Żydowskie lobby w Episkopacie wygłasza herezję. Paweł Lisicki o skandalicznym liście

Żydowskie lobby w Episkopacie wygłasza herezję. Paweł Lisicki o skandalicznym liście

Autor: CzarnaLimuzyna , 20 marca 2026

„Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał pierwszego przymierza” – cytuje Paweł Lisicki heretyckie fragmenty z listu

I uwaga proszę Państwa, to jest zdanie po prostu heretyckie:  „Izrael pozostaje nadal narodem wybranym”.

To jest nieprawda. To jest jawne, bezczelne, skandaliczne zaprzeczenie jasnym i wyraźnym naukom nie tylko całej tradycji Kościoła, ale wyraźnym naukom zawartym w Nowym Testamencie. Otóż jedynym narodem wybranym, o którym wie i słyszał Nowy Testament i o tym nauczali wyraźnie Apostołowie, jest (są) w oczywisty sposób wyznawcy Chrystusa, czyli Kościół, czyli ciało mistyczne Chrystusa.

Paweł Lisicki ma rację. Z zacytowanych fragmentów tego listu wynika, że jeżeli zostanie on odczytany na niedzielnej Mszy Świętej, będzie to oznaczać, że polski Episkopat stanął po stronie Antychrysta.

Luca Signorelli “Kłamstwa Antychrysta”

=========================

[Czyja to ręka, w środku? A może Rysia? md]

========================

Uzasadnienie Pawła Lisickiego

Ale teraz Państwu podam najważniejszy z nich, najbardziej uderzający, wprost odrzucający te słowa, które są zawarte w tej nauce polskiego episkopatu. Otóż to jest pierwszy list św. Piotra, drugi rozdział i św. Piotr pisze tak:

7 Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – 8 i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu*, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni. 9 Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, 10 wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali. /1P2/

Widzą Państwo, to jest jedyny moment, kiedy Nowy Testament definiuje kategorię narodu wybranego czy ludu wybranego. Tym ludem wybranym są ci wierzący w Chrystusa, do których zwraca się święty Piotr. Otóż twierdzenie zawarte w liście polskiego episkopatu, które to twierdzenie stwierdza, że Izrael pozostaje nadal narodem wybranym, jest jaskrawym odrzuceniem tradycji apostolskiej i jako takie jest po prostu skandaliczną herezją.

Nie ma to nic wspólnego z nauczaniem katolickim i to, że tego typu słowa przedostały się po prostu do listu, który co najmniej przez kilka godzin był obecny, oznacza, że ci, którzy się pod tym listem podpisali, po prostu w tym aspekcie odrzucają wiarę katolicką. [Nie można odrzucić „w tym aspekcie”. Odrzuca się w całości md]

USA schizmą [herezją ! ] cywilizacji łacińskiej

USA schizmą cywilizacji łacińskiej

[Raczej Herezją md]

Dla Polaków Stany Zjednoczone Ameryki są przodownikiem cywilizacji zachodniej a nie schizmą od katolickich zasad, które kiedyś ufundowały Zachód. Obowiązująca w Polsce optyka patrzenia na przechodzi do porządku dziennego nad reformacją oraz Oświeceniem, które zdefiniowały USA jako państwo protestanckich emigrantów.

Liczni autorzy poza Feliksem Konecznym [on zdecydowanie odróżnia. MD] nie odróżniają cywilizacji łacińskiej od cywilizacji zachodniej (np. Emmanuel Todd, czy Kevin MacDonald). Perspektywę Konecznego wyznaczało doświadczenie bliższego obcowania z Rosją i Niemcami niż z Anglosasami. Dzisiejszą perspektywę wyznacza upadek katolicyzmu na Zachodzie. Teza niniejszego artykułu jest taka, że Zachód jest schizmą od katolickości a przeciwne przekonanie skutkiem post-oświeceniowej, głównie amerykańskiej kultury, która najchętniej wymazałaby katolicyzm z historii, zostawiając w niej najwyżej pogański Rzym i Grecję. O ile bowiem republikański oraz imperialny Rzym znajduje swoje odzwierciedlenie w ustroju politycznym (a nawet w neoklasycznej architekturze USA) o tyle nie znajdziemy tam znaczących wpływów katolickich. Wydarzenia polityczne ostatnich dekad pozwalają na uświadomienie sobie tych faktów a tym samym korektę stereotypu.

Inwigilacja Logosu

Wyciek dokumentu z biura FBI w Richmond w 2023 roku ujawnił, że służby specjalne USA traktują przedstawicieli katolicyzmu jako zagrożenie. FBI sugerowała powiązania między „radykalno – tradycyjnymi katolikami” (RTC) a grupami ekstremistycznymi. Dokument został udostępniony ponad 1000 pracownikom FBI w całym kraju przed jego publicznym ujawnieniem. W opracowaniu i przeglądzie dokumentu uczestniczyły biura terenowe w Buffalo, Milwaukee, Louisville i Portland. Dochodzenie Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów z lipca 2025 roku wykazało, że w sprawę zaangażowana była również kwatera główna FBI w Waszyngtonie. FBI opierało się na definicjach skrajnie lewicowych organizacji (np. Southern Poverty Law Center), uznając za podejrzane takie postawy jak „odrzucenie Soboru Watykańskiego II”, „przywiązanie do tradycyjnych wartości rodzinnych” czy „niechęć do nowoczesności”. Inwigilacja rozszerzyła się również na kontakty międzynarodowe, w tym współpracę z biurem FBI w Londynie w celu monitorowania tradycjonalistów za granicą.

Obecnie FBI pod nowym kierownictwem Kasha Patela ujawniła dodatkowe 1300 stron dokumentów, których administracja Bidena-Wraya wcześniej nie chciała udostępnić Kongresowi. Udokumentowano przypadki śledzenia wiernych katolików (np. nauczycielki Christine Crowder) w ramach programów nadzoru lotniczego, mimo braku jakichkolwiek powiązań kryminalnych. Inwigilacja ta nie ustała, lecz uległa profesjonalizacji. Środowiska przywiązane do Mszy łacińskiej i klasycznej metafizyki są postrzegane jako „podatne na wpływy zagraniczne” (głównie rosyjskie lub chińskie), ponieważ odrzucają antropocentryczną i progresywną wizję współczesnego Zachodu. Autorzy tacy jak amerykański tomista Edward Feser są monitorowani przez algorytmy jako promotorzy „sztywnego myślenia”, które może prowadzić do oporu wobec globalnych zmian strukturalnych.

W 2024 roku nastąpiła semantyczna zamiana pojęć. Samodzielność informacyjna została zdefiniowana jako „podatność na wrogą dezinformację”. Jeśli jednostka używa logiki do podważenia oficjalnych narracji, jest to niebezpieczną „radykalizacją”. Dzięki temu liberalna demokracja może stosować cenzurę algorytmiczną i inwigilację (jak wspomniane akcje FBI wobec tradycjonalistów), twierdząc, że robi to w celu „ochrony instytucji demokratycznych”.  Służby amerykańskie (FBI, NSA) traktują zatem tradycyjne wzorce myślenia jako zagrożenie, którą należy objąć kontrolą informacyjną i wywiadowczą.

Wspólny interes imperiów

Opozycja wobec obcej Stanom Zjednoczonych tradycji łacińskiej nie będzie zaskakująca jeśli popatrzy się na to, co działo się w Kościele katolickim przed II Soborem Watykańskim. Józef Mackiewicz w swojej analizie „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” zdiagnozował wektor ataku ze Wschodu. Watykan pod wpływem Jana XXIII i Pawła VI, poprzez Ostpolitik kardynała Casarolego, zaczął układać się z Moskwą. Mackiewicz jako zdeklarowany antykomunista, widział w tym zdradę. Dokumenty z archiwum Mitrochina potwierdziły, że agenci bloku wschodniego infiltrowali Sobór, by zablokować potępienie komunizmu. Rzeczywiście II Sobór Watykański jest jedynym soborem w historii, który nie potępił żadnego błędu, oszczędzając mordującą miliony ideologię komunistyczną.  W 2026 roku warto wreszcie dostrzec drugi wektor – ten, który płynął z Waszyngtonu.

KGB i CIA miały w czasie Soboru wspólny interes. KGB dążyło do neutralizacji przeciwnika. Natomiast CIA potrzebowała Kościoła, który zaakceptuje liberalizm i laickość. Oba imperia były zainteresowane wprowadzeniem ekumenizmu i dialogu w miejsce przedsoborowej struktury. Dlatego w czasie gdy SB inwigilowała polskie parafie, zachodnie fundacje i służby formatowały elity katolickie, między innymi środowisko „Znaku”, czy „Tygodnika Powszechnego” w Polsce. Promowano w tym celu katolicyzm otwarty Jacquesa Maritaina i Johna Courtney’a Murray’a. Odtajnione przez Kasha Patela dokumenty FBI pokazują zatem, iż dzisiejsze inwigilowanie tradycjonalistów w USA ma swój precedens we wcześniejszych operacjach.

Mackiewicz myślał, że ucieczka w stronę Zachodu jest ucieczką ku wolności. Tak jak Koneczny nie dostrzegał, że Zachód buduje własny, bardziej subtelny system, oparty na długu i kontroli informacyjnej a nie na gułagu. Polscy patrioci od dekad zaczadzeni zagrożeniem ze Wschodu przeoczyli, że przemiany Kościoła nie były procesem wyłącznie religijnym. Waszyngton aktywnie finansował i promował tych teologów oraz te nurty, które osłabiały tradycyjne struktury na rzecz elastycznego modelu religii demokratycznej, łatwiejszej do wkomponowania w strukturę interesów współczesnego establishmentu. Podejrzenie, że USA maczały ręce w obradach Soboru Watykańskiego II jest nie tylko uzasadnione cybernetycznie, ale znajduje coraz silniejsze oparcie w badaniach historycznych. CIA nie musiało przekupywać 2500 biskupów. Wystarczyło wzmacniać sygnały kryzysu modernistycznego, zgodnie z amerykańskim celem. Jeśli przyjmiemy, że USA po 1945 roku budowały masońską republikę przeciwko blokowi komunistycznemu, to Vaticanum Secundum oraz ruch ekumeniczny były dla nich najważniejszym odcinkiem frontu ideologicznego.

Teologia pod nadzorem CIA

Przed 1958 rokiem Kościół pod Piusem XII posiadał własny autorytet, którego CIA nie mogła wymienić. Wierni słuchali bowiem Rzymu a nie Waszyngtonu. Dla architektów amerykańskiej potęgi taki Kościół był problemem, który należało rozwiązać. Finansowanie powstałej w 1948 roku Światowej Rady Kościołów (WCC) oraz wpływanie na europejskie elity teologiczne miało wypromować służący pacyfikacji doktrynalnej ekumenizm. Jeśli katolicyzm stałby się jedną z wielu religii, to straciłby swoją zdolność sterowniczą i tym samym łatwo poddawałby się instrumentalizacji.

A USA potrzebowały szerokiego frontu religijnego przeciw ZSRR. Aby go zbudować, trzeba była namówić hierarchów Kościoła do rezygnacji z wyłączności zbawienia, czyli z katolickiego dogmatu: extra Ecclesiam nulla salus. CIA wspierała zatem progresywnych teologów  z Europy Zachodniej, którzy głosili konieczność „otwarcia na świat”.  Belgia, Holandia, Niemcy i Francja po 1945 roku były pod całkowitą kontrolą wywiadowczą i finansową USA w związku z realizacją planu Marshalla. CIA wiedziała, że jeśli Rzym zaakceptuje amerykański model rozdziału Kościoła od państwa (laickość), to USA staną się nowym autorytetem moralnym świata, co zresztą potwierdził Paweł VI przemawiając na forum ONZ.  Wspieranie tzw. „nowej teologii” (nouvelle théologie) przez amerykańskie fundacje i stypendia pozwalało na wykształcenie kadr soborowych, które były mentalnie sformatowane pod zachodni liberalizm.

W latach 50. XX wieku CIA, pod kierownictwem Allena Dullesa, przekazywała ogromne kwoty na wsparcie prozachodnich ruchów katolickich. Wywiadowcze fundusze płynęły do organizacji powiązanych z Akcją Katolicką i polityków chadeckich, aby zapobiec dojściu komunistów do władzy. CIA przekazywała licznym biskupom i księżom darowizny na ich ulubione organizacje charytatywne, przy czym hierarchowie często nie znali prawdziwego źródła pochodzenia pieniędzy. Postać Johna Courtney’a Murray’a, głównego architekta deklaracji Dignitatis Humanae o wolności religijnej na II SW jest najlepiej udokumentowanym przykładem styku teologii z interesami Waszyngtonu. Murray był wspierany przez potężne postacie amerykańskiego establishmentu, jak Henry Luce (wydawca magazynów „Time” i „Life”), który uważał, że katolicyzm musi zostać zmodernizowany, aby stać się ideologicznym wsparciem dla amerykańskiej hegemonii. USA promowały zatem murrayowską wizję laickości państwa zabójczą dla tradycyjnej koncepcji państwa katolickiego a formującej Kościół na modłę amerykańskiego liberalizmu.

Operacja „polski papież”

Spektakularnym sukcesem tych działań okazał się Karol Wojtyła. Przyjaźń z Anną Teresą Tymieniecką, tłumaczką opus magnum Wojtyły „Osoba i czyn”, była kanałem transmisyjnym, przez który amerykański establishment rozmiękczał tomistyczny fundament przyszłego papieża. Mąż Tymienieckiej, Hendrik Houthakker – profesor Harvardu i doradca ekonomiczny prezydentów USA Nixona i Forda oraz Zbigniew Brzeziński – doradca do spraw bezpieczeństwa w Białym Domu byli łącznikami z samym jądrem deep state. Będący ewenementem wykład Wojtyły na Harvardzie w 1976 roku był de facto jego prezentacją dla amerykańskich elit. To tam Houthakker i ludzie powiązani z Radą Stosunków Zagranicznych (CFR), oraz niedawno powstałą Komisją Trójstronną Davida Rockefellera, mogli ocenić, czy Wojtyła jest przydatny w ramach ich strategii. Wyjazd ten był pilnie obserwowany przez służby. USA szukały kogoś, kto mógłby rozbić blok wschodni od środka. Kogoś kto nie byłby sztywnym konserwatystą, lecz kimś rozumiejącym prądy  nowoczesności.

