7 stycznia 1949 roku został zamordowany Jan Rodowicz ps. Anoda.

wpolityce.pl/7-stycznia-zostal-zamordowany-janek-rodowicz-anoda

7 stycznia 1949 roku został zamordowany Jan Rodowicz ps. Anoda, 26 letni porucznik Armii Krajowej, harcerz, żołnierz Szarych Szeregów, organizator i uczestnik wielu działań bojowych, m.in. słynnej Akcji pod Arsenałem. „Zanim padłeś, jeszcze ziemie przeżegnałeś ręką / Czy to była kula, synku, czy to serce pękło …”

Brawurowe akcje

Walczył w Powstaniu Warszawskim, konstruował broń, działał wszechstronnie razem ze swoimi kolegami z Liceum Batorego, słynnej drużyny harcerskiej „Pomarańczarni”, z późniejszymi legendarnymi żołnierzami AK: Tadeuszem Zawadzkim, Aleksandrem Dawidowskim i Jankiem Bytnarem. W akcji pod Arsenałem skutecznie i brawurowo wykonał główne zadanie akcji – zatrzymanie furgonetki z Jankiem Bytnarem, dowodził sekcją „butelki”. To on wywiózł z pola walki ciężko rannego Alka Dawidowskiego. Za swą postawę pod Arsenałem odznaczony został Krzyżem Walecznych. Następowały kolejne akcje Grup Szturmowych, w których „Anoda” zawsze imponował spokojem i odwagą: 27 V 1943 r. akcja „Choran” – zdobycia materiałów wybuchowych, 20 V 1943 r. akcja pod Celestynowem – uwolnienia 50 więźniów przewożonych z Lublina do Oświęcimia. W okresie czerwiec-lipiec 1943 r. Janek Rodowicz uczestniczył w przygotowaniach do akcji uwolnienia więźniów pod Jaktorowem, a 20 sierpnia tego roku w likwidacji posterunku policji granicznej w Sieczychach i można by tak długo wymieniać niesamowite dokonania bojowe tego wówczas 20letniego chłopaka.

Aresztowanie w wigilię Bożego Narodzenia

Tajni ubeccy oprawcy przyszli po niego w Wigilię, 24 grudnia 1948 roku, gdy matka Zofia Rodowicz, z d. Bortnowska, siostra generała Władysława Bortnowskiego, walecznego dowódcy z 1920 i 1939 r., rozkładała opłatek na świątecznym stole. Ojciec, Kazimierz Rodowicz, inżynier i profesora Politechniki Warszawskiej, polski patriota, więziony w Rosji, stał jak skamieniały, wiedział co robią ubecy na służbie Moskwy. Zabrali Janka na ul. Koszykową do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (bezpieczeństwa – jak to cynicznie brzmi) i tam w zaledwie kilka dni okrutnego śledztwa, pod kierownictwem naczelnika wydziału IV, pułkownika Urzędu Bezpieczeństwa Witolda Herera *), zamordowali słynnego „Anodę”, niezwykle walecznego, zdolnego młodego Polaka, tak bardzo potrzebnego Ojczyźnie. Rodzice stracili tak swoich wszystkich synów, bo wcześniej w czasie walk w Powstaniu Warszawskim ranny został starszy brat Janka, Zygmunt, przedwojenny zawodowy oficer i zmarł w szpitalu na Powiślu 30 sierpnia 1944 roku, miał zaledwie 28 lat.

„Nie sposób zrozumieć dziejów Polski, jeśli się nie przyłoży do nich tego jednego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus” – mówił do nas Jan Paweł II w czasie znamiennej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie.

Bezkarność zbrodniarzy

My dzisiaj też musimy przykładać do naszego życia kryteria tamtych chłopców i dziewcząt, zamordowanych, ale niezwyciężonych. Ubeckim oprawcom nie przeszkadzało, że Janek Rodowicz był odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i dwukrotnie Krzyżem Walecznych, nic dla nich nie miało i nie ma znaczenia, podepczą i zniszczą każdą świętość dla swoich, obrzydliwych, zdradzieckich interesów. Nikt nigdy nie osądził tamtych zbrodniarzy, kolaborantów, agentów, tajnych współpracowników, którzy dzisiaj nawet nie kryją się ze swoją przeszłością, a wręcz przeciwnie, głośno protestują przeciwko zrównaniu ich wysokich emerytur, bo nadal czują się bezkarni. A ich następne pokolenia wychowane na ubecki wzór, sięgają po największe uprzywilejowania i gardzą nami, zwykłymi Polakami.

Janek Rodowicz „Anoda” po wojnie walczył o prawdę, prowadził akcje propagandowe skierowane przeciwko komunistycznym rządom, rozpoznawał urzędy bezpieczeństwa publicznego, więzienia, ostrzegał dawnych żołnierzy podziemia, ukrył część broni. Zajął się z ocalałymi żołnierzami Batalionu „Zośka” ekshumacją i pogrzebami na Cmentarzu Powązkowskim poległych towarzyszy broni, tworzył pierwsze kwatery powstańcze.

Niezwykła osobowość „Anody”

Na czym polegała niezwykłość osobowości Anody? Janek z domu, szkoły i harcerstwa wyniósł poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Poczucie obowiązku było motorem do nauki i coraz lepszego wykorzystywania swoich talentów, ale gdy przyszedł czas wojny do bezwzględnej walki z wrogiem. Poczucie odpowiedzialności przejawiało się w perfekcyjnym przygotowywaniu akcji bojowych, ale też w trosce o podwładnych i kolegów, którym pomagał również po wojnie. Niezłomność zasad, pracowitość i konsekwencja działania, tworzyła warunki sukcesu i realizowania planów, mimo niesprawnej lewej ręki po akcji „Wilanów” na posterunek żandarmerii niemieckiej. Był wszechstronnie uzdolniony – pisał wiersze, komponował piosenki, a także wspaniale rysował szkice, detale architektoniczne i karykatury. Pełen humoru zawsze był duszą towarzystwa, bo nadawał każdemu spotkaniu niezwykle sympatyczny, zdawałoby się beztroski, żartobliwy nastrój. Podziwiany przez młodszych kolegów, nie stwarzał sztucznego dystansu.

„Pogodny, uśmiechnięty, gładko uczesany, znakomity rysownik i świetny projektant, był lubianym chyba przez wszystkich. Janek tryskał życiem. Z głową pełną pomysłów, zawsze był pierwszy do pracy, do pomocy, a także do żartów i studenckich figli. I cieszył się życiem. Snuł rozległe plany, chciał skończyć jak najprędzej studia i budować, rysować i projektować. Marzył o odbudowie Warszawy, o pracy dla Polski” – wspominał Jan Suzin, jego kolega z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.

23-letni poeta Józef Szczepański ps. „Ziutek” pisał w ostatniej chwili na barykadzie powstańczej Warszawy, zanim padł od kuli wroga:

Alejami z paradą, będziem szli defiladą

W wolną Polskę co wstała z naszej krwi …

Walczyli, oddawali życie, marzyli o pięknej, sprawiedliwej, niepodległej Polsce.

Nie zatrzeć pamięci

Janek Rodowicz „Anoda” jest absolutnie wyjątkową postacią w naszych najnowszych dziejach i zasługuje na szczególną pamięć. Mimo młodego wieku miał za sobą całą listę dokonań zarówno w walce z wrogami Polski, ale też jako uczeń, potem student Politechniki dwóch kierunków – Elektrycznego i Architektury. Wybitnie uzdolniony, a przy tym koleżeński, aktywny, pełen pomysłów, które z powodzeniem realizował, uwielbiany przez kolegów i przełożonych, wielki miłośnik Polski i Polaków. „Często powtarzał – ja po prostu tak zwyczajnie kocham Polskę – my dziewczyny byłyśmy zazdrosne o tę jego miłość, bardzo nam się podobał i każda zabiegała o jego względy” – wspominała w moim filmie jego koleżanka z roku, potem wybitna architekt, Grażyna Jonkajtys. Podkreślała z dumą, że studiowała razem z Jankiem Rodowiczem, przytaczała fakty, wspominała o nim jako o kimś najważniejszym wśród braci studenckiej tamtych lat i potem ten ogromny żal i strach jednocześnie, gdy dowiedzieli się, że został aresztowany przez UB, spodziewali się najgorszego, ale wierzyli, że przecież kogoś takiego jak Janek nie zamordują, bo jest bardzo Polsce potrzebny, a tyle już przeszedł i dał radę. Wspominała jak wyjechali na plener do Kazimierza w czasie studiów, Janek wszystkim pomagał szkicować, konsultował ich projekty, młodość, radość, kąpaliśmy się w Wiśle, Janek nie kąpał się, siedział na brzegu, na pytanie dlaczego się nie kąpie, odpowiedział – cały jestem posiekany szrapnelami, gdybym się rozebrał nie jedlibyście obiadu. Ten chłopak, niezwykły bohater, który tyle wycierpiał, został tak brutalnie zamordowany i pozbawiony wszelkiej możliwości obrony.

Świadkowie w procesie Adama Humera, jednego z szefów aparatu terroru zeznawali jak okrutnie był torturowany zaraz po aresztowaniu, w  niespełna dwa tygodnie wykończyli 26-letniego bohaterskiego chłopaka zaprawionego w walce w czasie całej okupacji i Powstania Warszawskiego. Barbarzyńcom na służbie Moskwy nie chodziło tylko o to żeby zabić, ale przede wszystkim sponiewierać, odebrać najwyższą godność i honor bohaterskiemu, niezłomnemu Polakowi, do tego jeszcze tak wybitnie uzdolnionemu, który był bardzo potrzebny Polsce po latach okupacji. Zamordowali tak tysiące najwartościowszych Polaków, patriotów, zrujnowali życia całych rodzin, inaczej wyglądałaby Polska dzisiaj, gdyby nie to ogromne, trudne do wyobrażenia tamto barbarzyństwo.

kolejne pokolenia komunistów

Gdy wszystkie te fakty zestawia się i próbuje odpowiedzieć, gdzie są granice ludzkiego bestialstwa, jeszcze jedno pytanie przychodzi nam dzisiaj zadać. Jak to się stało, że po 36 latach od 1989 roku, kolejne pokolenia komunistów piastują najwyższe urzędy w państwie polskim, a całe zastępy ubeków ujawniają się i domagają wysokich emerytur, nie widząc w tym nic złego! W tym kontekście przypominają mi się słowa wykładowcy na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, docenta Michała Szulczewskiego, należącego do establishmentu partyjnego PRL-u, które powiedział po zmianach w 1989 roku: „Tacy jak my dzisiaj powinniśmy przywdziać kaptury pokutne i od kruchty cieszyć się, że nas nie aresztują, bo czekają nas więzienia”. Wtedy jeszcze wszyscy wierzyli w prawdziwą dekomunizację i rozliczenie tych, którzy niszczyli Polskę i mordowali Polaków.

Zachęcam Państwa do obejrzenia filmu dokumentalnego „Humer i inni”, filmu dla mnie szczególnego, pod wieloma względami…
https://youtu.be/zFOiGQ27iqI

Publikacja dostępna na stronie: wpolityce.pl/7-stycznia-zostal-zamordowany-janek-rodowicz-anoda

=================================================

Witolda Herera *)

To Wiktor Herer, żydowski oprawca bohaterów. Po 1989 został „doradcą Solidarności”. Zapraszano go , m. inn. do Instytutu Badań Jądrowych Świerk z wykładami o ekonomii. Mam koło siebie na półce jego książkę z dedykacją ” Zderzenia z barierami rozwoju”. MD

Hans Küng jako przewodnik papieża Franciszka

Hans Küng jako przewodnik papieża Franciszka

Paweł Chmielewski pch24.pl/hans-kung-jako-przewodnik-papieza-franciszka

(Oprac. PCh24.pl)

Nie byłoby rewolucji Franciszka gdyby nie dzieło Hansa Künga – szwajcarskiego teologa, krytyka wielu dogmatów, ukaranego przez Stolicę Apostolską za błędy w nauczaniu. Papież Jorge Mario Bergoglio czytał jego książki – i postanowił chyba zrealizować zawarte w nich postulaty.

Rok 2025 wśród wielu niezwykle istotnych wydarzeń zaznaczył się zwłaszcza jednym, o fundamentalnym znaczeniu: zakończeniem rewolucyjnego pontyfikatu papieża Franciszka. Kościół katolicki przechodzi od 1962 roku przez rozmaite wstrząsy, ale pomimo wszystko nic nie równało się z chaosem, jaki wywołały działania ostatniego Pontyfeksa. Przez cały okres jego rządów katolicy zastanawiali się, co tak naprawdę chce osiągnąć Argentyńczyk na tronie św. Piotra; innymi słowy – czy działa spontanicznie, kierując się ugruntowanymi przekonaniami lub własnymi impulsami? A może jednak realizuje konkretny plan, ściśle określoną agendę, wyznaczoną przez jakieś nietransparentne gremium kościelne albo polityczne?

Agenda rewolucji

Sam Franciszek uchylił swego czasu rąbka tajemnicy, przyznając w jednym z wywiadów, że tego, co robi, nie wymyślił bynajmniej sam. Powołał się na spotkania kardynałów poprzedzające konklawe w 2013 roku, mówiąc, że uważnie wsłuchiwał się w padające tam postulaty i postanowił je punkt po punkcie zrealizować. W tych słowach nie ma oczywiście żadnej sensacji: spotkanie poprzedzające konklawe właśnie służą właśnie temu, by kardynałowie mogli przedstawić swoją wizję zmian w Kościele za nowego pontyfikatu. Zwykle na takich spotkaniach padają jednak z gruntu przeciwstawne propozycje, co odzwierciedla głębokie podziały w Kościele pomiędzy – umownie mówiąc – frakcją konserwatywną a frakcją progresywną. Nie da się realizować wszystkiego – coś trzeba wybrać. Franciszkowi było zdecydowanie bliżej do frakcji progresywnej, stąd należy uznać, że realizował właśnie jej agendę. Czy chodziłoby zatem tylko o bardzo ogólnie rozumiany plan, raczej zestaw chaotycznych postulatów padających w rozmowach, które Franciszek zapamiętał a potem wdrażał w życie?

Niekoniecznie. Z pomocą w lepszym zrozumieniu charakteru agendy reformistycznej Jorge Mario Bergoglio przychodzi zmarły 6 kwietnia 2021 roku szwajcarski teolog z niemieckiej Tybingi, Hans Küng.

Dzieło Hansa Künga

Urodzony w 1928 roku w Sursee nieopodal Lucerny, w 1954 roku otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął posługę w diecezji Bazylei. Poświęcił się teologii i na tym polu zrobił błyskawiczną karierę. W 1960 roku został profesorem teologii fundamentalnej w Tybindze, głównym centrum niemieckiej myśli reformistycznej. Pracował jako teologiczny doradca („peritus”) na II Soborze Watykańskim. Pomimo młodego wieku zyskał tak dużą popularność, że w 1965 roku na prywatnej audiencji przyjął go papież Paweł VI, prosząc o bardziej umiarkowane formułowanie postulatów. Küng od początku nie krył inklinacji progresywnych, które z czasem coraz bardziej  się zaostrzały. W 1970 roku opublikował książkę poświęconą nieomylności papieskiej, ostro krytykując dogmat ogłoszony na I Soborze Watykańskim („Nieomylny?”, niem. „Unfehlbar?”). Ostatecznie w 1979 roku Konferencja Episkopatu Niemiec odebrała mu misję kanoniczną, czyli oficjalne uprawnienie do nauczania teologii, nie bez nacisku ze strony Kurii Rzymskiej.

Pomimo tych sankcji, Uniwersytet w Tybindze nie zwolnił Künga – stworzył dla niego specjalne stanowisko, które pozwalało mu kontynuować pracę teologiczną, jakkolwiek w formule oficjalnie ekumenicznej, a nie katolickiej. Szwajcarsko-niemiecki myśliciel nie porzucił nigdy obranej przez siebie ścieżki kwestionowania nauki Kościoła, w kolejnych latach podważając wiele klasycznych elementów katolickiej doktryny. Krytykował nawet kolejne dogmaty, na przykład o niepokalanym poczęciu albo wniebowzięciu Matki Bożej. Stał się prawdziwą gwiazdą – jego książki rozchodziły się w gigantycznych nakładach i były tłumaczone na wiele języków. Jorge Mario Bergoglio uczył się w Niemczech języka niemieckiego i pisał pracę o niemieckim teologu Romano Guardinim w połowie lat 80. Pozycja Künga jako pomnikowego awangardzisty ruchu progresywnego była już wówczas dobrze ugruntowana. Prestiżowe niemieckie wydawnictwo Herder uczciło jego dorobek przygotowaniem ponad 20 tomowego wydania dzieł wszystkich teologa, ukazującym się od 2015 roku.

Przesyłka dla papieża

W styczniu 2011 roku Hans Küng opublikował książkę pt. „Czy Kościół da się jeszcze uratować?” (niem. „Ist die Kirche noch zu retten?”). Rozumiał ją jako swój być może ostatni głos w debacie o reformie katolicyzmu. Praca napisana w typowym dla Künga niezwykle żywiołowym stylu, piękną niemczyzną, obok części krytycznej zawierała również część postulatywną: szesnaście konkretnych punktów, które zdaniem autora należy zrealizować, żeby ocalić misję Kościoła w XXI wieku. Praca powstała w czasie, w którym perspektywy dla ruchu progresywnego wydawały się bardzo nikłe. Od kilku lat trwał pontyfikat papieża Benedykta XVI, nastawionego krytycznie do postulatów liberalnych. Hans Küng należał do jego najzagorzalszych krytyków. Miało to podłoże osobiste: znali się z czasów II Soboru Watykańskiego, ale ich drogi rozeszły się pod koniec lat 60. Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Józef Ratzinger mógł dokonać rehabilitacji Künga i przywrócić mu możliwość nauczania jako katolicki teolog, ale nigdy tego nie zrobił. Już jako papież, Benedykt XVI zaprosił Szwajcara do Castel Gandolfo. Kilkugodzinna rozmowa nie przyniosła żadnego przełomu, obaj pozostali na swoich pozycjach.

Kiedy Küng dowiedział się w marcu 2013 roku, że nowym Pontifeksem został Argentyńczyk Jorge Mario Bergoglio, był według swoich własnych słów bardzo zadowolony. Wprawdzie nie znał wcześniej kardynała z Buenos Aires, ale przewidywał, że jako Latynos i jezuita Bergoglio będzie sprawował władzę papieską w zupełnie innym stylu, niż Karol Wojtyła i Józef Ratzinger. Postanowił mu w tym pomóc. Wysłał do Franciszka dwie swoje książki: „W co wierzę” (niem. „Was ich glaube”) z 1985 roku oraz właśnie „Czy Kościół da się jeszcze uratować?”. Papież Franciszek w pierwszych latach swojego pontyfikatu był zafascynowany progresywną teologią. Czytał teksty kardynała Waltera Kaspera, którego publicznie wychwalał; odwoływał się do bardzo bliskiego myśli niemieckiej kardynała Carlo Marii Martiniego. Dlatego Hans Küng mógł mieć jakąś nadzieję, że nowy papież nie zignoruje jego przesyłki.

