Grzegorz Braun o starcie w wyborach. „Działacze Konfederacji nie umawiali się na formację liberalną, centrową, z odchyleniami ku lewicy”

Grzegorz Braun o starcie w wyborach. „Działacze Konfederacji nie umawiali się na formację liberalną, centrową, z odchyleniami ku lewicy”

https://pch24.pl/grzegorz-braun-o-starcie-w-wyborach-dzialacze-konfederacji-nie-umawiali-sie-na-formacje-liberalna-centrowa-z-odchyleniami-ku-lewicy

(Europoseł Grzegorz Braun. Fot. Aleksiej Witwicki / Forum)

Jeżeli rzeczywiście kampania prezydencka 2025 roku w Polsce odbędzie się z moim udziałem, to nie lękam się plebiscytu, którym będzie przesądzenie, czy moja rola, moja działalność publiczna, jest oceniana na tyle życzliwie, żeby rodacy wystawili mi promesę na dalszą działalność. Tego będzie dotyczył ten plebiscyt. To się rozstrzygnie w tych wyborach, jeżeli one się odbędą i jeżeli ja do nich przystąpię jako państwa kandydat na prezydenta Polski – powiedział w obszernym wywiadzie Grzegorz Braun. Europoseł przybliżył okoliczności – szczególnie te dotyczące kondycji Konfederacji – skłaniające go do podjęcia wyborczej rywalizacji o najwyższy urząd w państwie.

Nie chcąc znaleźć się w bagnie i nie chcąc jednocześnie zawieść, nie chcąc zdradzić wyborców, sympatyków, działaczy, którzy na co innego liczyli i na co innego się umawiali – nie umawiali się na formację liberalną, centrową, z może nie tyle coraz częstszymi odchyleniami ku lewicy, ile coraz częstszymi przemilczeniami tego, co tak istotne dla prawicy; nie chcąc tej publiczności pozostawić w próżni politycznej, trzeba będzie podejmować decyzje – mówił Grzegorz Braun w wywiadzie dla kanału eMisjaTV.

Polityk zastrzegł, że jego powyższe uwagi dotyczące odejścia środowiska politycznego od deklarowanych idei i celów, nie dotyczy jedynie Konfederacji, lecz także Prawa i Sprawiedliwości, określanego przezeń konsekwentnie jako „łże-prawica”. Jej liderzy tęsknili bowiem od zarania za centrum sceny politycznej, nie chcąc przy tym dopuścić do odrodzenia się autentycznej prawicy. Stąd przybranie w pewnym momencie kostiumu patriotyczno-narodowego, dzięki trafnemu odczytaniu nastrojów i oczekiwań społecznych.

Z kolei, w ocenie Grzegorza Brauna, „Konfederacja, która miała być głosem i politycznym narzędziem antysystemu i prawicy pryncypialnej, ideowej, poszła na bardzo wiele kompromisów”. Nie były to zresztą ustępstwa wymuszone, lecz „wydumane” przez część dzisiejszych liderów tej formacji.

Konfederacja odeszła od zmysłu politycznego”

Rozmówca Piotra Korczarowskiego wskazał, że zarysowany scenariusz wyborczy z datami dwóch tur 18 maja oraz 1 czerwca wcale nie musi dojść do skutku. – Nie wykluczam (…) jakichś działań pozaprawnych, bezprawnych, których przecież nie brakowało w poprzednich sezonach. A to pod pretekstem pandemii, a to wojny, bezprawie, więc niekonstytucyjna cenzura, gwałcenie wolności, praw podstawowych obywateli polskich – to było normą. Więc nie zdziwię się, gdyby ta norma utrwaliła się także w tych wyborach. Bezprawnie zostały przesunięte poprzednie. Jak zauważał pan profesor [Mirosław] Piotrowski, Andrzej Duda został bezprawnie prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej. Został wyłoniony w toku procedury, która nie spełniała konstytucyjnych i ustawowych kryteriów – ocenił polityk.

Konfederacja Korony Polskiej oraz liczne środowiska i organizacje mnie osobiście życzliwe, a orientujące się politycznie w ostatnim czasie na kurs Konfederacji Korony Polskiej – jesteśmy przygotowani na każdy wariant. Jesteśmy gotowi do tego, żeby stawić czoła wyzwaniom i sprostać tej sytuacji, jakkolwiek by się ona nie rozwinęła i wewnątrz Konfederacji, i na polskiej, i na międzynarodowej scenie politycznej – zadeklarował.

Według diagnozy Grzegorza Brauna, Konfederacja [jako koalicja] „odeszła od zmysłów, a konkretnie od zmysłu politycznego, który był trafny, który prowadził w dobrą stronę”. – Moi szanowni koledzy pożeglowali, odpłynęli do centrum i – uwaga – dobrze się tam czują. Oni się w tym centrum odnaleźli i ja poza wszystkim innym nie chciałbym nikomu stawać na drodze do szczęścia, jakkolwiek kto opacznie może swoje szczęście pojmować – podkreślił.

Cała ta prawica, która nie chce konserwować zastanego układu, która nie chce negocjować swojego kącika rezerwatu dla „polskich Indian” gdzieś tam w Eurokołchozie i gdzieś tam w tej Republice Okrągłego Stołu, która jest na poły dziś landem eurokołchozowym, na poły Republiką Banderowską, Ukropolem, Ukropolinem, stanem amerykańskim; nie chcemy, by była Republiką Sowiecką, Eurosowiecką, nie chcemy negocjować zakresu naszej suwerenności, wolności, niepodległości, nie chcemy wystawiać na ryzyko bezpieczeństwa narodowego i indywidualnego we wszystkich wymiarach. We wszystkich wymiarach – i w tym wymiarze geopolitycznym, militarnym i w wymiarze właśnie gospodarczym, żywnościowym, energetycznym, a wreszcie w wymiarze tożsamościowym. Tego wszystkiego nie jesteśmy skłonni negocjować z kimkolwiek poza narodem polskim, ale właśnie narodem polskim z tymi, którzy jeszcze chcą, by naród polski istniał; z tymi, którzy chcą być narodem polskim, a nie ludnością tubylczą landu euro-kołchozowego – wyliczał Grzegorz Braun.

W jego przekonaniu wymienione środowiska nie mają obecnie swojego reprezentanta pośród kandydatów do „dużego pałacu”.

