Naukowcy i uczeni: „Walka z klimatem” to ideologia i biznes, a nie racjonalna polityka


Naukowcy: „walka z klimatem”

to ideologia i biznes,

a nie racjonalna polityka

Roman Motoła


pch24.pl/naukowcy-walka-z-klimatem-to-ideologia-i-biznes-a-nie-racjonalna-polityka

Czy człowiek ma wpływ na klimat? – pod takim hasłem uczeni reprezentujący kilka dziedzin skutecznie rozbrajali mit globalnego ocieplenia wywołanego działalnością człowieka. Konferencję w siedzibie Sejmu RP zorganizowały: Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi, Fundacja Ordo Medicus oraz Fundacja Wolność i Własność. Swoim patronatem objął to wydarzenie wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

Prezes Ordo Medicus dr Mariusz Błochowiak we wstępie do konferencji wyjaśnił mechanizmy, na jakich opiera się dzisiaj finansowanie badań. Sam doświadczył tego typu praktyk, pracując w norweskich i niemieckich ośrodkach naukowych.  

Politycy dają pieniądze na konkretne celowane projekty. Nie jest tak, że naukowcy mogą badać sobie, co chcą i dostaną finansowanie na krytyczne podejście do jakichś mainstreamowych twierdzeń czy hipotez – mówił współorganizator konferencji.

Dr Błochowiak około 20 lat temu usłyszał od swojego norweskiego zwierzchnika o projekcie wychwytywania z powietrza dwutlenku węgla i wtłaczania go pod ziemię. Idea była księżycowa, ale znalazły się na nią wielkie fundusze, więc naukowiec z Polski okazał się  jedyną na sali osobą, która skwitowała taki pomysł śmiechem.

 – Jeśli są pieniądze na jakikolwiek dziwaczny projekt, to po prostu naukowcy te pieniądze biorą, bo z tego żyją i robią najbardziej dziwaczne rzeczy, jak zakładanie pojemników krowom, żeby wyłapywać metan itd. Większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, że tak właśnie funkcjonuje dzisiaj nauka. Nie mówię, że cała jest skorumpowana, że nie ma niezależnych uczonych. Oni są, ale pozostają chronicznie niedofinansowani. Więc jeśli ktoś mówi o konsensusie naukowym w tej kwestii, to dotyczy on głównie osób, które dostają na to pieniądze – tłumaczył w kontekście rzekomej powszechnej zgody specjalistów wokół rzekomego wpływu CO2 na globalny wzrost temperatury, oraz „ocieplenia klimatu” wywołanego działalnością człowieka.

Jak opowiedział dr Błochowiak, jeden z polskich geologów – w prywatnych rozmowach krytyczny wobec „klimatycznego dogmatu” – odmówił udzielenia wywiadu na ten temat, gdyż źródłem jego istotnych dochodów jest publiczne powtarzanie, iż szkodliwy dwutlenek węgla zbliża nas wszystkich do realizacji strasznego widma „płonącej planety”. Jeśli sprzeciwiłby się narzuconemu z góry trendowi, musiałby zwolnić część podległych sobie pracowników z powodu braku pieniędzy na ich opłacenie.

Doktor Błochowiak zacytował profesora Tadeusza Kotarbińskiego, filozofa, który podkreślał, że nauka polega na podważaniu wszystkiego, co tylko można kwestionować, bo jedynie w taki sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da.

Ziemia nie spłonie od CO2

Stefan Uhlig to doktor nauk przyrodniczych i  geolog. Jest autorem wydanej przez Fundację Ordo Medicus książki pt. „Oszustwo klimatyczne, zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych w oparciu o 200 publikacji naukowych”.

– Klimat, czyli według meteorologii – suma zjawisk pogodowych, zmienia się permanentnie – zaznaczył.

Niemiec podkreślił, że wysoki poziom dwutlenku węgla w atmosferze zawsze sprzyja roślinom, przyczyniając się do ich wzrostu. Wysoka temperatura stwarza im idealne warunki. Jednak gdy temperatura na Ziemi spada, zimne wody oceaniczne i pokrywa lodowa obecna na kontynentach są w stanie absorbować ogromne ilości CO2, stając się jego największym rezerwuarem. Z kolei wzrost temperatury oceanów powoduje uwalnianie tego związku chemicznego do atmosfery.

Używając nowoczesnych metod badacze są dziś w stanie określać średnie temperatury panujące na Ziemi w poszczególnych epokach. Różnica między tymi ciepłymi a zimnymi wynosi mniej więcej 10 – 15 stopni Celsjusza.

– W historii geologicznej Ziemi temperatura w większości przypadków była znacznie wyższa niż dzisiaj – zaznaczył dr Uhlig.

Na zachodzące realnie na naszej planecie zmiany klimatyczne największy wpływ mają takie czynniki, jak energia słoneczna – w postaci ciepła, promieniowania, widocznego światła, ale też promieniowanie ultrafioletowe i podczerwone, które trafia do atmosfery ziemskiej i powierzchni Ziemi.

Rozwój i przesuwanie się różnych stref klimatycznych ulega nieustannym, chociaż bardzo powolnym zmianom.

Ziemia nie jest cieplarnią. Otwarty system aero-termodynamiczny atmosfery znajduje się w stanie naturalnej równowagi, w którym nieustannie zmienia się nasłonecznienie wpływające na klimat poprzez wpływ oceanów, zajmujących ponad 70 % powierzchni planety. To naturalny układ Słońca, oceanów i atmosfery i nie ma tutaj zupełnie miejsca na wpływ CO2 podkreślał.

Czy przyczyna może iść za skutkiem?

Doktor inżynier Tomasz Wójcik, chemik i matematyk przytoczył szereg danych kwestionujących dzisiejszy „dogmat” o decydującym wpływie dwutlenku węgla na ocieplanie się bądź wychładzanie atmosfery. Uczeni wykazali między innymi, że zmiany temperatury wyprzedzają zmiany stężenia dwutlenku węgla o 9 miesięcy. No więc mamy pytanie: czy przyczyna może podążać za skutkiem? To nielogiczne, nieracjonalne – wskazywał.

Powyższe ustalenia nie spotkały się praktycznie z naukową krytyką i przeszły niemal bez uczciwej kontry. Obecnie dominuje jednak pogląd przeciwny.

W fizyce, w naukach ścisłych, przyrodniczych nie ma konsensusu, jest prawda. Jest prawda albo jej nie ma. Można powiedzieć, że ktoś „ustalał jakąś prawdę”, ale się pomylił i ktoś inny mu wykazał, że był w błędzie, ale też dzieje się tak tylko i wyłącznie na podstawie argumentów – mówił dr Wójcik, zaś dr inżynier Jan Kubicki zaprezentował rezultaty szeregu badań skupionych m.in. wokół pochłaniania promieniowania termicznego w CO2.

Jak podkreślał uczony, w literaturze dotyczącej kwestii klimatycznej generalnie obserwuje się tak zwane podejście jakościowe. Pozwala ono wyolbrzymiać znaczenie niewielkich, nieistotnych czynników, które praktycznie nie mają wpływu na całość opisywanego zjawiska. To właśnie jedno ze źródeł „religii klimatycznej”.

Niemiecko-brukselska walka wiatrakami

Profesor dr hab. Ziemowit Malecha, specjalista w dziedzinie inżynierii środowiska, górnictwa i energetyki, uczestnik wielu projektów badawczych w Polsce i za granicą, oraz mgr inżynier Piotr Grądzik, ekspert w zakresie bezpieczeństwa energetycznego oraz zarządzania systemem elektroenergetycznym, poddali surowej krytyce politykę transformacji opartej na założeniach „zielonego ładu”. Jak wiemy, doktryna „zeroemisyjności” niesie za sobą likwidację kopalń i elektrowni węglowych, systemy naliczania horrendalnie wysokich opłat i tym podobne niszczycielskie posunięcia.

Profesor Malecha wskazał, że realizowana dziś polityka wywodzi się z niemieckiego programu transformacji energetycznej.

W skrócie polegała na ona tym, że budujemy swoją technologię fotowoltaiki i turbin wiatrowych. Przemysł niemiecki miał taki plan, który nie do końca się udał. Jak teraz wiemy, że oni tą technologię przejmą i będą nią zasilali bardzo szeroki obszar gospodarek innych państw na zasadzie hasła o redukcji CO2 – mówił uczony.

Na drodze do osiągnięcia celów tej rewolucji stoją jeszcze konkurencyjne: energetyka atomowa i energetyka węglowa.

Tak naprawdę Unia Europejska jest obecnie jedynym miejscem na świecie, które stara się te emisje ograniczać, mimo tego, że sektor energetyczny europejski odpowiada za około 2,5% emisji CO2. Zastanawiające jest to w tym kontekście, że inni globalni gracze, jak Chiny – czy w ogóle Azja, w tym Indie – czy teraz już Stany Zjednoczone, zupełnie nie interesują się wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Może dzieje się tak dlatego, że oni dokładnie zdają sobie sprawę, iż to stężenie dwutlenku węgla nie jest jakimś krytycznym zagrożeniem – mówił prof. Malecha.

W przekonaniu prelegentów, właściwą drogą dla polskiej energetyki jest wymiana starych elektrowni węglowych na nowoczesne – również oparte o tradycyjne surowce, lecz przyjazne dla środowiska. Ta kluczowa dziedzina mogłaby też wspierać się paliwami kompaktowymi, czyli wykorzystywać zarówno węgiel, jak i biomasę. Efektem byłoby uzyskanie znacznie bardziej stabilnego, niezależnego od kaprysów pogody systemu – a przy tym dużo tańszego niż wprowadzane dzisiaj na siłę OZE.

Źródło: PCh24.pl, AlterShot.TV

Konflikt NATO – USA narasta; Trump potrzebuje Grenlandii dla projektu „Golden Dome”

Konflikt NATO USA narasta;

Trump potrzebuje Grenlandii

dla projektu „Golden Dome”

Nadzieja na rozpad i upadek Zachodniego Imperium Kłamstwa staje się coraz bardziej realna!

Dr Ignacy Nowopolski Jan 15, 2026

Rozmowy w Waszyngtonie pomiędzy US vice-prezydentem J.D. Vancem i duńskimi przedstawicielami zakończyły się fiaskiem.

Rozmawiając z dziennikarzami w Białym Domie, Prezydent Trump podkreślił, że przyłączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych jest niezbędne ze względów na konstrukcję tzw. systemu „Golden Dome”, który ma „całkowicie” [dodałem cudzysłów, bo powinni wiedzieć, że zawsze powstanie kontr-broń. md] chronić Amerykę przed potencjalnymi atakami rakietowymi Rosyjskiej Federacji i komunistycznych Chin.

Wyjaśnienia te nie znajdują zrozumienia wśród „sojuszników” Ameryki z NATO.

Deutsche Welle informuje, że Bundeswera wysyła na Grenlandię wojskowy kontyngent. Podobnie postępują Szwedzi, Francuzi i Norwegowie.

Wspólnie mają oni prowadzić „ćwiczenia” dotyczące bezpieczeństwa Grenlandii, formalnie przeciw Rosji i Chinom, a w rzeczywistości wymierzonych w ewentualną agresję USA na tą wyspę.

Tak więc, mamy wyścig „mocarstw zachodnich” z czasem.

Co nastąpi pierwsze?

· Agresja USA na Grenlandię

· Upadek reżimu Trumpa

· Rozpad NATO & UE

· Czy też niewiarygodny atak Rosji i Chin na Grenlandię?

Należy w tym miejscu podkreślić, że rozpad zgniłych struktur kolonialno-imperialnych Zachodniego Imperium Kłamstwa następuje coraz szybciej.

Jeszcze miesiąc temu, opisywaną obecnie rzeczywistość, uznano by za absurdalne bzdury!

Jak widać realia zaczynają powodować erozję obłędu „zachodnich globalistycznych elit”, pomimo ich całkowitego oderwania od rzeczywistego otoczenia.

W świetle powyższego, czas już najwyższy zacząć wykuwać nowe sojusze pomiędzy państwami środkowej Europy, by coraz szybszy i nieprzewidywalny rozwój sytuacji przykro ich nie zaskoczył.

===========================

Germany, Sweden, France and Norway confirmed sending military personnel to Greenland | DW News

Naftowa dyplomacja kanonierek

Naftowa dyplomacja kanonierek

2026-01-14 Andrzej Szczęśniak marucha

Amerykańskie helikoptery nadleciały nad tankowiec z wenezuelską ropą MT Skipper i Navy SEALs na linach desantowali się na pokład, przebiegli z automatami do mostku kapitańskiego i opanowali statek.
Ciężko nie było, nieliczne (20-25 osób) załogi takich tankowców nie są uzbrojone i od razu się poddają – czy to somalijskim piratom, czy amerykańskim siłom specjalnym. To było 10 grudnia, później podobny los spotkał kilka innych tankowców.

Z Marinerą (wcześniej Bella 1 – ta flota cienia zmienia nazwy jak rękawiczki) było trochę zabawy. Gdy w grudniu płynęła do Wenezueli po ropę, nie podporządkowała się żądaniom straży granicznej USA i uciekła na otwarty ocean. Zmieniła flagę na rosyjską, gdyż wydawało się że uchroni ją to przed długą ręką amerykańskiej jurysdykcji.

Jednak po dwóch tygodniach ten ścigany, pomimo zimowych burz i sztormów, przez amerykański okręt na otwartych wodach Atlantyku, pusty tankowiec opanowany został przez Morskie, Powietrzne i Lądowe Siły Specjalne Marynarki Wojennej USA. Bohaterska akcja „fok” – desant z użyciem licznych helikopterów przeciwko nieuzbrojonym marynarzom zakończyła się sukcesem dopiero u wybrzeży brytyjskich. I to przy wydatnej pomocy dawnej władczyni mórz i oceanów (Rule, Britannia! rule the waves!). Ale dzisiaj kto inny rządzi na morzu, a to piractwo oficjalnie określa hasłem „America first at sea”.

Na naszych oczach rozgrywa się kolejny akt dyplomacji kanonierek w wydaniu naftowym. Oficjalnie prezydent Trump na własnym, prywatnym Twitterze (Truth Social) ogłosił „totalną blokadę morską dla wszystkich tankowców objętych sankcjami” dopiero 16 grudnia, gdy już gdy rozmieszczono okręty US Navy u wybrzeży Wenezueli. Blokada morska jest uznawana przez prawo międzynarodowe za akt wojny.

Ale co tam jakieś prawo, sypie się ono w gruzy, gdyż potęgi, które kiedyś je stworzyły, dążą do zmiany układu sił. Tak jak Rosja nie chce już być pokonanym w Zimnej Wojnie mocarstwem, spychanym wciąż dalej na wschód, tak i Ameryka, rezygnując z ustanawiania globalnego ładu liberalnego, uważa zachodnią półkulę nie tylko za swoją strefę bezpieczeństwa, ale za swoją własność.

