Rendering of the lift infrastructure at GORO Mountain Resort in the Ukraine (Image: https://gororesort.com/ by OKKO Group )
While the country is fighting off the Russian invasion at the east of Ukraine, a £1.2 billion ski resort is being built in the west close to the border with Poland.
The construction of the GORO Mountain ski resort has started in the Lviv region, which will build 25 hotels, 5,500 rooms stretching across a total area of 2,965 acres, with 41 46.6-mile-long ski slopes with 846 acres of snow cove, over 10 miles of ski lifts, two modern gondola lifts and 11 chairlifts.
Construction started in October and the first phase of construction is scheduled to be completed for 2028-2029.
OKKO Group CEO, Vaysl Danylyak said in a statement: „The construction of the first hotel complex is a strategically important stage in the implementation of the holistic concept for an international year-round holiday resort.”
„GORO will become one of the largest recreational infrastructure facilities in Ukraine, which will affect the state’s position in the European tourism arena.”
OKKO Group is currently building the £1.2 billion ski resort (Image: Getty)
The completion of the project is expected to take 15 years.
The massive development will include five hotel complexes, plus a variety of recreational amenities such as a spa, swimming pools, restaurants, and areas for children and business activities.
The GORO Mountain Resort project, initially proposed in 2017, was set to begin in spring 2022 but was delayed due to the Russian invasion.
OKKO Group is the biggest network of gas stations in Ukraine and has partnered with world-class experts, including ILF Group, known for their work on ski resort expansions at the Remarkables in New Zealand and Pitztal-Ötztal in Austria, as well as snow-making infrastructure at Austria’s largest resorts like Sölden, Saalbach-Hinterglemm, St. Anton, and Kitzbühel.
Danylyak added: „These are strategic investments in the recovery and future of Ukraine. We do see the prospect, even despite the challenges of war, and understand the importance of such ambitious projects for the social and economic development of Lviv region.
„The new mountain recreational project should become a magnet for Ukrainian and foreign tourists and potential investors, putting a modern Ukrainian mountain location on the tourist map of Europe.
„GORO Mountain Resort will be a place not only for active recreation but also for health improvement and psychological rehabilitation.”
=================================
‼️ UNREAL
Sable absolutely dismantles,
I mean, completely shreds to pieces,
the money given to Ukraine.
Short. Sweet. To the point.
All facts. @sableandme – this is better than anything MSM could ever produce.
Być może jest to jeden z ostatnich momentów, w którym można publicznie i swobodnie wyrażać swoje opinie, poglądy i przemyślenia. Mamy bowiem jeszcze wolność słowa, która już niedługo może będzie drastycznie ograniczona przez prokuratorskie, ale pozaprawne (tj. bez ustawowych podstaw a jedynie w drodze rządowego rozporządzenia) ściganie tzw. „mowy nienawiści”, po części będącej w istocie formą swobodnej cenzury rządzących. Swobodnej tzn. takiej, w której za „mowę nienawiści” uważane będzie to, co rządzący za takową subiektywnie uznają.
———————————-
UWAGA! Poniższy tekst przeznaczony jest dla OSÓB DOROSŁYCH!!!
Wielokrotnie pisałem, że jakakolwiek normalizacja wzajemnych międzynarodowych stosunków dwustronnych musi być oparta na prawdzie historycznej. Tylko prawda i szacunek do historii oraz jednoznaczny do niej stosunek dają możliwość pojednania między narodami, niezależnie jak trudna to jest historia.
Najgorszym z możliwych działań jest próba zamilczania lub wybielania przez jedną ze stron negatywnych przeszłych zdarzeń lub też odwracanie ich kontekstowego, międzynarodowego historycznego znaczenia i nazywanie np. morderców bohaterami… Rodzi to u drugiej ze stron pewnego rodzaju bunt etyczno-moralny, który może rodzić zwielokrotnioną niechęć do określonego narodu, zdecydowanie intensywniejszą niż gdyby prawda była przez wszystkich powszechnie przyjmowana i akceptowana.
Jakże więc ważne jest aby stosunki polsko-ukraińskie były oparte też na prawdzie historycznej i w żaden sposób nie wybielały ani negowały przeszłości.
Niestety… z polskiego punktu widzenia gloryfikowanie przez Ukrainę formacji OUN oraz UPA i kreowanie ich przywódców na bohaterów narodowych nie może być podstawą prawidłowych stosunków polsko-ukraińskich opartych na prawdzie.
A ta prawda jest trudna, szczególnie dla Ukrainy i narodu ukraińskiego. To oni są odpowiedzialni za ludobójstwo Polaków na Wołyniu (luty 1943 – luty 1945 na polskich ziemiach okupowanych przez niemiecką III Rzeszę) i Galicji Wschodniej/Małopolsce Wschodniej (lata 1943–1945 na ziemiach polskich okupowanych przez III Rzeszę i ZSRR). Ukraińscy szowiniści z OUN-UPA wspierani w dużej części przez ukraińską ludność cywilną dokonali wtedy na Polakach bestialskiego, etnicznego ludobójstwa, które przyniosło – wedle różnych szacunków – od 150 do 300 tys. polskich ofiar (są też opinie, że zamordowano ok. 500 tys. Polaków + 100 tys. Żydów). Mordowano też m.in. samych Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób przejawiali przychylny stosunek do Polaków a także Rosjan i – i jak wspomniałem – Żydów. Dodatkowo ukraińskie akty terroru zmusiły do ucieczki z własnych domostw ponad 500 tysięcy tysięcy naszych rodaków przy czym mordy Ukraińców na Polakach, strach przed nimi i konieczność ucieczki trwały jeszcze nawet w latach 50-tych XX wieku… Zdarzały się również akcje odwetowe Polaków, ale ich skala była stosunkowo niewielka.
Sam fakt etnicznego ludobójstwa winien być a’priori przesłanką do historycznej negatywnej oceny OUN-UPA i stać się tym samym fundamentem budowy poprawnych i przyjaznych stosunków między naszymi państwami i narodami… szczególnie w obecnej trudnej sytuacji geopolitycznej.
Rzeź wołyńska (i galicyjska) to chyba najokrutniejsze ludobójstwo na Polakach w czasie ich wielowiekowej historii lub też jedno z większych.
Budowanie naszych relacji na prawdzie historycznej jest tym bardziej konieczne, że owe mordy – niezależnie od wieku i płci – dokonywane były w sposób okrutny i bestialski.
A. Korman doliczył się aż 362 metod tortur stosowanych na Polakach przez ukraińskich, nacjonalistycznych (szowinistycznych) morderców z OUN-UPA. Były to m.in.: [1], [2].
– Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy
Reklama
– Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie)
– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy
– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło
– Wyrzynanie na czole „orła”
Reklama
– Wbijanie bagnetu w skroń głowy
– Wyłupywanie jednego oka
– Wybieranie dwoje oczu
– Obcinanie nosa
Reklama
– Obcinanie jednego ucha
– Obrzynanie obydwu uszu
– Przebijanie kołami dzieci na wylot
– Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha
– Obrzynanie warg
– Obcinanie języka
– Podrzynanie gardła
– Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz
– Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty
– Wybijanie zębów
– Łamanie szczęki
– Rozrywanie ust od ucha do ucha
– Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar
– Podcinanie szyi nożem lub sierpem
– Zadawanie ciosu siekierą w szyję
– Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy
– Skręcanie głowy do tyłu
– Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą
– Obcinanie głowy sierpem
– Obcinanie głowy kosą
– Odrąbywanie głowy siekierą
– Zadawanie ciosu siekierą w szyję
– Zadawanie ran kłutych w głowie
– Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców
– Zadawanie innych ran ciętych na plecach
– Zadawanie ciosów bagnetem w plecy
– Łamanie kości żeber klatki piersiowej
– Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca
– Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś
– Obcinanie kobietom piersi sierpem
– Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą
– Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem
– Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem
– Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych
– Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha
– Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku – kipiącej wody
– Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki
– Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego szkła
– Wyrywanie żył od pachwiny, aż do stóp
– Wkładanie do pochwy – waginy rozżarzonego żelaza
– Wkładanie do waginy szyszek sosny od strony wierzchołka
– Wkładanie do waginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot
– Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz
– Wieszanie ofiar za wnętrzności
– Wkładanie do waginy szklanej butelki i jej rozbicie
– Wkładanie do otworu analnego szklanej butelki i jej stłuczenie
– Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami
– Odrąbywanie siekierą jednej ręki
– Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk
– Przebijanie dłoni nożem
– Obcinanie palców u ręki nożem
– Obcinanie dłoni
– Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej
– Odrąbywanie pięty
– Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej
– Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem
– Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem
– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami
– Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą
– Obcinanie piłą obie nogi
– Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem
– Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi
– Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami
– Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do podłogi
– Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu
– Rąbanie siekierą całego tułowia na części
– Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie
– Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim
– Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół
– Rozpruwanie brzuszka dzieciom
– Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu
– Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi
– Łamanie stawów nóg dziecka
– Łamanie stawów rąk dziecka
– Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat
– Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem
– Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku
– Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec
– Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele
– Wbijanie dziecka na pal
– Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała
– Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi
– Wieszanie na drzewie głową do góry
– Wieszanie na drzewie nogami do góry
– Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska
– Zrzucanie w dół ze skały
– Topienie w rzece
– Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni
– Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni
– Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku
– Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii
– Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi
– Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy strzelniczej
– Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie
– Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym arkanem
– Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi
– Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi
– Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów
– Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego
– Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego
– Przebicie tułowia na wylot lufą karabin
– Ściskanie ofiary drutem kolczastym
– Ściskanie razem dwóch ofiar drutem kolczastym
– Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym-
– Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i cierpienia
– Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie
– Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą
– Rozrywanie tułowia na wpół przez konie
– Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie
– Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku
– Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą
– Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten sposób pochodnię Nerona
– Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary
– Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia
– Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy
– Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra
– Wieszanie na kolczastym drucie
– Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą
– Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami
– Wiązanie – skuwanie rąk drutem kolczastym
– Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą
– Przybijanie rąk do progu mieszkania
– Wleczenie ciała po ziemi, za nogi związane sznurem
– Przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. „wianuszki”.
Owe metody tortur swoją okrutną wymyślnością przewyższały tortury stosowane przez ludobójcze hitlerowskie Niemcy czy ludobójczą sowiecką Rosję.
Nie można o tych faktach zapominać i je wybielać. Nie można gloryfikować historycznych, okrutnych i bestialskich ludobójców na bohaterów narodowych. W przeciwnym razie może niestety narastać wzajemna nienawiść polsko-ukraińska. Z jednej strony może ona być podstawą odradzającego się ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu, w którym „Lachy” (czyli Polacy) uważani byli za głównego wroga Ukrainy, a – z drugiej strony – w Polakach budzić niechęć do Ukraińców i sympatię do wszystkich, którzy w jakiś sposób szkodzą Ukrainie (np. Rosji).
Wydawało mi się wcześniej, że agresja Rosji na Ukrainę to nie był najlepszy moment na aż takie szczegółowo faktograficzne i szokujące przedstawienie elementów banderowskiego okrucieństwa Ukraińców a już fakt, że Polska i Polacy gremialnie otworzyli swoje serca i portfele na pomoc Ukraińcom w tym koszmarnym dla nich czasie wojny z Rosją powodował u mnie pewien moralny dyskomfort zawierający się w odpowiedzi na pytanie: Czy w obliczu agresji Rosji na Ukrainę był czas na przypomnienie Ukraińcom ich zbrodni na Polakach na Wołyniu i Galicji Wschodniej?
Natomiast wojna Ukrainy z Rosją rozpoczęła się przecież 24 lutego 2022 roku i być może faktycznie w pierwszych kilku miesiącach jej trwania tego drażliwego tematu nie należało poruszać. Ale wojna trwa nadal i może właśnie jest to czas, kiedy wreszcie Ukraina winna zacząć nas szanować i na bardzo trudnej prawdzie historycznej zbudować dobre długofalowe relacje między naszymi państwami, tym bardziej, że dziś w Polsce Ukraińców jest bardzo dużo (i tych przedwojennych przybywających do Polski ze względów finansowych, jak i już emigrantów wojennych uciekających przed rosyjskimi barbarzyńcami) i tak naprawdę mamy z nimi oddolne raczej dobre i ludzkie relacje.
Przecież w momencie agresji rosyjskiej to Polska i Polacy jako pierwsi zainicjowali bezinteresowną pomoc Ukraińcom i to zupełnie oddolnie, jak i państwowo. Szacuje się, że pomoc Polaków dla Ukrainy i Ukraińców wyniosła do tej pory ponad 25 mld Euro (105-110 mld zł).
Jesteśmy krajem frontowym graniczącym z Ukrainą, ale wcale nasza reakcja nie musiała być tak korzystna dla Ukraińców. U nas nie stworzono obozów dla uchodźców wojennych, bo Ukraińcy znajdowali schronienie u osób i rodzin polskich a dodatkowo pomagało też państwo polskie, samorządy, organizacje humanitarne (w tym Caritas), itd. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tą zbiorową postawą skierowaną na pomoc Ukrainie i Ukraińcom zadziwiliśmy świat i sądzę, że też… samych Ukraińców…
Sądziłem tedy, że nasza przychylność i pomoc Ukraińcom w obecnej ich wojnie z Rosją sprawią, że skrajny nacjonalizm (szowinizm) ukraiński będzie miał coraz mniejsze poparcie ukraińskiego społeczeństwa i sami Ukraińcy poszukując swojej tożsamości narodowej zmierzą się w końcu z historią OUN-UPA, w której w dużym stopniu dotychczas upatrują ruchu wolnościowego walczącego za suwerenność i niepodległość Ukrainy. Myślałem, że właśnie ta obecna wojna sprawi, iż ta tożsamość narodowa zostanie zbudowana na jej fundamencie i heroiczna obrona przed rosyjskim agresorem stworzy nowych bohaterów Ukrainy oraz scali społeczeństwo ukraińskie wokół nowych bohaterów.
Niestety myliłem się i chyba stało się odwrotnie: na Ukrainie powoli odrasta hydra banderowskiego szowinizmu i antypolonizm!
Bardzo źle to wróży obopólnym dobrym relacjom między naszymi narodami i ogólnie państwami. Ruch pojednania jest w ukraińskich rękach… Czy będzie ich na taki ruch stać? Tego nie wiem, choć jestem coraz większym pesymistą!
A może jednak zwycięży u nich społeczno-polityczny rozsądek i będą dążyć do normalizacji z nami wzajemnych relacji opartych na prawdzie historycznej? Jeżeli tak będzie, to na pewno nie będą miały miejsca nacechowane wrogością do Ukraińców polskie wypowiedzi czy działania. Jeżeli tak będzie, to na pewno ulice ukraińskich miast nie będą nosiły nazw UPA czy OUN i nie będzie stawiało się pomników m.in. S. Banderze, który umownie stał się symbolem rzezi Polaków.
