Z kim walczy „demokracja walcząca”.

Z kim walczy demokracja walcząca

Autor: AlterCabrio , 27 grudnia 2024

Oto stały i odwieczny cel demokracji liberalnej. Wspólny dla różokrzyżowców, iluminatów, masonów, socjalistów, komunistów, globalistów, UE, ONZ, współczesnych demokracji zachodnich. Kabała dla gojów. Ufajcie dalej w te gnostyckie opowieści, specyficznie zabarwione na sposób talmudyczny, a wtedy pogrążycie się w zjednoczeniu z Absolutem – totalitarną władzą, biowładzą, jak ją opisał Michel Foucault.

−∗−

Obraz tytułowy: Jean-Jacques Rousseau, filozof z Genewy. LINK

Z kim walczy demokracja walcząca

Ostatnimi czasy dużą popularność zdobyło mało wcześniej znane pojęcie „demokracji walczącej”. Mało znane oczywiście poza środowiskiem politologów. Pojęcie to ukuł niemiecko – amerykański prawnik – konstytucjonalista wiadomego pochodzenia.

Oznacza ono konieczność podjęcia przez demokrację stanowczych działań w obronie demokracji, wtedy, gdy takie wystąpią. Obejmują one miedzy innymi ograniczenie praw i wolności obywatelskich w celu obrony porządku publicznego, opartego na demokracji, oraz demokratycznego charakteru instytucji publicznych. Jemu też zawdzięczamy pojęcie demokracji opancerzonej – działań zapobiegawczych, mających „opancerzyć” instytucje publiczne i społeczeństwo przed tendencjami niedemokratycznymi. Te działania obejmują przede wszystkim odpowiednie oddziaływanie propagandowe i edukacyjne na społeczeństwo oraz wczesne wykrywanie zachowań niedemokratycznych. Natomiast działania w obszarze demokracji walczącej obejmują konkretne reakcje na występujące w społeczeństwie zagrożenia demokracji, w ramach których demokracja używa środków przymusu.

Kto odważy się nie być demokratą? Okazuje się, że wielu jest takich wrogów demokracji. Kryją się podstępnie za plecami nieświadomego społeczeństwa, korzystając z demokratycznej wolności. Demokracja wie, jak ich nazwać – populiści, faszyści, nacjonaliści, homofobowie, dezinformatorzy, ruskie onuce, agenci złego Putina (kiedyś był dobry), szowiniści – to tylko część z repertuaru określeń, mających charakter wyzwisk. Każdy dobry człowiek musi być zwolennikiem demokracji. Dobry, znaczy praworządny. Praworządny, znaczy akceptujący i wykonujący wszystkie prawa i zalecenia demokracji, nawet, jeśli obiektywnie są niezgodne z prawem. W demokracji najwyższym prawem jest konstytucja, a konstytucją jest aktualna wola demokracji. Nie należy przesadzać z pozytywizmem prawniczym i przesadnie się przywiązywać do brzmienia przepisów. One były ustalane w dawnych czasach, bardziej homofobicznych, teraz są nowe potrzeby i nowe zagrożenia demokracji. Nie liczą się więc prawa, tylko działanie, wynikające z aktualnych potrzeb.

Ci podstępni, prawicowi podżegacze, sprzeciwiający się demokracji myślą, że do forsowania swoich chorych, ksenofobicznych poglądów będą używać narzędzi demokracji – wyborów, konstytucji, ustaw, sądów. Niedoczekanie ich! Nie rozumieją konieczności dziejowej, wynikającej z dialektyki dziejów, na przemian materialistycznej i idealistycznej. O wyborze zawsze decyduje demokracja, i zawsze jest to ścieranie się przeciwieństw – tezy i antytezy, z których wynika zawsze ta sama synteza – więcej władzy dla demokracji.

Czym więc jest demokracja? Wolą ludu, oczywiście, wyrażoną większością głosów. Jak się ją ustala? W wyborach, oczywiście. A kto organizuje wybory? Demokracja, oczywiście. A kto liczy głosy? Demokracja. A kto wybiera rząd? Czyżby lud? Nie, w demokracji rządu nie wybiera lud, tylko demokracja. Jakże to? Przecież demokracja to wola ludu! Ale lud nie pamięta, że koncepcja nowoczesnej demokracji wywodzi się od J.J.Rousseau, który widział absolutną suwerenność ludu w tym, że lud się zbiera na wielkiej polanie, zawiera umowę społeczną, ustanawia swoją nową Konstytucję, nie patrząc, co było wcześniej. W ten sposób lud wybiera demokrację, czyli całkowicie nowy ustrój, mający doprowadzić lud do pełni doskonałego szczęścia. Tym samym aktem lud, korzystając ze swojej absolutnej wolności ceduje swoje demokratyczne prawa, w sposób nieodwołalny. Oznacza to, że raz ustanowiona demokracja Rousseau, czyli liberalna, przyjęta w Europie Zachodniej otrzymuje od ludu pełną suwerenność raz na zawsze. Dalej wyrazicielem woli ludu jest już tylko i zawsze demokracja. Jeśli więc lud zagłosuje inaczej, niż chce demokracja, to jest to wybór niedemokratyczny, więc demokracja ma prawo i obowiązek nie uznawać tego wyboru.

Zabezpieczeniem przed niedemokratycznym wyborem ludu jest demokracja opancerzona, w Polsce realizowane przez polskojęzyczne media, uczelnie, przejęte po II Wojnie przez bermanowców (pobratymców tow. Jakuba Bermana z PPR, gorliwego bezpieczniaka, zajmującego się nauką i edukacją), celebrytów i tzw. „autorytety”.

O zgrozo, okazało się , że pancerz przerdzewiały kruszy się, i ci krnąbrni Polacy znów nie chcą być posłuszni demokracji, trzeba więc było uruchomić tryb demokracji walczącej. Znamy go na wschodzie Europy, już u nas panował ten porządek pod nazwą demokracji ludowej. Tam też demokracja realizowała wolę ludu , nawet, gdy ten lud pałowała, wsadzała do więzień, masakrowała, głodziła i upadlała. Koncepcja się nie zmieniła, tylko kierunek podległości i nazwa partii.

Jaki więc jest cel tej demokracji, że dla jego realizacji gotowa poświęcić lud, w imieniu którego sprawuje rządy? Cel demokracji zawsze jest ten sam – szczęście ludu, ale nie jego fragmentów, takich, jak narodu – szczęście całego ludu, globalnego. Nie może być tak, że jakaś grupa ludu realizuje swoje interesy, i przy tym nie myśli i nie dba o dobro pozostałego ludu całego świata. To niesprawiedliwe i niezgodne z prawdziwą wolą ludu. Każdy przecież chce być szczęśliwy, prawda? A czy może być szczęśliwy ktoś, kto wie, że gdzieś jest jakaś osoba nieszczęśliwa? Dopóki na świecie będzie istniało zło, dopóty ludzie będą nieszczęśliwi. Złem jest egoizm, który oddziela ludzi od siebie i wprowadza nierówności. Przecież ludzkość jest jedną wielka rodziną, a rodzina chce być razem. Żaden członek rodziny ludzkości nie może być oddzielony od pozostałych, bo wtedy zarówno on będzie nieszczęśliwy, jak i wszyscy pozostali, nieszczęśliwi z powodu jego nieszczęścia. A wraz ze szczęśliwymi, zjednoczonymi, połączonymi ludźmi będą szczęśliwe wszystkie zwierzątka, zapanuje wreszcie dobrostan roślin, oszczędzane będą zasoby dla przyszłych pokoleń, nie będzie wyzysku, tylko zrównoważony rozwój.

Ktoś oczywiście w imieniu ludzkiej, globalnej rodziny będzie zarządzał wspólnymi zasobami i rozwiązywał wspólne problemy. Będą to demokratycznie wybrani przedstawiciele, współpracujący z demokratycznymi naukowcami. Każdy będzie tak szczęśliwy, że w ogóle nie będzie musiał mieć niczego swojego, powszechne szczęście wystarczy. Czy dla osiągnięcia tego odwiecznego marzenia ludzkości, jakim jest ziemski raj, nie warto poświęcić jakichś drobnych, egoistycznych interesików, takich, jak wiara chrześcijańska, moralność, prawda obiektywna, naród, państwo narodowe, małżeństwo, rodzina, własność prywatna? Czy nie warto dla tak szczytnego celu poświęcić własnej, egoistycznej wolności i dobrobytu? Oczywiście, że warto, a jeśli lud tego nie rozumie i nadal się opiera, demokracja walcząca mu to wyjaśni i skieruje na świetlaną ścieżkę rozwoju.

Czytaj też:

Zachód, jakiego nie znacie

Wschód, i czego o nim nie wiecie

Oto stały i odwieczny cel demokracji liberalnej. Wspólny dla różokrzyżowców, iluminatów, masonów, socjalistów, komunistów, globalistów, UE, ONZ, współczesnych demokracji zachodnich. Kabała dla gojów. Ufajcie dalej w te gnostyckie opowieści, specyficznie zabarwione na sposób talmudyczny, a wtedy pogrążycie się w zjednoczeniu z Absolutem – totalitarną władzą, biowładzą, jak ją opisał Michel Foucault. Wasz wybór, możecie podążać szeroką drogą państwa globalnego, do eutanazji włącznie. Dla tych, którzy tego nie chcą, otwarta jest ścieżka własnego narodowego państwa. Tym bardziej kusząca, im wyraźniej widać debilizację demokracji liberalnej.

_______________

Z kim walczy demokracja walcząca, Bartosz Kopczyński, 27 grudnia 2024

−∗−

Więcej o demokracji walczące – tutaj.

A o debilizacji – tutaj.

Islam to kara za apostazję Europy. Dostaniemy ciemność zamiast światłości

26 grudnia 2024 https://pch24.pl/ks-guy-pages-islam-to-kara-za-apostazje-europy-dostaniemy-ciemnosc-zamiast-swiatlosci

Ks. Guy Pages: Islam to kara za apostazję Europy. Dostaniemy ciemność zamiast światłości

Islam jest karą za apostazję Europy. Nie chcieliśmy światła Chrystusa, więc będziemy mieć ciemność Antychrysta – mówi w rozmowie z PCh24 TV ks. Guy Pages, francuski kapłan, który nawraca muzułmanów.

Paweł Chmielewski: Papież Franciszek powiedział niedawno w Dżakarcie i Singapurze, że chrześcijaństwo oraz islam są różnymi drogami do Boga. Po co w takim razie jeszcze nawracać się na Chrystusa?…

Ks. Guy Pages: Sam otrzymuję świadectwa od muzułmanów, którzy mówią mi: „Dlaczego chcesz, abym wstąpił do Kościoła Katolickiego skoro wasz papież sam mówi, że islam jest wolą Boga? Jeśli islam jest wolą Boga, to chcąc mnie nawrócić, sprzeciwiasz się woli Boga!”. Albo pytają: „Dlaczego chcesz, żebym dołączył do waszego Kościoła, skoro wasz papież zezwala na błogosławienie par homoseksualnych, a ja osobiście nie mogę zaakceptować wspólnoty, w której błogosławi się homoseksualistów!”

Papież zniechęca do „prozelityzmu”. Trudno to w praktyce odróżnić od nawracania w ogóle. Jak w tej sytuacji zachęcać muzułmanów do przyjęcia wiary katolickiej?

Wolą Jezusa jest głoszenie Ewangelii. Postawa, za którą się opowiada Franciszek, czyli „głoszenia poprzez przykład, ale bez słów”, to tak, jakby powiedzieć ludziom: zobaczcie, jaki ja jestem dobry, ale już bez odniesienia się do źródła tego dobra! Dlatego papież Paweł VI powiedział, że żadne dzieło ewangelizacji nie jest zakończone, dopóki nie zostanie wypowiedziane imię Jezusa. Uważam więc, że dyskurs papieża Franciszka jest sprzeczny z prawdą katolicką, która głosi, że istnieje tylko jedna prawdziwa religia. Jezus nie powiedział: Ja jestem jedną z dróg do Boga. Powiedział: Ja jestem drogą.

Tak więc twierdzenie, że wszystkie religie prowadzą do Boga, tak jak papież ogłosił w Indonezji, oznacza zaprzeczenie Chrystusowi, który jest jedyną drogą. To jest dramat. Jeśli wszystkie religie prowadzą do Boga, to po co być katolikiem? Po co ci wszyscy męczennicy? Po co próbować nawracać muzułmanów czy kogokolwiek innego? To nie ma sensu!

Czy w islamie jest powszechne przekonanie, że chrześcijaństwo też jest drogą do Boga?

Nie. Dla islamu chrześcijaństwo jest na wskroś wypaczone. Dla islamu chrześcijanie to nic innego jak nieczystość. „Najgorsze stworzenia”, „wszyscy pójdą do piekła”. Jedynym grzechem, którego Allah nie może wybaczyć, jest wiara w Trójcę. Tak więc chrześcijaństwo w islamie jest skazane na wyeliminowanie i zastąpienie przez islam. Sury wzywają do wytępienia chrześcijan. Aby uzasadnić swoje istnienie, islam, przychodząc po Chrystusie, który jest absolutną doskonałością, musi powiedzieć, że to, co było przed nim, jest nieprawdziwe, sfałszowane i ma zostać zastąpione. Tak więc dla muzułmanów bycie muzułmaninem oznacza to szczęście, że nie są chrześcijanami. Ponieważ każdy muzułmanin wie, że wszyscy chrześcijanie idą do piekła!

Islam jest więc anty-chrystianizmem?

Muzułmańskie wyznanie wiary streszcza się w następującym stwierdzeniu: Nie ma innego boga niż Allah. Innymi słowy, „nie” dla Trójjedynego Boga, „nie” dla Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela ludzkości. Islam miał zastąpić chrześcijaństwo. Jest dosłownie antychrystem. Święty Jan, w swoim pierwszym liście pyta, kim jest Antychryst. Odpowiada: Tym, który zaprzecza Ojcu i Synowi. Islam nadchodzi, aby zniszczyć Kościół i go zastąpić. Pomysł, że będziemy szukać wspólnej płaszczyzny, przyjaźni i tak dalej, jest całkowicie błędny. Na poziomie ludzkim to co innego. Przyjaciół można mieć wszędzie, ale nie dlatego, że są muzułmanami, z pewnością nie. Święty Jan w swoim drugim liście mówi: Jeśli ktokolwiek przychodzi do was, nie przynosząc Ewangelii, lub – moglibyśmy powiedzieć – odrzucając Ewangelię, nie przyjmujcie go do swoich domów.

Papież w 2019 roku podpisał też deklarację z Abu Zabi o ludzkim braterstwie, gdzie mówi się, że Bóg chce różnych religii, w tym islamu…

Dokument który podpisał, opiera się na porządku naturalnym. Twierdzi się tam, iż Bóg chce pluralizmu religii, tak jak chce pluralizmu ras, płci, kolorów skóry i tak dalej. Tak więc specyficzna różnica porządku nadprzyrodzonego zostaje zanegowana. Religia staje się jedną z rzeczy stworzonych przez Boga. Jeśli więc porządek nadprzyrodzony nie istnieje, nie istnieje również objawienie. Tak więc Jezus Chrystus również nie istnieje.

Skoro islam jest anty-chrystianizmem, to dlaczego Bóg dopuścił, żeby mahometanie podbili tak wiele dawniej chrześcijańskich terytoriów – w Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie?

Faktem jest, że w 711 roku islam przekroczył Cieśninę Gibraltarską i dokonał inwazji na Hiszpanię. Jednocześnie znajdował się u bram Chin. Tak więc w 80 lat po śmierci Mahometa podbił wszystkie te terytoria, które były de facto chrześcijańskie. Sama Arabia Saudyjska była obsadzona biskupstwami. W Jemenie wciąż można znaleźć fundamenty klasztorów. Tak więc wszystkie te ludy były chrześcijańskie. Dlaczego zostały podbite? Ponieważ popadły w herezję. Czyli, na przykład w Egipcie, przyjęto monofizytyzm – głoszący, że Jezus ma tylko jedną naturę; w Afryce Północnej przyjęto donatyzm; w Hiszpanii przyjęto arianizm, podobnie jak na południu Francji. I tylko plemieniu Franków udało się odeprzeć tę inwazję na Europę Zachodnią, celebrując zwycięstwo pod Poitiers w 732 roku. Dlaczego plemię Franków? Było to jedyne plemię, które pozostało katolickie pośród całej masy plemion, które upadły.

Czy w ocenie księdza islam podbije teraz również upadłą Europę?

