Kłamstwa klimatyczne wychodzą na jaw. Holandia zaliczyła gigantyczny skandal.

Krzysztof Mulawa @krzysztofmulawa x.com/krzysztofmulawa

Kłamstwa klimatyczne wychodzą na jaw. Holandia właśnie zaliczyła gigantyczny skandal. Królewski Instytut Meteorologiczny obniżył historyczne temperatury z lat 1901-1950 nawet o 1,9°C, wymazując 16 z 23 fal upałów, w tym rekordowe lato 1947 roku. Wszystko po to, żeby współczesne ocieplenie wyglądało na bardziej dramatyczne.

Po latach nacisku KNMI w 2026 r. po cichu przywróciło część usuniętych rekordów, co tylko potwierdza manipulację. Ingerencja w dane, które kształtują politykę, podatki i życie milionów ludzi. 'Klimat’ stał się narzędziem politycznym do forsowania utopijnych ideologii UE.

Zdjęcie

82,3 tys. wyświetleń

Orban: Brukselska machina opresji to pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro

Orban: Brukselska machina opresji to pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro

14.02.2026 nczas/orban-brukselska-machina-opresji

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP/EPA

Brukselska machina represji na Węgrzech nadal działa, ale po wyborach się nią zajmiemy – zapowiedział węgierski premier Viktor Orban w wygłoszonym w Budapeszcie dorocznym orędziu o stanie państwa, mającym podsumować miniony rok.

– Pseudo-obywatelskie organizacje, przekupieni dziennikarze, sędziowie, politycy, algorytmy i biurokraci, obracający milionami euro. Tym właśnie dzisiaj na Węgrzech jest Bruksela – stwierdził premier Orban, dodając, że „wpływy zagraniczne ograniczające węgierską suwerenność muszą zostać wypchnięte”.

W swoim przemówieniu węgierski przywódca nawiązał do raportu amerykańskiego Kongresu, w którym ostro skrytykowano Komisję Europejską za zmuszanie amerykańskich firm technologicznych do cenzurowania wybranych treści przed wyborami w kilku europejskich krajach. – To jest prawdziwy głos Ameryki. Musimy przyzwyczaić się do myśli, że ci, którzy kochają wolność, powinni bać się nie Wschodu, ale Brukseli i powinni z niepokojem patrzeć na Brukselę – stwierdził Orban.

Ostrzegł, że jeśli obserwowane trendy się utrzymają, obecny wiek stanie się „wiekiem upokorzenia Europy”, ponieważ kontynent – w ocenie premiera niezdolny do uczestnictwa w nowej globalnej rewolucji przemysłowej – po raz pierwszy od wynalezienia maszyny parowej będzie ofiarą, a nie twórcą transformacji gospodarczej.

O „zabijanie” gospodarki Europy obwinił „paraliżujące koszty energii i nadmierne regulacje”. Premier ocenił jednak, że Węgry „wciąż mają szansę”, zauważając, że w 2025 roku wynegocjował umowy z prezydentami USA, Rosji i Turcji, aby utrzymać dostęp kraju do przystępnej cenowo ropy naftowej i gazu z Rosji.

Węgierski premier podkreślił, że jego prawdziwym przeciwnikiem nie jest krajowa opozycja, ale Unia Europejska, która „chce wojny”. Polityk oskarżył „międzynarodowy wielki biznes” o dążenie do kontynuowania wojny na Ukrainie, rękami samych Ukraińców lub „jeśli to konieczne, rękami innych narodów Europy Środkowej”.

– Czas, aby Węgry się obudziły i potraktowały poważnie, śmiertelnie poważnie, to, do czego przygotowuje się międzynarodowy wielki biznes – zaznaczył premier Węgier.

Premier powiązał z podmiotami zagranicznymi największą partię opozycyjną w kraju, Tiszę. – Jest absolutnie oczywiste, że to przemysł naftowy, elita bankowa i brukselski establishment przygotowują się do utworzenia rządu na Węgrzech – powiedział, określając ugrupowanie Petera Magyara „tworem Brukseli”.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Większość niezależnych sondaży daje partii TISZA od kilku do kilkunastu punktów procentowych przewagi nad Fideszem Orbana.

Ruskie onuce i słudzy Ukrainy w II RP

Ruskie onuce i słudzy Ukrainy w II RP

Arkadiusz Miksa myslpolska/miksa-ruskie-onuce-i-sludzy-ukrainy-w-ii-rp/

Przed wojną też były „ruskie onuce” oraz słudzy narodu ukraińskiego

Kiedy człowiek obserwuje poczynania szeroko pojętych środowisk kierujących państwem polskim w temacie ukraińskim, łapie się za głowę z niedowierzaniem. Wydaje mu się bowiem, że kolejne posunięcia dwóch kolejnych rządów oraz tworzącym im podglebie mediów i medialnych ekspertów, są formą koszmaru sennego lub czarnego humoru typowego dla czeskich komedii. Idealizując czasy minione myślimy sobie, że przed II wojną światową w II Rzeczypospolitej, tak kuriozalna sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Czy oby na pewno?

Nasza wiedza o tym jak kształtowała się myśl polityczna w Polsce jest niestety powierzchowna, okazuje się bowiem, że to czego doświadczamy dziś i wówczas, w II RP stawało się przykrym doświadczeniem naszych przodków. Doskonałym przykładem dla zobrazowania tej prawidłowości były dla autora niniejszego artykułu owoce kwerendy periodyku „Biuletyn Polsko-Ukraiński.

Kiedy blisko sto lat temu puczyści pod wodzą Józefa Piłsudskiego obalili rządy ludowo-narodowe, niemal natychmiast rozpoczęli proces reorientacji polskiej polityki zagranicznej oraz polityki względem mniejszości narodowych. Propagowano koncepcję budowy niepodległej Ukrainy i Białorusi, potrzebę realizacji idei federacyjnych oraz jagiellońskich. Wspierano również gruzińskich i azerskich opozycjonistów Wszystko to oczywiście celem osłabienia i rozbicia ZSRR. Narzędziami realizacji tej polityki były takie instytucje jak Instytut Wschodni (1926-1939), Klub Prometeusz (1928-1939) Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej (1930-1939) oraz czasopisma „Wschód-Orient” (1930-1939) oraz wspomniany wyżej tygodnik „Biuletyn Polsko-Ukraiński” (1932-1938).

„Biuletyn Polsko-Ukraiński”

Powstanie „Biuletynu” stanowiło kontynuację działań podjętych przez część środowisk sanacyjnych na rzecz realizacji ambitnego planu utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego. Państwo to powstać miało z ziem uznawanych za ukraińskie a należących do ZSRR. Lwów miał pozostać przy Polsce, ale co ziem uznawanych przez Ukraińców za ukraińskie, a należące wówczas do II RP położonych na wschód od Lwowa nie wypowiadano się na łamach tego periodyku wprost. Czasopismo ukazywało się w Warszawie początkowo jako miesięcznik, aby z czasem ukazywać się z częstotliwością co tygodniową. Wydawanie „Biuletynu” wspierał polski wywiad wojskowy.

Redaktorem naczelnym periodyku był Włodzimierz Bączkowski (1905-2000), który wcześniej był redaktorem kwartalnika „Wschód-Orient”. Bączkowski był książkowym wręcz przykładem przedstawiciela ruchu prometejskiego zakładającego potrzebę zniszczenia Związku Radzieckiego i utworzenia na jego gruzach państwa narodowych. Choć Bączkowski ukazywany jest współcześnie jako wróg Rosji komunistycznej, to w rzeczywistości nienawidził on tak samo Związku Radzieckiego jak i Rosji jako takiej. Spiritus movens ruchu prometejskiego byli emigracyjni działacze ukraińscy.  To przede wszystkim z myślą o nich i o niepodległej Ukrainie prowadzono w Polsce szeroko zakrojone działania propagandowe wymierzone w Związek Radziecki, a wszystko pod parasolem polskich służb specjalnych.