„Umiłowany bracie”

Franciszek rzeczywiście jej nie zignorował. Przyjął książki Hansa Künga z wdzięcznością i wysłał do niego prywatny list. „Było dla mnie radosnym zaskoczeniem, kiedy otrzymałem od Franciszka odręcznie napisany, braterski list. Dziękował mi i poinformował mnie, że z przyjemnością przeczyta książki. To była dla mnie jakby nieformalna rehabilitacja” – powiedział Küng w jednym z wywiadów. Nota bene, nie był to wcale koniec ich wzajemnych kontaktów. W 2016 roku Szwajcar napisał do Franciszka list, w którym prosił go o rozpoczęcie dyskusji na temat papieskiej nieomylności – w duchu jego pracy „Nieomylny?” z 1970 roku. Ojciec Święty nie pozostawił tego bez reakcji: napisał list, rozpoczynając go od słów „Umiłowany bracie”. Treści papieskiego listu Hans Küng nie ujawnił, ale zapewnił, że był utrzymany w ciepłym i otwartym tonie.

Wracam jednak do książki „Czy Kościół da się jeszcze uratować?” z 2011 roku. Wszystko wskazuje na to, że papież Franciszek nie rzucał słów na wiatr, zapewniając Hansa Künga o swoim zamiarze lektury jego prac. Kiedy czyta się dziś tę książkę, mając w pamięci cały, już zamknięty pontyfikat Jorge Mario Bergoglia, po prostu automatycznie narzuca się myśl: Franciszek rzeczywiście to czytał, więcej, czytał i postanowił podjąć próbę realizacji zawartych w niej postulatów. Nie mogę opisać tutaj wszystkich paraleli, ale zwrócę uwagę na najbardziej uderzające.

Idee Künga, wykonanie Franciszka

Zerwanie z „Inkwizycją”

Hans Küng domagał się gruntownej przebudowy Kongregacji Nauki Wiary, tak, aby urząd ten ostatecznie zerwał z dziedzictwem Inkwizycji, zaprzestając śledzenia i karania nieprawomyślnych teologów. Dokładnie to zrobił papież Franciszek. Najpierw usunął z Kongregacji kardynała Gerharda Müllera, wiernego tradycyjnemu rozumieniu roli tego urzędu. Następnie zastąpił go bardziej centrowym kardynałem Luisem Ladarią. Wreszcie zrealizował cel ostateczny w latach 2022 i 2023. Kongregacja Nauki Wiary stała się Dykasterią i straciła swoją dotychczasową pozycję: spadła na drugie miejsce wśród innych kongregacji/dykasterii, ustępując nowej Dykasterii ds. Ewangelizacji. Następnie jej prefektem papież wyznaczył bliskiego sobie Argentyńczyka Victora Manuela Fernándeza i napisał publicznie dostępny list, w którym ściśle określił jego zadania: Fernández nie ma sprawdzać prawowierności teologów, ale umacniać różnorodność doktrynalną w Kościele.

Kuria Rzymska i finanse

Reforma Kurii Rzymskiej oraz watykańskich finansów to jedne z głównych pomysłów przedstawionych w książce. Hans Küng chciał, żeby Kuria Rzymska przestała być aparatem władzy „samym dla siebie”, ale zaczęła służyć Kościołom lokalnym. W kwestii finansów domagał się transparencji i poddania Watykanu ścisłej kontroli niezależnych podmiotów. Franciszek zajął się obiema tymi dziedzinami: w 2022 roku przebudował Kurię konstytucję „Praedicate evangelium”, pozwalając świeckim na piastowanie urzędu prefekta i poważnie ograniczając zakres władzy kardynałów kurialnych. Z finansami zdziałał relatywnie niewiele, pomimo prób: ich uzdrowienie powierzył kardynałowi George’owi Pellowi, którego misja zakończyła się fiaskiem. Pell, fałszywie oskarżony, trafił do więzienia w Australii, dzięki finansowanej z Rzymu operacji dyfamacyjnej. Został uniewinniony, ale zmarł nagle podczas rutynowej operacji – jego zwłoki trafiły do Australii ze złamanym nosem, co stanowi prosty podpis rzymskiej mafii. Watykańska pralnia pieniędzy okazała się silniejsza niż reformatorzy.

Koniec „represji”

W kolejnym punkcie swojej agendy Küng oczekiwał „zaprzestania wszystkich form represji”, precyzując ten postulat w kilku konkretach: – wolność dla grup dysydenckich; – wolność dla teologów wyzwolenia; – wolność dla kobiet, które domagają się święceń kapłańskich; – wolność dla nieortodoksyjnych teologów moralnych. Papież Franciszek zrealizował wszystkie te postulaty. Wspierał ruchy o. Jamesa Martina czy s. Jeannine Gramick w USA; rehabilitował teologię wyzwolenia w osobie ks. Leonardo Boffa; dopuścił dyskusję o kapłaństwie kobiet i rozmawiał z kobietami, które tego oczekują; dał pełną swobodę formułowania postulatów zmiany teologii moralnej, częściowo zresztą te postulaty realizując.

Prawo kanoniczne

Dalej, teolog z Tybingi przedstawił wizję reformy prawa kościelnego w duchu odejścia od sankcji i „klerykalnej władzy”. Franciszek nie zrealizował tego zadania, ale je rozpoczął: w 2023 roku utworzył specjalną watykańską komisję, która opracowuje gruntowną reformę prawa kanonicznego w duchu synodalnym.

Celibat

W kolejnym punkcie Hans Küng apelował o dopuszczenie zawierania małżeństwa przez księży i biskupów. Tu również Franciszek „zawiódł”, jakkolwiek niecałkowicie: w 2019 roku zorganizował Synod Amazoński, na którym postulat poluzowania obowiązku celibatu był głównym tematem. Publicznie mówił, że rozważa takie rozwiązanie, przynajmniej lokalnie, powołując się na książkę progresywnego niemieckiego teologa i biskupa, Fritza Lobingera. Na początku 2020 roku przeciwko zmianom wypowiedział się jednak Benedykt XVI z pozycji „emerytowanego papieża”. Franciszka ta interwencja bardzo rozsierdziła – zwolnił nawet z pracy ówczesnego sekretarza Domu Świętej Marty, abp. Georga Gänsweina, jednocześnie prywatnego sekretarza Benedykta. Zmian w celibacie jednak nie wprowadził: wyglądało na to, że nie chce wywoływać otwartego konfliktu ze swoim poprzednikiem.

Nowa rola kobiet

Następnie Küng postulował dopuszczenie kobiet do kapłaństwa. Franciszek krytycznie oceniał ten postulat, niemniej jednak całkowicie zmienił dotychczasowy modus operandi Watykanu. Wcześniej źle oceniano jakąkolwiek dyskusję na ten temat. Papież na nią pozwolił, więcej – sam ją prowokował, powołując kolejne watykańskie komisje ds. zbadania ewentualności dopuszczenia kobiet do sakramentalnego diakonatu. W chwili jego śmierci sprawa nie była zamknięta – dyskusja cały czas trwała, ożywiona przez Synod o Synodalności.

Protestanci do Komunii

Szwajcar oczekiwał też dopuszczenia protestantów do Komunii świętej, a katolików do udziału w protestanckiej Wieczerzy. W 2018 roku Franciszek zgodził się na propozycję niemieckich biskupów, by dopuścić do Eucharystii tych protestantów, którzy żyją w związku małżeńskim z katolikami. Publicznie przekonywał, że w takich sytuacjach trzeba podejmować po prostu własną decyzję sumienia, nie bacząc aż tak bardzo na kościelne przepisy. Niektórzy kurialiści próbowali protestować, czynił to zwłaszcza prefekt Dykasterii ds. Ekumenizmu kardynał Kurt Koch. Franciszek nie wyciągał z tego jednak żadnych konsekwencji. Nie zmienił oficjalnie nauczania, ale pozwalał, by na poziomie lokalnym interkomunia z protestantami stała się faktem.

Antykoncepcja i aborcja

Wreszcie tybiński teolog proponował nową ocenę antykoncepcji oraz aborcji. W tej pierwszej sprawie postulował daleko idącą dopuszczalność, w drugiej – różnicowanie. Według Künga nie ma jasności, kiedy płód staje się człowiekiem – jego zdaniem o człowieczeństwie płodu można mówić dopiero wtedy, kiedy wykształca się mózg. W przypadku antykoncepcji Franciszek zasadniczo milczał: w ogóle nie przypominał o katolickim zakazie tej praktyki. Wprost przeciwnie, pozwalał, by Papieska Akademia Życia pod kierunkiem abp. Vincenzo Paglii opracowywała teologiczne uzasadnienie dopuszczalności antykoncepcji. Ostatecznie żadnego rozstrzygnięcia nie przedstawił, pozostawiając tę sprawę Procesowi Synodalnemu. W zdecydowany sposób odszedł jednak od pryncypialności swoich poprzedników, którzy antykoncepcje wielokrotnie potępiali. Gdy idzie o aborcję, Franciszek był krytyczny – podobnie zresztą jak Hans Küng. Przestał jednak traktować sprawę aborcji priorytetowo. Stało się to widoczne zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie papież otwarcie wspierał Demokratów z Joe Bidenem na czele, pomimo jego jawnej proaborcyjności.

Reinterpretacja prymatu

Paraleli między działalnością papieża Franciszka a postulatami Hansa Künga jest oczywiście więcej, niż wynikałoby to tylko z książki „Ist die Kirche noch zu retten?”. Wracam teraz do wymiany listów z 2016 roku dotyczącej nieomylności papieskiej. Hans Küng zapewniał, że papież ciepło przyjął jego prośbę rozpoczęcia dyskusji na ten temat. Sądzę, że mówił prawdę.

W 2021 roku papież rozpoczął Synod o Synodalności, a jednym z głównych jego tematów stało się ponowne przemyślenie sposobu sprawowania prymatu biskupa Rzymu – w duchu synodalnym. W 2024 roku Dykasteria ds. Ekumenizmu opublikowała z kolei obszerny raport dotyczący możliwych zmian w rozumieniu dogmatu o nieomylności papieskiej. Hans Küng byłby z tego zadowolony, gdyby tych chwil dożył.

Weltethos

Inna wielka sprawa to dialog międzyreligijny. W 1990 roku szwajcarski myśliciel opublikował książkę „Projekt Weltethos”, gdzie zaproponował wypracowanie ogólnoświatowego etosu na gruncie porozumienia wielkich religii, przede wszystkim chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, buddyzmu, hinduizmu. Papież Franciszek bardzo konsekwentnie realizował tę wizję. W 2019 roku podpisał deklarację z Abu Zhabi, która stanowiła przełożenie myśli Künga na praktykę – wspólne oświadczenie przywódcy Kościoła katolickiego i jednego z najważniejszych nauczycieli świata islamu, która miała stać się fundamentem współpracy etycznej na rzecz lepszego społeczeństwa. W 2020 roku opublikował encyklikę „Fratelli tutti” o powszechnym braterstwie, gdzie opisał charytatywny wymiar chrześcijaństwa, proponując szeroką kooperację wszystkim ludziom „dobrej woli”, niezależnie od ich wyznania – na bazie ich własnych tradycji religijnych i kulturowych. Hans Küng cierpiał już wówczas na zbyt poważną chorobę, by móc się do tego publicznie odnieść; ale założona przezeń Fundacja Etosu Światowego (Stiftung Weltethos) gorąco chwaliła „Fratelli tutti” jako dokument realizujący przesłanie teologa z Tybingi.

Autorytety

Każdy papież ma jakiś autorytet, jakby głównego przewodnika pontyfikatu. Dla Pawła VI był to może Jacques Maritain, dla Jana Pawła II Henry de Lubac, dla Benedykta XVI Romano Guardini. W przypadku papieża Franciszka za jednego z najważniejszych można uznać właśnie otwarcie heterodoksyjnego Hansa Künga. Nie przeczy to w żaden sposób temu, że Jorge Mario Bergoglio sam definiował swoje działania jako realizację woli kardynałów ze spotkań poprzedzających konklawe. Postępowa część purpuratów nie jest przecież intelektualnie całkowicie niezależna. Wprost przeciwnie, to często ludzie o wielkim wpływie w kościelnej polityce, ale intelektualnie raczej odtwórczy. W kręgu Franciszka wielu było Niemców, wielu teologów wyzwolenia – ich myślenie silnie korespondowało z tym, co pisał w swoich książkach właśnie Hans Küng. To, co Jorge Mario Bergoglio przeczytał w jego pracach, mogło stanowić niejako ideową podbudowę agendy prezentowanej przez progresywnych kardynałów.

Ciekawe, czy skrajnie reformistyczna spuścizna Künga pozostanie żywa również za pontyfikatu papieża Leona XIV.

Paweł Chmielewski

Finansjera, Fabianie i faszyści

Finansjera, Fabianie i faszyści

Autor: Financiers, Fabians and Fascists, Paul Cudenec, September 13, 2025

AlterCabrio, 11 stycznia 2026

„Pomimo wszystkich różnic, bolszewizm i faszyzm mają dwie wspólne, wybitne cechy. Oba podkreślają podstawową potrzebę świadomego planowania przyszłości w skali całego kraju”.

Ale potem napisał: „Czy nam się to podoba, czy nie – a wielu będzie się to bardzo nie podobało – indywidualny producent i rolnik będzie zmuszony przez wydarzenia do poddania się daleko idącym zmianom w poglądach i metodach.”

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Finansiści, fabianie i faszyści

W moim artykule z kwietnia 2025r. pt. „The Big Plan and the Great Gaslighting” przyjrzałem się organizacji Political and Economic Planning (PEP), think tankowi promującemu „modernizację” w Wielkiej Brytanii w latach 30. XX wieku. [1]

Od momentu założenia PEP prezesem był Israel Moses Sieff („Baron” Sieff), syjonistyczny biznesmen stojący za siecią detaliczną Marks & Spencer (obecnie znaną jako M&S).

Dzięki blogerowi Escapekey udało mi się przejrzeć dokument z 1933r. wydany w imieniu Sieffa, który – jak zauważa mój kolega badacz – jest bardzo trudny do odnalezienia. [2]

Wersja, do której się odnoszę, została włączona do akt Kongresu USA na prośbę Louisa Thomasa McFaddena, republikańskiego członka Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych w latach 1915–1935.

McFadden był niewątpliwie ciekawą postacią. Bankier z zawodu, obserwował od wewnątrz korupcję w świecie finansów i stał się zagorzałym krytykiem Systemu Rezerwy Federalnej.

Zauważył, że „to zostało stworzone i było obsługiwane przez żydowskie interesy bankowe, które spiskowały w celu uzyskania kontroli ekonomicznej nad Stanami Zjednoczonymi” – co oczywiście w wypaczonym świecie Wikipedii sprowadza się do „antysemickich teorii spiskowych”. [3]

We współczesnym społeczeństwie, w którym wszystko jest na opak, wskazywanie na kryminalny spisek z udziałem narodu żydowskiego lub na zbrodnicze ludobójstwo dokonane przez państwo syjonistyczne jest automatycznie uznawane za przejaw „antysemityzmu”.

Prawda kryjąca się za oskarżeniem nie jest nawet brana pod uwagę, a moralna rzeczywistość sytuacji zostaje odwrócona tak, aby przedstawić przestępcę jako ofiarę, a osobę ujawniającą przestępstwo jako złoczyńcę.

Ogłoszony „zhańbionym” McFadden (na zdjęciu) stracił miejsce na rzecz Demokraty w wyborach w 1934 roku i zmarł na „zakrzepicę wieńcową” podczas wizyty w Nowym Jorku dwa lata później, w wieku 60 lat. [4]

Przedstawiając dokument Sieffa Kongresowi USA 8 czerwca 1934r., McFadden ostrzegał przed „dobrze zorganizowanym planem kontroli świata… piekielnym spiskiem mającym na celu zniewolenie i dominację nad wolnymi narodami Ziemi”. [5]

Powiedział: „Jesteśmy u progu nowoczesnego i makiawelicznego systemu feudalnego, stworzonego i kontrolowanego przez grupę międzynarodowych uzurpatorów”.

McFadden zwrócił uwagę Kongresu w szczególności na rolę Bernarda M. Barucha (1870–1965), „żydowskiego finansisty, spekulanta giełdowego, polityka i doradcy prezydenckiego”. [6]

Baruch był czołowym graczem w syjonistyczno-satanistycznej mafii imperialistycznej ZIM i, jak widzę, był przyjacielem Winstona Churchilla i co najmniej jednego członka rodziny Rothschildów. [7]

McFadden powiedział: „Od czasu naszego przystąpienia do Wielkiej Wojny Światowej nie było administracji, w której Bernard M. Baruch nie byłby głównym doradcą politycznym, ekonomicznym i finansowym, a każda administracja, która go słuchała, wpędzała nas coraz głębiej w chaos finansowy, a dziś działamy w oparciu o jego największy eksperyment – ​​gospodarkę planową oraz kontrolę przemysłu i rolnictwa”.

Dodał, że zaraz po I wojnie światowej Baruch (na zdjęciu) stawił się przed specjalną komisją kongresową „i zeznał tam, że miał praktycznie całkowitą kontrolę nad zasobami narodu amerykańskiego podczas wojny”.

Sam Baruch powiedział komisji: „Prawdopodobnie miałem większą władzę niż jakikolwiek inny człowiek na tej wojnie; niewątpliwie jest to prawda”.

Nawiązując do Ustawy o Narodowej Odbudowie Przemysłu z 1933 roku, będącej częścią tzw. „Nowego Ładu” prezydenta Franklina D. Roosevelta, McFadden powiedział: „Wymagało to 15 lat ciężkiej pracy ze strony pana Barucha i jego współpracowników, aby narzucić tę ustawę narodowi amerykańskiemu, i dopiero dzięki zmaganiom i okresowi wielkich nacisków udało mu się to zrobić”.

„Wprowadzając różne kodeksy dotyczące przemysłu i rolnictwa w całym kraju, starali się zmusić, zastraszyć i przeforsować podmioty gospodarcze tego kraju do zawierania umów prywatnych, aby uzyskać możliwość żądania od podmiotów gospodarczych kraju realizacji ich życzeń bez względu na Konstytucję.”

„Prawnicy nowego ładu nie mają teraz żadnych oporów, by stanąć przed sądem i twierdzić, że zwykli obywatele mogą zrzec się swoich praw konstytucyjnych.”

„Właśnie za pomocą tej metody naruszali granice państwowe i ingerowali w najbardziej prywatne sprawy naszych obywateli.”

„Na przykład tą metodą drobni detaliści w kraju zostaną wyparci z rynku, a wprowadzona zostanie kontrola nad sieciami sklepów, tak jak próbują to zrobić w Anglii.”

Wyjaśniając swoim przedstawicielom, że Sieff był dyrektorem sieci sklepów Marks & Spencer, McFadden dodał: „Przedsiębiorstwo to ogłosiło 40-procentową dywidendę w 1933r. i było to możliwe dzięki temu, że zajmowało się niemal wyłącznie importem z ZSRR, co pozwoliło mu sprzedawać produkty po niższych cenach niż ugruntowani brytyjscy konkurenci”.

Opisał PEP Sieffa jako „oddział Towarzystwa Fabiańskiego” i powiedział: „Dotarła do mnie ciekawa w tym kontekście informacja, z której wynika, że ​​grupa Fabiańska ma bliskie powiązania z nowojorskim stowarzyszeniem zajmującym się polityką zagraniczną.”

„To stowarzyszenie zajmujące się polityką zagraniczną było w dużej mierze sponsorowane przez nieżyjącego już Paula M. Warburga i cieszyło się szczególną uwagą i wsparciem Bernarda M. Barucha i Felixa M. Frankfurtera”.