Zbigniew Brzeziński, wówczas doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jimmy’ego Cartera i współzałożyciel Komisji Trójstronnej, odegrał kluczową rolę.  Po wyborze w 1978 roku Jan Paweł II faktycznie skierował do Brzezińskiego słowa podziękowania (według relacji Brzezińskiego i świadków). Jan Paweł II, mimo swoich (zapewne dobrych) intencji, stał się głównym promotorem autorytetu ONZ i struktur międzynarodowych. Jego przemówienia w ONZ o „rodzinie narodów” były wygłaszane w tym samym czasie, gdy finansiści z Wall Street przygotowywali plan drenażu tychże narodów w ramach rządu światowego (o rządzie światowym jest zresztą mowa w konstytucji soborowej Gaudium et spes).

Jan Paweł II ostatecznie przypieczętował soborowy ekumenizm w Asyżu w 1986 roku. Jeśli papież modli się z szamanami, to znaczy, że prawda katolicka nie ma znaczenia, stając się narzędziem władzy politycznej.

Opisany powyżej mechanizm sterowania stał się tematem twórczości Vladimira Volkoffa. Oficer francuskiego wywiadu (SDECE) w swoich powieściach, takich jak Montaż, Werbunek czy Gość papieża, pokazuje, że najskuteczniejsza nie jest władza, która używa łatwo identyfikowalnej siły, lecz ta, która operuje trudnym do wykrycia miękkim wpływem. Według Volkoffa celem dezinformacji nie jest proste kłamstwo, lecz takie przekształcenie obrazu świata w głowie przeciwnika, by zaczął on pragnąć tego, co jest korzystne dla agresora. Dlatego służby nie tyle niszczą instytucje, co podmieniają od środka ich parametry. Agentem nie jest ten, kto nosi legitymację CIA czy KGB, ale ten, kto powiela narzuconą mu siatkę pojęciową (np. „ekumenizm”, „dialog”, „inkluzję”), myśląc, że to są jego własne poglądy. To jest sterowanie informacyjne w czystej postaci: nie proste kłamstwo, ale budowanie fałszywego obrazu rzeczywistości przy użyciu prawdziwych elementów.

Jan Paweł II dostarczył prawdy, dobra i miłości, które były autentyczne, ale zostały wmontowane w szerszy projekt polityczny. Świętość czy autorytet papieża stały się idealną osłoną dla procesu, którego wierni mogliby nie zaakceptować, gdyby podano im go wprost. Tym sposobem amerykański establishment nie podbił Kościoła siłą, lecz uwiódł go obietnicą wpływu na świat.

Kto się boi katolicyzmu?

Państwo które inwigiluje Kościół i steruje jego przekazem nie realizuje wzorca łacińskiego lecz protestancką zasadę „cuius regio eius religio”. Do tego samego skutku prowadzi również model bizantyjski (prawosławny), polegający na niewykonalnej próbie utożsamienia państwa z Kościołem. Kościelnego autorytetu solidarności nie da się połączyć w jedno z państwowym autorytetem sankcji. W odróżnieniu od przymusu państwowego przynależność do Kościoła jest dobrowolna. Katolicyzm jest zatem „libertariański” w tym sensie, że nie narzuca nikomu wiary,  dysponując tylko oddziaływaniem kulturowym, czyli tak zwaną „miękką siłą”.

Narosłe przez wieki nieporozumienia zapoznają, że autorytet solidarności nie wyklucza się procedurami weryfikacji spójności systemu. Historyczna inkwizycja kościelna (w odróżnieniu od jej państwowych mutacji, jak inkwizycja hiszpańska) nie była narzędziem przymusu wobec niewiernych, lecz wewnętrznym protokołem sprawdzającym, czy ci, którzy dobrowolnie przyjęli katolicki Logos, nadal pozostają mu wierni. Podobnie Państwo Kościelne, będące polityczną osłoną dla politycznej niezależności papieża, nie było tożsame z samym Kościołem jako depozytariuszem Prawdy. W modelu łacińskim przymus (sankcja) pojawia się dopiero tam, gdzie kończy się dobrowolność wyznania, a zaczyna domena świeckiego porządku, który ma wypływać z katolickich zasad, nie będąc jednak przez nie same zastępowanym.

Skoro katolicyzm steruje się autorytetem solidarności, to jedyną możliwą relacją do państwa jest przyjęcie wspólnego celu, czyli dobrowolnym uznaniu przez państwo wiary Kościoła. Model łaciński polega zatem na informacyjnym podporządkowaniu państwa Kościołowi. Państwo ma ten sam cel co Kościół (w zależności od przyjętej perspektywy: chwałę Bożą lub zbawienie dusz). Różnica leży w używanych środkach, które w państwie są świeckiej a w Kościele sakralnej (nadprzyrodzonej) natury. Tę właśnie decydującą o łacińskim charakterze cywilizacji zasadę wyrażają słowa Jezusa Chrystusa: „oddajcie Bogu, co boskie a cesarzowi, co cesarskie”.

Wbrew temu co się często sądzi oraz pisze państwo katolickie jest państwem wyznaniowym i tym różni się od świeckiego państwa protestanckiego. Autonomia świeckiego państwa logicznie musi oznaczać używanie religii, jako ideologicznego narzędzia władzy świeckiej, gdyż niemożliwa jest władza „neutralna światopoglądowo”, czyli obojętna wobec własnych celów. Taki właśnie podporządkowany charakter religii jest zasadą ustroju USA. Dotychczasowy brak twardej egzekucji tego podporządkowania odpowiada za powszechne mylenie ustroju Ameryki z zasadami łacińskiego Zachodu.

USA jako wróg cywilizacji łacińskiej

W ustroju liberalnym religiami zarządza się w ramach logiki rynkowej, zgodnie z pomysłem jego fundatora Johna Locka. Angielski myśliciel słusznie wykluczył z niego katolików i Żydów, uznając, że obie konfesje są zagrożeniem dla demokratycznego porządku. FBI daje tylko temu świadectwo inwigilując ludzi za czytanie Arystotelesa, czy chodzenie na Mszę trydencką. Gdy słabnie sterowanie informacyjne, czyli gdy ludzie przestają wierzyć, system musi przejść na sterowanie energetyczne (przymus, inwigilację itd.). Upadek narracyjny i przejście do sterowania energetycznego falsyfikuje mit demokratyczny, sprowadzając go do mechanizmu obsady stanowisk. Liberalna demokracja kończy się systemem procedur chroniących elity przed własnym społeczeństwem, pokazując tym samym opresyjny charakter władzy państwowej  autonomicznej wobec religijnych zasad.

W demokracji wyborcy nie posiadają u polityków znaczącego autorytetu epistemicznego (N wie lepiej, więc słucham go jako eksperta). Żaden polityk nie uważa, że lud wie lepiej niż on, jak zarządzać państwem. Dziedziną w której polityk uznaje głos wyborców jest jedynie selekcja wskazanego uprzednio wyborcy personelu. Tylko tu wyborca jest autorytetem deontycznym (N ma prawo rozkazywać, więc  słucham go jako szefa) i może wskazać poprzez swój głos, kto zajmie fotel. Ponieważ autorytet jest relacją trójczłonową (N posiada autorytet wobec O w dziedzinie D) poza  aktem wyborczym relacja autorytetu przestaje istnieć. Polityk po wyborach przestaje uznawać wyborcę za kogoś, kogo powinien słuchać, ponieważ dziedzina, w której wyborca miał głos, została zamknięta w momencie ogłoszenia wyników. Przez resztę czasu władza jest autonomiczna i to ona wbrew mitowi demokratycznemu steruje wyborcą poprzez propagandę.

Sytuacja nie odbiega od przedstawionej przez Bolesława Prusa w powieści „Faraon”. Jeśli kontroluje się to, co ludzie wierzą, to kontroluje się ich strach i posłuszeństwo. Młody władca Ramzes chce władzy ale przegrywa, ponieważ kapłani kontrolują energię (pieniądz) oraz informację. Skarbiec jest pusty, a państwo zadłużone u Fenicjan. Powieściowi Fenicjanie pełnią rolę dzisiejszych funduszy inwestycyjnych i globalnych korporacji. Nie interesuje ich dobro Egiptu, lecz stopa zwrotu i przejmowanie fizycznych aktywów państwa. Zmagazynowane w Labiryncie zyski zabezpieczone są skomplikowaną procedurą i psychologicznymi sztuczkami, niczym współczesny system finansowy, z którego przeciętny człowiek rozumie dokładnie tyle, co egipscy chłopi z zaćmienia Słońca.

Jeśli władza ludu ogranicza się do obsady stanowisk, wyborca wybiera zarządcę Labiryntu, ale nie ma żadnego wpływu na to, jak Labirynt jest zbudowany. Politycy niczym arcykapłan Herhor z powieści Prusa zaciekle walczą o kontrolę nad informacją, produkując jej coraz dziwniejsze odsłony. Chcą by moment, w którym uznają autorytet ludu, był maksymalnie przez nich kontrolowany. To sprawia, że liberalna demokracja jest w istocie oligarchią legitymizowaną rytualnie przez wybory. Jednak gdy dług USA sięga 120% PKB a lotniskowce US Navy tracą swoją dotychczasową nietykalność, oligarchia władzy staje się bardziej brutalna. Skoro lud w przypływie desperacji mógłby zwolnić cały zarząd, dyrekcja musi zadbać o to, by lud nie miał dostępu do rzetelnych danych. W szczególności do odzyskania „łacińskiego libertarianizmu”, czyli uznania, że nad państwem musi stać obiektywny Logos, którego nie da się ani przegłosować, ani zadłużyć.

Włodzimierz Kowalik

Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Albo Iran, albo Izrael muszą zniknąć

Albo Iran, albo Izrael muszą zniknąć

Irańczycy pokazali, że Trump znacznie niedocenił ich możliwości. Trump wzywa teraz inne kraje – z niewielkim powodzeniem – do wysłania swoich okrętów wojennych w celu utrzymania Cieśniny Ormuz, ponieważ zadanie to jest zbyt duże dla Marynarki Wojennej USA. Próbuje też zawrzeć z Putinem i Modim porozumienia w sprawie zniesienia sankcji na rosyjską ropę w zamian za dostawy tej ropy do Europy, a nie do Azji.

Trump lub jego doradcy opracowali plan zajęcia wyspy Kharg, co bardziej przypomina misję samobójczą.

Irańczycy trzymają się mocno na jednym froncie, ale zdają się chwiać na innym, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie jestem przekonany, czy Irańczycy w pełni rozumieją sytuację. Na przykład Mohsen Rezaee, były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, a obecnie członek Rady Doraźnej, powiedział, że „obecność USA w Zatoce Perskiej przez ostatnie 50 lat była główną przyczyną braku bezpieczeństwa”. Stwierdził, że zakończenie wojny wymaga „wycofania się USA z Zatoki Perskiej”.

Moim zdaniem generał Rezaee źle rozumie sytuację. To nie sama obecność Amerykanów jest przyczyną braku bezpieczeństwa. Powodem jest to, że amerykańskie bazy służą Izraelowi. Co więcej, prawdziwą przyczyną braku bezpieczeństwa dla wszystkich państw muzułmańskich jest syjonistyczny plan Wielkiego Izraela. Kiedyś definiowany jako „od Nilu do Eufratu”, Wielki Izrael został ostatnio zdefiniowany jako „od Nilu do Pakistanu”.

=============================

Tymczasem: Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne. Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać ! md]

==========================

Generał zdaje się nie rozumieć, że wycofanie się USA z Zatoki Perskiej nie zniweczy syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. Iran powinien domagać się odrzucenia tego syjonistycznego planu.

Nawet prezydent Iranu Masud Pezeshkian nie rozumie sytuacji. Twierdzi, że „jedynym sposobem na zakończenie tej wojny” jest uznanie praw Iranu, wypłacenie mu reparacji i udzielenie solidnych gwarancji na wypadek przyszłej agresji. Jest w całkowitym błędzie. Wojnę mogliby wstrzymać jedynie irańscy urzędnicy, którzy nie rozumieją sytuacji, ale jedynym sposobem na jej prawdziwe zakończenie byłoby porzucenie przez Izrael syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. A Izrael tego nie zrobi.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odrzucił rozmowy o negocjacjach pokojowych. Stwierdził, że Trump już dwukrotnie oszukał i zaskoczył Iran w trakcie negocjacji i że Iran nie popełni tego błędu ponownie.

W rzeczywistości Iran popełnia jeszcze większy błąd. Syjonistyczny plan Wielkiego Izraela jest nie do pogodzenia z istnieniem muzułmańskiego Iranu (ani Turcji i Arabii Saudyjskiej). Jeśli ten plan nie zostanie porzucony, Iran nie będzie miał innego wyboru, jak walczyć aż do upadku własnego lub Izraela. Fakt, że Iran nigdy nie przejął inicjatywy, nigdy nie wykorzystał swojej przewagi strategicznej, lecz czekał i praktycznie sam się prowokował, sugeruje, że Iran nie rozumie tego planu.

Amerykanie, Europejczycy i media też tego nie rozumieją. Prawdziwa przyczyna wojny jest po prostu ignorowana. Jeśli Iran nie stanie się mądrzejszy, ryzykuje, że zostanie wciągnięty w kolejną bezsensowną umowę.

Tłumaczenie: Albo Iran, albo Izrael musi odejść

Żydzi zabili ponad tysiąc Libańczyków. Iran zaatakował instalacje gazowe – ceny w górę

Bliski Wschód:

Żydzi zabili ponad tysiąc Libańczyków. Iran zaatakował instalacje gazowe – ceny idą w górę

pch24.pl/zydzi-zabili-ponad-tysiac-libanczykow-iran-zaatakowal-instalacje-gazowe-ceny-w-gore

(fot. PAP/EPA/WAEL HAMZEH)

Polska Agencja prasowa podała podsumowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Irańskie ataki odwetowe na instalacje gazowe w Katarze spowodowały w czwartek wzrost cen gazu na światowych rynkach. Donald Trump zagroził, że w razie kolejnego ataku wysadzi irańskie złoże gazu South Pars. Liczba zabitych od początku izraelskiej agresji na Liban przekroczyła tysiąc.

W środę w wyniku irańskiego ataku na najważniejszą instalację gazową Kataru, Ras Laffan, wybuchł pożar, który spowodował „znaczne” szkody, jak podały władze katarskie. Obiekt, należący do QatarEnergy, zapewnia około jednej piątej globalnego zaopatrzenia w skroplony gaz ziemny (LNG). W 2025 roku QatarEnergy wyeksportował 80,97 mln ton LNG.

