Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Czy Izrael jest "narodem wybranym"? Ostra burza wokół listu Episkopatu

21.03.2026, fronda/Czy-Izrael-jest-narodem-wybranym-Ostra-burza-wokol-listu-Episkopatu

Czy Izrael jest „narodem wybranym”? Ostra burza wokół listu Episkopatu

Wokół przygotowanego przez Konferencję Episkopatu Polski listu z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej synagodze narasta poważny spór. Dokument, który miał zostać odczytany w kościołach, na krótko pojawił się w Internecie, po czym zniknął ze stron niektórych diecezji. Już sam ten fakt wywołał lawinę komentarzy i spekulacji.

Jednym z najbardziej dyskutowanych fragmentów listu jest jego początek, w którym autorzy podnoszą temat antysemityzmu: „Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) antysemityzm”.

Dla części komentatorów takie ujęcie tematu budzi kontrowersje. Niektórzy autorzy wskazują, że problem ten został w dokumencie postawiony w centrum, bez jednoznacznego zdefiniowania, co wyraźnie może prowadzić do uproszczeń i napięć interpretacyjnych.

Jeszcze większe emocje wywołuje fragment odnoszący się do historii nauczania Kościoła: „Przez ponad półtora tysiąca lat treści te (…) kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu”.

Zdaniem krytyków taka diagnoza stawia pod znakiem zapytania ciągłość tradycji Kościoła katolickiego.

Najostrzejszą reakcję wywołał jednak fragment: „Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.

Publicyści zwracają uwagę na fakt, że sporne fragmenty listu za sprzeczne z nauczaniem Kościoła i tradycją apostolską. Piszą nawet wprost, że takie sformułowania oznaczają poważne odejście od utrwalonej doktryny i podważają ciągłość nauczania.

To właśnie ten element dokumentu stał się osią sporu. Dla jednych jest on przejawem rozwijającej się refleksji teologicznej oraz próbą pogłębienia dialogu międzyreligijnego, dla innych natomiast stanowi niebezpieczne przesunięcie interpretacyjne, które może prowadzić do relatywizacji dotychczasowych podstaw wiary.

Dodatkowe napięcia wywołuje także fragment odnoszący się do kwestii zbawienia, który – zdaniem krytyków – sugeruje możliwość uczestnictwa w nim bez jednoznacznego odniesienia do Chrystusa. W ocenie przeciwników takiej interpretacji rodzi to poważne konsekwencje teologiczne i może prowadzić do osłabienia tradycyjnego nauczania o konieczności nawrócenia.

Kontrowersje wzbudza również apel o odwiedzenie synagogi. Część środowisk postrzega go jako wyraz otwartości i kontynuację linii dialogu zapoczątkowanej przez św. Jana Pawła II. Inni jednak interpretują go jako krok zbyt daleko idący, który – w ich ocenie – może być odczytywany jako rozmywanie granic tożsamości religijnej.

Jak czytamy, dokument zawiera liczne niejasności i interpretacje, które mogą prowadzić do błędnych wniosków, a jego publikacja mogłaby mieć poważne konsekwencje dla odbioru nauczania Kościoła w Polsce.

Na chwilę obecną nie jest jasne, czy dokument ostatecznie zostanie opublikowany i odczytany w kościołach. Jedno pozostaje pewne – wywołana przez niego debata szybko nie wygaśnie.

mp/KEP, Vatican News, Fronda.pl

Z postępowego grajdoła. MEM-y VIII.

————————

———————-

——————————

————————————————————–

—————————–

——————————————————————-

———————————————————

—————————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

Jak Niemcy potajemnie sfinansowały bombę atomową Izraela

czyli: anti-spiegel.ru/wie-deutschland-heimlich-israels-atombombe-finanziert-hat

To, że Izrael posiada broń nuklearną, jest jawną tajemnicą, ale niewielu ludzi wie, że izraelska bomba atomowa prawdopodobnie stała się możliwa tylko dzięki niemieckiemu finansowaniu. Teraz przypomniała nam o tym czołowa izraelska gazeta.

z anti-spiegel.ru

20. Marzec 2026

To jest „jawna tajemnica”, że Izrael ma broń nuklearną. Ale to, co nie wszyscy wiedzą, to to, że to oczywiście Niemcy potajemnie finansowały izraelski program broni jądrowej w latach 60. i tym samym umożliwiły to w pierwszej kolejności. Na przykład Dirk Pohlmann nakręcił już film dokumentalny na ten temat dla Arte w 2012 roku. Tak, w tym czasie takie filmy dokumentalne w niemieckiej telewizji państwowej były jeszcze możliwe, dziś coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Film dokumentalny podlinkowałem na końcu tego artykułu.

Teraz izraelski dziennik „Haaretz” zwrócił uwagę na niemiecką rolę w rozwoju izraelskiej bomby atomowej ze wszystkimi szczegółami w długim artykule. Ponieważ temat jest znany tylko kilku, przetłumaczyłem artykuł. A po przeczytaniu można się zastanawiać, czy czas publikacji był tylko zbiegiem okoliczności, ponieważ artykuł zawsze przypomina niemiecką odpowiedzialność za Izrael, który obecnie przeżywa wielkie trudności w wojnie z Iranem.

Początek tłumaczenia:

Historyczne wskazówki sugerują: Niemcy potajemnie sfinansowały izraelski program nuklearny

Przez dwanaście lat kanclerz Niemiec przemycał do Izraela 20 miliardów szekli za pośrednictwem ściśle tajnych kanałów. Cel: sfinansowanie reaktora jądrowego w Dimonie i zabezpieczenie przyszłości kraju.

Od grudnia 1960 roku, kiedy istnienie reaktora jądrowego w mieście Negew Dimona nie było już tajemnicą, na temat tego delikatnego projektu pojawiły się niezliczone książki i artykuły, które Izrael nadal utrzymuje w niewiedzy z imponującą nieustępliwością. Najważniejsze z tych prac, książka Avnera Cohena „Izrael i bomba” z 1998 roku, położyła podwaliny pod rozległą pracę innych głównych badaczy, takich jak Seymour Hersh, Zaki Shalom i Adam Raz. W 2024 roku dziennikarz śledczy Shany Haziza stworzył znakomity serial dokumentalny „He Atom and Me”, który nadał projektowi ludzką twarz.

Tysiące książek, artykułów naukowych i raportów z badań podkreśliły prawie wszystkie aspekty tego tematu. Ale nadal nie są wystarczająco zbadane lub odpowiedzi na dwa ważne pytania: Jaki był całkowity koszt projektu? A kto to sfinansował?

Paradoksalnie, odpowiedź na drugie pytanie jest również najwyraźniej odpowiedzią na pierwsze. Jak pokazano tutaj, głównym finansistą programu nuklearnego był, według wszystkich dostępnych źródeł, rząd Republiki Federalnej Niemiec, a mianowicie za pomocą tajnej pożyczki: W latach 1961-1973 rząd Bonn przekazywał Izraelowi 140 do 160 milionów marek rocznie, w sumie prawie 2 miliardy marek, co odpowiada dziś około 5 miliardom euro.

W 1989 r. podpisano umowę spłaty kredytu, skutecznie przekształcając ją w dotację. Innymi słowy, izraelski program nuklearny był w dużej mierze finansowany nie z darowizn od żydowskich filantropów lub izraelskich podatników, ale przez niemieckich podatników.

Aby zrozumieć, jak doszło do tej sytuacji, musimy cofnąć się do 1957 roku, kluczowego roku dla projektu i kulminacji stosunków izraelsko-francuskich. Francja stała przy Izraelu, gdy znalazła się pod silną presją międzynarodową, aby wycofać się z Półwyspu Synaj, który podbiła w wojnie październikowej w 1956 roku i wyraźnie pokazała swoją gotowość do pomocy. Izraelczycy ze swojej strony byli głęboko wdzięczni.

Ta przyjaźń była widoczna pod wieloma względami, nie zawsze otwarta. Najważniejszym – i tajnym – było podpisanie szeregu porozumień między komisjami energetyki jądrowej obu krajów w sprawie zakupu reaktora jądrowego z Francji.

Pomimo doskonałych relacji z Paryżem, premier David Ben-Gurion pozostał zaniepokojony. Zawsze obawiał się arabskiej jedności, która cofnie projekt syjonistyczny, a jego doradcy często patrzyli, jak wpatruje się w mapę regionu i zastanawia się, jak mały Izrael może wytrzymać wrogi świat arabski. Jego obawy nasiliły się, gdy egipski władca Gamal Abdel Nasser, niesiony przez falę narodowego panarabizmu, podniósł się, aby stać się charyzmatycznym przywódcą świata arabskiego po wojnie na Synaju i zagroził, że zmiażdży „syjonistycznego wroga”. Francja nie mogła udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na to egzystencjalne zagrożenie. Ben-Gurion był świadomy granic Francji jako potęgi w upadku i martwił się o niestabilność francuskiego rządu, a także o potencjalnym problemie dotyczącym ich motywacji do pomocy państwu żydowskiemu: przekonanie, że Za powstaniem w Algierii stoi Nasser. Na tym tle zaczął szukać „alternatywy na złe czasy”.

Pomimo emocjonalnego obciążenia, Niemcy Zachodnie były jego zdaniem najbardziej odpowiednim krajem do tej roli. Była to wówczas wschodząca potęga w Europie bez imperialistycznej przeszłości i bez zobowiązań wobec państw arabskich, a pojawiły się doniesienia, że Nasser był tam znienawidzony. Przede wszystkim jednak wielu w Niemczech, przede wszystkim kanclerz Konrad Adenauer, było zaangażowanych w Izrael.

Stosunki bezpieczeństwa między krajami rozpoczęły się od długiego tajnego spotkania w dniu 3. Lipiec 1957 w Bonn między Dyrektorem Generalnym Ministerstwa Obrony Szymonem Peresem a niemieckim ministrem obrony Franzem Josefem Straussem. Tajemnica była niezbędna dla obu stron: Ben-Gurion obawiał się, że stosunki z Niemcami po Holokauście mogą wywołać kryzys koalicyjny w jego rządzie, podczas gdy Niemcy obawiały się, że takie powiązania skłonią państwa arabskie do uznania Niemiec Wschodnich, a tym samym zdestabilizują pozycję Bonn na świecie.

Ale oba kraje również interesowały się pogłębianiem stosunków między sobą. Dla Niemiec poparcie państwa żydowskiego poza porozumieniem w sprawie reparacji z 1952 r. było pierwszorzędnym obowiązkiem moralnym i środkiem do zadośćuczynienia zbrodniom drugiej wojny światowej. Dla Izraela, a w szczególności dla Ben-Guriona, pomoc wojskowa z Niemiec była kluczowa dla bezpieczeństwa kraju.

Niektórzy w Izraelu, tacy jak minister edukacji Zalman Aran z rządzącej partii Ben-Gurion, Mapai, byli zdania, że Izrael powinien zażądać od Niemców poprawki do konstytucji, w której Bonn zobowiązałby się wspierać Izrael w przypadku ataku. W praktyce jednak nie było to wykonalne, ale nawiązanie „specjalnych relacji” było całkiem wykonalne,

Spotkanie Peresa i Straussa dało treść tym pierwszym związkom. Peres wyjaśnił poglądowi Ben-Guriona, że stosunki niemiecko-izraelskie nie mogą opierać się wyłącznie na zobowiązaniach finansowych w formie umowy o reparacji. Strauss zgodził się, zgadzając się na przyczynienie się do pomostowania przepaści między tymi dwoma krajami. Otrzymał również prośbę Peresa o zakup dwóch okrętów podwodnych przez Izrael. W związku z rychłym zagrożeniem trzecią wojną światową, która prawdopodobnie byłaby prowadzona głównie na niemieckiej ziemi, minister obrony wykazał również duże zainteresowanie doświadczeniem, jakie siły izraelskie zdobyły w wojnie na Synaju w walce z sowieckimi systemami uzbrojenia.

Okręty podwodne nie miały żywotnego znaczenia. Jak zauważył Ben-Gurion w swoim dzienniku, obie łodzie razem kosztowały mniej niż jeden francuski myśliwiec Vautour i mniej więcej w tym czasie Izrael podpisał kontrakt na zakup dwunastu z tych samolotów. Okręty podwodne były w rzeczywistości niskim priorytetem dla izraelskich sił zbrojnych, a szef sztabu generał Moshe Dayan podkreślił ze swojej strony, że niska cena jest warunkiem koniecznym zakupu.

W związku z tym wniosek o zakup okrętów podwodnych wydaje się być zręcznym wejściem w celu promowania stosunków między dwoma krajami bez wywoływania zbyt dużego oporu w wojsku. Fakt, że zakup dwóch okrętów podwodnych był motywowany politycznie, stał się jasny, gdy kontakty bezpieczeństwa z Niemcami stały się znane w mediach i wywołały kryzys koalicyjny w Izraelu. Ben-Gurion uzasadnił swoje działanie przed Knesetem, mówiąc, że okręty podwodne są sprawą najwyższej wagi i niezbędne dla bezpieczeństwa kraju.

Okręty podwodne zostały ostatecznie pozyskane z niemieckim finansowaniem w Wielkiej Brytanii, a dwustronne stosunki bezpieczeństwa pogłębiły się. Chociaż izraelskie siły zbrojne (IDF) nie otrzymały wówczas żadnych znaczących dostaw z niemieckiego arsenału, Niemcy kupiły od Izraela sprzęt bojowy o wartości 30 mln USD. Niemcy zdawali sobie sprawę, że jest to znaczący wkład w rozwój izraelskiego przemysłu zbrojeniowego.

Obrona przed Holokaustem

Najważniejszy krok w rozwijających się relacjach miał miejsce wraz z historycznym spotkaniem Ben-Guriona i Adenauera w dniu 14. W marcu 1960 roku w Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Samo spotkanie było publicznie znane, ale kluczowe punkty osiągniętych tam porozumień były trzymane w tajemnicy przez wiele lat. Rozmowa dwóch wysoko postawionych postaci była rzeczywiście jednym z najbardziej kształtujących wydarzeń w izraelskiej historii bezpieczeństwa.

Co dziwne, ale historycznie nie jest to niezwykłe, nie ma oficjalnego zapisu rozmów. Po stronie niemieckiej Heinz Weber, główny tłumacz Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zachował protokół, po stronie izraelskiej był to Arye Manor, attaché ekonomiczny ambasady w Waszyngtonie. Podczas spotkania obaj mężowie stanu wspomnieli o swoim założeniu, że urzędnicy amerykańskiego wywiadu słuchają ich rozmowy. Jest więc jasne, że zwracali szczególną uwagę na to, co mówili. Można przypuszczać, że niektóre rzeczy były dla nich jasne i dlatego nie musieli mówić wprost.

W pierwszej części rozmowy Ben-Gurion podkreślił swój pogląd, że nie byłoby „żadnych pytań bezpieczeństwa”, gdyby w Izraelu mieszkało jeszcze cztery lub pięć milionów Żydów. Te miliony, dodał, zginęły w Holokauście, i dlatego była to nie tylko ludzka tragedia, ale także „z historycznego punktu widzenia Hitler prawie zniszczył [sen] państwa żydowskiego”. To przekonanie, że Holokaust był nie tylko zbrodnią przeciwko narodowi żydowskiemu, ale także zbrodnią przeciwko syjonizmowi, nie było niczym nowym. Towarzyszyła Benowi Gurionowi, odkąd po raz pierwszy usłyszał o masowym mordowaniu Żydów. Już pod koniec 1942 roku wyraził obawę, że „zagłada europejskiego żydostwa oznacza unicestwienie syjonizmu”, ponieważ nie będzie już ludzi, z którymi kraj mógłby powstać.

