Sunday Strip: Trigger Warning. Things are getting serious.

 

Sunday Strip: Trigger Warning 

Things are getting serious

DR. ROBERT W. MALONE JAN 25

Having spent the last two days preparing for the worst, we ended up with 2 inches of snow and some cold, wet rain…


Luckily for us, this storm was measured in “man” inches.

(However, the horrifically cold forecast for the next week is not going to be a fun time, but at least we aren’t battling one-degree temps and two feet of snow!)




FAFO

On one side, we have the Antifa radicals wanting to commit violence, even murder, against Federal officials. 

Such as this perfectly normal person:


Before becoming an Antifa (or is that Trantifa?) influencer, urging others to kill ICE agents, Kyle Edward Wagner was a cross-dressing activist. 

Yep.. this is the same (sane?) person…

How does one go from cross-dressing weirdo to Antifa radical – all in the name of “protecting” illegal aliens?

The left hive-mind lives in a bizarro world – 



Examples of the left threatening to kill ICE agents are everywhere on social media. The violence isn’t coming from the right – let’s be clear



Some of the crazy radicals have millions of followers. One can only hope that the FBI or the DoJ will soon be knocking on their door!


(Then the question arises, why hasn’t this guy been arrested yet?)

Waiting…


On the other side are ICE officials. They are minimally trained to deal with violent crowds or SWAT team methodology (why would they be). These officials are being thrown into situations where they are being doxed, their license plates tracked, the personal information being shared with radicals like the men threatening to kill Federal officials in the video above. The well-funded, financially backed by Soros left has even built apps to follow and track ICE agents.


Ice agents are minimally trained in how to deal with crowds of people threatening them with guns, throwing rocks, screaming, etc. How do ICE agents train for online videos that promote killing Federal ICE agents? 

This is the type of behavior that these agents have to cope with.

These are actual cannibals „protesting” on the streets of Minneapolis. Authorities forced the perpetrator to cough up the remains of the finger, but it appears to be too damaged to be reattached.

BTW- this is all being planned and coordinated from the top levels of NGOs run by democrat party leaders and Soros. 

City and state officials in MN, rather than cooperating with Federal officials to help find ILLEGAL aliens, are working to cause riots and mayhem. They are encouraging violence and mob action. 

Under President Trump, illegal aliens are being given due process while being housed in Federal buildings before being deported. What a shock- under President Trump, ILLEGAL aliens aren’t just being released back into communities.

Did you know that under past presidents, illegals would be arrested and “processed” – that is, they would be assigned their own personal attorney, who would then schedule a court date -often years in advance, and these illegals would be RELEASED back onto the streets. Only to disappear from the system again. Rinse and repeat. They have been trained not to carry ID, don’t admit to which country they came from, and basically, were allowed to re-enter the USA to live as they please. 

Well, times have changed.

My support and prayers go out to those brave ICE agents who are having to put up with so much abuse and harassment. 











Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work here and elsewhere, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share


And now for something completely different.









Na przekór całemu światu

Stanisław Michalkiewicz: Na przekór całemu światu magnapolonia/na-przekor

   No nie, tego już za wiele! I to właśnie w momencie, gdy świat zmierza ku pokojowi i bezpieczeństwu – bo jakże inaczej rozumieć inaugurację Rady Pokoju na Forum Ekonomicznym w Davos? Wprawdzie są tu pewne niejasności, czy do Rady Pokoju przystępują państwa, czy tylko zaproszone osobistości? Na razie wygląda na to, jakby Radę Pokoju miało tworzyć grono zaproszonych osobistości  – bo na przykład Donald Trump będzie tej Radzie przewodniczył nawet gdy przestanie być prezydentem Stanów Zjednoczonych. Podobnie węgierski premier Wiktor Orban.

Jeśli w kwietniu przegrałby wybory i przestałby być premierem, to czy automatycznie utraciłby prawo zasiadania w Radzie Pokoju, zwłaszcza, gdyby zapłacił wpisowe w wysokości miliarda dolarów? Z drugiej jednak strony pan prezydent Karol Nawrocki, który został do Rady zaproszony, konsultował się z obywatelem Tuskiem Donaldem i na razie pisemnego akcesu nie złożył, twierdząc, że musi się w tej sprawie wypowiedzieć “parlament”, a może nawet – sam Książę-Małżonek? Gdyby do Rady Pokoju przystępowały państwa, to owszem – ale skoro tylko osobistości, to po cóż ta cała parada – jak powiadał Aleksander Fredro?

Mniejsza wreszcie z tym, bo wszystko się pewnie w miarę upływu czasu “jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” – ale tak czy owak, nie da się ukryć, że w kierunku pokoju został zrobiony milowy krok. Toteż od razu się wyjaśniło, że o ile dotąd prezydent Ukrainy Wołodymir Zełeński nie chciał słyszeć o jakichś ustępstwach terytorialnych, a z kolei rosyjski prezydent Putin z naciskiem podkreślał konieczność respektowania rosyjskich zdobyczy na Ukrainie, to teraz obydwaj chcą “tego samego”. Tak w każdym razie twierdzi prezydent Donald Trump po rozmowie z prezydentem Zełeńskim. To znaczy – czego konkretnie chcą?

A czegóż by innego, jak nie pokoju? Wprawdzie starożytni Rzymianie twierdzili, że si duo dicunt idem, non est idem – co się wykłada, że gdy dwóch mówi to samo, to nie jest to samo – ale nie można zaprzeczyć, że i Donald Trump też coś tam musi wiedzieć tym bardziej, że agencja NABU wsadziła do aresztu wydobywczego ongiś piękną Julię Tymoszenko, przedstawiając jej jakieś korupcyjne “zarzuty”, a fałszywe pogłoski utrzymują, że ona w tym areszcie wydobywczym  chlapie na prezydenta Zełeńskiego.

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie musi być ani słowa prawdy, ale gdyby było, to lepiej byśmy rozumieli, że w końcu  i prezydent Zełeński zaczyna uświadamiać sobie konieczność – co według niemieckiego filozofa Hegla jest istotą wolności. W tej sytuacji tylko Aleksander Łukaszenka, który nie tylko został zaproszony do Rady Pokoju, ale nawet złożył już akces, może utożsamiać się w Białorusią, bo na razie nie widać, by ktoś mógłby mu tam zaszurać.

Wprawdzie pan prezydent Nawrocki kontynuuje rozpoczęte przez prezydenta Dudę zabawy w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską, ale słychać, że rząd litewski jest już nią trochę zniecierpliwiony, więc zamierza się ona przenieść z całym majdanem do Warszawy. Ale sprawa sie komplikuje, bo w Warszawie posadę Pierwszego Białoruskiego Opozycjonisty zajmuje pan Paweł Łatuszka, więc na razie pani Swietłana jeszcze nie wie, czy w Warszawie nie będzie jej za ciasno.

W tej sytuacji Aleksander Łukaszenka może spać spokojnie, nawet na posiedzeniach Rady Pokoju, tym bardziej, że rosyjski prezydent Putin, który też został zaproszony, na razie się waha.

Tymczasem, gdy świat z radością wkracza na świetlisty szlak pokoju i bezpieczeństwa, z którego na pewno nie zepchną go podchody prezydenta Trumpa pod Grenlandię, do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa wtargnęła zorganizowana grupa przestępcza, to znaczy – pardon – nie żadna tam “zorganizowana  grupa przestępcza” tylko prokuratorowie w asyście kilkudziesięciu policjantów.

Wrażenie, jakby to była “zorganizowana grupa przestępcza” mogło wziąć się stąd, że sędziowie tworzący Krajową Radę Sądownictwa próbowali temu wtsargnieciu przeszkodzić – ale co tak naprawdę może niezawisły sędzia, nawet gdyby ubrał sie w togę i założył na szyję tombakowy łańcuch, jeśli “ludzie mający karabiny” olewają jego rozkazy ciepłym moczem? W takich momentach obserwatorzy skłonni są zgadzać się z opinią Mao Tse Tunga, że “władza wyrasta z lufy karabinu”, a nie z żadnych demokratycznych legitymacji.

Wprawdzie obywatel Żurek Waldemar, który na tę okazję nawet się ogolił, próbował nadać temu wtargnięciu pozory legalności – ale przecież on sam tkwi po uszy w sprośnych błędach Niebu obrzydłych. Na przykład uważa, jakoby Prokuratorem Krajowym był jego faworyt, pan Dariusz Korneluk z czarnym podniebieniem, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki całkiem niedawno stwierdził, że ależ skądże, wcale nie – bo Prokuratorem Krajowym jest w dalszym ciągu pan Dariusz Barski.

Skoro tak, to czy możemy polegać na zapewnieniach obywatela Żurka Waldemara, że wszystko jest gites-tenteges, czy też nabierać podejrzeń, że on sam może być na usługach zorganizowanej grupy przestępczej, która tylko podstępnie przebiera się za prokuratorów czy policjantów? W zamieszaniu, jakie towarzyszyło wtargnięciu wspomnianej grupy do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, trudno tak na pierwszy rzut oka odróżnić prokuratora od gangstera, czy policjanta od przebierańca tym bardziej, że kiedy już wtargnięcie się dokonało, to grupa zajęła się pruciem szaf w poszczególnych pomieszczeniach.

Cóż innego mogliby robić gangsterzy? Czego tam szukała, czy to znalazła i jaki zamierza zrobić w tego użytek – tego być może i obywatel Żurek Waldemar nie wie, bo gdybym był szefem starych kiejkutów, to też bym się wahał, czy dopuścić go do konfidencji, czy też powierzyć mu wyłącznie obowiązki wykonawcze. A w ogóle, to warto przypomnieć deklarację nie tam jakiegoś obywatela Żurka Waldemara, tylko samego obywatela Tuska Donalda, że jak będzie trzeba, to będzie używał środków “pozaprawnych”.

Czyż ta deklaracja, za którą zresztą poszła rewolucyjna praktyka, nie jest dowodem, iż cała III Rzeczpospolita jest “organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym”? Nieżyjący już ekonomista amerykański Maurycy Rothbard twierdził, że gdyby jakaś spółka prawa handlowego była zarządzana tak, jak państwa, to wszyscy członkowie zarządu i rady nadzorczej znaleźliby się w kryminale. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ państwo jest rodzajem monopolu na przemoc, w związku z czym nie ma kto go aresztować – chociaż w Wenezueli pojawiła się pierwsza jaskółka, że może być inaczej.

Tak zresztą twierdzili starożytni Rzymianie, że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się siłą odeprzeć.

Ale to wszystko blednie w porównaniu z alarmującymi wieściami, że w momencie, gdy świat właśnie wkracza na świetlisty szlak wiodący ku pokojowi, w partii Polska 2050 rozpętała się “wojna” i “padły oskarżenia o próbę puczu”. Myślę, że działacze Polski 2050 powinni się opamiętać i wojnę zakończyć, bo w przeciwnym razie prezydent Donald Trump obróci na nich swe oczy i każe komandosom pojmać obydwie vaginessy, a następnie wtrącić do aresztu wydobywczego w Nowym Jorku, razem z małżonkami Maduro.

MI5, MI6 oraz Komitet Wywiadu: Dla W.Brytanii najgroźniejsze są: lasy deszczowe Amazonii, lasy Kotliny Konga, lodowce himalajskie, lasy borealne i rafy koralowe

Brytyjski wywiad alarmuje: upadek ekosystemów zagraża bezpieczeństwu narodowemu

25/01/2026 brytyjski-wywiad-alarmuje-upadek-ekosystemow-zagraza-bezpieczenstwu-narodowemu

Źródło: AI Generated

Brytyjskie służby wywiadowcze opracowały raport, którego wnioski wywołały poruszenie w kręgach rządowych. Dokument przygotowany przez analityków MI5, MI6 oraz ekspertów Wspólnego Komitetu Wywiadowczego wskazuje, że postępująca degradacja ekosystemów stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii, porównywalne z tradycyjnymi zagrożeniami militarnymi.