Prezes QatarEnergy Saad al-Kaabi, cytowany przez agencję Reutera, powiedział, że irańskie ataki zniszczyły 17 proc. katarskiego potencjału eksportowego LNG, powodując roczne szkody szacowane na 20 mld dolarów z tytułu utraconego dochodu i zagrażając dostawom do Europy i Azji.

Prócz Kataru Iran zaatakował też instalacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak przekazały lokalne władze, praca terminala gazowego Habshan w emiracie Abu Zabi w ZEA została zawieszona, gdy w okolicy spadły odłamki pocisku, który został przechwycony przez obronę powietrzną ZEA.

W czwartek, jak przekazała AFP, Iran zaatakował także dwie rafinerie należące do Kuwejckiej Narodowej Spółki Naftowej (KNPC) oraz zakład przetwórstwa ropy naftowej w Janbu w Arabii Saudyjskiej

Agencja Bloomberga zwróciła uwagę, że ceny gazu w Europie bardzo mocno wzrosły w czwartek w związku z atakami Iranu. Jak zauważają maklerzy, cytowani przez agencję, poziom cen ropy także utrzymuje się na wysokim poziomie.

Irańskie ataki były odpowiedzią na izraelski atak, w wyniku którego w głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską, doszło w środę do pożaru. Znajdujące się tam złoża South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran z Katarem. Dostarcza ono około 70 proc. gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX wieku.

Prezydent USA zapewnił w środę wieczorem, że nie wiedział o izraelskim ataku na irańskie złoże gazowe South Pars. Niemniej światowe media podają to w wątpliwość. Trump zapowiedział jednocześnie, że jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG, to USA wysadzą w powietrze całe złoże South Pars.

„Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie” – napisał Trump w serwisie Truth Social.

Niemniej dziennik „Wall Street Journal” przekazał, powołując się na przedstawicieli władz amerykańskich, że Trump wydał zgodę na środowy izraelski atak na irański zakład gazowy South Pars, ale nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne w Iranie w obawie o dalsze wzrosty cen.

Czynnikiem wpływającym na wysoki poziom cen ropy jest częściowa blokada cieśniny Ormuz wprowadzona przez Teheran w odpowiedzi na atak USA i Izraela. W normalnych warunkach przez ten wąski korytarz morski przechodzi ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej. Sześć państw – Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia – oznajmiło w czwartek, że są „gotowe wnieść wkład” w zapewnienie bezpieczeństwa w tej cieśninie.

Jak przekazała agencja Mehr, cytując irańskiego deputowanego Mohammada Mokbera, władze Iranu rozważają nałożenie opłat na statki przepływające przez cieśninę.

Unia Europejska deklaruje starania na rzecz znalezienia rozwiązania pogarszającej się sytuacji na rynkach energii. W związku z trwającą wojną na Bliskim Wschodzie zorganizowany czwartek szczyt UE Brukseli zdominował temat wpływu wojny na unijną gospodarkę. Przywódcy dyskutują m.in. o rozwiązaniach, które mają pomóc ochronić europejskie interesy.

Izrael nie wstrzymuje ataków na Liban, który został wciągnięty do wojny przez szyicką organizację Hezbollah, która zadeklarowała, że pomści ajatollaha Alego Chameneiego, który zginął w amerykańsko-izraelskim ataku 28 lutego.

Z danych opublikowanych w czwartek przez libańskie ministerstwo zdrowia wynika, że bilans zabitych od początku izraelskiej agresji na Liban przekroczył tysiąc osób. Wyliczenia są prowadzone od 2 marca, kiedy Izrael rozpoczął kampanie ataków na Liban, mające na celu zniszczenie Hezbollahu.

W atakach zginęło łącznie 1001 osób, w tym 118 dzieci, a 2584 jest rannych. Władze w czwartek doprecyzowały, że śmierć poniosło 79 kobiet i 40 pracowników służby zdrowia. Ostatni bilans podawany przez libański resort zdrowia wynosił 968 osób zabitych.

W Iranie służby zatrzymują osoby oskarżane o przynależność do opozycji lub wspieranie Izraela i USA. W czwartek resort spraw wewnętrznych w Teheranie przekazał, że zatrzymano 97 osób, którym zarzuca się współpracę z Izraelem. Według niezależnego portalu Iran International osoby te są podejrzane o planowanie zamieszek przy wsparciu „amerykańskich syjonistów”.

Ciągnąca się wojna z Iranem obciąża budżet USA. Przedstawiciele administracji Trumpa szacują, że pierwszych sześć dni wojny z Iranem kosztowało Stany Zjednoczone co najmniej 11,3 mld dolarów. W związku z tymi kosztami Pentagon zwrócił się do Białego Domu, by zatwierdził wniosek do Kongresu o przekazanie resortowi ponad 200 mld dolarów na prowadzenie wojny z Iranem, o czym poinformował w środę dziennik „Washington Post”, powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela administracji.

Stacja CNN podała w czwartek, że amerykański myśliwiec F-35 lądował awaryjnie na Bliskim Wschodzie po tym, gdy został uszkodzony przez irańskie siły.

Jak podała telewizja, rzecznik CENTCOM kpt. Tim Hawkins powiedział, że myśliwiec „wykonywał misję bojową nad Iranem”, gdy został zmuszony do awaryjnego lądowania. Rzecznik dodał, że samolot wylądował bezpiecznie, a incydent jest badany.

Rzecznik izraelskiej armii ppłk Nadaw Szoszani oznajmił w czwartek, że izraelskie lotnictwo zaatakowało w nocy ze środy na czwartek irański port Bandar-e Anzali nad Morzem Kaspijskim, niszcząc kilka okrętów marynarki wojennej i infrastrukturę portową.

W nalocie zniszczono korwetę, cztery kutry rakietowe, kilka jednostek pomocniczych, a także centrum dowodzenia i stocznię. Niektóre okręty zostały zaatakowane w porcie, a inne na wodach Morza Kaspijskiego – podało wojsko w komunikacie.

Według niezależnych źródeł w nalotach na Iran zginęło ok. 1300 irańskich cywilów, 3,2 mln osób zostało tymczasowo przesiedlonych, a ponadto uszkodzono prawie 22 tys. budynków cywilnych.

W atakach odwetowych Iranu śmierć poniosło ok. 50 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy i 17 izraelskich cywilów. Głównymi celami tych uderzeń są Izrael oraz państwa regionu Zatoki Perskiej, gdzie znajdują się instalacje wojskowe USA.

Źródło: PAP

pap logo

US aircraft carrier moves away from Iran war for repairs after fire

US aircraft carrier moves away from Iran war for repairs after fire

Haley Britzky cnn.com/us-ford-carrier-fire-iran-war

The US Navy aircraft carrier USS Gerald R. Ford departs Souda Bay on the island of Crete on February 26, 2026.

The US Navy aircraft carrier USS Gerald R. Ford departs Souda Bay on the island of Crete on February 26, 2026.Costas Metaxakis/AFP/Getty Images/File

The USS Gerald R. Ford aircraft carrier is moving away from operations tied to the Iran war and sailing to the US Navy’s base in Crete for repairs after a fire broke out in the ship’s laundry area last week, a US official said.

The movement of the Navy’s most advanced aircraft carrier comes as military operations against Iran are still in full swing, particularly as the US is seeking ways to reduce Iran’s threat to shipping in the Strait of Hormuz. The carrier has served as a ready platform for American fighter jets to participate in the campaign.

The fire on March 12 was not combat-related, the US military said at the time. Two sailors received medical treatment for non-life-threatening injuries and were in stable condition.

The US official said the Ford, which was sailing in the Red Sea, would be at Souda Bay in Crete “for a brief period to conduct repairs,” which would determine what can be fixed immediately and what may need to be fixed when the ship goes back to its home port after its deployment. The other ships within the Ford Carrier Strike Group are remaining where they are in the region and not joining the Ford at Souda Bay.

USNI News first reported that the Ford was heading to Souda Bay for repairs.

The Pentagon declined to comment for this story.

Chairman of the Joint Chiefs of Staff Gen. Dan Caine said Friday that the Pentagon was aware of the fire on board the Ford.

“We’re thinking about the crew there who were injured in the fire,” Caine said during a Pentagon press briefing. “We believe and hope that everyone will be OK and we’re grateful for that.”

The Ford — the Navy’s most advanced aircraft carrier — has been deployed for months, first to the Caribbean as part of the US military’s buildup in the region amid heightened tensions with Venezuela. In February, President Donald Trump said he was sending the carrier strike group to the Middle East in a move to apply more pressure on Iran.

The strike group entered the Mediterranean Sea in late February. The USS Abraham Lincoln Carrier Strike Group has also been deployed in the region.

The Ford could break a record for the longest carrier deployment post-Vietnam if it remains deployed through mid-April, according to USNI News. It left for deployment to the Caribbean on June 24, 2025, according to US Southern Command.

The fire last week followed reports of consistent plumbing issues aboard the carrier, though the Navy said those issues had no impact on the carrier’s operations.

The New York Times reported this week that it took more than 30 hours to put out the fire, and that 600 crew members lost their beds. The US official said, however, that the entire effort in responding to the fire took 30 hours — putting out the fire, cleaning up water damage or other substances used to put out the fire, and ensuring there were no flare-ups — not that the fire itself burned for 30 hours.

The official also said that slightly more than 100 beds were damaged in the fire, as some sleeping areas are adjacent to the laundry area. But they acknowledged roughly 600 sailors total were displaced from their sleeping areas or bunks. Displacement could happen because their bed specifically was impacted — beds are sometimes shared by service members who are on opposite shifts — or because the entire space is deemed uninhabitable because of smoke or water damage to some of the beds.

The Ford strike group consists of the carrier and its carrier air wing, as well as Arleigh Burke-class guided missile destroyers the USS Mahan, USS Bainbridge, and the USS Winston S. Churchill.

Irański system obrony powietrznej trafił amerykański niewykrywalny [stealth] myśliwiec F-35 Lightning II

Irański system obrony powietrznej trafił amerykański niewykrywalny [stealth] myśliwiec F-35

20/03/2026 zmianynaziemi.pl/iranski-system-obrony-powietrznej-trafil-amerykanski-niewykrywalny-mysliwiec-f-35

Źródło: AI Generated

Do pierwszego potwierdzonego trafienia amerykańskiego myśliwca F-35 Lightning II przez irański system obrony powietrznej doszło w nocy z 19 na 20 marca 2026 roku. Według informacji przekazanych przez źródła zbliżone do Pentagonu, maszyna została ugodzona pociskiem wystrzelonym z irańskiego stanowiska naziemnego podczas lotu bojowego nad terytorium Iranu. Pilot zdołał bezpiecznie wylądować w amerykańskiej bazie w regionie.

Amerykańskie Centralne Dowództwo potwierdziło, że jeden z samolotów F-35 uczestniczący w operacjach nad Iranem doznał uszkodzeń w wyniku ostrzału z ziemi. W komunikacie podkreślono, że załoga wróciła do bazy w stabilnym stanie. Władze w Waszyngtonie nie udostępniły szczegółowych informacji na temat rodzaju uszkodzeń ani okoliczności incydentu.

Grupa Strażników Rewolucji Islamskiej, która kontroluje irańskie siły obrony powietrznej, ogłosiła, że to jej żołnierze odpowiadają za trafienie amerykańskiej maszyny. Według komunikatu irańskiego, do zdarzenia doszło około godziny 2:50 czasu lokalnego w centralnej części kraju. Irańczycy poinformowali, że samolot został poważnie uszkodzony i musiał opuścić przestrzeń powietrzną Iranu.

Do sieci trafiło nagranie, które ma dokumentować moment trafienia. Weryfikacja autentyczności materiału wciąż trwa. Eksperci wojskowi zwracają uwagę, że tego typu doniesienia wymagają potwierdzenia przez niezależne źródła, takie jak dane wywiadowcze czy zdjęcia satelitarne.

Według informacji podawanych przez irańskie media, atak przeprowadzono przy użyciu systemu obrony powietrznej Majid. To stosunkowo nowa broń krótkiego zasięgu, zaprezentowana publicznie w 2021 roku. System został zamontowany na podwoziu lekkiej ciężarówki, co zapewnia wysoką mobilność. Każda wyrzutnia przenosi cztery rakiety w hermetycznych kontenerach.

Głowica naprowadzająca pocisku wykorzystuje obrazowanie termowizyjne, co oznacza, że rakietę trudno wykryć za pomocą standardowych systemów ostrzegania o promieniowaniu elektromagnetycznym. Zasięg skuteczny szacowany jest na około 8-15 kilometrów, pułap do 6 kilometrów. Producent deklaruje możliwość zwalczania celów manewrujących z niewielką sygnaturą cieplną.

Konflikt zbrojny między Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem a Iranem trwa od końca lutego 2026 roku. Sojusznicze siły przeprowadzają intensywne naloty na irańskie obiekty nuklearne, magazyny rakiet balistycznych oraz instalacje produkujące bezzałogowce i pociski manewrujące. W pierwszych tygodniach operacji zniszczono większość dużych radarów dalekiego zasięgu należących do irańskiego systemu obrony powietrznej.

Zniszczenie stacjonarnych instalacji radarowych zmusiło Irańczyków do zmiany taktyki. Zamiast tradycyjnej obrony opartej na rozbudowanej infrastrukturze, siły irańskie przeszły na rozproszony model działania. Mobilne stanowiska wyrzutni krótkiego i średniego zasięgu operują teraz z różnych lokalizacji, co utrudnia ich wykrycie i zniszczenie.

F-35 to wielozadaniowy myśliwiec piątej generacji zaprojektowany z myślą o minimalnej wykrywalności przez systemy radarowe. Samolot został wyposażony w zaawansowane systemy walki elektronicznej i rozpoznania. Mimo to incydent z marca 2026 roku pokazuje, że nawet najnowocześniejsze maszyny nie są całkowicie odporne na ataki z ziemi, zwłaszcza gdy operatorzy systemów obrony powietrznej dysponują odpowiednią taktyką i sprzętem.

Poprzednie doniesienia o zestrzeleniu izraelskich samolotów F-35 okazały się nieprawdziwe. Irańska telewizja państwowa przyznała w grudniu 2025 roku, że informacja o zestrzeleniu dwóch maszyn izraelskich podczas dwunastodniowego konfliktu została podana na podstawie niepotwierdzonych danych od oficjela wojskowego.

