Herezja papolatrii i deklaracja «Fiducia supplicans»

BKP: Herezja papolatrii i deklaracja «Fiducia supplicans»

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=21229  https://ulestousmine.wistia.com/medias/ercqh2aq5l

https://bcp-video.org/pl/herezja-papolatrii/  https://youtu.be/gMxgtSYoxbE

https://rumble.com/v49onzq-herezja-papolatrii.html  cos.tv/videos/play/50293401248633856

Grzech i ludzki egoizm mogą nadużyć wszystkiego i dotyczy to także nadużycia władzy kościelnej, a konkretnie papiestwa.

W I tysiącleciu Kościół składał się z pięciu patriarchatów, które miały swoje centra – Rzym, Konstantynopol, Antiochię, Aleksandrię, Jerozolimę. Wraz z inwazją islamu w VII wieku praktycznie zniknęły patriarchaty w Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimie. W połowie drugiego tysiąclecia również upadł Konstantynopol. Historia Kościoła dowodzi, że te patriarchaty były prawie niezależne. Kiedy mieli ze sobą spory, na przykład z powodu herezji arianizmu, nestorianizmu, monofizytyzmu itp., zwracali się do prawowiernego Rzymu.

Rozwój rozumienia władzy papieskiej nastąpił szczególnie w II tysiącleciu za czasów św. Grzegorza VII i Bonifacego VIII. Osiągnął swój szczyt wraz z konstytucją dogmatyczną „Pastor aeternus” z 1870 r. dotyczącą nieomylności papieża.

Trzeba stwierdzić, że nigdy w historii Kościoła papiestwo nie było nadużywane w taki sposób, aby jego władza bezpośrednio niszczyła egzystencjalne fundamenty Kościoła, zbudowane na Piśmie Świętym i Tradycji, jak ma to miejsce w przypadku nieważnego papieża Franciszka Bergoglio.

Celem papiestwa jest obrona czystości wiary i moralności w celu zachowania wiary, która jest warunkiem wiecznego zbawienia. Drugorzędnym celem papiestwa jest stworzenie zewnętrznej jedności uczniów Chrystusa. Jeżeli papież dopuszcza się oczywistych herezji, to zgodnie z Pismem Świętym (Ga 1:8-9), Tradycją, czyli nauką Świętych Ojców (św. Cypriana, św. Augustyna, św. Hieronima…) i nauczycieli kościelnych (św. Franciszka Salezego, św. Roberta Bellarmina, św. Alfonsa z Liguori), oraz według wypowiedzi papieża Innocentego III (1198) i według bulli dogmatycznej „Cum ex apostolatus officio” Pawła IV (1559) papież, jawny heretyk, sam ekskomunikował się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową.

Dziś władzę papieską nadużywa Jorge Bergoglio – „Franciszek”. Ostatnio zszokował opinię publiczną skrajnie heretycką deklaracją „Fiducia supplicans”. Propagował herezję już jako biskup w Argentynie, a w ciągu dziesięciu lat okupacji papiestwa okazał się jawnym heretykiem! Według Pisma Świętego oraz nauk Ojców Kościoła i nauczycieli Kościoła sam wykluczył się z Kościoła i dlatego nie może być jego głową. Jest to jasna nauka, wynikająca z samej istoty Pisma Świętego.

Jeśli jakikolwiek pasterz, czyli następca świętych apostołów, czy to biskup, czy papież, publicznie przeciwstawia się istocie ewangelii Chrystusowej i propaguje na przykład sodomicką szatańską anty-ewangelię, to ipso facto ściąga na siebie Boże przekleństwo – wykluczenie z Kościoła. Kiedy apostoł Piotr sprzeciwiał się Duchowi Ewangelii, czyli Duchowi Chrystusowemu (por. Rz 8:9), Jezus rzekł do niego: „Idź precz ode Mnie, szatanie!” (Mt 16:23). Pismo Święte ostrzega: „Ktokolwiek głosi inną ewangelię, choćby był to anioł z nieba, niech będzie przeklęty” (Ga 1:8-9) – czyli wyłączony z Mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła. Taki człowiek nie może być pasterzem Chrystusa, a już na pewno nie namiestnikiem Chrystusa na ziemi, jak pozwala siebie niesłusznie nazywać odstępca Bergoglio.

Papolatrzy tłumaczą wszystkie zbrodnie Bergoglio przeciwko Bogu i Kościołowi jako „gesty pokory i świętości”. Na przykład demagogicznie twierdzą, że symbol Pachamamy jest bardzo motywujący emocjonalnie dla amazońskich kobiet i że są z nim głęboko powiązane. Dla tego rzekomo nie wolno mówić prawdy, że Pachamama jest pogańskim bożkiem, bo to ich obraża.

Ale fakt, że bałwochwalstwo rażąco obraża Boga, nie interesuje papolatrów! Udaje im się wykręcić ze wszystkiego i twierdzą, że każdy, kto widzi bałwochwalstwo w rytuałach z Pachamamą, jest zajadłym fanatykiem i rzekomo ma swój własny nierealny świat nietolerancyjnej sztywności. Ci papolatrzy albo nie znają pierwszego przykazania, albo też interpretują je w tym samym heretyckim lub odstępczym duchu.

Jeśli chodzi o rytuał prowadzony przez czarownikaa w Kanadzie, podczas którego Bergoglio publicznie poświęcił się szatanowi, uzasadniają, że był to jedynie dodatek kulturowy. Według nich Franciszek zachowywał się jedynie prawidłowo, by nie urazić tubylczej ludności – zapewne zwłaszcza czarowników. Rzekomo chciał im pokazać, że podziela ich ducha i że zależy mu na jedności z duchowymi wartościami rdzennej kultury.

Inni papolatrzy sugestywnie twierdzą: „Papież Rzymu nie może popaść w formalną herezję z powodu Bożej pomocy udzielonej następcom św. Piotra, która jest udzielana w odpowiedzi na modlitwę Chrystusa o niezachwianą wiarę Piotra”.

To sugestywne stwierdzenie o niezachwianej wierze Piotra jest rażącą manipulacją. Pan Jezus nie tylko modlił się za Piotra, ale nawet przelał swoją krew, i to nie tylko za niego, ale za wszystkich ludzi, bo wolą Bożą jest, aby wszyscy zostali zbawieni.

Jednak wielu będzie potępionych, ponieważ Bóg szanuje wolną wolę człowieka. Dotyczy to także obecnego arcy-heretyka, który sprawuje urząd papieski.

Wszystkie wymowne frazesy papolatrów niszczą istotę prawdy, że Bergoglio dopuścił się publicznego bałwochwalstwa i apostazji. Świadomie popełnia grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu i przeciwko samej istocie prawa Bożego i jako jawny heretyk sam ekskomunikował się z Kościoła. Dlatego jest nieważnym papieżem.

Interpretacje papolatrów nie mają nic wspólnego z nauczaniem katolickim. I już na pewno nie mają nic wspólnego z Duchem Chrystusowym. Są diametralnie z nim sprzeczne! Bergoglio i jego sekta już dobrowolnie nie opuszczą okupowanego Watykanu. Każdy prawowierny biskup, kapłan i wierzący musi zdać sobie z tego sprawę. Oddzielenie się od samobójczej drogi Bergoglio – to dziś jedyne rozwiązanie ratunkowe, które może uratować dzisiejszy Kościół. Dlatego konieczne jest, aby grupa biskupów w danym kraju wraz z całymi diecezjami oddzieliła się od Bergoglio i jego sekty. Stworzy to warunki do przyjęcia prawowiernego papieża.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                      + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10.01.2024

Herezja papolatrii i deklaracja „Fiducia suplcans”

https://bcp-video.org/heresy-of-papolatry/  /english/

https://bcp-video.org/fr/heresie-de-la-papolatrie/  /français/

https://bcp-video.org/it/leresia-della-papolatria/  /italiano/

Zapisz się do naszego newsletter  https://lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

„Kreml nigdy nie był bogatszy” czyli Oszustwo związane z sankcjami: mieszkańcy Zachodu i tak płacą za rosyjską ropę przez Indie.

„Kreml nigdy nie był bogatszy” czyli skąd płynie ropa

Autor: AlterCabrio , 21 lutego 2024 ekspedyt/kreml-nigdy-nie-byl-bogatszy-czyli-skad-plynie-ropa

„Rosja wkracza w trzeci rok wojny na Ukrainie z bezprecedensową ilością gotówki w kasie rządowej. Wzmocniona przez rekordową w zeszłym roku sprzedaż ropy naftowej do Indii o wartości 37 miliardów dolarów, jak pokazuje nowa analiza, z której wynika, że ​​część ropy została rafinowana przez Indie, a następnie wyeksportowano do Stanów Zjednoczonych jako produkty naftowe o wartości ponad 1 miliarda dolarów”

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Oszustwo związane z sankcjami: mieszkańcy Zachodu i tak płacili za rosyjską ropę przez Indie

CNN: „Kreml nigdy nie był bogatszy”.

CNN donosi, że Kreml „nigdy nie był bogatszy” dzięki temu, że Indie kupowały ogromne ilości ropy od Rosji, rafinowały ją, a następnie sprzedawały z powrotem do USA i Europy.

Ojej!

„Rosja wkracza w trzeci rok wojny na Ukrainie z bezprecedensową ilością gotówki w kasie rządowej. Wzmocniona przez rekordową w zeszłym roku sprzedaż ropy naftowej do Indii o wartości 37 miliardów dolarów, jak pokazuje nowa analiza, z której wynika, że ​​część ropy została rafinowana przez Indie, a następnie wyeksportowano do Stanów Zjednoczonych jako produkty naftowe o wartości ponad 1 miliarda dolarów” – podaje CNN.

Indie zwiększyły zakupy rosyjskiej ropy 13-krotnie w porównaniu do poziomów przedwojennych, pokrywając praktycznie wszystko, co Rosja utraciła w wyniku zachodnich sankcji.

Po wybuchu wojny powiedziano mieszkańcom Zachodu, że w ramach poświęcenia na rzecz „wsparcia Ukrainy” będą musieli ponieść koszty ogromnych podwyżek cen energii.

Media establishmentu zapewniały nas również, że sankcje nałożone na Moskwę „złamią kark” Rosji i pomogą Ukrainie wygrać wojnę.

A stało się dokładnie odwrotnie.

Jak odnotował WSJ w 2022r.:

„Podczas gdy Amerykanie i Europejczycy są zmuszeni płacić rekordowe ceny za paliwo jako «koszt obrony wolności», wolne Indie kupują ropę od Rosji za szokujące 35 dolarów za baryłkę i odsprzedają nam w ramach jakiegoś zabawnego arbitrażu”.

Stany Zjednoczone umożliwiły także Indiom zbudowanie swojej bazy przemysłowej, pozwalając im na obejście sankcji po tym, jak Indie zagroziły odwróceniem się od USA i w zamian zawarciem sojuszu z Chinami i Rosją.

Podwyżki cen energii na Zachodzie wywołały kryzys kosztów życia, który zrujnował dochody rozporządzalne, a wielu ubogich ludzi trzęsło się przez całą zimę, ponieważ nie było ich stać na ogrzanie swoich domów.

Teraz dowiadujemy się, że w zasadzie i tak wciąż kupowaliśmy rosyjską ropę, ale dopiero po tym, jak Indie zebrały ogromne zyski z pośrednictwa.

To wszystko jest jednym, wielkim, okrutnym żartem.

_____________

Sanctions Scam: Westerners Paid For Russian Oil Anyway Via India, Paul Joseph Watson, 20th February 2024

−∗−

Tagi:Indie, oszustwo, ropa naftowa, Rosja, sankcje, UE, USA

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

komentarz

pokutujący łotr 21 lutego 2024

“Pociechą” jest to, że Boża kara głupoty spada, jak widać, nie tylko na Polaków, ale też na cały Zachód. Widocznie ma to być przypomnieniem, jakim twórczym i płodnym było chrześcijaństwo w kulturze Europy a jakim nieszczęściem i zapaścią jest nawrót do pogaństwa. Ale już jest po dzwonku i nikt w tym się nie połapie. Będą dalej zwalać wszystko “na Putina” i przy okazji na “Polaków antysemitów” i jeszcze niejeden wykręt się znajdzie, byle nie było, że to oni sami są już tylko zgnilcy i durnie.

Uśś… jaki szybki biznes !! Samochody z pomocy militarnej dla Ukrainy na sprzedaż

Samochody z pomocy militarnej dla Ukrainy trafiały na sprzedaż

magnapolonia/samochody-z-pomocy-militarnej-dla-ukrainy-na-

Ukraińscy funkcjonariusze z Państwowego Biura Śledczego zatrzymali żołnierza i jego wspólnika, którzy sprowadzali do kraju samochody. Przestępcy – by nie płacić cła – wykorzystywali specjalne, wojenne przepisy dotyczące dostarczania sprzętu dla wojska. Następnie pojazdy trafiały na internetowe aukcje sprzedaży.

Samochody z pomocy militarnej dla Ukrainy trafiały na sprzedaż. O wykryciu procederu poinformował oficjalny kanał społecznościowy Państwowego Biura Śledczego Ukrainy. Zatrzymani to ukraiński żołnierz i jego cywilny wspólnik, którzy rzekomo zajmowali się “pomocą humanitarną” dla sił zbrojnych.

W ramach oficjalnej działalności wojskowy i jego wspólnik mieli sprowadzać do kraju samochody, które następnie miały trafiać do jednostek walczących na froncie i służyć do transportu zaopatrzenia i rannych. Nie płacili za nie cła, na co pozwalają specjalne, ukraińskie przepisy oraz uzgodnienia ze stroną polską, obowiązujące podczas wojny.

“Zamiast przekazywać je wojsku, wystawiali je na sprzedaż w internecie. Udało im się sprzedać dwa pojazdy za prawie 12 tysięcy dolarów: Nissan X-Trail (4800 dolarów) i Hyundai Santa Fe (7000 dolarów)” – napisali funkcjonariusze. “Pracownicy Państwowego Biura Śledczego zatrzymali wszystkich zaangażowanych w przestępstwo. Obydwa samochody zostały skonfiskowane” – dodali.

Mężczyźni zostali oskarżeni o nielegalne wykorzystywanie pomocy humanitarnej w celach zarobkowych. Za tego typu działalność przestępczą w Ukrainie grozi do siedmiu lat pozbawienia wolności.

Wtorkowe zatrzymanie to nie jedyny przypadek tego typu działań wykryty przez ukraińskie służby. Kilka miesięcy wcześniej zakarpacka Służba Celna poinformowało o wykryciu nielegalnego wwozu, pod pozorem pomocy humanitarnej, łącznie 69 samochodów.

Pojazdy, według dokumentów, miały być przekazane do jednej z organizacji publicznych, a następnie trafić na front. Po dokładnym sprawdzeniu dokumentów okazało się jednak, że rzekomy odbiorca nie zajmuje się tego typu działalnością, a pojazdy zostały sprzedane bogatym urzędnikom. Samochody zostały skonfiskowane, a osoby zatrzymane usłyszały zarzuty dotyczące m.in. fałszowania dokumentów.

NASZ KOMENTARZ: Nie wątpimy, że omawiane przypadki stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Doskonale znamy zdjęcia z przejść granicznych, na których widać gigantyczne kolejki lawet wożących luksusowe samochody.

Katastrofa demograficzna: 500+ zachęcało do posiadania dzieci? Cejrowski: Tak może myśleć ktoś, kto ma kota

500+ zachęcało do posiadania dzieci? Cejrowski: Tak może myśleć ktoś, kto ma kota

22.02.2024 nczas/500-zachecalo-do-posiadania-dzieci-tak-moze-myslec-ktos-kto-ma-kota

Wojciech Cejrowski.
Wojciech Cejrowski. / Foto: screen YouTube/Wojciech Cejrowski

W programie „Antysystem” DoRzeczy.pl Wojciech Cejrowski i dziennikarz Paweł Lisicki rozmawiali o zapaści demograficznej, która jest coraz większym problemem Polski.