Ta naftowa wersja ma swoje korzenie w XIX-wiecznych praktykach Europy i Ameryki. Używały one swojej morskiej potęgi, by samą jej demonstracją zmusić ofiarę do przyjęcia warunków silniejszego, a jednocześnie nie wywołać wojny. Amerykanie stosowali tę metodę wielokrotnie, żeby wymienić choćby przymuszenie Japonii w 1853 r. przez komandora Perry’ego do otwarcia rynku czy „dyplomację grubego kija” Teodora Roosevelta (prezydent USA 1901 – 1909), którego dewizą było „mów łagodnie, ale trzymaj w ręku gruby kij, daleko zajdziesz”. Dzięki temu wybudował Kanał Panamski, a strefa wokół niego była poza-tyrytorialnym obszarem USA, łącznie z amerykańskimi policją, sądami, szkołami i systemem pocztowym.

Przymuszenie do posłuszeństwa jest wstępem do zagrabienia cudzej własności. Kiedyś to było otwarcie rynków, władza nad terytorium, teraz jest ropa naftowa. Sekretarz stanu USA ogłosił, że „weźmiemy między 30 a 50 milionów baryłek ropy, której Wenezuela nie może wywieźć. Sprzedamy ją na rynku międzynarodowym, po rynkowych cenach, bez dyskonta. Pieniądze z niej będziemy kontrolować i wydawać my – dla dobra narodu Wenezueli”. Na „pozytywne efekty dla narodu Wenezueli” Marco Rubio ma jedynie „nadzieję”, ale jest absolutnie pewien, że „będzie to w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, co jest najważniejsze”.

Te drobne 2 – 3 miliardy dolarów to na początek. Oficjalnie przez Biały Dom ogłoszona doktryna Trumpa koncentruje się na ropie naftowej, która „należy się amerykańskim koncernom”, a którą niesprawiedliwie im „odebrano”, a to one przecież „rozwinęły przemysł naftowy Wenezueli”. Donald Trump twierdzi też, że ropę wydobywać tam będą amerykańskie koncerny, sprzedawać amerykańskie instytucje, zaś o wszystkim decydował będzie on, prezydent USA. Pieniądze będą w kontrolowanych przez Waszyngton bankach, a Wenezuela może za nie co najwyżej kupić jakieś towary, pod warunkiem, że będą one wyprodukowane w USA. To dzisiejsza geopolityczna wersja dawnego powiedzenia Forda o kolorze samochodu.

Stany właśnie podporządkowują sobie największe zasoby ropy na świecie, by na nich zarabiać, ale też odciąć od nich wrogów. Jednym z pierwszych bowiem warunków dla Caracas było zerwanie współpracy z Chinami i Rosją. Już nie mówiąc o Kubie czy Iranie. Wiele lat wcześniej Waszyngton trochę łagodniej żądał od Europy zerwania więzi energetycznych z Rosją, teraz już robi to znacznie brutalniej.

No… a potem rozegrał się spektakularny akt drugi tej „dyplomacji grubego kija” – porwanie prezydenta Maduro i jego żony z Wenezueli i postawienie go w kajdankach przed sądem w Nowym Jorku. Więc sprawy będą się rozwijać…

Andrzej Szczęśniak

Hiena Roku 2025. Antynagroda SDP dla Wojciecha Czuchnowskiego

Hiena Roku 2025.

Antynagroda SDP dla

Wojciecha Czuchnowskiego

15.01.2026tysol/hiena-roku-2025-antynagroda-sdp-dla-wojciecha-czuchnowskiego

W czwartek 15 stycznia 2026 r. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał Hienę Roku 2025 dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” Wojciechowi Czuchnowskiemu.

===============================================================

Hiena Roku 2025 dla Wojciecha Czuchnowskiego

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ogłosił w siedzibie przy ul. Foksal w Warszawie, że dziennikarską antynagrodę „Hiena Roku 2025” otrzymał Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”

„Hiena Roku to antynagroda syganlizująca, coraz częstsze niestety, przekraczanie granic etycznych dziennikarstwa” – podkreśla Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

W uzasadnieniu nagrody przyznawanej przez Zarząd Główny SDP podkreślono, że decyzja zapadła jednomyślnie.

SDP: Haniebny artykuł Wojciecha Czuchnowskiego

Członkowie ZG SDP wskazali na – jak podkreślono – „haniebny artykuł” z 15 grudnia 2025 r. Chodzi o tekst oparty na anonimowym informatorze mającym znać szczegóły ankiety bezpieczeństwa wypełnianej przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomira Cenckiewicza.

– Wojciech Czuchnowski, powołując się na anonimowego informatora, który miał znać szczegóły ankiety bezpieczeństwa jaką wypełnił szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prof. Sławomir Cenckiewicz, ujawnił właściwości leków jakie przyjmuje profesor – podkreślił Janusz Życzkowski z ZG SDP.

– Ten fakt, szef BBN, miał ponoć zataić przed służbami specjalnymi, przez co stracił dostęp do informacji niejawnych. Wojciech Czuchnowski nie wymienił in extenso nazw leków, ale podał ich szczegółowe właściwości działania na środkowy układ nerwowy, co było jednoznaczną informacją jaki jest obecny stan zdrowia Sławomira Cenckiewicza – dodała prezes SDP Jolanta Hajdasz.

W uzasadnieniu odczytanym przez rzecznika dyscyplinarnego SDP Wojciecha Reszczyńskiego podkreślono również, że „w kręgu naszej cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej, wszelkie informacje o stanie zdrowia, przebytych chorobach, zabiegach, operacjach, przyjmowanych lekach itd., są chronione przez normy prawne i oczywiście etyczne, (w tym Kodeks Etyczny Dziennikarzy SDP), ale przede wszystkim są one objęte bezwzględną tajemnicą lekarską„.

Jak Mossad i CIA sabotują protesty gospodarcze Iranu, by wywołać chaos

Jak Mossad i CIA sabotowały

protesty gospodarcze Iranu,

by wywołać chaos


salon24/jak-mossad-i-cia-sabotowaly-protesty-gospodarcze-iranu-by-wywolac-chaos

Pokojowe protesty przeciwko trudnej sytuacji gospodarczej, które rozpoczęły się w zeszłym miesiącu na Wielkim Bazarze w Teheranie, w zeszłym tygodniu przerodziły się w przemoc. Była to część zaplanowanej i zorganizowana z zewnątrz kampanii, mającej na celu przekształcenie autentycznego niezadowolenia w pełnowymiarową, brutalną rebelię.

Pokojowe demonstracje przedsiębiorców, których motywacją była trudna sytuacja gospodarcza wywołana wahaniami kursów walut i rosnącą inflacją, zostały wykorzystane przez zagraniczne agencje rządowe w celu wywołania chaosu. Irańscy przywódcy polityczni, w tym przywódca rewolucji islamskiej ajatollah Seyyed Ali Chamenei, prezydent Masoud Pezeshkian i przewodniczący parlamentu Mohammad Baqer Qalibaf, szybko dostrzegli różnicę między legalnymi zgromadzeniami publicznymi a działaniami rebeliantów pod przywództwem zagranicy.

Ocenę tę potwierdziły aresztowania licznych agentów Mossadu i CIA w całym kraju, ujawnienie przez sąd sfałszowanych raportów o ofiarach oraz analizy kryminalistyczne, które ujawniły skoordynowaną kampanię dezinformacji cyfrowej napędzaną treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję i zmanipulowanymi nagraniami audio. Schemat ten bardzo dokładnie odzwierciedla szczegółowo udokumentowaną ingerencję zagraniczną podczas zamieszek w 2022 r., kiedy to agencje wywiadowcze ujawniły udział ponad 20 zachodnich agencji wywiadowczych.

Geneza wewnętrzna: roszczenia ekonomiczne jako rzeczywistość

Protesty, które wybuchły pod koniec grudnia 2025 r., były spowodowane realną presją ekonomiczną. Właściciele sklepów i handlarze na bazarach, które ajatollah Chamenei określił jako „najbardziej lojalne wobec rewolucji islamskiej grupy w kraju”, zaczęli zamykać swoje podwoje w odpowiedzi na gwałtowny i destabilizujący spadek wartości krajowej waluty.

Prezydent Pezeshkian, przewodniczący Izby Qalibaf i sam przywódca publicznie uznali zasadność tych żądań ekonomicznych i zobowiązali się zająć obawami przedsiębiorców. Ajatollah Chamenei powiedział, że kupiec, który mówi „Nie mogę robić interesów” w tak niestabilnych warunkach, mówi prawdę, ponieważ to on ponosi największe konsekwencje niepewności na rynku. Od samego początku rząd konsekwentnie popierał prawo do pokojowych zgromadzeń, jednocześnie instruując urzędników, aby podejmowali dialog w celu rozwiązania tych problemów ekonomicznych.

Doniesienia z niektórych miast opisują tysiące pokojowych demonstrantów zbierających się pod hasłami ekonomicznymi, którym towarzyszyła policja. Do starć doszło dopiero, gdy odrębna grupa dopuściła się aktów wandalizmu. Początkowo protesty miały zasadniczo charakter wewnętrzny i społeczno-ekonomiczny, zanim zostały wykorzystane przez siły zewnętrzne, które znalazły odpowiedni moment na promowanie swojego projektu „zmiany reżimu”.

Poprzedni model: Podręcznik ingerencji między-agencyjnej z 2022 r.

Irański aparat bezpieczeństwa interpretuje bieżące wydarzenia przez pryzmat niedawnej historii, w szczególności powstań, które wybuchły po tragicznej śmierci Mahsy Amini w 2022 roku. W czerwcu 2023 r. generał brygady Mohammad Kazemi, szef wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), przedstawił szczegółowy raport publiczny na temat tego okresu. Śledztwo ujawniło, że aż 20 zagranicznych agencji wywiadowczych odegrało „aktywną” rolę w powstaniach w 2022 roku, które wstrząsnęły krajem. Wśród nich znalazły się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, niektóre kraje arabskie oraz reżim izraelski.

Ujawnione działania doprowadziły do opracowania szczegółowego planu: europejscy dyplomaci gromadzili na bieżąco informacje wywiadowcze na temat reakcji służb bezpieczeństwa; CIA i Mossad współpracowały przy tworzeniu i zarządzaniu wirtualnymi platformami służącymi do rozpowszechniania wiadomości o protestach, a nawet wznowiły wspólne plany zamachów na irańskich naukowców; regularne spotkania służb wywiadowczych reżimu izraelskiego i Zjednoczonych Emiratów Arabskich miały na celu skoordynowanie wsparcia dla powstań. Ten raport z 2022 r. stanowi precedens dla wielowymiarowej, sponsorowanej przez państwa wojny hybrydowej, której celem jest wewnętrzna destabilizacja Iranu.

Natychmiastowe i rosnące wsparcie polityczne ze strony Stanów Zjednoczonych

Kluczowym elementem wzorca zakłóceń, powtarzającego się w latach 2022–2026, jest natychmiastowe poparcie polityczne ze strony wysokich rangą urzędników rządu USA. W ostatnim odcinku oświadczenia USA pojawiły się niemal równocześnie z pierwszymi zdjęciami z protestów. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz oświadczył 29 grudnia 2025 r.:

„Naród irański pragnie wolności… Solidaryzujemy się z Irańczykami, którzy wychodzą na ulice” – zdanie to celowo zmieniało narrację z żądań ekonomicznych na rewolucję polityczną. Były sekretarz stanu Mike Pompeo obwinił irański rząd o załamanie gospodarcze.

Najbardziej eskalującą retorykę wywołał prezydent Donald Trump, który wydał serię prowokacyjnych oświadczeń za pośrednictwem swoich kont w mediach społecznościowych. Zapowiedział, że Stany Zjednoczone interweniują, jeśli „protestujący” zostaną zabici. Kulminacją oświadczenia było stwierdzenie, że kraj jest „gotowy do ataku”. Niedawno, we wtorek, wezwał Irańczyków do „przejęcia kontroli” nad instytucjami rządowymi i powiedział, że „pomoc jest w drodze”, co wywołało ostrą reakcję irańskich urzędników.

W odpowiedzi sekretarz irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) odrzucił groźby Trumpa, nazywając go głównym zabójcą Irańczyków. „Ogłaszamy nazwiska głównych morderców narodu irańskiego: 1 – Trump, 2 – Netanjahu” – powiedział Larijani we wpisie na X we wtorek.

Minister obrony, generał brygady Aziz Nasirzadeh, ostrzegł, że Republika Islamska zareaguje bardziej zdecydowanie na każdy nowy akt agresji ze strony Stanów Zjednoczonych lub reżimu izraelskiego. „Jeśli te groźby przerodzą się w czyny, będziemy bronić kraju ze wszystkich sił i do ostatniej kropli krwi, a nasza obrona będzie dla nich bolesna” – powiedział.

Starszy doradca polityczny przywódcy i były wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa Ali Shamkhani uznał to za „czerwoną linię” i złożył formalną skargę do Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Szybkość i charakter tych oświadczeń stanowiły zaplanowaną próbę wywarcia presji, mającą na celu nadanie sprawie wymiaru międzynarodowego, ośmielenie agresywnych podmiotów działających na miejscu i zapewnienie dyplomatycznego poparcia dla działań wywrotowych, co było odzwierciedleniem rezolucji Izby Reprezentantów USA z 2022 r., która poparła powstańców w tamtym roku.

Fabryka propagandy cyfrowej

Głównym polem bitwy o kontrolę nad narracją dotyczącą Iranu stała się arena internetowa, a taktyka stosowana w tym konflikcie stała się bardziej wyrafinowana od czasu zamieszek w 2022 r. Zakrojona na szeroką skalę operacja dezinformacyjna dotyczyła sprawy Saghar Etemadi, którą w mediach społecznościowych fałszywie przedstawiono jako „męczennicę” zabitą przez siły państwowe podczas powstania. Irański wymiar sprawiedliwości formalnie zaprzeczył zarzutom, potwierdzając, że kobieta została ranna, hospitalizowana i jest w stabilnym stanie. Jej matka i brat publicznie zaapelowali o pomoc, a matka oświadczyła: „Moja córka żyje. Proszę nie zawracać nam głowy kłamstwami”.

Analiza kryminalistyczna potwierdziła, że zdjęcia Etemadi zostały wygenerowane lub zmanipulowane przy użyciu sztucznej inteligencji w celu stworzenia „fałszywych męczenników” mających wzmocnić emocjonalnie ich historię. Tę taktykę bezpośrednio porównano z podobnymi fałszerstwami podczas zamieszek w 2022 roku. Co więcej, informatyka śledcza ujawniła systematyczne wykorzystywanie starych nagrań. Nagrania z protestów z 2022 r., a nawet niezwiązane z nimi wydarzenia w takich krajach jak Grecja, Francja i Stany Zjednoczone, zostały wykorzystane jako materiał pokazujący obecne zamieszki w Iranie.

