Wojna o mega-lotnisko w Baranowie. „Przystawili ludziom pistolet do głowy”

Mieszkańcy kompletnie stracili poczucie bezpieczeństwa. Nie rozumieją, dlaczego muszą złożyć na ołtarzu tej gigantycznej inwestycji całe swoje życie. Wielu z tych rolników po prostu sobie nie poradzi. No bo jak ludzie po 70-tce mają od nowa organizować swoje życie w nowym miejscu? Jak mają się zabrać za budowę nowego domu? – mówi w rozmowie z Onetem Robert Pindor, zastępca szefa niezależnej od rządu rady społecznej przy Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Budowa lotniska ma ruszyć za dwa lata.

Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor

  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje’

Kamil Dziubka: Wywłaszczą pana?

Robert Pindor: Z domu, w którym mieszkam, raczej nie. Ale niedaleko mam jeszcze jedną nieruchomość, która częściowo ma się znaleźć w granicach lotniska. Nie wykluczam, że tak czy inaczej będę musiał się wyprowadzić, bo strefa nalotu ma być niedaleko. Trudno będzie wytrzymać ten huk. Ta uciążliwość spotka kilka tysięcy nieświadomych osób, również z miejscowości leżących poza obszarem planowanego CPK.

Czasu na decyzję dużo panu nie zostało. Rząd utrzymuje, że pierwsza łopata pod budowę CPK będzie wbita w ziemię w 2023 r.

Ona będzie wbita co najwyżej w doniczce na balkonie, albo w ogródku w Alejach Ujazdowskich. Do 2023 r. spółka budująca lotnisko nie dostanie tych nieruchomości. Nie ma na to żadnych szans. Jeśli ktoś mówi, że za 1,5 roku ruszy budowa, to moim zdaniem jest niepoważny. Może się to stanie dwa lata później. Mówić można bezkarnie wiele rzeczy, ale na razie to jest wyłącznie propaganda sukcesu.

Jeden z tutejszych rolników na niedawnym spotkaniu z oficjelami z CPK powiedział: „Wysadzi nas stąd tylko trotyl”.

Zegar tyka, ludzie mają świadomość, że mogą zostać wywłaszczeni i ten moment się zbliża. Tymczasem inwestor nie przejmuje tym, że nie ma rozwiązań i mechanizmów prawnych, które zabezpieczą interes wywłaszczanych. Nie ma zastępczych wiosek, nie ma metody sprawiedliwej wyceny ziemi, którą mieszkańcy mają opuścić.

Ludzie nie wiedzą, ile dostaną pieniędzy za swoje nieruchomości. Co więcej, trwają prace nad nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami, która ma pozwolić na jak najniższą wycenę ziemi przed wywłaszczeniem.

  • – Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor
  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje nasz rozmówca

Kamil Dziubka: Wywłaszczą pana?

Robert Pindor: Z domu, w którym mieszkam, raczej nie. Ale niedaleko mam jeszcze jedną nieruchomość, która częściowo ma się znaleźć w granicach lotniska. Nie wykluczam, że tak czy inaczej będę musiał się wyprowadzić, bo strefa nalotu ma być niedaleko. Trudno będzie wytrzymać ten huk. Ta uciążliwość spotka kilka tysięcy nieświadomych osób, również z miejscowości leżących poza obszarem planowanego CPK.

Czasu na decyzję dużo panu nie zostało. Rząd utrzymuje, że pierwsza łopata pod budowę CPK będzie wbita w ziemię w 2023 r.

Ona będzie wbita co najwyżej w doniczce na balkonie, albo w ogródku w Alejach Ujazdowskich. Do 2023 r. spółka budująca lotnisko nie dostanie tych nieruchomości. Nie ma na to żadnych szans. Jeśli ktoś mówi, że za 1,5 roku ruszy budowa, to moim zdaniem jest niepoważny. Może się to stanie dwa lata później. Mówić można bezkarnie wiele rzeczy, ale na razie to jest wyłącznie propaganda sukcesu.

Jeden z tutejszych rolników na niedawnym spotkaniu z oficjelami z CPK powiedział: „Wysadzi nas stąd tylko trotyl”.

Zegar tyka, ludzie mają świadomość, że mogą zostać wywłaszczeni i ten moment się zbliża. Tymczasem inwestor nie przejmuje tym, że nie ma rozwiązań i mechanizmów prawnych, które zabezpieczą interes wywłaszczanych. Nie ma zastępczych wiosek, nie ma metody sprawiedliwej wyceny ziemi, którą mieszkańcy mają opuścić.

Ludzie nie wiedzą, ile dostaną pieniędzy za swoje nieruchomości. Co więcej, trwają prace nad nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami, która ma pozwolić na jak najniższą wycenę ziemi przed wywłaszczeniem.

Minister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. budowy CPK, mówił niedawno, że ludzie chcą tu za dużo pieniędzy za ziemię. Więcej niż może dać spółka publiczna, jaką jest Centralny Port Komunikacyjny.

Obszar między Łodzią a Warszawą to są bardzo atrakcyjne tereny inwestycyjne. Tu się dużo buduje i ceny ziemi wynoszą tu 100-200 zł za metr. Jeśli teraz ktoś przychodzi i mówi, że będzie się kierował cenami transakcji sprzed sześciu, siedmiu lat, na dodatek dotyczącymi nieruchomości rolnych, to to nie są uczciwe warunki.

Ziemia rolna jest tańsza, to oczywiste.

I może ją kupić rolnik tylko z tej konkretnej gminy, co dodatkowo obniża cenę. Poza tym w ostatnich latach w Baranowie i okolicach właściwie nic się nie kupuje, bo ma być lotnisko. Rynek został tu zamrożony, bo ludzie boją się podjąć jakąkolwiek decyzję.

Dlaczego więc mają się kierować cenami sprzed lat, skoro to była zupełnie inna epoka, jeśli chodzi o nieruchomości w Polsce? A jeszcze jak słyszą, że żona premiera Morawieckiego sprzedała właśnie działkę pod Wrocławiem…

I nieźle na tym zarobiła.

Ok. 100 zł za metr, bo jest tam potencjał inwestycyjny. A tutaj urzędnicy proponują ludziom np. kilkanaście złotych na równie atrakcyjnym terenie. To jest oburzające. Nikt się na to nie zgodzi, bo wie, że za takie pieniądze nie odtworzy w innym miejscu ani swojego gospodarstwa, ani domu. Tym ludziom stanie się krzywda. Powiem więcej, gdyby pan chciał ode mnie teraz kupić moją ziemię, to spółka CPK może przejąć naszą umowę.

Jak to?

Takie uprawnienia daje jej specustawa. Moglibyśmy się umówić np. na cenę 50 zł za metr, ale CPK miałoby prawo obniżyć ją do 20 zł. To wszystko jest robione po to, by ludzie pozbyli się sami swoich domów. Po prostu przychodzi rząd i mówi: „Sprzedajcie nam teraz tanio, bo za rok was wywłaszczymy i dostaniecie jeszcze mniej”.

Wielu z tych rolników po prostu sobie nie poradzi. No bo jak ludzie po 70-tce mają od nowa organizować swoje życie w nowym miejscu? Jak mają się zabrać za budowę nowego domu? Dla nich miała być wioska zastępcza, ale poza obietnicami, nic nie dostali.

Zabiorą domy, zostawią kościoły

Minister Horała mówi, że 200 osób zgłosiło się do programu dobrowolnych wykupów ziemi.

Ale realnie tylko kilka osób sprzedało swoje domy i pola. Program trwa już ponad rok. Spółka CPK kupiła w tym czasie ok. 10 hektarów. Pan minister mówi o 200 osobach, ale być może chodzi o 200 nieruchomości, a to różnica.

Znam osoby, które mają np. 20 nieruchomości, więc w praktyce liczba chętnych może być o wiele mniejsza, niż przekonuje rząd. Zresztą większość osób, które zgłosiły swój akces do tego programu, nie jest zainteresowana sprzedażą, tylko wyceną. Chcą wiedzieć, ile państwo chce im zaoferować.

Ktoś jednak sprzedaje.

To ci, których nieruchomości nie są atrakcyjne, bo np. nie mają drogi dojazdowej. Albo ci, którzy już tu nie mieszkają, a ich domy stoją puste. Znam takich ludzi. Generalnie jednak program idzie bardzo źle. Do tej pory spółka CPK nie wykupiła nawet 1 proc. potrzebnych terenów. Rolnicy, którzy uprawiają ziemię, nie chcą jej sprzedawać.

Marcin Horała i prezes spółki CPK Mikołaj Wild przedstawili kilka dni temu na konferencji w Warszawie plany, o których mówią, że jest to docelowa lokalizacja obiektu. To ostateczna wersja?

Nie. To jest tzw. preferowany wariant inwestorski, czyli lokalizacja, która prawdopodobnie się nie zmieni, albo zmieni się minimalnie. O ile decyzja środowiskowa nie naniesie tu poprawek. Mogą być przesunięcia np. dotyczące pasa startowego o kilka stopni. Przy pasie o długości czterech kilometrów może to mieć jednak duże znaczenie.

Kiedy się o tych planach dowiedzieliście?

Dobę wcześniej. I to przez przypadek, bo niektórzy kurierzy, którzy mieli dostarczyć dokumenty mieszkańcom Baranowa i okolic, zrobili to za wcześnie. W ten sposób plany, które miały być omawiane na spotkaniu pracowników CPK z mieszkańcami, wyciekły do sieci kilkadziesiąt godzin wcześniej.

A wy jako rada społeczna znaliście te plany przed mieszkańcami?

Nie. Znaliśmy oczywiście możliwe warianty. Na pewno ta opcja, na którą padł wybór, jest najmniej zła.

Co to znaczy?

Najmniej zła, bo tam nie ma dobrych wariantów. Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew.

A gdyby pan miał powiedzieć coś dobrego?

Chyba tylko to, że nie wywłaszczą kościołów, cmentarzy i budynków użyteczności publicznej.

Zabiegaliście o to?

Tak. Wielokrotnie i przy każdej możliwej okazji powtarzaliśmy, że koszty społeczne przeniesienia świątyni, cmentarza, urzędu gminy, czy szkoły byłyby olbrzymie. Na szczęście ktoś po drugiej stronie nas posłuchał. Przynajmniej w tym aspekcie.

Na spotkaniu mieszkańców z przedstawicielami spółki CPK pojawiła się AgroUnia z jej liderem Michałem Kołodziejczakiem, który właściwie przejął kontrolę nad tym wydarzeniem. Ostatecznie do rozmowy o konkretach nie doszło, bo wybuchła awantura. To było potrzebne?

Nie jestem zwolennikiem rozmowy w stylu wiecowym. Rada społeczna nie organizowała tej demonstracji i jej nie inspirowała. Natomiast oburzenie ludzi jest zrozumiałe i uzasadnione.

  • – Nikt tu tej inwestycji nie chciał. Ani mieszkańcy, ani samorządy. Ona jest robiona wbrew lokalnym środowiskom. Dobra lokalizacja byłaby tam, gdzie ludzie by o nią zabiegali. Były takie miejsca, np. Mszczonów, Babsk, kiedyś Sochaczew – mówi Robert Pindor
  • Członek rady społecznej przy CPK przekonuje, że od 2017 r., kiedy rząd zdecydował o budowie portu, nikt nie chciał prowadzić realnego dialogu z mieszkańcami terenów, na których lotnisko ma powstać
  • – Poświęcamy 1/3 rocznych wydatków państwa, pożyczając de facto od naszych dzieci, wyrzucając ludzi z domów i nie mamy pewności, czy to jest potrzebne. Cofamy się do państwa dogmatycznego, jakim było PRL, które z góry wie, co jest dobre i potrzebne ludziom – dodaje nasz rozmówca

A co mówią inne znane panu opracowania?

Żadne nie pokazało jasno, że trzeba budować CPK. A już na pewno nie tutaj, w Baranowie. Zajmuję się zawodowo logistyką, interesowałem się tym tematem od lat. Poza tym pandemia przeorała rynek lotniczy, który się skurczył.

Ma pan wrażenie, że rząd prowadził z wami przez te lata prawdziwy dialog?

Ten dialog był fasadowy. Kluczowych kwestii nikt z nami nie konsultował. Przecież nikt nie zapytał nas, czy w ogóle chcemy, by powstał tu port lotniczy. My z własnej inicjatywy złożyliśmy wiele propozycji, bazując na ustawodawstwie krajów, w których takie inwestycje były realizowane. Nie po to, by torpedować CPK, tylko żeby dać szansę ludziom na godziwe odszkodowanie. Prawie wszystko zostało odrzucone.

[dalej w oryg. MD]

Kamil Dziubka https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/centralny-port-komunikacyjny-w-baranowie-rozmowa-z-robertem-pindorem/m22j2fc

Kancerogeny w „środkach do dezynfekcji rąk”. Aldehyd octowy, metanol, benzen…

W USA niebezpieczne zjawisko, a w Polsce?… Kogo z rządzących to obchodzi

Benzen jest znanym rakotwórczym czynnikiem, niebezpiecznym dla ludzi, ale pomimo tej oczywistej wiedzy nadal plasuje się w pierwszej dwudziestce chemikaliów stosowanych w Stanach Zjednoczonych pod względem wielkości produkcji.[1] Pomimo znanej toksyczności, w marcu 2020 r. amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków – FDA, wydała tymczasowe wytyczne, które zezwoliły na stosowanie go w tzw. środkach do dezynfekcji rąk, do poziomu wynoszącego 2 części na milion (ppm).[2]

Te nowe liberalne wytyczne zostały przyznane powołując się na „konieczność” wynikającą z tzw. pandemii COVID-19, która wywołała bezprecedensową panikę i popyt na produkty dezynfekujące, takie jak „środki do dezynfekcji rąk”. Amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom – CDC, zalecają stosowanie „środków do dezynfekcji rąk” na bazie alkoholu (co najmniej 60%), aby „zapobiec COVID-19”, jeśli mydło i woda nie są dostępne.[3]

Zwiększony popyt skłonił FDA do poluzowania wytycznych dotyczących produktów, zezwalając na zwiększenie poziomu toksyn, takich jak benzen, pomimo jego potencjału rakotwórczego.

Zwiększony popyt na środki do dezynfekcji rąk spowodował w konsekwencji również i większe zatrucie tymi środkami, o czym świadczy choćby wzrost liczby telefonów alarmowych do Centrum Kontroli Zatruć (Poison Control – AAPCC – telefon 1-800-222-1222) – wzrost o 79% już w marcu 2020 r, w porównaniu do marca 2020 r.[4]

Kryminalne FDA otworzyło drogę do stosowania niebezpiecznych produktów

Kiedy na początku pandemii pojawiły się niedobory środków do dezynfekcji rąk, tymczasowe wytyczne FDA pozwoliły producentom na wytwarzanie produktów „do dezynfekcji rąk” z gorszej jakości etanolu. Oprócz dopuszczenia benzenu w stężeniu 2 ppm, dopuszczono także aldehyd octowy, który jest genotoksyczny i potencjalnie rakotwórczy, do poziomu 50 ppm, pomimo tego, że jak stwierdziła sama agencja FDA: „Biorąc pod uwagę dużą liczbę zastosowań tego produktu, przez przez konsumentów i personel medyczny podczas sytuacji zagrożenia zdrowia publicznego, narażenie na środek do dezynfekcji rąk o wysokim poziomie aldehydu octowego stanowi poważny problem dotyczący bezpieczeństwa”.[5] Te rozluźnione przepisy FDA od razu usprawiedliwiła stwierdzeniem[6]:

… FDA współpracuje z przemysłem, aby zapewnić, że szkodliwe poziomy zanieczyszczeń nie są obecne w etanolu używanym w środkach do dezynfekcji rąk. Po dalszym przeglądzie danych tymczasowo zezwalamy na elastyczność w odniesieniu do niektórych zanieczyszczeń na ustalonych poziomach…

W związku z tym podczas tej sytuacji zagrożenia zdrowia publicznego, FDA nie zamierza podejmować działań przeciwko firmom produkującym paliwo lub etanol o jakości technicznej do środków do dezynfekcji rąk, który nie spełnia wymagań USP lub FCC, ani firmom, które używają takiego etanolu do tymczasowego przygotowania środków do dezynfekcji rąk, pod warunkiem, że występują wszystkie inne okoliczności w wytycznych…

Te nowe karygodne wytyczne otworzyły drzwi do produkcji „środków do dezynfekcji rąk” przy użyciu taniego, niskiej jakości etanolu, który stanowi zagrożenie dla zdrowia ludzi. FDA ostatecznie wycofała w dniu 12 października 2021 r. te tymczasowe wytyczne dotyczące środków do dezynfekcji rąk na bazie alkoholu, ale wejdą one w życie dopiero 31 grudnia 2021 r., czyli niemal dwa lata po ich wydaniu. Czyli przez prawie 2 lata używano – niemal wszędzie: w domach, sklepach, szkołach, szpitalach, kościołach… – szkodliwe, kancerogenne produkty. Za wiedzą, zgodą, aprobatą agencji mającej statutowo czuwać nad bezpieczeństwem tych produktów.