Przedstawiwszy Holokaust nie tylko jako tragedię z przeszłości, ale także jako środek do zrozumienia podstawowego problemu bezpieczeństwa Izraela w teraźniejszości, przeszedł do następnej – i bardziej praktycznej – części spotkania: potrzeby niemieckiego odszkodowania, które zdaniem premiera powinny przybrać dwie formy.

Pierwsza forma rekompensaty miała charakter finansowy: albo niemieckie inwestycje w izraelskim przemyśle w celu stworzenia miliona miejsc pracy, albo długoterminowe pożyczki w wysokości od 40 do 50 milionów dolarów rocznie w ciągu dziesięciu lat. Według izraelskiej relacji ze spotkania, Adenauer nie wszedł w szczegóły, ale natychmiast powiedział, że Niemcy pomogą, zarówno z powodów moralnych, jak i dlatego, że Izrael jest „bastionem Zachodu”. Z kolei wersja niemiecka stwierdziła, że zgodził się na swojego izraelskiego odpowiednika, ale powiedziała, że nie ma potrzeby omawiania całej sprawy z trzyletnim wyprzedzeniem, co oznaczało, że będzie wystarczająco dużo czasu na rozmowy do 1963 roku, wygaśnięcie umowy o reparacji.

Druga forma odszkodowania dotyczyła pomocy wojskowej: okrętów podwodnych i interesu sił izraelskich w innych umowach zbrojeniowych. Adenauer wyjaśnił, że jest świadomy tej kwestii i wszystko, co działo się w tym kontekście, było dla niego do przyjęcia. W rzeczywistości, po rozmowach w Nowym Jorku, rozpoczęła się operacja Colony-France („French Colonies”), w skrócie Frank/Kol.

Według niemieckich dokumentów, od 1962 roku do mediów, Niemcy dostarczyły biznes zbrojeniowy izraelskim siłom zbrojnym na początku 1965 roku, które na początku 1965 roku sfinansowały zakup dalszej broni z Francji i Wielkiej Brytanii o łącznej wartości 340 milionów marek. Izraelski historyk Roni Stauber szacuje tę sumę w swojej książce z 2022 roku „Dyplomacja w cieniu pamięci: przeszłość i teraźniejszość stosunków izraelsko-zachodnioniemieckich, 1953–1965” (w języku hebrajskim) na 500 milionów marek.

Choć największe zainteresowanie uwagi przyciągnęło wsparcie militarne Niemiec, to kredyt na tzw. „projekt Negeva” był ważniejszy. Doniesienia o projekcie nuklearnym Dimona zostały opublikowane dopiero dziewięć miesięcy po rozmowach w Nowym Jorku, ale jest prawdopodobne, że Adenauer dowiedział się już o tym poprzez rozmowy z Francuzami i między Peresem a Straussem. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście zrozumiał zakres izraelskiej prośby, czy nie, czy nie, czy nie, było dla niego jasne, że zawarte umowy muszą być utrzymywane w tajemnicy, zwłaszcza z obawy przed reakcjami państw arabskich. W związku z tym sprawa początkowo była utrzymywana w tajemnicy przed niemieckim rządem, Bundestagiem i Federalnym Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Nazwa kodowa, którą biuro Adenauera przekazało planowi pomocy, brzmiała „Aktion Business Friend”. W szczególności roczna pożyczka w wysokości 50 milionów dolarów została uzgodniona w ciągu dziesięcioletniego okresu przy stopie procentowej 3,6 procent rocznie. Wbrew niemieckiemu poglądowi, że porozumienie zastąpi umowę o odszkodowaniach i w związku z tym wejdzie w życie dopiero z ostatnią płatnością w 1965 r., Izraelczycy zażądali dalszego przekazania płatności. Wreszcie pierwsza pożyczka od Bonn została wypłacona w grudniu 1961 roku.

Stworzenie mechanizmu dla przekazu pieniężnego nie było łatwe. Tajemnica uniemożliwiła podpisanie formalnego porozumienia, ponieważ wymagałoby to ratyfikacji przez rząd niemiecki i Bundestag. Aparat finansowy ustanowiony przez przedstawicieli Izraela w Niemczech, Felixa Shinnara i doradcę ekonomicznego Adenauera Hermanna Absa obejmował wypłatę tak zwanych „kredytów ekonomicznych” za pośrednictwem państwowego banku rozwoju we Frankfurcie. Aby zachować poufność, stawki zostały określone jako „przeniesienia pieniędzy z umów dwustronnych z krajami rozwijającymi się pochodzenia bezterminowego”. Porozumienie zostało zatwierdzone przez niemiecką gospodarkę i ministra finansów, ale minister spraw zagranicznych został pozostawiony w niewiedzy.

W maju 1960 roku realizacja tajnych porozumień między Ben-Gurionem a Adenauerem stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Zwiastowanie premiera w Knesecie w dniu 23. May, Adolf Eichmann został aresztowany i został postawiony przed sądem w Jerozolimie, podsycił w Niemczech obawę, że w toku postępowania zostaną wymienione nazwiska osób, które zajmowały wysokie stanowiska w reżimie nazistowskim i nadal odgrywały ważne role w rządzie Adenauer.

Najwybitniejszym z nich był prawnik Hans Globke, szef kancelarii, który odegrał kluczową rolę w opracowywaniu praw rasowych w Norymberdze. Jego pozycja w rządzie zachodnioniemieckim dała mu również wgląd w zmieniające się stosunki bezpieczeństwa z Izraelem – nawet aktywnie przyczynił się do ich ekspansji. Doradca ekonomiczny Adenauera, Hermann Abs, który energicznie promował „Akcję Przyjaciela Biznesu”, był wiodącym bankierem w czasach nazistowskich i został aresztowany po wojnie.

Obawa w Niemczech, że można nawiązać związek między wiodącymi postaciami rządu federalnego a jego poprzednimi rolami, doprowadził do nacisków, aby upewnić się, że kwestia ta nie stanie się rdzeniem tego procesu. Jak zauważyła Ora Herman w swojej książce „Piec i reaktor” (2017, hebrajski), głównym środkiem nacisku na Izrael było grożenie opóźnieniem realizacji tajnych porozumień: minister obrony Strauss podkreślił izraelskim urzędnikom, że nazwanie nazwisk wyższych urzędników w Bonn, zwłaszcza Globkes, zagrozi temu procesowi.

Globke sam dał Izraelczykom do zrozumienia, że umowy pożyczki i broni nie zostaną wdrożone dopiero po zakończeniu procesu. Adenauer ze swojej strony wysłał do Izraela osobistego wysłannika, który na różne sposoby poinformował Ben-Guriona o życzeniu kanclerza, aby nie wymieniono nazwiska Globke.

W tym samym czasie pojawiły się jednak również pozytywne sygnały: cztery miesiące przed rozpoczęciem procesu w kwietniu 1961 roku Ben-Gurion napisał w swoim dzienniku po rozmowie z Felixem Shinnarem: „Globke – najbliższy powiernik Adenauera – zachowuje się dobrze”, a także: „Abs jest doskonale”. Tydzień przed rozpoczęciem procesu Shinnar poinformował premiera, że „umowa jest na miejscu” i że „zachowano wszelkie środki ostrożności, abyśmy mogli uzyskać pierwsze 200 milionów marek jeszcze w tym roku”.

Efekt niemieckiej presji jest niejasny, ale przyniósł pewien efekt. Ben-Gurion poprosił prokuratora Gideona Hausnera, aby nie dostarczał żadnych dokumentów łączących Globke z Eichmannem. Hausner odmówił, ale w praktyce nazwisko Globke’a było ledwo wymienione w procesie. Wynikało to prawdopodobnie również z faktu, że Eichmann zaprzeczył jakimkolwiek relacjom z Globke w jego przesłuchaniach w Izraelu.

Przywództwo innego rodzaju

Fundament stosunków dwustronnych, który został położony w 1957 roku, został znacząco skonsolidowany na spotkaniu Adenauera i Bena Guriona w marcu 1960 roku i okazał się w nadchodzącej burzy procesu Eichmanna. Pierwsza płatność dla Izraela została dokonana w grudniu 1961 roku, na krótko przed rozprawą w sprawie wyroku. Według niemieckich dokumentów, 629,4 mln marek zostało przeniesionych: 82 mln w 1961 r., 97,6 mln w 1962 r., 150 mln w 1963 r., 149,8 mln w 1964 r. i 150 mln w 1965 r.

Po opublikowaniu operacji Frank/Kol w mediach i późniejszym kryzysie w stosunkach między dwoma krajami, Ludwig Erhard, następca Adenauera jako kanclerz, argumentował, że porozumienia z marca 1960 r. nie były wiążące, ponieważ nie były omawiane w rządzie ani zatwierdzane przez Parlament. W związku z tym procedury dotyczące transferów pieniężnych były rewidowane i omawiane corocznie, chociaż sumy pozostawały w dużej mierze takie same. W 1966 i 1967 roku Izrael otrzymywał 160 milionów marek rocznie, w ciągu następnych sześciu lat – do końca okresu kredytowania, który został przedłużony do 1973 r. – 140 milionów marek rocznie, z czego 20 milionów zostało przeznaczonych na rynek.

Ponieważ nie ma izraelskich dokumentów dotyczących praktycznego wdrożenia niemieckiego kredytu na „rozwój Negewu”, nie jest jasne, czy Bonn sfinansował projekt Dimona. Nawet jeśli część pieniędzy została zainwestowana w inne projekty, jest prawdopodobne, że zaoszczędzone przez nie środki zostały faktycznie wykorzystane do budowy reaktora jądrowego – który, o ile wiadomo, nie został sfinansowany z funduszy państwowych.

Koszty izraelskiego projektu nuklearnego nie zostały jeszcze wystarczająco doprecyzowane. Według Szimona Peresa połowę kosztów reaktora i innych części zakładu, około 40 mln USD, poniosły darowizny od zamożnych Żydów. Powiedział prawdopodobnie, że ich składki pokrywają koszty umów zawartych z Francją. Nawet jeśli weźmiemy to za gotówkę, chociaż prawie nic nie wiadomo o tożsamości darczyńców, to był dopiero początek projektu. Cały projekt kosztował znacznie więcej.

Levi Eschkol, który w czerwcu 1963 roku zastąpił Ben-Guriona na stanowisku premiera i ministra obrony, oszacował koszt izraelskiego projektu rakietowego, który został uznany za część projektu Dimona, w wewnętrznym spotkaniu z członkami partii w czerwcu 1964 roku w ciągu najbliższych trzech do czterech lat na 200 do 250 milionów dolarów.

Adenauer uznał poważny moralny obowiązek zadośćuczynienia zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów posunąć się daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do czasu obejścia własnego rządu i parlamentu.

Kwota pożyczki, której domagał się Ben-Gurion w marcu 1960 r. – miesiąc po pierwszej francuskiej próbie nuklearnej i kiedy znany był już koszt francuskiego programu nuklearnego – najwyraźniej odpowiadała potrzebom Izraela, podobnie jak dziesięcioletni okres. W przeciwieństwie do wszystkich innych pożyczek rozwojowych Niemiec do tego czasu, Izrael nigdy nie musiał ujawniać, w jaki sposób należy wykorzystać fundusze, i nie przeprowadzono żadnych rozmów na ten temat. Właśnie na tym opierało się kredytowanie.

Nawet gdy Niemcy zaostrzyli warunki pod koniec lat 60. i nalegali, że 20 milionów marek każdego transferu musi być zarezerwowanych dla niektórych projektów, reszta pieniędzy pokryła koszt projektu, o którym treść Izraelczycy nie musieli dostarczać żadnych informacji. Do chwili obecnej, wbrew zwykłej praktyce, niemiecki bank, który udzielił kredytu, nie opublikował żadnych sprawozdań z zamierzonego wykorzystania środków. Nie ma wiarygodnego wytłumaczenia dla ukrycia celu niemieckiego kredytu deweloperskiego poza finansowaniem projektu Dimona.

Ocena, że niemieckie fundusze współfinansowały izraelski program nuklearny, opiera się również na oświadczeniach dwóch osób, które są z nim najsilniej związane. Peres zauważył kiedyś, że Ben-Gurion ustalił wyraźny związek między procesem Eichmanna, „systemem obronnym przeciwko Holokaustowi, jeśli nadejdzie”, a „reaktorem zbudowanym w Dimonie”.

Sam premier wyraził się jeszcze wyraźniej. W debacie na temat Knesetu w 1966 roku zaatakował swojego następcę Leviego Eschkola, twierdząc, że Izrael próbował w 1965 roku w negocjacjach z rządem niemieckim znieść warunki korzystania z pożyczki w celu „rozwoju Negewu” i zgodził się na redukcję o 10 milionów dolarów rocznie. Ben-Gurion przekonywał, że jego następca spowodował „poważne szkody dla jednej z najważniejszych potrzeb bezpieczeństwa i przyszłości gospodarczej państwa Izrael”.

Twierdzenie Ben-Guriona o ustępstwach Eshkola było bezpodstawne, ale jego odniesienie do związku między niemieckim kredytem a „najwyższymi potrzebami bezpieczeństwa” Izraela wyraźnie świadczy o związku z projektem Dimona.

Niemcy ze swojej strony oficjalnie milczą w celu kredytowania. Jednak Hans Ruhlea, były wysoki urzędnik w niemieckim ministerstwie obrony, nie pozostawił wątpliwości, gdy zawarł dwa artykuły na temat finansowania projektu Dimona z tym samym stwierdzeniem: „Niemiecka pomoc finansowa na rzecz rozwoju izraelskich zdolności w zakresie broni jądrowej dała państwu żydowskiemu wyjątkową gwarancję przetrwania, która jest na cześć inicjatorów „Przyjaciela biznesu operacyjnego”.

Aby uzupełnić obraz, należy również wspomnieć o geście niemieckiego rządu, który zrekompensował Izraelowi, powściągliwą reakcję na ostrzał rakietami Scud w wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku i zaangażowanie niemieckich firm w produkcję rakiet. Rekompensata mogła przybierać różne formy, ale nie jest zaskoczeniem – i choć również za niemieckie względy ekonomiczne – odbywała się w tym czasie w formie decyzji kanclerza Helmuta Kohla o zagwarantowaniu budowy dwóch okrętów podwodnych typu Dolphin z 880 mln marek (dziś około miliarda euro) i przejęciu połowy kosztów trzeciego okrętu podwodnego. Według zagranicznych doniesień, niektóre rurki torpedowe okrętów podwodnych są wystarczająco duże, aby umożliwić zestrzelenie pocisków manewrujących głowicami nuklearnymi. Gdyby to była prawda, Niemcy zbudowałyby Izraelowi platformy, które dają mu zdolność drugiego uderzenia.

Zakładając, że wszystkie te informacje są poprawne, wkład Niemiec w bezpieczeństwo Izraela nie może być przeceniony przez lata. W przeciwieństwie do tzw. specjalnych stosunków państwa żydowskiego z USA, które opierają się między innymi na pomocy w postaci broni konwencjonalnej, Niemcy najwyraźniej przejęły odpowiedzialność za finansowanie znacznej części zdolności jądrowych przypisywanych Izraelowi.