Bardziej zaawansowana technika polegała na dodawaniu fałszywego dźwięku do scen protestów i wstawianiu okrzyków chwalących Rezę Pahlawiego, syna dyktatora obalonego w wyniku rewolucji islamskiej z 1979 r.

Kampania cyfrowa ma związek z izraelskimi sieciami botów i antyirańską propagandą, mającą na celu sztuczne wywołanie rewolucji pod przewodnictwem monarchii w globalnej percepcji cyfrowej.

Infiltracja terenu i płatna agitacja

Irańskie siły bezpieczeństwa przedstawiły konkretne dowody na działalność wywrotową kierowaną przez siły zagraniczne wśród protestujących. Na początku stycznia 2026 roku policja upubliczniła aresztowanie agenta izraelskiej agencji Mossad. W transmitowanym w telewizji zeznaniu zatrzymany opisał proces rekrutacji i zdalnej kontroli prowadzony za pośrednictwem mediów społecznościowych przez agentów z Niemiec, który obejmował instrukcje dotyczące zakupu sprzętu, uczestnictwa w wiecach, skandowania określonych haseł i wysyłania nagrań za granicę.

Szef policji, generał brygady Ahmadreza Radan potwierdził, że siły bezpieczeństwa wzięły na celownik przywódców, którzy „otrzymywali płatności w dolarach z zagranicy w zamian za prowokowanie opinii publicznej”.

Dalsze naloty na bezpieczne miejsca w Teheranie doprowadziły do odkrycia broni, amunicji i materiałów do produkcji bomb, co wskazuje na spisek mający na celu przekształcenie zamieszek w przemoc zbrojną. Ministerstwo Wywiadu Iranu ogłosiło w środę, że udało się zidentyfikować i aresztować przywódców terrorystycznych w Teheranie dzięki skutecznej współpracy ludności.

Szef Fundacji Męczenników Ahmad Musawi powiedział, że męczennicy, w tym cywile i członkowie sił bezpieczeństwa, zostali zabici przy użyciu różnych rodzajów broni, takich jak karabiny bojowe i myśliwskie, noże, siekiery itp. Działania te były chirurgicznymi atakami na to, co przewodniczący parlamentu Qalibaf nazwał „osobami powiązanymi z zagranicznymi służbami wywiadowczymi, które próbują przejąć kontrolę nad protestami i przekształcić je w zamieszki”.

Ten model zdalnego werbowania i płacenia za agitację to skalowalna i możliwa do zaprzeczenia metoda ingerencji na miejscu, która wyewoluowała z szerszych działań wywiadowczych ujawnionych w 2022 r.

Cel geopolityczny: osłabienie osi oporu

Wysocy rangą urzędnicy irańscy jednoznacznie łączą wewnętrzne niepokoje z szerszymi konfliktami międzynarodowymi, pokazując, że ostatecznym celem ingerencji są kwestie geopolityczne, a nie humanitarne.

Przewodniczący parlamentu Qalibaf w swoim publicznym przemówieniu w poniedziałek wyraźnie powiązał traktowanie Iranu, wojnę Izraela w Strefie Gazy i porwanie przez Stany Zjednoczone prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.

Pokazano, że Stany Zjednoczone, wyczuwając słabnącą dominację, uciekły się do „brutalnej siły” i „zachowania szaleńca”, porzucając prawo międzynarodowe na rzecz „prawa dżungli”. Z tej perspektywy gwałtowne powstania w Iranie, wspierane z zagranicy, stanowią punkt nacisku w szerszej kampanii mającej na celu osłabienie Osi Oporu.

Celem, jak twierdzą urzędnicy, tacy jak dowódca sił zbrojnych, generał dywizji Abdolrahim Musawi, jest rekompensata za klęskę wroga w bezpośrednich starciach zbrojnych poprzez podsycanie wewnętrznego chaosu, co wymusi zmianę regionalnej polityki Iranu i wsparcia dla palestyńskiego ruchu oporu. Natychmiastowe poparcie reżimu izraelskiego dla operacji USA w Wenezueli jest dowodem spójnej strategii wymierzonej w niepodległe państwa na kilku kontynentach.

Ewolucja taktyk: od emocjonalnego katalizatora 2022 r. do ekonomicznego pretekstu 2025 r.

Ważna analiza porównawcza dokumentuje ewolucję katalizatora interferencyjnego.

Zamieszki w 2022 roku zostały wywołane przez incydent społeczny, który zagraniczne agencje wykorzystały w zorganizowanej kampanii mającej na celu stworzenie „emocjonalnej atmosfery”, przekształcenie protestów w zamieszki poprzez wezwania do strajków i ostatecznie próbę przekształcenia niepokojów w ruch zbrojny.

Natomiast protesty z lat 2025-2026 miały podłoże czysto ekonomiczne: załamanie waluty i inflację. Scenariusz ingerencji zagranicznej pozostał zasadniczo ten sam, ale zmienił się klucz.

Natychmiastowe wsparcie polityczne ze strony Stanów Zjednoczonych, lawina propagandy cyfrowej oraz rekrutacja i płacenie żołdu na miejscu przebiegały niemal identycznie. Ta konsekwencja pokazuje, że celem jest zasianie ziaren destabilizacji, przy czym konkretne żądanie społeczne jest zmienne. Niezależnie od tego, czy iskra ma charakter społeczny czy ekonomiczny, odpowiedzią wrogich państw i powiązanych z nimi sieci jest gotowy do użycia, standardowy zestaw narzędzi wywrotowych.

Walka o percepcję: asymetria mediów i ataki dyplomatyczne

Zjawisko to dotyczy również dyplomacji międzynarodowej i globalnej sieci medialnej, w której zachodnie media cechują się głęboką asymetrią. Podczas gdy obrazy ograniczonych zamieszek są nagłaśniane, duże demonstracje pro-rządowe, takie jak te upamiętniające męczeństwo dowódcy sił antyterrorystycznych Kasema Sulejmaniego, w których uczestniczyły setki tysięcy osób, są rzadko relacjonowane.

Eksperci twierdzą, że masowe demonstracje, które w poniedziałek odbyły się w całym kraju i w których wzięły udział miliony Irańczyków, zostały zignorowane przez zachodnie media, ponieważ nie pasowały do ich narracji. Ta selektywna widoczność jest celowym narzędziem narracyjnym, mającym na celu przedstawienie Iranu jako kraju stale stojącego na krawędzi „rewolucji”, co legitymizuje dalszą presję zagraniczną i sankcje.

W odpowiedzi Iran podjął własne kroki dyplomatyczne, składając formalne protesty do Organizacji Narodów Zjednoczonych przeciwko groźbom USA, uznając je za pogwałcenie prawa międzynarodowego. Irańskie media odpowiadają na dezinformację faktami, zwracając uwagę na aresztowania zagranicznych agentów, obalając dezinformację i prezentując pokojowe rozwiązanie wielu protestów.

Walka toczy się nie tylko o to, co dzieje się na miejscu, ale także o to, jaka interpretacja tych wydarzeń dominuje w globalnej przestrzeni informacyjnej – jest to walka z dobrze finansowanymi i politycznie motywowanymi zagranicznymi mediami oraz ich sieciami nagłaśniającymi informacje w Internecie.

Eskalacja technologiczna: sztuczna inteligencja i nowe granice wojny informacyjnej

Ważnym wydarzeniem w protestach z lat 2025–2026 jest kluczowa rola, jaką w kampanii ingerencji odegrała technologia. Badania kryminalistyczne wskazują na wykorzystywanie obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję do tworzenia „fałszywych męczenników”, stosowanie dubbingowanych nagrań audio do tworzenia haseł protestacyjnych oraz zaawansowane użycie botnetów do ich rozprzestrzeniania.

Jest to ewolucja techniczna w porównaniu z rokiem 2022, kiedy to powtórnie wykorzystane filmy były powszechniejsze niż zautomatyzowane treści.

Do tej eskalacji doszło w kontekście militarnej agresji reżimu izraelskiego w połowie 2025 r., podczas której na szeroką skalę stosowano podobne narzędzia oszustwa cyfrowego. Środowisko protestów stało się zatem poligonem doświadczalnym i strefą wdrażania nowych narzędzi zarządzania percepcją.

Zmniejszanie barier utrudniających tworzenie fałszywych, ale przekonujących treści stanowi nowe wyzwanie, ponieważ fałszywe narracje osiągają globalną popularność, zanim zdążą zadziałać tradycyjne mechanizmy weryfikacji, na stałe kształtując opinie nawet po ich obaleniu.

Yousef Ramazani, presstv.ir

—————————————————————–

Ta szczegółowa analiza Persa dowodzi niezbicie to, co wiadomo od dawna – Telewizja Kłamie.

Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach. O „lwicach lewicy”

„Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach”.

Zajączkowska-Hernik ostro o „lwicach lewicy”


„Gdy dorwały się do koryta, zapomniały o kobietach”. Zajączkowska-Hernik ostro o „lwicach lewicy”

Piotr Relich


pch24.pl/gdy-dorwaly-sie-do-koryta-zapomnialy-o-kobietach-o-lwicach-lewicy

Gdzie teraz są wasze pioruny i marsze w obronie kobiet? Za rządów koalicji Tuska zamknięto już 42 porodówki w Polsce a w zamian kobiety mają rodzić na SOR-ach. Cisza – napisała Ewa Zajączkowska-Hernik, wykazując hipokryzję lewicowych aktywistek zainteresowanych losem kobiet wyłącznie wtedy, gdy chodzi o zabijanie nienarodzonych dzieci.

„Wenezuelczyk, który w Toruniu brutalnie napadł i zabił 24-letnią Klaudię, po 7 miesiącach wciąż nie dostał z prokuratury Żurka aktu oskarżenia! Cisza. W policji, pod nadzorem ministra Kierwińskiego, funkcjonariuszka w Piasecznie została zgwałcona przez dowódcę, a w Olsztynie naczelnik wydziału składał propozycje seksualne podwładnym kobietom. Gdy zgłosiły sprawę, naczelnik został… przeniesiony do innego komisariatu. Cisza” – napisała europoseł Konfederacji, przypominając głośne przykłady przestępstw na kobietach w ostatnich miesiącach.

Polityk zasugerowała, że lewica skupia się na marginalnych kwestiach takich jak „neutralne płciowo” nazwy stanowisk by odwrócić uwagę od realnych problemów, z którymi mierzą się kobiety w Polsce. Jednym z nich jest zamykanie oddziałów ginekologiczno-położniczych w całym kraju. W niektórych miejscach Polski, kobieta pragnąca rodzić w szpitalu musi pokonać ponad 100 km. W zamian Ministerstwo Zdrowia proponuje, by personel położniczy zmógł odbierać porody w szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR-ach).

„To podsumowanie ich działalności w rządzie. Gdy dorwały się do koryta, nagle zapomniały o kobietach, których w rzeczywistości nigdy nie broniły, tylko wykorzystywały do swoich własnych, partykularnych interesów politycznych. WSTYD. Nie jesteście żadnymi reprezentantkami kobiet w Polsce!” – pisze europoseł Konfederacji.

Źródło: Facebook.com / własne PCh24.pl

Między nawróceniem a trwaniem w błędzie. Problem „Dnia Judaizmu”

Między nawróceniem

a trwaniem w błędzie.

Problem Dnia Judaizmu

Paweł Chmielewski pch24.pl/miedzy-nawroceniem-a-trwaniem-w-bledzie

Już 29 lat Kościół katolicki w Polsce dialoguje z Żydami, organizując Dzień Judaizmu. Jakie są owoce tego dialogu? Czy Żydzi odkrywają Mesjasza w Chrystusie? A może raczej umacniają się we własnej, zamkniętej na Chrystusa tożsamości?

17 stycznia odbywa się po raz 29 Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Tym razem miejscem centralnych obchodów jest Płock, diecezja kierowana przez bp. Szymona Stułkowskiego. Najważniejszą rolę odgrywają jednak metropolita Krakowa, kardynał Grzegorz Ryś. Purpurat jest przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego przy KEP, w ramach której przewodzi Komitetowi ds. Dialogu z Judaizmem.

Dzień Judaizmu jest w tej skali wydarzeniem wyłącznie polskim. Pierwszy raz obchodzony w 1997 roku za sprawą nowego dynamizmu w dialogu z Żydami, jaki wprowadził do Kościoła św. Jan Paweł II. Jednym z inicjatorów wprowadzenia go w Polsce był arcybiskup Stanisław Gądecki, w 1997 roku biskup pomocniczy w Gnieźnie, później metropolita Poznania i dwukrotny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Kiedy ustępował z tej ostatniej funkcji, wśród swoich najważniejszych dokonań wymieniał właśnie wprowadzenie do Kościoła w Polsce Dnia Judaizmu.

W teorii Dzień Judaizmu miał umacniać wzajemnie zrozumienie po obu stronach dialogu. W przypadku Kościoła katolickiego chodziłoby o pogłębienie świadomości zakorzenienia chrześcijaństwa w Starym Testamencie, ale także o skorzystanie z aktualnej żydowskiej refleksji nad jego księgami, tak, by wydobyć jakieś mniej oczywiste sensy, przydatne również z perspektywy rozpoznania Mesjasza w Chrystusie. Inicjatywa, choć nagłaśniania przez część hierarchów oraz środowiska zaangażowane w dialog z Żydami, nie zyskała nigdy większej popularności. Przez lata przechodziła raczej niezauważona, a większość katolików zachowywała wobec niej dystans lub obojętność, o ile w ogóle wiedziała o jej istnieniu.

Ożywienie

Wokół Dnia Judaizmu zaczęło robić się głośniej dopiero w ostatnich latach, głównie za sprawą dużego zaangażowania Grzegorza Rysia – najpierw jako biskupa, później już także jako kardynała i członka dwóch rzymskich dykasterii. Można spodziewać się, że w najbliższej przyszłości to wydarzenie będzie coraz bardziej obecne w świadomości polskich katolików, zyskując nieco bardziej konkretny wpływ na kształt wiary Polaków. Kardynał Ryś może wykorzystać swoją wyjątkową pozycję jako metropolity Krakowa do tego, by nadać obchodom tego dnia wyjątkową rangę. Jednym z pierwszych gości, których przyjął w siedzibie biskupiej przy Franciszkańskiej 3 był naczelny rabin Polski, Michael Schudrich. Kardynał przyznaje, że w dialogu z judaizmem są „nieprzezwyciężalne” granice i nikt nie wierzy w to, by w doczesności doszło do jakiegoś zjednoczenia chrześcijan z żydami (mówił o tym w październiku 2025 roku na konferencji poświęconej „Nostra aetate”, która odbywała się w Łodzi). Według purpurata konieczna jest jednak intensyfikacja dialogu i rozmów, do czego właśnie Dzień Judaizmu mógłby być idealną okazją. Przy okazji obchodów w 2024 roku przekonywał, że dzień ten powinien mieć swoje odzwierciedlenie w każdej parafii. Przekonywał też, że jeżeli nie pamięta się o Żydach obecnych w historii Polski, to taką niepamięcią potwierdza się „dzieło Zagłady”.