FDA ostrzega przed czymś na co zezwoliło…

Rozluźnienie przepisów doprowadziło do boomu rynkowego umożliwiającego tysiącom firm produkcję tzw. środków dezynfekujących zawierających szkodliwe składniki, co po pewnym czasie spowodowało nawet reakcję FDA, która na swojej stronie internetowej umieściła ostrzeżenie: „Aktualizacje FDA dotyczące środków do dezynfekcji rąk, których konsumenci nie powinni używać”.[8] Według stanu na 1 grudnia 2021 r. na liście FDA było 270 produktów, w tym te, które po przetestowaniu przez FDA zawierają benzen, aldehyd octowy, metanol, acetal lub inne toksyny.

Stwierdzono, że te „środki do dezynfekcji rąk” wpisane do listy z nagłówkiem „Nie używać”, dalej są rozprowadzane, pomimo, że zawierają skażenie mikrobiologiczne. Wiele z nich zostało wyprodukowanych w tym samym zakładzie, co produkty zawierające benzen i inne toksyny lub były pakowane w pojemniki przypominające pojemniki na żywność lub napoje, co stwarza zwiększone ryzyko przypadkowego spożycia.[9]

W lipcu 2020 r. FDA ostrzegło, że ​​odnotowano gwałtowny wzrost liczby „produktów do dezynfekcji rąk” oznaczonych jako zawierające etanol (alkohol etylowy), ale z pozytywnym wynikiem testu na zanieczyszczenie metanolem.[10] Metanol lub alkohol drzewny, jest toksyczny i po spożyciu może zagrażać życiu.

FDA ostrzegało też konsumentów i pracowników służby zdrowia przed „produktami do dezynfekcji rąk”, które zostały skażone 1-propanolem, który może powodować depresję ośrodkowego układu nerwowego i śmierć w przypadku spożycia.

Kolejne ostrzeżenie, wydane w marcu 2021 r., dotyczyło środka do dezynfekcji rąk o nazwie Durisan Antimicrobial Solutions Hand Sanitizer produkowanego przez Sanit Technologies LLC, w którym stwierdzono wysoki poziom bakterii Burkholderia cepacia oraz Ralstonia pickettii, które mogą powodować poważne infekcje, w tym infekcje skóry, tkanek miękkich, płuc lub krwioobiegu.[11]

Po blisko półtora roku, w październiku 2021 r., FDA „zauważyła” występowanie „niedopuszczalnych” poziomów benzenu, aldehydu octowego i acetalu w niektórych środkach do dezynfekcji rąk produkowanych przez firmę Artnaturals.[12] David Light, dyrektor generalny laboratorium Valisure, które testuje „środki do dezynfekcji rąk” pod kątem zanieczyszczeń, powiedział w wywiadzie dla telewizji NBC News[13]:

Toksyczność benzenu jest znana od ponad 120 lat. Jest on bezpośrednio powiązany z powodowaniem u ludzi białaczki. Jest on na liście 120 chemikaliów niedozwolonych do używania w produkcji [ale] benzen jest niezwykle tanim rozpuszczalnikiem … FDA samo mówi bardzo jasno, że nie powinien być do tego stosowany.

Barbarzystwo polega na tym, że FDA może i „bardzo jasno mówi, że benzen nie powinien być do tego stosowany”, ale przecież samo wydało tymczasowe wytyczne, które zezwoliły na stosowanie go w tzw. środkach do dezynfekcji rąk.

Benzen znaleziony w 44 produktach do dezynfekcji rąk

Laboratorium Valisure przetestowało 260 produktów do dezynfekcji rąk, w tym produkty płynne i niepłynne. Wykryto, że 44 produkty, czyli 17% testowanych, zawierały benzen. Najwyższy wykryty poziom benzenu wyniósł 16,1 ppm, co stanowi ponad ośmiokrotność tymczasowego limitu FDA wynoszącego 2 ppm.[14]. (Przypomnijmy, że normy FDA nie oznaczają, że jest to poziom bezpieczny, bowiem normy są zawsze opracowywane aby zadowolić przemysł wytwórczy, a nie po to aby zadbać o zdrowie społeczeństwa.)

Benzen znajduje się w ropie naftowej, benzynie i np. dymie papierosowym, a także jest szeroko stosowany do produkcji chemikaliów stosowanych w produkcji tworzyw sztucznych, włókien syntetycznych, smarów, gumy, barwników, detergentów, leków i pestycydów. Benzen ingeruje w komórki, powodując, że szpik kostny nie wytwarza wystarczającej ilości czerwonych krwinek, wywołując na przykład anemię. Może również powodować uszkodzenie układu odpornościowego, w tym zmiany poziomu przeciwciał i utratę białych krwinek.

Po długotrwałym narażeniu benzen powoduje raka u ludzi, zwłaszcza białaczkę, i wiadomo, że prowadzi do nieregularnych miesiączek i zmniejszenia wielkości jajników u kobiet. Ponadto, jak zauważyła agencja CDC[15]:

Przy długotrwałym narażeniu, benzen głównie wypływa na krew. (Długotrwała ekspozycja oznacza ekspozycję przez rok lub dłużej.) Benzen ma szkodliwy wpływ na szpik kostny i może powodować zmniejszenie liczby czerwonych krwinek, prowadząc do anemii. Może również powodować nadmierne krwawienie i może wpływać na układ odpornościowy, zwiększając ryzyko infekcji.

Dopuszczenie do stosowania („zezwalamy na elastyczność w odniesieniu do niektórych zanieczyszczeń”) i stosowanie benzenu w tzw. środkach do dezynfekcji rąk jest szczególnie skandaliczne, biorąc pod uwagę, że może on zaszkodzić poprzez wchłanianie przez skórę i wdychanie, co jest oczywiste, nawet gdy środek do dezynfekcji rąk jest używany prawidłowo i zgodnie z przeznaczeniem. Firma Valisure zwróciła się do FDA o natychmiastowe wycofanie ujawnionych skażonych partii środków do dezynfekcji rąk i zaktualizowanie swoich wytycznych.

Laboratorium wykryło również, że co najmniej 45% skażonych benzenem środków do dezynfekcji rąk zawierało dodatkowe składniki mające poprawić ich zapach, smak lub wygląd, co zwiększa ryzyko spożycia, np. połknięcia przez dzieci. Co jeszcze bardziej wstrząsające, to fakt, że wiele z tych dodatków miało za cel oszukiwanie konsumentów, gdyż jak stwierdziło laboratorium Valisure: „Niektóre z silnie zanieczyszczonych partii analizowanych przez Valisure wydają się być specjalnie opracowane i sprzedawane dla dzieci.[16]

Antyperspiranty wycofane z powodu benzenu

23 listopada 2021 r. firma Procter & Gamble dobrowolnie wycofała niektóre partie antyperspirantów w aerozolu Old Spice i Secret oraz produktów w aerozolu Old Spice Below Deck sprzedawanych w USA, ze względu na obecność benzenu.[17]

(Firma ta wycofała dobrowolnie produkty z obawy o możliwość pozwów sądowych o odszkodowanie za narażenie zdrowia i życia. W przypadku o wiele groźniejszych produktów jakim są „szczepionki przeciwko Covid-19” producenci są zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności i w związku z tym swobodnie mogą oferować – i czynią to! – produkty niebezpieczne dla zdrowia i życia.)

O kryminalnej działalności agencji FDA świadczą np. jej podwójne standardy, najpierw zezwalające na podwyższony poziom benzenu w środkach „do dezynfekcji rąk” podczas tzw. pandemii i nie ostrzegając konsumentów o niebezpieczeństwie, a z drugiej strony ogłaszając dobrowolne wycofanie antyperspirantów, przyznając, że „narażenie na benzen może nastąpić przez drogi oddechowe, ustne i przez skórę[18]. Czyli, każdy sposób na zwiększenie paniki związanej z tzw. pandemią (w tym zawyżanie liczby „infekcji”, liczby „zmarłych na Covid”, promowanie fałszywych testów PCR oraz właśnie zezwalanie na produkcję i używanie niebezpiecznych produktów, jak środki dezynfekcji rąk) – wszystko to było dozwolone, aby osiągnąć polityczny cel zniewolenia społeczeństw.

Tak więc „dbająca o zdrowie obywateli” agencja FDA ostrzega przed niektórymi „środkami do dezynfekcji rąk” i poleca: „przestań go używać … wyrzuć go, najlepiej do pojemnika na niebezpieczne odpady”.[19] (FDA nie ma uprawnień do wycofywania produktów, jedynie może ostrzegać przed skażonymi produktami.)

Są to jednak często wezwania i ostrzeżenia nadaremne, bowiem rynek rządzi się swoimi prawami i niebezpieczne produkty są dalej swobodnie rozprowadzane. Tylko czujne osoby sprawdzające regularnie strony internetowe FDA dostrzegą w ogromie spisów, wykazów i kowidowej propagandy, ważne komunikaty ostrzegające przed niebezpiecznymi produktami.

Czy naprawdę potrzebujesz środka do dezynfekcji rąk?

Nadużywanie środków do dezynfekcji rąk i innych środków dezynfekujących może spowodować odwrotny skutek. Istnieją potencjalne niekorzystne skutki dla zdrowia ludzkiego wynikające z wdychania środków dezynfekujących, ponieważ wiadomo, że takie chemikalia gromadzą się w płucach, wątrobie, nerkach, żołądku, mózgu i krwi. Podczas tzw. pandemii narażenie było z pewnością podwyższone dla wielu osób, które używając różnych „środków do dezynfekcji rąk” były narażone na groźne czynniki drogą inhalacyjną i doustną, a także przez skórę i oczy.

Istnieją również poważne obawy dotyczące środowiska z powodu „nietypowego uwalniania i rozprzestrzeniania się do wód powierzchniowych i podziemnych, a także systemów oczyszczania ścieków, produktów na bazie biocydów w wyższych stężeniach” podczas tzw. pandemii.[20] Kiedy środki dezynfekujące i biocydy dostaną się do środowiska, mogą wyeliminować pożyteczne gatunki bakterii, trzymające w ryzach lekoodporne drobnoustroje.

Naukowcy ostrzegają, że „Jeżeli stężenia biocydów osiągną subminimalne stężenie hamujące (sub-MIC), to może to zwiększyć presję selekcyjną, zwiększyć horyzontalny transfer genów (HGT) i napędzać ewolucję AMR [oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe][21]

Pamiętajmy, że nawet w czasie prawdziwej pandemii – nie mówiąc o tzw. pandemii – niewiele środków do dezynfekcji rąk może zastąpić zwykłe mycie rąk wodą z mydłem.

Myj ręce wodą z mydłem. Unikaj „środków do dezynfekcji rąk!”

Jak jest w Polsce?

Nie znamy żadnych badań, analiz, wyników niezależnych laboratoriów w Polsce, badających występujące w obrocie tzw. środki do dezynfekcji rąk. Owszem, w czerwcu zeszłego roku (2020) Sanepid nakazał wycofanie jednego z płynów do dezynfekcji, gdyż jak napisano „nie zostało wydane pozwolenie na obrót”[22]. Nie wiemy czy przyczyną było wykrycie niebezpiecznych składników, czy też po prostu jakaś fiskalna kontrola. Niestety, przy kontynuowaniu przez rząd niemal 2-letniej propagandy nastawionej na manipulację, oszukiwanie i zastraszenie społeczeństwa, zwracanie uwagi na jakieś „drobne” zagrożenia wynikające z powszechnego stosowania kancerogennych produktów, nie stanowiło i nie stanowi priorytetu.

Do liczby ofiar wykreowanych przez reżim obecnego rządu – w postaci zastraszenia, zestresowania, lokdownów, pozbawienia możliwości zarobkowania, uniemożliwienia korzystania z podstawowej opieki zdrowotnej, stosowania maseczek, niewłaściwych procedur leczenia „chorych na Covid” – dochodzą również ofiary stosowania tzw. środków do dezynfekcji rąk, najczęściej szkodliwych a niekiedy wręcz groźnych dla zdrowia produktów.

Przypisy:

Oprac. www.bibula.com 2021-12-18
na podstawie Mercola (December 18, 2021)- „Why Is This Carcinogen in Hand Sanitizers?” – Dr. Joseph Mercola
z dużymi zmianami odredakcyjnymi

Polska znika – powstrzymajmy wymieranie Narodu. Wieloletni proces wymierania Polaków.

Gdy ktoś wieszczy upadek Polski i całej zachodniej cywilizacji, wyobrażamy sobie najczęściej wielką wojnę, ideologiczne rewolucje lub gwałtowne katastrofy naturalne. W rzeczywistości koniec już nadchodzi ścieżką o wiele mniej spektakularną. To wieloletni proces wymierania Polaków. Całe młode pokolenie Polaków niechętnie decyduje się na rodzicielstwo. Rodzące się dzieci nie tylko nie zastąpią liczebnie pokolenia rodziców, ale spadnie na nie bezprecedensowy ciężar utrzymania całego państwa. Czas pandemii przyniósł przyspieszenie katastrofy. Rok 2020 był pod względem demograficznym najgorszy od II Wojny Światowej.

Dlatego zespoły analityków Ordo Iuris już od siedmiu lat intensywnie pracują nad strategią demograficzną, która musi łączyć mądre instrumenty wsparcia rodzin z bodźcami odrodzenia kultury poświęcenia – dla dzieci, rodziny i Narodu. Jeżeli nie dokonamy przełomowych zmian prawnych oraz kulturowych, za kilka lat stracimy ostatnią szansę, by kontynuować wielkie dzieło pokoleń – Polskę.

Pierwszymi symptomami kryzysu demograficznego będzie brak rąk do pracy i zahamowanie wzrostu gospodarczego. Wówczas wzrośnie presja na przyjęcie setek tysięcy młodych migrantów, których wkład w krajową gospodarkę nie tylko zapewni wszystkim dalsze możliwości bogacenia się, ale stanie się niezbędny dla utrzymania milionowych rzesz Polaków przechodzących na emeryturę. Z czasem nowe grupy zdominują produktywną kohortę społeczeństwa. Oblicze Polski zmieni się nieodwracalnie. Etnicznie, religijnie, kulturowo i politycznie. Ojczyzna, jaką znamy, zniknie.

Wszystkie podejmowane przez nas działania w obronie fundamentów cywilizacji łacińskiej oraz suwerenności i tożsamości Polski nie będą mieć żadnego znaczenia, jeśli nie będziemy pamiętać o tym, że Polska do przetrwania potrzebuje przede wszystkim Polaków.

Do naszego pierwszego raportu „Jakiej polityki rodzinnej potrzebuje Polska” wprost odwoływał się rząd w czasie wprowadzania najważniejszych instrumentów polityki rodzinnej w 2016 roku. Teraz część z naszych propozycji została uwzględniona w rządowej Strategii Demograficznej 2040, a część trafiła już do rozwiązań zaproponowanych w podpisanym przez Prezydenta RP „Polskim Ładzie”.

