Pandemia i wojna. Inna rzeczywistość, ta sama choroba

Tomasz Figura https://pch24.pl/pandemia-i-wojna-inna-rzeczywistosc-ta-sama-choroba/

(Oprac. GS/PCh24.pl)

To jasne, że chłodne i metodyczne definiowanie naszych interesów w kontekście wojny na Ukrainie nie jest łatwe. Znacznie prościej jest wrzasnąć: „szable w dłoń i na Moskala”. Ale właśnie kalkulacja może przynieść nam więcej pożytku niż najbardziej szczere szaleństwo.

Wieszczony już u zarania pandemii kryzys gospodarczy nadszedł i to z wielką siłą. Trochę uśmiecham się pod nosem, z ironią ale bez schadenfreude, gdy słyszę lub czytam pełne zdziwienia opinie komentariatu zawodowego bądź domorosłego, że rząd bezradny, że nic nie robi, że Glapiński zły, a Morawiecki rozrzutny i za to rozpasanie i nieporadność płacimy teraz frycowe. Zastanawiam się, w jaki sposób nie przeszkadzało to tym samym komentatorom jeszcze parę tygodni temu wzywać do lockdownów, a obecnie gardłować za tępieniem każdego rodzaju biznesu powiązanego z rynkiem rosyjskim. Są przecież i tacy, którym przeszkadza polska firma handlująca w Rosji… sedesami. Albo inni, którzy patrzą z zachwytem jak banda łobuzów blokuje wschodnie przejścia graniczne, żeby przypadkiem jakiś tir nie przejechał i nie zawiózł Rosjanom czy Białorusinom zakupionego przez nich wcześniej towaru.

Żeby była jasność: jestem zdecydowanym zwolennikiem dociskania Rosji kolanem. To agresywne imperium, którego zduszenie może stanowić dla nas cenny, geopolityczny prezent. Ale – podobnie zresztą jak w przypadku pandemii – nie możemy doprowadzić do sytuacji, że ucierpi zdrowy rozsądek i emocje wezmą górę. Wolę, prawdę mówiąc, bezpośrednią i jasno zdefiniowaną politykę Węgier, które nie wysyłają broni Ukrainie, a do konfliktu trzymają dystans, równocześnie asekuracyjnie deklarując, że nie będą czynić przeszkód w przyjmowaniu Ukrainy do NATO niż dwuznaczną orientację Francuzów, mających usta pełne frazesów, a w głowach marzenie o rychłym końcu wojny i ustaleniu z Putinem nowego modus operandi.

Utarło się wśród publicystów, obłąkanych szaleństwem nakładania na oślep sankcji na Rosję, że przecież mamy wojnę, a w czasie wojny trzeba robić sobie wyrzeczenia. Karierę zrobiła nawet anegdotka – wymyślona czy autentyczna, to mniejsza – z czasów II wojny światowej, gdy jakiś deputowany Izby Lordów skarżył się, że za Churchilla ceny benzyny są wyższe niż za Chamberlaina. To, niestety, obrazuje szaleństwo polskiej debaty: sprowadzanie rosnących cen paliwa do banalnych dykteryjek, by obśmiać każdego, kto ów temat podnosił, dowodząc jak bardzo obosieczną bronią mogą być sankcje. Ciekaw jestem, czy ci wszyscy publicyści, oglądający świat z warszawskich redakcji, opłacani całkiem przyzwoicie w największych polskich mediach, tę samą historyjkę przytoczyliby ojcu czy matce kilkuosobowej rodziny na prowincji, gdzie obydwie pensje nie sięgają średniej krajowej, a samochód i jego utrzymanie jest o tyle ważne, że umożliwia dojechanie do pracy i zawiezienie dzieci do szkół. Dylemat obcy dziennikarzom RMF FM czy „Rzeczpospolitej”, jest realnym problemem tysięcy Polaków.

I wreszcie last but not least: trudno, by zubożałe społeczeństwo zbudowało dzisiaj nowoczesną armię, zdolną do obrony kraju. A przecież to stało się dzisiaj głównym celem, co do którego zgodne są wszystkie siły polityczne. Bezmyślne nakładanie na nas ciężarów, których wielu nie będzie potrafiło unieść, nie jest żadnym „wyrzeczeniem” na czas wojny – dodajmy, że to nie my toczymy tę wojnę, wszak gdy czytam teksty niektórych publicystów, mam nieodparte wrażenie, że wojska rosyjskie już wkroczyły do Polski – ale niszczeniem tego, co udało się Polakom zbudować z wielkim trudem przez ostatnich 30 lat. I niszczeniem marzeń o tym, co można dzięki temu zbudować, chociażby armii zdolnej odstraszyć siły znacznie potężniejszego kraju.

Od pandemii do wojny

Dlatego z wielką trwogą obserwuję, jak wiele osób płynnie przeszło z trybu „więcej lockdownów” na tryb „więcej sankcji”. Zadziwia mnie nieustannie, że nie wyciągnięto żadnych wniosków z pandemicznego szaleństwa. Tysiące ludzi umierało poza systemem opieki zdrowotnej, ogromne pieniądze pompowano w kolejne tarcze antykryzysowe, a głupota niektórych nakazów (vide: maseczki w przestrzeni otwartej) raziła brakiem jakichkolwiek podstaw naukowych. A jednak wielu w to brnęło. Dzisiaj nikt nawet nie zająknie się o wyciąganiu konsekwencji, gdy NIK publikuje dane o horrendalnych dodatkach covidowych dla lekarzy, bo wszyscy skupiają się już na tym, by udusić Rosję sankcjami, choćby miał nas zalać potop. Żeby „udusić ruskiego”, warto podpalić polską gospodarkę, pozbawiać ludzi mieszkań, wpędzić wiele rodzin w skrajne ubóstwo. A wreszcie: wstrząsnąć polskim państwem, bo przecież naiwność chyba każe sądzić, że kraj słaby i rozbity będzie w stanie bronić się przed agresorem.

Przyznam, że podobnie jak w przypadku pandemii, nie dostrzegam żadnego spójnego planu w antyrosyjskiej polityce rządu. Niemcy chociażby, przy całym moim krytycyzmie dla ich stosunku do putinowskiej władzy, są świadomi tego, że nie mogą nałożyć embarga na wszystko, co rosyjskie, bo ich gospodarka się po prostu rozsypie. Dlatego konsekwentnie, choć stopniowo, ograniczają teraz swoją zależność od rosyjskiej ropy, ale gdyby słuchali części polskich publicystów rozgrzanych do czerwoności gniewem na każdego, kto wysyła choćby jednego tira za wschodnią granicę, najpewniej mieliby już dzisiaj kompletną polityczną rozwałkę. Przecież, gdy Moskwa zakręciła nam kurek z gazem, Twitter wręcz eksplodował z radości i niezdrowej napinki: ten obniżał ogrzewanie o 2 stopnia, tamten ogłaszał, że damy sobie radę bez gazu. W konsekwencji gaz od „ruskich” bierzemy, tyle że przez Niemcy. To o tyle „przyjemniejsze”, że biorąc ów gaz, możemy przynajmniej przeklinać pod nosem szwaba, który boi się zrobić kilku wyrzeczeń, by załatwić Putina. A że pieniądze rublach płynął do kieszeni Putina także z naszej kabzy? Trudno, my temu niewinni. Przynajmniej spać można spokojnie.

W Polsce zatem bez zmian: niech pali i niech się wali. Byle ruscy wreszcie padli. Niemal nikt nie pyta o koszty tej polityki, podobnie jak to było w przypadku antypandemicznych obostrzeń. A przecież dramatycznie wysoka inflacja, to właśnie skutek tarcz antykryzysowych, wprowadzanych w czasie lockdownów. Pamiętacie jeszcze państwo tamten nastrój? Pamiętacie, jak wielu napalonych komentorów wzywało rząd do wprowadzania kolejnych restrykcji, bo przecież zdrowie najważniejsze? Gdy ktoś wtedy zająknął się o pieniądzach i gospodarce, natychmiast odpowiadał mu przeraźliwy wrzask, że oto jest zimnym draniem, krwawym kapitalistą i że w chrześcijańskiej Polsce to się tak nie godzi. A czy godzi się, by rodziny traciły jedną pensję rocznie, przeżeraną przez inflację? Czy godzi się pozbawiać ludzi mieszkań, ciepła w domach czy energii elektrycznej, która staje się przecież coraz droższa? Czy znów mamy wrócić do czasów – wcale nie tak dawnych – gdy głód doskwierał dziesiątkom tysięcy dzieci? Zajrzyjmy do raportu z badań firmy MillwardBrown z 2007 roku. 120 tysięcy dzieci przychodziło głodnych do szkoły, a 70 tysięcy jadło tylko jeden posiłek dziennie. To oficjalne dane, które przez ostatnie lata ulegały zmianie, udało się wszak zmniejszyć skalę nędzy w Polsce. Nic jednak nie jest dane raz na zawsze, a prawa ekonomii są brutalne: nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.

Szable w dłoń?

Owszem za inflację, która z łatwością może wpędzić nas w biedę, odpowiada w dużej mierze szef NBP, Adam Glapiński. To on finansował dług zaciągany na potęgę przez rząd. Sytuacja na rynku robi się zatem absurdalna: zalane pieniądzem banki nie podnoszą oprocentowania depozytów, ale za to chętnie ściągają wyższe raty kredytów. Rząd uwija się jak w ukropie, by temu zaradzić, ale kto potrafi łączyć pewne fakty, ten wie, że to nie jest kwestia „nieprzewidzianych wydarzeń”, lecz krótkowzroczności. Gdyby rok temu Glapiński powiedział weto finansowaniu rozdętych wydatków rządowych i podniósł – choćby i sygnalnie – stopy procentowe, być może sytuacja byłaby dzisiaj nieco bardziej spokojna. A przecież doskonale wiemy, że to „granica bólu” Morawickiego uratowała nas przed kolejnymi obostrzeniami w pandemii: premier najwidoczniej zdał sobie sprawę, iż kolejne tarcze wpędzą polską gospodarkę w takie kłopoty, że udławi się i rozleci. Wyobraźmy sobie, że rząd nałożyłby kolejny lockdown, którego w pewnym momencie domagała się jakaś połowa Polski. Mielibyśmy dzisiaj inflacje nie na poziomie 12 ale 20 procent. A to byłby już przedsionek katastrofy.

Niestety, towarzyszy nam emocjonalne rozedrganie, a ci, którzy biorą udział w tym szaleństwie stosują argumenty kompletnie nieprzystające do rzeczywistości. Co ciekawe, każdy przy tym powołuje się na zdrowy rozsądek i realizm polityczny. Katolicki publicysta ogłasza, że zwycięstwo Emmanuela Macrona jest korzystne dla Polski, bo Le Pen jest spolegliwa wobec Rosji, ale przecież Macron nie zrobił niczego, by zatrzymać tę wojnę. Zawsze świetnie dogadywał się z Putinem i wprost przyznaje dzisiaj, że Rosja stanowi ważny element architektury europejskiego bezpieczeństwa. Co więcej, o ile śmierć niewinnych ludzi na Ukrainie jest tragedią, o tyle zastanawia, dlaczego za taką tragedię wielu nie uznaje zbrodni aborcji, którą wspomniany Macron wręcz promuje, naciskając by stała się unijnym standardem. W tym kontekście udzielanie poparcia Macronowi skupia jak w soczewce obsesję znacznej części polskich elit na punkcie wszystkiego, co rosyjskie.

