„Pszeki! Spierdalać do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc

„Pszeki! Spier… do Polski!” Banda Ukraińców zaatakowała polskich kierowców, którzy przywieźli pomoc

[VIDEO] – w oryginale. md

2.08.2026 nczas/pszeki-spier-do-polski-banda-ukraincow-zaatakowala-polskich-kierowcow-ktorzy-przywiezli-pomoc

NCZAS.INFO | Ukraińscy kierowcy kazali Polakom
NCZAS.INFO | Ukraińscy kierowcy kazali Polakom „spier… do Polski”. Foto; print screen X

Banda Ukraińców obrażała i groziła polskim kierowcom ciężarówek na ukraińskim terminalu celnym. Używano wobec nich słów „pszeki”, co jest pogardliwym określeniem Polaków. Film udostępnił na TikToku Ukrainiec. Oryginał został już usunięty, ale udało się zachować nagrania ukazujące kolejny przykład agresji Ukraińców, który niestrudzenie będą ignorować politycy i wielkie media.

30 lipca użytkownik TikToka SV_VINNYTSIAUTO opublikował nagranie z Winnicy ukazujące sytuację na ukraińskim terminalu. Trzech Ukraińców podeszło do polskich kierowców z zaopatrzeniem. Ukraińcy zaczęli słownie atakować Polaków. Nazywali ich „pszakami”, kazali „wypierda**ć” i grozili, że „ich jest tutaj pełny terminal, a Polaków kilku”.

Portal kresy.pl zaznaczył, że w sobotę materiał zniknął z konta ukraińskiego użytkownika. Jednak w sieci zachowały się kopie.

Oddzielne nagranie z tego samego incydentu nagrał drugi z Ukraińców o nazwie Мішаня___0001. W sobotę konto użytkownika było niedostępne. W tym przypadku także internauci zarchiwizowali film dowodzący agresji Ukraińców wobec Polaków.

Według użytkownika X Codziennik z Mordoru, Polacy przywieźli na Ukrainę pomoc. W momencie ataku Ukraińców na nich byli w drodze do sklepu po zakupy. Taka to ukraińska wdzięczność.

Rzecz jasna, w TVN o tym wszystkim nie powiedzą ani słowem. Zamiast tego do spóły z politykami rządzącej koalicji i poprzedniego rządu będą rozczulali się nad rzekomą „polską agresją wobec Ukraińców”.

„Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy”. Trump wraca do umowy o metalach ziem rzadkich z Ukrainą

Donald Trump, fot. The White House

„Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy”. Trump wraca do umowy o metalach ziem rzadkich z Ukrainą

2 sierpnia 2026 Damian Drozd

Donald Trump ocenił, że porozumienie dotyczące ukraińskich surowców zapewnia Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do złóż metali ziem rzadkich. Prezydent USA stwierdził, że korzyści wynikające z umowy mogą przewyższyć wartość amerykańskiej pomocy wojskowej przekazanej Kijowowi. Waszyngton ma w ten sposób odzyskać środki wydane na wsparcie Ukrainy.

W opublikowanym w piątek wywiadzie dla stacji Real America’s Voice prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przedstawił swoją ocenę umowy zawartej z Ukrainą w sprawie zasobów mineralnych, wskazując na korzyści finansowe dla Waszyngtonu.

„Zawarliśmy umowę […]. Mamy podpisany kontrakt. Jeśli chodzi o surowce ziem rzadkich, możemy tam wejść w dowolnym momencie. Możemy zabrać praktycznie wszystko, co zechcemy. To była dość korzystna umowa” – powiedział Trump.

Dostęp do ukraińskich zasobów

Trump podkreślił, że Ukraina posiada bogate złoża metali ziem rzadkich. W jego ocenie podpisane porozumienie zapewnia Stanom Zjednoczonym szeroki dostęp do tych zasobów.

Amerykański prezydent stwierdził również, że wartość korzyści wynikających z umowy może przewyższyć wartość dotychczasowej pomocy udzielonej Kijowowi przez Waszyngton. Zasugerował, że dostęp do złóż może być wart ponad 300 mld dolarów.

Trump ocenił, że dzięki porozumieniu Stany Zjednoczone „odzyskają swoje pieniądze” przeznaczone wcześniej na wsparcie Ukrainy.

Umowę podpisano w 2025 roku

W maju 2025 roku porozumienie dotyczące ukraińskich surowców mineralnych podpisały ówczesna minister gospodarki Ukrainy Julia Swyrydenko oraz minister finansów Stanów Zjednoczonych Scott Bessent.

Umowa dotyczy dostępu do ukraińskich zasobów mineralnych, w tym metali ziem rzadkich. Trump przedstawił ją jako transakcję, która może zapewnić Stanom Zjednoczonym korzyści przekraczające wartość udzielonej wcześniej pomocy wojskowej.

Kolejno w kwietni Waszyngton i Kijów podpisały memorandum o utworzeniu Funduszu Inwestycyjnego. Celem funduszu jest wspieranie odbudowy Ukrainy poprzez wykorzystanie środków pochodzących z wydobycia surowców mineralnych. Zyski z projektów przez 10 lat będą reinwestowane w kraju, a kluczowym założeniem jest rozwój sektora wydobywczego i infrastruktury z preferencyjnym udziałem inwestorów z USA.

Dodatkowo w styczniu tego roku władze Ukrainy zdecydowały o przyznaniu praw do wydobycia litu z państwowych złóż inwestorom powiązanym z USA. Wśród nich znalazł się bliski współpracownik prezydenta Donalda Trumpa oraz spółka TechMet związana z amerykańską agencją rządową.

Ukraina posiada złoża litu, które zawierają około 1/3 zasobów tego surowca na kontynencie. Lit jest obecnie szczególnie pożądanym minerałem wykorzystywanym w produkcji baterii do pojazdów elektrycznych. Dotąd nie był wydobywany na terenie Ukrainy.

Zachód nas oszukał. Rozmowa z Nikołajem Azarowem, premierem Ukrainy w latach 2010-2014

Nikołaj Azarow: Zachód nas oszukał

Rozmowa z Nikołajem Azarowem, premierem Ukrainy w latach 2010-2014

Czy Ukraina ma ideologię państwową?

– Gdybyśmy mieli krótko opisać historyczny proces kształtowania się ukraińskiej ideologii państwowej, należałoby go najpierw zdefiniować jako budowę demokratycznego społeczeństwa, szanującego podstawowe prawa człowieka, rozwój kompleksowych relacji z sąsiadami oraz, oczywiście, neutralny status bez broni jądrowej. Wszystkie te warunki, o których wspomniałem, są zapisane w Konstytucji Ukrainy.

Jednak od samego początku niepodległości Ukrainy znaczącą rolę w kształtowaniu ukraińskiego państwa i jego polityki zagranicznej zaczęli odgrywać mieszkańcy Ukrainy Zachodniej. To oni właśnie uformowali ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dlaczego? Bo ówczesny prezydent Krawczuk, sam pochodzący z Wołynia, okazał się prawdziwym banderowcem. To właśnie on zaczął formować organy odpowiedzialne za naszą politykę zagraniczną głównie z mieszkańców Ukrainy zachodniej, ponieważ biegle władali oni może nie językiem ukraińskim, ale galicyjskim dialektem ukraińskiego. Bo trzeba zaznaczyć, że prawdziwy ukraiński jest językiem obwodów czernihowskiego, połtawskiego i przede wszystkim centralnej Ukrainy.

Na południowym wschodzie dominuje w zasadzie tzw. surżyk, język hybrydowy, coś pośredniego między rosyjskim a ukraińskim. Począwszy od dojścia do władzy Juszczenki, zaczęliśmy dostrzegać jawny rozwój tendencji banderowskich, przede wszystkim nienawiści do języka rosyjskiego, nienawiści do historii Rosji i nienawiści do Polski. Trzeba otwarcie powiedzieć, że gdy tylko Bandera, Szuchewycz i inni tego rodzaju bohaterowie OUN i UPA stali się w oczach Juszczenki bohaterami narodowymi, natychmiast zaczął on wdrażać tę narrację, że jakoby przez całe swoje dzieje naród ukraiński walczył o niepodległość od Rosji i Polski. Juszczenko posunął się nawet do tego, że w lutym 2010 roku przyznał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy i zrobił to dosłownie tydzień przed złożeniem urzędu prezydenta.

Jego następca, Janukowycz, wniósł pozew, powołując się na zapisy w statucie Orderu Bohatera Ukrainy, o uchylenie prezydenckiego dekretu przyznającego Banderze ten tytuł, a sąd się do tego przychylił. Chcę powiedzieć, że od momentu, gdy zacząłem uczestniczyć w negocjacjach, w szczególności ze stroną polską, musiałem uczestniczyć w negocjacjach z prezydentem Kwaśniewskim, nieżyjącym już prezydentem Kaczyńskim, Komorowskim, Donaldem Tuskiem i innymi polskimi politykami.

Na wszystkich naszych spotkaniach polscy przywódcy zwracali uwagę przede wszystkim na konieczności rozwiązania problemu tzw. rzezi wołyńskiej. W latach 2002-2003, dzięki mediacji ówczesnych władz polskich i ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy, udało nam się wypracować pewien kompromis. Zgodziliśmy się na ekshumację wszystkich ofiar zbrodni wołyńskiej, zorganizowanie godnego, chrześcijańskiego pochówku oraz postawienie tablic pamiątkowych. Poza tym, istniały pewne napięcia i nieporozumienia między Polską a Ukrainą związane z międzywojenną polityką Piłsudskiego oraz z okresem powojennym.

W latach 1945-1947 również istniały pewne problemy. Nie będziemy ich pomijać, ale uznajemy to wszystko za fakt historyczny, historyczną winę przywódców, którzy działali w tamtych latach. Połóżmy temu kres i budujmy dobre relacje sąsiedzkie. Takie było nasze stanowisko i ja, jako premier i pierwszy wicepremier, zawsze się go trzymałem. Pamiętam, że kiedy w 2010 roku Polska została zalana powodzią, byłem prawdopodobnie pierwszym premierem, który zadzwonił do Donalda Tuska i zaoferował niezbędną pomoc w postaci pomp, rur, ekip remontowych, odprowadzania wody itd. Tusk przyjął to z wdzięcznością. Za moich czasów stosunki między nami a Polską były, jak sądzę, bardzo dobre. Współorganizowaliśmy przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. W 2012 roku połowa meczów odbywała się w Polsce, a połowa na Ukrainie. Organizowaliśmy je wspólnie, spotykaliśmy się bardzo często i rozwiązywaliśmy wszystkie niezbędne kwestie. Dlatego głęboko żałuję, że ukraińskie władze, które przyszły po zamachu stanu, obrały taką banderowską politykę.

Pamiętam naszą rozmowę z Kaczyńskim, spotkanie w Karpatach, gdzie zjedliśmy kolację z polską delegacją, której przewodził Kaczyński, i naszą delegacją, której przewodził Juszczenko, ówczesny prezydent. I wtedy Kaczyński ostrzegł go bardzo poważnie. Powiedział: – Wiktor – bo zwracali się do siebie po imieniu – popełniasz bardzo poważny błąd polityczny, podnosząc do rangi bohaterów narodowych tych ludzi, których ręce są we krwi, którzy dopuścili się okrucieństw nie tylko wobec Polaków, ale także wobec Rosjan, Żydów, dopuścili się czystek etnicznych na Ukrainie. Zresztą nie tylko wobec tych narodów, bo także wiele osób innych narodowości ucierpiało.

Warto zauważyć, że Dywizja SS „Hałyczyna”, będąca bezpośrednio pod rozkazami SS, wsławiła się także okrucieństwami na Białorusi, Słowacji i Ukrainie. Kaczyński, moim zdaniem, bardzo słusznie ostrzegał Juszczenkę przed tym. Ale Juszczenko nie był człowiekiem niezależnym. Kierowała nim jego żona, Kateryna, pochodząca z rodziny banderowskiej. A linia banderowska głosiła, że musimy wymordować wszystkich Moskali, to znaczy Rosjan, wszystkich Lachów, a więc Polaków, wszystkich Żydów i wszystkich niepełnowartościowych Ukraińców – a więc tych Ukraińców, którzy nie popierali tej ideologii.

Dlaczego opisuję to spotkanie tak szczegółowo? Bo już wtedy – a był to rok 2006 albo 2007, nie pamiętam dokładnie – polskie kierownictwo ostrzegało ukraińskie kierownictwo o niedopuszczalności prowadzenia takiej polityki. My również zawsze sprzeciwialiśmy się tej polityce Juszczenki. A co się stało po zamachu stanu? Wszystkie siły autentycznie proukraińskie zostały zniszczone. To znaczy, zniszczona została Partia Regionów, unicestwiona fizycznie, bo wielu działaczy zostało uwięzionych, a wielu zmuszonych do wyjazdu. Moim zdaniem, największa, najbardziej ukraińska siła, narodowo zorientowana na rozwój Ukrainy, została po prostu zlikwidowana. Kto ją zastąpił? Zastąpiły ją siły jednoznacznie nazistowskie. I to one, oczywiście na polecenie swoich zachodnich patronów, ukształtowały tę politykę, która polegała przede wszystkim na wrogości wobec Rosji.

I, naturalnie, Polska zawsze była i pozostaje dla nich wrogiem, to nieodłączny element ich ideologii. Wystarczy przytoczyć kilka wypowiedzi. Na przykład kogoś takiego, jak Podoljak, doradca Zełenskiego, który publicznie nawołuje do eksterminacji wszystkich Rosjan. Albo Sternienko, doradca ministra obrony, który nawet ukuł termin „Ruso-rez”, oznaczający „rzeź Rosjan”. To nie są jacyś ludzie z marginesu, spoza sceny politycznej. To są ludzie, którzy są w kierownictwie kraju. Pytał Pan o ideologię państwową. Niestety, jest to ideologia samozniszczenia Ukrainy. Jest ona niebezpieczna dla wszystkich sąsiadów Ukrainy. Absolutnie dla każdego z nich.

W jakim stopniu ta ideologia została narzucona z zewnątrz? Mam na myśli fakt, że po II wojnie światowej wielu ukraińskich nacjonalistów znalazło schronienie w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i innych krajach.

– To oczywiste. Jak Zachód walczył ze Związkiem Radzieckim? Wyłapywał wszystkich bez wyjątku zdrajców, którzy udowodnili, że są kolaborantami nazistów. Weźmy na przykład Melnyka. Był jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów po Konowalcu. Konowalec zginął w 1938 roku. Jego miejsce zajął właśnie Melnyk. Został dwukrotnie przyjęty przez samego Hitlera. Istnieją materiały z procesów norymberskich, a także dane samego niemieckiego wywiadu, głównie Abwehry, dotyczące werbowania zarówno Bandery, jak i Melnyka do prowadzenia wojny antypolskiej w tamtym czasie. Właśnie wtedy, kiedy Hitler przygotowywał się do inwazji na Polskę, w latach 1937-1938. Melnyk tworzył grupy dywersyjne do walki z Polakami. Prowadził działalność sabotażową w polskiej armii. Kiedy Polska została podbita, Hitler zaczął przygotowywać się do ataku na Związek Radziecki. Bandera i Melnyk otrzymali zadanie organizowania akcji sabotażowych w jednostkach terytorialnych Armii Czerwonej. Nie tylko powierzono im te zadania, ale także zaopatrzono ich w pieniądze, broń, instrukcje itd.

Dlatego nigdy nie byli niezależni. Kiedy w 1941 roku Niemcy zajęli Lwów, Bandera i jego towarzysze ogłosili powstanie niepodległego państwa ukraińskiego pod auspicjami Hitlera. Innymi słowy, natychmiast stworzyli państwo wasalne. Ale Hitler nie potrzebował wówczas niepodległej Ukrainy. Zareagował negatywnie na tę inicjatywę. Ale od 1941 roku naziści wspierali wszystkie ruchy nacjonalistyczne, dostarczając im broń, pieniądze i żywność. A kiedy Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, przeprowadzali akcje sabotażowe na tyłach. Najsłynniejszym aktem dywersji był zamach na dowódcę Frontu Ukraińskiego, generała armii Watutina. Był on znanym dowódcą, a zginął w wyniku tego aktu dywersji. Wszystkie te instrukcje, mające na celu przekształcenie Ukrainy w państwo antyrosyjskie, były i są nadsyłane z Londynu, Waszyngtonu oraz amerykańskich i londyńskich służb wywiadowczych. Ich głównym celem jest przecież przekształcenie Ukrainy w taran przeciwko Rosji, wyrządzenie jej szkód, zachwianie jej gospodarką, a przynajmniej jej osłabienie.

A nastroje antypolskie istniały od zawsze. Zauważyłem to, kiedy byłem na Ukrainie zachodniej. Za czasów, kiedy byliśmy u władzy, były one jakby skrywane w podziemiu. Kiedy zaś udało im się dokonać zamachu stanu, po prostu się ujawnili. Nie sądzę, żeby Amerykanie czy Brytyjczycy musieli ich nastawiać przeciwko Polsce, nie było takiej potrzeby. Takie jest ich banderowskie dziedzictwo. Nawiasem mówiąc, co roku organizują akademie Bandery, podczas których wygłaszają hasła o konieczności odzyskania tzw. odwiecznych ziem ukraińskich i odbicia ich od Rosji, Polski itd. Naziści kształtują i wspierają Zełenskiego i jego rząd. Sam Zełenski jest marionetką. Nie zwracajcie uwagi na to, co mówi. Działa ściśle według zachodnich instrukcji.

Gdyby Zachód jutro spojrzał na niego groźnie i powiedział: „Zatrzymajcie to – otwieranie panteonów i ponowne pochówki”, to on by przestał. Ale oczywiście zażądałby, aby przejęto kontrolę nad formacjami nazistowskimi. A właśnie te nazistowskie ugrupowania kontrolują armię. Istnieje już około 20 batalionów o orientacji nazistowskiej. I jest to realna siła. To oczywiste, że nacjonaliści zawsze słuchają swoich przełożonych. Jeśli więc Zachód chce wyeliminować wszystkie te antypolskie działania, to oczywiście potrzebny jest rozkaz z tegoż Zachodu. Jestem jednak pewien, że istnienie takiego trendu na zachodniej Ukrainie ma głębokie korzenie. Wyrwanie tych pędów z korzeniami jest możliwe tylko poprzez zmianę reżimu politycznego w Kijowie.

Chciałbym powrócić do roku 2014. Co może Pan powiedzieć, o roli mediatora, jaką odegrał polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas wizyty w Kijowie zimą 2014 roku?

