Drag queen pracował w przedszkolu i żłobku.

Drag queen pracował w przedszkolu.

Miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi

15.01.2026 tysol.pl/drag-queen-pracowal-w-przedszkolu

Pracował w przedszkolu, miał szukać kontaktów seksualnych z nieletnimi – Szkocję szokuje kolejna historia performera „drag queen”. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak chłopcy, których miał molestować, opowiedzieli o sprawie dorosłym.

Smutna dziewczynka z misiem

Środowisko aktywistów gender i drag queen jest niewielkie. Zdaje się jednak, że jednym z jego problemów są oskarżenia o nadreprezentację pedofilów. O kolejnym przykładzie takiego oskarżenia możemy przeczytać w brytyjskich mediach.

Grooming

Craig Baxter, mieszkaniec Paisley w Szkocji, znany pod pseudonimem scenicznym „Miss Kitty Swallows” (Pani Kicia Połyka) jako performer drag queen, został oskarżony o przestępstwa seksualne dokonane na dzieciach. [miss to panna.. md]

Sprawa dotyczy groomingu online, czyli systematycznego nawiązywania kontaktu z nieletnimi w celu wykorzystania ich seksualnie. Grooming to też wszystkie celowe zabiegi, które zdobyć mają zaufanie dziecka i ułatwić kontrolę nad nim. Groomerzy często więc nastawiają najmłodszych przeciwko ich własnej rodzinie, a gdy zachodzi taka potrzeba – szantażują swoje ofiary. Wielu z nich wciąga też najmłodszych w pornografię – tak działał właśnie mieszkaniec Szkocji.

W przypadku Craiga Baxtera szokuje dodatkowo fakt, iż drag queen miał stały kontakt z dziećmi. Mężczyzna (lat 36) łączył bowiem działalność zawodową w sektorze opieki nad dziećmi z występami artystycznymi. Oskarżony był zatrudniony w kilku placówkach edukacyjno-opiekuńczych w rejonie Paisley – w Polsce miejsca te nazwalibyśmy żłobkami i przedszkolami. Mężczyzna sprawował więc pieczę nad kilkulatkami, równocześnie występując jako „Miss Kitty Swallows” w pobliskich barach i klubach dla dorosłych.

Po aresztowaniu pod koniec minionego roku Baxter został zwolniony ze wszystkich miejsc pracy. Jego profile w mediach społecznościowych, w tym na Facebooku i Instagramie, zostały usunięte.

Oskarżenia

Obecnie drag queen, który przez lata blisko związany był z lokalnymi grupami LGBT, oskarżony jest o szereg przestępstw. Mężczyzna wysyłał nieletnim materiały pornograficzne, przedstawiające prawdopodobnie siebie i innych. Oprócz tego performer miał aktywnie dążyć do realizowania swoich zapędów seksualnych i miał starać się umawiać z nieletnimi na seks. Jego celem miały być zarówno dziewczynki, jak i chłopcy. Obecnie znane są jedynie oskarżenia związane z zachowaniem mężczyzny online. Rodzice dzieci, z którymi drag queen miał kontakt, są jednak przerażeni: możliwe, że ofiar jest więcej. Dowody obejmują zrzuty ekranu, wiadomości tekstowe i obrazy przekazane przez ofiary.

Jak jednak udało się zatrzymać groomera? Brytyjska grupa aktywistów, zajmująca się monitorowaniem i ujawnianiem pedofilii, otrzymała informacje o performerze podczas protestu w Johnstone. Do aktywistów podeszła grupa nastolatków, w tym chłopców poniżej 15. roku życia, zgłaszając grooming online. Jeden z nieletnich przekazał aktywistom dowody. „Nasza grupa była na proteście, kiedy podeszli do nas mali chłopcy. Powiedzieli, że są groomingowani online. Wszystkie dzieci w Renfrewshire nas znają. Wiedzą, że jesteśmy tu, by je chronić, i nam ufają. Jeden z chłopców wysłał nam sporo materiałów” – komentowali sprawę działacze. Dowody natomiast zostały przekazane policji, co doprowadziło do aresztowania Baxtera tego samego dnia w miejscu pracy – jednym z żłobków w Paisley.

Baxter został warunkowo zwolniony za kaucją, z zakazem kontaktu z nieletnimi, ograniczeniami w korzystaniu z internetu i obowiązkiem noszenia elektronicznego urządzenia monitorującego. Mężczyźnie grozi do 20 lat pozbawienia wolności, choć jest spodziewany wyrok niższy. [A czemu to, kotek?? md]

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd Niemiec jest bezlitosny. [efekt cieplarniany]

Toyota wyłączyła ogrzewanie w 100 tys. samochodów. Rząd był bezlitosny

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali na lodzie

Właściciele aut produkcji Toyoty w Niemczech mogli się ostatnio spotkać z dość nietypowym problemem. Funkcje ogrzewania postojowego w ich samochodach zostały zdalnie wyłączone.

Marek Stawski 15.01.2026 autoblog.spidersweb.pl/toyota-wylaczyla-ogrzewanie-w-100-tys-samochodow

Subskrypcje na funkcje wyposażenia w samochodach to jeden z najbardziej kontrowersyjnych wynalazków ostatnich lat. Skoro w samochodzie, który kupiłem mam jakieś urządzenie, to czemu mam za nie dopłacać? To pytanie po stokroć zadają sobie teraz właściciele Toyot i Lexusów za naszą zachodnią granicą, którzy za nic nie musieli płacić, a i tak stracili pewną funkcję.

Ogrzewanie postojowe odcięte

Jak podaje niemiecki dziennik Bild, właściciele japońskich aut w Niemczech masowo uskarżają się na nagłą dezaktywację funkcji klimatyzacji/ogrzewania postojowego w ich samochodach. Po włączeniu multimediów w samochodach dostawali oni komunikat od obsługi klienta, że dostęp do owej funkcji został zdalnie wyłączony.

Jako przykład koronny podawany jest pan Stephan, właściciel Lexusa LBX rocznik 2025 z Berlina, który zgłosił się ze swoją historią do dziennika, jednak problem dotyczył dosłownie tysięcy kierowców – w 2025 r. Toyota sprzedała w Niemczech ponad 100 tys. samochodów, choć problem może dotyczyć także starszych egzemplarzy.

Ciepło pozdrawiam wszystkich, którzy przy ujemnych temperaturach tracą możliwość ogrzania auta przed jazdą.

Powodem jest… prawo

Zgodnie z oficjalnym wydarzeniem jest to kwestia „obecnej sytuacji prawnej”. Oczywiście, Bundestag nie przegłosował ustawy nakazującej Toyocie wyłączenie części funkcji w ich samochodach. Chociaż… może jednak?

Dziennikarze Bilda skontaktowali się z przedstawicielami Toyoty w Niemczech. Rzecznik Ralph Muller poinformował ich, że bezpłatna funkcja aplikacji MyToyota i Lexus Link Plus jaką jest „przygotowanie do jazdy” dalej jest dostępna w modelach o napędzie elektrycznym, lub hybrydowym typu plug-in.

Sytuacja komplikuje się dopiero przy modelach o napędzie wyłącznie spalinowym – funkcje przygotowania do jazdy w modelach o tym rodzaju napędu działają jedynie przy włączonym silniku. Wszystko przez konstrukcję aut: w hybrydach typu plug-in i elektrykach ogrzewanie postojowe jest zasilane przez akumulator – jest oddzielnym elementem i działa niezależnie. Zaś w autach spalinowych za to odpowiada silnik spalinowy – a problem w tym, że zgodnie z aktualnym niemieckim ustawodawstwem praca silnika na biegu jałowym bez poruszania się autem jest nieekologiczna, co grozi mandatem.

Oznacza to, że działanie Toyoty miało charakter czysto ochronny wobec kierowców – chcieli uchronić kierowców od niepotrzebnych mandatów (nawet jeżeli nie ma czegoś takiego, jak potrzebne mandaty). Do tego, jako że prawo w tej kwestii przekroju ogólnoeuropejskim jest skomplikowanym, Toyota ma informować o możliwości wyłączenia tej funkcji w odpowiednich informatorach – pewnie jednych z tych rzeczy, których nikt nie czyta, a każdy klika, że przeczytał.

Jak sobie z tym poradzić?

Dalej za panem rzecznikiem Toyoty: podaje on, że rozwiązaniem jest przeróbka tradycyjnego ogrzewania. Chociaż zwiększa to wagę samochodu o 10 kilogramów i nie posiada tak zaawansowanego systemu oczyszczania spalin, miałoby to być legalne. Wspomniany wyżej pan Stephan z Berlina zwrócił się już do Toyoty o pomoc, choćby w postaci zniżki na przeróbkę ogrzewania. Odpowiedział mu konsultant ds. sprzedaży Lexusa w formie maila – dowiedział się, że producent „nie widzi podstaw do roszczeń z tytułu gwarancji na wady ani innych odszkodowań”.

Kupujący Toyoty i Lexusy w Niemczech zostali zatem na lodzie – i to dosłownie, bo nie mają jak ogrzać samochodów przed porannym wyjazdem do pracy w zimę. I choć nie jestem osobą, która podchodzi szczególnie sceptycznie do ekologii, to to już jest przesada – pewnie najlepiej by było, żeby pan Stephan ogrzewał się w drodze do pracy wtulając się we współpasażerów w autobusie.

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte. Teatr absurdu wokół Grenlandii

Teatr absurdu wokół Grenlandii

Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte:

„I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”.


geo-polityka/teatr-absurdu-wokol-grenlandii

Świat może odetchnąć z ulgą! Grenlandia jest już bezpieczna! Europa wysyła kontyngent wojskowy na największą wyspę świata, co z pewnością złagodzi napięcie wokół niej. I mowa tu o kilku krajach naraz.

Największy kontyngent będzie pochodził z Niemiec – począwszy od dziś! Według oświadczenia niemieckiego Ministerstwa Obrony, na wyspę przybywa 13 żołnierzy. Nie, nie, nie przeoczyłem słowa „tysiące” – dokładnie 13. A zaledwie wczoraj, według premiera Szwecji Ulfa Kristerssona, wojska jego kraju wyruszyły na Grenlandię. „Kilku” – napisał premier, najwyraźniej niepewny, czy mówi o dwóch, czy o trzech oficerach. Norweski minister obrony Tore Sandvik był bardziej precyzyjny, stwierdzając, że największy kontyngent z jego kraju będzie składał się z dwóch osób. Francja i Wielka Brytania podobno również ogłosiły zamiar wysłania wojsk na Grenlandię.

Krótko mówiąc, europejscy przywódcy wygłaszają brawurowe deklaracje o wysłaniu oficerów na arktyczną wyspę, która nadal należy do Danii. Nie jest jednak do końca jasne, przed kim i jak ten potężny kontyngent zamierza się bronić. Donald Trump wielokrotnie wspominał o Duńczykach broniących Grenlandii  „dwoma psimi zaprzęgami” [niedoszacowane!! Jest ich sześć. SIRIUS. md] na obszarze wielkości Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec razem wziętych. Teraz dołączy do nich kolejnych piętnastu lub dwudziestu oficerów z Europy, którzy nie są w stanie sobie nawet wyobrazić, jakie temperatury panują na wyspie – 40°C. Jak to zmieni stanowisko Białego Domu w sprawie bezpieczeństwa wyspy?

Najzabawniejsze jest to, że europejscy urzędnicy oficjalnie wysyłają swoje kontyngenty, by bronić Grenlandii… „przed Rosjanami i Chińczykami”. To znaczy, wszyscy jednogłośnie deklarują, że twierdzenia Trumpa o „statkach z Rosji i Chin” krążących wokół wyspy są bezpodstawne, ale jednocześnie poważnie twierdzą, że bronią terytorium przed nieistniejącymi statkami! A potem, w każdej publikacji, duńscy politycy i eksperci jednogłośnie trąbią, jak europejskie wojska będą bronić wyspy przed Amerykanami!

Dziennik Politiken zacytował opinie kilku analityków, którzy wyjaśnili, na czym będzie polegać misja wojskowa sojuszników: „Gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się na zajęcie Grenlandii siłą, musiałyby wziąć tam europejskie wojska do niewoli. Obrazy przedstawiające USA biorące do niewoli sojuszników wywołałyby znaczną negatywną reakcję wśród amerykańskiej opinii publicznej i Kongresu”.

A więc, chwila, wysyłasz swoje wojska wyłącznie jako przyszłych amerykańskich zakładników? To zupełnie nowa koncepcja w międzynarodowej obronie i bezpieczeństwie!

Teatr absurdu otaczający kwestię Grenlandii jest widoczny w każdym przemówieniu Europejczyków.

Ale najzabawniejsze jest to, jak Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte obraca holenderskiego kota ogonem. Jego niedawne przemówienie do posłów do Parlamentu Europejskiego mogłoby trafić do podręczników sztuki pompatycznego unikania bezpośrednich pytań bez odpowiadania na żadne z nich.

Słowo „Grenlandia” padło 22 razy podczas tej sesji tortur z Sekretarzem Generalnym! I próbowali na wszelkie sposoby zmusić go do odpowiedzi na stanowisko NATO w sprawie gróźb wobec Danii. W końcu moderator zapytał go wprost, co zrobiłby sojusz, „gdyby USA najechały Grenlandię”. Jego odpowiedź była zdumiewająca w swojej bezpośredniości i wyczerpującym ujęciu: „I znowu, moją rolą jest dopilnowanie, aby sojusz jako całość zrobił wszystko, co konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo całego sojuszu”. Trzeba przyznać, że to wymaga umiejętności!

W tym kontekście śmieszne jest czytanie duńskiej prasy, która twierdzi, że Europa wysyła „wojska NATO” na Grenlandię. Tymczasem, jak widać, NATO po prostu umywa ręce i nie ma nic wspólnego z tą wyjątkową operacją wojskową.

Formalnie kwatera główna, której zadaniem będzie koordynacja działań powstającego europejskiego kontyngentu, będzie mieścić się w Kopenhadze. Nikt jeszcze nie potrafi sobie wyobrazić, co dokładnie będzie koordynować. Być może będzie walczyć o godne warunki dla europejskich żołnierzy w niewoli. Zalecam, aby natychmiast wydrukowali notatkę dla swoich oficerów na temat: „Jak prawidłowo poddać się Amerykanom, nie niszcząc sobie fryzury ani munduru”.

Miliardy płyną na Ukrainę. Polska wydudkana.

Miliardy płyną na Ukrainę.

Rekordowa pomoc w 2025 r.

Agnieszka Łakoma wpolitycemiliardy-plyna-na-ukraine-rekordowa-pomoc-w-2025


Ukraina w ubiegłym roku otrzymała rekordową pomoc z zagranicy – ponad 52 miliardów dol. Choć liderem jest Unia, to jednak USA najskuteczniej zabiegają o swoje interesy gospodarcze.

