Ciemność widzę. Krosno wyłącza na noc latarnie. Nie stać go na prąd.

Konrad Bagiński https://innpoland.pl/183955,krosno-wylacza-latarnie-na-noc-miasta-nie-stac-na-prad

Dziś po północy latarnie uliczne w Krośnie zgasną. Włączą się dopiero o 4 nad ranem. Miasto szuka oszczędności, bo dostało nowy cennik energii elektrycznej. Musi płacić za prąd aż cztery razy więcej niż dotychczas. Urzędnicy przepraszają, ale twierdzą, że nie mają innego wyjścia.

Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl >>

  • Polskie miasta zaczynają wyłączać uliczne oświetlenie
  • Powód to rosnące ceny prądu: Krosno musi płacić 4 razy więcej, niż do tej pory
  • Rachunki w Opalenicy wzrosły sześciokrotnie, miasto wyłącza połowę latarni

Latarnie uliczne w Krośnie będą od dziś wyłączane po północy, włączą się dopiero nad ranem — o czwartej. To efekt podwyżek cen prądu, jakie dostało to miasto. Do tej pory płaciło 34 grosze za kilowatogodzinę. Teraz musi płacić 1,69 zł netto/kWh — to cztery razy więcej. „Jest to zatem ogromny wzrost cen, który ukazuje dużą niestabilność i nieprzewidywalność sytuacji energetycznej w nachodzącym czasie” – piszą władze Krosna w komunikacie dla mieszkańców.

„Rozumiemy, że te ograniczenia najbardziej dotkną osoby przemieszczające się w godzinach nocnych, zwłaszcza pracujące w nietypowych godzinach. Mamy jednak nadzieję, że wprowadzone — przykładem innych miast — ograniczenia nie wpłyną znacząco na komfort życia mieszkańców. Przepraszamy za niedogodności z tym związane” – piszą urzędnicy.

W tym miejscu miał pojawić się niestandardowy element artykułu lub reklama, ale nie widzisz żadnego z tych elementów, ponieważ nie wyraziłeś zgody. Swoje ustawienia prywatności możesz zmienić tutaj.

Dodają, że miasto, dla potrzeb obiektów miejskich i oświetlenia ulicznego kupuje energię elektryczną poprzez grupę zakupową organizowaną przez Krośnieński Holding Komunalny. W zakończonym kolejnym postępowaniu przetargowym najkorzystniejszą cenę zaproponował dotychczasowy sprzedawca energii. Krosno nie miało więc wyjścia i nie może kupić energii taniej.

Drogi prąd dobija gminy i firmy

W podobnej sytuacji znajdują się inne samorządy oraz firmy. Jak pisaliśmy w INNPoland.pl ceny prądu drenują portfele obywateli i budżety miast. Sześciokrotną podwyżkę rachunku dostały już władze Opalenicy. W związku podjęto decyzję o ograniczeniu oświetlenia nocą. Działać ma tylko co druga latarnia.

„Aktualna cena na potrzeby oświetlenia ulicznego wynosi netto 1,674 zł za KWh”. Jak wskazują przedstawiciele miasta, do tej pory było to 0,57 zł za KWh. Jeszcze wyższe są koszty oświetlenia budynków publicznych m.in. szkół, sal wiejskich czy Centrum Kultury i biblioteki. Obecnie miasto wydaje na ten cel 2,1950 zł netto za KWh, a wcześniej płaciło 0,41 zł za KWh. [5.3 raza md]

Do podwyżek cen energii elektrycznej należy doliczyć także rosnące koszty dystrybucji. Władze Opalenicy tłumaczą, że w 2021 r. za energię elektryczną zapłaciły około 550 tys. zł brutto. Obecnie prąd pochłonie 3,5 mln zł. To podwyżka rachunku o ponad 630 proc. w przeciągu zaledwie roku.

Jednak przedstawiciele Opalenicy deklarują, że w mieście nie zapanują egipskie ciemności. Oświetlenie „przejść dla pieszych, skrzyżowań i miejsc szczególnie niebezpiecznych w ruchu drogowym” będzie funkcjonowało bez zmian.

Niewykluczone, że kolejne gminy pójdą w ślady Opalenicy, ponieważ przyszły rok może być równie trudny pod kątem finansowym. Szczyt podwyżek dopiero przed nami, a koszty będą podbijać utrzymujące się wysokie ceny gazu i rosnące koszty zakupu uprawnień do emisji CO2.

– Przy intensywności emisji związanej z wytwarzaniem energii elektrycznej w Polsce wynoszącej ponad 700 gCO2ekw/kWh przekłada się to na koszt ok. 280 PLN/MWh. To 3-krotnie więcej niż średnia dla krajów UE-27, ponad 2-krotnie więcej niż dla Niemiec i aż 12-krotnie więcej niż dla Francji — wyliczył Polski Instytut Ekonomiczny. Zdaniem ekspertów tego rządowego think tanku wysoki średni koszt uprawnień wynika z bardziej emisyjnej struktury produkcji energii elektrycznej wobec innych państw UE.

Krocząca „banderyzacja” Ukrainy. Rośnie poparcie dla OUN-UPA. 81%

12.09.2022

https://prawy.pl/122044-kroczaca-banderyzacja-ukrainy-rosnie-poparcie-dla-oun-upa/

Aż 74 procent Ukraińców ma pozytywne podejście do postaci Stepana Bandery – wynika z sondażu przeprowadzonego przez grupę Reiting. To znaczny wzrost w porównaniu z poprzednimi latami.

Jak wynika z badania przeprowadzonego 27 kwietnia br., aż 81 procent ankietowanych uznaje zbrodniczą organizację OUN-UPA za uczestników walki o niepodległość Ukrainy. Przeciwny kultowi tych ugrupowań jest zaledwie 10 procent badanych.

Socjologowie podkreślają, że od 2010 roku odnotowano blisko czterokrotny wzrost poparcia, zaś od 2015 roku dwukrotny.

Podobna sytuacja występuje w przypadku postaci Stepana Bandery, czyli przywódcy ruchu. Obecnie pozytywne nastawienie do niego ma 74 procent obywateli, a zaledwie 14 procent jest przeciwnych uznawaniu go za bohatera. Dla porównania w roku 2012 lidera Ukraińskiej Powstańczej Armii dobrze wspominało zaledwie 22 procent ankietowanych.

Warto podkreślić, że tak ogromny wzrost to przede wszystkim „zasługa” Federacji Rosyjskiej. Dla większości obywateli Ukrainy Bandera oraz jego organizacja odpowiedzialna jest za walkę o niepodległość przeciwko Sowietom.

Ukraina sprzeda węgiel wycieńczonej wojną Polsce

Ukraina sprzeda węgiel wycieńczonej wojną Polsce

CzarnaLimuzyna

Rząd premiera Morawieckiego wzorowo wypełnia lockdown energetyczny polegający na zamknięciu dostępu do tradycyjnych źródeł energii. To karkołomne zadanie wymaga dużych wydatków. Chodzi o miliardowe dopłaty w celu redukcji wydobycia węgla do zera w polskich kopalniach, które mają być ostatecznie zlikwidowane. Takie są zobowiązania. Jak powiedział ostatnio Andrzej Duda- rzeczą, która zadecydowała ostatecznie o likwidacji polskiego górnictwa był krzyk. Krzyk z Brukseli i muchy w nosie pana Klausa. Pod takim naciskiem ukorzyliby się nawet najwięksi. Król Jan III Sobieski, obrońcy Termopil nie wytrzymaliby aż takiej presji.

Polacy są niezadowoleni, lecz w swojej błyskotliwej kalkulacji wiedzą, że albo Unia albo Putin, a jeżeli nie Putin to Marsjanie, a w takiej sytuacji zagrożona byłaby demokracja. Demokracja czy węgiel? Wybór jest oczywisty. Sytuację rozumieją też Ukraińcy, którzy zapowiedzieli swoją pomoc ogarniętej wojną Polsce. Gwoli precyzji nie tyle wojną co lockdownem, a to – jak już tłumaczyli wielokrotnie przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu na świecie – jest zobowiązaniem najwyższej wagi.

Wspieramy naszych polskich przyjaciół. W imieniu Prezydenta Ukrainy jesteśmy gotowi do otwarcia kontyngentów eksportu węgla do Polski.

100 tys. ton. Dużo czy mało? Optymiści myśleli o przynajmniej kilku milionach. To stare myślenie z czasów, gdy w Polsce rządziły ruskie onuce. 100 tys. ton to przecież aż jedna czwarta z tego co wyjechało z Polski na Ukrainę w pierwszej połowie tego roku.

“Mamy wystarczające zapasy i możemy pomóc naszym braciom przygotować się do tej zimy” – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i wspomniał również o możliwości dostarczenia potrzebnej ilość energii.

Uff… jak dobrze jest mieć przyjaciół. Dzięki temu rząd PiS będzie mógł kontynuować likwidację tej szkodliwej dla klimatu gałęzi przemysłu wydobywczego. Malkontentom zwrócę na koniec uwagę, że bez tego czyli bez Wielkiego Resetu nie uda się  przejść z aktualnej epoki mózgu łupanego do nowej, ale bardzo krótkiej, o roboczej nazwie “lodowcowa”. Nie chodzi tylko o temperaturę, lecz o konieczne zamrożenie wielu rzeczy, ale to już inna historia.

Prawie o 80 proc. wzrosła liczba prób samobójczych dzieci i młodzieży

11-09-2022 https://www.lublin112.pl/prawie-o-80-proc-wzrosla-liczba-prob-samobojczych-podejmowanych-przez-dzieci-i-mlodziez/

Niemal o 80 proc. wzrosła w jednym roku liczba prób samobójczych podejmowanych przez dzieci i młodzież, a o 20 proc. liczba zgonów z tego powodu w tej grupie. System opieki psychiatrycznej jest od kilku lat reformowany; kolejne zmiany planowane są na najbliższe lata.

=============

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Zapobiegania Samobójstwom w Centrum Prasowym PAP eksperci z Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym Instytutu Psychiatrii i Neurologii przedstawili najnowsze dane na temat skali i dynamiki zachowań samobójczych w Polsce, a także przedstawili informacje o planowanych reformach w dziedzinie opieki psychologiczno-psychiatrycznej.

– Z powodu różnych zdarzeń, jakie mają miejsce w ostatnim czasie zarówno na świecie, jak i w życiu osobistym wielu osób, narastającego problemu przewlekłego stresu, samotności, zaburzeń snu, uzależnień ludzie doświadczają kryzysów psychicznych, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Jak podaje WHO, samobójstwo jest częstszą przyczyną zgonu niż takie choroby jak malaria, AIDS czy śmierć z powodu działań wojennych lub zabójstw. Jest to wiodąca przyczyna  śmierci w populacji osób 15- 29 lat – mówiła prof. Agnieszka Gmitrowicz, przewodnicząca Zespołu Roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci  i Młodzieży Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

W Polsce w 2020 roku według dostępnych danych GUS doszło do 4553 samobójstw, a dane te nie obejmują prób samobójczych. Dane o samobójstwach i próbach samobójczych zbiera Komenda Główna Policji.

Dane KGP dotyczące populacji dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia za rok 2021 wskazują, że doszło do istotnego wzrostu liczby prób samobójczych w stosunku do 2020 roku – aż o 77 proc. W tym samym okresie wzrosła o 19 proc. liczba zamachów na własne życie zakończonych śmiercią.

– Wśród najczęstszych motywów są problemy psychiczne (ale nie choroba psychiczna), zawody uczuciowe, konflikty rodzinne, w tym bardzo często przemoc. Podstawową interwencją ratującą życie jest ograniczanie dostępności do metod (samobójczych – przyp. red.) oraz większa uważność na zachowania dzieci w ich środowisku: w szkole i domu. Wśród młodzieży groźne jest naśladowanie zachowań autoagresywnych, w tym samookaleczenia ciała, które istotnie zwiększają ryzyko wystąpienia samobójstwa – zwraca uwagę prof. Gmitrowicz.

Innymi słowy: jeśli dziecko zaczyna się okaleczać, to oznacza, że jest w głębokim kryzysie i należy natychmiast mu pomóc. Należy przy tym pamiętać, że nie ma jednej przyczyny, dla której człowiek postanawia odebrać sobie życie.