– Była to rola skrajnie negatywna. Przede wszystkim dlatego, że Sikorski jest zaciekłym rusofobem. Nie pochwalam rusofobii głoszonej obecnie w Polsce. Dlaczego jestem jej przeciwny? Po pierwsze dlatego, bo uważam, że współpraca między Polską, Ukrainą i Rosją jest naturalną współpracą między krajami, które kiedyś żyły w tym samym państwie, a teraz w różnych, ale łączy je wspólny fundament rozwoju. Biorąc pod uwagę to, że Rosja dysponuje ogromnymi zasobami mineralnymi i surowcowymi – nadchodząca epoka będzie epoką rywalizacji o te zasoby. Wszystkie obecne konflikty, takie choćby jak wojna irańsko-amerykańska, to wojny o zasoby. Rosyjskie zasoby dobrze służyły Polsce i Ukrainie. Bo dostawy taniego rosyjskiego gazu i ropy rurociągami takimi, jak na przykład „Przyjaźń” pozwoliły Polsce znacząco się rozwinąć. Stabilne dostawy energii są fundamentem rozwoju każdej gospodarki. Dlatego zawsze uważałem, że utrzymanie przyjaznych relacji wymaga jasnego zidentyfikowania wszystkich dramatów, które wydarzyły się w naszej wspólnej historii, wygaszenia ich i pójścia naprzód. Na przykład, kiedy wspólnie organizowaliśmy Mistrzostwa Europy, Tusk i ja zaplanowaliśmy wiele wspólnych programów. W czym one przeszkadzały organizatorom przewrotu? Wszystkie te programy zostały porzucone.

Co więcej, uczynili oni z polskich rolników wrogą siłę polityczną względem rolników ukraińskich. Polska konsekwentnie sprzeciwiała się ukraińskiemu eksportowi rolnemu do Unii Europejskiej. Zamiast tego moglibyśmy się zgodzić na wspólne przedsięwzięcia, zwłaszcza że produkty rolne z Polski, Ukrainy i Rosji są szczególnie cenne. Dlatego kiedyś promowaliśmy ideę utworzenia unii zbożowej. Gdyby główne kraje produkujące zboże, zjednoczyły się, to przecież moglibyśmy dyktować ceny na rynku globalnym i generować zyski dla naszych krajów. Jednak te nieporozumienia – teraz to nie tylko nieporozumienia, ale wojna między Ukrainą a Rosją – komu one posłużyły? Posłużyły tym, którzy teraz stali się dominującymi graczami na tym rynku. W tej chwili obserwujemy spadek cen zbóż, bardzo znaczący.

Mogliśmy tego uniknąć, ale moglibyśmy też wskazać na inne programy współpracy, zwłaszcza w sektorze zaawansowanych technologii. Ukraina była kiedyś krajem wysoko rozwiniętym technologicznie, więc zawsze można było znaleźć obszary współpracy. Jaki jest więc skutek rusofobii, która obecnie szerzy się w Polsce? Oto kilka konkretnych danych. Myślę, że znacie je lepiej niż ja: Polska wydała już 65 miliardów dolarów na zakup uzbrojenia i planuje wydać 150 miliardów dolarów w najbliższej przyszłości. 215 miliardów dolarów wydano nie na rozwój gospodarki, podwyżki płac, emerytur, świadczeń socjalnych czy rozwój kultury i edukacji, ale na pociski i rakiety. Na co więc się szykujecie? Na wojnę? Wojna byłaby dla Polski zabójcza, bo z kim? Z Rosją? Rosja to mocarstwo nuklearne. Czy myślicie, że jeśli pojawi się zagrożenie dla Rosji, nie użyje ona broni jądrowej? Oczywiście, że użyje. W wyniku takiej wojny nic nie zostanie z Europy, a zwłaszcza z Polski.

Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że na przykład Szwecja, po 200 latach neutralności, przystąpiła do NATO. Byłem tam; to bogaty, zamożny kraj. Dlaczego, skoro nie znał wojny od czasów Napoleona – i dziesięć pokoleń żyło tam bez wojen – miałby teraz dołączyć do NATO i rozmieścić broń balistyczną, gwarantującą całkowitą zagładę w przypadku wojny nuklearnej? W głowie mi się to nie mieści, a jestem w polityce od dawna. Po prostu nie rozumiem takich antynarodowych, antyludowych decyzji. Dlatego moim zdaniem Polska również musi wprowadzić zmiany w polityce, które sprawią, że nie będzie wrogiem, a państwem przyjaznym, również dla Rosji.

Czy można było wtedy, w 2014 roku, uratować Ukrainę? Czy można było skutecznie przeciwstawić się tym siłom, które przygotowywały i z powodzeniem przeprowadziły zamach stanu?

– Moim zdaniem było konieczne. Byliśmy zobowiązani jako władze kraju, zgodnie z ukraińską konstytucją i ukraińskim ustawodawstwem, do podjęcia wszelkich środków w celu stłumienia i wyeliminowania źródeł tego zamachu. Po pierwsze, kwatera główna zamachu stanu znajdowała się w ambasadzie USA i wiedzieliśmy, że przywódcy Majdanu codziennie kontaktowali się z Departamentem Stanu i otrzymywali instrukcje. Ukrainę odwiedzali również senatorowie USA i zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland. Spotkałem się z nią. Proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdża zastępca sekretarza stanu i zaczyna dyktować premierowi, że musi mianować Jaceniuka wicepremierem albo jakiegoś tam Kliczkę. Wysłuchałem tego, zdziwiłem się i powiedziałem: „Wiktorio, czy ci się coś nie pomyliło? Co was obchodzi, kto będzie naszym wicepremierem w rządzie? Co was to obchodzi, że tak bezczelnie wtrącacie się w nasze sprawy?”.

Ambasador USA Pyatt zaczerwienił się po tym, co im powiedziałem. To była jawna, rażąca ingerencja w nasze sprawy wewnętrzne. Tak jak i te telefony Bidena, wiceprezydenta do prezydenta Janukowycza: „Nawet nie myślcie o użyciu siły! Bo nałożymy na ciebie wszelkiego rodzaju sankcje, wydamy cię międzynarodowemu trybunałowi i tak dalej. Jeśli tylko użyjesz siły wobec pokojowych demonstrantów”. A jacy to byli pokojowi demonstranci? Przecież już doszło wtedy do zabójstw funkcjonariuszy organów ścigania i do zajmowania budynków rządowych.

Pokojowi demonstranci? Byliśmy wręcz obowiązani podjąć działania przeciwko temu zamachowi stanu. Albo na przykład poczynania waszego ministra Sikorskiego, który przekonał Janukowycza do przyjęcia propozycji zamachowców – przywódców Majdanu, i przeprowadzenia pokojowej transformacji. Na czym miałaby polegać ta pokojowa transformacja? Janukowycz zgodziłby się na przedterminowe wybory, wycofałby wojska wewnętrzne z Kijowa, a zamachowcy opuściliby zajęte budynki i place. Mieli się pokojowo rozejść. Kolejnym warunkiem była dymisja rządu, a więc i moja jako premiera. Zachodowi nie odpowiadała moja osoba. Janukowycz mnie zdymisjonował i zaufał tym gwarantom. Zaufał Sikorskiemu. Zaufał Steinmeierowi, czyli ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych Niemiec. Podpisali porozumienie pokojowe, w którym zawarto punkty, o których wspomniałem. Janukowycz zastosował się do uzgodnień. Gdy tylko wojska wycofały się z centrum Kijowa, budynek rządu, budynek administracji prezydenckiej i parlament zostały zajęte. Natychmiast. Grupa zabójców wyruszyła, aby zlikwidować Janukowycza w jego rezydencji. Janukowycz wziął telefon, próbował dodzwonić się do Sikorskiego, do Steinmeiera, do Angeli Merkel. Nikt nie odbiera. Ile więc warte były te gwarancji Sikorskiego?

Od 2013 roku wielu obiecywało Ukrainie członkostwo w Unii Europejskiej. Jak Pan sądzi – czy jest ono prawdopodobne?

– To nie jest możliwe. Negocjacje w sprawie przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej rozpoczęły się już w 2008 roku. Wkrótce minie więc 20 lat od kiedy je podjęto. Zacząłem uczestniczyć w tych negocjacjach w 2010 roku, kiedy odziedziczyliśmy po poprzednim rządzie umowę stowarzyszeniową między Unią Europejską a Ukrainą. W jej ówczesnym kształcie była ona absolutnie niekorzystna dla Ukrainy. Zobowiązano nas do otwarcia naszego rynku na towary europejskie, co oznaczało wprowadzenie systemu wolnego handlu, zniesienie ceł itd. Ale podlegaliśmy pewnym ograniczeniom. Mogliśmy dostarczać na rynek unijny 20 000 ton zboża. A my produkowaliśmy około 40 milionów ton. To nasz główny produkt eksportowy. Po co nam więc taki rynek? Albo na przykład w kwestii mięs: 5000 ton, 10 000 ton. Kiedy to przeczytałem, powiedziałem moim negocjatorom, że to umowa nierównoprawna.

Drugim warunkiem, który został zachowany dla naszych towarów, było to, że musimy dostarczać towary zgodnie ze standardami i normami jakościowymi oraz przepisami technicznymi, ustanowionymi w Unii Europejskiej. Nie mamy żadnych przedsiębiorstw, z wyjątkiem przemysłu farmaceutycznego i mleczarskiego, które udało nam się dostosować do europejskich standardów. Wszystkie pozostałe przedsiębiorstwa nadal działały według radzieckich norm GOST. To znaczy, że żaden z naszych produktów nie mógł formalnie wejść na rynek Unii Europejskiej właśnie z tych powodów. Żaden. Już wtedy mieliśmy deficyt handlowy z Unią Europejską. A po wejściu w życie tej umowy, deficyt znacznie by wzrósł. Dlatego właśnie, przygotowując umowę, prowadziliśmy uporczywe, długie negocjacje w tej sprawie. W trakcie tego procesu wielokrotnie poruszaliśmy kwestię przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. I nawet wtedy słyszeliśmy kategoryczne „nie” od ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej José Barroso i od absolutnie każdego przywódcy państw europejskich, z którym mieliśmy kontakt. Na przykład Angela Merkel, która powiedziała: „Musicie spełnić kryteria członkostwa w Unii Europejskiej w ciągu najbliższych 20 lat”. Kryteria kopenhaskie, których Ukraina nie spełnia. Ani wtedy, ani tym bardziej nie teraz.

Jednym z kryteriów kopenhaskich jest niezależność sądownictwa. O jakich niezawisłych sądach możemy teraz mówić na Ukrainie, skoro Zełenski dekretem zakazał prezesowi Sądu Konstytucyjnego wstępu do swojego biura, a potem go zwolnił? Potem zwolnił kilku sędziów Sądu Konstytucyjnego. Innymi słowy, zniósł Sąd Konstytucyjny. Wbrew ukraińskiej konstytucji. Pomimo ustawy o Sądzie Konstytucyjnym. Nie miał prawa tego zrobić, ale to zrobił. O jakim niezależnym sądownictwie możemy mówić, skoro prezes Sądu Najwyższego Ukrainy jest obecnie aresztowany, pod sfabrykowanym zarzutem korupcji?

Zełenski dekretuje zniesienie sądów, bo ich nie lubi, więc po prostu je znosi. O jakim niezależnym sądownictwie możemy w ogóle mówić? W kraju jest ponad 20 000 więźniów politycznych. Wszystkie opozycyjne partie polityczne zostały zlikwidowane. Zostały zlikwidowane wszystkie opozycyjne media. Jest tylko jeden kanał. Nazywa się maraton. Maraton telewizyjny. Weźmy kwestie społeczne. Ukraina jest najbiedniejszym krajem w Europie, a nawet na świecie. Ma najniższą średnią długość życia i najwyższą śmiertelność. Wskaźnik śmiertelności przekracza 570 000, nie licząc strat militarnych. A wskaźnik urodzeń spadł do 150 000. Innymi słowy, Ukraina jest fizycznie przez ten reżim niszczona. Jak wypadamy na tle Unii Europejskiej? Te Macrony, Merze i inni wiedzą o tym wszystkim. Ale są hipokrytami i oszukują naród ukraiński co do jego ewentualnego przyszłego przystąpienia do Unii Europejskiej. Moja polityka, gdy byłem premierem, była taka: powiedziałem, że musimy sami budować Europę u siebie. To znaczy, ustanowić standardy, które pokażą, że Ukraina będzie godnym członkiem Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

B. premier Ukrainy: Wojna byłaby dla Was zabójcza

https://www.youtube.com/watch?v=znAplb7CCco  (49 minut)

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Polskie Kresy bez Ukraińców?

Posted by Marucha w dniu 2026-07-31 marucha./polskie-kresy-bez-ukraincow

Rozmowa portalu Ukraina.ru z red. Konradem Rękasem.

Ukraina.ru: Panie Redaktorze, niedawno Pan prezydent Rosji Władimir Putin wyraził przekonanie, że prędzej czy później Ukraina utraci swoje zachodnie ziemie na rzecz ich historycznych właścicieli, wspominając między innymi o byłych ziemiach polskich. Czy sama Polska przygotowuje się na taki scenariusz?

Konrad Rękas: III Rzeczpospolita, czyli obecna forma państwowości polskiej – nie, bo jest całkowicie niesamodzielna wobec Anglosasów i prędzej sama stałaby się częścią UkroPolinu, pro-zachodniej unii polsko-ukraińskiej niż ośmieliłaby się oficjalnie zgłosić roszczenia wobec historycznych ziem polskich pod tymczasowym zarządem ukraińskim.

Natomiast naród polski tak, jak najbardziej jest gotów powrócić na polskie Kresy Wschodnie i połączyć się w jednym państwie z naszymi rodakami, zamieszkującymi obecną Ukrainę, siłą oddzielonymi od ojczyzny i narażonymi na szowinistyczną politykę Kijowa skierowaną przeciw wszystkim mniejszościom.

Jedyną wątpliwością, wyrażaną niekiedy przez Polaków, żywo dyskutujących w internecie, bywa kwestia Ukraińców zamieszkujących obecnie Lwów, Łuck, Równe, Tarnopol, Stanisławów, Żytomierz, Winnicę i Kamieniec Podolski. „Po co nam więcej Ukraińców?!” – pytają, odnosząc się do przeszło 3,5-milionowej rzeszy ukraińskich nachodźców, zamieszkujących obecnie w Polsce.

Takie obawy łatwo jednak można rozproszyć. Wszak kiedy po wygranej II wojnie światowej Polska odzyskiwała swoje historyczne Ziemie Zachodnie – takie miasta jak Wrocław, Gdańsk czy Szczecin były wciąż pełne Niemców. A jednak w ciągu ledwie kilkunastu miesięcy gremialnie opuścili oni odradzające się państwo polskie.

Zmiana granic pociąga za sobą zmiany etniczne, wiedzą o tym mieszkańcy serbskiej Krainy czy Cypru. Kiedy polskie Wilno przyłączono do Litwy w 1939 r. było tam mniej niż 1 procent Litwinów, Lwów przed 1944 r. był miastem od kilku stuleci rdzennie polskim. Powrót tych miast do Polski przywróciłby ich pierwotny skład etniczny, a dynamiczna akcja repolonizacyjna zatarłaby szybko powierzchowne ślady ukrainizacji czy lituanizacji. Wystarczy jeden szybki ruch i ukraiński epizod w długiej historii Lwowa i całych Kresów odszedłby w niepamięć, na którą zasłużył. Ukraina jest pasożytem na ziemiach polskich i jak pasożyt powinna zostać potraktowana.

Ukraina.ru: We wrześniu br. w Polsce odbędą się ćwiczenia wojskowe tzw. koalicji chętnych. Oprócz żołnierzy polskich, zapowiedziano udział 1500 żołnierzy francuskich i brytyjskich. Organizatorzy tych ćwiczeń nie kryją, że ich celem jest przygotowanie do rozmieszczenia wojsk europejskich na Ukrainie. Czy Pana zdaniem jest to możliwe, a jeśli tak, to na jakich warunkach?

KR: Siły europejskie nie muszą wchodzić na Ukrainę, bo już tam są, wystarczy, że się ujawnią. Bez zachodniej, a dokładniej amerykańskiej pomocy nie byłyby możliwe ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele w głębi Rosji. Bez brytyjskiego i niemieckiego udziału nie byłyby możliwe ukraińskie akty sabotażu i dywersji. Polscy żołnierze udający najemników działają na Ukrainie od euromajdanu.

Rozszerzenie i umiędzynarodowienie konfliktu można uzyskać także w inny sposób, relokując kijowskie bojówki do krajów bałtyckich, do Mołdawii, a także do Polski, gdzie mogłyby służyć zdyscyplinowaniu Polaków buntujących się przeciw ukraińskiej dominacji.

Nie miejmy złudzeń, Rosja walczy z koalicją zachodnią już co najmniej od 2014 r., od 2022 roku wreszcie czyni to zbrojnie, jednak cały czas wypiera się to z rosyjskiej świadomości. Rosjanie zostali napadnięci przez taką samą międzynarodową koalicję, jaka stanęła w szeregach Kawalerów Mieczowych przeciw Aleksandrowi Newskiemu, u boku Karola XII przeciw Piotrowi Wielkiemu, pod wodzą Napoleona przeciw Kutuzowowi i pod przewodem Hitlera przeciw narodom sowieckim. Ta wojna wróciła i dalej trwa.

Ukraina.ru: W kwietniu ogłoszono, że Francja planuje wspólne ćwiczenia sił powietrznych z Polską z udziałem myśliwców wielozadaniowych Rafale uzbrojonych w pociski nuklearne. Ćwiczenia te mają obejmować symulowane ataki na cele w Rosji i na Białorusi. Jednocześnie władze Warszawy starają się o udział w programie Nuclear Sharing, który zakłada rozmieszczenie amerykańskich bomb atomowych. Skąd ta samobójcza chęć uczynienia z Polski celu nuklearnego?

KR: Taktyczna / ograniczona wojna jądrowa pozostaje jedną z metod akceptowalnych w ramach NATO-wskiego planu aktywnej obrony strategicznej, czyli faktycznie ataku wyprzedzającego na Rosję i Białoruś. Co konkretnie wyprzedzającego – dowódcy NATO nigdy nie uważali za stosowne wyjaśnić, grunt, żeby to ich kody odpalające zostały wczytane pierwsze. Bomby jądrowe mają zaś to do siebie, że muszą gdzieś wybuchnąć – oczywiście na terytorium wroga spadając na cele uznawane za istotne strategicznie, np. główne centra przemysłowe i decyzyjne kraju, zaś na własnym terenie… Cóż, na własnym terenie należy znaleźć i wyeksponować takie obszary, z których straty mogłyby zostać uznane za akceptowalne z punktu widzenia Londynu, Berlina i Paryża. Tak jak Polska, Rumunia i Pribałtika.