„Około 3 miesiące po uchwaleniu przez Stany Zjednoczone Ustawy o Krajowym Odnowieniu Przemysłu, gdy członkowie jego komitetu wezwali Israela Mosesa Sieffa do wykazania się większą aktywnością, powiedział: „Przez jakiś czas działajmy powoli i poczekajmy, aż zobaczymy, jak nasz plan sprawdzi się w Ameryce”.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy Bernard M. Baruch, Felix Frankfurter i nowojorski prawnik żydowski Samuel T. Untermyer odbyli kilka wizyt w Europie i spędzili tam sporo czasu.”

„Istnieją uzasadnione przesłanki, że kontaktowali się tam z członkami brytyjskiej grupy Fabiańskiej i znają ich plany.”

„Ten sam system, w nieco dostosowanej formie, został wprowadzony do kodeksu w Stanach Zjednoczonych, a żelazna ręka kontroli nad światem szybko zamyka się nad amerykańskim rolnictwem, pracą i przemysłem”.

Co więc dokładnie zostało powiedziane w dokumencie Wolność i Planowanie, noszącym nazwisko Sieffa?

W najlepszym stylu przemysłowo-kapitalistycznym chwalono się „coraz większymi triumfami nad naturą”, twierdząc, że „te triumfy zostały osiągnięte dzięki coraz szerszemu i śmielszemu stosowaniu zasady podziału pracy”. [8]

Ale Sieff (lub jego ghostwriter) ostrzegał także, odnosząc się do ówczesnego kryzysu gospodarczego: „Na horyzoncie widać światową dezorganizację, głód, zarazę i zatopienie naszej cywilizacji”.

Wywnioskował z „irytującej frustracji naszych wysiłków” że „na chwilę obecną ludzki intelekt wydaje się bankrutem”.

W obliczu tego, powiedział, konieczny jest „zakrojony na szeroką skalę plan reorganizacji kraju”.

I nie miała to być jakaś drobna reforma: „Nie ma sensu zaprzeczać, że przynajmniej niektóre zmiany, które są niezbędne, gdy świadome planowanie przyszłości obejmuje obszar produkcji, mają charakter rewolucyjny”.

Sieff (na zdjęciu) miał na myśli nic innego, jak tylko „całkowitą przebudowę naszego życia narodowego na wzór nowych potrzeb XX wieku”.

Proponując przebudowę („building back better”) przypominającą metody stosowane przez ZSRR, z którym prowadził tak zyskowne interesy, wezwał do powołania „narodowej komisji planowania”.

Wsparciem dla tego rozwiązania miałyby być „krajowa rada ds. rolnictwa, krajowa rada ds. przemysłu, krajowa rada ds. górnictwa węglowego, krajowa rada ds. transportu itd., wszystkie te organy ustawowe miałyby znaczne uprawnienia samorządowe, w tym uprawnienia do stosowania przymusu w obrębie prowincji, której dotyczą”.

Jak to zawsze bywa w przypadku programu „modernizacji”, nieustannie wdrażanego przez naszych przemysłowo-finansowych władców, tradycyjne sposoby i swobody musiałyby zostać zmiecione.

Sieff ostrzegał: „Rozwój zorganizowanego systemu dystrybucji mleka musi, co jest pewne, prowadzić do głębokiej zmiany tradycyjnego indywidualizmu w podejściu hodowców bydła mlecznego. I tak będzie w innych gałęziach przemysłu…”

Człowiek stojący za Marks & Spencer dodał: „Metody sprzedaży detalicznej rzeczywiście nie mogą pozostać całkowicie niezmienione w obliczu potrzeb XX wieku.”

„Sklepy wielobranżowe i sieci handlowe już teraz wprowadzają znaczące zmiany. Nie można pozwolić, aby marnotrawstwo generowane przez ponad 500 000 sklepów detalicznych – 1 sklep na 20 gospodarstw domowych – nadal blokowało przepływ towarów od producenta do konsumenta”.

Sieff nie ukrywał ostatecznego celu tego planu centralizacji.

Napisał: „Mimo że zorganizowane są na zasadach użyteczności publicznej i mają przywileje monopolistyczne, wielkie korporacje przemysłowe posiadające koncesję znajdą dużo miejsca na energię i inicjatywę w realizacji swojego podstawowego zadania, jakim jest łączenie maksymalnej wydajności z minimalnymi kosztami produkcji”.

Połączenie maksymalnej wydajności z minimalnymi kosztami produkcji. Cóż za szlachetna wizja!

Nic więc dziwnego, że w rozdziale zatytułowanym „Motyw zysku” twierdził: „Utrwalanie doktryn równościowych nie jest częścią naszego planu”.

Jego plany nie ograniczały się wyłącznie do Wielkiej Brytanii, lecz obejmowały też szerszym spojrzeniem inne kraje.

Sieff napisał: „Samo Zjednoczone Królestwo jest zdecydowanie za małe, aby stanowić odpowiednią jednostkę gospodarczą do planowania. Gospodarka planowa dla Wielkiej Brytanii oznacza kolejny krok w kierunku planowanej imperialnej rodziny gospodarczej”.

Rodzina, tak, oczywiście. Żadnych śladów kolonialnej eksploatacji!

Dodał: „Stabilizacja siły nabywczej pieniądza wymaga działań nie tylko w obrębie Imperium, ale także w takich krajach jak Argentyna i Skandynawia, które należą do „sterlingarii”, obszaru, w którym brytyjski funt szterling jest niezaprzeczalnie środkiem wymiany”.

Od dawna wskazuję, że Imperium Brytyjskie, przemianowane na Wspólnotę Narodów [Commonwealth], stanowiło pierwotną podstawę dążeń ZIM do stworzenia rządu globalnego.

Potwierdzając to, Sieff podkreślił: „Cel światowej współpracy międzynarodowej nigdy nie może być stracony z oczu, a każdą okazję należy wykorzystać, aby go przybliżyć”.

„Konstytucyjny rozwój Imperium Brytyjskiego może rzeczywiście stanowić model bardziej odpowiedni do dostosowania się do potrzeb współpracy międzynarodowej niż jakikolwiek inny istniejący obecnie”.

„Jedynym konkurencyjnym światowym systemem politycznym i gospodarczym, który wysuwa porównywalne roszczenia, jest Związek Republik Radzieckich”.

Hmmm…

Sieff miał również w planach masową grabież ziemi.

Napisał: „Wydaje się nieuniknionym wnioskiem, że zarówno w dziedzinie planowania przestrzennego miast i wsi, jak i w planowaniu rolnictwa (lub obszarów wiejskich) czy organizacji przemysłu, nie da się osiągnąć rozsądnego postępu bez drastycznych uprawnień do wykupywania indywidualnych właścicieli ziemi”.

Przewidział „przeniesienie własności dużych areałów ziemi, niekoniecznie całej ziemi w kraju, ale na pewno dużej jej części, w ręce proponowanych korporacji statutowych i podmiotów świadczących usługi publiczne, a także powiernictw ziemskich”.

Sieff uważał również, że Brytyjczycy nie powinni mieć kontroli nad swoimi pieniędzmi – „istnieją rzeczywiste trudności w pozostawieniu im całkowitej swobody w inwestowaniu oszczędności w dowolny sposób”.

Przewidywał, że kontrola zostanie sprawowana poprzez „rozszerzenie systemu ubezpieczeń” i centralizację systemu bankowego.

Sieff okrzyknął Bank Anglii „wiodącym przykładem korporacji użyteczności publicznej, której misją jest świadczenie usług publicznych”.

Twierdził on: „Logicznym zakończeniem procesu fuzji, który zredukował liczbę największych banków akcyjnych do pięciu, byłoby najwyraźniej połączenie ich wszystkich w jeden i przyznanie im pewnych przywilejów monopolistycznych w zamian za przekształcenie się w prawdziwą korporację użyteczności publicznej”.

Nie można pozwolić, aby struktury demokratyczne utrudniały funkcjonowanie odgórne tego, co Klaus Schwab z ZIM niedawno nazwał „zręcznym zarządzaniem”. [9]

Sieff napisał: „W aparacie rządowym nastąpią znaczące zmiany”. „Decentralizacja uprawnień organów ustawowych będzie istotną cechą nowego porządku”. „Parlament i gabinet zostaną zwolnione z części swoich obecnych obowiązków”.

Wszystko to oczywiście doprowadziłoby do poważnego ataku na wolność narodu brytyjskiego, co Sieff w swoich podstępnych sformułowaniach częściowo przyznawał, a czemu częściowo zaprzeczał.

Pytał: „Czy to prawda, że ​​potrzebujemy większej władzy rządu i znacznego ograniczenia wolności?”

Choć było jasne, że tego naprawdę chciał, zastosował zwykłą technikę inwersji, aby zasugerować, że to „dryfująca” niechęć ze strony Brytyjczyków do przyłączenia się do jego autorytarnego planu będzie prawdziwym zagrożeniem dla ich wolności!

„W głębi duszy czujemy, że jeśli będziemy dalej dryfować, grozi nam niebezpieczeństwo utraty zarówno wolności, jak i dobrobytu materialnego”.

Sieff faktycznie przyznał, że jego projekt jest podobny do projektów reżimów totalitarnych: „Pomimo wszystkich różnic, bolszewizm i faszyzm mają dwie wspólne, wybitne cechy. Oba podkreślają podstawową potrzebę świadomego planowania przyszłości w skali całego kraju”.

Ale potem napisał: „Czy nam się to podoba, czy nie – a wielu będzie się to bardzo nie podobało – indywidualny producent i rolnik będzie zmuszony przez wydarzenia do poddania się daleko idącym zmianom w poglądach i metodach.”

„Niebezpieczeństwo polega na tym, że stawiając im opór, ponieważ uważa je za naruszenie tego, co nazywa swoją wolnością, pogorszy sytuację jego i społeczności.”

„Opór prawdopodobnie będzie na rękę tym, którzy twierdzą, że majstrowanie przy tym jest bezużyteczne, a pełnokrwisty socjalizm i komunizm to jedyne lekarstwo. Albo może pokusić się o flirt z ideami faszystowskimi.”

„W obu przypadkach traci on swoją upragnioną wolność i jest bardzo prawdopodobne, że zarówno faszyzm, jak i komunizm byłyby jedynie krótkimi etapami na drodze do barbarzyństwa”.

Sieff argumentował zatem, że opieranie się autorytaryzmowi i obrona wolności – lub tego, co my „nazywamy” wolnością, używając jego terminologii – w jakiś sposób prowadzi do komunizmu, faszyzmu i „barbarzyństwa”!

Dla mnie brzmi to jak groźba – jeśli Brytyjczycy nie zgodzą się dobrowolnie na plan centralizacji i wywłaszczenia przedstawiony przez ZIM, to będą musieli zostać poddani brutalnej dyscyplinie otwarcie totalitarnego reżimu.

To prowadzi mnie do fascynującej informacji przekazanej Kongresowi USA przez McFaddena w 1934r., a mianowicie, że pod koniec 1932r. jednym z ostatnich rekrutów PEP Sieffa był nikt inny, jak tylko „Sir” Oswald Mosley (na zdjęciu), „przewodniczący nowego Brytyjskiego Związku Faszystów”.

Z Wikipedii wynika, że ​​były polityk Partii Pracy Mosley i jego żona Cynthia „byli oddanymi członkami towarzystwa Fabiańskiego w latach dwudziestych i na początku lat trzydziestych” – co wyjaśniałoby jego drogę do PEP. [10]

Niektórym czytelnikom może wydawać się dziwne, że faszystowski przywódca znany ze swojej antyżydowskiej retoryki dołączył do grupy doradczej kierowanej przez syjonistę.

Jednak przyjrzenie się planowi Mosleya ujawnia, że ​​był on dziwnie podobny do planu Sieffa.

W książce z 1997 roku wydanej przez Oxford University Press naukowiec Daniel Ritschel wyjaśnia, w jaki sposób „kampania Mosleya na rzecz jego samozwańczej polityki ‘planowania narodowego’, najpierw w Partii Pracy w 1930 roku, a następnie na platformie jego Nowej Partii w 1931 roku, była pierwszą próbą umieszczenia planowania w programie działań na szczeblu krajowym”. [11]

Mosley nawet specjalnie uprzedził użycie przez Sieffa w 1933r. słów „dryfować” i „drastyczny”, gdy ostrzegał w 1930r. o potrzebie „zapewnienia pewnego porozumienia wśród wielu osób, które z rosnącym niepokojem obserwują powolne dryfowanie narodu ku katastrofie i są gotowe na drastyczne środki, aby stawić czoła niebezpieczeństwu”. [12]

Dwa lata przed publikacją książki Sieffa pt. „Planowanie i Wolność” Mosley założył Nową Partię, publikując książkę „A National Policy”.

W przedmowie wezwano do podjęcia programu „narodowego wysiłku w celu stawienia czoła sytuacji nadzwyczajnej, z którą się mierzymy” i wyrażono nadzieję, że „wywoła on reakcję, która nada nowy impuls brytyjskiej polityce”. [13]

Ritschel wyjaśnia, że ​​przesłanie Mosleya dotyczące modernizacji zostało po raz pierwszy przedstawione w formie „Propozycji z Birmingham” na konferencji Niezależnej Partii Pracy (ILP) w 1925r. i odczytane przez niego jako broszura „Rewolucja przez rozum” na letniej szkole ILP pod koniec tego samego roku. [14]

Już sam tytuł „Rewolucja przez rozum” przypomina mi naukowe myślenie, którego początki sięgają XVII wieku, kiedy to Niewidzialne Kolegium [Invisible College] promowało je po raz pierwszy, a następnie katastrofalny program „zmian” przemysłowo-imperialnych. [15]

W 1929 roku sam Mosley chwalił się swoim „naukowym i surowym praktycznym credo”, które opierało się na „naukowej interwencji państwa”. [16]

W lipcu 1931r. Mosley wzywał do wprowadzenia systematycznej organizacji planistycznej, która miałaby być prowadzona za pośrednictwem nowej struktury „Zarządów Towarowych” [Commodity Boards] we wszystkich głównych sektorach przemysłu. Miałoby to na celu reorganizację każdej branży w to, co nazywał „wielką, wysoce scentralizowaną organizacją”. [17]

Znowu bardzo podobny plan, który wkrótce miał przedstawić prezes PEP Sieff.

Ritschel zauważa, że ​​proponowana przez Mosleya Narodowa Organizacja Planowania Gospodarczego „niewątpliwie implikowała gospodarkę sterowaną centralnie, prowadzoną pod bezpośrednim nadzorem państwa”. [18]

Planowanie, rozwój i modernizacja stanowią nikczemną trójcę imperializmu przemysłowego.

Ritschel twierdzi: „Mosley przedstawił planowanie jako rozwiązanie kryzysu gospodarczego i szeroką podstawę porozumienia politycznego wśród „nowoczesnych umysłów” w kraju”. [19]

Podobnie jak Sieff, Mosley patrzył dalej niż tylko na Wielką Brytanię i w 1930 roku zajął stanowisko, że „połączenie rynku brytyjskiego i imperialnego może zapewnić trwałą podstawę dla zamkniętej i samowystarczalnej jednostki gospodarczej”. [20]

Zaintrygowała mnie informacja, że ​​w czasopiśmie ILP „New Leader” z 1930r. Mosley rzekomo domagał się „brytyjskiego odpowiednika rosyjskiego ‘Gosplanu’”, co idealnie współgrało z podziwem Sieffa dla sowieckiego reżimu ZIM. [21]

Gosplan, Państwowy Komitet Planowania, był agencją odpowiedzialną za centralne planowanie gospodarcze w ZSRR, a jego głównym zadaniem było tworzenie i administrowanie osławionymi pięcioletnimi planami zwiększającymi produkcję. [22]

Jednak na tych samych łamach Mosley chwalił amerykański przemysł i jego „niesamowite osiągnięcia w zakresie produkcji masowej”. [23]

Podobnie jak w przypadku Sieffa, liczył się tylko wynik końcowy.

Gdy koledzy Mosleya z ILP zostali przez niego wezwani do zapomnienia o „najważniejszych sprawach” i skupienia się na „realizmie”, [24] coraz więcej osób zaczęło dostrzegać, że „niezależnie od powierzchownych paraleli z polityką socjalistyczną, Mosley dążył jedynie do „stabilizacji” lub „wzmocnienia” kapitalizmu”. [25]

Wspólny grunt systemu radzieckiego i tego proponowanego przez Mosleya i Sieffa – czy moglibyśmy ich nazwać M&S? – został dobrze uchwycony w opisie platformy Nowej Partii, który Harold Nicolson nazwał „kapitalizmem państwowym”. [26]

John Strachey opisał, jak on i inni początkowo nie byli w stanie pojąć, co jego kolega polityczny miał na myśli, mówiąc o „państwie korporacyjnym”.

„Im więcej jednak Mosley o tym mówił, tym bardziej wydawało się to zadziwiająco podobne do kapitalizmu: a raczej wydawało się kapitalizmem pomniejszonym o wszystko, co robotnicy wywalczyli w ciągu ostatniego stulecia walki. Nasze wątpliwości rosły i rosły”. [27]

Strachey napisał dalej, że pseudoetyka „planowania” to nic innego jak sztuczka: „eleganckie intelektualne przebranie” dla „kapitalizmu monopolistycznego”. [28]

Mosley, Sieff czy Schwab nie mogli pozwolić, aby uciążliwe struktury demokratyczne stanęły na drodze rządów państwa korporacyjnego.

W manifeście jego Nowej Partii zapowiedziano utworzenie „Gabinetu Nadzwyczajnego” składającego się z pięciu ministrów, którym powierzono by „uprawnienia do realizacji polityki nadzwyczajnej”. [29]

Mosley postrzegał Parlament jako „raj dla obstrukcjonistów”, którego „przestarzała i nieudolna” procedura legislacyjna wydawała się zaprojektowana „w wyraźnym celu zapobiegania działaniom”. [30]

Celem było przekształcenie parlamentu z „miejsca rozmów w miejsce zgromadzeń biznesowych”. [31]

Innymi słowy, chciał totalitarnego państwa korporacyjnego, odrzucającego demokrację i służącego interesom wielkiego biznesu i finansjery.

Ta linia myślenia wkrótce doprowadziła Mosleya do otwartego przyjęcia faszyzmu, który Ritschel opisuje jako „uosobienie współczesnego autorytaryzmu”. [32]

Autor wyjaśnia: „W październikowych [1931] wyborach powszechnych Nowa Partia prowadziła kampanię, opierając się na platformie swojego „Nowego Planu” i państwa korporacyjnego.

„Na pytanie: »Czy jesteśmy faszystami?«, [czasopismo] Action odpowiedziało, że są »doskonale przygotowani do studiowania metod i ideałów« tego »nowoczesnego ruchu«. Dwa miesiące później odpowiedź brzmiała »szczerze tak«”. [33]

W październiku 1932 roku Mosley założył Brytyjską Unię Faszystów i w tym samym miesiącu opublikował jej program w czasopiśmie „The Greater Britain”. [34]

Była to bardzo podobna wizja, którą Sieff przedstawił w książce Wolność i Planowanie w następnym roku.

Jak wyjaśnia Ritschel, propozycje BUF dotyczące „planowania krajowego” zakładały „strukturę reprezentatywną korporacji przemysłowych podlegających jurysdykcji centralnej korporacji krajowej”. [35]

„Parlament korporacyjny”, wybierany na podstawie prawa wyborczego, miał bezpośrednio odzwierciedlać interesy ekonomiczne społeczności, umożliwiając w ten sposób Westminsterowi stanie się prawdziwie „funkcjonalnym” przedstawicielem społeczeństwa planowego”. [36]

„Jednak rządowi faszystowskiemu miała zostać przyznana «absolutna władza działania»”. [37]

Nie przeprowadziłem wystarczających badań na temat Mosleya, aby jednoznacznie stwierdzić, że pracował dla ZIM.

