Profiesor, chotia jewrej, choroszyj parień, czełowiek umnyj i bogatyj, no fiksa ma na punkcie baryń

Szpot, z poematu: „Caryca i zwierciadło”

Czto to zmutiła się zierkała

tak czysta zawsze tafla szklana?

Może zbyt mocno ja chuchała,

a może ja niemnożko pjana?

Nu, wsio rawno! Czto by chotieła?…

Może tancować?… Może piać?…

Może kakie igrowe dieła?…

Niet, ja’b chatieła całowat’!

Całować, ale tak szaleńczo,

jak czynią to władczynie Wschodu,

gdy wargi pieszczą się i dręczą,

gdy pożar bucha spośród lodu,

gdy dusza duszy się powierza,

z najgłębszych tajni się spowiada,

a tutaj nagle kły wyszczerza

nienawiść dzika, podła zdrada,

gdy wśród upojnych oszołomień

trzeźwości migną błyskawice,

gdy nagle w lód się zmienia płomień,

kochanka wierna zaś — w carycę!

Da, da, prekrasno ja skazała!

W tym smysł jest i istina cała.

Bo nad upojne wszystkie trunki,

nad koka-kołę, wew-kliko,

o ileż upojniejsze są

słynne Carycy pocałunki!

———————————————-

Pomniu, kak prijechał w Moskwu

de Gaulle, sklierotik i starik,

i ja jewo pocełowała,

on potom prosto dostał tik,

ach, on formalno popał w trans,

on przestał bredzić o belle France

i tolko skuczał u mych stóp:

„Ach, Leonide, ty mienia lub,

dla ciebie cały Zapad broszę,

tylko mnie jeszcze całuj, proszę!”

A potom Pompidou, i Brandt,

a nawet chitryj, miełkij frant,

poet iz Polszy — Iwaszkiewicz,

gdy tolko pili ust mych miód,

wołali, że to istny cud,

kto go nie zaznał, ten nic nie wie.

——————————–

Nagle goryczy kropla spada,

wypełza myśl ohydna: Sadat! —

zimny egipski pederasta,

podstępna, jadowita żmija!

Jak on się w moje wargi wpijał,

jak on udawał podniecenie,

a ruki wsadzał mi w kieszenie!

A kiedy wszystko wyjął, złodziej,

pokazał drzwi na Bliskim Wschodzie.

Ech, job jewo, płaz bez znaczenia!

Bo wszystko się na dobre zmienia

i oto nagle Tricky Dicky,

potężny władca Ameryki,

który pół świata ma u stóp,

po pocałunkach w Waszyngtonie

miłością dziką do mnie płonie

i zaraz chciałby zawrzeć ślub!

—————————————-

Przyjechał tu profiesor w swaty,

chotia jewrej, choroszyj parień,

czełowiek umnyj i bogatyj,

no fiksa ma na punkcie baryń.

Zachodzim w um z Podgornym Kolą

i trudno się nadziwić nam,

czto ciągnie go do naszych dam,

przecież to barachło i chłam!

Możet tam oni takie wolą?

Da, czełowiek eto zagadka!

Profiesor mówił umno, gładko

i mnie łogiczno wywiódł tak,

że dołżen dojść do skutku brak!

Bo choć zamieszki są w Senacie

o jakiś skandał w Watergacie,

że założyli gdzieś podsłuchy,

a wyszły z nich śmierdzące dmuchy

(nie tak kak u nas; ja słuszaju

dokładnie, co się dzieje w kraju),

no Dick i ichnie KGB,

FBI — znaczyt, stłumią je!

„Ach, profiesor — ja mu przerwała —

pal sześć tę waszą Amerikę!

Ty opowiadaj mi o Dickie.

Kak ja go dawno nie widziała!

Czto on diełajet, Dick moj miłyj?

Ach, mów, bo żdat’ już nie mam siły!”

Naliwaj stakan! Po bierieg!

Nie wodka! Koniak! Extra sec!

Ach, Dick! Kogda tiebia ujrzała,

zabiło sierdce: wot, to on!

Ja kak diewuszka młada drżała,

a w gołowie mi krew huczała

kak samyj wielkij Kremla dzwon!

Ja skrywat’ dłużej już nie stanu —

bezumno jestem zakochana

w twych głazach, ustach, blesku lic!

Na liubow’ nie poradzisz nic!

Pamiętasz, kak my zapatrzeni

naprotiw siebia siuda szli,

z ułybkoj ty, ja wzniosłszy brwi?

Ach, Dick, dla siebia my stworzeni!

Ach, Dick, ach, miłyj moj, my dear,

 nasz budiet cełyj ziemskij mir.

Ach, Dick, nasz przyszły sławnyj brak

to jest nie tylko brak z miłości,

to jest z razsudka toże brak,

to budiet szczastie dla ludzkości!

Gdy obie zejdą się półkule,

będziemy mieć już całą pulę,

będziemy mieć już całą włast’

i każdy będzie musiał paść

przed taką parą na kolana!

Czy to Moskwa, czy to Fłorida,

czy Łondon to, czy Mozambik —

wszędzie carstwujet Leonida,

wszędzie władajet Tricky Dick!

To budziet naszej właści szlagier,

że cały świat się zmieni w łagier.

Rabotat’ budut kornie raby,

skończą się strejki i rozruchy,

gdzie stąpisz, wszędzie są podsłuchy,

gdzie spojrzysz, wszędzie widzisz kraty.

Patrz, jak korzystnie świat się zmienia:

Niegry bieleją z przerażenia,

a Żydki zamykają domy,

bo przeczuwają już pogromy.

Butne dotychczas kongriesmieny

pokornie pójdą tiepier w pleny!

Egipski pedryl aż się spłaszczy,

ja budu szczała mu do paszczy

i tak szutiła: „Nu, Anwar,

wied’ u was na pustynie żar,

ja tiepier’ tobie go ugaszę!

Nielzia mi było dmuchać w kaszę!”

Ach, Dick, kak czudnyj budiet mir!

Wieczne wesele, wiecznyj pir!

Parady, bale i ochota!

Ja budu bezprestanno pjana

i wieczno w tobie zakochana!

Sto lat Henry [ Heinz] – sto lat! – …Ну – и хватит…

Sto lat Henry [ Heinz] – sto lat! – Ну – и хватит…

Radek Wicherek sto-lat-henry-sto-lat

27 maja setne urodziny będzie obchodził Henry Kissinger. Człowiek, który swoje ostatnie lata powinien spędzać, cóż, nie bawmy w konwenanse, w pierdlu lub w najlepszym razie w areszcie domowym. Tymczasem dożywa swoich dni w luksusie, ciesząc się nadal światowym autorytetem. Pomijając przywódców państw, chyba jako jedyny może liczbą nawiązanych kontaktów, manipulacji i wpływów w świecie polityki dorównać Zbigniewowi Brzezińskiemu. A także ilością krwi na rękach. Życzenie stu lat nie jest więc przypadkowe. Choć niemożliwe jest opisanie wszystkich jego „dokonań” w tak krótkim tekście, przypomnijmy te najbardziej istotne.

Henry Kissinger to urodzony w Fürth niemiecki Żyd i w rzeczywistości nazywa się Heinz Alfred Kissinger. W 1938 roku uciekł z rodziną do USA przed nasilającym się nazistowskim terrorem. Do wielkiej polityki trafił w latach 60-tych jako doradca gubernatora stanu Nowy Jork Nelsona Rockefellera (który umarł dostając ataku serca w trakcie uprawiania seksu z kochanką).

My zajmiemy się okresem kiedy jego wpływy były największe, czyli od połowy tychże lat do końca 70-tych i nieco późniejszych.

Listę otwierają wydarzenia w 1965 r. w Indonezji, w wyniku których życie straciło co najmniej kilkaset tysięcy osób. Na skutek przewrotu władzę przejął dyktator i wojskowy Haji Mohamed Suharto, kosztem urzędującego prezydenta Ahmeda Sukarno. Administracja i służby amerykańskie, z Kissingerem, który już doradzał w kwestiach bezpieczeństwa narodowego, poparły nowego przywódcę z racji tego, że Sukarno prowadził wielowektorową politykę zagraniczną, natomiast Suharto podporządkował się Stanom Zjednoczonym. Taki obrót sprawy dawał pełen dostęp do naturalnych surowców, w które Indonezja była bardzo bogata.

Brutalnie przekonali się o tym mieszkańcy Papui Zachodniej, którzy chcąc odłączyć się od Indonezji i uzyskać niepodległość, byli bezwzględnie pacyfikowani i wywłaszczani, szczególnie przez nowy reżim, który otwarcie wspierali Amerykanie. Bogate złoża złota i miedzi trafiły więc do amerykańskiej Freeport Minerals Company, której patronował właśnie Kissinger, zostając później jej pracownikiem.

USA zaangażowały się mocno w wojnę domową w Wietnamie po stronie Wietnamu Południowego, dokonując w tym ostatnim, tradycyjnie zresztą, zamach stanu przy pomocy CIA, usuwając w 1963 r. próbującego uniezależnić się od USA Ngô Đình Diệma. Grozę budzi jednak co innego.

Amerykanie zrzucili na Wietnamczyków z Północy nie tylko tony bomb, ale w latach 1962-1971 przeprowadzili akcję „Ranch Hand”, polegającą na spuszczeniu ponad 70 milionów litrów (!) herbicydów, by zniszczyć tamtejsze pola uprawne oraz gęstą i bujną roślinność, która była dobrym schronieniem i kamuflażem dla partyzantów. Kissinger, będący od 1969 roku już oficjalnie doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego u prezydenta Richarda Nixona, miał osobiście podpisać się pod zgodą na rozpylenie popularnego środka „Agent Orange”.

Według szacunków sama akcja z herbicydami zabiła lub spowodowała ciężkie uszkodzenia ciała u 400 tys. Wietnamczyków, a obecnie 3 mln odczuwa jej skutki zdrowotne. To jednak nie koniec.

Nixon z Kissingerem rozszerzyli „prewencyjnie” bombardowania na sąsiednie Laos i Kambodżę, obawiając się stamtąd ataków odwetowych Północnych Wietnamczyków. Akcje były nielegalne (bez zgody Kongresu), a w dodatku kraje te były neutralne. Obaj wypierali się, że naloty wyszły poza obszar Wietnamu, a to już wkrótce wyszło oficjalnie na jaw.

Nie sposób oszacować liczbę ofiar działań amerykańskich w czasie działań w Indochinach (Wietnam, Kambodża, Laos). Przypuszczalnie kilkaset tysięcy poniosło śmierć, a rannych i uciekinierów było miliony. W samej Kambodży było to ok. 100 tys. zabitych.

Co nieco szokujące, Kissinger otrzymał w 1973 r. Pokojową Nagrodę Nobla za… swój wkład w zakończenie wojny w Wietnamie. W ramach protestu dwóch członków Komitetu zrezygnowało z członkostwa.

Nieco wcześniej, bo w 1971 roku doszło, po wieloletnich perypetiach, do wojny między Pakistanem Zachodnim, a próbującym uzyskać niezależność Pakistanem Wschodnim, dzisiejszym Bangladeszem. Administracja Nixona, z Kissingerem na czele, poparła chcący siłowo utrzymać jedność kraju Pakistan Zachodni, gdyż, po nawiązaniu dobrych stosunków z prezydentem całego państwa – Yahyą Khanem, taki układ sprzyjał zbliżeniu Chin i USA. Wsparcie dotyczyło głównie dostarczania broni: legalnie, a gdy senat uchwalił rezolucję o wstrzymaniu dostaw – potajemnie.

Działania Pakistanu Zachodniego, przy amerykańskim wsparciu, od początku nosiły znamiona zbrodni przeciwko ludności: wymordowano 10 tys. cywili tylko w ciągu trzech dni, zgwałconych zostało 400 tys. kobiet, a 10 milionów uciekło do Indii, które z powodu udzielonego azylu były również napiętnowane przez Stany Zjednoczone.

Finalnie wojska pakistańskie, walczące o utrzymanie Pakistanu „w jednym kawałku”, zaatakowały Indie, ponosząc klęskę i dając wbrew własnej woli początek niepodległemu Bangladeszowi. Kissinger do końca naciskał Nixona, by ten wsparł – wbrew amerykańskiemu prawu – pakistańską armię w tym starciu.
W obydwu tych wojnach zginęło minimum 200 tys. osób.

W tym samym roku doszło w Chile do obalenia i zabójstwa prezydenta Salvadora Allende. Odtajnione dokumenty wskazują, że była to inicjatywa Kissingera, Nixona i dyrektora CIA Richarda Helmsa. Kiedy bowiem Allende odmówił „współpracy” z USA, Amerykanie najpierw celowo doprowadzili do zaniżenia na rynkach cen miedzi, która była głównym źródłem dochodu Chile, a kiedy popadło ono w biedę, zorganizowali wojskowy zamach stanu. W miejsce Allende umieścili na stanowisku dyktatora Augusto Pinocheta, u którego tortury i eliminowanie przeciwników były na porządku dziennym.

To tylko wierzchołek góry lodowej. USA stosowały podobne metody – z błogosławieństwem Kissingera, wspierając w Ameryce Południowej dyktatury w Argentynie, Paragwaju, Boliwii, Urugwaju i Brazylii.

Rok 1974 to Memorandum 200 lub po prostu tajny „Raport Kissingera”. Rozpoczęty jeszcze za Nixona, a przedstawiony już jego następcy – Geraldowi Fordowi, zawierał „troskę” będącego już także sekretarzem stanu Kissingera o wyczerpywanie się światowych zasobów i sposoby zaradcze. Był to oczywiście tylko pretekst do przejęcia przez Stany Zjednoczone większej kontroli nad obcymi dobrami naturalnymi w obawie, że mogą się przysłużyć macierzystym państwom, szczególnie Trzeciego Świata, które dzięki wzbogaceniu się mogłyby w przyszłości zagrozić wspólnie hegemonii USA. Nie sposób zaprzeczyć, że plan ten wciąż jest bezwzględnie realizowany.

W kolejnym roku mieszkańcy Timoru Wschodniego, wobec zniesienia przez Portugalię systemu kolonialnego, podjęli dążenia do uzyskania niepodległości. Zostali jednak brutalnie najechani przez dyktatora Indonezji Suharto, który otrzymał, jak udowadnia tajny telegram Departamentu Stanu, zielone światło od Kissingera i Forda. Mógł on w przyszłości liczyć na jawne poparcie obydwu, a także, pomimo oficjalnych komunikatów i dzięki różnym manipulacjom, na wsparcie wojskowe.

Jedynie przez kilka pierwszych tygodni inwazji śmierć poniosło 60 tys. Timorczyków, a finalnie, aż do wyzwolenia w 1999 i uzyskania niepodległości w 2002 roku, ok. 200 tys. Ponadto bardzo wiele [setki tysięcy] timorskich kobiet zostało w sadystyczny i upokarzający sposób zgwałconych, co miało służyć zastraszeniu stawiającym opór miejscowym.

Henry Kissinger był także zaangażowany we wspomaganie w Ameryce Łacińskiej tzw. szwadronów śmierci, czyli grup bojowych, złożonych z mundurowych, agentów i najemnych przestępców. Amerykanie – z pomocą CIA – wspierali je np. w Salwadorze czy Gwatemali w celu utrzymania sprzyjających USA reżimów lub jak w Nikaragui (Contras), by obalić z ich pomocą obecną władzę.

Stany Zjednoczone finansowały Contrasów m.in. z pieniędzy, które otrzymały za nielegalną sprzedaż sprzętu wojskowego Iranowi podczas wojny iracko-irańskiej, choć oficjalnie… wspierały Irak Saddama Husajna.

Kissinger został zaangażowany w latach 80-tych jako przewodniczący Prezydenckiej Komisji ds. Ameryki Środkowej, by marginalizować w powszechnej świadomości rolę szwadronów w represjach i masakrach.