„Nie lękam się plebiscytu”

Lider KKP podkreślił swoją, permanentnie okazywaną gotowość do rozmów w ramach Rady Liderów Konfederacji. Wskazał, że nigdy, wbrew obietnicom, nie został poddany rewaloryzacji parytet udziału reprezentantów poszczególnych ugrupowań w ramach tej koalicji – adekwatnie do aktualnego poparcia wyborców. Konfederacja nie zwołała zapowiadanego na jesień 2024 kongresu. Pominęła też prawybory – procedurę, która dobrze sprawdziła się w poprzedniej kampanii prezydenckiej.

Wydarzyły się natomiast różne rzeczy, nie mające umocowania w regulaminowych, proceduralnych zasadach konfederackiego życia i współżycia. No więc, jeżeli coś nie przechodzi przez Radę Liderów, nie przechodzi przez kongres, nie jest poddane kryterium prawyborczemu, no to co to jest? To jest albo samowola, albo, co może jeszcze gorzej, zakulisowa kombinacja, w której jedni wysuwają roszczenie, a drudzy ulegają szantażowi wewnętrznemu – stwierdził  lider Konfederacji Korony Polskiej.

Mamy już rok 2025 i powtarzam, niektórym się zdaje, że lojalność, grzeczność, skłonność do pokojowego, koncyliacyjnego rozwiązywania problemów, że to wszystko słabość. Że to wszystko nic innego, tylko niezdolność do działania. No więc kto tak myślał, ten się myli – podkreślił.

Ja nie boję się poddawać się kryterium i nie boję się być zmierzonym i zważonym. Nie lękam się osądu szerokiej publiczności ze szczególnym uwzględnieniem publiczności patriotycznej moich rodaków, „prawaków”, choć jak słyszę – nie tylko rodacy-prawacy mnie nie potępiają, a wręcz cenią sobie rozmaite, powiedzmy, akcje w moim wykonaniu. „Zjednoczony front gaśnicowy” jest na pewno znacznie szerszy niż tylko nasze, z całym szacunkiem, prawackie bańki – diagnozował.

I jeżeli rzeczywiście kampania prezydencka 2025 roku w Polsce odbędzie się z moim udziałem, to nie lękam się plebiscytu, którym będzie przesądzenie czy moja rola, moja działalność publiczna, czy jest oceniana na tyle życzliwie, żeby rodacy wystawili mi promesę na dalszą działalność. Tego będzie dotyczył ten plebiscyt. To się rozstrzygnie w tych wyborach, jeżeli one się odbędą i jeżeli ja do nich przystąpię jako państwa kandydat na prezydenta Polski – zadeklarował Grzegorz Braun.

Na koniec polityk najpierw twierdząco odpowiedział na pytanie o własną zdolność do ewentualnego przewodzenia KKP jako zupełnie samodzielnego bytu politycznego, a następnie szeroko to uzasadnił.

W odróżnieniu od innych ja nie chcę być sam i niepodzielnie „królem dżungli”. Ja nie chcę, szanowni Państwo, „robić Polski” po to, żeby była tylko po mojemu, dla mnie i na moją modłę. Bo Polska jest projektem, chwała Bogu, szerszym, większym – jest państwem politycznego narodu wolnych Polaków, chwała Bogu już ponad tysiąc lat. W tym roku świętujemy tysięczną rocznicę pierwszych koronacji, których by nie było, gdyby nie wcześniejsze wysiłki i praca poprzednich pokoleń. I szanowni Państwo, ja zbyt dobrze znam tę piękną historię, żeby popadać w jakieś szkodliwe urojenie, że przyszłość i szczęście Polski w tym leży, żeby akurat moja partia, moje politbiuro miały w ręku wszystkie sznurki i wszystkie komórki do wynajęcia, do obsadzenia – argumentował.

Polska jest zbyt duża, zbyt piękna w czasie i przestrzeni, żeby miała być redukowana do formatu osobowości jednego tylko gracza politycznego. Więc nie mając takich urojeń i nie planując uzurpacji, tak jestem w pełni przygotowany wraz z moimi towarzyszami z Konfederacji Korony Polskiej do skutecznego wejścia do akcji i przeprowadzenia wszystkich formalności niezbędnych do tego, żeby ta kampania na polskiej scenie politycznej nie mogła się wydarzyć bez naszego istotnego udziału. Na to jesteśmy gotowi, ale zapraszam do szerokiej współpracy – zachęcał Grzegorz Braun.

Źródło: eMisjaTV RoM

Grzegorz Braun: „Przywrócić Konfederacji ustawienia fabryczne”

Autor: Redakcja , 14 stycznia 2025 Grzegorz Braun: „Przywrócić Konfederacji ustawienia fabryczne”

… nie chcąc znaleźć się w bagnie i nie chcąc jednocześnie zawieść, nie chcąc zdradzić wyborców, sympatyków, działaczy, którzy na co innego liczyli i na co innego się umawiali…

Nie umawiali się na formację liberalną, centrową, z może nie tyle coraz częstszymi odchyleniami ku lewicy, ile coraz częstszymi przemilczeniami tego, co tak istotne dla prawicy. Nie chcąc tej publiczności pozostawić w próżni politycznej, trzeba będzie podejmować decyzje.

Konfederacja, która miała być głosem i politycznym narzędziem anty-systemu i prawicy pryncypialnej, ideowej poszła na bardzo wiele kompromisów. Moim zdaniem zresztą bynajmniej niewymuszonych przez okoliczności, bynajmniej niewymuszonych to były raczej kompromisy wydumane przez niektórych liderów naszej formacji. No właśnie naszej czy już nie naszej, jako jeden ze współzałożycieli konfederacji, tamtej konfederacji roku 2019-2020.

Co do Konfederacji, to jest być może ostatni moment, w którym można jeszcze uratować ją przed nią samą.

Konfederację trzeba uratować także i przed nią samą, ponieważ Konfederacja odeszła od zmysłów, od konkretnie zmysłu politycznego, który był trafny, który w dobrą stronę prowadził. I kiedyś my konstytuowali Konfederację.