Raport, który pierwotnie miał zostać opublikowany jesienią 2025 roku, ujrzał światło dzienne wcześniej, co wywołało spekulacje dotyczące obaw władz o potencjalne reakcje społeczne i polityczne. Wnioski płynące z dokumentu są alarmujące – zniszczenie środowiska naturalnego nie jest już tylko problemem ekologicznym, ale stanowi fundamentalne zagrożenie dla stabilności kraju.

Według brytyjskich ekspertów ds. bezpieczeństwa, kluczowe ekosystemy naszej planety, takie jak lasy deszczowe Amazonii, lasy Kotliny Konga, lodowce himalajskie, lasy borealne czy rafy koralowe Azji Południowo-Wschodniej, stanowią kamień węgielny globalnej stabilności. Ich nieodwracalny upadek, który według prognoz może rozpocząć się już w obecnej dekadzie, doprowadzi do efektu kaskadowego. Naruszenie globalnych wzorców klimatycznych, gwałtowny spadek produkcji żywności oraz zaostrzenie konkurencji o kurczące się zasoby naturalne odbiją się echem w Wielkiej Brytanii, mimo jej geograficznego oddalenia od epicentrów kryzysu.

Szczególny niepokój budzi kwestia bezpieczeństwa żywnościowego. Wielka Brytania importuje około 40% spożywanej żywności, a jej uzależnienie od zagranicznych nawozów, pasz dla zwierząt oraz produktów takich jak olej palmowy czy soja czyni ją wyjątkowo podatną na zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw. Analitycy ostrzegają, że próba osiągnięcia samowystarczalności żywnościowej na obecnych terenach rolniczych wymagałaby radykalnej zmiany nawyków żywieniowych społeczeństwa i doprowadziłaby do drastycznego wzrostu cen.

Utrata bioróżnorodności jest już teraz czynnikiem napędzającym migracje i niestabilność społeczną na świecie. Z wyliczeń zawartych w raporcie wynika, że wzrost braku bezpieczeństwa żywnościowego o 1% prowadzi do niemal 2% wzrostu migracji. Nieurodzaje, susze i powodzie spychają miliony ludzi w ubóstwo, zmuszając ich do opuszczenia domów. Procesy te stwarzają podatny grunt dla rozwoju przestępczości zorganizowanej i terroryzmu, a także konfliktów geopolitycznych, gdy państwa i grupy zbrojne rywalizują o dostęp do wody, ziemi uprawnej i żywności.

„Eksperci” zwracają również uwagę na zwiększone ryzyko pandemii. Degradacja naturalnych siedlisk zwiększa częstotliwość kontaktów między ludźmi a dziką przyrodą, co ułatwia przenoszenie nowych patogenów. Skutki gospodarcze będą również ogromne – systemy naturalne stanowią podstawę dla około 87 miliardów funtów brytyjskiej gospodarki rocznie, co odpowiada około 3% PKB kraju.

Najbardziej niepokojącym wnioskiem z raportu jest stwierdzenie, że świat mógł już przekroczyć niektóre środowiskowe „punkty bez powrotu”. Nawet jeśli katastrofalne konsekwencje nie ujawniły się jeszcze w pełni, niektóre systemy, jak rafy koralowe, mogą być już skazane na zagładę. Autorzy podkreślają, że ochrona i odbudowa przyrody są tańszym, bezpieczniejszym i skuteczniejszym rozwiązaniem niż poleganie na niepewnych technologiach przyszłości.

Publikacja raportu stawia przed społeczeństwem i rządem fundamentalne pytanie: czy są gotowi traktować nadchodzące załamanie środowiskowe jako zagrożenie równe tradycyjnym wyzwaniom militarnym i politycznym, zarówno pod względem skali, jak i pilności działań. Bez natychmiastowych i zdecydowanych kroków, ostrzegają analitycy wywiadu, zniszczenie świata przyrody nie będzie odległą tragedią ekologiczną, lecz bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa, stabilności i codziennego życia obywateli.

Raport ten stanowi bezprecedensowe uznanie przez środowisko wywiadowcze, że kwestie ekologiczne nie są już tylko domeną aktywistów i naukowców, ale stały się centralnym elementem strategii bezpieczeństwa narodowego. Wskazuje to na fundamentalną zmianę w postrzeganiu zagrożeń we współczesnym świecie, gdzie granice między bezpieczeństwem ekologicznym, ekonomicznym i militarnym zacierają się w obliczu globalnych wyzwań środowiskowych.

Źródła:

https://8point9.com/uk-intelligence-chiefs-ecosystem-coll…

https://www.worldoceanobservatory.org/breaking-wave/biodi…

https://www.theguardian.com/environment/2026/jan/20/biodi…

https://www.facebook.com/groups/newlandscorner/posts/2539…

https://www.businessgreen.com/news/4524541/threats-increa…

Przed godziną nienawiści

Przed godziną nienawiści

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    25 stycznia 2026

Walka o praworządność, której rozpoczęcie surowo przykazała nam w lutym 2017 roku Nasza Złota Pani Angel Merkel, wchodzi już w fazę groteskową.

Ale taka ewolucja wydaje się nieuchronna, zwłaszcza gdy obywatel Tusk Donald i jego główny kolaborant na tym odcinku, obywatel Żurek Waldemar, zachowują się niczym słonie w składzie porcelany – aż musiał zwrócić im uwagę pan mecenas Rosati z Naczelnej Rady Adwokackiej. On wprawdzie też jest zaangażowany w walkę o praworządność, ale po adwokacku, czyli zgodnie z recenzją, wystawioną adwokatom przez Juliana Tuwima: „Ci nigdy nie oszaleją. Świat się będzie już walił, wąż ognia równik oplecie i kontynenty zapali – a oni, ironiści, mędrkowie wykrętów chytrych, wyciągną z teczki paragraf i rozprostują – na wytrych. I jak klown na arenie, otworzą drzwi tekturowe, przejdą na drugą stronę i dumnie podniosą głowę: voila!

Otóż pan Rosati przestrzegł obywatela Żurka Waldemara, by w walce o praworządność się nie zapamiętywał, bo to wywołuje skutki odwrotne. W ogóle warto odwołać się do Arystotelesa z jego „złotym środkiem”. Jeśli nawet ktoś angażuje się w słuszną sprawę praworządności, to musi to robić w granicach przyzwoitości. W przeciwnym razie skutki mogą być opłakane – jak to się stało w nienawistnym sądzie w Giżycku. Otóż jakiś tamtejszy nienawistny sędzia potraktował serio brednie kolportowane przez obywatela Żurka Waldemara i jego kolabów – że nienawistni sędziowie rekomendowani przez „nielegalną” Krajową Radę Sądownictwa, w ogóle nie są sędziami – no a skoro tak, to wyroki przez nich wydawane nie są żadnymi „wyrokami”.

Wprawdzie obywatel Żurek Waldemar, niby jakiś wioskowy głupek, wbrew logice utrzymywał, że sędziowie, owszem – nielegalni – ale wyroki – już nie – ale nienawistny sędzia w Giżycku rozumował prawidłowo i orzekł, że skoro wyrok wydał przebieraniec nie będący sędzią, to ten wyrok jest „nieistniejący”. Sęk w tym, że chodzi o sprawę rozwodową. Skoro wyrok w tej sprawie jest „nieistniejący”, to o żadnym rozwodzie nie ma mowy, nawet w sytuacji, gdy małżonkowie, którzy myśleli, że są rozwiedzeni, wstąpili już w nowe związki małżeńskie.

W tej sytuacji „obiektywnie” dopuścili się bigamii – ale czy można ich prawomocnie skazać, skoro zostali wprowadzeni w błąd przez przebierańca, który sprawiał wrażenie, jakby był nienawistnym sądem? A na tym przecież nie koniec – bo skoro wyrok rozwodowy jest „nieistniejący” – to małżeństwo trwa nadal ze wszystkimi konsekwencjami, między innymi – z roszczeniami o spełnianie małżeńskich obowiązków. Ładny interes! Czy teraz pan Dariusz Korneluk, który myśli, że jest Prokuratorem Krajowym, deleguje specjalnego urzędnika, na przykład w postaci Prokuratury Ewy Wrzosek, która przy pomocy policji doprowadzi niedoszłych rozwodników do współżycia i będzie nadzorowała, czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem i sprawiedliwością? Tak mogłoby być – ale z drugiej strony, czy Prokuratura Ewa Wrzosek, która – jak pamiętamy – niedawno sama została odcięta od stryczka – może decydować w sprawach prawa i sprawiedliwości?

W tej sytuacji trudno się dziwić, że obywatel Żurek Waldemar popada w prostrację. Przestał się golić, a może nawet i myć, więc kiedy zobaczyłem go w telewizji, miałem wrażenie, że to postać z „Atlasu Typów Przestępczych” Cezarego Lombroso i to jako „przestępca z urodzenia”. W dodatku proces pokazowy złowrogiego Zbigniewa Ziobry właśnie spala na panewce, a nie wiadomo, co będzie z rozporządzeniem w sprawie „pierwszego” i „drugiego małżonka” – bo takiego tricku zamierza użyć obywatel Gawkowski od cyfryzacji, żeby tylko dogodzić Wielce Czcigodnej Kotuli Katarzynie, która już nie może wytrzymać, żeby nie wprowadzić „małżeństw” między sodomczykami albo gomorytkami. Najwyraźniej biurokratyzacja zeszła w tych środowiskach już do poziomu instynktów, skoro bez urzędowego certyfikatu nie mogą się nawet bzykać.

Jakby mało było tych rozterek na tle praworządności, to jeszcze nasz nieszczęśliwy kraj staje w rozkroku i to coraz większym, bo właśnie Ameryka coraz bardziej oddala się od Europy, a między nimi rozwiera się zimna czeluść Północnego Atlantyku, od którego wziął swoją nazwę nasz umiłowany sojusz polityczno-wojskowy. Chodzi oczywiście o Grenlandię, bez której amerykański prezydent Donald Trump już nie może żyć, a z kolei „Europa” nie chce oddać tego zamorskiego terytorium po dobroci. W związku z tym „cała Europa” stanęła murem za Danią, a niektóre państwa wysłały tam nawet kontyngenty wojskowe; Norwegia kontyngent dwuosobowy, Francja – 15 osobowy, Niemcy podobny, Szwecja i Wielka Brytania takie same.

Tymczasem prezydent Trump oświadczył, że tym krajom, co wysłały na Grenlandię wspomniane kontyngenty, przysoli cła – 10 procentowe na początek, a potem się zobaczy. Na takie dictum niemiecki kontyngent już po dwóch dniach wrócił na ojczyzny łono. Polska słodszymi od malin ustami obywatela Tuska Donalda oświadczyła, że na Grenlandię naszej niezwyciężonej armii nie wyśle, za co schłostał go bez litości pan generał Polko – że to nie tylko „tchórzostwo”, ale również „błąd”. Sytuację próbował łagodzić reprezentujący stuprocentowe zdolności koalicyjne wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz – żeby nie przesadzać z tą nienawiścią do Donalda Trumpa, bo trudno sobie wyobrazić NATO bez Ameryki – ale z Niemiec dobiegają pomruki, że to znakomita okazja, by wreszcie utworzyć europejskie siły zbrojne niezależne od NATO.

