„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

Tomasz Cukiernik zrownowazona -katastrofa

Cena polskiej energii z węgla brunatnego jest ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie.

==============================

Zrównoważony rozwój to eufemizm totalnej rewolucji społecznej. Rezultatem będzie spauperyzowanie społeczeństwa, które inwigilowane będzie na każdym kroku, by w zarodku gasić wszelkie bunty.

Zrównoważony rozwój to coś innego niż rozwój optymalny, najszybszy, który poprzez wolny rynek może zapewnić społeczeństwu coraz większy dobrobyt. Zrównoważony rozwój to rozwój kierowany nie przez rynkowe siły i uczestników tego rynku – firmy i konsumentów, a przez planistów i innych urzędników. To rozwój wyhamowany, koncesjonowany. „Zrównoważony rozwój to jest inna nazwa pomysłu, żeby gospodarką zarządzali urzędnicy. Jeżeli rozwój ma być zrównoważony, to musi być zaplanowany przez centralnego planifikatora, bo inaczej nie da się tego zrobić. To nic innego jak komuna. IV Rzesza [przyszła Unia Europejska] nie może się specjalnie różnić od III Rzeszy, a III Rzesza była państwem socjalistycznym, o czym możemy się przekonać chociażby z lektury pamiętników Alberta Speera, który coś tam o III Rzeszy musiał wiedzieć” – mówi Stanisław Michalkiewicz.

Ślad węglowy nowym bożkiem

Premier Mateusz Morawiecki odmienia zrównoważony rozwój przez wszystkie przypadki. I nie jest to zbieg okoliczności. A to dlatego, że polityka zrównoważonego rozwoju jest agendą ONZ, ale i Unii Europejskiej. To nadrzędny cel Brukseli. Nowym bożkiem stał się tzw. ślad węglowy, a do 2050 roku unijna gospodarka ma być zeroemisyjna. Politykę tę uskuteczniają unijne instytucje, takie jak Parlament Europejski, Komisja Europejska i Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny. Niestety zrównoważony rozwój został wpisany również do polskiej konstytucji (artykuł 5). W dodatku o związanej ze zrównoważonym rozwojem sprawiedliwości społecznej mówi artykuł 2 tej ustawy zasadniczej, a o społecznej gospodarce rynkowej – artykuł 20.

Zrównoważony rozwój dąży nie do wzrostu dobrobytu, a do sprawiedliwości społecznej, która z prawdziwą sprawiedliwością ma niewiele wspólnego. Realizowanie sprawiedliwości społecznej oznacza, że najwięcej nie zyska ten, kto najbardziej się napracuje. Nie uzyska on nawet proporcjonalnie więcej od tego, co niewiele nie robi. Najbardziej pracowitemu zostanie najwięcej ZABRANE, by znaczną część z tego oddać temu, który nic nie robi. Zrównoważony rozwój de facto hamuje rozwój gospodarczy. W takiej bowiem sytuacji, nikomu nie opłaca się więcej pracować i inwestować, skoro i tak nie będzie mógł skorzystać z owoców własnego wysiłku.

„Wszystkich zwolenników tzw. zrównoważonego rozwoju łączy utylitarne podejście i wiara, że będą w stanie zbudować światowy system równowagi, w którym zostanie ustabilizowana liczba ludności, a także poziom produkcji oraz konsumpcji. Środowiska te nie tylko odrzucają paradygmaty rozwoju ekonomicznego i innowacyjności, a wraz z nimi sensowność odnoszenia się w kształtowaniu polityk publicznych do takich wskaźników życia gospodarczego jak tempo wzrostu Produktu Krajowego Brutto, ale także nie akceptują obecnego poziomu ludności globu. Zrównoważona, w ich wizji przyszłego świata liczba ludności, powinna siłą rzeczy być niższa niż obecnie” – pisze Agnieszka Stelmach we wprowadzeniu do swojego raportu Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia.

Jaki jest cel?

„Program zrównoważonego rozwoju, nad którym pracuje się już od dawna, ma z założenia pomóc krajom zachodnim utrzymać kontrolę nad gospodarką światową, bo kraje rozwijające się szybko nadrabiają dystans, który je od nich dzielił” – zauważa Stelmach. Po to właśnie Unii Europejskiej jest potrzebny Europejski Zielony Ład. Dzięki niemu kraje biedniejsze, takie jak Polska, zostały zmuszone do tego, by zrezygnować z surowców, których mają pod dostatkiem (węgiel kamienny i brunatny), na rzecz surowców, których nie mają (wstępnie gaz ziemny, a potem uran) oraz z taniej energii opartej na węglu, z której mogłyby korzystać nie tylko na miejscu, wytwarzając tanie towary, ale i mogłyby ją eksportować.

Dr Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas!” w mediach społecznościowych pyta, „dlaczego polska klasa polityczna zniszczyła energetykę? Bo Niemcy dali parę groszy? Cel tych wszystkich »zielonych ładów« jest przecież tak naprawdę jeden – sztucznie podnieść ceny energii w Polsce, aby Polska nie zarobiła na jej eksporcie. A cena polskiej energii z węgla brunatnego jest realnie ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie. Niemcy wpadli na szatański pomysł – zlikwidują polską energetykę węglową, a w zamian sprzedadzą nam ruski gaz. Dzięki temu będą nas kontrolować. Na to zgodził się Mateusz Morawiecki. A Kaczyński nie zaprotestował. Było to jednoczesne poddanie się i Niemcom, i Rosji. Teraz, w związku z wojną, ten plan się zawalił. Mimo to Morawiecki z Kaczyńskim brną dalej w to szambo. Tak, to oni są osobiście odpowiedzialni za podwyżkę cen energii”. Z kolei Stelmach dodaje, że „Niemcy propagują paradygmat zrównoważonego rozwoju i Czwartą Rewolucję Przemysłową, ponieważ chcą zachować pozycję światowego lidera innowacji i produkcji”.

Co więcej, Zielony Ład spowoduje, że energia z paliw kopalnych będzie bardzo droga albo nie będzie jej wcale. W zamian kraje naszej części regionu mają kupować drogie technologie OZE (fotowoltaika, pompy ciepła) z Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej. Jak pisze Stelmach, dekarbonizacja ma „z założenia zachować przewagę ekonomiczną krajów, które wyrosły jako potęgi po II wojnie światowej i opracowały nowe technologie Odnawialnych Źródeł Energii (OZE), sekwestrowania i składowania dwutlenku węgla pod ziemią, szeroko pojętej geoinżynierii (wpływanie na pogodę), produkcji sztucznego mięsa, szczepionek nowej generacji itp.”. Tymczasem okazuje się, że OZE mają niewiele wspólnego z czystym wytwarzaniem energii: „Do najbardziej szkodliwych substancji emitowanych przez przemysł fotowoltaiczny należą związki fluorowe, kilkadziesiąt razy bardziej aktywne niż dwutlenek węgla. (…) Popularnym sposobem utylizacji paneli jest spalanie, podczas którego do atmosfery lub wód gruntowych mogą przedostawać się toksyczne pierwiastki”.

Standardy ESG

Unia Europejska wdraża do swojego systemu prawnego zrównoważony rozwój m.in. pod pseudonimem standardów ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance). Najważniejszymi unijnymi aktami prawnymi w tym zakresie są: rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje, potocznie nazwane Taksonomią UE oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju 2022/2464. Jak przypomina na swojej stronie Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, wymienione rozporządzenie odnosi się do inwestycji, które mają być zrównoważone i zapewniać znaczący wkład w realizację co najmniej jednego z sześciu celów środowiskowych. Z kolei dyrektywa dotyczy obowiązkowego raportowania, które musi zawierać informacje z trzech zakresów: środowiskowego, czyli związanego ze środowiskiem naturalnym, w tym oddziaływaniem na klimat, społecznego, czyli związanego z ludźmi, na których organizacja ma wpływ, tj. z pracowników, kontrahentów, klientów, społeczność lokalną itd. oraz ładu korporacyjnego – związanego z zarządzaniem. Cała ta szczegółowa sprawozdawczość będzie obwarowana obowiązkowym audytem przez wyznaczone podmioty certyfikacyjne oraz umieszczaniem raportu w oficjalnej bazie raportów. Niewypełnianie tej regulacji będzie skutkowało karami finansowymi.

To oczywiste, że standardy ESG muszą sztucznie generować dodatkowe koszty i powodować oddalenie się od optymalnej alokacji zasobów. Bo gdyby standardy ESG sprawiały bardziej efektywną alokację zasobów i tańszą produkcję, to bez tej całej filozofii zrównoważonego rozwoju dawno by zostały wprowadzone. Nic takiego się nie stało. Dlatego z punktu widzenia inżynierów społecznych konieczny stał się przymus. Efekt będzie taki, że firma wdrażająca standardy ESG stanie się mniej konkurencyjna, ponieważ nie będzie działała w sposób, który zapewnia jak największy zysk, a przecież to jest celem istnienia każdego biznesu. Tak samo jak priorytetem funkcjonowania firm nie jest dawanie pracy związkowcom czy płacenie podatków (świetnie bez tego dałyby sobie radę), nie jest również ratowanie planety czy redukowanie biedy i emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Przeciwna teza to bełkot. Zresztą według raportu PwC ESG — miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę kwestie ESG wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Niemal 30 proc. badanych jest w stanie obniżyć wycenę lub zrezygnować z inwestycji w sytuacji, kiedy ryzyka ESG są zbyt wysokie (Pb.pl). Inaczej mówiąc, standardy ESG to kolejna unijna szkodliwa regulacja wrzucona na plecy zmagających się z coraz większym ogromem bzdurnych przepisów firm działających na terenie Unii Europejskiej.

To może zadziałać właściwie tylko w jednej sytuacji – w razie metodycznej i nachalnej propagandy, która zrobi ludziom wodę z mózgu. Będzie wmawiała, że dla dobra ludzkości muszą kupować droższe i gorsze produkty wytwarzane przez firmy przestrzegające ESG. Tak samo jak wcześniej dla zysków pewnych firm cwaniacy propagowali tzw. fair trade. Niemyśląca i bezrefleksyjna większość się na to nabierze. Tak samo jak już wmówiono społeczeństwom, że dla ratowania planety należy rezygnować z wygodnych samochodów spalinowych na rzecz niewygodnych i drogich elektrycznych, lotów samolotami, taniej energii i kupować drogą żywność. Widać, że propaganda czyni cuda.

W ramach zrównoważonego rozwoju realizowanego przez Europejski Zielony Ład Unia Europejska wytoczyła swoje działa nie tylko przeciwko firmom, ale także przeciwko rolnictwu, a tym samym wszystkim konsumentom. Bruksela chce o 25 procent zwiększyć ilość gruntów przeznaczanych na rolnictwo ekologiczne, a przecież rolnictwo ekologiczne jest znacznie mniej wydaje. Unia zamierza także zmniejszyć pogłowie zwierząt hodowlanych. Oba te działania oznaczają radykalny wzrost cen produktów spożywczych.

Katastrofalne rezultaty

Niektóre z tych działań utrudniających ludziom życie już odczuwamy, a to dopiero początek: zakazy wjazdu do miast, likwidacja parkingów, zakazy lotów na razie na krótkie dystanse, zakazy jedzenia mięsa i nabiału, ograniczenie nabywania ubrań, przymus niewygodnej elektromobilności, obowiązkowe termomodernizacje budynków, przymusowe OZE, zakazy kotłów na paliwa stałe. Wszystkie te regulacje to niewiarygodne ograniczanie naszej wolności, które jeszcze w latach 90. byłyby nie do pomyślenia. Po drugie, polityka ta (np. cały ten ETS, czyli opodatkowanie dwutlenku węgla) prowadzi do podnoszenia kosztów życia. Właśnie z jej powodu ceny paliw i energii elektrycznej szybują ostro w górę, co skutkuje wzrostem cen nie tylko transportu i ogrzewania, ale wszystkich towarów i usług. „Stale trzeba będzie liczyć się z rosnącymi kosztami utrzymania. Inflacja będzie napędzana nie tylko przez regionalne wojny i konflikty, ale przede wszystkim wskutek wielkiej akcji finansowania inwestycji związanych z klimatem i w celu »naprawy« systemu finansowego. Koszty transformacji już przerzuca się na obywateli”, pisze Stelmach. Co więcej, by zrealizować cele klimatyczne, Komisja Europejska proponuje też wprowadzenie minimalnych (czytaj: wysokich) stawek podatkowych na ogrzewanie i transport, co dodatkowo podniesie ich ceny. Jakby tego było mało, w 2022 roku Rada Unii Europejskiej osiągnęła porozumienie w sprawie reformy ETS i pakietu Fit for 55 odnośnie redukcji gazów cieplarnianych z rolnictwa, budynków i odpadów: „Mają one również być włączone do systemu handlu pozwoleniami na emisje, narażając obywateli na stały wzrost kosztów rachunków i duże wahania cen”.

Stelmach zauważa, że ponieważ cały ten przymus i gwałtowne wzrosty cen mogą nie przypaść do gustu zdecydowanej większości społeczeństwa, społeczni inżynierowie już się przygotowują na ogólny bunt przeciwko tym uderzającym w ludzi przepisom: „W ramach rozwiązań zrównoważonego rozwoju proponuje się także »odporne miasta« przygotowane na rebelie społeczne, które »nie rozlewają się na zewnątrz«, czyli są zwarte pod względem zasięgu. Istotą jest zagęszczanie, ograniczanie zabudowy jednorodzinnej, tworzenie miast tzw. krótkich odległości (ścieżki rowerowe, elektryczne auta i co najwyżej komunikacja publiczna). Skromniejsza powierzchnia mieszkań, mniejsze odległości między budynkami, różnorodność kulturowa (wymieszanie mieszkańców dzielnic), budownictwo socjalne i spółdzielcze, szkoły integracyjne (chodzi rzekomo o budowanie spójności społecznej) to także elementy polityki zrównoważonych miast”.

Te wszystkie działania są możliwe tylko dlatego, że cywilizacja za pomocą wolnego rynku osiągnęła taki poziom dobrobytu, który powoduje, że znaczna część społeczeństwa może się zajmować pracami niepotrzebnymi i nieproduktywnymi, a nawet szkodliwymi z ekonomicznego punktu widzenia. To przede wszystkim urzędnicy, który nie tylko uskuteczniają szczegółowe planowanie miast, niepotrzebne „inwestycje” i coraz bardziej powszechną inwigilację. To także politycy, którzy wdrażają takie absurdy, jak sztuczny „rynek” handlu emisjami czy ESG. W działaniach tych bardzo istotny jest dla nich monitoring, raportowanie, inwentaryzacja emisji, czyli znowu obciążanie firm dodatkowymi obowiązkami i przerabianie tych informacji przez biurokratyczne systemy. Coś, czym nikt w ogóle nie powinien zaprzątać sobie głowy. W ten sposób marnotrawi się zasoby nie tylko ludzkie, a tym samym ogranicza dalszy wzrost dobrobytu społeczeństw. Żeby jeszcze te działania miały sens, a niestety ich rezultaty będą katastrofalne.

LASY: To atak gospodarczy Niemiec [UE] na Polskę. [a 447 to pikuś?]…

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: To atak gospodarczy

atak-gospodarczy

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: Atak ma ma podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna

Nie mam wątpliwości, że atak na lasy ma przede wszystkim podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać – powiedział dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica w wywiadzie opublikowanym w środę w „Gazecie Polskiej”.

Kubica odniósł się w rozmowie m.in. do uwagi dziennikarza, że „w ostatnich dwóch dekadach mieliśmy kilka prób zmiany systemu gospodarowania lasami i wywrócenia stolika, a teraz do wszystkiego dołączają instytucje międzynarodowe”.

Rzeczywiście nie sposób nie zauważyć, że przez ostatnich 30 lat wewnętrzne ataki na Lasy Państwowe okazywały się nieskuteczne. Za każdym razem, gdy ktoś snuł intrygi i próbował sięgnąć po polskie lasy, to opór społeczeństwa był tak duży, że się to ostatecznie nie udawało. Myślę, że to dlatego towarzystwo, które nadal jest zainteresowane robieniem biznesu na upadku Lasów Państwowych, udało się do swoich kolegów za granicą— ocenił.

Rola wyroku TSUE

Uzyskali to wsparcie w sposób widoczny. Najpoważniejszą kwestią jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Szczególnie niebezpieczny jest element zaskarżania Planów Urządzania Lasów. Ten mechanizm może faktycznie oznaczać, że zostanie zablokowana gospodarka leśna- powiedział.

Zwrócił uwagę, że „to wszystko dzieje się tuż po tym, jak komisja ENVI w Parlamencie Europejskim – przy poparciu polityków PO i PSL – zagłosowała za tym, by przenieść kompetencje z krajów członkowskich na poziom całej wspólnoty”.

Dzieje się to mimo, że traktat lizboński stanowi wprost, że gospodarka leśna to wyłączna kompetencja państw członkowskich. Okazuje się że urzędnicy brukselscy chcą z tylnego fotela zarządzać lasami w Polsce. Efekty będą opłakane, podobnie jak miało to miejsce w Puszczy Białowieskiej— ocenił.

Pytany, czy widzi grupy interesu zainteresowane zdestabilizowaniem Lasów Państwowych, Kubica stwierdził, że nie ma wątpliwości, że atak ma przede wszystkim podłoże gospodarcze.

Cała narracja o chronię przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać— zaznaczył.

================================================

Podłoże gospodarcze -raz . Kolejny sposób by wykazywać nadrzędność TSUE nad polską polityką -dwa . Metoda na znalezienie synekur dla zielonych pasożytów -trzy. Marcin1111

Czy już wiemy dlaczego od kilku lat CODZIENNIE w mediach (wyborcza, tvn, wp, onet itd.) oczerniani są polscy leśnicy? Czy już wiemy w jakim celu i w czyim interesie przeprowadzono akcję „Rospuda” i akcję „Puszcza Białowieska”? Czy już wiemy, dlaczego dzisiaj forsowane jest kłamstwo o „pierwotnej puszczy karpackiej” rzekomo wycinanej przez polskich leśników? Obudźmy się, Polacy! Jozin #34212

Chodzi o uwalenie bardzo dochodowego przemysłu drzewnego i meblarskiego ! Pracę straci pół miliona Polaków ! Andrzej67. #26839

Ten wyrok [… ] sędziowskich TSUE ma na celu całkowite zablokowanie jakichkolwiek inwestycji w Polsce, bo zawsze, przy jakiejkolwiek budowie, trzeba jakąś roślinkę zniszczyć, więc ekoświry będą mogły zablokować WSZYSTKO.