Zarówno Polakom, jak i Ukraińcom winno dzisiaj zależeć na jak najlepszych kontaktach i wzajemnej przyjaźni, ale powtarzam: tylko powszechnie akceptowana prawda i jednoznaczny do niej stosunek mogą być podstawą dobrych relacji między naszymi narodami.
Dopóki była szansa wyboru Rafa Trzaskowskiego na urząd prezydenta III RP sytuacja była stabilna – planeta paliła się. Niestety, po rezygnacji z ponownego liczenia głosów (niektórzy żądali powtórki pierwszej tury) kandydat lewicy został ostatecznie pozbawiony szansy na przeciwstawienie się klimatycznym zmianom.
Wzrost sympatii do skrajnej prawicy okazał się czynnikiem sprzyjającym patrzeniu na zimę w sposób nieodpowiedzialny.
Powinniśmy przyśpieszyć proces redukcji emisji dwutlenku węgla i światła słonecznego. Powinniśmy jak najszybciej zamknąć wszystkie kopalnie. Powinniśmy zamknąć X, główny rozsadnik rosyjskiej propagandy.
– mówi ekspert ds. stabilizacji klimatu, Mariusz Wdech.
Drogowcy i służby? Zdali egzamin! Najgorzej wypadli kierowcy
«Wyobraźcie sobie grupę największych bankierów kraju, wykradających się z Nowego Jorku prywatnym wagonem kolejowym pod osłoną ciemności, potajemnie jadących setki mil na południe, wsiadających na tajemniczy statek, wkraczających na wyspę opuszczoną przez wszystkich oprócz kilku służących, żyjących tam cały tydzień w tak ścisłej tajemnicy, że nazwiska ani jednego z nich nie zostały ujawnione, aby słudzy nie dowiedzieli się o ich tożsamości i nie ujawnili światu tej najdziwniejszej, najbardziej tajnej wyprawy w historii amerykańskich finansów. Nie snuję przy tym mitów. Po raz pierwszy ujawniam światu prawdziwą historię powstania słynnego raportu walutowego Aldricha, stanowiącego podstawę naszego nowego systemu walutowego…»
Śmiertelny koszt sprzeciwiania się Systemowi Rezerwy Federalnej
W 1910 roku siedmiu mężczyzn zebrało się na wyspie Jekyll, u wybrzeży Georgii w USA, aby zaplanować utworzenie nowego banku centralnego, Banku Rezerwy Federalnej, w celu przejęcia kontroli nad kreacją pieniądza od rządu USA i przekazania jej w prywatne ręce. Dynastię bankową Rockefellerów reprezentowali Nelson Aldrich i Frank Vanderlip, a J.P. Morgan – Henry Davidson, Charles Norton i Benjamin Strong. Morgan i Paul Warburg reprezentowali europejską rodzinę finansową Rothschildów. Wszyscy ci mężczyźni dokładali wszelkich starań, aby ukryć swoje nazwiska i haniebny cel, podróżując incognito.
============================
„Wyobraźcie sobie grupę największych bankierów kraju, wykradających się z Nowego Jorku prywatnym wagonem kolejowym pod osłoną ciemności, potajemnie jadących setki mil na południe, wsiadających na tajemniczy statek, wkraczających na wyspę opuszczoną przez wszystkich oprócz kilku służących, żyjących tam cały tydzień w tak ścisłej tajemnicy, że nazwiska ani jednego z nich nie zostały ujawnione, aby słudzy nie dowiedzieli się o ich tożsamości i nie ujawnili światu tej najdziwniejszej, najbardziej tajnej wyprawy w historii amerykańskich finansów. Nie snuję przy tym mitów. Po raz pierwszy ujawniam światu prawdziwą historię powstania słynnego raportu walutowego Aldricha, stanowiącego podstawę naszego nowego systemu walutowego… Wszystkim nakazano zachowanie najwyższej tajemnicy. Opinia publiczna nie mogła dowiedzieć się ani słowa o tym, co miało zostać zrobione. Senator Aldrich powiadomił każdego z nich, aby po cichu wsiedli do prywatnego wagonu, który kolej otrzymała polecenie zaparkowania na nieuczęszczanym peronie. I ruszyli. Wszechobecni nowojorscy reporterzy zostali zneutralizowani… Nelson (Aldrich) zwierzył się Henry’emu, Frankowi, Paulowi i Piattowi, że będą przebywać pod kluczem na Jekyll Island, z dala od reszty świata, dopóki nie opracują i nie stworzą naukowego systemu walutowego dla Stanów Zjednoczonych, prawdziwego początku obecnego Systemu Rezerwy Federalnej, planu opracowanego na Jekyll Island podczas konferencji z Paulem, Frankiem i Henrym… Warburg jest ogniwem łączącym system Aldricha z obecnym systemem. To on, bardziej niż ktokolwiek inny, umożliwił powstanie tego systemu jako działającej rzeczywistości.” — Bertie Charles Forbes, Forbes Magazine, 1928
Morganowie, Warburgowie, Rothschildowie i Rockefellerowie to zaciekli rywale o krótkoterminowe zyski, ale gotowi są zaangażować się we wspólne przedsięwzięcia, gdy tylko zajdzie taka potrzeba, by służyć szerszej „sprawie”. W 1913 roku utworzyli Bank Rezerwy Federalnej, narodowy kartel finansowy Stanów Zjednoczonych. Według Edwarda Griffina w książce „Finansowy potwór z Jekyll Island” „…to pokazuje historię tego, jak bankierzy zwabili polityków łatwymi pieniędzmi i ostatecznie przejęli kontrolę nad większością świata”.
Te najpotężniejsze rodziny nieustannie dążą do podważania wolności konstytucyjnych w Ameryce (i na całym świecie). Na początku XX wieku John Pierpoint (JP) Morgan kontrolował linię żeglugową White Star, a także znaczną część amerykańskiego sektora bankowego i produkcyjnego. W 1908 roku postanowił zbudować nową klasę luksusowych statków, aby umożliwić zamożnym przemierzanie Atlantyku w dotychczas niewyobrażalnym przepychu. W takim też stylu nadano nazwy klasie statków „Olympic”, a budowa gigantycznych transatlantyków „Olympic”, „Titanic” i „Britannic” rozpoczęła się w 1909 roku w stoczni Harland and Wolff w Belfaście w Irlandii.
Niestety dla Morgana i jego osobistego konta bankowego, to przedsięwzięcie zarobkowe nie poszło zgodnie z planem. Olympic, pierwszy z trzech ukończonych siostrzanych statków (po nich nastąpiły Titanic, a następnie Britannic), uległ dość nieszczęśliwemu wypadkowi spowodowanemu poważnym zderzeniem z brytyjskim krążownikiem Royal Navy HMS Hawke we wrześniu 1911 roku w Southampton Water u południowego wybrzeża Anglii, kilka tygodni po swoim dziewiczym rejsie. Statek musiał zostać gruntownie „załatany” przed wyruszeniem w podróż powrotną do stoczni Harland & Wolff w Belfaście.
Z perspektywy czasu, czyż nie wydaje się dziwne, że Olympic, mimo iż był pierwszym z (prawie) identycznych siostrzanych trojaczków, który został ukończony i wszedł do służby, nie zyskał rozgłosu ani uznania publicznego, jakie w następnym roku zyskała jego młodsza siostra? Dlaczego? Z pewnością wielka pompa i karnawałowa atmosfera otaczająca inauguracyjny rejs tych „pływających cudów epoki” powinny były zostać zarezerwowane dla pierwszego, który wszedł do służby, Olympica, a nie dla drugiego, Titanica? W rzeczywistości, wydarzenie pierwszego rejsu Olympica w 1911 roku odbyło się w stosunkowo spokojnej atmosferze. Czy ogromne uznanie i rozgłos medialny, jakim obsypano pierwszy rejs Titanica, mogły być częścią spisku mającego na celu przyciągnięcie mas bogatych i sławnych, z powodów, które wkrótce zostaną ujawnione?
Tymczasem dochodzenie Royal Navy w sprawie tego wypadku, co było przewidywalne, wykazało, że załoga Olympica, a tym samym linia White Star Line, jest winna katastrofy, co skutecznie unieważniło ubezpieczenie White Star Line. Firma żeglugowa miała pokryć pełne koszty naprawy obu statków. Krótko mówiąc, kosztowało to White Star Line co najmniej 800 000 funtów (około 60 milionów funtów dzisiaj) z tytułu napraw i utraconych dochodów, ponieważ statek nie mógł odbyć podróży tam i z powrotem przez Atlantyk. Ponieważ ogromna inwestycja finansowa White Star Line musiała zostać spłacona niebawem, wywarło to ogromną presję na organizację i wpłynęło na ostateczne ukończenie Titanica, dodatkowo przyczyniając się do finansowej czarnej dziury, w której White Star Line coraz bardziej się pogrążała.
Jednak dla JP Morgan i White Star Line nadeszły jeszcze gorsze wieści. Zniszczenia Olympica były o wiele poważniejsze, niż ktokolwiek się spodziewał. Sytuacji nie poprawił fakt, że Olympic brał udział w kolejnym wypadku, tym razem z częściowo zatopionym wrakiem. Chociaż uszkodzenia spowodowane incydentem z Hawke zostały naprawione tak dobrze, jak to możliwe, wśród pracowników Harland and Wolfe i załóg White Star Line krążyły plotki, że z Olympicem nie wszystko jest w porządku. Ta plotka potwierdziła się, gdy w drugim incydencie statek stracił łopatę śruby napędowej, powodując dalsze poważne uszkodzenia wibracyjne i tak już uszkodzonego statku. Uważa się, że kil statku został skręcony i w ten sposób uszkodzony powyżej kosztów opłacalnej naprawy, co w zasadzie skazało go na złomowisko. Gdyby tak było, White Star Line prawie na pewno zbankrutowałaby, biorąc pod uwagę jej ówczesną niepewną sytuację finansową.
„…awaryjne łatanie kadłuba Olympica zajęło dwa tygodnie, zanim statek był w stanie umożliwiającym podjęcie próby podróży z Southampton do Belfastu w celu przeprowadzenia pełniejszych napraw. Mógł korzystać tylko z jednego silnika głównego, więc uszkodzony liniowiec odbył podróż ze średnią prędkością 10 węzłów, marnując parę wylotową z jedynego sprawnego silnika. Para ta normalnie napędzałaby centralny silnik turbinowy, co dowodzi, że ten silnik, jego mocowania lub wały zostały uszkodzone w zderzeniu. Ponieważ silnik ten znajdował się w osi statku, tuż nad stępką, przez którą przechodził wał napędowy, możemy zasadnie założyć, że kil został uszkodzony” — Robin Gardiner, „Titanic, statek, który nigdy nie zatonął?”
Jeśli teoria Gardinera jest słuszna, to właśnie wtedy nastąpiło prawdziwe, niezwykłe wydarzenie: potajemna zamiana nazw dwóch statków, Olympic i Titanic. Gardiner w swojej gruntownie udokumentowanej pracy przedstawia długą listę wiarygodnych źródeł. Zeznania, niezaprzeczalne fakty i dowody fotograficzne zdają się wskazywać na to, że zamiana nazw statków miała na celu zainscenizowanie zderzenia z górą lodową lub innego nieznanego, tragicznego zdarzenia, w wyniku którego Titanic (a pierwotnie Olympic) wraz z wieloma pasażerami i załogą został poświęcony w zuchwałym oszustwie ubezpieczeniowym, które miało uchronić White Star Line przed finansową ruiną.
„Prawie dwa miesiące po zderzeniu Hawke’a z Olympikiem, przebudowany Titanic, teraz powierzchownie identyczny z siostrzanym, z wyjątkiem iluminatorów na pokładzie C, po cichu opuścił Belfast i popłynął do Southampton, by rozpocząć 25-letnią, bardzo udaną karierę jako Olympic. W stoczni prace nad uszkodzonym kadłubem Olympica postępowały nieprzerwanie. Decyzja o pozbyciu się uszkodzonego statku musiała już zapaść. Od samego początku musiało być oczywiste, że naprawa statku jest nieopłacalna, więc naprawy nie musiały być tak gruntowne, jak mogłyby być. Zamiast wymieniać uszkodzoną część stępki, zainstalowano wzdłużne grodzie, aby ją usztywnić”. — Robin Gardiner
W świetle tego stwierdzenia, znamienne jest, że gdy wrak Titanica został po raz pierwszy zbadany przez Roberta Ballarda i jego załogę po jego odkryciu w 1986 roku, pierwsze badania wraku ujawniły (całkowicie nieudokumentowane w oryginalnych planach statku) żelazne konstrukcje wsporcze, które zdawały się podtrzymywać i wzmacniać stępkę. Nigdy nie zostało to w sposób satysfakcjonujący wyjaśnione, ani wówczas, ani później, ale z pewnością miałoby to znaczenie, gdyby było prawdziwe, i nie ma powodu, by sądzić, że nie jest, ponieważ doniósł o tym sam zmieszany Ballard, który oczywiście nic nie wiedział (i prawdopodobnie nadal nie wie) o rzekomej zamianie tożsamości obu statków.
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych kilku wpływowych ludzi sprzeciwiało się planowanemu Systemowi Bankowości Rezerwy Federalnej. Wśród tych, którzy sprzeciwiali się stworzeniu tej ohydy, byli Benjamin Guggenheim, Isidor Strauss i John Jacob Astor. Ci mężczyźni należeli do najbogatszych na świecie, ale ich fortuny zostały zgromadzone dzięki interesom przemysłowym, detalicznym i rozrywkowym, a nie sektorowi finansowemu, i zdecydowanie stanęli na drodze oszustwa bankowców. Moim zdaniem, gdyby Morgan i inni współpracownicy wymyślili naprawdę sprytne rozwiązanie w stylu „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”, White Star Line nie tylko poradziłaby sobie z kwestią Olimpic, a tym samym z własnymi problemami finansowymi, ale JP Morgan również spełniłby swoje pragnienie, aby jego propozycja utworzenia Rezerwy Federalnej została wdrożona.
