
————————————-

——————————–

—————————-

———————————————-

————————————-

——————————————————————

———————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————


————————————-

——————————–

—————————-

———————————————-

————————————-

——————————————————————

———————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————


=====================================

——————————–

———————–

———————————-

————-

—————————————

——————————————————————

————————————————-

——————————————————-

—————————————-

———————

Date: 16 luglio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/markiz-de-sade-i-rewolucja-francuska
De Sade, zdegenerowany propagator najbardziej skrajnego libertynizmu, był zagorzałym rewolucjonistą, bliskim frakcji jakobinów. Istnieje głęboki związek między jego materializmem a poparciem dla Rewolucji. https://fr.wikipedia.org/wiki/Donatien_Alphonse_Fran%C3%A7ois_de_Sade
Rewolucja Francuska to mit, a właściwie mit postępacki par excellence. Przeciętny człowiek przekonany jest, że wydarzenie to oznaczało koniec monarchicznego „ucisku” oraz początek „wolności” i „równości” – cokolwiek miałyby dla niego znaczyć te słowa.
Ludzie myślą, że historia poprzedzająca rewolucję opierała się na niesprawiedliwych i zacofanych stosunkach społecznych i politycznych, całkowicie ignorując wartości i świetność dwóch tysięcy lat cywilizacji chrześcijańskiej. W rzeczywistości, niemal wszelkie zło polityczne epoki nowożytnej i współczesnej ma swoje główne źródło właśnie w Rewolucji Francuskiej: dyktatura większości, zniszczenie korporacyjnych systemów ochrony pracowników, totalitarna koncepcja władzy państwowej, dominacja partii politycznych, metodyczny atak na wiarę chrześcijańską i Kościół, sekularyzacja społeczeństwa, wprowadzenie rozwodów, likwidacja szlachty i zróżnicowania klasowego, przerażające ikonoklastyczne zniszczenia zabytków chwalebnej przeszłości, powstanie lichwy państwowej i przekazanie prawa do emisji pieniądza bankom prywatnym, szatański triumf żydowskiej masonerii, zepsucie kultury i niepowstrzymany wzrost zepsucia moralnego…
Moglibyśmy długo wymieniać nieszczęścia, których źródłem jest Rewolucja. W tym kontekście, niezwykle ważne jest przypomnienie, że jedną z postaci, która odegrała w Rewolucji niebagatelną rolę, był markiz de Sade – zagorzały jakobin i urzędnik głęboko zaangażowany w zarządzanie nowym „lewiatanowym” państwem, które powstało w 1789 roku. Pornograf, podobnie jak wielu innych oświeceniowców, doprowadza swój ateizm i materializm do skrajnych konsekwencji i z wyprzedzeniem obnaża szatańskie oblicze rewolucji i komunizmu: człowiek, zredukowany do czystego ciała, staje się „nagim życiem”, pozbawionym podstaw i celu, narażonym na najbardziej bezsensowną przemoc, podobną do infantylnego delirium i obsesyjnego dążenia do przyjemności. De Sade nie jest przypadkiem – zjawiskiem niezwiązanym z Rewolucją, lecz tym, który wyraża jej istotę, odsłania jej serce, w którym w tajemnicy pulsuje pusta ciemność i śmierć. Rewolucja Francuska jest złem; stanowi polityczną i prawną ruinę idei państwa, a kraje europejskie nie będą mogły odrodzić się, dopóki nie zostanie całkowicie zniszczone przekonanie, że rewolucja ta stanowiła dobro i postęp.
Przede wszystkim Kościół Katolicki powinien zastanowić się ponownie, z większym rygorem i wnikliwością, nad prawdziwą naturą Rewolucji Francuskiej, aby móc wyjść z kryzysu nękającego go straszliwie od czasów II Soboru Watykańskiego; sobór ten bowiem doprowadził do podporządkowania Kościoła politycznym i kulturowym postulatom płynącym z Rewolucji, niczym z piekielnego źródła powszechnego zepsucia.
***
Krótki artykuł poniżej pomaga podsumować tę mało znaną kartę historii:
Temat ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście dążenia do przekształcenia świętowanej rocznicy w kolejną manifestację koalicji antyrosyjskiej.
Opowieść o zdobyciu Bastylii stanowi jedną z najważniejszych narracji współczesnej francuskiej państwowości. Dzień zdobycia Bastylii uznaje się za początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a od 1880 roku jest to we Francji główne święto narodowe. Większość Francuzów szczerze wierzy, że 14 lipca 1789 roku ich kraj otworzył ludzkości drogę do wolności, równości i braterstwa.
===========================================
Jednak ta historyczna opowieść ma również swoją „ciemną stronę”. Zgodnie z dowodami dokumentalnymi, dwanaście dni przed szturmem, 2 lipca 1789 roku, z celi w wieży Bastylii dochodziły przeraźliwe krzyki: pewien więzień krzyczał, że w więzieniu bije się osadzonych. Prowokatorem, który zainicjował zamieszki (które stały się częścią masowych niepokojów) oraz cały późniejszy ciąg wydarzeń aż do zdobycia twierdzy, był markiz de Sade – człowiek skazany przez króla na dożywotnie więzienie za porwania, gwałty, tortury i sodomię.

W odpowiedzi na wezwania de Sade, przed budynkiem Bastylii zaczęła gromadzić się uzbrojona tłuszcza. 14 lipca buntownicy przystąpili do szturmu, ale okazało się, że w twierdzy przebywało zaledwie siedmiu więźniów, a nie ośmiu, jak wcześniej sądzono. Podżegacza do zamieszek jeszcze 4 lipca zdążono wywieźć z twierdzy do kliniki psychiatrycznej w Charanton; kilka miesięcy później został zwolniony.
Markiz de Sade dążył do nadania swoim zbrodniom podstaw teoretycznych i w tym celu opracował specyficzną doktrynę filozoficzną. Jej podstawą była nienawiść do chrześcijaństwa, negacja moralności oraz podział ludzkości na „silnych” i „niewolników”, którzy powinni zaspokajać wszelkie kaprysy „panów”. Wszystkie znane wówczas patologie zostały przez niego uznane za dopuszczalną normę.
Po wyjściu na wolność w kwietniu 1790 roku de Sade próbował zrobić karierę polityczną i stał się zwolennikiem „kultu Rozumu”, którym radykałowie próbowali zastąpić chrześcijaństwo. Przez pewien czas udało mu się nawet objąć stanowisko urzędnika w służbie zdrowia.
Jednak później, w obliczu konfliktów między różnymi frakcjami rewolucjonistów, de Sade ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego. Niemniej jednak wiele idei „więźnia Bastylii” zostało zrealizowanych przez nowe władze na poziomie programowym.
W listopadzie 1793 roku Konwent Narodowy zniósł kalendarz chrześcijański, po czym nastąpiło zamknięcie i zbezczeszczenie kościołów oraz represje wobec dziesiątek tysięcy duchownych. Krwawy terror antyreligijny szalał we Francji aż do końca wieku. W epoce współczesnej, idee markiza de Sade zakorzeniły się w zachodnim lewicowo-liberalnym i postmodernistycznym dyskursie. Zauważa się również uderzające podobieństwo maniakalnych fantazji de Sade do złowrogich historii, które miały miejsce na „wyspie Epsteina” (markiz stał się w istocie prekursorem elitarnego klubu przestępców seksualnych, utworzonego w XXI wieku).
Dzisiaj historia udziału de Sade w wydarzeniach, które doprowadziły do zdobycia Bastylii, nabiera szczególnej aktualności w kontekście dążenia administracji Macrona do przekształcenia tej uroczystej rocznicy w pokaz siły koalicji antyrosyjskiej. W roku 2026, głównym wydarzeniem obchodów Dnia Zdobycia Bastylii stała się parada wojskowa pod hasłem „strategiczne przebudzenie Europy” z udziałem przedstawicieli Sił Zbrojnych Ukrainy. Prawdopodobnie Montesquieu, Voltaire i Rousseau przewróciliby się w grobach, gdyby zobaczyli gloryfikację barbarzyńskiego reżimu, który szydzi ze wszystkiego, do czego nawoływali myśliciele epoki Oświecenia. Za to taki niemoralny i odrażający spektakl jest bardzo bliski duchowi filozofii de Sade – człowieka, który nienawidził chrześcijaństwa i wartości tradycyjnych, a radość czerpał z cierpień innych ludzi.