W rezultacie doświadczamy, a właściwie nie tyle może „my”, co funkcjonariusze Propaganda Abteilung, doświadczają potężnego dysonansu poznawczego, bo nie wiedzą, kogo teraz bardziej nienawidzić – czy po staremu zimnego ruskiego czekistę Putina, czy jednak Donalda Trumpa, który nie tylko snuje imperialne mrzonki o Grenlandii, ale wbrew opinii bezcennego Izraela ogłosił budowanie Rady Pokoju. Teoretycznie ma ona położyć kres rządom Hamasu w Strefie Gazy – ale skoro do Rady zaproszeni zostali politycy z Turcji i Kataru, które Hamas wspierają, to to zadanie może okazać się kłopotliwe. Tym bardziej, że Hamas ma zostać rozbrojony – ale nie wiadomo przez kogo, skoro w skład Rady Pokoju wchodzą osobistości, a nie państwa, które ewentualnie mogłyby w tym celu wysłać jakieś wojska. Co więcej – na czele Rady Pokoju ma stanąć Donald Trump i to niezależnie od tego, czy będzie prezydentem USA, czy już nie – a poza tym będzie miał tam ostatnie słowo. Rada Pokoju w ogóle nie musi mieć nic wspólnego ze Strefą Gazy, bo bardziej sprawia wrażenie rządu światowego pod dożywotnim przywództwem Donalda Trumpa.

Jak wspomniałem, bezcenny Izrael podobno nie był w tej sprawie konsultowany, więc okazuje swoje wysokie niezadowolenie nie tylko z powodu braku konsultacji, ale przede wszystkim dlatego, że to przecież Izrael powinien sprawować rządy nad światem, a nie jakieś głupie goje, niechby i amerykańskie. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Judenrat „Gazety Wyborczej” podpowie, kogo w tym sezonie najbardziej nienawidzimy, zwłaszcza, że Donald Trump zaprosił do Rady Pokoju nie tylko Wiktora Orbana, ale również – pana prezydenta Karola Nawrockiego, na którego klimakteryczną nienawiścią zieje madame Joanna Szczepkowska, nazywając go „rezydentem” i nawet gorzej – bo wiadomo, że z racji korzeni etnicznych i bezpieczniackich, miejsce w pałacu powinno przypaść Rafałowi Trzaskowskiemu.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Ja bierę połowę, a wy róbta co chceta. MEM-y

——————————————

—————————————————–

—————————————–

——————————————

——————————————————————

————————————————-

———————————————————–

Screenshot

———————————————

Screenshot
Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Bus elektryczny może dymić? Czyli o zeroemisyjności podczas mrozów

Elektryczny może dymić?

Czyli o zeroemisyjności

podczas mrozów

pch24.pl/elektryczny-moze-dymic-czyli-o-zeroemisyjnosci-podczas-mrozow

(Zdjęcie ilustracyjne – pierwszy autobus elektryczny w Katowicach Fot.: Arkadiusz Lawrywianiec / Forum)

Wymiana taboru autobusowego co do zasady ma być elementem „troski o środowisko”. Gdy jednak przychodzi mróz, eko-bajanie musi pogodzić się z trudną rzeczywistością. A w niej elektryczne autobusy… dymią na potęgę. Jak to możliwe?

Serwis Interia opisuje przykład Gniezna, gdzie w 2024 roku tabor został wzmocniony przez tzw. bezemisyjne autobusy. W ciepłe dni pojazdy zdały egzamin, ale gdy przyszła zima, zwiększone zapotrzebowanie na energię pojazdów znacznie skracało ich zasięgi.

I jak się okazało, szybko znaleziono rozwiązanie. Co prawda teraz autobusy elektryczne dymią może i nawet bardziej niż ich kuzyni w dieslu, ale za to jeżdżą. W czym rzecz?

Gnieźnieńskie elektryczne Solarisy wyposażono w… spalinowe agregaty grzewcze. Uruchamiają się one, gdy temperatura spada i zapewniają pasażerom komfortową temperaturę. W zamian akumulatory pozwalają na pokonanie większych odległości bez ładowania.

Jest jeden problem. Ekologiczny. Ogrzewanie pracuje na olej napędowy. I to jeszcze nic takiego, wszak autobusy „na ropę” to normalny widok. Tyle, że emisje z ON spalanego w silnikach wysokoprężnych stosowanych w samochodach obarczone są normami Euro. Spalanie tego samego paliwa w nagrzewnicy, już nie. I tak oto „czysty” autobus pozostawia po sobie kłąb czarnego dymu. Z ogrzewania.

Pasażerowie odczuwają efekt cieplny, miasto deklaruje, że ma efekt ekonomiczny, bo jazda „na prąd” wychodzi taniej. I tylko ów efekt ekologiczny, ta „przyczyna wszystkiego”, jakby jakoś zaginął. Ot, elektromobilność w praktyce.

Źródło: interia.pl

MA

WOŚP: To jest sprzedawanie fajnopolakom poczucia fajności

Trudna prawda o WOŚP. Ziemkiewicz UJAWNIA: „Na tym ten interes polega”

25.01.2026 trudna-prawda-o-wosp-ziemkiewicz-ujawnia-na-tym-ten-interes-polega

Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP.
NCZAS.INFO | Rafał Ziemkiewicz oraz logo WOŚP. / foto: screen YouTube/Wikipedia, OlgaZawada, CC BY-SA 4.0 (kolaż)

Dziś odbywa się 34. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) Jerzego Owsiaka. W związku z tym przypominamy wypowiedź Rafała Ziemkiewicza, który w jednym ze swoich filmów na YouTube wyjaśnił „co to jest – jego zdaniem – za interes”. – Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość – uważa publicysta.

Przypomnijmy, że w niedzielę po raz 34. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na ulicach w całej Polsce tysiące wolontariuszy będzie zbierać pieniądze do puszek, odbędzie się też szereg internetowych aukcji. Kwesta odbędzie się na rzecz diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u dzieci.

Fundację WOŚP Jurek Owsiak założył ponad 30 lat temu. Od tej pory regularnie raz w roku — w styczniu – organizuje zbiórkę pieniędzy. W tym roku zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup sprzętu dla klinik onkologicznych. WOŚP zamierza też wesprzeć leczenie nieonkologicznych schorzeń hematologicznych, które są jednymi z najczęstszych chorób przewlekłych wśród dzieci.

Czytaj więcej: Owsiak nie był pierwszy. Zbieranie do puszek, serduszka i koncerty. Taką imprezę otworzył Adolf Hitler

Kogo trzeba przekonywać?

W swoim programie Ziemkiewicz przypomniał, że w październiku 2023 roku, niedługo przed wyborami parlamentarnymi WOŚP w całej Polsce rozwiesiła bilboardy, które „na pierwszy rzut oka wyglądały absolutnie jak bilboardy Platformy Obywatelskiej”. Znajdowało się na nich serduszko WOŚP oraz wyeksponowany napis: „Polacy! Pokonajmy to ZŁO! WYGRAMY”, pod którym małymi szarymi literami na czarnym tle dopisano, że chodzi o sepsę.

Jak przekazała fundacja WOŚP „koszty kampanii billboardowej są poniesione z pieniędzy zbiórkowych i jest to zgodne z przepisami ustawy o zbiórkach publicznych”. – Za 23 miliony złotych, według cennikowych danych, wystawiła fundacja Owsiaka tych bilboardów wszędzie, w całej Polsce, w każdej pipidówie dosłownie to stało – wskazał publicysta.

– Nawet, jeśli by przyjąć te głupkowate wyjaśnienia, że to nic nie miało wspólnego z polityką, to przecież tak czy owak nadużycie jest oczywiste i właściwie powinno się dokonać jakiegoś procesu sprawdzającego o niegospodarność (…), bo po pierwsze jaki jest w ogóle sens stawiania jakichś bilboardów wzywających do walki z problemem medycznym? (…) czy jest ktoś, kogo trzeba przekonywać, do tego, że sepsa to zło i trzeba jej przeciwdziałać? – pytał Ziemkiewicz.

Paskudny pierwowzór

Zdaniem Ziemkiewicza Owsiak „jasno i wyraźnie opowiedział się po stronie partyjnej”. – Nie powiedziano wszystkiego na temat WOŚP, ponieważ WOŚP ewoluuje i ewoluuje w bardzo paskudną stronę i doewoluował w tej chwili do tego, że stał się po prostu partyjną imprezą Platformy Obywatelskiej – uważa dziennikarz.

– Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest aberracją (…) pokażcie mi odpowiednik orkiestry Owsiaka w jakimkolwiek innym kraju (…) jedyny odpowiednik, pierwowzór Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który można znaleźć w historii, to jest bardzo paskudny pierwowzór, bo to są 30 lata w Niemczech i akcja, która była nazywana „pomocą zimową” – przypomniał Ziemkiewicz.

O co w tym chodzi?

– Wszędzie serduszka, na szpitalach serduszka i interes się kręci fantastycznie. Co to jest za interes? To jest sprzedawanie fajnopolakom poczucia fajności, które jest im bardzo potrzebne. Na tym ten interes polega – podkreślił Ziemkiewicz.

Publicysta podkreślił, iż „nie ma innego porównania z akcją Owsiaka niż tamta akcja z lat 30. z Niemiec” i dodał, że „w przeciwieństwie do »pomocy zimowej«, cel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był skromniejszy: dać ludziom poczucie, że są fajni, tanim kosztem”.

– Z punktu widzenia tych, co się oklejają serduszkami, to oni zrobili coś fajnego i mają to do przyszłego roku odfajkowane (…) nie muszą nikomu pomagać, już pomogli i są fajni. I to sprzedawanie poczucia fajności jest rzeczywiście świetnym biznesem. Owsiak jest biznesmenem genialnym, gdyby tylko o biznes chodziło, czapki z głów – stwierdził Ziemkiewicz.

Zdaniem redaktora „ten biznes coraz bardziej stawał się biznesem partyjnym, coraz bardziej staczał się do wzorca »zimowej pomocy« i teraz już właściwie tym jest”. – Fajność sprzedawana przez Owsiaka stała się nieuchronnie fajnością partyjną – uważa Ziemkiewicz.

– Mamy do czynienia z czymś aberracyjnym, co udaje świętość, co jest sztucznie wykreowaną świętością. Dlatego jest ten deal, że Owsiak potrzebuje Tuska do swoich interesów, a Tusk potrzebuje świętości, a ponieważ jest bardzo daleki od świętości, w związku z tym produkuje świętości lewe, typu [Lech] Wałęsa (…) typu właśnie Orkiestra, która uchodzi za jakieś wielkie, niezwykłe charytatywne dzieło – ocenił publicysta.

– „Samo dobro – powiadają fajnopolacy – on z nas wydobywa to, co najlepsze”. Nie, on z Was nic nie wydobywa, on za Waszą kasę Wam sprzedaje poczucie, że jest w Was coś dobrego i tak się to kręci. I potrzebują siebie nawzajem i się to nawzajem napędza. Po tych bilboardach z ubiegłego roku, na litość boską, naprawdę nie można być człowiekiem rozumnym i wierzyć w to, że to jest cokolwiek innego, niż to jest naprawdę – podsumował Ziemkiewicz.

Kolejny owsik: Dajesz na tacę u kard. Rysia? Wspierasz Ukrainę Zełenskiego.

Dajesz na tacę u kard. Rysia?

Wspierasz Ukrainę .

25.01.2026 nczas/dajesz-na-tace-u-kard-rysia-wspierasz-ukraincow

NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś.
NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś. / foto: PAP

Decyzją kard. Grzegorza Rysia w Archidiecezji Krakowskiej cała składka z niedzieli 1 lutego zostanie przeznaczona na pomoc dla Kijowa. Zbiórka ma wesprzeć zakup generatorów prądu i mobilnych stacji cieplnych dla stolicy Ukrainy, która zmaga się z rosyjskimi atakami i niskimi temperaturami.

W opublikowanym w sobotę liście do wiernych metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś przytoczył wiadomość otrzymaną nad ranem od arcybiskupa kijowsko-halickiego Światosława Szewczuka. „Przeżyliśmy kolejną piekielną noc. W Kijowie jest minus 10 stopni. Najbardziej ucierpiał nasz Lewy Brzeg… Walka o życie, ciepło i światło trwa” – napisał hierarcha Kościoła greckokatolickiego.