Nie zdziwiłoby mnie to jednak, biorąc pod uwagę, że wiemy, iż Benito Mussolini i Adolf Hitler byli finansowani przez fasady ZIM na Wall Street i że, jak udowodnili Jim Macgregor i John O’Dowd, ten drugi został w rzeczywistości przygotowany i doprowadzony do władzy przez ZIM. [38]

Zauważam krótką wzmiankę w dziennikach byłego szefa MI5 Guya Liddella o 40 000 funtów rzekomo zapłaconych Mosleyowi przez Rothschildów w 1937 roku za zorganizowanie uwolnienia jednego z członków ich rodziny gdzieś „na kontynencie” – prawdopodobnie w Belgii, ponieważ w sprawę byli zaangażowani „reksiści”. [39]

Nie mogę też nie zauważyć, że powojenny program Mosleya i jego Ruchu Związkowego, wzywający do zjednoczonej Europy napędzanej imperialną eksploatacją Afryki, był, być może przypadkowo, bardzo zbieżny z programem Rothschildów. [40]

Mosley zawsze był zbyt blisko związany z brytyjskim establishmentem (od dawna o orientacji syjonistycznej) jak na kogoś, kto podawał się za jego największego przeciwnika.

Jego polityczne manewry około 1930 roku przyciągnęły zainteresowanie Davida Lloyda George’a, znanego uczestnika potwornego planu ZIM, mającego na celu wywołanie i przedłużenie I wojny światowej [41], a także Winstona Churchilla, przyjaciela Barucha, który odegrał podobną rolę w II wojnie światowej. [41]

Mosley otrzymał wsparcie od żydowskiego polityka Leslie Hore-Belisha (na zdjęciu), liberalnego ministra, który później odniósł „ogromny sukces w modernizacji brytyjskiego systemu drogowego”. [42]

Innym wczesnym fanem był Henry Mond („Baron” Melchett), polityk, przemysłowiec i finansista, który był dyrektorem Imperial Chemical Industries (ICI), Mond Nickel Company i Barclays Bank.

Mond był „zwolennikiem syjonizmu”, który „opowiadał się za ewakuacją Żydów z Niemiec do Palestyny”, przewodniczył Jewish Agency for Palestine ​​i „interesował się żydowską organizacją młodzieżową Maccabi”. [43]

Ritschel dodaje, że baronowie prasowi, lordowie Beaverbrook i Rothermere, również zaoferowali Mosleyowi swoje poparcie, „proponując utworzenie wspólnego komitetu z Partią Imperium”. [44]

Mosley zmarł w 1980 roku, po 30 latach dobrowolnego wygnania we Francji, w czasie gdy brytyjskie media jednomyślnie potępiały ugrupowania polityczne takie jak Front Narodowy, często piętnowane jako „faszystowskie”, a nie po prostu nacjonalistyczne.

Jednakże nekrologi, które opublikowali, dotyczące prawdziwego faszysty, który sam siebie tak określał, były przepełnione podziwem dla tego „dynamicznego i hojnego” przywódcy, tak „współczującego i humanitarnego” – jak zacytowano w piosence z satyrycznego programu telewizyjnego Not the Nine O’clock News, którą starsi czytelnicy mogą dobrze pamiętać. [45]

I co u licha mamy sądzić o fakcie, że wnuk faszystowskiego przywódcy, Louis Mosley, jest dziś szefem Palantir w Wielkiej Brytanii, globalnego giganta technologicznego powiązanego z Izraelem, który jest gotowy przejąć NHS i zamienić Wielką Brytanię w cyfrowy obóz więzienny przy entuzjastycznej współpracy członka Fabian Society i poplecznika Rothschildów, Keira Starmera? [46]

______________

Financiers, Fabians and Fascists, Paul Cudenec, September 13, 2025

=============================================================

Bibliografia:

[1] Paul Cudenec, ‘The Big Plan and the Great Gaslighting’, https://winteroak.org.uk/2025/04/09/the-big-plan-and-the-great-gaslighting/
[2] https://escapekey.substack.com/p/freedom-and-planning
[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Louis_T._McFadden
[4] https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_E._Dietrich
[5] https://www.congress.gov/73/crecb/1934/06/08/GPO-CRECB-1934-pt10-v78-6-2.pdf
[6] https://en-academic.com/dic.nsf/enwiki/36549#
[7] https://winstonchurchill.hillsdale.edu/great-contemporaries-bernard-baruch/
https://www.jta.org/archive/baruch-and-rothschild-sail
[8] Ibid.
[9] Klaus Schwab with Nicholas Davis, Shaping the Future of the Fourth Industrial Revolution: A Guide to Building a Better World (Geneva: WEF, 2018), e-book, 82%, cit. Paul Cudenec, Fascism rebranded: exposing the Great Reset (2021), p. 226. https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2023/09/fascism-rebranded23web.pdf
Paul Cudenec, The Global Gang Running Our World and Ruining Our Lives (2025), pp. 321-29
https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2025/03/the-global-gang-web.pdf
[10] https://en.wikipedia.org/wiki/Oswald_Mosley
[11] https://academic.oup.com/book/11683/chapter-abstract/160629924
[12] The Times, December 8, 1930, cit. Daniel Ritschel, The Politics of Planning: The Debate on Economic Planning in Britain in the 1930s (Oxford: Oxford University Press, 1997), p. 2.
https://vdoc.pub/documents/the-politics-of-planning-the-debate-on-economic-planning-in-britain-in-the-1930s-1vsbbmefq68g
[13] A National Policy: An Account of the Emergency Programme Advanced by Sir Oswald Mosley (1931), cit. Ritschel, p. 2.
[13] A National Policy: An Account of the Emergency Programme Advanced by Sir Oswald Mosley (1931), cit. Ritschel, p. 2.
[14] Ritschel, p. 9.
[15] Paul Cudenec, ‘The Invisible College and the plan for our enslavement’. https://winteroak.org.uk/2025/08/11/the-invisible-college-and-the-plan-for-our-enslavement/
[16] ‘We Socialists and Our Creed’, Daily Express, (February 19 1929), cit. Ritschel, p. 16.
[17] Ritschel, p. 15.
[18] Ritschel, p. 15.
[19] Oswald Mosley, ‘Why We Left the Old Parties’ (1931), p. 3, Ritschel, p. 18.
[20] Ritschel, p. 12.
[21] Ritschel p. 21.
[22] https://en.wikipedia.org/wiki/Gosplan
[23] Mosley, ‘Is America a Capitalist Triumph?’, New Leader (April 2 1926), p. 3, cit. Ritschel, p. 10.
[24] Oswald Mosley, Revolution by Reason, p. 28; Ealing Gazette, (April 14 1923), cited in Skidelsky, Oswald Mosley (1975) p. 126, cit. Ritschel, p. 16.
[25] Birmingham Town Crier (July 10 1925), cit. Ritschel, p. 16.
[26] Nicolson Diary, September 27 1931, cit. Ritschel, p. 17.
[27] John Strachey, The Menace of Fascism (1933), p. 163, cit. Ritschel, p. 37.
[28] John Strachey, The Coming Struggle for Power (New York, 1935), pp. 242–47, cit. Ritschel, p. 38.
[29] A National Policy, pp. 19–22, cit. Ritschel, p. 15.
[30] A National Policy, pp. 45–47, cit. Ritschel, p. 22.
[31] Report of the 30th Annual Conference of the Labour Party (1930), p. 202, cit. Ritschel, p. 22.
[32] Ritschel, p. 22.
[33] ‘Action Looks at Life’, Action (October 8 1931), p. 4. Mosley, ‘Have we a Policy?’, Action (December 24 1931), pp. 1-2, cit. Ritschel, p. 38.
[34] Ritschel, p. 38.
[35] Ritschel, p. 39.
[36] Oswald Mosley, The Greater Britain, pp. 32–35, cit. Ritschel, p. 39.
[37] Ibid, p. 21, cit. Ritschel, p. 39.
[38] See Fascism Rebranded and Paul Cudenec, ‘Adolf Hitler and the zio-imperialist mafia’, https://winteroak.org.uk/2025/05/08/adolf-hitler-and-the-zio-imperialist-mafia/
[39] The Guy Liddell Diaries Volume I: 1939-1942: MI5’s Director of Counter-Espionage in World War II, entry for April 8 1942, p. 242.
[40] https://en.wikipedia.org/wiki/Union_Movement
Paul Cudenec, Enemies of the People, https://winteroak.org.uk/wp-content/uploads/2024/09/enemiesofthepeopleol.pdf
[41] Ritschel, p. 6. Paul Cudenec, ‘A crime against humanity’, https://winteroak.org.uk/2022/10/14/a-crime-against-humanity-the-great-reset-of-1914-1918/
[42] Ritschel, p. 6.
https://en.wikipedia.org/wiki/Leslie_Hore-Belisha
[43] Ritschel, p. 6. https://en.wikipedia.org/wiki/Henry_Mond,_2nd_Baron_Melchett
[44] Ritschel, p. 6.
[45] https://archive.org/details/not-the-nine-o-clock-news-s-3x-e-7-8-december-1980
[46] https://corporatewatch.org/palantir-in-the-uk/
https://www.politicshome.com/news/article/palantir-boss-interview-keir-starmer-gets-ai
See Cudenec, The Global Gang Running Our World and Ruining Our Lives.

Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Korzenie Freeland – kanadyjskiej doradczyni Zełenskiego.

Ukraińskie korzenie Freeland – kanadyjskiej doradczyni

Stanisław Koczot wpolityce.pl/ukrainskie-korzenie-freeland-kanadyjskiej-doradczyni


Chrystia Freeland, była wicepremier Kanady, została doradczynią ds. rozwoju gospodarczego Ukrainy. Będzie pomagać przy reformach i odbudowie kraju po wojnie. Freeland ma bogatą przeszłość polityczną, a także skomplikowaną historię rodzinną. Jej ukraiński dziadek współpracował z Niemcami w okupowanym Krakowie.

Nominację Chrystii Freeland ogłosił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W wydanym w poniedziałek oświadczeniu chwalił jej profesjonalizm i doświadczenie w przyciąganiu inwestycji zagranicznych i w przeprowadzaniu reform gospodarczych, jednak nie podał szczegółów dotyczących jej roli na Ukrainie.

Po ogłoszeniu nominacji, głos zabrała sama Freeland. „Następne pole bitwy to ekonomia” – mówiła doradczyni Zelełenskiego, cytowana przez „The New York Times”. „Ukraina ma szansę przeznaczyć odwagę, patriotyzm i ducha przedsiębiorczości, które wykazała przez cztery lata wojny, na równie istotną misję odnowy gospodarczej”.

Kryptonim „Frida”

Według „The New York Times”, decyzja Zełenskiego jest pierwszą podczas wojny nominacją znanego zachodniego polityka na stanowisko rządowe. Dziennik przypomina, że Chrystia Freeland była zastępcą premiera Justina Trudeau, pełniła w jego rządzie, a także w administracji premiera Marka Carney’a, funkcje ministerialne, a podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa negocjowała ze Stanami Zjednoczonymi reformę Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement). Prowadziła wówczas rozmowy z Jaredem Kushnerem, zięciem Trumpa, który obecnie uczestniczy w negocjacjach pokojowych na Ukrainie. Redakcja „NYT” nazywa Freeland „orędowniczką Ukrainy oraz zachodniej pomocy krajowi toczącemu wojnę z Rosją, która uważa, że wsparcie dla tego kraju jest potrzebne, by powstrzymać ryzyko rosyjskiej ekspansji dalej na zachód w Europie”.

Chrystia Freeland jest żoną Grahama Bowleya, reportera pracującego w “The New York Times”. Sama zresztą przez dłuższy czas, zanim rozpoczęła karierę polityczną, do 2013 roku, była dziennikarką. Podczas studiów w Kijowie w latach 1988–1989, gdzie trafiła w ramach wymiany ze swoja uczelnią – Uniwersytetem Harvarda – nawiązała współpracę z Billem Kellerem z „The New York Times”, razem dokumentowali komunistyczną zbrodnię w Bykowni, współpracowała z ukraińskimi działaczami, dostarczała im sprzęt i pieniądze. Była na tyle aktywna, że KGB nadało jej kryptonim ”Frida”, obserwowała ją i podsłuchiwało, a radzieckie gazety atakowały Freeland jako cudzoziemkę mieszającą się w sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego. Po zmianie ustroju, pracowała na Ukrainie jako korespondentka w prestiżowych redakcjach „Financial Times”, „The Washington Post” i „The Economist”. Jest autorka książek o Rosji, dobrze zna historię regionu, a także Ukrainy.

W domu mówili po ukraińsku

Jej zainteresowanie Ukrainą i wschodem Europy ma głębokie korzenie rodzinne. Urodziła się w 1968 roku w Peace River w północno-zachodniej Albercie w Kanadzie, matka – Halyna Chomiak – była Ukrainką, trzecim dzieckiem Aleksandry i Mychajła Chomiaka (później anglicyzowanego na Michael Chomiak), Ukraińców, którzy poznali się i pobrali w Krakowie, po wojnie trafili do obozu dla przesiedleńców w Bad Wörishofen w Niemczech, a następnie, w 1948 roku, wyjechali do Kanady.

Donalda Freelanda, swojego przyszłego męża, Halyna Chomiak poznała podczas studiów prawniczych na University of Alberta. Urodziły się im dwie córki – Chrystia i dwa lata później Natalka. Rozwiedli się w 1978 roku. Halyna Chomiak była wziętą prawniczką, a także aktywistką promującą feminizm i prawa kobiet. Intensywnie pracowała na rzecz ukraińskiej diaspory. Jak pisze „The Alberta Women’s Memory Project”, założyła Peace River Ukrainian Society, współtworzyła Canadian Institute of Ukrainian Studies na Uniwersytecie Alberty, pełniła funkcję przedstawicielki w Ukraińskim Komitecie Kanadyjskim. Pomagała także w założeniu Hromada Housing Co-op w Old Strathcona – historycznej dzielnicy w Edmonton, gdzie przez pewien czas mieszkała wraz ze swoimi córkami, które wychowywała na dwujęzyczne i zachęcała do prowadzenia domu mówiącego po ukraińsku. Portal nazwał ją „ukraińską socjalistyczną feministką”. W 1992 roku, już w niepodległej Ukrainie, na prośbę ówczesnego prezydenta Leonida Krawczuka, została dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit – Ukraińskiej Fundacji Prawnej. Według „The Alberta Women’s Memory Project”, pomagała przy tworzeniu Konstytucji Ukrainy, Kodeksu Postępowania Cywilnego i Karnego, Ukraińskiego Centrum Praw Człowieka. Zmarła w 2007 roku.

Zaproszenie do SS-Galizien

To tylko część ukraińskich korzeni doradczyni prezydenta Zełeńskiego. Ciekawa przeszłość, ale niechętnie przez nią wspominana, wiąże się z jej dziadkiem ze strony matki i ojcem Halyny Chomiak – Mychajłem Chomiakiem. Urodził się w 1905 roku we wsi Stroniatyn, ukończył gimnazjum we Lwowie, dyplom prawniczy otrzymał na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Po wybuchu wojny osiedlił się w Krakowie, w roku 1940 został mianowany przez Niemców redaktorem naczelnym ukraińskiej gazety „Krakivs’ki Visti” (Krakauer Nachrichten – Ukrainische Tageszeitung). Funkcje tę pełnił do końca wydawania gazety, czyli do 1945 roku. Dziennik, według badań historyków, uprawiał nazistowską propagandę, publikował antyżydowskie i antypolskie artykuły. Na jego łamach ukazywały się ogłoszenia wzywające do wstąpienia do SS-Galizien.

Polacy na emigracji w Londynie, a także podziemie w kraju, mieli pełną świadomość ukraińskiej aktywności wydawniczej i prasowej. Rząd na uchodźctwie był szczegółowo informowany o  politycznie motywowanych artykułach w „Krakivs’ki Visti”, zwłaszcza, że gazeta prezentowała linię Ukraińskiego Komitetu Centralnego (UTsK) – oficjalnej organizacji Ukraińców jawnie kolaborującej z Niemcami. UTsK powstał w Krakowie w oparciu o jedną z dwóch frakcji OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) – OUN-M, czyli melnykowców. Byli oni mniej radykalni od drugiej frakcji – banderowców. Na powstanie UTsK zgodził się gubernator Hans Frank (według niektórych historyków, organizacja powstała nie za zgodą, ale na żądanie Niemców).

Polski rząd na emigracji i podziemie postrzegały twórcę UTsK, Wołodymyra Kubiiowicza, jako czołowego ukraińskiego kolaboranta w Generalnym Gubernatorstwie, który był wykorzystywany przez Niemców do pogłębiania polsko-ukraińskich antagonizmów w nadziei na uzyskanie autonomii Ukrainy. Jak pisze Paweł Markiewicz w “The Ukrainian Central Committee, 1940-1945: A Case of Collaboration in Nazi-Occupied Poland”, jego jawnie proniemieckie stanowisko uznano za zdradę. Markiewicz cytuje jeden z raportów, według którego „Kubiiowycz zaliczał do ‘ukraińskiego terytorium etnograficznego’ wszystkie polskie tereny, na których mieszkała choćby minimalna ukraińska lub rusińska mniejszość. W ten sposób [jego] wyobrażone ‘ukraińskie terytorium etnograficzne’ sięgało praktycznie Białegostoku, Warszawy i Krakowa.

Polski epizod UTsK, „Kraiński Visti” i Mychayły Chomiaka skończył się w 1945, kiedy cała ekipa wraz z Niemcami uciekła na Zachód. Zmarł w 1984 roku.

Cień przeszłości

Jego historia wypłynęła w 2017 roku, kiedy wnuczka Chomiaka, Chrystia Freeland, została kanadyjską minister spraw zagranicznych. Informacje o niechlubnej przeszłości dziadka pojawiły się w zachodnich mediach, a ponieważ wypłynęły w czasie wzmożonej aktywności politycznej Freeland, wiązano je z aktywnością rosyjskiego wywiadu, który chciał zaszkodzić kanadyjskiej polityk. Sama Freeland twierdziła, że nie znała przeszłości swojego dziadka. Podczas konferencji prasowej w marcu 2017, na pytanie o działalność Mychayły Chomiaka w okupowanej Polsce, odpowiedziała, że po stronie rosyjskiej podejmowano próby destabilizacji zachodnich demokracji, i nie powinno dziwić, jeśli te same działania zostały użyte przeciwko Kanadzie.

Tymczasem – jak pisał w tym czasie „Globe and Mail” – minister spraw zagranicznych Chrystia Freeland wiedziała od ponad dwóch dekad, że jej ukraiński dziadek ze strony matki był redaktorem naczelnym nazistowskiej gazety”. „Ottawa Citizen” przypomniał notatkę, znajdującą się w Archiwach Akt Ukrainy przechowywanych przez Prowincję Alberta, w której pojawia się informacja o pracy Chomiaka w gazecie „Krakivski Visti”.

Cień niechlubnej przeszłości pojawił się po raz kolejny stosunkowo niedawno, 22 września 2023, kiedy podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Kanadzie, został uhonorowany w Izbie Gmin Jarosław Hunka, były żołnierz Dywizji SS Galizia.

Hunka otrzymał dwie owacje na stojąco, a bijącym brawo był m.in. premier Kanady Justin Trudeau, i wicepremier, Christia Freeland. „Morning Star” nazwał widok wiwatujących posłów i uśmiechniętych przedstawicieli rządu „przerażającym”.