Polsce grożą nowe zabory. Czy można jakoś to zatrzymać ?

Polsce grożą nowe zabory. Czy można jakoś to zatrzymać ? 

Adam Białous polsce-groza-nowe-zabory


Po unijnych próbach narzucenia nam swojego antychrześcijańskiego oblicza, zmuszania Polski do legalizacji aborcji, eutanazji i związków homo, teraz eurokraci próbują zagrabić nasz majątek narodowy, aby wpędzić Polaków w niewolę gospodarczą.  

Eurokraci rządzący w UE idą coraz dalej w swoich próbach uczynienia z Polski kraju, który można maksymalnie eksploatować gospodarczo. Jednym z pierwszych kroków w tym kierunku było wprowadzenie handlu emisją CO2. Ogromne haracze płacą do unijnej kasy, dokładnie dla Europejskiego Systemu Handlu Emisjami, nasze elektrownie i inne duże zakłady przemysłowe. Tak naprawdę te grube miliardy pochodzą z kieszeni obywateli, czyli naszych portfeli, gdyż aż 60 procent rachunku, który płacimy za prąd, stanowią właśnie koszty nabycia uprawnień do emisji CO2. Jak tak dalej pójdzie, każą nam płacić za powietrze, którym oddychamy.

A spójrzmy na zagraniczne (zachodnioeuropejskie) sieci handlowe, które dominują w naszym kraju i każdego roku wyprowadzają z niego miliardy złotych. Czy to nie jest wyzysk? W ubiegłym roku 20 największych sieci handlowych w Polsce, wciąż dominuje w tym zestawieniu portugalska Biedronka, odnotowało przychody w wysokości prawie 200 miliardów złotych. Przy czym podatki, które te zagraniczne sieci płacą w Polsce są bardzo, a nawet „mega małe”.

Zgodnie z raportem „Francuskie firmy w Polsce”, zaprezentowanym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), liczne francuskie przedsiębiorstwa w ogóle nie płacą w Polsce podatku CIT, lub jest on odprowadzany w marginalnej wysokości. Przykładowo sieć Auchan w ciągu  4 lat (2016 – 19) osiągnęła w naszym kraju przychody, które przekraczają 51 mld zł, a równocześnie odprowadziła zaledwie niespełna 1,8 mln zł podatku dochodowego. Stanowi to zaledwie 0,004 procent przychodów sieci! Jakiś czas temu władze próbowały ukrócić to monstrualne wyprowadzanie pieniędzy z Polski, lecz okoniem stanęła UE, już wówczas pokazując swoje drapieżne oblicze.

Prawdziwym kuriozum jest blokowanie przez unijnych urzędników należnych Polsce pieniędzy m.in. z Krajowego Planu Odbudowy czy programów regionalnych. Eurokraci stawiają przy tym naszemu państwu jakieś kosmiczne warunki. A to żeby zmieniać, tak jak im się podoba, praworządnie przyjęte ustawy, a to żeby stawiać ludziom pod oknem szkodliwe dla zdrowia elektrownie wiatrowe. Nie można tego nazwać inaczej, jak tylko brudnym szantażem.

Natomiast ostatnie zakusy unijnych ideologów, żeby zawłaszczyć nasze ogromne dobro narodowe, czyli lasy i puszcze, to po prostu szczyt chorej zachłanności. Najpierw, ok. miesiąc temu, Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego wydała pozytywną opinię nt. zmian traktatów, które przeniosłyby kwestię leśnictwa z kompetencji krajowych do wspólnych UE. Oznacza to, że szefom UE roi się, iż będą w pełni kontrolować nasze lasy, które są skarbem nie tylko narodowym, ale i bardzo dochodowym. Na lasach w dużej mierze opiera się polski przemysł, szczególnie meblarski, ale i wiele innych gałęzi gospodarki.

W sumie lasy zajmują ponad 30 procent powierzchni Polski. UE, ogarnięta swoją nieopanowaną chciwością, chce więc przejąć kontrolę nad jedną trzecią terytorium naszego państwa. Aby to uczynić eurokraci z Brukseli zrobili w ostatnich dniach kolejny krok. Jest nim wydanie kuriozalnego wyroku przez Trybunału  Sprawiedliwości UE. Pozwala on, aby tzw. organizacje ekologiczne, szczególnie te międzynarodowe, mogły zaskarżać do sądów suwerenną gospodarkę Lasów Państwowych, a dokładnie plany zagospodarowania lasu. To sparaliżowałoby całą leśną gospodarkę. Gdy się słyszy o takich werdyktach, to na myśl przychodzą sceny opisane w książkach Orwella.

W branży drzewnej pracuje 500 tysięcy Polaków. Jeżeli dopuścimy, aby zaborcze plany UE weszły w życie, duża część tych osób, zasili szeregi bezrobotnych. Do góry wystrzelą też ceny drewna, które i tak są już bardzo wysokie. Na np. drewniane meble będzie stać jedynie najbogatszych. Zdrożeje też znacznie budowa domu czy innego budynku, gdyż więźby dachowe powstają z drewna, tak zresztą jak drzwi i dobrej jakości okna. Unia Europejska takimi swoimi zakusami na polski majątek, chce nas wpędzić w biedę. Można śmiało rzec -realizują werdykty UE, a będziesz zimą chodził w porwanych sandałach.

Do nędzy i komunikacyjnego wykluczenia prowadzą też unijne dyrektywy dotyczące całkowitego zakazu produkcji i używania aut z silnikami spalinowymi. Przecież prąd nie tanieje, a ceny małego „elektryka” rozpoczynają się od sumy 100 tysięcy złotych. Już  teraz, według sondaży, około 50 procent Polaków mówi, że nie stać ich na kupno samochodu elektrycznego. A jak wskazuje przykład Norwegii, tanieć te samochody nie będą. W bogatej Norwegii sprzedaż elektryków spadła w tym roku o 95 procent, po tym jak wprowadzono na nie 25 procentowy podatek VAT. Również naprawa elektryków jest o wiele droższa niż samochodów spalinowych. Szczególnie kiedy „padnie” bateria. Najtańsza kosztuje około 40 tysięcy złotych, a koszt jej bardzo skomplikowanej wymiany, może sięgnąć kosztu samej baterii!     

Kolejną bolesną prawdą, w zderzeniu z pomysłami UE, jest to, że nie ma u nas odpowiedniej infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych, a trzeba je często ładować, gdyż mają nieduży zasięg, szczególnie zimą. Mało też kto wie, że podziemne garaże np. pod galeriami, biurami, nie są przystosowane do parkowania tam elektryków. Bowiem gdyby jakiś się zapalił, mógłby wzniecić pożar, którego konwencjonalnymi środkami, czyli za pomocą systemów przeciwpożarowych zamontowanych w tych garażach, nie uda się ugasić, a to grozi śmiercią wielu osób. Dlatego też firmy posiadające takie masowe garaże, zaczynają wprowadzać zakaz wjazdu samochodów elektrycznych.

Podczas nachalnego wciskania nam samochodów elektrycznych, jednocześnie Unia Europejska chce przyspieszyć zamykanie polskich kopalń, które dostarczają węgiel do naszych elektrowni. Wiadomo przecież, że elektrownie węglowe są w Polsce głównym producentem energii elektrycznej. Bez nich cały nasz narodowy przemysł, i nie tylko on, by padł. Tymczasem po cichu Parlament Europejski pracuje nad projektem dyrektywy, która wprowadzi limit emisji metanu przy wydobyciu węgla. Polska miałaby cztery lata na dostosowanie się do unijnego drakońskiego limitu, co jest niemożliwe do wykonania, bo na to nie pozwalają obecne technologie. „Mamy wprowadzić taką technologie, której na świecie nie ma, żebyśmy nie emitowali pewnej wielkości metanu, która jest zapisana w dyrektywie i to powoduje, że w 2027 roku kopalnie PGG praktycznie przestają funkcjonować” – ostrzegał w Radio Maryja europoseł Grzegorz Tobiszowski.

Jak zwykle eurokraci za nie wykonanie ich dyrektywy, grożą wielkimi karami. Polskiej Grupie Górniczej, jeśli nie wypełni dyrektywy metanowej, unijni urzędnicy wyliczyli już roczną karę na poziomie 1,5 miliarda złotych. Szefowie polskich kopalń ostrzegają, że jeżeli rząd zgodzi się na unijną dyrektywę, to będą musieli zamknąć 9 zakładów, co byłoby dramatem dla górników, ale i dla całego społeczeństwa, bo bardzo mocno uderzyło by to w gospodarkę. Eurokraci muszą być zaślepieni ideologią ekologizmu, bądź nienawiścią do Polski, skoro nawet w czasach ogromnego kryzysu energetycznego, wciąż produkują dyrektywy, które mają na celu zmniejszenie produkcji energii.

Najwyraźniej lewicowe siły, które rządzą w Unii Europejskiej systematycznie realizują plan zniszczenia Polski. Próbują nam narzucić swoje chore ideologie LGBT czy ekologizmu, zmusić nas do całkowitej zgody ustawowej na zabijanie nienarodzonych i ludzi u kresu życia. Teraz dołączyły do tej ofensywy uderzenia w polską gospodarkę oraz majątek narodowy. Przy czym próby złamania ducha w narodzie wciąż się nasilają. Świadczy o tym zintensyfikowanie w ostatnim czasie ataków na Kościół i jego autorytety. Lewackie siły, które sobie uwiły żmijowe gniazdo w strukturach UE, dobrze wiedzą, że nie da się zniszczyć Polski, jeżeli najpierw nie zniszczy się Kościoła, który jest jej sercem.

Uderzenie w Kościół i Polskę jest silne, co świadczy o tym, że nasz kraj jest wciąż niezdobytą przez lewactwo twierdzą, broniącą chrześcijańskiej wiary.

Jeżeli, tak jak nasi przodkowie, mocno będziemy się trzymać Boga i jego praw, wyjdziemy z tej duchowej wojny zwycięsko. Pamiętajmy, co powiedział Chrystus do św. Faustyny „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości”.

Niech te słowa naszego Zbawiciela zagrzewają nasze serca do walki. Życzę sobie i wszystkim Polakom, abyśmy okazali się godni spełnienia, tej wspaniałej Bożej obietnicy.    

Kolejny krok, aby osoby odpowiedzialne za tragiczne wydarzenia minionych trzech lat poniosły odpowiedzialność karną.

Dr Martyka pozywa Pawła Grzesiowskiego. Jak medialny ekspert uzasadni swe tezy przed sądem?

Kolejny krok, aby osoby odpowiedzialne za tragiczne wydarzenia minionych trzech lat poniosły odpowiedzialność karną.

dr-martyka-pozywa-grzesiowskiego

„Do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa został złożony zapowiadany akt oskarżenia przeciw dr Pawłowi Grzesiowskiemu. Pan doktor teraz będzie musiał przed sądem udowodnić, iż podważałem podstawową wiedzę medyczną oraz zaprzeczałem oczywistym metodom zapobiegania chorobom zakaźnym” – poinformował w mediach społecznościowych dr n. med. Zbigniew Martyka.

Jak dodał, „przed sądem karnym nie wystarczy jedynie opinia pana pediatry, aby zdyskredytować wypowiedzi zakaźnika z wieloletnim doświadczeniem, które w każdym przypadku poparte były konkretnymi badaniami naukowymi”.

Akt oskarżenia dotyczy wypowiedzi Pawła Grzesiowskiego z 21 grudnia 2022, w której – w ocenie oskarżyciela – pomówił go o podejmowanie działań stanowiących zagrożenie dla pacjenta, a jego poglądy ocenił jako podważające wiedzę medyczną.

Chodzi o słowa Grzesiowskiego: „Lekarz, który podważa podstawową wiedzę medyczną, zaprzecza oczywistym metodom zapobiegania chorobom zakaźnym takim jak, nie wiem, izolacja czy kwarantanna czy właśnie szczepienia, testy, powoduje zagrożenie dla pacjenta i to jest najważniejsze” oraz „szerzenie poglądów antyszczepionkowych, antymaseczkowych, antycovidowych jest ewidentnym zagrożeniem dla pacjentów”.

Dr Martyka uznał, że słowa te narażają go na utratę zaufania potrzebnego do zajmowania stanowiska kierownika oddziału zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej oraz wykonywania zawodu lekarza.

W informacji o złożeniu pozwu dr Martyka podkreślił, że jest to „kolejny krok, aby osoby odpowiedzialne za tragiczne wydarzenia minionych trzech lat poniosły odpowiedzialność karną”.

Dr Martyka wyjaśnił też dlaczego pozew pojawił się z małym opóźnieniem. Jak napisał, „konieczne było wcześniejsze sporządzenie odwołania od niesławnej, grudniowej decyzji Okręgowego Sądu Lekarskiego w Krakowie oraz profesjonalne przygotowanie się do kolejnej rozprawy – tym razem w Poznaniu – gdzie w procesie zbiorowym będzie sądzonych kilkudziesięciu lekarzy, którzy ośmielili się podpisać apel, aby ostrożnie podchodzić do nieprzebadanych produktów mRNA oraz by nie zmuszać ludzi do przyjmowania tych preparatów”.

Jak dodał, „niestety okazało się, że apelowanie o wolny wybór dla pacjentów w tej jakże ważnej sprawie dotyczącej ich zdrowia jest, wg izb lekarskich, ogromną winą, za którą należy co najmniej zawiesić prawo wykonywania zawodu”.

Kwaśniewski na I Sekretarza !

Kwaśniewski na I Sekretarza !

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  12 marca 2023 Kwachu

Już nie bardzo było wiadomo, czym się ekscytować po odlocie Pana Naszego do ciepłych krajów, bo spory naszych Umiłowanych Przywódców o to, którego więcej kocha Pan Nasz miłosierny, czy nawet o różnicę łajdactwa już mało kogo ekscytują. W takiej sytuacji każde wydarzenie jest na wagę złota, a zwłaszcza takie, w którym występuje nieboszczyk. A właśnie tak się zdarzyło, że 16-letni młodzieniec odebrał sobie życie. Może nawet i to nikogo by nie ruszyło, bo w Polsce tylko w roku 2022 odnotowanych zostało 2 tysiące zamachów samobójczych osób poniżej 18 roku życia, ale tym razem stało się inaczej. Samobójcą był bowiem nie byle kto, tylko syn Wielce Czcigodnej posłanki Koalicji Obywatelskiej, który w dodatku kilka lat temu był molestowany, niestety nie przez księdza, tylko jakiegoś cywila. Gdyby bowiem przez księdza, to można by kampanię moralnego oburzenia połączyć z zarządzonym przez Judenrat obsrywaniem Jana Pawła II, no ale nie ma rzeczy doskonałych. Taki nieboszczyk to i tak prawdziwy dar Niebios nie tylko dla polityków, którzy bez przerwy muszą dokładać nowego paliwa pod kocioł, ale również dla przemysłu molestowania, który w ten sposób otrzymał potężny impuls rozwojowy.

Toteż poruszone zostały Moce, zarówno te Niebieskie w osobie katolika zawodowego, pana red. Terlikowskiego, który z tego powodu natychmiast doznał „wściekłości”, jak i te Piekielne w postaci rozmaitych politycznych ambicjonerów, którzy na rozdrapywaniu ran pragną zaistnieć w roku wyborczym. Ponieważ pan Trzaskowski właśnie skierował był do tak zwanej „laski” projekt ustawy o zrobieniu porządku z rządową telewizją – żeby ją skasować i zostawić tylko telewizję nierządną – to oburzenie opinii publicznej, a zwłaszcza autorytetów moralnych, co to na sygnał oburzają się, na co tam akurat trzeba, skierowało się oczywiście przeciwko telewizji rządowej.

Toteż kiedy pani Magdalena Ogórek próbowała przeprowadzić tam apologetyczny program o gospodarczych sukcesach rządu „dobrej zmiany”, dzięki któremu Polska rośnie w siłę, a ludzie – przynajmniej niektórzy – żyją dostatniej, niczym za Edwarda Gierka, goście reprezentujący obóz zdrady i zaprzaństwa nie chcieli nawet tego słuchać, tylko usiłowali od razu zmienić temat na rozpamiętywanie tragedii 16-latka, którą zamierzali ukazać na tle szalejącej nietolerancji nie tylko wobec „kochających inaczej”, którzy niedługo zaczną spółkować po kościołach podczas nabożeństwa, ale i wobec osób molestowanych, które, niekiedy po wielu latach, przypominają sobie, że przecież były „gwałcone” i to po „kilkaset razy”, a niezawisłe sądy sypią piękne wyroki, dzięki czemu nie tylko molestowani mają czym obetrzeć sobie łzy, ale i prześwietna palestra, a wraz z nią – cały wymiar sprawiedliwości. I słusznie – bo cóż wynagradzać w tych zepsutych czasach, jeśli nie siostrzane i braterskie współczucie? Kogo w takiej sytuacji mogą jeszcze obchodzić gospodarcze sukcesy rządu „dobrej zmiany”, kiedy jest wyraźny rozkaz, czym należy się na tym etapie interesować?

A właśnie zaczęła się kampania wyborcza, w której ugrupowania tworzące „bandę czworga”, podobnie jak to było w roku 2019, będą się licytowały, ile to która wyda forsy, żeby obywatelom przychylić nieba. Wyraźnym sygnałem, że licytacja się rozpoczęła, była deklaracja znanego liberała Donalda Tuska, który zapowiedział, że gdy tylko w Polsce obejmie władzę („Gdy tylko w Polsce obejmę władzę, szereg surowych ustaw wprowadzę. Za krowobójstwo, za świniobicie, będę odbierał mienie i życie” – odgrażał się Gnom w słynnej „Rozmowie w kartoflarni”, prowadzonej ze słynnym ukraińskim poetą Tarasem. Z kolei Taras, jak pamiętamy, zachwalał Gnomowi życie na Ukrainie: „Kiszonek mnogo na Ukrainie. Bywa, że mija za dzionkiem dzionek, a tam nic nie ma, oprócz kiszonek”).