W kluczowych latach projektu Negev (1961–1967) niemieckie pożyczki i bezpośrednia pomoc wojskowa obejmowały co najmniej 20 procent rocznego budżetu bezpieczeństwa Izraela. Trudno sobie wyobrazić, jak Izrael w przeciwnym razie mógł ponieść ciężar finansowy tak kosztownego projektu. Bez tego finansowania Izraelowi nigdy nie udałoby się go zrealizować.

W dzisiejszych czasach populistycznych przywódców w tym kraju i gdzie indziej wypada zakończyć tę historię pochwalnym słowem o przywództwie innego rodzaju. Ben-Gurion, którego głównym zmartwieniem było bezpieczeństwo Izraela, nie wahał się bronić przed wrogim społeczeństwem, który nic nie wiedział o pożyczce, i promować koncepcję „innych Niemiec” w celu legitymizacji wyjątkowych stosunków między dwoma krajami. Udało mu się również przedstawić Niemcom Holokaust nie tylko jako tragedię narodu żydowskiego, ale także jako źródło problemu bezpieczeństwa Izraela, na który potrzebna była odpowiedź. A Adenauer był przywódcą, który uznał poważny moralny obowiązek, aby zadośćuczynić otwarcie lub potajemnie zbrodniom popełnionym podczas Holokaustu. Był gotów pójść daleko, aby zapewnić przetrwanie państwu żydowskiemu, nawet do obchodzenia własnego rządu i parlamentu.

Następcy tych dwóch przywódców ze swojej strony ściśle przestrzegali wszystkich zawartych umów i od tego czasu uniknęli wszelkich niedyskrecji, które mogłyby ujawnić finansowanie projektu Dimona.

Koniec.

Oto dokument Dirka Pohlmana z 2012 roku, kiedy można było jeszcze zrobić taki dokument dla Arte, który byłby już dziś nie do pomyślenia.

============================

Iran dogaduje się z Japonią

Iran dogaduje się z Japonią

21.03.2026 nczas/iran-dogaduje-sie-z-japonia

Japonia sprowadza przez cieśninę Ormuz ok. 90 % ropy.

Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map
NCZAS.INFO | Mapa Bliskiego Wschodu z zaznaczoną Cieśniną Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla światowego handlu ropą naftową. Foto: google map

Iran jest gotowy zezwolić japońskim jednostkom na żeglugę przez cieśninę Ormuz – podała w sobotę agencja Kyodo, cytując szefa irańskiego MSZ. Abbas Aragczi poinformował, że trwają rozmowy z władzami w Tokio w sprawie otwarcia dla japońskich tankowców tej strategicznej drogi morskiej.

„Nie zamknęliśmy cieśniny. Jest otwarta” – powiedział Aragczi w wywiadzie telefonicznym udzielonym japońskiej agencji informacyjnej w piątek. Zaznaczył jednak, że Teheran jest przygotowany, by zapewnić bezpieczny tranzyt jednostkom krajów, takich jak Japonia, o ile będą one koordynować swoje działania z władzami irańskimi. Minister podkreślił, że restrykcje dotyczą głównie państw biorących udział w atakach na Iran.

Jednocześnie przyznał, że kwestia żeglugi japońskich statków przez cieśninę była omawiana podczas jego ostatnich rozmów z japońskim ministrem spraw zagranicznych Toshimitsu Motegim, zaznaczając, że rozmowy trwają i nie można ujawnić szczegółów.

Japońskie ministerstwa spraw zagranicznych i handlu oraz kancelaria szefowej rządu nie odpowiedziały w sobotę na prośby agencji Reuters o komentarz do tych doniesień.

Aragczi podkreślił, że Teheran nie szuka jedynie rozejmu, lecz „całkowitego i trwałego zakończenia wojny”, którą 28 lutego rozpoczęły USA i Izrael. W sobotę konflikt wchodzi w czwarty tydzień. Aragczi określił atak USA i Izraela jako „nielegalny i niesprowokowany akt agresji”.

Japonia jest silnie uzależniona od dostaw z Bliskiego Wschodu, sprowadzając przez cieśninę Ormuz ok. 90 proc. ropy. W związku z faktyczną blokadą tego szlaku żeglugowego i wynikającego z tego wzrostu światowych cen paliw Japonia zaczęła uwalniać własne rezerwy ropy naftowej.

Kwestia bezpieczeństwa żeglugi była tematem czwartkowego spotkania szefowej japońskiego rządu Sanae Takaichi z prezydentem Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. USA naciskają na sojuszników, by wysłali do patrolowania cieśniny Ormuz okręty wojenne, jednak Tokio odmawia, powołując się na ograniczenia prawne wynikające z powojennej, pacyfistycznej konstytucji kraju.

Najwygodniej tędy: MEM-y VI.

—————————–

————————————————–

————————————

—————————————————

[tylko – czy automat w Polsce przyjmie??]

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————–

Wojna z Iranem jako brama do wojny z Chinami i Rosją

Brian Berletic: Wojna z Iranem jako brama do wojny z Chinami i Rosją

W niedawnym wywiadzie z analitykiem geopolitycznym Brianem Berleticiem, byłym żołnierzem piechoty morskiej USA, autorem i gospodarzem kanału „The New Atlas”, ujawniono, że eskalacja na Bliskim Wschodzie jest częścią długoterminowego, strukturalnego planu strategicznego USA.

Berletic, który ostrzegał na miesiące przed wyborami w 2024 r. przed kontynuacją wojen – niezależnie od tego, kto wygra wybory – wyjaśnia, dlaczego wojna z Iranem pod rządami Trumpa nie jest przypadkiem, lecz przemyślanym krokiem na drodze do konfrontacji z Rosją i Chinami.

Rozmowa ujawnia, że ​​USA nie tylko walczą o hegemonię na Bliskim Wschodzie, ale również próbują stłumić rodzący się wielobiegunowy porządek świata za pomocą blokad energetycznych i wojen zastępczych.

https://youtube.com/watch?v=4rHhRNaH9LI%3Ffeature%3Doembed

Strukturalna strategia USA zamiast polityki prezydenckiej

Brian Berletic zaczyna od jasnej analizy amerykańskiej polityki zagranicznej: nie jest ona zależna od poszczególnych prezydentów, ale od strukturalnej rzeczywistości, kontrolowanej od dziesięcioleci przez wielkie interesy korporacyjne i finansowe.

Interesy te nastawione są na nieograniczony wzrost zysków i władzy i po prostu nie mogą zaakceptować świata wielobiegunowego – z równymi ośrodkami władzy.

Berletic powołuje się na artykuł Brookingsa zatytułowany „Which Path to Persia” („Która droga do Persji”), opublikowany w 2009 r., w którym opisano strategię walki z Iranem rozdział po rozdziale: od ery Busha, przez Obamę i Bidena, aż po administrację Trumpa w 2025 r., każdy krok został wdrożony z najwyższą dokładnością.

Celem nigdy nie była pojedyncza droga, lecz raczej kombinacja kilku opcji – sankcji, wojen zastępczych, sabotażu i ataków bezpośrednich – mająca na celu osłabienie i obalenie Iranu.

Syria jako klucz – korytarz powietrzny do Iranu

Kluczowym elementem był upadek Syrii pod koniec ery Bidena.

Berletic wyjaśnia, jak USA i Izrael celowo zniszczyły zintegrowane systemy obrony powietrznej Syrii, aby stworzyć „korytarz powietrzny” umożliwiający ataki na Iran – dokładnie tak, jak postulowano w artykule Brookingsa.

Atak na irański konsulat w Damaszku był jedynie próbą. Po otwarciu korytarza, prawdziwa eskalacja miała się rozpocząć w 2025 roku.

Izrael świadomie pełni rolę „jednorazowego pełnomocnika”: wywołuje konflikt, przyjmuje na siebie pierwszą falę odwetu i bierze na siebie publiczną winę.

Sam Trump obwinia Izrael za ataki na irańskie obiekty energetyczne – to dokładnie ta sama taktyka, którą opisano w dokumencie z 2009 r. w rozdziale „Leave it to Bibi”.

Od Arabskiej Wiosny do wojny przeciw Iranowi

Wojna z Iranem nie jest odosobnionym wydarzeniem, ale kolejnym kamieniem w łańcuchu, który rozpoczął się wraz z „arabską wiosną” w 2011 roku.

Berletic przypomina, że ​​John McCain i Lindsey Graham otwarcie wówczas stwierdzili: „Dziś świat arabski, jutro Iran, ostatecznym celem Moskwa i Pekin”.

„Arabska Wiosna” nie była spontanicznym powstaniem, lecz operacją USA, przygotowywaną przez lata w celu przekształcenia świata arabskiego w front przeciwko Iranowi.

Równolegle ukazał się dokument RAND „Extending Russia” (2019), w którym dokładnie opisano działania podejmowane obecnie przeciwko Rosji: sabotowanie eksportu energii, wykorzystywanie Ukrainy jako narzędzia wojny zastępczej, destabilizowanie peryferii i wiązanie Rosji z Syrią – aż do upadku Syrii i otwarcia drogi do Iranu.

Prawdziwy cel: Chiny

Prawdziwym celem strategicznym są Chiny.

Berletic podkreśla: Chiny są o krok od tego, by w ciągu maksymalnie pięciu lat nieodwracalnie wyprzedzić Stany Zjednoczone pod względem niezależności energetycznej i ogólnej kondycji gospodarki.

Pekin dokładnie to przewidział i poczynił ogromne przygotowania: Inicjatywa Pasa i Szlaku w zakresie połączeń lądowych, elektrownie przetwarzające węgiel na paliwo płynne, rurociągi z Rosji, masowa rozbudowa energetyki jądrowej i odnawialnych źródeł energii.

Stany Zjednoczone wiedzą, że mogą powstrzymać ten rozwój sytuacji jedynie w krótkim czasie.

Dlatego właśnie przeprowadzono atak na Iran: nie tylko po to, by obalić Teheran, ale także po to, by całkowicie odciąć Chiny od dostaw energii z Bliskiego Wschodu.

Globalna blokada energetyczna

Berletic opisuje postępującą globalną blokadę ropy naftowej:

Ataki na irańską produkcję, Katar, Kuwejt, Arabię ​​Saudyjską; porwanie prezydenta Wenezueli i wstrzymanie dostaw do Chin; kontrolowane przez CIA ataki dronów na rosyjskie zakłady energetyczne i tankowce; sabotaż projektów Pasa i Szlaku w Mjanmie i Pakistanie.

Nawet jeśli tankowcom uda się przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, produkcja i tak zostanie zmniejszona o połowę lub do zera.

Stany Zjednoczone udają „niekontrolowaną eskalację”, systematycznie odcinając jednocześnie Chiny od ostatnich źródeł energii.

Otwarta blokada stanowiłaby wojnę w świetle prawa międzynarodowego; wydaje się to „naturalne”. Jednocześnie wycofują jednostki morskie z regionu Azji i Pacyfiku, aby zatrzymać statki w Zatoce Perskiej – kolejny krok w kierunku uduszenia Chin.

Granice wojskowe USA

Amerykański przemysł zbrojeniowy osiąga granice swoich możliwości.

Berletic wskazuje na niedobory pocisków Patriot, radarów THAAD (kilka z 13 na świecie zostało już zniszczonych) i amunicji precyzyjnej, o których wiadomo od lat.

Iran wystrzeliwuje dziennie 20–30 rakiet – celowo, aby stworzyć luki w obronie powietrznej.

USS Ford już musiał zostać oddany do naprawy; samoloty i okręty osiągają granice swoich możliwości konserwacyjnych.

Stany Zjednoczone nie mogą jednocześnie walczyć z Iranem, Rosją i toczyć poważnej wojny z Chinami.

Próbują więc rozwiązać „dwa problemy jedną wojną”: destabilizując Iran i jednocześnie blokując eksport energii do regionu.

Dyplomacja jako spektakl

Według Berletica dyplomacja jest jedynie pretekstem.

Praca Brookingsa poświęca cały rozdział „opcji dyplomatycznej” – nie po to, by zapobiec wojnie, ale po to, by oszukać świat i wmówić mu, że Stany Zjednoczone próbowały, a winę ponosi Iran.

Niespodziewane ataki w trakcie negocjacji, eskalacja kontroli poprzez argument „Izrael to zrobił” i późniejsze groźby służą jedynie podtrzymaniu narracji i zachowaniu dominacji.

Rosja i Chiny przejrzały grę i nie idą na żadne ustępstwa – po prostu kupują sobie czas.

Niebezpieczna eskalacja

Drabina eskalacji jest niebezpiecznie wysoka.

USA już atakują infrastrukturę cywilną, wodociągi, elektrownie, a nawet elektrownię jądrową w Bushehr.

Berletic ostrzega: Jeśli Iran nie upadnie, Izrael może użyć broni jądrowej jako „jednorazowego środka zastępczego” – Trump po prostu napisałby na Twitterze: „Ostrzegałem ich”.

Najbardziej niebezpieczne jest zdesperowane imperium.

Jednocześnie widoczna jest odporność Iranu: kraj ten przetrwał już osiem lat wojny z Irakiem, dziesięciolecia sankcji i obecnie codziennie radzi sobie całkiem nieźle.

Z drugiej strony Stany Zjednoczone zużywają amunicję, która w rzeczywistości była zarezerwowana dla Chin – osłabiając w ten sposób własną globalną siłę uderzeniową.

Polityczne linie podziału i kontrreakcje

Berletic dostrzega również podziały polityczne i społeczne.

Rezygnacja Joe Kenta nie jest wyrazem prawdziwego oporu, lecz próbą ograniczenia szkód: zrzuca całą winę na Izrael, by wybielić rząd USA.

System amerykański został zaprojektowany tak, aby oddzielić krytykę od reszty i kontynuować realizację programu.

Po stronie irańskiej załamanie gospodarcze zagraża 93 milionom ludzi – jednak Teheran odpowiada ukierunkowanymi atakami: atakami na pola gazowe w Katarze i Arabii Saudyjskiej oraz na rafinerie nad Morzem Czerwonym.

Cel: wywarcie maksymalnej presji na państwa Zatoki Perskiej i osłabienie pozycji USA.

Berletic wątpi, czy państwa arabskie będą w stanie się wyzwolić – są one przecież także „państwami zdobytymi”.

Wnioski: Globalna wojna przeciwko wielobiegunowości

Ostateczny wniosek pozostaje ten sam: USA prowadzą globalną wojnę przeciwko wielobiegunowości.

Wenezuela, Kuba, Iran, Rosja, Chiny – wszystko w ramach jednej kampanii.

Elity mają niewiele do stracenia; inni ponoszą koszty: ludność cywilna, rosnące ceny, zniszczona gospodarka.

Berletic kończy apelem o działanie: Świat wielobiegunowy musi powstawać szybciej, niż jest niszczony.

Ludzie muszą zdać sobie sprawę, że ich systemy polityczne są celowo zaprojektowane jako narzędzia kontroli.

Ostatnia myśl

Wojna z Iranem nie jest konfliktem regionalnym, lecz możliwym zwiastunem szerszej konfrontacji z Rosją i Chinami.

Berletic uważa, że ​​nie jest to prognoza oparta na intuicji, lecz na analizie dokumentów strategicznych i wydarzeń geopolitycznych.

Otwarte pozostaje pytanie:
nie czy USA poniosą porażkę, ale jaką cenę zapłaci do tego czasu świat.

До чего народ доходит – самовар в упряжке ходит. [Nie bój się, ciemnoto..]

До чего народ доходит – самовар в упряжке ходит 

Ten tytuł tłumaczy się Do czego to ludzkość dochodzi- samowar w uprzęży chodzi.