Wszyscy trzej wspomniani mężczyźni (wraz z wieloma innymi znanymi wówczas osobistościami) zostali skuszeni do wejścia na pokład Titanica w ramach – teraz już reklamowanego – niezwykle prestiżowego, dziewiczego rejsu, aby położyć kres ich sprzeciwowi wobec planów Rezerwy Federalnej. Kolejnym powodem zniszczenia statku był impas między megabogaczami, w którym Guggenheim, Strauss i Astor mogli zostać wyeliminowani. Musieli zostać unicestwieni w taki sposób, aby nikt nie podejrzewał zabójstwa, a prawdziwa przyczyna ich śmierci pozostała całkowicie niejasna. Samo zaaranżowanie oddzielnych „wypadków” dla wszystkich trzech mężczyzn wyglądałoby zbyt podejrzanie, dlatego należało ich zwabić w to samo miejsce w tym samym czasie, a zaplanowany z wyprzedzeniem, niefortunny, inauguracyjny rejs Titanica dostarczył rozwiązania. Czy mogło to być prawdziwą przyczyną pompatycznego inauguracyjnego rejsu Titanica, skoro Olympic miał o wiele mniej uroczyste i ekstrawaganckie „pożegnanie” 14 czerwca 1911r., mimo że był pierwszym statkiem, który zszedł z linii produkcyjnej?
Morgan miał być na statku, ale zgodnie z planem w ostatniej chwili nastąpiła „zmiana planów” z powodu „złego stanu zdrowia” i nie pojawił się w Southampton o umówionej porze. W rezultacie jego prywatna kabina pozostała pusta, gdy gigantyczny statek odpłynął od doków w Southampton po południu 10 kwietnia 1912r., ku uciesze wiwatujących tłumów na nabrzeżu.
Kapitan Titanica, Edward Smith, posiadał rozległą wiedzę o wodach północnego Atlantyku. W rzeczywistości przemierzał je od ponad ćwierćwiecza. Był powszechnie znany jako „najbardziej doświadczony kapitan świata” na wodach północnego Atlantyku. Posiadał również dogłębną wiedzę o położeniu gór lodowych. W bezksiężycową noc skierował Titanica z maksymalną prędkością około 22 węzłów w stronę ogromnego pola lodowego o powierzchni 80 mil kwadratowych. Dlaczego doświadczony kapitan miałby podjąć tak ryzykowne działanie? Prawda jest taka, że otrzymał instrukcje bezpośrednio od swojego szefa, JP Morgana, i działał zgodnie z nimi. W rezultacie był całkowicie oddany by pokierować statkiem ku katastrofie.
Następstwa były zupełnie nietypowe dla tego zaprawionego, doświadczonego żeglarza. Czy mógł zmagać się z sumieniem? Czy powinien zostać bohaterskim Kapitanem, ratując sytuację, czy też sprzeciwić się swojemu panu, zatopić statek i z zimną krwią zabić nawet 3000 osób? Co znamienne i wygodne (dla spiskowców), Smith, jako Kapitan, podobno zginął wraz ze statkiem. Czy Smithowi w ogóle „pozwolono” przeżyć, wiedząc to, co niewątpliwie wiedział o „incydencie”? Można by pomyśleć, że nie.
Jak wiadomo, brakowało łodzi ratunkowych, aby pomieścić wszystkich pasażerów i załogę, a niektóre z nich opuściły statek z zaledwie jedną czwartą pojemności, która mogła zostać wykorzystana z maksymalnym pożytkiem dla realizacji planu generalnego. Co ciekawe, Kapitan nakazał wystrzelenie białych flar, mimo że międzynarodowym standardem dla flar ostrzegawczych był (i nadal jest) czerwony. Titanic był wyposażony w białe, niebieskie i karmazynowe materiały pirotechniczne. Inne statki płynące w pobliżu tych flar zostały celowo wprowadzone w błąd, wierząc, że pasażerowie Titanica oglądają pokaz fajerwerków.
Nawet jeśli niektórzy mogą odrzucić moją teorię jako zwykłą spekulację, prawdziwa historia Titanica bardzo różni się od oficjalnej, wszechobecnej opowieści przedstawianej w książkach oraz licznych filmach i dokumentach nakręconych na podstawie tego tragicznego wydarzenia. Książka Waltera Lorda „A Night to Remember” (Longmans, Green & Co, 1956) oraz film fabularny o tym samym tytule to źródła w największym stopniu odpowiedzialne za mity i folklor wokół Titanica, które przetrwały do dziś. Lord był byłym członkiem amerykańskich służb wywiadowczych (OSS i CIA), ale biorąc pod uwagę, że każdy, kto był członkiem tych organizacji, w efekcie zawsze nim pozostaje, czy naprawdę możemy polegać na jego relacjach, czy też są one jedynie kolejnym fortelem w gąszczu sprzecznych opowieści otaczających to wydarzenie?
Co skłoniło byłego członka jednej z najbardziej elitarnych agencji bezpieczeństwa świata do napisania powieści o katastrofie transatlantyka? Jak to zwykle bywa w przypadku każdego domniemanego spisku, jesteśmy bombardowani tymi tak zwanymi „faktami” przez kontrolowane media do tego stopnia, że uważamy, iż nie mogą one być fałszywe ani celowo wprowadzać w błąd. Wiele z głównych „faktów” dotyczących Titanica okazało się nieprawdziwych, ale ta sama wersja historii nadal pozostaje de facto ostateczną rzeczywistością. Wpływ propagandy na ludzki umysł wskazuje na metody stosowane do wypaczania większości wydarzeń.
„W miarę jak zagłębiałem się w tę historię, stawało się coraz bardziej oczywiste, że jest coraz więcej nieścisłości. Nieścisłości, które pojedynczo niewiele znaczyły, ale razem wskazywały na bardziej ponurą rzeczywistość niż zazwyczaj przedstawiano to w legendzie o bohaterach. … Oficerowie, którzy później zostali okrzyknięci bohaterami, zostali zdemaskowani jako coś zupełnie innego. W szczególności jeden z nich, który wyciągnął małego chłopca z szalupy ratunkowej pod groźbą broni, po czym jednak uciekł tą samą łodzią. … Opisy zderzenia i szkód, jakie rzekomo poniósł Titanic, nie są zgodne. „Lekkie zadrapanie” lodem, ledwo zauważone przez większość na pokładzie, przeczy niezbitym dowodom uszkodzeń konstrukcyjnych na głębokości co najmniej 5,5 stopy (1,6 m) w zewnętrznym kadłubie statku. … Następnie pojawiły się dowody wskazujące na to, że lód, na który natrafił statek, był widoczny nie 500 jardów (ok. 457 m) przed nami, ale raczej 11 mil (ok. 18 km). Zacząłem się zastanawiać, czy aby zatonięcie Titanica niekoniecznie było przypadkiem.” — Robin Gardiner
Czy Titanic rzeczywiście zderzył się z górą lodową? Dysponujemy jedynie zeznaniami naocznych świadków, które potwierdzają lub zaprzeczają tej prawdzie. Istnieje więcej osób twierdzących, że widziało Wielką Stopę. Mimo to zatonięcie Titanica jest nam przedstawiane jako fakt historyczny, podczas gdy twierdzenie o widzeniu Wielkiej Stopy robi z ciebie szaleńca. Pierwszy oficer Murdoch, piąty świadek, nie przeżył, aby podzielić się swoją historią.
Gardiner nie skomentował tej teorii, ale ogromne ilości lodu na pokładzie Titanica, o których donosiło wielu ocalałych, mogły z łatwością powstać w wyniku zderzenia, które spowodowało zerwanie się nagromadzonego lodu z masztów, kominów itp., albo też mogły zostać łatwo zerwane z setek metrów olinowania i okablowania przez silniki statku gwałtownie wrzucone na bieg wsteczny. W końcu noc była przejmująco zimna i bezwietrzna, z temperaturami znacznie poniżej zera.
Wokół tego incydentu narosło wiele legend, ale istnieją liczne dowody na to, że Titanic nie był jedynym statkiem, który tej nocy znajdował się w tym samym miejscu. Na przykład, istnieje zdjęcie pływającej łodzi ratunkowej, której nie można uznać za pochodzącą z Titanica, ponieważ różni się kolorem od łodzi ratunkowych Titanica.
Następnie mamy 1,6-metrową szczelinę w burcie statku, która przecina zewnętrzne stalowe płyty i wnika w wewnętrzną powłokę. Wiadomo, że zbity lód jest niezwykle wytrzymały, w pewnych okolicznościach nawet mocniejszy niż stal, ale nie ma żadnych dowodów na to, że jest on w stanie wyrządzić tak katastrofalne szkody stali, o ile mi wiadomo. Co więcej, zewnętrzna część statku ma stosunkowo cienką linię przebicia o długości 15 cm. W połączeniu z penetracją na około 1,6 m, doprowadziłoby to do zderzenia statku z wychodnią lodu o niemal niemożliwym kształcie i to w najbardziej newralgicznym miejscu.
Jakakolwiek jest rzeczywistość, sednem sprawy jest to, że istnieje tak wiele różnych możliwości, że oficjalna wersja wydarzeń jest niemal na pewno złożoną manipulacją. Zarówno amerykańskie, jak i brytyjskie śledztwa rządowe uznano już wówczas za „tuszowanie”, zignorowano wiele dowodów, a zeznania naocznych świadków przekręcono, a nawet sfabrykowano, aby pasowały do „oficjalnej” wersji wydarzeń. Szokujące jest również to, że spośród 102 świadków wezwanych do brytyjskiego śledztwa tylko dwóch było pasażerami (potężni Gordonowie ze słynnej londyńskiej firmy produkującej gin), a jeszcze bardziej szokujące jest to, że żadnemu ze świadków (załodze ani pasażerom) nie pozwolono przedstawić żadnych osobistych zeznań i ograniczono ich do udzielania odpowiedzi na pytania bez ich rozwijania. Brzmi to dla mnie jak „tuszowanie”, pod każdym względem. Upływ czasu dodatkowo zaciemnił zagadkę.
Należy również zauważyć, że spośród wszystkich (prawdopodobnie celowo sprzecznych) informacji ujawnionych w toku obu śledztw, najbardziej zagadkowa jest sytuacja dotycząca „parowca z żółtym kominem”, zauważonego w pobliżu Titanica przez oficerów i załogę Californian w czasie katastrofy i nigdy nie zidentyfikowanego ani w żaden sposób nie wyjaśnionego. Co znamienne, pomimo jego obecności w kilku ówczesnych gazetach, to niezwykłe zdarzenie nie zasługuje nawet na wzmiankę w żadnej z zachowanych opowieści o Titanicu. Załoga tego statku (kimkolwiek lub czymkolwiek ona była) musiała zdawać sobie sprawę, że znajdowała się w tym samym czasie w pobliżu katastrofy Titanica, dlaczego więc nikt ze statku nie zgłosił się, aby przedstawić dowody lub informacje, lub po prostu oświadczyć, że nie widziała niczego znaczącego, zamiast zniknąć na zawsze we mgle historii? Nasuwa się również pytanie, dlaczego ani śledztwa, ani później niezależni śledczy nie podjęli żadnych wysiłków w celu odnalezienia statku ani ustalenia jego tożsamości. Nawet jeśli wówczas jakieś próby podjęto, to, o ile mi wiadomo, były one bardzo skutecznie tuszowane i do dziś nie ma na to dowodów. Czy ten enigmatyczny statek z żółtym kominem mógł odegrać jakąkolwiek rolę w katastrofie Titanica? Osobiście uważam, że jest to bardzo prawdopodobne, a „uderzenie góry lodowej” to jedynie podstęp mający na celu ochronę spiskowców.
Kapitan Californian, Lord, stał się oficjalnym kozłem ofiarnym tragedii z powodu swojego rzekomego „zaniedbania”, polegającego na tym, że nie udzielił pomocy Titanicowi wcześniej, chociaż Californian znajdował się prawdopodobnie zaledwie około 11 mil (ok. 18 km) od miejsca zatonięcia Titanica. Stało się to po tym, jak powiedział:
„…Kiedy zobaczyłem zbliżający się inny statek, zapytałem [radiooperatora], jakie jednostki ma w zasięgu, odpowiedział: »Titanic«, na co odparłem: »To nie jest Titanic. Jest za mały i nie ma wystarczającej liczby świateł«. …Starszy oficer badał południowy horyzont lornetką i w końcu zameldował, że widzi czteromasztowy parowiec z żółtym kominem na południe od nas i zapytał, czy powinniśmy spróbować zejść, żeby go zobaczyć”.
Co więcej, gdy 173 ocalałych członków załogi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, powróciło do Anglii do portów Plymouth z Nowego Jorku na pokładzie parowca Lapland dwa tygodnie po tragedii, najpierw bezprawnie odmówiono im prawa do rozmowy z przedstawicielami związków zawodowych. Dodatkowo zostali bezprawnie zatrzymani na noc wbrew ich woli (sądzę, że powszechną terminologią dla tego aktu jest bezprawne uwięzienie, a nawet porwanie) w strefie zamkniętej na terenie samej stoczni, gdzie zmuszono ich do podpisania dokumentu, który uważali za „Ustawę o Tajemnicach Urzędowych”, obiecującego na zawsze utrzymać w tajemnicy faktyczne wydarzenia z nocy z 14 na 15 kwietnia. Ostrzeżono ich, że jeśli nie zastosują się do tego, zostaną aresztowani i „nigdy więcej nie będą pracować” – nie tylko dla White Star, ale dla żadnej innej firmy. W tamtych czasach brak możliwości znalezienia opłacalnej pracy mógł być wyrokiem śmierci dla załóg i ich rodzin. Możesz więc z tego wnioskować, co chcesz, ale nie mogę pojąć żadnego powodu, dla którego miałoby to się zdarzyć, jeśli oficjalna wersja wydarzeń jest prawdziwa. Warto również wspomnieć, że w czasach przed erą masowej i natychmiastowej komunikacji, o wiele łatwiej było tworzyć lub przekręcać fakty i ukrywać czyjeś historie.
Czy zatem kapitan Smith celowo skierował Titanica w ogromne pole lodowe, nie zwalniając, by stworzyć przykrywkę dla zderzenia z górą lodową, doskonale wiedząc, że przygotowuje Titanica do staranowania przez tajemniczy statek o żółtym kominie, realizując w ten sposób haniebny plan Elity? Oprócz oficera pełniącego służbę na mostku, pierwszego oficera Williama Murdocha i kwatermistrza Hitchensa, a także kwatermistrza George’a Rowe na mostku rufowym, jedynymi znanymi osobami na pokładzie, które na własne oczy widziały te wydarzenia, byli obserwatorzy Frederick Fleet i Reginald Lee.
