobec ofiar handlu kobietami”.

Autorem artykułu jest Michael Specter, specjalizujący się w problematyce społecznej, głównie Europy Wschodniej oraz zdrowia publicznego i innych nauk. Napisał on: „Ekonomiczna beznadziejność w słowiańskim świecie otworzyła to, co eksperci nazywają najbardziej lukratywnym rynkiem dla gangów przestępczych, które rozkwitły od upadku komunizmu: białych kobiet. Funkcjonariusze organów ścigania, grupy pomocy i sutenerzy zgadzają się, że ukraińskie i rosyjskie kobiety są teraz najcenniejsze w handlu. Centrale sieci handlu kobietami znajdują się w Moskwie i Kijowie, a trasy wywozu są kontrolowane przez rosyjskie gangi. Izrael jest dość typowym celem. Prostytucja jest tu legalna, a burdele są wszechobecne. W Izraelu nie ma nawet konkretnego prawa zakazującego sprzedaży ludzi. Bardzo niewiele kobiet „uwolnionych” przez policję, to znaczy umieszczonych w więzieniu za nielegalny pobyt w Izraelu, składa formalne zeznanie, gdyż te, które to czynią, ryzykują śmierć. Bez takich zeznań sprawcy pozostają bezkarni”.

Marco Buffo, dyrektor organizacji zajmującej się zwalczaniem handlu ludźmi w północnych Włoszech, stwierdził, iż w latach 90. XX wieku Ukraina, Rosja i Białoruś zastąpiły Tajlandię i Filipiny jako centrum światowego handlu kobietami: „Najwyższe ceny są teraz za białe kobiety. Kiedyś Nigeryjki i Azjatki były na szczycie rynku. Teraz to Ukrainki”. W Mediolanie w 1997 roku policja zlikwidowała gang przeprowadzający aukcje, na których kobiety porywane z krajów byłego ZSRR były umieszczane na podwyższeniach, częściowo nagie i sprzedawane po średniej cenie nieco poniżej 1000 USD. Prof. Donna M. Hughes z Uniwersytetu Rhode Island, specjalizująca się w tej tematyce, w opracowaniu „Handel »Nataszą«. Międzynarodowy handel ludźmi w celach seksualnych”, poinformowała że w latach 90. sprzedano ok. 100 tysięcy Ukrainek do krajów zachodnich i bliskowschodnich. Wśród tych ostatnich głównymi odbiorcami były: Izrael, Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ceny za Rosjankę i Ukrainkę wynosiły od kilkuset do kilku tysięcy USD. Według raportu z 2006 roku, który opublikowały Stephanie Hepburn i Rita J. Simon w książce „Handel ludźmi na świecie. Ukryty na widocznym miejscu”, około 35–58 tys. Rosjanek rocznie było ofiarami handlu ludźmi. W Europie znacznym odbiorcą były Niemcy, gdzie rosyjska mafia była szczególnie silna.

Żydowsko-rosyjskie mafie osiągały ze sprzedaży i wykorzystywania słowiańskich niewolnic wielomiliardowe zyski. Tylko w latach 1990–1995 zdeponowały w bankach izraelskich do 4 mld dolarów. Oprócz mafii Żydów rosyjskich, głównymi podejrzanymi o organizację handlu kobietami z Europy Wschodniej byli czołowi gangsterzy z wiodących rodzin mafijnych w Izraelu, uprawiający ten proceder do 2009 roku. Yitzhak Tyler, szef tajnej policji w Hajfie, określił, że jest to „wyrafinowana, globalna operacja”. Wyliczył też zyski izraelskich sutenerów: „Ci mężczyźni płacą od 500 do 1000 USD za kobietę z Ukrainy lub Rosji. W jednym miejscu ma ich 10. Każda ma od 15 do 20 klientów dziennie. […] 30 000 szekli dziennie przychodu z każdego miejsca. Każda dziewczyna pracuje 25 dni w miesiącu. Minimum. Mówimy więc o 750 000 szekli miesięcznie, czyli o około 215 000 USD. Mężczyzna często posiada pięć takich miejsc.

To milion dolarów. Bez podatków, bez prawdziwych kosztów ogólnych. To fabryka z niewolniczą siłą roboczą. I mamy je w całym Izraelu”.

Na ogół wszystkie kobiety sprowadzane z Europy Wschodniej w latach 90. były w Izraelu nazywane „Rosjankami”. Ponadto w Izraelu i Turcji niewolnice rosyjskie i ukraińskie nazywane były też „Nataszami”, a mianem tym określano także niewolnice z Czech i innych krajów Europy Środkowej. Według New York Times, w 1998 roku prawie wszystkie prostytutki w Izraelu były „Rosjankami”, czyli zasadniczo Słowiankami. Na pytanie Michaela Spectera o przyczyny skali obecnego procederu, odpowiedział izraelski sutener, właściciel trzech „klubów” w biznesowej dzielnicy Tel Awiwu, mówiąc: „Są blondynkami, ładnie wyglądają i różnią się od nas. Izraelczycy kochają rosyjskie dziewczęta”.

„Raport na temat handlu ludźmi w świecie” sporządzony przez Departament Stanu USA w 2008 roku potwierdził, że „Izrael jest krajem docelowym dla mężczyzn i kobiet będących ofiarami handlu ludźmi w celu pracy przymusowej i komercyjnego wykorzystywania seksualnego. […] Pracownicy są bardzo narażeni na handel ludźmi w Izraelu, a w niektórych przypadkach znajdują się w niewoli długu. Izrael jest także krajem docelowym dla kobiet będących ofiarami handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego”. Jako państwa pochodzenia ofiar, raport wskazał m.in. Rosję i Ukrainę. Stwierdził też, że „Rząd Izraela nie przestrzega w pełni minimalnych standardów w zakresie eliminacji handlu ludźmi; podejmuje jednak znaczne wysiłki, aby to zrobić”, podkreślając, iż w 2006 roku weszła wreszcie w życie ustawa o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi, która przewiduje kary więzienia za handel ludźmi, za niewolnictwo i za pracę przymusową, „jednak jej realizacja nie jest wystarczająca, a wyroków niewiele”.

Rząd USA domagał się, by Izrael wzmógł działania organów ścigania. Wkrótce potem, w marcu 2009 roku, przeprowadzono w Izraelu większe aresztowania wśród członków syndykatu z Tel Awiwu sprzedającego tysiące niewolnic z Europy Wschodniej. Fachowa literatura przedmiotu, w tym cytowane książki z 2018 roku, omawiają stan rzeczy do 2010 roku. Z późniejszych raportów Departamentu Stanu można wywnioskować, że w następnych latach sytuacja w Izraelu pod tym względem znacząco się poprawiła.

Artykuł jest przeredagowanym fragmentem hasła „Niewolnictwo Słowian” na portalu Wikipedia.

Ukraińskie i meksykańskie kartele. Narkobiznes w Polsce rośnie

Ukraińcy i meksykańskie kartele.

Narkobiznes w Polsce rośnie

przez imigrantów

23.01.2026 nczas/ukraincy-i-meksykanskie-kartele-narkobiznes-w-polsce-rosnie-przez-imigrantow/

Rekordową ilość 29 ton narkotyków przejęło w ubiegłym roku CBŚP, z tego większość pochodziła z nielegalnych fabryk w kraju. „Ale narkobiznes zmienia oblicze – do gry wchodzą cudzoziemskie grupy przestępcze, w tym z Meksyku” – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”.

„Rodzimy czarny rynek na dobre zawojowały 'kryształy’, zwane 'kokainą dla ubogich’ – w ubiegłym roku policjanci CBŚP przechwycili ich dwukrotnie więcej niż rok wcześniej” – wskazują dane, które poznała „Rz”.

– Zdecydowana większość, ponad 20 ton narkotyków zabezpieczonych przez policję w ubiegłym roku, została wyprodukowana w Polsce, w nielegalnych laboratoriach należących do zorganizowanych grup przestępczych – powiedział gazecie podinsp. Michał Aleksandrowicz, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Narkotykowej Centralnego Biura Śledczego Policji.

CBŚP odebrało gangom w minionym roku łącznie 29 ton narkotyków – to więcej o 7,3 tony niż w 2024 r. i o drugie tyle niż dwa lata temu, gdy było to 14 ton. Spadł popyt na marihuanę i haszysz, a kokainy przejęto 3,8 tony, czyli o blisko pół tony mniej.

Boom dotyczył narkotyków syntetycznych – to tzw. kryształy, do których zalicza się klefedron, klofedron czy Alfa PVP (narkotyki z grupy katynonów). Działają podobnie jak kokaina, są niebezpieczne, ale nieporównanie tańsze.

„Przejęto ich aż 18 ton, rok wcześniej – 9,7 tony. Z kolei ilość mefedronu z rodzimych fabryk wzrosła pięciokrotnie – ze 111 kg do 560 kg” – informuje „Rzeczpospolita”.

„Kryształy” powstają w krajowych laboratoriach – w ubiegłym roku CBŚP rozbiło 58 z nich, rok wcześniej – 60. Tyle że obecne są większe, bardziej profesjonalne, działające z rozmachem.

– Często z jednego rozbitego laboratorium zabezpieczamy narkotyki o czarnorynkowej wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych – powiedział gazecie Aleksandrowicz.

Zmienia się profil narko-przestępców – w proceder wchodzą cudzoziemcy. Echem odbiło się pierwsze w historii CBŚP rozbite laboratorium metadonu w Polsce, które założyli Ukraińcy.

Produkcja czy przemyt narkotyków są zdominowane przez rodzime grupy przestępcze, jednak są również grupy rosyjskojęzyczne, a w ostatnim czasie pojawili się Meksykanie powiązani z jednym z największych karteli w Ameryce Północnej.

– Na wczesnym etapie ich laboratoria zostały rozbite, a oni zatrzymani – powiedział „Rz” Aleksandrowicz.

Brytyjski rząd przymyka oczy na handel dziećmi, szczególnie dla satanistów

Brytyjski rząd przymyka oczy na handel dziećmi

22.01.2026

W obszernym wywiadzie były brytyjski parlamentarzysta Andrew Bridgen wysunął poważne oskarżenia dotyczące zorganizowanego wykorzystywania dzieci, handlu dziećmi i „nieudolności” rządu. W rozmowie z dziennikarzem Flavio Pasquino z LightHouseTV, Bridgen omówił problemy systemowe, które jego zdaniem są ignorowane lub aktywnie tuszowane przez polityków, wymiar sprawiedliwości i służby bezpieczeństwa.

Bridgen skrytykował brak odrębnego systemu prawa karnego w Wielkiej Brytanii dla tzw. „satanistycznego wykorzystywania dzieci”. Argumentował, że nie wynika to z braku dowodów, ale z faktu, że temat ten jest społecznie i politycznie tabu. Stwierdził, że podobne mechanizmy zaprzeczania istnieją także w innych krajach europejskich, w tym w Holandii.

Centralnym punktem rozmowy były twierdzenia Bridgena dotyczące zorganizowanego na skalę międzynarodową gangu zajmującego się handlem dziećmi. Według niego dzieci z krajów Europy Wschodniej, takich jak Ukraina i Mołdawia, były sprowadzane do Wielkiej Brytanii w celu wykorzystywania seksualnego oraz nielegalnego pozyskiwania organów.

