Dokąd uciekną kowboje?

Dokąd uciekną kowboje?

31. marca 2026 Autor artykułu Marek Wójcik

Wczoraj nastąpiła fundamentalna zmiana strategicznej sytuacji w Zatoce Perskiej. Atak na stację uzdatniania wody w Kuwejcie ukazuje zupełnie inną rzeczywistość niż ta przedstawiana w zachodniej telewizji. W kranach mieszkań najbogatszego niegdyś państwa świata zabrakło wody i długo jej nie będzie.

Przerwy w dostawie prądu są dla ludzi przyzwyczajonych do stałych dostaw energii wielkim problemem. Wielogodzinne alarmy rakietowe, są także dużym obciążeniem dla ludności. Jednak widmo śmierci z pragnienia bije wszystkie te koszmarne sytuacje na głowę. Człowiek bez wody przeżyje najwyżej trzy dni – potem nadchodzi okrutna śmierć. Kuwejt nie jest w stanie dostarczyć wody dla wszystkich mieszkańców. Straż pożarna i tak przeciążona gaszeniem pożarów spowodowanych irańskimi pociskami, nie poradzi sobie z tym dodatkowym obciążeniem. Do tego trzeba uwzględnić, że ten kraj importuje 98% żywności i jedyna droga dla kontenerowców z pożywieniem prowadzi przez Cieśninę Ormuz.

Al Jazeera podała, że Iran uszkodził elektrownię i zakład odsalania wody w Kuwejcie.
Źródło.

To jest także wojna medialna. We wczorajszym artykule na ZeroHedge czytamy:

Irańskie wojsko zaprzeczyło w poniedziałek, jakoby stało za niedawnym atakiem na zakład odsalania wody w Kuwejcie. Nazwało atak amerykańsko-izraelską operacją pod fałszywą flagą, mającą na celu „destabilizację i zniszczenie regionu”.

„Brutalna agresja reżimu syjonistycznego na zakład odsalania wody w Kuwejcie, przeprowadzona w ostatnich godzinach pod pretekstem oskarżenia Islamskiej Republiki Iranu, jest oznaką nikczemności i zepsucia syjonistycznych okupantów” – ogłosiła w oświadczeniu Kwatera Główna irańskiej armii Chatam al-Anbija. Źródło.

Planowana przez USA inwazja na Iran ma wyglądać w ten sposób według ściśle tajnych planów Pentagonu:

„Nawet nie zdają sobie sprawy, że nadchodzimy…” Źródło.

Ansar Allah – Huti w Jemenie pokazali już, jak potrafią walczyć z ponoć największą potęgą świata. Armia Iraku także czeka z uderzeniem na Kuwejt, aż pojawi się kilka tysięcy kowbojów. Amerykanie próbowali już 46 lat temu odbić zakładników z Iranu. Akcję nazwano wtedy Orli Szpon i poniosła sromotną porażkę. Źródło.

Wbijanie gwoździ do własnej trumny.

Upadające imperium z reguły nie uczy się na własnych błędach, ponieważ nie traktuje ich jako błędy.

Z 12-dniowej wojny w czerwcu ubiegłego roku, kiedy premier państwa umieszczonego tam, gdzie sobie tego życzy, błagał o zakończenie konfliktu, wyciągnęli wniosek, że Iran wystrzelił już większość posiadanych rakiet. Dlatego byli tak zaskoczeni eskalacją konfliktu na całą Zatokę Perską po tym, jak wymordowali irańskich przywódców.

Amerykańskie bazy wojskowe opustoszały na Bliskim Wschodzie po irańskich atakach. Wojsko przeniosło się do hoteli, w które również trafiają irańskie rakiety. Trumpowi będzie coraz trudniej wskazać miejsce na wypas krów pilnowanych przez kowbojskie siły zbrojne.

Nie jestem zwolennikiem NATO, a jeszcze bardziej skostniałej Mumii Europejskiej. Jednak w tym przypadku uważam, że słusznie czynią, pokazując pełną izolację dwóch krajów nieudolnie realizujących politykę bezsensownej ekspansji.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Pedofilia to zbrodnia, nie publicystyka.

Pedofilia to zbrodnia, nie publicystyka.

Jacek Tomczak konserwatyzm/tomczak-pedofilia-to-zbrodnia-nie-publicystyka

W Kanale Zero pokazano rozmowę z córką zwyrodnialca z Kłodzka, który dostał wyrok 25 lat pozbawienia wolności za pedofilię i zoofilię. Ten Coś, dwunóg człekopodobny, sprawca horroru z Kłodzka miał podręcznikowe cechy psychopaty. Wywoływał uzależnienie emocjonalne, straszył, że najbliżsi dziewczyny zginą, jeśli nie będzie się ona poddawać jego odrażającym praktykom, zakładał podsłuchy, montował urządzenia pozwalające ustalić lokalizację najbliższych mu osób. Dodajmy, że policjant, który zapoznawał się z materiałem dowodowym w tej sprawie musiał zacząć chodzić do gabinetu psychologicznego.

Te najbardziej podstawowe, a zarazem najważniejsze cechy, które czynią nas ludźmi uaktywniają się, gdy przeszywa nas ból i współczucie dla zwykłej, młodej dziewczyny, dojrzałej ponad wiek dojrzałością smutną i bolesną. Współczucie dla jej bezsilności, samotności, heroizmu w obronie najbliższych (by zwyrodnialec koncentrował się na niej i nie krzywdził innych – jak dziś wiemy, i tak krzywdził). Współczucie dla krzywdy zwielokrotnionej – przecież psychicznym i fizycznym torturom towarzyszyło poczucie nabywanego piętna, świadomość wyboru między samotnością w cierpieniu a krzywdą najbliższych.

Potępienie zła musi wynikać z wrażliwości na dobro.

Zastanówmy się nad wiarygodnością, autentycznością, szczerością oburzenia. Otóż, trudno uznać je za wynikające z prawdziwego odróżniania dobra od zła wtedy, kiedy nie idzie z nim w parze wrażliwość na krzywdę. Tak, wrażliwość na krzywdę jest punktem wyjścia do oburzenia czynem, często również do oburzenia osobą sprawcy. Oczywiście, relacja między oceną czynu a oceną człowieka to temat na osobne rozważania – na ile nasze czyny nas tworzą, a na ile są efektem chwilowych słabości, okoliczności (i jak odróżnić jedne od drugich).

Co najistotniejsze, potępianie zła musi wynikać z odczuwania dobra i wrażliwości na nie – w przeciwnym przypadku zatraca wymiar moralny i staje się plotką, atakiem, propagandą, nienawiścią. Obawiam się, że rodzima “klasa polityczna” doszła w zacietrzewieniu do pułapu, na którym wrażliwość odbiera się jako słabość.

Zdolność zrozumienia i refleksji nad bólem ofiary jest warunkiem niezbędnym, by potępienie dla sprawcy miało wymiar autentycznie moralny i zarazem moc rażenia. Tylko człowiek uwewnętrzniający choć w części cierpienie skrzywdzonego zachowuje “łączność” między potępieniem a systemem wartości – tylko ktoś taki działa w imię etyki, w oparciu o odróżnianie dobra od zła. Samo potępianie zła, bez wrażliwości na krzywdę, tego niezbędnego komponentu dobra staje się odruchem krzykacza albo – w gorszym przypadku – wyrachowanego politycznego gracza. Taki ktoś nie jest zdolny zrozumieć co właściwie potępia.

Dziewczyna, z którą przeprowadzona została rozmowa, jak i inne skrzywdzone przez zwyrodnialca z Kłodzka osoby są najważniejszymi ludźmi w tej historii – i nad nimi trzeba się pochylić w pierwszej kolejności, jeśli nie chce się całej sprawy traktować instrumentalnie.

Jeśli “lepszość” którejś ze skonfliktowanych stron (tych, którzy używają epitetu “pedofil” i tych, którzy są nim określani) miałaby mieć jakieś oparcie to musiałoby ono tkwić w zrozumieniu i odczuwaniu krzywdy, której druga strona nie próbuje pojąć. Rzecz w tym, że człowiekowi mającemu takie cechy nie o “lepszość” chodzi. Deklarowana “lepszość” tych, którzy oskarżają przeciwników o bycie “pedofilami” tkwi natomiast w czymś od nich zupełnie niezależnym – w nie znalezieniu się w liczącej 20 tysięcy członków partii, której jedna działaczka dostała wyrok w procesie o pedofilię. Przypadek nie buduje “lepszości”. Szczęśliwy traf nie jest źródłem dumy.

Człowiek z wyczuciem podchodzący do takich historii nie będzie zachowywał się tak, jakby się mu one opłacały, jakby tak naprawdę większa liczba ofiar umożliwiała skuteczniejszy atak polityczny.

Takie historie nikomu się nie opłacają.

Jacek Tomczak

Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać !

Abraham a Żydzi. To potomstwo Abrahama otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”

====================================

MD: Ta prosta analiza wybija obecnie broń – argumenty m. inn. z dusz 60 milionów „chrześcijańskich syjonistów” w USA. I oczywiście z ust notorycznych kłamców – propagandzistów Izraela.

Dlatego umieszczam ją jeszcze raz, z prośbą gorąca, by moi czytelnicy tę analizę publikowali w innych portalach.

—————————

Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne

=====================================================================

 Juliusz Franciszek Susak

Historia Abrahama zajmuje w Biblii miejsce szczególne, ponieważ od jego potomstwa wywodzi się znaczna część ludów zamieszkujących Bliski Wschód. Według biblijnego przekazu Abraham miał ośmiu synów z trzema kobietami, a ich potomkowie dali początek licznym narodom i plemionom regionu. Najstarszym z synów był Izmael, urodzony z niewolnicy Hagar w czasie, gdy żona Abrahama, Sara, pozostawała jeszcze bezdzietna. Później, w bardzo podeszłym wieku Abrahama i Sary, narodził się Izaak – syn uznawany w tradycji biblijnej za dziecko szczególnej obietnicy.

Po śmierci Sary Abraham związał się jeszcze z Keturą, która urodziła mu sześciu kolejnych synów: Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. W ten sposób rodowód Abrahama rozgałęził się na kilka linii, które z czasem zaczęły zamieszkiwać różne części rozległego obszaru Bliskiego Wschodu.

Potomstwo poszczególnych synów odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu etnicznej mapy regionu. Od Izaaka, poprzez jego synów Jakuba i Ezawa, wywodzą się odpowiednio Izraelici oraz Edomici. Z kolei Izmael w tradycji biblijnej i islamskiej uważany jest za przodka wielu ludów arabskich, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim i w sąsiednich krainach. Synowie Ketury natomiast zostali według przekazu odesłani „na wschód” i dali początek różnym ludom pustynnym i koczowniczym. Szczególnie znani byli Madianici, wywodzący się od Midiana, z którymi Izraelici wielokrotnie wchodzili w relacje handlowe i polityczne. W ten sposób potomkowie Abrahama stopniowo zasiedlili ogromny obszar rozciągający się między Egiptem a Mezopotamią.

W Biblii pojawia się również obietnica, że potomstwo Abrahama otrzyma ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat” [Księga Rodzaju, 15,18]. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą polityczną, okazuje się, że obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie państwa jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

W sensie historycznym i demograficznym obszar ten od tysiącleci zamieszkują ludy, które tradycja wywodzi właśnie od synów Abrahama. Arabowie, Żydzi oraz inne narody semickie regionu są więc w szerokim znaczeniu potomkami tej samej postaci biblijnej.

Jednocześnie Biblia podkreśla pewien szczególny aspekt dziedzictwa Abrahama. Choć miał on wielu synów, głównym spadkobiercą jego majątku oraz przymierza z Bogiem został Izaak. Pozostali synowie otrzymali dary i zostali wysłani w inne strony, gdzie zakładali własne rody i wspólnoty. Ten motyw stał się później ważny dla tradycji religijnej judaizmu i chrześcijaństwa, które akcentują linię Izaaka i jego potomków.

Z drugiej strony tradycja islamska przywiązuje dużą wagę do osoby Izmaela jako przodka Arabów. W efekcie różne religie i kultury regionu odwołują się do Abrahama, ale podkreślają inne elementy jego dziedzictwa.

Patrząc szerzej, postać Abrahama stała się symbolem wspólnego pochodzenia wielu narodów Bliskiego Wschodu. Choć historia tych ludów naznaczona jest konfliktami i rywalizacją, ich tradycje religijne i genealogiczne wskazują na wspólny punkt wyjścia. W tym sensie Abraham pozostaje nie tylko bohaterem starożytnego przekazu biblijnego, lecz także symbolicznym przodkiem ogromnej rodziny narodów, których losy przez tysiąclecia splatały się na przestrzeni między Nilem a Eufratem.

Reasumując:

Jeśli spojrzeć na biblijną historię Abrahama w szerokiej, historycznej perspektywie, można dojść do wniosku, że obietnica dana mu przez Boga rzeczywiście znalazła swoje spełnienie. W Księdze Rodzaju pojawia się zapowiedź, że Abraham stanie się „ojcem wielu narodów”, a jego potomstwo będzie liczne i rozprzestrzeni się na rozległych ziemiach. Z biegiem czasu właśnie tak się stało.