To już się dzieje. W moim wystąpieniu na kongresie przytoczyłem dane podane przez kardynała Turksona w 2012 r., podczas synodu poświęconego nowej ewangelizacji. Powiedział on wówczas, że 30% dzieci poniżej 20. roku życia we Francji to muzułmanie, a więc do 2027 r. co piąty Francuz będzie muzułmaninem i że w ciągu czterech dekad Francja stanie się republiką islamską, oraz że w tamtym czasie 50% dzieci w krajach Beneluksu było muzułmanami. W 2050 r. Niemcy będą republiką islamską. Do 2050 roku! Statystycznie jest to więc oczywiste. Islam jest już drugą religią w wielu krajach niemuzułmańskich. Z jednej strony Europejczycy zabijają swoje dzieci poprzez aborcję, po pierwsze po to, aby zachować swój czas wolny, a teraz także po to, aby ocalić planetę. Z drugiej strony sprowadzamy imigrantów, aby ich zastąpić, ponieważ nie mamy wystarczającej liczby ludzi do zapewnienia usług. Ale ci ludzie, którzy przyjeżdżają, są ukształtowani przez islam i myślą, że ich misją daną im przez Allaha, kiedy przyjeżdżają do Europy, jest oczywiście doprowadzenie do panowania islamu. Jeśli jesteś muzułmaninem, służysz Allahowi. A czego chce Allah? Chce, aby prawo szariatu obowiązywało na całym świecie. Takie jest powołanie islamu od samego początku: totalitarna władza nad całym światem.

Islamizacja Europy byłaby zatem karą za poddanie się liberalizmowi w polityce i modernizmowi w teologii?

Ma Pan całkowitą rację. Mówiłem o historii i dotyczyło to tego, że kraje, które zostały zislamizowane, były krajami, które stały się heretyckie. Z tego powodu, nie mając już łaski Bożej, dzięki której otrzymały Jego pomoc, zostały również podzielone politycznie, a zatem osłabione. Dzisiejsza Europa, która odrzuciła wiarę, jest w podobnej sytuacji. Jan Paweł II mówił w Ecclesia in Europea o milczącej apostazji Europy. Odrzuciliśmy wiarę, więc Bóg mówi: Nie chcecie Chrystusa, będziecie mieli Antychrysta. Nie chcecie światła, będziecie mieli ciemność. Nie chcecie Boga, dostaniecie diabła. Jeśli zgasimy światło, otrzymamy ciemność. Albo jedno, albo drugie. Islam jest więc karą za naszą apostazję. Ponieważ życie pod panowaniem Antychrysta, to znaczy przeciwko prawdzie, przeciwko wcielonej miłości, już jest piekłem.

To jest proces nieodwracalny?

To jest kara za naszą apostazję, ale jednocześnie, ponieważ wciąż żyjemy w czasie, wszystko jest możliwe, jeśli mamy wiarę. Bóg, w tym samym czasie, gdy w imię Swojej sprawiedliwości karze nasze narody, jednocześnie daje nam, w tym samym ruchu, możliwość skorzystania z miłosierdzia, otrzymania Jego miłosierdzia. A na czym polega to miłosierdzie? Mianowicie na tym, że jeśli będziemy ewangelizować muzułmanów, którzy znajdują się na naszej ziemi, oni staną się nową krwią Kościoła. Bóg posługuje się wszystkim, jak mówi święty Paweł w Liście do Rzymian 8, 37, wszystko służy dobru tych, którzy miłują Boga – ale tych, którzy miłują Go w prawdzie. Tak więc ci muzułmanie, którzy są w Europie, nie prosiliby o nic innego, jak tylko o przyjęcie chrześcijaństwa, gdybyśmy pokazali im piękno Chrystusa. Jeżeli jednak mówimy: wszystkie religie pochodzą od Boga, to po co ich ewangelizować? Niech pozostaną muzułmanami! W ten sposób sami się prosimy o karę polegającą na staniu się muzułmanami, o ich dominację nad nami. Antychryst, jak mówi apokalipsa, jest bestią z siedmioma głowami. Widzimy tego smoka w apokalipsie, który chce pożreć kobietę i jej dziecko, reprezentujących Maryję i Jezusa, ale także Kościół i chrześcijan. 7 głów, ponieważ niezależnie od tego, czy jesteś muzułmaninem, masonem, żydem, LGBT czy kimkolwiek innym – wszystkie te rzeczy łączy odrzucenie Chrystusa. Bestia ma wiele głów.

Więcej w nagraniu.

Źródło: PCh24 TV

Pach

Rekordy (nie)sprawiedliwości

28 grudnia 2024 r. | Nr 52/2024 (704) mtodd

Rekordy (nie)sprawiedliwości

       Szanowni Państwo!  Z Nowym Rokiem lubimy się pocieszać (lub straszyć) przepowiedniami. Ostateczna reforma sądownictwa będzie zarówno pociechą dla przestępców wszelkiej maści, jak i ostateczną klęską ludzi uczciwych.
       Obawiam się, że Resort (nie)Sprawiedliwości sięgnie po rekord Guinness’a, w kategorii sądów najwolniejszych i najbardziej niezależnych od prawa, logiki i zdrowego rozsądku.
Gdyby to się Tuskowi udało wprowadzić, to mógłby zmienić nazwisko na Koniecpolski.
       Na szczęście większość przepowiedni się nie sprawdza. W tym wypadku wiele zależy od nas samych. Spróbujmy odsunąć od władzy mafię, która po 13 grudnia ubiegłego roku dorwała się do władzy. Bo jak nie, to zostanie nam odebrane wszystko z wolnością na czele.
Uwaga!!! To już trwa! A zatem życzmy sobie przywrócenia prawa, jak rozumieją je zwykli Polacy, nie tylko chrześcijanie.

     Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Zwrot przez kruchtę, czyli Eins Zwei Drei! Vschrut Notznej Tschishy!

Zwrot przez kruchtę, czyli Eins Zwei Drei! Vschrut Notznej Tschishy!

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 26 grudnia 2024

Ja rozumiem, że tzw. okoliczności zewnętrzne są dla aktualnych (do 20 stycznia 2025) dzierżawców nadwiślańskiej kolonii niekorzystne:

zawiodła próba obsadzenia na stanowisku prezydenta (bez feminatywów) USA osoby o umyśle ćpającej nastolatki (staram się być uprzejmym) i to pomimo podjęcia dwóch prób ostatecznego rozwiązania kwestii trumpowskiej.
Wprawdzie Rosjanie twierdzą, że Бог тройцу любит i próby trzeciej w ciągu kilku miesięcy wykluczyć nie można, ale to nie Rosjanie , a inni szatani byli tu czynni, a poza tym, skoro z obu zamachów Trump uszedł z życiem, to trzeci może doprowadzić do tzw. destabilizacji wewnętrznej (eufemizm), a ta Rotszyldom (jeszcze) na rękę nie jest.

Po drugie, komtur sopocki, trzymający od roku za twarz nadwiślańskich tubylców, ma w kartotece strzelanie w plecy Trumpowi, że o bohatersko rzucanych, w stronę (wydawałoby się pchniętego w polityczny niebyt) Trumpa, epitetach nie wspomnę.

A że wynik nadwiślańskiego, majowego głosowania (nie mylić z wyborami) niepewny, bo ostatecznie zdecyduje o nim nowy Ambasador USA, który zastąpi tego, za przeproszeniem, Brzezinskiego, zaordynowali platformiarscy – i tu użyję swojego określenia – spinfelczerzy, zwrot przez kruchtę (no co – skoro można przez rufę, to i można przez kruchtę) pod dwoma, kompatybilnymi hasłami:

Kiedy trwoga – to do Boga!
i Ratuj się kto w Boga wierzy!

Zwracam uwagę na fakt, że w obu hasłach, zwyczajową u nich pisownię słowa bóg małą literą, zastąpiła litera duża – taka mądrość etapu.

***

W polityce nadwiślańskiej, cudowne nawrócenia są nie tyle starą, co wręcz przestarzałą tradycją:

nikt tak się w czasie mszy świętej transmitowanej (jest taka kategoria mszy) nie walił w piersi, jak prezydentowa Komorowska, z przezacnej, żydowskiej i ubeckiej w jednym, rodziny rodem.
A miała w co walić!

A nowogrodzka ferajna, w kolejce pchająca się i nastawiająca otwory gębowe do komunii świętej przy dowolnej okazji?

Strategia taka jest wprawdzie kusząca, ale i zawodna:
wystarczy przypomnieć nowogrodzkie, pisowskie grzmocenie się po (własnych) klatach i hurtowe nadstawianie otworów gębowych podczas prymicyjnej mszy syna premier z broszką.

Cóż to był za spektakl!

Ale nie tak długo potem sprawa się rypła, ksiądz poczuł prymat woli Bożej nad powołaniem i…. no właśnie.

***

Dla wdrożenia strategii pt zwrot przez kruchtę, najbardziej odpowiednie są święta kościelne, najlepiej z tych wielkich, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Ulice puste, Ciemny Lud (© Jacek Bernsteinowicz Kurski) po domach, a jak po domach – to i blisko telewizorów: no nic tylko im w głowach namieszać.

Już w Adwencie, lider w wyścigu do Pałacu Namiestnikowskiego zadeklarował się jako katolik, co na mnie akurat żadnego wrażenia nie robi, bo mam dużo lat i pamiętam, że nawet tacy biskupi jak Życiński, Pieronek, też tak się deklarowali.

A w Wigilię obejrzeliśmy tzw. śpiewanie kolęd, najdosłowniej zarządzone przez komtura sopockiego, który tym razem wcielił się nie tylko w rolę scenarzysty, reżysera, ale i dyrygenta, a nawet zapiewajły.

W kategorii programów rozrywkowych to powinien być Wigilijny hit hitów!

Urzekł mnie neo-prawicowiec Gawkowski, kolędujący zamaszyście, że hej!
Ale i neo-prawicówka (tu akurat na feminatyw sobie pozwolę) Kotula, mamrocąca najwyraźniej z obrzydzeniem, …Bóg się nam rodzi!

Ale cóż, Pan każe – sługa musi! (to nie ja – to Mickiewicz), to i reszta tej neo-prawackiej zbieraniny młóciła …przywitać Pana, aż mikrofony pękały.

No, ale (parafrazując klasyka) Pałac Namiestnikowski wart mszy!, a co dopiero jakiejś kolędy.
***
Z tym neoprawackim kolędowaniem rzecz o tyle ciekawa, że jak złe media donosiły, w domu komtura kolędy śpiewano ….po niemiecku.

A tu, na potrzeby tzw. chwili – trzeba było je po polsku zaprezentować.

I kiedy tak patrzyłem na komtura, który te wszystkie swoje neo-prawaczki i neo-prawaków w rządku ustawił, komendę wydał i nawet zaintonował, to ja najmocniej przepraszam, ale moje, subtelne (w końcu wiele lat nauki gry na skrzypcach) ucho zamiast

Raz, dwa, trzy i Wśród nocnej ciszy”, usłyszało – jak w tytule .
https://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/juszczyniada-czyli-kasciarze-do-wziecia

https://www.salon24.pl/u/ewarystfedorowicz/180202,pis-ma-haslo-slusznie-brzmiace

https://twitter.com/DariuszMatecki/status/1871520504789778721

https://wpolityce.pl/polityka/191223-donald-tusk-w-zetce-premier-przyznal-sie-ze-spiewa-w-swieta-po-niemiecku-i-popiera-rejestracje-zwiazkow-homoseksualnych

Czym jest bestia?! Bandom Bestii przewodzi zawsze Szatan.

Czym jest bestia?! – Marek T. Chodorowski 43 minuty

Autor: AlterCabrio , 22 grudnia 2024

Wydaje się, że większość Polaków, a na pewno potężna część w ogóle nie rozumie tego systemu III RP, czyli udało się wmówić im, że żyją w państwie wolnym, że tzw. demokracja jest jakąś nieprawdopodobną wartością, że Unia Europejska jest jakąś nieprawdopodobną wartością i że konsumpcja jest wartością.

(…)

My jesteśmy, nie chcę powiedzieć obciążeni, ale uszlachetnieni pewnymi normami, pewnymi zakazami. A więc gdyby nie Bestia, to z takimi naturalnymi ludzkimi wadami dawno byśmy sobie poradzili.

−∗−

Czym jest bestia?! – Marek Tomasz Chodorowski

Jezioro spermy, dziecko w słoiku i inne bajki Glorii Polo

[przypominam, bo na zaprzyjaźnionym portalu ktoś umieścił [znów? nieuważnie?] głupotki tej pani. MD]

https://ekspedyt.org/2013/04/06/jezioro-spermy-dziecko-w-sloiku-i-inne-bajki-glorii-polo/

Autor: Mirosław Dakowski , 6 kwietnia 2013

Jezioro spermy, dziecko w słoiku i inne bajki Glorii Polo

[Muszę wpisać sam, bo powtarzanie tych bredni w roku 2013 jest żałosne, ale straszne. O “tigrie” ledwie wspomnę. A w 2024???

Próbowałem dotrzeć z ostrzeżeniami i prośbami o wyjaśnienia i ew. korektę takich, jak opisane niżej, bzdur do Tłumaczy, też do Księdza promującego te świadectwa. Bez skutku. Dlatego umieszczam ostrzeżenie p. TT. Jest klarowne i rozumne. Odróżnia się od wielu głosów „dyskutantów” na Forum Frondy, którym logiki i rozumu jakby zabrakło. MD

====================================

12 marca 2009; Autor ukrywa się pod pseudonimem Tomek Torquemada
http://fronda.pl/2441/blog/jezioro_spermy_dziecko_w_sloiku_i_inne_bajki_glorii_polo

Od ładnych paru miesięcy krąży po internecie świadectwo Glorii Polo. Kolumbijka owa opowiada jak to trafiona przez piorun odbyła podróż w zaświaty, skąd powróciła do świata żywych, została cudownie uzdrowiona z oparzeń IV stopnia i nawróciła się.
Historia ta jest bardzo poważnie traktowana przez wiele osób. Niestety, mimo pozytywnego przesłania moralnego, jest ona nieprawdziwa i pełna niedorzeczności, a nawet błędów teologicznych. Oto dlaczego tak uważam:


NAŁADOWANA ELEKTRYCZNIE ZIEMIA
Gloria Polo:
Piorun opuścił moje ciało przez lewą nogę. Moje nerki doznały poważnych oparzeń, podobnie jak płuca i jeden z moich jajników. Używałam spirali jako środka antykoncepcyjnego. Ta była z miedzi, a miedź jest przecież dobrym przewodnikiem prądu. Dlatego też moje jajniki zostały tak mocno spalone. Były tak małe jak dwa winogrona. Moje serce przestało bić i byłam praktycznie bez życia. Moje ciało drgało i wibrowało wskutek wstrząsów elektrycznych, które wytworzył piorun. Mokra ziemia była także pod napięciem elektrycznym. Początkowo więc nikt nie mógł mi pomóc, gdyż przez dłuższy czas niemożliwością było dotknięcie mnie.
Widziałam, jak moje nieruchome ciało leżało na noszach na oddziale uniwersytetu medycznego w Bogocie. Widziałam lekarzy, jak się o mnie starali i aplikowali mi elektrowstrząsy, by wznowić pracę serca. Przedtem ja i mój siostrzeniec leżeliśmy ponad dwie godziny na ziemi, ponieważ nie można nas było dotknąć z powodu wyładowań, jakie wychodziły z naszych naładowanych prądem ciał. Dopiero teraz mogli się nami zająć i dopiero teraz podjęto moją reanimację.
Stan faktyczny:
Mokra ziemia nie gromadzi ładunków elektrycznych. Każdy absolwent szkoły podstawowej powinien wiedzieć jak działa instalacja odgromowa. Naładowane elektrycznie ciało położone na mokrej ziemi błyskawicznie by się rozładowało. Iskry strzelające przez dwie godziny z naładowanych prądem ciał to czysty absurd.
Kolejny absurd: po 2 godzinach od ustania pracy serca nikt by nie podejmował prób reanimacji. Już po kilku minutach od zatrzymania krążenia następują nieodwracalne zmiany w mózgu spowodowane niedotlenieniem.