Obrazu całości dopełnia fakt, że Kissinger to bywalec i czołowa postać tajnych i półtajnych stowarzyszeń, na czele z grupą Bilderberg, Komisją Trójstronną i Radą Stosunków Zagranicznych. Do dziś jest stałym doradcą Światowego Forum Ekonomicznego, z jego liderem – kamuflującym się nazistą Klausem Schwabem, przed którym to nazizmem jego amerykańsko -żydowsko-niemiecki kolega przecież uciekał. Jak widać wspólny cel pozwolił obu panom puścić w niepamięć nawet takie zaszłości historyczne.

Choć wielokrotnie poza granicami USA były podejmowane próby aresztowania Kissingera, nigdy do tego nie doszło. Mimo że pośrednio i bezpośrednio odpowiada za liczne zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, raczej nie musi się obawiać represji ze strony organów ścigania. Niewiele możemy na to poradzić. Możemy jednak, choćby to były głosy nieliczne i wyciszane, utrwalać pamięć o „wyczynach” takich ludzi jak Kissinger i Brzeziński, by prawda nie umarła śmiercią naturalną. Takie postępowanie nie może spotkać się z całkowitą biernością, oznaczającą cichą akceptację, bo przecież dokładnie o to im chodzi.

========================

mail od dyplomaty: Straszny, chorobliwy sekso-maniak. W Moskwie, też w Kairze, nie mogli mu nastarczyć…

Zakłady Azotowe Puławy stoją. „Przez 60 lat czegoś takiego nie było”. Mosze Kantor powiedz, jaki jest powód przestoju, gdy ceny gazu są niskie?

Zakłady Azotowe Puławy stoją. „Przez 60 lat czegoś takiego nie było”

Jaki jest powód przestoju, gdy ceny gazu są niskie,

Agnieszka Zielińska narodowy-czempion-stoi-przez-60-lat-czegos-takiego-nie-bylo

– Zakład stoi, produkcji praktycznie nie ma, nikt z nami nie chce rozmawiać. Przez 60 lat czegoś takiego nie było. To straty nie do odrobienia – mówią money.pl pracownicy Zakładów Azotowych Puławy i dodają, że jak na ironię udziałowcem przedsiębiorstwa jest rosyjski oligarcha. – Tym powinna zająć się komisja – mówią.

Od dłuższego czasu Zakłady Azotowe Puławy pracowały na zaledwie 10 proc. mocy produkcyjnych. Zarząd spółki deklaruje, że od 1 czerwca wznowi produkcję (Money.pl, Agnieszka Zielińska)

O trudnej sytuacji Grupy Azoty pisaliśmy w money.pl kilka dni temu. Cała polska Grupa, na którą składają się m.in. zakłady w Tarnowie, Policach i Puławach, zanotowała w pierwszym kwartale tego roku stratę netto w wysokości ponad 555 mln zł.

Jednak tylko w Zakładach Azotowych Puławy, które odpowiadają za blisko połowę przychodów całej grupy, wstrzymano niemal całą produkcję.

Spotkaliśmy się z pracownikami przedsiębiorstwa. – Zakład od dłuższego czasu stoi, produkcji praktycznie nie ma – słyszymy. – To są straty nie do odrobienia – oceniają nasi rozmówcy.

Słychać tylko śpiew ptaków

To, że zakład nie pracuje na pełnych obrotach, mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy. We wtorek, 30 maja, w okolicy puławskich zakładów panowała cisza. Na niebie nie było widać charakterystycznych smug, które zazwyczaj wydobywały się z ogromnych kominów.

Takiej sytuacji nie było od 60 lat. Zwykle panował tu hałas. Teraz wiele instalacji jest wyłączonych, a te, które działają, pracują na około 10 proc. mocy. To doprowadzanie polskiego przemysłu nawozowego do ruiny – mówią pracownicy.

Dodają, że z przestojem puławskich Azotów wiążą się poważne konsekwencje. Takie, które – ich zdaniem – mogą wpłynąć na pogarszającą się sytuację rolnictwa i wzrost cen żywności. – Skorzystają na tym wyłącznie zagraniczni producenci – ostrzegają nasi rozmówcy.

Pracownicy: boimy się

Pracownicy zakładów, z którymi rozmawialiśmy, mają obawy, aby wypowiadać się pod nazwiskiem, bo boją się stracić pracę.

My pytamy ciągle o to samo, m.in. jaki jest powód przestoju zakładu w momencie, gdy ceny gazu są niskie, a magazyny nawozów są puste. Pytamy też o bezpieczeństwo wyłączenia instalacji, na które wydano miliardy złotych – mówią.

Dodają, że po tak długim przestoju nie wiadomo, czy uda się w ogóle uruchomić linie technologiczne. Mówią, że problemem jest także brak specjalistów, bo zwolniono już wielu fachowców.

– Przedsiębiorstwo, które produkuje nawozy, to nie jest nakręcana zabawka, którą można jednym ruchem wprawić w ruch. Wyłączenie linii technologicznych w takich zakładach może stwarzać nawet zagrożenie bezpieczeństwa – wskazują.

Rosjanin w akcjonariacie. „Tym powinna zająć się komisja”

Nasi rozmówcy cały czas podkreślają, że zakłady Azotowe Puławy nie są zwykłą spółką, ale taką, która ma strategiczne znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego państwa. Były przecież dotąd jednym z największych na świecie producentów melaminy (to związek chemiczny stosowany w przemyśle)i największym polskim przedsiębiorstwem w branży wielkiej syntezy chemicznej.

Pracownicy nie mogą więc zrozumieć, zwłaszcza w kontekście ustawy „lex Tusk”, dlaczego akcjonariuszem Grupy Azoty jest wciąż rosyjski oligarcha Wiaczesław Mosze Kantor, właściciel firmy Acron, wielkiego gracza na rynku nawozów. W 2018 r. Kantor znalazł się na liście „osób bliskich Kremlowi”, sporządzonej przez amerykański Departament Skarbu. Sześć lat wcześniej Kantor próbował przejąć Azoty Tarnów. Ówczesny rząd potraktował to jako wrogie przejęcie i je zablokował. Później spółka została połączona z Azotami w Puławach i powstała Grupa Azoty.

Rosyjski miliarder posiada blisko 20-proc. pakiet akcji Grupy Azoty.

[—] dalej – w oryginale – dla ciekawskich.. md

Ku przestrodze Polek które zadają się z negrami. Akpomedaye zabił 21-letnią studentkę z Polski

Ku przestrodze Polek które zadają się z negrami

Wielka Brytania. Dożywocie dla 30-latka, który zabił 21-letnią studentkę z Polski

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2023-05-31/wielka-brytania-dozywocie-dla-30-latka-ktory-zabil-21-letnia-studentke-z-polski/

30-letni Dennis Akpomedaye usłyszał w środę przed brytyjskim sądem wyrok dożywotniego pozbawienia wolności za zamordowanie Anny, polskiej studentki. Mężczyzna w maju ubiegłego roku zaczaił się na 21-latkę w ciemnej uliczce, gdzie zadał byłej dziewczynie ponad 40 ciosów nożem.

Sędzia Rajeev Shetty [oh, co za Brytyjczyk… md] z Kingston Crown Court ogłosił w środę, że Dennis Akpomedaye zostaje skazany na dożywocie z możliwością warunkowego zwolnienia po 29 latach.

Shetty podkreślał, że atak na Annę był „okrutny i dziki”. Dodał, że nie widzi żadnych okoliczności łagodzących, nie ma też dowodów, by 30-latek cierpiał na jakieś zaburzenia psychiczne.

Podczas ogłaszania wyroku odczytano także oświadczenie matki zamordowanej Anny. Kobieta napisała, że „barbarzyński” sposób, w jaki zginęła jej córka, sprawił, że jej serce „złamało się z żalu i rozpaczy”.

Zadał jej ponad 40 ciosów nożem

Akpomedaye i Anna poznali się przez internet w styczniu 2021 roku i spotykali się przez rok. Kobieta jednak zdecydowała zakończyć ten związek.  Mężczyzna nie dawał za wygraną i jeszcze kilka tygodni przed zabójstwem szantażował 21-latkę, pisząc, że popełni samobójstwo. Jedna z wiadomości, którą wysłał do niej, brzmiała: „Będziemy razem bez względu na wszystko. Znajdę cię”.

17 maja 2022 roku Dennis przyjechał do Londynu z Newport w południowej Walii, gdzie mieszkał. Ubrany w kominiarkę i kaptur, Akpomedaye czekał, aż Anna skończy zmianę w restauracji w dzielnicy Ealing, gdzie pracowała. Następnie poszedł za nią i jej kolegą z pracy. W jednej z alejek zaatakował 21-latkę. Zadał jej ponad 40 ciosów nożem, w tym w szyję. Śledczy uznali, że była to próba odcięcia głowy kobiecie. 

21-letni Jack Maskell, który towarzyszył wówczas Annie przed sądem mówił: „Zostałem z nieopisanymi wspomnieniami, których nigdy nie wymażę. Nigdy nie zapomnę tego, co jej zrobił”. Dodał, że widok zabójstwa i to, że nie udało mu się pomóc koleżance, spowodowały u niego poważne problemy emocjonalne, w tym depresję. [O, biedaczek.. Zamiast bronić dziewczyny, np. zabić murzyna – popada w depresję md]

Udawał w szpitalu, że jest szermierzem

Akpomedaye uciekł z miejsca zdarzenia, ale podczas ataku został ranny. Zgłosił się do szpitala, a lekarzom powiedział, że jest szermierzem, stąd u niego rany cięte. 

Policja zatrzymała mężczyznę 22 godziny po zabójstwie na dworcu autobusowym Victoria w Londynie, kiedy próbował wrócić do domu.

Akpomedaye nigdy nie okazał skruchy za morderstwo. Odmówił też składania zeznań, nie stawiał się także na rozprawy, ani na ogłoszenie wyroku. 

Ireneusz Krzemiński – najmita i klient

Ireneusz Krzemiński – najmita i klient 

motto: „Walnąłem go laską” [posła Brauna, po jego interwencji w czasie „wykładu” polakożercy Grabowskiego u Niemców – powiedział z dumą OKO.press prof. Ireneusz Krzemiński, znany socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Krzemiński przyszedł na wykład, poruszając się o kulach.

====================================

Gallux  nowyekran [już padł, dostałem mail’em. … md] 10.04.2013.

Chcę Państwu przybliżyć sylwetkę „polskiego naukowca” pana Ireneusza Krzemińskiego. Powodem, dla którego to czynię, był wczorajszy występ tego pana w programie Kraśki „Na pierwszym planie”. Cudzysłów, w jaki ująłem cenzus naukowy tego pana, jest wyrazem braku akceptacji, z mojej strony, dla takich „naukowców”.  To nie są żadni naukowcy, to aparatczycy i funkcjonariusze systemu. Żałośnie monotematyczni, wyposażeni w duży zakres przymiotników czyli słów określających jakość lub relację do rzeczownika i używających ich w nadmiarze. Logorea przymiotnikowa. Wybitnym przedstawicielem, wręcz stojącym na czele tej grupy „polskich naukowców„, jest Stefan Szczaw Niesiołowski-mać.

Poniżej zapis tyrady jaką wygłosił wczoraj w studio TVP1 nasz bohater. W trzy lata po katastrofie. Przez te trzy lata wiele wrzutek co do Smoleńska, zostało zweryfikowanych i odrzuconych. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije”, „Tak lądują debeściaki”, cztery podejścia do lądowania, brzoza co się czołgom nie kłania… I w te trzy lata od katastrofy, wparowuje do studia „polski naukowiec, socjolog” i zaczyna od drzwi:

 „Komisja Millera to nie było coś, co nie było zbiorowiskiem przygodnie dobranych sobie przygodnych facetów, to byli wybitni specjaliści, z ogromnym stażem, zresztą pochodzący z różnych orientacji, że tak powiem, poglądów, młodsi, starsi, wybitni polscy specjaliści i nie widzę żadnego powodu żeby ktoś mógł podważać to stanowisko. Po prostu uważam, że nasza dyskusja powinna polegać na czymś innym, bo ja bym zaczął od tego że tak naprawdę katastrofą stało się to, w jaki sposób politycznie, perfidnie, cynicznie i całkowicie w przemyślany sposób wykorzystano i wykorzystuje się katastrofę do dramatycznego podziału Polski i Polaków, do zakwestionowania demokratycznych władz, demokratycznych wyborów….”

Swoją drogą to wielka szkoda się stała, że żaden z obecnych w studio dziennikarzy nie poprosił o wymienienie przez Krzemińskiego przynajmniej trzech wybitnych specjalistów, z ogromnym stażem, w tej „komisji”. Ja słyszałem o mjr Benedictcie, tym któremu zabrakło wachy i zrypał się awionetką na ulicę. Ten ci jest zaiste wybitnym z ogromnym.

Tu nasz drogi uczony i chluba nauki polskiej, na dowód swoich racji, wygłaszanych tonem nie znoszącym sprzeciwu, wyjął ściągę i chciał odczytać hasła, jakie nieśli na transparentach uczestnicy marszu 10.04.2012 roku. Marszu zorganizowanego przez PiS, podkreślił z naciskiem „polski naukowiec„. Domniemywam, że dla takiego demokraty, jak nasz uczony, organizowanie marszy, to jedna z najcięższych pisowskich zbrodni. Zdrada stanu! Na pal! Wszystkich!

„To jest właściwie coś co raczej jeżeliby odwołałbym się do historii, to odwołałbym się do innego momentu, bo nasza historia jest o tyle dramatyczna, że w pewnych sytuacjach Polacy potrafią doskonale działać, po czym zarzynają się nawzajem. I to jest właśnie taka sytuacja. To jest właśnie dokładnie taka sytuacja, która rozbija pewne wspólne dzieło, kwestionuje zasady działania państwa, która całkowicie podważa zaufanie do państwa, w prostej linii jest kontynuacją idei pisowskiej , krytyki III RP, tylko w nowej wersji”.

Ten idealny wręcz wzorzec „polskiego naukowca”, nie wyskoczył dopiero wczoraj na naszą krajową Scenę Osobliwości i Fenomenów Naukowych. Na podobne tyrady pozwalał sobie dużo wcześniej. W lipcu 2010 roku, w okresie przyspieszonej kampanii prezydenckiej, zajść wokół Krzyża i innych ówczesnych wydarzeń, został zaproszony do studia TVN24 w roli eksperta. Już na samym wstępie, nie przebierając w słowach, zaczął z buta:

„Mam nadzieję, że to co robi PiS spowoduje, że ta formacja zniknie ze sceny politycznej”

Co sądzi o obrońcach krzyża sprzed prezydenckiego pałacu?

„PiS chce zagospodarować takich szaleńców”.

Jak ocenia zaś pomysł powołania sejmowego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej?

„Co to za zespół, do zakładu psychiatrycznego!„. Przypominam, jest lipiec 2010 roku.

Do pewnego momentu chciałem panu Krzemińskiemu poświęcić więcej czasu, opisać i skomentować jego medialne występy, przy użyciu dosadnego języka. Lecz w jego wczorajszej wypowiedzi w TVP1, znalazłem coś co w sposób wręcz idealny opisuje  postać tego „polskiego naukowca”. Można by rzec, że nasz „uczony” dokonał autoprezentacji. Otóż pan Krzemiński wygłosił pogląd o naukowcach, w domyśle chodziło mu o naukowców pracujących dla SK Macierewicza. Chciał czy nie chciał, to mało istotne, ale w tym jedynym przypadku, był rozbrajająco szczery:

„A co do naukowców, to dostatecznie długo żyję żeby wiedzieć, że różni naukowcy mają różne poglądy, wtedy kiedy one są jeszcze przydatne, kiedy konstruują ich kariery z politycznych powodów…”

Pan Krzemiński Ireneusz, polski socjolog, doktor habilitowany i profesor Uniwersytetu Warszawskiego – tak brzmi krótki opis wstępny w Wikipedii – na początku lat 90. należał do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, bez powodzenia w 1991 kandydował z listy tej partii do Sejmu.
Pan „polski naukowiec”, jak również niespełniony polityk partii aferalno liberalnej, występował też w obronie Janusza Palikota. Można z tego wnioskować, że sposób uprawiania polityki, w stylu Chama z Biłgoraja, jest mu bliski i bynajmniej nieobojętny.

