To wręcz niewiarygodne, ale znowu wraca zagadnienie podważania kulistości Ziemi. Zaczynam ponownie otrzymywać linki do tekstów przekonujących, że nasza planeta jest płaska, a wszystko czego uczyliśmy się o niej przez lata jest kłamstwem. Nie przykładałbym do tego większej wagi, uznając to za jeden z elementów tiktokowego folkloru, gdyby nie fakt, iż tych materiałów pojawia się coraz więcej. Chciałbym zatem przypomnieć to, co na ten temat mówiłem już blisko trzy lata temu, ponieważ od tego czasu nic się w tej kwestii nie zmieniło, a wręcz przybiera na sile ogłupianie ludzi i zajmowanie ich umysłów tematami zastępczymi, kanalizując zainteresowanie sprawami naprawdę istotnymi i ważnymi dla nas wszystkich.
Polecam poświęcenie kilkunastu minut zaledwie, by wyleczyć się z idiotyzmów sprzedawanych nam przez ludzi, którzy mają nas za skutecznie odmóżdżonych i idących niczym owce w kierdlu ku zagładzie. Szczególnie ludziom młodym, którzy nie obejrzeli tego materiału wcześniej, bo w czasie jego pierwotnej emisji byli jeszcze uczniami szkół, w których nauczyciele sami mieli zbyt mało wiedzy lub odwagi, by nauczać i dla zachowania etatu złajdaczyli się służeniem propagandzie.
Podważając osiągnięcia dorobku naukowego ludzkości wtłaczali w głowy młodzieży bzdury o ocieplaniu klimatu, kilkudziesięciu odmianach płci, szkodliwości świeżego powietrza i tym podobne. Najdalej za rok niektórzy z tych młodych Polaków będą dokonywali swojego pierwszego w życiu wyboru, który może się okazać ich ostatnim. Oby tak się nie stało. Im dedykuję to nagranie.
Korzystając z okazji chcę zachęcić także do obejrzenia nagrania z nowego cyklu „Minął tydzień”, w którym z komentującym wydarzenia minionego tygodnia Romualdem Starosielcem rozmowę prowadzi Andrzej Kozera.
Nie żeby o tym nie mówił we wrześniu 2025 kiedy wprowadzano nie działający do dziś system kaucyjny, ale skoro mówi teraz o tym @tvn24 to warto do tego wrócić stawiając przy okazji pytanie o sens segregacji w domach jako takiej.
Nie żeby o tym nie mówił we wrześniu 2025 kiedy wprowadzano nie działający do dziś system kaucyjny, ale skoro mówi teraz o tym @tvn24 to warto do tego wrócić stawiając przy okazji pytanie o sens segregacji w domach jako takiej.
Zamieniono nas w mieszkańców Miasta Śmieciarzy w Kairze z tym, że tamci zarabiają krocie na swojej pracy, mają nawet kontrakty zagraniczne, a my dopłacamy do tego interesu z własnej kieszeni. Dzień po dniu.
Sprawa brutalnej napaści na warszawskiej Białołęce rozwikłana. Zatrzymano siedmioro Ukraińców oraz ich wspólników.
Do rozboju doszło w czerwcu 2023 r. na Białołęce. Ofiarą był 62-letni mężczyzna. Napastnicy zaatakowali go, kiedy wychodził z domu. Został wciągnięty do piwnicy, skrępowany taśmą izolacyjną i pobity.
Napastnicy grozili 62-latkowi śmiercią, używając przy tym siekiery i sznura z pętlą. Wszystko po to, żeby wymusić wydanie kluczy do sejfu. Ostatecznie zrabowali gotówkę i biżuterię o wartości niemal pół miliona złotych.
Skrępowanego mężczyznę pozostawili w piwnicy. Tam po około 20 godzinach od napadu znalazł go zięć. 62-latek trafił do szpitala.
Polska Policja we współpracy z Narodową Policją Ukrainy ustaliła tożsamość sprawców, a kilka dni po napadzie ukraińskie służby zabezpieczyły część skradzionej biżuterii w jednym z lombardów we Lwowie.
W kwietniu 2025 r. na terenie województw dolnośląskiego i łódzkiego doszło do zatrzymania siedmiorga obywateli Ukrainy w wieku od 25 do 48 lat. Przy zatrzymanych znaleziono także urządzenia służące do kradzieży samochodów.
Czworo z siedmiorga Ukraińców oskarżono o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, pozbawienia wolności ze szczególnym okrucieństwem oraz paserstwa. Trzech Ukraińców trafiło do aresztu, dwóch zostało deportowanych.
Według śledczych napastników z Białołęki brała także udział w innych przestępstwach – w tym kradzieżach samochodów i napadach rabunkowych. Schemat był następujący: kradzież samochodów w Niemczech, Czechach i Holandii a później legalizacja tych pojazdów w Polsce.