Teraz zaś moi szanowni koledzy pożeglowali, odpłynęli do centrum i uwaga, dobrze się tam czują. Oni się w tym centrum odnaleźli…

Wyjaśnienia Grzegorz Brauna

…nie mogę zlekceważyć mojego obowiązku działania na prawicy. Tej prawicy, która jest jednoznaczna w swoim przywiązaniu do wolności, suwerenności, bezprzymiotnikowych wartości, jest przywiązana i do bezpieczeństwa życia ludzkiego i bezpieczeństwa narodowego, ostrości konturu granic, jest przywiązana do jednoznacznego pojmowania sprawy bezpieczeństwa życia ludzkiego, zdrowia, pomyślności, której być nie może bez dobrego gospodarowania, prosperowania, a więc mówiąc krótko, cała ta prawica, która nie chce konserwować zastanego układu, która nie chce negocjować swojego kącika rezerwatu dla polskich Indian gdzieś tam w Eurokołchozie i gdzieś tam w tej Republice Okrągłego Stołu, która jest na poły dziś Landem Eurokołchozowym, na poły Republiką Banderowską, Ukropolem, Ukropolinem, Stanem Amerykańskim, nie chcemy by była Republiką Sowiecką, Eurosowiecką, nie chcemy negocjować zakresu naszej suwerenności, wolności,) niepodległości, nie chcemy wystawiać na ryzyko bezpieczeństwa narodowego i indywidualnego we wszystkich wymiarach, we wszystkich wymiarach i w tym wymiarze geopolitycznym, militarnym i w wymiarze właśnie gospodarczym, żywnościowym, energetycznym, a wreszcie w wymiarze tożsamościowym.

Tego wszystkiego nie jesteśmy skłonni negocjować z kimkolwiek poza narodem polskim, poza narodem polskim, no ale właśnie narodem polskim z tymi, którzy jeszcze chcą, by naród polski istniał, z tymi, którzy chcą być narodem polskim, a nie ludnością tubylczą Landu Eurokołchozowego.

No i tych wszystkich nie możemy zostawić bez kandydata, prawda?

Nie możemy zostawić bez kandydata w wyborach prezydenckich, bo szanowni państwo nie ma próżni w przyrodzie i jeśli nie wystąpi realny kandydat, to ta próżnia chwilowa zostanie natychmiast zagospodarowana przez trolli, awatary, przez rozmaite kreacje realizujące model operacji trust i tego ryzyka ja osobiście nie jestem skłonny podejmować, dlatego jestem dziś gotów na każdą okoliczność. A jakie będą te okoliczności? No to jutro nam, jutro nam pokaże, pokaże nam Kancelaria Sejmu zwołując ewentualną kolejną konferencję prasową, czy własną marszałka, czy też może z przedstawicielami Państwowej Komisji Wyborczej. Zobaczymy jak tam wystąpią przedstawiciele tych najwyższych organów władzy Rzeczpospolitej.

Próba przeniesienia akcentu z płci biologicznej (ang. sex) na płeć „kulturową” i „społeczną” (ang. gender)

Zawsze Wierni nr 1/2025 (236)

ks. Piotr Dzierżak FSSPX https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3298

Od Redakcji

Drodzy Czytelnicy, właściwe dla współczesnych czasów pomieszanie pojęć nie omija żadnej kluczowej dla człowieka kwestii. A przecież sprawa płci i tego, jak determinuje ona istnienie i działanie człowieka, jest jedną z nich. Do tego stopnia, że od jej poprawnego ujęcia, a co za tym idzie – rozumienia swoich zalet (no i wad) oraz zadań, które Bóg przed nami postawił, zależy w znacznej części umiejętność dobrego przeżycia ziemskiej egzystencji, mającej być przecież wstępem do szczęśliwości wiecznej w niebie.

Z drugiej strony współczesny świat1 stara się ze wszystkich sił i na każdym już niemal kroku wmówić nam, że biologicznie rozumiana płeć jest czymś nieistotnym. W tym celu stosowane są, jak się można łatwo przekonać, dwie taktyki.

Próba przeniesienia akcentu z płci biologicznej (ang. sex) na płeć kulturową i społeczną (ang. gender)

Przy czym ta ostatnia jest już całkowicie ludzkim wytworem, choć do pewnego stopnia ciągle uwarunkowanym biologicznie, genetycznie – jednak do jej istoty należy dowolność form, w ramach których ma być ukształtowana. Przy tym jest ona konstruktem, który podlega, i ma podlegać, nieustannym przemianom w duchu rewolucji Marksa (czytaj: filozofii Hegla). Stąd też liczby tak pojmowanych „płci” oraz ich „istoty” ciągle się zmieniają, a przy tym granice pomiędzy nimi są niezbyt ściśle określone, a do tego fluktuujące.

Oczywiście propagandyści pracujący na omawianym odcinku wojny ideowej, dla uzasadnienia swoich roszczeń, mogą odwołać się do niezaprzeczalnego faktu istnienia w ludzkiej populacji przypadków chorobowych i zaburzonych – chodzi o ludzi, których przynależność płciowa jest rzeczą dość skomplikowaną. Jednak, jak istnienie odejścia od normy (spowodowanego dowolnym defektem) nie stanowi w istocie argumentu przeciw istnieniu normy, tak również i w tym przypadku istnienie wzmiankowanych osób nie neguje tego, że w naturze mamy do czynienia z dwiema płciami: męską i żeńską.

Z drugiej strony piszę powyżej jedynie o przeniesieniu akcentu, gdyż faktycznie istnieje też naturalna podstawa do tego, by wyróżnić w człowieku płeć kulturową – zawsze pozostającą jednak w charakterze rozumnej i zgodnej z prawem Bożym odpowiedzi (czy raczej „dopowiedzi”) na pochodzące od Stwórcy różnice między płciami. Ta odpowiedź ma tylko uwydatnić to, co obecne jest w planie Bożym zarówno na poziomie prawa naturalnego, jak i w Objawieniu.

Omawiana taktyka, choć stosowana względnie od niedawna, zdążyła już poczynić ogromne szkody w duszach wielu milionów i ciałach wielu tysięcy ludzi na świecie, głównie młodych, dorastających w krajach technicznie rozwiniętych (bo tylko tam współczesny świat, dzięki sile oddziaływania swojej agendy, może posunąć się do zanegowania czegoś tak oczywistego i namacalnego, jak płeć biologiczna).

