Federacja z Ukrainą? Każdy kto ku temu działa jest zwykłym zdrajcą. Dzieli nas religia, historia, mentalność, cywilizacja, kultura i gospodarka.

Federacja z Ukrainą? Każdy kto ku temu działa jest zwykłym zdrajcą.

Witold Gadowski zdecydowanie odpowiada:

„Dzieli nas religia, historia, mentalność, cywilizacja, kultura i gospodarka”

9 maja 2023 federacja-z-ukraina

Nie może być mowy o żadnej federacji z Ukrainą a każdy kto ku temu działa jest zwykłym zdrajcą – napisał publicysta Witold Gadowski.

To reakcja na głosy wzywające do możliwie jak najbardziej ścisłej współpracy pomiędzy obydwoma państwami.

Niedługo po wybuchu obecnej wojny w mediach zaczęły pojawiać się głosy wzywające do możliwie jak najbardziej ścisłej współpracy pomiędzy Polską a Ukrainą. Te posuwające się najdalej, mówią nawet o zawiązaniu federacji. Bodaj najczęściej i najbardziej kategorycznie pojawiają się one w tekstach Marka Budzisza, analityka proamerykańskiego think-tanku Strategy&Future.

„Tak jak w maju 1950 Robert Schumann i Jean Monnet opracowali plan polityczny, który siedem lat później doprowadził do powstania pierwszych organizacji dających początek Unii Europejskiej, tak i my winniśmy zacząć myśleć o deklaracji ideowej zapowiadającej powołanie polsko-ukraińskiego państwa federacyjnego, które może ziścić się za lat 10, ale już dziś powinno porządkować naszą i ukraińską politykę, także – co jest zdecydowanie ważniejsze – to, jak nasze narody myślą o sobie nawzajem” – pisał Budzisz przed niespełna rokiem na łamach portalu wPolityce.pl.  

Temat powrócił przy okazji wychodzących z kręgów obozu władzy sygnałów świadczących o prowadzonych już przygotowaniach do traktatu polsko-ukraińskiego. Jakub Kumoch, minister w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy powiedział, że według głowy państwa wzorem do stworzenia dokumentu jest dla niego układ, który w 1963 r. zawarły Francja i Niemcy. – Chcemy, aby te relacje były równie bliskie. Aczkolwiek strona ukraińska otrzyma wkrótce te propozycje i będzie się do nich ustosunkowywać. Też zresztą w czasie ostatniej wizyty w Kijowie były nieformalnie prowadzone rozmowy na ten temat – stwierdził szef Biura Polityki Międzynarodowej. Traktat miałby zostać zawarty w rocznicę wybuchu powstania styczniowego.

„Nie ma mowy o żadnej federacji z Ukrainą a każdy kto ku temu działa jest zwykłym zdrajcą” – napisał na Twitterze Witold Gadowski, który odniósł się w ten sposób do sprawdzających reakcję opinii publicznej „balonów próbnych” wypuszczanych m.in. przez Budzisza.

„Poza walką ze wspólnym wrogiem[??? MD] dzieli nas religia, historia, mentalność, cywilizacja, kultura i gospodarka” – sprecyzował Gadowski.

Źródła: Twitter, wPolityce.pl, prezydent.pl

Kto zarobił na sprowadzeniu zboża z Ukrainy? „Dwukrotnie tańsze od polskiego”. To sprawa na duże śledztwo.

4 kwietnia 2023 /businessinsider-kto-zarobil-na-sprowadzeniu-zboza-z-ukrainy

Jak alarmuje Solidarność Rolników Indywidualnych na łamach „Rzeczpospolitej”, rząd pozwolił bez kontroli sprowadzić co najmniej 3 mln ton zboża z Ukrainy. Co się z nim stało? Kupili je rodzimi producenci pasz, bo było o połowę tańsze od polskiego.

[10 maja:  Według wyliczenia opublikowanego przez unijnego komisarza rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, od kwietnia zeszłego roku w ciągu 12 miesięcy wjechało do Polski ponad 4,1 miliona ton ukraińskiego zboża a opuściło nasz kraj w ramach tranzytu zaledwie 702 ton. md]

„To sprawa na duże śledztwo” – mówi cytowany przez „Rzeczpospolitą” poseł PSL Mieczysław Kasprzak. Importowana z Ukrainy pszenica i kukurydza w dużej mierze nie opuściły kraju, choć plan miał być zupełnie inny. W efekcie Polska została zalana zbożem.

„Zdaniem Tomasza Obszańskiego, przewodniczącego NSZZ Rolników Indywidualnych »Solidarność«, pociągami i ciężarówkami wjechało do nas ok. 3 miliony ton zboża z Ukrainy, a pierwsze transporty już w ubiegłym roku, przed żniwami” — opisuje dziennik.

Dokąd trafiło? Jak twierdzi Obszański, kupiły je firmy, które zajmują się produkcją pasz, młyny, a nawet rolnicy. Teraz sprzedają wyprodukowaną z nich paszę i mąkę.

Zaznacza, że zboże ukraińskie było dwukrotnie tańsze niż polskie. Wskazuje, że „było więc kupowane i mieszane z naszymi”, choć gdyby restrykcyjnie badano ukraińskie zboże na granicach pod kątem pozostałości w nim pestycydów i metali ciężkich, to by zniechęcało do masowego sprowadzania.

„Według wstępnych danych ministerstwa rolnictwa import pszenicy do Polski wyniósł w zeszłym roku blisko 952 tys. ton, czyli o 56 proc. więcej niż w 2021 r. Ponad połowa pochodziła z Ukrainy. Z kolei kukurydzy wyniósł ponad 2 mln ton w 2022 r., czyli o blisko 900 proc. więcej niż w 2021 r. (91 proc. stanowiło ziarno ukraińskie)” — dodaje gazeta.

Polacy przeciwko zbożu z Ukrainy

W sondażu IBRiS opublikowanym w „Rzeczpospolitej” respondenci zostali zapytani o to, czy produkty rolne z Ukrainy powinny być nadal importowane bez cła, aby wspomóc gospodarkę tego kraju. „

Aż 60,4 proc. badanych odpowiedziało, że nie chce, aby do Polski było nadal importowane bez cła ukraińskie zboże. Za utrzymaniem importu jest 33,8 proc. respondentów, nie ma na ten temat zdania 5,8 proc. pytanych” — czytamy w dzienniku.

„W większym stopniu za ochroną polskiego rynku rolnego przed produktami z Ukrainy są głównie mężczyźni, a także mieszkańcy wsi (po 64 proc. wskazań) oraz małych miast (67 proc.). Najczęściej są to osoby, które mają wykształcenie średnie maturalne – 70 proc., osoby o niskich zarobkach, czyli do 999 zł netto – 100 proc. wskazań” — podała gazeta.

Kto zarobił na sprowadzeniu zboża z Ukrainy? „Dwukrotnie tańsze od polskiego”. To sprawa na duże śledztwo.

4 kwietnia 2023 /businessinsider-kto-zarobil-na-sprowadzeniu-zboza-z-ukrainy

Jak alarmuje Solidarność Rolników Indywidualnych na łamach „Rzeczpospolitej”, rząd pozwolił bez kontroli sprowadzić co najmniej 3 mln ton zboża z Ukrainy. Co się z nim stało? Kupili je rodzimi producenci pasz, bo było o połowę tańsze od polskiego.

[10 maja:  Według wyliczenia opublikowanego przez unijnego komisarza rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, od kwietnia zeszłego roku w ciągu 12 miesięcy wjechało do Polski ponad 4,1 miliona ton ukraińskiego zboża a opuściło nasz kraj w ramach tranzytu zaledwie 702 ton. md]

„To sprawa na duże śledztwo” – mówi cytowany przez „Rzeczpospolitą” poseł PSL Mieczysław Kasprzak. Importowana z Ukrainy pszenica i kukurydza w dużej mierze nie opuściły kraju, choć plan miał być zupełnie inny. W efekcie Polska została zalana zbożem.

„Zdaniem Tomasza Obszańskiego, przewodniczącego NSZZ Rolników Indywidualnych »Solidarność«, pociągami i ciężarówkami wjechało do nas ok. 3 miliony ton zboża z Ukrainy, a pierwsze transporty już w ubiegłym roku, przed żniwami” — opisuje dziennik.

Dokąd trafiło? Jak twierdzi Obszański, kupiły je firmy, które zajmują się produkcją pasz, młyny, a nawet rolnicy. Teraz sprzedają wyprodukowaną z nich paszę i mąkę.

Zaznacza, że zboże ukraińskie było dwukrotnie tańsze niż polskie. Wskazuje, że „było więc kupowane i mieszane z naszymi”, choć gdyby restrykcyjnie badano ukraińskie zboże na granicach pod kątem pozostałości w nim pestycydów i metali ciężkich, to by zniechęcało do masowego sprowadzania.

„Według wstępnych danych ministerstwa rolnictwa import pszenicy do Polski wyniósł w zeszłym roku blisko 952 tys. ton, czyli o 56 proc. więcej niż w 2021 r. Ponad połowa pochodziła z Ukrainy. Z kolei kukurydzy wyniósł ponad 2 mln ton w 2022 r., czyli o blisko 900 proc. więcej niż w 2021 r. (91 proc. stanowiło ziarno ukraińskie)” — dodaje gazeta.

Polacy przeciwko zbożu z Ukrainy

W sondażu IBRiS opublikowanym w „Rzeczpospolitej” respondenci zostali zapytani o to, czy produkty rolne z Ukrainy powinny być nadal importowane bez cła, aby wspomóc gospodarkę tego kraju. „

Aż 60,4 proc. badanych odpowiedziało, że nie chce, aby do Polski było nadal importowane bez cła ukraińskie zboże. Za utrzymaniem importu jest 33,8 proc. respondentów, nie ma na ten temat zdania 5,8 proc. pytanych” — czytamy w dzienniku.

„W większym stopniu za ochroną polskiego rynku rolnego przed produktami z Ukrainy są głównie mężczyźni, a także mieszkańcy wsi (po 64 proc. wskazań) oraz małych miast (67 proc.). Najczęściej są to osoby, które mają wykształcenie średnie maturalne – 70 proc., osoby o niskich zarobkach, czyli do 999 zł netto – 100 proc. wskazań” — podała gazeta.

====================================

mail:

Głównym świadkiem biednego ludu ukraińskiego będzie Firtasz, zam. w Warszawie, goniony [NIESŁUSZNIE!!] listem gończym w USA. Ma pałac w Warszawie, na alei Szucha 9, w willi po Aleksandrze Gudzowatym.

=================================

Firtasz musi się wypróżnić [swoje silosy ze zbożem] w Polin.

Rząd warszawski dał dupy Firtaszowi… i UE…!! Uchyla zakaz przywozu produktów rolnych z Ukrainy.

Nawet Balcerowicz, pandemia i inflacja nie zniszczyły polskich rolników. Czy „uda się” to PiS-owi? Firtasz w akcji.

Zełenskiemu „nie po drodze” z Polską. Żąda zniesienia ograniczeń dla eksportu zboża. W ciągu roku pozostało w Polsce ponad 4,1 miliona ton.

Zełenskiemu „nie po drodze” z Polską. Żąda zniesienia ograniczeń dla eksportu zboża.

W ciągu 12 miesięcy wjechało do Polski ponad 4,1 miliona ton ukraińskiego zboża a opuściło nasz kraj w ramach tranzytu zaledwie 702 ton.

Pomimo napływu taniej żywności z Ukrainy ceny w sklepach nie spadają, więc do kogo idzie zysk z różnicy skupu-sprzedaży?

9 maja 2023 zelenskiemu-nie-po-drodze-z-polska

Ukraina oczekuje od UE zniesienia ograniczeń dotyczących eksportu ukraińskiej żywności. Drastyczne w czasie wojny działania protekcjonistyczne naszych sąsiadów nie mogą nie rozczarowywać – oświadczył we wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

Po rozmowach w Kijowie z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen Zełenski poinformował, że jednym z poruszanych tematów była sytuacja związana z eksportem ukraińskiej produkcji rolnej.

„Zgadzamy się co do znaczenia naszego ukraińskiego wkładu w globalne bezpieczeństwo żywnościowe (…). Niestety, zetknęliśmy się z problemami w miejscu, w którym moglibyśmy oczekiwać na przejawy solidarności. Drastyczne w czasie wojny działania protekcjonistyczne ze strony naszych sąsiadów nie mogą nie rozczarowywać, delikatnie mówiąc” – powiedział prezydent na wspólnej konferencji prasowej z szefową KE.

„Oczekujemy od UE mocnych, europejskich w swej treści decyzji i możliwie jak najszybszego usunięcia wszelkich ograniczeń, jeśli będzie istniała ku temu wola polityczna, a dzisiejsze nasze rozmowy świadczą, że taka wola istnieje. W tej sytuacji będziemy w stanie podjąć optymalne decyzje, które obronią interesy Europy i Ukraińców, którzy cierpią w wyniku zastosowanych przeciwko nam ograniczeń eksportowych” – podkreślił prezydent Ukrainy.

Ursula von der Leyen przyznała, że sprawa eksportu żywności z Ukrainy jest „skomplikowana” i obie strony powinny poszukiwać rozwiązania tego problemu. „Priorytetem jest teraz utrzymanie płynnego tranzytu zboża (…) z Ukrainy do UE i wymaga to ścisłej współpracy różnych zainteresowanych stron, dlatego stworzymy wspólną platformę koordynacyjną, która zapewni, że elementy solidarności, o których mówicie, będą mogły w pełni funkcjonować” – powiedziała.

