Propaganda Abteilung

Propaganda Abteilung

Stanisław Michalkiewicz  4 stycznia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5748

Z komunizmu nie wychodzi się bezkarnie. Wprawdzie Józef Stalin powiedział, że komunizm pasuje do Polaków, jak siodło do krowy – ale przez 45 lat chyba się dopasowało i to tak dobrze, że współczesne krowy bez siodła nie mogą już chyba żyć. Można się o tym przekonać, przyglądając się funkcjonowaniu niezależnych mediów głównego nurtu na przestrzeni ostatnich 80 lat. Żyją jeszcze ludzie pamiętający, że za pierwszej komuny, zwłaszcza w czasach stalinowskich, kiedy to w Polskim Radio funkcjonowała „Fala 49” z Wandą Odolską i Stefanem Martyką, ówczesne niezależne media głównego nurtu prezentowały dwie postawy.

Albo zwalczały „wroga klasowego”, którym zostać mógł każdy człowiek, co naraził się bezpiece, albo każde środowisko, które partia i bezpieka chciały spacyfikować, albo wychwalały – przede wszystkim Józefa Stalina i Stalinów drobniejszego płazu, którzy byli wielkorządcami w poszczególnych „demokracjach ludowych” – ale również osoby z tych czy innych względów zasłużone dla reżymu. Opisanie kogoś takiego w gazecie, czy zaprezentowanie go w radio, było rodzajem nobilitacji – nagrody za wzorowe sprawowanie. Krótko mówiąc, niezależne media głównego nurtu za pierwszej komuny przejmowały cześć kompetencji Stwórcy Wszechświata, nie tylko stwarzając „fakty prasowe”, o których tak pięknie mówił „Drogi Bronisław”, czyli profesor Bronisław Geremek, ale również karząc za „złe”, a wynagradzając za „dobre”, przy czym o tym, co jest akurat „złe”, czy „dobre” decydował Wydział Prasy KC PZPR, według etyki sytuacyjnej. Etyka sytuacyjna charakteryzuje się tym, że ocena co jest „złe”, a co „dobre”, zależy od Biura Politycznego Partii, które kieruje się tak zwaną „mądrością etapu”.

Jak pamiętamy w tamtych czasach tak zwana „nienawiść klasowa” uchodziła za cnotę, podobnie zresztą, jak i teraz, z tym, że wtedy ostrze nienawiści kierowało się w stronę „wrogów klasowych”, podczas gdy teraz – przeciwko nienawistnikom. Jest bowiem rozkaz, że nienawiść powinna być znienawidzona i nawet uchwalane są stosowne zmiany w kodeksie karnym, który w ten sposób upodabnia się do kodeksu karnego Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Socjalistycznej. Był tam uniwersalny art. 58, na podstawie którego miliony ludzi powędrowały albo przed pluton egzekucyjny, albo do łagrów, albo na zsyłkę pod pretekstem „agitacji kontrrewolucyjnej”. Ta agitacja była bardzo pojemna, podobnie jak dzisiaj „mowa nienawiści”. Co to jest „mowa nienawiści”? Ano, to każda opinia, która z jakichś powodów nie podoba się bezpiece i jej konfidentom, poumieszczanych w instytucjach państwowych, gdzie rozmaite pomysły przyjmują postać obowiązującego prawa. O tym, co jest „mową nienawiści” będzie decydowała bezpieka, a jej dyrektywy będą w podskokach wykonywały niezawisłe sądy, podobnie, jak to robiły również za pierwszej komuny. Jak widzimy, narzędzia recydywy zostały już stworzone; system jest domykany, a jak już zostanie domknięty, to każdy na własnej skórze odczuje jego działanie. Jak powiada ruskie przysłowie, „nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara”.

Właśnie ponownie zanurzyłem się, tym razem w najgłębsze, najbardziej przerażające kręgi piekła, dzięki „Opowiadaniom kołymskim” Warłama Szałamowa. Spędził on na Kołymie 18 lat jako więzień i pisze m.in. jak to Stiepan Garanin, który w latach 1937-1938 był naczelnikiem „Siewwostłagu”, czyli Północno Wschodnich Obozów Pracy, zasłynął z masowych egzekucji, tak zwanych „egzekucji garaninowskich”, kiedy to rozstrzeliwano całe brygady, aż w końcu w 1938 roku sam trafił do łagru, gdzie zmarł. Listy więźniów przeznaczonych do rozstrzelania były odczytywane podczas nocnych apeli, co przydawało całej procedurze iście infernalnego charakteru.

I niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że to się nie może powtórzyć. Skoro przygotowywane są narzędzia terroru, to i terror musi się pojawić, a jeśli komuś się wydaje, że u nas nie znajdzie się jakiś Garanin, czy Jeżow, to niech porzuci tę iluzję. Nie tylko znajdzie się takich wielu, ale będą garnąć się do tych czynności jeden przez drugiego, nie tylko popychani instynktem samozachowawczym, ale również fanatyzmem, który właśnie jest rozbudzany przez funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, dla niepoznaki pozatrudnianych w niezależnych mediach głównego nurtu.

Jak wiadomo, III Program Polskiego Radia, po ubiegłorocznej podmiance na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, został – podobnie jak rządowa telewizja – obsadzony wypróbowanymi funkcjonariuszami Propaganda Abteilung. Łatwo takich funkcjo9nariuszy odróżnić od dziennikarzy. Dziennikarze z zaproszonymi do studia gośćmi rozmawiają, podczas gdy funkcjonariusze Propaganda Abteilung swoich gości poddają przesłuchaniu, podobnemu do tych, jakim ubowcy poddawali AK-owców. Podczas tych przesłuchań nie tyle chodziło o ustalenie jakichś faktów, tylko o to, żeby delikwent się przyznał – w przypadku AK-owców – że AK kolaborowała z Niemcami, a z Gestapo w szczególności.

I oto w dniach ostatnich zdarzyło się, że do studia III programu Polskiego Radia został przez panią Renatę Grochal zaproszony poseł PiS Marcin Przydacz. Kiedy pan Przydacz nie chciał się przyznać – a musiałby, gdyby zaczął odpowiadać na „naprowadzające” pytania pani Renaty – próbował złożyć spontaniczne wyjaśnienia, pani Renata mu przerwała pod pretekstem, że nie potrzebuje tu żadnych „wykładów”. A kiedy pan Przydacz nazwał ją „funkcjonariuszką polityczną”, wyrzuciła go ze studia.

W ten oto sposób spełniają się również w III Programie Polskiego Radia leninowskie normy życia partyjnego w zakresie organizatorskiej funkcji prasy, czy szerzej – mediów. Jest rzeczą oczywistą, że tych organizatorskich zadań nie wykonują i nie mogą wykonywać dziennikarze, bo zadaniem dziennikarza jest docieranie do prawdy, podczas gdy czynności śledcze , których ukoronowaniem jest przyznanie się przesłuchiwanego do winy, a także – że jest głupszy od przesłuchującego – należą do funkcjonariuszy Propaganda Abteilung. Dlatego pan Przydacz nie miał racji, nazywając panią Renatę „funkcjonariuszką polityczną”. Nie „polityczną” – bo od polityczności to są wypróbowani towarzysze, starsi i mądrzejsi – tylko funkcjonariuszką Propaganda Abteilung. Mówią, że żadna praca nie hańbi, a skoro tak, to i w takiej funkcji nie ma nic hańbiącego.

Na koniec muszę wyrazić żal, że dygnitarze, którzy przyjmują wezwania na przesłuchania w niezależnych mediach głównego nurtu, nie tylko nie żądają wezwania na piśmie, z numerem sprawy i zaznaczeniem, czy będą przesłuchiwani w charakterze świadka, czy podejrzanego, ale – zwłaszcza w telewizji, na przykład u naszej resortowej „Stokrotki”, czyli pani Olejnik, albo pani Agnieszki Gozdyry – starają się zachowywać pozory, jakby rzeczywiście trwała tam jakaś rozmowa. Tymczasem od samego początku, kiedy tylko przesłuchująca funkcjonariuszka zadaje pierwsze naprowadzające pytanie, powinni scenicznym szeptem zapytać, ją, jak brzmi poprawna odpowiedź, zapewniając, że jak tylko ją usłyszą, to zaraz głośno ją powtórzą do kamery. Jeśli chodzi o wspomniane wezwanie na piśmie – i tak dalej – to właśnie taki żądanie przedstawiłem przed kilkoma laty asystentowi naszej „Stokrotki” – dodając, że „porządek musi być”. I miałem spokój z przesłuchaniami – ale bo też ja nie traktuję zaproszenia do niezależnych mediów głównego nurtu jako nagrody za dobre sprawowanie.

I tego życzę każdemu w Nowym Roku.

Stanisław Michalkiewicz

Tadeusz Płużański: (Niestety) zdrajca Rzepecki

Tadeusz Płużański: (Niestety) zdrajca Rzepecki

04.01.2025 https://www.tysol.pl/a133307-tadeusz-pluzanski-niestety-zdrajca-rzepecki

4 stycznia 1947 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się proces I Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Na ławie oskarżonych zasiadł prezes płk Jan Rzepecki, razem z dziewięcioma innymi WIN-owcami.

Jan Rzepecki Tadeusz Płużański: (Niestety) zdrajca Rzepecki

Jan Rzepecki / Wikipedia domena publiczna

Proces nazwano – od nazwiska głównego podsądnego – procesem Rzepeckiego. Jego patriotyczna karta była długa: żołnierz Legionów, za udział w wojnie polsko-bolszewickiej odznaczony Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, w okresie międzywojennym służył zawodowo w wojsku, w maju 1926 r. stanął po stronie rządu przeciwko zamachowi Józefa Piłsudskiego.

Koniec pięknej karty

We wrześniu 1939 r. szef oddziału operacyjnego w sztabie armii „Kraków”, od października 1939 r. w Służbie Zwycięstwu Polski, następnie w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej (szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej – za czteroletnią służbę na tym stanowisku otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari), po Powstaniu Warszawskim w niewoli niemieckiej, organizator i dowódca Delegatury Sił Zbrojnych, a następnie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Tu niestety piękna karta Rzepeckiego się kończy.

„Wydał wszystkich i wszystko”

Stefan Korboński (ostatni delegat Rządu na Kraj, podwładny Rzepeckiego) zapisał:

„Po aresztowaniu ujawnił on wszystko bez wyjątku: ludzi, adresy, broń i pieniądze, obliczane na około jeden milion dolarów. Według wiadomości, jakie do mnie doszły, nie zostało to na nim wymuszone torturami [potwierdzają to inne relacje], a stało się dzięki pewnemu systemowi obrony, jaki Rzepecki przyjął. Przyznał on uroczyście i kategorycznie, że pozostanie w konspiracji było ciężkim błędem i oświadczył, że ze swej strony dokona wszystkiego, by ten błąd naprawić i podziemie WiN ostatecznie zlikwidować. Wobec tego w śledztwie wydał wszystkich i wszystko. W zamian za to otrzymał przyrzeczenie, że nikt z ludzi przez niego ujawnionych nie zostanie aresztowany i to przyrzeczenie było przez szereg miesięcy przez bezpiekę honorowane. Jest to pierwszy wypadek masowego ujawnienia podwładnych, dokonany przez przełożonego, bez ich wiedzy i zgody”.

Potem, gdy na Rakowiecką trafił rtm Witold Pilecki, ubecy chcieli go „przekonać”, aby namawiał żołnierzy niepodległościowego podziemia do ujawnienia się, tak jak to zrobił prezes WiN. Pilecki odpowiedział:

„Rzepeckiemu za to, co zrobił, prawdziwi patrioci naplują w twarz”.

Dlatego Rzepecki uniknął śmierci, a Pilecki musiał zginąć.

Garnowski i Hryckowian 

Trwającemu miesiąc procesowi przewodniczył płk Władysław Garnowski. Ten przedwojenny prawnik (studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie), AK-owiec, po wojnie w sądownictwie wojskowym (m. in. szef WSR w Poznaniu i w Warszawie), a w końcu prezes Najwyższego Sądu Wojskowego, ma na koncie w sumie 23 wyroki śmierci.

Prócz Garnowskiego sądzili: Jan Hryckowian i Stanisław Kaczmarek. Hryckowian, też przedwojenny prawnik (po Uniwersytecie Jagiellońskim), w czasie wojny – jako oficer AK – odznaczony Krzyżem Walecznych (jego żona, Stanisława Hryckowian była adiutantem gen. Fieldorfa „Nila”). Miesiąc po procesie Rzepeckiego, w marcu 1947 r., już w randze podpułkownika, został szefem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie. Wtedy właśnie dopuścił się największej liczby zbrodni sądowych (w sumie 16., w tym mord na Witoldzie Pileckim).

Mniej znany, ale równie krwawy oprawca w todze – kpt. Stanisław Kaczmarek, też był sędzią warszawskiego WSR. Jako przewodniczący składu i sędzia pomocniczy skazywał byłych żołnierzy AK (w tym 3 i 5 Wileńskiej Brygady) oraz działaczy niepodległościowych. Wielu zostało straconych.

„Terroryzm”

Oskarżał Naczelny Prokurator Wojskowy Henryk Holder. Urodzony w 1914 r. w Szczerzcu (Lwowskie), syn Mojżesza i Wincentyny. Tak jak Garnowski był absolwentem prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W czasie wojny podporucznik Armii Czerwonej. Naczelnym Prokuratorem Wojskowym był w latach 1946-1948. Przez następne dwa lata kierował Departamentem Służby Sprawiedliwości MON (odmawiał m. in. ułaskawienia skazanych na karę śmierci). Po przeniesieniu do rezerwy, m. in. dyrektor Biura Prawnego Rady Państwa.

W mowie oskarżycielskiej płk Holder zarzucił WiN-owcom m. in. terroryzm, morderstwa, szpiegostwo, propagandę antypaństwową, a także współpracę z faszystami z NSZ i UPA, oraz uchylanie się od służby wojskowej (oczywiście w „l”WP). Atakował „reakcję” – PSL i rząd na emigracji, wykazując ich związki z WiN (w rzeczywistości nie chciał ich premier Mikołajczyk, słusznie obawiając się prowokacji).

„Wyjdź z podziemia – buduj Polskę”

Pokazowy proces I Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość trwał do 3 lutego 1947 r. Prezes Jan Rzepecki został skazany na karę 8 lat pozbawienia wolności. Wyroki usłyszeli też: Marian Gołębiewski, Jan Szczurek-Cergowski, Antoni Sanojca, Tadeusz Jachimek, Henryk Żuk, Kazimierz Leski, Józef Rybicki, Ludwik Muzyczka i Emilia Malessa.

Rzepecki został ułaskawiony przez Bolesława Bieruta. Po przedterminowym opuszczeniu więzienia przyjęto go do „ludowego” Wojska Polskiego. Był wicedyrektorem Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego a potem szefem Wydziału Studiów w Akademii Sztabu Generalnego. 22 kwietnia 1947 r. wygłosił wykład „Wyjdź z podziemia – buduj Polskę”, którego tekst ukazał się następnie w kilku pismach.

W latach 1949 – 1954 był ponownie aresztowany. Następnie zrehabilitowany. W latach 1955 – 1969 zatrudniony w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Zmarł 28 kwietnia 1983 r. pochowany na stołecznych Powązkach Wojskowych.
 

Uciekająca Panna niemłoda

Uciekająca Panna niemłoda.

Izabela BRODACKA

Osoby, które widzą w Rafale Trzaskowskim godnego kandydata na prezydenta RP nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć, że jako prezydent miasta stołecznego Warszawy finansował on i wspierał agentkę SB TW Jolantę Gontarczyk vel Lange posługującą się pseudonimem Panna podejrzewaną o zamordowanie księdza Franciszka Blachnickiego.