W żadnym wypadku nie uważam, że powinniśmy porzucić politykę walki z Rosjanami na terenie Ukrainy. Pobicie wrogiego nam mocarstwa na terenie innego kraju jest dla nas ze wszech miar korzystne. Ale musimy pamiętać także o tym, że Rosja nie zagraża nam w takim stopniu, jak państwom spoza Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mamy pole manewru i czas, by kalkulować działania. Zanim zaczniemy pożerać własne ciało, postępując niczym wściekła choroba autoimmunologiczna, zastanówmy się, czy możemy osiągnąć cel środkami, które pozwolą nam obronić także bezpieczeństwo ekonomiczne Polaków. Nie chodzi tu o egoizm, ale o to, by nie pozbawiać milionów ludzi owoców ich pracy. To kwestia wręcz fundamentalna. Zdaje sobie sprawię, że nie jest to postulat tak popularny, jak okrzyk „szable w dłoń i bij Moskala”. Ale może nam przysporzyć nieco więcej pożytku niż krótkowzroczne, choćby i najbardziej szczere, dzikie szaleństwo.

Tomasz Figura

Śpiewamy nowe piosenki

Stanisław Michalkiewicz  19 maja 2022

Polska wygrała kolejną bitwę z Rosją. Pierwsze zwycięstwo nasz nieszczęśliwy kraj odniósł nad Rosją kilka tygodni temu, kiedy zostało przejęte tzw. „Szpiegowo”, czyli budynek, w którym za czasów sowieckich, a i później też, mieszkali rosyjscy dyplomaci i pracownicy rozmaitych rosyjskich instytucji w Polsce. Tamto zwycięstwo odniósł podobno pan prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który złożył był już wizytę ad limina apostolorum w Waszyngtonie, namaszczając się tym samym na przyszłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, kiedy już panu prezydentowi Dudzie skończy się przygoda na stanowisku prezydenta naszego bantustanu. Myślę, że z tej okazji pan prezydent Trzaskowski powinien przez pana prezydenta Dudę zostać udekorowany Krzyżem Wielkim Orderu Virtuti Militari, bo skoro tym orderem odznaczony został Leonid Breżniew, to dlaczego nie miałby go otrzymać pan prezydent Trzaskowski? Polska powinna w związku z tym wystąpić oficjalnie do Rosji, by ta zwróciła order posiadany przez Leonida Breżniewa – bo chyba nie został on pochowany z orderami? To oczywiście nie będzie rzeczą łatwą, ale – jak mi powiedział szef Instytutu Polityki Światowej w Waszyngtonie – trudne sprawy też trzeba podejmować. Co prawda wtedy nie chodziło o odzyskanie Virtuti Militari po Breżniewie, tylko o uzyskanie amerykańskiej obietnicy, że rząd USA nie będzie wywierał na Polskę żadnych nacisków w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych – ale żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie odważył się czegoś takiego prezydentowi Bushowi zaproponować.

Podobnie zresztą żaden nie odważył się zaproponować prezydentowi Bidenowi, by USA, w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być powiększona nasza niezwyciężona armia, ani – żeby USA nacisnęły na Niemcy, żeby zakończyły hybrydową wojnę z Polską i Węgrami i odblokowały unijne fundusze. Niczym Polska nie ryzykowała, bo nawet gdyby prezydent Biden odmówił, no to przecież gorzej by nie było – ale prezydent Duda po poklepaniu go po plecach przez prezydenta Bidena podobno doznał ekstazy i z tego szczęścia zapomniał o całym świecie. W dodatku, powołując się na „proroctwa” prezydenta Żełeńskiego, 3 maja ogłosił likwidację granicy między Ukrainą i Polską. To na razie nie nastąpiło, ale to tylko kwestia czasu i to niedługiego, bo nasi Umiłowani Przywódcy już nie mogą doczekać się chwili, gdy Polska zostanie wciągnięta do bezpośredniej wojny z Rosją. Czeka na to nie tylko prezydent Zełeński, ale również amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, który niedawno zapewnił nas, że jak tylko Rosja Polskę zaatakuje, to USA przyjdą jej z pomocą. Na pewno tak będzie, podobnie jak było w 1939 roku, ale na razie USA, wraz z pozostałymi państwami NATO, prowadzą z Rosją na Ukrainie wojnę do ostatniego Ukraińca. A co będzie, jak Ukraińców zabraknie? Wtedy trzeba będzie prowadzić wojnę z Rosją do ostatniego Polaka, co byłoby nawet zgodnie z doktryną „elastycznego reagowania”, sformułowaną jeszcze w latach 60-tych przez ówczesnego sekretarza obrony USA, Roberta McNamarę. Wtedy ordery Virtuti Militari, zwłaszcza nadawane pośmiertnie, posypałyby się niczym groch, podobnie jak to było podczas Insurekcji Kościuszkowskiej. Nawiasem mówiąc, Tadeusz Kościuszko, uwolniony z w ruskiej turmy przez niestabilnego psychicznie cara Pawła, przez Finlandię, Szwecję i Anglię przedostał się do Ameryki, by wreszcie wylądować w spokojnej Szwajcarii.

Ale tamto zwycięstwo nad Rosją blednie i to dosłownie, w porównaniu ze zwycięstwem odniesionym 9 maja nad rosyjskim ambasadorem w Warszawie, Sergiuszem Andriejewem. Jak wiadomo, nie został on dopuszczony do złożenia kwiatów na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie w taki sposób, że przebywająca w Polsce ukraińska „aktywistka” oblała go czerwoną farbą. Muszę powiedzieć, że, jak na aktywistkę, zachowała się bardzo powściągliwie, bo przecież mogła ambasadora zadźgać, w czym pewnie nikt by jej nie przeszkodził, bo policja nie odważyła się ukraińskim demonstrantom przeszkadzać. Prawdopodobnie miała taki rozkaz od swojego szefa, pana ministra Kamińskiego, który – podobnie jak sam Naczelnik Państwa – na takie świętokradztwo by się nie odważył. Wprawdzie pan minister Rau wyraził z tego powodu „ubolewanie”, ale wiadomo, że chyba nieszczerze, bo wszyscy pamiętamy, jak rzecznik MSZ, pan Łukasz Jasina, z potrzeby serca gorejącego wyznał publicznie, że „Polska jest sługą narodu ukraińskiego”, a więc również – pogromczyni ambasadora, pani Iriny Ziemlianej, kolaborującej z Fundacją „Otwarty Dialog”. Warto zwrócić uwagę, że taki jeden z drugim sługa sobie przecież nie służy, tylko wysługuje się swojemu panu i władcy. Nic dziwnego, że zarówno pani Irina, jak i inni ukraińscy aktywiści, idąc za przykładem JE ambasadora Andrieja Deszczycy, zachowują się wobec służebnego, mniej wartościowego narodu tubylczego coraz bardziej mocarstwowo.

W tej sytuacji warto postawić pytanie, jak teraz zachowa sie nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej. Rzecz w tym, że pani Irina nie omieszkała się swoim zwycięstwem nad ruskim ambasadorem pochwalić, co z aprobatą odnotowały wszystkie niezależne media. Tymczasem taki czyn w art. 136 polskiego kodeku karnego zakwalifikowany jest jako przestępstwo zagrożone karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Przepis ten bowiem stanowi, żekto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa lub akredytowanego szefa przedstawicielstwa dyplomatycznego takiego państwa, albo osobę korzystającą z podobnej ochrony na mocy ustaw, umów lub powszechnie uznanych zwyczajów międzynarodowych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Na dobry porządek niezależna prokuratura powinna wszcząć w tej sprawie postępowanie karne z urzędu, bo o zwycięstwie pani Iriny nad rosyjskim ambasadorem trąbiły wszystkie media, a następnie postawić ją przed obliczem niezawisłego sądu – ale wydaje mi się, że na takie świętokradztwo żaden z dygnitarzy naszego państwa prawnego się nie odważy, bo ręka która podniosłaby się na ukraińskiego aktywistę lub aktywistkę, zostałaby mu natychmiast odrąbana, niczym wszystkim tym, którzy w przeszłości podnosili rękę na władzę ludową. To właśnie jest najlepsze świadectwo powrotu do naszego nieszczęśliwego kraju „władzy ludowej” z tą modyfikacją, że teraz podmiotem tej władzy jest panujący nam – jeszcze nie wiemy, czy miłościwie, czy niemiłosiernie – naród ukraiński, a zwłaszcza – tamtejsi „aktywiści”.

Jednym w objawów tego panowania jest program zaprezentowany przez pana wicepremiera i ministra kultury, pana Piotra Glińskiego, że „na życzenie strony ukraińskiej” z polskiej sceny kulturalnej zniknie kultura rosyjska. Między innymi – piosenka o Anastazji Pietrownie, która jechała saniami po petersburskim Newskim Prospekcie, a na jej twarz padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek. A tymczasem na Newie cumował już krążownik „Aurora”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił i od tego czasu śpiewamy inne piosenki – śpiewał Maciej Zembaty. No a teraz będzie śpiewali jeszcze inne, między innymi – „Czerwoną kalinę” o Strzelcach Siczowych, a to nie będzie ostatnie słowo, bo – jak 3 maja objawił nam pan prezydent Duda – dotychczasowa historia została unieważniona i od tej pory będziemy musieli wierzyć w jej nową, zatwierdzoną wersję.

Ukraiński żołnierz o dowódcach: Kradną, kradną, kradną!

Brudna prawda o pomocy dla Ukrainy. Ukraiński żołnierz o dowódcach: Kradną, kradną, kradną! [VIDEO]

https://nczas.com/2022/05/18/brudna-prawda-o-pomocy-dla-ukrainy-ukrainski-zolnierz-o-dowodcach-kradna-kradna-kradna-video/
Oleksandr Mazur, młody ukraiński żołnierz, zwraca się z prośbą do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Chłopak twierdzi, że ogromna część pomocy gotówkowej i materialnej, które Polacy wysyłają na Ukrainę, jest rozkradana przez dowódców, którzy nigdy nie byli na linii frontu.

– Jak się wojna zaczęła, ja pojechałem dobrowolnie na Ukrainę z Polski. Chociaż mogłem siedzieć sobie w Polszy na d**ie – mówi gorzko na nagraniu Oleksandr Mazur.

– Kochani, kiedy zabieram z Dniepra człowieka rannego na wylot i sześć operacji i matka płaci za to pieniądze – coś nie tak. Coś 53 brygada źle to robi – mówi młody wojak.