Izabela BRODACKA

Kiedy w drugiej połowie XIX wieku na Polesie dotarła kolej kluczową linią, która otworzyła ten region, była Kolej Warszawsko-Terespolska, otwarta w 1867roku, łącząca Warszawę z Terespolem. Następnie intensywnie rozwijano linie w kierunku wschodnim, na Brześć i dalej w głąb Polesia. Inną kluczową linią była Kolej Nadwiślańska (1877):  wiodąca do Kowla.

  Kiedy na Polesiu pojawiły się również pierwsze samochody kupowane przez zamożnych ziemian i arystokrację wśród ludu poleskiego czyli wśród „ tutejszych” krążyły dowcipne, podobne do tytułowego wierszyki, zagadki i porzekadła. Nikogo nie trzeba było jednak ani do pociągu ani do tych samochodów przekonywać. „Tutejszych” po prostu nie było stać na samochód a nawet na bryczkę. Co najwyżej na zwykły drabiniasty wóz na nieogumionych kołach.

Gdy jednak żądni nowinek ziemianie zastąpili konie ciągnące kierat napędzający młocarnię lokomobilą podobne lokomobile, „samoróbki” pojawiły się wszędzie na wsi. Okazało się, że niepiśmienni, rzekomo ciemni chłopi mają swój rozum i potrafią nie tylko docenić, lecz nawet skonstruować to co jest naprawdę dobre technicznie i opłacalne. Podobnie rolnicy z najdłuższej polskiej wsi Ochotnicy, po czterech latach przedwojennej szkoły podstawowej budowali sami piękne domy, doprowadzali prąd, konstruowali traktory „ samoróbki” o niskim zawieszeniu, które mogły wjeżdżać na strome ochotnickie pola pod Lubaniem i Gorcem. Nadal pomimo braku wykształcenia technicznego są rozchwytywani w kraju i za granicą jako budowlańcy.

Do ideologicznych nowinek, do zimnego wychowu cieląt, które oddzielone od matek masowo zdychały na mrozie, do odkryć Miczurina czy Łysenki można było przekonać tych rzekomo ciemnych ludzi tylko siłą. Dlatego niejaki Kroński i jemu podobni filozofowie chcieli w Polsce uczyć ( i niestety uczyli) podstaw marksizmu kolbą karabinu.  „My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji” (T. Kroński w liście do Cz. Miłosza, 7 grudnia 1948) Kroński uważany jest za ojca duchowego Kołakowskiego, Baczki i Pomiana.

И хватает ли этого? ( I czy to nie wystarczy?)- chciałoby się powiedzieć. Ludzie, którzy instalowali stalinizm w naszym kraju w czasach gdy nasi krewni i przyjaciele ginęli okrutnie torturowani w kazamatach bezpieki każą nam teraz traktować siebie jako szlachetnych marzycieli uwiedzionych i oszukanych przez zbrodniczą ideologię. Tymczasem tak naprawdę kolaborujący ze stalinizmem albo byli idiotami albo sprzedajnymi współuczestnikami stalinowskich zbrodni. Tertium non datur.

Dlaczego teraz mamy ich traktować jak guru, jako szlachetnych dysydentów w kraju gdzie opozycjonistą był każdy robotnik i każdy rzekomo ciemny chłop gdyż nienawidziliśmy ze wszystkich sił komunistycznego ustroju i jego przedstawicieli. Nienawidzili tego ustroju również szeregowi partyjni towarzysze najczęściej wcieleni do partii przymusowo i nie korzystający z przywilejów przysługujących faktycznym instalatorom stalinizmu – partyjnej nomenklaturze i sprostytuowanym literatom.

Niestety wracamy do czasów kiedy przekonuje się nas siłą do różnych rzekomo wspaniałych rozwiązań czy wynalazków. Jak na razie nie jest to kolba karabinu – jak to sobie wymarzył Krońsk i- lecz wszystko jeszcze przed nami. Pętla ekonomiczna może być równie skuteczna jako środek perswazji jak klasyczna garota. Mamy na słowo uwierzyć, że wiatraki i panele fotowoltaiczne mogą skutecznie zastąpić węgiel, że energetyka jądrowa jest najbezpieczniejsza na świecie, że samochody elektryczne są również tanie i bezpieczne.

A tak naprawdę nie musimy wierzyć, mamy bez dyskusji dostosować się do wszelkich przepisów i zarządzeń, które odbierają naw wolność ekonomiczną a nawet wolność słowa. Na przykład samochody elektryczne, które ze względu na skłonność do samozapłonu nie są wpuszczane do wielu podziemnych garaży i na promy morskie – mają przymusowo zastąpić wszelkie inne samochody we flocie przedsiębiorstw, w tym nawet prywatnych. Starsze samochody mają być nie wpuszczane do śródmieścia wielu miast na przykład Warszawy i Krakowa, co uniemożliwi starszym niezamożnym ludziom dojazd choćby do lekarza. Dotknie ich zatem wykluczenie komunikacyjne.

I my mamy wierzyć w te wszystkie bzdury pod przymusem. Na uczelniach rozwija się badania nad globalnym ociepleniem oraz identyfikacją płciową, blokując wszelkie próby dyskusji na te tematy. To nie tylko kwestia przekupywania naukowców grantami i wyjazdami na zagraniczne sympozja.

Jak wiemy kilka dni temu przegłosowano rezolucję [ja tam nie wiem… md], która penalizuje odmowę przyjęcia ideologii gender oraz jej krytyką. Przegłosowało ją Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. Krytyka czy tylko próba dyskusji na temat globalnego ocieplenia i roli w tym zjawisku dwutlenku węgla też jest na polskich Uniwersytetach niemile widziana. Nowa szkoła intelektualna każe traktować temperaturę – 25C i umierających z zimna ludzi jako dowód właśnie globalnego ocieplenia. Dokładnie tak jak w wierszu Asnyka pod tytułem: „ Historyczna nowa szkoła”, która „Nie powstrzyma się w zapędzie, aż dowiedzie, że król Herod dobroczyńcą był dla sierot”.

Niechęć wobec nowinek technologicznych nazywa się współcześnie neo-luddyzmem w nawiązaniu do radykalnego ruchu społecznego z początkowego okresu rewolucji przemysłowej (1811–1813), którego przedstawiciele w obawie utraty pracy w wyniku wynalezienia maszyn tkackich niszczyli te maszyny i krosna. Byli za to surowo karani. Byli jednak karani wyłącznie za niszczenie cudzego mienia.

Nikt natomiast nie zabraniał nikomu używania kołowrotka czy tkania na prymitywnych krosnach. Stało się to po prostu nieopłacalne. Nikt nie zabraniał również ubogim ludziom palenia w piecach zebranymi szyszkami czy używania lamp naftowych chociaż w miastach, w luksusowych mieszkaniach, zakładało się oświetlenie gazowe. Nie wprowadzano jednak postępu kolbą karabinu, mnożeniem zakazów. To wynalazek czysto sowiecki.

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm. [W Polsce!!]

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm

21.03.2026 Julia Gubalska nczas/wydal-100-letnia-ksiazke-zostal-oskarzony-o-nazizm

Ocenzurowana książka.
NCZAS.INFO | Ocenzurowana książka – zdj. ilustracyjne. / Fot. wygenerowana przy użyciu Nano Banana

Skala cenzury w naszym państwie zatacza coraz szersze kręgi. Kontroli systemowej podlegają już nie tylko autorskie publikacje czy niezależna działalność naukowa. Przeciwko Prezesowi Wydawnictwa Magna Polonia Przemysławowi Holocherowi wpłynął akt oskarżenia za wydanie XX-wiecznego dzieła. Publikacja książki napisanej w 1918 r. spotkała się z zarzutami o szerzenie nazizmu.

Chce go system, chcą go… Niemcy

Prezes Magna Polonia otrzymał oprócz aktu oskarżenia również wiadomość z Niemiec. Deutsche National Bibliothek wysłała pismo o treści:

„Szanowny Panie Przemysławie Holocher, Niemiecka Biblioteka Narodowa ze swoimi siedzibami w Lipsku i Frankfurcie nad Menem ma ustawowy obowiązek gromadzenia (oprócz dzieł wydawanych w Niemczech w formie drukowanej, wizualnej, dźwiękowej) publikacji ukazujących się za granicą. A mianowicie publikacji w języku niemieckim, tłumaczeń dzieł niemieckojęzycznych na inne języki, publikacji obcojęzycznych dotyczących Niemiec itd., a następnie ich trwałego archiwizowania, rejestrowania bibliograficznego oraz udostępniania społeczeństwu. Zauważyliśmy, że wydał Pan następujące dzieło, którego niestety nie posiadamy jeszcze w naszych zbiorach. Brakuje nam następujących publikacji: Paul Bang, „Księga Win Judy” (…). Prosimy o przesłanie nam jednego bezpłatnego egzemplarza – tej, oraz wszystkich przyszłych publikacji do naszych zbiorów. W ten sposób wspierają Państwo Niemiecką Bibliotekę Narodową w realizacji jej zadania polegającego na kompletowaniu niemieckich i niemieckojęzycznych publikacji i tłumaczeń wydawanych za granicą (…). Państwo niemieckie dba o swoje zbiory i elementy kultury”.

Jak słusznie zauważył gość „Najwyższego Czasu!”, wiadomo, że w Niemczech ze względów historycznych propagowanie nazizmu jest surowo zabronione. Niemiecka instytucja państwowa realistycznie postrzega wydanie wspomnianego dzieła wyłącznie w kategorii publikacji kulturowych i domaga się go w swoich zbiorach historycznych.

A w Polsce? „Pod pretekstem rzekomej promocji nazizmu pani prokurator Ewa Halińska ma ochotę palić książki na stosach. To jest coś niesłychanego. Pani prokurator zabrakło umiejętności czytania albo umiejętności czytania ze zrozumieniem” – tłumaczy Holocher.

„Biegły, pan Paweł Nowak jest powoływany do analogicznych spraw w całej Polsce. To jest zawodowy, poszalały z jakichś uprzedzeń lewicowy wariat. I mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa, bo już pomijając to, że zainkasował za te brednie 45 tysięcy złotych; pomijając to, że znaczna część jego opinii, to są po prostu treści skopiowane z Wikipedii. Hasło »Czołem Wielkiej Polsce« jest według wspomnianego biegłego hasłem nazistowskim.

Jednym z patronów części książek, które zostały zarekwirowane, był portal średniowieczny.pl. Logo tego portalu było pisane czcionką gotycką. Pan biegły posługuje się metodologią, według której skądś wie, że dla większości ludzi, z pewnością to będzie czcionka faszystowsko-nazistowska. Ja bym chciał pokazać komuś napis średniowieczny czy inny i znaleźć chociaż jedną osobę, która powie, że mu się to kojarzy z hitlerowcami. Stare księgi są pisane gotykiem. Biblia Gutenberga była wydana tym pismem. Proszę Państwa, to się dzieje. Ten człowiek naprawdę to napisał” – punktuje absurdy sformułowane w akcie oskarżenia.

Książka starsza od III Rzeszy

Ideologia nazistowska powstała w XX w., jednak już po pierwszym wydaniu „Księgi Win Judy”. Ponadto prezes wydawnictwa podkreśla w rozmowie dla „Najwyższego Czasu!”, że wydając książkę, nie trzeba się w 100 procentach zgadzać z jej autorem.

Przytacza też postać samego autora i szkicuje ciąg przyczynowo-skutkowy opisany w książce, w której jednak nie znajdujemy żadnych konkretnych propozycji zmian ustrojowych: „Autor oczywiście żył w czasach III Rzeszy, natomiast bardzo szybko wycofał się z życia politycznego. Jeździł za granicę, próbował zapobiec wojnie, za co był oskarżony w III Rzeszy. Tę książkę napisał dużo wcześniej. Trudno jest mówić o propagowaniu nazizmu w książce, która została napisana dużo wcześniej, niż się ukuła ideologia nazistowska. Ponadto nie jest to książka ideologiczna, lecz książka faktograficzna, która jest istotnym elementem układanki historycznej dotyczącej także tego, co wyprawiali górale ze Wzgórz Golan, Eskimosi i cała reszta ferajny w państwie pruskim.

Autor książki daje na to odpowiedź, dlaczego społeczeństwo niemieckie było do nich uprzedzone. Pozwolę przeczytać sobie fragment książki: »Zepsucie smaku u Niemców i ich otępienia (…) ma swój powód w ogarnięciu dziedziny wychowania artystycznego przez Judę, który nas wychował w muzyce kawiarnianej, w tańcach murzyńskich, w chińskich operetkach, w farsach burdelowych i innych deprawacjach. Najokropniejszym rozdziałem jest (…) zaraza filmowa, wypędzająca filmami uświadamiającymi resztę wstydliwości niemieckiej, za pomocą której narodowi niemieckiemu umacnia się zboczenia seksualne. Lekarz Żyd, doktor Hirschfeld wraz z Komitetem Naukowym (…) podaje młodzieży niemieckiej występki przeciwko naturze. Już zagranica nazywa rozpustę przeciwko naturze niemieckiej The German Evil«.

Doktor Hirschfeld, którego autor tu przytacza, był protoplastą genderyzmu. On jako pierwszy chyba stworzył ideę lotności, płynności płci, zresztą zajmował się transami i całą resztą. Generalnie był to deprawator i grasował w Berlinie. Czy autorowi książki mogło się to nie podobać? Mogło się to nie podobać” – komentuje Przemysław Holocher.

„Słowa na temat deprawacji społeczeństwa, które Pan przytoczył to niemalże kopia tego, co w przestrzeni publicznej widzimy obecnie” – zauważyłam w naszej rozmowie.
„Dokładnie, takich fragmentów w książce jest bardzo wiele” – stwierdza Holocher. „Oczywiście według biegłych, według prokurator, autorowi nie miało prawa się to nie podobać. Ale co jest ciekawsze, w Polsce jestem ścigany za to, że wydałem książkę rzekomo propagującą nazistowski ustrój państwa, choć próżno szukać tam jakichś rozwiązań ustrojowych, bo nawet ludobójczych nie znajdziemy” – tłumaczy „Najwyższemu Czasowi!”.

Akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi Holocherowi, który wpłynął do Sądu to początek prześladowań niezależnych wydawnictw i publikacji. Jak twierdzi sam oskarżony, może to generować problemy nawet dla całego środowiska, które wydają książki bez cenzury. Jest to akt przeciwko świadomości historycznej, wymierzony w prawdę historyczną.

To samo widzimy zresztą również po procesie pana Brauna, który nie jest zwykłym procesem karnym. Wnikliwie ukazuje nam patologię działania systemu i instytucji prowadzących działania wymierzone w polskich obywateli.

MEM-y wojenne II.