Bank Centralny Ukrainy poinformował o stanie rezerw walutowych na koniec 2025 roku, wskazując na ich znaczący – ponad 30-procentowy wzrost. W 2026 rok Ukraina weszła z rezerwami w wysokości 57,3 mld dol., o czym informują ukraińskie media. Dzięki zagranicznemu wsparciu obecnie Ukraina ma najwyższe – od czasu odzyskania niepodległości – rezerwy walutowe.

USA głównym rozgrywającym

Tylko w grudniu ubiegłego roku kraj otrzymał 3,9 mld dol. z Banku Światowego i 2,7 mld dol. z Unii Europejskiej. Ponadto zdołał pozyskać niemal 304 mln dol. dzięki emisji obligacji. W całym 2025 roku Ukraina wyemitowała papiery dłużne na kwotę 3,3 mld dol. Bank Centralny poinformował również o rekordowo wysokiej pomocy finansowej, jaką otrzymał kraj w 2025 roku. Głównym źródłem były państwa Unii Europejskiej, które przekazały 32,7 mld dolarów, kolejnym Bank Światowy – 13,2 mld dol., i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – 900 mln dol. Znaczące było także zaangażowanie Kanady – 3,4 mld dol. Co ciekawe, Bank Centralny nie wymienił Stanów Zjednoczonych. Unia Europejska najpewniej także w tym roku będzie liderem pomocy finansowej dla Ukrainy. Kraj ten otrzyma bowiem przynajmniej 45 mld euro czyli połowę tzw. pożyczki, o udzieleniu której w grudniu – przy wielu kontrowersjach – zdecydowało 24 z 27 przywódców państw Wspólnoty. Zgodzili się oni na kolejny wspólny unijny dług (w latach 2026-2027) dla Ukrainy w wysokości 95 mld euro, a jego spłatą obciążone zostaną 24 państwa UE, w tym Polska (chyba, że Rosja zapłaci po wojnie Ukrainie reparacje).

Gdy Unia oferuje największą pomoc finansową Ukrainie, to jednak głównym rozgrywającym w rozmowach pokojowych pozostają Stany Zjednoczone. Wspólnota przekazuje bezpośrednią pomoc finansową Kijowowi, ale także zobowiązała się do zakupu na jego rzecz sprzętu wojskowego – w dużej mierze z USA, co  wywołuje spór między Berlinem i Paryżem.

Polski nie widać

Choć niektóre firmy z UE próbują inwestować na Ukrainie, a wiele z zachodniej Europy liczy na lukratywne kontrakty na odbudowę po wojnie, to okazuje się, że w to Amerykanie uzyskać mogą największe korzyści gospodarcze. Do tzw. planu pokojowego, jaki Donald Trump omawia z przedstawicielami Kremla, wpisał bowiem cały szereg projektów zapewniających Stanom Zjednoczonym inwestycje (szczególnie surowcowe) na Ukrainie.

W ostatnich dniach media amerykańskie ujawniły z kolei, że  konsorcjum z USA już przejęło kontrolę nad największym złożem litu na Ukrainie (chodzi o Dobra Lithium Holdings – jest to  joint venture TechMet, firmy zajmującej się wydobyciem surowców z siedzibą w Dublinie, wspieranej przez rząd USA, i The Rock Holdings). Umowa dotyczy inwestycji w złoża Dobra w obwodzie kirowohradzkim. Spółka wygrała latem przetarg ogłoszony przez władze w Kijowie, a jego wartość to minimum 179 mln dol. Według ustaleń NYT, rząd w Kijowie jest bliski zatwierdzenia umowy z tymi partnerami, gwarantującej część zysków także Ukrainie. Umowa ma o tyle szczególny wymiar, że jednym z inwestorów jest Ronald S. Lauder, miliarder i przyjaciel prezydenta Donalda Trumpa. To niezwykle wpływowy biznesmen, który – według medialnych doniesień – miał być jednym tych, którzy „podpowiedzieli” Donaldowi Trumpowi, by zainteresował się Grenlandią.

Przypomnijmy, że w czołówce europejskich państw pomagających Ukrainie jest także Polska, która przyjęła 2 mln Ukraińców i  przekazuje nie tylko finansowe i wojskowe wsparcie, ale stworzyła także główny hub działający na rzecz Kijowa.

Tymczasem jednak nie ma żadnych informacji świadczących o tym, by któraś z polskich firm miała choćby cień szansy na inwestycję w złoża ukraińskie.

ONI CELOWO PLANUJĄ NAS ZAGŁODZIĆ NA ŚMIERĆ

ONI CELOWO PLANUJĄ NAS ZAGŁODZIĆ NA ŚMIERĆ

Dr Vernon Coleman They’re deliberately planning to starve us to …

Dr Vernon Coleman twierdzi, że powodem gwałtownego wzrostu cen energii i żywności oraz coraz mniejszej podaży żywności jest to, że planują nas zagłodzić na śmierć. „Głód jest celowo wywoływany w ramach planu redukcji światowej populacji”.

===================================================

W 2020 roku, w filmie, który został ocenzurowany i usunięty niemal przed publikacją, ostrzegałem, że spiskowcy chcą nas zagłodzić i zamrozić na śmierć. Film nosił tytuł „ Zamierzają nas zagłodzić i zamrozić na śmierć ” i został opublikowany 1 lipca 2020 roku. (Transkrypcję można przeczytać w mojej książce „Covid-19: Największe oszustwo w historii”).

Taki był wówczas plan. I to wciąż jest plan. To powód, dla którego ceny energii i żywności rosną, a zapasy żywności stają się coraz rzadsze. Pamiętajcie, nic złego nie dzieje się przypadkiem. Głód jest wywoływany celowo i stanowi część planu mającego na celu redukcję populacji świata. Zachęcani przez polityków kontrolowanych przez sekty, ogromne ilości światowych upraw kukurydzy, soi i innych są wykorzystywane do produkcji biopaliw, aby kierowcy mogli nadal kupować tanią benzynę do swoich samochodów.

Jakiś czas temu opublikowano listę 51 rzeczy, które Ty i ja możemy zrobić, aby zapobiec globalnemu ociepleniu. Numer 1 na tej liście nosił tytuł „ Zamień żywność w paliwo ”. Twierdzono, że będzie to miało „znaczący wpływ” na problem globalnego ocieplenia. Sugerowano, że etanol jest alternatywnym paliwem, które „mogłoby wreszcie odzwyczaić Stany Zjednoczone od drogiego naftowego uzależnienia, a tym samym zapobiec milionom ton emisji dwutlenku węgla, która się z tym wiąże”.

To niebezpieczny nonsens. Im więcej ziemi przeznacza się pod uprawę biopaliw, aby „ekologiczni” kierowcy mogli jeździć z poczuciem cnoty, tym mniej ziemi pod uprawę żywności, a liczba osób umierających z głodu rośnie. Zapotrzebowanie na biopaliwa rośnie od lat (pomimo świadomości, że w rezultacie ludzie głodują), a zwiększone wykorzystanie biopaliw jest główną siłą napędową wzrostu cen żywności. Jeśli „ekolodzy” będą nadal promować biopaliwa, nastąpi globalny niedobór żywności, a w rezultacie umrą miliony ludzi.

Oczywiście, są też inne problemy z zaopatrzeniem w żywność.

Wielkie amerykańskie firmy nasienne zajęły się patentowaniem praw do wielu pojedynczych odmian nasion. Robią to, aby zmusić rolników na całym świecie do kupowania ich produktów. Jednym z rezultatów jest to, że drobni rolnicy w Indiach nie mogą już uprawiać nasion z upraw, które ich rodziny sadziły od pokoleń. Jeśli tego nie zrobią, prawnicy amerykańskich korporacji międzynarodowych będą ich dławić nakazami sądowymi i nakazami sądowymi.

W rezultacie wskaźnik samobójstw wśród drobnych rolników w krajach rozwijających się jest przerażająco wysoki. Wreszcie, duże, nowoczesne gospodarstwa rolne są zadziwiająco (i zaskakująco) nieefektywne. Biorąc pod uwagę paliwo wykorzystywane do budowy traktorów, produkcji nawozów i pestycydów itd., okazuje się, że koszt energetyczny kilograma kukurydzy faktycznie wzrósł w ciągu ostatnich kilku dekad.

Erozja gleby, utrata zapylaczy (takich jak pszczoły) zabitych przez środki chemiczne, rozwój odporności szkodników na środki chemiczne i liczne inne problemy środowiskowe również przyczyniły się do zmniejszenia plonów rolnych. W rezultacie żywność staje się coraz rzadsza, a ceny rosną. Nie jest to zmiana cykliczna (tu ceny spadają lub rosną w zależności od zmian pogody). To zmiana strukturalna i obawiam się, że jest ona trwała.

Jeśli chodzi o ceny żywności, warunki rzeczywiście sprzyjają „doskonałej burzy”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że gorzej być nie może. Ale w rzeczywistości mogłoby.

Rządy na całym świecie uniemożliwiają ludziom uprawę własnej żywności, hodowlę kurczaków i samodzielne dbanie o siebie. Nie chcą, aby obywatele byli niezależni. Systemy podatkowe są wykorzystywane do zniechęcania rolników, a liczba gospodarstw rolnych gwałtownie maleje. W Wielkiej Brytanii zniknęło 13 000 gospodarstw, a przeciętny brytyjski rolnik ma 59 lat, ponieważ młodzi ludzie nie widzą przyszłości w uprawie żywności. „Nie wiem, co jest nie tak z rządem” – powiedział na początku tygodnia pewien naiwny rolnik. „To prawie tak, jakby próbowali pozbyć się rolników i zamknąć wszystkie gospodarstwa”.

Co niezwykłe, większość rolników nie ma pojęcia, co się dzieje. Na całym świecie rolnicy nadal zakładają, że mają do czynienia z niekompetencją, a nie ze złośliwym spiskiem mającym na celu zniszczenie wszystkiego, co nam drogie.

Rolnictwo, opieka zdrowotna, dostawy energii, edukacja, transport i gospodarka – wszystkie te obszary są systematycznie i celowo niszczone, by doprowadzić nas z poziomu zerowego do przerażającego Wielkiego Resetu.

„Nie będziesz niczego posiadał i będziesz szczęśliwy” to nie tylko slogan. To przyszłość, którą dla nas zaplanowali.

Racjonowanie żywności odbywa się częściej, niż ludzie zdają sobie sprawę. Supermarkety mają zapasy na trzy do pięciu dni, a każdy, nawet najmniejszy problem, prowadzi do niedoborów. W 2010 roku w Wielkiej Brytanii działało 61 banków żywności – dziś jest ich 2500 i to zdecydowanie za mało. Wielka Brytania jest podobno szóstym najbogatszym krajem na świecie.

Krzywica i szkorbut powracają, a do tego dochodzi kryzys niedożywienia. Miliony ludzi jedzą wyłącznie śmieciowe jedzenie, a do tego dochodzi kryzys otyłości. Narodowa Służba Zdrowia (NHS) w Wielkiej Brytanii wydaje 6,5 miliarda funtów rocznie na walkę z otyłością. Lekarze i politycy chcą, aby więcej osób otrzymywało leki odchudzające, które uważam za zbyt niebezpieczne, by trafiały na wysypisko śmieci. Oczywiście nikt się ze mną nie zgadza (choć wraz ze wzrostem skutków ubocznych, niektórzy zauważają, że za szczepionkę, która pomaga schudnąć bez bólu związanego z dietą, trzeba zapłacić ogromną cenę). Tymczasem tylko najbogatsi mogą sobie pozwolić na przyzwoite jedzenie.

Programy renaturalizacji są wykorzystywane do tego, by uczynić hodowlę niepraktyczną lub niemożliwą. Do naszej żywności ciągle dodaje się chemikalia, żeby nas zatruć. Wołowina zawiera hormony, a kurczaki chlor. Nawet opakowania są niebezpieczne. Uwierzylibyście? (Powinniście!). Zatruwają nam powietrze, wodę i żywność, a nawet zatruwają te cholerne opakowania. Łatwiej byłoby im po prostu nas wszystkich zastrzelić, ale musieliby zapłacić za kule. W ten sposób zatruwamy się sami.

Amerykańscy inżynierowie genetyczni od lat „modyfikują” żywność, aby zwiększyć jej rentowność. Nikt nie wie, jaki wpływ te modyfikacje będą miały na bezpieczeństwo żywności przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Nikt nie wie, jakie inne straszliwe skutki uboczne mogą wystąpić. Ryzyko jest niewiarygodnie wysokie. Na przykład, jeśli każdy rolnik na świecie uprawiałby tę samą „markę” ziemniaków, a ten ziemniak zostałby dotknięty śmiertelną chorobą, to nie byłoby ziemniaków.

Dla mieszkańców Europy i Ameryki nie jest to jeszcze aż tak poważne. Ale dla mieszkańców wielu innych części świata to już katastrofa. W niektórych krajach prawie połowa dzieci jest niedożywiona. Sytuacja pogarsza się i będzie się pogarszać. Rosnące ceny i malejąca ilość żywności dostępnej do spożycia (w przeciwieństwie do tankowania benzyny) doprowadzą do masowego głodu na całym świecie. Fałszywa mistyfikacja koronawirusa i wynikające z niej problemy gospodarcze, które zrujnują gospodarki na całym świecie, pogłębią ten problem. W rezultacie liczba przypadków głodu na świecie gwałtownie wzrośnie.

Nie ma sensu twierdzić, że planeta nie jest przeludniona (nie jest) ani że jest mnóstwo jedzenia (jest), ponieważ niepodważalnym faktem jest, że w wyniku polityki kontrolowanej przez organizacje międzynarodowe kontrolowane przez Stany Zjednoczone Ameryki, co roku umiera co najmniej pięć milionów niemowląt i małych dzieci – w dobrym roku. Liczba ta ma gwałtownie wzrosnąć w Indiach, Nigerii, Kongo i innych krajach. Liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie na całym świecie może wkrótce podwoić się do ponad 200 milionów.

Rasistowska i elitarna polityka entuzjastów zmian klimatycznych, którzy chcą, abyśmy przestali używać ropy naftowej, jeśli odniosą sukces, będzie odpowiedzialna za miliardy ofiar śmiertelnych. I oczywiście, jak wielokrotnie ostrzegałem, rozpylanie chemikaliów w niebo, aby zablokować słońce, pogarsza sytuację o wiele, wiele.

Miliarderzy zakładają, że wiedzą wszystko najlepiej (bo są bogaci) i że cel zawsze uświęca środki. Ich arogancja również przyczyniła się do ich dalszego wzbogacenia.

W ciągu ostatnich dwóch dekad miliardy dolarów przeszły z klasy średniej do klasy miliarderów. Realne płace spadały, a wartość oszczędności, inwestycji i emerytur systematycznie spadała, podczas gdy miliarderzy stawali się coraz bogatsi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że spiskowcy od lat realizują niezwykle skuteczną misję niszczenia Ameryki i Europy od wewnątrz.