Incydent z Hunką zakończył się międzynarodowym skandalem, przeprosinami rządu i dymisją szefa Izby Gmin. Uhonorowanie Hunki Chrystia Freeland nazwała „strasznym błędem”.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/750098-ukrainskie-korzenie-freeland-kanadyjskiej-doradczyni

Profanacja w Kielnie. Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność.

Profanacja w Kielnie. Czy w polskiej szkole przyzwolimy na deptanie Bożego Majestatu?

Ze zdjęć opublikowanych na stronach Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie nie wynika, aby „plastikowy krzyż był elementem ludycznym”.

=====================================================================

Profanacja w Kielnie. Czy w polskiej szkole przyzwolimy na deptanie Bożego Majestatu?

Michał Rogalski | 09/01/2026

Wydarzenia, które rozegrały się w murach Szkoły Podstawowej w Kielnie, wstrząsnęły sumieniami wierzących, wykraczając daleko poza ramy szkolnego incydentu. Zbezczeszczenie Krzyża – znaku zbawienia i miłości Boga do człowieka – poprzez wrzucenie go do kosza na śmieci na oczach dzieci, to bezpośrednia zniewaga wyrządzona samemu Bogu oraz bolesne uderzenie w duchową tożsamość młodego pokolenia.

Krzyż to nie „przedmiot”, to Obecność

Krzyż nie jest jedynie elementem wystroju wnętrz ani neutralnym symbolem kulturowym. Jest on żywym przypomnieniem o Ofierze Chrystusa i Bożej obecności w ludzkiej codzienności. Każdy gest wymierzony w krucyfiks jest zatem gestem wymierzonym w osobę Zbawiciela.

Z relacji rodziców wynika, że nauczycielka języka angielskiego od dłuższego czasu podejmowała próby usunięcia krucyfiksu, twierdząc, że „nie chce na niego patrzeć”. Gdy dzieci, wykazując się heroiczną dojrzałością i przywiązaniem do zasad wyniesionych z domów, każdorazowo wieszały Krzyż z powrotem, nienawiść do sacrum eskalowała do formy publicznej profanacji.

Postawa uczniów z Kielna stała się jednak jasnym świadectwem: Boża prawda jest silniejsza niż ideologiczny przymus. Dzieci intuicyjnie rozpoznały, że w śmietniku próbowano zamknąć ich najwyższą wartość, ich Nadzieję i ich Króla.

Głos sprzeciwu: Mieszkańcy Kielna w obronie Sacrum

Na tę bezprecedensową zniewagę nie pozostała obojętna wspólnota lokalna. Rodzice uczniów, wspierani przez mieszkańców, złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych. Co więcej, w czwartek 8 stycznia o godzinie 9:30, przed budynkiem szkoły odbył się pokojowy protest.

Zgromadzenie to było manifestacją przywiązania do wiary ojców oraz stanowczym apelem o poszanowanie przekonań religijnych uczniów w przestrzeni szkolnej. Organizatorzy podkreślają, że nie ma zgody na to, by w polskiej szkole pedagodzy demonstrowali pogardę wobec fundamentów naszej cywilizacji.

Reakcja metropolity

Na tę bezprecedensową zniewagę zareagował metropolita gdański, abp Tadeusz Wojda, który zażądał wyczerpujących wyjaśnień ze strony dyrekcji szkoły oraz organu prowadzącego. Pasterz gdańskiego Kościoła wyraził głębokie ubolewanie nad aktem profanacji, podkreślając wyjątkowe znaczenie Znaku Zbawienia.

Metropolita jednoznacznie zaznaczył, że oczekuje podjęcia konkretnych kroków, mających na celu zapobieżenie podobnym wydarzeniom w przyszłości. Jednocześnie wyraził wdzięczność wszystkim tym, którzy stanęli w obronie Krzyża.

Stań w obronie czci Bożego Majestatu

Szkoła bez Boga staje się duchową pustynią, którą szybko wypełnia nihilizm. Incydent w Kielnie to owoc agresywnej laicyzacji, która pod płaszczem „wolności” próbuje stworzyć świat bez Stwórcy. Nie możemy pozostać bierni wobec fali bluźnierstw, która zalewa naszą Ojczyznę.

Kampania „Polska Katolicka, nie laicka” to nasz wspólny front obrony Bożej czci. Twoje wsparcie pozwala nam organizować publiczne akty wynagrodzenia za profanacje, prowadzić kampanie uliczne budzące sumienia Polaków oraz nagłaśniać przypadki dyskryminacji wierzących w instytucjach publicznych.

Nie pozwólmy, by milczenie dobrych ludzi stało się przyzwoleniem na zło. Wspierając naszą misję, stajesz w pierwszym rzędzie obrońców Krzyża i Bożego porządku w Polsce.

Wesprzyj kampanię „Polska Katolicka, nie laicka”. Odpowiedzmy modlitwą i czynem na zniewagę wyrządzoną Chrystusowi w polskiej szkole.

===================================

Parafia św. Wojciecha w Kielnie

✝️KRZYŻ CHRYSTUSA ZJEDNOCZYŁ NAS DZISIAJ W WYJĄTKOWY SPOSÓB💞⛪🌠

===================================

Kazimierz Smoliński

1 dzień  ·

👉Tak wygląda krzyż ze Szkoły Podstawowej w Kielnie, wizerunek udostępniony przez policję.

Nauczycielka po prawie miesiącu zabiera glos i twierdzi, że to gadżet halowinowy, którym bawiły się dzieci. Rodzice dzieci od początku twierdzili, że krzyż zrobiły dzieci same na drukarce 3D i powiesiły nad drzwiami, bo poprzedni krzyż zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Szkoda, że nauczycielka tak późno, dopiero po kontakcie ze swoim mecenasem, zabiera głos.

Rodzice od początku chcieli wyjaśnień, ale nikt z nimi nie chciał rozmawiać.

➡️Dopiero w trakcie mojej interwencji poselskiej w dniu 5.01.26r. wraz z Dorota Arciszewska-Mielewczyk wójt spotkał się z rodzicami i po rozmowie z dyrektorką szkoły, nauczycielka została zawieszona w czynnościach, ale publiczne się nie wypowiedziała. Dopiero po demonstracji przed szkołą w dnia 8.01.26r., w dniu 9.01.26r. udzieliła pierwszego wywiadu z narracją: zabawka, plastik, klatka z chomikiem.

➡️Nasuwa się pytanie dlaczego milczała od 15 grudnia do 9 stycznia? Dlaczego od razu nie wyjaśniła tak prostych wg niej okoliczności?

Nie przesądzam o winie, to musi ustalić sąd, ale okoliczności są bulwersujące.

❗️Krzyż jest krzyżem nieważne czy plastikowy, drewniany lub metalowy, każdy zasługuje na poszanowanie jako symbol naszej chrześcijańskiej wiary.

#obronakrzyża#Kielno

#MichałKowalski#DorotaArciszewskaMielewczyk

Wszystkie reakcje:

1,9 tys.

Miłość do Tuska. MEM-y

————————————-

———————————————–

—————————————————————

——————————

———————————————

————————————————–

———————————————

Najbogatsze 1% ludzi wyczerpało „budżet węglowy” na 2026 rok w 10 dni

Oxfam: Najbogatsze 1% ludzi

wyczerpało budżet węglowy

na 2026 rok w 10 dni

Artur Kiełbasiński 11.01.2026 zielonagospodraka.pl/najbogatsze-1-ludzi-wyczerpalo-budzet-weglowy-na-2026-rok-w-10-dni

Oxfam: Najbogatsze 1% ludzi wyczerpało budżet węglowy na 2026 rok w 10 dni - ZielonaGospodarka.pl

Najbogatszy 1 % światowej populacji wyczerpał swój roczny przydział emisji dwutlenku węgla zaledwie 10 dni po rozpoczęciu 2026 roku – wynika z badań opublikowanych przez Oxfam 10 stycznia. To „odkrycie” [cudzysłów -md] podkreśla narastające obawy dotyczące nierówności klimatycznych.

Oxfam ogłosił 10 stycznia „Dniem Plutokratów-Trucicieli” – datą, w której najbogatsi przekroczyli bezpieczne limity emisji niezbędne do utrzymania globalnego ocieplenia poniżej 1,5 stopnia Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej. Analiza, oparta na danych ze Stockholm Environment Institute, wykazała, że najbogatszy 1 procent emituje 75,1 ton dwutlenku węgla na osobę rocznie, czyli 0,206 ton dziennie. Dla kontrastu, osobie z najuboższej połowy globalnej populacji zajęłoby wykorzystanie swojego przysługującego limitu emisji prawie trzy lata.

Najbogatsi przekroczyli ten próg jeszcze szybciej. Najbogatsze 0,1 procenta wyczerpało swój roczny budżet już 3 stycznia, zaledwie trzy dni po rozpoczęciu nowego roku.

​Poza wyborami stylu życia takimi jak prywatne odrzutowce i superjachty, Oxfam stwierdził, że portfele inwestycyjne miliarderów stanowią kluczowy czynnik napędzający przyszłe emisje. Każdy miliarder posiada inwestycje w firmach produkujących średnio 1,9 miliona ton CO2 rocznie, co odpowiada emisjom z około 400 tysięcy samochodów napędzanych benzyną.

Według szacunków Oxfam, emisje generowane przez najbogatszy 1 procent ludności w ciągu jednego roku spowodują do końca stulecia około 1,3 miliona zgonów związanych z upałami. [oczywiste bzdury md]

Skumulowane emisje mogą do 2050 roku wyrządzić szkody ekonomiczne o wartości 44 bilionów dolarów w krajach o niskich i średnio-niskich dochodach.

W samej Wielkiej Brytanii najbogatszy 1 procent generuje w ciągu ośmiu dni więcej zanieczyszczeń węglowych niż najuboższe 50 procent wytwarza w ciągu całego roku.

Oxfam apeluje o wprowadzenie „podatku od zysków bogatych trucicieli” dla 585 firm naftowych, gazowych i węglowych, który mógłby przynieść do 400 miliardów dolarów w pierwszym roku. Organizacja postuluje również specjalne opodatkowanie luksusowych produktów wytwarzających duże ilości dwutlenku węgla oraz zwiększenie podatków od dochodów i majątku super-bogatych.

Przydział emisji na osobę ustalono na podstawie globalnego budżetu węglowego zgodnego z limitem 1,5°C ocieplenia. Oxfam podzieliło szacowany poziom emisji CO2 na 2030 r. (17,8 GtCO2) równo między prognozowaną populacją świata (8,5 mld osób), co daje 2,1 tony CO2 rocznie na osobę.

​Najbogatszy 1% emituje średnio 75,1 tony CO2 rocznie na osobę (dane z 2023 r. ze Stockholm Environment Institute), czyli 0,206 tony dziennie. W 10 dni zużywa 2,06 tony CO2, co przekracza limit 2,1 tony.

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych.. Zieloni idioci.

Mróz paraliżuje wodór.

Masowe odwołania kursów

autobusów wodorowych

w regionie Rhein-Neckar

11.01.2026 zielonagospodraka.pl/mroz-paralizuje-wodor-masowe-odwolania-kursow-autobusow-wodorowych-w-regionie-rhein-neckar

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych w regionie Rhein-Neckar

Mróz paraliżuje wodór. Masowe odwołania kursów autobusów wodorowych w regionie Rhein-Neckar - ZielonaGospodarka.pl

Fala arktycznych mrozów *), która od kilku dni trzyma południowo-zachodnie Niemcy, ujawniła słabe punkty nowoczesnej, zeroemisyjnej floty. Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) zmuszona była wycofać z ruchu znaczną część autobusów napędzanych wodorem. Linie w Heidelbergu, Mannheim i Ludwigshafen dotknęły poważne ograniczenia.

=======================================

*) Te dupki za „arktyczne” maja temperatury ok -10o C !! Ale najzabawniejsze jest to, że wodór ma temp. wrzenia … -253o C, tj 20 stopni jedynie ponad zerem bezwzględnym. MD

=================================

„Głównymi przyczynami są problemy z instalacją elektryczną oraz uszkodzenia mrozowe kompresorów” – poinformował w komunikacie przewoźnik. W temperaturach oscylujących w okolicach –8…–12 °C systemy kilkuletnich pojazdów wodorowych nie wytrzymują obciążenia i przestają prawidłowo funkcjonować. W praktyce oznacza to, że na wielu liniach kursuje obecnie tylko 30–50% zaplanowanej liczby pojazdów. Operator apeluje o wyrozumiałość i zachęca do korzystania z pociągów S-Bahn oraz tramwajów, które są znacznie mniej wrażliwe na niskie temperatury.

To nie pierwszy taki przypadek w Niemczech – podobne problemy zimą zgłaszano już wcześniej m.in. w innych miastach eksploatujących autobusy ogniw paliwowych. Eksperci branży zwracają uwagę, że obecne generacje autobusów wodorowych nadal wymagają bardzo starannego przygotowania do zimy (lepsze ogrzewanie kluczowych komponentów, modyfikacje oprogramowania, specjalne procedury postojowe), czego w wielu flotach nie zrobiono w wystarczającym stopniu. Na razie nie podają konkretnego terminu powrotu pełnej liczby wodorowych autobusów na trasy – wszystko zależy od tego, jak szybko uda się naprawić uszkodzone pojazdy i jak długo utrzyma się mroźna aura.

W Heidelbergu (oraz w Mannheim i Ludwigshafen) w ramach floty Rhein-Neckar-Verkehr GmbH (rnv) jeżdżą autobusy wodorowe (dokładniej: autobusy z ogniwami paliwowymi jako range-extender) firmy Mercedes-Benz (Daimler Buses / EvoBus).

Wojna z Rosją to wojna o władzę nad światem

Wojna z Rosją to wojna o władzę

Autor: Alvaro Zapata apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Ukraina i Nord Stream jako instrumenty nowej polityki interesów USA

Punkt widzenia Alvaro Zapaty.

Badania RAND „*Extending Russia: Competing from Advantageous Ground*” (2019) i „Overextending and Unbalancing Russia: Assessing the Impact of Cost-Imposing Options” (Rozszerzanie/Rozciąganie Rosji: Konkurowanie z Przewagi)*, oba autorstwa Brenta D. Williamsa dla RAND Corporation,

  • opierają się na jasnej logice strategicznej: Rosji nie należy pokonać militarnie, lecz systematycznie ją przeciążać. Celem jest zmuszenie Moskwy do reakcji politycznych, gospodarczych i militarnych, które ostatecznie będą kosztować kraj więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie chodzi tu o stabilność ani deeskalację, ale o wykorzystanie strukturalnych słabości Rosji z rzekomo lepszej pozycji wyjściowej Zachodu.

Centralnym narzędziem jest polityka energetyczna. Rosję opisuje się jako gospodarkę zależną od surowców, której budżet państwa w dużej mierze opiera się na dochodach z ropy naftowej i gazu. Badania zalecają zatem celowe osłabienie tych dochodów, w tym poprzez odłączenie Europy od rosyjskiej energii, rozbudowę alternatywnych łańcuchów dostaw, takich jak LNG, oraz świadomą akceptację wyższych cen energii dla państw europejskich. Fakt, że środki te zaszkodzą Europie gospodarczo, nie jest negowany, ale wyraźnie uznawany za akceptowalny, o ile relatywne szkody dla Rosji będą większe. W tej logice Europa nie jawi się jako niezależny aktor, lecz raczej jako przestrzeń geopolityczna, której odporność ekonomiczna może być strategicznie wykorzystana.

Kolejnym tematem jest prowokacja w polityce bezpieczeństwa poniżej progu wojny. Rozszerzanie sojuszy zachodnich, zwłaszcza NATO, wsparcie militarne dla państw sąsiednich Rosji oraz polityczna integracja krajów postsowieckich ze strukturami zachodnimi mają na celu zmuszenie Rosji do kosztownych działań odwetowych. Otwarcie przyznaje się, że niesie to ze sobą ryzyko eskalacji, ale ryzyko to jest skalkulowane i akceptowane. W tym kontekście Ukraina nie jest traktowana jako niezależny byt polityczny, lecz jako strategiczna dźwignia do trwałego związania Rosji, przekierowania zasobów i wywierania presji w zakresie bezpieczeństwa.

Strategię tę uzupełniają środki polityki informacyjnej i narracyjnej. Celem jest dalsze zaszkodzenie międzynarodowej reputacji Rosji, delegitymizacja jej porządku politycznego i ograniczenie jej możliwości w zakresie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku nacisk kładziony jest nie na dialog czy zaangażowanie, lecz na izolację i szkody wizerunkowe w ramach kompleksowego scenariusza presji.

Istota obu badań jest jasna: pokój nie jest parametrem docelowym, lecz czynnikiem destrukcyjnym. Nie dąży się do stabilności, lecz przedstawia się ją jako rezultat skutecznego przeciążenia Rosji. Szkody gospodarcze dla sojuszników, zwłaszcza Europy i Niemiec, nie są postrzegane jako problem strategiczny, lecz jako akceptowalna cena w rywalizacji o globalną dominację. W tej logice Europa jest areną działań, a nie partnerem, a zależność energetyczna nie jest ryzykiem, lecz narzędziem.

Wszystko to zostało już podsumowane w oficjalnym dokumencie strategicznym amerykańskiego think tanku w 2019 roku – na długo przed wojną na Ukrainie, na długo przed wybuchem Nord Streamu, na długo przed tym, jak te wydarzenia zostały publicznie przedstawione jako „reakcja” lub „samoobrona”.

Alvaro Zapata

rand.org/content/dam/rand/pubs

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Artykuł ukazał się 11 stycznia 2026 roku na stronie: apolut.net/der-krieg-gegen-russland-ist-ein-krieg-um-ordnungsmacht

Wcześniejsze artykuły powiązane z tym tematem:

1

bibula.com/?p=133772

dakowski.pl/nie-chodzi-o-to-by-pomoc-ukrainie-ale-o-to-zeby-oslabic-rosje

2

dakowski.pl/roczna-produkcja-amunicji-amerykanskiej-a-gospodarka-rosji

bibula

3

dakowski.pl/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-ue

wolnemedia.net/stany-zjednoczone-wypowiadaja-wojne-europie

W PiS „żydy” walczą z „chamami”, ale i tak o wyniku zdecyduje Tom Rose

W PiS „żydy” walczą z „chamami”,

ale i tak o wyniku zdecyduje Tom Rose

Autor: Ewaryst Fedorowicz, 10 stycznia 2026

Wprawdzie Prezes zdementował pomówienia, że w PiS wojna na całego, ale (parafrazując klasyka) „co szkodzi zdementować?” i wbrew zdjęciu grupowemu, walka wre, tyle, że (chwilowo), nie przed kamerami.
Tak było od zawsze, a precyzyjniej, odkąd Polska została okupowana jawnie przez mafie komunistyczne.
A w mafii (także komunistycznej) jak w każdej innej, są konkurujące ze sobą gangi.

O co konkurujące ?
Jadąc Pawlakiem, „o kolejność dziobania”, co w języku Ciemnego Ludu oznacza rabowania.
Kogo? Polaków, oczywiście.

Tzw. względy historyczne, zadecydowały o tym, że komunistyczne gangi chętnie formowały się wg kryterium narodowościowego, co oczywiście jest pewnym uproszczeniem, ale wciąż wystarczająco precyzyjnym:
cienka kreska czy gruba kreska – to zawsze jednak kreska.