Bo przecież sam dialog z judaizmem nikogo nie dziwi ani nie gorszy – chrześcijanie rozmawiają z każdym, bo spoczywa na nich nałożony przez Chrystusa obowiązek głoszenia Ewangelii całemu światu. Problem pojawia się wtedy, kiedy dialog zostaje oparty na niewłaściwej podstawie. Dlatego trzeba zapytać: czy Dzień Judaizmu w Polsce służy temu, by w miarę możliwości przybliżać Żydów do rozpoznania w Chrystusie Mesjasza, czy raczej do tego, by umacniać obie strony dialogu na swoich pozycjach? Z jakiego rodzaju komunikatem ze strony Kościoła katolickiego spotykają się Żydzi, którzy uczestniczą w centralnych czy lokalnych obchodach Dnia Judaizmu?

Wszystko wskazuje na to, że charakter tego komunikatu jest bardzo daleki od katolickiego ideału. Żydzi coraz częściej słyszą, jakoby ich własna wiara w Boga była całkowicie wystarczająca i nie potrzebowała wcale wypełnienia w Chrystusie. Takie przesłanie obecne jest nie tylko w Polsce, ale również globalnie – w ramach coraz silniej obecnego w przepowiadaniu Kościoła indyferentyzmu religijnego.

Welt-ethos

Z okazji 60. rocznicy ogłoszenia przez II Sobór Watykański deklaracji „Nostra aetate” o stosunku Kościoła katolickiego do religii niechrześcijańskich na łamach oficjalnych mediów watykańskich ukazał się artykuł, który sygnował kardynał Cristóbal López Romero. To 73-letni Hiszpan, arcybiskup marokańskiego Rabatu. Hierarcha zachęcał do odkrywania i promowania wartości wszystkich religii. „Musimy porzucić fałszywy paradygmat «prawdziwej religii, fałszywej religii». Żadna religia nie może zawłaszczyć sobie prawdy, jakby była jej jedynym właścicielem. Żadna religia nie posiada prawdy; wręcz przeciwnie, to prawda posiada nas wszystkich, a w każdej religii kryją się przebłyski prawdy” – pisał kardynał. Inny przykład to słów biskupa Americo Aguiara z Lizbony, później kreowanego przez Franciszka kardynałem. Aguiar w przededniu Światowych Dni Młodzieży w Portugalii przekonywał, że Kościół katolicki nie chce podczas tego spotkania nikogo nawracać. „Nie chcemy nawracać młodych ludzi na Chrystusa albo do Kościoła katolickiego czy coś w tym rodzaju. Absolutnie. Chcemy, żeby dla młodych ludzi było normalne powiedzieć i zaświadczyć, że są; że młodzi muzułmanie, żydzi czy [wyznawcy] innych religii też nie mają problemu z mówieniem, że są i ze świadczeniem o tym. I że młodzi ludzie, którzy nie wyznają żadnej religii, czują się z tym dobrze i nie czują się dziwnie, bo jest tak albo inaczej; że wszyscy rozumiemy, że ta różnorodność jest bogactwem i że świat będzie obiektywnie lepszy, jeżeli będziemy mogli umieścić to przesłanie w sercach wszystkich młodych ludzi” – mówił purpurat.

Te dwie wypowiedzi nie są wypadkiem przy pracy albo przejęzyczeniem. Papież Franciszek w 2019 roku podpisał w Abu Zabi deklarację, w której uznaje się istnienie różnorodności religijnej za wyraz mądrej woli Boga, tak samo jak istnienie różnych płci, ras czy języków. W 2024 roku podczas pielgrzymki do Azji Południowo-Wschodniej papież twierdził wprost, jakoby religie niechrześcijańskie – wymienił islam, buddyzm i sikhizm – stanowiły drogę do Boga, którą postawił obok drogi chrześcijańskiej. Również judaizm bywa komponentem tej zaskakującej ideologii indyferentystycznej. W 2023 roku w Abu Zabi zainaugurowano funkcjonowanie Domu Rodziny Abrahamowej. To kompleks multireligijny powstały między innymi z inicjatywy Franciszka. Składa się z katolickiego kościoła, meczetu oraz właśnie synagogi. Wszystkie świątynie wyglądają podobnie, co tworzy zamierzone wrażenie „trzech dróg” religijnych w ramach jednej, monoteistycznej rodziny. Przywołuje to na myśl idee, które głosił bliski papieżowi Franciszkowi szwajcarski teolog heterodoksyjny, Hans Küng. W 1990 roku opublikował książkę „Weltethos”, gdzie postulował stworzenie globalnej etyki wynikającej z nauczania kilku największych religii. Nota bene, dokładnie na tę ideę powołał się kardynał  Cristóbal López Romero. Küng promował też bliską współpracę chrześcijaństwa, islamu oraz judaizmu jako szeroko pojętej „tradycji monoteistycznej”. W 2006 roku opublikował książkę poświęconą islamowi, w 2008 roku pracę przygotowaną wraz z rabinem Walterem Homolką, a poświęconą koncepcji etosu światowego wyprowadzanego ze źródeł judaizmu.

Dwie drogi zbawienia?

W 2008 roku abp Stanisław Gądecki mówił: „My mówimy, że Żydzi i chrześcijanie tworzą jeden lud Boży i że to, co dotyczy drogi zbawienia, u nich realizuje się przez Mojżesza, a u nas przez Chrystusa”. Czyżby istniały zatem różne drogi zbawienia, zgodnie z architektoniczno-ideową wizją Domu Rodziny Abrahamowej i optyką „rezygnacji z roszczenia do prawdy” kardynała  Lópeza Romero? W 2026 roku Dzień Judaizmu odbywa się pod hasłem „Twój lud, będzie moim ludem, a Twój Bóg – moim Bogiem”. To cytat z Księgi Rut (1, 16). Co usłyszą Żydzi w trakcie spotkań w Płocku i całej Polsce? Czy ktoś powie im, że w optyce katolickiej droga zbawienia prowadzi wyłącznie przez Chrystusa, wcale nie przez Mojżesza?

Dialogista zaprotestuje. Stwierdzi, że Żydzi przecież dobrze wiedzą, jakie jest katolickie stanowisko i w związku z tym nie warto go powtarzać, bo tylko ich się zrazi. Nie zgodzę się z takim postawieniem sprawy. Katolicy są zobowiązani do głoszenia Chrystusa – w porę i nie w porę. Ewangelizacja musi być roztropna, to oczywiste. Nie może jednak rezygnować ze swojego proprium, to znaczy ukazywania Mesjasza w Jezusie Chrystusie. Jeżeli to porzuci, nie będzie już wcale ewangelizację – co najwyżej dawaniem świadectwa, że chrześcijaństwo jako historyczna i teraźniejsza kultura religijna ma jakąś wartość humanistyczną. To jednak za mało, by mówić o ewangelizacji.

Kościół nowym Izraelem… albo nie?

Można tymczasem stwierdzić, że narracja mówiąca o własnej drodze Żydów jest w Kościele katolickim coraz wyraźniejsza. Przejawia się to choćby w tezie o rzekomym odrzuceniu przez Kościół nauczaniu o tym, że to Kościół zastąpił naród wybrany, to znaczy – że to Kościół jest w Chrystusie Jezusie Nowym Izraelem. Taką tezę stawia często kardynał Grzegorz Ryś, powołując się na dokumenty watykańskie, zwłaszcza na tekst „Bo dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne” z 2015 roku, przygotowany przez Komisję ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, która pracuje przy Dykasterii ds. Jedności Chrześcijan.

Problem w tym, że we wspomnianym dokumencie nie ma wcale odrzucenia cytowanego nauczania, czyli tak zwanej teorii zastępstwa. „Bezpodstawna się staje teologia zastępstwa czy zastąpienia przeciwstawiająca sobie dwa odrębne podmioty, Kościół pogan i odrzuconą Synagogę, której miejsce zajmuje” – głosi tekst, wskazując zatem na odrzucenie bardzo konkretnej teorii zastępstwa, dookreślonej w szczegółach – ale nie „teorii zastępstwa” jako takiej. Jej odrzucenie byłoby niemożliwe, bo nie mówimy tu wcale o teorii – mówimy raczej o stałym elemencie nauki Kościoła katolickiego, głoszonym przez św. Pawła, Ojców Kościoła, sobory i papieży – aż do naszych czasów. Jeszcze II Sobór Watykański pisze o Kościele katolickim jako „nowym Izraelu”, co powtarzali też św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.

Owoce Dnia Judaizmu

O stosunku Kościoła do Żydów kardynał Grzegorz Ryś mówił też 9 stycznia 2026 roku podczas konferencji prasowej w siedzibie KEP w Warszawie. Jak wskazywał, judaizm stanowi korzeń Kościoła, a żeby korzeń mógł spełniać swoją funkcję, mówi być żywy. Ta myśl wydaje się implikować konieczność istnienia Żydów wyznających judaizm dla podtrzymania tożsamości Kościoła, jeżeli nie wręcz samego jego bytu. Można zapytać, czy w tej perspektywie mieści się w ogóle nawrócenie Żydów – czy wprost przeciwnie, chodzi o to, aby pozostali tam, gdzie są, jako ów „żywotny korzeń”? Takie słowa wydają się być konsekwencją albo nawet innym wyrażeniem tej samej myśli, o braku zastąpienia Izraela przez Kościół.

Bo przecież kiedy twierdzi się dziś, że Kościół katolicki wcale nie zastąpił Izraela, sugeruje się dokładnie to, co w 2008 roku powiedział arcybiskup Gądecki – jakoby Chrystus i Mojżesz stanowili paralelne drogi zbawienia. Jeżeli Dzień Judaizmu miałby budować się na takim komunikacie, to lepiej, aby w ogóle się nie odbywał. Żydzi – tak jak wszyscy ludzie, a z racji na ich szczególną historię nawet przede wszystkim oni – zasługują na to, by głosić im Objawienie Boga w Jezusie Chrystusie, prawdziwym człowieku i prawdziwym Bogu. Mówienie im, jakoby trwanie w tradycji judaizmu i kategoryczne odrzucenie prawdy o Wcieleniu się Boga w Jezusie było w ich przypadku rzeczą dopuszczalną, jest odejściem od powszechnego nakazu misyjnego Zbawiciela, a to stanowi skandal, czyli w teologicznym sensie – zgorszenie.

Mam nadzieję, że ten skandal nie będzie towarzyszył Dniowi Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce ani w tym, ani w żadnym innym roku.

Paweł Chmielewski

Wojska Danii oraz państw NATO zwiększają obecność na Grenlandii. Norwegia wysyła dwóch żołnierzy.

Norwegia wysyła wojska na Grenlandię!

Przyleciało… dwóch żołnierzy

Paweł Chmielewski


pch24.pl/norwegia-wysyla-wojska-na-grenlandie-przyjechalo-dwoch-zolnierzy

Kraje europejskie chcą bronić Grenlandii przed Stanami Zjednoczonymi. Można wątpić, czy gromadzone na duńskiej wyspie siły zrobią jednak wrażenie na Donaldzie Trumpie.

Minister obrony tego kraju Tore A. Sandvik przekazał dziennikowi „VG”, że zdecydował o skierowaniu dwóch żołnierzy norweskich sił zbrojnych na duńską wyspę. Ich zadaniem na miejscu ma być rozpoznanie możliwości współdziałania z sojusznikami.

Minister podkreślił, że norweska misja nie oznacza, że Norwegia zdecydowała o skierowaniu na Grenlandię swoich wojsk.

„Nie zapadły jeszcze żadne ostateczne decyzje, ale wspólnie z sojusznikami analizujemy je” – przekazał szef resortu obrony.

Jesienią 2025 roku norwescy żołnierze z korpusu Heimevernet w ramach ćwiczeń „Arctic Light” wzięli udział w wielonarodowych manewrach przeprowadzonych na Grenlandii. Wspólnie z silami z Danii, Szwecji, Niemiec i Francji ćwiczyli zabezpieczenie krytycznej infrastruktury i rozbudowę koniecznej logistyki dla wojsk, które miałyby bronić duńskiej wyspy.

Z początkiem 2026 roku na nowo rozgorzał spór między Danią a USA o Grenlandię, gdy prezydent Donald Trump powtórzył, że posiadanie arktycznej wyspy jest kluczowe dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Oświadczenie prezydenta zbiegło się w czasie z amerykańską interwencją wojskową w Wenezueli.

Wcześniej w środę duńskie ministerstwo obrony, a także grenlandzkie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyły, że wojska Danii oraz państw NATO zwiększają obecność na Grenlandii. Według komunikatu realizuje się to „poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO”.

O tym, że kilku szwedzkich oficerów jest w drodze na Grenlandię – poinformował w środę premier Szwecji Ulf Kristersson.

Źródło: PAP

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Jak państwo niszczy przedsiębiorców

Łukasz Warzecha


salon24/lukaszwarzecha/jak-panstwo-niszczy-przedsiebiorcow

Różnego rodzaju inspekcje mają tylko jeden cel: znaleźć pretekst, nałożyć kary i ściągnąć kasę do budżetu. To korzyść dla budżetu krótkoterminowa i pozorna, a karani bezwzględnie przedsiębiorcy nabierają słusznego przekonania, że państwo jest ich wrogiem.

Żadna z dwóch partii, cieszących się w Polsce największym poparciem, nie dba o przedsiębiorców – nie mylić z wielkimi korporacjami, bo te akurat mają się jak pączki w maśle.

Najlepszym przykładem jest nadchodzące wdrożenie KSeF, czyli Krajowego Systemu eFaktur. Jak wiele złych dla Polaków rozwiązań – choćby strefy czystego transportu czy system kaucyjny – to wspólne dzieło PiS i KO (PO). Inwigilacyjny, totalniacki, niedopracowany system KSeF został przecież wymyślony za czasów pana premiera Morawieckiego i nawet wdrożony, tyle że na zasadzie tymczasowo nieobowiązkowej. Obowiązek wejścia w KSeF był zaplanowany na początek 2024 r., ale przesunięto ten termin jeszcze za PiS.