Nieuniknioną prawdą jest, że wszystko potrzebuje energii, a bez niej wszystko się zatrzymuje. Zwolennicy zmian klimatycznych doprowadzili do dalszego wzrostu kosztów energii i jeśli potrafią zrozumieć nawet najprostsze dowody naukowe, muszą wiedzieć, że odnawialne źródła energii nigdy nie zastąpią paliw węglowych. Jednak to w dużej mierze dzięki wysiłkom bankierów i polityków nakłady inwestycyjne na paliwa kopalne drastycznie spadły, a produkcja paliw spadła o 30% od 2020 roku. Sednem sprawy jest to, że katastrofa jest bliżej, niż większość ludzi sobie wyobraża.


They’re deliberately planning to starve us to …

Dziesiątki tysięcy rozgniewanych rolników wyszło na ulice w Irlandii.Walczą też dla nas !


Dziesiątki tysięcy rozgniewanych rolników wyszło na ulice w Irlandii – „Walka jeszcze się nie skończyła!”

Europejscy rolnicy masowo protestują przeciwko kontrowersyjnej umowie handlowej z krajami Ameryki Południowej. W Belgii zablokowano kilka dróg, a we Francji policja przerwała kilkudniową blokadę składu paliw przez rolników. W Irlandii dziesiątki tysięcy rolników protestowało przeciwko porozumieniu.

W irlandzkim mieście Athlone, traktory należące do protestujących rolników zapełniły ulice. Zdecydowana większość państw członkowskich UE zatwierdziła w tym tygodniu umowę o wolnym handlu z krajami Mercosuru. Umowa budzi duże kontrowersje wśród europejskich rolników. Obawiają się oni, że tańsza południowoamerykańska wołowina, produkowana zgodnie z mniej rygorystycznymi normami ochrony środowiska i bezpieczeństwa żywności, zaleje europejski rynek. Doprowadzi to do spadku cen i poważnie zagrozi rentowności gospodarstw rodzinnych, twierdzą.

Holandia, gdzie BBB zasiada w rządzie, również zagłosowała za podpisaniem traktatu, chociaż wielu holenderskich rolników jest przeciwnych umowie. Irlandzki poseł do Parlamentu Europejskiego Ciaran Mullooly (Midlands-North-West) oświadczył podczas protestu, że Irlandia wysyła Europie jasny sygnał poprzez swoje działania. Stwierdził, że tak duża frekwencja dowodzi skuteczności nacisków społecznych i działań społeczności. Podkreślił, że umowa handlowa nie jest jeszcze ostateczna, ponieważ musi zostać ratyfikowana przez Parlament Europejski w Strasburgu. Dlatego wezwał rolników i społeczności lokalne do zwiększenia nacisków. Michael Fitzmaurice, rzecznik ds. rolnictwa w Independent Ireland, powiedział, że walka przeciwko umowie jest daleka od zakończenia.

Opór rośnie

W irlandzkim rządzie również panuje niechęć. Wicepremier i minister finansów Simon Harris stwierdził, że Komisja Europejska nie powinna po prostu zakładać, że umowa zostanie ratyfikowana. Podkreślił, że rząd nadal wyraża swoje obawy i że wolny handel nie powinien oznaczać, że rolnicy i konsumenci są zmuszani do akceptowania niższych standardów. W Irlandii rośnie sprzeciw wobec umowy z Mercosurem. Rolnicy, politycy i urzędnicy państwowi podkreślają, że umowa wciąż może zostać zablokowana i że nadchodzące miesiące będą miały decydujące znaczenie polityczne. 

Robin de Boer : Beelden: tienduizenden woedende boeren de straat …

Mercosur. Unia Europejska jest przestępczą organizacją wywrotową – Abp Carlo Maria Viganò

Mercosur. Unia Europejska jest przestępczą organizacją wywrotową – Abp Carlo Maria Viganò

gloria

Rządy traktują obywateli jako wrogów … . „To prawie tak, jakby próbowali pozbyć się rolników i zamknąć wszystkie gospodarstwa”. … UE chce zagłodzić i zamrozić, chcą przewyższyć Stalina w mordowaniu…

§§§

Wywrotowa elita przejęła władzę w rządach niemal wszystkich krajów zachodnich. Jej wysłannicy w rządach traktują obywateli jako wrogów, których należy unicestwić za pomocą pandemii, wojen, głodu i przestępczości. Od dziesięcioleci globaliści z dumą przyznają się do autorstwa projektów depopulacji, przy milczącej zgodzie mediów głównego nurtu oraz wszystkich instytucji cywilnych i religijnych.

A jeśli zbrodnie związane z psycho-pandemicznym oszustwem i fałszerstwem kryzysu klimatycznego są obecnie niezaprzeczalne, to teraz jest oczywiste, że sektorem, który należy wyeliminować, jest właśnie sektor rolno-spożywczy, który obecnie jest zbyt rozdrobniony i dlatego trudny do kontrolowania na poziomie globalnym.

Mercosur to umowa o wolnym handlu z Argentyną, Brazylią, Boliwią, Paragwajem i Urugwajem, w wyniku której Europa zostanie zalana żywnością pochodzącą z upraw lub hodowli, które nie podlegają naszym surowym normom sanitarnym.

Jego przyjęcie stanowi atak na rolnictwo, hodowlę, rybołówstwo i zdrowie obywateli europejskich, co doprowadzi do zniszczenia tkanki społeczno-gospodarczej całych narodów i uzależnienia od żywności od międzynarodowych koncernów z tej branży, które są notowane w funduszach inwestycyjnych BlackRock, Vanguard i StateStreet, grabiących ziemie rolnicze.

Uległość rządzących wobec interesów globalistycznej elity jest jeszcze bardziej widoczna w planach wymiany etnicznej, przeprowadzanej w celu wyeliminowania tożsamości religijnej, kulturowej, językowej i gospodarczej państw oraz lepszej kontroli mas.

Od Starmera po Macrona, od Ruttego po Sáncheza, od von der Leyen po Meloni, znajdujemy się obecnie w fazie realizacji całkowitej inwigilacji, która stanie się nieodwracalna wraz z wprowadzeniem waluty cyfrowej i obowiązkiem posiadania unikalnego identyfikatora w celu uzyskania dostępu do podstawowych usług.

Dlatego wyrażam pełne poparcie dla protestów europejskich i brytyjskich rolników i hodowców, którzy w ostatnich tygodniach byli przedmiotem naprawdę bezlitosnych i nieuzasadnionych prześladowań.

Mam nadzieję, że obywatele udzielą pełnego wsparcia tym szczególnie dotkniętym grupom, przede wszystkim kupując bezpośrednio od nich to, co produkują, ponieważ to dzięki ich obecności możemy zdrowo się odżywiać i unikać żywności wysoko przetworzonej lub modyfikowanej genetycznie.

Wzywam do bojkotu wielkich przedsiębiorstw dystrybucyjnych, które wspierają Mercosur i penalizują produkcję krajową. Unia Europejska jest przestępczą organizacją wywrotową: nie można jej „zmienić od wewnątrz”, należy ją po prostu rozbić.

Naukowcy i uczeni: „Walka z klimatem” to ideologia i biznes, a nie racjonalna polityka


Naukowcy: „walka z klimatem”

to ideologia i biznes,

a nie racjonalna polityka

Roman Motoła


pch24.pl/naukowcy-walka-z-klimatem-to-ideologia-i-biznes-a-nie-racjonalna-polityka

Czy człowiek ma wpływ na klimat? – pod takim hasłem uczeni reprezentujący kilka dziedzin skutecznie rozbrajali mit globalnego ocieplenia wywołanego działalnością człowieka. Konferencję w siedzibie Sejmu RP zorganizowały: Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi, Fundacja Ordo Medicus oraz Fundacja Wolność i Własność. Swoim patronatem objął to wydarzenie wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

Prezes Ordo Medicus dr Mariusz Błochowiak we wstępie do konferencji wyjaśnił mechanizmy, na jakich opiera się dzisiaj finansowanie badań. Sam doświadczył tego typu praktyk, pracując w norweskich i niemieckich ośrodkach naukowych.  

Politycy dają pieniądze na konkretne celowane projekty. Nie jest tak, że naukowcy mogą badać sobie, co chcą i dostaną finansowanie na krytyczne podejście do jakichś mainstreamowych twierdzeń czy hipotez – mówił współorganizator konferencji.

Dr Błochowiak około 20 lat temu usłyszał od swojego norweskiego zwierzchnika o projekcie wychwytywania z powietrza dwutlenku węgla i wtłaczania go pod ziemię. Idea była księżycowa, ale znalazły się na nią wielkie fundusze, więc naukowiec z Polski okazał się  jedyną na sali osobą, która skwitowała taki pomysł śmiechem.

 – Jeśli są pieniądze na jakikolwiek dziwaczny projekt, to po prostu naukowcy te pieniądze biorą, bo z tego żyją i robią najbardziej dziwaczne rzeczy, jak zakładanie pojemników krowom, żeby wyłapywać metan itd. Większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, że tak właśnie funkcjonuje dzisiaj nauka. Nie mówię, że cała jest skorumpowana, że nie ma niezależnych uczonych. Oni są, ale pozostają chronicznie niedofinansowani. Więc jeśli ktoś mówi o konsensusie naukowym w tej kwestii, to dotyczy on głównie osób, które dostają na to pieniądze – tłumaczył w kontekście rzekomej powszechnej zgody specjalistów wokół rzekomego wpływu CO2 na globalny wzrost temperatury, oraz „ocieplenia klimatu” wywołanego działalnością człowieka.

Jak opowiedział dr Błochowiak, jeden z polskich geologów – w prywatnych rozmowach krytyczny wobec „klimatycznego dogmatu” – odmówił udzielenia wywiadu na ten temat, gdyż źródłem jego istotnych dochodów jest publiczne powtarzanie, iż szkodliwy dwutlenek węgla zbliża nas wszystkich do realizacji strasznego widma „płonącej planety”. Jeśli sprzeciwiłby się narzuconemu z góry trendowi, musiałby zwolnić część podległych sobie pracowników z powodu braku pieniędzy na ich opłacenie.

Doktor Błochowiak zacytował profesora Tadeusza Kotarbińskiego, filozofa, który podkreślał, że nauka polega na podważaniu wszystkiego, co tylko można kwestionować, bo jedynie w taki sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da.

Ziemia nie spłonie od CO2

Stefan Uhlig to doktor nauk przyrodniczych i  geolog. Jest autorem wydanej przez Fundację Ordo Medicus książki pt. „Oszustwo klimatyczne, zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych w oparciu o 200 publikacji naukowych”.

– Klimat, czyli według meteorologii – suma zjawisk pogodowych, zmienia się permanentnie – zaznaczył.

Niemiec podkreślił, że wysoki poziom dwutlenku węgla w atmosferze zawsze sprzyja roślinom, przyczyniając się do ich wzrostu. Wysoka temperatura stwarza im idealne warunki. Jednak gdy temperatura na Ziemi spada, zimne wody oceaniczne i pokrywa lodowa obecna na kontynentach są w stanie absorbować ogromne ilości CO2, stając się jego największym rezerwuarem. Z kolei wzrost temperatury oceanów powoduje uwalnianie tego związku chemicznego do atmosfery.

Używając nowoczesnych metod badacze są dziś w stanie określać średnie temperatury panujące na Ziemi w poszczególnych epokach. Różnica między tymi ciepłymi a zimnymi wynosi mniej więcej 10 – 15 stopni Celsjusza.

– W historii geologicznej Ziemi temperatura w większości przypadków była znacznie wyższa niż dzisiaj – zaznaczył dr Uhlig.

Na zachodzące realnie na naszej planecie zmiany klimatyczne największy wpływ mają takie czynniki, jak energia słoneczna – w postaci ciepła, promieniowania, widocznego światła, ale też promieniowanie ultrafioletowe i podczerwone, które trafia do atmosfery ziemskiej i powierzchni Ziemi.

Rozwój i przesuwanie się różnych stref klimatycznych ulega nieustannym, chociaż bardzo powolnym zmianom.

Ziemia nie jest cieplarnią. Otwarty system aero-termodynamiczny atmosfery znajduje się w stanie naturalnej równowagi, w którym nieustannie zmienia się nasłonecznienie wpływające na klimat poprzez wpływ oceanów, zajmujących ponad 70 % powierzchni planety. To naturalny układ Słońca, oceanów i atmosfery i nie ma tutaj zupełnie miejsca na wpływ CO2 podkreślał.

Czy przyczyna może iść za skutkiem?

Doktor inżynier Tomasz Wójcik, chemik i matematyk przytoczył szereg danych kwestionujących dzisiejszy „dogmat” o decydującym wpływie dwutlenku węgla na ocieplanie się bądź wychładzanie atmosfery. Uczeni wykazali między innymi, że zmiany temperatury wyprzedzają zmiany stężenia dwutlenku węgla o 9 miesięcy. No więc mamy pytanie: czy przyczyna może podążać za skutkiem? To nielogiczne, nieracjonalne – wskazywał.

Powyższe ustalenia nie spotkały się praktycznie z naukową krytyką i przeszły niemal bez uczciwej kontry. Obecnie dominuje jednak pogląd przeciwny.

W fizyce, w naukach ścisłych, przyrodniczych nie ma konsensusu, jest prawda. Jest prawda albo jej nie ma. Można powiedzieć, że ktoś „ustalał jakąś prawdę”, ale się pomylił i ktoś inny mu wykazał, że był w błędzie, ale też dzieje się tak tylko i wyłącznie na podstawie argumentów – mówił dr Wójcik, zaś dr inżynier Jan Kubicki zaprezentował rezultaty szeregu badań skupionych m.in. wokół pochłaniania promieniowania termicznego w CO2.

Jak podkreślał uczony, w literaturze dotyczącej kwestii klimatycznej generalnie obserwuje się tak zwane podejście jakościowe. Pozwala ono wyolbrzymiać znaczenie niewielkich, nieistotnych czynników, które praktycznie nie mają wpływu na całość opisywanego zjawiska. To właśnie jedno ze źródeł „religii klimatycznej”.

Niemiecko-brukselska walka wiatrakami

Profesor dr hab. Ziemowit Malecha, specjalista w dziedzinie inżynierii środowiska, górnictwa i energetyki, uczestnik wielu projektów badawczych w Polsce i za granicą, oraz mgr inżynier Piotr Grądzik, ekspert w zakresie bezpieczeństwa energetycznego oraz zarządzania systemem elektroenergetycznym, poddali surowej krytyce politykę transformacji opartej na założeniach „zielonego ładu”. Jak wiemy, doktryna „zeroemisyjności” niesie za sobą likwidację kopalń i elektrowni węglowych, systemy naliczania horrendalnie wysokich opłat i tym podobne niszczycielskie posunięcia.

Profesor Malecha wskazał, że realizowana dziś polityka wywodzi się z niemieckiego programu transformacji energetycznej.

W skrócie polegała na ona tym, że budujemy swoją technologię fotowoltaiki i turbin wiatrowych. Przemysł niemiecki miał taki plan, który nie do końca się udał. Jak teraz wiemy, że oni tą technologię przejmą i będą nią zasilali bardzo szeroki obszar gospodarek innych państw na zasadzie hasła o redukcji CO2 – mówił uczony.