W maju 2025 r. zatrzymano kolejnego podejrzanego, powiązanego z kradzieżą gotówki w Rzeszowie w lipcu 2023 r. Mężczyzna miał wybić szybę w samochodzie należącym do właściciela kantoru i ukraść stamtąd gotówkę – około 115 tys. zł.
Ponadto w listopadzie 2025 r. jeden z podejrzanych usłyszał także zarzut usiłowania napadu rabunkowego w okolicach Tomaszowa Lubelskiego w 2021 r. Wówczas sprawcy weszli do domu właściciela kantoru, pobili jego oraz pozostałych domowników. Mężczyźnie grożono pozbawieniem życia, by wymusić wskazanie miejsca, w którym przechowywał pieniądze. Plan napastników się jednak nie powiódł. Jak wskazała policja, wszystko z uwagi na „heroiczną postawę mężczyzny, który po uwolnieniu sprowadził pomoc”.
Także w listopadzie 2025 r. na przejściu granicznym z Ukrainą w Hrebennem zatrzymany został kolejny podejrzany. Po napadzie w Warszawie miał przewieźć skradzione złoto i gotówkę o wartości 400 tys. euro. W przeszłości był funkcjonariuszem ukraińskiej straży granicznej.
Model epsteino-centryczny: Analiza społeczno-polityczna zachodniego jądra władzy
Alexander Dugin, 7 lutego 2026
W tym artykule Alexander Dugin interpretuje zachodnią potęgę jako system grawitacyjny zorganizowany wokół ukrytego jądra, ku któremu nieuchronnie zbiegają się wszystkie trajektorie elit.
Sieć Epsteina to tylko jądro kolektywnego Zachodu. Ale wszystkie inne kręgi ją otaczające – polityka, kultura, media, moda, filmy, edukacja, rynki, nauka, służby specjalne, po prostu wszystko – tworzą warstwy grawitacji, przyciągając masy na wyspę.
Prawdziwa struktura globalnych zachodnich elit jest epsteino-centryczna. Nie ma znaczenia, skąd zaczynasz – edukacja, biznes, moda, polityka, nauka, media, prostytucja, przestępczość – jeśli odniesiesz prawdziwy sukces w swojej karierze, trafisz na wyspę Epsteina.
Elita to ci, którzy docierają do jądra – wyspy Epsteina lub jego krainy Zorro. Tam możesz stać się ofiarą lub drapieżcą. Zawsze jesteś jednym i drugim.
I. Wstęp: Paradygmat grawitacyjny zachodniej potęgi
W rygorystycznych badaniach systemów geopolitycznych tradycyjne modele hierarchiczne – przedstawiające władzę jako statyczną, odgórną piramidę – stają się coraz bardziej niewystarczające do uchwycenia złożonej dynamiki zbiorowości Zachodu. Aby zrozumieć współczesny rozkład wpływów, należy przejść od perspektywy liniowej do grawitacyjnej. W tym paradygmacie władza funkcjonuje jak potężne ciało niebieskie, wywierając stały nacisk, który przyciąga rozbieżne sfery instytucjonalne ku pojedynczemu, ukrytemu jądru.
Teza „epsteino-centryczna” zakłada, że sieć Epsteina nie jest peryferyjną anomalią ani marginalnym skandalem; jest fundamentalnym rdzeniem – samym jądrem – zachodniej struktury władzy.
Model ten dowodzi, że architektura zbiorowości Zachodu jest zorganizowana wokół tego centrum, a każdy główny filar społeczny działa jak „warstwa grawitacji”. Podczas gdy konwencjonalna analiza traktuje takie dziedziny jak nauka, moda i polityka jako niezależne silosy, metafora grawitacji ujawnia, jak te pozornie niepowiązane ze sobą ścieżki sukcesu na wysokim szczeblu zbiegają się we wspólnym punkcie początkowym i kontrolnym. Zrozumienie tego jądra jest jedynym sposobem na dokładne odwzorowanie trajektorii współczesnej elity.
II. Definicja jądra: Centrum kolektywnego Zachodu
Zidentyfikowanie ostatecznego „centrum” systemu jest podstawowym wymogiem każdej systemowej analizy instytucji zachodnich. Bez rozpoznania jądra ruch otaczających go warstw wydaje się chaotyczny i zdecentralizowany, podczas gdy w rzeczywistości jest silnie ukierunkowany. W strukturze Zachodu jądro służy jako ostateczny cel dla tych, którzy osiągają szczyt w swoich dziedzinach.
„Prawdziwa elita” nie jest definiowana przez samo gromadzenie bogactwa lub zdobywanie oficjalnych tytułów. Zamiast tego, status elity jest ściśle uzależniony od osiągnięcia tego jądra. Służy jako ostateczny próg – ostateczny filtr – oddzielający osoby o wysokich osiągnięciach od tych, którzy zajmują wewnętrzne sanktuarium globalnej władzy strukturalnej. Dotarcie do centrum oznacza, że jednostka przeszła od sukcesu zawodowego do funkcjonalnego elementu zachodniego rdzenia.
