Wszystko, co musiałby zrobić, to zagrozić, że Polska przestanie pełnić funkcję państwa tranzytowego dla 90% ukraińskiego importu sprzętu wojskowo-technicznego z NATO, co albo wystarczyłoby, aby Ukraina zastosowała się do warunków przed odcięciem, albo prawdopodobnie uczyniłaby to wkrótce potem, — ale brakuje mu woli politycznej.
Bardzo podobają mi się artykuły Andrzeja Korybko. Przekazują nietuzinkowe spojrzenie na geopolityczną sytuację w naszym zakątku świata. Także ostatni przedstawiony powyżej artykuł określiłbym podobnie. Kwestią, którą chciałbym się dzisiaj zająć, jest słowo w tytule „mogłaby”. Na pytanie: czy Polska mogłaby zablokować dostawy wojskowe NATO na Ukrainę, odpowiedź jest jednoznaczna – tak. Tyle że, jak w przysłowiowym powiedzeniu o saperze – Polska mogłaby tylko raz się tak pomylić.
Polska nie jest jedynym krajem, przez który jest wysyłana natowska broń na Ukrainę.
Osobiście wcale nie uważałbym tego za błąd. Dlaczego nie może dojść do podjęcia decyzji o blokadzie transferu broni przez NATO na Ukrainę? Ponieważ Polska nie jest suwerennym krajem. Podobnie jak większość państw europejskich. Europejscy politycy nie zasługują na miano „mężów stanu”. Znacznie lepiej pasowałoby „sługusy globalistów”. To właśnie dla nich od ponad 30 lat organizowano w Davos szkołę przekształcania świata w kierunku globalizmu zwaną Young Global Leaders. Dlatego dzisiaj marionetki zarówno lewicy jak prawicy przepychają globalistyczne prawa przez posłusznych finansowym motywom lub zwykłemu szantażowi parlamentarzystów.
Globaliści opanowali ONZ, Komisję Europejską i wiele instytucji w szeregu krajów świata. Także rządy w Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i w większości krajów UE.
Sytuacja nielegalnego prezydenta. Ukrainy jest jeszcze bardziej zawiła. Żadne groźby nie są w stanie zmusić go do wystąpienia przeciwko własnym oddziałom Azowa, które są opanowane przez faszystowskie – zorganizowane przy pomocy CIA – banderowskie bojówki.
29.06.2026 r. Ukraiński oligarcha Wadim Ermolaev, objęty sankcjami przez Zełenskiego, wraz z żoną i nastoletnim synem odniósł ciężkie obrażenia w wyniku wybuchu w Monako. Sprawca zostawił torbę z bombą i uciekł. Wygląda na to, że Zełenski zlecił zamach w Monako, aby ukarać go za powiązania z Rosją.
Moim zdaniem trzy światowe potęgi, pomimo trwających zastępczych potyczek w stylu ukraińsko-irańskim, są w głównych celach ze sobą dogadane. I mam nadzieję, że ta „koalicja” wymierzona jest przeciwko czwartej potędze na świecie – globalizmowi.
Putin zakończył kolejną plandemię: hantawirusa.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
„NY Times” opublikował w środę skandaliczny artykuł, który utrwala mit, że Ukraina zadaje Rosji ogromne ofiary. Przypuszczam, że jest to tylko kolejna część propagandowej gry, aby oszukać amerykańską opinię publiczną na temat szans Ukrainy na zwycięstwo w wojnie z Rosją. Zacznijmy od śmiesznych twierdzeń NY Times:
Rosyjskie ofiary: Szacowane na ponad 1,1 miliona (zabitych i rannych) od czasu rozpoczęcia inwazji na pełną skalę w lutym 2022 r. Rosja traci żołnierzy w wysokim tempie, ale nadal uzupełnia siły poprzez rekrutację i skazanych. Rosjanin zabity w akcji (KIA): Około 350.000 – 400.000.
Ofiary ukraińskie: Szacowane na około 400.000–500.000 ogółem (zabitych i rannych). Straty Ukrainy były poważne, szczególnie w latach 2025-2026, z powodu rosyjskiej artylerii i przewagi dronów. Ukraiński zabity w akcji (KIA): Około 180.000 – 220.000.
To jest kompletna bzdura.
Zacznijmy od rosyjskiej/ukraińskiej wymiany ciał żołnierzy. Giełdy mają dwie odrębne fazy. Począwszy od marca 2022 roku, Rosjanie i Ukraińcy dokonali nieformalnych, niewielkich repatriacji, które trwały okresowo do 2022, 2023 i 2024 roku. Wymiana została ułatwiona przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża jako jeden z niewielu działających kanałów humanitarnych między obiema stronami, nawet po zerwaniu stosunków dyplomatycznych.
Zakrojony na szeroką skalę, uregulowany program rozpoczął się 11 czerwca 2025 r., kiedy to odbyła się pierwsza formalna wymiana w ramach porozumień stambulskich – w tym początkowym przekazaniu zwrócono 1.212 ukraińskich ciał. Ramy Stambułu, uzgodnione podczas bezpośrednich rozmów Rosji-Ukrainy w Turcji pod koniec maja i na początku czerwca 2025 r., zobowiązały obie strony do wymiany 6 tys. ciał w mniej więcej miesięcznym okresie.
Od czerwca 2025 r. stosunek ciał ukraińskich powrócił w porównaniu z rosyjskimi ciałami powrócił na około 35–37 do 1. Jak wyjaśniła platforma analityczna VoxUkraine z siedzibą w Kijowie, bezpośrednio odzwierciedla to asymetrię wojny lądowej: posuwające się siły rosyjskie zdobywają ukraińskie pozycje i ciała ukraińskich obrońców, którzy zginęli, trzymając je, podczas gdy Ukraina odzyskuje w zamian stosunkowo niewiele rosyjskich ciał. Innymi słowy, nie ma sytuacji patowej i Ukraina się wycofuje, nie rozwijając się od czerwca 2025 roku.
Według stanu na grudzień 2025 r., Poczta Kijowska powróciła do wszystkich ukraińskich ciał, które powróciły do około 16.000 od początku inwazji na pełną skalę. Dodając trzy udokumentowane giełdy 2026 do kwietnia (3,000 więcej), liczba ta wynosi około 19.000 ukraińskich ciał repatriowanych w sumie. To wyraźnie kontrastuje z całkowitą KIA Rosji odzyskaną w tym samym okresie – około 500 -600 ciał. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja ma ofiar ponad dwukrotnie więcej niż Ukraina.
Następnie przyjrzyjmy się dysproporcji w ogniku artylerii. Artyleria, do połowy 2025 roku, pozostała podstawową bronią do zabijania i ranienia żołnierzy po obu stronach. W całej pełnej wojnie Rosja wystrzeliła około 3 do 4 razy więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina – zgodnie z oceną RUSI, że „Rosja wystrzeliła średnio około cztery razy więcej rund niż Ukraina od początku inwazji”. Wskaźnik ten różnił się diametralnie w granicach tej średniej: tak niski, jak 1:1 na krótko latem 2023 r., Kiedy zachodnia amunicja dotarła na Ukrainę w dużej ilości, a nawet 10:1 w najgorszych miesiącach początku 2024 r.
Najważniejszym wydarzeniem jest to, co Instytut Nowoczesnej Wojny West Point określił jako „przemysłowe okno”. W 2025 roku Rosja produkowała około 7 milionów nabojów rocznie – około 19.000 dziennie – podczas zużywania około 10.000-15.000 dziennie. Oznacza to, że Rosja w 2025 roku odbudowywała swoje zapasy, a nie ściągając je, po raz pierwszy od 2022 roku. „Okno zamknie się” dla Rosji tylko wtedy, gdy zachodnie dostawy na Ukrainę mogą albo wypchnąć ukraińską konsumpcję ponad rosyjską produkcję, albo jeśli ukraińskie głębokie uderzenia na zakłady amunicji i składy wystarczająco zdegradują rosyjską przepustowość.
Poniższe tabele ilustrują przerażającą dysproporcję w wystrzałach artylerii:
Po raz kolejny NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja, która strzela prawie czterokrotnie więcej pocisków artyleryjskich niż Ukraina, cierpi podwójnie…
Co z dronami? Rosja wyrządza Ukrainie znacznie więcej szkód poprzez swoją kampanię dronową, niż Ukraina wyrządza Rosji poprzez jej równoważny program. Rosja wystrzeliła ponad 54 tys. dronów typu Shahed przeciwko Ukrainie tylko w 2025 roku, w trwałym tempie 135–200 dziennie. Ukraińska kampania dalekiego zasięgu dronów przeciwko Rosji osiągnęła prawdziwe wyniki operacyjne – ataki rafinerii są udokumentowane, szkody w rosyjskich dostawach paliwa są realne, a publiczne przyznanie się Putina do wewnętrznego kryzysu paliwowego potwierdza to. Ale skala i ludzkie koszty tego, co absorbuje Ukraina, znacznie przekracza to, co pochłania Rosja.
Problemy Ukrainy z rosyjskiej kampanii dronów to egzystencjalna presja na społeczeństwo, które pochłania już 30 tys.–34 tys. ofiar wojskowych miesięcznie. Krótko mówiąc, siły dronów Rosji są większe, produkują na większą skalę, skutecznie uderzają w kolejne cele i wyrządzają więcej szkód swojemu przeciwnikowi. Jednak NY Times chce, abyś uwierzył, że Rosja podwójnie traci ludzi, w porównaniu z ofiarami Ukrainy.
Ostatni, ale na pewno nie mniej ważny, nie zapomnij o bombach szybowcowych FAB. Termin ten jest używany luźno do pokrycia radzieckich bomb wolno-spadających – FAB-500 (500 kg), FAB-1000 (1,000kg), FAB-1500 (1,500kg) i FAB-3000 (3,000kg) – wyposażony w zestaw UMPK (Universal Glide and Correction Module), około $ 20,000 dodatkowy pakiet wyskakujących skrzydeł i sterowanych pocisków satelitarnych, który przekształca głupią bombę żelazną. UMPK daje FAB-500 zasięg 60-70 km, a nowsze wersje rozszerzają się do 100-200 km.
Od 2023 roku Rosja zrzuciła około 125.000–135,000 bomb ślizgowych na ukraińskie pozycje obronne. Kampania bomby szybowcowej odegrała znaczącą rolę w postępach wojskowych Rosji. Upadek Awdijówki, Torecka i Pokrowska był poprzedzony intensywnym przygotowaniem bomby ślizgowej, które zniszczyły fortyfikacje szybciej, niż Ukraina mogła je naprawić lub wzmocnić. A jednak NY Times chce, żebyśmy uwierzyli, że te bomby ledwo zabiły lub zraniły ukraińskich żołnierzy, którzy obsadzają pozycje obronne. 125.000 bomb i kilka, jeśli w ogóle, ofiar...
Na koniec przejdźmy do Mediów. Według danych zebranych za pośrednictwem odniesionych źródeł otwartych — tj. nekrologów, aktów zgonu cywilnego, grobów geolokalizowanych, ogłoszeń w mediach społecznościowych, raportów mediów regionalnych, zawiadomień o pogrzebach i zapisów cmentarzy – rosyjski KIA [soldiers killed in action ], potwierdzony nazwiskiem, wynosi 227,700 na dzień 19 czerwca 2026 r. Jest to liczba pojedynczych rosyjskich zgonów wojskowych, które potwierdziła Mediazona, BBC News Russian i zespół ochotników.
Zachód nadal kłamie na temat rosyjskich strat, jednocześnie beztrosko ignorując oszałamiające straty Ukrainy… Szacuje się, że ukraińskie KIA przekracza 1,5 miliona. I zginęli za co? Poświęcony zachodnim hegemonicznym ambicjom.
Oto mój najnowszy film Counter Currents… tylko 12 minut:
Pepe i ja zrobiliśmy kolejną prezentację protokołu przejściowego:
Wróć ponownie z Edmundem DeMarche, redaktorem Trends Journal:
Zawsze doceniam szansę na rozmowę z Dr. David Oualalou:
Nima i ja rozmawialiśmy o cieśninie Ormuz i najnowszych wydarzeniach na Ukrainie:
Dowiedziałem się od Mario, że JD Vance przyznał, że USA podpisały protokół ustaleń, aby kupić czas na uzbrojenie i zaopatrzenie:
Sulajman skupił się początkowo na ostatnich masowych uderzeniach Rosji na Kijów:
Na koniec Stanisław Krapiwnik i ja omówiliśmy jego najnowszą podróż do Donbasu:
Scott Ritter: Zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia na konferencji w Stambule pt.„Bezpieczeństwo globalne a konferencja NATO”, zorganizowanej przez Centrum Badawcze Inicjatywy Globalnych Cywilizacji. Oto moje przygotowane wystąpienie.
W związku z tym, że konflikt między Rosją a Ukrainą wkracza w piąty rok, nadszedł najwyższy czas, aby państwa członkowskie NATO dokonały oceny sytuacji i zastanowiły się, co to oznacza dla przyszłości sojuszu transatlantyckiego. Zachodnie media głównego nurtu i ich platformy w mediach społecznościowych propagują narrację skupioną na ‚zmęczeniu Rosji’, odporności Ukrainy i determinacji Zachodu, wyraźnie czerpiąc przyjemność z podkreślania argumentów opartych na stworzonej przez Rosję sytuacji, która ciągnie się już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana z lat 1941–1945. Ta narracja jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem większości państw członkowskich NATO, co nie dziwi, biorąc pod uwagę bliskie powiązania między mediami kontrolowanymi przez korporacje a rządami, które utrzymują z tymi korporacjami relacje typu ‚drzwi obrotowe’.
Ten obraz jest celowo mylący, ponieważ nie ma odzwierciedlać prawdy opartej na faktach, lecz raczej rozpowszechniać fikcję, mającą na celu manipulowanie opinią publiczną w sposób umożliwiający podtrzymywanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego aż do zamierzonego końca – strategicznego pokonania Rosji. Cel ten jest oficjalnym stanowiskiem NATO i jego kluczowych państw członkowskich i był wielokrotnie potwierdzany od czasu jego pierwotnego sformułowania w maju 2022 roku. Koncepcja opiera się na trzech filarach: załamaniu gospodarczym Rosji spowodowanym sankcjami gospodarczymi, wyczerpaniu militarnym Rosji w wyniku niekończącej się wojny finansowanej przez zbiorowość Zachodu oraz rozpadzie rosyjskich struktur społecznych, co ma doprowadzić do obalenia rosyjskiego rządu prezydenta Władimira Putina.
Jednak ta koncepcja ma poważną wadę: jest nieskuteczna. Rosyjska gospodarka rośnie, zamiast się kurczyć, i udało jej się znaleźć równowagę między potrzebami ekonomicznymi społeczeństwa konsumpcyjnego a masową ekspansją przemysłu zbrojeniowego – do tego stopnia, że Rosja prześciga obecnie swoich zachodnich konkurentów w produkcji broni krytycznej. Rosyjska armia staje się silniejsza, a nie słabsza, i odnosi sukcesy na skomplikowanym polu bitwy – pomimo wysiłków całego Zachodu, by ją osłabić poprzez pozornie niekończącą się wojnę zastępczą z Ukrainą. Co więcej, rząd prezydenta Rosji Władimira Putina nadal cieszy się poparciem nie tylko większości rosyjskiego społeczeństwa – frustrując tych, którzy marzą o sprowokowaniu ‚moskiewskiego majdanu’ – ale także świata poza wąskimi ramami wspólnoty transatlantyckiej.