Na drodze do osiągnięcia celów tej rewolucji stoją jeszcze konkurencyjne: energetyka atomowa i energetyka węglowa.

Tak naprawdę Unia Europejska jest obecnie jedynym miejscem na świecie, które stara się te emisje ograniczać, mimo tego, że sektor energetyczny europejski odpowiada za około 2,5% emisji CO2. Zastanawiające jest to w tym kontekście, że inni globalni gracze, jak Chiny – czy w ogóle Azja, w tym Indie – czy teraz już Stany Zjednoczone, zupełnie nie interesują się wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Może dzieje się tak dlatego, że oni dokładnie zdają sobie sprawę, iż to stężenie dwutlenku węgla nie jest jakimś krytycznym zagrożeniem – mówił prof. Malecha.

W przekonaniu prelegentów, właściwą drogą dla polskiej energetyki jest wymiana starych elektrowni węglowych na nowoczesne – również oparte o tradycyjne surowce, lecz przyjazne dla środowiska. Ta kluczowa dziedzina mogłaby też wspierać się paliwami kompaktowymi, czyli wykorzystywać zarówno węgiel, jak i biomasę. Efektem byłoby uzyskanie znacznie bardziej stabilnego, niezależnego od kaprysów pogody systemu – a przy tym dużo tańszego niż wprowadzane dzisiaj na siłę OZE.

Źródło: PCh24.pl, AlterShot.TV

Konflikt NATO – USA narasta; Trump potrzebuje Grenlandii dla projektu „Golden Dome”

Konflikt NATO USA narasta;

Trump potrzebuje Grenlandii

dla projektu „Golden Dome”

Nadzieja na rozpad i upadek Zachodniego Imperium Kłamstwa staje się coraz bardziej realna!

Dr Ignacy Nowopolski Jan 15, 2026

Rozmowy w Waszyngtonie pomiędzy US vice-prezydentem J.D. Vancem i duńskimi przedstawicielami zakończyły się fiaskiem.

Rozmawiając z dziennikarzami w Białym Domie, Prezydent Trump podkreślił, że przyłączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych jest niezbędne ze względów na konstrukcję tzw. systemu „Golden Dome”, który ma „całkowicie” [dodałem cudzysłów, bo powinni wiedzieć, że zawsze powstanie kontr-broń. md] chronić Amerykę przed potencjalnymi atakami rakietowymi Rosyjskiej Federacji i komunistycznych Chin.

Wyjaśnienia te nie znajdują zrozumienia wśród „sojuszników” Ameryki z NATO.

Deutsche Welle informuje, że Bundeswera wysyła na Grenlandię wojskowy kontyngent. Podobnie postępują Szwedzi, Francuzi i Norwegowie.

Wspólnie mają oni prowadzić „ćwiczenia” dotyczące bezpieczeństwa Grenlandii, formalnie przeciw Rosji i Chinom, a w rzeczywistości wymierzonych w ewentualną agresję USA na tą wyspę.

Tak więc, mamy wyścig „mocarstw zachodnich” z czasem.

Co nastąpi pierwsze?

· Agresja USA na Grenlandię

· Upadek reżimu Trumpa

· Rozpad NATO & UE

· Czy też niewiarygodny atak Rosji i Chin na Grenlandię?

Należy w tym miejscu podkreślić, że rozpad zgniłych struktur kolonialno-imperialnych Zachodniego Imperium Kłamstwa następuje coraz szybciej.

Jeszcze miesiąc temu, opisywaną obecnie rzeczywistość, uznano by za absurdalne bzdury!

Jak widać realia zaczynają powodować erozję obłędu „zachodnich globalistycznych elit”, pomimo ich całkowitego oderwania od rzeczywistego otoczenia.

W świetle powyższego, czas już najwyższy zacząć wykuwać nowe sojusze pomiędzy państwami środkowej Europy, by coraz szybszy i nieprzewidywalny rozwój sytuacji przykro ich nie zaskoczył.

===========================

Germany, Sweden, France and Norway confirmed sending military personnel to Greenland | DW News

Naftowa dyplomacja kanonierek

Naftowa dyplomacja kanonierek

2026-01-14 Andrzej Szczęśniak marucha

Amerykańskie helikoptery nadleciały nad tankowiec z wenezuelską ropą MT Skipper i Navy SEALs na linach desantowali się na pokład, przebiegli z automatami do mostku kapitańskiego i opanowali statek.
Ciężko nie było, nieliczne (20-25 osób) załogi takich tankowców nie są uzbrojone i od razu się poddają – czy to somalijskim piratom, czy amerykańskim siłom specjalnym. To było 10 grudnia, później podobny los spotkał kilka innych tankowców.

Z Marinerą (wcześniej Bella 1 – ta flota cienia zmienia nazwy jak rękawiczki) było trochę zabawy. Gdy w grudniu płynęła do Wenezueli po ropę, nie podporządkowała się żądaniom straży granicznej USA i uciekła na otwarty ocean. Zmieniła flagę na rosyjską, gdyż wydawało się że uchroni ją to przed długą ręką amerykańskiej jurysdykcji.

Jednak po dwóch tygodniach ten ścigany, pomimo zimowych burz i sztormów, przez amerykański okręt na otwartych wodach Atlantyku, pusty tankowiec opanowany został przez Morskie, Powietrzne i Lądowe Siły Specjalne Marynarki Wojennej USA. Bohaterska akcja „fok” – desant z użyciem licznych helikopterów przeciwko nieuzbrojonym marynarzom zakończyła się sukcesem dopiero u wybrzeży brytyjskich. I to przy wydatnej pomocy dawnej władczyni mórz i oceanów (Rule, Britannia! rule the waves!). Ale dzisiaj kto inny rządzi na morzu, a to piractwo oficjalnie określa hasłem „America first at sea”.

Na naszych oczach rozgrywa się kolejny akt dyplomacji kanonierek w wydaniu naftowym. Oficjalnie prezydent Trump na własnym, prywatnym Twitterze (Truth Social) ogłosił „totalną blokadę morską dla wszystkich tankowców objętych sankcjami” dopiero 16 grudnia, gdy już gdy rozmieszczono okręty US Navy u wybrzeży Wenezueli. Blokada morska jest uznawana przez prawo międzynarodowe za akt wojny.

Ale co tam jakieś prawo, sypie się ono w gruzy, gdyż potęgi, które kiedyś je stworzyły, dążą do zmiany układu sił. Tak jak Rosja nie chce już być pokonanym w Zimnej Wojnie mocarstwem, spychanym wciąż dalej na wschód, tak i Ameryka, rezygnując z ustanawiania globalnego ładu liberalnego, uważa zachodnią półkulę nie tylko za swoją strefę bezpieczeństwa, ale za swoją własność.

Ta naftowa wersja ma swoje korzenie w XIX-wiecznych praktykach Europy i Ameryki. Używały one swojej morskiej potęgi, by samą jej demonstracją zmusić ofiarę do przyjęcia warunków silniejszego, a jednocześnie nie wywołać wojny. Amerykanie stosowali tę metodę wielokrotnie, żeby wymienić choćby przymuszenie Japonii w 1853 r. przez komandora Perry’ego do otwarcia rynku czy „dyplomację grubego kija” Teodora Roosevelta (prezydent USA 1901 – 1909), którego dewizą było „mów łagodnie, ale trzymaj w ręku gruby kij, daleko zajdziesz”. Dzięki temu wybudował Kanał Panamski, a strefa wokół niego była poza-tyrytorialnym obszarem USA, łącznie z amerykańskimi policją, sądami, szkołami i systemem pocztowym.

Przymuszenie do posłuszeństwa jest wstępem do zagrabienia cudzej własności. Kiedyś to było otwarcie rynków, władza nad terytorium, teraz jest ropa naftowa. Sekretarz stanu USA ogłosił, że „weźmiemy między 30 a 50 milionów baryłek ropy, której Wenezuela nie może wywieźć. Sprzedamy ją na rynku międzynarodowym, po rynkowych cenach, bez dyskonta. Pieniądze z niej będziemy kontrolować i wydawać my – dla dobra narodu Wenezueli”. Na „pozytywne efekty dla narodu Wenezueli” Marco Rubio ma jedynie „nadzieję”, ale jest absolutnie pewien, że „będzie to w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, co jest najważniejsze”.

Te drobne 2 – 3 miliardy dolarów to na początek. Oficjalnie przez Biały Dom ogłoszona doktryna Trumpa koncentruje się na ropie naftowej, która „należy się amerykańskim koncernom”, a którą niesprawiedliwie im „odebrano”, a to one przecież „rozwinęły przemysł naftowy Wenezueli”. Donald Trump twierdzi też, że ropę wydobywać tam będą amerykańskie koncerny, sprzedawać amerykańskie instytucje, zaś o wszystkim decydował będzie on, prezydent USA. Pieniądze będą w kontrolowanych przez Waszyngton bankach, a Wenezuela może za nie co najwyżej kupić jakieś towary, pod warunkiem, że będą one wyprodukowane w USA. To dzisiejsza geopolityczna wersja dawnego powiedzenia Forda o kolorze samochodu.

Stany właśnie podporządkowują sobie największe zasoby ropy na świecie, by na nich zarabiać, ale też odciąć od nich wrogów. Jednym z pierwszych bowiem warunków dla Caracas było zerwanie współpracy z Chinami i Rosją. Już nie mówiąc o Kubie czy Iranie. Wiele lat wcześniej Waszyngton trochę łagodniej żądał od Europy zerwania więzi energetycznych z Rosją, teraz już robi to znacznie brutalniej.

No… a potem rozegrał się spektakularny akt drugi tej „dyplomacji grubego kija” – porwanie prezydenta Maduro i jego żony z Wenezueli i postawienie go w kajdankach przed sądem w Nowym Jorku. Więc sprawy będą się rozwijać…

Andrzej Szczęśniak

Hiena Roku 2025. Antynagroda SDP dla Wojciecha Czuchnowskiego

Hiena Roku 2025.

Antynagroda SDP dla

Wojciecha Czuchnowskiego

15.01.2026tysol/hiena-roku-2025-antynagroda-sdp-dla-wojciecha-czuchnowskiego

W czwartek 15 stycznia 2026 r. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał Hienę Roku 2025 dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” Wojciechowi Czuchnowskiemu.

===============================================================

Hiena Roku 2025 dla Wojciecha Czuchnowskiego

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ogłosił w siedzibie przy ul. Foksal w Warszawie, że dziennikarską antynagrodę „Hiena Roku 2025” otrzymał Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”

„Hiena Roku to antynagroda syganlizująca, coraz częstsze niestety, przekraczanie granic etycznych dziennikarstwa” – podkreśla Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

W uzasadnieniu nagrody przyznawanej przez Zarząd Główny SDP podkreślono, że decyzja zapadła jednomyślnie.

SDP: Haniebny artykuł Wojciecha Czuchnowskiego

Członkowie ZG SDP wskazali na – jak podkreślono – „haniebny artykuł” z 15 grudnia 2025 r. Chodzi o tekst oparty na anonimowym informatorze mającym znać szczegóły ankiety bezpieczeństwa wypełnianej przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomira Cenckiewicza.

– Wojciech Czuchnowski, powołując się na anonimowego informatora, który miał znać szczegóły ankiety bezpieczeństwa jaką wypełnił szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomir Cenckiewicz, ujawnił właściwości leków jakie przyjmuje profesor – podkreślił Janusz Życzkowski z ZG SDP.

– Ten fakt, szef BBN, miał ponoć zataić przed służbami specjalnymi, przez co stracił dostęp do informacji niejawnych. Wojciech Czuchnowski nie wymienił in extenso nazw leków, ale podał ich szczegółowe właściwości działania na środkowy układ nerwowy, co było jednoznaczną informacją jaki jest obecny stan zdrowia Sławomira Cenckiewicza – dodała prezes SDP Jolanta Hajdasz.

W uzasadnieniu odczytanym przez rzecznika dyscyplinarnego SDP Wojciecha Reszczyńskiego podkreślono również, że „w kręgu naszej cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej, wszelkie informacje o stanie zdrowia, przebytych chorobach, zabiegach, operacjach, przyjmowanych lekach itd., są chronione przez normy prawne i oczywiście etyczne, (w tym Kodeks Etyczny Dziennikarzy SDP), ale przede wszystkim są one objęte bezwzględną tajemnicą lekarską„.

Jak Mossad i CIA sabotują protesty gospodarcze Iranu, by wywołać chaos

Jak Mossad i CIA sabotowały

protesty gospodarcze Iranu,

by wywołać chaos


salon24/jak-mossad-i-cia-sabotowaly-protesty-gospodarcze-iranu-by-wywolac-chaos

Pokojowe protesty przeciwko trudnej sytuacji gospodarczej, które rozpoczęły się w zeszłym miesiącu na Wielkim Bazarze w Teheranie, w zeszłym tygodniu przerodziły się w przemoc. Była to część zaplanowanej i zorganizowana z zewnątrz kampanii, mającej na celu przekształcenie autentycznego niezadowolenia w pełnowymiarową, brutalną rebelię.

Pokojowe demonstracje przedsiębiorców, których motywacją była trudna sytuacja gospodarcza wywołana wahaniami kursów walut i rosnącą inflacją, zostały wykorzystane przez zagraniczne agencje rządowe w celu wywołania chaosu. Irańscy przywódcy polityczni, w tym przywódca rewolucji islamskiej ajatollah Seyyed Ali Chamenei, prezydent Masoud Pezeshkian i przewodniczący parlamentu Mohammad Baqer Qalibaf, szybko dostrzegli różnicę między legalnymi zgromadzeniami publicznymi a działaniami rebeliantów pod przywództwem zagranicy.

Ocenę tę potwierdziły aresztowania licznych agentów Mossadu i CIA w całym kraju, ujawnienie przez sąd sfałszowanych raportów o ofiarach oraz analizy kryminalistyczne, które ujawniły skoordynowaną kampanię dezinformacji cyfrowej napędzaną treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję i zmanipulowanymi nagraniami audio. Schemat ten bardzo dokładnie odzwierciedla szczegółowo udokumentowaną ingerencję zagraniczną podczas zamieszek w 2022 r., kiedy to agencje wywiadowcze ujawniły udział ponad 20 zachodnich agencji wywiadowczych.

Geneza wewnętrzna: roszczenia ekonomiczne jako rzeczywistość

Protesty, które wybuchły pod koniec grudnia 2025 r., były spowodowane realną presją ekonomiczną. Właściciele sklepów i handlarze na bazarach, które ajatollah Chamenei określił jako „najbardziej lojalne wobec rewolucji islamskiej grupy w kraju”, zaczęli zamykać swoje podwoje w odpowiedzi na gwałtowny i destabilizujący spadek wartości krajowej waluty.