————————————————–
Zgodnie z kontekstem źródłowym, jądro to manifestuje się w dwóch głównych lokalizacjach geograficznych i symbolicznych:
• Wyspa Epsteina
• Kraina Zorro
To centrum wywiera stały, niewidzialny wpływ, naginając światło dyskursu publicznego i kształtując trajektorie wszystkich sfer społecznych w kierunku własnych interesów.
III. Warstwy grawitacji: mapowanie konwergencji instytucjonalnej
Stabilność epsteino-centrycznego rdzenia jest utrzymywana przez szereg „warstw grawitacyjnych”. Warstwy te działają jak mechanizm o podwójnym działaniu: zapewniają niezbędne „przyciąganie mas”, aby podtrzymać legitymację i energię systemu, jednocześnie filtrując i przyspieszając jednostki o wysokich osiągnięciach w kierunku centrum. Te kręgi nie są niezależnymi bytami, lecz połączonymi elementami jednego, zunifikowanego pola grawitacyjnego.
W miarę jak jednostki osiągają „prawdziwy sukces” w obrębie tych konkretnych pól, logika systemu wygina ich ścieżkę w kierunku jądra.
Poniższa tabela identyfikuje dziewięć odrębnych sfer grawitacji i ich specyficzne funkcje ułatwiające ruch w kierunku jądra:
Sfera społeczna: funkcja grawitacyjna
Polityka
Organizuje legislacyjne i administracyjne działania niezbędne do utrzymania nadrzędnej struktury.
Kultura
Ustanawia ramy normatywne, które uspołeczniają masy, aby zaakceptowały obecność systemu.
Media
Zarządzają masową percepcją i kreują zgodę niezbędną do dalszego funkcjonowania systemu.
Moda
Zapewnia estetyczny i społeczny prestiż, maskując ukrytą dynamikę władzy elit.
Filmy
Funkcja głównego wektora mitotwórstwa i kulturowego zatwierdzania trajektorii elit.
Edukacja
Kształtuje ramy ideologiczne i identyfikuje talenty o wysokim potencjale
Rynki
Służą jako silnik finansowy, kierując graczy gospodarczych wysokiego szczebla do centrum poprzez akumulację kapitału.
Nauka
Zapewnia legitymację intelektualną i techniczną, gwarantując, że rdzeń posiada monopol na zaawansowaną wiedzę.
———————————————-
———————————————————-
Służby specjalne
Funkcjonują jako aparat bezpieczeństwa i wywiadu, zapewniając „pozwolenie” i ochronę wymaganą do wejścia do jądra.
Te warstwy nie są zmiennymi niezależnymi; są zintegrowaną maszynerią jednego pola grawitacyjnego. Sukces w dowolnej sferze to trajektoria, która ostatecznie przecina się ze wszystkimi innymi w punkcie jądra.
IV. Mechanizm awansu: Sukces zawodowy jako droga do jądra
Mit merytokratyczny sugeruje, że awans jest nagrodą za talent lub służbę publiczną. Jednak rzeczywistość epsteino-centryczna jest znacznie bardziej kliniczna: awans zawodowy na wysokim szczeblu to jedynie mechanizm konwergencji w kierunku jądra.
Kluczową cechą tego systemu jest nieistotność punktów startowych. Kontekst źródłowy podkreśla, że „nie ma znaczenia, skąd zaczynasz”. Stwarza to głęboki paradoks merytokratyczny: system nagradza najwyższe osiągnięcia w „czystych” dziedzinach, takich jak nauka i edukacja, wejściem do tego samego „nieczystego” jądra, które zajmują osoby ze sfer przestępczości i prostytucji. Ujawnia to, że najbardziej „święte” i najbardziej „profanalne” ścieżki społeczne mają tę samą prędkość końcową w kierunku sieci Epsteina.
Ten wspólny cel skutecznie ujednolica interesy rzekomo odrębnych sektorów społecznych. Kiedy czołowy fizyk, czołowy finansista i czołowy polityk osiągają ten sam punkt zbieżności, ich odmienne doświadczenia zawodowe ustępują miejsca wspólnej przynależności do rdzenia.
V. Kluczowe wnioski z Mechanizmu Wspinaczki
1. Systemowa Prędkość
Końcowa: niezależnie od dziedziny działalności – czy to nauki ścisłe, polityka, czy przestępczość – szczyt sukcesu zawodowego na Zachodzie kończy się w sieci Epsteina.
2. Obojętność pochodzenia
System jest strukturalnie obojętny na moralny lub zawodowy punkt wyjścia; uznaje jedynie osiągnięcie „prawdziwego sukcesu”.
3. Homogenizacja interesów elit
Siła przyciągania do jądra zapewnia ujednolicenie interesów elit, sprawiając, że widoczne publicznie rozróżnienia między różnymi sektorami społecznymi stają się nieistotne.