Ostatecznie na wejście w życie mechanizmu, który najprawdopodobniej okaże się katastrofalny w skutkach – o potencjalnych masowych naruszeniach tajemnicy handlowej nie mówiąc – będzie mieć miejsce od lutego, a dla wszystkich firm od kwietnia.

Jednak stanowisko partii i ich nastawienie do przedsiębiorców to nadbudowa nad aparatem państwa, w którego logice mieści się niezmiennie i od dekad traktowanie przedsiębiorców jak wrogów. Jak gąbki, z której wyciska się pieniądze. To postawienie spraw na głowie. Gdyby system państwa był tak zbudowany i nastrojony, aby uwzględniał korzyści wspólnoty, podejście wszelkiego rodzaju organów kontrolnych brałoby pod uwagę rachunek skutków ich działań. W Polsce tak nie jest. Organy kontroli mają jedno zadanie: znaleźć powód i ukarać.

Od jednego z przedsiębiorców ze wschodniej Polski, działającego w branży najogólniej mówiąc spożywczej, usłyszałem opowieść o tym, jak potraktowała go Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Zapewne mało kto spośród osób niezajmujących się biznesem w branży żywnościowej wie, że taki organ w ogóle istnieje. A owszem, istnieje, został powołany na podstawie Ustawy z 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, a głównego inspektora, szefa tejże agencji, powołuje minister rolnictwa.

Mój rozmówca zajmuje się konfekcjonowaniem i sprzedażą produktów spożywczych, sam ich nie wytwarza. Gdy pojawili się u niego inspektorzy – było to stosunkowo niedawno – rozpoczęła się bardzo drobiazgowa kontrola. Właściwie nie był zaskoczony. Miał za sobą doświadczenie 13 kontroli w ciągu sześciu pierwszych miesięcy działalności kilkanaście lat wcześniej. I oczywiście wielu późniejszych.

Inspektorzy zaczęli się przyglądać opakowaniom sprzedawanych towarów i wykryli tak karygodne uchybienia, jak: nazwa firmy niezawierająca nazwiska właściciela (formalnie nazwa firmy to „Sprzedaż Tego i Owego Jan Kowalski”, zaś na opakowaniu stało tylko „Sprzedaż Tego i Owego”)), użycie słowa „waga” zamiast słowa „masa” czy w przypadku alergenów adnotacja, iż produkt może je zawierać, zamiast „zawiera”.

Faktycznie – na opakowaniu powinna być masa, w nie waga, podobnie jak lepiej napisać, że produkt zawiera alergen niż że może go zawierać, skoro tenże alergen w produkcie jest. I to wszystko było oczywiście do poprawienia. Gdyby jednak polskie państwo szanowało biznesy, które zatrudniają ludzi i płacą podatki, IJHARS oraz inne podobne organy, których jest mnóstwo, w tego typu sytuacji wskazywałyby przedsiębiorcy, co należy skorygować – i byłoby to ich główne zadanie w przypadku pierwszej kontroli. Szczególnie że są to kwestie, które dla klienta na ogół mają znaczenie marginalne albo zerowe. Dla ilu osób problemem będzie słowo „waga” zamiast słowa „masa” na opakowaniu?

Lecz to tak nie działa: głównym zadaniem inspekcji wszelkiego rodzaju jest wyszukanie naruszeń przepisów i nałożenie mandatów. A te mogą być druzgocące i sięgać nawet kilkuset tysięcy złotych. Zgodnie z ustawą, może to być nawet 10 proc. przychodu z poprzedniego roku. Jak nietrudno sobie wyobrazić, dla wielu firm może to oznaczać po prostu upadek, a przynajmniej ograniczenie działalności i zwolnienia.

Inspektorzy nie myślą w kategoriach korzyści państwa, bo nikt tego od nich nie wymaga. Jest nawet przeciwnie – z góry idą oczekiwania, że przyniosą określoną liczbę mandatów i wpływy z nich. Dokładnie tak jak to ma miejsce w przypadku drogówki i kierowców.

Literalne traktowanie przepisów – których zresztą jest zbyt wiele, ale to także skutek skrajnego przeregulowania w UE – i wlepianie mandatów za każde ich naruszenie rzeczywiście pozornie zasila budżet, a inspekcja może się pochwalić przed przełożonymi statystyką. Budżet zasilany jest pozornie, bo przedsiębiorca mający wskutek nałożonych kar problemy z płynnością czy upadający będzie zwalniał pracowników, a ci trafią na garnuszek państwa i przestaną płacić podatki. Sam przedsiębiorca, jeśli upadnie, również przestanie zasilać fiskusa. Sumarycznie korzyść jest krótkoterminowa, straty zaś ponosimy w planie strategicznym jako wspólnota.

Nie znaczy to, że nie należy karać za celowe fałszowanie składu produktów czy uporczywe naruszenia przepisów. Ale nakładanie kar przy pierwszej kontroli za pomylenie na opakowaniu wagi z masą – to po prostu działanie na szkodę państwa i nas wszystkich. A także świetny sposób na przekonanie przedsiębiorców, że państwo nie jest ich przyjacielem, ale wrogiem, wobec którego muszą przyjąć postawę obronną.

Syndrom hawański po chińsku. Cicha głośna broń wywiadu.

Syndrom hawański po chińsku.

Cicha broń w świecie wywiadu.

Ja Falski salon24/syndrom-hawanski-po-chinsku

Kiedy dyplomaci zaczęli skarżyć się na bóle głowy, zawroty i zaburzenia neurologiczne, nikt nie mówił jeszcze o ataku. Dopiero z czasem okazało się, że Kanton może być jednym z pierwszych miejsc, gdzie przetestowano broń przyszłości — niewidzialną, nieśmiercionośną i trudną do przypisania.

W Chinach wszystko zaczęło się od dźwięku. Nie eksplozji, nie strzału, lecz czegoś znacznie bardziej nieuchwytnego: pulsującego brzęczenia, które budziło w środku nocy i nie dawało się zlokalizować. Dźwięku, który nie należał ani do miasta, ani do snu, a mimo to wdzierał się w ciało z precyzją narzędzia.

Rok 2017. Kanton – jedno z najgłośniejszych, najbardziej zaludnionych miast świata, a zarazem miejsce, gdzie amerykańska obecność dyplomatyczna miała swój największy przyczółek w Chinach. To tam, w mieszkaniach i biurach konsulatu USA, zaczęły pojawiać się pierwsze objawy tego, co później nazwano syndromem hawańskim. Bóle głowy przychodzące nagle i bez ostrzeżenia. Zawroty, nudności, szumy w uszach, zaburzenia widzenia i słuchu. Wrażenie, jakby coś niewidzialnego naruszało granice układu nerwowego.

Jedna z pierwszych relacji należała do Catherine Werner, pracowniczki konsulatu. Obudziła się w nocy, przekonana, że ktoś uruchomił urządzenie emitujące rytmiczny, metaliczny dźwięk. Chwilę później pojawił się ból – intensywny, dezorientujący, niepodobny do zwykłej migreny. Podobne doświadczenia zgłosił starszy oficer CIA. Historie zaczęły się powtarzać, zmieniały się jedynie mieszkania i nazwiska.

Wiosną 2018 roku incydenty przestały być pojedynczymi anomaliami. Oficjalnie zgłoszono przypadki nagłych dolegliwości neurologicznych w samym konsulacie: głośny, natarczywy hałas, ból ucha, a potem objawy przypominające uraz mózgu. W kolejnych miesiącach liczba poszkodowanych rosła – kilkadziesiąt osób, w tym dyplomaci, oficerowie wywiadu i członkowie ich rodzin. Część z nich ewakuowano do Stanów Zjednoczonych. Badania obrazowe mózgu u niektórych wykazały zmiany, które lekarze porównywali do skutków wstrząsu lub urazu traumatycznego, mimo że nie doszło do żadnego fizycznego uderzenia.

W języku dyplomacji pojawiło się nowe pojęcie: anomalne incydenty zdrowotne. Nazwa ostrożna, techniczna, jakby miała uchronić rzeczywistość przed zbyt śmiałą interpretacją. W kuluarach mówiono jednak wprost o ataku — o użyciu skierowanej energii, być może mikrofalowej, być może radiowej. Broni, która nie zabija, lecz uszkadza; nie pozostawia śladów na murach, ale zostawia je w układzie nerwowym.

Chiny zaprzeczyły wszystkiemu. Oficjalne stanowisko było chłodne i niezmienne: brak dowodów, brak incydentów, amerykańska histeria. Konsulat jednak ograniczył działalność, a personel wyjeżdżał z Kantonu z poczuciem, że wydarzyło się coś, czego nikt nie chce nazwać po imieniu. Sprawa zamarła — przynajmniej na powierzchni.

Wróciła kilka lat później. Śledztwa dziennikarskie opublikowane w 2024 roku zaczęły łączyć kropki, które wcześniej wydawały się zbyt odległe. Geolokalizacja, dane z podróży, obecność rosyjskich agentów jednostki GRU 29155 w Kantonie w czasie incydentów.

Ta sama jednostka, która pojawiała się przy eksplozjach składów amunicji, przy próbach otrucia, przy operacjach destabilizacyjnych w Europie. Sugestia była ostrożna, lecz niepokojąca: Chiny mogły być jednym z pierwszych laboratoriów nowego rodzaju przemocy — przemocy testowej, nieśmiercionośnej, ale głęboko ingerującej w ludzką biologię.

Raport Narodowej Akademii Nauk USA z 2020 roku wskazał energię mikrofalową jako najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie. Późniejsze oceny wywiadowcze próbowały tonować te wnioski, uznając atak obcego państwa za mało prawdopodobny. Spór przeniósł się z poziomu faktów na poziom interpretacji: broń czy psychosomatyka, atak czy zbiorowa sugestia, technologia czy środowisko.

Dziś, gdy pojawiają się informacje o urządzeniach zdolnych odtwarzać podobne objawy — z komponentami pochodzenia rosyjskiego — pytania wracają z nową siłą. Choć po 2018 roku nie odnotowano w Chinach kolejnych oficjalnych przypadków, cisza nie jest równoznaczna z zamknięciem sprawy. Raczej z jej zawieszeniem.

Syndrom hawański w Kantonie pozostaje jednym z najbardziej niepokojących epizodów współczesnej historii wywiadu. Nie dlatego, że wszystko o nim wiemy, lecz właśnie dlatego, że wciąż wiemy tak niewiele. To opowieść o świecie, w którym granica między wojną a pokojem przebiega wewnątrz ludzkiego ciała — i o dźwięku, który nigdy nie powinien istnieć, a mimo to zostaje w pamięci tych, którzy go usłyszeli.

Żydowski dzień w „Kościele” kard. Rysia…

Żydowski dzień w Kościele katolickim. Kard. Ryś: „Być może nawet to za mało, że mamy jeden taki dzień”

15.01.2026 nczas/zydowski-dzien-w-kosciele-kard-rysia

Kard. Grzegorz Ryś
NCZAS.INFO | Kard. Grzegorz Ryś. / foto: PAP

Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał żydów naszymi starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI – naszymi ojcami w wierze. Dzień Judaizmu ma nam to przypominać” – powiedział przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś. Dodał, że dla Kościoła judaizm pozostaje korzeniem.

W czwartek w Kościele katolickim w Polsce obchodzony będzie XXIX Dzień Judaizmu, w tym roku pod hasłem „Twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg – moim Bogiem”. W centralnych obchodach, które rozpoczną się w Muzeum Żydów Mazowieckich w Płocku, uczestniczyć będą m.in. przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

Kardynał Grzegorz Ryś powiedział, że celem obchodów jest przede wszystkim przypomnienie, czego Kościół katolicki naucza na temat relacji chrześcijan z żydami. Jego zdaniem wśród wielu wiernych wciąż nie ma właściwej recepcji nauczania Kościoła na ten temat.

Mówimy, że jesteśmy katolikami, a głosimy poglądy, które są niekatolickie, więc tu jest potężna praca do wykonania – grzmiał.

Kard. Ryś poinformował, że Konferencja Episkopatu Polski przygotowuje list poświęcony wzajemnym relacjom chrześcijan i żydów, który zostanie odczytany w piątą niedzielę Wielkiego Postu. Zaznaczył, że w liście przedstawione zostanie nauczanie Kościoła na ten temat, począwszy od Soboru Watykańskiego II i Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate.

Podkreślił, że obok wspomnianego listu Dzień Judaizmu jest jedną z inicjatyw, które mają pokazywać, że „judaizm pozostaje dla nas korzeniem” [sic!!! md] .

– Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał żydów naszymi starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI – naszymi ojcami w wierze. Po to jest Dzień Judaizmu, żeby nam to przypominać. Być może nawet to za mało, że mamy jeden taki dzień na cały rok. Sądzę, że potrzebne są jeszcze inne inicjatywy, które by służyły ugruntowaniu nauczania Kościoła katolickiego na ten temat – stwierdził.

Zaznaczył, że to właśnie troska o właściwą formację wiernych w tym zakresie sprawiła, że wprowadzone zostały zmiany w księgach liturgicznych, z których jedną z ważniejszych jest zmiana w modlitwie za żydów odmawianej w liturgii w Wielki Piątek, z której usunięto prośbę o ich nawrócenie.

– Mamy nowe polskie tłumaczenie (tej modlitwy – PAP) dlatego, że Stolica Apostolska zrobiła dla nas wyjątek. Mimo tego, że nie ma jeszcze ostatecznego przekładu nowego Mszału, to ta modlitwa jest tak dramatycznie nieprawdziwa, że musiała być zmieniona niezależnie od tego, kiedy będzie nowy Mszał. W tej modlitwie zawarte było nauczanie – ośmielę się powiedzieć – jeśli nie heretyckie, to gorszące, mylne nauczanie na temat tego, kim jest Izrael – zastrzegł kard. Ryś.

Dodał, że edukacja na temat relacji chrześcijańsko-żydowskich powinna być obecna także na lekcjach religii w szkołach.

nczas/kosciol-judeochrzescijanski-pod-przewodem-kard-rysia-mowimy-ze-jestesmy-katolikami-i-glosimy-poglady-ktore-sa-niekatolickie

Główne obchody XXIX Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce rozpocznie modlitwa w Muzeum Żydów Mazowieckich „za Żydów, obywateli Płocka, ofiary Szoah”, którą wspólnie z kardRysiem odmówi rabin Michael Schudrich.

W płockiej katedrze odbędzie się następnie „Nabożeństwo Słowa Bożego” z udziałem kardynała Rysia i rabina Boaza Pasha.