W 2023 roku urodziło się w Polsce jedynie 272 tys. dzieci, a dzietność w Polsce po raz pierwszy spadła do poziomu mniejszego niż 1,20.

Wszystko wskazuje na to, że jeśli nie zreformujemy m.in. polskiego systemu emerytalnego, służby zdrowia i wielu innych elementów działania państwa, to czeka nas albo permanentny kryzys, z którego możemy się już nie wygrzebać, albo będziemy skazani na łaskę imigrantów.

To nie jest już tylko teoretyczny problem, tylko coraz wyraźniejsze widmo niezbyt przyjaźnie jawiącej się przyszłości, bo luka pokoleniowa już istnieje i tak naprawdę nie da się już „naprodukować” dzieci na te kilka lub kilkanaście roczników wstecz.

Cejrowski: Tak może myśleć ktoś, kto ma kota

O zapaści demograficznej w swoim programie rozmawiali także podróżnik Wojciech Cejrowski i dziennikarz Paweł Lisicki.

– To bezpośrednio powiązane z okresem polityki socjalnej PiS. PiS dawał pieniądze ludziom myśląc, że jak da dodatkowe pieniądze, to zachęci to ludzi do posiadania dzieci. To może myśleć ktoś, kto ma kota, bo wtedy stać mnie na drugiego kota. Kot nie jest kłopotliwy, sam wszystko zrobi, ale jak ma się dziecko, to człowiek je ma z zupełnie innych powodów. To ogromna robota. Żadne 500 złotych nie będzie zachęcą do kolejnego dziecka. To debile wymyślają takie programie. To są niepowiązane dwie rzeczy. Tylko z miłości można mieć dzieci, a nie dla pieniędzy – uważa słynny podróżnik z Kociewa.

– Ogół polskich mediów uważa, że główną przyczyną jest decyzja Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, bo jak mogłoby być inaczej, doprowadziła kobiety do przerażenia, a te uznały, że nie będą rodzić dzieci. Mówię o tym jak o paranoi, ale to kompletny przekaz, który można znaleźć wszędzie. Gdyby mogły pozbyć się dziecka, to by je urodziły. Absurd – stwierdził w odpowiedz redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

– Z kolei na problem demograficzny odpowiedzią władzy jest więcej aborcji, pigułka dzień po i najazd obcych. Więcej aborcji powoduje, że jest mniej dzieci, a nie więcej dzieci. Pigułka dzień po i najazd obcych powodują to samo – odpowiedział z ironią Cejrowski.

Prawda o ukraińskiej żywności. Ukraińskie, często skażone zboże – dostajemy z Litwy. A tam podróżują… tylko dokumenty.

Prawda o ukraińskiej żywności. „Mnie to przeraża”. Dlaczego rolnicy protestują? Prof. Artyszak BEZ OGRÓDEK o oszustwach [VIDEO]

21.02.2024 Autor:KM nczas/prawda-o-ukrainskiej-zywnosci

Prof. Arkadiusz Artyszak wyjaśnia, dlaczego rolnicy protestują przeciwko Ukraińskim produktom.
Prof. Arkadiusz Artyszak

Opieranie się na dokumentach ze strony ukraińskiej, wiedząc jaki jest poziom korupcji po tamtej stronie, jest dla mnie uwłaczające jako konsumenta – mówi prof. Arkadiusz Artyszak, który opowiada o tym, dlaczego rolnicy protestują przeciwko ukraińskim produktom rolnym.

Rolnicy w całej Polsce protestują przeciwko europejskiemu „Zielonemu Ładowi”, który ich wykańcza, oraz importowi zboża z Ukrainy. Co jest nie tak z ukraińskimi produktami i jak ogólnie wygląda sytuacja, w programie „Biznes. Między wierszami” opowiedział prof. Arkadiusz Artyszak ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Na Litwę podróżują tylko dokumenty

Ekspert podkreślił, że produkty sprowadzane z Ukrainy nie są produkowane zgodnie z takimi standardami, jakie musi spełniać polski rolnik. Na Ukrainie w tym sektorze rządzą oligarchowie, których gospodarstwa mają kilkaset tysięcy hektarów. – Żadne z naszych gospodarstw nie jest w stanie z nimi konkurować na takich zasadach, jakie obecnie obowiązują – zaakcentował.

Główny problem to zalew tanią, kiepskiej jakości żywnością z Ukrainy. Prof. Artyszak opowiedział o pewnym procederze. – Słyszymy, że zboże może jechać na Litwę i wraca z Litwy jako litewskie. Jak rozmawiam z osobami, które pracują w firmach transportowych, mówią, że to jest bez sensu, bo się nie opłaca. Przejazd tony ziarna spod granicy ukraińskiej na Litwę zwiększa koszty takiego zboża o 100 złotych na tonę. Biznes się nie opłaca. W związku z tym najprawdopodobniej samochody jadą tam, gdzie mają jechać, natomiast na Litwę podróżują tylko dokumenty – mówi.

Państwo nie istnieje. Będą blokady torów?

Sugeruje, by sprawdzać firmy, które przetwarzają zboża i produkują paszę, czy mają zboże importowane z Litwy. – Jeżeli mają zboże importowane z Litwy, muszą mieć dokumenty zakupu. Wystarczy pobrać próbki ziarna i określić zawartość pestycydów. Jeżeli znajdziemy pestycydy, czyli środki ochrony roślin, których od dwudziestu lat w Unii nie można stosować, to odpowiedź jest prosta, skąd to zboże wjechało. Natomiast w tej chwili sytuacja jest taka, że – ze smutkiem muszę zgodzić się z stwierdzeniem pana Wiesława Gryna podczas ostatniego spotkania czwartkowego Ministerstwie Rolnictwa – państwo nie istnieje. Jeżeli my nie wiemy, co wpuszczamy przez granicę, później tego nie nadzorujemy, to jedynym rozwiązaniem jest zatrzymanie ruchu na granicy – mówił ekspert z SGGW.

Przypomina, że rolnicy na razie blokują przejścia drogowe na granicy polsko-ukraińskiej, ale niebawem mogą także zacząć blokować tory, nawet jeśli spotkają ich za to konsekwencje prawne. Jak mówi, transport ciężarówkami przez granicę to tylko „ułamek problemu”, bo zdecydowana większość produktów rolnych z Ukrainy wjeżdża torami.

Według moich informacji, na przejściu w Hrubieszowie w ciągu doby co trzy godziny wjeżdża skład z Ukrainy. To jest osiem składów wagonów na dobę. Zakładając, że połowa to nie są produkty rolnicze, to i tak zostają nam cztery składy. Cztery składy po 60 wagonów. To ja zadaję pytanie, jak służby na granicy są w stanie sprawdzić, co jest w tych składach i czy spełnia to wymogi Unii Europejskiej? 240 wagonów. Nikt tego nie sprawdza. Są wyrywkowe kontrole i dlatego później widzimy takie obrazki, jakie widzimy – mówił prof. Artyszak.

Produkty oznaczone jako polskie coraz częściej ukraińskie

Ujawnia, że coraz częściej sprawdzane są produkty w sklepach oznaczone jako polska żywność. – Po dokładnej analizie etykiety okazuje się, że jednak są to produkty, które są wytwarzane na bazie surowców z Ukrainy – przedstawia.

Nie mamy pretensji do producentów z Ukrainy, nie boimy się z nimi konkurować. Natomiast mamy pretensje, że te produkty wjeżdżają do naszego kraju, nie spełniając wymogów Unii Europejskiej – podkreślił raz jeszcze. Spełnianie wszystkich unijnych wymogów sprawia, że produkty od polskich rolników są droższe, bo koszty produkcji są znacznie wyższe.

Przypomniał, że w ubiegłym roku była możliwość importu ukraińskiego zboża zgodnie z prawem. – Firmy, które były zrzeszone w izbie zbożowo-paszowej, sprowadziły duże ilości tego zboża. My to zboże zjedliśmy albo w pieczywie, bo poszła mąka, albo w mięsie, które zostało przerobione na paszę. Natomiast chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Wtedy, kiedy importowano zboże konsumpcyjne czy paszowe zgodnie z prawem, to ja chciałbym wiedzieć, ile te firmy wykonały analiz jakości ziarna we własnych laboratoriach. Opieranie się na dokumentach ze strony ukraińskiej, wiedząc jaki jest poziom korupcji po tamtej stronie, jest dla mnie uwłaczające jako konsumenta. Ja nie mam zaufania, że to, co ja kupuję, produkty z tych firm – pieczywo czy mięso – że ono nie jest dla mnie niebezpieczne. W trosce o konsumenta, ja bym oczekiwał, żeby te firmy podały informację: tak, kupiliśmy 50 tysięcy ton, wykonaliśmy w naszych laboratoriach badania, żeby potwierdzić, czy nic złego tam w tym zbożu nie ma. Wykonaliśmy tyle i tyle analiz. Nie znajdzie pan (zwrócił się do redaktora prowadzącego rozmowę – red.) nigdzie żadnej informacji, że ktoś jakąkolwiek analizę wykonał – kontynuował prof. Artyszak.

Pestycydy w ukraińskich produktach

Wskazał, że rolnicy nie protestują tylko w swoim interesie, ale także w interesie konsumentów. – Dla mnie, do niedawna, żywność produkowana w Polsce oznaczało takie pojęcie, że to jest żywność najwyższej jakości, że my jesteśmy kontrolowani przez różnego rodzaju inspekcje, że nie ma możliwości robienia jakichkolwiek przekrętów. W tej chwili, kiedy wlewają nam się tysiące ton różnych produktów – nie wiemy, co w nich jest tak naprawdę, bo nikt tego nie sprawdził – to mnie to przeraża – mówił dalej.

Przypomniał, że Niemcy robili kontrole produktów ukraińskich, które wjeżdżały do ich kraju przez Polskę i zaczęli wykrywać pestycydy czy nawet toksyny. Znajdowali takie środki ochrony roślin, których w UE nie można stosować już co najmniej kilkanaście lat. W takiej sytuacji transport był niszczony na koszt dostawcy.

Jeżeli coś nie spełnia wymogów, które są ustanowione na terenie wspólnoty, to uważamy, że to jest niebezpieczne dla człowieka – podkreślił prof. Artyszak.

Opowiedział też o sytuacji z kwietnia ubiegłego roku, gdy na granicy polsko-ukraińskiej zatrzymano transport zgniłej kukurydzy z Ukrainy. Co ciekawe, do dziś wagony te stoją na bocznicy.

Nikomu to nie przeszkadza. A ten transport powinien być wycofany za granicę, bo trzeba ponieść koszty utylizacji. Ktoś to musi posprzątać, ktoś musi za to zapłacić. Nic się nie dzieje od kwietnia. Wkrótce będziemy mieli pierwszą rocznicę – opisuje absurdalną sytuację.

Dodał, że ostatnio zaczęło się coś dziać, lecz nie przynosi to chluby państwu. – Rolnicy, którzy teraz chcieli zobaczyć (tę kukurydzę – red.), spotkali się ze szczelnym kordonem policji, która nie pozwalała już zbliżać się do tego transportu. Moje pytanie brzmi: gdzie jest państwo w tym wszystkim? – mówił gorzko prof. Artyszak.

Will Anyone Be Held Accountable for the Trans Sacrilege at St. Patrick’s? Be not deceived. God is not mocked.

Will Anyone Be Held Accountable for the Trans Sacrilege at St. Patrick’s?

by John Horvat IIFebruary 21, 2024

Will Anyone Be Held Accountable for the Trans Sacrilege at St. Patrick’s?
Will Anyone Be Held Accountable for the Trans Sacrilege at St. Patrick’s?

Certain leftist actions speak louder than words or manifestos. They mark history by their radicalness and intensity. They are designed to fascinate and mesmerize the public and prepare the way for eventual acceptance.

American Catholics are recovering from the shock of one of these nefarious acts. It involves a scandalous and sacrilegious funeral held for an atheist LGBTQ activist in the highly symbolic St. Patrick’s Cathedral in New York City.

The funeral service united a thousand LGBTQ activists and sympathizers in the cathedral’s central nave to remember a notorious prostitute and transgender activist who called himself “Cecilia Gentili,” living under the illusion that he was a woman.

Amid the confusion, three facts stand out.

The Cathedral Was the Scene of Sacrilege

First, this was not a religious service since Gentili professed no religion. There can be no doubt that St. Patrick’s Cathedral was the scene of deliberately choreographed sacrilege by activists who saw the proceedings as what The New York Times called “an event with no likely precedent in Catholic history” and “an exuberant piece of political theater.”

This was an organized event with invitations that gathered large numbers. The macabre scene resembled a Drag Queen Show as extravagantly and immorally dressed attendees parodied a Catholic funeral service. It could not have been more offensive to God and everything sacred. It was as if all hell had broken loose to find ways of subjecting the Church to mockery.

Nothing was done to hide what happened. Videos from the funerals show the crowd shouting out a reference to Gentili as “this whore. This great whore. Saint Cecilia, Mother of all Whores!”

Sign Now! Sacrilege Inside St. Patrick’s Cathedral Calls for Public Reparation

During the service, blasphemous prayer petitions for “access to gender-affirming health care” were made to God. A participant interrupted the cathedral cantor’s Ave Maria hymn with an Ave Cecilia one while dancing in the aisle. There was celebration of the homosexual or transgender lifestyle. There was no mention of sin.

For the duration of the ceremony, Saint Patrick’s Cathedral became the platform for blasphemy, sacrilege and hatred for Church teaching. Once started, there was no attempt to hinder the outrage.

Complicity among the Clergy

The second fact is that there was complicity on the part of the clergy involved in the ceremony. Other Church figures also voiced their approval for the scandal.

As the full extent of the blasphemy became public, the Communications Office of St. Patrick’s Cathedral claimed that “it only knew that family and friends were requesting a funeral Mass for a Catholic, and had no idea our welcome and prayer would be degraded in such a sacrilegious and deceptive way.”

The Cardinal directed that “an appropriate Mass of Reparation” be offered. Thus, the matter was considered settled.

However, the two priests, Fr. Edward Dougherty and Fr. Andrew King, who were assigned by the Cathedral to officiate at the Catholic mock funeral service, encouraged the participants in their acts, joking with them and eulogizing Gentili as a woman.

The funeral enjoyed the unsurprising support of Fr. James Martin, who sent a message before the event saying, “To celebrate the funeral Mass of a transgender woman at St. Patrick’s is a powerful reminder, during Lent, that L.G.B.T.Q. people are as much a part of the church as anyone else.”

Sign Now! Sacrilege Inside St. Patrick’s Cathedral Calls for Public Reparation

These and other messages show that complicity in the matter of the LGBTQ agenda finds support at all levels inside the Church. It is a tragic reflection of the crisis inside the Church.

No One Is Accountable

The final fact is that no one is being held accountable for the sacrilege and blasphemy. The two presiding priests are part of the cathedral staff. The same cathedral directive that ordered a Mass of reparation will do nothing to punish those who presided over the outrage.

The LGBTQ movement that organized the travesty will likewise not be called to task for holding the service in what St. Patrick Cathedral’s Media Office terms “America’s Parish Church.”

Nothing short of staff dismissals, penance, and a reconsecration of the cathedral is proportional to the outrage. The lack of accountability reflects a theological position that views things as if sin does not exist. All things must be allowed despite the horrible scandal. There is no concern for scandal or the salvation of souls.

The funeral was a symbolic response from the LGBTQ lobby to the massive reaction of those resisting the recent Vatican document Fiducia Supplicans encouraging the blessing of homosexual pairs.

Rather than being intimidated by the homosexual insult, faithful Catholics need to redouble their resistance, calling out those who push this evil inside the Church and offering public protest and reparation.