– Kiedy ja ściągam humanitarkę i 7 milionów dzięki wam Polaki – dzięki wam, od was ja ściągałem – i tu 80 proc. nie doszło na zerówkę, na jedynkę, tylko to, co ja rozdałem, więcej nikt tego nie widział, to też coś jest nie to – kontynuuje Mazur.

Z kontekstu wynika, że „jedynką” i „zerówką” Mazur określa linie frontu, pierwszą linię bezpośrednio walczącą i jej bezpośrednie zaplecze.

– Drodzy kochani, kradną. Jeżdżą na jeepach – dowódcy 53 brygady. Nigdy nie byli na linii frontu – ani na jedynce, ani na zerówce. Nigdy nie walczyli i nigdy nie strzelali. Kradną, kradną, kradną. Jeżdżą na jeepach. Chcą zarobić – mówi Ukrainiec o dowódcach brugady.

Następnie żołnierz zwrócił się do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i poprosił o osobiste spotkanie, by pokazać „jak tu ludzie śpią”.

– Jak tu nic nie ma, chociaż tu wszystko jest, tylko tam nie dochodzi, bo 80 proc. tam ku*wa kradną – mówi żołnierz.

Na koniec Mazur stwierdza: – My tak wojny nie wygramy.

Czy Mazur mówi prawdę? Oczywiście nikt poza osobami, które mają bezpośredni kontakt z rzeczoną brygadą i ich dowódcami nie jest w stanie tego stwierdzić. Jednak zawsze warto przyjrzeć się i skontrolować czy pomoc, której tak szczodrze udzielają Polacy, trafia tam gdzie powinna.

Polskie służby powinny się zainteresować tematem, i sprawdzić co i gdzie znika.

Całe nagranie: https://twitter.com/coolfonpl/status/1526930677605728256

80 sekund…

Mazur już wcześniej zasłynął apelem do „pana Jareczka”, czyli do Jarosława Kaczyńskiego. Prosił w nim, by Ukraińców, którzy będą się źle zachowywać w Polsce, wysyłać na Ukrainę na front.

Jak prostacko kłamią różne TV w Polsce…. Goebbels się nisko kłania, obaj panowie Kurscy..

M. Dakowski

Ale skutecznie – bo sporo ludzików to-to ogląda – i wierzy. Goebbels się nisko kłania, obaj panowie Kurscy.. Oczywiście inne meRdia też, ale TV to broń masowego rażenia.

Oczywiste jest, że propagandę leją obie strony [a pewnie więcej?? ]. Ale to w POlsce wszystkie media oficjalne [ i duża część „niezależnych”] powtarzają i wzmacniają kłamstwa przywódców Ukrainy [nie podam ich oczywistych afiliacji, by nie zaognić sprawy] , a blokują – propagandę Kremla.

No i – blokują prawdę, przy okazji.

Przykłady:

„Kuzyn czeczeńskiego dyktatora Ramzana Kadyrowa, pełni funkcję dowódcy pola walki w Mariupolu” – pisze sobie 18 maja TVP [a w tytule piszą – „brat”…].

A tymczasem miasto Mariupol jest od ponad trzech tygodni w rękach Rosjan, i to wtedy Putin „nakazał” [cudzysłów – boć to nie on realnie decyduje…] przerwać ataki żołnierzy na Azowstal – tylko nękać te ukryte resztki pułku Azow – i ich dowódców z NATO – bombami i artylerią – by nie narażać swoich. I – by wziąć „w plen”, szczególnie tych dowódców z NATO. Oni są niezbędni żywi, bardzo ważni dla przyszłych negocjacji – i dla propagandy, rozumnej.

Dobrze więc, że ich ci z „Azow” tam, w bunkrach, nie wystrzelali. Można by było zwalić na ruskich..

======================

Dziennik: „Obrońcy Mariupola, uwięzieni w zakładach Azowstal, prawdopodobnie poddali się po wynegocjowaniu przez Kijów warunków ich ewakuacji.

Mimo to Kreml, w obliczu niezadowolenia części rosyjskich elit i społeczeństwa, …[—]

=============

A żadnych „negocjacji” nie mogło być, bo bunkry Azowstali były od paru tygodni odcięte od jakiejkolwiek pomocy, a Zełenski już pod koniec marca oświadczył oficjalnie, że pomocy nie będzie. Zamknięci w piwnicach azowcy od paru tygodni dostawali oferty wyjścia – w niewolę – z zapewnieniem zachowania życia, ale nie „do negocjacji”.

Zełenski nazwał kapitulację bojowników w fabryce Azowstalu „ewakuacją kierowaną przez ukraińskich oficerów wywiadu”

===============

…Nie, nie będę kontynuował, są takich bzdetów setki, ale różne Elig-i nie chcą ich krytyczne czytać…

Obudźcie się, poczciwcy! Bo szubrawców, w tym żurnalistów się nie dobudzimy.

Podam więc u siebie parę wiadomości po rosyjsku – ale to są informacje, nie bajeczki.

Francuzy atakują: Nowe loże masońskie w Polsce. „Odradza się masoneria w tej części Polski”

https://nczas.com/2022/05/17/nowe-loze-masonskie-w-polsce-odradza-sie-masoneria-w-tej-czesci-polski-foto/
W mediach społecznościowych masońskich lóż Wielkiego Wschodu Francji w Polsce pojawiła się informacja o powołaniu do życia dwóch nowych lóż.

„Z wielką radością informujemy, że w sobotę, 14 maja 2022 zapalono światła dwóch nowych lóż Wielkiego Wschodu Francji w Polsce. Ceremonię prowadził wielce dostojny Wielki Sekretarz ds Zagranicznych WWF w asyście Komisarzy” – czytamy w mediach społecznościowych loży masońskiej „Gwiazda morza” w Gdańsku.

„Dla nas najszczęśliwszą wiadomością było, że po blisko stu latach wolnomularskie światło powraca na Warmię i Mazury. Trójkąt Kamień nad Łyną, stał się bowiem ukonstytuowaną Lożą o numerze 6047, przywracając tym samym tradycję masońskiej pracy przerwaną tragicznym nastaniem nazistowskiej nocy. Ciągłość i szacunek do naszych Poprzedników symbolicznie podkreśla nazwa warsztatu, nawiązująca do loży istniejącej w latach 1888-1933” – czytamy dalej.

Wolnomularze wyrażają radość, że „po prawie stuleciu ciszy, odradza się masoneria w tej części Polski, która tak długo pozostawała białą plamą na wolnomularskiej mapie”.

„Bracia i Siostry z Olsztyna i okolic zapraszają do współpracy i odwiedzin wszystkich zainteresowanych rozwojem naszego ruchu. Niech młotki stukają!” – piszą wolnomularze, używając typowych zwrotów związanych z masońską symboliką.

„Tego samego dnia zapalono także światła drugiej loży, „Rencontre Fraternelle 2022″. To warsztat, w którym prace będą odbywały się w języku francuskim – stąd stanie się on zapewne niezwykle interesującym miejscem dla odwiedzających Braci i Sióstr z Francji oraz dla osób francuskojęzycznych pracujących w Polsce” – czytamy dalej.

Masoni przypominają, że „w tej chwili Wielki Wschód Francji w Polsce jest reprezentowany przez 6 warsztatów:
Lożę Nadzieja (Warszawa)
Lożę Gabriel Narutowicz (Kraków)
Lożę Gwiazda Morza (Gdańsk)
Lożę Braterstwo nad Olzą (Cieszyn)

Lożę Kamień nad Łyną (Olsztyn)
Lożę Rencontre Fraternelle 2022 (Warszawa)”.

„Pracują także zalążki nowych Warsztatów w Katowicach i Koszalinie”.

„Dodajmy, że polskie Loże WWF należą do tzw. Regionu XIV GOdF, który skupia przede wszystkim zagraniczne warsztaty z Europy Wschodniej i Południowej. W sumie liczy on 80 lóż i rozwija się szybko, zatem prawdopodobnie w najbliższym czasie przekroczymy granicę setki. Loże naszego regionu podejmują bliską i ożywioną współpracę, której towarzyszy stała wymiana myśli i braterskie wizyty” – informują wolnomularze.

„Przedstawiciele lóż przynajmniej trzy razy w roku spotykają się na międzynarodowym Kongresie Regionalnym. Oprócz tego uczestniczymy w największym, dorocznym spotkaniu masońskim – Konwencie Grand Orient de France, w trakcie którego spotyka się 2500 Braci i Sióstr (po jednym z każdego warsztatu) oraz zaproszeni Goście. Na tym właśnie polega sens i skala międzynarodowej obediencji wolnomularskiej, jaką jest WWF” – dodają masoni.

Od 16 maja Naczelnik Niedzielski potajemnie wprowadza obowiązkowe „szczepienie” – albo pseudo test na własny koszt

Zgodnie z zapowiedzią Naczelnika Niedzielskiego z dniem 16 maja stan epidemii zostanie zastąpiony stanem zagrożenia epidemicznego.

„Ministerstwo pandemii” przygotowało już nawet projekt blankietowego rozporządzenia w tym zakresie.

W zasadzie zniesienie staniu epidemii wprowadzonego na podstawie rozporządzenia MZ wydanego z przekroczeniem uprawnień i zastąpienie go stanem zagrożenia epidemicznego dla przeciętego Polaka niewiele zmienia. Utrzymany obowiązek zasłaniania ust i nosa w przychodniach, szpitalach i aptekach jest nadal sprzeczny z prawem.

Zastanawiające jest to, że Naczelnik pandemicznego resortu w projekcie rozporządzenia o wprowadzeniu stanu zagorzenia epidemicznego nadal przymusza sprzecznie z prawem do udziału w eksperymencie medycznym trzy grypy zawodowe. W przypadku jednak jego braku daje możliwość wykonywania pracy po uzyskaniu negatywnego wyniku pseudo testu na wirusa celebrytę. Jednak test ten pracownik będzie musiał wykonać na własny koszt.

POLECAMY: Horban i reszta elity zajmującej się propagandą C19 przyznają, że testy dawały wyniki fałszywie dodatnie

Należy w tym miejscu zauważyć, że Naczelnik Niedzielski nadal drwi sobie z prawa, wprowadzając takie zapisy w rozporządzeniu. Na naszym Blogu wielokrotnie o tym pisaliśmy.

Tak dla przypomnienia pracodawca nie posiada uprawnienia do pozyskiwania i przetwarzania danych wrażliwych, do jakich zaliczamy dane o zdrowiu. W przypadku zadania okazania „certyfikatu bezpieczeństwa” lub wyniku pseudo testu jego działanie narusza prawo i może ponieść za to odpowiedzialność finansową a pracownik działający w jego imieniu karną.

Więcej o tym można przeczytać w naszych wcześniejszych publikacjach: [w oryg. md ]

Dworczyk z nagrodą – „Za zamknięcie lasów, cmentarzy czy dręczenie przedsiębiorców?”

Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera i pełnomocnik pisowskiego rządu ds. narodowego programu szczepień, pochwalił się w mediach społecznościowych nagrodą za działania w pierwszych miesiącach pandemii. Na reakcje internautów nie trzeba było długo czekać.
https://nczas.com/2022/05/13/dworczyk-z-nagroda-za-dzialania-na-poczatku-pandemii-za-zamkniecie-lasow-czy-dreczenie-przedsiebiorcow-foto/

[obrazki – w oryginale md]

– Wczoraj odebrałem nagrodę Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej – statuetkę Hipokratesa – za działania #KPRM w pierwszych miesiącach pandemii – napisał w swoich mediach społecznościowych Michał Dworczyk.

– Dziękując za wyróżnienie chylę czoła przed lekarzami, pielęgniarkami, ratownikami medycznymi oraz farmaceutami za ich pełne zaangażowanie i oddanie! – dodał warszawski polityk.

=========================

Pod wpisem Dworczyk zebrało się sporo komentarzy internautów.

Cynizm w niepojętej skali! Wstydu nie macie! Polska przodowała w ilości nadmiarowych zgonów! Nie widzieliście statystyk?! Kim trzeba być, żeby zamieszczać takie brednie?! Tak ogarnęliście covid, jak teraz pomoc dla Ukraińców!

Państwo z dykty? Nie, z papieru do d.. – pisze internautka.

Jak tam lasy i respiratory? – pyta ktoś inny.

Bezczelność równa przyznaniu Niedzielskiemu tytułu „Wizjonera Zdrowia”.

Tego typu komentarzy jest dużo więcej. Fakt przyznania wyróżnienia właśnie Dworczykowi skomentował także znany wolnościowy publicysta – Łukasz Warzecha.

– Ale konkretnie za co? Za zamknięcie lasów, cmentarzy czy dręczenie przedsiębiorców? – pyta Warzecha na Twitterze.

Stać nas na wszystko, to i Ukrainę utrzymamy z naszych portfeli

Przez Matka Kurka – 16 maja 2022 https://www.kontrowersje.net/stac-nas-na-wszystko-to-i-ukraine-utrzymamy-z-naszych-portfeli/

Dziś podano do publicznej wiadomości radosną nowinę. Do urzędów wpłynęło ponad 700 000 wniosków na 500+, ale są to dość specyficzne wnioski, które jeszcze pół roku temu nikomu nie pomieściłby się w głowie. Wszystkie 700 000 podań dotyczy ukraińskich dzieci przebywających na terenie Polski. Łatwo sobie obliczyć, że wypłata przez jeden miesiąc daje kwotę 350 000 000 zł, natomiast roczne świadczenie, a tak się to prawdopodobnie skończy, to już 4,2 miliarda złotych. Przypominam też, że do ledwie zipiącego systemu zdrowotnego zostało wciągniętych blisko dwa miliony ukraińskich pacjentów i żaden z nich nie płaci składki zdrowotnej. Nie wiem, czy pomysł Niedzielskiego nadal jest aktualny, w każdym razie i o tym trzeba pamiętać, że miało być wydzielonych od 8 do 10 tysięcy łóżek dedykowanych wyłącznie dla Ukraińców.

Za to cały czas obowiązuje zryczałtowana opłata za pobyt uchodźcy i wynosi 40 zł dziennie, pod warunkiem, że uchodźca otrzyma darmowy wikt i opierunek od goszczącego go Polaka. W polskich domach od dwóch miesięcy przebywa około 600-800 tysięcy Ukraińców, ponad milion jest zakwaterowanych w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych. Obie dane przekładają się na rynek nieruchomości, wynajęcie mieszkania, czy pokoju przez polskiego studenta graniczy z cudem. Za chwilę ruszy sezon urlopowy i wystarczy spojrzeć na ceny wynajmu pokoi w hotelach, aby wiedzieć, że nie da się jednocześnie gościć miliona uchodźców z Ukrainy i polskich turystów, nie wspominając o zagranicznych. O polskich kosztach związanych z utrzymaniem naszych ukraińskich gości można pisać jeszcze bardzo długo, choćby darmowa komunikacja, czy 12 000 zł jednorazowej wypłaty na drugie i każde następne dziecko są w pakiecie usług. Sądzę jednak, że i ta skrócona lista daje wystarczająco dużo informacji składających się na zawrotne kwoty wyciągnięte z naszych portfeli. Wszystko to razem wzięte dzieje się za przyzwoleniem i w dodatku wyraźnym poleceniem polskiego rządu. Sam Jarosław Kaczyński powiedział dobitnie, że Polska nie będzie domagać się relokacji uchodźców, ani „chodzić na żebry do Unii Europejskiej”.

Według naszej umiłowanej władzy Polska i Polacy są tak zamożni, że bez problemu sfinansują potrzeby ukraińskiego narodu. Stać nas na wszystko: tonę węgla i nawozu za 3000 zł, paliwo za 7,50 zł, gaz o 200% droższy i energię elektryczną z 50% podwyżką. Polak bez problemu to wszystko wytrzyma i będzie cały szczęśliwy, że pomógł naszym ukraińskim braciom. Wytrzyma też Polska i nieważne, czy z tymi mitycznymi miliardami z Unii, czy bez, gdzieś się zawsze pożyczy, a jak nie to dodrukuje. W normalnych warunkach ludzie dawno zaczęliby złorzeczyć i może na ulice by wyszli, ale przecież nie mamy normalnych warunków tylko wojnę, która puka do naszych drzwi lub raczej telewizorów. Plan rządu jest prosty, jak Polacy oddadzą ostatnią koszulę i pozbędą się ostatniej złotówki, to Putin nas nie zaatakuje, bo komu zależy na podbijaniu narodu i kraju bez grosza przy duszy. Będziemy nędzarzami, ale za to w pełni bezpiecznymi i żaden „ruski karabl” na wyspę Uznam nie dopłynie. Wierzyć się nie chce, ale póki co ta wyjątkowo toporna propaganda działa i to bardzo szeroko. Lewica, PO, PSL, PiS, razem ze swoimi wyborcami, idą ramię w ramię i budują „jeden naród”.

Cóż więcej da się powiedzieć? Człowiek znający życie i historię doskonale wie czym się to skończy i jak bardzo źle się skończy. Problem w tym, że każdy przejaw wiedzy i zdrowego rozsądku nazywa się dziś: „ruską narracją”, „ruską propagandą”, „ruską onucą”, „klakierami Putina”. Dopóki prawdziwy głód nie zajrzą w oczy, dopóki w brzuchu nie zacznie burczeć, dopóki jeszcze parę złotych pobłyskuje w portfelu, nie ma chętnych i odważnych, żeby mówić prawdę. Polski i Polaków zwyczajnie nie stać na utrzymanie dwóch milionów gości, których wizyta nie tylko się przedłuża, ale w ogóle końca nie widać. Łatwo wyjąć człowiekowi mózg i wypełnić puste miejsce emocjami, ale w drugą stronę operacja jest znacznie trudniejsza i czasochłonna. Zanim rozum Polakom wróci, może być za późno na życie we własnym kraju.

Polacy udostępniają Ukraińcom strzelnice. Uczą obsługi broni. „By ratować życie”…

Tomasz Klyta https://www.portalsamorzadowy.pl/polityka-i-spoleczenstwo/polacy-udostepniaja-ukraincom-strzelnice-ucza-obslugi-broni,358079.html

Polska, jako kraj sąsiadujący z napadniętą zbrojnie przez Rosję Ukrainą, zaoferowała już wielowymiarową pomoc. Strumień wsparcia płynie od rządu, samorządów, organizacji pozarządowych, przedsiębiorców czy zwykłych obywateli. Swoją cegiełkę postanowiło dodać także kilka klubów strzeleckich, które zapraszają Ukraińców na bezpłatne kursy z obsługi broni.

– Przeszkoliliśmy wszystkich z zakresu obsługi broni, strzelania, podstaw taktyki, rozkładania i czyszczenia oraz pierwszej pomocy na polu walki. Mamy nadzieje że dzięki temu kilka istnień zostanie uratowanych – poinformowała Strzelnica Hubertech z Jaworzna.

========================

[No słusznie: Nauczysz się bezbłędnie trafiać w głowę, tam, gdzie nie ma kamizelki – i już „życie uratowane”…

Dworczyk – żeby za profanację Matki Boskiej „Piorunem” – ciebie piorun z Nieba nie trafił.

Piotr Stępień 16.05.2022 https://prawy.pl/120004-dworczyk-zeby-za-profanacje-matki-boskiej-piorunem-przypadkiem-cie-piorun-z-nieba-nie-trafil-felieton/

Sporo prominentnych działaczy ma korzenie wybitnie góralskie, ale oczywiście chodzi o miłujących pokój górali ze wzgórz Golan. Dotyczy to od zawsze ministerstw finansów, spraw zagranicznych, a ostatnio także premiera i szefa telewizji. Co do katolicyzmu to często bywa on wśród polityków partii rządzącej mocno bezobjawowy. Tak od wielu lat jest w temacie aborcji, gdzie PiS używa tej kwestii instrumentalnie do różnych machloi politycznych.

Dlatego ostatni wyskok ministra Dworczyka może nie dziwić. Otóż szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk udostępnił na swoim koncie na Twitterze grafikę Matki Boski w mundurze, z polską flagą na ramieniu i… z przenośnym zestawem przeciwlotniczym Piorun. I to już jest prawdziwe przegięcie „pana ministra”.

Matka Boska strzela do Rosjan

Maryja ubrana jest w szaty niebiesko-żółte, nawiązujące ewidentnie do flagi Ukrainy. trzyma w ręku przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy produkcji polskiej, czyli Przenośny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy „Piorun”. Cała grafika została opatrzona napisem: „Św. Piorun chroniący ukraińskie niebo”. Sama grafika jest bluźnierstwem, a udostępnianie jej ze strony ministra to skandal, pokazujący jak poważnie ów prominentny polityk PiS traktuje swój „katolicyzm”.

Co na to katolicy?

Na sprawę zwrócił uwagę ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

„Kolejna profanacja symboli religijnych. Tym razem w wydaniu nie lewicowych agitatorów, a ministra @michaldworczyk od @PremierRP @MorawieckiM, który idzie w ślady towarzysza Che Guevary. @agencja_KAI @Gosc_Niedzielny @Pch24pl @Stacja7pl” – napisał na swoim twitterze ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Ojciec Święty Jan Paweł II odrzucał koncepcję Chrystusa z karabinem

Ojciec Święty Jan Paweł II odrzucał koncepcję Chrystusa z karabinem, ale co tam jacyś katole. Teraz dla nominalnie „polskich” polityków to Ukraina jest świętością. Nie Matka Boska, nie Chrystus i nie Polska. Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 28 stycznia 1979 roku zwracając się do latynoskich biskupów powiedział: „Obraz Chrystusa polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu nie zgadza się z katechezą Kościoła (…) I tylko pełna wiara w Chrystusa, takiego jakiego ukazuje go Kościół, pozwala na prawdziwą służbę człowiekowi”.