Wcześniej otwarta zostanie tam planszowa wystawa archiwaliów, w tym fotografii „Byli sąsiadami. Ludzkie wybory i zachowania w obliczu zagłady”, przygotowana przez United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

W ramach obchodów w Muzeum Diecezjalnym w Płocku zaplanowano także wernisaż wystawy „Płockie Judaica”, w tym ze zbiorów tamtejszego Muzeum Mazowieckiego oraz Towarzystwa Naukowego Płockiego. Otwarcie ekspozycji poprzedzi panel dyskusyjny „Pamięć i nadzieja w drodze do wiary”, w którym uczestniczyć będą dr Katarzyna Kowalska ze zgromadzenia zakonnego Notre Dame de Sion, współprzewodnicząca Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, oraz prof. Jan Grosfeld i rabin Icchak Chaim Rapoport.

Częścią obchodów będzie również spacer ulicami Płocka, w tym ulicą Jerozolimską, poświęcony miejscom związanym z historią tamtejszych Żydów.

Zamiast modlitwy o nawrócenie żydów, „dzień judaizmu” w Kościele

Zamiast modlitwy o nawrócenie żydów,

dzień judaizmu w Kościele.

Kard. Ryś i rabin Schudrich

spotkają się w Płocku

9.01.2026 zamiast-modlitwy-o-nawrocenie-zydow

NCZAS.INFO rabin Schudrich i kardynał Ryś Fot. YotuTube/FestiwalKulturyŻydowskiej, YouTube/Archidiecezja Krakowska, print screen collage
NCZAS.INFO rabin Schudrich i kardynał Ryś Fot. YotuTube/FestiwalKulturyŻydowskiej, YouTube/Archidiecezja Krakowska, print screen collage

Główne obchody 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce odbędą się 15 stycznia br. w Płocku. Uczestniczyć w nich będą m.in. przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

– Dla nas to szczególne wyróżnienie – dla Płocka, dla diecezji płockiej – że możemy w tym roku centralne obchody Dnia Judaizmu przeżyć właśnie tutaj – powiedział w czwartek biskup płocki Szymon Stułkowski podczas briefingu prasowego w Kurii Diecezji Płockiej.

Przypomniał, że w 1889 r. Jan Matejko namalował obraz przedstawiający „Przyjęcie Żydów Roku Pańskiego 1096”, a scenę tę z czasów panowania Władysława I Hermana umieścił przed katedrą w Płocku. W mieście, które było jego siedzibą, pełniąc zarazem funkcję stolicy Polski oraz bazyliką, gdzie władca ten jest pochowany wraz z synem Bolesławem III Krzywoustym.

– Dlatego czujemy się szczególnie wyróżnieni i chcemy spojrzeć w tę historię, która była wspólna. Chcemy Panu Bogu dziękować za to, co było piękne i dobre – podkreślił biskup Stułkowski. Dodał, że tegoroczne obchody Dnia Judaizmu będą poświęcone jednocześnie modlitwie za ofiary Holocaustu, w tym zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej Żydów – mieszkańców Płocka, a także modlitwie o pokój na świecie.

– Ta modlitwa ma nas prowadzić w teraźniejszość i przyszłość, żebyśmy potrafili w zgodzie, jedności i pokoju wspólnie żyć – zaznaczył biskup płocki.

Głównym obchodom 29. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, które w Płocku odbędą się 15 stycznia br., towarzyszyć będą słowa z biblijnej Księgi Ruth: „Twój lud będzie moim ludem, a twój Bóg będzie moim Bogiem”. Wydarzenie zostanie zainaugurowane w Muzeum Żydów Mazowieckich modlitwą „za Żydów, obywateli Płocka, ofiary Szoah”, którą zmówią metropolita krakowski, zarazem przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem kardynał Grzegorz Ryś oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich.

W płockiej katedrze odbędzie się następnie „Nabożeństwo Słowa Bożego” z udziałem kardynała Rysia i rabina Boaza Pasha. Wcześniej otwarta zostanie tam planszowa wystawa archiwaliów, w tym fotografii „Byli sąsiadami. Ludzkie wybory i zachowania w obliczu zagłady”, przygotowana przez United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

W ramach obchodów w Muzeum Diecezjalnym w Płocku zaplanowano także wernisaż wystawy „Płockie Judaica”, w tym ze zbiorów tamtejszego Muzeum Mazowieckiego oraz Towarzystwa Naukowego Płockiego. Otwarcie ekspozycji poprzedzi panel dyskusyjny „Pamięć i nadzieja w drodze do wiary”, w którym uczestniczyć będą dr Katarzyna Kowalska ze zgromadzenia zakonnego Notre Dame de Sion, współprzewodnicząca Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz prof. Jan Grosfeld i rabin Icchak Chaim Rapoport.

Częścią obchodów będzie również spacer ulicami Płocka, w tym ulicą Jerozolimską, poświęcony miejscom związanym z historią tamtejszych Żydów.

Płoccy Żydzi byli jedną z najstarszych społeczności żydowskich na ziemiach polskich. Tuż przed wybuchem II wojny światowej przygotowywali się do obchodów 700-lecia osiedlenia się w tym mieście – w tym czasie mieszkało tam około 9 tys. Żydów, stanowiąc jedną trzecią mieszkańców. Holokaust przeżyli nieliczni. Ci, którzy powrócili do rodzinnego miasta po zakończeniu II wojny światowej, w większości wyemigrowali następnie z Polski, głównie w latach 50. i 60. XX wieku.

Z Płockiem związani byli m.in. Nahum Sokołow (1859-1936) – pisarz, sekretarz generalny Światowego Kongresu Syjonistycznego; Natan Korzeń (1895-1941) – malarz; Izaak Grunbaum (1879-1970) – polityk, poseł na Sejm II Rzeczypospolitej, po emigracji w 1932 r. sygnatariusz deklaracji z 1948 r. o utworzeniu państwa Izrael, a także Edward Flatau (1868-1932) – pionier polskiej i światowej neurologii i Stefan Themerson (1910-1988) – prozaik, poeta, twórca koncepcji poezji semantycznej i autor awangardowych filmów.

W 2013 r. w Płocku rozpoczęło działalność Muzeum Żydów Mazowieckich, którego siedziba mieści się w odremontowanej na ten cel dawnej płockiej Małej Synagodze. Wybudowana około 1810 r. w stylu klasycystycznym jest jedną z nielicznych zachowanych na Mazowszu i jedyną w regionie płockim. W latach 50. XX w. synagoga została zamieniona na szwalnię, natomiast od końca lat 80., opuszczona już wtedy, niszczała. Z oryginalnego wyposażenia synagogi ocalała jedynie Aron ha-Kodesz, szafa na Torę.

Inicjatorem prowadzonej od 2011 r. renowacji Małej Synagogi z przeznaczeniem właśnie na Muzeum Żydów Mazowieckich było społeczne Stowarzyszenie Synagoga Płocka. Główną część ekspozycji stanowi tam multimedialna prezentacja historii i kultury Żydów na Mazowszu.

Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, decyzją Konferencji Episkopatu Polski, jest obchodzony od 1997 r. Każda kolejna edycja tego wydarzenia organizowana jest w innym mieście i diecezji.

Kościół judeochrześcijański pod przewodem kard. Rysia

Kościół judeochrześcijański

pod przewodem kard. Rysia.

„Mówimy, że jesteśmy katolikami

i głosimy poglądy, które są niekatolickie”

10.01.2026 kosciol-judeochrzescijanski-pod-przewodem-kard-rysia-

Episkopat Polski przygotowuje list do Kościoła w Polsce na temat relacji chrześcijańsko-żydowskich. Ma on związek z przypadającą 13 kwietnia 40. rocznicą wizyty św. Jana Pawła II w synagodze w Rzymie. Jego odczytanie jest planowane na czas Wielkiego Postu.

O pracach nad listem mówił kard. Grzegorz Ryś podczas konferencji prasowej w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.

List jest obecnie na etapie redakcji. Po zaakceptowaniu go przez episkopat zostanie odczytany w kościołach w Polsce, prawdopodobnie w marcu, 5. Niedzielę Wielkiego Postu – poinformował metropolita krakowski.

W rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną kard. Ryś odniósł się do Dnia Judaizmu, którego obchody odbędą się 15 stycznia w Płocku.

nczas/zamiast-modlitwy-o-nawrocenie-zydow-dzien-judaizmu-w-kosciele-kard-rys-i-rabin-schudrich-spotkaja-sie-w-plocku

Metropolita krakowski stwierdził, że inicjatywa ta nie zawsze jest przyjmowana z entuzjazmem. Jego zdaniem problemem tu jest… formacja wiernych. – My naprawdę jako Kościół w Polsce potrzebujemy naszym wiernym pokazywać, czego Kościół uczy na ten temat. Brakuje recepcji tego nauczania. Mówimy, że jesteśmy katolikami i głosimy poglądy, które są niekatolickie – twierdził.

W jego ocenie „tu jest potężna praca do wykonania”. Jednocześnie poinformował, że jest ukontentowany w związku z pracami episkopatu nad listem. Zapowiedział, że dokument ten ma zawierać wszystkie podstawowe linie nauczania Kościoła od czasu Soboru Watykańskiego II.

Zdaniem kard. Rysia Dni Judaizmu w Kościele katolickim mają podkreślać bliskość religii żydowskiej z chrześcijaństwem i jego judaistyczne korzenie. – Nie bez powodu papież Jan Paweł II nazwał Żydów starszymi braćmi, a papież Benedykt XVI naszymi ojcami w wierze – wskazał.

Kard. Ryś skomentował też działania Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem. Poinformował m.in. o realizacji długofalowego programu. Jego pierwszym etapem jest przegląd ksiąg liturgicznych. W tym miejscu zwrócił uwagę na tradycyjną modlitwę Wielkiego Piątku o nawrócenie żydów. – Jest ona tak dramatycznie nieprawdziwa, że musi zostać zmieniona niezależnie od tego, kiedy będzie nowy Mszał – grzmiał. Podkreślił, że Stolica Apostolska zgodziła się, by usunąć ten fragment – mimo braku ostatecznego przekładu nowego Mszału.

Według kard. Rysia istotnym elementem „formacji” wiernych jest nauczanie o Żydach i judaizmie na lekcjach religii w szkołach na wszystkich etapach edukacji.

Otwieram puszkę Pandory. O WOŚP, Owsiaku i tym, o czym NIE WOLNO mówić!


salon24.pl/u/simulation-world/miazdzaca-krytyka-wosp-owsiaka

Otwieram puszkę Pandory. O WOŚP, Owsiaku i tym, o czym NIE WOLNO mówić

Ten tekst nie powstał po to, żeby komukolwiek „dowalić”. Powstał po to, żeby zdjąć z tematu klosz nietykalności. Bo w Polsce są sprawy, których nie wolno ruszać. Są resortowe święte krowy, których nie wolno kwestionować. A jeśli spróbujesz, natychmiast dostaniesz łatkę: hejter, oszołom, wróg dzieci, foliarz.

Jedną z takich świętych krów III RP jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i jej wieczny dyrygent, Jurek Owsiak. I właśnie dlatego trzeba o tym mówić.

Tekst jest trochę długi, ale warto go przeczytać, jak i przeczytać zaklinowane inne artykuły na ten temat. Takie demaskacje powstają dzięki Waszemu wsparciu. Jeśli chcesz pomóc niezależnym mediom, patrz na możliwe opcje wsparcia na samym końcu artykułu.

Mit nieskazitelnej Orkiestry i świętej resortowej krowy Owsiaka

WOŚP przez lata zbudowała wizerunek narodowego sakramentu: kto wrzuca, jest dobry; kto pyta, jest co najmniej podejrzany; kto krytykuje, jest wrogiem. Tyle że dobroczynność nie zwalnia z kontroli, a egzaltowane i momentami głupkowate emocje nie zastępują faktów. Im większa skala przedsięwzięcia, tym większy obowiązek przejrzystości. A im większy kult jednostki, tym większe ryzyko patologii. Transparentność? Jest raczej: „uwierz im na słowo.” Tak, WOŚP publikuje sprawozdania. Tak, formalnie wszystko się zgadza. Ale spróbuj jako zwykły obywatel: sprawdzić konkretne przepływy pieniędzy, dotrzeć do czytelnych, szczegółowych rozliczeń, zrozumieć, ile realnie trafia na sprzęt, a ile ginie w „obsłudze projektu”.

To nie są raporty pisane dla ludzi. To są dokumenty pisane pod księgowych i pod tzw papugi (wyzutych z moralności prawników). A pytanie jest proste: skoro wszystko jest krystalicznie czyste, dlaczego tak trudno to jasno pokazać?

Koszty organizacji finałów, które mają „nie przeszkadzać.” Sceny, koncerty, produkcje medialne, ochrona, logistyka, promocja. Machina większa niż niejedna kampania polityczna. Oczywiście słyszymy: „To się musi opłacać, bo przyciąga ludzi”. Tylko nikt uczciwie nie odpowiada: czy aby na pewno? Ile dokładnie kosztuje ten cyrk, kto na nim zarabia i na jakich zasadach? Bo gdy pytasz o pieniądze w WOŚP – psujesz atmosferę. A przecież to właśnie pieniądze są sednem sprawy. Jak zawsze zresztą w zgniłym, dorosłym świecie.

Upolityczniona, liberalno lewacka WOŚP

Apolityczni”, ale tylko z nazwy – WOŚP miała być „ponad podziałami”. W praktyce stała się stroną sporu kulturowo – politycznego. Publiczne wypowiedzi Owsiaka są agresywne, jednoznaczne, ideologicznie (lewacko) zakotwiczone. Owsiak wiele razy promował liberalne anty wartości i czasami spotkał się z politykami obecnego obozu władzy. Efekt? Część społeczeństwa została wypchnięta poza nawias, a WOŚP przestała być wspólna, stała się ideologiczną, politycznie poprawną. Jeśli jesteś „nie z tej bajki”, masz siedzieć cicho i wrzucać do puszki. Albo przynajmniej zamknąć mordę i spadać.

Monopol na dobroczynność. Media, samorządy, szkoły, instytucje publiczne, nawet policja i straż pożarna? Są na miejscu, jak na rozkaz niewidzialnej siły (niewidzialnej ręki ukrytej władzy). A inne fundacje? Niewidzialne. WOŚP zdominowała przestrzeń charytatywną do tego stopnia, że: mniejsze inicjatywy nie mają tlenu, pomoc społeczna została zorkiestrowana pod jedną markę. Tak, powiedzmy sobie szczerze – to jest MARKA, przedsięwzięcie komercyjne, na którym Owsiak wiele zarabia. To już nie jest pluralizm dobra, to jest centralizacja emocji i uwagi, i zawłaszczenie przestrzeni publicznej.

A co ze sprzętem WOŚP dla szpitali?

Sprzęt jest wszędzie i nigdzie? Co roku słyszymy o miliardach, milionach, tysiącach urządzeń. Piękne liczby, idealnie pasują na clickbaitowe nagłówki. Ale kto realnie kontroluje sensowność dystrybucji? Kto sprawdza, czy sprzęt pracuje, czy stoi w magazynie i się kurzy, jak to już wiele razy bywało? Kto odpowiada za nierówności w jego dostępie?