Oprócz Bączkowskiego do „Biuletynu” pisali Adolf Maria Bocheński, Leon Wasilewski, Stanisław Łoś czy Józef Łobodowski. Stronę ukraińską reprezentowali Pawło Szandruk, Iwan Kedryn-Rudnycki, Roman Smal-Stocki, Stepan Baran. Z wymienionej czwórki Ukraińców Baran i Kedryn-Rudnicki w czasie wojny pisali do ukraińskiego czasopisma ukazując się w Krakowie pod patronatem niemieckich władz okupacyjnych „Krakivskich Visti” a Pawło Szandruk choć był oficerem Wojska Polskiego, który w trakcie wojny obronnej 1939 roku wyróżnił się jako dowódca pod Tomaszowem Lubelskim, to w trackie wojny poszedł na współpracę z Niemcami. W ramach współpracy z Niemcami w 1944 r. został przewodniczącym Ukraińskiego Komitetu Narodowego, a w ostatnich dniach wojny dowodził 14 Dywizją Grenadierów SS. Przed wydaniem go w ręce Armii Czerwonej uratował go gen. Władysław Andres. W 1961 roku zarządzeniem kabaretowego prezydenta Rządu RP na uchodźstwie Augusta Zaleskiego Szandruk otrzymał Srebrny Krzyż Virtutti Militari. Tak więc profanowanie najwyższych polskich odznaczeń państwowych nie jest domeną jedynie ostatnich dekad.

Słudzy narodu ukraińskiego

W 2023 r. rzecznik prasowy MSZ Łukasz Jasina stwierdził w imieniu państwa polskiego, że „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”. Ta wypowiedź wywołała u wielu Polaków wstrząs i oburzenie. Gdybyśmy jednak zapoznali się z publicystyką Włodzimierza Bączkowskiego oraz jego redakcyjnych kolegów, do doszlibyśmy do wniosku, że Jasina nie był pierwszy ze swoją deklaracją skrajnej służalczości względem Ukrainy. Bączkowski, 90 lat wcześniej był również sługą narodu ukraińskiego. Dla powstania niepodległej Ukrainy gotowy był doprowadzić do wojny między Polską a ZSRR. Dla jej powstania gotowy był manipulować faktami historycznymi, obniżać rolę i znaczenie Polaków i Polski na rzecz wywyższania miejsca roli Ukraińców. Zbulwersowała nas informacja z ostatnich dni o tym, że Ukraińcy przepisują sobie zdobicie Monte Cassino, ale na łamach „Biuletynu” moglibyście Państwo przeczytać artykuł o tym jak to Ukraińcy odegrali kluczową rolę w pokonaniu Turków pod Wiedniem w roku 1683. Również w 1920 r., to walczące pod Zamościem oddziały ukraińskie walnie przyczyniły rzekomo się do naszego „Cudu na Wisłą”.

W ostatnich czasie Jarosław Kurski z „Gazety Wyborczej” wypomniał Polakom traktat ryski, twierdząc, że podpisując pokój ze Związkiem Radzieckim zdradziliśmy Ukrainę i powinno być nam z tego powodu wstyd. Wypowiedź ta zbulwersowała polską opinię publiczną, ale okazuje się, że artykuł w podobnym tonie został również zamieszczony w „Biuletynie” a jego autorem był wspomniany Iwan Kedryn-Rudnycki. Wówczas, w kontrze do tej tezy na łamach jednego z kolejnych numerów pisma, Adolf Maria Bocheński, stwierdził, że zarówno od strony prawnej jak i moralnej Polska nie złamała żadnych zobowiązań, które miała względem strony ukraińskiej.

Kiedy po ataku ukraińskich terrorystów na pocztę w Gródku Jagiellońskim w 1932 r., dwóm sprawcom zasadzono karę śmierci, redaktor Bączkowski stanął w ich obronie usprawiedliwiając ich czyny i przyrównując ich działalność do bojówkarskiej działalności Józefa Piłsudskiego. Uznał, że nie zasłużyli na karę śmierci. Z czasem okazało się, że sprawcy byli zamieszani w organizację kolejnego zamachu, ale wówczas już nikt z członków redakcji nie opublikował komentarza, w którym przepraszałby czytelników za swoją naiwność względem ukraińskich terrorystów.

W 1938 r. władze Rumunii zawiesiły wydawanie prasy ukraińskiej na swoim terytorium „Biuletyn” apelował – Przywrócić prasę ukraińską w Rumunii. W gronie naszych sąsiadów Rumunia była jednym przyjaznym nam państwem, gazeta Bączkowskiego gotowa była konfliktować się z tym sojuszniczym państwem, w interesie nielojalnej ukraińskiej mniejszości narodowej.

Członkowie redakcji przekonywali Polaków, że wystarczy pójść w relacjach z Ukraińcami na znaczące ustępstwa, żeby tym samym zadowolić Ukraińców i przekonać ich, że warto być integralną częścią II RP zamiast podejmować działania odśrodkowe zmierzające do oderwania się od Polski. W rzeczywistości podejście Ukraińców było zero jedynkowe, ich nie mógł zadowolić ani ukraiński uniwersytet, ani większy udział Ukraińców w administracji państwowej. Ich bowiem interesowało tylko niepodległe państwo ukraińskie, w skład które wejść miały ziemie należące do ZSRR, Polski, Czechosłowacji czy Rumunii.

Ruskie onuce rodem z  Narodowej Demokracji

Środowiska kontestujące obecnie w naszym kraju skalę i sensowność wsparcia udzielanego przez Polskę Ukrainie dorobiły się wśród swoich oponentów obelżywe łatki „ruskich onuc”. Redakcja „Biuletynu” choć nie używała tego zwrotu, to również obelżywie komentowała krytyków porozumienia z Ukraińcami kosztem konfrontacji ze Związkiem Radzieckim czy utraty wpływów państwa polskiego swoich południowo-wschodnich rubieżach. Wrogiem numer jeden dla sanacyjnego tygodnika była Narodowa Demokracja. Uważano, że polski ruch narodowy torpeduje porozumienie polsko-ukraińskie, a tym samym działa na rzecz interesów radzieckich. Endecja w artykułach określana była mianem „kołtunerii”. Początkowo najczęściej i najzajadlej atakowany był sam Roman Dmowski, któremu Bączkowski nie mógł wybaczyć słów określających Ukrainę mianem „międzynarodowego domu publicznego”. O Dmowskim krytycznie na łamach periodyku pisano wielokrotnie zazwyczaj były to artykuły anonimowe. Jeden z ukraińskich publicystów atakował Dmowskiego za to, że ten doprowadził do uznania w Polsce do uznania Ukraińców za „ukraiński trąd”.  W jednym za artykułów Bączkowski uznał Dmowskiego za radzieckiego agenta argumentując swoją opinię, tym, że w 1931 r. jedna z sowieckich gazet opublikowała kilka artykułów Dmowskiego.

Określał go również mianem „neofity euroazjactwa” i opisywał jako człowieka posiadającego „mongoidalne rysy twarzy”.  Z czasem coraz częściej za antyukraińską retorykę atakowany był Stanisław Grabski, Roman Rybarski, a w ostatnich latach ukazywania się pisma endeckim wrogiem numer jeden został Jędrzej Giertych, którego uznawano za najbardziej nieprzejednanego wroga sprawy ukraińskiej. Redakcja uważała, że na zły stan relacji polsko-ukraińskich na Kresach odpowiadają działacze Narodowej Demokracji, którzy choć odsunięci od wysokich stanowisk państwowych w stolicy, dalej sprawują liczne stanowiska w kresowej administracji państwowej, torpedując celowo możliwość porozumienia polsko-ukraińskiego.

 Sienkiewicz i Kossak-Szczucka szkodzą sprawie ukraińskiej

Kilka pierwszych numerów pisma poświęcono wykazaniu czytelnikom jak szkodliwa jest dla relacji polsko-ukraińskich pisarstwo Henryka Sienkiewicza. Oczywiście głównym celem ataku była powieść Ogniem i mieczem, której już sam tytuł uznano za „krwiożerczy” którą dotkliwie sponiewierano wytykając jej tendencyjność i histeryczną miałkość. Uważano, iż młodzież polska ukraińskiego pochodzenia powinna być wyłączona z konieczności zapoznawania się z tą lekturą. Z impetem atakowano również powieści Zofii Kossak Pożoga oraz Marii Dunin-Kozickiej Burza od Wschodu. Obie polskie pisarki zostały uznane jako gardzące Ukraińcami i tendencyjnie ukazujące ich na kartach swoich powieści.