Ucieczka to modus vivendi Jolanty Gontarczyk. Pierwsza ucieczka z RFN do Polski po śmierci księdza Blachnickiego zaowocowała dla niej przyznaniem jej przez komunistyczne władze na własność ogromnego mieszkania w warszawskiej śródmiejskiej kamienicy. Choć Gontarczyk z właściwym sobie tupetem wcisnęła się do zarządu wspólnoty mieszkaniowej administrującej kamienicą zmieniła adres po ukazaniu się artykułu wyjaśniającego okoliczności jej pierwszej ucieczki czyli ucieczki z RFN.

Otóż 27 lutego 1987 r. w niemieckim Carlsbergu zmarł nagle ksiądz Franciszek Blachnicki założyciel Ruchu Światło-Życie, w czasie II wojny światowej więzień niemieckich obozów koncentracyjnych. Za przyczynę śmierci uznano zator płucny choć wiele wskazywało na to, że śmierć kapłana nastąpiła w wyniku otrucia. Ksiądz był inwigilowany przez SB w czym główną rolę odgrywali Jolanta I Andrzej Gontarczykowie. Najprawdopodobniej ośrodek w Carlsbergu był również rozpracowywany przez Stasi.
Ogłoszenie Stanu Wojennego zastało księdza Blachnickiego w Rzymie. W 1982 r. zamieszkał w ośrodku polskim Marianum w Carlsbergu, gdzie powołał Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. W tym samym roku założył tam Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów mającą wspomagać narody Europy Wschodniej walczące o wyzwolenie spod komunizmu.
Zaufanie księdza Blachnickiego zdobyła i w roku 1984 została prezesem CSWN Jolanta Gontarczyk, posługująca się [w SB md] pseudonimem Panna . Ojciec Jolanty Gontarczyk Julian Lange podpisał volkslistę i służył w Wehrmachcie. W 1948 roku zmienił nazwisko na Pławski. Małgorzata Jolanta Gontarczyk vel Lange urodziła się w 1949 roku. Uzyskała stopień naukowy doktora socjologii. Została adiunktem w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Łodzi. Wstąpiła do łódzkiej „Solidarności”. Jej mężem został Andrzej Gontarczyk, kierownik Przedsiębiorstwa Rozpowszechniania Filmów, w 1981 roku kierownik łódzkich kin „Gdynia” i „Wisła”.

6 września 1982 r. oboje wyjechali do Republiki Federalnej Niemiec w ramach łączenia rodzin, i otrzymali niemieckie obywatelstwo.Według dokumentów wywiadu (Departament I MSW PRL) Jolanta Gontarczyk została zwerbowana do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa w Łodzi jako tajny współpracownik w 1977 roku a jej mąż już w 1974 r. Jak twierdzi Piotr Wojciechowski, który opublikował dokumenty na temat agentki, do werbunku Jolanty doprowadził jej mąż, który bał się, że jeśli do tego nie dojdzie, zostanie przez nią nieświadomie zdekonspirowany.

Wyniki śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej w latach 2001–2005 bezspornie wykazały, że oboje przebywając w latach 80 XX w. w RFN działali jako agenci wywiadu SB, realizując zadania pod przykryciem dla XI Wydziału I Departamentu MSW – Jolanta Gontarczyk jako TW „Panna”, zaś Andrzej Gontarczyk jako TW „Yon”.

Ich zadaniem miało być rozbicie środowiska działaczy „Solidarności” w RFN, zaś po poznaniu księdza Blachnickiego zajmowali się jego inwigilacją oraz infiltracją założonej przez niego w Carlsbergu Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, do której przystąpili w 1984 roku. W ramach zaangażowania się w działalność ChSWN małżeństwo podjęło pracę w wydawnictwie „Maximilianum”, którego Jolanta Gontarczyk została kierownikiem, a jej mąż pracownikiem technicznym. „Maximilianum” wydawało czasopismo „Prawda Krzyż Wyzwolenie”, na łamach którego swoje teksty pisała także Jolanta Gontarczyk. 30 czerwca 1985 została wybrana na prezesa ChSWN, pełniła także funkcję sekretarza, a jej mąż Andrzej Gontarczyk został doradcą księdza Blachnickiego.

W związku z napływającymi do ks. Blachnickiego informacjami o agenturalnej działalności Gontarczyków, przede wszystkim przekazanych przez Andrzeja Wirgę z Solidarności Walczącej, 26 lutego 1987 roku ksiądz wezwał małżeństwo Gontarczyków na rozmowę. Był przekonany, że w ciągu kilku dni otrzyma dowody na potwierdzenie swoich podejrzeń. Następnego dnia małżeństwo Gontarczyków faktycznie spotkało się z księdzem Blachnickim, który kilka godzin później nagle zmarł. Według świadków podczas ostatniego spotkania małżeństwa z duchownym doszło między nimi do kłótni.

W kwietniu 1988 roku Gontarczykowie zostali ostrzeżeni o ich zdemaskowaniu, po czym zbiegli z Niemiec do Polski. W 2006 roku po ujawnieniu przez media ich agenturalnej działalności Gontarczyk zmieniła nazwisko na Lange. 

W latach dziewięćdziesiątych Gontarczyk działała w środowiskach lewicowych promując feminizm, aborcję, związki jednopłciowe.
W 2019 r. jej fundacja reklamująca ideologię LGBT dostała od prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego dwa miliony złotych. W 2020 r. pion śledczy IPN w Katowicach wznowił śledztwo dotyczące okoliczności śmierci kapłana. 14 marca 2023 roku IPN poinformował, że śmierć ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 nastąpiła na skutek zabójstwa poprzez podanie ofierze śmiertelnych substancji toksycznych. Wtedy Jolanta Lange vel Gontarczyk uciekła z Polski. Była to właśnie jej druga ucieczka.

W tak zwanej wolnej Polsce Gontarczyk vel Lange pełniła wiele istotnych funkcji.
W rządzie Marka Belki pełniła stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Administracji Publicznej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, była również doradcą Izby Włosko-Polskiej.Postanowieniem Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego została nawet odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi za wybitne zasługi w działalności społecznej (sic!)

Jolanta Lange od kilku lat szefuje Stowarzyszeniu „Pro Humanum”. Na stronie Stowarzyszenia przedstawiana jest jako aktywistka antydyskryminacyjna.

Obecnie Jolanta Lange vel Gontarczyk wróciła do kraju. Jak widać pod rządami koalicji 13 grudnia czuje się całkowicie bezpieczna.

Mimo śmierci ciężarnej matki lekarze uratowali dziecko. Zdrowa dziewczynka trafiła do domu.

Mimo śmierci ciężarnej matki lekarze uratowali dziecko. Zdrowa dziewczynka trafiła do domu.

https://pch24.pl/mimo-smierci-ciezarnej-matki-lekarze-uratowali-dziecko-zdrowa-dziewczynka-trafila-do-domu

W wyniku tragicznego rozwoju nowotworu 31- letnia kobieta w stanie błogosławionym na kilka miesięcy przed końcem ciąży była już bliska pewnej śmierci. Lekarze nie widząc szans na uratowanie matki w porozumieniu z rodziną podtrzymywali życie kobiety, mając nadzieję na uratowanie dziecka. Trudne przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem. Dziewczynka trafiła już do domu, a medykom udało się ocalić przynajmniej jedno istnienie.

Lekarze z legnickiego szpitala przez kilka miesięcy utrzymywali w śpiączce farmakologicznej kobietę, która we wczesnej ciąży doznała pęknięcia tętniaka mózgu. Medykom udało się doprowadzić ciążę do 30. tygodnia i zakończyć ją cesarskim cięciem. Szczęśliwie dziecko w dobrym stanie zostało wypisane do domu.

31-latka doznała pęknięcia tętniaka mózgu w pierwszych tygodniach ciąży. Jej ratunek w tym przypadku był niemożliwy. Medycy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy zdecydowali w porozumieniu z rodziną, że spróbują podtrzymać ją przy życiu, aby uratować dziecko.

Kobieta była utrzymywana w śpiączce farmakologicznej przez kilka miesięcy. Została podłączona do specjalistycznej aparatury podtrzymującej funkcje życiowe organizmu, a jej stan był codziennie konsultowany przez zespoły z zakresu ginekologii, kardiologii i neonatologii – przekazał w piątek rzecznik legnickiego szpitala Krzysztof Maciejak.

Ciążę udało się doprowadzić do 30. tygodnia. – Zapadła decyzja, by zakończyć ciążę cesarskim cięciem, ponieważ wystąpiła infekcja wewnątrzmaciczna i rozpoczęły się skurcze porodowe – wyjaśnił Wojciech Kowalik, kierownik Oddziału Neonatologii z Pododdziałem Intensywnej Terapii Wcześniaków, Noworodków i Dzieci.

Dziewczynka przyszła na świat z masą ciała 1550 gramów. Jak podano, urodziła się w stanie zamartwicy i z niewydolnością oddechową. Dzięki intensywnej opiece neonatologicznej dziecko udało się uratować. Po dwóch miesiącach dziewczynka została wypisana do domu w dobrym stanie – przekazał Kowalik.

Praca lekarzy i ich troska o nienarodzone życie okazały się bezcenne.

(PAP)/oprac. FA

Prawdziwa cena paktu migracyjnego. Czy Polacy muszą ją zapłacić?

Prawdziwa cena paktu migracyjnego – i czy Polacy muszą ją zapłacić?

https://pch24.pl/prawdziwa-cena-paktu-migracyjnego-i-czy-polacy-musza-ja-zaplacic

Do Polski mają wkrótce przyjeżdżać uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki. Dziesiątki tysięcy rocznie. Może setki tysięcy. Przyjadą na mocy paktu migracyjnego Unii Europejskiej. Wprowadzą się do naszych miast, wsi i miasteczek – na długo lub na stałe. Polacy mają więc prawo zadać kilka zasadniczych pytań. Kim będą ci przybysze – tak naprawdę? Jak zmienią nasze życie? Na lepsze? Czy na gorsze? I czy Polacy muszą się na to wszystko zgodzić? Ten autor spędził ostatnie 32 lata w najludniejszym mieście Europy Zachodniej. Mieszkańcy tego miasta to już w większości imigranci. Większość rdzennych mieszkańców opuściło swoją własną stolicę. Uciekli przed szybko rosnącą liczbą gwałtów, napadów i morderstw. To miasto to Londyn. Ten artykuł to naoczna relacja z kraju płacącego krwią i dobytkiem za swoje otwarte serce – i za otwartą granicę.     

Przyszli bez ostrzeżenia

Duży hotel w małym brytyjskim mieście Altrincham nagle anulował wszystkie rezerwacje – pokoje, konferencje, wesela. To był moment, w którym mieszkańcy tego miasta dowiedzieli się, że jadą do nich uchodźcy. I że wprowadzą się do miejscowego hotelu. Nie było żadnego ostrzeżenia czy dyskusji – ani z mieszkańcami, ani z radą miasta.

Wkrótce do miasta wprowadziło się 300 młodych mężczyzn z Afryki. Wprowadzili się do hotelu tuż obok szkoły podstawowej dla dziewcząt. Większość z tych mężczyzn wyrzuciło swoje paszporty bezpośrednio przed nielegalnym wkroczeniem do Wielkiej Brytanii. Co ukrywają?

Podobne sytuacje zdarzają się w całej Wielkiej Brytanii. Obecnie około 97 tys. uchodźców mieszka w brytyjskich hotelach i innych ośrodkach dla imigrantów. Wielu z nich przyjechało do Zjednoczonego Królestwa nielegalnie. Większość to przybysze z Afganistanu, Turcji, Iranu, Iraku, Syrii, Erytrei i Sudanu.

Krew i łzy

Mieszkańcom brytyjskiej wioski Scampton powiedziano, że wkrótce wprowadzą się do nich uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki. Będą to głównie młodzi mężczyźni. Przyjadą w sile 2 tys. (wioska Scampton liczy 1 tys. mieszkańców). Zamieszkają w opuszczonej bazie lotniczej – tuż obok szkoły podstawowej.

Mieszkańcy Scampton byli oczywiście przerażeni. „Jak możesz powiedzieć swojemu dwunastoletniemu dziecku, aby poszło się bawić do parku, w którym przechadza się 2 tys. mężczyzn”, podsumował całą sprawę jeden z mieszkańców wioski.

Czy troska mieszkańców Scampton o swoje bezpieczeństwo jest uzasadniona? Zdecydowanie tak. Dane z wielu krajów Europy Zachodniej jasno pokazują, że napływ uchodźców spoza UE powoduje wzrost brutalnych przestępstw, konfliktów społecznych i ataków terrorystycznych.

Napływ uchodźców (i legalnych imigrantów) spoza UE to także wzrost barbarzyńskich gwałtów na nieletnich dziewczynkach. Oto kilka najnowszych przykładów z Wielkiej Brytanii. Uchodźca z Afganistanu (Sakhidad Ahadi) zgwałcił 12 letnią dziewczynkę w jednym z hoteli dla uchodźców. Czterech uchodźców z Syrii wielokrotnie zgwałciło (i torturowało) 13 letnią dziewczynkę w Newcastle. Uchodźca z Konga (Anicet Mayela) zgwałcił 15 letnią dziewczynkę w Oxfordshire – dziewczynka w rezultacie zaszła w ciążę.

Nie wolno tutaj także zapomnieć o gangach pakistańskich gwałcicieli operujących w Wielkiej Brytanii od lat. Do tej pory zgwałcili przynajmniej 20 tys. nieletnich dziewczynek w Rotherham, Rochdale, Telford i wielu innych brytyjskich miastach. Najmłodsze ofiary miały 11 lat. Warto tutaj dodać, że najwięcej muzułmańskich terrorystów w Wielkiej Brytanii pochodzi właśnie z Pakistanu – oraz z Afganistanu, Turcji, Iranu, Iraku, Somalii i Indii.

Czas na zastrzeżenie prawne. Zwolennicy masowej imigracji często atakują artykuły, które eksponują przestępstwa popełnianie przez uchodźców. Mówią, że nie wszyscy uchodźcy to gwałciciele, kryminaliści czy terroryści. Pełna zgoda. Nie wszyscy uchodźcy to przestępcy. Ten artykuł mówi tylko o tych uchodźcach, którzy popełniają przestępstwa. Niestety jest ich niemało.  

Nieczysta gra – którą przegrywają obywatele

Samorządy lokalne, jeden po drugim, podają rząd brytyjski do sądu. Napływ uchodźców rujnuje handel i turystykę w wielu brytyjskich miejscowościach. Radni martwią się także o bezpieczeństwo swoich mieszkańców. Mają też dość przyjmowania uchodźców bez jakiejkolwiek dyskusji czy nawet ostrzeżenia ze strony rządu.

Co więcej, wielu miejscowości po prostu nie stać na utrzymywanie uchodźców. Koszt utrzymania jednego dziecka imigranta to 15 tys. funtów tygodniowo (ok. 78 tys. zł). Nawet mała grupa uchodźców może w ten sposób zbankrutować niejedną wieś czy małe miasto.

Niestety sprawy sądowe zwykle wygrywa rząd – samorządy lokalne są bez szans. Rząd brytyjski bowiem używa specjalnego prawa (ang. special development orders), które pozwala rządowym urzędnikom ominąć rady lokalne podczas organizowania kwaterunku dla uchodźców.

Nieczysta gra? Niewątpliwie. Ale rządowi biurokraci nie mają innego wyjścia. Wielka Brytania jest legalnie zobowiązana do zapewnienia kwaterunku każdemu uchodźcy. Więc rząd w sądach wygrywa. Więc następne grupy uchodźców jadą do następnych miast i wsi.