5. Implikacje systemowe: architektura kolektywnego Zachodu
Organizacja społeczeństwa wokół tajnego, scentralizowanego jądra ma niszczycielskie konsekwencje strategiczne. Najważniejszym z nich jest systemowy upadek legitymacji merytokratycznej. Kiedy „prawdziwy sukces” w jakiejkolwiek dziedzinie opiera się na dotarciu do epsteino-centrycznego jądra, podstawowa lojalność każdego aktora wysokiego szczebla nie jest już skierowana do jego zawodu, wyborców czy narodu, lecz do samego jądra.
Przyciąganie mas do warstw zewnętrznych – takich jak media, moda i edukacja – służy jako siła stabilizująca jądro. Społeczeństwo zapewnia pęd i siłę ekonomiczną, które napędzają te zewnętrzne kręgi, nieświadome, że system został zaprojektowany tak, aby kierować najbardziej „sukcesowne” jednostki w stronę ukrytego centrum. Model epsteino-centryczny to nie tylko opis „rządu cieni”; to ukryta strukturalna rzeczywistość tego, jak zachodnia potęga globalna jest kształtowana, sprawowana i utrzymywana.
—————————————-
6. Wnioski: Rzeczywistość struktury epsteino-centrycznej
Ta analiza społeczno-polityczna identyfikuje zachodnią architekturę władzy, która jest znacznie bardziej scentralizowana i spójna, niż sugerują to publiczne narracje. Syntetyzując relację między jądrem (Wyspą Epsteina/Ziemią Zorro), warstwami grawitacyjnymi instytucji społecznych i trajektorią elitarnych karier, odkrywamy system całkowitej konwergencji.
Strategiczną rzeczywistością tego modelu jest to, że sieć Epsteina nie jest wyjątkiem, usterką ani chwilową porażką nadzoru. To funkcjonalne jądro – samoorganizujące się serce – obecnego zachodniego systemu społeczno-politycznego. Elita nie jest „rekrutowana” w tradycyjnym sensie; jest „przyciągana” przez samą logikę sukcesu. Każda analiza geopolityczna lub systemowa, która ignoruje to jądro, jest funkcjonalnie przestarzała i strategicznie ślepa.
Musimy nieustannie mówić o Epsteinie. To tworzy globalną narrację demaskującą skorumpowane liberalno-globalistyczne elity Zachodu i podważa ich władzę. Epstein JEST Zachodem. Nie ofiarą, a samą jego istotą. CAŁA klasa rządząca Zachodu to Epstein.
Epstein jest prawdziwą esencją kapitalizmu. Socjalizm był irytujący, okrutny i zły. Sam tego doświadczyłem. I wcale mi się nie podobał. Ale współczesny zachodni liberalny kapitalizm to prawdziwa katastrofa. Znacznie gorsza. To Epstein.
Jedynym sposobem na wyjście z piekła, w którym tkwi współczesny Zachód, jest powrót do wiary chrześcijańskiej, do Kościoła i do świętej Tradycji. Zero tolerancji dla nowoczesności. W przeciwnym razie prędzej czy później dopadną cię zbrodniczy oligarchowie satanistyczni. Współczesne społeczeństwo jest bezradne i bezbronne wobec okrutnej rzeczywistości upadłych aniołów.
Jeśli jesteś pewien, że Szatan nie istnieje, już jesteś złapany w jego sieci. To, co mamy teraz, to stacja końcowa długiej podróży, którą rozpoczął renesans i protestantyzm.
===============================
Tytle słów i wykresów, by potwierdzić to, co wiemy z Objawienia od dwóch tysięcy lat:
To budowa Królestwa Szatana.
Wiemy, że skończy się jego ostateczną klęską. Problem tylko w tym, gdzie się znajdzie konkrety człowiek. Gdzie „zechce się znaleźć”.
W związku z faktem, że sektor hodowli owadów wciąż boryka się z trudnościami, potencjalnym rozwiązaniem problemu nikłego popytu na jego produkty – które swego czasu okrzyknięto przełomem w dziedzinie gospodarki o obiegu zamkniętym – staje się obowiązkowy ich zakup przez instytucje publiczne państw UE.
Żywność na bazie owadów była początkowo promowana jako zasobooszczędna i przyjazna dla klimatu alternatywa dla tradycyjnego białka zwierzęcego – wymagająca mniej ziemi, mniej nakładów i wytwarzająca mniej odpadów.
Jednak batony proteinowe ze świerszczy i makaron z larwami nigdy nie zyskały popularności. W ostatnich latach większość branży skupiła się raczej na paszach dla zwierząt, mączce rybnej i nawozach.
Obecnie, jako ostatnią deskę ratunku dla borykającego się z trudnościami sektora, Międzynarodowa Platforma ds. Owadów w Żywności i Paszy (IPIFF) proponuje zmianę zasad dotyczących zamówień publicznych w UE. ipiff.org
W odpowiedzi na konsultacje Komisji Europejskiej dotyczące nowych zasad, IPIFF argumentowała, że wprowadzenie obowiązku minimalnego zakupu „innowacyjnych, opartych na obiegu zamkniętym produktów pochodzenia biologicznego” mogłoby pomóc w ochronie branży.