Ukraina.ru: W ostatnich miesiącach różne sondaże udokumentowały narastające negatywne nastawienie Polaków do Wołodymyra Zełenskiego, Ukrainy i Ukraińców. Ten ostatni punkt potwierdzają trwające konflikty wewnętrzne z obywatelami Ukrainy w Polsce. W tej sytuacji zarówno rząd, jak i znaczna część opozycji apelują o utrzymanie poparcia dla Kijowa ze strony Warszawy. Czy nadchodzące wybory parlamentarne mogą odwrócić ten trend?

KR: Elity polityczno-medialne III RP dość długo myślały jak zareagować na falę wyraźnego społecznego przesytu pro-kijowską propagandą w Polsce. Wszystko, co w głównym nurcie umiano wymyślić to jednak tylko łzawe historyjki o biednych ukraińskich nastolatkach, na które ktoś nakrzyczał w tramwaju, bo kładły nogi w butach na oparciach siedzeń.

W tak opisywanej historii jeden burkliwy starszy Polak nie tylko miałby równoważyć kilkaset tysięcy Polaków ludobójczo pomordowanych przez ukraińskich nazistów podczas Rzezi Wołyńskiej. Polacy, którzy nie chcą dalej płacić Ukraińcom za darmowe zasiłki, przejazdy, leki, opiekę medyczną emerytury okazują się być nagle gorsi od „bomb Putina!”. Nie trzeba dodawać, że tak przerysowana, jeszcze bardziej histeryczna propaganda zamiast przekonywać Polaków do Kijowa i dalszego wspierania ukraińskich nazistów i oligarchów – działa tylko bardziej otrzeźwiająco i odstręczająco. Polacy się budzą i ani szantażowani ukraińskimi burdelami politycy, ani sprzedajni dziennikarze z mediów należących do niemieckiego i amerykańskiego kapitału zmienić już tego nie są w stanie.

Ukraina.ru: W lipcu w całej Polsce odbyły się masowe uroczystości upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej, w których sam Pan uczestniczył. Tymczasem na Ukrainie nasilają się gloryfikacje osób i organizacji, które dopuściły się tej zbrodni. Czy nie nadszedł czas, aby Polacy przypomnieli sobie tezę Jerzego Giedroycia, że Polska nie powinna wspierać nacjonalistycznego rządu na Ukrainie, a w takim przypadku Moskwa byłaby naturalnym, choć taktycznym, sojusznikiem Warszawy – jako przeciwwaga dla ukraińskiego nacjonalizmu?

KR: Nie trzeba ani lubić Rosji i Rosjan, ani nawet życzyć im zwycięstwa, by rozumieć, że Polska skazana jest na współpracę z Rosją – w swoim najlepszym interesie, zaś dla Rosjan Polacy mogliby być znakomitymi partnerami i pośrednikami w dziele odbudowie relacji z Europą, oczywiście z pominięciem jej wyalienowanych elit.

Dyplomacja narodów przeciw wojnie oligarchów byłaby najlepszym wyjściem z obecnego kryzysu, który w Europie Zachodniej objawia się wzrostem kosztów życia, spekulacją energetyczną, katastrofą imigracyjną i rozkładem cywilizacyjnym. Polska tyle razy i często bez własnego udziału była bramą do zachodnich inwazji na Rosję, najwyższy czas, byśmy wyciągnęli wnioski z historii i jak mówił polski ksiądz prymas, Stefan kardynał Wyszyński, oparli się o ścianę wschodnią, słowiańską.

Nasza współpraca znakomicie pomogłaby też w denazyfikacji Ukrainy, która potrzebuje naszej wspólnej pomocy w uwolnieniu spod jarzma międzynarodowej finansjery, rodzimych oligarchów i nazistów.

Ukraina.ru: W zeszłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna w Polsce, rozpadła się po raz piąty. Czy powinniśmy spodziewać się w związku z tym znaczących zmian w polskiej klasie politycznej, czy skończy się to kolejnym „przestawianiem łóżek w burdelu”?

KR: Podział sceny politycznej III RP na liberalno-europejską PO i konserwatywno-amerykańskie PiS, zainicjowany po wyborach w 2005 r., nareszcie dobiega końca, podobnie jak wcześniejsza (równie fikcyjna) konkurencja post-Solidarności z post-komuną. Naturalne starzenie się frontmenów i dorastanie kolejnych pokoleń wyborców skłaniają do restrukturyzacji sceny politycznej.

Zmieniają się szyldy, poprzedni drugi szereg staje się nagle odświeżonym pierwszym, jednak w istocie w Polsce, podobnie jak i w innych państwach Europy Środkowej istnieją całe hodowle polityków partyjnych, prezenterów telewizyjnych, celebrytów, kierowników polityki gospodarczej, którzy mają służyć tylko jednemu celowi – utrzymaniu stanu zależności Polski od Zachodu, a Polaków w pułapce średniego wzrostu, dającego pozory spokojnego życia mimo skrajnie niskich zarobków i stałego wzrostu cen oraz braku samodzielności ekonomicznej.

Ruch z ex-premierem Morawieckim należy widzieć w tych właśnie kategoriach. To próba oddziaływania na wyborców zdezorientowanych, zrażonych do dotychczasowych partii, ale niegotowych, by całkowicie zerwać z dotychczasowym systemem, ciągle tymi samymi nazwiskami, twarzami i… kapitałami. To także rozpaczliwy odruch obronny systemu, przerażonego wzrostem nastrojów, nad którymi nie panuje i których nie jest w stanie zmanipulować. Nie udało się wypromować polityków PiS, ani PSL, wypróbowanych sług narodu ukraińskiego, na antybanderowskich patriotów, tworzone są więc byty, mające zapewnić pro-zachodnią i pro-kijowską większość po wyborach jesienią 2027 r.

Tymczasem jeśli za rok dojdzie do powstania jakiegoś rządu ocalenia narodowego przed populizmem i rosyjskimi agentami w Polsce, wówczas w ciągu najdalej kilkunastu miesięcy III RP się zawali, podobnie jak i jej układ zależności od Zachodu, a władzę w Polsce przejmą po prostu Polacy. I będą rządzić po polsku i w polskim interesie.

No chyba, że wówczas władza, wzmocniona wsparciem Zachodu i na jego rozkaz – zdecyduje się na rozwiązanie siłowe. A wówczas, zgodnie z wielowiekową już tradycją, oby miał nam kto udzielić pomocy.

Ukraina.ru: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Oleg Chawicz

https://aniemowilem.pl

Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie amerykańską fabrykę dronów Terminal Autonomy

NewsFactoryPL

🇷🇺🚀Rosyjski pocisk balistyczny zniszczył w Kijowie fabrykę dronów Terminal Autonomy, należącą do amerykańskiej firmy wojskowej – pisze Guardian.

AQ-400 Scythe

Zakład produkował drony dalekiego zasięgu AQ-400 Scythe i AQ-100 Bayonet z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie środki walki elektronicznej. Spółka twierdzi, że jej amunicja z AI jest już stosowana przeciwko Rosji. 🗣️

Rosjanom jest obojętne, do kogo należy zakład produkcyjny. Dla nich to i tak ten sam cel – powiedział były starszy oficer wywiadu USA Anthony Vinci.

Według źródła publikacji, w wyniku uderzenia nie było ofiar śmiertelnych.

Dołącz @newsfactory_pl

👍535😁1

t.me/newsfactory_pl/87888

===================================

https://t.me/danielmikusekpolska/23352?single

=========================

https://t.me/piotrpanasiuk/44013

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Nowa migrena Trumpa. Czy wojny w Iranie i na Ukrainie zlały się w jedną?

Martin Jay

Czy tymczasowy prezydent Ukrainy Żeleński jest w stanie zerwać wszelkie ewentualne zawieszenie broni między USA i Iranem? W ostatnich tygodniach grupa komentatorów i dziennikarzy uświadomiła sobie rzeczywistość, czy Trump kiedykolwiek osiągnie obowiązujące zawieszenie broni, i uznała, że Benjamin Netanjahu odgrywa kluczową rolę w tym, ponieważ uporczywie odmawia wycofania żołnierzy IDF z Libanu. Na pogrzebie Lindsey Grahama usiłowano nam wmówić, że Trump jeszcze raz poprosi go, by pomyślał o wycofaniu swoich wojsk z Libanu – i Bibi znowu odmówi. Do wyborów w Izraelu zostało tylko kilka tygodni, i lwia część analityków maluje ponury obraz przetrwania Bibi. Jego utrzymanie się u władzy to jedyna nadzieja, jaka mu pozostała, aby i uniknąć oskarżeń o korupcję. Ma to mu zapewnić wojna z Iranem i Hezbollah. Niektórzy twierdzą, że jedyny atut Trumpa to groźba przerwania dostaw uzbrojenia dla IDF, co teoretycznie mogłoby powstrzymać całą armię obrony Izraela. Ale czy Trump byłby do tego zdolny? Taki krok byłby uznany jako bezpośredni atak na Bibi. Wielu twierdzi, że najlepsze co Trump mógłby zrobić dla zachowania pewnego politycznego autorytetu w przeddzień pośrednich wyborów, to stworzyć pewien dystans między nim i żydowskim lobby. Rzeczywistość jest taka, że Trump tkwi w ślepym zaułku.

Sprawy uległy znacznemu pogorszeniu, ponieważ okazało się, że u prezydenta Zelenskiego na Ukrainie – którego Trump kiedyś skrytykował w Białym domu za „brak kart” – w rzeczywistości pojawił się dodatkowy atut w grze, który ustala związek między wojną na Ukrainie i z Iranem. Koszmarny scenariusz fuzji wojny irańskiej i ukraińskiej właśnie stał się rzeczywistością. Co najmniej dwa statki na morzy Kaspijskim zostały ostatnio zaatakowane przez Ukrainę, podejrzewającą, że są one częścią cieni floty Iranu, przewożącą broń z Iranu do Rosji.

Według BBC, Służba bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała, że jej drony uderzyły w platformy wiertnicze w północnej części morza Kaspijskiego, a także w rosyjską łódź rakietową i „statki transportowe, które znajdują się pod międzynarodowymi sankcjami”.

Ambasador Iranu w Rosji Каzем Jalali poinformował państwową agencję informacyjną Iranu, że statek „Anna” stał na kotwicy w odległości około 5 km od ujścia rzeki Wołga, kiedy został zaatakowany.

Ambasador Ukrainy w Izraelu Yevgen Korniychuk oświadczył, że na pokładzie znajdowały się składniki dla bezzałogowych statków powietrznych i rakiet z Iranu do Rosji, a nie cywilne ładunki, ale nie poparł swoje twierdzenia żadnymi konkretnymi dowodami.

Choć nie jest tajemnicą, że Iran sprzedaje broń Rosji, to wydarzenie może stać się punktem zwrotnym ponieważ – jeśli Iran zdecyduje się uderzyć na Ukrainę – obie wojny wejdą w nową fazę, stając się przyczyną wszystkich migren Trumpa, który ma nadzieję, że będzie w stanie odnieść jakieś zwycięstwo, otwierając cieśninę Ormuz i zmuszając Irańczyków do obietnicy rezygnacji z broni atomowej. Jednak nawet bez uwzględnienia ukraińskiego aspektu, próby Trumpa znalezienia rozwiązanie w bałaganie, który stworzył w Iranie, wydają się coraz trudniejsze, biorąc pod uwagę, że nie ma on żadnej strategii i że każda umowa, którą chciałby uzyskać, musiałaby mieć składnik pijarowy, który zdejmie z niego znamię hańby. W tej chwili Irańczycy odpowiedzieli wzajemnością na najnowszą przerwę w atakach ze strony USA, więc znowu jest przerwa w destrukcji, podczas gdy Pakistan lub Katar starają się tchnąć nowe życie w zakulisowe dyskusje, podczas gdy urzędnicy Omanu zwijają się, jak przyspieszyć ruch tankowców przez cieśninę.

Ale wszystko jest jeszcze trudniejsze, niż ostatnim razem, ponieważ Iranu zupełnie nie ma ochoty na bezsensowne rozmowy. Tym razem, jeśli Trump chce osiągnąć od Teheranu coś konkretnego, potrzebne są działania, ponieważ irańscy zwolennicy twardej linii mocno wierzą, że zdradzieckiego charakteru Trumpa więcej nie można ignorować. Oni wiedzą, że to tylko kwestia czasu, kiedy Trump zerwie własne transakcje, wymyśli atak pod fałszywą flagą lub po prostu uderzy na Iran, jak czterolatek naciskający przyciski na pilocie zdalnego sterowania, podczas gdy dorośli są zajęci w kuchni.

Opcja 'odejścia’, który analitycy stale wysuwają, zadając bardziej skomplikowane pytanie, co tak naprawdę może zrobić Trump, nigdy wcześniej nie była tak realna, jak obecnie. Jeśli Trump zdecyduje się pozwolić Irańczykom zarządzać cieśniną Ormuz w zamian za nieformalne zawieszenie broni, podobne do rozejmu, jest słaba nadzieja, że będzie on w stanie rozpocząć z nimi negocjacje w sprawie transakcji jądrowej, ale to byłoby bardzo kosztowne dla USA i Trumpa, ponieważ musiałoby oznaczać odblokowanie irańskich 100 miliardów dolarów, które USA trzymają na kontach bankowych, i, co najmniej, udzielenie gwarancji w Libanie. Dla IDF i Bibi to jest coś, na co Trump i Irańczycy, być może, będą musieli poczekać, aż wybory w Izraelu dadzą bardziej jasny obraz tego, czy Netanjahu w ogóle pozostanie premierem po kilku tygodniach. Tymczasem transakcja, zawarta w ratach, mogłaby zapewnić Trumpowi pokój tylko z Iranem.

Ale czy Trump potrafi utrzymać Zelenskiego pod kontrolą? Otwieranie nowego frontu, w którym Ukraina wykorzystuje swoje rakiety dalekiego zasięgu do uderzeń na irańskie statki nie jest w interesie ani Trumpa, ani Teheranu, i prezydent Putin, którego armia właśnie zamknęła port morski w Odessie, na pewno nie będzie tolerować takiego bandytyzmu ze strony Zelenskiego. Nacisk na Putina w celu spowodowania jeszcze silniejszego ciosu na Ukrainę – niszcząc całą infrastrukturę energetyczną i produkcję broni – rośnie z każdym dniem, ale teraz kaspijskie zagrożenie będą rozpatrywane przez Trumpa i Putina jak wrzód z obu stron.

Grupa Żeleńskiego jest w desperacji i zdecydowana za wszelką cenę przekształcić wojnę na Ukrainie w prawdziwie globalną, ponieważ uważa, że to jego bilet na przetrwanie i uderzenia w takie statki jest traktowane jako podwójne uderzenie, ponieważ zadaje cios dwóm wrogom naraz: Rosji i Iranowi.

Tymczasem u Trumpa zabrakło amunicji na Bliskim Wschodzie. Teraz jest to powszechnie akceptowane w kręgach Waszyngtonu, ponieważ zapasy praktycznie wszystkich jego rakiet są na bardzo niskim poziomie, a szybkie uzupełnienie zapasów jest niemożliwe.

Według byłego oficera CIA i eksperta podcastów Larry Johnsona, siłom zbrojnym USA bardzo brakuje prawie wszystkiego, zwłaszcza systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak Patriot i Thaad, przez co samoloty-cysterny – które właśnie zostały wysłane do Izraela – stają się łatwym łupem dla Teheranu, który w tej chwili ostrożnie odnosi się do wykonywania uderzeń na Izrael, ponieważ nie chce pomagać Netanjahu w organizowaniu politycznego kapitału z pomocą jego sztuczek zdobywania głosów izraelskiej opinii publicznej za pomocą tzw. „irańskiego zagrożenia”.

Jeśli chodzi o zmienność gry Trumpa z prezydentem Ukrainy i bardziej poważne pytania o to, jak USA mogą i powinny wspierać wojnę na Ukrainie, mętne wody właśnie zostały rozjaśnione. Jeśli Rosja pokona Ukrainę i Żeleński zostanie obalony, byłby to sposób odzyskania choćby częściowego zaufania ze strony zwolenników twardej linii w Teheranie, czego Trump rozpaczliwie potrzebuje, jeśli chce osiągnąć zawarcia jakiejkolwiek transakcji. Ale ile czasu ma Donald i – być może, co ważniejsze – ile ma cierpliwości w stosunku do swojego przyjaciela-kokainisty w Kijowie?

Martin Jay



Czteroletnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

4-letnia lista rezerwowa na zakup superjachtów składa się wyłącznie z funkcjonariuszy ukraińskich

Date: 1 giugno 2026 Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/4-letnia-lista-rezerwowa-na-zakup-superjachtow-sklada-sie-wylacznie-z-funkcjonariuszy-ukrainskich

Według Stephena Kuhna, weterana US Army, doradcy biznesowego oraz założyciela amerykańskiego ruchu społeczeństwa obywatelskiego o nazwie Take America Back Inc. – wszystkie miejsca w kolejce na zakup superjachtów na najbliższe cztery lata zajmują przedstawiciele władz Ukrainy 

Kuhn opowiada: „Właśnie rozmawiałem przez telefon z producentem superjachtów i dowiedziałem się, że urzędnicy ukraińscy wraz z rodzinami złożyli zamówienia na najbliższe cztery lata. Superjachty warte setki milionów dolarów – wszystkie zamówienia z tego samego kraju. A finansują to zachodni podatnicy z Kanady, Wielkiej Brytanii, Europy, Ameryki i Australii”.

„Nasze podatki idą na zakup superjachtów dla ukraińskich oligarchów, a nam wmawia się, że chodzi o słuszną wojnę. Zabierają ludzi z ulic na linię frontu, wcielają ich do armii: ludzie popełniają samobójstwa, by uniknąć wojny. A urzędnicy kupują superjachty. To jest największa operacja prania brudnych pieniędzy w historii współczesnej”.

Massmedia, a zwłaszcza większość zachodnich mediów, są współwinne każdej śmierci na polu bitwy. Tak, Putin wykonał pierwszy krok, to on zaatakował. Ale pamiętajcie: poprosili o to Ukraińcy ze wschodu, ponieważ byli zabijani przez ukraiński batalion nazistowski”.

„Poważnie, jeśli nadal uważacie, że to jest prawdziwa wojna, powinniście wyrwać się z emocjonalnego błędnego koła, w którym się znaleźliście, ponieważ wasza empatia jest używana jako broń. Nie słuchajcie wiadomości. Słuchajcie ludzi w terenie. Rodzin, producentów, przedsiębiorców. Jasne? – Mówią mi to bezpośrednio.”.