———————————————

—————————————–

[Joe Kent, były dyrektor Narodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu md]


———————————-

[To LOTY, nie statki… md]

——————————

====================================

——————————————–

———————————————————————

Sznurówki Olsena, albo jak demokracja walcząca zjada własny ogon

Sznurówki Olsena, albo jak demokracja walcząca zjada własny ogon

Republikaniec


salon24.pl/tedyiowedy/sznurowki-olsena-albo-jak-demokracjja-walczaca-zjada-wlasny-ogon

O mały włos radio nie stało się przyczyną mego ostrego lądowania w głębokim, bieszczadzkim rowie. Było lato zdaje się 2004 roku, jechałem po coś tam do Ustrzyk, z głośnika leciała audycja RMF. Pomiędzy jedną a drugą muzyką ochrypły baryton Witka Odrobiny ogłaszał wielką sensację – gdzieś tam, w tropikach oceanolodzy odkryli nowy, najmniejszy na świecie gatunek konika morskiego. No i dlaczego niby ta sensacja? Bo ten konik jest jeszcze mniejszy, niż poparcie dla rządu Leszka Millera. Parsknąłem śmiechem tak, że szarpnąwszy kierownicą omal, omal…

Sondażowo rząd DFT [znalazłem: to Donald Franciszek Tusk.. md] po dwóch latach, jak na swoje zasługi jeszcze się trzyma. W porównaniu z początkami na strzępach, ale jednak. Ale pamiętacie, co się dzieje  z opinią ludu, tego ciemnego, co ponoć prawie wszystko kupi, gdy równowaga staje się chwiejna? Przylatuje motyl, siada po jednej stronie i bum, klapa. Jakieś tam komusze firanki do mercedesa, albo inne platformerskie ośmiorniczki za dychę.

DFT sprawą SAFE oberwał poważnie, kombinacje i coraz gęstsze tłumaczenia raczej dokładają w opinii szerokich mas wątpliwości, niż je rozwiewają. Płatne proSAFickie reklamy PGZ w zaprzyjaźnionych mediach też częściej wkur…rzają, niż przekonują. Chytry plan utykania i zasłaniania budżetowych dziur – księgowaną inaczej pożyczką może jeszcze nie idzie się czochrać, ale staje się politycznie bardzo, bardzo kosztowny.

Oczywiście, łapanie Ziobry i budowanie euro-koalicji na rzecz odnowy socjalizmu ETS-u dla tych, którzy myślą jak Krystyna Janda, na jakiś czas jeszcze wystarczy, zwłaszcza że co złego na stacjach benzynowych to Trump. Rzednięcie jednak medialnej osłony systemu przypomina o nieuchronnym upływie czasu. W najlepszym  najgorszym przypadku do jesieni ’27 zostało zaledwie półtora roku z czterech.

Gdzie więc motyl? Całe stada, krążą, a nie najlżejsze wypuszcza ostatnio sojusznicza do niedawna wobec ekipy rządzącej lewicująca Wirtualna Polska. Udokumentowana opowieść o tym, jak powszechnie uniewinniony i biały jak leluja poseł mecenas Giertych robił (inkasując za to miliony złotych) w bambuko frankowych klientów Leszka Czarneckiego  bije ostro w uczucia elektoratu raczej Wilanowsko – Jagodniańskiego, niż Wiejsko – Podkarpackiego. I nic nie pomoże dodanie, że bezpośrednim wykonawcą był sądzony aktualnie nadal kajdaniarz Foka.

Dołóżmy publikowaną tu i ówdzie mimo utajnienia oświadczenia majątkowego, mapę i cennik licznych nieruchomości rolnych ministra Żurka, nabytych legalnie z pensji, wystarczającej zaledwie by żyć jako-tako na prowincji, a atmosferka gęstnieje. 

Dziś znów nowy kwiatek: w samym środku lib-dem-mordoru,  Departamencie Równego Traktowania kancelarii najsamszego Prezesa Rady Ministrów, pozostającego pod wodzą niedawnej ministry, aktualnie pełnomocniczki do spraw równości Katarzyny Kotuli odwołano z funkcji zastępczynię dyrektorki bo… zaszła w ciążę i urodziła. Tylko i wyłącznie dlatego, do jakości jej pracy i kompetencji zawodowych zastrzeżeń nie było. Demokratycznie walczące także z demograficznymi problemami PL czynniki rządowe komentarzy odmawiają.

Wnerwia mnie od zawsze co innego – to, że prawdziwe powody, dla których nieudolną ekipę należałoby turnąć uchodzą bokiem, a decydują ostatecznie takie didaskalia.  Ale w końcu samego Ala Capone posadzili nie za meritum działalności, a za podatki.

MEM-y wojenne I.

—————————————————–

————————————————–

————————————————————-

————————————————————————–

————————————————–

—————————————

———————————————–

Kardynałowie “katoliccy” – czciciele demonów andyjskich

Kardynałowie “katoliccy” – czciciele demonów andyjskich

Date: 20 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kardynalowie-katoliccy-czciciele-demonow-andyjskich

„Atrium Pogan” to inicjatywa Papieskiej Rady ds. Kultury, zapoczątkowana przez Benedykta XVI w celu “wspierania dialogu między wierzącymi a niewierzącymi. Zainspirowana częścią świątyni jerozolimskiej otwartą dla nie-Żydów, ma na celu tworzenie przestrzeni spotkań oraz debaty kulturowej, etycznej i filozoficznej między wiarą a ateizmem“. hcultura.va/dipartimenti/ateismo-e-non-credenza/che-cos-e-il-cortile-dei-gentili

VIDEO poniżej: Listopad 2014, ceremonia w San Marcos Sierras (Argentyna), zorganizowana w ramach tzw. «Atrium Pogan» przez Ekumeniczne Forum Społeczne, z udziałem kardynała Gianfranco Ravasi’ego it.wikipedia.org/wiki/Gianfranco_Ravasiprzewodniczącego Papieskiej Rady ds. Kultury, siostry Theresy Vareli, wiceprzewodniczącej Ekumenicznego Forum Społecznego i przewodniczącej Fundacji Misión Esperanza, oraz przedstawicieli rdzennej ludności.

Kardynał Gianfranco Ravasi

Kult animistyczny praktykuje się również w miejscowości położonej w prowincji Córdoba w środkowej Argentynie. Znajduje się tam San Marcos Sierras, liczące niecałe 950 mieszkańców (2010 r.), oddalone o około 150 kilometrów od miasta Córdoba, do którego papież Franciszek został wygnany przez przełożonych prowincjalnych w latach 80. San Marcos Sierras uważa się za ostatnią miejscowość zamieszkaną głównie przez liczące obecnie zaledwie 5000 osób plemię indiańskie Comechingones (Henia i Kamiare).

Według nieoficjalnych danych argentyńskich liczba mieszkańców miejscowości wzrosła obecnie do 3 000, co wynika z napływu Argentyńczyków z największych miast kraju, a także Europejczyków i białych obywateli Stanów Zjednoczonych „z klasy średniej i wyższej”. San Marcos Sierras jest miejscowością turystyczną i uważana jest za cel podróży ruchu hipisowskiego. Podejrzewa się, że ma to związek z kultem Pachamamy. katholisches.info/kardinal-ravasi-beteiligt-sich-an-goetzendienst-mutter-erde-kult

……………………..

17 stycznia 2015, San Marcos de Arica (Chile): święcenia biskupie ks. Moisésa Atishy Contrerasa, którym przewodniczył kardynał Ricardo Ezzati, a koncelebrowali biskup Ivo Scapolo, nuncjusz apostolski w Chile, oraz arcybiskup Pablo Lopez Riquelme.

Przed Mszą zaproszono kapłana Inków, aby zyskał przychylność bogów dla nowego biskupa.

To samo uczynili, w strojach liturgicznych – przyłączając się aktywnie do inwokacji Tata Inti – boga Słońca, Pachamamy – Matki Ziemi i pozostałych bóstw, również biskupi określający się jako katolicy.

Obfitość FOTOGRAFII z “imprezy” w Chile pod linkiem: scuolaecclesiamater/scandalo-in-cile-vescovi-adorano-una

……

(…) Rezygnacja Ezzati’ego w związku z nowym pozwem

Pewien mężczyzna złożył pozew o odszkodowanie w wysokości 500 000 dolarów przeciwko Ezzatiemu i archidiecezji w Santiago, twierdząc, że w 2015 roku został zgwałcony w sypialni przylegającej do katedry oraz że Ezzati przekupił go, by milczał.[20] 23 marca 2019 roku papież Franciszek przyjął rezygnację Ezzatiego, złożoną w momencie ukończenia przez niego 75 lat. [21] wikipedia.org/wiki/Ricardo_Ezzati

babylonianempire/w-roku-1995-przyszly-leon-xiv-kleczal-przed-pachamama

Izraelski atak na pole gazowe South Pars wywoła dramat na rynku gazu. Trump „twierdzi”…

Izraelski atak na pole gazowe South Pars wywoła dramat na rynku gazu. Trump twierdzi, że nic o tym nie wiedział

21/03/2026 zmianynaziemi/izraelski-atak-na-pole-gazowe-south-pars-wywola-dramat-na-rynku-gazu-trump-twierdzi-ze

Izraelskie uderzenie na irańskie pole gazowe South Pars wywołało natychmiastową spiralę eskalacji, która zagraża globalnemu rynkowi energii.

Już kilka godzin po ataku Iran odpowiedział atakami na instalacje energetyczne w krajach Zatoki Perskiej, w tym na kluczową infrastrukturę LNG w Katarze. Skutki tych działań mogą odcisnąć się na światowej gospodarce przez najbliższe dziesięć lat.

South Pars to największe złoże gazu ziemnego na świecie, podzielone między Iran a Katar. Pole zawiera około 1800 bilionów stóp sześciennych gazu, co stanowi ponad 8 procent światowych rezerw. Irańska część odpowiada za znaczną część dochodów Teheranu ze sprzedaży surowców energetycznych, natomiast katarska strona, znana jako North Field, dostarcza około 77 procent produkcji LNG w tym kraju. Katar jest największym eksporterem skroplonego gazu ziemnego na świecie, kontrolując około 20 do 25 procent globalnego rynku.

W środę izraelskie siły powietrzne uderzyły w zakłady przetwórcze w rejonie Asaluyeh oraz w platformy wydobywcze na morzu. Jak podała agencja AP, obiekty związane z polem gazowym stanęły w płomieniach. Izrael nie potwierdził oficjalnie operacji, jednak minister obrony Israel Katz zapowiadał wcześniej zdecydowane działania po zabiciu irańskiego ministra wywiadu Esmaila Khatiba.

Iran zareagował błyskawicznie i z pełną mocą.

Już kilka godzin po izraelskim uderzeniu irańskie rakiety balistyczne i drony trafiły w instalacje energetyczne w Katarze, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Najcięższe straty poniosło Ras Laffan Industrial City, serce katarskiego przemysłu LNG. Katarskie władze poinformowały o rozległych uszkodzeniach, pożarach i konieczności ewakuacji części personelu. Jeden z pocisków trafił bezpośrednio w kluczową instalację, wywołując potężny pożar.

Reakcja prezydenta Donalda Trumpa była niejednoznaczna. Na platformie Truth Social Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone nic nie wiedziały o konkretnym ataku i że Izrael z gniewu uderzył w South Pars. Jednocześnie podkreślił, że Katar nie był zamieszany w te działania i nic o nich nie wiedział. W tym samym wpisie Trump ostrzegł jednak, że jeśli Iran nierozsądnie zaatakuje Katar ponownie, Stany Zjednoczone masywnie wysadzą w powietrze całość pola South Pars z siłą, jakiej Iran nigdy nie doświadczył.

Dzień po ataku, podczas briefingu w Białym Domu w towarzystwie premier Japonii Sanae Takaichi, Trump powtórzył, że powiedział izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu, iż nie powinien podejmować takich działań. Netanjahu potwierdził na konferencji prasowej, że Izrael działał samodzielnie i po rozmowie z Trumpem wstrzymuje dalsze uderzenia w infrastrukturę gazową.

Te publiczne deklaracje wywołały jednak wątpliwości. Izraelscy urzędnicy cytowani przez New York Times i CNN twierdzą, że Waszyngton był poinformowany o planach ataku z wyprzedzeniem i że operacja była skoordynowana. Niektórzy amerykańscy urzędnicy sugerują nawet, że Trump początkowo zaakceptował uderzenie jako przekaz dla Iranu w sprawie blokady Cieśniny Ormuz.

Eskalacja natychmiast wpłynęła na rynki finansowe. Ceny ropy Brent przekroczyły 120 dolarów za baryłkę, a kontrakty na gaz ziemny w Europie wzrosły o kilkadziesiąt procent w ciągu doby. Według analityków cytowanych przez CNN, przedłużające się zakłócenia w dostawach LNG z Zatoki Perskiej mogą wywołać globalny kryzys energetyczny porównywalny z tymi z lat siedemdziesiątych XX wieku.

Joe Kent, dyrektor Krajowego Centrum Antyterrorystycznego USA, zrezygnował ze stanowiska, argumentując, że Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, a konflikt był napędzany przez presję ze strony Izraela i jego sojuszników w Ameryce.

Kraje Zatoki Perskiej potępiły zarówno izraelski atak, jak i irańską odpowiedź, domagając się natychmiastowej deeskalacji. Iran grozi dalszymi atakami na wszystkie rafinerie i terminale w regionie, jeśli prowokacje będą kontynuowane.

Eksperci rynku energetycznego są zgodni: uszkodzenia infrastruktury South Pars i katarskich obiektów LNG, choć określane jako ograniczone w skali całego pola, w połączeniu z irańską ripostą tworzą sytuację bez precedensu.

Odbudowa zniszczonych instalacji, przywrócenie pełnej produkcji i odzyskanie zaufania inwestorów może zająć nawet dziesięć lat. Oznacza to, że światowy rynek gazu ziemnego czeka długi okres niestabilności i wysokich cen, które uderzą w gospodarki na całym świecie.

Źródła:

https://apnews.com/article/iran-gas-field-south-pars-atta…

https://www.cnn.com/2026/03/19/middleeast/iran-qatar-sout…

https://www.the-independent.com/news/world/middle-east/ir…

https://www.iranintl.com/en/202603181566

List otwarty do rodziców epoki postmodernistycznej

Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) czyli: piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul

ks. Jean-Pierre Boubée

List otwarty do rodziców epoki postmodernistycznej

W tym liście do Was, Drodzy Rodzice, pragnę skupić się nie tyle na ogólnych cechach okresu dojrzewania, ile na zjawiskach, które w procesie wychowania niepokoją Was najbardziej. Świat postmodernistyczny nieustannie doskonali wszelkiego rodzaju gadżety high-tech, co pociąga za sobą coraz bardziej wyrafinowane zagrożenia moralne, a także silne i nieprzewidywalne pokusy. Wywiera to wpływ na nas wszystkich, zwłaszcza jednak na Wasze dzieci.

Okres dojrzewania jest dla Was źródłem niepokoju, zadajecie sobie bowiem pytanie: „Jakie będą moje dzieci?”. Wielu rodziców obawia się tylko tego, co mogłoby zaszkodzić ich własnej reputacji czy też zagrozić sukcesom społecznym i finansowym ich potomstwa. Wy jednak, jako rodzice katoliccy, zastanawiacie się przede wszystkim, czy Wasze dzieci pozostaną wierne Bogu, gorliwe w Jego służbie i prawe moralnie. Najważniejsze dla Was jest to, czy pójdą do nieba czy do piekła.

W obecnych czasach jednak niepokój Wasz się nasila. Z jednej strony widzicie, że świat pogrąża się w coraz większym upadku, z drugiej strony wiecie, że – dzięki łasce Bożej – należycie do nielicznej, coraz bardziej marginalizowanej mniejszości. Jesteście tym, co Stary Testament nazywa „nieliczną resztką”. W sytuacji tej siłą Waszą jest integralna wiara katolicka i niezachwiane przylgnięcie do Kościoła, do naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Kto jest Waszym przeciwnikiem? Świat, który nie tylko trudno już nazwać chrześcijańskim, ale który stał się wręcz pogański – z jego publiczną apostazją, goniącym jedynie za przyjemnością materializmem, powszechną niemoralnością i coraz bardziej niebezpiecznymi oraz podstępnymi pokusami.