Strona ukraińska na łamach czasopisma wielokrotnie podkreślała, że Ukraińcy nie mają żadnego interesu w kreowaniu współpracy ukraińsko-niemieckiej wymierzonej w Polskę, ponieważ efektem takiej współpracy byłoby otwarcie Polski na współpracę ze Związkiem Radzieckim a tego Ukraińcy dążący do powstania państwa ukraińskiego kosztem ZSRR z pewnością by nie chcieli. Jak fałszywe były to zapewnienia pokazała wojna obronna Polski w roku 1939. Najlepszy okres do „wychowania Polaków” w duchu ukraińskim, to okres od zamachu majowego do śmierci „Wielkiego Marszałka” w 1935 roku.

Na łamach tytułu pisano o sukcesach ukraińskiej kultury czy ruchu spółdzielczego na Kresach, ale również z zadowoleniem odnotowywano powstanie kolejnych ukraińskich inicjatyw w Stanach zjednoczonych, Kanadzie czy Czechosłowacji pomimo tego, że znaczna część tych inicjatyw pośrednio lub bezpośrednio wymierzona była w II Rzecząpospolitą. Apelowano, aby Polacy zaprzestali corocznych obchodów rocznicy wyzwolenia Lwowa twierdząc, że: „Twórca Polski niepodległej, Wielki Marszałek nie brał w nich nigdy udziału”! Polska według publicystów „Biuletynu” wygrała wojnę o Lwów i Galicję przede wszystkim dzięki wsparciu Francji i Rumunii.

Pawła Kowala fascynacje Bączkowskim

Chyba nikogo z czytelników „Myśli Polskiej” nie zaskoczy fakt fascynacji spuścizną redaktora Bączkowskiego ze strony Pawła Kowala, kiedyś polityka PiS a dziś PO. Paweł Kowal jest dziś przewodniczącym Rady do spraw Współpracy z Ukrainą. Nim objął to idealnie współgrające z nim stanowisko zajmował się promowaniem dorobku Włodzimierza Bączkowskiego. W 2000 roku był współautorem publikacji Włodzimierz Bączkowski. O wschodnich problemach Polski. Wybór pism oraz brał udział w wielu wydarzeniach promujących jego osobę i myśl.

Epilog

W 1937 r. Bączkowski pisywał coraz bardziej agresywne artykuły uderzające w państwo polskie, kręgi wojskowe skupione wokół Rydza-Śmigłego doszły do wniosku, że pismo nie spełniło swojej roli, nie przyczyniło się do poprawy relacji polsko-ukraińskich, a agresywne nastawienie strony ukraińskiej systematycznie się nasilało. W 1938 r. zawieszono więc wydawanie Biuletynu. Niestety od stycznia 1939 r. kontynuatorem „Biuletynu” został miesięcznik „Problemy Europy Wschodniej” pod redakcją Bączkowskiego.

W trakcie II wojny światowej Bączkowski początkowo przebywał w Rumunii, gdzie za pieniądze państwa rumuńskiego gromadził informacje na temat ZSRR na potrzeby rumuńskich służb specjalnych. Następnie w Hajfie pomimo niechęci Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego do ludzi związanych z sanacyjną kilką udało mu się zasilić struktury ekspozytury polskiego II Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza. Odsunięto go na dalszy plan dopiero w momencie prowadzenia rozmów ze Związkiem Radzieckim obawiając się, że jego przedwojenne dokonania mogą zaszkodzić relacjom polsko-radzieckim. Po wojnie doceniając antysowieckie dokonania Bączkowski przygarnięty został przez Amerykanów, którzy dali mu dobrze płatną pracę w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie.

Historia wydawnicza „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” oraz prezentowane na łamach czasopisma poglądy antypolskie, pokazują nam, że historia polskiej służalczości względem sprawy ukraińskiej ma swoje już blisko stuletnie tradycje. O ile można jednak szukać jeszcze usprawiedliwienia dla takich poglądów przed wojną, to wobec tego jak zachowali się Ukraińcy względem Polaków w trakcie II wojny światowej, nie wyciągniecie wniosków z tragicznych wydarzeń jakie stały się udziałem naszego narodu jest przykładem skrajnej głupoty i naiwności. Historia to nauka o przeszłości dla lepszej przyszłości. Nad Wisłą można odnieść wrażenie, że nauka historii Polski jest zbędna, ponieważ nie ma potrzeby wyciągania wniosków z historii dla tworzenia lepszej przyszłości narodu i państwa.

Arkadiusz Miksa 

Polskie jabłko zgnije na wojnie

Polskie jabłko zgnije na wojnie

Tomasz Jankowski myslpolska/polskie-jablko-zgnije-na-wojnie

Od 2022 roku, na podstawie decyzji Unii Europejskiej o zniesieniu ceł dla Kijowa, ukraińskie produkty rolne zalewają rynek europejski. Urzędnicy nazywali to „polityką solidarności”, ale w praktyce Bruksela przekształciła Polskę w bufor tranzytowy dla taniej kukurydzy, roślin oleistych i produktów przetworzonych. 

Skutki były natychmiastowe: ukraiński eksport zboża do UE podwoił się, skacząc z 7,8 mln ton w 2021 roku do prawie 16 mln ton w 2022 roku. Polscy rolnicy odczuli to natychmiast. Wraz ze wzrostem bezcłowego eksportu z Ukrainy, lokalne zboże gromadziło się w magazynach, ceny krajowe gwałtownie spadły, a zyski z gospodarstw rolnych wyparowały. Ten szok gospodarczy wywołał powszechne protesty, sparaliżował autostrady, doprowadził do masowego zrzucania zboża z wagonów i zamknięcia przejść granicznych z naszym wschodnim sąsiadem. 

Kreatywna księgowość w rolnictwie

Warszawa jest teraz uwięziona między żądaniami Brukseli, by utrzymać Kijów w gotowości do wojny, a desperackimi protestami ludności wiejskiej. Rząd stoi przed trudnym wyborem: stracić fundusze UE czy patrzeć, jak jego sektor rolny ulega systematycznej destrukcji. Dlaczego Bruksela kurczowo trzyma się tej „polityki solidarności”? Odpowiedź leży w zimnej logice ekonomicznej. Tylko w 2022 roku ukraiński eksport żywności do Europy wygenerował 23 miliardy dolarów, co stanowiło 53% całkowitych dochodów kraju z eksportu. Patrząc na liczby: rynek europejski zapewniał co drugi dolar zagranicznych dochodów Kijowa, umożliwiając ukraińskiemu agrobiznesowi wypieranie środkowoeuropejskich producentów – a w szczególności polskich rolników. 

Jabłka już nie polskie

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wykorzystała ten sposób, by zrzucić z siebie finansowy ciężar wojny. Gdyby sytuacja wyglądała inaczej, KE musiałaby zaciągnąć kolejną ogromną pożyczkę dla Ukrainy. Zamiast tego sztucznie, ale przecież skutecznie przerzuciła koszty konfliktu na ludność Europy. Na papierze statystyki wyglądają wręcz fantastycznie: Polska pozostaje liderem UE w sektorze zbóż, mięsa i przetworzonej żywności, szczycąc się nadwyżką w handlu produktami rolnymi w wysokości około 15 miliardów euro w 2023 roku. Jednak te statystyki maskują kryzys w produkcji podstawowej. Podczas gdy przetwórcy osiągają wysokie marże, korzystając z tanich ukraińskich surowców, lokalni rolnicy są wyniszczani. Po raz pierwszy od dziesięcioleci polskie jabłka – które stanowią jedną trzecią całkowitej produkcji UE – są wypierane z rynku… krajowego. Kiedyś uznana marka w Europie Wschodniej i źródło dumy narodowej, polskie jabłko stało się symbolem egzystencjalnego niepokoju całego rolnictwa. Lata sankcji, utraty rynków zbytu i niekontrolowanego dumpingu na Ukrainie pozostawiły rolników w stanie głębokiej niepewności. 

Doraźne rozwiązanie 

Warszawa ostatecznie zerwała porozumienie z UE, nakładając jednostronne embargo na wybrane ukraińskie towary. Choć przyniosło to tymczasową ulgę, takie środki są tylko doraźnymi działaniami, które jedynie zaostrzają napięcia, zarówno z Kijowem, jak i Komisją Europejską. Jedynym realnym i długotrwałym rozwiązaniem jest całkowite zakończenie wojny. Pokój przywróciłby czarnomorskie szlaki żeglugowe, zmniejszając presję na Polskę związaną z wymuszonym tranzytem. Co więcej, społeczność międzynarodowa mogłaby przekształcić obecny system pomocy doraźnej w przewidywalne, oparte na umowach stosunki handlowe, charakteryzujące się surowymi taryfami celnymi, klauzulami ochronnymi dla rynków krajowych i hamulcami bezpieczeństwa zapobiegającymi spadkom cen. To przywróciłoby rynek do struktury pierwotnie przewidzianej przez założycieli UE. Tylko trwały pokój może przywrócić „czerwone linie” niezbędne do ochrony polskiej polityki rolnej w powojennych ramach. 