Czterogwiazdkowe „więzienia”

W 2023 r. w Wielkiej Brytanii mieszkało 58 tys. uchodźców w ponad 400 hotelach. To kosztowało Brytyjczyków ponad 8 mln funtów dziennie (ok. 42 mln zł).

W 2024 r. około 30 tys. uchodźców mieszka w 250 hotelach (liczby te znowu szybko rosną). To kosztuje brytyjskich podatników 4.2 mln funtów dziennie (ok. 22 mln zł). Dla przypomnienia – obecnie 97 tys. uchodźców mieszka w Wielkiej Brytanii w hotelach i ośrodkach dla imigrantów.

Większość hoteli dla uchodźców są trzygwiazdkowe. Ale niektóre lokale to luksusowe dworki i czterogwiazdkowe hotele. Jeden z nich to sławny Stoke Rochford Hall, w którym książę i księżna Sussex spędzili noc w 2018 r.

Ale uchodźcy nie chcą już mieszkać w hotelach. Chcą domów i mieszkań. Wpływowe organizacje charytatywne popierają ich żądania i przeprowadzają z nimi wywiady, nagłaśniając ich mieszkaniowe postulaty.

Organizacja charytatywna Migrant Voice rozmawiała ostatnio z Abu (uchodźca z Sudanu). Abu mieszka w hotelu w Yorkshire. Jak każdy uchodźca ma tam zapewniony darmowy pokój, darmowe wyżywienie i darmowy dostęp do służby zdrowia. Dostał też kartę debetową, na którą regularnie wpływają pieniądze – prosto z kieszeni brytyjskich podatników.  

Ale Abu nie jest zadowolony. Mówi, że w hotelu czuje się „uwięziony”. Mówi, że powinien otrzymać dom w Wielkiej Brytanii. Do tego domu sprowadzi swoją rodzinę z Sudanu. Tak samo czują inni uchodźcy w Wielkiej Brytanii. Hotele dla nich to „otwarte więzienia”. Dla niektórych hotele są nawet „gorsze niż więzienia”.

Tymczasem setki tysięcy brytyjskich obywateli śpi na ulicach – 325 tys. Brytyjczyków jest obecnie bezdomnych.

Co więcej, wielu brytyjskich emerytów spędza swoje dni w autobusach – aby się ogrzać. Bo nie stać ich na ogrzanie swoich własnych mieszkań.

Jak nie prośbą, to groźbą

Wpływowa organizacja charytatywna Refugee Council twierdzi, że uchodźcy powinni być kwaterowani w domach lub mieszkaniach (raczej niż w hotelach) nie później niż w ciągu 35 dni od przybycia do Wielkiej Brytanii – lub w ciągu 19 dni, jeśli przybyli z dziećmi.

Organizacja charytatywna Scottish Refugee Council poszła dalej. Uważa, że uchodźcy powinni zamieszkać w domach lub mieszkaniach już od pierwszego dnia pobytu w Zjednoczonym Królestwie. Z nielegalnie przekroczonej granicy – prosto na kanapę w swoim nowym mieszkaniu.  

Jak nie prośbą, to groźbą. Tak zdecydowała organizacja pozarządowa Human Rights Watch. Otóż ostrzegła, że kwaterowanie uchodźców w hotelach narusza „prawa człowieka do zadowalających mieszkań”. Zadziałało? Być może – bo rząd brytyjski skoczył do akcji.

Latem tego roku minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii ogłosiła, że rząd zacznie kupować dla uchodźców domy (i inne nieruchomości). Właściwie rząd brytyjski już zakupił około 16 tys. nieruchomości dla uchodźców od początku 2024 r.

Tymczasem ponad 1.3 mln brytyjskich rodzin oczekuje od lat na mieszkania socjalne. Niestety będą musieli jeszcze trochę poczekać. Bowiem Wielka Brytania buduje tylko 210 tys. nowych domów rocznie – a migracja netto w 2022 r. wyniosła 872 tys., w 2023 r. 906 tys. i w 2024 r. 728 tys. Warto tutaj też dodać, że mieszkania socjalne są częściej przyznawane imigrantom niż rdzennym obywatelom. 

Na zawsze – w kraju i w mieszkaniu

Odrzucenie podania o status uchodźcy nie oznacza opuszczenie kraju – przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Często też nie oznacza wyprowadzki „odrzuconego” uchodźcy z darmowego kwaterunku czy utraty pomocy społecznej.

W ostatnich pięciu latach około 75 tys. podań o status uchodźcy zostało odrzucone przez rząd brytyjski. A ilu z tych „odrzuconych” uchodźców opuściło Zjednoczone Królestwo? Nikt – statystycznie rzecz biorąc. W 2021 r. tylko 346 „odrzuconych” uchodźców zostało usuniętych z Wielkiej Brytanii. W 2022 r. było ich tylko 588.

W 2023 r. usunięto 1.9 tys. „odrzuconych” uchodźców – ale w większości byli to Albańczycy. Imigranci z Albanii zaczęli przybywać (nielegalnie) w dużych ilościach do Wielkiej Brytanii w 2022 r. Stąd ten nagły wzrost usunięć „odrzuconych” uchodźców w 2023 r. Ale liczba nielegalnych imigrantów z Albanii zmniejszyła się ostatnio o 90 proc. Więc liczba usunięć „odrzuconych” uchodźców z Wielkiej Brytanii wkrótce wróci do wartości błędu statystycznego.

Refugees welcome – miejscowi wynocha

W 2012 r. ogłoszono, że w Londynie mieszka już więcej imigrantów niż rdzennych mieszkańców. Innymi słowy, rdzenni Brytyjczycy stali się mniejszością w swojej własnej stolicy.

W ciągu dziesięciu lat (od 2001 r. do 2011 r.) z Londynu wyprowadziło się ponad 620 tys. rdzennych Brytyjczyków. Dlaczego? Dane pokazują, że rdzenni Londyńczycy zostali „wypchnięci” ze swojego miasta przez imigrantów (legalnych i nielegalnych) – oraz przez szybko rosnącą liczbę gwałtów, napadów i morderstw.

Rdzenni Brytyjczycy opuszczają także inne brytyjskie miasta. Najgorzej to wygląda w Birmingham, Leicester, Slough, Luton, Blackburn, Burnley i Bradford. Na przykład duża dzielnica Whalley Range w mieście Blackburn to już 95 proc. muzułmanie. Jeden z lokalnych rzeźników oświadczył, że w życiu nie widział białego klienta w swoim sklepie.

Czy o taki wzrost Polakom chodzi?

Do Polski mają wkrótce przyjeżdżać tysiące uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki – rok w rok. Wzrośnie więc liczba ludności Polski. Wzrosną też inne rzeczy.  

Wzrośnie liczba brutalnych przestępstw. Dane z Europy Zachodniej jasno pokazują, że napływ imigrantów spoza UE to wzrost gwałtów, morderstw i ataków terrorystycznych.

Napływ imigrantów spoza UE to także wzrost konfliktów religijnych. To też nie są żarty. Tysiące Europejczyków zginęło z rąk muzułmanów w ostatnich latach. Zginęli na ulicach swoich miast. Często ostatnią rzeczą, którą usłyszeli w swoim życiu, był bojowy okrzyk religijnego fanatyka – Allahu Akbar!

Około 90 proc. uchodźców przybywających (nielegalnie) do Wielkiej Brytanii przez kanał La Manche to młodzi mężczyźni. Niestety wzrost liczby młodych mężczyzn w społeczeństwie to także wzrost przestępstw. Na przykład w ostatnich 12 miesiącach w Wielkiej Brytanii było ok. 51 tys. przestępstw z użyciem noża – czyli 141 ataków nożem dziennie. Liczba ataków nożem w Zjednoczonym Królestwie rośnie rok za rokiem.

Wzrost liczby uchodźców to także wzrost wydatków na ich utrzymanie. Imigranci ubiegający się o status uchodźcy w Polsce mają zapewnioną pomoc socjalną w postaci zakwaterowania, wyżywienia i opieki medycznej (średni czas oczekiwania na decyzję w sprawie statusu uchodźcy to 14 miesięcy). Ale to nie wszystko. Po uzyskaniu statusu uchodźcy, cudzoziemcy mogą także otrzymać tzw. pomoc integracyjną przez okres do 12 miesięcy. Mogą też ściągnąć swoje rodziny.   

Obecnie z pomocy socjalnej w Polsce korzysta „zaledwie” 6 tys. uchodźców. Ale rządowi polskiemu już zabrakło pieniędzy na ich opiekę. W rezultacie rząd musiał ostatnio uruchomić dodatkowe pieniądze z tzw. rezerwy celowej – ok. 20 mln zł. Pieniądze te wystarczą na utrzymywanie uchodźców przez następne trzy miesiące. Ciekawe, co zrobi rząd kiedy do Polski zaczną regularnie przyjeżdżać dziesiątki tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki? Gdzie ich zakwaterują? I ile będzie nas to kosztować?

Podsumujmy. Napływ uchodźców spoza UE to wzrost brutalnych przestępstw, wzrost ataków terrorystycznych, wzrost konfliktów religijnych, wzrost wydatków i wzrost niepokoju.  Czy o taki wzrost Polakom naprawdę chodzi? I czy naprawdę musimy się na to wszystko zgodzić?  

Bruno Topola

Banki w 2024 roku zarobiły 40 miliardów na naszych kredytach.

Potężne zyski

Banki w 2024 roku zarobiły miliardy na naszych kredytach. Znamy dane NBP

Konrad Karpiuk 2025-01-03 https://superbiz.se.pl/wiadomosci/banki-w-2024-roku-zarobily-miliardy-na-naszych-kredytach-znamy-dane-nbp-aa-dR4A-5nKP-8dRj.html

Jak poinformował w czwartek 2 stycznia 2025 roku Narodowy Bank Polski, przez niemal cały 2024 roku banki w Polsce zarobiły niemal 40 mld zł. Sporo zarobiły dzięki wysokim odsetkom z kredytów. Znacznie wzrosły jednak koszty administracyjne.

Jak wynika z danych NBP, zysk całego sektora bankowego w okresie styczeń-listopad 2024 wyniósł 39,76 mld zł. Należy podkreślić, że zysk netto jest zyskiem „na czysto”, czyli już po odjęciu wszystkich kosztów operacyjnych.

Dzięki czemu banki mogły się tak wzbogacić? Jak się okazuje, głównie dzikie odsetkom, które przez 11 miesięcy 2024 roku wyniosły 157,99 mld zł. To większe zarobki banków o 3,9 proc. względem analogicznego okresu w 2023 roku. Zarobki z odsetek (m.in. z kredytów) mogły wynikać m.in. z utrzymywania wysokich stóp procentowych, oraz boom kredytowego pod koniec 2023 roku w związku z zakończeniem programu „Bezpieczny kredyt 2 proc.”.

Jednocześnie banki poniosły 60,94 mld zł kosztów odsetkowych, czyli o 7,4 proc. mniej niż w analogicznym okresie w 2023 roku. Koszty odsetkowe to m.in. odsetki, które banki musiały zapłacić klientom za lokaty.

Dochody banków z prowizji oraz wysokie koszty administracyjne

Banki w pierwszych 11 miesiącach 2024 roku zarobiły z opłat i prowizji 23,87 mld zł, o 3,2 proc. więcej rok do roku. Z kolei rdr spadły koszty z tytułu prowizji i opłat o 1,5 proc. i wyniosły 6,01 mld zł. 

Koszty administracyjne kosztowały banki 45,99 mld zł przez 11 miesięcy 2024 roku. To więcej o 11,5 proc. względem analogicznego okresu w 2023 roku.

NBP komentując wyniki banków zwraca także uwagę, że „utrata wartości, lub odwrócenie utraty wartości z tytułu aktywów finansowych niewycenianych według wartości godziwej ze skutkiem wyceny odnoszącym do rachunku zysków i strat (odpisy)” wyniosła 5,74 mld zł, więc spadła o 4,6 proc. rdr.

Friday Funnies: The Wreaking Ball Cometh

Friday Funnies: The Wreaking Ball Cometh

AI versus AI

Robert W Malone MD, MS Jan 03, 2025


OK – for clarity, this cartoon is by a left-leaning cartoonist.

Which is pretty damn funny – because for all of us conservatives, Trump taking a wreaking ball to DC is exactly what we are praying for!




Biden has 16 more days left to pardon, and it is pretty obvious that he isn’t done with the pardons yet.

That said – the above pie chart is entirely inaccurate…

In 1977, President Jimmy Carter granted an unconditional pardon to hundreds of thousands of men who evaded the draft during the Vietnam War.















True Story:
Cornell Laboratories hooked up two chatbots so they could have a conversation. It soon turned ugly.

AI versus AI.

What happens when you let two bots have a conversation?

https://www.youtube-nocookie.com/embed/WnzlbyTZsQY?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


Who is Robert Malone is a reader-supported publication.

Kard. Ryś, protestantyzm i synodalny model ekumenizmu dla Polski

Kard. Ryś, protestantyzm i synodalny model ekumenizmu dla Polski

https://pch24.pl/kard-rys-protestantyzm-i-synodalny-model-ekumenizmu-dla-polski

(Oprac. PCh24.pl)

W Archidiecezji Łódzkiej kontakty katolików z protestantami są coraz ściślejsze. Kardynał Grzegorz Ryś realizuje w ten sposób zasadnicze wskazania procesu synodalnego. Czy model Łodzi będzie wzorcowy dla całej Polski?

Relacje z protestantami w Łodzi

W Archidiecezji Łódzkiej zacieśnia się w ostatnich miesiącach i latach współpraca z protestantami.

29 grudnia 2024 roku kardynał Grzegorz Ryś postanowił w nietuzinkowy sposób rozpocząć świętowanie Roku Jubileuszowego, który ogłosił papież Franciszek. Obchody rozpoczęły się nie w archikatedrze, ale w parafii luterańskiej. Kardynał zaprosił w tamtym dniu wiernych na godzinę 18:30 do zboru pw. św. Mateusza. Wierni wysłuchali tam Ewangelii, odczytano im również bullę papieską o Roku Jubileuszowym. Dopiero po wizycie w zborze zebrano się i ruszono procesyjnie do łódzkiej archikatedry.

Trzy lata wcześniej dość podobnie kardynał zachował się w związku z inauguracją Procesu Synodalnego. Wtedy zaprosił do swojej katedry Marka Izdebskiego, jednego z głównych duchownych kalwińskich w Polsce. Izdebski wygłosił z ambony kilka uwag na temat synodalności, opowiadając o tym, jak problemy sprawowania władzy rozwiązany jest w jego kalwińskiej wspólnocie.

Już po zakończeniu Synodu o Synodalności 27 października 2024 roku kardynał Ryś ogłosił, że dokona ekumenicznej zmiany w archidiecezji. Postanowił zaprosić do pracy w Radzie Diecezjalnej jednego z łódzkich protestantów.

W Archidiecezji Łódzkiej intensywna jest też współpraca z protestantami w przestrzeni duchowości zielonoświątkowej (pentakostalnej). Chodzi o wspólnoty charyzmatyczne. Przykładowo w lutym 2022 roku między innymi pod patronatem Archidiecezji odbyło się tam spotkanie „Już czas!” w którym obok katolickich duchownych uczestniczyli również pastorzy i liderzy grup protestanckich. W informacjach przedstawiano rzecz jako spotkanie „liderów Kościoła”, sugerując wyraźnie, że Kościół katolicki oraz wspólnoty protestanckie w jakiś sposób tworzą już jeden „Kościół”.  