The perpetrators of these sacrileges and blasphemies, and their enablers, will ultimately be held accountable by God, Who judges all. “Be not deceived. God is not mocked” (Gal. 6:7).

=============================

https://twitter.com/MaryMargOlohan/status/1758572186455933314?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1758572186455933314%7Ctwgr%5E7f88d93b019a9342ba8cd0cdfab2dfb4021eae24%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fbabylonianempire.wordpress.com%2F2024%2F02%2F19%2Fswieta-cecilia-matka-wszystkich-kurew-pozegnana-skandalicznym-nabozenstwem-w-nowojorskiej-katedrze-sw-patryka%2F

Według Naczelnej Izby Lekarskiej, każdy szpital musi zatrudniać mordercę czy kata dzieci.

1 stycznia 2024 pch/wedlug-naczelnej-izby-lekarskiej-kazdy-szpital-musi-zatrudniac-aborcjoniste

Według Naczelnej Izby Lekarskiej, każdy szpital musi zatrudniać aborcjonistę

W przypadku zagrożenia życia i zdrowia pacjentki nie można się powołać na klauzulę sumienia. Lekarz ma obowiązek przeprowadzić zabieg aborcji, a szpital musi zatrudnić dodatkowego ginekologa, jeśli wszyscy lekarze deklarują korzystanie z klauzuli sumienia – brzmi komentarz Naczelnej Rady Lekarskiej po dzisiejszych zapowiedziach minister zdrowia.

Ministerstwo zdrowia chce zmienić przepisy w ogólnych warunkach umów NFZ z oddziałami ginekologiczno-położniczymi, tak aby szpital nie mógł odmówić wykonania aborcji „zgodnej z przepisami polskiego prawa”, czyli gdy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety, lub też jeśli ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego – gwałtu bądź kazirodztwa. – Jeśli mówimy o zagrożeniu życia lub zdrowia kobiety, to lekarz nie może powołać się na tzw. klauzulę sumienia – stwierdziła w środę minister zdrowia Izabela Leszczyna.

Słowa te, zwłaszcza wzmianka o zdrowiu kobiety, oznaczają, że wobec lekarzy stosowany będzie szantaż, ponieważ kategoria zdrowia jest bardzo pojemna i może oznaczać także sferę psychiczną, czyli depresję, nerwicę czy stany lękowe itp.

Minister zdrowia stwierdziła, że „musi jasno i precyzyjnie wynikać z tej umowy, że podmiot leczniczy naprawdę nie ma sumienia”. – To znaczy, że kierownik placówki, która ma taki kontrakt z NFZ, musi zapewnić terminację ciąży, zgodną z polskim prawem, czyli w tych dwóch przypadkach, w swoim szpitalu, na swoim oddziale – powiedziała Izabela Leszczyna.

Minister powołała się przy tym na przepisy art. 39 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, który mówi, że lekarz może uchylić się od wykonania konkretnej medycznej procedury, ale jednocześnie – zgodnie z art. 30 tejże ustawy – nie wtedy, gdy zagrożone jest zdrowie lub życie pacjenta.

W komentarzu dla KAI rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej stwierdza, że prawo zabrania korzystania z klauzuli sumienia całym oddziałom czy szpitalom. – Klauzula jest prawem lekarza jako jednostki, więc już w tej chwili jest tak, że każdy szpital w Polsce ma obowiązek wykonywać zabiegi aborcji zgodnie z obowiązującym prawem – przekonuje Jakub Kosikowski. Dodaje również, że  „te przepisy do tej pory nie były przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ respektowane, to znaczy nie wyciągano konsekwencji za łamanie zasad kontraktu”.

W przypadku zagrożenia życia i zdrowia pacjentki nie można się powołać na klauzulę. Lekarz ma obowiązek przeprowadzić taki zabieg, a szpital zabezpieczyć dostępność do świadczenia. Jeśli mowa o pozostałych dopuszczonych przypadkach – czyli ciąży z czynu zabronionego – szpital ma obowiązek zatrudnić lekarza ginekologa, który będzie świadczył te usługi. Ministerstwo zdrowia po prostu zaczyna przestrzegać przepisów pozostawionych po poprzednikach – skomentował rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej.

Dlatego też, zdaniem NIL, nie można tu mówić o swego rodzaju szantażu finansowym ze strony resortu zdrowia i NFZ pod adresem takich placówek zdrowia, które odmówiłyby wykonania aborcji, powołując się na klauzulę sumienia. – Nie wydaje nam się, by lekarze uznali to za szantaż finansowy. Po prostu szpital musi zatrudnić dodatkowego ginekologa, jeśli wszyscy lekarze deklarują korzystanie z klauzuli. Przypominamy jednak: nie obowiązuje to w przypadku zagrożenia zdrowia i życia – dodał Jakub Kosikowski.

Źródła: KAI, PCh24.pl

Ratajczak: „Tematy niebezpieczne”. – I morderstwo

Ratajczak: „Tematy niebezpieczne” – i morderstwo

dakowski.pl/archiwum/pliki

Zginął Dariusz Ratajczak, świetny historyk. Wyrzucony z Uniwersytetu Opolskiego za rektora Niciei, mimo protestów środowisk uczonych z różnych stron Polski. Przez lata miał „wilczy bilet”, nawet nie mógł znaleźć pracy jako palacz (co było zawsze możliwe dla „dysydentów” za komuny). Rozbito mu rodzinę.

Ratajczak – w opinii jednego z jego bliskich kolegów – miał kupić wóz po to, by jechać nim do Holandii. Miał tam pracować jako tłumacz w jednej z firm zajmującej się handlem kwiatami. Mówił, że to praca dobrze płatna, dzięki której wreszcie stanie finansowo na nogi. Wcześniej pracował w Norwegii i Anglii na zmywakach.

 A oto tekst wiadomości porannej ze strony gw (wyjątki, cytaty) :

 Policja prawdopodobnie znalazła ciało kłamcy oświęcimskiego…

..Dariusz Ratajczak, były historyk UO…

Według policji mało prawdopodobna jest wersja, by były naukowiec padł ofiarą morderstwa…

…zakazem powrotu do zawodu nauczyciela przez trzy lata za publikację „Tematy niebezpieczne”. Podawał w niej w wątpliwość zabijanie ludzi w komorach gazowych w Auschwitz.

————-

[To ostatnie to kłamstwo. „Oświęcimskie”?? To były felietony historyka, cytujące różnych innych  historyków. Uczony musi wątpić, szukać. Powyższą wersję później złagodzono, podobno na skutek oburzenia w Opolu.  MD]

zaś der Dziennik pisze 18. 06: „Kłamca oświęcimski” popełnił samobójstwo

Ileż w tych czterech słowach kłamstwa i nienawiści...

Natomiast: Nowa Trybuna Opolska
http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100616/POWIAT01/812260620

To nie możliwe, że samochód stał pod Karolinką tak długo, ponieważ około 4 rano (10.06.2010) wychodziłam z koleżankami do domu (prawdopodobnie jako ostatnie wychodziłyśmy z Karolinki) i PARKING BYŁ PUSTY!!! Przejeżdżałam obok miejsca gdzie znaleziono zwłoki i nie było tam żadnego auta.

Natomiast zmiana poranna widziała auto już o godzinie 8 rano (jedną z pracownic zdziwił fakt, iż ktoś tak wcześnie rano zaparkował tak daleko od centrum kiedy parking jest jeszcze pusty). To zostało już zgłoszone także nie wiem dlaczego wszędzie pisze się taką informacje…
http://forum.nto.pl/Zidentyfikowano-cialo-mezczyzny-znalezione-w-samochodzie-na-parkingu-przy-Karolince-t50408.html

…ciało mężczyzny jest w fazie zaawansowanego rozkładu.

…Rozkładające się zwłoki mężczyzny leżącego pomiędzy przednimi a tylnymi fotelami

…Pracownicy ochrony byli natomiast pewni, że jeszcze nad ranem samochód na pewno nie stał na parkingu.

Ratajczak w ostatnim czasie planował wyjechać do Holandii do pracy w jednej z firm zajmujących się handlem kwiatami. Właśnie po to miał kupić samochód w którym go znaleziono

[ciało w stanie rozkładu samo przyjechało sobie pod „Karolinkę”, wcisnęło się w dół samochodu – taka ma być (jest !!)wersja „policji”? md]

==============

Teksty d-ra Ratajczaka można znaleźć tu: www.dakowski.pl/archiwum/Ratajczak

Czy post-komunisci to post-satanisci? Dariusz Ratajczak

Czy postkomunisci to postsatanisci?

Dariusz Ratajczak  9-01-2009

 http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/czy-postkomunisci-to-postsatanisci.html


            Bądźmy po proletariacku szczerzy: Karol Marks, ojciec komunizmu, w młodości był satanistą. Znamy przecież jego studencki dramat „Oulanem„, czy wiersz „Gracz„, w których aż duszno od atmosfery piekielnej grozy albo inicjacji satanistycznych z mieczem w tle. Należałoby zatem postawić pytanie: czy była to szczeniacka, przemijająca fascynacja, czy też satanizmem możemy tłumaczyć późniejszy komunizm brodatego teoretyka? Stawiam następującą hipotezę. Marks -raczej odrażający typ zakochany nie tyle w sobie, co we własnych poglądach -został komunistą dlatego, że wcześniej był satanistą.


            Albo powiedzmy inaczej. Marks przez całe świadome życie (z wyjątkiem okresu szkolnego, gdy deklarował przywiązanie do chrześcijaństwa) był satanistą deklarującym w pewnym momencie komunizm jako cel polityczny. Przyznajmy, że komunizm zaprzeczający istnieniu Boga, zastępujący moralność jej brakiem, każący niszczyć i jeszcze raz niszczyć idealnie pasuje do roli dziecięcia satanizmu.

Poza tym jego głupota jest tak bezdenna, że zapewne przez Księcia Ciemności zamierzona. Nie przesądzając sprawy (w końcu nie jesteśmy marksistami i nie wiemy czy młodzi komuniści smalą cholewy do dziewczyn, czy też w zapadłym grobowcu, w blasku świec, toczą krew z ropuchy) przypomnijmy tylko, iż spokój ducha Karola zakłócają na cmentarzu Highgate w Londynie wielbiciele…Szatana. Przynajmniej ci pamiętają.
Dariusz Ratajczak

Czy historyk może świadomie mówić nieprawdę? Dr Ratajczak

Czy historyk może świadomie mówić nieprawdę?
Ratajczak-martwy

dakowski.pl/archiwum/pliki

            Media doniosły o znalezieniu ciała znanego historyka Dariusza Ratajczaka. Ta historia coś za bardzo przypomina rosyjskie doniesienia prasowe w których są opisy kolejnych niewygodnych dziennikarzy znajdowanych martwych lub pobitych przez nieznanych sprawców. Wydaje się, że po sukcesie operacji Smoleńsk 2010, również i te metody zaczną być szeroko stosowane w Polsce. Od wielu lat historyk był zaszczuty i prześladowany przez GW i środowiska z nią powiązane. Poniżej wywiad z  dr. Ratajczakiem z 2003 r.

Wywiad (Radio Rodzina, Wrocław, A.D. 2003 r.)

Janusz Telejko: Dzisiejszym gościem w Radio Rodzina jest dr Dariusz Ratajczak. Serdecznie witam, szczęść Boże.
Dariusz Ratajczak: Szczęść Boże.
J. Telejko: Panie Dariuszu, czy historyk może świadomie mówić nieprawdę?
D. Ratajczak: Nie, absolutnie nie może. Jest to rzecz nie do zaakceptowania. Głównym celem działalności historyka jest zbliżanie się do prawdy, poszukiwanie prawdy. W istocie prawda jest jedynym przyjacielem historyka. Owszem, historyk może błądzić, może popełniać błędy i często tak się dzieje. Powiem szczerze: ja prawdopodobnie też bardzo często nie mam racji, popełniam błędy – cóż, jestem tylko człowiekiem – zawsze jednak pragnę zbliżać się do prawdy. Historyk i prawda to powinno być jedno. Historyk powinien być skażony prawdą, skażony dążeniem do prawdy. Historyk świadomie podający nieprawdę jest w istocie propagandystą. Niestety, zjawisko to obserwujemy również w dzisiejszych „demokratycznych czasach”. Oczywiście nie tylko w Polsce, ale niech ona będzie podstawą naszej rozmowy, zgodnie z maksymą: „bliższa koszula ciału…” Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, iż ciągle – uwaga ta odnosi się przede wszystkim do „trzeciorzeczpospolitowych” historyków zajmujących się dziejami najnowszymi – historia przesiąknięta jest polityką. Podejrzewam nawet, że nadal pełni ona rolę nauki pomocniczej polityki, że, mówiąc wprost, zależna jest od bieżących interesów warstw rządzących. I to jest rzecz godna ubolewania, gdyż podobno żyjemy w wolnym Kraju. W jakiś sposób ma to związek z tą straszliwą socjalistyczno-postępową cenzurą (nazwijmy ją polityczną poprawnością), która zastąpiła po 1989 r. cenzurę realnego socjalizmu, komunizmu, marksizmu, czy jak go tam zwał. Po 1989 roku wielu historyków wpadło z „komunistycznego deszczu” pod „politycznie poprawną rynnę”, ale to jest też cenzura. Inna sprawa, że przyszło im to z łatwością. Kłamali za „komuny”, kłamią i teraz. To są ludzie o mentalności, nikogo nie obrażając, kelnera. Ja to nazywam dosadniej: ” kundlizm”. Oczywiście funkcjonują tylko dlatego, że po 1989 r. nie przeprowadzono zdrowej weryfikacji na wyższych uczelniach. A zresztą – gdzie ją tak naprawdę przeprowadzono?!