Bridgen oświadczył, że widział odpowiednie dowody i przekazał je policji, służbom wywiadowczym i krajowej policji kryminalnej. Nie podjęto jednak żadnych działań ani śledztwa, nawet gdy informacje pochodziły z ukraińskich źródeł wywiadowczych.

Według Bridgena, sygnaliści, którzy próbowali ujawnić te struktury, byli celem zamachów. Zarzuty sugerują, że władze państwowe, przynajmniej poprzez bezczynność, przyczyniły się do kontynuacji tych przestępstw.

W tym kontekście Bridgen wspomniał również o firmie Chemonics, którą powiązał z praniem pieniędzy w związku z handlem dziećmi. Podczas przesłuchania nie przedstawiono publicznie żadnych dowodów. Bridgen stwierdził jednak, że po swoich oświadczeniach doświadczył ogromnej presji osobistej, w tym fałszywych oskarżeń i izolacji politycznej w parlamencie.

Oprócz aspektów międzynarodowych, Bridgen poruszył również kwestię zorganizowanej przemocy seksualnej w Wielkiej Brytanii. Wspomniał o gwałtach zbiorowych na nieletnich dziewczętach z ubogich środowisk, dokonywanych przez siatki przestępcze.

Również w tym przypadku oskarżył policję i wymiar sprawiedliwości o systematyczne przymykanie oczu, a w niektórych przypadkach o aktywny udział w tych aktach przemocy. Według niego, ofiary były niekiedy szantażowane lub wykorzystywane przez samych funkcjonariuszy policji.

Bridgen interpretował te wydarzenia jako przejaw głęboko zakorzenionej korupcji instytucjonalnej, obejmującej policję, politykę, wymiar sprawiedliwości i podmioty gospodarcze. W takim systemie, argumentował, tylko ci, którzy są gotowi chronić istniejące struktury, mogą dojść do władzy.

Były poseł opisuje ten problem jako zjawisko globalne, o którym rzadko mówi się w mediach głównego nurtu, mimo że dotyczy milionów dzieci. Bridgen tłumaczy, że zdecydował się na upublicznienie sprawy, pomimo osobistych konsekwencji, z chęci ochrony dzieci przed najpoważniejszymi przestępstwami.

Nawiązał również do końca swojej kariery politycznej, wyjaśniając, że rozpoczął się on po tym, jak sprzeciwił się zatwierdzeniu eksperymentalnych szczepionek przeciwko COVID-19 dla niemowląt.

Wywiad ukazuje obraz wysoce kontrowersyjnego, ale dalekosiężnego zarzutu: że zorganizowane wykorzystywanie dzieci nie tylko istnieje, ale jest wspierane przez zaniedbania państwa — lub jego zaangażowanie. Dowody na wiele z tych twierdzeń nie są jeszcze publicznie weryfikowalne. Niemniej jednak rozmowa rodzi pytania o transparentność, gotowość do zbadania sprawy i odpowiedzialność instytucjonalną.

Źródło zagraniczne: UncutNews.ch Źródło polskie: WolneMedia.net

Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

Davos 2026 – koniec ery jednej narracji rządzącej światem

23.01.2026 Zbigniew Jacniacki wolnemedia/davos-2026

Przez dekady Davos było miejscem, gdzie nie tylko mówiono o świecie – ale decydowano, jak świat ma wyglądać. Globalizacja, zielona transformacja, otwarte granice, słabnące państwa narodowe – wszystko to przedstawiano jako jedyną sensowną drogę. W 2026 roku ten monopol pękł.

Forum nie upadło, ale przestało być centrum, z którego narzuca się jedną prawdę. Stało się sceną, na której stare elity usłyszały wyrok – zarówno od przyjezdnych, jak i od samych siebie.

Sekretarz handlu USA Howard Lutnick powiedział wprost to, co jeszcze kilka lat temu w Davos byłoby herezją: „Administracja Trumpa i ja jesteśmy tu, żeby przekazać bardzo jasny komunikat: globalizm poniósł porażkę”.

Dodał: „Po co wam energia słoneczna i wiatraki? Dlaczego Europa miałaby dobrowolnie zejść do zera emisji, skoro nawet nie produkujecie własnych baterii?”. I – być może najważniejsze: „Macie pełne prawo mieć granice”. „Globalizm zostawił zwykłych ludzi z tyłu. America First to inny model – i zachęcamy inne kraje, żeby go wybrały”. To nie była prowokacja. To był publiczny akt zerwania z dotychczasowym dogmatem.

Forum zdominował Donald Trump. Podpisał „Kartę Rady Pokoju” („Board of Peace”) – nowej struktury, która ma konkurować z ONZ. Do inicjatywy dołączyły dziesiątki państw, w tym Argentyna rządzona przez Mileia. Trump powiedział Europie wprost: „Chcemy silnych sojuszników – nie bardzo osłabionych krajów”. Groził Francji 25-procentowymi cłami na wszystko oraz 100-procentowymi na wino i szampana. Emmanuel Macron ustąpił w kilka minut. O Grenlandii mówił: „Nie chcę i nie użyję siły”. Przekaz był jasny: era miękkiej dyplomacji dobiega końca, a reguły gry zmieniają się w czasie rzeczywistym.

Prezydent Argentyny Javier Milei mówił w Davos z jeszcze większą siłą: „Socjalizm zawsze kończy się bardzo źle”. „Feminizm, ideologia gender, masowa imigracja, radykalny ekologizm – to wszystko głowy tej samej bestii, która chce powiększać państwo kosztem wolności”. Tegoroczne forum nie był projektem nowego światowego ładu, lecz rozbijaniem starej iluzji zarządzania człowiekiem.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznał publicznie: „Europa nie przegrała z Chinami ani z Ameryką. Przegrała z formularzami i pozwoleniami”. „Sami pogrzebaliśmy swoją konkurencyjność pod stertą papierów i regulacji”.

To było jedno z najszczerszych wyznań w historii Davos – przyznanie się do autoblokady, a nie szukanie zewnętrznych winnych.

Chiny – spokojne, ale twarde i jednoznaczne stanowisko. Wicepremier He Lifeng nie bronił globalizmu jako idei. Bronił stabilności i reguł: „Cła i wojny handlowe nie mają zwycięzców”. „Świat nie może wrócić do prawa dżungli, gdzie silniejszy zjada słabszego”. „Współpraca wygrywa, konfrontacja przegrywa”. Chiny wystąpiły jako obrońca formalnego porządku – nie z przekonania, lecz z kalkulacji. W świecie bez reguł zostaje czysta gra siły, a ta sprzyja krótkoterminowym przewagom. Dla państwa myślącego długofalowo stabilność ram jest wartością samą w sobie. Paradoks Davos 2026 polegał na tym, że to Chiny broniły reguł, podczas gdy Zachód coraz częściej jest gotów je porzucić.

Co to oznacza – również dla nas, Polaków interesujących się polityka. Davos 2026 pokazało kilka prostych prawd:

suwerenność nie zniknęła – była przez lata wypierana językowo;

zielona transformacja bez własnej bazy przemysłowej kończy się uzależnieniem;

gdy stare reguły się sypią, liczy się zdolność samostanowienia.

Forum nie jest już miejscem, w którym jedna wizja świata uchodzi za oczywistą. Oznacza to wejście w okres głębokiej rekonfiguracji – jeszcze bez nowego ładu, ale już bez dawnego monopolu.

Davos 2026 nie było końcem świata. Było końcem złudzenia, że jeden model może rządzić wszystkimi. A to zmiana znacznie większa, niż mass media chciałby przyznać na głos.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Kasa dla Jurasa czyli mojsza lepszość

Eksperyment filadelfijski


jeziorna3/kasa-dla-jurasa-czyli-mojsza-lepszosc

Powód, dla którego ludzie dają pieniądze Jerzemu Owsiakowi podczas imprezy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jeszcze dziesięć lat temu, mógł by wiązać się z prawdziwym przekonaniem, że dając na jurkową tacę, wspiera się polską służbę zdrowia, a co najważniejsze, pomaga się wracać do zdrowia chorym ludziom, najczęściej dzieciom, bo to właśnie na nich pan Juras głównie budował swój medialny wizerunek.

Jednak po wielu aferach dotyczących dysponowania zebranymi funduszami ich zarządzaniem oraz lukratywnym biznesem jaki z orkiestry zrobi  Jerzy Owsiak. A także wobec kontrowersji związanych samą działalnością, jak choćby nie zabezpieczeniem imprezy na której zginął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, czy też wydrukowania za zebrane pieniądze gigantycznych banerów, na których porównuje się przeciwników obecnie rządzących do sepsy, aprobata wobec działań Owsiaka znacznie osłabła.

Także zblatowanie się szefa Orkiestry z rządem Tuska i wspieranie go z pełną siłą i zaangażowaniem, mimo deklaracji o apolityczności, oraz ściganie przez organ władzy ludzi, którzy wyrażają na temat Jerzego Owsiaka inne zdanie niż to pozytywne, jednoznacznie ukazało obraz człowieka nie tylko cynicznie wykorzystującego finansowe poparcie części społeczeństwa do osobistego wzbogacenia się, ale także używającego  owych środków do politycznego wspierania obecnie rządzącego układu politycznego, nazwanego przez jednego z sędziów krypto dyktaturą.

Jeśli więc mimo tego  ktoś nadal wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, to albo jest człowiekiem wierzącym w swojej naiwności, że dycha wciśniętą do puszki trzymanej przez zmarzniętego dzieciaka, faktycznie w całości przeznaczona jest na szczytny cel (zapewne parę procent Polaków nadal w to wierzy); albo wciśnięcie do oklejonego serduszkami pudła, biletu Narodowego Banku Polskiego, jest niczym innym jak deklaracją polityczną?!

Co nam chcą zakomunikować owi ideowi dawcy luksusu i zbytku dla Jurasa? Otóż to, że wybierają nierząd zamiast rządu, kulturę upadającego zachodu niż  tą judeo chrześcijańską, wreszcie, że polskość to nienormalność przegrywająca z upragnioną przez nich europejskością.

Jest to wreszcie dla nich krótkotrwały zastrzyk owej tytułowej „lepszości” pozwalający poczuć, że należą do tych wygranych, do owych liberalno lewackich elit z milionami ukradzionych euro (oni też chcieli by tak kraść).

Owi ideowi wyciskacze banknotów pragną, żeby choć na chwilę, spłynął na nich ów splendor bycia elitą, który jest „mojszy”, a nie „twojszy”, na pohybel pisiorom i prawicy bajdurzącym  o Bogu, Honorze i Ojczyźnie i niech tuczy się Owsiak, a poczucie przyzwoitości i godność wolnego człowieka niech sczezną na wieki!

Pomysł dojrzałego idioty. Realizacja: butelkomaty z kartonu w Biedronce.

Tego jeszcze nie było:

butelkomaty z kartonu w Biedronce.