Szybko, blisko, bez skierowania

W Polsce od kilku lat podejmowane są próby reformy…

[i bla-bla… md]

Kurski orbituje, Żydzi triumfują. A my – skupmy się na nowej socjotechnice…

Stanisław Michalkiewicz tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  11 września 2022

5 września, niczym grom z jasnego nieba, gruchnęła wieść, że Jacek Kurski został odwołany z funkcji prezesa Telewizji Polskiej. Wszyscy zachodzą w głowę nad przyczynami tej decyzji Naczelnika Państwa – bo wprawdzie formalnie podjęła ją Rada Mediów Narodowych pod przewodnictwem pana Krzysztofa Czabańskiego, ale wiadomo, że „bez wiedzy i zgody” Naczelnika nic takiego wydarzyć by się nie mogło. Prezes Jacek Kurski był absolutnie dyspozycyjny wobec PiS i Naczelnika osobiście, na co pewien wpływ – oczywiście poza przyzwyczajeniem – mogła mieć jego droga do tego stanowiska. Otóż był on kilkakrotnie z PiS wyrzucany i ponownie przyjmowany, podobnie zresztą jak z funkcji prezesa TVP, co pokazuje, że i Naczelnik Państwa bywa chimeryczny. Razu pewnego Kurski trafił do Solidarnej Polski i z jej ramienia kandydował do Parlamentu Europejskiego. Kampanię prowadził z rozmachem, co oznaczało spore koszty. No i się nie dostał, a długi zostały. Sytuacja zrobiła się poważna. W tej sytuacji nie było innej rady, jak pójść do Canossy to znaczy – ukorzyć się przed Naczelnikiem, który trochę go tam przeczołgał, ale ostatecznie przyjął na swoje łono w charakterze syna marnotrawnego i po krótkich turbulencjach zrobił prezesem Zarządu TVP. Doszło w związku z tym do sytuacji osobliwej; oto jeden z braci Kurskich kierował rządową telewizją, podczas gdy drugi brat, Jarosław, zajmuje wysoką pozycję w Judenracie „Gazety Wyborczej”, kierując propagandą antyrządową. Wyobrażam sobie w związku z tym, ile radości podczas rodzinnych spotkań we własnym gronie dostarcza braciom Kurskim ta sytuacja.

Wygląda na to, że odwołanie Jacka Kurskiego z funkcji prezesa nie będzie miało wpływu na charakter przekazu rządowej telewizji, bo nowym prezesem został pan Mateusz Matyszkowicz, ostatnio dyrektor TVP 1. Natomiast trwają spekulacje, na jakie stanowisko Naczelnik Państwa teraz Jacka Kurskiego wyznaczy. Są dwie szkoły; pierwsza, że Jacek Kurski zostanie szefem kampanii wyborczej PiS, które – mówiąc nawiasem – rozważa taką zmianę ordynacji wyborczej, by przy formalnym progu 5 procent, próg faktyczny oscylował wokół 20 procent. Taka ordynacja doprowadziłaby do powstania systemu dwupartyjnego; z jednej strony obóz zdrady i zaprzaństwa, a z drugiej – obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm. W ten sposób każdorazowe wybory miałyby charakter plebiscytu: za Jarosławem Kaczyńskim, czy przeciw niemu – bo przywództwo obozu zdrady i zaprzaństwa nie jest na razie takie oczywiste, jak kiedyś. I temu właśnie celowi była podporządkowana propaganda rządowej telewizji pod kierownictwem prezesa Kurskiego: wrób numer 1 to oczywiście Putin, wróg numer 2, to Donald Tusk, który – kto wie – może wkrótce zostać zastąpiony przez Rafała Trzaskowskiego, podczas gdy po stronie przeciwnej, w charakterze jasnego idola, obrońcy Ojczyzny, występuje niezmiennie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński.

W tej sytuacji przesunięcie Jacka Kurskiego na stanowisko szefa kampanii wyborczej PiS może być całkiem prawdopodobne, podobnie jak zgoda Koalicji Obywatelskiej na zmianę ordynacji. Zmiana ta – podobnie jak w Zjednoczonej Prawicy – zdyscyplinowałaby również Koalicję Obywatelską, dzięki czemu , czy to Donaldowi Tuskowi, czy też Rafałowi Trzaskowskiemu, byłoby łatwiej podporządkować sobie te wszystkie „Nowoczesne” czy „Lewice”, które dotychczas próbowały niekiedy stawać dęba.

Druga możliwość – jak głoszą fałszywe pogłoski – to objęcie przez Jacka Kurskiego resortu kultury i dziedzictwa narodowego. Wyobrażam sobie, jak w oczekiwaniu na taką nominację niecierpliwie przestępują z nogi na nogę gwiazdy disco polo, które Jacek Kurski z „ciemności zewnętrznych” triumfalnie wprowadził na telewizyjne salony i ogólnopolskie estrady. W przemyśle rozrywkowym nie jest bowiem łatwo, o czym świadczy niepowodzenie ostatniego programu „Dody” pod tytułem „12 kroków do miłości”. Myślę, że tu właśnie tkwi przyczyna niepowodzenia. Wiadomo przecież, że do miłości z powodzeniem wystarczy jeden krok, więc wprowadzanie 11 dodatkowych musi doprowadzić do sytuacji, którą wymowni Francuzi nazywają embarras de richesse.

Toteż jak tam będzie, tak tam będzie – a w oczekiwaniu na wyjaśnienie dalszej kariery Jacka Kurskiego, skupmy się na nowej socjotechnice, którą Naczelnik Państwa właśnie z wielkim przytupem proklamował. Chodzi oczywiście o „dążenie” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych dla Polski. Z taką inicjatywą wystąpił już przed kilku laty Wielce Czcigodny poseł Mularczyk, ale wtedy jeszcze byliśmy na etapie „dążenia” do prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej. Dopiero kiedy okazało się, że sprawa katastrofy smoleńskiej już nikogo nie jest w stanie emocjonalnie rozhuśtać, do tego stopnia, że nawet „raport” Antoniego Macierewicza nie wywołał żadnego rezonansu, premier Morawiecki, prawdopodobnie na polecenie Naczelnika, sypnął złotem na utworzenie Instytutu Strat Wojennych z Wielce Czcigodnym posłem Mularczykiem na czele. Poseł Mularczyk pracowicie wyliczył straty wojenne na 1300 mld dolarów, zaś Naczelnik, najwyraźniej straciwszy nadzieję na pieniądze z Unii Europejskiej, no i w poszukiwaniu nowego propagandowego samograja na zbliżającą się kampanię wyborczą, proklamował program „dążenia” do reparacji.

To oczywiście nikomu specjalnie nie szkodzi, bo rzecz od strony prawno-międzynarodowej wygląda tak: w 1945 roku wszystkie sprawy niemieckie rozstrzygała Konferencja w Poczdamie. Zdecydowała ona również w kwestii reparacji, m.in. dla Polski. Polska uzyskała reparacje z sowieckiej strefy okupacyjnej. A Sowieci – jak to Sowieci – dzielili się z Polską ”po bratersku”, to znaczy – nie dawali Polsce nic, a nawet szabrowali Ziemie Odzyskane, ale w zamian za to zażądali darmowego wybierania górnośląskiego węgla. I dopóki Stalin żył, to nikt nie ośmielił się temu sprzeciwić, ale kiedy Stalin umarł, polski rząd zrzekł się reparacji, z których i tak nic nie miał, ale w zamian zażądał, by Sowieci przestali wybierać górnośląski węgiel. Sowieci się zgodzili i przestali brać węgiel, ale dopiero w 1956 roku.

W związku z tym stanowisko rządu niemieckiego jest następujące: Niemcy wykonały decyzje Konferencji w Poczdamie odnośnie reparacji – ale jakie były rozliczenia między Sowietami, a Polską – to rządu niemieckiego nie obchodzi. Dlatego też podczas konferencji prasowej w udziałem ówczesnego niemieckiego ministra spraw zagranicznych Waltera Steinmeiera, polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz oświadczył, że w stosunkach polsko-niemieckich problem reparacji wojennych „nie istnieje”. Toteż teraz nasi urzędnicy kombinują w ten sposób, że Polska niczego się nie zrzekła, bo nie można nigdzie znaleźć stosownego papieru. W to akurat wierzę, bo co to za sztuka zniszczyć jakiś papier?

I można by to wszystko potraktować w kategoriach nieszkodliwej przedwyborczej socjotechniki, gdyby nie to, że Naczelnik Państwa znowu potknął się o własne nogi. Oto powiązał reparacje wojenne z zadośćuczynieniem żydowskim roszczeniom majątkowym wobec Polski. Wobec jasnego i nieustępliwego stanowiska rządu niemieckiego nie ma widoków na uzyskanie przez Polskę jakichś reparacji, natomiast strona żydowska już dostała to, na czym jej najbardziej zależało – uznanie przez Polskę zasadności żydowskich roszczeń.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Lekarze o decyzji „Rzecznika Praw Pacjenta” ws. amantadyny: Podeptał nasze prawo do wykonywania zawodu i działa na szkodę pacjentów.

Żadna z przeleczonych przez nas osób nie zwracała się do niego w tej sprawie

https://www.fronda.pl/a/Lekarze-o-decyzji-RPP-ws-amantadyny-Podeptal-nasze-prawo-do-wykonywania-zawodu-i-dziala-na-szkode-pacjentow,204461.html

Sprawujący funkcję Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec straszy nawet półmilionowymi karami lekarzy przepisujących osobom zakażonym koronawirusem znany i sprawdzony lek przeciwwirusowym, stosowany przez lata z powodzeniem przeciwko grypie typu A – amantadynę.

Będący prawnikiem z ukończonymi studiami podyplomowymi z rachunkowości Chmielowiec postanowił uczyć lekarzy zagadnień medycznych za pomocą kija wielusettysięcznych kar pieniężnych, którymi zastrasza lekarzy, którzy odważyli się przepisywać chorym na COVID-19 znaną od dziesięcioleci przeciwwirusową amantadynę.

To skandaliczne. Kodeks etyczny wskazuje jasno, że mamy swobodę w stosowaniu niepotwierdzonych lub nowych metod profilaktycznych, diagnostycznych i leczniczych, jeżeli uznamy, że mogą one przynieść nadzieję na uratowanie życia, przywrócenie zdrowia lub ulgę w cierpieniu. Rzecznik swoimi orzeczeniami uzurpuje sobie prawo do odbierania nam tych podstawowych praw” – żalą się na postawę RPP lekarze, których działania Bartłomieja Chmielowca dotknęły w sposób bezpośredni.

„W biurze RPP dowiedzieliśmy się, że żadna z przeleczonych przez nas osób nie zwracała się do niego w tej sprawie. Dlatego tłumaczenia RPP, że działa w imieniu pacjentów, brzmią tym bardziej fałszywie” – oceniają lekarze i dodają, że Chmielowiec „podeptał” ich „prawo do swobodnego wykonywania zawodu”.

Jak mówi w rozmowie z opisującym całą sprawę „Naszym Dziennikiem” doktor Paweł Basiukiewicz „przebieg COVID-19 jest tożsamy z infekcją grypopodobną”. „Z kolei każda infekcja dróg oddechowych, która przebiega w postaci infekcji grypopodobnej, może być grypą typu A. Stąd podanie amantadyny, jako środka nietoksycznego, w takim uzasadnieniu nie powinno budzić kontrowersji” – przekonuje lekarz.

RPP uparł się, że amantadyny nie powinno się podawać na zasadzie empirycznej. Jednocześnie w ten sposób ordynowanych pacjentom jest 90 proc. antybiotyków i taka praktyka nie przeszkadza już Rzecznikowi Praw Pacjenta” – podkreśla doktor Basiukiewicz.

Lekarze skarżą się, że rzecznik Chmielowiec w sprawie amantadyny reaguje w sposób niesłychanie agresywny zastraszając medyków półmilionowymi karami.