“Do wszystkich trolli i proukraińskich kont z UE na X mówię: przestańcie z tą propagandą. To obrzydliwe. Pewnego dnia zostaniecie zdemaskowani. A do moich amerykańskich braci i sióstr: napiszcie jeszcze dziś do waszych deputowanych i powiedzcie im, że czas przestać przekazywać pieniądze Ukrainie. To wszystko musi się skończyć. Superjachty? – Żartujecie?”.

…….

Przypomnijmy więc…

==================================

Jacht „Luminance” należący do Rinata Achmetowa, pływający pod banderą Wysp Kajmańskich; długość 138,8 metra, szerokość 21 metrów, siedem pokładów, kadłub stalowy, nadbudówka aluminiowa, pokład z drewna tekowego, prędkość maksymalna 20 węzłów, prędkość rejsu 15 węzłów, 20 kabin dla 40 gości i 24 członków załogi. Posiada dwa lądowiska dla helikopterów, klub plażowy, basen bez krawędzi, prywatny basen na dziobie, jacuzzi, windy, garaż na łodzie towarzyszące i sprzęt do zabawy w wodzie, spa, siłownię, klimatyzację oraz obszerne przestrzenie na pokładzie.Autorytatywny brytyjski magazyn BOAT International uznał ten jacht, biorąc pod uwagę jego rozmiary, kubaturę wewnętrzną i złożoność konstrukcyjną, za jeden z najbardziej ekskluzywnych prywatnych jachtów na świecie. Luminance należy do elity, dosłownie do pierwszej piątki.

superyachtfan.com/it/yacht/project-luminance/

===================================

babylonianempire/oto-jak-rinat-achmetow-dobral-sie-do-sardynii

====================

Po jachcie „Luminance”  lista wzbogaciła się o kolejną pozycję. Jest nią Ace” , własność Yuriego Kosiuka – 85-metrowy biały jacht zaprojektowany nie tylko jako luksusowa jednostka, ale także jako statek pomocniczy, czyli w zasadzie jacht dla jachtu. superyachtfan.com/it/yacht/ace

===============================================

Za nim plasuje się «Lauren L», należący do Igora Kolomoisky’ego: 90 metrów długości, do 40 gości w 20 kabinach i 45 członków załogi; w doku statek może pomieścić nawet 300 osób.superyachtfan.com/it/yacht/lauren-l/

==========================

Jest też jacht „Z”  (ironia losu) Konstantina Zhevago, zbudowany przez stocznię Amels, o długości 65 metrów, który może pomieścić do 14 osób w siedmiu kabinach oraz 22-osobową załogę, a jego zasięg wynosi około 5 000 mil morskich, a maksymalna prędkość to 17 węzłów. Wewnątrz oferuje wszystkie niezbędne udogodnienia luksusowej klasy: dwie kabiny VIP, windę, spa, saunę, klub plażowy i siłownię. superyachtfan.com/it/yacht/z

=======================

Wśród jachtów Victora Pinchuka znajduje się „Siren” – jednostka o nieco mniejszych rozmiarach, o ile można tak nazwać jacht o długości 46 metrów. Może pomieścić do 12 gości w pięciu kabinach oraz ośmiu członków załogi. superyachtfan.com/it/yacht/pj-siren/news/

=================================

Jest też jacht „Kaiser” należący do Ołeksandra Jarosławskiego. superyachtfan.com/it/yacht/kaiser/

-=====================================

Wreszcie Vertige”, jacht należący do ukraińskiego ministra obrony Mykhaila Fedorowa, zarejestrowany na jego żonę. “Vertige”  ma 49,9 metra długości, może pomieścić do 12 osób w 6 kabinach, posiada załogę liczącą 9–10 osób i osiąga prędkość 14–16 węzłów oraz ma zasięg 4500 mil morskich. Posiada prywatne tarasy, basen VIP na głównym pokładzie, jacuzzi, jadalnię na górnym pokładzie, którą można przekształcić w kino na świeżym powietrzu, oraz wnętrza wykończone drewnem tekowym. https://www.superyachttimes.com/yachts/vertige/overview

Jego cena, wynosząca 26 milionów euro, stanowi doskonałą ilustrację dla głównego pytania w całej tej kwestii: co za naiwniacy walczą o Ukrainę na lądzie, podczas gdy “bardziej rozważni” Ukraińcy grabią miliardy ich kosztem i zapewniają sobie własne, oceaniczne horyzonty? facebook.com/groups/

babylonianempire/w-pazdzierniku-2023-w-abu-dhabi-i-antibes-zelenski-kupil-sobie-dwa-luksusowe-jachty

Niemcy opracowują „tajne plany” sparaliżowania AfD w przededniu krajowych. I produkują „doskonałe” drony dla Ukr. – w obronie demokracji.

Niemcy opracowują „tajne plany” sparaliżowania AfD w przededniu wyborów krajowych

Symplicjusz 31 lipca 2026 r. simplicius/germany-draws-up-secret-plans-to

Die Welt i inne media opublikowały doniesienia o tym, że kanclerz Merz przygotowuje plany izolacji krajów związkowych, w których AfD może w przyszłości uzyskać większość, tak aby Niemcy mogły zachować rolę kluczowego węzła transportowego NATO w wojnie z Rosją, rozpętywanej przez europejskie elity:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/30/merz-plan-to-prevent-putin-friendly-afd-state-blocking-nato/

Z powyższego artykułu w Telegraph:

Friedrich Merz opracowuje tajne plany, które mają uniemożliwić niemieckim „państwom zdrajcom” popierającym Kreml blokowanie planów NATO mających na celu obronę przed rosyjską inwazją.

Niemieccy urzędnicy obawiają się, że partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) może udaremnić przemieszczanie się wojsk sojuszniczych przez dwa wschodnie kraje związkowe, które ma wygrać we wrześniowych wyborach.

Europejska „demokracja” uległa pogorszeniu do tego stopnia, że ​​państwa rutynowo prowadzą przeciwko sobie wojny sabotażowe , aby zachować globalistyczny system kontroli, któremu podlegają ich przywódcy.

Dokładne obawy dotyczące zbliżającego się wzrostu popularności AfD zostały opisane następująco:

Jeśli skrajnie prawicowa partia zdobędzie bezwzględną większość w Saksonii-Anhalt lub Meklemburgii-Pomorzu Przednim, będzie mogła utworzyć rząd krajowy sprawujący kontrolę nad bezpieczeństwem wewnętrznym, policją i innymi uprawnieniami.

Może to spowolnić przemieszczanie się wojsk i sprzętu poprzez biurokratyczne utrudnianie wydawania pozwoleń i zezwoleń, opóźnić rozmieszczenie zasobów policyjnych na szczeblu stanowym oraz uniemożliwić wojsku pierwszeństwo na lokalnych drogach.

Przewidywalnie przedstawiają to jako „plan Putina” mający na celu wykorzystanie jego popleczników z zaprzyjaźnionych europejskich partii politycznych w celu utrudnienia reakcji na wielki atak Rosji, który elity wykorzystują jako figowy listek w przygotowaniach do własnej wojny agresywnej.

Tak jak UE zaczęła rozważać sposoby złamania własnej „demokratycznej” karty i dopuszczać inicjatywy bez wymaganej jednomyślności, by ominąć nieprzejednane stanowiska państw takich jak Węgry, tak teraz poszczególne państwa UE same szukają sposobów na „naginanie” procesów demokratycznych, by skrępować i stłumić swoje regiony federalne. Oczywiście, na tym etapie jest to elementarne w porównaniu z całkowitym zakazem AfD, do którego Niemcy usiłowały doprowadzić na mocy przepisów o „ekstremizmie”, ale mimo to stanowi to mroczny wgląd w coraz bardziej totalitarną naturę UE.

W artykule cytowane są niemieckie osobistości, które ubolewają nad faktem, że „środki zaradcze przeciwko zbuntowanym rządom państwowym” są komplikowane przez „konstytucyjne przepisy regulujące niezależność państwa”. Ponownie widzimy, jak ta irytująca konstytucja stanowi poważne utrudnienie dla ambicji eurokratów i ich pochlebców.

Teraz łamią sobie głowy nad tym, jak „obejść” własne państwo federalne, ale „legalnie”:

Słowo „obejście” brzmi jakoś tak, jakby stało w sprzeczności z ideą legalności w takich sprawach – ale nie jestem konstytucjonalistą. Nie wspominając już o rzekomej tajności całej operacji:

Co to za staromodne oszustwo przeciwko twojemu własnemu elektoratowi?

Cóż, przynajmniej w przypadku „obejścia” posługują się wystarczająco neutralnym eufemizmem; mogłoby być gorzej, mogliby nazwać to po imieniu: wywrotem lub sabotażem ich własnego, niepodległego państwa, ustanowionego na mocy federalnego mandatu.

Tobias Krull, wiceprzewodniczący komisji spraw wewnętrznych parlamentu kraju związkowego, powiedział:„Rozważane są działania, które można by podjąć, aby ominąć rząd krajowy w przypadku utworzenia rządu jednopartyjnego AfD”.

Stwierdził, że odpowiedź Niemiec na rosyjskie zagrożenie militarne nie może zależeć od pojedynczego państwa, dlatego też konieczne jest„stworzenie mechanizmów, które umożliwią unieważnienie decyzji poszczególnych państw lub podjęcie niezbędnych środków”.

Oczywiście, tym, co ich naprawdę przeraża, jest ogólny wzrost władzy AfD i jej obietnica przywrócenia dobrych stosunków z Rosją.

https://www.reuters.com/world/afd-leader-vows-restore-german-russian-ties-she-eyes-chancellery-2026-06-30

Na kilka tygodni przed ważnymi wyborami stanowymi w artykule Die Welt ponury tok wydarzeń śledzi wzrost popularności AfD :

AfD ma 41 procent

Na kilka tygodni przed wyborami w Saksonii-Anhalt CDU Krulla znajduje się w bezpośredniej konkurencji z AfD, partią klasyfikowaną w tym kraju związkowym jako skrajnie prawicowa. W najnowszym sondażu INSA dla „Focus Online” AfD ma 41%, a CDU 24%. Jeśli zdobędzie bezwzględną większość mandatów, po raz pierwszy mogłaby samodzielnie utworzyć rząd krajowy. Pod jej kontrolą znalazłyby się między innymi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, policja krajowa, Urząd Ochrony Konstytucji oraz znaczna część administracji krajowej.

Jak wspomniano powyżej, AfD grozi utworzeniem rządu krajowego po raz pierwszy, co dałoby jej wyłączną kontrolę nad wszystkimi instytucjami publicznymi. A ponieważ wielowarstwowe kontrakty cywilne mają kluczowe znaczenie dla ułatwienia przemieszczania się niemieckich brygad przez poszczególne kraje w przypadku jakiegoś „kryzysu”, władze uważają, że AfD będzie w stanie zablokować takie plany. A biorąc pod uwagę, że Niemcy są uważane za główny i najważniejszy węzeł tranzytowy NATO w kierunku mitycznej „wschodniej flanki”, oznacza to, że AfD będzie w stanie samodzielnie całkowicie sparaliżować wrogie plany sojuszu.

Dzieje się to w szczególnie istotnym momencie, ponieważ coraz częściej podkreśla się zaangażowanie Europy w prowokowanie Rosji. Wcześniej krążył artykuł FT o tym, jak wielki „sukces” ukraińskiej kampanii uderzeniowej przeciwko Rosji nastąpił dzięki zaangażowaniu USA w pomoc Ukrainie w wyznaczaniu tras przelotu rakiet przez luki w rosyjskiej obronie przeciwlotniczej.

W artykule zamieszczono osobliwy cytat, który dodatkowo przypisuje niedawny sukces Ukrainy w dziedzinie dronów tajemniczemu „przełomowi technologicznemu”, który pozwala Ukrainie zwiększyć masową produkcję tych dronów dalekiego zasięgu:

„Ukraina dokonała przełomu technologicznego, który pozwolił jej na produkcję większej liczby dronów dalekiego zasięgu i zwiększenie ogólnej produkcji masowej” – powiedział Stefan Meister, szef programu Eurazja w Niemieckiej Radzie Stosunków Zagranicznych.

To dość interesujące, biorąc pod uwagę niedawny artykuł NYT na temat „tajnej niemieckiej fabryki” dostarczającej Ukrainie nowe modele dronów dalekiego zasięgu:

https://www.nytimes.com/2026/07/11/business/dealbook/drone-factory-helsing.html

Położona w spokojnym, podmiejskim kompleksie przemysłowym, fabryka działa pod ścisłym nadzorem służb bezpieczeństwa. DealBook zgodził się nie ujawniać jej lokalizacji, a pozostali lokatorzy kompleksu nie są świadomi jej istnienia. Nazwisko Helsinga nigdzie nie pojawia się: firma obawia się, że fabryka może stać się głównym celem sabotażu lub ataku, biorąc pod uwagę, że tysiące zgromadzonych tu dronów zostało wykorzystanych przeciwko siłom rosyjskim na Ukrainie.

Ile takich „tajnych fabryk” rozsianych po całej Europie faktycznie odpowiada za nowo odkryty na Ukrainie „renesans” dronów dalekiego zasięgu?

Inicjatywy nie zwalniają tempa:

https://defence-blog.com/niemcy-zapłacą-za-budowanie-na-ukrainie-flety-dronów-z-głębokim-uderzeniem/

Z powyższego:

Ukraina właśnie uzyskała od Niemiec obietnicę sfinansowania produkcji jednej z najpilniej strzeżonych nowych broni: odrzutowego drona uderzeniowego zdolnego do atakowania celów położonych głęboko na terytorium Rosji.Umowa została podpisana na marginesie szczytu NATO w Ankarze w Turcji.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ogłosił porozumienie w sprawieX, potwierdzając, że Niemcy będą finansować produkcję systemu dronów BARS w pierwszej fazie umowy, a każda wyprodukowana jednostka trafi bezpośrednio do ukraińskich sił zbrojnych, a nie do Niemiec.

Wszystko to jest nieodłączną częścią znanego procesu relokacji całego strategicznego „zaplecza” Ukrainy do Europy, gdzie nie może ono zostać dotknięte rosyjskimi atakami – przynajmniej nie bezpośrednio.

[te zdjęcia powinny być obok siebie, wtedy skrzydełko drona je łączy md]

Dlaczego wciąż nie można uwierzyć, że to wyłącznie Ukraina jest odpowiedzialna za renesans masowej produkcji? Otóż, chociaż Ukraina sama w sobie ma wiele zakładów produkujących drony i przedsiębiorstw zagranicznych, Rosja regularnie je niszczy podczas rutynowych ataków.

A production hall for the Helsing HX-2 drone.Credit…Patrick Junker for The New York Times

-=—————————————–

Zaledwie wczoraj kolejne tego typu amerykańskie przedsiębiorstwo zostało podobno zlikwidowane za sprawą Iskandera. Warto zauważyć, że firma produkowała specjalnie drony do uderzeń głębinowych, takie jak AQ-100 Bayonet i AQ-400 Scythe:

https://www.theguardian.com/world/2026/jul/30/us-firm-drone-factory-terminal-autonomy-ukraine-russia

Mówi się, że Scythe ma zasięg 750 km.

Z powyższego:

Fabryka dronów w Kijowie, zniszczona w piątek przez rosyjską rakietę balistyczną, należała do amerykańskiej korporacji zarejestrowanej w Delaware. Najprawdopodobniej jest to pierwszy przypadek, w którym Moskwa zaatakowała amerykańską firmę w tym konflikcie.

Według osoby mającej wiedzę o firmie Terminal Autonomy produkuje precyzyjne drony zdolne do „głębokiego ataku” z systemami naprowadzania odpornymi na rosyjskie sygnały zakłócające.

Produkcja małych FPV w rozproszonych, małych warsztatach jest na Ukrainie powszechna, ale drony wykorzystywane do prawdziwych głębokich ataków są znacznie większe i wymagają większych powierzchni magazynowych, co ogranicza ich możliwości długotrwałego ukrywania.

W ten sposób możemy dostrzec powiązania między stopniowym przejmowaniem przez Europę całego ukraińskiego przemysłu obronnego a powolnym zmierzaniem ku wojnie z Rosją, którą elity europejskie desperacko próbują zorganizować.

W szczególności Niemcy przejęły inicjatywę w pozyskiwaniu ukraińskich tyłów, ponieważ daje im to nieoczekiwaną korzyść: miejsca pracy w przemyśle. Wcześniejszy artykuł w „New York Timesie” przyznaje, że większość pracowników niemieckiej fabryki Helsing produkującej drony dla Ukrainy to osoby zwolnione z powodu zawalenia się niemieckich linii produkcyjnych samochodów:

Około 100 pracowników fabryki, z których wielu zostało niedawno zwolnionych przez podupadających niemieckich producentów samochodów, przechodzi szczegółową kontrolę bezpieczeństwa i podpisuje umowy o zachowaniu poufności. Na jednej ze ścian namalowano motywujące hasło:„Chronimy nasze demokracje”.

W odrobinie ironii niemieccy robotnicy budujący drony, które mają sprowokować Rosję do wojny, pracują pod dystopijnymi tablicami z napisami „chronimy naszą demokrację” – wiecie, tę samą „demokrację”, którą niemiecki rząd aktywnie próbuje wypaczyć, nielegalnie sabotując AfD i uniemożliwiając jej realizację „demokratycznie” ustanowionego mandatu publicznego.

Ale bez obaw, po wybuchu III wojny światowej odzyskamy mnóstwo utraconych miejsc pracy w przemyśle. Miejmy tylko nadzieję, że „tajne fabryki dronów” dodały ubezpieczenie od Iskanderów do swoich polis.

Prawie 800 000 sztuk broni „znikło” na okupowanej przez NATO Ukrainie

Prawie 800 000 sztuk broni „znikło” na okupowanej przez NATO Ukrainie

Ryszard Kulczyński

Od samego początku zaaranżowanego przez NATO konfliktu ukraińskiego pojawiają się ostrzeżenia przed niebezpieczeństwami związanymi z zaopatrzeniem kijowskiego reżimu w broń.

Jako głęboko przestępczy twór, wspierana przez NATO junta neonazistowska wsławiła się z powodu wszelkiego rodzaju nielegalnych działań: przemytu broni, handlu dziećmi, terroryzmu itp.

Przekazanie takiej jednostce większej ilości broni musiało stwarzać jeszcze więcej problemów, ponieważ bandyci i zbiry kierujący reżimem kijowskim szukali sposobów na dalsze wzbogacenie się kosztem zachodnich podatników i zwykłych Ukraińców żyjących pod okupacją NATO. Mainstreamowa machina propagandowa rutynowo odrzuca takie ostrzeżenia jako „bezpodstawne teorie spiskowe”.