Tylko czterech z tych pięciu świadków przeżyło i wszyscy należeli do „niższej klasy”. Wywieranie nadmiernej presji na czterech ludziach z klasy robotniczej, by zachowali milczenie ponad sto lat temu, byłoby stosunkowo łatwym zadaniem. Mówi się, że pierwszy oficer Murdoch „popełnił samobójstwo” w następstwie tego wypadku, podczas gdy statek był opuszczany, ale nie ma niezbitych dowodów na poparcie tego twierdzenia. Dlaczego miałby to zrobić? Został również oskarżony o zabicie pasażerów, a następnie skierowanie broni w siebie, czemu jego rodzina od tamtej pory stanowczo zaprzecza, więc czy może istnieć bardziej nikczemny powód jego śmierci, jak również kapitana Smitha? Samobójstwo zawsze było bardzo poręczną przykrywką do przemilczania morderstw przez lata i być może ważne jest to, że Guggenheim, Strauss i Astor również nie żyli, aby opowiedzieć swoje historie. W tych warunkach, w zamieszaniu i chaosie, jakie zapanowały po zderzeniu, jak łatwo byłoby najemnemu zabójcy pozbyć się Smitha, Murdocha, Guggenheima, Straussa i Astora i mieć pewność, że żaden z nich nie uniknie przeznaczonego mu losu, mimo wszelkich przeciwności?
W ten sposób trzech bogatych mężczyzn, którzy sprzeciwiali się utworzeniu ohydnego Systemu Rezerwy Federalnej, zostało wyeliminowanych, wraz ze „stratami ubocznymi” w postaci tysiąca pięciuset innych niewinnych osób. To skutecznie wyeliminowało głównych przeciwników, których nie dało się „przekupić” ani zbytnio nakłonić do zmiany poglądów w taki sam sposób, jak ustawodawców z Kongresu.
Ale czy ci ludzie zabiliby z zimną krwią tak wielu ludzi dla zysku finansowego? Niestety, to tylko jeden drobny przypadek spośród wielu, wielu innych, których jest zbyt wiele, by je wszystkie wymienić. Jak każdy, kto żył w minionych latach, powinien był zrozumieć, ci wielopokoleniowi masowi mordercy regularnie zabijają, a nawet dokonują ludobójstwa, aby utrzymać swój status, bogactwo i władzę oraz realizować własne cele. Każda osoba zdolna poświęcić zdrowie, majątek i sukces miliardów ludzi z przyszłych pokoleń, aby uzyskać finansową kontrolę nad światem, zrobiłaby wszystko, by osiągnąć swoje egoistyczne cele. Zamordowanie statku pełnego niewinnych pasażerów, w tym kobiet i dzieci, dla zysku finansowego w postaci oszukańczej wypłaty odszkodowania ubezpieczeniowego, moim zdaniem, tym bardziej czyniłoby ich zdolnymi do zatopienia tego samego statku z ludźmi, aby wyeliminować trzech potężnych wrogów, którzy stoją na drodze ich nikczemnym ambicjom. To po prostu dobry interes.
W ten sposób w grudniu 1913r. w Stanach Zjednoczonych utworzono bez większego sprzeciwu System Rezerwy Federalnej, a wkrótce potem Elita, stosując nikczemne metody Banku Rezerwy Federalnej, zgromadziła wystarczające fundusze, aby przejść do następnej fazy swojego planu i rozpocząć I wojnę światową.
Niezależnie od tego, w co teraz chcesz wierzyć: jestem pewna, że wszyscy się zgodzimy, iż nikt z nas nie uważa, że J.P. Morgan zatopił Titanica gołymi rękami. Dziękuję Reutersowi za tę zdumiewającą weryfikację faktów.
If you don’t know what freedom is, better figure it out now!
1 komentarz
AlterCabrio 4 stycznia 2026
Tekst czekał prawie trzy lata na tłumaczenie.
Mniej więcej w tym samym czasie w polskiej edycji Nexusa ukazał się artykuł o podobnej tematyce.Współczesne śledztwo w sprawie zatonięcia legendarnego Titanica pokazuje, że w rzeczywistości statkiem, który zatonął, był jego bliźniaczy Olympic, który uległ wcześniej poważnemu uszkodzeniu i przed feralnym rejsem zastąpiono nim Titanica w celu realizacji sekretnego planu o doniosłych konsekwencjach dla Stanów Zjednoczonych i świata.
W oryginale zestawienie miało nagłówek: “9 najbardziej p…ych bab w Polsce”.
Poszerzyłbym to grono o kilka wybitnych postaci jak na przykład profesorowe Środa i Płatek, posłanka Scheuring-Wielgus czy zadymiary babcia Kasia czy Lempart.
Żeby nie było seksistowsko wymienię kilku samców z obozu władzy: Joński, Szczerba, Kierwiński, Myrcha, Szłapka, Sterczewski, Budka, Tomczyk, Gawkowski, Nitras.
Tą menażerią zarządza trampkarz von Zoppot.
Oczywiście po drugiej stronie medalu też są wybitne postaci płci obojga jak np. Suski czy Gosiewska czy sam naczelnik ale zostawmy ich na potem.
Moją faworytą wśród zaprezentowanych pań jest posłanka Marta Wcisło(trzecia w pierwszym rzędzie). Jest ona ciekawym przypadkiem, żeby nie powiedzieć, wybrykiem natury. Zgodnie z ostatnimi opiniami naukowców, wszystko co miała w głowie, poszło jej w warkocz i stąd wynikają jej poważne deficyty intelektualne.
Refleksja ogólna Uważam, że do polityki i różnych władz specjalnie są werbowani wariaci, cynicy osoby podłe i zdrajcy. Robi się to w celu zrażenia osób wartościowych do uczestniczenia w rządzeniu. We mnie to towarzystwo wywołuje odruchy wymiotne.
O autorze: piko
============================================
CzarnaLimuzyna 4 stycznia 2026
Przyczynami nie są tylko dysfunkcje natury moralnej i intelektualnej. Duża część osobników sprawia wrażenie dotkniętych psychozą indukowaną, a jest to realne zjawisko kliniczne. Jeżeli do sprawy podejść na poważnie, powinno to być przedmiotem działań najpierw psychiatrycznych, a potem prokuratorskich.
Estimates of widespread weight loss (around 25 pounds per person) are tied to the prolonged economic and food crisis during Maduro’s illegal reign.
Liberals took to the streets of New York, Chicago, Philadelphia, Washington, and other “blue zones” around the USA as well as the world, to protest the capture of Maduro.
The Democratic Party is defending a ruthless narco dictator, whose reign is known for its massive oppression and starvation. These liberals are protesting for his return to power.
Make it make sense. One day, the Democrats hold “No Kings” rallies; the next, they hold “More Kings” rallies.
The Democratic Party is approaching national political irrelevance.
In the meantime, millions of Venezuelan migrants in the USA and around the world are celebrating in the streets because of the removal of Nicolás Maduro from power.
They’re here…
Personally, I am more than a little disappointed in the statements from Rep. Massie and Rep. MTG regarding the capture of Maduro.
Lots can still go wrong with President Trump’s strategy.
But here is the thing about Trump. He is a master negotiator, and Marco Rubio has turned into one of the best statesmen we have. Together, they can turn the decades-long disaster that is Venezuela into another success story.
Don’t forget, Maduro has given three of our biggest enemies a stronghold in South America. But don’t take my word for it:
China, Russia, and Iran each play distinct but complementary roles in sustaining Venezuela. China has been the regime’s financial backbone, providing tens of billions of dollars in loans repaid with oil, along with telecommunications and surveillance systems that help maintain internal control; today, its role is more cautious and transactional, focused on recovering value rather than ideology.
Russia serves as the key political and military guarantor, offering security cooperation, intelligence support, and diplomatic shielding that helps keep Nicolás Maduro in power during moments of acute legitimacy crisis.
Iran, meanwhile, functions as a sanctions-evasion and operational partner, supplying fuel, refinery expertise, and illicit trade networks that allow Venezuela to keep its energy system running despite international restrictions.
Together, China keeps the state solvent, Russia keeps the regime standing, and Iran keeps the system functioning under sanctions.
Chat-GPT
The thought of China, Russia, and Iran having a stronghold on our southern doorstep should make anyone pause…
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support our work here and elsewhere, consider becoming a free or paid subscriber.
Niepowodzenie próby przekształcenia Ukrainy w amerykański przyczółek wojskowy na strategicznie wrażliwym terytorium, tak blisko stolicy Rosji, potwierdza potrzebę stworzenia nowej platformy geopolitycznej.
Europa Wschodnia przechodzi głęboką transformację strategiczną. Przez lata Ukraina funkcjonowała jako zachodnia platforma konfrontacji, wykreowana przez Waszyngton w celu realizacji jego interesów geopolitycznych, jednak jej potencjał został obecnie wyczerpany. Jej rola jako narzędzia antyrosyjskiego dobiega końca.
Polska centralnym frontem hybrydowym po przesunięciu osi konfliktu
Patrząc na obecną sytuację – listopadowe rozmowy pokojowe w Genewie za administracji Trumpa, podczas których Ukraina zgodziła się na 19-punktowy plan, a Rosja twardo obstawała przy swoich żądaniach – konflikt zmierza ku rozwiązaniu, w którym Moskwa prawdopodobnie osiągnie swoje cele. W tym chłodnym, geopolitycznym rachunku potrzebna jest nowa, bardziej stabilna platforma. Tą platformą staje się Polska.
Kraj ten idealnie wpisuje się w tę rolę – jest już głęboko zakotwiczony w strukturach NATO, co minimalizuje ryzyko związane z obroną państwa spoza sojuszu. Polskie społeczeństwo, po latach intensywnych kampanii medialnych i politycznych, w dużej mierze zinternalizowało narracje antyrosyjskie. Klasa polityczna nadal wierzy, że sama „lojalność wobec Zachodu” gwarantuje sukces, jakby magiczna formuła mogła przemienić podporządkowanie w dobrobyt.
Z potencjalnego mostu między cywilizacjami Polska dobrowolnie stała się zamkniętymi wrotami, za którymi blednie możliwość racjonalnego dialogu z Rosją.
Nie jest to awans, lecz zmiana odpowiedzialności. Wraz z końcem ery konwencjonalnej wojny w regionie Polska przygotowuje się do niekończącej się konfrontacji hybrydowej. Jej rola sprowadzi się do funkcji logistycznego centrum sojuszu, bazy dla systemów antydronowych, automatycznego egzekutora sankcji oraz megafonu propagandowego – stałego elementu strategicznej presji, której celem jest testowanie i osłabianie rosyjskiej cierpliwości.
W 2025 roku nie jest to już wyłącznie teoria. Umowa NATO o integracji rurociągów o wartości 5,5 miliarda dolarów, pozycjonująca Polskę jako kluczowy sojuszniczy węzeł magazynowania i tranzytu paliw, a także niewyjaśnione incydenty z udziałem dronów, doskonale wpisują się w logikę przygotowywania kraju do roli, w której podobne wydarzenia staną się paliwem narracyjnym w zachodniej wojnie informacyjnej.
Dla Stanów Zjednoczonych jest to ruch opłacalny w ramach ich imperialnej polityki. Ogromne ryzyko zostaje przeniesione na terytorium Polski, podczas gdy gwarancje wynikające z artykułu 5 NATO przejmują ciężar ochrony. Waszyngton inwestuje w wysoce rentowny zasób propagandowy i narracyjny, ponosząc minimalne ryzyko własne, przekonany, że ostateczne koszty – finansowe, społeczne i strategiczne – poniosą polscy obywatele. Linia frontu zmienia swoje położenie i charakter, lecz fundamentalna nierównowaga pozostaje niezmienna: Ameryka ustala strategię, a państwa frontowe płacą cenę.
Cena złudzeń i strategiczna porażka
Władze rosyjskie mogą postrzegać Polskę jako uciążliwego sąsiada, który świadomie wybrał jednostronną retorykę godzącą w rosyjskie interesy narodowe. Z potencjalnego mostu między cywilizacjami Polska dobrowolnie przekształciła się w zamkniętą bramę, za którą zanika przestrzeń dla racjonalnego dialogu.
Koszty tej roli są już widoczne i daleko wykraczają poza finanse publiczne – uderzają w zwykłych obywateli, a nie w elity, które ją narzuciły. Podczas gdy Węgry, dzięki pragmatycznym umowom z Rosją, cieszą się najtańszą energią w Unii Europejskiej i przyciągają inwestycje z różnych kierunków, Polacy płacą jedne z najwyższych rachunków w Europie. W 2025 roku różnica ta stała się szczególnie wyraźna – inflacja energetyczna w Polsce osiąga rekordowe poziomy, a plany zamrażania cen jedynie odwlekają nieuniknione podwyżki.
Wielobiegunowe podejście Węgier zabezpiecza ten kraj na wypadek resetu relacji Zachód–Rosja. Polska natomiast, prowadząc politykę skrajnie konfrontacyjną, będzie zmuszona stawić czoła poważnym wyzwaniom adaptacyjnym w nowej rzeczywistości geopolitycznej. Unia Europejska – postrzegana przez polskie elity jako jedyny gwarant rozwoju – stała się podmiotem prokonfrontacyjnym, w którym „zwycięstwo nad Rosją” urasta do celu nadrzędnego, realizowanego kosztem własnych obywateli.
Presji gospodarczej towarzyszy w Polsce radykalizacja nastrojów antyrosyjskich. Permanentne narracje o nadchodzącym bezpośrednim konflikcie utrzymują kraj w stanie ciągłego napięcia, zaburzają debatę publiczną, dzielą społeczeństwo i normalizują obecność obcych wojsk na terytorium państwa – co stanowi historyczne odwrócenie zasady suwerennej kontroli nad własnym obszarem.
Gorliwie przyjmując rolę „głównego czynnika drażniącego”, Polska wystawia się na przyszłe operacje hybrydowe. Sytuację komplikuje obecność milionów Ukraińców. Pomimo polskiej pomocy narasta wśród nich rozczarowanie przegraną wojną. Pojawia się niebezpieczny trend przerzucania odpowiedzialności za tę porażkę na Polskę, podsycany przez ukraińską dyplomację oraz zarzuty, że Warszawa nie interweniowała bezpośrednio w konflikt. Widoczna obecność ukraińskich nacjonalistów z symboliką Bandery i OUN-UPA dodatkowo zwiększa to ryzyko.
W tej rozgrywce Polska przestała być aktorem, stając się wyznaczonym polem bitwy. Najwyższą ceną jest utrata suwerenności – decyzje o wojnie i pokoju zapadają w Waszyngtonie, a transformacja w wykonawcę cudzej strategii dokonała się tak płynnie, że polskie społeczeństwo nie tylko tego nie zauważyło, lecz wręcz przyjęło ją z zadowoleniem. W gorliwości bycia „lojalnym sojusznikiem” Polska zapomniała, jak być suwerennym państwem.