Superexpress broni ministra

Kiedy taki szmatławiec jak „Superexpress” broni ministra pisząc: „Wydaje się, że w ten sposób Dworczyk chciał przekazać, że Ukraina jest pod opieką Matki Boskiej i chroni napadnięty przez Rosjan niewinny kraj? Być może” to Dworczyk powinien się poważnie nad sobą zastanowić. Na dodatek także rozmaici lewacy i antychrześcijanie bronią ministra. A kto z kim przestaje takim się staje. Dworczyk – żeby cię za profanację Matki Boskiej przypadkiem jakiś Piorun nie trafił. Tylko taki zwyczajny – z Nieba.

[w całości to wygląda tak:

Dusiciele wielcy i mali

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 15 maja 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5179

Na kilka dni przed 9 maja świat wstrzymał oddech, a w każdym razie – takie można było odnieść wrażenie na podstawie wiadomości płynących z niezależnych mediów głównego nurtu, powtarzających albo informacje przygotowywane przez ukraiński Sztab Generalny, albo przez wywiad amerykański lub brytyjski, no i oczywiście – wykoncypowane na własną rękę przez dziennikarzy tubylczych – co też w rocznicę zwycięstwa nad Niemcami wykoncypuje zbrodniarz wojenny, zimny ruski „nazista” Putin, który będzie przyjmował w Moskwie defiladę „bandytów”.

Telewizja rządowa i zaprzyjaźnione z nią media, darzone niesłabnącą życzliwością przez rząd „dobrej zmiany” i spółki Skarbu Państwa, rywalizują z telewizjami nierządnymi, kto wymyśli lepsze obelgi i bardziej zjadliwe przymiotniki na określenie Rosji i Rosjan. Przypomina to publicystykę z czasów stalinowskich, kiedy to Wanda Odolska, czy Stefan Martyka pryncypialnie rozprawiali się z „amerykańskimi podżegaczami wojennymi” i „mordercami koreańskich dzieci”. Teraz okazuje się, że „zbrodniarz wojenny” tak samo uwziął się na dzieci, których – jak podaje strona ukraińska – zginęło już około 200. To oczywiście tragedia, chociaż w porównaniu ze 126 tysiącami cywilów, jacy – podług źródeł amerykańskich – zginęli w następstwie „operacji pokojowej” w Iraku, nie jest to dużo.

Ale przecież nie liczby mają tu znaczenie, tylko sprawa. Iraccy cywile zginęli w słusznej sprawie, oddali życie dla demokracji, podczas gdy cywile ukraińscy, a zwłaszcza dzieci, z ręki „nazisty” i „zbrodniarza wojennego”, giną w sprawie głęboko niesłusznej. Wokół tego pojawiają się zresztą nieporozumienia, jak choćby z papieżem Franciszkiem, który w wywiadzie dla „Corriere della Sera” wyraził przypuszczenie, że przyczyną wojny, jaka Rosja na Ukrainie prowadzi z Sojuszem Północnoatlantyckim, mogło być „szczekanie NATO pod rosyjskimi drzwiami”. Strasznie zasmuciło to pana red. Tomasza Terlikowskiego – bo przecież kto jak kto – ale papież powinien stosować się do przykazań nowych Naszego Złociutkiego Pana z Waszyngtonu. Miejmy nadzieję, że pod wpływem tych krytycznych głosów papież Franciszek się opamięta i odtąd będzie mówił tak, jak „wszyscy”.

A skoro już o „szczekaniu” mowa, to warto odnotować informację ze schroniska dla zwierząt we Wrocławiu, gdzie schroniło się kilkanaście psów z Ukrainy, w dodatku – wszystkie ślepe. Jak wiadomo bowiem z komunikatów ukraińskiego Sztabu Generalnego, rosyjscy „ nazistowscy bandyci” – oczywiście w przerwach między gwałceniem kobiet – zajadają się psiną.

Najwyraźniej jakimiś sekretnymi kanałami ta wiadomość trafiła do psów, które postanowiły uzyskać status uchodźców i przedostały się aż do Wrocławia.

Tymczasem „wszyscy” posłusznie wstrzymywali oddech w oczekiwaniu, że zbrodniarz wojenny 9 maja zrobi coś okropnego, na przykład – zarządzi koniec świata, żeby w ten sposób przykryć klęskę armii rosyjskiej na Ukrainie. Tymczasem 9 maja odbyła się w Moskwie defilada, podczas której Putin wygłosił przemówienie do tego stopnia przesiąknięte fałszem i krętactwami, że miłująca prawdę rządowa telewizja w Warszawie nie chciała ich powtarzać nawet przez papierek, więc tak naprawdę nie bardzo wiemy, co powiedział.

Na razie jednak koniec świata ani nie nastąpił, ani nawet chyba się nie zaczął, więc świat odetchnął z ulgą i znowu rozpoczęły się pielgrzymki do Kijowa. Po spektakularnej pielgrzymce z udziałem amerykańskiego sekretarza obrony, który – jakby się umówił z papieżem Franciszkiem – powiedział, że celem tej wojny jest obezwładnienie Rosji, do Kijowa przygalopował też kanadyjski premier Trudeau, który odniósł chwalebne zwycięstwo nad „Konwojem Wolności”, próbującym wierzgać przeciwko nieubłaganemu ościeniowi. Tylko patrzeć, jak do Canossy pofatyguje się też niemiecki prezydent, bo prezydent Zełeński chyba mu wybaczył, chociaż nie wiadomo jak będzie, bo szefowa niemieckiej dyplomacji niedawno powiedziała, że droga Ukrainy do Unii Europejskiej może być długa.

Kiedy rosyjscy „naziści” demonstrowali w Moskwie przeciwko „nazistom” ukraińskim, ambasador rosyjski w Warszawie chciał złożyć kwiatki pod pomnikiem żołnierzy sowieckich. Tymczasem zebrał się tam tłum osób należących do rozmaitych płci, tym razem nie na golasa, tylko poubieranych w rodzaj całunów, dla rozmaitości pochlapanych czerwoną farbą. Celem zebranych było przeszkodzenie ambasadorowi, co pan minister policji Mariusz Kamiński potraktował z pełnym zrozumieniem i dlatego nie nalegał, by policja interweniowała. Skoro okazało się, że jest bezpiecznie, to zaraz pani Iryna Ziemlana, podająca się za ukraińską „dziennikarkę i aktywistkę”, oblała ambasadora czerwoną farbą. W efekcie dyplomata się ewakuował, a drogę ewakuacji zabezpieczała mu już policja. Ta pani Iryna aktywowana była już wcześniej, podczas blokady przejścia granicznego w Koroszczynie, kiedy to ukraińscy uchodźcy i ich polscy podwykonawcy nie przepuszczali białoruskich i rosyjskich ciężarówek, a policja wszystkiemu się przyglądała.

Najwyraźniej szef policji pan Kamiński skądś wie, że nie wolno mu sprzeciwiać się ukraińskim uchodźcom, bo w przeciwnym razie Biały Dom przypomni mu, skąd wyrastają mu nogi. Warto przypomnieć, że snop światła na te zależności skierował pan Łukasz Jasina, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, szczerze oświadczając, że Polska jest sługą narodu ukraińskiego. Ano, jeśli taki jest rozkaz, to nic na to poradzić nie można, tylko posłusznie służyć.

Wprawdzie pan minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau powiedział, że incydent z ambasadorem jest „godny ubolewania”, ale w kręgów rządowych dobiegają fałszywe pogłoski, jakoby pan premier Morawiecki, który w służbie Ukrainie i ukraińskiemu narodowi nie pozwoli się nikomu wyprzedzić, stosował wobec niego jakieś podstępne podchody, podobnie jak pod pana ministra Ziobrę. Ponieważ pan minister Ziobro uporczywie odmawia poparcia pomysłowi pana prezydenta Dudy, by w wojnie hybrydowej, jaką Niemcy prowadzą z Polską i Węgrami pod pretekstem praworządności wywiesić białą flagę. Polegałoby to na możliwości powtarzania postępowania sądowego od początku, jeśli któraś ze stron podniosłaby zarzut, że dotychczas postępowanie prowadził sędzia „nielegalny”, to znaczy rekomendowany do nominacji panu prezydentowi przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Ponieważ licznik naliczania kar dokłada do polskiego sztrafu każdego dnia milion euro i nabił już ponad 200 mln, zniecierpliwiony pan marszałek Terlecki powiedział, że w PiS narasta przekonanie, że „nielojalnych” co to wkładają kije w szprychy kół rozpędzonego parowozu dziejów, trzeba „odstrzelić”.

Ale „odstrzelenie” 19 posłów Solidarnej Polski pozbawiłoby ostatecznie rząd „dobrej zmiany” większości parlamentarnej, a w takiej sytuacji trzeba by chyba powtórzyć manewr z roku 2007, kiedy to Naczelnik Państwa złożył dymisję swego rządu. Efektem tego eksperymentu było jednak przejęcie rządów przez obóz zdrady i zaprzaństwa, któremu przewodziła Volksdeutsche Partei pod przewodnictwem Donalda Tuska, który jest wrogiem publicznym zaraz po „naziście” i „zbrodniarzu wojennym” Putinie. Najwyraźniej minister Ziobro też o tym wie i nie kuca przed groźbą „odstrzału”, podkreślając, że to on miał rację kiedy ostrzegał, że zgoda na „mechanizm warunkowości”, której udzielił premier Morawiecki doprowadzi do szantażowania Polski pod byle pretekstem – a jednocześnie popierając kandydaturę Adama Glapińskiego na kolejną kadencję prezesa NBP – co ma spore znaczenie w sytuacji, gdy opozycja zjadłaby go bez musztardy, niczym Putin ukraińskie dzieci.

Tak sprawdzają się w naszym nieszczęśliwym kraju słowa Klucznika Gerwazego z „Pana Tadeusza”: Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

15.05.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte, Procesje i Pokutne Marsze Różańcowe

15.05.22 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte, Procesje i Pokutne Marsze Różańcowe

10/05/2022 przez antyk2013

W tym dniu Polsce w wielu miejscowościach całej Polski organizowane są przez wspólnoty i stowarzyszenia katolickie także Pokutne Procesje Różańcowe, jako uczestnicy Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę włączamy się także do tej formy modlitwy za Ojczyznę. W trzech miastach Białymstoku, Poznaniu i Zamościu Pokutne Marsze Różańcowe odbędą się w łączności z intencją Procesji Różańcowych podczas których modlitwa za Ojczyznę będzie zanoszona do Boga także za przyczyną św. Andrzeja Boboli (patrz https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/?p=9545).

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 12.00 jest  w Katedrze Msza Święta. O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

https://youtube.com/watch?v=ufbnv-It0Sc%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26fs%3D1%26autohide%3D2%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26wmode%3Dtransparent%26hl%3Dpl-PL

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

W najbliższą niedzielę 15 maja Procesje Różańcowe za Polskę.