Najwyraźniej Putin o tym chyba nie wie, wskutek czego wojna na Ukrainie weszła już na dobre z fazę przewlekłą, przyjmując postać wojny pozycyjnej. Więc Donald Tusk zapowiedział, że gdy tylko w Polsce obejmie władzę, to zaraz zacznie rozdawać mieszkania na kredyt w ogóle nieoprocentowany. Zwracam uwagę, że mamy dopiero początek marca, a wybory mają być na jesieni. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Naczelnik Państwa, albo pan premier Morawiecki zamacha rękami i powie, że jak tak, to rząd będzie rozdawał mieszkania w ogóle bez żadnego kredytu. I co wtedy zrobi Donald Tusk? Nie ma rady; będzie musiał obiecać, że jak tak, to on z kolei takie mieszkania za darmo, to znaczy – na koszt państwa – wyposaży w kuchnię, pralkę, zmywarkę i lodówkę i resztę mebli. Jestem pewien, że na takie dictum ze strony Donalda Tuska, Naczelnik Państwa ogłosi, że rząd tę lodówkę wszystkim obywatelom zapełni, nie zapominając przy tym o dodaniu pół litra do obiadu, który oczywiście też będzie darmowy.

Podkreślam to, żeby pokazać ewolucję poglądów Donalda Tuska, którego poznałem 1 lipca 1989 roku na zjeździe towarzystw gospodarczych i środowisk liberalnych w Gdańsku. Wtedy uważał on jeszcze że nie ma darmowych obiadów, ale teraz najwyraźniej odszedł od tych sprośnych błędów Niebu obrzydłych i uważa, że nie tylko są darmowe obiady, ale darmowe mieszkania i wszytko inne. W tej sytuacji będzie starał się nadal przelicytowywać Naczelnika Państwa, co nie jest zadaniem łatwym – aż nadejdzie termin wyborów, które tę licytację zakończą. Po ich szczęśliwym zakończeniu obywatele będą pocieszać się nadzieją, że nasi Umiłowani Przywódcy o wszystkich obietnicach przedwyborczych zapomną. W przeciwnym razie państwo zostałoby tak zadłużone, że w rezultacie lichwiarska międzynarodówka mogłaby przejąć jego zasoby na własność bez jednego strzału – o czym niedawno mówił pan prezydent Duda, uzasadniając konieczność realizacji programu zbrojeniowego. Chodzi o to, żebyśmy nie musieli walczyć.

Nooo, to jest do załatwienia; jeżeli lichwiarska międzynarodówka przejmie na własność zasoby całego państwa, to czy będzie jeszcze o co walczyć? Zresztą, co by na to powiedział Nasz Najważniejszy Sojusznik, który przecież nie dla zabawy przyjął ustawę nr 447?

W tym zatroskaniu pojawiło się światełko w tunelu w postaci poparcia, jakiego trzej ambasadorowie udzielili kandydaturze urodzonego w czepku Aleksandra Kwaśniewskiego na I Sekretarza NATO. Powiadają, że co ma wisieć – nie utonie. Aleksander Kwaśniewski zawsze chciał być I Sekretarzem – jak nie KC PZPR, to ONZ, jak nie ONZ, to przynajmniej NATO. Temu pragnieniu podporządkował wszystko, z interesami państwowymi Polski włącznie, toteż nie jest wykluczone, że tym razem może mu się udać. Ma za sobą co najmniej dwa atuty. Po pierwsze – jak prezydent naszego bantustanu nie sprzeciwił się zainstalowaniu tajnego więzienia CIA w Starych Kiejkutach, więc Nasz Najważniejszy Sojusznik, bez którego aprobaty posada I Sekretarza NATO nie może być obsadzona, może być zainteresowany tym, by objął ją kandydat zdolny do wszystkiego.

Poza tym Aleksander Kwaśniewski kolegował w zarządzie ukraińskiej firmy gazowej Burisma Holding z synem obecnego prezydenta USA Hunterem Bidenem, gdzie razem kręcili lody, o których kremlowska propaganda opowiada teraz cuda-cudeńka. W tej sytuacji trochę się dziwię, że tylko trzech ambasadorów poparło tę kandydaturę. Ale poczekajmy jeszcze trochę, a pewnie kolejni ambasadorowie się zreflektują i Aleksander Kwaśniewski wreszcie zostanie I Sekretarzem.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

To kolejna powtórka. A jak III Rzesza towarzysza Hitlera i Goebbelsa grillowała Kościół Katolicki..

To kolejna powtórka. A jak III Rzesza towarzysza Hitlera i Goebbelsa grillowała Kościół Katolicki..

Notka archiwalna pt. Goebbels, OKO. press, TVN24 i katolicy czyli Niemcy 1937 i Polska 2018.

pink-panther  

200 lat temu, w Wigilię Bożego Narodzenia w 1818 r. po raz pierwszy wykonana została kolęda w języku niemieckim „Cicha noc”, która szturmem zdobyła serca wiernych Kościoła Katolickiego. Ale nie tylko, bo śpiewali ją pod Stalingradem także żołnierze Wehrmachtu nieznanego wyznania. Kolęda nie była niemiecka tylko austriacka i zagrano ją w czasie pasterki w Obersdorf bei Salzburg.

Ale siła perswazji czyli inaczej reklamy zrobiła swoje i dzisiaj przypisywana jest Niemcom.  Atmosfera Wigilii 1938 r. w Niemczech 120 lat później była nie tak idylliczna, chociaż zapewne kolęda „Cicha noc” została na pasterce we wszystkich kościołach niemieckich – zaśpiewana.
A wszystko dlatego, że Papież Kościoła Rzymsko Katolickiego Pius XI kilka miesięcy wcześniej ośmielił się stanąć na drodze postępu wdrażanego żelazną ręką towarzysza kanclerza III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera i jego wiernego speca od propagandy dr Josefa Goebbelsa.

Kamieniem obrazy było ogłoszenie przez Papieża Piusa XI w Watykanie w 14 marca 1937 r. i niezwłoczne odczytanie w niemieckich kościołach w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r. Encykliki „Mit brennender Sorge” ( Z palącą troską).

W wielkim skrócie można powiedzieć, iż Papież Pius XI zawarł w niej nie tylko „zażalenie” na łamanie postanowień konkordatu, ale też bezpośrednio skrytykował ideę wyższości rasy i państwa jako bałwochwalstwo oraz wzywa do tego, aby przepisy prawa stanowionego były zgodne w naturalnym prawem Bożym. Zaznacza również prawa rodziców do wychowywania swoich dzieci w duchu wiary, którą sami wyznają.
Ale okazało się, że odczytanie tego dokumentu niemieckim katolikom było dla niemieckich ówczesnych władz jak wybuch granatu w twarz.

Papież OŚMIELIŁ SIĘ pouczać w sprawach moralności i prawa Hitlera i jego całe nazistowskie otoczenie akurat wtedy, kiedy oni już POCZULI MOC.

Płynęli cichutko na fali od czasu Traktatu z Rapallo z 1923 r, z Rosją Sowiecką ale „nurt niemieckiej rzeki” przyspieszył mocno np. od czasu gdy np. pan Ford z USA wykupił w 1929 r. 80% udziałów w firmie Opel i dzięki przyjaznej postawie burmistrza Kolonii otworzył tam w maju 1931 r. fabrykę samochodów Forda o zdolności docelowej 125 tysięcy sztuk na rok. I tak:

1) 7 marca 1936 r. wojska niemieckie wkroczyły do Nadrenii, łamiąc postanowienia wersalskie,

2) w dniach 1-16 sierpnia 1936 r. odbyły się w Berlinie Igrzyska Olimpijskie, będące gigantycznym przedsięwzięciem propagandowym nazistów, zakończonym pełnym sukcesem,

3) 20 sierpnie 1936 r. wprowadzono w Niemczech dwuletnią powszechną służbę wojskową,

4) 25 października 1936 r. Hitler zawarł z Mussolinim, największym antyklerykałem włoskim traktat o przyjaźni Niemiec i Włoch,

5) 28 października 1936 r. dokonał się pierwszy oblot bombowca Dorniera Do19,

6) 8 grudnia 1936 r. zwodowany został pancernik „Gneisenau”,

7) 21 grudnia 1936 r. dokonano pierwszego oblotu samolotu wojskowego Junkers Ju 88,

8) 30 stycznia 1937 r. Hitler ogłosił wycofanie podpisu Niemiec pod Traktatem Wersalskim.
W obliczu takiej mocy pouczenia jakiegoś „klechy z Watykanu”, który nie ma żadnych dywizji, jak zauważył przytomnie największy sojusznik kanclerza Hitlera do 22 czerwca 1941 r. towarzysz Stalin – musiały się spotkać z adekwatną odpowiedzią. I się spotkały.

W dniu 28 maja 1937 r. , kiedy akurat założone zostało słynne państwowe niemieckie przedsiębiorstwo Volkswagen, do narodu niemieckiego przemówił sam minister propagandy III Rzeszy dr Josef Goebbels. Ale nie w sprawie samochodów dla każdego Niemca.

Powiedział natomiast minister propagandy III Rzeszy, co następuje : „… Są przypadki molestowania seksualnego, które wychodzą na światło dzienne każdego dnia w przypadku znaczniej ilości kleru katolickiego. Niestety, nie jest to kwestia przypadków indywidualnych, ale zbiorowy (kolektywny) moralny kryzys, który być może historia kultury ludzkiej nigdy nie znała w tak przerażającym i wprawiającym w moralną konfuzję – wymiarze. Liczni księża i świeccy przyznali się. Nie ma wątpliwości, że tysiące przypadków, które zwróciły uwagę wymiaru sprawiedliwości stanowią jedynie niewielką część całej prawdy, jeśli się uwzględni że wielu molestujących było objętych ochroną i ukrywanych przez hierarchię….”.

Na tym jednym przemówieniu się nie skończyło. Był to fragment większej kampanii, o czym pisze m.in. w swojej książce „Historia Homoseksualizmu w Europie. Tom II: Berlin, Londyn, Paryż;1919-1939” na stronach 231-233 w tomie II „The end of a Dream: The German Model Blows up” pani Florence Tamagne .

W dniu 30 maja 1937 r. dr Josef Goebbels wystąpił w Berlinie w Deutschland Halle przed publicznością w liczbie 25 tysięcy i rozwinął temat poruszony w dniu 28 maja. Powiedział m.in. :”… Przerażający i ohydny fenomen moralnej dekadencji, dla którego nie można znaleźć odpowiednika w całej historii ludzkości (…) Przestępcze zboczenia katolickiego kleru zagrażają fizycznemu i moralnemu zdrowiu naszych młodych ludzi. Oświadczam przed narodem niemieckim, że ta plaga będzie radykalnie wypleniona i, jeśli Kościół jest zbyt słaby, Państwo zrobi to…”.

Jak dodała od siebie pani Florence Tamagne, :”… Przemówienie było przerywane wielokrotnie przez tłum krzyczący:”… Powiesić ich! Zniszczyć ich!…”.

Goebbels wg książki Petera Longericha „Goebbels. Biography” na stronie 333 miał zanotować w swoim Dzienniku, że Hitler dyktował mu fragmenty przemówień w wojnie przeciwko klerowi katolickiemu odnośnie procesów o molestowanie seksualne.

Zanim doszło do moralnych uniesień dr Goebbelsa i 25 tysięcy nazistowskich aktywistów w Hali Niemiec w Berlinie, nagonka na katolicki kler w Niemczech rozwijała się wg wytycznych  memorandum trzyosobowego zespołu Gestapo z dnia 8 kwietnia 1937 r. autorstwa  Josefa Meisingera , Regirungsrata Haselbachera and SS- Sturmbannfuehrera Hartla.

W samych landach nadreńskich błyskawicznie zostało wszczętych prawie tysiąc śledztw  przeciwko braciom zakonnym. Jak pisze wspomniana pani Tamagne, zgodnie z planem nagonki, każdy szczegół każdego śledztwa był podawany do publicznej wiadomości aby podtrzymywać powszechne oburzenie a artykuły propagandowe oparte na twierdzeniach naukowych były publikowane.

Ogółem 100 tysięcy egzemplarzy broszury pt. „Musisz poznać ich i ich uczynki” było w dystrybucji a niejaki Burghard Assmuss napisał dzieło pt.” Życie zakonne. Ujawnienie Rozpusty w Klasztorach”, które III Rzesza błyskawicznie wydała w 1937 r. Było ono pełne oszczerstw na temat życia zakonników.
Ze wspomnianego tysiąca śledztw sądowych ok. 300 okazało się „ślepymi zaułkami”, 150 zakonników zostało uprzedzonych i zdołało zbiec a 150 posiadało immunitety.

Wg francuskiego dziennika Le Temps z 16 maja 1937 r. oskarżenia zostały złożone lub były w przygotowaniu przeciwko: Franciszkanom w Waltbraitbach, Aleksjanom z Neuss i z Kolonii- Lindentahl, Zakonom Kapucynów i Benedyktynów, Braciom Miłosierdzia z Monabou.

Z powodu zapewne pośpiechu oraz „skali zadania” dochodziło do nieoczekiwanych przez Gestapo sytuacji na salach rozpraw.

W przypadku zakonników ze wsi Waldbraitbach w Palatynacie, opiekujących się upośledzonymi w lokalnym szpitalu, Gestapo wybrało na świadka oskarżenia jednego z podopiecznych opóźnionych w rozwoju. Kiedy prokurator polecił świadkowi, aby rozejrzał się po sali i wskazał sądowi człowieka, który go zwabił i próbował namówić do robienia rzeczy nieprzyzwoitych, świadek się rozejrzał i wskazał pana Przewodniczącego Sądu. Sprawa została oddalona.

Jak napisał na str. 133 książki pt. The Pink Triangle. The Nazi War against Homosexuals” New York, Holz& Cie, 1986 ( Różowy Trójkąt. Wojna nazistowska przeciwko homoseksualistom) :”… Sąd w Paderborn uniewinnił katolickiego opata Sommera, który był oskarżony o nieprzyzwoitość. Świadkowie odwoływali swoje zeznania podczas rozprawy przed sądem. Prokurator żądał 9 miesięcy więzienia. W Münster, Westfalia, opat Deitmaring, ksiądz z Hoetmaer, oskarżony o nieprzyzwoitość, również został uniewinniony z braku dowodów. W tej sprawie prokurator żądał 3 do 5 lat więzienia…”.

Na stronie 233 „Historii Homoseksualizmu w Europie. Tom II. Berlin, Londyn, Paryż 1919-1939” pani Tamagne podsumowuje antykatolicką kampanię Goebbelsa i Hitlera następująco: „… Antykatolicka kampania była prowadzona do roku 1941. Do roku 1936 wszystkie młodzieżowe organizacje katolickie zostały zakazane. Zakonnicy zostali wyrzucenie z ponad 35 klasztorów. W 1941 r. Goebbels zamknął wszystkie katolickie magazyny i gazety. Między 1937 a 1945, ponad 4000 księży zmarło w obozach koncentracyjnych od tortur, chorób i głodu…”.
Czego pani Tamagne nie pisze, to to, że w liczbie „ponad 4 tysięcy księży katolickich zmarłych w niemieckich obozach koncentracyjnych” – 85% byli to polscy księża, którym Goebbels nie stawiał zarzutów „molestowania seksualnego”. Wystarczyło, że byli „POLSKIMI księżmi”.

Na tej samej stronie pisze ona, że :”…Kampania antykatolicka Hitlera, Goebbelsa i niemieckich prokuratorów oraz sędziów w sprawach o rzekome przestępstwa seksualne katolickich księży i zakonników – nie zakończyła się oczekiwanym sukcesem: z około 20 tysięcy niemieckich księży – skazanych zostało 57. Spośród „zwykłego duchowieństwa” w liczbie ok.4 tysięcy – tylko 7 zostało skazanych. W końcu na ok. 3 tysięcy braci zakonnych – skazanych zostało 170, głównie franciszkanów. Między 1933 a 1943 mniej niż 0,5% z 22,4 mln niemieckich katolików odeszło z Kościoła…”.

Wracając do niezwykle ‘wyrazistych” przemówień Ministra Propagandy III Rzeszy i bliskiego współpracownika Hitlera, to te mowy coś nam przypominają. Nie tylko nam zresztą.

Pewien bloger amerykański, który też cytował na swoim blogu fragmenty tych przemówień zwrócił uwagę na fakt, że gdyby nie wiedział, że to mowy Goebbelsa, przypisywałby je gazecie New York Times.

Ten bloger to brat Gordon J. MacRae a notka z 12 maja 2010 r. nosiła tytuł „Katolicki skandal i Trzecia Rzesza: Wzrost i spadek Moralnej Paniki”.

Termin „MORALNA PANIKA” został ukuty w latach 70-tych XX w. przez socjologów aby zdefiniować zjawisko „sztucznie wywoływanego alarmu społecznego poprzez wyolbrzymianie faktów (amplifikacja), przesadzanie w podawaniu liczb oraz wielokrotne „odkrywanie” tego, co opinia publiczna już znała wcześniej . Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdy zjawisko o znikomych rozmiarach zostaje wyolbrzymione do poziomu „problemu społecznego”.

I te cechy „moralnej paniki” spełniała w 100% antykatolicka kampania podjęta w 1937 r. przez Josefa Goebbelsa przeciwko księżom i zakonnikom katolickim w III Rzeszy.

Pisał o tym zagadnieniu Massimo Introvigne w artykule pt.”Goebbels i operacja „księża pedofile” w dniu 16 kwietnia 2010 r. w L’Avvenire”, oficjalnej gazecie biskupów włoskich.
Massimo Introvigne zwrócił uwagę, że o szykującej się „operacji” przeciwko Kościołowi Katolickiemu informował m.in. świeckiego aktywistę katolickiego w Bawarii Josefa Müllera (po wojnie minister sprawiedliwości Bawarii) – dyskretnie, ówczesny szef kontrwywiadu wojskowego Wilhelm Canaris.