Dążenie do zacieranie różnic między płciami biologicznymi

Z jednej strony ma to miejsce w sferze różnic istniejących „w rzeczy”, tzn. gdy chodzi o wywarcie takiego wpływu na proces rozwoju i wychowania młodych ludzi płci obojga, by zniwelować zachodzące pomiędzy nimi różnice cielesne, psychiczne, umysłowe i duchowe. Z drugiej strony chodzi o wywarcie wrażenia, że znaczących różnic między płciami po prostu nie ma i nigdy nie było. Oba te scenariusze rozgrywa się na wiele sposobów i to zarówno na poziomie biologicznym2, jak i na poziomie psychicznym, umysłowym oraz duchowym. Chodzi tu zwłaszcza o:

  • koedukację stosowaną powszechnie, w każdym wieku i na każdym poziomie nauczania;
  • doprowadzenie do praktycznego zaniknięcia różnic między ubiorem męskim i żeńskim;
  • wyśmiewanie tradycyjnego podziału ról, zniechęcanie niewiast do przyjmowania roli żony i matki przy jednoczesnym zachęcaniu do rozwiązłości i egoizmu, a w konsekwencji do aborcji;
  • walkę z męskością i jej przywilejami (np. z patriarchatem);
  • niszczenie mężczyzn i niewiast popieraniem wszelkich form niemoralności (nieczystości), co również bardzo utrudnia wejście w rolę męża i żony, nie mówiąc już o promowaniu homoseksualizmu i jemu podobnych zboczeń;
  • stwarzanie instytucjonalnych podstaw do zastępowania mężczyzn niewiastami w zawodach, które wymagają cech typowo męskich – wyraźnie ma to miejsce w wojsku, policji, a także w różnego rodzaju instytucjach politycznych poprzez wprowadzanie tzw. parytetów. Ponadto chodzi o propagowanie kształcenia niewiast na kierunkach typowo męskich;
  • wreszcie próbę podważenia pochodzącej z Objawienia zasady dopuszczającej wyświęcanie na kapłanów katolickich tylko i wyłącznie mężczyzn.

Jednym słowem chodzi tu o coś, co bardzo przewrotnie nazywane jest feminizmem. Piszę „przewrotnie”, gdyż faktycznie, patrząc z perspektywy niewiast, sprowadza się on do maskulinizmu (prowadzi do upodobnienia niewiast do mężczyzn na tyle, na ile jest to możliwe), natomiast patrząc z perspektywy mężczyzn, sprowadza się on do próby maksymalnego osłabienia i zniewolenia osób płci męskiej.

Nasuwa się tu zasadnicze pytanie, prowokujące niemal spontaniczną odpowiedź: czy nie jest feminizm3 niczym innym jak tylko rewolucją marksistowską przeniesioną z kontekstu materialnego posiadania w sferę płci? Czy nie te same są metody, którymi się on posługuje, a także i skutki stosowania jego zasad w praktyce? Pomyślmy o maksymie mówiącej, że rewolucja zjada swoje dzieci: czy tymi pożeranymi dziećmi rewolucji nie są w pierwszej kolejności feministki, które z piedestału awangardy rewolucji płciowej ściągane są przez rozmaite persony o płci chwilowo lub permanentnie nieustalonej? Pomyślmy o „pożytecznych idiotach”: to przecież współczesny rzekomo „nietoksyczny” mężczyzna – „feministek” o mózgu przeżartym mentalnym zarazkiem, nierozumiejący, że każda normalna niewiasta ma go za głupca lub słabeusza.

Również i cel feminizmu jest ten sam co marksizmu: wyrównanie wszelkich różnic, w tym ostatnim ekonomicznych, w tym pierwszym – między płciami. A przecież chyba nikt się nie łudzi, że raz rozpętana rewolucja w sposób planowy zatrzyma się na jakimś etapie pośrednim. Nie, ona ma ambicje dobrnąć do końca. A co się stanie wówczas, kiedy wszystkie owe różnice zostaną zatarte? Wtedy ludzkość przestanie istnieć. I tak naprawdę od samego początku o to właśnie chodziło. W tym „postępie” dla samego „postępu”, czy raczej niszczeniu dla samego niszczenia – ostatecznym celem jest pokrzyżowanie Bożych planów wobec człowieka, w czym bardzo wyraźnie daje się odczuć diabelski swąd.

Przypisy

  1. Używam tego słowa w sensie analogicznym do tego występującego w Ewangelii wg św. Jana – zatem jako okupującą i w znacznym stopniu kontrolującą nasz świat społeczność anty-Bożych (i w konsekwencji antyludzkich) rewolucjonistów o wyraźnie gnostyckiej mentalności.
  2. Przyczyną jest obecność ogromnych ilości żeńskich hormonów płciowych (estrogenów) w biosferze, będąca efektem ubocznym masowego stosowania tabletek antykoncepcyjnych, a także powszechne w przemyśle spożywczym stosowanie tworzyw sztucznych (plastików), których cząsteczki mają budowę analogiczną do żeńskich hormonów płciowych. Skutkiem obu jest u mężczyzn zmniejszenie płodności w dziedzinie ciała i zaburzenia charakteru w dziedzinie duszy.
  3. Tak samo, rzecz jasna, genderyzm, będący tylko jego logiczną i konieczną – oczywiście w sensie logiki rewolucji – konsekwencją.

Niszczenie rodziny

Zawsze Wierni nr 1/2025 (236)

José María Petit Sullá https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3307

Niszczenie rodziny

Związek pomiędzy rzeczywistościami naturalnymi a ich nadprzyrodzonym pochodzeniem oraz przeznaczeniem jest obecnie jednym z najbardziej aktualnych i ważnych tematów. W szczególności nie sposób jest zrozumieć marksistowski atak ideologiczny na rodzinę, jeśli nie rozważy się wpierw związku rodziny z ojcostwem Bożym. W swych Thesen über Feuerbach Marks pisze, iż „po odkryciu, że ziemska rodzina jest tajemnicą świętej rodziny, musi ona sama być poddana krytyce w teorii i ulec rewolucyjnemu przekształceniu w praktyce”1 (tj. zostać zniszczoną). Sprawa rodziny jest tu jedynie przykładem, gdyż istotą marksizmu jest niszczenie, zaprzeczanie lub wzniecanie rewolucji przeciwko każdej ludzkiej rzeczywistości posiadającej podobieństwo do jakiejś rzeczywistości nadprzyrodzonej.

Choć rodzina zagrożona jest również wskutek zaburzania relacji między rodzicami a dziećmi, głównym przedmiotem ataku jest ustrój małżeństwa. Ponieważ małżeństwo stanowi zalążek rodziny, atak na nie wpływa nie tylko na relacje między małżonkami, ale też obliczony jest na zaburzenie relacji rodzice–dziecko. Jest to zgodne z definicją małżeństwa jako nierozerwalnego związku między mężczyzną i niewiastą, a ukierunkowanego na zrodzenie i wychowanie potomstwa. W dobrze znanej pracy Engelsa Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa o rodzinie wspomina się jedynie jako o konsekwencji pewnej koncepcji małżeństwa. Wedle Engelsa, aby rodzina w znanej nam postaci przestała istnieć, wystarczy zmodyfikować koncepcję małżeństwa.