Moja przychodnia odwołała się od tej skandalicznej decyzji RPP. Zgodnie z procedurą sprawa została przekazana do sądu. Będzie rozstrzygana przez Sąd Administracyjny w Warszawie. Od maja czekamy jednak na termin rozprawy” – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Włodzimierz Bodnar, który w przychodni „Optima” w Przemyślu lecząc amantadyną pacjentów zakażonych koronawirusem pomógł ogromnej liczbie chorych powrócić do zdrowia.

Bodnar zarzuca Chmielowcowi bezprawne działania. „Ludzie zaczną chorować, a lekarze nie mogą im ordynować amantadyny, bo RPP im zabronił. To skandal, że instytucje państwowe zabraniają leczyć zgodnie z wiedzą i doświadczeniem. Nie zależy im na zdrowiu pacjentów?” – kończy dramatycznym pytaniem znany pulmunolog z Przemyśla.

Nie pozwalamy, aby parady LGBT zamieniały się w tryumfalne pochody po władzę

 Kaja Godek – Fundacja Życie i Rodzina <kontakt@zycierodzina.pl>

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Kolejne homoparady przechodzą przez Polskę. W Pile pochwalalizmienianie dzieciom płci, w Lublinie domagali się homoślubów, w Katowicach przeszli obok banneru z zamordowanym przez lesbijki chłopcem nie okazując żadnego współczucia! Wręcz przeciwnie – idąc obok plakatu wykrzykiwali do zgromadzonych pod nim wolontariuszy, żeby leczyli się z homofobii. Upominanie się o ofiary jest dla homolobby fobią…

Drogi Panie!

Nie pozwalamy, aby parady LGBT zamieniły się w tryumfalne pochody, z którymi wszyscy się zgadzają. Lub aby takie wrażenie stwarzano: że nie ma żadnego oporu, a akceptacja postulatów LGBT jest powszechna. Wolontariusze Fundacji regularnie organizują kontrmanifestacje do kolorowych parad, zbieramy też materiał do raportu, który prześlemy posłom odpowiedzialnym za dalsze procedowanie obywatelskiego projektu ustawy #STOPLGBT.

Przesyłam Panu skrót wiadomości z ostatnich akcji Fundacji podczas tzw. „marszów równości”:

  1. Piła. W paradzie LGBT uczestniczyło nie więcej niż 100 osób. Frekwencyjna klapa marszu z jednej strony, demonstracja Fundacji z drugiej. To nie był dobry dzień dla homolobby. Sytuację próbowały ratować aktywistki wykrzykujące do mikrofonu o potrzebie umożliwienia dzieciom zmieniania płci. Jak widać, środowisko LGBT po porażkach swoich pomysłów w krajach Europy Zachodniej (pisaliśmy niedawno o skandalu w klinice tranzycji w Tavistock w UK), dalej upiera się, aby w Polsce zaaplikować chore rozwiązania. Wprowadzenie możliwości hormonalnej i operacyjnej zmiany płci pozwoli im krzywdzić dzieci.
  1. Lublin. Wyjątkowe zaangażowanie Policji w ochronę parady LGBT, z drugiej strony zdecydowany sprzeciw mieszkańców miasta wobec sześciokolorowego marszu. Po tym, jak Policja rozdzieliła manifestację od kontrmanifestacji, geje i lesbijki nabrali odwagi i bez niedomówień deklarowali z objazdowych platform: „Wprowadzimy małżeństwa dla wszystkich, czy wam się to podoba, czy nie!”

    Relację z kontry może Pan obejrzeć w serwisie BanBaye: https://banbye.com/watch/v_vfLcm_AFtLN7?fbclid=IwAR0hj7-8yDIVzCBasS9cHq_k45YFc-cz_oSUSS15o2JdNyaZNcqXwuDaZIs
  1. KatowicePubliczny Różaniec miejscowych wiernych spotkał się z szyderstwami ze strony homoparady. Co ciekawe, modlący się ludzie mieli z sobą plakaty przedstawiające ofiary gwałtów i morderstw, jakich dopuścili się adopcyjni „homorodzice”. Dla uczestników parady widok gwałconych i zamordowanych dzieci był powodem do śmiechu…

    Także katowicka parada miała mizerną frekwencję. Zapewne by poprawić sobie stan osobowy, maszerowała pod hasłem wspierania Ukrainy oraz pod nazwą „Katowice-Odessa Pride”. Na niewiele to się zdało. Relacja także na BanBye: https://banbye.com/watch/v_G0B1bkNugKGk

Drogi Panie!

Również w dniu dzisiejszym Fundacja organizuje kolejne kontry do parad. Wiosną, latem i wczesną jesienią niemal każdy weekend to nowe wulgarne pochody, na których demoralizuje się dzieci, epatuje nagością i zboczeniami, wzywa do wprowadzenia homoślubówoddawania dzieci pod opiekę homoseksualistom oraz do zmian płci już dla kilkulatków.

Wiem, że także Pan pragnie, aby podobne żądania nigdy nie stały się w Polsce obowiązującym prawem. Dlatego jesteśmy na ulicy. Zawsze na pierwszej linii. Także w Pańskim imieniu.

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

POPIERASZ TO CO ROBIMY? WESPRZYJ!

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINATYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE

DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:

IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻESZ TEŻ SKORZYSTAĆ Z SZYBKICH PRZELEWÓW ONLINE:

Baby znalazły „pomysł na biznes”. Ukraińscy Cyganie przyjeżdżają po 500+ i … wracają na Ukrainę !

Baby znalazły „pomysł na biznes”. Ukraińscy Cyganie przyjeżdżają po 500+ i … wracają na Ukrainę ! Radny z Przemyśla alarmuje.

https://prawy.pl/122015-ukrainscy-cyganie-przyjezdzaja-po-500-i-wracaja-na-ukraine-radny-z-przemysla-alarmuje/ 10.09.2022

Zaczęły odwiedzać Przemyśl tzw. 'hordy’ Romów ukraińskich – twierdzi Marcin Kowalski, radny miasta Przemyśla, alarmując o procederze wyłudzania pieniędzy z polskiego budżetu.

Jak wskazuje polityk, gołym okiem widać zwiększoną liczbę ukraińskich Cyganów, którzy pojawiają się na dworcu w Przemysłu. Nie są to jednak typowi uchodźcy wojenni, a osoby, które znalazły „pomysł na biznes”.

Proceder polega na tym, że Romowie, w większości kobiety z malutkimi dziećmi, są przywożone do Polski w jednym celu, aby uzyskać nr PESEL, który służy do tego, żeby otrzymać wszystkie przyznawane przez polski rząd świadczenia.

Po załatwieniu wszystkich formalności Romowie opuszczają nasz kraj, wracają na Ukrainę i czekają spokojnie na fundusze z Polski pisze Kowalski.

Chciałbym zwrócić się do rządzących naszym krajem z zapytaniem, czy w ogóle ci co pisali na „kolanie” ustawę z formą pomocy dla ludności ukraińskiej przewidzieli możliwy proceder wyłudzeń lub kontroli nad tą całą „niby” pomocą w Polsce! – dodał.

Przypomnijmy, że o ogromnych lukach w ustawach pisaliśmy już wielokrotnie na łamach naszego portalu. Od samego początku, jeszcze w fazie projektu, widoczne było, iż osoby które otrzymają w Polsce świadczenie 500+ będą musiały same zgłosić do urzędu swój wyjazd.

Jeśli tego nie zrobią, nadal będą otrzymywać pieniądze, pomimo, że nie będzie ich w Polsce.

Nadchodzi druga fala z Ukrainy?

Nadchodzi druga fala? – Konrad Rękas https://www.bibula.com/?p=136136

Od 24. lutego wjechało do Polski i pozostało ok. 5,9 miliona obywateli Ukrainy. Z tej grupy tylko 770 tysięcy, tj. 13 proc. podjęło legalną pracę. Reszta żyje z zasiłków, na które wydano już 15,9 miliarda złotych. Z prywatnych kieszeni poszło z kolei co najmniej 10 miliardów zł – i nie uwzględnia to bezpośredniej pomocy dla Ukrainy, finansowej, w sprzęcie wojskowym, paliwach ani energii, jak również zysków nie uzyskanych przez polskie przedsiębiorstwa i gospodarstwa w związku z bezcłowym wpuszczaniem na nasz i europejski rynek produkcji ukraińskiej.

Dalej, co ciekawe, liczba dzieci wśród przybyszów to zaledwie 800 tysięcy (choć wg danych ze szkół i przedszkoli – uczęszcza do nich jedynie 200 tysięcy). Tylko więc co szóstka imigrantka byłaby samotną matką, zakładając, że faktycznie przyjechały same kobiety w modelu 1+1. Jeśli z dwójką dzieci – to ledwo co dwunasta. A jeśli nawet rodziny 2+2 (bo może tatuś zwolniony od służby wojskowej) – to skąd się wzięła i co robi u nas pozostałe 4,3 miliona, czyli 73 proc. przesiedleńców?

Ukraińskie 40 procent Polski

I tak, podobnie jak w przypadku COVID-a w tym momencie prostej dyskusji na nieskomplikowanych liczbach – zaczyna się krzyk. Wtedy było to „Czy chcecie mieć tyle trumien, co w Bergamo?!”, a dziś „Czy chcielibyście, żeby to wam zbombardowali domy?!”. Cóż, jak wiemy po raporcie Amnesty International można by to zbyć odesłaniem pytającego do władz Ukrainy lokujących w tychże domach mieszkalnych z cywilami własne oddziały zbrojne, aby celowo ściągnąć ostrzał. Jeszcze dokładniejsza odpowiedź brzmi jednak: A CO TO MA DO RZECZY?

Wjechała do nas masa ludzi odpowiadająca mniej więcej 1/6 liczby mieszkańców naszego kraju. W okolicach Warszawy, Wrocławia, Gdańska i Szczecina oraz na Podkarpaciu Ukraińcy stanowią obecnie do 40 proc. populacji. Nie pracując, nie płacąc podatków, pobierając zasiłki, korzystając z ochrony zdrowia i w przeważającej większości nie będąc legendarnymi samotnymi matkami z dziećmi. To są fakty, o czym tu dyskutować?

W Polsce ogrzejemy ich za nasze

Najciekawsze, że podstawowe dane na temat zasiedlania Polski przez Ukraińców nie są wcale tajne. Nie zdobywa ich konspiracyjna międzynarodówka agentów Putina, a przeciwnie – liczbami tymi chwalą się władze, podają je oficjalne publikatory. A mimo to, znów trochę podobnie jak w przypadku COVID-19, nawet zupełnie oczywiste statystyki nie budzą niczyjego zrozumienia, osłonięte odpowiednią interpretacją i komentarzami. Te skutecznie pokrywają m.in. fakt, że jesienią i zimą również na Ukrainie będzie drożej, ciemniej i zimniej. A skoro, jak zatrwożył świat Jurij Witrenko, szef NAFTOHAZU, trzeba będzie w nadchodzącym sezonie grzewczym obniżyć temperaturę w ukraińskich mieszkaniach do 17-18 stopni, to czemu by nie przenieść się do ciepłej i gościnnej Polski, gdzie za media płacą przesiedleńcom państwo i samorządy?

Będzie ich co najmniej 10 milionów

Dane z Ukrainy nie pozostawiają złudzeń. Do Polski wybiera się z kolejną falą przesiedleńczą co najmniej 3 miliony ludzi, a liczba ta może spokojnie sięgnąć kolejnych 5 milionów. I będą to przybysze w zasadniczo odmiennej od poprzedników sytuacji materialnej. Wbrew bowiem bajkom serwowanym rozczulającym się Polakom – najpierw przyjechali ci lepiej sytuowani, po prostu przygotowani do emigracji i w ogóle nie zagrożeni, bo pochodzący przeważnie z centralnej Ukrainy, do tej pory zresztą nie objętej walkami.

Tymczasem teraz wali do nas ukraińska bieda. A ta po dekadach reform i prozachodniego kursu faktycznie jest jeszcze głębsza od polskiej. Oczywiście, można by w związku z tym pocieszać, że nowo-przyjeżdżający będą nieco chętniejsi do pracy od poprzedników. Sęk w tym, że po pierwsze pracy w takich ilościach w Polsce nie ma. Po drugie – w efekcie spadłyby też płace dla polskich pracowników. A po trzecie – pracować? Naprawdę w to wierzycie? A po co, skoro z waszych podatków zapłacą im zasiłki, dadzą wszystko za darmo i jeszcze nie pozwolą zmarznąć? Najwyżej Polakom będzie troszkę chłodniej, nic to!