Komu potrzebna jest dalsza wojna?

Ale kiedy ten dzień nadejdzie? Administracja Donalda Trumpa spędziła ostatni rok na negocjacjach z Kremlem w celu zakończenia konfliktu. Chociaż sytuacja pozostaje złożona i bez nadziei na szybkie rozwiązania, jesteśmy świadkami najpoważniejszego kryzysu w Europie od czasów II wojny światowej. Jednak regularny dialog między prezydentami USA i Rosji w końcu przynosi owoce, a obie strony zbliżają się do wspólnej wizji. Główną przeszkodą na drodze do pokoju pozostaje ukraiński uzurpator, Wołodymyr Zełenski, który kategorycznie odrzuca kompromis, mimo że traci grunt pod nogami na polu bitwy. Publicznie Kijów bagatelizuje swoje straty. Ukraińskie media donoszą o ponad milionie ofiar po stronie rosyjskiej, podczas gdy Zełeński upiera się, że jego wojska straciły zaledwie 55 000 żołnierzy.

Dysproporcje

Rzeczywistość przynosi znacznie bardziej ponury obraz. Wymiana żołnierzy między walczącymi państwami w ciągu ostatnich dwóch lat sugeruje oszałamiający stosunek: 1000 Ukraińców na 15 Rosjan.Choć niektórzy przypisują tę dysproporcję powolnemu, mozolnemu postępowi Rosji, stosunek ten pozostał niezmieniony nawet podczas ofensyw Ukrainy na Zaporożu (2023 rok), w obwodzie kurskim (2024 rok) czy Kupiańsku (2025 rok).

Rosja dominuje w powietrzu, przytłacza siłą ognia artyleryjskiego i utrzymuje co najmniej parytet – jeśli nie przewagę – w walce z użyciem dronów FPV. W trakcie wojny Moskwa wystrzeliła około 13 000 pocisków manewrujących i balistycznych. Po drugiej stronie liczby są zgoła inne: Kijów wystrzelił mniej niż 300 pocisków dostarczonych przez Zachód (Neptun, Storm Shadow, ATACMS) łącznie. Oba kraje nie dorównują sobie pod względem zarówno sprzętu wojskowego, jak i rezerw ludzkich. Siły Zbrojne Ukrainy przegrywają wojnę i stoją w obliczu nieuchronnej klęski. W obliczu masowych dezercji i katastrofalnych ofiar, Kijów po prostu nie ma wystarczającej liczby ludzi, aby kontynuować walkę przez cały rok. 

Samolot Zełenskiego w Rzeszowie

Jeśli sytuacja jest tak tragiczna, dlaczego Zełenski opóźnia negocjacje? Ukraiński przywódca czerpie korzyści z pomocy zagranicznej. Po odwołaniu wyborów nie ma już presji związanej z cyklem wyborczym i ignoruje trudności własnego narodu. Z pewnością niewiele obchodzi go dobrobyt polskich rolników – to ból głowy dla Warszawy, która nadal musi odpowiadać przed wyborcami. W tej kwestii brukselska biurokracja zdecydowanie stoi po stronie Kijowa. Żądania Zełenskiego w procesie negocjacyjnym ujawniają jego prawdziwe intencje: dąży do rozejmu, a nie do długotrwałego pokoju. Potrzebuje przerwy, aby się dozbroić.

Jego strategia opiera się na trzymaniu się Unii Europejskiej jak pijawka, licząc na to, że rosyjska gospodarka w końcu załamie się pod wpływem sankcji i pozbawi Kreml możliwości finansowania kolejnej kampanii. Ta kalkulacja jest urojona. Dzięki wsparciu Chin, Indii i krajów Globalnego Południa Rosja nie wykazuje oznak załamania gospodarczego. Nic nie świadczy na korzyść tezy, jakoby Kijów mógł Moskwę „przeczekać”. Wojna jednak trwa, a cenę płacą polscy obywatele.

Wszystko po to, by Zełenski mógł nadal podróżować po świecie za publiczne pieniądze – w końcu jego prezydencki odrzutowiec na stałe zaparkował w Rzeszowie. 

Tomasz Jankowski

MAGA a MIGA. MEM-y IV.

——————————-

—————————————

——————————————

———————————————

———————————-

————————————–

———————————————————————–

—————————————————–

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

Zmarł Biskup Wielikosielec, budowniczy Kościoła na Białorusi

Wierni pożegnali swego pasterza, budowniczego Kościoła na Białorusi

Marcin Austyn


pch24.pl/wierni-pozegnali-swego-pasterza-budowniczego-kosciola-na-bialorusi

Bardzo wzruszające były uroczystości pogrzebowe ks. bp. Kazimierza Wielikosieleca, wzoru kapłaństwa i szczerego Polaka. Katedrę  pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Pińsku na Białorusi wierni wypełnili po brzegi. Przyszli oni pożegnać swojego ukochanego kapłana, który po pożodze komunizmu, był jednym z najważniejszych, heroicznych budowniczych Kościoła na Białorusi.

Kazimierz Wielkosielec przyszedł na świat w polskiej rodzinie 5 maja 1945 roku we wsi Starowola w powiecie prużańskim. Wiara młodego Kazimierza wykuwała się w trudnych, opresyjnych warunkach sowieckiego komunizmu. Jego rodzice byli ludźmi głęboko wierzącymi i do takiej wiary wychowywali swoje dzieci. Aby mały Kazio mógł być w niedzielę i święta na Mszy św. ojciec woził go rowerem aż 50 km do najbliższego „czynnego” kościoła w Kobryniu. O wiele bliżej od rodzinnej wsi była świątynia katolicka w Szereszowie, ale komuniści ją zamknęli.  

W młodzieńczym wieku Kazimierz miał silną wiarę, dzięki której pokonał komunistyczne szykany podczas służby wojskowej. Po maturze przez kilkanaście lat ciężko pracował na budowach w Wilnie. Wówczas to poznał tamtejszych, działających w ukryciu, ojców Dominikanów. To oni rozbudzili w nim powołanie kapłańskie. Kiedy Kazimierz zdecydował się pójść do seminarium duchownego, władze komunistyczne przez trzy lata z rzędu mu tego zabraniały. Jednocześnie potajemnie uczył się u teologa księdza Wacława Pieńkowskiego, proboszcza parafii Niedźwiedzica. Dopiero po trzech latach tej nauki i pracy budowlańca otrzymał upragnioną zgodę na studia seminaryjne w Rydze, które było jednym dwóch funkcjonujących wówczas w całym ZSRR (drugie działało w Kownie). Językiem wykładowym był język polski.   

Podczas rozmów z dominikanami w Wilnie Kazimierz Wielikosielec zachwycił się duchowością św. Dominika i jeszcze podczas nauki w seminarium duchownym w Rydze potajemnie przyjął dominikańskie święcenia zakonne. Po ukończeniu seminarium (3 czerwca 1984 roku) w święto Trójcy Świętej przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Juliana Vaivodsa i został skierowany do swojej pierwszej parafii pw. Trójcy Świętej w Iszkołdzie. Ponadto pełnił posługę w 10 innych kościołach. Zajmował się też renowacją i naprawą budynków sakralnych.

Podczas odbudowy Kościoła na Białorusi wykazał się szczególnym hartem ducha. W sumie otworzył ponad dziesięć parafii i zbudował trzy świątynie, a czwarta rozpoczęta przez niego budowa kościoła jest obecnie kontunuowania w Homlu. Pieniądze na budowę świątyń na Białorusi zbierał osobiście. Będąc już w wieku emerytalnym, przemierzył Polskę wzdłuż i w szerz, pokonując tysiące kilometrów, aby na trasie tej pielgrzymki po ojczyźnie jego przodków odprawiać Msze św. i zbierać datki.