Temat bowiem wywołali sami biskupi niemieccy, a konkretnie błogosławiony Klemens August von Galen biskup Münster, który w dniu 2 lipca 1936 r. na wszystkich Mszach świętych wyrażał „ból i smutek” z powodu „wstrętnych zbrodni” w związku z wydarzeniami w Waldbreitbach. Biskupi zaś opublikowali 20 sierpnia 1936 r. list pasterski, w którym „potępili tych odpowiedzialnych” i „podkreślili chęć współpracy Kościoła z trybunałami państwowymi”.

Ale państwo Hitlera i Goebbelsa było, jakie było i Minister Propagandy Rzeszy i dzięki publicznemu „samooskarżaniu” katolickiego episkopatu Niemiec w indywidualnych przypadkach – z pieśnią na ustach rozpoczął akcję „paniki moralnej” przeciwko całej Instytucji Kościoła.

Ktoś pomyślałby, że naziści to ostatni ludzie skłonni do molestowania seksualnego nieletnich. A tymczasem w artykule pana George’a Winstona z dnia 27 kwietnia 2018 r. opublikowanym na portalu www.warhistoryonline.com dowiadujemy się,  iż w mieście Bielefeld otworzona została wystawa pod tytułem „Ciemna strona Hitlerjugend” (albo podobnie), na której udostępnione zostały materiały pokazujące nieoczekiwane skutki uczestniczenia chłopców i dziewcząt niemieckich w nazistowskich zjazdach w Norymberdze np. w roku 1936.

Jednym z tych skutków imprezy typu „mix-gender” , jak nazywa to autor było ok. 900 nieplanowanych ciąż wśród niemieckich nastolatek w wieku poniżej lat 18 – po słynnym Zjeździe w Norymberdze w 1937 r. nie 9 czy 90 ale 900. Kto molestował czy wręcz gwałcił te dziewczęta? No chyba nie katoliccy księża czy zakonnicy właśnie stający przed licznymi trybunałami z oskarżenia o molestowanie seksualne nieletnich podopiecznych.

No i słynna reżyser zaangażowana Leni Riefenstahl nic nie nakręciła na ten drażliwy temat.

Ale i nasze media zaangażowane, z Der Onet i Gazetą Wyborczą na czele – milczą jak zaklęte na ten temat. Podobnie jak na temat tego, że słynny Oskar Dirlewanger od 1923 r. w NSDAP i doktor nauk a także bojówkarz SA – stracił doktorat i 2 lata z życiorysu w 1934-1936 – za gwałt na 13-letniej członkini Bund Deutscher Mädel (BMD) a w czasie okupacji jako członek SS od 1940 r. u Odilo Globocnika w Lublinie miał problemy nie tylko z powodu żydowskiej kochanki ale też z powodu specyficznego „hobby” polegającego na wstrzykiwaniu 14-letnim Żydówkom jakiejś trucizny i przyglądanie się jak umierają.

A 27 kwietnia 2016 r. Julian Robinson w Daily Mail online napisał artykuł pod bardzo znamiennym tytułem: „ Ofiary pedofilskiej sekty prowadzonej przez jednookiego niemieckiego nazistę i torturowani/molestowani codziennie dziecięcy niewolnicy przez 30 lat w Chile mają nadzieję na sprawiedliwość”. Chodziło o słynną „kolonię Dignidad” założoną w 1961 r. w Parral w Chile przez Niemca i nazistę Paula Schaeffera oraz grupę jego niemieckich nazistowskich koleżków.

No ale o tym mogą pisać Brytyjczycy a minister Steinmayer musi grzecznie potakiwać, że to „nie była jasna karta w historii Niemiec” a w III RP – w temacie „pedofilii” jest „monokultura”: podejrzani czyli winni są – wyłącznie –księża katoliccy. Ewentualnie zakonnicy. Albo biskup.

Kampania antykatolicka w Polsce roku 2018 ma wiele a może wszystkie cechy „paniki moralnej” wywołanej przez Goebbelsa Ministra Propagandy III Rzeszy w roku 1937-1941.

Od kilku lat takie media polskojęzyczne jak Der Onet, TVN, TVN24, gazownia – regularnie i często powracają do „proboszcza z Tylawy” albo „biskupa z Dominikany”. Liczby „kleru katolickiego molestującego dziewczynki i chłopców” są rozdymane a rzekome naukowe „autorytety”, jak niejaki Lew Starowicz, robią zaocznie analizy psychologiczne nieznanym sobie księżom czy zakonnikom.

Niejaki Hartmann z Uniwersytetu Jagiellońskiego w wywiadach krzyczy o „7% pedofilskich księży katolickich” ale źródeł tej liczby oczywiście – nie podaje. To jest wymysł.
Der Onet, TVN24 „podrzucają” różne „pomysły” zupełnie świeżo uaktywnionym „organizacjom pozarządowym”, jak np. konieczność „zadośćuczynienia finansowego ofiarom księży pedofili” – przez polski Kościół Katolicki jako instytucję, która „jest odpowiedzialna”.

Ciekawe, że nikt dotychczas nie rzucił pomysłu, żeby ścigać finansowo firmy np. z branży budowlanej, jak np. Mostostal, Budimex czy lokalne „przedsiębiorstwa budownictwa przemysłowego” – bo w więzieniach z prawomocnymi wyrokami za pedofilię siedziało lub siedzi kilkudziesięciu „budowlańców”.
No i firmy Kulczyka podobno budowały autostrady, to może niech płacą za „drogowców”.

Zleceniodawcy czyli: Open Society, Sigrid Rausig Trust czy Fundacja im. Stefana Batorego – nie „podrzucili pomysłu” ?

Bo trzeba Państwu wiedzieć, że ostatnio na czoło peletonu ścigającego w III RP „polskich księży pedofili” wysunęła się fundacja i/lub portal OKO.Press sponsorowana w wysokości łącznej ponad 1 mln zł r wg swojego sprawozdania finansowego za rok 2017 przez wyżej wymienione podmioty.

Portal OKO.press jest „tytułem prasowym zarejestrowanym w rejestrze dzienników i czasopism, prowadzony przez Sąd Okręgowy w Warszawie pod numerem Pr 19832.

Wydawcą tego „medialnego przedsięwzięcia” jest Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO”, zarejestrowana 10 marca 2016 r. przez najlepszych specjalistów od kontrolowania moralności Polaków a Kościoła Katolickiego w szczególności: Helenę Łuczywo (córkę towarzysza Ferdynanda Chabera, który od 1929 r. był członkiem KPP a w okresie 1939-1941 „we władzach okupacyjnych sowieckich we Lwowie”, zaś tuż po wojnie w II Departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Centralnym Biurze Kontroli Prasy a potem w Komitecie Centralnym PZPR przez całe lata – zastępca kierownika Wydziału Propagandy i zastępca kierownika Wydziału Prasy i Wydawnictw do emerytury w 1967 r.), Seweryna Blumsztajna (którego przedstawiać nie trzeba), Jacka Rakowskiego, Jana Ordyńskiego i Piotra Pacewicza „filara Gazety Wyborczej”.

Nawiasem Helena Łuczywo i Seweryn Blumsztajn nadal występują w KRS jako wspólnicy firmy Agora Holding Spółka z o.o. KRS 0000035128 zarejestrowanej w 2001 r. a ponadto Helena Łuczywo jest w organie nadzorczym Fundacji im. Stefana Batorego (wraz z Henrykiem Woźniakowskim i Agnieszką Holland), w organie nadzoru Fundacji Nagrody Literackiej NIKE – KRS0000096461 (wraz z Michnikiem) i w organie nadzoru Fundacji „Centrum im. Profesora Bronisława Geremka” KRS 0000319089 (wraz z m.in. Różą Marią Barbarą Grafin Von Thun und Hohenstein).

W Radzie Fundacji OKO.press zasiada m.in. znana i kochana pani prof. Monika Płatek a wraz z nią takie autorytety broniące nas przed złowrogim Kościołem Katolickim jak: prof. Marcin Król, Jarosław Kurski, Jerzy Baczyński oraz Jacek Kucharczyk.
Prezesem tego interesu jest Piotr Pacewicz a zadania, jakie sobie postawili oficjalnie założyciele to: „ochrona i pomnażanie dorobku Rzeczypospolitej Polskiej jako demokratycznego państwa  prawnego, strzeżenie zasad demokracji oraz wolności i praw człowieka i obywatela”
Czym się to całe OKO.press zajmuje z najwyższym zaangażowaniem widać,  kiedy się wrzuci do gugla „OKO press pedofilia księży”, jakieś 10 artykułów z ostatnich miesięcy i dwa spore 2 artykuły z grudnia 2018. A rok 2018 jeszcze się nie skończył.
Wczoraj czyli 19 grudnia 2018 r. niejaki Artur Nowak popełnił dzieło pt. „Polski Episkopat boi się spotkania z ofiarami pedofilii. Ale Watykan każe!”.

Na pierwszy rzut powiało grozą, skoro to sam „Watykan każe” ale już w pierwszym zdaniu jest info, że to jacyś „organizatorzy Komitet Organizacyjny zaplanowanej na luty narady wszystkich episkopatów o pedofilii w Kościele zaapelował, by ich przewodniczący spotkali się wcześniej z ofiarami nadużyć. Polscy hierarchowie dotychczas nigdy tego nie zrobili, a list z postulatami Fundacji „Nie lękajcie się” od 8 miesięcy pozostaje bez odpowiedzi. Teraz prymas Polak powinien w końcu odpisać..”.

A jaka jest „lista postulatów fundacji Nie lękajcie się”? A proszę bardzo:„…Ofiary żądają:

    Utworzenia komisji złożonej z pokrzywdzonych, fachowców (psychologów, prawników) pod patronatem osoby godnej zaufania.  Komisja pracowałaby nad sprawami związanymi z prewencją oraz ustaleniem liczby pokrzywdzonych i sprawców.
    Przyznania odszkodowań.
    Wglądu w akta procesów kanonicznych.
    Usunięcia z wytycznych Episkopatu punktu 14., według którego całą odpowiedzialność karną oraz cywilną przestępstwa  seksualne wobec nieletnich ponosi sprawca jako osoba fizyczna.
Realizacja tych postulatów to kwestia czasu. Na całym świecie powstały raporty, dotyczące nadużyć, a wiele kościołów lokalnych wykupiło polisy, które mają je ubezpieczyć od odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez pedofilów w sutannach. Polskich biskupów też to czeka….”.
I dodam od siebie : żeby Adrian Zandberg z Blumsztajnem mogli zbierać na tacę w katolickich kościołach w Polsce. I żeby Nadredaktor mógł zasiadać w konfesjonałach.
Państwo rozumieją: powtórka z amerykańskiej rozrywki: „komisja pokrzywdzonych 40 lat temu ministrantów, plus fachowcy czyli np. Lew Starowicz z Jankiem Hartmanem plus sędzia Tuleya pod patronatem „osoby godnej zaufania”. No to tylko może być Nadredaktor.
A żeby temat nie „ostygł” to 6 grudnia 2018 r. niejaki Sebastian Klauziński, który udzielał się w Newsweeku i udzielał wywiadów dla Die Welt, popełnił artykuł pt. „Prałat Jankowski, czyli ksiądz pedofil modelowy”. No bomba. Wyroku nie ma, ale jest „fakt prasowy”, na podstawie którego zapewne sąd ma zasądzić „odszkodowanie”.
No to na zakończenie coś z działań telewizji TVN24: na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości zostało zamieszczone oświadczenie następującej treści:”… Nieprawdziwe informacje telewizji TVN24”:
Ministerstwo Sprawiedliwości oświadcza, że telewizja TVN24 w programie „Czarno na białym” wyemitowała 1 października 2018 roku reportaż o Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (rejestr pedofilów), w którym zawarte są nieprawdziwe informacje i manipulacje. Mimo wielokrotnych publicznych wyjaśnień, sprostowań i komunikatów Ministerstwa Sprawiedliwości telewizja TVN24 powiela kłamstwa, jakoby w rejestrze pedofilów celowo ukryto czy pominięto księży.


W reportażu „Czarno na białym” wypowiada się m.in. Pani Poseł Joanna Scheuring -Wielgus, która twierdzi, że „faktem jest, iż ominięto albo specjalnie ukryto księży (w rejestrze) pedofilów”. To nieprawda. Umieszczenie w rejestrze, zarówno w części jawnej, jak i niejawnej, zależy tylko i wyłącznie od kwalifikacji czynu sprawcy dokonanej przez sąd i zawartej w wyroku.
Nieprawdą jest, że rejestr stworzono w taki sposób, by nie trafiali tam księża pedofile. Rejestr funkcjonuje w sposób automatyczny – trafiają tam skazani na podstawie wyroków sądów, konkretnych artykułów i paragrafów Kodeksu karnego, zgodnie ze ściśle określonymi przepisami ustawy z 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie miała i nie ma tu żadnego znaczenia profesja skazanego czy przynależność do jakiejś grupy społecznej.
Jeśli Pani Poseł Joanna Scheuring-Wielgus publicznie nie wycofa swoich nieprawdziwych stwierdzeń, Minister Sprawiedliwości podejmie wobec niej odpowiednie kroki prawne….”.
Jak państwo widzą, otacza nas dzisiaj w III RP rzeczywistość medialna, w której wynajęci przez nieznane instytucje i nieznane osoby czy nawet państwa – gryzipiórki oraz aspirujący politycy z „niszy nisz” – do znudzenia tłuką w głowy ciemnemu ludowi w Polsce, że jego najgorszym wrogiem są „księża pedofile” i że jedyna rzeczywistość, jaka istnieje, to „zły Kościół Katolicki” i „jeszcze gorszy polski Kościół Katolicki”.
A artystycznie „oprawia” tę politgramotę rodem z Wydziału Propagandy KC PZPR i MBP i nie bójmy się tego słowa „mów dr Goebbelsa” – artysta Smarzowski z filmem „Kler”, w którym jest zawarta stara mądrość, że „diabeł się ubrał w ornat i ogonem na Mszę dzwoni”.

============================
CZĘŚĆ II Grillowanie Kościoła Rzymsko Katolickiego w Polsce czyli jak użyć degenerata , renegata i Holendra do zniszczenia wizerunków największych Polaków czasów współczesnych.

 
https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/mit_brennender_sorge_14031937.html
http://thesestonewalls.com/gordon-macrae/catholic-scandal-and-the-third-reich-the-rise-and-fall-of-a-moral-panic/
https://books.google.pl/books?


https://books.google.pl/books?id=dbSBBAAAQBAJ&pg=PT350&lpg=PT350&dq=goebbels++catholic+priests+paedophiles&source=bl&ots=_t2RHOtJyy&sig=R5J219VejCB9EljjraIwNVIanfg&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwjWnuKJ4pffAhVloosKHWEgBlIQ6AEwCXoECAIQAQ#v=onepage&q=goebbels%20%20catholic%20priests%20paedophiles&f=false
http://thesestonewalls.com/gordon-macrae/catholic-scandal-and-the-third-reich-the-rise-and-fall-of-a-moral-panic/
https://www.cesnur.org/2010/mi-goebbels_en.html
https://www.dailymail.co.uk/news/article-3561040/Victims-paedophile-sect-led-one-eyed-German-Nazi-oversaw-daily-torture-abuse-child-slaves-three-decades-Chile-hope-finally-justice-legal-bid.html
http://thesestonewalls.com/gordon-macrae/catholic-scandal-and-the-third-reich-the-rise-and-fall-of-a-moral-panic/
https://oko.press/polski-episkopat-boi-sie-spotkania-z-ofiarami-pedofilii-ale-watykan-kaze/
https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/nieprawdziwe-informacje-telewizji-tvn24-2018-10-02
https://books.google.pl/books?id=P5vODgAAQBAJ&pg=PT23&lpg=PT23&dq=goebbels++catholic+priests+paedophiles&source=bl&ots=7ltZr16dC3&sig=5yRazUgyERqhxNVFw6aakS62rss&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwiT3q6Nh5jfAhUwNOwKHaOpARk4ChDoATAAegQIAhAB#v=onepage&q=goebbels%20%20catholic%20priests%20paedophiles&f=false
https://www.warhistoryonline.com/world-war-ii/dirlewanger-a-child-molester-violent-alcoholic-sadist-war-criminal-was-kicked-to-death-by-hisguards.html
https://www.warhistoryonline.com/war-articles/bielefeld-museum-nazi-youth.html
https://www.dailymail.co.uk/news/article-3561040/Victims-paedophile-sect-led-one-eyed-German-Nazi-oversaw-daily-torture-abuse-child-slaves-three-decades-Chile-hope-finally-justice-legal-bid.html
https://rejestr.io/krs/35128/agora-holding
https://oko.press/polski-episkopat-boi-sie-spotkania-z-ofiarami-pedofilii-ale-watykan-kaze/
https://oko.press/ksiadz-jankowski-pedofil/

https://seminarium-krakow.pl/seminarium/absolwenci/

https://inwentarz.ipn.gov.pl/advancedSearch;jsessionid=3210EF76E8BADF394C76BC9632882F45?q=&page=670&grupaAktotworcyId=3&aktotworcaId=3977&podzespolId=9677&typ=3

https://mnzp.pl/czasy-chorob-i-nieszczesc-pomoc-ksiecia-biskupa-adama-sapiehy/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%85%C5%BC%C4%99co-Biskupi_Komitet_Pomocy_dla_Dotkni%C4%99tych_Kl%C4%99sk%C4%85_Wojny

https://dziennikpolski24.pl/piata-kolumna-w-sutannach/ar/2612356

https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Wi%C4%99ckowski

https://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=1991305&q=&page=670&url=[grupaAktotworcyId=3|aktotworcaId=3977|podzespolId=9677|typ=3]

https://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=1991306&q=&page=670&url=[grupaAktotworcyId=3|aktotworcaId=3977|podzespolId=9677|typ=3]

https://inwentarz.ipn.gov.pl/showDetails?id=1991307&q=&page=670&url=[grupaAktotworcyId=3|aktotworcaId=3977|podzespolId=9677|typ=3]

https://tygodnik.tvp.pl/66938096/bezmiar-ignorancji-i-zlej-woli

W Polsce podano do tej pory 58 milionów śmiercionośnych i chorobotwórczych preparatów

W Polsce podano do tej pory niemal 58 milionów śmiercionośnych i chorobotwórczych preparatów

bibula

Od 27 grudnia 2020 r., czyli od dnia, w którym rozpoczęto w Polsce podawanie śmiercionośnych i chorobotwórczych preparatów rozprowadzanych i reklamowanych jako „szczepionki przeciwko COVID-19”, podano 57 921 737 szczepionek – podaje rządowy Serwis Rzeczypospolitej Polskiej, gov.pl

„Pierwszą dawkę” tzw. szczepionki przyjęło 22,871,039 osób, zaś liczba osób „w pełni zaszczepionych” – cokolwiek kryje się pod tą niemedyczną, bezpodstawną i barbarzyńską klasyfikacją – jest 22 miliony 642 tysiące 926 osób, według raportu z 11 marca 2023 r.