Politycy wciąż jednak myślą o polityce prodemograficznej głównie w kategoriach doraźnych transferów finansowych, zapewniających korzyści wyborcze. Te natomiast – chociaż skutecznie wyeliminowały skrajne ubóstwo – nie przełożyły się na trwały wzrost dzietności.Aby zatrzymać postępujący kryzys demograficzny, trzeba przede wszystkim odbudować kulturę szacunku dla rodziny oraz trudu macierzyństwa i ojcostwa.Potrzebny jest sprzeciw wobec kultury indywidualizmu, w której nie ma miejsca na poświęcenie się dla innych i zaparcie się siebie dla dobra rodziny czy większej społeczności.

Ze szczególną uwagą poddaliśmy analizie opublikowaną przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej „Strategię Demograficzną 2040”. Przygotowany, wnikliwy raport i rekomendacje dla rządu zostały omówione podczas panelu ekspertów, łączącego perspektywę prawników, ekonomistów, przedsiębiorców i socjologów.

Nasi eksperci brali także udział w konsultacjach społecznych „Polskiego Ładu”, w ramach których przygotowaliśmy kompleksową analizę jego pierwotnych założeń z perspektywy interesów polskich rodzin oraz przesłaliśmy projekt ustawy o ilorazie rodzinnym, będącym realną ulgą podatkową dla polskich rodzin. Po naszej interwencji w ostatecznej wersji ustawy znalazła się także ulga dla rodzin wielodzietnych, o którą zabiegaliśmy w trakcie konsultacji.

W przyszłym roku – we współpracy z partnerami z całego świata, z którymi nawiązaliśmy kontakt dzięki wspólnym inicjatywom i Collegium Intermarium – stworzymy katalog dobrych praktyk i działań prorodzinnych i prodemograficznych z całego świata. W publikacji zwrócimy uwagę na rozwiązania, które okazały się już skuteczne, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które nie odwołują się do wątpliwego kierunku niekończącego się podnoszenia poziomu redystrybucji.

Nie mam wątpliwości, że nasza działalność w tym względzie jest absolutnie konieczna. Jeśli nie podejmiemy wszelkich możliwych działań już teraz, to za 10 lat będzie po prostu za późno.

Tak źle nie było od 75 lat

Rok 2020 był pod względem demograficznym najgorszy od czasów II wojny światowej – liczba zgonów przekroczyła liczbę urodzeń o ponad 122 tysiące. Na świat przyszło w tym czasie niecałe 380 tys. Polaków, a zmarło prawie pół miliona. Jednak ten ujemny przyrost naturalny nie jest wyłącznie efektem pandemii, jak w pierwszej chwili może się wydawać.

Już od końca lat 80. XX wieku mamy w Polsce do czynienia z postępującym obniżaniem przyrostu naturalnego, który jest przede wszystkim efektem regularnych spadków wskaźnika dzietności, czyli miary liczby dzieci, które przeciętnie rodzi jedna kobieta. W ostatnim roku w Polsce wskaźnik ten wyniósł zaledwie 1,39. Już od lat nie gwarantuje on jednak prostej zastępowalności pokoleń, która jest zapewniona, gdy wskaźnik ten wynosi co najmniej 2,1.

W praktyce może to oznaczać dwie rzeczy: albo w najbliższych dekadach Polska zacznie masowo przyjmować migrantów, którzy – podobnie jak w wielu krajach zachodniej Europy – zwiększą stabilność całego systemu, albo państwo polskie już wkrótce nie będzie w stanie wypłacać emerytur wielu Polakom, bo liczba osób w tzw. wieku produkcyjnym nie będzie wystarczająca. Taka sytuacja grozi ruiną nie tylko systemu emerytalnego ale całej polskiej gospodarki. Każda rodzina jest bowiem nie tylko podstawową komórką społeczną, ale także podstawową komórką ekonomiczną, dla której pracuje szereg branż takich jak branża spożywcza, budowlana, motoryzacyjna, medyczna, szkolnictwo czy przemysł odzieżowy. Coraz mniejsza ilość i liczebność zakładanych rodzin to zatem likwidacja koła zamachowego całej gospodarki.

Dlatego jeśli sytuacja demograficzna w Polsce się nie zmieni, to wszystkie nasze starania w obronie fundamentów naszej cywilizacji staną się bezcelowe. Niezbędne dla przetrwania polskiej gospodarski stanie się pójście śladem wielu państw zachodniej Europy, gdzie „na oścież” otwarto drzwi dla migracji ekonomicznej z całego świata. W efekcie Polska ulegnie tak głębokim przeobrażeniom, że trudno już będzie rozpoznać w niej Ojczyznę, której tożsamość budowały powieści Henryka Sienkiewicza, krew przelewana za niepodległość i odwaga pokoleń stających w obronie kultury narodowej, wiary i politycznej suwerenności Polaków.

Nie dziwi więc, że zagrożenie demograficzne nie schodzi z ust polityków wielu europejskich państw. W ostatnich miesiącach długofalowa polityka demograficzna została opisana także przez polski rząd w dokumencie poddanym natychmiast wnikliwej recenzji ekspertów Ordo Iuris.

Analizujemy rządową strategię demograficzną

Nasz raport rozpoczęliśmy analizą polityki prorodzinnej i demograficznej na przestrzeni ostatnich 30 lat. Opisaliśmy zarówno nieliczne próby podejmowane na szczeblu centralnym, jak i konkretne inicjatywy wybranych samorządów z ostatniej dekady, które nie doprowadziły jednak do pozytywnych zmian w trendach demograficznych.

Na tym tle dokonaliśmy oceny rozwiązań zaproponowanych przez Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Demograficznej w Strategii Demograficznej 2040. Trzeba przyznać, że strategia trafnie identyfikuje źródła kryzysu demograficznego i wskazuje wiele kierunków działań, które ocenić należy pozytywnie. Jej nadmierna ogólność nie sprzyja jednak podjęciu konkretnych działań na rzecz wzrostu dzietności.

Przede wszystkim na uznanie zasługuje to, że w Strategii zwrócono uwagę na konieczność podniesienia wartości pracy opiekuńczo-wychowawczej w oczach społeczeństwa. Mowa tu o zmianie sposobu postrzegania rodzicielstwa w kulturze, co dotyczy przede wszystkim coraz częściej deprecjonowanego macierzyństwa.

W analizie zwróciliśmy też uwagę na zawarte w rządowej Strategii nieskuteczne i nieprzemyślane rozwiązania socjalne, niepowiązane w żaden sposób z liczebnością dzieci w rodzinie.

Jak zwiększyć dzietność polskich rodzin?

W drugiej części analizy przedstawiamy rekomendacje uzupełniające luki rządowej Strategii, oparte na dobrych praktykach takich krajów jak Węgry czy Francja. Wskazujemy między innymi na możliwość rozszerzenia ulgi podatkowej na dziecko w formie tzw. ilorazu rodzinnego oraz uwzględnienie faktu wychowywania dzieci przy wyliczaniu składki emerytalnej. Dobrym przykładem zagranicznych działań jest też wsparcie rządowe w wypracowywaniu z bankami obniżek oprocentowania kredytów dla rodzin wielodzietnych. Kluczowe dla demografii jest również wsparcie trwałości rodzin. Dlatego w naszej analizie postulujemy między innymi popularyzację mediacji rodzinnych, które mogą ograniczyć liczbę rozwodów.

W ramach rozwoju różnych form opieki nad dziećmi postulujemy wprowadzenie ogólnopolskiego bonu wychowawczego czy wprowadzenie ulgi podatkowej, pozwalającej na odliczenie kosztów ponoszonych na zorganizowanie opieki nad dzieckiem lub przysługującej rodzinom, w których jeden z rodziców zdecydował się na rezygnację z pracy zawodowej na rzecz pełnoetatowego opiekowania się dziećmi. Cenną inicjatywą byłoby także wprowadzenie bonu oświatowego oraz rozszerzenie zakresu Karty Dużej Rodziny.

Formą zachęty do wprowadzania dobrych praktyk prorodzinnych w miejscach pracy mógłby być system certyfikowania firm spełniających prorodzinne standardy. Wskazujemy też na wagę tworzenia ułatwień w łączeniu kształcenia z macierzyństwem przez dostosowanie otoczenia akademickiego do potrzeb rodziców-studentów.

Jednym z najistotniejszych aspektów polityki prodemograficznej powinna być zmiana sposobu postrzegania macierzyństwa i rodzicielstwa. Posiadanie dzieci kreowane jest przez współczesną kulturę jako przeszkoda, ograniczenie własnego potencjału, wyrzeczenie się komfortowego egoizmu premiowanego przez kulturę masową. Konieczne jest zatem przywrócenie szacunku dla rodzicielstwa, chęci zakładania rodzin i posiadania potomstwa. A to możliwe jest wyłącznie, jeśli rodzina, w opozycji do jednostki, na powrót stanie się fundamentem i centrum funkcjonowania społeczeństwa.

Dlatego wśród naszych rekomendacji znalazł się postulat promowania filmów, programów telewizyjnych, seriali czy literatury zachęcających do odpowiedzialnego rodzicielstwa i budujących szacunek wobec rodziny. Mogłoby się to odbywać chociażby poprzez ustanowienie nagród, konkursów, certyfikatów czy odznaczeń dla twórców i nadawców treści prorodzinnych.

Czy odwrócenie demograficznego trendu jest możliwe?

Zastosowanie naszych rekomendacji może odwrócić negatywny trend demograficzny. Świadczą o tym przykłady z innych państw Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie ogólny współczynnik dzietności jest dużo wyższy niż w Polsce.

Porównanie instrumentów polityki rodzinnej stosowanych w tych krajach prowadzi do wniosku, że niemal w każdym z nich mają one charakter świadczenia nie tyle ogólnego, co wyspecjalizowanego i kierowanego do dwóch grup.

Po pierwsze do rodziców dzieci w wieku do 3 lub 6 lat. Jest to wiek, w którym dziecko wymaga szczególnie intensywnej opieki, co wiąże się często z koniecznością lub chęcią ograniczenia lub zawieszenia pracy zarobkowej jednego z rodziców.

Po drugie, do rodzin wielodzietnych wychowujących troje lub więcej dzieci. Świadczenia kierowane do tych rodzin przekładają się w największym stopniu na efekt demograficzny. O ile bowiem w przypadku decyzji o pierwszym dziecku, wsparcie finansowe nie ma znaczenia podstawowego, o tyle dla rodzin wielodzietnych, gdzie koszty utrzymania są o wiele większe, aspekt ten odgrywa istotną rolę.

Doświadczenia innych krajów pokazują, że widmo zapaści demograficznej nie jest nieuchronne. Spójrzmy choćby na Węgry, które od kilku lat sukcesywnie realizują kompleksową politykę prorodzinną, na którą przeznaczają ok. 4% PKB.

Składają się na nią szereg świadczeń rodzinnych otrzymywanych niezależnie od dochodu, w tym świadczenia dla niepracujących rodziców lub dziadków wychowujących dziecko oraz prosty system ulg podatkowych, który sprawia, że zdecydowana większość rodzin mających co najmniej trójkę dzieci w ogóle nie płaci podatku dochodowego. Ponadto, polityka węgierskiego rządu odbudowała społeczną percepcję wartości posiadania dzieci i wczesnego założenia rodziny.

Wyraźny wzrost liczby urodzeń nastąpił także w Estonii, gdzie w ciągu pierwszych 4 lat od wprowadzenia spójnej polityki rodzinnej dzietność wzrosła o 25%.

Również w Czechach, gdzie rodzice mogą między innymi korzystać z płatnego urlopu po urodzeniu dziecka aż przez trzy lata, poziom dzietności wyraźnie wzrósł w ostatnim dziesięcioleciu i jest obecnie dużo wyższy niż w naszym kraju.

Nasz wniosek jest prosty – nie musimy wyważać otwartych drzwi. Gotowe i przetestowane rozwiązania można czerpać z bliskich nam kulturowo krajów.

„Polski Ład” odpowiedzią na problemy polskich rodzin?

Częściowo wykorzystaną szansą na wprowadzenie systemu rozwiązań prorodzinnych jest wchodzący niebawem w życie „Polski Ład”, do którego zgłosiliśmy szereg uwag w ramach konsultacji społecznych. W szczególności podniesienie kwot wolnych od podatku będzie miało istotne znaczenie dla utrzymania rodzin.

W przesłanej w ramach konsultacji społecznych „Polskiego Ładu” analizie wiele uwagi poświęciliśmy Rodzinnemu Kapitałowi Opiekuńczemu. Jego głównym założeniem jest wypłacanie świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie przez dwa lata lub 1000 zł miesięcznie przez rok na drugie i kolejne dziecko w wieku od ukończenia 12. do 36. miesiąca życia. W ramach wchodzącego w życie już od 1 stycznia 2022 r. rozwiązania rodzice będą mogli sami zdecydować czy wydadzą pieniądze na żłobek, nianię czy na samodzielną opiekę nad dzieckiem. To duży postęp w porównaniu ze stanem obecnym, w którym państwo dofinansowuje opiekę na dziećmi – ale pod warunkiem, że będzie to opieka żłobkowa. Konstrukcja ta jest zbliżona do bonu opiekuńczego, którego wprowadzenie postuluje od lat Instytut Ordo Iuris.

Jednak za nasz szczególny sukces uważam zwolnienie podatkowe dla rodzin posiadających co najmniej czwórkę dzieci. Na brak tej cennej inicjatywy w pierwotnej wersji „Polskiego Ładu” zwracaliśmy uwagę na etapie konsultacji społecznych, podkreślając w przesłanym do rządu dokumencie, że zwolnienie podatkowe dla rodzin posiadających co najmniej czwórkę dzieci stanowiłoby wyraźne docenienie rodzin wielodzietnych oraz byłoby nowym, istotnym impulsem demograficznym, który w perspektywie kilku lat mógłby przyczynić się do wzrostu liczby nowo urodzonych dzieci nawet o kilkaset tysięcy. Zmiana zgodna z naszą rekomendacją została ostatecznie wprowadzona.

Wciąż jednak brak jest systemowej polityki promocji rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa. Teraz wskazanie dobrych praktyk i rozwiązań w tym zakresie musi stać się najważniejszym elementem badań nad polityką rodzinną.

Zatrzymajmy kryzys demograficzny

Odwrócenie negatywnego trendu demograficznego jest wielkim wyzwaniem dla państwa, ale nie jest niemożliwe.

Dlatego z satysfakcją odnotowujemy wszelkie wychodzące naprzeciw temu problemowi działania polskiego rządu. Wśród nich coraz częściej pojawiają się postulaty zgłaszane od lat przez ekspertów Ordo Iuris. Nadal dysponujemy jednak szeregiem propozycji, które czekają na wykorzystanie. Mowa tu o chociażby o ustawie o ilorazie rodzinnym, licznych rekomendacjach zawartych w przygotowanej przez ekspertów Ordo Iuris analizie Strategii 2040 oraz w pakiecie ustaw „W kierunku prawa przyjaznego rodzinie”. W najbliższych miesiącach będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, by przekonać polskie władze do wprowadzania kolejnych, skutecznych rozwiązań prodemograficznych.

W przyszłym roku stworzymy cały katalog działań i dobrych praktyk, w którym opiszemy szczegółowo stosowane w innych państwach skuteczne rozwiązania prodemograficzne, nie będące jedynie prostą redystrybucją środków publicznych. Publikacja powstanie we współpracy z naszymi parterami z całego świata, z którymi współpracujemy już w ramach Collegium Intermarium i innych podejmowanych przez środowisko Instytutu inicjatyw. Przygotowanie raportu, wiążące się z międzynarodowymi analizami i tłumaczeniami, będzie nas kosztować ok. 30 000 zł. Jednak widząc skuteczność nacisku środowisk prorodzinnych na rząd, wierzę, że i te rozwiązania uda się wprowadzić.

Nasza działalność związana z polityką prorodzinną i prodemograficzną to zresztą stały – konieczny do ponoszenia – koszt. Na bieżący monitoring i udział w konsultacjach społecznych poszczególnych inicjatyw rządowych musimy każdego miesiąca przeznaczyć 4 000 zł. Drugie tyle kosztuje nas przygotowanie analizy zawierającej rekomendacje podejmowanych działań.