Te same filary, które plan działania NATO ma na celu zdemontować w Rosji, w rzeczywistości kruszą się w samym NATO. Kryzys energetyczny, wywołany przez dobrowolne odcięcie się Europy od rosyjskich dostaw energii i zaostrzony wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził kilka dużych europejskich gospodarek na skraj załamania.
Siła militarna NATO znacznie zmalała w latach od upadku Związku Radzieckiego, do tego stopnia, że żaden z członków NATO nie jest w stanie skutecznie prowadzić na dużą skalę bitew lądowych w Europie, takich jak te, które obecnie toczą się między Rosją a Ukrainą.
Koszty związane z rozbudową sił NATO do poziomu niezbędnego do konfrontacji i pokonania armii rosyjskiej są zaporowo wysokie, co stanowi nieosiągalne cele dla większości, jeśli nie wszystkich, krajów europejskich, biorąc pod uwagę ogólnie opłakany stan europejskiej gospodarki. Ostatecznie elity polityczne i gospodarcze, które przejęły i utrzymały władzę w Europie w ciągu ostatnich trzech dekad, same są odsuwane na boczny tor. Wielka Brytania miała czterech premierów w ciągu czterech lat. Rząd niemiecki stoi na krawędzi upadku, podobnie jak rząd francuski. Krótko mówiąc, te same cele, które NATO zamierzało narzucić Rosji, są realizowane – nieumyślnie, ale skutecznie – w samych państwach członkowskich NATO.
Najbardziej szokującym aspektem obecnej sytuacji jest to, że nie jest to produkt uboczny krótkoterminowej błędnej kalkulacji, lecz rezultat dekad polityki. Jeszcze przed oficjalnym powstaniem NATO Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planowały uczynić z terytorium Europy Środkowej, które obecnie obejmuje Ukrainę, ‚truciznę’ dla idei Wielkiej Rosji. Zarówno Jałta, jak i Poczdam posłużyły do odcięcia Rosji od terytoriów należących do Ukrainy w 2021 roku. CIA otwarcie współpracowała z byłymi pracownikami i organizacjami nazistowskiego wywiadu, budując antyrosyjski ruch oporu na Ukrainie, rekrutując jego członków z najgorszych zachodnich ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym tych kierowanych przez Stepana Banderę i Andrieja Melnyka.
Nawet po tym, jak Związek Radziecki zmiażdżył resztki tych pronazistowskich sił w latach 1954–1955, USA i NATO nadal fantazjowały o współpracy z ocalałymi elementami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Amerykańskie siły specjalne planowały utworzenie rodzimych ruchów oporu na terytorium ZSRR, podczas gdy CIA propagowała odrażającą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu poprzez bezpośrednie finansowanie i wsparcie szkoleniowe – praktyka ta trwała nieprzerwanie do 1990 roku.
Po zakończeniu zimnej wojny NATO współpracowało ze Stanami Zjednoczonymi w celu destabilizacji Rosji, pomagając w instalowaniu w Kijowie antyrosyjskich, proukraińskich rządów. Rozszerzenie NATO odbywało się w tajemnicy; prawdziwe motywy były ukrywane przed opinią publiczną przez tych, którzy postrzegali Rosję jako słabą i podatną na zwodnicze narracje. NATO było wspierane przez różne organizacje pozarządowe, które przeznaczały pieniądze i zasoby na realizację planu mającego na celu uczynienie wojny z Europą i NATO nieuniknioną.
W 1993 roku George Soros, który w dużym stopniu zaangażował się w zmianę reżimu w Rosji, opublikował artykuł, w którym pisał o nieuchronności i konieczności przemocy między NATO a Rosją. Soros otwarcie przyznał jednak, że NATO jako instytucja nie byłoby w stanie przetrwać konfliktu, w którym ciała setek tysięcy żołnierzy zostałyby odesłane do domu w workach na zwłoki. Zamiast tego, argumentował Soros, NATO musiałoby dostarczyć swój arsenał wojskowy wschodnioeuropejskiemu, nienależącemu do NATO państwu, które walczyłoby z Rosją jako pełnomocnik NATO.
Ten pełnomocnik zawsze był jednoznacznie identyfikowany jako Ukraina. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku była wspieraną przez NATO i finansowaną przez Sorosa operacją, mającą na celu zastąpienie prorosyjskiego Wiktora Janukowycza ukraińskimi nacjonalistami, takimi jak Wiktor Juszczenko, który otwarcie podzielał ideologię Stepana Bandery. Osiągnęła sukces.
Po politycznym powrocie Janukowycza w 2010 roku NATO wsparło wysiłki USA i UE zmierzające do przeprowadzenia w lutym 2014 roku brutalnego zamachu stanu, który obalił Janukowycza i zastąpił go ukraińskimi nacjonalistami – celowo stwarzając wydarzenia, które doprowadziły Rosję do rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.
Współudział NATO w tej operacji jest oczywisty – NATO utworzyło na Ukrainie centra szkoleniowe, których misją było zbudowanie ukraińskiej armii zdolnej do przeciwstawienia się armii rosyjskiej. Działanie to jest dosłowną realizacją wizji Sorosa z 1993 roku, dotyczącej armii wschodnioeuropejskiej wyposażonej w sprzęt NATO.
I jest to sedno dzisiejszej sytuacji militarnej między Ukrainą a Rosją, gdzie miliony Ukraińców i miliardy dolarów z ukraińskich zasobów zostały poświęcone, aby umożliwić NATO nie do końca tajną wojnę z Rosją. Wojnę, którą NATO przegrywa z dużą przewagą.
Jak wiadomo, pierwszy Sekretarz Generalny NATO, Lord Ismay, stwierdził, że misją NATO jest „trzymanie Rosjan na dystans, Amerykanów w środku, a Niemców pod kontrolą”. Dziś widzimy NATO, z którego Amerykanie się wycofują, w którym Niemcy odzyskują siły, a Rosjanie są zmuszani wbrew swojej woli do bezpośredniej konfrontacji z NATO, które aktywnie dąży do wojny z Rosją do końca dekady.
Należy zauważyć, że NATO nie może sobie pozwolić na zbudowanie sił zbrojnych niezbędnych do zwycięstwa w bezpośrednim konflikcie z Rosją, a jakakolwiek wojna między NATO a Rosją nieuchronnie doprowadziłaby nie tylko do gospodarczej ruiny państw członkowskich, ale także do fizycznego zniszczenia społeczeństw, dla których ochrony NATO rzekomo zostało powołane.
W przyszłym miesiącu NATO zbierze się w Ankarze, aby omówić przyszłość organizacji, która straciła legitymację wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i może usprawiedliwić swoje istnienie jedynie poprzez ożywienie zagrożenia ze strony Rosji poprzez prowokowanie Moskwy za pomocą wojny zastępczej na Ukrainie. W obecnej sytuacji planowana przez NATO konfrontacja z Rosją jest dosłownie paktem samobójczym. Doprowadzi ona do klęski NATO i prawdopodobnego zniszczenia Europy. Szczyt w Ankarze może okazać się ostatnim szczytem NATO w historii. Europa zachowuje się dziś jak wściekły pies, a jedynym sposobem, aby społeczność mogła się przed nim obronić, jest zastrzelenie psa. Rosja przygotowuje się do zastrzelenia europejskiego psa.
Zapobieganie wojnie musi być priorytetem NATO w przyszłości. Wymaga to zaakceptowania gorzkiej prawdy, że zwycięstwo Rosji nad Ukrainą jest nieuniknione i że każda próba NATO, by osiągnąć alternatywny wynik poprzez eskalację konfliktu między Rosją a Ukrainą, doprowadzi jedynie do bezpośredniego konfliktu z Rosją, którego NATO nie może wygrać – a który prawdopodobnie wywoła wojnę nuklearną, która na zawsze zakończy eksperyment europejskiej cywilizacji.
NATO gra w niebezpieczną rosyjską ruletkę, gdzie każda komora nabojowa jest załadowana, a wynik jest pewny. Chyba że przestanie grać w tę grę. Wybór jest jasny – życie albo śmierć dla Europy i sojuszu transatlantyckiego. A decyzja zapadnie w przyszłym miesiącu w Ankarze. Dokonajmy mądrego wyboru.
Na fali słusznego oburzenia narastającą falą banderyzmu na Ukrainie w Polsce nabrzmiewa coraz bardziej radykalna odpowiedź. Celują w niej ci, którzy jeszcze niedawno uniżenie płaszczyli się przed Kijowem, sami mianując się „sługami Ukrainy”.
Choćby były polityk Platformy Obywatelskiej, a do niedawna poseł Prawa i Sprawiedliwości – uosobienie karierowiczostwa i bezideowości polskiej polityki, Janusz Kowalski. Nawoływał on do deportacji wszystkich Ukraińców, którzy znaleźli się u nas w ostatnich latach, także tych, którzy faktycznie uciekli przed śmiercią.
Zastanówmy się co takie propozycje – cieszące się niezmiennie wysoką popularnością wśród Polaków, którzy dość już mają wyraźnie nadmiernej liczby często niezbyt wdzięcznych za schronienie gości – oznaczają z punktu widzenia realistycznie ujmowanego bezpieczeństwa państwa, a także etyki. Z tą drugą zadanie będzie wyraźnie prostsze. Jeśli uznajemy życie ludzkie za wartość samą w sobie, to nie powinniśmy wydawać ludzi na niemal pewną śmierć.
Jeżeli uznajemy pokój za zawsze lepszy od wojny i zniszczenia – powinniśmy udzielić schronienia potencjalnym ofiarom taktyki rzucania mięsa armatniego w bój przez Siły Zbrojne Ukrainy. Dylemat etyczny rozwiązać zatem można od ręki: zostawiamy Ukraińców, również tych w wieku poborowym, na naszym terytorium.
Sprawa przestaje być tak jasna i prosta, gdy przejdziemy na płaszczyznę geopolityki i bezpieczeństwa, czyli obszary, w których sentymenty moralne z definicji nie powinny odgrywać żadnej roli. Wysłanie na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy schronili się w Polsce i Europie przed okrutną wojną, wzmacnia doraźnie Siły Zbrojne Ukrainy, choć nie jest w stanie przeważyć szali zwycięstwa na rzecz Kijowa. Można jednak przypuszczać, że przedłuży konflikt zbrojny.
W naszym interesie ekonomicznym jest jak najszybszy powrót do relacji handlowych, w tym współpracy energetycznej z Rosją. Eliminujemy z tych rozważań głosy nieracjonalne i pozbawione logicznej argumentacji, mówiące o tym, że po upadku / kapitulacji Ukrainy my będziemy następnym krajem przeznaczonym do ataku przez Rosję. Wszystko wskazuje na to, że nie będziemy. Ryzyko zaatakowania nas punktowymi uderzeniami rakietowymi i dronowymi wzrastać będzie wraz kolejnymi próbami eskalacyjnymi podejmowanymi przez Kijów.
Im większe będzie bowiem natężenie i długotrwałość konfliktu, tym większe prawdopodobieństwo, że strona rosyjska podejmie decyzję o zaatakowaniu tyłów przeciwnika. A tymi tyłami, zapleczem logistycznym jesteśmy właśnie my i nie mamy zbyt wielkiego wpływu na rolę, którą pełnimy, przynajmniej dopóki jesteśmy kolonią anglosaską, państwem wchodzącym w skład agresywnego NATO i coraz bardziej wojowniczej Unii Europejskiej. Możemy zatem uznać, że w naszym, polskim interesie jest jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych. Interesować nas powinno również to, by przyszła Ukraina nie miała potencjału podejmowania działań agresywnych, zaczepnych lub szerzących chaos na naszym, sąsiednim terytorium.
Idealna byłaby jej odbudowa i polityczne odrodzenie jako kraju neutralnego, rozbrojonego i rezygnującego z tożsamości neobanderowskiej. Jakimi środkami cel ten może zostać osiągnięty? To już nie nasze zmartwienie. Powinniśmy jedynie liczyć na to, że ścierające się na ukraińskich stepach mocarstwa dojdą w końcu do wniosku, że mają już dość. A także – że nie dojdą do wniosku, iż czas przestrzeń wojny rozszerzyć o ziemie polskie. A zatem – nasze bezpieczeństwo wymaga jak najszybszego zakończenia wojny, które możliwe jest przy brakach dodatkowych rezerw mobilizacyjnych Kijowa. Krótko mówiąc, z tego punktu widzenia powinniśmy zgodzić się na pozostawanie na naszym terytorium ukraińskich uchodźców przed śmiercią na froncie.
Nie wszystko jest jednak tak jednoznaczne. Jak doskonale wiemy, zbyt liczna mniejszość narodowa może być źródłem destabilizacji oraz zagrożeń wynikających z możliwości jej instrumentalnego wykorzystania przez obce podmioty. W tym wypadku mówić możemy z jednej strony o wzrastającej przestępczości, ale z drugiej również o ryzyku wykorzystania imigrantów ukraińskich przez tamtejsze służby specjalne do aktów terroru na naszym terytorium. Nietrudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś jest szantażowany i straszony groźbami pod adresem członków jego rodziny na Ukrainie przez SBU, by zdecydował się na realizację poleceń typu podpalenia czy zamachy na Polaków znajdujących się na słynnej liście Myrotworiec.
Jakie jest zatem rozwiązanie? Nie ma żadnego dobrego. Model kompromisowy może polegać na przyznawaniu Ukraińcom w wieku poborowym specjalnego, czasowego azylu politycznego przy jednoczesnym nadzorowaniu ich przemieszczania się i funkcjonowania w Polsce. Nie byłoby to łatwe, ale warto rozważyć optymalny wariant.
Mateusz Piskorski Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)
Jak się zbliżało lato to się pojawiał zaraz tzw. sezon ogórkowy w mediach. Oznaczało to nadawanie lekkich i bzdurnych tematów, gdyż świat polityczny udawał się na urlop. Było to, uwaga! nawet w czasach komuny, która – jak nam się wydawało dziś starym, a wtedy naiwnym – i tak upolityczniała wszystko co się da. Teraz można tylko pomarzyć o latach tej błogości – świat się zmienia, nie patrząc na nasze plany urlopowe i dziś trudno o spokój w świadomości tzw. opinii publicznej. Mamy dwa wielkie wątki narracyjne, które jak imadło ściskają głowy publiczności, co bardziej wyrywnym i zaangażowanym spędzając sen z powiek, nawet na drożejących wczasach.
W szczękach imadła
Mamy więc dwie szczęki tego narracyjnego imadła – jedną na użytek wewnętrzny, a chodzi tu o aferę ze Szpitalem Południowym, oraz zewnętrzną coraz bardziej sferę, którą można operacyjnie nazwać wojną na ordery. Mają one dwie cechy wspólne – rozwojowość, gdyż wątki dopiero się rozpędzają oraz właściwość drugą – plemienność wojny polsko-polskiej. Ten ostatni wątek, wchodzenia każdego zdarzenia i inicjatywy w tory manichejskiego ładu, podziału na dobro i zło, który obowiązuje bezwzględnie i nieodwołalnie. Jest przymiotem narodowym naszym tak przemożnym, że może być, i jest, wykorzystywany nawet przez czynniki zewnętrzne, które znając tę naszą przypadłość mogą nami wysterowywać w dowolnym kierunku. Dziś chcę się zając jedną tylko szczęką – aferą orderową.