J. Telejko: Teraz wróćmy do historii dr Dariusza Ratajczaka, bo to też jest historia; był Pan znanym i lubianym wykładowcą na Uniwersytecie Opolskim.
D. Ratajczak: …byłem. Tak, byłem.
J. Telejko:…wybitnym naukowcem i znawcą Kresów Wschodnich, a obecnie pracuje Pan jako stróż nocny – dlaczego?
D. Ratajczak: Z bardzo prostego powodu – w 1999 roku opublikowałem publicystyczną książeczkę pt. „Tematy niebezpieczne”. W książce tej w jednym z podrozdziałów poruszyłem sprawę tzw. rewizjonizmu holokaustu, przytoczyłem tezy głoszone przez rewizjonistów holokaustu bez mojego komentarza autorskiego… i to się pewnym gremiom nie spodobało…
J. Telejko: Panie Dariuszu, kim są rewizjoniści holokaustu?
D. Ratajczak: Rewizjoniści holokaustu są środowiskiem złożonym z naukowców , dziennikarzy, publicystów. Przede wszystkim to prawdziwie międzynarodowe grono uważa, że żydowski holokaust nie był wydarzeniem wyjątkowym w XX wieku, że ten straszliwy XX wiek, który na szczęście skończył się, dotykał także tragediami inne nacje, inne narody: a więc Polaków, Cyganów, Japończyków, Ormian, Rosjan, Ukraińców itd. Dlatego twierdzą, że właściwie żadna nacja, żaden naród nie ma monopolu na cierpienie, w tym ciężko doświadczony podczas ostatniej wojny naród żydowski. Tymczasem dzieje się tak, że niektóre środowiska żydowskie chcą wmówić światu, że holokaust był jakby osią martyrologiczną XX wieku. Co więcej, osią martyrologiczną historii całego świata. Oczywiście tą podstawową rewizjonistyczną tezę uzupełniają inne poglądy. Na przykład taki, że podczas II wojny światowej nie zginęło 6 mln Żydów, tylko mniej. Ta teza jest o tyle do obrony, że jeszcze 15 – 16 lat temu twierdzono, że w straszliwej mordowni hitlerowskiej w Auschwitz – Birkenau zginęło 4 – 4,5 mln ludzi. Dzisiaj oficjalnie władze Muzeum Oświęcimskiego twierdzą, że milion, milion sto… No więc mamy w tym jednym przypadku różnicę trzech milionów. To są rzeczy, które trzeba badać i sprawdzać. Na tym polega praca historyka. Tymczasem możni tego świata twierdzą, iż „prawdy uświęcone” dyskusji nie podlegają. Czy na tym polega wolność badań naukowych? Czy nie nazwiemy tego cenzurą? A ja po prostu mówię: dajcie spokój historykom, zapewnijcie historii autonomię. Dajcie jej żyć. Właśnie – dajcie jej żyć. Czy żądam zbyt wiele?
J. Telejko: Kogo dotknęła i obraziła Pana publikacja „Tematy niebezpieczne”?
D. Ratajczak: Widzi Pan, to jest właśnie bardzo dziwne – chyba najmniej samych Żydów, dlatego, że głosów „anty-ratajczakowskich” w wydaniu środowisk ściśle żydowskich było stosunkowo mało i pojawiły się nieco później. Co więcej, chciałbym wymienić z nazwiska jednego polskiego Żyda, pana Jana Stopczyka- człowiek ten przeżył Auschwitz – który bardzo mocno mnie bronił. Wysłał nawet stosowny list na ręce opolskiej prokuratury z uwagą: „cenię Ratajczaka za odwagę, nie zamykajcie ust młodemu pokoleniu”. Natomiast „centralą” walczącą z moją skromną osobą była forpoczta „postępu” w Polsce – „Gazeta Wyborcza”, która całą sprawę nagłośniła i w ciągu 24 godzin ze znanego w Opolu i – tak jak Pan powiedział – lubianego wykładowcy stałem się banitą, czy ściganym infamusem. W ciągu kilkunastu godzin zostałem zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego, a potem, po neostalinowskim wewnętrznym śledztwie, wyrzucono mnie z uczelni. I oczywiście założono przeciwko mnie sprawę sądową, która ciągnęła się miesiącami.
J. Telejko: …wiem, że się skończyła już ta sprawa. Jaki był werdykt sądu?
D. Ratajczak: Sprawa zaczęła się w 1999 roku a zakończyła w 2001. Ostatecznie warunkowo umorzono ją ze względu na niską szkodliwość społeczną. Ja wprawdzie w sądzie cały czas tłumaczyłem, że przecież nie wyrażałem własnego zdania co do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu, podkreślałem, że jedynie referowałem problem (a to wolno mi było robić), chciałem także powołać stosownych ekspertów w osobach pp. profesorów Rainy i Bendera, ale sąd pozostawał niewzruszony. Uznał, że sam jest władny określić, czy referowałem poglądy, czy też się z nimi zgadzałem. Widzi Pan, od samego początku sprawa była „szyta grubymi nićmi”… Nie miałem zbyt wielkich szans, bo proszę zdać sobie sprawę z jednej rzeczy : jednostka wobec systemu jest niczym, tak samo, jak błogo śpiący na ulicy człowiek wobec walca kierowanego przez szaleńca. Mogę powiedzieć tak: zachowałem twarz, walczyłem o nią, ale na wyrok uniewinniający w 100% oczywiście nie miałem szans. Raz jeszcze powtórzę: sprawa była od samego początku „kręcona z góry”, szły dyrektywy z ministerstwa sprawiedliwości, że trzeba szybko „tego Ratajczaka załatwić”. Jeżeli bowiem nie zrobimy tego teraz, za chwilę pojawią się następni, którzy zaczną drążyć „bardzo niebezpieczny temat” . Mój Boże, czegóż to „nasze elity” nie wypisywały w tamtych czasach o mnie. Wysyłano mnie do zakładów psychiatrycznych, twierdzono, że moja sprawa może wpłynąć na stosunki polsko-żydowskie. Istna paranoja, „dom wariatów”. Taki to był cyrk i takie występujące w nim małpy. Doprawdy żyjemy w ciekawych czasach. I „ciekawi” ludzie nami rządzą.
J. Telejko: Panie Dariuszu, czy ukazały się już po Pana książce inne publikacje na ten temat, polskich autorów, czy naukowców ?
D. Ratajczak: Nie. Owszem, były artykuły, a raczej stosowne fragmenty, opisujące mój przypadek, natomiast takie publikacje ukazały się wcześniej.
Do roku 1999 publikował na ten temat pan Tomasz Gabiś w jego periodyku „Stańczyk”, ale, jak mówię, do roku 1999, bo proszę pamiętać, że wtedy to wszedł w życie artykuł 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej ,w którym jednoznacznie stwierdzono, iż tych rzeczy nie można pod groźbą kary więzienia poruszać. Po prostu nie można – i już. To oczywiście cenzura. Ja, jako historyk nie mogę się z tym zgodzić. Chociażby dlatego, że cenzura to grób dla historii. Jakież to upokorzenie dla historyka: ktoś decyduje za niego, czym ma się zajmować, wyznacza granice badań…
J. Telejko: Panie Doktorze, kilka słów o Pana rodzinnym domu, Pana karierze, pasjach?
D. Ratajczak: Urodziłem się w Opolu w roku 1962, z tym, że jak większość mieszkańców tego miasta nie jestem autochtonem, czyli Ślązakiem. Ojciec pochodzi z Wielkopolski, ze Śremu, śp. moja mama z Chodorowa w byłym województwie lwowskim, czyli łączę w sobie tradycję wielkopolską z wpływami wschodnio-galicyjskimi, kresowymi. Pochodzę z patriotycznego domu; ojciec jest synem Powstańca Wielkopolskiego. Dziadek Michał uczestniczył również jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej. Kampanię zakończył w miejscowości Głębokie na Wileńszczyźnie. Natomiast w czasie I wojny światowej walczył pod kajzerem Wilhelmem. Brał udział w rzezi pod Verdun. Ja zawsze Bogu dziękuję, że pochodzę z normalnego polskiego domu nieskażonego jakimiś miazmatami lewicowości, marksizmu, czy innymi niemiłymi zdrowemu rozsądkowi rzeczami.
To jest bardzo ważne, gdyż to kim jesteśmy w 80% zależy od wychowania rodzinnego. Może dlatego jestem przerażony tym, co się obecnie dzieje z młodym pokoleniem. Otóż młode pokolenie opuszcza rodzinny dom bez świadomości bycia Polakiem. W konsekwencji tak często otaczają nas dzisiaj ludzie, o których można tylko powiedzieć: „polskojęzyczny tłum”. To jest przykre. Natomiast, jeśli chodzi o moje pasje… Historia jest moją pasją numer jeden, mam takie nawet szczególne hobby, a mianowicie dzieje klanów szkockich. Temat piękny, romantyczny i… bezpieczny. Poza tym lubię geografię polityczną oraz sport. Szczególnie piłkę nożną. Boleję, że w polskim futbolu na razie jest tak, jak jest. Ale to, co już przeżyłem, to przeżyłem. Myślę o mistrzostwach świata w piłce nożnej w 1974 i 1982 roku – tej radości nikt mi już nie odbierze.
J. Telejko: Jak Pan widzi swoją przyszłość naukową, Panie Doktorze? Sąd w zasadzie Pana uniewinnił, ale w opinii naukowców, historyków ciągle Pan jest oskarżany i „trędowaty”. Jest Pan „persona non grata” na każdej wyższej uczelni.
D. Ratajczak: Zgadza się. 20 października tego roku – czyli dosłownie za chwilę – kończy mi się okres karencji, bo zostałem zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego do 20 października 2003 roku. Już złożyłem stosowne aplikacje do różnych wyższych uczelni, tak państwowych, jak i prywatnych . Wszędzie odpowiedź jest jedna: nie! Oficjalnie brak miejsc, a nieoficjalnie, przy kawie, dowiaduję się: „Wie Pan, tak naprawdę, gdyby to od nas zależało, to dawno byśmy pana zatrudnili, ale nie chcemy mieć kłopotów”. I to jest mocno podejrzane… co innego ludzie mówią prywatnie, a co innego oficjalnie. Kłopoty z odwagą cywilną, ot co! Ale faktem jest, że nie ma większych szans na zatrudnienie w instytucie naukowym, na uniwersytecie. Jestem realistą. Inna rzecz, że poglądów nie zmieniłem, do Canossy nie pójdę. A tego zapewne wymagałaby łaskawa zgoda na zatrudnienie mnie w instytucji związanej z wyuczonym przeze mnie zawodem.
J. Telejko: Porozmawiajmy teraz o naszej rzeczywistości. Sytuacja, która jest obecnie w Polsce przypomina troszeczkę sytuację tuż po „rewolucji” – rząd swoje, społeczeństwo swoje i ta przepaść między rządem a społeczeństwem pogłębia się. Mnoży się korupcja, afery. Jak Pan, jako historyk, ocenia obecną sytuację w Polsce? Czy nastąpi jakiś przełom i społeczeństwo dokona dobrego wyboru?
D. Ratajczak: Myślę, że ten przełom w końcu nastąpi. W historii Polski od co najmniej 200 lat mamy kłopoty z elitami politycznymi zaczynając od epoki saskiej, a kończąc na SLD. To musi się kiedyś skończyć . Ludzie wielkie nadzieje wiązali z AWS-em, ale jak Pan doskonale pamięta „nasi” zdradzili, stali się „onymi”. Wielkie nadzieje wiązano z SLD – znowu zdradzono naiwną masę. Społeczeństwo musi wreszcie jasno określić, czego i kogo chce. Musimy w końcu wybrać narodowe polskie elity – takie elity, które nas nigdy nie zawiodą. Ludzie nie są tacy głupi, jak się niektórym przedstawicielom elit politycznych wydaje. Jeżeli Polacy głosowali np. za Unią Europejską (ponad 70 %) i dzisiaj dowiadują się, że warunki naszej akcesji są fatalne, to po raz kolejny przekonują się, że pewni ludzie po prostu kłamią, więcej – kłamstwo jest organiczną cechą ich osobowości.

Zatem jest wielka potrzeba, aby Polacy uświadomili sobie, że są w tym narodzie naprawdę ludzie porządni, którzy mogą tworzyć narodowe elity. Trzeba tylko tych ludzi odnaleźć, trzeba tych ludzi zgrupować i trzeba na nich zagłosować. Taki jest m.in. cel działalności Stowarzyszenia Forum Polskie, którego mam zaszczyt być członkiem.
J. Telejko: Czy społeczeństwo polskie pójdzie jeszcze do wyborów?
D. Ratajczak: Myślę, że tak – i do wyborów parlamentarnych w Polsce i do tych europejskich. Będzie głosowało chyba po raz pierwszy na ludzi, którzy dadzą temu społeczeństwu gwarancje, że o losach Polski będą decydować Polacy, to jest środowiska nie tylko mówiące, ale przede wszystkim czujące po polsku. Stoimy u progu walki o wszystko… o być albo nie być naszej Ojczyzny. Na szczęście coraz więcej Polaków zaczyna zdawać sobie z tego sprawę.
J. Telejko: Czy ta Europa, do której wchodzimy; w której będziemy uczestniczyć, nie chce nas „zakwalifikować” jako obywateli drugiej kategorii?
D. Ratajczak: Drugiej albo nawet i trzeciej kategorii, Panie Redaktorze. Co więcej, Unia Europejska jest unią ponadnarodową, jest próbą stworzenia jakiegoś mega-europejskiego państwa. Ludzie kierujący Unią Europejską w ogóle nie myślą w kategoriach narodowych. Ich ideałem jest beznarodowe społeczeństwo manipulowane przez „jaśnie oświecone kręgi” polityczno-ekonomicznych „macherów”. UE jest próbą realizacji starego masońskiego marzenia o „superpaństwie”. W takim układzie nie mówmy, że będzie się rozwijała polska kultura narodowa i że pozostaniemy Polakami. Unia Europejska w jej obecnym kształcie jest śmiertelnym wrogiem idei państwa narodowego, względnie skrytą pod uniwersalnymi hasłami formą realizacji starych państwowo-narodowych celów Niemiec. I tak źle, i tak niedobrze. Dlatego naszą powinnością jest albo przekształcić ją w luźną konfederację państw narodowych, albo, jeżeli okaże się to niewykonalne, z tej Unii wystąpić z wielkim hukiem.
J. Telejko: Pana plany naukowe i autorskie – co Pan zamierza w najbliższym czasie opublikować? Może jakieś „tematy niebezpieczne”?
D. Ratajczak: W jakiś sposób tak. Tu jedna uwaga: historyk co rusz napotyka na tematy nie opracowane – nierzadko „niebezpieczne”. To nie jest tak, że Ratajczak znajduje „tematy niebezpieczne”. One po prostu są, one człowieka otaczają, a lata komunizmu, i nawet lata III Rzeczypospolitej, którą ja nazywam „PRL-em Bis”, spowodowały, że tych tematów jest coraz więcej.
Powracając do Pana pytania… Zamierzam w najbliższym czasie wydać książkę poświęconą represjom komunistycznym czy stalinowskim na Opolszczyźnie, czyli w moim regionie, w latach 1945-55. Właściwie tekst już jest gotowy – 600 stron – i prawdopodobnie będę musiał go trochę skrócić, bo jak Pan doskonale wie współczesne oficyny nie chcą wydawać takich opasłych tomów. Teraz obowiązuje inna moda: krótko i na temat. Ale książka, od razu mówię, będzie bardzo ciekawa.
J. Telejko: Panie Doktorze, na Opolszczyźnie dużo ostatnio się mówi o mniejszości narodowej, o tworzeniu odrębnego państwa śląskiego – w zasadzie tworzy się taki mit, że Śląsk chce się oderwać od Polski. Dlatego ci, którzy przyszli na Śląsk tak, jak Pana rodzice ze Lwowa, zaczynają się tego Śląska bać.
D. Ratajczak: Tak, zaczynają się bać i mają powody, żeby się bać. Nie załatwiono kwestii własnościowych. To tykająca bomba zegarowa w obliczu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Proszę pamiętać, że prawo unijne będzie miało większą wagę od polskiego, czyli krajowego. Niemcy bezwzględnie wykorzystają tą sytuację, upomną się „o swoje”. To jest poważne państwo, oni wiedzą, co robią… Jeżeli ktoś myśli, że zachodni sąsiedzi Polski zapomnieli o byłych ziemiach niemieckich na wschód od Odry – żyje w krainie latających niedźwiedzi. Jeśli chodzi o Śląsk i Ślązaków… Zawsze uważałem, że Śląsk jest polski – to jest rzecz bezdyskusyjna. Nie ma Polski bez Śląska. Polska bez Śląska jest krajem nawet już nie drugorzędnym, ale czwartorzędnym.
Nie ma oczywiście czegoś takiego, jak „narodowość śląska” – jest to wymysł kilku spryciarzy zgrupowanych wokół pana Gorzelika i to jest oczywiście typowa, w istocie proniemiecka dywersja. Ci faceci napisali już nawet książkę o historii „narodu śląskiego”. Zachodzę w głowę, jak można napisać książkę o czymś, czego nigdy nie było?! Na Opolszczyźnie istnieje mniejszość niemiecka – ja nie odbieram tym ludziom prawa do tego aby czuli się Niemcami, ale trzeba znać pewne proporcje… Nie można na przykład twierdzić, że Ślązacy są etniczną częścią narodu niemieckiego, a Śląsk polsko-niemieckim „landem”. Zresztą zdecydowaną większość mieszkańców Opolszczyzny stanowią Polacy. Żyją wśród nas również Ślązacy o polskiej orientacji narodowej. Tych ludzi spotkała wielka niesprawiedliwość. Po 1945 r. byli prześladowani przez komunistów, wielu z nich wyjechało do Niemiec, ale ja do dnia dzisiejszego znam polsko-śląskie rodziny mieszkające pod Opolem, które dumne są z tego, że ich dziadkowie, czy pradziadowie walczyli w Powstaniu Śląskim po stronie polskiej. Oczywiście wielu opolskim Ślązakom zamącili w głowie liderzy niemieckiej mniejszości w rodzaju Heinricha Krolla. To są niebezpieczni ludzie, wilki w owczej skórze. Mają pieniądze, cieszą się poparciem ze strony bogatego „Vaterlandu” Jest to potencjalnie piąta kolumna. Na szczęście zauważam, że szeregi mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie rzedną. Chyba jest szansa, aby ponownie przyciągnąć śląskie masy do polskości. Trzeba to robić delikatnie szanując śląskie odrębności regionalne, śląską gwarę (naprawdę urokliwą), zwyczaje itd. Jedno jest wszak pewne: nie ma Polski bez Śląska. Generał de Gaulle miał rację. Najbardziej polskim z polskich miast jest… Zabrze! Dodam: i Opole… i Opole, historyczna stolica polskiego Górnego Śląska!
J. Telejko: Z „niepokornym” doktorem Dariuszem Ratajczakiem, historykiem, człowiekiem, który napisał książkę, która „poruszyła” całą Polskę, a obecnie jest nocnym stróżem, rozmawiałem dzisiaj w Radiu Rodzina.
Serdecznie dziękuje za przybycie do studia i za rozmowę.
D. Ratajczak: Dziękuję. Szczęść Boże.