Prezydent Pezeshkian, przewodniczący Izby Qalibaf i sam przywódca publicznie uznali zasadność tych żądań ekonomicznych i zobowiązali się zająć obawami przedsiębiorców. Ajatollah Chamenei powiedział, że kupiec, który mówi „Nie mogę robić interesów” w tak niestabilnych warunkach, mówi prawdę, ponieważ to on ponosi największe konsekwencje niepewności na rynku. Od samego początku rząd konsekwentnie popierał prawo do pokojowych zgromadzeń, jednocześnie instruując urzędników, aby podejmowali dialog w celu rozwiązania tych problemów ekonomicznych.

Doniesienia z niektórych miast opisują tysiące pokojowych demonstrantów zbierających się pod hasłami ekonomicznymi, którym towarzyszyła policja. Do starć doszło dopiero, gdy odrębna grupa dopuściła się aktów wandalizmu. Początkowo protesty miały zasadniczo charakter wewnętrzny i społeczno-ekonomiczny, zanim zostały wykorzystane przez siły zewnętrzne, które znalazły odpowiedni moment na promowanie swojego projektu „zmiany reżimu”.

Poprzedni model: Podręcznik ingerencji między-agencyjnej z 2022 r.

Irański aparat bezpieczeństwa interpretuje bieżące wydarzenia przez pryzmat niedawnej historii, w szczególności powstań, które wybuchły po tragicznej śmierci Mahsy Amini w 2022 roku. W czerwcu 2023 r. generał brygady Mohammad Kazemi, szef wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), przedstawił szczegółowy raport publiczny na temat tego okresu. Śledztwo ujawniło, że aż 20 zagranicznych agencji wywiadowczych odegrało „aktywną” rolę w powstaniach w 2022 roku, które wstrząsnęły krajem. Wśród nich znalazły się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, niektóre kraje arabskie oraz reżim izraelski.

Ujawnione działania doprowadziły do opracowania szczegółowego planu: europejscy dyplomaci gromadzili na bieżąco informacje wywiadowcze na temat reakcji służb bezpieczeństwa; CIA i Mossad współpracowały przy tworzeniu i zarządzaniu wirtualnymi platformami służącymi do rozpowszechniania wiadomości o protestach, a nawet wznowiły wspólne plany zamachów na irańskich naukowców; regularne spotkania służb wywiadowczych reżimu izraelskiego i Zjednoczonych Emiratów Arabskich miały na celu skoordynowanie wsparcia dla powstań. Ten raport z 2022 r. stanowi precedens dla wielowymiarowej, sponsorowanej przez państwa wojny hybrydowej, której celem jest wewnętrzna destabilizacja Iranu.

Natychmiastowe i rosnące wsparcie polityczne ze strony Stanów Zjednoczonych

Kluczowym elementem wzorca zakłóceń, powtarzającego się w latach 2022–2026, jest natychmiastowe poparcie polityczne ze strony wysokich rangą urzędników rządu USA. W ostatnim odcinku oświadczenia USA pojawiły się niemal równocześnie z pierwszymi zdjęciami z protestów. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz oświadczył 29 grudnia 2025 r.:

„Naród irański pragnie wolności… Solidaryzujemy się z Irańczykami, którzy wychodzą na ulice” – zdanie to celowo zmieniało narrację z żądań ekonomicznych na rewolucję polityczną. Były sekretarz stanu Mike Pompeo obwinił irański rząd o załamanie gospodarcze.

Najbardziej eskalującą retorykę wywołał prezydent Donald Trump, który wydał serię prowokacyjnych oświadczeń za pośrednictwem swoich kont w mediach społecznościowych. Zapowiedział, że Stany Zjednoczone interweniują, jeśli „protestujący” zostaną zabici. Kulminacją oświadczenia było stwierdzenie, że kraj jest „gotowy do ataku”. Niedawno, we wtorek, wezwał Irańczyków do „przejęcia kontroli” nad instytucjami rządowymi i powiedział, że „pomoc jest w drodze”, co wywołało ostrą reakcję irańskich urzędników.

W odpowiedzi sekretarz irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) odrzucił groźby Trumpa, nazywając go głównym zabójcą Irańczyków. „Ogłaszamy nazwiska głównych morderców narodu irańskiego: 1 – Trump, 2 – Netanjahu” – powiedział Larijani we wpisie na X we wtorek.

Minister obrony, generał brygady Aziz Nasirzadeh, ostrzegł, że Republika Islamska zareaguje bardziej zdecydowanie na każdy nowy akt agresji ze strony Stanów Zjednoczonych lub reżimu izraelskiego. „Jeśli te groźby przerodzą się w czyny, będziemy bronić kraju ze wszystkich sił i do ostatniej kropli krwi, a nasza obrona będzie dla nich bolesna” – powiedział.

Starszy doradca polityczny przywódcy i były wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa Ali Shamkhani uznał to za „czerwoną linię” i złożył formalną skargę do Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Szybkość i charakter tych oświadczeń stanowiły zaplanowaną próbę wywarcia presji, mającą na celu nadanie sprawie wymiaru międzynarodowego, ośmielenie agresywnych podmiotów działających na miejscu i zapewnienie dyplomatycznego poparcia dla działań wywrotowych, co było odzwierciedleniem rezolucji Izby Reprezentantów USA z 2022 r., która poparła powstańców w tamtym roku.

Fabryka propagandy cyfrowej

Głównym polem bitwy o kontrolę nad narracją dotyczącą Iranu stała się arena internetowa, a taktyka stosowana w tym konflikcie stała się bardziej wyrafinowana od czasu zamieszek w 2022 r. Zakrojona na szeroką skalę operacja dezinformacyjna dotyczyła sprawy Saghar Etemadi, którą w mediach społecznościowych fałszywie przedstawiono jako „męczennicę” zabitą przez siły państwowe podczas powstania. Irański wymiar sprawiedliwości formalnie zaprzeczył zarzutom, potwierdzając, że kobieta została ranna, hospitalizowana i jest w stabilnym stanie. Jej matka i brat publicznie zaapelowali o pomoc, a matka oświadczyła: „Moja córka żyje. Proszę nie zawracać nam głowy kłamstwami”.

Analiza kryminalistyczna potwierdziła, że zdjęcia Etemadi zostały wygenerowane lub zmanipulowane przy użyciu sztucznej inteligencji w celu stworzenia „fałszywych męczenników” mających wzmocnić emocjonalnie ich historię. Tę taktykę bezpośrednio porównano z podobnymi fałszerstwami podczas zamieszek w 2022 roku. Co więcej, informatyka śledcza ujawniła systematyczne wykorzystywanie starych nagrań. Nagrania z protestów z 2022 r., a nawet niezwiązane z nimi wydarzenia w takich krajach jak Grecja, Francja i Stany Zjednoczone, zostały wykorzystane jako materiał pokazujący obecne zamieszki w Iranie.

Bardziej zaawansowana technika polegała na dodawaniu fałszywego dźwięku do scen protestów i wstawianiu okrzyków chwalących Rezę Pahlawiego, syna dyktatora obalonego w wyniku rewolucji islamskiej z 1979 r.

Kampania cyfrowa ma związek z izraelskimi sieciami botów i antyirańską propagandą, mającą na celu sztuczne wywołanie rewolucji pod przewodnictwem monarchii w globalnej percepcji cyfrowej.

Infiltracja terenu i płatna agitacja

Irańskie siły bezpieczeństwa przedstawiły konkretne dowody na działalność wywrotową kierowaną przez siły zagraniczne wśród protestujących. Na początku stycznia 2026 roku policja upubliczniła aresztowanie agenta izraelskiej agencji Mossad. W transmitowanym w telewizji zeznaniu zatrzymany opisał proces rekrutacji i zdalnej kontroli prowadzony za pośrednictwem mediów społecznościowych przez agentów z Niemiec, który obejmował instrukcje dotyczące zakupu sprzętu, uczestnictwa w wiecach, skandowania określonych haseł i wysyłania nagrań za granicę.

Szef policji, generał brygady Ahmadreza Radan potwierdził, że siły bezpieczeństwa wzięły na celownik przywódców, którzy „otrzymywali płatności w dolarach z zagranicy w zamian za prowokowanie opinii publicznej”.

Dalsze naloty na bezpieczne miejsca w Teheranie doprowadziły do odkrycia broni, amunicji i materiałów do produkcji bomb, co wskazuje na spisek mający na celu przekształcenie zamieszek w przemoc zbrojną. Ministerstwo Wywiadu Iranu ogłosiło w środę, że udało się zidentyfikować i aresztować przywódców terrorystycznych w Teheranie dzięki skutecznej współpracy ludności.

Szef Fundacji Męczenników Ahmad Musawi powiedział, że męczennicy, w tym cywile i członkowie sił bezpieczeństwa, zostali zabici przy użyciu różnych rodzajów broni, takich jak karabiny bojowe i myśliwskie, noże, siekiery itp. Działania te były chirurgicznymi atakami na to, co przewodniczący parlamentu Qalibaf nazwał „osobami powiązanymi z zagranicznymi służbami wywiadowczymi, które próbują przejąć kontrolę nad protestami i przekształcić je w zamieszki”.

Ten model zdalnego werbowania i płacenia za agitację to skalowalna i możliwa do zaprzeczenia metoda ingerencji na miejscu, która wyewoluowała z szerszych działań wywiadowczych ujawnionych w 2022 r.

Cel geopolityczny: osłabienie osi oporu

Wysocy rangą urzędnicy irańscy jednoznacznie łączą wewnętrzne niepokoje z szerszymi konfliktami międzynarodowymi, pokazując, że ostatecznym celem ingerencji są kwestie geopolityczne, a nie humanitarne.

Przewodniczący parlamentu Qalibaf w swoim publicznym przemówieniu w poniedziałek wyraźnie powiązał traktowanie Iranu, wojnę Izraela w Strefie Gazy i porwanie przez Stany Zjednoczone prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.

Pokazano, że Stany Zjednoczone, wyczuwając słabnącą dominację, uciekły się do „brutalnej siły” i „zachowania szaleńca”, porzucając prawo międzynarodowe na rzecz „prawa dżungli”. Z tej perspektywy gwałtowne powstania w Iranie, wspierane z zagranicy, stanowią punkt nacisku w szerszej kampanii mającej na celu osłabienie Osi Oporu.

Celem, jak twierdzą urzędnicy, tacy jak dowódca sił zbrojnych, generał dywizji Abdolrahim Musawi, jest rekompensata za klęskę wroga w bezpośrednich starciach zbrojnych poprzez podsycanie wewnętrznego chaosu, co wymusi zmianę regionalnej polityki Iranu i wsparcia dla palestyńskiego ruchu oporu. Natychmiastowe poparcie reżimu izraelskiego dla operacji USA w Wenezueli jest dowodem spójnej strategii wymierzonej w niepodległe państwa na kilku kontynentach.

Ewolucja taktyk: od emocjonalnego katalizatora 2022 r. do ekonomicznego pretekstu 2025 r.

Ważna analiza porównawcza dokumentuje ewolucję katalizatora interferencyjnego.

Zamieszki w 2022 roku zostały wywołane przez incydent społeczny, który zagraniczne agencje wykorzystały w zorganizowanej kampanii mającej na celu stworzenie „emocjonalnej atmosfery”, przekształcenie protestów w zamieszki poprzez wezwania do strajków i ostatecznie próbę przekształcenia niepokojów w ruch zbrojny.

Natomiast protesty z lat 2025-2026 miały podłoże czysto ekonomiczne: załamanie waluty i inflację. Scenariusz ingerencji zagranicznej pozostał zasadniczo ten sam, ale zmienił się klucz.

Natychmiastowe wsparcie polityczne ze strony Stanów Zjednoczonych, lawina propagandy cyfrowej oraz rekrutacja i płacenie żołdu na miejscu przebiegały niemal identycznie. Ta konsekwencja pokazuje, że celem jest zasianie ziaren destabilizacji, przy czym konkretne żądanie społeczne jest zmienne. Niezależnie od tego, czy iskra ma charakter społeczny czy ekonomiczny, odpowiedzią wrogich państw i powiązanych z nimi sieci jest gotowy do użycia, standardowy zestaw narzędzi wywrotowych.

Walka o percepcję: asymetria mediów i ataki dyplomatyczne

Zjawisko to dotyczy również dyplomacji międzynarodowej i globalnej sieci medialnej, w której zachodnie media cechują się głęboką asymetrią. Podczas gdy obrazy ograniczonych zamieszek są nagłaśniane, duże demonstracje pro-rządowe, takie jak te upamiętniające męczeństwo dowódcy sił antyterrorystycznych Kasema Sulejmaniego, w których uczestniczyły setki tysięcy osób, są rzadko relacjonowane.

Eksperci twierdzą, że masowe demonstracje, które w poniedziałek odbyły się w całym kraju i w których wzięły udział miliony Irańczyków, zostały zignorowane przez zachodnie media, ponieważ nie pasowały do ich narracji. Ta selektywna widoczność jest celowym narzędziem narracyjnym, mającym na celu przedstawienie Iranu jako kraju stale stojącego na krawędzi „rewolucji”, co legitymizuje dalszą presję zagraniczną i sankcje.

W odpowiedzi Iran podjął własne kroki dyplomatyczne, składając formalne protesty do Organizacji Narodów Zjednoczonych przeciwko groźbom USA, uznając je za pogwałcenie prawa międzynarodowego. Irańskie media odpowiadają na dezinformację faktami, zwracając uwagę na aresztowania zagranicznych agentów, obalając dezinformację i prezentując pokojowe rozwiązanie wielu protestów.

Walka toczy się nie tylko o to, co dzieje się na miejscu, ale także o to, jaka interpretacja tych wydarzeń dominuje w globalnej przestrzeni informacyjnej – jest to walka z dobrze finansowanymi i politycznie motywowanymi zagranicznymi mediami oraz ich sieciami nagłaśniającymi informacje w Internecie.

Eskalacja technologiczna: sztuczna inteligencja i nowe granice wojny informacyjnej

Ważnym wydarzeniem w protestach z lat 2025–2026 jest kluczowa rola, jaką w kampanii ingerencji odegrała technologia. Badania kryminalistyczne wskazują na wykorzystywanie obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję do tworzenia „fałszywych męczenników”, stosowanie dubbingowanych nagrań audio do tworzenia haseł protestacyjnych oraz zaawansowane użycie botnetów do ich rozprzestrzeniania.

Jest to ewolucja techniczna w porównaniu z rokiem 2022, kiedy to powtórnie wykorzystane filmy były powszechniejsze niż zautomatyzowane treści.

Do tej eskalacji doszło w kontekście militarnej agresji reżimu izraelskiego w połowie 2025 r., podczas której na szeroką skalę stosowano podobne narzędzia oszustwa cyfrowego. Środowisko protestów stało się zatem poligonem doświadczalnym i strefą wdrażania nowych narzędzi zarządzania percepcją.

Zmniejszanie barier utrudniających tworzenie fałszywych, ale przekonujących treści stanowi nowe wyzwanie, ponieważ fałszywe narracje osiągają globalną popularność, zanim zdążą zadziałać tradycyjne mechanizmy weryfikacji, na stałe kształtując opinie nawet po ich obaleniu.