Zachód nie chce przybyszów

Inne narody uczą się szybciej, niestety. Zjednoczone Królestwo, główna obecnie siła Zachodu podtrzymująca reżim w Kijowie własnym zasobem imigracyjnym gospodaruje bardziej niż wstrzemięźliwie, najpierw nie udzielając w ogóle wiz Ukraińcom, a następnie kanalizując ich w swojej najbardziej nielubianej części – Szkocji.

Szkoci, równie czuli jak Polacy na opowieści o „obronie niepodległości”, początkowo dali się na to złapać, jednak gdy głośne stały się problemy z roszczeniowością przybyszów, nieskorych do pracy, za to chętnych do przedłużania swych darmowych pobytów u miejscowych rodzin, zaś pomoc państwowa nie nadchodziła – aż 10.000 początkowych ochotników wycofała się z programu Homes for Ukraine. To aż połowa chętnych. W efekcie mówi się już wprost o przeniesieniu 18.000 Ukraińców do obozów dla uchodźców. I nie ma zmiłuj się – wojna trwa i nikt nie ma zamiaru tworzyć przybyszom warunków lepszych niż własnym obywatelom. A u nas jest ich 328 razy więcej!

(Od)ruch oporu

Tak jak i z COVIDem, przesiedleńczą żabę wgotowano Polakom powoli. Nikt jakoś nie zastanawiał się ile ta wojna potrwa, jak długo trzeba (?) będzie pomagać, do kiedy przybysze u nas zostaną. Jakoś tak samo się rozumiało, że będzie to góra kilka tygodni. No i wyszło jak poprzednio. Tamta pandemia została z nami na dłużej, zapewne na stałe, bez szczepionek i poluzowań. I jak wtedy, z czasem ludzie zaczynają się budzić i ośmielać. Co bardziej durnowate (czyli w sumie wszystkie) medialne wrzutki na temat wiekopomności polskiej pomocy Ukrainie są szeroko wyśmiewane w internecie, a i w realu nerwy Polakom zaczynają puszczać. I trudno się dziwić. Ale jednostkowa agresja i narastająca frustracja niczego przecież nie załatwią. Nawała idzie na Polskę. Prawdziwa, nie wymyślona. Nikt przeciw niej nie postawi Polakom płotu. Musimy się obudzić.

Konrad Rękas

Za: konserwatyzm.pl (9 września 2022) Wesprzyj naszą działalność

Demony wychodzą ze swoich nor, czyli kto hejtuje Marsz dla Życia i Rodziny

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Do niedawna byłem przekonany, że wartości takie jak miłość, wierność i uczciwość małżeńska są wartościami uniwersalnymi.
To znaczy: niezależnie od wiary i od sympatii politycznych, każdy chciałby być w związku, w którym byłby kochany, w którym miałby pewność, że partner go nie zostawi z dnia na dzień i że będzie wobec niego szczery i uczciwy.
Ale, jednak się pomyliłem. Okazało się, że są ludzie, z których wychodzi to, co najgorsze, gdy słyszą, że mieliby komuś obiecać – ślubować – że będą go kochać do końca życia.
Jak do tego doszło? Wystarczyło, że opublikowałem na Twitterze grafikę promującą Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny. Przypomnę Państwu, jak wygląda:Jak łatwo się domyśleć, idee wpisane w ruch marszowy, zwłaszcza tegoroczne hasło „I ślubuję ci”, które jest bezpośrednim nawiązaniem do roty przysięgi małżeńskiej, nie spodobały się przedstawicielom środowisk lewicowych.
Pod zaproszeniami, które zamieszczamy w mediach społecznościowych, posypała się fala prześmiewczych i drwiących komentarzy – odnoszących się do idei Marszu, jego hasła, jak również wymierzonych bezpośrednio pod adresem mojej osoby.
W domach bajzel, ale publicznie święci, wniebowzięci. Prawicowa mentalność na pokaz
Czy można maszerować ze wszystkimi żonami i mężami którym się ślubowało? I z kim maja maszerować zony i mężowie nieaktualne ale tez zaślubione? Czy mają z nami maszerować czy z kolejnymi małżonkami i z którymi?
Czy takie wątpliwe ozdoby jak ty muszą zaśmiecać TT takimi tweetami?
W „dyskusję” na takim poziomie włączyli się również politycy i osoby publiczne, m.in. Szymon Ziółkowski, Agnieszka Herrmann, posłanki Monika Pawłowska czy Katarzyna Kotula, która z kpiną napisała:
Ja jestem bardzo za. Poważnie. Mam nadzieję, że następnym krokiem będzie zakaz rozwodów dla katolików. Grunt to konsekwencja.
Jak widać, rozpustnicy, zwolennicy aborcji oraz ideologii LGBT zapewne nie mogą pogodzić się z faktem, że nie udaje się im przejąć absolutnej władzy w debacie publicznej, że to nie ich treści promowane są na rogu każdej ulicy…Wspieram nierozerwalność małżeństwa!Doskonale wiedzą, że takie wydarzenie jak Marsze dla Życia i Rodziny są dla nich niebezpieczną przeciwwagą, a utrzymane w pozytywnym, afirmatywnym klimacie, zachęcają młodych do przyjęcia wartości, które promują. To bardzo dobra forma, zwłaszcza dla ludzi młodych, dla rodzin, które nie wstydzą się wartości dziś już przez wielu schowanych do lamusa…
Hejt, który wylał się w przestrzeni wirtualnej pod adresem tego wydarzenia, jest, niestety, wyrazem niechęci i odrzucenia nierozerwalności małżeństwa, także tego sakramentalnego.
To konsekwencja lat urabiania opinii społecznej przez współczesne programy i agendy polityczne, które próbują zawłaszczyć pojęcie małżeństwa i radykalnie zmienić jego znaczenie. Wpisy internautów takie jak:
Wsadźcie sobie marsze tam, gdzie światło nie dochodziGęby pełne pustych słów i hipokryzji, to cecha charakterystyczna wyznawców tej religii władzyMożecie się tak nie obnosić że swoją seksualnością? Nikogo nie interesuje co robicie w domu!
to tylko smutny i żenujący przejaw ogromnej frustracji i niemożności pogodzenia się z faktem, że są jeszcze ludzie, którym zależy na promocji najcenniejszych, trwałych wartości i że nie wstydzą się dać o tym publicznego świadectwa!Wspieram działania dla życia, małżeństwa i rodziny!Ta fala nienawiści nie deprymuje nas, ale mobilizuje, by po raz kolejny stanąć w obronie małżeństwa i wartości rodzinnych. Podczas, gdy w Polsce statystycznie rozpada się dziś co trzecie małżeństwo, maszerujemy pod hasłem „I ślubuję Ci”, by publicznie przypomnieć, czym jest sakramentalny związek małżeński.
Myślę, że zgodzą się Państwo ze mną, że wylew lewackiej frustracji i drwin, jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo Polska potrzebuje tego wydarzenia, jakim jest Marsz dla Życia i Rodziny.
Przygotowania do Narodowego Marsz dla Życia i Rodziny wchodzą już na ostatnią prostą. Jak zapewne Państwo już słyszeliście – w tym roku Marsz poprzedzi koncert Arki Noego! Wydrukowaliśmy już większość transparentów, flag i bannerów, przed nami ostatnie decyzje logistyczne.
Jak Państwo się domyślają, Marsz to ogromne przedsięwzięcie organizacyjne i finansowe. Dlatego, jeśli ważne są dla Państwa wartości, które są promowane w czasie tego wydarzenia, prosimy o wsparcie naszych działań kwotą 30, 60 a może nawet 100 zł, 200 zł czy wyższą, którą uznają Państwo na właściwą i słuszną.Wspieram Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny!Jeszcze raz serdecznie zapraszam Państwa do udziału w naszym wyjątkowym świętowaniu. Już w niedzielę 18 września spotykamy się w Warszawie na Placu Zamkowym, punktualnie o godz. 11:00.
Aby wzmocnić nasz przekaz, pokażmy, jak wielu obrońców tych najcenniejszych wartości potrafi zjednoczyć się, by wspólnie celebrować godność życia, świętość małżeństwa oraz radość życia rodzinnego!
Serdecznie Państwa pozdrawiam i do zobaczenia już wkrótce!
 PS. Właśnie opublikowaliśmy oficjalny spot tegorocznego Narodowego Marszu dla Życia i Rodziny! Zachęcam do obejrzenia i wsparcia naszego przedsięwzięcia:Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!

Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 04

DROGO, Polacy bez węgla, a eksport trwa w najlepsze[… raczej NAJGORSZE. md] . Najczęstsze kierunki wywozu opału to Ukraina, Niemcy i Czechy.

Nieudolność PiS jest widoczna na każdym kroku. Wprowadzenie zupełnie nieprzemyślanego embarga na rosyjskie paliwa kopalniane doprowadziło do wielkiego kryzysu węglowego. Gdy w składach brakuje węgla Polacy stacją pod kopalniami w gigantycznych kolejkach eksport surowca, kwitnie na potęgę.

W pierwszym półroczu bieżącego roku z polskich kopalń wyeksportowano i wywieziono do krajów Unii Europejskiej 981 tys. ton węgla.

Dziennik „Fakt” przypomina, że od momentu wprowadzenia nieprzemyślanego i zupełnie nieuzasadnionego embarga na rosyjski węgiel było wiadomo, że w Polsce zabraknie ok. 8 mln ton surowca. Mimo rozpowszechnianej przez nieudaczników propagandy, że w Polsce węgla nie brakuje, Polacy chcący kupić węgiel często są odprawiani z kwitkiem a jeśli w jakieś kopalni trwa jeszcze sprzedaż to, muszą stać w gigantycznych kolejkach.

Okazuje się, że węgiel w Polsce jest, ale… trafia na eksport. „Fakt” ustalił, iż w okresie styczeń 2022 r. – czerwiec 2022 r. z polskich kopalń wyeksportowano i wywieziono do krajów Unii Europejskiej 981 tys. ton węgla. Z tego najwięcej, bo aż 560 tys. ton trafiło do Czech, 220 tys. – na Ukrainę, a 10 tys. ton do Niemiec. 

Dziennikarze zapytali o to wiceszefa resortu aktywów państwowych Piotra Pyzika. – Obecnie nie ma przepisów, które zabraniałyby eksportu i wywozu węgla z Polski. Eksport tego surowca regulują stosowne umowy handlowe, które zostały zawarte przez spółki przed wybuchem wojny na Ukrainie. Należy podkreślić, że zerwanie tych umów naraziłoby poszczególne spółki na kary – odpowiedział.

Pro-obronna fundacja Ad Arma wspiera i inicjuje edukację domową dzieci.

https://pch24.pl/proobronna-fundacja-wspiera-i-inicjuje-edukacje-domowa-dzieci/

Pierwsza grupa dzieci rozpoczęła od 1 września naukę pod patronatem Fundacji Ad Arma, w ramach oferty edukacji domowej dostępnej bezpłatnie dla rodzin z całej Polski.

Fundacja zaprasza do współpracy kolejne rodziny oraz do wsparcia tego projektu, który umożliwia wychowywanie dzieci zgodnie ze swoimi wartościami oraz daje osłonę przed trudnościami administracyjnymi.

Jak informuje Fundacja Ad Arma, 25 dzieci rozpoczęło od 1 września naukę pod jej patronatem. W ramach edukacji domowej, którą umożliwia nowa oferta Fundacji, ich rodziny mogą żyć własnym rytmem i mają zapewnioną możliwość wychowania dzieci zgodnie ze swoimi wartościami, a Fundacja osłania je przed trudnościami administracyjnymi.

Zapraszamy kolejne rodziny do współpracy, a wszystkich, szczególnie osoby, które nie mają już dzieci w wieku szkolnym, do finansowego wsparcia naszego projektu, co umożliwi jego rozwój i kształcenie kolejnych Polaków do umiłowania prawdy, dobra, piękna i wolności – mówi Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma.

Inicjatywa zrodziła się z potrzeby reakcji na zapaść polskiej szkoły.