Tzw. dawkę przypominającą przyjęło na wieczną pamiątkę do swego organizmu 15,105,188 osób, zaś w „pełni zaszczepione” zostały 22 642 774 osoby.

Poza przerażającymi statystykami, świadczącymi o głupocie ludzkiej idącej w parze z naiwnością i uległością wobec propagandy, jedynym w miarę budującym wskaźnikiem jest liczba osób, które przyjęły trzecią dawkę, a na ten samobójczy akt zgodziło się 192,136 osób, co w porównaniu z dziesiątkami milionów pierwszych dawek, jest bardziej rozsądne.

W dziennej liczbie szczepień – a okazuje się, że ten kryminalny proceder dalej trwa w najlepsze – przoduje województwo wielkopolskie, z 961 szaleńcami, a najbardziej trzeźwi są mieszkańcy świętokrzyskiego, z 16 hazardzistami. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców, świętokrzyskie dalej prowadzi w świadomości i odpowiedzialności, z liczbą wykonanych szczepień na 10 tys.mieszkańców, wynoszącą 0,13. W tym województwie przybywa zatem jeden „w pełni zaszczepiony” dziennie.

Najgłupsi w tym rankingu pozostają mieszkańcy województwa wielkopolskiego, ze wskaźnikiem 2,75 na 10 tys. mieszkańców. Na drugim miejscu są mieszkańcy woj. mazowieckiegoo, ze wskaźnikiem 0,67.

W magazynach zalega niemal 25,5 miliona dawek trucizny reklamowanej jako „szczepionka przeciwko COVID-19”.

Kryminaliści stręczący tzw. szczepionkę, a wśród nich dalej dzierżący najwyższe stanowiska polityczne w Polsce oraz w gremiach medycznych, zezwoliły we wrześniu 2022 r. na przyjmownaie „drugiej dawki przypominającej” przez wszystkie osoby w wieku powyżej 12 lat. Od października 2022 r. zabójcy dopuścili aplikowanie „szczepionki” dzieciom w wieku 5-11 lat, zaś od 12 grudnia 2022 r. ludobójcy dopuścili aplikowanie zabójczego preparatu dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do 4 lat.

Niech Niebiosa dla tych decydentów politycznych i medycznych „ekspertów”, specjalizujących się w uśmiercaniu ludzi a szczególnie bezbronnych dzieci, pozostaną niedostępne, a ich mentor i władca, przyjmie ich do swego piekielnego hadesu.

Oprac. www.bibula.com
2023-03-11
na podstawie „Raport szczepień przeciwko COVID-19” – Serwis Rzeczypospolitej Polskiej gov.pl (2023.03.11)

  KAMIEŃ MILOWY

  KAMIEŃ MILOWY

Małgorzata Todd kamienie u szyi

      

Honorowe miejsce, przeznaczone dla wyjątkowych gości, zajęła sama Hrabina Róża Tuman von Hochsztapler. Wszyscy byli ciekawi, co też ma do powiedzenia. Po przydługim przywitaniu przeszła do meritum sprawy:
       – Jest bardzo prosty sposób na to, żeby Polacy nigdy nie zobaczyli żadnych unijnych pieniędzy – powiedziała.
       – Kamienie milowe – podpowiedział Raduś.
       – To oczywiste, ale jakie! Trzeba zażądać od polskiego rządu, żeby wykazał się tolerancją wobec wszystkich płci.
       – Zlikwidować strefy wolne od LGBT i Qkuryku? – Raduś pozwolił sobie na żart, jakiego nikt z obecnych nie ośmieliłby się zaprezentować.
       – Tak. Wprowadzając we wszystkich szkołach, sądach, szpitalach i w innych miejscach publicznych też, osobne ubikacje dla każdej płci.
       – Czyli po ile? – spytał Donald Demokrata.
       – Na razie po 56, ale ta liczba będzie rosła, bo nasza nauka ten temat szybko rozwija.
       – I będzie to nieosiągalny kamień milowy! – Donald Demokrata nie krył zadowolenia.
       – W rzeczy samej. Według unijnej dyrektywy, przewidzianej wyłącznie dla Polski, w korytarzu przeciętnego urzędu będzie sekretariat, gabinet dyrektora i 56 ubikacji różnie oznakowanych. Bez spełnienia tego warunku, żadne pieniądze z Unii do Polski nigdy nie popłyną – zakończyła swój wywód Hrabina Tuman von Hochsztapler.

O totalnym ocipieniu, ociepleniu. Fizyka atmosfery a oficjalne kłamstwa. TV. Szara strefa może pokonać absurdy strefy oficjalnej

Szara strefa może pokonać absurdy strefy oficjalnej

O totalnym ocipieniu, ociepleniu. Fizyka atmosfery a oficjalne kłamstwa. TV.

pół godziny.

Energetyka jądrowa Anno Domini 2023. W sejmie – tylko propaganda – specjalistów na konferencję o EJ nie wpuszczono… Pos. Winnicki tu rządzi !

Energetyka jądrowa Anno Domini 2023. W sejmie- tylko propaganda – specjalistów na konferencję o EJ nie wpuszczono…

[W PL1 licznik wejść jest blokowany: Tam jest po dwóch dniach [ale systematycznie] mniej wejść, niż tegoż programu u mnie i na Legionie św. Ekspedyta. A powinno być ok. dziesięć razy więcej…. Możecie to sprawdzić. M. Dakowski]

40 minut

============================================

Energetyka jądrowa Anno Domini 2023.

Mirosław Dakowski, fizyk rozszczepienia, energo-analityk. 7 marca 2023.

Od paru dziesięcioleci nie ma istotnych postępów w technologiach zamiany energii rozszczepienia na energię użyteczne [elektryczna, cieplna czy mechaniczna]. Od trzech dziesięcioleci ilość reaktorów energetycznych waha się około 430 do 400, z tendencją raczej malejącą. Ich udział w globalnej produkcji energii zmalał.

Koszt budowy rośnie, od nierealnych 800 dolarów na kilowat, przez 2, 3, 4 000 dolarów na kilowat. W niektórych obiektach USA koszt ten doszedł do 8, nawet 10 000 dolarów na kilowat.

Groźne katastrofy ze stopieniem rdzenia [ Three Mile Island, Windscale, Czarnobyl, Fukushima] przekroczyły wiele tysięcy razy obliczone uprzednio prawdopodobieństwa takich katastrof.

Po Czarnobylu realna ilość ofiar śmiertelnych przekroczyła tysiące razy dane oficjalne. Koszt neutralizacji stopienia trzech czy czterech rdzeni Fukushima przekracza dziesiątki miliardów dolarów, a czas zakończenia tych prac oddala się na nieznaną ilość lat.

Koszt budowy dwóch jedynych po roku 2000 w Europie reaktorów energetycznych: Flamanville i Olkiluoto] przekroczył koszty planowane 3 do 4 razy, a czas oddania do użytku wzrósł z planowanych około 5 lat ponad 2 do 3 razy. Dotąd nie potrafiłem znaleźć danych o podłączeniu reaktora z Olkiluoto do sieci. Flamanville.. 19 December 2022: The loading of fuel into the Flamanville 3 EPR reactor in France has been put back again by at least six more months, with the estimated cost at completion increasing by a further EUR 500 million (USD530 million), EDF has announced.

==========================

Nie ma w Europie, ani na świecie, bezpiecznych składowisk zużytego paliwa na potrzebny czas rzędu 1000 do 10 000 lat. Co najmniej tyle czasu bowiem zużyte paliwo musi być ciągle schładzane. Dwie wielkie katastrofy w Związku Radzieckim w Kisztym spowodowane były awarią chłodzenia odpadów. Ich skutki radioaktywne dla ludzi i zwierząt są większe, groźniejsze, niż z Czarnoryla.

Koszt wywozu z Polski zużytego paliwa musi być uwzględniony w kontrakcie. W Polsce nie ma miejsc na takie składowiska, a koszty przekroczyłyby dziesiątki miliardów dolarów. Inaczej będzie to potworna bomba zegarowa.

O strategii energetycznej Polski muszą decydować energo-analitycy, ekonomiści, nie zaś przypadkowi posłowie czy ministrowie [ ich zawód: polityk, socjolog, polonista itp.].

Lansowane ostatnio małe reaktory energetyczne nie są jeszcze sprawdzone, Polska nie powinna być ich poligonem doświadczalnym. Ceny energii elektrycznej z nich muszą być jednak wyższe niż z normalnych reaktorów energetycznych [efekt skali].

Energetyka jądrowa cechuje się koniecznością stałego utrzymywania mocy, OZE zaś odwrotnie – mają kapryśne, mało przewidywalne, zależne od pogody, zasilanie. Więc tak dla energii jądrowej, jak dla OZE [wiatr, fotowoltaika] konieczny jest priorytet rozwoju magazynowania energii, magazynów tak wielkich jak i lokalnych. Technologie są znane i wypróbowane: Elektrownia szczytowo-pompowe, magazynowanie przez wodór, przemiany fazowe, przemiany chemiczne [na przykład magnetyt plus wodór].

=========================

Więcej na te tematy:

Książki:

Mirosław Dakowski, O energetyce dla użytkowników i sceptyków, w wyd. Antyk,

Mirosław Dakowski, O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny, w wyd. Antyk

Niedoszłe energetyczne El Dorado

Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

O odpadach radioaktywnych z reaktorów w Polsce. To tykająca bomba jądrowa, której zapalnik został starannie schowany.

Minister Śmierci w akcji: Kupują, nakazują, płacą, utylizują. A rodzice bronią swe dzieci.

Niedzielski chciał szprycować najmłodszych Polaków na potęgę. Zainteresowania brak

niedzielski-chcial

W ciągu trzech miesięcy od zakupu covidowych szczepionek dla 180 tys. najmłodszych „skorzystało” [gdzie tu korzyść, synku.. md] z nich niespełna 3 tys. – wynika z informacji podanych przez „Dziennik Gazetę Prawną”.

Gazeta przypomina, że możliwość podawania preparatów Pfizera dzieciom od sześciu miesięcy do czterech lat pojawiła się w grudniu 2022 r., gdy „minister pandemii” Adam Niedzielski poinformował o zakupie 500 tys. dawek. Szczepienie, tak jak u dorosłych, obejmuje trzy dawki.

WPolsce wciąż obowiązuje rekomendacja, aby szczepić również niemowlęta, ale w części krajów europejskich – np. we Francji – szczepienia dla populacji ogólnej nie są już zalecane; pozostają rekomendowane dla grup o podwyższonym ryzyku powikłań.

„Zapytaliśmy resort zdrowia, na jakiej podstawie zrobiono dla Polski tak duże zamówienie na zastrzyki dla najmłodszych, skoro zainteresowanie szczepieniami jest już niewielkie. MZ wskazuje, że podstawą były analizy przeprowadzone na bazie poziomu zaszczepienia starszych dzieci. W grupie 5-11 lat, czyli populacji liczącej 2,7 mln dzieci, pierwszą dawkę przyjęło 478 tys., czyli niemal 17 proc.” .

Dziennik zaznacza, że rząd wciąż próbuje wynegocjować z Pfizerem ograniczenie pierwotnie zamówionych dostaw. Natomiast koncern domaga się odbioru jeszcze ok 60 mln dawek dla dorosłych za cenę ok 6 mld zł.

Jak podaje gazeta, 788 tys. już się przeterminowało i zostało zutylizowanych.

===========

mail: Lekarz: „Będziesz mi niedzielskie horbany i simony opowiadał..”

Podobnie jak w wieku XVIII – Polska nierządem stoi.

Podobnie jak w wieku XVIII Polska nierządem stoi.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  7 marca 2023 nierządem stoi

Żyją jeszcze ludzie pamiętający klangor, jaki wydało z siebie stado autorytetów moralnych, po wygłoszeniu przeze mnie na antenie Radia Maryja w roku 2006 opinii, że podczas kiedy my jesteśmy zajęci instalowaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, pragnący wymusić na Polsce zapłacenie im haraczu pod pretekstem tak zwanych „roszczeń majątkowych”, odnoszących się do tzw. „własności bezdziedzicznej”.

Podnoszenie tych „roszczeń” przez stronę żydowską w całej rozciągłości potwierdza ustalenie Feliksa Konecznego o specyfice cywilizacji żydowskiej. Feliks Koneczny twierdził, że każda cywilizacja ma unikalny stosunek do – jak to nazywał – „quincunxa cywilizacyjnego”, czyli pięciu kategorii: dobra, prawdy, piękna, zdrowia i dobrobytu.

W skład kategorii „dobrobytu” wchodzą m.in. stosunki własnościowe. I na tym właśnie tle zaznacza się zasadnicza różnica między cywilizacją łacińską i żydowską. Na przykład Polska należy do cywilizacji łacińskiej, chociaż jej nieprzyjaciele nie ustają w wysiłkach, by ją cywilizacyjnie zbastardyzować, jak nie przez „judeochrześcijaństwo”, to przez „multi-kulti”. Ale prawo, podobnie jak zwyczaje, jeszcze opierają się na zasadach prawa rzymskiego. Toteż żadnemu Polakowi nie przyjdzie do głowy myśl, że jeśli w Chicago umrze jakiś Polak-obywatel amerykański,, a nie zostawi ani testamentu, ani spadkobierców ustawowych, to jakieś bliżej nieokreślone prawa do tego majątku mają wszyscy Polacy – bo to był Polak.

Tymczasem Żydzi mają do stosunków własnościowych podejście trybalistyczne – że jeśli umrze gdzieś jakiś Żyd, to do pozostawionego przezeń majątku mają jakieś bliżej nieokreślone prawa wszyscy inni Żydzi – bo wprawdzie on był de nomine jego właścicielem, ale przecież to mienie było jednocześnie „żydowskie”, czyli plemienne. Na tym właśnie opierają się wysuwane wobec Polski tak zwane „roszczenia” dotyczące „własności bezdziedzicznej”, która była „żydowska”. To, że Żydzi tak myślą i tak do tych zagadnień podchodzą, można zrozumieć, bo przecież są dziećmi tej cywilizacji.

Tymczasem Amerykanie, którzy teoretycznie stoją na nieubłaganym gruncie zasad prawa rzymskiego, zgodnie z którymi spadek bez dziedzica ustawowego lub testamentowego przypada państwu, którego zmarły był obywatelem – przeforsowali w Kongresie ustawę nr 447, zgodnie z którą Polska ma zwrócić mienie po Żydach – obywatelach polskich, wymordowanych na terenie Polski przez Niemców – żydowskim organizacjom „przemysłu holokaustu”, które nawet nie twierdzą, że są sukcesorami tego majątku, tylko zwyczajnie – chcą go zagarnąć.

Ze strony Naszego Najważniejszego Sojusznika jest to łajdactwo zupełnie wyjątkowe, ale widocznie kongresmani uważają, że na tym właśnie mają polegać braterskie stosunki sojusznicze, że brat brata w d… harata.

Wracając tedy do wspomnianego felietonu, to klangor stada autorytetów moralnych nie był niczym zaskakującym – bo nic tak nie gorszy, jak prawda. Inna rzecz, że stado, bez ośmieszenia, nie mogło tego powiedzieć wprost, więc uczepiło się „Judejczyków” – że to określenie „obraża naród żydowski” – jak uznała delatorska organizacja „Otwarta Rzeczpospolita” – a nawet jest „zaprzeczeniem holokaustu” – jak wydedukował sobie pan Białek, przewodniczący mikroskopijnemu stowarzyszeniu filosemickiemu im. Jana Karskiego z Kielc. Na szczęście prokuratura w Toruniu nie dała się zwariować i umorzyła sprawę wyjaśniając, że „Judejczykowie” to mieszkańcy Judei, w czym nie ma niczego obraźliwego, a na temat holokaustu nawet nie fatygowała się odpowiadać.

Ale teraz są inne czasy; teraz niezawisłe sądy padają na twarz przed delatorami, nawet jeśli są na azylu z powodu kondemnatki. Inaczej zresztą być nie może w sytuacji, gdy bezpieka podzieliła się na zwalczające się nawzajem partie polityczne, inspirowane przez zagraniczne centrale, do których bezpieczniacy przewerbowali się w okresie transformacji ustrojowej. Skoro bezpieczniacy się podzielili, to musieli też podzielić się konfidenci, a skoro konfidenci – to i rozmaici szermierze praworządności, co to myślą zgodnie ze sloganami tworzonymi przez pierwszorzędnych fachowców. Podobnie było w wieku XVIII, kiedy jedni magnaci brali jurgielt od jednego ambasadora, inni – od drugiego, a jeszcze inni – od trzeciego i tak viribus unitis doprowadzili państwo do całkowitej bezwładności i likwidacji. Bo skoro magnaci wysługiwali się obcym dworom, to tak samo postępowali ich klienci – a w Polsce bardzo wielu dygnitarzy, jeśli nie większość, to „klienci” jak nie jednej, to innej bezpieczniackiej watahy, która akurat ich zwerbowała a potem – wystrugała na dygnitarzy. Toteż służą gorliwie, każdy według swoich możliwości, a w rezultacie państwo jest stopniowo doprowadzane do stanu bezwładności, która może poprzedzać likwidację.