W ramach takiego programu, UE pozwoliłaby nabywcom publicznym na priorytetowe traktowanie produktów ze względu na ich zrównoważony charakter – co oznacza, że teoretycznie, Bruksela mogłaby nakazać zakup białka pochodzenia owadziego dla instytucji publicznych, w tym stołówek lub szkolnych kafeterii.
Grupa dodała, że tysiące miejsc pracy w europejskim sektorze owadów – obecnie około 3500 pośrednich stanowisk, choć przewiduje się, że do 2030 r. będzie ich 30 000 – jest zagrożonych „z powodu braku zdecydowanych, skoordynowanych działań politycznych”.
Francuski skandal
Sektor boryka się również z kryzysem reputacyjnym we Francji.
Firma Ÿnsect, założona w 2011 roku z ambicjami zostania jednym z największych producentów białka owadziego na świecie, została w grudniu postawiona w stan likwidacji.
W oświadczeniu dla serwisu Euractiv, sekretarz generalny IPIFF, Steven Barbosa nazwał firmę Ÿnsect „pionierem” na rynku, na którym owady znajdują się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej. Twierdził on, że plan UE dotyczący białka z 2018 r. „silnie motywował sektor produktów pochodzenia roślinnego”, szkodząc innym. Barbosa powiedział, że firmy te powstały w odpowiedzi na obiecaną przez UE „zieloną rewolucję”, ale ponad dziesięć lat później przeszkody regulacyjne i opóźnienia nadal hamują rozwój tego sektora.
Ambicje polityczne
Dla obserwatorów branży, takich jak Dustin Crummett, dyrektor wykonawczy amerykańskiego think tanku Insect Institute,zawirowania wokół tak ważnego gracza jak Ÿnsect – oraz apele o obowiązkowe zamówienia publiczne – wiele mówią o aktualnej sytuacji w sektorze.
„Skarga milcząco potwierdza, że popyt prywatny nie jest wystarczający, aby utrzymać branżę, a pomysł, że zamówienia publiczne zapewnią jej ratunek, jest nierealny” – powiedział.
Dodał, że pojawia się coraz więcej dowodów na niechęć konsumentów do owadów jadalnych. Według Crummetta, w połączeniu z faktem, że produkty pozostają zbyt drogie, aby mogły konkurować, tworzy to obraz sektora znajdującego się pod ogromną presją.
Pomimo tego, że analizy branżowe wskazują na rosnący trend, sam Crummett jest autorem recenzowanego badania, z którego wynika, że konsumenci nie są bynajmniej przekonani do owadów jako substytutu mięsa. nature.com/articles
Barbosa, przedstawiciel sektora, podkreślił, że wyzwania stojące przed branżą owadów nie różnią się od tych, przed którymi stoją inni producenci białka alternatywnego, którzy udowodnili swój „potencjał techniczny i biologiczny”.
„Pełny potencjał gospodarczy i społeczny tej branży zależy obecnie od klimatu politycznego, zgodnego z jej ambicjami” – powiedział.
Na otwarciu 25 zimowych igrzysk olimpijskich 2026 odbywających się we Włoszech wyeksponowano dwa okultystyczne a nawet satanistyczne symbole – swastyki i odwróconego pentagramu.
Ceremonia otwarcia:
Na stadionie San Siro w Milanie cała murawa była wyrysowana w spiralę zwieńczoną pośrodku swastyką.
Na końcu „ceremonii” otwarcia zapalono znicz olimpijski w dwóch różnych miastach – w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Znicz wędrował 63 dni (6*3 – 666) i zapłonął w kształcie czerwonego odwróconego pentagramu (z formą monstrancji wewnątrz) – co jest znanym symbolem satanizmu.
Raczej trudno być jako artysta bardziej wymownym w przekazie symbolicznym. W Milanie pentagram zawieszono na Łuku Pokoju, który pierwotnie był Bramą Jupitera (Porta Giovia) – rzymskiego najwyższego boga (greckiego Zeusa) rezydującego na Olimpie.
Całe otwarcie igrzysk miało oczywisty charakter symboliczny przywołujący siły zniszczenia i piekła, którym składane są ofiary z olimpijskich potyczek sportowców.
Obecnie „elity” przestały się już kryć co do tego komu służą wystawiając na widok publiczny symbole ich własnego boga.
Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pychy pełnego. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.
Mieliśmy już ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku w Londynie, która to ceremonia stanowiła górujący nad całym globem spektakl śmierci. Mieliśmy też hołd dla Baala w czasie ceremonii otwarcia Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2022 roku. Z kolei w 2024 roku gdy E. Macron obwieszczał: „ogłaszam igrzyska za otwarte”, koń trupio blady z Apokalipsy, wjechał niczym śmierć i piekło. Co jeszcze? A no na przykład w 2015 roku bogini Kali (hinduska bogini śmierci i zniszczenia) została zaprezentowana na Empire State Building.