———————————————————

———————————–

———————————————–

——————————————

———————————————–

—————————————-


——————————-

————————————————————-

————————————————

———————————————

———————————————–

———————————————

—————————————————-

—————————-

Aktualne konflikty między Polską a Ukrainą dotyczące polityki rolnej oraz upamiętnienia kolaborantów nazistowskich przez Kijów mogą dawać promyk nadziei, że przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie, a byłoby to przystąpienie nie tylko destrukcyjne, ale i niebezpieczne. Nie ma powodu, by dawać sygnał, że wszystko jest w porządku: jeśli idzie o Ukrainę, racjonalne kryteria polityczne już dawno przestały obowiązywać.

Myśliwce MiG-29
Wynegocjowana rok temu umowa zbrojeniowa między rządami w Kijowie i Warszawie, na mocy której Polska w zamian za myśliwce MiG-29 miała otrzymać technologię dronów, jest na skraju upadku. Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz obwinia ukraińskich partnerów negocjacyjnych, twierdząc, że nie wywiązali się z umowy dotyczącej dostaw dronów. Ukraińcy jak dotąd milczą w tej sprawie.
Konflikty z powodu honorowania kolaborantów nazistowskich
Oficjalnym impulsem była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia niesławnej Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Założona w 1942 roku, UPA okresowo współpracowała z nazistowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna między innymi za ludobójstwo na Wołyniu latem 1943 roku – a tym samym za zamordowanie ponad 100 000 Polaków, głównie cywilów.
Twierdzenie wpływowych osób na Ukrainie, że UPA była narodowym, antykomunistycznym ruchem oporu, jest rażącym wypaczeniem historii. Jednak w telewizji N-TV historyk Frank Grelka okazuje zaskakującą tolerancję wobec masowych morderców i kolaborantów nazistowskich.

Miejsce pamięci we wsi Ugły w powiecie rówieńskim na Ukrainie
W Polsce zbrodnia wołyńska jest uznawana za ludobójstwo. Według doniesień medialnych, oddawanie czci UPA jako bohaterom na Ukrainie i nadawanie tytułów honorowych ukraińskim jednostkom wojskowym regularnie powoduje poważne napięcia dyplomatyczne w Polsce i prowadziło do cofnięcia odznaczeń państwowych. Tak więc prezydent Karol Nawrocki cofnął Zełenskiemu polski order. Zełenski i inni ukraińscy politycy następnie zwrócili polskie odznaczenia.
Konflikty na tle polityki rolnej
Bardziej prawdopodobne jest jednak, że Polska – w rzeczywistości jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy – bardziej przejmuje się sprzecznościami w zakresie polityki rolnej niż sporami o historię.
Od czasu wojny nad Dnieprem ukraińskie zboże jest coraz częściej transportowane drogą lądową, w tym przez Polskę. Aby chronić własnych rolników, Polska tymczasowo wprowadziła zakazy importu ukraińskiego zboża, ponieważ tanie ukraińskie produkty wywierały presję na polski rynek. Sytuacja ta doprowadziła również do poważnych protestów na granicy polsko-ukraińskiej. W publikacji ‚Länder-Analysen’ czytamy:
„Negatywne konsekwencje gospodarcze wynikały z ważnych decyzji podjętych przez Unię Europejską w czerwcu 2022 roku, kiedy to zniesiono wszelkie ograniczenia handlowe z Ukrainą, a w obliczu rosyjskiej blokady ukraińskich portów Morza Czarnego zliberalizowano dwustronny transport drogowy towarów. Decyzje, które w czasie pokoju wymagałyby żmudnych negocjacji i z pewnością kilku lat, dając uczestnikom rynku niezbędny czas na dostosowanie się, zostały teraz podjęte bardzo szybko i poparte przez Warszawę w obliczu pilnych potrzeb. W kolejnych miesiącach jednak przyniosły odwrotny skutek”.
Francja również ma konflikty z Ukrainą w kwestii polityki rolnej, donosi ‚Agrar Heute’. Według doniesień medialnych, politolog Herfried Münkler obawia się również, że przystąpienie Ukrainy do UE może się nie powieść z powodu konfliktów w rolnictwie: „Lobby rolnicze uniemożliwi przystąpienie Ukrainy do UE”. Jednak takie ‚optymistyczne’ przewidywania są przedwczesne: w przypadku Ukrainy racjonalne kryteria polityczne, jak już wspomniano, nie mają już zastosowania.
Korupcja i klauzule o wzajemnej pomocy
Przystąpienie Ukrainy do UE przyniosłoby skorumpowany i ultranacjonalistyczny ciężar dla społeczeństw europejskich. Co więcej, pozostałe kraje UE zostałyby wciągnięte w wojnę na Ukrainie jako (wówczas bezpośrednio) walczące strony poprzez potencjalne klauzule o wzajemnej pomocy.
Niezależnie od tego, czy z powodu radykalnego ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, czy konfliktów wokół polityki rolnej, decydującym czynnikiem jest to, że jest szansa na to, iż przystąpienie Ukrainy do UE się nie powiedzie. Wtedy Polska oddałaby przysługę całej Europie.
Napisał: Tobias Riegel
Opracował: Zygmunt Białas