Jesteście świadomi, że toczycie walkę duchową, której konsekwencje dotyczą wszystkich sfer życia. Oznacza to, że walka ta wymaga z Waszej strony całkowitego poświęcenia. Wasze dorastające dzieci nie są jednak w stanie pojąć całego jej zakresu i całej jej powagi. Czy rozumieją potęgę sił zła? Czy pomimo pozornej „pobożności” nie wystawiają się lekkomyślnie na niebezpieczeństwo, co może grozić upadkiem przy pierwszej napotkanej zasadzce? Czasami okazują słuszną dumę z przynależności do „niewielkiej grupy tych, którzy pozostają niezłomni”, i demonstrują to poprzez pewne konkretne zachowania, wybory, modę i gusta. Jednak pewnego dnia zadadzą sobie pytania: czy walka, którą toczą, jest uzasadniona, czy się opłaci, a także jakie są szanse na zwycięstwo. Czy istnieje wystarczający powód, aby żyć w oderwaniu od świata? Ich pytania są poważne, uzasadnione i całkowicie słuszne. Musimy więc to przeanalizować.

Nieważne w tym miejscu, czy martwicie się o swoje dzieci, jesteście nimi rozczarowani, dumni z nich czy też zaskoczeni ich postawą. Czasami źródłem niepokoju jest sama różnica między Waszymi a ich temperamentami. W każdym z tych przypadków uzasadnione jest dokonanie bilansu i zadanie sobie następujących pytań:

Czy Wasze dzieci są inne – a może nawet gorsze – od dzieci z przeszłości?

Pod jakimi względami świat postmodernistyczny jest źródłem nowych problemów?

Jakie rozwiązania są dla Was obecnie dostępne?

Czy Wasze dzieci różnią się od dzieci z przeszłości?

Często usłyszeć można: „Moje dzieci są inne, niż ja byłem w ich wieku!”. Pisząc do rodziców swoich uczniów, ks. Pinaud2rozwija tę myśl: nie są one takimi, (1) jakimi my byliśmy w ich wieku; (2) jakimi chcielibyśmy, aby były; (3) jakimi chcielibyśmy, aby się stały, uczęszczając do naszych szkół i korzystając z formacji, jaką zapewniamy im w rodzinie.

W pierwszym przypadku rodzice mogą po prostu idealizować własną młodość. Ludzki umysł łatwo idealizuje przeszłość, szczególnie lata dzieciństwa. Z drugiej strony żaden okres nie jest identyczny z minionym – i pragnienia, aby dzieci mogły przeżyć swą młodość w takich samych jak my warunkach, są całkowicie daremne.

Czasami takie refleksje wyrażane przez innych rodziców mogą być skażone ewolucyjnym modernizmem, według którego natura ludzka nie jest już taka jak kiedyś. Wiemy jednak, że twierdzenie to jest fałszywe. Natura ludzka pozostaje zawsze taka sama. Zmianie – i to na gorsze – ulegają okoliczności, w jakich człowiek zmuszony jest żyć. Sukcesy naszych rodzin, kościołów, szkół i grup młodzieżowych pokazują jednak, że poważne zaangażowanie ze strony rodziny, Kościoła i społeczeństwa wystarcza, aby przynieść owoce łaski podobne do tych, które wydawali nasi przodkowie. Uważajcie, aby nie poddać się zniechęceniu pod pretekstem, że macie do czynienia z „inną” generacją (w odniesieniu do natury ludzkiej).

Jeśli chodzi o tych, którzy chcieliby, aby dzieci zachowywały się jak dorośli, zazwyczaj to wskutek niecierpliwości zapominają oni, ile lat cierpliwości oraz wysiłku potrzeba, żeby dziec­ko osiągnęło dojrzałość. Sporadyczne niewłaściwe zachowanie dzieci nie jest kryterium, według którego powinno się oceniać sposób wychowywania dzieci przez innych, ani też powodem do obawy przed oceną Waszego modelu wychowywania przez osoby postronne. Aby zwalczyć niecierpliwość w oczekiwaniu na „gotowy produkt”, musimy wyostrzyć naszą pamięć i nasz zmysł analityczny.

Nie powinniście jednak ignorować faktu, że w rozwoju dziec­ka lub młodego człowieka mogą wystąpić opóźnienia; istnieją też pewne braki oraz wady wynikające z ogólnych warunków życia rodzinnego w obecnym kontekście społecznym. Określam to ogólnie mianem „ducha czasów”.

Ostatni z podanych przez ks. Pinauda powodów rozgoryczenia rodziców dotyczy drugiego z podanych przed chwilą. Narzekania na kondycję kolejnych pokoleń nie są niczym nowym. Nowością jest natomiast rozpowszechniona zarówno w środowiskach politycznych, jak i kościelnych moda na radowanie się z „postępu” osiągniętego dzięki „wzbogacającym reformom” coraz „doskonalszego świata”, podczas gdy wszystkie dowody wskazują na coś przeciwnego.

Cechy Waszych dzieci

Jakie są cechy „młodości”? Generał Douglas MacArthur powiedział, że są nimi: „wyobraźnia, intensywność emocji, zwycięstwo odwagi nad nieśmiałością i zamiłowania do przygód nad zamiłowaniem do wygody”. Charakterystyka ta pozostaje wciąż aktualna. Wasze dzieci mają skłonność do zachwytu, podejmowania ryzyka i okazywania entuzjazmu. Są jak dziewicza ziemia, czekająca na każdego, kto zechce ją uprawiać. Wykazują te same cechy co my w ich wieku, a wcześniej nasi rodzice. Pod Waszym – i innych wychowawców – czułym kierownictwem mogą osiągnąć tyle samo, co ktokolwiek przed nimi. Brakuje im jedynie otoczenia dorosłych wierzących w to, co czyni człowieka naprawdę wielkim. Pozbawione takiego wzoru, mogą stać się „kanapowcami” lub wesołkowatymi krytykami, a także sprytnie wymigiwać się od wszelkiego wysiłku. Są to problemy, z którymi musi zmagać się każdy, kto zajmuje się wychowaniem.

Fascynujące jest jednak, że niektóre z tych negatywnych cech mogą stać się atutami w rękach doświadczonych pedagogów. Z dziecka, które odczuwa niewielki lęk przed autorytetami albo też nie okazuje go w ogóle (w wyniku utraty zmysłu szacunku), może wyrosnąć osoba odznaczająca się prostotą i przystępnością. Lenistwo, często będące konsekwencją szybkiego wzrostu fizycznego, może jedynie skrywać energię, którą wydobędą niektóre sporty zespołowe. W obu przypadkach widzimy, że nie należy wykluczać możliwości rozbudzenia tych cech i ukierunkowania ich na wyższe cele.

Nowe elementy osobowości Waszych dzieci

Prawdą jest jednak, że chłonne umysły Waszych dzieci podatne są na wszystko, co oferuje im otaczający je świat: nowinki techniczne, wyrafinowane formy rozrywki, pseudoartystyczne aberracje, technologie umożliwiające naukę bez wysiłku, a także powierzchowną kulturę.

Nie należcie do tych rodziców, którzy usiłują być bardziej „na czasie” niż ich dzieci. W imię „otwartości umysłu” bezkrytycznie akceptują oni wszystkie nowinki wpływające negatywnie na kształtowanie woli, a także rozwój zdolności intelektualnych. Często spotykamy też innych rodziców, którzy – przekonani, że wystarczająco ostrzegli swoje dzieci przed „zagrożeniami moralnymi” – w rozmowach z nimi unikają poruszania kwestii związanych z technologią, jakby sądzili, że nie niesie ona ze sobą żadnych niebezpieczeństw. Ta nieodpowiedzialność rodziców wprawia wielu naszych nauczycieli w zakłopotanie, a nawet w gniew. Ich obawy nie są bezpodstawne. Podążanie za najnowszymi trendami technologicznymi pociąga za sobą nieuchronnie ograniczenie zdolności do logicznego myślenia3, obniżenie poziomu odporności moralnej, oczywistą dekadencję artystyczną, ponadto zaś przyzwyczaja Was i Wasze dzieci do nowego typu stechnicyzowanego społeczeństwa liberalnego. Ale znam też lepszych rodziców, którzy wytrwale szukają rozwiązań i zastanawiają się, jak wykorzystać obecną sytuację dla dobra swych dzieci.

Nie ma tu miejsca na rozpoczynanie debaty w tej kwestii, jest to jednak kwestia niezwykle pilna. Z reguły rodzice i dzieci obawiają się, że nie nadążają za postępem technologicznym świata. Jedynym wyjątkiem są osoby, które muszą się mierzyć z tym problemem ze względu na naukę lub wykonywany zawód. Zawsze jednak musimy pamiętać o kosztach moralnych. Nie zamykajcie oczu na prawdę, że technologia stwarza okazje do niemoralności, a niemoralność stanowi pierwszy krok do lekceważenia autorytetu. Taka postawa w życiu społecznym prowadzi do braku szacunku dla rzeczy świętych (nawet wśród dzieci uczestniczących w starej Mszy i chodzących do naszych tradycyjnych szkół). Wielu młodych ludzi zachowuje się niestosownie względem przełożonych albo też manifestuje ignorancję i pogardę wobec przeszłości.

Być może wynika to częściowo z braku stanowczości ze strony rodziców. Często jestem świadkiem sytuacji, w których rodzice wyrażają obawy z powodu, że od ich dzieci zbyt wiele się wymaga. Równie często obserwuję opieszałość rodziców w konsekwentnym egzekwowaniu wymagań i stanowczości w stosowaniu kar. Przyzwyczaiłem się do tego, że rodzice przywiązują zbyt dużą wagę do tłumaczeń swych dzieci, zamiast udzielić wsparcia wychowawcom i nauczycielom. Często się zdarza, że pozwalają dziecku zrezygnować z jakiejś aktywności tylko dlatego, że wykazuje ono tak typową dla swojego wieku niechęć. Jeśli dodać do tego ciągłą krytykę papiestwa, episkopatu, państwa, księdza za niedzielne kazanie, dyrektora szkoły, wychowawcy obozowego i zasłużonej kary w postaci dłuższego pozostania [w szkole] w środowe popołudnie, można sobie wyobrazić, w co zamienia się umysł dziecka. Rezultatem jest pokolenie nieprzyzwyczajone do trudów życia, pewne swoich praw i patrzące na przełożonych z góry. Postępując w ten sposób, zaszczepiamy w naszym środowisku mentalność buntu i kontestacji, całkowicie zgodną z mentalnością rewolucyjną. Trudno się potem dziwić, że po osiągnięciu dorosłości osoby takie są niestałe w małżeństwie albo w życiu zakonnym.

Jakie nowe problemy wychowawcze stwarza świat postmodernistyczny?

Nie możemy unikać walki ani rezygnować ze współpracy w celu odniesienia zwycięstwa na polu bitwy, jakim jest dusza każdego dziecka. Krew naszego Zbawiciela nie została przelana na próżno. Kwestia ta musi zostać podniesiona do poziomu tajemnicy Odkupienia. Musimy analizować ją w świetle odkupieńczej Ofiary, wzoru wszelkiego sukcesu na świecie, przynajmniej w oczach samego Boga.

Jeśli marzycie o lepszym świecie, o powrocie Christianitas – opatrzność Boża umieściła Was i Waszą rodzinę w konkretnym miejscu i w konkretnym momencie historii ludzkości. Historia jest pisana przez Boga. Drogami, które pozostają Jego tajemnicą, realizuje On swój wielki plan miłości, aby dopełnić liczbę wybranych. Jeśli chcecie mieć udział w Jego mądrości, nie wolno Wam o tym planie zapominać.

Bóg pokazuje nam, że od samego początku [historii] toczy się walka między dwoma rodami potomków: między rodem Abla, wiernego aż do śmierci w składaniu pierwszych ofiar, a rodem Kaina, pożądającego doczesnych sukcesów i dóbr, prześladującego sprawiedliwego Abla. Historia ta była kontynuowana wraz z wyborem i oddzieleniem Abrahama (Rodz 12) w całkowicie bezbożnym świecie; wraz z późniejszym wyborem Izaaka, syna wolnej niewiasty, któremu przeciwstawia się Izmael, syn niewolnicy Hagar (Rodz 21). Święty Paweł komentuje ten epizod: „Ale jak wówczas ten, który się był narodził według ciała, prześladował tego, który według ducha, tak i teraz” (Gal 4, 29). Cały Stary Testament jest historią walki między dwoma rodami potomków na tym świecie, nawet w obrębie ludu wybranego.

Czytając zapowiadające przyszłość ustępy Pisma Świętego, możecie się przekonać, że ustanowienie królestwa Bożego pociągnie za sobą wojnę. Przeczytajcie Ewangelie, 2 List do Tesaloniczan i Apokalipsę. Zapowiadają one wydarzenia i próby, które przesieją wybranych jak pszenicę – i będą one kontynuacją tego monumentalnego konfliktu między dwoma obozami. W Piśmie Świętym znajdujemy zapowiedzi czasów, kiedy cały świat usłyszy o Chrystusie, a także odstępstw pod różnymi postaciami.

Postarajcie się zrozumieć w tym świetle swoje miejsce i powołanie w świecie postmodernistycznym. Po tym, jak chrześcijaństwo zdołało przeniknąć do Cesarstwa Rzymskiego, społeczeństwo średniowieczne było świadkiem kilku prób politycznej chrystianizacji. Wspomnijmy m.in. Karola Wielkiego, św. Henryka z Niemiec, św. Edwarda z Anglii, św. Grzegorza VII i św. Ludwika z Francji4. Nie oznacza to jednak, że na scenie nie pojawiali się barbarzyńcy, grzesznicy, awanturnicy czy hordy muzułmańskie. Późne średniowiecze jawi się jako punkt szczytowy, dopuszczony przez Boże miłosierdzie, nie wolno jednak zapominać, że także w tym okresie nie brakowało rozmaitych prób.

Od tego momentu rozpoczął się proces upadku, którego tempo wydaje się obecnie przyśpieszać. Byliśmy świadkami uwolnienia sił szatana w postaci wskrzeszonego pogańskiego humanizmu, protestantyzmu i jego bezbożnych wojen, filozofii oświecenia, rewolucji [anty]francuskiej, postępu sekularyzmu i rozpowszechnienia się ducha rewolucji, aż ostatecznie sam Kościół przyjął podczas II Soboru Watykańskiego ideę demokracji w sferze religijnej. Ten krótki zarys dziejów może sprawiać wrażenie pesymistycznego. Jesteście jednak ludźmi wiary. Znacie Ewangelię, Nowy Testament. „Tajemnica nieprawości” jest w nich jasno opisana. Posiadając właściwą dzieciom światłości jasność umysłu, jesteście w stanie rozpoznać znamię starożytnego wroga rodzaju ludzkiego, nieustanną walkę Synagogi z Kościołem.