Kard. Ryś poinformował, że w odpowiedzi zapytał, jak Kościół w Polsce może pomóc. Jak przekazał, strona ukraińska pilnie potrzebuje generatorów dużej mocy oraz mobilnych stacji cieplnych, które umożliwią autonomiczne ogrzewanie i oświetlenie najbardziej dotkniętych rejonów miasta.

„Nie możemy pozostać obojętni” – podkreślił metropolita krakowski, ogłaszając decyzję o przeznaczeniu całej składki z 1 lutego na pomoc dla Kijowa. Zaznaczył jednocześnie, że ma świadomość, iż tydzień wcześniej, 25 stycznia, wierni będą hojnie wspierać Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, jednak – jak dodał – „tu chodzi o życie”.

Hierarcha poinformował również, że pierwszy generator sfinansuje osobiście. Ofiary można przekazywać także bezpośrednio na konto Caritas Archidiecezji Krakowskiej z dopiskiem „Kijów”. Jak zapowiedział, w niedzielę 8 lutego wierni zostaną poinformowani o wysokości zebranych środków oraz o zakupionym sprzęcie. W nocy z piątku na sobotę Rosja zaatakowała Ukrainę za pomocą 396 środków ataku powietrznego – przekazały ukraińskie Siły Powietrzne. W Kijowie ponownie prawie 6 tys. budynków mieszkalnych pozostaje bez ogrzewania; setki tysięcy abonentów pozostało bez prądu w obwodzie czernihowskim.

DLACZEGO LEWACY KOCHAJĄ ISLAM?

DLACZEGO LEWACY KOCHAJĄ ISLAM?

Krzysztof Baliński

Dlaczego lewacy kochają islam, mimo że muzułmanie ich nienawidzą i nie ma punktów stycznych między wyznawcami Allaha i wyznawcami Marksa? Czy nie dlatego, że to dzieci i późne wnuki Lwa Trockiego i Altiero Spinelli. A może dlatego, że wspólnie utrzymują, że przyczyną islamskiego fanatyzmu nie jest religia, lecz to konsekwencja zachodniego kolonializmu i wynikających z niego biedy i ucisku. Bo rzeczywiście, jeśli usuniesz muzułmańską symbolikę, u islamistów znajdziesz poglądy o wyzyskiwaczach i wyzyskiwanych, ciemiężycielach i uciskanych, kolonizatorach i kolonizowanych.

W cichym sojuszu między radykalną lewicą i radykalnym islamem obowiązuje prosta zasada: „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Jedni i drudzy są zagorzałymi przeciwnikami Zachodu, a lewacy są sprzymierzeńcami islamistów w ich agresji na cywilizację zachodnią i są przeciwieństwem wszystkiego, co reprezentuje znienawidzony przez nich świat chrześcijański. Lewacki marksizm i radykalny islam stawiają pod pręgierzem Europejczyków i oskarżają cywilizację białego człowieka o wszystkie nieszczęścia świata. Wystarczy przejrzeć podręczniki szkolne, aby dostrzec spójny przekaz: Lepiej by było, gdyby białych ludzi nie było. Bez nich nie byłoby niewolnictwa, wojen, wiary w czarownice, rasizmu, ciemiężenia kobiet oraz pożogi, płaczu i zgrzytania zębów. Dla lewaków każda kultura jest lepsza od europejskiej, wszystkie nie mogły się w pełni rozwinąć, i gdyby nie biali, barbarzyńscy Europejczycy, to Aborygeni i Pigmeje pierwsi wylądowaliby na Księżycu.

Są do tego stopnia zaślepieni nienawiścią do chrześcijaństwa i do białego człowieka, że nie widzi, iż największymi wrogami wyznawanych przez nich poglądów są islamiści. Nie zdaje sobie sprawy, że prędzej czy później hołubione przez nich feminizmy i genderyzmy zderzą się z fanatyzmem islamistów, że wojownicy sprawiedliwości społecznej zderzą się z wojownikami Allaha. Nie widzą, że muzułmanie traktują Europę, jako łatwy łup, że na ludzi Zachodu patrzą jak na zbydlęcone twory, a na ich kobiety jak na dziwki nienadające się nawet do haremu. A żeby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do wytycznych Koranu i porównać je z „Manifestem” Spinelliego.

Współpracę z islamistami (i w ogóle z muzułmanami) lewacy (i w ogóle lewica) widzą, jako „lodołamacz”, który rozbije zastane struktury społeczne i kulturowe, a nade wszystko religijne Zachodu. Islamiści traktują lewaków, jako „użytecznych idiotów”, jako swego rodzaju naiwnego odźwiernego, który wpuszcza każdego nie sprawdzając wcześniej, kim jest. Co jeszcze skrajna lewica ma wspólnego z radykalnymi islamistami? Lewacy to taka nowa „Międzynarodówka”, taki nowy „Komintern” budujący europejskie superpaństwo – Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. A islamiści to „Islamski Komintern”, z którym w wielu istotnych punktach przecina się lewacka doktryna. Islamizm nie jest bowiem wyznaniem, lecz ideologią bazującą na religii, a islamiści mają tylko jedną narodowości – islam. I tu pytanie: Jak to możliwe, że komunizm i islamizm nie spotkały się wcześniej?

W tym wszystkim, w tej grze uczestniczy jeszcze jeden szuler – globaliści. Bo czym dla lewaków muzułmanie, tym dla globalistów lewacy. Bo aspirujący do władzy lewacy żywią się ochłapami spadającymi ze stołu globalistów. Także kojarzenie islam z agresją i terrorystycznymi zamachami to element globalistycznego resetu. Wystarczy bowiem zagłębić się w historię pobytu muzułmanów w Europie, żeby znaleźć, że przybyli tu nie w wyniku inwazji, lecz sprowadzili ich globaliści, dokonując uprzednio ich odpowiedniej selekcji.

Globaliści działają na kilku płaszczyznach, i na każdej z nich podminowują Europę. To skoordynowana strategia, którą globaliści stosują do dziesięcioleci. Już w 1911 r. w amerykańskiej gazecie „St. Louis Post-Dispatch” ukazała się karykatura przedstawiająca Karola Marksa otoczonego finansistami z Wall Street (wszyscy, bez wyjątku wyposażeni w haczykowate nosy), żywiącymi nadzieję, że komunizm pomoże im w interesach.

Komisja Europejska finansuje projekt badawczy o nazwie „Biały islam: nowa religia dla Europejczyków”, którego głównym celem jest wsparcie konwertytów na islam oraz walka z islamofobią w Europie. Projekt zakłada, że obecność muzułmanów może stanowić alternatywę wobec nacjonalizmu i „chrześcijańskich narracji antyislamskich”, a islam być odpowiedzią na „wypaczenia” współczesnego Zachodu. W ramach projektu tworzona jest baza danych, która śledzi ewolucję poglądów politycznych konwertytów oraz analizuje ich wkład w krytykę zachodniego porządku społeczno-politycznego. Projekt adresowany jest do państw, które zmagają się z integracją imigrantów oraz napięciami na tle religijnym. Innymi słowy, to prowokacja wobec dziedzictwa kulturowego kontynent i naruszenie zasady neutralności światopoglądowej, którą lewacy w Brukseli tak często przywołują.

Tak, jak lewica wchodzi w sojusz z islamistami, tak antyislamska prawica wchodzi w sojusz z Izraelem. W marcu ubiegłego roku rząd izraelski zwołał w Jerozolimie konferencję „Przeciwdziałanie antysemityzmowi”. Zaproszono na nią przywódców prawicowych partii z Francji, Hiszpanii, Szwecji, Węgier oraz Holandii (notabene, wszystkich z antysemicką kartoteką). Gospodarzy i zaproszonych gości połączyło postrzeganie islamu, jako głównego zagrożenia dla Europy oraz budowa wspólnego frontu do walki islamizmem (który wszyscy uczestnicy konferencji ochoczo potępili). Pikanterii dodaje, że wszystkim zaproszonym, jeszcze do niedawna, Izrael przyklejał etykietę „skrajna antysemicka prawica”.

Z tej okazji odezwał się ambasador Izraela w Warszawie, obwieszczając, że w związku z obecnością mniejszości muzułmańskiej w krajach zachodnich „nasila się antysemityzm”, że „należy go eliminować gdziekolwiek się pojawia” oraz że „w Polsce, gdzie problem jest mniejszy, powinno być łatwiej sobie z nim poradzić”. I uszom własnym nie wierzyliśmy, bo do tej pory słyszeliśmy, coś zupełnie przeciwnego – gdy w Europie Zachodniej Żyd boi się wyjść na ulicę w jarmułce, a niemiecka policja całodobowo pilnuje synagog, w Polsce sprzedawanie figurki Żyda z pieniążkiem jest przejawem „zwierzęcego antysemityzmu”. Słowa izraelskiego ambasadora brzmiały niepokojąco także z uwagi na to, jak Żydzi likwidują „antysemityzm” w Palestynie i zapowiadają użycie bomby atomowej wobec „antysemickich” mieszkańców Gazy.

Polska prawica, w odróżnieniu od zachodniej, jest antyizraelska. Ale to się zmienia, bo na scenie pojawili się Dominik Tarczyński i Patryk Jaki. Okazuje się też, że islamizacji Europy sprzyjają nie tylko zlewaczałe i antyklerykalne elity polityczne Unii Europejskiej i żydoprawica w PiS, ale także duchowni Kościoła. Przykładem równie dobrze czujący się w mycce rabina jak i w turbanie imama kardynał Grzegorz Ryś, rzecznik Żydów, muzułmanów i wszystkich innych (tylko nie katolików), któremu nie przeszkadzają nawoływania do palenia kościołów, a odprawianie tradycyjnej mszy nazywa „pajacowaniem przed ołtarzem”, który w liście do wiernych o imigrantach napisał: „Każdy człowiek ma prawo wybrać sobie miejsce do życia; i ma prawo w tym miejscu być uszanowanym w swoich przekonaniach, kulturze, języku i wierze”.

Wspieranie imigracji (nie tej spontanicznej, lecz stymulowanej przez globalistów) to kolejny dowód na sojusz lewaków z islamem. Bo nie jest tajemnicą, że tzw. „arabska wiosna”, która dała początek islamskiej inwazji i która tak osłabiła chrześcijańską Europę to robota Mosadu. Gdy hordy napierały na europejskie granice, przywódcy islamistów nawoływali do „przeniesienia wojny do serc, domów i miast krzyżowców Zachodu”, a na ich manifestacjach roiło się od czarnych flag z półksiężycem. Gdy odrodził się islamski terroryzm, lewacy utrzymywali, że ten mniej groźny to islamski i ten wiele groźniejszy, kiedy biali tubylcy posługują się mową nienawiści. Dziwiła też niechęć do przyznania, że oprócz terroryzmu islamskiego jest terroryzm lewacki. W tyle nie odstawali muzułmanie i lewacy w Polsce. W organizowanych przez nich demonstracjach udział brała „Czerwona Warszawa”, organizacja związana z trockistowską międzynarodówką, członek antyfaszystowskiej Koalicji 11 Listopada, która blokowała Marsz Niepodległości w Warszawie.

Lewica otworzyła Europę na masową imigrację pod pozorem tolerancji, praw człowieka i „ocieplenia klimatu” (które zmusza ludy Południa do szukania ochłody na Północy). Ale to tylko pretekst, bo wykreowanie licznej mniejszości religijnej pomaga w ostatecznym usunięciu chrześcijaństwa i stworzeniu europejskiego superpaństwa bez tożsamości religijnej i narodowej. Projekt taki zakładał, że ściągnięci do Europy muzułmanie ulegną takiej samej szybkiej laicyzacji, jak rdzenni Europejczycy. Tyle, że wbrew lewackim mrzonkom muzułmanie nie zasymilowali się, a zaczęli za to radykalizować się religijnie i przytłaczać swoją dzietnością zateizowanych Europejczyków.