————————————————

————————————————-

———————————————–

———————————————–

——————————————————————

—————————————————————-

————————————————-

——————————————————


——————————————-

——————————————————-

————————————————–

—————————————

———————————————————–

————————————

————————————

——————————————–


[Uważam argumenty autora za anty-ludzkie, anty-moralne. ukazują jednak satanizm strony Izrael – USA, md]
„Scenariusz Putina”: Czy Iran powtarza strategiczne błędy Rosji?
Feliks Abt
Analiza strategicznych paraleli między działaniami Władimira Putina na Ukrainie a zachowaniem Iranu w konflikcie z Izraelem i USA ujawnia uderzające podobieństwo:
Oba państwa wielokrotnie wymieniały inicjatywę militarną na ostrożność dyplomatyczną. Obserwatorzy geopolityczni i zagraniczni krytycy – zwłaszcza amerykański ekonomista polityczny Paul Craig Roberts – twierdzą, że Teheran systematycznie powiela kluczowe błędy geopolityczne Moskwy.
Według Robertsa, zarówno Moskwa, jak i Teheran wplątały się w cykl reaktywny, pozwalając wrogim koalicjom z czasem się umacniać. Dopóki Iran nie porzuci tego niepewnego, defensywnego nastawienia, ryzykuje, że podąży dokładnie tą samą trajektorią strategiczną, którą przypisuje się Rosji: permanentnie przedłużający się konflikt, rosnące wrogie koalicje i stale kurczący się obszar bezpieczeństwa.
Paul Craig Roberts jest amerykańskim ekonomistą politycznym, autorem i byłym urzędnikiem państwowym. Uzyskał doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Wirginii i pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu ds. polityki gospodarczej za prezydentury Reagana, gdzie był jednym z głównych architektów ekonomii podaży („Reaganomiki”). Później pracował jako zastępca redaktora naczelnego i felietonista w „The Wall Street Journal” oraz publikował liczne felietony w „Business Week” , „Scripps Howard News Service” i „Creators Syndicate”. Obecnie jest wybitnym niezależnym analitykiem geopolitycznym i krytykiem zachodniej polityki zagranicznej.
Sednem krytyki Robertsa – którą często podzielają krajowi obserwatorzy w Moskwie i Teheranie, często niesłusznie określani przez zachodnie media mianem „twardogłowych” – jest wskazanie siedmiu strukturalnych słabości wspólnych dla obu krajów:
1. „Negocjacje zamiast zwycięstwa”
Roberts twierdzi, że zarówno Moskwa, jak i Teheran regularnie wybierają negocjacje, zawieszenia broni i sygnały dyplomatyczne zamiast zdecydowanych działań militarnych.
2. Mentalność defensywna.
Kluczowym błędem obu rządów jest fundamentalnie defensywna postawa, która pozbawia je strategicznej inicjatywy.
3. Moralna powściągliwość, która szkodzi samym sobie:
Oba narody kładą zbyt duży nacisk na międzynarodową legitymację moralną – postawę, którą ich przeciwnicy postrzegają jako strategiczną słabość.
Negatywny efekt : mocarstwa zachodnie i ich przedstawiciele w żadnym wypadku nie są pod wrażeniem asymetrycznej powściągliwości moralnej. Rezygnując z dominacji eskalacji, aby uchodzić za odpowiedzialnych, Putin i irańscy przywódcy osiągają dokładnie odwrotny skutek – zachęcają swoich przeciwników do dalszych działań.
4. Brak konieczności narzucania niemożliwych do udźwignięcia kosztów:
Podstawową zasadą strategii wojskowej jest to, że konflikty kończą się dopiero wtedy, gdy przeciwnikowi narzucono niemożliwy do udźwignięcia koszt. Oba reżimy nie spełniają tego standardu.
5. Opóźnienie wzmacnia wroga.
Czas jest ograniczonym zasobem strategicznym. Oba rządy marnują go na swoją niekorzyść.
6. Ograniczenia ze strony oligarchii.
W swoich pracach i wywiadach Roberts wprowadza wewnętrzny wymiar ekonomiczny, aby wyjaśnić strategiczny paraliż Rosji. Twierdzi, że Kreml jest silnie ograniczony przez interesy oligarchiczne. Elity te wciąż mają nadzieję, że Zachód zniesie sankcje i pozwoli im powrócić do biznesu międzynarodowego. Chociaż Roberts sugeruje, że ta dynamika może mieć analogie w innych krajach objętych silnymi sankcjami, krytycy twierdzą, że przecenia on ich obecne wpływy; ogromna, jawna władza polityczna rosyjskich oligarchów w latach 90. znacznie zmalała pod rządami Putina. Niemniej jednak jego analiza wskazuje na potencjalnie silne ograniczenie wewnętrzne:
7. Zwycięstwo wymaga inicjatywy.
Ostatecznie strategię militarną można sprowadzić do prostej rzeczywistości: strona gotowa do użycia zdecydowanej, prewencyjnej i przytłaczającej siły decyduje o wyniku geopolitycznym.
Ostatecznie ta strategiczna krytyka zasługuje na poważną uwagę: podczas gdy USA i Izrael prowadzą wojny, by demonstrować swoją siłę, Rosja i Iran stoją na geopolitycznym rusztowaniu. Muszą nauczyć się walczyć o przetrwanie – ponieważ ich przeciwnicy mają na myśli wyłącznie ich całkowite zniszczenie lub rozczłonkowanie.
===================================
mail:
To znaczy, nie mogą się doczekać tego, kiedy Rosja rzuci przynajmniej jedną atomówkę, a najlepiej więcej. Wtedy Rosja nie popełni błędu.
Nagie fakty w Zbrodni Smoleńskiej
Mirosław Dakowski, 9 lipca 2026
Chcę zebrać tylko oczywiste fakty, bez hipotez czy przypuszczeń.
Proszę, by inni analitycy Zbrodni Smoleńskiej przysyłali mi dodatkowe fakty.
Dużo można znaleźć na mej stronie, pod „Archiwum”. Tam trza wkleić „Smoleńsk” – i zjawią się setki artykułów. Ja nie mogę, bo w Redakcji mam jedno oko, jedno ucho [też lewe] i na szczęście – cały umysł.
Będę publikował kolejne wersje.
=======================================
Części domniemanego rozbijającego się samolotu, pochodzące z jego prawej burty, są ustawione po lewej stronie, a po prawej części z lewej burty, tak, jakby samolot w planie miał lądować od strony zachodniej a nie, jak – według strony rosyjskiej, lądował od strony wschodniej.
Część ze ścian, burt, stoi za drzewami, oparta o nie. Nie mogły tam przecież przeniknąć przez zdrowe drzewa.
We wszystkich wypadkach awaryjnego lądowania dużych samolotów na las, pozostawiają one prostokąt równej szerokości ściętych drzew aż do miejsca, gdzie leży kadłub. Koło Siewiernego takiego pasa nie ma.
Wszystkie wielkie samoloty lądujące awaryjnie w lesie, rozpadają się najwyżej na dwie, trzy części. Tu zaś mamy takich części tysiące.
Gdyby samolot zawadził skrzydłem o brzozę, to podrywany samolot musiałby wyryć ogonem rów o głębokości dwóch do trzech metrów. Bo przecież podnoszenie się samolotu polega na obniżeniu sterami wysokości jego rufy.
Pod brzozą leżą lotne śmieci, papiery, plastiki. To jednoznacznie dowodzi, że żadnego gwałtownego ruchu powietrza tu nie było.
Po paru dniach, na zdjęciach tej brzozy zrobionych przez ludzi MAK pojawiły się wbite odłamki. A terenu tego strzegły rosyjskie służby jawne i tajne.
Gdyby samolot miał zrobić pół beczki, to tym skrzydłem również musiałby wyryć bardzo głęboki rów.
Wiadomo z matematyki i z doświadczenia, że z dwóch zderzających się przedmiotów łamie się tylko jeden. Dotyczy to tak kijów, i jak i na przykład zabawy wielkanocnej w stukanie się jajkami. Nigdy się nie zdarzyło i nie może zdarzyć, że pękają oba jajka. Jeśli więc została ścięta brzoza, to ten drugi element musiał pozostać cały.
Pracujące silniki odrzutowe mają temperaturę około 800 stopni C. Tymczasem na polance koło Siewiernego jeden z silników leżał na suchej trawie, która się nie zapaliła. Drugi zaś został położony na mokradle które, jak widać na zdjęciach, się nie wysuszyło. Więc oba silniki zostały tam złożone zimne.
W osi jednego z tych silników widać włożoną w dziurkę, rurkę hydrauliczną skośnie ściętą. Przypuszczalnie dla ułatwienia podnoszenia silnika.
Są dwa różne „prawe skrzydła” w oficjalnych dokumentach
Na oficjalnych zdjęciach z pierwszego dnia znalezione czarne skrzynki mają kolor pomarańczowy i wygląd nieuszkodzony. Zdjęcia zaś prezentowane po tygodniu pokazują skrzynki w innym kolorze, chyba czerwone i pogniecione.
Nie ma na ziemi śladu ryjącego, a mającego wielką masę samolotu.
Gdyby zaś, jak chciał zespół Antoniego Macierewicza, katastrofa była wynikiem wybuchu w powietrzu, to analizy kinematyczne wykazały, że rozrzut fragmentów byłby zupełnie inny.
Wtedy wprowadzono hipotezę, że pewnie były dwa wybuchy w powietrzu. Gdy i ona nie dała się jakkolwiek połączyć istniejącym rozrzutem części i tę hipotezę wyciszono.
Wszystkie parametry lotu były online przekazywane do Służby Kontrwywiadu Wojskowego w Warszawie, oraz do firmy amerykańskiej, która ten rejestrator wyprodukowała i na samolocie prezydenckim zainstalowała. Są więc teoretycznie dostępne. Rejestrator szybkiego dostępu ATM-QAR oraz rejestrator katastroficzny (FDR).
Tak zwany bliźniak rządowego Tu numer 102, który podobno był remontowany w Samarze, został rozebrany na polecenie Antoniego Macierewicza. Zniknął więc ważny dowód rzeczowy.
Zupełnie zniknął kokpit, który jest ważną dowodem w sprawie.
Złom zebrany przez stronę rosyjską rdzewieje w Rosji od 16 lat. Nie oddają tej własności stronie polskiej.
Popełniono kilkanaście morderstw osób zaangażowanych w wyjaśnianie tajemnic Smoleńska. Wszystkie te morderstwa pozostały niewyjaśnione.
Poćwiartowanie doktora Wróbla piłą łańcuchową, podobno przez jego syna, ma działanie odstraszające dla pozostałych analityków zbrodni.
Stefan Zielonka chorąży i szyfrant Służby Wywiadu Wojskowego (SWW), zaginął w kwietniu 2009 roku w Warszawie, podobno uciekł do Chin, a ciało znaleziono 27 kwietnia 2010 roku, powieszone nad Wisłą w Wawrze.
Dariusz Szpineta, pilota, instruktor lotnictwa i prezes spółki Ad Astra Executive Charte, który był krytykiem oficjalnych raportów dotyczących przyczyn katastrofy smoleńskiej, znaleziony martwy 7 grudnia 2011 roku w łazience hotelu w Indiach.
Nogę generała Kwiatkowskiego w mundurze widział Jarosław Kaczyński w trumnie swojego brata Lecha. Żadnych reakcji ani Kaczyńskiego, ani śledczych w Polsce.
Udokumentowano znęcanie się nad martwym ciałem Anny Walentynowicz, zgruchotanie jej czaszki po śmierci i wrzucanie niedopałków i brudnych szmat na jej ciało.
W wielkiej części trumien dostarczonych przez stronę rosyjską, były inne ciała, często widać, że bezczeszczone i masakrowane po śmierci.
===========================
Pamięć ludzka jest krótka. Gdyby ktoś z czytelników znalazł podobne fakty, szczególnie z pierwszych miesięcy po Zbrodni, proszę mi przysłać.
Ale – najlepiej bardziej lakonicznie, w jednym zdaniu.
16 lipca 2026 przez Larry C. Johnson sonar/the-saudis-back-down