To kolejny „polski uczony”, który trzepie kasiore na badaniu polskiego antysemityzmu współcześnie. Kasiore trzepał i wcześniej, kierując projektem poświęconym sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce, w świetle badań empirycznych. Jest pederastą. Bezdzietnym, miejmy nadzieję.

Dla mnie pan Krzemiński nie jest żadnym „polskim naukowcem”. To zwykła, prymitywna gęba najmity i klienta. To zwykły cham mianowany i wynajęty do pyskowania klient.

Paradoksem jest, ale to w Polsce dość powszechne zjawisko, że wynajęty przez rządzących klient, pyskuje przeciw ludziom, za podatki których prowadzi te swoje pseudonaukowe badania, nawet i „empiryczne”. To jest właśnie fenomen i schizofrenia naszych czasów. Pluć na ludzi, którzy choć sobie tego nie życzą i niczym na to nie zasłużyli, zmuszeni są za to plucie płacić.

Wydaje mi się, że uczelnie takie jak UW powinny być zamknięte, mury rozebrane, a zapełniający je stadnie „polscy naukowcy”, w tym i nasz dzisiejszy bohater, rozpędzeni na cztery wiatry. Te chroniczne nieroby i społeczne pasożyty nie zasługują na nic lepszego. Lufa i paszoł won z klasy.

Tytułem epilogu. Myśl złota „polskiego naukowca” o książce „Złote żniwa” Grossa:

„Ale powiedzieć trzeba, że jest ona dostatecznym powodem do tego, by pokazać nam Polakom, jak podle i zbrodniczo zachowywaliśmy się czasami wobec naszych współobywateli: Żydów. I to jest podstawowe przesłanie książki Grossa”.

WSZYSTKO, CO MAMY, OBCYM ODDAMY czyli atak z podkulonym ogonem

WSZYSTKO, CO MAMY, OBCYM ODDAMY czyli atak z podkulonym ogonem

Krzysztof Baliński 1 czerwiec 2023

„Wzruszająca wystawa w Kijowie pokazująca paralele między niszczonymi przez rosyjskich barbarzyńców ukraińskimi miastami, a niszczoną przez niemieckich barbarzyńców Warszawą w 1944 r.” – poinformował na Twitterze niejaki Łukasz Adamski.

Czyli za własne pieniądze zawieźliśmy do Kijowa ekspozycję wykazującą, że kilka chałup zniszczonych przez Rosjan to to samo, co Warszawa zniszczona w niemal 100 procentach przez Niemców w roku 1944. W tyle nie odstawał inny Ukrainiec – ambasador Ukrainy: „Jak powstańcy warszawscy, dziś żołnierze ukraińscy stanęli do nierównej walki z brutalnym wrogiem. Jak powstańcy warszawscy, dziś potrzebujemy jak najwięcej broni. I jak powstańcom warszawskim, dziś nam, Ukraińcom i Ukrainkom, nie brakuje odwagi i determinacji w walce o wolność i niepodległość”. Do medialnego świństwa przyłączył się wiceminister Paweł Jabłoński. Komentując doniesienia o odkryciu grobów w  Izjum, wydurnił się na Twitterze: „Przerażające. I nie da się nie porównać tego do Katynia”. Przyznać jednak trzeba, że w głupocie nie pobił Michnika, który do Katynia przyrównał… marzec 1968.

Powstanie Warszawskie w służbie Ukrainy to działalność antypolska, to plucie Polakom w twarz, to demolowanie polskiej polityki historycznej. Głupotą jest przyrównywanie zniszczenia Warszawy do kilku zniszczonych ukraińskich chałup. Zaprzaństwem stawianie znaku równości między ukraińskim chutorem a Katyniem. To zdrada stanu. To naruszenie świętej zasady, że rocznica Powstania to POLSKIE święto, nie ukraińskie. To kwintesencja polskiej polityki historycznej nie różniącej się od propagandy Stalina, że Katyń to robota Niemców. I czy nie usłyszymy wkrótce, że UPA to tacy polscy żołnierze wyklęci, którzy razem z AK na Wołyniu walczyli z Rosjanami? A co do Izjum, to po jego „wyzwoleniu” Ukraińcy natychmiast przystąpili do „derusyfikacji ulic” i już tam mamy aleję Bandery i ulicę Szuchewycza.

Przypominanie zbrodni na Polakach to nasz główny oręż w zwalczaniu obowiązującego paradygmatu: Ofiarami wojny byli wyłącznie Żydzi, a prześladowcami Naziści oraz Polacy. To także oręż w staraniach o reparacje od Niemiec i w odpieraniu żydowski roszczeń majątkowych. Gdy Zełenski przyrównał ofiary Mariupola do Holokaustu, izraelskie media nie zostawiły na nim suchej nitki. Schłostany został za słowa w Knesecie, że Ukraina i Izraela stoją wobec tego samego zagrożenia: „Podziwiamy prezydenta Ukrainy, ale porównywanie eksterminacji milionów Żydów w komorach gazowych w ramach ostatecznego rozwiązania do zwyczajnej wojny jest zniekształcaniem historii. To graniczy z negowaniem Holokaustu. To próba napisania na nowo historii i wymazania udziału narodu ukraińskiego w eksterminacji Żydów”. „Wojna jest zawsze straszna, ale jakiekolwiek porównanie zwyczajnej wojny do zagłady milionów Żydów w komorach gazowych w ramach ostatecznego rozwiązania jest kompletnym fałszowaniem historii” – podsumował dziennik „Israel Hajom”.

Podobne oburzenie wywołała wypowiedź o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny”. Z tym, że to nie był niesmaczny żart byłego komika. Tu chodziło o wysłanie w świat przesłania: To nie Ukraińcy, ale Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady; To nie UPA, ale Polacy „uciskając Ukraińców w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” (jak rzekł ambasador Melnyk) przećwiczyli mordowanie Żydów. Tymczasem, gdy Zełenski powiedział, że „między Polakami a Ukraińcami nigdy nie było poważniejszych sporów”, Duda przytakiwał. Nie przypomniał, że to UPA mordując Polaków przećwiczyła mordowanie Żydów przez ukraińskie formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince oraz mordowanie powstańców i ludności cywilnej Warszawy.

Izrael nieprzerwanie narzuca światu dogmat o „wyjątkowości żydowskiego cierpienia” i nie dopuszcza do zrównywania innych ofiar z Holokaustem, bowiem status największej ofiary w dziejach ludzkości wiąże się z namacalnymi korzyściami politycznymi (i materialnymi). My robimy dokładnie odwrotnie pozwalamy innym na propagandowe wykorzystywanie polskiej martyrologii, a nawet sami podsuwamy pomysły.

Dlaczego nie prowadzimy polityki historycznej podobnej do żydowskiej? Dlaczego nie przypominamy, że straty Polski w ludziach były nie mniejsze, a materialne nieporównanie większe oraz że Niemcy wypłacili odszkodowania wszystkim, tylko nie nam? Dlaczego nie pokazujemy istotę kłamstwa, że Polacy byli pierwszymi ofiarami Hitlera, że mamy swoich męczenników, że Auschwitz był przeznaczony najpierw dla Polaków, że polskie ofiary od żydowskich gorsze nie są? Dlaczego na wszystko mamy prostą odpowiedź: O dobre imię Polski w świecie zatroszczy się Amerykański Kongres Żydów, a o bezpieczeństwo polskich granic Ukraińcy? I wreszcie – dlaczego, zamiast wzywać Żydów na pomoc w uzyskaniu odszkodowań od Niemców, nie naśladujemy żydowskich metod?

My nie naśladujemy, ale Ukraińcy to już tak. Przykładem ambasador w Berlinie, który zrównał Polskę z hitlerowskimi Niemcami. Polskie władze odniosły się do tego tak, jak do pomówień żydowskich, czyli schowały głowę w piasek. Rau uznał za „prywatną opinię”, a Duda za „wewnętrzną sprawę Ukrainy”. A jak na „prywatną opinię” eksperta ukraińskiego zareagowali Żydzi? „To przeinaczanie faktów historycznych, bagatelizowanie Holokaustu i zniewaga dla tych, którzy zostali zamordowani przez Banderę i jego ludzi”. I jeszcze jedno – fałszowanie historii jest nagradzane nie tylko w Kijowie – prezydencki minister Jakub Kumoch porównał Banderę do Romana Dmowskiego. Także relacje polsko-ukraińskie zaczynają przypominać polsko-żydowskie. Z tym, że w roli Żydów obsadzają się Ukraińcy. Przy tym rzecz ciekawa: Żydobanderowców (termin wymyślony skądinąd przez matkę b. premiera Wołodymyra Hrojsmana) wspiera rządząca Polską żydokomuna, redaktorzy „Gazety Wyborczej”, a osłonę medialną zapewnia Anne Applebaum i „Gazeta Polska” (która niedawno urządziła marsz Żołnierzy Wyklętych w barwach ukraińskich). Wszystkich łączy pogląd, że każdy nacjonalista jest dobry, byle nie polski.

Do tego, że ambasador USA mówi „jak ma być” przywykliśmy. Ale Ukrainy! Następny w kolejce ambasador Kazachstanu? W przeciwieństwie do „Naszych” (tu przypomnijmy: narodowość pisze się z dużej litery), ukraińscy dyplomaci są agresywni. Pozwalają sobie na aroganckie pouczania, a nawet traktowanie polskich polityków, jak chłopców na posyłki. To kuriozum na skalę światową, bo Ukraina nie jest podmiotem politycznym w regionie, to kraj przegrany, upadły, z nikłą tradycją państwowości, rządzony przez osobnika osadzonego na stolcu prezydenckim przez szemranego oligarchę znajdującego się na listach gończych USA, którego ugrupowanie wzięło nazwę z programu satyrycznego. No i mamy to, co mamy: „Robicie dobrą robotę, róbcie tak dalej”; „Polski rząd powinien być ambasadorem interesów Ukrainy na świecie”. Dlaczego pozwalają sobie na takie zachowanie? Nie tylko dlatego, że „sługa narodu ukraińskiego” nie może dyktować swemu panu, co ma robić. Także dlatego, bo widzą, jacy Polacy są słabi wobec Żydów.

Gdy ukraiński IPN ogłosił, że „Siły Zbrojne Ukrainy kontynuują tę samą walkę, jaką prowadziła UPA”, gdy ukraiński Sąd Najwyższy uznał, że symbol dywizji SS-Galizien nie jest nazistowski, gdy doradca prezydenta Zełenskiego ujawnił, że Polacy zgodzili się zapomnieć Rzeź Wołyńską a „Polscy dyplomaci we wszystkich organizacjach międzynarodowych biją się za nas nieraz bardziej niż my sami”, Duda ogłosił, że „trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia”. I podparł się słowami Zełenskiego, że „wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna”. Gdy gościliśmy w Warszawie sekretarza stanu, świat dowiedział się, że bohaterem obu narodów nie są Kościuszko i Puławski, lecz Frank Blajchman, żydowski funkcjonariusz UB, nadzorca stalinowskich łagrów i herszt żydowskiej bandy rabunkowej. A gdy gościliśmy w Warszawie amerykańskiego prezydenta, świat dowiedział się, że bohaterem narodów polskiego i ukraińskiego jest Zełenski.

Zagrożenie ukraińskimi roszczeniami terytorialnymi jest mało realne. Ale realnym jest agresywnie forsowana przez Kijów antypolska polityka historyczna. W przeciwieństwie do Polski, która nie ma żadnej polityki, Ukraina taką ma, i to jasno zdefiniowaną. Tym bardziej skuteczną, że rządzący Polską ustępstwami Ukrainy nie są zainteresowani, wyręczają ambasadora Ukrainy w wyciszaniu wszelkich głosów domagających się stawiania polskich interesów względem Kijowa, a nawet blokują i torpedują wszelkie próby obrony tych interesów. Bo wiedzieć trzeba, że polscy dyplomaci mają dużą wprawę w pilnowaniu cudzych interesów, i to zawsze kosztem własnych.

Ale oni się dopiero rozkręcają, a to oznacza, że dla udobruchania Ukraińców zbudują 100 pomników Bandery w miejscach wskazanych przez ambasadora Ukrainy (nie wyłączając miejsca obok pomnika Lecha K. na Placu Piłsudskiego) i przeproszą za „polski kolonializm”. Czy rządząca ekipa nie konspiruje przed własnym narodem? Odpowiedź brzmi: Tak. Decyzja o udobruchaniu potomków rezunów już zapadła, a Ukraińcy, po zwróceniu im przez Polskę lasów w Bieszczadach, w zamian popilnują Polaków, gdy Żydzi będą odbierać majątki, jak ci strażnicy obozowi w Sobiborze i Auschwitz. Dlatego właśnie, oprócz bezustannego kłucia w oczy obrazami zniszczonej Warszawy należy prowadzić ofensywną polityką historyczną wobec Ukrainy, mówić o tym że ukraińscy strażnicy obozowi w Auschwitz z niezwykłym bestialstwem mordowali więzionych tam Polaków i że mieli swój udziale w zdławieniu Powstania Warszawskiego. No i pokazać w Kijowie „wzruszającą wystawę” pokazującą paralele pomiędzy mordami w Buczy a mordami OUN/UPA w Hucie Pieniackiej.

Codziennie widzimy, jak Rosjanie niszczą kulturę i bogate dziedzictwo Ukrainy. Dlatego od pierwszego dnia wojny jesteśmy zaangażowani we wspieranie instytucji kultury i ochronę dziedzictwa na Ukrainie (…) polskie archiwa stworzyły i koordynują projekt „Mamo, ja nie chcę wojny!!!” – wyjątkową dwujęzyczną wystawę, na której zestawione zostały przechowywane w polskich zasobach historyczne rysunki polskich dzieci z roku 1946, będące zapisem ich przeżyć z czasu II wojny światowej i okupacji niemieckiej 1939–1945, oraz współczesne rysunki dzieci ukraińskich, związane z wojną toczącą się obecnie na Ukrainie – to słowa polskiego ministra kultury, który na promowanie Ukrainy wyasygnował 5 mln euro. Dla porównania – na dziedzictwo kulturalne polskich Kresów przeznacza 10 milionów złotych (i 10 razy mniej niż na renowację żydowskiego cmentarza). Krótko mówiąc – na katów wydaje tyle, że na ofiary już mu nie starcza.

Gliński zdradził, że wystawa zaprezentowana została w większości placówek dyplomatycznych na całym świecie i że słudzy narodu ukraińskiego w polskim MSZ zalecili placówkom aktywne służenie polityce historycznej Ukrainy. I tak – konsul generalny RP w Chicago Paweł Zyzak otwarł wystawę „Mamo, ja nie chcę wojny” (która jest zestawieniem przechowywanych w polskich zasobach historyczne rysunków polskich dzieci z roku 1946, będących zapisem ich przeżyć z czasu wojny i okupacji niemieckiej, oraz współczesnych rysunków dzieci ukraińskich), a państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, za trzy miliony dolarów, wynajął dwie żydowsko-amerykańskie firmy public relations, dla wsparcia propagandy ukraińskiej na terenie USA.