Yousef Ramazani, presstv.ir

—————————————————————–

Ta szczegółowa analiza Persa dowodzi niezbicie to, co wiadomo od dawna – Telewizja Kłamie.

Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach. O „lwicach lewicy”

„Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach”.

Zajączkowska-Hernik ostro o „lwicach lewicy”


„Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach”. Zajączkowska-Hernik ostro o „lwicach lewicy”

Piotr Relich


pch24.pl/gdy-dorwaly-sie-do-koryta-zapomnialy-o-kobietach-o-lwicach-lewicy

Gdzie teraz są wasze pioruny i marsze w obronie kobiet? Za rządów koalicji Tuska zamknięto już 42 porodówki w Polsce a w zamian kobiety mają rodzić na SOR-ach. Cisza – napisała Ewa Zajączkowska-Hernik, wykazując hipokryzję lewicowych aktywistek zainteresowanych losem kobiet wyłącznie wtedy, gdy chodzi o zabijanie nienarodzonych dzieci.

„Wenezuelczyk, który w Toruniu brutalnie napadł i zabił 24-letnią Klaudię, po 7 miesiącach wciąż nie dostał z prokuratury Żurka aktu oskarżenia! Cisza. W policji, pod nadzorem ministra Kierwińskiego, funkcjonariuszka w Piasecznie została zgwałcona przez dowódcę, a w Olsztynie naczelnik wydziału składał propozycje seksualne podwładnym kobietom. Gdy zgłosiły sprawę, naczelnik został… przeniesiony do innego komisariatu. Cisza” – napisała europoseł Konfederacji, przypominając głośne przykłady przestępstw na kobietach w ostatnich miesiącach.

Polityk zasugerowała, że lewica skupia się na marginalnych kwestiach takich jak „neutralne płciowo” nazwy stanowisk by odwrócić uwagę od realnych problemów, z którymi mierzą się kobiety w Polsce. Jednym z nich jest zamykanie oddziałów ginekologiczno-położniczych w całym kraju. W niektórych miejscach Polski, kobieta pragnąca rodzić w szpitalu musi pokonać ponad 100 km. W zamian Ministerstwo Zdrowia proponuje, by personel położniczy zmógł odbierać porody w szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR-ach).

„To podsumowanie ich działalności w rządzie. Gdy dorwały się do koryta, nagle zapomniały o kobietach, których w rzeczywistości nigdy nie broniły, tylko wykorzystywały do swoich własnych, partykularnych interesów politycznych. WSTYD. Nie jesteście żadnymi reprezentantkami kobiet w Polsce!” – pisze europoseł Konfederacji.

Źródło: Facebook.com / własne PCh24.pl

Między nawróceniem a trwaniem w błędzie. Problem „Dnia Judaizmu”

Między nawróceniem

a trwaniem w błędzie.

Problem Dnia Judaizmu

Paweł Chmielewski pch24.pl/miedzy-nawroceniem-a-trwaniem-w-bledzie

Już 29 lat Kościół katolicki w Polsce dialoguje z Żydami, organizując Dzień Judaizmu. Jakie są owoce tego dialogu? Czy Żydzi odkrywają Mesjasza w Chrystusie? A może raczej umacniają się we własnej, zamkniętej na Chrystusa tożsamości?

17 stycznia odbywa się po raz 29 Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Tym razem miejscem centralnych obchodów jest Płock, diecezja kierowana przez bp. Szymona Stułkowskiego. Najważniejszą rolę odgrywają jednak metropolita Krakowa, kardynał Grzegorz Ryś. Purpurat jest przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego przy KEP, w ramach której przewodzi Komitetowi ds. Dialogu z Judaizmem.

Dzień Judaizmu jest w tej skali wydarzeniem wyłącznie polskim. Pierwszy raz obchodzony w 1997 roku za sprawą nowego dynamizmu w dialogu z Żydami, jaki wprowadził do Kościoła św. Jan Paweł II. Jednym z inicjatorów wprowadzenia go w Polsce był arcybiskup Stanisław Gądecki, w 1997 roku biskup pomocniczy w Gnieźnie, później metropolita Poznania i dwukrotny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Kiedy ustępował z tej ostatniej funkcji, wśród swoich najważniejszych dokonań wymieniał właśnie wprowadzenie do Kościoła w Polsce Dnia Judaizmu.

W teorii Dzień Judaizmu miał umacniać wzajemnie zrozumienie po obu stronach dialogu. W przypadku Kościoła katolickiego chodziłoby o pogłębienie świadomości zakorzenienia chrześcijaństwa w Starym Testamencie, ale także o skorzystanie z aktualnej żydowskiej refleksji nad jego księgami, tak, by wydobyć jakieś mniej oczywiste sensy, przydatne również z perspektywy rozpoznania Mesjasza w Chrystusie. Inicjatywa, choć nagłaśniania przez część hierarchów oraz środowiska zaangażowane w dialog z Żydami, nie zyskała nigdy większej popularności. Przez lata przechodziła raczej niezauważona, a większość katolików zachowywała wobec niej dystans lub obojętność, o ile w ogóle wiedziała o jej istnieniu.

Ożywienie

Wokół Dnia Judaizmu zaczęło robić się głośniej dopiero w ostatnich latach, głównie za sprawą dużego zaangażowania Grzegorza Rysia – najpierw jako biskupa, później już także jako kardynała i członka dwóch rzymskich dykasterii. Można spodziewać się, że w najbliższej przyszłości to wydarzenie będzie coraz bardziej obecne w świadomości polskich katolików, zyskując nieco bardziej konkretny wpływ na kształt wiary Polaków. Kardynał Ryś może wykorzystać swoją wyjątkową pozycję jako metropolity Krakowa do tego, by nadać obchodom tego dnia wyjątkową rangę. Jednym z pierwszych gości, których przyjął w siedzibie biskupiej przy Franciszkańskiej 3 był naczelny rabin Polski, Michael Schudrich. Kardynał przyznaje, że w dialogu z judaizmem są „nieprzezwyciężalne” granice i nikt nie wierzy w to, by w doczesności doszło do jakiegoś zjednoczenia chrześcijan z żydami (mówił o tym w październiku 2025 roku na konferencji poświęconej „Nostra aetate”, która odbywała się w Łodzi). Według purpurata konieczna jest jednak intensyfikacja dialogu i rozmów, do czego właśnie Dzień Judaizmu mógłby być idealną okazją. Przy okazji obchodów w 2024 roku przekonywał, że dzień ten powinien mieć swoje odzwierciedlenie w każdej parafii. Przekonywał też, że jeżeli nie pamięta się o Żydach obecnych w historii Polski, to taką niepamięcią potwierdza się „dzieło Zagłady”.

Bo przecież sam dialog z judaizmem nikogo nie dziwi ani nie gorszy – chrześcijanie rozmawiają z każdym, bo spoczywa na nich nałożony przez Chrystusa obowiązek głoszenia Ewangelii całemu światu. Problem pojawia się wtedy, kiedy dialog zostaje oparty na niewłaściwej podstawie. Dlatego trzeba zapytać: czy Dzień Judaizmu w Polsce służy temu, by w miarę możliwości przybliżać Żydów do rozpoznania w Chrystusie Mesjasza, czy raczej do tego, by umacniać obie strony dialogu na swoich pozycjach? Z jakiego rodzaju komunikatem ze strony Kościoła katolickiego spotykają się Żydzi, którzy uczestniczą w centralnych czy lokalnych obchodach Dnia Judaizmu?

Wszystko wskazuje na to, że charakter tego komunikatu jest bardzo daleki od katolickiego ideału. Żydzi coraz częściej słyszą, jakoby ich własna wiara w Boga była całkowicie wystarczająca i nie potrzebowała wcale wypełnienia w Chrystusie. Takie przesłanie obecne jest nie tylko w Polsce, ale również globalnie – w ramach coraz silniej obecnego w przepowiadaniu Kościoła indyferentyzmu religijnego.

Welt-ethos

Z okazji 60. rocznicy ogłoszenia przez II Sobór Watykański deklaracji „Nostra aetate” o stosunku Kościoła katolickiego do religii niechrześcijańskich na łamach oficjalnych mediów watykańskich ukazał się artykuł, który sygnował kardynał Cristóbal López Romero. To 73-letni Hiszpan, arcybiskup marokańskiego Rabatu. Hierarcha zachęcał do odkrywania i promowania wartości wszystkich religii. „Musimy porzucić fałszywy paradygmat «prawdziwej religii, fałszywej religii». Żadna religia nie może zawłaszczyć sobie prawdy, jakby była jej jedynym właścicielem. Żadna religia nie posiada prawdy; wręcz przeciwnie, to prawda posiada nas wszystkich, a w każdej religii kryją się przebłyski prawdy” – pisał kardynał. Inny przykład to słów biskupa Americo Aguiara z Lizbony, później kreowanego przez Franciszka kardynałem. Aguiar w przededniu Światowych Dni Młodzieży w Portugalii przekonywał, że Kościół katolicki nie chce podczas tego spotkania nikogo nawracać. „Nie chcemy nawracać młodych ludzi na Chrystusa albo do Kościoła katolickiego czy coś w tym rodzaju. Absolutnie. Chcemy, żeby dla młodych ludzi było normalne powiedzieć i zaświadczyć, że są; że młodzi muzułmanie, żydzi czy [wyznawcy] innych religii też nie mają problemu z mówieniem, że są i ze świadczeniem o tym. I że młodzi ludzie, którzy nie wyznają żadnej religii, czują się z tym dobrze i nie czują się dziwnie, bo jest tak albo inaczej; że wszyscy rozumiemy, że ta różnorodność jest bogactwem i że świat będzie obiektywnie lepszy, jeżeli będziemy mogli umieścić to przesłanie w sercach wszystkich młodych ludzi” – mówił purpurat.

Te dwie wypowiedzi nie są wypadkiem przy pracy albo przejęzyczeniem. Papież Franciszek w 2019 roku podpisał w Abu Zabi deklarację, w której uznaje się istnienie różnorodności religijnej za wyraz mądrej woli Boga, tak samo jak istnienie różnych płci, ras czy języków. W 2024 roku podczas pielgrzymki do Azji Południowo-Wschodniej papież twierdził wprost, jakoby religie niechrześcijańskie – wymienił islam, buddyzm i sikhizm – stanowiły drogę do Boga, którą postawił obok drogi chrześcijańskiej. Również judaizm bywa komponentem tej zaskakującej ideologii indyferentystycznej. W 2023 roku w Abu Zabi zainaugurowano funkcjonowanie Domu Rodziny Abrahamowej. To kompleks multireligijny powstały między innymi z inicjatywy Franciszka. Składa się z katolickiego kościoła, meczetu oraz właśnie synagogi. Wszystkie świątynie wyglądają podobnie, co tworzy zamierzone wrażenie „trzech dróg” religijnych w ramach jednej, monoteistycznej rodziny. Przywołuje to na myśl idee, które głosił bliski papieżowi Franciszkowi szwajcarski teolog heterodoksyjny, Hans Küng. W 1990 roku opublikował książkę „Weltethos”, gdzie postulował stworzenie globalnej etyki wynikającej z nauczania kilku największych religii. Nota bene, dokładnie na tę ideę powołał się kardynał  Cristóbal López Romero. Küng promował też bliską współpracę chrześcijaństwa, islamu oraz judaizmu jako szeroko pojętej „tradycji monoteistycznej”. W 2006 roku opublikował książkę poświęconą islamowi, w 2008 roku pracę przygotowaną wraz z rabinem Walterem Homolką, a poświęconą koncepcji etosu światowego wyprowadzanego ze źródeł judaizmu.

Dwie drogi zbawienia?

W 2008 roku abp Stanisław Gądecki mówił: „My mówimy, że Żydzi i chrześcijanie tworzą jeden lud Boży i że to, co dotyczy drogi zbawienia, u nich realizuje się przez Mojżesza, a u nas przez Chrystusa”. Czyżby istniały zatem różne drogi zbawienia, zgodnie z architektoniczno-ideową wizją Domu Rodziny Abrahamowej i optyką „rezygnacji z roszczenia do prawdy” kardynała  Lópeza Romero? W 2026 roku Dzień Judaizmu odbywa się pod hasłem „Twój lud, będzie moim ludem, a Twój Bóg – moim Bogiem”. To cytat z Księgi Rut (1, 16). Co usłyszą Żydzi w trakcie spotkań w Płocku i całej Polsce? Czy ktoś powie im, że w optyce katolickiej droga zbawienia prowadzi wyłącznie przez Chrystusa, wcale nie przez Mojżesza?

Dialogista zaprotestuje. Stwierdzi, że Żydzi przecież dobrze wiedzą, jakie jest katolickie stanowisko i w związku z tym nie warto go powtarzać, bo tylko ich się zrazi. Nie zgodzę się z takim postawieniem sprawy. Katolicy są zobowiązani do głoszenia Chrystusa – w porę i nie w porę. Ewangelizacja musi być roztropna, to oczywiste. Nie może jednak rezygnować ze swojego proprium, to znaczy ukazywania Mesjasza w Jezusie Chrystusie. Jeżeli to porzuci, nie będzie już wcale ewangelizację – co najwyżej dawaniem świadectwa, że chrześcijaństwo jako historyczna i teraźniejsza kultura religijna ma jakąś wartość humanistyczną. To jednak za mało, by mówić o ewangelizacji.

Kościół nowym Izraelem… albo nie?

Można tymczasem stwierdzić, że narracja mówiąca o własnej drodze Żydów jest w Kościele katolickim coraz wyraźniejsza. Przejawia się to choćby w tezie o rzekomym odrzuceniu przez Kościół nauczaniu o tym, że to Kościół zastąpił naród wybrany, to znaczy – że to Kościół jest w Chrystusie Jezusie Nowym Izraelem. Taką tezę stawia często kardynał Grzegorz Ryś, powołując się na dokumenty watykańskie, zwłaszcza na tekst „Bo dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne” z 2015 roku, przygotowany przez Komisję ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, która pracuje przy Dykasterii ds. Jedności Chrześcijan.

Problem w tym, że we wspomnianym dokumencie nie ma wcale odrzucenia cytowanego nauczania, czyli tak zwanej teorii zastępstwa. „Bezpodstawna się staje teologia zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty, Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje” – głosi tekst, wskazując zatem na odrzucenie bardzo konkretnej teorii zastępstwa, dookreślonej w szczegółach – ale nie „teorii zastępstwa” jako takiej. Jej odrzucenie byłoby niemożliwe, bo nie mówimy tu wcale o teorii – mówimy raczej o stałym elemencie nauki Kościoła katolickiego, głoszonym przez św. Pawła, Ojców Kościoła, sobory i papieży – aż do naszych czasów. Jeszcze II Sobór Watykański pisze o Kościele katolickim jako „nowym Izraelu”, co powtarzali też św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.