================

Teksty d-ra Ratajczaka można znaleźć tu: www.dakowski.pl/archiwum/Ratajczak

Sprawa doktora Dariusza Ratajczaka – Fakty, daty

Jacek Bezeg   To z Archiwum: https://www.dakowski.pl/archiwum/pliki/index.2170_119.php
18.07.2010.
Sprawa doktora Dariusza Ratajczaka – Fakty, daty
Jacek Bezeg (2010-07-08)
http://www.ospn.opole.pl/index.php?p=art&id=362
Może na początek kilka oczywistości, bo może nie wszyscy wiedzą na czym polega zawód historyka i na czym polega zawód naukowca, oraz nauczyciela. To będzie “łopatologia”, ale szczególny sposób w jaki potraktowano doktora domaga się przypomnienia rzeczy oczywistych i podstawowych. Chcę pokazać jasno, kto zachował się niegodnie, kto nie był wierny swemu zawodowi, swemu powołaniu i wynikającym z niego podstawowym obowiązkom.
Po pierwsze historyk poszukując prawdy o minionych wydarzeniach powinien poznawać opinie innych historyków, fachowców z dziedzin mających związek z tymi wydarzeniami, no a przede wszystkim badać źródła, czyli dokumenty i przedmioty pozostałe po tych interesujących go zdarzeniach. Swoje działania i wnioski z nich wynikające prezentuje on w specjalistycznych naukowych publikacjach, by poddać je pod ocenę innych osób zainteresowanych badaniami danej tematyki. W toczącej się tym sposobem dyskusji powstaje coś, co nazywamy wiedzą. Bez sporów pomiędzy naukowcami toczących się na papierze i w bezpośrednich kontaktach mielibyśmy tylko zbiór rozmaitych hipotez i sądów, a nie wiedzę o tym co jest prawdą, a co fałszem. Ba, bez publikacji i sporów nie mielibyśmy nawet podstaw do przypuszczeń o prawdopodobieństwie takiej prawdziwości w odniesieniu do poszczególnych twierdzeń. Z kolei nauczyciel szczególnego rodzaju, bo nauczyciel akademicki ma za zadanie przygotowanie powierzonych mu studentów do roli takich właśnie naukowców, osób nie tylko posiadających rozeznanie w tym co jest przedmiotem studiów, ale i “zapalonych” do tego rozeznania pogłębiania i poszerzania. Co prawda tylko nieliczni z nich pozostają na uczelni jako jej kadra dydaktyczna i naukowa, ale pozostałym zdobyte nawyki dociekliwości i rozszerzania swej wiedzy na pewno się przydadzą.
Doktor Dariusz Ratajczak w ciągu swej jedenastoletniej pracy na Uniwersytecie Opolskim zyskał zasłużoną opinię nie tylko dobrego naukowca, ale i inspirującego dydaktyka. Jego wiedza i sposób jej przekazywania zjednywały mu zainteresowanie nie tylko studentów historii, ale i innych kierunków. Starając się zainteresowanie wiedzą historyczną wśród studentów podtrzymywać i rozwijać tworzył też teksty popularne, mające przyciągać i intrygować. Z takim właśnie zamiarem powstał między innymi zbiór esejów pod wspólnym tytułem “Tematy niebezpieczne”. Stał się on niestety pretekstem, tak pretekstem, bo trudno powiedzieć tu o przyczynie, do rozpętania przeciwko niemu kampanii nienawiści, oszczerstw i intryg, która trwa nawet po jego śmierci. Marzec 1999 – pierwsze wydanie “Tematów niebezpiecznych” gdzie na 4 stronach (z ogólnej liczby 100) przedstawione są poglądy tak zwanych “rewizjonistów Holokaustu”.
Książka jest nie tylko sprzedawana, ale i rozprowadzana wśród znajomych, kolegów na uczelni. Egzemplarz z imienną dedykacja trafia między innymi do rąk Rektora. Nikt nie znalazł w niej niczego niestosownego.
8 kwietnia 1999 – Gazeta Wyborcza zamieszcza list dyrektora Muzeum w Oświęcimiu J. Wróblewskiego do Rektora Uniwersytetu Opolskiego Sławomira Nicieji, imputujący Dariuszowi Ratajczakowi poglądy rewizjonistów i na tej podstawie żądający jego usunięcia z Uczelni. Dopiero w godzinach wieczornych Rektor zdecydował się na ostre i stanowcze potępienie “antysemity” i “rewizjonisty”. 9 kwietnia 1999 – Rektor zawiesza “winowajcę” w pełnieniu obowiązków (bez przedstawienia konkretnych zarzutów) i poleca Rzecznikowi Dyscyplinarnemu zajęcie się sprawą.
Rada Wydziału, która w 95% książki nie miała nawet w ręku, jednak jej autora potępia, odsądza od czci i wiary, żąda usunięcia, a nawet nazywa faszystą. Władysław Bartoszewski w wywiadzie dla GW przyznaje, że książki nie czytał, ale nie ma wątpliwości, że miejsce autora jest w szpitalu psychiatrycznym.
Rzecznik Prasowy Ambasady Izraela nie może zrozumieć “jak autor takiej książki” może pracować na Opolskim Uniwersytecie. 12 kwietnia 1999 – Rozmowa wyjaśniająca z W. Łukaszewskim Rzecznikiem Dyscyplinarnym UO. W jej trakcie, tak jak wcześniej, prezentował on zdecydowanie negatywne nastawienie do “faszysty” nie rozumiejąc swojej roli jako rolę sędziego, ale jako rolę oskarżyciela. 13 kwietnia 1999 – odwołanie się doktora od decyzji o zawieszeniu złożone do Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej 22 kwietnia 1999 – Komisja zwieszenie cofa. 23 kwietnia 1999 – Rektor powtórnie zawiesza doktora Dariusza Ratajczaka “dla dobra Uczelni”. Następne odwołanie skutkuje już, orzeczonym 13 maja, utrzymaniem w mocy decyzji Rektora.
Pojawiają się w tym czasie liczne głosy wsparcia i poparcia, na łamach prasy i w listach, w kraju i za granicą. Wypowiadają się między innymi profesorowie Rafał Broda, Mirosław Dakowski, Ryszard Bender, Peter Raina, a z dziennikarzy Rafał Ziemkiewicz.
Powstaje film dokumentalny “Kto jest faszystą” emitowany niestety tylko w lokalnej telewizji Wrocław. Ukazani w nim studenci UO z rozmytymi elektronicznie twarzami i zmienionymi głosami odważają się bardzo pozytywnie ocenić doktora Ratajczaka i jego działalność pedagogiczną. Padają takie słowa jak “erudyta” i “świetny wykładowca”. Na przełomie maja i czerwca 1999 uczelniana Komisja Dyscyplinarna zawiesza swoje postępowanie nie postawiwszy konkretnych zarzutów, a sprawą zajmują się prokuratura i sąd. 31 maja 1999 do Sądu Rejonowego w Opolu wpływa akt oskarżenia o to, że “publicznie i wbrew faktom zaprzeczał zbrodniom nazistowskim popełnionym w okresie drugiej wojny światowej na osobach narodowości żydowskiej”
7 grudnia 1999 zapada wyrok umarzający postępowanie. Co prawda sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego, “że nie podziela poglądów rewizjonistów Holokaustu, a jedynie je w swojej książce przytacza”, uznając akapit podsumowujący rozdział za opinię autora. W uzasadnieniu umorzenia stwierdzono, że inne wypowiedzi i pisma wykładowcy gdzie zdecydowanie i jasno informuje, iż z poglądami rewizjonistów się nie zgadza, zmniejszają skutki społecznej szkodliwości czynu
Od takiego wyroku apelację złożył Prokurator Rejonowy 30 grudnia 1999 żądając surowszej oceny czynu i surowszego ukarania podsądnego, jak i Dariusz Ratajczak 5 stycznia 2000 wnosząc o uznanie jego słów “Według rewizjonistów” i “Rewizjoniści uważają” zawartych w tekście książki, za dowód, iż przestępstwo nie zaistniało, i o uniewinnienie. 5 kwietnia 2000 Komisja Dyscyplinarna UO wymierza karę dyscyplinarną zwolnienia z Uczelni wraz z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na okres lat trzech. W protokole z jej obrad jeszcze z grudnia 1999 jest adnotacja o konieczności zakupu książki celem jej przeczytania. Czy do kwietnia 2000 Komisja zdążyła się z nią zapoznać?
Uważając się za niewinnego i z powodu nie udowodnienia w trakcie postępowania postawionych mu zarzutów, doktor Dariusz Ratajczak złożył 18 kwietnia 2000 odwołanie od orzeczenia komisji uniwersyteckiej, do Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego. Niestety decyzją z 20 października 2000 utrzymuje ona w mocy zaskarżone postanowienie.
W ten sposób zostaje przerwana, a praktycznie jak się potem okazuje, zakończona jego działalność pedagogiczna i naukowa. 14 kwietnia 2000 Sąd Okręgowy wyrok uchylił i sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia sądowi Rejonowemu. Pomimo wyżej przytoczonych argumentów, jak i innych użytych w mowie obrończej wykładowcy (4 grudnia 2001), jak na przykład ten, że w kontekście całej 100 stronicowej książki nie można mieć wątpliwości co do tego, jak autor ocenia nazistowskie zbrodnie, ponownie 11 grudnia 2001 zapada wyrok tylko umarzający postępowanie, tym razem warunkowo i na okres 1 roku. 16 stycznia 2002 Dariusz Ratajczak składa kolejną apelację tym razem zaskarżając wyrok powołuje się na urągające zdrowemu rozsądkowi wnioskowanie. .Stosowny fragment ekspertyzy brzmiał: “Relacjonując treści publikacji dotyczących nurtu rewizjonistycznego w sprawach żydowskich, doktor Ratajczak nie zajmuje wobec nich własnego stanowiska”. Wbrew wszelkiej logice wyprowadzono z opinii eksperta konkluzję o popieraniu tych poglądów przez autora. Dla odmiany w złożonej 18 stycznia 2002 apelacji Prokurator Rejonowy stosuje prostą logikę: “Jest autorem książki, to wszystko co w niej opisał, to jego poglądy”. 7 czerwca 2002 zapada wyrok Sądu Okręgowego w Opolu o utrzymaniu w mocy zaskarżonego wyroku.
Tyle podstawowych faktów wybranych trochę losowo z pokaźnej ich ilości zawartej w autobiograficznej książce „Inkwizycja po polsku czyli sprawa dr Dariusza Ratajczaka”, wydanej w roku 2003 przez wydawnictwo Wers w Poznaniu. Widzimy, że wydając opinie, postanowienia i wyroki, zabierając głos w publicznej dyspucie, liczono się nie tyle z faktami, z rzeczywistą treścią książki, co raczej z wyobrażeniami o niej i o autorze pewnych osób i środowisk. Ktoś, gdzieś tam, postanowił, że „taki człowiek” nie może tu być… No i go nie ma. Jego ciało spoczywa na cmentarzu w Opolu, kwatera XIII U. Dariusz Ratajczak nie żyje Pytania, pytania, pytania Pamięci Dariusza Ratajczaka Dariusz Ratajczak – wywiad z żołnierzem Waffen SS  
Z tekstów Dariusza Ratajczaka: Albo Polska będzie wielka, albo przestanie istnieć. Nie stać nas nawet na średniość. To będzie zadanie dla Waszego pokolenia. Jesteście je winni również cieniom tych, którzy zginęli w nierównej walce w pierwszych latach po zakończeniu II Wojny Światowej. – dr Dariusz Ratajczak
O mnie
Dariusz Ratajczak ( ur. 1962), historyk, absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor nauk humanistycznych. Do kwietnia 2000 r. adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Autor ,,Polaków na Wileńszczyźnie 1939 – 1944’’ (Opole 1990); ,,Świadectwa księdza Wojaczka’’ (Opole 1994); ,,Krajowej Armii Podziemnej 1945-1952’’ (współautor, Opole-Gliwice 1996), ,,Tematów jeszcze bardziej niebezpiecznych’’ (Kociaty – New York 2001). W roku 1999 opublikował zbiór felietonów historycznych zatytułowany ,,Tematy niebezpieczne’’ (Opole 1999, Warszawa 1999, Boston 1999). W jednym z nich zreferował poglądy tzw. rewizjonistów holokaustu, co stało się powodem bezprzykładnych ataków na osobę autora ze strony publicystów ,,Gazety Wyborczej’’, tropicieli polskiego antysemityzmu oraz środowisk żydowskich – krajowych i zagranicznych.
http://www.blogger.com/profile/07543253606330920439

Współczesny Kościół rzymsko-katolicki musi zmagać się nie tylko z jawną antykościelną propagandą właściwą środowiskom lewicowym, laickim, pozostającym w orbicie wpływów soc-liberalnego śmietnika ideologicznego, granice którego wyznacza polityczna poprawność. Prawda,to jest trudna walka, ale przejrzysta : przeciwnik dosyć jasno określa własne stanowisko,nawet nie stara się ukryć niechęci do Wiecznej Instytucji. Problem o wiele poważniejszy polega na tym,że istnieje także drugi, wewnętrzny front walki.
W tym wypadku przeciwnik Kościoła jest jeszcze bardziej niebezpieczny, działa jako ksiądz, znany teolog, prominentny dygnitarz w szatach duchownych…
Czasami tych szacownych dywersantów, ukrytych stronników lewicy, masonerii i herezji tytułuje się mianem katolewicy, inni mówią o kościelnych postmodernistach, czy progresistach. Mniejsza o terminy-ważne jest to, że u progu XXI wieku to mieszane towarzystwo świeckich i duchownych „katolików” opanowało wiele strategicznych przyczółków w Kościele i w jego pobliżu. Polska może nie jest jeszcze wzorcowym przykładem tego „blitzkriegu”, ale V Kolumna i u nas staje się coraz bezczelniejsza (bp.Pieronek, ks.Czajkowski, ks.Piotrowski), jawnie heretycka (ksiądz intelektualista Tischner),anty-tradycjonalistyczna, judaizująca („Tygodnik Powszechny”, „Przegląd Powszechny”, „Więź”). Ludzie ci podważają dogmaty wiary, starają się-jak to się ładnie mówi- unowocześnić Kościół, propagują fałszywy ekumenizm, sprowadzający się np. do przenoszenia na grunt katolicki pojęć protestantyzmu, czy nawet (a może zwłaszcza) judaizmu.
 [  …  ]
To prawda, święty Piotr, czy św.Jan byli Żydami, lecz ich „tak” wobec Syna Bożego spotkało się ze sprzeciwem ze strony innych Żydów. Piotr, Paweł, Jan niewątpliwie należą do wybranego „narodu” chrześcijańskiego- podobnie jak inni Żydzi-chrześcijanie, chrześcijanie Polacy, Niemcy, Francuzi. Natomiast podstawowy trzon Żydów stworzył sobie całkiem nową religię, wywodzącą się wprawdzie ze Starego Testamentu, ale radykalnie zmienioną przez nową, nacyjną i ekskluzywną interpretację -wściekle anty-chrześcijański Talmud. Tak więc prawowitymi dziedzicami Starego Testamentu są chrześcijanie, natomiast Żydzi są odszczepieńcami, którzy świadomie odrzucili swe pierwotne wybraństwo mówiąc „nie” Chrystusowi. Oczywiście należy się za nich modlić -tak jak to czynił święty Maksymilian Maria Kolbe-by zawrócili ze złej drogi. Należy również cierpliwie przekonywać ich do prawd zawartych w katolicyzmie (bo taka jest istota katolickiego ekumenizmu: uporczywe przekonywanie do wyznawanej wiary).
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2877-katolewica-qzatroskaniq-dywersanci-dariusz-ratajczak-.html