Marksistowski atak polega właśnie na traktowaniu człowieka jako zwierzęcia seksualnego, mającego skłonność do gromadzenia bogactwa. Ponadto ideologia ta usiłuje budować na „prymitywizmie”, w którym monogamia zanikłaby w sposób spontaniczny, a także postuluje „wyzwolenie” niewiast poprzez skierowanie ich do pracy w wielkich współczesnych fabrykach.

Ogólnie rzecz biorąc, można zaobserwować obecnie ścisły związek między rewolucją marksistowską a ruchami feministycznymi, odrzucającymi tradycyjną funkcję rodziny. Ruchy te nie mogłyby działać w naszym społeczeństwie bez poparcia partii politycznych kierujących się ideologią marksistowską.

Temat nasz wymaga więc rozważenia znaczenia nierozerwalnego małżeństwa jako podstawy i zalążka rodziny.

Argumenty za nierozerwalnością małżeństwa przytoczyliśmy już w innych wykładach z tego cyklu. Chciałbym dodać do tego jedynie pewne fundamentalne spostrzeżenie natury socjologicznej: zawierające umowę strony nie zaakceptowałyby wyrażania jakichkolwiek zastrzeżeń podczas ceremonii religijnej, a nawet czysto cywilnej. Coś takiego czyniłoby całą ceremonię zaślubin całkowicie bezsensowną. Co więcej, żadne prawodawstwo nie zawiera w sobie obostrzeń godzących w jedność małżeńską, które mogłyby w przyszłości stanowić potencjalne argumenty do dokonania rozwodu. Powodem tego jest fakt, iż podanie tych rzekomych przesłanek do rozwiązania małżeństwa wynaturzałoby sam akt zaślubin. Wówczas, zamiast prawa do rozwodu, mielibyśmy do czynienia z nielegalnymi związkami, gdyż taka ceremonia nie tworzyłaby małżeństwa w ścisłym sensie tego słowa. Pomiędzy małżeństwem a rozwodem istnieje radykalna sprzeczność. Gdyby w umowie małżeńskiej zawarte zostały potencjalne przyczyny rozwodu, tak jak to powinno mieć miejsce w pełni logicznym akcie prawnym, wymieniając wyraźnie warunki, na jakich zawierane jest małżeństwo, zostałoby ono de facto wynaturzone, stałoby się nie tylko teoretycznie, ale również praktycznie niemożliwe. Żadna ze stron nie przystałaby na to, aby druga strona w momencie zawierania umowy mówiła, na co prawo daje jej możliwość później się powołać. W przypadku rozwodu prawo jest jednym, a rzeczywistość drugim.

Ukierunkowanie związku małżeńskiego na zrodzenie dzieci, czyniące nas uczestnikami stwórczego aktu Boga, wymaga nierozerwalności małżeństwa. Jest rzeczą oczywistą i bezsporną, że nierozerwalny związek małżeński stanowi jedyny fundament rodziny. Ponadto nierozerwalny związek między małżonkami stanowi fundament troski rodziców o ich dzieci. Rezygnacja z nierozerwalnego małżeństwa oznaczałaby zakwestionowanie odpowiedzialności rodziców za potomstwo. Pomiędzy naturalnym zrodzeniem oraz nadprzyrodzonym wychowaniem istnieje nierozerwalna więź. Relacja rodzic–dziecko gwarantowana jest w teorii oraz w praktyce przez trwały związek małżeński.

Małżeństwo nie może być definiowane jako dowolna umowa zawierana przez jego strony, w takim bowiem razie nie wiedzielibyśmy, czym ono w istocie jest, gdyż jego natura zależałaby od woli stron umowy w każdym konkretnym przypadku. Mogłoby to być małżeństwo ekonomiczne, społeczne, kulturowe czy też po prostu hedonistyczne. Wszystkie korzystne lub niekorzystne aspekty, które łączą się w małżeństwie, wpływają na nie jako czynniki uboczne i nie stanowią części jego zasadniczej definicji. Jądrem jego jest wzajemne, całkowite oddanie się sobie bez zastrzeżeń, ze względu na potomstwo. I tak jak prokreacja nie jest owocem sztuki czy techniki, lecz natury, tak też wychowanie nie jest owocem predyspozycji, lecz rodzicielstwa. Po prostu będąc rodzicem, posiada się prawo do wychowania, a rodzicielstwo to jest skutkiem wierności.

Jak już powiedzieliśmy, marksizm zaprzecza, iż monogamia jest czymś naturalnym, zmuszony jest jednak uznać, że jedynym możliwym małżeństwem przyszłości jest małżeństwo monogamiczne. Wedle Engelsa tym, co powinno zniknąć z małżeństwa, jest „nierozerwalność” i „przewaga mężczyzny”. Jednak bez nierozerwalności i prymatu mężczyzny monogamia jest jedynie pustosłowiem.

Bez nierozerwalności uznawana jest praktyczna poligamia; a odrzucając prymat mężczyzny, podkopuje się celowo zasadę stabilności małżeństwa – w żadnej społeczności nie może być bowiem dwóch zasad jedności.

Jest to coś tak oczywistego, że sam Engels stwierdza, iż „wyzwolenie” niewiast doprowadzi do zaniku rodziny. Stanie się tak, jeśli niewiasty zaangażują się w pracę w przemyśle, zaprzestając wykonywania prac domowych:

(…) pierwszym warunkiem wyzwolenia kobiety jest wprowadzenie na powrót rodzaju kobiecego do produkcji społecznej, [co] wymaga z kolei pozbawienia pojedynczej rodziny cech gospodarczej jednostki społecznej2.

Prywatne gospodarstwo domowe przekształca się w przemysł społeczny. Opieka nad dziećmi i ich wychowanie stanie się sprawą publiczną: społeczeństwo będzie się opiekować wszystkimi dziećmi jednakowo – zarówno ślubnymi, jak i nieślubnymi3.

O ile prymat mężczyzny, wyrażony przez św. Pawła w sposób całkowicie jednoznaczny, stanowi niejako przyczynę formalną rodziny, „pozostająca w domu kobieta” jest jej przyczyną materialną. Dlatego właśnie marksizm upiera się, że niewiasty powinny podejmować pracę w fabrykach zamiast zajmować się domem i opieką nad dziećmi, którą to rolę przejąć ma państwo. Marksizm stara się przedstawić małżeństwo chrześcijańskie, nierozerwalne małżeństwo, jako „pierwszy konflikt klasowy”, gdzie „[mąż] jest burżua, a żona reprezentuje proletariat”4. Zwróćmy uwagę, że krytyka ta nie dotyczy historycznego rozumienia prymatu mężczyzny, ale raczej samego nierozerwalnego małżeństwa, a nawet monogamii.