Eksperci wojskowi podkreślają, że każde potwierdzone trafienie samolotu stealth stanowi istotną informację dla analityków zajmujących się obronnością. Dotychczas F-35 brał udział w wielu operacjach bojowych, jednak nigdy wcześniej nie odnotowano przypadku, gdy maszyna tego typu została trafiona pociskiem ziemia-powietrze w warunkach rzeczywistego konfliktu.

Amerykańskie władze wojskowe zapowiedziały szczegółowe dochodzenie w sprawie incydentu. Na razie nie podano, czy uszkodzony samolot będzie można naprawić, czy też został uznany za całkowitą stratę.

=============================================

Źródła:

https://www.jpost.com/middle-east/iran-news/article-890587

https://www.cnn.com/2026/03/19/politics/f-35-damage-iran-war

https://www.euronews.com/2025/12/12/iran-admits-false-cla…

https://www.airandspaceforces.com/f-35a-lands-after-takin…

US F-35 hit, forced to make emergency landing

US F-35 hit, forced to make emergency landing, IRGC takes credit

jpost.com/middle-east/iran-news

This would be the first time Iran has hit a US aircraft in the war. Both the US and Israel are using F-35s, which are fifth-generation stealth jets costing upwards of $100 million.

An IDF F-35 "Adir" shot down an Iranian Air Force YAK-130 fighter jet on March 4, 2026.

An IDF F-35 „Adir” shot down an Iranian Air Force YAK-130 fighter jet on March 4, 2026.(photo credit: IDF SPOKESPERSON UNIT)ByDANYA SAPERSTEINMARCH 19, 2026 18:35Updated: MARCH 19, 2026 18:42

A US F-35 fighter jet was forced to make an emergency landing at a US air base in the Middle East after being struck by what is believed to be Iranian fire, CNN reported on Thursday, citing two sources familiar with the matter. 

Iranian media claimed the IRGC was behind the hit shortly after.

According to Capt. Tim Hawkins, a spokesperson for US Central Command, the F-35 was „flying a combat mission over Iran” when it was struck and was forced to make an emergency landing.

„The aircraft landed safely, and the pilot is in stable condition,” CNN quoted Hawkins as saying.

„The incident is under investigation,” Hawkins added.

An IAF F-35 participates in Operation Roaring Lion, March 5, 2026.
An IAF F-35 participates in Operation Roaring Lion, March 5, 2026. (credit: ISRAEL AIR FORCE)

F-35s used by Israel, US military

This would be the first time Iran has hit a US aircraft in the war. Both the US and Israeli air forces are using F-35s, which are fifth-generation stealth jets costing upwards of $100 million. 

This comes after US Secretary of Defense Pete Hegseth said that Iran’s air defenses had been „flattened” in a Pentagon briefing Thursday morning and promised that the day would be „the largest strike package yet.”

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Iran i zmierzch cywilizacji

Iran i zmierzch cywilizacji

Andrzej Madejewski


salon24.pl/iran-i-zmierzch-cywilizacji

Najpierw Strefa Gazy i mordowanie dzieci – świat milczał. Teraz dramat z dziewczynkami w Iranie i dalej milczy. Następnym razem świat nie będzie milczeć, tylko wyć z bólu zagłady, ale będzie już za późno Obojętność na zło to jego potęgowanie. Milcz, a wtedy przyjdą demony wojny po ciebie!

W marcu 2026 roku ludzkość przekroczyła próg, zza którego nie ma już powrotu do cywilizacyjnego ładu. Eskalacja konfliktu w Iranie, zapoczątkowana operacjami „Epic Fury” i „Roaring Lion”, stanowi moment krytyczny, w którym mechanizmy historii przestały służyć przetrwaniu, a stały się narzędziem globalnej eutanazji. To nie jest jedynie lokalna wojna o zasoby czy strefy wpływów, lecz rzeczywisty, materialny Armagedon, wynikający z połączenia technicznego nihilizmu Zachodu z eschatologicznym fanatyzmem Wschodu. Obserwujemy właśnie finalny etap dekompozycji gatunku, który własny geniusz technologiczny obrócił przeciwko samej idei istnienia.

Współczesna machina wojenna, operująca w oparciu o autonomiczne algorytmy i bezduszną precyzję uderzeń, doprowadziła do całkowitej dehumanizacji destrukcji. Śmierć ajatollaha Alego Chameneia i następujący po niej chaos stały się jedynie danymi w procesorach systemów kierowania ogniem. Filozoficzna „banalność zła” Hannah Arendt osiągnęła swoją ostateczną, cyfrową formę, w której unicestwienie całych społeczeństw odbywa się z matematyczną obojętnością. Ta sterylność współczesnej rzezi jest najbardziej przerażającym sygnałem końca. Gdy decydenci zostają odcięci od fizycznego wymiaru cierpienia przez ekrany wysokiej rozdzielczości, znika ostatnia bariera powstrzymująca ludzkość przed samounicestwieniem.

Polityczny porządek świata, budowany od pokoju westfalskiego, uległ ostatecznemu spopieleniu w płomieniach nad Teheranem. Atak przeprowadzony z pominięciem jakichkolwiek struktur międzynarodowych sankcjonuje powrót do pierwotnego stanu natury, w którym jedynym prawem jest prawo totalnego zniszczenia. Jednak w 2026 roku stan natury jest uzbrojony w głowice jądrowe i broń hipersoniczną. Iran, realizując strategię asymetrycznego Armagedonu poprzez blokadę cieśniny Ormuz i uderzenia odwetowe w infrastrukturę krytyczną świata, domyka pułapkę, w którą ludzkość wpędziła się sama. Globalny krwiobieg ekonomiczny został przerwany, co nieuchronnie prowadzi do gwałtownego gnicia struktur państwowych w Europie i Azji.

Z perspektywy eschatologicznej zderzenie to ma charakter ostateczny. Po jednej stronie stoi technokratyczny mesjanizm, wierzący w możliwość zaprowadzenia „ładu” poprzez chirurgiczną eksterminację oporu, po drugiej zaś religijny fatalizm, dla którego zniszczenie świata jest pożądanym etapem przejścia. Gdy obie strony konfliktu operują w kategoriach absolutnego zła i dobra, dyplomacja staje się jedynie formą kapitulacji, a jedyną logiczną ścieżką pozostaje totalna anihilacja przeciwnika. To właśnie ta niemożliwość kompromisu, wpisana w tkankę obu ideologii, czyni obecną wojnę początkiem końca ludzkości.

Kruchość naszej cywilizacji objawia się teraz w pełnej jaskrawości. Armagedon nie musi być nagłym błyskiem na horyzoncie, lecz procesem nieuchronnego rozpadu wszystkiego, co definiowało nas jako istoty społeczne. Głód energetyczny, upadek systemów finansowych i masowe migracje wywołane pożogą na Bliskim Wschodzie zamienią metropolie w pola bitew o przetrwanie. To, co nazywaliśmy postępem, okazało się jedynie budowaniem coraz wyższego rusztowania pod szubienicę gatunku.

Wojna w Iranie to moment, w którym historia przestała być procesem, a stała się wyrokiem. Ludzkość, wyposażona w boską moc niszczenia przy jednoczesnym zachowaniu niemowlęcej niedojrzałości politycznej, skazała się na niebyt. Każda kolejna rakieta spadająca na irańską ziemię jest gwoździem do trumny cywilizacji, która nie potrafiła udźwignąć ciężaru własnej potęgi. Stoimy u kresu, patrząc, jak światło rozumu gaśnie w oślepiającym blasku eksplozji, kończących krótki i krwawy sen o panowaniu nad materią.

Świat w chaosie. Lekcje dla Trumpa

salon24/dziobaty/swiat-w-chaosie-wedlug-raya-dario-lekcje-dla-donalda-trumpa

Świat w chaosie według Raya Dario. Lekcje dla Donalda Trumpa

Dziobaty


Ray Dalio jest miliarderem i założycielem największego funduszu hedgingowego na świecie — Bridgewater Associates... Dario ostrzega, przed wielkim chaosem na świecie i rozpadem powojenny porządku globalnego. W najnowszym eseju „Koniec Pax Americana” z 13 marca 2026 roku, na platformie LinkedIn przekonuje, że świat wszedł w fazę „wielkiego nieporządku”, w której dominują konflikty mocarstw, chaos gospodarczy i zasada siły zamiast reguł. Pisze o tym Fortune z 16 marca 2026.

W sporo starszym poście umieszczonym na LinkedIn w 2023 roku, Ray Dalio napisał w że jest apolityczny, ale uważa się za „silnego, ponadpartyjnego umiarkowanego.”  Argumentował, że walka o przyszłość USA nie toczy się między Republikanami a Demokratami, lecz między umiarkowanymi a ekstremistami... Rzeczywiście, Dario do żadnej amerykańskiej partii nie należy, ale jak na dobrego biznesmana przystało, kieruje się zdrowym rozsądkiem sponsorując  „jedynych posłusznych linii partii” polityków… Jest to o tyle ważne, że finansista Ray Dario, wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki gospodarczej i społecznej prezydenta Donalda Trumpa… Czy uważa Trumpa za ekstremistę?

W ostatnim tekście oraz powiązanych ostatnich publikacjach z 2026 roku Dario analizuje koncepcję „Wielkiego Cyklu” — modelu opisującego wzloty i upadki imperiów. Jego zdaniem znajdujemy się obecnie w „Szóstej Fazie”, przypominającej lata 30. XX w. Wówczas kryzysy zadłużeniowe, protekcjonizm, nacjonalizm i ekstremizmy polityczne doprowadziły do II wojny Światowej … Dalio podkreśla, że wielkie konflikty często zaczynają się od napięć ekonomicznych – wojen handlowych, zamrażania aktywów, sankcji i embarg. Dziś obserwujemy „wojny kapitałowe”, w których restrykcje finansowe stają się pierwszą linią starcia. Najgroźniejszym punktem zapalnym pozostaje rywalizacja USA–Chiny o Tajwan, dochodzi wojna o atom i ropę naftową z Iranem; w cieniu pozostaje wojna Rosji z Ukrainą — są to konflikty, które mają zarówno militarny, jak i finansowy wymiar i które powodują rosnącą polaryzację między mocarstwami.

Dalio wcześniej ostrzegał przed kryzysem finansowym w 2008 r.; teraz apeluje o ostrożność. W jego ocenie w czasach geopolitycznego starcia i wysokiego zadłużenia największym zagrożeniem dla majątku jest inflacja oraz utrata zaufania do instytucji. Dlatego zamiast polegać wyłącznie na walutach fiducjarnych czy cyfrowych aktywach, rekomenduje realne zabezpieczenie kapitału… Standard złota został w USA zawieszony w USA w 1971 r. – w obliczu narastającej niestabilności dolara Dalio zaleca redukcję zadłużenia oraz zwiększenie udziału złota w portfelu. Jego zdaniem wojny i kryzysy są finansowane przez dodruk pieniądza i wzrost długu publicznego, co prowadzi do osłabienia walut i obligacji. Złoto jako zasób trwały i ograniczony; ma według niego chronić wartość majątku w czasach inflacji i kryzysów systemowych… Warto jednak wiedzieć, że  chociaż w 2024 roku oficjalne rezerwy złota w Stanach Zjednoczonych były prawie 4 x  większe niż w Chinach, w tym samym roku  Chiny wyprodukowały około 380 ton metrycznych złota, a USA około 160 ton. Produkcja złota w USA od 2017 roku systematycznie spada.

Bridgewater Dario jest również sceptyczny wobec kryptowalut. Uważa, że mogą one zwiększać kontrolę państw nad przepływem pieniędzy i ograniczać prywatność użytkowników – w jego ocenie cyfrowe eksperymenty monetarne nie dają takiej trwałości jak fizyczne aktywa…. Donald Trump w pełni przyjął Bitcoina i kryptowaluty, co jest zwrotem w stosunku do jego pierwszej kadencji … Obecnie wyraźnie identyfikuje się jako „Crypto President” i chce uczynić USA „światową stolicą kryptowalut” i centralnym elementem swojej platformy gospodarczej….

Dario zgadza się z Trumpem że chce on osłabić i odsunąć świat od dolara, bo jako waluta fiat zawsze będzie gospodarce dodawać minusy…. Świat się podzielił; Trump zapewnia, że zachodnia półkula jest strefą amerykańską i  reindustrializacja USA jest jej dużą częścią. Według Trumpa wszystkie jego ruchy są częścią tego planu… Globalizm jest praktycznie martwy, ale to nie oznacza zniknięcia handlu, lecz w przyszłości selektywne umowy handlowe i ochronne … Klasa średnia ma problemy od około 1980 roku, a globalizm przynosił największe korzyści 1-5%  elitom… Chiny z mapy świata nie znikną i pozostaną największym wrogiem Stanów Zjednoczonych, mając za plecami Rosję i Iran… Europa przestaje być sojusznikiem.

Dalio opisał USA jako zmierzające pod rządami Trumpa w stronę autokracji w stylu lat 30. Wskazuje na wzmożoną interwencję państwa administracji w sektorze prywatnym — na przykład przejmowanie udziałów w prywatnych firmach takich jak Intel — jako dowód na „silne autokratyczne przywództwo” mające przejąć kontrolę nad gospodarką.

Początkowo Dalio postrzegał politykę pro-biznesową i obniżki podatków Trumpa jako stymulujące wzrost; później ostrzegał, że korzyści te mogą zostać zniwelowane przez  „szkodliwe skutki” populistycznych i protekcjonistycznych agend. Wyraźnie ostrzegł, że droga gospodarcza Trumpa może prowadzić do „czegoś gorszego niż recesja”, jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana.

Dalio postrzega politykę zagraniczną Trumpa „America First” jako znak końca powojennego porządku światowego opartego na zasadach po II wojnie światowej… czy sugeruje zalety nowej „żelaznej kurtyny”? … Wyraził głębokie zaniepokojenie, że styl polityki Trumpa pogłębia wewnętrzne podziały.. . Ocenił ryzyko ” wojny domowej” jako wysokie ze względu na te spolaryzowane warunki… Kto jeszcze przyczynia się do polaryzacji warunków w walce o władzę, Dalio nie wspomina.

Dalio uważa cła Trumpa za „pragmatyczne” w budowaniu samowystarczalności wewnętrznej w nieprzyjaznym klimacie globalnym… nazwał je też wysoce zakłócającymi globalny system produkcyjny… Dario jednocześnie „zapala świeczkę i gasi ogarek”. Komu zapala, komu gasi, zależy od kursów giełdowych.