Chociaż obecna sytuacja może nas przytłaczać, nigdy nie brakowało bohaterskich i odważnych ludzi gotowych do podjęcia walki. Historia zna wiele ożywianych wiarą heroicznych wysiłków, które powinny były umożliwić Kościołowi oraz społeczeństwu odrodzenie się pod sztandarem Chrystusa. Wymienię je tu, abstrahując od ich skutków: upadek łacińskich królestw krzyżowców, brak entuzjazmu dla kolonizacji Ameryki Północnej, wojna w Wandei, św. Pius X, powstanie Cristeros w Meksyku, gen. Boulanger, dr Salazar w Portugalii, García Moreno, Dollfuss w Austrii etc. Cóż za mieszanina pszenicy i kąkolu! Obecnie jesteśmy świadkami niezrozumiałego zwycięstwa kąkolu. Próbując to wyjaśnić, możemy oczywiście wskazywać na brak wiary, kary Boże, ludzkie słabości lub przypadek. Ale historia jest pisana przez miłosierdzie Boże pośród ubóstwa ludzkich cnót. Święty Augustyn pisał: „Zło istnieje po to, aby grzesznik mógł się nawrócić lub aby sprawiedliwi mogli zostać wypróbowani”. A Jezus Chrystus powiedział nam: „Wszystko to musi się stać”.

Bądźmy ostrożni: nie ma czegoś takiego jak fatalizm historii. Na historię trzeba patrzeć z perspektywy chrześcijańskiej.

Przyczyną wielkości Cesarstwa Rzymskiego nie były ani przypadek, ani fatalizm. Używam tych terminów w sensie, w którym przypadkowym nazywa się to, co dzieje się bez przyczyny albo też czego przyczyny nie mieszczą się w naszym pojmowaniu, fatalizmem zaś to, co dzieje się bez woli Boga czy ludzi, z racji konieczności tkwiącej w naturze rzeczy. Nie możemy bowiem wątpić, że to opatrzność Boża ustanawia ziemskie królestwa5.

W ramach tej konkretnej historii, naszej własnej historii, dokonuje się historia zbawienia naszego i naszych dzieci. Mamy obowiązek stać się świętymi, wiedząc, że niezależnie od czasów, w których przychodzi nam żyć, posiadamy niezbędne do tego środki: „wierny zaś jest Bóg, który nie dopuści kusić was ponad to, co możecie” (Kor 10, 13).

W jakim sensie obecne czasy są trudniejsze niż minione? Żyjąc w tym momencie historii Kościoła, powinniście po prostu współpracować przy zaprowadzaniu powszechnego panowania Chrystusa. W wielkiej bitwie toczącej się wokół Was i Waszych dzieci nikt nie może się ukryć. Jesteśmy niejako spowici przez wyniszczającą nasze organizmy – wrogą religii oraz porządkowi naturalnemu – chmurę radioaktywną.

Kiedy gniew Boży sprowadza na ludność straszną plagę zwaną epidemią, niektórzy zostają zarażeni i umierają, podczas gdy inni, nie będąc faktycznie zarażonymi, doświadczają jednak jej skutków w postaci mniej lub bardziej złego samopoczucia.

Problemy Waszych dzieci w konfrontacji z Rewolucją

W kontekście historii ludzkości Wasze dzieci nie są takie same jak dzieci w przeszłości. Ich walki mają charakter bardziej gwałtowny, ponieważ żyją one bliżej końca świata, ponieważ książę ciemności otrzymał obecnie większą władzę. Dzisiejsze dzieci są inne, ponieważ apostazja przybiera obecnie atrakcyjną postać. Doktryny postmodernistyczne prezentują się pod płaszczykiem uczciwości intelektualnej. Waszym dzieciom nie grozi już wrzucenie na arenę, uwięzienie lub ukrzyżowanie, jednak bardziej od tego przerażająca jest apostazja, zagrażająca im wskutek:

– pozostania przy dziecięcej pobożności, niepodbudowanej solidną znajomością doktryny

– nawyku krytykowania tego, co zawsze uważane było za świętość

– domagania się swoich praw, przy równoczesnym ignorowaniu obowiązków

– powszechnego ducha buntu

– przedkładania rozrywki nad umiłowanie dobra

– poszukiwania rozbudzającej zmysłowość wygody

– niekontrolowanego pragnienia posiadania nowych, coraz bardziej innowacyjnych gadżetów technicznych

– wystawienia na sprzeczne z naturą sytuacje związane z małżeństwem i sprawiedliwością

– nieświadomego oswajania się z nieskromnością

– łatwego i niewiążącego się z ryzykiem wojeryzmu6 na ulicy i w dowolnym momencie w internecie

– stałego odwracania wartości7

– demaskulinizacji mężczyzn, maskulinizacji niewiast, mieszania ról właściwych każdej z płci oraz przypisywania dziecku nieprzysługujących mu praw

– powszechnej indoktrynacji fałszującej historię i odrzucającej prawo naturalne.

Nowa Rewolucja uwodzi. Zniechęca tych, którzy się jej sprzeciwiają, i często ich oszukuje. Czasami jej zasady rozpowszechniają nieświadomie nawet książęta Kościoła, mężowie stanu, ojcowie rodzin i nauczyciele.

Środki pozwalające uchronić nasze dzieci przed szkodliwym wpływem współczesnego świata

W obliczu tej monumentalnej wojny powinniśmy zwrócić się ku Ewangelii. Jesteśmy świadkami walki, która potrwa aż do końca czasów. Już Pan nasz Jezus Chrystus napiętnował jej inspiratorów – faryzeuszy. Oskarżył ich o zawłaszczenie prawdziwej religii dla ich własnych korzyści, o wykorzystywanie przeznaczenia człowieka dla ich egoistycznych celów. Sytuacja ta będzie trwała do momentu pojawienia się „człowieka nieprawości”, Antychrysta. Już sama tego świadomość jest łaską.

Mógłbym przedstawić kilka praktycznych zasad codziennego postępowania, przy pomocy których można by próbować naprawić to, co w istocie nienaprawialne, byłyby to jednak rady czysto ludzkie. Dlatego równie dobrze można udać się bezpośrednio do Źródła wszelkiej prawdy, które w swojej miłości nie mogło pozostawić „synów czasów ostatecznych”8bez odpowiednich środków. Te ewangeliczne środki należy stosować na długo przed okresem dojrzewania i nie wolno Wam zaniedbywać ich w okresie kluczowym dla formacji Waszych dzieci.

Kondycja duchowa „dzieci Tradycji” może pod wieloma względami napawać optymizmem. Plon powołań i pobożność młodych stanowią nagrodę dla niektórych rodziców. Zwyczaj częstych spowiedzi oraz Komunii wydaje się głęboko zakorzeniony. Jednak pomimo tego wszystkiego rozważania, które właśnie przedstawiliśmy, zachęcają nas do dokonania bilansu. W jakim stopniu zostaliście skażeni przez świat i jego błędy? Czy ewangeliczne środki zaradcze zajmują w życiu Waszym i Waszych dzieci wystarczająco poczesne miejsce?

Wstęp do remediów objawionych przez Boga

1) Niech Wasze dzieci żyją w kontakcie z rzeczywistością. Ograniczajcie ich kontakt ze światem wirtualnym, światem filmów, a także info-rozrywki.

[W przeciwnym razie intelekt naszej młodzieży] wystawiony będzie na pokusę uznania, że prawda nie jest bynajmniej – jak mówimy – czymś absolutnym, ponadczasowym i niezależnym od nas. Obecnie przekonuje się, że prawda nie ma charakteru absolutnego, ale tworzona jest przez nas samych. To my ją tworzymy, nadając jej raz taką, a innym razem inną postać. Pogląd ten jest źródłem wszelkich form sceptycyzmu i oczywiście ci, którzy są bardziej uzdolnieni intelektualnie, ulegną tej pokusie jako pierwsi9.

Zamiast rozrywki wirtualnej preferujcie proste formy spędzania wolnego czasu: czytanie opowieści, których akcja rozgrywa się w normalnym świecie, i proste gry zamiast gier komputerowych.

Rzeczywistość oznacza również uświadomienie sobie, że nic nie jest osiągane bez wysiłku, bez przezwyciężania trudności, bez nakładu energii, a niekiedy także kosztem rezygnacji z pewnego komfortu materialnego.

Jak pisał krótko po II wojnie światowej André Charlier, zwracając się do rodziców swoich uczniów:

Najbardziej uderza mnie to, jak mało męscy są ci młodzi mężczyźni. A dlaczego? Po prostu dlatego, że nigdy niczego od nich nie wymagaliście. Interesowało Was wyłącznie szczęście Waszych synów i uprzedzaliście każde ich życzenie. Od wczesnego dzieciństwa spełnialiście wszystkie ich zachcianki. Jak więc chcecie, żeby mieli pojęcie, z jednej strony, że życie jest trudne i że tylko trudne rzeczy mają jakąkolwiek wartość, z drugiej zaś, że za radości trzeba płacić i że im są one większe, tym wyższa jest ich cena? Zawsze wszystko im dawano, uważają nawet, że im się to należy, a ponieważ edukacja i nauka nie dają się same, traktują to jako pewnego rodzaju niesprawiedliwość. – I odnośnie do formowania charakteru dodawał: – Niepokoi mnie, a nawet przeraża, że cieszą się oni, ale już nie podziwiają. Cieszenie się bez podziwu jest wielkim grzechem10.

2) Poznajcie wroga. Wasz ograniczony świat posiada w tym względzie zarówno plusy, jak i minusy. Macie ogólną wiedzę na temat szczególnych cech, które są chlubą Waszego kraju lub Christianitas. Na przykład: rządy katolickich królów były lepsze od anarchii, jaką przyniosła republika; podręczniki do historii są pełne kłamstw i skażone ideologią socjalistyczną; pragniemy panowania Najświętszego Serca; władza pochodzi od Boga etc.

To tylko przykłady. Rzadko jednak poświęcacie czas na zdobycie gruntowniejszej wiedzy, a jeszcze rzadziej na czytanie, na nakłanianie do czytania Waszych dzieci, a także na omawianie z nimi istotnych spraw.

Prawdą jest, że w tym okresie swego życia nie są one skłonne do podzielania Waszych ideałów. Wolą szukać ich poza domem i wśród swoich przyjaciół. Podjęliście decyzję o umożliwieniu im takich kontaktów, posyłając je do szkoły, pozwalając im należeć do organizacji skautowskich, katolickich grup młodzieżowych etc. Nie potrafią jednak posługiwać się jeszcze w pełni swym intelektem – i nierzadko miejsce wiedzy zajmują w ich życiu slogany. Z tego właśnie powodu jesteście czasami zaskoczeni, spotykając młodych ludzi, którzy są bardzo radykalni w głoszonych hasłach, a równocześnie potrafią zarazić się pierwszą usłyszaną nowoczesną ideą. W tej dziedzinie musimy uznać za nasz obowiązek wpajanie im wartościowych poglądów historycznych, politycznych, filozoficznych i religijnych.

3) Bądźcie czcicielami w duchu i w prawdzie. Pomimo otrzymania solidnego katolickiego wychowania każdy z nas zdaje sobie sprawę z pewnej słabości w konfrontacji z duchem postmodernizmu. Ostrzegał nas przed tym sam Zbawiciel, zastanawiając się, czy powracając przy końcu czasów, znajdzie jeszcze wiarę. Jest to ostrzeżenie niepokojące, ale Chrystus pozostawił nam również środki zaradcze. Przeczytajmy ponownie historię Samarytanki: „Ale nadchodzi godzina, i teraz jest, gdy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w duchu i w prawdzie” (J 4, 23).

Niekiedy nie docenia się wartości Mszy Świętej, czego konsekwencją jest niechęć do wyrzeczeń, jakich wymaga czasami uczestnictwo w niej. Udział we Mszy musi iść w parze ze zrozumieniem ducha ofiary, który jest jej nieodłączną częścią. To u stóp krzyża, podczas Mszy, kształtuje się i pojmowany jest duch katolicki.

Wystrzegajcie się krytykowanego przez ks. Emmanuela praktycznego naturalizmu, który często niestety obecny jest w wychowywaniu dzieci:

Naturalizm zmuszony jest tu uznać, że nie wszystko jest w porządku, woła więc do nas: moralność, moralność! Moralność jest konieczna! Potrzebujemy kodeksu moralnego! Słuchajmy więc tego, czego naucza o moralności naturalizm.

Bądźcie ostrożni! Jest to moralność niezależna, upodmiotowiona w jednostce! Znajduje ona swój sens w sobie samej i poszukuje pewnego rodzaju spójności w życiu ludzkim. Zasadniczo chodzi jednak o robienie albo nierobienie czegoś zgodnie z wolą jednostki w danych okolicznościach. Ksiądz Emmanuel kontynuuje:

Moralność rzeczywiście nakłada obowiązki. Czym jednak jest obowiązek, jeśli nie zależnością? W rzeczywistości jesteśmy zależni od Boga, naszego Stwórcy; od naszych rodziców, którzy są, po Bogu i wraz z Bogiem, sprawcami naszego istnienia; jesteśmy zależni od całej ludzkości, której stanowimy część. Stąd tradycyjny podział na nasze obowiązki wobec Boga, wobec bliźniego i wobec samych siebie.

Posłuchajcie, co pisze bp Bossuet:

Święcimy imię Boga, pragniemy nadejścia Jego królestwa. Modlimy się jednak wówczas, gdy naglą nas nasze ludzkie potrzeby. Tak bardzo polecamy Bogu nasze drobne sprawy, że wysiłek podejmowany przez nas, aby zainteresować nimi Jego i wszystkich Jego świętych, sprawia, że przywiązujemy się do nich jeszcze bardziej.

Chrześcijanie, zapomnijcie o sobie! Czy Bóg, do którego się modlicie, jest bożkiem, z którym macie prawo robić, co chcecie? Czyż nie jest On prawdziwym Bogiem, który może z wami postępować tak, jak Mu się podoba? Wiem, że jest napisane, iż Bóg spełnia wolę tych, którzy się Go boją, ale oni muszą się Go prawdziwie bać i poddać Mu się całym sercem.

Ten naturalizm, ten brak głębokiej i radykalnej relacji z Bogiem, bardzo często wpływa również na nasze życie społeczne, polityczne, ekonomiczne i zawodowe.

4) Praktykujcie rady ewangeliczne. Celowo kończę tym punktem, ponieważ te cnoty zalecane są przez Chrystusa Pana właśnie jako środki szczególnie skuteczne dla żyjących w czasach ostatecznych. Szukając lekarstw na bolączki naszej epoki, bardzo często o tym zapominamy. Przeczytajcie ponownie Kazanie na górze (Mt 5–7). Tradycja Kościoła streszcza ducha tego nauczania w trzech ślubach zakonnych, które odpowiadają cnotom niezbędnym dla każdego katolika: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Oto prawdziwe lekarstwa na kryzys postmodernizmu.

Czystość jest dla katolika naturalnym przedmiotem czujności. Jest tak dlatego, że nosicie w sobie ową głęboką ranę, która skłania Was do zła, ale także dlatego, że boicie się skutków tej rany u Waszych dzieci. Jesteście zasmuceni, widząc, że będące jej konsekwencją pokusy są u nich tak samo silne jak w Waszym przypadku – i chcielibyście przekonać się o czymś przeciwnym. Wielu rodziców walczy z całych sił, gdy dostrzegają oczywiste grzechy swoich dzieci w kwestii ubioru. Jednak w innych dziedzinach możecie nie wywiązywać się ze swoich podstawowych obowiązków roztropności z powodu braku realizmu w kwestii korzystania z internetu, przechowywania w domu czasopism i katalogów, obecności telewizji, filmów i gier wideo, a także relacji między chłopcami a dziewczynkami, które uważacie za niewinne.