Z niezbędnymi do poniesienia kosztami wiążą się także działania promocyjne na rzecz wprowadzenia proponowanych przez nas rozwiązań. I choć trudno oszacować ich koszty, to jest to często najlepszy sposób na skuteczne wprowadzenie proponowanych rozwiązań, o czym świadczą już wprowadzone w ramach Strategii 2040 i „Polskiego Ładu” rozwiązania, o których wdrożenie od dawna zabiegaliśmy w kręgach rządowych.

Wierzę w to, że z Pana pomocą uda nam się przekonać rząd do poszerzenia działań prodemograficznych. Bez młodych Polaków wszelkie inne działania na rzecz życia, rodziny, wolności i suwerennej Rzeczypospolitej nie będą miały znaczenia.

Dlatego będę Panu bardzo wdzięczny za wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki której będziemy mogli kontynuować naszą walkę o przetrwanie polskiego narodu.

Z wyrazami szacunku

P.S. Choć może się wydawać, że opisywana w tej wiadomości wizja wynarodowienia naszego kraju jest odległa i mało prawdopodobna, to demografia jest nieubłagana. Jeśli nie uda nam się odwrócić negatywnych trendów demograficznych, to w ciągu kilku dekad struktura demograficzna Polski może się diametralnie zmienić. Decydować będą o tym w dużej mierze ludzie, którzy są dziś dziećmi. Nie możemy zatem czekać. Czasu na zmianę jest już coraz mniej.

P.P.S. Pragnę też przypomnieć o możliwości odliczenia darowizny przekazanej na Instytut Ordo Iuris. Darowiznę przekazaną na Ordo Iuris w 2021 roku można odliczyć od dochodu w rozliczeniu PIT za rok 2021. Istnieje możliwość otrzymania od nas zaświadczenia o wpłatach dokonanych na rzecz Instytutu, które przyda się przy rozliczeniu. W tym celu bardzo proszę o wypełnienie formularza na stronie pit.ordoiuris.pl.


Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców. Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>

Sanitaryzm – współczesny totalitaryzm

Nasze demokratycznie wybrane władze podporządkowując się  światowym trendom chcą dać pracodawcom prawo do sprawdzania czy pracownik jest zaszczepiony, co praktycznie oznacza przymus szczepień.

To, że źle widziane jest nazywanie tego reżimu „sanitaryzmem” niewiele zmienia. Stalinizm przez całe lata traktowany był przecież jako wyzwolenie ludzkości a Stalin jako ojciec narodów. Gdyby ktoś nazwał publicznie Stalina zbrodniarzem  pożegnałby się zapewne z życiem. Jako dziecko byłam świadkiem panicznej ucieczki ludzi z tramwaju, w którym jakiś pijak głośno opowiedział antystalinowski dowcip. A jednak doczekaliśmy czasów gdy  zbrodniarzem nazywają Stalina nawet jego byli akolici. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że rozkwitający sanitaryzm też zostanie nazwany totalitaryzmem.  

Wysłuchałam  dzisiaj komentarza rzecznika rządu, który powiedział, że wobec trwającej pandemii  trzeba podjąć zdecydowany krok do przodu. Przypomniałam sobie natychmiast słynne sformułowanie Gomułki funkcjonujące potem przez całe lata w charakterze dowcipu: „Przed wojną nasz kraj stal na krawędzi przepaści…(…)..po wojnie, dzięki socjalizmowi zrobiliśmy wielki krok do przodu ” .

Rzecznik rządu to  człowiek bardzo młody. W tym przewaga nad nim takich jak ja starców, że zbyt dużo  widzieli aby dać się nabierać różnym ideologiom. Bo wszelkie ideologie, które obiecują powszechną sprawiedliwość, powszechny dobrobyt, powszechne zdrowie czy ochronę społeczeństwa przed niejasnymi zagrożeniami są ze swej natury fałszywe, są tylko sposobem zarządzania tym społeczeństwem.

Zdumiewa mnie przede wszystkim, że ludzie uczestniczący w propagandzie sanitaryzmu są tak kiepsko wykształceni. Przecież to wszystko co się obecnie dzieje opisał  bardzo wnikliwie Paul Michel Foucault, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia stał się niezwykle popularny w polskich snobistycznych kołach akademickich. W 1977 roku wydano w Polsce „ Archeologię wiedzy”( PIW) oraz w 1993  „Nadzorować i karać” ( Aletheia) . Foucault swoje zainteresowania badawcze skierował w stronę krytycznej analizy wszelkich instytucji społecznych, takich jak szkolnictwo, system penitencjarny, ochrona zdrowia, a w szczególności psychiatria. Analizował warunki historyczne, w jakich rozwija się wiedza oraz sposoby sprawowania władzy i egzekwowania przymusu.

Uważał, że jedną z najważniejszych metod zarządzania społeczeństwem jest wykluczanie i represjonowanie pewnych grup, takich jak przestępcy, chorzy umysłowo, trędowaci czy zadżumieni, czyli  jest wskazywanie społeczeństwu tych, którzy są dla niego zagrożeniem i przez uzyskanie społecznej zgody na ich represjonowanie uzyskiwanie zgody na totalną kontrolę.

To Foucault  jest autorem neologizmu biopoliyka  oznaczającego sposób sprawowania władzy nad grupami społecznymi i jednostkami za pomocą biowładzy, a biowładza  sprawowana jest właśnie przez wykluczanie.  Modelowymi wykluczonymi byli w średniowieczu trędowaci. Wraz ze stopniowym zanikiem trądu, jego miejsce zajęli szaleńcy. Zarówno poemat satyryczny Sebastiana Branta „Statek szaleńców” jak i obraz Hieronima Boscha pod tym samym tytułem ilustrują jedną z praktyk wykluczania jaką było wysyłanie szaleńców w morze. W siedemnastowiecznej Europie, „pozbawieni rozumu” byli przymusowo separowani i dręczeni. W XVIII stuleciu zaczęto traktować szaleństwo jako przeciwieństwo rozsądku aby  ostatecznie, w XIX wieku,  zdefiniować je  jako chorobę psychiczną. Foucault dowodzi, że dziewiętnastowieczne metody leczenia były w istocie w równej mierze związane z kontrolą, wykluczeniem i prześladowaniem jak i poprzednie. Leczenie sprowadzało się do takich zabiegów jak zimne prysznice czy użycie kaftanów bezpieczeństwa, a chorzy byli przymusowo izolowani. 

Główną tezą Foucault jest związek wiedzy z władzą. Wszystkie okresy w historii posiadały w swej głębi specyficzne uwarunkowania tego co było akceptowalne jako wiedza, jako dyskurs naukowy. Foucault porównuje współczesne społeczeństwo do nigdy nie zrealizowanego projektu więzienia w układzie Panoptikonu autorstwa Jeremiego Benthama. W Panoptikonie, pojedynczy dozorca może pilnować wielu więźniów, natomiast sam pozostaje niewidoczny. Oprócz tego więźniowie kontrolują się nawzajem. Foucault uważał że władza i wiedza są tak ze sobą powiązane, że utworzył jeden termin „władza-wiedza”. Współczesna władza ma możliwość śledzenia jednostki we wszystkich aspektach jej życia przez różne instytucje.

„Więzienne kontinuum”, jak to nazwał Foucault, przeszywa współczesne społeczeństwo, począwszy od więzień o ostrym reżimie zabezpieczeń, poprzez izolowane miejsca pobytu takie jak domy opieki czy domy starców, do kontrolowania  przez pracowników społecznych, policję, czy nauczycieli codziennego życia obywatela w pracy,  w domu, w szkole. Wszystkich członków społeczności wiąże ze sobą nadzór, jedni ludzie nadzorują drugich. Faktycznie głupia baba z opieki społecznej może spowodować odebranie ci dziecka, albo umieszczenie cię w domu opieki, a zawistny kolega z izby lekarskiej odebranie ci prawa wykonywania zawodu. Foucault roztacza ponurą wizję współczesnego państwa przenikniętego siecią stosunków władzy.

Sama władza według Foucault jest ze swej natury polimorficzna. Nie przyjmuje ona nigdy jednego oblicza, jednego zakresu jawności. Wiedza zaś oznacza wszystko, co jest za wiedzę społecznie uznane, nie musi natomiast, choć się mieni prawdą, oznaczać prawdy. 

Foucault wiązany jest często ze strukturalizmem i postmodernizmem choć sam się od tych afiliacji odżegnywał. Brak jego popularności w środowiskach konserwatywnych jest zapewne związany z jego orientacją seksualną [był pedrylem. MD], krótką przynależnością do partii komunistycznej, eksperymentowaniem z LSD i śmiercią w paryskim szpitalu Salpêtrière (opisywanym w „Historii Szaleństwa”) w wyniku komplikacji związanych z AIDS. Nie da się jednak ukryć, że jego pesymistyczna wizja metod zarządzania społeczeństwem sprowadzających się do: „ nadzorować, wykluczać, karać” jest obecnie realizowana.

Izabela Brodacka 

Zwiększająca się bezkarność zła staje się hańbą państwa.

V. NIE ZABIJAJ

Znaczy to oczywiście, że nie tylko samemu nie wolno być zbójem, ale ani innym na zbójnictwo pozwalać; co więcej, jest obowiązkiem państwa zbójnictwu przeszkadzać. Policja jest od tego, by chronić społeczeństwo, by chronić społeczeństwo od zbrodniarzy; bezpieczeństwo życia i mienia stanowi jej jedyny obowiązek, a nie jakiś dodatek do służby polityczno-policyjnej. Jeżeli nie starczy funduszów na wszystkie rodzaje policji, wszystkie dostępne fundusze powinno się obracać na policję bezpieczeństwa. Wartość policji mierzy się ilością zbrodniarzy nie wykrytych. Gdy tego za dużo, widocznie państwo nie spełnia należycie swych obowiązków.

Mówiąc ściśle, zwiększająca się bezkarność zła staje się hańbą państwa. Państwo takie przysługuje się zbrodniarzom, ulepsza warunki zbójeckiego fachu, powiększa szanse powodzenia zbójom, a zatem staje się współwinnym ich zbrodni. Takie państwo dopomaga zabijać, a więc -zabija.

Państwowość zbójecka?! Gdzie państwo zbrodniarzy nawet nie wykrywa, jeżeli policja jest w tym zaniedbana, niezdatna czy niedbała, skutek jest taki sam, jak gdyby roztaczano opiekę nad zbrodniarzami. Policja nie gwarantująca nam bezpieczeństwa, staje się sprzętem nieużytecznym, niepotrzebnym.

Policja jest od tego, żeby człowiek porządny czuł się zupełnie bezpiecznym; a tymczasem zdarza się przeciwnie… Na polityczną policję jest pieniędzy w bród i skutkiem tego brakuje na służbę bezpieczeństwa. Choćby się musiało obcinać budżet na wszystkie strony, należy to zrobić, a sumy obcięte przekazać na pomnożenie i wydoskonalenie straży bezpieczeństwa. Na pewno jednak wystarczy obcinać wydatki na pozycje zbędne, ażeby nie brakowało na niezbędne; najniezbędniejszą zaś jest policja bezpieczeństwa. W miarę, jak bezpieczeństwo życia i mienia zwiększa się lub spada, nabiera też wartości państwo lub traci ją. Nie ma lepszego kryterium do oceny państwa, jak statystyka zbrodniarzy nie ściganych.

Państwowość, w której zbrodniarze mogą obywatela okraść, obrabować, nawet zabijać, a z urzędowego komunikatu policji dowiadujemy się tyle tylko, że „zbiegli w niewiadomym kierunku” – państwowość taka traci rację bytu i najlepiej by było unicestwić ją od razu, zanim ona sama mocą swej głupoty, niezdamości i lekkomyślności nie zaprowadzi państwa do zguby. Tacy rządziciele są niezdatni do rządów; na stolicach rządowych są uzurpatorami i trzeba ich przegonić, póki nie jest za późno!

Zabić zbója jest zasługą Gdyby wybić wszystkich zbójów i w ogóle zbrodniarzy, jakżeż zwiększyłaby się wydatność pracy takiego szczęśliwego pokolenia.

Różne są rodzaje zbójectwa, niektóre bywają natury „delikatnej”. Np. propaganda wyludniania kraju, zabijania dzieci w łonie matki. Istnieją od tego jawne „poradnie”, działające publicznie. Gdyby agitacja ta była subwencjonowana z funduszów publicznych, czyż państwo nie byłoby współwinnym zbójectwa?

Do działu bezpieczeństwa życia należy także oczywiście pielęgnowanie zdrowia. W cywilizacji łacińskiej stanowi to bezwarunkowo obowiązek, podczas gdy w bizantyjskiej kwestii, zdrowia nie dopuszczono zgoła do zakresu etyki. W Bizancjum istniał nawet przesąd, jakoby cnota nie mogła mieścić się w pięknym, zdrowym ciele; wyrazem jej miały być ciała znękane, schorowane, brzydkie. Wyniknęły z tego rozmaite następstwa, z których najgorszym było to, że obowiązek doskonalenia się ograniczono do mnichów; w ostatecznej konsekwencji usunięto etykę całkiem z życia publicznego.

W cywilizacji łacińskiej i według etyki katolickiej dbałość o zdrowie jest obowiązkiem tak dalece, iż rozciąga się na nieuleczalnych, nakazując pielęgnować ich starannie, aż do ostatniej chwili. Zwolennicy etyki sztucznej areligijnej (tzw. autonomicznej) mają to za złe chrześcijańskiej miłości bliźniego, że utrzymuje przy życiu trędowatych, paralityków, itp. Zarzucają nam, że niepotrzebnie przedłużamy im cierpienia i dostarczamy ochrony nieszczęściu ludzkiemu. Jak dotychczas, przeciw pielęgnowaniu nieuleczalnych oświadczyły się tylko rządy bolszewickie i hitlerowskie. Słyszało się na każdym kroku zasadę wojsk niemieckich, wypowiedzianą tonem największej przechwałki, jako w Niemczech i pod rządami niemieckimi w ogóle nie ma chorych, chyba tylko chwilowo; w zasadzie są tylko zdrowi i umarli. Jest to oczywiście przekroczenie piątego przykazania.

Ten sam zarzut tyczy się niedostatecznej pieczy o chorych. Jak wiadomo, oficjalnie „ubezpieczalnie społeczne” (popularnie zwane dokuczalniami) szwankują wielce pod tym względem i nie spisałoby się na wołowej skórze zarzutów, jakie wysuwają ubezpieczeni, a wysuwają bez końca i bez skutku. Instytucje te nabrały w Polsce cech kiepskich urzędów socjalistycznych, urządzonych arcybiurokratycznie.

Wszelkiego rodzaju ubezpieczalnie należy zasadniczo popierać, a przymus ubezpieczenia jest całkiem słuszny; lecz niesłusznym jest robienie z tego monopolu. Niechaj społeczeństwu będzie wolno tworzyć ubezpieczalnie stosownie do potrzeb społecznych i niechaj się każdy ubezpiecza, gdzie mu się podoba. Szpitalnictwo nie domaga ilościowo i jakościowo. Ile razy zabraknie w publicznym szpitalu łóżka, a w aptece szpitalnej środka leczniczego (bo zbyt drogi), tyle razy popełnia się przestępstwo przeciwko piątemu przykazaniu. Pomiędzy przysporzeniem zdrowia a wzrostem zalet społecznych zachodzi stosunek prosty kwadratowy. Osadźmy w okolicy zacofanej sumiennego lekarza, przystępnego dla wszystkich; gdy stan zdrowia ludności poprawi się dwukrotnie, wydajność jej pracy i pozytywne zajęcie się życiem zbiorowym rozwiną się w czwómasób. Zorganizowanie lecznictwa publicznego w całym kraju stanowi drugą po służbie bezpieczeństwa naglącą potrzebę.