Powyższą listę „hańby”, a także można i użyć określenia: „lista uwielbienia dla śmierci”, no więc do niej możemy dołączyć kolejny punkt. Punktem tym jest – a w zasadzie była już – ceremonia otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2026 roku, która to ceremonia tym razem została „wyrwana” prosto z kart wydarzeń czasów ostatecznych opisanych w Księdze Apokalipsy, księdze opisującej nasze czasy.
A więc, świat po prostu nie potrafi się powstrzymać, prawda? Podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 we Włoszech, to, co miało być pięknie zaprojektowaną wersją „Olimpijskiego Kociołka” symbolizującego „wieczny płomień”, było w rzeczywistości piekielnym przedstawieniem wszechwidzącego oka Horusa wychodzącego z wiecznych ognisk piekła.
Notabene widziałeś kiedyś „Stranger Things”? Oto Demogorgon, w mojej opinii ożywiona wersja oka Horusa:
Ogromny łuk triumfalny, płonący, zawieszony centralny punkt. Cała scena była skąpana krwistoczerwonym światłem, z ogniem spadającym z niebios niczym święto zwycięstwa czegoś pradawnego, pogańskiego i pełnego pychy. Niezależnie od tego, czy projektanci zamierzali stworzyć „wszechwidzące oko”, czy też nie, to efekt jest ten sam: globalne widowisko zbudowane na podziwie, strachu i uwielbieniu – a to wszystko – skupione na ogniu.
Współczesny świat – który jest we władaniu wiadomo kogo – nie tylko toleruje ciemność – on ją uwielbia, promuje i lobbuje, na wszelkie możliwe sposoby stylizuje mrok i „brzydotę”. A dalej to wszystko oferuje / sprzedaje jako tak zwaną kulturę, a przecież to nic innego jak „cywilizacja śmierci”. A potem ten sam świat mówi, że jesteś „szurem” lub propagatorem „teorii spiskowych”, jeśli zauważysz to, o czym dziś piszemy.
Ale wierzący w Biblię nie są wezwani do oklaskiwania tej „produkcji”. Jesteśmy wezwani, by to zdemaskować i zganić takie rzeczy. To jest złe, to jest zło, to są dziwne „ceremonie”, poświęcone uwielbieniu dla „mroku”. My podążamy w światłości, za Panem naszym Jezusem Chrystusem, w którym nie ma nic z „mroku”. Ten świat nie rozpoznał czasu nawiedzenia, które miało miejsce ponad dwa tysiące lat temu, dlatego nadal pozostaje w „ciemnościach” oraz we władaniu „księcia ciemności”.
Gdy patrzę na to wszystko, to do głowy przychodzi mi pewna myśl, którą notabene chcę się teraz z wami podzielić: „W świecie, w którym wszystko zostało upodlone, ujawnienie się Antychrysta stało się bardziej realne niż kiedykolwiek”. Myślę, że czas wejścia antychrysta na „główną scenę” dziejów ludzkości jest już „u progu”, antychryst, ten fałszywy mesjasz, jest już „u progu” naszych czasów.
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 8 lutego 2026
31 stycznia – ale dopiero wieczorem – świat mógł odetchnąć z ulgą, bo wreszcie zakończyły się wybory przewodniczącej koalicyjnej partii „Polska 2050”, w których kandydowały dwie damy: madame Pełczyńska-Nałęcz i madame Hening-Kloska. Jak się okazało, 40-ma głosami wygrała madame Pełczyńska-Nałęcz, pozostawiając madame Hening-Kloskę w nieutulonym żalu, który jednak przegrana madame starannie ukryła, deklarując niezłomną wolę podążania pod przewodnictwem swojej rywalki ku świetlanej przyszłości. Na początek jednak trzeba będzie „odbudować zaufanie” wyborców, potężnie nadszarpnięte wskutek różnych zagadkowych przyczyn. Klub Parlamentarny „Polska 2050” liczy bodajże 32 członków – ale obecne notowania tej partii szorują po dnie i kształtują się na poziomie niecałego półtora procenta poparcia. Gdyby tedy wybory odbyły się teraz, to ani jeden z działaczy („iluż wielkich działaczów wyjrzało z rozporka?” – zastanawiał się poeta), z Wielce Czcigodnym Hołownią Szymonem na czele, do Sejmu by nie wszedł, nie mówiąc już nawet o posadzie wicemarszałka, czy wicepremiera. Bo madame Pełczyńska-Nałęcz najwyraźniej ma chrapkę na posadę wicepremiera w vaginecie obywatela Tuska Donalda.