Oczywiście tytułowe „żydy” i „chamy” są określeniem nadanym tym straszliwym ferajnom przez okupowanych Polaków, bo one, ferajny,  same siebie zwykły nazywać zdecydowanie bardzie elegancko:

na przykład „Puławianie” i „Natolińczycy”, ale równie dobrze mogłyby to być tak ładne nazwy, jak „manikiurzyści” i „dentyści” albo „ortopedzi” (tak sobie skojarzyłem sposoby wydobywania przez nich zeznań od pojmanych Polaków)

***

Wróćmy do czasów dzisiejszych i ze zdumieniem mogą Czytelnicy zauważyć, że w Roku Prezesowskim 2026 nic się w tej materii nie zmieniło.

Wprawdzie gangi przyjęły pseudonimy kamuflujące identyfikację obu ferajn, ale wszak taka jest natura pseudonimów: kamuflująca.

Mamy więc „maślarzy” i „harcerzy” (to ostatnie akurat jest wyrazem zupełnej bezczelności, bo choć oba gangi prześcigają się w deprecjonowaniu wszystkiego, co polskie i szlachetne, to żeby gang przyjął nazwę „harcerze”, jest już bezczelnością, jak wspomniałem,  zupełną).

Są też w obrocie inne pseudonimy, co nie zmienia faktu, że w PiS wzięły się za łby żydy i chamy.

„Żydy” mają na czele Mateusza Morawieckiego, co jest wyborem trafnym, jako że nawet własne dzieci do żydowskiej szkoły posłał, wychodząc ze słusznego założenia, że lepsza maca niż opłatek.

„Chamy” – no cóż, jak to chamy: postawiły na Sasina, którego też ostatnio Publiczności przypomniałem, jak się ubrał w garniturek przefarbowany na kolor endecki.

W tym między-gangowym mordobiciu, górą będą rzecz jasna żydy, bo to nie z Sasinem gaworzył sobie w kanale Zero sam nad-prezydent i nad-premier Tom Rose, a z Morawieckim.

A Kaczyński?
A Kaczyński, to może teraz tylko wykonać polecenie udawania dementa, co może być rozwiązaniem mniej lub więcej wiarygodnym, ale za to przyjemniejszym, niż użycie przez Ambasadę Opiekuńczą perswazji.

Że Tom Rose to nie jest żaden dyktator, bo zbyt miło się uśmiecha, jak na dyktatora?
I jeśli już, to dyktator mody?

Który wprowadził na dzień dobry zwyczaj (obowiązek?) chodzenia po domu w czapce?
W gościnie – też, co w polskiej, prowincjonalnej tradycji, jest oczywistym znakiem braku dobrych manier?

Phi! Na szczęście, w tradycji Magdalenkowej jest tzw. moralnym obowiązkiem.

Ale furda czapki: Tom Rose ujął mnie, gdy zobaczyłem na półce koszulę sygnowaną jego imieniem i nazwiskiem, którą niezwłocznie kupiłem.

Będzie jak znalazł, gdyby spróbowali mnie nie wpuścić do USA, jak nie przymierzając, jakiegoś Wiecha.

https://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/po-co-polakom-polska-szkoa

https://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/ambasady-opiekuncze-i-stypendysci-cioci-stasi

Eksplozja i Chabad Lubawicz w Crans Montana

Eksplozja i Chabad Lubawicz w Crans Montana

Date: 10 gennaio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/eksplozja-i-chabad-lubawicz-w-crans-montana/

Eksplozja potwierdzona przez policję szwajcarską

Według rzecznika szwajcarskiej policji Gaetana Lathiona, w barze La Constellation doszło do eksplozji o niezidentyfikowanym charakterze, która spowodowała masakrę swissinfo.ch/crans-montana%2C-vari-morti-e-feriti-in-esplosione-bar

W pierwszych godzinach organy prasowe głównego nurtu, włącznie z Reuters, kategorycznie twierdziły, że to nie ogień spowodował eksplozję, ale miała miejsce dynamika odwrotna, tj. płomienie pojawiły się po deflagracji. https://www.thestandard.com.hk/world-news/article/320574/Video-Dozens-feared-dead-after-explosion-in-Swiss-ski-resort-bar-police-say

Szwajcarskie władze rozpoczęły czynności dochodzeniowe. Policja zaczęła pracować, aby dowiedzieć się, co doprowadziło do eksplozji, gdy nagle wersja została zmieniona, a wszelkie wzmianki o deflagracji zniknęły z doniesień prasowych.

Winą za to, co się wydarzyło, w sposób niewiarygodny i absurdalny, obarczono zimne ognie tortowe, które podczas różnych przyjęć urodzinowych są przyczepiane do butelek wina musującego lub do szampana.

Rozpoczął się jarmark absurdu i żenady.

Samozwańczy eksperci wkroczyli na strony gazet, aby nakarmić włoską opinię publiczną tymże nieprzyzwoitym kłamstwem, podczas gdy owe zimne ognie z trudem są w stanie podpalić papier, co widać na różnych pokazach.

[md: koniecznie zobacz poniższe:

https://youtube.com/watch?v=c1cHIHx6VMw%3Ffeature%3Doembed

—————————————————————————

Tajemnica niewykonanych sekcji zwłok

To sekcje zwłok powinny były wypowiedzieć się – rzucić światło na przyczyny śmierci nieszczęsnych dzieciaków uwięzionych w owym pomieszczeniu, jednak szwajcarskie władze, pomimo próśb rodzin, nie zleciły przeprowadzenia ani jednej z nich. https://t.me/cesaresacchetti/17508

Wydaje się, że Berno chce jak najszybciej pozbyć się tego problemu.

Nie ma w Szwajcarii żadnej chęci zagłębiania się w to, co spowodowało eksplozję w La Constellation, ponieważ, być może w tej historii jest coś grubszego i nieprzejrzystego, co chcą dobrze ukryć, a co zostało przykryte późniejszą wersją, sprzeczną z wszelką logiką.

Rodziny ofiar nie chcą jednak zaakceptować tych kłamstw.

Zgodnie z oświadczeniem rodziny Emanuele Galeppini’ego, ciało chłopaka nie nosiło śladów żadnych oparzeń, a 16-latek wciąż miał przy sobie nietknięty portfel z dokumentami, co bez problemu doprowadziło do jego identyfikacji, bez konieczności przeprowadzania testu DNA (który jest konieczny wtedy, gdy ciało jest nierozpoznawalne). ilgiornale.it/crans-montana-giallo-corpo-emanuele-galeppini-niente-ustioni

Policja szwajcarska nie zdecydowała się na przeprowadzenie sekcji zwłok Emanuele i innych ofiar, tak, jakby obawiała się, że wyniki autopsji mogą doprowadzić do wniosków, których nie chcą ujawniać, a mianowicie, że wiele z nich nie zginęło w wyniku spalenia, ale w wyniku eksplozji, być może nawet o charakterze umyślnym.

Istnieje szereg zagadek i niejasności dotyczących La Constellation, począwszy od faktu, że słynna aplikacja Google Maps zadbała o ukrycie zdjęć pokazujących ulicę pod numerem 35, włącznie z tymi pochodzącymi sprzed kilku lat.

FOTO: Samochody wyjeżdżają z Rue Centrale w Crans-Montana, ale Google nie pokazuje domu pod numerem 35 na tejże ulicy.

Nagle, owo mapowanie przez amerykańską międzynarodową korporację, które często narusza prywatność wielu osób, filmowanych bez ich zgody, ustaje, nie tyle z powodu pojawienia się jakiejś niespodziewanej wrażliwości na prywatność ludzi, ale dlatego, że są miejsca i sytuacje, których Google nie chce pokazywać, takie jak na przykład te w Izraelu po atakach irańskich.

Synagoga w Crans-Montana

Przy Rue Centrale, 35 znajduje się bar, w którym młodzi ludzie stracili życie, natomiast pod numerem 33 – zaledwie kilka metrów dalej – w oddzielnym budynku, ale przylegającym do budynku baru, funkcjonuje synagoga Beit Yossef . W Crans mieszka kilkaset rodzin żydowskich. Społeczność synagogi Beit Yossef  jest klasyfikowana jako należąca do Chabad-Lubawicz.

Mass-media przeprowadziły wywiady również z Żydami, którzy uczęszczają do owego miejsca kultu, a w szczególności z Yitzchakiem Levi Pevznerem, tzw. szliachem (wysłannikiem) Chabad w Crans-Montana, gdzie kieruje lokalną społecznością i synagogą i który zrelacjonował, że usłyszał „potężną eksplozję w środku nocy” i natychmiast zdał sobie sprawę z tego, że „stało się coś strasznego”. les-emissaires-du-rabbi-au-coeur-de-la-tragedie-de-crans-montana-une-mobilisation-exemplaire-aux-cotes-des-victimes/

uk/british-educated-jewish-teen-confirmed-dead-in-fire-at-swiss-ski-resort

Pevzner działa pod okiem swych rodziców, którzy są aktywni w Chabad-Lubavitch w Genewie. Jest on bowiem synem rabina Menachema Mendela Pevznera, który od ponad 36 lat kieruje Chabaden w Genewie.

Od samego początku, Yitzchak Levi Pevzner zorganizował grupę zadaniową złożoną z wolontariuszy, aby wraz ze szwajcarskimi władzami, pomóc w identyfikacji rannych hospitalizowanych w różnych szpitalach, poszukiwanych przez krewnych. Zaproponował również wsparcie organizacji ZAKA – międzynarodowej izraelskiej organizacji specjalizującej się w identyfikacji ofiar (również na podstawie szczątków) i uznanej przez ONZ, która natychmiast zgłosiła się do pomocy szwajcarskim władzom. crans-montana-il-lutto-della-comunita-ebraica-il-rabbino-abbiamo-subito-offerto-aiuto-l-inchiesta-deve-dare-risposte-a-tante

FOTO: Yitzchak Levi Pevzner

W barze, w którym świętowali młodzi ludzie, mógł zostać umieszczony jakiś ładunek wybuchowy, powodując deflagrację i późniejszy pożar.

………………….

1 stycznia 2026, witryna internetowa mediolańskiej wspólnoty żydowskiej pisała w swym artykule:

«Publikujemy relację Franceski Modiano, która była w Crans Montana na wakacjach, a dziś rano zgłosiła się do centrum zbiórki, w którym działa również grupa Chabad i przybywają zespoły ZAKA z Izraela, odpowiedzialne za odzyskiwanie zwłok na obszarach dotkniętych atakami i innymi katastrofami.

Crans Montana jest odwiedzane przez wielu Żydów z Mediolanu i nie tylko.

“O 1.30 w nocy – ogromny huk. To nie mogą być sztuczne ognieprzypomina to raczej odgłos kontrolowanej eksplozji – jednej z tych, które służą do przemieszczania mas śniegu grożących lawinami. W Crans często słychać je po obfitych opadach śniegu lub wiosną. Dziwne. Śnieg nie padał od kilku dni i jest pięknie przy intensywnym mrozie. (…) Straszna eksplozja i pożar w najbardziej centralnym miejscu ośrodka narciarskiego, zaledwie kilka metrów od kina, supermarketów, restauracji, kolejek linowych i świątyni żydowskiej“. mosaico-cem.it/tragedia-di-capodanno-a-crans-montana-almeno-47-morti-e-oltre-100-feriti-con-ustioni/

………………….

Rabin jest ciekawą postacią, pomijaną przez prasę zbyt zajętą rozmowami o zimnych ogniach na sylwestrowych butelkach. Według doniesień kilku francuskich gazet, kilka lat temu, członek jego rodziny –  Yossef Itshak Pevzner (dyrektor instytucji szkolnych Sinaï w Paryżu, czyli szkół Lubawicz) był zaangażowany w usiłowanie wymuszenia.

W roku 2014, młoda, 28-letnia Żydówka mieszkająca w Paryżu chciała rozwieść się z mężem, więc udała się do głównego rabina Francji, Michela Gugenheima, zastępującego Gilles’a Bernheima, który zrezygnował z funkcji w związku z zarzutami o plagiat w jednej ze swoich książek.

Zgodnie z tradycją żydowską, aby kobieta mogła rozwieść się z mężem, musi uzyskać jego zgodę i otrzymać od niego pisemny dokument zwalniający ją z wszelkich zobowiązań małżeńskich.

Kobieta udała się do Gugenheima i do Beth Din – swego rodzaju żydowskiej rady w Paryżu, w nadziei na rozpatrzenie jej sprawy, ale spotkała się tam z żądaniem wpłacenia 90 tysięcy euro w gotówce, aby w końcu uzyskać upragniony rozwód i ponownie zostać przyjętą do społeczności żydowskiej. Członkiem Beth Din był właśnie Yossef Itshak Pevzner – krewny męża kobiety, a zatem pozostający w oczywistym konflikcie interesów w tej sprawie, dzięki której miał nadzieję uzyskać znaczną sumę pieniędzy.

28-latka nie dała się jednak zaskoczyć. Nagrała spotkanie i próbę wymuszenia na niej pieniędzy, a następnie udała się na najbliższy posterunek policji w 19° dzielnicy Paryża, aby złożyć doniesienie przeciwko członkom Beth Din. Nie wiadomo, jaki był finał tej skargi i czy miała ona jakieś konsekwencje dla rabinów, którzy brali udział w próbie wymuszenia, ale sądząc po losach Pevznera, który do dziś jest prominentnym członkiem słynnej, lub raczej niesławnej, organizacji syjonistycznej Chabad, wydaje się, że nie.egaliteetreconciliation.fr/Le-Grand-Rabbin-de-France-par-interim-au-coeur-d-un-scandale-de-racket

Chabad oznacza również Mossad

Synagogi wspomnianej sekty korzystają z usług ochrony zapewnianej bezpośrednio przez izraelskie służby wywiadowcze i praktycznie niemożliwe jest, aby w takich miejscach doszło do jakiegokolwiek zamachu lub zostały umieszczone tam „antysemickie” napisy bez wiedzy owych służb (co powinno skłonić do refleksji nad okresowym pojawianiem się takich napisów w pobliżu tychże miejsc).

Bar La Constellation znajdował się obok synagogi Chabadu. Zauważmy, że jeśli ktoś chce otworzyć lokal w takich miejscach, jest to praktycznie niemożliwe bez uprzedniej dokładnej kontroli i weryfikacji przez organizację żydowską, która upewnia się, że w pobliżu nie ma potencjalnych zagrożeń dla niej.

Małżeństwo Moretti: figuranci potężnej organizacji?

Właścicielami baru byli francuscy małżonkowie, Jacques i Jessica Moretti, którzy według adwokata wielu ofiar masakry, Sebastiana Fantiego, błyskawicznie zgromadzili miliony franków szwajcarskich, nie mając żadnych stanowisk ani pracy, które uzasadniałyby nagłe wzbogacenie się; nie otrzymali też żadnych kredytów bankowych na rozpoczęcie działalności. lessentiel.lu/fr/story/tragedie-de-crans-montana-les-facilites-financieres-troublantes-du-couple-de-gerants-

Wygląda na to, że pewnego dnia, państwo Moretti (którzy zostali aresztowani w ostatnich dniach i mają za sobą historię bankructw i wyroków skazujących za wykorzystywanie prostytucji na Korsyce), przebudzili się, a z góry spadły na nich wszystkie wspomniane franki szwajcarskie – być może przekazane im przez jakąś hojną dłoń, którapotrzebowała dwóch słupów, dwóch figurantów, aby otworzyć działalność prawdopodobnie zaplanowaną przez kogoś innego.

Bardzo bliskie sąsiedztwo synagogi Chabad – lobby, które dysponuje dużymi funduszami, sugerowałoby być może przeprowadzenie bardziej szczegółowego śledztwa, ale władze szwajcarskie nigdy nie próbowały zrozumieć, skąd pochodziło bogactwo Morettich, i jak widzieliśmy, pospieszyły się z natychmiastowym odesłaniem ciał ofiar masakry w Crans-Montana, bez przeprowadzenia rutynowych sekcji zwłok.

W szwajcarskich dolinach płynie rzeka brudnych pieniędzy. Pod pozorem neutralnego i spokojnego „raju” kryją się ogromne interesy związane z praniem nielegalnych kapitałów, zdeponowanych w słynnych szwajcarskich bankach, które nie mają żadnych problemów z przechowywaniem środków pochodzących z łapówek i działalności zorganizowanej przestępczości.

W owych dolinach działa też potężne lobby syjonistyczne, które przez lata zgromadziło ogromną władzę. Należałoby ustalić, czy masakra w Crans-Montana nie była dziełem tych właśnie środowisk.

Należałoby ustalić, czy życie młodych ludzi zostało przerwane przez rodzaj fatalnego zbiegu okoliczności, czy też celowo zaatakowano ich rodziny w ramach odwetu lub kary z powodów, które są jeszcze nieznane, ale potencjalnie związane ze strategią terroru realizowaną przez siły rozsiewające wiele fałszywych flag i masakr na całym świecie. Rodziny ofiar zasługują na poznanie tej prawdy, tak samo jak zasługują na to wszyscy Włosi.

INFO: lacrunadellago.net/la-strage-del-crans-montana-lesplosione-confermata-dalla-polizia-e-il-ruolo-di-chabad/

***

30 listopada 2023: Vail Resorts, amerykańska grupa będąca już właścicielem ponad 40 ośrodków narciarskich na całym świecie, ogłosiła przejęcie wyciągów narciarskich w Crans-Montana. Zgodnie z umową ogłoszoną w czwartek 30 listopada 2023 r. przejęte zostaną wyciągi narciarskie, 11 restauracji, szkoła narciarska Giorgio Rocca oraz sklepy sportowe Bouby sports Crans-Montana. hcrans-montana.ch/it/?

Major shareholders: Vail Resorts: marketscreener.com//stock/VAIL-RESORTS-13633/company-shareholders/

W szponach terroryzmów

W szponach terroryzmów

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    11 stycznia 2026 michalkiewicz

Nieubłaganie zbliża się święto Trzech Króli, kiedy to kończy się w naszym nieszczęśliwym kraju okres świątecznej nirwany, a zaczyna się bolesny powrót do rzeczywistości. W tym roku bolesny powrót do rzeczywistości został przyspieszony dzięki pokojowej operacji amerykańskich komandosów w Wenezueli, którzy w sypialni pojmali nie tylko tamtejszego tyrana Mikołaja Maduro, ale również – jeszcze nieprzytomną z rozkoszy jego małżonkę, która przyszła podobno do siebie dopiero w samolocie, który transportował tyrańskie małżeństwo do Nowego Jorku, żeby postawić im zarzuty, a następnie – zaciągnąć przed nienawistny sąd na Brooklynie, który – rozumiejąc powinność swojej służby – przysoli im piękne wyroki, podobnie jak wcześniej panamskiemu tyranowi Noriedze.

Przy okazji wzbogacona została rewolucyjna teoria, bo tyran Maduro usłyszał „zarzuty”, jakoby dopuścił się „terroryzmu narkotycznego”, a ponadto bez pozwolenia Waszyngtonu zgromadził „broń maszynową” i inne „środki zniszczenia”. Jakie zarzuty postawione zostaną pani tyranowej – tego jeszcze nie wiemy – w związku z tym pojawiły się fałszywe pogłoski, że administracja prezydenta Trumpa skieruje do Wenezueli celem objęcia rządów w imieniu Ameryki, Timura Mindycza, co to na Ukrainie przytulił sobie co najmniej 100 mln dolarów, a potem wyjechał do bezcennego Izraela, no i Andrieja Jermaka, co to odgrażał się, że pojedzie na front – ale po co tu jakiś „front”, kiedy lepiej może przysłużyć się prezydentowi Zełeńskiemu i prezydentowi Trumpowi w Wenezueli, gdzie trzeba będzie poprzytulać znacznie większe dochody z eksploatacji tamtejszej ropy naftowej – bo na tym właśnie ma polegać „sprawiedliwa transformacja”.