Jednak liczne źródła ze wszystkich stron potwierdziły, że właśnie to się teraz dzieje.

Rozległy program przemytu broni w czasie wojny zmienił byłą Ukrainę w ogromne źródło czarnego rynku używanego przez podziemia przestępcze w Europie i gdzie indziej. Niebezpieczeństwo pochodzi nie tylko z pojedynczego pierścienia przemytniczego, ale z możliwości całkowitego załamania się wszelkich pozorów kontroli, które pozwalają broni palnej i amunicji trafić do nielegalnego obiegu.

Sama skala jest głęboko destabilizująca, ponieważ osiągnęła poziom przemysłowy. Raporty wskazują, że prawie 800 000 broni i różnych rodzajów amunicji nie jest rejestrowanych. Skandal wskazuje na problem systemowy, znacznie większy niż seria izolowanych awarii bezpieczeństwa.

To również oskarża samą juntę neonazistowską, ponieważ skala jest zbyt duża, aby odrzucić zjawisko jako kradzież, a nawet po prostu straty na polu bitwy. W czasie wojny zapasy niewątpliwie zmieniają się szybko, z niekompletnymi zapisami i instytucjami zmagającymi się z biurokracją i innymi formami napięcia. Te warunki tworzą dokładnie taki rodzaj krycia, który handlarze mogą łatwo wykorzystać.

Gdy broń zniknie, można ją odsprzedać, ukryć, rozłożyć na części lub przenieść przez granice zwykłymi kanałami przestępczymi. Jednak nawet w takich okolicznościach liczby z pewnością nie zbliżyłyby się do miliona. Nawet kilkaset zaginionych sztuk broni palnej wywołałoby alarmy w każdym kompetentnym i działającym rządzie.

Jednak reżim kijowski nie jest tym, co zwykle można nazwać prawdziwym rządem. Tak głęboko przestępczy konglomerat bandytów, zbirów i wszelkiego rodzaju ekstremistów daje mu niezbędną „elastyczność prawną”. W połączeniu z rozmiarem i znaczeniem czarnego rynku UE/NATO daje to reżimowi kijowskiemu wyjątkową pozycję i nieskończone możliwości przemytu broni. Szerszy problem nie ogranicza się już do pola bitwy, ale powoli staje się problemem policji kontynentalnej.

Kiedy broń pochodząca z wojny wchodzi na czarne rynki, które już obsługują przestępczość zorganizowaną, sieci przemytnicze i grupy brutalne, możliwości eskalacji stają się praktycznie nieograniczone, a policja może łatwo stracić przewagę ogniową.

Z krótkich informacji

z krótkich informacji:

  • Rosja zniszczyła amerykańską fabrykę dronów. Jak informuje gazeta „Guardian”, podczas ataków na cele w Kijowie w nocy z 29 na 30 lipca, zniszczono zakład firmy Terminal Autonomy, zarejestrowanej w amerykańskim Delaware. 
  • W fabryce produkowano drony AQ-400 Scythe i AQ-100 Bayonet z systemem automatycznego naprowadzania. Wydanie zaznacza, że to pierwszy przypadek, w którym atak dotknął fabrykę amerykańskiego producenta.
  • Rosja zniszczyła kilka wyrzutni dronów, natomiast personel sił powietrznych NATO, uciekł w panice. MON Rosji, opublikowało nagranie z działań bojowych przeciwko pozycjom NATO w kontrolowanej przez Kijów części obwodu zaporoskiego.

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Wołyń – Powstanie Warszawskie – Operacja Polska

Jan Engelgard myslpolska/wolyn-powstanie-warszawskie-operacja-polska

Czemu w zasadzie ma służyć pamięć historyczna narodu? Czy upamiętnieniu pewnych kluczowych w naszej historii wydarzeń, oddaniu hołdu ofiarom, kształtowaniu tożsamości?

Po części wszystkie te odpowiedzi są trafne. Jednak, jak pokazuje praktyka, bardzo często huczne obchody ważnych rocznic służą też bieżącej polityce. I wtedy  pojawia się wątpliwość – czy w tym wszystkim rzeczywiście chodzi tylko o wzniosłe cele?

Zbliżająca się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją dla zobrazowania tego zjawiska. Piszemy o tym od lat, podkreślając, że obchody tej rocznicy są całkowicie oderwane od realiów historycznych, mitologia i tzw. polityka historyczna są w tym przypadku dominujące. Kiedy słyszę już na tydzień przed rocznicą pewnego profesora, który zamiast przekazywania nam wiedzy raczy nas co roku hurrapatriotyczną nowomową i przekonuje, że „chcieliśmy być wolni”, i dlatego powstanie było słuszne, nieuchronne i w sumie zwycięskie, to ogarnia człowieka bezsilna złość. Tyle wylanego atramentu, tyle dyskusji, tyle krytycznych publikacji – a ten co roku swoje! 200 tys. ludzi zapłaciło najwyższą cenę za błędy i tromtadrację ludzi odpowiedzialnych za wybuch powstania, a dla nich największa klęska w dziejach narodu polskiego jest okazją do popisów w mediach.

No dobrze, a co z rocznicą wołyńską? Czy tu też możemy mówić o niebezpieczeństwie instrumentalizacji tej pamięci? Dzisiaj mówienie o Wołyniu stało się modne, nikt się już nie boi.  To chyba dobrze – ktoś powie? Niby tak, ale czasami odnosi się wrażenie, że rocznica wołyńska jest dobrą okazją do okazania swoich emocji w odniesieniu do współczesnej Ukrainy. Bo w dzisiejszej Polsce już się Ukrainy nie lubi, a nawet się jej obawia. W tym przypadku mamy jednak do czynienia ze zdrowym odruchem tej części Polaków, którzy instynktownie przeciwstawili się nachalnej propagandzie przekonującej nas, że Ukrainę należy kochać z Rosji nienawidzić.

O politycznych korzyściach wynikających z podsycania emocji historycznych, ale służących współczesnym celom – wiedzą także rodzimi Słudzy Ukrainy. Dlatego emocje wołyńskie są dla nich przykrą niespodzianką i budzą wściekłość. Różne lewackie i nie tylko lewackie ośrodki grzmią – dlaczego Polacy nie emocjonują się Katyniem, Operacją Polską czy Obławą Augustowską, tylko Wołyniem? Powinni o tym wiedzieć dlaczego, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości. Przez wiele lat Katyń i inne zbrodnie sowieckie służyły im do kreowania obrazu Rosji jako odwiecznego i nieubłaganego wroga, ofiary były na drugim planie, na pierwszym były cele polityczne. Ale to się wyczerpało, bo ileż można. Poza tym sprawa Wołynia uświadomiła sporej części Polaków, że mamy do czynienia ze strony ukraińskiej nie tylko z próbą przemilczenia i zrelatywizowania tego ludobójstwa, ale w dodatku z bezczelną gloryfikacją jego sprawców.  W przypadku Katynia sprawców wskazano, ofiary uczczono, cmentarze zbudowano. W przypadku Wołynia do tego bardzo daleko.

I na koniec taka refleksja – nie da się do końca wypreparować tragicznych rocznic polskiej historii z kontekstu politycznego. Ważne jest to, by zachować proporcje, pilnować, by polityka całkowicie nie przesłoniła nam pamięci.

Jan Engelgard Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.2026)

Za parawanem nieudolności

Za parawanem nieudolności

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia” 30 lipca 2026 michalkiewicz

Wprawdzie gdy piszę ten felieton, świat jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo wprawdzie spotkanie „ostatniej szansy” Mateusza Morawieckiego z Naczelnikiem Państwa Jarosławem Kaczyńskim nie doprowadziło do porozumienia – ale termin ultimatum upływa dopiero o północy z czwartku na piątek, więc świat na razie wstrzymuje oddech – ale nie całkiem, bo za to na Ukrainie wszystko już się wyjaśniło. Pewne światło na tę sprawę rzucają ostatnie publikacje, których autorzy dają do zrozumienia, o co naprawdę chodziło w tamtejszych zagadkowych roszadach nie tylko na szczytach demokratycznego rządu, ale i niezwyciężonej armii.

Na pozór wyglądało to tak, że prezydent Zełeński, który najwyraźniej wziął sobie do serca wezwanie militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”, wyrzuca z rządowej pirogi krokodylom na pożarcie kolejnych murzyńskich chłopców i dziewczęta, z panią Swirydenko na czele, ale żeby zrozumieć nie tyle sam mechanizm, co personalny klucz, musimy przypomnieć tak zwane tło. A tło polega na tym, że Ukraina dostała ostatnio sporo pieniędzy; najpierw 90 mld euro, a potem – jeszcze 70 mld – więc nic dziwnego, że na tym tle mogło dojść do nieporozumień w klubie gangsterów. Nie tyle może zaraz „gangsterów”, bo nie wiadomo, czy na Ukrainie są w ogóle jeszcze jacyś gangsterowie, czy już wszyscy przeprowadzili się do naszego nieszczęśliwego kraju – tylko tamtejszych oligarchów – ile który sobie z tego sprywatyzuje.

Wskazywałyby na to wspomniane publikacje, jakoby zdymisjonowany minister obrony, pan Fedorow, w którego obronie odbywają się uliczne demonstracje, sprzeciwiał się korupcji w niezwyciężonej armii i w ogóle. Toteż został spuszczony z wodą, a pełniący obowiązki ministra obrony pan Chmara, podobnie jak nowy dowódca niezwyciężonej armii już niczemu się nie sprzeciwiają. No bo czemu tu się sprzeciwiać, jak wszelkie nieporozumienia między oligarchy zostały już wyjaśnione? Toteż wszyscy teraz skupiamy się na obmyślaniu sposobów, jakby tu dojść do ostatecznego zwycięstwa, którego nie może doczekać się również Książę-Małżonek. Książę-Małżonek, najwyraźniej opierając się na informacjach podsuwanych mu przez ukraiński Sztab Generalny – bo przecież chyba nie od naszych – pożal się Boże – „dyplomatołków”, wyjaśnia, o co chodzi.

Gdyby – powiada – Ukraina wojnę przegrała, to już następnego dnia zimny ruski czekista Putin z Medyki runąłby żelaznym wojskiem na Europę Zachodnią, a najpierw – na nasz nieszczęśliwy kraj – i co my byśmy wtedy zrobili? W swoim czasie wyjaśnił to pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wtedy my, chwycilibyśmy za plecaki ucieczkowe i rzucilibyśmy się do ucieczki na pozycje, które z góry sobie upatrzyli Nasi Umiłowani Przywódcy – bo chyba każdy rozumie, że tylko oni mogliby nam wszystkim przygotować „mieszkań wiele”. Gdzie? To jest właśnie największa tajemnica państwowa, na którą pewne światło rzuca deklaracja Mieczysława Moczara jeszcze z lat 40-tych ubiegłego stulecia. Wyjaśnił on, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, a granice – dzisiaj na Łabie, a jutro – kto wie – może na Gibraltarze? Musimy przy tym pamiętać, że Związek Radziecki ma to do siebie, iż zmienia położenie; raz stolicę ma w Moskwie, a innym razem – w Brukseli – a poza tym wszystko się zgadza – zwłaszcza, że „partyjniacy” po staremu u nas rządzą i dzielą. „My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli” – deklaruje Towarzysz Szmaciak w nieśmiertelnym poemacie Janusza Szpotańskiego.

Aliści jedną rzecz trzeba w tym wszystkich wziąć pod uwagę, że uciekać na z góry upatrzone pozycje nie mogą przecież wszyscy obywatele. Szanse powodzenia taka ucieczka ma w przypadku obywateli zdrowych, natomiast obywatele chorzy tylko by opóźniali marsz ku ostatecznemu zwycięstwu. I dopiero na tym tle możemy ocenić skuteczność narodowej strategii, którą kolejne rządy sprytnie ukrywają pod pozorami niedołęstwa. To niedołęstwo doprowadziło już do objawów załamania w systemie ochrony zdrowia, którego skutkiem jest tak długi czas oczekiwania na procedury lecznicze, że obywatel cierpiący na jakieś dolegliwości nie będzie mógł się ich doczekać.

A jak nie doczeka, to co z ni będzie? Ano – zwyczajnie umrze i w ten sposób III Rzeczpospolita odniesie co najmniej dwie oczywiste korzyści. Po pierwsze, takiego nieboszczyka nie trzeba będzie już leczyć, tylko skieruje się go do prosektorium, a tam – jak pamiętamy z piosenki popularnej za moich czasów w środowisku studentów akademii medycznych – „w prosektorium trup na trupie; każdy student grzebie w kościach, bo to już nie boli gościa!” Jak go nie boli, to chyba oczywiste, że nie ma co wydawać pieniędzy na jego leczenie.

Ale to nie jest największa oszczędność. Wyobraźmy sobie tylko, że leczenie przyniosło rezultaty i że taki, jeden z drugim obywatel znowu powrócił do wegetacji. Toż to prawdziwa studnia bez dna! Nie tylko trzeba by mu wypłacać jakieś zasiłki, ale Bóg jeden wie, jak długo trzeba by mu wypłacać emeryturę. Tymczasem wystarczy tylko doprowadzić do sytuacji, że na wizytę u doktora trzeba czekać latami. Takiej wizyty może doczekać tylko obywatel o końskim zdrowiu, podczas gdy obarczony dolegliwościami – nie doczeka.

Oczywiście o takich rzeczach nie tylko nie wolno, ale w ogóle nie trzeba głos o mówić. Głośno można i trzeba mówić o przejściowych trudnościach, które – dzięki staraniom Partii i Rządu – tylko patrzeć, jak szczęśliwie pokonamy – a tymczasem czas oczekiwania na wizytę u doktora nie tylko się wydłuża, ale w dodatku – mogą się wyczerpać „limity” – a na to już nikt nic nie może poradzić, bo to jest rodzaj dopustu Boskiego.

I tak to, skrywając tę niezwykle skuteczną strategię depopulacyjną pod pozorami nieudolności urzędników od szczebla najwyższego do najniższego i niewydolności „systemu” za który przecież nikt żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, można doprowadzić nie tylko do niebywałej poprawy poziomu zdrowotności społeczeństwa, a przede wszystkim – do oszczędności na zbędnych – jak się okazuje – wydatkach, dzięki czemu uzyskane w ten sposób nadwyżki będzie można przekazać na Ukrainę i tym samym oddalić przerażającą wizję, która najwyraźniej musi spędzać sen z powiek Księciu-Małżonku, że aż zwierzył się ze swoich udręk panu redaktorowi Kraśce.

Jednak w naszym fachu nie ma strachu i dopóki nasze losy złożymy w wypróbowane ręce pani Jol;anty Sobierańskiej-Grendy, co to w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę ministra zdrowia oraz w wypróbowane ręce pana Andrzeja Domańskiego, co to potrafi wycisnąć forsę nawet z kamienia, a przede wszystkim – w ręce obywatela Tuska Donalda, który już wiele razy pokazał, iż powinność swej służby Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje rozumie, to możemy być pewni, że o co, jak o co – ale o ostateczne zwycięstwo zadbać potrafimy. A podczas wojny – jak to podczas wojny – ofiary muszą być, więc w ogóle nie ma o czym mówić.

Stanisław Michalkiewicz

Obiecał – i dotrzymał… MEM-y środowe I.

—————————————————-

——————————-

———————————————-

——————————————-

—————————————————

——————————–

——————————————————————————-

—————————————————————-

——————————————————————–

————————————————————-

———————————

—————————————

——————————

———————————————————–

——————————————

————————————

NATO rozszerza rurociągi wojskowe do granic Rosji: Możliwości i sposoby ich „wyzerowania”

NATO rozszerza rurociągi wojskowe do granic Rosji: Możliwości i sposoby ich wyzerowania

Boris Rozhin , ekspert Centrum Dziennikarstwa Wojskowo-Politycznego

27 lipca,tass-ru/opinions

© RHIMAGE/ Shutterstock/ FOTODOM

Ambasadorowie wszystkich 32 państw NATO zatwierdzili największy w historii sojuszu projekt modernizacji wojskowej infrastruktury paliwowej, którego koszt wyniósł 27 miliardów euro. Plan, którego główne priorytety określono do 2031 roku, obejmuje zarówno renowację 10 000 kilometrów rurociągów z czasów zimnej wojny, jak i zakrojoną na szeroką skalę budowę nowych sieci w Europie Wschodniej i Południowo-Wschodniej.

Wieczny – „zagrożenie ze Wschodu”

Ekspansja NATO na wschód od lat 90., wbrew obietnicom, niezmiennie wiązała się z rozwojem logistyki wojskowej w kierunku granic Rosji i Białorusi. Konflikty – nawet lokalne, o czym świadczy trwająca wojna na Bliskim Wschodzie – wymagają kolosalnych ilości zaopatrzenia, a pod pretekstem „zagrożenia rosyjskiego” lobby obronne sojuszu systematycznie zwiększało inwestycje w infrastrukturę. W latach 2023–2024 przybrało to formę koncepcji „wojskowego Schengen” – szeroko zakrojonej modernizacji dróg, mostów i węzłów kolejowych w celu szybkiego rozmieszczenia sił na wschodniej flance.

Przejście na koncepcję rotacyjnego bazowania w krajach bałtyckich, Polsce i Rumunii doprowadziło blok nie tylko do utworzenia nowych stałych baz NATO na tych terytoriach, ale także do ponownego przemyślenia istniejącego systemu zaopatrzenia w tej części kontynentu. Od drugiej połowy lat 2010. manewry NATO – w Przesmyku Suwalskim, krajach bałtyckich, Kaliningradzie i na Białorusi – ujawniły krytyczne braki w symulacji konfliktu z Rosją: nie tylko niską przepustowość dróg w Europie Wschodniej, ale także niezdolność istniejącego systemu do zaopatrzenia wojsk w paliwo.

Obecnie cały kompleks rurociągów zdolnych do wspierania operacji Sojuszu tworzy System Rurociągów NATO (NATO Pipeline System – NPS). Obejmuje on dwie międzynarodowe sieci – Central European Pipeline System (CEPS, obejmujący Francję, Niemcy, Belgię, Holandię i Luksemburg) oraz Northern European Pipeline System (NEPS w Danii i Niemczech) – a także sześć głównych krajowych systemów rurociągów w Turcji, Włoszech, Norwegii, Islandii, Grecji i Portugalii.