Jak już wiemy Abraham miał ośmiu synów z trzech kobiet: Izmaela z Hagar, Izaaka z żony Sary oraz sześciu synów z Ketury – Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha. Każda z tych linii rodowych rozwinęła się w osobne wspólnoty i plemiona, które stopniowo zasiedlały coraz większe obszary Bliskiego Wschodu.

Potomkowie Izaaka stworzyli naród izraelski, którego historia jest szeroko opisana w Biblii. Z kolei od Izmaela wywodzą się liczne plemiona arabskie, które rozprzestrzeniły się na Półwyspie Arabskim oraz w sąsiednich krainach. Synowie Ketury dali początek kolejnym ludom pustynnym, które zamieszkiwały tereny na wschód od Kanaanu, w rejonach dzisiejszej Arabii i Jordanii. W rezultacie potomstwo Abrahama zaczęło wypełniać niemal całą przestrzeń między Egiptem a Mezopotamią.

Biblijna obietnica mówiła również o ziemi rozciągającej się „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Gdy zestawi się ten opis z dzisiejszą mapą, obejmuje on region, w którym znajdują się współcześnie takie kraje jak Izrael, Palestyna, Jordania, Liban, Syria, Irak oraz części Egiptu i Arabii Saudyjskiej.

Właśnie na tych terenach od tysięcy lat żyją narody wywodzące się – w tradycji biblijnej i historycznej – z różnych linii potomstwa Abrahama. Żydzi, Arabowie i inne ludy semickie regionu należą w szerokim sensie do tej samej genealogicznej rodziny.

Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że zapowiedź o licznych narodach i o zasiedleniu wielkiego obszaru rzeczywiście już się wypełniła.

Potomkowie Abrahama nie tylko przetrwali przez tysiąclecia, ale także stali się główną ludnością ogromnego regionu świata. Choć późniejsze interpretacje religijne koncentrowały się często na roli jednej linii rodowej, sama rzeczywistość historyczna pokazuje, że cała przestrzeń między Nilem a Eufratem została już zamieszkana przez różne gałęzie tej samej abrahamowej rodziny.

W tym sensie Abraham pozostaje symbolem wspólnego początku wielu narodów Bliskiego Wschodu. Historia jego synów pokazuje, jak z jednego rodu powstała rozległa sieć ludów, kultur i tradycji, które do dziś kształtują oblicze tego regionu. Dlatego można powiedzieć, że biblijna obietnica o licznych potomkach i wielkiej ziemi znalazła swoje spełnienie w historii i geografii świata.

Warto wspomnieć, że jakby „ojciec” Izraelitów nie wziął za żonę kobiety ze swojej linii rodowej i nie miał z tym problemu. Teściem Mojżesza był Jetro, kapłan i przywódca plemienia Madianitów. Mojżesz poślubił jego córkę Seforę, gdy przebywał na wygnaniu w ziemi Madian.

Mojżesz uciekł z Egiptu po tym, jak zabił Egipcjanina bijącego Hebrajczyka. Wtedy schronił się w kraju Madianitów, gdzie spotkał córki Jetry przy studni i pomógł im napoić trzodę. Gdy wróciły do domu i opowiedziały ojcu o nieznajomym, Jetro zaprosił Mojżesza do swojego domu. Z czasem Mojżesz zamieszkał u niego i poślubił jego córkę Seforę.

Madianici byli ludem wywodzącym się od Midiana, jednego z synów Abrahama i Ketury. Oznacza to, że teść Mojżesza pochodził z linii potomków Abrahama, choć z innej gałęzi niż Izraelici.

Oznacza to, że choć Madianici nie należeli do Izraelitów, byli w tradycji biblijnej dalszą gałęzią tej samej rodziny wywodzącej się od Abrahama. W tym sensie Mojżesz nie wchodził w relację z całkowicie obcym ludem.

Relacja Mojżesza z Jetrem przedstawiona jest wręcz bardzo pozytywnie. Gdy Mojżesz uciekł z Egiptu i znalazł się w ziemi Madian, Jetro przyjął go do swojego domu i oddał mu za żonę swoją córkę Seforę. Mojżesz przez wiele lat mieszkał w jego rodzinie i pracował jako pasterz jego stad. Właśnie podczas tego pobytu, według Księgi Wyjścia, Mojżesz doświadczył objawienia Boga przy gorejącym krzewie, które zapoczątkowało jego misję wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu.

Co więcej, gdy później Izraelici wyszli z Egiptu, Jetro odwiedził Mojżesza na pustyni. Biblia opisuje ich spotkanie jako serdeczne i pełne wzajemnego szacunku. Z biblijnego punktu widzenia nie ma więc śladu konfliktu czy napięcia z powodu pochodzenia teścia Mojżesza. Przeciwnie – przedstawiony jest on jako mądry doradca i człowiek, który uznaje Boga Izraela. Pokazuje to, że w najstarszych opowieściach biblijnych relacje między różnymi gałęziami potomków Abrahama mogły być nie tylko pokojowe, ale także oparte na współpracy i wzajemnym szacunku.

Zatem domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama

całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest bezpodstawne.

Logiki nie ma

Stanisław Michalkiewicz: logiki-nie-ma

   Co wzbudziło w naszym społeczeństwie większe emocje – czy mecz futbolowy z Albanią, czy List Pasterski Episkopatu Polski, skierowany do parafian z okazji rocznicy wycieczki Jana Pawła II do rzymskiej synagogi? Sama rocznica może nie byłaby warta aż takiej, a może nawet żadnej uwagi, gdyby nie pewne sformułowania Listu na temat kwestii żydowskiej. Otóż Księża Biskupi napisali tam, że od co najmniej “półtora tysiąca lat”, a więc dosyć długo, Kościół katolicki w kwestii żydowskiej się mylił.

To bardzo ważne, żeby nie powiedzieć – rewolucyjne stwierdzenie – bo jeśli Kościół mylił się w tej kwestii, to być może mylił się również w innych sprawach? Tego, ma się rozumieć, nie wiemy – ale nie możemy tego wykluczyć, więc chyba bezpowrotnie tracimy pewność, co do prawdziwości nauczania Kościoła. W dodatku, skoro przez ostatnie półtora tysiąca lat Kościół w jednej sprawie się mylił, to skąd możemy mieć pewność, że nie myli się dzisiaj?

Skoro raz przydarzyła mu się pomyłka, to znaczy, że pomyłki są możliwe, a skoro tak, to nie możemy mieć pewności, czy dzisiejsze nauczanie Kościoła, na przykład w kwestii sodomczyków czy gomorytek nie stanowi sprośnego błędu Niebu obrzydłego? Kiedyś, w epoce wojen religijnych jakie wstrząsały Europą w wieku XVI i XVII, list Episkopatu Polski z pewnością wywołałby duży rezonans, a może nawet – religijną wojnę? Czy jednak coś takiego rzeczywiście mogłoby zdarzyć się w Polsce? To nie jest takie pewne, bo – jak pamiętamy z historii – w Polsce żadnych wojen religijnych nie było.

Oficjalne wyjaśnienie tego fenomenu jest takie, że jesteśmy narodem niezwykle tolerancyjnym – ale bliższe prawdy może być wyjaśnienie inne – że mianowicie subtelnościami teologicznymi mało kto u nas naprawdę się interesuje, a nie ma mowy, żeby się nimi przejmował. Co innego, gdy chodzi o to, by wypić i zakąsić. Do tych zagadnień podchodzi się u nas bardzo serio i można powiedzieć, że nawet kwestie teologiczne zostały temu w pewnym stopniu podporządkowane.

Świadczy o tym stary, chyba jeszcze z czasów saskich pochodzący, wielkanocny wierszyk: “Ukrajemy szyneczki, umaczamy w chrzanie. Jakżeś dobrze uczynił, żeś zmartwychwstał, Panie.” W tej sytuacji trudno się dziwić, że mecz futbolowy z Albanią, zwłaszcza że polskiej reprezentacji cudem udało się go wygrać, wywołał zainteresowanie większe, niż wspomniany List.

Być może również dlatego, że przedstawiciele Episkopatu po przegłosowaniu tego tekstu podczas Konferencji, z zagadkowych przyczyn nabrali wody w usta i nie próbują uspokajać zaniepokojonych parafian. Bardzo możliwe, że ta kunktatorska taktyka jest słuszna, że parafianie wkrótce o wszystkim zapomną i znowu będzie można spokojnie wypić i zakąsić.

   Ale większe zainteresowanie meczami futbolowymi też jest dziwaczne, jako, że z nich nic przecież nie wynika. To znaczy – wynika – ale raczej dla piłkarzy i działaczy związków sportowych, tradycyjnie u nas poobsadzanych przez bezpieczniaków. Oni rzeczywiście mogą na wygranym meczu skorzystać, zwłaszcza, gdyby polska drużyna zdobyła mistrzostwo świata – ale reszta towarzystwa nic z tego przecież nie będzie miała. Dlaczego zatem futbol wzbudza takie emocje zwłaszcza wśród kibiców – to jest jedna z tajemnic natury ludzkiej, podobna do tej, o której wspominał św. Jan Maria Vianney:

Zastanawiał się on kiedyś, dlaczego ludzie popełniają grzechy główne i od razu odpowiedział, że to oczywiste, bo każdy grzech główny dostarcza człowiekowi przynajmniej chwili przyjemności. Każdy – z wyjątkiem jednego: zazdrości – która nie tylko nie dostarcza grzesznikowi ani chwili przyjemności, tylko od samego początku – udrękę. Tymczasem ludzie ten właśnie grzech popełniają nagminnie, co więcej – tworzone są ideologie, jak socjalizm, czy komunizm, które ufundowane są na ekscytowaniu w ludziach zazdrości.

Warto zwrócić uwagę, że w tworzenie tych ideologii angażowali się i angażują Żydowie, których etyka ma charakter w znacznym stopniu trybalistyczny – ale dlaczego socjalizm, czy komunizm uwodzi również głupich gojów? To też jest tajemnica, którą Chińczycy tłumaczą, jako “chorobę czerwonych oczu” – pragnienie, żeby każdemu było tak źle, jak mnie.

   Wydaje się bardzo prawdopodobne, że nasz mniej wartościowy naród tubylczy cierpi na tę chorobę, że to jest prawdziwa epidemia, jeszcze groźniejsza od zbrodniczego koronawirusa. Weźmy na przykład taką demokrację. Jeśli uważnie wsłuchać się w opinie dobiegające z mediów głównego nurtu, a zwłaszcza – z mediów społecznościowych, to widać tam głębokie niezadowolenie z demokracji. Z demokracji nie są zadowoleni zarówno jej wyznawcy, np. działacze Volksdeutsche Partei, czy Prawa i Sprawiedliwości, nie mówiąc o sceptykach, czy wręcz jej przeciwnikach, których można znaleźć w obydwu Konfederacjach.

Tymczasem nie tylko pan prezydent Duda, ale również pan prezydent Karol Nawrocki sprawia wrażenie, jakby chciał zaprowadzić demokrację na przykład na Białorusi, chociaż naród białoruski, w odróżnieniu od takiego np. ukraińskiego, nic złego Polsce nie zrobił.

   Ale mniejsza już o te tajemnice ludzkiej natury, których – jak utrzymują Rosjanie – bez wódki nie da się wyjaśnić – bo ważniejszą rzeczą od futbolu wydaje się religia. Nie chodzi nawet o to, że wszystkie religie oferują ludziom delikatny towar zwany nadzieją – w tym przypadku – na życie wieczne – co na konsekwencje religii, na które ostatnio zwrócił uwagę ksiądz prof.  Andrzej Kobyliński. Napisał on, że obecna wojna izraelsko-amerykańsko-irańska, jest wojną religijną. Ja podejrzewałem to od dawna, ale co innego podejrzewać, a co innego, gdy te podejrzenia znajdą potwierdzenie ze strony autorytetu naukowego.

Otóż ksiądz profesor również twierdzi, że pierwotną przyczyną tej wojny jest idea “Wielkiego Izraela” z którą “czuje się związany” Beniamin Netanjahu. Idea “Wielkiego Izraela” wynika z żydowskiej sagi plemiennej, pretensjonalnie zatytułowanej “Starym testamentem” – że to niby Stwórca Wszechświata tę sagę zainspirował. Chodzi oczywiście o układ Stwórcy Wszechświata z mezopotamskim koczownikiem, któremu Stwórca Wszechświata obiecał, że uczyni go ojcem wielkiego narodu, któremu odda w arendę obszar“od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.

Władze Izraela, wykorzystując potęgę militarną Ameryki, realizację tej idei już znacznie posunęły do przodu, obezwładniając politycznie państwa leżące na tym obszarze. Żeby jednak przejść do etapu następnego, to jest – aneksji i okupacji – muszą zrobić porządek z Iranem, który na doktrynę “Wielkiego Izraela” nie tyle kładzie lachę, to uważa ją za groźną dla swojej własnej przyszłości. Na domiar złego – na co zwraca uwagę ksiądz profesor – w Ameryce  są tak zwani “chrześcijańscy syjoniści”, którzy uważają, że nie będzie na świecie pokoju, dopóki władzy nad światem nie zdobędzie Izrael.