Dalio utrzymuje, że nie ocenia Trumpa moralnie, lecz jedynie opisuje „zależności przyczynowo-skutkowe” jego polityki oparte na cyklach historycznych… Właściwie – jak Dalio ocenia Trumpa? … W swojej ostatniej publikacji napisał –„Teraz jest jasne, że Donald Trump i jego wyborcy reformują rząd i kraj, niczym korporacyjny rajder prowadzący wrogie przejęcie nieefektywnej firmy”.

Jako gracz który zawsze gra na zwiększenie swoich akcji na giełdzie, Ray Dario na pewno wie co mówi.

Trzaskowski chce wywiesić flagi LGBT w każdej dzielnicy.


Fundacja Pro-Prawo do Życia
Miasto Warszawa, zarządzane przez antypolską koalicję Trzaskowskiego i Tuska, rozpoczęło już przygotowania do obchodów „dumy gejowskiej” w czerwcu. Wedle relacji medialnych, w każdej dzielnicy Warszawy ma zawisnąć co najmniej jedna tęczowa flaga LGBT w miejscu publicznym. Oprócz tego, za 700 000 zł z pieniędzy podatników ma zostać odbudowana bluźniercza „tęcza” na Placu Zbawiciela. Ma się to odbyć w ramach ramach projektu zgłoszonego przez aktywistów LGBT do budżetu obywatelskiego, na który zagłosowało 6 811 mieszkańców Warszawy (z ponad 1,8 miliona ogółu mieszkańców stolicy). 
Zarządcy Warszawy chcą w ten sposób dać również sygnał włodarzom innych miast w Polsce – róbcie to samo w swoich miejscowościach. Jeżeli nie będzie naszej reakcji, symbole homoseksualnego aktywizmu zawisną w całym kraju. Krzykliwa, zorganizowana i dofinansowana z rządu oraz zagranicy mniejszość po raz kolejny usiłuje narzucić swoją ideologię większości. Celem tych działań są przede wszystkim dzieci i młodzież – chodzi o oswojenie młodych Polaków z rozwiązłością, homoseksualnym stylem życia, aktywizmem homoseksualnym i bezdzietnością. 
Zło, które nie napotyka na opór, rośnie w siłę i pochłania kolejne ofiary. Jest wielu Polaków świadomych sytuacji, którzy nie zgadzają się na deprawację dzieci i niszczenie kraju. Są jednak bierni, zastraszeni lub nie wiedzą co robić. Naszym zadaniem jest wybudzić takie osoby z letargu, zmobilizować do działania i dać konkretne możliwości włączenia się do walki o życie i dalsze losy ojczyzny. Przede wszystkim – skoro zgorszenie odbywa się publicznie, to reakcja i odpowiedź również musi być publiczna.Dlatego już w sobotę 28 marca nasza Fundacja organizuje w Warszawie publiczną Drogę Krzyżową ulicami miasta (zaczynamy pod kancelarią Donalda Tuska) w intencji ratowania dzieci i ojczyzny.

Równolegle, w całym kraju nasi wolontariusze organizują publiczne różańce i uliczne akcje informacyjne. Tylko w marcu planujemy takie wydarzenia w ponad 80 miastach i miejscowościach w Polsce. W kolejnych miesiącach chcemy przeprowadzić takie kampanie w setkach kolejnych miast, w tym w Warszawie.

Aby to wszystko było możliwe, potrzebne jest Pana wsparcie i zaangażowanie.

Nie dostajemy dotacji od rządu i wielkich korporacji. Możemy dalej działać tylko dzięki stałemu i regularnemu wsparciu naszych darczyńców.

Na co konkretnie potrzebna jest obecnie Pana pomoc?

– organizację publicznej Drogi Krzyżowej ulicami Warszawy (m.in. druk plakatów i zaproszeń, transport, wynajem autokarów – aby mogło wziąć udział jak najwięcej osób z całego kraju),

– zakup nowych banerów i akcesoriów dla wolontariuszy do użycia w trakcie ulicznych różańców i akcji informacyjnych,

– paliwo dla naszych koordynatorów, aby mogli dojechać do kilkudziesięciu kolejnych miejscowości i wesprzeć organizację kampanii ulicznych,

– ochronę prawną dla naszych wolontariuszy, nieustannie wzywanych na przesłuchania i rozprawy sądowe (miesięczny koszt działań prawnych to dla nas wydatek ponad 10 000 zł).

Antypolska koalicja polityków, mediów i aktywistów liczy na naszą bierność i brak aktywności. Chcą, abyśmy zamknęli się w domach lub salkach parafialnych i tam narzekali we własnym gronie jak bardzo zła jest sytuacja. Nie możemy tak robić – prawdę trzeba mówić głośno i otwarcie, a docierać trzeba publicznie do osób nieprzekonanych – aby przebudzić ich sumienia i ukształtować ich świadomość.

Razem możemy zorganizować akcje w kolejnych miastach. Liczę na Pana pomoc.
WPŁACAM
Konto Fundacji do darowizn: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 PruszkówZ wyrazami szacunku, 

Mariusz DzierżawskiPodpis e-maila: Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia
Fundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego OPP.

Wojna bez frontu – Chiny budują przewagę, a inni się wykrwawiają

Wojna bez frontu – Chiny budują przewagę, a inni się wykrwawiają

Andrzej Ro


salon24/wojna-bez-frontu-chiny-buduja-przewage-a-inni-sie-wykrwawiaja

Świat patrzy na mapy frontów — Donbas, Gaza, Cieśnina Ormuz — i widzi chaos, napięcia, kolejne eskalacje. Ale prawdziwa oś tej gry przebiega gdzie indziej. Chiny nie potrzebują czołgów ani lotniskowców na tych frontach, żeby wygrywać. Wystarczy, że inni się angażują, wydają pieniądze, zużywają zasoby i polityczną energię. W tym samym czasie Pekin spokojnie robi swoje: produkuje, sprzedaje, zabezpiecza surowce i buduje zależności po obu stronach konfliktów. To nie jest przypadek ani „neutralność” — to strategia, w której wojna staje się narzędziem ekonomicznym. Im dłużej trwa, tym większy rachunek płaci ktoś inny — i tym większe zyski inkasuje ten, kto stoi z boku.

Chiny i strategia wojen proxy jako narzędzie osłabiania Zachodu

Współczesne Chiny nie prowadzą wojny w klasycznym sensie. Nie wysyłają armii na fronty Europy ani Bliskiego Wschodu, nie ogłaszają mobilizacji i nie wchodzą w bezpośrednią konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. A jednak coraz więcej analiz strategicznych wskazuje, że Pekin prowadzi własną formę konfliktu — rozciągniętą w czasie, wielowarstwową i opartą na mechanizmie wojen proxy, które pozwalają osiągać cele bez ponoszenia kosztów bezpośredniej konfrontacji.

To nie jest przypadek, lecz konsekwentna strategia. Chiny doskonale rozumieją, że największą słabością Zachodu nie jest brak technologii, armii czy pieniędzy, lecz strukturalna podatność na długotrwałe konflikty rozpraszające zasoby. Każda wojna, w którą angażują się państwa zachodnie, oznacza miliardy dolarów wydawanych poza własnym systemem gospodarczym, polityczne napięcia wewnętrzne oraz erozję społecznego poparcia dla długoterminowej strategii. Z perspektywy Pekinu to idealny scenariusz: Zachód zużywa własną energię, podczas gdy Chiny mogą koncentrować się na budowaniu przewagi przemysłowej, technologicznej i geopolitycznej.

W tym kontekście pojęcie „wojny chińskiej” nie oznacza klasycznej wojny prowadzonej przez armię, lecz systemowe zarządzanie konfliktami innych państw w taki sposób, aby przynosiły one strategiczne korzyści Pekinowi. Wojna proxy staje się tu narzędziem — nie w sensie bezpośredniego sterowania, lecz w sensie wykorzystania istniejących napięć, wzmacniania określonych aktorów i pozwalania, by konflikt rozwijał się w sposób korzystny dla chińskich interesów.

Kluczowe jest to, że Chiny nie muszą „wygrywać” tych konfliktów. Wystarczy, że trwają. Długotrwałość staje się wartością samą w sobie. Im dłużej Zachód jest zaangażowany finansowo, militarnie i politycznie w kolejne kryzysy, tym mniej zasobów pozostaje mu na kluczowy dla XXI wieku region Indo-Pacyfiku. To właśnie tam rozstrzyga się realna równowaga sił — i to tam Pekin chce uzyskać przewagę, szczególnie w kontekście Tajwanu i kontroli nad pierwszym łańcuchem wysp.

Strategia ta ma również wymiar ekonomiczny. Wojny proxy działają jak gigantyczny mechanizm transferu kapitału. Zachód finansuje konflikty, odbudowę, pomoc wojskową i humanitarną, podczas gdy Chiny często pozostają poza bezpośrednimi kosztami, jednocześnie korzystając z destabilizacji rynków surowcowych, przejmując tańsze zasoby lub budując zależności gospodarcze z państwami osłabionymi konfliktem. To model, w którym jedna strona ponosi koszty, a druga akumuluje korzyści.

Nie mniej istotny jest wymiar psychologiczny. Każdy kolejny konflikt, każda eskalacja, każdy kryzys buduje w społeczeństwach zachodnich poczucie zmęczenia i niepewności. Pojawia się pytanie: ile jeszcze wojen jesteśmy w stanie finansować? Czy warto angażować się w kolejne regiony świata? Czy nie lepiej skupić się na sobie? Właśnie w tym miejscu strategia wojen proxy zaczyna przynosić najważniejszy efekt — nie na polu bitwy, lecz w świadomości społecznej. Osłabienie woli działania Zachodu jest równie cenne jak jakiekolwiek zwycięstwo militarne.

Chiny prowadzą więc konflikt innego rodzaju — konflikt o strukturę świata, o kierunek przepływu zasobów, o zdolność przeciwnika do koncentracji i działania. Nie jest to wojna widoczna na mapach frontów, ale jej skutki są realne: rozproszenie uwagi Stanów Zjednoczonych, podziały w Europie, napięcia w globalnym systemie gospodarczym. W tym sensie wojna chińska już trwa. Nie w formie czołgów i rakiet, lecz w formie strategii, która pozwala wykorzystywać cudze konflikty jako własne narzędzie.

Pierwsza chińska wojna proxy – atak Rosji na Ukrainę

Jeśli spojrzeć na wojnę Rosji z Ukrainą wyłącznie przez pryzmat Moskwy i Kijowa, zobaczymy klasyczny konflikt militarny. Jeśli jednak spojrzeć szerzej — przez pryzmat globalnej rywalizacji systemowej — zaczyna wyłaniać się zupełnie inny obraz: wojna, która dla Chin stała się pierwszą wielką wojną proxy przeciwko Zachodowi. Jednak mechanizm jej jest znacznie bardziej wyrafinowany.

Chiny od lat budowały strategiczne partnerstwo z Rosją, wzmacniały jej pozycję jako przeciwwagi dla Zachodu, a jednocześnie tworzyły system zależności gospodarczych i politycznych, który w momencie kryzysu pozwolił im przejąć rolę cichego beneficjenta konfliktu. Wojna wybuchła jako decyzja Kremla — ale jej konsekwencje zostały w dużej mierze „skonsumowane” przez Pekin.

Najważniejszy efekt tej wojny nie rozgrywa się na froncie, lecz w strukturze globalnych zależności. Rosja, odcięta od Zachodu, została w praktyce wypchnięta w kierunku Chin. Surowce energetyczne sprzedawane są z dyskontem, technologie importowane są z Azji, a relacja, która jeszcze dekadę temu miała charakter partnerski, coraz bardziej przypomina asymetryczną zależność. Rosja, która miała być samodzielnym biegunem siły, staje się zapleczem surowcowym i strategicznym dla Chin.

Jednocześnie Zachód wszedł w konflikt pełną skalą swoich zasobów. Setki miliardów dolarów wydanych na pomoc wojskową i finansową, ogromne zaangażowanie polityczne, napięcia wewnętrzne w Europie i USA — wszystko to tworzy dokładnie ten scenariusz, który z punktu widzenia Pekinu jest najbardziej korzystny. Wojna nie musi być wygrana przez Rosję. Wystarczy, że trwa i angażuje Zachód.

Europa znalazła się w sytuacji strategicznego uzależnienia od decyzji wojennych. Z jednej strony wspiera Ukrainę, z drugiej ponosi koszty gospodarcze — od kryzysu energetycznego po spowolnienie wzrostu. W tym samym czasie Chiny mogą spokojnie rozwijać własną gospodarkę, zabezpieczać dostęp do surowców i budować globalne wpływy, nie ponosząc bezpośrednich kosztów konfliktu. To klasyczny mechanizm wojny proxy: jedna strona walczy i płaci, druga obserwuje i korzysta.

Nie bez znaczenia jest również wymiar polityczny. Wojna w Ukrainie ujawniła głębokie podziały w obrębie Zachodu i między Zachodem a tzw. globalnym Południem. W wielu krajach Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej narracja nie jest jednoznacznie prozachodnia. Chiny wykorzystują to, prezentując się jako alternatywny biegun stabilności i partner niewchodzący w bezpośrednie konflikty militarne. W rzeczywistości jednak korzystają z faktu, że ich główny konkurent jest uwikłany w kosztowną wojnę.

Kluczowy jest jeszcze jeden aspekt – czas. Wojna Rosja–Ukraina stała się konfliktem długotrwałym, a właśnie taki scenariusz jest dla Chin najbardziej korzystny. Każdy kolejny rok oznacza dalsze zużycie zasobów Zachodu, dalsze uzależnianie Rosji od Pekinu i dalsze przesuwanie globalnego środka ciężkości w stronę Azji. To nie jest szybka rozgrywka — to proces strategicznego wyczerpywania przeciwnika.

W tym sensie atak Rosji na Ukrainę można postrzegać jako pierwszą dużą wojnę proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej” przeciwko Zachodowi. Nie dlatego, że Chiny ją rozpoczęły, ale dlatego, że potrafiły przekształcić jej konsekwencje w trwałą przewagę strategiczną. Najważniejsze pytanie brzmi dziś nie „kto wygra tę wojnę”, lecz „kto najbardziej skorzysta na jej długotrwałości”. A odpowiedź na to pytanie coraz częściej wskazuje nie na Moskwę ani Kijów, lecz na Pekin.