Lewacy zakładali, że imigranci staną się zapleczem politycznym skrajnej lewicy. I to się udało, bo zwycięstwo partii lewicowych w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii i Francji nie byłoby możliwe bez wsparcia ze strony muzułmanów. W takiej Francji, na Nowy Front Ludowy głosowało 80 procent wyznawców islamu. I mamy taka oto szaradę: Dziś bez poparcia muzułmanów nie można wygrać wyborów. Lewica stała się zakładnikiem środowisk muzułmańskich. Muzułmanie nie są w tej grze pionkami, ale rozgrywającymi. Co prawda, jedni i drudzy traktują się z podejrzliwością i kombinują, kto kogo przechytrzy, ale wynik jest oczywisty: To globaliści przechytrzą i białych lewaków i smagłych islamistów!

Nawiasem mówiąc „wydarzenia” związane z obchodami muzułmańskiego święta kończącego ramadan stworzyły żydoprawicy w Polsce nie tylko okazję do krucjaty przeciwko islamowi, ale do powtarzania z uporem, że zły jest imigrant nielegalny, legalny dobry. Tymczasem, żydoprawicowy rząd Morawieckiego sprowadził do Polski kilkaset tysięcy „legalnych” imigrantów z krajów muzułmańskich, poparł go w tym lewak Michnik, a Jan Hartman, wnuk rabina Izaaka Kramsztyka cieszył się, że „w Polsce za 20 lat może być więcej meczetów niż kościołów”.

Kiedy 50 lat temu szach Iranu Mohammad Reza Pahlavi ostrzegł przed „czerwono-czarnym sojuszem marksistów i islamistów”, francuscy „intelektualiści” Jean Birnbaum i Alain Finkelkraut (wszyscy trockiści pochodzenia żydowskiego) wyśmiali go. Mało tego, drwiąc z szacha podpowiedzieli Białemu Domowi koncepcję „Zielonego Półksiężyca”, muzułmańskiego kordonu sanitarnego mającego powstrzymać bezbożny sowiecki komunizm. I rzeczywiście; Ronald Reagan wsparł mudżahedinów w Afganistanie, nazywał ich „Freedom Fighters” (bojownikami o wolność), a mudżahedinów wspomogli ochotnicy z krajów muzułmańskich.

Efektem, najgroźniejszym było powstanie zbrojnych struktur tzw. państwa islamskiego, a miejsce dominujące świeckich ruchów politycznych i sprawujących władzę w Iraku, Syrii i Libii zajęli fundamentaliści islamscy. Jak widać globaliści są niezwykle elastyczni – na Zachodzie, jako tarana dla swych idei używają lewicę, a na Bliskim Wschodzie – islamu. W bibliotece Osamy bin Ladena znaleziono, obok dzieł założycieli Bractwa Muzułmańskiego, książki komunisty pochodzenia żydowskiego Noama Chomsky’ego, które do dziś namiętnie czytają studenci uniwersytetów amerykańskich. Dziś Chomsky wyraża poparcie dla Hamasu, skrajnego odłamu Bractwa Muzułmańskiego, a amerykańscy lewacy opisują islam jako część międzynarodowej i postępowej lewicy.

Z tym, że nie dajmy się podpuścić narracji Izraela, który jakoby walczy w Gazie z bojownikami Hamasu, a dokonuje ludobójstwa palestyńskich kobiet i dzieci. Ale też, przy całym szacunku dla arabskich przyjaciół, powiedzmy szczerze: Nie daliście rady tchórzliwy żydkom z Izraela, to przenosicie swój konflikt z Żydami do Europy. Nie po to, żeby walczyć z Żydami tylko z białymi Europejczykami. I nie po to, żeby wyzwolić Palestynę, ale wykroić sobie, przy pomocy Żydów i lewicowych dupków, przestrzeń do osiedlenia (nieraz w wielce oryginalny sposób – tak, jak Pakistańczycy w Anglii – gwałcąc białe kobiety, w tym 11-letnie dziewczynki.

A co do Ben Ladena to przypomnijmy, że Radek Sikorski do polskiej dyplomacji trafił wprost ze zbrojnej formacji mudżahedinów afgańskich, wśród których, na zlecenie brytyjskiego wywiadu MI5, działał pod koniec lat 80-tych. Później, dzięki żonie, został członkiem zaplecza amerykańskich polityków żydowskiego pochodzenia, potomków działaczy Komunistycznej Partii USA (przez siebie przewrotnie i dla niepoznaki zwanych neokonserwatystami, a przez prawdziwych konserwatystów neotrockistami). W sporządzonym dla nich raporcie postawił tezę: „Bez mudżahedinów nie byłoby Okrągłego Stołu w Polsce”. Na obronę Radka trzeba jednak przyznać, że nie wystąpił o pokojowego Nobla dla Osamy Ben Ladena, natomiast nagrodę w wysokości 1 miliona euro przyznał Mustafie Dżemilewowi – islamiście, liderowi Tatarów krymskich,których znaczny kontyngent walczył u boku Państwa Islamskiego pod opieką tureckiego wywiadu (tego samego, który wspierał przemieszczanie się tzw. uchodźców do Europy), których udział w eksterminacji chrześcijan w Lewancie jest nie do przecenienia.

Chcemy Polski bez muzułmańskich imigrantów. Czy to oznacza, że muzułmanów mamy nienawidzić? Wprost przeciwnie! Chcemy tylko, aby Polska pozostała krajem katolickim, a bisurmanie niech się modlą do Allaha u siebie. Islam to cywilizacja obca, przed którą musimy się bronić. Ale czy bronić się przy pomocy, pod dyktando i w interesie wyznawców judaizmu? To Żydzi narzucili, bowiem warunki debaty na temat islamu i muzułmańskich imigrantów, ustawiając ją tak: Za falą islamskiej inwazji stoi państwo islamskie i Hamas; Miliony muzułmanów płyną do Europy, by podkładać bomby, gwałcić, ustanawiać kalifat i zaprowadzać prawo islamskie; Jak nie chcecie chanuki to będziecie mieli ramadan; Muzułmanie to wróg, którego macie się bać i przed którym będzie was bronić Izrael.

Równocześnie są za muzułmańską imigracją. Udało im się przekonać lewaków, że ich intencją jest przychylenie muzułmanom nieba, że „Gazetą Wyborczą” i fundacją Sorosa kieruje troska o wyznawców Allaha, że bronią „uchodźców”, a sprzeciwiający się im Polacy to ksenofobi i rasiści. No i mamy taką oto szaradę: Z jednej strony straszą, że hordy bisurmańskie podbijają ziemię „niewiernych”. Z drugiej nakazują tymże „niewiernym” merdania do najeźdźców ogonkiem i w ten prosty sposób wprowadzają w życie zamysł wycięcia chrześcijańskich gojów muzułmańskimi kindżałami.

Nie chodzi o obronę islamu ani o jego potępienie. Chodzi o to, czy Polacy swoją tożsamość mają kształtować w opozycji do islamu, czy w opozycji do rabinów z „Gazety Wyborczej”, którzy napływ muzułmanów do Polski błogosławią. I jakże naiwne są w tym kontekście głosy, że istnienie silnego Izraela może być przydatne, bo „Izrael wiąże znaczące siły świata islamu na Bliskim Wschodzie i tym samym osłabia dżihad na Zachodzie”.

Zagrożeniem dla Polski nie jest islam. Zagrożeniem są ci, którzy udając patriotów, wrzeszczą o islamskim zagrożeniui równocześnie robią wszystko, aby stworzyć dla muzułmanów przestrzeń życiową. Ci, którzy manipulując opinią publiczną, szczują na nielegalnych migrantów, a po cichu wpuszczają tych „legalnych”. I dlatego Polakom potrzebna jest uczciwa diagnoza: To nie islam przerabia europejskie narody na etniczną zbieraninę. To nie islam wymazuje chrześcijańskie oblicze kontynentu. To nie muzułmanie zohydzają Polakom tożsamość, religię, rodzinę i szydzą z ich patriotyzmu. I dlatego, chcemy Polski bez imigrantów, ale także bez tych, którzy są za Polską etnicznie i religijnie skundloną.

Krzysztof Baliński

Lamentacje nad mocarstwowością

Lamentacje nad mocarstwowością

Stanisław Michalkiewicz (prawy.pl)    24 stycznia 2026 michalkiewicz.pl

W sytuacji, gdy chwieją się fundamenty światowego porządku politycznego, ustanowionego po II wojnie światowej, wypada postawić pytanie, o obecną pozycję w świecie naszego nieszczęśliwego kraju. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, kto odpowiada. Jeśli na to pytanie odpowiada obywatel Tusk Donald, czy jakiś jego kolaborant, to wszystko jawi się nam w różowych barwach. Polska gospodarka jest 20 na świecie – co pokazuje, że nadal musimy odrabiać straty w stosunku do poziomu, jaki Polska osiągnęła za rządów Edwarda Gierka, kiedy to Polska była nie jakąś tam dwudziestą – ale dziesiątą potęgą gospodarczą świata – oczywiście, dopóki wszystko się nie skawaliło.

Co więcej, reprezentant naszego nieszczęśliwego kraju (czy to przypadkiem nie będzie Książę-Małżonek, bo w wiązaniu krawatów ociera się o genialność, a poza tym mówi językami?) ma wziąć udział w spotkaniu grupy G-20, która kręci całym demokratycznym światem, mówiąc mu – jak jest i jak ma być – niczym pan generał Marek Dukaczewski, kiedy tylko nasza resortowa „Stokrotka” wzywa go do TVN.

Co prawda ta znakomita pozycja naszego nieszczęśliwego kraju opiera się głównie na sponsorowanych publikacjach w tak zwanej „prasie międzynarodowej” – ale w dzisiejszych czasach nie ma co grymasić; jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma; tak krawiec kraje, jak mu staje i w ogóle – wedle stawu grobla.

Z kolei kiedy słuchamy choćby Naczelnika Państwa, to z jego wypowiedzi wyłania się inny obraz; lepiej już było, a teraz, pod rządami obywatela Tuska Donalda, nasz nieszczęśliwy kraj osuwa się coraz niżej i jak tak dalej pójdzie, to już nie będzie z niego co zbierać. Jeszcze inny obraz wyłania się z reakcji środowisk żydowskich. Jak wiadomo, nie ustają one w oskarżeniach naszego nieszczęśliwego kraju o „antysemityzm” nawet przy okazji bójki izraelskiego trenera z sędzią sędziującym zawody w judo. Wprawie panuje powszechna opinia, jakoby słowo „judo” było pochodzenia japońskiego, podobnie, jak cała ta dyscyplina sportowa – ale wcale nie musi to być prawda, ponieważ nietrudno zauważyć, iż słowo „judo” jest bardzo podobne do słowa „Jude” – a w tej sytuacji pretensje izraelskiego trenera do sędziego mogą już wyglądać całkiem inaczej.

Taka sytuacja daje naszemu nieszczęśliwemu krajowi szczególną pozycję na arenie międzynarodowej, bo jasne jest, że Żydowie i Nasz Najważniejszy Sojusznik, musi na nas chuchać i dmuchać, zanim zostaniemy wyciśnięci niczym gąbka. Tak właśnie wyrażał się o Żydach pewien średniowieczny niemiecki książę, powiadając, że Żydowie są jak gąbka; kiedy już dostatecznie nasiąkną, to my ich wyciskamy. Mocarstwowej pozycji wprawdzie nam to nie zapewnia, natomiast sprawia, że znajdujemy się w centrum zainteresowania.