Wątek szpitalny jest mocny i rozwojowy, a więc trzeba poczekać aż dojrzeje, gdyż może się okazać tak wielowątkowy – od kwestii łapówkarstwa, upartyjnienia państwa, wyższości samo-mianowanych elit nad NFZ-towskim ludem, aż po realne wnioski na temat (dez)organizacji systemu służby zdrowia. Publiczności umyka tu zasadniczy wątek – przy takim podejściu aparatu państwa do rewelacji od insajdera z SOR-u w Szpitalu Południowym, cały system, łącznie ze specjalną ustawą, ochrony tzw. sygnalistów właśnie się pogrzebał. Po takiej jeździe po sygnaliście nikt nigdy i nigdzie w Polsce nie zgłosi do organów żadnej zauważonej nieprawidłowości. Bo ci przyślą prokuratora, który przed kamerami opowie jak zeznawałeś, odmówi ci prawa do prawnika, zaś media cię z linczują krzycząc: „masz dowody?!?”. Na koniec wyjdzie zaś premier i publicznie podważy wiarygodność sygnalisty i zrobi to szef rządu, który kiedyś, w kampanii wyborczej, powoływał się na „postać znaną”, patusa, którego rewelacje cytował publicznie bez zająknięcia. Nie, nie będziemy (dzisiaj) tu o tym mówić. Pomówimy za to o aferze orderowej.
New order
Nazywam ją orderową dla porządku, a właściwie – początku, bo od tego się zaczęło. Co prawda ordery to były tylko iskry, które okazało się padły na wielkie i gotowe zapasy prochu wzajemnych polsko-ukraińskich, jak widać w swej skali, skrywanych dotąd, delikatnie mówiąc, animozji pomiędzy naszymi narodami. Sam aspekt orderowy nie jest tu bez znaczenia. Zaczęło się od deklaracji odebrania orderu Orła Białego w wykonaniu prezydenta Nawrockiego wobec prezydenta Ukrainy Zełenskiego. W zamian posypało się odsyłanie z Ukrainy odznaczeń polskich do nadawców, dzięki temu tylko naród dowiedział się komóż to III RP była (ale za co, to się nie dowiemy) wdzięczna na różne sposoby. Było tego sporo, bo wielu orderów (jeszcze?) nie odesłało. Dużo się też dowiedzieliśmy o samym orderze, co skłoniło mnie w publicystyce pisanej w najbliższym tygodniku „Do Rzeczy”, do wysunięcia postulatu, aby order ten wygasić.
Najciekawsza była próba symetrycznego odwetu orderowego – nasi, ale tylko z jednego obozu, PiS-u znaczy się, zaczęli odsyłać z kolei ordery do Ukraińców – i znowu mogliśmy się dowiedzieć jak i jakich naszych obdarowywała (i za co) Ukraina. Też było tego sporo i widać, że wymiana barterowa order-za-order szła na całego. Najbardziej spektakularny był początek obiegu wewnętrznego orderowej hucpy kiedy (nie wiadomo dlaczego) w ramach protestu jakiś parlamentarzysta z PO zwrócił polskie odznaczenie polskiemu prezydentowi. Permutacja możliwości i wariantów wskazuje, że możemy się spodziewać, iż w ramach protestu jakiś Ukrainiec zwróci ukraińskie odznaczenie Zełenskiemu, ale niedoczekanie wasze. W życiu.
Ciekawostki wychodzą w ruchu prezydentów Ukrainy, którzy zwrócili swoje Orły Nawrockiemu w ramach protestu, a właściwie aktu solidarności z Zełenskim. Wskazuje to na jednak genetyczne poparcie ruchów banderowskich, idące na wskroś całej krótkiej historii nowożytnej Ukrainy. Są jak widać tam pewne wspólne wartości, ponad podziałami i ekipami i należy do nich kult banderowszczyzny, o czym z zaskoczeniem dowiedziała się i Polska, i świat i zdaje się, że sporo Ukraińców. Co ciekawe ordery odesłali prezydenci i Kuczma, i Juszczenko, i Poroszenko, ale nie odesłał ponoć prorosyjski Janukowycz.
Co ciekawe Janukowycz był jedynym prezydentem, który odwołał na Ukrainie kult Bandery, ustanowiony przez swego poprzednika. Tak to się dziwnie układają losy banderyzacji. Widać też, że order rozdawano na prawo i lewo i stosunek danego wodza Ukrainy do Rzezi Wołyńskiej nie miał u Polaków żadnego znaczenia. Dostawali wszyscy, ale tylko jeden nie przyznał się do kultu banderowskiego. Ale to był człowiek Putina, o czym wszyscy przecież wiemy…
Racje i narracje
Zostawmy te ordery, czekajmy na ruchy naszych obdarowanych – do gestu się poczuł i Lech Wałęsa, który ma przecież ukraińskie najwyższe odznaczenie (Jarosława Mądrego, drugiego stopnia), ale Lechu rzucił tylko ukraińską przypinką. Dziwi takie przywiązanie bądź co bądź do orderu imienia jego śmiertelnego lokalnego wroga. Z tym Wałęsą to w ogóle kłopot jest, bo – znowu – nie wyczuł ci on mądrości etapu, że wszelkie ruchy protestacyjne wobec Ukrainy są niemile widziane przez polityczne grono, które Lechu popiera, gdyż kwestia konfliktu Polska-Ukraina weszła na tory wojny polsko-polskiej. A nasze wałęsowskie dobro narodowe jest już dawno obsadzone w tej wojence jako zabytkowy parowóz uśmiechniętej światłości Tuskowej. Ale się Bolkowi wytłumaczy, zresztą sam do tego dojdzie, tyle, że ze zwyczajowym opóźnieniem.
Ale obiecałem pozostawienie tych orderów w spokoju, choć ręka świerzbi do szydery, bo to są kurioza. Najbardziej interesujące i płodne co do wniosków natury ogólnej i przewidywania przyszłych wypadków jest przyjrzenie się różnym narracjom i ich emitentom, po to by zobaczyć za nimi prawdziwe intencje graczy orderowych oraz ich wielopoziomowe i długotrwałe możliwe konsekwencje. Na początku uwagi natury ogólnej. Cała afera została stopniowo uplemienniona. Tak jest zawsze, gdyż plemienne grona wzmożone i towarzyszące im kompatybilne media nie znają innego aparatu poznawczego – wszystko jest albo dobre dla nas i kompletnie złe dla plemienia przeciwnego (opowiada się, że dla Polski), albo na odwrót. To automat czarno biały, działający od razu. Tu z Ukrainą po orderze okazało się, że trzeba trochę odczekać. PiS był od razu za, ale Tusk się wahał – tak zaskoczył go zbadany wysoki stopień poparcia Polaków wobec inicjatywy. Ale bez polaryzacji ani rusz – nie może sobie na stole polsko-polskiego konfliktu domowego leżeć jakiś temat niezorganizowany – wszystko musi być wessane przez tego jamochłona.
I ruszyła maszyna – najpierw powoli, jak żółw ociężale, a teraz biegu przyspiesza i gna coraz prędzej, by skończyć jak zwykle (tu już muszę zacytować):
A skądże to, jakże to, czemu tak gna? A co to to, co to to, kto to tak pcha, Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch? To para gorąca wprawiła to w ruch, To para, co z kotła rurami do tłoków, A tłoki kołami ruszają z dwóch boków I gnają, i pchają, i pociąg się toczy, Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy, I koła turkocą, i puka, i stuka to: Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…
Wątki uśmiechnięte
Mamy więc już bez żenady aferę orderową postawioną na torach wojny polsko-polskiej, co dowodzi, że – szczególnie plemię uśmiechnięte – użyje, albo i zbezcześci wszelkie pozostałe jeszcze pewniki narodowe, jak choćby pamięć pomordowanych, byle by tylko dowalić stronie przeciwnej. Mało tego – do tego nurtu zaprzańskiego zaczynają docierać argumenty wyraźnie suflowane przez Ukrainę. Polacy już bez żenady bredzą o symetryzmie UPA-AK, zrównują akcje odwetowe na Ukraińcach za rzeź w wykonani AK z ludobójstwem zaplanowanym w niemieckich mundurach. Śpiewamy tu w Polsce już bez żadnego wstydu piosenki do melodii wygrywanej na ukraińskiej bandurze. Tuskowi wykazują, że rzeź rzezią, ale liczą się dobrosąsiedzkie interesy ponad pamięcią zbiorową, która zawsze jest dyskutowalna. Tu pojawiają się postulat:y historycy do historii, pisarze do piór, a pasta do butów.
Mądrale pokazują jakieś inne benefity naszej współpracy, co trochę trąci zawoalowaną groźbą, że przez krewkiego kibola w Dużym Pałacu możemy dużo stracić, bo się na nas Ukraina może obrazić. Wskazuje się – znowu fałszywie – na dodatni bilans pobytu u nas Ukraińców, ten mityczny pozytywny bilans wpłat pracujących Ukraińców do budżetu versus koszty świadczeń społecznych od Polski do Ukraińców. Nie chce mi się pochylać nawet nad tym bilansem, który ewidentnie zawyża daniny ukraińskie i zaniża nasz rzeczywisty koszt naszego goszczenia Ukraińców. Pomijając już sam fakt, że niezmierzone są do dziś koszty turystyki leczniczej i emerytalnej, które zrujnowały oba polskie systemy. Powtarzamy więc te kalki już jako zinternalizowane, to znaczy Polacy to suflujący myśląc, że sami do tego doszli, nie wiedząc, że jest to jeden z punktów przekazu narracji, które dostali nie tylko ukraińscy dyplomaci, ale i służby (tak zeznaje np. ekspert od tych spraw, redaktor Parafianowicz).
Kolejnym argumentem mrożącym pt. Ukraina nam teraz pokaże, jest to, że mamy dodatni (a jaki możemy mieć z krajem wojującym?) bilans handlu zagranicznego. No, eksportujemy na Ukrainę, ale to chyba naturalne, choć jak tak dalej pójdzie to Ukraina, nie tylko geopolitycznie, ale gospodarczo będzie nas omijać, ale komu wtedy sprzeda swoje zboże techniczne jako jadalne? Ważnym przykładem jest tu niedawna konferencja w Gdańsku, która wymaga osobnego omówienia.
Konferencja w Gdańsku
Postawmy sprawę na nogi: Konferencja miała dotyczyć odbudowy Ukrainy po wojnie. Ja widziałem i uczestniczyłem w wielu takich spotkaniach. One po pierwsze mają sens, jak pojawia się jakaś szansa na koniec konfliktu, bo inaczej rozmawia się o pszczołach – nikt przecież nie będzie inwestował pod bombami. Takie spotkania są mocno iluzoryczne. Po drugie – niejasna jest rola Ukrainy. Jakim podmiotem tu jest Kijów? Ma kasę i decyduje kto ją dostanie? Jeśli tak, to skąd ta kasa? Czyż nie stanowi ona części środków podarowanych (pożyczonych?) przez podmioty, które teraz wybierze się (przez Ukrainę?) na wykonawców? Byłaby to dziwna konstrukcja – konsorcjum przyszłych nie wiadomo czy wybranych konsorcjantów zrzuca się na darowiznę, która później ląduje w rękach obdarowanego i ten wybiera po uważaniu kto nią dostanie? Myślę, że jest inaczej, że kontrahenci przychodzą z własną kasą i oni dyktują warunki. Polska więc nie ma tu wiele do gadania.
To prawda, ale nie w opowieści – klęska polskiego udział w polskiej konferencji jest tłumaczona i zrzucana na Nawrockiego. Jego nieprzyjazny gest ma nas – uwaga! w sposób UZASADNIONY ze strony obrażonych Ukraińców – pozbawić szansy na dobre kontrakty. Te jednak długo przed konferencją w Gdańsku były już rozdane, może nie w formie umów, ale stworzonych ram finansowania i całej operacji wyłaniania beneficjentów. Nic więc Nawrocki tu nie zawalił, bo jest w tym względzie już dawno po makale, ale narracja będzie jednoznaczna – policzalne straty. Szefujący antypolskiemu Lwowi banderowski Sadowy, choć nie zaproszony, demonstracyjnie przybył do Gdańska i podpisał klika umów na kontrakty, demonstracyjnie pomijając w tych umowach firmy polskie. Zrobił to mer Lwowa, który okradł polską firmę, która zainwestowała na jego terenie, przyjechał do Polski (jak? Gdzie są służby?) i podpisał nowe kontrakty. Stają tu dwa zagadnienia – jaki naiwniak, mając na uwadze losy polskiej firmy, podpisał z tym szalbiercą jakikolwiek kontrakt? Po drugie – gdzie jest państwo polskie? Gdyby jakiś oczajdusza wykroił taki numer powiedzmy Amerykanom, to nie tylko nie wpuściliby go do siebie, ale aresztowali na granicy pod zarzutem okradzenia amerykańskiej firmy.
A co my mamy? Wychodzi minister Sikorski i mówi, że może to i dobrze, gdyż teraz wszyscy wiedzą, że trzeba uważać, zaś wiceminister MSZ odradza polskim firmom inwestowanie we Lwowie. A tymczasem cała pomoc dalej płynie z Polski na Ukrainę, jakby – Polacy, nic się nie stało. Ursula właśnie przywiozła do Gdańska informacje o pierwszej transzy z 90 mld euro, które Unia, łącznie z nami, de facto podarowała pod zastaw (uwaga!) przyszłych reparacji od Rosji, gdyż ta niechybnie i przegra tę wojnę, i zapłaci za szkodliwe. A więc znowu – Ukraińcy grają nam na nosie, my zaś pokornie płacimy za ten spektakl. Ale przecież robimy to dla kraju, który walczy za nas, gdyż inaczej ruskie onuce, tym razem z zewnątrz, zaleją nasz kraj. Ten argument jest też łyknięty przez Polaków – tu uwaga! od dawna i we wszystkich plemionach – z argumentacji ukraińskiej. Ale ona ma tylko sens do tłumaczenia Ukraińcom czemu siedzą w okopach, czemu mają się poświęcać, przymykać oko na kradzieże i łapówkarstwo, gdyż poświęcają się dla świata. A świat ma się wypłacać za takie poświęcenie, i takie postawienie sprawy powoduje, że właściwie to nie opłaca się tej wojny kończyć, skoro my (my? gdzie tam – lud!) się poświęcamy jako przedmurze, to trzeba becalen i to bez gadania o kosztach uzyskania wysiłku wojennego, którymi są obrywy ukraińskich oligarchów ze środków pomocowych. Tyle Polacy, zobaczmy na Ukraińców.
Dobra pozycja Ukrainy
Widać wyraźnie, że kiedy Nawrocki dał ponad trzy tygodnie Zełenskiemu na zastanowienie się wykazał się nasz prezydent naiwniactwem. Decyzja w sprawie imienia UPA dla jednostki była podjęta nieodwołalnie i podarowany przez Nawrockiego czas Zełenski wykorzystał jedynie dla przygotowania zmasowanej operacji medialnej, czekającej tylko na deklarację Nawrockiego, że order jednak odbierze. Dokładnie w tym dniu ruszyło wszystko – pojawiły się tysiące internetowych Ukraińców, zalewających polski internet z tymi wszystkimi spreparowanymi w wariantach wątkami: cała egzegeza historii naszych relacji, daty, nazwiska, miejscowości, argumenty, relacje – wszystko stało gotowe, powiązane w narracyjne paczki przepasane wstążkami farm trollowych. I Nawrocki tylko zamruczał i wszystko się wywaliło na Polskę. Nieprzygotowaną, bo głupią.