W najbliższą niedzielę 15 maja w całej Polsce odbędą się Procesje Różańcowe za Polskę. Zachęcam do wzięcia udziału w tym wydarzeniu!
Dla Polski to szczególny czas, bowiem tuż za naszą wschodnią granicą trwa wojna, a sytuacja w Europie i na świecie nie jest stabilna… Dlatego uciekamy do pomocy Pana Boga i Jego Najświętszej Matki. W trakcie Procesji Różańcowych będziemy również wynagradzać Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Matki Bożej za grzechy przeciwko życiu. Na całym świecie – a także i w Polsce – aborcja jest dziś promowana i nazywana „zwykłym zabiegiem”. Skutkiem tego jest śmierć milionów dzieci w łonach matek. Jako katolicy chcemy zadośćuczynić Bogu za ten grzech i modlić się w intencji ustania tej „pandemii aborcji”. Szczególny charakter będzie miała tegoroczna procesja ulicami Warszawy. Dzień 15 maja wypada bowiem dokładnie pomiędzy świętem Matki Bożej Łaskawej, patronki stolicy, a uroczystością świętego Andrzeja Boboli. Wydarzenie rozpocznie się punktualnie o godz. 15:00 przed Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej 61. Procesja przejdzie m.in. przez centrum miasta na Plac Zamkowy. Na jej zakończenie o 17:30 w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście odbędzie się dziękczynna Msza święta. Ale Procesje Różańcowe przejdą także przez inne miejscowości, m. in. Kraków, Rybnik, Bolesławiec czy Jarocin. Pełna lista miejscowości, a także szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie RozaniecZaZyciem.pl Zapraszam zatem do uczestnictwa i wspólnej modlitwy! Serdecznie pozdrawiam
Paweł Ozdoba

O niegodziwcach sprawujących władzę. Katecheza Ks. Marka Bąka w dzień św. Stanisława Biskupa –

Katecheza Ks. Marka Bąka w dzień św. Stanisława Biskupa –

https://www.ekspedyt.org/2022/05/13/katecheza-ks-marka-baka-w-dzien-sw-stanislawa-biskupa-przestroga-dla-niegodziwcow-i-glupcow-sprawujacych-wladze/#comment-141450

40 minut

=============================

Ci

CzarnaLimuzyna:

Taki kapłan to skarb. Polecam wszystkim wysłuchajcie proszę w wolnym czasie, nie na chybcika, lecz uważnie. Bardzo duża liczba poruszonych aspektów.

ekawe komentarze w oryginale.

Bezkarność, cynizm, podłość i tchórzostwo. Rządzą.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/05/13/katecheza-ks-marka-baka-w-dzien-sw-stanislawa-biskupa-przestroga-dla-niegodziwcow-i-glupcow-sprawujacych-wladze/#comment-141450

Jeżeli ktoś z czytających ten tekst żyje w przekonaniu, że działanie rządzących na szkodę Polski i Polaków zaczęło się za Balcerowicza albo jak niektórzy myślą, że za tzw. komuny to się wszyscy mylą. To jest proceder, który trwa od kilku wieków.

Pierwszym poważnym ostrzeżeniem był „potop szwedzki”. Szkody, jakie wtedy wyrządzili szwedzcy najeźdźcy w wyniku zaprzaństwa, głupoty, zdrady i poczucia bezkarności, można porównać tylko z tym, co stało się podczas II wojny światowej.

Większość zapewne jest przekonana, że mieliśmy pecha, że trafiliśmy na zły czas, kiedy Szwedzi byli silni i zaborczy, itd. a my słabi. Oczywiście jest to tylko część prawdy. Problemem narodowym jest kreowanie do systemu władzy ludzi będących przekonanymi o swojej nieomylności a jednocześnie o bezkarności za swoje decyzje albo za brak decyzji. Dobrze to opisał brytyjski premier Churchill „Najdzielniejsi z dzielnych, rządzeni przez najpodlejszych z podłych.”

Minęło 101 lat od czasu, kiedy to Generał Tadeusz Rozwadowski widząc niechęć Piłsudskiego do Powstania we Lwowie zrezygnował z funkcji Szefa Sztabu Wojska Polskiego, na którą został powołany przez Radę Regencyjną. Zrezygnował, aby pojechać do Lwowa i objąć tam dowództwo nad wszystkimi oddziałami Wojska Polskiego znajdującego się w tamtym rejonie, aby walczyć w obronie Lwowa.

21 listopada do jego kwatery przybył przedstawiciel Skody z propozycją przeniesienia fabryki na terytorium Polski. Zapasy, jakie powstały w wyniku rozpadu armii austriackiej, od razu chcieli postawić do dyspozycji Polskiej Armii. Rząd Polski miał propozycję przejęcia 50 % udziałów w tej proponowanej Polsce fabryce uzbrojenia mającej wszystko, co potrzeba Wojsku, aby bronić granic.

Generał Tadeusz Rozwadowski bez wahania przyjął tę tak korzystną ofertę i odniósł się z tym do Warszawy, polecając najgoręcej jej przyjęcie. Tam jednak wbrew wszelkim oczekiwaniom rząd Moraczewskiego propozycję odrzucił. Przyczyna odrzucenia leżała w lewicowym doktrynerstwie i milicyjno-ludowych mrzonkach, w przekonaniu Piłsudskiego o swojej nieomylności a jednocześnie poczuciu bezkarności za swoje decyzje. To cały czas trwa, „grupa rekonstrukcyjna sanacji” rządząca od 30 lat, odrzuca wszystko, co dobre dla Polski i Polaków. Ich celem jest trwanie na ciepłych posadkach do końca. Do bankructwa Państwa i przejęcia jego aktywów przez tych, co przy cichym poparciu rządzących III RP coraz natarczywiej domagają się zapłacenia przez Polskę haraczu w wysokości 300 miliardów dolców.

Zasadniczą przyczyną naszych klęsk i niepowodzeń był i jest fałsz historyczny, podłość i cynizm rządzących oraz zakłamanie w relacjach publicznych i prywatnych, które powszechnie uznajemy za prawdę, za coś normalnego i oczywistego. Poczucie bezkarności za działania i decyzje podejmowane przeciwko Polakom, przeciwko naszym uzasadnionym interesom.

Historia się nie powtarza, ale bez otrząśnięcia się z mrzonek, fałszu historycznego, zakłamania w życiu publicznym i prywatnym, programu porównywalnego z pozytywizmem i „pracą u podstaw” nie mamy szans na przetrwanie jako wspólnota narodowa. Czy stać nas na taki wysiłek? Ja mimo wszystko wierzę że tak.

Rząd Moraczewskiego z Piłsudskim, to ci co odrzucili propozycje SKODY. Nigdy za ta “zbrodnię” przeciw Polsce nie zostali ukarani.

Rosja, Ameryka i ukraiński poligon…

[Nie się to moje, Dakowskiego, poglądy, ale Pana z Ameryki. Ja bym akcenty inaczej postawił. Pojęcie „Putin” mam za marionetkę tamtejszych Planistów. Ale to detale. To uwaga dla mych przyszłych krytyków i korespondentów. MD]

Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2022/05/13 https://www.kontrowersje.net/rosja-ameryka-i-ukrainski-poligon/

Amerykanie (podobnie jak Rosjanie) z niesmakiem wspominają swoją 20 letnią “operację specjalną” w Afganistanie, czy wcześniej w Wietnamie, które mimo niepowodzeń przecież nie zablokowały ich  światowej roli.

Interesujące jest samo zestawienie amerykańskich doświadczeń w Afganistanie i na Ukrainie, gdzie przez lata Amerykanie szkolili lokalne wojska.

W Afganistanie jednak Amerykanie byli ludźmi z innej obcej cywilizacji, a ich lokalnych sojuszników interesowały głównie dolary i apanaże, kwitła obok narkotycznego maku, korupcja. W chwili zagrożenia afgański prezydent Ghani, załadował palety “zaoszczędzonych” amerykańskich dolarów na samolot i odleciał jak to czynią ptaki przed zbliżającą się zimą do ciepłych krajów.

Na Ukrainie po pierwszym jej rozbiorze w 2014 r. do akcji wkroczyli wojskowi instruktorzy z USA, Anglii i Polski. Tu sytuacja była nieco inna niż w Afganistanie, Amerykanie nie okupowali kraju, nie zawalili go militarnym sprzętem, ale napotkali bliższą im kulturowo  populację i mimo szalejącej i tu korupcji, jednak z lokalnymi ambicjami wzmocnienia niezależności  państwa od zaborczej Rosji. 

Ukraina jest klasyczną proxy war między Rosją i USA. Rosjanie dostarczają sprzęt i żołnierza. Amerykanie dostarczają sprzęt, ale nie żołnierza, dostarczają wrażliwą elektroniczną wiedzę. Ukraina dostarcza terytorium i żołnierza.

Ukraińcy otrzymują i testują nowoczesną zachodnią broń, a Rosjanie wyciągają swoje zakonserwowane zasoby z magazynów. Królową wojny jest artyleria, elektronika i wyszkolony w jej używaniu żołnierz. Rosjanie idą do boju z scentralizowanym systemem dowodzenia, Ukraińcy stosują bardziej elastyczny zdecentralizowany system dowodzenia wykorzystujący oddolną inicjatywę dowódców.

Tym razem po wstydliwych doświadczeniach z 2014 r. postawa Ukraińców wobec otwartej rosyjskiej agresji zaskoczyła cały świat, który spodziewał się szybkich rosyjskich postępów i zajęcia wschodniej części Ukrainy (do Dniepru) i zajęcia Kijowa (i osadzenia Janukowycza) w ciągu tygodnia. Przemyślny Putin przygotowując świat zachodni do swojego przewidywanego blitzkriegu, wcześniej uzależnił go od dostaw swojej ropy, gazu i węgla. Europa zachodnia (głównie Niemcy) cierpliwie oczekiwały na sukcesy Putina i po werbalnym oburzeniu szybkiego powrotu do robienia z nim biznesu. 

Poprzednio pisałem o wielkich stratach wojennych Ukrainy (obliczanych na $ 550 mld). Ukraina jest/była 4-tym największym eksporterem kukurydzy i 6-tym eksporterem zboża. Przed rosyjską inwazją w rejonie portów Morza Czarnego przez które przepływa 75% ukraińskiego eksportu zgromadzono 6 mln ton zboża i 15 mln ton kukurydzy. Przed wojną przez ukraińskie porty miesięcznie eksportowano ok. 5 mln zbóż, olei roślinnych i kukurydzy. Teraz jedną z możliwości jest częściowy eksport tych zbóż przez Polskę, Mołdawię, etc. W ubiegłym roku Ukraina wyprodukowała ok. 32,5 mln ton pszenicy z czego 80% przeznaczone było na eksport, a ok. 6 mln ton na rynek krajowy. Do połowy grudnia ub. roku wyeksportowano już 16 mln ton pszenicy. Zachód, w tym USA uważają, że Ukraina powinna płacić za sprzęt wojskowy właśnie zbożem. Ukraińcy pamiętają złowrogie lata 1932/33 kiedy Stalin zabrał im zboże (na eksport) i nastał Holodomor. Trzeba dodać, że rosyjscy najeźdźcy ogołacają ukraińskie spichlerze, a nawet kradną maszyny rolnicze.  ONZ oblicza, że w związku z rosyjską agresją na Ukrainę w tym roku produkcja zbóż na świecie spadnie o ok. 20%, a w pewnych regionach świata pojawi się niedobór żywności.