Nietrudno się domyślić, że Żydom w to graj, zwłaszcza, że gorliwym wyznawcą tej wiary jest sam szef Pentagonu. Wprawdzie ksiądz profesor tego wniosku już nie wyciąga, bo nie bardzo mu w jego sytuacji wypada, ale nasza sytuacja jest inna, więc możemy zauważyć, że z religii, zwłaszcza niektórych, też mogą wynikać wielkie nieszczęścia. W tej sytuacji futbol nie wytrzymuje porównania z religią, zwłaszcza gdy chodzi o konsekwencje. Na to wskazywałaby logika, ale u nas żadnej logiki nie ma, zarówno na odcinku religijnym, jak i futbolowym.

Krosta

Krosta

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    31 marca 2026 micha

Przy okazji kolejnej odsłony procesu Grzegorza Brauna, któremu kolaboranci obywatela Żurka Waldemara zarzucają mnóstwo rozmaitych myślozbrodni, potwierdziły się podejrzenia, iż nasilająca się w naszym bantustanie walka o praworządność, której rozpoczęcie nakazała nam w lutym 2017 roku Nasza Złota Pani, zatacza coraz szersze kręgi. Skoro tak, to nic dziwnego za zahacza już o rejony psychiatryczne, czego ilustracją było uzasadnienie wniosku prokuratora o wyłączenie jawności rozprawy. Pan prokurator uzasadnił swój wniosek tym, że rozprawa jest „relacjonowana”. Najwyraźniej wśród kolaborantów obywatela Żurka Waldemara toruje sobie drogę przeświadczenie, iż relacjonowanie rozpraw sądowych jest też rodzajem myślozbrodni, podobnie jak komentowanie wyroków – chyba, że zwierzchność, w postaci starych kiejkutów takie relacjonowanie nakaże funkcjonariuszom Propaganda Abteilung, jak nie z rządowej telewizji, to z telewizji nierządnej.

Ale środowisko kolaborantów obywatela Żurka Waldemara nie jest wyjątkiem, ani nawet ogniskiem psychiatrycznej furii. Wykazuje ona daleko idące podobieństwo z „Furią Epicką”, która z kolei podobna jest do „furii ekspedycyjnej”, której często ulegają osoby skazane na swoje towarzystwo. Wszystko wskazuje na to, iż słabość w postaci furii ma swoje źródło w środowiskach żydowskich i to nie tylko, dajmy na to, w gronie Chabad Lubawicz, której Główny Teolog bez wątpienia był pacjentem – ale również w bezcennym Izraelu. Oto prezydent tego państwa, co to leży tam, gdzie chce, pan Icchak Herzog, próbując przekonać Europejczyków, że bezcenny Izrael miał nie tylko rację, ale i święte prawo napaść na złowrogi Iran, z miedzianym czołem powiedział, że „reżim w Teheranie” jest „pierwotną przyczyną rozlewu krwi w tym rejonie”.

Powiadają, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. Najwyraźniej prezydent bezcennego Izraela, pan Herzog, musiał się przyzwyczaić, że Żydowie zawsze są ofiarami, że po prostu tak ma. Oczywiście w tym szaleństwie jest metoda, bo z prezentowania się światu w charakterze ofiar, Żydowie ciągną nie tylko grubą forsę, ale również – korzyści innej natury. Na przykład kładą lachę na krytykę, którą pod ich adresem kierują głupie goje – bo jakże mieliby traktować opinie głupich gojów poważnie, skoro zgodnie z czczonymi przez nich publikacjami, są oni „istotami człekopodobnymi”? A do takiego wniosku właśnie doszli uczeni rabinowie, z którymi purpurates Kościoła katolickiego, vulgo – głupie goje – na przykład Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś, zabawiają się w dialogi z judaszyzmem.

Wróćmy jednak do pana prezydenta Herzoga, który najwyraźniej musi wierzyć w to, co mówi Europejczykom – bo przypuszczenie, że przy pomocy tych deklaracji chce zrobić im wodę z mózgu, a sam absolutnie w nie nie wierzy, mogłoby być niegrzeczne i jako myślozbrodnia mogłoby zostać wykorzystane przez obywatela Żurka Waldemara do wytoczenia kolejnego pokazowego procesu. Tymczasem dotychczasowe procesy, jakie wytoczyła mi moja Prześladowczyni, toczyły się z wyłączeniem jawności, jako, że moja Prześladowczyni postanowiła na tę okoliczność się konspirować, co skwapliwie uznały „siostry”, które te procesy prowadziły. Z tego powodu nie mogę zdać relacji, co się tam działo, ani zademonstrować głupich pytań, jakie mi „siostry” zadawały.

Gdyby tedy doszła do tego jeszcze myślozbrodnia z łaski obywatela Żurka Waldemara, który – zwłaszcza gdy się nie ogoli – coraz bardziej przypomina osobnika z „Atlasu typów przestępczych” Cezarego Lombroso, to pewnie skończyłbym w więzieniu. Tedy powstrzymując się od wyrażenia jakiejkolwiek subiektywnej opinii, postaram się podważyć podany Europejczykom do wierzenia przekaż prezydenta bezcennego Izraela Ichaka Herzoga, jakoby to „reżim ajatollahów” w Teheranie, był „pierwotną przyczyną” rozlewu krwi w tym rejonie, to znaczy – w rejonie Bliskiego Wschodu.

Żeby nie sięgać zbyt daleko w mroki historii, w której jest mnóstwo przykładów, iż rozlew krwi w rejonie Bliskiego Wschodu był następstwem osiedlenia się tam Żydów po uciecze z Egiptu, przypatrzmy się sytuacji, jaka wytworzyła się po II wojnie światowej. Jak wiadomo, światowa opinia publiczna była pod wrażeniem masakry Żydów przez Rzeszę Niemiecką. Jednak współczucie nie jest najlepszym doradcą w polityce międzynarodowej i poparcie, jakie dla pomysłu pozwolenia Żydom na utworzenie własnego państwa zostało z tego powodu udzielone, było chyba błędem. Pierwszy rozlew krwi bowiem nastąpił zaraz po jednostronnym proklamowaniu niepodległości Izraela w roku 1948. Armia izraelska, niezależnie od działań bojowych, przerzucała na stronę arabską agentów, którzy rozpuszczali pogłoski, jakoby izraelscy żołnierze mordowali wszystkich, jak leci, zostawiając tylko ziemię i wodę. Ludność arabska nie chciała sprawdzać tych pogłosek na własnej skórze i tak narodził się problem „uchodźców palestyńskich”.

Drugi „rozlew krwi” na Bliskim Wschodzie miał miejsce w roku 1956 w ramach tzw. kryzysu sueskiego. Egipski prezydent Naser znacjonalizował Kanał Sueski, z czym nie chciała pogodzić się Wlk. Brytania i Francja. Wykombinowali sobie tedy, że Izrael, oczywiście nie za darmo, uderzy na wojsko egipskie w strefie Kanału Sueskiego, wskutek czego żegluga zostanie wstrzymana. Wtedy Wielka Brytania i Francja, w interesie pokoju światowego i swobody żeglugi, wezwała obydwie strony konfliktu do wycofania się ze strefy Kanału, Izrael, po zainkasowaniu honorarium, się wycofa, a wojsko egipskie – nie, jako że jest przecież u siebie. Wtedy w strefie Kanały wylądują angielscy i francuscy spadochroniarze i w ten sposób obydwa te państwa odzyskają kontrolę nad Kanałem Sueskim. I tak się stało – ale nie na długo – bo obydwa państwa obiecały amerykańskiemu prezydentu Eisenchoweru, że nie będą interweniować. Kiedy okazało się, że go oszukały, kazał im się wycofać ze strefy Kanału – co z podkulonymi ogonami uczyniły.

Kolejny rozlew krwi na Bliskim Wschodzie nastąpił w ramach „wojny sześciodniowej” w roku 1967, w której armia izraelska rozgromiła kraje arabskie i powiększyła obszar Izraela o terytoria okupowane. Kolejny rozlew krwi nastąpił w roku 1973, pod nazwą „wojny Jom Kipur”, rzeczywiście sprowokowanej przez arabskich sąsiadów Izraela. Ani w tych wojnach, ani w późniejszych wojnach mniejszego kalibru, „reżim ajatollahów” w Teheranie nie brał udziału po pierwsze – że przed 1978 rokiem, kiedy te wojny się odbywały, jeszcze nie istniał, a po drugie – nie brał udziału, a w każdym razie – udziału bezpośredniego – w wojenkach mniejszego kalibru, które z reguły inspirował Izrael, wykorzystując amerykańskich twardzieli do politycznego obezwładniania krajów leżących na obszarze „Wielkiego Izraela” („od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej – rzeki Eufrat”). Te kraje są już politycznie obezwładnione, więc Izrael, wodząc za nos amerykańskich twardzieli, zaszczepił im „Epicką furię”, by wyeliminować Iran, który idei „Wielkiego Izraela” bruździ.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Duch [klęsk] Churchilla podąża za Trumpem

Duch Churchilla podąża za Trumpem

Date: 30 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/duch-churchilla-podaza-za-trumpem/

Istnieje pewna kwestia, która zjednoczyła Zachód tuż po zakończeniu II wojny światowej, a mianowicie kult Churchilla, którego Trump pozostaje zagorzałym wielbicielem – do tego stopnia, że na swoim biurku trzyma popiersie owego angielskiego mężu stanu.

Ale gdyby Hitler – w swojej patologicznej obsesji na punkcie “Lebensraum’u” – zaczął najpierw od pokonania Wielkiej Brytanii, zamiast połamania sobie zębów na Związku Sowieckim, dziś o Churchillu mielibyśmy zupełnie inne wyobrażenie: wcale nie jako o polityku, który z ogromną determinacją ocalił imperium brytyjskie, ale jako o elitarnym konserwatyście i podżegaczu wojennym, który wpędził swój kraj w poważne kłopoty. Churchill wiedział, że może liczyć na Stany Zjednoczone i ich zamiar przystąpienia do konfliktu: jego determinacja była determinacją lokalnego wielmoży, który miał zapewnione wsparcie.

Nie skupiajmy się jednak zbytnio na tym fakcie, ponieważ istnieje coś, co mogłoby połączyć Trumpa i Churchilla o wiele silniej: to właśnie ten ostatni – pełniąc funkcję pierwszego lorda Admiralicji w latach 1911–1915 – był pomysłodawcą operacji desantowej w Dardanelach, znanej również jako kampania na półwyspie Gallipoli, która zakończyła się jedną z najbardziej upokarzających porażek w historii Anglii. wikipedia.org/wiki/Gallipoli_campaign

Chcąc przejąć kontrolę nad Cieśniną Dardanelską, która znajdowała się wówczas w rękach Turcji – ówczesnego Imperium Osmańskiego i sojusznika państw centralnych – aby umożliwić przepływ statków i dostaw do i z Rosji, Churchill zaplanował i przeforsował tęże szaloną próbę inwazji, sądząc, że armia turecka jest zdezorganizowana, słaba i niemal anachroniczna.

Pomysł polegał na sforsowaniu cieśniny przez flotę angielsko-francuską, która następnie miała wysadzić siły inwazyjne, które w wyobraźni Churchilla miały w krótkim czasie dotrzeć do Stambułu. Zakładano, że zdecydowana akcja morska w połączeniu z desantem szybko wywoła bunt ludności przeciwko rządowi Envera Paszy i zmusi Osmanów do kapitulacji.

Były to jednak złudzenia, ponieważ dowództwo nad tureckimi oddziałami sprawowali oficerowie niemieccy, a także dlatego, że forty w Dardanelach były bronione przez doskonałe działa firmy Krupp – w szczególności przez haubice kalibru 152 mm, które były również bardzo mobilne i mogły być nieustannie przemieszczane, co pozwalało uniknąć ostrzału morskiego; i wreszcie dlatego, że Turcy – w momencie, gdy zostali zaatakowani – w ogóle nie myśleli o buncie.

Już sama wstępna kampania morska okazała się katastrofą – wiele okrętów zostało poważnie uszkodzonych lub zatopionych, w tym trzy pancerniki i jeden krążownik liniowy. Doprowadziło to do wniosku, że kwestii tej nie da się rozwiązać wyłącznie z daleka, tj. przy pomocy ciężkiej artylerii okrętowej i konieczne będzie przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę operacji desantowej: efektem tego było 250 tysięcy ofiar śmiertelnych [z obu stron md] na przestrzeni roku bezsensownych starć, aż do momentu, gdy wojska Ententy zostały zmuszone do wycofania się, ale stało się to nie wcześniej niż po zastąpieniu Churchilla przez lorda Balfoura, któremu – po zakończeniu wojny – zawdzięczamy zaaranżowanie Bliskiego Wschodu w sposób, jaki znamy.