Bo są szpitale doposażone po sufit jak i takie, gdzie tego sprzętu nie uświadczysz. „Złoty Melon” spółka Owsiaka, legalne, ale czy zdrowe? Tu zapala się czerwona lampka: Fundacja + spółka. Ten sam krąg ludzi, te same nazwiska. Formalnie niby OK. Prawnie oczywiście do obrony. Ale etycznie? Bo to też jest ważne. To klasyczny konflikt interesów, nawet jeśli zgodny z literą prawa. I znów, zamiast klarownego info, mamy nerwowe reakcje, agresję wobec pytających, narrację: „jak śmiesz w ogóle pytać?”

WOŚP jako alibi dla państwa? To jeden z najpoważniejszych zarzutów, o którym mówi się szeptem. A raczej nie mówi się w ogóle. Bo skoro: społeczeństwo zbiera, dzieci „ratują dzieci”, a politycy przybijają piątki na scenie, to państwo może umywać swoje usyfione rączki. WOŚP łata dziury, które powinny być zasypywane z podatków. I robi to tak skutecznie medialnie, że systemowa patologia trwa dalej. A dobrowolność pod presją? Teoretycznie nikt nie zmusza, praktyce: szkoły, urzędy, zakłady pracy, lokalne społeczności, wszelkie straże pożarne. Nie wrzucisz do puszeczki? Co z tobą nie tak, jak możesz, jak w ogóle śmiesz nie wrzucić złotówki i nie przypiąć serduszka?

To nie jest wolny wybór, tylko miękki terror moralny. I teraz najważniejsze: to nie jest tekst przeciw pomaganiu, lecz artykuł przeciwko nietykalności. Można robić dobro, ale nie wolno wyłączać krytycznego myślenia, bo ktoś gra na serduszku na kurtce w zamian za wrzuconą monetę jednozłotową (ja prywatnie nawet menelowi daję więcej na piwo).

[ Źródło i więcej ]

Niedziela. Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę.

18.01.2026 Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i pokutne Marsze Różańcowe za Ojczyznę

14/01/2026 antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński

============================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

==============================================

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

Kolejny skandal na Ukrainie – Julia Tymoszenko podejrzana o korumpowanie posłów i sprzedawanie ustaw

Kolejny skandal na Ukrainie

– Julia Tymoszenko podejrzana

o korumpowanie posłów

i sprzedawanie ustaw

15/01/2026 mianynaziemi/kolejny-skandal-na-ukrainie-julia-tymoszenko-podejrzana-o-korumpowanie-poslow-i

Źródło: kadr z X

W nocy z 13 na 14 stycznia 2026 roku ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wraz ze Specjalizowaną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło przeszukania w biurze partii Batkivshchyna („Ojczyzna”). Akcja wywołała prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi w Kijowie, gdy śledczy przedstawili podejrzenie szefowej jednej z frakcji parlamentarnych – wszystkie źródła wskazują na Julię Tymoszenko.

Według oficjalnego komunikatu NABU, podczas przeszukania funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli znaczne kwoty w dolarach amerykańskich. Materiały wideo udostępnione przez służby pokazują moment konfiskaty pakietów z gotówką, starannie zapakowanych w koperty. Sprawa dotyczy podejrzenia o zorganizowanie systemu przekupstwa posłów z innych frakcji parlamentarnych, głównie z prezydenckiej partii „Sługa Narodu”.

Śledczy twierdzą, że odkryli długoterminowy, systematyczny mechanizm korupcyjny. Polityk miała proponować posłom regularne wypłaty w zamian za głosowanie zgodnie z instrukcjami, wstrzymywanie się od głosu lub nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach. Opublikowane przez NABU nagrania audio zawierają rozmowy, w których kobiecy głos (według śledczych należący do Tymoszenko) omawia szczegóły procederu, wspominając o „dziesięciu za dwie sesje” na osobę, co interpretowane jest jako 10 000 dolarów miesięcznie lub za dwa tygodnie posiedzeń parlamentarnych.

Na nagraniach słychać również dyskusje o „zabijaniu ustaw”, blokowaniu inicjatyw większości prezydenckiej oraz głosowaniach przeciwko nominacjom rządowym. Posłowie objęci procederem mieli otrzymywać szczegółowe instrukcje za pośrednictwem zaszyfrowanego komunikatora Signal.

Julia Tymoszenko, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ukraińskiej sceny politycznej, stanowczo odrzuca wszystkie oskarżenia. W oficjalnym oświadczeniu potwierdziła fakt przeszukań w biurze swojej partii, jednak kategorycznie zaprzeczyła, jakoby głos na nagraniach należał do niej. Polityk określiła całą sprawę jako „polityczną rozprawę” i „PR-akcję” mającą na celu wyeliminowanie konkurencji politycznej. Zapowiedziała również, że będzie walczyć o udowodnienie swojej niewinności przed sądem.

Kontekst sprawy jest szczególnie interesujący, ponieważ do zatrzymań doszło zaledwie kilka tygodni po tym, jak w grudniu 2025 roku NABU rozbiło inną grupę parlamentarzystów przyjmujących łapówki za głosowania. Co więcej, Tymoszenko w 2025 roku otwarcie popierała inicjatywy mające na celu ograniczenie lub całkowite zniesienie niezależności zarówno NABU, jak i SAP, używając przy tym niezwykle ostrych słów wobec tych instytucji.

Wielu analityków politycznych w Kijowie zastanawia się, czy mamy do czynienia z autentyczną walką z korupcją na najwyższych szczeblach władzy, czy raczej z wewnętrznym konfliktem w ukraińskich elitach politycznych. Niektórzy sugerują, że sprawa może być elementem szerszej strategii osłabiania wpływów określonych grup politycznych na korzyść innych.

Warto podkreślić, że postępowanie znajduje się obecnie na bardzo wczesnym etapie. Przedstawienie podejrzenia to dopiero początek procesu, który obejmuje śledztwo i ewentualne sformułowanie aktu oskarżenia. Niemniej jednak, sama skala zarzutów i pozycja podejrzanej osoby sprawiają, że sprawa budzi ogromne zainteresowanie zarówno w Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej.

Komentatorzy zwracają uwagę, że w kontekście trwającego konfliktu z Rosją oraz trudnej sytuacji gospodarczej Ukrainy, skandal korupcyjny na tak wysokim szczeblu może dodatkowo destabilizować sytuację wewnętrzną kraju. Z drugiej strony, skuteczna walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków stawianych Ukrainie przez Unię Europejską w procesie integracji.

Sprawa z pewnością będzie rozwijać się w kolejnych dniach, a jej rezultat może istotnie wpłynąć na układ sił na ukraińskiej scenie politycznej w roku 2026.

Źródła:

https://www.aljazeera.com/news/2026/1/9/russia-ukraine-wa…

https://united24media.com/latest-news/ukraines-low-cost-d…

https://kyivindependent.com/ukraine-war-latest-new-type-o…

https://www.ukrinform.net/rubric-ato/3946261-zelensky-rus…

https://news.un.org/en/story/2026/01/1159151

https://caspiannews.com/news-detail/russia-deploys-oreshn…

Jerzy Kwaśniewski o policyjnej hucpie w Kielnie: „Jesteśmy w PRL”

Jerzy Kwaśniewski o policyjnej hucpie w Kielnie: “Jesteśmy w PRL

14 stycznia 2026

  • Policja chce przesłuchiwać dzieci na terenie szkoły w Kielnie.
  • Funkcjonariusze naciskają na rodziców, by nie brali udziału w czynnościach.
  • Zawiadomienie o przesłuchaniach miało wyłącznie formę telefonu z Policji.
  • Nic na piśmie. Jesteśmy w PRL.

Elity III RP jak dzieci

Elity III RP jak dzieci – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 14 stycznia 2026

Polacy nie powinni więc mieć frustracji z tego powodu, że tacy ludzie ich reprezentują, bo elity III RP nie reprezentują Polaków, ale siebie same oraz swoich właścicieli spoza Polski. Podzielę tych ludzi na pięć głównych kategorii i w skrócie opiszę każą z nich, z kogo składa, jak działa i jakie ma motywacje. Będą to: celebryci ogólni, zwykle artystowscy; osoby naukowe; dowódcy; politycy; osoby mediów.

Elity III RP jak dzieci

W przypadku tego tytułu nie potrzeba słowa elity brać w cudzysłów, bo III RP nie jest Polską, ale nakładką na Polskę, ściśle dolegającą, tak, aby Polacy się nie zorientowali, że ich państwo zostało przed nimi zasłonięte przez coś w rodzaju kondomu, którego głównym składnikiem są owe elity.

W Poradniku świadomego narodu zwę je mównem, po wyjaśnienie odsyłam do książki. Polacy nie powinni więc mieć frustracji z tego powodu, że tacy ludzie ich reprezentują, bo elity III RP nie reprezentują Polaków, ale siebie same oraz swoich właścicieli spoza Polski. Podzielę tych ludzi na pięć głównych kategorii i w skrócie opiszę każą z nich, z kogo składa, jak działa i jakie ma motywacje. Będą to: celebryci ogólni, zwykle artystowscy; osoby naukowe; dowódcy; politycy; osoby mediów.

Czytaj też:

pisrael, czyli największy problem polski

taniec trzech murew, czyli prostytucja III RP

CELEBRYCI

Kazik stworzył nieśmiertelny song pod tytułem Artyści, i tam bardzo trafnie określił tą grupę. Kiedyś byli tam artyści, dysponujący jakimś rzeczywistym talentem, którzy za jego używanie otrzymywali zapłatę od tych, którzy mieli pieniądze i chcieli artystów wynagradzać. Tak było od zawsze, i w ciągu dziejów ludzkości nic się nie zmieniło pod względem wynagrodzenia. Zmiany zaszły gdzie indziej: artyści się sprofesjonalizowali i zdegenerowali. Dziś artystą może być kompletne beztalencie, albo ktoś, mający talent do czegoś obrzydliwego. Profesjonalizacja polega na zdolnościach marketingowych systemu zarządzania artystami do zarabianiu na ich osobach. Jeśli gawiedź to kupi, rzuca się jej taką osóbkę aż się znudzi, niezależnie, co sobą reprezentuje.

Dlatego dziś na rynku zasadniczo nie mamy już artystów, lecz celebrytów, a ich wartość mierzona jest nie talentem, ale zdolnością do zarabiania na nich. Zarządcy systemu korzystają z ich rozpoznawalności i rają nam ich jako wyrocznie we wszystkim, a ogłupiona gawiedź spija z ust i wzoruje się. Taki celebryta z celebrytką nie musi niczego umieć ani wiedzieć, ważne, że mówi to, czego chcą sponsorzy. Zwykliśmy przeceniać zarówno ich talent, jak też intelekt, traktując ich jako autorytety, a są to papugi, wyuczone skrzeczeć, sprzedające się każdemu, kto ma zdolność zapłacić i podtrzymać ich karierki. Pokazywani są dla odwracania uwagi od spraw istotnych oraz dla pośredniego potwierdzania tego, co z Polakami chcą zrobić politycy III RP.

OSOBY NAUKOWE

Nie nazywam ich naukowcami, gdyż ci poszukują prawdy obiektywnej dla dobra ludzkości, w zgodzie z interesami własnych narodów. Osoby naukowe mają te same tytuły, ale inne cele: działają na zlecenie sponsorów, niezależnie od prawdy. Nie muszą więc mieć rzeczywistej wiedzy, umiejętności i talentu, muszą za to być usłużni i sprawni. Od tytułów przed nazwiskami nazywam ich profderhabami. Takich w Polsce mamy pewną ilość, szczególnie w specjalnościach humanistycznych i społecznych. Wielu z nich to potomstwo judokomuny, która za Stalina podbiła polską naukę, usuwając uczonych i naukowców. Reprezentują żenująco niski poziom wiedzy i praktyczny brak samodzielnego myślenia, tak samo, jak niezdolność do przyjęcia prawdy obiektywnej. Są używani w mediach do potwierdzania kłamstw, głoszonych przez polityków III RP.

DOWÓDCY

Mowa tu nie o wszystkich, ale o niektórych, o pewnej szczególnej grupie, która lubi zabierać głos w mediach. Nie są dobierani pod kątem swojej wiedzy czy zdolności analitycznych, ale dla gwiazdek, aby potwierdzać w mediach to, co one głoszą, i czego chcą politycy III RP. Mam nadzieję, że stanowią oni margines kadry dowódczej, gdyż opinie tak tendencyjne, oderwane od rzeczywistości, logiki, interesu narodowego wskazują na brak elementarnych kompetencji intelektualnych.

Trzeba jednak w stosunku do nich o pewną wyrozumiałość, gdyż trudno oczekiwać od dowódcy na szczeblu związku taktycznego, czy nawet dowódcy sztabowego, że zna się na geopolityce. Powinien, ale cóż zrobić, skoro nie znają się główni politycy i główni analitycy z tytułami naukowymi, to nie oczekujmy tego od zupaków. Powinni się wobec tego powstrzymać od wypowiedzi, ale cóż, skoro proszą na główną antenę, któż odmówi, tym bardziej, skoro zaproszenie jest tego rodzaju, że nie można go odrzucić, ku chwale służby oczywiście.

Dowódcy mają wszelako jeszcze jeden rys charakterystyczny: marzenia o byciu wielkim wodzem. Takie możliwości daje im uczestnictwo w jakichś większych strukturach dowódczych, np. NATO, a wcześniej w Układzie Warszawskim. Zważywszy na potencjalny głód sukcesów bojowych, jakiś dowódca może nie być zainteresowany w podsycaniu konfliktów, aby mógł wystąpić w roli bohaterskiego wodza, gromiącego wroga na czele dzielnych zastępów. Niektóre opinie dowódców, które człowiekowi rozsądnemu mogą się wydawać wciąganiem Polski do wojny, rzeczywiście mogą mieć takie intencje. Wówczas taki wódz, jako wyższy oficer w ramach wielkiego sojuszu polityczno-wojskowego może marzyć o tym, że ten sojusz pogromi wroga, a on będzie na czele, i będą o nim pisać w książkach.