Gdy Kaczyński zwrócił się o pomoc do Żydów w zmaganiach z Niemcami, to włączył rząd RP do antypolskiej polityki historycznej Żydów i Niemców, utrzymujących, że Polacy są współodpowiedzialni za holokaust. Sekundował mu Arkadiusz Mularczyk: „Rosja musi zapłacić reparacje wojenne Ukrainie, a Niemcy muszą zapłacić Polsce”. Minister w kancelarii premiera zapowiedział: „Sami zadeklarowaliśmy chęć odbudowy obwodu charkowskiego”. Czyli – odbudujemy Charków w ramach polskich reparacji dla Ukraińców tak, jak wcześniej odbudowaliśmy Warszawę (bez reparacji niemieckich). W takiej sytuacji nie można wykluczyć, że już wkrótce Duda wystąpi z pomysłem – odebrać Niemcom i dać Ukraińcom. I wszystko skończy się tak: Żydom wypłacimy odszkodowania za mienie pożydowskie; z Żydami podzielimy się odszkodowaniami od Niemców; Ukraińcom wypłacimy odszkodowania w postaci odbudowy Charkowa; zadowolimy się jakimś gestem w kwestii rzezi wołyńskiej pod warunkiem, że będzie poprzedzony przeproszeniem Żydów, a z Ukraińcami będzie tak, jak z Żydami – pomogli im i ratowali Polacy, ale to Niemcy okazali się przyjaciółmi. Innymi słowy – Mularczyk jeździ po świecie w interesie odszkodowań dla Żydów, a Duda w interesie odszkodowań dla Ukraińców.

Wszystkie państwa mają własną narrację, tylko nie my. My przyjęliśmy narrację ukraińską, a o swojej boimy się nawet myśleć. Nadzorowany przez MSZ i utrzymywany z budżetu państwa kwotą 9 milionów rocznie Ośrodek Studiów Wschodnich rozesłał do instytucji państwowych opracowanie, w którym lansuje doktrynę: Akcji „Wisła” była „czystką etniczną, stanowiącą zbrodnię przeciwko ludzkości”. Szybki rzut oka na życiorysy autorów raportu pozwala zrozumieć, skąd tezy wpisujące się w 100 procentach w politykę historyczną Ukrainy. Wszyscy byli zatrudnieni w Fundacji Batorego lub w „Wyborczej”, albo współpracowali z kwartalnikiem „Nigdy Więcej”. Nawiasem mówiąc autor wpisu o „wzruszającej wystawie w Kijowie” to też wychowanek Ośrodka, i też obcoplemieniec. I czy to nie jest najlepszą ilustracją tego, kto „broni” dobrego imienia Polski? A tak w ogóle – czy ze strony takich ludzi można liczyć na obronę dobrego imienia Polski z pozycji innej, niż sługa narodu ukraińskiego”?

Zmarnowaliśmy i utraciliśmy kompletnie wszystkie dyplomatyczne zasoby. Została tylko polityka historyczna, ale i tej karty się pozbywamy. Wszyscy kierują się własnym interesem, definiują go i bronią. My kierujemy się doktryną: „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”. No i mamy to, co mamy: Zamiast obrony dobrego imienia Polski, tchórzliwy propagandowy bełkot. Zamiast walki z antypolską hołotą, przymilanie się do niej. Zamiast demaskowania wrogów Polski, wchodzenie z nimi w szemrane geszefty. Zamiast mężów stanu, łajzy, którym, gdy napotykają małego Żydka, uginają się nogi. Nie ma Panów, są zalęknione kmioty, potulnie i tchórzliwie merdające ogonkami. Mamy prezydenta, który szepcze głosem przymilnym, główkę na bok przechyla i służalczo patrzy w oczy Zełenskiego. Mamy ministra od tajnych służb o buzi zbitego psa. Mamy ministra wojny o wyglądzie przedszkolanki. Mamy ministra spraw obcych i spraw przegranych. Mamy też okazję do smutnych podsumowań: Polacy raz po raz dostają w pysk i tylko się oblizują.

Krzysztof Baliński

Przerwany wykład Grabowskiego. TO działo się tuż przed interwencją Brauna

We wtorek 30 maja w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie poseł Konfederacji Grzegorz Braun wkroczył z interwencja na wykład prof. Jana Grabowskiego. W kulminacyjnym punkcie jego przemówienia po prostu je przerwał.

„Moment kulminacyjny kiedy Grabowski nazywa żołnierzy NSZ i Żołnierzy Wyklętych «mordercami żydów» po długiej tyrradzie w której opowiadał jak instruował partie demokratyczną i republikańską w USA jak powinni traktować PL” – relacjonował na Twitterze Michał Specjalski, załączając nagranie z tego momentu.

W dalszych wpisach nakreślił też szerszy kontekst, w którym doszło do interwencji Brauna.

„Grabowski opowiadał jak to w 2016 roku przebywał w Muzeum Holokaustu w USA jako wykładowca i otrzymać miał telefon z departamentu stanu Zaproszono go aby opowiadał na temat poszczególnych polskich polityków, ich profilować i wyjaśniać działania związane z nowelizacją ustawy o IPN” – napisał.

„Spotkał się z doradcami politycznymi partii demokratycznej i republikanów w departamencie stanu USA. Doradcy partii wypytywali Grabowskiego o decyzje rządu ZJEP i poszczególnych polityków tego rządu. Grabowski wyjaśniał, że rząd ZJEP jest zaściankowymi autorytarnymi populistami” – dodał.

„Przedstawiał amerykanom, że «przekłamana» historia i mity narodowe polaków są wykorzystywane przez rząd ZJEP do rządzenia wewnątrz kosztem relacji międzynarodowych. Następnie stwierdził, że czuł że pokierował się racją stanu przedstawiając opinie mimo, że wcześniej nazwał się kanadyjskim historykiem” – czytamy dalej.

„Następnie żalił się, że chodzenie po prokuraturze IPN, ABW i sądach w Polsce zabiera mu czas aby następnie zarzucić @MorawieckiM i@CzarnekP nagonkę na «niezależnych badaczy holokaustu», granie na antysemickich strunach, zniekształcanie holokaustu, kampanii nienawiści” – relacjonował.

„Następnie zaczął wywód o historii i polityce «wtórnego antysemityzmu» powołując się na Bilewicza z UW. Tyradę zakończył oskarżeniem Narodu Polskiego o udział w Holokauście żydów systemowo i zaprzeczył, że Polacy systemowo pomagali żydom. Stwierdził, że pomoc Polaków żydom to kłamstwo” – pisał Specjalski.

„Wtedy wkroczył poseł @GrzegorzBraun_ odbierając mikrofon i uniemożliwiając kontynuacji pomówień Narodu Polskiego przez Grabowskiego mówiąc «Wystarczy! Enough is Enough! Ten wykład się zakończył». Na okrzyki «Hańba! Hańba!» stwierdził, że hańba tak krzyczącym na sali” – zakończył.

Nagranie, jakie zamieścił w tym wątku, zaczyna się w momencie, gdy Grabowski mówi o ustawie o IPN, „w której przewidziano karę do trzech lat więzienia dla historyków, mających na historię zagłady nieco odmienne poglądy od tego, co władza uważała za słuszne”.

– Była to jedna z bardziej haniebnych ustaw ostatnich lat, a było ich sporo. Tu wypada postawić pytanie: Na 465 posłów zasiadających w Sejmie, ilu zdecydowało się zagłosować przeciwko temu prawnemu skandalowi? Czterech. Warto to powtórzyć: czterech – grzmiał.

– To samo dotyczyło podziękowań dla prawdziwych patriotów, morderców Żydów z NSZ z Brygady Świętokrzyskiej – mówił dalej. W tym momencie widać, jak poseł Grzegorz Braun wstał ze swojego miejsca.

– To samo uznanie dla Żołnierzy Wyklętych ze szczególnym wskazaniem na Józefa Kurasia „Ognia” – słyszymy jeszcze, zanim Braun wymontował mikrofon ze stojaka.

– Dość tego – powiedział poseł Konfederacji, po czym zaczął uderzać mikrofonem o pulpit, a następnie rzucił nim o podłogę. Z sali dało się słyszeć nawoływania „ochrona”. Poseł natomiast kontynuował, wyrywając kable z głośnika i przewracając go na ziemię.

„Dumny jesteś z siebie, Braun?”, „To jest zachowanie posła?” – grzmieli zgromadzeni na wykładzie Grabowskiego.

– Tak, to jest zachowanie posła Rzeczypospolitej – odparł ze spokojem Braun.

Obecni na sali skandowali także „hańba”. – Zdrajcy pod panowaniem niemieckim nauczają Polaków, na ich własnym terenie. Hańba, wam hańba – mówił ktoś z otoczenia Brauna. – Istotnie, hańba wam, hańba wam wszystkim – skwitował Braun.

Z widowni dało się jeszcze słyszeć: „Wstyd faszysto” oraz „Jak można być faszystą i Polakiem?”.

W pewnym momencie do Brauna podszedł mężczyzna o kuli. – Tą laską pana naleję (…) Ty łobuzie jeden a nie pośle. Reprezentujesz jakieś pomyje ludzkie – grzmiał.

– Niech pan poprosi kierownika tego Instytutu – zwrócił się chwilę później Braun do ochroniarza.

=============================

mail:

[to nie żaden „mężczyzna”, lecz znany pederasta – „ciota Irenka”, jak lubi siebie nazywać – Ireneusz Krzemiński:

Walnąłem go laską” – powiedział z dumą OKO.press prof. Ireneusz Krzemiński, znany socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Prof. Krzemiński przyszedł na wykład, poruszając się o kulach.]

Wstydliwe zakątki niezwyciężonej armii. Chwyt za nosek.

Wstydliwe zakątki niezwyciężonej armii

Stanisław Michalkiewicz Buffalo Bill 1 czerwca 2023

Jak głosi słynny „Alfabet” („Anioł jest to sługa Boży, Buffalo Bill, Buffalo … a potem np. Karabin to broń zdradziecka, Buffalo Bill, Buffalo…”itd.) – Armia nasza jest zwycięska – oczywiście „Buffalo Bill, Buffalo”. Jak dotąd największym zwycięstwem naszej niezwyciężonej armii, była wiktoria nad głupimi cywilami 13 grudnia 1981 roku. Nasza niezwyciężona armia rozgromiła wtedy wszystkich głupich cywilów i to nawet bez takich jatek, jak w grudniu 1970 roku, kiedy to tylko w okolicach przystanku kolejowego Gdynia-Stocznia zginęło ich aż kilkudziesięciu.

Podczas stanu wojennego ofiar było znacznie mniej, przede wszystkim dlatego, że głupi cywile nie stawili specjalnego oporu, z wyjątkiem kilku młodych ludzi, którzy podczas próby rozbrojenia, zastrzelili sierżanta milicji nazwiskiem Karos. Do transformacji ustrojowej nasza niezwyciężona armia już się nie wtrącała. Zresztą po co miałaby się wtrącać, kiedy całą transformację ustrojową w naszym bantustanie przeprowadziły stare kiejkuty, zgodnie z ustaleniami dokonanymi przez pana Daniela Frieda z Departamentu Stanu ze strony amerykańskiej i szefa KGB Władimira Kriuczkowa ze strony sowieckiej?

Wszystko było pod kontrolą, podobnie, jak wojna na Ukrainie, gdzie i Amerykanie i Rosjanie się pilnują, by nie przekraczać cienkiej, czerwonej linii. Kto tę cienką, czerwoną linię nakreślił – tajemnica to wielka – ale ktoś nakreślić ją przecież musiał, skoro największym zmartwieniem sekretarza generalnego NATO, pana Stoltenberga, którym zresztą się z nami podzielił, była obawa, żeby ta wojna nie wymknęła się spod kontroli? Dopóki bowiem wojna nie wymyka się spod kontroli, to wszystko jest w jak najlepszym porządku; pociski i bomby mają prawidłowe – jak pisał w „Żywotach pań swawolnych” Brantome – „kalibery”, a ginie tylko ten, kto ma zginąć. Na przykład na Ukrainie jest rozkaz, że ginąć mają tylko „bandyci Putina” – i rzeczywiście – śmierć dziesiątkuje ich każdego dnia, aż dziw, że jeszcze któryś został przy życiu, podczas gdy po stronie ukraińskiej nie ginie nikt, może poza jakimiś cywilami, no i dziećmi, na które Putin jest dlaczegoś szczególnie zawzięty. W tej sytuacji można się tylko dziwić, że ostateczne zwycięstwo, które przecież zostało zatwierdzone na najwyższym szczeblu, jeszcze nie nadeszło – ale przecież nadejdzie, niech nikogo głowa o to nie boli.

Jak wiadomo, wstępnym warunkiem powodzenia jakichkolwiek operacji militarnych jest rozpoznanie. Używa się do tego celu wywiadu, albo płytkiego, albo głębokiego, a jak nie ma na to czasu, bo sytuacja nagli, to stosuje się metodę rozpoznania walką. Uderzamy na nieprzyjaciela takimi siłami, żeby rozpoznanie nie zamieniło się w paniczną ucieczkę, to znaczy pardon – jaką tam znowu „paniczną ucieczkę”? O tym nie ma mowy; nasza niezwyciężona armia takich manewrów w ogóle nie dopuszcza, a jeśli już – to tylko wycofanie na z góry upatrzone pozycje. Nieprzyjaciel wtedy będzie musiał pokazać wszystko, co tam ma i w ten sposób zdobędziemy potrzebne informacje. W ogóle w wojsku wiele zależy od fortelów – o czym lubił mówić pan Zagłoba, któremu fortele przebiegały przez głowę z szybkością błyskawicy – zwłaszcza podczas ucie… to znaczy pardon – podczas wycofywania się na z góry upatrzone pozycje. Na przykład – żeby nie zdradzić się przed nieprzyjacielem, że wyszła nam cała amunicja, spokojnie strzelamy dalej, jakby nigdy nic – i tak, aż do ostatecznego zwycięstwa.

Rozpisałem się na ten temat, bo zdumiała mnie informacja, jaką z Judenratem „Gazety Wyborczej podzielił się pan generał Janusz Nosek. Pan generał jest żywym dowodem na to, że każdy, nawet najgłupszy cywil, nosi w swoim tornistrze buławę marszałkowską. Skończył był bowiem historię na KUL, potem nawet nauczał tego przedmiotu w szkole. Stamtąd trafił do UOP, potem do ABW, aż wreszcie, w 2008 roku premier Tusk powierzył mu kierowanie Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, która wypączkowała ze „zlikwidowanych” Wojskowych Służb Informacyjnych”, a prezydent Komorowski awansował go na generała brygady.

Ale w roku 2013 został z tej funkcji odwołany, czemu towarzyszyły fałszywe pogłoski, jakoby z siedziby SKW był wyprowadzony „chwytem za nosek”, a w 2017 roku reżym „dobrej zmiany” zawlókł go przed prokuratora, który podejrzewał go współpracę z obcym wywiadem. Najwyraźniej podejrzenia te się nie potwierdziły, bo nie słychać, by pan generał został zawleczony przed niezawisły sąd, tylko – jak to u nas – wszystko zakończyło się wesołym oberkiem. No a teraz pan generał Nosek, za pośrednictwem Judenratu „Gazety Wyborczej”, poinformował nas, że „PiS jest przesiąknięty agenturą rosyjską”.

Przypadek zrządził, czy dobry los – jak głosi piosenka – że rewelacja o przesiąknięciu PiS rosyjską agenturą ukazały się akurat w momencie, gdy rząd „dobrej zmiany” usiłuje przeforsować w Sejmie ustawę o komisji, która zbadałaby rosyjskie wpływy w polskiej polityce. Jak wiadomo, pomysłowi utworzenia takiej komisji zdecydowanie sprzeciwia się obóz zdrady i zaprzaństwa, z kierującą nim politycznie Volksdeutsche Partei Donalda Tuska. Ostatnią nadzieję upatruje w panu prezydencie Dudzie – że się opamięta i ewentualnej ustawy nie podpisze, na wszelki wypadek kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego, a panujący w nim „burdel i serdel” sprawi, że się tam zaśmierdzi i nigdy nie nabierze mocy obowiązującej. Głos zabrał nawet ambasador USA w Warszawie pan Marek Brzeziński, przestrzegając panią kierowniczkę Sejmu Elżbietę Witek, że „z procedowanych w Sejmie przepisów” mogą skorzystać „kraje nie budzące zaufania”, co mogłoby wpłynąć na „dwustronne relacje” USA z Polską.