Tymczasowo

Ewelina Oleksy 23 stycznia 2026, godz. 07:00 trojmiasto/Tego-jeszcze-nie-bylo-butelkomaty-z-kartonu-w-Biedronce

Wielkie kartonowe pudło z otworem na butelki i puszki, a na nim dumnie brzmiące hasło „mój recyklobox”. To nie żart, a nietypowy butelkomat – z kartonu, który pojawił się w niektórych sklepach sieci Biedronka. Tych, w których jeszcze nie zamontowano maszyn obsługujących system kaucyjny. – To rozwiązanie tymczasowe – zapewniają przedstawiciele sieci.

Kartonowy butelkomat to:

dobre rozwiązanie do czasu, gdy sklep nie zainstaluje maszyny kpina z pracowników i klientów oraz parodia systemu kaucyjnego – Weszłam do Biedronki w centrum Gdańska i oczom nie wierzyłam. W sklepie stało wielkie kartonowe pudło, które udawało butelkomat. Z odręcznie napisaną karteczką, żeby nie wrzucać tam butelek i puszek bez wiedzy pracownika i każdorazowo chcąc z tego korzystać, wezwać kierownictwo. To system kaucyjny czy jego parodia i prowizorka? – pyta pani Kaja, nasza czytelniczka.

Tak wygląda kartonowy butelkomat w jednej z gdańskich Biedronek.

fot. Trojmiasto.pl

Butelkomaty z kartonu w Biedronkach

Rzeczywiście, w części Biedronek – nie tylko w Trójmieście, a w całej Polsce – pojawiły się kartonowe, prowizoryczne butelkomaty.

By z nich skorzystać, trzeba znaleźć i wezwać pracownika, który zeskanuje opakowania – tylko te ze znakiem systemu kaucyjnego – i zatwierdzi ich zwrot. A następnie przyzna voucher – w aplikacji lub papierowy, z którym należy udać się do kasy.

Amerykańska Akademia Pediatrii została pozwana. Domino.

Amerykańska Akademia Pediatrii została pozwana

22. stycznia 2026 world-scam/amerykanska-akademia-pediatrii-zostala-pozwana

Marek Wójcik

Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.

Niedawno pisałem w artykule Model biznesowy pediatrii na temat roli AAP w propagowaniu ludobójstwa szczepionkowego. Wczoraj Defender – platforma Children’s Health Defense (Obrony Zdrowia Dzieci) – opublikowała artykuł: Obrona Zdrowia Dzieci wnosi pozew przeciwko AAP w ramach ustawy RICO za fałszywe twierdzenia dotyczące bezpieczeństwa szczepionek. Źródło.

Według pozwu, twierdzenia AAP dotyczące bezpieczeństwa szczepionek opierają się na „oszustwie fundamentalnym” – a mianowicie na artykule pediatry dr. Paula Offita z 2002 roku, opublikowanym w czasopiśmie „Pediatrics”. W artykule twierdzi się, że niemowlęta mogą „teoretycznie” otrzymać do 10 000 szczepionek jednocześnie, nie stwarzając zagrożenia dla zdrowia.

Źródło.

Znajdą się na pewno i tacy, którzy stwierdzą: przecież taki pozew i tak niczego nie zmieni. Albo sąd go odrzuci, albo że proces utknie w nieskończonych się formalnościach proceduralnych.

Z reguły te same osoby narzekają jednocześnie: dlaczego nikt nic nie robi? Oczywiście, że mamy do czynienia z postępującą degradacją systemu sądownictwa, że wpływ polityków na jurysdykcję doprowadza do bezkarności zbrodniarzy. Jeszcze nikt nigdy nie dokonał czegoś pożytecznego, narzekając. Kto wybiera tych polityków? W przeciągu trzech ostatnich dekad zajęli się tym globaliści ze szkoły Klausa Schwaba.

Myślisz, że wiara w teorie spiskowe to szaleństwo? Wiara, że ​​ludzie u władzy mają na sercu twoje dobro, jest jeszcze bardziej szalona.

Niedawno zadano mi pytanie – po co ja to wszystko piszę? Dlaczego już szósty rok szukam interesujących materiałów i publikuje je bez żadnej finansowej korzyści? Ja na to patrzę z większego dystansu. Nie szukam szybkich pieniędzy, bo to, co mam wystarcza na moje potrzeby. Widzę korzyść także i dla mnie, kiedy wygramy tę wojnę z propagandą, manipulacją i cenzurą o świadomość coraz większych kręgów ludzi. Nie o to chodzi, by ktoś przyznał mi rację w moich poglądach na świat. Moim celem jest umożliwienie czytelnikom szerszego spojrzenia na prawdziwe życie tętniące wielobarwnym, skrzętnie skrywanym przez media pulsem bijącego serca prawdy.

Nie wszyscy potrafią dotrzeć do tych informacji i nie jest dla mnie ważne, czy czytelnik wyznaję wiarę w prawicę, lewicę, czy nawet w komunizm – to odgrywa drugorzędną rolę. Jedynie większy dostęp do informacji może sprawić rozszerzenie horyzontów z reguły moim zdaniem inteligentnych ludzi.

Dlatego właśnie wykonuję tę wcale niełatwą pracę. Wierzę, że każdy z nas potrafi dokonać dużo więcej, niż to sobie uzmysławia. Pokazuje to film poniżej:

Jeśli kiedykolwiek wątpisz w moc małych decyzji, popatrz jak mikroskopijny klocek wysoki na 5 mm, grubości 1 mm, przewraca 13 innych klocków, których największy ma metr wysokości i waży około 50 kg.
Źródło:
Telegram 19.01.2026 r. 07:45.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved

Marching for an America

Where God’s Law and Human Life

Are Respected and Loved

by TFP.org January 23, 2026 tfp.org/marching-for-an-america

Marching for an America Where God's Law and Human Life Are Respected and Loved
Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved

As the nation celebrates the 250th anniversary of its founding, Americans can give no better gift than standing up for God’s law and human life. On January 23, hundreds of thousands of pro-lifers took to the streets for the 53rd March for Life in Washington, D.C., to boldly proclaim their vision for America’s future.

The American Society for the Defense of Tradition, Family and Property (TFP) joined the March for Life with a large contingent gathered around a beautiful statue of Our Lady of Fatima, its trademark 18-foot red standards, and the Holy Choir of Angels brass, drum, and bagpipe band.

Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved
The beautiful statue of Our Lady of Fatima

With better weather than last year, an immense crowd filled the streets, including large numbers of young people, full of enthusiasm for the cause of the unborn and the future of the family. A veritable sea of banners and signs from groups around the nation blanketed the National Mall as the opening rally began.

Another Crossroads

This year’s March for Life finds the movement at yet another crossroads. The overturning of Roe v. Wade represented a major victory that broke the momentum of the pro-abortionist movement. However, the battle is far from over. There is great pressure upon the movement to be more “flexible” on the issue.

 On the left and the right, there are those who claim other issues are just as important, if not more so, than procured abortion. They insist that immigration, inflation, climate change or caring for poor children must now be given priority.

Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved
One of many banners. This one expresses the message TFP had in its flier this year

“We must never give up or even reduce the pace of our march until we have achieved complete victory of an abortion-free America in our times,” commented TFP Student Action director John Ritchie.

Like last year, Vice President J.D. Vance spoke to the crowd and reaffirmed the Administration’s support for the cause. He said many heartening things, such as “We are trying to persuade our fellow citizens that we must build up that culture of life,” and, “under this administration, again, from the president of the United States to the vice president, you have an ally in the White House.” Many, however, have been disappointed with the government’s approval for an abortion pill that is a key component in the post-Roe abortion fight. They still yearn to see Planned Parenthood totally defunded.

Broadening the Perspective of the Fight

This year, the American TFP distributed a flyer titled “We Must Resist the Pressure to Abandon the Unborn and Embrace Other Causes.”

The statement says that the best reply to those who want to embrace other causes is to view the fight in a broader context. Pro-lifers must see their fight not just as defending a “single issue,” but as part of a larger battle over what remains of Christian civilization.

This broad historical perspective can be found in the book Revolution and Counter-Revolution, by the learned Catholic intellectual and man of action, Prof. Plinio Corrêa de Oliveira.

The author claims modern history can be seen as a struggle between two forces: the enemies of the Church and Christendom (the Revolution) and those who defend Christian civilization (the Counter-Revolution).

Get Your Free Copy of “Revolution and Counter-Revolution”
(Limited Time Offered)

This Revolution (with a capital R) is the unifying force of a vast attack upon Christianity that spans centuries. The fight for procured abortion is only one of its many facets.

The Counter-revolution finds unity in the Catholic Church’s efforts to uphold Christian civilization and stem the tide of revolutionary aggression.

Inside the context of the Counter-revolution, the abortion battle can more effectively work to save the unborn.

If the debate is framed in this way, it broadens the scope of all action. When activists fight against abortion, they fight against the Revolution that aims to destroy Christianity. Fighting against any aspect of the Revolution advances the pro-life cause.

The TFP statement expands perspectives yet further by calling upon the supernatural power of God and Our Lady to make this fight proportionate to the “principalities and powers, the dominators of this world of darkness” that are involved in promoting abortion’s culture of death.

Young People Abound

“I am encouraged to see so many people of my generation and younger here,” commented TFP volunteer Jon Paul Fabrizio. “America will only be great in the future when it defends God’s law.”

Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved
Marching for an America Where God’s Law and Human Life Are Respected and Loved

Indeed, young people are attracted to the prolife cause because they see more than just saving babies’ lives, but saving the country. Those who say that this is a “single issue” battle are wrong. It is a vibrant and necessary part of a larger battle over what remains of Christian civilization.

The American TFP will be joining prolife protests all over the country. It will hold 1000 Public Square Rosary Rallies in January as a means to storm heaven with prayers for an America where God’s Law and human life are respected and loved.

„Źródło zgorszenia”. Studenci KUL protestują przeciwko wspólnym obchodom Chanuki i adwentu.

„Źródło zgorszenia”. Studenci KUL protestowali przeciwko wspólnym obchodom Chanuki i adwentu

Paweł Ozdoba


pch24.pl/zrodlo-zgorszenia-studenci-kul-protestowali-przeciwko-wspolnym-obchodom-chanuki-i-adwentu

Studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zaprotestowali przeciwko wspólnym obchodom Chanuki oraz adwentu, które miały miejsce na uczelni w grudniu minionego roku. W uroczystościach organizowanych na KUL wzięli udział m.in. kantor Szymcha Keller oraz bp Mieczysław Cisło.

Sprzeciw studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego został wyrażony poprzez wystosowanie oficjalnego listu protestacyjnego, który został wystosowany do Rektora oraz Kanclerza uczelni. Oprócz studentów podpisali go również absolwenci oraz pracownicy naukowi wykładający na KUL. W liście protestacyjnym wskazano, że wspólne obchody Chanuki i katolickiego adwentu są „źródłem zgorszenia”.

O sprawie poinformował portal magazynu „Najwyższy Czas”, który opublikował fragmenty apelu skierowanego do Rektora oraz Kanclerza Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

„My studenci, czyniąc to również w trosce o zbawienie wieczne wszystkich naszych kolegów i koleżanek studentów i chcąc zapobiec kolejnemu zgorszeniu, wyrażamy oburzenie i uważamy za niedopuszczalne, aby na katolickim uniwersytecie te dwie celebracje były ze sobą zrównywane, używając ku temu niebezpiecznej narracji, sprzecznej z prawdami wiary i synkretycznej, tworząc tym samym atmosferę indyferentyzmu religijnego na naszej uczelni” – napisano w liście, który podpisali studenci, ale poparli go również absolwenci oraz pracownicy naukowi KUL.