KWARC ŚCIĄGAJĄCY PIORUNY
Gloria Polo:
Piorun trafił go od tyłu i spalił jego całe wnętrzności. Na zewnątrz pozostał nienaruszony. Mimo swego tak młodego wieku był całkowicie oddany Bogu. Czcił w sposób szczególny Dzieciątko Jezus. Nosił na szyi kwarcowy medalik z Jego wizerunkiem. Biegli medycyny sądowej powiedzieli, że to kwarc przyciągnął piorun. Piorun wniknął bezpośrednio w jego serce. Natychmiast ustała jego praca. Spaliły się wszystkie organy, po czym prąd pioruna opuścił ciało przez nogi. Próby reanimacji były daremne. Na zewnątrz jednakże nie miał żadnych oparzeń.
Stan faktyczny:
Kwarc (kryształ górski) nie jest przewodnikiem prądu elektrycznego, więc nie ma żadnego wpływu na pioruny. Podpieranie się rzekomą opinią biegłych sądowych to zwykłe wciskanie kitu.


JAJNIKI SPALONE DZIĘKI SPIRALI
Gloria Polo:
Piorun opuścił moje ciało przez lewą nogę. Moje nerki doznały poważnych oparzeń, podobnie jak płuca i jeden z moich jajników. Używałam spirali jako środka antykoncepcyjnego. Ta była z miedzi, a miedź jest przecież dobrym przewodnikiem prądu. Dlatego też moje jajniki zostały tak mocno spalone. Były tak małe jak dwa winogrona. Moje serce przestało bić i byłam praktycznie bez życia. Moje ciało drgało i wibrowało wskutek wstrząsów elektrycznych, które wytworzył piorun. Mokra ziemia była także pod napięciem elektrycznym. Początkowo więc nikt nie mógł mi pomóc, gdyż przez dłuższy czas niemożliwością było dotknięcie mnie.
Stan faktyczny:
Przy napięciach i natężeniach prądu z wyładowania atmosferycznego, ludzkie ciało działa jak całkiem niezły przewodnik. Piorun nie musiałby sobie szukać małego drucika we wnętrzu ciała, mogąc spływać do ziemi całą jego objętością. To po pierwsze.
A po drugie, nawet założywszy, że spirala była z czystej miedzi, i przepłynęło przez nią znacząco więcej prądu niż przez resztę ciała – nie mogłoby to mieć wpływu na jajniki, gdyż spirala ich nie dotyka. Ma ona bowiem kształt litery T, jeden jej koniec jest ulokowany w pobliżu szyjki macicy, a dwa pozostałe bliżej ujść jajowodów. Po szczegóły dotyczące budowy kobiecych narządów rozrodczych odsyłam do atlasu anatomicznego.


DZIECKO W SŁOIKU I BLIZNA PO ABORCJI
Gloria Polo:
Gdy miałam 13 lat, moja przyjaciółka Estela zaszła w ciążę. Gdy mi opowiedziała o swojej ciąży, zapytałam się jej: ?Ale chyba wzięłaś pigułki? Odparła: ?Tak, ale na nic się to zdało.? Powiedziałam: ?I co teraz? Co zrobisz? Kto jest ojcem? Odpowiedziała: ?Nie wiem.? Nie wiedziała, czy było to podczas tego spaceru, czy tamtego, lub na tym festynie, czy też czy ojcem dziecka jest jej narzeczony. Powiedziała mi: ?Powiem po prostu, że to jego (jej narzeczonego).?
W czerwcu ona i jej rodzina pojechali na wakacje. Była już w piątym miesiącu ciąży. Kiedy powróciła, byłam zaskoczona. Nie było już oznak ciąży. Nie było widać dużego brzucha, ale wyglądała jak trup. Była tak blada i nic nie pozostało z tej ekstrawertycznej, żywej dziewczyny, która tak chętnie się bawiła. Mówiąc w skrócie: Nie była tą samą dziewczyną. (…)
Gdy Estela powróciła z wakacji, nie była już tym radosnym podlotkiem co niegdyś, skłonnym do zabaw. Miała zamglone spojrzenie. Nie chciała mi w ogóle opowiedzieć, co się stało. Ale pewnego razu byłam u niej w domu i wtedy pokazała mi bliznę po operacji, z aborcji. Powiedziała: ?Gdy moja matka dowiedziała się, że jestem w ciąży, tak się wściekła, że natychmiast wzięła mnie za rękę, wcisnęła do samochodu i zawiozła do ginekologa. Gdy tam dotarłyśmy, rzekła mu: ?Jest w ciąży. Proszę, niech Pan żąda, czego chce, ale natychmiast trzeba operować moją córkę i usunąć ten problem (jak rzeczowo: problem).??
Po tym jak mi to powiedziała, otworzyła szafę i pokazała mi słoik, w którym w roztworze spirytusowym znajdował się płód. To było jej dziecko. Było już całkowicie rozwinięte, zakonserwowane w tym słoiku. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jej matka obstawała, aby Estela miała przed swymi oczyma konsekwencje swego błędnego postępowania. A na wieczku tego słoika stało pudełko z pigułkami antykoncepcyjnymi, aby nigdy nie zapomniała ich brać. Wyobrażacie sobie coś takiego???
Stan faktyczny
Po aborcji nie zostają blizny. Aborcję z chirurgicznym przecięciem powłok brzusznych stosuje się tylko w niezwykle rzadkich przypadkach ciąży pozamacicznej (zagnieżdżenie się zarodka w jajowodzie lub “wypadnięcie” go do jamy brzusznej). W normalnej sytuacji dzieci nienarodzone morduje się za pomocą:
– Farmakologii (środki wczesnoporonne) – stosowane w początkowym okresie ciąży. Następuje poronienie podobne do naturalnego, po którym oczywiście blizny nie pozostają.
– Mechanicznie – za pomocą wyłyżeczkowania jamy macicy lub poćwiartowania dziecka innymi narzędziami. Ciało dziecka wydobywa się w kawałkach drogami naturalnymi, więc blizny na brzuchu nie ma również w tym przypadku.
– Późne aborcje przeprowadza się barbarzyńskimi sposobami, ale również bez cięcia brzucha. Zarówno przy wstrzyknięciu roztworu soli do worka owodniowego, jak przy aborcji przez “poród częściowy” (miażdżenie główki dziecka podczas wywołanej przedwcześnie akcji porodowej) ciało wydobywa się drogą naturalną.
Bliznę na brzuchu wkładamy więc między bajki. Pozostaje problem dziecka w słoiku.
W przypadku aborcji farmakologicznej – zarodek jest zbyt mały, by dobrze prezentować się w słoiku – wystarczyłaby fiolka.
W przypadku aborcji w I lub II trymestrze ciąży – dziecko jest ćwiartowane żywcem, więc w słoiku nie pływałoby ciało, lecz zakrwawione członki.
W przypadku późnej aborcji z kolei dziecko by się w słoiku po prostu nie zmieściło.
Tak więc trup w szafie również trafia na półkę z horrorami.


JEZIORO SPERMY W CZYŚĆCU
Gloria Polo:
W tym stanie dotarłam do swego rodzaju grzęzawiska, gdzie wiele osób tkwiło po szyję w bagnie i jęczało. Pojęłam, że to bagno złożone było z nasienia, które wytrysnęło w grzesznych związkach i podczas seksualnych zboczeń, za które my ludzie na ziemi jesteśmy odpowiedzialni. Jedynie stosunek płciowy, który dokonuje się w związku sakramentalnym, jest pobłogosławiony przez Boga, gdyż On Sam obecny jest przy tym akcie i jest właśnie trzecią Osobą w tym związku małżeńskim. On jest miłością, która uświęca i uszlachetnia każdy akt małżeński. Seksualność pozbawiona sakramentalnych fundamentów jest tylko czystą żądzą, zaspokojeniem, egoizmem. Właśnie z tego powodu ci ludzie cierpią w tym bagnie, które sami zgotowali sobie na ziemi niepohamowanymi namiętnościami. Każdy, kto uczestniczył w takich grzesznych i pozamałżeńskich stosunkach płciowych, tkwi w owym bezkresnym i cuchnącym bagnie i cierpi niezmiernie z tego powodu. Wstydzi się swoich złych uczynków.
Nagle odkryłam w tym bagnie również mojego tatę. Ujrzałam go zanurzonego po szyję w tej cuchnącej mazi. Przeszył mnie ból i głośno krzyknęłam: ?Tato, co tu robisz?? Odpowiedział płaczącym głosem: ?Moja córko, ach moja córko, cudzołóstwo, niewierność!?
Stan faktyczny:
Abstrahując od kuriozalności sytuacji i niesmaku, jaki pozostawia, żadna ze znanych mi opinii teologicznych nie wspomina o jeziorze nasienia w czyśćcu. Wszystkie znane mi opinie mówią o ogniu czyśćcowym.
ŚLEPE POSŁUSZEŃSTWO BISKUPOM I KAPŁANOM
Gloria Polo:
Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi, Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym Kościoła Rzymsko-katolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić do ziemskiego życia
Stan faktyczny:
Kościół nie żąda ślepego posłuszeństwa, lecz posłuszeństwa poddanego wierze i rozumowi. Gdy władza (również kościelna) nakazuje czyny sprzeczne z prawem Bożym – należy się jej sprzeciwić. Patrz encyklika Diuturnum illud Leona XIII, encyklika Ad beatissimi Apostolorum Benedykta XV oraz św. Tomasz z Akwinu – Suma Teologiczna II a II ae, q. 33 a. 4 ad. 2
Źródło ZŁA I MOC DIABŁA
Gloria Polo:
Kto oglądał film „Pasja” Mela Gibsona, ten przypomni sobie, że szatan był ukazany podczas biczowania Pana jako dziecko, które patrzyło na Jezusa i uśmiechało się do Niego. Szatan jednak nie jest dzieckiem, lecz potworem, przyczyną i sprawcą wszelkiego zła, perwersyjnym, wstrętnym typem, który zniewolił wielu ludzi żądzą ciała, czarami i fałszywymi naukami, np. że diabeł nie istnieje. Wyobraźcie sobie, jaki jest sprytny, że daje się zanegować. Wmawia nam, że go nie ma, aby mógł spokojnie czynić z nami wszystko, co chce. Nawet wierzących okłamuje na wszelkie możliwe sposoby. Sieje zamęt wśród ludzi na tysiące sposobów i wykorzystuje słabe punkty każdej osoby.
Stan faktyczny:
Gloria Polo mocno przecenia znaczenie i rolę diabła. Jest on co prawda “głównym sprawcą grzechu” (patrz rytuał chrzcielny), ale nie jest “przyczyną i sprawcą wszelkiego zła”. Pokusy, zło i grzechy mogą być skutkiem natchnień szatańskich, ale równie dobrze pożądliwości ciała czy wolnej woli człowieka. Szatan też nie może “spokojnie czynić z nami wszystko, co chce”: granicą jest wolna wola człowieka oraz zakres dopustu Bożego (nikt nie jest kuszony bardziej, niż może znieść).


Tak więc “świadectwo” Glorii Polo to zwykła pobożna historyjka, w większej części zwyczajnie wymyślona. Z uwagi na błędy urągające zdrowemu rozsądkowi oraz nieścisłości teologiczne – nie powinna być propagowana w obecnej formie, gdyż naraża wiarę katolicką na zwyczajne ośmieszenie. Natomiast po wprowadzaniu korekt mogłaby być moim zdaniem rozpowszechniana, ale z wyraźną adnotacją, że jest to fikcja literacka.

Och, ty Brahmaputra ! Chiny planują największą zaporę wodną na świecie.

Chiny planują największą zaporę wodną na świecie. To potężne zagrożenie

26.12.2024 https://www.tysol.pl/a132933-chiny-planuja-najwieksza-zapore-wodna-na-swiecie

Władze Chin zatwierdziły projekt budowy największej zapory wodnej na świecie – podała w czwartek Agencja Reutera. Obawy co do projektu wyraziły położone w dolnym biegu rzeki Indie i Bangladesz.

zdjęcie ilustracyjne Chiny planują największą zaporę wodną na świecie. To potężne zagrożenie

zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

Władze Chin zatwierdziły projekt budowy największej zapory wodnej na świecie, która ma powstać na rzece Yarlung Tsangpo (Brahmaputra) na Wyżynie Tybetańskiej – podała w czwartek Agencja Reutera. Obawy co do wpływu projektu na środowisko wyraziły położone w dolnym biegu rzeki Indie i Bangladesz.

Chiny planują największą zaporę wodną na świecie

Według szacunków chińskiej spółki państwowej Power Construction Corp. z 2020 roku połączona z zaporą hydroelektrownia będzie w stanie wyprodukować 300 mld MWh energii elektrycznej rocznie.

To ponad trzy razy więcej, niż produkuje Tama Trzech Przełomów (88,2 mld kWh) w środkowych Chinach, obecnie największa na świecie zauważył Reuters.

To potężne zagrożenie dla środowiska

Jak dodała agencja, spodziewany koszt przedsięwzięcia również ma być większy. Postawienie Tamy Trzech Przełomów kosztowało ponad 254 mln juanów (ok. 35 mld dolarów), czyli ponad czterokrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano, i wiązało się z wysiedleniem ok. 1,4 mln osób.

Nowy projekt ma odegrać kluczową rolę w osiągnięciu przez Chiny celów dotyczących ograniczenia emisji dwutlenku węgla i neutralności węglowej, a także dać impuls do rozwoju pokrewnym gałęziom przemysłu i stworzyć miejsca pracy w regionie – podała agencja prasowa Xinhua.

Chińskie władze nie poinformowały, ile osób będzie musiało zostać przesiedlonych w związku z realizacją projektu.

Mimo uspokajających zapewnień władz w Pekinie obawy dotyczące budowy zapory wyraziły Indie i Bangladesz, położone w dolnym biegu rzeki. Państwa te podkreśliły, że projekt może zmienić nie tylko lokalny ekosystem, ale także bieg rzeki w jej dolnym odcinku.

Chanuka: Franciszek złożył życzenia swoim żydowskim braciom i siostrom.

Franciszek złożył życzenia wyznawcom judaizmu z okazji Chanuki

https://pch24.pl/franciszek-zlozyl-zyczenia-wyznawcom-judaizmu-z-okazji-chanuki

Po odmówieniu modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniu apostolskiego błogosławieństwa Ojciec Święty podziękował za otrzymane życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia i… złożył życzenia wyznawcom judaizmu z okazji święta chanuki.

Drodzy bracia i siostry, ponownie składam Wam wszystkim życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. W tych dniach otrzymałem wiele przesłań i znaków bliskości, dziękuję. Pragnę podziękować wszystkim, każdej osobie, każdej rodzinie, parafiom, stowarzyszeniom. Dziękuję wszystkim.

Wczoraj wieczorem rozpoczęły się obchody święta świata – chanuka, celebrowane przez osiem dni przez „naszych żydowskich braci i siostry” na świecie, którym przesyłam najlepsze życzenia pokoju i braterstwa – powiedział Franciszek.

Jak podkreślał wielokrotnie ks. prof. Waldemar Chrostowski, błędne byłoby przekonanie, że współczesny judaizm stanowi kontynuację Starego Przymierza i z tego powodu miałby być bardzo bliski chrześcijaństwu. Różni się on bowiem fundamentalnie od dawnego testamentu, którego sednem była zapowiedź i przygotowanie do przyjścia na świat Mesjasza, którym był Jezus Chrystus. 

Spontaniczna i kierowana

Spontaniczna i kierowana

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    24 grudnia 2024 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5741

W dzisiejszych czasach coraz mniej jest świętości. Kiedyś, za pierwszej komuny, do świętości należał ustrój socjalistyczny i sojusze, a zwłaszcza jeden – ze Związkiem Radzieckim. Edward Gierek, którego Naczelnik Państwa jeszcze niedawno zachwalał, jako „polskiego patriotę”, kazał nawet ten sojusz wpisać do konstytucji, razem z przewodnią rolą Partii w budowie socjalizmu. Wprawdzie konstytucją Partia się specjalnie nie przejmowała, a w każdym razie nie tak, jak teraz, kiedy nawet Kukuniek nie zdejmuje przepoconej koszulki z napisem „konstytucja” – ale na podstawie tego przepisu Związek Radziecki zyskiwał wobec Polski roszczenie, że musi się z nim przyjaźnić. Gdyby, dajmy na to, Polska przyjaźnić się nie chciała, to dopuszczałaby się deliktu konstytucyjnego, a wtedy ZSRR mógłby legalnie przywrócić stan zgodny z prawem na przykład przy pomocy „bratniej pomocy”. Jak widzimy, „polscy patrioci” chadzają bardzo krętymi ścieżkami i nie jestem pewien, czy przypadkiem nie dlatego Naczelnik Państwa tak wychwalał patriotyzm Edwarda Gierka, że sam – to znaczy , do spółki z Tuskiem Donaldem – stręczył Polakom w roku 2003 Anschluss, którego skutki okazują się właśnie bardzo podobne do skutków wpisania przyjaźni ze Związkiem Radzieckim do konstytucji?