Prymitywny materializm, będący źródłem marksistowskiego poglądu na małżeństwo, widoczny jest bardzo dobrze w cytowanym już dziele Engelsa:

Jeśli moralne jest tylko małżeństwo oparte na miłości, to jest nim tylko takie, w którym miłość trwa. Czas trwania indywidualnej miłości płciowej jest różny u różnych jednostek, szczególnie u mężczyzn, i w razie zupełnego wygaśnięcia miłości lub wyparcia jej przez nową namiętną miłość rozwód jest dobrodziejstwem zarówno dla obu stron, jak i dla społeczeństwa. Zaoszczędzi się tylko ludziom zbytecznego babrania się w brudach procesu rozwodowego5.

Zauważmy, że Engels utożsamia miłość z miłością płciową, a nawet wskazuje – co nie spodobałoby się współczesnym feministkom – że czas trwania miłości płciowej jest różny; poza tym zaś uznaje, że wygasa ona wskutek wyparcia jej przez nową namiętność. W tekście tym nie ma wielu uników czy też hipokryzji: małżeństwo oparte zasadniczo na miłości zmysłowej nie jest ani nie może być trwałe. Wedle Engelsa nierozerwalność ma źródło w pragnieniu ojca, aby przekazać swój majątek tym, co do których ma on pewność, że są jego dziećmi. W ten sposób monogamia okazuje się triumfem pragnienia przekazania bogactwa nad pożądaniem płciowym. Małżeństwo monogamiczne jest owocem triumfu kapitalizmu. Bez możliwości gromadzenia bogactw nie istniałoby ani nierozerwalne małżeństwo, ani monogamia.

Nie potrzeba wielkiego doświadczenia ani wybitnej wiedzy na temat małżeństwa, aby uświadomić sobie, iż teorii tej nie da się w żaden sposób obronić. Jednak idea marksistowska popularna jest dziś podobnie jak w roku 1884, kiedy to opublikowana została po raz pierwszy cytowana przez nas książka. Rodzina opar­ta jest na wyzysku, którego motywem jest chęć gromadzenia i przekazywania bogactwa. Konsekwentnie jedynym możliwym wyzwoleniem niewiast jest zmiana sposobu, w jaki odnoszą się one do swego otoczenia, czy też – mówiąc precyzyjniej – położenie kresu obecnemu podziałowi pracy. Zauważmy, że osobą, która w zasadniczy sposób zmienia swą formę aktywności, jest niewiasta. Zanik rodziny dokonuje właśnie w konsekwencji – posługując się słowami samego Engelsa – podejmowania przez kobiety pracy w „wielkim przemyśle naszych czasów”6.

Zastanawiając się nad teorią marksistowską, uświadamiamy sobie, że rodzina jest rzeczywistością naturalną, opartą na naturalnej relacji – oraz że najszybszym sposobem na jej zniszczenie jest zastąpienie idei ekonomii domowej ideą produkcji społecznej. Ekonomia, zarządzanie majątkiem wspólnoty domowej, zastępowana jest produkcją, wytwarzaniem produktów do wymiany handlowej. Jednak podstawowym zadaniem małżeństwa jest praca w gospodarstwie domowym. Dlatego właśnie Engels mówi, że

wyzwolenie kobiety i jej zrównanie z mężczyzną jest i pozostaje niemożliwe tak długo, jak długo kobieta będzie wyłączona z produkcyjnej pracy społecznej i będzie się ograniczała do prywatnej pracy domowej7.

Zwróćmy uwagę, że jeśli przymiotnik „domowy” stanowi przeciwieństwo „społecznego”, wówczas „prywatny” powinien być antonimem „produkcyjnego”. W oczywisty sposób tak jednak nie jest. Tym, co w istocie stanowi przeciwieństwo produkcji, jest kontemplacja. A w sferze działania, jako że dotyczy ono pracy w obu przypadkach, przeciwieństwem produkcji jest planowanie, dystrybucja, zarządzanie – tj. właśnie ekonomia. Marksizm jest zasadniczo wrogi wobec takiej ekonomii.

Małżeństwo, którego celem jest zrodzenie i wychowanie potomstwa, [tworzy wraz z tym potomstwem] wspólnotę ekonomiczną8, ale nie produkcyjną. Kilku spośród jej członków może zajmować się jakąś pracą produkcyjną, jednak istnieć może tylko jedna ekonomia, jedno zarządzanie tym majątkiem. Zarządzanie to zapewnia rodzinie jedność materialną i stanowi uzupełnienie duchowej formacji potomstwa.

Harmonia pomiędzy różnymi temperamentami mężczyzny i niewiasty podczas pracy znajduje swe naturalne spełnienie w małżeństwie oraz rodzinie. Ale marksizm zamiast uznać, że rodzina jest rzeczywistością naturalną opartą na różnych naturalnych temperamentach odmiennych płci, argumentuje, iż niewiasty powinny odzyskać swą „prawdziwą tożsamość”, podejmując pracę produkcyjną w przedsiębiorstwach publicznych. Atak na rodzinę, zniszczenie tej podstawowej komórki społecznej, konieczny jest dla stworzenia nowego rodzaju niewiasty. Warunki życia naszego produkcyjnego społeczeństwa ułatwiają i umożliwiają urzeczywistnienie idei marksistowskiej. Prawdziwa rodzina – jedyna możliwa – jest dla marksizmu, przez samą swą obecność, kamieniem obrazy. Tak więc zniszczenie jej pozostaje stałym elementem jego planu, a zwłaszcza obecnej eurokomunistycznej strategii polegającej na zdobyciu władzy politycznej dzięki transformacji społeczeństwa.

Powinniśmy dogłębnie przemyśleć ideę wyrażoną przez Marksa w jego czwartej Tezie o Feuerbachu. Porządek naturalny nie jest niezależny od porządku nadprzyrodzonego, ale w nim uczestniczy. Wzniosłość przychodzenia na świat w rodzinie nowej istoty ludzkiej nie może być porównana z niczym, poza samym aktem stwórczym Boga. Tak więc ostateczne odrzucenie wszelkiej rzeczywistości nadprzyrodzonej wymaga odrzucenia jakiegokolwiek uczestnictwa w nadprzyrodzoności, uczestnictwa takiego jak: prymat mężczyzny w małżeństwie, nierozerwalność tego związku oraz poświęcenie się niewiasty opiece nad dziećmi oraz domem. Jednak wszystkie te rzeczywistości, które marksizm pragnie zniszczyć, nie należą do określonego rodzaju rodziny, ale do rodziny jako takiej, jedynej możliwej i jedynej istniejącej. Z tego samego powodu wartości, na których oparta jest rodzina, nie należą do pewnej epoki czy też czasu dominacji pewnej ideologii czy warunków ekonomicznych. Są one oparte na misji, którą wypełnić musi rodzina. Niezbędność małżeństwa i rodziny wynika ze wzniosłości aktu prokreacji i wychowania potomstwa.