W poniedziałek 13 lipca naloty uderzyły w pas startowy międzynarodowego lotniska w Sanie , wkrótce po powrocie delegacji Huti z pogrzebu zmarłego ajatollaha Alego Chameneiego w Iranie. Minister obrony Jemenu, generał Taher al-Aqili, powiedział w programie X, że atak na pas startowy miał na celu zatrzymanie samolotu z delegacją Huti powracającą z pogrzebu Chameneiego. Ministerstwo obrony IRG oświadczyło, że wyczerpało środki dyplomatyczne, aby przekonać Iran i Huti do trzymania się z dala od jemeńskiej przestrzeni powietrznej, i że zareaguje na wrogie samoloty „wszelkimi dostępnymi środkami” oraz pociągnęło Iran do odpowiedzialności.
Jednak izraelski rzecznik na portalu Axios , Barak Ravid, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, poinformował, że Trump udzielił saudyjskiemu przywódcy MBS poparcia dla ataku w rozmowie telefonicznej – MBS poprosił o wsparcie dla działań militarnych przeciwko Huti i je otrzymał. Biały Dom odmówił bezpośredniego komentarza, a ambasada Arabii Saudyjskiej nie odpowiedziała.
Bezpośrednią przyczyną jest lotnictwo, a nie wojna lądowa. Około dziesięciu dni temu samolot Mahan Air wylądował w Sanie – pierwszy lot Iran-Sana od ponad dekady – i zabrał delegację Hutich udającą się na pogrzeb byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Arabia Saudyjska zablokowała kolejne loty, obawiając się, że zostaną one wykorzystane do transportu broni lub irańskich doradców wojskowych dla Hutich. (Należy zauważyć, że samo lotnisko jest w dużej mierze zniszczone i wyłączone z użytku od czasu izraelskich ataków w maju).
Po ataku Arabii Saudyjskiej na Sanę, Huti odpowiedzieli, ostrzeliwując rakietami balistycznymi i dronami międzynarodowe lotnisko Abha w południowo-zachodnim regionie Asir w Arabii Saudyjskiej – górzystym obszarze w pobliżu granicy z Jemenem i letniskowym kurorcie w kraju. Sari przyznało się do ataku. Rzecznik koalicji pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej poinformował, że obrona powietrzna „zapobiegła zagrożeniu ze strony rakiet balistycznych” wystrzelonych w kierunku południowego regionu. Nie zgłoszono żadnych ofiar.
Ta wymiana zdań była pierwszym atakiem Arabii Saudyjskiej na Hutich od czasu wejścia w życie nieformalnego rozejmu w marcu 2022 roku . Myślałem, że Saudyjczycy odpowiedzą we wtorek lub środę za poniedziałkowy atak Hutich… Na szczęście się myliłem. Saudyjczycy nie kontynuowali ataków na pozycje Hutich.
Atak Arabii Saudyjskiej był głupi i lekkomyślny. Obecnie Saudyjczycy mogą eksportować trochę ropy z Janbu, saudyjskiego miasta położonego nad Morzem Czerwonym. Ten atak na Jemen – choć był to jedynie port lotniczy – niósł ze sobą ryzyko, że Huti zaatakują saudyjski terminal naftowy w Janbu i zamkną cieśninę Bab al-Mandab. Biorąc pod uwagę podatność Arabii Saudyjskiej na zagrożenia, gdyby ich operacje na Morzu Czerwonym zostały zawieszone lub zamknięte, można by pomyśleć, że rząd MBS będzie angażował się w dalsze ćwiczenia mające na celu budowanie zaufania z Jemenem. Nic z tego! Saudyjczycy niemal doprowadzili do wznowienia wojny z Huti.
Nie wiem, kto przekonał MBS do całkowitego zaprzestania ataków na kontrolowaną przez Huti część Jemenu, ale Saudyjczycy nie zaatakowali ponownie. Saudyjczycy nie są w stanie finansowo poradzić sobie z jednoczesnym zamknięciem Cieśniny Ormuz i cieśniny Bab al-Mandab. Wygląda na to, że w Królestwie Arabii Saudyjskiej zwyciężył rozsądek… przynajmniej na razie.
Uwaga dotycząca zdjęcia na górze artykułu. Zamieściłem je, ponieważ stanowi ono doskonały obraz infrastruktury naftowej i LNG w Zatoce Perskiej i pomaga docenić geografię energetyczną Zatoki Perskiej.
Pepe, ja i dr Z. przedstawiliśmy kolejny świetny materiał podsumowujący obecną sytuację w Zatoce Perskiej za pośrednictwem naszego kanału Transition Protocol :

Pułkownik Wilkerson powrócił z zasłużonego urlopu, a my z Dannym Haiphongiem omówiliśmy najnowsze wydarzenia w wojnie USA z Iranem:

Nima i ja rozmawialiśmy o groźbach Trumpa dotyczących ataku na Iran:


Do pewnych mało przyjemnych przemyśleń zmusił mnie gorzki reportaż na portalu Strajk Macieja Wiśniowskiego z Rosji pod tytułem „Światy równoległe”.
Telewizyjni eksperci cieszą się z celnych ukraińskich uderzeń na terytorium Rosji. Radują ich ukraińskie rakiety uderzające w rafinerie czy statki. Mnie eskalacja nie cieszy. Napiszę wprost – w Polsce mogą się z tego cieszyć tylko idioci. Obecnie rosyjskie groźby nuklearne są dalej traktowane jako element wojny informacyjnej mającej na celu zastraszenie Ukrainy i ich sojuszników. Czynnikiem stabilizacyjnym są zapewne Chiny.
Nosił dzban wodę, dopóki mu się ucho nie urwało.
Rosja nie może sobie pozwolić na porażkę. Nie może przegrać tej wojny. Unia Europejska nie ma zamiaru ułatwić Ukrainie drogi do zawarcia pokoju z Rosją. Sytuacja wydaje się dzisiaj patowa, bo Moskwa jest zbyt słaba by szybko konwencjonalnie pokonać Ukrainę z jej potężnymi sojusznikami. Ale zbyt silna i dumna, by wojnę na Ukrainie przegrać.
Jeśli uderzenia rakietowe i dronowe Ukrainy rzeczywiście zaczną zagrażać bezpieczeństwu Federacji Rosyjskiej, to moim zdaniem sytuacja narodu polskiego jest nie do pozazdroszczenia. Rosja wtedy może użyć broni jądrowej. Deklaracje Stanów Zjednoczonych i innych krajów NATO, że w przypadku nuklearnego ataku na Ukrainę adekwatnie odpowiedzą, dla Polski są również informacjami złą. Nasza ojczyzna stanie się strefą zgniotu lub strefą okołozgniotową.
Państwa NATO przeprowadziły ćwiczenia Steadfast Noon związane z bronią jądrową. Pod koniec 2025 roku prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił, że Rosja przeprowadza testy nowej generacji broni jądrowej. W lutym tego roku MSZ Rosji wydał komunikat o ryzyku „bezpośredniej konfrontacji militarnej między mocarstwami nuklearnymi”. Rosyjska polityka zakłada ochronę Rosji oraz jej sojuszników przed agresją potencjalnego przeciwnika, a w przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego – zapobieganie eskalacji działań wojennych i ich zakończenie na warunkach akceptowalnych dla Federacji Rosyjskiej.
Moim zdaniem niebezpiecznym momentem, będzie wymiana Sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Siergieja Szojgu. Myślę, że niedługo możemy się jej spodziewać, ponieważ takie są oczekiwana Rosjan. Jeśli zastąpi go jakiś polityczny jastrząb – być może weteran wojny na Ukrainie – to moim zdaniem radykalnie zbliży nas to do konfliktu nuklearnego.
Dla Polski ratunkiem jest pokój. Nie przyjmują tego do wiadomości bezrefleksyjni stronnicy Ukrainy, jak również hermetycznie zamknięci w swojej bańce stronnicy Rosji. Ja wiem, że wielu z Was myśli i zapewne napisze – to nie jest możliwe. Że nikt nie użyje broni takiej broni. Przypomnijcie sobie ile razy w ostatnich latach wmawialiśmy sobie, że coś jest nierealne i z całą pewnością się nie wydarzy.
Łukasz Jastrzębski