W związku z tymi wypadkami obywatel Tusk Donald wezwał Europejsów, żeby zwarli szeregi i pośladki, pokazując prezydentu Trumpu mocarstwowy wizerunek Europy. Na razie głuche milczenie było obywatelu Tusku odpowiedzią na ten płomienny apel – albo dlatego, że Europejsy jeszcze nie wyszły ze świątecznej nirwany, a może dlatego, że na wszelki wypadek dystansują się od obywatela Tuska Donalda, pamiętając, jak udawał on, iż mierzy z pistoletu do prezydenta Trumpa. Skoro tyran Maduro został oskarżony o „terroryzm narkotykowy”, to jaki zarzut może zostać postawiony obywatelu Tusku Donaldu? Terroryzm pistoletowy, to jest chyba rzecz pewna, więc tylko patrzeć, jak podczas zwyczajowego „haratania w gałę” w Gdańsku pojawią się na „Orlilku,” amerykańscy komandosi, załadują obywatela Tuska Donalda do bagażnika samochodu, który dostarczy go bezpośrednio do aresztu wydobywczego, gdzie prokuratura Wrzosek Ewa przedstawi mu serię miażdżących zarzutów, a nienawistny sąd, naprędce wyznaczony przez obywatela Żurka Waldemara przysoli mu piękny wyrok, podobnie jak Księciu-Małżonku, który zostanie pojmany w swoim pałacyku w Chobielinie razem z Jabłoneczką, co to obsmarowywała prezydenta Donalda Trumpa w „prasie międzynarodowej”. Skoro wenezuelskiej tyranicy przedstawiono zarzuty, to dlaczego ten przywilej miałby ominąć Jabłoneczkę i nie uderzyć rykoszetem w Księcia-Małżonka? Żadnych przeszkód teologicznych nie ma, podobnie jak nie ma żadnych przeszkód natury teoretycznej, bo skoro już pojawił się „terroryzm narkotykowy”, i „pistoletowy””, to dlaczego rewolucyjna teoria nie miałaby zostać wzbogacona o kolejną odmianę terroryzmu – mianowicie terroryzm prasowy?

W tym właśnie kierunku próbuje podążać rewolucyjna praktyka, w ramach której vaginensi z waginetu obywatela Tuska Donalda, próbują oskarżać pana prezydenta Karola Nawrockiego o „terroryzm antyrządowy” – że to niby terroryzuje vaginet obywatela Tuska Donalda wetowaniem ustaw i uzurpowaniem sobie rozmaitych kompetencji, które zwyczajowo przypadają albo premieru Tusku, albo Księciu-Małżonku. Te oskarżenia pojawiły się w związku z pojedynkiem na orędzia, jaki rozegrał się między obywatelem Tuskiem Donaldem, a panem prezydentem Karolem Nawrockim. Według rządowych niezależnych mediów głównego nurtu, obywatel Tusk Donald zawarł w swoim orędziu same jedynie słuszne stwierdzenia i opinie, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki – same głęboko niesłuszne, wśród których najbardziej niesłuszna była opinia, by w razie czego bronić również zachodniej granicy Polski. Z kolei media nierządne uznały orędzie pana prezydenta Karola Nawrockiego za jedynie słuszne, a orędzie obywatela Tuska Donalda – za głęboko niesłuszne, zwłaszcza że nie tylko zaczął się przechwalać, iż „prasa zagraniczna” bardzo chwali „polską gospodarkę” w związku z czym jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, zaś resztę orędzia poświecił „rozliczeniom”, które będą bezlitosne.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj nawiedziły zwyczajowe kataklizmy, jakie – podobnie jak dwie klęski – regularnie spadały na nasz bantustan jeszcze za komuny. Pierwsza klęska, to była klęska urodzaju. Druga – klęska nieurodzaju, zaś cztery regularne kataklizmy, to wiosna, lato, jesień i zima. No i – jak to niekiedy bywa w święta Bożego Narodzenia – spadł śnieg i chwycił przymrozek. Od razu okazało się, że sytuacja jest „poważna” w związku z czym zebrał się ogólnopolski sztab kryzysowy z obywatelem Tuskiem Donaldem na czele. Co tam uradzono – tego dokładnie nie wiadomo, żeby nie podsłuchał tych ustaleń zimny ruski czekista Putin. Za to obywatel Tusk Donald wystąpił w ogólnowojskowym swetrze bojowym, który kolorem był podobny do ulubionego bojowego wdzianka ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego. Najwyraźniej i obywatel Tusk Donald musiał się stęsknić za jakimś epizodem heroicznym – ale zimny ruski czekista na razie ani myśli dostarczyć mu okazji, toteż próbuje nadrabiać strojem. W każdym razie atmosfera powagi zapanowała również w niezależnych mediach, zwłaszcza rządowych, które zalecają obywatelom, by bez potrzeby nie wychodzili z domu. I słusznie – bo wyobraźmy sobie tylko, ilu nieszczęść można by uniknąć, gdyby tak ludzie przestali wychodzić z domu?

Czy jednak ten jedynie słuszny postulat jest możliwy do zrealizowania? Tak dobrze niestety nie jest – bo w Sylwestra nie tylko rządowa telewizja (w likwidacji), ale również TVN, jak i Polstat zorganizowały sylwestrowe koncerty. A – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – cóż to za koncert bez publiczności do której refreniści mogliby wykrzykiwać: jesteście wspaniali, kocham was!? Toteż mimo poważnej sytuacji w związku z globalnym ociepleniem (rewolucyjna teoria głosi, że jest zimno, bo jest ciepło), tym razem obywatele nie tylko mogli, ale nawet powinni opuścić domy, żeby artystom nie było przykro. I tak pospierali się między sobą, kto był lepszy, a kto gorszy – ale wkrótce te spory ucichną w związku z finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pana „Jurka” Owsiaka, którego w tym roku wspiera „Orlen” i cały vaginet, który obsypuje go rozmaitymi cennymi fantami.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

„Zachód”, którego już nie ma. Raport z dzielnic, do których policja boi się wjeżdżać

Zachód, którego już nie ma.

Raport z dzielnic, do których

policja boi się wjeżdżać

10.01.2026 htnczaszachod-ktorego-juz-nie-ma-raport-z-dzielnic-do-ktorych-policja-boi-sie-wjezdzac/

Zamieszki we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: screen
NCZAS.INFO | Zamieszki we Francji. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: screen

Jeszcze dwie dekady temu Paryż, Bruksela czy Sztokholm były dla Polaków synonimem cywilizacyjnego awansu, bezpieczeństwa i porządku. Dziś ten obraz to tylko wyblakła pocztówka. W sercu Europy wyrosły enklawy, w których prawo państwowe jest martwe, a służby mundurowe wjeżdżają tylko w pełnym rynsztunku bojowym. To nie jest scenariusz filmu dystopijnego. To rzeczywistość „stref wrażliwych”, którą zachodnie elity przez lata próbowały pudrować poprawnością polityczną.

Pamiętamy lata 90. i nasze kompleksy wobec Zachodu. Patrzyliśmy na niemieckie autostrady i szwedzkie osiedla z zazdrością. Dziś, gdy polski turysta ląduje w Paryżu czy Malmo, często doznaje szoku poznawczego. Zamiast „europejskiego snu” widzi brud, chaos i dzielnice, które mentalnie i kulturowo bliższe są Bliskiemu Wschodowi niż chrześcijańskiej Europie.

Szwecja: Granaty zamiast argumentów

Najbardziej jaskrawym przykładem upadku modelu państwa opiekuńczego jest Szwecja. Kraj, który przez lata był poligonem doświadczalnym lewicowej inżynierii społecznej, dziś płaci najwyższą cenę za swoją naiwność.

Termin „no-go zones” jest przez szwedzkich polityków oficjalnie wypierany, zastępuje się go eufemizmem „obszary wykluczone”. Niezależnie od nowomowy, fakty są brutalne. Dzielnice takie jak Rinkeby w Sztokholmie czy Rosengard w Malmo to państwa w państwie. Lokalne gangi narkotykowe nie tylko kontrolują handel, ale po prostu – i nie jest to żadna przenośnia – tam rządzą.

Statystyki są bezlitosne i stanowią chłodny prysznic dla entuzjastów „otwartych granic”. Szwecja stała się europejską stolicą strzelanin i zamachów bombowych z użyciem materiałów wybuchowych i granatów ręcznych. Policja, sparaliżowana politycznymi wytycznymi, by „nie eskalować” i „nie stygmatyzować”, w wielu przypadkach po prostu abdykowała.

Francja i Belgia: Terytoria utracone

Jeśli Szwecja jest przykładem gwałtownego załamania bezpieczeństwa, to Francja jest studium powolnego gnicia. W departamencie Seine-Saint-Denis (słynne „93” pod Paryżem) czy brukselskim Molenbeek, asymilacja nie istnieje. Powstały społeczeństwa równoległe, rządzące się własnym kodeksem honorowym, często opartym na prawie klanowym lub szariacie, a nie na kodeksie cywilnym Republiki Francuskiej czy Królestwa Belgii.

Dla przedsiębiorcy czy zwykłego podatnika oznacza to jedno: płacisz na utrzymanie infrastruktury i socjalu w miejscach, do których nie masz wstępu. Strażacy czy ratownicy medyczni wzywani do tych stref często odmawiają przyjazdu bez asysty policji, bo karetki są obrzucane kamieniami. To jest moment, w którym państwo przestaje spełniać swoją podstawową funkcję – zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.

Kosztowna utopia

Z perspektywy wolnorynkowej i gospodarczej, istnienie takich stref to gigantyczne obciążenie. To „czarne dziury”, które pochłaniają miliardy euro w postaci zasiłków socjalnych, programów aktywizacyjnych (które nie działają) i kosztów naprawy niszczonego mienia publicznego.

Podatnik jest podwójnie poszkodowany. Po pierwsze, jego podatki finansują utrzymanie ludzi, którzy otwarcie kontestują kulturę i prawo kraju gospodarza. Po drugie, spada wartość jego nieruchomości i poczucie bezpieczeństwa, co zmusza go do ucieczki na strzeżone osiedla lub prowincję.

Polska jako oaza? Jeszcze tak.

Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju. Możemy spacerować po Warszawie, Krakowie czy Gdańsku o dowolnej porze nocy bez obawy, że wejdziemy w „złą dzielnicę”. Jednak ta sytuacja nie jest dana raz na zawsze. Presja unijna w ramach paktu migracyjnego oraz naturalne procesy rynkowe (poszukiwanie taniej siły roboczej przez korporacje) pchają nas w te same koleiny, w których ugrzązł Zachód.

Wnioski z raportu o zachodnich strefach „no-go” muszą być dla nas przestrogą, a nie tylko powodem do satysfakcji. Zachód popełnił błąd, myląc gościnność z naiwnością, a tolerancję z przyzwoleniem na bezprawie. [Synek, przecież to nie błąd, lecz celowość. md]

Bezpieczeństwo to nie jest prawicowy fanatyzm. To fundament, bez którego nie ma ani wolnego rynku, ani wolności osobistej, ani narodu.

Mercosurowy łańcuch dostaw (narkotyków)

mercosurowy łańcuch dostaw (narkotyków)

10.01.2026, cenyrolnicze/wiesci-rolnicze/rolnicza-kronika-policyjna/statki-przewozace-bydlo-jako-kurierzy-narkotykow-tak-kokaina-trafia-do-europy

Statek ze strefy Mercosur do Europy 
płynie zazwyczaj od 2 do 6 tygodni
Mięso musi być transportowane 
albo w postaci mrożonej, 
albo jako żywe zwierzęta.

image

image

PS. 

.. i jeszcze takie-tam bzdurki dla obrońców praw zwierząt:
już od dawna powinniście przykuwać się do tych stateczków.

https://www.ciwf.pl/aktualnosci/dramat-zwierzat-na-statkach

Proszę państwa, oto obrońca.
Obrońca jest bardzo grzeczny dziś. 
Chętnie obrońca się przykuje.
Nie chce się przykuć?
A to szkoda.. 

BEZKARNE POŁAJANKI Polski przez UKRAIŃCÓW

BEZKARNE POŁAJANKI UKRAINCÓW

krzysztof mielewczyk salon24/kmiel/bezkarne-polajanki-polski

Minister Żurek buduje prokuratorskie zespoły ścigające niechęć do Ukraińców. Tymczasem rządowa tuba propagandowa gloryfikuje pogardę Kijowa dla wszystkiego co polskie. Mamy być mięsem armatnim spalonej ziemi Donbasu – oczekuje Zelensky i kasta Ciamajdanu

 Portal ONET drukuje dziś wywiad z ukraińskim generałem, który twierdzi, że Polska popełnia błąd nie chcąc wysyłać swoich żołnierzy na tereny, które Ukraina chciałaby zawłaszczyć. Świadomie nie używam określenia ,,utrzymać,, , bo tylko w budowanej latami świadomości bezczelnej deformacji faktów można Ukrainie przypisywać niezbywalne prawo do regionów, które łaskawie im ofiarowano. Koalicja Chętnych i centrala w Brukseli są ślepe na prawdę historyczną i krwawy nacjonalizm, bo to wbrew wizjom ich biznesów. Głupota z tego tytułu płynie oczywiście więc nie z Warszawy, ale to tu od pokoleń mają miejsce orgie społecznej destrukcji, zawsze bardzo chwytnie nazywane.

Kiedy minę w podnoszonym powyżej medialnym tytule, klasyczną brukselską ,,gadzinówką,, pojawia się kolejny wywiad, opinia, komentarz, artefakt i inne bzdety, które każą Polakom wkuwać mądrości nacji, która nigdy nie była w stanie dostroić się swoimi skrajnościami do naszej tolerancji, to są lepsze jaja od proklamowanej w lipcu 1944-ego roku wolności w Lublinie.

Ukraina w kształcie obecnie rozszarpywanym przez nich samych powstała tak jakoś w 1954ym roku i czego socjalizm tam nie zbudował albo zmiana stalinowskich granic nie zostawiła, np. polskiego Lwowa, to sukcesów więcej nie ma. Jeśli czytamy, że polskie władze wydadzą Ukrainie ruskiego archeologa, bo prowadził nielegalne wykopki na Krymie, zatem Żurek minister nie sięgnął nawet wikipedii, żeby powziąć wiedzę, kto i kiedy tam historię budował. Zatrzymanie w Polsce dyrektora petersburskiego ERMITAŻU, który gościł u nas w drodze i zadość żądaniom państwa terrorystów nie skończy się dobrze. U Żelenskiego cokolwiek by znaleźli od razu trafiłoby pod młotek na czarnym rynku. Ukraińcy, którzy zawinęli się do Polski mówią otwarcie, że nigdy tam nie wrócą i nie dlatego, że wojna. Po prostu to cywilizacja wykluczająca normalność w naszym rozumieniu.

Zapowiadany na marzec koniec specustawy będzie narzędziem Żelenskiego do kolejnego szantażu.Trzeba się liczyć, ze rękami milionów Ukraińców osadzonych w naszym kraju. Poza przestępczą patologią Ukraina ulokowała nie tylko w Polsce siatki terroryzmu i wywiadu, ale też rezydentów ośrodków propagandy określanych ,,blaskiem wolności”. Jak wielką dezinformację sieją i usiłują przekonywać o tej jedynej prawdzie pokazuje rzeczywistość na rosyjsko-ukraińskim froncie.

Oni tą wojnę przegrali gdy jeszcze się nie zaczęła. Ale czy potrafią żyć pokojem? Polacy z każdym dniem bardziej negują jakąkolwiek symbiozę z ciamajda nem, co potwierdzają sondaże i ulica. Latem byłem w luksusowym ośrodku wypoczynkowym, który udostępniono również Ukraińcom. Podczas słonecznej kąpieli w parku wodnym cała ich grupa głośno i radośnie twierdziła, że Polacy będą się za nich na froncie łomotać. Nie precyzuję  reakcji naszych ziomków. Mniej więcej na to samo teraz zasługuje wspomniany portal, ciekawe przez kogo finansowany? Ciekawe pod co podciągnąłby to  Żurek.

Not Drugs, Not Democracy: The Unspoken Reasons for the Attacks on Venezuela

Not Drugs, Not Democracy: The Unspoken Reasons for the Attacks on Venezuela

We write this from a place of profound love—love for the America conceived in liberty for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray God grants POTUS wisdom to protect

THE TRUTH ABOUT CANCER JAN 10
 
READ IN APP
 

Before you read a single word of the analysis that follows, we need to be clear about what this is and what it is not.

This is not an article about whether we “support” or “oppose” Donald Trump. That binary—pro or anti, for or against—is a false dichotomy, a psychological trap crafted by the political machine to short-circuit critical thought and engineer blind tribal loyalty. It demands that you choose a team first and justify their actions second.

We reject that premise entirely.

We are not “pivoting” from supporting Trump to opposing him. We do not blindly support any person. We observe, analyze, and judge actions, principles, and consequences.

Our position is, and has always been, rooted in a simple, unwavering standard: The Constitution, national sovereignty, peaceful foreign policy, and transparent government. If any leader (be it Trump, Biden, or anyone else) advances policies that align with these principles, we will acknowledge it. If any leader violates these principles—by launching unconstitutional wars, engaging in corrupt resource grabs, or betraying the public trust—we will call it out with the same vigor.

This article, therefore, is not an emotional polemic. It is a forensic presentation of facts, timelines, financial data, and geopolitical patterns surrounding the military intervention in Venezuela that began on January 3, 2026. We have connected these dots using public statements, financial records, and geopolitical analysis. You are free to dismiss these connections. You are free to arrive at different conclusions. But you cannot dismiss the facts themselves.

Our only goal is to ensure you are informed, so that your judgment, whatever it may be, is based on evidence, not emotion or allegiance.

The question this article poses is not “Do you like Trump?” We like Trump, but this is irrelevant. The question is: “What was this action, what were the possible reasons, who did it truly serve, and what precedent does it set for our republic and the world?”

Judge the action. The rest will follow.

=========

On New Year’s Eve, President Trump wished for “peace on earth“ as his sole resolution for 2026. Forty-eight hours later, we woke to the news of a pre-dawn military strike on Venezuela, the kidnapping of President Nicolás Maduro, and the declaration that the United States would now “run the country“ and get “very strongly involved“ in its oil industry.

But before we proceed, a necessary, if uncomfortable, thought. We must ask: is the man himself the sole architect here? For those of us who voted for him—three times—this requires a brutal honesty that cuts deeper than politics.

We know Donald Trump. We see the man who campaigned on an “America First” platform of sovereign borders, an end to foreign entanglements, and a disdain for the globalist wars that bankrupt and bleed this nation. We rallied behind the fighter who promised to “drain the swamp,” a swamp we all know is real, deep, and populated by creatures with unimaginable power. His 2016 promise was unambiguous: We will stop racing to topple foreign regimes that we know nothing about, that we shouldn’t be involved with.”

So, what are we to make of this 180-degree turn? For a man who loves winning above all else, why would he willingly become the face of a policy that is the antithesis of his brand and that might alienate his most loyal base?

Could it be that the swamp doesn’t get drained, but instead, it consumes?