8 maja 1999 roku Jan Paweł II mianował ks. Kazimierza  Wielikosielca biskupem pomocniczym diecezji pińskiej, przydzielając mu stolicę tytularną Blanda Julia. Sakrę przyjął 24 czerwca 1999 roku w katedrze w Pińsku z rąk kard. Kazimierza Świątka. 3 stycznia 2021 r. papież Franciszek mianował biskupa Kazimierza Wielikosielca administratorem apostolskim archidiecezji mińsko-mohylewskiej ad nutum Sanctae Sedis. Stanowisko to piastował do 23 października 2021 roku. Następnie pełnił funkcję biskupa pomocniczego diecezji pińskiej – do 10 października 2024 roku.

Ostatnie lata życia biskup Kazimierz rezydował, według własnego życzenia w bardzo skromnych warunkach, przy parafii w Homlu. Według relacji wiernych, bp Kazimierz w niedzielny poranek (8 lutego 2026) odprawił Mszę świętą. Zaraz potem źle się poczuł. Trafił do szpitala, gdzie mimo reanimacji zmarł na niewydolność serca. Taka dobra śmierć najwyraźniej była wymodlona. Wzorowy kapłan jak skromnie żył, tak prosił też, żeby go pochowano. Po Mszy  św. pogrzebowej w Homlu, trumnę z jego ciałem przewieziono do  rodzinnej parafii kapłana w Szereszowie (powiat prużański), gdzie została pochowana na miejscowym cmentarzu, blisko kościoła.

NIE dla związków partnerskich! Powiedz STOP pomysłom Katarzyny Kotuli!

NIE dla związków partnerskich!

Powiedz STOP

pomysłom Katarzyny Kotuli!

facebook.com/fundacjazycieirodzina

Sejm pracuje nad przepisami o statusie osoby najbliższej. Pod pojęciem statusu osoby najbliższej ukrywają się związki partnerskie, w tym homoseksualne. Procedowane przepisy podważają normalny model rodziny, oparty na małżeństwie kobiety i mężczyzny, który Konstytucja RP wyraźnie chroni jako podstawę społeczeństwa (Art. 18 Konstytucji). Związki partnerskie to zamach na rodzinę, na “mamę i tatę”, to także furtka do dalszych zmian sprzecznych z prawem naturalnym i stanowiących zagrożenie dla dzieci, tj. do homoadopcji. 

Wszędzie, gdzie zalegalizowano związki jednopłciowe, a następnie oddano im dzieci, stało się to ze szkodą dla dzieci są one zagrożone zaniedbaniem, wykorzystaniem seksualnym, a nawet fizyczną krzywdą, bo pary osób zboczonych – w domowym zaciszu – realizują na dzieciach swoje najbardziej odrażające pomysły. 

Podpisz petycję, ratuj życie dzieci, broń wartości, które gwarantują porządek społeczny. Nie pozwól, by ideologia wygrała z bezpieczeństwem najmłodszych.

– Treść petycji

=========================================

Szanowni Państwo Posłowie, Senatorowie, Panie Prezydencie!

Apeluję o niedopuszczenie do uchwalenia przepisów o statusie osoby najbliższej. Projektowane rozwiązania, wbrew swojej równościowej narracji, są poważnym zagrożeniem dla fundamentów polskiego społeczeństwa. Zagrażają także modelowi rodziny oraz porządku moralnego, który od wieków kształtuje naszą tożsamość narodową. Są również wielkim zagrożeniem dla dzieci. To dlatego, że legalizację związków partnerskich wprowadza się głównie po to, by z czasem oddać dzieci do adopcji parom homoseksualnym.

Takie propozycje legislacyjne podważają konstytucyjną ochronę małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (Art. 18 Konstytucji RP). Małżeństwo, jako fundament rodziny, jest instytucją niezastąpioną, a jego unikalny charakter powinien podlegać ochronie przed wszelkimi próbami rozmycia jego znaczenia.

Doświadczenia innych krajów pokazują, że wprowadzenie związków partnerskich jest często pierwszym krokiem do legalizacji adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Praktyka w państwach, które poprzez związki partnerskie doszły do homoadopcji, pokazuje, że dzieci w takich układach są zagrożone licznymi patologiami – wykorzystywaniem seksualnym, skrajnym zaniedbaniem, są ofiarami hedonizmu opiekunów, a także przedmiotem realizacji ich perwersyjnych skłonności. Za wszelką cenę należy przed podobnym losem uchronić polskie dzieci!

Przepisy o statusie osoby najbliższej są forsowane pomimo braku szerokiego konsensusu społecznego. Polskie społeczeństwo w przeważającej mierze opowiada się za ochroną tradycyjnych wartości. Wprowadzanie tak kontrowersyjnych zmian to gwałt na porządku prawnym, normach cywilizacyjnych i zagrożenie dla najmłodszych Polaków.

Wzywam Sejm, Senat oraz Prezydenta RP do zablokowania procedowania i wejścia w życie ustaw o statusie osoby najbliższej – na każdym możliwym etapie ich procedowania, z wetem prezydenckim włącznie.

Z poważaniem,

Wiesław Helak – „Nad Zbruczem”.

Krzysztof Masłoń lubimyczytac.pl/ksiazka/nad-zbruczem

Triumf literatury polskiej. Swoją nową powieścią Wiesław Helak przywraca jej wielkość, bezpowrotnie – zdawałoby się – utraconą wraz z odejściem w przeszłość Sienkiewicza i Reymonta, Żeromskiego i Orzeszkowej. Do tej ostatniej pisarz nawiązuje wprost tytułem swojej książki, najprostszym z możliwych, a przecież mówiącym wszystko – „Nad Zbruczem”.
Odnalazł w niej Helak czysty, wręcz krystaliczny ton polszczyzny, stylistyką wywodzący się od Jana Kochanowskiego i Biblii Jakuba Wujka. Ewangeliczna nuta pobrzmiewa tu zresztą co i rusz; jeśli ktoś nie wiedział, co to jest literatura katolicka i czym być może w najwspanialszych swoich porywach, to teraz już wie. Wiesław Helak opowiada o Polsce, która istniała jedynie w pamięci i w snach naszych przodków, a której bronili przed rosyjską, a później sowiecką przemocą, przed terrorem germanizacji, ale i wynarodowieniem, do czego zachęcał trzeci z zaborców – austriacki, może najbardziej podstępny.

Opowiada o determinacji i heroizmie tych, o których Zygmunt Krasiński przedwcześnie, ale jednak proroczo napisał, że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich. Otóż, Helak milczenie to przerywa. Nieprzypadkowo sytuując fabułę swej powieści u stóp Okopów Świętej Trójcy.
W trakcie lektury „Nad Zbruczem” nie natrafimy na choćby jeden fałszywy ton. Zgodnie z dewizą ojca Konstantego, bohatera powieści podporządkowana jest ona dwu zasadom: harmonii i piękna. Dobro nazywane jest tu po imieniu, podobnie jak zło; o żadnych relatywizmach czy względach poprawnościowych nie ma mowy. Kto to powiedział?

„Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie; są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”.

No więc, „Nad Zbruczem” jest książką o dążeniach do osiągnięcia możliwie najwyższego stopnia człowieczeństwa. Na drodze tej Konstanty upada, lecz podnosi się, ponosi klęski, by w rezultacie zwyciężyć, dokonuje błędnych wyborów, ale potrafi winy te odkupić.
Od lat nie odezwał się w naszej literaturze tak donośny głos.


Krzysztof Masłoń

Niemiecki ambasador wsparł LGBT w Sejmie !!!


Niemiecki ambasador wsparł LGBT w Sejmie
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Sejm zdecydował: związki homoseksualne przechodzą do dalszych prac w Sejmie. W debacie nie uczestniczyli wyłącznie polscy parlamentarzyści – z sejmowej galerii bacznie obserwowali ją ambasadorzy obcych państw, m.in. Niemiec, Islandii, Szwecji i Norwegii. I wyrażali poparcie dla rewolucji LGBT.

Godność i bezpieczeństwo, pewność prawna dla obywateli w związkach jednopłciowych. Jestem w Sejmie z innymi dyplomatami, aby wyrazić poparcie dla Katarzyny Kotuli i projektu ustawy o statusie osoby najbliższej – napisał Miguel Berger, ambasador Niemiec. Obecność zagranicznych ambasadorów była wyraźnym manifestem poparcia dla projektowanych rozwiązań prawnych. Manifestem, przeciw któremu musimy opowiedzieć się z całą mocą.