Współczesne społeczeństwo konsumpcyjne może stworzyć warunki sprzyjające praktycznemu zniszczeniu rodziny na wiele różnych sposobów. Jednak to marksizm, ze swą fundamentalną ideą transformacji rzeczywistości, wie, jak wykorzystać te okoliczności, aby doprowadzić do rozpadu rodziny – poprzez przedstawianie nierozerwalności jako burżuazyjnego przesądu, nie do pogodzenia z wyzwoleniem niewiast. Marksizm też czerpać będzie korzyść z wszelkiego rodzaju zwodniczej literatury postulującej położenie kresu dominacji męża nad żoną. I wreszcie to marksizm – wykorzystując deprecjonowanie prac domowych – włączy niewiasty w działalność rewolucyjną.

Określanie mianem napięcia tego, co w istocie jest harmonią, oraz przedstawianie jako równego tego, co wcześniej określono jako sprzeczne, jest typowe dla dialektyki marksistowskiej. Zastosowanie tego narzędzia zwodzenia do rodziny daje następujący rezultat: rodzina, oparta na monogamicznym małżeństwie, jawi sią jako wyzysk żony przez męża. Równocześnie podział ról – ograniczanie niewiast do prac domowych, które nie wytwarzają żadnego bogactwa – utwierdza dominującą pozycję mężczyzny. Tym, co pragnie osiągnąć marksizm – poprzez negowanie nierozerwalności małżeństwa i podkreślanie konieczności angażowania niewiast w pracę wytwórczą – jest po prostu zniszczenie tej koncepcji rodziny. Engels nie tylko nie kryje, że celem tego jest zniszczenie rodziny, ale nawet wyraźnie to stwierdza. Nie chodzi mu o stworzenie nowego modelu rodziny, ale o jej zanik – ponieważ państwo bierze na siebie utrzymanie i wychowanie dzieci. Rodzina traci więc rację istnienia i tolerowana jest jedynie ze względu na fakt, że ludzi nie da się wyprodukować. Poza tą funkcją rodzina nie posiada już jednak żadnego innego obowiązku.

Podsumowując: należy pamiętać, że za pozornie postępowymi hasłami kryją się doktryny szerzone od wielu lat, wyznaczające rodzinie zadania i cele radykalnie sprzeczne z jej tradycyjną koncepcją. Zwykliśmy mówić, że rodzina jest rzeczywistością tradycyjną; nie oznacza to jednak, że fundament jej struktury jest jedynie rezultatem ludzkiego doświadczenia, który może się zmienić wraz z ewolucją ludzkości. Fundament rodziny jest transcendentny i nie ma innego zwierciadła, w którym mógłby się przejrzeć, niż stwórcza i troskliwa Boskość. I wzmocniony może zostać dzięki rozważaniu naturalnej oraz nadprzyrodzonej rzeczywistości Świętej Rodziny z Nazaretu, a zwłaszcza roli Maryi, żony i matki, wzoru wierności, kontemplacji oraz codziennego wypełniania obowiązków domowych.

Za „The Angelus”, październik 2011, tłumaczył Tomasz Maszczyk9.

Przypisy

  1. Tekst polski za: tinyurl.com/Marks-tezy [dostęp: 12.11.2024].
  2. Tekst polski za: F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa, Spółdzielnia Wydawniczo-Handlowa „Książka i Wiedza”, Warszawa 1969.
  3. Tamże.
  4. Tamże.
  5. Tamże.
  6. Tamże.
  7. Tamże.
  8. W oryginale tego artykułu wystąpił lapsus powodujący lekką niezrozumiałość tego akapitu. Napisano bowiem w tym miejscu: „jest wspólnotą ekonomiczną” – przyp. red.
  9. tinyurl.com/Petit-Sulla [dostęp: 12.11.2024].

Z życia smerfów w demokracji postępowej

 Mateusz Borowiecki 😉 

„W wiosce smerfów mieszkało ich  – wiadomo – setka. Każdy smerf miał inne umiejętności, które codziennie mógł sprzedać za jedną monetę, za którą mógł następnie kupić u innego smerfa to co mu akurat było potrzebne. Np. Łasuch każdego dnia produkował jedno ciastko i sprzedawał je za jedną monetę. Wszystkim oczywiście zarządzał Papa Smerf – on też będąc szefem wioski jako jedyny miał prawo wydawać nowe monety dla wioskowej społeczności, jeśli zaszłaby taka potrzeba. 

Na początku zupełnie wystarczało 100 monet – po jednej dla każdego Smerfa. Pewnego dnia Smerf Malarz zaczął malować dwa obrazy dziennie zamiast jednego – pomyślał, że mógłbym zarabiać dwie monety. W jego ślady poszły jeszcze dwa inne Smerfy. Papa Smerf wyprodukował więc dodatkowe 3 monety i kupił za nie usługi u pracowitych smerfów. Dzięki tej operacji w obrocie były już 103 monety a trzech smerfów pracowało więcej i zarabiało 2 razy więcej od pozostałych – po dwie monety dziennie. 

Inne smerfy też zapragnęły dobrobytu i zaczęły mocniej pracować aby zarabiać więcej monet. Papa Smerf stopniowo produkował nowe monety. Nie minął więcej niż rok i w obrocie było już 150 monet i odpowiednio tyle samo produktów i usług wytwarzanych przez społeczność.

Wzbudziło to jednak niepokoje i niezadowolenie. Przykładowo taki Smerf Poeta występował 3 razy dziennie i zarabiał 3 monety, nie wspominając o Pracusiu, który prawie nie sypiał ale zarabiał aż 5 monet. Nadal jednak aż 60 smerfów zarabiało tylko 1 monetę. Bardzo drażniło to szczególnie Smerfa Ciamajdę, który niewiele potrafił zrobić dobrze i nadal sprzedawał swoje usługi za 1 monetę. Wraz z Smerfem Marudą i Lalusiem postanowili bardziej sprawiedliwie podzielić monety. 