magnapolonia/patrioty-oddane-co-polska-otrzymala-w-zamian
Kolejne Patrioty zostały oddane niewdzięcznym i wrogim nam Ukraińcom. Z początkiem tego tygodnia pełniący obowiązki ministra obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że decyzja ta została podjęta ze względu na prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego oraz m.in. naczelnego dowódcy sił sojuszniczych w Europie, po konsultacjach z państwami użytkującymi system Patriot.
Jednak najbardziej zaskakujące są wyjaśnienia, jakich udzielił sam minister Kosiniak-Kamysz wraz z wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem. Ten ostatni stwierdził, że w zamian za przekazaną broń w razie zagrożenia otrzyma w ciągu pierwszych 24 godzin „dziesięć razy więcej rakiet i systemów tego typu”.
Wiara w sojuszników (tych samych co lekką ręką na konferencjach pokojowych oddali Polskę w strefę wpływów ZSRR po drugiej wojnie światowej), jaką wiceminister przejawia w sprawach dotyczących bezpieczeństwa polskiego podatnika, który jest głównym fundatorem wszelkiej maści dotacji dosłownie przenosi góry. Są to jednak góry hipokryzji.
Jednocześnie sam minister Kosiniak-Kamysz uznał, że za ofiarowaną broń Polska – zamiast żądać ekshumacji swoich obywateli będących ofiarami czczonej obecnie na Ukrainie ideologii banderowskiej – „otrzyma wdzięczność”. W związku z tym nasuwa się wniosek, że być może sam Kosiniak-Kamysz czuje się zażenowany faktem, że pełniąc funkcję wicepremiera i ministra obrony narodowej pobiera za to pieniądze z budżetu państwa. Możliwe, że sam wstydzi się i czeka, kiedy powstanie obywatelska inicjatywa, aby zamiast pensji otrzymał od narodu polskiego wartość dla niego największą w polityce i w dyplomacji, czyli wdzięczność.
Musimy pamiętać, że polityka nie bierze jeńców. W dyplomacji wdzięczność, szacunek i przyjaźń istnieją jedynie na papierze. Odpowiadając za losy współobywateli trzeba się kierować ich interesem. Jeśli ktoś tego nie rozumie bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zagrożenie, jakie potencjalnie lub realnie może zagrażać tym, którzy mu zaufali.
Polecamy również: Migranci organizują przemyt migrantów
====
Thomas Röper anti-spiegel.ru/russland-verhindert-ukrainische-angriffe-auf-die-russischen-nuklearstreitkraefte
Igranie z ogniem
Rosja zapobiega ukraińskim atakom na rosyjskie siły nuklearne
Ukraina ponownie próbowała zaatakować rosyjskie siły nuklearne za pomocą kilku komórek terrorystycznych, ale rosyjski wywiad zdołał temu zapobiec i aresztować terrorystów. Gdyby atak się powiódł, eskalacja konfliktu nuklearnego mogłaby być nieuchronna.
Anti-Spiegel 15 lipiec 2026
Około rok temu zachodnie media z euforią donosiły o ukraińskiej „Operacji Pajęczyna”, w ramach której ukraińscy terroryści przemycili ponad 100 dronów do Rosji i wystrzelili je z ciężarówek na cztery lotniska należące do rosyjskich sił jądrowych.
Doniesienia różniły się co do konsekwencji: Ukraina twierdziła, że uszkodziła lub zniszczyła wiele samolotów należących do rosyjskich sił jądrowych, podczas gdy Rosja twierdziła, że szkody były ograniczone.
Igranie z ogniem
Problem z tymi atakami polegał na tym, że uszkodzeniu uległy części rosyjskich sił jądrowych, co uzasadnia reakcję mocarstwa nuklearnego. Jest to również jasno zapisane w rosyjskiej doktrynie nuklearnej.
Powód jest oczywisty: siły jądrowe są ostatnią i ostateczną gwarancją bezpieczeństwa mocarstwa nuklearnego. Jeśli zostaną one uszkodzone, na przykład poprzez uszkodzenie niezbędnych radarów wczesnego ostrzegania lub systemów przenoszenia, mocarstwo nuklearne ryzykuje, że nie będzie w stanie obronić się przed atakiem nuklearnym na równych prawach.
To, że Ukraina zaatakowała rosyjskie siły jądrowe zeszłego lata – najwyraźniej za zgodą, a nawet wsparciem Zachodu – było zatem niezwykle niebezpieczne. Jak zareagowałyby Stany Zjednoczone, gdyby Iran zrekrutował terrorystów w USA, wyposażył ich w najnowocześniejsze drony bojowe, a one następnie zaatakowałyby amerykańskie bombowce atomowe na amerykańskich lotniskach?
Zachód zdaje się mylić cierpliwość Rosji ze słabością, ponieważ pod koniec czerwca Zełenski – bez sprzeciwu ze strony Zachodu – obiecał Rosji „40 dni piekła”, twierdząc, że Kijów rozpocznie operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Nie podał żadnych szczegółów, ale eksperci podejrzewali, że miał na myśli ataki terrorystyczne na terytorium Rosji.
Operacja Pajęczyna 2.0
Później okazało się, że miała to być swego rodzaju „Operacja Pajęczyna 2.0”. Praktycznie nie ma na ten temat informacji w internecie w języku niemieckim, ale wyszukiwanie w języku angielskim hasła „Spiderweb 2.0” daje pewne rezultaty.
I rzeczywiście, wydaje się, że właśnie o to chodziło, ponieważ w ostatnich dniach rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) udaremniła ataki terrorystyczne ukraińskich służb wywiadowczych na trzy lotniska wojskowe. Były to Ukrainka nad Amurem, Szagoł w obwodzie czelabińskim oraz lotnisko pod Rostowem nad Donem.
Baza Lotnicza Ukrainka to rosyjskie lotnisko dalekiego zasięgu na Dalekim Wschodzie, które było jednym z celów pierwszej operacji „Pajęczyna” w czerwcu 2025 roku. Ciężarówka przewożąca drony na lotnisko eksplodowała jednak w trakcie jazdy. Po operacji „Pajęczyna” stacjonowały tam bombowce strategiczne Tu-95MS, Tu-22M3 i Tu-160.
Według biura prasowego FSB, dzięki wczesnej informacji wywiadowczej, planowanym atakom udało się zapobiec, a cała siatka mózgów operacji została zneutralizowana.
W ramach operacji ukraińskie służby bezpieczeństwa przetransportowały do obwodu briańskiego drony FPV wyposażone w głowice bojowe i mobilne stacje naziemne. Transport odbywał się w kontenerach holowanych przez drony i balony na uwięzi. Drony bojowe były następnie maskowane jako sprzęt gospodarstwa domowego i transportowane dalej w głąb kraju samochodami z dwuściennymi przyczepami. Po dotarciu na miejsce drony były montowane w wynajętych garażach i przygotowywane do użycia bojowego. Jednak grupa była już pod obserwacją FSB, a wszystko było obserwowane i nagrywane ukrytymi kamerami.
Podczas operacji zatrzymano sprawców i ich wspólników, a także zabezpieczono 24 drony FPV. Drony te były wyposażone w moduły sterowania oparte na sieciach neuronowych pochodzących z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Szwecji i były odporne na walkę elektroniczną. Każda głowica zawierała ponad kilogram materiałów wybuchowych. Zajęto również dwie mobilne naziemne stacje kontroli lotów. Stacje te mogły działać za pośrednictwem satelity, sieci komórkowej, Wi-Fi i radia oraz były wyposażone w urządzenia samozniszczenia, z których każde zawierało 250 gramów materiałów wybuchowych.
Oba ataki terrorystyczne były planowane równolegle, ale sprawcy nie znali się nawzajem i działali niezależnie, otrzymując instrukcje od swoich dowódców na Ukrainie. Dzięki szybkiej interwencji sił bezpieczeństwa uratowano dziesiątki, jeśli nie setki, żołnierzy i cywilów, a funkcjonowanie obiektów o strategicznym znaczeniu zostało utrzymane.
Ukraina zaplanowała co najmniej kolejny atak terrorystyczny na rosyjskie lotnisko wojskowe, ponieważ, jak wspomniano wcześniej, 10 lipca udaremniono atak na lotnisko Rostów-Centralny z użyciem 13 dronów napędzanych sztuczną inteligencją. Rosjanin, którego ukraińskie służby bezpieczeństwa zamierzały zwerbować, zgłosił próbę werbunku do FSB, a operacja była kontynuowana pod nadzorem FSB, aby zebrać więcej informacji o osobach stojących za atakiem.
„Zwerbowany” Rosjanin otrzymał zaliczkę w wysokości ponad 3500 dolarów na planowany atak. Podano mu również współrzędne kryjówki, w której miał znaleźć niezbędny sprzęt i dalsze instrukcje. Kryjówka została zbadana przez FSB.
Jeśli chodzi o plany, które teraz ujrzały światło dzienne, rosyjscy eksperci twierdzą, że wykorzystanie zaawansowanej technologicznie broni, przetransportowanej w głąb kraju przez obwód briański, jest szczególnie godne uwagi, co wskazuje na dobrze zorganizowaną sieć logistyczną, ponieważ transport kontenerów z ładunkiem wybuchowym przez granicę przy użyciu dronów i balonów na uwięzi, a następnie ładowanie ich do czekających na nie przyczep z podwójnym dnem w celu dalszego transportu, nie jest już improwizowaną operacją.
Drony zostały wyposażone w moduły sterujące AI, które umożliwiały im lokalizację celów nawet w przypadku utraty kontaktu z operatorem. Co więcej, metody stosowane we wszystkich operacjach były identyczne: do startu dronów miały być używane ciężarówki, a drony we wszystkich przypadkach były montowane w wynajętych garażach lub magazynach, a uczestnicy korzystali z filmów instruktażowych.
Planowane ataki na lotniska wojskowe Ukrainka i Szagoł zostały również wykryte przez FSB na czas, jeszcze zanim uczestnicy opuścili obwód briański z wrażliwym ładunkiem. Znajdowali się oni zatem pod stałym nadzorem. Według ekspertów, ukraińskie służby bezpieczeństwa wydały od 2 do 2,5 miliona dolarów na sprzęt i logistykę.
Równolegle doszło do innych ataków terrorystycznych przeprowadzonych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa. 9 lipca siły bezpieczeństwa poinformowały o udaremnionym zamachu na wysoko postawionego oficera w obwodzie moskiewskim, w wyniku którego aresztowano Rosjankę urodzoną w 2001 roku i oskarżono ją o terroryzm i zdradę.
Ataki te przeprowadzono równolegle. Gdyby „Operacja Pajęczyna 2.0” okazała się sukcesem, niemieckie media z pewnością relacjonowałyby ją z takim samym entuzjazmem, jak w zeszłym roku. Ponieważ jednak operacja najwyraźniej zakończyła się niepowodzeniem, w niemieckich mediach nie ma o niej żadnych doniesień.
W końcu niemiecka opinia publiczna nie musi wiedzieć wszystkiego…
Gogol w Hormuz: Upadek amerykańskiej fikcji hegemonicznej
Xavier Villar
tehrantimes/Gogol-in-Hormuz-The-collapse-of-US-hegemonic-fiction
W „Rewizorze” Mikołaja Gogola skorumpowani urzędnicy w małym rosyjskim miasteczku wpadają w panikę po przybyciu młodego mężczyzny z Petersburga. Ivan Chlestiakov jest młodym urzędnikiem, ale strach miejscowych przed ujawnieniem ich własnej defraudacji podnosi go do rangi carskiego audytora. Jego autorytet nie wywodzi się od cara, ale z paranoi jego gospodarzy. Kiedy maska opada, pozostaje tylko ośmieszenie oszukanych.
Dziś biurokracja bezpieczeństwa narodowego USA działa zgodnie z tą właśnie psychologią. Waszyngton domaga się, aby Iran zaakceptował gwarancje bezpieczeństwa dotyczące tymczasowych sankcji, wiedząc, że ich własny Kongres może je odwołać przy najmniejszym wstrząsie. Kiedy Teheran odmawia potwierdzenia fikcji, administracja Trumpa odpowiada teatralnością osaczonego biurokraty, grożąc pogrążeniem w otchłań, na które nie odważy się zdecydować.
Niedawna proklamacja Trumpa, że protokół ustaleń z Iranem jest „martwy”, wraz z groźbami ponownej blokady, nie jest pokazem siły. Z perspektywy Teheranu brzmi to jak frustracja hegemona, który wyczerpuje swoje możliwości konwencjonalnego przymusu. Ostatnie wymiany militarne działały jako brutalne rozliczenie dla Waszyngtonu, uwidaczniając fizyczne granice jego władzy. Ogłoszona śmierć memorandum jest bezpośrednim wynikiem systematycznego sabotażu Waszyngtonu. Tekst zawiera logiczną sekwencję deeskalacji: Iran uregulowałby ruch Ormuz, USA zniosłyby blokadę, Teheran uzyskałby dostęp do swoich funduszy, a groźby ustałyby. Ale Waszyngton traktował to nie jako wiążące ramy, lecz jako taktyczną pauzę, aby zachować swoją przewagę.
Z irańskiego punktu widzenia naruszenie było natychmiastowe. Pierwsza klauzula, domagająca się zakończenia wojny w Libanie, została zignorowana. Zwolnienia aktywów były ograniczone; groźby były kontynuowane, a Trump sugerował nawet porwanie irańskich negocjatorów. Ostateczny cios nastąpił w lipcu, kiedy Biały Dom cofnął zwolnienia sprzedaży ropy naftowej, gdy Teheran skonsolidował swój szlak morski. To ujawnia wrodzoną przemoc amerykańskiej dyplomacji. Prawdziwa pułapka tkwi w prawnej architekturze Imperium. Znaczna część reżimu sankcji jest chroniona przez ustawodawstwo Kongresu, takie jak CAATSA. Prezydenci mogą oferować tylko odnawialne zwolnienia. Po porozumieniu nuklearnym z 2015 roku irańscy planiści wyciągnęli ostateczną lekcję: tymczasowa ulga gospodarcza nie odbudowuje kraju ani nie gwarantuje bezpieczeństwa. Waszyngton domaga się, aby Iran przetłumaczył swoją suwerenność na język liberalnego internacjonalizmu, ignorując sekwencyjną logikę własnych porozumień. Teheran wie, że czeki Białego Domu są fałszywe.
To właśnie w tym ślepym zaułku Cieśnina Ormuz przestała być zwykłym wojskowym dławikiem, stając się osią suwerenności Iranu. Wymiana programu nuklearnego lub regionalnych sojuszy na rzecz efemerycznego zwolnienia z sankcji była niedopuszczalną asymetrią. Zmuszając ruch komercyjny do wyznaczonego korytarza i ustanawiając wspólną administrację z Omanem w celu pobierania taryf tranzytowych, Iran dąży do głębokiej zmiany w zarządzaniu Zatoką Perską. Daleki od dążenia do całkowitego zamknięcia – co wywołałoby casus belli – Teheran przekształca morską autostradę, historycznie patrolowaną przez piątą flotę USA, w suwerenną Izbę celną. Manewr ten podważa interpretację prawa morza przez Pentagon. Waszyngton powołuje się na „przejście tranzytowe”, aby uzasadnić przepływ swoich lotniskowców, ignorując fakt, że geografia cieśniny sprawia, że roszczenia do suwerenności wybrzeża są absolutne. Teheran nie „zamyka” cieśniny; biurokratyzuje swoją suwerenność, zmuszając globalnych spedytorów do wyboru między fizycznym bezpieczeństwem irańskiego wybrzeża a fikcją prawną piątej floty.
Przez dziesięciolecia „wolność żeglugi” w Zatoce Perskiej funkcjonowała jako ukryta dotacja dla zachodnich gospodarek, gwarantująca przepływ węglowodorów przy zerowych kosztach dla mocarstw hegemonicznych. Żądając, aby ruch poddał się wyznaczonemu korytarzowi, Iran pobiera historyczny rachunek za te zaszłości. Jeśli Kongres USA chce zaostrzyć efemeryczne sankcje, musi pokryć rachunek. Przymus nie jest już swobodny. Wykorzystanie geografii do egzekwowania czynszu naprawdę niepokoi planistów Pentagonu. Strategiczne rezerwy ropy naftowej w USA są praktycznie wyczerpane, a globalne zapasy pozostają napięte. Planiści wojskowi wiedzą, że eskortowanie każdego tankowca przez Ormuz wymaga nadmiernego rozmieszczenia logistycznego przeciwko łodziom roju Gwardii Rewolucyjnej. Bombardowania z powietrza mogą zniszczyć infrastrukturę, ale nie mogą wymazać topografii wybrzeża ani zneutralizować państwa, które włączyło przyjęcie szkód do swojej doktryny przetrwania.
Republika Islamska posiada kosmologię polityczną, w której opór wobec imperialnej hegemonii jest imperatywem ontologicznym. Pamięć o zamachu stanu z 1953 roku i jednostronnym wyjściu USA z JCPOA pozostaje żywa jako przypomnienie złamanych obietnic Waszyngtonu. Ujarzmienie państwa, które akceptuje porażki taktyczne jako cenę jego ciągłości, wymaga inwazji naziemnej, której żaden prezydent USA nie zarządzi. Domniemana śmierć memorandum jest upadkiem iluzji.
Dopóki Waszyngton hołduje fikcji własnej hegemonii, odmawiając zaakceptowania, że nie może już narzucać jednostronnego dyktatu, żadne porozumienie nie będzie możliwe. Osaczony biurokrata nadal żongluje swoimi papierami i zagraża pogrążeniem w otchłani, ale w Zatoce Perskiej fikcja prawna uderzyła w materię. Dopóki imperium nie zaakceptuje swojej klęski, Cieśnina pozostanie tam, gdzie rzeczywistość domaga się spłaty długów.