Nawiązując do wspomnianego felietonu z roku 2006, dzisiaj mógłbym powiedzieć na antenie, że kiedy my, na polecenie Naszego Najważniejszego Sojusznika, prowadzimy zwycięskie boje z Putinem, od tyłu zachodzą nas Niemcy, cierpliwie i metodycznie doprowadzając państwo do bezwładu, któremu właściwie nikt się nie przeciwstawia.

Czy to jest rezultat nieudolności, czy złej woli – może kiedyś się tego dowiemy, ale tak czy owak pan premier Mateusz Morawiecki, który w roku 1989 był zarejestrowany w aktach STASI jako tajny współpracownik, pod osłoną tromtadrackiej retoryki, w podskokach zgodził się na wszystkie niemieckie żądania, które Polskę doprowadzają do paraliżu. Na to nakładają się działania opozycji, która przy pomocy konfidentów z KOD-u, czy rozmaitych diabelskich „babć”, no i oczywiście – niezawisłych sędziów, albo konfidentów, albo nawet „cywilów”, którzy tylko chcieliby – podobnie jak kiedyś „liberum veto” – utrzymać i utrwalić stan całkowitej nieodpowiedzialności przed kimkolwiek – co jak wiadomo – utożsamiane jest z praworządnością.

Korzystając z tego, że nie tylko rząd i opozycja, ale i większość doprowadzonego do stanu onieprzytomnienia przez niezależne media głównego nurtu społeczeństwa, oczekuje z niepokojem, kiedy to Polskę zaatakuje Putin, Niemcy spokojnie wymuszają na naszym nieszczęśliwym kraju zachowania, jakie są pożądane z punktu widzenia potrzeb IV Rzeszy. Sztandarową sprawą jest finansowy szantaż jakiemu poddana została Polska pod pretekstem praworządności. Rywalizujące ze sobą obozy „dobrej zmiany” oraz zdrady i zaprzaństwa dochowały się własnych płomiennych szermierzy praworządności, wskutek czego ta dziedzina życia publicznego stała się rodzajem „karczmy zajezdnej”, w której panoszą się agenci „sascy, pruscy i rakuscy” – jak było w wieku XVIII.

Ponieważ rządowi forsa jest potrzebna choćby po to, by dzięki niej można było dogodzić Ukrainie zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku, Komisja Europejska podyktowała panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), który podobno myślał, że prowadzi „negocjacje”, formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski w sprawie organizacji najwyższych organów władzy sądowniczej.

Rządowa większość, pod komendą Naczelnika Państwa, który pod osłoną patriotycznych frazesów, przeforsował wcześniej ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, stanowiącej milowy krok na drodze „pogłębiania integracji”, czyli budowy IV Rzeszy, nadała tej formule kapitulacyjnej postać ustawy, którą pan prezydent Duda skierował przed podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny już wcześniej został doprowadzony do stanu bezwładności z powodu konfliktu między dwiema sędziowskimi partiami, z których jedna uważa, że pani Przyłębska już nie jest jego prezesem, a druga – że jest. Ponieważ stwierdzenie zgodności lub niezgodności ustawy skierowanej do TK przed jej podpisaniem przez prezydenta może nastąpić tylko w pełnym składzie Trybunału, też prawdopodobnie nie będzie mógł żadnego orzeczenia w tej sprawie wydać, bo posiedzenie TK w pełnym składzie musi zwołać prezes – a nie wiadomo, kto nim jest. Jestem przekonany, że skoro my o tym wiemy, to pan prezydent też nie może o tym nie wiedzieć i wydaje mi się, że właśnie dlatego tak postąpił z ustawą – żeby nie zmuszać Komisji Europejskiej do znajdowania nowego pretekstu dla dalszego blokowania pieniędzy dla Polski – co być może za dwa lata, kiedy będzie szukał sobie posady, zostanie mu policzone, a poza tym – żeby uniknąć oskarżenia, że „działa na szkodę Polaków” – jakim okładają się nawzajem obydwa obozy.

Ale Komisja Europejska wie, że na panu prezydencie do końca polegać nie można, więc na wszelki wypadek Europejski Trybunał Sprawiedliwości wytoczył polskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu proces, nie tylko o to, czy pani Julia Przyłębska jest prezesem, czy nie, ale i o to, czy wszyscy sędziowie tego Trybunału są naprawdę sędziami, czy też ustrojonymi w togi przebierańcami. No i najważniejsze. Chodzi o to, że TK wydał przed kilkoma laty orzeczenie, iż konstytucja Rzeczypospolitej ma charakter nadrzędny nad prawem unijnym. Sęk w tym, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości jeszcze w 1964 roku, w sprawie Flaminio Costa przeciw E.N.E.L. sformułował obowiązującą po dziś dzień zasadę, że „prawo wspólnotowe” (bo w 1964 roku Unii Europejskiej jeszcze nie było, a tylko „Wspólnoty”) ma charakter nadrzędny nad prawem krajów członkowskich bez względu na rangę ustawy. Toteż pani sędzia Małgorzata Jungnikiel, podczas dyskusji na Uniwersytecie Warszawskim nad ewentualnym wejściem Polski do unii walutowej (do czego Polska zobowiązała się w traktacie akcesyjnym, chociaż na szczęście – bez określania terminu) powiedziała, że sądy w Polsce będą stosowały prawo unijne nawet w sytuacji jego sprzeczności z polską konstytucją.

Jestem tedy pewien, że dopóki ETS będzie się tą sprawą zajmował, jest pewne, że Trybunał nie tylko nie wyda żadnego orzeczenia, ale w ogóle nie będzie w stanie się zebrać. Jak widzimy, przynajmniej ten segment państwa został już skutecznie zablokowany na jakiś czas, a jeśli ten pretekst ustanie, to z pewnością konfidenci zwerbowani przez ABW w ramach „Operacji Temida” wymyślą jakiś kolejny. Słowem – podobnie jak w wieku XVIII „Polska nierządem stoi”.

Czy jednak stoi? Jak powiedziałby Kukuniek, ta sytuacja ma oczywiście wiele plusów ujemnych, ale i jeden plus dodatni – że przyjęcie formuły bezwarunkowej kapitulacji Polski, jaką Komisja Europejska podyktowała gwieździe naszej dyplomacji, czyli panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), zaczyna w odległą przyszłość się oddalać. To może jednak być zwycięstwo pozorne, a w dodatku – pyrrusowe – bo jego ceną będzie dalsze postępujące obezwładnianie państwa, które w końcu jeszcze raz może zostać rozebrane; z jednej strony przez pragnące dokończenia procesu zjednoczenia Niemcy, a z drugiej – przez „Judejczyków”, którzy przecież aż przebierają nogami, by zrealizować swoje „roszczenia” – co obiecał im dopilnować Nasz Najważniejszy Sojusznik, który przecież nie dla żartów przyjął ustawę nr 447.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wulgaryzacja języka – przejaw choroby ducha narodu

Wulgaryzacja języka – przejaw choroby ducha narodu

Adam Białous pch24.pl/wulgaryzacja-jezyka

Środowiska celebryckie – aktorzy, muzycy, dziennikarze, politycy, a nawet profesorowie uniwersytetów zamiast dawać przykład kultury języka, coraz częściej raczą nas językiem rynsztoku. Ten podły wzorzec przejmują niestety młode pokolenia Polaków. Wystarczy posłuchać jak wulgarnym językiem mówią uczniowie szkoły podstawowej. Niestety, nierzadko u osób na średnim i wyższym stopniu edukacji, jest z tym jeszcze gorzej. A trzeba wiedzieć, że z definicji wulgaryzm jest wyrazem negatywnego stosunku do rzeczywistości, brakiem panowania nad emocjami, a czasem niegodziwą prowokacją. W gruncie rzeczy jest wyrazem agresji.

Totalnym nośnikiem wszelkich wzorców, dobrych i złych, jest w naszych czasach internet. Niestety również wulgarny język, jest tam w wielu miejscach promowany. Oczywiście najszybciej ten zły wzorzec językowy przejmują dzieci i nastolatkowie, którzy najwięcej czasu spędzają właśnie w wirtualnej rzeczywistości, chcąc w ten sposób poznać świat. Wystarczy wejść na jakieś internetowe fora, na których dzieci „dialogują” i wówczas chce się tylko zamknąć oczy i zatkać uszy. Podobne fale pomyj językowych obleją nas, kiedy wmieszamy się w tłumek uczniowski, rozprawiający zawzięcie na korytarzach szkolnych czy na placu przed szkołą.

Przecież dzieci nie nauczono wulgaryzmów na lekcjach języka polskiego. W niektórych domach, mogły wprawdzie nasłuchać się bluzgów rzucanych przez nieodpowiedzialnych rodziców. Ale skala problemu wulgaryzowania się języka, jest zbyt duża, by do tej swoistej infekcji mogło dojść jedynie przez to jedno źródło. Największe „gejzery”, wyrzucające wulgaryzmy, znajdują się gdzie indziej. Między innymi są nimi liczne filmy, seriale, które współcześni nastolatkowie pochłaniają jak gąbka wodę. Przeważnie mamy tu do czynienia z produkcjami amerykańskimi lub pochodzącymi z krajów zachodnioeuropejskich. Filmy te są ogólnie dostępne na popularnych serwisach VOD (m.in. Netflix, HBO, Disney).

Niestety współczesnych polskich produkcji filmowych, ślepo naśladujących zachodnie, lepiej nie dawać młodzieży za wzór językowy. Jest w nich bowiem tyle złośliwych nowotworów językowych co skwarek w dobrej kaszy. Dla przykładu, gdybyśmy spędzili w kryminale, wśród osadzonych tyle czasu, ile na przykład trwa jeden z filmów Patryka Vegi, to na pewno usłyszymy tam mniej wulgaryzmów, niż w tej krajowej produkcji filmowej. To samo można powiedzieć o, lansowanych w największych telewizjach, kabaretach. Członkowie tych grup czy stand – upowcy w swoich występach zawężają środki, za pomocą których próbują rozśmieszyć ludzi, do epatowania chamstwem i wulgaryzmami.    

Podobnie jest w teatrze, który nie licząc chwalebnych wyjątków, stał się tubą propagandową ideologii środowisk lewicowo-liberalnych. Teatr staje się językowym, i nie tylko językowym, ściekiem. Mówiła o tym niedawno na antenie Radia Maryja Temida Stankiewicz-Podhorecka  „Publiczność skazywana jest na to, aby oglądać wulgarne przedstawienia propagujące bluźnierstwa, profanację, dewiacje homoseksualne, zoofilię, uderzanie w Kościół katolicki oraz w wartości patriotyczne” – zauważa krytyk teatralny.

Nawet tak szlachetny rodzaj sztuki jakim jest muzyka, która przecież powinna łagodzić obyczaje, również została zainfekowana ohydnym językiem tekstów pisanych do piosenek. Przykładem na to jest, wywodzący się z USA, rap (wciąż chętnie słuchany przez młodzież) który w ogromnej większości utworów bazuje na bardzo wulgarnych tekstach. Ma to oczywiście swoje złe owoce. Dowodzą tego badania socjologiczne. Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu w USA przebadali grupę 711 nastolatków w wieku 13–18 lat pod kątem ich życia seksualnego i preferowanego rodzaju muzyki. Okazało się, że osoby, które regularnie słuchały piosenek o wulgarnych, agresywnych i przesiąkniętych treściami seksualnymi tekstach, były dwukrotnie bardziej skłonne do rozpoczęcia życia seksualnego w młodocianym wieku. To później prowadziło ich zazwyczaj do podjęcia fatalnej decyzji o dokonaniu aborcji, czyli zdecydowaniu się na morderstwo własnych, poczętych dzieci.       

Skoro ludzie kultury, sztuki, polityki na swoich scenach „rugają się” na prawo i na lewo, to co dopiero tak zwani zwykli ludzie wygadują w przepastnej i prawie nie cenzurowanej językowo przestrzeni internetu? Tu może demokratycznie wybluzgać się każdy, kto czuje taką potrzebę.  Stąd m.in. internetowy hejt i jego ofiary, nierzadko śmiertelne. Do wyrzucania ustami szlamu, zachęca sieciowa anonimowość. Pod wulgarnymi komentarzami znajdziemy najwyżej pseudonim.

Często te same osoby, które ujadają, „rzucają mięsem” i gryzą w internecie, uzewnętrzniają swoje wewnętrzne bagno, ochoczo dołączają do pierwszej lepszej ulicznej manifestacji. Tak było podczas „czarnych marszy” czy ataków motłochu na kościoły. A jeśli ktoś chce poznać wszystkie wulgaryzmy zanieczyszczające nasz ojczysty język, to niech się wybierze na marsz równości. Od biorących udział w tym zlocie mężczyzn, kobiet i tych, którzy ciągle jeszcze zastanawiają się, która z tych płci jest ich, nasłucha się, aż mu uszy zwiędną. Tam nawet głuchym miłośnicy „kwiecistej mowy” nie odpuszczą, gdyż to co krzyczą, wypisują dodatkowo na transparentach.     

Dziś bezpieczni od ohydy językowej nie jesteśmy już nawet w miejscach publicznych np. na przystanku autobusowym, idąc chodnikiem, czy robiąc zakupy w sklepie. Chociaż w tych miejscach, przed usłyszeniem przekleństw i wulgaryzmów, powinno nas chronić prawo. Artykuł 141 Kodeksu Wykroczeń mówi jasno „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany”. Przekonał się o tym m.in. znany nam wszystkim (niestety) Jerzy Owsiak, który za użycie wulgaryzmów podczas swoich komentarzy głoszonych na scenie Przystanku Woodstock, został ukarany przez Policję grzywną.

Charakterystyczną rzeczą jest to, że język jakim posługuje się nasze społeczeństwo, nie tylko w debacie publicznej, ale i podczas rozmów prywatnych, staje się tym bardziej wulgarny, im bardziej odchodzi ono od wiary i kultury chrześcijańskiej.

Tym bardziej bolesne jest, kiedy wulgaryzacja języka polskiego sięga nie tylko środowisk jawnie odcinających się od naszych chrześcijańskich korzeni, ale czasem nawet osób, które działają w środowiskach związanych z Kościołem. To jakieś bezmyślne uleganie złej modzie językowej, nie ma nic wspólnego z kulturą chrześcijańską, a nawet więcej – z Ewangelią.  Osoba, która używa wulgaryzmów, tylko po to by pokazać innym, jakim to niby jest nowoczesnym katolikiem, zupełnie nie jawi się jako ktoś nowoczesny, ale raczej prymitywny.

Kiedy dotykamy tu sprawy jakości naszej wiary w kontekście naszego języka, to zauważmy choć jedną rzecz pozytywną. Otóż polskie wulgaryzmy nigdy nie dotyczą sfery religijnej. Polak choć niestety potrafi plugawić swój język, to jednak rynsztokowe słowa, krajowej produkcji, w swojej warstwie znaczeniowej, nigdy nie są skierowane przeciw sacrum.        

Jeszcze nie tak dawno osoby z marginesu społecznego można było rozpoznać po wulgaryzmach i tatuażach. One same tak się „przedstawiały”. Obecnie kto jest kim, nie jest tak oczywiste, gdyż mody dawniej kreowane jedynie w środowiskach przestępczych czy patologicznych, dziś są narzucane, przez różne lewicowe tuby propagandowe całym społeczeństwom. Często bierze niestety górę instynkt stadny, a nie chrześcijański personalizm, który karze człowiekowi płynąć pod prąd. Bo przecież „tylko śnięte ryby płyną z prądem”.    

Czy pamiętamy jeszcze, co nam powiedział jeden z pierwszych twórców literatury polskiej – Mikołaj Rej? „A niechaj narodowie wżdy postronni znają. Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Dziś można by powiedzieć, że niewątpliwie mają, ale czy go znają? Jak wynika z oceny Rady Języka Polskiego „Obniżyła się ranga języka polskiego jako przedmiotu nauczania. Uczniowie szkół ponadpodstawowych uznają lekcje języków obcych czy informatykę za bardziej przydatne w praktyce”.

Może to jest powodem wulgaryzacji języka – nieznajomość jego piękna. Żeby taki uczeń, jeden z drugim, miał odwagę sięgnąć, choćby po fragmenty, dzieł mistrzów ojczystego słowa, to może dostrzegł by to piękno. Może by się nawet w polskiej mowie zakochał i nie bezcześcił jej już więcej wulgaryzmami. Wiosna, która właśnie nadchodzi, to pora roku, w której najłatwiej się zakochać. Życzę więc wszystkim zakochania się w polskiej mowie.

Pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki a archiwa neo-PRL.

Pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki musieli gdzieś w archiwach odgrzebać eksperyment z Kukuńkiem

Stanisław Michalkiewicz pierwszorzedni-fachowcy-z-amerykanskiej-bezpieki

W 1989 roku wywiad wojskowy, któremu amerykańsko-sowiecki duet: Daniel Fried z Departamentu Stanu i Władimir Kriuczkow z KGB, postawił zadanie przeprowadzenia na naszym nieszczęśliwym kraju sławnej transformacji ustrojowej, znalazł się w kłopotliwej sytuacji.

Wprawdzie od roku 1986, w ramach przygotowań do sławnej transformacji, obok uwłaszczenia nomenklatury, która w ten sposób uzyskała ekonomiczne podstawy do zajęcia w nowych warunkach ustrojowych odpowiedniej pozycji społecznej, przeprowadzona została też selekcja kadrowa w stukturach opozycyjnych, której celem było wyłonienie takiej „reprezentacji społeczeństwa”, do której wywiad wojskowy miałby zaufanie – ale konieczność przeprowadzenia wyborów, niechby i „kontraktowych”, niosła za sobą ryzyko puszczenia się na lotne piaski masowych nastrojów, a to mogło w jednej chwili obrócić w niwecz wieloletnie przygotowania.

Obawy – jak się potem okazało – nie były bezpodstawne, a dowodem były losy tzw. „listy krajowej”. Wywiad wojskowy umieścił tam kandydatury swoich najważniejszych faworytów, a tymczasem społeczeństwo, najwyraźniej myśląc, że z tymi wyborami to wszystko naprawdę, bez ceregieli ich skreślało.