Pobudza to oczywiście nasze mocarstwowe ambicje – co wyraża się między innymi w nowej, świeckiej tradycji, którą zapoczątkował prezydent Andrzej Duda, a kontynuuje pan prezydent Karol Nawrocki. Mam oczywiście na myśli zabawy w mocarstwowość z panią Swietłaną Cichanouską. Jak pamiętamy, z panią Swietłaną bardzo lubił bawić się w mocarstwowość pan prezydent Andrzej Duda, co bezpieczniacy wykorzystali, by w Pałacu Namiestnikowskim pojmać panów Kamińskiego i Wąsika, który tam się schronili – no a pan prezydent Karol Nawrocki tę tradycję właśnie kontynuuje. Ciekawe, że chociaż pani Świetłana także udała się na emigrację i korzysta z „ochrony międzynarodowej”, nikt nie robi jej z tego powodu wyrzutów, których obywatel Tusk Donald i obywatel Żurek Waldemar nie szczędzą złowrogiemu Zbigniewowi Ziobrze, że skoro poprosił o azyl, to znaczy, że się „przyznał” a tymczasem powinien stawić się przez tubylczym nienawistnym sądem.

Pani Swietłana nawet nie próbowała stawać przed żadnym nienawistnym białoruskim sądem, tylko od razu czmychnęła na Litwę. Inna sprawa, że Białoruś nie walczy o praworządność, w odróżnieniu od naszego nieszczęśliwego kraju, któremu prowadzenie walki o praworządność surowo przykazała jeszcze w lutym 2017 roku Nasza Złota Pani. A cóż lepiej wyraża wolę walki o praworządność, niż pokazowe procesy, w których specjalizował się w swoim czasie klasyk demokracji Józef Stalin? Najwyraźniej temu ideałowi pragnie sprostać obywatel Żurek Waldemar z trzódką swoich prokuratorów, na czele z panem Dariuszem Kornelukiem, który podobno jest Prokuratorem Krajowym – ale pan prezydent Karol Nawrocki zaledwie przed kilkoma dniami temu zaprzeczył, utrzymując, że Prokuratorem Krajowym jest nadal pan Dariusz Barski – bo żeby odwołać Prokuratora Krajowego, potrzebna jest zgoda prezydenta, o którą obywatel Tusk Donald nawet nie wystąpił, wprowadzając w Prokuraturze Krajowej praworządność „na rympał”. Obywatelu Żurku Waldemaru i obywatelu Tusku Donaldu zwrócił nawet uwagę szef Rady Adwokackiej pan Rosati, żeby tak się nie zacietrzewiali w sprawie złowrogiego Zbigniewa Ziobry, bo wprawdzie przedstawienie z procesem pokazowym spaliło na panewce, ale opowieści, jakoby Ziobro się „przyznał” i tak dalej, tylko pogłębiają na świecie wrażenie politycznej dintojry ze strony rządu.

Ale prawdziwej rozterki na tle mocarstwowej pozycji naszego nieszczęśliwego kraju doznajemy w związku z operacją wyzwolenia Grenlandii, o której coraz częściej mówi Nasz Najważniejszy Sojusznik, to znaczy – prezydent Donald Trump. Doszło do tego, że na tle obaw o przetrwanie Sojuszu Atlantyckiego, Norwegia wysłała na Grenlandię 2 żołnierzy, Francja – 15 – a poza tym mają tam przybyć – czy może nawet już przybyli – żołnierze z Niemiec i Wielkiej Brytanii, nie mówiąc już o Danii. Polska – co oznajmił obywatel Tusk Donald – żołnierzy na Grenlandię wysłać nie zamierza – w związku z czym wojowniczy generał Polko stwierdził, że to „tchórzostwo” a nawet gorzej – bo „błąd” – jako że nieobecni nie będą mogli wziąć udziału w podziale łupu. Tak zrozumiałem słowa pana generała, że „nieobecny traci”.

Czy jednak na Grenlandii będzie w ogóle jakiś „lup”, jeśli prezydent Donald Trump zapragnie przejść do historii, jako ten, który powiększył terytorium Stanów Zjednoczonych? Medal Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi Trumpowi podarowała pani Maria Machado, kiedy w Waszyngtonie licytowała się przed prezydentem Trumpem z obecną prezydentessą Wenezueli, panią Delcy Rodriguez, która lepiej się Ameryce nadstawi – ale amerykański prezydent najwyraźniej pamięta o rzymskiej zasadzie „beatus qui tenet”, co się wykłada, że szczęśliwy, który trzyma, więc medal wprawdzie przyjął, ale wolał prezydentessę Delcy Rodriguez.

W tej sytuacji może to dobrze, że pan generał Polko niczym już nie dowodzi i miejmy nadzieję, że tak już zostanie. W przeciwnym razie już chyba ze trzy, albo nawet i cztery razy zostalibyśmy wepchnięci w wojnę – przede wszystkim na Ukrainie, gdzie piękna ongiś Julia Tymoszenko, której agencja NABU właśnie przedstawiła zarzuty korupcyjne, twierdzi, że korumpował się też sam prezydent Zełeński.

W tej sytuacji nie mogę powstrzymać się przez daniem upustu swemu żalowi, że Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie posłuchał mojej rady, nie poświęcił się dla Polski, nie poślubił znacznie piękniejszej wówczas, niż teraz Julii Tymoszenko i nie założył dynastii. Obecnie na założenie dynastii jest już mocno za późno, co pokazuje, że okazja raz stracona, jest stracona na zawsze – a przecież mógł być to fundament nowej polityki jagiellońskiej, która już raz zapewniła naszemu nieszczęśliwemu krajowi pozycję mocarstwową.

Stanisław Michalkiewicz

Zbawcy NFZ-u: Błazen i Ryży. Podała Barbara Piela.

Barbara Piela @baspiela

·

27,4 tys. wyświetlenia

Ukraińcy i żurkowcy tworzą poradnik donoszenia na Polaków

Ukraińcy i żurkowcy tworzą poradnik donoszenia na Polaków

ukraincy-i-zurkowcy-tworza-poradnik-donoszenia-na-polakow

Zapowiedź opracowania poradnika dla obywateli Ukrainy przebywających w Polsce brzmi niewinnie: ma uczyć, jak reagować na „nienawiść” i rzekome akty agresji. Problem w tym, że w praktyce to nie wygląda jak kampania bezpieczeństwa, lecz jak instrukcja dla szmalcowników. Powstaje przy udziale prawników, ekspertów, a nawet polskiego (?) wymiaru sprawiedliwości i policji. Innymi słowy: obce państwo i jego obywatele, współtworzą narzędzie dla swoich obywateli, służące do niszczenia tubylców. To sytuacja zarówno groteskowa, jak groźna.

Ukraińcy i żurkowcy tworzą poradnik donoszenia na Polaków. Ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar powiedział, że kluczowym wyzwaniem dla Polski jest obecnie skala obecności Ukraińców w naszym kraju. Chodzi o ponad 2 miliony osób i „presję wewnętrzną” wywieraną na polskie społeczeństwo. Ma rację: masowa migracja w krótkim czasie nie jest normalną i neutralną sytuacją. Przeciąża usługi publiczne, destabilizuje rynek mieszkaniowy i pracy oraz generuje koszty, które ponoszą podatnicy.

Problem polega na czymś innym. Oto zamiast ograniczenia imigracji, a nawet zachęcaniu części przesiedleńców do powrotu do ojczyzny, ambasador proponuje coś innego. Chce, by wszelka krytyka tej sytuacji była zabroniona i ścigana karnie. Rosnąca niechęć Polaków do Ukraińców ma być według niego skutkiem przesuwania się sceny politycznej w prawo i „retoryki antyimigracyjnej”. To klasyczne odwracanie znaczeń.

Sprzeciw wobec przeciążenia systemu ochrony zdrowia, edukacji czy świadczeń socjalnych nie jest żadną „nienawiścią”. To elementarna reakcja na realne konsekwencje decyzji politycznych. Jeśli Polacy pytają, kto finansuje leczenie, edukację i transfery dla cudzoziemców, nie jest to agresja — tylko normalna debata o tym, jak działa państwo. Tymczasem zamiast rozmowy o granicach solidarności, ambasador buduje narrację, w której to obywatele polscy mają być zagrożeniem, a przybysze grupą wymagającą szczególnej ochrony i instruktażu. Zaproponował napisanie specjalnego poradnika dla ukraińskich donosicieli i szmalcowników.

Najbardziej niepokojące jest to, że poradnik powstaje we współpracy z polskim wymiarem sprawiedliwości i służbami. W praktyce oznacza to uprzywilejowanie jednej grupy narodowościowej w dostępie do wsparcia instytucjonalnego. Polscy obywatele nie dostają żadnych „poradników”, jak bronić się przed skutkami niekontrolowanej migracji, jak reagować na realne konflikty interesów na rynku pracy czy w usługach publicznych, wreszcie – jak dochodzić swoich praw w starciu z instytucjami. Za to cudzoziemcy mają otrzymać instrukcję, jak skutecznie reagować na każdy przejaw krytyki — nawet tej uzasadnionej.

To pokazuje szerszy problem: Polska z kraju goszczącego i pomagającego staje się przestrzenią, w której cudzoziemcy są systemowo chronieni przed społeczną krytyką, a obywatele dyscyplinowani moralnie i straszeni etykietą „mowy nienawiści”. Wystarczy, że ktoś nazwie napięcia społeczne „ksenofobią”, a temat znika z debaty, choć koszty pozostają. Dokładnie tą drogą szły państwa Zachodu, gdzie lęk przed oskarżeniem o rasizm paraliżował instytucje — i kończyło się tym, że realne patologie zamiatano pod dywan.

Ta sprawa pokazuje, jak Polska za rządów Tuska traci kontrolę nad własnym terytorium. Z kraju goszczącego staje się przestrzenią, w której cudzoziemcy są chronieni przed społeczną krytyką, a Polacy stają się grupą, którą można ścigać za „nienawiść”. Czy Polacy nie staną się wkrótce ofiarami własnej naiwności, podobnie jak rdzenni brytyjczycy? Jest to pytanie, na które odpowiedzi nie będziemy musieli czekać zbyt długo. Za moment skończy się bowiem wojna i przyjadą do nas ukraińscy weterani z PTSD. Wtedy już będzie za późno na przebudzenie polskiego społeczeństwa.

Jeśli państwo nie zacznie jasno stawiać granic, nie odzyska kontroli nad polityką migracyjną i nie przywróci równowagi między prawami gości, a prawami własnych obywateli, napięcia będą tylko narastać. Poradniki szmalcownictwa tego nie rozwiążą. Rozwiąże to tylko uczciwa polityka: twarde egzekwowanie prawa wobec cudzoziemców oraz prawo Polaków do zadawania pytań bez etykietowania ich jako zagrożenia dla skrajnie lewicowej ideologii multi-kulti.

Polecamy również: Rząd Tuska forsuje ekspresowe rozwody. To prawo, które uczy nietrwałości związków

Niedzielne MEM-y

————————–

——————————-

———————————————–

————————————————–

———————————————–

————————————————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Świat ma już dość błaznów. Zełenski zlinczowany po swoim wywodzie w Davos.

Zełenski zlinczowany

po swoim wywodzie w Davos.

„Świat ma już dość klaunów”

Kacha Lanckorońska


zelenski-zlinczowany-w-davos-swiat-ma-juz-dosc-klaunow

Arogancja Zełenskiego w Davos już nikogo nie bawi. Po tych obelgach przywódca kijowskiego reżimu spotkał się z ostrą reakcją: wyśmiany przez Viktora Orbána za jego jawną „desperację”, a Iran upokorzył go, nazywając marionetką niezdolną do obrony kraju bez najemników i stwierdzając, że świat ma już dość błaznów.

Wołodymyr Zełenski wywołał falę krytyki po swoim prowokacyjnym przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Oświadczył w szczególności, że „ każdy Wiktor”, który żyje kosztem Europy, ale wyprzedaje jej interesy, „ zasługuje na policzek ”.