The forces arrayed against any president who threatens the permanent establishment—the intelligence agencies, the military-industrial complex, the globalist banking cartels—are not theoretical. Their tools of coercion are legendary and, in the digital age, absolute: blackmail, financial ruin, threats against his family, and the ever-present, unspoken threat. We’ve watched for years as the “deep state” has thrown every legal, media, and bureaucratic weapon at him. Is it so unthinkable that they might have finally found the lever to force compliance? That a man who values his family, his legacy, and his freedom might be staring at an ultimatum he cannot refuse?

In our search for truth, we must be willing to look at the most painful possibilities. The tragedy would be doubled if the man we voted for to break the system has been broken by it instead, transformed into a puppet for the very interests he vowed to destroy. Is Trump executing his own policy, or is he being forced to execute theirs? In a system this corrupt, sometimes the figurehead is not the master of the ship, but its most prominent hostage.

A Constitutional Violation? Where’s the Outrage?

Regardless of motive, the first casualty of this operation may have been the U.S. Constitution. Article I, Section 8 is explicit: Congress holds the power to declare war. Bombing Venezuela, a sovereign nation, and kidnapping its leader is likely an act of war, and it was conducted without congressional authorization. To be frank, presidents have not always respected this balance of constitutional power. Especially since the Cold War, some have pushed the limits of what they can construe as “defensive” force, which is Trump’s likely position on these attacks. But Secretary of State Marco Rubio claimed this “isn’t the kind of mission you do congressional notification for.” This is laughable. Since when does the type of mission determine whether you follow the supreme law of the land?

Ask yourself: If Joe Biden had launched a similar attack on a sovereign nation, kidnapped a foreign leader, and immediately started talking about how American companies would take over that country’s oil reserves, what would your reaction be? If you’re honest, you’ll admit that you would probably be (rightly) up in arms. You would probably be shouting about constitutional violations, imperialism, and crony capitalism until you were blue in the face.

Share The Truth About Cancer

The Myth of the “Drug War” Justification 🎭

The official story is that this is about stopping Maduro’s “narco-terrorism.” It’s a fairy tale, and the plot holes are big enough to fly a B-2 bomber through.

  • Why Venezuela and Not the Real Sources? If this is a sincere war on drugs, why invade Venezuela, a minor player, instead of Colombia, the world’s primary source of cocaine? Why not China, the sole producer of the fentanyl precursors devastating American communities? The geography of this “war” only makes sense if the target isn’t the drugs at all. If this were about drugs, Mexico would already be invaded.
  • A Pardoned Kingpin and a Terrorist Guest. Just last month, Trumppardoned former Honduran President Juan Orlando Hernández, a man convicted by U.S. prosecutors of trafficking 400 tons of cocaine into the United States. Meanwhile, in November, Trump rolled out the red carpet at the White House for Syrian President Ahmad al-Sharaa, a former al-Qaeda-linked commander recently scrubbed from the U.S. terrorist list. So which is it? Are we killing drug lords or pardoning them? Are we fighting terrorists or hosting them for tea?
  • The CIA’s Dark, Documented History. The idea that U.S. agencies are strangers to the drug trade is willful ignorance. Investigative journalist Gary Webb’s “Dark Alliance” series for the San Jose Mercury News exposed how CIA-backed Contra rebels in Nicaragua helped flood U.S. cities with crack cocaine in the 1980s. Webb’s reporting was viciously attacked by the mainstream press, and he later died from two gunshot wounds to the head, officially ruled a suicide. If Webb killed himself with two shots from a .38, then we’ve got a bridge we’d like to sell you in the Arizona desert.

The “drug war” narrative is a smokescreen, a “weapons of mass destruction“ lie for a new generation. Just ask Pat Tillman—oh, wait, you can’t. He’s dead.

Tillman, the NFL star turned Army Ranger, became a potent propaganda tool until he saw the Iraq war for the “illegal and unjust” disaster it was. He was planning to meet with Noam Chomsky and speak out. Shortly thereafter, he was killed in Afghanistan by “friendly fire”—three bullets to the forehead from an M-16 at close range. Army doctors suspected fratricide, but their request for an investigation was denied. His critical voice was permanently silenced.

🏦 The Real Target: Not Just Oil (It’s the Entire Vault) 💎

Forget the fairy tale. This is definitely an oil grab—the Iraq playbook reloaded. It’s one of the grievances that Tillman was allegedly going to share with Chomsky before he was killed. You see, Venezuela has more oil than any country on earth—over 300 BILLION barrels.

When asked about Venezuela’s future, Trump didn’t first speak of democracy or liberty. He said, “We’re gonna be very strongly involved in [the oil industry]. That’s all. What can I say?“ He added that U.S. oil companies would “spend billions of dollars” and that “the money coming out of the ground” would reimburse the United States.

But the prize is even bigger than just “black gold” in the ground. This operation was a multi-resource raid:

  • Silver Smelter: The U.S. had just secured a critical silver smelter deal to process Latin American metals, a venture financed by JP Morgan and 40% owned by the U.S. Department of Defense. This isn’t a coincidence; it’s a corporate-military takeover of strategic resources.
  • The JP Morgan Bailout: This attack wasn’t just geopolitics; it was a multi-trillion-dollar bailout. JP Morgan was on the brink due to catastrophic $8 trillion short positions in silver paper. By securing physical silver and smelting capacity, this military operation directly props up a failing pillar of the Wall Street establishment.
  • The Banking War: Venezuela’s central bank is a national bank, not subservient to the globalist banking cartel of the IMF and World Bank. This independence is an existential threat to the Rothschild-led financial system. Think Saddam Hussein (who moved oil sales to euros), Muammar Gaddafi (who planned a gold-backed African currency), and Bashar al-Assad.
  • The Crypto Takeover: For years, Nicolás Maduro and his inner circle may have systematically plundered Venezuela, siphoning billions from its oil revenues, draining its gold reserves, and selling off state assets. According to intelligence sources with direct knowledge of these operations, a significant portion of this stolen national wealth was not hidden in traditional offshore accounts but was instead converted into cryptocurrency, creating a secret, liquid, and untraceable fortune far from the reach of international sanctions. While official figures are obscured, analysts from Whale Huntsuggest the Maduro regime constructed a massive BTC “shadow reserve” during the height of sanctions, with the actual figure of its holdings potentially as high as 600,000 Bitcoin—a digital war chest worth roughly $60 billion. This staggering hoard would make Venezuela the fourth-largest sovereign holder of BTC in the world, a stash nearly double the U.S. government’s known holdings, placing it behind only Satoshi Nakamoto, BlackRock, and MicroStrategy.

💵 The Petro-Dollar & The Monroe Doctrine ⚔️

Beyond the immediate resource grab lies a deeper, more systemic geopolitical struggle—one that provides a compelling, if unsettling, strategic rationale for the timing and ferocity of the Venezuela operation. From this perspective, the attack was not merely about seizing oil, silver, and other assets, but about executing a preemptive strike against an existential threat to U.S. financial supremacy and hemispheric control.

For decades, the U.S. dollar’s status as the world’s reserve currency has been propped up by the “petro-dollar“ system, wherein global oil sales—particularly from OPEC giants like Saudi Arabia—are conducted in dollars. This creates perpetual global demand for dollars, allowing the U.S. to finance staggering debts and maintain economic hegemony. That pillar is now crumbling. In 2024, Saudi Arabia began accepting Chinese yuan for oil. Venezuela, possessing the world’s largest proven oil reserves, began selling its oil in yuan. This was not merely a shift in currency preference; it was a direct, coordinated assault on the dollar’s bedrock.

If the world’s largest oil exporters abandon the dollar, the entire architecture of American financial power collapses. From this vantage point, allowing Venezuela to continue as a yuan-based oil state was an unacceptable surrender. The attack becomes a brutal reclamation project: to forcibly wrench Venezuela’s oil sales back into the dollar system and send a shock-and-awe message to any other nation contemplating a similar defection.

The rise of BRICS (Brazil, Russia, India, China, South Africa) also threatens the U.S. dollar’s preeminence. This alliance has been actively developing an alternative financial infrastructure, including frameworks for digital currency and trade settlement systems designed to bypass the dollar and the SWIFT network entirely. Venezuela was in the process of joining BRICS. Its integration would have provided the alliance with the ultimate strategic resource base—vast oil and mineral wealth—to underpin and legitimize its competing system. By decapitating the Venezuelan state and installing a compliant regime, the U.S. operation did more than seize resources; it aimed to surgically remove a critical, resource-rich node from the BRICS network. It may have been a strike designed to cripple the alliance’s momentum and demonstrate the fatal cost of challenging dollar supremacy.

The strategic panic over dollar displacement is compounded by a primal doctrine of American foreign policy: The Monroe Doctrine. Proclaimed in 1823, it declared the Western Hemisphere a U.S. sphere of influence, off-limits to Old World colonization. In the modern era, the doctrine has been interpreted as forbidding hostile military powers from establishing strategic footholds. Russia and China have done precisely that in Venezuela, supplying it with fighter jets, air defense systems, and helicopters through long-term agreements.

Their presence transforms Venezuela from a mere nuisance into a potential forward operating base for adversaries within what Washington D.C. considers its rightful domain. The nightmare scenario for Pentagon planners is not a Venezuelan army, but a scenario where Russian Spetsnaz and Chinese military advisors operate from Venezuelan soil, or where China replicates its “Pearl of the West” strategy from Cuba. The pre-dawn strike, therefore, may be seen as the ultimate enforcement of the Monroe Doctrine—a violent reset to expel rival powers and reassert absolute regional dominance before their foothold became unassailable.

This analysis provides a coherent reason for the attack, grounded in national interest as defined by decades of U.S. policy, not an excuse for the actions. It is possible that from a certain hawkish perspective, Trump was not initiating a new war but fighting an unavoidable one—a first strike in a silent financial and hemispheric war that America was already losing. The attack on Venezuela may have been a desperate, brutal attempt to save the dollar, break the BRICS ascent, and prevent the Americas from becoming a new theater for great power conflict.

The problem is that the U.S. government has such a bad track record of LYING to us over the past 50 years that we can’t trust what they say. They lie about almost everything. If these were the actual, strategic reasons for risking war and constitutional crisis, why not articulate them? Why hide behind the absurd “drug war” fairy tale? The use of a transparent false narrative destroys public trust and ensures that even an action potentially rooted in a defensible (if ruthless) strategic imperative is received as just another criminal lie. The government’s chronic dishonesty has robbed it of the ability to have an honest debate about national survival, forcing it to conceal major geopolitical defenses behind the cloak of petty, fabricated falsehoods.

The invasion of Venezuela did not end with the capture of Nicolás Maduro or the declaration of a new protectorate. On January 7, 2026, U.S. naval forces intercepted, boarded, and seized the Bella 1 Marinera, a Russia-flagged oil tanker attempting to leave Venezuelan waters. According to reports from NBC News, CNN, and the New York Post, the vessel was carrying over 600,000 barrels of Venezuelan crude oil—oil that, under the new U.S. occupation, was now considered American property. Many are asserting that this act was an extension of Trump’s enforcement of the “Monroe Doctrine,” signaling that Washington will not tolerate any infringement on its “Western Hemisphere hegemony,” even by a major power. But the cargo was not the only prize seized. U.S. forces detained the entire 30-person Russian civilian crew.

By directly threatening Russian nationals and property, the administration has potentially ignited a crisis with an adversary, gambling that Putin will back down rather than risk a broader conflict. But Russia isn’t backing down. Just last night, on January 8, 2026, Russia launched a massive, coordinated overnight bombardment of Ukraine. The attack involved hundreds of drones and, critically, dozens of Oreshnik hypersonic missiles, which fly at ten times the speed of sound and are, by design, unstoppable by any current Western defense system.

The timing is not coincidental. The seizure of the Bella 1 Marinera was an act of war. Russia has now answered with a calibrated but devastating show of ultimate strategic force—a weapon explicitly designed to render our most advanced missile defenses obsolete. The “Oreshnik” is more than a missile; it is a statement. The message is unambiguous: future actions against Russia may be met with a hypersonic response we cannot stop. May we find the wisdom to de-escalate before the next barrage is not a demonstration, but a decapitation. 🙏

Speaking of Russia, remember back in 2022, following Russia’s invasion of Ukraine, the global reaction from Western institutions was swift and severe. A central, symbolic punishment was Russia’s expulsion from international sports. FIFA, the governing body of world soccer, issued a statement declaring that the invasion “violates the Olympic Charter and the fundamental principles of sport.” Russia was banned from competing in the 2022 World Cup. Their athletes were forced to compete as neutrals in other events. The message was clear and universally championed by the same political class now justifying Venezuela: Invading a sovereign nation carries consequences. You will be made a pariah. You will be excluded from the community of nations.

Fast forward to January 2026.

The United States invades Venezuela—a sovereign nation—in a pre-dawn raid, bombs its capital, and kidnaps its president. By any objective measure, this is a far more direct and audacious act of invasion than Russia’s initial moves in Ukraine.

So we ask: where is the FIFA ban for the United States? Where are the calls for a neutral flag? We do not desire these penalties for our own country; we cite their absence to expose the profound double standard, proving that the rules are not universal, but are selectively enforced to penalize only those outside the consortium of power.

The Possible Coming Catastrophe: Famine, Insurgency, and Global Financial Shockwaves 💥

This is not a “clean” victory. It is the detonation of a geopolitical fault line, and the tremors are already being forecast with terrifying clarity. An analysis by Mike Adams of the likely global ramifications paints a picture of a self-inflicted wound of historic proportions.

For Venezuela and the Region: The U.S. occupation may trigger a catastrophic humanitarian crisis. The breakdown of civil administration will lead to famine and rampant disease. What follows will not be gratitude, but a bloody, protracted insurgency—a hybrid war uniting loyalists, nationalists, and criminal networks. They will deploy commercial drones against U.S. bases, launch cyber-attacks on “our” oil infrastructure, and engage in systematic sabotage of the very mines we came to steal. We are not liberators; we are instigators of a new hell, creating millions more refugees to flood and destabilize Colombia and Brazil.

For the Global Economy and the U.S. Consumer: The financial shockwaves will be immediate and severe. China, cut off from Venezuelan silver, will panic-buy, causing a historic rupture between “paper” silver prices and physical reality. The premiums for actual metal will skyrocket. Gold and other precious metals will surge as safe havens, shattering all previous records as nations and institutions flee the Western financial system.

The stock market will tell the true story of who benefits and who suffers. Expect a “war contango” in futures markets and extreme volatility: Defense contractors (Lockheed Martin, Raytheon) and oil service firms (Halliburton) will rally on war profits. Meanwhile, the global automotive, electronics, and manufacturing sectors will face a multi-standard-deviation crash as the cost of critical metal inputs explodes. The American consumer, already strained, will be hit with soaring prices for everything from cars to computers. This war is a direct attack on the pocketbook of every working American.

The Israel Connection and the Nobel Peace Prize for War 🔄

While Nicolás Maduro was condemned for calling out Gaza, his U.S.-backed replacement received a Nobel Peace Prize for advocating his overthrow—proving the award is now a geopolitical tool for laundering interventions.

To analyze the Venezuela operation without the Israel connection is to diagnose a patient while ignoring the tumor. It is the central, throbbing motive the official narrative desperately avoids. The sequencing and beneficiaries are not coincidental; they are the objective.

Nicolás Maduro was not a random dictator. He was, in the years leading to the invasion, one of the most consistent and vocal world leaders condemning Israel’s military campaign in Gaza. He labeled it a “genocide“ and positioned Venezuela as a political leader of the Global South’s opposition to what it views as Western-backed aggression. This stance made Caracas a thorn in the side not just of Washington, D.C., but also of its closest ally.

Enter María Corina Machado. The opposition figure chosen by the U.S. to lead the “proper transition” is no mere democratic alternative. She is a documented and celebrated ally of Israeli interests. Her political circles have deep, long-standing ties to pro-Israel lobby groups and U.S. neoconservative architects of the Iraq War. Her vision for Venezuela aligns perfectly with a pro-Western, pro-market reorientation that would instantly terminate the country’s support for Palestinian causes and open its vast resources to partnerships agreeable to U.S. and Israeli strategic goals.

The financial leverage is unmistakable. Miriam Adelson, heir to the Las Vegas casino fortune and perhaps the most influential pro-Israel donor in U.S. politics, was a top contributor to Donald Trump’s campaigns.Her public and private advocacy for maximalist pro-Israel policies is well-known. The Adelson agenda has long included neutralizing vocal international critics of Israel. To believe that a donor of such magnitude, with such a singular focus, had no input or that her priorities did not align perfectly with the decision to remove Maduro requires a willful suspension of disbelief. This was a two-for-one geopolitical deal:secure resources and silence a critic.

The Greenland Gambit

The pattern of action in Venezuela ceases to look like an anomaly when viewed alongside another of President Trump’s stated ambitions: the acquisition of Greenland.

In 2025, Trump reiterated that the United States “must take Greenland and make it ours,” framing it as a real estate deal for strategic advantage. Let’s examine the facts this statement ignores:

  • FACT: Greenland has been a territory of Denmark since 1721, over half a century before the United States existed.
  • FACT: The United States has zero legal, historical, or political claim to Greenland’s sovereignty.
  • FACT: Denmark is a founding NATO ally, bound to the U.S. by a mutual defense treaty.

When asked, Trump stated he was not ruling out military action to acquire it. This is not a policy. It is the declaration of a potential unprovoked war of aggression against a treaty-bound ally.

This gambit provides the final, chilling piece of context for Venezuela and exposes the governing philosophy: If the United States can invade Venezuela for its oil and silver and crypto, and threaten to invade a NATO ally for its territory and minerals, then on what conceivable moral or legal authority does it stand?

How can we lecture Russia on the sanctity of borders after Ukraine?

How can we menace China over the status of Taiwan?

How can we demand adherence to a “rules-based international order” when we demonstrate, repeatedly, that the only rule is our own appetite?

If we decide to “take” Greenland, the message to the world will no longer be subtle: There are no rules. There is only power. Alliances, treaties, and sovereignty are inconveniences to be dismissed by the strong.

A Challenge to Patriots

To our friends and fellow patriots—including those of us who voted for this administration three times—this moment demands brutal, non-partisan honesty. True conservatism is not reflexive loyalty to a person, but steadfast allegiance to the principles of limited government, national sovereignty, and constitutional restraint.

Picture a world where the precedent we just set is turned against us. Imagine waking to news that China, citing our own government’s legal theory, had bombed Washington, captured our president, and announced it would now “run” the United States to manage our technology sector for its benefit. The very idea is revolting—an unthinkable act of war that would shatter global order. Yet, by conducting this exact operation in Venezuela, we have not only committed that act but have handed the blueprint to every authoritarian regime on earth.

The question for every true patriot is this: Will you defend the Constitution and the republic it defines, or will you cheer for the latest flag-draped seizure while they auction off the very foundations of our liberty? Please consider the very real possibility that when America abandons the rules and embraces raw power, it does not make us stronger; it makes the world a lawless jungle where our own security is permanently forfeit.

This is not about left or right. This is about forever.

We write this not from a place of hatred, but from profound love—love for the America conceived in liberty, for the radical idea that a nation should be governed by laws, not men. We pray for President Trump and all our leaders, that they may be granted wisdom and courage—not the courage to wage war, but the courage to wage peace; not the wisdom to conquer, but the wisdom to build and protect.

Our concern is for the inheritance we leave. We desire a prosperous, peaceful future for our children and grandchildren—an America that leads not through fear and force, but through the unwavering strength of its principles, the fairness of its dealings, and the shining example of its freedom. Let America be the nation that others aspire to be, not the empire they unite to resist.