 – Nie mamy złudzeń co do realnego stanu systemu edukacji. Od dawna nie spełnia on już swoich celów – nie uczy, nie kształtuje, nie wspiera wychowania. Oduczanie samodzielnego i krytycznego myślenia, nieustanne obniżanie wymagań, polityczna poprawność – te i inne bolączki dzisiejszego szkolnictwa odbijają na jakości niemal każdej dziedziny naszego życia. Jeżeli ktoś osiąga dzisiaj ponadprzeciętne wyniki, to najczęściej dzięki własnym uzdolnieniom i niezależnej pracy, a nie dzięki kolejnym godzinom spędzanym w szkolnej ławce – wyjaśnia prezes Fundacji.

Ad Arma zwraca też uwagę na to, że dzisiejsze szkoły stały się poligonem doświadczalnym dla eksperymentów ideologicznych i pedagogicznych. Zdaniem Fundacji, miejsce prawdziwych nauczycieli z powołania coraz szybciej wypełniają tacy, którzy w praktyce są aktywistami rozmaitych ideologii. Zamiast lekcji polegających na poszukiwaniu prawdy, uczniowie coraz częściej biorą udział w zajęciach, których celem jest dekonstrukcja rzeczywistości i negacja kolejnych faktów, w szczególności biologicznych, historycznych, kulturowych czy lingwistycznych. Również z samych uczniów robi się aktywistów i zachęca się ich do tego, aby publicznie manifestowali oni swoje (a raczej przyswojone bezrefleksyjnie z mediów) poglądy.

Fundacja podkreśla także, że współczesny system edukacji nie wspiera też wychowania i nie pomaga rodzicom w kształceniu dzieci zgodnie z własnymi wartościami, w szczególności chrześcijańskimi, patriotycznymi i wolnościowymi. Wielu rodziców z całego kraju, z którymi Fundacja ma kontakt, z bólem przyznaje, że w całej klasie ich dziecka nie ma ani jednej rodziny, która podzielałaby ten sam system wartości i starałaby się wychowywać dzieci w podobny sposób. Dużym problemem jest, zdaniem organizacji, także narastająca w młodym pokoleniu wulgarność w języku, obyczajach i strojach, co wzmacnia się w środowisku szkolnym.

Problemy te wydają się być tak głębokie, że nie pomoże wygrana wyborów przez bardziej „naszą” partię czy zmiana ministra edukacji na bardziej „naszego”. Nie pomogą też kosmetyczne zmiany w podręcznikach szkolnych, o które głośno bije się pianę w prasie i telewizji, aby spalać energię Polaków i odwracać uwagę społeczeństwa od realnych rozwiązań – podkreśla Jacek Hoga.

Zachęcamy do edukacji domowej swoich dzieci. Nasi przodkowie niezbędnej wiedzy i umiejętności, a przede wszystkim właściwej postawy moralnej, nabywali przede wszystkim u boku ojców, matek, dziadków, wujków czy starszego rodzeństwa. Tradycja, historia, wiara, obyczaje, zasady – to wszystko przekazywane było w rodzinach kolejnym pokoleniom. Dzięki temu Polska mogła trwać również pod zaborami oraz w czasach okupacji, gdy nasza kultura obecna była w domach, a szkoły, instytucje i media zdominowane były przez obcą propagandę. Jeśli dzisiaj chcemy przetrwać jako naród, warto wrócić do sprawdzonych przez wieki rozwiązań – dodaje.

Inicjatywa w praktyce wygląda w taki sposób: dziecko jest zapisane do szkoły (w tym przypadku szkoły Ogród Edukacji w Toruniu, z którą współpracuje Fundacja Ad Arma), ale obowiązek szkolny spełnia w swoim domu. Raz w roku uczeń przystępuje do egzaminów, a przez resztę czasu uczy się, wychowuje i kształci we własnej rodzinie. Fundacja Ad Arma przypomina, że obecnie w Polsce w ten sposób uczy się już blisko 20 tysięcy dzieci, a w USA jest to już kilka milionów.

Fundacja zwraca uwagę na to, że nie należy edukacji domowej mylić z tzw. zdalnym nauczaniem, które narzucane było społeczeństwu w ostatnim czasie. Środowisko edukacji domowej nie jest grupą rekonstrukcyjną, która stara się zbudować własną szkołę w domu. W opinii Fundacji, dzięki takiej formie edukacji rodzina może po prostu być rodziną, żyć w zgodzie z własnym rytmem, dostosowanym do swoich możliwości, warunków i celów. Sama edukacja najczęściej przebiega również sprawniej niż w szkole, niezależnie od stopnia wykształcenia rodziców. Dzieci potrafią myśleć nieszablonowo i mają więcej czasu na rozwijanie swoich pasji. Dzięki edukacji domowej dzieci nabywają też ważnej umiejętności samodzielnego uczenia się, co procentuje w dalszym życiu.

Chęć edukowania swoich dzieci w taki sposób wiąże się też często z powrotem do tradycyjnego modelu rodziny, w którym ojciec zarabia na jej utrzymanie, a matka zajmuje się domem. – Wiemy, że w dzisiejszych czasach oznacza to wiele wyrzeczeń, ale bez poświęcenia nie będzie dla nas przyszłości. Albo dziećmi zajmą się ich mamy, do czego są stworzone, i które najlepiej znają swoje pociechy, rozumiejąc ich zalety, wady oraz słabości, albo z chęcią zrobią to za nas ministrowie, biurokraci, urzędnicy i aktywiści, którzy już czekają z kolejnymi „cudownymi” programami edukacyjnymi, opracowanymi w „postępowych” think-tankach, utrzymywanych z dotacji globalistycznych korporacji – zauważa Jacek Hoga.

Fundacja utrzymuje relacje z wieloma rodzinami, z różnych środowisk, o różnej przeszłości i zamożności, które postanowiły w ten sposób przejąć odpowiedzialność za edukację i wychowanie swoich dzieci. Zyskały nie tylko lepsze wyniki w nauce oraz ochronę dzieci przed zagrożeniami, ale przede wszystkim możliwość zacieśniania więzi w rodzinie i spędzania więcej czasu razem oraz wśród znajomych, którym ufają. – To szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdy mamy do czynienia z niezwykle silną polaryzacją społeczeństwa oraz rozbijaniem relacji rodzinnych. Daje to także pole do rozwoju lokalnych społeczności, a także rodzinnych przedsiębiorstw i biznesów. To oddolna praca u podstaw i fundamentów naszego narodu – mówi prezes Fundacji Jacek Hoga.

Oferta Fundacji Ad Arma dostępna jest bezpłatnie dla każdej rodziny, niezależnie od miejsca zamieszkania. Nie trzeba mieszkać w Toruniu. Aby wejść w program edukacji domowej należy zapoznać się z informacjami i dokumentami na stronie Fundacji w zakładce „edukacja domowa”. – Już teraz mamy pod naszym patronatem rodziny z północy i południa Polski, które żyją tak, jak chcą, a Fundacja Ad Arma pomaga i czuwa nad kwestiami administracyjnymi. Przede wszystkim dbamy również o relacje na linii szkoła – rodzice. Szkoła dostaje od nas wiedzę i doświadczenie niezbędne do dobrego prowadzenia egzaminów dla dzieci z doświadczeniem innym niż szkolna ławka. Chcemy też dalej się rozwijać. Dla dzieci i rodziców z okolic Torunia otwieramy zajęcia z fechtunku historycznego, rekreacyjne i integracyjne. W najbliżej przyszłości chcemy poszerzać tę ofertę o kolejne propozycje, których celem będzie wsparcie rodzin (również tych z innych regionów kraju) w edukacji i wychowaniu – zapowiada Jacek Hoga.

Oprócz kolejnych rodzin, kluczowe dla rozwoju tego projektu jest wsparcie finansowe. – Jeżeli nie macie Państwo dzieci, albo Wasze dzieci zakończyły już edukację, prosimy o pomoc. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Dzisiejszy system edukacji tego wychowania nie wspiera. Aby wiara, tradycja, wolność, zasady i wartości mogły trwać, muszą rozwijać się w rodzinach, które potrzebują pomocy i osłony przed trudnościami administracyjnymi. Takim parasolem ochronnym jest Fundacja Ad Arma, która otacza opieką proponowaną ofertę edukacji domowej – podsumowuje prezes Fundacji.

Źródło: Fundacja Ad Arma (adarma.pl/edukacja)

Ministrowie Niemiec .. i Polski – o „demokracji” i przymusie.

Minister Spraw Zagranicznych Niemiec: Będziemy wspierali Ukrainę niezależnie od tego co myśli niemiecki wyborca…

https://www.bibula.com/?p=136108

Annalena Baerbock z Partii Zielonych, minister spraw zagranicznych w rządzie koalicyjnym Olafa Scholza, powiedziała, że niemiecki rząd będzie wspierał ukraińskie działania wojenne „tak długo, jak będą nas potrzebować” i bez względu na to, jaka jest opinia publiczna wyborców w tej sprawie.

Annalena Baerbock, występując na konferencji Forum 2000 w Pradze, powiedziała, że obietnica złożona narodowi ukraińskiemu musi zostać spełniona „niezależnie od tego, co myśli mój niemiecki wyborca”.

Rozanielona swoimi wizjami polityczka niemieckiej Partii Zielonych powiedziała dobitnie, że jeśli społeczeństwu nie podoba się kierunek, jaki obrał rząd, może wyrazić swoje niezadowolenie podczas kolejnych wyborów.

Czeka nas zima, w której my jako politycy zostaniemy wyzwani, gdy ludzie wyjdą na ulicę i powiedzą 'nie możemy zapłacić naszych rachunków za energię’, a ja powiem 'tak, wiem, więc pomagamy wam środkami socjalnymi’, ale nie chcę powiedzieć, że wtedy zatrzymamy sankcje wobec Rosji.” – powiedziała szefowa MSZ, Baerbock.

Nota bene, jak widać z filmu, wśród zaproszonych na scenę 4 szanownych gości Forum 2000 był „polski” Minister SZ, nijaki Rau, który najgoręcej oklaskiwał wypowiedź niemieckiej minister. Rau w swoich pięciu minutach dodał, że „jest rzeczą absolutnie nadrzędną: Ukraina musi wygrać wojnę”.

Niestety, nie dopowiedział co stanie się – również z Polską – jeśli te marzenia nie ziszczą się…

Dalej nie będziemy cytowali „wybranych demokratycznie” przedstawicieli aby nie popsuć nastroju wyznawcom religii demokracji i uczestnikom regularnych liturgii „demokratycznych” wyborów.