W rezultacie generał Kiszczak zagroził, że skoro tak, to on te całe wybory rozgoni, na co wyznaczony na przedstawiciela „strony społecznej”, znany z „postawy służebnej” pan Tadeusz Mazowiecki powiedział, że „umów należy dotrzymywać”. [pacta sunt servanda.. powiedzieli.. md]

W związku z tym, za zgodą „strony społecznej”, Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła ordynację i w ten sposób kryzys zakończył się wesołym oberkiem. Przypominam o tym Donaldu Tusku i innym szermierzom porządku konstytucyjnego, że wtedy nie widzieli w tym nic osobliwego. Żeby tedy zmniejszyć margines niepewności, a głosującym „suwerenom” podsunąć pod nos ściągawkę, na kogo mają głosować, wywiad wojskowy wpadł na pomysł, by kandydaci rekomendowani przez „stronę społeczną” fotografowali się z Kukuńkiem, czyli Lechem Wałęsą, dzięki czemu ta fotografia stała się przepustką, jeśli nawet nie do historii, to w każdym razie – do konfitur władzy.

Przypominam o tym m.in. ze względu na zbliżające się w przyszłym roku wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Wiele wskazuje na to, że z ramienia Partii Demokratycznej będzie w nich kandydował ponownie Józio Biden, który niedawno, jako Pan Nasz, dokonał zniebastąpienia na naszą prastarą ziemię, w związku z czym i nasza prastara ziemia i nasz mniej wartościowy naród tubylczy, dostąpili niebywałej łaski. Będziemy się nią delektować i rozpamiętywać to wydarzenie aż do następnego razu, chociaż były prezydent Bronisław Komorowski, najwyraźniej pozazdrościwszy panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie konfidencji i względów u Pana Naszego dał do zrozumienia, jakoby zniebastąpienie Pana Naszego na naszą prastarą ziemię było tylko kamuflażem, mającym osłonić prawdziwy cel tego nawiedzenia.

Prawdziwym celem bowiem było bliskie spotkanie III stopnia z ukraińskim prezydentem Włodzimierzem Zełeńskim. W tym celu strona amerykańska, w imieniu Pana Naszego, porozumiała się z zimnym ruskim czekistą, zbrodniarzem wojennym Putinem, żeby w okresie obecności Pana Naszego na Ukrainie powstrzymał się od wszelkich ataków, na co tamten wyraził zgodę.

Dzięki temu Nasz Pan mógł w tajemnicy wsiąść w Schnellzug z Przemyśla do Kijowa, gdzie objawił się światu w towarzystwie prezydenta Zełeńskiego, z którym odbył po Kijowie spacer, w trakcie którego prezydent Zełeński kazał włączyć syreny alarmowe – że to niby Putin próbuje tchórzliwego ataku – ale Pan Nasz ani drgnął i nadal spacerował, jakby nigdy nic. Dało to zachwyconemu panu Pawłowi Kowalowi okazję do spostrzeżenia, że Pan Nasz pokazał „cojones”.

Ciekawe, czy pan Kowal widział te klejnoty na własne oczy, czy też tylko oczami podnieconej wyobraźni – ale najwyraźniej SBU w tym zamieszaniu zapomniała mu powiedzieć, że było całkowicie bezpiecznie i że celem przedstawienia, odegranego w Kijowie z udziałem Pana Naszego, było doczepienie sobie kolejnego liścia do wieńca sławy, w postaci epizodu heroicznego. Wśród liści w wieńcu sławy Pana Naszego nie było dotąd bowiem żadnego epizodu heroicznego. Przeciwnie – Ukraina kojarzyła się raczej z dokazywaniem w tym kraju Syna Pana Naszego Huntera – z czego wyszły nawet jakieś śmierdzące dmuchy, które u nas w niezależnych mediach, komentował były prezydent Aleksander Kwaśniewski, razem z nim tam dokazujący.

W tej sytuacji wypada nam zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, że – jak już wspomniałem – w USA w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie, z których, według wszelkiego prawdopodobieństwa, z ramienia Partii Demokratycznej, będzie kandydował Pan Nasz, czyli Józio Biden. W przeciwnym razie Partia Demokratyczna już teraz rozpoczęłaby lansowanie nowego jasnego idola, w którym nie tylko Amerykanie, ale również nasz mniej wartościowy naród tubylczy, powinien się zakochać i uwielbić go jako Pana Naszego.

Tymczasem tempus fugit a czas ucieka, zaś nikogo takiego na razie nie ma, więc chyba o laur przywódcy „wolnego” a właściwie nie tylko „wolnego”, ale w ogóle – całego świata, będzie ubiegał się Pan Nasz. Może to komuś wydać się dziwne, ale skoro demokracja została uznana za dobro najwyższe, to nic dziwnego, że demokratyzacja obejmuje coraz to nowe obszary, w tym również – kult Pana Naszego. Po drugie – że – jak zauważa poeta – „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – w związku z czym trzeba suwerenom podsunąć pod nos jakąś wyraźną wskazówkę, w kim mają się zakochać i komu okazać uwielbienie.

Najwyraźniej pierwszorzędni fachowcy z amerykańskiej bezpieki musieli gdzieś w archiwach odgrzebać eksperyment z Kukuńkiem. Jak pamiętamy, był on lansowany nie tylko jako jasny idol w Kongresie USA, ale nawet załatwiono mu Pokojową Nagrodę Nobla. Toteż wywiad wojskowy generała Kiszczaka sprawił, że fotografia z jego udziałem stała się w naszym nieszczęśliwym kraju dla wybrańców losu przepustką do historii. Skoro tedy na Ukrainie trafił się prezydent Zełeński, którego dodatkowym atutem są pierwszorzędne korzenie, to nie było co się długo namyślać, tylko zacząć go lansować nie tylko w amerykańskim Kongresie, ale i w kongresach u poszczególnych wasali.

Jak pamiętamy, w Waszyngtonie owację w Kongresie już miał, tak, jak kiedyś Kukuniek, więc teraz kolej na Pokojową Nagrodę Nobla. Wprawdzie niektóre koła forsują kandydaturę panny Grety Thunberg, która właśnie staje się damą i pisarką, ale ona może jeszcze poczekać tym bardziej, że fotografia z nią niekoniecznie by Pana Naszego dodatkowo nobilitowała, a poza tym – czy mogłaby ona załatwić Panu Naszemu przedwyborczy epizod heroiczny?

Żydzi z USA czy z UE? Ktoś niszczy nasz przemysł drzewny.

Żydzi z USA czy z UE?

Rzecznik LP: Ktoś niszczy nasz przemysł drzewny

kto-niszczy-nasz-przemysl-drzewny

Pozyskujemy rocznie ok. 40 mln m3 drewna, a przyrasta 60 mln m3. Dziś to Polska jest liderem gdy chodzi o meble w Europie. Przemysł drzewny w Polsce, to łakomy kąsek, nie dziwi więc, że nie brakuje tych, który chcieliby go zniszczyć – mówi w rozmowie z portalem w Polityce.pl Michał Gzowski, rzecznik prasowy Lasów Państwowych.

Portal w Polityce.pl: Głównym argumentem czwartkowego wyroku TSUE w sprawie naruszania przez Polskę – to warto przypomnieć – dyrektyw ptasiej i siedliskowej jest zarzut, że organizacje ochrony przyrody i inne podmioty nie mogą wpływać na Plany Urządzania Lasów (PUL). Tak rzeczywiście jest?

Michał Gzowski: Na każdym etapie tworzenia PUL, czyli przewidzianego do realizacji na 10 lat dokumentu, na podstawie którego prowadzi się na terenach Lasów Państwowych wszelkie prace gospodarcze, społeczeństwo może wnosić i wnosi uwagi oraz wnioski do PUL. Co ważne, konsultacje społeczne w tej sprawie były i są obowiązkowe, i zdecydowana większość – w zasadzie pominąwszy jedynie argumentację „nie, bo nie” – tych uwag i wniosków jest uwzględniana. A więc pierwszy etap kontroli następuje w momencie powstawania PUL.

TSUE wskazało, że wspomniane organizacje nie mają prawa kwestionowania przed sądem sporządzonych już PUL. I to nie jest prawda. Obecnie mamy do czynienia z całą masą spraw i wniosków, także tych kierowanych do sądów powszechnych, odnośnie np. zabezpieczenia przed wycinką konkretnych „wydzieleń” obszaru lasów. Tak więc kiedy TSUE wskazuje, że należy wprowadzić system, który w jakiś sposób można zaskarżyć i zwiększyć kontrolę społeczną nad lasami, domaga się tego, co już jest.

Zwolennicy wyroku zwracają jednak uwagę, że PUL jest dokumentem wew. Lasów Państwowych zajmujących się państwowym mieniem, nie muszących się w związku z tym w ogóle liczyć z wnoszonymi do PUL uwagami i wątpliwościami.

Tak stanowi prawo. Przypomnę jednak, że konsultacje są obowiązkowe, a Lasy Państwowe zawsze chciały i chcą konsultować kluczowe kwestie dotyczące gospodarowania polskimi lasami. I Nikt nie zamierza tego zmieniać. Co ciekawe – u ubiegłym roku powstało zarządzenie dyrektora generalnego, które dodatkowo zwiększą ilość konsultacji i kontroli społecznej w wydzielonych lasach, które pełnia szczególną funkcję społeczną. np. w okolicach dużych miast. W trakcie powstawania PUL-ów sami zapraszamy NGO-sy i samorządy bezpośrednio lub przez media do ich współtworzenia. Nie żyjemy obok społeczeństwa, ale w społeczeństwie, i robimy, co możemy, by ta współpraca była jak najściślejsza.

O co więc chodzi?

Z naszego punktu widzenia jest to wymierzona wprost próba zablokowania polskiego przemysłu drzewnego. Kiedy wprowadzimy systemowe zaskarżanie administracyjne PUL, w perspektywie kilku do kilkunastu lat możemy przestać prowadzić jakiekolwiek prace gospodarcze, pozyskiwać drewno. A przecież polscy przedsiębiorcy drzewni, meblarze czy inni, którzy na bazie drewna produkują swoje wyroby, są na rynkach światowych liderami. Dziś to Polska jest liderem gdy chodzi o meble w Europie. Przemysł drzewny w Polsce, to łakomy kąsek, nie dziwi więc, że nie brakuje tych, który chcieliby go zniszczyć.

My, jako leśnicy nie możemy na to pozwolić, ponieważ – z punktu widzenia interesu narodowego – jest to podejście nieodpowiedzialne. Polski przemysł drzewny to niemal 500 tys. miejsc pracy. To kilka procent naszego PKB i jedna z głównych gałęzi polskiej gospodarki. A widzimy, co dzieje się z Puszczą Białowieską po tym, jak włączyły się w sprawę Puszczy organy unijne. Dziś, przez to, że ulegliśmy pod wpływem emocji i trendów forsowanych przez ekologów, a nie słuchaliśmy merytorycznych opinii i twardych argumentów leśników, Puszcza Białowieska jest martwa.

W grę wchodzi chyba także samo prawo do autonomicznego decydowania przez Polskę o własnej polityce leśnej w skali kraju.

Choć są starania, by to zmienić, i wbrew temu, co postulują ruchy ekologiczne w Brukseli, nadal leśnictwo i zarządzanie nim w krajach członkowskich UE należy do ich wyłącznych kompetencji. Jak przypomina oświadczenie Ministerstwa Klimatu i Środowiska po wyroku TSUE, np.w Niemczech i Austrii w ogóle nie można skarżyć planów urządzania lasów do sądów.

Obecny wyrok TSUE to już kolejny strzał wymierzony w kierunku lasów państwowych i przemysł drzewny, w tym wypadku wymierzony w Polskę. Mamy nieodparte wrażenie, że chodzi o reprezentowanie obcych, a nie polskich interesów.

A więc nie w pierwszym rzędzie o ptaki i ich siedliska?

Przypomnijmy, że skarga, którą skierowała KE do TSUE mała dwa postulaty. Pierwszy z nich dotyczył właśnie standardów ochrony gatunkowej zwierząt i roślin. Ten postulat został zrealizowany już rok temu, kiedy przepis 14B ustawy o lasach, który budził wątpliwości ekologów, został uchylony zmieniając ustawę na zgodną z przepisami unijnymi. A więc w tej kwestii samo postępowanie TSUE było bezprzedmiotowe.

Powtórzę, istnieje realna kontrola społeczna nad lasami. I nie wiemy tak naprawdę, w jakim kierunku wyrok TSUE, który z naszego punktu widzenia jest bezzasadny, ma pójść. Teraz strona polska de facto oczekuje na kontakt ze strony Komisji Europejskiej, aby na temat jego treści rozmawiać.

Jakie na ogół były i są główne uwagi społeczne do PUL-ów?

Generalnie dotyczą one sposobu i miejsc prowadzenia prac gospodarskich, np. – mówiąc językiem fachowym – zmiany rębni zupełnej na częściową lub trzebieżę. Wspomniana argumentacja „nie bo nie”, lub „tak, bo tak”, mająca na celu zablokowanie lub wstrzymanie prac, bez sensownego i merytorycznego uzasadnienia – zdarza się nieporównanie rzadziej. Pamiętajmy, że PUL-e powstają zawsze – obok konsultacji społecznych – przy udziale fachowców: leśników z dużym doświadczeniem, profesorów akademickich itp. Te plany zawsze są merytorycznie bardzo dobrze uzasadnione.

Przypomnijmy, jak wygląda sytuacja: ile w Polsce jest lasów, ile się wycina, a ile sadzi?

Wszystkie statystyki wskazują na to, że lasy są w coraz lepszej kondycji. Dziś mamy porośnięte lasem ok. 30 proc. powierzchni Polski. Dla przykładu – w 1945 r. było to 20 proc. Przez kilkadziesiąt ostatnich lat dzięki pracy polskich leśników przybyło prawie 3 mln ha lasów. Co roku kupujemy pod zalesienie kolejne grunty. Dążymy do 33 proc. do 2050 roku.

Oczywiście także wycinamy – na surowiec lub np. by wybudować drogę. Standardem jest jednak u nas od zawsze, że żadna koniunktura nie wpływa na ilość pozyskiwanego surowca drzewnego. Wysokość pozyskania wynika natomiast z samych możliwości przyrodniczych lasów i ekosystemów leśnych. Panuje tu zasada, że pozyskujemy co najwyżej ¾ drewna, które przyrasta. I tak obecnie pozyskujemy rocznie ok. 40 mln m3 drewna, a przyrasta 60 mln m3.

Warto także wspomnieć, że zastępowalność starych lasów – nowymi jest wskazana choćby ze względu na fakt, że stare lasy nie wchłaniają tyle CO2, co nowe.

Najwięcej dwutlenku węgla pochłania las w okresie dojrzałości, czyli w wieku 60-80 lat. Lasy stare, co do których ekolodzy alarmują, że nie można ich wycinać, nie wchłaniają, ale emitują CO2. A najwięcej go emitują drzewa w fazie rozkładu.

Co powinno się z wyrokiem TSUE zrobić? Są głosy, by go po prostu zignorować. Warto dodać, że wyrok zapadł bez zaprezentowania zwyczajowo w takich sprawach opinii rzecznika generalnego TSUE, ani w ogóle bez żadnej rozprawy.

Nie chciałbym tego komentować. Z tego, co wiem, nie ma możliwości zaskarżenia wyroku TSUE. Jeśli się one pojawią, myślę, że Polska z nich skorzysta. To decyzja kierownictwa politycznego państwa. Z pewnością cała Polska oczekuje na wyjaśnienia ze strony KE, jak ona to widzi. Widzimy jasny sprzeciw polskich władz wobec prób zniszczenia polskiego przemysłu drzewnego – który jest naszą perełką w koronie i wizytówką Polski na świecie – i odbierania nam naszych kompetencji w zakresie zarządzania polskim leśnictwem.

Rozmawiał Radosław Molenda

Przemieszali się, pozamieniali rolami i wzajemnie się uzupełniają.

Przemieszali się, pozamieniali rolami i wzajemnie się uzupełniają.

Matka Kurka kontrowersje

Jest taka instytucja, która nazywa się Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w skrócie NCBiR. O istnieniu tej instytucji większość Polaków dowiedziało się dopiero parę dni temu, gdy zaczęły się afery z wielomilionowymi dotacjami dla 27-letnich pociotków prowadzących firmy krzak.

Potem sprawy nabrały jeszcze większego tempa, bo okazało się, że NCBiR pośrednio finansuje eksperymentalne hodowle robaków, o czym ostatnio jest bardzo głośno i nie wiem jak innych, ale mnie to niespecjalnie śmieszy. Dobrze, ale o co chodzi w związku z tym wszystkim? Już wyjaśniam, trzymając się ram tytułowej tezy.

Chodzi o to, że Jarosław Kaczyński biega po spotkaniach wyborczych i opowiada o wrzucaniu robaków na ruszt przez lewackich aktywistów, a także o korupcji w czasach Tuska. Obie informacje są prawdziwe, nawet do bólu prawdziwe, jednak dawno przestały mieć charakter jednostronny. PiS przez prawie 8 lat władzy zbliżył się do „postępu” i do „pierwszy milion trzeba ukraść”, jak nigdy wcześniej się nie zbliżał. Jeśli do tego dołożyć opery mydlane z cyklu „wstajemy z kolan”, to mamy patriotyczną i bogoojczyźnianą wersję PO. Gdzieś na Podkarpaciu dalej straszą LGBT i jednopłciowymi „małżeństwami”, ale w centralnej i wielkomiejskiej Polsce, coraz częściej słychać o naszym przywództwie w Europie. Tak postępowego PiS-u jeszcze świat nie widział i wszystko z jednego powodu – utrzymanie władzy. Odwieczny problem z pozyskiwaniem „elektoratu środka” sprawia, że po wyłączeniu obrazu i nałożeniu filtra na głos prelegenta ciężko odróżnić kto jest kim.

Tym bardziej jest o utrudnione, że nie tylko PiS zbliżył się do PO, ale Tusk wcielił się w rolę „lepszego Kaczyńskiego”.