Utracona szansa Polski jako pomostu euroazjatyckiego
Prawdziwą historyczną szansą Polski nigdy nie było pozostanie państwem frontowym Ameryki w Europie. Geografia oferuje Polsce inny los – taki, który mogłaby kontrolować. Kraj leży dokładnie na styku Wschodu i Zachodu, w naturalnym centrum pomiędzy dwoma biegunami wpływów.
Istnieje alternatywna droga pragmatycznej niezależności, realizowana przez państwa rozumiejące sztukę równowagi zamiast ślepego posłuszeństwa. Turcja, będąc członkiem NATO, utrzymuje niezależny handel i dialog strategiczny z Rosją, stawiając interes narodowy ponad ideologiczną solidarność. Serbia prezentuje inny model – państwo europejskie, które mimo ogromnej presji odmawia przyjęcia sankcji, handluje ze wszystkimi stronami i przyciąga inwestycje z obu kierunków. Węgry pokazują natomiast, jak wykorzystać członkostwo w UE i NATO do zapewnienia taniej energii, przyciągania kapitału i prowadzenia polityki zagranicznej realnie służącej obywatelom.
Prawdziwie niezależna polska polityka zagraniczna wyglądałaby zupełnie inaczej i przyniosłaby korzyści całemu regionowi Europy Środkowo-Wschodniej. Zapewniłaby dostęp do taniego rosyjskiego gazu oraz możliwość inwestycji w energetykę jądrową z udziałem partnerów euroazjatyckich, w tym Rosatomu, gwarantując stabilną i przystępną cenowo energię – dokładnie tak, jak uczyniły to Węgry. Wspierałaby handel z Chinami i krajami Globalnego Południa, przekształcając Polskę w centralny euroazjatycki węzeł handlowy. Mogłaby zamienić antyrosyjski mur w neutralny, szanowany most handlowo-energetyczny, ożywiając Inicjatywę Trójmorza jako realny korytarz transportowy i energetyczny łączący Bałtyk, Morze Czarne i Adriatyk – służący handlowi, a nie konfrontacji.
Zamiast wykorzystać ten potencjał, podjęto decyzję o strategicznym uzależnieniu się od jednego kierunku. Zamknięcie się w tunelu atlantyckim oznaczało dobrowolne odcięcie alternatywnych szlaków na mapie geopolitycznej.
Zakazany horyzont geopolityczny
Ta alternatywna ścieżka nie jest w Polsce jedynie ignorowana – bywa traktowana jako zdrada. Największą szkodą wyrządzoną przez zachodnią propagandę jest zabicie strategicznej wyobraźni w momencie, gdy świat jednobiegunowy zanika, a geografia ponownie staje się kluczowym czynnikiem polityki międzynarodowej.
To intelektualne zniewolenie jest skutkiem dekad zachodniej „miękkiej siły”, która ukształtowała klasę polskich polityków, dziennikarzy i analityków do myślenia w ramach schematów narzuconych przez Waszyngton. Poprzez finansowanie, stypendia i media partnerskie wykształcono „klasę menedżerską”, mylącą lojalność wobec zagranicznego protektora z patriotyzmem.
Stany Zjednoczone stały się w tej narracji „chłodnym wujkiem, który zawsze ma rację” – przekonaniem tak głęboko zakorzenionym, że jego kwestionowanie bywa uznawane za zdradę stanu.
Sytuację pogłębia instrumentalizacja historii. Rzeczywiste traumy są wykorzystywane do blokowania racjonalnej dyskusji o współczesnej Rosji. Złożona i bolesna historia relacji polsko-rosyjskich zostaje sprowadzona do uproszczonej, ahistorycznej opowieści moralnej, w której każdy postulat dialogu czy pragmatyzmu natychmiast bywa piętnowany.
Przekonanie, że sojusz polsko-niemiecki, zarządzany z Brukseli według wytycznych z Waszyngtonu i wspierany przez izraelskie lobby, napędzany nastrojami antyrosyjskimi, przyniesie Polsce trwałe korzyści, jest niebezpiecznym złudzeniem. Ostatecznym celem elit unijnych wydaje się zfederalizowana Europa, w której tożsamość państw takich jak Polska ulega rozmyciu. Ani Niemcy, ani Stany Zjednoczone nie zaoferują Polsce taniej energii ani nie zainwestują w jej suwerenność energetyczną – postrzegają Warszawę głównie jako rynek zbytu i podporządkowanego partnera.
Rosja natomiast, jako mocarstwo kierujące się jasno określonymi regułami geopolitycznymi, wbrew zachodnim narracjom nie zgłasza roszczeń terytorialnych wobec Polski. Demonstruje gotowość do pragmatycznych relacji, opartych na stabilności, funkcjonalnych interesach i obopólnie korzystnych rezultatach.
Tymczasem Niemcy wykazują symptomy roszczeń kulturowych i symbolicznych wobec Polski. We Wrocławiu zatwierdzono renowację Mostu Grunwaldzkiego wraz z przywróceniem nazwy „Kaiserbrücke” i herbu Hohenzollernów – symboli pruskiej dominacji. W Sali Leopoldina po renowacji zniknął polski orzeł, a pojawił się portret Fryderyka II, inicjatora rozbiorów. Alice Weidel z niemieckiej AfD sugerowała w 2023 roku, że Polskie Ziemie Zachodnie to „Niemcy Wschodnie”. Choć gesty te mają charakter symboliczny, podważają powojenną tożsamość tych regionów.
Ostatni moment na zmianę kursu w wielobiegunowym świecie
Era uni-polarności dobiega końca. W listopadzie 2025 roku, po dołączeniu Wietnamu i Nigerii jako partnerów, BRICS+ reprezentuje ponad 45% światowej populacji oraz 44% globalnego PKB – więcej niż G7 – przy prognozowanym wzroście na poziomie 4–6% w krajach takich jak Indie czy Etiopia. Tymczasem Zachód zmaga się z recesją. BRICS+ stanowi najczytelniejszy dowód narodzin nowej, wielobiegunowej rzeczywistości.
W takim świecie ślepa lojalność wobec słabnącego hegemona staje się receptą na marginalizację i permanentny konflikt. Polska stoi przed wyborem: pozostać stałym polem bitwy albo przekształcić się w most łączący różne ośrodki wpływów.
Wielu Polaków nie dostrzega tej alternatywy ani faktu, że państwo znalazło się na strategicznym rozdrożu. Obecna ścieżka prowadzi do utrwalenia roli Polski jako platformy konfrontacji i chaosu – wyższych kosztów życia, większego ryzyka oraz dalszej utraty suwerenności na rzecz cudzej wizji strategicznej. Polska skazuje się na konfrontację z nowym porządkiem wielobiegunowym jako cudze pole bitwy, którego los rozstrzygnie się poza jej granicami.
Alternatywa – zmiana kursu i przyjęcie roli niezależnego mostu – wymaga odbudowy strategicznej wyobraźni. Polska mogłaby odzyskać realną suwerenność, zbudować pragmatyczne relacje ze Wschodem i wykorzystać swoje położenie geograficzne, aby stać się centrum dialogu, handlu i obopólnie korzystnych interesów. Przekształciłaby się z wasala w suwerennego gracza, z cudzego pola bitwy w międzykontynentalny most.
Autorstwo: Adrian Korczyński Źródło zagraniczne: Journal-NEO.su Źródło polskie: WolneMedia.net
Na styczniu 2025 roku napisałem: „Być może obserwujemy najciekawsze rozdanie geopolityczne dziesięcioleci. Być może nowy Triumwirat, będzie kształtował nowy podział wpływów na świecie. Kiedyś Wielka Trójka Winston Churchill, Franklin D. Roosevelt i Józef Stalin na Konferencji w Jałcie ustanowiła nowy ład. Tak być może, dzisiaj Xi Jinping, Władimir Putin i Donald Trump ustanowią nowy porządek rzeczy. Takie prawo mocarstw. Nie jest to najgorsze rozwiązanie dla świata.
Dla Polski skonfliktowanej z największym państwem świata, czyli Rosją to złe prognozy. Szaleńcza polityka III RP, zaprowadziła nasz kraj na krawędź obcej wojny. Tak nie musiało być, co pokazują nam o wiele mniejsze państwa jak Węgry czy Słowacja. Oba wyjdą w razie porozumienia mocarstw znacznie lepiej niż Polska. Niezależnie od tego, którą opcję wybiorą”.
Wielu Kolegów wtedy szydziło, że nigdy Rosja nie pozwoli ruszyć swoich sojuszników w Ameryce Południowej. Koledzy się zaklinali, że Rosja nie odpuści północnej półkuli. Inni zaś twierdzili, że Stany Zjednoczone nie dają wolnej ręki Rosji w sprawie Ukrainy. Że układy między Federacją Rosyjską a Stanami Zjednoczonymi to zupełna fikcja. Świat wygląda jednak inaczej, niż na obrazkach pokazywany w telewizji.
„Bo sojusz wielkich, to nie zmowa To przyszłość świata – wolność, ład Przy nim i słaby się uchowa I swoją część odbierze – strat”
Właśnie runął globalny porządek, do którego przywykliśmy przez ostatnie dziesiątki lat. Powróciła dziewiętnastowieczna doktryna Monroe z wszystkimi konsekwencjami, które z sobą niesie. Małe państwa i narody zależą od polityki mocarstw. Może nie jest to atrakcyjne, ale jest faktem. I żadne święte oburzenie, pohukiwania i Reytanowie targający koszule i wrzeszczący, że nie pozwalają – niczego tutaj nie zmienią. Oflagowanie profilu w mediach społecznościowych niewiele zmienia.
Jest tak jak jest, a nie tak jakbyśmy chcieli by było. Mamy oczywiście do czynienia z podeptaniem prawa, imperialistycznym myśleniem, brutalną siłą i skrajnym egoizmem państwowym ze strony Stanów Zjednoczonych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że realnym powodem agresji na Wenezuelę i porwania prezydenta Nicolasa Maduro były „dowody” przedstawione przez prezydenta Donalda Trumpa. Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w oficjalne insynuacje dotyczące w przeszłości Iraku i Saddama Husajna, Libii i Muammara Kaddafiego czy Syrii i Baszszara al-Asada. Ich wyimaginowane i realne winy był tylko i wyłącznie pretekstem.
Oczywiście, że atak na Wenezuele jest w interesie koncernów naftowych i banksterów, którzy są zainteresowani ich złożami ropy naftowej. Ale pierwszorzędną „winą” Wenezueli jest to, że znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. To ostrzeżenie dla Kolumbii, Nikaragui czy Kuby. Będę musiały się ułożyć z Stanami Zjednoczonymi, bo reszta świata – nawet ta sojusznicza – najwyżej się oburzy i opublikuje protest. Wystarczy przypomnieć sobie Syrię i jej przywódcę Baszszara al-Asada.
Żelazny Kanclerz Otto von Bismarck powiedział, a przynajmniej przypisuje mu się powiedzenie, że „ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi politykę i kiełbasę”. Miał rację, bo większość stałaby się apolitycznymi weganami. To nie są zawody olimpijskie. Tutaj nie liczy się gra fair play i styl, tylko wynik. Ekscentryczny Donald Trump pokazał, że jest przywódcą skutecznym. W czasie gdy wiele mądrych głów na całym globie analizuje jego sprzeczne wypowiedzi, on konsekwentnie realizuje swoje cele. Działa na rzecz swojego państwa. Prezydenci Putin i Trump przemeblowali architekturę świata jaka znaliśmy.
Rosja się stanowczo oburzy i potępi nieakceptowalne działania Stanów Zjednoczonych. Być może da schronienie jakimś wenezuelskim urzędnikom czasów Nicolasa Maduro jak wcześniej dała Wiktorowi Janukowyczowi lub Baszszarowi al-Asadowi. I na tym się skończy zaangażowanie Moskwy. Chiny mają zdecydowanie większy problem bo Wenezuela to ich alternatywny dostawca ropy. Wbrew pozorom dla USA lepsza jest sytuacja, gdy Rosja stanie się jedynym znaczącym dostawcą tego surowca do Państwa Środka. Wtedy gra globalna staje się wtedy mniej skomplikowana dla Waszyngtonu. To co wydarzyło się w Wenezueli zaniepokoiło co oczywiste wspomnianą Kolumbię, Nikaraguę i Kubę. Ale głownie powinien zaniepokojony być Iran. Dzisiaj Teheran pozostał jedyną realną alternatywą na dostarczanie ropy Pekinowi. I to właśnie Iran może stać się areną jednej z najbliższych wojen sprowokowanych przez Stany Zjednoczone.
Stąd moim zdaniem dalsze pompowanie kasy w projekt Izrael. Dlatego pozwolono Izraelowi uznać państwowość Somali-landu w Afryce, a tym samym kontrolować w znaczny sposób Morze Czerwone. On będzie niezbędny w rozgrywce z Iranem. Chiny na razie milczą. Pekin nie lubi nerwowych i pochopnych ruchów. Komunistyczna Partia Chin – przynajmniej z nazwy – dzisiaj kalkuluje jak zareagować. Jednak żadnych radykalnych kroków moim zdaniem nie będzie. Chiny dzisiaj już zapewne analizują kiedy i z jaką siłą przeprowadzić specjalną operację wojskową na Tajwanie. Ta będzie dla Stanów Zjednoczonych naprawdę bolesna, ale moim zdaniem będą musieć połknąć tę żabę. Świat podzielony na strefy wymaga również od imperiów ustępliwości.
Oczywiście, że pogwałcenie prawa międzynarodowego przez jedno państwo [artykułu 2.4 Karty Narodów Zjednoczonych] w teorii nie uznaje prawda innego państwa do jego łamania. To tylko teoria. W praktyce ten precedens daje wolną rękę pozostałym graczom globalnym, jak i ośmiela mocarstwa lokalne. Ten przekaz na pewno zrozumiała Federacja Rosyjska i Chiny. Świadome swojej roli są również Indie, Turcja a nawet Izrael.
Nie rozumie lub nie chce zrozumieć Nowej Architektury Świata zbiurokratyzowana i naszpikowana odrealnionymi dziwactwami Unia Europejska. Politycy rządzący moim krajem są w awangardzie tych, którzy nie rozumieją, a nawet bardziej nie chcą zrozumieć obecnej sytuacji. Próbują stroić największego swojego sojusznika z NATO w piórka, które ten odrzucił. Ta niezgoda na to co realne wynika z konieczności uznania pozycji Rosji w obszarze postradzieckim. Politycy w Polsce boją się prowadzić politykę zbliżoną do tej węgierskiej, słowackiej, a nawet czeskiej.