Nie dość jest leczyć, trzeba zapobiegać chorobom. Np. higiena publiczna wymaga energicznej walki z malarią, a więc komarami wszelkiego rodzaju. Dzięki zimnicy wyludniała się Azja Mniejsza trzy razy w czasach historycznych, a znaczna część ziemi zamknięta jest wciąż dla osadnictwa; nie ma zaś ani w Europie kraju, w którym jakaś okolica nie stanowiłaby ogniska zarazy. Przez długi czas tylko władze Stanów Zjednoczonych spełniały swój obowiązek; w Europie naśladował ten dobry przykład sam tylko Mussolini (suum cuique). Nietrudno wskazać cały szereg podobnych obowiązków, żeby tępić szkodniki rozmaitego rodzaju na wsi i w mieście. Najgorsze z chorób są nerwowe, a Polska ma ich u siebie najwięcej. Władze zachowują się, jakby nie wiedziały o tym, że zdrowe nerwy stanowią wartość sprawności życiowej tego i następnego pokolenia, albowiem dzieci neurasteników bywają niezdarami. Władze np. udzielają przywilejów handlarzom radioodbiorników na wyprawianie hałasów przez cały dzień. Uznaje się też w Polsce nieograniczone prawo psiej swawoli. Jak Polska długa i szeroka, psy ujadają bez ustanku i obszczekują (nawet w Warszawie) każdego przechodnia. Sławne komisje do zwalczania hałasów miejskich zajmowały się tylko klaksonami automobilów. Jako antidotum na neurastenię, propagują władze sport. Owszem! w ten sposób zwiększa się prawdopodobieństwo, że będzie „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Lecz przesadzono! Sportu tyle, że młodzież niemal nie ma już czasu uczyć się i robi się w zdrowym ciele niezupełnie zdrowy duch. Jakżeż niekompletne byłyby te roztrząsania, gdyby uwzględnić tylko zabijanie ciała! Przykazanie zakazuje tym bardziej zabijać bliźniego na duchu. Zbrodniczymi wręcz są wszelkie urządzenia państwowe, które przyczyniają się do zabijania charakterów lub talentów. Nad wszelką państwowością unosi się piąte przykazanie, wołając: Nie wytwarzaj służalstwa, pochlebstwa, nie zachęcaj do kariery w zakłamaniu, bo zabijasz ducha, gdy popierasz fałsz i fałszywców. Przykład idzie z góry. Gdzie przez dwa tylko pokolenia wiedzie do wyższych stanowisk niższość charakteru, w kraju takim ogół wyzbędzie się charakteru, tam ludzie z charakterem staną się przedmiotem pośmiewiska, jakoby skądś zabłąkane cudaki. Spodleje społeczeństwo, które nie potrafi strząsnąć z siebie rządów niemoralnych.

Jak dalece metoda rządów może wpływać na charakter ludności, mieliśmy do niedawna przykład we Włoszech. Z kondotierstwa wpadło się z czasem w bandytyzm, który jeszcze za moich czasów zorganizowany był na Sycylii, jakby państwo w państwie. Rząd amoralny stanowi truciznę dla narodu, dla społeczeństwa, jako też dla państwa. Niemożebnym jest, żeby nie umniejszał mu zalet, a nie przysparzał wad. Jeżeli takie rządy trwają czas dłuższy, czekają naród losy opłakane. Gdy wady wezmą górę nad stłumionymi, ubitymi zaletami, musi się wszystko popsuć, bo z wad cóż da się wytworzyć? Społeczeństwa dziczeją, państwa tracą siłę, naród cofa się w rozwoju, wreszcie poczucie narodowe przestaje działać. Złe rządy są jak zbójce.

===================

teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo

Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.

Nagła śmierć 13-letniego piłkarza. Po meczu pozostawał w śpiączce. Odłączono go od aparatury podtrzymującej życie.

„Młody, odważny, radosny, z planami na przyszłość”

Do wielkiej tragedii doszło po jednym ze spotkań młodzieżowej drużyny Znicza Pruszków. Niedługo po meczu, w nocy z czwartku na piątek, zmarł młodziutki piłkarz, 13-letni Karol Setniewski. Przyczyna jego śmierci nie jest jeszcze znana.

13-latek trafił do szpitala, po tym jak po spotkaniu rocznika 2008 z Legią Warszawa zaczął odczuwać bardzo silny ból głowy. O całej sprawie informował Marek Wawrzynowski z WP SportowychFaktów. Według niego najpierw przeprowadzono badanie tomografem, następnie operację.

Stan młodziutkiego, utalentowanego sportowca nie poprawił się jednak – wciąż pozostawał w śpiączce. Ostatecznie zdecydowano się odłączyć go od aparatury podtrzymującej życie.

https://nczas.com/2021/12/18/nagla-smierc-13-letniego-pilkarza-mlody-odwazny-radosny-z-planami-na-przyszlosc/

Co mówi movie

    Szanowni Państwo!
       Movie już nic nie mówi od czasu przejęcia Hollywood przez neokomunę. Film amerykański, podobnie jak te powstające w innych zachodnich kinematografiach, przestały mieć cokolwiek sensownego do powiedzenia. Ograniczył się do bełkotliwej propagandy, albo idiotycznej bieganiny z pistoletem maszynowym.
       W scenariuszu, jak i w każdej dobrej fikcji literackiej nie ma elementów zbędnych. W prawdziwym życiu i kiepskiej literaturze są, a często nawet dominują. Ilustracją  tego twierdzenia niech będą najnowsze produkcje filmowe: „Babilon” rodzimej produkcji i rosyjska „Zwyczajna kobieta”.
       Żeby było bardziej przewrotnie, to pierwsza z tych produkcji bierze na warsztat temat bardzo ważki, jakim było wprowadzenie stanu wojennego i robi z niego… sieczkę. Żadnej dramaturgii, wtykanie tu i ówdzie komiksowych obrazków, które jak rozumiem, miały za zadanie zachęcać małolaty. Jedyne przesłanie to takie, że źli są źli, a dobrzy dobrzy, co miały wykazać niepowiązane ze sobą sceny. Najlepsza nawet historia, partacko opowiedziana, zniechęca do tematu. Szkoda. Jedynie lista osób biorących udział w tym „artystycznym” wydarzeniu była imponująco długa. Wyświetlanie jej trwało z dziesięć minut i chyba nie pominięto nikogo z personelu całego gmachu przy Woronicza 17.
       „Zwyczajna kobieta”, jak to zwyczajna kobieta, jest serialem bez zadęcia i bez przesłania dla ludzkości. Jest natomiast majstersztykiem. Każda scena ma znaczenie, każda wypowiadania przez aktora kwestia czemuś służy. Dobrze, że gdzieś na świecie są jeszcze ludzie, którzy do takiej perfekcji opanowali wykonywany zawód. I pomyśleć, że to zdarzyło się w Rosji! Szkoda, że u nas obowiązuje z jednej strony poprawność polityczna, a z drugiej kolesiostwo uniemożliwiające wybicie się nowym talentom, które na pewno gdzieś drzemią. Ogłaszam dla nich pobudkę.

Zdrowia i wolności
Małgorzata Todd

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email_id=475&wysijap=subscriptions

Boeing suspends vaccine mandate for U.S. employees

Boeing Co (BA.N) suspended its coronavirus vaccination requirement for U.S.-based employees, the U.S. planemaker said on Friday, capping weeks of uncertainty as thousands of workers sought exemptions and challenges to a federal mandate played out in court.

In an internal announcement, Boeing said its decision came after a review of a U.S. District Court ruling earlier this month that halted the enforcement of President Joe Biden’s vaccine requirement for federal contractors.

Some big healthcare chains and companies such as General Electric (GE.N), Spirit AeroSystems (SPR.N), and Amtrak have also suspended vaccine mandates for workers.

In recent weeks, the number of Boeing employees seeking a vaccine exemption on religious or medical grounds had reached more than 11,000 – or nearly 9% of its U.S. workforce – a level many times higher than executives initially estimated, Reuters first reported.

The fact that the vast majority of applications were on religious grounds thrust one of America’s largest employers into the center of a debate about the ethics of probing an employee’s religious beliefs.

It also left executives searching for a strategy that keeps employees safe, but avoids an exodus of engineering and factory labor.

Boeing’s vaccination requirement has resulted in more than 92% of U.S.-based workers having registered as being fully vaccinated, or having received a religious or medical accommodation, according to the Friday memo.

„The success of Boeing’s vaccination requirement to date positions the company well to comply with the federal executive order should it be reinstated in the future,” it added.

A Boeing spokesperson confirmed the decision, and added that the company was „committed to maintaining a safe working environment for our employees, and advancing the health and safety of our global workforce.”

Boeing suspended its vaccination requirement in line with the court’s decision prohibiting enforcement of the federal contractor executive order and a number of state laws, the spokesperson added.

Last month, the White House pushed back to Jan. 4 its deadline for employees at federal contractors to be vaccinated or be tested regularly if they receive exemptions.

By Eric M. Johnson

SEATTLE, Dec 17 (Reuters) – https://www.reuters.com/business/aerospace-defense/exclusive-boeing-suspends-vaccination-requirement-us-based-employees-internal-2021-12-17/

Neo-komuniści rządzący w UE chcą nas pozbawić własności, wg „Manifestu z Ventotene”.

Propozycja KE włączenia mieszkań i transportu do ETS to wstęp do pozbawienia obywateli własności zgodnie z wizją Spinelliego

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz w swoim przemówieniu w Bundestagu określił politykę klimatyczną i transformację energetyczną jako historyczną przemianę. Nie bez przyczyny w porozumieniu koalicyjnym SPD-Zieloni-FPD przyspieszenie celów klimatycznych znalazło się razem z planem federalizacji Unii Europejskiej. Jest to nic innego, jak realizowanie postulowanej przez Altiero Spinelliego utopii Europy sfederalizowanej i komunistycznej, w której ludzie nie posiadaliby własności a redestrybucja dóbr niezbędnych do przeżycia dokonywałaby się na poziomie centralnym.

Komisja Europejska zaproponowała objęcie systemem ETS mieszkalnictwa i transportu. Dotychczasowe doświadczenia z systemem handlu zezwoleniami na emisję CO2 pokazały, iż jest to metoda wpędzania obywateli w coraz większe koszty, uderzająca zarówno w przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe. Tymczasem zamiast wyciągnąć wnioski i przyjąć zupełnie logiczną argumentację polskiego premiera Mateusza Morawieckiego postulującego zawieszenie handlu pozwoleniami na emisję, zarówno Komisja Europejska jak i lewicowo-liberalny mainstream domagają się dokładnie czegoś odwrotnego – rozszerzenia systemu ETS na inne obszary życia i działalności. Dlaczego? Takiego stanowiska KE nie należy rozpatrywać w kategoriach racjonalnych, ale chorej w swoich założeniach ideologii, podwaliny której położył Altiero Spinelli i zawarł w słynnym „Manifeście z Ventotene”. Będzie to stabilne państwo federalne, dysponujące europejską armią w miejsce wojsk narodowych. Nieodwołalnie pokonane zostanie dążenie do gospodarczej samowystarczalności poszczególnych krajów – kręgosłup reżimów totalitarnych. Państwo to wyposażone będzie w organy i narzędzia pozwalające na wyegzekwowanie w sfederowanych państwach uchwał służących utrzymaniu wspólnego porządku – pisał Spinelli o zjednoczonej Europie przyszłości.

Aby sprostać naszym potrzebom, rewolucja europejska musi mieć charakter socjalistyczny, to jest – musi stawiać sobie za cel emancypację klas pracujących i zagwarantowanie im bardziej ludzkich warunków życia — postulował w dokumencie. Zgodnie z takim podejściem, należałoby co do zasady znieść prywatną własność środków produkcji – mogłaby ona być tolerowana jedynie w przypadkach koniecznych — czytamy dalej.

Tekst „Manifestu” pisany był wprawdzie w 1941 roku, a więc w czasie, kiedy trwała jeszcze II wojna światowa, i obecne realia różnią się od tamtych, niemniej cele pozostały niezmienne. Problem, na jaki natrafili eurokomuniści pragnący pozbawić obywateli UE ich własności, był taki, że nikt dobrowolnie by się jej nie zrzekł. Należało zatem wymyślić metodę, która zmusiłaby ludzi do rezygnacji z posiadanych dóbr.

Temu służyć ma ETS. W całym mechanizmie wcale nie chodzi o walkę ze zmianami klimatycznymi, jako że te następowały przez cały okres dziejów i zapewne do końca świata się to nie zmieni. Chodziło o sztuczne wygenerowanie kosztów, które byłyby dla obywateli UE nie do udźwignięcia prowadząc do ich pauperyzacji i stwarzając sytuację, w których nie stać ich będzie na posiadanie własnego domu, czy firmy ze względu na wyśrubowane koszty praw do emisji. Wtedy do akcji wejdzie wspaniałomyślna władza centralna, która zapewni im „godny byt”. Nowoczesna technologia produkcji masowej dostarcza niemal nieograniczonych możliwości wytwarzania dóbr pierwszej potrzeby, zapewniając każdemu, po względnie niskich kosztach, wikt, dach nad głową i odzież, to jest minimum komfortu niezbędne dla zachowania poczucia ludzkiej godności. Dlatego też solidarność z tymi, którzy ponoszą klęskę w walce ekonomicznej, nie powinna przybierać upokarzających form charytatywnych, ponieważ w ostatecznym rozrachunku prowadzą one do tego samego zła, które starają się naprawić. Powinny to być natomiast rozwiązania zapewniające wszystkim – zarówno zdolnym jak i niezdolnym do pracy – godny poziom życia, jednakże nie pozbawiające motywacji do pracy i oszczędzania – czytamy w „Manifeście z Ventotene”.

Europa federalna

W umowie koalicyjnej nowej niemieckiej ekipy rządzącej znalazła się deklaracja federalizacji Unii Europejskiej a także odpowiedzialności Niemiec za całą wspólnotę. To też nie wzięło się z niczego. W obecnym stanie rzeczy naród nie jest już uznawany za historyczny wytwór współżycia społeczności ludzkiej, która osiągnęła istotną jedność obyczajów i aspiracji, zaś państwo jest dla niej najbardziej efektywną formą organizacji życia zbiorowego. Naród stał się bowiem bytem boskim, organizmem skoncentrowanym na własnej egzystencji i rozwoju, bez oglądania się na szkody, jakie mogą zostać wyrządzone innym. Absolutna suwerenność państw narodowych doprowadziła w każdym z nich do żądzy dominacji, ponieważ każde czuje się zagrożone przez siłę innych, oraz uznaje za własną ”przestrzeń życiową” coraz szersze obszary, których potrzebuje, aby samodzielnie zapewnić sobie swobodę przemieszczania się i zasoby życiowe. Owa żądza dominacji może osiągnąć swój kres jedynie w ostatecznej hegemonii najsilniejszego z państw, które podporządkuje sobie wszystkie pozostałe – pisze Spinelli w „Manifeście”.

Jako że „Manifest z Ventotene” jest filarem „Białej księgi w sprawie przyszłości Europy do 2025 roku” – nie jest dokumentem nowym, ponieważ została przyjęta w 2019 roku a wcześniej analogiczny dokument KE przyjęła w 2017 roku – należy się spodziewać dalszej presji na wdrażanie środowiskowego kagańca wbrew rozumowi i zdrowemu rozsądkowi. Należy się również spodziewać dalszego parcia w kierunku pozbawiania państw narodowych ich suwerenności w celu stworzenia ponadnarodowego molocha pod przewodnictwem najsilniejszego z nich.

Odrealnione, zaczadzone neomarksistowską ideologią i odizolowane od społeczeństw brukselskie tłuste koty już dawno zatraciły zdrowy rozsądek, o moralności nie wspominając. Może się jednak okazać, że ich wyborcy, którym przyjdzie zapłacić rachunek za zielone ideały eurokomuny, nie tylko im o tym przypomną, ale strącą z synekur w odmęty niechlubnych dziejów marksizmu. Oby jak najszybciej, bo im później to nastąpi, tym większe mogą być koszty już nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.

Anna Wiejak https://wpolityce.pl/polityka/578495-postulat-rozszerzenia-ets-to-wstep-do-pozbawienia-wlasnosci

FDA i Pfizer utajnili jeden ze składników szprycy! To ponad 20% jej zawartości. [Czy to grafen GOH??]

Jak wynika z przedstawionych przez prawników i dziennikarzy śledczych ICAN dowodów, FDA oraz producent Pfizer zataili jeden ze składników stanowiący ponad 20% całości produktu. Kroki prawne w tej sprawie już zostały podjęte.

Jak wynika z przedstawionych przez prawników i dziennikarzy śledczych ICAN dowodów, FDA oraz producent Pfizer zataili jeden ze składników stanowiący ponad 20% całości produktu. Kroki prawne w tej sprawie już zostały podjęte.