W tym miejscu muszę nie tylko z obowiązku, ale i wewnętrznej potrzeby poruszyć kwestię arcyważną. Otóż uważam, że pomniejszanie liczby Żydów zamordowanych przez niemieckich hitlerowców nie jest formą “usprawiedliwiania” zbrodniarzy. Po pierwsze, nikt będący przy zdrowych zmysłach nie ściągnie z nich winy za wybuch wojny i dokonanie okrucieństw porównywalnych jedynie z działaniami Sowietów grubo przed wybuchem wojny i w trakcie jej trwania. Po drugie zaś, owo “wybielanie” nie jest problemem piszącego te słowa, a niektórych (nie lubię generalizować, a zatem powtarzam: niektórych) środowisk żydowskich, które obecnie starają się przerzucić część winy z zimnokrwistych Teutonów na inne nacje, w tym przede wszystkim Polaków. Wyrazem tego groźnego trendu jest chociażby fatalna warsztatowo, ale “medialnie nośna” ostatnia książka pióra J. T. Grossa. http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2372-miliony.html

Od ponad pół wieku polityka wewnętrzna i zagraniczna Stanów Zjednoczonych są w dużym stopniu podporządkowane interesom Izraela – państwa, które istnieje i rozwija się dzięki amerykańskiej pomocy wojskowej i ekonomicznej.
Faktom nie można zaprzeczyć. Amerykańscy podatnicy przekazują rocznie Izraelowi 3,5 miliarda dolarów. Oblicza się, że od roku 1948 suma ogólnej pomocy USA dla państewka mniejszego terytorialnie od Belgii, o liczbie mieszkańców porównywalnej z Chorwacją, wyniosła 150 miliardów dolarów. A mówimy tylko o pomocy oficjalnej, bez uwzględniania „datków cichych” – chociażby w postaci amerykańskiej technologii wojskowej przekazywanej izraelskim siłom zbrojnym.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/komentarz-polityczny/8-komentarz-polityczny/2890-amerykaska-pita-kolumna.html

Różnego rodzaju lewicowcy – postępowcy przekonują nas, że winniśmy odrzucić używki, kompleksowo odtruć nasze organizmy a ogólniej wziąć się za siebie i za innych. Oczywiście każdy człowiek posiada jakiś tam rozum i sam decyduje o tym czy pije lub pali czy też wybiera leśne przebieżki powiększające objętość płuc lub – w skrajnych wypadkach – kończące się rozległym zawałem serca. Jego sprawa – i tyle. Natomiast wszelka propaganda ,,zdrowotna’’ to jeden z elementów politycznej poprawności; to kształtowanie nietolerancyjnego społeczeństwa spychającego na margines palaczy (żeby było jasne – nie zwłok, a cienkiej bibułki opasującej różne gatunki tytoniu),notorycznych pochłaniaczy cholesterolu i kogo tam jeszcze.
Żresz, pijesz, palisz – nie pasujesz do nas młodych, uśmiechniętych post-masonów, wyznawców New Age, wielbicieli jogi tantrycznej i filozofii zen. Jesteś nikim, robalem, glistą, gnojem, no chyba ze skończysz z nałogami (małe ustępstwo czynimy dla młodych biznesmenów działających na kulturalnym „haju’’). Dopiero wtedy zaistnieje możliwość – bardzo zresztą teoretyczna (w praktyce jako ludzki wrak nadajesz się tylko do łopaty) – zainstalowania ci ,,czipa’’ do główki byś gadał oraz zachowywał się jak ładniutka, demoliberalna ,,Barbie’’ lub jej męski odpowiednik, członek ,,Rotary Club’’, Ken. To truizm, ale postępowość serwowana nam przez obecnych władców świata polega na tworzeniu systemu zakazów i nakazów, które zamieniają nas w stado baranów reagujących do tego na wzór ,,sobak Pawłowa’’.
http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/niech-yje-zdrowie-heil-gesundheit.html

Jeżeli więc będziemy szukać odpowiedzialnych za wybuch II wojny światowej lub ferować wyroki, nie zapominajmy i o tym, że Niemcy były przygotowane jedynie do wojny europejskiej i to zasadniczo zorientowanej na wschód (Drang nach Osten).
Z drugiej zaś strony w wywołaniu konfliktu globalnego, w którym III Rzesza i jej sojusznicy nie mieli żadnych, absolutnie żadnych szans na zwycięstwo czy tylko znośny remis, zainteresowani byli demokratyczno-liberalni, kolaborujący od rewolucji bolszewickiej z Sowietami „krzyżowcy”, wśród których nie najmniejszą odgrywało zorganizowane i dobrane towarzystwo amerykańsko-europejskich elit żydowskich. W końcu to te właśnie kręgi, po niedawnym wykończeniu zbędnych już Sowieciarzy, rządzą niepodzielnie prawie całym światem. Do kolejnego, poprzedzonego okresem „burz i naporu” rozdania.
http://marucha.wordpress.com/2010/06/24/kto-wywolal-ii-wojne-swiatowa/

Zwyczaj izolowania niepoprawnych cudzoziemców wszedł bardziej papieskim od papieża Niemcom w krew. Żeby było śmieszniej, w ostatnich latach dotyczy on głównie Amerykanów mających nadal słowno-wolnościowe złudzenia. Na przykład Gerharda Laucka. Lauck, amerykański lewicowy narodowiec (jego poglądy polityczne zresztą kompletnie mnie nie interesują) został zatrzymany w Danii, a następnie przekazany przez obrzydliwie poprawnych potomków Wikingów jeszcze tchórzliwszym rodakom Waltera Modela. Ci oskarżyli go o wydawanie pisma, które miało admiratorów również w Niemczech. Domyślam się, że treść periodyku pozostawała w sprzeczności z duchem Konstytucji Republiki Federalnej. A ten jest jak najbardziej na czasie, to znaczy „tolerancyjny inaczej”. Początkowo nonkonformistę umieszczono w celi o powierzchni 9 m2 w najlepiej strzeżonym skrzydle hamburskiego więzienia nr VI. Tam kurtuazyjnie pewien urzędnik zapewnił go, iż żywy Niemiec nie opuści. Później przeniesiono aresztanta do więzienia nr I (także w Hamburgu).
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2914-czy-niemcy-to-idioci-dariusz-ratajczak-.html

W ubiegłym roku rozmawiałem sobie w granicznym, niegdyś sławnym Karniowie (Krnovie) z pewnym czeskim dziennikarzem piszącym dorywczo do lokalnych gazet w Opawie, do której (nawiasem pisząc) bliżej mi niż do Katowic Wielce Szanownego Pana Doktora Jerzego Gorzelika i innych „śląskich autonomistów”, drących „japy” („chcemy wolnego Śląska, koniec z państwem narodowym!”) za germańskie pieniądze. Gadaliśmy o stosunkach polsko-czeskich, Zaolziu, Kłodzku, Kożdoniu, czeskich koloniach na Wołyniu i… Opolszczyźnie (wieś Grodziec, czyli dawny Hradek/Friedrichsgraetz w okolicach Ozimka na trasie Opole-Częstochowa), Protektoracie, kolaboracji, krańcowo różnych formach niemieckiej okupacji Czech i Polski, cechach naszych narodów. Człowiek ten wcale nie był dumny z wielu fragmentów najnowszej historii swojego kraju. Potępiał Hachę, podkreślał, że jego rodacy mają skłonność do zbyt daleko idących kompromisów, że siedzą w tych swoich domkach- „daczach” w sobotnie popołudnia („a Polacy do upadłego handlują, kombinują, są mobilni, twórczy…”; „tylko, że para najczęściej idzie w gwizdek, bo okupuje nas socjalistyczna hałastra”- uspokajałem go), popijają piwko i marzą o nowej „Skodzie- Octavii”, udanym produkcie „Volkswagengruppe”. Wszelako podczas pożegnania rzucił od niechcenia, ale w dobrej wierze: „No, ale Pragę wybroniliśmy i świeci złotym blaskiem”.
„My też mamy Pragę, taką na prawo od Wisły, tam psy świecą czterema literami, ulicznice dają  za dychę i klawo jest” – burknąłem, a lico me wypełniła serdeczna, bratnia słowiańska krew…
http://www.koreywo.com/Ratajczak/dziwni_kolaboranci_adolfa_h.htm

Minęło czternaście lat od zamordowania dr. Dariusza Ratajczaka. GW: „Znaleziono ciało kłamcy oświęcimskiego”

Minęło osiem lat od zamordowania dr. Dariusza Ratajczaka

[W związku z atakiem ABW na 3DOM, na książki, na kulturę, przypominam.

Ciekawe, kiedy przyjdą do mnie i po mnie? MDakowski]

Zygmunt Bialas https://www.dakowski.pl/archiwum/pliki/index.23097_80.php

Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk.

Minęło osiem lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka. Jego rozkładające się zwłoki znaleziono 11 czerwca 2010 roku w samochodzie na parkingu przed supermarketem Karolinka w Opolu. Zmarł w nieznanych okolicznościach; przyjęto 29 maja 2010r. jako dzień jego śmierci.

Syn mec. Cyryla Ratajczaka, który był obrońcą Ryszarda Kowalczyka oraz działaczy Solidarności w czasie stanu wojennego, miał Dariusz dobrze zapowiadającą się przyszłość zawodową przed sobą. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Opolskim. W 1991r. ubiegał się o mandat poselski z ramienia Stronnictwa Narodowego. 

„Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk. Jakie były skutki takiej postawy? – „Pogrzeb odbył się w warunkach konspiracyjnych. Nikt niepożądany nie był poinformowany o terminie pochowania zmarłego. Obecni byli tylko członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele, w sumie kilkadziesiąt osób. Tablica na jego grobie informuje, iż zmarł 29 maja 2010 roku.

Nie można tu nie wspomnieć o osobliwym pożegnaniu ze strony „Gazety Wyborczej”, która wiadomość o śmierci swej ofiary umieściła pod tytułem „Znaleziono ciało kłamcy oświęcimskiego”. 

Co takiego napisał dr Dariusz Ratajczak, że spotkał się nie tylko z niezrozumieniem otoczenia, ale wręcz z szalonym atakiem „elit” politycznych z kręgu „Gazety Wyborczej” i innych opiniotwórczych środowisk? Że został wyrzucony z pracy, był sądzony i otrzymał wilczy bilet na całe swe życie? Że zmarł w wieku 47 lat w dziwnych i tajemniczych okolicznościach? – Odpowiedzią, przynajmniej częściową, są słowa dr. Ratajczaka:

Pisanie o stosunkach polsko-żydowskich jest czynnością ryzykowną. Szczególnie dla Polaka, który uważa, że stosunki te powinny być przedstawiane w oparciu o prawdę. Łatwo wtedy – paradoksalnie – narazić się na zarzuty o skrajny nacjonalizm, ksenofobię i „dyżurny” antysemityzm. Konsekwencje są zazwyczaj smutne: towarzyski bojkot (każdy ma takich znajomych, na jakich zasługuje), rasowy i wydawniczy „knebel”, ostatecznie – zawodowa śmierć”. – Nie tylko zawodowa, lecz faktyczna śmierć spotkała opolskiego historyka.

W 1999 roku wydał D. Ratajczak niepozorny zbiór artykułów pt. „Tematy niebezpieczne”. Dołączam do notki jeden z tekstów:

Dariusz Ratajczak: Okrucieństwa wojny

Każda wojna obfituje w okrucieństwa właściwe wszystkim wojującym państwom czy blokom państw. Problem polega jednak na tym, że po ich zakończeniu strona zwycięska eksponuje przede wszystkim własną martyrologię, przypisując pokonanemu przeciwnikowi cechy właściwe diabłu. Sama natomiast przedstawia się na podobieństwo świętego Jerzego gromiącego smoka – męża czystego, szlachetnego, bez skazy. Nie inaczej było i jest z konfliktem globalnym lat 1939-1945.

Mam nieodparte wrażenie, że młodzi ludzie postrzegają tę fatalną i samobójczą dla Europy wojnę jednostronnie, według schematu: ludobójczy Niemcy (tudzież Japończycy) – dobrzy Amerykanie, Anglicy, Rosjanie, wszelkiej maści partyzanci, konspiratorzy itd.

Rzeczywistość tymczasem – jak to ona – jest dużo bardziej skomplikowana. To prawda, hitlerowcy i potomkowie samurajów popełniali masowe zbrodnie. Zostały one rozpoznane, odpowiednio ocenione (być może nie zawsze) i ukarane. Nie one będą zatem przedmiotem naszych krótkich rozważań. My skupimy się na kilku przykładach okrucieństw popełnionych przez aliantów; potworności, które w społecznej świadomości uchodzić bądą za wojenną konieczność bądź słuszną odpowiedź na bezeceństwa popełniane przez nieprzyjaciela. Nie muszę dodawać, że nie zostały one poddane nie tylko osądowi prawnemu, ale i moralnemu.

Zwycięzcom nikt nie patrzy na ręce. Jedną z największych potworności ostatniej wojny było bezpardonowe bombardowanie niemieckich miast, ofiarą których padała głównie ludność cywilna. Inicjatywa tego barbarzyństwa bezsprzecznie należała do Brytyjczyków. W roku 1942 rząd Churchilla przyjął Plan Lindemanna postulujący zmasowane i umyślne nękanie z powietrza cywilów. Efekty nie dały na siebie długo czekać. W czasie 10-dniowego bestialskiego bombardowania Hamburga w roku 1943 zginęło od 60 do 100 tysięcy mieszkańców tego dumnego miasta, w tym wielu pracujących tam robotników przymusowych. Półtora roku pózniej dywanowe naloty anglo-amerykańskie na Drezno – miasto pozbawione znaczenia militarnego – pozbawiły życia do 90 tysięcy ludzi. Oblicza się, że w wyniku tego powietrznego terroryzmu poniosło ogółem śmierć 400 tysięcy Niemców.

Aby ukazać jego skalę, niech wolno mi będzie zastosować następujące porównanie: na jednego Brytyjczyka zabitego przez niemieckich lotników podczas wojny przypadało dziewięciu Niemców zabitych przez ich anglo-amerykańskich odpowiedników; na każdą tonę niemieckich bomb zrzuconych na Wielką Brytanię przypadało 315 ton aliantów spuszczonych na głowy Niemców. Jeszcze większe dramaty stały się udziałem cywilów japońskich tępionych bronią konwencjonalną i atomową. Po wkroczeniu na na obszar Rzeszy jak najbardziej alianckie oddziały Armii Czerwonej masowo gwałciły kobiety i mordowały niewinnych ludzi*. Podobnie postępowały na Węgrzech i w Austrii.