Ale mniejsza o Naczelnika, któremu teraz Volksdeutsche Partei właśnie uchyliła immunitet z powodu spoliczkowania pana Komosy. Ten pan Komosa przedstawia się jako „przedsiębiorca”, tak samo, jak jegomość, co to spenetrował prawdę o dyplomie wystawionym panu marszałkowi Hołowni przez Collegium Tumanum – że leży on sobie w aktach prokuratury. Zachodzę w głowę („zachodzim we um z Podgornym Kolą…”) skąd prości przedsiębiorcy mogą wiedzieć takie rzeczy i dlaczego nie mają większych zmartwień, jak tylko za własną krwawicę puszczać wianki na smoleńskich miesięcznicach – chyba, że za te wianki płaci ktoś z jakiegoś gadzinowego funduszu? Inni przedsiębiorcy wiją się w uścisku urzędów skarbowych i ledwo zipią w ich objęciach – a tu – proszę – co miesiąc wianuszek i żadnych zmartwień. Co tu ukrywać; daj Boże każdemu!

Wróćmy jednak do świętości. Za pierwszej komuny był to ustrój socjalistyczny i sojusze. W ramach dopuszczalnej wolności słowa dopuszczalna była wprawdzie krytyka, ale tylko w stosunku do „niedociągnięć”, co to zdarzały się „tu i ówdzie” – bo zasadniczo wszystko było gites tenteges, a jeśli nawet nie było, to winne były „trudności wzrostu” – tak samo, jak i dzisiaj. Jest źle, bo jest dobrze, tak samo, jak jest zimno, bo jest ciepło – co właśnie napisali w swoim orędziu do narodu polskiego młodzi ludkowie z „ostatniego pokolenia”.

Z rozbrajającą szczerością podają, że ich protest spowodowany jest „stanami lękowymi”. Dlaczego zatem, zamiast pójść do wariatkowa, gdzie wracze poddaliby ich elektrowstrząsom, przyklejają się do jezdni i to w najbardziej ruchliwych punktach miasta? Trudno to pojąć, ale tak już jest z wariatami. Z łajdakiem można się jakoś dogadać, ale z wariatem – nigdy. Więc wracając do krytyki z czasów pierwszej komuny, to mogła być ona wyłącznie „konstruktywna”, to znaczy – nieugięcie stojąca na nieubłaganym gruncie akceptacji ustroju i sojuszów. W przeciwnym razie stawała się „krytykanctwem”, które mogło być powodem wszczynania przez SB wobec takiego delikwenta „sprawy operacyjnego rozpracowania”.

Teraz ustrój socjalistyczny przestał być świętością, podobnie jak „sojusze” – ale nie wszystkie, tylko tamte, bo te nowe – na przykład z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem, czy też powstałe wskutek Anschlussu – nadal są świętością, a w każdym razie – taki kult propaguje w naszym bantustanie Judenrat „Gazety Wyborczej”. Oprócz sojuszów za świętość uchodzi teraz demokracja. Jak ktoś nie wierzy w „demokrację” to zostaje napiętnowany jako „ekstremista” najlepiej „prawicowy”, albo nawet – „skrajnie prawicowy” – co jest odpowiednikiem „kontrrewolucjonisty” z czasów pierwszej komuny – za co szło się do dołu z wapnem, a w najlepszym razie – na Kołymę z tak zwaną „ćwiarą”, czyli 25-letnim wyrokiem, wymierzanym przez ówczesne niezawisłe sądy.

Więc demokracja jest dzisiaj jedną z nielicznych już świętości – ale warto odnotować, że występuje ona w dwóch postaciach: demokracji spontanicznej i demokracji kierowanej. Tak się szczęśliwie złożyło, że właśnie w tym roku, a nawet „w dniach ostatnich”, mogliśmy obejrzeć sobie obydwie postacie demokracji w działaniu. Demokracja spontaniczna objawiła się w Ameryce podczas tegorocznych wyborów prezydenckich. Wprawdzie był rozkaz, że „wszyscy” mają głosować na panią Kamalę Harris, co to była zatwierdzona również przez tamtejszy Judenrat, na którego usługi oddała swoje pióro nasza Jabłoneczka – ale wyszło jak zawsze, to znaczy – głupie goje nie głosowały zgodnie z rozkazem, tylko – jak który chciał. W rezultacie prezydentem-elektem został Donald Trump, przeciwko któremu tamtejsze panienki z amerykańskiego „ostatniego pokolenia” proklamowały „czteroletni strajk seksualny”. Ciekawe, czy do tego strajku przyłączyła się Jabłoneczka, czy może jednak żal się jej zrobiło Księcia-Małżonka?

Na podstawie tego przypadku możemy ustanowić spiżową prawidłowość – na czym polega istota demokracji spontanicznej. Otóż polega ona na tym, że suwerenowie głosują, jak chcą. Z tego powodu Judenraty na całym świecie przeżywają potężne dysonanse poznawcze i doświadczają zgryzot, bo zdecydowana większość głupich gojów do demokracji nie dojrzała, z czego potem wynikają straszliwe katiusze, które zasmucają pana redaktora Michnika i cały Judenrat. Ale oto pojawiło się światełko w tunelu i to gdzie? W Rumunii. Odbyła się tam pierwsza tura wyborów prezydenckich w której najlepszy wynik uzyskał kandydat nie zatwierdzony przez Sanhedryn. Zapanowała konsternacja, którą przerwał tamtejszy Sąd Najwyższy, unieważniając wybory, które w związku z tym odbędą się „w terminie późniejszym”, to znaczy – jak się rumuńskie goje zreflektują, że trzeba głosować nie tak, jak się komuś chce, tylko tak, jak trzeba. To jest właśnie przykład drugiej postaci demokracji, mianowicie demokracji kierowanej, w ramach której głupie goje głosują zgodnie ze światłymi wskazaniami Judenratu. Dopiero stawiamy na tej drodze pierwsze kroki, ale tylko patrzeć, jak się okaże, że nie ma potrzeby rejestrowania wielu kandydatów, czy rozmaitych list. Czy nie wystarczy jeden, właściwy kandydat i jedna lista?. Tak było za klasyka demokracji Józefa Stalina i świat się nie zawalił, to i teraz też się nie zawali.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Kto jest dziś największym prześladowcą chrześcijan?

Kto jest dziś największym prześladowcą chrześcijan?

https://pch24.pl/kto-jest-dzis-najwiekszym-przesladowca-chrzescijan

Afryka stała się dziś poligonem wielu ideologii i trwa tam walka o wpływy wielu stron, w tym Chin, Rosji i krajów muzułmańskich. To walka o duszę Afryki i wstawienie jej na nowe tory, dlatego chrześcijaństwo bywa zaduszane w zarodku, aby się nie rozszerzało i nie przynosiło tego, co wnosi w życie społeczne, czyli ideału wolności, odpowiedzialności, równości i służby. Ma na to wpływ dynamicznie rozwijający się Kościół w Afryce, liczba nawróceń, chrztów… i to próbuje się zatrzymać – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prof. Piotr Roszak.

Wielebny Księże profesorze, kto jest dzisiaj największym prześladowcą chrześcijan? Islamiści z ISIS i innych organizacji terrorystycznych? Hindusi, którzy z roku na rok są coraz bardziej agresywni i bezwzględni w stosunku do wyznawców Chrystusa? A może politycy, którzy przerywają Msze Święte, obrażają kapłanów, poniżają wiernych, nakazują zdejmowanie krzyży z publicznych placówek etc.?

Wesprzyj nas już teraz!

25 zł

50 zł

100 zł

Nie można zlekceważyć żadnych z tych form prześladowania chrześcijan, jest ich niestety coraz więcej na świecie, ale trzeba je wszystkie widzieć szerzej, jako część procesu, który choć głównie toczy się w swej krwawej formie w jednym miejscu, to jednak już za chwile może zdarzyć się w kolejnym. Trudno dziś polemizować z faktami, a te są naprawdę przerażające. Szczegółowo informują o tym indeksy prześladowania chrześcijan na świecie, które alarmują – bo to nie jest jedynie informowanie, one próbują budzić świadomość wszystkich – o coraz większej liczbie chrześcijan, którzy tracą życie ze względu na to, że są chrześcijanami, pozbawia się ich dorobku życia, możliwości rozwoju, słyszymy o gwałtach na chrześcijankach, porwaniach, krwawych pogromach. Nie mówimy o pierwszych wiekach chrześcijaństwa, ale o XXI wieku.

Kto jest największym prześladowcą? Wszystko zależy od miary i skali, ale nie można skupić się jedynie na morderstwach chrześcijan jako ekstremalnej formie prześladowań. Trzeba widzieć szerzej, bo krwawe prześladowania w wielu krajach świata to rezultat finalny pewnego procesu, który zaczyna się od uproszczeń, stereotypów, uprzedzeń wobec ludzi wierzących i religii jako takiej – np., że katolicy to wrogowie postępu, że religia jest szkodliwa, że biskupi we wszystkim przeszkadzają, że lepiej się żyje bez katolików etc. Innymi słowy krwawe prześladowania zaczynają się często od nachalnego medialnego „obrzydzania” chrześcijan, a kończy na dyskryminacji i różnych formach prześladowań fizycznych. Dlatego trzeba widzieć całość tych zjawisk i nie bagatelizować, gdy ktoś przerywa msze świętą, ubliża duchownym, wyśmiewa święta religijne, bo to nie jest to wyraz wolności słowa, ale uruchamianie lawiny, która choć zaczyna się od małego kamienia, to ostatecznie prowadzi często do wielkich szkód. Mamy tendencje, aby ignorować sprawy, które dzieją się daleko od nas, Afryka czy Azja wydają się być poza bieżącymi problemami, ale to się przybliża do Europy i  nie powinno się „ważyć” ciężaru kwestii jedynie ofiarami śmiertelnymi. Tam jest wiele ‘złamanych żyć’, karier, rodzin…

Niestety, nasila się z roku na rok przekonanie o szkodliwości religii i „wolności od religii” jako szczytowego osiągnięcia cywilizacyjnego, co jest wielkim kłamstwem i ironią, a które to slogany nie kończą się na słowach, ale usuwaniu krzyży, niszczeniu kaplic, podpaleniach świątyń, atakach na duchownych. Nie mówimy o dalekich krajach, ale o Polsce.

Istnieją także takie sposoby działania przeciw chrześcijaństwu, które programowo stawiają sobie za cel wyeliminowanie lub marginalizowanie wyznawców Chrystusa. W myśl tego oświeceniowego planu chrześcijaństwo ma wyparować, zniknąć – może najlepiej ze swoimi świątyniami, bo te budzą sumienia, gdy widzi się piękne katedry, a które dopytują gdzie są chrześcijanie? Trudno usłyszeć pozytywne słowa o chrześcijaństwie, zaproszenia do wspólnego działania na rzecz dobra wspólnego, gdyż dominuje mentalność karczownika, który chce wyciąć las, aby zasadzić swoje nowe sadzonki. Karczowanie coraz to nowych połaci życia społecznego z odniesień do religii jest jednak de facto formą walki z chrześcijaństwem w wymiarze europejskim.

Przez lata Zachodnia Europa żyła w strachu przed groźbą kolejnych zamachów terrorystycznych organizowanych przez islamskich terrorystów. W ostatnim czasie zamachy terrorystyczne na Zachodzie są coraz rzadsze i najczęściej mamy do czynienia z atakami nożowników, a nie terrorystów wysadzających się w powietrze. Jedni twierdzą, że to zasługa sprawnie działających służb. Inni, że islamiści osiągnęli cel – wywołali strach. Kolejni, że zamachy nie są potrzebne, bo rządy de facto realizują agendę islamistów i niszcząc chrześcijańskie korzenie Europy zniechęcają ludzi do chrześcijaństwa i wiary. Czy którakolwiek z tych teorii wydaje się Księdzu profesorowi prawdziwa? A może odpowiedź jest jeszcze inna?

Z mojej perspektywy chodzi o wywołanie strachu, by nikt nie czuł się pewnie w swoim państwie, ale to także sposób „markowania” terenu, a więc wskazania gdzie wzrastają wpływy islamu tam oddala się próg reakcji na krytykę czy podważanie jego roli. Formy ataków zmieniają się, dostosowują do reakcji społecznych, ale ich cel jest związany z tym, aby usankcjonować obecność radykalnych form islamu. Podważenie tego ma być traktowane jako atak na te religię, a przypominanie o chrześcijaństwie w historii czy sztuce Europy czymś niebezpiecznym, czego należy unikać. Efektem tych procesów jest chrześcijaństwo „przyciszone” jak przycisk w telewizorze, którym wyłączamy dźwięk: widać obrazy ale jak w niemym filmie coraz trudniej rozpoznać o co chodzi. Wydaje się, ze niestety zmierza to do takiej sytuacji. Pewne zabytki dawnej kultury chrześcijańskiej mogą jeszcze pozostać, nawet udzieli się wsparcia finansowego na ich odrestaurowanie, ale mają być już bez kultu, w pewien sposób „nieme”, bez religijnego przekazu – ile razy opowiada się o zabytkowych świątyniach niemal wszystko (rozmiary, historię, sztukę etc.), ale bez przekazu teologicznego, jaka idea chrześcijańska kryje się w architekturze np. katedr.  Odpowiedzią na to może być wzrastająca świadomość chrześcijan i niezgoda na odbieranie tego głosu, a nade wszystko  wskazywanie korzenia, z którego wyrastamy. Dlatego wyzwaniem jest nowy sojusz z kulturą, a nie okopywanie się i gettoizacja chrześcijaństwa, które zdaniem niektórych ma stać się skansenem w Europie. Dużym, ale skansenem.

Islamscy terroryści od kilku lat dokonują krwawych zamachów na chrześcijan w Afryce, w takich krajach jak m. in.: Burkina Faso, Somalia, Nigeria czy Mozambik. Dlaczego akurat tam? Czy ma to związek z rosnącą liczbą chrześcijan w tych krajach na skutek nawrócenia?

Afryka stała się dziś poligonem wielu ideologii i trwa tam walka o wpływy wielu stron, w tym Chin, Rosji i krajów muzułmańskich. To walka o duszę Afryki i wstawienie jej na nowe tory, dlatego chrześcijaństwo bywa zaduszane w zarodku, aby się nie rozszerzało i nie przynosiło tego, co wnosi w życie społeczne, czyli ideału wolności, odpowiedzialności, równości i służby. Ma na to wpływ dynamicznie rozwijający się Kościół w Afryce, liczba nawróceń, chrztów… i to próbuje się zatrzymać. Wydaje mi się jednak, ze głównym powodem jest nie tyle zatrzymanie ekspansji chrześcijaństwa, jego wzrastającej obecności, ile starcie cywilizacyjne, pewnej formy widzenia świata, człowieka, która uniemożliwia lub osłabia dyktatury czy ideologie. A tego dokonuje chrześcijaństwo.

Czy w przypadku komórek terrorystycznych ISIS, Boko Haram bądź Al-Kaidy w Afryce islam ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie jako religia, czy może raczej mamy tam do czynienia z islamem jako systemem kulturowo-politycznym, który nienawidzi chrześcijan, ponieważ ci są dla nich uosobieniem Zachodu, który od zawsze jest przez islamistów postrzegany jako największe zło?

Te dwa wymiary, religijny i kulturowo-polityczny współistnieją ze sobą, ale rzeczywiście czasem drugi dominuje nad pierwszym, bardziej widocznym w społeczeństwie. Od początku jednak islam był rozwijany, jako taki właśnie system organizacji życia plemion arabskich i nie dziwi, że nadal ma takie znaczenie. Relacje historyczne do chrześcijan były różne, od epoki współpracy i traktowania jako „ludzi księgi”, ale mimo wszystko drugiej kategorii, ze specjalnymi podatkami za bycie chrześcijanami, jak to było np. w Hiszpanii w okresie od VIII w. do XV, gdy w wielu regionach Półwyspu Iberyjskiego rządzili władcy muzułmańscy, po otwartą wrogość i pogromy. Chrześcijanie musieli ubierać się w Al-Andaluz w określony rodzaj stroju, nie mogli opuszczać pewnych dzielnic miasta – żyli w pewnym sensie w getcie, zablokowany mieli dostęp do zawodów i urzędów. Historia relacji z islamem i systemem politycznym, jaki przynosił do Europy jest więc różnorodna. Warto te dwa wymiary, religijny i polityczny, od siebie oddzielać.

Afryka to nie tylko islamscy terroryści, ale również niekończące się wojskowe zamachy stanu w wyniku których, również bardzo często pierwszymi prześladowanymi są chrześcijanie. Dlaczego to właśnie chrześcijanie są „kozłami ofiarnymi”?