Oprac. www.bibula.com 2022-09-08

Tresura

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5247 9 września 2022

Skończyły się wakacje, więc następuje bolesny powrót do rzeczywistości. A wygląda na to, że rzeczywistość, która – jak to się mówiło za pierwszej komuny – otacza nas coraz ciaśniej, ma swój punkt centralny, wokół którego wszystko się obraca. To tresura. Jak wiadomo, celem tresury jest wyrobienie u tresowanego odruchów Pawłowa, żeby na każdy bodziec bezrefleksyjnie reagował zgodnie z życzeniami tresera. Ten warunek bezrefleksyjnego reagowania na bodźce różni tresurę od wychowania. Wychowanie bowiem rozpoczyna się od wpojenia wychowankowi pewnego kanonu wartości, a nawet konwenansów, co do których zostanie on przez wychowawcę przekonany. Taką wartością jest na przykład lojalność, rozumiana nie tylko jako dotrzymywanie obietnic, ale również jako gotowość do poświęceń w imię dotrzymania słowa. Z tym bywa dzisiaj coraz gorzej, o czym świadczą między innymi coraz częstsze przypadki publicznego oskarżania osób z tych, czy innych powodów bliskich – byle tylko zadośćuczynić potrzebie zemsty. Inną wartością jest tolerancja, co do której narosło wiele nieporozumień. Przede wszystkim dlatego, że nie oznacza już ona cierpliwego znoszenia czyichś zachowań, które ktoś uważa za szkodliwe, niebezpieczne, czy po prostu wstrętne, tylko konieczność ich akceptowania. Jest to oczywiście rodzaj gwałtu na tresowanym do tolerancji, bo zmuszany on jest do rezygnacji z prezentowania własnego stanowiska, żeby nie urazić czyjegoś „dobrostanu”. Tymczasem cierpliwość w znoszeniu czyichś nieakceptowanych zachowań nie jest przecież i nie może być bezgraniczna. Granicą jest właśnie zmuszanie do akceptacji tych zachowań. Tymczasem treserzy właśnie tę granicę chcą znieść, a przynajmniej przesunąć, podejmując próby wprowadzenia odpowiedzialności karnej na przykład za „homofobię”, czyli wszelką formę sprzeciwu wobec uroszczeń sodomczyków. Na razie chodzi o opinie, ale któż może zagwarantować, że kiedy już ludzie zostaną wytresowani w ukrywaniu swoich opinii, czy w ogóle w unikaniu ich posiadania, tresura nie wkroczy w nowy etap, w etap wymuszania podporządkowania oczekiwaniom sodomczyków? W końcu zawiedzione oczekiwania mogą być uznane za formę naruszenia czyjegoś „dobrostanu”. Ciekawe, że jednym z argumentów, które mają uzasadniać takie stanowisko, jest pogląd, że skłonności sodomczykowskie są „naturalne”. Być może – ale krętki blade wywołujące syfilis też są pochodzenia naturalnego – jednak lekarze przechodzą nad tym do porządku i bez ceregieli próbują niszczyć je przy pomocy antybiotyków. Dlaczego zatem godzą się z opinią, że sodomczyków nie wolno leczyć? Czy taka zgoda nie jest przypadkiem następstwem intensywnej tresury? Wreszcie „naturalność” nie jest żadnym argumentem w przypadku niektórych zachowań. Wyobraźmy sobie jegomościa, który podczas uroczystej recepcji u prezydenta wychodzi na środek dywany, ściąga spodnie i publicznie tam się wyknoca. Potrzeba wypróżnienia ma charakter jak najbardziej naturalny, ale takich zachowań w normalnym społeczeństwie żaden normalny człowiek nie będzie akceptował z uwagi na konwenans, który nakazuje zaspokajanie takich naturalnych potrzeb w odpowiednich miejscach. To wcale nie jest sprawa bez znaczenia, bo właśnie dzięki konwenansom możliwe jest normalne funkcjonowanie społeczeństwa cywilizowanego. Kiedy wchodzę do pomieszczenia, w którym znajdują się inne osoby i uprzejmie je pozdrawiam, spodziewam się raczej równie uprzejmej odpowiedzi, a nie tego, że wszyscy rzucą się na mnie i zadźgają nożami. Pogarda nawet dla konwenansów jest zatem też niebezpieczna, bo podmywa podstawy cywilizacji, barbaryzując stosunki społeczne, czego efektem docelowym może być likwidacja społeczeństwa, jako pewnej organicznej więzi i zdegradowanie go do poziomu hordy, albo nawet „nawozu historii” – a do tego przecież prowadzi likwidacja historycznych narodów, postulowana w „manifeście z Ventotene”, którego autor jest otoczony kultem w Unii Europejskiej.

Niekiedy walka z konwenansami prowadzi do sytuacji groteskowych. Oto niedawno w Hiszpanii ustanowiono prawo, na podstawie którego, każdy stosunek seksualny musi być poprzedzony wyraźnie okazaną zgodą. Jest to niewątpliwie efekt zmasowanego oddziaływania na prawodawców ze strony osób albo niezrównoważonych psychicznie, albo doktrynerów, którzy własne urojenia próbują narzucić wszystkim innym za pośrednictwem państwa. Gdyby tedy potraktować serio nakaz uzyskiwania za każdym razem wyraźnej zgody na zbliżenie, to każdy flirt powinien kończyć się u notariusza, który sporządzałby stosowny akt – oczywiście za opłatą – ale na tym ceremonie by się nie kończyły, bo w takim akcie mogłyby być wprowadzone jakieś klauzule, których przestrzegania musiałby pilnować licencjonowany inspektor i to w trakcie czynności. Czy w tych warunkach ktokolwiek jeszcze podtrzymałby wyrażoną uprzednio przed notariuszem zgodę, a gdyby nawet – to czy sama czynność byłaby w tych okolicznościach nie tylko jeszcze oczekiwana, ale w ogóle możliwa? Dlatego właśnie nie powinniśmy się zgadzać na postulat, by również wariaci mieli swoją reprezentację parlamentarną, nawet jeśli ich stan nie został oficjalnie zdiagnozowany w sensie medycznym.

Nie ukrywam, że to wszystko przyszło mi do głowy w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, któremu towarzyszy krytyka pana ministra Czarnka, jak również podręcznika do przedmiotu „Historia i teraźniejszość”, napisanego przez prof. Roszkowskiego. Judenrat „Gazety Wyborczej”, która jak zwykle znajduje się w awangardzie tej krytyki, ma „swój” podręcznik, napisany przez grupę autorów, którzy – jeśli dobrze zrozumiałem pochwałę – nie tyle może starannie unikają jakichkolwiek ocen, ale rygorystycznie stosują się do zasad „politycznej poprawności”. Ponieważ jestem przeciwnikiem państwowego monopolu edukacyjnego, który jest jednym z elementów piekielnej triady treserskiej (wspomniany monopol, media i przemysł rozrywkowy), uważam, że szkoły powinny mieć zróżnicowane programy kształcenia; w jednej na przykład bajzelmamy doskonaliłyby umiejętności uczniów w masturbacji, podczas gdy w innych – po staremu uczono by języków, historii, matematyki, fizyki, geografii i biologii – ale każda szkoła miałaby tylko tyle pieniędzy, ile by zarobiła. Jeśli już obywatele nie mogliby wytrzymać bez finansowania edukacji za pośrednictwem państwa, to wyjściem z sytuacji byłby bon edukacyjny; rodzice każdego ucznia dostawaliby od władzy bon opiewający na określoną sumę i tym bonem płaciliby za naukę swojego dziecka, a szkoła miałaby tylko tyle pieniędzy, ile bonów uzbiera. W ten sposób moglibyśmy uniknąć tresury, a zastąpić ją wychowaniem i kształceniem.

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej „sprzeczny z zadaniami MSWiA”

Konrad Rękas https://chart.neon24.info/post/169205,pomnik-ofiar-rzezi-wolynskiej-sprzeczny-z-zadaniami-mswia

Specustawa ukraińska ważniejsza od praw i swobód konstytucyjnych, gwarantowanych dotąd choćby teoretycznie obywatelom RP!

Władze III RP od dawną prowadzą politykę, w której jedynym akceptowalnym kryterium jest zgodność z celami wyznaczonymi Ukrainie przez Anglosasów. Do niedawna jednak prymat interesu kijowskiego nad polskim bywał przynajmniej maskowany, a częściej jeszcze zakrzykiwany. Obecnie już jawnie i bez dalszego krygowania się na „polskich patriotów” organa rządowe z nadania PiS wprost powołują się na ustawowy już nakaz „solidarności z Ukrainą oraz pomocy na każdym możliwym poziomie”. Dzięki tej odpowiednio szerokiej, a nieprawdopodobnie bezczelnej formule można dziś zdezawuować każdą inicjatywę polską. I to właśnie spotkało nowosądeckich narodowców i Kresowian dążących do upamiętnienia ofiar Rzezi Wołyńskiej i wszystkich zbrodni dokonanych przez szowinistów ukraińskich.

Nowy Sącz pamięta o Kresach

Z inicjatywą wzniesiono pomnika wystąpiono kilka lat temu, proponując nawet odpowiednią lokalizację, w pobliżu istniejącego monumentu Narcyza Wiatra „Zawoi”. Na skwerze ustawiono nawet stosowną drewnianą tablicę z prostym, ale wyrazistym WOŁYŃ PAMIĘTAMY”. Po początkowym wsparciu ze strony miejscowych samorządowców – pomysł napotkał jednak typowe w takich przypadkach „przeszkody obiektywne”. Cóż, nie wolno się dziwić, wszak „zmieniła się sytuacja geopolityczna”, a pamięć kresowa już nie tylko uwiera, ale została wprost ogłoszona ideą wrogą euroatlantyckiej orientacji III Rzeczypospolitej. Nowosądeczanie jednak nie zapomnieli, spotykając się co roku w lipcu na marszach pamięci o wołyńskiej Krwawej Niedzieli, organizowanych m.in. przez Aktywistów Nowy Sącz, we współpracy z miejscowym Ruchem Narodowym oraz Stowarzyszeniem Zjednoczenie Wszechpolskie. Co do pomnika zaś, wobec braku szans na pomoc publiczną, do której Instytut Pamięci Narodowej jest wszak systemowo zobowiązany – pojawiła się koncepcja zbiórki publicznej, na którą jednak trzeba uzyskać zgodę ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji. I tu już przestano choćby udawać obiektywizm, wyciągając już jawnie i bez skrępowania bat „solidarności z Ukrainą”.

Słudzy narodu ukraińskiego”…

Interes publiczny państwa polskiego w warunkach napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę został określony (m.in. w w/w ustawie) jednoznacznie od pierwszego dnia konfliktu zbrojnego w postaci deklaracji przez Rzeczpospolitą Polską solidarności z Ukrainą oraz pomocy na każdym możliwym poziomie” – zaczyna się pozornie nie na temat nawet nie decyzja, ale informacja” o… nienadaniu wnioskowi biegu administracyjnego, podpisana w imieniu resortu przez Grzegorza Ziomka, dyrektora departamentu administracji publicznej MSWiA.

Sprowadzenie interesu Polski do bezwarunkowego pomagania Ukrainie trafiło jednak do tego skandalicznego pisma nieprzypadkowo. Dalej następuje litania samopochwał, a to za „doskonałe sobie radzenie z kryzysem imigracyjnym”, a to za spokojny i niezakłócony przebieg obchodów rocznicy Rzezi Wołyńskiej (jakbyśmy ich godny przebieg zawdzięczali politykom i biurokratom, a nie tysiącom polskich rodzin spontanicznie uczestniczących w marszach wołyńskich). Mamy też oczywiście rytualne potępienie „podejmowania przez Rosję prób dezinformacji i dezawuowania przyjaznego traktowania w Polsce uchodźców wojennych z Ukrainy”. No i wreszcie pan dyrektor Ziomek przechodzi do sedna:

Rejestracja przez MSWiA zadeklarowanej przez Stowarzyszenie Zjednoczenie Wszechpolskie zbiórki publicznej w warunkach wojny rosyjsko-ukraińskiej i jednocześnie świadczonej uchodźcom wojennym z Ukrainy szerokiej pomocy humanitarnej przez Polskę (koordynowanej przez rząd) mogłaby być potraktowana jako działanie sprzeczne z zadaniami Ministerstwa i nadzorowanych służb państwowych i tym samym podstawy w/w ustawy”.

Specustawa ukraińska ważniejsza od konstytucji RP?

Pojmujecie to Państwo?! Zdaniem polskiego ministerstwa sprawa wewnętrznych budowa pomnika polskich ofiar ukraińskiego szowinizmu jest sprzeczna z ustawą o pomocy obywatelom Ukrainy, a wobec powyższego nie może zostać zrealizowana ni finansowana z legalnej zbiórki publicznej! Specustawa ukraińska okazuje się ważniejsza od praw i swobód konstytucyjnych, gwarantowanych dotąd choćby teoretycznie obywatelom RP!

MSWiA zresztą bezczelnie przy tym kłamie powołując się na rzekome niewystępowanie wcześniej z projektami związanymi z upamiętnieniem zbrodni wołyńskiej, choć przecież i władze Nowego Sącza, i IPN znają całą sprawę od wspomnianych dwóch lat. Co więcej, samo ministerstwo DWUKROTNIE otrzymywało stosowne wnioski w sprawie zbiórki, a zareagowało dopiero na formalną skargę organizatorów. A, no i zdaniem p. dyr. Ziomka kwestia jest bezprzedmiotowa, bo przecież „termin 11 lipca już upłynął” [pisownia oryginalna – KR]. Czyli co, w przyszłym roku lipiec nie będzie miał 11. dnia, czy może resort już wie, że obchody wołyńskie zostaną w ogóle zakazane?