Druga wielka chińska wojna proxy – Bliski Wschód

Z perspektywy Pekinu idealnym scenariuszem byłoby wciągnięcie Stanów Zjednoczonych w kolejną długotrwałą wojnę proxy jak najdalej od Azji — najlepiej na własnym „podwórku” Ameryki. W tym sensie Wenezuela wydawała się miejscem niemal modelowym. Kryzys gospodarczy, napięcia polityczne, ogromne zasoby surowcowe, obecność wpływów rosyjskich i chińskich — wszystko to tworzyło potencjał do eskalacji, która mogłaby zmusić USA do bezpośredniego zaangażowania. Taki scenariusz jednak się nie zmaterializował. Amerykańskie instytucje zareagowały relatywnie spójnie, unikając wejścia w otwarty konflikt, który mógłby przerodzić się w kolejną kosztowną operację zagraniczną.

To niepowodzenie nie oznaczało jednak porzucenia strategii. Wręcz przeciwnie — pokazało Pekinowi, gdzie Zachód jest bardziej podatny na wciągnięcie w konflikt. Tym miejscem okazał się Bliski Wschód.

Region ten od dekad stanowi epicentrum napięć geopolitycznych, gdzie lokalne konflikty bardzo łatwo eskalują do poziomu globalnego. Dla Chin to środowisko idealne: złożone, wielowarstwowe, pełne historycznych antagonizmów i jednocześnie kluczowe dla globalnej energetyki. Każde większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w tym regionie automatycznie oznacza rozproszenie ich uwagi i zasobów — dokładnie to, na czym Pekinowi najbardziej zależy.

W przeciwieństwie do Europy, gdzie Zachód jest bezpośrednio zaangażowany w konflikt ukraiński, Bliski Wschód daje możliwość stworzenia drugiego, równoległego frontu obciążenia. To już nie jest jeden konflikt absorbujący zasoby, lecz dwa jednoczesne wektory presji. W takim układzie nawet największe mocarstwo zaczyna odczuwać ograniczenia — finansowe, militarne i polityczne.

Z punktu widzenia Chin kluczowe jest to, że Bliski Wschód nie wymaga bezpośredniej interwencji Pekinu. Wystarczy, że konflikt eskaluje między lokalnymi aktorami, a Stany Zjednoczone — ze względu na swoje zobowiązania sojusznicze i strategiczne interesy — zostaną zmuszone do zaangażowania. To klasyczny mechanizm wojny proxy: konflikt nie jest „chiński” w sensie formalnym, ale jego skutki są dla Chin korzystne.

Równolegle Pekin buduje swoją pozycję w regionie jako „racjonalnego partnera”, który nie angażuje się militarnie, lecz oferuje współpracę gospodarczą, inwestycje i stabilność. W praktyce oznacza to sytuację, w której Zachód ponosi koszty bezpieczeństwa, a Chiny budują wpływy ekonomiczne. To asymetria, która w dłuższej perspektywie może mieć ogromne znaczenie.

Nie można też pominąć wymiaru energetycznego. Destabilizacja Bliskiego Wschodu wpływa na globalne ceny surowców i łańcuchy dostaw, co uderza przede wszystkim w gospodarki zachodnie. Chiny, dzięki swojej skali i zdolności do długoterminowego kontraktowania surowców, są w stanie lepiej amortyzować te wstrząsy, a nawet wykorzystywać je do negocjowania korzystniejszych warunków. To kolejny przykład, jak wojna proxy przenosi się z pola militarnego na pole gospodarcze.

Najważniejszy jest jednak efekt strategiczny. Jeśli Stany Zjednoczone zostaną na trwałe uwikłane w dwa duże konflikty — w Europie i na Bliskim Wschodzie — ich zdolność do koncentracji sił w regionie Indo-Pacyfiku znacząco spadnie. A to właśnie tam rozgrywa się kluczowa dla Chin kwestia: Tajwan i kontrola nad pierwszym łańcuchem wysp.

W tym sensie Bliski Wschód staje się drugą wielką wojną proxy w ramach szerszej „wojny chińskiej”. Nie dlatego, że Chiny prowadzą tam działania militarne, lecz dlatego, że konflikt w tym regionie idealnie wpisuje się w ich strategiczny cel: rozproszyć, osłabić i zaangażować Zachód wszędzie — poza miejscem, gdzie rozstrzyga się przyszłość globalnego układu sił. Dwie wojny proxy, dwa fronty obciążenia, jeden beneficjent, który pozostaje poza bezpośrednim polem walki. Właśnie tak wygląda współczesna geopolityka widziana z Pekinu.

Konkluzja strategiczna

W obu opisanych konfliktach powtarza się ten sam mechanizm: Chiny nie są stroną wojny, a mimo to konsekwentnie budują na niej swoją przewagę. To nie jest przypadkowy efekt uboczny — to model działania.

Pekin funkcjonuje jednocześnie po obu stronach globalnych napięć gospodarczych. W przypadku wojny w Europie handel i przepływy technologiczne oraz komponentowe obejmują zarówno państwa Zachodu, jak i Rosję (często pośrednio, przez państwa trzecie), a globalne łańcuchy dostaw pozostają w dużej mierze uzależnione od chińskiej produkcji. W efekcie niezależnie od tego, która strona zwiększa wydatki — na zbrojenia, odbudowę czy logistykę — część tych środków wraca do Chin w postaci zamówień przemysłowych.

Podobny schemat widać na Bliskim Wschodzie. Chiny utrzymują relacje gospodarcze z Iranem, jednocześnie rozwijając intensywną współpracę z krajami Zatoki Perskiej i szerzej — ze światem arabskim. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych nie są postrzegane jako aktor militarny w regionie, co pozwala im działać elastycznie i pragmatycznie. Sprzedają, inwestują, budują infrastrukturę — niezależnie od napięć między lokalnymi rywalami.

Najważniejszy jest jednak poziom systemowy. Każda wojna proxy oznacza ogromne przepływy kapitału — miliardy wydawane przez Zachód na uzbrojenie, wsparcie, stabilizację. W dużej mierze są to środki, które nie wzmacniają bezpośrednio potencjału gospodarczego państw zachodnich, lecz są „spalane” w konflikcie. Tymczasem Chiny pozostają głównym zapleczem produkcyjnym świata. W efekcie globalny system działa w sposób asymetryczny: jedna strona konsumuje zasoby, druga je akumuluje.

Równie istotny jest wymiar surowcowy. Potencjalne ryzyko zakłóceń dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej, które dla wielu gospodarek byłoby krytyczne, dla Chin ma zupełnie inny charakter. Pekin zbudował alternatywne kanały dostaw — przede wszystkim poprzez zwiększony import surowców z Rosji, często na warunkach znacznie korzystniejszych niż rynkowe. Oznacza to, że nawet destabilizacja jednego kierunku dostaw nie paraliżuje systemu, lecz staje się elementem gry negocjacyjnej.

W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której ryzyko geopolityczne przestaje być dla Chin wyłącznie zagrożeniem, a zaczyna być narzędziem. Wahania cen surowców, zmiany kierunków handlu, napięcia polityczne — wszystko to można wykorzystać do wzmacniania własnej pozycji, jeśli posiada się odpowiednią skalę, elastyczność i alternatywy.

Co więcej, w wielu przypadkach przepływy handlowe nie są w pełni transparentne. Sieci pośredników, reeksport, „szare strefy” handlu technologicznego i surowcowego powodują, że granice między stronami konfliktu stają się ekonomicznie rozmyte. W tym środowisku Chiny funkcjonują wyjątkowo sprawnie, wykorzystując globalizację nawet wtedy, gdy inni zaczynają się z niej wycofywać.

Ostatecznie powstaje paradoks: im więcej konfliktów, tym większa rola państwa, które w nich bezpośrednio nie uczestniczy. Chiny nie muszą wygrywać bitew, bo ich strategia nie dotyczy pola walki. Dotyczy przepływu zasobów, kontroli produkcji i zdolności do przetrwania w warunkach niestabilności.

Dlatego w długiej perspektywie to właśnie Pekin okazuje się największym beneficjentem swych współczesnych wojen proxy. Nie dlatego, że je prowadzi, lecz dlatego, że potrafi funkcjonować ponad nimi — czerpiąc korzyści zarówno z ich istnienia, jak i z ich przedłużania.

Zapiszcie to w historii…

ww 20 III.

⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj na świecie trafił F-35.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj upokorzył Amerykę w Cieśninie Ormuz, czyniąc ją bezradną i zmuszoną do szukania pomocy.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj sprawił, że Żelazna Kopuła okazała się jedynie dziurawą bańką.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj zniszczył większość amerykańskich baz wojskowych w regionie.
⚡️ Zapiszcie to w historii… zdobył szacunek świata za obronę ziemi, nauki i geografii.


= Oto supermocarstwo na Ziemi w regionie Bliskiego Wschodu.
#wojna_z_Iranem
#Tel_Awiw_płonie 

Tumany Tuska


Tumany Tuska 12/2026(766)

Małgorzata Todd <mtodd@mtodd.pl>


     Czego tumany nie rozumiecie? Po to macie rząd tumanów, żeby rządził tumanami. Od myślenia są Niemcy, którzy wywołali i przegrali dwie wojny światowe. Ale dużo ich to nauczyło. Teraz, jak się Polacy zadłużą na pokolenia u niemieckich bankierów i sfinansujemy Niemcom kolejną wojnę, to może uda im się wygrać wreszcie  trzecią światową. Nie wolno przecież pozbawiać ich złudzeń.

     Komuch na stanowisku Marszałka Sejmu bredzi o patriotyzmie nie dopuszczając jednocześnie do procedowania tego, co dla Polaków ważne. Ma czelność nie poddawać się obowiązkowej kontroli ABW. Co, jak nie lewe interesy z Kremlem go powstrzymują? 
 Prokurator generalny ukrywa swój majątek, bo gołym okiem widać, że nie mógł on  pochodzić z legalnych źródeł. Tumanom to nie przeszkadza. Jak umiał bezkarnie ukraść, to mądry facet. Ale gdyby do władzy doszli kiedyś uczciwi ludzie, to muszą zastać puste szafy, wymiecione z tuskowych afer. 

     Po to wybraliście szwabski rząd, żeby was oszwabiał na każdym kroku. 

Dotarło? Tumany Tuska!

=============================================

  1. Bujdy objawione

‒ Czy jest jakaś granica bzdur? – spytała Małgorzata, przeglądając internetowe obrazki.

‒ Masz na myśli te fruwające głazy, na których mieszkają podobno ludzie? – dopytał DUCH CZASU.

‒ Tak, bo kosmici zdają się tracić na popularności.

‒ Dawniej, kiedy ignorancja nie była powodem do dumy, ludzie mieli jakąś podstawową wiedzę o otaczającym ich świecie.

‒ „Jeden z dziesięciu” nadal ją ma.

‒ Ale już jeden, na dziesięciu pytanych przechodniów nie wie nawet ile dni ma rok.

‒ Jak będzie potrzebował, to sobie wy-gugla. A wracając, do tego teleturnieju, to największą szanse ma ten, kto wylosował piątkę, bo najrzadziej jest pytany, chociaż nie zawsze umie z tej szansy skorzystać.

‒ Tak? Będę musiał się uważniej przyjrzeć.

‒ A wracając do zasady, to obawiam się, że chodzi o nadprodukcję zakutych łbów, bo takim można wcisnąć każdą bujdę jako prawdę objawioną.

USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

Escobar: USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.

W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.

Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.

Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.

Ostateczna eskalacja: atak na South Parks

Escobar stanowczo podkreśla, że ​​ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.

Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).

Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.

Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.

Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.

Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.

Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.

Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]

Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).

Bez drogi powrotnej: Cena wojny totalnej

Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.

Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.

Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.

Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.

Cieśnina Ormuz: Iran wprowadza nowe zasady

Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.

Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.

Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.

Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.

BRICS w kryzysie: zdrada i upadek

Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.

Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że ​​sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.

Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:

  • Modi uległ naciskom Trumpa i zmniejszył import rosyjskiej ropy, powracając później do pierwotnego planu – ale teraz Rosja nie przyznaje żadnych zniżek, jedynie ceny spot.
  • 48 godzin przed „uderzeniem dekapitacyjnym” przeciwko Iranowi (28 lutego 2026 r.) Modi odwiedził Izrael, nazywając go „ojczyzną”, a Indie „ojczyzną” – otwartym sojuszem z „Syndykatem Osi”.

Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.

Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”

Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.

BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.

BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.

Perspektywy: Świat na krawędzi

Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.

Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.

Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.

Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.

Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.

Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.

Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych.

Pepe Escobar

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Atak na irańskie pole gazowe Południowy Pars – największe na świecie – stanowi ostateczną eskalację.

Neokaligula, w swoim typowym tchórzliwym i pyskatym „prawdopodobnie społecznym” trybie, desperacko próbuje zrzucić winę na kult śmierci w Azji Zachodniej i uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności: twierdzi, że Izrael zaatakował Południowy Pars „z gniewu” i że USA „nic nie wiedziały o tym konkretnym ataku”. Katar „w żaden sposób nie był w to zamieszany”. Iran zaatakował katarski gaz ziemny w odwecie „opierając się na fałszywych informacjach wywiadowczych”.

To wszystko? Czy mamy po prostu dalej tańczyć?

Raczej nie. Przeciwnie, kult śmierci otwarcie wykorzystał syjonistyczne media w USA, aby przedstawić całą sprawę jako wspólną operację – wciągnąć imperium chaosu i grabieży jeszcze głębiej w aroganckie bagno; wpędzić je w totalną wojnę energetyczną o niszczycielskich konsekwencjach; i całkowicie nastawić petromonarchiczne państwa Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi (które już wcześniej podjęły działania przeciwko Iranowi, zwłaszcza Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar).

NeoKaligula może się chwalić, ile chce. Ale oczywiste jest, że operacja o takiej wrażliwości i skali – jako sposób wywierania presji na Teheran – wymaga głębokiego zaangażowania ze strony CENTCOM-u i aprobaty prezydenta.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada zatem, że Waszyngton po raz kolejny traci kontrolę nad własną polityką zagraniczną – jeśli kiedykolwiek ją miał.

Wszyscy zaangażowani w konflikt aktorzy, których niezdolność do czytania szachownicy została wielokrotnie udowodniona, najwyraźniej wierzyli, że Teheran ugnie się po ataku na jego krytyczną infrastrukturę energetyczną.

Jak można było przewidzieć, reakcja Iranu była dokładnie odwrotna: ostra eskalacja. Lista celów kontrataku została natychmiast opublikowana i ma być ściśle przestrzegana, począwszy od katarskiej rafinerii Ras Laffan.