Jak pamiętamy, Polska już raz otarła się o groźbę naruszenia swoich interesów strategicznych, kiedy Sejm w 2018 roku znowelizował ustawę o IPN. Kiedy jednak Departament Stanu udzielił nam przestrogi, reżym „dobrej zmiany” wycofał się z tej nowelizacji z podwiniętym ogonem i stosunki USA z Polską wkroczyły w etap idylli. List pana ambasadora Brzezińskiego pokazuje, że ten etap chyba dobiega końca. Coś może być na rzeczy, bo skoro Polska oddała już Ukrainie wszystko, co tylko mogła, a w Ameryce kupiła wszystko, co tamtejsi twardziele jej wtrynili, to w stosunkach z Polską można wrócić do stanu normalnego i skrócić jej smyczkę, żeby nikomu nie przewróciło się w głowie. Dlatego też pani minister Jadwiga Emilewicz, wciągnięta do rządu ze względów wyborczych, nie potrafiła odpowiedzieć nie tylko na pytanie, za jakie pieniądze będzie odbudowywana, pozostająca na zachodniej już nie kroplówce, ale transfuzji finansowej Ukraina, ale również – czy Polska nadal ma odbudowywać Donbas, który – póki co – pozostaje w rękach rosyjskich.

Inna rzecz, że pan red. Rymanowski taktownie jej o to nie zapytał, co by wskazywało, że i Polsat został podporządkowany ukraińskiemu Sztabowi Generalnemu, jak telewizja rządowa, czy druga telewizja nierządna. A tymczasem pan generał Nosek powiada, że PiS, który na rozkaz Pana Naszego z Waszyngtonu dla Ukrainy zrobił wszystko, a nawet więcej – jest „przesiąknięty agenturą rosyjską”. W tej sytuacji mamy dwie możliwości; albo pan generał Nosek przewąchał coś, czego my jeszcze nie wiemy, albo niczego nie przewąchał, tylko wykonuje zadanie w ramach kampanii wyborczej. Myślę, że ta druga możliwość jest znacznie bardziej prawdopodobna od tej pierwszej, a jeśli tak, to może lepiej, gdybyśmy nie mieli służb wywiadowczych, ani żadnych innych, które nic nie wiedzą, tylko załatwiają swoje prywatne porachunki i kręcą lody. Wtedy bylibyśmy ostrożniejsi, a tak, to wydaje nam się, że ktoś pilnuje interesu, a tymczasem nikt niczego nie pilnuje – byle zdrowie było.

Polacy przeciwni PiS-owskiej komisji do „badania rosyjskich wpływów”. [SONDAŻ].

Polacy przeciwni PiS-owskiej komisji do „badania rosyjskich wpływów”. [SONDAŻ].

polacy-przeciwni-kontrowersyjnej-pis-owskiej-komisji

Andrzej Duda błyskawicznie zdecydował o podpisaniu ustawy, dzięki której warszawski rząd będzie mógł stworzyć zależną od polityków komisję weryfikacyjną do spraw badania rosyjskich wpływów. Polakom nie podoba się jednak, że władza PiS-u zyska tak niebezpieczne narzędzie.

Sejm powołał komisję, odrzucając weto Senatu, pod koniec ubiegłego tygodnia. Z obozu prezydenckiego, płynęły wieści, że prezydent decyzję o podpisaniu bądź zawetowaniu ustawy podejmie w „mniej niż trzy tygodnie”.

Duda zrobił to już po kilku dniach. W poniedziałek 29 maja przed południem oświadczył, że zdecydował się „na podpisanie ustawy”. Jednocześnie Duda poinformował, że poza podpisaniem ustawy, skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. To raczej rzadki ruch – dotychczas, przy ewentualnych wątpliwościach, prezydent najpierw kierował ustawę do TK, a potem podpisywał.

Publicyści ostrzegają, że komisja może być niebezpiecznym narzędziem w rękach państwa. Warszawa będzie mogła jak nigdy wcześniej zastraszać dziennikarzy i osoby publiczne.

Polacy przeciwni PiS-owskiej komisji

Instytut Badań Pollster, w sondażu dla „Super Expressu”, zapytał Polaków jak oceniają pomysł powołania komisji. Ankietowanym zadano pytanie: „Czy to dobrze, że powstaje komisja do zbadania wpływów rosyjskich, tzw. »lex Tusk«?”.

Przeciwnych powstaniu PiS-owskiej komisji jest aż 58 proc. polskich obywateli. 44 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź „Zdecydowanie nie”, a 14 proc. „Raczej nie”.

„Za” daniem warszawskiemu rządowi tak niebezpiecznej broni opowiedziało się 42 proc. uczestników badania. 24 proc. z nich wybrało odpowiedź „Zdecydowanie tak”, a 18 proc. „Raczej tak”.

Tylko Braun zachował się jak trzeba

Tylko Braun zachował się jak trzeba

Gdyby – biorąc przykład z Brauna – wszyscy odmówili noszenia masek, pandemiczny terror skończyłby się z dnia na dzień. Gdyby – biorąc przykład z posła Brauna – wszyscy odebrali mikrofon Grabowskiemu, jego paszkwilancka kariera skończyłaby się z dnia na dzień.

Katarzyna Treter-Sierpińska maj 31, 2023 tylko-braun-zachowal-sie-jak-trzeba

We wtorek (30.05.2023) poseł Konfederacji Grzegorz Braun przerwał antypolski, oszczerczy i kłamliwy wykład prof. Jana Grabowskiego pt. „Polski (narastający) problem z historią Holokaustu”. Grabowski jest synem ocalonego z Holokaustu Ryszarda Abrahamera, czyli Żyda uratowanego przez Polaków.

Natomiast wykład, w którym Grabowski po raz kolejny obarczał Polaków współwiną za Holokaust, odbywał się w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. To doskonała ilustracja niemiecko-żydowskiej współpracy w budowaniu antypolskiej narracji, której celem jest propagandowe przerobienie Polaków z narodu ofiar (którym był) na naród katów (którym nie był).

Tym sposobem Niemcy zdejmują z siebie odium za zbrodnie przodków i nurzają w szambie Polaków, których ich przodkowie mordowali. Żydowski geszeft polega zaś na tym, że jak już wzięli od Niemców pieniądze, wypłacone jako odszkodowanie za niemieckie ludobójstwo na Żydach, chcą teraz za to samo wydębić kasę od Polaków. ]Grabowski, który robi karierę na produkcji antypolskich kłamstw, jest jednym z filarów tego geszeftu. I zupełnie nie przejmuje się naukowymi polemikami obnażającymi jego brednie. Po prostu idzie w zaparte i przekracza kolejne granice.

Podczas wykładu w Niemieckim Instytucie Historycznym Grabowski po raz kolejny wygłaszał tezy o polskiej współwinie za Holokaust utrzymując, że Polacy nie ratowali Żydów, tylko ich mordowali i to systemowo. Gdy Grabowski nazwał żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ „mordercami Żydów”, poseł Braun wstał, podszedł do prelegenta, zabrał mu mikrofon, powiedział „Dość tego” i uderzył mikrofonem w mównicę. Następnie przewrócił głośnik i w ten sposób zakończył wykład antypolskiego oszczercy. Brawo! Ktoś musiał w końcu dobitnie pokazać, że nie wolno dłużej tolerować tej antypolskiej hucpy. Tym kimś okazał się Grzegorz Braun, bo tylko on miał odwagę to zrobić.

Inni słuchali bredni Grabowskiego, żeby po wykładzie tradycyjnie podjąć z nim „naukową polemikę”, która i tak nic nie daje, bo przecież w całej tej antypolskiej nagonce nie chodzi o prawdę i naukę, tylko o obrzucanie Polaków łajnem w myśl zasady, że zawsze coś się przyklei.

Gdy Braun spektakularnie zakończył wykład paszkwilanta Grabowskiego, został obrzucony wyzwiskami, wśród których znalazły się określenia „faszysta”, „łobuz” i „pomyje ludzkie”.  Dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Wojciech Czuchnowski, nazwał Brauna „ruską onucą” i „ruskim agentem”, a prof. Ireneusz Krzemiński próbował uderzyć go laską. Krzyczano „Hańba!”, na co poseł Braun odparł: „Istotnie, hańba wam wszystkim”.

Natomiast w oświadczeniu złożonym przed kamerami wskazał, że przerwanie wykładu Grabowskiego było „działaniem w stanie wyższej konieczności”. – Za wyższą konieczność uważam kładzenie kresu tego typu prowokacjom wobec narodu polskiego. Wkroczyłem w momencie, kiedy znany notorycznie z antypolskiej, łajdackiej, kontrfaktycznej, ahistorycznej propagandy osobnik  zdecydował się snuć narrację, w której jak zwykle w jego twórczości polscy patrioci zostali obsadzeni w roli czarnych charakterów. Ja temu przysłuchiwać się biernie nie zamierzam – powiedział Braun.

Reakcja na czyn posła Brauna po stronie lewicowo-liberalnej jest następująca: „faszysta i ruski agent dokonał bandyckiej napaści na wybitnego naukowca”.

Spójrzmy teraz, co na ten temat piszą osoby kojarzone z poglądami prawicowymi. I tu mamy dwa rodzaje reakcji. Pierwsza, liczniejsza, to „Brawo Braun”. Natomiast druga to twierdzenie, że swoją akcją Braun dał pożywkę zwolennikom Grabowskiego, a jego samego uwiarygodnił i uczynił ofiarą.  Oto dwa cytaty z Twittera reprezentujące tę opcję.

– Akcja Grzegorza Brauna była, jak rozumiem, obliczona na zwiększenie własnej popularności polityka z 1 proc. do 1,25 proc. kosztem sprawy, bo takie naśladowanie bojówkarskich zachowań lewicy raczej uwiarygadnia oszczerstwa Grabowskiego, niż im przeciwdziała – napisał Rafał Ziemkiewicz.

– Grabowski to postać wyjątkowo szkodliwa i antypatyczna, ale Braun swoim idiotycznym, chamskim zachowaniem tylko wyświadczył mu przysługę. Żenujący prymityw i szkodnik z tego Brauna – napisał publicysta „Do Rzeczy” Maciej Pieczyński.

Moim zdaniem obaj panowie mylą się, przy czym pierwszy wykazuje się również daleko posuniętą hipokryzją. Przypominam, że Rafał Ziemkiewicz wręcz specjalizuje się we wpisach obliczonych na wywołanie gigantycznej awantury. To przecież on zamieścił wpis, w którym użył słowa „parchy”. I to on niedawno nazwał ukraińskiego ambasadora „chachłem” oraz kazał mu „spierdalać”. A tu nagle nie podoba mu się, że Braun zabrał mikrofon antypolskiemu oszczercy. A jego redakcyjny kolega nazywa Brauna „prymitywem i szkodnikiem”.

Powtarzam: obaj panowie mylą się i do tego wykazują daleko posuniętą naiwnością. Na czym ona polega? Na tym, że – wnosząc z ich wpisów – wierzą, iż kłamstwom i prowokacjom Grabowskiego można skutecznie przeciwdziałać wchodząc z nim w polemikę. Otóż czas pokazał, że to nie działa. Każda polemika z Grabowskim jest i tak przedstawiana jako „faszystowski i antysemicki atak na wybitnego badacza Holokaustu”. Co z tego, że dr Piotr Gontarczyk wyjaśnia, iż prof. Grabowski manipuluje źródłami, fałszuje cytaty i nie weryfikuje oczywistych kłamstw? Nic z tego nie wynika! Grabowski w ogóle się tym nie przejmuje, a gdy Filomena Leszczyńska wytoczyła jemu i prof. Barbarze Engelking cywilny proces o ochronę dóbr osobistych jej stryja śp. Edwarda Malinowskiego, którego w książce „Dalej jest noc” kłamliwie określono jako „współwinnego zabójstwa Żydów”, i gdy w pierwszej instancji sąd nakazał im przeprosić za to kłamstwo, to żydowskie instytucje darły się na cały świat, że w Polsce nie można prowadzić badań nad Holokaustem.

ZOBACZ: Żydowskie organizacje atakują Polskę w związku z procesem przeciwko Engelking i Grabowskiemu za kłamstwo w “Dalej jest noc”

ZOBACZ: „Jestem przerażony”. Przewodniczący Światowego Kongresu Żydów o wyroku w procesie przeciwko Engelking i Grabowskiemu

Po tym wrzasku Sąd Apelacyjny szybciutko uchylił wyrok twierdząc, że nakaz przeprosin za kłamstwo stanowi „niedopuszczalną ingerencję w wolność badań naukowych i swobodę wypowiedzi”.

Jeżeli nie działa naukowe wykazywanie, że Grabowski kłamie, a pod wpływem żydowskich wrzasków polski sąd daje przyzwolenie na te kłamstwa, to w jaki sposób Polacy mają bronić się przed pluciem tego paszkwilanta? Dotychczasowe metody nie tylko go nie powstrzymały, ale wręcz rozzuchwaliły.

Przypominam, że gdy Grabowski puścił w świat informację o tym, jakoby Polacy zamordowali 200 tys. Żydów, IPN wykazał, że jest to kłamstwo sprokurowane poprzez manipulację wynikami badań Szymona Datnera, który twierdził, że 200 tys. Żydów uciekło z gett i transportów, a Polakom udało się uratować ok. połowę z nich. To było w 2018 roku. Od tego czasu minęło pięć lat. Na stronie IPN wisi komunikat w tej sprawie. I co? I po demaskacji tego kłamstwa Grabowski nadal jest traktowany jako „poważny badacz Holokaustu”, a na szkalujący Polaków wykład zaprasza go Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie.

Dość tego!

Dalsze traktowanie prowokatora i paszkwilanta Grabowskiego jako naukowca, z którym toczy się polemiki, jest drogą donikąd. Dlatego bardzo dobrze się stało, że poseł Grzegorz Braun zabrał mu mikrofon i przerwał ten antypolski sabat. Oczywiście Żydzi urządzą wrzask na cały świat. I niech wrzeszczą. Pora przestać przejmować się tym wrzaskiem. Tego wrzasku i tak nie uciszą polemiki naukowe i wykazywanie, że Grabowski kłamie. Siedzenie na jego wykładach i słuchanie wygłaszanych przez niego oszczerstw, a następnie polemizowanie z jego tezami, do niczego nie prowadzi. Dlaczego? Dlatego, że mało kto tych polemik słucha i mało kto o nich wie. A dzięki akcji posła Brauna wszyscy dowiedzieli się, że są Polacy, którzy nie będą dłużej tolerować tej hucpy.

Tak jak podczas pandemii tylko Grzegorz Braun – spośród wszystkich parlamentarzystów – zachował się jak trzeba odmawiając noszenia bezużytecznej szmaty na twarzy, tak teraz tylko poseł Braun zachował się jak trzeba odbierając mikrofon paszkwilantowi, który ma w nosie naukowe polemiki i śmieje się w twarz tym, którzy demaskują jego kłamstwa. Gdyby – biorąc przykład z Brauna – wszyscy odmówili noszenia masek, pandemiczny terror skończyłby się z dnia na dzień. Gdyby – biorąc przykład z posła Brauna – wszyscy odebrali mikrofon Grabowskiemu, jego paszkwilancka kariera skończyłaby się z dnia na dzień.

Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie jestem przeciwniczką polemiki naukowej i nie popieram odbierania głosu osobom, które mają inne poglądy. Ale na kłamstwa nie może być przyzwolenia. Dość już traktowania Grabowskiego jako badacza Holokaustu. To nie jest żaden badacz, tylko manipulant, kłamca, paszkwilant i prowokator.

Dość tego! Brawo Pośle Braun!

Seebaer czyli morski niedźwiedź: Tsunami na Bałtyku 1497, 1757, 1779…

Seebaer czyli morski niedźwiedź: Tsunami na Bałtyku 1497, 1757, 1779…

Sejsmiczny Bałtyk.

[Przypominam, bo niedawno jakiś głupek umieszczony na stanowisku prezydenta zapewniał, że wybrzeże Bałtyku to „całkowicie bezpieczny tektonicznie obszar”.

A w 2023 inne głupki, też politycy, szukają na środkowym wybrzeżu miejsca [tj. frajerów – przekupnych wójtów] na … składowisko odpadów radioaktywnych… md]

Zofia Florczak dakowski.pl/archiwum 9.05.2011.