W zeszłym tygodniu, Douglas MacGregor zwrócił uwagę na niepokojące podobieństwo do tego, co administracja Trumpa próbuje osiągnąć podczas wojny z Iranem. Ostrzega on, że jakiekolwiek siły amerykańskie, które spróbują wylądować na którejś z wysp Zatoki Perskiej lub na wybrzeżu Cieśniny Ormuz, poniosą katastrofalne straty z powodu potężnej siły ognia, jaką dysponuje Iran. I nie chodzi tu tylko o uzbrojenie: podobnie jak w przypadku Dardaneli, irańskie wybrzeże jest dość niedostępne i otoczone górami, więc trudno będzie przedostać się dalej niż na pierwsze odcinki plaży – nawet jeśli okręty zdołają dotrzeć do nich na odpowiednią odległość – nie ulegając wcześniej zniszczeniu lub zatopieniu przez irański ostrzał.

Jak pisze znany komentator: „Arogancja prezydenta, który uchylił się od służby wojskowej podczas wojny w Wietnamie, w połączeniu z infantylną i psychotyczną postacią sekretarza ds. wojny oraz hollywoodzkim wizerunkiem bohatera w stylu Churchilla, to przepis na katastrofę”.

Trump ma wprawdzie popiersie Churchilla na swym biurku, ale jest nader mało prawdopodobne, by posiadał jakąkolwiek wiedzę historyczną i zdawał sobie sprawę z tego, że jego idol był sprawcą bezsensownej rzezi, która kosztowała go stanowisko. Prawdopodobnie nie wie też, że to właśnie Churchill przekonał administrację Eisenhowera do rozpoczęcia operacji zmiany reżimu w Iranie w roku 1953, po tym jak premier Mohammad Mossadeq znacjonalizował przemysł naftowy kraju, znajdujący do tamtej pory w rękach Brytyjczyków, jak również takich wpływowych akcjonariuszy, jak dynastia Sabaudów. Ale to już inna historia. To MI6 przeprowadziło całą operację, która wyniosła na tron szacha, tak uwielbianego przez światowe magazyny plotkarskie, a który w rzeczywistości był niczym innym jak okrutnym dyktatorem.

Tak więc, (mówiąc obrazowo) duch Churchilla unosi się nad głową Trumpa: niemal jako alfa i omega trwających sto lat wysiłków zmierzających do podporządkowania.

INFO: ilsimplicissimus2/lombra-di-churchill-insegue-trump

Poglądy karpi i neo-pogan. MEM-y III.

—————————————-


————————————————–

————————————————-

———————————————-

——————————————-

—————————————

———————————

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

WYCIEKŁO PLANOWANIE ATAKU JĄDROWEGO NA IRAN?

Specjalny konsultant Organizacji Narodów Zjednoczonych REZYGNUJE – 48 godzin później WYCIEKA PLANOWANIE ATAKU JĄDROWEGO NA IRAN.

Muhammad Safa był Dyrektorem Wykonawczym i Głównym Przedstawicielem Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, dla „PVA” – „Specjalnej Grupy Konsultacyjnej” zajmującej się kwestiami Praw Człowieka.

Zrezygnował kilka dni temu, a w niedzielę UJAWNIŁ PLANOWANY ATAK JĄDROWY w konflikcie z Iranem.

=========================================

Oto list Safa o rezygnacji z Organizacji Narodów Zjednoczonych.

W niedzielę, 29 marca 2026 r., pan Safa opublikował informacje o tym, co według niego jest PLANEM BOMBARDOWANIA JĄDROWEGO IRANU omawianym w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Tłumaczenie listu:

27 marca 2026 roku

Ekscelencje, 
po wielu refleksjach, po trzech latach cierpliwości, odkąd chciałem zrezygnować w 2023 roku, i po tym, jak stało się dla mnie jasne, że niektórzy Seniorzy ONZ służą potężnemu lobby, a nie ONZ, postanowiłem zawiesić wszystkie moje obowiązki głównego PVA,
Przedstawiciela przy ONZ w Nowym Jorku, Genewie i Wiedniu oraz we wszystkich komitetach/grupach ONZ, których jestem członkiem. Nie mogę z czystym sumieniem być częścią ani świadkiem tego, co dzieje się w czasie, gdy najwyżsi urzędnicy ONZ odmawiają opisania tego, co dzieje się w Gazie jako ludobójstwo, co dzieje się w Libanie jako zbrodnia wojenna i czystki etniczne, że wojna z Iranem jest nielegalna zgodnie z prawem międzynarodowym, że Iran nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla pokoju na świecie i wyraźnie nie chcą oskarżać Izraela i Stanów Zjednoczonych o łamanie prawa międzynarodowego i popełnianie zbrodni wojennych – skutecznie chroniąc
decydentów od takiego określenia – wszystko z powodu presji ze strony potężnego lobby. 

Od 2015 roku od dawna popieram cele i wartości Organizacji Narodów Zjednoczonych, ustanowione w następstwie II Wojny Światowej w celu promowania pokoju i dobrobytu. Do października 2023 roku byłem jednym z mistrzów ziemi ONZ, krytycznym głosem dla prawa międzynarodowego, praw człowieka i klimatu. 

Po tej dacie lobby narzuciło nowy porządek świata, a wszystko zaczęło się w Gazie, a kiedy wyraziłem swoje obawy i przedstawiłem inną perspektywę, znalazłem się w obliczu szeregu problemów, krytyki i zarzutów. Otrzymałem groźby śmierci dla mnie i mojej rodziny, a ONZ mnie porzuciła. Otrzymałem kary finansowe, a ONZ mnie porzuciła. Teraz jestem cenzurowany w ONZ, odmawia się mi prawa do wolności wypowiedzi.

Nie przez ONZ, na początku tego roku WYŻSI URZĘDNICY I wpływowi dyplomaci, wspierani przez globalne media i algorytmy mediów społecznościowych, wdrożyli kampanię dezinformacyjną, twierdząc, że Iran jest zagrożeniem nuklearnym i zasiali nastroje prowojenne, aby zachęcić do wojny z Iranem w całym regionie, kontynuując swój własny program.

To lobby zostało wykorzystane do oszukania was, że uwierzycie, że Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla pokoju na świecie. To było kłamstwo i jest to ta sama taktyka stosowana do popełnienia ludobójstwa w Gazie i ta sama taktyka jest obecnie stosowana do czystek etnicznych i okupacji Libanu. 

ONZ nie może ponownie popełnić tego błędu. Dopóki proces reform nakreślony przez Sekretarza Generalnego ONZ nie będzie sensownie wdrożony, żałuję, że muszę zawiesić wszystkie moje obowiązki.
Z poważaniem,

Dyrektor Wykonawczy i główny przedstawiciel w ONZ
Mohamad Safa
=========================

===================================================

==================================

news18.com/world/nuclear-attack-on-iran-un-diplomat-makes-shocking-claim-before-resigning

Odnośniki:

news18/world/nuclear-attack-on-iran-un-diplomat-makes-shocking-claim-before-resigning

Bliski koniec Izraela? Jaki??? Nie odejdzie bez zbrodni.

Bliski koniec Izraela?

Ryszard Kulczyński

Właśnie ukazał się najnowszy wywiad Glenna Diesena z pułkownikiem Lawrence Wilkersonem, który zawiera niezwykle krytyczną i niepokojącą analizę konfliktu z Iranem i przyszłości Izraela.

Pułkownik Wilkerson zdobył doświadczenie z pierwszej ręki w sercu amerykańskiej potęgi: Jako oficer Armii Stanów Zjednoczonych, profesor, a później kluczowa postać w szkoleniu wojskowym, ale przede wszystkim jako szef sztabu Colina Powella (2002-2005), w procesie decyzyjnym podczas wojny w Iraku.

Zarządzanie Trumpa i wpływ Netanjahu 

Wilkerson uważa, że prezydent Trump jest „po szyję” w kryzysie, w którym nie wie, jak sobie poradzić i że wykorzystuje ciągłe odliczanie do niszczenia irańskiej infrastruktury aby po prostu „kupić czas.”

Według pułkownika Trump został wciągnięty do tej wojny przez Benjamina Netanjahu, który najwyraźniej nie ma współczucia dla amerykańskiego prezydenta i jest gotów „zabrać go ze sobą do piekła.”

Krytyka amerykańskiej strategii wojskowej

Wilkerson nazywa kierownictwo obecnego dowództwa wojskowego „najgorszym”, jakie kiedykolwiek widziano. Potępia niewłaściwe użycie sił operacji specjalnych (takich jak Rangers i 160 Pułk Lotnictwa Operacji Specjalnych) w próbach szybkich uderzeń na wyspy w Zatoce Perskiej, mających na celu naśladowanie tego, co wydarzyło się w Wenezueli.

Twierdzi, że nie ma jasnej misji i że przywódcy wojskowi marnują miliardy bez rezultatów.

Możliwy upadek Izraela

Jednym z najpotężniejszych aspektów wywiadu jest przepowiednia, że Izrael zniknie jako państwo żydowskie w Lewancie.

Izrael może zniknąć i rozpocząć atak nuklearny:

Wilkerson przytacza kilka oznak tego zbliżającego się upadku:

Kryzys personalny:
Wezwanie dodatkowych 400 000 rezerwistów jest postrzegane jako akt desperacji, biorąc pod uwagę, że 30% z poprzednich 300 000 nie zgłosiło się.

Porażka militarna: 
IDF nie udało się pokonać Hamasu w Gazie i ponosi ciężkie straty w Libanie przeciwko Hezbollahowi.

Upadek wewnętrzny: 
Wilkerson opisuje izraelskie przywództwo ogarnięte histerią i wojsko na skraju upadku strukturalnego.

Ryzyko nuklearne: 
pułkownik przytacza informacje otrzymane od profesora Teda Postola, zgodnie z którymi istnieje 75-80% prawdopodobieństwo, że Iran ma już broń jądrową i technologię montażu jej na rakietach. [MAEA zaprzecza. Rozsądek również md]

Wyraża również obawę, że Netanjahu, jeśli zostanie zapędzony do kąta, może zdecydować się „wypuścić dżina z butelki” i jako pierwszy użyć broni jądrowej, wywołując globalną wymianę z udziałem Rosji i Chin.

Globalne konsekwencje gospodarcze

Wilkerson ostrzega, że świat jest już w recesji i zmierza w kierunku globalnej depresji.
Blokada Cieśniny Ormuz, gdzie utknęło około 4000 statków, zakłóca dostawy kluczowych surowców, takich jak hel (niezbędny do wyrafinowanych chipów) i mocznik, rzucając światową gospodarkę na kolana.

Ocena przywództwa USA

Analiza kończy się ostrym atakiem na przywództwo Waszyngtonu, charakteryzującym je jako zbiór „głupców” i „pawianów” (w szczególności cytując takie postacie jak Pete Hegseth i Mike Johnson), którzy używają religii jako broni politycznej i nie mają wiedzy technicznej, szczególnie w krytycznych obszarach, takich jak zarządzanie energią jądrową.

Według Wilkersona ta „imperialna arogancja” wynika z błędnej interpretacji końca zimnej wojny, fałszywie postrzeganej jako zwycięstwo militarne, a nie sukces dyplomatyczny.

Wielkanoc świeckich i bezbożników. MEM-y II.

—————————–

—————————————————————

———————————————–

———————————————-

—————————————

———————————-

————————–

—————————-

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

TO jest prawdziwa ludzka tragedia. MEM-y I.

———————————————————

————————————

——————————————————

————————————————–

—————————————–

—————————————

——————————————-

——————————————————-

—————————————–

————————————

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

prof. Jarosław Bratkiewicz myslpolska/spichlerz-okrakiem-na-przedmurzu

[W wielu mie4jscach zdecydowanie nie zgadzam się z wnioskami prof. Bratkiewicza. Uważam, że upraszcza. Ale umieszczam, by co rozważniejsi, światlejsi Polacy mogli dyskutować. md]

Orsza

===========================

W dworach XIX-wiecznych uczono tańca, za punkt wyjścia biorąc jakiś znaczący element w wystroju sali, na przykład piec kaflowy. Od niego zaczynano taniec, czyli sekwencję wyszukanych kroków i figur.

Owa zasada choreograficzna nie mogła przyuczanych tancerzy nie konfundować – odtąd przed tańcami w nowej sali balowej pierwej wyszukiwali jakikolwiek piec, od którego z ulgą poczynali dygać, przytupywać i ciąć hołubce. Takaż metodyka przyświecała PiSowskim ministrom spraw zagranicznych, którzy w rokrocznych exposés w Sejmie opowieść swą wysnuwali od tego samego pieca – zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Zaborcza Rosja, konszachtujące Niemcy, pazerna UE – wszystko to nakazywało, żeby całą Polskę stawiać na nogi do alertu. I konsolidować naród polski wokół cnót patriotyzmu i niepodległości, przeplatających się niczym dwa węże na kaduceuszu dzierżonym przez PiS. A przy tym budować system autorytarny wokół władzy PiSowskiej, która środkami nadzwyczajnymi gromiła zdradę wewnętrzną i dumnie odpierała podchody z zewnątrz.