Rosjanie z premedytacją zatapiali bezbronne niemieckie statki przewożące cywilnych uchodźców; ofiarą tego bestialstwa padło kilkanaście tysięcy kobiet i dzieci. Podczas ucieczki [wygnania m,d] 15 milionów Niemców ze wschodnich terenów Rzeszy śmierć poniosło od 1 do 2 milionów ludzi. Częściowo były to ofiary mordów lub „specjalnego sowieckiego traktowania”. Podczas walk na wschodzie wielu niemieckich żołnierzy po dostaniu się do niewoli sowieckiej było natychmiast rozstrzeliwanych**, a ci którzy uniknęli szybkiej śmierci w zdecydowanej większości znaleźli ją w Kraju Rad jako jeńcy wojenni. Wykończono ich nadludzką pracą i niedożywieniem. Tylko garstka powróciła do Niemiec w roku 1955.

Podczas wojny w ramach Wehrmachtu i sił pomocniczych walczyło do 1 miliona sowieckich obywateli – ochotniczo lub właściwie przymusowo. Po wojnie Brytyjczycy i Amerykanie, którym się poddali, wydali tych prawdziwych nieszczęśników Sowietom (wcześniej zapewniali ich, że ekstradycja nie wchodzi w rachubę). Ludzie ci zostali wymordowani przez NKWD i jugosłowiańskich komunistów lub zesłani na pewną śmierć do gułagów. Dotyczyło to tak żołnierzy, jak i cywilów.

Wyzwalanie Europy Zachodniej również dalekie było od ideału. W roku 1944 na froncie włoskim operowała dywizja marokańska pod dowództwem „Wolnego Francuza”, generała Juin. Siała ona śmierć i zniszczenie między Neapolem a Rzymem. Marokańczycy zgwałcili do 3 tysięcy kobiet w wieku 11-86 lat, a nawet niektórych mężczyzn. 100 kobiet zamordowano. Podobny los spotkał 800 mężczyzn próbujących je chronić. „Liberatorzy” zniszczyli nadto 81% mieszkań i zabudowań gospodarczych, ukradli 90% zwierząt hodowlanych oraz przywłaszczyli sobie wszystkie co cenniejsze kosztowności należące do cywilnych Włochów.

W tej samej Italii podczas wojny Amerykanie ściśle współdziałali z mafijnymi zbirami, przyczyniając się do restauracji ohydnej COSA NOSTRA – organizacji powalonej przez Mussoliniego***. W wyzwolonych częściach Francji i Włoch szalały komunistyczne szwadrony śmierci mordujące bez wyroku (lub po parodii procesu) każdego, kogo uważali za kolaboranta. Ciekawe, przy okazji, co sami robili w latach 1940-1941, gdy Stalin i Hitler byli sojusznikami? Ich sowieckich kolegów natomiast natomiast instruowano by „porywali niemieckich żołnierzy, torturowali, a następnie wystawiali ich okaleczone ciała tak, aby zbrodnie te w oczach okupanta obciążały ludność miejscową”**** (chodziło o spowodowanie niemieckich represji, które przyciągały do partyzanckich oddziałów mieszkańców wsi i miasteczek).

Celem tego krótkiego wywodu nie było umniejszanie licznych okrucieństw dokonywanych przez państwa osi. Te są nie do obrony. Pragnąłem tylko uzmysłowić młodym ludziom, że sprzeciw wobec zbrodni musi obejmować ich ogół, ponieważ wszelka selekcja w tym względzie prowadzi do moralnego relatywizmu – źródła prawdziwego zła współczesnego świata.

Dariusz Ratajczak

* Drobny przykład. Jesienią 1944 r. żołnierze niemieccy odbili z rąk sowieckich wschodniopruską miejscowość Nemmersdorf. Zastali tam kobiety przybite żywcem gwoździami do wrót stodół, wielokrotnie zgwałcone dziewczęta, zamęczonych na śmierć starców.

** Było to zjawisko nagminne. Los taki spotkał np. wielu niemieckich żołnierzy broniących się w poznańskiej Cytadeli.

*** Wykonawcą zaleceń duce był prefekt Cesare Mori. Mafia może egzystować tylko w warunkach demokracji!

**** J.F.C. Fuller, The Decisive Battles of the Western World, London 1956, vol. 3, s. 438. 

PILNE! Zaczęły się naloty ABW na niezależne wydawnictwa. Konfiskują nakłady książek. 451° Fahrenheita.

PILNE! Zaczęły się naloty ABW na niezależne wydawnictwa

magnapolonia/pilne-zaczely-sie-naloty-abw-na-niezalezne-wydawnictwa

PILNE! Zaczęły się naloty ABW na niezależne wydawnictwa

Przed chwilą otrzymaliśmy informację o tym, że ABW nawiedziło wydawnictwo 3DOM. Oficjalnym powodem najścia były książki śp. dr. Dariusza Ratajczaka, wydane w roku 2022!

Na miejscu obecne były trzy zespoły służb, w tym ABW, policja, prokurator, łącznie  ponad 20 osób! Nawiedzona siedziba wyd. 3DOM i prywatne mieszkanie właściciela.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zgłoszenia z Art. 55. ustawy o IPN dokonało Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Zarekwirowano:

– książki  autorstwa śp. dr. Ratajczaka – cały nakład

– książki autorstwa Radosława Patlewicza –  Pogrom w Krakowie – cały nakład

– książki autorstwa Radosława Patlewicza – Mord rytualny w Rzeszowie – cały nakład

– książki autorstwa profesora Stanisława Trzeciaka Program światowej polityki żydowskiej – cały nakład

– książki autorstwa Radosława Patlewicza – Mędrcy Syjonu – cały nakład

– książki autorstwa profesora Stanisława Trzeciaka –  Talmud o gojach a kwestia żydowska (wyd. OSTOJA) – cały nakład 

Protokoły mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym – cały nakład

Księga Win Judy – Cały zasób (wyd. Magna Polonia)

Żydzi i kahały – Cały zasób (wyd. Magna Polonia)

NASZ KOMENTARZ: Tak właśnie wygląda wolność słowa, a w istocie cenzura prewencyjna i totalitaryzm ukryty pod maską demokracji. Kiedy WP.PL dokonało haniebnego ataku na nasze wydawnictwo, za wydanie Księgi win Judy, pisałem o tym, że to przymiarki pod wprowadzenie cenzury prewencyjnej i pod atak na niezależne wydawnictwa. Tzw. Prawica kawiorowa wolała nabrać wody w usta, przecież to nie po nich idą…

Warto przypomnieć, że kilka tygodni temu ujawniono, że nasze wydawnictwo znalazło się na tzw. liście proskrypcyjnej Ministerstwa Kultury, pod zarządem pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza.

Nie bez znaczenia dla tej sprawy wydaje się też niedawno zorganizowana w Krakowie konferencja poświęcona tzw. “antysemityzmowi”, na której zjawił się m.in. Elon Musk.

https://sklep.magnapolonia.org/produkt/ksiega-win-judy/embed/#?secret=JMEVz2K0Vr#?secret=KKNo7RtRAK

ABW w siedzibie wydawnictwa 3DOM. [i w domu właściciela, też na jego działce]. Psiuk na tropie!! Przyszli po „bardzo groźne” książki…

ABW w siedzibie wydawnictwa 3DOM. Psiuk na tropie!! Przyszli po „bardzo groźne” książki…

21.02.2024 nczas/abw-w-siedzibie-prawicowego-wydawnictwa-przyszli-po-bardzo-grozne-ksiazki

Tomasz Stala oraz logo ABW.
Tomasz Stala oraz logo ABW. / foto: screen BanBye/domena publiczna (kolaż)

W środę rano poseł Konfederacji Grzegorz Braun poinformował o wejściu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do siedziby wydawnictwa 3DOM. Jego właścicielem jest Tomasz Stala, wcześniej kandydat Konfederacji w wyborach parlamentarnych, obecnie niezależny kandydat na prezydenta Częstochowy.

„Dzisiejsze najście ABW na siedzibę wyd. 3DOM to jawne nękanie opozycji i ingerencja @MSWiA_GOV_PL w kampanię wyb. – Tomasz G. Stala @tgstala, właściciel @3domWydawnictwo, kandydat na posła @KONFEDERACJA_@KoronyPolskiej, jest dziś niezależnym kandydatem na prezydenta Częstochowy” – napisał na portalu X Braun.

Grzegorz Braun @GrzegorzBraun_

Dzisiejsze najście ABW na siedzibę wyd. 3DOM to jawne nękanie opozycji i ingerencja @MSWiA_GOV_PL w kampanię wyb. – Tomasz G. Stala @tgstala , właściciel @3domWydawnictwo , kandydat na posła @KONFEDERACJA_@KoronyPolskiej , jest dziś niezależnym kandydatem na prezydenta Częstochowy.

23,1 tys. Wyświetlenia

=============================

O sprawie szerzej donosi także portal Magna Polonia. „Oficjalnym powodem najścia były książki śp. dr. Dariusza Ratajczaka, wydane w roku 2022! Na miejscu obecne były trzy zespoły służb, w tym ABW, policja, prokurator, łącznie ponad 20 osób! Nawiedzona siedziba wyd. 3DOM i prywatne mieszkanie właściciela” – czytamy. Z relacji Stali wynika, że weszli także na działkę letniskową.

„Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zgłoszenia z Art. 55. ustawy o IPN dokonało Muzeum Auschwitz-Birkenau” – przekazano.

Portal wymienia także zarekwirowane materiały. Wśród nich znalazły się całe nakłady książek Dariusza Ratajczaka, a także Radosława Patlewicza: „Pogrom w Krakowie”, „Mord rytualny w Rzeszowie”, „Mędrcy Syjonu”, a także książki Stanisława Trzeciaka – „Program światowej polityki żydowskiej”, „Talmud o gojach a kwestia żydowska”, czy „Protokoły mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym”, „Księga win Judy” oraz „Żydzi i kahały”.

W rozmowie z redaktorem naczelnym telewizji wRealu24 Dominikiem Cwikłą, Stala relacjonował, że wejście ABW do jego wydawnictwa odbyło się „na polecenie prok. Dariusza Psiuka, który to pan prok. W IPN-ie (jest) w oddziałowej komisji ścigania zbrodni przeciwko – uwaga – Narodowi Polskiemu”

– Dlaczego oni przyszli? Oni przyszli po książki. 20-kilka osób do Bogu ducha winnych dzieci, mojej małżonki i mojej mamy, która akurat była wtedy u mnie w domu – dodał.

– Przychodzą, ponieważ wydawnictwo 3DOM wydało książki Dariusza Ratajczaka w 2022 roku. I teraz jest to czyn – według opinii pana prokuratora – który wypełnia znamiona przestępstwa art. 55 Ustawy o IPN, a mianowicie „kwestionowanie faktu masowego dokonywania zabójstw ludności pochodzenia żydowskiego na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau″ – powiedział Stala.

– Pan prokurator Psiuk przyjechał po zabezpieczenie książek Dariusza Ratajczaka „Tematy niebezpieczne”. Natomiast przechadzając się między półkami w sposób selektywny wybierał najbardziej groźne okładki i zadzwonił do swojej znajomej prokuratorki z Częstochowy, składając zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 256 Kodeksu karnego. Tym samym książki (…) mojego serdecznego przyjaciela (Radosława Patlewicza – przyp. red.) również stały się bardzo groźne i musiały zostać zarekwirowane przez zupełnie inne osoby, ponieważ przyjechała policja gospodarcza z Częstochowy, prowadziła swoje przeszukanie i zarekwirowała 9 innych książek, w tym 3 Radosława Patlewicza wyjaśnił.

– 20 rosłych mężczyzn wchodzi do mojego domu, do mojej firmy, do siedziby rejestrowej mojej firmy i na moją działkę letniskową, tylko po to, żeby zabrać 30 książek, które są ogólnie dostępne w Internecie – relacjonował przeszukanie ABW w dalszej części programu Stala.

– Nie miałem żadnego zastrzeżenia do całej procedury przeszukania – powiedział Stala, zaznaczając, że „z racji tego, na jakim rynku działa, nie było to pierwsze przeszukanie”.

– Zachowywali się normalnie, jak na, niestety, urzędników systemu, którzy muszą być na pasku działającej partii, funkcjonować. Tak jak każdy porządny nazista tylko wykonuje rozkazy, tak każdy porządny policjant, czy ABW-owiec, on tylko musi tutaj być i musi działać – dodał.