Działania USA wywołują naturalny sprzeciw i wewnętrzna niezgodę. Tylko co z tego wynika? Może nam się nie podobać kierunek w jakim zmierza świat. Tak jak może się nie podobać kierunek w którym płynie rzeka. Ale naszym polskim kijkiem nie zawrócimy biegu tej rzeki. Na politykę światową i krajową należy patrzeć endecko czyli przez pryzmat narodu. Kierujmy się mądrym głosem prymasa Stefana Wyszyńskiego: „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą (…) Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny.” Działania Amerykanów w Wenezueli nie są naszą polską sprawą, tak jak działania Rosjan na Ukrainie nie są naszą polską sprawą. My oczywiście jako Polacy odczuwamy reperkusje wojenne, ale istotne jest to, by wszelkie konflikty trzymać jak najdalej od sprawy polskiej.
Trzeba się pogodzić z okolicznościami i spróbować je przekuć na bezpieczeństwo i zyski dla naszego narodu. Polska nie powinna iść na konfrontacje z żadnym z globalnych graczy. W interesie Polski był i jest pokój z sąsiadami i spokój w naszym regionie. Nasze położenie przez wieki było przekleństwem, zresztą w znacznej mierze z nieroztropności i ciągotek insurekcyjnych naszego narodu. Zamiast miejsca kolejnych insurekcyjnych ruchawek i terenu zgniotu powinniśmy stać się złotą klamrą. Miejscem spotkań Wschodu i Zachodu.To u nas ze względu na położenie powinny odbywać się rozmowy, negocjacje, handel. Do tego jednak potrzeba odrobiny racjonalizmu, elastyczności i politycznego cynizmu.
Według Keira Starmera, indyjski system cyfrowej identyfikacji odniósł „ogromny sukces”. Dla nas brzmi to raczej jak koszmar…
Wkrótce po ogłoszeniu zamiaru wprowadzenia obowiązkowego cyfrowego dowodu tożsamości w Wielkiej Brytanii, premier udał się do Indii, aby dowiedzieć się więcej o systemie, który – jak twierdzi – tak podziwia. Spotkał się ze swoim indyjskim odpowiednikiem, Narendrą Modim, oraz głównym architektem krajowego systemu cyfrowego dowodu tożsamości, Nandanem Nilekanim, aby poznać pomysły na system brytyjski.
Wbrew wrażeniu ministrów rządu i osób takich jak Tony Blair, niewiele krajów ma scentralizowany, narodowy system identyfikacji cyfrowej, który rząd sugeruje Wielkiej Brytanii. Estonia i Indie mają porównywalne systemy – ale, podobnie jak w tym rządowym komunikacie prasowym dotyczącym identyfikacji cyfrowej , zwolennicy wspominają jedynie o „zaletach”.
Sprzedawcy z czarnego rynku zaoferowali już dostęp administracyjny do indyjskiej bazy danych cyfrowych dowodów tożsamości za około 6 funtów – ujawniając dane osobowe milionów osób, od nazwisk i numerów dowodów tożsamości po konta bankowe. Ale to może nie być najbardziej alarmujące…
Indyjski Aadhaar, co w języku hindi oznacza „bazę” lub „fundament”, to największy cyfrowy system identyfikacji na świecie. Wprowadzony w 2009 roku z myślą o poprawie dostępu do świadczeń socjalnych i zapobieganiu oszustwom, Aadhaar przypisuje każdej osobie 12-cyfrowy, unikalny numer identyfikacyjny generowany na podstawie jej danych biometrycznych i demograficznych, w tym odcisków palców i skanów tęczówki oka.
Mimo że program jest technicznie dobrowolny, 93% populacji Indii liczącej 1,3 miliarda ludzi korzysta z systemu Aadhaar – co może stanowić wskazówkę, jak bardzo „dobrowolny” jest on w rzeczywistości.
Ostatnie szesnaście lat dostarczyło nam wielu ważnych lekcji na temat tego, jak w praktyce działa cyfrowa identyfikacja tożsamości. Podejrzewamy jednak, że Starmer nie chce, aby Brytyjczycy usłyszeli te lekcje.
Rozszerzanie misji i przymus
„ Kiedy prawie dwie dekady temu po raz pierwszy zaproponowano Aadhaar, zakładano, że będzie on całkowicie dobrowolny ” – pisze Mihir Sharma , starszy pracownik naukowy w Observer Research Foundation w Nowym Delhi. „ Dziś w Indiach praktycznie niemożliwe jest załatwienie czegokolwiek bez Aadhaar”.
„Mieszkańcy Indii potrzebują teraz numeru Aadhaar, aby kupić dom, znaleźć pracę, otworzyć konto bankowe, płacić podatki, pobierać świadczenia, kupić samochód, otrzymać kartę SIM, zarezerwować priorytetowe bilety kolejowe i zapisać dzieci do szkoły. Niemowlęta mogą otrzymać numer Aadhaar niemal natychmiast po urodzeniu. Chociaż nie jest to obowiązkowe, brak numeru Aadhaar de facto oznacza, że państwo nie uznaje twojego istnienia, twierdzą aktywiści na rzecz praw cyfrowych ” – czytamy w innym artykule.
Od momentu wprowadzenia cyfrowego dowodu tożsamości do publicznego systemu dystrybucji żywności, jego wykorzystanie szybko rozpowszechniło się w instytucjach rządowych i sektorze prywatnym. Banki i instytucje emerytalne, firmy ubezpieczeniowe i stypendia domagają się wprowadzenia dowodu tożsamości, pomimo wielokrotnych orzeczeń sądowych , które nakazują dobrowolność rejestracji. Firmy, a nawet osoby prywatne domagają się numeru Aadhaar, a doniesienia wskazują, że cyfrowy dowód tożsamości jest wymagany do nadania przesyłki i śledzenia przesyłki Amazon.
Jak twierdzi Apar Gupta, dyrektor Fundacji Wolności Internetu z siedzibą w Delhi, dla wielu osób Aadhaar stał się formą „ cyfrowego przymusu, w którym za każdym razem, gdy muszą skorzystać z usług rządowych, wejść do przestrzeni publicznej lub po prostu prowadzić swoje życie, istnieje nieustanna potrzeba uwierzytelnienia za pomocą Aadhaar… podstawowe zasady twojego życia są sprawdzane na każdym kroku ”.
Program, który obiecywał pomoc biednym Hindusom w zabezpieczeniu żywności, przekształcił się w stale rozrastające się biurokratyczne pole minowe, na którym można w każdej chwili zażądać podania numeru cyfrowego dowodu tożsamości przy najbardziej banalnych transakcjach.
Ten aspekt indyjskiego systemu cyfrowych dowodów tożsamości ilustruje obawy, jakie wielu ludzi może mieć w Wielkiej Brytanii. Komentarze ministrów, nawet na tym wczesnym etapie, wskazują, że obawy te nie są bezpodstawne. W ciągu kilku tygodni ministrowie przeszli od rozmów o obowiązkowym dowodzie cyfrowym do pracy do rozważań o możliwości wykorzystania go do zapisania się do lokalnej biblioteki. Być może słuchają Tony’ego Blaira, dla którego nie ma żadnych ograniczeń:
Wyobraź sobie, że wszystkie Twoje informacje zdrowotne znajdują się w jednym miejscu: łatwo dostępne, za Twoją zgodą, dla każdego w służbie zdrowia. Że Twój paszport, prawo jazdy i wszystko, czego potrzebujesz do potwierdzenia tożsamości, znajduje się w jednym prostym, unikalnym dla Ciebie portfelu cyfrowym. Że możesz kupować i płacić za dowolne towary lub usługi, używając swojego cyfrowego identyfikatora .
Błędy cyfrowe kosztują życie
Cyfrowy system identyfikacji w Indiach pełen jest przypadków, w których „komputer mówi nie” – niektóre z nich kosztują życie najbardziej bezbronnych obywateli.
Po śmierci 11-letniej dziewczynki z głodu, kilka miesięcy po tym, jak jej rodzina przestała otrzymywać dotowaną żywność z powodu braku powiązania kart żywnościowych z systemem Aadhaar, śledztwo przeprowadzone w 2018 roku ujawniło wiele podobnych przypadków. W okresie poprzedzającym śmierć Santoshi Kumari przez cztery dni nie jadła. „ Zgłoszono już pół tuzina takich zgonów ” – powiedział wysoki rangą urzędnik. „ Możemy się różnić w kwestii tego, czy zmarli z głodu, ale faktem jest, że we wszystkich tych przypadkach przez kilka dni w domu nie było jedzenia z powodu problemów z systemem Aadhaar ” .
Według doniesień w 2021 roku około pół tuzina osób zmarło z głodu po tym, jak odmówiono im wydania racji żywnościowych w sklepach Public Distribution System, ponieważ nie posiadali uwierzytelnienia biometrycznego opartego na Aadhaar.
Błędy administracyjne doprowadziły do tego, że pieniądze trafiały na konta bankowe niewłaściwych osób . Odciski palców nie zawsze zgadzają się z danymi biometrycznymi – problem ten dotyka osoby starsze z zanikającymi odciskami palców i osoby z problemami zdrowotnymi . „ Do centrum zgłaszają się osoby, które twierdzą, że mają problem z odciskiem palca na karcie Aadhaar, ponieważ ich dane biometryczne nie są rozpoznawane i nie mogą otrzymać emerytury, żywności itp. ” – powiedział agent Aadhaar z Mumbaju. „ To problem systemowy, który ciągle powraca i przez który ludzie tracą zaufanie do systemu ”.
Niepowodzenie uwierzytelniania biometrycznego dotyka nawet zamożnych i obeznanych z technologią. Pewien mężczyzna stwierdził, że nie może ponownie połączyć telefonu z numerem Aadhaar, jak prosił, ponieważ skaner nie działał. „Próbowałem tysiące razy, każdym palcem” – powiedział.
Brak cyfrowego dowodu tożsamości w Indiach oznacza, że można potencjalnie stracić wszystko. Jednemu robotnikowi skradziono kartę Aadhaar w pociągu i nie mógł jej wymienić. W rezultacie przestał pracować, a jego syn został później zmuszony do rezygnacji ze szkoły. „Ten Aadhaar stał się dla nas koszmarem. Dlaczego rząd nie może utrzymać odpowiedniego systemu?” – powiedział.
Najwyższy poziom nadzoru państwowego
Aman Sethi, redaktor naczelny HuffPost India, spędził prawie dekadę badając rzeczywiste, niezamierzone konsekwencje wprowadzenia systemu Aadhar. Jego odkrycia koncentrowały się na sposobie, w jaki cyfrowa baza danych rozwinęła się jako system nadzoru, dając rządowi niespotykane dotąd możliwości śledzenia obywateli i monitorowania każdego szczegółu ich życia.
„ W 2020 roku informowaliśmy o tym, jak rząd Indii wykorzystywał Aadhar jako punkt wyjścia do zbudowania wszechstronnej, automatycznie aktualizowanej i przeszukiwalnej bazy danych, aby zapewnić „360-stopniowy obraz ” życia każdego obywatela Indii ” – pisze. „ Możliwości takiej bazy danych, która nie jest jeszcze kompletna, są tak przerażające, że nawet indyjski urzędnik, który jako pierwszy ją zaproponował, powiedział naszemu reporterowi, że obawia się jej nadużyć ”.
Tym urzędnikiem był Manoranjan Kumar, główny urzędnik odpowiedzialny za stworzenie krajowego rejestru społecznego, gigantycznej bazy danych, która wykorzystuje numery Aadhaar do tworzenia profilu każdego obywatela, zawierającego wszystkie szczegóły, od religii i kasty po posiadany majątek i wykształcenie. Rejestr automatycznie śledzi przeprowadzki, zmiany pracy, zakupy nieruchomości, małżeństwa i narodziny dziecka.
Początkowo Kumar uważał, że system cyfrowy jest rozwiązaniem problemu korupcji w indyjskim systemie świadczeń socjalnych. Szybko jednak zdał sobie sprawę , że taki system może być łatwo wykorzystywany przez rząd. „ Widziałem, że Indie stają się państwem policyjnym. Silnym państwem policyjnym ” – powiedział. „ Niestety, dziś przekształciliśmy wszystkie organizacje rządowe i półrządowe w agentów policyjnych ”.
Cyfrowy system identyfikacji w Indiach stał się narzędziem państwowego nadzoru, a samo jego istnienie zmieniło relacje między państwem a obywatelem.
W przeciwieństwie do Starmera, Sethi nie poleciał po prostu do obcego kraju i nie rozmawiał z osobami, którym najbardziej zależało na utrzymaniu oficjalnej narracji, że cyfrowy dowód tożsamości to „sukces”. Z bliska i przez długi czas badał, jak indyjski system dowodu cyfrowego działał. Jego wniosek jest tym, który pilnie potrzebujemy usłyszeć w Wielkiej Brytanii:
„ Indyjski system Aadhaar, który gromadzi imiona, adresy, numery telefonów, adresy e-mail, skany siatkówki i odciski palców ponad miliarda ludzi, stanowi niepokojący przykład tego, co czeka tych, których bezpieczeństwo zostało naruszone, a relacje między obywatelem a państwem uległy zasadniczej zmianie ”.
Oczywiście, należy pamiętać, że Wielka Brytania to kraj zupełnie inny niż Indie. Tego rodzaju cyfrowy dowód osobisty to eksperyment, który – jak można by się spodziewać – będzie się różnił w zależności od kultury.
Jednocześnie doświadczenia Indii odzwierciedlają to, czego historia uczy o dawaniu władzy większej władzy. Rozszerzanie misji i wzmożona kontrola, nadzór i śledzenie to cechy autorytarnych reżimów z przeszłości. Tym razem, jak pokazują rozwijające się w Chinach systemy „kredytu społecznego”, technologia cyfrowa daje rządom bezprecedensowy poziom kontroli.
„Inter-operacyjność” systemu proponowanego dla Wielkiej Brytanii, w którym dane dotyczące firmy, spraw podatkowych, historii jazdy, zatrudnienia i stanu zdrowia mogłyby zostać połączone w jedną gigantyczną bazę danych, potencjalnie umożliwiłaby osobie, która ją zarządza, dostęp do ogromnych ilości danych osobowych – a może nawet umożliwiłaby „wyłączenie” dostępu do usług.