Jak już mówiłem, dla Ukrainy to wygodna pozycja – kłócić się i deprecjonować Polskę na gruncie historycznym. To pozwala na odwzajemnioną jak widać nadzieję, że co do reszty to będzie po staremu. Bodanow, którego wysłał do Polski na przeszpiegi Zełenski, bo zobaczył jak bardzo zdeterminowani są Polacy wrócił do Kijowa z dobrymi wieściami. Na tyle dobrymi, że ukraińskie media zapełniły się wieściami, że „udało się uniknąć najgorszego”. A co było najgorszego dla Kijowa? Ano to, że Polacy wyjdą ze strefy bojów o pamięć w sferę realnych interesów, ważnych dla Ukrainy. Zamkną Jasionkę, wywalą Starlinki, obniżą Ukrainie warunki eksportowe z poczekalni do Unii, z ale przede wszystkim będą się opierać członkostwu Ukrainy w samej Unii. A ponieważ – tu ponad podziałami – wszyscy włodarze Polski zadeklarowali kontynuację swej służalczej polityki realnej, Ukraińcy odetchnęli, w dodatku eskalując poziom sporu na obszarze pamięci, po to by skupić tam uwagę Polaków. Nie na groźnych dla siebie realnych posunięciach.
Mamy w ukraińskiej sferze publicznej już żałosne poziomy tromtadracji, które mogą już tylko absorbować wyjątkowo niskie stany wiedzy wzmożonych emocjonalnie, bo nie wiedzowo obywateli. Ukraińcy wytykają, że ten konflikt jest na rękę Putinowi, trzeba więc niesnasek unikać. Ale sami wypisują takie rzeczy, że Putin by tego nie wymyślił. A czemóż – pomyślicie – takich rewelacji nie prokuruje właśnie Putin? Ano jak dowódca jednostki dronowej ukraińskiej w filmiku grozi, żeby nie podskakiwać, bo ukraińskie drony poleca gdzie trzeba i pokażą Lachom gdzie pieprz rośnie, skoro Polsce grozi dowódca ichniego WOTu i władze w Kijowie nic z tym nie robią, to znaczy, że to nie Putin nadaje i Kijów to co najmniej toleruje. A teraz odwróćcie sytuację – polskie generał wychodzi przed kamerkę i mówi, że za Wołyń puści na Lwów parę salw z Kraba. Toż to by się rozległ taki pisk, mundurowy by się pożegnał z wojskiem w trybie ekspresowym i dyscyplinarnym, Kijów by zawył, Zachód tak samo.
Na Zachodzi bez zmian?
Właśnie – Zachód, co na to Zachód? Tu też mamy plemiennie – uśmiechnięci mówią, że to wstyd przed Zachodem, że błazenada, że wszyscy wspierają, a tu Polacy poduszczeni przez ustawkowego prezydenta tak dokazują, wskazując na swój zapyziały, ale i samobójczy nacjonalizm. Strona odwrotna uważa odwrotnie: tu się pokazuje – chyba w ramach rekompensaty porażki na wszystkich innych polach – że świat dzięki aferze dowiedział się wreszcie co to za gagatki ci Ukraińcy. Ale jak to w znanej piosence z Grudnia’70: świat się dowiedział – nic nie powiedział. Zaprawdę świat ma inne problemy na głowie, niż graniczne spory jakichś zapyziałych Słowian. Nie przeszkadza to jednak skorzystać z szansy i pouczać Polaków choćby na żenującym poziomie niemieckiej ambasady w Polsce. Jesteśmy Bantustanem, a więc tak nas traktują.
Do czego prowadzą te wielowątkowe narracje? Po pierwsze, że u nas wszystko jest przewidywalne, bo zawsze trafia do czarno-białego podziału wojny polsko-polskiej. I zagranica na to gra, a więc i Ukraina. Państwo upadłe, ale jednak potrafiące grać ostro i racjonalnie z punktu widzenia własnych interesów. Kijów wyraźnie oddziaływał na wybory Węgrów, czemu więc miałby się nie zabawić w rozgrywaniu Polski przy gotowcu w postaci plemiennego podziału Polaków, do czego można się odwoływać bez końca? Po drugie – jesteśmy do czegoś przygotowywani: może na koniec wojny, którego niebezpieczne dla siebie skutki właśnie zniwelował sobie Zełenski. Wykazał się twardością, co prawda w obszarze kontrowersyjnym, ale nie dla Ukraińców. Może więc zbliżamy się do końca wojny, skonstruowanego na tyle, że Zełenski ocali głowę, ale może i stanowisko. Bo po rozejmie wybory na Ukrainie muszą się odbyć. Afera ujawniła złogi niechęci między narodami, z tym, że eskalacja i jej tempo ujawniania ze strony Ukraińców zaskoczyła Polaków, co stanowi znowu źródło narracji odwetowych wobec nie tylko władz ukraińskich, ale i samych Ukraińców.
Stany zapalne
Jest zapalnie – teraz wystarczy jakaś bójka, wpierdziel Ukraińcowi w powiedzmy Wrocławiu, oni tam u siebie w odwecie Polakowi, albo na odwrót, bo tu nie ma znaczenia kto zaczął – tę fazę sporu mamy już za sobą. I pojedziemy. Prochy są gotowe – a czy iskrę skrzesi krewki Polak, nagrzany Ukrainiec czy wreszcie ruski prowokator, to będzie już bez znaczenia. Tak skończyła się przyjaźń znad granicy w lutym 2022 roku. Gdybyśmy wiedzieli, że przyjmowani przez nas uciekinierzy mają ze sobą niewyrażony wtedy taki bagaż resentymentów, to nie wiem jak by było z tą pomocą… Teraz te czasy wyglądają dla nas jak okres jakiejś naiwnej do spodu mgły moralno-mózgowej. Te akty solidarności są już na przyszłość nie do odtworzenia. Ale tak to już jest, kiedy do relacji pomiędzy obywatelami wmieszają się czynniki polityczne: jedne ze swoja naiwnością, drugie – z wyrachowaniem. Teraz już nie będą stały na granicy tłumy matek z dziećmi. Jak nastanie pokój to przyjadą tu w ramach łączenia rodzin chłopaki prosto z frontu z pomysłami na Lachów jak ich tu ustawić w płaceniu rachunków za ciemiężenie Ukraińców i wbicie noża na końcówce, która z powodów oczywistych, bez tego wyglądałaby bardziej optymistycznie.
Wgląd w umysły zachodnich konsumentów antyrosyjskiej propagandy
Autorstwa Larry’ego C. Johnsona
To będzie stosunkowo krótki artykuł. Chcę, abyście sami zobaczyli, jak inspirowana przez CIA ukraińska propaganda zakorzenia się w umysłach Amerykanów.
W zeszłym tygodniu otrzymałem dwie wiadomości, które dobitnie ilustrują, jak propaganda zyskuje przewagę.
Pierwsza wiadomość pochodziła od kobiety, która jest znajomą znajomej. Urodziła się w Rosji, ale mieszka na Karaibach i nie wróciła do Rosji od rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.
Ona szczerze wierzy w to, co pisze:
Temat: Rosjanie walczą teraz na ulicach o benzynę – a Putin właśnie przyznał się do kryzysu, który przez miesiące zaprzeczał
Wszystko to jest prawdą i stoimy na skraju momentu krytycznego, który nie będzie przyjemny.
Nie ma benzyny. Bardzo duża część wszystkich rafinerii jest nieczynna i nie da się ich naprawić nawet w perspektywie średnioterminowej – nawet jeśli udałoby się zdobyć części zamienne.
Oznacza to: brak nawadniania pól, brak zbiorów, gdy rośliny dojrzeją. Brak żywności.
Fabryki stoją w dużej mierze, ponieważ nie ma benzyny, żeby dojechać do pracy, a transport publiczny kursuje sporadycznie. Nie ma części zamiennych, pracowników, internetu, a nawet w samej Rosji komunikacja jest słaba. Nie wspominając o wielomiesięcznych opóźnieniach w wypłatach wynagrodzeń spowodowanych pogarszającą się podażą pieniądza.
Rodziny masowo opuszczają swoje domy, albo przenosząc się na dacze (lub do krewnych), w desperackiej próbie samodzielnego uprawiania podstawowych produktów żywnościowych, albo uciekając – jeśli to możliwe – za granicę, aby zacząć nowe życie gdzie indziej.
Ukraińskie ataki dronów stają się coraz bardziej celne i niszczycielskie.
„Centrum Łączności Kosmicznej w Dubnej (często mylone z pobliskim Wspólnym Instytutem Badań Jądrowych w Dubnej) doznało znacznych uszkodzeń fizycznych i konstrukcyjnych w wyniku ukierunkowanych ukraińskich ataków dronów dalekiego zasięgu w nocy 22 czerwca 2026 roku. Zdjęcia satelitarne i raporty wywiadu wojskowego potwierdziły trafienia w „mózg” i główną infrastrukturę największego rosyjskiego naziemnego kompleksu satelitarnego”.
Choć ta dezorganizacja codziennego życia w Rosji może być dla Ukraińców mile widziana, może zmusić Kreml do desperackiego ataku nuklearnego lub z użyciem bomby piaskowej. Oczywiście, ktoś trzeci zostałby za to obwiniony.
Nie będę tracił czasu na obalanie ich twierdzeń punkt po punkcie.
Podzieliłem się jednak jej przesłaniem z czwórką Amerykanów, którzy obecnie mieszkają na stałe w Rosji, po prostu żeby zobaczyć ich reakcję.
I wiesz co?
Wszyscy mają dostęp do Internetu i mogą jeździć samochodami, kiedy tylko tego potrzebują.
O tak – jeszcze jedno: nie muszą czekać tygodniami na wypłatę.
Następną tyradę wygłosił zagorzały syjonista, który 26 lutego przewidział, że USA i Izrael pokonają Iran w ciągu trzech tygodni.
Co kilka tygodni wysyłam mu jego stare przepowiednie, aby przypomnieć mu o jego niekompetencji jako prognosty.
Wykazuje tę samą zdolność w następującej tyradzie:
Pomimo fałszywej propagandy, którą Larry sumiennie szerzy w interesie Rosjan, oraz jego antyamerykańskich i antyizraelskich komentarzy, Rosjanie obecnie wyraźnie przegrywają wojnę na Ukrainie, a ich gospodarka w dalszym ciągu zmaga się z poważnymi trudnościami.
Rosja nie kontroluje dziś większego terytorium niż miała cztery lata temu.
Na każdą stratę poniesioną przez Ukrainę przypada 2,2 straty poniesionej przez Rosję, a ostatnio wskaźnik ten uległ pogorszeniu.
Są to fakty, które każdy może zweryfikować – w przeciwieństwie do tego, co od dawna twierdzi Larry, a mianowicie, że proporcje są dokładnie odwrotne.
Rosja straciła tak wielu ludzi, że nie da się ich już zastąpić w stosunku jeden do jednego.
Nawet rosyjskie źródła potwierdzają, że całkowita liczba strat może przekroczyć 1,2 miliona, w tym co najmniej 350 tysięcy potwierdzonych zgonów na podstawie prawdziwych nekrologów i grobów.
Jakakolwiek by nie była dokładna liczba – jest ona przerażająca i niedopuszczalna.
W 2026 roku Ukraina odnotowała niewielki wzrost netto terytorium.
Rosja jest teraz w trakcie przegrywania wojny.
Gospodarka rosyjska nadal się pogarsza – pomimo sfałszowanych danych opublikowanych przez Rosję.
Brakuje pracowników, przez co nie można w pełni wykorzystać potencjału fabryk.
Koszty kapitału są tak wysokie, że dla wielu przedsiębiorstw inwestycje sektora prywatnego nie są już opłacalne.
Główna stopa procentowa wynosi 14,5 procent.
Liczba bankructw osób fizycznych wzrosła w tym roku o 31 procent, liczba bankructw małych firm wzrosła o 29 procent, a bankructwa przedsiębiorstw są tuszowane przez rząd.
Podobno cieszące się dużą popularnością restauracje są zamykane jeden po drugim z powodu braku klientów.
Inflacja nadal jest zbyt wysoka.
Zniszczenie rafinerii powoduje wzrost cen benzyny, a co za tym idzie także inflacji.
Moskwa i inne części Rosji są obecnie codziennie atakowane dronami i rakietami.
Zniszczeniu uległo 30 procent zdolności przerobowych rafinerii.
Benzyna jest racjonowana.
Krym jest niemal całkowicie odcięty od wszelkich linii zaopatrzeniowych.
Systemy obrony powietrznej musiały zostać przeniesione do Moskwy i innych lokalizacji, przez co linie frontu stały się mniej chronione.
Wojna okazała się totalną katastrofą dla Rosji, Putina i rosyjskiej gospodarki.
Taka jest rzeczywistość.
Mimo wszystkich antyizraelskich komentarzy i subtelnych antysemickich insynuacji, które szerzy Larry, Rosja przegrywa. Izrael kontroluje 70 procent Strefy Gazy, znacznie osłabił Hezbollah i sam nie poniósł żadnych poważniejszych strat.
W miarę jak Rosja będzie kontynuować rozpad Ukrainy, ludzie tacy jak ci dwaj, których wymieniłem powyżej, będą coraz bardziej zdesperowani.
Ich nadzieje i marzenia o pokonanej Rosji zostaną zniszczone.
I tak – będę odczuwać ogromną schadenfreude.
Pozostawiam Wam, drodzy Czytelnicy, wyjaśnienie, dlaczego te dwie osoby są tak dalekie od rzeczywistości.
Maria Zacharowa zareagowała na wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza, który w Polsat News stwierdził, że Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, jeśli będzie gloryfikować Banderę i UPA.
Według Zacharowej Warszawa przez wiele lat wspierała akcesję Ukrainy do UE, a także „celowo rozdawała broń i pieniądze zwolennikom morderców swoich przodków”.
W poniedziałek w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się do polityki historycznej Kijowa oraz perspektywy wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej.
Szef MON stwierdził, że Ukraina będzie miała poważny problem z akcesją do UE, jeśli będzie gloryfikować działalność OUN-UPA.
„Nie wolno stawiać na panteonie tych, którzy niszczą współpracę europejską. Z Banderą do Unii Europejskiej Ukraina nie wejdzie […] Nam nikt nie będzie mówił, jak mamy głosować za wejściem danego państwa do Unii Europejskiej” — powiedział w Polsat News Władysław Kosiniak-Kamysz.
Reakcja rosyjskiego MSZ
30 czerwca do słów szefa MON odniosła się rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
„No to witajcie, zaczynamy. Przez wiele lat Warszawa nie tylko wspierała dążenia banderowskiego neonazistowskiego reżimu na Ukrainie do członkostwa w UE, ale także celowo rozdawała broń i pieniądze zwolennikom morderców swoich przodków” — napisała na Telegramie rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa.
Zacharowa zarzuciła polskim politykom „nacjonalizm i rusofobię”. Według rzeczniczki rosyjskiego MSZ Warszawa miała w imię rewanżyzmu bratać się ze zwolennikami Stepana Bandery i Romana Szuchewycza.
„Polskie elity są zarażone nacjonalizmem i żarliwie wyznają rusofobię, tak jak w niedziele przystępują do komunii. W tym nacjonalistycznym szaleństwie uznali, że — jak to mówią — raz to nie Zełenski i w imię nieustającego rewanżyzmu mogą bratać się z Banderą” — stwierdziła Zacharowa.
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ odwołała się także do słów Antoine’a de Saint-Exupéry’ego z „Małego Księcia”.
„Jak powiedział Saint-Exupéry, który wczoraj obchodziłby urodziny, jesteś odpowiedzialny za tych, których oswoiłeś. Dodałbym: za te krwiożercze potwory. W końcu to ci wychowankowie, w tym Warszawy, zabijają dzieci, wysadzają budynki i malują nazistowskie symbole, w tym swastykę” — skwitowała w wiadomości na Telegramie.