Nie wiem ile jest bardziej śmiesznych, żenujących i kompletnie niewiarygodnych kadrów zarchiwizowanych na półkach kampanii wyborczych, ale mnie widok Tuska pocieszającego biednych ludzi, śmieszy i żenuje najbardziej. Ostatnia propozycja wprowadzenia kredytów mieszkaniowych na zerowym oprocentowaniu, to większy populizm niż trzy miliony mieszkań plus parking dla trzech milionów elektrycznych samochodów polskiej produkcji.

A to dopiero początek kampanii, można powiedzieć, że przymiarka. Co będzie na finiszu? Należy się spodziewać nie tylko darmowych mieszkań, ale dopłat dla obywateli, żeby chcieli się do tych mieszkań wprowadzić. PO jeszcze nigdy nie była tak socjalistyczna, jak PiS nie był postępowy. Pomieszały się chłopaki ze sobą i małpują od siebie „najlepsze” pomysły.

Teoretycznie taka urawniłowka wykuwa wolne miejsce dla trzeciej siły, w praktyce za trzecią siłę robi Hołownia z PSL-em i to w zasadzie koniec opowieści. Jedynie dla formalności dodam, że ta egzotyczna grupa biega po stacjach benzynowych i krzyczy, żeby benzynę „zrobić” za 5 złotych i ani grosza więcej.

Polityczne masło maślane na każdym kroku i odróżnić jednych od drugich można tylko po fryzurach. Do niedawna PiS był jedynym ugrupowaniem w Polsce, które miało program i to nie na papierze, ale naprawdę realny program, w dodatku wcielany w życie. Obojętnie co sądzić o reformie edukacji, sądownictwa, czy 500+, były to zapisy programowe i zostały w różnym stopniu zrealizowane.

Dziś o niczym takim mówić się nie da… Przepraszam, zapomniałem o „polskim ładzie”, który jest doskonałym podsumowaniem katastrofy programowej PiS, firmowanej przez Morawieckiego.

Zamiast jakiegokolwiek spójnego programu i chociażby zrębów wizji politycznej, mamy codzienną bieganinę za aktualnymi aferami i aferkami. Jak się pojawiły śnięte ryby w Odrze, to wszystkie partie nagle stały się wędkarzami. Gdy UE przegłosowała mąkę z robaków, to PiS i PO przerzucają się preferencjami smakowymi. Myślący mogą już teraz porzucić wszelka nadzieję i nabrać pewności, że ta kampania inaczej nie będzie wyglądała. Jeśli cokolwiek się zmieni to na gorsze i jeszcze głupsze, natomiast główne kierunki bezsensownych działań na pewno zostaną zachowane.

Nasza tajna broń. Najpierw jednak o linczu Żydów na św. Szczepanie.

Nasza tajna broń. Najpierw jednak o linczu Żydów na św. Szczepanie.

Stanisław Michalkiewicz  4 marca 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5348

Kto by pomyślał, że pewne tradycje mogą utrzymywać się tak długo w zmieniającym się przecież świecie? Mam na myśli zwyczaj, o którym możemy przeczytać w „Dziejach Apostolskich”, a konkretnie – o linczu Żydów na św. Szczepanie. Jak pamiętamy, wystąpił on w dyspucie przeciwko „libertynom” i „aleksandryjczykom”, którzy jednak nie mogli przeciwstawić mu żadnych merytorycznych argumentów. I co wtedy zrobili? Podnieśli wrzask a dodatkowo „zatkali sobie uszy”, no a potem wywlekli św. Szczepana i go ukamienowali. Mimo, że każdego roku, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, ten fragment „Dziejów Apostolskich” odczytywany jest w kościołach, nie zniechęca to części postępowego duchowieństwa do „dialogu z judaizmem”, w ramach którego przewielebne duchowieństwo się Żydom podlizuje, a z kolei oni coraz natarczywiej nieubłaganym palcem wytykają mu rozmaite przywary. Już nie wystarcza im roztaczanie atmosfery podejrzeń wobec Jana Pawła II, bo ostatnio Judenrat „Gazety Wyborczej” zabrał się za kardynała Sapiehę – że „molestował kleryków” i w ogóle – biegał po Krakowie, jakby cierpiał na priapizm [nie znałem tego słowa, więc poszukałem: to długotrwały, bolesny wzwód członka. md]

Wprawdzie red. Michnik próbował coś tam perswadować, ale widocznie, skoro stary żydowski grandziarz finansowy płaci, to i wymaga. Najwyraźniej Sanhedryn uznał, że mniej wartościowy, tubylczy naród polski żadnych własnych, już nie powiem, że bohaterów, ale nawet wybitnych osobistości, mieć nie powinien, a tylko wpatrywać się w podsunięte, spiżowe postacie Tewje Bielskiego, „Józefa Różańskiego”, który tak naprawdę wabił się Józef Goldberg, no i innych, których nam Judenrat w porozumieniu z Sanhedrynem będzie tu lansował.

Ale mniejsza już o ten cały „dialog”, bo jest on znakomitym dowodem trafności spostrzeżenia Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. „Nasze grzechy, ciągle te same i nudne, zadomowiły się w nas” – śpiewał Stanisław Sojka.

Tymczasem właśnie okazało się, że obyczaj opisany w tym fragmencie „Dziejów Apostolskich” jest nadal żywy w zdominowanym przez Żydów środowisku „Gazety Wyborczej”. Niejaki Tomasz Nyczka napisał tam donos na poznańską księgarnię „Sursum Corda”, że sprzedawane są tam książki „ideologa Putina” Aleksandra Dugina. Nie bardzo wiadomo, o co konkretnie mu chodzi – czy o to, że w księgarni sprzedawane są książki, czy o to, że owszem – mogą być sprzedawane, ale tylko po uprzednim zatwierdzeniu przez Ministerstwo Prawdy?

Dla normalnego człowieka jest oczywiste, że w księgarniach sprzedawane są książki różnych autorów: tych, których poglądy się nam podobają, ale i tych, których poglądy nam się nie podobają. Skąd bowiem byśmy wiedzieli, że ich poglądy nam się podobają, albo nie podobają, gdybyśmy nie zapoznali się z nimi w książkach ich autorstwa? Zatem, żeby sobie wyrobić pogląd na czyjeś poglądy, niechby i poglądy „ideologa Putina”, musimy się z nimi najpierw zapoznać. A jak mielibyśmy się z nimi zapoznać, jeśli w żadnej księgarni nie moglibyśmy znaleźć książki jego autorstwa? Musielibyśmy wtedy zdawać się na recenzje z drugiej ręki, choćby z ręki niejakiego pana Tomasza Nyczki. No dobrze – ale skąd w takiej sytuacji pan Nyczka miałby znać poglądy Dugina? Być może nie musi on niczego znać, żeby pisać donosy; wystarczy, że dostanie taki rozkaz z Judenratu, albo ABW, które ostatnio zajmuje się nie tylko cenzurą, ale formułowaniem zatwierdzonych zbawiennych prawd, ale to jest zwyczajne, wrogie wszelkiej wolności totalniactwo, o które nie tylko Judenrat, ale całe skupione wokół niego środowisko mikrocefali, od zawsze podejrzewałem – jak się okazuje – nie bez słuszności. W tej sytuacji nie ma najmniejszego powodu, byśmy się przejmowali opiniami Judenratu, a już zwłaszcza – donosami niejakiego Tomasza Nyczki, bo ich działania skierowane są na to, by utrzymywać nas w nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy.

Wprawdzie Pan Nasz po udanym wniebowstąpieniu na pokładzie samolotu Air Force One opuścił naszą prastarą ziemię, w związku z czym nie możemy się już radować w jego obecności, ale zostawił nam przykazania. Używam tego eklezjastycznego żargonu, by się dostroić do atmosfery religijnej egzaltacji, jaką na polecenie naszym mężyków stanu rozpętały niezależnie media głównego nurtu – zarówno rządowe, jak i nierządne – bo w takich sprawach idą one ręka w rękę ponad podziałami. Ale to już mija, więc wróćmy do przykazań Pana Naszego. Właściwie pozostawił on nam jedno przykazanie – że mianowicie musimy „pomagać Ukrainie”, bo Ukraina „musi zwyciężyć”. Skoro „musi”, skoro padł taki rozkaz, to nie ma rady, bo w przeciwnym razie prezydent Biden mógłby przegrać przyszłoroczne wybory prezydenckie. Wynika z tego wniosek, że wojna musi przeciągnąć się co najmniej do listopada 2024 roku, kiedy się wyjaśni, czy Józio Biden wygrał, czy przegrał. Będziemy zatem musieli „pomagać Ukrainie” jeszcze co najmniej przez dwa lata.

No dobrze – ale jak? Przecież już przekazaliśmy Ukrainie wszystko, cośmy mieli. Wprawdzie pan minister Błaszczak, wspomagany przez byłego ministra finansów, pana Kościńskiego, który teraz zajmuje się zakupami uzbrojenia w Kancelarii Premiera, kupuje wszystko na prawo i lewo, głównie w Korei Południowej i Ameryce, ale te zakupy dotrą do nas dopiero za jakiś czas, a tymczasem Ukrainie musimy pomagać już teraz, bo inaczej może nie wygrać i wtedy będzie katastrofa o zasięgu globalnym. W tej sytuacji nie ma rady – musimy uruchomić naszą tajną broń.

Mam tu na myśli formacje wyzwolonych kobiet. Nie chodzi mi o to, by pędzić je na ukraińską jatkę, bo tam nawet pan Paweł Kowal się nie kwapi, ale przecież wojna toczy się nie tylko na tamtym froncie. Oto niedawno na posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE w Wiedniu doszło do awantury z powodu obecności tam delegacji rosyjskiej. Niektórzy wasale Stanów Zjednoczonych wyszli z sali w nadziei, że ich gest dostanie zauważony i doceniony gdzie trzeba, a inni, mniej skwapliwi, wprawdzie nie wyszli, ale rozwinęli ukraińskie flagi. To oczywiście bardzo ładnie, ale co z tego, skoro mimo to delegacja rosyjska nie tylko nie opuściła sali, ale nawet zabierała głos i to w dodatku dwukrotnie? Tymczasem gdyby tak na salę obrad Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE wtargnęła pani Marta Lempart na czele odpowiednio, przeszkolonych przez ABW aktywistek Strajku Kobiet i kazała delegacji rosyjskiej „wypierdalać”, bo jak nie, to nie tylko one wszystkie się rozbiorą do gołej skóry, ale jeszcze wezwą na pomoc „Babcię Kasię” i inne „Polskie Babcie”, żeby one też się rozebrały, to „któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach któż w ogóle go wytrzyma?!” – pisze poeta.

Jestem pewien, że w obliczu tak poważnej zastawki rosyjska delegacja opuściłaby salę w podskokach. Tymczasem jak tylko wybuchła wojna na Ukrainie, to aktywność aktywistek Strajku Kobiet zmalała niemal do zera, a o ukraińskim „Femenie” w ogóle słuch zaginął, jak tylko z Ukrainy przeniosły się do Francji. Czy – jak to we Francji – przerzuciły się z branży rozrywkowej do branży usługowej, czy też przygotowują się tam do innych zadań – mniejsza o to. Rzecz w tym, że jeśli jest rozkaz, że Ukraina „musi” wygrać, to trzeba w tym celu uruchomić wszystkie rezerwy, łącznie z naszą tajną bronią, bo „tempus fugit, a czas ucieka”.

Wpuszczeni w kanał 

Izabela Brodacka Wpuszczeni w kanał 

4 marzec 2023

Tatrzańscy bywalcy, którzy nie uważają się za ceprów przyznając ceprom prawo do kontaktu z górami, chcą jednak ten kontakt maksymalnie ograniczyć. Jak twierdzą – dla dobra gór, żeby je ratować przed zaśmieceniem i zadeptaniem przez turystyczną stonkę. Tak naprawdę- żeby chronić swój elitarny stan posiadania. Bo przecież prawo do swobodnego poruszania się po Tatrach oprócz pracowników TPN, pracowników schronisk, strażników i  goprowców ma również elita gór czyli taternicy. W tym środowisku  popularne jest popieranie budowy w górach tak zwanych „ceprostad” żeby „skanalizować ruch turystyczny”.   Oznacza to -żeby wpuścić ruch turystyczny w kanał szerokich i wygodnych turystycznych ścieżek, po których można się od biedy poruszać nawet w tenisówkach czy w butach na obcasie czyli, jak to się brzydko mówi w środowisku taternickim, po których „można krowę przepędzić”. W Tatrach Słowackich ceprostrady umożliwiają podziwianie z bliska takich wybitnych szczytów jak choćby Gerlach czy Lodowy bez wchodzenia na sam szczyt. W Tatrach Polskich klasyczna ceprostrada to ścieżka z Morskiego Oka do doliny Pięciu Stawów Polskich przez Szpiglasową Przełęcz brutalnie przecinająca zbocza Miedzianego. Musimy sobie uświadomić, że w tym popieraniu budowy ceprostrad dla skanalizowania ruchu turystycznego zawarty jest spory ładunek pogardy taterników wobec zwykłych turystów. Demokratyczna zasada primi inter pares – „pierwsi wśród równych” sprowadza się do zasady „pierwsi – bo wśród nierównych”. Każde środowisko mające aspiracje do elitarności  wymusza przecież tę elitarność ograniczając dostęp do własnego grona oraz  kultywując symbole tej przynależności. W humorystycznej wersji – nie dlatego czujesz się lepszy bo zaliczyłeś Kazalnicę czy wariant R na Mnichu lecz dlatego, że aby poczuć się lepszym paradujesz po schronisku z karabinkami przy pasie. Z karabinkami przy pasie czujesz się uprawniony do ignorowania pytań turystów i przepychania się bez kolejki po piwo do bufetu.

Nie chodzi mi o to żeby opisywać głupie obyczaje głupich ludzi  w Morskim Oku czy w Murowańcu.

Chodzi o to, że kanalizowanie dążeń ludzkich jest teorią i praktyką każdej elity (w tym elity władzy) mającą na celu odgrodzenie się od motłochu czyli zapewnienie sobie tej elitarności właśnie przez odgrodzenie się, a nie przez własne osiągnięcia. Dla taterników z Morskiego Oka motłochem są liczni turyści, dla polityków motłochem są ich wyborcy czyli Wy właśnie drodzy Czytelnicy oraz  pisząca te słowa czyli ja sama. Turystów kieruje się na szeroką łatwą ścieżkę żeby nie pałętali się pod nogami w wyższych, piękniejszych, dostępnych tylko dla wybranych, partiach gór. Dążenia wyborców do udziału w decydowaniu o losie wspólnoty kanalizuje się przez dopuszczenie ich udziału w rytuale wyborczym. Ten rytuał to listek figowy demokracji, która nie jest jak wiadomo rządami większości lecz rządami mniejszości sprawowanymi tak, żeby większość sądziła, że to ona rządzi. Na przykład kluczowe dla naszego życia decyzje zapadały niedawno w Davosa my mamy zastanawiać się nad tym co i kiedy  powiedział Tusk zwany przez swą kłamliwość Pinokiem, czy Hołownia zwany dla swej urody laleczką Chucky, czy Trzaskowski, który sam się nazwał (excusez le mot) Dupiarzem. Pinokio, laleczka Chucky czy Dupiarz to wbrew pozorom postacie zupełnie bez znaczenia. Wszyscy są zwykłymi kukiełkami podrygującymi dla uciechy gawiedzi ( czyli nas wszystkich) na końcach sznurka. Ten prymitywny teatrzyk jest przeznaczony właśnie dla nas, a prawdziwa gra zachodzi też za kulisami, lecz zupełnie innego, większego teatru.

Na You Tube można sobie obejrzeć wystąpienie naszego prezydenta w Davos. Zarówno pan prezydent jak i inni uczestnicy spotkania są w doskonałych humorkach, żartują i przekomarzają się mówiąc o sprawach tak śmiertelnie poważnych jak choćby  pomoc udzielana ginącej Ukrainie. Doskonale wiedzą, że w tym teatrze też są tylko aktorami i nie tylko się z tym godzą lecz – jak widać- czują się w tej roli komfortowo.

Wracając do kanalizacji. Charytatywne potrzeby ludzi są kanalizowane przez imprezy podobne do tych jakie organizuje niejaki Owsiak. Zamiast zrobić herbatę chorej sąsiadce obywatel wrzuca kilka złotych do puszki i czuje się dobroczyńcą ludzkości. Potrzeby działalności społecznej kanalizują organizacje pozarządowe tak zwane NGO (non-government organization). Działacze tych organizacji mają w założeniu przejmować pewne trudne role demokratycznego państwa. Troszczyć się o środowisko naturalne, o bezdomne zwierzęta, bezdomnych ludzi, narkomanów i alkoholików.

Błąd założycielski powoduje że część z tych organizacji funkcjonuje jako pralnie pieniędzy, część specjalizuje się w wyłudzaniu dotacji państwowych , część bazuje na dobrowolnych zbiórkach. Za zebrane pieniądze teoretycznie rzecz biorąc powinni wykupywać skierowane do rzeźni konie, organizować kolonie dla dzieci z dysfunkcyjnych rodzin czy zajmować się poszukiwaniem nowych właścicieli dla bezdomnych psów. Bywa  jednak tak (choć oczywiście nie musi tak być), że koń dla którego zbierane są pieniądze dawno nie żyje, a pieski z chwytających za serce zdjęć dawno zostały dla ich własnego dobra uśpione.  

Najgroźniejsze bo zideologizowane są organizacje ekologiczne, które grawitują w kierunku terroryzmu ekologicznego. Tworzą one armię pożytecznych idiotów dla zielonego totalitaryzmu który szerzy się na świecie, a przede wszystkim w Europie. Ludzkość nie umie jak widać korzystać z historycznych lekcji. Po doświadczeniach dwudziestowiecznych totalitaryzmów pozwala wziąć się za gardło kolejnemu systemowi przemocy. Związek Radziecki zawalił się pod własnym ciężarem w konsekwencji centralnego zarządzania, wychwalanego przez całe lata przez budowniczych tego ustroju powszechnej szczęśliwości, ich akolitów i pożytecznych idiotów. Jako podstawową zaletę walącej się na naszych oczach, przeżartej korupcją UE pożyteczni idioci znowu wychwalają możliwość centralnego sterowania ludźmi, gospodarką oraz kulturą.

Znowu wpuszczają nas w kanał.