Wystarczy spojrzeć na współczesną Wielką Brytanię – rządzoną przez człowieka, dla którego żaden lockdown nie był wystarczająco uciążliwy, z jej ustawami o incydentach motywowanych nienawiścią i bezpieczeństwie w Internecie oraz szerzącą się nieuregulowaną (jeśli nie bezprawną) liczbą kamer rozpoznających twarze – aby zdać sobie sprawę, że ostatnią rzeczą, jaką powinniśmy robić, jest dawanie rządowi jeszcze większej władzy nad naszym życiem.
Toczymy walkę naszego życia i chcielibyśmy prosić Cię o pomoc poprzez dołączenie do nas jako członek, dzięki czemu będziemy mogli zrobić o wiele więcej, tak jak robiliśmy to przez ostatnie kilka miesięcy:
* Wyświetlono napis „Nie dla cyfrowych dowodów tożsamości” na budynkach Parlamentu i Tower Bridge
* Przemawiał na konferencji reformatorskiej
* Prowadził protesty i akcje w Liverpoolu oraz przed konferencją Partii Pracy
* Zapewniono, że posłowie usłyszeli już głosy dziesiątek tysięcy wyborców
* Zgromadzili Partię Pracy, aby przedyskutować propozycję „BritCard” podczas Bitwy Idei
* Zgromadziliśmy 1500 zwolenników i aktywistów na naszym wydarzeniu z okazji 4. rocznicy
* Wspierał lokalne protesty i działania w całej Wielkiej Brytanii, od Aberdeen do Bournemouth
* Zaplanowaliśmy nasz ogólnokrajowy wiec w Wielkiej Brytanii – w Londynie, Edynburgu, Cardiff i Belfaście – na 25 kwietnia
* W ciągu ostatnich kilku miesięcy rozdano prawie 250 000 ulotek z cyfrowymi identyfikatorami, a kolejnym celem jest rozdanie miliona ulotek
* Wywieranie nacisków na Companies House w sprawie One Login i uzyskanie od nich odpowiedzi – sytuacja w toku
Nie mamy bogatych sponsorów, którzy by nas „finansowali”. Działamy z relatywnie niewielkim budżetem. Sprzedaż biletów ledwo pokrywa bezpośrednie koszty wydarzeń. Nasza siła pochodzi od zwykłych ludzi, takich jak Ty – którzy zdają sobie sprawę, że mamy znacznie większe szanse na wygraną, działając razem.
Stajemy w obliczu rządu, który za wszelką cenę chce narzucić nam cyfrowe dowody osobiste i wykorzystuje podatki, by wymusić coś, na co nikt nie głosował.
Nie chcemy „modelu indyjskiego” ani modelu Tony’ego Blaira. W liczbach siła – ale tylko wtedy, gdy się zaangażujesz.
Któż nie pamięta amerykańskiego filmu “Maratończyk” w którym nieświadomy niczego jegomość, tytułowy maratończyk, torturowany jest przez emerytowanego nazistę, który wierci mu zęby dentystyczną wiertarką bez znieczulenia, a w rezerwach pyta: “bezpiecznie” – czego tamten nie rozumie?
Z dalszej części filmu wynika, że ów nazista chce sprzedać w Nowym Jorku brylanty, jakie w czasie wojny uzbierał sobie od biednych Żydów, którzy teraz rozpoznają go na ulicy, z czego wynikają kłopoty. Wreszcie nazistę dopada nasz maratończyk, który na dzień dobry oświadcza mu: “nie jest bezpiecznie”.
Czy dzisiaj lekkiego dreszczyku nie powinien doznać obywatel Tusk Donald i Książę-Małżonek? Właśnie gruchnęła wieść, że Prezydent Trump zatwierdził uderzenie na Wenezuelę. Nie jest to oczywiście żadna wojna, bo prezydent Trump, gdzie tylko może wojny wygasza, więc uderzenie na Wenezuelę jest fragmentem walki o pokój, którą przewidziało jeszcze za głębokiej komuny Radio Erewań, odpowiadając na pytanie zaniepokojonego słuchacza, czy będzie wojna – że żadnej wojny oczywiście nie będzie, tylko rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Jak będzie wyglądała walka o pokój w Wenezueli, tego jeszcze nie wiemy, bo wiemy tylko, że zaraz na początku walki o pokój amerykańscy komandoksi złapali nie tylko prezydenta Mikołaja Maduro i jego żonę, którym – po błyskawicznym przetransportowaniu ich do Nowego Jorku, tamtejszy funkcjonariusz tamtejszego obywatela Żyrka Waldemara przedstawił im “zarzuty” – że nie tylko zbuntowali się przeciwko Ameryce, ale w dodatku zgromadzili “broń maszynową”.
Nietrudno się domyślić, że “za takową psotę pójdą co najmniej w Sybirną robotę” – jak czytamy w “Panu Tadeuszu” – zwłaszcza, gdy Ameryka znormalizuje wreszcie stosunki z Rosją, czemu sprzeciwia się ukraiński prezydent Zełeński. Ponieważ pali mu się ziemia pod nogami i właśnie na pożarcie krokodylom wyrzuca z rządowej ukraińskiej pirogi kolejnych murzyńskich chłopców, zastępując ich innymi – żeby ci inni też zdążyli skorzystać na wojnie i przytulili sobie, chociaż po kilka nędznych milionów dolarów – więc jak już na Ukrainie zakończy się walka o pokój, która pewnie jeszcze potrwa, dopóki ostatni oligarcha nie umoczy pyska w melasie – to kto wie, czy Mikołaj Maduro nie zostanie zesłany do kolonii karnej gdzieś na Kołymie – chociaż na Alasce też mogą być podobne miejsca odosobnienia.
Dobrze mu tak, bo po co buntował się przeciwko Stanom Zjednoczonym – jakby nie wiedział, że prędzej czy później Bóg, jak zwykle, da Ameryce zwycięstwo, a wtedy rozprawi się ona z buntownikami – ale w majestacie prawa: najpierw funkcjonariusze tamtejszego obywatela Żurka Waldemara przedstawią im “zarzuty”, a potem odbędzie się proces, który zakończy się pięknym wyrokiem – żeby żadna Schwein nie ośmieliła się już buntować przeciwko Stanom Zjednoczonym? Ale zwycięstwo to jedna sprawa, a jego zagospodarowanie to sprawa druga. W Wenezueli nie będzie z tym problemu, bo amerykańscy komandosi, tylko patrzeć, jak osadzą na tamtejszym tronie panią Marię Machado – żeby demokracja wreszcie i tu zatriumfowała.
Bo jeśli demokracja ma zatriumfować, to na tronie musi zostać przez komandosów osadzony jakiś płomienny szermierz wolności i demokracji – a taką właśnie rolę Opatrzność wyznaczyła pani Marii Machado, co to od reżymu Mikołaja Maduro cierpiała straszliwe katiusze i nawet musiała stosować minimum konspiracyjne, żeby w przebraniu wieśniaczki wyjechać na uroczystość wręczenia jej Pokojowej Nagrody Nobla, a potem – żeby incognito do Wenezueli przyjechać. Na szczęście dla niej wszystko już wkrótce zakończy się wesołym oberkiem i kiedy tylko komandosi zainstalują ją na stanowisku nowego, demokratycznego prezydenta Wenezueli, to będzie mogła używać życia całą paszczą.
No dobrze – ale skoro tak, to niby dlaczego nie miałoby być bezpiecznie? Ano dlatego, że Wenezuela, to jedna sprawa, a nasz nieszczęśliwy bantustan, to sprawa druga. Mimo tych różnic jest jednak wspólny mianownik – że każdy buntownik przeciwko Ameryce zostanie przykładnie ukarany – oczywiście po uprzednim pojmaniu go wraz z żoną oraz postawieniu mu “zarzutów”. I właśnie dlatego obywatel Tusk Donald, podobnie, jak Książę-Małżonek, powinien poczuć ciarki na plecach. Żyje bowiem mnóstwo świadków, którzy widzieli, jak obywatel Tusk Donald za plecami prezydenta Donalda Trumpa udawał, że mierzy doń z pistoletu, a mnóstwo słyszało, jak wcześniej obywatel Tusk Donald zarzucał prezydentu Donaldu Trumpu, że jest “agentem Putina”. Czy za to nie należy się piękny wyrok, podobnie jak Księciu-Małżonkowi za obsmarowywanie prezydenta Trumpa przez Małżonkę Księcia-Małżonka, czyli naszą Jabłoneczkę na łamach “prasy międzynarodowej? W obydwu przypadkach piękne wyroki należą się, jak psu buda, więc tylko patrzeć, jak w ramach walki o pokój, w Chobielinie wyląduje desant komandosów, którzy pojmają Księcia-Małżonka wraz z Małżonką, a obywatela Tuska Donalda dopadną podczas jakiegoś “haratania w gałę” na “Orliku”, po czym nakażą obywatelu Żurku Waldemaru, by przedstawił im “zarzuty” – no a potem wyznaczył jakiegoś nienawistnego sędziego, żeby przysolił im piękne wyroki?
Z komandosami, zwłaszcza gdy pojawią się z długą bronią, żartów nie ma, toteż nie wyobrażam sobie, by jakiś narwaniec z naszej niezwyciężonej armii podniósł zbrodniczą rękę przeciwko jedności sojuszniczej w ramach NATO i stanął w obronie obydwu delikwentów. Czego jak czego, ale braku dyscypliny i rozsądku naszej niezwyciężonej armii zarzucić nie można, a gdyby nawet – to przecież komandosi przed rozpoczęciem walki o pokój w naszym bantustanie powyłączaliby profilaktycznie wszystkie “systemy”, wskutek czego nawet piaskarki nie mogłyby wykonać rozkazów sztabów kryzysowych, nie mówiąc już o innych elementach naszego systemu obronnego.
No dobrze – ale kogo w takiej sytuacji prezydent Trump miałby osadzić na stanowisku premiera rządu? Akurat Mateusz Morawiecki rozpoczął realizowanie trzeciej części swojej misji. Pierwsza część polegała na wślizgnięciu się do rządu Beaty Szydło, co nie mogło nastąpić bez wiedzy i zgody starych kiejkutów. Druga część – kiedy już został premierem w wyniku “głębokiej rekonstrukcji rządu”, jaka nastąpiła po felonii prezydenta Andrzeja Dudy, dokonanej po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina w lipcu 2017 roku – i kiedy to popodpisywał wszystko, co Niemcy podsunęli mu do podpisania, no a teraz część trzecia polega na neutralizowaniu PiS-u, żeby w ciągu rozpoczynającego się roku zostały z niego ruiny i zgliszcza.
W tej sytuacji pytanie, jakiego płomiennego szermierza wolności Amerykanie powinni usadowić na stanowisku premiera naszego bantustanu nabiera aktualności? Pan prezydent Nawrocki już jest prezydentem, więc jego kandydatura odpada, więc może resortowa “Stokrotka” zaprosiłaby do TVN pana generała Marka Dukaczewskiego, żeby powiedział, jak ma być? No bo jeśli nie on, to już nie wiem kto. Stanisław Michalkiewicz
Około 50 tys. gospodarstw domowych w południowo-zachodnim Berlinie nie ma w sobotę dostępu do prądu. Policja bada pismo, w którym do ataku przyznaje się lewicowa „Vulkangruppe”.
Blackout w Berlinie / fot. PAP/EPA/Filip Singer
Blackout w Berlinie
Awarią dotknięta jest dzielnica Steglitz-Zehlendorf. Prócz 50 tys. gospodarstw domowych prądu nie ma w sklepach oraz placówkach medycznych. Nie działają także uliczne lampy oraz sygnalizacja świetlna. W niektórych domach, przy temperaturze na zewnątrz wynoszącej zero stopni Celsjusza, wyłączone są systemy grzewcze.
Przyczyną awarii jest pożar na moście nad kanałem Tetlow, którym biegło kilka kabli do pobliskiej elektrowni Lichterfelde.
List z przyznaniem się do ataku
Jak informują niemieckie media, w sobotę na policję wpłynęło pismo, w którym do przeprowadzenia ataku przyznaje się radykalna lewicowa Vulkangruppe. Służby weryfikują, czy dokument jest autentyczny. Według informacji podanych przez serwis rbb.de, w służbach pismo ma być uznawane za wiarygodne.
Jak informuje Bild, na miejscu zdarzenia policja zabezpieczyła ślady stóp w śniegu.
Bild: Lewicowi ekstremiści od lat atakują infrastrukturę
W materiale niemieckiego tabloidu przypomniano, że lewicowi ekstremiści od lat przeprowadzają ataki na infrastrukturę energetyczną.
Dziś rano w rejonie Lichterfelde podpalono most kablowy, niszcząc kluczowe linie wysokiego napięcia.
Skutki są opłakane: bez prądu zostało ponad 45 tysięcy gospodarstw domowych i ponad 2 tysiące firm.
Najgorsze jest jednak to, co dzieje się w domach. Mamy styczeń 2026, za oknem śnieg i temperatury bliskie zera, a brak prądu odciął pompy ciepłownicze i lokalne kotłownie.
Tysiące ludzi zostało bez ogrzewania. Operatorzy nie mają dobrych wieści – naprawy są tak skomplikowane, że prąd dla 35 tysięcy odbiorców może wrócić dopiero 8 stycznia!
=======================================
Im besten Deutschland, das es jemals gegeben hat, sitzen hunderttausende Menschen nach einem wohl linken #Terroranschlag in #Berlin im #Blackout.
Mitten im Frost: ⭕️kein Strom ⭕️keine Heizung ⭕️kein Telefon ⭕️kein Internet
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 4 stycznia 2026 michalkiewicz
Jak zwykle podczas świąt Bożego Narodzenia, to znaczy – od Wigilii, aż do Trzech Króli, nasz nieszczęśliwy kraj pogrążony jest w nirwanie, pod której następuje bolesny powrót do rzeczywistości. Widać to również w niezależnych mediach głównego nurtu, chociaż wprawne oko dostrzeże tam również przygotowania do okresu poświątecznego, kiedy to rzeczywistość znowu zacznie dawać o sobie znać. Oto w ramach wojny obywatela Tuska Donalda z panem prezydentem Karolem Nawrockim, któremu obywatel Tusk Donald i Książę-Małżonek zarzucają rozmaite uzurpacje, pojawił się serial firmowany przez znanego autora Bertolda Kittela, który wyciąga panu prezydentowicz różne wstydliwe zakątki, najwyraźniej przygotowując grunt do tubylczej afery Epsteina.