=================================

por: Kardynalne błędy judaizantów. Dalszy ciąg sprawy chanuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

========================================================

Autorzy listu protestacyjnego wskazali również, że działalność na rzecz pokoju między ludźmi, nie może być uznawana za wyższą wartość niż „świętość naszej wiary i jej nadprzyrodzony charakter”.

Zwrócono również uwagę, że to wiara w Jezusa Chrystusa ma wymiar nadprzyrodzony. Wskazano na konieczność świadomości, że chrześcijaństwo ma uniwersalną i wyłączną zdolność zbawczą dla każdego człowieka.

„W uzasadnianiu tego typu przedsięwzięć, za szczególnie perfidne uważamy powoływanie się apologetów Chanuki na rzekomy udział w celebracjach chanukowych osoby naszego Najświętszego Zbawiciela, gdyż w ogóle nie ma źródła, które pozwalałoby dowieść takiego faktu. Co więcej ofiara Chrystusa unieważniła kult świątynny, ustanawiając kult chrześcijański, a zarazem zobowiązała wszystkich – także Żydów – do przyjęcia chrztu w imię Ojca, Syna i Ducha św. na odpuszczenie grzechów” – napisano w apelu.

Źródło: dorzeczy.pl, Najwyższy Czas

Friday Funnies: CPR Alert. Democrats using faux-racism to stay relevant.

CPR w USA to Cardiopulmonary Resuscitation, co po polsku oznacza resuscytację krążeniowo-oddechową

============================

Friday Funnies: CPR Alert

Democrats using faux-racism to stay relevant

DR. ROBERT W. MALONE JAN 23


Never forget – the real slavery these days is debt.






Between Gov. Spanberger’s executive actions on day one of her term this week and the bills being presented by the completely blue-dominated legislators in both the state House of Representatives and Senate, Californication is coming at Virginia fast!


As we all watch Virginia descend into an evil maelstrom of Marxist pro-criminality, please allow me to explain what happened and what the remedy is.

Think back to 2024. One of the major reasons the American people elected Donald Trump was so he would fulfill his campaign promise of reducing the size, scope and power of the evil Leviathan housed in the federal administrative state that controls our daily lives in a grotesquely unconstitutional manner.

This necessarily meant greatly reducing the number of federal civilian employees.

As someone who has spent many years in military uniform supervising civilian federal employees, I can assure you that 95% of those civil service employees completely and utterly disregard the fact that their boss is the American electorate.

So when the American electorate says “We think your job equals tyranny and we don’t want you employed in that job anymore,” instead of recognizing that the only people entitled to make this decision are the American voters, they resist, thinking that they are somehow more important than the Constitution and the electorate.

It just so happens that the great majority of these unrepentant federal workers reside in Northern Virginia. So when Trump did what the American people wanted him to do and he fired so many of these unneeded leeches, those unionized leeches decided to vote Democrat at all costs, as a matter of preserving their wholly unnecessary jobs and cushy livelihoods.

Another key fact is that the suburban areas of Northern Virginia like Fairfax and Loudon Counties control state-wide elections, and federal workers control those counties. So the inevitable happened and those unneeded, rent-seeking federal workers swung control of Virginia to Democrats.

And guess what? Those elected Democrats took opposition to reducing the size of the federal government as a mandate to rapidly enact an Orwellian set of laws that would make Karl Marx and Che Guevara blush: outrageous taxation; elimination of basic human rights like those embodied in the Second Amendment; pro-illegal alien policies; refusal to enforce federal immigration laws; draconian rules mandating that confused children can destroy their genitals without parental consent; laws supporting criminality; and a host of other insane laws and policies designed to turn Virginia into a modern version of Ingsoc.

Who is to blame for this evil? Federal workers. Their refusal to acknowledge the will of their boss (i.e., YOU, the American voter) has tossed an entire state into Marxist despair. The ability of federal civil “servants” to cling to their cushy, unneeded jobs is why Virginia has become an un-American hellscape overnight. They simply DO NOT CARE that their fellow Americans are condemned to live in crime and tyranny, because that preserves their cushy sinecures. They are not civil “servants.” They are civil MASTERS, and they don’t care what you think.

Place the blame where it belongs. Federal workers did this to you, Virginia. THEY are to blame.

But there are two ways Trump can remedy this dire state of affairs:

1. Keep on cutting the bloated federal Leviathan.

2. Move federal agencies out of DC and spread them across the rest of the country, depriving this unionized cabal of unelected bureaucratic tyrants of the nefarious power of concentration.

I have a message for Virginia (less Fairfax and Loudon Counties): the rest of America is here to save you. Hold fast, don’t give up, and we WILL eventually save you from this tyranny.

MAGA. MVGA.








Immigration and Customs Enforcement (Urząd Imigracyjny i Celny), zajmującą się egzekwowaniem prawa imigracyjnego i celnego, oraz międzynarodowy skrót In Case of Emergency

===============================================================




TRUE STORY»>














I went to the grocery store yesterday morning… Seriously? The shelves were already emptied of staples. 

The storm coming our way is bad, but the ice storm following is going to knock out lots of power. Then what is worse is the temps falling to 1 degree at night and not going above freezing during the day for as long as they can forecast out. With nighttime temps ranging from one to ten degrees night after night. Stock tanks soon become blocks of ice.

In Virginia, our waterlines and back-up systems aren’t built to withstand these temperatures. 

So stay tuned – lots of whining is forecast for the coming weeks.

Antysemityzm wymuszony

Antysemityzm wymuszony 4/2026(758)

Z pozdrowieniami Małgorzata Todd


W dobie kłamstwa powszechnego „oskarżenie” kogoś, że jest Żydem nic nie kosztuje. To bez znaczenia, czy delikwent zaprzeczy, czy nie. Kto będzie chciał i tak uwierzy, mimo zaprzeczeń, albo właśnie dzięki nim. Polska, słynąca z tolerancji, przez wieki była azylem dla „wierzących inaczej”, na przykład w mamonę, która bywa bóstwem.

Teraz Żydzi robią największy geszeft pt. holokaust. W tym celu rozsyła się po internecie ulotki „demaskujące” Żydów. A przecież człowiek ukrywający swoje żydowskie pochodzenie nikomu nie zagraża.

Dopiero przynależność do jakiejś tajnej organizacji bywa naganna i niebezpieczna dla współobywateli. Najgroźniejsi jednak są Żydzi domagający się głośno specjalnych przywilejów od „podludzi”. Reparacje od Niemców, jak oni uważają, Polakom za II Wojnę Światową się podobno nie należą.

Żydom owszem i to nie tylko od Niemców, ale wszelakich „nazistów” i antysemitów. Stąd konieczność przyprawienia Polakowi gęby nazisty – antysemity, żeby ograbić go z tego co jeszcze ma.

Koniec tajemnic

Jeszcze jedna nieodkryta tajemnica – powiedziała Małgorzata, wskazując na ekran komputera.
‒ Ciekawe jak długo ludzie będą się dawali nabierać na tę samą sztuczkę? – przyznał DUCH CZASU. – Pokolenie wychowane na klasykach kryminałów, takich jakie pisywała np. Agata Christie, czy Conan Doyle, podąża za detektywem i szuka rozwiązania zagadki kryminalnej.
– Tyle, że ujawniona tajemnica przestaje być tajemnicą.
– Ale napędza zainteresowanie celebrytom wszelkiej maści.
– Myślisz, że o to właśnie tu chodzi?
– Jasne, prócz kliknięć i „polubień”, oczywiście.
– To może powinniśmy pozakładać konta, gdzie się da, zatrudnić sztuczną inteligencję i niech plecie, co popadnie?
– Jest to jakiś sposób na zarabianie pieniędzy.
– Tylko dość nudny – skwitowała Małgorzata.

Archeolodzy potwierdzają biblijny opis zniszczenia Sodomy i Gomory przez ogień z nieba [asteroida]

Archeolodzy potwierdzają

biblijny opis zniszczenia

Sodomy i Gomory

Eksplozja 1000 razy większa niż bomba atomowa

2/01/2024 chrzescijanin.pl/eksperci-potwierdzaja-biblijny-opis-zniszczenia-sodomy-i-gomory

wzgórza
Zdjęcie poglądowe

Archeolodzy i teolodzy współpracują, aby przeanalizować ostatnie odkrycia i wyjaśnić, co stało się ze starożytnym miastem Sodoma, o którym mowa w biblijnej Księdze Rodzaju w w Starym Testamencie.

Dr John Bergsma, profesor teologii na Uniwersytecie Franciszkańskim Steubenville w stanie Ohio, uważa, że dowody odkryte w Tall el-Hammam w południowej Dolinie Jordanu mogły powstać po eksplozji ogromnej skały kosmicznej – poinformował magazyn „Relevant”.

Nagłe zniknięcie Tall el-Hammam około 3 600 lat temu od dawna jest dla archeologów tajemnicą. W ruinach miasta nie ma śladów długotrwałego oblężenia wojskowego lub konfliktu. Jednak, jak podaje „Relevant”, pewne ślady wskazują na inną przyczynę katastrofy.

Bergsma zwrócił uwagę na ślady ekstremalnie wysokiej temperatury na fragmentach ceramiki, pozostałościach ludzkich szkieletów i innych artefaktach. Tego typu zniszczenia powstałe w wyniku gorąca mogą być skutkiem wybuchu nad miastem gigantycznej asteroidy, co przypomina opis z Księgi Rodzaju 19:24-25 w Starym Testamencie:

„Wtedy PAN spuścił deszcz siarki i ognia od PANA z nieba na Sodomę i Gomorę. I zniszczył te miasta, całą tę równinę i wszystkich mieszkańców tych miast, a także roślinność tej ziemi”. (UBG)

Dowody wskazują, że doszło do nagłego, niszczącego wydarzenia związanego z wysoką temperaturą. „Smithsonian Magazine” doniósł, że pochodzące z miejsca zdarzenia fragmenty ceramiki noszą zewnętrzne ślady stopienia, przy czym wewnątrz są nietknięte.

Co więcej, skorupy ceramiczne znalezione w Tall el-Hammam były pokryte tzw. trynitytem. To szklana substancja powstała w wyniku testu plutonowej bomby atomowej Trinity, wykonanego 16 lipca 1945 roku w pobliżu Alamogordo w Nowym Meksyku. Szkło składa się głównie z piasku arkozowego zawierającego ziarna kwarcu i skalenia, stopionego przez wybuch atomowy.

Według „Relevant”, obecność trynitytu przemawia za teorią, że na obszarze doszło do wydarzenia związanego z wysoką energią i temperaturą, jak ogromny wybuch lub uderzenie asteroidy.

W wywiadzie dla magazynu Bergsma powiedział też o unikalnym, groteskowym stanie ludzkich szczątków na miejscu wykopalisk.