FDA zapewniła opinię publiczną, że będzie kierowała się przejrzystością każdej zatwierdzonej szczepionki COVID-19.

Ta obietnica z pewnością obejmowałaby poinformowanie opinii publicznej, co znajduje się w fiolce wstrzykiwanej w ramiona milionów ludzi.

Niemniej jednak FDA postanowiła ukryć przed opinią publiczną składnik, który stanowi ponad 20% nierozcieńczonej fiolki każdej szczepionki firmy Pfizer.

To nie pierwszy taki przypadek, w którym modus operandi Food and Drug Administration pozostawia wiele do życzenia. Pisaliśmy niedawno o problemach z wiarygodnością testów PCR, jako że w momencie opracowywania testów, których używa się do rzekomego szukania i wykrywania śladów SARS-COV-2, ani FDA, ani CDC nie były w posiadaniu wyizolowanego wirusa.

[Ci ludzie chcą przeczytać,co Pfizer ukrywa. Jakżeż lepsze jest podejście uczonych, którzy po prostu wzięli fiolkę – i sprawdzili , że jej dużą część zajmuje wodorotlenek grafenu, wg nich praktycznie niezniszczalny. A jest on w postaci mono-cząsteczkowych żyletek, które w krwio-obiegu mogą ciąć WSZYSTKO. Czyżby to była ta część – brakująca prawnikom? Mirosław Dakowski] https://paradyzja.com/fda-nie-posiadalismy-wyizolowanego-wirusa-w-momencie-tworzenia-testow-pcr/

Szaleństwa wirusa strachu…

Wydawałoby się, że generalnie ludzie myślą logicznie. Tak według zasady 2+2=4, a nie 3, czy 6, tak więc należałoby się spodziewać, że  podobny aparat analityczny będzie dotyczył postrzegania zjawisk w innych sferach, np. w postrzeganiu wolności, czy też jej ograniczaniu. Jeśli rząd ogranicza twoje prawa obywatelskie i rozszerza kontrolę nad kolejnymi strefami twojego życia i aktywności, to taka sytuacja nie zbliża nas do demokracji w sensie republikańskim, ale do totalitaryzmu! Wydawałoby się to oczywistym, ale jakoś nie jest. Dlaczego? Co stało się z naszym zdrowym rozsądkiem i tzw. chłopskim rozumem? Dlaczego więc “głuchniemy i jesteśmy niemi” bez widzenia oczywistych następstw…

Ludzie naiwnie myślą, że jeśli w stworzonej im sytuacji zagrożenia tymczasowo gładko się podporządkują nawet zarządzeniom jawnie łamiącym ich  konstytucyjne prawa, to wszystko szybciej wróci do upragnionej normalności. Tacy ludzie są nienormalni, ich głupota i bezmyślność jest najgroźniejszym wirusem dla ich pomyślnej przyszłości. Na taką pandemię naiwności nie ma przecież lekarstwa i szczepionki, wystarczy poczytać trochę o historii rewolucji, czy o przypadkach ograniczania praw w państwach autorytarnych…

Polacy i tak są w o wiele lepszej sytuacji od Amerykanów, choć w obydwu krajach wirus zaatakował demokrację. W Polsce rząd przynajmniej dba o granice, w Ameryce przeciwnie, w ciągu tylko tego roku przez otwarte granice wtargnęło ok. 2 mln nachodźców! W ten sposób rządząca lewica chce zneutralizować patriotycznych Amerykanów i w przyszłości zagwarantować sobie władzę podmieniając populację. Ameryka od dekad wysyła swoich żołnierzy do rozmaitych krajów oficjalnie popierając prawo do wolnych wyborów, dziś jednocześnie wprowadzając idiotyczne obostrzenia kovidowe, ogranicza te prawa swoim obywatelom w tym powracającym z tych wojen weteranom. Co bardziej interesujące w 1-szym roku prezydencji Bidena już ze szczepionkami i boosterami C-19 zmarło więcej Amerykanów niż w ostatnim roku urzędowania Trumpa (bez szczepionek). Nadzieją Ameryki jest jej różnorodność i system federalny w którym dużo kompetencji przysługuje poszczególnym stanom. Tu na czoło wybija się konserwatywny republikański gubernator Florydy Ron DeSantis, który nie wprowadza federalnych obostrzeń i mandatów Bidena, a jego stan mimo, że jest magnesem dla emerytów, należy do elity stanów z najniższą zachorowalnością na C-19 i najniższym wskaźnikiem śmierci.  

Cały ten cyrk prowadzi do absurdu. Dr Fauci (nazwany świętym Wuhan) odpowiadający za choroby zakaźne od 1984 r. (najlepiej zarabiający urzędnik w USA) ostatnio wzorem Stalina ogłosił “nauka to ja”, i jeśli ktoś śmie go krytykować to jednocześnie krytykuje naukę (!) W najlepszych uniwersytetach (jak Penn, Cornell, NYU) najpierw warunkiem uczestniczenia w zajęciach były maski, następnie przyjęcie  szczepionek, zawsze tłumaczono to wiedzą naukową. Teraz ogłoszono konieczność przejścia na zdalne nauczanie, widocznie już sami nie wierzą w swoją “naukę”. Ale co tam, są też i dobre strony tego zbiorowego szaleństwa, Bill Gates zarobił już na pandemii $35 mld. Można? Można! A tak naprawdę to nie C-19 zabija najwięcej ludzi w USA w przedziale wieku 18-45, ale częściej padają oni ofiarami przedawkowania fentanylu, ale granice są otwarte i biznes narkotyczny idzie w najlepsze…

Pozostaje pytanie kiedy rządowi “naukowcy” zauważą naturalną odporność, nabytą po przebytym C-19 i poznają wyniki badań (z Izraela) głoszące, że ta daje wielokrotnie silniejszą odporność w porównaniu ze szczepionkami. Kiedy przestaną ignorować terapie, środki wspomagające odporność organizmu, szczególnie skuteczne w walce z C-19 jeśli aplikowane w początkowym okresie choroby. Co to za służba zdrowia dla której jedynym lekarstwem jest szczepionka (po której też ludzie chorują i zarażają innych i umierają nawet młodzi), a drugim panaceum niszczącym gospodarkę jest lockdown? Kiedy dopuszczą do głosu niezależnych naukowców i usiądą z nimi do publicznej rzeczowej naukowej wymiany poglądów, kiedy przestaną blokować inne sposoby leczenia (np. dr Bodnar) i przestaną stosować represje wobec takich ludzi?  

Dziś staliśmy się zakładnikami i jesteśmy na snajperskim celowniku globalistów i ich specyficznej ofensywy medycznej bezczelnie niszczącej drobny biznes, życie społeczne, więzi rodzinne nie wspominając o naszych konstytucyjnych prawach. Medycy, obok sił medialnych i biurokracji stali się przysłowiowymi politrukami wdrażanego totalitaryzmu. Jeśli obywatel nie może decydować czy i jakim zabiegom medycznym się poddać, bo o tym zdecyduje rząd, to logicznie obywatel nie jest właścicielem nawet samego siebie, rząd jest. Wtedy logicznie powstaje pytanie kogo tak naprawdę reprezentuje rząd przecież wybierany rzekomo przez obywateli, a nie przez Klausa Schwaba, czy Billa Gatesa, a może…?

Jeszcze kilka dziesięcioleci temu my wolni ludzie z oburzeniem czytaliśmy o praktykach w totalitarnym ustroju chińskim, gdzie w fabrykach służby medyczne na usługach państwa sprawdzały, czy aby pracownice nie są w ciąży. Jeśli były, a niedaj Boże chodziło tu już o drugie dziecko, to dla dobra wspólnego, totalitarne państwo rękoma posłusznych medyków przemocą dokonywało aborcji. Wtedy nie posiadaliśmy się z oburzenia, dziś powinniśmy unikać luster, aby przypadkiem nie spojrzeć sobie w oczy…

Nasz świat wiruje pamięcią rocznic, a to 80-ta rocznica japońskiego ataku na Pearl Harbor, czy bliższa nam Polakom już 40-ta rocznica wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1981 r.  Zostawmy II wojnę światową o której mógłbym pisać “tomy” i spójrzmy na to co było mi i mojemu pokoleniu bliższe, czyli huczne zakończenie PRL stanem wojennym.  Polska była zawsze postrzegana w systemie  komunistycznym jako “najweselszy barak” jak pisał śp. generał i sekretarz stanu US Colin Powell  (dwukrotnie zaszczepiona ofiara Covidu), albo tow. Stalin mówiący, że komunizm do Polski pasuje jak jeździeckie siodło na krowie. Jesteśmy historycznie zakochani w wolności osobistej. 

Słowem jesteśmy siostrami i braćmi Amerykanów postrzegającymi  zarządzającą władzę wyłonioną oddolnie w kategorii  odwoływalnej i nie narzucanej z góry. W naszym przypadku źródłem będzie starosłowiańska tradycja sejmikowania, wiecowania. Ten stary solidny świat ze swoimi zasadami niestety szybko odchodzi. Na naszych oczach jawi się koszmar nowych totalitarnych wizji kolejnej rewolucji już nie lokalnej paryskiej, czy nawet równie krwawej bolszewickiej, ale rewolucji totalnej. Do diabła, w pośpiechu nie zapominajmy, że to my (jeśli prześpimy) jesteśmy jej ofiarami i nasze wolności są ich celem.

Ameryka dziś jest podgrzewana na globalnym palniku, to co miało być jej chlubą “etniczny tygiel” rodzi się powodem jej nieszczęścia i faktycznie zgubą. Dziś już nie ma Ameryki jaką znamy, obserwujemy dobijanie klasycznej republiki przez zorganizowaną ponadnarodową globalistyczną siłę szerzącą anarchię, której celem jest globalna władza. Wiemy, że podobnie dzieje się w Polsce (i UE), gdzie dyktat zmian czy to w sferze klimatycznej, energetycznej, zdrowotnej, czy kulturowej jest z oporem przyjmowany przez (Bogu dzięki!) bardziej patriotycznie nastawiony rząd. Słowem, strzeżmy się polityków i patrzmy uważnie im na ręce. No, chyba, że uważamy ich za aniołów, na których nie mają wpływu lobbyści…

Ogólnie mówiąc polityka jest szarą strefą pożądliwości zdobywania i poszerzania władzy nad określoną populacją. W historii oznaczało to zdobycie władzy w danym kraju i następnie ekspansji geograficznej, czasem mało krwawej jak w okresie kolonizacji, czy też wojen znanych nam w Europie, dla przykładu I-sza, czy II wojna światowa. Sprawcami tych agresji były ambitne, żądne władzy i kontroli jednostki i organizacje i w tej dziedzinie nic się nie zmieniło. Jeśli przegrywali swoją grę, cenę za ich głupotę płacili zawsze zwyczajni ludzie. Jednak jak masz dużo, to chcesz mieć więcej…

Dziś świat stał się globalny i nowi agresorzy używają nieco innych wielozadaniowych rażących i obezwładniających rodzajów broni, na ich czoło wysuwają się media, banki, zaciężna medycyna, rozrośnięte biurokracje i dalej aparat przymusu. Przy tym atak, kampania przygotowywana w sztabie generalnym globalistów w swoim wyrachowaniu sięga i dotyczy od obszarów układów lokalnych, obejmując państwa narodowe i wcześniej montowane struktury regionalne jak UE. Jest to pieczołowicie od lat przygotowywana sieć zależności, korupcyjnych wpływów i kontroli, razem z wyłanianiem i przygotowywaniem kontrolowanych  liderów partii politycznych dziś sprawujących rządy w poszczególnych krajach.

Jakie wnioski z powyższego płyną dla tych z nas, którzy rozpoznali rzeczywistość i nie chcą z innymi owieczkami ochoczo i z nadzieją na normalność  iść w kierunku rzeźni? Trzeba zrozumieć, że poważny wirus zaatakował ideę republiki i rzekomo dla naszego dobra i dobra ogólnego na naszych cielęcych oczach bezczelnie zżera nasze prawa i wolności.

Musimy na nowo zrozumieć, że nasz kapitał to nie tylko prawo do posiadania majątku, pieniędzy w banku, to przede wszystkim zabezpieczenie wywalczonych w naszej cywilizacji praw i wolności. Może są one “niewidzialne”, ale wielu ludzi nie chce zrozumieć, że kiedy one znikną, staniemy się już tylko niewolnikami, a w najlepszym razie zostaniemy chłopami i babami pańszczyźnianymi. I o głupio i naiwnie stracone przez nas wolności w przyszłości krew przelewać będą musiały nasze dzieci i wnuki. Zatrzymajmy się i pomyślmy, ile i czego “dla naszego wspólnego dobra” możemy bezpowrotnie utracić. No i miejmy odwagę pamiętać o tym, że jesteśmy OBYWATELAMI…

Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2021/12/18 https://www.kontrowersje.net/szalenstwa-wirusa-strachu/

Prezydent z małżonką po trzeciej dawce. DUDYZM rozkwita ??

Po przyjęciu przez parę prezydencką – Andrzeja Duda i Agatę Konrhauser-Duda – trzeciej dawki „szczepionki przeciwko Covid-19” (zwanej tu i ówdzie boosterem, dopalaczem lub przypominajką), prezydent Duda powiedział: „Zachęcam do tego, by się zaszczepić; tych, którzy zaszczepili się dwukrotnie, zachęcam do przyjęcia dawki przypominającej. Warto się zaszczepić, by zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych„.

Prezydent i jego żona mają oczywiście prawo przyjmowania dowolnych substancji i bywa że różni przywódcy wspomagają się narkotykami, ostrymi trunkami czy groźnymi lekarstwami, lecz zachęcanie do tego innych, jest wielką nieodpowiedzialnością, już chyba nie tyle graniczącą z podżeganiem do czynów przestępczych polegających na szkodzeniu na zdrowiu, ale wręcz przekraczającą tę linię. Prezydent może nie wie, bo w czasie wolnym woli zapalać świeczki żydowskie i nie zdobywa wiedzy otaczając się ludźmi skorumpowanymi przez Wielką Farmę i jej propagandę oraz klasycznymi psychopatami, lecz tzw. szczepionki przeciwko Covid-19 nie chronią przed niczym – dają jedynie skutki uboczne. .

Warto się zaszczepić, by zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych” – jest obrzydliwym kłamstwem, gdyż po roku propagandy nawet rozumne dziecko wie, że te preparaty nie chronią osoby wstrzykującej go sobie, ani nie zabezpieczają otoczenia, gdyż – nawet według oficjalnych danych, badań czy apeli – osoby zaszczepione dalej zachorowują na „Covid-19” (i to w większym wskaźniku niż osoby niezaszczepione!) i dalej mogą rozprzestrzeniać „koronawirusa”.

Prezydent wypowiedział również kilka innych bzdur, nie popartych żadnymi danymi naukowymi i obserwacjami rzeczywistości, np. to, że liczba zachorowań wśród osób zaszczepionych jest znacznie niższa, lub to, że jeśli nawet ktoś zaszczepiony zachoruje, a nie ma chorób dodatkowych, przechodzi chorobę jako „taką z reguły niezbyt poważną grypę, więc względnie nieszkodliwie”, zaś gdy nie jest zaszczepiony, to zdarza się wiele przypadków ciężkiego zachorowania.

Albo to, że „[…] rzeczywiście w ponad 90 proc. to się potwierdza, że tych ciężkich zachorowań po zaszczepieniu nie ma.” Ten ostatni absurd należałoby wydrukować natychmiast w nakładzie 200 tysięcy egzemplarzy i powiesić nad łóżkiem każdego zaszczepionego, który choruje, kona lub umarł.

W wielu kwestiach wypowiedzianych przez prezydenta Dudę można nabierać przekonania, że do słownika polskiego wchodzi nowe określenie – dudyzm – jako mieszanina słowna bałamucenia, dwulicowości, oszustwa, niedorzeczności, nieświadomości i manipulacji.

Oprac. www.bibula.com 2021-12-17 https://www.bibula.com/?p=129965

IV fala epidemii dogasa na wschodzie Polski. [Prawda czasem przecieka..]