Jak zapowiedział Krystian Lachner, lider sądeckiego RN – na działanie (a raczej jego brak) MSWiA złożona już została skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a wnioskodawcy domagają się także ukarania urzędników odpowiedzialnych za pozaprawne ich zdaniem zignorowanie procedur określonych ustawą z 14. marca 2014 r. o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych. Akcje na rzecz budowy pomnika mają być kontynuowane co najmniej do końca stycznia 2023 r., a organizatorzy nie tracą nadziei, że przyszłoroczne obchody wołyńskie odbędą się już pod nowym monumentem. Projekt i determinacja sądeckich narodowców z pewnością zasługują na wsparcie, jednak problem wydaje się głębszy i poważniejszy.

Narodziny UkroPolinu

W tym przypadku, jak i w wielu podobnych w Polsce nie zadziała przecież (wyłącznie) samowola urzędnicza, biurokratyczna niechęć do inicjatyw oddolnych czy czyjeś prywatne sympatie i antypatie ideologiczna. Doktryna nierozwiązywalności interesów Polski i Ukrainy (reprezentowanych przez obecne władze tych państw) staje się już oficjalną linią postępowania administracyjnego, pod ochroną zapisów ustawy przemyconej przez Sejm pod pretekstem „pomocy biednym uciekinierom wojennym”. Nie łudźmy się, takich przypadków będzie więcej, nie tylko zresztą w zakresie polityki historycznej, ale także w sprawach gospodarczych i socjalnych (jak np. widzimy w stosunku władz do protestu polskich przewoźników poniewieranych, szykanowanych i bitych po ukraińskiej stronie przejść granicznych). Ale dopóki takie sprawy będziemy traktować oddzielnie, jednostkowo, jak długo będziemy protestować tylko przeciw przejawom dyskryminacji, ignorując jej prawdziwe przyczyny i motywy – dopóty żadna skuteczna obrona interesów polskich nie będzie możliwa.

Bez zjednoczenia wszystkich dotkniętych już nawet w codziennym życiu przez skutki uprzywilejowania Ukrainy i Ukraińców – odbiorą nam pamięć, historię, majątki, pieniądze, pracę, wreszcie bezpieczeństwo i dach nad głową.  Już się nawet z tym nie kryją. „Solidarność z Ukrainą oraz pomoc na każdym możliwym poziomie” – oto obecne źródło wszelkiego prawa w III RP. Oto jedynie słuszna ideologia i wiara zarządzających naszym krajem.

I nie wstydzą się pisać o tym oficjalnie.

======================

mail:

mogłaby być potraktowana” – przez kogo, upowców?

Bo przecież niewątpliwie współcześni Ukraińcy kochają Polaków i potępiają upowskie zbrodnie.

A jeśli nie, to jakimi są sojusznikami?

Pani z Gietrzwałdu

#dzieci #Gietrzwałd #Matka Boże #modlitwa #objawienie #Polska #różaniec #wiara

(Oprac. GS/PCh24.pl) https://pch24.pl/pani-z-gietrzwaldu/

Kiedy mowa o wypadkach gietrzwałdzkich latem 1877 roku, jak do tej pory jedynych objawieniach maryjnych na ziemiach polskich oficjalnie uznanych przez Kościół, musi nasunąć się pytanie – dlaczego właśnie Gietrzwałd? Czemu Matka Boża upodobała sobie właśnie to miejsce?

Niedługo po tym, jak Gietrzwałd zyskał ogromną sławę, do wioski przybył pewien malkontent, by obejrzeć z bliska miejsce doświadczone cudem. Nieco dworował sobie, że to raptem „dwadzieścia kilka domów krytych staropolską słomą”. Nie omieszkał dodać kąśliwie: „Do uzupełnienia obrazu trzeba dodać, że wieś cała jest brukowana, ale brukowana nieznośnie, kto chybi kamienia, wpadnie w dół”.

W rzeczywistości rozmiary osady musiały być nieco większe, skoro liczbę mieszkańców szacowano wtedy na cztery setki dusz; wszyscy z wyjątkiem trzech byli katolikami. Tutejsza świątynia służyła jako kościół parafialny nie tylko miejscowym, ale również wiernym z 57 okolicznych wsi warmińskich i mazurskich, w których katolicy występowali jedynie w maleńkich wysepkach otoczonych protestanckim morzem. Nie sposób nie wspomnieć, że od dobrych kilku wieków przybywali w to miejsce także pielgrzymi z nawet odległych stron, aby modlić się przed słynącym łaskami Obrazem Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Owa podolsztyńska wioseczka okazała się więc zgoła nie najlichszą pośród warmińskich siół.

Wiara miejscowych została wystawiona na ciężką próbę. W roku 1772, po pierwszym rozbiorze Polski, Warmia znalazła się w granicach Prus. Zaborca dławił żelaznym chwytem swobodną myśl. Pruski bucior deptał polską tradycję i religię przodków. Sto lat po rozbiorze przyszedł dla tej ziemi czas najsroższy – epoka Kulturkampfu, germańskiej „walki o kulturę”. Polscy katolicy wydawali się stać na przegranej pozycji, wydani na żer wszechmocnego mocarstwa. A przecież w tym tragicznym położeniu nie pozostali sami.

W samo południe

Podobnie jak 19 lat wcześniej w Lourdes, i jak stanie się to za lat 40 w Fatimie, w Gietrzwałdzie Matka Boża ukazała się dzieciom.

Jeżeli ta czy inna maruda  kręciła nosem na maleńkie rozmiary i ubożuchność sioła wybranego na miejsce objawień, to cóż mogła powiedzieć o dwójce wizjonerek? Ot, proste wiejskie dziewuszki, z pozoru niewyróżniające się niczym, o całkowicie sprzecznych charakterach i zdolnościach, z których jedna miała ogromne kłopoty w nauce, także religii. A jednak właśnie to dziecko jako pierwsze doznało łaski spotkania z Tajemnicą.

Wszystko zaczęło się w poniedziałek 27 czerwca 1877 roku, w samo południe. Trzynastoletnia Justyna Szafryńska wracała wraz z matką od proboszcza. Dziewczynka promieniała szczęściem, bo właśnie udało się jej zdać pomyślnie egzamin przed Pierwszą Komunią Świętą. Gdy Szafryńskie przechodziły obok kościoła, rozległ się dźwięk dzwonu. Justyna zwróciła się twarzą ku świątyni. Wraz z matuchną jęła odmawiać Anioł Pański. Nagle twarz dziecka zastygła w ekstazie. Jak wyznała potem przejęta, nad klonem obok plebanii ujrzała jasność niezwykłą, a w niej ubraną na biało kobiecą postać, z włosami opadającymi na ramiona, zasiadającą na złotym tronie, przed którym giął się w pokornym pokłonie anioł…

Pani Szafryńska, zdumiona (a pewnie i przerażona) relacją córki, w te pędy powróciła przed oblicze proboszcza. Ks. Augustyn Weichsel był Niemcem, choć dobrze dogadującym się z polskimi parafianami. Miał prawo nie dowierzać relacji jakiegoś wiejskiego dziecka. Swe wątpliwości zachował jednak dla siebie. Polecił Justynie przybyć nazajutrz w to samo miejsce, o tej samej porze. Wizje powtórzyły się, także w kolejne dni. 30 czerwca widzenia zaczęła mieć druga dziewczynka, dwunastoletnia Basia Samulowska.

Wizje powracały regularnie, niekiedy trzykrotnie w ciągu dnia, najczęściej w porze wieczornego nabożeństwa różańcowego. Dziewczynki rozdzielono i izolowano, aby uniemożliwić ewentualną zmowę i oszustwo, ale ich relacje były spójne. Wciąż występowała w nich „Jasna Pani”, niekiedy z Dzieciątkiem na kolanach, w otoczeniu aniołów. Dziewczynki zaczęły zadawać pytania.

– Kto ty jesteś? – chciały wiedzieć.

– Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta – usłyszały.

– Czego żądasz, Matko Boża?

Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec.

==================================

Granice Królestwa

Wieść o objawieniach rozeszła się lotem błyskawicy. Do Gietrzwałdu jęły ściągać tłumy pielgrzymów i ciekawskich, i to z odległych stron, ze wszystkich trzech zaborów. 

W następnych miesiącach zaobserwowano prawdziwą eksplozję pobożności, liczne nawrócenia i konwersje, wzrost liczby powołań zakonnych, poprawę obyczajności. Pijacy wyzbywali się nałogu, młodzież wybierała życie w czystości. Bardzo wymowne pod tym względem jest świadectwo proboszcza Weichsela: „Owoce objawień są nadzwyczajne. W całej polskiej Warmii prawie we wszystkich domach różaniec jest wspólnie odmawiany. Podobnie w wielu parafiach diecezji Chełmińskiej, Poznańskiej i Wrocławskiej. Proboszcz Łomnicki z Diecezji Chełmińskiej i proboszcz Wątróbka z Dębia we Wrocławskiej Diecezji […] informowali nas obydwaj, że jakaś tajemnicza siła ciągnie tam pielgrzymów”.

Istotnie, pielgrzymi nadciągali fala za falą. Na trzydniowe obchody święta Narodzenia Matki Bożej (7-9 września 1877 r.) przybyło aż 50 tysięcy ludzi. Ogółem w ciągu trzech miesięcy objawień wioska przyjęła 300 tysięcy przybyszów ze wszystkich trzech zaborów. Powszechnie mówiło się nie tylko o rozkwicie żywej wiary, ale i poczucia wspólnoty narodowej. Szczególnie widoczne było to na Warmii, gdzie w poprzednich latach postępowało zniemczenie. 

Ks. Walerian Kalinka pisał uradowany: „…Matka Boska, jako Królowa nasza, pojawiła się w tym zakątku ziemi polskiej, gdzie nikt już polskości się nie domyślał, jakby sama oznaczyć chciała granice państwa swojego”.

Administracja pruska, prasa rządowa oraz część duchowieństwa niemieckiego rozpętały niebywałą nagonkę na objawienia, jako „przejaw zabobonu”, „polskie knowania i oszustwo”, wręcz „obłęd religijny”. Do oskarżycieli dołączyła gromadka judaszów, tytułujących się mianem „myślących katolików”. Ks. Weichsel był przez nich publicznie wyszydzany, przeszedł też ponad 70 przesłuchań na policji, wiele razy zapłacił karę grzywny, kilkakrotnie wylądował w areszcie – ale swego zdania o objawieniach nie odwołał.

Łatwo zrozumieć wściekłość pruskich urzędników. Matka Boża przemówiła do dzieci po polsku. W oczach niemieckich władz popełniła w ten sposób niewybaczalny nietakt.

Dochodzenie

Tymczasem proboszcz Weichsel poinformował o sprawie biskupa warmińskiego Filipa Krementza. Ten zwołał specjalną komisję mającą zbadać prawdziwość objawień.

Wkrótce wizjonerki stanęły przed obliczem uczonych teologów, nie kryjących swego sceptycyzmu. Mieli oni możność obserwować zachowanie dziewczynek podczas wizji. Przesłuchano też wielką liczbę świadków. Wyniki prac komisji okazały się zaskakujące dla samych badaczy.

W sprawozdaniu komisja szczegółowo scharakteryzowała obie wizjonerki: „Obydwoje dzieci wydają się bezpretensjonalne, proste i naturalne, dalekie od jakiejkolwiek przebiegłości, skromne w swoich wystąpieniach. […] Już tu musimy przyznać, że w odpowiedziach odtwarzały to, co im rzeczywiście stało przed oczyma, absolutnie nie unikają refleksji nad objawieniami, które miały, lecz przyjmują je naturalnie, jak się im one nastręczają”.

Uczestniczący w badaniach ks. Augustyn Kolberg stwierdził szczerze: „Po wszystkich obserwacjach przyznaję, że chociaż przystąpiłem do sprawy ze znacznym niedowierzaniem, niedowierzanie to ustąpiło zaufaniu, że sprawa chwały Bożej i zbawienia dusz przybierze sprzyjający obrót”.

Po teologach wzięli się do pracy lekarze. Uznali oni, że posądzenia dzieci o symulację są bezpodstawne. Stwierdzono, że podczas objawień wizjonerki popadały w stan określony jako ekstaza. U dziewczynek obserwowano wówczas zwolnienie tętna, utratę ciepłoty ciała, brak reakcji na bodźce zewnętrzne.