„Ludzkie szkielety są kompletne od dołu do około połowy kręgosłupa, po czym widać tylko znak przypalenia i dalej w górę ciała nie ma już nic” – opisał. „Znaleziono mocne dowody, że na pewnej wysokości, około 25 stopni nad horyzontem doszło do wybuchu związanego z ogromną temperaturą, który spalił dwa bliźniacze miasta leżące po jordańskiej stronie rzeki”.

Niszcząca siła kilka razy większa od eksplozji syberyjskiej

Steven Collins, dziekan Wyższej Szkoły Archeologii na Południowo-zachodnim Uniwersytecie Trinity i naczelny archeolog w Tall el-Hammam wysnuł teorię, że powietrzny wybuch nad miastem mógł być nawet większy od Katastrofy Tunguskiej z 1908 roku, w której eksplozja asteroidy nad odległymi obszarami Syberii spowodowała rozległe zniszczenia – informuje „Relevant”. Wybuch nad miastem mógł wiązać się z zużyciem o większej ilości energii, niż zrzucenie pierwszej bomby atomowej na Hiroszimę w Japonii w 1945 roku.

Według NASA, 30 czerwca 1908 roku, w atmosferę ziemską weszła asteroida, która eksplodowała w powietrzu nad Syberią. Miejscowi świadkowie zamieszkujący rzadko zaludniony obszar mówili, że widzieli kulę ognia i słyszeli potężny wybuch. Zgłaszali też ogromne pożary lasów i mówili o powalonych drzewach w promieniu wielu mil. Z powodu znacznego oddalenia, wydarzenie zwróciło niewielką uwagę. Chociaż pierwsza wyprawa naukowa dotarła tam dopiero w 1927 roku, znaleziono wiele dowodów zniszczenia przez asteroidę, wywołanego falą uderzeniową i wysoką temperaturą powietrznej eksplozji.

Jak donosiło CBN News, Collins był współautorem pracy naukowej, w której potwierdzono zniszczenie miasta przez „wydarzenie termiczne”.

„Gwałtowna pożoga, która zmiotła Tall el-Hammam, zostawiła po sobie stopioną ceramikę, zwęglone fundamenty oraz kilka stóp pyłu i szczątków zniszczenia ubitych w ciemnoszarą formę, jak w sztuce kuchennej Cuisinart” – zauważył.

W innej, wspólnie napisanej pracy naukowej, archeolodzy Phillip J. Silvia i Collins stwierdzili: „Dowody fizyczne z Tall el-Hammam i sąsiednich obszarów pokazują oznaki wysoko niszczącego wydarzenia uderzeniowego i termicznego, jakiego można się spodziewać w opisie Księgi Rodzaju 19”.

W opracowaniu autorzy postawili wniosek, że Sodoma i Gomora zostały zniszczone w wyniku powietrznego wybuchu meteorytu.

Praca pierwotnie opublikowana w 2021 roku w magazynie „Nature Scientific Reports” i uaktualniona w maju 2023 roku, wspiera teorię Collinsa, że wydarzenie, do którego doszło nad starożytnym miastem, było „znacznie potężniejsze w mocy, niż Katastrofa Tunguska”.

Bomba zrzucona na Hiroszimę liczyła 15 kiloton energii, co odpowiada mocy wybuchu 15 000 ton trotylu. Zniszczenia spowodowane przez Katastrofę Tunguską obliczono na 5 megaton lub 5 milionów ton trotylu.

Posługując się komputerem w celu analizy danych zebranych na miejscu katastrofy, autorzy opracowania zasugerowali, że siła zniszczenia w Tall el-Hammam mieściła się w zakresie co najmniej 15 megaton, co oznacza moc wybuchu 15 milionów ton trotylu.

W Księdze Rodzaju 19:27-28 znajduje się opis skutków katastrofy w Dolinie Jordanu:

„Abraham zaś wstał rano i udał się na to miejsce, gdzie stał przed PANEM. Gdy spojrzał w stronę Sodomy i Gomory, i całej ziemi tej równiny, zobaczył, że dym unosił się nad tą ziemią jak dym z pieca”. (UBG)

Uderzenie przyniosło spore ilości soli, wydarzenie historyczne

Wybuch powietrzny o potężnej sile rażenia przyniósł spore ilości soli, co znowu kieruje do relacji z Księgi Rodzaju 19, gdzie czytamy o żonie Lota, która zamieniła się w słup soli – podaje „Relevant”.

„I gdy wyprowadzili ich stamtąd, on powiedział: Uciekaj, abyś ocalił swoje życie. Nie oglądaj się wstecz, ani nie zatrzymuj się nigdzie na tej równinie. Uciekaj na górę, abyś nie zginął” – Księga Rodzaju 19:17 (UBG).

„Wysoki nacisk uderzeniowy doprowadził do wyrzutu soli” – powiedział w rozmowie z „Relevant” James Kennett, emerytowany profesor nauki o ziemi na Uniwersytecie Kalifornijskim. „Uderzenie mogło częściowo objąć Morze Martwe, które jest bogate w sól”.

W wywiadzie dla „Relevant” Bergsma wyraził przekonanie, że odkrycia archeologów wyjaśniają, co stało się z biblijnymi miastami Sodomą i Gomorą.

„To naprawdę zmieniło moją perspektywę na mapę Starego Testamentu, zwracając uwagę na fakt, że coś, co wydaje się zbyt dziwaczne, by mogło być historią, w rzeczywistości okazuje się wydarzeniem historycznym” – powiedział.

Archeolodzy posługują się zapisem Księgi Rodzaju, by określić lokalizację

Jak relacjonowało CBN News w lipcu zeszłego roku, w odcinku „The Rosenberg Report”, Collins opowiedział Joelowi C. Rosenbergowi, jak on i jego zespół znaleźli w Jordanii biblijne miasta.

Collins powiedział, że posłużył się opisami biblijnymi jako wskazówkami, by znaleźć lokalizację miast, skupiając swoje badania na Dolinie Jordanu.

Zaczynając z tego miejsca, Collins posłużył się wskazówkami z Biblii, m. in. odniesieniem z Księgi Rodzaju 13:10:

„Wtedy Lot podniósł swe oczy i zobaczył, że cała równina nad Jordanem była dobrze nawodniona – zanim PAN zniszczył Sodomę i Gomorę – jak ogród PANA, jak ziemia Egiptu, aż do Zoar”.

„Właściwe pytanie, jakie należy zadać w lokalizacji Sodomy, brzmi: Gdzie stał Lot, gdy podniósł oczy i zobaczył, że cała równina Jordanu była dobrze nawodniona? Było to Betel i Aj” – wyjaśnił Collins.

Autor: Steve Warren Źródło: CBN

Trzy cuda w Lourdes, które niszczą liberalizm

Trzy cuda w Lourdes, które niszczą liberalizm

polskakatolicka/trzy-cuda-w-lourdes-ktore-zniszczyly-liberalizm

Trzy cuda w Lourdes, które zniszczyły liberalizm

Jon Paul Fabrizio | 23/01/2026

Grota w Lourdes to miejsce osiemnastu objawień Matki Bożej św. Bernadecie w 1858 roku.

Mała jaskinia Massabielle, położona w odległej francuskiej wiosce, stała się jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych katolików na świecie. Wierni przybywają tu z całego globu, aby modlić się przed figurą Matki Bożej. Wierni inspirują się tym miejscem, tworząc własne groty na jej cześć.

Cudowne źródło w liberalnej Francji

Grota w Lourdes jest znana przede wszystkim dzięki licznym uzdrowieniom, które miały miejsce przy cudownym źródle przepływającym przez Massabielle. Matka Boża wezwała tu do pokuty i potwierdziła swój tytuł Niepokalanego Poczęcia.

Cuda te wydarzyły się w czasach, gdy idee oświeceniowe i liberalne przenikały Europę. Wśród nich szczególnie wpływowy był scjentyzm – przekonanie, że wiedzę można zdobyć wyłącznie przez odkrycia naukowe, a wiara jest czymś drugorzędnym. Zwolennicy takich idei wyśmiewali religię i traktowali wierzących jak osoby oderwane od rzeczywistości.

Matka Boża nie pozostawiła tych ataków bez odpowiedzi. Cuda dokonane za jej wstawiennictwem sprawiły, że sceptycy religijni zostali zdyskredytowani. Ich badania, eksperymenty i filozofie nie były w stanie wytłumaczyć niezwykłych wydarzeń w Massabielle.

Poniżej przedstawiamy trzy cuda, które dowiodły, że scjentyzm nie potrafi wytłumaczyć interwencji Boga – jeden z nich dotyczył nawet liberalnego cesarza Francji, Napoleona III.

1. Louis-Justin Bouhort

W styczniu 1862 roku do Lourdes przybył Louis-Justin Bouhort, chłopiec w wieku poniżej dwóch lat, którego lekarze uznali za przypadek beznadziejny. Kalectwo od urodzenia i słaby stan fizyczny sprawiały, że szanse na przeżycie były minimalne.

Jego matka, gorliwa katoliczka, nie poddała się. Gdy lekarze ostrzegali, że dziecko może żyć tylko kilka godzin, zabrała je do Massabielle – mimo że publiczne odwiedziny były wtedy zabronione. Gapie krzyczeli, próbując powstrzymać ją przed „zabiciem dziecka” poprzez zanurzenie go w lodowatej wodzie. Nie zważała na to i zanurzyła chłopca w lodowatej wodzie na piętnaście minut. Po wyjęciu z wody ciało dziecka było sztywne i sine. Matka jednak zabrała go do domu, przekonana, że Matka Boża uzdrowiła jej dziecko.

Po przybyciu do domu nadal można było wyczuć słabe bicie serca. Lekarze obawiali się, że akt wiary matki mógł zabić dziecko, ale ona pozostawała niewzruszona w swoich przekonaniach. Następnego dnia chłopiec obudził się całkowicie zdrowy. Jego powrót do zdrowia był szybki i pełny. Wbrew wcześniejszym diagnozom lekarzy Justin był w stanie chodzić, co od urodzenia uważano za niemożliwe.

Lekarze doszli do wniosku, że przyczyną wyleczenia była „wszechmoc Boga”, a nie medyczne leczenie.

2. Francis Pascal

Wyleczenie czteroletniego Francisa Pascala było kolejnym dobrze udokumentowanym i niezwykłym przypadkiem.

W 1937 roku chłopiec zachorował na ciężką postać zapalenia opon mózgowych. W wyniku choroby miał gorączkę 40°C, co doprowadziło do ślepoty i paraliżu.

Mimo opieki licznych lekarzy stan chłopca nie poprawiał się. Jeden z nich, dr Darde, zapewnił mu stałą opiekę, ale gdy objawy utrzymywały się w kolejnym roku, uznał przypadek za beznadziejny i zawiesił dalsze leczenie. Zdesperowani rodzice postanowili zabrać dziecko do Lourdes i modlić się, aby Matka Boża uczyniła to, czego nie potrafiła medycyna.

Przy cudownym źródle matka zanurzyła swoje bezradne dziecko w wodzie, modląc się gorąco do Matki Bożej. Chłopiec krzyczał, co wzbudziło obawy, że zimna woda mogła wywołać drgawki. Dziecko przeżyło szok, ale nie nastąpiło natychmiastowe wyleczenie. Następnego dnia matka powtórzyła próbę, jednak poprawy nadal nie było.