Nieudolność Putina i tym razem niespodziewany twardy opór Ukraińców zburzyły oczekiwania na szybki powrót do status quo. Zdjęcia zabitych, zbombardowanych domów mieszkalnych i napływające informacje o zbiorowych mordach, torturach, gwałtach na cywilach zmusiły zachodnich polityków do bardziej stanowczych działań. Dziś sytuacja wygląda diametralnie inaczej, obok pomocy humanitarnej przez Polskę i inne sąsiadujące kraje (wyjątek Węgry) na Ukrainę napływa ciężki, nowoczesny sprzęt wojskowy. Administracja Bidena uruchomiła słynny z II w.ś. lend-lease ($33 mld), tym razem nie dla Rosji, a przeciwko niej. Inne kraje nie pozostają dłużne i również coraz chętniej wspomagają walczącą Ukrainę wojennym sprzętem (Polska ponad 200 zmodernizowanych czołgów T 72).

Można powiedzieć, że swoim źle przygotowanym atakiem na Ukrainę Putin zmienia  sytuację na całym świecie. W zasadzie trudno się dziwić, kiedy Hitler zdradził Stalina i uderzył (Plan Barbarossa) na Rosję, ówczesny prezydent USA FDR, poprosił swoich ekspertów o szacunkową odpowiedź ile czasu zajmie Hitlerowi podbój Rosji Sowieckiej. Odpowiedź brzmiała: 7 do 11 tygodni!

Wcześniej również podobnie oceniano możliwości obronne Finlandii w wojnie zimowej 1939/40 r. w sytuacji agresji ogromnej Armii Czerwonej, jednak najlepszym żołnierzem II w.ś. został ogłoszony żołnierz fiński. Zapytany przed agresją Putina o ewentualne konsekwencje prezydent Biden, warunkował je w zależności od jej rozmiaru. Więc fachowcy nie zawsze znają swój fach, łatwo wojnę rozpocząć, ale trudno przewidzieć jej skutki…

Jak więc wygląda sytuacja dzisiaj? Amerykanie znaleźli ochotników, których kraju nie muszą  okupować, ochotników walczących w swoim interesie jak i w interesie mocarstwowej pozycji USA. Trzeba im oczywiście dostarczyć broń, informacje wywiadowcze i pieniądze, ale dla Ameryki ta wojna jest daleka i bezpieczna. Również propagandowo ustawiając Rosję w zdecydowanie złym świetle. Przy okazji agresja Rosji stwarza zapotrzebowanie i atrakcyjność pozycji USA w Europie niwecząc mozolnie przygotowywane plany rosyjsko-niemieckie o wypchnięciu USA z Europy. 

Dodatkowo wojna na Ukrainie powoli przekierowywuje europejskie zaopatrywanie w gaz i ropę na Arabię Saudyjską, Bliski Wschód i Amerykę, jednocześnie odcinając Rosję, która popada w większą zależność od Chin. Za kilka lat na rynku pojawi się więcej gazu z Algierii, Kataru, a nawet z Izraela (odkryte [czy zrabowane – np. koło Cypru. md] złoża) i Putin polegnie od własnej broni. Nałożone sankcje i wycofanie zachodnich firm z Rosji powoduje brak komponentów i części zamiennych również dla rosyjskiej machiny wojennej. Od początku wojny niemiecki import rosyjskiej ropy spadł z 35% do 12%…

W tej nowo tworzonej przez bieg wydarzeń  konstelacji w Europie siłą rzeczy większe znaczenie nawet przez swoje położenie i postawę pozyskuje Polska głównie jako hub humanitarny, jak i militarny. 

Diabli wiedzą, czy schorowany Putin zbyt pospieszył się (podobny motyw miał Hitler) z agresją, aby lepiej umocnić szanse na świetlaną przyszłość swojego kraju? W każdy razie jego agresja zmienia sytuację na świecie. Trwają próby ograniczenia roli dolara w światowym biznesie, jednak to nie jest takie proste. W 2019 r., aż 88% transakcji finansowych  na świecie odbyło się przy użyciu dolara, a jedynie 4% przy użyciu chińskiego yuana. Oczywiście kraje biznesowo związane z Rosją, które nie przyłączyły się do nałożonych sankcji próbują wzajemnych rozliczeń w swoich rodzimych walutach: Rosja, Chiny, Indie, Brazylia etc. Nawet w Europie część państw godzi się na żądanie Putina, aby za gaz i ropę płacili w rublach.

Głośnym echem odbiła się samowolka ukraińskiej aktywistki powiązanej z Kramkiem i Sorosem (globaliści z Fundacji Otwarty Dialog), która nadużyła polskiej gościnności aby złamać dobre obyczaje i nawet Konwencję Wiedeńską. Panienka zaatakowała rosyjskiego ambasadora w Warszawie gwałcąc jego osobistą nietykalność i nachalnie częstując go czerwonym syropem. Może nie wiedziała, że ambasador był już po śniadaniu? Dla niej to pewnie zabawny incydent. Jednak Państwo Polskie powinno wyciągnąć wobec tego napadu jakieś konsekwencje, w innym wypadku odrzuci zasady Konwencji Wiedeńskiej i poprze bezprawie, które może przynieść nam niepożądane skutki. Incydent służy Ukrainie i Rosji, nie służy dobremu imieniu i praworządności w Polsce. Poprawnie zareagował szef MSZ Zbigniew Rau.

Ostatnio da się zauważyć, że wielu światowych przywódców wpadło w łapy wirów chorobowych, Biden cierpi na demencję, podobnie Putin (i obydwaj na polityczną  jednostkę chorobową, korupcję), który w nostalgicznym przemówieniu z okazji “pobiedy” nie zauważył istnienia państwa Ukrainy, które napadł. W moskiewskiej paradzie zabrakło tradycyjnego przelotu samolotów, cóż zakonspirowani ukraińscy agenci mogliby jakiś zestrzelić. Zabrakło też głównodowodzącego rosyjską armią podobno rannego gen. Gierasimowa. Na pocieszenie Putin dorabiał reklamując jakiś ocieplający blanket, który biedaczek trzymał na kolanach. 

Jak długo będzie trwała wojna na Ukrainie? Wiadomo, że Putin rozbisurmanił się po akceptowaniu jego wcześniejszych agresji przez zachód. Może do końca roku, kiedy wojenne zapały Putina ostudzą wracające do rosyjskich rodzin trumny i urny ich młodych synów i braci. Wydaje się, że Putin liczy też na dotąd niezawodnego w momentach kryzysowych tradycyjnego rosyjskiego sojusznika. Chodzić tu może o “Dieda Moroza”, który mocno dał w skórę Napoleonowi i Hitlerowi. Tym razem jako putinowski “zielony ludzik” już od jesieni “na wyjeździe” mroziłby europejskie domostwa przeciwników imperialnych zapędów Rosji nawołując do korzystania z zakazanego rosyjskiego gazu i ropy i transakcji w rublach… Pożyjemy, zobaczymy.

Połowa uchodźców/nachodźców chce zostać w Polsce z rodzinami

http://autonom.pl/polowa-uchodzcow-chce-zostac-w-polsce-z-rodzinami/ 2022-05-11

Grupa Progres przeprowadziła kompleksowe badania nastrojów wśród ukraińskich uchodźców, przybyłych do naszego kraju po wybuchu wojny na Ukrainie. Z przeprowadzonego sondażu wynika, że dokładnie połowa z nich zamierza nie tylko osiedlić się w Polsce, ale dodatkowo uczynić to wraz ze swoją rodziną.

Do 9 maja bieżącego roku do Polski przybyć miało już blisko 3,26 mln osób. Jednocześnie od 24 lutego, według danych Straży Granicznej, na Ukrainę miało powrócić około 1,123 mln osób.

W systemie PESEL zarejestrowano z kolei ponad 1,1 mln ukraińskich obywateli, mających dzięki temu dostęp do rynku pracy i szeregu programów socjalnych.

W związku z masowym napływem Ukraińców badania ich nastrojów przeprowadziła Grupa Progres, znana powszechnie jako agencja zatrudnienia zajmująca się ich ściąganiem do naszego kraju.

Z jej sondażu wynika, że 77 proc. Ukraińców poszukujących pracy przybyło do Polski ze swoimi rodzinami (2-3 osobami lub nawet większą liczbą), natomiast pozostałe 23 proc. przyjechało samemu.

Dokładnie 50 proc. ukraińskich uchodźców uczestniczących w badaniu zadeklarowało chęć pozostania w naszym kraju na dłużej, albo nawet na stałe. Po uspokojeniu się sytuacji powrócić na Ukrainę zamierza 42 proc. respondentów.

Jednocześnie przybysze zza wschodniej granicy nie są skłonni do zmiany miejsca zamieszkania, gdy mieliby dzięki temu otrzymać pracę. Taką możliwość w badaniu Grupy Progres dopuściło zaledwie 5 proc. Ukraińców, nawet jeśli w zamian otrzymaliby dodatkowo mieszkanie.

Na podstawie: praca.interia.pl.

A la guerre comme a la guerre. [po polsku, nie bój się…]

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    10 maja 2022

Nareszcie wiemy, o co tak naprawdę chodzi na Ukrainie. Wyjaśnił to podczas spotkania z prezydentem Zełeńskim w Kijowie sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który towarzyszył tam sekretarzowi stanu Antoniemu Blinkenowi. Sekretarz stanu stwierdził, że Rosja już „przegrała”, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo taki jest rozkaz, chociaż w takim razie ciekawe, kto tam na Ukrainie jeszcze wojuje? Najwyraźniej Rosja jeszcze nie wie, że już przegrała i wojuje, jakby nigdy nic – jak ten partyzant, co to wysadzał tory i wysadzał, nie wiedząc, że wojna już się skończyła.

Ale deklaracja sekretarza obrony była nieco inna – że mianowicie celem wojny jest obezwładnienie Rosji. Jeśli tak, to znaczy, że Rosja jeszcze nie przegrała, bo czy zostanie obezwładniona, czy nie, to się dopiero okaże. Na przykład pan Piotr Panasiuk, którego „Gazeta Wyborcza” z pewnością zdemaskuje jako ruskiego agenta – bo właśnie pan red. Wroński podał tam aż pięć sposobów na wykrywanie ruskich agentów. Aż pięć? Myślę, ze wystarczyłby jeden – bo ruskiego agenta, podobnie zresztą, jak człowieka przyzwoitego, można rozpoznać po zapachu. Różnica sprowadza się do tego, że człowiek przyzwoity pachnie inaczej, podczas gdy ruscy agenci – inaczej – ale żeby tę różnicę wyczuć, trzeba mieć specjalnego nosa, a tych w „GW” przecież nie brakuje.