Prowadzący badania ustalili, że gietrzwałdzki proboszcz był człowiekiem wielkiej uczciwości, dążącym do wyjaśnienia sprawy z maksymalnym obiektywizmem, który z objawień nie odniósł żadnych osobistych korzyści; spotkały go z tego powodu jedynie drwiny (w tym ze strony duchownych), aresztowania, szykany. Ruch pielgrzymkowy nie przysporzył miejscowej parafii zysków materialnych – przeciwnie, jedynie spore wydatki, jako że proboszcz dokładał starań, aby żywić tłumy peregrynujących i otaczać ich opieką. Stwierdzono też, że obie wizjonerki konsekwentnie odmawiały przyjmowania prezentów, jakimi próbowali obdarowywać je pielgrzymi, „chociaż rodzice są ubodzy i zewnętrzny wygląd dzieci wskazuje na niedostatek”.

W oku cyklonu

Wedle relacji wizjonerek twarz Maryi była niekiedy smutna i „pełna łez”. Maryja wypowiedziała słowa przestrogi: „Teraz, przed końcem świata, szatan obchodzi ziemie jak zgłodniały pies, aby pożreć ludzi”.

Mowa Jasnej Pani niekiedy bywała twarda.

– Zostaną ukarani! – zapowiadała, gdy dzieci pytały ją o pijaków i źle prowadzące się dziewczęta. A przecież oprócz słów napomnienia dawała też otuchę:

– Nie smućcie się, bo ja zawsze będę przy was.

Zapowiedziała, że prześladowania polskiego Kościoła ustaną, jeśli tylko ludzie wierzący będą się gorliwie modlić. A kiedy ludzie będą się lepiej modlić – „wszystko obróci się na dobro”.

Ostatnie objawienie, 160-te z rzędu, miało miejsce w dniu 16 września, kiedy w Gietrzwałdzie poświęcono i intronizowano figurę Niepokalanej Dziewicy. Zgromadzeni na wieczornym nabożeństwie różańcowym nagle usłyszeli dziwne odgłosy, a przed ich oczami ukazały się jakieś koszmarne zjawy. Wierni struchleli, gdy na zewnątrz świątyni rozległo się przeraźliwe wycie potępionego. Zerwał się potężny wicher, zewsząd słychać było szczęk broni i łopot ptasich skrzydeł. Przerażenie udzieliło się dwóm obecnym w świątyni pruskim żandarmom, dotąd czujnie obserwującym wiernych – jeden zdarł z głowy służbowy hełm i rzucił się na kolana, zaś jego kolega po fachu wybiegł z kościoła i uciekał ogarnięty paniką, hen, na oślep…

Tylko dwie wizjonerki zachowały spokój, obie jakby zatopione w innej rzeczywistości, bezpieczne niczym w oku cyklonu. Potem przytoczyły ostatnie słowa Matki Bożej:

– Odmawiajcie gorliwie różaniec!

Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu

Wielu uznało gietrzwałdzkie objawienia za najistotniejsze wydarzenie w dziejach narodu polskiego między upadkiem Powstania Styczniowego a odzyskaniem niepodległości. Ks. dr hab. Krzysztof Bielawny ujął to słowami: „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu!”.

W stulecie objawień biskup warmiński Józef Drzazga, na mocy dekretu prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, w porozumieniu ze Stolicą Apostolską, uznał objawienia za wiarygodne, nie sprzeciwiające się wierze i moralności chrześcijańskiej. Kardynał Karol Wojtyła pisał wówczas: „Tę prawdę o polskiej kulturze, o jej korzeniach, o jej genealogii, o prawach jej rozwoju trzeba nam uświadomić sobie w dniu dzisiejszym, kiedy przypominamy stulecie Objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Wtedy bowiem, przemawiając polskim językiem do polskich dzieci, Maryja ujęła się za dziedzictwem chrześcijańskim całej polskiej kultury. Potwierdzała w swych macierzyńskich ustach polskie słowo. A ludzkie słowo, polskie słowo, jest tym szczególnym towarzyszem życia i kultury człowieka, życia i kultury narodu”.

***

Począwszy od roku 2019, w ramach przygotowań do Jubileuszu Dwóch Tysięcy Lat Odkupienia, w Gietrzwałdzie odbywają się coroczne spotkania modlitewne „Pokuta 2033”, w intencji wynagrodzenia Jezusowi i Maryi za grzechy Polaków, szczególnie popełnione przeciw świętości Boga i Kościoła oraz przeciw życiu. Ów modlitewny maraton zaplanowano na 14 lat, podczas których co roku rozważana będzie kolejna stacja Drogi Krzyżowej.

Wcześniej, 30 czerwca 2018 roku w Gietrzwałdzie odbył się ogólnopolski Dzień Pokuty, na który ściągnęło ponad 20 tysięcy pielgrzymów z całego kraju. Porywającą homilię wygłosił wtedy biskup łowicki Józef Zawitkowski.

– Sto lat odzyskanej niepodległości, a my wciąż zniewoleni! Do Gietrzwałdu idę, bym się z opętania uwolnił, bo wolność sumieniem się mierzy! – wołał hierarcha. Powołał się tu na słowa papieża Piusa IX: „Starajcie się usuwać przyczynę waszej niewoli, którą jest grzech”. Dalej mówił, że należy słychać Boga, nie ludzi. Że ustawa o aborcji i eutanazji byłaby zbyteczna, gdyby ludzie przestrzegali przykazania Nie zabijaj! Że należy rozliczyć afery i złodziejstwo, i to do ostatniego szeląga, ale przecież człowiekowi wierzącemu powinno wystarczyć zwykłe: Nie kradnij! Że ludzie byliby piękni urodą czystego serca i czystych oczu, ale odrzucili przykazanie Nie cudzołóż!, i poplątali miłość z łajdactwem, małżeństwo z partnerstwem, „i tym grzechem zgniją narody”.

– Chcemy sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Polacy mądrzy, bogaci i pobożni popadli w niewolę, a Polskę wymazano z mapy Europy? Odpowiedź jest prosta: bośmy byli głupi i chwaliliśmy się naszymi grzechami: dumnym liberum veto, kłamstwem, warcholstwem, zdradą, złodziejstwem, pogardą dla chłopów, pychą i głupotą – stwierdził z goryczą ksiądz biskup, by zakonkludować: – Niewiele w nas zostało Boga, Honoru i Ojczyzny.

Był to prawdziwy Dzień Pokuty, bo mowa łowickiego hierarchy chłostała niczym bicz. Ale biskup Józef nie poprzestał na karceniu naszych przywar. Stawiając diagnozę choroby, nie zapomniał o recepcie na uzdrowienie. Przypomniał ufność, z jaką pokolenia rodaków szukały opieki Matki Bożej w sytuacjach krytycznych, dał też wskazówki, które złożyły się na nasze polskie współczesne Non possumus:

– Nie mów fałszywego świadectwa ani w domu, ani w kościele, ani w gazecie, ani w radiu, ani w telewizji, ani w internecie, ani w parlamencie Unii Europejskiej! Bo przysięgałem z Konopnicką: Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!… Nie będzie uchodźca rządził w moim domu, bo przysięgałem: Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg! Więc przysięgi nie zmienię. A gdyby ktoś w moim domu krzyż zdjąć usiłował i dzieci nam germanił, to ten nie jest z Ojczyzny mojej. Dajcie nam żyć, pracować i modlić się spokojnie w rodzinnym domu, gdzie Panem jest Jezus, a Królową Jego Matka.

Andrzej Solak

11.09.2022 – Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe.

11.09.2022 – Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe.

06/09/2022 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie). https://www.youtube.com/embed/zL3tg863fSE?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent https://www.youtube.com/embed/FA-B8j-Tgbk?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.FacebookTwitterhttps://www.facebook.com/v3.1/plugins/like.php?app_id=0&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df389ee3a15f965e%26domain%3Dkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttp%253A%252F%252Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%252Ff875fd6ed5b35e%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&href=https%3A%2F%2Fkrucjatarozancowazaojczyzne.pl%2F%3Fp%3D9703&layout=button&locale=pl_PL&ref=addtoany&sdk=joey&width=90LinkedInEmailWykopPrintGmail

Share

Ale o siebie i swojaków zawsze potrafią zadbać… Sejm.

Rząd nie zajmuje się pomaganiem, tylko szkodzeniem… (cz. 2)

https://racjonalizm.neon24.info/post/169193,rzad-nie-zajmuje-sie-pomaganiem-tylko-szkodzeniem-cz-2

Ale o siebie i swojaków zawsze potrafią zadbać…

https://wiadomosci.wp.pl/w-2023-r-wydamy-na-sejm-az-o-100-mln-zl-wiecej-dlaczego-6794152985410432a | 25-07-2022

Rekordowe wydatki na Sejm. W 2023 r. wydamy o 100 mln zł więcej

W 2023 r. wydamy na funkcjonowanie Sejm 714 mln zł, czyli niemal 2 mln zł dziennie – podaje „Fakt”, powołując się na dokumenty finansowe Kancelarii Sejmu. To oznacza wzrost w porównaniu z bieżącym rokiem.

Tabloid dotarł do planu finansowego Kancelarii Sejmu na rok 2023 r. Wynika z niego, że koszty utrzymania izby niższej parlamentu wzrosną aż o 23 proc. w stosunku do tego roku. Czyli aż o przeszło 100 mln zł. Dlaczego aż tyle?

W przyszłym roku planowane są wybory parlamentarne. Zmiana kadencji będzie kosztować aż 42,5 mln zł. Posłom, którzy nie dostaną się ponownie do Sejmu, trzeba będzie wypłacać uposażenie przez trzy miesiące po wyborach, a pracownikom ich biur należne będą odprawy. Natomiast nowych posłów trzeba będzie wyposażyć między innymi w tablety i telefony.

Planowana jest też podwyżka uposażeń i diet poselskich. Obecnie wynoszą one odpowiednio 12 826 zł i 4008 zł, a mają wzrosnąć do poziomu 13 826 zł i 4320 zł. A to, jak wylicza tabloid, oznacza wzrost wydatków o 27,6 mln zł.

Do tego wszystkiego w przyszłym roku planowane są szeroko zakrojone prace remontowe w budynku Sejmu. Obejmą między innymi ogrodzenie i kopułę sali posiedzeń.

https://businessinsider.com.pl/finanse/swiete-krowy-chca-duzych-pieniedzy-znamy-plany-budzetowe-sejmu-senatu-i-prezydenta/w1w6djr | 31 sierpnia 2022

Święte krowy chcą dużych pieniędzy. Znamy plany budżetowe Sejmu, Senatu i prezydenta

Nie wszystkie budżetowe wydatki są pod kontrolą rządu. Jest szereg instytucji oraz urzędów, potocznie nazywanych świętymi krowami, które planują swoje budżety same i dopiero posłowie mogą je przycinać. Na przyszły rok chcą one dużych pieniędzy – prawie 16,8 mld zł, czyli o ponad jedną piątą więcej niż zamierzają wydać w tym roku. Kancelaria Sejmu zamierza zwiększyć wydatki o blisko 23 proc., Senat aż o niemal 29 proc., a Kancelaria Prezydenta o nieco ponad 18 proc. Tylko te trzy instytucje będą kosztowały podatników ponad 1,1 mld zł.

Zgodnie z przepisami szereg instytucji sam ustala swoje budżety, a rząd nie może w nie ingerować

Na liście są m.in. Kancelarie Sejmu, Senatu i Prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, NIK czy IPN

Instytucje te planują na 2023 r. wzrost wydatków o 21,3 proc. do kwoty ok. 16,8 mld zł.

Na przyszły rok zaplanowano rezerwę celową w wysokości ok. 1,4 mld zł, z której mają być sfinansowane wybory parlamentarne oraz samorządowe

W przyszłym roku święte krowy, czyli 15 instytucji plus sądy powszechne, chcą wydać w sumie blisko 16,8 mld zł, czyli o 21,3 proc. więcej niż zapisano w tegorocznej ustawie budżetowej.

| Bartek Godusławski