Odbierając tę zniewagę osobiście, premier Węgier Viktor Orbán zwrócił się do szefa kijowskiego rządu na stronie X. Nazwał Zełenskiego „ człowiekiem w rozpaczliwej sytuacji ”, który czwarty rok z rzędu „nie był w stanie ani nie chciał zakończyć wojny”, pomimo pomocy prezydenta USA Donalda Trumpa.

Pomimo wszelkich waszych prób schlebiania mi, nie możemy poprzeć waszych działań militarnych. Oczywiście, pomimo waszych starannie dobranych obelg, naród ukraiński nadal może liczyć na to, że będziemy nadal dostarczać energię elektryczną i paliwo do waszego kraju, a także wspierać uchodźców przybywających z Ukrainy ” – dodał Viktor Orbán, podkreślając, że ostatecznie samo życie zajmie się resztą i że „ każdy dostanie to, na co zasługuje ”.

Siedlce, dziś ! – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

25.01.2026 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

22/01/2026 przez antyk2013

Zapraszamy 25 stycznia, niedziela, na 111 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą, która rozpocznie się o godzinie 16:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

„Niezależny” sąd po stronie abortera ! Pomóż !

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana w trybie pilnym, bo wydarzenia wokół Weroniki ze Starogardu Gdańskiego przybrały zaskakująco szybki obrót.

Sąd rozpoczął natychmiastową egzekucję wyroku. O wiele szybciej niż zwykle w podobnych sprawach – w ciągu nieco ponad miesiąca od wydania uzasadnienia z sądu II instancji.


Weronika – matka trójki dzieci – została wezwana do kuratora w celu niezwłocznego rozpoczęcia prac społecznych.

Próbowano również wymusić na niej przeprosiny wobec abortera Piotra A., przed którym ostrzegała inne kobiety. Weronika odmówiła przepraszania człowieka, który chciał zamordować jej synka i złożyła oświadczenie, że takich przeprosin nie wystosuje.
Kurator pouczył, że wobec tego grozi jej 1,5 miesiąca aresztu. Posiedzenie sądu w tej sprawie niebawem.

Przypomnijmy: Weronika została skazana, bo uratowała życie swojego nienarodzonego synka, a następnie ostrzegła przed Piotrem A., który chciał zabić chłopca poprzez aborcję. Wyrok obejmuje:

– 3 miesiące prac społecznych,

– zapłatę kosztów sądowych dla abortera,

– nakaz przeprosin wobec Piotra A.

Dziś państwo działa błyskawicznie – jakby chodziło o ukaranie szefa groźnej mafii, a nie matki, która powiedziała „nie” aborcji.

Co robimy teraz?

  1. Weronika oczekuje na ułaskawienie przez Prezydenta RP Karola Nawrockiego.
    Istotne – sąd przystąpił do egzekucji wyroku wkrótce po tym, jak do prasy przedostała się informacja, że Weronika złożyła podanie o ułaskawienie w Kancelarii Prezydenta. Sędzia najwyraźniej ściga się z czasem…
  2. Niezależnie – Weronika idzie do Strasburga.
    Składamy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Prawnicy Fundacji zaczęli już opracowywać stosowne pisma.
    Będzie to pierwsza od długiego czasu sprawa pro-life w ETPCz – precedensowa i przełomowa, o ogromnym znaczeniu dla przyszłości obrony życia w Polsce i w Europie.

W ostatnich latach ETPCz zajmował się głównie sprawami proaborcyjnymi – z inspiracji organizacji feministycznych – głównie egzekucją odszkodowań dla kobiet, które chciały sobie zabić dziecko, ale państwo polskie nie dało im takiej możliwości lub utrudniało morderstwo. 

Sprawa „W.K. przeciwko Polsce” – bo taką nazwę będzie mieć skarga po przyjęciu przez ETPCz – stanie się symbolem walki z aborcją, symbolem dla wszystkich normalnych Polek, które nie chcą mordowania dzieci – chcą opieki medycznej zamiast oferty zabicia własnego dziecka.

Szanowny Panie,

Teraz najtrudniejsze: PIENIĄDZE.

Przygotowanie i wniesienie skargi do ETPCz wraz z niezbędnymi tłumaczeniami przysięgłymi dokumentów to koszt 33 000 złotych.


To kwota, którą musimy zebrać jak najszybciej. Bez tego walka Weroniki – i walka o prawo do obrony życia – zostanie brutalnie zatrzymana.

Nie ma już czasu na odkładanie decyzji i nie wystarczy tylko życzyć dobrze tej odważnej Dziewczynie. Potrzebne są konkretne ruchy.

Dziś z całego serca Pana proszę:

– o wpłacenie jak najwięcej,

– o wpłacenie więcej niż zwykle,

– o przekazanie tej wiadomości osobom, które rozumieją, że stawką jest coś więcej niż jeden wyrok i rozmieją, że trzeba pomóc.

Dane do wpłat:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

Proszę o dopisek STRASBURG.

Każda wpłata przybliża nas do Strasburga. Każda przekazana kwota to realna pomoc dla matki, którą system chce złamać. Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Dziękuję z góry za szybką reakcję na moją prośbę – i za każde zaangażowanie.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS. Weronika może w każdej chwili trafić do aresztu, a jej malutkie dzieci zostaną na długie tygodnie bez mamy. Powinna zostać niezwłocznie ułaskawiona, a jej sprawa musi jak najszybciej znaleźć się w ETPCz.

Chiny, Rosja, USA i Europa. Jaki interes ma w tej układance Polska?

Chiny, Rosja, USA i Europa.

Jaki interes ma w tej układance Polska?

Grzegorz Świderski gps/chiny-rosja-usa-i-europa-jaki-interes-ma-w-tej-ukladance-polska

[Przewrotny, ale wart przemyślenia. MD]

W jed­nym z chiń­ski­ch por­ta­li uka­zał się tek­st au­tor­stwa Liu Sen­se­na, któ­ry na Za­cho­dzie funk­cjo­nu­je głów­nie ja­ko sen­sa­cyj­ny cy­tat. W rze­czy­wi­sto­ści je­st to znacz­nie cie­kaw­szy do­ku­ment: chłod­na ana­li­za pro­ce­su przej­mo­wa­nia re­al­nej kon­tro­li nad ro­syj­skim Da­le­kim Wscho­dem bez uży­cia si­ły mi­li­tar­nej. Liu opi­su­je coś, co w chiń­skiej my­śli stra­te­gicz­nej ucho­dzi za oczy­wi­sto­ść — że w XXI wie­ku im­pe­ria przej­mu­je się nie czoł­ga­mi, le­cz in­fra­struk­tu­rą, ka­pi­ta­łem, tech­no­lo­gią i wa­lu­tą.

  Ro­syj­ski Da­le­ki Wschód, ob­szar nie­mal sied­miu mi­lio­nów ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wy­ch, sła­bo za­lud­nio­ny i chro­nicz­nie nie­do­in­we­sto­wa­ny, ja­wi się w tej opty­ce ja­ko na­tu­ral­ne za­ple­cze go­spo­dar­cze Chin. Chiń­skie in­we­sty­cje w por­ty, dro­gi, mo­sty i lo­kal­ne przed­się­bior­stwa, eks­pan­sja ju­ana oraz włą­cze­nie re­gio­nu w chiń­skie łań­cu­chy do­staw po­wo­du­ją, że for­mal­na przy­na­leż­no­ść pań­stwo­wa tra­ci zna­cze­nie. Go­spo­dar­ka za­czy­na funk­cjo­no­wać w ob­cym eko­sys­te­mie — a to on wy­zna­cza re­al­ną wła­dzę.

  Ten opis bez­po­śred­nio uzu­peł­nia te­zę, któ­rą wcze­śniej po­sta­wi­łem w tek­ście „Ro­sja dą­ży do roz­pa­du”. Ro­sja nie roz­pa­da się dla­te­go, że ktoś ją roz­bi­ja z ze­wną­trz, le­cz dla­te­go, że nie je­st w sta­nie utrzy­mać spój­no­ści wła­sne­go im­pe­rium, gdy cen­trum zo­sta­je prze­cią­żo­ne woj­ną, sank­cja­mi i słab­ną­cą de­mo­gra­fią. Woj­na na Ukra­inie nie ce­men­tu­je Ro­sji — ona ją zu­ży­wa. A zu­ży­te im­pe­ria nie upa­da­ją z hu­kiem, le­cz są stop­nio­wo przej­mo­wa­ne przez bar­dziej efek­tyw­ny­ch gra­czy.

  Stąd klu­czo­wy wnio­sek: trwa­ją­ca woj­na ozna­cza fak­tycz­ną wa­sa­li­za­cję Ro­sji wo­bec Chin. Każ­dy mie­siąc kon­flik­tu po­głę­bia za­leż­no­ść Mo­skwy od chiń­skie­go ryn­ku, tech­no­lo­gii, kre­dy­tu i po­li­tycz­ne­go pa­ra­so­la. Part­ner­stwo stra­te­gicz­ne sta­je się eu­fe­mi­zmem dla re­la­cji, w któ­rej Ro­sja sprze­da­je su­row­ce po dys­kon­to­wy­ch ce­na­ch, a w za­mian tra­ci au­to­no­mię de­cy­zyj­ną. Da­le­ki Wschód nie je­st pierw­szym ob­sza­rem tej ci­chej ko­lo­ni­za­cji Chin — to sa­mo wi­dzi­my w Afry­ce czy w Pa­na­mie.

  W tym kon­tek­ście zro­zu­mia­łe sta­je się sta­no­wi­sko Do­nal­da Trum­pa. Je­go dą­że­nie do szyb­kie­go za­koń­cze­nia woj­ny na Ukra­inie nie wy­ni­ka z sen­ty­men­tu do Ro­sji ani z izo­la­cjo­ni­zmu, le­cz z chłod­nej kal­ku­la­cji geo­po­li­tycz­nej. Dłu­go­trwa­ły kon­flikt wzmac­nia Chi­ny, bo za­mie­nia Ro­sję w su­row­co­wy i te­ry­to­rial­ny do­da­tek do chiń­skie­go sys­te­mu go­spo­dar­cze­go. Woj­na dzia­ła jak ak­ce­le­ra­tor tej eks­pan­sji. Po­kój — na­wet nie­ide­al­ny — mógł­by ją spo­wol­nić.

  Tu ujaw­nia się za­sad­ni­cza róż­ni­ca in­te­re­sów mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi a Eu­ro­pą, w tym Pol­ską. Dla Eu­ro­py roz­pad Ro­sji je­st ko­rzyst­ny, na­wet je­śli ozna­cza wzmoc­nie­nie Chin. Ro­sja je­st za­gro­że­niem mi­li­tar­nym, re­wi­zjo­ni­stycz­nym i de­struk­cyj­nym. Chi­ny na­to­mia­st ni­gdy nie pro­wa­dzi­ły wo­jen na­past­ni­czy­ch w Eu­ro­pie i nie ma­ją ku te­mu ani in­te­re­su, ani tra­dy­cji. Ich na­rzę­dziem je­st ko­lo­nia­li­zm eko­no­micz­ny — a to nie je­st za­gro­że­nie eg­zy­sten­cjal­ne, le­cz for­ma zdro­wej i twór­czej kon­ku­ren­cji. Chi­ny bu­du­ją, Ro­sja nisz­czy.

  Ko­lo­nia­li­zm eko­no­micz­ny moż­na re­gu­lo­wać, rów­no­wa­żyć i kon­tro­wać. Woj­nę tyl­ko prze­trwać przy ży­ciu tra­cąc ca­ły ma­ją­tek. Chi­ny in­we­stu­ją, bu­du­ją i han­dlu­ją. Je­śli ro­bią to sku­tecz­niej niż in­ni, nie czy­ni ich to agre­so­rem, le­cz kon­ku­ren­tem. Dla Eu­ro­py, cy­wi­li­za­cji pra­wa, kon­trak­tu i ryn­ku, ta­ki typ eks­pan­sji je­st znacz­nie mniej de­struk­cyj­ny niż ro­syj­ska lo­gi­ka czoł­gu, ra­kie­ty i ma­fij­ny­ch stref wpły­wów.