Myśląc, że jej wysiłki poszły na marne, zabrała chłopca z powrotem do szpitala. Jednak jej modlitwy nie pozostały bez odpowiedzi. W ciągu kilku minut Francis zaczął mówić, rozpoznawał otoczenie, wskazywał przedmioty – zarówno jego ślepota, jak i paraliż ustąpiły. Radosna matka pobiegła do szpitala, gdzie lekarze potwierdzili całkowite wyleczenie dziecka.

Dr Darde był zaskoczony, widząc, że dziecko, które było bliskie śmierci, nie tylko żyje, ale także chodzi. W liście do Biura Medycznego w Lourdes napisał, że „z medycznego punktu widzenia nie można wytłumaczyć takiego wyniku”.

Rodzina Pascala zaufała Matce Bożej, której moc nie zna ograniczeń medycyny.

3. Książę cesarski Ludwik Napoleon

Być może najbardziej znaną osobą, która skorzystała z cudownych wód Lourdes, był członek rodziny cesarskiej Francji – Ludwik Napoleon.

Napoleon Bonaparte promował liberalizm wszędzie, gdzie rządził, a jego potomkowie kontynuowali to dziedzictwo. Rząd francuski za panowania Napoleona III (1852–1870) stał się znany jako „liberalne imperium”.

Wkrótce po objawieniach dwuletni książę Ludwik Napoleon zachorował na gruźlicę – chorobę często kończącą się śmiercią w tamtych czasach. Podczas gdy ojciec szukał najlepszych lekarzy, matka zwróciła się do Lourdes. Wysłała guwernantkę Ludwika Napoleona, Madame Bruat, aby przywiozła wodę z cudownego źródła Massabielle.

Było to zabronione. Guwernantka była jednak zdecydowana wykonać powierzone jej zadanie. Zignorowała znaki i bariery i uklękła w modlitwie przed grotą, błagając Matkę Bożą o pomoc w wyzdrowieniu dziecka. Podczas modlitwy podszedł do niej strażnik i poinformował ją, że za jawne złamanie prawa zostanie postawiona przed sądem karnym. Zapytana o imię, odpowiedziała: „żona admirała Bruata i guwernantka Jego Wysokości, księcia cesarskiego”.

Słysząc to, strażnik próbował wycofać zarzuty, ale wierna guwernantka nalegała, aby stanąć przed sądem wraz z innymi ofiarami niesprawiedliwego rozporządzenia. Kiedy stanęła przed trybunałem, zapłaciła grzywny za wszystkich zatrzymanych za modlitwę w Massabielle.

Po tym incydencie guwernantka powróciła i podarowała cesarzowej wodę z Lourdes, która uratowała księcia imperialnego przed gruźlicą. Ten akt Boży zmusił Napoleona III do wydania rozkazu ponownego otwarcia Massabielle dla wiernych we Francji.

Chociaż cud ten nie nawrócił cesarza, położył kres liberalnym represjom wobec groty Matki Bożej.

Boska odpowiedź na liberalizm

Objawienia w Lourdes były odpowiedzią Nieba na błędy tamtych czasów. Kiedy liberalizm próbował podporządkować Kościół katolicki nauce i rozsądkowi, Matka Boża z Lourdes dokonała „nierozsądnych” cudów, które przeczyły nauce i utwierdziły wielu w wierze. Antykatolickie idee, które wyrosły z oświecenia i liberalizmu, przynoszą dziś owoce.

Pseudonauka jest wykorzystywana do aprobowania strasznych grzechów, takich jak aborcja, „małżeństwa” osób tej samej płci, „transpłciowość” i eutanazja. Błędy te są bezpośrednim atakiem na Kościół ustanowiony przez Boga. Matka Boża odpowiedziała na te ataki wieloma cudownymi interwencjami w Lourdes, które były sprzeczne z duchem i fałszywymi ideami tamtych czasów.

Duch św. Bernadetty

Święta Bernadetta pokazała nam, że nawet mały wysiłek w zaufaniu Bogu może przynieść wielkie owoce. Kiedy kopała w ziemi, aby odkryć strumień w Lourdes, zignorowała drwiny tłumu i w pełni zaufała słowom Matki Bożej. Źródło, które odkryła, uzdrowiło tysiące ludzi i stało się miejscem, w którym moc Boża ujawnia się po dziś dzień.

Dziś katolicy muszą wykazać się podobną wiarą i ufnością wobec Boga, stawiając czoła liberalnym doktrynom, które podważają autorytet Kościoła. Nawet najdrobniejsze działania, w pełnym zaufaniu do Matki Bożej, mogą przyczynić się do zwycięstwa prawdy i uzdrowienia w społeczeństwie.

Źródło: tfp.org

Egzorcysta ujawnia najpotężniejszą broń w walce z szatanem

Egzorcysta ujawnia najpotężniejszą broń w walce z szatanem

Egzorcysta ujawnia najpotężniejszą broń w walce z szatanem

Edwin Benson | 20/01/2026

Ameryka jest współczesnym polem bitwy duchowej, na którym wpływ satanizmu rośnie z każdym dniem. Przedmioty związane z satanizmem są łatwo dostępne w sklepach, które kiedyś unikały ich sprzedaży. Sataniści organizowali spotkania w tak różnorodnych miejscach, jak Uniwersytet Harvarda i Oklahoma City.

W 2014 roku sekularyści próbowali usunąć pomnik z czasów I wojny światowej o wysokości czterdziestu stóp w Bladensburgu w stanie Maryland, ponieważ ma on kształt krzyża. Teraz próbują przywłaszczyć go sobie sataniści. Wielu uczestników nie odpowiadało archetypowemu wizerunkowi postaci ubranych na czarno. Satanizm niestety staje się „mainstreamowy”.

Ważne informacje

W świetle tych wydarzeń Kościół musi pilnie użyć swojego starożytnego narzędzia do walki z demonami, czyli egzorcyzmów. Dla tych, którzy chcą się zapoznać z tą praktyką, świetnym punktem wyjścia jest nowa książka ks. Stephena Rossettiego, Diary of an American Exorcist: Demons, Possession, and the Modern-Day Battle Against Ancient Evil (Dziennik amerykańskiego egzorcysty. Demony, opętanie oraz współczesna walka z pradawnym złem).


Ksiądz Rossetti jest prezesem Centrum Odnowy Duchowej św. Michała oraz profesorem nadzwyczajnym Katolickiego Uniwersytetu Ameryki. Oprócz tego, że jest egzorcystą, posiada również uprawnienia psychologa.

Jego wieloletnie doświadczenie i wykształcenie akademickie mogą sprawiać, że czytelnicy spodziewają się stosunkowo suchej lektury. Jednak tak nie jest. Jest to bardzo przystępna książka, pełna spostrzeżeń i mądrości.

Rzeczywiście, demony istnieją i jest ich wiele. Autor wspomina o słowach włoskiego kapłana i mistyka, świętego Kościoła katolickiego, Ojca Pio (1887-1968), który powiedział: Jest ich tak wiele [demonów], że gdyby były w stanie przybrać formę tak małą jak ziarenko piasku, zasłoniłyby słońce.

Cechy charakterystyczne demonów

Demony gardzą wszystkimi ludźmi, nawet tymi, którzy poświęcają się służbie szatanowi. „Demony nie są waszymi przyjaciółmi. Są okrutnymi sadystami i czerpią przyjemność z zadawania ludziom cierpienia”. Demony nienawidzą również siebie nawzajem. „W piekle nikt nie myśli o dobru innych… Szatan poświęciłby nawet podlegające mu demony w piekle tylko dla własnej przyjemności”.

Cechą charakterystyczną demonów jest ich ogromna pycha. Ta sama pycha, która skłoniła Lucyfera do wypowiedzenia słynnego zdania Non serviam (Nie służę), obecna jest również u jego podwładnych. Podobnie jak aniołowie, posiadają oni wiedzę wykraczającą poza ludzką inteligencję. Ta wyższa pozycja wyzwala w nich nieograniczoną próżność i narcyzm w kontaktach z ludźmi.

Chociaż są one z natury wyżej, nie posiadają mądrości, ponieważ nie mogą otrzymać Boskiej Łaski. Dlatego doświadczony egzorcysta – zawsze polegający na mocy Boga – często może manipulować nimi, aby opuściły daną osobę lub podjęły działania autodestrukcyjne. Ksiądz Rossetti podaje wiele przykładów tej umiejętności.


Nie ma „białej magii” ani „dobrych czarownic”

Większość tak zwanych praktyk duchowych New Age, takich jak joga i reiki, mają swoje źródło w działalności satanistycznej. Mogą one wydawać się pocieszające, afirmujące życie lub oczyszczające. Czasami są przedstawiane jako drogi do „odkrycia siebie”. Takie pozory są zwodnicze i niebezpieczne. „Odpowiedź jest prosta: jeśli nie wzywasz jedynego prawdziwego Boga i Jezusa, Jego Syna (lub Najświętszej Maryi Panny, świętych, św. Michała i dobrych aniołów), pozostaje tylko jedna inna opcja duchowa, a jest nią szatan”.

Ksiądz Rossetti przytacza historię jednej ze swoich duchowych podopiecznych, która była chora. Przyznała, że przyjaciel dał jej „kryształy lecznicze”, aby pomóc jej w powrocie do zdrowia. Zamiast tego jej stan stopniowo się pogarszał. Ksiądz Rossetti poprosił ją, aby przyniosła mu kryształy, które pobłogosławił, a następnie odpowiednio zniszczył. Kobieta natychmiast zaczęła wracać do zdrowia. „Używanie kryształów do odpędzania demonów, rzucania zaklęć lub wzywania okultystycznego uzdrawiania wyraźnie podlega temu zakazowi [KKK 2116-2117]. Jest to grzeszne, okultystyczne zachowanie, które otwiera drzwi dla demonów”.

Każda forma duchowości, która nie jest mocno zakorzeniona w katolicyzmie, stanowi zaproszenie dla szatana do wkroczenia w życie danej osoby. Świadoma decyzja o popełnieniu grzechu również stanowi zaproszenie dla diabła. „Jeśli otrzymają taką możliwość, poprzez grzech lub zaproszenie człowieka, demony są w stanie opętać ludzi i miejsca”.


Grzech jako zaproszenie dla szatana

Wpływ demonów nie jest usprawiedliwieniem grzechu. Każdy grzech daje szatanowi pewną kontrolę nad życiem grzesznika. Jednak diabeł nigdy nie może zmusić ludzi do grzechu wbrew ich woli. Każdy człowiek jest zawsze odpowiedzialny za swoje czyny. „Nasz anioł stróż inspiruje nas do czynienia dobra, a demony kuszą nas do czynienia zła. Jednak ani anioły, ani demony nie mają kontroli nad ludzką wolą i wolnością. Ostatecznie tylko my sami jesteśmy odpowiedzialni za wybory, których dokonujemy”.