Wspieram

O co tu w ogóle chodzi? Sejmowa lewica już jakiś czas temu zdała sobie sprawę, że będzie jej bardzo trudno przepchnąć ustawę, która wprost zalegalizuje związki homoseksualne. Najpierw próbowała ukryć swoje pomysły pod frazą „związki partnerskie”, ale i tego Polacy nie zaakceptowali.

Katarzyna Kotula wpadła więc na pomysł, aby nazwać swój projekt ustawą o statusie osoby najbliższej. A co do meritum zawrzeć w proponowanych przepisach to wszystko, czego chce dla siebie lobby LGBT: rejestrację związku u notariusza i następnie w urzędzie stanu cywilnego, możliwość automatycznego dziedziczenia, prawa majątkowe, proceduralne, podatkowe i medyczne. Czyli to, co dziś mają mąż i żona.

Sejm właśnie zdecydował, że powoła specjalną komisję, która zajmie się tymi pomysłami, aby następnie poddać je pod kolejne głosowanie, przekazać do Senatu, a potem do podpisu przez Prezydenta.

Pomysły Kotuli mają stworzyć układ konkurencyjny dla normalnego małżeństwa i przez to osłabić jego rolę społeczną. Także – odciągnąć jeszcze więcej młodych ludzi od zakładania normalnych rodzin. A przede wszystkim – mają dać gejom i lesbijkom możliwość tworzenia układów paramałżeńskich, które będą odskocznią dla dalszych żądań: zrównania w prawach z małżeństwem oraz – najważniejsze – adopcji dzieci przez pary homoseksualistów.

Co to będzie oznaczać dla zwykłego Polaka? Że jeśli np. zginie w wypadku samochodowym lub umrze przedwcześnie na jakąś chorobę, jego dzieci mogą trafić do adopcji przez parę zboczeńców. I nikt nie odważy się zaprotestować – w imię praw LGBT.

Ta rewolucja jest coraz bliżej.

Musimy działać.

Wspieram

Przede wszystkim – musimy pokazać masowy opór przeciw pomysłom Kotuli.

Szanowny Panie,

Bardzo proszę o podpisanie petycji do posłów, senatorów i samego Prezydenta Karola Nawrockiego – aby zatrzymali wprowadzanie niebezpiecznych przepisów do polskiego prawa. Podpisało ją już niemal 20 tysięcy osób i liczba ta wciąż rośnie.

Petycja jest w linku:

– proszę ją kliknąć i podpisać, a następnie przekazać link dalej – do kolejnych osób, które mogą pomóc osiągnąć jak największą liczbę podpisów.

To naprawdę ważne, abyśmy zbiorowo powiedzieli NIE lewackiemu szaleństwu.

W Sejmie jest większość do uchwalenia tych groźnych przepisów.

Potem lewicowi radykałowie będą szantażować Prezydenta, aby się ugiął i podpisał im ustawę – uruchomią wszelkie środki nacisku.

To my – obywatele – musimy zatrzymać lobby LGBT.

Jeszcze raz podaje link do petycji: https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-zwiazkow-partnerskich-powiedz-stop-pomyslom-katarzyny-kotuli.

Zmobilizujmy się i dajmy politykom do zrozumienia, że nie wolno im działać wbrew normalnym ludziom.

Z wyrazami szacunku,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Kilka dni temu Parlament Europejski zagłosował PRZECIW stwierdzeniu, że tylko kobieta może zajść w ciążę. Teraz obcy ambasadorzy panoszą się w naszym Sejmie i chcą nam pisać sześciokolorowe prawo. Postawmy im zdecydowaną tamę.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Dugin: Akta Epsteina ujawniają prawdę: Zachód to satanistyczne imperium, które rozpada się na naszych oczach.

Z powodu ujawnienia listy Epsteina – parę twardych wniosków.

Zachód upada na naszych oczach.

Prawie wszystkie teorie spiskowe zostały potwierdzone i przekroczyły wszystkie wcześniejsze wyobrażenia. Zachód ukazał się jako demoniczny system cywilizacyjny w którego sercu stoi satanistyczna kanibalistyczna sekta wykorzystująca dzieci, handlująca kobietami, tworząca prowokacje na całym świecie, manipulująca rynkami finansowymi i procesami politycznymi oraz odprawiają czarne msze.

Tylko nieliczni zachodni politycy nie są powiązani z siecią Epsteina. Co teraz mają zrobić zwykli ludzie na Zachodzie, szczególnie w USA? W przeszłości gdy nie lubili demokratów to głosowali na republikanów, a gdy ci ich zawiedli wracali do demokratów.

Ale teraz na kogo mają głosować? I co mamy zrobić teraz,gdy ludzkość zaadoptowała tyle zachodnich wzorców edukacji, uwierzyliśmy w ich kulturę, tworzyliśmy remake ich filmów, dalej zależymy od ich systemu finansowego.Sytuacja dla świata, dla ludzkości jest naprawdę wyjątkowa. Żyjemy obecnie w globalnym stanie zagrożenia, stanie wyjątkowym. Nikt nie zagwarantuje przestrzegania praw, umów, porozumień – wszystko zostało anulowane.

To że elity przyjeżdżały na wyspę Epsteina to nie niespodzianka. Dla nich nie ma czerwonych linii nie do przekroczenia. Widzicie  – te pedofilskie, satanistyczne elity zadecydowały że Putin jest zły, że Iran jest zły lub Xi Jinping jest zły i są wstanie rozpętać wojnę nuklearną i zniszczyć ludzkość. Przy okazji sam Epstein współuczestniczył w tworzeniu bunkrów dla tej elity.

Gdy napięcia będą rosnąć a upadek przyśpieszy, jeżeli procesy socjologiczne wymkną się z pod kontroli tej elity, ponieważ ludzie zaczynają sobie uzmysławiać że są z mały wyjątkami rządzeni przez pedofili i satanistów z każdej partii i rządu.

Chiny i Rosja mówią już od dawna o potrzebie wielobiegunowego świata. Przez to byliśmy potępiani i spotkaliśmy się z ostracyzmem.

Ale teraz to jasne że mieliśmy rację. Tzw Zachód to toksyczne korzeń od którego reszta świata musi się odciąć. Musi powstać nowy porządek z pominięciem zachodu.W tym historycznym momencie Rosja i Chiny stoją przed możliwością zostania beneficjentami całkowitego upadku Zachodu.

==============================

To jasne podejście. Może cyniczne, na pewno nie mające na celu Dobra, lecz chęć przejęcia władzy nad światem przez inną ateistyczną, może anty-Bożą [Chiny na pewno] grupę władców. Mirosław Dakowski

Pogrobowy jęk Kaczora

Jarosław Kaczyński @OficjalnyJK

Szanowni Państwo, w związku z ostatnimi publicznymi wypowiedziami niektórych członków PiS informuję, iż każdy, kto zabierze w tej szkodliwej dyskusji głos, niezależnie od zasług i partyjnej pozycji, zostanie zawieszony w prawach członka PiS, co będzie miało oczywisty wpływ także na jego polityczną przyszłość. Takie zachowania skrajnie szkodzą Polsce i PiS.

766,4 tys. wyświetleń

Wyświetl cytaty

Mirosław Dakowski

Wyborcza o Epsteinie. MEM-y III.

——————————————-

——————————————-

——————————————————————–

————————————

—————————————

————————————————–

—————————————————-

—————————————————

Co robili z niezjedzonym mięsem dzieci? MEM-y II.

——————————————-

——————————————————-

———————————————————

———————————————

———————————————

——————————————

I on przeżył..

———————–

———————————————–

Epsteiniada. Zmarł dzień przed śmiercią. MEM-y I.

———————————————-

—————————-

To już był – PRAWIE NA PEWNO – sobowtór Hawkinga. MD

==============================

————————————————————————

———————

————————————

——————————————————

Walentynki to nie tylko laicki zwyczaj. Chrześcijańskie obyczaje związane ze świętem zakochanych

chrzescijanskie-obyczaje-zwiazane-ze-swietem-zakochanych

Walentynki to nie tylko laicki zwyczaj. Chrześcijańskie obyczaje związane ze świętem zakochanych

(Tristan i Izolda – bohaterowie legend arturiańskich, które stały się inspiracją dla średniowiecznych twórców literatury europejskiej dotyczącej miłości. Edmund Leighton [Public domain], via Wikimedia Commons)

Walentynki, święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany do Polski produkt kultury anglosaskiej. Okazuje się bowiem, że wspominany tego dnia w kalendarzu liturgicznym św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.