POLITYCY

Grupa najbardziej wdzięczna do żartów i niewdzięczna, jeśli chodzi o wierność prawdzie, dobru i interesowi narodowemu. Pisałem już wielokrotnie, że widzimy pewien wzorzec, wspólny dla całej Unii. Politycy, tworzące większości parlamentarne i rządy nie reprezentują swoich narodów, ale siły z zewnątrz, które nazywam gnostykami. Gnostycy, aby kontrolować politykę danego państwa tworzą układ polityczny, złożony z dwóch głównych sił politycznych, mających podobne poparcie, i trzeciej małej. Przy wyborach raz zwycięża jedna siła, raz druga, a trzecia zawsze jest w koalicji z grupą zwycięską. Dzięki temu przed wyborami gnostycy, którzy kontrolują też media mogą skupić się tylko na niewielkiej grupie niezdecydowanych, i w ten sposób sterują wynikami wyborów. Politycy wszystkich trzech sił są kontrolowani i składają się z trzech głównych grup: Obcy Udający Swoich, przysłani z zagranicy minimum dwa pokolenia wcześniej, zdrajcy i głupcy. Zdrajcy zostają zdrajcami na skutek korupcji, szantażu lub przekonania, a głupcy są tak głupi, że nie wiedzą, co robią, w czym i z kim. Układ ten zwę trójprostytucją alias tańcem trzech murew.

Ten schemat został uzupełniony specyficzną unijną hodowlą polityków. Obcy, zdrajcy i głupcy dodatkowo są szkoleni w kabale, aby zawsze byli eunuchami, należącymi do kogoś z zewnątrz, a nigdy nie zechcieli być mężami stanu swoich narodów. Rozwija się najpodlejszą służalczość, a skutecznie zabija się nie tylko autonomiczne myślenie, ale również cnotę męstwa i honor.

Układ polityczny dla Polski i główni politycy zostali określeni w Magdalence, i trwa to z grubsza do dziś. Wybrano takich, aby nigdy nie poważyli się lub nie byli w stanie podjąć działań dla dobra narodu, który reprezentują, lecz by zawsze wykonywali instrukcje zewnętrznych ośrodków wpływu. Politycy nadwiślańscy zostali wybrani ze szczególną starannością, aby umożliwić gnostykom traktowanie narodu polskiego ze szczególnym okrucieństwem. Nie ma takiej niegodziwości, takiej zdrady i takiego łajdactwa, jakiego ludzie ci nie byliby skłonni się dopuścić, aby tylko zasłużyć na uznanie swoich panów. Poza wyjątkami, ludzie ci nie są w stanie ani też nie mają najmniejszej ochoty się zmienić. Oznacza to, że próżne są są nadzieje, że ludzie, tworzący polityczny układ magdalenkowy zrobią coś dobrego dla Polski sami z własnej woli.

Po pierwsze, zawsze będą czekać na wskazówki od swoich właścicieli, którzy są zaciekłymi wrogami Polski i Polaków. Po drugie, nawet, gdyby zostali bez swoich panów, gdyby ich właściciele z jakiegoś powodu nie byliby w stanie ich kontrolować, zaraz udaliby się na poszukiwanie nowego pana, bo tylko tak potrafią. Nie mają dobrej woli, ani przymiotów charakteru, ani potencjału intelektu, aby móc prowadzić sprawy polskie. Co do zasady wszyscy są szabesgojami, albo w ogóle nie są gojami.

LUDZIE MEDIÓW

Mowa tu o tych, którzy wpływają na opinię publiczną poprzez media, głównie mainstreamowe. Mainstream to nie tylko media lewicowo-liberalne, ale również prawackie. Te pierwsze są zagraniczne wszystkie, te drugie w większości. Nie reprezentują interesów narodu polskiego, ale swoich właścicieli, zwykle małoczapeczkowych. Poza mediami głównego nurtu są media, głównie internetowe, uważane za niezależne. Część z nich, szczególnie te, które dysponują dużymi pieniędzmi i szybko wzbijają się do wysokiej oglądalności to też mainstream, tyle, że udający antysystem. Charakterystyczne jest, że media te nie są blokowane i ograniczane przez algorytmy swoich platform. Większość ludzi, którzy tam występują należy do kogoś spoza Polski i prezentuje poziom wiedzy i mentalność, podobne do profderhabów i polityków. Obrzydliwe, oślizłe, zakłamane typy, które będą sobie gęby wycierać najbardziej szlachetnymi sloganami, w rzeczywistości będąc medialnymi prostytutkami. Różnica rangi między nimi polega na tym, że ci ze szczytu mainstreamu odpowiadają prostytutkom stacjonarnym, przyjmującym klientów w warunkach komfortu i pewności, a ci niżej są jak prostytutki uliczne, chodzące, polujące na klientów takich, jacy się nawiną.

Medialne prostytutki uliczne bardzo chcą zostać prostytutkami stacjonarnymi, i na tym głównie polegają różnice między osobistościami mediów III RP. Ludzie ci, których odbiorcy traktują jako autorytety tak są zajęci codzienną rywalizacją prostytucyjną i zabieganiem o przychylność swoich alfonsów, że nie mają czasu, aby zająć się prawdą. O interesie narodowym, choć każdy ma go na ustach, nie wiedzą nic, tak samo o sprawach, o których się wypowiadają, zadowala ich bowiem to, czego dowiadują się od alfonsów. Można dostrzec jeszcze jeden podział tej grupie: ci główni są szabesgojami, ci chodzący mogą być szabesgoistami. Różnica jest taka, że szabesgoj musi mówić to, czego chcą jego panowie, a szabesgoista na co dzień może mówić, co chce, nie może tylko pewnych tematów poruszać. Czasem jednak, w sprawach dużej wagi nawet szabesgoiści zmuszeni są do określonych zachowań, np. w sprawie plandemii, ukradliny lub rytualnego potępienia Grzegorza Brauna.

Czytaj też:

magia Brauna i strach szabesgojów

kiedy Polacy się obudzą

Wiemy, że dziś jeszcze na wszystko, czego ci ludzie nie rozumieją, czego się boją lub czego nie lubią, powiedzą: agent Putina i ruska propaganda. To charakterystyczne i po tym właśnie najłatwiej rozpoznać figurynki z kategorii, o których piszę. Z taką menażerią mamy do czynienia w kraju nad Wisłą. Nie można więc od tych ludzi spodziewać się prawdy ani działań dla dobra ludzi, żyjących tutaj, a tylko tego, co zlecą i na co pozwolą ich właściciele. Dotąd nie było światła w tunelu, teraz jednak pojawia się różanopalca jutrzenka. Oto porządek Zachodu, który nauczono nas czcić jako bóstwo, uosobiony w dwóch instytucjach UE i NATO rozpada się, a spomiędzy kawałów pękającego betonu wygląda gleba. Mogą z niej wyrosnąć kwiaty dla nas trujące lub wyzwalające. Jaki zbiór nas czeka, to już zależy w głównej mierze od Polaków, bo możliwości pojawiają się wielkie.

Jeśli więc Polacy okażą się inni od elit III RP, jeśli wykażą się choć minimum zdolności intelektualnych, dobrej woli, honoru i zdolności organizacyjnych, pozbędziemy się tego szamba III RP, tych ludzi niegodnych miejsc, które zajmują, sami zajmiemy ich miejsce i skierujemy naszą nawę państwową na taki kurs, jaki zechcemy.

========================================

Więcej takich treści w kolejnych księgach Poradnika świadomego narodu:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

_______________

Elity III RP jak dzieci, Bartosz Kopczyński, 14 stycznia 2026

Dania wysłała wojsko na Grenlandię. Wzmocni ono „Patrol Sirius”, czyli sześć psich zaprzęgów.

Duńczycy wysłali wojsko na Grenlandię

14.01.2026 nczas/pilne-dunczycy-wyslali-wojsko-na-grenlandie/

Grenlandia. Obrazek ilustracyjny. Źródło: google earth
Grenlandia. Obrazek ilustracyjny. Źródło: google earth

Władze Danii wysłały na Grenlandię tzw. wysunięte dowództwo, które ma przygotować wzmocnienie obrony wyspy własnymi oraz międzynarodowymi wojskami – podał w środę duński nadawca publiczny DR.

Telewizja opublikowała zdjęcia samolotu patrolowego Challenger duńskich sił powietrznych na lotnisku w grenlandzkiej stolicy Nuuk.

Według źródła DR, zadaniem wysuniętego dowództwa jest przygotowanie infrastruktury i koordynacja logistyki na przyjęcie głównych sił.

Media przypominają, że znaczna część duńskiej armii, w tym jednostki bojowe, zaangażowana jest w obronę regionu Morza Bałtyckiego. [przed kim, przed czym?? Groźne stada śledzi? md]

O wzmocnieniu obecności wojskowej na Grenlandii mówił we wtorek szef resortu obrony Danii Troels Lund Poulsen, podkreślając, że chodzi o większe zaangażowanie duńskich sił zbrojnych, a także obecność wojsk państw sojuszniczych.

Obecnie duńskie wojsko na Grenlandii liczy 250-300 żołnierzy i podlega Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. Jednostka ma do dyspozycji m.in. jedyną tego rodzaju jednostkę specjalną na świecie – Patrol Syriusz (Sirius), czyli sześć psich zaprzęgów, pozwalających żołnierzom w trudnych warunkach przemierzać duże odległości.

Brak wystarczającego zaangażowania Danii w zapewnienie bezpieczeństwa Grenlandii jest jednym z argumentów podnoszonych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa przy artykułowaniu tez o konieczności przejęcia wyspy przez Stany Zjednoczone. Trump żartował z duńskich inwestycji w zakup psów.

W środę po południu w Waszyngtonie ma dojść do spotkania delegacji duńsko-grenlandzkiej z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio, a także wiceprezydentem J.D. Vance’em na temat przyszłości Grenlandii.

Z początkiem 2026 roku na nowo rozgorzał konflikt między Danią a USA o Grenlandię, gdy prezydent Trump powtórzył, że posiadanie arktycznej wyspy jest kluczowe dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Oświadczenie prezydenta zbiegło się w czasie z amerykańską interwencją wojskową w Wenezueli.

(PAP)

============================

Z ostatniej chwili, z Nuuk, mail:

Wzmocniono załogi Sani Bojowych Sirius. Może w nich siedzieć teraz aż czterech żołnierzy; trochę spadła prędkość bojowa zestawu. Dowódca Operacyjny otrzymał nowe kijki do nart.

System „Lucyfer” dla wojskowych systemów strategicznych sztucznej inteligencji.

Czy ci ludzie są normalni? Czyli system Lucyfer dla wojskowych systemów strategicznych sztucznej inteligencji.
PrisonPlanet.pl 2026-01-10 prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/czy_ci_ludzie_sa
Nauka i technologia

Obecnie na masową skalę wdraża się systemy sztucznej inteligencji Ai do wielu branż. Jedną z nich jest wojsko, które wprowadza te systemy przynajmniej od lat 90-tych. Do lat 2030-35 te wojskowe systemy mają osiągnąć poziom autonomii gdzie będą w stanie samodzielnie podejmować decyzje i współpracować w rojach.

Więcej informacji na ten temat w zakładce „Przyszłość pojazdów bezzałogowych”:

https://www.prisonplanet.pl/files/bannery/986_archive515b.zip/index.html

=========================================

Aby systemy te były w pełni autonomiczne wprowadza się wiele rozwiązań na poziomie sprzętu i oprogramowania. Jednym z zaproponowanych obecnie przez naukowców Microsoftu (Microsoft Ai Frontiers) systemów software’owych jest Lucyfer (LUCIFER Language Understanding and Context-Infused Framework for Exploration and Behavior Refinement). Ma on pozwolić na budowanie pętli zadaniowych w które będą wplecione modele językowe, systemy aktualizujące bieżący kontekst w danej przestrzeni i ludzcy operatorzy. System miałby działać bez potrzeby uczenia go jak ma reagować na nowe sytuacje.

lucf

Wstęp do badania opisującego ten system podaje „W dynamicznych środowiskach szybkie dezaktualizowanie się wcześniejszych informacji o otoczeniu prowadzi do rozbieżności między wewnętrznym modelem agenta a ewoluującą rzeczywistością jego kontekstu operacyjnego. Ta różnica między wcześniejszym a zaktualizowanym ocenianiem środowiska zasadniczo ogranicza skuteczność autonomicznego podejmowania decyzji. Aby zniwelować tę lukę, niezbędne staje się uwzględnienie kontekstowej perspektywy ludzkich interesariuszy, którzy dzięki bezpośredniej, bieżącej obserwacji naturalnie gromadzą cenne spostrzeżenia. Przekładanie ich subtelnych, bogatych w kontekst wskazówek na użyteczną inteligencję dla systemów autonomicznych pozostaje jednak otwartym wyzwaniem.”

Badanie pokazuje schematy działań bojowych w kontekście działania Lucyfera:

Jeden z autorów badania pracujący dla Microsoft Ai Frontiers:

„W odpowiedzi proponujemy LUCIFER (Language Understanding and Context-Infused Framework for Exploration and Behavior Refinement) – framework niezależny od domeny, łączący hierarchiczną architekturę podejmowania decyzji z uczeniem ze wzmocnieniem (RL) i dużymi modelami językowymi (LLM) w jeden spójny system.

Struktura ta odzwierciedla sposób, w jaki ludzie dekomponują złożone zadania, pozwalając osobie planującej wysokiego szczebla na koordynację wyspecjalizowanych pod-agentów, z których każdy koncentruje się na odrębnych celach i powiązanych w czasie działaniach. W odróżnieniu od tradycyjnych zastosowań, w których LLM pełnią tylko jedną rolę, LUCIFER wykorzystuje je w dwóch synergistycznych funkcjach: 1. jako ekstraktory kontekstu – przekształcających słowne wypowiedzi interesariuszy w reprezentacje świadome dla specyfiki danej domeny i kształtujące decyzje za pomocą mechanizmu uwagi w przestrzeni, który wyrównuje wiedzę pochodzącą z LLM z procesem uczenia agenta, 2. jako mechanizmy eksploracji w trybie zero-shot (bez wcześniejszego treningu w danym zadaniu) – kierujące wyborem działań agenta w trakcie eksploracji. Przeprowadziliśmy benchmarking różnych modeli LLM w obu rolach i wykazaliśmy, że LUCIFER zwiększa efektywność eksploracji oraz jakość podejmowanych decyzji, przewyższając płaskie polityki warunkowane celem. Nasze wyniki ukazują potencjał podejmowania decyzji napędzanych kontekstem, w którym systemy autonomiczne wykorzystują ludzką wiedzę kontekstową dla osiągnięcia sukcesu operacyjnego.” czytamy dalej.

W poniższym materiale opisane są m.in. systemy Ai (Satan) rozwijane dla armii USA w latach 90. XX wieku:

Pomijając aspekt technologiczny potrzeby rozwoju takich systemów to tego typu projekt naprawdę wskazuje na to, że wielu naukowców pracujących nad systemami komputerowymi jest albo niespełna rozumu albo jest okultystami [to się nie wyklucza,synku... md] . Dlaczego armia miała by działać w ramach systemu lucyfera by zawiadywać masowymi systemami sztucznej inteligencji i rojami robotów do zabijania ludzi. Czy ci ludzie są normalni?