Położenie Polski na starych, stabilnych strukturach geologicznych powoduje brak w naszym kraju silnie odczuwalnych i tragicznych w skutkach naturalnych zjawisk sejsmicznych. Ten fakt podkreślam, mówiąc o budowie geologicznej Polski na lekcjach geografii. Dlatego też niemałe zainteresowanie wywołały wstrząsy, które odczuliśmy na północy Polski we wrześniu 2004 roku. Uznałam, że to rzadkie na naszych terenach zjawisko należy młodzieży dokładnie wyjaśnić. W tym celu sięgnęłam do źródeł dokumentujących zarówno ten incydent jak i przypominających podobne w przeszłości geologicznej Bałtyku.

SEJSMICZNY BAŁTYK

Teoretycznie asejsmiczny obszar północnej Polski już kilkakrotnie był nawiedzany średniej wielkości trzęsieniami ziemi. Za większość odpowiadają ruchu izostatyczne (tu: glacjostazja) Skandynawii po ustąpieniu lodowca o grubości trzech do trzech i pół kilometra. Mimo, że niegroźne – wstrząsy mogą spowodować niekiedy poważne uszkodzenia.

Między innymi, to właśnie ze względu na zagrożenie tektoniczne wstrzymano budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu.

WILK MORSKI

Z trzęsieniami ziemi na naszych terenach związany jest wątek nordycki – przypowieść o Wilku z Bagien ( Fenris Wolf ). Według mitologii – był to wielki potwór, uwięziony przez boga Thora na łańcuchu, wewnątrz góry . Wierzono, że to właśnie jego przerażające wycie powoduje trzęsienia ziemi, od czasu do czasu nękające Skandynawię. Tuż po ustąpieniu lodowca (11-9 tys. lat temu) odczuwalne na naszych terenach wstrząsy osiągały tam szacowaną magnitudę 7.0, a grunt podnosił się ok. 1.44 mm na dobę. Centrum dzisiejszych ruchów, związanych z glacjostazją, znajduje się w zachodniej partii zatoki Botnickiej, w miejscowości Skuleberget, gdzie szybkość wypiętrzania się wynosi nawet 14 mm na rok. Dziś podnoszenie się półwyspu obejmuje obszar północnej Danii i Bornholm, sięgając aż do granicy Kaliningrad –Smołdzino – Łeba. Niekiedy trzęsienia ziemi są u nas jedynie echem potężnych katastrof z odległych części Europy albo ich przyczyna tkwi w lokalnych ruchach soli (halo-tektonika) czy w zjawiskach krasowych.

LEGENDY I TAJEMNICZE ZJAWISKA

Z dawnymi zjawiskami sejsmicznymi związanych jest wiele legend i cudów. W 1194 roku nastąpił cud św. Ottona, podczas którego niedaleko miasta Wolin teren wypiętrzył się i częściowo osuszył. Dzięki temu możliwe stało się rozpoczęcie budowy kościoła. Już wcześniej – bo w XI wieku – podniosło się dno Dziwny, co uratowało społeczność Wolina przed najazdem Wikingów i pomogło w odpieraniu wrogów. Rzeka Dziwna bowiem – podobne, jak i Wolin – położone są na spotkaniu uskoków ponadregionalnych: Świnoujścia-Drawska, a także Kamienia Pomorskiego. W Kozielicach – 40 km na południowy wschód od Szczecina – w 1625 roku wody przybrały czerwoną barwę, a z nią wygląd „siarkowatej” substancji o nieprzyjemnym zapachu.

NIEDŹWIEDŹ MORSKI

W 1779 roku, L. W. Brueggemann opisał kolejne tajemnicze i niewyjaśnione wówczas zjawisko: „Bałtyk posiada także często swoją własną pogodę, która z pogodą lądowa nie ma związku; czasami jednakże tylko rzadko, występuje podwodna burza w tymże (Bałtyku), o czym można wnioskować z tego, że przy czystym i spokojnym niebie, daje się słyszeć wzdłuż pomorskich brzegów morskich toczący się grzmot, a na ląd wyrzucane są nieżywe lub na wpół żywe ryby morskie i przybrzeżne. Tak było np. 3 kwietnia 1757 r. około południa przy spokojnej i jasnej pogodzie, brzeg Bałtyku koło Trzebiatowa nad Regą stał się nagle tak wzburzony, że wysokie fale zerwały duży prom zacumowany w porcie i przeniosły daleko na ląd. Poczym kiedy to (falowanie) się trzykrotnie powtórzyło morze stało się znowu spokojne. Żeglujący mieszkańcy wybrzeża nazywają to znane im zjawisko „Niedźwiedź Morski” (Seebaer).”

T. Noack pisze w ten sposób: „…niezwykle gwałtowne, ale relatywnie rzadko występujące, pozornie od kierunku wiatru niezależne i nie przez sztormy wywołane falowanie Bałtyku (…). Mieszkańcy wybrzeża wywodzą sobie nazwę „Niedźwiedź Morski” od osobliwego, poprzedzającego to zjawisko huku bądź grzmotu z morza.”

Podobny przypadek miał miejsce 1 marca 1779 roku, gdy podtopiona dość wysoką falą została część Łeby, a zacumowany przy brzegu statek odnaleziono w miejskich ogrodach! Trzy godziny później – w Kołobrzegu – nastąpił nagły odpływ wód, odsłaniając dno morza. Fenomenowi towarzyszyło podziemne dudnienie, a świadkowie opisywali podejrzane zachowanie zwierząt w polu. Popularnie zwane – od legendy – zjawisko „Niedźwiedzia Morskiego” pozostaje niewyjaśnione po dziś dzień, czasem występując także przy silnych bałtyckich sztormach i huraganach.

TSUNAMI NA BAŁTYKU

Według badań istnieje możliwość powstania fal tsunami na Bałtyku. Wydarzenia takie już miały miejsce, czego dowodem są zapisy w kronikach, a w większości przypadków – „zapisy” geologiczne. Najbardziej niszczycielskie tsunami w historii wystąpiło w 1497 roku – w Darłowie. Dr. Andrzej Piotrowski z Pomorskiego Oddziału Państwowego Instytutu Geologicznego w Szczecinie przypomina: „ Trzeba podkreślić, że mówimy jedynie o liczbie faktów udokumentowanych geologicznie. (…) Darłówko, położone na brzegu morza, zostało rozmyte. W Darłowie i okolicy zostały uszkodzone budowle i zginęli ludzie. Fala wdarła się daleko w głąb lądu, wynosząc cztery statki morskie.”

Dodał: „Wysokość fali spiętrzonej na skłonie wysoczyzny po wschodniej stronie Darłowa osiągnęła 20 m. Możemy tak stwierdzić, gdyż na takiej wysokości został osadzony jeden ze statków. Przyczyną tsunami w Darłowie było oddalone 500 km na północ trzęsienie ziemi w rejonie jeziora Wener w Szwecji. Siła trzęsienia ziemi była tam nieduża (…). Było ono zbyt słabe, aby bezpośrednio spowodować tsunami. Należy przyjąć, że to słabe trzęsienie wywołało eksplozję metanu uwięzionego w warstwach tworzących dno morza Bałtyckiego.

[ najpewniej było to lawinowe uwolnienie hydratów metanu z dna. M. Dakowski].

Gwałtowne osiadanie dna wywołało tsunami – stosunkowo niewysoką falę, która spiętrzyła się w strefie brzegowej. Eksplozji metanu towarzyszył grzmot, huk, „pomruk niedźwiedzia morskiego” – tak dawniej określano efekty dźwiękowe poprzedzające nadejście fali tsunami .” Zabudowania w Darłówku znikły całkowicie – podobnie, jak okoliczne wsie wokół Darłowa, gdzie fala uszkodziła wiele kamienic i część umocnień Wieprzy. Statki zostały pchnięte przez żywioł aż po kaplicę Św. Gertrudy i drogi na Koszalin.

Katastrofę przedstawia dziś zbiór płaskorzeźb, jakimi udekorowano ambonę w tamtejszym kościele [św. Barbary – należy obejrzeć MD], a także ścienna rzeźba na rynku darłowskim. Potężne trzęsienia ziemi, jakie miały miejsce po ustąpieniu lodowca, pozostawiały ślady w północnej Polsce i Niemczech. W ciągu ostatnich dwunastu tysięcy lat wydarzyło się wiele takich wstrząsów, z których kilka na pewno skutkowało wysoką falą tsunami. Dziś – takie wibracje, jak z września 2004 roku są zbyt słabe, by wywołać eksplozję złóż metanu na dnie Bałtyku. A trzeba powiedzieć, że kratery po wybuchach liczą kilka hektarów! „Takie gwałtowne zjawisko geodynamiczne, jakim jest eksplozja metanu, stwarza niekorzystne warunku geologiczno-inżynierskie dla rurociągu gazowego z Rosji do Niemiec. Problem wymaga jednak szczegółowego rozpoznania na trasie przebiegu gazociągu” – stwierdził uczony.

NAJWIĘKSZE OD CZASÓW ŚW. WOJCIECHA

Największe od ponad tysiąca lat trzęsienie ziemi na terenie Polski wydarzyło się we wtorek, 21 września 2004 roku. Serie wstrząsów odczuły miejscowości na Pomorzu, Warmii, Mazurach, Suwalszczyźnie, Kujawach oraz Podlasiu, a także niektóre z państw ościennych: Obwód Kaliningradzki, Litwa, Białoruś i Czechy.

O 13.06 sejsmografy we wszystkich sześciu polskich obserwatoriach zanotowały pierwszy, kilkusekundowy wstrząs. Ponad dwie godziny później – o 15.35 – pojawiły się jeszcze silniejsze wibracje, następne – trzy minuty później. Wszystkich polskich sejsmologów zaskoczyła niebywała – jak na tą część Europy – siła trzęsienia ziemi. W toku szczegółowych analiz ustalono, iż hipocentra niespotykanych wcześniej zjawisk znajdowały się 25 km pod powierzchnią Ziemi, w okolicach Półwyspu Sambia (Obw. Kaliningradzki), a ich magnituda wynosiła: 5.0 oraz 5.3. Rosyjscy uczeni twierdzili na początku, że przyczyną owych trzęsień mogło być wypłukanie podmorskich pokładów solnych, co owocowało pustkami skalnymi, które w końcu uległy zawaleniu. Nastąpiło przesunięcie skał i w praktyce – wstrząsy. Choć w mediach pojawiły się początkowo spekulacje o sztucznym wywołaniu fal sejsmicznych, to analiza sejsmogramów wykluczyła tą możliwość [?? Bądźmy ostrożniejsi: broń geofizyczna jest testowana i znana. MD].  Powstało prawdopodobieństwo, że owe fale w rzeczywistości oznaczały fazy większego zjawiska i w ciągu kolejnych godzin mogą się powtórzyć. Rzeczywiście – o 17.39 ziemia poruszyła się znów (magnituda-4.0) – tym razem nieodczuwalnie na terenie Polski.

USKOK?

Wkrótce pojawiła się niezwykła wiadomość – ukryty uskok. Dr. Paweł Wiejacz z Zakładu Sejsmologii Instytutu Geofizyki PAN komentuje to w następujący sposób: „Prawdopodobnie przyczyną tego trzęsienia jest aktywny uskok tektoniczny gdzieś w rejonie Kaliningradu. Ta hipoteza wymaga jednak jeszcze sprawdzenia, ale wszystkie dotychczasowe poszlaki wskazują na istnienie dotychczas nieznanego uskoku.” Dodał: „Dysponujemy szczegółowymi danymi z 30 europejskich stacji sejsmicznych, a także z polskich obserwatoriów – w tym stacji w Suwałkach, która była najbliżej miejsca wydarzeń. Ustalono epicentra poszczególnych wstrząsów, które znajdowały się na Półwyspie Sambia. Na podstawie tych danych można wstępnie zlokalizować niewielki fragment tajemniczego uskoku. Potrzebne będą jeszcze dalsze długoletnie badania geologiczne i sejsmiczne tego rejonu.” Tajemniczy – na razie teoretyczny uskok – przebiega dość płytko pod powierzchnią litosfery, ciągnąc się wzdłuż linii Kaliningrad-Suwałki. Niestety – na terenie rosyjskiej enklawy (a nie na Litwie) nie

znajduje się żadna stacja sejsmologiczna, a prowadzenie dotychczasowych badań okazywało się niemożliwe ze względu na strefę zamkniętą, jaką w czasie Z.S.R.R. był Kaliningrad. Jednakże z profilu sejsmicznego na linii Toruń-Suwałki wynikało, że na północ od Suwałk istnieją zaburzenia, mogące  świadczyć o hipotetycznym uskoku tektonicznym. Dr. Andrzej Piotrowski – pracownik Pomorskiego Oddziału Instytutu Geologicznego w Szczecinie – tłumaczy, iż ów uskok mógł zostać uaktywniony przez proces podnoszenia się Skandynawii. Warto tu dodać, że w tym regionie trzęsienia ziemi wydarzały się co sto lat: w Białymstoku – w 1803 roku, w Gołdapi – w 1908 i teraz – w 2004.

Kiedy kolejne ?

====================================

mail:

Darłowo w 1497 roku dopadła fala tsunami. Morska fala wdarła się w głąb lądu. Rokrocznie w Darłowie dla upamiętnienia tego wydarzenia ulicami tego miasta przechodzi procesja błagalno-pokutna. Najtragiczniejszy sztorm w dziejach Darłowa jest uwieczniony na zabytkowej ambonie znajdującej się w tutejszym Kościele Mariackim.

=============================

kroniki spisane przez darłowskich mnichów:

„Sztorm zerwał się w piątek, ósmego dnia po narodzinach Maryi 1497 roku i trwał do późnego wieczora, wywołując powódź. W Darłówku zostało zniszczone całe nabrzeże portowe. Woda wyrzuciła na ląd 4 zacumowane w porcie statki. Prawie wszystkie domy zostały rozmyte i potonęło wszystko bydło. Ucierpiało również Darłowo: w spichlerzach było pełno wody i wiele towarów się zmarnowało, w kościele parafialnym spadła część dachu z wieży, runęło przedbramie bramy Wieprzańskiej, woda przewróciła wiatrak we wsi Krupy. W klasztorze woda stała do wysokości ołtarzy, sad mnichów został zniszczony, a ich piwo i wino było tak zepsute, że ich nie chciał nikt pić”

==================================

Ślady po tsunami odnaleziono w okolicach Darłowa i Darłówka (1497), w Mrzeżynie i Kołobrzegu (1757) oraz w Łebie i Trzebiatowie (1779)

=======================

mail: Krajobraz po tsunami w Indonezji w 2004 r.

Unia Europejska: Identyfikator cyfrowy dla wszystkich do 2030 roku? Testują Znamię Bestii ??

Unia Europejska: Identyfikator cyfrowy dla wszystkich do 2030 roku? Testują Znamię Bestii ??

wg. Paweł Czajkowski identyfikator_cyfrowy_dla_wszystkich

Wdrażanie identyfikatorów cyfrowych przyspiesza przy niewielkiej uwadze społeczności i właściwie jakimkolwiek braku sprzeciwu. Komisja Europejska przeznaczyła 46 mln EUR na kontrowersyjny „europejski portfel tożsamości cyfrowej”, nadchodzącą aplikację na smartfony, która pozwoli obywatelom wszystkich 27 państw członkowskich UE przechowywać i udostępniać identyfikator cyfrowy. Pieniądze zostaną zainwestowane w programy pilotażowe.

Portfel ma służyć do okazania dokumentów potwierdzających podróż, rejestracji karty SIM, otwierania konta bankowego i uzyskiwania dostępu do usług, takich jak świadczenia socjalne. Projekty pilotażowe obejmą 250 organizacji publicznych i prywatnych w prawie wszystkich państwach członkowskich, a także w Islandii, Norwegii i na Ukrainie i będą działać przez co najmniej dwa lata, donosi Biometric Update. Projekty mają pomóc państwom członkowskim w przygotowaniu się do rozporządzenia w sprawie europejskiej tożsamości cyfrowej, nad którym obecnie dyskutuje się w parlamencie. Projekty przybliżą również blok [?? md] do osiągnięcia celu, jakim jest zapewnienie wszystkim obywatelom identyfikatora cyfrowego do 2030 r.