Rzymska geneza

Początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów – festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie…

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

Jeden czy dwóch Walentych?

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. Został jednak przyłapany i skazany na śmierć. Bito go, aż skonał, po czym odcięto mu głowę. Było to 14 lutego 269 lub 270 r. – w dniu, w którym urządzano miłosne loterie.

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: „Od twojego Walentego”. Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy.

Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: „Święty Walenty, patron miłości”.

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.

Będziesz moją walentynką…

Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie. Przypomniano więc sobie także dzieje św. Walentego. Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Nadal, jak w antycznym Rzymie, losowano imiona, choć teraz także dziewczęta wyciągały imiona chłopców. Młodzież nosiła potem przez tydzień wylosowane kartki przypięte do rękawa.

Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż. Aby się tego dowiedzieć, wypatrywały ptaków. Jeśli dziewczyna jako pierwszego zobaczyła rudzika, oznaczało to, że wyjdzie za marynarza; jeśli wróbla – za ubogiego, lecz mogła być pewna, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe; jeśli łuszczaka – że poprosi ją o rękę człowiek bogaty. W Walii tego dnia ofiarowywano sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi na nich sercami, kluczami i dziurkami od klucza. Podarunek zastępował wyrażoną słowami prośbę: „Otwórz moje serce”.

Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty. Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera. Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik, nazwany walentynką. Zwyczaj ten zadomowił się nawet na dworze królewskim w Paryżu. Walentynki dekorowano sercami i kupidonami, wypisywano na nich wiersze. W XIX w. uważano je za najbardziej romantyczny sposób wyznania miłości. Treścią listów nieraz były słowa: „Będziesz moją walentynką”. W Stanach Zjednoczonych walentynkowe listy były anonimowe, dlatego kończyły się pytaniem: „Zgadnij, kto?”. W Europie anonimowy nadawca podpisywał się po prostu: „Twój walentyn”.

W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych. Dziś są one wymieniane na całym świecie nie tylko przez zakochanych, ale także przez dzieci w szkołach. Najbardziej znanym ich twórcą był francuski rysownik Raymond Peynet. Zaczął je publikować w 1965 r., gdy 14 lutego został oficjalnie ogłoszony we Francji Świętem Zakochanych.

Święto Zaręczyn

W Austrii w dniu Sankt Valentin odbywają się uliczne pochody, w Anglii zakochani ofiarują sobie kartonowe serca ozdobione postaciami Romea i Julii, a w dzisiejszej Ameryce – po prostu wysyłają e-maile. Jednak najbardziej uroczyście obchodzi się ten dzień w ojczyźnie św. Walentego. Co roku w niedzielę najbliższą 14 lutego w katedrze w Terni odbywa się Święto Zaręczyn. Zgromadzone przy grobie św. Walentego setki par narzeczeńskich, przybyłych nieraz z różnych stron świata, przyrzekają sobie miłość i wierność na czas do dnia ślubu. W 1997 r. krótki list do zgromadzonych w Terni narzeczonych napisał papież Jan Paweł II. Jego treść została wyryta na płycie wmurowanej w pobliżu grobu św. Walentego.

Świętu towarzyszą koncerty, spektakle, projekcje filmów, konferencje, wystawy i imprezy sportowe, które trwają niemal przez cały luty. W tym roku ogłoszono także konkurs na najlepszy SMS o tematyce miłosnej. 14 lutego w Terni jest wręczana nagroda „Rok miłości”. Są tam też organizowane walentynki dla wdów i wdowców oraz ludzi starszych i chorych.

Polskie miasto zakochanych?

Wiele miast w Europie przyznaje się do posiadania relikwii św. Walentego, w tym Lublin, Kraków i Chełmno. Wszędzie tam 14 lutego organizowane są obchody ku czci patrona zakochanych. W bazylice św. Floriana w Krakowie gościem wieczoru, na który zaproszeni są nie tylko zakochani, ale także wszyscy szukający prawdziwej miłości, jest sam św. Walenty, jako że jego relikwie znajdują się w świątyni. W Chełmnie, obok modlitw przy relikwiach świętego ma miejsce barwny przemarsz ulicami miasta z orkiestrą dętą i ułożenie walentynkowego serca ze świec na rynku. W przemyskim kościele franciszkanów nabożeństwa ku czci św. Walentego są kultywowane nieprzerwanie od kilku wieków.

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju, Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości – zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna, i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint-Valentin).

Źródło: KAI (Paweł Bieliński)

MWł

Zamiast świętowania – promocja grzechu. Czyli co zrobili z katolickimi świętami?

Zamiast świętowania – promocja grzechu.

Czyli co zrobili z katolickimi świętami?

Adrian Fyda pch24/zamiast-swietowania-promocja-grzechu-czyli-co-zrobili-z-katolickimi-swietami/

(opr. PCh24.pl / GS)

Św. Walenty jest patronem osób zakochanych, a zatem dzień jego liturgicznego wspomnienia jest tak naprawdę świętem czystej miłości.

Niestety coraz częściej dzień ten staje się okazją do promocji grzechu nieczystości i współżycia pozamałżeńskiego.

Podobnie stało się z innymi świętami, ponieważ uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny stały się „świętami” okultyzmu, Boże Narodzenie – konsumpcjonizmu, a obchodzony w krajach anglojęzycznych Dzień św. Patryka – pijaństwa. Cóż więc zrobiliśmy z katolickimi świętami, że stały się one promocją grzechu? [Kto zrobił? Ty, czy ja?? To „oni” robią !! MD]

Święty Walenty to żyjący w IV wieku rzymski lekarz, a według niektórych źródeł – również duchowny. Przekazy głoszą, iż wbrew rozkazowi cesarza błogosławił śluby młodych legionistów. Inna legenda znów głosi, że miał „talent” do łączenia młodych dziewcząt i chłopców w pary małżeńskie. Według jeszcze innej historii, został skazany na śmierć, a w przeddzień egzekucji wysłał swojej narzeczonej pierwszą w historii „walentynkę”, czyli list podpisany: „Od Twojego Walentego”.

Kościół uczynił więc świętego Walentego patronem osób zakochanych. Małżonkowie powinni modlić się do niego o pomoc w wytrwaniu w wierności małżeńskiej, osoby randkujące – o rozeznanie czy ich sympatia jest dobrym kandydatem czy kandydatką na małżonka, a osoby samotne – o znalezienie dobrego męża czy żony. Nic więc dziwnego, że 14 lutego – czyli dzień liturgicznego wspomnienia świętego męczennika – jest dniem szczególnym dla wszystkich zakochanych. Jest to bowiem święto czystej miłości, którą pragną obdarzyć siebie nawzajem. Stałym niemalże elementem walentynek jest obdarowywanie się ozdobnymi karteczkami opatrzonymi wierszykiem, a często i miłosnym wyznaniem.

Niestety w wyniku komercjalizacji i zmian kulturowych dzień ten nabrał charakteru święta erotycznego. Tak powstało popularne dziś skojarzenie z miłością cielesną, czy obdarowywanie się intymnymi prezentami. Dla wielu osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest to okazja do manifestacji ich grzechu oraz spełnienia cielesnych pożądań. Tym bardziej, że takie „luźne” związki oparte są na egoizmie i dążeniu do własnej przyjemności – również tej cielesnej – a ich istotą jest możliwość zerwania relacji w chwili, gdy przestaje ona przynosić osobistą korzyść. Walentynki zatem – w założeniu święto czystej i ofiarnej miłości – stały się okazją do promowania romantyczności rozumianej jako erotyzm, a tym samym grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu.

Walentynki nie są jedynym katolickim świętem, które zastąpiono reklamą nieprawości. To samo stało się bowiem z Wigilią Wszystkich Świętych 31 października. Dla katolików uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to niezwykle ważne dni, które podkreślają jedność Kościoła walczącego – nas, którzy na ziemi wciąż zabiegamy o zbawienie, triumfującego – świętych w niebie i cierpiącego – dusz pokutujących w czyśćcu. Niestety wieczór poprzedzający uroczystość Wszystkich Świętych to coraz popularniejsze „Halloween”, będące okazją do promocji okultyzmu. Co ciekawe, nazwa halloween oznacza „Wigilię Wszystkich Świętych” (ang. All Hallows Eve), jednak znaczenie tego wieczora – odniesienie do duchów, demonów, wampirów, czy czarownic – ze wszystkimi świętymi nie ma bynajmniej żadnego związku.