Gdyby obowiązywała zapowiadana przez rząd regionalizacja obostrzeń, to część powiatów na wschodzie Polski mogłaby właściwie żegnać się rygorami epidemicznymi. Zgodnie z pierwotnymi założeniami Ministerstwa Zdrowia stały się zielonymi strefami. Paradoksalnie właśnie teraz przy spadających wskaźnikach zakażeń i tam zaczyna się nauka zdalna w szkołach. Eksperci [Zapomniał cudzysłów… MD] obawiają się nowych infekcji związanych z wariantem Omikron.

Wskaźniki zakażeń kononawirusem na wschodzie kraju są już na tyle niewielkie, że 41 powiatów ze wschodnich województw (Podlaskie, Lubelskie, Podkarpackie, wschodnia część Mazowieckiego), mogłoby pożegnać obostrzenia. Tak wynika z opracowania Piotra Tarnowskiego, niezależnego analityka danych, którzy w oparciu do dane Ministerstwa Zdrowia tworzy mapy z wizualizacjami epidemii COVID-19 w Polsce.

Na nowej mapie uwzględnił on pierwotne założenia urzędników Ministerstwa Zdrowia, o tym, że regionalne obostrzenia będą zależeć od współczynnika średniej liczby nowych przypadków z siedmiu dni na 100 tys. mieszkańców. Z analizy wynika, że już teraz w Polsce pojawiły się pierwsze „zielone strefy”. Wśród nich jest m.in. powiat i miasto Kraśnik, gdzie IV fala okazała się najwyższa od marca 2020 roku.

Przypomnijmy, jednak, że minister zdrowia Adam Niedzielski zdecydował się na wprowadzenie obostrzeń w całej Polsce, bez uwzględniania regionalnej sytuacji epidemicznej.

To już koniec IV fali epidemii na wschodzie kraju.

Nowa mapa to jeszcze jeden argument, pokazujący jak spóźniona była decyzja o nałożeniu nowych obostrzeń. Od poniedziałku w całej Polsce wchodzi nauczanie zdalne. W piątek w wielu szkołach odbyły się klasowe spotkania wigilijne. Do nauki stacjonarnej uczniowie szkół podstawowych wrócą 10 stycznia. 17 stycznia w pięciu województwach rozpoczynają się ferie zimowe.

[Dalej bełkocik jakiejś pańci, że jednak trza się bać… MD] Tomasz Molga

https://wiadomosci.wp.pl/iv-fala-epidemii-dogasa-na-wschodzie-teraz-widac-jak-potrzebna-byla-regionalizacja-obostrzen-6716468395875168a

Omicron? Pięć oznak, że go nie masz

Istnieje szansa, że doświadczyłeś tych objawów co najmniej raz lub dwa razy w ciągu ostatniego roku. To nie znaczy, że miałeś Omicrona. Nie oznacza to, że Omicron w ogóle istnieje.

−∗−

W menu na dziś danie powtórkowe. Manewr ‘na omikrona’. Ten sam stary trick, ale w nowym anturażu. Jak się przed tym bronić? Rzecz o pięciu symptomach, po których poznasz, że nie dopadł cię żaden Omicron.

Zapraszam do lektury.

_____________***_____________

Pięć oznak, że NIE MASZ „Omikrona”… złapałeś przeziębienie i test PCR

Rząd tworzy „nową falę” w sam raz na Boże Narodzenie i stosuje tę samą sztuczkę, której użyli ostatnim razem.

Są zdeterminowani, aby „wariant Omicron” wyglądał tak przerażająco, jak to tylko możliwe, co oznacza uzyskanie jak największej liczby przypadków, co z kolei oznacza powrót do początków sagi Covid.

Otwórz “The 5 Signs You May Have Omicron Covid” [„Pięć oznak, że możesz mieć Omicron Covid”], artykuł we wczorajszym ‘Metro’ i następne, powtórzone w tym samym duchu w dziesiątkach innych publikatorów.

Dla tych, którzy czują się chorobliwie ciekawi, oto pięć oznak Omikrona:

– drapanie w gardle
– zmęczenie
– łagodne bóle mięśni
– suchy kaszel
– nocne poty

Wnikliwy czytelnik bez wątpienia zauważy, że są to objawy każdego z wirusów przeziębienia, które każdego roku zarażają miliony ludzi na całym świecie.

To tylko stary żart z ‘Simpsonów’ o „łagodnym głodzie, okazjonalnym pragnieniu i zmęczeniu w nocy”, tylko że oni oczekują, że potraktujemy to poważnie.

Istnieje szansa, że doświadczyłeś tych objawów co najmniej raz lub dwa razy w ciągu ostatniego roku. To nie znaczy, że miałeś Omicrona. Nie oznacza to, że Omicron w ogóle istnieje.

Jest to raczej tylko chwyt mający na celu skłonić cię do przestrzegania wytycznych rządu i, cytując słowa artykułu:

„jak najszybszego zamówienia darmowego testu PCR”.

Rządowa strona do zamawiania testów PCR została już zamknięta z powodu milionów zamówień. Powtarzaliśmy, ad infinitum, że te testy są naukowo bez znaczenia i dają ogromną liczbę fałszywie pozytywnych wyników.

Niemniej jednak, w tym momencie przeprowadza się setki tysięcy testów PCR na ludziach, którzy mają jedynie łagodne objawy przeziębienia, a w tych wymazach z nosa znajduje się zaczątek „fali omikronowej”.

Dlatego Sajid Javid łazi po telewizjach i mówi, iż spodziewa się, że liczba przypadków Omicron „drastycznie wzrośnie” w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia, ponieważ właśnie mają zamiar to wywołać.

Wtedy prawdopodobnie premier ogłosi nowe ograniczenia… zaraz po przerwie świątecznej w Parlamencie, aby nie można było ich przedyskutować ani głosować.

To wciąż i na nowo ta sama stara sztuczka. Miejmy nadzieję, że wkrótce ludzie przestaną się na nią nabierać.

________________

The 5 signs you DON’T have “Omicron”…you have a cold & a PCR test, Kit Knightly, Dec 15, 2021

Uzupełnienia:

Przecież oni robią sobie z nas jaja! OMICRON to ufoludek z komedii włoskiej z 1963 roku!
Jeszcze ten Omicron dobrze nie zadziałał, a już wrzeszczą o szczepieniu! Szacowna mędrczyni, pani prof. Szuster-Ciesielska już obliczyła, że „Omicron wydaje się bardziej zakaźny, nawet 500 razy” i wynik swych […]

________________

Czwarta fala w głównym ścieku: nabiorą się tylko idioci… czyżby większość?
Kilka dni temu spotkałem na ulicy wypasionego młodzieńca z naciągniętą na nos i usta maską. Spytałem go uprzejmie dlaczego nosi coś takiego na świeżym powietrzu. Speszony ściągnął ją z twarzy i odpowiedział: […]

________________

O jak omicron. O jak oszustwo. O jak… długo tak jeszcze mogą?
„Nie wpychamy ludziom technokracji na siłę. Zdecydowanie nie. Po prostu robimy to, co musimy, ze względu na niebezpieczeństwo ze strony wirusa… ponieważ wszyscy rozprzestrzeniają wirusy… (ponieważ zbyt wielu ludzi chce […]

________________

PCR czyli wyznanie wiary c-19
Liczne badania, które twierdzą, że wirus został wyizolowany, w rzeczywistości okazują się oznaczać: „Mamy wirusa w zupie w naczyniu w laboratorium. Zupa zawiera różne rodzaje komórek zwierzęcych i ludzkich, toksyczne […]

________________

Kłamliwy, ale przewidywalny
Rząd może manipulować statystykami i przedstawiać je tak, aby „udowodnić” swoją aktualną narrację. A statystyki te często promują „wariant”, na którym to się opiera. I wszystko ma sprawiać wrażenie autentycznych […] https://www.ekspedyt.org/2021/12/17/omicron-piec-oznak-ze-go-nie-masz/ Alter Cabrio

Internet tylko dla zaszczepionych??? Firma z Łodzi nie przyłączy nowych klientów, jeśli nie pokażą… certyfikatu szczepień

Osiedlowa sieć internetowa z Zarzewia nie będzie czasowo podłączać klientów niezaszczepionych przeciw COVID-19

Do sieci internetowej Diament na razie nie będą podłączani nowi klienci, jeśli z własnej woli nie okażą monterom certyfikatu szczepień. Taką decyzję podjął Jakub Hubert, właściciel firmy i przewodniczący rady osiedla Zarzew.

Pierwsza odmowa nastąpiła w czwartek – klientka zamówiła usługę, ale nie miała szczepienia. Przyjęła decyzję spokojnie.

Właściciel firmy wyjaśnia, że chodzi mu o bezpieczeństwo pracowników, które zgodne z przepisami prawa pracy [bla, bla… md]

Matylda Witkowska https://dzienniklodzki.pl/internet-tylko-dla-zaszczepionych-firma-diament-z-lodzi-nie-przylaczy-nowych-klientow-jesli-nie-pokaza-certyfikatu-szczepien/ar/c3-15959413

Królowa Bona umarła! BRYTYJSCY NAUKOWCY ODKRYLI, ŻE SZCZEPIENIE COVID „WYDAJE SIĘ NARAŻAĆ LUDZI NA ZWIĘKSZONĄ ŚMIERTELNOŚĆ”

w dniu  Naukowcy z Queen Mary University w Londynie (QMUL) odkryli anomalie w danych dotyczących szczepionek COVID-19 wskazujące, że narracja wspierająca skuteczność szczepień jest „znacznie przesadzona” i że szczepionki narażają biorców na „zwiększoną śmiertelność”.

Najbardziej prawdopodobnym czynnikiem błędnych statystyk jest to, że władze rządowe błędnie klasyfikują osoby, które zmarły w ciągu 14 dni od zastrzyku COVID, jako „nieszczepione”.

Dr Norman Fenton, profesor  w QMUL i główny autor badania, przedstawił obszerne wyniki  badań swojego zespołu w wywiadzie radiowym 4 grudnia.

„Jeśli chodzi o szczepionkę, ostatecznie jedynym naprawdę obiektywnym sposobem oceny jej ogólnego ryzyka w porównaniu z korzyściami jest porównanie śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny u zaszczepionych z nieszczepionymi” – stwierdził.

„Tak więc, w prostych słowach, jeśli wirus jest tak niebezpieczny, jak twierdzi się, a szczepionka jest tak skuteczna, to powinniśmy już mieć dane potwierdzające, że szczepionki ratują o wiele więcej istnień ludzkich niż zabijają”.

Przyglądając się bliżej danym dostarczonym przez brytyjskie Biuro Statystyk Narodowych (ONS), które sugerowały, że szczepionki były skuteczne, Fenton i jego współautor dr Martin Neil „stwierdzili tak wiele niespójności i anomalii w danych, że biorąc pod uwagę najbardziej oczywiste wyjaśnienia, tak naprawdę nie ma wiarygodnych dowodów na to, że szczepionki zmniejszają śmiertelność z jakiejkolwiek przyczyny”.

„W rzeczywistości, jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, że nowo zaszczepione osoby które  umierają, są prawdopodobnie błędnie sklasyfikowane jako nieszczepione – ponieważ jest to najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie dziwnych anomalii w danych. Wtedy dojdziesz do wniosku, że szczepionki nie wydają się zmniejszać śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny, ale raczej powodują prawdziwy wzrost śmiertelności wkrótce po szczepieniu” – podsumował.

Powyższy wykres wykazał niższą śmiertelność niezwiązaną z COVID wśród zaszczepionych w porównaniu z niezaszczepionymi, co wskazuje, że zaszczepieni w dziwny sposób zapewnili ochronę, nie tylko przed COVID-19, ale także przed wszystkimi innymi chorobami zagrażającymi życiu.

I co dziwne, jak donosi Neil, wyższy wskaźnik śmiertelności nieszczepionych  w tym samym czasie, w którym następuje szczyt ilości szczepień dla każdej grupy wiekowej.

https://www.researchgate.net/publication/356756711_Latest_statistics_on_England_mortality_data_suggest_systematic_mis-categorisation_of_vaccine_status_and_uncertain_effectiveness_of_Covid-19_vaccination

Dostarczając kolejny wykres, Neil pokazuje skoki śmiertelności wśród nieszczepionych oraz u osób po przyjęciu szczepionek i pyta: „Dlaczego nieszczepieni umierają w większej ilości w momencie przyjęcia pierwszej dawki przez zaszczepionych? Dlaczego Ci co przyjęli  jedną  dawkę umierają w większej ilości w momencie otrzymania drugiej dawki prze zaszczepionych. Czy widzicie tutaj wyraźną korelacja zaszczepień do wzrostu zgonów w dwóch grupach ludzi (niezaszczepionych,  zaszczepionych 1 dawką)?

Autor artykułu odpowiadając na własne pytania, pokazuje kolejną tabelę z ich badania, stwierdzając  że „istnieje wiele dowodów na to, że zaszczepieni, którzy umierają w ciągu do 14 dni od szczepienia, mogą zostać sklasyfikowani jako nieszczepieni. Wtedy ktoś, kto umrze w ciągu do 14 dni od pierwszej dawki, jest błędnie klasyfikowany jako nieszczepiony i podobna sytuacja może wystąpić po drugiej dawce”.

Po rozważeniu dalszych aspektów danych Neil stwierdza, że ​​nie znaleźli „żadnych znaczących korzyści ze szczepionek w krótkim okresie”. W rzeczywistości szczepienie „wydaje się narażać ludzi na zwiększoną śmiertelność”.

Idą faszyści, podnoszą klangor. A Rzeczpospolita – otwarta…

W “Dziejach Apostolskich” możemy przeczytać, a w drugi dzień Bożego Narodzenia nawet usłyszeć – dopóki oczywiście nie zostanie zakazany, albo przynajmniej ocenzurowany – opis dyskusji między synagogą Aleksandryjczyków i Libertynów z chrześcijaninem, diakonem Szczepanem, który w Kościele katolickim czczony jest, jako pierwszy męczennik. Otóż kiedy reprezentanci obydwu synagog nie mogli sprostać Szczepanowi w argumentacji, “zatkali sobie uszy” i podnieśli “wielki krzyk”, a potem wywlekli Szczepana na zewnątrz i zatłukli kamieniami.

To bardzo pouczający a w dodatku niezwykle aktualny opis, jako że taką metodę dyskusji notorycznie uprawia “Gazeta Wyborcza” pod redakcją potomka sowieckich kolaborantów, pana red. Adama Michnika. Najpierw klangor, a potem lincz.

Doświadczyłem tego na własnej skórze podczas tzw. afery felietonowej, kiedy w marcu 2006 roku na antenie Radia Maryja powiedziałem, że podczas gdy my jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judeczykowie, pragnący wymusić na Polsce haracz w postaci tzw. “roszczeń”.

“Gazeta Wyborcza” podniosła klangor, a na sygnał znajomej trąbki do akcji ruszyli ormowcy, żeby mnie zlinczować, chociaż muszę powiedzieć, że z uwagi na wrodzone tchórzostwo nie fizycznie, a za pośrednictwem niezależnej prokuratury i niezawisłych sądów.  Delatorskie stowarzyszenie “Otwarta Rzeczpospolita” oskarżyło mnie o “znieważenie narodu żydowskiego” – jakoby określenie “Judejczykowie” było obelżywe, a pan Bogdan Białek z delatorskiego stowarzyszenia im, Jana Karskiego – nawet o “zaprzeczanie holokaustowi”.

Nawiasem mówiąc, ten pan Białek dokonał  niedawno odkrycia, że Prawda leży tam, gdzie redaktor Michnik. Nie wiadomo, czy tam gdzie on stoi, czy tam gdzie on leży – bo jeśli nawet leży, to leży z Prawdą – no i – co najważniejsze – co dzieje się z Prawdą, gdy pan redaktor Michnik się przemieszcza  i raz stoi, albo leży tam, a za chwilę – gdzie indziej? Ponieważ liczba wyznawców pana red. Michnika jest chyba większa, niż nawet Naczelnika Państwa, to tylko patrzeć, jak pan redaktor zostanie wyniesiony na ołtarze – oczywiście w “kościele otwartym”. Innym “sygnalistą”, który próbował mnie zlinczować za pośrednictwem australijskich służb granicznych, był pan Aleksander Gancarz, co to uwija się wokół stosunków polsko-żydowskich. Okazało się, że “sygnalizuje” on już od dawna, bo w IPN odnalazły się dokumenty, że “sygnalizował” do Służby Bezpieczeństwa od 22 września 1976 roku, czyli jeszcze w PRL, jako tajny współpracownik o pseudonimie “Bolesław”. Wypada mi tylko pogratulować australijskim służbom granicznym takiego współpracownika, a Władzom Australii – takiego obywatela.