Rosyjskie komentarze wokół sporu historycznego
W ostatnim czasie Kreml wykorzystywał napięcia w relacjach polsko-ukraińskich związane z polityką historyczną Kijowa. Wcześniej były prezydent Rosji, obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, komentował reakcję ukraińskich polityków na decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
„Po odebraniu Zełenskiemu polskiego Orderu Orła Białego, służalczy poddani nieistniejącej Ukrainy również odmówili podobnych odznaczeń. Wniosek jest prosty: czterech żyjących byłych przywódców tak zwanej Ukrainy – Kuczma, Juszczenko, Poroszenko i oczywiście sam Zełenski – zwracając swoje ordery, przyznało się, że są w 100 proc. prawdziwymi nazistami” — stwierdził Dmitrij Miedwiediew.
Zełenski zapowiada Panteon Narodowy
Podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy w niedzielę Wołodymyr Zełenski zapowiedział projekt ustawy o ukraińskim Panteonie Narodowym. Ma on obejmować postacie, które w różnych okresach walczyły o Ukrainę.
„Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” — powiedział.
„Nazwiska wszystkich bohaterów, którzy w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę oraz inspirowali Ukrainę, zostaną zebrane i na zawsze zapisane w naszej historii – wielką literą, z najwyższym szacunkiem i należytą troską ze strony naszego państwa, Ukrainy, które szanuje samo siebie, ceni swoich obywateli i chroni to, co do niego należy. Nasze prawo do bycia Ukraińcami. To jest bardzo ważne” — dodał Zełenski.
„Przyjmujemy tę zapowiedź na chłodno, bo działania Zełenskiego i jego otoczenia mają charakter prowokacyjny, a my nie będziemy elementem scenariusza napisanego przez Kijów, który przy okazji wzmacnia rosyjską propagandę” — powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP.
Rozmówca dziennika ocenił, że decyzje prezydenta Ukrainy są skierowane przede wszystkim do wewnątrz i mają wzmacniać jego pozycję polityczną. Wskazał także na kontekst wewnętrznych problemów władz Ukrainy.
Według tej samej osoby działania Zełenskiego mają także na celu „przykrycie skandali korupcyjnych, w które zamieszani są czołowi politycy ukraińscy”.
Ukraiński sierżant z 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej Jurij Sirotiuk podczas wywiadu dla ukraińskiej telewizji odniósł się do relacji z Polską i Węgrami po zakończeniu wojny z Rosją. Wojskowy stwierdził m.in., że Polska nie powinna wysuwać wobec Ukrainy żadnych roszczeń. Zapytał z pychą w oczach czy Polacy są gotowi na wojnę, na ukraińskie drony nad swoimi miastami oraz śmierć swoich obywateli. Wypowiedź odbiła się szerokim echem w polskich mediach i wywołała liczne komentarze.
Ukraiński wojskowy grozi Polsce wojną. Słowa Sirotiuka, niezależnie od emocji związanych z trwającą rosyjską inwazją, nie powinny padać pod adresem państwa, które od początku rosyjskiej agresji udzieliło Ukrainie ogromnego wsparcia militarnego, humanitarnego i politycznego. Co więcej, w wywiadzie Sirotiuk ostrzegał, by Polska i Węgry nie wysuwały wobec Ukrainy żadnych roszczeń po zakończeniu wojny, sugerując możliwość gwałtownych reakcji ukraińskich weteranów.
Polska opinia publiczna ma prawo oczekiwać, że podobne wypowiedzi spotkają się z jednoznaczną reakcją władz w Warszawie. Relacje między państwami powinny opierać się na wzajemnym szacunku, a nie na retoryce sugerującej użycie siły wobec sąsiada. Świetnie wpisują się jednak w ukraińską, turańską mentalność w której zdrada, nieszczerość, nienawiść i zemsta jest integralnym elementem polityki i stosunków międzyludzkich.
Nie jest to również pierwszy przypadek, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się treści budzące obawy w Polsce. Od wielu lat w części ukraińskich środowisk politycznych oraz w niektórych publikacjach historycznych powracają twierdzenia, że fragmenty Lubelszczyzny i Podkarpacia stanowią „ukraińskie ziemie etniczne”. Pojawiają się mapy i publikacje przedstawiające takie interpretacje historii oraz postulujące rewizję granic w wymiarze historycznym lub symbolicznym. Choć nie jest to oficjalna polityka państwa ukraińskiego, zjawisko to istnieje i regularnie wywołuje kontrowersje w Polsce.
Właśnie dlatego wszelkie groźby kierowane pod adresem naszego kraju nabierają dodatkowego znaczenia. W połączeniu z działalnością środowisk gloryfikujących UPA, sporami o politykę historyczną czy okresowymi napięciami dyplomatycznymi tworzą obraz, który budzi niepokój wielu Polaków.
Polska ma pełne prawo oczekiwać od swoich partnerów poszanowania własnej suwerenności, pamięci historycznej oraz bezpieczeństwa obywateli. Ostre wypowiedzi wojskowych czy polityków nie powinny być bagatelizowane, zwłaszcza gdy dotyczą użycia przemocy wobec państwa sojuszniczego.
Wsparcie udzielane Ukrainie przez Polskę było jednym z największych w Europie. Tym bardziej oczekiwane są odpowiedzialność, umiarkowanie i jednoznaczne odcięcie się od retoryki gróźb. W relacjach między sąsiadami potrzebny jest dialog i wzajemny szacunek, a nie język, który może prowadzić do dalszej eskalacji napięć. Ukraina niestety, jak na turańskie państwo przystało, nie szanuje nikogo, kto pokazał swoją słabość w jakiejkolwiek formie. Błąd pojawił się już wówczas, gdy rząd warszawski przyjął ukraińską retorykę obrony Europy przed Rosją i bezmyślnie rozdawał jej swoje uzbrojenie.
Wkrótce może się okazać, że ta broń zostanie wykorzystana przeciwko nam. Zapewne nie w otwartych działaniach zbrojnych ale raczej wojnie podjazdowej, hybrydowej nowego typu.
Po odebraniu komikowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego ruszyła akcja przyznania mu społecznego Obywatelskiego Orderu Przyszłości.
Pragnąc włączyć się do tej inicjatywy wspieranej różnego rodzaju „autorytetami”, którzy nie zasługują na to, aby ich imiennie wymienić, sugeruję, aby ten Obywatelski Order Przyszłości, zgodnie z XX wieczną tradycją, był z żelaznego metalu, z liśćmi dębu.
Ordery jak cukierki
Ponadto sugeruję też, aby nim zostali odznaczeni wszyscy ci polscy „przyjaciele” z Ukrainy, byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, którzy w ramach solidarności z Zełenskim zwrócili polskie odznaczania. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu, pianista – penisista, prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, zobowiązuje do refleksji. Po pierwsze, należy zadać wysokiej jakości pytanie, jak to się dzieje, że polskie odznaczenia państwowe, rozdawane są jak miętowe cukierki wyższym naczelnym w zoo?
Ukraińcy chcą Podkarpacia i Lubelszczyzny
Druga sprawa – w ekstraordynaryjnym trybie należy przystąpić do skatalogowania przedstawicieli V kolumny z polskim obywatelstwem, propagujących polono-banderyzm – jak określił kiedyś to zjawisko Bronisław Łagowski. Albowiem Ukraina w sposób ostentacyjny dokonała wyboru. Dowiodła, że to my, Polacy, zawsze byliśmy dla niej największym wrogiem, gorszym od Rosjan.
Skoro Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy być gotowi na odparcie agresji z jej strony. Tym bardziej, że w kijowskim wydawnictwie dla weteranów Rainshouse ma miejsce prezentacja książki O ideologii autorstwa Ołeksija Rejnsa, występującego pod pseudonimem „Konsul”. Prezentowana jest tam mapa tzw. Wielkiej Ukrainy, obejmująca część terytorium Polski – województwa podkarpackie i lubelskie. Ukraińscy nacjonaliści twierdzą, że to są etniczne, historyczne ziemie ukraińskie.
Groźby Kijowa
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Sybihy stwierdzić można, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi się o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski. Nie wierzy w amerykańskie wsparcie dla Polski w sytuacji zagrożenia.
Wiemy o co chodzi
Polityka Unii Europejskiej, zmierza do likwidacji państw narodowych, do których zalicza się Polska. Stąd uchwalane są tam tak zwane pakty imigracyjne, zobowiązujące państwa członkowskie do przyjmowania emigrantów.
Na terenie Polski obecnie znajduje się blisko dwumilionowa diaspora ukraińska, która może być wykorzystana przez Kijów do realizacji gróźb, o których mówił Andrij Sybiha. Sojusz banderowsko-niemiecki siłą rzeczy determinuje suflowanie akcjonariuszom inicjatywy przyznania społecznego (różnym poniżonym w ich ocenie przez Polskę), tak zwanego Obywatelskiego Orderu Przyszłości. Sugeruję, żeby zgodnie z XX-wieczną zachodnią tradycją był to order z żelaznego metalu, z liśćmi dębu. Po co się tajniaczyć! Wiemy o co wam chodzi.
Eugeniusz Zinkiewicz
=====================
Grok się BARDZO wykręca, by samej flagi nie pokazać. A slogany wylewa, mimo mych protestów.. md
Polska znów wyda kolejne pieniądze na Ukraińców – alarmuje Paweł Usiądek z Konfederacji Wolność i Niepodległość. W tym roku na wsparcie socjalne i bieżącą pomoc dla nich ma być przeznaczony ponad miliard złotych.
„KOLEJNY MILIARD ZŁOTYCH dla Ukraińców!
W 2026 roku Polska przeznaczy 1,08 miliarda złotych na wsparcie socjalne i bieżącą pomoc dla obywateli Ukrainy” – napisał Usiądek.
Wskazał też za co tak naprawdę zapłacą polscy podatnicy. „Z czego składa się ten miliard? Ze świadczeń rodzinnych, leczenia, zakwaterowania zbiorowego i edukacji dzieci z Ukrainy. Wszystko z Funduszu Pomocy, czyli z kieszeni polskiego podatnika” – podkreślił.
Jak dodał, na tym jednak wydatki się nie kończą.
„Do tego dochodzą wydatki wojskowe i pomocowe, które płyną nieprzerwanie: ◾ 48. pakiet pomocy wojskowej o wartości około 200 milionów złotych ◾ 168 milionów złotych na finansowanie terminali Starlink dla ukraińskiej armii ◾ 100 milionów dolarów wpłacone do natowskiego programu zakupów broni dla Ukrainy ◾ Utrzymanie hubu w Jasionce, szkolenia żołnierzy, stypendia, programy odbudowy” – wyliczał.
„A teraz spójrzmy na drugą stronę. Polski dług publiczny rośnie o 1,5 miliarda złotych każdego dnia. Polska firma Control Process została okradziona we Lwowie i wyrzucona z budowy. A Ukraina w tym samym czasie gloryfikuje UPA, sprzedaje naszywki z napisem «Wołyń» i nożem oraz odsyła order polskiemu prezydentowi” – przypomniał.
„Dajemy miliardy. Dostajemy pogardę i kult morderców naszych przodków. Czy politycy PiSu i Platformy mają jakiś instynkt samozachowawczy?
Pora postawić sprawę bez ogródek. Każda złotówka wydana za granicą to złotówka, której nie ma na polski szpital, polską szkołę i polską rodzinę!” – skwitował.
Rozpaczliwa kampania propagandowa Ukrainy, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód na całym froncie
Larry C. Johnson
Larry C. Johnson
Wołodymyr Zełenski i jego zachodni poplecznicy rozpoczęli desperacką, 40-dniową „kampanię terroru” – połączenie eskalacji militarnej z zakrojoną na szeroką skalę operacją informacyjną i psychologiczną, mającą na celu przedstawienie Rosji jako upadającej, a Putina jako stojącego na krawędzi powstania lub zamachu stanu. Celem jest zmuszenie Rosji do zawieszenia broni. Zachodnia publiczność jest bombardowana za pośrednictwem mediów społecznościowych i tradycyjnych doniesieniami przedstawiającymi ponury obraz rosyjskiej operacji wojskowej, jednocześnie podkreślając rzekomo niesamowite sukcesy Ukrainy. To wszystko bzdura – ale to wszystko, co Zachód ma do zaoferowania, gdy rosyjska wojna na wyniszczenie nadal niszczy Ukrainę.
Kampania propagandowa prowadzona przez Zachód składa się z następujących elementów:
Wojna informacyjna – całodobowa propaganda o „nieuchronnym upadku” Putina, w tym inscenizowane nagrania rzekomych rosyjskich żołnierzy zapowiadających bunt.
Fałszywe operacje psychologiczne – skoordynowane próby wywołania paniki w Rosji (na przykład poprzez fałszywe informacje o niedoborach paliwa lub gazu, które w niektórych przypadkach pojawiały się jedynie w wyniku panicznych zakupów wywołanych tymi plotkami).
Symboliczne działania – zorganizowane akcje dronów zrzucające flagi (np. na Mierzei Kinburn niedaleko Krymu), mające symbolizować wycofanie się i upadek Rosji – zostały szybko obalone i wyśmiane.
Głównym celem jest powiązanie tych narracji z rzeczywistymi atakami na rosyjską infrastrukturę, aby wywołać wrażenie niestabilności politycznej w reżimie i wywrzeć presję polityczną na Putina.
A teraz przejdźmy do rzeczywistości.
Tak, Ukraina zaatakowała kilka rosyjskich rafinerii, co zaowocowało spektakularnymi widokami ogromnych kłębów dymu i ognia. Ale to nic więcej niż militarny teatr polityczny, mający na celu odwrócenie uwagi od ukraińskich niepowodzeń na całym froncie.
Nawiasem mówiąc, eksport rosyjskiej ropy naftowej faktycznie wzrósł w tym samym okresie. To obala twierdzenie, że rosyjski przemysł naftowy ponosi katastrofalne straty.
Poniżej przedstawiono podsumowanie działań rosyjskich, począwszy od północnego odcinka frontu:
W kierunku Sumy
Rosyjskie grupy uderzeniowe posuwały się w kierunku Sumy wzdłuż 19 odcinków frontu. Niektóre jednostki ukraińskiej 104. Brygady Obrony Terytorialnej opuściły pozycje w Baczewsku.
Wojska rosyjskie kontynuowały aktywne działania wzdłuż granicy, atakując ukraińskie pozycje i zaplecze logistyczne. Według rosyjskich źródeł, kilka ukraińskich prób infiltracji terytorium Rosji zostało odpartych, co spowodowało znaczne straty w ludziach i sprzęcie.
Rosyjscy żołnierze znajdują się teraz zaledwie kilka kilometrów od miasta Sumy.
W kierunku Charkowa
Wojska rosyjskie posuwały się naprzód w kilku sektorach na północ i północny wschód od Charkowa.
Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało o zdobyciu kolejnych miejscowości granicznych i poprawie sytuacji taktycznej.
Rosyjskie drony Geran przeprowadziły w nocy kilka precyzyjnych ataków na infrastrukturę gazową w obwodzie charkowskim. Wśród trafionych celów znalazła się stacja dystrybucji gazu w pobliżu Panyutino z magazynami gazu, stacjami pompowymi i zakładem przetwórstwa gazu, a także system przetwórstwa gazu Skworcowskaja w pobliżu Kosogorowki.
Ukraińskie kontrataki zostały odparte, przy czym rosyjska artyleria i siły powietrzne znacznie osłabiły ukraińską siłę bojową.
W kierunku Doniecka (główny punkt)
Donieck pozostaje celem rosyjskiej ofensywy.
Wojska rosyjskie nieustannie posuwają się wzdłuż osi Pokrowska i zdobyły kilka wiosek w miarę zbliżania się do ważnych węzłów logistycznych.
Najbardziej znaczący sukces odnotowano w Konstantynowce, gdzie jednostki rosyjskie kontrolują większość miasta i odcięły ukraińskie linie zaopatrzeniowe.