Pewnie dlatego, że inaczej rozumieją życie społeczne, jako służbę dla dobra wspólnego, przyświeca im ideał, który stoi na antypodach zamachowców i agresorów. Na białym tle inaczej widać kolor czerwony czy czarny niż na różnych odcieniach szarości, gdyż razi i unaocznia właściwe zamiary. Chrześcijańska etyka społeczna przeszkadza w eksploatowaniu drugich, a do tego stara się przełamywać podziały społeczne, a te zwłaszcza plemienne są żywe, mocniejsze niekiedy niż religia.

Dlaczego chrześcijanie w Afryce nie mogą liczyć na misję ratunkową? Dlaczego nikt nie zgłasza głośno – jak chociażby mamy to w przypadku wojny na Ukrainie – żeby do konkretnego kraju wysłać żołnierzy ONZ z misją stabilizacyjną, której celem będzie przede wszystkim ratowanie chrześcijan przed prześladowaniami i śmiercią?

To obrazuje nierówne traktowanie, bo okazuje się, że są lepsi i gorsi w pomocy humanitarnej, a głos chrześcijan prześladowanych za wiarę jest ignorowany, bo nie potwierdza z góry przyjmowanych tez, że chrześcijaństwo jest uprzywilejowane, to idzie na przekór takim uprzedzeniom. Ale to efekt także odsuwania wartości religii z dyskursu społecznego, pomniejszanie jej roli i traktowania, jako tego co przeszkadza wolności. Dla sformatowanej w ten sposób mentalności ostatnią rzeczą, której będzie się bronić to wyznawcy danej religii.  Zastanawia jednak ta bierność, która jest milczącym oskarżeniem na ile wiarygodne są wszystkie deklaracje humanitarne, rzekome na biorące pod uwagę rasy, pochodzenia czy religii.

Czy afrykańscy chrześcijanie mają dokąd uciekać? BA! Czy ktokolwiek chce ich przyjąć? Coraz częściej pojawiają się relacje, że pomoc chrześcijanom kończy się, mówiąc kolokwialnie, nie najlepiej dla udzielających pomocy…

To widać w Afryce, ale także w Palestynie, gdzie dramat wyznawców Chrystusa w Ziemi Świętej nie zwraca uwagi świata, nie prowadzi do systematycznej pomocy czy programów wsparcia. Jakby wstydzono się w imię oświeceniowych ideałów pomagać wyznawcom religii, bo przecież tyle mówi się, że one są agresywne, niebezpieczne… a okazuje się, że jest odwrotnie. Wielu boi się też łatki medialnej, że pomoc dla swoich współwyznawców pogłębia podziały i dlatego przykładnie należy pomagać wszystkim, byle nie chrześcijanom… Zapanował jakiś dziwny wstyd przed własnymi korzeniami.

Kolejna kwestia to wielokrotne „pouczanie” afrykańskich hierarchów przez niektórych hierarchów europejskich. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że biskupi z krajów afrykańskich sprzeciwiają się np. udzielaniu Komunii Świętej rozwodnikom w nowych związkach, błogosławieniu tzw. par LGBT, a także otwartym tekstem odmawiają odprawienie pogrzebu i pochowania na katolickim cmentarzu masonów, za co spada na nich krytyka takich ludzi jak m. in. niemiecki kardynał Walter Kasper, czy inni zwolennicy liberalnego kursu Kościoła. Czy tego typu sytuacje będą się nasilać, czy może wręcz przeciwnie – duchowni z Afryki pójdą w ślady progresistów z Europy?

Uciszanie doktrynalne biskupów afrykańskich czy pokazowe reinterpretowanie ich głosu jako kontekstu szczególnego, bez znaczenia dla innych wspólnot trwa już od jakiegoś czasu. Trudno odmówić tym Kościołom poczucia świeżości Ewangelii i jej wymagań, co musi budzić oburzenie, gdy zestawi się to z mdłym chrześcijaństwem, które wstydzi się samo swoich twierdzeń, przeprasza za to, ze jest i w takiej formie funkcjonuje w społeczeństwie… Myślę, że jak były naciski ONZ i innych agencji, tak i głosy starszych kościołów będą się nasilały… uzależnianie form pomocy od tego. Na taką sytuację ma też wpływ kształcenie duchownych w Europie i próba „zeuropeizowania” wspólnot afrykańskich.

Przejdźmy teraz na kilka chwil do tego wszystkiego, co dzieje się w Nikaragui, gdzie reżim Daniela Ortegi wypowiedział wojnę Kościołowi. Kolejni duchowni są prześladowani, aresztowani, szykanowani, albo – mówiąc po prostu – dostają wilczy bilet i zakaz powrotu do kraju. Zakonnicom rozkazano, aby do końca roku opuściły kraj. Dlaczego nie słyszymy, aby Watykan i inne kraje głośno i nieustannie protestowały w tej sprawie zwłaszcza, że z każdym dniem prześladowania w Nikaragui nasilają się?

Być może nie znamy wszystkich form aktywności dyplomatyczne Watykanu i innych krajów, bo nie wszystko jest w blasku fleszy… Ale nie może to moim zdaniem oznaczać obojętności i strachu, bo potrzebna jest jasna prezentacja stanowiska, aby nie rozszerzało się dalej zło. W pewnym momencie musi paść non possumus i elementarne stawanie w obronie podstawowych wolności. Nie można przecież pozwolić się okraść – jak widzisz, że złodziej wchodzi do domu to nie możesz przyglądać się biernie, może weźmie tylko kilka rzeczy, a potem może sam odda… to naiwne i rozzuchwalające złodzieja – dlatego jest ważne, aby zakwestionować jego nieuprawnioną obecność i by przestał kraść. Wyrzucanie osób z kraju dlatego, że są katolikami jest niedopuszczalne i powinno być nagłaśniane, a nie wyciszane. Także dlatego, ze buduje fałszywy obraz sytuacji – wmawia się, ze katolicy są uprzywilejowani, wszędzie traktowani z szacunkiem, a prawda jest inna. Są na celowniku współczesnych ideologii i pierwszymi ofiarami reżimów totalitarnych.  

Sam Ortega może liczyć na dużą przychylność niektórych środowisk antyamerykańskich, które… przyznają mu rację. Dla tychże środowisk biskupi Nikaraguy to tak naprawdę „amerykańscy agenci”, którzy są finansowani przez Waszyngton i mają na celu obalenie Ortegi… Jak by to Ksiądz profesor skomentował?

Jako krótkowzroczność – język agentury gdy wkrada się do opisu Kościoła zapowiada złe rzeczy, tak było w Polsce gdy kurie i księży nazywano w ten sposób tylko dlatego, że broniono wolności innych, gdy biskupi nie zgadzali się na zawłaszczenie kraju… Widać, ze w ocenie tej sytuacji są zaślepieni perspektywą polityczną i własnymi sympatiami, a nie realnym opisem sytuacji.

Na koniec przejdźmy do tego, co dzieje się w Polsce. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zakazał wieszania krzyży w nowych placówkach miejskich. Wielu zinterpretowało to jako „zakaz krzyży” i… zdjęło najważniejsze symbole katolików ze ścian budynków miejskich.

Niestety nie obserwowaliśmy większych protestów ze strony Episkopatu. Dlaczego?

Warto dla sprawiedliwości przypomnieć, że były wypowiedzi wielu pasterzy, które pokazywały niegodziwość takiego postępowania, nastawione na wezwanie do opamiętania z tego szaleństwa, wprowadzanego bez konsultacji społecznych, na zasadzie arbitralnej decyzji. Czasami oczekujemy, aby od razu mocno reagować w mediach, ale przecież nie chodzi o potyczki słowne, kto wygra na poziomie retorycznym, ale o obronę krzyża i obecności publicznej chrześcijaństwa, niemarginalizowanie go. Kościół w tej drodze wybiera nie starcie medialne, ale stawia na kulturę argumentacji, uzasadniania swoich stanowisk… Myślę, że wzorem św. Szczepana, biskupi na lecące w ich stronę kamienie odpowiadają życzliwością, dobrocią – tak jak pierwszy męczennik, który, zauważmy, pozostaje „życzliwy” wobec opresorów, tłumaczy, wyjaśnia, choć ostatecznie to jego dobre nastawienie jest ignorowane… podobnie i ta gotowość do dialogu ze strony episkopatu, mam wrażenie, nie jest przyjmowana jednak w takich kategoriach.

Sprawa zdejmowanych krzyży w urzędach warszawskich wywołała jednak inny efekt, mianowicie inicjatywy w parafiach stolicy, gdzie zbierano podpisy przeciwko takim działaniom wymierzonym w katolików i pokazano, że nie ma na to zgody. Tak powinniśmy działać w wielu innych miastach, gdyby pojawiały się podobne próby usuwania tego symbolu wiary ze szkół czy miejsc publicznych. Warto się uczyć tego oporu społecznego. To niesie z sobą przesłanie duchowe, bo chodzi o wezwanie, aby krzyża się nie wstydzić i gdy niestety znika on z łańcuszków na szyi, zastępowany innymi ozdobami, może wtedy warto np. kłaść go na biurko, gdy pracuje lub w miejscu pracy… Na zło odpowiadać dobrem, to znaczy wzmocnieniem obecności krzyża na poziomie osobistym.

Ponadto, z pewnością w polskich realiach trzeba dobrze zdiagnozować sytuację konfrontacji z agresywnym sekularyzmem, który by wyrzucał, zasłaniał, usuwał, opiłowywał etc. Brakuje przy KEP wielu form działań wspierających przez różne gremia eksperckie, które pomagałyby pasterzom w tym by „widzieć” całą perspektywę, a nie jedynie wycinek, by nie poddać się manipulacjom, które są coraz bardziej wyszukane, choć nadal łatwe do wytropienia.

Niemal wszystkie nowożytne rewolucje antychrześcijańskie rozpoczynały się od ograniczania, a potem zakazu nauczania religii. W Polsce w chwili, gdy rozmawiamy wciąż trwają rozmowy w tej sprawie na linii MEN-Episkopat. Resort Nowackiej wydaje się jednak nieugięty. Kto zdaniem Księdza profesora wygra tę batalię?

Co powinien zrobić Kościół, jeśli MEN nie ustąpi?

Z medialnych przekazów widać, ze trudno nazwać to rozmową – to oznajmianie jednej strony, a nie dialog otwarty na „racje”. To forsowanie rozwiązań, które druga strona ma ze spuszczoną głową przyjmować, bo jest stereotypizowana, czyli utrwala się w mediach wizerunek kościoła uprzywilejowanego, a nie tego, że religia jest prawem obywateli, uczniów i rodziców. Medialne reakcji MEN na argumenty episkopatu to wrzask medialny, oskarżenia wobec episkopatu… Czy to ideał demokracji, w której nie wolno podnosić swoich postulatów? Wprowadza się do dyskursu emocje i próby rozgrywania drugiej strony, … to znaczy, że celem nie jest wypracowanie nowych rozwiązań tylko narzucenie własnych.  Dlatego wydaje się, że ich celem jest zakaz nauczania religii, to wydaje się być punktem dojścia, czy to będzie podzielone na etapy i najpierw ograniczone do jednej godziny, potem do ½ a potem w ogóle… to nie ma znaczenia. Celem jest wypchnięcie Kościoła z dostępu do młodzieży, stworzenie społecznego poczucie, że religia dzieje się to „obok” życia normalnego, takie „hobby” niezobowiązujące, które może być lub nie.

Co można zrobić? Wytrwać w swoim stanowisku i budować koalicję wielu środowisk… warto potraktować to jako szansę i nie bać się rozmowy nt. przyszłości lekcji religii, jej wartości. Można przekuć to na krok do przodu, z jednej strony jeszcze bardziej podnieść świadomość wartości wychowania religijnego, ogólnopolską akcję wsparcia, ale nie przez podpisy, lecz serię dobrych praktyk. Wiele osób coś zawdzięcza tym lekcjom, od otwartych dyskusji – czasem tylko na tej lekcji można było stawiać pewne pytania – po poszerzanie horyzontów.

Na próby obrzydzania religii, zniechęcania do niej, warto podjąć nie jedną akcję, ale systematyczną próbę budowania zaplecza, wzmocnienia relacji z środowiskami akademickimi, nauczycielskimi. Pokazać wartość edukacji religijnej. Jestem przeświadczony, że wysiłek przekonywania i tłumaczenia, cierpliwego, ale nie nachalnego, zawsze przyniesie skutek. Religia to dziś klucz do zrozumienia siebie, historii Polski, kultury europejskiej. Dlaczego zabierać ten klucz?

Na koniec chciałem zapytać o zamordowanie ks. Lecha Lachowicza. Do napaści na kapłana doszło po niedzielnej Mszy świętej sprawowanej w parafii św. Brata Alberta w Szczytnie. Ks. Lech Lachowicz był obecny na plebanii, na teren której wtargnął 27-letni mężczyzna i brutalnie pobił kapłana. Mężczyzna użył do tego „ciężkiego przedmiotu”, powodując liczne obrażenia na ciele duchownego. Niestety ciosy napastnika spadły również na czaszkę kapłana, powodując jej złamanie i obrzęk tkanki mózgowej. Kilka dni po ataku kapłan zmarł. Kapłani w Polsce są coraz częściej obiektami przemocy fizycznej. Państwo polskie sprawia wrażenie, jakby nie chciało dostrzegać problemu. Czy przyjdzie opamiętanie, czy ataki będą się nasilać?

Wiele organizacji na świecie i w Polsce przygotowuje coroczne raporty na temat przypadków naruszeń wolności religijnej i obserwuje si brutalizację działań wymierzonych w chrześcijan, choć skala nie jest jeszcze tak wielka jak w innych krajach. Ale widać coś bardzo niepokojącego: systemowe oswajanie z przemocą wobec wierzących. Ona jest ignorowana – zamiast np. tej informacji w mediach, dokładnie w tym samym czasie sztucznie nagłaśnia się przykłady szkalujące katolicyzm. Dlaczego mają miejsce takie chwyty? Bo temat ataku na ks. Lachowicza jest niewygodny dla tych, którzy całe lata opowiadają o przywilejach Kościoła.

Wydaje mi się, ze milczenie wobec takich faktów wprowadza pewne „przyzwolenie” medialne/społeczne/polityczne na takie działania i to niestety przynosi swój efekt. Zastanawiające, że gdy podejmuje się temat mowy nienawiści to dziwnie nie wymienia się jednej z najważniejszych tożsamości osobowych, jaką jest ta religijna… mówi się to tożsamości płciowej, kulturowej, językowej, a religijną pomija lub traktuje na bardzo dalekich miejscach po przecinku.

Wydaje mi się, że podgrzewanie sporu społecznego, antagonizowanie grup społecznych, rozbijanie poczucia pracy dla dobra wspólnego niestety prowadzi do zwiększonej agresji.

Dobrą odpowiedzią i wyrazem niezgody na taki styl relacji społecznych może być już choćby mówienie o tych sprawach. Dlatego raporty wielu organizacji społecznych monitorujące poziom przestrzegania wolności religijnej ogrywają ogromną rolę, bo unaoczniają problem, pokazuję jego skalę i zasięg, dostarczają faktów. A te są niestety niewygodne dla wielu, którzy chcieliby lansować przekonanie oderwane od rzeczywistości. Jak zawsze, Kościół i tym razem wzywa do realizmu, bo pewien jest, ze tylko prawda może nas wyzwolić.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz Kolanek

Nadzieja umiera ostatnia. Na Ukrainie właśnie umiera

Nadzieja umiera ostatnia. Na Ukrainie właśnie umiera

25.12.2024 https://nczas.info/2024/12/25/nadzieja-umiera-ostatnia-na-ukrainie-wlasnie-umiera/

Mało kto żyje nadzieją, że okupowane tereny wrócą do Ukrainy. Coraz częściej mówi się o pokoju zamiast o zwycięstwie Ukrainy – powiedział PAP dyrektor Caritas-Spes-Charków ks. Wojciech Stasiewicz. To już trzecie w cieniu wojny święta Bożego Narodzenia na Ukrainie.

Pochodzący z Lublina ks. Wojciech Stasiewicz posługuje we wschodniej Ukrainie od 2006 r. Jest dyrektorem Caritas-Spes-Charków, wikariuszem w parafii katedralnej w Charkowie. Zapytany o aktualną sytuację podkreślił, że w tym ukraińskim mieście widać duży wzrost napływu uchodźców ze wschodniej Ukrainy, w szczególności mieszkańców Donbasu. Zaznaczył, że od października 2024 r. władze ukraińskie prowadzą dość rygorystycznie działania mobilizacyjne, weryfikując objętych poborem mężczyzn, co jest spowodowane brakami kadrowymi w armii.