Synod o Synodalności

Ekumeniczne ukierunkowanie Archidiecezji Łódzkiej pod rządami kardynała Grzegorza Rysia doskonale odpowiada intencjom Synodu o Synodalności. W najbliższych miesiącach będziemy najpewniej świadkami wielu dużych wydarzeń ekumenicznych, a to w związku z 1700. Rocznicą Soboru Nicejskiego. Sobór obradował późnią wiosną i latem 325 roku. Wprost odnosi się do niego punkt 139 „Dokumentu końcowego” Synodu, gdzie czytamy o 1700. rocznicy między innymi jako okazji „wprowadzania form synodalności wśród chrześcijan wszystkich tradycji”.

Jedną z takich form synodalności może być reinterpretacja prymatu papieskiego. W punkcie 130 „Dokumentu końcowego” czytamy o tym, że proces synodalny „pomógł na nowo spojrzeć na sposoby sprawowania posługi Biskupa Rzymu w świetle synodalności”. Po podkreśleniu roli biskupa Rzymu dla Kościoła proponuje się nową refleksję nad wykonywaniem posługi Piotrowej. Jak mówi punkt 134, należy prowadzić tę refleksję „z perspektywy zbawiennej decentralizacji”, w tym sensie, by przeprowadzić studium teologiczne i kanoniczne celem określenia, „które kwestie powinny być zastrzeżone dla papieża (reservatio papalis), a które mogą zostać przekazane biskupom w ich Kościołach lub grupach Kościołów”.

Decentralizacja i ekumenizm

W tym momencie wydaje się, że pozostajemy wyłącznie na gruncie Kościoła katolickiego. Decentralizacja i wydzielenie kwestii zastrzeżonych wyłącznie dla papieża – to elementy budowania nowego systemu relacji władzy między Kościołami lokalnymi a Stolicą Apostolską. W praktyce rzecz dotyczy tego, co komu przysługuje: czy krajowy episkopat albo nawet tylko jeden lub kilku biskupów mogą wprowadzać swoją własną „interpretację” doktryny i moralności lub też nowatorskie rozwiązania duszpasterskie i liturgiczne? Jeżeli tak – to w jakim zakresie? Odwołanie się przez „Dokument końcowy” do terminu „zbawienna decentralizacja”, który pochodzi od papieża Franciszka, wskazuje wyraźnie na kierunek „ogałacania” władzy papieskiej na rzecz wzmacniania Kościoła „na miejscu”. Innymi słowy, na skutek synodalnej reformy papiestwa papież ma móc mniej, a biskup i jego struktury synodalne – więcej.

„Dokument końcowy” Synodu o Synodalności wskazuje jednak, że reforma papiestwa ma dotyczyć również wymiaru ekumenicznego. W punkcie 137 tego tekstu czytamy: „Jednym z ważniejszych owoców Synodu 2021-2024 jest wzmożone zaangażowanie ekumeniczne. Potrzeba znalezienia «takiej formy sprawowania prymatu, która […] byłaby otwarta na nową sytuację» stanowi fundamentalne wyzwanie zarówno dla misyjnego Kościoła synodalnego, jak i dla jedności chrześcijan”.

„Dokument końcowy” odwołuje się następnie do ważnego tekstu Kurii Rzymskiej na temat ekumenizmu z 2024 roku; za chwilę napiszę o nim więcej. Tu wskażę tylko, jakie na podstawie tego tekstu wnioski wysuwa Synod o Synodalności. Chodziłoby o „reinterpretację lub oficjalny komentarz do dogmatycznych definicji Soboru Watykańskiego I na temat prymatu”. Ponadto należałoby przeprowadzić „rozróżnienie zakresów odpowiedzialności papieża, promowania synodalności oraz poszukiwania modelu jedności opartego na eklezjologii komunii”, co pozwoliłoby otworzyć „obiecujące perspektywy dla drogi ekumenicznej”.  Według „Dokumentu końcowego” Synodu „posługa jedności Biskupa Rzymu” powinna być uznawana przez wszystkich chrześcijan za „posługę miłości”.

Nowe rozumienie papiestwa

Jak zatem konkretnie miałby zmienić się prymat? „Dokument końcowy” Synodu odwołał się do tekstu, jaki 13 czerwca 2024 roku opublikowała watykańska Dykasteria ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Tekst nosi tytuł „Biskup Rzymu. Prymat i synodalność w ekumenicznych dialogach i w odpowiedziach na encyklikę Ut unum sint”. Jego autorem jest szwajcarski kardynał Kurt Koch, osoba o zasadniczo dość konserwatywnych poglądach, jakkolwiek zaangażowana w dialog ekumeniczny i stąd dość otwarta na różne „nowinki” w tym względzie, nawet jeżeli stroniąca od największych patologii w stylu ekumenizmu niemieckiego (np. Komunia dla protestantów). Tekst ma w sumie 150 stron. Sam w sobie nie posiada autorytetu nauczycielskiego – to raczej zbiór pewnych refleksji oraz wniosków. Jako że do tekstu odwołał się jednak „Dokument końcowy” Synodu o Synodalności, wskazując go jako drogowskaz w sprawach ekumenizmu, nie można odmówić mu dużej wagi.

W dokumencie z 13 czerwca Dykasteria pod kierunkiem kardynała Kocha zaproponowała „reinterpretację” nauczania I Soboru Watykańskiego. Chodziłoby o to, aby oddzielić od siebie to, co w tym nauczaniu niezmienne, od tego, co tymczasowe. Dokument nie wskazuje na nic konkretnego, ale można domyślać się, że chodziłoby o jakieś ponowne, wyraźne wyodrębnienie nieomylnych wypowiedzi papieskich od pozostałych. Mogłoby to w praktyce wyraźniej ukazać prawosławnym i protestantom te momenty, w których biskup Rzymu domaga się posłuszeństwa – a jeżeli byłyby to momenty bardzo ogólne, odwołujące się do podstaw wiary chrześcijańskiej, to potencjalnie mogłoby to znaleźć ich akceptację i w ten sposób otworzyć drogę do uznania papieskiego „prymatu w miłości”. Dokument kardynała Kocha wskazuje też, że należy położyć nacisk nie tyle na nieomylność papieża – co raczej na „nieomylność Kościoła”. W tekście wskazuje się, że papież nie stoi „ponad Kościołem”, to znaczy że jego nieomylność nie jest związana z żadną z politycznych funkcji, które sprawuje, ale wynika z faktu jego umiejscowienia w Kościele Chrystusowym.

Eklezjologiczna puszka Pandory

Tutaj otwiera się przysłowiowa puszka Pandory. „Nieomylność Kościoła” wymaga dalszych wyjaśnień, a przede wszystkim zdefiniowania tego, czym jest… Kościół. W teologii po II Soborze Watykańskim używa się chętnie określenia „Lud Boży” dla opisania Kościoła. Konstytucja soborowa „Lumen gentium” mówi też o nieomylności Ludu Bożego – o tym, że ogół wiernych nie może zbłądzić w wierze. Nazywa się to sensus fidei fidelium – zmysłem wiary wierzących. Międzynarodowa Komisja Teologiczna – jedno z najważniejszych katolickich gremiów teologicznych, poddane Kurii Rzymskiej – wskazywało kiedyś w obszernej analizie, że istnieją pewne określone warunki „uprawniające” do udziału w sensus fidei. To życie łaską sakramentalną, życie modlitewne czy też – to bardzo ważne – przyjmowanie całości nauki Kościoła.

Jednak w procesie synodalnym dochodzi do reinterpretacji tego nauczania. Dokumenty synodalne nie mówią już o żadnych warunkach – poza jednym, chrztem. W punkcie 23 „Dokumentu końcowego czytamy: „Poprzez chrzest wszyscy chrześcijanie uczestniczą w sensus fidei. Dlatego jest to nie tylko zasada synodalności, ale także podstawa ekumenizmu”. Jeżeli tak, to należy uznać, że można słuchać luteranina albo kalwina, bo jako ochrzczony uczestniczy on w sensus fidei – jest członkiem szerokiej chrześcijańskiej wspólnoty, która nie może zbłądzić we wierze. Jak to połączyć z faktem odrzucania przez tegoż szeregu dogmatów – nie jestem w stanie wytłumaczyć, chyba, żeby uznać na drodze „reinterpretacji” te dogmaty za drugorzędne. W każdym razie wyłania nam się z tego obraz, gdzie można zapraszać luteranina albo kalwina do udziału w różnych kościelnych aktywnościach, słuchać jego nauczania etc. – tak, jak to się dzieje do pewnego stopnia w Archidiecezji Łódzkiej.

Dokument kardynała Kocha mówi jeszcze o innych zmianach dotyczących prymatu, na przykład wyraźnego oddzielenia funkcji papieża jako „strażnika jedności” chrześcijan od jego funkcji jako „patriarchy Zachodu” czy „prymasa Kościoła łacińskiego”. Chodziłoby tu o pokazanie prawosławnym i protestantom, że niektóre papieskie decyzje czy zarządzenia wynikają z jego „zachodniej” funkcji, a co za tym idzie, nie muszą być przez nich traktowane jako potencjalnie zobowiązujące i ograniczające w ten sposób ich autonomię. Dokument odwołuje się wprost do idei „decentralizacji”. To pokazuje, że „decentralizacja” Kościoła jest bardzo szerokim przedsięwzięciem. Ma zmienić nie tylko relacje władzy pomiędzy biskupem Rzymu a Kościołami lokalnymi, ale – o ile będzie do tego obustronna wola – również relacje między Stolicą Apostolską a wspólnotami niekatolickimi. Jeżeli wszyscy uznaliby „prymat miłości” papieża, to może mogliby zostać uznani za faktyczną część Kościoła powszechnego – nawet mimo odrzucania jakichś dogmatów?

Łódź modelem dla całej Polski?

Jak widzi Czytelnik, w sprawie ekumenicznego charakteru Kościoła synodalnego więcej jest pytań niż odpowiedzi. Rzecz dopiero się wykuwa. Nie ma jednak wątpliwości, że kardynał Grzegorz Ryś, inaugurując Rok Jubileuszowy w luterańskiej parafii w Łodzi, idzie zdecydowanym krokiem w stronę, jaką wskazuje Synod o Synodalności. Należy się spodziewać, że ekumeniczny model życia kościelnego kształtujący się w jego archidiecezji będzie z biegiem czasu coraz silniej promowany jako model docelowy i właściwy dla wszystkich.

Jakąś szansą na to, że nie zatrze to do końca konturów katolickości w Polsce jest to, że protestantów mieszka w naszym kraju relatywnie niewielu; stąd wysiłki ekumeniczne będą natrafiać w wielu diecezjach w konieczny sposób na znaczącą trudność. Czy ta naturalna bariera wystarczy – zobaczymy.

III RP? Jest jedną wielką aferą. Też film Marii Wiernikowskiej.

III RP? Jest jedną wielką aferą

Autor: CzarnaLimuzyna , 3 stycznia 2025

Prawie każda afera III RP została zamieciona pod dywan lub przeskalowana do rozmiarów proporcjonalnych dla inteligencji i wyobraźni opinii publicznej. To co zostało w jej pamięci jest na tyle zagmatwane i przygniecione codziennym chaosem, że ciąg dalszy tych samych i podobnych przestępstw przebiega bez większych zakłóceń.

Nikt nie lubi bałaganu w dekoracjach. Praca z marionetkami, przynajmniej do momentu polubienia przez tłum, też jest czasochłonna. Aktualnie mamy, ciut większy niż zazwyczaj, rozgardiasz w Symulakrum  (moje ulubione słowo). Targowica w teatralnym rozkroku, trzeba mimo wszystko docenić ten rodzaj szpagatu, walczy o obsadę aktorską w Pakamerze – z jednej strony pretendent skompromitowany przez aktualnego fircyka Dudę, który powiedział, że nowy kandydat ma takie same poglądy jak on sam, a z drugiej…

Parafrazując nieco sztampowy opis możemy rzecz opisać tak: „Fircyk, pustak, świstak, kawaler modny, petit-maître” – postać występująca w polityce okresu „Zrównoważonego rozboju”. Charakteryzuje się bezrefleksyjnym wpasowaniem się w tryby „mądrości etapu”, rozrzutnością na kredyt. Fircyk polityczny nie jest postacią wykreowaną przez politycznych publicystów, lecz przeniknął do polityki z prawdziwego życia.

Opis ten bardziej pasuje do kandydata drugiego, jawnie antypolskiego, który nagle od momentu rozpoczęcia kampanii zaczął utrwalać na taśmie filmowej swoje zmagania w trudzie niełatwego procesu przechodzenia z „nowoczesnego satanizmu” na „zaściankowy katolicyzm”.

Kandydat pierwszy pomimo że trenuje boks, od samego początku kampanii tańczy na linach nie zadając żadnych ciosów – milcząc o sprawach najważniejszych. Oczami wyobraźni widzę jego wyborczy baner:  „Milczę dla Polski”. Nic o natychmiastowej likwidacji „zielonych przekrętów, nic o potrzebie natychmiastowej deportacji z Polski każdego rodzaju nachodźców ze wschodu i zachodu, nic ekshumacji w Jedwabnem i Wiźnie. Można bardzo długo wymieniać listę spraw przemilczanych.

Wyobraźnia kreuje kolejny baner z hasłem: „milczenie buduje zgodę i porozumienie” , z obrazem podających sobie dłonie – nawróconym nagle na Polskę i katolicyzm –Trzaskowskim i nowoczesnym patriotą, „politycznie roztropnym” – Nawrockim. „Dasz Bór” mówi jeden, a drugi odpowiada: „Nasz Mur”.

W takich to okolicznościach „kanał zero” wyemitował materiał retrospektywny wzbogacający kontekst „trzeciej ERP” z Marią Wiernikowską, która swego czasu przekroczyła granicę traktując pewne tematy zbyt na serio, ponosząc wiadome konsekwencje.

*  *  *

Jeszcze ci powiem, że te wszystkie „dziennikarstwa śledcze” są dla mnie podejrzane. Mam wrażenie, że te materiały z dobrze poinformowanych źródeł są bardzo dobrze przez te źródła kontrolowane, a dziennikarz ma służyć tylko jako tuba żeby ujawnić jakiś przeciek kontrolowany – w odpowiednim momencie zwodować temat.

Maria Wiernikowska

Operację MOST, ewakuację Żydów z ZSRR przez Polskę do Izraela, przy użyciu jednostki GROM, sfinansował Mosad płacąc… polskimi pieniędzmi

Wąglika wyprodukował jakiś wariat, profesor pracujący dla Armii USA, ale tak się złożyło, że dzień przed planowanym zeznaniem popełnił samobójstwo

O znajomych Andrzeja Leppera, o ludziach służb, biznesmenach, „ikonach transformacji ustrojowej”, o aferze Rywina- Michnika, o więzieniu CIA w Starych Kiejkutach, o prywatnej firmie wojskowej dbającej o bezpieczeństwo zaplecza życia politycznego i gospodarczego, o aferze FOZZ.

Film jest ustawiony od afery FOZZ, lecz kto ma ochotę może wysłuchać całość. Końcowy fragment filmu mimo “dobrej miny” Wiernikowskiej odbieram jako gorzkie pożegnanie z zawodem dziennikarza w III RP. Wielu normalnych dziennikarzy ma wilczy bilet i “orze jak morze” poza politycznie uległym mainstreamem.

Tagi:gnijąca III RP, Maria Wiernikowska

Dzień Judaizmu. Kiedy „Dzień Katolicyzmu” w Izraelu i światowej społeczności żydowskiej ?

Jak nie chanuka, to Dzień Judaizmu. Fritz: „Ćwiczę cnotę cierpliwości”

3.01.2025 https://nczas.info/2025/01/03/jak-nie-chanuka-to-dzien-judaizmu-fritz-cwicze-cnote-cierpliwosci/

roman fritz chanuka chanukija
Roman Fritz i chanukowe świece / fot. ilustracyjne / foto: PAP / Pexels (kolaż)

Najpierw Chanuka, a teraz XXVIII Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce. W dniach 14-16 stycznia 2025 roku we Wrocławiu odbędą się centralne obchody. Poseł Roman Fritz celnie podsumował tę informację.