Po utracie Pokrowska i Konstantynówki Rosja ma podobno kontrolować dwa południowe i wschodnie dojścia, które wcześniej osłaniały aglomerację Kramatorsk-Słowiańsk.
Autostrada H-32 Pokrowsk–Konstantynówka i droga T-0504 Bachmut–Pokrowsk tworzą teraz ciągły korytarz pod kontrolą rosyjską. Umożliwiłoby to przemieszczanie logistyki i wojsk bezpośrednio w kierunku Drużkiwki i Kramatorska, bez konieczności toczenia dwóch oddzielnych bitew miejskich.
Wojska rosyjskie posuwają się dalej w kierunku Czasiw Jaru i Torecka, zdobywając przewagę zarówno w walkach o domy, jak i na strategicznie wzniesionych pozycjach.
Ogólnie rzecz biorąc, rosyjskie Ministerstwo Obrony opisuje ciągłe zdobywanie terytorium, wysokie dzienne straty po stronie Ukrainy oraz skuteczne wykorzystanie bomb ślizgowych, dronów i artylerii w celu wsparcia ofensywy lądowej.
Obwód dniepropietrowski
Kierując się w stronę Dniepropietrowska, 36. Gwardyjska Brygada Zmotoryzowana zdobyła Bogodariwkę – trzecią wieś w ciągu trzech dni od przekroczenia Dniepru.
Rosyjskie siły zbrojne nadal regularnie przeprowadzają ataki dalekiego zasięgu przy użyciu rakiet i dronów na cele wojskowo-przemysłowe, infrastrukturę energetyczną i centra logistyczne w regionie.
Głównymi celami były fabryki zbrojeniowe, zakłady naprawcze i węzły kolejowe zaopatrujące front ukraiński.
W kierunku Zaporoża
W obwodzie zaporoskim wojska rosyjskie zablokowały ukraiński przyczółek mostowy w pobliżu Aleksandrowki i dotarły do południowych obrzeży Pokrowskoje.
Po zdobyciu Nowego Donbasu wojska rosyjskie ruszyły w kierunku Szewczenki i Swietłoje, izolując ukraińskie posterunki za pomocą dronów.
Siły rosyjskie utrzymują presję za pomocą artylerii, ataków dronów i lokalnych szturmów, niszcząc ukraińskie pozycje i sprzęt, jednocześnie utrzymując własne linie obronne.
W kierunku Chersonia
Walki wzdłuż Dniepru miały głównie charakter pozycyjny.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony podkreśliło udane ataki na ukraińskie przejścia graniczne, logistykę i koncentrację wojsk na prawym brzegu rzeki.
Jednostki rosyjskie rozpoczęły ofensywę i przejęły kontrolę nad pozycjami na lewym brzegu Dniepru.
Innymi słowy, rosyjska ofensywa letnia trwa, a Ukraina, mimo ofensywy propagandowej, nadal wycofuje się na zachód.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 30 czerwca 2026 michalkiewicz
„Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka. To raczej wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse” – można by tak właśnie za Jackiem Kaczmarskim podsumować awanturę z odebraniem ukraińskiemu prezydentowi Zełeńskiemu przez pana prezydenta Karola Nawrockiego orderu Orła Białego. Pan prezydent Nawrocki ogłosił zamiar odebrania tego orderu zaraz po nadaniu przez prezydenta Zełeńskiego imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii” jednej z tamtejszych jednostek wojskowych.
W odpowiedzi na ogłoszoną dwa tygodnie później decyzję pana prezydenta Nawrockiego, prezydent Zełeński, a wraz z nim – wszyscy prezydenci Ukrainy, którzy wcześniej taki order od polskich władz dostali – odesłali te odznaczenia pocztą, a prezydent Zełeński dodał do tego szyderczy komentarz, że skoro Polakom nie przeszkadza posiadanie tego orderu przez Katarzynę II, to on nie będzie w te sprawy wchodził.
Była to aluzja do polskiego lizusostwa, niestety słuszna, bo przecież inni prezydenci Ukrainy, z prezydentem Zełeńskim włącznie, dostali te ordery z tych samych powodów, co Katarzyna II. Ale to tylko powierzchnia zjawiska, bo tak naprawdę, moim zdaniem mieliśmy do czynienia z prowokacją, w stu procentach zresztą udaną, na którą Polska, z całą naiwnością, dała się nabrać.
Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się do kwietnia br. kiedy to zostało proklamowane strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie. Przedtem, to znaczy do 2023 roku Niemcy pozostawały z strategicznym partnerstwie z Rosją, co stanowiło wyraz ich nawrócenia na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją. Ale w sytuacji, gdy w związku z wojną Rosji z Ukrainą, zostały wysadzone w powietrze bałtyckie gazociągi, w Niemczech musiano dojść do wniosku, że póki co kontynuowanie strategicznego partnerstwa z Rosją nie ma już sensu. W nagrodę za odstąpienie Niemiec od strategicznego partnerstwa z Rosją, ówczesny amerykański prezydent Józio Biden, podczas wizyty niemieckiego kanclerza Scholza w Waszyngtonie w marcu 2023 roku, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Natychmiast odezwały się nożyce. Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje wystąpiła z inicjatywą nowelizacji traktatu lizbońskiego w taki sposób, żeby w rezultacie państwa członkowskie UE, zwłaszcza te mniej ważne, zostały nawet formalnie pozbawiona suwerenności politycznej. Było to zgodne z wizją Adolfa Hitlera, według którego „małe państwa” pozbawione są w Europie racji bytu, bo tylko Niemcy potrafią prawidłowo Europę zorganizować. Toteż Niemcy wyciągnęli z tego wnioski i odstąpiwszy od linii Bismarcka, powróciły do polityki uprawianej przez Cesarstwo Niemieckie podczas Wielkiej Wojny, czyli I wojny światowej.
W Europie nie ma miejsca na zbyt wiele kombinacji, więc ten powrót wydawał się w tej sytuacji oczywisty. Jak pamiętamy, w 1917 roku Niemcy zdecydowały się na powołanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, przekazując dla potrzeb tego państwa cześć swojej okupacji i przekonując Austro-Węgry, by zrobiły podobnie, w następstwie czego Austria przekazała na rzecz Ukrainy część terytoriów, jakie znalazły się w jej posiadaniu wskutek rozbiorów Polski. Chodziło o to, by przy pomocy Ukrainy szachować Rosję oraz – by trzymać w ryzach Polaków. Nic trwałego z tych planów nie wyszło, bo Niemcy wojnę przegrały, Cesarstwo Austriackie przestało istnieć, a Ukraina – już jako „sowiecka” – po wojnie polsko-bolszewickiej została włączona do ZSRR. Ukraińskie nadzieje na niepodległość odżyły podczas II wojny światowej, ale Hitler chyba ani przez chwilę nie myślał o odbudowie ukraińskiej państwowości, więc w tej sytuacji OUN postanowiła przy pomocy UPA, a więc ukraińskich formacji policyjnych w służbie niemieckiej, które otrzymały rozkaz dezercji, zrealizować taki cel, który mogła zrealizować własnymi siłami, to znaczy – eksterminować mieszkających na wschodnich Kresach Rzeczypospolitej Polaków, by przyszłe państwo ukraińskie – wszystko jedno – czy pod egidą niemiecką, czy sowiecką, było etnicznie jednolite. I ten cel został osiągnięty.
Proklamowanie strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego oznacza powrót do polityki szachowania Rosji i wybijania Polakom z głowy politycznych ambicji. Toteż wkrótce po proklamowaniu tego partnerstwa, prezydent Zełeński, odpowiadając ponoć na gorące pragnienie żołnierzy wspomnianej jednostki, nadał jej imię „Bohaterów UPA”. Czy sam to wymyślił, czy doradzili mu to, znający przecież Polaków, jego niemieccy strategiczni partnerzy – to nieważne – bo prowokacja udała się w stu procentach tym bardziej, iż reakcja strony polskiej ograniczyła się do sfery symbolicznej, którą Ukraińcy słusznie traktują, jako sferę pozorów. Pan prezydent Nawrocki, ogłaszając swoją decyzję w sprawie odebrania orderu, podkreślił z naciskiem, że Polska nadal będzie futrowała Ukrainę zasobami całego państwa i rytualnie nawymyślał Putinowi. No to dlaczego prezydent Zełeński i strona ukraińska miałaby się przejmować gestami funkcjonującymi wyłącznie w sferze pozorów, podczas gdy w sferze polityki realnej, Polska nadal pozostaje „sługą narodu ukraińskiego” w takim zakresie, jaki wyznaczą jej Niemcy?
Strategiczne partnerstwo niemiecko-ukraińskie oznacza bowiem, że ani Niemcom, ani Ukrainie Polska nie jest już do niczego potrzebna. Wyrazem tego podejścia było pominięcie zaproszenia polskiego rządu na konferencję w Londynie. Wprawdzie obywatel Tusk Donald warknął, że Polska „nigdy” nie uzna żadnych ustaleń, jakie zapadną bez jej udziału – ale co z tego, kiedy i on wie i my wiemy, że jak Niemcy mu każą, to uzna wszystko, co będzie trzeba, bo inaczej przypomną mu, skąd wyrastają mu nogi. Nikt go nie będzie przecież o nic pytał, bo widać gołym okiem, że w sytuacji strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, Polska jest raczej przeszkodą, więc nic dziwnego, że buńczuczne i aroganckie zachowanie strony ukraińskiej jest elementem nowej strategii strategicznych partnerów, nakierowanej ma stopniowe, ale cierpliwe i metodyczne wymiksowywanie Polski z europejskiej polityki. To na etapie pierwszym, bo na etapie drugim może stać się jeszcze coś gorszego w postaci realizacji scenariusza rozbiorowego. Może być on maskowany jakimiś rozwiązaniami o zasięgu „europejskim”, że to niby trzeba wreszcie zlikwidować granice, które przecież „dzielą”, a nie „łączą” – no a w tej sytuacji Judenrat „Gazety Wyborczej” wytłumaczy mikrocefalom, że to przecież sprawiedliwość dziejowa wymaga, by Zakierzoński Kraj został podarowany Ukrainie w ramach rekompensaty za tereny utracone na rzecz Rosji podczas wojny, w której „broniła ona Europy” a Polski w szczególności – co już teraz w Polsce stanowi dogmat. Więc nic dziwnego, że idąc za ciosem prezydent Zełeński „rozserdywsia”, niczym Tuhaj-Bej i ostentacyjnie odrzucił pokorne zaproszenie do Gdańska, gdzie niemiecki kanclerz będzie przydzielał poszczególnym bantustanom zadania na poszczególnych odcinkach odbudowy Ukrainy, która została uznana za źrenicę polskiego interesu państwowego.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Gdy pytają, co sądzisz o wojnie, to pytają: Czy Donald Trump, dał się opętać syjonistom? Czy miał żydowski pistolet przy głowie? Czy szantażowała go „Koalicja Epsteina”? A w ślad za tym rozpowszechniają mit, że to najbardziej prożydowski prezydent w historii USA, że prezydentem został dzięki Żydom, że jest prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie. Tymczasem, prezydentem został wbrew Żydom, bo lobby żydowskie popierało i to z całej siły jego konkurentów, bo 90 procent Żydów głosowało na Kamalę Harris, bo wśród najbardziej jadowitych krytyków Trumpa są wyłącznie żydowskie nazwiska, bo za poprzednią wyborcza porażka krył się żydokomunistyczny spisek. No i wiedzieć trzeba, że:
1. Osobliwością, a nawet istotą systemu amerykańskiego są przeróżne lobby. Nie tylko żydowskie, ale kilkanaście innych, równie znaczących i równie wpływowych, żeby tylko wymienić lobby farmaceutyczne i przemysłu zbrojeniowego, i że bez ich poparcia nie sposób wygrać wyborów i rządzić.
2. W amerykańskiej politycznej unikalności Izrael to praktycznie 51. stan, w dodatku stan o nieproporcjonalnym przedstawicielstwie w Kongresie. I z tego powodu relacje USA-Izrael to w znacznym stopniu domena polityki wewnętrznej, a nie zagranicznej.
3. Nie jest winą Trumpa, że Ameryką rządzą od dekad, że dominują w mediach, że w ich rękach są banki i że najsilniejszym lobby są ADL i AIPAC, dla których ten, kto nie popiera, i to z entuzjazmem, zbrodni Izraela jest antysemitą.
4. Mitem jest to, że Trump decyzję o włączeniu się do wojny podjął samodzielnie i wbrew swemu otoczeniu, bo wojny chciało także lobby przemysłowo-zbrojeniowe i większość amerykańskich kongresmenów z obu partii.
5. Mitem jest, że Trump, ot tak sobie, deus ex machina wszedł w konflikt z Iranem, bo do bliskowschodnich awantur wciągnęli USA poprzednicy Trumpa, bo przed Trumpem i jego „America First” przez kilka dekad rządzili wyznawcy doktryny „Israel First”.
Są i tacy, którzy uważają, że Trump to idiota, że decyzja o przystąpieniu do wojny to przejaw szaleństwa, że „prowadzi nieprzewidywalną politykę i jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa na świecie”. Tymczasem, gdy spojrzymy wstecz, to widzimy, że za jego pierwszej prezydentury Ameryka żadnej wojny nie rozpoczęła (a toczące się wygaszała), Chiny nie zagrażały Tajwanowi, nie było wojny Rosja-Ukraina, Korea Północna przestała wysyłać rakiety nad Japonię i zniszczono Państwo Islamskie. A pod rządami Obamy i Bidena Ameryka wojowała z całym światem i powodowała zamęt w każdym zakątku świata: Chiny zajęły Hongkong, wojska amerykańskie tak wycofywały się z Iraku, aż powstał islamski kalifat. No i była tzw. „Arabska Wiosna”, która skończyła się przejęciem władzy przez islamistów w wielu krajach arabskich, a podpalony świat z niecierpliwością czekał na strażaka zza oceanu.
Mitem jest, że po jednej stronie konfliktu stoi Izrael i wodzony przez Netanjahu za nos Trump, bo po tej samej stronie stoją przywódcy prawie wszystkich państw arabskich. Urojeniem jest też solidarność świata islamskiego z Iranem, jak i to, że odwiecznym przyjacielem Arabów i Iranu jest Rosja. Bo Putin jest w kordialnych relacjach z Netanjahu, bo duża część mieszkańców Izraela to sowieccy Żydzi, którzy zachowują rosyjskie obywatelstwo, głosują na Putina, a kilkadziesiąt tysięcy z nich jest zatrudnionych w izraelskiej bezpiece. I, co ważne – uważają, że Putin to najbardziej filosemicki przywódca w historii Rosji (tej sowieckiej i tej dzisiejszej).
A co do pokutującego mitu o biednych Palestyńczykach oraz zwycięskim Izraelu, to powiedzmy: To Palestyńczycy odnieśli zwycięstwo nad „niezwyciężoną armią”, bo w Gazie przez 75 godzin osiągnęli więcej niż wszystkie armie arabskie przez 75 lat, bo to Izraelczycy przegrywają, robią ze strachu w portki i chowają się po piwnicach, bo na całym świecie wzrosły nastroje antyżydowskie, a Żydzi, mający jeszcze niedawno w oczach światowej opinii status ofiar Holokaustu, stali się faszystami, rasistami, którzy mordują palestyńskie dzieci, którzy z Gazy zrobili getto i powstanie w tym getcie likwidują. Z wojny obronną ręką wyszedł także Iran, bo zmienił zasady gry, bo zmusił rywali do rozmów jak równy z równym, bo był bombardowany, a dziś bombarduje, bo nie kontrolował cieśniny Ormuz, a dziś kontroluje.