„Wojna wciąż trwa. Charków jest nadal ostrzeliwany. Niedawno mieliśmy w ciągu nocy dwa uderzenia na miasto. Nie ma tak naprawdę tygodnia, by można oznajmić, że jest spokój” – dodał duchowny.

Zwrócił uwagę, że po ponad tysiącu dniach wojny społeczeństwo ukraińskie jest zmęczone i pragnie tylko jednego – pokoju.

„Coraz częściej mówi się o pokoju zamiast o zwycięstwie Ukrainy. Mało kto żyje nadzieją, że okupowane tereny wrócą do Ukrainy” – zaznaczył ksiądz.

Jego zdaniem, ostatnie miesiące pokazały, że ta wojna niesie coraz większe okrucieństwo.

„Ukraina się wykrwawia. Nikt nie podaje statystyk, ale patrząc nawet na jeden z cmentarzy w Charkowie, to pochowanych jest tu ponad 3 tys. ofiar wojny. To prowadzi do refleksji, pytań, ile dni jeszcze można żyć w takim zagrożeniu, strachu, lęku i w stresie” – powiedział duchowny.

Ks. Stasiewicz podkreślił, że Ukraińcy wiążą duże nadzieje z obietnicami zakończenia wojny w Ukrainie formułowanymi przez prezydenta elekta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

„Za jego pierwszej kadencji Ameryka miała najmniej wojen i konfliktów zbrojnych na całym świecie. Każdy liczy, że skoro sankcje nie działają na władze Rosji, to może on jest w stanie jakoś spowodować zaprzestanie dalszej eskalacji na terenie Ukrainy” – wyraził nadzieję.

Zapytany o święta Bożego Narodzenia podkreślił, że na ulicach Charkowa widać ich namiastkę, bo – w porównaniu do dwóch poprzednich lat – pojawiło się więcej ozdób i iluminacji. Dekoracje są również w podziemiach, na stacjach metra, gdzie przebywa sporo ludzi.

Duchowny przekazał też, że ze względów bezpieczeństwa wszelkie nabożeństwa i pasterka będą celebrowane znacznie wcześniej z powodu godziny policyjnej.

„Szykujemy się do świąt, ale cały czas w cieniu wojny. Mimo wszystko mamy nadzieję, że będą one czasem radości, wsparcia i spokoju. Te dni przypominają też, że w tym trudnym czasie jesteśmy razem i się wspieramy” – powiedział ks. Stasiewicz.

===================

[Czyj to komentarz? Bo nie – księdza. md]

Od rozpoczęcia pełno-skalowej wojny Rosja okupuje ok. 20 proc. terytorium Ukrainy. Z powodu rosyjskiej inwazji zginęło ponad 11 tys. cywilów, co najmniej dwa razy tylu zostało rannych, a kilkanaście milionów Ukraińców zostało zmuszonych [przez kogo? Czyje propagandę? Bo nie przez wojnę na ich terytorium. MD] do ucieczki ze swoich domów. Według danych amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu, straty po stronie rosyjskiej mogą wynosić nawet 700 tys. zabitych i rannych żołnierzy, a po stronie ukraińskiej co najmniej 300 tys. Nie da się jednak precyzyjnie określić liczby ofiar wojskowych. [To ostatnie zdanie to na pewno nieprawda. Ale.. przemknęło się w NCz.. md]

==============

mail:

Czyli  zapomina się, kto zerwał układy mińskie.

Prof. Łęcicki przestrzega: Nie rodzice, nie Kościół, nie szkoła, ale media społecznościowe kształtują wartości młodzieży

Prof. Łęcicki przestrzega: Nie rodzice, nie Kościół, nie szkoła, ale media społecznościowe kształtują wartości młodzieży

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/716277-nasz-wywiad-prof-lecicki-tradycyjne-wartosci-moga-wygrac

„Popularne, ekranowe rozrywkowe wizje, łatwo przyswajalne, sugestywne, pokazujące inną niż chrześcijańską hierarchię wartości – czy nawet niekiedy antywartości – kształtują nową mentalność i obyczajowość bardzo odległą od zasad i tradycji katolickiej” – przestrzega w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Grzegorz Łęcicki, teolog kultury, komunikacji i mediów.

wPolityce.pl: Jak pan patrzy na postępującą laicyzację w Polsce? Czy jest się czym niepokoić? Jakie skutki może ona przynieść?

Profesor Grzegorz Łęcicki: Laicyzacja rozumiana jako oderwanie rozmaitych form życia indywidualnego i społecznego od wpływu religii, a w przypadku Polski od chrześcijaństwa, stanowi zjawisko niebezpieczne i groźne, gdyż podkopuje fundamenty naszej tożsamości narodowej, duchowej tradycji, wartości, które ukształtowały naszą kulturę, obyczajowość, mentalność, państwowość. Postępująca laicyzacja, szczególnie w młodym pokoleniu, może skutkować wybieraniem światopoglądu innego niż chrześcijański. Rzeczywistość – także ta duchowa – nie znosi pustki. Miejsce chrystianizmu bywa zajmowane np. przez tzw. ekoreligię, ideologię różnych sekt, światopoglądy będące zlepkami nieraz najbardziej absurdalnych twierdzeń, a co najgorsze – podważających postrzeganie świata i człowieka zgodnego z normami Dekalogu i ideałami Ewangelii. Laicyzacja w dużym stopniu już doprowadziła do tego, że Kościół, także w Polsce – utracił autorytet powszechny i został zredukowany do autorytetu środowiskowego.

Jaką rolę odgrywają media w procesie laicyzacji w Polsce?

Zasadniczą. I to nie tylko ze względu na ujawnianie i nagłaśnianie skandali i przestępstw obyczajowych, ale także przez lansowanie w przekazach rozrywkowych, głównie filmach fabularnych i serialach telewizyjnych, stylu życia dalekiego od tradycyjnej moralności katolickiej. Wizja wolności pozbawionej odpowiedzialności oraz odniesienia do prawdy, dobra i piękna, a więc samowoli, poszukiwania wyłącznie przyjemności, łatwego zysku, przeczy chrześcijańskiemu nauczaniu o godności człowieka, jego powołaniu i celu ziemskiej egzystencji jako swoistej dzierżawy, z której przyjdzie zdać rachunek na sądzie Bożym. Popularne, ekranowe rozrywkowe wizje, łatwo przyswajalne, sugestywne, pokazujące inną niż chrześcijańską hierarchię wartości – czy nawet niekiedy antywartości – kształtują nową mentalność i obyczajowość bardzo odległą od zasad i tradycji katolickiej.

W jaki sposób media w Polsce przyczyniają się do osłabienia autorytetu Kościoła oraz wartości religijnych w przestrzeni publicznej?

Zadaniem mediów jest przekazywanie prawdy i komentowanie rzeczywistości. Niekiedy prawda bywa bolesna, nawet straszna. Niestety, na naszej tradycji medialnej boleśnie i szkodliwie odciska się nadal dziedzictwo propagandy PRL-owskiej, będącej narzędziem programowej ateizacji polskiego społeczeństwa. W III RP w warunkach pluralizmu medialnego rozwinęły się media lewicowe i liberalne, a więc dalekie – jeśli nie wrogie – wobec Kościoła, a więc zwracające uwagę głównie na problemy stanowiące okazję do podważania jego misji, autorytetu, pozycji społecznej. Niestety, u progu III RP Kościół nie wykorzystał dobrze szansy na stworzenie silnych mediów katolickich: ogólnopolskiej sieci diecezjalnych rozgłośni radiowych, prasowego dziennika katolickiego, telewizji. Dopiero toruńskim redemptorystom udało się powołać swoisty koncern medialny, którego zasięg i oddziaływanie jest jednak ograniczone. Osłabianie wartości religijnych w mediach dokonuje się m.in. przez przemilczenie, czego przykładem jest pomijanie aspektu religijnego w dyskusji o handlu w niedziele. Przemilcza się także zarówno historyczne, jak i współczesne zasługi Kościoła twórczo oraz inspirująco oddziałującego na różne dziedziny kultury i cywilizacji.

Mamy teraz okres świąt Bożego Narodzenia. One też są odrywane od swojego religijnego charakteru. Z czego to wynika? Dlaczego próbuje się „odseparować” od wiary katolickiej?

Propagandowa wizja historii, w tym przypadku rewolucji francuskiej 1789 r. utrwaliła jej obraz jako rzekomego zwycięstwa ideałów wolności, równości i braterstwa. Dopiero pogłębione studium, oczywiście nieobecne w popularnych przekazach propagandowych, pokazuje, że stanowiła ona fundamentalny etap współczesnej dechrystianizacji. Celem rewolucyjnych elit stało się bowiem oderwanie najstarszej córy Kościoła – Francji – od jej chrześcijańskich korzeni. Służyła temu zmiana kalendarza (zerwanie z rachubą czasu odwołującą się do roku narodzin Chrystusa i podziałem miesięcy na 7-dniowe tygodnie ), usuwanie imion świętych – i zastępowanie ich nowymi ( np. Fasola, Absynt, Federat, Filozofia ) oraz eliminowanie świąt chrześcijańskich na rzecz nowych, świeckich ( np. władzy ludowej, młodości, rolnictwa ). Idee dechrystianizacyjne ożyły we Francji na przełomie XIX i XX w.; wtedy proponowano zmianę nazw świąt kościelnych: Wniebowstąpienie chciano zastąpić „świętem kwiatów”, Wszystkich Świętych – „świętem wspomnień”, a Boże Narodzenie – „świętem narodzin i rodziny”. Walka z Kościołem i tradycją chrześcijańską odbywa się na różnych frontach. Jednym z nich jest próba podważenia sensu świąt katolickich, które mają głębokie uzasadnienie historyczne. Próba spłycenia znaczenia Bożego Narodzenia, zredukowania go wyłącznie do poziomu dawnej tradycji, kilku obrzędów i sprowadzenia tylko do emocjonalnego i komercyjnego wymiaru ma na celu przesłonięcie istoty Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, tego, że Syn Boży stał się człowiekiem i przyszedł na świat dla naszego zbawienia. Zagłuszanie tej prawdy może służyć nadawaniu Świętom Bożego Narodzenia nowego, świeckiego znaczenia i poprzestaniu na emocjonalnej afirmacji atmosfery rodzinnej, czy – jak to się czasem mówi w mediach – atmosfery „magicznej”.

Dlaczego osobom niewierzącym tak bardzo zależy na tych świętach? Nawet gdy nie uznają ich religijnego charakteru, to i tak obchodzą je w „świecki sposób”?

Każda niewiara ma swoją historię. Żyjemy w społeczeństwie wychowanym od ponad tysiąca lat w wierze i kulturze chrześcijańskiej. Fenomenem Świąt Bożego Narodzenia jest ich charakter rodzinny; dramat Józefa i Maryi poszukujących dachu nad głową w trudnej sytuacji bliskiego rozwiązania. Sytuacja egzystencjalna przemawiająca do każdego człowieka charakteryzującego się taką zwyczajną ludzką wrażliwością. Człowiek, nawet taki nowoczesny, współczesny, medialny, potrzebuje jednak symboli, rytuałów, oderwania od codziennej prozy i zwyczajności, pamięci o własnej przeszłości, rodzinnego ciepła. Święta Bożego Narodzenia zaspokajają te potrzeby; pewnie dlatego są obchodzone i przez niewierzących.

Mówiąc o laicyzacji wspomniał pan o tym, że szczególnie postępuje ona wśród ludzi młodych. Jak współczesne media, w tym media społecznościowe wpływają na młodych ludzi, w jaki sposób kształtują one ich charakter, ich poglądy i ich system wartości?

Wpływ tzw. grupy rówieśniczej jest jednym z elementów silnego oddziaływania na młodych ludzi. Wiedział o tym twórca skautingu, gen. Robert Baden-Powell, pionierzy polskiego harcerstwa, jak i twórca ruchu oazowego, ks. Franciszek Blachnicki. Media społecznościowe w dużym stopniu stały się dla swoich fanów i użytkowników podstawowymi autorytetami. Nie rodzice, nie nauczyciele, nie Kościół – ale media społecznościowe kształtują u młodych użytkowników światopogląd, modę, sposoby zachowania, myślenia, wartościowania, oceniania. Trafiają do nich przede wszystkim poprzez umiejętne posługiwanie się emocjami. Wyeliminowanie związanego z tradycją chrześcijańską ideału krytycznego, abstrakcyjnego myślenia i zdobywania wiedzy spowodowało nie tylko drastyczne obniżenie poziomu wykształcenia, ale przede wszystkim przemianę postrzegania hierarchii psychicznej struktury człowieka. Według doktryny chrześcijańskiej największym darem człowieka jest rozum, któremu powinna być podporządkowana wola, która z kolei powinna kierować uczuciami. Grzech pierworodny zaburzył ten porządek. Łaska Boża umożliwia jednak jego przywrócenie. Jeżeli natomiast za naczelną władzę człowieka uzna się emocje, to wtedy myślenie zdaje się niepotrzebnym i tylko uciążliwym wysiłkiem, wręcz balastem. Wiele przekazów w mediach społecznościowych opiera się i odwołuje wyłącznie do emocji, a że jest to lekkie, łatwe i przyjemne, to staje się bardzo chwytliwe i przekonujące. A jeśli do tego doda się jeszcze deprecjonowanie znaczenia nauki, wiedzy, pochwałę ignorancji i nieuctwa, to mamy do czynienia z jakąś formą współczesnego antyintelektualizmu. W mediach społecznościowych bardzo mocno wybrzmiewa akcentowanie subiektywnych poglądów i przekonań. Poszukiwanie prawdy obiektywnej jest jakby poza sferą zainteresowań i dociekań, bo one wymagają wysiłku intelektualnego, a przecież chodzi o to, by było tylko łatwo i przyjemnie. Niewymaganie wiedzy, brak kształcenia krytycznego myślenia, lansowanie postaw hedonistycznych i materialistycznych, kierowanie się modą, uczuciami, odruchami, sprzyja bierności, pesymizmowi, lenistwo intelektualnemu.

Dlaczego mówiąc o młodych ludziach, mówimy o pokoleniu „płatków śniegu”? Skąd się to wzięło?

To synonimiczna nazwa tzw. pokolenia Z, czyli młodych ludzi urodzonych na przełomie XX i XXI w., a więc wchodzących obecnie w świat dorosłych i na rynek pracy. (Niekiedy odnoszona jest do wcześniejszego pokolenia Amerykanów, urodzonych w latach 1980-1994). Pochodzenie określenia wyjaśnia się albo cytatem z książki „Podziemny krąg” albo z jej ekranizacji. Pokolenie definiowane jako „snowflakes” – „płatki śniegu” uważa się za mało odporne, nadmiernie delikatne, przewrażliwione na swoim punkcie, mało odporne na krytykę. Z drugiej strony docenia się jego wykształcenie i sprawność w dziedzinie nowoczesnych technologii komunikacyjnych, znajomość języków obcych, łatwość dostosowania się do aktualnego tempa życia.

Dlaczego w „pokoleniu płatków śniegu” mamy do czynienia z kryzysem własnej tożsamości i mniejszą dojrzałością niż w poprzednich pokoleniach?

Poprzednie pokolenia musiały włożyć więcej wysiłku w to, co osiągnęły. Start w dorosłe życie, szczególnie w krajach znajdujących się w Europie pod sowieckim panowaniem, był uwarunkowany zmaganiami z wieloma przeciwnościami wynikającymi z panującego ustroju politycznego i niewydolnego systemu gospodarczego. To, co dla ludzi Zachodu było naturalną, niewymagającą codziennością, to w naszym PRL-u było konieczną walką o przetrwanie i lepsze jutro. Od dzieciństwa życie zmuszało do walki – o lepszą szkołę, o podręczniki, o dostanie się i utrzymanie na studiach. Walka, zmaganie, wysiłek kształtuje charakter, buduje tożsamość, rozwija osobowość, przyspiesza dojrzałość i odpowiedź na pytanie „kim jestem – kim chciałbym być?” Dobrobyt rozleniwia.

Jakie kolejne pokolenie zostanie wychowane przez współczesną szkołę, w której zapewne coraz większe znaczenie będą miały różnego rodzaju „postępowe  pomysły”?