„UE będzie realizować skoncentrowaną na człowieku, zrównoważoną wizję społeczeństwa cyfrowego przez całą dekadę cyfrową, aby wzmocnić pozycję obywateli i przedsiębiorstw” – podaje strona projektu Europejska dekada cyfrowa. 

Niektórzy jednak wyrazili obawy związane z bezpieczeństwem projektu, argumentując, że przechowywanie tak dużej ilości danych w jednym systemie to wymarzony cel cyberprzestępców, jak również doskonała baza do wykorzystywania przez różne służby. „Wyzwaniem pozostaje zapewnienie najwyższego poziomu bezpieczeństwa, biorąc pod uwagę materiały deepfake, które można wstrzyknąć do systemu” — powiedział Jean-Karim Zinzindohoue, CTO France Identite, podczas seminarium na temat systemu portfela eID w Brukseli.

To nie są pierwsze testy Digital ID na terenie Unii. Blisko rok temu szykowano się do wprowadzenia pilotażowego programu cyfrowego identyfikatora, który korzysta z unijnego portfela tożsamości cyfrowej. Pilotaż jest realizowany we współpracy z bankami i partnerami technologicznymi, w tym z tymi, którzy zapewniają rozpoznawanie twarzy oparte na danych biometrycznych. UE ma już swoje Konsorcjum Portfela Tożsamości Cyfrowej, tutaj mamy jednak nowe porozumienie, kierowane przez Nordic-Baltic eID Project (NOBID).  Do nowo utworzonego konsorcjum dołączyło sześć krajów – Dania, Niemcy, Islandia, Włochy, Łotwa i Norwegia – z których cztery są członkami NOBID – i przedstawiło propozycję, która, jak twierdzi, pozwoli na przeprowadzenie na dużą skalę pilotażu płatności transgranicznych, którego celem jest „bezproblemowe” połączenie tożsamości i płatności. Oprócz wykorzystania istniejącej infrastruktury płatniczej, pilotaż powinien również „uzupełniać” niektóre szersze plany UE, takie jak Europejska Inicjatywa Płatnicza (EPI) oraz własna cyfrowa waluta banku centralnego UE, znana jako cyfrowe euro.

Podobne naciski na wprowadzenie cyfrowego identyfikatora są widoczne w Wielkiej Brytanii. Były premier Tony Blair nieustannie promuje kontrowersyjny plan nadania każdemu obywatelowi brytyjskiemu identyfikatora cyfrowego. Wiązałoby się to z wykorzystaniem nowej technologii biometrycznej do przechowywania paszportu, prawa jazdy, ewidencji podatkowej, kwalifikacji i prawa do pracy danej osoby. Partia konserwatywna nazywa to „przerażającym państwowy planem śledzenia cię od kołyski aż po grób”.

Gubernator Florydy podpisał ustawę “O ochronie sumienia lekarza”

Gubernator Florydy podpisał ustawę “O ochronie sumienia lekarza”

Gubernator DeSantis podpisał ustawę “O ochronie sumienia lekarza”

Rebeliantka

Gubernator Florydy Ron DeSantis podpisał 11 maja ustawę senacką nr 1580 zatytułowaną „Ochrona sumienia lekarza”. Ustawa zezwala świadczeniodawcom i płatnikom opieki zdrowotnej na Florydzie na odmowę świadczenia usług medycznych, jeśli są one niezgodne z ich przekonaniami moralnymi, etycznymi lub religijnymi. Ustawa, która wchodzi w życie 1 lipca, chroni też wolność słowa lekarzy oraz swobodę współpracy z pacjentami przy przepisywaniu alternatywnych metod leczenia.

====================================

Od grudnia ubiegłego roku „Warszawska Gazeta” domaga się, aby zapewnić lekarzom prawną ochronę swobody wypowiedzi na temat metod zapobiegania i zwalczania zakażeń i chorób oraz organizacji służby zdrowia. Postępowania dyscyplinarne z powodu wyrażania przez lekarzy opinii na ten temat winny być niedopuszczalne.

Gubernator DeSantis wyprzedził Polskę. Zagwarantował lekarzom prawo do odmowy wykonywania usług medycznych, które nie są zgodne z ich sumieniem. Ani świadczeniodawcy ani płatnicy nie mogą być dyskryminowani z powodu działań podejmowanych na podstawie sprzeciwu sumienia. Nie wolno nikogo z tego powodu zwalniać z pracy, przenosić, degradować, dyscyplinować, zawieszać, wykluczać, cofać im przywileje, wstrzymywać premie lub obniżać wynagrodzenia, negatywnie wpływać na awanse lub ukończenie studiów przez studenta, wstrzymywać fundusze stypendialne, podejmować jakiekolwiek inne działania dyscyplinarne lub odwetowe.

Nie wolno też podejmować działań dyscyplinarnych przeciwko lekarzom, w szczególności cofania im licencji lub odmawiać licencji osobom fizycznym tylko dlatego, że publicznie wypowiedzieli się oni o służbie zdrowia lub porządku publicznym, w tym także za pośrednictwem mediów społecznościowych. Co więcej radom lekarskim i komisjom, które dopuszczą się cofania certyfikatów lekarzom za mówienie lub pisanie publicznie o opiece zdrowotnej, może być cofnięta zgoda na ich dalsze działanie.

W Polsce nadal trwa prześladowanie lekarzy, którzy krytykowali przepisy pandemiczne. W izbach lekarskich wszczęto do tej pory postępowania dyscyplinarne przeciwko około 150 lekarzom i wszczynane są dalsze.

17 marca br. wydawało się, że pojawia się światełko w tunelu. Podczas rozprawy w Okręgowym Sądzie Lekarskim w Poznaniu w procesie skierowanym przeciwko 19 lekarzom, którzy wystosowali w październiku 2020 roku apele do władz w związku z błędnymi w ich ocenie metodami walki z pandemią, Sąd na wniosek adwokatów obwinionych medyków postanowił, iż Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej (NROZ) musi uzupełnić wnioski o ukaranie lekarzy poprzez dokładne opisanie zarzucanych im czynów, gdyż nie wynika to z treści dotychczasowych wniosków. Rzecznik jednakże nie uzupełnił wniosków, tylko złożył odwołanie od postanowienia Sądu. Treść tego odwołania nie jest znana ani lekarzom ani ich adwokatom, otrzymali oni tylko zawiadomienie o skierowaniu zażalenia (odwołania) NROZ do rozpatrzenia przez Naczelny Sąd Lekarski.

Wygląda to na swoistą ciuciubabkę. NROZ miał wprawdzie prawo zażalić się na postanowienie Sądu, ale jego odwołanie nie wydaje się być w najmniejszym stopniu uzasadnione, a dodatkowo przedłuża sprawę. Lekarze, bezpodstawnie oskarżani, cały czas są pod presją, ponoszą koszty obrony i nie wiedzą, czego się mogą spodziewać, gdyż izby lekarskie już niejednokrotnie skazywały lekarzy za rzekome naruszanie godności zawodu w postaci formułowania krytycznych opinii o pandemicznych przepisach. Zapadały wyroki zawieszenia w prawach do wykonywania zawodu lub orzeczenia o wysokich karach pieniężnych.

Podczas opisywanej wyżej rozprawy był obecny – na wniosek Parlamentarnego Zespołu do spraw funkcjonowania izb lekarskich – prokurator w charakterze rzecznika praworządności. Nic to jednak nie zmieniło. Bezprawie w organach dyscyplinarnych izb lekarskich nadal trwa.

Może zatem najwyższy czas pójść w ślady gubernatora DeSantisa i zapewnić jednoznaczne przepisy gwarantujące ochronę prawną lekarskim wypowiedziom? Pacjenci nie życzą sobie cenzury i szykan karnych wobec odważnych medyków. Nie chcemy rządów Big Pharmy i jej afirmantów.

Domagamy się zapewnienia lekarzom prawnej ochrony swobody wypowiedzi na temat metod zapobiegania i zwalczania zakażeń i chorób oraz organizacji służby zdrowia. Oczekujemy od Sejmu bezzwłocznej ochrony prawnej sumienia lekarzy. Bezprawie w organach dyscyplinarnych izb lekarskich nadal trwa.

Opublikowałam w “Warszawskiej Gazecie”, Nr 20, 19-25 maja 2023 r. Rebeliantka

Rozrywki zboków: Przed zmianą płci zgwałcił[- a] i zamordował[-a] byłą dziewczynę. „Jestem kochającą i troskliwą osobą”.

Rozrywki zboków: Przed zmianą płci zgwałcił[- a] i zamordował[-a] byłą dziewczynę. „Jestem kochającą i troskliwą osobą”.

stan-missouri-przeprowadil-pierwsza-w-usa-egzekucje-osoby-otwarcie-transseksualnej-zostal[a]-skazana-za-zgwalcenie-i-zamordowanie-swojej-dziewczyny

Stan Missouri przeprowadził we wtorek w nocy, za pomocą zastrzyku, pierwszą w USA egzekucję osoby otwarcie transseksualnej. Amber McLaughlin został[-a] skazana na śmierć za zgwałcenie i zamordowanie w 2003 roku swojej byłej dziewczyny.

„Przepraszam za to, co zrobiłam. Jestem kochającą i troskliwą osobą” – przekonywała w pisemnym oświadczeniu cytowana przez CNN McLaughlin. Jej zabiegi o ułaskawienie przez gubernatora Missouri okazały się jednak bezskuteczne.

McLaughlin i Guenther zerwały ze sobą, ale pierwsza nie dawała drugiej spokoju. Po włamaniu się do domu byłej przyjaciółki została aresztowana i otrzymała zakaz zbliżania się do niej. Nie zamierzała go jednak przestrzegać.

Egzekucji McLaughlin sprzeciwiło się siedmiu emerytowanych sędziów z Missouri. W liście do gubernatora Mike’a Parsona argumentowali, że wyrok śmierci wydano „w rezultacie nieprawidłowości w systemie skazywania na karę śmierci w Missouri” – podał dziennik „Kansas City Star”.

Podczas procesu o morderstwo w 2006 roku ława przysięgłych nie była w stanie podjąć decyzji o wyroku. Odrzuciła trzy z okoliczności obciążających McLaughlin, które przedstawili prokuratorzy, domagający się najwyższego wymiaru kary. O wyroku śmierci zadecydował sędzia. Missouri i Indiana to jedyne stany amerykańskie pozwalające sędziemu na wymierzenie kary śmierci, gdy ława przysięgłych nie może podjąć decyzji.

Pedały idą po nasze dzieci. Musimy mobilizować Polaków do działania !