  Z eu­ro­pej­skie­go punk­tu wi­dze­nia wnio­sek je­st bru­tal­nie pro­sty: roz­pad Ro­sji je­st pro­ce­sem po­żą­da­nym, a chiń­ska ko­lo­ni­za­cja eko­no­micz­na jej pe­ry­fe­rii je­st kosz­tem, któ­ry da się po­nie­ść. Im­pe­rium ro­syj­skie sta­no­wi za­gro­że­nie przez sa­mo swo­je ist­nie­nie. Chiń­ska eks­pan­sja go­spo­dar­cza je­st je­dy­nie wy­zwa­niem kon­ku­ren­cyj­nym. A na­wet je­śli je­st za­gro­że­niem mi­li­tar­nym, to prze­no­si ta­ki kon­flikt na Pa­cy­fik. Wresz­cie Eu­ro­pa mo­że stać się pe­ry­fe­ria­mi krwa­wy­ch kon­flik­tów, a nie ich za­rze­wiem!

  Z tej ukła­dan­ki wy­ni­ka jesz­cze je­den wnio­sek, naj­bar­dziej nie­wy­god­ny po­li­tycz­nie, ale za­ra­zem naj­bar­dziej ra­cjo­nal­ny z punk­tu wi­dze­nia War­sza­wy. W in­te­re­sie Pol­ski le­ży mak­sy­mal­ne wy­dłu­że­nie ro­syj­skie­go wy­krwa­wia­nia się na Ukra­inie, na­wet je­śli ozna­cza to dzia­ła­nia nie w peł­ni zbież­ne z krót­ko­ter­mi­no­wą kal­ku­la­cją USA.

  Dla Ame­ry­ki woj­na na Ukra­inie je­st jed­nym z wie­lu te­atrów glo­bal­nej ry­wa­li­za­cji. Dla Pol­ski — spra­wą eg­zy­sten­cjal­ną. Każ­dy mie­siąc, w któ­rym Ro­sja tra­ci lu­dzi, sprzęt i zdol­no­ść pro­jek­cji si­ły, to mie­siąc re­al­ne­go wzro­stu na­sze­go bez­pie­czeń­stwa. Każ­da dy­wi­zja zu­ży­ta pod Bach­mu­tem to dy­wi­zja, któ­ra ni­gdy nie sta­nie nad Bu­giem.

  Z pol­skiej per­spek­ty­wy woj­na na Ukra­inie peł­ni funk­cję, któ­rej nie da się ku­pić za żad­ne pie­nią­dze: roz­ła­do­wu­je ro­syj­ski po­ten­cjał mi­li­tar­ny po­za na­szym te­ry­to­rium. Ro­sja nie prze­sta­je być za­gro­że­niem wte­dy, gdy pod­pi­su­je trak­ta­ty, le­cz wte­dy, gdy tra­ci zdol­no­ść pro­wa­dze­nia woj­ny. A tę zdol­no­ść tra­ci dziś po­wo­li, sys­te­mo­wo i nie­od­wra­cal­nie.

  Dla­te­go pol­skie wspar­cie mi­li­tar­ne dla Ukra­iny nie je­st ro­man­tycz­nym ge­stem ani ide­olo­gicz­ną de­kla­ra­cją. Je­st zim­ną, re­ali­stycz­ną po­li­ty­ką bez­pie­czeń­stwa. Na­wet je­śli Wa­szyng­ton uzna kie­dyś, że dal­sze prze­cią­ga­nie kon­flik­tu wzmac­nia Chi­ny bar­dziej, niż osła­bia Ro­sję, Pol­ska nie ma luk­su­su ta­kie­go bi­lan­su. Dla nas li­czy się jed­no: by Ro­sja ni­gdy nie od­zy­ska­ła zdol­no­ści ofen­syw­ny­ch.

  Im dłu­żej Ro­sja krwa­wi, tym bar­dziej sta­je się pe­ry­fe­ryj­nym za­ple­czem Chin, a tym mniej je­st w sta­nie pro­wa­dzić sa­mo­dziel­ną, agre­syw­ną po­li­ty­kę wo­bec Eu­ro­py Środ­ko­wej. Wa­sal, na­wet nu­kle­ar­ny, je­st groź­ny głów­nie w re­to­ry­ce. Im­pe­rium od­bu­do­wa­ne po szyb­kim po­ko­ju by­ło­by groź­ne re­al­nie.

  Nie ma­my wpły­wu na glo­bal­ną grę mo­car­stw. Ma­my wpływ na to, gdzie Ro­sja prze­gry­wa swo­je woj­ny. I le­piej, by prze­gry­wa­ła je jak naj­dłu­żej — po­za te­ry­to­rium Pol­ski.

Wallenrodyzm, mesjanizm, romantyzm.

Wallenrodyzm, mesjanizm, romantyzm.

Izabela Brodacka

Głosowałam przeciwko anszlusowi naszego kraju do UE. Wiedziałam jak się kończy centralne zarządzanie i planowanie oraz jakie są losy ogromnych, bezwładnych struktur gospodarczych i społecznych. Dotyczy ich wszystkich określenie przypisane Rosji przez Denisa Diderota: „Colosse aux pieds d’argile czyli kolos na glinianych nogach”- postać opisana w Księdze Daniela jako sen Nabuchodonozora.

Doświadczenia realnego socjalizmu nauczyły mnie, że nie należy zwracać uwagi na intencje ruchów i przemian społecznych. Dobrymi intencjami jest wszak – jak mówi znane przysłowie- wybrukowane dno piekła.

Szkoda zatem czasu na zastanawianie się nad deklarowanymi intencjami projektodawców UE. Warto natomiast poświęcić chwilę uwagi intencjom członków społeczeństw, które entuzjastycznie potraktowały te projekty i zawarte w nich czcze obietnice.

Zwolennicy wejścia do UE oczekiwali przede wszystkim wolności. Wolności od wszelkich idiotyzmów sowieckiego zarządzania, wolności sumienia, wolności słowa, a przede wszystkim wolności poruszania się po świecie. Spotkała ich niewola jeszcze bardziej dotkliwa i bardziej idiotyczna.

Socjalistyczny ustawodawca zabraniał na przykład budowania domów o powierzchni większej niż 110 metrów kwadratowych. Nikt nie zabraniał jednak właścicielowi nędznej wiejskiej chałupiny palić w piecu tym na co było go stać. Szyszkami, gałęziami, słomą czy korą drzew. Obecnie ustawodawca zabrania nie tylko palenia węglem czy drewnem lecz złośliwie zmienia obowiązujące zasady.

Kilka lat temu nakłaniano właścicieli domków do przejścia na ogrzewanie gazowe, a gdy wielkim wysiłkiem finansowym udało im się to zrobić, okazuje się że ogrzewanie gazowe też już nie spełnia standardów (czytaj wydumek) ekologów (czytaj ideologów) spod znaku centralnego zarządzania ( czytaj ekologicznego terroru) i należy przechodzić na ogrzewanie elektryczne.

Oczekiwaliśmy wolności podróżowania. „Keine Grenzen” wyśpiewywał jakiś naiwniak z czerwonymi włosami. A może wcale w tę ideę nie wierzył i był po prostu wynajęty do propagowania UE? Wątpię czy Izaak Dunajewski i Wasilij Lebiediew autorzy muzyki i słów do pieśni „Широка страна моя родная”, która podbiła komunistyczny świat  wierzyli w jej przesłanie. Wszak jak śpiewał Kazik „wszyscy artyści to prostytutki”.

W szkole podstawowej 121 przy ulicy Różanej w Warszawie, gdzie zmuszano nas do odśpiewywania podczas apeli po rosyjsku tej zakłamanej pieśni, nieodmiennie zmienialiśmy w zwrotce „Я другой такой страны не знаю, Где так вольно дышит человек” ( nie znam innego kraju w którym tak swobodnie oddycha człowiek) wers „Где так вольно дышит человек” na „gdzie tak wolno zdycha czeławiek”.

Wracając do oczekiwań wobec UE. Ludzi cieszyła obiecywana możliwość swobodnego przemieszczania się, zwiedzania obcych krajów, poznawania ich kultury i obyczajów. Komu przyszło do głowy, że zamiast wolności przemieszczania się będzie się planować zamykanie nas w „miastach piętnasto-minutowywch” natomiast nieograniczoną wolność najeżdżania naszego kraju otrzymają ludzie spoza UE, przedstawiciele zupełnie obcych kultur.

Nie spodziewano się, że nasza granica stanie się podobna do błony półprzepuszczalnej, transport ludzi będzie zachodził bez kontroli i ograniczeń tylko w naszą stronę. Ludzie oczekiwali wolności słowa i swobody wypowiedzi. Czy przypuszczali, że usta zamknie im poprawność polityczna i to bardziej skutecznie niż kiedyś komunistyczna cenzura.

Co gorsza cenzura politycznej poprawności jest asymetryczna a nawet antysymetryczna. Penalizowane jest nieżyczliwe nazwanie niejakiego Owsiaka natomiast bezkarnie można obrażać księży, polityków prawej strony oraz instytucje kościelne.

Głosujący za wstąpieniem do UE oczekiwali również korzyści finansowych. Sądzili, że Unia da pieniądze na różne słuszne inicjatywy. Nie przyszło im do głowy, że Unia nic nie daje, co najwyżej część oddaje i to według widzi mi się brukselskiej biurokracji wpłacone uprzednio sumy, a projekty dotowane przez Unię nie koniecznie muszą być słuszne, a przede wszystkim nie koniecznie będą nam odpowiadać. Nie przypuszczali że Unia będzie ich łoić absurdalnymi karami, że będzie likwidować resztki uratowanego po reformach Balcerowicza przemysłu, że będzie zamykała nasze stocznie i likwidowała kopalnie i że obciąży absurdalnymi haraczami za emisję CO2 nie tylko przemysł lecz nawet prywatne domy i gospodarstwa. Oczekiwali honorowania świętego prawa własności a doczekali się planowanego ograniczenia liczby przypadających na rodzinę samochodów.

Oczekiwali swobody wychowywania dzieci według wybranego przez siebie systemu wartości a doczekali się likwidowania lekcji religii, propagowania w szkołach zboczeń seksualnych a nawet planowanie lekcji masturbacji w przedszkolach.

Jak widać żadne z naszych oczekiwań po wstąpieniu do UE nie zostało zrealizowane. Wydaje się, że otrzymaliśmy wręcz przeciwieństwo tego co nam obiecywano, albo sami wymarzyliśmy sobie w swoich całkowicie nierealistycznych rojeniach. Jak można było przypuszczać, że zbiurokratyzowana ogromna struktura państwa ponadnarodowego będzie bardziej sprawna i racjonalna w swych działaniach od struktur państw narodowych? Jak skrajną naiwnością było twierdzenie, że państwa dominujące w strukturach UE zrezygnują z realizowania swoich partykularnych interesów. Pozostaje zagadką dlaczego przynależność do UE traktowana jest jak ślub kościelny w katolickiej rodzinie, jak sakrament a akceptacja tej przynależności jak dogmat. Każdy polityk deklaruje przy każdej okazji akceptację przynależności do UE podobnie jak za czasów realnego socjalizmu deklarowano miłość do związku sowieckiego. Jest to rodzaj syndromu sztokholmskiego w skali klasy politycznej czy nawet kraju. Świadczy o tym fakt, że widząc wady naszego związku z UE roimy sobie na temat naprawiania jej od wewnątrz a nawet jej chrystianizacji. Podobnie jak niektórzy zapisujący się do PZPR łudzili się, że naprawią socjalizm wchodząc w jego struktury. Jest to odwieczny mesjanizm i wallenrodyzm czyli romantyzm.