Nawet stosunkowo niewielkie grzechy mogą ograniczyć skuteczność walki z szatanem. Ksiądz Rossetti opowiada o nieoczekiwanie silnym ataku fizycznym, jaki otrzymał od osoby opętanej. Nagły atak spowodował, że stracił panowanie nad sobą. Od tego momentu demony przestały odpowiadać na modlitwy księdza Rossettiego. Wtedy zdał sobie sprawę ze swojego błędu. „Przerwałem sesję, poszedłem do innego pokoju z jednym z księży i wyznałem grzech utraty panowania nad sobą. Drugi ksiądz udzielił mi rozgrzeszenia i wróciliśmy do sesji. Demony znów zaczęły reagować na modlitwy”.

Mocne i słabe strony

Dużą zaletą wspomnianej wyżej książki jest to, że przekazuje treść w sposób przejrzysty i przystępny. Autor konsekwentnie unika terminów technicznych, które mogłyby wprowadzać czytelnika w błąd. Jego celem jest przekazanie informacji, a nie demonstracja własnej erudycji. 

Niestety, książce brakuje pewnej płynności narracyjnej, jaką zapewniłby bardziej systematycznie uporządkowany tekst. Poszczególne tematy mogą pojawiać się w dwóch lub trzech krótkich rozdziałach, które rzadko przekraczają dwie strony. Brak indeksu dodatkowo potęguje tę niedogodność.

Chociaż takie uwagi nie zmniejszają ogólnej przystępności książki Dziennik amerykańskiego egzorcysty, ograniczają jej użyteczność, jeśli ktoś chciałby później odnieść się do jakiegoś punktu lub podzielić się nim.

Jednak jasność i łatwość przyswajania treści w pełni rekompensuje wspomniane niedociągnięcia. Ksiądz Rossetti świadczy cenną przysługę wszystkim wiernym katolikom, którzy pragną pogłębić zrozumienie duchowej walki, z jaką borykają się osoby wierzące w tych wymagających czasach. 

Źródło: tfp.org

Prostytutki naukawe nie mogą już TAK GŁOŚNO kłamać? „Dane klimatyczne podważają czarny scenariusz globalnego ocieplenia”

Najnowsze dane klimatyczne podważają czarny scenariusz globalnego ocieplenia

23/01/2026 czarny-scenariusz-globalnego-ocieplenia

Najnowsze badania naukowe przynoszą zaskakujące wnioski, które mogą zmienić nasze [??? md] postrzeganie przyszłości klimatu Ziemi. Okazuje się, że najczarniejsze scenariusze globalnego ocieplenia, które od lat kształtowały debatę o zmianach klimatu, mogą być mniej prawdopodobne, niż dotychczas sądzono. Naukowcy z różnych ośrodków badawczych na świecie przedstawiają dowody podważające najbardziej ekstremalne prognozy.

W centrum nowej dyskusji znajduje się scenariusz RCP8.5, który przez lata funkcjonował jako „standardowy” model biznesowy w prognozach klimatycznych. Ten scenariusz, zakładający gwałtowny wzrost emisji gazów cieplarnianych i brak skutecznych działań ograniczających, przewidywał katastrofalne ocieplenie o nawet 5 stopni Celsjusza do końca stulecia. Jednak coraz więcej badaczy kwestionuje jego realność w świetle najnowszych danych.

Kluczowym elementem scenariusza RCP8.5 było założenie sześciokrotnego wzrostu zużycia węgla na osobę do 2100 roku. Rzeczywistość okazuje się jednak inna – globalne wykorzystanie węgla osiąga szczyt lub utrzymuje się na stałym poziomie, głównie dzięki szybkiemu rozwojowi energii odnawialnej. Ten trend znacząco odbiega od założeń najczarniejszego scenariusza.

Międzynarodowy zespół naukowców pod kierownictwem dr Luz Marii Mehiji z Centrum Morskich Nauk o Środowisku MARUM University przedstawił rekonstrukcję temperatur Północnego Atlantyku z ostatnich 16 milionów lat. Badacze zastosowali nowatorską metodę geochemii izotopowej, analizując skamieniałe płytki glonów kokoolitoforydów. Te mikroskopijne organizmy morskie tworzą wapienne płytki, w których skład wchodzą rzadkie izotopy węgla i tlenu. Ich proporcja zależy od temperatury wody – im chłodniejsza woda, tym więcej ciężkich izotopów zostaje wbudowanych w strukturę.

Wyniki badań okazały się zaskakujące. Temperatury Północnego Atlantyku w okresie miocenu (5-23 miliony lat temu) były średnio o 9 stopni Celsjusza niższe niż wskazywały wcześniejsze rekonstrukcje. „To podważa paradygmat ekstremalnego ocieplenia na wysokich szerokościach geograficznych północnej półkuli” – zauważa dr Mehija. Jako biolog morski, który pracował w regionie Karaibów, obserwowała, jak ekosystemy morskie cierpią podczas gorących okresów, co skłoniło ją do zadania pytania: jak życie morskie mogło prosperować przez miliony lat w tak wysokich temperaturach w regionach pozatropikalnych?

Równolegle do tych odkryć, analitycy wskazują na rosnące dowody „rozdzielenia” wzrostu gospodarczego od emisji dwutlenku węgla. Wiele gospodarek rozwija się bez proporcjonalnego zwiększania emisji CO2, co sugeruje, że przyszłe trajektorie emisji mogą być bliższe „umiarkowanym” scenariuszom, takim jak RCP4.5, przewidującym znaczące, ale nie ekstremalne ocieplenie.

Warto podkreślić, że nowe dane nie negują zjawiska globalnego ocieplenia ani konieczności działań na rzecz redukcji emisji. Wskazują jedynie, że najbardziej pesymistyczne prognozy mogą być przeszacowane. Aktualne trendy energetyczne i gospodarcze nie podążają ścieżką najczarniejszego scenariusza, co daje podstawy do ostrożnego optymizmu.

Dr Mehija zaznacza, że jej badania to dopiero początek. Metoda wymaga dalszej weryfikacji przy próbkach z innych regionów i szerokości geograficznych. Podkreśla również, że interpretacja wskaźników klimatu z przeszłości powinna być stale weryfikowana i udoskonalana wraz z rozwojem technologii analitycznych.

Nowe odkrycia mają istotne implikacje dla zrozumienia obecnych zmian klimatu. Jeśli wysokie szerokości geograficzne w minionych ciepłych okresach nie były tak gorące, jak dotychczas sądzono, może to oznaczać, że ich przyszłe ocieplenie nie będzie tak ekstremalne. Nowy zapis temperatur z głębin historii geologicznej oferuje bardziej umiarkowany, choć wciąż alarmujący scenariusz.

Eksperci klimatyczni podkreślają, że odrzucenie skrajnych prognoz nie powinno prowadzić do samozadowolenia. Nawet umiarkowane scenariusze przewidują znaczące zmiany klimatu, które będą wymagały adaptacji i działań łagodzących. Różnica polega na tym, że mamy prawdopodobnie więcej czasu na działanie i większe szanse na skuteczne przeciwdziałanie najgorszym skutkom.

Debata naukowa wokół scenariuszy klimatycznych pokazuje, jak ważne jest ciągłe doskonalenie modeli i metod badawczych. Tylko dzięki precyzyjnym i wiarygodnym danym możemy budować strategie, które skutecznie ochronią naszą planetę przed nadmiernym ociepleniem.

Nowe badania nie dają podstaw do rezygnacji z ambitnych celów redukcji emisji, [Oh,Karol!! jednak kłamią md] ale pozwalają na bardziej wyważoną ocenę ryzyka i możliwości. Zrozumienie, że przyszłość klimatu może nie być aż tak katastrofalna, jak wskazywały niektóre modele, może pomóc w opracowaniu skuteczniejszych i bardziej realistycznych strategii działania.

W świetle nowych danych, przyszłość klimatu Ziemi jawi się jako wyzwanie, któremu ludzkość może sprostać, pod warunkiem kontynuowania wysiłków na rzecz transformacji energetycznej i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Nauka, jak zawsze, rozwija się poprzez weryfikację hipotez i udoskonalanie metod badawczych, co pozwala nam coraz lepiej rozumieć złożone mechanizmy klimatyczne naszej planety.

Źródła:

https://issues.org/climate-change-scenarios-lost-touch-re…

https://www.carbonbrief.org/explainer-the-high-emissions-…

https://www.theclimatebrink.com/p/emissions-are-no-longer…

https://www.tandfonline.com/doi/full/10.1080/00139157.202…

https://www.nasa.gov/earth/evidence

https://www.copernicus.eu/en/news/news/2025-third-warmest…

Szatan rządzi Chinami. Brak dzieci i „psie wesela”.

Brak dzieci i „psie wesela”.

Oto nowy patologiczny trend

wśród chińskiej młodzieży

pch24/brak-dzieci-i-psie-wesela-trend-wsrod-chinskiej-mlodziezy

(GS/PCh24.pl)

Zaniepokojona chińską mocarstwowością Ameryka może odetchnąć z ulgą? Nieco, biorąc pod uwagę nowe fascynacje chińskiej młodzieży. Z rozwojem siły i ekspansywnych dążeń na arenie międzynarodowej mają one niewiele wspólnego. Podczas, gdy CHRL trawi potężny kryzys demograficzny, coraz modniejsza staje się organizacja „psich wesel”.

Wystawne „psie wesela” – ze specjalnymi strojami, gośćmi, prezentami, pamiątkowymi zdjęciami, a nawet przejażdżką limuzyną – stają się coraz popularniejsze w Chinach, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia – przekazał w piątek kanał Asia News Network.

Nawet obcy oferowali nam błogosławieństwo dla „związku” – powiedziała gazecie „China Daily” Sun Yongning, właścicielka rocznej pudlicy wabiącej się „Alice”, dla której ostatnio zorganizowała wesele. „Panem młodym” był równie rasowy „Max”.

Psy poznały się przypadkiem. W ślad za tym nastąpiła zażyłość właścicieli. Dla psów zorganizowano „wesele”, łącznie z tortem i przejażdżką powozikiem po parku.

Jak podkreśliło medium, dziwaczne wydarzenia są przejawem rozwoju nowej gałęzi przemysłu rozrywkowego: uroczystości dla zwierząt, które mają również wzbogacać emocje właścicieli. – Chcieliśmy, żeby ich świat był kolorowy i pełen doświadczeń –  komentowała Sun, mówiąc o posiadanych zwierzętach.

Przed niespełna czterema laty w Szanghaju powstała platforma Patago, promująca rolę zwierząt domowych nie tylko jako towarzyszy ludzi, ale też ich „partnerów”, dzielących z nimi wspólny styl życia – przekazał dziennik. Jej założyciel, Tang Yuanlei, proponuje opiekunom zwierząt takie wydarzenia, jak pokazy mody, sesje zdjęciowe oraz zajęcia na świeżym powietrzu – w tym biegi przełajowe.

Wartość chińskiego rynku produktów i usług dla zwierząt była w ubiegłym roku wyceniana na około 41 mld dolarów. Rynek ten wykazuje tendencję wzrostową – ponad 40 proc. właścicieli zwierząt to osoby poniżej 35. roku życia, a jedną czwartą stanowią osoby urodzone po roku 2000. W kraju działa blisko 5 mln firm dotyczących opieki nad domowymi pupilami, z czego blisko 2 mln zarejestrowano w ciągu ostatnich dwóch lat.