Jednak i rządząca obecnie PO trąbi ile sił na alarm: Rosja kołoszmaci Ukrainę i niczym gigantyczny jaszczur pełznie ku Polsce, by i tutaj zaspokoić swą żarłoczność. Rząd Donalda Tuska adoruje kwestię bezpieczeństwa jako metacel, jako „bezpieczeństwo ponad wszystko”. Tu się znów zawiązuje POPiS-owa spójnia. Minister SZ Radosław Sikorski powiedział w swym wystąpieniu w Sejmie 26 lutego: „bezpieczeństwo jest warunkiem realizacji wszystkich innych celów państwa”. Myśl to niby niezaprzeczalna, choć równie jałowa jak skandowanie o patriotyzmie i niepodległości.

Czczość tych zawołań na tym polega, że ani bezpieczeństwa, ani niepodległości nie zapewni się bez czynników pierwiastkowych, jakimi dla państwa są materialne zasoby oraz kultura organizacji i zarządzania. Czyli bez dynamiki rozwojowej. Rozwój inwestuje w bezpieczeństwo, ono zaś ułatwia dalszy rozwój. Bez niego w obronie ojczyzny ostaje się tylko modlitewne chlipanie, chorał patriotyczny i bohaterszczyzna.

Czynnik rozwoju pulsował w Polsce za ostatnich Piastów. Za Jagiellonów zaś potencjał modernizacyjny, który Polska zakumulowała za panowania Kazimierza Wielkiego, transferowano w znacznej mierze na obszary rusko-litewskie, słabiej rozwinięte i nadto spustoszone przez Mongołów i Tatarów. W tym uwyraźniła się płytkość geostrategiczna obcej w końcu, mentalnie eurazjatyckiej – polecam tu fundamentalną pracę Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło – polityki Jagiellonów. Kiedy nurt piastowski zmierzał ku temu, żeby odwojować ziemie należące do Polski za pierwszych Piastów oraz podporządkować sobie Zakon Krzyżacki, a zapewne i włączyć tereny państwa zakonnego do Polski, Jagiellonowie z wykorzystaniem polskiego potencjału ludzkiego i po-piastowskiej schedy materialnej pasowali się z Moskwą o dziedzictwo Rurykowiczów. Co wessało Polskę cywilizacyjnie w bajora, stepy i ostępy Eurazji Przedniej.

Uzyskanie rozległych obszarów rolnych na Rusi negatywnie odcisnęło się na logice rozwoju socjoekonomicznego w Koronie. Nadwyżka ludności wiejskiej, która z reguły szukała w miastach azylu przed uciskiem feudalnym, podążyła teraz na ruski wschód. Dopływ ludności polskojęzycznej do miast w czasach jagiellońskich gwałtownie się skurczył, powodując z czasem ich uwiąd. Bujnie rozkwitła natomiast na Kresach gospodarka rolna, wskutek czego w XVI wieku – kiedy Europę Zachodnią ogarnęła gorączka handlu zamorskiego i podbojów kolonialnych, na czym stopniowo osadzała się nowoczesność industrialna – Pierwsza Rzeczpospolita uwsteczniała się, reaktywując pańszczyznę i wtórny feudalizm. Przeistoczywszy się w „demokrację szlachecką”, sekowała miasta jako siedliska sromoty kupiecko-lichwiarskiej. I wyistotniła swoje „objawione przeznaczenie” jako europejskie Przedmurze i Spichlerz. Jako Przedmurze haratała się z Tatarami i Turkami, kozactwem siczowym i państwem moskiewskim, ze zmiennym szczęściem. Atoli idea Przedmurza posypała się, gdy Rosja z eurazjatyckiej Moskwy przeistoczyła się, dzięki reformom modernizacyjnym Piotra I, w potężny, orientujący się na Europę, Petersburg. Wyrąbawszy w wojnach ze Szwecją bałtyckie „okno na Europę”, imperium rosyjskie uznało za celowe wyważyć „drzwi do Europy” poprzez Rzeczpospolitą, od końca XVII wieku zacofaną, bigoteryjną i kulturowo bardziej eurazjatycką niż sama Rosja petersburska.

Wszczynając w XVIII i XIX wieku samobójcze powstania, Polacy kultywowali rytuał Przedmurza; z kolei zbawienia ekonomicznego upatrywali w agraryzmie, czyli w idealizacji Spichlerza. Wobec uprzemysłowionego Zachodu pozycjonowali się jako kompradorzy wyprzedający surowiec. Oba te podejścia obsuwały potencjał polski: Spichlerz nie dostarczał nowoczesnych mocy do walki (skoro brakowało zasobów przemysłowych, zwłaszcza industrii zbrojeniowej), a to z kolei rzutowało na mierne wykonawstwo Przedmurza, skoro przeciw karabinom wystawiano kosynierów, a później przeciw czołgom – kawalerię. Przedmurze i Spichlerz uśredniowieczniły Polskę na trzy nowożytne stulecia.

Sarmackie mitologemy nadal kołyszą polskie poczucie dostatniości i siły. Obfitość kiełbas i szynek (których deficyt w czasach PRL-u zwiastował rychłą społeczną ruchawkę) oraz innych towarów masowej konsumpcji w dzisiejszej Polsce nie wyczula Polaków na fakt, że za tym może się kryć pułapka tzw. średniego dochodu w skali rozwojowej. Czyli rozwoju spowolnionego, gdzie zasobność konsumpcyjna Polski będzie trwała, ale nie wykiełkuje w niej postindustrialny przełom ku mocarstwowości, co się dokonać może tylko za sprawą polskiej informatyki, nanotechnologii, sztucznej inteligencji. Przełomu na pewno nie wyrychtują popłuczyny z idei Przedmurza i Spichlerza, ani nie wyczaruje wzmożenie patriotyczne, o które gorliwie modli się Jarosław Kaczyński. Wygenerować go może jedynie gigantyczny zastrzyk środków na badania naukowe, na szybkie ścieżki dla nowatorstwa, na kult innowacyjności.

Polskie mesjańskie Przedmurze dawno wykruszyło się do miary okopów niewydolności zbrojeniowej i organizacyjnej armii polskiej (nie mówiąc już o powstańcach), która nie tylko Europy, ale i własnego kraju nie była w stanie obronić w roku 1792, 1794, 1813, 1831, w latach 1863-1864. Powie ktoś, że w 1920 roku przedmurze warszawskie odparło nacisk Armii Czerwonej, warto jednak pamiętać, że Wojsko Polskie mało przeciw sobie zanarchizowane hordy nihilistów i przestępców – czyli ówczesną Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną. Natomiast 19 lat później inna armia, niemiecka, wysoce profesjonalna i znakomicie wyposażona, szybko obezwładniła Polskę, zadając jej klęskę zgoła cywilizacyjną.

W walkach we wrześniu 1939 roku wojskom polskim nie brakło wzmożenia patriotycznego i ofiarności, nie starczało natomiast broni najnowszej generacji, zawiodło też wyszkolenie do działań na nowoczesnym polu walki. Spichlerzem – a Druga RP pozostawała krajem głęboko agrarnym – niepodobna było mierzyć się z potęgą modernizacji i uprzemysłowienia w Niemczech (i całym świecie zachodnim, do którego Rzeczpospolita nieszczególnie przystawała). Zbożem i wieprzowiną nie ufortyfikuje się Przedmurza tak, by się oparło nowoczesności.

Droga dziejowa zwiodła Polskę na manowce przed-nowoczesności, w której pięćset lat temu ugrzęzły pierwociny polskiego myślenia merkantylistycznego. W zaściankach i pałacach magnackich nikomu nawet nie przychodziło do głów (z reguły zapijaczonych), by myśleć o handlu zamorskim, o rozwoju manufaktur i przemysłu, o budowaniu siły państwa w oparciu o pomnażanie przedsiębiorczością, zapobiegliwością i pracą bogactwa narodowego. Dzisiejszemu pokoleniu Polaków przyjdzie się tedy zmierzyć z gigantycznym zaniedbaniem dziejów Polski – jej poronioną nowoczesnością.

prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2026)

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej

Jak Ukraina zbudowała sieć szpiegowską w Unii Europejskiej?

Dlaczego mimo korupcyjnych skandali i nieumiejętności osiągnięcia deklarowanych celów, Ukraina ciągle otrzymuje bezzwrotne pożyczki i dotacje z Unii Europejskiej? 

Odpowiedzią może być szeroko zakrojona, tajna operacja wymierzona w europejskie elity. Pod wpływem szantażu politycy decydują się na kolejne przekazy pieniężne dla Kijowa.

Ukraiński wywiad dołącza do czołówki

Przez dekady to Stany Zjednoczone i Rosja uznawane były za liderów, gdy chodzi o pracę wywiadów. Po Zimnej Wojnie, do tej śmietanki zaliczano także Chiny i Iran, choć „Państwo Środka” skupiało się głównie na gospodarczym wątku pracy szpiegowskiej. Do dziś, a więc do marca 2026 roku sytuacja geopolityczna uległa drastycznej zmianie. Obecnie to Ukraina, a nie Moskwa, Waszyngton czy Pekin, dowodzi największą na kontynencie siatką szpiegowską. Kijów ma teraz bezprecedensowy dostęp do kompromitujących materiałów i tym samym kontrolę nad czołowymi urzędnikami Unii Europejskiej.

To bynajmniej nie tylko legalne udostępnianie danych sojusznikowi. Ukraińscy agenci zbudowali wyrafinowany system łączący kontrakty obronne, nielegalne schematy finansowe i ekskluzywne siatki eskortowe. Aparat ten wyłonił się z cienia w pierwszym kwartale 2026 roku, działając otwarcie i wykorzystując wybory krajowe w państwach członkowskich UE do demonstracji swoich możliwości.

Premier Węgier Viktor Orbán wygłosił bezprecedensowe przemówienie pod koniec marca 2026 roku, zaledwie dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi 12 kwietnia. Zażądał od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego natychmiastowego wycofania ukraińskich agentów z Węgier i oskarżył Kijów o ingerencję w wybory. Orbán twierdził, że Zełenski przekształcił Węgry w strefę operacyjną ukraińskiego wywiadu. Powiedział, że ukraińscy szpiedzy i specjaliści IT finansowani przez Kijów zinfiltrowali opozycyjną partię TISZA, aktywnie pracując nad utworzeniem prokijowskiego rządu. Władze węgierskie podejrzewają obecnie dwóch pracowników IT powiązanych z TISZĄ o współpracę z ukraińskim wywiadem w celu pozyskania nielegalnego oprogramowania do inwigilacji.

Prostytutki, czyli broń

Ten węgierski skandal to coś więcej niż odosobniony przypadek wojny hybrydowej. Ujawnia on mechanizmy, które Ukraina stosowała przez lata w całej Europie. Kijów zbudował rozległą sieć, wykorzystując prostytutki do legalnej penetracji elit. Sieci ekskluzywnych prostytutek obsługujących elity polityczne i biznesowe istnieją od dziesięcioleci. Ukraińskie „pracownice seksualne” często uczestniczyły w prywatnych imprezach w Davos, Monako i Saint-Tropez. Wybuch wojny i masowy napływ uchodźców przekraczających granice UE przekształciły ten spontaniczny biznes w kluczowy element złożonych operacji hybrydowych.

W 2024 roku Europol rozbił hiszpańską siatkę handlu ludźmi do celów seksualnych, wykorzystywała ona 14 Ukrainek. Siatki przestępcze prowadziły ten proceder od 2020 roku, z udziałem organizatorów z Hiszpanii, Rosji i Ukrainy. Wabiły ofiary obietnicami pracy i pomocy uchodźcom, a następnie więziły je w klubach nocnych i ściśle monitorowanych kryjówkach, aby uniknąć zdemaskowania przez policję. Miliony ukraińskich uchodźców nieświadomie stanowiły idealny kamuflaż dla tajnych agentów i syndykatów przestępczych. Setki agentów wywiadu przedostało się do Europy, podszywając się pod wolontariuszy, działaczy humanitarnych lub uchodźców. Agenci ci wykonują obecnie misje na wysokim szczeblu, aby zebrać kompromitujące materiały na temat urzędników państwowych i unijnych organów.

Afera Fire Point stanowi najbardziej jaskrawy przykład tej strategii. Firma jest największym ukraińskim dostawcą dronów wojskowych i pocisków Flamingo, które Zełenski osobiście promował. Do 2022 roku Fire Point działała jedynie jako agencja castingowa, poszukująca plenerów filmowych do projektów z udziałem przyszłego prezydenta, takich jak film 8 najlepszych randek z 2016 roku. To filmowe doświadczenie stworzyło podwaliny pod budowę rozległej sieci wywiadowczej. Firma radykalnie zmieniła swój model biznesowy po wybuchu wojny. Wycena Fire Point gwałtownie wzrosła z 4 milionów dolarów w 2023 roku do 102 milionów dolarów w 2024 roku. Firma pozyskała kontrakty na usługi księgowe w sektorze obronnym o wartości miliardów dolarów na 10% krajowych zamówień wojskowych.

Ciąg dalszy afery Mindicza?