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>
:
Idą po nasze dzieci. Musimy mobilizować Polaków do działania!
Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>
Fundacja Pro-Prawo do życia
Na Florydzie w USA odwołano propagandowy festiwal „dumy gejowskiej” LGBT z powodu nowego prawa o ochronie dzieci, które niedawno podpisał katolicki gubernator stanu Ron DeSantis. Z uwagi na wdrożone na Florydzie przepisy, zakazujące narażania dzieci na ekspozycje o charakterze seksualnym, festiwal LGBT nie może się odbyć. Tęczowi aktywiści przyznali wprost, że wydarzenie miało zawierać deprawacyjne treści. Tymczasem w Polsce właśnie rozpoczął się sezon na organizację „parad równości” LGBT. W wielu miastach odbywają się przemarsze, których celem jest oswajanie naszego społeczeństwa, a przede wszystkim dzieci i młodzieży, z homoseksualnym stylem życia, z rozwiązłością seksualną oraz okaleczaniem się w ramach „tranzycji”. Tzw. „parady równości” to także narzędzie nacisku na wprowadzenie w polskich przedszkolach i szkołach obowiązkowej „edukacji seksualnej”. W stanach USA rządzonych przez konserwatywnych polityków zakazuje się już tego typu deprawacji i wprowadza przepisy chroniące dzieci przed zgorszeniem w przestrzeni publicznej. W tym samym czasie w naszym kraju deprawatorzy seksualni mają pełną swobodę działania i ogromne wsparcie ze strony samorządów, międzynarodowych korporacji oraz obcych ambasad.
Tak wyglądają parady równości [foto]
W co najmniej 20 miastach Polski odbędą się w najbliższych tygodniach i miesiącach tzw. „parady dumy gejowskiej”, czyli przemarsze aktywistów LGBT oraz osób, które zostały zmanipulowane przez tęczową propagandę. Przede wszystkim będą to jednak wydarzenia medialne, o których głośno będzie w polskojęzycznych stacjach telewizyjnych, na portalach internetowych oraz w mediach społecznościowych. Relacje z tych „parad”, zdjęcia, komentarze i filmiki będą miały miliony wyświetleń, szczególnie wśród młodych Polaków. Cel tych działań jest jasny. Nie ukrywają go aktywiści LGBT. 
Chodzi o to, aby polskie społeczeństwo otworzyło się na homoseksualny styl życia oraz zaakceptowało zniesienie norm moralnych w zakresie seksualności i relacji międzyludzkich. Gdy cel ten zostanie w dostatecznym stopniu osiągnięty, możliwe będzie dalsze wdrażanie w Polsce zmian społecznych, politycznych i prawnych, których żąda lobby LGBT. Jakie to zmiany? Możemy o nich przeczytać na oficjalnej stronie „parady równości”. Aktywiści LGBT żądają (warto podkreślić to słowo) aby: – Do polskich przedszkoli i szkół wprowadzono tzw. „edukację seksualną”. Wedle Standardów edukacji seksualnej WHO, oraz wypowiedzi samych „edukatorów seksualnych”, taka „edukacja” w przedszkolach i szkołach ma zakładać m.in. kwestionowanie tożsamości płciowej uczniów, zachęcanie do masturbacji i oglądania pornografii, naukę wyrażania zgody na seks oraz promocję aborcji. – Karano w Polsce za tzw. „mowę nienawiści”. W praktyce chodzi o to, aby ścigana i karana była jakakolwiek krytyka homoseksualnego stylu życia oraz publiczne mówienie o jego konsekwencjach medycznych, psychicznych i duchowych. – Za pomocą uregulowań prawnych ułatwić polskim dzieciom proceder tzw. „tranzycji”, czyli okaleczania własnego ciała za pomocą środków hormonalnych oraz operacji takich jak amputacja piersi lub narządów płciowych. Aktywiści LGBT żądają również tego, aby dzieci mogły poddawać się „tranzycji” wbrew woli rodziców. Panie MirosĹ‚awie, aby zrozumieć, jak wielkie są to zagrożenia, nie należy patrzeć na Polskę, ale na kraje, gdzie żądania lobby LGBT zostały już zrealizowane, a społeczeństwa są przesiąknięte tęczową propagandą. W USA już 25% młodych osób ma problem z własną identyfikacją płciową. Nastoletni Amerykanie nie wiedzą jakiej są płci, co powoduje ogromną destabilizację ich psychiki i uniemożliwia tworzenie normalnych rodzin. 
Podobny trend obserwujemy w innych krajach Zachodu, gdzie dramatycznie rośnie również liczba przypadków tzw. „tranzycji”. Pod wpływem propagandy wylewającej się z mediów młodzi ludzie zażywają blokery hormonalne hamujące proces dojrzewania i poddają się makabrycznym operacjom. W Niemczech wulgarna „edukacja seksualna” już od kilku pokoleń jest obowiązkowa dla wszystkich dzieci. Niemieccy rodzice, którzy są świadomi sytuacji i zagrożenia, są zastraszeni, gdyż za odmowę wysłania dziecka na „edukację seksualną” grożą nie tylko grzywny, ale nawet więzienie. Pan Eugen Martens trafił do aresztu, ponieważ nie posłał swojej 10 letniej córki na deprawacyjne zajęcia w szkole. Podczas jednej z lekcji „edukacji seksualnej” dziewczynka poczuła obrzydzenie i wyszła z sali. Urzędnicy nałożyli na rodzinę grzywnę. Państwo Martens odmówili zapłaty, więc kilka miesięcy później nałożono na nich karę więzienia. Tego typu przypadków prześladowań rodziców było znacznie więcej, o czym już informowaliśmy. Panie MirosĹ‚awie, jeśli aktywiści LGBT oswoją Polaków ze swoją propagandą i osiągną swoje cele polityczne, to przed ich ideologią i związaną z nią deprawacją nie będzie można uciec. Zwycięstwo tęczowych rewolucjonistów będzie oznaczać, że w Polsce nie będzie już miejsc bezpiecznych dla dzieci i młodzieży, a także dorosłych. Nie będzie bezpiecznych instytucji i przestrzeni publicznych. Wszyscy, czy tego chcą czy nie, zostaną poddani procesowi przymusowej deprawacji. Wielu Polaków, zwłaszcza rodziców, nie rozumie istoty tego zagrożenia. Nawet jeżeli osobiście są przeciwnikami ideologii LGBT to sądzą, że tęczowa rewolucja w jakiś sposób ominie ich rodzinę i ich dzieci. Uważają, że skoro oni sami nie uczestniczą w „paradach równości” i nie oglądają mainstreamowych mediów, to nie ma żadnego problemu. Takie myślenie daje wyłącznie złudne poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem wedle żądań lobby LGBT, dewastująca umysły i dusze propaganda ma być wszechobecna w mediach, szkołach, przedszkolach i przestrzeni publicznej tak, aby nie dało się przed nią uciec i aby każdy był zmuszony być jej odbiorcą. 
Na naszej stronie można znaleźć świadectwo młodego Niemca, który został poddany procesowi systemowej deprawacji. Teodor jest dzisiaj dorosłym człowiekiem. Gdy chodził do szkoły podstawowej objęto go przymusem „edukacji seksualnej”, podobnie jak wszystkie pozostałe dzieci w Niemczech. Po latach opowiada o koszmarze, przez jaki przeszła jego rodzina.
W szkole, razem z innymi uczniami, był zmuszany do oglądania filmów pokazujących, jak inne dzieci (!) uprawiają seks. Poprzez teksty i nagrania odtwarzane na lekcjach zachęcano go do masturbacji i rozwiązłości seksualnej. Rodzice Teodora byli przeciwni demoralizacji ich syna. Jednak w Niemczech „edukacja seksualna” jest obowiązkowa. W związku z tym, na wszelkie dostępne im sposoby próbowali uodpornić go na zgorszenie, na które regularnie był wystawiany. Wysiłki jego rodziców nie sprostały jednak ogromnej presji środowiska i kolejnym naciskom ze strony „edukatorów seksualnych”. Doszło do tragedii. Jak wspomina Teodor: „U mnie w domu rodzice przekazywali nam takie wartości jak wierność, prawdziwa miłość i tradycyjna rodzina i w ten sposób również chciałem żyć. Jednocześnie zarówno moi koledzy z klasy, jak i edukatorzy na lekcjach mówili, że to jest zupełnie w porządku, żeby uprawiać seks dla przyjemności i wszyscy to robią, ponieważ potrzebują zaspokojenia. Skończyło się to u mnie wielogodzinnym oglądaniem pornografii przed snem i uzależnieniem od masturbacji.” Rodzice Teodora to normalni, kochający się ludzie, a w dodatku przejęci troską o wychowanie swoich dzieci. Przekazywali mu odpowiednie zasady, uczyli odpowiedzialności, miłości i szacunku. Ich syn wpadł jednak w koszmarne nałogi i przeżywał ogromne problemy z własną seksualnością. 
Pomimo starań rodziców, presja środowiska, rówieśników, całego systemu nauczania oraz „edukatorów seksualnych” była tak wielka, że przerosła dobre chęci młodego chłopaka. 
Aktywiści LGBT domagają się przesycenia szkół, edukacji, wychowania, mediów i całej przestrzeni publicznej rozwiązłością seksualną, którą mają nasiąkać dzieci już od najmłodszych lat swojego życia. To właśnie spowodowało zdemoralizowanie rówieśników Teodora, którzy naśmiewali się z niego, ponieważ chłopak chciał żyć w czystości i założyć normalną rodzinę. Nasze dzieci i wnuki już teraz wystawiane są na podobne próby. A propaganda i aktywność deprawatorów seksualnych z dnia na dzień nasila się w Polsce. Musimy walczyć aby odzyskać przestrzeń publiczną i uczynić ją dobrym miejscem dla wychowania i rozwoju przyszłych pokoleń. Musimy także zwiększać zaangażowanie i świadomość Polaków, w szczególności rodziców. Takie zaangażowanie świadomych ludzi przynosi owoce m.in. w niektórych rejonach USA, gdzie udaje się powstrzymywać napór ideologii LGBT. W stanach takich jak Floryda, rządzonych przez konserwatywnych polityków, wprowadzane są ograniczenia dla „parad równości” oraz promocji rozwiązłości seksualnej i homoseksualizmu w przestrzeni publicznej oraz instytucjach takich jak przedszkola, szkoły i uczelnie. Zakazywana jest również „tranzycja”. Wprowadzane są także kolejne ograniczenia prawne i zakazy dla aborcji. Wszystko to udaje się zrobić pomimo ogromnej presji ze strony aktywistów LGBT, wielkich koncernów medialnych oraz polityki rządu federalnego USA, który aktywnie wspiera tęczową rewolucję w kraju i za granicą.
Zdjęcie z naszej akcji ulicznej [foto]
W Polsce brakuje świadomości społecznej, jak również woli politycznej do tego, żeby przeciwstawić się narastającej deprawacji. W związku z tym, musimy organizować kolejne akcje informacyjne, aby budzić sumienia Polaków oraz wyrwać nasze społeczeństwo z bierności i mobilizować je do działania. W nadchodzących dniach chcemy być szczególnie aktywni we Wrocławiu, Słupsku i Zielonej Górze, gdzie odbędą się publiczne „parady dumy gejowskiej”. Niezależne akcje z użyciem furgonetek, billboardów, bannerów, plakatów, megafonów i naszych publikacji, takich jak poradnik „Jak powstrzymać pedofila?”, będziemy także prowadzić w wielu innych miejscowościach na terenie całej Polski. Planujemy także organizację kolejnych, publicznych modlitw różańcowych w intencji odnowy moralnej Polski oraz powstrzymania deprawacji i aborcji. Potrzebujemy na te działania ok. 11 000 zł. Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych kampanii informacyjnych i dotarcie do tysięcy osób, dzięki czemu obudzimy świadomość Polaków. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

UWAGA: Chyba największy wyciek w historii polskiego Internetu. Mowa o milionach haseł…

Chyba największy wyciek w historii polskiego Internetu. Mowa o milionach haseł.

to-moze-byc-najwiekszy-wyciek-w-historii

Portal „Zaufana Trzecia Strona” informuje o prawdopodobnie największym wycieku w historii polskiego Internetu. Na polskim forum w tzw. darkwebie udostępniono miliony loginów i haseł powiązanych z polskimi usługami online i kontami.

Na polskim forum Cebulka w sieci TOR (The Onion Router), czyli w niekontrolowanej części Internetu, zarejestrowany dwa miesiące temu, niepublikujący wcześniej żadnych innych postów użytkownik udostępnił plik, w którym zapisano ponad 6 milionów wierszy z hasłami polskich użytkowników m.in. Allegro, Facebooka, mBanku, czy serwisów pocztowych takich jak Onet i WP.

Do tej pory na tym forum (najsłynniejszym w polskim darknecie) także można było kupić kradzione dane (a czasami także broń, narkotyki lub dziecięcą pornografię), ale wyciek opisywany przez „Zaufaną Trzecią Stronę” ma być największym w historii polskiego Internetu.

Dane najprawdopodobniej były wykradane przy pomocy złośliwego oprogramowania, które po zainstalowaniu na komputerze ofiary pobiera wszystkie loginy i hasła zapisane w pamięci przeglądarki.

Na ten moment nie ma sposobu, by sprawdzić, czy nasz hasła znajdują się na liście. Mowa jednak aż o 6 milionach wierszy, więc jest to bardzo prawdopodobne.

Dodatkowo część pozycji jest datowana na 2023 rok, więc są to stosunkowo aktualne dane. Dlatego warto zastanowić się nad zmianą hasła, zanim zostanie one wykorzystane przez jakiegoś oszusta.

ŹRÓDŁO Zaufana Trzecia Strona

Kanada: Gwałt seksualny, napaść i groźby śmierci: Sędzia wskazał jako okoliczność łagodzącą, że oskarżony pochodzi z innej kultury.

Sędzia wskazał również, jako okoliczność łagodzącą, że oskarżony pochodzi z innej kultury.

Gwałt seksualny, napaść i groźby śmierci: Aris Jean dostaje tylko 30 miesięcy więzienia.

Należało zbrodniarza wysłać do jego „kręgu kulturowego”, by go tam ugotowali – i zjedli ze smakiem.

Agression sexuelle, voie de fait et menace de mort,

[proszę o zwrócenie uwagi na język i umysłowość tych „sędziów”. To KANADA. MD]

—————————————–

Skazano Arisa Jeana, który został uznany winnym 3 zarzutów grożenia śmiercią, napaści i napaści seksualnej przez szanownego sędziego Conrada Chapdelaine’a.

Gwałt seksualny, napaść i groźby śmierci: Aris Jean dostaje 30 miesięcy więzienia.

Kanada. „Bariera kulturowa musi być brana pod uwagę, aby wydać sprawiedliwy wyrok”

=========================

Ramy napaści i fakty przedstawione przez prokuratora koronnego, Marca-André Roya, doprowadziły sędziego do uznania oskarżonego winnym 3 zarzutów.

Zarzucane czyny miały miejsce w latach 2019-2020 w Drummondville.

Powódka i ofiara napaści zeznawała na rozprawie, zgłaszając serię napaści seksualnych dokonanych przez oskarżonego, gdy mieszkała w Drummondville. Vingt55 uczestniczył w procesie oskarżonego, podczas którego ofiara zgłosiła liczne napaści i upokorzenia ze strony oskarżonego. Podczas procesu oskarżony również zeznawał w swojej obronie.

Sprzeczne wersje.

Wersje przedstawione przez oskarżonego są diametralnie różne od wersji wyrażonych przez ofiarę – i zostały przeanalizowane przez szanownego sędziego Conrada Chapdelaine’a, który wydał wyrok pod koniec procesu. Chapdelaine wyjaśnił, że nie wierzy oskarżonemu i przyznaje większą wiarygodność ofierze w tej sprawie. Uznał, że oskarżyciel koronny, Marc-André Roy, wykazał ponad wszelką wątpliwość zarzuty wypowiadania gróźb śmierci, napaści i napaści seksualnej na ofiarę.

Me Roy złożył jeden wyrok i dwa orzeczenia podczas składania wniosku o skazanie, sugerując karę 30 miesięcy pozbawienia wolności, co zostało szybko poparte przez szanownego sędziego Conrada Chapdelaine’a.

Chociaż oskarżony nie był karany, jak wskazał prokurator koronny, wskazał również, jako okoliczność łagodzącą, że oskarżony pochodzi z innej kultury, w której rola mężczyzny bardzo różni się od tej wpajanej tutaj. Bariera kulturowa musi być brana pod uwagę przy ocenie i wymierzaniu sprawiedliwego wyroku – dodał Roy. Gdyby nie ta bariera, oskarżycielowi byłoby wygodnie wymierzyć wyższy wyrok” – dodał prokurator koronny, zaznaczając, że kara 30 miesięcy pozbawienia wolności nie jest karą łagodną i stanowi cel jej wymierzenia. Faktem jest jednak, że fakty w tej sprawie są nie do przyjęcia w naszym społeczeństwie, jak wskazała Me Roy.

Te zachowania i czynniki obciążające przemawiały na niekorzyść napastnika.

W rzeczywistości prokurator koronny wskazał i umieścił w kontekście, że oprócz poniżania swojej ofiary w czasie napaści, Aris opluł ją po napaści.

Szanowny sędzia zaakceptował te elementy. Sędzia zauważył również i podkreślił, że oprócz kontekstu kontroli i dominacji, przy wydawaniu wyroku należy wziąć pod uwagę postawę oskarżonego polegającą na déresponsabilisation [??].

Souligné qu’en plus du contexte de contrôle de domination, à la lecture du rapport présentiel, l’attitude de déresponsabilisation de l’accusé devait être pris en compte pour l’imposition de la peine.

W tej sprawie obowiązuje zakaz publikacji jakichkolwiek informacji, które mogłyby zidentyfikować ofiarę.

Oskarżony Aris Jean udał się zatem do zakładu karnego, by odbyć karę 30 miesięcy pozbawienia wolności, po tym jak specjalni posterunkowi obecni w sądzie w Drummondville odprowadzili go do celi aresztu śledczego. Aris Jean zostanie również wpisany do krajowego rejestru przestępców seksualnych na okres 20 lat. Będzie miał również zakaz posiadania broni palnej i amunicji przez okres 10 lat. Będzie również zobowiązany do dostarczenia próbki DNA. Ma również zakaz kontaktowania się z osobami wymienionymi w oskarżeniu.

=======================

mail:

Co za język !! Tych „sędziów”..

Należało zbrodniarza wysłać do jego „kręgu kulturowego”, by go tam ugotowali – i zjedli ze smakiem.

Komitet Obrony Gietrzwałdu. Wygląda na to, że karty rozdano pod stołem… Podpisz PETYCJĘ. 3 czerwca w obronie Tronu Matki Bożej w Gietrzwałdzie

Komitet Obrony Gietrzwałdu. Wygląda na to, że karty rozdano pod stołem… Podpisz PETYCJĘ.

  1. Drodzy mieszkańcy oraz miłośnicy Gietrzwałdu.
    Na naszych oczach dzieje się historia. Nasza piękna miejscowość z cudownym warmińskim klimatem, panującym tu spokojem oraz pięknym krajobrazem przestaje istnieć w tej formie. Za sprawą nietrafionych oraz z nikim nie konsultowanych decyzji powstają coraz to nowe inwestycje zaburzające harmonię i urok tego miejsca. Już od dłuższego czasu są o tym rozmowy niezadowolonych z tego co się dzieje mieszkańców, a także osób którym na sercu leży dobro naszej urokliwej okolicy. W ludziach zbiera się gorycz i bunt na dziwne i nieracjonalne decyzje. Zaskakują one nawet najbardziej odpornych mieszkańców naszej gminy.
  2. Apogeum nastąpiło w dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia, kiedy to na stronie gminy ujawniono zamiar wydania zgody na budowę potężnego Centrum Dystrybucyjnego Lidl, podobno największego w Europie. To wszystko na działce usytuowanej w granicach Gietrzwałdu. Znane były zakusy na tak niezdrową sytuację. Nikt jednak chyba w najśmielszych myślach nie przypuszczał, że będzie ona możliwa do zrealizowania w takim miejscu jakim jest nasz kochany Gietrzwałd i jego okolice.
    Niestety wygląda na to, że karty rozdano pod stołem…
    Czara goryczy się przelała! Postanowiliśmy walczyć, aby nie dopuścić do degradacji naszej małej ojczyzny, tego co niej piękne, tego co kochane, tego z czego jesteśmy dumni…
  3. Szczegóły znajdziecie na naszej stronie:
    https://www.facebook.com/100089078199075/
  4. Podpisując naszą petycję deklarujesz, że jesteś przeciwko budowie Centrum Dystrybucyjnego Lidl Gietrzwałd.
  5. Publikujemy link do zrzutki wspierającej działania i akcje Komitetu Obrony Gietrzwałdu: https://zrzutka.pl/ty6ee7. Za wszelką pomoc serdecznie dziękujemy.

Komitet Obrony Gietrzwałdu    Skontaktuj się z autorem petycji