Można myśleć logicznie, a zarazem błądzić. Sytuacja odwrotna jest jednak niemożliwa: sprzeczne ze sobą twierdzenia nie mogą być równocześnie prawdziwe. Właśnie w ten sposób niektórzy próbują pobić Bractwo św. Piusa X jego własną bronią, starając się wykazać niespójność jego stanowiska, gdyż z jednej strony deklaruje ono posłuszeństwo papieżowi, zaś z drugiej ‒ otwarcie mu się sprzeciwia. Nie ma potrzeby rozwodzić się nad słabością tego argumentu, ignorującego oczywisty fakt, że także władza może się mylić.
Zamiast dowodzić spójności stanowiska FSSPX, która została już obszernie wykazana w innych tekstach, postaramy się ocenić spójność postawy samego Rzymu. Kategorycznie odrzucając twierdzenie, że Bractwo jest wspólnotą schizmatycką, zastanowimy się, czy traktując je w ten sposób, Rzym postępuje konsekwentnie ‒ biorąc pod uwagę jego stosunek do grup bezdyskusyjnie znajdujących się w stanie schizmy.
Czy zatem powinniśmy wnioskować, że istnieją dwie kategorie schizmatyków? Pierwsi, „dobrzy schizmatycy”, są taktowani z życzliwością, choć w rzeczywistości odrzucają katolickie dogmaty i autorytet Stolicy Apostolskiej. Drudzy, „źli schizmatycy”, są traktowani z nieustępliwością i surowością, ponieważ nie chcą dopuścić do skażenia katolickiej doktryny, starając się jednocześnie zachować jedność z biskupem Rzymu. Innymi słowy: są oni złymi schizmatykami właśnie dlatego, że… schizmatykami nie są.
W tej postawie można się jednak dopatrzyć pewnej logiki, o której wspominał sam Zbawiciel, mówiąc: „Nikt nie może dwom panom służyć; bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo przy jednym stać będzie, a drugim wzgardzi” (Mt 6, 24). Rzeczywiście, nie można dążyć do zbliżenia ze znajdującymi się poza Kościołem peryferiami, nie oddalając się jednocześnie od jego centrum. Nie można oferować przyjaźni tym, którzy odrzucają wiarę katolicką, nie zaczynając zarazem patrzeć z podejrzliwością na tych, którzy starają się zachować ją w stanie nienaruszonym – i którzy prędzej czy później stają się żywym wyrzutem sumienia i przeszkodą.
Prowadzi to w sposób nieunikniony do sytuacji, w której ci, którzy wiarę odrzucają, będą traktowani jak partnerzy, natomiast ci, którzy odmawiają jej porzucenia, staną się prawdziwymi wrogami. Tak więc surowość Rzymu stanowi pośredni dowód na słuszność postawy Bractwa św. Piusa X.
ks. Fryderyk Weil FSSPX
wpolityce.pl/obcokrajowcy-dostaja-wyrownania-doplaty-i-emerytur-burza-w-sieci
Według polityków Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Polska ma dopłacać do emerytur obcokrajowców kosztem rodzimych świadczeniobiorców. Piotr Czach Żukowski oraz Włodzimierz Skalik opublikowali w mediach społecznościowych wyliczenia dotyczące rzekomej decyzji ZUS wobec obywatela Ukrainy i zaapelowali o zmianę zasad przyznawania takich świadczeń.
Polityk Konfederacji Piotr Czak Żukowski we wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych alarmował ws. dopłat i wyrównań do emerytur obcokrajowców.
Jako przykład zamieścił rzekomą decyzję rzeszowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ws. obywatela Ukrainy.
Jako Konfederacja ostrzegaliśmy, że będziemy dopłacać do emerytur Ukraińcom, potem hindusom i reszcie świata
Następnie przedstawił wyliczenia, które zostały przedstawione w decyzji.
Już się zaczęło. Suma składek – 2243,78 zł. Wyliczona emerytura – 13,86 zł. DOPŁATA z naszych pieniędzy – 1593,49 zł. WYRÓWNANIE – 73 130,79 zł
– wymieniał.
Ponad siedemdziesiąt tysięcy jednorazowego wyrównania. Co miesiąc półtora tysiąca dopłaty do emerytury komuś, kto przepracował klika miesięcy w Polsce. Stop równemu traktowaniu imigrantów
Wyliczenia te przedstawił w serwisie X także Włodzimierz Skalik, poseł Konfederacji Korony Polskiej.
Dopłaty do emerytur dla obcokrajowców. Suma opłaconych składek: 2243,78 zł. Wyliczona emerytura: 13,86 zł. Przyznana emerytura: 1607,35 zł. Dopłata comiesięczna: 1593,49 zł Wyrównanie do wypłacenia: 71130,79 zł.
Hańba. Polacy w Polsce są obywatelami drugiej kategorii’
14/07/2026 przez antyk2013