Owoce Dnia Judaizmu

O stosunku Kościoła do Żydów kardynał Grzegorz Ryś mówił też 9 stycznia 2026 roku podczas konferencji prasowej w siedzibie KEP w Warszawie. Jak wskazywał, judaizm stanowi korzeń Kościoła, a żeby korzeń mógł spełniać swoją funkcję, mówi być żywy. Ta myśl wydaje się implikować konieczność istnienia Żydów wyznających judaizm dla podtrzymania tożsamości Kościoła, jeżeli nie wręcz samego jego bytu. Można zapytać, czy w tej perspektywie mieści się w ogóle nawrócenie Żydów – czy wprost przeciwnie, chodzi o to, aby pozostali tam, gdzie są, jako ów „żywotny korzeń”? Takie słowa wydają się być konsekwencją albo nawet innym wyrażeniem tej samej myśli, o braku zastąpienia Izraela przez Kościół.

Bo przecież kiedy twierdzi się dziś, że Kościół katolicki wcale nie zastąpił Izraela, sugeruje się dokładnie to, co w 2008 roku powiedział arcybiskup Gądecki – jakoby Chrystus i Mojżesz stanowili paralelne drogi zbawienia. Jeżeli Dzień Judaizmu miałby budować się na takim komunikacie, to lepiej, aby w ogóle się nie odbywał. Żydzi – tak jak wszyscy ludzie, a z racji na ich szczególną historię nawet przede wszystkim oni – zasługują na to, by głosić im Objawienie Boga w Jezusie Chrystusie, prawdziwym człowieku i prawdziwym Bogu. Mówienie im, jakoby trwanie w tradycji judaizmu i kategoryczne odrzucenie prawdy o Wcieleniu się Boga w Jezusie było w ich przypadku rzeczą dopuszczalną, jest odejściem od powszechnego nakazu misyjnego Zbawiciela, a to stanowi skandal, czyli w teologicznym sensie – zgorszenie.

Mam nadzieję, że ten skandal nie będzie towarzyszył Dniowi Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce ani w tym, ani w żadnym innym roku.

Paweł Chmielewski

Wojska Danii oraz państw NATO zwiększają obecność na Grenlandii. Norwegia wysyła dwóch żołnierzy.

Norwegia wysyła wojska na Grenlandię!

Przyleciało… dwóch żołnierzy

Paweł Chmielewski


pch24.pl/norwegia-wysyla-wojska-na-grenlandie-przyjechalo-dwoch-zolnierzy

Kraje europejskie chcą bronić Grenlandii przed Stanami Zjednoczonymi. Można wątpić, czy gromadzone na duńskiej wyspie siły zrobią jednak wrażenie na Donaldzie Trumpie.

Minister obrony tego kraju Tore A. Sandvik przekazał dziennikowi „VG”, że zdecydował o skierowaniu dwóch żołnierzy norweskich sił zbrojnych na duńską wyspę. Ich zadaniem na miejscu ma być rozpoznanie możliwości współdziałania z sojusznikami.

Minister podkreślił, że norweska misja nie oznacza, że Norwegia zdecydowała o skierowaniu na Grenlandię swoich wojsk.

„Nie zapadły jeszcze żadne ostateczne decyzje, ale wspólnie z sojusznikami analizujemy je” – przekazał szef resortu obrony.

Jesienią 2025 roku norwescy żołnierze z korpusu Heimevernet w ramach ćwiczeń „Arctic Light” wzięli udział w wielonarodowych manewrach przeprowadzonych na Grenlandii. Wspólnie z silami z Danii, Szwecji, Niemiec i Francji ćwiczyli zabezpieczenie krytycznej infrastruktury i rozbudowę koniecznej logistyki dla wojsk, które miałyby bronić duńskiej wyspy.

Z początkiem 2026 roku na nowo rozgorzał spór między Danią a USA o Grenlandię, gdy prezydent Donald Trump powtórzył, że posiadanie arktycznej wyspy jest kluczowe dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Oświadczenie prezydenta zbiegło się w czasie z amerykańską interwencją wojskową w Wenezueli.

Wcześniej w środę duńskie ministerstwo obrony, a także grenlandzkie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyły, że wojska Danii oraz państw NATO zwiększają obecność na Grenlandii. Według komunikatu realizuje się to „poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO”.

O tym, że kilku szwedzkich oficerów jest w drodze na Grenlandię – poinformował w środę premier Szwecji Ulf Kristersson.

Źródło: PAP

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Łukasz Warzecha


salon24/lukaszwarzecha/jak-panstwo-niszczy-przedsiebiorcow

Różnego rodzaju inspekcje mają tylko jeden cel: znaleźć pretekst, nałożyć kary i ściągnąć kasę do budżetu. To korzyść dla budżetu krótkoterminowa i pozorna, a karani bezwzględnie przedsiębiorcy nabierają słusznego przekonania, że państwo jest ich wrogiem.

Żadna z dwóch partii, cieszących się w Polsce największym poparciem, nie dba o przedsiębiorców – nie mylić z wielkimi korporacjami, bo te akurat mają się jak pączki w maśle.

Najlepszym przykładem jest nadchodzące wdrożenie KSeF, czyli Krajowego Systemu eFaktur. Jak wiele złych dla Polaków rozwiązań – choćby strefy czystego transportu czy system kaucyjny – to wspólne dzieło PiS i KO (PO). Inwigilacyjny, totalniacki, niedopracowany system KSeF został przecież wymyślony za czasów pana premiera Morawieckiego i nawet wdrożony, tyle że na zasadzie tymczasowo nieobowiązkowej. Obowiązek wejścia w KSeF był zaplanowany na początek 2024 r., ale przesunięto ten termin jeszcze za PiS.

Ostatecznie na wejście w życie mechanizmu, który najprawdopodobniej okaże się katastrofalny w skutkach – o potencjalnych masowych naruszeniach tajemnicy handlowej nie mówiąc – będzie mieć miejsce od lutego, a dla wszystkich firm od kwietnia.

Jednak stanowisko partii i ich nastawienie do przedsiębiorców to nadbudowa nad aparatem państwa, w którego logice mieści się niezmiennie i od dekad traktowanie przedsiębiorców jak wrogów. Jak gąbki, z której wyciska się pieniądze. To postawienie spraw na głowie. Gdyby system państwa był tak zbudowany i nastrojony, aby uwzględniał korzyści wspólnoty, podejście wszelkiego rodzaju organów kontrolnych brałoby pod uwagę rachunek skutków ich działań. W Polsce tak nie jest. Organy kontroli mają jedno zadanie: znaleźć powód i ukarać.

Od jednego z przedsiębiorców ze wschodniej Polski, działającego w branży najogólniej mówiąc spożywczej, usłyszałem opowieść o tym, jak potraktowała go Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Zapewne mało kto spośród osób niezajmujących się biznesem w branży żywnościowej wie, że taki organ w ogóle istnieje. A owszem, istnieje, został powołany na podstawie Ustawy z 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, a głównego inspektora, szefa tejże agencji, powołuje minister rolnictwa.

Mój rozmówca zajmuje się konfekcjonowaniem i sprzedażą produktów spożywczych, sam ich nie wytwarza. Gdy pojawili się u niego inspektorzy – było to stosunkowo niedawno – rozpoczęła się bardzo drobiazgowa kontrola. Właściwie nie był zaskoczony. Miał za sobą doświadczenie 13 kontroli w ciągu sześciu pierwszych miesięcy działalności kilkanaście lat wcześniej. I oczywiście wielu późniejszych.

Inspektorzy zaczęli się przyglądać opakowaniom sprzedawanych towarów i wykryli tak karygodne uchybienia, jak: nazwa firmy niezawierająca nazwiska właściciela (formalnie nazwa firmy to „Sprzedaż Tego i Owego Jan Kowalski”, zaś na opakowaniu stało tylko „Sprzedaż Tego i Owego”)), użycie słowa „waga” zamiast słowa „masa” czy w przypadku alergenów adnotacja, iż produkt może je zawierać, zamiast „zawiera”.

Faktycznie – na opakowaniu powinna być masa, w nie waga, podobnie jak lepiej napisać, że produkt zawiera alergen niż że może go zawierać, skoro tenże alergen w produkcie jest. I to wszystko było oczywiście do poprawienia. Gdyby jednak polskie państwo szanowało biznesy, które zatrudniają ludzi i płacą podatki, IJHARS oraz inne podobne organy, których jest mnóstwo, w tego typu sytuacji wskazywałyby przedsiębiorcy, co należy skorygować – i byłoby to ich główne zadanie w przypadku pierwszej kontroli. Szczególnie że są to kwestie, które dla klienta na ogół mają znaczenie marginalne albo zerowe. Dla ilu osób problemem będzie słowo „waga” zamiast słowa „masa” na opakowaniu?

Lecz to tak nie działa: głównym zadaniem inspekcji wszelkiego rodzaju jest wyszukanie naruszeń przepisów i nałożenie mandatów. A te mogą być druzgocące i sięgać nawet kilkuset tysięcy złotych. Zgodnie z ustawą, może to być nawet 10 proc. przychodu z poprzedniego roku. Jak nietrudno sobie wyobrazić, dla wielu firm może to oznaczać po prostu upadek, a przynajmniej ograniczenie działalności i zwolnienia.

Inspektorzy nie myślą w kategoriach korzyści państwa, bo nikt tego od nich nie wymaga. Jest nawet przeciwnie – z góry idą oczekiwania, że przyniosą określoną liczbę mandatów i wpływy z nich. Dokładnie tak jak to ma miejsce w przypadku drogówki i kierowców.

Literalne traktowanie przepisów – których zresztą jest zbyt wiele, ale to także skutek skrajnego przeregulowania w UE – i wlepianie mandatów za każde ich naruszenie rzeczywiście pozornie zasila budżet, a inspekcja może się pochwalić przed przełożonymi statystyką. Budżet zasilany jest pozornie, bo przedsiębiorca mający wskutek nałożonych kar problemy z płynnością czy upadający będzie zwalniał pracowników, a ci trafią na garnuszek państwa i przestaną płacić podatki. Sam przedsiębiorca, jeśli upadnie, również przestanie zasilać fiskusa. Sumarycznie korzyść jest krótkoterminowa, straty zaś ponosimy w planie strategicznym jako wspólnota.

Nie znaczy to, że nie należy karać za celowe fałszowanie składu produktów czy uporczywe naruszenia przepisów. Ale nakładanie kar przy pierwszej kontroli za pomylenie na opakowaniu wagi z masą – to po prostu działanie na szkodę państwa i nas wszystkich. A także świetny sposób na przekonanie przedsiębiorców, że państwo nie jest ich przyjacielem, ale wrogiem, wobec którego muszą przyjąć postawę obronną.

Syndrom hawański po chińsku. Cicha głośna broń wywiadu.

Syndrom hawański po chińsku.

Cicha broń w świecie wywiadu.

Ja Falski salon24/syndrom-hawanski-po-chinsku

Kiedy dyplomaci zaczęli skarżyć się na bóle głowy, zawroty i zaburzenia neurologiczne, nikt nie mówił jeszcze o ataku. Dopiero z czasem okazało się, że Kanton może być jednym z pierwszych miejsc, gdzie przetestowano broń przyszłości — niewidzialną, nieśmiercionośną i trudną do przypisania.

W Chinach wszystko zaczęło się od dźwięku. Nie eksplozji, nie strzału, lecz czegoś znacznie bardziej nieuchwytnego: pulsującego brzęczenia, które budziło w środku nocy i nie dawało się zlokalizować. Dźwięku, który nie należał ani do miasta, ani do snu, a mimo to wdzierał się w ciało z precyzją narzędzia.

Rok 2017. Kanton – jedno z najgłośniejszych, najbardziej zaludnionych miast świata, a zarazem miejsce, gdzie amerykańska obecność dyplomatyczna miała swój największy przyczółek w Chinach. To tam, w mieszkaniach i biurach konsulatu USA, zaczęły pojawiać się pierwsze objawy tego, co później nazwano syndromem hawańskim. Bóle głowy przychodzące nagle i bez ostrzeżenia. Zawroty, nudności, szumy w uszach, zaburzenia widzenia i słuchu. Wrażenie, jakby coś niewidzialnego naruszało granice układu nerwowego.

Jedna z pierwszych relacji należała do Catherine Werner, pracowniczki konsulatu. Obudziła się w nocy, przekonana, że ktoś uruchomił urządzenie emitujące rytmiczny, metaliczny dźwięk. Chwilę później pojawił się ból – intensywny, dezorientujący, niepodobny do zwykłej migreny. Podobne doświadczenia zgłosił starszy oficer CIA. Historie zaczęły się powtarzać, zmieniały się jedynie mieszkania i nazwiska.

Wiosną 2018 roku incydenty przestały być pojedynczymi anomaliami. Oficjalnie zgłoszono przypadki nagłych dolegliwości neurologicznych w samym konsulacie: głośny, natarczywy hałas, ból ucha, a potem objawy przypominające uraz mózgu. W kolejnych miesiącach liczba poszkodowanych rosła – kilkadziesiąt osób, w tym dyplomaci, oficerowie wywiadu i członkowie ich rodzin. Część z nich ewakuowano do Stanów Zjednoczonych. Badania obrazowe mózgu u niektórych wykazały zmiany, które lekarze porównywali do skutków wstrząsu lub urazu traumatycznego, mimo że nie doszło do żadnego fizycznego uderzenia.

W języku dyplomacji pojawiło się nowe pojęcie: anomalne incydenty zdrowotne. Nazwa ostrożna, techniczna, jakby miała uchronić rzeczywistość przed zbyt śmiałą interpretacją. W kuluarach mówiono jednak wprost o ataku — o użyciu skierowanej energii, być może mikrofalowej, być może radiowej. Broni, która nie zabija, lecz uszkadza; nie pozostawia śladów na murach, ale zostawia je w układzie nerwowym.

Chiny zaprzeczyły wszystkiemu. Oficjalne stanowisko było chłodne i niezmienne: brak dowodów, brak incydentów, amerykańska histeria. Konsulat jednak ograniczył działalność, a personel wyjeżdżał z Kantonu z poczuciem, że wydarzyło się coś, czego nikt nie chce nazwać po imieniu. Sprawa zamarła — przynajmniej na powierzchni.

Wróciła kilka lat później. Śledztwa dziennikarskie opublikowane w 2024 roku zaczęły łączyć kropki, które wcześniej wydawały się zbyt odległe. Geolokalizacja, dane z podróży, obecność rosyjskich agentów jednostki GRU 29155 w Kantonie w czasie incydentów.

Ta sama jednostka, która pojawiała się przy eksplozjach składów amunicji, przy próbach otrucia, przy operacjach destabilizacyjnych w Europie. Sugestia była ostrożna, lecz niepokojąca: Chiny mogły być jednym z pierwszych laboratoriów nowego rodzaju przemocy — przemocy testowej, nieśmiercionośnej, ale głęboko ingerującej w ludzką biologię.

Raport Narodowej Akademii Nauk USA z 2020 roku wskazał energię mikrofalową jako najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie. Późniejsze oceny wywiadowcze próbowały tonować te wnioski, uznając atak obcego państwa za mało prawdopodobny. Spór przeniósł się z poziomu faktów na poziom interpretacji: broń czy psychosomatyka, atak czy zbiorowa sugestia, technologia czy środowisko.