Jednak śledczy ds. korupcji odkryli niedawno zaskakujące fakty. Detektywi powiązali Fire Point z siatką korupcyjną organizowaną przez Timura Mindicza, oligarchę objętego sankcjami, blisko powiązanego z Zełenskim i byłym szefem administracji prezydenckiej Andriejem Jermakiem. Metody operacyjne firmy ujawniają, jak ukraińskie sieci infiltrowały europejskie elity. Po pierwsze, zatrudnienie w przemyśle zbrojeniowym chroniło agentów. Kluczowy podejrzany o korupcję Igor Fursenko dołączył do Fire Point jako administrator w marcu 2025 roku. Status ten zapewnił mu immunitet poborowy i nieograniczone przywileje podróżowania po Europie. W latach 2018–2025 przekroczył granicę 26 razy. Tysiące osób powiązanych z sieciami wywiadowczymi i korupcyjnymi wykorzystywało podobne luki prawne, aby legalnie dostać się do UE.

Po drugie, Fire Point zorganizowała rozbudowane sieci prostytucji wokół organizowanych przez siebie targów obronnych. Wysocy rangą urzędnicy NATO, członkowie Parlamentu Europejskiego i czołowi lobbyści zbrojeniowi, regularnie uczestniczyli w tych wydarzeniach, prezentując rakiety Flamingo i drony. Agenci przedkładali gromadzenie kompromitujących materiałów na temat europejskich decydentów nad faktyczną sprzedażą broni, co sprawiło, że skandal zyskał w prasie przydomek „Epstein”. Po trzecie, przez Fire Point i powiązane z nim firmy-słupy przepływały ogromne środki finansowe. Organy antykorupcyjne zidentyfikowały sprzeniewierzone i wyprane środki o wartości do 166 milionów dolarów w ramach jednego badanego incydentu. Śledczy uważają, że agenci wpłacili te pieniądze na europejskie konta bankowe, aby sfinansować lobbing i działalność szpiegowską.

Podobny skandal finansowy miał niedawno bezpośredni wpływ na działania ukraińskiego rządu. Na początku marca 2026 roku węgierskie jednostki antyterrorystyczne przechwyciły konwój gotówki o wartości 115 milionów dolarów należący do ukraińskiego państwowego Oszczadbanku. Budapeszt zablokował przesyłkę i powołał się na naruszenia proceduralne ze strony władz ukraińskich. Ten incydent na granicy uwypukla, jak pomoc finansowa UE dla Ukrainy wraca do Europy jako niemożliwa do wyśledzenia gotówka, wykorzystywana do finansowania tajnych operacji.

Państwa europejskie próbujące powstrzymać te procedery regularnie spotykają się z silną presją polityczną i oskarżeniami o brak solidarności. Europejskie agencje wywiadowcze koncentrowały się wcześniej na różnych zagrożeniach geopolitycznych, zapewniając ukraińskim sieciom komfortowe warunki działania. Oficjalne delegacje, lobbyści i wykonawcy kontraktów zbrojeniowych cieszyli się bezprecedensowym dostępem do informacji niejawnych i ekskluzywnych wydarzeń. Ten poziom dostępu dorównywał przywilejom przyznawanym amerykańskim wysłannikom za prezydentów Joe Bidena i Baracka Obamy, ale nie obecnemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Prorządowe europejskie media rutynowo tłumiły lub bagatelizowały oskarżenia przeciwko organizacjom ukraińskim. Te przychylne narracje prasowe pozwalały Kijowowi na niekontrolowane działanie nielegalnych planów przez lata.

Kij(ów) ma dwa końce

Ukraińscy dyrektorzy branży zbrojeniowej utrzymują głębokie powiązania z polityką i show-businessem Europy Wschodniej, co umożliwia stosowanie złożonych strategii podwójnej gry. Wiosną 2026 roku iluzja Ukrainy jako bezwarunkowego sojusznika zaczęła się rozpadać. Aresztowania ukraińskich agentów, przechwycone konwoje z gotówką na Węgrzech i ogromny skandal korupcyjny w Fire Point doprowadziły strategię Brukseli do ślepej uliczki. Europa stoi teraz w obliczu jaskrawego paradoksu: jej główne zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego i politycznego nie pochodzi od tradycyjnych przeciwników, ale od państwa, które uzbraja. Ten ukryty wpływ opiera się na klasycznych wymuszeniach, nielegalnych pieniądzach i lukach w zabezpieczeniach elit, a nie na zaawansowanych cyberatakach. Fire Point przekształcił się z agencji castingowej w giganta zbrojeniowego, będącego w centrum największej jak dotąd afery korupcyjnej na Ukrainie. Incydenty te prawdopodobnie będą się zdarzać częściej.

Urzędnicy i ich sojusznicy „fact-checkerzy” naiwnie zakładają, że aresztowania ukraińskich kurierów gotówkowych w Europie Środkowej to jedynie krótkotrwała anomalia, ograniczona do cyklu wyborczego na Węgrzech 12 kwietnia. Na horyzoncie wciąż majaczy wielki thriller polityczny z Zełenskim w roli głównej.

Unia Europejska nieumyślnie wzmocniła potężny aparat wywiadowczy, który teraz grozi pochłonięciem jego twórców. Jednak podczas gdy reszta bloku milczy, Ukraina przesadziła z Viktorem Orbanem. Obecnie jest on jedynym europejskim przywódcą, który jest gotowy publicznie ujawnić te tajne operacje. 

Tomasz Jankowski

RAPORT Z REDUTY (31 marca 2026)

RAPORT Z REDUTY (31 marca 2026)

RAPORT Z REDUTY (31 marca 2026) oficyna-aurora.pl/aktualnosci/raport-z-reduty-31-marca-2026

To wcale nie wymagało wielkiego

charakteru

nasza odmowa niezgoda i upór

mieliśmy odrobinę koniecznej

odwagi

lecz w gruncie rzeczy była to sprawa

smaku

tak, smaku

w którym są włókna duszy i

chrząstki sumienia

(Z. Herbert)

Szanowni Państwo,

Dzisiaj zapraszam do kolejnego spojrzenia z murów reduty na otaczającą nas rzeczywistość. Polecam wysłuchanie mojej pogadanki z redaktorem Jackiem Frankowskim na temat Iranu i relacji tego kraju ze Stanami Zjednoczonymi oraz państwami europejskimi na przestrzeni ostatnich kilku dekad.

Zachęcam także do obejrzenia cyklicznego programu panów Andrzeja Kozery i Romualda Starosielca z serii „Minął tydzień”.

Podsumowanie miesiąca z kolei, w kontekście wojny w Iranie, przedstawił doktor Leszek Sykulski w rozmowie z redaktorem kanału „Chrobry Szlak” Kamilem Klimczakiem.

I wreszcie, proponuję zapoznanie się z najnowszą działalnością prokuratury, czyli walkę z polskim wydawnictwem wydającym jakże ważne dla Polaków książki. Na dedykowanej temu wydarzeniu konferencji Korony Konfederacji Polskiej o skandalicznym ataku na wydawnictwo Magna Polonia opowiada jego właściciel, obnażając przy tym brak podstawowej wiedzy historycznej pośród współczesnych zwolenników palenia książek nieprawomyślnych.

Sławomir M. Kozak

jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się – postaw kawę

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Strategia „Non serviam” w Gdańsku: Dlaczego Mystic Festival to realne zagrożenie duchowe?

Michał Rogalski 30/03/2026 polskakatolicka/strategia-non-serviam-w-gdansku-mystic-festival-to-realne-zagrozenie-duchowe

W chrześcijańskiej demonologii szatan rzadko działa wprost. Znacznie częściej pozostaje reżyserem – ukrytym, ale konsekwentnym. Jak uczy Kościół, zło nie jest jedynie brakiem dobra. Jest realną rzeczywistością, która swój szczyt osiąga w osobie szatana – bytu absolutnie zbuntowanego przeciwko Bogu. W czerwcu 2026 roku ten „reżyser” przygotowuje w Gdańsku spektakl wyjątkowo zuchwały. Zaplanowanie Mystic Festivalu dokładnie na dni Uroczystości Bożego Ciała nie jest przypadkiem. To publiczne i demonstracyjne wypowiedzenie słów Non serviam! (Nie będę służył!) w twarz Chrystusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie.

Teologia buntu: Walka o służbę człowiekowi

Teologia katolicka uczy, że upadek aniołów był wynikiem pychy. Według niektórych teorii bunt wybuchł, gdy Bóg ujawnił aniołom, że ich przeznaczeniem jest służba Synowi Bożemu, który przyjmie kruchą, ludzką naturę. Słowa „Nie będę służył!” odnosiły się właśnie do Wcielonego Boga – Jezusa Chrystusa.

Dlatego uderzenie w Boże Ciało – święto upamiętniające realną obecność Chrystusa pod postacią chleba – jest dla środowisk satanistycznych celem priorytetowym. W tym samym czasie, gdy wierni wychodzą na ulice, by oddać cześć Bogu, inna część przestrzeni publicznej zostaje zajęta przez wydarzenie, które celebruje bunt, chaos i negację porządku stworzenia. 

To nie jest zwykły koncert muzyczny. To ideologiczna próba zdominowania przestrzeni publicznej przez ducha pychy, który nienawidzi Chrystusowego człowieczeństwa.

Pułapka bałwochwalstwa: Magia nie działa, ale grzech zabija

Często słyszymy argument: „To tylko teatr, te symbole nie mają mocy”.

Kościół odpowiada jasno: magia nie ma realnej mocy sprawczej – gdyby ją miała, świat dawno ległby w gruzach. Kościół potępia jednak praktyki okultystyczne nie dlatego, że „działają” jak fizyczna siła, ale dlatego, że ten, kto się nimi zajmuje, grzeszy.

Świadome uczestnictwo w wydarzeniu, które drwi z Boga i profanuje święte znaki, jest aktem bałwochwalstwa. Człowiek nie jest zagrożony „urokiem” rzuconym ze sceny, ale własną decyzją o odwróceniu się od Stwórcy. 

I właśnie tu kryje się największe zagrożenie: organizatorzy Mystic Festivalu przekonują młodych ludzi, że to niewinna rozrywka, podczas gdy w rzeczywistości zastawiają na nich pułapkę – zachęcają do wejścia w przestrzeń, która oswaja bunt wobec Boga i ośmiesza wiarę. 

Lekcja z Kansas: Milczenie to zło

Największym zwycięstwem szatana jest albo przekonanie ludzi, że nie istnieje, albo przypisywanie mu zbyt dużej mocy, co rodzi paraliżujący strach. Jak zauważają eksperci z TFP (Tradition, Family and Property), oba te podejścia prowadzą do bierności. 

W stanie Kansas w Stanach Zjednoczonych (marzec 2025) katolicy odrzucili oba te błędy. Nie bali się demonicznych rytuałów, ale też nie zlekceważyli ich jako „nieistotnych”.

Dzięki mobilizacji 95 000 osób podpisujących petycję pokazali, że publiczne zło wymaga publicznego sprzeciwu. Skutecznie wywarli presję na władze, przypominając, że „milczenie w obliczu zła to zło”. 

Jeśli obok bluźnierstwa w Gdańsku przejdziemy obojętnie, damy sygnał, że nasze wyznanie wiary jest jedynie prywatnym sentymentem, a nie publiczną prawdą.

Doświadczenie z Kansas pokazuje, że także dziś nie jesteśmy bezsilni. 

Przeczytaj: Szatan pokonany w Kansas – Oto co się stało

Odpowiedź wiernych: rozeznanie, sprzeciw i wynagrodzenie

Zasięg działania złego jest ograniczony – szatan ma „chęć szkodzenia wielką, a moc minimalną”. Jego jedynym realnym narzędziem jest nasza zgoda na grzech. Dlatego nasza odpowiedź na czerwiec 2026 musi być konkretna:

Rozeznanie zagrożeń: Nie dajmy się uśpić narracji o „artystycznej prowokacji”. Bluźnierstwo to obiektywne zło moralne, które rani duszę uczestnika.

Sprzeciw: Petycja do władz Gdańska. Mamy prawo i obowiązek powiedzieć jasno: nie ma zgody na profanację świętości w przestrzeni publicznej. To nasz obowiązek wynikający z miłości do Boga.

Wynagrodzenie: Naszą odpowiedzią na szał buntu nie może być jedynie gniew, ale przede wszystkim wierność. Każdy krok w procesji Bożego Ciała, każda modlitwa i adoracja niech stają się aktem wynagrodzenia za zniewagi wobec Boga. 

Obrona Sacrum w Gdańsku to nie walka z muzyką. To walka o to, czy Bóg ma jeszcze prawo być obecny w naszym życiu publicznym bez szyderstwa i pogardy. Nie bójmy się – w towarzystwie Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa demony nie mają ostatniego słowa. 

Ale to od nas zależy, czy Go publicznie wyznamy. 

Podpisz petycję. Nie pozwól, by Twoje milczenie zostało odczytane jako zgoda. Stań w wyłomie razem z nami!