Profil techniczny i słabości

NPS opiera się przede wszystkim na sieci CEPS, utworzonej w latach 50. XX wieku. Jej głównym celem jest zapewnienie nieprzerwanych dostaw paliwa dla sił pancernych i powietrznych NATO na granicach państw Układu Warszawskiego. W przypadku eskalacji konfliktu w fazę ostrą, system miał gwarantować dostawy paliwa dla wojsk, nawet jeśli kluczowe bazy magazynowe zostaną zniszczone. Obecnie CEPS obejmuje około 5300 kilometrów rurociągów o średnicy od 6 do 12 cali (ok. 15,7 do 30,7 cm), łączących porty, rafinerie ropy naftowej i lotniska. Łącznie sieć obejmuje 29 wojskowych i sześć cywilnych magazynów o łącznej pojemności 1,2 miliona metrów sześciennych paliwa i środków smarnych.  

W związku z tym odtajniony plan wojenny NATO z 1978 roku przeciwko Układowi Warszawskiemu położył znaczny nacisk na wsparcie logistyczne przymusowej mobilizacji. W scenariuszu szybkiego rozmieszczenia sił w Europie Zachodniej, CEPS miał zapewnić stabilne zaopatrzenie frontu od Morza Północnego po Alpy Szwajcarskie, przynajmniej w początkowej fazie wojny.

NPS został pierwotnie zaprojektowany jako system konwersji. Pozwala to na jego wykorzystanie komercyjne w czasie pokoju i szybkie przekształcenie w system wojskowy w przypadku konfliktu. Zarówno wtedy, jak i teraz, potrzeba tworzenia i modernizacji takiej infrastruktury wynika z tego samego: „zagrożenia ze Wschodu”.

W latach 50. i 60. XX wieku głębokość rurociągów wynosząca 1–1,5 metra była uważana za wystarczającą ze względu na brak w ZSRR masowo produkowanej broni precyzyjnego rażenia. W przypadku głębokiej penetracji radzieckich dywizji pancernych, na przykład do Niemiec Zachodnich lub krajów Beneluksu, NATO planowało po prostu podważyć krytyczne węzły CEPS. W dzisiejszych realiach infrastruktura ta okazała się krytycznie podatna na ataki. Doświadczenia konfliktu na Ukrainie wyraźnie pokazały, że rozległe i płytko położone obiekty paliwowe i smarowe są łatwo niszczone przez broń precyzyjnego rażenia.

Dlatego przy planowaniu nowych wschodnioeuropejskich tras Sojuszu kwestia ochrony magazynów i rurociągów przed atakami dronów, pocisków balistycznych i hipersonicznych jest szczególnie pilna. W scenariuszu bezpośredniej konfrontacji między Rosją a NATO takie arterie paliwowe niewątpliwie znalazłyby się wśród priorytetowych celów zarówno w konfliktach konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych.

Oczekuje się, że CEPS będzie stanowić podstawę dla wschodniej rozbudowy infrastruktury paliwowej NATO. Ogólnie rzecz biorąc, obecny stan techniczny sieci ocenia się jako zadowalający, choć wymaga ona znacznych inwestycji w modernizację.

Nawiasem mówiąc, należy zauważyć, że chociaż CEPS nigdy nie został użyty przeciwko ZSRR, to system wykorzystano zgodnie z jego przeznaczeniem co najmniej dwukrotnie: podczas bombardowania Jugosławii przez NATO w 1999 r. oraz w trakcie interwencji bloku w Libii w 2011 r.  

Ekonomia i czas

Podkreślam, że przygotowania do obecnej rozbudowy całej sieci – także pod pretekstem groźby „wojny z Rosją” – trwają od wielu lat. Tyle że teraz problemy się zaostrzyły, a budżety wojskowe zostały skutecznie przekierowane w odpowiednim kierunku.

Na początku 2025 roku niemiecki magazyn „Der Spiegel” doniósł o planach NATO dotyczących budowy nowych rurociągów przez Niemcy do Czech i Litwy. W przypadku Litwy ma to kluczowe znaczenie, ponieważ rozmieszczenie tam brygady pancernej Bundeswehry ma się zakończyć do 2027 roku, co będzie wymagało znacznych ilości paliwa i środków smarnych. Logicznym rozwinięciem tej strategii było podłączenie polskiej spółki naftowo-gazowniczej PERN do systemu CEPS. Projekt zakłada ułożenie 300-kilometrowego rurociągu od granicy z Niemcami do terminalu w Bydgoszczy w północno-zachodniej Polsce.

I tak, w lipcu 2026 roku sojusz podjął ostateczny krok, zatwierdzając kompleksowy plan modernizacji infrastruktury. Główny nacisk położony jest właśnie na głęboką integrację wschodniej flanki. Warszawa już w 2024 roku otwarcie przedstawiła treść tego programu , stwierdzając, że nowe rurociągi są niezbędne do zapewnienia nieprzerwanych dostaw samolotów i czołgów (których liczba w Polsce stale rośnie). Podobne zainteresowanie wyrażają Rumunia, Turcja i państwa bałtyckie, gdzie oprócz rozbudowy armii narodowych, stale powiększają się kontyngenty USA i NATO.

Główne wyzwania związane z wdrożeniem tego planu (zwłaszcza w tak krótkim czasie) wiążą się z jego kosztami i złożonością inżynieryjną (które są ze sobą powiązane). Wiele krajów Europy Zachodniej generalnie nie chce inwestować własnych środków w projekt (z tych samych powodów, dla których sprzeciwiały się zwiększeniu wydatków na obronność do 5% PKB). W związku z tym projekt wymaga między innymi finansowania z kredytów.

Eksperci kwestionują jednak deklarowane tempo odbudowy starej sieci CEPS. Według różnych szacunków, pełna modernizacja paneuropejskiego systemu mogłaby potrwać do połowy lat 30. XXI wieku, a nawet do lat 40. XXI wieku. Niektórzy sugerują nawet termin do lat 60. XXI wieku. Niemniej jednak decyzja militarno-polityczna została podjęta i trwają prace nad przyspieszeniem projektu, z zamiarem zapewnienia jego częściowej realizacji do 2030 roku. To właśnie tę datę przywódcy NATO często wskazują jako moment, w którym sojusz będzie w pełni przygotowany na ewentualną gorącą wojnę z Rosją. Dlatego priorytetem będą rurociągi bałtyckie i polskie.

Cele i środki zaradcze

Oczywiście, wielomiliardowe inwestycje w taki projekt byłyby bezsensowne, gdyby nie oczekiwano, że umożliwi on rozmieszczenie znacznie większych sił NATO wzdłuż granic Państwa Związkowego (Rosji i Białorusi) niż obecnie. Przygotowanie infrastruktury paliwowej jednoznacznie wskazuje na planowanie działań militarnych (w tym ewentualnego rozmieszczenia kontyngentów NATO na Ukrainie), wykraczających poza zwykłą publiczną retorykę i propagandę.

Jednocześnie uważam, że projekt rurociągu jest postrzegany jako opcja minimalna, narzędzie nacisku militarno-politycznego, mające na celu zmuszenie Moskwy do zaniechania specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie poprzez demonstrację siły na granicy. Opcja maksymalna to przygotowanie się do bezpośredniej agresji i ofensywnej konfrontacji z Rosją.

Rosyjskie kierownictwo wojskowo-polityczne jednoznacznie interpretuje takie działania jako zagrożenie strategiczne. Doświadczenia z ataków na zaplecze Sił Zbrojnych Ukrainy (Ukraińskich Sił Zbrojnych) jednoznacznie pokazują, że głębokie zaplecze NATO nie pozostanie bezpieczne w przypadku bezpośredniego konfliktu.

Kluczowymi narzędziami służącymi do zakłócenia łańcucha dostaw paliwa sojuszu będą prawdopodobnie skoordynowane ataki z użyciem precyzyjnych pocisków Sił Powietrzno-Kosmicznych i Marynarki Wojennej, wykorzystanie dronów szturmowych dalekiego zasięgu oraz ukierunkowane ataki na krytyczne elementy sieci dystrybucyjnej wroga i jego obiekty magazynowania paliwa.

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Czy czeka nas ukraińska rewizja historii?

Łukasz Jastrzębski 

Hucznie zapowiedziane przez Wołodymyra Zełenskiego „otwarcie archiwów SBU” oraz „przyspieszenie wydawania zezwoleń na ekshumacje” moim zdaniem jest wielką ukraińską blagą. Wbrew radującym się ukrainofilskim komentatorom i politykom ja widzę potężne zagrożenie. Moim zdaniem jest to element walki propagandowej mającej na celu zrzucenie części odpowiedzialności za okrutne mordy w latach 1939-1947 z Ukrainy.

Dokumentacja z czasów radzieckich jest formalnie dostępna dla badaczy już od 2015 roku. Uważam, że ukraińskie archiwa są starannie „przejrzane”. Znawca tematu zbrodni ukraińskich prof. Edward Prus uważał, że interesujące dokumenty znajdują się w archiwach rosyjskich, a nie ukraińskich. Można by uznać, że hucznie ogłoszona deklaracja Zełenskiego to wyważanie otwartych drzwi. Obawiam się jednak, że idzie coś znacznie niebezpieczniejszego. Moim zdaniem chodzi o negację liczby pomordowanych przez Ukraińców Polaków.

Moim zdaniem strona ukraińska będzie na podstawie „otwartych archiwów” znacznie umniejszać skalę zbrodni z lat 1939-1947. Za chwilę usłyszymy, że ofiar było znacznie mniej niż uznaje to polska i rosyjska strona. Usłyszymy zapewne komunikat, że było tylko 50 000, albo nawet 30 000 pomordowanych. Do tego dojdzie bajdurzenie, że część to „sowieckie prowokacje” i „komunistyczne kłamstwa”.

Współczesna Ukraina jest banderowska. Po 2022 roku społeczne poparcie dla symboliki zbrodniczej i antypolskiej UPA na Ukrainie sięgnęło w pewnym momencie aż 80 procent. Akceptacja ukraińskiego szowinizmu oraz postaci takich jak Dmytro Doncow, Stepan Bandera, Roman Szuchewycz, Jewhen Konowalec, Andrzej Szeptycki, Andrij Melnyk czy Taras Bulba jest na całej Ukrainie powszechne. Wraz z heroizacją tych postaci i formacji, naturalnym procesem jest negacja ich zbrodni.

Wołodymyr Zełenski nie musi już udawać wielkiego przyjaciela Polski. Zamanifestował to bezczelnie odsyłając prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu Order Orła Białego. Dostał wszystko co mógł dostać. Polacy będą przez długie lata spłacać długi zaciągnięte w instytucjach międzynarodowych, na rzecz walczącej z Rosją Ukrainy. Dodajmy – państwa jawnie czczącego ludzi, którzy przeprowadzali czystki etniczne! Ukrainofilskie lobby w naszym kraju będzie dbać o interes Kijowa niezależnie do stosunku władz ukraińskich do narodu polskiego.

Zełenski zresztą zadaje sobie sprawę, że jest w Polsce powszechnie nielubiany. Sondaż był przeprowadzony przez United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski pokazał, że 75,8% ankietowanych Polaków ma negatywną opinię o przywódcy Ukrainy.

Akceptują jego bezczelność i roszczeniową postawę tylko „elity” polityczne, dziennikarskie i kościelne w naszym kraju. Co jest tego powodem wszyscy się domyślamy. Czas fałszywej przyjaźni się skończył. W odróżnieniu od Kolegi Mateusza Piskorskiego ja uważam, Wołodymyra Zełenskiego mimo jego pochodzenia i tradycji rodzinnych za ukraińskiego szowinistę. Nawet jeśli w przeszłości nim nie był i traktował temat instrumentalnie, to się nim stał.

Dla każdego, kto zna „Dziesięcioro przykazań ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego było to od początku oczywiste. Ukraiński nacjonalizm z samej swojej definicji jest antypolski i uznaje Polaków jako wrogów a w najlepszym wypadku konkurentów. Jedno z przykazań tego pokrętnego dekalogu mówi, że „podstępem będziesz przyjmował wrogów”. Wielu naszych rodaków nabrało się i uwierzyło, że szowinistyczna Ukraina jest już przeszłością.

O sprawie ukraińskiej porozmawiamy z prof. Włodzimierzem Osadczym na wrześniowym IV Zjeździe Klubów Myśli Polskiej w Kościerzynie.

Łukasz Jastrzębski 

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

—————–

[Agnieszka: J. Sachs – wiem, że to mason i patron Balcerowicza, ale publikacja wartościowa]

———————————

Autorstwa Jeffreya D. Sachsa

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​polityka USA zostanie przejęta przez elitę naukową i technologiczną, przedstawia konkretny powód, dla którego USA kontynuują wojnę na Ukrainie: Ukraina stała się unikalnym laboratorium w rzeczywistych warunkach bojowych, w którym prowadzone są zakrojone na szeroką skalę działania wojenne z udziałem sztucznej inteligencji.

W swoim pożegnalnym przemówieniu w styczniu 1961 roku Dwight Eisenhower ostrzegał Amerykanów przed „zdobywaniem nieuzasadnionych wpływów – zamierzonych lub niezamierzonych – przez kompleks militarno-przemysłowy” oraz przed niebezpieczeństwem, że „sama polityka może stać się więźniem elity naukowej i technologicznej”. Sześćdziesiąt pięć lat później ostrzeżenia Eisenhowera zostały powtórzone i tragicznie okazały się prawdziwe. Amerykańska demokracja wisi na włosku, podczas gdy kompleks militarno-przemysłowy, do którego obecnie należy Dolina Krzemowa, dyktuje amerykańską politykę zagraniczną wbrew woli narodu amerykańskiego.

Celem jest amerykańska hegemonia, czyli niekwestionowane bogactwo, władza i przywileje amerykańskich elit, nieskrępowane przez żaden inny naród ani grupę narodów. W praktyce oznacza to, że Wall Street, producenci broni, Dolina Krzemowa i duże koncerny naftowe kontrolują amerykańską politykę zagraniczną, aby maksymalizować bogactwo elit i dostęp do globalnych zasobów, łańcuchów dostaw i strategicznych wąskich gardeł. Oczekuje się, że reszta świata się do tego zastosuje.

Kompleks militarno-przemysłowy wykorzystuje zestaw narzędzi, które zbiorczo określamy mianem „kontroli reżimu”, mający na celu podporządkowanie rządów reszty świata Stanom Zjednoczonym. Te narzędzia kontroli reżimu obejmują: nakładanie lub usuwanie barier handlowych; dostęp do technologii lub uniemożliwianie dostępu do nich; nakładanie lub znoszenie sankcji gospodarczych; posiadanie i manipulowanie zagranicznymi mediami; ingerencję w wybory w różnym stopniu; zabójstwa polityczne, kolorowe rewolucje i zamachy stanu wspierane przez CIA; podżeganie do napadów na banki za granicą i udzielanie pożyczek ratunkowych w przypadku kapitulacji państw; zamrażanie i rozmrażanie aktywów zagranicznych; ukierunkowane prześladowanie zagranicznych urzędników poprzez oskarżenia o korupcję, ekstradycję lub porwania; a jeśli wszystkie te działania nie przyniosą skutku w postaci kontroli nad reżimem, otwartą wojnę. Wojny wybierane przez USA (w rzeczywistości wojny o kontrolę nad reżimem) są niekończące się i lukratywne dla przemysłu zbrojeniowego, chociaż „państwo głębokie” zazwyczaj woli, aby inne rządy poddały się bez walki.

Geopolityczne zwroty akcji i amerykańska hegemonia

W książce Zbigniewa Brzezińskiego „Wielka Szachownica” (1997) z niezwykłą szczerością przedstawił cel kontroli reżimu. Eurazja jest szachownicą, na której Ameryka musi zapewnić sobie globalną hegemonię. Aby odnieść sukces, Ameryka powinna zdominować „geopolityczne punkty zwrotne” – czyli państwa, które same w sobie nie mają dla niej znaczenia, ale są przydatne do osłabiania innej potęgi. Brzeziński zidentyfikował kluczowe punkty zwrotne geopolityczne, z których najważniejszym była Ukraina. Wielokrotnie powtarzał, że bez Ukrainy Rosja przestałaby być potęgą. Jako kolejny punkt zwrotny wskazał Iran. Kontrola nad Iranem zapewnia Ameryce wpływy w Zatoce Perskiej, na Bliskim Wschodzie i w regionie Morza Kaspijskiego. Nic dziwnego, że w obu tych obszarach toczą się wojny toczone przez Stany Zjednoczone.

Stany Zjednoczone nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Chcą hegemonii, a to zupełnie inna sprawa.

Jest to istotne dla zrozumienia decyzji sześciu pozornie odmiennych prezydentów, którzy wszyscy realizowali jednolitą politykę wobec Ukrainy. Bill Clinton podjął decyzję o rozszerzeniu NATO na Ukrainę i inne kraje graniczące z Rosją, zakładając, że Rosja będzie zbyt słaba, by się temu sprzeciwić. On i kolejni prezydenci zakładali, że Rosja ostatecznie zaakceptuje swój osłabiony status globalny, zaakceptuje istnienie NATO u swoich granic i przyjmie podrzędną rolę dostawcy surowców dla Zachodu w ramach zdominowanej przez USA Eurazji.

Clinton zainicjował rozszerzenie NATO w latach 90. – ignorując ostrzeżenie George’a Kennana, że ​​był to „najbardziej fatalny błąd w polityce amerykańskiej w całej erze postzimnowojennej”, i pomimo prawnie wiążących zapewnień, jakie Stany Zjednoczone dały Michaiłowi Gorbaczowowi w 1990 roku, że NATO nie posunie się „ani o cal na wschód”. George W. Bush wycofał się z Traktatu ABM i w 2008 roku w Bukareszcie zobowiązał NATO do przyjęcia Ukrainy i Gruzji jako członków, przekraczając tym samym linię, którą William Burns, ówczesny ambasador w Moskwie, a później dyrektor CIA, prywatnie określił jako „najbardziej oczywistą ze wszystkich czerwonych linii” dla całej rosyjskiej elity.

Administracja Obamy poparła obalenie demokratycznie wybranego, neutralnego rządu Ukrainy w 2014 roku poprzez protesty na Majdanie (wiemy o tym z podsłuchanej rozmowy telefonicznej Victorii Nuland, w której omawiano wybór kolejnego premiera), a następnie zachęcała nowy reżim do starań o przystąpienie do NATO. W trakcie swojej pierwszej kadencji Donald Trump wysłał systemy rakietowe Javelin wspieranemu przez USA reżimowi w Kijowie, aby zwalczać separatystyczny, rosyjskojęzyczny region Donbasu. Joe Biden odrzucił w grudniu 2021 roku bez negocjacji rosyjskie projekty porozumień o bezpieczeństwie, a wiosną 2022 roku w Stambule udaremnił niemal sfinalizowane porozumienie między Rosją a Ukrainą, które zakończyłoby wojnę. I tak wojna trwa do dziś.