I nie dajmy się złapać w emocjonalną pułapkę. Nie ustawiajmy się w jednym szeregu z islamistami na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Bo nie ważne, że Trump nie lubi muzułmanów (i nie zawsze to, co antyislamskie jest antypolskie), ale ważne, czy lubi Polaków. Pamiętajmy też, że to nie nasza wojna, bo my mamy swoje „wojny” o wiele ważniejsze: Ukrainizacja, zalew imigrantami (w tym Żydami z terytoriów bombardowanych przez Iran) i banderowców (ale nie tych we Lwowie, tylko tych w polskim rządzie). I nie patrzmy na świat oczami innych, tylko zawsze pytajmy: Co na w tym Polska zyskuje, a co traci? Nie wyklucza to naszej sympatii po stronie Palestyńczyków i Irańczyków, Bo w naszym interesie jest maksymalne osłabienie Izraela i tym samym żydowskiego lobby – obu Polsce wrogich. No i nie oznacza, że nie możemy wyciągnąć z tej wojny pouczających konkluzji:
1. Iran, Palestyna, Izrael to części znacznie większej układanki, obejmującej także Ukrainę i Rosję. Że tak jest, potwierdzają dwie rzekomo wrogie sobie telewizje – TV Republika i TVN, zgodnie wzywające do rozprawienia się z „krwawym ajatollahem” w Teheranie i „krwawym satrapą na Kremlu”. Potwierdza to także to, że wrogami ogłosili Iran i Rosję, dwa państwa, które żadnych roszczeń wobec Polski nie mają, a za najbliższych przyjaciół uznali Izrael i Ukrainę, dwa państwa, które roszczenia mają, a nawet publicznie je głoszą. Dowodzi tego również to, że do wojny z Iranem nawołują ci sami, którzy nawołują do wojny z Rosją.
2. Izraelowi nie chodzi o obalenie reżimu ajatollahów w Teheranie, ale o obalenie reżimu Trumpa w Waszyngtonie. Bo to nie wojna Trumpa z Iranem, ale starcie Trumpa z Netanjahu, z którego Trump – jak dotychczas – wychodzi obronną ręką, a pomaga mu w tym to, że Izrael znalazł się na progu wojny domowej i że opinia publiczna w USA szybko ewoluuje na niekorzyść Izraela.
3. Netanjahu chce wciągnąć Trumpa w wojnę totalną (i Trump o tym wie). Na dziś nie osiągnął tego celu, ale to tylko rozejm, którego Izrael nie będzie przestrzegał, będzie systematycznie naruszał oraz… prowokował. I dopilnowanie, aby nie wywrócił stolika z kartami nie będzie łatwe.
4. Izrael niczego nie obawia się bardziej, jak pokoju na Bliskim Wschodzie (a lobby żydowskie w Waszyngtonie nic tak nie jednoczy, jak „zagrożenie” pokojem na Bliskim Wschodzie).Izraelchce też, żeby USA ugrzęzły w bliskowschodnim bagnie na wieki.
5. Trump jest zainteresowany spokojem i pokojem na Bliskim Wschodzie, a Izrael chaosem i wojnami, bo niszczenie bądź destabilizowanie otaczających go państw i uwikłanie w to amerykańskiego mocarstwa służy koncepcji budowania Wielkiego Izraela. Stąd ciągłe zapotrzebowanie na „śmiertelnych wrogów, którzy zagrażają istnieniu Izraela” i stąd „śmiertelne zagrożenie” ze strony Hezbollahu, a nawet obutych w sandały z opon samochodowych Jemeńczyków.
6. Cel Izraela to: Niszczyć. A jak mu się nie uda z Iranem to zabierze się za Turcję. A jak będzie trzeba, to podpali cały świat. I z tego powodu nie jest zainteresowany zmianą reżimu w Teheranie na bardziej demokratyczny, bo chce radykałów przy władzy, którzy dadzą mu pretekst do wojen. Innymi słowy – Trump chciał zmiany reżimu w Iranie na taki, z którym można się dogadać, a Netanyahu na taki, z którym nie można się dogadać.
7. Trump chce negocjacji z Iranem, a Netanjahu negocjacje torpeduje (i likwiduje negocjatorów). Trump chce ugody z Iranem, a Izrael wprost przeciwnie – chce Iranu w stan permanentnego chaosu.
8. Trump wiedział, że wojna jest nie wygrania, ale kalkulował: Jak Izrael uderzy sam, to i tak wciągnie nas do wojny, i pozwolił Netanjahu się skompromitować. Pozyskał też nową kartę – Netanjahu i lobby żydowskiemu może powiedzieć: „Chcieliście wojny, to ją macie”. No i osłabił siłę nacisków lobby izraelskiego. Bo mówi: „Przecież zrobiłem dla was wszystko? Czego jeszcze chcecie?”.
9. Taka „klęska” USA (w cudzysłowie) i taka klęska Izraela (bez cudzysłowu) pozwoli Trumpowi sfinalizować zamysł z redukcją militarnego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Przy czym nie chodzi o rezygnację z biznesu, a wprost przeciwnie – o ekspansję gospodarczą. I nie przypadkiem „dyplomatyczne” działania prowadzą tam wyznaczeni przez niego biznesmeni.
10. Trump demontuje ostatni bastion City of London na Bliskim Wschodzie. I odchodzi świat, kiedy Londyn miała tam coś do powiedzenia. Przy czym City of London to nie tylko sabotażysta pokoju w regionie, ale także pokoju Rosja-Ukraina. No i wiedzieć trzeba, że trwa ostra walka między starym układem globalistów z City of London (który obejmuje UE) i którego częścią były USA za prezydentury Bidena, a odradzającym się nurtem nacjonalizmu, szczególnie widocznym na przykładzie Ameryki.
A co do podejścia Trumpa do bliskowschodnich awantur, to przypomnijmy, co mówił dekadę wcześniej: „Wojna w Iraku była bardzo wielką pomyłką. Nigdy nie powinniśmy się tam znaleźć”; „Wydaliśmy 4 biliony dolarów, aby obalić jednego człowieka (…) gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na budowę dróg i mostów, żyłoby nam się o wiele lepiej”. Nawiązując do lobby żydowskiego, które otorbiło poprzednich lokatorów Białego Domu, pytał: „W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodzimy z tego biznesu. Nigdy więcej składania ofiary z suwerenności na ołtarzu globalizmu”.
Lobby żydowskie natychmiast wszczęło rwetes, bo słowo „globalista” jest w jego oczach synonimem „Żyda”. Później wielokrotnie pokazał Izraelowi środkowy palec i sprzeciwił się izraelskiej strategii wyciągania kasztanów z ognia amerykańskim rękami. Wywołał tym atak furii Żydów, a kiedy powiedział o neutralnym podejściu do rozmów palestyńsko-izraelskich, pojawiły się jego karykatury z hitlerowskim wąsikiem, a nawet zdjęcia hajlującego Trumpa. I to właśnie z tego powodu w 2020 r. przegrał.
Jednak mitem największym jest to, że na wojnie wszyscy, Izrael, irańscy strażnicy rewolucji osiągnęli swoje cele, tylko nie Ameryka (a Chiny i Rosja otworzyły szampana). Żydowskie gazety dla Amerykanów suflują, że to „największa w historii USA klęska, większa niż w Wietnamie”. O tym, że Trump przegrał sromotnie na wszystkich frontach pisze też żydowska gazeta dla Polaków. I tu pytanie: Jak to jest, że w bzdury takie wierzą wytrawni narodowcy, a nawet wypróbowani antysemici?
Skupiając się nad militarnymi aspektami konfliktu, uwadze naszej umknęło, żeTrump dobrze wykorzystał wojnę, do której – przypomnijmy – został wciągnięty. Doskonale zarządza światowym kryzysem energetycznym. Osłabia konkurentów i przejmuje ich rynki. Koszty wojny rekompensuje sobie zwiększonym eksportem ropy i gazu. Nadzoruje coraz większe ich zasoby. Przydusza Chiny (a nawet oferuje kupowanie ropy z Teksasu). I przede wszystkim zwiększa dochody USA, bo amerykański eksport ropy wzrósł o 40, a przemysłu rafineryjnego o 80 procent. To samo w gazie ziemnym i LNG. Ponadto egzekwuje od swoich bliskowschodnich sojuszników zobowiązania do potężnych inwestycji.
Zarządzanie coraz większymi zasobami ropy i gazu staje się dla USA narzędziem globalnej władzy i kontroli nad światowym handlem. Trump obronił petrodolara(a przypomnijmy, że na petrodolara był atak ze strony Chin, Rosji i…Iranu) i powstrzymał tym samym erozję dolara, jako światowej waluty. Innymi słowy – w ropie i gazie powtarza to, czego USA dokonały z dolarem, czyniąc go światową walutą. W Ameryce jest powiedzenie: Nie pozwól, by kryzys się zmarnował, bo możesz dzięki niemu osiągnąć to, czego wcześniej nie byłeś w stanie. Podsumujmy zatem: Trump nie pozwolił, by taki piękny kryzys się zmarnował. To już kolejny, po Wenezueli, świetnie wykorzystany kryzys. I jaki będzie następny?
A Polska? Na wojnie Ukraina-Rosja, do której (podobnie jak Ameryka do wojny Izrael-Iran) została wciągnięta, nie zyskała nic. A mogła (podobnie jak Ameryka) nie pozwolić, by „taki piękny kryzys się zmarnował”, chociażby sprzedając broń i pobierając opłaty tranzytowe, bo biegnący przez nasz kraj korytarz transportowy to taka „polska cieśnina Ormuz”. Zamiast tego została bankrutem. Wzięła na utrzymanie drugi naród, w tym miliony „uchodźców”, którym zapewnia pełny wikt i opierunek. Pozbyła się całej broni (zostały jej tylko zardzewiałe pepesze na sznurkach). A wszystko to w sytuacji, gdy stała się państwem frontowym NATO, gdzie o biegu wydarzeń decyduje siła militarna. Obok takiej, wydającej ostatnie tchnienie armii ukropolińskiej, powstaje armia ukraińsko-niemiecka, która weźmie udział w przejęciu pełnej kontroli nad Polską i zmuszeniu jej do zakupu (za gigantyczny kredyt spłacany przez 45 lat) pancerfaustów z niemieckich fabryk.
Polska największym przegranym. Oddana bez jednego wystrzału. Zmuszona dzielić terytorium z milionami przesiedleńców, do których wkrótce dołączą zdemobilizowani bojcy brygady „Bohaterów UPA”. Z przepotężnym, rozzuchwalonym ukraińskim lobby, świadomym swej dominującej pozycji, panoszącym się, wtrącającym w nasze sprawy, działającym coraz bezczelniej, nakazującym wywieszać banderowskie flagi, terroryzującym, przejmującym władzę w Polsce, przejmującym całą Polskę. Ukrainizacja Polski idzie pełną parą. Ukraiński młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. Mamy już rząd niemiecko-ukraińskie. Bezkarnie hasa ukraińska V kolumna. Ukraińska bezpieka robi, co jej się żywnie podoba. A dla sprzeciwiających się temu będą obozy, do których Polaków wyłapywać będzie Ukrainische Hilfspolizei i których pilnować będą ukraińscy strażnicy.
A kto będzie trzymać w garści skonfliktowane strony? Żydzi i Niemcy! I właśnie na tej zasadzie powstaje UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym, składające się z obcej elity, z milionów łupiących Polskę przesiedleńców z Dzikich Pól i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków. Taka ukropolińska Rzeczpospolita będzie wypłacać Ukrainie coroczny haracz, wydawać na obronę dominującą część budżetu (lecz nie na obronę własną, lecz obronę Ukrainy). Ale na tym nie koniec – będzie finansować pokój, a to będzie jeszcze bardziej kosztowne niż finansowanie wojny. I jeszcze jedno – Polska wraca na Wschód, jest wpychana w strefę chaosu, w obszar cywilizacji turańskiej.
Na naszych oczach spełnia się koszmarny sen, w którym Polska nie uzyskała niczego, a najwięcej straciła. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polaków, jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo podżegali do wojny, bo mało pomagali, bo wbili nóż w plecy nie chcąc żreć zgniłego, „technicznego” zboża z Ukrainy) nie będzie miejsca na defiladzie zwycięzców. Będzie za to pełna kapitulacja przed Brukselą. Przy czym członkostwo Ukrainy wywalczy Tusk, który ogłosi, że jakikolwiek sprzeciw to „agenda Putina”.
Co robić? Na początek rzućmy hasło: Broni pozbyliśmy się. Czas na pozbycie się generałów. A politykom, w tym ministrowi obrony pozwólmy zabrać ze sobą do Berlina tylko plecaczek ewakuacyjny.
Środowisko antykościoła, które zagnieździło się jak pasożyt w Kościele katolickim od dłuższego czasu kultywuje zwyczaj pisania antypolskich i antykatolickich listów i apeli. Zawsze wbrew prawdzie i zawsze w zgodzie z socjotechniką Bestii utrwalającą ogłupienie i bierność, ganiąc przejawy patriotyzmu wśród Polaków broniących historycznej pamięci, godności ofiar i honoru żyjących.
Tak również jest w przypadku „Wspólnego apelu o pojednanie Polaków i Ukraińców” napisanego w duchu „pedagogiki wstydu” i symetryzmu czyli dzielącego winę na pół.
Słowo ekshumacje nie pada ani razu, a słowo Wołyń tylko raz w starym (sprzed 23 lat) cytacie z Jana Pawła II o rocznicy „tragicznych wydarzeń na Wołyniu”.
Nie ma nic o odrodzonej ideologii zła, nic o aktualnym kulcie nazistowskich ludobójców, nic o trwającej kampanii pomówień i nienawiści przeciw Polakom. Zamiast tego są sformułowania typu:
„pojawiają się nowe napięcia i odradza nieufność” – same z siebie?
„Z bólem obserwujemy wzrost wzajemnego napięcia i odradzające się nastroje wrogości między Polakami a Ukraińcami” – Bystrzy obserwatorzy… szkoda tylko, że pominęli przyczyny.
„Papież wzywa każdą i każdego z nas – Polaków i Ukraińców – do osobistego nawrócenia, a nie do rozliczania innych.” – No i mamy typową propagandową ględę wzorowaną na komunistycznych apelach o przerwanie rozliczeń, a chodzi przecież o podstawowe standardy cywilizacyjne typu ekshumacje i chrześcijański pogrzeb ofiar ludobójstwa.
„Pamięcią negatywną, jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych” – Pamięć o Wołyniu jest pamięcią negatywną i obsesyjną? W rozumieniu autorów apelu, pewnie tak, w odróżnieniu od pamięci o holocauście.
Trwa rzucanie orderami – na akcję zwracania Polsce orderów nadanych przez wiele ostatnich lat politykom ukraińskim, w tym prezydentom tego kraju – polscy politycy odpowiadają tym samym.
Order Jarosława Mądrego zwrócił Ukrainie sam Jarosław Kaczyński, który podczas tzw. rewolucji godności w 2014 roku (w rzeczywistości był to zbrojny zamach stanu organizowany przez zachodnie służby przy pomocy siły probanderowskich) wykrzykiwał w centrum Kijowa: „Sława Ukrainie!”. Swoje odznaczenia oddał też do niedawna skrajny ukrainofil Michał Kamiński.
Długo panowie potrzebowaliście, żeby dostrzec to, co było widoczne na Ukrainie od lat 90. Wtedy, kiedy można było jeszcze próbować zatrzymać ten marsz banderyzmu, kolejne rządy i prezydenci RP patrzyli na to zjawisko przez palce. Dla nich ważniejsze było co innego – może to są i banderowcy, ale są przeciwko Rosji, a to wystarcza żeby im przynajmniej nie przeszkadzać, a może trzeba im nawet pomagać, byle po cichu. Ale ta niesłychana z perspektywy czasu tolerancja nie była bierna – polskie władze podjęły się zadania wyciszania i tłumienia głosów protestu tu, w Polsce.