Znaczna część ukraińskich płodów rolnych trafia bezpośrednio do Polski, niszcząc rodzimy rynek i wywołując niepokoje społeczne. Na kanwie wywołanego w ten sposób kryzysu swoje stanowisko stracił minister rolnictwa i rozwoju wsi, Henryk Kowalczyk. Według wyliczenia opublikowanego przez unijnego komisarza rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, od kwietnia zeszłego roku w ciągu 12 miesięcy wjechało do Polski ponad 4,1 miliona ton ukraińskiego zboża a opuściło nasz kraj w ramach tranzytu zaledwie 702 ton.

PAP

===========================

Max 9 maj 2023

Stwierdzenie, że ” rozczarowuje protekcjonalność” skierowane w kierunku kraju, który wydał miliardy dla ratowania ukraińskich obywateli jest bezczelne. Już widzę jak on w analogicznej sytuacji pozwalałby na rujnowanie gospodarki ukraińskiej.
Jak na oligarchę przystało broni interesów oligarchów. To nie ma nic wspólnego z solidarnością ze zwykłym mieszkańcem Ukrainy.
Domaga się bezcłowego eksportu do UE, bez spełniania norm dla produkcji rolnej, które obowiązują dla wszystkich członków UE. W ten sposób żywność ukraińska staje się bezkonkurencyjna cenowo. Inaczej wygląda sprawa jakości, ale czy zwykły pożeracz chleba będzie to analizował?

Pomimo napływu taniej żywności z Ukrainy ceny w sklepach nie spadają, więc do kogo idzie zysk z różnicy skupu-sprzedaży? Zwykły konsument nic na tym nie zyskuje, a budżety państw się kurczą, bo trzeba potem ratować rodzime rolnictwo. I o to kolejny przykład jak zarabiać na wojnie, nie tylko produkując broń….

Stan Oklahoma nie będzie prowadził interesów z ponad tuzinem banków. Ze względu na ich złowrogą działalność [woke]; BlackRock.

Stan Oklahoma nie będzie prowadził interesów z ponad tuzinem banków. Ze względu na ich złowrogą działalność.

Zakaz dotyczy jednych z największych menedżerów aktywów i banków w kraju, w tym BlackRock, Wells Fargo, JPMorgan Chase, Bank of America i State Street.

Date: 8 Maggio 2023Author: Uczta Baltazara

Oklahoma podejmuje działania mające na celu zakazanie 13 głównym instytucjom finansowym prowadzenia interesów ze stanem, po tym, jak opracowany przegląd ustalił, iż banki zaangażowały się w bojkot energetyczny. Skarbnik stanu Oklahoma, Todd Russ, planuje ogłosić w środę rano (artykuł opublikowany 3 maja 2023) ten szeroko zakrojony środek, który stanowi jedno z najbardziej agresywnych działań, jakie jakikolwiek stan podjął przeciwko bankom realizującym tzw. inicjatywy środowiskowe, społeczne i zarządcze ESG Environmental,_social,_and_corporate).

Posunięcie to ostatecznie blokuje bankom możliwość zarządzania miliardami dolarów usytuowanych w oklahomskich emeryturach, inwestycjach i innych podmiotach państwowych.

“Sektor energetyczny jest kluczowy dla gospodarki Oklahomy, zapewnia miejsca pracy dla naszych mieszkańców i pomaga napędzać wzrost gospodarczy” – powiedział Russ w oświadczeniu. “Istotne jest dla nas, aby współpracować z instytucjami finansowymi, które skupiają się na zasadach wolnorynkowych i nie są zobowiązane do realizacji celów społecznych, które przewyższają ich obowiązki powiernicze”.

Zakaz dotyczy jednych z największych menedżerów aktywów i banków w kraju, w tym BlackRock, Wells Fargo, JPMorgan Chase, Bank of America i State Street. Sam BlackRock poinformował w kwietniu, że posiada oszałamiające 9,1 miliardów dolarów w aktywach pod zarządzaniem.

Działania Oklahomy mają miejsce trzy miesiące po tym, jak 1 lutego, Russ wysłał list i kwestionariusz do kilkudziesięciu banków i instytucji finansowych, pytając o ich politykę inwestycyjną w zakresie klimatu i energii. Russ zauważył wtedy, że BlackRock zarządza ponad 60% Oklahoma Public Employees Retirement System.

Zgodnie z ustawą z roku 2022 uchwaloną przez ustawodawcę stanowego w zeszłym roku, skarbnik stanu jest upoważniony do zbadania polityki inwestycyjnej banków, z którymi prowadzi interesy i zestawienia listy firm uznanych za zaangażowane w bojkot sektora energetycznego. Biuro Russa powiedziało, że otrzymało prawie 160 odpowiedzi, które pomogły w podjęciu środowej decyzji.

“Doceniamy szybką reakcję tych instytucji finansowych” – dodał Russ. “Partnerstwa finansowe naszego stanu powinny odzwierciedlać nasze priorytety i wartości, a naszym obowiązkiem jest partnerstwo z firmami, które podzielają naszą wizję silnej i prosperującej gospodarki Oklahomy, a to obejmuje nasz sektor energetyczny”.

Według danych stanowych, w roku 2022, przemysł naftowy i gazowy Oklahomy oraz jego sektory składowe utrzymywały 4 000 firm, wytworzyły 19 miliardów dolarów produktu krajowego brutto, zapewniły gospodarstwom domowym 16,5 miliarda dolarów zarobków i stworzyły 85 050 miejsc pracy. Stan jest szóstym największym w kraju producentem ropy naftowej i piątym największym producentem sprzedawanego gazu ziemnego.

Standardy ESG stosowane przez największe instytucje finansowe dają jednak pierwszeństwo inwestycjom w środowisko naturalne, wspierając projekty zielonej energii – niegdyś uznawane za ryzykowne – przed tradycyjnymi inwestycjami w ropę i gaz – jak również priorytetom społecznym, takim jak inicjatywy dotyczące «różnorodności» w zarządach.

Krytycy – w tym prokuratorzy generalni, skarbnicy państwowi, przemysł energetyczny i grupy konsumenckie – oskarżyli zarządzających aktywami skoncentrowanymi na ESG o uchylanie się od prawnie wymaganego obowiązku dbania o dobro klientów, których pieniędzmi zarządzają. W szczególności liderzy stanów z dużymi sektorami kopalnymi odpierają ruch ESG, argumentując, że zmusza on fundusze emerytalne do bezpośredniego przeciwdziałania interesom finansowym ich stanów.

“To znaczący krok skarbnika Russa jeśli chodzi o strzeżenie bezpieczeństwa finansowego swojego stanu przed zwolennikami ESG, takimi jak BlackRock i State Street oraz innymi instytucjami finansowymi, które bojkotują firmy energetyczne i nadają priorytet agendom sprzecznym z interesami podatników z Oklahomy” – powiedział w środę agencji FOX Business, Derek Kreifels, prezes State Financial Officers Foundation.

“Skarbnik Russ i stanowi urzędnicy finansowi w całym kraju stoją na czele walki z ESG, dbając o to, aby oszczędności amerykańskich rodzin były inwestowane zgodnie z ich wartościami, a nie wymogami ekstremistów ESG” – dodał.

Grosvenor Capital Management, Lexington Partners, FirstMark Fund Partners, Touchstone VC Global Partners, WCM Investment Management, William Blair, Actis i Climate First Bank również znalazły się w środę wśród banków, którym zakazano prowadzenia interesów w Oklahomie. W najbliższych miesiącach, firmy mogą zostać dodane lub usunięte z listy stanowej, powiedziało biuro Russa.

W odpowiedzi na ten raport, BlackRock i JPMorgan Chase odparły, że zainwestowały miliardy dolarów w sektor energetyczny.

“BlackRock jest wiodącym inwestorem w sektorze energetycznym w Oklahomie” – powiedział FOX Business rzecznik BlackRock. “W imieniu naszych klientów zainwestowaliśmy ponad 15 miliardów dolarów w publiczne firmy energetyczne z siedzibą w Oklahomie i około 320 miliardów dolarów w publiczne firmy energetyczne na całym świecie, w tym inwestycje zarówno w tradycyjne sektory energetyczne, takie jak ropa i gaz, jak i w odnawialne źródła energii”.

“BlackRock oferuje naszym klientom możliwości wyboru, których potrzebują, aby pomóc im osiągnąć ich cele inwestycyjne za niskie opłaty. Uważamy, że takie listy jak te finalnie podnoszą koszty dla podatników z Oklahomy i zmniejszają zyski dla strażaków, nauczycieli i pracowników stanowych starających się o godną emeryturę. Podważają one również wolnorynkową konkurencję i wybór dla inwestorów.”

A JPMorgan Chase stwierdził, że decyzja Russa jest “bezpodstawna”.

“Jako największy bank w kraju, należymy do czołowych finansistów w całym sektorze energetycznym, w tym tradycyjnych źródeł energii” – poinformował bank agencję FOX Business.

“W latach 2021-2022 zapewniliśmy ponad 2 miliardy dolarów w finansowaniu i innych usługach dla 40 firm z Oklahomy w sektorze ropy i gazu” – czytamy dalej w oświadczeniu. “Nasze praktyki biznesowe nie są w konflikcie z tą antywolnorynkową decyzją i cieszymy się, że nadal będziemy służyć klientom i społecznościom w Oklahomie”.

INFO: https://www.foxbusiness.com/politics/republican-state-bans-more-dozen-woke-banks-doing-business

Ostra konkurencja akademików w opluwaniu Polski

Ostra konkurencja akademików w opluwaniu Polski

Posted on 8 Maj, 2023 by jw

ostra-konkurencja-akademikow-w-opluwaniu-polski

Polskie uczelnie słabo stoją w konkurencji z uczelniami europejskimi, a nawet ustępują najlepszym uczelniom biednych krajów Azji, Afryki, Ameryki Południowej. W przestrzeni publicznej zwraca natomiast uwagę konkurowanie akademików w opluwaniu Polski. Zatrudnianych na etatach, prowadzących obficie finansowane projekty zaliczane do badawczych, choć metodologicznie przedkładające ideologię nad naukę.

Prof. dr hab. Barbara Engelking, pełniąca nader liczne funkcje w domenie akademickiej, realizuje programy nad Holocaustem, w których chodzi nie tyle o poznanie prawdy, ile o udowodnienie, że Polacy jako naród byli obojętni wobec zagłady Żydów, a nawet brali w niej czynny udział. Badania te doprowadziły znaną i wyróżnianą profesor do „naukowego” wniosku, że „dla Polaków śmierć to była kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”. Czyż nie jest to koncepcja rasistowska?

Z tym autorytetem konkuruje w opluwaniu Polaków inny prof. dr hab. Jan Hartman, twierdzący, że „o wiele więcej Żydów zostało przez Polaków zabitych bądź wydanych Niemcom na śmierć niż uratowanych dla zysku bądź bezinteresownie”, choć przebiegu i metodologii badań nad tą kwestią nie ujawnia. Uważa to jednak za prawdę oraz twierdzi, że „odmowa przyjęcia do wiadomości prawdy to właśnie antysemityzm”. Jasne jest zatem, że w takim ujęciu to Polacy domagający się rzetelnych badań nad relacjami polsko-żydowskimi a odrzucający jedynie słuszne prawdy Jana Hartmana czy Barbary Engelking są antysemitami.

Dotychczasowe badania, oparte na faktach a nie na ideologii, wskazują, że prawda ta jest odmienna od głoszonej przez tych „profesorów”. Niemniej Jan Hartman, który na pozycji wykładowcy etyki na UJ niejako zastąpił Karola Wojtyłę, dokumentując tym samym degradację najstarszej polskiej uczelni, potępia „filozofię moralną” państwa polskiego w „kwestii żydowskiej”. Przyzwolenie środowiska akademickiego dla unieważniania prawdy na rzecz ideologii przynosi efekty

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 2 maja 2023 r

Chrońmy nasze dzieci, wspierajmy rodziców. Podpisz !

Czy słyszeli Państwo o ogłoszonej na początku maja propozycji ustawy pt. “Chrońmy nasze dzieci, wspierajmy rodziców”? 

Powstała ona jako odpowiedź na działalność środowisk LGBTQ i innych radykalnych, lewicowych organizacji, które wchodzą na teren szkół w Polsce i podważają prawo rodziców do zapewnienia dziecku wychowania zgodnego z ich przekonaniami. 

To Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 48 mówi o tym, że: “Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.”

Było dla nas oczywiste, że musimy teraz zabrać głos, by reprezentować Państwa jako rodziców i by wspólnie walczyć o dobro przyszłych pokoleń, o dobro polskich dzieci.

Podpisz teraz naszą ważną petycję wzywającą Przewodniczących Klubów Parlamentarnych do poparcia ustawy “Chrońmy nasze dzieci, wspierajmy rodziców”.

W naszej niedawno przeprowadzonej ankiecie Państwo sami potwierdziliście, że temat walki z indoktrynacją dzieci w polskich placówkach edukacyjnych jest dla Państwa priorytetowy. 

Aż 61% respondentów wybrało ten problem jako najważniejszy temat, który obecnie powinniśmy poruszyć w naszych kampaniach w Polsce. 

Organizacje lewicowe propagujące ideologię płciową od wielu lat prowadzą swoją konspiracyjną działalność w szkołach organizując często obowiązkowe warsztaty, podczas których dzieci są informowane o prawie do wyboru własnej „orientacji seksualnej” i eksperymentowania w tej sferze. 

Rodzice w wielu przypadkach dowiadują się o tego typu zajęciach po fakcie. 

W większości przypadków Rada Rodziców nie miała pojęcia o prawdziwym programie takich zajęć, a zgodnie z przepisami powinna je uprzednio zaopiniować.

Prosimy, nie zwlekaj. Pilnie dołącz do nas podpisując naszą ważną petycję do Przewodniczących Klubów Parlamentarnych.

Rodzice oraz dyrekcje placówek oświatowych powinni być czujni, gdyż pod nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się podstępny plan promowania w szkołach i przedszkolach zwyczajów oraz zachowań środowisk LGBTQ.

Nie krytykujemy dyrekcji placówek oświatowych czy kadry nauczycielskiej, gdyż oni w większości przypadków nie mają świadomości, na co się godzą. Zajęcia lewicowej agendy przemycane są bowiem pod nazwą warsztatów lub szkoleń z edukacji równościowej, uczenia tolerancji, działań na rzecz równego traktowania, czy też edukacji na temat praw człowieka.

Uważamy, że wyłącznie wykwalifikowana kadra nauczycielska, bez udziału podmiotów zewnętrznych, powinna nauczać dzieci i młodzież elementów edukacji seksualnej.

Nasze dzieci są przyszłością naszego narodu, a naszym moralnym obowiązkiem jest chronić je przed szkodliwymi wpływami.

Pokaż razem z nami poparcie dla ustawy “Chrońmy nasze dzieci, wspierajmy rodziców” podpisując naszą istotną petycję.

Dziękując za Państwa wsparcie uprzejmie prosimy o przekazanie naszej wiadomości 5 osobom, byśmy mogli zwiększyć wpływ tej petycji.

Sylwia Mleczko z zespołem CitizenGO w Polsce i na świecie

—

Więcej informacji:

Inicjatywa obywatelska Chrońmy dzieci

http://www.chronmywspierajmy.pl/

Wojna hybrydowa czy „sytuacja rynkowa” czyli agonia Zakładów Azotowych Puławy

Wojna hybrydowa czy „sytuacja rynkowa” czyli agonia Zakładów Azotowych Puławy SA.

pink-panther wojna-hybrydowa-czy-sytuacja-rynkowa

Po co panu Putinu użycie bomby atomowej przeciwko Polsce skoro są tańsze i przyjemniejsze sposoby. W dodatku nie wywołujące moralnego oburzenia świata czy innych „adekwatnych odpowiedzi”.

Wystarczy mieć swojego człowieka od jakiegoś czasu na wrogim terytorium i dać mu się wykazać. Żeby było śmieszniej i okrutniej, kret wykazałby się za pieniądze wroga  konkretnie za dywidendy z wrogiego przemysłu. Rozwalenie całej branży ciężkiej syntezy chemicznej (czy tego, co z niej zostało po latach „transformacji ustrojowej” patrz: Zakłady Chemiczne Oświęcim, Zakłady Chemiczne Chorzów, Zakłady Azotowe Kędzierzyn), zaopatrującej m.in rolnictwo na ziemiach polodowcowych w nawozy azotowe czy przemysł płyt drewnopodobnych w żywice z  melaminy – surowca do produkcji szerokiej gamy produktów tzw. wykończeniówki budowlanej czy przemysłu meblarskiego – to czysta, tania robota.  Kosztuje tyle, ile skorumpowanie pewnej ilości decydentów w przemyśle i polityce. Czyli w polskich warunkach bardzo niewiele.  A na końcu winna ma być „sytuacja rynkowa”.

Ten kret  nie musi się pojawiać w granicach wrogiego państwa. Ma od lat przedstawicieli. I nie myślę o pełnomocnikach firm z rajów podatkowych na walnych zebraniach Grupy Azoty. To byłoby zbyt proste. Chociaż niewykluczone.

Ale przejdźmy do tzw. meritumu.

Po raz pierwszy w historii Zakładów Azotowych Puławy S.A. została na długi okres zatrzymana produkcja dwóch kluczowych instalacji: melaminy i kaprolaktamu. Instalacje te pracują nieprzerwanie (poza planowanymi remontami i krótkimi awariami) prawie od lat 50 czyli od połowy lat 70-tych XX w.

Ogłoszone przez władze spółki zamiary zwolnień masowych , głównie pracowników tych instalacji wskazują, iż celem ostatecznym jest ich zamknięcie.


A ostateczne zamknięcie instalacji oznacza w konsekwencji ich wymontowanie i sprzedaż zapewne po cenie złomu.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że inwestycja kaprolaktamu o zdolności 50 tysięcy ton/rok kosztowała w latach 70-tych XX w. ok. 100 mln USD. A dodatkowe koszty zostały poniesione na podniesienie zdolności do 65 tysięcy ton/rok.

Pierwsza instalacja melaminy zbudowana na bazie technologii austriackiej o zdolności projektowej 32 tysięcy ton/rok kosztowała ok. 30 mln USD a łączny koszt kolejnych dwóch instalacji oddanych do użytku w roku 2001 (30 tysięcy ton/rok) i w roku 2003 (30 tysięcy ton /rok) wyniósł co najmniej 100 mln USD.

Trwałe unieruchomienie majątku przemysłowego w dobrym stanie technicznym (w ciągu ostatnich 50 lat ponoszone były tam dodatkowe nakłady na m.in. pakownie , magazyny, okresowe remonty o szacunkowej łącznej wartości ok. 200 mln zł) dawałoby łączną szkodę w wysokości 1,2 mld złotych w cenach ówczesnych.

Do tych szkód należy doliczyć utracone korzyści ze sprzedaży produktów chemicznych, która niwelowała w dużym stopniu problem wysokiej sezonowości sprzedaży nawozów azotowych ZA „Puławy”S.A., których zdolności produkcyjne stanowią połowę krajowych zdolności produkcyjnych : saletra amonowa – 1.100 tysięcy ton/rok, mocznik ok. 1.000 tysięcy ton /rok, siarczan amonu ok. 140 tysięcy ton/rok.

Rentowność obu instalacji: melaminy i kaprolaktamu w ciągu ich 50 lat eksploatacji oscylowała między -10% a +40%.

Wg danych z lat 2004-2008 w łącznej wartości sprzedaży ZA „Puławy” S.A wynoszącej 8.698.0 mln zł, łączna sprzedaż melaminy i kaprolaktamu wyniosła 3.030,3 mln zł tj. 34,8%.

Przyjąwszy tylko szacunkowy poziom 5% rentowności tych produktów, oznaczałoby to utracone korzyści w wysokości co najmniej 150 mln złotych w ciągu zaledwie 4 lat.

Główną przesłanką do oceny, iż zamiarem decydentów w Tarnowie lub w Puławach jest trwałe zamknięcie obu instalacji są pogłoski o decyzji zwolnieniu obu załóg na tych instalacjach, czyli 800-1000 wysoko wykwalifikowanych pracowników w zakresie inżynierii chemicznej.

Co oznacza gwałtowne zubożenie miasta i powiatu i gwałtowne pogorszenie sytuacji ekonomicznej wielu małych firm handlowych, zaopatrzeniowych i usługowych. Czyli dalsze zwolnienia i dalsze ubytki podatków dla Skarbu Państwa.

Pozostaje pytanie, jakie mogą być przyczyny tak drastycznego i niezrozumiałego  działania.

Biorąc pod uwagę przyjęty od kilku lat system zarządzania Zakładami Azotowymi „Puławy” S.A. w kilka lat po dokonaniu tzw. konsolidacji czyli przekazania ok.95% akcji ZA Puławy do Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach (obecnie Grupa Azoty z siedzibą w Tarnowie) nie można wykluczyć najgorszego scenariusza, czyli – działania władz spółki dominującej na szkodę „swojej własności” czyli spółki przejętej.

A konkretnie czyn niegospodarności i nadużycia zaufania w zakresie zarządzania powierzonego majątku przez zarząd Grupy Azoty Tarnów za wiedzą i zgodą zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” S.A. jak to określa art. 296 Kodeksu Karnego.

Od kilku lat wszyscy lub niektórzy członkowie zarządu/zarządów Grupy Azoty w Tarnowie w porozumieniu z wszystkimi lub niektórymi członkami zarządu/zarządów ZA Puławy S.A mogli nadużywać udzielonych im uprawnień lub niedopełniać powierzonych im obowiązków finanse ZA „Puławy” SA, w tym m.in.:

– z naruszeniem /ominięciem obowiązków wynikających z przepisów o łączeniu spółek kapitałowych (art.498 – art. 516 Kodeksu Spółek Handlowych Ustawa z 9 czerwca 2022 r. o ogłoszeniu jednolitego tekstu Kodeksu Spółek Handlowych Dz.U z 2022 r. poz.1467 oraz obowiązujących dyrektyw UE o zasadach łączenia spółek kapitałowych), w szczególności bez opracowania stosownego planu połączenia obu spółek ujawniającego cel łączenia i korzyści dla obu podmiotów z tego wynikającej zweryfikowanego przez biegłego księgowego i zarejestrowanego w KRS – m.in. podjęli decyzję o przejęciu przez Grupę Azoty Tarnów funkcji pionu sprzedaży ZA Puławy, w tym przejęcia pracowników kluczowych ZA Puławy w zakresie handlu kaprolaktamem, melaminą i nawozami, znających rynki, klientów i warunki panujące na rynkach od co najmniej 20 lat,

Jak się wydaje, obejściem wymogów określonych w artykułach 498-516 Kodeksu Spółek Handlowych o łączeniu spółek kapitałowych była tzw. Aktualizacja z maja 2017 roku dokumentu o nazwie „Strategia Grupy Azoty na lata 2013-2020, opisana na stronie 14 Wystąpienia Pokontrolnego NIK „I/20/002 Wybrane aspekty działalności Grupy Azoty SA oraz spółek zależnych” jest powołanie tzw. Segmentu Agro , mający na celu zmonopolizować handel produktami spółek zależnych Grupy Azoty przez spółkę dominującą.

Sformalizowano to poprzez zmuszenie spółek zależnych do podpisania umowy, na podstawie której powołano z dniem 12 lutego 2018 r. tzw. Departament Korporacyjny Handlu Segmentu Agro z siedzibą w GA ZAP.

Problem polega na tym, iż działania te stoją w sprzeczności z literą i duchem ustawy o ochronie konkurencji i konkurentów z dnia 16 lutego 2007 r. (Dz. U.2007 Nr. 50 poz. 331 ze zmianami) a w szczególności z Art. 6.1. w brzmieniu:”… Zakazane są porozumienia, których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, ograniczenie lub naruszenie w inny sposób konkurencji na rynku właściwym, polegające w szczególności na:
1) ustalaniu, bezpośrednio lub pośrednio, cen i innych warunków zakupu lub
sprzedaży towarów;
2) ograniczaniu lub kontrolowaniu produkcji lub zbytu oraz postępu technicznego
lub inwestycji;
3) podziale rynków zbytu lub zakupu

4) stosowaniu w podobnych umowach z osobami trzecimi uciążliwych lub
niejednolitych warunków umów, stwarzających tym osobom zróżnicowane
warunki konkurencji;
5) uzależnianiu zawarcia umowy od przyjęcia lub spełnienia przez drugą stronę
innego świadczenia, niemającego rzeczowego ani zwyczajowego związku
z przedmiotem umowy;
6) ograniczaniu dostępu do rynku lub eliminowaniu z rynku przedsiębiorców
nieobjętych porozumieniem;
7) uzgadnianiu przez przedsiębiorców przystępujących do przetargu lub przez tych
przedsiębiorców i przedsiębiorcę będącego organizatorem przetargu warunków
składanych ofert, w szczególności zakresu prac lub ceny.
2. Porozumienia, o których mowa w ust. 1, są w całości lub w odpowiedniej
części nieważne, z zastrzeżeniem art. 7 i 8….”.

Tymczasem pojawiły się pogłoski, iż niektórzy klienci, którzy chcieli kupić towar z ZA „Puławy” S.A byli zmuszani do zakupu „w pakiecie” również jakieś towaru z Grupy Azoty w Tarnowie. Albo że kaprolaktam z ZA Puławy sprzedaje pion handlowy ZA Tarnów (Grupa Azoty). A nawet, że Grupa Azoty w Tarnowie kupowała kaprolaktam w ZA Puławy po koszcie wytworzenia o nie po cenie rynkowej.

Sprawdzono akta KRS nr 0000075450 Grupy Azoty dawniej Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościskach w Wydziale XII KRS w Krakowie i za okres 2013 – 2020 nie znaleziono planu połączenia ZA Puławy i Grupy Azoty w jeden podmiot.

Więc wg stanu na dzień dzisiejszy są to dwa odrębne podmioty prawa handlowego, które winny prowadzić samodzielną politykę handlową, jak to robiły przez 50 lat.

Zatem wszelkie zmowy handlowe mające na celu ograniczenie swobodnego dostępu do towaru spółki zależnej są w oczywisty sposób działaniem zarówno na szkodę spółki zależnej jak i na szkodę klienta. Co wyczerpuje art.296 Kodeksu Karnego.

  1. Zamknięcie instalacji melaminy i kaprolaktamu w ZA Puławy S.A pod pretekstem „sytuacji rynkowej”, w warunkach, gdy zainteresowana spółka zależna nie ma możliwości sprawdzenia
  1. kwalifikacji handlowych osób zajmujących się w Grupie Azoty Tarnów sprzedażą kaprolaktamu i melaminy (zwłaszcza melaminy, której Tarnów nie produkuje),
  2. prawdziwych celów wyeliminowania puławskiego kaprolaktamu i puławskiej melaminy z rynku krajowego i rynku międzynarodowego w warunkach wojen hybrydowych prowadzonych przeciwko Polsce przez różne państwa, z Rosją na czele

– każe zapytać o powody dalszego tolerowania na liście akcjonariuszy Grupy Azoty w Tarnowie spółek będących pośrednio własnością ( poprzez rosyjską firmę nawozową Acron) Wiaczesława Moshe Kantoa obywatela Rosji i Szwajcarii – Opansa Enterprises Limited i Rainbee Holdings Limited.

 Zarząd Grupy Azoty w swoich oświadczeniach bagatelizuje możliwość wpływu  „w jakikolwiek sposób”   Wiaczesława Moshe Kantora na sposób funkcjonowania Grupy Azoty w Tarnowie lub w spółkach zależnych, jak ZA Puławy S.A. to przemilczana zostaje jedna możliwość.

Możliwość skorumpowania różnych osób na terenie Polski, mogących mieć różny wpływ na osoby kierujące tymi spółkami od wewnątrz lub z zewnątrz, z korupcją włącznie.

Zamiast więc zrzucać bombę atomową na Polskę, o wiele wygodniejsze jest zniszczenie dużej grupy przemysłowej, mającej wpływ zarówno na niezależną produkcję żywności w Polsce (nawozy) jak i dostarczającej ważnego komponentu do przemysłu, którego wartość produkcji stanowi obecnie 2.3% GDP Rzeczpospolitej Polskiej i który tworzy rynek ok. 30 tysięcy firm, z tego 84 to przedsiębiorstwa duże, ok. 1600 firm to przedsiębiorstwa średniej wielkości a ponad 27 tysięcy firm to mikroprzedsiębiorstwa dające pracę 5-10 osobom. Czyli szacunkowo jest to branża zatrudniająca co najmniej 30 tysięcy miejsc pracy , głównie w małych miastach i na prowincji.
Chodzi o przemysł meblarski, który opiera się na wszelkiego rodzaju płytach na bazie żywic melaminowych i jest drugim pod względem wartości eksporterem na świecie ( 15,75 mld USD) . Pierwsze zajmują Chiny – 86,9 mld USD a trzecie Niemcy – 14,6 mld USD, Włochy 13,2 mld USD i Wietnam -12,9 mld USD. (źródło: https://www.statista.com/statistics/1053231/furniture-leading-exporters-worldwide/).

Na liście największych producentów nie ma Rosji, która nie ma instalacji melaminy. Budowa niewielkiej instalacji melaminy została wstrzymana z powodu sankcji.

W dawnym ZSRR była instalacja melaminy w Armenii, ale została zniszczona w czasie trzęsienia ziemi w 1987 r. Od tego czasu nie wybudowano tam nowej instalacji a meble głownie się importuje.

Mimo, że główne surowce do produkcji melaminy i do produkcji mebli występują w Rosji niemal w nieograniczonych ilościach: jest to mocznik produkowany z amoniaku jako główny surowiec do produkcji melaminy a następnie żywic melaminowych oraz drewno i odpady drewniane tartaczne.

Wiaczesław Mosze Kantor jest jedynym akcjonariuszem firmy Acron Group z siedzibą w Nowogrodzie Wielkim , która jest kombinatem nawozowym produkującym saletrę amonową, NPK ale też mocznik jako nawóz ale i potencjalny surowiec do produkcji melaminy.

Jako akcjonariusz Grupy Azoty doskonale zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie dałoby mu zatrzymanie na stałe produkcji melaminy w ZA Puławy SA pod dowolnym pretekstem i wymontowanie oraz przeniesienie do Rosji „zbędnej instalacji”. Teoretycznie jest to możliwe, albowiem już w latach 90-tych taki „eksperyment” został wykonany w przypadku fabryki „Żelatyna” w Puławach, której maszyny zostały przez nowego właściciela wymontowane i przewiezione oficjalnie w Kieleckie a dyskretnie podobno gdzieś na Białoruś, skąd nagle zaczęła Polskę zalewać tania żelatyna.

W przypadku ZA Puławy SA warto pamiętać, że jeden z byłych prezesów tej firmy ma w życiorysie zawodowym zasiadanie w radzie nadzorczej w spółce na terenie Federacji Rosyjskiej o nazwie ZAO AFK z siedzibą w mieście Kemerowo ul. Tulska 9 i głównym biurem w miejscowości Anżero-Sudżensk , mającej produkować w ramach projektu samego prezydenta Federacji Rosyjskiej sklejkę brzozową czy inne płyty drewniane. A czy miał okazję poznać w związku ze swoimi obowiązkami zawodowymi lub społecznymi samego Moshe Kantora lub osoby, które go znają, to już inna sprawa.

  1. Aktualne skutki ekonomiczne zatrzymania produkcji melaminy i kaprolaktamu w ZA Puławy SA są takie, że w III i IV kwartale roku 2022 firma odnotowała bardzo poważne straty netto: III kwartał 2022 – 49,7 mln zł a w IV kwartale 2022 – 511,9 mln zł. Jest to absolutnie szokujący wynik.
    Tymczasem w I i II kwartale roku 2022 firma odnotowała wysokie zyski netto. Odpowiednio: I kwartał 2022 – zysk 455,8 mln zł a II kwartał 2022 – 396,4 mln zł. Czyli niby łącznie w roku kalendarzowym jest zysk netto w wysokości 290,54 mln zł czyli więcej niż w roku 2021 (126,01 mln zł), ale szokująco wysoka strata netto w IV kwartale 2022 plus zapowiedzi zwolnień pracowników produkcji (a jednocześnie zatrudnianie na stałe umowy w administracji) rodzi pytania o długofalowe cele spółki dominującej Grupy Azoty lub jej nadzorców.
     
  2. Należy bowiem mieć na względzie fakt, iż Grupa Azoty z siedzibą w Tarnowie może sobie pozwolić na pewnego rodzaju „beztroskę” w zarządzaniu majątkiem spółek zależnych, albowiem mimo skromnych wyników na poziomie zysku operacyjnego w porównaniu np. z ZA Puławy SA w latach 2011-2022 , dzięki otrzymywaniu dywidend od spółek zależnych.

W latach 2011-2022 łączna kwota dywidend otrzymanych przez Grupę Azoty w Tarnowie wyniosła 2.134.041 tysięcy zł.

Tymczasem dywidendy wypłacone przez ZA Puławy SA do Grupy Azoty w Tarnowie w okresie 2011-2022 wyniosły łącznie 1.315.494 tys. Zł czyli 61,6% ogólnej kwoty dywidendy pobranej od spółek zależnych.

W samym roku 2022 dywidendy pobrane przez Grupę Azoty wyniosła 340.542 tys. zł.

  1. w istotny sposób poprawiają wyniki netto Grupy Azoty w Tarnowie, co widać na poziomie wyników operacyjnych czyli przy odjęciu od przychodów ze sprzedaży kosztów jej wytworzenia , kosztów sprzedaży i kosztów ogólnego zarządu.

Analiza zysków/strat operacyjnych w układzie kwartalnym w Grupie Azoty w Tarnowie w okresie 2013-2022 czyli w okresie 40 kwartałów pokazuje zaledwie 17 kwartałów z dodatnim wynikiem operacyjnym, natomiast 23 kwartały stratami operacyjnymi. W przypadku wyników netto, kiedy wliczane są dywidendy otrzymane (ale też wypłacane czasem akcjonariuszom) kwartałów z wynikami ujemnymi jest „zaledwie” 14.

Po roku 1989 sytuacja ekonomiczna Zakładów Azotowych w Tarnowie – Mościcach, podobnie jak innych zakładów ciężkiej syntezy chemicznej nie była lekka. A w każdym razie znacznie gorsza niż sytuacja ZA Puławy SA.

I tak:

Lp.  Rok                   Sprzedaż mln zł                Zysk/Strata mln zł                    Współczynnik płynności **)

                                     ZAT*       ZAP*                      ZAT      ZAP                                ZAT       ZAP

  1. 1996                       877,9      1.073,2                   96,2       150,4                            0,76       4,36
  2. 1997                       975,5       1.045,1                   20,1          60,9                            0,61       1,41
  3. 1998                      911,6        1.027,7                  -58,8         15,8                            0,44        1,14
  4. 1999                      860,2           908,1                   16,1          – 3,3                            0,58         1,81
  5. 2000                  1.061,2         1.329,8                   22,0        105,9                            0.86         2,44
  6. 2001 841,7 1.271,2 -187,8 – 45,5 0,53 1,77

Jak więc widać w powyższym zestawieniu ZA w Tarnowie – Mościcach  było w drugiej połowie lat 90-tych mniejsze, słabsze i  miało problemy z płynnością gotówki, co skończyło się w 2002 roku postępowaniem układowym z wierzycielami, których było 578 a kwota wymaganych do zapłaty zobowiązań sięgała 220 mln zł. Zobowiązania wierzyciele zgodzili się zredukować o 40%. Ale  długi trzeba było płacić.

Sytuacja zmieniła się radykalnie po roku 2013, kiedy do oddłużonej spółki w Tarnowie zaczęły płynąć  od spółek zależnych ( Zakłady Azotowe „Puławy”SA, Zakłady Chemiczne „Police” SA, Zakłady Azotowe w Kędzierzynie oraz Kopalnie i Zakłady Przetwórcze Siarkopol w Tarnobrzegu ) dywidendy a w dodatku zarządy tych spółek są pod presją „ręcznego sterowania  spółki dominującej  z Tarnowa”, która uprawiając slalom pomiędzy przepisami  prawa, na koszt tych spółek i ich odpowiedzialność samowolnie prowadzi politykę handlową i inwestycyjną jak również płacową, bardzo bolesną zwłaszcza dla pracowników ZA Puławy SA.

A tymczasem wyniki lat 2013 -2022 odpowiadają na pytanie, dlaczego Grupa Azoty w Tarnowie oszczędnie gospodaruje informacjami ekonomicznymi , kryjąc swoje własne wyniki finansowe za sprawozdaniami finansowanymi całej Grupy czyli skonsolidowanymi.

Odpowiada na to porównanie wyników jednostkowych za ostatnie lata (tys zł):

                                                                                                          ZA Puławy  SA                       Grupa Azoty Tarnów

  1. Sprzedaż   lata          2018-2022                               22.012.350                              11.960.057

                                           2013-2017                              18.126.728                                 8.703.883

                                          2011-2012                                   6.484.786                                3.912.890

Razem sprzedaż           2011-2022                                  46.623.864                                24.576.829

  1. Zysk Operacyjny    zł             2018-2022                                 1.058.947                                       348.090

                                           2013-2017                                 1.908.882                                            4.451

                                                        2011-2012                                     927.378                                         391.762                                    Razem                                   2011-2022                                   3.895.207                                       744.303

  1. Zysk netto                               2018-2022                                  1.023.831                                         902.791

                                            2013-2017                                  1.677.019                                      1.047.373

                                           2011-2012                                      832.952                                         458.567

Razem zysk netto                         2011-2022                                    3.533.802                                      2.408.731

  1. Dywidendy  otrzymane        2018-2022                                       –                                                      868.600

                                            2013-2017                                      –                                                   1.106.989

                                             2011-2012                                     –                                                       158.422

    Razem                                         2011-2022                                     –                                                    2.134.041

  1. Dywidendy  z ZAP                  2018-2022                                        349.231 (40,2%)                             –                        wypłacone do ZAT                 2013-2017                                         877.187 (79.2%)                             –

                                           2011-2012                                           89.076 (56,2%)                            –    

Razem                                            2011-2022                                      1.315.494 (61,6%)                            –

Nie wiemy, ile z łącznej kwoty dywidend wypłaconych przez ZA „Puławy” SA na rzecz Grupy Azoty SA w Tarnowie 1.315.494 tys zł otrzymały spółki, których właścicielem jest Wiaczesław Moshe Kantor. Nie wiemy, jakie są  wpływy w Polsce właściciela  drugiego co do wielkości pakietu akcji Grupy Azoty,  który nigdy nie potępił napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. I jakie były i są jego  długofalowe zamiary wobec Grupy Azoty w ogólności a wobec ZA „Puławy” SA W szczególności.

Od mniej więcej trzech lat krążą w miasteczku różne plotki zaczynające się od słowa „podobno”. Jedne dziwniejsze czy raczej gorsze od innych.

Podobno „Azoty Puławy zostały połączone z Azoty w Tarnowie”, podobno „Tarnów zabrał z ZA Puławy informatyków i handlowców”, podobno „pracownicy handlowi z Puław  otrzymywali propozycje nie do odrzucenia: przeniesienie do Tarnowa albo na ulicę”, podobno „dwoje najstarszych stażem pracowników handlowych ZA Puławy sprzedających melaminę i/lub kaprolaktam oraz nawozy w eksporcie zostało w dziwnych okolicznościach wyrzuconych z pracy”, podobno „Tarnów kupuje sobie kaprolaktam z Puław po koszcie technicznym wytworzenia a nie po cenie rynkowej” a na nieśmiałe protesty odpowiada (też podobno), że „przecież możecie sobie sprzedać na rynku produkt uboczny przy produkcji kaprolaktamu – siarczan amonu” (Podpowiem, że firma robi to od początku, więc bez łaski). Podobno  „nagrody przed świętami typu Boże Narodzenie są bardzo sympatyczne w Tarnowie a w ZA Puławy raczej symboliczne lub nie ma ich wcale”, Podobno „pracownicy produkcji z wykształceniem specjalistycznym przez lata nie mogą doczekać się umów pracy stałych tylko pracują na umowach czasowych”. Ale za to podobno „do biurokracji przyjmuje się różnych krewnych i znajomych królika od razu na umowy stałe”. Podobno „jeden taki załapał się na stanowisko kierownicze do działu rozwoju za oczywiście przyjemną kaskę” a tu firma „się zwija.

Przez kilkadziesiąt lat instalacje ZA Puławy SA niezależnie od trudności na rynku pracowały nieprzerwanie. Ale wtedy nie brakowało fachowców od dołu do góry piramidy zarządzania. I byli oni szanowani. Obecnie panuje beztroska a wśród członków zarządu trudno doszukać się specjalisty od inżynierii chemicznej czy ekonomisty z prawdziwego zdarzenia.

Nie muszę mówić, że wszystkie te bardziej czy mniej prawdziwe (raczej bardziej) opowieści obciążają konto obozu rządzącego a do wyborów kilka miesięcy. I nikt nie uwierzy, że „władza nie wie”. To bardzo bolesne dla kilku tysięcy pracowników i plus minus 10-20 tysięcy ich bliskich i dalszych krewnych, którzy przez lata głosowali na obecną władzę.

Nie wiemy, kto podkłada taką tłustą świnię obecnej władzy , mamy więc nadzieję, że zainteresuje się tym tematem (nie licząc zupełnie formalnej kwestii miliardowej wielkości szkód dla Skarbu Państwa) parę służb i urzędów, zaczynając od ABW, CBA, Prezesa NIK ( była w 2020 roku w ZA Puławy w paru strategicznych kwestiach w rodzaju gospodarowania domem wczasowym) czy panów prokuratorów wyższej rangi. No i oczywiście kontrwywiadu. On się powinien zainteresować pierwszy, kto nam szyje buty.

Wstępny szacunek szkód jest tak wielki, że szybkie przedawnienie nie grozi. Raczej chodzi o to, aby władze zareagowały konkretnie na ten skandal, żeby nie powiedzieć  na  „sukces pana Putina w branży nawozów azotowych i innych chemikaliów”.
Posadzenie za kratki pana  Włodzimierza K. się nie liczy, bo on był ministrem  skarbu koło roku 2013 i skoro siedzi, to raczej nie wydawał polecenia zamykania instalacji melaminy i kaprolaktamu. A może jednak?

PS. Gdyby ktoś nie wiedział, to saletra amonowa służy do produkcji materiałów wybuchowych. A w ZA Puławy zdolności produkcyjne wynoszą ponad 1 mln ton na rok.

A tym wszystkim rządzą od lat „specjaliści od kontrolingu, marketingu, historii oraz innych szlachetnych nauk humanistycznych. Brakuje za to w kolejnych zarządach  speców od inżynierii chemicznej i ekonomistów po SGH z praktyką w przemyśle chemicznym.

Więc bomba atomowa do zniszczenia Polski nie jest potrzebna. Wystarczy jeden lub kilku kretów z opcji niemieckiej albo sowieckiej, albo łącznie.

Odległy cel coraz bliżej. Myślą perspektywicznie!

Odległy cel coraz bliżej

Stanisław Michalkiewicz coraz-blizej

Co tu dużo gadać; Judenrat “Gazety Wyborczej” myśli perspektywicznie. Niedoścignionym wzorem  perspektywicznego myślenia był “drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek – jeden z naszych “skarbów narodowych” – jak określiła go pani Magdalena Albright, podówczas sekretarz stanu USA. Drugim naszym skarbem narodowym był bowiem “profesor” Władysław Bartoszewski. Otóż w 1993 roku, z inicjatywy posła Alojzego Pietrzyka został złożony wniosek o votum nieufności wobec rządu panny Hanny Suchockiej. Przed głosowaniem Wielce Czcigodny poseł Andrzej Potocki odwiedził był biuro Unii Polityki Realnej, która miała wówczas 4 posłów, żeby wysondować, na jakich warunkach UPR mogłaby głosować za rządem. Posłowie UPR podali dwa warunki: jeśli koalicja rządowa obniży stawkę VAT z 22 do 7 procent oraz – jeśli poprze ustawę o restytucji mienia.

Po 5 godzinach  poseł Potocki oświadczył, że koalicja warunki odrzuca, wobec czego następnego dnia 4 posłów UPR głosowało przeciwko rządowi, który upadł zaledwie jednym głosem. Okazało się przy tym, że prof. Geremek w ogóle nie powiadomił koalicyjnych posłów KL-D o tych warunkach, które według nich były do przyjęcia. Ale prof. Geremek wolał zaryzykować upadek własnego rządu, niż doprowadzić do przeforsowania ustawy o restytucji mienia, która zakładała przywrócenie obywatelom polskim własności zagrabionej przez komunistów. Już wtedy myślał, a może już wtedy wiedział o  przygotowaniach żydowskich organizacji przemysłu hololaustu do wysunięcia wobec Polski roszczeń majątkowych, dotyczących m.in. tak zwanej własności bezdziedzicznej i wolał, by ta sprawa pozostała otwarta. I tak się stało i tak jest aż do dnia dzisiejszego.

Judenrat “Gazety Wyborczej” nie tylko myśli perspektywicznie, ale wykorzystując swój wpływ na mikrocefali sufluje im, jak mają postępować, ubierając te instrukcje w postać informacji, na przykład – „co na jakiś temat myślą postępowe kobiety”. Okazuje się, że coraz więcej postępowych kobiet w Polsce  nie chce mieć dzieci. Część nie chce, żeby zrobić na złość Naczelnikowi Państwa, ale inna część nie chce mieć dzieci ze względu na życiowe wygody.

To prawda, że znacznie przyjemniej tylko się bzykać, a potem ewentualny wypadek przy pracy wyskrobać, niż podejmować trud wychowania dzieci. Najciekawszy jednak jest sposób myślenia postępowych kobiet, które unisono uważają, że “już nie musimy” mieć dzieci. Jeśli Judenrat “Gazety Wyborczej” nie  koloryzuje na ten temat, to byłby to bardzo poważny argument przeciwko dopuszczaniu postępowych kobiet do rządzenia państwem, ponieważ nie są one w stanie przewidzieć skutków swoich decyzji.

Domyślam się, że pogląd, jakobyśmy już nie musieli mieć dzieci, jest uzasadniany przez postępowe kobiety tym, że jest ZUS, który wypłaci im emeryturę w wysokości uzależnionej od wielkości składki na ubezpieczenie społeczne. W tej sytuacji koszty wychowania i wykształcenia dzieci osłabiają nadzieję na wysoką emeryturę, kiedy to zaczyna się prawdziwe życie. Podobny pogląd głosił w swoim czasie Jerzy Urban, który w odróżnieniu od postępowych kobiet był inteligentny, chociaż była to inteligencja zdeprawowana. Jedną z przyczyn tego zdeprawowania upatruję w tym, że Jerzy Urban był Żydem, podobnie jak członkowie Judenratu “Gazety Wyborczej”, którzy w lansowaniu takich poglądów mają swój interes.

Tymczasem nieżyjący od 2014 roku amerykański ekonomista, laureat nagrody Nobla z ekonomii w roku 1992, Gary Stanley Becker, w książce “Ekonomiczna teoria zachowań ludzkich” twierdzi, że ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Jednym z przykładów takiej, nawiasem mówiąc – błędnej – kalkulacji są właśnie powszechne, obowiązkowe ubezpieczenia społeczne. Pozornie rozrywają one związek między poziomem życia ludzi starszych, a posiadaniem przez nich dzieci. Zanim się one pojawiły, dzieci były przez rodziców traktowane jako inwestycja, bo od ich posiadania, od ich przygotowania do życia i od ich wychowania – czy zostało im wpojone poczucie odpowiedzialności, czy nie – zależał los ludzi starych. Ubezpieczenia społeczne pozornie związek ten rozrywają, a temu wrażeniu sprzyja też działalność państwa, zainteresowanego, by jak najwięcej pieniędzy wpływało do systemu.

Nie chcecie mieć dzieci? To świetnie, to w takim razie udostępnimy wam środki antykoncepcyjne, zalegalizujemy aborcję – i tak dalej. W rezultacie liczba dzieci systematycznie spada, ale po 40-50 latach okazuje się, że gwałtownie wzrósł w społeczeństwie odsetek ludzi starych, których utrzymanie staje sie coraz bardziej kosztowne. Jak obliczono, wydatki na człowieka w ostatnich 6 miesiącach jego życia są podobne do wydatków, jakie ubezpieczalnia ponosi na tego samego człowieka przez cały wcześniejszy okres jego życia.

W tej sytuacji rozsądek i rachunek ekonomiczny podpowiada, żeby ten okres maksymalnie skrócić, a najlepiej – całkiem go wyeliminować. Z tego powodu propaganda eutanazji pojawia się i nasila w krajach, gdzie systemy ubezpieczeń społecznych zmierzają do bankructwa. Aborcja i eutanazja to dwie strony tego samego medalu tym bardziej, że na skutek wzrostu odsetka ludzi starych, muszą rosnąć obciążenia ludzi młodszych z tytułu składek ubezpieczeniowych. O ile w latach 60 przypadało w Polsce na jednego emeryta-rencistę siedem osób wpłacających do systemu, to obecnie już mniej, niż dwóch, a te proporcje stale się pogarszają.

W rezultacie ludzie młodzi, którzy mogliby założyć rodziny, kupić sobie mieszkanie – i tak dalej – drenowani są z pieniędzy pod pretekstem, że kiedyś dostaną emeryturę. Ale kiedy obciążenie z tego tytułu wzrośnie nadmiernie, młodzi ludzie mogą się zbuntować przeciwko utrzymywaniu starców-wampirów i nawet w katolickim kraju, takim, jak Polska może pojawić się poparcie dla legalizacji eutanazji.

Czy przypadkiem nie na to właśnie liczy Judenrat “Gazety Wyborczej”, realizujący na terenie naszego bantustanu zadania wyznaczane przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu, którym w 2018 roku udało się przeforsować w Kongresie USA ustawę numer 447? Jeśli nawet liczebność społeczeństwa polskiego spadnie, to liczba nieruchomości pozostanie taka sama, a po szczęśliwej zmianie właścicieli, można będzie pozostałych epigonów oczynszować. Inaczej być nie może, bo przecież bez kredytu niedługo nie da się żyć, a każdy kredytobiorca jest dożywotnim niewolnikiem banksterów i musi pracować na ich zyski. Ale żeby to zrozumieć, trzeba zdawać sobie sprawę z dalekosiężnych skutków własnych działań, tedy na wszelki wypadek Judenrat “Gazety Wyborczej” intensywnie duraczy postępowe kobiety, bo skoro są postępowe, to znaczy, że są na duraczenie podatne.  Co tu dużo gadać; myślą perspektywicznie!

Przejęcie „Rzeczpospolitej”. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez antropozofów.

Przejęcie „Rzeczpospolitej”. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez antropozofów.

Kto stoi za przejęciem „Rzeczpospolitej”. Ideologiczny rodowód niemieckiego GLS Bank

niemcy-chca-miec-wplyw

Zagraniczny fundusz wykupił 40 proc. spółki Gremi Media, wydawcy „Rzeczypospolitej”, a transakcję – kierując się politycznymi pobudkami – sfinansował niemiecki bank GLS. Cezary Gmyz, korespondent TVP w Berlinie, wskazuje na ideologiczny rodowód instytucji, nastawionej nie na zysk, ale promowanie skrajnie lewicowej ideologii. Co kryje się za niemieckimi przejęciami mediów w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej?

============================

„Zobowiązanie, które się opłaca” – tak niemieckie Deutsche Welle opisuje mechanizm i cele zakupu Gremi – wydawcy „Rzeczypospolitej” przez Pluralis. 

Korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz wskazuje, że to ciekawa transakcja, ale ciekawa jest też sama instytucja, która ją finansuje. 

 Gmyz: Bank założony przez antropozofów 

 – Nie jest to zwykły bank. To bank, który nie jest nastawiony [..głównie.. md] na zysk, ale na promowanie ideologii skrajnie lewicowej. Bank ten finansuje m.in. ruchy LGBT czy zielone. Został założony przez tzw. antropozofów, czyli ludzi związanych z ruchem waldorfowskim. To ruch, który ma już ponad 100 lat i jest postrzegany często jako konkurencja czy firma niechętna chrześcijaństwu – wyjaśnia korespondent Telewizji Polskiej.  

Zauważa przy tym, że w kontekście kontroli nad mediami na rynku niemieckich, to mamy do czynienia z całkowicie inną sytuacja niż w Polsce. Tam – tłumaczy korespondent – „znakomita większość, niemal 100 proc., to media niemieckie”, a wszelkie próby wprowadzenia na niemiecki rynek czasopism zagranicznych spełzły na niczym.  

Niemiecki rynek medialny – czyli „kapitał ma znaczenie” 

Wspomniał m.in. nieudaną próbę wejścia „Financial Times”, konkurencji dla niemieckiego dziennika ekonomicznego „Handelsblatt”. Nieudaną – bo spotykała się m.in. z niechęcią reklamodawców.  

– Jeszcze bardziej spektakularnym przykładem był przypadek „Berliner Zeitung”, którą w pierwszej dekadzie XXI wieku przejął brytyjski magnat prasowy David Montgomery i natychmiast rozpoczęła się nagonka. Najłagodniejszym określeniem, jakim go nazywano, była „szarańcza”; po trzech latach wszystkie swoje niemieckie interesy sprzedał wydawcy niemieckiemu. Podobnie jest na rynku niemieckich mediów elektronicznych – wyjaśnia Gmyz.  

Czemu samolot polskiej Straży Granicznej szwenda się nad Morzem Czarnym? Polska straciła kontrolę? Czy chce być „od morza do morza”?

Czemu Samolot polskiej Straży Granicznej szwenda się nad Morzem Czarnym? Polska straciła kontrolę?

Samolot polskiej Straży Granicznej kontra rosyjski myśliwiec. Polska załoga straciła kontrolę nad maszyną polska-stracila-kontrole

Do samolotu polskiej Straży Granicznej, biorącego udział w misji Frontex-u, nad Morzem Czarnym trzy razy zbliżył się rosyjski myśliwiec, który wykonał agresywne i niebezpieczne manewry – podała PAP rzeczniczka SG por. Anna Michalska. Podczas zdarzenia polska załoga utraciła chwilowo kontrolę nad samolotem i straciła wysokość.

Rzeczniczka Straży Granicznej por. Michalska przekazała PAP, że do zdarzenia nad Morzem Czarnym doszło w piątek, 5 maja. „Podczas lotu patrolowego samolotu Turbolet L-410 polskiej Straży Granicznej, podczas operacji Frontex pod dowództwem Rumunii, na terenie operacyjnym wyznaczonym przez Rumunię, miało miejsce niebezpieczne zdarzenie” – przekazała porucznik.

„Dwusilnikowy rosyjski myśliwiec SU 35 wleciał bez żadnego kontaktu radiowego na teren operacyjny wyznaczony przez Rumunię, po czym wykonał agresywne i niebezpieczne manewry — trzy podejścia do polskiego samolotu bez bezpiecznej separacji. W efekcie tego zdarzenia doszło do dużej turbulencji samolotu polskiej Straży Granicznej” – wyjaśniła Michalska.

Wskazała, że podczas zdarzenia z rosyjskim myśliwcem 5-osobowa załoga polskich funkcjonariuszy SG utraciła chwilowo kontrolę nad samolotem i straciła wysokość. „Rosyjski samolot bojowy wykonał też przelot tuż przed samym dziobem samolotu SG, przecinając tor jego lotu w niebezpieczniej odległości. Według oceny załogi samolotu wynosiła ona około 5 metrów. Po trzecim podejściu rosyjski myśliwiec oddalił się od polskiego samolotu” – podała rzeczniczka SG.

„Załoga, w tym przede wszystkim dwoje pilotów (funkcjonariusz i funkcjonariuszka SG), wykazała się doskonałymi umiejętnościami i dużym opanowaniem, dzięki czemu udało się jej bezpiecznie wylądować” – zaznaczyła.

Podkreśliła, że załoga samolotu Straży Granicznej Turbolet L 410 – dwóch pilotów i trzech operatów systemów lotniczych – to funkcjonariusze I Wydziału Lotniczego Biura Lotnictwa Straży Granicznej w Gdańsku.

Funkcjonariusze Biura Lotnictwa Straży Granicznej w misji Frontex – JO MMO Black Sea 2023 biorą udział od 19 kwietnia 2023. W tym roku jest to druga operacja, w której biorą udział polscy funkcjonariusze SG. Pierwsza odbyła się na początku roku we Włoszech.

Co szykują? MSWiA chce, żeby przez lotnisko Rzeszów-Jasionka można było transportować materiały radioaktywne

Co szykują? MSWiA chce, żeby przez lotnisko Rzeszów-Jasionka można było transportować materiały radioaktywne

MSWiA proponuje w projekcie rozporządzenia dopisać lotnisko Rzeszów-Jasionka do wykazu przejść granicznych, przez które mogą być przewożone materiały jądrowe, źródła i odpady promieniotwórcze oraz wypalone paliwo jądrowe.

Zgodnie z opublikowanym projektem rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji zmieniającego rozporządzenie w sprawie wykazu przejść granicznych, przez które mogą być wwożone na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i wywożone z tego terytorium materiały jądrowe, źródła promieniotwórcze, urządzenia zawierające takie źródła, odpady promieniotwórcze i wypalone paliwo jądrowe, przewóz takich materiałów ma być możliwy także przez lotnisko Rzeszów-Jasionka.

Jak podkreśla się w uzasadnieniu, projekt został opracowany w związku z koniecznością zabezpieczenia możliwości wwozu i wywozu wskazanych materiałów przez rzeszowskie lotnisko, co spowodowane jest sytuacją geopolityczną oraz istotną rolą, jaką port lotniczy Rzeszów-Jasionka odgrywa w kontekście konfliktu zbrojnego na Ukrainie.

Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem, materiały jądrowe itp. mogą być przewożone przez przejścia graniczne: z Rosją drogowe w Bezledach, Grzechotkach i Gronowie, oraz przez kolejowe przejście Braniewo; z Białorusią przez drogowe przejścia Bobrowniki, Kukuryki i Kuźnica, oraz kolejowe w Terespolu; z Ukrainą: przez drogowe w Dorohusku, Korczowej i Medyce, oraz kolejowe przejścia Dorohusk i Przemyśl.

Dodatkowo do transportu materiałów radioaktywnych dopuszczone są morskie przejścia graniczne Gdańsk-Port, Gdynia, Szczecin i Świnoujście, a także lotniska; Gdańsk-Rębiechowo, Katowice-Pyrzowice, Kielce-Masłów, Kraków-Balice, Poznań-Ławica, Warszawa-Okęcie i Wrocław-Strachowice.

Strefa wolna od myślenia? Kolejne „strefy wolne od noży”.

Strefa wolna od myślenia? Kolejne „strefy wolne od noży”.

5/05/2023 strefa-wolna-od-myslenia

Rząd Niemiec planuje wprowadzenie kolejnych „stref wolnych od noży”. Miałyby one obowiązywać w komunikacji zbiorowej oraz centrach miast. Ma to zagwarantować większe bezpieczeństwo.

Czy aby na pewno ten cel zostanie w ten sposób osiągnięty?

Jak informuje Deutsche Welle, w Niemczech już teraz: „generalnie obowiązuje zasada, że przedmioty, których można użyć do spowodowania obrażeń poprzez ciosy, pchnięcia lub rzuty, są uważane za broń. Chociaż posiadanie większości noży, które mieszczą się w tej kategorii, jest legalne, nie wolno ich mieć przy sobie w miejscach publicznych. Scyzoryki i noże otwierane, które można obsługiwać jedną ręką, muszą być transportowane w zamkniętych pojemnikach, a w mieszkaniu – przechowywane w bezpieczny sposób. Inne noże – kuchenne, do dywanów i dla nurków – są objęte ustawą o broni, jeśli ostrze jest dłuższe niż 12 cm. Nie wolno ich więc mieć przy sobie w miejscach publicznych. Noże sprężynowe, motylkowe i otwierane są generalnie zakazane.”

Deutsche Welle przypomina też, iż: „w szeregu niemieckich miast już utworzono strefy wolne od broni. W Kolonii i Duesseldorfie każdy, kto ma przy sobie paralizator, nóż o ostrzu dłuższym niż 4 cm, gaz łzawiący lub pieprzowy, musi się liczyć z mandatem do 10 tysięcy euro.”

Nie wydaje się, aby wprowadzanie kolejnych tego typu restrykcji przynosiło spadek przestępczości. Można powiedzieć, że przecież już teraz cały kraj jest strefą wolną od przestępstw. Na obszarze całych Niemiec obowiązuje prawo, wedle którego nie wolno nikogo napadać, zabijać, gwałcić i okradać ani niszczyć czyjegoś mienia. Grożą za to kary więzienia i grzywien.

Przestępcy z definicji nie przejmują się jednak tym, że kodeks karny przewiduje możliwość trafienia za kraty za napaść lub rabunek i dokonują przestępstw pomimo tego, że jest to zabronione. Dodatkowo, Niemcy są w tej szczególnej sytuacji, że setki tysięcy osób przebywających na terenie tego kraju nie utożsamiają się z kodem kulturowym i obyczajami panującymi na kontynencie europejskim. Widać to szczególnie w takich miastach jak Kolonia, z pamiętną nocą sylwestrową 2015/2016.

Ograniczenia możliwości noszenia przy sobie noża czy gazu doprowadzą w praktyce do tego, że zwykli obywatele będą całkowicie bezbronni w obliczu zagrożenia, gdyż zostawią takie przedmioty w domach z obawy przed sankcjami karnymi. W tym samym czasie bandyci oraz „inżynierowie”, którzy przybyli w ostatnich latach do Niemiec zza morza, mogą nie podzielać tych obaw i dalej nosić przy sobie zakazane przez prawo przedmioty.

Restrykcje w dostępie do przedmiotów takich jak nóż powodują nie tylko spadek bezpieczeństwa zwykłych obywateli, ale również głębokie zmiany mentalne wśród społeczeństwa. W ubiegłym roku komentowaliśmy nagranie, które ukazało się w jednej z brytyjskich stacji telewizyjnych. Na początku myśleliśmy, że jest żartem lub fragmentem komediowego skeczu. Niestety, wyemitowano je na poważnie. Dwóch redaktorów brytyjskiej stacji wyraziło przerażenie faktem, że razem z nimi w studio znajdował się… nóż.

„21 calowy, brutalnie wyglądający, czarny nóż. Ostry, uwierz mi. Jest przerażający” – powiedział ze strachem w głosie jeden z dziennikarzy stacji LBC, wyciągając nóż i pokazując go koledze. „Tak, jest przerażający” – przytaknął drugi redaktor obecny w studio. „Gdyby ktoś podszedł do mnie z takim to myślałbym, że to koniec moich dni” – dodał.

„To jedna z najbardziej straszliwych rzeczy jakie kiedykolwiek trzymałem w ręku. Kupiłem go w internecie za jedyne 23,49 funtów, całkowicie legalnie” – powiedział dziennikarz po przeprowadzeniu śledztwa, którego celem miało być wykazanie, że tego typu przedmiot można wciąż swobodnie kupić, pomimo coraz większych restrykcji nakładanych na Brytyjczyków w zakresie posiadania broni oraz innych przedmiotów codziennego użytku (w tym noży).

„Więc nie masz niczego nielegalnego i siedzisz w tym studio naprzeciwko mnie z tym 21 calowym nożem, którym możesz zabić mnie w kilka sekund” – podsumował prowadzący rozmowę dziennikarz. „Jest przerażający” – podkreślił po raz kolejny jego redakcyjny kolega.

Posiadanie, nabywanie i noszenie noży jest w Wielkiej Brytanii surowo regulowane. Wiążą się z tym liczne sankcje i kary. Nielegalna jest sprzedaż noży osobom poniżej 18 roku życia. Nie wolno także posiadać przy sobie noża w miejscu publicznym bez „ważnej przyczyny”. Ściśle ograniczona jest możliwość kupowania wielu rodzajów noży (np. scyzoryków). Z polskiego punktu widzenia wydaje się to absurdalne. Ale do tego właśnie prowadzi propaganda pacyfizmu i podążające za nią działania zwolenników rozbrojenia.

Przykład Wielkiej Brytanii dobrze pokazuje, jak daleko mogą posunąć się rządzący, jeśli nie napotkają oporu oraz dążeń obywateli do rozszerzenia podstawowych swobód przynależnych każdemu człowiekowi. Tymczasem w Polsce wiele osób i środowisk krytykuje Fundację Ad Arma za rzekomo zbyt duży „radykalizm”, jakim ma być postulat wprowadzenia powszechnego dostępu do broni bez pozwoleń i reglamentacji. Często słychać argumenty w stylu: „przecież obecnie mamy dobre prawo, pozwolenie na broń można zrobić w kilka miesięcy, po co domagacie się więcej?” Odpowiedź jest prosta – wiemy, że bez jasno sprecyzowanego celu nie da się nie tylko poszerzyć dostępu do broni, ale na dłuższą metę nie da się także utrzymać status quo. Komuś, kto nie domaga się rozszerzenia swoich już ograniczonych wolności, prędzej czy później zostaną zabrane również te, które teraz jeszcze posiada.

Zabranie nam broni i zakazanie nam jej posiadania nie jest jednak końcowym celem zwolenników rozbrojenia.

Wiele osób myśli, że „elitom” sprawującym obecnie rządy na świecie chodzi o to, aby uniemożliwić zwykłym obywatelom dostęp do broni. Nie, im chodzi o to, aby zwykli ludzie bali się nawet POMYŚLEĆ o możliwości posiadania jakiegokolwiek przedmiotu mogącego służyć do obrony. Widać to doskonale na przykładzie brytyjskiego programu, w którym dwóch dorosłych mężczyzn jest głęboko przerażonych tym, że przez chwilę robią coś tak „ekstremalnego” jak trzymanie w ręku dużego noża.

W przeszłości (w starożytnym Rzymie) nawet niewolnicy mogli posiadać broń, a gdy jej nie mieli, to wielu z nich z pewnością pragnęło ją posiadać lub chociaż umieć się nią posługiwać. Stanowiło to nie tylko potencjalne, ale też często realne zagrożenie dla tych, którzy panowali nad niewolnikami. Niewolnicy XXI wieku mają nie tyle nie mieć broni, co mają przede wszystkim bać się broni i jak najdalej odrzucać od siebie myśl o tym, że mogliby chociażby na chwilę wziąć ją do ręki. A coś takiego jak posiadanie broni (jakiejkolwiek) na własność ma być daleko poza wyobrażeniem współczesnego człowieka. Dzięki temu nikogo nie będzie trzeba rozbrajać, bo po prostu nikt nie będzie chciał być uzbrojony.

Ostatecznie chodzi więc o złamanie naszej woli i naszych zasad, a nie o odebranie nam takich czy innych przedmiotów.

Duża część Zachodu ugięła się już pod tym naciskiem. Jaka będzie przyszłość Polski? Nie chcemy, aby w naszym kraju było tak samo (lub gorzej) jak w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. Dlatego Fundacja Ad Arma działa na rzecz przywrócenia w Polsce powszechnego dostępu do broni – bez pozwoleń, reglamentacji i rejestracji, oraz zachęca wszystkich obywateli (szczególnie mężczyzn) do posiadania broni i noszenia jej na co dzień. Nie walczymy o poluzowanie łańcucha, na którym rządzący trzymają własne społeczeństwo, ani o poprawę regulacji dotyczących tego, kto ma wydawać Polakom pozwolenie na posiadanie przedmiotów codziennego użytku. Walczymy o przywrócenie naszemu narodowi pełnej wolności w kluczowej dziedzinie – obrony własnego życia i mienia.

Jeżeli zgadzacie się Państwo z nami, prosimy o wsparcie naszej pracy na rzecz przywrócenia w Polsce powszechnego dostępu do broni i upowszechniania jej posiadania w naszym społeczeństwie:

nr konta 64 1020 5011 0000 9802 0292 2334

Fundacja Ad Arma 87-162 Krobia

Zbrodniarze i pajace wojenni: „Rakiety wystrzelone z Warszawy mogłyby spaść na Kreml?” TVP Info: „to realny scenariusz”

Zbrodniarze i pajace wojenni: „Rakiety wystrzelone z Warszawy mogłyby spaść na Kreml?” TVP Info: „to realny scenariusz”

3 maja 2023

Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w USA wyraził zainteresowanie kupnem nowoczesnych rakiet JASSM-XR.  Rozmieszczone w okolicach Warszawy, swoim zasięgiem objęłyby Moskwę oraz Sankt Petersburg. „Czy rakiety wystrzelone z okolic Warszawy będą mogły spaść na Kreml? To realny scenariusz”, pisze o sprawie TVP Info.

– Bardzo chcielibyśmy być pierwszym lub jednym z pierwszych krajów, który wejdzie w posiadanie tych pocisków – powiedział podczas swojej wizyty w USA premier Morawiecki.

 – Moje długie rozmowy tutaj były bardzo owocne i myślę, że cała współpraca zostanie poszerzona. Być może uda nam się pozyskać pociski o rozszerzonym zasięgu – dodał.

Pociski rakietowe JASSM-XR to najnowsza wersja pocisku JASSM, który znajduje się już na wyposażeniu polskiej armii, jest wykorzystywany w samolotach F-16. W przyszłym roku pociski mają znaleźć się na wyposażeniu amerykańskiej armii. Ich zasięg obejmuje 1600 km i mogą być wystrzeliwane z samolotów F-16 oraz F-35.

Źródło: tvp.info

Mieli wracać – wyjeżdżają. Emigracja zarobkowa sposobem Polaków na kryzys

Mieli wracać – wyjeżdżają. Emigracja zarobkowa sposobem Polaków na kryzys

26 kwietnia 2023 wyjezdzaja-emigracja-zarobkowa

Kryzys gospodarczy i związane z nim rosnące koszty życia skłaniają Polaków do poszukiwania nie tylko dodatkowego źródła dochodu. Coraz częściej nasi rodacy patrzą na Zachód, jako miejsce, w którym można lepiej zarobić.

O sprawie pisze „Rzeczpospolita”. Jak podaje dziennik, rosnące koszty życia skłaniają Polaków nie tylko do szukania dodatkowego zatrudnienia w kraju, ale też do emigracji zarobkowej. Okazuje się, że takie kraje jak Niemcy i Holandia są głównymi kierunkami „saksów Polaków” – zarówno tych już zrealizowanych, jak i tych planowanych.

„Plany wyjazdu ma coraz więcej osób. Widać to w statystykach portalu Olx Praca, gdzie w pierwszym kwartale tego roku kandydaci do pracy za granicą wysłali prawie 700 tys. aplikacji, aż o 90 proc. więcej niż rok wcześniej” – czytamy w dzienniku. Cytowany przez „Rz” analityk portalu Olx Konrad Grygo wskazuje, że ponad połowa tegorocznych aplikacji dotyczy Niemiec, co jest też zasługą dużej liczby ogłoszeń o pracy za Odrą. 

O widocznym w tym roku wzroście liczby zgłoszeń na oferty pracy za granicą poinformowali dziennik również przedstawiciele agencji zatrudnienia. 

Jako motywację pracy za zachodnią granicą wskazywana jest głównie wyższa płaca, np. w Niemczech stawka minimalna za godzinę wynosi 12 euro (ok. 55 zł), a w Holandii 12,4 euro.

Źródło: PAP, Rzeczpospolita

Funkcjonariusze wszystkich krajów, łączcie się.

Funkcjonariusze wszystkich krajów, łączcie się. 

Izabela Brodacka

Swego czasu moje najwyższe zdumienie wywołał fakt, że Ministerstwo Skarbu Państwa zarekomendowało sprzedaż ziemi zwanej Łąkami Oborskimi zrabowanej przez komunę rodzinie Potulickich i użytkowanej przez SGGW ściśle określonej grupie  „inwestorów” po cenie wielokrotnie niższej od ceny rynkowej. Kopia tego dokumentu jest w moich rękach i przy kolejnej okazji zaprezentuję listę w całości pomimo protestów i pogróżek niektórych zainteresowanych czyli umoczonych w tę aferę. Było to w okresie transformacji ustrojowej, a Ministerstwo Skarbu Państwa słusznie doczekało się likwidacji.

Moje podobne zdumienie budzi obecnie fakt, że Agencja Wywiadu zarekomendowała Ministerstwu Zdrowia zakup respiratorów od (czy za pośrednictwem) niejakiego Andrzeja Izdebskiego związanego z wywiadem PRL Wyżej wymieniony w szczycie pandemii miał dostarczyć resortowi zdrowia respiratory, pobrał 154 miliony zaliczki, niczego nie dostarczył i uciekł do Tirany gdzie zmarł 20.06.22 roku, a został znaleziony 21 czerwca. Zakład Medycyny Sądowej w Lublinie potwierdził tożsamość Izdebskiego na podstawie porównania wycinków pobranych z serca zmarłego z materiałem biologicznym matki Izdebskiego. 14 lipca rodzina pochowała zwłoki po uprzedniej ich kremacji.

Wprawdzie 25 maja prokuratura wystąpiła o ściganie Izdebskiego tak zwaną czerwoną notą Interpolu lecz Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji odmówiło pod pretekstem, że wpisała go już na listę SIS (baza poszukiwanych w strefie Schengen) Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW jednak swój wpis wycofała tak, że w bazie SIS powstało ośmiodniowe okienko czasowe, w którym zmieścił się Izdebski ze swoją śmiercią. Zapewne nic już się nie da wyjaśnić i sprawa zostanie umorzona. Ktoś bezkarnie skonsumował 154 miliony.

Niejaki Przywieczerski przez wiele lat ukrywał się w USA pod adresem który znał każdy dziennikarz lecz nie potrafiły go ustalić organy śledcze. Ten adres to Przywieczerski Dariusz Tytus. 5709 Sea Turtle Place, Apollo Beach FL 33572 USA, Pinellas County Sheriff’s Office. 

Powiem więcej – oficerowie śledczy nie chcieli nic słyszeć na ten temat.  Po krótkotrwałej sensacji związanej z przywiezieniem  Przywieczerskiego do Polski temat ucichł. Nie wiemy co Przywieczerski  obecnie porabia, zapewne spokojnie konsumuje swoje zdobycze.

Przed ucieczką Przywieczerskiego do USA przez kilkanaście lat procesował się on z profesorami Mirosławem Dakowskim oraz Jerzym Przystawą za to że ośmielili się wspomnieć o nim w  książce „ Via bank i FOZZ”. Przez pewien czas panowie profesorowie byli jedynymi skazanymi w tej sprawie, konkretnie za naruszenie dóbr osobistych przestępcy. Wreszcie kolejny, tym razem bardziej łaskawy, sąd ich uniewinnił.

Skandalu związanego z aferą FOZZ nie dało się już zamieść pod dywan. Nie słyszałam jednak żeby którykolwiek z beneficjentów FOZZ (choć ich pełna lista nie jest znana) oddał skradzione pieniądze. Ich zdobycze, podobnie jak zdobycze innych złodziei  chroni nie tyle prawo co uzus, obyczaj prawny. Napracowali się, coś tam odsiedzieli to i mają. To samo dotyczy beneficjentów afery Amber Gold. Mam na myśli prawdziwych beneficjentów, prawdziwe szczupaki, a nie wskazane i skazane płotki.

Pewna znana z miłości do psów dużych ras i działająca  w fundacji na ich rzecz  dama ofiarowywała wielu osobom (w tym i mnie) wskazanie mieszkania kwaterunkowego do preferencyjnego wykupu za 30 tysięcy łapówki. Lokatorzy tych mieszkań podobno je pozadłużali i mieli być eksmitowani przez miasto do lokali socjalnych, a nowy lokator miał tylko spłacić zadłużenie.

Oczywiście odmówiłam i ją wyśmiałam, lecz przecież nigdzie tego nie zgłosiłam, bo prezentuję klasyczną mentalność porozbiorową, bezwarunkowo zakazującą donosicielstwa. Poza tym kobieta wyglądała na nieszkodliwą mitomankę. Jak się okazało ta pani zebrała sporą sumę od chętnych na przejęcie  cudzego mieszkania, oczywiście ich oszukując. Jej aktywność sąd wycenił na 8 lat  więzienia, ale jak się dowiedziałam od dawna jest na wolności i spokojnie konsumuje zgromadzony majątek.

Na marginesie- gdyby nie było to oszustwo, to za 30 tysięcy łapówki, spłatę relatywnie niewielkiego zadłużenia i 10% wartości rynkowej można byłoby wejść w posiadanie mieszkania w wielkim mieście. Oszukani sami nie byli w tej sprawie bez zarzutu. Nikt z nich nie doczekał się jednak podobno zwrotu łapówki pomimo orzeczenia sądu o konieczności naprawy przez skazaną wyrządzonych szkód. Czy w świetle prawa łapówki, które nie dały zamierzonego skutku należy zwracać? 

Nie słyszałam też, żeby urzędniczka, która dzięki aferze reprywatyzacyjnej otrzymała przeszło 40 milionów odszkodowania za nieruchomości, których nigdy nie posiadała zwróciła skradzione pieniądze. 

Sprawę ewentualnego udziału Jolanty Gontarczyk vel Lange w zabójstwie księdza Blachnickiego odgrzebano dopiero kilka dni temu przy okazji ustalenia, że ksiądz został otruty.  Sprawa Gontarczyków już w mediach  ucichła. Ciekawe czy się przedawniła i czy para szpiegów komunistycznych służb kiedykolwiek odpowie  za swoje czyny. Ciekawe jaki był udział i jaki interes służb niemieckich w zapewnieniu podejrzanym bezkarnej ucieczki do PRL.

Ostatnio Polska została zalana zbożem z Ukrainy. Jest to tak zwane zboże techniczne, pełne pestycydów i zanieczyszczeń. Zboże miało przejeżdżać przez Polskę tranzytem, ale jak się okazało zapchało  polskie magazyny zbożowe. Wina leży nie tylko po stronie władz, które nie radziły sobie z kontrolą transportów lecz również po stronie rodaków, którzy kupowali to tanie zboże sprzedając je dalej jako pełnowartościowe zboże spożywcze. Warto się zainteresować rolą jaką w handlu tym zbożem odgrywa ukraiński oligarcha Dmytro Firtasz.  Firtasz na stałe mieszka w Austrii gdyż jest ścigany przez władze USA za łapówki. Firtasz w magazynach na Ukrainie ma podobno 3 miliony ton zboża. W Polsce natomiast ma firmę, kamienicę po Gudzowatym i bezkarność. Służby amerykańskie nie ścigają go jak widać zbyt skutecznie podobnie jak nigdy nie ścigały Przywieczerskiego.

Sanktuarium w Gietrzwałdzie. Lidl chce wybudować „śmietnisko”. Oburzająca inwestycja. Podpisz petycję!! Chrońmy Tron Naszej Matki !!

Sanktuarium w Gietrzwałdzie. Lidl chce wybudować „śmietnisko”. Oburzająca inwestycja. Podpisz petycję!! Chrońmy Tron Naszej Matki !!

Mieszkańcy i pielgrzymi protestują. W tle… komuś pieniądze, ulgi podatkowe

https://nczas.com/2023/05/05/gietrzwald-lidl-chce-wybudowac-smietnisko-mieszkancy-i-pielgrzymi-protestuja-w-tle-ulgi-podatkowe-foto/

Komitet Obrony Gietrzwałdu utworzył w tej sprawie petycję, którą można podpisać internetowo

====================================

W Gietrzwałdzie mieszkańcy oraz pielgrzymi protestowali przeciwko budowie centrum dystrybucyjnego Lidla, które będzie zbierać odpady. Manifestacja zorganizowana przez Komitet Obrony Gietrzwałdu przeszła ulicami miejscowości.

Ogólnopolski Protest Pielgrzymkowy w obronie Tronu Matki Bożej w Gietrzwałdzie rozpoczął się w piątek 5 maja w południe. Jego uczestnicy wyrażali swój sprzeciw w związku z budową centrum dystrybucyjnego Lidla.

„Chrońmy Tronu Naszej Matki przed zbezczeszczeniem przez śmietnisko Lidla do którego mają być zwożone 154 tysiące ton odpadów rocznie, w tym odpadów niebezpiecznych dla życia i zdrowia.

Jest to miejsce, w którym Matka Boża objawiła się 160 razy, jedyne w Polsce uznane przez Kościół. Zatem miejsce to wraz z całą okolicą jest uświęcone” – podkreślali organizatorzy.[W czasie „KulturKampfu” – Pod okupacja pruską – mówiła do dziewczynek po polsku, twarda warmińska gwarą. MD]

Trwa wielki protest pielgrzymkowy w #Gietrzwałd pod #Olsztyn przeciwko budowie centrum dystrybucyjnego #Lidl. Na miejscu setki osób, które przyjechały z całej Polski bronić „Tronu Matki Bożej”. Wkrótce szersza relacja

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Do udziału w proteście zachęcali nie tylko środowiska katolickie, lecz także patriotyczne, ekologiczne i wszystkie te, „którym na sercu leży dobro tego wyjątkowego miejsca”.

W Gietrzwałdzie znajduje się Sanktuarium Maryjne, a kult Maryjny jest żywo obecny w tym miejscu od XVI w. W Gietrzwałdzie miały miejsce także objawienia Maryjne od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Sto lat później Kościół zatwierdził ich treść jako autentyczną.

Gietrzwałd jest więc niewątpliwie ważnym punktem na pielgrzymkowej mapie Polski. Budowa „śmietnika” – jak mówią o nim wprost mieszkańcy – z pewnością nie sprzyjałaby temu dziedzictwu. Tak też uważa część mieszkańców. Przeciwnicy budowy centrum dystrybucyjnego Lidla podnoszą także argument, że wokół rozciąga się obszar chronionego krajobrazu.

@GotfrydKarol

Lidl Polska is planning to build a huge distribution/waste storage center in NE Poland. Of all places they’ve picked Gietrzwałd, arguably the most beautiful village in Warmia

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

·24,7 tys. Wyświetlenia

Oburzająca inwestycja

Mieszkańcy są przeciwni budowie centrum dystrybucyjnego, które ma zbierać odpady ze sklepów Lidla w całym regionie – w tym azbest, freony, zużyte filtry, odpady zawierające rtęć, tzw. HCFC, HFC i inne. W sumie 154 tys. ton rocznie.

Przypomnijmy, że – jak już pisaliśmy na naszych łamach – w sprawie pojawiły się kontrowersje. Najbardziej zdumiewa fakt, że niemiecki potentat może liczyć na ulgowe traktowanie względem polskich przedsiębiorców – chodzi tu o zwolnienia z podatku. Lokalni politycy już bowiem obiecali Lidlowi zwolnienia z podatku od nieruchomości na trzy lata, z możliwością przedłużenia o kolejne trzy.

Wójt Jan Kasprowicz utrzymuje, że ta „:inwestycja może być szansą dla miejscowości” – Lidl obiecuje bowiem miejsca pracy, a także zapłaci za grunty. Pozwolenie na budowę zostało wydane w marcu. Teraz więc budowa zależy od woli inwestora.

Petycja Komitetu Obrony Gietrzwałdu

Komitet Obrony Gietrzwałdu utworzył w tej sprawie petycję, którą można podpisać internetowo.

„Nasza piękna miejscowość z cudownym warmińskim klimatem, panującym tu spokojem oraz pięknym krajobrazem przestaje istnieć w tej formie. Za sprawą nietrafionych oraz z nikim nie konsultowanych decyzji powstają coraz to nowe inwestycje zaburzające harmonię i urok tego miejsca. Już od dłuższego czasu są o tym rozmowy niezadowolonych z tego co się dzieje mieszkańców, a także osób którym na sercu leży dobro naszej urokliwej okolicy” – czytamy.

„W ludziach zbiera się gorycz i bunt na dziwne i nieracjonalne decyzje. Zaskakują one nawet najbardziej odpornych mieszkańców naszej gminy. Apogeum nastąpiło w dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia, kiedy to na stronie gminy ujawniono zamiar wydania zgody na budowę potężnego Centrum Dystrybucyjnego Lidl, podobno największego w Europie” – zaznaczono.

„Niestety wygląda na to, że karty rozdano pod stołem…” – czytamy.

„Postanowiliśmy walczyć, aby nie dopuścić do degradacji naszej małej ojczyzny, tego co niej piękne, tego co kochane, tego z czego jesteśmy dumni…” – oświadczono.

„Wójt chciałby, żeby było o tym cicho ale obiecujemy, że będzie już tylko głośniej ! Oto cała prawda o śmietnisku Lidla, przeszukaniu zleconym przez prokuraturę i uwalonym przez komisarza wyborczego referendum. Zobaczcie sami kto pociąga za sznurki!” – pisał Komitet Obrony Gietrzwałdu w jednym ze swoich postów na Facebooku.

=========================

W reakcji na opublikowany wcześniej na naszych łamach artykuł na temat zamiaru budowy centrum dystrybucyjnego, sieć Lidl przysłała oświadczenie.

[Wykrętne md] Oświadczenie sieci Lidl – początek:

„Chcielibyśmy podkreślić, że od samego początku prac nad każdą z naszych inwestycji analizujemy wszelkie warianty, które w największym stopniu są dopasowane do otoczenia i sąsiadującej z inwestycją natury” – czytamy.

„Główną funkcją planowanego Centrum Dystrybucji w Gietrzwałdzie będzie dystrybucja przede wszystkim produktów spożywczych, a także przemysłowych do kilkudziesięciu sklepów Lidl Polska zlokalizowanych w województwie warmińsko-mazurskim oraz części województw ościennych” – zaznaczyła sieć.

„Chcielibyśmy zaznaczyć, że na terenie naszego magazynu surowce nie będą utylizowane, przetwarzane czy spalane. Nadajemy surowcom drugie życie…

[—-]

Mamy zapłacić połowę ceny za szczypawki, które jeszcze NIE powstały.

Mamy zapłacić połowę ceny za szczypawki, które jeszcze NIE powstały… To jest władza korporacyjna nad politykami, nad rządami państw…

4.05.2023 zaplacic-polowe-ceny-za-szczypawki-ktore-jeszcze-nie-powstaly-to-jest-wladza-korporacyjna

================================

Reżim Bidena chce zgaszenia Wiecznej Lampki przy Tabernakulum

Reżim Bidena chce zgaszenia Wiecznej Lampki przy Tabernakulum.

Kolejny krok po skutecznym wyciszeniu dzwonów w kościołach.

bibula

Medyczna agencja federalna reżimu Bidena, administrująca programem ubezpieczeń społecznych, zażądała od katolickiego szpitala w Tulsa (Oklahoma) aby zgasił wieczną lampkę, która bez przerwy pali się przed Tabernakulum.

Władze agencji Center for Medicare and Medicaid Services (CMS) zażądały od szpitala Saint Francis Health System zgaszenia dwóch świec: małej świecy sanktuaryjnej, która pali się bez przerwy do 1960 roku oraz drugiej w innym szpitalu, palącej się od 15 lat.

Wieczna lampka paląca się w kaplicy szpitalnej w Saint Francis Health System

W przypadku odmowy, zagrożono utratą akredytacji, gdyż palące się lampki mają rzekomo stwarzać niebezpieczeństwo pożarowe. Jak dotąd, pomimo obowiązkowych okresowych inspekcji, które zespół szpitali przechodził rutynowo, nigdy w historii nikt nie stwierdził, iż paląca się religijna mała lampka miałaby być problemem.

Utrata akredytacji może spowodować odebranie federalnych funduszy Medicare (ubezpieczenie zdrowotne głównie dla osób powyżej 65 lat) oraz Medicaid (program pomocy dla osób uboższych), w praktyce pozbawiając opieki zdrowotnej tysięcy osób.

Zespół szpitali Saint Francis Health System zatrudnia ponad 10 tysięcy pracowników, w tym ponad 1100 lekarzy i udostępnia 1112 łóżek szpitalnych oraz jedyne w regionie centrum Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka, jak również 168-łóżkowy specjalistyczny szpital chorób serca.

W walce szpitala z agencją federalną reżimu Bidena pomaga organizacja Becket Fund for Religious Liberty, grupa zajmująca się sprawami sądowymi specjalizująca się w naruszeniach dotyczących Pierwszej poprawki Konstytucji.

„Wymagając od szpitala Saint Francis zgaszenia lampki” – pisze radca prawny Lori Windham w liście wystosowanym 3 maja br. – „jest próbą zgaszenia nie tylko świecy, ale i prawa wynikającego z Pierwszej Poprawki … i zgaszenia prawa do opieki zdrowotnej dla osób starszych, biednych i niepełnosprawnych w Oklahomie”.

Windham zauważyła, że działania administracji naruszają przepisy Religious Freedom Restoration Act (RFRA) poprzez wymaganie od szpitala ukrywania swojej wiary bez ważnego interesu rządowego. Grupa wolności religijnej przypomniała administracji [tzw.] prezydenta Joe Bidena – deklarującego się jako katolik – że katolickie prawo kanoniczne wymaga, aby świeca była zapalona wszędzie tam, gdzie jest Najświętszy Sakrament.

„Kodeks Prawa Kanonicznego wymaga, aby gdziekolwiek przechowywany jest Najświętszy Sakrament, specjalna lampa musiała świecić nieprzerwanie. Żywy płomień jest tak ważny dla kultu, że Piąty Rozdział Ogólnej Instrukcji Mszału Rzymskiego wyraźnie nakazuje, aby „specjalna lampa, zasilana olejem lub woskiem, świeciła w sposób widoczny, aby wskazać na obecność Chrystusa i oddać Mu cześć.”

„W historii zespołu szpitali Saint Francis nie było dnia, w którym żywy płomień zostałby zgaszony.” – przypomniała organizacja Becket Fund for Religious Liberty.

Można spodziewać się, że po skutecznym wyciszeniu dzwonów w kościołach – w Stanach Zjednoczonych bicie dzwonów w katolickim kościele należy do rzadkości – kolejnym etapem walki z wiarą katolicką będzie wymuszenie zgaszenia Wiecznej Lampki. Zaczyna się od kaplic szpitalnych, a skończy na samych kościołach, którym władze, pod pretekstem przepisów przeciwpożarowych, odbiorą prawa do gromadzenia się ludzi w budynku kościelnym, a ubezpieczyciele odmówią wydania polisy.

Oprac. www.bibula.com 2023-05-04 na podstawie Lifesitenews (May 4, 2023)

Wesprzyj naszą działalność

„Czas rozliczeń jest coraz bliżej”. Dr Martyka o prawdziwym obliczu koronawirusowej polityki

„Czas rozliczeń jest coraz bliżej”. Dr Martyka o prawdziwym obliczu koronawirusowej polityki

czas-rozliczen-jest-coraz-blizej

2 miliony mniej hospitalizacji, 10 tys. mniej respiratoterapii i 1,5 miliona mniej zachorowań na grypę… To nie najnowsze dane dotyczące stanu zdrowia w Polsce po wyjściu z „pandemii”, ale z samego jej środka. O tym jak rzeczywiście wyglądał czas walki z koronawirusem i ile na nim stracił zawód lekarza opowiadał na antenie TV Trwam dr Zbigniew Martyka, specjalista chorób zakaźnych. I jak zaznaczył, „czas rozliczeń jest coraz bliżej”

Jak zauważył dr Martyka w mediach społecznościowych, po ponad 3 latach Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało odwołanie stanu quasi-wyjątkowego. „Wszyscy pamiętamy rok 2020, kiedy to Ministerstwo do spółki z ekspertami i mass-mediami zrobiły co tylko w ich mocy, aby wywołać panikę. Pamiętamy szokujące informacje o braku miejsca w szpitalach czy ludziach umierających z powodu niedostatecznej liczby respiratorów (które to należało natychmiast kupić, niezależnie od ceny)” – podkreślił.

Dr Martyka wskazał jak było naprawdę. Jak ocenił, cały oficjalny przekaz okazał się nieprawdziwy. „W 2020 roku zanotowaliśmy 2 MILIONY MNIEJ hospitalizacji, niż rok wcześniej. Było 10 TYSIĘCY MNIEJ respiratoterapii niż w roku 2019. Co ciekawe – wykryto 1,5 miliona mniej zachorowań na grypę – za to odnotowaliśmy 1,3 miliona pozytywnych testów na najsłynniejszego wirusa ostatnich lat” – wyliczył.

Jak zauważył, lekarze, którzy „od samego początku uspokajali i przekazywali prawdziwe informacje – wbrew wszechobecnej propagandzie – dzisiaj są ciągani przed sądy lekarskie. Samorząd branżowy nie potrafi honorowo przyznać się do błędu i do końca idzie w zaparte. Faktów nie da się jednak już ukryć i czas rozliczeń jest coraz bliżej” – napisał na Facebooku.

Dr Martyka jest jednym z tych lekarzy, którzy nie tylko apelowali, by do koronawirusa podchodzić zdroworozsądkowo, ale też sam – jako szef oddziału zakaźnego w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej – dawał przykład swoją lekarską praktyką. Za to zachowanie Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie – nieprawomocnie – odebrał medykowi prawo do wykonywania zawodu na rok.

Dr Martyka był gościem „Rozmów niedokończonych” na antenach TV Trwam i Radia Maryja. Jak zwracał uwagę, zawód lekarza był zawodem wysokiego zaufania społecznego, ale zaczęło ono podupadać na skutek „pandemii” i polityki prowadzonej wokół niej. Zabrakło wówczas kontaktu z chorymi, wysłuchania ich, badań… Były teleporady i odsyłanie pacjentów z kwitkiem. – Pamiętamy teleporady, kiedy wielu chorych ludzi chciało się dostać do lekarza i byli odsyłani z kwitkiem. Kuriozalnym przypadkiem było to, kiedy długim kijem pukano w okno i stamtąd zrzucano skierowanie na badania – mówił dr Martyka.

W efekcie pacjenci trafiali do lekarza, kiedy ich choroba rozwijała się. Pytano ich wówczas dlaczego zgłaszają się tak późno. – Wielu z nich przypłaciło to życiem. Oni mogli być uratowani, gdyby od początku byli właściwie badani i leczeni. Nie można zgadywać przez telefon, co zrobić z pacjentem – podkreślił gość TV Trwam.

Źródło: Facebook, radiomaryja.pl

Dr Zbigniew Martyka: nie zmieniłbym niczego w swoich wypowiedziach. Lockdown był gorszy niż wirus! [NASZ WYWIAD]

Głęboko wierzę w to, że po swojej śmierci zostanę rozliczony nie tylko z tego, czy unikałem dopuszczania się zła, ale też z tego, jakie dobro wyświadczyłem drugiemu człowiekowi. Jeśli moja postawa pozwoliła choćby niektórym ludziom przestać się panicznie bać, to miało to sens – mówi dr n. med. Zbigniew Martyka, kierownik oddziału obserwacyjno-zakaźnego w Dąbrowie … Czytaj dalej Dr Zbigniew Martyka: nie zmieniłbym niczego w swoich wypowiedziach. Lockdown był gorszy niż wirus! [NASZ WYWIAD]

PCH24.pl