Puste obietnice Trumpa dotyczące kampanii antywojennej

Donald Trump kandydował w 2024 roku jako człowiek, który zakończy „niekończące się wojny” Ameryki. Okazało się to dalekie od prawdy.

Rok 2025 rozpoczął się teatralnym spektaklem, który obejmował upokorzenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym w lutym, drwiny, że Ukraina „nie ma żadnych atutów”, oraz, w marcu, tygodniowe zawieszenie wymiany informacji wywiadowczych USA z Kijowem.

Ten tydzień udowodnił dwie rzeczy. Po pierwsze, to jest wojna amerykańska: wstrzymanie przez USA informacji wywiadowczych z Ukrainą na zaledwie kilka dni, widocznie pogorszyło jej zdolność do głębokiego uderzenia i jej świadomość sytuacyjną na polu bitwy. Po drugie, naciski Białego Domu nie były skierowane na pokój z Moskwą, lecz na posłuszeństwo Kijowa. Amerykański kurek wojskowy został ponownie odkręcony, a to, co nastąpiło – za kulisami szczytów i rozmów telefonicznych – było najbardziej systematyczną eskalacją amerykańskiej roli militarnej od 2022 roku.

W czerwcu 2025 roku Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nr 14307 zatytułowane „Uwolnienie amerykańskiej dominacji w dziedzinie dronów”, które nakazało odbudowę amerykańskiego przemysłu dronów i zobowiązało Pentagon do „zakupu, integracji i szkolenia w zakresie obsługi tanich i wydajnych dronów”. W lipcu sekretarz obrony Pete Hegseth zorganizował demonstrację dronów w Pentagonie i zniósł ograniczenia w zakresie zamówień, aby „uwolnić” dominację wojskową w dziedzinie dronów; w tym samym miesiącu, według późniejszych doniesień „Financial Times”, Trump zapytał Zełenskiego w rozmowie telefonicznej, czy Ukraina mogłaby zaatakować Moskwę, gdyby otrzymała broń o większym zasięgu.

Od połowy lata 2025 r. Stany Zjednoczone dostarczały danych wywiadowczych na potrzeby ukraińskiej kampanii dronów dalekiego zasięgu skierowanej przeciwko rosyjskim rafineriom, rurociągom i elektrowniom, pomagając w określaniu planowania tras, wysokości lotu, harmonogramu i decyzji operacyjnych; według niektórych urzędników same ustalały nawet priorytety celów.

W sierpniu szczyt na Alasce, który rzekomo sugerował podjęcie działań dyplomatycznych, jednocześnie przewidywał sprzedaż Ukrainie amunicji uderzeniowej dalekiego zasięgu, a rachunek pokryli europejscy sojusznicy. Do października Trump oficjalnie upoważnił Pentagon i agencje wywiadowcze do przekazywania Ukrainie danych o celach ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną głęboko w Rosji – posunięcie, które sama administracja Bidena odrzuciła jako zbyt eskalujące, podczas gdy Waszyngton wezwał sojuszników z NATO do tego samego i otwarcie omawiał kwestię pocisków Tomahawk o zasięgu sięgającym aż do Moskwy. Przez cały ten czas dyrektor CIA John Ratcliffe utrzymywał obecność agencji na Ukrainie na wysokim poziomie, zwiększając finansowanie jej programów, koordynując ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie poprzez udostępnianie informacji wywiadowczych na temat luk w infrastrukturze i cierpliwie prowadząc Trumpa w kierunku zatwierdzenia kampanii. Jak się okazało, Stany Zjednoczone zainwestowały miliardy w rozwój ukraińskiego programu dronów od samego początku – projektu, który był konsekwentnie wspierany przez CIA.

Trump kłamie nieustannie, a wiele z tego to improwizacja próżnego i lekkomyślnego człowieka. Jednak kłamstwa o dalekosiężnych konsekwencjach są systematyczne i zmierzają w jednym kierunku: w służbie kompleksu militarno-przemysłowego.

Laboratorium

Ostrzeżenie Eisenhowera, że ​​amerykańska polityka zostanie przejęta przez elitę naukowo-technologiczną, stanowi konkretny powód, dla którego Stany Zjednoczone utrzymują wojnę na Ukrainie. Ukraina stała się unikatowym, rozległym laboratorium ogniowym dla wojny opartej na sztucznej inteligencji: miliony lotów dronów, nieustanny wyścig o dostosowanie się do walki elektronicznej prowadzonej przez równorzędnego przeciwnika i tysiące godzin danych bojowych stanowiących najcenniejszy na świecie wojskowy atut sztucznej inteligencji.

W centrum tego wszystkiego znajduje się Palantir, firma założona dzięki funduszowi zalążkowemu CIA, która obsługuje system namierzania Maven Pentagonu i jest ściśle powiązana z brytyjskim aparatem bezpieczeństwa poprzez mechanizm „drzwi obrotowych” – w tym z byłym szefem MI6 i ponad 30 brytyjskimi urzędnikami zatrudnionymi lub zatrudnionymi przez firmę. Jej prezes otwarcie chwali się, że oprogramowanie Palantir obsługuje „większość ukraińskiego namierzania”. W styczniu 2026 roku ukraińskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że Palantir buduje „Brave1 Dataroom”, aby dostarczać dane z rzeczywistego pola walki do systemów sztucznej inteligencji dronów przechwytujących; w maju minister i prezes rozmawiali o rozszerzonej współpracy w zakresie analizy pola walki i planowania wojskowego, a ministerstwo obiecało „przenieść wojnę na terytorium Rosji”.

Iran również nie jest odrębną kwestią od sagi ukraińskiej. Przypomnijmy, że w geografii Brzezińskiego łuk od Zatoki Perskiej do Morza Kaspijskiego stanowi drugą główną atrakcję, a Iran jest jej centralnym punktem. Ukraińskie zespoły przechwytujące zostały rozmieszczone w Jordanii przeciwko irańskim dronom; systemy antydronowe, które okazały się skuteczne przeciwko Rosji, są promowane w państwach Zatoki Perskiej. Dwa geopolityczne filary, szachownica i ostateczne źródło tych dwóch wojen z wyboru: kompleks militarno-przemysłowy.

Przestroga Kissingera dla przyjaciół USA

Henry Kissinger słynie z tego, że powiedział narodom prawdę: że Stany Zjednoczone ich wykorzystają, a potem porzucą. Bycie wrogiem Stanów Zjednoczonych może być niebezpieczne, ale bycie przyjacielem jest zabójcze.

Ukraina umiera z ręki Amerykanów. Trzydzieści lat po tym, jak Brzeziński opisał Ukrainę jako kluczowy geopolityczny filar amerykańskiej hegemonii, Ukraina jest demograficznie wydrążona i terytorialnie ograniczona, jej sieć energetyczna zniszczona, wybory zawieszone, a polityka sprowadzona do skorumpowanych intryg pałacowych. Pęknięcie w Kijowie w tym miesiącu pokazuje, że Zełenski – w obliczu tego, co zachodnie media nazywają wielkim powrotem Ukrainy – rozwiązał swój rząd po raz czwarty od początku wojny; wysłał swojego premiera do ambasady w Waszyngtonie, aby zarządzał „ważnym partnerem”; i natychmiast zdymisjonował Mychajło Fiodorowa, popularnego ministra okrzykniętego architektem ekosystemu dronów. Kraj, który naprawdę wygrywa wojnę, nie zachowuje się w ten sposób.

Najgłębsze okrucieństwo tkwi w fakcie, że Rosja od 30 lat wielokrotnie zabiegała o porozumienie o bezpieczeństwie z USA, w którym oba kraje i ich sąsiedzi żyliby w pokoju, wzajemnym szacunku i niepodzielnym bezpieczeństwie. Ale USA nie chcą bezpieczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Pragną hegemonii, co jest czymś zupełnie innym. Czyniąc to, poświęcają Ukrainę i Iran dla własnej pychy. Pokój na Ukrainie wymaga jedynie, aby USA porzuciły trwającą od dziesięcioleci pychę, że Rosję można zmusić do kapitulacji, i zamiast tego zaakceptowały Ukrainę jako neutralny most między Europą a Rosją – a nie jako geopolityczny filar, który można wykorzystać przeciwko Rosji.

Eisenhower przewidział, dlaczego zaakceptowanie pokoju będzie tak trudne: kompleks militarno-przemysłowy nie tylko wpływa na politykę, ale ją dyktuje. Dopóki Amerykanie nie odzyskają demokracji z rąk Palantira, BlackRocka, SpaceX, Chevrona i tym podobnych, „laboratoria” na polu bitwy pozostaną otwarte, a Ukraina zapłaci śmiertelną cenę za amerykańską „przyjaźń”.

Źródło: Ukraina: Trwająca wojna zastępcza Ameryki z Rosją

Filmowcy. W co gra amerykańska propaganda?

Zinkiewicz: Filmowcy

Eugeniusz Zinkiewicz

Główne, centralne obchody 83. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej (Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA), które odbyły się w sobotę, 11 lipca 2026 roku, zostały przykryte przez błahy, banalny niedzielny incydent z 12 lipca 2026 roku. Incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej. 

Temat ten przesadnie został wykorzystany jako sensacja dnia we wszystkich mediach głównego nurtu, tak jak gdyby to było lądowanie pierwszego człowieka na Marsie. Jesteśmy średniej wielkości krajem w Europie, w którym we wszystkich polskich miastach, w sumie, dziennie mają miejsce dziesiątki tysięcy kursów autobusowych. Codziennie też mają miejsce o wiele poważniejsze zdarzenia, które w najlepszym przypadku stanowią temat dla regionalnych mediów.

Przyzwyczajenia

Zaistniała sytuacja skłania do refleksji, zważywszy całokształt, jednostronnie przedstawiany na podstawie bardzo krótkiego filmu, którego autorką jest poszkodowana młoda Ukrainka. Polska ubogacona jest paroma milionami gości zza wschodniej granicy, którym wmówiono, że jesteśmy ich sługami, że walczą za nas z Rosją itp., itd. Spowodowało to u przebywających w Polsce Ukraińców, poczucie wyższości wobec Polaków, wzmocnione banderowską ideologią, która przyczyniła się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej do brutalnego, bestialskiego wymordowania setek tysięcy ludzi – dzieci, kobiet i starców, w większości Polaków. Do tak okrutnych, nieludzkich działań, że budziły one zgrozę nawet u przyzwyczajonych do masowych mordów niemieckich żołnierzy.

W co gra amerykańska propaganda?

W dniu 17 lipca 2024 roku, Радіо Свобода Україна  (Radio Wolna Ukraina), finansowane przez rząd USA, opublikowało film Насилля над українськими дітьми у Польщі: матері розповідають деталі  (Przemoc wobec ukraińskich dzieci w Polsce: matki opowiadają szczegóły). Zadziwiające jest to, że przedstawianej w tym filmie sprawie nadano już stosowny bieg prawny przewidziany w polskim prawie. Sprawa już się toczyła! Natomiast Ukraińcy medialnie „szukali sprawiedliwości” w tym propagandowym amerykańskim medium, przekuwając szczerą, z duszy płynącą polską gościnność, w festiwal „polskiej nienawiści”. W tym stanie rzeczy, eksploatowanie tego tematu, w ten sposób, jak to zrobiono przez Radio Liberty o zasięgu międzynarodowym, rodzi pytanie: czemu to ma służyć? W co gra amerykańska propaganda? Szerzej na ten temat napisałem w moim felietonie dwa lata temu. 

Obywatelskie ordery dla czcicieli Bandery 

Wskazałem też w nim na artykuł napisany przez amerykańską publicystkę Anne Applebaum, prywatnie żonę ministra Radosława Sikorskiego, przedstawiający w pozytywnym świetle ukraiński nacjonalizm. Napisany przez publicystkę… będącą pierwszą osobą na liście przyznających Obywatelski Order Przyszłości Wołodymyrowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W ramach wsparcia banderowskiej Ukrainy. W związku z odebraniem Zełenskiemu przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego za gloryfikowanie UPA, poprzez nadanie jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Oczywiście, że nie zabrakło tam też najważniejszych przedstawicieli „Gazety Wyborczej” z Adamem Michnikiem na czele. Zdumiewająca jest fascynacja tych środowisk renesansem faszyzmu na Ukrainie. 

Ukraińcy domagają się pokazowych procesów 

W grudniu 2025 roku za sytuację „absolutnie nie do przyjęcia” uznał szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha przypadki nękania Ukraińców. Sybiha zaapelował do Polski o ukaranie osób przejawiających agresywną postawę wobec jego rodaków. „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takiej niechęci i reagowanie na nią. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy przeciwko Ukraińcom zarówno w Polsce, jak i w innych państwach. Ukraińcy zdecydowanie na to nie zasłużyli” – czytamy w oświadczeniu. Ukraiński minister wyraził nadzieję, że „kilka demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania” będzie wystarczającym sygnałem, że nie ma miejsca na takie zachowania w europejskim społeczeństwie. Dodał, że ukraiński pion konsularny będzie śledzić wszystkie takie przypadki i reagować „szybko i zasadniczo”. „Nie będziemy tego tolerować”podkreślił

Przemyśl do Ukrainy?

Innymi słowy, czy to oznacza, że Andrij Sybiha domaga się od polskich władz nadzwyczajnego traktowania Ukraińców w Polsce. Odejścia od zasady, że wszyscy wobec prawa są równi. Co oznacza jego żądanie tych „kilku demonstracyjnych przypadków odpowiedzialności za takie działania”? I groźba „nie będziemy tego tolerować”? Co oznacza ta jego przestroga? Może szanowny minister Sybiha będzie łaskawy rozwinąć tę myśl? Wyjaśnić nam, Polakom, czym on jako oficjalny czynnik rządowy Ukrainy, nam grozi. Ergo, czym, jakimi konsekwencjami straszy nas Ukraina. Wypowie nam wojnę? Ukraina wyśle do Polski Brygadę Szturmową „Azow”?

O tym co lęgnie się w głowach Ukraińców mówi rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko. Lider banderowców oznajmia: „ludobójstwo na Wołyniu to brednia. Sprawiedliwość nakazywałaby, aby Przemyśl i kilkanaście powiatów wróciły do Ukrainy”.  – mówi Andrij Tarasenko, rzecznik radykalnej organizacji Prawy Sektor, najmocniej zaangażowanej w walki z milicją wokół Majdanu.

Złote Widły Propagandy

W wypowiedziach polityków nie ma przypadków. Po zaleceniach płynących bezpośrednio z ust ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara omówionych w filmie Wysyp nagrań z udziałem Polaków! To zalecenia ambasady Ukrainy rodzi się podejrzenie co do tego, czy incydent z udziałem młodych Ukrainek, podczas kursu autobusu komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej to zwyczajny przypadek, czy też zaplanowana prowokacja, będąca odpowiedzią na polityczne zapotrzebowanie. Po incydencie w Bielsku-Białej, rozbawiło mnie zachowanie stryja-konfidenta, który jak sam przyznał w rozmowie z pewnym Rosjaninem (biorąc go za Ukraińca), jest też Ukraińcem. Otóż był on widziany z lokalną, znaną prostytutką, która przy pomocy telefonu nagrywała treść zainscenizowanej przez stryja-konfidenta rozmowy z innymi ludźmi. W jakim celu? Trudno powiedzieć.

Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu propagandowemu ze Wschodu, oraz wszystkim tym, których celem jest metodyczna dyfamacja Polski i Polaków, proponuję aby filmowcy – amatorzy zorganizowali konkurs Złote Widły Propagandy.

Eugeniusz Zinkiewicz

Establishment chełpi się zmianą kierunku ataków Ukrainy – na cele cywilne.

Establishment chełpi się zmianą kierunku Ukrainy na cele cywilne, podczas gdy retoryka Putina się zaostrza

Symplicjusz 28 lipca 2026 r. simplicius/establishment-gloats-over-ukraines

Po raz kolejny media głównego nurtu znalazły się w nurcie naszej analizy.

Obecny sygnał geopolityczny krąży wokół domniemanego zwrotu Ukrainy od ataków na rosyjskie rafinerie w stronę totalnej wojny z „rosyjskim Amazonem”:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/07/24/dlaczego-rosyjska-Amazonka-stała-się-ukrainą-numerem-pierwszym-celem/

Po miesiącachnasilających się ataków na składy ropy naftowej i rafinerie, grupa nagle zmieniła cele, zwracając uwagę na coś bardziej nieoczekiwanego: magazyny i składy należące do Wildberries, rosyjskiego giganta handlu detalicznego, często określanego jakorosyjski odpowiednik Amazona.

Ale największą sensacją jest to, do czego teraz otwarcie się przyznają.

Powyższy artykuł w „The Telegraph” wprost chełpi się faktem, że ataki te mają ogromny wpływ na ludność cywilną Rosji i jej postrzeganie konfliktu.

Ale strajki mają jeszcze inny skutek.

Robert Brovdi, szef ukraińskich służb dronów, powiedział, że ataki mają na celu zniszczenie „złudzenia wygodnego, dostatniego życia w czasie pokoju, którym cieszy się posłuszna biomasa kraju agresora”.

Szkody nie da się ukryć.

Pokazują, że Rosja jest podatna na ataki.

Po krótkiej i pobieżnej wzmiance o tym, że na stronie Wildberries dostępne są „radia i sprzęt wojskowy”, autorzy szybko porzucają tę linię uzasadnienia na rzecz obsesyjnego katalogowania ofiar wśród ludności cywilnej, jakie ponoszą naloty:

Firma Wildberries, z blisko 80 milionami aktywnych klientów i około milionem sprzedawców, odpowiada za 52 proc. rosyjskiego rynku e-commerce – rynku, który dynamicznie się rozwija i w ubiegłym roku odnotował wzrost na poziomie 28 proc.

Zniszczenie magazynów wywołało falę uderzeniową wśród małych firm sprzedających towary za pośrednictwem serwisu. Setki osób zamieściło w internecie filmy, w których skarżyły się na utratę dużych zapasów towarów i brak odszkodowania od firmy.

Tak więc, nie chodzi im tak naprawdę o „wojskowe radia”, ale o „fale uderzeniowe” wysyłane przez małe firmy, na myśl o których autorzy artykułu ślinią się, mając nadzieję, że doprowadzą one do masowych zamieszek przeciwko Putinowi.

Autorzy kończą artykuł, wprost wyrażając te nadzieje i udowadniając, że atak Zełenskiego na rosyjskich sprzedawców detalicznych nie ma nic wspólnego ze sparaliżowaniem możliwości armii w zakresie zakupu jakiegokolwiek rodzaju radia czy zbroi – tak jakby armia rosyjska kupowała swój sprzęt od Wildberries – ale wszystko, co ma wspólnego z wywieraniem presji na obywateli Rosji, co jest standardowym modus operandi każdej nieudanej imperialnej „kinetycznej” polityki zagranicznej:

Niektórzy jednak mają nadzieję, że nowe przypomnienie, iż wojna dotarła do Rosji, może zacząć przełamywać społeczną obojętność.