Jednym z grzechów pierworodnych III RP było zaniechanie stworzenia takiej ogólnej filozofii szkoły, która odpowiadałaby wymogom i wyzwaniom nowych czasów i jasno określiła swoje cele zarówno edukacyjne, jak i wychowawcze. Jednym z największych, o ile w ogóle nie największym zaniedbaniem, było całkowite pominięcie edukacji medialnej. To, co jest niemal żywiołem dzieci i młodzieży, pozostaje poza sferą zainteresowania polskiego szkolnictwa lub jest gdzieś na marginesie. Polska szkoła wciąż niestety jest przedmiotem eksperymentów, niestety – także walki politycznej, ideologicznej. Brak harmonijnego łączenia wiedzy o przeszłości, tożsamości i tradycji narodowej z nauczaniem mającym przygotować do dorosłego życia, profesjonalizmu, może skutkować formowaniem pokolenia osób chwiejnych, indyferentnych, naiwnych, łatwo ulegających nowym modom i ideologiom, a więc łatwo poddających się manipulacjom i niewymagających wiele od siebie.

Czy w pana ocenie tradycyjne wartości, wiara katolicka i związany z nią system, są jeszcze w stanie wygrać batalię o dusze młodych ludzi? Czy da się odwrócić ten trend, który przychodzi do nas z Zachodu, oderwania człowieka od tradycji? A jeżeli się da, to jak tego dokonać?

Nie wolno się poddawać! Jest wiele środowisk, które próbują się przeciwstawiać rozmaitym destrukcyjnym ideologiom współczesnego świata. Niewątpliwie byłoby łatwiej, gdyby wszystkie instytucje pedagogiczne działały wspólnie w tym samym kierunku, czyli rodzina, szkoła i Kościół. Niestety, tak się teraz nie dzieje, ale… nic nie trwa wiecznie. Jeśli liberalno-lewicowe państwo – podobnie jak dawniej komunistyczne – usiłuje ideologizować szkołę i wychowanie, to mogą się temu przeciwstawiać rodziny, a ich potężnym sojusznikiem powinien być Kościół. W świecie pluralizmu medialnego i cyberprzestrzeni stanowiącej dla młodych alternatywę wobec rzeczywistości realnej, powinna się pojawiać coraz szersza oferta portali i mediów tradycyjnych, katolickich, prawicowych skierowanych do młodych użytkowników.


Grzegorz Łęcicki – dr hab., emerytowany prof. UKSW, teolog kultury, komunikacji i mediów, warszawiak z urodzenia (1958) i wychowania, absolwent „Żoliborskiej Jedynki” i ATK, dziennikarz prasowy i radiowy, edukator medialny, nauczyciel akademicki, autor monografii naukowych i popularnonaukowych o Kościele, mediach i relacjach interpersonalnych.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/716277-nasz-wywiad-prof-lecicki-tradycyjne-wartosci-moga-wygrac

Przypomnijmy: Wyszczepianie ludzkości to nie eksperyment medyczny, lecz OPERACJA MILITARNA

Szczepionki – świetny biznes na ludzkiej tragedii Oprac. www.bibula.com 2023-05-01

Wyszczepianie ludzkości to nie tylko całkiem sprawnie przeprowadzony projekt inżynierii społecznej, lecz bez wątpienia potężny biznes….

Najlepiej wiedzą o tym szefowie firm farmaceutycznych, a Stéphane Bancel, dyrektor Moderny, jest doskonałym tego przykładem.

Podczas przesłuchania przed senacką Komisją Zdrowia, senator Bernie Sanders (nb. zażarty komunista, współczesny wzorzec żydokomuny) oskarżył dyrektora generalnego Moderny o „korporacyjną chciwość” oraz wskazał, że „gdy tylko Moderna zaczęła otrzymywać miliardy dolarów od rządu federalnego, pan Bancel dosłownie z dnia na dzień stał się miliarderem i obecnie jest wart ponad 4 miliardy dolarów. Był również w stanie zabezpieczyć dla siebie „złoty spadochron” o wartości kolejnych 926 milionów dolarów po opuszczeniu firmy.” (Tzw. złoty spadochron to potoczne określenie umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, na mocy której pracownik otrzymuje wysokie odszkodowanie lub inną formę rekompensaty finansowej w przypadku zwolnienia z pracy lub odejścia za porozumieniem stron.)

W 2022 roku Stéphane Bancel  – wzorzec żydokapitalisty – sprzedał swoje akcje Moderny, wzbogacając się o kolejne 393 miliony dolarów. Sukcesy biznesowe firmy słynącej z produkcji zabójczych, niebezpiecznych, nieprzebadanych produktów eksperymentalnych zwanych „szczepionkami przeciwko Covid -19”, uznane zostały przez zarząd firmy, że pan Bancel zarabia za mało i przyznano mu kolejną podwyżkę pensji, tym razem w wysokości dodatkowych 1,5 miliona dolarów. Jego obecne zasoby akcji mają wartość 2,8 miliarda dolarów a inne poza-akcyjne apanaże korporacyjne 1,7 miliarda dolarów.

Moderna – wydmuszka stworzona dla celów militarnych

Warto zaznaczyć, że firma Moderna, utworzona w 2010 roku, do czasu tzw. pandemii nie wyprodukowała ani jednego lekarstwa czy szczepionki, lecz znana była jedynie z intensywnego pijaru i ze zbierania kapitału. Liczne koneksje doprowadziły również do uzyskania 955 milionów dolarów w ramach Operation Warp Speed, a potem 4,9 miliarda dolarów tytułem „zakupu szczepionek”. Pieniądze pochodziły oczywiście od podatników amerykańskich i nigdy nie zostały zwrócone, poza zasileniem Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAND) kwotą 400 milionów dolarów, instytutu kierowanego przez długoletniego biurokratę, jednego z najniebezpieczniejszych ludzi – Antoniego Fauci.

Operacja militarna kierowana przez Imperium Zła

Fauci, poprzez system grantów i finansowania laboratoriów biologicznych – również w chińskim Wuhan –  ramię w ramię z Departamentem Obrony (DoD) administrował tworzenie patogenów mogących być wykorzystanych jako ofensywna broń biologiczna.

Stany Zjednoczone – czyli współczesne IMPERIUM ZŁA – prowadzą co najmniej 336 wojskowych laboratoriów biologicznych, ulokowanych na całym świecie, w tym nadzorowały co najmniej 26 biolaboratoria na Ukrainie, przed interwencją Rosji, która w oczywisty sposób miała prawo czuć się zagrożona.

Należy również podkreślić, że Operacja Przyspieszonego Rozwoju „szczepionek” Warp Speed Operation, obejmowała nie tylko produkcję, nadzór lecz i dystrybucję każdej co do jednej fiolki „szczepionki przeciwko Covid-19”, a całość nadzorował i kontrolował amerykański Departament Obrony. Operacja Warp Speed była bowiem nie tyle eksperymentem medycznym, gdyż nie bylo żadnej intencji zbierania danych, np. skutków ubocznych wstrzykiwanych produktów, lecz była OPERACJĄ MILITARNĄ.

Wyszczepianie ludzkości to nie eksperyment medyczny, lecz OPERACJA MILITARNA

Krwiożercy stają się „filantropami”

Krytyka sprytnego wzbogacenia się Bancela poprzez koneksje militarno-rządowe spowodowała, że zapowiedział, iż przekaże on część zysku na cele charytatywne. Ten przebiegły kapitalista chce teraz uchodzić za dobroczyńcę i powiedział, że już przekazał „na cele dobroczynne” 176 milionów dolarów. Niestety, nie wiemy dokładnie jakie to fundacje „charytatywne” zostały zasilone, choć jego strona internetowa podaje, że przekazał je na: „Zapewnienie równego dostępu do edukacji; Zwiększenie bezpieczeństwa żywnościowego; Zmniejszanie nierówności w zakresie zdrowia; Wspieranie inicjatyw międzywyznaniowych; Zmniejszanie nierówności rasowych  Wspieranie osób, które przeżyły traumę i społeczności podatnych na zagrożenia; Poprawa zdrowia psychicznego młodzieży i izolacja społeczna; Zrównoważona ochrona i systemy żywnościowe”.

Nie tylko groźne są dla ludzkości produkty firm farmaceutycznych, lecz groźne są lewackie projekty finansowane przez żydowskich „filantropów”, które pokazują ich cynizm: ci sami, co propagowali plandemiczną histerię, próbują teraz ukazać się jako dobroczyńcy wspierający „osoby, które przeżyły traumę”, czy celem „poprawiania zdrowia psychicznego”. Oczywiście żaden z nich nie zauważy gigantycznych potrzeb milionów osób przeżywających traumę w wyniku poszczepiennych tzw. skutków ubocznych wywołanych przez produkty ich firm, i nikt z nich nie kiwnie palcem na potrzeby ogromnej liczby rodzin opłakujących zmarłych – ofiar wyszczepiania.

Dalsze prace nad doskonalszym katowaniem ludzkości

Firmy farmaceutyczne zachwycone łatwym pieniądzem (sam Pfizer, tylko w 2022 roku, za same „szczepionki przeciwko Covid-19” zarobił 100 miliardów dolarów), rzuciły się na opracowywanie dalszych śmiercionośnych produków, bardzo często opracowując je na bazie funkcji mRNA, czyli manipulacji genetycznej. Niebezpieczeństwa nowatorskiej technologii odsuwane są przez media, polityków, lekarzy i „ekspertów naukowych” – wszyscy są finansowani, przekupieni i korumpowani w dużej części przez przez Wielką Farmację – jako zbawienie w walce przeciwko „wirusom”. ( lista przekupionych lekarzy z Polski jest w necie – ok. 42 tys. lekarzy i lekarek, pełne dane  adresowe )

Tworom, których nikt nigdy nie widział, gdyż po dziś dzień żaden uniwersytet, żadne laboratorium na świecie nie posiada wyizolowanego np. „wirusa” SARS-CoV-2, lub jego „mutacji”. Poza komputerowym majakiem, nie są w stanie pokazać światu „wirusa”, lecz są bardzo zaawansowani w manipulacji genetycznej (gain of function) tworząc zmanipulowane patogeny służące tylko i wyłącznie do celów militarnych. 

Poza produktami mRNA, Wielka Farma pracuje nieustannie nad „tradycyjnymi” szczepionkami, czyli produktami przyczyniającymi się do cierpienia dzieci, zwielokrotniania chorób i upośledzania zdrowotnego społeczeństw. Przypomnijmy to co prawdziwi naukowcy od lat pokazują czarno na białym opierając się na faktach: szczepionki nie zapobiegają chorobom, lecz przyczyniają się do osłabiania organizmu i mnożenia wszelkich chorób, a przy tym pozwalają na intratną generację zysków i podporządkowywanie sobie uzależnionych od lekarstw społeczeństw.

Siły Zła potrafią w genialny sposób korzystać z najnowocześniejszych zdobyczy psychologii i metod manipulacji społecznej, na czele z perswazją, dezinformacją, propagandą, indywidualizacją przekazu, przekonującą sugestią. Przy wcielaniu kolejnych „zdobyczy nauki” w „walce przeciwko wirusom”, można spodziewać się jeszcze większej dezinformacji i cenzury oraz szantażu, groźby i łamania wszelkich norm społecznych.

Siły Zła nadzorujące amerykańskie i zwasalizowane centra przygotowują już kolejną odsłonę walki z człowiekiem. Tylko czekać na „nowatorskiego wirusa”, na „cyberatak”, na „inwazję kosmitów”, na „asteroidę rozsiewającą nieznane wirusy” i inne bajki, wreszcie – na kolejną regionalną wojnę, wygodną przykrywkę do wprowadzenia następnego etapu zamordyzmu i przebudowy świata.

Oprac. www.bibula.com 2023-05-01

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu

23 grudnia 2024 https://pch24.pl/muzeum-koszmaru-zielonego-ladu-w-koncu-dowiedzielibysmy-sie-ile-stara-unia-zarobila-na-kolonizacji-europy-srodkowej/

Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu? W końcu dowiedzielibyśmy się, ile „stara Unia” zarobiła na kolonizacji Europy Środkowej

(PCh24TV)

„Miałem sen. Wreszcie – na gruzach zmiecionej z powierzchni ziemi przez wolnych Europejczyków Unii Europejskiej – powstała Unia Wolnych Państw Europy. Wszyscy – co do jednego – unijczycy oraz wszyscy – co do jednego – eurokraci zostali przegnani z Brukseli na cztery wiatry – przy aplauzie setek milionów Europejczyków”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Piotr Gabryel.

Jednym z elementów nowego świata bez UE, w wizji publicysty, jest Muzeum Koszmaru Zielonego Ładu, gdzie „z najmniejszymi szczegółami obliczono i zobrazowano, do jakiej to hekatomby zamierzali doprowadzić Europę działający wspólnie i w porozumieniu – jako zorganizowana grupa przestępcza – Frans Timmermans i jego wspólnicy od tzw. Zielonego Ładu”.

W muzeum, o którym pisze zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” znalazłyby się również szczegółowe informacje o tym, jakie firmy: niemieckie, francuskie, belgijskie, holenderskie, włoskie etc. brały udział w „zielonym przekręcie” oraz „o ile setek miliardów euro już się wzbogaciły i jeszcze miały się wzbogacić na pogłębiającej się przez tzw. Zielony Ład nędzy obywateli państw UE – oczywiście głównie państw ze środkowej Europy”.

„To bowiem właśnie państwa tzw. starej Unii, czyli z Europy Zachodniej, zmówiły się, że zmuszą państwa tzw. nowej Unii, czyli z Europy Środkowej, najpierw do zamknięcia wszystkich kopalni węgla i zasilanych nim elektrowni i ciepłowni, a potem do kupowania od firm z państw tzw. starej Unii nowych źródeł zasilania w energię elektryczną i grzewczą oraz materiałów do ocieplenia domów. A także do wydawania kolejnych kroci na zakup od firm z Europy Zachodniej aut elektrycznych – zamiast spalinowych, których będą zmuszeni się pozbyć”, podsumowuje Piotr Gabryel.

Źródło: tygodnik „Do Rzeczy” TG

UWAGA! Firma @DanonePolska – anty-pierdzi do mleka

Katarzyna Treter-Sierpińska @katarzyna_ts

UWAGA! Firma @DanonePolska

„zapewni swoim dostawcom mleka finansowanie dodatku do paszy Bovaer®, który pozwala obniżyć emisje metanu z przewodu pokarmowego”. Smacznego! https://danone.pl/nowa-stdanone-przeznaczy-10-mln-zlotych-na-wsparcie-rolnikow-rona-article-page/

Zdjęcie

Facet u ginekologa czyli spedalona Francja ma problem

Facet u ginekologa

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

czyli spedalona Francja ma problem

Facet u ginekologa czyli temat dnia we Francji już spedalonej ale jeszcze nie tranpłciowej
facet-u-ginekologa Anthony Ivanowitz

Przychodzi facet do ginekologa i mówi, iż jest babą – tak mógłby się zaczynać kolejny dowcip, ale okazuje się, iż współcześnie to rzeczywistość. We francuskich Pirenejach Atlantyckich doszło do podobnego wydarzenia i wzbudziło to cała masę dyskusji w mediach społecznościowych i nie tylko.

Ginekolog pracujący w poliklinice w mieście Pau odmówił zbadania „kobiety transpłciowej” i stwierdził, iż dla niego jest ona dalej mężczyzną, a na tym rodzaju to on się nie zna. Wytłumaczył, iż leczy tylko „prawdziwe kobiety” i wywołał burzę.

Sprawa trafiła do mediów, a „osoba transpciowa” o imieniu „Sandrine” poskarżyła się w dzienniku „Le Parisien”, iż ​​była „zszokowana odmową” i nazwała lekarza „transfobem!”. Poskarżył się również „partner” Sandrine, który opowidał, iż „sekretarka lekarza była chłodna i nas wyrzuciła”

Sam lekarz tłumaczył się dziennikowi, iż „nie jest w stanie zbadać osoby trans, aby jej coś doradzić, bo nie ma takich umiejętności”, a „z naukowego punktu widzenia mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta i choćby jeżeli uważa się za kobietę, to pozostaje mężczyzną”.

W sprawę wdał się dalej „kolektyw SOS Homofobia”, potępiając „transfobię, która uniemożliwia wielu osobom transpłciowym dostęp do opieki medycznej”. Obrońcy lekarza tłumaczą go, iż rzeczywiście „ginekolodzy nie są uczeni opieki nad transpłciowymi kobietami”. Aby uniknąć takich „incydentów” w przyszłości, SOS Homofobia zaproponowała wprowadzenie osobnych „oznaczeń” dla ginekologów przyjmujących „kobiety transpłciowe”.