Im bardziej morderczy staje się Izrael, tym więcej słyszymy i czytamy o „antysemityzmie”

Im bardziej morderczy staje się Izrael,

tym więcej słyszymy o „antysemityzmie”

Caitlin Johnstone 30 marca 2026 r.

Czytanie Tima Foleya :

.youtube-nocookie.com/embed

caitlinjohnst-one/the-more-murderous-israel-gets

Zawsze, gdy Izrael zabija masę cywilów, zachodnie media zaczynają publikować artykuły o „antysemityzmie” i nastrojach anty-żydowskich.

Żydzi zaczynają się zastanawiać: Czy gdziekolwiek jest bezpiecznie? ” – głosił niedawno nagłówek w „The Wall Street Journal” z podtytułem „Znów jak w latach 30. XX wieku”. Wrogość wobec Żydów rośnie w krajach zachodnich, gdzie w ostatnich dekadach czuli się oni bezpiecznie.

Artykuł w The Atlantic zatytułowany „ Grzeczny pogrom w Kanadzie ” w dziwaczny sposób próbuje dowodzić, że „tolerancja dla fanatyzmu” w jakiś sposób „eliminuje Żydów z życia publicznego”.

Nagłówek w „Washington Examiner” głosi, że „ żydowscy wyborcy czują się 'politycznie bezdomni’, w obliczu wzrostu antysemityzmu po obu stronach ”.

Nagłówek w The Telegraph głosi, że „ Wielu Żydów wyczuwa w Wielkiej Brytanii w latach dwudziestych XXI wieku przerażające echa Niemiec z lat 30. XX wieku ”.

Zbrodniarz wojenny Tony Blair pisze artykuł dla The Free Press zatytułowany „ Dlaczego Zachód nie potrafi powstrzymać antysemityzmu ”.

[============================================

Frances „Cassandra” Coppola@Frances_CoppolaFrances_Coppola

What about 92 million people in Iran, 5 million people in Lebanon, 2.7 million people in the West Bank, and 2 million people in Gaza? Is anywhere safe for them?

The Wall Street Journal @WSJWSJ

A new Middle East war sparks another surge in antisemitism. Jews begin to wonder: Is anywhere safe? https://t.co/Fzook2jYxR

13:30 · 27 marca 2026 · 28,6 tys. wyświetleń Views


16 odpowiedzi Replies· 763 reposty Reposts· 2,65 tys. polubień Likes

=================================================

Tymczasem w rzeczywistości ludzie są bezlitośnie mordowani w Iranie, Libanie i Palestynie przez Izrael i jego sojuszników. Im bardziej obrzydliwe to się robi, tym bardziej agresywne staje się trollingowe zamartwianie się o „antysemityzm”.

W magazynie Jewish Chronicle ukazał się artykuł Maureen Lipman zatytułowany „ Czy świat ma pojęcie, jak zmęczony jest naród izraelski? ”, z podtytułem „Pewien bliski przyjaciel powiedział mi, że jego wnuki musiały wejść do swojego bezpiecznego pokoju ponad 200 razy od początku obecnej bitwy”.

„BBC i reporterzy na całym świecie nie zaglądają do schronisk, gdzie dzieci są uczone kłaść się na podłodze, gdy zawyją syreny” – pisze Lipman. „Nie informują też o zamknięciu szkół. Większość izraelskich dzieci opuszczała lekcje każdego dnia od czasu pandemii COVID-19. Czy media w ogóle zdają sobie sprawę z lęku przed osobami starszymi w Izraelu?”

Absolutnie niewiarygodne. Pisze tak, jakby Izraelczycy byli jedynym narodem na Ziemi, którego kraj jest bombardowany. Tylko syjoniści mogliby zrzucać bomby na sąsiednie narody każdego dnia przez lata, a potem mówić: „NIKT NA ŚWIECIE NIE MOŻE SOBIE WYOBRAZIĆ, JAK TO JEST ŻYĆ W STRACHU PRZED NALOTAMI!”

keewa 🇵🇸@keewakeewa

We do not care Maureen, not an ounce

12:39 · 26 marca 2026 · 680 tys. wyświetleń Views


3,22 tys. odpowiedzi Replies· 5,81 tys. repostów Reposts· 36 tys. polubień Likes

===============================================

Zachodni dziennikarze są pod tak ogromną presją, by poprawić wizerunek Izraela i promować izraelskie interesy informacyjne, że Associated Press opublikowała właśnie artykuł redakcyjny zatytułowany „ AP nazywa atak Izraela na Liban inwazją. Co to oznacza i dlaczego ma to znaczenie? ”, uzasadniając swoją decyzję o nazwaniu tego, co jest ewidentnie i bezsprzecznie inwazją, tym, czym jest.

Nigdy nie widzieliście, żeby zrobili to z Ukrainą. Nigdy nie widzieliście, żeby media długo debatowały nad tym, jak to nazwać, a potem publikowały artykuły w stylu: „Będziemy to nazywać rosyjską inwazją, jesteśmy prawie pewni, że tak się to nazywa, proszę, nie gniewajcie się na nas!”. Tak bardzo boją się zwolenników Izraela i jak bardzo czują presję, by bez względu na wszystko trzymać się imperialnej linii.

W tym samym czasie w izraelskiej prasie pojawiają się artykuły redakcyjne takie jak ten w The Jerusalem Post zatytułowany „ Długoterminowa deradykalizacja w Strefie Gazy napotyka poważne przeszkody ”, w którym autorzy wprost postulują całkowite oczyszczenie etniczne terytorium palestyńskiego.

Autor artykułu, Martin Sherman, odrzuca twierdzenia, że ​​ludność Gazy można „zde-radykalizować” – tak jakby problemem była radykalizacja Palestyńczyków, a nie radykalna ideologia polityczna ludzi, którzy prowadzą wobec nich kampanię eksterminacji. Zamiast tego, argumentuje Sherman, wszyscy muszą zaakceptować „surową rzeczywistość”, że jedynie aneksja i czystki etniczne mogą doprowadzić do trwałego pokoju w Strefie Gazy.

=========================================

Niall Stanage@NiallStanageNiallStanage

To be clear, this is an opinion column in a major Israeli newspaper advocating ethnic cleansing.

The Jerusalem Post @Jerusalem_PostJerusalem_Post

Opinion: The only way Israel can govern the Gaza Strip without becoming an external oppressor of “another people” is to remove “the other people” from the confines of the Gaza Strip itself. https://t.co/akqvURrJfm

3:07 · 29 marca 2026 · 1,05 mln wyświetleń Views


========================================

„Jedynym sposobem, w jaki Izrael może zagwarantować, jak Strefa Gazy będzie rządzona i kto będzie nią rządził, jest rządzenie nią samemu” – pisze Sherman. „Co więcej, jedynym sposobem, w jaki Izrael może rządzić Strefą Gazy, nie stając się zewnętrznym ciemiężycielem »innego narodu«, jest usunięcie »innego narodu« z granic samej Strefy Gazy”.

===================================

“This is not radical right-wing radicalism. It is merely sound and sober political science,” Sherman writes.

If it isn’t right-wing radicalism to advocate the mass purge of a colonized indigenous population from their homeland for being the wrong ethnicity, then right-wing radicalism does not exist. That’s pretty much as right-wing extremist as it gets.

And this is an entirely mainstream Israeli publication.

If anyone on earth needs to be deradicalized, it’s the Israelis and their supporters.

Zagadka Iran–USA–ZEA–Pakistan

Zagadka Iran–USA–ZEA–Pakistan

To, co się teraz dzieje, to przetwarzanie globalnego systemu operacyjnego. A nowy system operacyjny działa na platformie Petroyuan.

Piekielna machina eskalacji dociera do strefy rozpaczy.

Sekretarz Wiecznych Wojen, mianowany przez pawiana barbarzyństwa, który twierdzi, że jest „zmęczony wygrywaniem”, rozważa kilka scenariuszy „inwazji lądowej” równolegle z niszczycielską kampanią bombardowań, która rzekomo ma zadać „ostateczny cios” Iranowi.

Wyspa Kharg to taktyka dywersyjna: jest zbyt oddalona od głównego celu. Przejęcie statków po wschodniej stronie Cieśniny Ormuz jest niewykonalne: nieuchronnie spotkałoby się to z gradem pocisków przeciwokrętowych.

Pozostają dwa scenariusze: zdobycie Abu Musy oraz dużej i małej wyspy Tunb na północ od Zjednoczonych Emiratów Arabskich (do których prawa zgłaszają Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub strategiczna mała wyspa Larak (na wschód od większej wyspy Keszm), część korytarza morskiego, gdzie marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje przepływ tankowców, które uiściły opłatę za przejazd w Cieśninie Ormuz.

Jedyną drogą do Larak jest droga przez Keszm.

Keszm jest większy niż Okinawa. Podczas II wojny światowej zdobycie Okinawy zajęło trzy miesiące, 184 000 żołnierzy i co najmniej 12 500 ofiar. Keszm jest usiany niezliczonymi irańskimi pociskami przeciwokrętowymi i dronami, ukrytymi na przestrzeni setek kilometrów w klifach i jaskiniach.

Teraz o trzech wyspach irańskich, do których roszczenia zgłaszają również Zjednoczone Emiraty Arabskie.

ZEA odrzuca nawet możliwość zawieszenia broni z Iranem. Ich ambasador w USA, Yousef al-Otaiba, opublikował podżegający do wojny felieton, w którym domagał się „ostatecznego wyniku” wojny – czyli pokonania „irańskiego zagrożenia”. Później potwierdził, że Abu Zabi zamierza poprowadzić „koalicję chętnych”, aby ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz (która nie jest zamknięta, a jedynie dla narodów wrogo nastawionych do Iranu).

Tak naprawdę liczy się aspekt „podążania za pieniędzmi”: Yousef al Otaiba potwierdził zaangażowanie inwestycyjne ZEA na kwotę 1,4 biliona dolarów w imperium chaosu – [USA md] obejmuje to liczne transakcje w obszarach energetyki, infrastruktury AI, półprzewodników i produkcji.

Piekielna machina eskalacji działa na pełnych obrotach. Teheran skrupulatnie przeanalizował każdą formę bezpośredniego zaangażowania ZEA – zarówno w wybuch wojny, jak i w obecną eskalację konfliktu. Abu Zabi nie tylko gości amerykańskie bazy wojskowe, ale także umożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie niektórych własnych baz lotniczych do ataków na Iran i pomogło wrogim podmiotom w tworzeniu baz danych celów, wykorzystując infrastrukturę sztucznej inteligencji Emiratów.

Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Abu Zabi jest de facto kluczowym sojusznikiem osi syjonistycznej w Zatoce Perskiej.

Teheran pokazuje Abu Zabi drogę do piekła

ZEA de facto przystępuje do wojny z Iranem. Nic więc dziwnego, że Teheran określił już pięć kluczowych celów swojego śmiercionośnego kontrataku – jak donosi agencja prasowa Fars:

  • Kompleks Jebel Ali do produkcji energii elektrycznej i odsalania w Dubaju
  • Elektrownia jądrowa Barakah w Abu Zabi
  • Elektrownia Al Taweelah
  • Stacja M w Dubaju
  • Park Solarny im. Mohammeda bin Rashida

Ataki na te pięć potwierdzonych celów spowodowałyby rozległe przerwy w dostawie prądu, sparaliżowałyby odsalanie wody i zamknęły centra danych w Emiratach. Teheran z góry pokazuje Abu Zabi, że jeśli amerykańscy marines rozpoczną operację w Ormuzie z terytorium Emiratów, to droga do piekła będzie niechybna.

Abu Zabi nie wiedziałoby, co je spotkało. Dodatkowym celem mógłby być ponownie rurociąg Habshan-Fujairah: 380 kilometrów lądem, łączący pola naftowe Abu Zabi z portem Fujairah nad Zatoką Omańską, transportujący 1,5 miliona baryłek dziennie – z całkowitej produkcji wynoszącej 3,4 miliona baryłek – i omijający Cieśninę Ormuz.

Dla Abu Zabi sojusz z imperium chaosu jest kategorią bezwzględną – ze względu na już zadeklarowane 1,4 biliona dolarów. Dżabal Ali musi działać z pełną prędkością, ponieważ ZEA jest centralnym węzłem w – obecnie de facto niedziałającym – korytarzu IMEC (Indie–Bliski Wschód–Europa), który jest w istocie izraelskim korytarzem łączącym Europę z Indiami przez Emiraty.

Grupa AD Ports w Abu Zabi posiada 30-letnią koncesję w Akabie, jedynym jordańskim porcie towarowym. DP World of Dubai posiada 30-letnią koncesję o wartości 800 milionów dolarów w Tartusie w Syrii, kluczowym porcie we wschodniej części Morza Śródziemnego. Oznacza to, że ZEA jest znaczącym graczem na ważnych szlakach morskich między Azją a Europą.

ZEA jest obecnie skutecznie wypychane z i tak już podupadającego IMEC. Cenne ładunki do i z Azji nie przepływają już przez Dżabal Ali, ale przez porty w Omanie, Arabii Saudyjskiej (koleją do Jordanii, a następnie do Syrii, Turcji i Europy) lub w Katarze (trasą lądową do Arabii Saudyjskiej). Powstaje zupełnie nowy korytarz logistyczny.