Ale dość już tych wspominków, bo przecież nie chodzi o to, by rozpamiętywać przeszłość w sytuacji, gdy znowu został podniesiony klangor, w dodatku w sprawie jak najbardziej aktualnej. Oto Konfederacja urządziła protest przeciwko planowanej przez naszych Umiłowanych Przywódców segregacji sanitarnej, która polega na ograniczeniu – jeszcze nie wiemy, jak daleko sięgającym – praw obywateli, którzy nie chcą się zaszczepić. Podczas tej demonstracji rozwinięty został transparent z napisem: “Szczepionka czyni wolnym”, który nie tylko merytorycznie nawiązywał do napisu na bramie do oświęcimskiego obozu, ale również graficznie. Wolałbym co prawda, gdyby napis był całkowicie w języku niemieckim: np. Spritze macht frei, bo nawiązanie do tamtej tradycji byłoby pełniejsze, ale mówi się: trudno. Część Wielce Czcigodnych posłów, zwłaszcza tych bardziej postępowych, podniosła klangor, że “precz z faszyzmem!” – pod adresem posłów Konfederacji.

W każdej sytuacji jest jakiś mimowolny efekt komiczny i tutaj też, bo do wyrugowania faszyzmu nawoływali właśnie faszyści. Chodzi o to, że “faszyzm” w ustach tych niedouków utracił merytoryczne znaczenie i stał się inwektywą, którą obrzuca się przeciwników politycznych. Tymczasem “faszyzm” niesie ze sobą konkretne treści, wśród których bardzo ważna jest statolatria, czyli przekonanie, że państwu wszystko wolno. Tak właśnie widział to twórca faszyzmu, Benito Mussolini: “wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jeśli zatem sejmowa “banda czworga”, to znaczy – PiS, KO, Lewica i PSL opowiada się za segregacją sanitarną, czyli ograniczeniem praw obywateli, którzy próbują korzystać z konstytucyjnej gwarancji, że nikogo nie można zmuszać wbrew jego woli do udziału w ekspedrymencie medycznym, to musi być przekonana, że państwu wolno to zrobić, a skoro tak, to wyznaje statolatrię, czyli – że to właśnie są faszyści. Być może “bez swojej wiedzy i zgody”, bo wyższe szkoły gotowania na gazie takich rzeczy nie uczą – ale to nic nie szkodzi, bo pan Jourdain też nie wiedział, że mówi prozą – a mówił.

Te tendencje objawiły się zresztą jeszcze przed epidemią, za rządów Platformy Obywatelskiej i PSL, gdzie ministrem sprawiedliwości był pobożny Jarosław Gowin. To właśnie on utworzył pierwszy w Polsce po transformacji ustrojowej obóz koncentracyjny w Gostyninie, w którym, na podstawie tzw. “lex Trynkiewicz”, bezterminowo umieszcza się osoby pod pretekstem, że “mogą stwarzać zagrożenie”. Ciekawe, że żaden z płomiennych obrońców konstytucji z panem Adamem Bodnarem na czele, nawet nie pisnął słowa przeciwko temu faszystowskiemu prawu. To pokazuje, że zarówno w obozie dobrej zmiany, jak i w obozie zdrady i zaprzaństwa, co do faszyzmu panuje porozumienie ponad podziałami. Wynika to zresztą z dyrektyw Komisji Europejskiej, w której także zasiadają faszyści, którzy – podobnie jak faszyści tubylczy – zwalczają swoich przeciwników politycznych przy pomocy oskarżania ich o “faszyzm”.

Przypomina mi to dyskusję, w jaką jeszcze w początkach lat 90, wraz z kol. Januszem Korwin-Mikke, wdaliśmy się z dwoma jegomościami z Unii Demokratycznej. Zaproponowaliśmy, by na początek zdefiniować pojęcie wolności, a potem przejdziemy do szczegółów. To się  jednak nie udało, więc od razu przeszliśmy do szczegółów i JK-M zapytał, czyje prawa i wolności narusza, jeśli nie chce się pod przymusem ubezpieczyć. Nasi przeciwnicy na to, że niczyich praw, ani wolności pan nie narusza, ale tak nie można. TAK NIE MOŻNA! Na to my – że z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego i na tym dyskusja się zakończyła. Bo faszyści nie mają żadnych argumentów merytorycznych, wobec tego nie pozostaje im nic innego, jak albo się obrazić – jak pan premier Morawiecki – albo podnieść klangor – jak to zrobili w Sejmie faszyści drobniejszego płazu.

Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/ida-faszysci-podnosza-klangor/

Wygaszają górnictwo. Poza katastrofą energetyczną i inflacją dopłacimy do tego 30 miliardów [obecnych]…

Sektor węglowy do wygaszenia. Sejm przyjął nowelizację o funkcjonowaniu górnictwa

Sejm przyjął nowelizację ustawy o funkcjonowaniu górnictwa kamiennego. W praktyce oznacza to stopniowe wygaszanie sektora wydobywczego. W ramach strategii przewidziano ogromne rekompensaty.

Za nowelizacją głosowało 276 osób, przeciw było 11, a 165 wstrzymało się od głosu. Wcześniej posłowie odrzucili zgłoszone poprawki.

Nowela przekłada na język legislacyjny uzgodnienia „Umowy społecznej”, zawartej w maju między przedstawicielami rządu i górniczymi związkami zawodowymi.

Uzgodniono wówczas stopniowe wygaszanie polskich kopalń węgla energetycznego do końca 2049 roku oraz subsydiowanie górnictwa w tym okresie w postaci m.in. dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych. Aby program ruszył, rządzący muszę jeszcze otrzymać zgodę Komisji Europejskiej.

Zmiany w ustawie będą w latach 2022–2031 kosztowały budżet państwa ponad 28 mld złotych. Co roku w ustawie budżetowej znajdzie się zapis o wysokości dopłat do górnictwa.

Źródło: money.pl / dorzeczy.pl

https://pch24.pl/sektor-weglowy-do-wygaszenia-sejm-przyjal-nowelizacje-o-funkcjonowaniu-gornictwa/

Oregon: Z powodu COVID-19 zmarły 622 osoby w pełni zaszczepione. CDC odradza wakcyny J&J. „Bardzo poważne” zakrzepy krwi.

Zgodnie z informacjami władz stanowych, odpowiedzialnych za politykę zdrowotną, Oregon Health Authority, od początku „pandemii” zmarło ponad 620 osób w pełni zaszczepionych, głównie białych Amerykanów. 314 z nich miało przyjąć szczepionkę Pfizera. 

16 grudnia 2021 władze opublikowały raport dotyczący tzw. przełomowych infekcji, odnoszący się do osób, które przyjęły dwie dawki wakcyny (ewentualnie jedną w przypadku preparatu J&J), ale mimo to zaraziły się koronawirusem. Twórcy raportu zastrzegli, że nie zawiera on wszystkich danych, które stale napływają.

Od początku „pandemii” zarejestrowano w stanie Oregon 622 zgony osób w pełni zaszczepionych z powodu COVID-19. 64 proc. zmarłych stanowili biali Amerykanie (402 osoby), 13 – czarnoskórzy, 14 Azjatów, 17 Indian amerykańskich lub tubylców z Alaski i 1 mieszkaniec z wysp Pacyfiku.

W sumie zaraziło się koronawirusem wywołującym COVID-19 łącznie 49 250 w pełni zaszczepionych osób. Mediana wieku zarażonych wynosiła 47 lat. 23,4 proc. zarażonych osób miało ponad 65 lat. Spośród zmarłych, 314 otrzymało szczepionkę Pfizer, 167 – Modernę, a 84 – Johnson & Johnson.

Władze utrzymują, że trzy wyżej wymienione szczepionki są „bardzo skuteczne w zapobieganiu ciężkim chorobom i śmierci z powodu COVID-19”.

Do tej pory 4,4 proc osób  z przełomowymi infekcjami trafiło do szpitala. 1,3 proc. z nich zmarło. Mediana wieku osób, które zmarły, wynosi 81 lat. Zastrzeżono, że nie wszystkie przypadki przełomowych zakażeń są zgłaszane. Podkreślono, że ryzyko hospitalizacji i zgonu wzrasta wraz z wiekiem.

Wyraźny wzrost liczby infekcji przełomowych i zgonów odnotowywany jest od sierpnia br. Umierają głównie osoby w wieku powyżej 70 lat.

Pomimo wzrostu liczby zgonów osób w pełni zaszczepionych władze rekomendują przyjmowanie wakcyn.

Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom wydało ostatnio rekomendacje, co do bezpieczeństwa niektórych szczepionek. Zasugerowano, by przyjmować produkty Pfizera lub Moderny i zrezygnować z produktu firmy Johnson & Johnson, ze względu na „rzadkie”, ale „bardzo poważne” zakrzepy krwi.

Potwierdzono dziewięć zgonów po szczepionkach J&J. Wakcyny Pfizera i Moderny mają nie wiązać się z takim ryzykiem i wydają się bardziej skuteczne.

CDC po raz pierwszy wypowiedziała się, faworyzując szczepionki Pfizera i Moderny. CDC wskazało, że od czasu wprowadzenia szczepionek rok temu, ponad 200 milionów Amerykanów uważa się za w pełni zaszczepionych. Około 16 milionów miało przyjąć preparat J&J.

Dane dotyczące bezpieczeństwa szczepionek miały przekonać panel doradców, że zakrzepica, którą powoduje wakcyna J&J, nadal występuje, i to nie tylko u młodszych kobiet, jak pierwotnie donoszono. „Zakrzepicę z zespołem małopłytkowości” zapowiadają silne bóle głowy tydzień lub dwa po szczepieniu, bóle brzucha i nudności.

Agencja ds. Żywności i Leków, która decyduje o dopuszczeniu preparatów medycznych na rynek poinformowała, że ​​od wiosny po szczepieniach J&J pojawiło się więcej przypadków zakrzepicy i występują one najczęściej u kobiet w wieku od 30 do 49 lat (mniej więcej raz na każde 100 tys. dawek). W sumie FDA donosiła w połowie grudnia o 54 przypadkach zakrzepów: 37 u kobiet i 17 u mężczyzn oraz 9 zgonach, w tym dwóch mężczyzn. Dr Isaac See z CDC mówił 16 grudnia, że podejrzewa się dwa kolejne zgony.

Szczepionka J&J wywołuje także inne bardzo groźne schorzenie neurologiczne: zespół Guillaina-Barrégo (GBS), który objawia się postępującym osłabieniem lub porażeniem mięśni. GBS jest chorobą autoimmunizacyjną.

CDC – co prawda – niepokoi, że ciągle umierają jakieś osoby po podaniu wakcyn, ale stwierdzono, że globalnie korzyści przewyższają szkody i zalecają dalsze szczepienia.

Źródło:cdc.gov, ibtimes.com, oregon.gov, sciencenews.org,

https://pch24.pl/oregon-z-powodu-covid-19-zmarly-622-osoby-w-pelni-zaszczepione-cdc-odradza-wakcyny-jj/

Latest VAERS estimate: 388,000 Americans killed by the COVID vaccines

An independent derivation of the VAERS URF using the CMS death data leads to a URF of 44.64 which then leads to a 388K excess death estimate.

My estimate of the VAERS under-reporting factor (URF) at 41 was based on anaphylaxis rates reported in the Blumenthal paper published in JAMA.

I have argued that the anaphylaxis rate is an appropriate number to use to (under) estimate deaths because I believed that deaths would be less reported than anaphylaxis to VAERS for two reasons: 1) usually lacks the time proximity to vaccination, 2) the person seeing the death may not know the vaccination status of the victim and may not technically be required to report the death.

Some people have quibbled with that assumption, including my friend Professor John Ioannidis, who argued that there is no evidence that that is true and it could be the other way around. It’s a fair point and I told John it’s only an estimate and I’m happy to modify it when we have more data.

That day has arrived courtesy of Wayne at VAERS Analysis.

Wayne did a URF computation using death data in CMS. This overcomes any objections about the validity of using anaphylaxis rates as a proxy for death rates.

The VAERS URF he computed was 44.64.

This seems reasonable to me. It’s really not far from the 41 I calculated.

Also, Wayne subsequently looked at the numbers for 9 states. The average value was 40, not far from the 41 I calculated from anaphylaxis.

I had two team members (Albert Benavides and Jessica Rose) double check his numbers. No mistake.

Now, let’s see what that means.

As of Dec 14, 2021, there are 9,136 deaths reported into VAERS for domestic deaths (if you are using OpenVAERS, flip the switch at the top to see the US only deaths). If we subtract out more than twice the total number of deaths reported in any previous year (to be super conservative about estimating background deaths):

So our new best estimate of the number of “excess deaths” caused by the vaccine is 388,000. Because there isn’t a plausible mechanism of excess death other than the vaccine (certainly our “always vigilant” CDC has never suggested an alternate cause), the process of elimination leads us to conclude the obvious: that these excess deaths were, in fact, caused by the vaccine.

This should really be a surprise to anyone paying attention to the clinical trials.

For example, in the Pfizer trial, you were much more likely to die if you got the vaccine than if you got the placebo. They simply forgot to mention that in the abstract of the paper (and they were incapable of accurately counting the number of deaths in each group as well). In short, the vaccine is a killing machine.

As the clinical trial showed, it was more likely to kill you than to save you. America still refuses to actually acknowledge that fact.

388,000 dead Americans is simply stunning

Today, our best estimate of vaccine fatalities using the VAERS data is that the US Government is responsible for killing 388,000 formerly healthy Americans. For no reason or societal benefit. Under the guise of saving them.

And we’re not done yet. Those kids with myocarditis? Half of them could die in 5 years. We just don’t know. Prion diseases… we don’t know. Autoimmune diseases… we don’t know. Reproductive issues… unknown. Original antigenic sin? Possibly. You get the idea.

By contrast, the Vietnam War was a long, deadly struggle that took place from 1954 to 1975 between North Vietnam and South Vietnam. The U.S. National Archives shows that 58,220 U.S. soldiers perished over the 21 years. Here, we’ve killed more than 6 times as many people in a fraction of the time… just 11 months.

No one in mainstream media will dare talk about this. They won’t even ask the question. Not a single reporter.

Nobody in Congress will discuss it either. I tried to bring this information to the attention of Congressional staff, but they have ignored my requests.

Of course the FDA and CDC have no comment other than they “disagree” with me. They won’t say why. Wow. We have a discrepancy of 388,000 Americans dead and they won’t even say why I got it wrong.

I’m guessing that they can’t say why because I used their numbers (they maintain VAERS and CMS) and their methodology and there were no math errors. So they have to go with the “hand waving” argument that “we disagree” since they can’t go with facts, evidence, data, or methodology errors.

As for all the bogus arguments about VAERS and causality that are used by the “so-called fact-checkers” to attack my work, I thoroughly dismantle those in my 63-page article. That is why none of the people at the FDA or CDC are willing to talk on the record to me: because I know how to dismantle their bogus excuses for looking the other way. They won’t talk to any of my associates either. They just don’t want to hear it.

Let me know in the comments if you find an error.

Finally, I know some of you are still unconvinced by all the data including the stunning athlete data. I’m OK with that. I just have one request. Please consider sharing this article with your social network before you get your booster. OK?

Subscribe to Steve Kirsch’s newsletter

By Steve Kirsch  ·  Thousands of subscribers

I write about COVID vaccine safety and efficacy, corruption, censorship, mandates, masking, and early treatments. America is being misled by formerly trusted authorities.

Steve Kirsch https://stevekirsch.substack.com/p/latest-vaers-estimate-388000-americans