Ubóstwo. Musimy pilnie zastanowić się nad konsekwencjami zbyt łatwego dostępu naszej młodzieży do pieniędzy. Coraz częściej unika ona wszelkiej bezpłatnej pracy charytatywnej, ponieważ zawsze poszukuje sposobów na zarobienie kilku dolarów. A pieniądze te wydaje wyłącznie na rozrywkę i niepotrzebne gadżety. Co gorsza, nawet gdy rodzice doświadczają trudności finansowych, wielu dzieciom nie przychodzi do głowy (a rodzice tego nie wymagają), że zarobione przez nie pieniądze mogłyby pomóc rodzinie w zakupie niezbędnych artykułów. Niekiedy sami rodzice dają zły przykład, kupując na kredyt i nabywając bez potrzeby najnowocześniejsze urządzenia.

Zamiast pozwalać swym dzieciom gonić za rozrywką, własnym przykładem nakłaniajcie je do dojrzewania w pokoju będącym owocem podporządkowania Bożej mądrości. Relaks i szczęście nie są synonimami gromadzenia wyrafinowanych urządzeń. Duch ubóstwa musi doprowadzić Was i Wasze dzieci do ponownego odkrycia ludzkiej natury w jej różnorodności, cierpieniach i zmaganiach. Musicie zwiększyć zakres swojej dobroczynności, modlić się za wszystkich nieszczęśliwych, pragnąć ich nawrócenia i poświęcać się, aby pomagać innym.

Posłuszeństwo. Nie chodzi tu tylko o posłuszeństwo, jakiego wymagać należy od dzieci od ich najwcześniejszych lat, ale o coś głębszego. Mam na myśli ducha religijnego posłuszeństwa, który sprawia, że dziecko kocha ideę autorytetu i uznaje wolę Bożą w wydarzeniach, otrzymanych poleceniach, niepowodzeniach i zmianach stanu zdrowia czy zamożności, w trudnościach, na jakie napotyka we współczesnym środowisku, itd.

Dzieci muszą szanować wszelkie formy autorytetu i nigdy nie mogą poddawać ich zbyt drobiazgowej ocenie. Samodzielna decyzja o tym, czy dany autorytet należy zaakceptować, czy też odrzucić, jest czymś całkowicie sprzecznym z kondycją dziecka. Przeczytajcie ponownie, co mówią na ten temat Ewangelie i listy św. Pawła. Zrozumiecie wówczas, dlaczego tak wielu młodych ludzi nie chce zaakceptować woli Boga w swoim życiu.

Prowadząc walkę z duchem niezależności, unikajcie egalitaryzmu, który nie uznaje ani nie szanuje żadnego porządku hierarchicznego. Starajcie się, aby Wasze dzieci doceniały harmonię wynikającą z dążenia do dobra wspólnego. Nauczcie je kochać wieczne plany Boga.

Powyższe rozważania mogą się Wam wydawać surowe, są one jednak również krzepiące, opierają się bowiem nie na naszej ludzkiej wiedzy, ale na Objawieniu, które skupione jest całkowicie na naszym zbawieniu przez miłość Bożą. Dlatego też, jeśli chodzi o Wasz krąg rodzinny, chodzi nie tyle o radykalne nawrócenie, ile o ocenę Waszego postępowania. Jak pisał de Bonald, celem rodziny nie jest jedynie pomnażanie liczby ludzi, ale „uczynienie ich dobrymi, aby mogli być szczęśliwi”. Być może odczuwacie to samo co Lyautey, który w dzienniku prowadzonym w Saint-Cyr11 zanotował:

Cierpię, ponieważ ideały mojej duszy są tak wzniosłe, że rozumiem dobrze, jaki powinienem być, a równocześnie brakuje mi siły i determinacji, aby urzeczywistnić te ideały w moim życiu.

W odpowiedzi na to pozwolę sobie przytoczyć fragment książki André Charliera Lettres aux capitaines:

Uświadom sobie tę tajemniczą głębię, którą nosisz głęboko w sobie: jeśli odważysz się na nią spojrzeć, nigdy więcej nie będziesz usatysfakcjonowany. Wszystkie twoje sztuczne potrzeby opadną z ciebie niczym płaszcz, ty zaś staniesz się wolny, niepowstrzymany i gotowy do podjęcia najtrudniejszych wyzwań; być może zdasz sobie wówczas sprawę, że posiadasz prawdziwe bogactwa.

Macie całkowitą rację, opierając ideał swoich dzieci na autentycznym życiu duchowym, na pragnieniu wielkodusznej odpowiedzi na nieskończoną miłość Boga. Nie popadajcie w zniechęcenie wskutek swych ograniczeń; módlcie się raczej, aby Bóg uzupełnił to, czego Wam brakuje. Prosząc Go o te łaski, nie zapominajcie jednak, że macie obowiązek je wykorzystać. Jedynie wówczas będziecie mogli z czystym sercem powierzać swe dzieci opiece Waszej Niebieskiej Matki.

Przypisy

  1. tinyurl.com/List-do-rodzicow
  2. List do rodziców uczniów gimnazjum św. Michała Garicoïtsa w Domezain (Francja), w której ks. Nicolas Pinaud piastował stanowisko dyrektora.
  3. Zostało to udowodnione podczas przeprowadzonych ostatnimi czasy badań nad sferami mózgu odpowiedzialnymi za interakcje pomiędzy różnymi aktywnościami związanymi z obrazem, mową, rozumowaniem i odruchami. Ich wyniki znaleźć można z łatwością w publikacjach naukowych.
  4. Są to przykłady przywódców katolickich w porządku doczesnym.
  5. Por. św. Augustyn, Państwo Boże, rozdz. 1.
  6. wojeryzm – obserwowanie czynności seksualnych – przyp. red.
  7. Czyli przedstawiania dobra jako zła, a zła jako dobra – przyp. red.
  8. Czasy ostateczne rozpoczęły się wraz z głoszeniem Ewangelii, a zakończą się przyjściem Chrystusa w chwale.
  9. A. Charlier, The Formation of Character.
  10. List skierowany do rodziców przez byłego dyrektora École des Roches 22 października 1954 roku. W tym czasie był on dyrektorem Collège de Normandie.
  11. Prestiżowa akademia wojskowa, francuski odpowiednik amerykańskiej akademii West Point.

Czym jest więc katolickie wychowanie?

Zawsze Wierni nr 2/2026 (243) tj. piusx.org.pl/zawsze_wierni

ks. Piotr Dzierżak FSSPX

Od Redakcji

Drodzy czytelnicy, na pewno nikogo nie trzeba przekonywać, że bez właściwego wychowania przyszłych pokoleń wszelkie podejmowane próby restaurowania katolickiej rzeczywistości w wymiarze czy to społecznym, czy eklezjalnym muszą spełznąć na niczym. Pomijając kwestię trudności zaordynowania odpowiedniego lekarstwa w dzisiejszych realiach, pozostaje jeszcze kwestia  – wcale zresztą niebagatelna  – czym w istocie jest katolickie wychowanie. A może na początku należałoby zapytać o to, czym w ogóle jest wychowanie jako takie: czy chodzi o mozolne urabianie w młodym człowieku tego, co cała tradycja greckiej filozofii nazywała cnotą (stgr. ἀρετή), czy też chodzi o spełnianie wszelkich zachcianek persony już z urodzenia rzekomo mądrej, rzecz jasna wolnej, no i oczywiście z samej swojej natury dobrej, a przy tym posiadającej nieutracalną „godność osoby ludzkiej”, dysponującej przy tym wszelkimi możliwymi prawami, łącznie z tymi ubliżającymi samemu Stwórcy?

Przyznać trzeba, że na omawianym polu anty-Boża i zarazem antyludzka rewolucja dokonuje zmian w tempie iście ekspresowym, dlatego też każda uwaga zgodna ze zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem ogólnoludzkim będzie już wartościowa i w jakiejś mierze przybliży nas do upragnionego celu. Jednocześnie musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pomimo to nie będzie ona wystarczająca, choćby udało się przypomnieć, a nawet wprowadzić w czyn wszelkie konieczne recepty tego typu. Jest tak, ponieważ choroba, z którą się zmagamy w sferze wychowania, ma charakter nie tylko złożony i wielopłaszczyznowy, lecz wprost dotykający rzeczywistości nadprzyrodzonej. Stąd też i lekarstwo musi mieć nadprzyrodzony charakter. Dlatego szukać go należy jedynie w założonym przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Kościele katolickim. W nim bowiem znajdziemy nie tylko lekarstwa na wszelkie bolączki jednostek ludzkich, ale też odpowiednie wytyczne, na których mają się oprzeć przejawy życia wspólnotowego: rodzinnego, społecznego i wreszcie politycznego.

Czym jest więc katolickie wychowanie? Jeśli chcielibyśmy poprzestać na jednym zdaniu, wystarczyłoby napisać, że jest ono wychowaniem nietracącym z pola widzenia tego, co stanowi ostateczny cel życia człowieka, którym jest niebo.

Reszta stanowi domenę środków  – bo to przecież cel je określa, a zarazem jest wobec nich nadrzędny. Tym samym ustala się pewna hierarchia dóbr. Dopiero wówczas można mówić o katolickim wychowaniu, gdy te naturalne dobra (takie jak zdrowie, długość życia, samopoczucie itd.) są w oczach wychowawcy mniej istotne od nadprzyrodzonych, od których bezpośrednio zależy wieczne zbawienie wychowanka (stan łaski uświęcającej, dobre nawyki prowadzące do unikania grzechu).

Obawiam się jednak, że dla dzisiejszego katolika, ukształtowanego przez nowoczesny, wygodny i (na swój sposób) bezpieczny świat, stanowi to zasadę bardzo trudną do przyjęcia  – a to ze względu na wszechobecny praktyczny naturalizm, każący oceniać wszystko z perspektywy zbyt naturalnej, nieuwzględniającej ceny życia wiecznego. Podkreślmy: postawa ta nie odrzuca katolickich prawd objawionych mówiących o niebie, piekle, sądzie Bożym itd., a jednak traktuje je w sposób nie dość poważny. Tym samym następuje zaburzenie perspektywy. Człowiek skażony praktycznym naturalizmem żyje głównie dla doczesności, wieczność natomiast staje się dla niego zaledwie pożądaną opcją. I podobną mentalność wytwarza w swoim wychowanku.

Jak jednak ustrzec się tej pułapki, jednocześnie unikając fanatyzmu skutkującego przesadą w drugą stronę? Kluczem jest wyrabianie w dziecku odpowiednio rozumianych cnót moralnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że cnoty mają podwójny charakter  – chrześcijańska filozofia wyróżnia cnoty nabyte, wytwarzane przez ustawiczne powtarzanie dobrych czynów, i wlane, wynikające wprost z nadprzyrodzonego życia łaski. Te pierwsze stanowiły przedmiot pożądania już u mędrców pogańskich, te drugie kształtowane są w duszach ludzkich bezpośrednio przez dobrego Boga, a z naszej strony wymagają one odpowiedniej dyspozycji zapewnianej przez życie modlitewne i sakramentalne. Prawdziwie katolickie podejście do cnoty wymaga wyrabiania w sobie i w innych obu – jak zaznacza św. Tomasz1 – gatunkowo różnych rodzajów cnót. Przy czym cnoty wlane (nadprzyrodzone) posługują się nabytymi (naturalnymi) jako swoimi narzędziami2. I tak np. roztropność wlana, każąca oceniać wszystko z perspektywy objawionej wiary, posługuje się roztropnością nabytą, widzącą świat z perspektywy zdrowego rozsądku (którego katolikowi nigdy dosyć!). Podobnie dzieje się w dziedzinie sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania.

Zatem cnoty nadprzyrodzone, dające wewnętrzną łatwość potrzebną przy spełnianiu obowiązków, znajdują wsparcie w postaci cnót naturalnych, pomocnych w przezwyciężaniu zewnętrznych przeszkód w wypełnianiu owych obowiązków. Według optyki chrześcijańskiej dopiero połączenie tych dwóch rodzajów cnót, ich zespolenie, daje zdolność do właściwego działania. Tym samym w życiu wyrobionego moralnie chrześcijanina ustalić się może harmonia natury i łaski. Dzięki temu katolik będący świętym, bogaty w oba rodzaje cnót, niepomiernie góruje nad pogańskim mędrcem, posiadającym tylko cnoty naturalne.

Prawdziwe katolickie wychowanie musi być realistyczne. Dlatego ma po pierwsze uwzględniać, nie tylko w teorii, lecz również w praktyce, skażenie natury ludzkiej grzechem pierworodnym – ową znaną nam z katechizmu poczwórną ranę: ignorancji, złośliwości, słabości oraz pożądliwości, która jest w nas zaledwie zabliźniona dzięki łasce chrztu świętego. Stąd wyprowadzić można szereg zasad praktycznego postępowania w bardzo konkretnych sytuacjach, które należy wychowankowi wpajać, również samemu ich przestrzegając. Po drugie dzieło wychowawcze musi uwzględniać osobowość podopiecznego  – jego szczególne uzdolnienia i wady wymagające wytężonej pracy. To z kolei wymaga dokładnego poznania osób, za które się odpowiada. Wreszcie po trzecie w wychowaniu należy koniecznie uwzględnić to szczególne zadanie, które każdemu człowiekowi wyznaczyła Boża opatrzność. Niestety o tym dziś prawie wcale się nie pamięta. Ileż powołań do życia wyższego: kapłańskiego i zakonnego, przepadło bezpowrotnie wskutek niestosowania się do tej zasady!

Powyżej opisane zasady i uwagi są o tyle cenne, że w zasadzie każdy katolik jest w pewnej mierze wychowawcą. Skąd jednak ma on czerpać konkretne i szczegółowe rady wychowawcze, których z owych ogólnych zasad nie będzie się dało wyprowadzić? Wciąż niedocenianą pomoc stanowią, obok innych dokumentów Magisterium, liczne encykliki dotyczące szeroko pojętych spraw społecznych, pośród których w pierwszej kolejności należy wymienić: Divini illius Magistri (o chrześcijańskim wychowaniu młodzieży), Sacra virginitas (o świętym dziewictwie), Casti connubii (o małżeństwie chrześcijańskim), Sapientiæ christianæ (o obowiązkach chrześcijan jako obywateli).

Jako w pewnej mierze odpowiedzialni nie tylko za zbawienie własne, ale i naszych potomków, nie zapominajmy o uciekaniu się do pomocy Najświętszej Maryi Panny, najczulszej przecież i najroztropniejszej ze wszystkich matek, a także innych świętych i patronów. Niech oni każdego dnia wyjednują nam łaski potrzebne w pracy wychowawczej!

Przypisy

  1. Por. św. Tomasz z Akwinu, ST I–II, q. 63, a. 4.
  2. Por. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Trzy okresy życia wewnętrznego wstępem do życia w niebie, tłum. s. T. Landy FSK, Wyd. Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2024, s. 65–66.

Trump ugrzązł w szambie. Gen. Leon Komornicki

W rozmowie generał Leon Komornicki ostro krytykuje działania USA i Izraela wobec Iranu, nazywając je „awanturnictwem polityczno-wojskowym”.

Jego zdaniem Trump odszedł od wcześniejszej strategii równowagi sił i doprowadził do destabilizacji kluczowego regionu świata. Generał podkreśla, że bombardowania nie złamią Iranu, a wręcz wzmocnią społeczeństwo i pogłębią konflikty.

Ostrzega też, że skutki tej wojny uderzą w Europę, wzmocnią Rosję i osłabią Zachód.