Byłem świadkiem tego zjawiska. Wszelkie inicjatywy np. nieżyjącego już płk. Jana Niewińskiego, czy Władysława i Ewy Siemaszków były przemilczane, wyszydzane i zwalczane. Władze polskie w tej kwestii realizowały linię polityczną Związku Ukraińców w Polsce, który od samego początku działalności po 1989 roku nie ukrywał swojego banderowskiego oblicza. Czyją politykę realizował i realizuje Związek Ukraińców w Polsce – to pytanie retoryczne.
Zadaję publiczne pytanie – dlaczego polskie władze, kolejni prezydenci, zamiast odznaczać i nagradzać tych, którzy nawoływali do prawdy i ostrzegali przed odradzającym się ideologicznym i politycznym monstrum – nagradzali tych, którzy tego potwora banderyzmu wskrzeszali?
Pytam – dlaczego Orderu Orła Białego nie otrzymali ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski czy sprawiedliwy Ukrainiec Wiktor Poliszczuk? Ten ostatni jest postacią wyjątkową. Początkowo zwolennik ukraińskiego nacjonalizmu, po zapoznaniu się z ogromnym materiałem źródłowym, który pieczołowicie zgromadził – radykalnie zmienił zdanie. Pisał: „Pierwoprzyczyną podjęcia badań nad nacjonalizmem ukraińskim było pragnienie oczyszczenia narodu ukraińskiego od nieuzasadnionych negatywnych stereotypów, a uczynić to można, jak się okazało, jedynie przez ustalenie prawdy historycznej i przez wskazanie na konkretnego sprawcę zbrodni – na struktury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szczególnie jej banderowskiej frakcji”.
Poliszczuk był w Polsce bojkotowany, przemilczany, oskarżany o agenturalność. Był groźny, bo posługiwał się faktami i dokumentami. Bronił honoru narodu ukraińskiego przekonując, że nie ma zbrodniczych narodów, są tylko zbrodnicze ideologie. Poliszczuk nie otrzymał od władz polskich nic, ordery otrzymywali piewcy banderyzmu. I jeszcze jedno – jedynym prezydentem Ukrainy, który nie otrzymał Orderu Orła Białego był Wiktor Janukowycz – który próbował przeciwstawić się banderyzmowi. Jakże to wymowny i wstydliwy obecnie fakt. Jakże wiele mówi o klęsce moralnej polskiej polityki wobec Ukrainy po 1991 roku.
Pośmiertne uhonorowania ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego poprzez nadanie mu odesłanego przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego.
2.
Wstrzymanie wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Lotnisko Rzeszów-Jasionka powinno zostać poddane natychmiastowemu przeglądowi, remontowi, konserwacji.
Ani jednej palety więcej, ani jednej sztuki broni, sztuki amunicji, ani jednego egzemplarza sprzętu ciężkiego, czy lekkiego, kołowego, czy lotniczego na Ukrainę. Ani tony, ani grama. Nie będziemy dłużej zbroić naszych wrogów. Banderowski reżim kijowski nie jest ani sojusznikiem, ani przyjacielem. Jest wrogiem narodu i państwa polskiego.
3.
Przywrócenie penalizacji służby w obcej armii, „ze szczególnym uwzględnieniem armii ukraińskiej”.
– Kto się tam zaciągnął, bo władza otworzyła tę furtkę, łamiąc uświęcone tradycją i podtrzymywaną przez zdrowy rozsądek zasadę, że polski obywatel nie może, nie powinien składać żadnych przysiąg wierności innym państwom i innym formacjom. Niektórzy z tego skorzystali. Bóg z nimi. Nie daj Bóg, żeby naród polski ponosił koszty leczenia, odszkodowań, rekompensat za te nieprzyjemności, które mogłyby tam ich spotkać. Należy natychmiast tę furtkę zamknąć, zatrzasnąć
4.
Wprowadzenia „lojalki antybanderowskiej”. Miałaby ona objąć „wszystkich Ukraińców, którzy przebywają, chcą przebywać na terytorium RP”.
– A tym bardziej dla tych, którzy występują z wnioskami o prawo pobytu, pracy, nie daj Boże skutecznie sięgają po obywatelstwo polskie. I tu – uwaga – wstecznie. Każdy przybysz z Ukrainy ma zadeklarować, że nie wyznaje i nie będzie promować i pochwalać zbrodniczej ideologii ukraińskiego nazizmu, banderyzmu.
5.
Ograniczenie szczególnych rozwiązań migracyjnych dla obywateli Ukrainy.
– My tylko i aż uznamy niektóre akty prawne – na przykład nadania obywatelstwa, przyznania prawa do pobytu i pracy za nadane nieprawnie, a zatem niebyłe.
Poseł Berkowicz rozszerzył „program dla Ukrainy” o dodatkowe propozycje:
– zakręcić kurek z kasą i wszelkiego żyrowania pożyczek
– blokować wejście do EU i NATO
W lipcu 2022 Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wydała 60. stronicową broszurę „Stop ukrainizacji Polski” w której opisano skutki polityki władz, które teraz możemy obserwować.
Proponuję pobrać i zapozna się z tym co 4 lata temu pisano.
Prezydent Zelenski ucieka przed polskim żubrem. I po co było zaczynać z polską bestią?
Obecnie średnio co piąty wpis w polskich mediach społecznościowych dotyczący Ukrainy jest wpisem krytycznym, a odrzucając wpisy neutralne to aż 9 na 10 ma charakter negatywny wobec Ukraińców – wynika z raportu opublikowanego przez ośrodek analityczny Res Futura. Krytyka wobec Ukrainy rośnie w mediach społecznościowych nieprzerwanie od początku maja. Awantura, którą wywołał prezydent Ukrainy obróciła się całkowicie przeciwko niemu.
Press Club Polska i Data House Res Futura zaprezentowały w poniedziałek wyniki monitoringu polskiej debaty w mediach społecznościowych dotyczącej Ukrainy i Ukraińców: „Obraz Ukrainy i Ukraińców w polskich social media”. Analiza obejmowała okres od 1 do 21 czerwca 2026 r., w którym ukazało się 754 tys. wpisów o Ukrainie. Wpisy te wygenerowały 10,2 mln reakcji i komentarzy.
Jednoznacznie negatywnie o Ukrainie
Z raportu wynika, że obecnie średnio co piąty wpis dotyczący Ukrainy jest wpisem krytycznym. – Jeżeli odrzucilibyśmy wpisy neutralne, to na dziesięć wpisów dziewięć będzie miało charakter negatywny wobec Ukraińców – podkreślił Michał Fedorowicz z Res Futura. Krytyka wobec Ukrainy rośnie we wpisach w mediach społecznościowych nieprzerwanie od początku maja: z 15,4 proc. do 22 proc. Każdy kryzys podnosi ten poziom, który już nie spada.
– Temat nie wygasa i praktycznie rzecz biorąc temat ukraiński jest tematem nr 2 w polskich mediach społecznościowych codziennie – powiedział Fedorowicz, podkreślając, że obecnie wszystkie wpisy, które krytykują Ukrainę, bądź eskalują mają największe zaangażowanie wśród innych użytkowników.
Analiza wpisów w mediach społecznościowych wykazała, że w okresie od 15 do 21 czerwca, wśród najczęściej poruszanych przez użytkowników tematów we wpisach były: Zełenski i dyplomacja (69,8 proc.), Tusk i Nawrocki (54,5 proc.), Order Orła Białego (47,3 proc.) oraz Wołyń i historia (22,5 proc.).
Polacy byli cierpliwi
Fedorowicz zaznaczył, że temat UPA jeszcze rok temu stanowił nawet poniżej 5 proc. dyskusji o Ukrainie w mediach społecznościowych. Podkreślił, że obowiązywało wtedy społeczne, internetowe przyzwolenie na to, żeby o tym temacie nie rozmawiać, ponieważ służy Rosji i jest wspierany przez propagandę prorosyjską. Dodał, że obecnie sytuacja się odwróciła, a większość użytkowników traktuje go jako kwestię podstawową i dotyczącą jednego z głównych wydarzeń w historii Polski.
– Nie ma dzisiaj absolutnie przestrzeni na to, bo nie ma przestrzeni politycznej, żeby zmienić te nastroje – zaznaczył. Dodał, że temat UPA w najbliższym czasie będzie eskalować ze względu na obchodzony 11 lipca Dzień Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP.
Z raportu wynika, że po raz pierwszy użytkownicy mediów społecznościowych częściej pod wpisami dotyczącymi Ukrainy dawali reakcję serduszka, niż złości. Autorzy raportu zaznaczyli jednak, że nie wynika to z sympatii do Ukrainy, lecz poklasku dla decyzji o odebraniu orderu. Najwięcej „serduszek” zebrał bowiem wpis prezydenta Karola Nawrockiego, w którym poinformował o podjęciu tej decyzji.
Koniec uległości i porażka gdańskiej konferencji
W raporcie zbadano również, co użytkownicy mediów społecznościowych zarzucają tym użytkownikom, którzy bronią Ukrainy. W 34 proc. komentarzy, jest to zdrada przeciw Polsce, a w 22 proc. uległość i „klękanie” przed Ukrainą.
Res Futura przeanalizowała także nastroje użytkowników na tydzień (18-24 czerwca) przed Konferencją na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Najczęstszy zarzut we wpisach to wprost wrogość do Ukrainy (53,1 proc.), natomiast reszta podważa sens i uczciwość szczytu.
– Szczyt z perspektywy mediów społecznościowych został opisany jako impreza, która niczego nie wniosła – podkreślił Fedorowicz.
Ponadpartyjna zgoda, PiSowi nikt już nie wierzy
Analitycy sformułowali również wnioski polityczne na podstawie badań. Jednym z nich jest to, że niechęć do Ukrainy jest trwała i ponadpartyjna. Fedorowicz zaznaczył, że tak, jak politycy, którzy w 2022 r. bronili Rosji byli marginalizowani, tak obecnie to samo dzieje się z tymi, którzy bronią Ukrainy. – Sytuacja odwróciła się o 180 stopni w sposób trwały – podkreślił.
– Wołyń jest najważniejszą osią sporu i najmocniejszym paliwem emocjonalnym – zaznaczył.
Podkreślił również, że algorytm promuje emocje, a więc promuje treści antyukraińskie. Oznacza to, że politycy, którzy będą promowali te treści będą mieli większe zasięgi. Fedorowicz zauważył jednak, że jedyną partią, która nie zyskuje na antyukraińskiej narracji jest Prawo i Sprawiedliwość.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, panie Zełenski
Pod koniec maja prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Decyzja ta wywołała w Polsce falę krytyki. Prezydent Karol Nawrocki poinformował 19 czerwca, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi dzień później Zełenski, pokazując pogardę dla polskiego najwyższego odznaczenia, odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Następnie Orderu Orła Białego zrzekli się byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, a innych polskich odznaczeń państwowych zrzekli się: minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar. Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował zaś, że zwróci przyznany mu w 2022 r. ukraiński Order Księcia Jarosława Mądrego, ale PiSowi nic już nie pomoże – oni zaczęli politykę uległości wobec Ukrainy i płacą co za spadającym poparciem.
W odpowiedzi na odebranie orderu, parszywi naziści z Ukrainy będą tworzyć „panteon bohaterów”, z którego będzie się roiło od morderców Polaków. Dlatego postuluje, by natychmiast zamknąć Jasionkę, odciąć Ukrainę od jakiegokolwiek finansowania i zablokować jej wejście do UE.
Jedną z najciekawszych informacji dotyczących obecnej eskalacji wojny na Ukrainie była „tajemniczo” nagła wizyta prezydenta Białorusi Łukaszenki w Wałdaju, która trwała już dwa dni. Długość i tajność spotkania wywołały liczne spekulacje, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Białoruś znajduje się ostatnio w centrum uwagi w obliczu trwających operacji psychologicznych Zełenskiego, mających na celu zaostrzenie konfliktu i zmuszenie Rosji do zawieszenia broni, którego Ukraina pilnie potrzebuje.
Spotkanie rzekomo odbyło się bez zapowiedzi, a rzecznik Kremla, Pieskow, ujawnił, że nie zostanie udostępniony żaden oficjalny zapis ani oświadczenia – co jest z pewnością dziwne. „Oficjalnie” program spotkania miał obejmować sprawy Państwa Związkowego, umowy gospodarcze i handlowe itp.
Jednak biorąc pod uwagę charakter spotkania, można jednoznacznie stwierdzić, że zamiast tego omawiano sprawy o poważnym znaczeniu wojskowym, co wymagało bezpośredniego kontaktu Putina i Łukaszenki w prywatnej rezydencji Putina.
Możemy zatem logicznie wnioskować, że było to swego rodzaju nadzwyczajne spotkanie, podczas którego obaj przywódcy uzgodnili skoordynowany plan działań militarnych swoich krajów, gdyby Zełenski kontynuował swoją serię prowokacji. Sprawa, która wymagała tak natychmiastowego i prywatnego spotkania twarzą w twarz, jest z pewnością uzasadniona swoją pilnością, co dodatkowo implikuje, że groźby Zełenskiego są na tyle poważne i istnieje na tyle duże prawdopodobieństwo ich urzeczywistnienia, że wymagają tak poważnej, wspólnej burzy mózgów.
Jak już wspomniano, Zełenski zapowiedział nową, trwającą 40 dni „kampanię terroru”, która ma być swego rodzaju wielkim finałem, zwieńczającym wojnę. Głównym mechanizmem tej taktyki ma być seria poważnych eskalacji w połączeniu z bezprecedensową kampanią informacyjną, mającą na celu przedstawienie Rosji jako upadającej, a co ważniejsze, Putina jako pogrążonego w rewolcie. To odwieczny chwyt stosowany przez zachodnie agencje wywiadowcze w Iranie i gdzie indziej.
Mało kto mógł nie zauważyć zmasowanej akcji propagandowej ostatnich dni, w ramach której wszyscy poplecznicy reżimu i „pożyteczni idioci” zostali zmobilizowani, by 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu pompować propagandę o „nieuchronnym upadku” Putina.
=============================
Oto kilka godnych uwagi przykładów, z których kulminacją jest zainscenizowane nagranie wideo „rosyjskich żołnierzy” ogłaszających zamiar obalenia Putina:
Najwyraźniej budżety CIA nie są już takie jak kiedyś.
Kampania ta była skoordynowana z serią absurdalnie fałszywych operacji psychologicznych przeprowadzanych przez wszystkich agentów, którzy desperacko próbowali wywołać niezadowolenie, strach i panikę w Rosji. Niestety dla nich, większość prób została natychmiast obalona i nie zyskała żadnego rozgłosu:
Ukraina próbowała połączyć powyższą kampanię „paniczną” z operacjami psychologicznymi wojsk ukraińskich, mającymi na celu zdobycie części Mierzei Kinburnskiej przylegającej do Krymu, co miało symbolizować upadek rosyjskiego oporu i całkowitą ucieczkę rosyjskich „okupantów” z Krymu:
Jednakże inscenizowane zrzucenie flagi za pomocą drona, które szybko zarzucono, nie odniosło żadnego skutku poza śmiechem ze strony Rosjan .
Kulminacyjny moment nastąpił, gdy najwyraźniej „uzurpator”, którego proukraińscy pachołkowie zbudowali na swoje ocalenie, spotkał przedwczesny i haniebny koniec.