Dziś, gdy pojawiają się informacje o urządzeniach zdolnych odtwarzać podobne objawy — z komponentami pochodzenia rosyjskiego — pytania wracają z nową siłą. Choć po 2018 roku nie odnotowano w Chinach kolejnych oficjalnych przypadków, cisza nie jest równoznaczna z zamknięciem sprawy. Raczej z jej zawieszeniem.

Syndrom hawański w Kantonie pozostaje jednym z najbardziej niepokojących epizodów współczesnej historii wywiadu. Nie dlatego, że wszystko o nim wiemy, lecz właśnie dlatego, że wciąż wiemy tak niewiele. To opowieść o świecie, w którym granica między wojną a pokojem przebiega wewnątrz ludzkiego ciała — i o dźwięku, który nigdy nie powinien istnieć, a mimo to zostaje w pamięci tych, którzy go usłyszeli.

Żydowski dzień w „Kościele” kard. Rysia…

Żydowski dzień w Kościele katolickim. Kard. Ryś: „Być może nawet to za mało, że mamy jeden taki dzień”

15.01.2026 nczas/zydowski-dzien-w-kosciele-kard-rysia

Kard. Grzegorz Ryś
NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś. / foto: PAP

Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał żydów naszymi starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI – naszymi ojcami w wierze. Dzień Judaizmu ma nam to przypominać” – powiedział przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś. Dodał, że dla Kościoła judaizm pozostaje korzeniem.

W czwartek w Kościele katolickim w Polsce obchodzony będzie XXIX Dzień Judaizmu, w tym roku pod hasłem „Twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg – moim Bogiem”. W centralnych obchodach, które rozpoczną się w Muzeum Żydów Mazowieckich w Płocku, uczestniczyć będą m.in. przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

Kardynał Grzegorz Ryś powiedział, że celem obchodów jest przede wszystkim przypomnienie, czego Kościół katolicki naucza na temat relacji chrześcijan z żydami. Jego zdaniem wśród wielu wiernych wciąż nie ma właściwej recepcji nauczania Kościoła na ten temat.

Mówimy, że jesteśmy katolikami, a głosimy poglądy, które są niekatolickie, więc tu jest potężna praca do wykonania – grzmiał.

Kard. Ryś poinformował, że Konferencja Episkopatu Polski przygotowuje list poświęcony wzajemnym relacjom chrześcijan i żydów, który zostanie odczytany w piątą niedzielę Wielkiego Postu. Zaznaczył, że w liście przedstawione zostanie nauczanie Kościoła na ten temat, począwszy od Soboru Watykańskiego II i Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate.

Podkreślił, że obok wspomnianego listu Dzień Judaizmu jest jedną z inicjatyw, które mają pokazywać, że „judaizm pozostaje dla nas korzeniem” [sic!!! md] .

– Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał żydów naszymi starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI – naszymi ojcami w wierze. Po to jest Dzień Judaizmu, żeby nam to przypominać. Być może nawet to za mało, że mamy jeden taki dzień na cały rok. Sądzę, że potrzebne są jeszcze inne inicjatywy, które by służyły ugruntowaniu nauczania Kościoła katolickiego na ten temat – stwierdził.

Zaznaczył, że to właśnie troska o właściwą formację wiernych w tym zakresie sprawiła, że wprowadzone zostały zmiany w księgach liturgicznych, z których jedną z ważniejszych jest zmiana w modlitwie za żydów odmawianej w liturgii w Wielki Piątek, z której usunięto prośbę o ich nawrócenie.

– Mamy nowe polskie tłumaczenie (tej modlitwy – PAP) dlatego, że Stolica Apostolska zrobiła dla nas wyjątek. Mimo tego, że nie ma jeszcze ostatecznego przekładu nowego Mszału, to ta modlitwa jest tak dramatycznie nieprawdziwa, że musiała być zmieniona niezależnie od tego, kiedy będzie nowy Mszał. W tej modlitwie zawarte było nauczanie – ośmielę się powiedzieć – jeśli nie heretyckie, to gorszące, mylne nauczanie na temat tego, kim jest Izrael – zastrzegł kard. Ryś.

Dodał, że edukacja na temat relacji chrześcijańsko-żydowskich powinna być obecna także na lekcjach religii w szkołach.

nczas/kosciol-judeochrzescijanski-pod-przewodem-kard-rysia-mowimy-ze-jestesmy-katolikami-i-glosimy-poglady-ktore-sa-niekatolickie

Główne obchody XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce rozpocznie modlitwa w Muzeum Żydów Mazowieckich „za Żydów, obywateli Płocka, ofiary Szoah”, którą wspólnie z kardRysiem odmówi rabin Michael Schudrich.

W płockiej katedrze odbędzie się następnie „Nabożeństwo Słowa Bożego” z udziałem kardynała Rysia i rabina Boaza Pasha.

Wcześniej otwarta zostanie tam planszowa wystawa archiwaliów, w tym fotografii „Byli sąsiadami. Ludzkie wybory i zachowania w obliczu zagłady”, przygotowana przez United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

W ramach obchodów w Muzeum Diecezjalnym w Płocku zaplanowano także wernisaż wystawy „Płockie Judaica”, w tym ze zbiorów tamtejszego Muzeum Mazowieckiego oraz Towarzystwa Naukowego Płockiego. Otwarcie ekspozycji poprzedzi panel dyskusyjny „Pamięć i nadzieja w drodze do wiary”, w którym uczestniczyć będą dr Katarzyna Kowalska ze zgromadzenia zakonnego Notre Dame de Sion, współprzewodnicząca Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, oraz prof. Jan Grosfeld i rabin Icchak Chaim Rapoport.

Częścią obchodów będzie również spacer ulicami Płocka, w tym ulicą Jerozolimską, poświęcony miejscom związanym z historią tamtejszych Żydów.

Zamiast modlitwy o nawrócenie żydów, „dzień judaizmu” w Kościele

Zamiast modlitwy o nawrócenie żydów,

dzień judaizmu w Kościele.

Kard. Ryś i rabin Schudrich

spotkają się w Płocku

9.01.2026 zamiast-modlitwy-o-nawrocenie-zydow

NCZAS.INFO rabin Schudrich i kardynał Ryś Fot. YotuTube/FestiwalKulturyŻydowskiej, YouTube/Archidiecezja Krakowska, print screen collage
NCZAS.INFO rabin Schudrich i kardynał Ryś Fot. YotuTube/FestiwalKulturyŻydowskiej, YouTube/Archidiecezja Krakowska, print screen collage

Główne obchody 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce odbędą się 15 stycznia br. w Płocku. Uczestniczyć w nich będą m.in. przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

– Dla nas to szczególne wyróżnienie – dla Płocka, dla diecezji płockiej – że możemy w tym roku centralne obchody Dnia Judaizmu przeżyć właśnie tutaj – powiedział w czwartek biskup płocki Szymon Stułkowski podczas briefingu prasowego w Kurii Diecezji Płockiej.

Przypomniał, że w 1889 r. Jan Matejko namalował obraz przedstawiający „Przyjęcie Żydów Roku Pańskiego 1096”, a scenę tę z czasów panowania Władysława I Hermana umieścił przed katedrą w Płocku. W mieście, które było jego siedzibą, pełniąc zarazem funkcję stolicy Polski oraz bazyliką, gdzie władca ten jest pochowany wraz z synem Bolesławem III Krzywoustym.

– Dlatego czujemy się szczególnie wyróżnieni i chcemy spojrzeć w tę historię, która była wspólna. Chcemy Panu Bogu dziękować za to, co było piękne i dobre – podkreślił biskup Stułkowski. Dodał, że tegoroczne obchody Dnia Judaizmu będą poświęcone jednocześnie modlitwie za ofiary Holocaustu, w tym zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej Żydów – mieszkańców Płocka, a także modlitwie o pokój na świecie.

– Ta modlitwa ma nas prowadzić w teraźniejszość i przyszłość, żebyśmy potrafili w zgodzie, jedności i pokoju wspólnie żyć – zaznaczył biskup płocki.

Głównym obchodom 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, które w Płocku odbędą się 15 stycznia br., towarzyszyć będą słowa z biblijnej Księgi Ruth: „Twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg będzie moim Bogiem”. Wydarzenie zostanie zainaugurowane w Muzeum Żydów Mazowieckich modlitwą „za Żydów, obywateli Płocka, ofiary Szoah”, którą zmówią metropolita krakowski, zarazem przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kardynał Grzegorz Ryś oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

W płockiej katedrze odbędzie się następnie „Nabożeństwo Słowa Bożego” z udziałem kardynała Rysia i rabina Boaza Pasha. Wcześniej otwarta zostanie tam planszowa wystawa archiwaliów, w tym fotografii „Byli sąsiadami. Ludzkie wybory i zachowania w obliczu zagłady”, przygotowana przez United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

W ramach obchodów w Muzeum Diecezjalnym w Płocku zaplanowano także wernisaż wystawy „Płockie Judaica”, w tym ze zbiorów tamtejszego Muzeum Mazowieckiego oraz Towarzystwa Naukowego Płockiego. Otwarcie ekspozycji poprzedzi panel dyskusyjny „Pamięć i nadzieja w drodze do wiary”, w którym uczestniczyć będą dr Katarzyna Kowalska ze zgromadzenia zakonnego Notre Dame de Sion, współprzewodnicząca Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz prof. Jan Grosfeld i rabin Icchak Chaim Rapoport.

Częścią obchodów będzie również spacer ulicami Płocka, w tym ulicą Jerozolimską, poświęcony miejscom związanym z historią tamtejszych Żydów.

Płoccy Żydzi byli jedną z najstarszych społeczności żydowskich na ziemiach polskich. Tuż przed wybuchem II wojny światowej przygotowywali się do obchodów 700-lecia osiedlenia się w tym mieście – w tym czasie mieszkało tam około 9 tys. Żydów, stanowiąc jedną trzecią mieszkańców. Holokaust przeżyli nieliczni. Ci, którzy powrócili do rodzinnego miasta po zakończeniu II wojny światowej, w większości wyemigrowali następnie z Polski, głównie w latach 50. i 60. XX wieku.

Z Płockiem związani byli m.in. Nahum Sokołow (1859-1936) – pisarz, sekretarz generalny Światowego Kongresu Syjonistycznego; Natan Korzeń (1895-1941) – malarz; Izaak Grunbaum (1879-1970) – polityk, poseł na Sejm II Rzeczypospolitej, po emigracji w 1932 r. sygnatariusz deklaracji z 1948 r. o utworzeniu państwa Izrael, a także Edward Flatau (1868-1932) – pionier polskiej i światowej neurologii i Stefan Themerson (1910-1988) – prozaik, poeta, twórca koncepcji poezji semantycznej i autor awangardowych filmów.

W 2013 r. w Płocku rozpoczęło działalność Muzeum Żydów Mazowieckich, którego siedziba mieści się w odremontowanej na ten cel dawnej płockiej Małej Synagodze. Wybudowana około 1810 r. w stylu klasycystycznym jest jedną z nielicznych zachowanych na Mazowszu i jedyną w regionie płockim. W latach 50. XX w. synagoga została zamieniona na szwalnię, natomiast od końca lat 80., opuszczona już wtedy, niszczała. Z oryginalnego wyposażenia synagogi ocalała jedynie Aron ha-Kodesz, szafa na Torę.

Inicjatorem prowadzonej od 2011 r. renowacji Małej Synagogi z przeznaczeniem właśnie na Muzeum Żydów Mazowieckich było społeczne Stowarzyszenie Synagoga Płocka. Główną część ekspozycji stanowi tam multimedialna prezentacja historii i kultury Żydów na Mazowszu.

Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, decyzją Konferencji Episkopatu Polski, jest obchodzony od 1997 r. Każda kolejna edycja tego wydarzenia organizowana jest w innym mieście i diecezji.

Kościół judeochrześcijański pod przewodem kard. Rysia

Kościół judeochrześcijański

pod przewodem kard. Rysia.

„Mówimy, że jesteśmy katolikami

i głosimy poglądy, które są niekatolickie”

10.01.2026 kosciol-judeochrzescijanski-pod-przewodem-kard-rysia-

Episkopat Polski przygotowuje list do Kościoła w Polsce na temat relacji chrześcijańsko-żydowskich. Ma on związek z przypadającą 13 kwietnia 40. rocznicą wizyty św. Jana Pawła II w synagodze w Rzymie. Jego odczytanie jest planowane na czas Wielkiego Postu.

O pracach nad listem mówił kard. Grzegorz Ryś podczas konferencji prasowej w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.

List jest obecnie na etapie redakcji. Po zaakceptowaniu go przez episkopat zostanie odczytany w kościołach w Polsce, prawdopodobnie w marcu, 5. Niedzielę Wielkiego Postu – poinformował metropolita krakowski.

W rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną kard. Ryś odniósł się do Dnia Judaizmu, którego obchody odbędą się 15 stycznia w Płocku.

nczas/zamiast-modlitwy-o-nawrocenie-zydow-dzien-judaizmu-w-kosciele-kard-rys-i-rabin-schudrich-spotkaja-sie-w-plocku

Metropolita krakowski stwierdził, że inicjatywa ta nie zawsze jest przyjmowana z entuzjazmem. Jego zdaniem problemem tu jest… formacja wiernych. – My naprawdę jako Kościół w Polsce potrzebujemy naszym wiernym pokazywać, czego Kościół uczy na ten temat. Brakuje recepcji tego nauczania. Mówimy, że jesteśmy katolikami i głosimy poglądy, które są niekatolickie – twierdził.

W jego ocenie „tu jest potężna praca do wykonania”. Jednocześnie poinformował, że jest ukontentowany w związku z pracami episkopatu nad listem. Zapowiedział, że dokument ten ma zawierać wszystkie podstawowe linie nauczania Kościoła od czasu Soboru Watykańskiego II.

Zdaniem kard. Rysia Dni Judaizmu w Kościele katolickim mają podkreślać bliskość religii żydowskiej z chrześcijaństwem i jego judaistyczne korzenie. – Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał Żydów starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI naszymi ojcami w wierze – wskazał.

Kard. Ryś skomentował też działania Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem. Poinformował m.in. o realizacji długofalowego programu. Jego pierwszym etapem jest przegląd ksiąg liturgicznych. W tym miejscu zwrócił uwagę na tradycyjną modlitwę Wielkiego Piątku o nawrócenie żydów. – Jest ona tak dramatycznie nieprawdziwa, że musi zostać zmieniona niezależnie od tego, kiedy będzie nowy Mszał – grzmiał. Podkreślił, że Stolica Apostolska zgodziła się, by usunąć ten fragment – mimo braku ostatecznego przekładu nowego Mszału.

Według kard. Rysia istotnym elementem „formacji” wiernych jest nauczanie o Żydach i judaizmie na lekcjach religii w szkołach na wszystkich etapach edukacji.