Przypomnijmy, że w ostatnich dniach w wielu miejscach katolicy, z przedstawicielami duchowieństwa włącznie, uczestniczyli lub organizowali zapalanie świec chanukowych. Jak ocenił abp Jan Paweł Lenga, świętowanie chanuki przez katolików „jest nienormalne”.

https://nczas.info/2024/12/30/abp-lenga-ostro-o-swietowaniu-chanuki-przez-katolikow-to-jest-nienormalne-video/embed/#?secret=UndDoiZhMJ#?secret=gnYMMhT9BC

Takie obchody odbyły się m.in. na KUL-u. Ceremonia pod nazwą „W blasku Betlejemskiego Światła Pokoju i Świateł Chanuki. Orędzie Pokoju i Nadziei z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II” została zorganizowana przed wejściem do Collegium Norwidianum. Świece chanukowe zapalili m.in. katoliccy duchowni.

https://nczas.info/2025/01/02/zydowski-uniwersytet-lubelski-przedstawiciele-kosciola-katolickiego-zapalili-swiece-chanukowe-foto-video/embed/#?secret=kAPUkoZPqZ#?secret=DSJ2gF0MyM

„Obwieścicie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców” – ten cytat z Księgi Kapłańskiej (Kpł 25, 10a) ma towarzyszyć tegorocznym obchodom.

„Tak jak w poprzednich latach będą one miały na celu przede wszystkim przybliżenie wiernym i duchowieństwu znaczenie judaizmu w rozumieniu oraz praktykowaniu wiary chrześcijańskiej” – czytamy na stronie Konferencji Episkopatu Polski.

W programie m.in. wspólna modlitwa chrześcijańsko-żydowska, upamiętnienie ofiar holokaustu i wszystkich dawnych żydowskich mieszkańców Wrocławia na dziedzińcu Synagogi pod Białym Bocianem, a w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego nabożeństwo Słowa Bożego z udziałem zaproszonych gości z gminy żydowskiej. Motywem przewodnim tej liturgii ma być Rok Jubileuszowy, obchodzony zarówno w Kościele katolickim, jak i w judaizmie.

„Czytania biblijne dotyczące tej kwestii będą pochodziły zarówno ze Starego, jak i Nowego Testamentu, a zostaną opatrzone komentarzami żydowskimi oraz chrześcijańskimi. Ważnym elementem tego spotkania będą też zanoszone w dalszej części nabożeństwa intencje modlitewne” – czytamy.

Podczas trwających dwa dni obchodów Dnia Judaizmu odbędzie się także konferencja naukowa „Żydzi i judaizm w historii Kościoła, teologii i praktyce eklezjalnej”, organizowana na Papieskim Wydziale Teologicznym. Ma ona dokonywać przeglądu „aktualnej sytuacji w zakresie badań naukowych nad obecnością dziedzictwa judaizmu i tradycji żydowskiej w różnych dyscyplinach badawczych służących rozwojowi Kościoła”.

Odbędą się także dyskusje wokół ostatnio wydanych „ważnych dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego publikacji”, wystawa okolicznościowa pt. „Byli sąsiadami: Ludzkie wybory i zachowania w obliczu Zagłady”, a także koncert.

Organizatorem obchodów Dnia Judaizmu jest Komitet Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem.

Źródło:episkopat.pl/NCzas

Stek kłamstw, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy. Resort klimatu i środowiska w akcji

Stek kłamstw, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy. Resort klimatu i środowiska w akcji

3.01.2025 Tomasz Cukiernik https://nczas.info/2025/01/03/stek-klamstw-manipulacji-dezinformacji-i-bezczelnej-propagandy-resort-klimatu-i-srodowiska-w-akcji/

Paulina Hennig Kloska.
Paulina Hennig Kloska. / foto: PAP

[on (ona??) wie lepiej..md]

W „Angorze” ukazał się artykuł reklamowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Z tak nagromadzonym stekiem kłamstw, przeinaczeń, manipulacji, dezinformacji i bezczelnej propagandy, dawno się nie spotkałem. Autorzy tych bzdur albo mają ludzi za idiotów, albo sami są idiotami. [Ależ to optymizm: Oni łącza te dwie cechy. MD] Dziecko z przedszkola potrafi myśleć bardziej logicznie.

Rząd robi wszystko, by ceny energii jeszcze bardziej wystrzeliły w górę, więc ile trzeba kłamstw i dezinformacji, by przygotować tępy materiał propagandowy, który ma wcisnąć tezę, że rząd ma i realizuje plan na niższe ceny energii w Polsce!?

Pierwsze zdanie rzeczonego artykułu nie powinno brzmieć „Ministerstwo Klimatu i Środowiska opracowuje właśnie pierwszą konkretną rządową strategię na obniżenie cen energii”, tylko: „Ministerstwo Klimatu i Środowiska realizuje unijną strategię na wystrzelenie cen energii w górę, co zniszczy polską gospodarkę”.

A drugie nie powinno brzmieć „Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) to program na bogatą Polskę, który zagwarantuje bezpieczeństwo energetyczne, a przy tym wpłynie na redukcję negatywnego oddziaływania na środowisko”, tylko: „Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) to program na szybkie zubożenie Polski, który zagwarantuje pozbycie się i suwerenności, i bezpieczeństwa energetycznego, a przy tym nie wpłynie na redukcję negatywnego oddziaływania na środowisko”.

Smog i susze

Autorzy artykułu sugerują, że potrzebujemy transformacji energetycznej, bo Polska ma najwyższe ceny energii w Europie. Niestety mylą przyczynę ze skutkiem. W rzeczywistości Polska ma najwyższe ceny energii w Europie właśnie dlatego, że realizujemy transformację energetyczną, w tym płacimy absurdalny euro-podatek od emisji dwutlenku węgla o nazwie ETS (notabene w tekście koszty ETS w 2022 roku określono na 20 mld zł, podczas gdy według danych tego samego resortu wyniosły one 53,6 mld zł!). I właśnie to negatywnie wpływa na poziom życia ludzi i konkurencyjność polskich firm.

Autorzy tekstu, nie podając źródeł tych liczb, straszą, że „rocznie koszty smogu, jakie ponosimy, to nawet 100 mld zł. Szacuje się, że z powodu zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju co roku przedwcześnie umiera ok. 45 tysięcy do nawet 90 tysięcy osób”. Problem w tym, że smog i zanieczyszczenie powietrza mają niewiele wspólnego z energetyką. Smog to skutek przede wszystkim niskiej emisji, a nie wyziewów z kominów elektrowni, które mają zainstalowane – zgodnie z najbardziej restrykcyjnymi unijnymi normami – różne systemy oczyszczające i filtry.

– Wysoka emisja, czyli duże obiekty energetycznego spalania (LCP), podlega unijnym normom wynikającym z konkluzji BAT, które zawierają wytyczne dotyczące prowadzenia instalacji, a przede wszystkim określają wartości graniczne dla emitowanych substancji do atmosfery. W efekcie poprzez stosowane instalacje oczyszczania spalin (instalacja odsiarczania, elektrofiltry i instalacje redukcji tlenków azotu) to, co wydostaje się z komina elektrowni czy elektrociepłowni, jest znacznie czystsze niż to, co się wydobywa z kominów niskiej emisji (domów jednorodzinnych). Niewychwycone zanieczyszczenia emitowane z kominów mających powyżej 100 m wysokości rozrzedzają się w powietrzu na dużych wysokościach, prądy powietrzne rozprzestrzeniają zanieczyszczenia na większe obszary, więc nie powodują dużego lokalnego stężenia szkodliwych substancji, dlatego wysoka emisja nie powoduje smogu. Na dodatek istnieje obowiązek monitorowania spalin i emisji zanieczyszczeń do atmosfery. W kominach są zabudowane układy pomiarowo-rozliczeniowe emitowanych zanieczyszczeń, z których generuje się raporty wysyłane do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska i Urzędu Marszałkowskiego, przez co organy te mają wgląd na wpływ instalacji na środowisko. Co więcej, aby osiągnąć normy konkluzji BAT, już przed spaleniem bada się węgiel i inne paliwa pod względem parametrów fizyko-chemicznych i w przypadku nieodpowiedniej jakości paliw nie są one dopuszczone do spalania – tłumaczy Sławomir Wołyniec, prezes EC Zagłębie Dąbrowskie sp. z o.o.

Dalej w sponsorowanym tekście resortu klimatu czytamy dyrdymały (bez podania źródła) o ekstremalnych zjawiskach pogodowych, których rzekomo jest coraz więcej i są coraz intensywniejsze (w domyśle z powodu spalania paliw kopalnych). To oczywiście nie jest prawda, co zauważa choćby prof. Piotr Kowalczak w swojej książce „Zmiany klimatu”. Nie ma dowodów na tezę, że wzrost stężenia dwutlenku węgla spowoduje ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak susze, powodzie i huragany, które staną się częstsze i intensywniejsze. Nawet IPCC „przyznaje, że nie ma pewności, że zmiany klimatyczne mają wymierne, negatywne skutki globalne w postaci częstszego występowania huraganów, tornad, susz, powodzi i innych klęsk żywiołowych. Co ważniejsze, rzeczywiste dane naukowe podobnie wykazują niewielki lub żaden negatywny wpływ wyższej temperatury na rzeczywistość w tym zakresie”.

Większy import i ceny

Autorzy tekstu płaczą, że w 2022 roku Polska wydała na import paliw kopalnych aż 250 mln zł. Problem w tym, że ta kwota dotyczy nie tylko paliw dla energetyki, ale co ważniejsze, to sami rządzący doprowadzili do tego, że kraj, który leży na węglu, musi go importować. Nie potrafią przyznać, że do tego doprowadziła właśnie realizowana pod dyktando UE polityka zamykania kopalń zamiast prywatyzacji górnictwa węglowego. Ale autorzy sami sobie przeczą, bo zapotrzebowanie na gaz według KPEiK do 2030 roku ma znacznie wzrosnąć, a nie spaść, skoro moc zainstalowana w elektrowniach gazowych ma się zwiększyć z 4 GW do 11 GW, więc siłą rzeczy koszty importu gazu znacznie WZROSNĄ. Importować trzeba też będzie uran do elektrowni atomowej (jeśli Bruksela w ogóle pozwoli ją wybudować). Czyli wbrew logice wywodów autorów dezinformującego artykułu dodatkowe koszty w tym zakresie generuje nie brak transformacji, a transformacja! No a paneli fotowoltaicznych, wiatraków, pomp ciepła i samochodów elektrycznych nie importujemy? Oczywiście że tak!

Zdaniem propagandystów resortu klimatu dekarbonizacja spowoduje obniżenie cen energii. W 2030 roku cena produkcji energii spadnie o 13 proc., a w 2040 roku – o jedną trzecią – piszą. Niestety będzie dokładnie odwrotnie. Już teraz koszt wytworzenia energii elektrycznej i cieplnej rośnie w Polsce w zastraszającym tempie – według danych URE średnia cena sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym w latach 2020–2023 wzrosła o 200 proc.! Cena energii w Polsce jest jedną z najwyższych na świecie właśnie z powodu energetycznej rewolucji: budowania OZE i płacenia ETS. Podobnie jest w krajach bardziej zaawansowanych w transformacji, jak Niemcy i Dania. Z kolei badanie zlecone przez BusinessEurope wykazało, że do 2050 roku koszty wytwarzania energii elektrycznej w Unii Europejskiej będą nadal co najmniej o połowę wyższe niż w USA i Chinach w ramach scenariusza, w którym cele klimatyczne są osiągane bez większych zakłóceń. W scenariuszu „trudności transformacyjnych” koszty mogą być nawet trzykrotnie wyższe niż u głównych konkurentów. W tym kontekście warto natomiast przypomnieć banialuki premier Ewy Kopacz, która w 2014 roku mówiła, że po roku 2019 polski prąd nie zdrożeje dla odbiorców. Tyle właśnie są warte słowa polityków i urzędników.

Wykres 2. Opracowanie własne na podstawie danych PSE.

Bajdurzenia oderwane od faktów

Na bazie fałszywej tezy o niższych cenach energii w przyszłości autorzy propagandowego materiału snują rozważania o szybszym rozwoju kraju: poprawie konkurencyjności przemysłu, rozbudowie nowych gałęzi gospodarki i powstawaniu nowych miejsc pracy (i to – a jakże! – „w perspektywicznych sektorach gospodarki”). Realizacja KPEiK ma przełożyć się bezpośrednio na wzrost gospodarczy. W rzeczywistości będzie dokładnie odwrotnie. Transformacja doprowadzi nie tylko do utraty konkurencyjności polskiej gospodarki, ale braki energii spowodują jej całkowity upadek. Na razie dotychczasowa transformacja z powodu rażących wzrostów cen energii przyczyniła się do zwijania gospodarki. Według danych opublikowanych przez CEIDG, w 2022 roku ponad 192 tys. przedsiębiorców zakończyło prowadzenie działalności, a w 2023 roku prawie 4 tys. więcej. Z kolei z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii wynika, że w trzech pierwszych kwartałach 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 142 tys. wniosków dotyczących zakończenia prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej. Kolejne firmy realizują masowe zwolnienia pracowników, a więksi inwestorzy przenoszą się z Polski poza UE: do Indii (np. PepsiCo, Infosys, NatWest), Chin (ABB), Maroka (np. TE Connectivity Industrial), Tunezji (np. Lear Corporation) czy Brazylii (np. Stellantis).

Bajdurzenia oparte o fałszywą tezę idą jeszcze dalej. Transformacja ma spowodować, że więcej pieniędzy państwo będzie wydawać na służbę zdrowia i obronność, bo nie będą marnowane na import surowców i ETS. Ale jeśli już to przecież nie państwo zaoszczędzi te setki miliardów, tylko podmioty gospodarcze. W jaki sposób władze przejmą pieniądze marnowane teraz przez firmy na ETS? A kto przekaże państwu pieniądze, które teraz są wydawane na importowane surowce? Energetyka węglowa, która nie będzie istnieć? A jak na razie to farmy wiatrowe i fotowoltaiczne są dotowane gigantycznymi pieniędzmi. Taka logika rozumowania jest totalne oderwana od faktów i może w nią uwierzyć tylko osoba niemająca kompletnie wiedzy, jak działają finanse publiczne i o co w tej całej transformacji chodzi. A może to autorzy tego propagandowego artykułu takiej wiedzy nie mają?

W tekście jest wyraźnie napisane, że używanie paliw kopalnych ma być zastąpione przez nowe, nieemisyjne technologie. Docelowo zielony miks energetyczny po wyeliminowaniu węgla (i gazu) ma być oparty o OZE i energię jądrową. Problem w tym, że OZE nigdy nie zastąpią paliw kopalnych, bo są pogodozależne, niestabilne, niesterowalne i zwyczajnie nie pozwalają na to prawa fizyki. Energetyka atomowa może jak najbardziej zastąpić energetykę węglową czy gazową. Problem polega na tym, że aktualnie (kwiecień 2024 roku) łącznie moc zainstalowana w węglu i gazie wynosi 37,3 GW (dane PSE), a we wstępnej fazie projektowania znajduje się tylko jedna elektrownia atomowa, która ma mieć łączną moc 3,75 GW i to dopiero około roku 2040. W jaki sposób jedna elektrownia atomowa (która zresztą też jest technologią na paliwa kopalne) zastąpi 10 razy większą moc węglową i gazową? Tego nie wiedzą chyba nawet najstarsi górale. Co więcej, zastosowanie wiatraków, paneli FV, magazynów energii i aut elektrycznych wcale nie oznacza, że przestaniemy używać paliw kopalnych: i węgiel, i metale ziem rzadkich są konieczne do ich budowy.