„Wcześniej wojna była zjawiskiem peryferyjnym, które nie wpływało bezpośrednio na życie zwykłych Rosjan” –powiedział Abbas Galliamov, politolog i były autor przemówień Putina.„Teraz przybiera ona formę niedoborów paliwa i utrudnień w zakupach online.

„Ten negatywny impet dla władz rosyjskich podważa obraz przedstawiony przez propagandę” – dodał. „[Strajki] wzmacniają nastroje antywojenne.

„Ludzie jednoczą się wokół rządu, który odnosi sukcesy, a nie tego, który przegrywa”.

Ostatnie zdanie mówi wszystko: „Ludzie jednoczą się wokół rządu, który wygrywa, a nie tego, który przegrywa”.

Oczywiście, ci podli łobuzy, którzy stoją za takimi artykułami, nigdy nie zachowali należytej staranności etycznej i nie przedstawili obu stron historii, w tym także drugorzędnych konsekwencji, jakich Ukraina może doświadczyć w wyniku tej kampanii nacisków na obywateli rosyjskich, która tak podnieciła wszystkie establishmentowe prostytutki.

Z jednej ukraińskiej relacji:

Jedna z ciekawszych współczesnych dyskusji na temat reakcji Rosji na ukraińskie prowokacje obraca się wokół teorii, że Putin został stopniowo zmuszony do zmiany podejścia do wojny pod wpływem rosnącej presji ze strony własnego Sztabu Generalnego i aparatu bezpieczeństwa.

Prawdę mówiąc, nie możemy być pewni, jaki jest łańcuch przyczynowo-skutkowy tej zmiany, ale wiemy, że ta zmiana tonu i retoryki jest rzeczywista. Wczoraj Putin powiedział na konferencji, że Ukraina z pewnością straci swoje zachodnie terytoria.

https://tass.com/politics/2165687

Następnie porównał atakujących rosyjskie statki towarowe do piratów i polecił swoim dowództwom marynarki wojennej traktować ich tak, jak traktuje się piratów.

Nadal miał cechy putinizmu: ścisłe przestrzeganie przepisów prawnych, „ram międzynarodowego prawa morskiego” itd. Ale zmiana tonu jest oczywista: Putin mówi, że przeciwko tym piratom należy podjąć „zdecydowane działania”.

Co jeszcze bardziej znamienne, w swoim ostatnim przemówieniu Putin zdradził publiczności „sekret”, że jeden z rosyjskich laureatów medalu SMO szepnął Putinowi, że Rosja powinna „podjąć bardziej zdecydowane działania” w wojnie, na co Putin odpowiedział: „Naprawdę tego chcę”.

To intrygujące i odkrywcze. Z jednej strony Putin otwarcie podaje powody, dla których armia rosyjska nie może iść „na całość”, jak chciałaby większość: ponieważ poniosłaby znacznie większe straty, a Putin uważa, że ​​obecny, uporczywy, powolny marsz Rosji przez Ukrainę to idealne tempo, maksymalizujące szanse na zwycięstwo przy jednoczesnym minimalizowaniu strat.

Ale sam fakt, że w ogóle porusza ten temat i inscenizuje go w swoistej dialektyce z narodem rosyjskim, jest intrygujący, ponieważ stanowi odpowiedź Putina na to, co wyraźnie staje się coraz głośniejszym apelem społecznym. Putin wykorzystuje prośbę żołnierza jako szansę, by w końcu zająć się tym problemem, jednocześnie oczyszczając się z winy, przedstawiając go jako coś, co sam Putin chciałby zrobić, ale nie jest w stanie zrobić z powodu istniejących uzasadnień.

Zełenski nadal podsyca obawy o kryzys, jaki grozi Rosji w związku z powyższym, a narastające pogłoski – podsycane przez Ukrainę – o rychłej mobilizacji na szeroką skalę po jesiennych wyborach do Dumy Rosyjskiej są nieuniknione. Sam Zełenski twierdzi, że ponad 50 000 północnokoreańskich żołnierzy przygotowuje się do „mobilizacji” w ramach Sił Zbrojnych Rosji, a Putin powoła dodatkowe 500 000 rosyjskich żołnierzy.

Could not load video.

Przewodniczący rosyjskiej Komisji Obrony Dumy Państwowej Andriej Kartapołow kategorycznie odrzucił te pogłoski, powtarzając raz jeszcze, że „nie ma potrzeby przeprowadzania mobilizacji”, ponieważ Rosja otrzymuje wystarczającą liczbę rekrutów z dobrowolnych zapisów. Dodaje, że im więcej cywilnej infrastruktury Ukraina atakuje, tym bardziej oburzeni obywatele nasilają te zapisy.

Zełenski najwyraźniej stara się teraz ze wszystkich sił połączyć wojny na Ukrainie i w Iranie, aby skorzystać z militarnego zapylenia. Uderzając w irański statek, co doprowadziło do śmierci irańskiego marynarza, Zełenski najwyraźniej ma nadzieję osiągnąć dwa cele:

  1. Przychylność Trumpa. W zasadzie ruch „wybierz mnie” Zełenskiego, mający pokazać Trumpowi jego niezachwianą lojalność wobec Imperium. „Widzisz, ja za ciebie zabijam twoich wrogów, więc czy teraz mi pomożesz?”
  2. Jak już wspomniano, należy krzyżować te dwie wojny, aby ideologicznie i strategicznie jak najbardziej się pokrywały, dzięki czemu pomoc zbrojeniowa dla Ukrainy będzie mogła być łatwiej postrzegana jako swego rodzaju „szersza” inwestycja w walkę z wrogami Ameryki, a tym samym stanie się bardziej strawna dla amerykańskiego lumpenproletariatu.

Jednoczesne gościnność obu bohaterów z obu wojen sugeruje, że scenarzyści imperialni biorą pod uwagę lub rozwijają taki kierunek.

Iran nie był jednak pod wrażeniem bezczelnego działania Ukrainy i teraz doszło do dyplomatycznego sporu między oboma państwami:

==========================================

Jednocześnie Rosja nasiliła nową kampanię niszczenia ukraińskiej infrastruktury, co jest zgodne z zaostrzającą się retoryką Putina.

Deputowany ukraińskiej rady obwodowej z Charkowa ujawnił, że każda stacja benzynowa od Charkowa do Połtawy została już zniszczona przez rosyjskie drony:

Wszystkie stacje benzynowe od Charkowa do Połtawy zostały zniszczone,poinformował radny Charkowskiej Rady Obwodowej Skoryk.

Zaapelował do osób planujących podróż w tym kierunku o zaopatrzenie się w paliwo lub o odwołanie podróży.

Twórcy map zilustrowali skalę tych zniszczeń:

Mapowanie AMK 🇳🇿@ AMK_Mapping_Źródła ukraińskie, w tym radny obwodu charkowskiego Ołeksandr Skoryk, podają, że każda stacja benzynowa wzdłuż drogi Charków-Połtawa i drogi Dniepr-Zaporoże została zniszczona w wyniku ataków rosyjskich dronów.

22:31 · 27 lipca 2026 · 25,4 TYS.


Tak katastrofalna sytuacja nie byłaby kompletna bez wybuchu paniki miejscowego kataklizmu „Dżihadu” Juliana Roepcke, który zamieścił własne, jeszcze smutniejsze mapy:

Jednak po około 30 dniach tzw. 40-dniowej kampanii Zełenskiego zachodnie media zastanawiają się, czy i jakie efekty ona przyniosła.

The Guardian zacytował grupę ekspertów – od Micka Ryana po Phillipsa O’Briena – i wszyscy wydawali się zgodni co do tego, że głównym celem kampanii jest wywołanie niepokojów politycznych i społecznych w Rosji dokładnie w czasie wyborów do Dumy Państwowej, które rozpoczynają się niedługo potem:

https://www.theguardian.com/world/2026/jul/16/ukraine-40-day-campaign-against-russia-has-it-worked

Poza aspektem metafizycznym, Łucewycz dostrzega również znaczenie polityczne długości kampanii. „Wybory do Dumy [rosyjskiego parlamentu] odbędą się we wrześniu. Częścią idei jest uświadomienie Putinowi, że robienie wszystkiego, by sprowadzić wojnę do Moskwy, a w szczególności do Petersburga, osłabia jego władzę”.

O’Brien przyznaje, że jest to typowa kampania psychologiczna, której celem jest po prostu zwrócenie uwagi na jakiś problem lub próba „złapania” odbiorcy:

Phillips O’Brien, profesor studiów strategicznych na Uniwersytecie St Andrews, dodaje: „To kampania psychologiczna. Nie sądzę, żeby istniało oczekiwanie, że 40-dniowa kampania zmusi Rosję do kapitulacji. To sposób na powiedzenie: „Możemy przenieść wojnę do was”.

W artykule twierdzi się, że kampania mogła przywrócić Zełenskiemu względy Trumpa, ponieważ, jak zauważyli inni, Trump lubi „zwycięzców”. Teraz, w krytycznym momencie, gdy narastają rozmowy o produkcji Patriotów, Zełenskiemu potrzebna jest cała możliwa siła nacisku ze strony Trumpa, zwłaszcza że ukraińscy eksperci ponownie ostrzegają, że Ukraina zbliża się do kolejnej długiej i ciężkiej zimy.

Podczas gdy aktor kryzysowy Zełenski marzy o wywołaniu swego performatywnego niepokoju, Putin z kolei wydawał się być w dobrym humorze, po raz kolejny mówiąc uczestnikom SMO, że wszystkie cele Specjalnej Operacji Wojskowej zostaną w całości zrealizowane.

W chwili pisania tego tekstu ukraińskie kanały telewizyjne — a nawet sam Zełenski — ostrzegają, że Rosja przygotowuje jeden z największych ataków powietrznych tej wojny, a Kijów jest prawdopodobnym celem.

Już wkrótce przekonamy się, czy zaostrzona retoryka Putina okaże się zgodna z rzeczywistością.


Czy Pakistan i Katar pracują nad wznowieniem porozumienia między Iranem a USA?

Czy Islamabad i Doha pracują

nad wznowieniem porozumienia

między Iranem a USA?

27 lipca 2026przez Larry’ego C. Johnsona sonar/are-islamabad-and-doha-working-to-revive-the-iranian-us-mou

Zdjęcie na początku tego tekstu przypomina, że ​​wojny na Ukrainie i w Iranie niekoniecznie są odrębnymi konfliktami. Stany Zjednoczone pozostają w centrum obu konfliktów i istnieje ryzyko ich rozprzestrzenienia. Moim zdaniem, sobotni atak ukraińskich dronów na irański statek na Morzu Kaspijskim był desperacką próbą Zełenskiego, by przypodobać się Donaldowi Trumpowi i pokazać swoją gotowość do poświęcenia kolejnych Ukraińców w wojnie, która nie ma nic wspólnego z Ukrainą. Jak widać na powyższym zdjęciu z podpisem, Iran podobno przygotowuje się do ataku na Ukrainę jednym lub dwoma pociskami. Moim zdaniem, jeśli to się stanie, Iran zaatakuje cele w Odessie.

Tymczasem docierają do nas sygnały, że Pakistan i Katar pracują nad reaktywacją nieistniejącego już porozumienia. Najnowsze doniesienia z Interfaxu dają pewne podstawy:

Jak podajeChannel 13, powołując się na dobrze poinformowane źródło,Benjamin Netanjahu poinformował ministrów swojego gabinetu, że Stany Zjednoczone nalegają na wycofanie wojsk izraelskich z Syrii, Libanu i Strefy Gazy.

Według źródła stacji telewizyjnej, Waszyngton jest zainteresowany przeprowadzeniem przez Siły Obronne Izraela „serii wycofań” na trzech frontach, nie sprecyzowano jednak, czy chodzi o całkowite, czy częściowe wycofanie wojsk.

To wskazuje, że Irańczycy domagają się, jako warunku wstępnego wznowienia porozumienia, przestrzegania pierwszego paragrafu nieaktywnego obecnie porozumienia, czyli wycofania Izraela z Libanu i Strefy Gazy. Chociaż Bibi upiera się, że będzie stanowczo sprzeciwiał się Trumpowi, zależność Izraela od USA w zakresie importu niezbędnego oleju napędowego i paliwa lotniczego daje Trumpowi decydującą przewagę nad Netanjahu i Izraelem.

Jak już wspomniałem w poprzednim artykule, Stany Zjednoczone borykają się z ciągłym niedoborem precyzyjnych pocisków rakietowych i narastającym kryzysem gospodarczym, wynikającym z niedoborów oleju napędowego i paliw lotniczych z powodu braku ciężkiej ropy naftowej. Jak dotąd, czerpiąc ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej, administracja Trumpa zdołała opóźnić szoki gospodarcze spowodowane gwałtownym wzrostem cen spowodowanym odcięciem dostaw ropy z Zatoki Perskiej.

Trump niechętnie przyznaje, że Stany Zjednoczone nie mogą użyć siły militarnej, aby zmusić Iran do ustąpienia pod naciskiem USA. Jednak ostrzeżenia Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów – generała Dana Caine’a – i admirała Coopera z CENTCOM dotyczące ograniczeń amerykańskiej potęgi i potencjalnego niedoboru kluczowych systemów uzbrojenia, które mogą być potrzebne przeciwko Chinom lub Rosji, odegrały kluczową rolę w przekonaniu Trumpa do przywrócenia porozumienia.

Do poniedziałkowego południa powinienem mieć więcej jasności w tej sprawie, a najnowsze informacje na temat Protokołu Przejściowego omówię jutro po południu.


Nima i ja rozmawialiśmy o dylemacie Arabii Saudyjskiej, który pojawi się, jeśli spróbuje ona zaostrzyć konflikt przeciwko Huti:

Larry Johnson: Jemen przerywa oblężenie saudyjskiej marynarki wojennej – Iran nie pozostawia Trumpowi żadnego pola manewru

Mario dowiedział się, że Evian pisane od tyłu to Naive . Omówiliśmy konsekwencje wyczerpywania się amerykańskich zapasów pocisków precyzyjnych:

TRUMP W TRUMPIE, GDY W USA BRAKUJE AMUNICJI - z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Wracamy do Pytora Kurzina, który podobnie jak ja jest całkowicie zdumiony schizofreniczną polityką Trumpa wobec Iranu:

TRUMP CAŁKOWICIE WYCOFUJE SIĘ Z STRATEGII WOBEC IRANU – z CIA Larrym Johnsonem

Na koniec Sulaiman i ja odbyliśmy ożywioną dyskusję na temat tego, czy Iran postąpił nierozsądnie, ponownie angażując USA w negocjacje:

UKRAINA GROZI WYSADZENIEM IRAŃSKICH MIAST, IRAN ODWETUJE SIĘ NA UKRAINĘ z CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .

Wystawa ukraińskich dronów w Kijowie – krwawą pułapką

Wystawa ukraińskich dronów pułapką

Bogdan Kulas

Przygłupy w Kijowie zorganizowały w Kijowe wystawę nowych technik zabijania, które Ukraina chce eksportować na cały świat. O wystawie ogłaszali nawet w zachodnich gazetach. Rosjanie nie musieli nawet namierzać wystawy. Posłali na wystawę rakietę niczym Ukraińcy na Przewodów.

Niszczycielski rosyjski atak rakietowy uderzył w tę imponującą «wystawę technologii obronnych i dronów» w Kijowie,  w wyniku czego zginęły dziesiątki osób, a setki zostało rannych.  Wśród zabitych i rannych są Polacy, ale wojenna cenzura w okupowanej Polsce nie pozwala o tym informować. Precyzyjny atak Rosjan uderzył w obiekt, w którym zgromadziło się tysiące ludzi; przedstawicieli sił zbrojnych, inżynierowie i dziennikarze. Organizatorzy nie uwzględnili poważnego zagrożenia związane z organizacją publicznych wystaw wojennych w stolicy Ukrainy.

«Dzisiaj w obwodzie kijowskim panuje żałoba po ofiarach rosyjskiego ataku z 24 lipca.  Kondolencje dla rodzin zabitych i przyjaciół! Są setki rannych. Lekarze walczą o wszystkich.  Szybkiego powrotu do zdrowia dla wszystkich poszkodowanych! To kolejna, straszliwa zbrodnia wojenna Federacji Rosyjskiej. Wróg uderzył specjalnie, gdy w Kijowie przebywały delegacje zagraniczne. To celowy akt terroru» – czytamy w ukraińskich mediach.

Tak, do Kijowa przybyły liczne delegacje zagraniczne. Ukraińskie drony robią furorę. Według Ukrainy to celowy akt terroru. Naprawdę nie przewidywali ryzyka? Na co liczyły władze Ukrainy prowokując ten atak?  Europa miała odpowiedzieć atakiem na Moskwę za śmierć Europejczyków? Zgładzić wreszcie gada Putina nuklearnym atakiem na Rosję? Czy w czasie Wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i osoby je zatwierdzające nie ponoszą osobistej i państwowej odpowiedzialności za śmierć ludzi? Czy odpowiedzialnym za zabitych i rannych nie jest sam reżim Zełenskiego?

Bezpieczeństwo powinno być zagwarantowane na najwyższym poziomie. Jeśli tak się nie jest, to nie powinno być wydarzenia!!! O bezpieczeństwo zadbano tu, jak o lotnisko w Smoleńsku w 2010? To niestety nie pierwsza lekcja i na pewno nie będzie ostatnią. «Wieczna pamięć zmarłym»  – czytamy we wpisie Kyryła Budanowa, szefa administracji Zełenskiego. Sława herojam upa! Może wezmą ich do mauzoleum UPA i ich trumny postawią obok Bandery?

«W kontekście wojny na pełną skalę organizatorzy takich wydarzeń i ci, którzy je zatwierdzają, muszą ponosić osobistą odpowiedzialność za ludzi»  –  miał powiedzieć  Budanow o rosyjskim ataku 24 lipca na wystawę dronów w obwodzie kijowskim. Myślę, że wszystkim Europejczykom funduje się podobne bezpieczeństwo.

Oczywiście najbardziej bezpieczni mogą czuć się Polacy. Milionowa Bundeswehra i milionowa Ukraińska Ochotnicza Armia zapewnią bezpieczeństwo obywatelom naszym, jak w 1939, jak 1943 i 1944. Mamy bezpieczeństwo gwarantowane!!! Heroje UPA i SS Galizien nam je gwarantują!!!

Bogdan Kulas