Obserwuj obiekty LNG

Można by sądzić, że NeoKaligula próbuje zdystansować się od niekontrolowanego, całkowicie zdesperowanego kultu śmierci, potencjalnie oferując Teheranowi drogę ucieczki, a jednocześnie przyznając, że zniszczenie Południowego Parsu miałoby katastrofalne skutki, jednocześnie zobowiązując się do „masowego zniszczenia” Południowego Parsu (nie należy oczekiwać spójności umysłu od szalonego, megalomańskiego, narcystycznego gangstera).

W tragedii w South Pars stawką są instalacje LNG („pociągi”).

Pociąg” składa się z komponentów do przetwarzania, oczyszczania i konwersji gazu ziemnego na LNG. Nazwa ta wynika z faktu, że urządzenia – zwłaszcza systemy sprężarek – są zorganizowane sekwencyjnie w celu przemysłowego przetwarzania i skraplania gazu ziemnego.

Projekt Qatar 2 w dużej rafinerii Ras Laffan był koordynowany przez Chiyoda i Technip, japońsko-brytyjskie joint venture. To samo dotyczy obiektów 4 i 5, które należą do największych instalacji LNG na świecie.

Obiekty te są obsługiwane przez Qatar Gas, ExxonMobil, Shell i ConocoPhillips. W rzeczywistości są to obiekty powiązane z Ameryką i Zachodem – a zatem, z irańskiej perspektywy, legalne cele.

Na świecie jest tylko 14 takich obiektów – i nie będzie przesadą stwierdzenie, że zachodnia „cywilizacja” jest od nich zależna. Wymiana jednego z nich zajmuje od 10 do 15 lat. Wszystkie 14 obiektów znajduje się w zasięgu irańskich pocisków balistycznych i hipersonicznych. Przynajmniej jeden z nich został podpalony podczas irańskiego kontrataku. Sytuacja jest więc tak poważna.

Pierwsza wojna totalna z udziałem zaawansowanych technologii w Azji Zachodniej

Eskalacja konfliktu w Południowym Parsie była nieunikniona po tym, jak nowe zasady ustanowione przez Iran w Cieśninie Ormuz rozwścieczyły syndykat Epsteina.

To nie potencjał militarny irańskich dronów i pocisków, a raczej panika zachodnich ubezpieczycieli skutecznie zablokowała drogę. Później Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił, że droga jest otwarta dla Chin, dla innych państw negocjujących – takich jak Bangladesz – oraz dla państw Zatoki Perskiej, które wydaliłyby ambasadorów USA.

W końcu wprowadzono nowe zasady. Działają one następująco:

  • Jeśli Twój ładunek został sprzedany w Petroyuan, możesz mieć prawo do bezpłatnego przewozu.
  • Musisz zapłacić opłatę.
  • Dopiero wtedy możesz przejść – wzdłuż irańskich wód w pobliżu wyspy Keshm, a nie środkiem drogi.

Irański minister spraw zagranicznych Araghchi jasno i jednoznacznie stwierdził: „Po wojnie opracujemy nowe mechanizmy dla Cieśniny Ormuz. Nie pozwolimy naszym wrogom korzystać z tego szlaku wodnego”. Cokolwiek się stanie dalej, Cieśnina Ormuz będzie odtąd miała stały punkt kontrolny pod irańską kontrolą.

Profesor Fouad Azadi, którego miałem przyjemność spotkać w Iranie lata temu, stwierdził już, że w przyszłości statki będą musiały płacić 10% cło. Mogłoby to generować do 73 miliardów dolarów rocznie – wystarczająco dużo, aby zrekompensować szkody wojenne i sankcje USA.

Iran jest już w trakcie czegoś, co można w zasadzie określić jako pierwszą w Azji Zachodniej totalną wojnę z udziałem zaawansowanych technologii.

Jak wyjaśniają irańscy analitycy, strategicznie oznacza to mnóstwo nowych koncepcji.

Po pierwsze, „Wielkie Ograniczenie”, realizowane za pomocą wysoce precyzyjnej strategii wyniszczania. Cel przesunął się z Sił Obronnych Izraela (IDF) na zniszczenie izraelskiej infrastruktury cywilnej.

Następnie mamy „łamacza tarcz o prędkości 16 Machów” – z technologicznie najlepszymi modelami Khorramshahr-4 i Fattah-2, które osiągają prędkość 16 Machów (5,5 km/s).

Oznacza to, że podczas gdy wróg wciąż próbuje obliczyć trajektorię przechwycenia, głowica już uderzyła. Prowadzi to do „paradoksu obrony o sumie zerowej”: Izrael wydaje miliony na obronę – praktycznie bez szans na sukces, podczas gdy Iran osiąga trafienia przy stosunkowo niewielkim wysiłku.

Następnie przedstawiono „doktrynę czterech organów witalnych”.

9-milionowa populacja Izraela jest zależna od zaledwie dwóch głównych portów głębinowych. Dlatego Teheran w ramach swojej strategii paraliżu strukturalnego koncentruje się na czterech newralgicznych punktach:

  • Uduszenie hydrologiczne: atak na 85% zasobów wody pitnej poprzez pięć zakładów odsalania
  • Protokół Blackout: Atak na elektrownię Orot Rabin
  • Blokada żywnościowa: Atak na porty w Hajfie i Aszdodzie (importujące 85% pszenicy)
  • Dekapitacja energetyczna: Atak na rafinerie w Hajfie

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Źródło: Iran przechodzi do wojny totalnej przeciwko kultowi śmierci

Nie opłakujmy demokracji

Autor artykułu Marek Wójcik

1222. Nie opłakujmy demokracji

20. marca 2026 world-scam/nie-oplakujmy-demokracji/

… prawo międzynarodowe jako zamknięty i wiążący system prawny nie istnieje, a wręcz nigdy nie istniało. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Prawda, która z niezrozumiałych już powodów była przez pewien czas utrzymywana w tajemnicy, ukrywana i głośno zaprzeczana. Prawo międzynarodowe? Strach na wróble, nicość – w najlepszym razie usprawiedliwienie arbitralnych działań zwycięzców, choć nawet to nie jest już konieczne. Siła wyższa nie musi się usprawiedliwiać. Gdzie byśmy skończyli, gdybyśmy to zrobili, a raczej skąd się wzięliśmy? Źródło.

Nie płaczmy za demokracją. Mieliśmy zaledwie jej pozory, a teraz i te nam zabrano. Czy ktoś wymyślił jakiś działający system polityczny, gdzie rządzi naprawdę rozsądek, a celem jest dobro człowieka oraz jego środowiska? Wszystko, co nam przychodzi do głowy to więcej kontroli. Właśnie to otrzymujemy, więc nie ma się czym przejmować. Prawda?

Może dodajmy nowe kadry kontrolerów, kontrolujących już tych, co właśnie kontrolują? To brzmi jak obsesja kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Może jednak demokracja bezpośrednia? Działa od lat w Szwajcarii i globalistom udało się także i ją przechytrzyć.

Nie mam gotowej recepty na bolączki naszego świata. Może ktoś z 8 miliardów ludzi poda jakieś rozsądne rozwiązanie?

W geopolityce zawsze działała jedna jedyna reguła: ten ma rację, kto może ją poprzeć dominującą siłą. Ta reguła połączona z indoktrynacją sfery politycznej najważniejszych państw pozwoliła osiągnąć dodatkową przewagę. Wczorajszy atak Izraela na rafinerię South Pars w Bandar Kangan nad Zatoką Perską – jeśli wierzyć Trumpowi, a ja mu nie wierzę – nastąpił wbrew woli pechowego kandydata do pokojowej nagrody Nobla.

Wiemy przecież, że zarówno amerykańskie samoloty wojskowe, jak i rakiety, kontrolowane są przez Pentagon. I istnieje możliwość blokady także na odległość. A kto by tam blokował najważniejszego sojusznika, szczególnie kiedy ten posiada haki Epsteina na ważnych polityków w Waszyngtonie? Takie są więzi przyjaźni i tak działa polityka. Ten, kto kupił wyspę Little Saint James w archipelagu Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych (wyspę Epsteina), posiada – jak to zwykł mówić Trump – odpowiednie karty made in Israel.

Gra Trumpa w wielowymiarowe szachy.

No właśnie, jakie karty ma teraz Trump? Ma największą armię świata i wsparcie Estonii w walce o wolność dla tankowców w Cieśninie Ormuz. Ma największy na świecie lotniskowiec z zepsutą kanalizacją, spaloną pralnią i niedoborem 600 koi dla załogi. Wygląda na to, że znalazł się chętny na zakup tego okrętu-miasta.

—————

Po tym nakreśleniu ramy sytuacyjnej przyszedł najwyższy czas na sprawozdanie z działań wojennych z ostatnich godzin. Dzień 20. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Krążą niepotwierdzone pogłoski, że razem z premierem Netanjahu zginął także radykalny Minister Bezpieczeństwa Izraela Itamar Ben-Gvir.

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir opublikował film przedstawiający platformę egzekucyjną przygotowaną specjalnie do wieszania Palestyńczyków.
Źródło:
Telegram 18.03.2026 r. 20:38.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

W niezwykle aktualnym i brutalnie szczerym wywiadzie z podcasterem Dannym Davisem, były analityk CIA i ekspert ds. Bliskiego Wschodu Larry Johnson bezlitośnie obalił oficjalną retorykę zwycięstwa rządu USA i jego sojuszników.

Podczas gdy rzecznik Pentagonu Pete Hegseth i prezydent Trump mówią o „rozbitej” armii irańskiej i rychłym zwycięstwie, Johnson maluje zupełnie inny obraz: Iran jest bardziej odporny niż kiedykolwiek, zachodnie systemy obrony powietrznej są na skraju wyczerpania, gospodarka już teraz cierpi – a USA ryzykują strategiczną katastrofę.

Johnson, współpracownik Sonar21.com i wieloletni ekspert w dziedzinie regionu, bezpośrednio porównuje obecną propagandę do błędnych kalkulacji z początku wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wtedy, przez tygodnie, twierdzono, że Rosja jest „skończona” i nie ma już pocisków rakietowych. Dziś dokładnie ta sama narracja jest tworzona na temat Iranu – i jest ona równie nieprawdziwa.

Irańska ofensywa rakietowa: liczby mówią co innego

Podczas gdy Hegseth ogłosił prasie, że irańskie możliwości „nadal maleją”, a jego własne „rosną”, wykres codziennych irańskich ataków rakietowych i dronów pokazuje dokładnie odwrotną sytuację. Po początkowym spadku w pierwszych kilku dniach (kiedy Iran celowo używał starszych, 10-15-letnich modeli, aby „wyprzedzić” zachodnie systemy obrony powietrznej), liczba ataków systematycznie rośnie od 7.-8. dnia. Iran ponownie wystrzeliwuje więcej pocisków dziennie – a są to systemy nowocześniejsze, precyzyjniejsze i potężniejsze.

Powód: amerykańskie i izraelskie systemy obronne są wyczerpane. Johnson oblicza: Całkowita produkcja pocisków THAAD od początku masowej produkcji wynosi zaledwie 900 sztuk. Ponieważ do wystrzelenia jednego pocisku balistycznego zazwyczaj potrzebne są dwa pociski THAAD, wystarcza to na maksymalnie 450 wystrzeleń. Iran wystrzelił już ponad 1000 pocisków balistycznych – samo to teoretycznie uczyniłoby THAAD bezużytecznym.

Sytuacja nie jest lepsza w przypadku pocisku PAC-3 (Patriot): do końca 2025 roku wyprodukowano maksymalnie 4620 egzemplarzy. Co najmniej 1000 z nich trafiło na Ukrainę, a pozostałe wykorzystano w poprzednich misjach. W najlepszym razie pozostało 2620 pocisków – wystarczająco dużo, aby zniszczyć około 1000 celów balistycznych. Po tym okresie produkcja zostaje wstrzymana.

Johnson potwierdza z własnego źródła, że ​​amerykańska baza w regionie Zatoki Perskiej całkowicie wyczerpała zapasy pocisków PAC-3 w zeszłym tygodniu. Co więcej, wskaźnik skuteczności przechwytywania jest niższy niż 10-20%. To wyjaśnia, dlaczego coraz więcej irańskich pocisków dociera do celu.

Podziemna twierdza: dlaczego USA „nic nie widzą”

Zachód twierdzi, że „zniszczył wszystkie wyrzutnie”. Johnson śmieje się: najnowocześniejsze irańskie pociski wystrzeliwane są z kilometrowych podziemnych silosów i systemów tuneli. Obiekty są tak głębokie, że satelity nie są w stanie ich wykryć. To gra „Whac-a-Mole” na skalę przemysłową: wyrzutnia pojawia się, odpala i znika. USA niszczą puste otwory.

Jednocześnie staje się jasne: Iran nigdy nie miał klasycznej marynarki wojennej ani sił powietrznych w zachodnim rozumieniu – i nie potrzebował ich. Zamiast tego Teheran opiera się na śmiercionośnej straży przybrzeżnej z małymi łodziami, dronami morskimi i przede wszystkim arsenałem rakietowym. Ten arsenał pozostaje nietknięty.

Zestrzelenie F-35 – nieudany SEAD

Krótko przed emisją Pentagon potwierdził, że samolot F-35 został trafiony nad Iranem i zmuszony do awaryjnego lądowania. Johnson postrzega to jako ostateczny dowód na to, że system tłumienia obrony powietrznej wroga (SEAD) zawiódł. Stany Zjednoczone nadal wykonują niemal wyłącznie loty z oddaleniem poza irańską przestrzeń powietrzną. Twierdzenie, że można „latać gdziekolwiek, nie będąc ostrzelanym”, jest po prostu kłamstwem.

Izraelski atak na Północny Pars – eskalacja i samozniszczenie gospodarcze

Izrael zaatakował złoże gazu Północny Pars w Zatoce Perskiej – wspólny projekt irańsko-katarski, który dostarcza również energię elektryczną do Iraku.

Stracono 31 000 megawatogodzin, a Katar i Irak są wściekłe. Iran zapowiedział natychmiastowy odwet. Johnson postrzega to jako punkt zwrotny: Teheran wypowiedział „wojnę totalną” i chce wypędzić USA z Zatoki Perskiej. Albo Waszyngton zniszczy Iran (co jest niemożliwe bez katastrofy humanitarnej), albo musi się wycofać.