Według KPEiK już w 2030 roku udział OZE w mocy zainstalowanej ma wzrosnąć do 59 proc. Tymczasem niestabilne źródła odnawialne mogą co najwyżej pełnić w systemie elektroenergetycznym rolę uzupełniającą, a nie być jego podstawą. Warto zwrócić uwagę, że w 2023 roku 49 proc. mocy zainstalowanej w stabilnym węglu (dane PSE na 31.12.2023) wygenerowało ponad 68 proc. energii w miksie energetycznym, 7 proc. mocy zainstalowanej w stabilnym gazie dało nieco ponad 8 proc. energii w miksie, prawie 4 proc. mocy w wodzie wygenerowało nieco ponad 2 proc. w miksie, a ponad 40 proc. mocy zainstalowanej w niestabilnych OZE dało zaledwie minimalnie ponad 21,5 proc. w miksie (mimo że OZE mają pierwszeństwo w dostępnie do sieci!) – por. wykresy. Jak zostanie wyprodukowana energia, kiedy nie będzie słońca i wiatru?

Wykres 1. Opracowanie własne na podstawie danych PSE.

Po co oni to robią?

Na dodatek w artykule czytamy o „przechowywaniu energii”. – Energii elektrycznej nie można magazynować. Fizycy o tym doskonale wiedzą. Einstein nieraz powtarzał, że energia elektryczna jest ruchem elektronów, a ruchu nie można zmagazynować – mówi w mojej książce „Sabotaż klimatyczny” prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski, wykładowca Instytutu Elektroenergetyki na Politechnice Łódzkiej. Autorzy omawianego tekstu piszą też nieprawdę, że mamy technologie potrzebne do realizacji planu. W rzeczywistości nie istnieją na świecie technologie wielkoskalowych magazynów energii, dzięki którym teoretycznie OZE mogłyby funkcjonować bez wsparcia technologii konwencjonalnych. Czytamy też o boomie na fotowoltaikę i elektryczne samochody osobowe oraz… ciężarówki. Dlaczego nie napiszą uczciwie, że bez dotacji ze strony podatnika tylko entuzjaści inwestowaliby w fotowoltaikę czy kupowali samochody elektryczne. Rynek tych ostatnich po cofnięciu dotacji w Niemczech czy Norwegii zwyczajnie się zawalił.

Kolejna błędna teza autorów jest taka, że transformacja i tak by się odbyła, ale jak będzie sterowana przez polityków, to potrwa krócej, będzie bardziej korzystna dla ludzi i tańsza. Państwo ma pomagać. Takie bzdury mogą pisać chyba tylko ideowi komuniści, którym się wydaje, że gospodarka centralnie sterowana działa lepiej. A jak już słyszę o odpowiedzialnym planowaniu w wydaniu polityków, to mi cierpnie skóra. Cała gospodarka Polski Ludowej była właśnie planowana i ręcznie sterowana. Wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle. Zdecydowanie byłoby lepiej, gdyby państwo całkowicie się odczepiło nie tylko od energetyki, ale i całej gospodarki. Tymczasem politycy naprawdę myślą, że rozwiążą jakieś problemy. W rzeczywistości to ich działania są problemem.

Kto się na to wszystko zgodził? To właśnie polscy politycy nałożyli na polską gospodarkę taki unijny kaganiec w postaci konieczności przeprowadzenia transformacji w jedynym słusznym kierunku! Cały problem polega na tym, że zwykli ludzie, którzy nie znają się na tych wszystkich wymienionych wyżej niuansach i faktach, zwyczajnie uwierzą w tę rządową propagandę i dezinformację. Po co oni wciskają nam takie brednie? Władza tak kłamie tylko z jednego powodu: żeby ludzie pod pretekstem ratowania planety zgodzili się na dalsze wyrzeczenia, obniżenie poziomu dobrobytu i żeby z tego powodu nie doszło do masowych protestów antyrządowych. Natomiast świadome społeczeństwo powinno właśnie do takich protestów doprowadzić, by obalić ten antypolski rząd, który coraz szybciej wciska nas w objęcia fałszywej ideologii klimatyzmu.

ChatGPT. Sztuczna inteligencja faworyzuje Izrael. [No i kłamie bezczelnie].

Sztuczna inteligencja faworyzuje Izrael

[no i kłamie bezczelnie. To mój wniosek. md].

PrzezAgnieszka Piwar 2024-12-31 https://piwar.info/sztuczna-inteligencja-faworyzuje-izrael/

Mój szwagier Sebastian, który jest managerem w międzynarodowej korporacji, korzysta w pracy z aplikacji ChatGPT. Przy okazji niedawnego rodzinnego spotkania, zachęcał mnie, abym także zainteresowała się sztuczną inteligencją. Zapewniał, że będąc dziennikarką mogłabym wykorzystać to narzędzie jako osobistego asystenta do pomocy w tworzeniu artykułów.

O sztucznej inteligencji co nieco już słyszałam, ale niespecjalnie interesowały mnie tego typu rozwiązania. Uważam, że najlepiej jest polegać na swoim rozumie, szczególnie w moim fachu.

Po wymianie zdań na ten temat, szwagier trafił w ważną dla mnie kwestię i zarekomendował ChatGPT jako świetnego tłumacza języków obcych. Prowadzę sporo korespondencji z osobami z innych krajów, więc asystent władający językami faktycznie przydałby się do pomocy.

Przyznaję, w końcu dałam się wciągnąć. Rozpoczęłam konwersację ze sztuczną inteligencją, zadając jej szereg pytań i poleceń. Szczególnie zaintrygowała mnie możliwość kreowania obrazów.

Dość szybko zorientowałam się, że mam do czynienia z narzędziem służącym w interesie syjonistów. Oto przykład. Wydałam w chatbocie polecenie o treści: „Wygeneruj grafikę na temat Strefy Gazy, pokazując zniszczenia i cierpienia”. Po chwili otrzymałam wymowną odpowiedź.

„Nie mogę wygenerować tej grafiki, ponieważ treść takiej wizualizacji narusza zasady naszej polityki dotyczącej zawartości (content policy). Mogę jednak pomóc w inny sposób, na przykład opisując zagadnienie lub pomagając w tworzeniu artykułu. Daj znać, jak mogę pomóc!”.

Po tym komunikacie wydałam analogiczne polecenie, z tymże zniszczenia miały tym razem dotyczyć Izraela. Natychmiast ukazała mi się poruszająca grafika, przypominająca Warszawę po powstaniu 1944 roku. To dość bezczelne, zważywszy na fakt, że to nie Izrael został doszczętne zniszczony, lecz wspomniana wcześniej Strefa Gazy.

Poczułam się sprowokowana przez sztuczną inteligencję i zadałam konkretne pytanie. „Czy Izrael słusznie zaatakował Strefę Gazy?”. W odpowiedzi ChatGPT przekazał mi następujące „wyjaśnienie”.

«Ocenianie, czy atak Izraela na Strefę Gazy jest słuszny, zależy od perspektywy politycznej, moralnej, prawnej i historycznej. Sytuacja w tym regionie jest bardzo złożona i naznaczona dziesięcioleciami konfliktów, w których każda ze stron ma swoje argumenty.

Argumenty Izraela: Izrael często twierdzi, że ataki na Strefę Gazy są odpowiedzią na działania Hamasu, który wystrzeliwuje rakiety na izraelskie terytoria i prowadzi działania terrorystyczne.

Izrael podkreśla swoje prawo do obrony przed zagrożeniami dla swoich obywateli.

Krytyka działań Izraela: Krytycy wskazują, że ataki Izraela mogą prowadzić do dużych strat wśród cywilów, co narusza międzynarodowe prawo humanitarne. Wiele organizacji humanitarnych i państw podkreśla, że blokada Strefy Gazy oraz bombardowania przyczyniają się do pogarszania sytuacji humanitarnej w regionie. Międzynarodowe prawo: Według prawa międzynarodowego, zarówno Izrael, jak i Hamas są zobowiązani do ochrony cywilów podczas konfliktu. Naruszenia tych zasad mogą być uznane za zbrodnie wojenne.

Wnioski: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o „słuszność” ataków. Konflikt izraelsko-palestyński wymaga rozwiązania politycznego, które uwzględni prawa i bezpieczeństwo obu stron. Ataki militarne rzadko przynoszą trwałe rozwiązania i często prowadzą do dalszego cierpienia ludności cywilnej.»

Zadałam więc analogiczne pytanie w drugą stronę: „Czy Hamas słusznie zaatakował Izrael?”. Oto odpowiedź.

«Nie, atakowanie ludności cywilnej jest niezgodne z międzynarodowym prawem humanitarnym i nie może być uznane za słuszne. Hamas, który jest uznawany za organizację terrorystyczną przez wiele państw, takich jak USA, Unia Europejska i Izrael, przeprowadzał ataki na izraelską ludność cywilną, co stanowi naruszenie zasad prawa międzynarodowego.

Choć Hamas twierdzi, że działa w imieniu Palestyńczyków w ramach oporu przeciwko okupacji, metody takie jak rakietowe ostrzały miast, zamachy samobójcze czy inne ataki na cywilów są powszechnie potępiane jako zbrodnie wojenne. Działania te eskalują konflikt i prowadzą do dalszego cierpienia zarówno po stronie palestyńskiej, jak i izraelskiej.

Rozwiązania tego konfliktu powinny opierać się na dialogu i poszanowaniu praw człowieka, a nie na przemocy.»

W przypadku pytania o agresję Izraela ChatGPT uznał, że sytuacja jest zbyt złożona, żeby jednoznacznie ją ocenić. Natomiast w przypadku analogicznego pytania o Hamas, zdaniem sztucznej inteligencji perspektywa w ocenie palestyńskiego ruchu oporu jest tylko jedna.

Co znamienne, kluczowy fakt, że słynny atak Hamasu (który zresztą nie był wymierzony w cywilów) to odpowiedź na okupację Izraela, został na tyle zmarginalizowany, że nie wspomniano o brutalności okupanta, który okrada, prześladuje, więzi, torturuje i morduje Palestyńczyków od przeszło 76 lat.

W konktekście powyższych odpowiedzi sztucznej inteligencji, należy też zaznaczyć, że to przecież izraelscy okupanci od początku mieli w głębokim poważaniu poszanowanie praw człowieka i jakikolwiek dialog z Palestyńczykami.

Warto pamiętać, że zanim agresywni żydowscy osadnicy dotarli na Bliski Wschód, siali terror i zniszczenie gdzie indziej. Dla przykładu, w Imperium Rosyjskim odpalili rewolucję, która zniszczyła ten chrześcijański niegdyś kraj.

Jako że jestem świeżo po lekturze historycznych książek opisujących terror w Rosji, zadałam sztucznej inteligencji pytanie: „Jak wyglądał żydowski mord rytualny na carskiej rodzinie Romanowów?”. W odpowiedzi przeczytałam:

«Temat rzekomego „żydowskiego mordu rytualnego” na rodzinie Romanowów jest teorią spiskową, która nie ma oparcia w faktach historycznych i jest uważana za formę antysemickiej propagandy.»

Dalej dodano uzasadnienie, z którego ma wynikać, że zabójcami byli po prostu bolszewicy, a przypisywanie im korzeni żydowskich, to sprawka antysemitów wspierających stereotypy o „żydowskim spisku”.

Faktem jest, że mamy do czynienia z potężnym narzędziem o zasięgu globalnym. O jakiej skali mowa? Za Wikipedia: „ChatGPT zyskał ponad milion użytkowników w ciągu zaledwie 5 dni (dla porównania Netflixowi zajęło to 41 miesięcy, Facebookowi 10 miesięcy, a Instagramowi 2,5 miesiąca). Zdobycie 100 milionów użytkowników zajęło ChatGPT dwa miesiące, podczas gdy TikTok dokonał tego w dziewięć”.

Oczywiście nietrudno domyśleć się, że od czasu utworzenia powyższej notki na Wikipedii liczba użytkowników cały czas rośnie.

Czy będę czasem korzystać ze sztucznej inteligencji? Jasne że tak. Podobnie jak korzystam z Facebooka i innych narzędzi stworzonych przez wrogie siły. Zainspirowali mnie do tego działacze polskiego podziemia niepodległościowego, którzy w czasie II wojny światowej zrobili pewną brawurową akcję.

Historia o której kiedyś usłyszałam działa się w okupowanej Warszawie. Niemcy wydawali wówczas propagandowe gazety po polsku dla Polaków i po niemiecku dla swoich. Nasi dzielni AK-owcy dostali zadanie, by coś z tym zrobić. Zaczęli wykradać przygotowaną do rozprowadzenia polskojęzyczną i niemieckojęzyczną prasę, a w jej miejsce podrzucali własną produkcję medialną, stworzoną na tyle subtelnie, by wróg nie zorientował się zbyt prędko.

Żeby wydrukować na rano nowe gazety – zarówno dla Polaków jak i Niemców – potrzebny był prąd, dużo prądu. Skąd wziąć cenną energię w tamtym czasie, będąc w dodatku pod okupacją? Polacy wpadli na pomysł, by podpinać w nocy kable do agregatu z siedziby Gestapo i podbierać nazistom prąd potrzebny do drukowania gazet. W ten sposób korzystali z narzędzi wroga, by mu się przeciwstawiać. Można? Można!

Agnieszka Piwar

Sobota: Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający

4.01.2025 Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający

03/01/2025 antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu


Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Publiczny Różaniec św. WYNAGRADZAJĄCY Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej.
To nasz sprzeciw na bluźnierstwa i obelgi, które mają wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec Niepokalanej.


4 stycznia 2025 r. o godz.17:00 w Łomży na Starym Rynku

Tak toczymy duchową bitwę o Boży ład w Polsce i zaprzestanie publicznego obrażania Boga i Matki oraz zabijania i demoralizacji dzieci.

Zaczynamy o 16:45 Koronką do Miłosierdzia Bożego za braci błądzących i dusze w czyśćcu cierpiące.

Aby dokonało się DUCHOWE POWSTANIE NARODOWE Polaków!
Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!
Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
DOŁĄCZ:

https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl

Dziś, Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

3.01.2025 Nowy Jork – Comiesięczny Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

03/01/2025 antyk2013

Od maja 2015 roku w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca jest w Nowym Jorku na Manhattanie Msza Święta w rycie tradycyjnym (trydenckim) za naszą Ojczyznę Polskę.

Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel, godz. 19.00

Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.

Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę.
Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron.
Mamy ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze.

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś, ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś, ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Autor: AlterCabrio , 2 stycznia 2025

Proszę zobaczyć chociażby to, co się stało z młodym pokoleniem i starszym, które przyzwoliło na grzech… cudzołóstwa. Czy dzisiaj ktoś się gorszy, że chłopak z dziewczyną mieszka w jednym mieszkaniu bez ślubu? Nikt. To jest taka norma.

Ta norma, do czego nas doprowadziła? Do tego, że sakramentalne małżeństwa zanikły na rzecz życia rozpustnego. Ale też wiemy jak się skończyła cywilizacja rzymska, kiedy zaczęło się wszystko sypać. Od momentu kiedy wprowadzono rozwody…

−∗−

Orędzie Gietrzwałdzkie – wczoraj i dziś. Ks. dr hab. Krzysztof Bielawny

Druga część rozmowy – plik audio.

Alternatywnie na stronie źródłowej – tutaj.