https://banbye.com/embed/v_cKwTY4qUl8gD

Źródło:X/wRealu24/Magna Polonia

Zostałem skazany za zadanie pytania lekarzowi. Sędziowie nie odnoszą się do prawdziwości głoszonych tez.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał mnie właśnie na zapłatę 10 000 zł za to, że dopuściłem się rzekomego znieważenia lekarza Mariusza Zimmera, byłego prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Znieważenie to miało polegać na tym, iż za pomocą billboardu zadałem Zimmerowi publiczne pytanie dotyczące aborcji dokonywanych w jego klinice. Sąd stwierdził, że Mariusz Zimmer to „wybitny lekarz ginekolog, nauczyciel akademicki z tytułem profesora”, w związku z czym tak „wybitnej” osobistości nie wolno publicznie zadawać niewygodnych dla niej pytań, bo to podważa jej autorytet. Tak właśnie wygląda w praktyce wolność słowa i wypowiedzi. Cenzura nasila się. Miesiąc temu zostałem skazany za cytowanie wyników badań naukowych na temat homoseksualizmu, teraz usłyszałem wyrok za zadanie pytania w sprawie aborcji. Nie możemy się jednak ugiąć pod tymi naciskami – musimy walczyć dalej o dzieci zagrożone aborcją i przyszłość Polski. 
Potrzebna jest Pana pomoc.Wyrok za zadanie pytania lekarzowi [foto]Sprawa dotyczy kampanii billboardowej, jaką nasza Fundacja zorganizowała we Wrocławiu w reakcji na medialne wypowiedzi Mariusza Zimmera, który w tamtym czasie pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, a wcześniej kierował kliniką ginekologii wrocławskiego szpitala.
Zimmer sugerował w swoich wypowiedziach dla mediów, że zakaz aborcji oznacza odebranie lekarzom możliwości „niesienia pomocy” matkom . W związku z tym, dowiedzieliśmy się, ile aborcji wykonano w klinice Zimmera i zorganizowaliśmy akcję billboardową wywieszając transparenty ukazujące ofiarę aborcji, zdjęcie szpitala i pytanie„Czy okrutne zabójstwo dziecka to pomoc matce doktorze Zimmer?” 
Oprócz tego na plakacie znajdowała się informacjaW klinice kierowanej przez prof. Zimmera w latach 2014-2018 abortowano 118 dzieci. Podczas aborcji dzieci najczęściej umierają na skutek uduszenia.” 
Liczba aborcji w klinice Zimmera została potwierdzona przez tę placówkę. Faktem jest również to, że dzieci w trakcie szpitalnych aborcji umierają na skutek uduszenia. Aborcję w polskich szpitalach najczęściej przeprowadza się poprzez sztuczne i przedwczesne wywołanie porodu. Dziecko, które rodzi się w ten sposób ma najczęściej niedojrzałe płuca i z tego powodu odczuwa duszność, tak długo jak jeszcze żyje, np. kilka godzin. Takim dzieciom najczęściej nie udziela się żadnej pomocy medycznej. Po prostu czeka się aż zginą z uduszenia, głodu lub wyziębienia .
W 2016 roku głośno było o sytuacji w warszawskim Szpitalu św. Rodziny, kiedy to próbowano wykonać taką aborcję na 6 miesięcznym Wiktorku, u którego podejrzewano zespół Downa. Chłopiec urodził się żywy i został odłożony na półkę. Nikt nie udzielił mu żadnej pomocy. Zanim umarł, przez godzinę przeraźliwie płakał. Świadkowie mówili, że tego krzyku nie zapomną do końca życia. Podobny los spotyka dzieci w całej Polsce.
Dlatego nasza Fundacja głosi prawdę o aborcji, ostrzega Polaków przed jej skutkami, informuje opinię publiczną o ludziach odpowiedzialnych za ten proceder oraz stawia aborcjonistom publiczne pytania, których celem jest poruszenie sumień i wezwanie do nawrócenia. Sąd uznał jednak, że informowanie o faktach i stawianie pytań to „zniesławienie”. 
14 lutego Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał mnie na zapłatę blisko 10 000 zł uznając, iż nasza kampania billboardowa to „pomówienie” Mariusza Zimmera, które „mogło poniżyć pokrzywdzonego w opinii publicznej i narazić go na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lekarza i nauczyciela akademickiego”. 
Co istotne, skazujący mnie sędzia nie stwierdził, że treści umieszczone na billboardach były nieprawdziwe. W ogóle nie odniósł się do kwestii prawdziwości lub fałszu naszych twierdzeń.
Jedynym argumentem sądu przemawiającym za skazaniem mnie było to, że Mariusz Zimmer to „wybitny lekarz ginekolog, nauczyciel akademicki z tytułem profesora”. 
W opinii sądu aborcjonista Mariusz Zimmer jest najwyraźniej tak „wybitną” postacią, że nie wolno jej nawet zadawać niewygodnych pytań. Cenzura i zamordyzm zaczynają wkraczać w kolejną fazę, a prześladowania nasilają się.
Miesiąc temu zostałem skazany prawomocnym wyrokiem sądu na rok ograniczenia wolności za cytowanie w przestrzeni publicznej wyników badań naukowych na temat powiązań między homoseksualizmem a pedofilią . W ocenie sądów dwóch instancji wyniki badań na ten temat zniesławiają osoby o „orientacji homoseksualnej”, narażając je na poniżenie w oczach opinii publicznej, co może im utrudniać m.in. „działalność edukacyjną” wśród dzieci. Teraz niemal identyczna argumentacja sądu doprowadziła do skazania mnie w sprawie Mariusza Zimmera.
Kluczowa jest w tym wszystkim jedna kwestia. Sędziowie nie odnoszą się do prawdziwości głoszonych przez nas tez. Po prostu uznają, że są niewygodne dla danej grupy osób, w związku z czym nie wolno ich głosić. To zwykła cenzura. Prawda na temat relacji między homoseksualizmem a pedofilią utrudnia działalność aktywistom LGBT wśród dzieci, a prawda o aborcji utrudnia aborcjonistom zachęcanie kolejnych kobiet do zabicia własnego dziecka. 
Warto w tym momencie przypomnieć, że w ubiegłym roku warszawski sąd umorzył postępowanie wobec mężczyzny, który napadł na Jana, kierowcę naszej furgonetki . Gdy Jan stał na światłach, napastnik otworzył drzwi auta i rzucił się na niego. Zaczął szarpać naszego kierowcę i próbował wyrzucić go z szoferki na ulicę. Uderzył go przy tym drzwiami i uszkodził jego telefon. Sąd stwierdził jednak, że napad był czynem o „znikomej szkodliwości społecznej” i umorzył sprawę.
Prowadząca sprawę sędzia stwierdziła, że fizyczna agresja wobec naszego kierowcy była po prostu „wyrazem dezaprobaty”wobec działań naszej Fundacji. Napad na naszego wolontariusza = „dopuszczalna krytyka” jego działań.
Cytowanie badań naukowych na temat homoseksualizmu = rok ograniczenia wolności.
Zadawanie pytań na temat aborcji = 10 000 zł kary. Tak właśnie wyglądają nasilające się prześladowania. Ale nie możemy się przed nimi ugiąć. Ludzie tacy jak Mariusz Zimmer to osoby odpowiedzialne m.in. za szkolenie i edukowanie przyszłych pokoleń lekarzy. Trzy lata temu zarząd Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, pod kierownictwem Zimmera, wydał oświadczenie, w którym stwierdzono, że zakaz aborcji z powodu podejrzenia choroby u dziecka to regres medycyny (!) a sama aborcja to „niesienie pomocy” i to jeszcze rzekomo zgodnie z etyką lekarską. Właśnie w takim duchu przekazywana jest wiedza studentom medycyny i młodym lekarzom robiącym specjalizację.Tak wygląda akcja uliczna [foto]


Aborcja jest główną przyczyną śmierci na świecie. Rocznie pochłania dziesiątki milionów ofiar.

Dzieje się tak m.in. dlatego, że umysły personelu medycznego, lekarzy, położnych i pielęgniarek zostały zaczadzone propagandą aborcyjną, wedle której aborcja to „niesienie pomocy”. W Polsce liczba aborcji rośnie z roku na rok – zarówno tej legalnej (która jest dostępna w Polsce de facto na żądanie do końca ciąży) jak i nielegalnej wykonywanej za pomocą pigułek poronnych. Dlatego pomimo prześladowań musimy walczyć o świadomość i sumienia Polaków. W tym celu będziemy organizować kolejne kampanie społeczne oraz publiczne akcje modlitewne w intencji nawrócenia aborcjonistów. Musimy także podjąć walkę o możliwość głoszenia prawdy przed sądami. Wyrok, który zapadł na mnie we Wrocławiu jest nieprawomocny, w związku z czym sprawa będzie dalej się ciągnąć, co oznacza kolejne rozprawy i przesłuchania na drugim końcu Polski.
 Podobnych procesów mamy obecnie w sumie ok. 130 w całym kraju. Jest to dla nas wielkie wyzwanie logistyczne i finansowe. Na prowadzenie dalszego oporu potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 15 000 zł. Proszę Pana o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić nam te działania i nieustanne docieranie do Polaków z ostrzeżeniem przed konsekwencjami aborcji, pomimo prześladowań, które na nas spadają. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
——————————————-
Aborcja to nie „pomoc kobietom”. To okrutne morderstwo na niewinnym dziecku. Z tą prawdą przebijamy się do Polaków dzięki naszym niezależnym kampaniom społecznym. Aborcjoniści i ich sojusznicy robią wszystko, aby nasze działania zablokować. Częścią represji spadających na nas są prześladowania sądowe, mające na celu zastraszenie nas i uniemożliwienie głoszenie prawdy. Chcemy stawić temu opór, do czego potrzebujemy Pana pomocy.
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Życie na linie 5. PG.

Życie na linie 5

PG

Chłopców ze spółdzielni „ Okienko” stać było na wspólne wczasowanie w różnych ośrodkach. Oczywiście nazywało się to latającym uniwersytetem czy jakoś podobnie i miało na celu konspirowanie czyli knucie. Dzięki procentom i trawce władze nie musiały do tego knucia oddelegowywać specjalnych agentów. Wystarczył jeden średnio inteligentny i był taki.

Zgodnie z teorią pewnego prominentnego działacza z warszawki uważano, że lepszy jest agent znany niż nieznany. Ten znany czyli jawniak był zresztą użyteczny. Załatwiał paszporty, pomagał anulować grzywny i mandaty. Starał się chłopak.

Pewnej zimy chłopcy spędzali czas nad jeziorem w dość luksusowym ośrodku. Zabrakło im kapusty więc Gad ( prezio) przyjechał z workiem tej kapusty czyli pieniędzy. Nie było dobrej komunikacji więc z kolegami szli przez zamarznięte jezioro. Pod Gadem załamał się lód. Za nim wpadł do lodowatej wody Pluskwa. Jakoś wygrzebali się lecz żeby ratować życie musieli pędzić do ciepłego miejsca.

Plecak z kasą został na lodzie. Nikt go szczęśliwie nie znalazł i na następny dzień specjalna ekspedycja alpinistów przemysłowych z linami i drabinami bohatersko odzyskała forsę.

Było po co żyć i za co pić.

Geotermia: Mapa temperatur do czterech km w głąb.

PGA PREZENTUJE MAPĘ GEOTERMALNĄ POLSKI Z GŁĘBOKOŚCI 4 KM, KTÓRA DOBITNIE POKAZUJE OBSZARY NA KTÓRYCH Z WÓD GEOTERMALNYCH MOŻNA PRODUKOWAĆ PRĄD ELEKTRYCZNY !!!

 W opracowaniu ujęto tylko te obszary Polski, gdzie wody geotermalne przekraczają temperaturę 75 st.  Obszary kraju na których temperatura wód jest niższa niż 75 st. C nadają się do wykorzystania w ciepłownictwie a jeszcze niższe do budowy np. term czy chowu ryb ciepłolubnych. Najwyższe temperatury na tej głębokości dochodzą w kraju do ponad 160 st. C°. 

Wiercenia geotermalne przy nowych technologiach na takie głębokości trwają tylko kilka tygodni.

Polska posiada największe zasoby geotermalne w Europie. 80% powierzchni naszego kraju ma znakomite warunki geotermalne. Krajowe pokłady energii geotermalnej przekraczają około tysiąc razy nasze roczne zapotrzebowanie na energię. Poza tym energetyka geotermalna to najtańsze i niewyczerpalne źródło energii !!!

Polskie zbadane zasoby geotermalne z głębokości 3 km to 625 000 PJ/rok przy zużyciu rocznym energii w kraju na poziomie 4200 PJ/rok.

Królowa Bona umarła! ODKRYCIE!! Mózgi mężczyzn i kobiet działają inaczej !!

Dywergencja mózgów czyli w przyrodzie bez zmian (badanie)

Autor: AlterCabrio , 20 lutego 2024

„Nasze odkrycia sugerują, że różnice we wzorcach aktywności mózgu w tych kluczowych obszarach przyczyniają się do specyficznych dla płci różnic w funkcjonowaniu poznawczym” – powiedział dr Vinod Menon, profesor psychiatrii i nauk behawioralnych na Uniwersytecie Stanforda.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Nowe badanie pokazuje po raz pierwszy, że mózgi mężczyzn i kobiet działają inaczej

Lobby osób transpłciowych nie będzie zadowolone.

Naukowcy po raz pierwszy oficjalnie udowodnili, że mózgi mężczyzn i kobiet różnią się i działają odmiennie, co może okazać się ogromnym ciosem dla lobby transpłciowego.

„Nigdy nie przedstawiono ostatecznego dowodu na różnicę w aktywności mózgów mężczyzn i kobiet, ale Uniwersytet Stanforda wykazał, że możliwe jest rozróżnienie płci na podstawie aktywności w «gorących punktach» [hotspot areas]” – podaje dziennik Telegraph.

Naukowcy odkryli, że „płeć jest istotnym wyznacznikiem organizacji ludzkiego mózgu” w kluczowych obszarach organu, również w tych, które regulują emocjami, pamięcią, stymulacją seksualną, kształtowaniem nawyków i introspekcją.

„Standardowa aktywność mózgu” [DMN], która jest neurologicznym centrum „ja”, również różni się u mężczyzn i kobiet.

==========================

Men and women’s brains do work differently, scientists discover for first time

Academics have previously argued that it is society rather than biology that influences divergence

Sarah Knapton, Science Editor 19 February 2024

Difference could influence how men and women view themselves
Difference could influence how men and women view themselves

The brains of men and women operate differently, scientists have shown for the first time [sic !!! md] in a breakthrough that shows sex does matter in how people think and behave…

============================

Różnice wyjaśniają, czego zwykle doświadczamy w prawdziwym świecie – na przykład dlaczego mężczyźni mają lepszą świadomość przestrzenną i pamięć roboczą, podczas gdy kobiety mają lepszą pamięć długoterminową.

Zespół przeszkolił system sztucznej inteligencji do przetwarzania ogromnych ilości danych, a następnie zlecił zadanie ustalenia, czy skan mózgu MRI pochodzi od mężczyzny czy kobiety.

„Kiedy naukowcy przetestowali model na około 1500 skanach mózgu, w ponad 90% przypadków model był w stanie stwierdzić, czy skan pochodził od kobiety, czy mężczyzny” – podaje gazeta.

„Nasze odkrycia sugerują, że różnice we wzorcach aktywności mózgu w tych kluczowych obszarach przyczyniają się do specyficznych dla płci różnic w funkcjonowaniu poznawczym” – powiedział dr Vinod Menon, profesor psychiatrii i nauk behawioralnych na Uniwersytecie Stanforda.

A więc tak to wygląda. To biologia, a nie społeczeństwo kształtuje dywergencję mózgów.

Nieważne, na co zmienisz zaimki, nieważne, ile sukienek założysz, nieważne, jak bardzo okaleczysz swoje ciało.

Mężczyzna nadal będzie mężczyzną, a kobieta nadal będzie kobietą i będą tylko dwie płcie.

_______________

New Study Shows For First Time Men and Women’s Brains Work Differently, Paul Joseph Watson, 20th February 2024

−∗−

Uzupełnienie:

Mózg czyli inteligentny projekt [27 kwietnia 2022]
Mózg, jak i cała biologia, są oczywiście inteligentnie zaprojektowane. Od zgrabnej koordynacji aktywności neuronalnej między neuronami i regionami mózgu po niezwykłe, jakby rządzące się swoimi prawami zachowanie pojedynczych cząsteczek i atomów, które składają się na neurony i neuroprzekaźniki – mózg nosi niewątpliwy odcisk palca Projektanta.[…]

−∗−

Brawo Hyży!! Jest KOLEJNE!! – Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie utworzenia Ministerstwa Przemysłu, przedłożone przez Minister Przemysłu

Tusk i jego urzędasy nie znają umiaru. Będzie jeszcze jedno ministerstwo

20.02.2024 Autor:MS nczas/tusk-i-jego-urzedasy-nie-znaja/umiaru-bedzie-jeszcze-jedno-ministerstwo

Donald Tusk.
Donald Tusk. / foto: PAP

1 marca powołane zostanie Ministerstwo Przemysłu z siedzibą w Katowicach – zakłada przyjęte we wtorek przez rząd rozporządzenie ws. utworzenia resortu przemysłu – podało KPRM. W jego kompetencjach znajdzie się dział „gospodarka złożami kopalin”. To już 19. ministerstwo w rządzie Donalda Tuska.

„Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie utworzenia Ministerstwa Przemysłu, przedłożone przez Minister Przemysłu” – poinformowała we wtorkowym komunikacie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Jak dodano, Ministerstwo Przemysłu zostanie powołane 1 marca 2024 r.

„Nowy resort powstanie z wyłączenia z Ministerstwa Aktywów Państwowych komórek organizacyjnych, które zajmują się sprawami działu administracji rządowej gospodarka złożami kopalin” – podano w komunikacie. Dodano, że zatrudnieni tam pracownicy odpowiadają za realizację zadań, które wynikają z przyjętej przez Radę Ministrów polityki gospodarczej wobec sektora górnictwa węglowego i górnictwa niewęglowego.

„Chodzi również o zadania związane z przemysłem koksowniczym i hutniczym, a także prowadzenie spraw dotyczących gospodarki złożami kopalin” – wskazano.

Siedzibą Ministerstwa Przemysłu będą Katowice.

Szefową Ministerstwa Przemysłu jest Marzena Czarnecka.

(PAP)

=================================

mail:

Szanowny Panie,

jeśli chodzi o powstanie Ministerstwa Przemysłu, a szczególnie o jego lokalizację, to jest to niezwykle „błyskotliwe” posunięcie władz. Docelowo wszystkie kopalnie i huty zostaną zlikwidowane przez tych szaleńców, więc siłą rzeczy jakieś protesty będą, ale niekoniecznie w Warszawie- w ramach „decentralizacji” administracji górnicy i hutnicy będą protestować w Katowicach, a nie w stolicy. Natomiast gdyby nawet przyszło im do głowy jechać do Warszawy, to szanowna władza powie, że tu nic nie załatwią, bo ministerstwo jest na Górnym Śląsku.

Z poważaniem,

M.Z.