Bai Yu, który ostatnio zorganizował pseudo-wesele dla jednego z psów, przyznał w rozmowie z gazetą, że zwierzęta, co prawda nie rozumieją wesel, ale „rozumieją radość”.  

Zdaniem międzynarodowej firmy finansowej Goldman Sachs, do 2030 r. liczba zwierząt domowych w miastach w Chinach przekroczy 70 mln, podczas gdy kurcząca się populacja dzieci poniżej czwartego roku życia nie będzie sięgać nawet 40 mln. Chiny znajdują się bowiem w potężnym kryzysie demograficznym.

(PAP)/oprac. FA

pap logo

Krasnoludki są na  świecie. The mushroom making people hallucinate dozens of tiny humans.

’They saw them

on their dishes when eating’:

The mushroom making people hallucinate

dozens of tiny humans

Rachel Nuwer

Zestaw postaci z kreskówki gnom i ogród ikona na białym tle
Colin Domnauer Bowls containing piles of brown mushrooms with bright yellow undersides (Credit: Colin Domnauer)
(Credit: Colin Domnauer)

Only recently described by science, the mysterious mushrooms are found in different parts of the world, but they give people the same exact visions.

Every year, doctors at a hospital in the Yunnan Province of China brace themselves for an influx of people with an unusual complaint. The patients come with a strikingly odd symptom: visions of pint-sized, elf-like figures – marching under doors, crawling up walls and clinging to furniture.

The hospital treats hundreds of these cases every year. All share a common culprit: Lanmaoa asiatica, a type of mushroom that forms symbiotic relationships with pine trees in nearby forests and is a locally popular food, known for its savory, umami-packed flavor. In Yunnan, L. asiatica is sold in markets, it appears on restaurant menus and is served at home during peak mushroom season between June and August.

One must be careful to cook it thoroughly, though, otherwise the hallucinations will set in.

„At a mushroom hot pot restaurant there, the server set a timer for 15 minutes and warned us, 'Don’t eat it until the timer goes off or you might see little people,'” says Colin Domnauer, a doctoral candidate in biology at the University of Utah and the Natural History Museum of Utah, who is studying L. asiatica. „It seems like very common knowledge in the culture there.”    

But outside of Yunnan and a couple of other places, the strange mushroom is largely an enigma.

„There were many accounts about the existence of this psychedelic [mushroom], and many people who looked for it, but they never found the species,” says Giuliana Furci, a mycologist and the founder and executive director of the Fungi Foundation, a non-profit group dedicated to discovering, documenting and conserving fungi.

Domnauer is on a quest to solve the decades-old mysteries about this fungi species and identify the unknown compound responsible for its unusually similar hallucinations – as well as what it can potentially teach us about the human brain.          

Domnauer first heard of L. asiatica as an undergraduate from his mycology professor.

„It sounded so bizarre that there could be a mushroom out there causing fairytale-like visions reported across cultures and time,” Domnauer says. „I was perplexed and driven by curiosity to find out more.”

Colin Domnauer Lanmaoa asiatica are sold in markets during peak mushroom season between June and August (Credit: Colin Domnauer)
Lanmaoa asiatica are sold in markets during peak mushroom season between June and August (Credit: Colin Domnauer)

The academic literature provided a few breadcrumbs. In a 1991 paper, two researchers from the Chinese Academy of Sciences described cases of people in Yunnan Province who had eaten a certain mushroom and experienced „lilliputian hallucinations” – the psychiatric term for the perception of tiny human, animal or fantasy figures. It is so named after the small people who inhabit the fictional Lilliput Island in the novel Gulliver’s Travels

The patients saw these figures „moving about everywhere”, the researchers wrote – usually, there were more than ten tiny beings on the scene. „They saw them on their clothes when they were dressing and saw them on their dishes when eating,” the researchers added. The visions „were even more vivid when their eyes were closed”.     

Already in the 1960s, Gordon Wasson and Roger Heim – the American author and French botanist who brought the existence of psilocybin mushrooms to the attention of Western audiences – came across something similar in Papua New Guinea. They were searching for a mushroom that a team of missionaries who visited 30 years earlier had said caused the locals to go „insane”, a condition that an anthropologist later dubbed „mushroom madness„. 

Unbeknownst to them, what they encountered actually sounds strikingly similar to the current reports from China. They collected specimens of the suspected species and sent them to Albert Hofmann, the Swiss chemist who discovered LSD, for testing. But Hofmann failed to identify any molecules of interest. The team concluded that the stories they heard from the field must have been cultural tales rather than having any pharmacological basis, and no further research was done.    

It was not until 2015 that researchers finally formally described and named L. asiatica, still without much detail about its psychoactive properties.

It’s not psilocybin that’s giving the L. asiatica mushrooms their lilliputian effect

So Domnauer’s first goal has been to pin down the species’ true identity. In 2023, he travelled to Yunnan during the peak summertime mushroom season. He surveyed the province’s sprawling fungi markets and asked sellers which of their mushrooms „makes you see little people”. He purchased the ones that the giggling vendors pointed to, then brought the specimens back to the laboratory to sequence their genomes.

This confirmed L. asiatica’s identity, he says. In research he is preparing for publication, chemical extracts from lab specimens produced behavioural changes in mice similar to those reported in human. After being administered the mushroom extracts, the mice experienced a period of hyperactivity followed by a long stupor where the rodents did not move much.

Domnauer also visited the Philippines, where he had heard rumors of a mushroom causing similar symptoms as those from the historical records from China and Papua New Guinea. The specimens he collected there looked slightly different from the Chinese ones – they were smaller and light pink compared to the larger, redder Chinese mushrooms, he says. But his genetic testing revealed that they were indeed the same species.

In December 2025, Domnauer’s supervisor also visited Papua New Guinea to search for the mushrooms from the Wasson and Heim records, whose identity, Domnauer says, „is still a big question mark”. They failed to find any, however, so the mystery still stands.

„It could be the same species, which would be surprising because Papua New Guinea typically doesn’t share species found in China and the Philippines,” says Domnauer. Or it could be a different species, which would be even „more interesting from an evolutionary perspective”, Domnauer says. This  would mean the same lilliputian effects have evolved independently in different mushroom species in completely different parts of the world. 

There is precedent for this happening in nature. Scientists, including some working in the same laboratory as Domnauer, recently discovered that psilocybin, the psychedelic molecule found in magic mushrooms, independently evolved in two distantly-related types of mushrooms.

But it’s not psilocybin that’s giving the L. asiatica mushrooms their lilliputian effect, says Domnauer.

Colin Domnauer Colin Domnauer found mushrooms in the Philippines that looked different but were the same species as the L. asiatic in China (Credit: Colin Domnauer)
Colin Domnauer found mushrooms in the Philippines that looked different but were the same species as the L. asiatic in China (Credit: Colin Domnauer)

He and his team are still trying to identify the chemical compound responsible for the hallucinations in L. asiatica. Current tests suggest it is not likely related to any other known psychedelic compound. For one, the trips it produces are unusually long, commonly lasting one to three days after an onset of 12 to 24 hours, and in some cases even causing hospital stays of up to a week. Because of the extraordinarily long duration of these trips and the chance for prolonged side effects such as delirium and dizziness, Domnauer has yet to try the raw mushrooms himself.

These mega-trips might help to explain why people in China, the Philippines and Papua New Guinea do not seem to have a tradition of purposefully seeking out L. asiatica for its psychoactive effects, according to Domnauer’s findings. „It was always just eaten for food,” Domnauer says, with hallucinations being an unexpected side-effect.

There’s another curious factor: other known psychedelic compounds also usually produce idiosyncratic trips that vary not only from person to person but also from one experience to the next within the same individual. With L. asiatica, though, „the perception of little people is very reliably and repeatedly reported”, Domnauer says. „I don’t know of anything else that produces such consistent hallucinations.”

Understanding this mushroom will be no easy feat, Domnauer says, but as with studies of other psychedelic compounds, the scientific research it produces could end up touching on the biggest questions of consciousness and the relationship between mind and reality.

It could also provide important clues about what causes spontaneous lilliputian hallucinations in people even when they’re not consuming L. asiatica. The condition is rare, and as of 2021, only 226 non-mushroom-related cases had been reported since lilliputian hallucinations were first described in 1909. But for those relatively few people, the outcome can be serious: a third of those patients who came down with non-mushroom-related cases did not fully recover.

Colin Domnauer Domnauer and his colleagues are still trying to identify the psychedelic compound in L. asiatica (Credit: Colin Domnauer)
Domnauer and his colleagues are still trying to identify the psychedelic compound in L. asiatica (Credit: Colin Domnauer)

Studying L. asiatica could help scientists better understand the brain mechanisms behind these naturally occurring lilliputian visions, maybe even leading to new treatments for people who develop the neurological condition, Domnauer says.

„Now we may understand where in the brain [liliputian hallucinations] originate,” says Dennis McKenna, an ethnopharmacologist and director of the McKenna Academy of Natural Philosophy, a non-profit education center in California, US. He agrees that understanding the mushroom’s compounds could lead to new drug discoveries. „Is there a therapeutic application? It remains to be seen,” says McKenna. 

Researchers estimate that less than 5% of the world’s fungal species have been described, so the findings also highlight the „enormous potential” for discovery in the world’s ever-dwindling ecosystems, says Furci, whose work focuses on exploring the fungal kingdom. „Fungi hold a very large biochemical and pharmacological library that we’re only just beginning to tap into,” says Furci. „There’s still a world of discoveries to be made.”

* This article was updated on 23 January 2026 to clarify the duration of the symptoms and onset time after eating L. asiatica.

Szablon naklejki z krasnalami ogrodowymi lub postaciami z kreskówek krasnali

„Porozmawiajmy o… Żydach”. Uśśś… Już wycofują z Empik i Allegro !

Wojciech Sumlinski @w_sumlinski

PILNE

Serwis Empik przekazał nam informację o wycofaniu z aktywnej sprzedaży książki „Porozmawiajmy o… Żydach”. Egzemplarze, które są na półkach zostaną wyprzedane (zaledwie 7 sklepów), jednoznacznie jednak zaznaczono, że nie pojawią się nowe.

Czy powyższe jest efektem sformułowanych na piśmie żądań środowisk żydowskich – tych z grudnia, czy też pojawiło się nowe? Nie wiem – czekam na dalsze informacje. Wiem jednak jedno: nie sam Empik jest cenzorem – a jedynie ofiarą. Cenzorami są ci, którzy wycofanie książki z sieci wymusili.

Co ciekawe na stronie Empik książka wciąż jest sprzedawana przez księgarnie zewnętrzne (w zależności od momentu – często po zawyżonych cenach). Sam jednak Empik skutkiem nacisków nie chce (nie może) sygnować książki „Porozmawiajmy o… Żydach” swoją marką.

Najważniejsze jest jednak coś innego – oni naprawdę się łudzą, że pozbędą się książki z przestrzeni publicznej! Jak bardzo się mylą… Zapraszam więc do tych, którzy presji nie ulegli – zapraszam też do siebie, na http://sumlinski.com.pl.

Walczymy dalej

Zdjęcie

76 tys. wyświetlenia