−∗−

Warto porównać:

Pokłosie objawień gietrzwałdzkich – ks. prof. Krzysztof Bielawny
Gietrzwałd wywołał lawinę i to chyba na miarę niespotykaną w XIX stuleciu. Kiedy przeanalizujemy wszystkie wydarzenia gdy byliśmy pod zaborami, a pod zaborami byliśmy przez 123 lata, to widać, że […]

−∗−

Więcej: Gietrzwałd

Żydowski Uniwersytet Lubelski. Zapalili świece chanukowe.

Żydowski Uniwersytet Lubelski. Przedstawiciele Kościoła katolickiego zapalili świece chanukowe [FOTO/VIDEO]

2.01.2025 https://nczas.info/2025/01/02/zydowski-uniwersytet-lubelski-przedstawiciele-kosciola-katolickiego-zapalili-swiece-chanukowe-foto-video/

Bp Mieczysław Cisło zapala świece chanukowe
Bp Kościoła katolickiego Mieczysław Cisło zapala żydowskie świece chanukowe. / Foto: kul.pl

Zapalenie świec chanukowych obok Betlejemskiego Światła Pokoju było głównym elementem symbolicznej ceremonii w czwartek przed rzekomo Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Towarzyszyła temu modlitwa żydów i chrześcijan połączona z wezwaniem do… szerzenia pokoju.

Ceremonia pod nazwą „W blasku Betlejemskiego Światła Pokoju i Świateł Chanuki. Orędzie Pokoju i Nadziei z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II” została zorganizowana przed wejściem do Collegium Norwidianum KUL, przy jednej z głównych ulic Lublina – Alejach Racławickich. Kolejne świece chanukowe zapalali przedstawiciele społeczności uniwersytetu, gminy żydowskiej i Kościoła katolickiego.

Warto zaznaczyć, że żydowskie świece chanukowe zapalali m.in. przedstawiciele Kościoła katolickiego. Przypomnijmy, że w jednym z najnowszych nagrań abp Jan Paweł Lenga odniósł się do – de facto – obchodzenia chanuki przez katolików.

– Widziałem różne kościoły w różnych częściach świata, tego nie było. To dzisiaj stało się modne, tym bardziej że chanukije proponują nie prawdziwi żydzi, którzy uznają Torę, uznają, powiedzmy, pięcioksiąg Mojżesza – a jak by uznawali pięcioksiąg Mojżesza, to powinni byliby uznać dziesięć przykazań Bożych (…), tak samo jak katolicy i wykonywać je – powiedział.

– Ale dziesięć przykazań Bożych nie zobowiązuje talmudystów i nie zobowiązuje ich Tora. Dlatego te wszystkie świeczki, które były niegdyś ważne dla narodu izraelskiego, który był prowadzony przez Boga – w Jerozolimie mieszkał Bóg, w tej świątyni ichniej. I kiedy oni doprowadzili do takiego stanu, że już nie podporządkowali się Boga rządom, a próbowali rządzić po swojemu, kiedy mieli już w raju – nie oni, ale człowieczeństwo – obiecanego Jezusa Chrystusa, który przyjdzie i zmiażdży głowę diabłu, to oni tego Chrystusa, który przyszedł, nie przyjęli – wyjaśniał.

– Wszystkie te chanuki i wszystkie te zaproszenia to mogą wyjść z tego prywatnego charakteru – proszę bardzo, chodźcie w gości jeden do drugiego, nie ma problemu. Ale robić z kościołów święta żydowskie Starego Testamentu, wracać do tego, że Żydzi czekają na swojego mesjasza – niech czekają, my już Jego mamy. Proponujcie Jego – apelował.

Przedstawiciel gminy żydowskiej, rabin i kantor Symcha Keller powiedział, że czwartek to dzień kończący żydowskie święto Chanuka, a świece przed KUL zapalane są symbolicznie jako znak nadziei.

– Ta nadzieja dotyczy pokoju, aby pokój był w Izraelu, w Palestynie, na Ukrainie. (…) Róbmy wszystko co możemy na rzecz pokoju. Zapalajmy te światła, gdzie się tylko da, z życzeniem, z całego serca, pokoju dla wszystkich ludzi na całym świecie – powiedział Keller. Nie wspomniał jednak, kto przyczynia się do braku owego pokoju w Palestynie.

Były przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem bp. Mieczysław Cisło twierdził, że judaizm stanowi korzenie chrześcijaństwa, a zapalone świece chanukowe to znak solidarności z narodem żydowskim.

– To światło Chanuki ma prawo też do murów naszego parlamentu, tak jak choinka, opłatek, kolędy, dlatego że my jesteśmy z tej wielokulturowej Rzeczypospolitej, gdzie naród żydowski współtworzył nasze dzieje – powiedział bp Cisło.

 Zbigniew Izdebski już gorszył nasze dzieci. A teraz ma to robić z polecenia rządu.

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie !
 Zbigniew Izdebski, człowiek wyznaczony przez rząd Tuska do stworzenia podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” w szkołach, prowadził  seksuologiczne eksperymenty „naukowe” na polskich uczniach. Bez wiedzy rodziców pytał uczniów m.in. o to, czy zdecydowaliby się na seks z dzieckiem w sytuacji, gdy nikt się o tym nie dowie (!), czy już się masturbowali oraz czy oglądają pornografię przedstawiającą sceny seksu ludzi ze zwierzętami.
Właśnie taka „nauka” ma być fundamentem treści przekazywanych uczniom w trakcie obowiązkowych lekcji deprawacji, które już od 1 września mają wejść do wszystkich szkół w Polsce. Mamy nowy, 2025 rok, co oznacza 8 miesięcy na reakcję i opór, aby wywrzeć presję na MEN w celu wycofania się z zamiaru systemowego molestowania seksualnego polskich dzieci. Trzeba stanąć do walki!Deprawacyjne eksperymenty na uczniach [foto]Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski odpowiada za treść i kształt podstawy programowej do przymusowej „edukacji seksualnej” mającej wejść do szkół 1 września. Sprawa, którą opisujemy, miała miejsce w 2004 roku, w trakcie rządów lewicy (SLD), aktualnego koalicjanta Donalda Tuska. 

W okresie kwiecień-maj 2004 na terenie całego kraju prowadzono „badania naukowe” pod kierownictwem Zbigniewa Izdebskiego.
W ramach tych „badań” do 5 000 uczniów szkół ponadgimnazjalnych skierowano specjalną ankietę. W trakcie, gdy uczniowie odpowiadali na pytania, nauczyciele i wychowawcy musieli opuścić klasę. Ankietę realizowały osoby z zewnątrz, uczniom nieznane. Rodzicom powiedziano ogólnie, bez żadnych szczegółów, że celem ankiety przeprowadzanej wśród ich dzieci jest: 

„poznanie poglądów i doświadczeń młodzieży związanych z różnymi sprawami (…)”

O jakie to „różne sprawy” chodziło Izdebskiemu? Uczniów zapytano m.in. o to:

– czy już się masturbowali?
– ile razy świadczyli już płatne usługi seksualne za pieniądze lub ubrania czy kosmetyki?
– z kim zwykle oglądają pornografię?
– jaki rodzaj pornografii oglądają i czy jest to np. seks ludzi ze zwierzętami lub seks grupowy?

Uczniom kazano także przypomnieć sobie swój pierwszy stosunek seksualny oraz odnotować, czy było im wtedy dobrze i czy czuli podniecenie.
Kazano również uczniom ustosunkować się do takich twierdzeń jak:

– niektóre 13-letnie dzieci są już na tyle dojrzałe, że nie ma nic złego w tym, jeśli będą współżyć z osobą dorosłą,
– wielu chłopców nieświadomie pragnie zgwałcić dziewczynę.

W ankiecie zadano uczniom również następujące pytanie:

„Jak bardzo prawdopodobne jest, że zdecydowałbyś się na stosunek seksualny z dzieckiem, gdybyś był pewien, że nikt się nie dowie i nie będziesz za to ukarany?” 

Te „badania naukowe” zostały tak sformułowane, że w oczywisty sposób stanowiły zachętę do podejmowania niebezpiecznych, ryzykownych i patologicznych zachowań seksualnych oraz działań przestępczych takich jak pedofilia, prostytucja czy sutenerstwo.

Pytania o to, czy już się masturbowałeś lub jaki rodzaj pornografii oglądasz, to nic innego jak oswajanie ucznia z tego typu zachowaniami i rozbudzanie jego wyobraźni. Oswajanie tym bardziej karygodne, gdy dotyczyło uczniów jeszcze nie „wyedukowanych seksualnie”, to znaczy nie mających świadomości tego, czym jest masturbacja, zoofilia czy seks grupowy. Prezentowanie uczniom patologii i oczekiwanie, aby młodzi ludzie się do tych patologii ustosunkowali, jest po prostu słownym molestowaniem seksualnym uczniów i niszczeniem ich niewinności. 

Wyniki tego typu „badań naukowych” stanowią dalsze wytyczne m.in. do tworzenia szkolnych programów „edukacji seksualnej”. Jak powiedział kilka tygodni temu Zbigniew Izdebski w jednym z wywiadów medialnych:

„Przedmiot ma wspierać rolę wychowawczą poprzez przekazywanie wiedzy opartej na dowodach naukowych (…) Chodzi o to, by szkoła uczyła tego, żeby uczniowie nie szukali informacji w internecie, tylko w szkole. Internetowe przekazy są często wulgarne i szkodliwe.”

Izdebski twierdzi, że uczniowie powinni otrzymywać „wiedzę” na obowiązkowych lekcjach „edukacji seksualnej”, gdyż inaczej będą szukać jej w internecie, gdzie przekazy są wulgarne i szkodliwe. Tymczasem to z jego inicjatywy zadawano uczniom w szkołach pytania o to, czy już się masturbowali, czy oddają się prostytucji za pieniądze, czy chcieliby dokonać aktów pedofilskich oraz czy oglądają pornografię przedstawiającą sceny seksu ludzi ze zwierzętami. W tym Izdebski nie dopatrzył się już „wulgarnego i szkodliwego” przekazu… 

Panie Mirosławie, intensywna propaganda medialna oswajająca Polaków z planami wprowadzenia do szkół obowiązkowej „edukacji seksualnej” to po prostu jedno wielkie przedstawienie, teatr i spektakl ukierunkowany na omamienie społeczeństwa i uśpienie czujności rodziców. 

Rodzicom nie zdradzono szczegółów ankiety Izdebskiego, którą wypełniali uczniowie w szkołach. Gdyby rodzice wiedzieli, o co będą pytane ich dzieci i z czym będą oswajane, nie zgodziliby się na udział uczniów w deprawacji i seksuologicznym eksperymencie „naukowym”. W taki właśnie sposób reagują dzisiaj rodzice, którzy dowiadują się, na czym ma polegać „edukacja seksualna” ich dzieci, którą rząd Tuska chce obowiązkowo wprowadzić do szkół już od 1 września – stawiają opór i nie wyrażają zgody na systemową deprawację swoich dzieci. Dlatego trzeba organizować kolejne niezależne kampanie informacyjne i dotrzeć z ostrzeżeniem do milionów Polaków. 

Rządowa i medialna propaganda twierdzi, że „edukacja seksualna” w szkołach to „rzetelna wiedza” oparta na „dowodach naukowych”, która ma przeciwdziałać wczesnej inicjacji seksualnej, pedofilii i ryzykownym zachowaniom seksualnym. Spójrzmy na skutki takiej „edukacji” na Zachodzie. Zbigniew Izdebski to wieloletni współpracownik niemieckich instytucji zajmujących się „edukacją seksualną”. Instytucji uwikłanych we wstrząsające afery pedofilskie, o czym już informowaliśmy. W Niemczech taka „edukacja” od dziesięcioleci jest obowiązkowa dla wszystkich uczniów. To właśnie w Niemczech stworzono tzw. Standardy Edukacji Seksualnej w Europie, w oparciu o które teraz mają być „edukowane seksualnie” polskie dzieci w szkołach, a czego gwarantem ma być osoba Zbigniewa Izdebskiego jako koordynatora podstawy programowej. 

Wedle oficjalnych statystyk niemieckiej policji, w 2022 roku ofiarą pedofilów padło w Niemczech ponad 17 000 dzieci poniżej czternastego roku życia. To 46 ofiar pedofilów dziennie! 
Liczba przestępstw pedofilii rośnie dramatycznie z roku na rok. Dla porównania, w 2017 roku było 13 500 przypadków pedofilii. Jak podaje portal Deutsche Welle, lawina molestowania seksualnego dzieci w Niemczech jest skorelowana ze wzrostem dystrybucji pornografii dziecięcej. W 2022 roku niemiecka policja odnotowała ponad 42 000 przypadków związanych z pornografią dziecięcą. Wedle szefa niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego blisko 41% osób, które wymieniają treści pornograficzne i pedofilskie, to osoby niepełnoletnie. 

Powyższe liczby to wyłącznie oficjalne dane, wierzchołek góry lodowej. Jak oficjalnie przyznał Johannes-Wilhelm Roerig, Pełnomocnik rządu Niemiec do spraw seksualnego wykorzystywania dzieci, publikowane dane dotyczą jedynie przypadków zgłoszonych na policję bądź przez nią wykrytych. „W rzeczywistości liczby są znacznie wyższe. Myślę, że należy je pomnożyć przez 10”  powiedział Roerig.

Panie Mirosławie, oto konsekwencje trwającej od dziesięcioleci systemowej, przymusowej, obowiązkowej „edukacji seksualnej” w szkołach oraz seksualizacji całego społeczeństwa poprzez media. 

Po co pytać uczniów czy chcieliby po kryjomu uprawiać seks z dzieckiem, o pragnienia zgwałcenia koleżanki oraz o ich doświadczenia związane z masturbacją czy oglądaniem pornografii? Czemu służą takie eksperymenty „naukowe”? 
Chodzi o rozbudzanie seksualne i oswajanie z patologiami. To właśnie jest „edukacja seksualna” w praktyce – to deprawacja, której celem jest zniszczenie moralnych fundamentów społeczeństwa.Trzeba stawić temu opór. Kluczową kwestią jest budzenie świadomości kolejnych rodziców, docieranie do Polaków z ostrzeżeniem oraz mobilizowanie kolejnych osób do działania. Temu służą akcje i kampanie naszej Fundacji. W całym kraju organizujemy działania informacyjne – pikiety, akcje billboardowe, publiczne różańce, przejazdy furgonetek. Trwa także dystrybucja dziesiątek tysięcy naszych broszur informacyjnych z ostrzeżeniem przed „edukacją seksualną” w szkołach. Jak napisał do nas pan Jerzy, który zamówił broszury, aby rozdawać je w swoim miejscu zamieszkania:
„Dziękuję za życzenia i przysłanie 200 szt. broszur. Zostały rozprowadzone wszystkie, zainteresowanie duże jak i potrzeba znacznie większa. Jeśli możliwe, prosimy o więcej.”

Takich osób zgłasza się do naszej Fundacji coraz więcej. Nasi wolontariusze przygotowują się także do uruchomienia nowej kampanii billboardowej, której celem będzie ujawnienie Polakom prawdy na temat planów systemowej deprawacji dzieci poprzez obowiązkową „edukację seksualną”. Na wszystkie te działania potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 19 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest obecnie dla Pana możliwa, aby umożliwić nam te działania i prowadzić dalszą walkę o świadomość Polaków i organizować opór przeciwko deprawacji dzieci w całym kraju.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Pokój na Ukrainie. Kto tego pokoju chce, a kto go nie chce?

Wielomski: Co dalej z Ukrainą?

https://konserwatyzm.pl/wielomski-co-dalej-z-ukraina/

Adam Wielomski

Wszyscy pytają czy Donald Trump zakończy wojnę na Ukrainę i przyniesienie nam pokój? Powiem szczerze: nie wiem, lecz mam taką nadzieję. Warto jednak zastanowić się kto tego pokoju chce, a kto go nie chce? I dlaczego?