Obywatel Tusk Donald dotychczas bronił się przed powierzeniem tej posady pani Pełczyńskiej-Nałęcz rękami i nogami, zasłaniając się między innymi niejasną sytuacją w kierownictwie tej koalicyjnej partii.Teraz jednak, gdy sytuacja się wyjaśniła, tego pretekstu już nie będzie mógł użyć, więc jakąś decyzję będzie musiał podjąć. Czy jednak na pewno? Na pewno, to wszyscy umrzemy, podczas gdy obywatel Tusk Donald nadal będzie mógł odpowiadać na molestowania ze strony pani Pełczyńskiej-Nałęcz wymijająco, choćby z tego względu, że nie może mu ona nic zrobić. Jak wiadomo, w polityce trzeba mieć z góry przygotowane odpowiedzi co najmniej na dwa pytania: po pierwsze – co mi dasz, jak ci to zrobię i po drugie – co mi zrobisz, jak ci tego nie dam.
Więc na pytanie: co pani Pełczyńska-Nałęcz może zrobić obywatelu Tusku Donaldu, jeśli nie da on jej stanowiska wicepremiera w swoim vaginecie, odpowiedź brzmi – prawdopodobnie nic. Teoretycznie bowiem mogłaby ona, jako przewodnicząca Polski 2050 podjąć decyzję o opuszczeniu koalicji 13 grudnia. Wtedy vaginet obywatela Tuska Donalda utraciłby większość w Sejmie, a w tej sytuacji Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nawet z łoża boleści, na którym aktualnie spoczywa, cierpiąc na zapalenie płuc, mógłby nakazać PiS-owi złożenie wniosku o konstruktywne votum nieufności dla vaginetu obywatela Tuska Donalda, to znaczy – z jednoczesnym zgłoszeniem kandydata na premiera. Teoretycznie taki wniosek mógłby w Sejmie przejść – ale nie wiadomo, czy udałoby się, nawet w łonie PiS, wytypować kandydata na premiera. Jak wiadomo, z jednej strony ambicje takie wykazuje Mateusz Morawiecki ze swoimi kolaboranty – ale z drugiej strony pomysł ten napotyka w samym PiS-ie silną opozycję ze strony tak zwanych „maślarzy”, na czele których stoją : Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin, Patryk Jaki i Przemysław Czarnek – o którym też się mówi, że ma w swoim tornistrze buławę premierowską. Z tego właśnie względu mogłyby pojawić się nieprzewidziane trudności, w następstwie których do złożenia konstruktywnego wniosku o votum nieufności wobec vaginetu obywatela Tuska Donalda mogłoby nie dojść. Ale nie jest to jedyny powód, dla którego obywatel Tusk Donald może uważać, iż pani Pełczyńska-Nałęcz nic mu nie może zrobić, jeśli nie da jej posady wicepremiera. Jeśli bowiem nawet ona sama postanowiłaby w porywie serca gorejącego zdecydować o opuszczeniu koalicji 13 grudnia, to wcale nie jest takie pewne, że posłowie z jej własnego klubu jej posłuchają. Teraz bowiem są posłami i jeszcze prawie przez dwa lata mogą całą paszczą używać życia i smarować gęby konfiturami władzy.
Tymczasem ewentualne wyjście z koalicji oznaczałoby ryzyko nawet przyspieszonych wyborów, a przy fatalnych notowaniach Polski 2050, oznaczałoby to wyautowanie się z kręgów władzy na własną prośbę. Wprawdzie nie ma takiej rzeczy, której nie można by zrobić dla Polski – ale wydaje mi się, że większość posłów Polski 2050, a może nawet wszystkich innych, nie jest jeszcze na to gotowa. Może kiedyś, w lepszych czasach – ale teraz jeszcze nie. Skoro tedy my to wiemy, to obywatel Tusk Donald wie to jeszcze lepiej – a w tej sytuacji pani Pełczyńskiej-Nałęcz nie pozostanie nic innego, jak prowadzić Polskę 2050 ku świetlanej przyszłości – ale w ramach koalicji 13 grudnia. Czy z tego powodu nasz nieszczęśliwy kraj też odetchnie z ulgą, czy też pogrąży się jeszcze bardziej w beznadziejności – trudno zgadnąć. Tym bardziej, że po stronie opozycji sytuacja też nie jest do końca jasna – kto czym dyszyt – jak mówią Rosjanie.
Oto 31 stycznia odbył się w Łochowie na Podlasiu Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) pod egidą Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Na Kongres przybyło około 700 uczestników, a więc mniej więcej tylu, ilu członków liczy cała „Polska 2050”, nawet jeśli połączyć ją z Polską 2051, której jeszcze nie ma. Judenrat „Gazety Wyborczej”, a także jego filie w postaci „OKO-Press” podniosły klangor, że w Łochowie urządzili sobie swój sabat „faszyści”, zmuszając właściciela obiektu do składania wyjaśnień. Nawiązał to tego w swoim przymówieniu inaugurującym Kongres Grzegorz Braun, przypominając, jak to prawie 100 lat temu, w roku 1926 Biuro Polityczne sowieckiej partii bolszewickiej postanowiło zwalczać patriotów polskich przy pomocy oskarżeń o „faszyzm”.