W końcu na odsiecz lekarzowi przyszły… feministki. Marguerite Stern i Dora Moutot ze stowarzyszenia „Femelliste” udzieliły wsparcia ginekologowi z Pau. To efekt zaniepokojenia feministek, „transpłciowcami”, którzy coraz brutalniej wkraczają w świat zarezerwowany dotąd tylko dla kobiet, od sportu, po szatnie i toalety.

„Mężczyzna, choćby jeżeli deklaruje się jako kobieta, nie powinien chodzić do ginekologa, bo to nie ma sensu” – stwierdziły jasno panie Marguerite Stern i Dora Moutot. Dodały, iż takie osoby i tak nigdy nie będą miały np. „okresu” ,”menopauzy”, czy problemów z antykoncepcją lub ciążą; nie przeprowadzają aborcji, ani „badań szyjki macicy”. Ich zdaniem wizyty u ginekologa to czysta hucpa.

Swoje tezy opublikowały na łamach dziennika „Le Figaro” w środę 13 września i skrytykowały mocno działania „aktywistek transpłciowych”, które planują zaatakować „wszystkie przestrzenie zarezerwowane dla kobiet”. Wymieniły tu właśnie ginekologię, sport kobiecy, a choćby więzienia dla kobiet. Ich zdaniem oskarżenia o „transfobię” to rodzaj „terroru transpłciowego”.
—————————-

Artykuł powyższy ukazał się w Le Parisien/Le Fiagaro/Valeurs, zaś polskie tłumaczenie ukazało się na portali NCzas ( Przychodzi facet do ginekologa i… nie jest to dowcip, ale „znak czasów” | NCZAS.COM

Mój komentarz:

Zauważmy, iż dziennikarze francuscy zupełnie pominęli w swoich rozważaniach.… „partnera” Sandriny’a.


Jeśli Sandrina jest fizycznie chłopem, a więc posiada pomiędzy nogami fiuta i chciałaby od czasu do czasu zrobić z niego użytek, to partner Sandriny powinien być fizycznie (teoretycznie) kobietą , chyba, że gustuje w seksie analno- oralnym (w takiej kolejności), a płeć partnera (partnerki) jest mu obojętna.

Jeśli partner Sandiny jest fizycznie kobietą, to jego powinien przebadać ginekolog i byłoby po kłopocie. Chyba, iż jest on kobietą “z odzysku” to znaczy był mężczyzną i „zmienił płeć” na kobiecą poddając się chirurgicznemu zabiegowi urżnięcia fiuta i przerobienia go na waginę.

Wówczas sprawa się komplikuje, bo co prawda partner Sandriny ma jakąś dziurkę ale o nieznanym kształcie i budowie, którą ginekolog mógł wiedzieć pierwszy raz w życiu. Wówczas odmowa ginekologa byłaby usprawiedliwiona.

Ponieważ ginekolog nie zainteresował się partnerem Sandriny, tylko oboje po chamsku przepędził, więc jest on podwójnym transfobem, którym powinien zainteresować się francuski wymiar sprawiedliwości.

Podpowiem ginekologowi, iż może go uratować tylko twierdzenie, iż on sam jest transpłciowym mężczyzną i było mu niezręcznie oglądać narządy rodne transpłciowej kobiety.
Wstydliwy taki jest!

Anthony Ivanowitz 
23.12.2024r.
www.pospoliteruszenie.org

Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą. [Po polsku znaczy: Broni winnych, kłamie i oszukuje].

Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą

Czym się różni niehumanitarne traktowanie od tortur?

23.12.2024 https://www.tysol.pl/a132838-obronca-ks-michala-olszewskiego-rzecznik-praw-obywatelskich-mija-sie-z-prawda

– Rzecznik tak jakby ustawiał się trochę w charakterze obrońcy państwa polskiego. RPO zdaje sobie sprawę, że jego raport wydaje tak naprawdę wyrok na państwo polskie, na administrację wykonawczą tego państwa polskiego, władzę wykonawczą – mówi obrońca ks. Michała Olszewskiego mec. Krzysztof Wąsowski w rozmowie z Moniką Rutke.

Ks. Michał Olszewski Obrońca ks. Michała Olszewskiego: Rzecznik Praw Obywatelskich mija się z prawdą

Ks. Michał Olszewski / Wikipedia CC0 1.0 Amdg

Rzecznik Praw Obywatelskich potwierdził, że ks. Michał Olszewski był traktowany w sposób niehumanitarny podczas aresztu. Jak napisał RPO, „natężenie opresyjnych warunków uprawnia do stwierdzenia, że w tym zakresie doszło do niehumanitarnego traktowania tymczasowo aresztowanego”. W raporcie pojawiają się jako argumenty przemawiające za takimi ustaleniami m.in. nieprzerwane, 15-godzinne czynności procesowe bez możliwości odpoczynku, bez posiłku czy nieprzerwane stosowanie kajdanek. Rozmawiamy z reprezentującym ks. Michała adwokatem, mec. Krzysztofem Wąsowskim.

Czy Pan jako adwokat ks. Michała Olszewskiego uczestniczył w jakiś sposób w badaniu tej sprawy przez RPO?

Nie, nie miałem dostępu do dokumentów. Nikt od rzecznika się ze mną nie komunikował. To było dużym zaskoczeniem, że nie wystąpili o stanowisko obrońców w tej sprawie, więc zrobili to poza nami. 

Czyli RPO nie podjął tego tematu na wasz wniosek, tak?

– Raczej badał z urzędu, tak sądzę, bo nasze wnioski nie były chyba wiążące dla nich. I dlatego nas tak potraktowali, że zupełnie nie chcieli wysłuchać naszej wersji wydarzeń. A mimo to raport jest druzgocący dla ministerstwa, to znaczy dla ABW, dla Policji, a nawet dla Służby Więziennej.

Pamiętam jeszcze naszą rozmowę z czerwca, kiedy ks. Michał przebywał w areszcie wydobywczym, że akurat o zachowaniu Służby Więziennej ksiądz się wypowiadał raczej ciepło.

– Tak, oni byli najlepsi dla księdza Michała. Mimo tego w tym raporcie wychodzą na równi, że tak powiem. Także jest parę zaskoczeń w tym raporcie. Generalnie ten raport potwierdza wersję wydarzeń przedstawioną przez ks. Olszewskiego i przez obie panie.

„Zniknięte” nagrania

W swoim wpisie ujawnił Pan, że RPO nie dotarł do nagrań wideo z przeprowadzanych czynności z udziałem ABW i policji. Jak do tego doszło? 

– To, co ustalił rzecznik, to to, że niestety materiałów wideo po prostu nie ma. Obrona wnioskowała o to, aby sąd zwrócił się i do policji, i do ABW o materiały wideo rejestrujące czynności, których oni dokonywali. Obrona sobie nie wyobrażała tego, że ABW nie rejestruje swoich czynności. Szczególnie w takich sytuacjach bym powiedział dość medialnych, gdzie było wiadomo, że sprawa jest polityczna od samego początku.

I tak jak oni rejestrowali, co było widać, materiały wejścia do domu ministra Ziobro, tak jak rejestrowali zatrzymanie ministra Romanowskiego, tak jak rejestrowali przewiezienie Pawła Szopy z lotniska do prokuratury. To raptem tutaj to zniknęło. I co jest ciekawe, Rzecznik Praw Obywatelskich w tym komunikacie mija się z prawdą, bo rzecznik próbuje bronić służby, twierdząc, że obrona się spóźniła albo że obrona nie zawnioskowała o te materiały, co jest nieprawdą.

Obrona od razu złożyła zażalenie na zatrzymanie. Od razu było wiadomo, że materiał dowodowy powinien się znaleźć w sądzie.

Obrona nie miała przecież żadnego dostępu do materiału dowodowego?

– To jest pierwsza, podstawowa sprawa.

A druga rzecz jest taka, że ABW z rozbrajającą szczerością przyznało w postępowaniu sądowym, że ona w ogóle nie rejestrowała tego wydarzenia. To jest mało wiarygodne. Bardzo mało wiarygodne, więc Rzecznik Praw Obywatelskich stwierdził, że oni po prostu to skasowali. Dlatego oczekujemy od RPO, jako obrońcy, żeby pokazał nam materiał swojego postępowania.

On miał pokazać dzisiaj raport, bo on dzisiaj wydał jedynie komunikat, który jest jakby wnioskami z tego raportu. Chcielibyśmy zobaczyć, na jakiej podstawie on do tych wniosków doszedł. Nie mamy pojęcia.

„To nie jest raport”

Rzecznik Praw Obywatelskich nazwał to raportem.

Dla nas to nie jest ten raport. To są po prostu dwie strony wniosków i tyle. Nie wiemy, kogo RPO przesłuchał, z kim rozmawiał, jakie dokumenty miał w ręku, na jakiej podstawie takie wnioski zostały sformułowane. To jest materiał, który jest totalnie niepełny i pod tym względem jest on niesatysfakcjonujący.

Natomiast RPO przesądza, że miały miejsca liczne nieprawidłowe rzeczy. Co samo w sobie stawia w bardzo złym świetle sąd i prokuratura oczywiście.

No właśnie, RPO mówi o nieprawidłowościach, a z tego nazwijmy to raportu wynika, że łamane było prawo.

– Nieprawidłowości to jest łamanie prawa. Rzecznik tak pięknie, poetycko na to mówi nieprawidłowości, ale tak naprawdę chodzi o to, że służby naruszały przepisy. Nieprawidłowo stosowali prawa, czyli, że łamali to prawo.

No właśnie, mimo że ten komunikat sprawia takie wrażenie, że RPO odkrył tam rzeczy straszne, których nie chce do końca ujawnić opinii publicznej, ale nazywając to nieprawidłowościami, wskazując to, że obrona powinna wcześniej składać wnioski dowodowe. Przecież to nie obrona ma zabezpieczać materiał dowodowy. 

Rzecznik tak jakby ustawiał się trochę w charakterze obrońcy państwa polskiego. RPO zdaje sobie sprawę, że jego raport wydaje tak naprawdę wyrok na państwo polskie, na administrację wykonawczą tego państwa polskiego, władzę wykonawczą. Mówi, że państwo polskie łamie prawo, jest niepraworządne. I to jeszcze w tak newralgicznych sytuacjach, jak kwestie pozbawienia swoich obywateli wolności. Tutaj akurat powinno być wszystko zgodne z konstytucją.

„Czym się różni niehumanitarne traktowanie od tortur?”

Mówimy o przedłużaniu aresztu wydobywczego wielokrotnie.

Rzecznik unika tutaj takich zwrotów. Nie mówi o torturach, tylko o nieprawidłowościach. A w przypadku księdza Olszewskiego mówi o niehumanitarnym traktowaniu. Dlatego obrona będzie się pytać natychmiast, a czym to się różni?

Artykuł 41 ustęp 4 Konstytucji mówi o zakazie niehumanitarnego traktowania. Nie używa słowa tortur, ale to jest jakby jednoznaczne, bo chodzi o to samo. Tymczasem RPO wdaje się jakby w takie dywagacje interpretacyjne. On boi się o to, że to będzie miało bardzo negatywny wpływ na wizerunek państwa polskiego na arenie międzynarodowej. Problem polega na tym, że rzecznik nie jest od dbania o wizerunek państwa polskiego na arenie międzynarodowej, tylko od dbania o prawa obywatelskie w tym państwie. Tak jakby mu się rola pomyliła. 

„Będziemy dochodzić sprawiedliwości”

Jakie będą dalsze kroki w dochodzeniu sprawiedliwości w kwestii niehumanitarnego traktowania księdza i dopuszczania się nieprawidłowości wobec urzędniczek?

– Jeśli chodzi o RPO, to nie mamy pojęcia, jakie są dalsze kroki. My będziemy chcieli prosić pana rzecznika o to, żeby nam dał twardsze informacje, na podstawie których doszedł do przedstawionych wniosków.

A my jako obrona i tak idziemy do trybunałów międzynarodowych, do Europejskiego Trybunału Prawa i Sprawiedliwości. Dochodzić sprawiedliwości.

Widać wyraźnie, że ten komunikat rzecznika stoi w jawnej sprzeczności z postanowieniem Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotów, pani sędzi Joanny Włoch, która po prostu źle wykonała swoją pracę, bo można wnioskować z tego raportu RPO. Sąd niestety nie zbadał tej sprawy. Rzecznik zrobił to dużo lepiej.

A sąd miał większe instrumenty, mógł więcej zrobić.

Panie mecenasie, trudno nie powiązać też sprawy tego komunikatu RPO z sytuacją ministra Romanowskiego.

Niewątpliwie ten komunikat wpisuje się w to, co mówi minister Romanowski, że żyjemy w państwie niepraworządnym. W państwie, w którym – według nawet samego RPO zupełnie niezależnego od obrony ani od tych ludzi, którzy są ścigani dzisiaj z motywów politycznych – więźniowie, aresztanci są traktowani nieprawidłowo, czyli niezgodnie z prawem.

No to jest bardzo niepokojący sygnał. Pragnę przypomnieć, że Rzecznik Praw Obywatelskich zgodnie z Konwencją Waszyngtońską, konwencją ONZ-owską w sprawie tortur jest specjalnym komitetem w Polsce, reprezentuje ONZ w sprawie tortur. Jest organem badającym tortury. Rzecznik mówi, że w świetle tych definicji prawno-międzynarodowych to może to torturą nie było, ale na pewno były to nieprawidłowości, niehumanitarne traktowanie. To i tak jest to bardzo duży cios dla służb.

W takim razie co moglibyśmy uznać za torturę? Gdzie przebiega ta granica pomiędzy niehumanitarnym traktowaniem a torturą?

Nie wiadomo, właśnie to jest pytanie do rzecznika, a nie do nas. Widocznie rzecznik ma jakieś inne definicje, których my nie znamy. Dlatego potrzebujemy pełnego raportu od rzecznika.

Panie mecenasie, ma Pan kontakt i z księdzem Olszewskim, i z paniami urzędniczkami? W jakiej są formie? Jak się czują?

– Dziewczyny? Super. Dziewczyny są dzielne, bardzo dzielne i są zdeterminowane, aby dążyć do tego, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Natomiast ksiądz Olszewski jest w fatalnej formie, ponieważ zdiagnozowano u niego jakiś szczególny rodzaj zespołu stresu pourazowego PTSD.

  • Autor: Monika Rutke,kor.

Francja: Pracujący w szpitalu murzyński pielęgniarz, zaatakował i zgwałcił dziewczynkę, pacjentkę.

Pracujący w szpitalu murzyński imigrant, zaatakował i zgwałcił pacjentkę

https://www.magnapolonia.org/pracujacy-w-szpitalu-murzynski-nachodzca-zaatakowal-i-zgwalcil-pacjentke/

37-letni murzyn pracujący we francuskim szpitalu Jean-Verdier w Bondy w departamencie Sekwana-Saint-Denis, został oskarżony o napaść i gwałt na 15-latce, pacjentce szpitala.

Pracujący w szpitalu murzyński imigrant, zaatakował i zgwałcił pacjentkę.  – Ona nic nie mówi, wciąż jest w szoku. Jej rodzice są zdezorientowani: nie rozumieją, że wydarzyło się to w szpitalu i z ręki członka personelu – powiedział Alexandre Lobry, prawnik zajmujący się nastolatką i jej rodziną, precyzując, że psychika jego klientki jest w ciężkim stanie.

Czarny pielęgniarz została aresztowany we wtorek 17 grudnia, gdy jakby nigdy nic, przebywał na swojej zmianie w placówce Assistance publique – Hôpitaux de Paris (AP-HP). Poprzedniej nocy wszedł do pokoju 15-letniej dziewczynki hospitalizowanej w tym obiekcie.

– W niedzielę oskarżony próbował spoufalać się z moją klientką, pozwolił sobie na jej dotykanie, ona zaalarmowała wówczas inny personel medyczny”, lecz na próżno. W poniedziałek wieczorem pielęgniarz wszedł do pokoju dziewczynki, zdjął jej okulary, zabrał telefon komórkowy i przyłożył jej lampę błyskową do twarzy, aby wymusić na niej seks oralny – relacjonuje prawnik ofiary.

W ciągu kilku godzin po zdarzeniu ofiara doznała ataku paniki, co zaalarmowało zespoły medyczne, które następnie wezwały policję. Prokuratura w Bobigny wszczęła śledztwo. Murzyński pielęgniarz został umieszczony w areszcie śledczym.

Jeśli ten  pielęgniarz pracuje na oddziale ratunkowym dla dzieci od siedmiu lub ośmiu lat, zadajemy sobie pytanie, czy nie było innych ofiar. Poszukujemy informacji na ten temat – podkreślił Lobry.