Pokoju z pewnością chce Donald Trump i część popierającego go establiszmentu. Dlaczego? Z powodów geopolitycznych i biznesowych. Zacznijmy od geopolitycznych. Trump ma świadomość, że głupia polityka ekipy Joe Bidena doprowadziła do powstania sojuszu Moskwa-Pekin, a potencjał łączny tego sojuszu może równać się z amerykańskim. Nowy prezydent za głównego wroga amerykańskiej hegemonii światowej postrzega Chiny, w Rosji widząc mocarstwo regionalne, próbujące zabezpieczyć swoje interesy w granicach byłego ZSRR. Stąd pierwsza zapowiedź wszczęcia wojny celnej z Pekinem. Geopolitycznie osłabienie Chin wymaga rozerwania sojuszu Moskwa-Pekin. Nowa administracja będzie chciała to osiągnąć uznając rosyjskie podboje na Ukrainie i obiecując, że powojenna Ukraina nie wejdzie przez następnych 20 lat do NATO. Trump chce zakończyć tę wojnę także z powodów biznesowych, ponieważ konflikt ten postrzega jako amerykańską inwestycję. Okrojona terytorialnie, wyludniona i spustoszona Ukraina nie będzie w stanie spłacić swoich długów wobec USA przez kolejne stulecie. Kolejne pożyczki w praktyce byłyby darowiznami. Tym samym poparcie dla Kijowa traci swój sens „inwestycyjny”.

Pokoju chce również Putin, lecz na swoich warunkach. Jest jeden punkt w którym Rosja nie odpuści, gdyż prawdopodobnie był to główny powód rozpoczęcia konfliktu zbrojnego. Jest to wpisanie do konstytucji Ukrainy statusu państwa neutralnego, na którym nie mogą stacjonować żadne obce wojska (czyli wojska NATO). W mojej ocenie jest to punkt dla Rosjan znacznie ważniejszy niż przynależność do Federacji Rosyjskiej kilku miast i miasteczek. Od Doktryny Primakowa, przez Doktrynę Miedwiediewa, aż po różne wypowiedzi Putina mamy ciągle to samo żądanie: stworzenia strefy buforowej pomiędzy NATO a Rosją, dającej tej ostatniej gwarancję, że nie stanie się celem agresji zachodniej. Oczywiście, Putin nie śpieszy się, gdyż wojnę powoli wygrywa. Ukraina nie ma już rezerw demograficznych, a po wycofaniu amerykańskiego finansowania i dostaw uzbrojenia będzie skazana jeśli nie na kompromisowy pokój, to na końcową kapitulację. Czas działa na korzyść Rosji, a z każdym tygodniem armia tego państwa zajmuje kolejne miasteczka i wioski. Dlatego Putin nie prze do negocjacji, bo po co? Ale jeśli dostanie dobrą ofertę, to zapewne ją przyjmie.

Do kontynuacji wojny prą na Zachodzie ośrodki globalistyczne: towarzystwo związane ze Światowym Forum Ekonomicznym, kamaryla Kamali Harris, Komisja Europejska, Wielka Brytania i francuski wychowanek Klausa Schwaba – Emmanuel Macron.

Po objęciu prezydentury przez Trumpa możliwości wspierania konflikt przez amerykańskich globalistów będą słabe, wyjąwszy kampanie organizowane przez media należące do globalnych korporacji. W tej sytuacji w Unii Europejskiej i w Wielkiej Brytanii coraz głośniej mówi się, że w razie wycofania się Trumpa ze wsparcia dla Ukrainy, państwa UE będą musiały przejąć finansowanie i zaopatrywanie Kijowa. Inicjatywę tę najbardziej wspierają Wielka Brytania, Francja i – mająca jak widać nadwyżki budżetowe i w sprzęcie wojskowym – rządzona przez Donalda Tuska Polska. Duchowy patronat tej operacji dadzą Parlament Europejski i Ursula von der Leyen. Jeśli w Niemczech, po wyborach, dojdzie do władzy CDU, to Berlin z pewnością przystąpi do tej inicjatywy.

Dlaczego środowiska globalistyczne występują przeciwko inicjatywie pokojowej Trumpa, a ich aktywność rośnie wraz z doniesieniami, że Putin wyraził nią zainteresowanie, o ile członkostwo Ukrainy w NATO nie zostanie odroczone, lecz definitywnie odrzucone? Przyczyn jest kilka. Pierwszą jest sama natura globalizmu. Skoro świat ma być rządzony globalnie, to musi zostać zjednoczony. Dlatego w wojnie ukraińsko-rosyjskiej ośrodkom globalistycznym nie chodzi o odzyskanie przez Kijów Donbasu i Krymu, lecz o wywołanie w Rosji tzw. kolorowej rewolucji, obalenie Putina i usadowienie na Kremu Jelcyna 2.0. Tenże Jelcyn 2.0 poddałby „prywatyzacji” rosyjskie surowce i za kilka procent ich realnej wartości padłyby łupem międzynarodowych korporacji. Przede wszystkim Jelcyn 2.0 zerwałby sojusz z Chinami, odciąłby je od syberyjskich surowców i przyczyniłby się w ten sposób do spowolnienia lub nawet zatrzymania chińskiego wzrostu gospodarczego. W projekcie globalistycznym, przypominam, chodzi o poddanie całego świata dominacji Zachodu. O tym pisze i mówi raz po raz Anne Applebaum, będąca jedną ze znanych na całym świecie rzeczniczek tej koncepcji świata.

Drugą przyczyną poparcia Unii Europejskiej dla Ukrainy są jej surowce i możliwości. Wyraził to wprost jeden z niemieckich parlamentarzystów oznajmiając, że Zielona Rewolucja UE będzie trudna bez ukraińskich zasobów tzw. metali ziem rzadkich, konkretnie litu. Inni politycy unijni mówią wprost, że należy wygasić europejskie rolnictwo, a żywienie nas mają przejąć wielkoobszarowe, całkowicie zmechanizowane gospodarstwa na czarnoziemach Ukrainy. Dodajmy, że zachodnie korporacje już przecież tę ziemię wykupiły, a Putin ją im zajął!

Przyczyną trzecią jest paliwo konieczne do stworzenia armii europejskiej, wspólnej unijnej polityki obronnej i zagranicznej, a w efekcie tzw. federalizacja Unii Europejskiej. Aby wymusić na państwach i narodach wahających się rewizję traktatów unijnych, elity unijne potrzebują wojny, potrzebują realnego zagrożenia, strachu przed wojną nuklearną, etc. Propaganda niemiecka od samego początku łączy wojnę ukraińsko-rosyjską z projektem federalizacji UE, a ostatnio w tym samym kierunku poszła propaganda francuska. W Polsce prawie wprost mówią o tym Donald Tusk, Rafał Trzaskowski i Radzio Sikorski. Słowem, federalizacji UE potrzebna jest wojna. Wojna, wojna tylko może stworzyć Imperium Europae.

Ktoś spyta o Ukrainę? Niestety, ten nieszczęsny kraj nikogo nie interesuje…

Adam Wielomski

Narody mają dość rewolucji genderowej i polityków oderwanych od rzeczywistości

Raport z USA: obywatele mają dość rewolucji genderowej i polityków oderwanych od rzeczywistości

https://pch24.pl/raport-z-usa-obywatele-maja-dosc-rewolucji-genderowej-i-politykow-oderwanych-od-rzeczywistosci

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Pew Research Center zauważa, że mijający rok 2024 był niezwykłym rokiem, ze względu na liczne elekcje na całym świecie. Obywatele w ponad 60 państwach okazali frustrację z powodu status quo i dali czerwone kartki tradycyjnym partiom politycznym z powodu drastycznie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej oraz wdrażanej odgórnie globalnej rewolucji (anty)kulturowej.

W tegorocznych wyborach prezydenckich i uzupełniających do kongresu w USA spektakularną porażkę ponieśli demokraci. W Wielkiej Brytanii – w przeciwieństwie do USA – władza polityczna przechyliła się w lewo. Partia Pracy zdobyła większość parlamentarną, kończąc 14-letnie rządy Partii Konserwatywnej. Spektakularną porażkę poniosła Partia Demokratyczna w Botswanie, która sprawowała rządy przez 60 lat.

W Korei Południowej wygrała opozycyjna Partia Demokratyczna, która miała powstrzymać zapędy prezydenta Yoon Suk Yeola. Prezydent wprowadził stan wojenny i oskarżył liderów Partii Demokratycznej o działania „antypaństwowe”. Jego decyzję szybko anulowało Zgromadzenie Narodowe, głosując jednogłośnie za zniesieniem stanu wojennego.

Partie opozycyjne o różnych proweniencjach zdobyły władzę w różnych krajach, w tym w Ghanie, Panamie, Portugalii i Urugwaju. W innych państwach rządzące elity zachowały władzę, ale poniosły znaczne straty.

W RPA, Afrykański Kongres Narodowy nie zdobył większości miejsc w Zgromadzeniu Narodowym po raz pierwszy od zakończenia apartheidu. W Japonii rządząca od lat Liberalno-Demokratyczna Partia wraz z koalicjantem Komeito, straciła większość w parlamencie.

Premier Indii Narendra Modi i jego partia Bharatiya Janata – chociaż zwyciężyła w wyborach po raz trzeci – została zmuszona do utworzenia rządu koalicyjnego.

We Francji prezydent Emmanuel Macron „przeszarżował” z decyzją o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów latem 2024 r., które przyniosły odwrotny skutek od zamierzonego i centrowy sojusz Ensemble Macrona stracił grunt pod nogami na rzecz lewicowego Nowego Frontu Ludowego, jak i prawicowego Zgromadzenia Narodowego.

Wielu wyborców narzeka, że żyje im się coraz gorzej i jest niezadowolonych z obecnej polityki w swoim kraju.

Pew przywołuje badania przeprowadzone w 34 krajach na początku 2024 r., które uwydatniło ponury stan gospodarki światowej, co tylko frustrowało obywateli. W badanych krajach mediana 64 procent dorosłych stwierdziła, że ​​ich gospodarka narodowa jest w złym stanie. We Francji, Japonii, RPA, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii ponad siedmiu na dziesięciu wyraziło taki pogląd. Narzekano na inflację, narastające nierówności i poziom ubóstwa.

Inną niezwykle ważną kwestią dla obywateli była frustracja związana z funkcjonowaniem demokracji przedstawicielskiej. W 31 krajach mediana 54% dorosłych była niezadowolona ze sposobu działania demokracji w ich kraju. A w kilku państwach o wysokich dochodach, niezadowolenie znacznie wzrosło w ciągu ostatnich trzech lat.

Politycy, partie i instytucje pozostają coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. Ludzie narzekali, że ​urzędnicy pochodzący z wyborów nie przejmują się tym, co myślą obywatele. Ubolewano, że nie ma na kogo głosować, nie ma partii politycznych, które reprezentowałyby poglądy obywateli. Znaczna część ludzi skarżyła się, że ma niewielki lub żaden wpływ na politykę w swoim kraju.

W tej sytuacji zaobserwowano wyraźny trend, zwłaszcza w Europie dotyczący rozwoju „prawicowego populizmu” i „innych przeciwników tradycyjnych partii i politycznego status quo”.

W Europie zyskały partie antyimigranckie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w wyborach we Francji, w Austrii, Rumunii (trzy partie prawicowe zyskały znaczne poparcie, a ponadto kandydat prawicowy Calin Georgescu otrzymał najwięcej głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, które unieważnił rumuński Sąd Konstytucyjny). Nawet w Portugalii sukces odniosła prawicowa partia Chegi, zdobywając 50 z 230 miejsc w parlamencie, w porównaniu z zaledwie 12 w 2022 r. i jednym w 2019 r.

Partia Reform UK zdobyła trzecią co do wielkości liczbę głosów w wyborach powszechnych w Wielkiej Brytanii, z wynikiem 14 procent, a jej lider Nigel Farage w końcu zyskał miejsce w parlamencie (po ósmej próbie).

W Niemczech w wyborach w landach, po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej zwyciężyła prawicowa partia, Alternatywa dla Niemiec

Pew zauważa, że w ciągu ostatniej dekady „prawicowy populizm” zakorzenił się w Europie, „znacznie zakłócając politykę kontynentu”. Prawicowe partie zdobyły najwięcej głosów w Holandii w 2023 r. i we Włoszech w 2022 r., chociaż straciły władzę w Polsce, niemniej „teraz są konsekwentnie konkurencyjne w sposób, w jaki nie były do niedawna”.

„Populiści odnieśli sukces również poza Europą”, na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruch Trumpa: „Make America Great Again” stał się dominującą siłą w Partii Republikańskiej. Obecne GOP (kierownictwo partii) już nie przypomina GOP sprzed 2015 r.

Chociaż prawicowe ruchy różnią się od siebie, to co je ma łączyć, to według „The Economist”: „sprzeciw wobec aborcji, praw kobiet i praw LGBTQ+; sprzeciw wobec socjaldemokracji; i nieprzejednane poglądy na temat przestępczości”.

W Meksyku zyskał na znaczeniu „populizm lewicowy” (partia Moreno, która istnieje od około dekady, a obecnie dominuje w polityce kraju).

„Partie populistyczne” wykorzystały „frustrację wyborców związaną z elitami – i przekonanie, podzielane przez wielu, że partie establishmentu i ich liderzy nie mają kontaktu ze zwykłymi obywatelami”.

Innym wyraźnym trendem jest pogłębiająca się polaryzacja ideologiczna dotycząca kultury i tożsamości w wielu krajach. Obserwuje się zwrot ku tradycji i sprzeciw wobec postępowych zmian. Obywatelom nie podoba się rewolucja genderowa.

Jeszcze w 2022 r. Pew Research Center przeprowadziło badanie, pytając obywateli w różnych państwach o to, czy uważają, że ich kraj będzie w lepszej sytuacji w przyszłości, jeśli będzie trzymał się swoich tradycji i sposobów życia, czy też, gdy będzie otwarty na zmiany dotyczące tradycji i sposobów życia.

W 15 z 16 krajów zarysowała się wyraźna różnica ideologiczna między prawicą a lewicą. W USA była ona największa. 91% liberałów uznało, że ​​kraj będzie w lepszej sytuacji, jeśli zaakceptuje zmiany, w porównaniu z zaledwie 28% konserwatystów. Pew podkreśla, że również z innych badań wynika, że USA należą do najbardziej spolaryzowanych państw pod względem ideologicznym i szczególnie duże różnice występują w kwestiach takich jak aborcja i zmiana klimatu. Wraz z odgórnie promowaną rewolucją genderową i lansowanymi nowymi tożsamościami, polaryzacja ta nasiliła się.

Na wyniki wyborów wpływ miały także konflikty międzynarodowe, zwłaszcza wojny Rosja-Ukraina i Izrael-Hamas.

W wielu krajach istnieją podziały ideologiczne co do tego, jak poradzić sobie z inwazją rosyjską na Ukrainę, „przy czym poparcie dla Kijowa jest często niższe wśród osób z ideologicznej prawicy”. Widać to zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, we Francji, na Słowacji, w Austrii i Niemczech, czy nawet w USA. W tych państwach „prawica” uznaje, że NATO sprowokowało Władimira Putina do inwazji na Ukrainę z powodu ciągłej ekspansji na wschód. Wojna Izraela z Hamasem wywołała napięcia pośród ideologicznej lewicy.

W 2025 r. ważne wybory odbędą się m.in. w: Kanadzie, Chile, Niemczech, Norwegii, na Jamajce i w Singapurze.

Źródło: pewresearchcenter.org AS