Jak się okazuje, współczesna żydokomuna w Polsce po przewodnictwem pana red. Michnika, który stalinowskie przykazania wyssał z mlekiem matki i mleczem ojca, kontynuuje tę bolszewicką linię w najlepsze. Kontynuacja jest zatem większa, niż mogłoby się wydawać i kolejne pokolenie żydokomuny próbuje wdeptać w ziemię kolejne pokolenie polskich patriotów. Jednak poza przysłaniem funkcjonariuszy Propaganda Abteilung pod przewodnictwem zasłużonego w podobnych operacjach i znanego z żarliwego obiektywizmu pana Wojciecha Czuchnowskiego, żadnych przeszkód żydokomuna na razie nie stawiła. Najwyraźniej czeka na ruchy ze strony siepaczy obywatela Żurka Waldemara, by samego Grzegorza Brauna wtrącili do lochu, a Konfederację Korony Polskiej – zdelegalizowali.
W tej sytuacji jednym z ważniejszych paneli dyskusyjnych był panel poświęcony sądownictwu – co z nim zrobić – w którym wziąłem udział. Zaproponowałem tam, by usunąć patologię z sądownictwa dzięki wprowadzeniu weryfikacji niezawisłych sędziów co 5 lat – podczas każdorazowych wyborów prezydenckich. Jeśli sędziowie już nie mogą wytrzymać, by sami się wybierali, sami rekomendowali, sami się oceniali i sami się rządzili – to proszę bardzo – ale każdy z nich co 5 lat musiałby poddać się weryfikacji przez obywateli, którzy przecież muszą ich utrzymywać. Taki sędzia musiałby dostarczyć o sobie przynajmniej dwie informacje: jak długo trwały u niego sprawy od otwarcia przewodu sądowego do wyrokowania oraz – ile wyroków uchylono mu w drugiej instancji. I jeśli nie uzyskałby w głosowaniu w swoim okręgu sądowym przynajmniej bezwzględnej większości głosów obywateli głosujących – wylatywałby z sądownictwa bez żadnego odwołania.
Bat na sędziów nie powinien być bowiem włożony w ręce rządu – bo to też patologia, podobna do tej, kiedy sędziowie nie mają nad sobą nikogo i robią co chcą, a państwo musi im płacić. Wskazałem też na jeszcze jedną konieczność – na konieczność usunięcia bezpieczniackiej agentury ze środowiska sędziowskiego, bo jej istnienie jest nie do pogodzenia z oczekiwaniem bezstronności. Tymczasem istnieją poważne poszlaki wskazujące na obecność prawdopodobnie licznej agentury Wojskowych Służb Informacyjnych i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w środowisku sędziowskim.
Być może na kolejnym spotkaniu pana prezydenta z szefami służb mogłaby zapaść decyzja, by służby sędziów-konfidentów trwale wyrejestrowały – bo na dobrowolną lustrację – jak już wiemy – ze strony sędziów liczyć nie można.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Odnotować wypada, że obok smoka i lwa w Watykanie pojawił się 2 lutego Roku Pańskiego 2024 list do “starszych braci wierze” – poniżej fragmenty (źródło)
“Moi żydowscy bracia i siostry w Izraelu (…) Niestety jednakże należy zauważyć, że wojna ta spowodowała również podział w światowej opinii publicznej oraz podtrzymujące podziały stanowiska, czasem przyjmujące formę antysemityzmu i antyjudaizmu. Mogę jedynie powtarzać to co także moi poprzednicy jasno oświadczali wielokrotnie: relacja jaka wiąże nas [z żydami] jest szczególna i wyjątkowa, oczywiście nie zaciemniając relacji jaką Kościół ma z innymi i zaangażowania także wobec nich. Droga, którą Kościół idzie z wami, starożytny ludu przymierza, odrzuca każdą formę antyjudaizmu i antysemityzmu, jednomyślnie potępiając objawy nienawiści wobec żydów i judaizmu jako grzech przeciw Bogu (…)
Razem żydzi i katolicy musimy się poświęcić tej drodze przyjaźni, solidarności i współpracy, szukając dróg naprawy zniszczonego świata, działając razem we wszystkich jego częściach a zwłaszcza w Ziemi Świętej (…) Ściskam was po bratersku.”
—-
Lumen ad revelationem gentium et gloria plebis tuae Israel w posoborowym świecie nowego porządku i nowej religii zostało odstawione do kąta. Żeby nie było że to jakiś nowy wymysł, cofnijmy się o 24 lata, do 23 marca 2000 roku kiedy do rabinów przemawiał Jan Paweł II:
“Musimy razem pracować, aby zbudować przyszłość, w której nie będzie już antyjudaizmu między chrześcijanami ani postaw antychrześcijańskich wśród żydów. Wiele nas łączy. Bardzo wiele możemy wspólnie uczynić dla pokoju i sprawiedliwości, aby zbudować świat bardziej ludzki i braterski.”