Wracając tedy do pana Panasiuka, to twierdzi on, że straty sił rosyjskich na dzień 16 kwietnia br. to około 2-3 procent zasobów Federacji Rosyjskiej. Na przykład na 2100 samolotów bojowych Rosja straciła 163. Na 2050 śmigłowców Rosja straciła 144. Na 5 tys. zestawów przeciwlotniczych Rosja straciła 66. Na 24 tys. czołgów (z rezerwami), Rosja straciła 756. Na 40500 bojowych wozów piechoty (z rezerwami) Rosja straciła 1976. Na 3391 wyrzutni rakiet (bez strategicznych), Rosja straciła 122. Na 20 tys. luf artylerii polowej i moździerzy Rosja straciła 366. Na 605 okrętów Rosja straciła 2. I wreszcie, na 900 tys żołnierzy Rosja straciła 20 tysięcy. To są dane ze Sztabu Generalnego Ukrainy.

Natomiast straty ukraińskie według Ministerstwa Obrony Rosji na dzień 17 kwietnia kształtują się następująco: Na 159 samolotów bojowych Ukraina straciła 134. Na 147 helikopterów, Ukraina straciła 105. Na 300 zestawów przeciwlotniczych Ukraina straciła 246. Na 2596 czołgów plus 4000 bojowych wozów piechoty, Ukraina straciła 2269. Na 490 wyrzutni rakiet Ukraina straciła 252. Na 3107 luf artylerii polowej i moździerzy Ukraina straciła 987. Na 38 okrętów Ukraina straciła 38. I wreszcie na 209 tys. żołnierzy Ukraina straciła w zabitych 23 367, a w rannych – około 30 tysięcy.

Z tego zestawienia wynika, że bez stałych i obfitych dostaw uzbrojenia i amunicji z zagranicy, Ukraina nie byłaby w stanie kontynuować wojny. Na tym tle widać, że na Ukrainie Stany Zjednoczone i NATO prowadzą wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. W świetle tego lepiej rozumiemy pragnienie prezydenta Zełeńskiego, by wojna ta rozlała się również na inne kraje, przynajmniej na kraje Europy Środkowej, jak również, dlaczego jest on coraz bardziej natarczywy w żądaniach zagranicznej pomocy dla Ukrainy.

Dotychczas NATO od samego początku zaangażowało się w wojnę z Rosją na Ukrainie, powstrzymując się jedynie od bezpośrednich działań militarnych, natomiast uczestnicząc w konflikcie pod każdym innych względem: finansowym, wywiadowczym, zbrojeniowym i propagandowym.

Jest to zgodne z doktryną elastycznego reagowania z lat 60-tych, według której mocarstwa nuklearne wojują ze sobą na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Z punktu widzenia USA Ukraina idealnie się na takie przedpole nadaje, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej. USA zatem nie szczędzą tym krajom komplementów, ale – w odróżnieniu od Ukrainy, na wspieranie której wszystkie państwa NATO zostały opodatkowane – każą sobie za „wzmacnianie wschodniej flanki NATO” płacić. Czy byłyby skłonne np. partycypować w kosztach uzbrojenia dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma być powiększona polska armia – tego nie wiemy, bo żaden z naszych Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się takiej propozycji prezydentowi Bidenowi przedstawić, a trudno od niego oczekiwać, by występował z nimi sam.

W tym celu Amerykanie 26 kwietnia wezwali ministrów obrony 40 państw w jakimś stopniu od USA uzależnionych do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, by wyznaczyć im zadania w zakresie wspierania Ukrainy tak, aby mogła kontynuować wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca. Ukraińcy chyba coraz bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że zostali wepchnięci między ostrza potężnych szermierzy, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, próbują ratować się ucieczką na własną rękę. Tylko do Polski uciekło z Ukrainy co najmniej 3 mln osób, a ONZ przewiduje, że w najbliższych miesiącach ucieknie stamtąd dalszych 8 milionów. Tymczasem, o ile w wysyłaniu na Ukrainę broni i amunicji państwa NATO, aczkolwiek nie wszystkie i niechętnie – uczestniczą, to w kosztach utrzymania tych milionów Ukraińców partycypować nie chcą. Nawet gorzej, niż „nie chcą”, bo w ramach szantażu finansowego, jaki Niemcy wcześniej zastosowały wobec Polski, właśnie rozszerzyły ten szantaż również na Węgry w ramach sławnego „mechanizmu warunkującego”. O ile zatem Stany Zjednoczone chciałyby „’obezwładnić” Rosję, by się już nie denerwować, czy dotrzymałaby ona obietnicy neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, to Niemcy wzięły na celownik kontrolowanych przez siebie instytucji Unii Europejskiej Polskę i Węgry, by raz na zawsze wybić im z głowy wszelkie mrzonki o Trójmorzu, które w 2017 roku wprawiły Berlin w takie zdenerwowanie, że aż Niemcy zgłosiły do tego projektu akces, co z zagadkowych powodów tak ucieszyło pana prezydenta Dudę. Słowem – jak mówił w „Panu Tadeuszu” Klucznik Gerwazy – „gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego”.

Oczywiście Rosja zjazd w Ramstein zauważyła i tego samego dnia zakręciła Polsce kurek z gazem pod pretekstem, że w przewidzianym terminie Polska nie uiściła należności w rublach, co specjalnym ukazem zadekretował od 1 kwietnia Putin. Nasi Umiłowani Przywódcy, jak zwykle niczego się nie boją tym bardziej, że brytyjski minister sprawiedliwości natychmiast zapewnił, że Wielka Brytania stanie z nami „ramię w ramię”. Nie wiadomo, co to konkretnie oznacza – czy że premier Johnson udostępni nam nieco własnego gazu, czy coś innego – ale Anglicy zawsze mieli skłonność do udzielania niejasnych obietnic, o czym Polska przekonała się we wrześniu 1939 roku. Również pani Urszula von der Layen ofuknęła Putina, że zastosował wobec Polski szantaż gazowy, bo jużci – gazowy szantaż wobec Polski to zbrodnia, podczas gdy finansowy, to czyn szlachetny.

Jak u Orwella: „cztery nogi dobre, dwie nogi złe”. Na zamknięcie gazowego kurka złoty od razu stracił na wartości, a cena gazu w Europie skoczyła o 20 procent. Wygląda na to, że inflacja będzie coraz większa, ale na szczęście mamy wojnę na Ukrainie i Putina, na którego można wszystko zwalić, więc nic dziwnego, że w kołach rządowych panuje nastrój pogodny. Na razie walka z inflacją w Polsce sprowadza się do wprowadzenia nazwy „Putinflacja”, którą niezależne media głównego nurtu, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, skwapliwie propagują. Tymczasem słychać, że już następnego dnia po zakręceniu Polsce kurka z gazem, kolejne 10 państw poważniejszych otworzyło sobie rachunki bankowe w ruskim Gazprombanku. Będą wpłacały należność za gaz w dolarach lub euro, a Gazprombank będzie regulował te należności Gazpromowi już w rublach. Decyzja w tej sprawie została w UE podjęta jeszcze przed świętami, ale na najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy albo nie zostali o niej poinformowani, albo nawet mogli zostać, tylko, jako wzorowi ormowcy, nie przyjęli tego do wiadomości wskutek czego Polacy już wkrótce będą musieli przejść na własny gaz, bo na razie, żeby dokuczyć Putinowi, właśnie odmrażamy sobie uszy.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

O prowokacjach…Czy na ambasadora Rosji ???

Posłowie Konfederacji o ataku na ambasadora Rosji w Polsce. „Dziwne”

10 maja 2022 Na podst.: https://nczas.com/2022/05/10/poslowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne/

Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez uczestników protestu podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP
Warszawa, 09.05.2022. Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andiejew (C) oblany czerwoną farbą przez „uczestników protestu” podczas próby złożenia kwiatów przy Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Foto: PAP

W poniedziałek 9 maja ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew został zaatakowany przez ukraińskich demonstrantów. Sprawę szeroko komentują media w Polsce i na świecie. Głos zabrali także politycy jedynej prawicy w Sejmie.

Rosyjski ambasador Siergiej Andriejew wraz z delegacją przybył w południe pod Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Chciał tam złożyć kwiaty, ponieważ 9 maja Rosja obchodzi dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami uniemożliwili Andriejewowi przejście pod miejsce upamiętnienia radzieckich żołnierzy, wznosili antyrosyjskie hasła i oblali Andriejewa czerwoną substancją. Po tym rosyjski dyplomata wrócił do służbowego auta.

Do ataku przyznała się ukraińska dziennikarka Irena Zemljana, która miała jakieś konszachty z fundacją „Otwarty dialog” czyli jedna z lewackich jaczejek ze stajni Sorosa.

Poseł Janusz Korwin-Mikke:

„P. Irena Zemljana dostanie pewno pół roku więzienia (minimalna kara to 3 miesiące) i zostanie „Bohaterką Ukrainy”. Nie rozumiem tylko dlaczego niektórzy chcą Ją „wydalić z Polski”??? Przede wszystkim trzeba sprawdzić, czy nie jest rosyjską agentką – a potem przykładnie ukarać!” – napisał JKM

Poseł Robert Winnicki także nie do końca wierzy w przypadki.

„Rosyjski ambasador miał świadomość co robi a jego ochroniarze i on sam „dziwnie” spokojnie reagowali na atak. Ukraińska, lewicowa aktywistka doskonale wiedziała, że wywoła skandal. Służby Mariusz Kamińskiego powinny zrobić wszystko, by do tej rosyjsko ukraińskiej ustawki na polskiej ziemi nie dopuścić” – napisał Winnicki. https://platform.twitter.com/embed/Tweet.html?dnt=true&embedId=twitter-widget-2&features=eyJ0ZndfZXhwZXJpbWVudHNfY29va2llX2V4cGlyYXRpb24iOnsiYnVja2V0IjoxMjA5NjAwLCJ2ZXJzaW9uIjpudWxsfX0%3D&frame=false&hideCard=false&hideThread=false&id=1523742930388750337&lang=pl&origin=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F05%2F10%2Fposlowie-konfederacji-o-ataku-na-ambasadora-rosji-w-polsce-dziwne%2F&sessionId=09dc6fbfa3c957f92f57d84514701eea1a980d34&theme=light&widgetsVersion=c8fe9736dd6fb%3A1649830956492&width=550px

Rozliczenia ministra Kamińskiego domaga się także poseł Grzegorz Braun.

„Atakowanie dyplomatów jest zawsze aktem barbarzyństwa, a w aktualnych okolicznościach jednocześnie aktem prowokacji wojennej. Bez względu na bezpośrednie sprawstwo, za sytuację odpowiadają władze RP – min. ⁦Mariusz Kamiński⁩ do dymisji!” – napisał Braun na Twitterze.

„Dzisiejszy atak na JE Amb. Andriejewa to prostackie barbarzyństwo i antypolska prowokacja; sprawcy – pod sąd i do więzienia; Mariusz Kamiński⁩ do dymisji – jego urzędowanie przynosi hańbę i sprowadza powszechne niebezpieczeństwo” – dodał Braun w kolejnym wpisie.