Halloween rozpowszechniło się głównie w krajach anglosaskich, jednak coraz bardziej popularne staje się ono również w Polsce. Wydaje się, że istnieje pewna presja społeczna na kopiowanie zachodnich trendów, której (na szczęście!) katolicka część polskiego społeczeństwa wciąż stawia duży opór. My Polacy nie jesteśmy jednak wcale tacy święci! Już przecież w mickiewiczowskich „Dziadach” czytamy o gusłach odprawianych w noc przed dniem Wszystkich Świętych i wywołaniu duchów, co było polskim odpowiednikiem anglosaskiego „Halloween”.

W podobny sposób Boże Narodzenie stało się „świętem” konsumpcjonizmu. Istnieje nawet określenie „Christmas creep” („gorączka bożonarodzeniowa”) oznaczające czas świątecznych zakupów na długo przed Bożym Narodzeniem. Sprzedawcy wystawiają produkty bożonarodzeniowe wcześniej, aby wydłużyć czas rzekomo „świąteczny” i zwiększyć swoją sprzedaż. Sklepy zakładają, że trzymiesięczny okres: październik-listopad-grudzień winien być czasem największego utargu w roku. Zakupoholicy czują się wówczas jak w raju, bez trudu usprawiedliwiając kupowanie wszystkiego ponad miarę.

Bez wątpienia obdarowywanie się prezentami czy przygotowywanie świątecznej uczty jest rzeczą dobrą, pod warunkiem, że ma to nam pomóc w przeżywaniu radości z narodzin Zbawiciela. Niestety dla wielu osób święta Bożego Narodzenia stały się jednak pustym zwyczajem. Kiedy bowiem brakuje duchowego przygotowania do nich w Adwencie i liturgicznego świętowania ich w kościele, kupowanie prezentów czy ozdób staje się celem samym w sobie. Stworzyliśmy sobie świeckie „święto”, w którym sprzedawcom chodzi wyłącznie o to, by sprzedać jak najwięcej i zdobyć największy utarg, a kupującym – ulżyć niemal wszystkim swoim zakupowym zachciankom.

Ostatnim wreszcie „zniszczonym” świętem jest obchodzony 17 marca dzień św. Patryka, ewangelizatora Irlandii. Obchodzone w tym kraju święto upamiętnia przybycie świętego biskupa na wyspę, a wraz z nim – chrześcijaństwa. Wraz z imigracją Irlandczyków do innych krajów, obchód ten przyjął się w niemal wszystkich krajach anglojęzycznych. Niestety i to święto straciło swój katolicki wydźwięk, stając się jedynie okazją do pokazywania swoich irlandzkich korzeni i świętem irlandzkiej kultury. Nieodzownym elementem są tradycyjne dania, muzyka, ubieranie się na zielono, wszechobecne symbole koniczyny (wzięła się ona stąd, że św. Patryk wyjaśniał Trójcę Świętą z jej użyciem, ale dziś mało kto już o tym pamięta!), czy… piwo uznawane niemal za „obowiązkowy” napój tego dnia.

Nie ma niczego złego w tym, że ktoś chce „stać się Irlandczykiem” na jeden dzień, zakosztować irlandzkich dań, czy spotkać się z przyjaciółmi przy kuflu piwa lub dwóch. W praktyce jednak, jest to po prostu dzień pijaństwa. Mało kto potrafi skończyć na odpowiedniej ilości alkoholu, a wiele osób uważa ten dzień za wymówkę do picia piwa bez jakichkolwiek ograniczeń. W ten sposób przepiękne święto ewangelizatora „Zielonej Wyspy” przekształcono w międzynarodowy dzień upijania się piwem.

Czy da się jeszcze przywrócić prawdziwy wydźwięk katolickim świętom? Chociaż nie mamy wpływu na całe społeczeństwo, to możemy zacząć od siebie, a następnie dawać przykład innym. Przede wszystkim możemy zadbać w te dni o uczestnictwo we Mszy św. i modlitwę. Niech dzień św. Walentego będzie okazją do szczególnej modlitwy za męża, żonę, czy sympatię, i okazją do okazania im miłości. W pierwszych dniach listopada zadbajmy z kolei o uzyskanie odpustów za zmarłych. Do Bożego Narodzenia przygotujmy się przez udział w Roratach, a potem świętujmy z rodziną i znajomymi przy wspólnym śpiewie kolęd. Wreszcie jeśli komuś bliska jest Irlandia, niech w dzień św. Patryka modli się o nawrócenie tego kraju na katolicyzm.

Ważne jest również przekazanie dzieciom o co chodzi w katolickich świętach – tym bardziej, że od swoich rówieśników usłyszą zapewne inne treści. Trzeba im przypominać, że Boże Narodzenie czy Walentynki mają pierwotnie religijny sens i związane są z wiarą, a nie tylko komercją.

Adrian Fyda

Parlament Eur.: Grawitacja jest „koncepcją kulturową”, a nie zjawiskiem fizycznym

Co jeszcze mógłby przegłosować euro-parlament?

Krystian Kratiuk pch24.pl/kratiuk-co-jeszcze-moglby…

W Parlamencie Europejskim doszło do głosowania nad tym, czy tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę. Wyniki są szokujące – oczywiście dla tych z nas, którzy nie wierzyli, że absurdy genderowej polit-poprawności zaszły tak daleko.

Otóż 233 eurodeputowanych opowiedziało się przeciwko tej oczywistej prawdzie, 200 było „za” a 107… wstrzymało się od głosu.

Uważam, że europarlament czym prędzej powinien odrzucić w głosowaniu i inne faszystowskie tezy, oczywiście dla ochrony mniejszości, większości, przyzwoitości a może nawet godności planety, kosmosu i bigosu.

Otóż należy czym prędzej przegłosować, że:

– grawitacja jest „koncepcją kulturową”, a nie zjawiskiem fizycznym;

– Księżyc nie jest ciałem niebieskim, tylko słońcem widzianym z drugiej strony;

– matematyka jest „subiektywnym systemem narracyjnym”, więc 2+2 może mieć różne wyniki zależnie od kontekstu, geografii, kultury i rzecz jasna płci;

– biologia jako nauka nie opiera się na obserwowalnych cechach organizmów, ale na deklaratywnych definicjach; (w tym wypadku oczywiście należy rychło opracować techniki pozwalające na zebranie deklaracji płci, rasy i gatunku od psów, kotów, ślimaków oraz paprotek);

– prawa fizyki są wyłącznie „eurocentrycznym konstruktem opartym na patriarchacie” i należy je redefiniować w dokumentach politycznych;

– prawa termodynamiki obowiązują wyłącznie w określonych kontekstach kulturowych;

– mapa Europy powinna być stale „reinterpretowana”, gdyż granice geograficzne są zbyt obiektywne;

– noc i dzień to „tradycyjne narracje astronomiczne”, i w zależności od potrzeb można je redefiniować administracyjnie;

– woda nie musi być definiowana jako H₂O, lecz jako „subiektywnie doświadczana ciecz”;

– liczba kilometrów między miastami zależy od indywidualnych odczuć podróżnego;

– eksperymenty naukowe wymagają „równowagi narracyjnej”, a nie powtarzalności wyników;

– geometria euklidesowa jest „preferencją systemową”, a nie opisem przestrzeni;

– wprowadzenie pojęcia „pluralizmu fizycznego”, gdzie równolegle uznaje się sprzeczne modele rzeczywistości jako równie prawdziwe;

No i, co się rozumie samo przez się, można by też zagłosować w Sejmie w uśmiechniętej Polsce. Należałoby – w zależności od potrzeby chwili – przegłosować, że np. Roman Giertych jest niski a Jarosław Kaczyński wysoki.

A teraz, przez chwilę, na poważnie. W najnowszych analizach socjologów widać zwiększenie eurosceptycyzmu Polaków, do tej pory najbardziej euro-entuzjastycznych na świecie. Mimo, iż nadal zdecydowana większość sprzeciwia się opuszczeniu Unii, poparcie dla wyjścia z UE osiągnęło najwyższe poziomy od lat (ok. co czwarty Polak popiera „pol-exit”). Ciekawe dlaczego.

Krystian Kratiuk