Dżabal Ali do tej pory korzystał z wizerunku niezastąpionego centrum przeładunkowego w Azji Zachodniej, generując znaczne zyski z rocznego wolumenu handlu wynoszącego 1 bilion dolarów. Ten model biznesowy chyli się ku upadkowi – wraz z błyszczącą maszyną do prania brudnych pieniędzy w Dubaju.

Niejasna rola Pakistanu

Imperium chaosu polegało – i może nadal polegać – na wykorzystaniu przewidywalnej odmowy Teheranu zaangażowania się w pośrednie „negocjacje” na temat wojny w Pakistanie jako uzasadnienia dla kolejnego „ostatecznego ciosu”.

Wszystko to nie wydaje się zakłócać starannego planowania Teheranu, gdyż główne cele pozostają niezmienne: stworzenie nowego porządku geopolitycznego i bezpieczeństwa w Azji Zachodniej, utrzymanie odstraszającej siły Iranu zdobytej w wyniku ataków oraz ustanowienie dominacji nad arabskimi petro-monarchiami i „kultem śmierci” w Azji Zachodniej.

ZEA chce przystąpić do wojny? Z punktu widzenia Teheranu to idealne rozwiązanie: idealne uzasadnienie zniszczenia całej kluczowej infrastruktury.

Można było przewidzieć, że 15-punktowy plan ekipy Trumpa, przekazany za pośrednictwem Pakistanu, był skazany na porażkę od samego początku. Był to wymuszony akt kapitulacji – dokument kapitulacji podszywający się pod „negocjacje”.

Teheran odmówił dalszej rozmowy z duetem „Heckle and Jeckle”, Witkoffem i Kushnerem, których irańscy dyplomaci uważają za zdrajców. Para ta nie była nawet w stanie zrozumieć hojnych propozycji Iranu sformułowanych w Genewie i przetłumaczonych na uproszczony angielski przez omańskich dyplomatów.

Natychmiast trzeba było zmienić narrację: teraz wiceprezydent JD Vance miał omówić plan i rzekomo spotkać się z przewodniczącym irańskiego parlamentu Ghalibafem w Islamabadzie.

Ale i to się nie powiodło – głównie dlatego, że nie można ufać pakistańskiemu dowództwu wojskowemu.

„Pawian barbarzyństwa” [ Pakistan] twierdził, że Iran zaoferował mu osiem tankowców z ropą naftową. Tankowce te przepłynęły przez Cieśninę Ormuz pod banderą Pakistanu i zostały „zaoferowane” Amerykanom dopiero później. Nic dziwnego, że Iran wstrzymał tranzyt ropy do Pakistanu przez Cieśninę Ormuz.

Najważniejszym sojusznikiem Langley w Pakistanie jest generał armii, dowódca generalny Asim Munir – członek grupy, która obaliła i uwięziła byłego premiera Imrana Khana. Munir utrzymuje bezpośredni kontakt z Trumpem.

Obaj rozmawiali długo o Iranie, przy czym Munir wykorzystywał nieoficjalne kanały komunikacji między Teheranem a duetem Witkoff-Kushner – wszystko pod pretekstem „negocjacji”.

Munir jest zagorzałym anty-szyitą, wręcz salafickim w swoich poglądach i ma bardzo bliskie powiązania z Arabią Saudyjską, która namawia Trumpa do całkowitego zaatakowania Iranu.

Ponure perspektywy dla Rady Współpracy Zatoki Perskiej

Wszystko to wydarzyło się po tym, jak rosyjskie kanały wywiadowcze dostarczyły Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej potwierdzonych informacji, że „szybka” wojna syndykatu Epsteina, której celem była zmiana reżimu w Teheranie, była w pełni wspierana przez Arabię ​​Saudyjską – finansowana przez Arabię ​​Saudyjską, ZEA i Katar.

Ponadto większość używanych pocisków ma zasięg zaledwie 200–300 mil – co oznacza, że ​​zostały wystrzelone z państw będących monarchiami naftowymi Rady Współpracy Zatoki Perskiej.

To jasno pokazuje, co może czekać państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej – z wyjątkiem Kataru i Omanu, które zajęły neutralne stanowisko i nie udostępniają swojego terytorium do ataków.

Kuwejt jest fikcją i w dłuższej perspektywie może zostać wchłonięty przez Arabię ​​Saudyjską lub Irak.

Bahrajn jest siedzibą dużej amerykańskiej bazy wojskowej, która została zniszczona. Jeśli szyicka większość podejmie działania, Bahrajn może znaleźć się w irańskiej strefie wpływów – lub, alternatywnie, pod kontrolą Arabii Saudyjskiej.

ZEA pod rządami MbZ to projekt w odwrocie. Model Dubaju już umarł – gospodarka portowa, system finansowy, centrum prania pieniędzy. W dłuższej perspektywie Emiraty mogą powrócić do Omanu, tak jak przed 1971 rokiem.

Iraccy analitycy już otwarcie dyskutują o możliwych reorganizacjach terytorialnych: Bahrajn z powrotem przyłączony do Iranu, Kuwejt do Iraku, Emiraty do Omanu, Arabia Saudyjska mogłaby przejąć Katar.

Arabia Saudyjska pozostaje decydującym czynnikiem. Uderzające jest to, że Rijad nie jest częścią grupy mediatorów (Turcja, Egipt, Pakistan).

MbS wspierał ataki USA przed wojną i teraz mógł sam interweniować. W takim przypadku Iran zniszczyłby całą saudyjską infrastrukturę energetyczną, a Huti zablokowaliby Morze Czerwone.

Kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) mogłyby odegrać kluczową rolę w potencjalnym załamaniu się światowego systemu finansowego, gdyż byłyby zmuszone do masowego wycofania kapitału ze Stanów Zjednoczonych.

Chiny i Petro-yuan

Chiny uważnie śledzą rozwój sytuacji. Obalenie Asada zerwało kluczowe ogniwo Inicjatywy Pasa i Szlaku.

Chiny polegały na połączeniu kolejowym między Iranem, Irakiem i Syrią, aby ominąć wąskie gardła na morzu. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz mogłaby teraz stanowić gospodarczy kontratak.

Iran zinstytucjonalizował petro juan jako system płatności w Ormuz. Osiemdziesiąt procent dochodów z ropy naftowej było już przetwarzane w juanach. Teraz system obejmuje również opłaty transportowe, omijanie dolara, sankcji i SWIFT – co stanowi jedno z najpoważniejszych wąskich gardeł w światowej gospodarce.

ZEA nie korzysta z tego rozwoju. Globalny system operacyjny jest przepisywany – i działa na platformie Petro0yuan.

Źródło: Zagadka Iranu, USA, ZEA i Pakistanu

200 000 zł kary za chęć ratowania pacjenta.

Fundacja Pro-Prawo do Życia
Szpital w Łodzi, który odmówił zabicia chłopczyka o imieniu Felek w 9-miesiącu ciąży i który zaoferował pomoc dziecku oraz jego mamie, został ukarany. Ma zapłacić ponad 200 000 zł grzywny za chęć udzielenia pomocy medycznej choremu pacjentowi. W tym samym czasie Gizela Jagielska, która w Oleśnicy zabiła Felka zastrzykiem z chlorku potasu w serce, została nagrodzona – wybrano ją „Superbohaterką roku”. Co można w takiej sytuacji robić? Krótką rolkę video nagrała na ten temat Ania, koordynatorka naszej Fundacji, która zajmuje się m.in. naszym programem Ocalone.org, w ramach którego pomagamy kobietom namawianym do aborcji. 

Z wyrazami szacunku,

Kinga Małecka-PrybyłoPodpis e-maila: Kinga Małecka-PrybyłoFundacja Pro – Prawo do życia
KRS: 0000233080
NIP: 1231051050
REGON: 010083573
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

Wojna, której Trump nie może wygrać – koniec imperium

Wojna, której Trump nie może wygrać – koniec imperium

Aleksander Dugin o wojnie eschatologicznej i irańskiej strategii oporu.

Z definicji Trump nie mógłby wygrać wojny z Iranem. I nie może. Pytanie tylko, jak dokładnie ją przegra. To, co mówi, jest niemal bez znaczenia. To po prostu agonia – nie tylko jego osobista agonia, ale agonia całego systemu.

Lobby izraelskie, mimo swojej niezwykłej skuteczności, pociągnie Trumpa w dół. A on pociągnie je w dół ze sobą. To gwarantowane wzajemne zniszczenie.

W lobby syjonistycznym wszystko jest niezwykle racjonalne i starannie wykalkulowane – aż do momentu, gdy nastąpi ostateczny akt: przyjście Mesjasza. To jest weksel, na którym wszystko jest zbudowane. Jest on wystawiony na przyszłe wydarzenie. Jeśli ta przyszłość się nie ziści, wszystko się zawali.

Chrześcijański syjonizm jest jeszcze gorszy: wszystko opiera się w nim na czystej halucynacji (wniebowzięcie ich kościoła itd.), która nie może się wydarzyć, bez względu na to, jak bardzo się tego pragnie.

W ten sposób suma racjonalnych kroków podjętych przez siły, które przejęły kontrolę nad Trumpem, kończy się irracjonalnym akordem. Nieuchronnie.

Iran ma swoją własną eschatologię. Ale nie na niej polega; opiera się na oporze. Cokolwiek Irańczycy mogą sobie wymarzyć, właśnie teraz bronią swojej ojczyzny przed inwazją robactwa, morderców i koalicji Epsteina. Po upadku kompromisowego przywództwa, w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej pozostały tylko najtwardsze, najbardziej nieugięte siły – ludzie, którzy nie mają nic do stracenia i nic do negocjacji. A już najmniej z robactwem, mordercami i koalicją Epsteina.

Irańczycy głęboko gardzą tchórzliwymi, chwiejnymi Arabami. A sztuczny raj, który ci Arabowie tak pieczołowicie zbudowali – z łatwością go zniszczą. Już go niszczą. Dotarcie do Izraela jest trudniejsze, ale oni również tam dotrą.

Z jeszcze większym zapałem gotowi są wysadzić w powietrze światową gospodarkę, systemy energetyczne i handel, zerwać kable internetowe na dnie Cieśniny Ormuz i zatopić tak zachwalaną flotę zachodnią – wojskową i cywilną – przy użyciu tanich dronów morskich.

Syjoniści postępują eschatologicznie; szyici bronią się eschatologicznie. Irańczycy nie żyją w oczekiwaniu na przyszłość. Stawiają desperacki opór, wszelkimi możliwymi sposobami, tu i teraz.

Widząc to, Trump zachwiał się. Oczywiście, nie wierzy w żadnego mesjasza, ani w czasy zbawienia, ani w Amaleka, ani w Goga i Magoga. Wierzy w siebie i w ryzykowne, nieskrępowane spekulacje giełdowe. To nie fanatyzm religijny, a raczej egocentryczna psychopatia na tle ogólnego wyczerpania starczego i konsekwencji jego burzliwych eskapad na wyspie Epsteina, które pozostawiły głębokie blizny.

Niewykluczone, że Trump w ostatniej chwili zdecyduje się porzucić ten kurs – który ewidentnie zmierza ku katastrofie – zrzucić winę za wszystko na alkoholika Hegsetha i spróbować płynąć na fali, z której właśnie zsuwa się po linie. Ale wtedy musiałby poświęcić syjonistów. Upubliczniliby nagrania z akt Epsteina, ale wtedy Trump mógłby się tym nie przejmować. Albo mógłby ich nie poświęcić i po prostu pójść na dno jak kamień. Albo mógłby umrzeć z powodu stresu. Nie jest już młody. Już zasypia na konferencjach prasowych i czasami nie rozpoznaje ludzi wokół siebie. Śmiał się z Bidena, ale lata robią swoje.

W tej chwili najważniejsze jest to, że Iran wytrzyma – że wytrzyma jeszcze chwilę. Od tego zależy los ludzkości. Wszystko stoi na krawędzi ostatecznego upadku, ale ten, kto upadnie pierwszy, daje stronie przeciwnej szansę na przegrupowanie się i podjęcie działań.

Jednocześnie, tech-bracia z Doliny Krzemowej mają swoją własną eschatologię. Prezes NVIDII ogłosił przedwczoraj, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI) już istnieje; w konsekwencji, osobliwość, przed którą ostrzegał Elon Musk, nadeszła. Ludzie nie są już potrzebni, konkludują chłodno tech-bracia – i być może mają własny plan wobec tych eschatologicznych bitew. To nie przypadek, że ich ideolog, Peter Thiel, podróżuje po Europie, wygłaszając wykłady na temat „Antychrysta i Katechona”. Mówiąc „Antychryst”, ma na myśli Sorosa, globalistów i Gretę Thunberg (co jest prawdą); mówiąc „Katechon”, ma na myśli siebie i Sztuczną Inteligencję Ogólną (AGI) – co jest całkowicie błędne, ponieważ to również jest Antychryst, tylko bardziej zaawansowany, współczesny.

Źródło: Wojna, której Trump nie może wygrać