Konsekwencje ekonomiczne są już dramatyczne: indeks Dow Jones stracił 10% od początku wojny (z ponad 50 000 do 45 000 punktów). Ceny benzyny rosną o 8–10 centów co dwa do trzech dni – na Florydzie już o całego dolara za galon. Tankowanie 20-galonowego zbiornika kosztuje o 20 dolarów więcej. Przy cotygodniowym tankowaniu daje to dodatkowe 1000 dolarów rocznie – zagrożenie dla źródeł utrzymania milionów obywateli USA, którzy żyją od wypłaty do wypłaty.

Olej napędowy jest o 2 dolary droższy, co podnosi ceny wszystkich surowców. Do tego dochodzi utrata 20–25% światowych mocy produkcyjnych skroplonego gazu ziemnego (LNG) (Katar + Izrael). 35% światowych nawozów bazuje na gazie ziemnym – ceny rosną o 25–50%. Półkula północna zmaga się z kryzysem plonów.

Johnson ostrzega: To nie jest problem krótkoterminowy, ale początek globalnej niestabilności.

Trump, Hegseth i łańcuch kłamstw

Trump twierdził na portalu Truth Social, że Izrael zaatakował pole gazowe „z gniewu” – mimo że Stany Zjednoczone koordynują każdy lot za pośrednictwem Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al-Udeid. Johnson: „Trump kłamie i wie, że kłamie”.

Później Trump zagroził nawet zniszczeniem całego złoża South Pars, jeśli Iran zaatakuje Katar – mimo że Katar jest bliskim sojusznikiem, a Irak jest zależny od tego gazu. Czysta niekonsekwencja.

Konferencja prasowa Hegsetha jest wyśmiewana przez Johnsona jako „reklama zaburzeń erekcji” („Jutro będziemy więksi!”). Generał Keith Kellogg twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest „otwarta, wystarczy odwaga”. Johnson ripostuje sucho: „Gdyby żaba miała skrzydła, nie uderzyłaby się w nią, skacząc po niej”. Cieśnina jest całkowicie osłonięta irańskimi pociskami i bateriami nadbrzeżnymi – nawet zajęcie Wyspy Kharg („Wyspy Węża”) byłoby samobójstwem. Chiny i Rosja mogą przez nią przepłynąć, ale statki amerykańskie i izraelskie nie.

Brian Hook (były specjalny wysłannik) porównuje wojnę z Iranem do „sukcesów” Izraela w walce z Hamasem i Hezbollahem. Johnson to demaskuje: Hamas wciąż istnieje po 2,5 roku, Hezbollah zniszczył wczoraj siedem czołgów Merkava i nadal ostrzeliwuje rakietami. Pomysł „demilitaryzacji” Iranu zakłada 4-milionową armię i kosztuje 2 biliony dolarów – nie do pomyślenia.

Tulsi Gabbard i oszustwo „nadchodzącego ataku nuklearnego”

Joe Kent zrezygnował ze stanowiska zastępcy dyrektora Wywiadu Narodowego, ponieważ nie dostrzegał „bezpośredniego zagrożenia nuklearnego” i uważał, że Stany Zjednoczone zostały „wciągnięte” w wojnę przez Izrael i media. Podczas przesłuchania dyrektor Departamentu Wywiadu Narodowego, Tulsi Gabbard, nie potwierdziła, że ​​amerykańskie agencje wywiadowcze dostrzegły takie zagrożenie.

Johnson nazywa to „hańbą” i „politycznym oszustwem”. Zadaniem dyrektora wywiadu narodowego jest przedstawienie właśnie takiej oceny – a nie unikanie jej.

Nadużycia religijne i bankructwo moralne

Pod koniec wywiadu Davis pokazuje przemówienie Pete’a Hegsetha, który zwraca się do swojego 13-letniego syna: „Zginęli za ciebie, żeby twoje pokolenie nie musiało doświadczyć nuklearnego Iranu”. Johnson i Davis, obaj pobożni chrześcijanie, są zbulwersowani. Jezus jest tu wykorzystywany jako podżegacz wojenny.

Johnson: „Jezus kocha również Irańczyków”.

Zamiast tego chrześcijanie powinni modlić się, aby osoby odpowiedzialne za tę sytuację opamiętały się – również z powodu 170 irańskich dziewcząt zabitych w atakach.

Wniosek: Polityka autodestrukcyjna

Larry Johnson wydaje druzgocący werdykt: Stany Zjednoczone pogrążyły się w wojnie, której nie mogą wygrać ani militarnie, ani gospodarczo. Osłabiają własną obronę powietrzną, ryzykują konflikty z Chinami lub Rosją bez amunicji i niszczą globalną gospodarkę.

Iran utrzymuje swoją pozycję – dzięki tunelom, rakietom i woli wyparcia USA z regionu. Narracja „my wygrywamy, oni upadają” jest właśnie tym: narracją.

Rzeczywistość jest przyspieszającą katastrofą, która już teraz dotyka każdego Amerykanina w postaci wyższych cen i spadających cen akcji.

Ci, którzy chcą usłyszeć prawdę, nie muszą słuchać komunikatów prasowych Pentagonu – ale analityków takich jak Larry Johnson, którzy odmawiają przyjęcia oficjalnego kłamstwa.

Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.

Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać !

Abraham a Żydzi. To potomstwo Abrahama otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”

====================================

MD: Ta prosta analiza wybija obecnie broń – argumenty m. inn. z dusz 60 milionów „chrześcijańskich syjonistów” w USA. I oczywiście z ust notorycznych kłamców – propagandzistów Izraela.

Dlatego umieszczam ją jeszcze raz, z prośbą gorąca, by moi czytelnicy tę analizę publikowali w innych portalach.

—————————

Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne

=====================================================================

 Juliusz Franciszek Susak

Historia Abrahama zajmuje w Biblii miejsce szczególne, ponieważ od jego potomstwa wywodzi się znaczna część ludów zamieszkujących Bliski Wschód. Według biblijnego przekazu Abraham miał ośmiu synów z trzema kobietami, a ich potomkowie dali początek licznym narodom i plemionom regionu. Najstarszym z synów był Izmael, urodzony z niewolnicy Hagar w czasie, gdy żona Abrahama, Sara, pozostawała jeszcze bezdzietna. Później, w bardzo podeszłym wieku Abrahama i Sary, narodził się Izaak – syn uznawany w tradycji biblijnej za dziecko szczególnej obietnicy.

Po śmierci Sary Abraham związał się jeszcze z Keturą, która urodziła mu sześciu kolejnych synów: Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. W ten sposób rodowód Abrahama rozgałęził się na kilka linii, które z czasem zaczęły zamieszkiwać różne części rozległego obszaru Bliskiego Wschodu.

Potomstwo poszczególnych synów odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu etnicznej mapy regionu. Od Izaaka, poprzez jego synów Jakuba i Ezawa, wywodzą się odpowiednio Izraelici oraz Edomici. Z kolei Izmael w tradycji biblijnej i islamskiej uważany jest za przodka wielu ludów arabskich, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim i w sąsiednich krainach. Synowie Ketury natomiast zostali według przekazu odesłani „na wschód” i dali początek różnym ludom pustynnym i koczowniczym. Szczególnie znani byli Madianici, wywodzący się od Midiana, z którymi Izraelici wielokrotnie wchodzili w relacje handlowe i polityczne. W ten sposób potomkowie Abrahama stopniowo zasiedlili ogromny obszar rozciągający się między Egiptem a Mezopotamią.

W Biblii pojawia się również obietnica, że potomstwo Abrahama otrzyma ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat” [Księga Rodzaju, 15,18]. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą polityczną, okazuje się, że obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie państwa jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

W sensie historycznym i demograficznym obszar ten od tysiącleci zamieszkują ludy, które tradycja wywodzi właśnie od synów Abrahama. Arabowie, Żydzi oraz inne narody semickie regionu są więc w szerokim znaczeniu potomkami tej samej postaci biblijnej.

Jednocześnie Biblia podkreśla pewien szczególny aspekt dziedzictwa Abrahama. Choć miał on wielu synów, głównym spadkobiercą jego majątku oraz przymierza z Bogiem został Izaak. Pozostali synowie otrzymali dary i zostali wysłani w inne strony, gdzie zakładali własne rody i wspólnoty. Ten motyw stał się później ważny dla tradycji religijnej judaizmu i chrześcijaństwa, które akcentują linię Izaaka i jego potomków.

Z drugiej strony tradycja islamska przywiązuje dużą wagę do osoby Izmaela jako przodka Arabów. W efekcie różne religie i kultury regionu odwołują się do Abrahama, ale podkreślają inne elementy jego dziedzictwa.

Patrząc szerzej, postać Abrahama stała się symbolem wspólnego pochodzenia wielu narodów Bliskiego Wschodu. Choć historia tych ludów naznaczona jest konfliktami i rywalizacją, ich tradycje religijne i genealogiczne wskazują na wspólny punkt wyjścia. W tym sensie Abraham pozostaje nie tylko bohaterem starożytnego przekazu biblijnego, lecz także symbolicznym przodkiem ogromnej rodziny narodów, których losy przez tysiąclecia splatały się na przestrzeni między Nilem a Eufratem.

Reasumując:

Jeśli spojrzeć na biblijną historię Abrahama w szerokiej, historycznej perspektywie, można dojść do wniosku, że obietnica dana mu przez Boga rzeczywiście znalazła swoje spełnienie. W Księdze Rodzaju pojawia się zapowiedź, że Abraham stanie się „ojcem wielu narodów”, a jego potomstwo będzie liczne i rozprzestrzeni się na rozległych ziemiach. Z biegiem czasu właśnie tak się stało.

Jak już wiemy Abraham miał ośmiu synów z trzech kobiet: Izmaela z Hagar, Izaaka z żony Sary oraz sześciu synów z Ketury – Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. Każda z tych linii rodowych rozwinęła się w osobne wspólnoty i plemiona, które stopniowo zasiedlały coraz większe obszary Bliskiego Wschodu.

Potomkowie Izaaka stworzyli naród izraelski, którego historia jest szeroko opisana w Biblii. Z kolei od Izmaela wywodzą się liczne plemiona arabskie, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim oraz w sąsiednich krainach. Synowie Ketury dali początek kolejnym ludom pustynnym, które zamieszkiwały tereny na wschód od Kanaanu, w rejonach dzisiejszej Arabii i Jordanii. W rezultacie potomstwo Abrahama zaczęło wypełniać niemal całą przestrzeń między Egiptem a Mezopotamią.

Biblijna obietnica mówiła również o ziemi rozciągającej się „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą, obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie kraje jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

Właśnie na tych terenach od tysięcy lat żyją narody wywodzące się – w tradycji biblijnej i historycznej – z różnych linii potomstwa Abrahama. Żydzi, Arabowie i inne ludy semickie regionu należą w szerokim sensie do tej samej genealogicznej rodziny.

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że zapowiedź o licznych narodach i o zasiedleniu wielkiego obszaru rzeczywiście już się wypełniła.

Potomkowie Abrahama nie tylko przetrwali przez tysiąclecia, ale także stali się główną ludnością ogromnego regionu świata. Choć późniejsze interpretacje religijne koncentrowały się często na roli jednej linii rodowej, sama rzeczywistość historyczna pokazuje, że cała przestrzeń między Nilem a Eufratem została już zamieszkana przez różne gałęzie tej samej abrahamowej rodziny.

W tym sensie Abraham pozostaje symbolem wspólnego początku wielu narodów Bliskiego Wschodu. Historia jego synów pokazuje, jak z jednego rodu powstała rozległa sieć ludów, kultur i tradycji, które do dziś kształtują oblicze tego regionu. Dlatego można powiedzieć, że biblijna obietnica o licznych potomkach i wielkiej ziemi znalazła swoje spełnienie w historii i geografii świata.

Warto wspomnieć, że jakby „ojciec” Izraelitów nie wziął za żonę kobiety ze swojej linii rodowej i nie miał z tym problemu. Teściem Mojżesza był Jetro, kapłan i przywódca plemienia Madianitów. Mojżesz poślubił jego córkę Seforę, gdy przebywał na wygnaniu w ziemi Madian.

Mojżesz uciekł z Egiptu po tym, jak zabił Egipcjanina bijącego Hebrajczyka. Wtedy schronił się w kraju Madianitów, gdzie spotkał córki Jetry przy studni i pomógł im napoić trzodę. Gdy wróciły do domu i opowiedziały ojcu o nieznajomym, Jetro zaprosił Mojżesza do swojego domu. Z czasem Mojżesz zamieszkał u niego i poślubił jego córkę Seforę.

Madianici byli ludem wywodzącym się od Midiana, jednego z synów Abrahama i Ketury. Oznacza to, że teść Mojżesza pochodził z linii potomków Abrahama, choć z innej gałęzi niż Izraelici.

Oznacza to, że choć Madianici nie należeli do Izraelitów, byli w tradycji biblijnej dalszą gałęzią tej samej rodziny wywodzącej się od Abrahama. W tym sensie Mojżesz nie wchodził w relację z całkowicie obcym ludem.

Relacja Mojżesza z Jetrem przedstawiona jest wręcz bardzo pozytywnie. Gdy Mojżesz uciekł z Egiptu i znalazł się w ziemi Madian, Jetro przyjął go do swojego domu i oddał mu za żonę swoją córkę Seforę. Mojżesz przez wiele lat mieszkał w jego rodzinie i pracował jako pasterz jego stad. Właśnie podczas tego pobytu, według Księgi Wyjścia, Mojżesz doświadczył objawienia Boga przy gorejącym krzewie, które zapoczątkowało jego misję wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu.

Co więcej, gdy później Izraelici wyszli z Egiptu, Jetro odwiedził Mojżesza na pustyni. Biblia opisuje ich spotkanie jako serdeczne i pełne wzajemnego szacunku. Z biblijnego punktu widzenia nie ma więc śladu konfliktu czy napięcia z powodu pochodzenia teścia Mojżesza. Przeciwnie – przedstawiony jest on jako mądry doradca i człowiek, który uznaje Boga Izraela. Pokazuje to, że w najstarszych opowieściach biblijnych relacje między różnymi gałęziami potomków Abrahama mogły być nie tylko pokojowe, ale także oparte na współpracy i wzajemnym szacunku.

Zatem domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest bezpodstawne.

Knajacki menel o mentalności żula. MEM-y

—————————————

—————————————–

[Ale to nie jest rabin „Polski”, lecz żydów w Polce…]

================================

———————————————————

—————————————————

—————————————–

——————————————————

————————————————–


—————————————————–

——————————————————-

——————————————————-

————————————————–

———————————————–


——————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano