Winić Churchilla za II wojnę światową, a nie Hitlera

To Churchill był winien wybuchu II wojny światowej, a nie Hitler.

Autorstwa Mike’a Whitneya

Pomimo wszystkich triumfów i sukcesów, Winston Churchill był prawdopodobnie człowiekiem najbardziej odpowiedzialnym za wczesny i gwałtowny upadek Imperium Brytyjskiego. Tym, co doprowadziło do tak szybkiego i niszczycielskiego upadku Imperium Brytyjskiego, była II wojna światowa. Moim zdaniem II wojna światowa była dokładnie tym, co Churchill nazwał „niepotrzebną wojną”. A fatalnym błędem była paniczna decyzja rządu brytyjskiego podjęta po rozpadzie Czechosłowacji w marcu 1939 roku, by udzielić nieproszonej gwarancji wojny grupie polskich pułkowników,którzy mieli romantyczne wyobrażenie o własnej potędze militarnej i byli zaangażowani w rozpad Czechosłowacji, a Wielka Brytania udzieliła im tej gwarancji, by wesprzeć ich w jednej sprawie – kontroli nad Gdańskiem – gdzie wierzyli, że Niemcy mieli zasadniczo rację. Ita gwarancja wojny, która dodała Polakom kręgosłupa, dała im siłę, by przeciwstawić się Hitlerowi, który teraz nie miał innego wyjścia, jak tylko zdobyć Gdańsk.Hitler zaatakował Polskę, Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom i ta sześcioletnia wojna doprowadziła do upadku Imperium Brytyjskiego. A człowiekiem, który najmocniej naciskał na wojnę z Niemcami, był Winston Churchill. Wywiad z Patem Buchananem, YouTube (29 sekund)

https://youtube.com/watch?v=NSI5LkRGOKg%3Ffeature%3Doembed

Musimy przyznać, że wiele fundamentalnych idei kształtujących dzisiejszy świat opiera się na szczególnym rozumieniu historii tej wojny.Jeśli istnieją uzasadnione powody, by sądzić, że ta relacja jest zasadniczo błędna, być może powinniśmy zacząć kwestionować system wierzeń na niej zbudowany. Ron Unz, redaktor naczelny„The Unz Review ”

Od dawna uważam, że nasze nadmiernie uproszczone, „karykaturalne” przedstawianie Adolfa Hitlera jako „wcielenia zła” wypaczyło nasze rozumienie wydarzeń poprzedzających II wojnę światową. Hitler mógł być tyranem i potworem, ale jego cele strategiczne wydają się nie pokrywać z tym, co mówią nam zachodni analitycy i historycy. Inwazja Hitlera na Polskę nie była ani pierwszym krokiem w szerszej kampanii o dominację nad światem, ani nie planował on podboju całej Europy Zachodniej. Jego cele były o wiele skromniejsze i bardziej rozsądne. Chciał po prostu odzyskać terytoria odebrane Niemcom na mocy powszechnie znienawidzonego traktatu wersalskiego. Traktat ten – który arbitralnie podzielił Niemcy, pozbawił je dóbr materialnych, drastycznie zmniejszył liczebność armii i nałożył tak wysokie reparacje, że kraj pozostałby stałą kolonią zachodnich bankierów i finansistów – pozostawił również 8 milionów obywateli niemieckich w krajach poza własną suwerennością. Polska była jednym z takich krajów, a Hitler zamierzał „przywrócić ją na właściwe tory”.

Ron Unz podsumował to następująco:

Ostateczne żądanie Hitlera – zwrócenie Gdańska, który był w 95% niemiecki, Niemcom, wyłącznie w interesie jego mieszkańców – było całkowicie rozsądne i tylko straszliwy błąd dyplomatyczny Brytyjczyków skłonił Polaków do odrzucenia tego żądania, a tym samym do wywołania wojny. Późniejsze, szeroko rozpowszechnione twierdzenie, że Hitler dążył do dominacji nad światem, było całkowicie absurdalne, a niemiecki Führer w rzeczywistości zrobił wszystko, co w jego mocy, aby uniknąć wojny z Wielką Brytanią lub Francją.

Hitler miał nadzieję na ostateczne rozwiązanie konfliktu granicznego z Polską, oferując ustępstwa znacznie hojniejsze, niż którykolwiek z jego demokratycznie wybranych poprzedników z Republiki Weimarskiej mógłby sobie wyobrazić. Jednak polska dyktatura odrzucała jego próby negocjacji przez wiele miesięcy, a także rozpoczęła brutalne represje wobec mniejszości niemieckiej, co ostatecznie zmusiło Hitlera do wypowiedzenia wojny. Dlaczego wszystko, co wiesz o II wojnie światowej, jest nieprawdą: wywiad z Ronem Unzem

Dominująca narracja, której wszyscy uczyliśmy się w szkole podstawowej, jest zatem (jak mówi Unz) „zasadniczo fałszywa”, co podważa „system wierzeń na niej zbudowany” — w szczególności pogląd, że II wojna światowa była „dobrą wojną”, manichejską walką między siłami dobra i zła. Ale nie była to walka między dobrem a złem, ponieważ, jak zauważa Unz, żądania Hitlera były „rozsądne” i uzasadnione . Traktat wersalski był katastrofą od samego początku, a Hitler postanowił wycofać swoje żądania, tak jak zrobiłby to każdy niemiecki patriota. Wyobraź sobie, że Stany Zjednoczone wypowiedziałyby wojnę Meksykowi, a zagraniczni politycy zdecydowaliby, że Stany Zjednoczone muszą oddać Teksas, Arizonę i Kalifornię w ramach ostatecznego porozumienia. Oburzenie opinii publicznej byłoby tak intensywne, że w końcu pojawiłby się polityk (jak Hitler) obiecujący odzyskać skradzione terytoria wszelkimi możliwymi sposobami. Ta sama zasada dotyczy Hitlera. Po prostu robił to, do czego został wybrany.

Całe to przekonanie, że Polska była jedynie pierwszym krokiem w szerszej kampanii o dominację nad światem, jest absurdalne. Nie ma absolutnie żadnych dowodów na poparcie tego. Hitler chciał odbudować Niemcy po Wersalu i sprowadzić jak najwięcej z 8 milionów obywateli niemieckich mieszkających za granicą z powrotem pod niemieckie panowanie. Nie było to globalne zagarnięcie władzy, ale zdecydowany, ale odpowiedzialny sposób osiągnięcia sprawiedliwego rezultatu – o czym świadczy sposób, w jaki dążył do swojego celu: poprzez negocjacje. Po raz kolejny większość wykształconych ludzi na Zachodzie zdaje się wierzyć, że Hitler pokonał Czechosłowację, a następnie następnego dnia najechał Polskę. Błąd. Hitler stosował podejście dyplomatyczne przez prawie rok. Negocjacje z Polską trwały około 10 miesięcy, od końca października 1938 roku do inwazji 1 września 1939 roku. Innymi słowy, Hitler wykazał się wielką powściągliwością i cierpliwością. Dlaczego więc impulsywny, tyraniczny porywczy człowiek miałby szukać rozwiązania dyplomatycznego, skoro mógł po prostu wysłać Wehrmacht i zmiażdżyć bezsilnych Polaków gąsienicami swojego czołgu, nie mrugnąwszy okiem?

Być może dlatego, że wcale nie był impulsywnym, tyranicznym porywczym człowiekiem. Być może to właśnie ten przesadny portret ukształtował nasze rozumienie Hitlera od samego początku.

Wideo – Historyk Darryl Cooper o Churchillu: „Churchill jest głównym złoczyńcą II wojny światowej. … Churchill jest terrorystą … Hitler nie prowadził wojny przeciwko Anglii”.

Tłumaczenia „X” : „Churchill jest głównym złoczyńcą II wojny światowej”.

Churchill był fanatycznym syjonistą, którego wspierali bogaci finansiści, m.in. Rothschildowie, o czym można przeczytać w tym wątku.

Darryl Cooper (@martyrmade):

„Po inwazji na Polskę Hitler zaczął składać propozycje pokojowe. Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę i przegrały ją w 1940 roku”.

Jednak najbardziej kontrowersyjny punkt Coopera dotyczy Ameryki:

„Churchill podtrzymywał wojnę, bombardując przez rok ludność cywilną w niemieckim Schwarzwaldzie, mając nadzieję, że jego propaganda w Ameryce odniesie sukces w wciągnięciu USA w wojnę z Niemcami”.

„Żaden król ani rząd nie idzie na wojnę bez wsparcia rodziny Rothschildów” – Dame Rothschild, córka Jacoba Rothschilda

Od ponad dwóch stuleci nazwisko jednej rodziny wielokrotnie pojawia się na skrzyżowaniu finansów, imperium i wojny.

Od wojen napoleońskich po Churchilla, od umowy quid pro quo podczas I wojny światowej po założenie Izraela, od wspierania nazistowskich Niemiec po czasy współczesne – sieć Rothschildów pozostaje jedną z najbardziej wpływowych dynastii finansowych w historii.

Tu robi się ciekawie, bo Polska nie jest mało ważnym punktem na radarze. Cała historia II wojny światowej opiera się na tym, jak rozumiemy, kto rozpoczął wojnę i kto ostatecznie ponosi za nią odpowiedzialność. I ten „honor” należy się Anglii, a nie Niemcom. Niemcy nie wypowiedziały Anglii wojny. To Anglia wypowiedziała wojnę Niemcom 3 września 1939 roku, dwa dni po niemieckiej inwazji na Polskę.

Jeśli jednak Niemcy napadły na Polskę, to Niemcy muszą ponosić odpowiedzialność za wybuch wojny.

Nie, ponieważ, jak zauważa Buchanan we wstępie, Polska postrzegała „nieproszoną gwarancję wojny” Chamberlaina jako polisę ubezpieczeniową na wypadek niemieckiej inwazji. Jak stwierdza autor: „ Ta gwarancja wojny, która dodała Polakom mocy kręgosłupa, dała im siłę, by przeciwstawić się Hitlerowi”. Innymi słowy, polscy przywódcy zostali wprowadzeni w błąd, wierząc, że mogą kiwnąć Hitlerowi nosem, ponieważ Brytyjczycy „byli za nimi”. Nie musieli negocjować ani być rozsądni, ponieważ ich starszy brat ich uratował. Oczywiście, ich starszy brat nie mógł ich uratować, ponieważ Anglia nie miała wojsk bojowych, baz wojskowych, lotnisk ani baz morskich w pobliżu Polski. Nie było więc sposobu na uratowanie Polski w razie ataku Hitlera. Niemniej jednak zignorowali to wszystko, odrzucili żądania Hitlera i zmusili go do inwazji. Polska upadła w ciągu dwóch tygodni, a Chamberlain nie kiwnął palcem, by jej pomóc . (Tyle o brytyjskich gwarancjach.)

W rzeczywistości jest jeszcze gorzej, ponieważ Hitler zawarł sojusz ze Stalinem, aby podzielić Polskę między siebie (pakt Ribbentrop-Mołotow), wierząc, że ten sojusz powstrzyma Chamberlaina od wypowiedzenia wojny. Jednak Chamberlain nie dał się zniechęcić. Pozostał niezłomny i mimo to wypowiedział wojnę, poświęcając Polskę jak ofiarnego kozła, aby wciągnąć całą Europę kontynentalną w wojnę światową z Niemcami.

Buchanan nazywa gwarancję wojny udzieloną Polsce przez Chamberlaina „największym błędem w brytyjskiej historii” – gorszym nawet niż układ monachijski. Stanowiła ona „czek in blanco” dla polskiego rządu, który następnie odmówił negocjacji w sprawie Gdańska (miasta w przeważającej mierze niemieckiego) i polskiego korytarza – kwestii, które zdaniem wielu brytyjskich polityków powinny zostać rozstrzygnięte na korzyść Niemiec. Gwarancja przekształciła ograniczony niemiecko-polski spór graniczny w ogólnoeuropejską wojnę, stawiając Niemcy przeciwko zachodnioeuropejskim sojusznikom i Stanom Zjednoczonym. Ostatecznym rezultatem konfliktu miało być zniszczenie Polski, upadek Francji, blitzkrieg i dziesiątki milionów ofiar – konsekwencje, których można było całkowicie uniknąć .

Zatem gwarancja wojny Chamberlaina była bezpośrednią przyczyną II wojny światowej, a nie inwazja Hitlera. Gwarancja ta nie tylko zapewniła zniszczenie Polski, ale także sprawiła, że ​​znaczna część Europy Wschodniej po wojnie znalazła się pod żelaznym panowaniem Rosji Sowieckiej. Najwyraźniej żaden z „geniuszy” w gabinecie Chamberlaina nie był w stanie przewidzieć tego ponurego końca.

Historyk David Irving ujawnia tajną ofertę pokojową Hitlera złożoną Churchillowi w czerwcu 1940 r. (podczas gdy Churchill nakazał bombardowanie Berlina)

„Wycofam wszystkie wojska niemieckie z całej Europy, z wyjątkiem tych prowincji, które zawsze należały do ​​Niemiec i które zostały odebrane Niemcom pod koniec I wojny światowej… Mam ogromny podziw dla Brytyjczyków i Imperium Brytyjskiego i pragnę, aby Imperium trwało wiecznie i stale się powiększało. Jeśli Imperium Brytyjskie kiedykolwiek zostanie zagrożone przez mocarstwo zewnętrzne… Gwarantuję, że udostępnię Brytyjczykom wszystkie siły zbrojne, o które poproszą, aby wypędzić tych agresorów z Imperium”.

Tłumaczenie „X” : David Irving szczegółowo opisuje, ile ofert pokojowych Niemcy złożyły Wielkiej Brytanii, zanim ostatecznie odpowiedziały atakiem. Wśród nich znalazła się oferta wsparcia Wielkiej Brytanii w obronie przed atakami ze strony innych krajów.

Churchill nie tylko odmówił przyjęcia ofert pokojowych, ale także nakazał Wielkiej Brytanii przeprowadzenie ośmiu nalotów bombowych na Berlin, zanim Niemcy zostały zmuszone do odpowiedzi.

Konsekwencje dla Anglii były równie ponure, głównie z powodu gorliwego zaangażowania Churchilla w konflikt, w którym Wielka Brytania nigdy nie powinna była brać udziału. To część historii, której nigdy nie znajdziecie w zachodnich podręcznikach historii, gdzie „buldog” Churchill jest regularnie gloryfikowany jako symbol moralnej siły i autentycznej determinacji. W tych wylewnych mowach pogrzebowych gubi się fakt, że „nieodwracalny błąd w ocenie” niezrównoważonego premiera przyspieszył upadek imperium i drastyczny spadek roli Wielkiej Brytanii w porządku światowym. Churchillowi powierzono kierowanie bogatym i szanowanym krajem, a pozostawił go w stanie ruiny, bankructwa, zależnym od datków zagranicznych wierzycieli.

Warto pamiętać: na początku wojny Anglia była największym wierzycielem na świecie, ale pod koniec wojny stała się największym dłużnikiem na świecie. Zobacz sam:

Grok –Przed wybuchem II wojny światowej w 1939 roku Wielka Brytania była jednym z czołowych państw-wierzycieli na świecie(często określanym jako największy lub jeden z największych pod względem skumulowanych inwestycji zagranicznych i aktywów zagranicznych netto). Brytyjskie zasoby papierów wartościowych, inwestycje bezpośrednie i związane z nimi przepływy dochodów pozostały bardzo znaczące.Pod koniec wojny w 1945 roku sytuacja Wielkiej Brytanii uległa odwróceniu:

Duże ilości aktywów zagranicznych zostały sprzedane lub zlikwidowane w celu sfinansowania niezbędnego sprzętu wojennego.Wielka Brytania zgromadziła ogromne długi zagraniczne, w szczególności kredyty w funtach szterlingach zaciągnięte u krajów Wspólnoty Narodów, Indii, Egiptu i innych, a także zobowiązania związane z amerykańską pomocą finansową.Zyski netto z inwestycji zagranicznych gwałtownie spadały… Ówczesneoficjalne oceny stwierdzały, że Wielka Brytania „nie jest już głównym wierzycielem” i stoi w obliczu znacznego osłabienia zewnętrznej pozycji finansowej, co czyni ją jednym z największych dłużników na świecie w porównaniu z sytuacją sprzed wojny.

Do 1945 roku brytyjska sytuacja finansowa na świecie uległa drastycznej zmianie: kraj zmagał się z wysokim zadłużeniem netto, spadającymi zwrotami z kapitału i uzależnieniem od amerykańskiej pomocy finansowej… Ta transformacja z globalnego wierzyciela w głównego dłużnika była bezpośrednią konsekwencją ogromnych kosztów wojen i konieczności ich finansowania poprzez redukcję aktywów i akumulację zobowiązań.

Grok

Największy zwolennik wojny (Churchill) był w rzeczywistości niekompetentnym, pijanym błaznem, który zrujnował swój kraj, by wywołać konflikt, który później określił jako „niepotrzebny”. Szokujące.

Źródło: Winić Churchilla za II wojnę światową, a nie Hitlera

Incydent z dronem w Lipsku – kto korzysta na eskalacji

Incydent z dronem w Lipsku – kto korzysta na eskalacji

Niedawny incydent z dronem na lotnisku w Lipsku oraz podjęte w jego następstwie drastyczne kroki dyplomatyczne rodzą pytania, które w relacjach medialnych prawie nie znajdują miejsca. Kto podda w wątpliwość oficjalną wersję wydarzeń, szybko natrafia na poważne nieścisłości. Przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że znaczna część obywateli Niemiec podziela zupełnie inne obawy: wiele wskazuje na celową inscenizację (‚false flag’), mającą na celu dalsze nadszarpnięcie wizerunku Rosji w świadomości społecznej.

Wojna poznawcza zamiast wyjaśnienia

Pojawia się wrażenie, że incydent jest celowo wykorzystywany do wzmocnienia często powielanego obrazu Rosji jako wroga. Taktyka ciągłego powtarzania jest dobrze znanym narzędziem wojny poznawczej. Służy to stłumieniu wątpliwości w początkach i napiętnowaniu każdego, kto nie akceptuje bezkrytycznie stanowiska rządzącej klasy politycznej i ugruntowanego krajobrazu medialnego, jako dysydenta.

Do dziś aktorzy polityczni nie przedstawili żadnych twardych dowodów na to, że dron został faktycznie zainstalowany przez siły rosyjskie. Cała komunikacja cierpi na ogromny brak przejrzystości. Fakt, że te oskarżenia polityczne pojawiają się na długo przed zakończeniem transparentnych śledztw, jest obecnie przedmiotem zainteresowania uznanych mediów. Na przykład gazeta nd.aktuell wyraźnie wskazuje: „Federalny Urząd Policji Kryminalnej (BKA) nie znalazł wystarczających dowodów po incydencie z dronem na lotnisku Lipsk/Halle. Niemniej jednak agencja twierdzi obecnie, że stoi za tym Rosja”.

Nawet analiza Tagesschau wskazuje, że publiczne przypisywanie ataków konkretnemu państwu jest działaniem czysto politycznym, co do którego w najbliższej przyszłości nie będzie pewności prawnej. W tym kontekście ARD wyraźnie ostrzega: „Jeśli publicznie przedstawione dowody nie będą przekonujące, może to otworzyć drogę do krytyki zarówno w Niemczech, jak i za granicą”.

Cienki lód, po którym stąpa niemiecki rząd, był widoczny jeszcze przed postawieniem oficjalnych oskarżeń: sam minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt otwarcie przyznał, że Rosja ‚bardzo, bardzo utrudnia’  śledczym zebranie dowodów. Skoro dowody są tak niekompletne, odkrycie rzekomo rosyjskich komponentów absolutnie niczego nie dowodzi. Takie komponenty są łatwo dostępne na rynku globalnym. Idealnie nadają się do celowego umieszczania na miejscu zbrodni, aby manipulacyjnie skierować podejrzenia w określonym kierunku.

Kto tak naprawdę zainstalował drona

Kluczowe pytanie brzmi: kto ma rzeczywisty interes w tym incydencie? To ci, którzy chcą jeszcze bardziej zdyskredytować Rosję i wyolbrzymić jej wizerunek jako wroga na Zachodzie.

Konsekwencje tego incydentu są poważne i podążają za wyraźnym schematem: zamknięcie Konsulatu Generalnego w Bonn, zamknięcie Domu Rosyjskiego i wydalenie rosyjskich pracowników opierają się na szeregu poszlak, które z trudem wytrzymują prawną i logiczną analizę.

Z perspektywy wielu bezstronnych obserwatorów jest to złośliwa gra, która celowo napędza dyplomatyczną spiralę eskalacji. Dla czujnego obywatela polityka ta stanowi ostateczny dowód: obecne działania rządu niemieckiego w sposób nieodpowiedzialny zagrażają bezpieczeństwu i życiu ludzi w Niemczech i w całej Europie.

globalbridge.ch/der-leipziger-drohnenvorfall-wer-profitiert-von-der-eskalation

Napisał: Manfred Böhm

** * * * * *

ZB: Powyższe sprawy zostały omówione przez Agnieszkę Wolską w 33-minutowym wywiadzie przeprowadzonym przez Piotra Szlachtowicza. A. Wolska uzupełnia powyższe dane, przypominając m.in. że do lipskiej prowokacji dopisywane są inne wydarzenia mające miejsce w ostatnich dniach:

https://youtube.com/watch?v=nwJbLkGK1v4%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Czy przedstawione niemieckie akcje dotyczą też nas, Polaków? – Tak, dotyczą. Donaldowi Tuskowi nadarza się okazja do tego, by prężyć muskuły. Podpiął pożary w dwóch zakładach, w Lublinie i Skarżysku-Kamiennej, do niemieckich działań i gra na ważną personę: „Jestem cały czas w kontakcie z przywódcami z naszego regionu – powiedział na konferencji prasowej. – Najbliższe tygodnie, miesiące będą krytyczne. Będą one bardzo dużym wyzwaniem dla wszystkich państw w tej części Europy ze względu na rosyjskie plany dotyczące zwiększenia eskalacji i destabilizacji”. Zanim cokolwiek ustalono, zna już Tusk wyniki.

We wrześniu odbędą się w Polsce manewry wojsk: Brytyjczycy i Francuzi przećwiczą przerzut 1,5 tysiąca żołnierzy w naszym kraju. Ukraina wyraźnie słabnie, więc czeka nas dalsza eskalacja. „Ukraina tej wojny nie wygra – mówi amerykański dyplomata. – Nie rozumiem więc, dlaczego Europejczycy nie zastanawiają się nad tym, co będą robić, gdy wojna się zakończy”. Amerykanin ostrzega nas przed następną wielką falą uchodźczą. W sumie nie zapowiada się dobrze, gdy Tusk idzie na totalne zwarcie.

Opracował: Zygmunt Białas

Dlaczego Rosja wygrywa

Dlaczego Rosja wygrywa

28 sierpnia 2026przez Peter Haenseler sonar21/why-russia-is-winning

Jeszcze zanim Zachód rozpoczął bezpośrednią wojnę zbrojną z Rosją, Rosja już tę wojnę wygrała: jej armia, jej gospodarka i jej naród.

Autor: Peter Hanseler za pośrednictwem ForumGeopolitia.com

Czynniki twarde

Wielu wrogów Rosji

Jeśli ktoś chce ustalić, która strona wygra wojnę, może porównać, ocenić i przeanalizować niezliczone czynniki. Zachód prowadzi wojnę z Rosją. Ukraina jest jedynie platformą; Europa Zachodnia to miejsce spotkań dla NATO, UE i Stanów Zjednoczonych.

Rosja mierzy się zatem z następującymi frakcjami:

  • Ukraina jako platforma
  • całe NATO
  • cała UE
  • Stany Zjednoczone

Pod względem militarnym Rosja konkuruje z  41 państwami , które udzielają Ukrainie bezpośredniego wsparcia militarnego – jest to sytuacja bezprecedensowa w historii świata. Co więcej, Europa nie wierzy, że jest już w stanie wojny z Rosją, co można zasadnie  kwestionować . Europa zakłada, że ​​wojna wybuchnie dopiero za kilka lat. Dlatego wierzy, że Rosja cierpliwie poczeka, aż Europa będzie gotowa do wojny.

Rosyjski postęp

Pod względem militarnym Rosja udowodniła, że ​​jest siłą, z którą należy się liczyć w starciu z tym potężnym przeciwnikiem. Mam na myśli  raporty z frontu , które dostarczają informacji faktycznych, a nie propagandowych. Faktem jest, że front ukraiński się załamuje, a postęp wojsk rosyjskich stał się stabilny i przyspiesza od kilku tygodni. Ostatnie ufortyfikowane miasta, takie jak Kramatorsk i Słowiańsk, są stopniowo okrążane przez Rosjan. Obrona powietrzna Ukrainy praktycznie zanikłła, co umożliwiło Rosjanom bezpośrednie bombardowanie frontu z powietrza.

Drugi front – Rosja jako cel ataków terrorystycznych – służy jako miara upadku Rosji w oczach Zachodu. Faktem jest, że te ataki – takie jak te na  Wildberries  i  Ozon – oraz na rosyjską infrastrukturę energetyczną rzeczywiście destrukcyjnie wpływają na życie w Rosji, ale w żaden sposób nie wpływają na przebieg konfliktu. Co więcej, w wyniku ataków na Rosję w ostatnich tygodniach Ukraina została odcięta od morza. Port w Odessie jest nieczynny, co oznacza, że ​​Ukraina straciła jedyny skuteczny szlak eksportu pszenicy. Z powodu braku szlaku handlowego przez Morze Czarne Ukraina straciła ponad 70% swojej infrastruktury eksportowej.

Różnica w traktowaniu żołnierzy przez Rosję i Ukrainę jest oczywista – i szokująco drastyczna. W Rosji nikt, kto nie chce walczyć, nie jest wysyłany na front. Każdego miesiąca mnóstwo młodych mężczyzn zgłasza się na ochotnika do służby na froncie. Na Ukrainie młodzi mężczyźni są dosłownie ścigani na ulicach, w kawiarniach, klubach sportowych i szkołach, a po krótkim obozie szkoleniowym wysyłani są na front, by tam umrzeć. Teraz Ukraina idzie o krok dalej i wkrótce na front zostaną wysłane kobiety. Scott Ritter wkrótce o tym napisze.

Armia rosyjska robi wszystko, co możliwe, aby pomóc rannym żołnierzom. Po Ukrainie krążą doniesienia, że ​​ranni ukraińscy żołnierze otrzymują pomoc medyczną tylko wtedy, gdy sami za nią zapłacą. Co więcej, pojawiają się doniesienia, że ​​polegli ukraińscy żołnierze są chowani w masowych mogiłach przez własnych obywateli – z jednej strony, aby umożliwić oficerom dalsze pobieranie żołdu poległych żołnierzy (na Ukrainie żołd wypłacają dowódcy), a z drugiej strony, aby uniknąć konieczności wypłacania rent wdowich osobom pogrążonym w żałobie. Wydaje się, że to rzeczywistość, o której nikt na Zachodzie nie mówi. Nie oznacza to, że służba na froncie nie jest druzgocąca dla rosyjskich żołnierzy – jest dla wszystkich. Faktem jest jednak, że rosyjscy żołnierze są bardziej zmotywowani, co jest warunkiem koniecznym do zwycięstwa. Wiedzą, że ich dowództwo wojskowe i społeczeństwo robią wszystko, co w ich mocy, aby ich chronić.

Trudno powiedzieć, jak daleko Rosja posunie się na zachód. Odsyłam do moich komentarzy w artykuleLetni pokój umarł ”, gdzie omawialiśmy „rozwiązanie maksymalne”, w którym pozostałby jedynie resztka Ukrainy, a Polska, Węgry i Rumunia odzyskałyby swoje dawne terytoria.

Źródło: Forum Geopolitica

Gospodarka

Sankcje wobec Rosji weszły w życie już w 2014 roku. Od tego momentu Rosja podjęła pierwsze kroki w kierunku rozwoju sektora rolnego. Rosja stała się nie tylko samowystarczalna, ale także jednym z największych eksporterów rolnych na świecie. W 2025 roku Rosja eksportowała produkty rolne o wartości  41,6 miliarda dolarów do 170 krajów , będąc  światowym liderem  w dziedzinie pszenicy.

W lutym 2022 roku Rosja została zasypana gradem sankcji, których celem było postawienie kraju na kolana w jak najkrótszym czasie. Plan ten zakończył się całkowitą porażką, a Rosja nie tylko przetrwała tę wojnę gospodarczą, ale także zdołała znacząco zwiększyć swoją produkcję. Europa – a w szczególności Niemcy – musiała patrzeć, jak sankcje szkodzą Europie, a w szczególności Niemcom; Niemcy jako centrum przemysłowe w swojej poprzedniej formie należą już do przeszłości.

20222023202420252026
Rosja100,0104.1109.2110.3111,5
Niemcy100,099,198,698,899,5

Źródło: MFW

=========================================================

Dla Rosji było to balansowanie na granicy: z jednej strony utrzymanie rozkwitu rosyjskiego sektora prywatnego, a z drugiej stopniowe przechodzenie w kierunku gospodarki wojennej. Jednym z największych wyzwań w tym procesie było zapobieżenie wymknięciu się inflacji wywołanej zachodnimi sankcjami.

Elwira Nabiulina, prezes Rosyjskiego Banku Centralnego, utrzymywała – i nadal utrzymuje – główną stopę procentową znacznie powyżej stopy inflacji, ku wielkiemu niezadowoleniu rosyjskich sektorów inwestycyjnych. Rosja jest jedynym krajem uprzemysłowionym na świecie, który może sobie pozwolić na taki system stóp procentowych i go utrzymać, ponieważ relacja długu do PKB Federacji Rosyjskiej jest kilkakrotnie niższa niż w krajach zachodnich, których po prostu nie stać na wyższe stopy procentowe. Prezydent Putin ufa szefowi swojego banku centralnego – i słusznie.

Elvira Nabiullina — inteligentna i konsekwentna

Obecnie główna stopa procentowa Banku Rosji wynosi 14%, a Rezerwy Federalnej od 3,50 do 3,75%. Rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych wynosi obecnie 4,7%, a eksperci w Stanach Zjednoczonych obawiają się załamania rynku obligacji, jeśli rentowność 10-letnich obligacji wzrośnie powyżej 5,5-6%.

Efekt interwencji „Twist” zainicjowanej przez Scotta Bessenta – polegającej na sprzedaży krótkoterminowych amerykańskich papierów wartościowych i kupnie długoterminowych obligacji – osłabł już po 24 godzinach. Całkowita wartość interwencji wynosi około 28 miliardów dolarów. Wartość rynku obligacji amerykańskich wynosi około 31 bilionów. To 31 000 miliardów. To kropla w morzu, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że długoterminowe obligacje amerykańskie – 10-letnie lub dłuższe – stanowią zaledwie około  20%  wszystkich obligacji amerykańskich.

Scott Bessent – ​​zdesperowany

Obecnie rząd USA płaci odsetki w wysokości około  3,35%  od swojego długu wynoszącego 40 bilionów dolarów – czyli 1,340 biliona dolarów, co stanowi dobre 25% wpływów podatkowych wynoszących  5,235 biliona dolarów  (dane z 2025 roku). To już katastrofa. Jeśli stopy procentowe wzrosną jeszcze bardziej – a tak się stanie – załamanie jest bliskie.

Jest jeszcze jeden interesujący rozwój sytuacji. Podczas ostatniego poważnego kryzysu finansowego w 2008 roku istniała ożywiona komunikacja i koordynacja między USA a Europą. Tym razem nic na to nie wskazuje. Większość krajów – w tym zachodnich – wyprzedaje amerykańskie obligacje na rynku, aby ratować własną skórę; każdy dba o siebie: mało prawdopodobne, żebyśmy już zobaczyli jakąkolwiek koordynację czy lojalność. Zamiast tego Amerykanie próbują wywrzeć presję na kraje  posiadające duże ilości amerykańskich obligacji skarbowych – Japonię, Wielką Brytanię, Chiny itd. – aby nie sprzedawały swoich aktywów. To się nie uda, ponieważ Japonia i Wielka Brytania muszą je sprzedać, aby chronić swoje rynki, a Chiny sprzedają amerykańskie obligacje skarbowe od 2013 roku, przyspieszając tempo od 2018 roku.

Jak poważna jest sytuacja dla USA, można dostrzec w cytacie Trumpa z 21 sierpnia 2026 r., kiedy to odnosząc się do krajów wyprzedających amerykańskie obligacje, powiedział dosłownie:

Trump chce rozwiązać wszystkie problemy siłą – nawet wbrew przyjaciołom
„Ostateczną interwencją jest nasza armia. I jeśli będziemy musieli jej użyć, zrobimy to”

Prezydent Trump, 21 sierpnia 2026 r

Trump nie sprecyzował, jak ani przeciwko komu użyje siły militarnej w odpowiedzi na sprzedaż obligacji. W tym kontekście nie ma to znaczenia; to stwierdzenie pokazuje jedynie, jak bardzo zdenerwowani są Amerykanie. Jeśli amerykański rynek obligacji się załamie, Amerykanie pociągną za sobą cały świat zachodni.

Sankcje chronią Rosję przed ryzykiem związanym z rynkami zachodnimi. W konsekwencji opisany powyżej kryzys dotknąłby Rosję co najwyżej peryferyjnie.

Produkcja broni

W przeciwieństwie do Europy, Rosja już przeszła transformację w kierunku gospodarki wojennej. Ta transformacja była dla Rosji znacznie łatwiejsza niż dla USA i ich wasali w NATO, ponieważ wszyscy główni dostawcy uzbrojenia pozostają pod kontrolą państwa rosyjskiego. NATO ogranicza się do wielkich deklaracji i przeznaczania dużych sum pieniędzy. Mam tu na myśli wypowiedź Marka Ruttego z konferencji prasowej z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, która odbyła się 21 maja 2025 roku w Brukseli. Rutte stwierdził tam:

Nawet Mark Rutte potrafi być szczery.
„Oni [Rosjanie] produkują obecnie w ciągu trzech miesięcy amunicję w ilości, jaką całe NATO produkuje w ciągu roku”.

Mark Rutte, 21 maja 2025

Rosji udało się znacząco zwiększyć produkcję uzbrojenia w ubiegłym roku, co prawdopodobnie jeszcze bardziej pogłębiło dystans dzielący ją od NATO.

Podstawowy problem amerykańskiej produkcji broni leży w strukturze własnościowej przemysłu zbrojeniowego. Amerykańskiemu kompleksowi wojskowo-przemysłowemu nie zależy na masowej produkcji wydajnych, wysokiej jakości systemów uzbrojenia, lecz na zarabianiu dużych pieniędzy. Cały świat odczuł tego konsekwencje w trwającym konflikcie na Bliskim Wschodzie. W ciągu 40 dni wojny z Iranem Amerykanie zużyli od 50% do 80% swoich całkowitych zapasów, w zależności od rodzaju amunicji. Uzupełnienie tego niedoboru zajmie im od dwóch do ośmiu lat. To znak, że Zachód jako całość nie jest w żaden sposób przygotowany do skutecznego prowadzenia długotrwałego konfliktu zbrojnego.

Rosja jest samowystarczalna

Jedną z największych zalet Rosji jest jej samowystarczalność.  Energia : W 2024 roku Rosja wyprodukowała 60,3 biliarda BTU energii pierwotnej, zużywając jedynie 34,3 biliarda BTU. Jeśli chodzi o żywność, Rosja ma następujące  wskaźniki samowystarczalności :

  • Ziarna: 152,4%
  • Olej roślinny: 260,2%
  • Ryby: 125,4%
  • Cukier: 107,1%

Rosja cieszy się zatem bardzo wysokim stopniem strategicznej samowystarczalności.

Niemniej jednak Rosja jest również uzależniona od importu, zwłaszcza z Chin. Ponieważ jednak Rosja ściśle współpracuje z Chinami i istnieje między nimi prawdziwy sojusz, nie ma powodu do obaw. Ważne jest, aby Rosja była całkowicie niezależna od Kolektywnego Zachodu.

Jeśli chodzi o samowystarczalność i potencjał militarny, perspektywy dla Zachodu są ponure. Wbrew przeciwnym twierdzeniom, Zachód jako całość jest zależny od źródeł energii z Rosji i Bliskiego Wschodu, a także od pierwiastków ziem rzadkich z Chin, jeśli chodzi o towary niezbędne do prowadzenia wojny; nie są to warunki niezbędne do przetrwania długotrwałego konfliktu.

Społeczeństwo

Ostatecznie jednak wszelkie argumenty militarne i ekonomiczne mają decydujące znaczenie w konflikcie tylko wtedy, gdy połączy się je z najważniejszym czynnikiem: gotowością ludzi zaangażowanych w konflikt do rzeczywistej obrony swojego kraju, do walki i oddania życia.

Rosja

Aby to zrobić, ludzie muszą wiedzieć, o co walczą: Rosjanie o tym wiedzą, a Zachód, z jego niepohamowaną nienawiścią do ich kraju, odegrał w tym kluczową rolę. Walczą o zjednoczoną, silną, bezpieczną, odporną i suwerenną ojczyznę.

W Rosji można usłyszeć wiele różnych opinii na temat przebiegu wojny, w tym bardzo sceptyczne dotyczące intensywności i skali konfliktu — zobacz na przykład Karaganowa, który twierdzi, że Niemcy, między innymi, straciły strach przed rosyjskim potencjałem militarnym i opowiada się za atakiem nuklearnym na Europę jako środkiem odstraszającym ( doktryna Karaganowa ). Strategia prezydenta Putina jest z pewnością publicznie dyskutowana i krytykowana. Putin, który skłania się ku deeskalacji, nie tylko uzyskał poparcie Dumy — a zatem i społeczeństwa — dla swojego planu działania kilka dni temu, ale deputowani Dumy  poparli również  bardziej zdecydowane podejście z „większą odwagą”, nawet jeśli oznacza to większą liczbę ofiar śmiertelnych.

Ta dyskusja toczy się na oczach opinii publicznej i stanowi potwierdzenie żywotności dyskursu publicznego w Rosji. Taka dyskusja o strategii wojennej może się odbyć tylko w zjednoczonym kraju. Celem jest to, co jednoczy ludzi.

Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to niczym wielkim. Jego znaczenie staje się jasne, gdy spojrzymy na sytuację przeciwników.

Zachód

Głównym składnikiem zachodniej strategii jest nienawiść: nienawiść do Putina, do Rosji, do Rosjan, do wszystkiego, co rosyjskie, w tym do rosyjskiej kultury. Na pierwszy rzut oka jest to prymitywna i łatwa do wdrożenia strategia, którą naziści już stosowali. Jednak nienawiść nie podważa wroga, lecz tych, którzy sieją to uczucie – zachodniego społeczeństwa. Nie da się stale przeciwstawiać czemuś, jeśli samemu nie wie się, co się reprezentuje. I to jest problem, z którym borykają się zachodnie społeczeństwa. Jednocześnie jest to sekret sukcesu Rosjan – ten, który doprowadzi ich do zwycięstwa. W tym konflikcie zwycięzcą będzie ten, kto oprócz twardych czynników omówionych powyżej, wykaże się wytrwałością. A tę można rozwinąć tylko wtedy, gdy z przekonaniem opowiada się za czymś.

Jednocząca siła, która rośnie w Rosji, nie jest widoczna na Zachodzie. Ludziom przepełnionym nienawiścią brakuje energii, by ją pielęgnować. Nienawiść jest z natury destrukcyjna i pozbawiona pozytywnej energii. Śledząc zachodnie media, można dostrzec, że przywódcy omawianych krajów nie robią nic, aby poprawić życie swoich obywateli. Ogromne sumy przeznaczane są na walkę z Rosją, podczas gdy  wydatki na edukację i usługi socjalne  są drastycznie cięte. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że rządzącym na Zachodzie nie zależy na dobru obywateli.

Na dodatek: To tajemnica poliszynela, że ​​celem Zachodu zawsze było rozbicie Rosji. Plany te mają 200 lat, a mimo to są dziś bardzo aktualne — zobacz artykuł René Zittlaua z czerwca 2023 r. „ Planowany podział Rosji ”. Skorzystałyby na tym ogromne konglomeraty (takie jak  Blackrock ), ale nie ludzie na Zachodzie ani populacje tych sztucznych „państw następczych” Rosji, które zgodnie z istniejącymi planami byłyby nieopłacalne. Grupy stojące za tymi planami wzbudzają nienawiść do największego kraju świata wśród ludności Zachodu. Oczekuje się, że miliony zachodnich Europejczyków oddają życie za tę sprawę. Jak trudno jest to przekazać, dowodzi fakt, że na przykład w Niemczech tylko  0,17 % badanej populacji w wieku poborowym byłoby chętnych do służby w Bundeswehrze.

Wniosek

Aby wygrać długotrwały konflikt, potrzeba wielu czynników. Oprócz czystej siły militarnej, ważną rolę odgrywają czynniki ekonomiczne i niezależność od handlu międzynarodowego. Kluczowe jest jednak to, by naród poparł swój rząd i był gotów podążać tą drogą.

W każdym z tych punktów przewagę ma Rosja. Pozostaje mieć nadzieję, że decydenci na Zachodzie w porę to dostrzegą; tylko wtedy uda się zapobiec bezprecedensowemu w historii rozlewowi krwi.

Odpowiedź na działania Berlina i groźby Zełenskiego. Oświadczenia Ławrowa

Odpowiedź na działania Berlina

i groźby Zełenskiego.

Oświadczenia Ławrowa

tass-ru/politika

Minister spraw zagranicznych Rosji ogłosił zamknięcie oddziałów Instytutu Goethego w Moskwie, Petersburgu i Jekaterynburgu w odpowiedzi na działania władz niemieckich.

© Yuri Smityuk/TASS

W odpowiedzi na zamknięcie Domu Rosyjskiego w Berlinie przez niemieckie władze, Rosja zamknie oddziały Instytutu Goethego w Moskwie, Petersburgu i Jekaterynburgu.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow ogłosił to podczas cyklu wykładów Towarzystwa Znanie na Wschodnim Forum Ekonomicznym (EEF).

Zauważył również , że Wołodymyr Zełenski liczy na destabilizację sytuacji w Rosji, mówiąc o zagrożeniach dla lotnictwa cywilnego i atakując cywilną infrastrukturę.

Agencja TASS zebrała kluczowe oświadczenia Ministra Spraw Zagranicznych.

Otwartość Rosji na kontakty

  • Moskwa nie zamyka się przed nikim i pozostaje otwarta na kontakty z każdym, kto szczerze chce odłożyć na bok wypaczoną politykę i skupić się na swoich naturalnych interesach: „Oczywiście, choć pozostajemy otwarci na kontakty z każdym, kto szczerze chce odłożyć na bok ideologię, błędnie interpretowaną, wypaczoną politykę i skupić się na swoich naturalnych interesach, leżących przede wszystkim w sferze gospodarczej i społecznej, i nigdy się nie zamykając, to jednak nie chcemy znaleźć się w sytuacji, w której będziemy zależni od dobrej woli naszych byłych zachodnich partnerów”.
  • Rosja nigdy nie będzie atakować Europy z prośbami i apelami o zniesienie sankcji: „To się nie stanie. To absolutnie nie leży w DNA naszego narodu. Mamy swoją własną dumę, jeśli można tak powiedzieć. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Absolutnie nie potrzebujemy niczyjej dobrej woli”.
  • Rosja „ma wystarczająco dużo przyjaciół i partnerów, którzy są gotowi uczciwie współpracować”: „Europa nie jest gotowa do uczciwej współpracy. Nie wie, jak uczciwie współpracować”.

Problemy ukraińskie

  • Stanowisko Zachodu wobec Ukrainy, ignorujące kluczowe postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych, jest przerażające : „Karta Narodów Zjednoczonych w swoim pierwszym artykule stanowi: każdy jest zobowiązany do poszanowania praw człowieka bez względu na rasę, płeć, język czy religię. Co więcej, nie tylko Karta Narodów Zjednoczonych, ale także Konstytucja Ukrainy nadal stanowi, że państwo gwarantuje prawa Rosjan i innych mniejszości narodowych. Nikogo to nie obchodzi. Uchwalili prawa sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i Konstytucją, a wszyscy mówią, że to rzekomo europejskie wartości. Uważam, że stanowisko Zachodu jest absolutnie obrzydliwe”.
  • Realistyczni politycy nie mogą domagać się rozwiązania kryzysu ukraińskiego bez uwzględnienia realiów na miejscu: „Tutaj [prezydent USA Donald] Trump mówi: »Uważam, że musimy wziąć pod uwagę realia na miejscu«. A my uważamy, że to fundamentalnie różni się od Europy, która mówi o granicach z 1991 roku. Abstrahuje to nawet od tego, czy nas lubią, czy nie. Ale czy którykolwiek realistyczny polityk może teraz powiedzieć, że problem ukraiński musi zostać rozwiązany poprzez przywrócenie Ukrainy do granic z 1991 roku?”
  • Wszystkie zasady, na których Rosja oparła uznanie niepodległości Ukrainy, zostały wyrzucone do kosza: „Uznaliśmy Ukrainę na podstawie jej deklaracji niepodległości. I tam było napisane, i nadal jest, że Ukraina będzie niepodległym, neutralnym, niezaangażowanym mocarstwem bez broni jądrowej. Wszystkie te zasady zostały już wykreślone”.
  • Zachód otwarcie zachęca do ataków terrorystycznych w Kijowie: „Oczywiście, wśród metod, których używają, by osłabić nasze państwo, akty terrorystyczne reżimu w Kijowie są aktywnie wspierane. Otwarcie”.
  • Rosja dałaby zielone światło na odrodzenie nazizmu, gdyby zgodziła się na propozycję zamrożenia konfliktu i utrzymania reżimu w Kijowie: „Poza tym, co chcą stworzyć w wyniku tego konfliktu – po pierwsze, nie chcą go rozwiązać, lecz zamrozić, utrzymując to zagrożenie u naszych granic. Ale poza tym jest też niematerialna strona tego problemu. Polega ona na tym, że gdybyśmy się na to zgodzili i powiedzieli: »No cóż, tak, nasz naród chce jakiegoś komfortu. Zgadzamy się, niech ten reżim pozostanie, przerywamy walki«, to dalibyśmy zielone światło na odrodzenie nazizmu w sensie dosłownym, w postaci utworzenia tego quasi-państwa, całkowicie zależnego od Zachodu, ale otwarcie podtrzymującego nazistowską ideologię”.

Polityka UE i NATO

  • Obawy krajów UE, że Rosja je „podbije”, wynikają z chorej wyobraźni: „Oni [w UE] fizycznie budują mury na granicach krajów UE z Federacją Rosyjską, kopiąc rowy o szerokości 100 metrów – nie wiem, jak głębokie – tylko po to, by uniemożliwić Rosji ich podbój. To chora wyobraźnia”.
  • Wyborcy obalą większość rządów w UE i NATO, jeśli zniknie sztucznie wykreowany obraz Rosji jako wroga: „Oni [na Zachodzie] stale potrzebują wroga: zarówno członków NATO, jak i Unii Europejskiej. Jeśli ten sztucznie wykreowany obraz Rosji jako wroga zniknie, wówczas zdecydowana większość rządów w krajach Unii Europejskiej i NATO zostanie po prostu obalona przez wyborców”.
  • To nie tyle „chora wyobraźnia”, co celowa polityka, ponieważ Zachód „nieustannie potrzebuje wroga”: „Zarówno członków NATO, jak i Unii Europejskiej. Jeśli ten sztucznie wykreowany obraz wroga w postaci Rosji zniknie, to zdecydowana większość rządów w krajach Unii Europejskiej i NATO zostanie po prostu obalona przez wyborców”.
  • NATO próbuje przedłużyć swoje sztuczne istnienie i gorączkowo szuka nowych wymówek, by to usprawiedliwić: „NATO gorączkowo szuka nowych wymówek, by przedłużyć swoje i tak już całkowicie sztuczne istnienie. NATO powinno było się rozwiązać, tak jak Układ Warszawski, po upadku Związku Radzieckiego. Nie zrobili tego”.
  • Sojusz Północnoatlantycki raczej nie przetrwa długo ; próby wymyślania nowych powodów dla przedłużenia istnienia NATO nie mogą trwać długo: „Nie sądzę, że potrwają długo, ponieważ próby wymyślania nowych powodów dla przedłużenia jego istnienia, próby wymyślania tych powodów poprzez rozszerzanie dominacji nad tym regionem, nad Azją Południowo-Wschodnią i Północno-Wschodnią pod hasłem „powstrzymania Chin”, kwestia Tajwanu są rozdmuchiwane, te próby nie mogą trwać długo, pewnego dnia po prostu stracą impet i wyborcy znów zapytają: co my tam robimy?”
  • Sankcje stały się głównym narzędziem polityki zagranicznej Zachodu, całkowicie wypierając dyplomację: „Zachód chce dyktować, a nie negocjować. Dla nich dyplomacja została zastąpiona sankcjami. Każdy, kto robi coś złego, z perspektywy naszych zachodnich kolegów, natychmiast nakłada sankcje. Drugorzędne, trzeciorzędne, podstawowe, obojętnie jakie”.
  • Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen jest Führerką wciągającą Europę z powrotem w nazizm: „Ursula von der Leyen – nazywamy ją „Führer Ursulą” – próbuje przejąć na rzecz Komisji Europejskiej te kompetencje, te uprawnienia, które decyzją całej Unii Europejskiej nie zostały przekazane Brukseli, lecz pozostają w rękach rządów krajowych, a ta tendencja jest u niej bardzo widoczna”.
  • Polityka „szeroko otwartej” UE sama w sobie przerodziła się w kryzys migracyjny: „Dominacja imigrantów staje się problemem dla rozwoju wewnętrznego. Powoduje niezadowolenie wśród ludności rdzennej, która jest zmuszona płacić podatki na utrzymanie przybyszów. Obywatele Ukrainy również zaliczają się do tej kategorii, ponieważ od samego początku specjalnej operacji wojskowej, kiedy to uciekli ze swojego kraju, otrzymywali dotacje i świadczenia w krajach UE. Dotacje te w wielu przypadkach znacznie przewyższają zasiłki dla bezrobotnych w tych samych krajach europejskich dla ich własnych obywateli”.
  • Unia Europejska, z powodu swojej krótkowzroczności, traci swoje atuty; pragnienie przystąpienia Serbii i Armenii „wkrótce zniknie”.

Groźby Zełenskiego i próby destabilizacji sytuacji w Rosji

  • Zachód podejmuje brutalne próby destabilizacji Rosji w przededniu wyborów do Dumy Państwowej: „Teraz, zwłaszcza w przededniu wyborów, podejmowane są po prostu brutalne próby podważenia stabilności naszego społeczeństwa. Widzimy to i Zachód tego nie ukrywa”.
  • Wołodymyr Zełenski liczy na destabilizację i „powstanie” w Rosji, powołując się na zagrożenia dla lotnictwa cywilnego i ataki na infrastrukturę cywilną: „Teraz Zełenski oświadczył, że lotnictwo cywilne w Rosji powinno zaprzestać lotów, ponieważ nie ma miejsca dla lotnictwa cywilnego tam, gdzie latają ukraińskie drony bojowe. Nie będę nawet charakteryzował tej osoby. Ale otwarcie deklaruje się oczekiwanie destabilizacji i buntu społeczeństwa”.

Ambicje militarne Merza i działania RFN

  • Ławrow był oszołomiony militarystycznymi ambicjami kanclerza Niemiec Friedricha Merza: „Byłem po prostu oszołomiony. Widzieliśmy, jak nazizm powraca w Niemczech. Ale kiedy kanclerz Merz oświadczył, że zamierza ponownie uczynić Niemcy główną potęgą militarną w Europie, byłem po prostu oszołomiony”.
  • „Bo jeśli ta osoba nie rozumie, co w tym kontekście oznacza słowo „ponownie”, to jest to oczywiście bardzo smutne dla Europy i niezwykle niebezpieczne dla Europy, która po raz kolejny okazuje się źródłem tych idei wyższości – wyższości narodowej, rasowej”.
  • Niemcy nie mogły potwierdzić, że dron, który rozbił się na lotnisku w Lipsku, był rosyjski, ale opierając się na tym założeniu, podjęli decyzję o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie: „Znaleźli drona, który rozbił się na lotnisku w Niemczech, w Lipsku, i stwierdzili, że dron ten był podobny – nie mogą tego potwierdzić, ale jest to ostateczny wniosek – do tych używanych przez Federację Rosyjską, i opierając się na tym założeniu, tym przypuszczeniu, tym przypuszczeniu, podjęli decyzję o zamknięciu ostatniego pozostałego konsulatu generalnego w Bonn i naszego Domu Rosyjskiego w Berlinie”.
  • W odpowiedzi na zamknięcie Domu Rosyjskiego w Berlinie przez władze niemieckie, Rosja zamknie filie Instytutu Goethego w Moskwie, Petersburgu i Jekaterynburgu: „Niemcy mają tu filie Instytutu Goethego. W Moskwie, Petersburgu i Jekaterynburgu. Oczywiście, zostaną one zamknięte po tym, jak nasze centrum kultury zostało wyrzucone [z Berlina]. W przeciwnym razie stracimy szacunek do samych siebie. Świadomie podjęli krok – nie mogli tego nie zrozumieć – który oznacza koniec ich obecności kulturalnej w Rosji, która przetrwała pomimo wszystkich ukraińskich zawirowań w naszych stosunkach z Zachodem”.
  • Niemcy postanowili wpłynąć na Rosję, „wpływając na zbiegów”: „A fakt, że Niemcy zdecydowali się podjąć kroki, o których wspomniałem, oznacza tylko jedno – zamiast otwartych kontaktów, poprzez które przekazywana jest wasza kultura i wasze poglądy, zdecydowali się wspierać tych zbiegłych agentów”.
  • Niemcy po raz kolejny próbują „zjednać sobie wszystkich” i stłumić wszelkie tendencje do normalizacji stosunków z Rosją, które wciąż utrzymują niektóre kraje UE, aczkolwiek nieliczne.

Sytuacja języka rosyjskiego i Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej na Ukrainie

  • Waszyngton i „nikt inny” nigdy nie wysyłał Kijowowi sygnałów o konieczności „przywrócenia” języka rosyjskiego i unikania stwarzania problemów Ukraińskiemu Kościołowi Prawosławnemu (UPC): „Waszyngton i nikt inny nigdy nie wysyłał władzom w Kijowie sygnałów o konieczności przywrócenia języka rosyjskiego i unikania stwarzania problemów dla Kościoła kanonicznego”.
  • Strona rosyjska zwróciła uwagę Amerykanów na te kwestie podczas kontaktów, pytając, jak mogą wspierać tych, którzy angażują się w tak czysto rasistowskie, nazistowskie działania: „Mówią: »Kiedy będziemy negocjować, włączymy to wszystko do porządku obrad«. To nieprawda. Są rzeczy, których nie można uzależniać. A prawo do języka i religii jest jedną z nich”.

Działalność AUKUS

  • Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) przymyka oko na zagrożenia związane z działalnością AUKUS (sojuszu wojskowego Australii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych) pod presją Zachodu: „Uważnie monitorujemy tę sytuację, ponieważ nieprzestrzeganie lub częściowe przestrzeganie norm MAEA niesie ze sobą ryzyko rozprzestrzeniania wojskowych technologii jądrowych. Niestety, obecne kierownictwo MAEA podchodzi do tego bardzo lekceważąco, wyraźnie pod silną presją ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii”.

Sytuacja w Azji

  • Współpraca wojskowa w trójkącie Stanów Zjednoczonych, Japonii i Republiki Korei rozwija się : „Współpraca wojskowa w trójkącie Stanów Zjednoczonych, Tokio i Seulu rozwija się, a zarówno Koreańczycy z Południa, a ostatnio także premier [Japonii] [Sanae] Takaichi, jak i Japonia, są coraz bardziej zainteresowani rozszerzeniem tej współpracy wojskowej o komponenty nuklearne, co również stwarza zagrożenie, ryzyko rozprzestrzeniania broni masowego rażenia”.
  • Rosja ma nadzieję , że prezydent USA Donald Trump złagodzi napięcia wokół Półwyspu Koreańskiego, ale istotą polityki USA w regionie jest powstrzymanie Korei Północnej: „Czynnik Półwyspu Koreańskiego również odgrywa znaczącą rolę. Pomimo zygzaków, jakie prezydent Trump wykazał w stosunku do Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, niedawno powiedział, że bardzo dobrze dogaduje się z Kim Dzong Unem, są przyjaciółmi i jest gotowy do spotkania i rozmów. Oby Bóg dał, jeśli uda im się złagodzić napięcia, ale istotą strategicznej polityki USA wobec Półwyspu Koreańskiego jest oczywiście powstrzymanie Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej”.
  • Region Azji i Pacyfiku stawia przed Zachodem liczne wyzwania w zakresie utrzymania dominacji: „Nie ukrywają tego i wszyscy, którzy rozwijają się względnie niezależnie – nie mówię już o Chinach, Rosji, Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej – nawet ci względnie niezależni, którzy pomimo presji nie odmawiają utrzymywania więzi handlowych, gospodarczych, kulturalnych i edukacyjnych z Federacją Rosyjską – wszyscy znajdują się pod presją, jaką Zachód na nich wywiera, opierając się wyłącznie na swojej filozofii dominacji”.

Łańcuch „dowodów”

Łańcuch „dowodów”

2. września 2026 Marek Wojcik world-scam/lancuch-dowodow

Analizując mainstreamowe media przedstawiające kluczowy łańcuch dowodów „rosyjskiego” ataku dronowego w Lipsku z 4 sierpnia, przeżywam déjà vu. Sześć lat temu mieliśmy podobną sytuację. Wtedy była to wojna biologiczna ze światem, dzisiaj trwają przygotowania do wysłania mięsa armatniego, a raczej dronowego, na sztucznie sprowokowaną gorącą wojnę. Jakie są podobieństwa?

  • Politycy i media używają identycznych skoordynowanych argumentów prowojennych;
  • Telewizyjni „eksperci” przeżywają swoje po-kowidowe odrodzenie, zamieniając białe fartuchy na mundury;
  • Jednomyślnie zaprojektowana propaganda przedstawia jasny obraz sytuacji: to Rosja zastępuje wymyślonego wirusa;
  • Bezalternatywne rozwiązanie: śmiercionośne szczepionki zastąpiono eskalacją wydatków na zbrojenia;
  • Bezwzględne eliminowanie wszelkich głosów sprzeciwu – cenzura prowojenna zamiast proszczepiennej.
  • Rzucanie oskarżeń wobec Rosji bez dowodów, zastąpiło nieuczciwy proces porwanego przez władze niemieckie adwokata Reinera Füllmicha;
  • Dzisiaj Bergamo jest wszędzie tam, gdzie atakują „rosyjskie” drony;
  • Strach przed wirusem został już zapomniany – teraz trzeba się bać Putina.

O czym to świadczy? O ludziach, którzy stoją za takimi planami wojennymi.

11.08.2026 r. Zakłócenia na lotnisku w Hanowerze spowodowane przez drony kilka dni po znalezieniu materiałów wybuchowych w Lipsku.
Tak właśnie działa zaplanowana akcja propagandowa.

Mark Rutte, Emmanuel Macron, Ursula von der Leyen, Alexander Stubb, Giorgia Meloni, Pedro Sánchez, Ulf Kristersson i inni czołowi politycy nie pojawiają się razem przed kamerą – a jednak brzmią, jakby wszyscy napisali tę samą deklarację. Impulsem do tego politycznego chóru ze strony NATO jest incydent na lotnisku Lipsk/Halle 4 sierpnia: dron uzbrojony w ładunki wybuchowe został odkryty w pobliżu ukraińskich samolotów transportowych. 1 września rząd niemiecki przyznał odpowiedzialność Rosji, powołując się na śledztwo policyjne, techniczne podobieństwa do poprzednich operacji oraz ustalenia wywiadu. Co jednak kluczowe, dowody łączące państwo rosyjskie z próbą ataku nie zostały jeszcze upublicznione; nie aresztowano żadnych podejrzanych. Niemniej jednak przywódcy NATO i UE już mówią o udowodnionym ataku rosyjskim.

Cytat z dzisiejszego artykułu na UncutNews.ch: Kto wydał rozkaz? Koordynacja szefów rządów: przywódcy NATO uznali Rosję za sprawcę – ale dowody pozostają tajne. Źródło.

Niemieckie służby odnalazły na lotnisku w Lipsku szczątki drona i materiały wybuchowe.
Czy tego drona sprowadziły tutaj jakieś inne służby?

Z tej propagandowej akcji widać wyraźnie stereotypowy obraz o rosyjskich możliwościach militarnych, jaki mają ci podżegacze wojenni. Ten dron, który zderzył się ponoć z ukraińskim samolotem transportowym, był wyposażony w ładunek wybuchowy typu Semtex, który jednak nie wybuchł. Ach ci Rosjanie pewnie piją za dużo wódki i nic im nie wychodzi! Biorą się za akcję prowokacyjną, która mogłaby przynieść im jedynie straty taktyczne, wizerunkowe i polityczne.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

<Jeśli podoba Wam się to, co piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.

Kto wygrał wojnę?

Kto wygrał wojnę?

1. września 2026 Marek Wojcik world-scam/kto-wygral-wojne

W dawnych czasach znacznie łatwiej przychodziło określić, kto jest zwycięzcą wojny niż dzisiaj. Zdobyte twierdze, traktaty pokojowe jednoznacznie wskazywały, kto wygrał. Po odsieczy wiedeńskiej polskiego króla Jana III Sobieskiego cesarz austriacki Leopold I niechętnie przyznał zasługę polskiemu monarsze.

Jednak stracenie niefortunnego przywódcy tureckich wojsk wezyra Kara Mustafy w roku 1683, jednoznacznie świadczyło o tym, kto był przegranym tamtej wojny.

Egzekucja Kara Mustafy Paszy w Belgradzie w 1683 roku.
Źródło.

Dzisiejsi „zwycięzcy” wojen sami sobie tworzą sukcesy, dzięki opanowaniu mediów, głównie telewizji. Ukraina od blisko pięciu lat stoi tuż przed zwycięstwem nad Kremlem. Propaganda odnosi sukcesy wśród bezkrytycznych odbiorców telewizyjnej papki kłamstw, zaprzeczeń i przede wszystkim przemilczeń niepasujących do narracji zdarzeń.

Podobnie pokazuje swoje „sukcesy” Trump, wypowiadając kompletne brednie na temat upadającej gospodarki, armii i możliwości wojennych Iranu doskonale wie, że kłamie. Cóż innego mu pozostało niż utrzymywać przynajmniej część swoich wyborców przy nadziei niemożliwego zwycięstwa.

Drugim odbiorcą tych konfabulacji jest wspólnik – Izrael. To dla uspokojenia Netanjahu przeznaczone są groźby Trumpa wobec Teheranu.

Dlaczego Trump tak desperacko potrzebuje porozumienia z Iranem?! Scott Ritter.
Polska ścieżka dźwiękowa.

Nawet jeśli to prawda, że Trump walczy z głębokim państwem, nie usprawiedliwia to popełnianych z jego rozkazu zbrodni wojennych. Oczywiste jest, że żadna wojna nie jest możliwa bez ofiar. Jednak wspieranie mordowania niewinnych cywilów pod pretekstem walki z terroryzmem jak w Strefie Gazy lub z kartelami narkotykowymi na morzu Karaibskim jest niewybaczalnym przestępstwem.

Palestyńska dziewczynka Israa al-Hassi zginęła z rąk izraelskich sił zbrojnych w Deir al-Balah, w środkowej części Strefy Gazy.

Deptanie tradycji nietykalności negocjatorów, nadużywanie pertraktacji w celu przygotowania się do zdradzieckiego ataku nie świadczy o szlachetności polityków, którzy pragnęliby być wzorcem w stylu bohaterów z westernu. Nie dość, że jest to podła zbrodnia, jest ona wyjątkowo bezmyślna i będzie miała konsekwencje podczas przyszłych negocjacji.

Prezydent Iranu Massud Pezeshkian podpisał w niedzielę umowy o współpracy w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO).
Jest to odpowiedź na plany USA blokady gospodarczej Iranu.

Amerykanom pali się dosłownie grunt pod nogami w Zatoce Perskiej. Rząd iracki stanowczo odrzucił propozycję Stanów Zjednoczonych dotyczącą utrzymania kontyngentu sił koalicyjnych w kraju po upływie terminu wyznaczonego na 30 września. Źródło.

Jesteśmy świadkami upadku zachodniej cywilizacji wojny ze słabszymi. Nadchodzi nowy porządek świata. Miejmy nadzieję, że nie jest to porządek zgodny z planami Klausa Schwaba.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

============================

<Jeśli podoba Wam się to, co piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.

Dwie pieczenie

Dwie pieczenie

Już wielokrotnie powoływałem się na Gilberta Doctorowa, którego opinie bardzo cenię, mimo tego, że nie ze wszystkimi się zgadzam. Zawsze zazdroszczę mu, gdy pisze w czasie swoich pobytów w Rosji, że był na koncertach orkiestry Teatru Marijskiego w Petersburgu pod dyrekcją Giergiewa. To dla mnie obecnie światowy dyrygent numer jeden. Niestety nie mam okazji pójść na jego koncert.

Ale nie o muzyce tu chciałem! Doctorow jest zwolennikiem twardej odpowiedzi Rosji na natowskie prowokacje, na coraz bardziej otwarte i bezczelniejsze włączanie się niektórych państw zachodnich w wojnę na Ukrainie. Ja nie jestem pewny, czy byłaby to (w chwili obecnej!) właściwa droga. Czas gra bez wątpienia na korzyść Rosji. Owszem, ukraińskie, a właściwie natowskie ataki na rosyjską infrastrukturę są dla Rosji bolesne, ale nie są aż na tyle groźne i bolesne, by ryzykować światową wojnę nuklearną. Owszem, zgadzam się z twierdzeniem, że podkopują one wizerunek groźnego rosyjskiego niedźwiedzia, ale to nie zmienia faktu, że ten niedźwiedź nadal jest w stanie w ciągu kilku godzin (to nie przesada!!!!) zamienić całą Europę od Atlantyku do Bugu w obszar radioaktywny.

Ale Doctorow wysunął akurat szalenie interesującą tezę, według której Rosja być może zamierza obecnie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zakończyć wojnę na Ukrainie i równocześnie zdestabilizować Europę.

Obecne zmasowane rosyjskie ataki coraz szybciej zamieniają ukraińskie miasta w obszary nie nadające się do życia. Na razie jest jeszcze ciepło, jeszcze handel i ludzie mają zapasy, jeszcze funkcjonują resztki infrastruktury, ale gdy się oziębi, to miliony mieszkańców miast ruszą na zachód.

A w Europie szykuje się kryzys energetyczny, brak gazu i paliw, horrendalny wzrost cen żywności i cała masa rzeczy, od których włos jeży się na głowie. Już widzę radość, z jaką ci uchodźcy zostaną powitani!

Czy ten scenariusz się spełni? Nie wiadomo. Поживём – увидим, jak mawiali starożytni Rosjanie, czyli pożyjemy – zobaczymy…

Mroczny zwrot: Zełenski ogłasza poważne zagrożenia dla rosyjskich lotnisk i cywilnego „nieba”

Mroczny zwrot: Zełenski ogłasza poważne zagrożenia dla rosyjskich lotnisk i cywilnego „nieba”

Symplicjusz 2 września 2026 r. simplicius76/dark-turn-zelensky-announces-major

W końcu poznaliśmy odpowiedź na pytanie, jaki będzie kolejny wielki wyczyn Zełenskiego. Z pewnością doprowadzi on do eskalacji konfliktu do ostatecznego etapu.

Na wstępie przypomnijmy, że zaledwie półtora tygodnia temu informowaliśmy, że Ukraina rozpoczyna nową, masową kampanię terrorystyczną przeciwko rosyjskim lotniskom cywilnym:

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy na rosyjskie lotniska, Kijów został zaatakowany kolejnym niepowstrzymanym rojem pocisków balistycznych

Symplicjusz·21 sie

Ujawniono plany masowych ataków Ukrainy na rosyjskie lotniska, Kijów został zaatakowany kolejnym niepowstrzymanym rojem pocisków balistycznych

Wczoraj wieczorem Rosja przypuściła kolejny zakrojony na szeroką skalę atak na Kijów, wymierzony w różne przedsiębiorstwa obronne, a także w duży magazyn ukraińskich towarów supermarketowych, który najwyraźniej spłonął doszczętnie:

Przeczytaj całą historię

Pochodzi z następującej historii z Atlantic:

https://www.theatlantic.com/national-security/2026/08/ukraine-moscow-airports-ai-drones/688337/

Dziś Zełenski dotrzymał obietnicy, ogłaszając w bezpośrednim przemówieniu nową kampanię prowokacyjną:

Could not load video.

Poniżej przedstawiamy bardzo poważne, bezpośrednie zagrożenie, podzielone na dwie części:

Połączyć
Połączyć

Jedno staje się teraz absolutnie pewne: wizyta dyrektora CIA w Moskwie najwyraźniej miała z tym coś wspólnego. Jego wizyta mogła mieć wiele przyczyn, ale teraz pozostaje nam założyć, że to był główny, ostateczny powód: przekazanie Rosji ostatecznego ostrzeżenia: „Jeśli nie zaprzestaniecie wykańczania ukraińskiej infrastruktury, nowa, bezprecedensowa kampania terrorystyczna przeciwko waszym lotniskom odetnie wszystkie połączenia z waszymi kluczowymi miastami”.

Pozostaje tylko pytanie, czy CIA jest w to zamieszana , czy też rzeczywiście ostrzegała Rosję przed zamiarami Ukrainy. Cóż, to może być w końcu pytanie raczej akademickie i niepotrzebne.

Pierwsza wizyta urzędującego szefa CIA w Rosji od 2022 r., zapowiadająca rozpoczęcie nowej, dużej ofensywy przeciwko rosyjskim lotniskom, z pewnością nie powinna być traktowana jako „zbieg okoliczności”.

Nie ma takich zbiegów okoliczności.

Rosji wysłano ostatnie ostrzeżenie i teraz rozpoczyna się nowa faza konfliktu.

40-dniowa operacja specjalna Zełenskiego zakończyła się niepowodzeniem i jedynym wyjściem, jakie mu pozostało, było doprowadzenie do jeszcze większego „dyskomfortu” dla rosyjskich cywilów.

Putin ze swojej strony, podczas dzisiejszej konferencji prasowej szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku, wystosował już groźbę wobec Ukrainy, stwierdzając, że zezwolił na „masową” nową kampanię ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną.

Putin: „W odpowiedzi na ciągłe ataki reżimu w Kijowie na infrastrukturę cywilną i kompleks paliwowo-energetyczny… …Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej otrzymały instrukcje przygotowania i przeprowadzenia masowych ataków na ukraińskie obiekty energetyczne”

Putina zapytano także konkretnie o zagrożenie, jakie niesie ze sobą nowe lotnisko. Odpowiedział, że Rosja „znajdzie odpowiedź”, po czym dodał:

„To deklaracja terroryzmu państwowego. Kijów domaga się wznowienia negocjacji, spotkań twarzą w twarz – ale my nie negocjujemy z terrorystami” – Putin o najnowszym oświadczeniu Zełenskiego zagrażającym cywilnemu ruchowi lotniczemu w Rosji

Jednym z innych wymownych elementów tej sagi jest pozornie skoordynowany charakter nowej inicjatywy Niemiec, mającej na celu przygotowanie własnej eskalacji działań przeciwko Rosji w związku z operacją pod fałszywą flagą na lotnisku.

https://www.politico.eu/article/germany-and-russia-are-at-war-says-top-defense-exec-stefan-thumann-donaustahl/

Wydaje się zbyt naciągane, aby uznać to za „zbieg okoliczności”, że Rosja jest wrabiana w atak na niemieckie lotniska dronami z ładunkami wybuchowymi zaledwie kilka dni przed ogłoszeniem przez Ukrainę masowej operacji mającej na celu zamknięcie rosyjskich lotnisk. Istnieją wyraźne oznaki zorganizowanej kampanii, która jest niczym innym jak fazą 2.0 ukraińsko-zachodniego planu podsycania społeczno-politycznego sprzeciwu w Rosji i wzniecenia powstania przeciwko Putinowi.

Jak zwykle jednak Ukraina prawdopodobnie poniesie największe koszty i ból tego planu, po tym jak Rosja odpowie w sposób odwetowy. Jedyna różnica polega na tym, że ukraińskie lotniska już dawno zawiesiły działalność, co oznacza, że ​​reakcja musi mieć charakter asymetryczny – stąd sugestie Putina o konieczności znalezienia jakiejś odpowiedzi.

Jedno jest pewne: poprzednia Faza 1.0 zakończyła się niepowodzeniem, a teraz Ukraina jest stawiana na kolana, ponieważ Putin jest coraz częściej zmuszany do „zdejmowania rękawiczek”.

https://edition.cnn.com/2026/08/31/europe/ukraine-new-interceptors-russian-drones-intl

Jednym z powodów, dla których Ukraina nie ma innego wyjścia, jak tylko eskalować konflikt, jest to, że jej poprzednia kampania strajków stawała się coraz mniej skuteczna z powodów, które Putin wyjaśnił.

Krótko mówiąc, rosyjskie rafinerie zaczęły się zabezpieczać na różne sposoby, między innymi stawiając duże siatki przeciwdronowe i metalowe konstrukcje na najbardziej wrażliwych odcinkach. To zjawisko będzie się rozwijać do tego stopnia, że ​​ukraińskie ataki staną się praktycznie bezużyteczne, a jedynie dalsza eskalacja zapewni Zełenskiemu niezbędny zastrzyk dopaminy.

Ostatecznie RWA miała rację co do swojego stanowiska:

Połączyć

Im bliżej końca będzie Ukraina, tym bardziej drastyczne będą działania terrorystyczne.

Najgroźniejsze w tym wszystkim jest to, że Rosja może w pewnym momencie poczuć, że te eskalacje nadchodzą nie z Kijowa, ale z Londynu i innych miejsc. Dlatego Putin został dziś zapytany, czy Wielka Brytania może paść ofiarą rosyjskiego odwetu:

Could not load video.

Właśnie dlatego zorganizowano ostatnio skoordynowaną kampanię mającą na celu wywołanie eskalacji napięć między Rosją a Europą – elity pociągające za sznurki chcą, aby Rosja została zmuszona do ataku na Europę, tak aby NATO było „zmuszone” do jednomyślnej odpowiedzi, co stanowiłoby ostatnią, desperacką nadzieję:

https://www.politico.eu/article/rosyjska-wojna-hybrydowa-z-Europą-zaczyna-wyglądać-dużo-mniej-hybrydowo/

Właśnie to argumentuje najnowszy artykuł WSJ:

https://www.wsj.com/world/europe/geopolityczna-niezgodność-sprawia, że-Rosja-zagrozi-Zachodowi-9b9a5ebd

Że Rosja będzie coraz częściej zmuszona rozważać atak na „chronione tyły” Ukrainy, którymi jest Europa, po tym jak zniszczy praktycznie wszystko, co ma jakąkolwiek wartość na samej Ukrainie.

Rosja stoi w obliczu fundamentalnej asymetrii, próbując zmusić Ukrainę do uległości poprzez nasilenie nalotów na centra handlowe, elektrownie, porty i inną infrastrukturę. Kijów może liczyć na bezpieczne zaplecze poza swoimi granicami – swoich europejskich sąsiadów – w zakresie odporności gospodarczej i logistyki wojskowej.

Kreml, którego rafinerie, porty i przemysł zbrojeniowy są również atakowane przez ukraińskie rakiety i drony, nie ma takiego wsparcia. Uderzenia w zmilitaryzowaną gospodarkę Rosji przekładają się bezpośrednio na ograniczenie zdolności kraju do prowadzenia wojny.

Ta asymetryczna sytuacja geopolityczna w znacznym stopniu niweluje przewagę Rosji w sile ognia. Stała się również głównym powodem, dla którego – jak twierdzą zachodni urzędnicy – ​​rosyjska kampania sabotażu, hakowania i innych operacji hybrydowych, mających na celu zastraszenie europejskich przywódców i wyborców, jest coraz bardziej powszechna.

To jest obecnie ostatni element tej wojny: przekształcenie jej z czysto ukraińskiej walki zastępczej w walkę z bezpośrednim udziałem Europy.

Rosja raczej nie da się nabrać, ponieważ udowodniła, że ​​potrafi przeciwstawić się wszystkiemu, co zaserwuje Zachód, mimo że często jest gotowa do wyrządzenia poważnych szkód. Ale szkody te są naprawialne, a Putin prawdopodobnie będzie liczył na to, że Rosja poradzi sobie z każdą niemiłą niespodzianką, prowadząc jednocześnie zdyscyplinowaną kampanię przeciwko ukraińskiemu wrogowi.

Mimo to, zawsze zdarzają się nieprzewidziane niespodzianki i czarne łabędzie: Ukraina może zaatakować elektrownię jądrową, sam Kreml lub przeprowadzić inny wyjątkowo brutalny atak, który mógłby zmusić Putina do działania. Pamiętajmy jednak, że Rosja już ucierpiała w wyniku ataków terrorystycznych Crocus, w których zginęło prawie 200 cywilów i które miały wyraźny ślad po ukraińskich i zachodnich wywiadach. Trudno wyobrazić sobie atak gorszy niż ten, który w nieobliczalny sposób zmusiłby Putina do działania.

Ale nigdy nie wiadomo.

Wszystko, co możemy powiedzieć, to że w chwili, gdy Ukraina stoi w obliczu najtrudniejszej chwili, należy spodziewać się kolejnych nieprzyjemnych niespodzianek, niczym z „puszki Pandory”, które spadną na Rosję.

Rząd niemiecki zaostrza niewypowiedzianą wojnę z Rosją

Rząd niemiecki zaostrza niewypowiedzianą wojnę z Rosją

Autor: Tilo Gräser apolut/bundesregierung-eskaliert-unerklarten-krieg-gegen-russland

https://tube4.apolut.net/videos/embed/uSeactov79iDAL15D1RAVZ

Incydent z dronem w Lipsku wykorzystany jako pretekst do dalszych działań antyrosyjskich

Artykuł publicystyczny autorstwa Tilo Gräsera apolutg/bundesregierung-eskaliert-unerklarten-krieg-gegen-russland

Rząd niemiecki zaostrza swoją niewypowiedzianą wojnę z Rosją. Jej przyczyną jest incydent z dronem 4 sierpnia br. na lotnisku Lipsk/Halle. Według programu informacyjnego ARD Tagesschau , niemiecki rząd stwierdził we wtorek , że ustalenia niemieckich i zachodnich służb bezpieczeństwa „jednoznacznie wskazują na zaangażowanie Rosji”. Podobno oświadczył to federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) na wspólnej konferencji prasowej z federalnym ministrem spraw zagranicznych Johannem Wadephulem (CDU).

Według doniesień, nie przedstawił żadnych dowodów. Zamiast tego, media głównego nurtu, takie jak ARD , wykorzystując oświadczenia rządowe, konstruują poszlaki. Twierdzą, że nie wszystkie „ustalenia” mogą zostać upublicznione, ponieważ domniemana siatka stojąca za nimi jest nadal aktywna. Chociaż jest co najmniej jeden podejrzany, opinia publiczna jest w zasadzie zmuszona ślepo wierzyć w to, co mówią władze. Czy nie powinni mieć prawa do udowodnienia faktami, co i kto im tak poważnie zagraża? Tak poważnie, że minister spraw zagranicznych Wadephul oświadczył w tym kontekście, że Niemcy są „celem wojennym” dla Rosji. To poważne stwierdzenie, które przeczy wszystkim dotychczasowym oświadczeniom rosyjskiego rządu w tej sprawie.

To, co robi niemiecki rząd, to niebezpieczna eskalacja, która nie tylko niszczy ostatnie więzi z Rosją. W odpowiedzi na rzekomy atak dronów na ukraińskie samoloty transportowe załadowane amunicją, rząd ogłosił zamknięcie ostatniego rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn 18 września. Wykorzystuje on również tę okazję do rozwiązania niemiecko-rosyjskiej umowy o Domu Rosyjskim w Berlinie, podpisanej w 2011 roku.

Pytanie dodatkowe: Od kiedy to niemieckie lotniska cywilne mogą być wykorzystywane do transportu wojskowego?

Wadephul, dla którego Rosja „zawsze pozostanie wrogiem ”, posunął się we wtorek tak daleko, że wysunął twierdzenia, iż „nie jest do końca pewien”, czy konsulat generalny nie „robi również rzeczy, które mogłyby zaszkodzić bezpieczeństwu Niemiec”. Na konferencji prasowej stwierdził również, że rosyjskie kierownictwo jest „otwarcie wrogie” wobec Niemiec. Odnosząc się do Domu Rosyjskiego, który od dawna jest obiektem ataków politycznych , człowiek sprawujący urząd głównego dyplomaty Niemiec stwierdził, że „nie służy on już celowi kulturowej więzi między Rosją a Niemcami”. To stwierdzenie odnosi się wyłącznie do polityków takich jak on, niezależnie od przynależności partyjnej.

Nienawiść zamiast kultury

Każdy, kto wysuwa takie twierdzenia o instytucji przy berlińskiej Friedrichstrasse, najwyraźniej nie tylko nigdy tam nie był, ale także nie jest absolutnie zainteresowany wymianą kulturalną i możliwościami, jakie oferuje ona ludziom do spotkań i nawiązywania kontaktów, a także do poznawania bogatej i różnorodnej kultury Rosji. Nie chce, aby kultura i wymiana wzmacniały kluczowe fundamenty pokoju. To kroki, które nie tylko wskazują, że w Berlinie u władzy jest rząd – i nie pierwszy – dla którego dyplomacja wydaje się pojęciem obcym, ale także, że zerwanie więzi dyplomatycznych i kulturalnych jest zawsze aktem przygotowań do wojny.

Oznacza to również, że zapowiedziane zamknięcie ostatniego rosyjskiego konsulatu generalnego jeszcze bardziej skomplikuje życie osób pochodzenia rosyjskiego w Niemczech. Będą oni teraz musieli podróżować przez cały kraj do konsulatu w ambasadzie rosyjskiej w Berlinie w celu załatwienia wszystkich spraw konsularnych. Konsulat generalny w Bonn już zawiesił działalność, według doniesień rosyjskich mediów . Utrudnia to również utrzymywanie kontaktu z rodziną i krewnymi mieszkającymi w Rosji. Ponadto rząd niemiecki ogłosił plany dalszego zaostrzenia kontroli wjazdu dla obywateli Rosji.

Ambasador Rosji Siergiej Nieczajew, wezwany we wtorek do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, określił oskarżenia pod adresem Rosji jako „bezpodstawne, absurdalne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”.

W oświadczeniu ambasady czytamy:

„Nie przedstawiając żadnych dowodów ani argumentów, władze niemieckie obwiniły Rosję o przygotowanie rzekomo planowanego sabotażu. Powołując się na „nasilające się ataki hybrydowe Moskwy”, zapowiedziały nałożenie daleko idących sankcji zarówno na szczeblu Unii Europejskiej, jak i dwustronnym”.

Wszyscy pracownicy Konsulatu Generalnego i Domu Rosyjskiego, a także członkowie ich rodzin, otrzymali nakaz jak najszybszego opuszczenia terytorium Republiki Federalnej Niemiec. Strona niemiecka określiła te kroki jako „wyważoną i proporcjonalną” reakcję i jednocześnie wyraziła oczekiwanie, że strona rosyjska powstrzyma się od działań odwetowych. Działania odwetowe zagrażają obecnie niemieckim instytucjom, takim jak Instytut Goethego w Rosji.

„Bezprecedensowa eskalacja”

Nieczajew podkreślił, że „pośpiesznie zorganizowana prowokacja na lotnisku w Lipsku służy wyłącznie interesom reżimu w Kijowie, militarystycznego skrzydła europejskiej klasy politycznej oraz głównych korporacji kompleksu wojskowo-przemysłowego, z których wszystkie są zainteresowane dalszą eskalacją konfliktu na Ukrainie”. Stwierdził, że środki zapowiedziane przez Niemcy stanowią „bezprecedensową eskalację w stosunkach rosyjsko-niemieckich” i nie pozostaną bez konsekwencji. Zapewnił, że rząd niemiecki ponosi za to pełną odpowiedzialność. Jednocześnie rosyjski dyplomata wyraził ubolewanie z powodu kontynuowania przez władze niemieckie „systematycznego niszczenia niegdyś solidnych fundamentów współpracy rosyjsko-niemieckiej”.

Wszystko to dzieje się z powodu incydentu, którego autorstwo, pomimo wszelkich oficjalnych zapewnień rządu, pozostaje niejasne. Wśród osób, które wyraziły poważne wątpliwości co do politycznych i medialnych wyjaśnień domniemanego ataku dronów, był Erich Vad, były generał armii niemieckiej i doradca ds. bezpieczeństwa byłej kanclerz Angeli Merkel. W wywiadzie dla tygodnika „Der Freitag” z 14 sierpnia określił on reakcje mediów i polityków jako „bardzo irytujące” i dodał, że „ta histeria graniczy z satyrą”.

Ale teraz stało się to gorzką rzeczywistością, wpisującą się w wojenną propagandę rządzącej klasy politycznej, która nie tylko zaprzecza konstytucyjnemu nakazowi pokoju, ale także dodatkowo zwiększa ryzyko prawdziwej wojny. Podczas gdy niemiecki rząd powołuje się na „ustalenia” niemieckich i innych „organów bezpieczeństwa”, Vad wskazał na „niezbyt profesjonalny” plan operacyjny incydentu z udziałem drona w Lipsku. Były generał skrytykował „prawdziwą polityczną i medialną szaradę, która podważa zaufanie publiczne”. Dodał:

„Pytam tylko: kto korzysta na tej akcji w Lipsku i histerycznych reakcjach w Niemczech, pochopnych oskarżeniach i wezwaniach do powołania się na artykuł 5?”

Według ARD , odpowiedź Wadephula do Moskwy we wtorek brzmiała : „Nasze przesłanie do przywódców Rosji jest jasne: nie pozwolimy, aby ataki Rosji podzieliły lub zastraszyły naszą spójność społeczną”. Rząd będzie „zdecydowanie” kontynuował wspieranie Ukrainy i wzmacnianie własnej obrony, powiedział minister spraw zagranicznych. Do tej pory nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie oskarżeń pod adresem rosyjskiego rządu.

Ogłoszono odpowiedź Moskwy

Reakcje Moskwy są jednoznaczne: Berlin napiął stosunki z Moskwą pod całkowicie zmyślonym i absurdalnym pretekstem. Oświadczyła o tym we wtorek Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, jak donosi rosyjska agencja prasowa TASS . Zapowiedziała, że ​​Niemcy otrzymają „odpowiednią odpowiedź” na decyzję o zamknięciu Domu Rosyjskiego w Berlinie i konsulatu generalnego w Bonn.

„Zarówno «Dom Rosyjski», jak i nasz Konsulat Generalny w Bonn od dawna są solą w oku rządzącej elity. Teraz znaleźli pretekst. Cóż, dostaną odpowiednią odpowiedź”.

Niemiecki rząd nie przedstawił „żadnych przekonujących i wiarygodnych dowodów” na poparcie swoich oskarżeń. „To po prostu nie istnieje i nie może istnieć!” – powiedziała Zacharowa agencji TASS . Nazwała to sfabrykowanym pretekstem. Sam Berlin jest „całkowicie skompromitowany, zarówno podsycając konflikt na Ukrainie, jak i uczestnicząc w atakach terrorystycznych na ludność cywilną” – oświadczyła rzeczniczka, dodając: „Moskwa zareaguje na wszystkie antyrosyjskie decyzje”.

Zacharowa, w komentarzu na platformie Telegram , zwróciła uwagę na historyczną datę, w której rząd niemiecki ogłosił nowe antyrosyjskie środki eskalacji: 1 września to Światowy Dzień Pokoju, czyli Dzień Antywojenny, ponieważ 87 lat temu tego dnia faszystowskie Niemcy najechały Polskę, wywołując tym samym II wojnę światową. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ skomentowała to następująco:

Zastanawiam się tylko: czy berlińczycy, wygłaszając antyrosyjskie oświadczenia 1 września, „może nie przemyśleli tego” i tym samym po raz kolejny zademonstrowali swoją głupotę i ignorancję, czy też dosłownie ogłosili powrót do korzeni i rytualnie zademonstrowali swoje intencje? 1 września 1939 roku Niemcy wywołały II wojnę światową i wraz z państwami Osi Hitlera zabiły 70 milionów ludzi, w tym 27 milionów naszych rodaków.

Wbrew interesom narodu niemieckiego

Oskarżenia Niemiec wobec Federacji Rosyjskiej o zorganizowanie ataku dronów na lotnisko w Lipsku są zaplanowaną prowokacją, jak twierdzi Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej i lider LDPR, o czym informuje agencja TASS . Rosyjski parlamentarzysta stwierdził również, że kanclerz Friedrich Merz celowo eskaluje sytuację, aby odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych.

Dom Rosyjski w Berlinie jest prowadzony przez rosyjską agencję państwową Rossotrudniczestwo. Jej dyrektor, Igor Czajka, powiedział agencji TASS , że działania władz niemieckich oznaczają zerwanie stosunków kulturalnych z Rosją. Dodał, że nie leży to w interesie narodu niemieckiego. „Jest oczywiste, że rząd niemiecki działa wbrew interesom swojego narodu, próbując zniszczyć długoletnie międzynarodowe stosunki kulturalne” – stwierdził.

Według Czajki, tylko od lutego 2026 roku w niemieckich mediach opublikowano ponad 300 fałszywych i bezpodstawnych artykułów na temat Domu Rosyjskiego. „Pomimo działań podjętych przez stronę niemiecką, Rossotrudniczestwo dołoży wszelkich starań, aby zapewnić utrzymanie współpracy humanitarnej między Rosją a Niemcami i umożliwić mieszkańcom obu krajów dalsze utrzymywanie kontaktów” – powiedział Czajka agencji prasowej.

Podkreślił, że działalność takich instytucji w każdym kraju opiera się na zasadzie wzajemności. Umowa niemiecko-rosyjska z 2011 roku, na mocy której działał Dom Rosyjski w Berlinie, ma charakter dwustronny. Reguluje ona również działalność Instytutu Goethego w Moskwie, Petersburgu i Nowosybirsku. Czajka powiedział, że nie byłby zaskoczony, „gdyby nie tylko Instytut Goethego w Rosji został objęty zasadą wzajemności, ale niestety również wiele innych programów dwustronnych”.

Tym krokiem niemiecki rząd kontynuuje antyrosyjski kurs i pali kolejne mosty. Zamiast budować i umacniać te mosty oraz szukać dróg do pokoju, nie tylko przygotowuje się do wojny z użyciem broni, ale także jeszcze bardziej eskaluje swoją retorykę ideologiczną. Popierają to nie tylko inne ugruntowane partie poza koalicją CDU/CSU i SPD, ale także media głównego nurtu, które odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu opinii publicznej. Ten kurs został zademonstrowany w skrajny sposób przez korespondenta FAZ Michaela Martensa , który chce „zabić więcej Rosjan”.

Niekonstytucyjne podżeganie do wojny

Swoimi działaniami Rząd Federalny, reprezentowany przez Kanclerza Merza i jego ministrów, nie tylko łamie złożoną przysięgę. Przysięga ta stanowi w  artykule 56  Ustawy Zasadniczej:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, pomnożę jego dobrobyt, zapobiegnę jego krzywdzie, będę przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej i praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i sprawiedliwie traktować wszystkich. Tak mi dopomóż Bóg”.

Polityka ta narusza również zasadę pokoju zawartą w Ustawie Zasadniczej. Zasadę tę potwierdza między innymi artykuł 26 , który przytaczamy w całości:

„(1) Działania, które mogą zakłócić i są podejmowane z zamiarem zakłócenia pokojowego współistnienia narodów, w szczególności przygotowywanie wojny napastniczej, są niezgodne z konstytucją. Podlegają one karze.(2) Broń przeznaczona do celów wojennych może być produkowana, transportowana i wprowadzana do obrotu wyłącznie za zgodą Rządu Federalnego. Szczegółowe informacje zostaną określone w ustawie federalnej.”

Nikt jednak nie pociąga do odpowiedzialności tych, którzy łamią przysięgę i naruszają konstytucję. To pierwsze jest uważane za „niekaralne”, co oznacza, że ​​każde naruszenie pozostaje bezkarne. To drugie wymagałoby znalezienia sędziów konstytucyjnych, którzy udowodniliby działania rządu – ale takich sędziów wydaje się brakować w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym.

„Nie w naszym imieniu!”

Jeśli chodzi o pretekst wykorzystany do obecnych antyrosyjskich decyzji, a mianowicie incydent z dronem w Lipsku, zacytujmy raz jeszcze byłego generała Vada z piątkowego wywiadu:

Takie sprawy trzeba wyjaśniać bezpośrednio z drugą stroną. Do tego potrzebne są kanały komunikacji, słynny „czerwony telefon”. Ale jesteśmy dumni z faktu, że od lat nie rozmawialiśmy z Rosjanami. W przeciwieństwie do USA.

I tak rząd niemiecki bezczelnie i bez przeszkód przygotowuje się do od dawna planowanej wojny z Rosją, również z pomocą dronów. Pod wpływem wojennej gorączki, wciąż zmierza ku katastrofie, nie zważając na mieszkańców obu krajów i ich interesy. Wszystko to wiąże się ze złowrogim powrotem starych wrogich wizerunków i wojennych kłamstw. Najbardziej przerażający jest niemal całkowity brak sprzeciwu i oporu ze strony ludności.

Uwaga : W piątek, 4 września, przed Domem Rosyjskim przy Friedrichstrasse w Berlinie odbędzie się demonstracja. Berliński oddział BSW (Związku Niemieckich Związków Studentów) wezwał do zorganizowania demonstracji. Jak podano, celem było „wsparcie Domu Rosyjskiego w Berlinie i Instytutów Goethego w Rosji”. Zgodnie z zapowiedzią, od godziny 18:00 przy Friedrichstrasse/Jägerstrasse 17b, prelegenci będą omawiać następujące kwestie:

„Szczególnie w czasach kryzysu instytucje kulturalne i dialog obywatelski stanowią podstawę przyszłych usprawnień i porozumienia politycznego. Dla partnerstw, przyjaźni międzyludzkich i wspólnego stanowiska politycznego! Takie mosty mogą zostać szybko zburzone po obu stronach – ale droga do porozumienia może zostać utracona na całe dekady”.

Ten wiec niczego nie zmieni, ale przynajmniej wyśle ​​sygnał przeciwko polityce podżegania do wojny pod hasłem: „Nie w naszym imieniu!”.

UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

UKRAIŃSKI GŁOS W TWOIM DOMU

Krzysztof Baliński

„Bij Ukraińca – wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce” – już sam tytuł napawał strachem. Grozą powiało także w zapowiedzi programu: „Relacje polsko-ukraińskie ulegają wyraźnemu pogorszeniu na tle rosnącej niechęci i incydentów wymierzonych w Ukraińców. Agresja przybiera postać nasilającej się mowy nienawiści w internecie i przestrzeni publicznej, a także bezpośrednich ataków werbalnych oraz napaści fizycznych. W audycji postawimy pytanie o potencjalne wykorzystanie tych napięć w rosyjskich operacjach wpływu. Były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej Rafał Dzięciołowski przedstawi zagrożenia dla obu krajów i możliwości naprawy relacji”.

Gdy Radio Wnet wyemitowało program, to okazało się, że to dzień pamięci ofiar zbrodni na Wołyniu, że to tuż po tym, gdy we Wrocławiu 18-letni Ukrainiec wszedł za 30-letnią Polką do klatki schodowej i dźgnął ją nożem, a kobieta w stanie krytycznym walczy o życie i że to dokładnie rok po tym, gdy niejaka Natalia Panczenko trafnie (i skutecznie) przewidziała plagi, jakie spadną na Polaków, gdy będą sprzeciwiać się Ukraińcom.

Bohater programu przemówił: „Rozwija się zdziczenie Polaków (…) „Zdziczały kraj bandytów, którzy dokonują samosądów”. Na koniec, łypiąc spode łba bandyckimi ślepiami zapytał lub raczej podsunął pomysł na „naprawę relacji polsko-ukraińskich”: „Dlaczego rząd polski nie weźmie tego za mordę?”. I chyba nie trzeba wyjaśniać, że przez „tego” miał na myśli nas, Polaków. A co do nienawistnych ślepiów, to trudno było odpędzić wrażenie, że takimi ślepiami łypał ukraiński rezun, gdy zarzynał Polaka.

Wyliczając krzywdy, jakie spotykają Ukraińców i złorzecząc na „polskich nienawistników”, ani słowem nie wspomniał, że „zdziczeni” ugościli w lutym 2022 roku milion jego ziomków, że do dziś zapewniają nierobom wikt i opierunek i że wydali na to kilkanaście miliardów złotych. Nie wspomniał też o tym zaproszony do programu wolontariusz Igor Tracz, bo opowiadając o niesionej Ukrainie pomocy ani słowem nie powiedział, kto ją „niesie” i kto za nią płaci. Podsumowując: uchodzące za tubę prawicowych patriotów radio, doszlusowało do akcji polowania na Polaków i przyłączyło się do ataku na „brunatną, szowinistyczną, przepełnioną nienawiścią do gości polską prawicę”.

Co to za jeden? Sam o sobie mówi: „Od zawsze zajmowałem się Polakami na Wschodzie”. My dodajmy, że jego nazwisko pojawia się, też od zawsze, we władzach wszystkich fundacji zajmujących się „pomocą Polakom na Wschodzie” i że na jego przykładzie prześledzić można, jak fundacje te, zamiast zajmować się Polakami na Wschodzie, zajmują się Ukraińcami na Ukrainie. A jeśli już „zajmują się” Polakami, to tak, jak on w Radiu Wnet.

O Dzięciołowski Radio Wnet pisze: „to były prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej”. Przyjrzyjmy się zatem tej fundacji. Przypomnijmy, kto ją założył i czym się zajmowała. A to było tak: Za „Pierwszego Tuska” ministrem sprawa zagranicznych zostaje Radek Sikorski. Na tym stanowisku wykazuje wielką aktywność, ale nie w sprawach dotyczących polskiego interesu narodowego i niekoniecznie najpilniejszych. Na zastępcę dobiera sobie Krzysztofa Stanowskiego, wcześniej wiceministra Edukacji Narodowej, współorganizatora  przewrotu ideologicznego w szkolnictwie, etatowego propagatora i rzecznika wdrożenia w programach szkolnych ideologii „społeczeństwa otwartego”.

Radek przydziela Stanowskiemu nadzór nad tzw. pomocą rozwojową, ale – jak się później okazało – chodziło mu o reorganizację dystrybucji takiej pomocy, poprzez wyprowadzenie przeznaczonych na nią publicznych pieniędzy poza MSZ. A to wyglądało tak: Stanowski tworzy Fundację Solidarności Międzynarodowej, odchodzi z MSZ i zostaje prezesem zarządu fundacji, która „obsługuje” dystrybucję pieniędzy. Takiej machinacji kibicuje „Gazeta Wyborcza” i to dzięki niej dowiedzieliśmy się, o co w tym wszystkim chodziło: Podstawowym działaniem Fundacji będzie wspieranie organizacji pozarządowych poprzez finansowe granty […] Fundację powołano mając na uwadze ograniczenia instytucjonalne administracji rządowej przy realizowaniu projektów pomocowych, aby dzielić się solidarnie tym, co mamy – doświadczeniem skutecznej transformacji.

W skład Rady Fundacji wchodzą Marek Borowski, Henryka Krzywonos, ks. Kazimierz Sowa i Henryk Wujec. Taki egzotyczny skład Rady nie był żadną osobliwością, bo nikogo nie dziwiło, że promocją „praw człowieka” i ich eksportem zajmuje się ferajna Michnika. W zarządzie fundacji Radek umieszcza swego rzecznika prasowego Marcina Wojciechowskiego, dziennikarza „Gazety Wyborczej”, autora filmów poświęconych dziejom Żydów polskich na Wschodzie jak również zakłamanych artykułów opisujących relacje polsko-ukraińskie, w tym rzezie na Wołyniu.

Według tego samego schematu, Stanowski dokonuje selekcji kadr dla nowo powstałej fundacji. W wywiadzie dla „Polityki” wygaduje się: „Doradztwo na Wschodzie to sprawa delikatna, także pod względem etnicznym i historycznym. Ale mamy swoje sposoby, aby dobrać właściwych ludzi do tej pracy. Już na etapie zgłoszenia patrzę, jak ktoś pisze na przykład o Ukrainie. Czy ‘sąsiedzi’, czy ‘Kresy’. Jeśli ‘Kresy’ to wiadomo, że nie ma go tam po co wysyłać. Tylko sprowokuje konflikty”.

Wśród form działalności Fundacji, czyli „Spółki Stanowski & Sikorski” jest „ a także udzielanie kredytów i pożyczek. Do odbiorców tego wsparcia i tych pożyczek wyznaczono opozycjonistów na Ukraina oraz na Białorusi (a nawet w Kazachstan).

Jednak dopiero lektura statusu Fundacji pozwala zrozumieć, po co ją powołano i że celem nie była sama pomoc, a skierowanie przeznaczonych na nią w budżecie MSZ środków na konto Fundacji Stanowskiego. Odpowiednie zapisy statutu czynią z niego organ decyzyjny w zakresie dystrybucji pieniędzy: „W przypadku państw niedemokratycznych lub o niestabilnej sytuacji politycznej” ich rozdział będzie się odbywał „bez konieczności organizowania przetargów publicznych”. A zatem Stanowski sam decydował, komu i za ile udzielić pożyczki. A jeśli konkurs był organizowany, to „ze względu na szczególne warunki polityczne w krajach, do których adresowane są wybrane projekty (a w szczególności – bezpieczeństwo beneficjentów i realizatorów projektów) zarząd Fundacji może zdecydować o niezamieszczaniu szczegółowych informacji na temat wybranych projektów”.

Nie trzeba dodawać, że takim „niedemokratycznym” krajem była wówczas Ukraina jęcząca pod jarzmem Wiktora Janukowycza. Pytany o to w Sejmie, Stanowski oświadczył: „”. Tylko w pierwszym roku działalności Spółka Stanowski & Sikorski „dofinansowała” w takim utajnionym trybie kilkadziesiąt projektów na łączną kwotę 22 mln zł.

Gdy stery Fundacji, a konkretnie jej fundusze przejmuje Rafał Dzięciołowski, szczyci się: „Opracowałem i wdrożyłem sprawny system pomocy humanitarnej, obejmujący analizę potrzeb, proces zakupowy i logistykę oraz dystrybucję na terenie Ukrainy”. Informuje też z dumą, że zorganizował ponad 50 konwojów humanitarnych do 120 hromad z obszarów wschodniej i centralnej części Ukrainy oraz zapowiada kontynuowanie pomocy „nawet na większą skalę”.

Dzięciołowski zajmuje się też Polakami na Wschodzie. Zasiada we władzach Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, która w swym statucie ma zapis „Niesienie pomocy i wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR”, ale zajmuje się wyłącznie pomocą Ukraińcom, i to nie tylko tymi na Wschodzie, ale i tym koczującymi w Polsce. Prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących przebywających zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy, uchodźców przebywających w Polsce oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Tak więc, zamiast Polakom na Wschodzie, pomaga ciemiężycielom Polaków na Wschodzie. Nic też dziwnego, że tamtejsi Polacy pytają, czy nie powinna nosić nazwę „Fundacja Nękania Polaków na Wschodzie”.

Ale to nie wszystko – na swojej witrynie internetowej szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak, więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie przerabia tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego.

Przez władze fundacji „pomagającej Polakom na Wschodzie” przewijają się rotacyjnie osobnicy, których łączy jedno: Nie są Polakami. Przyjrzyjmy się bliżej Elizie Dzwonkiewicz. To była konsul generalny RP we Lwowie, „Nie mogę już dłużej milczeć. Z miłości do własnej Ojczyzny. Nie mogę udawać, że nie widzę tych hańbiących Polskę działań na granicy polsko-ukraińskiej. Przepraszam Was, drodzy ukraińscy Przyjaciele. To, co się dzieje, nie może być dziełem moich rodaków. Hańba i wstyd” – takimi pogardliwymi słowami wyzwała tych, którzy protestowali przeciw zalewaniu Polski ukraińskim zbożem.

Gdy Ukraina zablokowała tranzyt pociągów jadących do Polski z Chin, ta sama Dzwonkiewicz milczała. Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej, też milczała. Dlaczego na placówkę wymagającą najwyższych kompetencji, wysłano dyletantkę? Bo posiadła podstawową kwalifikację – jest Ukrainką. No i wcześniej pracowała w Ośrodku KARTA, wówczas gdy przejęli go Ukraińcy i niszczyli zdeponowane tam archiwa dokumentujące zbrodnie UPA na Polakach.

Rafał Dzięciołowski nie poprzestał na „pomocy” Polakom na Ukrainie. Zabrał się też za Polaków na Litwie. Wziął czynny udział w bitwie z polskością na Litwie wytoczonej przez sitwę wyznającą doktrynę, że przeszkodą w budowaniu dobrych relacji z sąsiadami na Wschodzie są tamtejsi Polacy i liderzy organizacji zrzeszających Polaków. Sekundowała mu ambasador RP w Wilnie Urszula Doroszewska. Nawiasem mówiąc, zadanie takie nikt nie mógł wykonać lepiej niż była aktywistka KOR i współpracowniczka Kuronia, zwolennika depolonizacji Kresów przekształcenia tamtejszych Polaków w grupy folklorystyczne i autora słów: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”.

W antypolskiej akcji brała udział Maria Przełomiec, sekretarz Rady inkryminowanej fundacji, która określiła lidera Polaków na Litwie mianem „łobuza”, a równocześnie chełpiła się „przyjaźnią” z hołubionym przez Geremka i Michnika największym antypolskim draniem Vytautasem Landsbergisem, pogromcą polskich samorządów na Litwie i autorem polityki dyskryminacji Polaków. Nawiasem mówiąc Radek Sikorski, którego zasługi na polu pomocy Polakom na Wschodzie są nie do przecenienia, nadał Przełomiec odznakę Bene Merito („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”), a odznaczeniem „Zasłużony dla kultury polskiej” wyróżnił ministra kultury Litwy, mimo że ten popierał rugowanie języka polskiego ze szkół.

Wszyscy, zamiast wspierania rodaków na Wileńszczyźnie, kolaborowali z litewskimi nacjonalistami. Nieprzychylne dla polskich szkół projekty uzgadniali (za plecami Polaków) z władzami Litwy. Nie protestowali, gdy mer Wilna odrzucił pomysł, by w wileńskiej katedrze mogła być odprawiana msza w j. polskim. Tolerowali politykę historyczną Litwy o „zbrodniach polskich okupantów”. Akceptowali judaizowanie pamięci zbrodni na Polakach w Ponarach. Uznawali reprezentację Polaków na Litwie za „ruską agenturę”.

Doszło do tego, że organizacje Polaków na Litwie zwróciły się do Andrzeja Dudy z apelem o odwołanie Dzięciołowskiego z Narodowej Rady Rozwoju. W apelu pisali o haniebnych atakach Dzięciołowskiego na polskie organizacje i ich liderów, o jego nieskrywanie wrogiej i nienawistnej postawie wobec Polaków na Wileńszczyźnie i w ogóle na Kresach, z pełną premedytacją wykonującego działania o charakterze rozbijackim. W apelu widnieje zdanie: „Urzędnik kilku centralnych fundacji, na eksponowanych stanowiskach w centralnych fundacjach w Polsce, które z definicji powinny wspierać Kresy i Kresowiaków, ma na swoim koncie kilka co najmniej wysoce niestosownych, a wręcz hańbiących dokonań w rozdzielaniu publicznych środków finansowych na projekty polonijne”.

Lidera Związku Polaków na Litwie zaatakował także Mikołaj Falkowski, dziś prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, a wówczas prezes Fundacji Wolność i Demokracja/WiD, która podobnie jak wszystkie wcześniej wymienione ma we władzach Dzięciołowskiego i ma w statucie zapis: Organizacja pozarządowa działająca w obszarze pomoc Polakom i polskim mediom na Wschodzie i niesienie pomocy oraz wspieranie Polaków zamieszkałych w krajach byłego ZSRR. Tymczasem zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców, tych na Ukrainie i tych koczujących w Polsce. Na swojej internetowej witrynie epatuje: wyekspediowaniem 100 TIR-ów z pomocą humanitarną dla Ukrainy; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych. A fundacja ma z czego „wspomagać”, bo płynie do niej rzeka rządowych pieniędzy, tylko w latach 2017-21 otrzymała 64 mln dotacji.

Członkiem Rady programowej WiD jest oczywiście nasz dobry znajomy Rafał Dzięciołowski. Z innych osób związanych z fundacją wymienićtrzeba Roberta Czyżewskiego. Ten wprost chwali się ukraiński pochodzeniem. To wnuk ministra spraw wewnętrznych Ukraińskiej Republiki Ludowej. Poza chwaleniem się ukraińskimi korzeniami, Czyżewski w wywiadzie dla „Monitora Wołyńskiego” (dwujęzycznego pisma finansowanego przez WiD a redagowanego przez Ukraińców) ogłosił: „Może my, Polacy, powinniśmy zgrzytnąć zębami, niech im ten Bandera stoi, skoro się uparli. Bandera, człowiek, który walczył o wolną Ukrainę, zabijał polskich polityków. Przykro nam, Polakom? No przykro, ale w ostateczności nie on bezpośrednio mordował, ale wydawał rozkazy tak jak Hitler […] Jak się Ukraińcy uparli stawić mu pomniki, to może my powinniśmy odpuścić. Może niech przez polskie gardło przejdzie, że ten cel ukraiński jednak był słuszny. Strona polska również nie jest bez winy, bo reakcja polska była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”.

Wróćmy do Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Znamienny jest skład jej władz: Władysław Teofil Bartoszewski – sekretarz stanu w MSZ (odpowiada za relacje z diasporą żydowską), którego ściga sąd za zdefraudowanie kilkunastu milionów złotych; Marcin Bosacki – były dziennikarz „Gazety Wyborczej” i przewodniczący Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej;  Aleksandra Uznańska-Wiśniewska – wiceprzewodnicząca Polsko-Tajskiej Grupy Parlamentarnej (co zrozumiałe, z uwagi na jej korzenie etniczne) oraz członkini sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą (co mniej zrozumiałe, bo Polonii w Tajlandii nie ma, chyba że za taką uznamy seksturystów, czego pokłosiem jest zresztą ona sama), też wiceprzewodnicząca Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej (i jako jedyna w Sejmie nie poparła uchwalenia 11 lipca Dniem Pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej). Prezeską Zarządu jest Justyna Janiszewska, która współpracowała z Fundacją Batorego i działa w zarządzie koalicji 55 organizacji pozarządowych zarejestrowanym pod nazwą Grupa Zagranica, sponsorowanych przez Fundację Batorego (czyli Sorosa) i Fundację Adenauera.

Rafała Dzięciołowskiego w Wikipedii nie ma, ale media piszą o nim: Dziennikarz, w latach 80. działacz Federacji Młodzieży Walczącej, kolporter wydawnictw podziemnych. Ale nie piszą, żeDzięciołowski i jego ferajna są niezwykle elastyczni: Przedwczoraj byli za partią Geremka, wczoraj za PiS a dziś są we frakcji kaszubskiej. Za PRL byli w Federacji Młodzieży Walczącej, a dziś są w Związku Ukraińców w Polsce. i tylko w takiej atmosferze możliwa jest sytuacja, że w Warszawie uchodzą za gorących polskich patriotów, a we Lwowie podają się za banderowców.

A co do kwalifikacji dziennikarskich, to przypomnijmy, że gdy na kijowskim Majdanie, w cieniu czerwono-czarnych flag UPA Jarosław Kaczyński, wyglądając spod pachy banderowca Kliczki i Oleha Tiahnyboka, szefa antypolskiej partii Swoboda, wygłosił przemówienie, kończąc je banderowskim pozdrowieniem „Sława Ukrainie”, to poniżającą dla Polaków scenę w sposób egzaltowany relacjonował z Kijowa Rafał Dzięciołowski, wówczas dziennikarz „Gazety Polskiej” (a wkrótce potem prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie).Dzięciołowski jest również członkiem rady fundacji „Niezależne Media”, założonej przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego ukraińskiej gazeta dla Polaków. Nawiasem mówiąc taką gazetą jest też wydawany przez Radio Wnet „Kurier Wnet”, na łamach którego często głos zabiera Dzięciołowski.

Na koniec kilka pytań:

– W co grają i dlaczego w tej grze karty rozdają Ukraińcy? Dlaczego los Polaków na Wschodzie złożyli na ołtarzu (lub raczej na stosie) sojuszu z Ukrainą i popierają żywioły nieprzyjazne Polakom?

– Kto pozwolił, aby sprawy Polaków na Wschodzie wzięła w łapy jednorodna etnicznie ekipa potomków tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie oraz na to, że gdy przejmują jakąś polską instytucję to dokonują wśród zatrudnionych w niej Polaków czystki etnicznej i że dotyczy to nawet sprzątaczek?

– Czy promując Dzięciołowskiego i jego nienawistną mowę, Radio Wnet nie wpisuje się w zamysł rządzącej Polską szajki mający na celu likwidację polskości na Kresach?

Krzysztof Baliński

Irańskie rakiety niszczą amerykańską bazę F-35, Trump wznieca wojnę o Izrael

Pepe Escobar: Irańskie rakiety niszczą amerykańską bazę F-35, Trump wznieca wojnę o Izrael

W obszernej rozmowie z Dannym Haiphongiem analityk geopolityczny Pepe Escobar uważa, że ​​ten kontrast stanowi sedno obecnej sytuacji: z jednej strony mamy do czynienia z budowaniem systemu wielobiegunowego, a z drugiej – powrót do drabiny eskalacji, którą mediatorzy z Pakistanu, Kataru i Omanu chcieli jedynie porzucić.

Wywiad odbył się bezpośrednio po ataku USA na pozycje na wyspie Larak w Zatoce Perskiej i irańskim odwecie na jordańskie bazy, w których stacjonowały wojska amerykańskie. Escobar opisuje, jak obudził się „w piekle” po weekendzie spędzonym w Bretanii: zdjęcia ataku na Larak, kontrataki na bazy Muwaffaq Salti (Al-Azraq) i króla Husajna oraz drony zmierzające w kierunku bazy Al-Minhad na południe od Dubaju. Zdjęcia satelitarne i irańskie twierdzenia dotyczące hangarów, w których rzekomo stacjonowały F-35, są sporne; Jordania i Waszyngton mówią o przechwytach, Teheran o bezpośrednich trafieniach. Escobar postrzega eskalację nie jako odosobniony incydent, lecz jako symptom.

https://youtube.com/watch?v=WXIbMp5fisY%3Ffeature%3Doembed

Buduj i niszcz

Escobar celowo nie zaczyna od pocisków rakietowych, ale od szczytu SCO w Biszkeku. Miasto, jak zauważa Escobar, szybko się modernizuje; szczyt zbiega się z 25. rocznicą istnienia organizacji i kontynuuje wątek zeszłorocznego szczytu w Tianjinie. Ważne spotkania dwustronne już się odbywają: Putin i Xi, Putin i Modi. Oczekuje on, że następnego dnia zostanie wydana deklaracja potwierdzająca wielobiegunowe ambicje SCO. Jednocześnie we Władywostoku rozpoczyna się Wschodnie Forum Ekonomiczne – dla Escobara, centralne miejsce, gdzie Rosja, Chiny i partnerzy będą dyskutować o Syberii, Arktyce i Północnej Drodze Morskiej (nazywanej przez Pekin „Polarnym Jedwabnym Szlakiem”).

Na Zachodzie, jak twierdzi, oba aspekty są ledwo dostrzegane. Jeśli zapytasz setkę ekspertów z Waszyngtonu, czym jest SCO, kiedy powstała i kim są jej członkowie, w 99 przypadkach spotkasz się z pustymi spojrzeniami. Jednak, obok BRICS, SCO jest najważniejszą organizacją wielostronną w świecie wielobiegunowym. Założona w 2001 roku jako „Szanghajska Piątka” – Chiny, Rosja i trzy państwa Azji Środkowej – zaledwie trzy miesiące przed 11 września, początkowo zwalczała „trzy zła”: terroryzm, separatyzm i ekstremizm religijny. Escobar zwraca uwagę, że w tym czasie Pekin walczył już z wpływami CIA i MI6 w Sinciangu, a Moskwa zwalczała siatki wahhabicko-salafickie na Kaukazie Północnym. Później dołączyły Indie, Pakistan i Iran. To, co zaczęło się jako platforma antyterrorystyczna, stało się organizacją geoekonomiczną: w latach 2010. jej spotkania wypełnione były dyskusjami biznesowymi, często bez udziału przedstawicieli Zachodu. Deklaracja Tianjin 2025 umieściła już w centrum budowę porządku wielobiegunowego.

Łukaszenka przewidział dwa lata temu, że BRICS i SCO w końcu się połączą lub połączą. Escobar uważa to za logiczne: Rosja, Chiny i Iran są członkami obu formatów, Indie i Pakistan należą do SCO, a Pakistan mógłby zbliżyć się do BRICS. Jest jeszcze Eurazjatycka Unia Gospodarcza. Wszystkie trzy państwa wyznaczają plan integracji euroazjatyckiej. Relacje zachodnich mediów sprowadzają to do „spotkania autokratów” – i na tym historia się kończy.

Zawalona bezpieczna strategia

Potem nastąpił zwrot akcji. Pośrednicy z Pakistanu, wspierani przez Katar i Oman, z Turcją w tle i wsparciem Chin, pracowali w poprzednich dniach nad tymczasowym systemem żeglugi w Cieśninie Ormuz i uwolnieniem zamrożonych irańskich funduszy. Escobar i Larry Johnson śledzili ten proces niemal co godzinę. Oczekiwano, że Waszyngton powróci do Porozumienia o Porozumieniu w ciągu 24 do 72 godzin – aby „poskładać Humpty Dumpty’ego do kupy”. Zamiast tego, cios został zadany Larakowi.

Stany Zjednoczone uzasadniają to tym, że siły IRGC przygotowywały pociski z minami morskimi na Cieśninę Ormuz. Escobar uważa, że ​​moment był wymowny: miny zostały już położone, co czyniło atak militarnie nieskutecznym, ale politycznie stanowiło przesłanie. Teheran chciał uniemożliwić Waszyngtonowi przejęcie kontroli nad transportem morskim. Irańska odpowiedź na bazy jordańskie i drony wymierzone w ZEA była nieuniknioną kontrą. Trump zapowiedział kolejne ataki. Drabina, z której wszyscy chcieli zejść dziesięć dni wcześniej, została odbudowana.

Wniosek Escobara jest surowy: pokojowe, dyplomatyczne rozwiązanie wojny z Iranem jest niemożliwe w obecnych warunkach. Każdy mediator jest skazany na porażkę, ponieważ Waszyngton nie dąży do dyplomacji, a do bombardowań i sankcji. Nawet gdyby Pakistan, Oman i Iran zaoferowały szansę – powrót do porozumienia, a następnie negocjacje – doszłoby do kolejnej eskalacji.

Zegar Teheranu i amunicja Waszyngtonu

Dla Iranu to żaden problem; wręcz przeciwnie. Według Escobara, niepisana linia nowej doktryny polega na tym, by pozwolić Trumpowi „zaszaleć” w ciągu dwóch miesięcy poprzedzających wybory parlamentarne. Teheranowi się nie spieszy. Mohsen Rezaee powiedział, że nowe systemy nie zostały jeszcze nawet zademonstrowane. Produkcja pocisków rakietowych podobno znacznie przekracza poziom sprzed wojny.

Irańskie media otwarcie argumentują, że ataki odwetowe przynoszą „korzyści” Stanom Zjednoczonym: wyczerpują zapasy pocisków przechwytujących, podnoszą ceny ropy i zmuszają Waszyngton do wyczerpania zapasów. Escobar uważa to za strategicznie prawdopodobne. IRGC czasami komunikuje się bezpośrednio („wyczerpywanie amerykańskich zapasów działa”), a czasami jedynie poprzez samo uderzenie. Ataki na bazy jordańskie są szczególnie istotne, ponieważ część amerykańskiej infrastruktury w regionie nadal tam się znajduje, zanim została przeniesiona do Izraela. Interpretacja irańskiego planu według Escobara: im więcej amerykańskich aktywów trafi do „izraelskiego pudełka”, tym bardziej skoncentrowany staje się cel. Odpowiedź nie będzie indywidualna, ale co najmniej dwustronna – „jak remake The Doors: Nikt stąd nie wyjdzie żywy”.

Escobar odnosi się do roli Izraela zwięźle i ostro. Nie chce zwracać uwagi na „aparat ludobójczy”, ponieważ jego modus operandi jest dobrze znany: kontrola nad Waszyngtonem, groźby kontynuacji ataków nawet w przypadku porozumienia amerykańsko-irańskiego. Typowa „retoryka syjonistyczna”.

Iran mógłby „zamienić Izrael w parking”, ale jeszcze nie użył niezbędnej broni. Dlatego w praktyce Stany Zjednoczone zazwyczaj atakują, a Netanjahu zapewnia retorykę. Zapowiedź Trumpa o kolejnych atakach w Fox News wydaje się Escobarowi dziecinna; dobrze poinformowani obserwatorzy na całym świecie się z niej śmiali.

Nieudana wojna gospodarcza

Co stało się z przepowiedzianym „ekonomicznym D-Day”? Narracja ta zniknęła z obiegu medialnego w ciągu kilku dni. Jego zdaniem, impulsem było wyraźne odrzucenie ze strony Pekinu i Moskwy: sankcje wobec firm handlujących z Iranem dotyczą przede wszystkim Chin – które odpowiadają za około 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej i gazu – a także partnerów z Azji Środkowej i Eurazji. Argumentuje, że nie jest to polityka wobec Iranu, lecz atak na całą euroazjatycką sieć handlową i na państwa BRICS. Dlatego SCO i BRICS muszą zjednoczyć swoje podejście. Za Trumpa dyplomacja oznacza bombardowanie i sankcje. To zmusza Globalne Południe do organizacji.

Jako odpowiedź instytucjonalną Escobar przewiduje postęp w zakresie banku rozwoju SCO: pożyczki w walutach członkowskich, obejście dolara, logiki petrodolara i architektury sankcji. Iran i tak często otrzymuje płatności w juanach. Escobar porównuje to do Nowego Banku Rozwoju BRICS, którego statuty nadal są powiązane z dolarem – wady konstrukcyjnej, którą Paulo Nogueira Batista, jeden ze współzałożycieli, od dawna krytykuje w swoim środowisku. NDB jest zbyt mały, zbyt powolny, nękany wewnętrznymi impasami i „koniami trojańskimi”. Bank SCO, o innej strukturze od samego początku, mógłby działać szybciej, również dla partnerów stowarzyszonych, takich jak Afganistan, pod warunkiem, że Rosja i Chiny powstrzymają konflikty wewnątrz-afgańskie i afgańsko-pakistańskie. Delegacje talibów już uczestniczą w forach w Sankt Petersburgu i Władywostoku – nie jako terroryści, ale jako potencjalni inwestorzy.

Nowa architektura bezpieczeństwa: Sojusz Obronny Mekki

Kolejnym elementem układanki, na który zwrócił uwagę Escobar, jest oświadczenie tureckiego ministra spraw zagranicznych Hakana Fidana: porozumienie między Turcją, Arabią Saudyjską i Pakistanem nosi teraz nazwę Sojusz Obrony Mekki (MDA). Jego sekretariat będzie mieścił się w Rijadzie, a jego pierwszym sekretarzem generalnym na trzyletnią kadencję będzie Pakistan. Podobno zainteresowanych jest pięć lub sześć innych państw; potwierdzono udział Bangladeszu i Syrii, a Egipt jest rozważany jako kandydat. Zjednoczone Emiraty Arabskie, będące członkiem BRICS, najwyraźniej nie chcą dołączyć. Escobar postrzega to jako kolejny poziom samoorganizacji euroazjatycko-zachodnioazjatyckiej – rozciągającej się od Azji Zachodniej po Południową – która nieuchronnie będzie negocjowana na szczytach SCO i BRICS.

Wszystko to razem tworzy dla niego obraz: Szanghajska Organizacja Współpracy w Biszkeku, Forum Ekonomiczne we Władywostoku, instytucjonalizacja MDA, BRICS w Nowym Delhi 12 i 13 września. Integracja wszędzie. Z drugiej strony, zamachy bombowe i prezydent zmierzający w kierunku możliwej fazy „kaczki milczenia”. „Nawet wielbłądy na pustyni Gobi to widzą”.

CIA w Moskwie i iluzja siły

Escobar interpretuje wizytę dyrektora CIA w Moskwie – przylot w ciągu dnia, z międzylądowaniem na Łotwie i praktycznie bez wycieku informacji – jako przejaw desperacji, a nie wyższości. Pieskow nazwał spotkanie rutynowym, bez obecności Putina. Naryszkin mówił o normalnych kontaktach wywiadowczych, ale wspomniał o szczególnie wrażliwym dossier, nie wymieniając go z nazwy. Escobar widzi dwa prawdopodobne tematy: NATO/Ukraina lub Iran/USA.

Odnosząc się do polityki wobec Ukrainy, wyjaśnił rosyjską piramidę decyzyjną: najpierw Ławrow, potem głosowanie w Dumie (Komisji Obrony), a na końcu Putin. Dopiero gdy Putin przemawia, decyzja zostaje podjęta – i często już wdrożona. Tematem jest rosyjska odpowiedź na ataki NATO na terytorium Rosji. Z perspektywy Moskwy Brytyjczycy już toczą otwartą wojnę z Rosją; faza „na niby” dobiegła końca. Lot CIA odzwierciedla amerykańską nerwowość, a nie siłę.

Escobar dostrzega ten sam schemat w retoryce Trumpa o „prawdach społecznych”: Iran jest państwem upadłym bez marynarki wojennej ani sił powietrznych – a mimo to musi być nadal bombardowany. Twierdzi, że jest to sprzeczność z imperium, które obiecywało izolację gospodarczą, a doprowadziło do eskalacji militarnej.

Co pozostaje

Przesłanie Escobara do zachodniej opinii publicznej jest praktyczne: Biszkek, potem Władywostok, wliczając w to długą sesję plenarną Putina, a następnie Nowe Delhi. Tam, za dwa tygodnie, stanie się jasne, jak daleko Eurazja zaszła już w omijaniu dolara, sankcji i jednostronnej siły. W tej interpretacji wojna z Iranem to nie tylko regionalna potyczka o Ormuz i hangary na F-35. To próba zatrzymania, za pomocą bomb, dynamiki integracyjnej, która jest już bardziej zaawansowana dyplomatycznie i gospodarczo niż drabina eskalacji, do której Waszyngton wielokrotnie powraca.

To, czy zdjęcia satelitarne Muwaffaqa Saltiego pokazują zniszczony hangar, czy tylko ciemną plamę w niskiej rozdzielczości Copernicusa, niewiele zmienia w ogólnym obrazie Escobara. Dla niego liczy się struktura: podczas gdy Szanghajska Organizacja Współpracy tworzy bank rozwoju, centra bezpieczeństwa i korytarze handlowe, wojna powraca do Zatoki Perskiej – nie dlatego, że dyplomacja była niemożliwa, ale dlatego, że Waszyngton postrzega ją nie jako zjazd, lecz jako oznakę słabości.

Lipsk, Rosja i „jednoznaczne dowody”

Lipsk, Rosja i „jednoznaczne dowody”

Autor: Uwe Froschauer apolut/leipzig-russland-und-die-eindeutigen-beweise

Lipsk, Rosja i „jednoznaczne dowody” | Autor: Uwe Froschauer

Sankcje czy pretekst do dalszej eskalacji?

Opinia Uwe Froschauera .

Dron wyładowany materiałami wybuchowymi wylądował na lotnisku Lipsk/Halle. Był to udaremniony atak – a dla niemieckiego rządu winowajcą jest Rosja. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt i minister spraw zagranicznych Johann Wadephul ogłosili 1 września daleko idące środki przeciwko Moskwie. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte oświadczył nawet: „Dowody są jednoznaczne”.

Wyraźnie?

Jak dotąd opinia publiczna nie przedstawiła żadnych dowodów, które pozwoliłyby zweryfikować główne twierdzenie, że to państwo rosyjskie faktycznie zleciło ten atak. Przytaczane są poszlaki, schematy ataków i ustalenia wywiadu. Mogą one mieć znaczną wagę. Nie zastępują one jednak publicznego przedstawienia solidnych dowodów na poparcie oskarżenia o ogromnym znaczeniu dla polityki zagranicznej.

To jeszcze bardziej nasuwa pytanie: czy chodzi tylko o zbadanie ataku, czy też Lipsk dostarcza również pożądanego pretekstu politycznego do zaostrzenia sankcji, kontynuowania wsparcia militarnego dla Ukrainy i przyjęcia konfrontacyjnej polityki wobec Rosji?

Ci, którzy pragną pokoju, powinni zachować szczególną ostrożność w odniesieniu do faktów, gdy stają w obliczu oskarżeń tej rangi. Każdy, kto eskaluje, zanim dowody staną się publicznie dostępne, musi zmierzyć się z krytycznymi pytaniami. W ostatnich latach nie wydawało się, aby Niemcy, a nawet Europa, pragnęły pokoju.

Co wydarzyło się na lotnisku Lipsk/Halle?

Wieczorem 4 sierpnia 2026 roku w strefie bezpieczeństwa lotniska Lipsk/Halle odkryto drona uzbrojonego w ładunki wybuchowe i detonator. Znajdował się on w pobliżu ukraińskich samolotów transportowych. Prokuratura Federalna przejęła śledztwo i określiła je jako „poważny atak na infrastrukturę transportową i logistyczną w Niemczech”.

Teraz okazało się, że operacja była najwyraźniej bardziej zakrojona, niż początkowo sądzono. Według dochodzeń kilku mediów, użyto co najmniej dwóch dronów wyposażonych w ładunki wybuchowe. „Die Zeit” informuje również o znalezieniu w pobliżu Merseburga skrytki ziemnej, stacji przekaźnikowej i innych poszlakach. Dwóch podejrzanych jest objętych śledztwem. ARD donosi również, że śledczy natknęli się na co najmniej jedną osobę, która prawdopodobnie ma powiązania z rosyjską agencją wywiadowczą.

To poważne ustalenia. Należy je zbadać – bez uprzedzeń w żadnym kierunku.

Istnieje znacząca różnica między ustaleniem, że miał miejsce profesjonalnie przygotowany atak, a udowodnieniem, że atak został zlecony przez rosyjski rząd lub rosyjskie służby wywiadowcze.

Dobrindt: „Rosja jest odpowiedzialna za atak hybrydowy”

1 września federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt i federalny minister spraw zagranicznych Johann Wadephul wspólnie zwrócili się do prasy.

Rząd federalny uważa sprawę za załatwioną. Dobrindt oświadczył:

„Łącznie śledztwa policyjne, schematy przestępstw i ustalenia wywiadu dowodzą, że za próbę ataku na lotnisku w Lipsku odpowiadają Rosjanie”.

Według niego, użyto materiałów wybuchowych i technologii detonacyjnych znanych z innych operacji hybrydowych przypisywanych Rosji, a także z wojny na Ukrainie. Konfiguracja drona również wpisuje się w ten schemat.

Dobrindt zwrócił również uwagę na profesjonalne współdziałanie zastosowanej technologii, wysoki poziom wiedzy technicznej i znaczny wysiłek organizacyjny. Faktyczne wdrożenie przypisano jednak tzw. „agentom niskiego poziomu”.

Jego wniosek:

„Rząd niemiecki stwierdza zatem, że Rosja ponosi odpowiedzialność za atak hybrydowy w Lipsku 4 sierpnia”.

I dalej:

„Nie traktujemy Lipska jako pojedynczego wydarzenia, ale w powiązaniu z innymi działaniami hybrydowymi”.

Niemcy muszą spodziewać się dalszych ataków:

„Zakładamy, że Niemcy staną się celem kolejnych hybrydowych ataków ze strony Rosji”.

Istnieje nawet „chęć wyrządzenia większych szkód poprzez ataki hybrydowe”.

Moim zdaniem, te dwa ostatnie stwierdzenia to celowo zastosowana manipulacja, mająca na celu wzbudzenie niepewności i strachu wśród społeczeństwa. Mają one na celu wzmocnienie uzasadnienia dla finansowanego z podatków środka, jakim jest dalsze dostarczanie broni na Ukrainę – broni, która przedłuża wojnę i przynosi śmierć. Moim zdaniem, to nieodpowiedzialne podżeganie do wojny! Rheinmetall i jego akcjonariusze są zachwyceni, prawda, panie BlackRock?

Na koniec minister spraw wewnętrznych oświadczył:

„Rząd niemiecki odpowiada na ten hybrydowy atak z Lipska proporcjonalną i wyważoną, ale równie zdeterminowaną reakcją. Nie jesteśmy w stanie wojny, ale jesteśmy codziennym celem wojny hybrydowej”.

Moim zdaniem Rosja nie jest jeszcze w stanie wojny z Niemcami – zawdzięczamy to jej rozsądkowi, że nie musieliśmy jeszcze doświadczyć kolejnej wojny światowej, a nie nieodpowiedzialnym europejskim podżegaczom wojennym. Z drugiej strony, niemieccy i inni europejscy politycy o wojowniczym nastawieniu podtrzymują wojnę, zamiast szukać negocjacji. Prowokują Rosję, by skłonić ją do podjęcia agresywnych kroków, udowadniając tym samym często deklarowaną agresywność Rosji. Tanio, ale skutecznie.

To, co minister spraw wewnętrznych Dobrindt wysunął, to wyjątkowo poważne oskarżenia. Jednak relacja rządu federalnego jest wysoce problematyczna. Przytoczone dowody mogą uzasadniać podejrzenia. Ustalenia wywiadu również mogą być niezwykle istotne. Opinia publiczna nie została jednak jeszcze poinformowana o niezbitych dowodach na to, że rosyjskie agencje państwowe zleciły atak.

Konkretny rodzaj ładunku wybuchowego nie dowodzi, kto zlecił atak. Podobnie jak konkretna konfiguracja drona. Podobieństwo do poprzednich schematów ataków również jest wstępnym wskazaniem. Jeśli jednak istnieją informacje wywiadowcze jednoznacznie wskazujące na bezpośredni związek z rosyjskimi agencjami państwowymi, to przynajmniej tyle z nich powinno zostać ujawnionych, ile to możliwe, bez narażania źródeł na niebezpieczeństwo.

Konsekwencje są znaczące. Panie Dobrindt, to są wskazówki, „obrazy”, ale nie dowody. Zanim wygłosi pan tak poważne twierdzenia, pan i pańscy podobni powinni przedstawić dowody.

Wadephul zaostrza sankcje

Minister spraw zagranicznych Johann Wadephul natychmiast ogłosił kompleksowy pakiet środków przeciwko Rosji. Ambasador Rosji został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Konsulat Generalny Rosji w Bonn ma zostać zamknięty 18 września. W rezultacie Rosja pozostanie jedynie z ambasadą w Berlinie jako placówką dyplomatyczną w Niemczech. Umowa na Dom Rosyjski w Berlinie również zostanie rozwiązana. Ponadto wprowadzone zostaną surowsze kontrole wjazdowe dla obywateli Rosji. Niemcy zamierzają umieścić kolejne osoby na listach sankcji na szczeblu europejskim i zwiększyć presję na tzw. rosyjską flotę cieni.

I to nie wszystko.

Wadephul wyraźnie zapowiedział, że Niemcy będą kontynuować cywilne i wojskowe wsparcie dla Ukrainy. Moim zdaniem, właśnie tu tkwi problem! Ponadto planowane są dodatkowe działania wywiadowcze. W ramach NATO Niemcy również wzmocnią swoje zdolności obronne i rozszerzą swoje możliwości odstraszania Rosji.

To właśnie w tym momencie powinny zabrzmieć dzwonki alarmowe. Atak, którego motywy sponsorowane przez państwo nie zostały jeszcze udowodnione opinii publicznej weryfikowalnymi dowodami, prowadzi nie tylko do sankcji dyplomatycznych. Jest on również wpisany w politykę, która obejmuje dalsze wsparcie dla Ukrainy, dodatkowe sankcje i silniejsze odstraszanie militarne ze strony Rosji.

W tym momencie porównanie jest niemal nieuniknione: Nord Stream. 26 września 2022 roku trzy z czterech odcinków gazociągów Nord Stream 1 i 2 zostały poważnie uszkodzone w wyniku ataków bombowych – potężnego ataku na kluczową dla Niemiec infrastrukturę energetyczną. Prawie cztery lata później znacznie więcej wiadomo o domniemanych sprawcach; niemieccy śledczy podobno poszukują konkretnych tropów prowadzących do ukraińskich podejrzanych. Jednak do dziś nie wiadomo, kto ostatecznie zlecił atak.

Rozważmy ten kontrast przez chwilę: w przypadku jednego z najpoważniejszych aktów sabotażu niemieckiej infrastruktury energetycznej, przez prawie cztery lata nie udało się jednoznacznie zidentyfikować sprawcy. Jednak w przypadku Lipska niemiecki rząd wie, kto jest odpowiedzialny zaledwie kilka tygodni po odkryciu drona z bombą: Rosja.

Jak to możliwe?

Być może rząd niemiecki rzeczywiście dysponuje przytłaczającą wiedzą. Jeśli tak, powinien ujawnić – o ile jest to możliwe bez narażania źródeł – podstawy swojej pewności. Moim zdaniem bowiem im poważniejsze oskarżenie i im dalej idące konsekwencje polityczne z niego wynikające, tym wyższy musi być standard jego uzasadnienia.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy takie przypisanie winy nie tylko skutkuje podjęciem działań dyplomatycznych, ale także uzasadnia dalsze dostawy broni na Ukrainę, dodatkowe sankcje wobec Rosji i wzmocnienie odstraszania militarnego.

I pojawia się kolejne pytanie: Gdzie są sankcje wobec Ukrainy?

Śledztwo w sprawie Nord Stream osiągnęło już poziom, którego nie można już dłużej bagatelizować, powołując się na „ślady prowadzące na Ukrainę”. Jeden Ukrainiec został oskarżony, a inni podejrzani z Ukrainy zostali zidentyfikowani lub aresztowani. Według niemieckich śledczych, członkowie domniemanego komanda sabotażowego należeli do ukraińskiego wojska lub mieli powiązania z ukraińskimi strukturami bezpieczeństwa. W akcie oskarżenia przeciwko domniemanemu przywódcy stwierdzono nawet, że plan został opracowany „w imieniu władz państwowych Ukrainy”.

Jeśli podejrzenia te znajdą potwierdzenie w sądzie, pojawi się szczególnie niewygodne pytanie: dlaczego Rosja w bardzo krótkim czasie spotyka się z sankcjami, zamknięciem misji dyplomatycznych i dalszymi działaniami odstraszającymi, podczas gdy Ukraina nadal otrzymuje miliardy dolarów pomocy i finansowane z pieniędzy podatników dostawy broni, pomimo podejrzeń o udział państwa w znacznie poważniejszym ataku na niemiecką infrastrukturę energetyczną?

Zniszczenie Nord Streamu nie było błahostką. Trzy z czterech odcinków rurociągu zostały zniszczone. Dotyczyło to infrastruktury, która wcześniej transportowała znaczną część niemieckiego zaopatrzenia w gaz. Taki atak bezpośrednio uderza w niemieckie interesy gospodarcze, energetyczne i bezpieczeństwa.

Gdyby faktycznie udowodniono istnienie operacji ukraińskiej sponsorowanej przez państwo, należałoby również poruszyć kwestię konsekwencji politycznych dla Kijowa. Wszelkie inne działania to stosowanie podwójnych standardów: sankcje wobec Rosji oparte na oskarżeniu państwowym, którego kluczowe dowody nie zostały jeszcze przedstawione opinii publicznej – podczas gdy miliardy dolarów pomocy i dostaw broni nadal trafiają na Ukrainę, mimo że niemieccy prokuratorzy ścigają obecnie konkretnych ukraińskich podejrzanych, a nawet dostrzegają oznaki operacji sponsorowanej przez państwo.

A ostatecznie obywatele muszą zapłacić rachunek za tę całkowicie błędną politykę wojowniczych nieudaczników. Miliardy płyną na wsparcie wojskowe dla Ukrainy, podczas gdy Niemcy spierają się o rosnące składki na ubezpieczenia społeczne, cięcia budżetowe i długoterminową stabilność finansową emerytur. Wielu emerytów musi zadowolić się stosunkowo niskimi dochodami emerytalnymi i dwa razy kontrolować każde euro. Czyje interesy niemiecki rząd federalny tak naprawdę stawia na pierwszym miejscu? Czy Friedrich Merz jest kanclerzem Niemiec, czy Ukrainy? Jego notowania są w Niemczech żałosne, ale na Ukrainie bardzo wysokie. Wyobraźcie to sobie!

Moim zdaniem rząd niemiecki nie reprezentuje już interesów własnego społeczeństwa, lecz raczej interesy rządu ukraińskiego, którego ewentualna rola w najpoważniejszym ataku na niemiecką infrastrukturę energetyczną w ostatnich dziesięcioleciach nadal nie została w pełni wyjaśniona.

Mark Rutte już wie „na pewno”

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte, podżegacz wojenny i piesek Donalda Trumpa, również nie pozostawił cienia wątpliwości:

„Dowody są jednoznaczne”.

Ciekawe słowo: jednoznaczne . Skoro dowody są tak oczywiste, dlaczego nie pozwala się ich poznać opinii publicznej?

Niemiecki rząd mówi o schematach przestępczości, podobieństwach technicznych i wynikach wywiadu. To może stworzyć wiarygodny ciąg dowodów poszlakowych. Jednak weryfikowalny ciąg dowodów, dostępny dla wszystkich, nie został jeszcze publicznie udokumentowany.

Rutte zadeklarował również pełną solidarność NATO z Niemcami. Ja również wyrażam pełną solidarność z ludźmi miłującymi pokój i potępiam tych nikczemnych podżegaczy wojennych!

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen również stanęła po stronie Berlina. Kto by pomyślał? Unia Europejska pozostaje zjednoczona w obliczu działań Rosji; ataki hybrydowe nie pozostaną bez odpowiedzi. Trwają już dyskusje na temat dodatkowych sankcji UE.

Swoją opinię na temat tego podżegacza wojennego i, moim zdaniem, nieuczciwego człowieka wyraziłem już w kilku artykułach. Czas, aby ten nieodpowiedzialny osobnik podał się do dymisji.

Krajowe śledztwo może szybko przerodzić się w europejską spiralę eskalacji.

Oskarżenie – wina – sankcje – solidarność NATO – dalsze sankcje.

Na początku tego łańcucha powinno być coś więcej niż polityczne zaufanie do agencji wywiadowczych i rządów: weryfikowalne dowody. To wszystko wygląda na ustawioną grę.

Sahra Wagenknecht ostrzega przed „bardzo niebezpieczną eskalacją”

Dzięki Bogu w Niemczech są nie tylko partie o ugruntowanej pozycji, kartel partyjny, ale także inteligentni i odpowiedzialni politycy. Sahra Wagenknecht należy do najgłośniejszych krytyków niemieckiej reakcji. Stwierdziła:

„Nawet jeśli za tym stoi Rosja, dron, który nie wyrządził żadnych szkód, nie jest powodem do podsycania niebezpiecznej eskalacji”.

Taki rozwój sytuacji może ostatecznie doprowadzić do wojny z Rosją. Ich ostrzeżenie przed dynamiką eskalacji jest więcej niż uzasadnione.

Niemcy i Rosja są mocarstwami nuklearnymi, a w przypadku Niemiec – członkami sojuszu dysponującego bronią jądrową. Każdy, kto mówi o atakach, celach wojennych i wojnie hybrydowej w tym kontekście, powinien być świadomy dynamiki politycznej, jaka może się wówczas rozwinąć.

Wydaje się, że to nie obchodzi niemieckiego rządu i wojowniczych elementów UE. Ryzykują nasze życie. Mam córkę, panie Wadephul, panie Dobrindt, panie Merz, pani von der Leyen, panie Rutte, a pan od lat naraża jej życie w stopniu nie do przyjęcia swoim niewybaczalnym podżeganiem do wojny.

Podżegaczy wojennych należy powstrzymać.

Moskwa: „Jeśli pojawiają się tak poważne oskarżenia, to trzeba je jakoś uzasadnić”.

Rosja zaprzecza wszelkiej odpowiedzialności. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odpowiedział na oskarżenia Berlina prostym żądaniem:

„Jeśli pojawiają się tak poważne oskarżenia, należy je w jakiś sposób uzasadnić”.

Pieskow skrytykował Niemcy za to, że nie przedstawiły publicznie dowodów ani wystarczających argumentów na poparcie swoich oskarżeń. Jego ocena:

„To, że Niemcy nadal podążają drogą eskalacji, jest oczywiste”.

Moskwa ze swojej strony twierdzi – i moim zdaniem nie do końca bezpodstawnie – że Kijów mógłby politycznie skorzystać na takim ataku. Jednakże nie przedstawiono jeszcze żadnych publicznie dostępnych i wiarygodnych dowodów na poparcie tego twierdzenia. Niemniej jednak, te same standardy muszą zatem obowiązywać obie strony. Twierdzenie nie staje się prawdą tylko dlatego, że pochodzi z Berlina. Nie staje się też prawdą tylko dlatego, że pochodzi z Moskwy.

Obecna debata silnie przypomina mi Nord Stream. Kiedy 26 września 2022 roku trzy z czterech gazociągów Nord Stream 1 i 2 zostały zniszczone materiałami wybuchowymi, podejrzenia bardzo szybko zwróciły się w stronę Rosji. Już wtedy pojawiło się proste pytanie: Cui bono – kto na tym skorzysta? Dlaczego Rosja miałaby niszczyć wielomiliardową infrastrukturę, za pomocą której przez lata dostarczała do Europy ogromne ilości gazu i zarabiała miliardy? Co najmniej trudno dostrzec jakiekolwiek korzyści ekonomiczne dla Moskwy w niszczeniu własnych kanałów dystrybucji.

Inni jednak skorzystali na trwałym przerwaniu dostaw rosyjskiego gazu: Ukraina od lat zgłaszała masowe sprzeciwy polityczne i gospodarcze wobec Nord Stream 2; Stany Zjednoczone również od dawna sprzeciwiały się projektowi gazociągu, a nawet nałożyły sankcje na firmy zaangażowane w projekt. To oczywiście nie dowodzi winy ani Ukrainy, ani Ameryki – nawet jeśli podejrzewam taką winę. Cui bono to podejście śledcze, a nie dowód przestępstwa. Należy jednak zadać pytanie o motyw i korzyści – w przypadku Nord Stream, tak jak ma to miejsce obecnie w Lipsku.

Tym bardziej wymowna jest zatem retrospekcja: prawie cztery lata po wybuchu gazociągu Nord Stream 2 niemieckie śledztwa nie koncentrują się już na Rosji, lecz na konkretnych ukraińskich podejrzanych; ustalenia obejmują teraz nawet podejrzenie zlecenia pochodzącego z ukraińskich struktur państwowych. To, co bezpośrednio po ataku było omawiane jako możliwy rosyjski sabotaż, jawi się w tym kontekście w zupełnie innym świetle.

A teraz znowu Lipsk: Rosja rzekomo zorganizowała atak bombowy na terytorium Niemiec. Po raz kolejny, oprócz kwestii dowodów, pojawia się pytanie: Cui bono? Kto skorzystałby na dalszej eskalacji konfliktu niemiecko-rosyjskiego? I kto skorzystałby, gdyby doprowadziło to do dalszych sankcji wobec Rosji, wzmocnienia odstraszania NATO i dalszych dostaw broni na Ukrainę?

Być może w tym wszystkim nie należy całkowicie zapominać o historii. Związek Radziecki stracił około 27 milionów ludzi podczas II wojny światowej. Pomimo tych niewyobrażalnych strat, rozwinęły się bliskie stosunki polityczne i gospodarcze między Niemcami a Związkiem Radzieckim, a później Rosją, szczególnie po Ostpolitik (Polityce Wschodniej) Willy’ego Brandta. Energetyka i handel stały się ważnymi mostami między tymi dwoma krajami. Niemiecko-rosyjskie partnerstwo energetyczne od dawna było solą w oku USA; Waszyngton otwarcie sprzeciwiał się Nord Stream 2 i nałożył sankcje na firmy zaangażowane w projekt. Dziś stosunki niemiecko-rosyjskie są w dużej mierze zrujnowane – udaremniony atak w Lipsku to kolejny gwóźdź do trumny niegdyś dobrych relacji między Rosją a Niemcami. Pytanie, które należy zadać, brzmi: kto odnosi korzyści geopolityczne z tego rozwoju sytuacji?

Ambasador rosyjski mówi o „prowokacji”.

Ambasador Rosji w Niemczech, Siergiej Nieczajew, wyraził się jeszcze dobitniej. Określił niemieckie oskarżenia jako „absurdalne” i mówił o

„Pośpiesznie przygotowana prowokacja na lotnisku w Lipsku”.

Zapowiedziane niemieckie środki to:

„bezprecedensowa eskalacja w stosunkach rosyjsko-niemieckich”

i by

„nie pozostanie bez konsekwencji”.

Według Moskwy odpowiedzialność za ten rozwój sytuacji ponosi rząd niemiecki. Ambasada rosyjska oświadczyła wcześniej, że wydarzenia te służyły „wyłącznie celom Kijowa i militarystycznego skrzydła europejskiej klasy politycznej ” .

Jestem skłonny podzielić ten pogląd, ponieważ europejskie prowokacje wojenne w żaden sposób nie służą społeczeństwu.

Stwierdzono ponadto, że Ukraina i rządy europejskie potrzebują argumentów, aby nadal pozwalać na „nieograniczony przepływ środków finansowych w ręce skorumpowanego reżimu” w Kijowie.

Podzielam ten pogląd, przynajmniej w takim zakresie, w jakim korupcja na Ukrainie nie jest bynajmniej wymysłem Rosji. W Indeksie Percepcji Korupcji Transparency International kraj ten od lat konsekwentnie plasuje się w gronie najgorzej radzących sobie krajów europejskich. Dla sprawiedliwości należy zauważyć, że Rosja również wypada bardzo słabo w tym indeksie. Korupcja z pewnością nie ogranicza się zatem wyłącznie do Ukrainy.

Pytanie pozostaje: kto odnosi korzyści polityczne z dalszej eskalacji napięć między Niemcami a Rosją?

Zacharowa: Niemcy szukały pretekstu

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa również ogłosiła środki zaradcze. Rosja odpowie „w naturze”, podobnie jak w przypadku wcześniejszych sankcji, które Moskwa uważała za jednostronne.

Zacharowa idzie jeszcze dalej. Według jej relacji, niemiecki rząd szukał jedynie pretekstu do zamknięcia między innymi Domu Rosyjskiego w Berlinie.

Odnosząc się do daty ogłoszenia przez Niemcy 1 września – rocznicy niemieckiej inwazji na Polskę w 1939 roku – pytała również polemicznie na Telegramie, czy Berlin wybrał tę datę przypadkowo. Tę historyczną uwagę można uznać za niesmaczną lub propagandową. Nie przyczynia się ona jednak do wyjaśnienia zamachu w Lipsku. Żądanie dowodów jednak tak.

Putin: „Gdzie są dowody?”

W końcu głos zabrał sam Władimir Putin. Prezydent Rosji określił niemieckie sankcje jako

„poważny błąd”.

Następnie zadał oczywiste pytanie:

„Gdzie są dowody?”

Putin twierdził ponadto, że przedstawione dotychczas dowody zostały „sfałszowane”. Nie przedstawił również żadnego publicznie weryfikowalnego dowodu na poparcie tego oskarżenia. Ponadto Putin oskarżył kanclerza Friedricha Merza o kierowanie się motywami polityki wewnętrznej.

„Merz stracił zaufanie obywateli, bo nie chroni niemieckich interesów narodowych”.

Popieram to ostatnie zdanie dosłownie. Putin z kolei łączy aferę lipską z wewnętrzną sytuacją polityczną w Niemczech. Niezależnie od opinii na temat tego stwierdzenia, pytanie „Gdzie są dowody?” pozostaje zasadne – niezależnie od tego, kto je zadaje.

Czy Rosja naprawdę podjęłaby takie ryzyko?

I to prowadzi mnie do punktu, który budzi moje poważne wątpliwości. Rosja rzekomo zorganizowała atak bombowy na niemieckim lotnisku, i to na terytorium państwa członkowskiego NATO, z użyciem drona z ładunkiem wybuchowym w pobliżu ukraińskich samolotów transportowych. Udany atak, w wyniku którego zginęłyby osoby, mógłby wywołać kryzys polityczny, a potencjalnie militarny, między Rosją a NATO. W najgorszym przypadku takie wydarzenie mogłoby nawet sprowokować dyskusję na temat artykułów 4 lub 5 NATO.

Jakie korzyści strategiczne odniosłaby z tego Rosja? Oczywiście, państwa mogą prowadzić ryzykowne, irracjonalne lub źle zaplanowane operacje. Argument, że „Rosja nie byłaby aż tak głupia”, nie jest dowodem na jej niewinność. Ale oskarżenia niemieckiego rządu również nie dowodzą winy Rosji.

Od odkrycia dronów do kontynuacji wojny na Ukrainie

Szczególnie wymowne wydaje mi się to, jak szybko incydent w Lipsku jest łączony z polityką ukraińską. Wadephul nie tylko zapowiada działania dyplomatyczne; Niemcy będą również kontynuować cywilne i wojskowe wsparcie dla Ukrainy.

Konsultacje ministrów spraw zagranicznych UE będą również dotyczyć obrony powietrznej, dostaw energii, dalszej pomocy dla Kijowa i ewentualnego wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów.

W ten sposób koło polityczne się zamyka. Atak w Lipsku staje się kolejnym uzasadnieniem dla przedstawiania Rosji jako bezpośredniego zagrożenia dla Niemiec. To postrzeganie zagrożenia z kolei uzasadnia wyższe wydatki na obronność, silniejsze odstraszanie NATO, dalsze sankcje i dalsze dostawy broni na Ukrainę.

Nie oznacza to automatycznie, że atak został zainscenizowany ani że śledztwo jest wadliwe. Takie twierdzenie byłoby nieodpowiedzialne bez dowodów. Oznacza to jednak, że polityczne konsekwencje ataku służą pewnym wcześniej istniejącym celom politycznym.

Najpierw dowody, potem eskalacja

Gdyby niemieckim śledczym udało się udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że rosyjscy aktorzy państwowi zlecili przeprowadzenie zamachu bombowego na lotnisku Lipsk/Halle, byłaby to wyjątkowo poważna sprawa. Niemcy musiałyby wówczas zareagować. Z tego powodu dowody muszą być przekonujące. Nie w przyszłości, ale zanim oskarżenia przekształcą się w realia polityczne, których praktycznie nie da się odwrócić.

Kiedy Mark Rutte oświadcza: „Dowody są jasne”, należy wykazać podstawę tej jasności. Kiedy Dobrindt mówi, że Rosja jest „odpowiedzialna” za atak, należy jasno wyjaśnić, w jaki sposób udowodniono powiązanie z rosyjskimi władzami państwowymi. Kiedy Wadephul nakazuje zamknięcie placówek dyplomatycznych, domaga się dalszych sankcji i jednocześnie zapowiada kontynuację wsparcia militarnego dla Ukrainy, należy zadać sobie pytanie, czy nie łączą się tu zupełnie różne cele polityczne. A kiedy Putin twierdzi, że dowody zostały sfabrykowane, obowiązuje ten sam standard: on również musi przedstawić na to dowody.

Nie wiem, kto zlecił atak w Lipsku. Rząd niemiecki twierdzi, że wie. Ja twierdzę, że nie.

Rząd powinien zatem w jak największym stopniu dzielić się tą wiedzą ze społeczeństwem. Pokój – o ile jest on rzeczywiście pożądany, w co wątpię z perspektywy europejskiej – nie powstaje w wyniku ciągłego przerzucania winy, sankcji, dostaw broni i gróźb. A już na pewno nie w klimacie politycznym, w którym kwestia dowodów jest już postrzegana jako destrukcyjna. Takie zachowania podsycają potencjalną wojnę.

Rząd, który domaga się akceptacji obywateli dla coraz ostrzejszej konfrontacji z Rosją, jest im winien coś więcej niż zapewnienia, że ​​jego służby wywiadowcze zgromadziły takie informacje. Jest im winien dowody, zwłaszcza gdy stawką jest nic innego jak wojna i pokój.

+++

Notatki i źródła

Jeszcze jedna osobista uwaga, drodzy czytelnicy! Książka „ Korona – Ostatni Rozdział Jeszcze Nie Napisany ” została opublikowana online 20 sierpnia 2026 roku. Wiele napisano o koronawirusie – głównie skupiając się na jego indywidualnych aspektach. Niniejsza książka stanowi próbę ujęcia tych licznych fragmentów w spójny obraz. W 18 rozdziałach analizuje ona polityczne, społeczne, medyczne, medialne i psychologiczne aspekty ery koronawirusa: od statystyk i kampanii szczepień, przez naruszenia praw podstawowych, protokoły RKI i medialną manipulację opinią publiczną, aż po opór i wciąż nieadekwatne rozliczenie z pandemią.

Ta książka jest skierowana szczególnie do osób, które w obliczu sprzecznych relacji wciąż zadają sobie pytanie:  Co właściwie wydarzyło się w tamtych czasach?  Nie daje ona gotowej odpowiedzi, lecz raczej powiązania, sprzeczności i różne perspektywy jako podstawę do wyrobienia sobie własnego osądu.

Moja książka „ Podróż do Jaźni ” ukazała się 2 lipca 2026 roku. Zawarte w niej teksty zachęcają czytelników do kwestionowania znanych schematów myślenia i działania bez tworzenia nowych dogmatów. Łączą one w sobie spostrzeżenia z filozofii, duchowości, psychologii i doświadczenia życiowego, tworząc przystępną i bliską refleksję nad tym, co znaczy być człowiekiem. Tematy takie jak autorefleksja, siła chwili obecnej, dawanie i branie, wdzięczność, miłość, tolerancja, rozwój osobisty i radzenie sobie z wyzwaniami życiowymi stanowią kamienie milowe tej podróży.

Moje dwie książki,
The Peace-Incapable ” i „ In the Thrall of Decline ”, ukazały się pod koniec marca i na początku kwietnia 2025 roku. Książka „ Dangerous Zeros – Warongers and Elite Representatives ” ukazała się pod koniec września 2024 roku.

+++ 

To nie humorek, ale smutne memy II WS. MEM-y II.

—————————————————

—————————————–

—————————————————

———————————————————-

————————————————————-

—————————————-

———————————————————————

Requiem. MEM-y I.

————————————

——————————————–

—————————-

—————————————

[Jeśli w 1945, to z pomocą sowietów.md]

========================

———————————

————————————————-

Nr 8 – to polscy nauczyciele sfotografowani na chwilę przed egzekucją przez
niemieckie siły okupacyjne w Fordonie, w okolicach Bydgoszczy, w 1939

Czy wojna doprowadzi Zachód do bankructwa?

Czy wojna doprowadzi Zachód do bankructwa?

Wojna i dług publiczny łączą się w fatalną spiralę, która zadecyduje o tym, które kraje przetrwają nadchodzący kryzys walutowy. Rządy zaangażowały się w konflikty na Ukrainie i w Iranie, a także w narastającą konfrontację między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, obciążone już długiem nagromadzonym przez dekady niekompetencji fiskalnej. Teraz zwiększają wydatki wojskowe, subsydiują krajowy przemysł, restrukturyzują łańcuchy dostaw i zaciągają jeszcze większe pożyczki, aby przygotować się na konflikty, do których przyczyniła się ich własna polityka zagraniczna.

Stany Zjednoczone, Chiny, Francja, Wielka Brytania i Japonia mają już długi publiczne brutto przekraczające ich całkowitą roczną produkcję gospodarczą. Rosja wykorzystała znaczną część swojego Funduszu Dobrobytu Narodowego na sfinansowanie wojny na Ukrainie, podczas gdy rządy zachodnie zamroziły około 300 miliardów dolarów rosyjskich aktywów państwowych. Państwa Zatoki Perskiej są zmuszone do zwiększenia wydatków na obronę z powodu konfliktu z Iranem, a Europa zobowiązała się do zwiększenia wydatków związanych z NATO do 5% PKB do 2035 roku. Trump chce zwiększyć roczne wydatki USA na obronę o 500 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów, a mimo to Waszyngton zaciąga już nowe długi tylko po to, by spłacić odsetki od długu, który zgromadził jeszcze przed rozpoczęciem ostatniej rundy wojen.

Ci ludzie mówią o wydatkach wojskowych, jakby pieniądze powstały z niczego i nie pociągały za sobą żadnych konsekwencji. Państwo nie ma wrodzonego bogactwa. Każdy pocisk rakietowy, każdy dron, każdy pakiet uzbrojenia, każdy program pomocy zagranicznej i każda operacja wojskowa muszą być finansowane z podatków, pożyczek lub inflacji. Podatki drenują kapitał z produktywnej gospodarki, pożyczki rządowe konkurują z kapitałem prywatnym, a inflacja po cichu obniża siłę nabywczą każdego. Politycy wybierają dług, ponieważ pozwala im on ukryć koszty do czasu wyborów i odgrywać rolę cesarza, zostawiając rachunek przyszłym pokoleniom.

Rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych wzrosła prawie trzykrotnie w ciągu pięciu lat, osiągając 4,3%, co oznacza, że ​​Waszyngton musi sfinansować znacznie więcej długu przy znacznie wyższych stopach procentowych. To podstawowa matematyka, której klasa polityczna nie chce uznać. Rząd może przetrwać z 10 bilionami dolarów długu, gdy stopy procentowe są bliskie zeru, ale ta sama struktura fiskalna staje się niemożliwa, gdy dług się mnoży, a koszty pożyczek normalizują.

Każdy dodatkowy dolar wydany na odsetki to dolar, którego nie można przeznaczyć na utrzymanie infrastruktury, obniżki podatków ani wspieranie rzeczywistego wzrostu gospodarczego. Rząd zaciąga wówczas kolejne pożyczki na spłatę odsetek, jeszcze bardziej zwiększając dług, który pierwotnie stworzył problem.

Próba odłączenia gospodarek narodowych od geopolitycznych rywali pociągnie za sobą kolejne ogromne koszty. Europa zrezygnowała z taniej rosyjskiej energii, a potem zastanawiała się, dlaczego jej przemysł nie jest już konkurencyjny. Zachód chce zmniejszyć swoją zależność od chińskiej produkcji i pierwiastków ziem rzadkich, ale odbudowa tych łańcuchów dostaw będzie wymagała subsydiów, ceł, kontroli i lat kosztownych inwestycji. Pozycja Iranu wokół Cieśniny Ormuz pokazuje, jak szybko konflikt regionalny może zagrozić szlakowi, którym wcześniej transportowano około jednej piątej światowych dostaw ropy naftowej. Każda próba zapewnienia bezpieczeństwa gospodarczego poprzez przymus polityczny podnosi ceny, obniża efektywność i wymusza jeszcze większe zadłużenie rządu.

Po dekadach deficytu Stany Zjednoczone są uzależnione od kapitału zagranicznego. Wartość inwestycji zagranicznych w Ameryce przewyższa amerykańskie inwestycje zagraniczne o około 27 bilionów dolarów. Prerogatywa waluty rezerwowej pozwoliła Waszyngtonowi finansować operacje wojskowe, deficyt handlowy i wydatki rządowe na skalę, której żaden inny kraj nie byłby w stanie udźwignąć. Jednak sankcje, militaryzacja systemów płatniczych i konfiskata aktywów rządowych doprowadziły rządy innych państw do zmniejszenia zależności od dolara. Stany Zjednoczone nie mogą w nieskończoność używać dolara jako broni politycznej, jednocześnie oczekując, że reszta świata będzie bezwarunkowo finansować ich długi.

Polska zbroi się po zęby – 186 mld na wojsko + 147 mld odsetki od kredytów = 53% budżetu państwa

Europa znajduje się w jeszcze bardziej rozpaczliwej sytuacji, decydując się na zbrojenia, podczas gdy jej gospodarka stoi w miejscu, społeczeństwo się starzeje, a państwo opiekuńcze pochłania moce produkcyjne sektora prywatnego. Francja nie może zreformować swojego systemu emerytalnego bez wywołania niepokojów społecznych. Niemcy zniszczyły swoją przewagę energetyczną, aby uspokoić Brukselę i alarmistów klimatycznych. Wielka Brytania tonie w długach, jednocześnie zachowując się tak, jakby nadal była imperialną potęgą militarną. Rządy te nie są już w stanie wywiązać się z obietnic złożonych swoim obywatelom, a mimo to dobrowolnie przeznaczają setki miliardów na geopolityczną konfrontację, która nie ma ani jasnego celu, ani jasnego wyjścia.

Cykl wojenny zaostrzy teraz kryzys zadłużenia państwowego, ponieważ nie są to zjawiska niezależne od siebie. Wojna zwiększa wydatki i inflację; inflacja podnosi koszty kredytów; wyższe stopy procentowe pogłębiają deficyt; a pogarszające się finanse publiczne osłabiają zdolność kraju do przetrwania wojny. Politycy reagują podnosząc podatki, wprowadzając kontrole i żądając dalszych poświęceń od społeczeństwa, jednocześnie odmawiając zmiany własnej polityki. Wraz z pogarszaniem się sytuacji finansowej państwo staje się bardziej autorytarne, ponieważ przymus zastępuje utracone zaufanie.

Narody, które wyjdą z tego najsilniejsze, niekoniecznie będą tymi, które obecnie posiadają największe armie. Władza przejdzie w ręce rządów zdolnych do samodzielnego finansowania się bez niszczenia swoich walut i rujnowania krajowych gospodarek.

Zachód wkracza w tę walkę z rekordowym zadłużeniem, starzejącymi się społeczeństwami, słabnącym zaufaniem politycznym i przywódcami, którzy wierzą, że każdy kryzys można rozwiązać kolejną aukcją obligacji. Przygotowują się do niekończącej się wojny z pieniędzmi, których nie mają, a dług niezbędny do utrzymania władzy ostatecznie stanie się siłą, która ich zniszczy.

uncutnews.ch/wird-der-krieg-den-westen-in-den-bankrott-treiben

Napisał: Martin Armstrong

Opracował: Zygmunt Białas

W przypadku dostaw ropy z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”

Źródło zdjęcia: Amirhosein Khorgooi / AP

Ghalibaf wyjaśnia, że ​​w przypadku dostaw ropy naftowej z Zatoki Perskiej obowiązuje zasada „wszystko albo nic”.

uncutnews-ch/ghalibaf-erklaert-bei-den-oellieferungen-aus-dem-persischen-golf-gelte-das-prinzip-alles-oder-nichts

Wysoko postawiony irański urzędnik dodał, że bezpieczeństwo regionu zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył 28 sierpnia, że ​​albo wszystkie kraje Zatoki Perskiej powinny mieć możliwość swobodnego eksportu ropy naftowej, albo nie powinny go eksportować wcale, dodając, że bezpieczeństwo Azji Zachodniej zależy od wycofania wojsk amerykańskich.

„Równanie tej wojny jest jasne: albo wszystko, albo nic!” powiedział Ghalibaf, dodając: „W regionie, w którym my nie sprzedajemy ropy, nikt inny też nie będzie jej sprzedawał”.

„Jeśli nie zagwarantujemy naszego bezpieczeństwa, żadna infrastruktura nie będzie bezpieczna” – podkreślił rzecznik.

„Bezpieczeństwo cieśniny zależy od wycofania sił amerykańskich. Wielokrotnie oświadczaliśmy, że sytuacja w cieśninie nie będzie już taka sama jak przed wojną”.

Oświadczenia te były odpowiedzią na twierdzenia dowódcy Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM), admirała Brada Coopera, który twierdził, że siły amerykańskie przejęły całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz i wstrzymały eksport irańskiej ropy naftowej.

W oświadczeniu wydanym tego samego dnia irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało wszystkie państwa, aby odmówiły egzekwowania tego dnia nowego pakietu sankcji USA, ostrzegając, że podporządkowanie się tym sankcjom uczyniłoby rząd współwinnym łamania prawa międzynarodowego i suwerennej równości państw.

Waszyngton wprowadził te środki pod nazwą „Operacja Economic Outcast” po tym, jak nie udało mu się osiągnąć celów wojny z Iranem za pomocą siły militarnej.

Ministerstwo potępiło pakiet sankcji, nazywając go aktem terroryzmu ekonomicznego, stwierdzając, że ujawnia on „przestępcze zamiary tych, którzy go opracowali i wdrożyli, mające na celu zadanie cierpienia narodowi irańskiemu i pozbawienie obywateli Iranu podstawowych praw człowieka; w związku z tym jest to zbrodnia międzynarodowa i zbrodnia przeciwko ludzkości”.

Twierdzono, że USA wykorzystują dolara jako broń, aby naciskać na inne rządy, naruszając w ten sposób Kartę Narodów Zjednoczonych i zasadę nieinterwencji, aby poparły ich politykę wobec Iranu.

Teheran oświadczył również, że sankcje naruszają postanowienie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) z 3 października 2018 r., które nakłada na Waszyngton obowiązek usunięcia przeszkód w przepływie żywności, leków i sprzętu medycznego.

Ministerstwo powiązało wojnę ekonomiczną z szerszą ofensywną polityką USA i Izraela przeciwko Iranowi prowadzoną w ciągu ostatniego półtora roku, stwierdzając, że niezdolność ONZ i jej członków do przeciwdziałania tym naruszeniom doprowadziła do „niezwykle niebezpiecznego wzorca bezprawia”.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi oświadczył wcześniej, że kampania Trumpa pod hasłem „Gospodarczy D-Day” przyniesie Waszyngtonowi jedynie kolejną porażkę, i określił ją jako taktykę odwracającą uwagę od kryzysu zadłużenia USA, który w tym miesiącu osiągnął rekordowe 40 bilionów dolarów.

Wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi stwierdził, że zwrot w stronę wojny gospodarczej był konsekwencją nieosiągnięcia przez Waszyngton celów militarnych i że USA teraz zwracają się do swoich sojuszników o pomoc, twierdząc, że Iran stoi na skraju upadku.

Źródło: Ghalibaf deklaruje, że przepływy ropy w Zatoce Perskiej są „całe albo żadne”

Jak wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF przyniosło odwrotny skutek

Jak wycofanie się Stanów Zjednoczonych

z traktatu INF

przyniosło odwrotny skutek

Autorstwa Briana Berletica uncutnews-ch/wie-die-aufkuendigung-des-inf-vertrags-durch-die-usa-nach-hinten-losging

Doniesienia o rosyjskim pocisku Iskander-1000 nie dotyczą wyłącznie nowej broni – są logiczną konsekwencją systematycznego demontażu architektury kontroli zbrojeń przez Waszyngton, co ostatecznie obróciło się przeciwko USA.

Nagłówki zachodnich mediów donosiły, że Rosja rzekomo opracowała lądowy pocisk balistyczny o nazwie „Iskander-1000” o potencjalnym zasięgu około 1000 km (źródła zachodnie podają, że wcześniejsze pociski Iskander miały zasięg około 390 km, podczas gdy obecny Iskander-1000 ma zasięg 550 km, a potencjalny zasięg w przyszłości to 1000 km). Gdyby nowy wariant Iskandera osiągnął zasięg do 1000 km, całe terytorium Ukrainy znalazłoby się w zasięgu wyrzutni zlokalizowanych na terytorium Federacji Rosyjskiej przed 2022 rokiem.

Zasięg pocisku Iskander był wcześniej ograniczony do 500 km na mocy Traktatu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu (INF).

Ograniczenie to zostało jednak zniesione po jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu w 2019 roku, za rządów pierwszej administracji Trumpa. Nastąpiło to po równie jednostronnym wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Traktatu o pociskach przeciwbalistycznych (ABM) w 2002 roku, za rządów Busha – wszystko to w ramach trwającej polityki USA polegającej na porzucaniu traktatów o kontroli zbrojeń i rozmieszczaniu broni naruszającej traktaty nie tylko wzdłuż granic z Rosją, ale także z Iranem w Azji Zachodniej i Chinami w regionie Azji i Pacyfiku.

Wśród amerykańskich systemów, które naruszały traktat, znalazł się system rakietowy Aegis Ashore, zdolny do śledzenia i przechwytywania pocisków wystrzelonych przez Rosję w ataku odwetowym – co stanowi fundamentalne naruszenie traktatu ABM, który teoretycznie pozwalałby Stanom Zjednoczonym na przeprowadzenie ataku nuklearnego lub konwencjonalnego na Rosję, jednocześnie uniemożliwiając lub minimalizując wszelkie rosyjskie działania odwetowe. System Aegis Ashore jest również zdolny do ofensywnego wystrzeliwania z ziemi pocisków manewrujących Tomahawk (o zasięgu 2500 km), zakazanych przez traktat INF. System Aegis Ashore został zbudowany i wdrożony w Rumunii i Polsce odpowiednio za rządów Obamy i Bidena.

Jak dotąd wygląda na to, że decyzja USA o jednostronnym wycofaniu się z traktatów o kontroli zbrojeń zawartych z Rosją przyniosła odwrotny skutek.

Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF, rozpoczęto prace nad rozwojem i rozmieszczeniem mobilnego systemu Typhon, zdolnego do wystrzeliwania z ziemi pocisków manewrujących Tomahawk konwencjonalnych lub zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych – co wcześniej było zakazane przez traktat INF. Pierwsze systemy Typhon stały się operacyjne, a za rządów Bidena rozpoczęto planowanie ich rozmieszczenia – co dowodzi ciągłości tego programu, niezależnie od tego, czy władzę w USA sprawowali Demokraci, czy Republikanie.

Oprócz systemów „Aegis Ashore” i „Typhon” Stany Zjednoczone rozpoczęły również prace nad naziemnym hipersonicznym pociskiem rakietowym „Dark Eagle” (3500 km) – kolejnym systemem, który był zakazany na mocy poprzedniego traktatu INF.

Ponadto istnieje amerykański pocisk precyzyjnego uderzenia (PrSM), który ma zastąpić przestarzałe i mniej wydajne pociski ATAMCS wystrzeliwane z wyrzutni HIMARS i M-270. PrSM to amerykański odpowiednik najbardziej zbliżony do pocisku Iskander; jego obecny zasięg wynosi 500 km, a w przyszłych wariantach planowane jest jego zwiększenie do 1000 km.

Po tym, jak Stany Zjednoczone wypowiedziały traktaty ze Związkiem Radzieckim, a później z Rosją, a Waszyngton zaczął otwarcie rozwijać i wdrażać systemy uzbrojenia, Rosja zaczęła wprowadzać własne, porównywalne systemy.

Oprócz Iskandera-1000, Rosja wprowadziła już Iskandera-K (zasięg 500 km, a niektóre warianty sięgają nawet 2000 km) – pocisk manewrujący wystrzeliwany z tych samych mobilnych platform, co pociski balistyczne Iskander-M. Opracowano również lądowe wersje rosyjskiego pocisku manewrującego Kalibr (zasięg 1500–2500 km) i hipersonicznego pocisku Cyrkon (zasięg 1000 km), które są obecnie w służbie.

Najbardziej znanym spośród systemów rozmieszczonych przez Rosję w celu zwalczania broni naruszającej amerykański traktat o całkowitej likwidacji pocisków jądrowych pośredniego zasięgu (INF) jest pocisk balistyczny średniego zasięgu Oresznik (3000–5500 km), który może przenosić do sześciu niezależnie naprowadzanych hipersonicznych pocisków powrotnych (MIRV) – każdy z sześcioma subamunicjami, co daje łącznie 36 pocisków. Jego niszczycielska siła została już zademonstrowana w wojnie zastępczej prowadzonej przez USA przeciwko Rosji na Ukrainie.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF przynosi odwrotny skutek.

Wycofanie się Stanów Zjednoczonych z traktatu INF (a wcześniej z traktatu ABM) miało na celu nie tylko zapewnienie USA przewagi nad Rosją poprzez dalsze otaczanie jej systemami obrony przeciwrakietowej i rakiet ofensywnych naruszającymi traktat, ale także nad Chinami, które nigdy nie podpisały traktatów o kontroli zbrojeń z USA. Jednak wyłaniający się rezultat to jednostronna przewaga ilościowa i jakościowa zarówno dla Rosji, jak i Chin – nie wspominając o ich łącznym potencjale.

Chociaż teoretycznie Stany Zjednoczone dysponują systemami równoważnymi dla każdego z nowych rosyjskich pocisków rakietowych, ilość, w jakiej mogą je wyprodukować, jest znikoma w porównaniu z ogromną i ciągle rozwijającą się rosyjską bazą wojskowo-przemysłową.

Stany Zjednoczone produkują rocznie około 230 pocisków PrSM, podczas gdy Rosja produkuje prawie 800 pocisków Iskander i planuje stale zwiększać produkcję.

Stany Zjednoczone produkują obecnie od 60 do 190 pocisków manewrujących Tomahawk rocznie, podczas gdy Rosja w tym samym okresie produkuje około 350 pocisków Kalibr, 50 pocisków Zircon i 120 pocisków Iskander-K (łącznie 520 pocisków manewrujących odpalanych z ziemi).

Należy zauważyć, że rzeczywista liczba naziemnych systemów startowych w arsenale USA jest stosunkowo niewielka w porównaniu z rosyjskim – co oznacza, że ​​wiele pocisków manewrujących Tomahawk będzie wystrzeliwanych z okrętów na morzu. Należy również zauważyć, że nie wszystkie rosyjskie pociski Kalibr i Zircon są wystrzeliwane z lądu; niektóre są również wystrzeliwane z okrętów na morzu.

Chiny (podobnie jak Iran) nigdy nie podpisały traktatów o kontroli zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi, co oznacza, że ​​oba państwa mają znaczną przewagę pod względem potencjału i liczby pocisków balistycznych. Podczas gdy Iran pozostaje w tyle w innych dziedzinach militarnych, w których Stany Zjednoczone mają przewagę – w tym w siłach powietrznych – Chiny nadrobiły zaległości lub są bliskie prześcignięcia USA w praktycznie każdym obszarze siły militarnej.

Chociaż Chiny nie dostarczają Rosji bezpośrednio sprzętu wojskowego, są jej bliskim partnerem handlowym, przemysłowym i gospodarczym, co obejmuje również transfer sprzętu przemysłowego, który niemal na pewno pomaga Rosji w dalszym powiększaniu jej i tak już znacznej przewagi ilościowej nad USA w zakresie różnych zdolności wojskowych – w tym naziemnych systemów rakietowych, wcześniej zakazanych przez traktat INF.

Doniesienia o tym, że Korea Północna dostarcza Rosji większe i bardziej dalekiego zasięgu wersje rosyjskich pocisków rakietowych „Iskander” – KN-23 (900 km) – nie tylko oznaczają, że Rosja ma środki, aby jeszcze bardziej poszerzyć swoją przewagę nad USA dzięki importowanym pociskom, ale także wskazują na rolę Chin w pośrednim wzmacnianiu potencjału militarno-przemysłowego Korei Północnej, a tym samym ilości broni, jaką Korea Północna może dostarczyć Rosji.

Chiny utrzymują tę ostrożną równowagę, ściśle regulując swoje zaangażowanie w trwającą wojnę zastępczą USA przeciwko Rosji na Ukrainie, ograniczając je do pośredniego „kropelkowego” udziału, aby jak najdłużej odwlekać ewentualną bezpośrednią konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. Jednakże, gdyby Stany Zjednoczone (lub jeśli w ogóle) przekroczyły dalsze granice, okrążając same Chiny i wkraczając na ich terytorium, ta równowaga mogłaby szybko przekształcić się z strużki w powódź wsparcia militarno-przemysłowego dla Rosji – nie tylko poprzez wzmocnienie rosyjskiego potencjału przemysłowego, ale także poprzez wykorzystanie znacznie większej chińskiej bazy militarno-przemysłowej do bezpośredniego zaopatrywania Rosji w broń i amunicję.

Chociaż Stany Zjednoczone mają ambitne plany, aby ostatecznie prześcignąć Rosję w produkcji wielu rodzajów amunicji i systemów wyrzutni, wcześniej zakazanych traktatem INF, pozostaje pytanie, czy USA będą w stanie zrealizować te plany i czy Rosja będzie w stanie dotrzymać kroku amerykańskiej produkcji wojskowo-przemysłowej, a nawet ją przewyższyć. Jak dotąd wydaje się, że decyzja USA o jednostronnym wycofaniu się z traktatów o kontroli zbrojeń z Rosją przyniosła odwrotny skutek.

Ta rozbieżność w wojskowo-przemysłowej produkcji broni i amunicji, wcześniej zakazanej przez traktat INF, stanowi jedynie mikrokosmos znacznie większego i rosnącego podziału przemysłowego, gospodarczego i militarnego między kształtującym się światem wielobiegunowym a Stanami Zjednoczonymi, które upierają się przy zachowaniu swojej jednobiegunowej potęgi.

Tylko czas pokaże, jak długo USA będą uparcie eskalować wojnę przeciwko wielobiegunowości, a w szczególności swoje wykroczenia, okrążanie i agresję przeciwko Rosji, Chinom i Iranowi – biorąc pod uwagę ich materialne możliwości – oraz jak dobrze Rosja, Chiny i Iran nie tylko będą współpracować, aby przeciwdziałać tej eskalującej wojnie, ale także będą to robić poprzez zacieśnianie współpracy między sobą.

Źródło: Jak zniszczenie traktatu INF przez Stany Zjednoczone przyniosło odwrotny skutek

Głód rakietowy NATO: Co i kto uszczuplił europejskie zapasy obrony powietrznej

Głód rakietowy NATO: Co i kto uszczuplił europejskie zapasy obrony powietrznej

Boris Rozhin o tym, dlaczego zachodni kompleks wojskowo-przemysłowy nie jest w stanie załatać dziur w tarczy powietrznej

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

31 sierpnia, tass-ru/opinions

Obrona powietrzna Patriot© Omar Marques/Getty Images

Co by się stało, gdyby jutro doszło do masowego ataku rakietowego na cele wojskowe w Europie?

Agencja Associated Press, powołując się na źródła, poinformowała, że ​​europejskie zapasy nowoczesnych pocisków przechwytujących, głównie amerykańskich Patriotów, spadły do ​​poziomu „poza krytycznym”. Wyjaśniono również, że kontyngent nie jest obecnie w stanie odeprzeć nawet pojedynczego ataku balistycznego.

Jednocześnie rosyjscy przywódcy wielokrotnie deklarowali, że nie planują agresji na Europę ani NATO. Zdarza się to rzadko, ale niektórzy politycy w europejskich stolicach potwierdzają tę informację. Właśnie dziś, 31 sierpnia, p.o. ministra obrony Rumunii Radu Miruță powiedział: „Nie sądzę, aby Rosja zamierzała zaatakować którykolwiek kraj NATO”.

Warto jednak zrozumieć, jak doszło do tego, że tak wychwalany zachodni przemysł zbrojeniowy dopuścił do tak systemowej awarii i gdzie zniknęły rakiety.

Dokąd to wszystko poszło?

Agresja USA i Izraela na Iran w latach 2025–2026 obnażyła szereg problemów w amerykańskiej produkcji zbrojeniowej, które nie były uważane za krytyczne przed atakami na Republikę Islamską latem 2025 r. i wiosną 2026 r.

Do lata 2025 roku Waszyngton swobodnie dostarczał swoim sojusznikom pociski przeciwlotnicze. Jeśli chodzi o Ukrainę, nie było żadnych szczególnych przeszkód – pociski były dostarczane albo bezpośrednio (za administracji Joe Bidena), albo poprzez sprzedaż do krajów NATO, a następnie transfer do Kijowa (za administracji Donalda Trumpa, w ramach programu PURL ). Jednak 12-dniowa wojna w czerwcu 2025 roku ujawniła poważny problem: roczna produkcja pocisków przechwytujących dla systemów obrony powietrznej Patriot (SAM) – biorąc pod uwagę niezwykle intensywne zużycie zgromadzonych zapasów – była całkowicie niewystarczająca do utrzymania standardowych arsenałów. Miało to bezpośredni wpływ zarówno na samą armię amerykańską, jak i na amerykańskie satelity wykorzystujące systemy PAC-2 i PAC-3. Sytuacja odbiła się również rykoszetem na Ukrainie, która już w 2025 roku zaczęła narzekać na krytyczny niedobór pocisków Patriot.

Niedobór miał obiektywne uzasadnienie: masowe odwetowe wystrzelenia przez Iran pocisków balistycznych i hipersonicznych przeciwko celom w Zatoce Perskiej i Izraelu doprowadziły do ​​kolosalnego przekroczenia budżetu na amunicję obrony powietrznej w całym regionie Bliskiego Wschodu. Podobne ubytki obserwuje się w przypadku systemów THAAD i Arrow 3, a także okrętowych pocisków przechwytujących SM-3 i SM-6.

Zanim konflikt na Ukrainie wszedł w bardziej zaciętą fazę, amerykańskie rezerwy kluczowych środków obrony powietrznej szacowano na około 3000–3500 pocisków Patriot, 200–250 pocisków THAAD i około 400–500 morskich pocisków SM-3.

Jednak tempo produkcji w tamtym czasie pozostawało stosunkowo niskie: około 200–250 pocisków Patriot, 40–50 pocisków THAAD i zaledwie 30–40 pocisków SM-3 rocznie.

W rzeczywistości amerykański przemysł zbrojeniowy został zaprojektowany do walki w krótkoterminowych i ograniczonych konfliktach, a nie w długich i wyniszczających konfliktach.

Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że do 2026 r. roczna produkcja wzrośnie do 600 Patriotów, 50 THAAD-ów i 35 SM-3, wydatki bojowe wielokrotnie przekraczające te liczby uniemożliwiają szybkie uzupełnienie uszczuplonych arsenałów obrony przeciwlotniczej w dającej się przewidzieć przyszłości.

Druga faza agresji na Iran, która rozpoczęła się pod koniec lutego 2026 roku i z przerwami trwa do dziś, jedynie zaostrzyła te problemy. Straty bojowe wyrzutni Patriot i THAAD, a także ich nielicznych systemów radarowych, były oczywiście istotnym czynnikiem. W związku z tym, w trakcie kampanii, Waszyngton był zmuszony osłabić inne teatry działań wojennych (TOO), pilnie przerzucając rezerwy z USA, Europy, Korei Południowej i innych krajów na Bliski Wschód, aby zrekompensować straty i utrzymać akceptowalny poziom obrony przeciwrakietowej. 

Jednak nawet po tych środkach, po zaledwie 12-14 dniach intensywnych walk, dowództwo USA zostało zmuszone do przejścia na tryb priorytetyzacji celów, rezygnując z prób przechwycenia wszelkiej irańskiej broni. Pozwoliło to Iranowi, w późniejszych etapach kampanii, osiągnąć wysoką gęstość trafień w cele wojskowe i infrastrukturalne w USA, Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze i Arabii Saudyjskiej, wykorzystując jeszcze mniej środków uderzeniowych.

Oceniając tymczasowe skutki agresji na Iran, Pentagon i administracja Trumpa (całkiem logicznie) uznały niedobór pocisków obrony powietrznej (a także systemów precyzyjnego rażenia bazowania powietrznego, morskiego i lądowego) za jeden z kluczowych, długoterminowych problemów armii USA. Podczas marcowego spotkania z przedstawicielami wiodących koncernów przemysłu zbrojeniowego (MIC) Trump zażądał  czterokrotnego zwiększenia produkcji „wysokiej klasy” broni w przyspieszonym tempie. Wstępne szacunki dotyczące harmonogramu uzupełnień okazały się skrajnie pesymistyczne: w przypadku niektórych typów pocisków przechwytujących, przy utrzymaniu obecnych mocy produkcyjnych, Stany Zjednoczone osiągnęłyby poziom sprzed wojny dopiero w latach 2031–2032.

Tymczasem Waszyngton podtrzymuje pozorny optymizm, twierdząc, że wiele fabryk już działa, a proces uzupełniania zapasów rozpoczął się jeszcze przed spotkaniem. Jednak według doniesień amerykańskich mediów, tajny raport Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generała Dana Kane’a, wprost odnosił się do krytycznego niedoboru pocisków przechwytujących i niemożności szybkiego uzupełnienia tego deficytu, co stanowiło jedno z uzasadnień pilnej potrzeby zakończenia operacji wojskowych przeciwko Iranowi.

Problemy europejskiego teatru działań wojennych

Naturalnie, problemy te nieuchronnie dotknęły Europę i ukraiński teatr działań wojennych. Przekierowanie mocy produkcyjnych na potrzeby obrony powietrznej armii USA, Izraela i państw Zatoki Perskiej doprowadziło do przesunięcia terminów realizacji kontraktów na dostawy pocisków przeciwlotniczych do Europy i Azji, aż do 2030 roku. Co więcej, zapasy operacyjne w tych regionach zostały poważnie uszczuplone. Utrudniało to zaopatrywanie Kijowa nawet w ramach mechanizmu „kup od USA i przekaż Ukrainie” (PURL).

Zimą 2025–2026 roku NATO podjęło żmudne działania, aby zgromadzić minimalną liczbę pocisków przechwytujących Patriot dla ukraińskich sił zbrojnych z wyczerpanych arsenałów. Ich wspólne wysiłki przyniosły jedynie 35 jednostek, co było niewystarczające do odparcia nawet pojedynczego, zmasowanego ataku. Podobna sytuacja powtórzyła się w maju 2026 roku, kiedy Niemcy gromadziły kolejną partię 35 pocisków przechwytujących Patriot z całej Europy. Sam Berlin był w stanie przydzielić tylko pięć z własnych zapasów. 

W czerwcu reżim Wołodymyra Zełenskiego ponownie zaczął aktywnie narzekać na krytyczny niedobór amunicji Patriot. W lipcu Siły Zbrojne Rosji, w odpowiedzi na terrorystyczną strategię Kijowa, rozpoczęły intensywną kampanię ataków na obiekty energetyczne i infrastrukturę wojskową. W sierpniu doprowadziło to do tego, że ukraińska obrona powietrzna nie była w stanie przechwycić ani jednego pocisku balistycznego. Sytuacja osiągnęła punkt, w którym Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy po prostu przestał raportować liczbę nadlatujących pocisków, próbując stłumić panikę wywołaną niemocą własnej obrony powietrznej.

Już samo to odzwierciedla kryzys europejskiego systemu obrony powietrznej, ponieważ kraje europejskie są (i od dawna nie robią z tego tajemnicy) głównymi sponsorami i ideologami tego konfliktu. Według oświadczeń Kijowa, dotkliwy niedobór amunicji dotknął nawet włosko-francuskie systemy SAMP-T. Systemy te nie zostały rozmieszczone na Bliskim Wschodzie, ale od dawna borykają się z niedoborem pocisków ziemia-powietrze Aster-30.

Proponowane rozwiązania, w tym przeniesienie licencji do Kijowa na produkcję pocisków Patriot, napotykają na poważne bariery polityczne, technologiczne i wojskowe. Nawet jeśli taka technologia rzeczywiście zostanie przekazana, odpowiednie fabryki będą zlokalizowane poza Ukrainą ze względów bezpieczeństwa (i kontroli zysków). Będą one również podlegać tym samym ograniczeniom w produkcji drogich komponentów, które dotknęły amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy.

Przekazanie Ukrainie czterech kolejnych baterii SAMP-T, zapowiedziane w sierpniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, samo w sobie nie rozwiązuje problemu niedoboru pocisków. Skoro zapas amunicji był niewystarczający dla dwóch wcześniej dostarczonych systemów, to z pewnością nie wystarczy dla sześciu systemów przy obecnych mocach produkcyjnych fabryki. Świadome tego, Paryż i Rzym jednocześnie ogłosiły plany przeniesienia technologii produkcji pocisków Aster-30 do Kijowa i utworzenia nowych linii montażowych (które najprawdopodobniej będą zlokalizowane również poza terytorium Ukrainy). Plany te są jednak na lata, podczas gdy łączna roczna produkcja pocisków Aster-30 przez konglomerat Eurosam nie przekracza obecnie skromnych 300 sztuk.

Ukraiński ersatz

Jednocześnie Ukraina pracuje nad zastępczym następcą pocisków obrony powietrznej Patriot – kierowanymi pociskami ziemia-powietrze Freya – które, według deweloperów, będą tańsze niż ich amerykańskie odpowiedniki. Projekt ten stoi jednak przed tym samym systemowym wyzwaniem, jakim jest skalowanie produkcji. Kraje NATO są gotowe dostarczyć radary i sprzęt pomocniczy dla tych systemów, ale dodatkowe finansowanie produkcji samych pocisków jest bardzo ograniczone, co znacznie ogranicza potencjalne wolumeny montażu. Obecnie plan zakłada zwiększenie rocznej produkcji pocisków Freya do 200–300 sztuk, przy koszcie około 700 000 dolarów za sztukę. Dla porównania, cena jednego europejskiego pocisku Aster-30 wynosi 3,5 miliona dolarów, a amerykańskiego pocisku dla systemu obrony powietrznej Patriot około 4 milionów dolarów.  

Przeczytaj także

Europejczycy nie mogą spłacać swoich długów: jak amerykański import sztucznej inteligencji rujnuje gospodarkę

Skuteczność bojowa tych nowych ukraińskich pocisków pozostaje jednak niejasna, a ich pierwsze rozmieszczenie ogłoszono dopiero na początku 2027 roku. Warto zauważyć, że nawet oryginalne systemy obrony powietrznej Patriot nie są w stanie zagwarantować wysokiej skuteczności przechwytywania rosyjskiej broni, w szczególności pocisków hipersonicznych Kinżał i Cyrkon oraz naddźwiękowych pocisków Onyks.

Okno możliwości

Naturalnie, precyzyjne ataki rosyjskich Sił Zbrojnych na zakłady produkcyjne, magazyny i centra logistyczne pozostają czynnikiem destabilizującym ukraiński kompleks wojskowo-przemysłowy. Skuteczne zniszczenie baz wojskowo-technicznych, w tym składów rakiet Flamingo, potwierdza wysoki poziom świadomości Rosji w zakresie programów obronnych przeciwnika.

Wyczerpywanie się zachodnich arsenałów i złożoność technologiczna produkcji nowoczesnych pocisków przechwytujących znacząco ograniczyły potencjał ukraińskiej obrony powietrznej. Naturalnie, wróg dąży do uzupełnienia swoich zapasów, z których część trafi pod kontrolę władz w Kijowie – w ramach programu PURL lub w ramach ogłoszonych przez Macrona planów dotyczących Aster-30. Zajmie to jednak wiele miesięcy, a nawet lat. 

W tym kontekście inicjatywy zmierzające do osiągnięcia tzw. zawieszenia broni w powietrzu wynikają ze zrozumienia własnej słabości i chęci uzyskania przerwy operacyjnej. Wróg potrzebuje wytchnienia wyłącznie po to, by uzupełnić zapasy pocisków przeciwlotniczych i odbudować infrastrukturę wojskową.

Jednocześnie wyczerpanie zapasów systemów Patriot jasno pokazało, że wychwalana przez NATO europejska tarcza okazała się fikcją, pozostawiając Europę samą w obliczu własnych lęków.

Zachód wiedział o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Oczywiście nie ostrzegł Polski.

Zachód wiedział o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Dlaczego nie ostrzegł Polski?

Autor: CzarnaLimuzyna, 31 sierpnia 2026

Już za kilka godzin kolejna rocznica napaści Niemiec na Polskę. Rocznicę będą celebrować, na ogół bezrefleksyjnie, słomiani patrioci, a agentura niemiecka tradycyjnie usunie się w cień. Zwolennicy ochlokracji będą mówić o wszystkim: o faszyzmie, nacjonalizmie i bardzo rzadko o nazizmie, bo ten akurat, tym razem, w bliźniaczym wydaniu, trzeba wspierać w walce z rosyjskim imperializmem. Taką mamy aktualnie potworność etapu.

Wiedzieli, a nie powiedzieli

Mówi prof. Eugeniusz Cezary Król…

Jest to Hans von Herwarth, dyplomata niemiecki, który w 1939 roku był sekretarzem osobistym ambasadora Niemiec w Moskwie, czyli hrabiego von der Schulenburga. Otóż Hans von Herwarth zapisał się w historii tym, że 24 sierpnia 1939 roku rano przekazał swojemu koledze amerykańskiej ambasady Charlesowi Bohlenowi w Moskwie tekst tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Molotow. Co oznacza, że 24 sierpnia albo 25 sierpnia ten tekst był już w centrali dyplomacji amerykańskiej, a w następnych dniach Waszyngton powiadomił o tym fakcie Paryż i Londyn.

Co z tego wynikało dla Polski? Powinno wynikać tyle, że nasi sojusznicy, a wtedy oba to byli sojuszniki, mianowicie Wielka Brytania i Francja, powinny nas powiadomić. To wynikało z traktatu sojuszniczego. Tego nie uczynili.

Dlaczego nam nie powiedzieli?

…oni się bali, że Polacy widząc co się dzieje, będą tym bardziej nastawać na obiecaną pomoc, na pozycję sojusznika. A to miało być tylko na papierze.

A druga rzecz, dlaczego nie powiedzieli? Uznali, że już jest sprawa załatwiona. Oni się dogadali, co nam do tego?

1 września 1939 roku Słowacja napadła na Polskę. Kwadrans po Wehrmachcie

Słowaccy żołnierze dekorowani za udział w inwazji na Polskę, fot. Wikipedia, domena publiczna.

1 września 1939 roku Słowacja napadła na Polskę. Kwadrans po Wehrmachcie

1 września 2026 Eugeniusz Wiśniewski kresy/1-wrzesnia-1939-roku-slowacja-napadla-na-polske-kwadrans-po-wermachcie

We wrześniu 1939 roku Polska padła ofiarą agresji nie tylko ze strony Niemiec i Związku Radzieckiego, ale także – co dziś pamięta się znacznie rzadziej – ze strony sprzymierzonej z III Rzeszą Słowacji.

Państwo słowackie, powołane do życia 14 marca 1939 roku pod przywództwem księdza Jozefa Tisy, szybko znalazło się w silnej zależności od Niemiec. Polska, licząc jeszcze na utrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków, uznała jego niepodległość już następnego dnia po jej ogłoszeniu. Wkrótce jednak okazało się, że rząd w Bratysławie związał swój los z Hitlerem.

Latem 1939 roku Słowacy intensywnie przygotowywali się do udziału w agresji na Polskę. Modernizowano drogi prowadzące ku granicy, gromadzono informacje wywiadowcze o polskich jednostkach, a Niemcom udostępniano linie kolejowe i lotniska. Z lotnisk na terytorium Słowacji startowały później samoloty Luftwaffe uczestniczące m.in. w bombardowaniach Krakowa i Warszawy.

Jednocześnie nasilała się antypolska propaganda. Szczególnie aktywni byli minister propagandy Aleksander Mach oraz paramilitarna Gwardia Hlinki.

1 września 1939 roku o godz. 5:00, bez wypowiedzenia wojny, wojska słowackie przekroczyły granicę Polski.

Do działań przeciwko Polsce skierowano Armię Polową „Bernolák”. W jej skład wchodziły trzy dywizje: „Jánošík”, „Škultéty” i „Rázus”, a także zgrupowanie manewrowe „Kalinčiak”. Nie wszystkie te siły uczestniczyły jednak w walkach w takim samym zakresie. Słowackie wojska liczyły łącznie około 50 tys. żołnierzy.

Walki toczyły się m.in. w rejonie Zakopanego, Nowego Targu, Krynicy, Muszyny, Przełęczy Dukielskiej i Łupkowa. Słowacy zajęli m.in. Czorsztyn i Tylicz, a na dalszym etapie działań operowali również w kierunku Krosna i Sanoka.

Choć udział Słowacji nie miał decydującego znaczenia dla wyniku kampanii, lokalnie stanowił realne wsparcie niemieckiej ofensywy na południu Polski.

Według danych wojskowych Słowacy stracili 18 zabitych, 46 rannych i 11 zaginionych. Do niewoli wzięli około 1350 polskich żołnierzy.

„Jesteśmy dumni, że przyjaźń słowacko-niemiecką mogliśmy przypieczętować walką i krwią Słowaków” – stwierdził słowacki minister propagandy Aleksander Mach w przemówieniu wygłoszonym 4 października 1939 roku.

Po zakończeniu działań wojennych Niemcy przekazali Słowacji łącznie około 770 km kwadratowych terytorium należącego przed wojną do Polski lub zajętego przez nią jesienią 1938 roku. Obszary te zamieszkiwało ponad 34 tys. osób.

Wśród terenów przejętych przez Słowację znalazło się 26 wsi Spiszu i Orawy, które znajdowały się w granicach Polski jeszcze przed 1938 rokiem. Rozpoczęła się tam intensywna słowakizacja. Usuwano polskich księży i nauczycieli, zamykano polskie szkoły oraz niszczono polskie książki i inne ślady polskiej kultury.

Represjom towarzyszyły demonstracyjne akcje wymierzone w polską tożsamość narodową. W Jurgowie urządzono nawet symboliczny „pogrzeb Polski”.

Okupacja słowacka nie miała skali niemieckiego terroru, jednak na anektowanych terenach władze konsekwentnie prowadziły politykę słowakizacji i usuwania śladów polskości.

Współpracując z gestapo i niemiecką strażą graniczną, słowackie służby zwalczały również polskie podziemie i kurierów przedostających się przez południową granicę. Na zajętych terenach miejscową ludność żydowską objęto ponadto słowackim ustawodawstwem antyżydowskim i deportacjami.

Po zakończeniu wojny Słowacja ponownie znalazła się w granicach Czechosłowacji, jednak kwestia Spiszu i Orawy nie została rozwiązana od razu. Wiosną i latem 1945 roku dochodziło tam do napięć, incydentów i starć.

Dopiero w lipcu 1945 roku Wojsko Polskie [LWP? md] ostatecznie obsadziło tereny należące do Polski przed wojną, przywracając w praktyce granicę sprzed 1939 roku. Napięcia i antypolskie wystąpienia utrzymywały się jednak jeszcze przez pewien czas.

Historia udziału Słowacji w agresji na Polskę przypomina, że we wrześniu 1939 roku nasz kraj stanął do walki nie tylko z Hitlerem i Stalinem, ale również z południowym sąsiadem, który w sojuszu z III Rzeszą wybrał rolę agresora.