GDAŃSK – OSOWA: Parafia Św. Polikarpa
– Każdego 16-tego dnia miesiąca o godz. 18.00 zapraszamy na Mszę Świętą w intencji Ojczyzny. Po Mszy Świętej odmawiamy Różaniec Święty.
Parafia św. Polikarpa Biskupa Męczennika, Plac św. Jana Apostoła 1
16/07/2026 przez antyk2013 krucjatarozancowazaojczyzne/bialystok-poznan-zamosc-msze-swiete-i-pokutne-marsze-rozancowe-za-ojczyzne
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński
==========================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

============================================

ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

15 lipca 2026 pch24/grunwald-1410-przestroga-od-Boga

Historia Polski ostatnich 3 wieków tak tragicznie się ułożyła, że więcej mamy okazji czczenia naszych żołnierzy walczących bohatersko w bitwach niemożliwych do wygrania niż zwycięstw. Tym milej w lipcowe dni przypomnieć sobie triumf rycerstwa polskiego odniesiony w bitwie pod Grunwaldem. Sukces był ogromny. W jego wyniku potęga militarna Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego została mocno nadszarpnięta.
Na tym przykładzie warto zastanowić się nad logiką działania Opatrzności Bożej. Zakon powołany do opieki nad chorymi, a potem do walki z wrogami Świętej Wiary Katolickiej zaprzeczył na ziemiach nadbałtyckich swemu przeznaczeniu. Miast świecić przykładem cnoty oraz prawości rycerza i mnicha katolickiego, przełożeni Zakonu coraz bardziej koncentrowali się na budowie ziemskiej „chwały” swego państwa. Krzyżacy nie ograniczyli się do podbicia Prusów, pustoszących niemiłosiernie m.in. ziemie północno – zachodniej Polski. Sięgnęli zdradziecko po Gdańsk i inne ziemie nadwiślańskie. Miast podać Litwinom przyjazną dłoń, gdy ci się nawrócili i wysłać do nich misjonarzy, bracia w białych płaszczach kontynuowali mordercze wyprawy, tzw. rejzy. By je sfinansować, zmuszali poddanych do płacenia wysokich podatków.
Triumf Polski i Litwy w lipcu 1410 r. stanowił dla Zakonu w Prusach ostrzeżenie: nawróćcie się, bo w przeciwnym wypadku kara Boża was nie minie. Przekonującym argumentem za taką interpretacją Grunwaldu jest fakt, że porażające zwycięstwo polsko-litewskie w bitwie nie zakończyło się likwidacją Państwa Krzyżackiego i wchłonięciem go przez państwa koalicyjne. Król Jagiełło pewny, że nic nie zdoła umniejszyć triumfu jego wojsk, wlókł się pod Malbork w iście ślimaczym tempie. Pozwoliło to komturowi Świecia Henrykowi von Plauen przygotować obronę stolicy kraju. Ostatecznie Krzyżakom udało się zebrać siły i wzmocnić na tyle, że zawarty rok później w Toruniu traktat pokojowy nie uszczuplił stanu posiadania Zakonu (nie licząc terenów niespacyfikowanej do końca Żmudzi i Ziemi Dobrzyńskiej). Niewiarygodne! Przecież w lipcu 1410 r. wierność Panom Pruskim deklarowały jedynie załogi stacjonujące w kilku twierdzach. Większość zamków i miast poddała się, często nie bez satysfakcji, Jagielle.
Jeszcze bardziej niepojęty jest fakt, że niczego to braci zakonnych nie nauczyło. Nie wyzbyli się pychy, nie zreformowali się, nie wyruszyli na wyprawę przeciw zagrażającym Europie Turkom… W końcu nastąpiło najgorsze. W 1525 r. Wielki Mistrz Krzyżacki Albrecht z rodu Hohenzollernów, wraz ze sporą ilością braci, porzucił Świętą Wiarę Katolicką, by przyjąć herezję. Co za upadek!!! Bracia zakonni, którzy poparli ten krok, dopuścili się wielkiego grzechu odstępstwa od wiary prawdziwej. Można uznać, że apostazja była zarazem KARĄ za wcześniejsze winy, dużo większą niż utrata terenów nadbałtyckich.
Po odpadnięciu części pruskiej (a także inflanckiej) Zakon Krzyżacki nigdy już nie powrócił do dawnej świetności, choć istnieje do dzisiaj, czyniąc nota bene wiele dobra: prowadzi bowiem działalność duszpasterską, medyczną i charytatywną, utrzymuje wiele szpitali i hospicjów.
Źródło: „Rycerz Lepanto”, piotrskarga.pl