Pan red. Kittel jest „dziennikarzem śledczym” znanym ze współpracy w panią red. Anną Marszałek, co to w swoim czasie zdemaskowała Romualda Szeremietiewa i jego współpracownika, pana Farmusa, co doprowadziło do spektakularnego aresztowania go na pełnym morzu, kiedy to został zdjęty z promu za pośrednictwem helikoptera. Oczywiście niezależna telewizja również tam przypadkowo się znalazła, podobnie, jak w głębokich lasach koło Wodzisławia Śląskiego, skąd dobiegały odgłosy obchodów urodzin Adolfa Hitlera. Jak pamiętamy pojawiły się wówczas śmierdzące dmuchy, jakoby te urodziny zostały przez niezależną telewizję obstalowane i nawet zadatkowane, w związku z czym prokuratura wszczęła tak zwane energiczne śledztwo. Kiedy jednak pani Żorżeta, będąca podówczas amerykańską ambasadoressą w Warszawie ostrzegła, że jeśli ktokolwiek podniesie rękę na niezależną stację telewizyjną, to władza ludowa mu tę rękę odrąbie, niezależna prokuratura wycofała się z energicznego śledztwa z podwiniętym ogonem.
Podejrzewam w związku z tym, że większość tych „dziennikarzy śledczych” to po prostu kolaboranci bezpieki, która za ich pośrednictwem prowadzi rozmaite polityczne rozgrywki. Taki jeden z drugim oficer prowadzący wtyka dziennikarzowi śledczemu nos w przygotowanego zawczasu gotowca i powiada: wiecie, rozumiecie, pani Aniu, niech to pani opisze własnymi słowami, jak to pani pięknie potrafi – no a potem helikoptery nadlatują nad prom, antyterroryści spuszczają się na linach, aresztują wskazanego nieubłaganym palcem delikwenta, telewizja to wszystko nagrywa i puszcza w czasie najlepszej oglądalności, przerywając reklamami, bezpieczniacy za udaną operację inkasują premie, a dziennikarze śledczy inkasują nagrody, przyznawane przez rozmaite bezpieczniackie odkrywki, dla lepszego kamuflażu funkcjonujące jako organizacje społeczeństwa otwartego. Czegóż chcieć więcej?
Z kolei zaraz jak tylko niezależna prokuratura „postawiła zarzuty” złowrogiemu Antoniemu Macierewiczowi ujawnienia jakichś straszliwych tajemnic, niezależny portal „Onet” drukuje w odcinkach serial autorstwa pani Żemły Edyty o naszej niezwyciężonej armii – jak to Macierewicz z Misiewiczem prześladowali biednych oficerów, jak prześladowani cierpieli katiusze, jak nasza niezwyciężona armia się od tego rozpadała, słowem – mamy medialną padgatowkę pod pokazowy proces – bo wydaje się, że właśnie takimi widowiskami będzie teraz delektowała swoją gawiedź banda obywatela Tuska Donalda.
Trawestując Wojciecha Młynarskiego można powiedzieć, że gdy chleba brak, to rośnie popyt na igrzyska – a któż lepiej się nadaje na głównego winowajcę, jak nie złowrogi Antoni Macierewicz? Co tu ukrywać, nazbierało mu się sporo. Poczynając od lat 70-tych ubiegłego stulecia, kiedy to złowrogi Antoni Macierewcz, razem z Wojciechem Ziembińskim założyli Komitet Obrony Robotników, do którego potem przykleił się obywatel Kuroń Jacek i pan red. Michnik Adam. Potem, jakby tego było mu mało, autorytetom moralnym pościągał kalesony na oczach całej Polski, przywożąc 4 czerwca 1994 roku zalakowane koperty z nazwiskami konfidentów – między innymi z nazwiskiem Kukuńka.
Potem było coraz gorzej; we wrześniu 2006 roku wziął i rozwiązał Wojskowe Służby Informacyjne, które przez 16 lat „wolnej Polski” rozbudowały sobie agenturę, przy pomocy której do dzisiaj kręcą nie tylko całym państwem, ale całym życiem publicznym naszego nieszczęśliwego kraju. Wreszcie przeprowadził kurację przeczyszczającą w naszej niezwyciężonej armii – więc nie ma rady; zgraja obywatela Tuska Donalda, wykonująca zadanie doprowadzenia naszego mniej wartościowego narodu tubylczego do Generalnej Guberni, musi mu urządzić pokazowy proces, a potem zmłotować nienawistny sąd, by wpakował go do turmy. Co ma wisieć – nie utonie. Generał Kiszczak nie zdążył – ale obywatel Tusk Donald ze swoim kolaborantem, obywatelem Żurkiem Waldemarem, to niedopatrzenie nadrobi. Jak widzimy, kontynuacja obejmuje nie tylko PRL, ale i Generalną Gubernię. Czegóż chcieć więcej?
Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze zaraz po Trzech Królach, kiedy to rozpocznie się bolesny powrót do rzeczywistości, rozpocznie się kolejna faza procesu złowrogiego Grzegorza Brauna, co to zgasił chanukową iluminację w Sejmie, potrzaskał profesoru Janu Grabowskiemu mikrofon, uniemożliwiając mu w ten sposób kontynuowanie opowieści o holokauście, na których pan prof. Grabowski do dzisiaj zarabia na życie, zniszczył choinkę z symbolami Unii Europejskiej, pozrywał ukraińskie flagi, a wreszcie – naruszył cielesność pani doktor Gizele-Mengele. Nazbierało się się tych zbrodni co najmniej tyle samo, co złowrogiemu Antoniemu Macierewiczowi, więc obywatel Żurek Waldemar nakazał nienawistnemu sądu, by proces zakończył się do marca. Skoro zna termin wyroku, to pewnie zna i sam wyrok.
Ale przysolenie pięknego wyroku złowrogiemu Grzegorzowi Braunowi to zaledwie wstęp do operacji niwelowania tubylczej sceny politycznej. Jak wiadomo, zarówno obywatel Żurek Waldemar, jak i minister Kierwiński, a także Książę-Małżonek wyrazili commmunis opinio, że Konfederacja Korony Polskiej powinna zostać zdelegalizowana. Toteż czekamy tylko na prawidłowe obsadzenie wakatów w Trybunale Konstytucyjnym, który wtedy odzyska zaufanie Partii i będzie mógł przystąpić do niwelowania tubylczej sceny politycznej dla potrzeb Generalnej Guberni. Podejrzewam, że na zdelegalizowaniu Konfederacji Korony Polskiej się nie skończy – bo jak już sądzić – to sądzić – więc podobny los spotka pewnie również Konfederację WiN.
Skoro jednocześnie pan Mateusz Morawiecki, kontynuując zadanie, właśnie neutralizuje PiS, to nie ulega wątpliwości, że w Generalnej Guberni na placu pozostanie tylko Volksdeutsche Partei z satelitami – zgodnie z wytycznymi niemieckiej BND z Berlina. Wiadomo bowiem, że w Generalnej Guberni, podobnie zresztą, jak i w IV Rzeszy, pluralismus polegać może na potrójnej jedności: ein Reich, ein Volk i ein Führer, to znaczy – eine Reichsführerin Urszula Wodęleje. Czegóż chcieć więcej?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
„Dobrze przygotowany Polexit” to jedyna alternatywa dla bankructwa, wywłaszczenia i utraty suwerenności – przekonuje Grzegorz Braun. Polski poseł do Parlamentu Europejskiego w programie u Moniki Jaruzelskiej w mocnych słowach podsumował obecną politykę Brukseli. Opowiedział się za powrotem do modelu współpracy opartego na strefie wolnego handlu, a nie dyktacie urzędniczym.
Polityk nie gryzł się w język, diagnozując obecną sytuację Polski w strukturach europejskich jako „matnię eurokołchozową”. Według Brauna, dyskusja o opuszczeniu Unii Europejskiej nie powinna być tematem tabu, a realnym planem ratunkowym wobec procesów, które – jego zdaniem – prowadzą do degradacji polskiej gospodarki i bezpieczeństwa.
– Alternatywą jest każdy z tych procesów już wdrożonych, już przez Unię Europejską zadekretowanych, przegłosowanych, podżyrowanych przez Parlament Europejski. A to jest pakt migracyjny, a więc podmiana ludności i oczywiście islamizacja całego kontynentu, w tym Polski, centra integracji cudzoziemców – mówił Braun.
– Dalej, Zielony Ład, Mercosur. Szanowni Państwo, to jest wyrok na polskie rolnictwo. To jest wyrok na polskie górnictwo wykonywany. Jeżeli nie wrócimy do węgla, to jesteśmy bankrutami, a bankrut podlega wywłaszczeniu. I to teraz będą raty galopujące. Wywłaszczenie Polaków we własnym kraju – kontynuował.
Odrzucił narrację, jakoby polski rząd mógł skutecznie zablokować te procesy, twierdząc, że dzieją się one „z automatu”.
Jednym z postulatów wysuniętych przez polityka jest natychmiastowe zaprzestanie uiszczania składki członkowskiej do unijnego budżetu. Braun zbagatelizował ewentualne kary umowne, sugerując, że bilans zysków i strat przemawia za odcięciem finansowania Brukseli.
– Te pieniądze, które nam Unia Europejska daje… No proszę państwa, a za jakie pieniądze oddacie portfel sąsiadowi, który obieca wam, że będzie wam wypłacał kieszonkowe? Za jakie pieniądze oddacie akt własności swojego mieszkania sąsiadom, którzy obiecają, że wam lepiej od was samych to mieszkanie umeblują i będą pilnowali, żeby było bezpieczne przed włamywaczami? No nikt normalny tak nie robi – mówił.
Odpowiadając na obawy dotyczące izolacji Polski po ewentualnym Polexicie, Braun przywołał przykład Wielkiej Brytanii oraz państw należących do Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA). Przekonywał, że możliwe jest zachowanie korzyści gospodarczych i swobody podróżowania (Schengen) bez podległości politycznej wobec Komisji Europejskiej.
– Jest alternatywa, to znaczy są na kontynencie europejskim państwa, które do Unii Europejskiej nie należą i wszechwładzy Reichsführerin von der Leyen nie podlegają. I to jest Norwegia, Szwajcaria, Islandia. (…) Nie należy odcinać Polski od możliwości robienia interesów na różnych kierunkach – kontynuował prezes Konfederacji Korony Polskiej.
Polski poseł do Parlamentu Europejskiego odniósł się również do swojej aktywności w PE, wspominając głosowanie przeciwko zakazowi importu rosyjskiego gazu. Braun tłumaczył, że jego sprzeciw wynikał z dbałości o portfele Polaków, sugerując, że obecne sankcje są fikcją, która jedynie podbija ceny surowca poprzez pośredników.
– Głosowałem w Parlamencie Europejskim, jak się później okazało, jako jedyny Polak, przeciwko dekretowaniu, że na kontynencie europejskim nie będzie się kupować gazu z Rosji. Szanowni Państwo, co to znaczy? To znaczy, że głosowałem przeciwko temu, żeby Polska była skazana na kupowanie droższego gazu, rosyjskiego, zamiast tańszego, rosyjskiego. Dlaczego? Dlatego, że ten, który jest tutaj w obiegu bardzo często jest nie mniej ruski, niż by był, tylko że jest obłożony narzutami – podkreślał.
Kończąc swoją wypowiedź, Grzegorz Braun zaapelował o ochronę budżetów domowych przed polityką unijną, która jego zdaniem sztucznie zawyża koszty życia i energii. – Jak nie Polexit, to Wypieprzpol przynajmniej– podsumował ironicznie Braun.
Rozkwit przemytu ludzi przez Ukraińców i Ukraińska administracje państwowa na Ukrainie oraz jak post-sowiecka Ukraińska przestępczość zorganizowana czerpie korzyści z wojny.
Od bagien Polesia po centra cyberprzestępczości nad Dnieprem, od lasów Karpat po doki Odessy, konflikt zbrojny otworzył nowe szlaki dla postsowieckich ukraińskich mafii, zapewniając im ogromne zyski i umacniając ich lokalną pozycję. Służby wywiadowcze demaskują sieci działające w tym nowym środowisku.
Niemal cztery lata po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji, grupy przestępcze na Ukrainie dostosowują swoje modele biznesowe w obliczu przesiedleń, rosnącego ryzyka handlu i przemytu ludźmi i zwiększonego popytu na narkotyki syntetyczne – poinformowało Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC).
Raport analizuje ewolucję struktur przestępczości zorganizowanej w kraju i koncentruje się na sześciu odrębnych obszarach: handlu i produkcji narkotyków, oszustwach internetowych, handlu bronią, przestępczości gospodarczej, handlu i przemytu ludzi oraz ułatwianiu nielegalnego opuszczania kraju i uchylania się od służby wojskowej.
„Wojna nie tylko zadała niewypowiedziane cierpienie narodowi ukraińskiemu, ale także wywołała znaczącą ewolucję przestępczości zorganizowanej – co może mieć głębokie konsekwencje dla procesu odbudowy i rekonstrukcji kraju” – stwierdziła ONZ.
Chociaż przemyt kokainy i heroiny przez Ukrainę nieznacznie zmniejszył się od 2022 roku, produkcja i przemyt narkotyków syntetycznych, takich jak katynony i metadon, drastycznie wzrosły.
Rozwój handlu katynonami w ostatnich latach ułatwił darknet, w szczególności platformy handlowe takie jak Hydra.
W odniesieniu do metadonu, w raporcie zauważono, że większość ukraińskiej produkcji jest przemycana do Polski i Rumunii, ponieważ w tych krajach rośnie zapotrzebowanie na ten narkotyk.
Wojna przyczyniła się również do zwiększenia dostępności broni na Ukrainie, przede wszystkim za sprawą masowego napływu uzbrojenia ze Stanów Zjednoczonych i krajów Unii Europejskiej , które sa następnie przerzucane do sąsiadujących z Ukraina krajów i rozprowadzane przez obecne tam odgałęzienia Mafii Ukraińskiej , która współpracuje z Mafia Rosyjska..
W wyniku wojny przesiedlonych zostało około 14 milionów osób, a niektóre grupy przestępcze wykorzystują tę sytuację, zwabiając uchodźców i cudzoziemców do schronisk lub miejsc zakwaterowania podszywających się pod organizacje humanitarne, gdzie są oni zmuszani do pracy przymusowej i prostytucji, a także przemycani przez granicę do Polski, Słowacji i Rumunii.
Kaczyński , Morawiecki , Duda , Ziobro…Służby wam mówiły o konsekwencjach otwarcia granic Polski dla milionów.. a mimo tych ostrzeżeń otworzyliście Polskie granice dla przestępców i Mafii Ukraińskiej, Rosyjskiej , Gruzińskiej i post-sowieckich narażając nas Polaków na wszelkie niebezpieczeństwa z tym związane.
Zadam postawienia was przed Sadami za ta wasza nieodpowiedzialność !!
==============================
Frajerze, przecież to nie „nieodpowiedzialność”, a celowe działania