Ogłosili, że jeśli Smerf Ciamajda zostanie wybrany na nowego szefa wioski, to natychmiast da po dodatkowej monecie każdemu smerfowi, który dziś zarabia tylko jedną. Smerfy – reformatorzy zwołali zebranie całej społeczności i ogłosili swój program. Spodobał się on oczywiście 60 smerfom zarabiających po jednej monecie – byli oni chętni do głosowania na nowego szefa. Szefem wioski został Ciamajda a Papę Smerfa odsunięto od rządzenia jako niezdolnego do zapewnienia dobrobytu mieszkańcom. 

Nowy szef Ciamajda rozdał więc dodatkowe 60 monet – mieliśmy ich zatem w wiosce już 210. Niestety nadal produkowano łącznie towary i usługi warte jeszcze wczoraj tylko 150 monet. Nowo wzbogacona grupa smerfów posiadająca już do dyspozycji 2 monety ustawiła się w kolejkach na zakupy. Pracuś szybko zorientował się, że nie da rady świadczyć więcej niż 5 usług dziennie a w kolejce stało 10 Smerfów. 

Co więc zrobił? Ogłosił, że od dziś każda jego usług kosztuje 2 monety zamiast jednej. Smerfy z kolejki trochę ponarzekały na drożyznę, ale koniec końców pierwszych pięciu szczęśliwców z kolejki zapłaciło tyle ile oczekiwał Pracuś. Ten zakończył dzień z 10 monetami, nie miał zatem problemu aby zacząć płacić na ciastka Łasucha też 2 monety, bo te oczywiście też zdrożały.

Zwykłe smerfy zaczęły się orientować, że wszystko kosztuje coraz więcej, przyszły więc ze skargą do Ciamajdy. Ten jednak uspokajał ich – to wszystko wina Gargamelflacji a nie jego decyzji o rozdaniu 60 monet. W końcu Papa smerf też rozdał 50 monet przez poprzedni rok i nic się nie działo. Ogłosił też, że Smerfy powinny się cieszyć bo zarabiają teraz 2 monety a nie jak za czasów Papy tylko jedną. Kazał nadawać o tym materiał promocyjny codziennie przez wioskowy radiowęzeł. Dodał też, że chętnie rozda kolejne 100 monet  i teraz to już na pewno Smerfy będzie na wszystko stać. 

Smerfy odeszły szczęśliwe do domu, już myśląc jak to będzie wspaniale zarabiać 3 monety. Pracuś natomiast już drukował nowy cennik za swoje usługi. 

Pogańskie dziedzictwo kultu śmierci. Eutanazja zagraża fundamentom cywilizacji

Eutanazja zagraża fundamentom cywilizacji

Eutanazja zagraża fundamentom cywilizacji

14/01/2024 https://polskakatolicka.org/pl/artykuly/eutanazja-zagraza-fundamentom-cywilizacji

Podobnie jak Holandia, Anglia i Walia stoją na krawędzi nowej moralnej przepaści. Ustawa o „wspomaganym umieraniu”, która wkrótce będzie przedmiotem debaty w Izbie Gmin, otwiera drzwi do zorganizowanego ataku na życie i godność osoby. Jak ostrzegał papież Leon XIII, przywracanie pogańskich zwyczajów jest „zuchwałą bezbożnością”.

Pogańskie dziedzictwo kultu śmierci

Kultura śmierci rozprzestrzeniła się również w Anglii i Walii. Rozpoczęła się w 1967 roku wraz z legalizacją aborcji. W tamtych czasach ludzie wciąż mogli zasłaniać się błędem, że nienarodzone dziecko „może” nie być istotą ludzką. Jeśli chodzi o eutanazję, nie ma już miejsca na takie wymówki. Każdy wie, że chory dorosły jest istotą ludzką. A jednak ta ustawa proponuje celowe zabicie go.

Prawo naturalne, wypisane przez Boga w sercu każdego człowieka, zabrania zabijania niewinnych. Wyczuwają to nawet niewierzący. Ale jeśli to nie wystarczy, mamy również Pismo Święte: Dziesięć Przykazań. Piąte przykazanie wyraźnie mówi: „Nie zabijaj”. Nie ma wyjątku dla chorych, których społeczeństwo postrzega jako „kłopotliwych”.

Samobójstwo i morderstwo jako opcja polityczna

Ta ustawa nie tylko narusza prawo naturalne i prawo Boże, ale także pomnaża grzech. Po pierwsze, zachęca samego chorego do popełnienia samobójstwa, najbardziej nienaturalnej formy morderstwa, skierowanej przeciwko osobie najbliższej nam po Bogu: nam samym. Ponadto lekarz jest zmuszony do dostarczenia broni, tak zwanego „zatwierdzonego środka”. Nawet jeśli lekarz nie podaje leku osobiście, staje się współwinny śmierci swojego pacjenta. Wszystko to jest regulowane przez biurokrację, która jest przykładem współczesnego pogaństwa. Drugi lekarz musi wydać zgodę administracyjną. Pracownicy służby zdrowia są w gotowości, aby pomóc choremu w jego samozniszczeniu. Sieć winy i grzechu ma być ściśle zorganizowana i kontrolowana przez brytyjskie państwo.

Coraz więcej eutanazji na świecie

W Holandii praktyka eutanazji jest już zaawansowana w porównaniu do Anglii i Walii. Od niedawna nawet małe dzieci mogą być tam poddawane eutanazji, jeśli rodzice i lekarze stwierdzą, że ich życie nie jest już warte życia. Nawet w cieszącej się złą sławą „eutanazyjnego raju” Kanadzie jest to wciąż nie do pomyślenia, choć tam ofiarą eutanazyjnej strzykawki pada niepokojąco duża liczba przygnębionych dwudziestolatków. To niepokojące, że coraz więcej krajów na całym świecie odwraca się od świętego prawa do życia. Tylko szczery powrót do Boga i Jego przykazań może jeszcze uratować naszą cywilizację przed zniszczeniem1.

Czy Polska oprze się zbrodniczym pomysłom?

Nie możemy trwać w przeświadczeniu, że Polski ten problem nie dotyczy. Cywilizacja śmierci już od dawna obecna jest w naszym życiu społecznym. Niebezpieczne idee coraz częściej przenikają do polskiego życia publicznego poprzez kulturę i media, zmieniając podejście społeczne do kwestii życia i śmierci. Przykładem może być spektakl „Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję” autorstwa Mateusza Pakuły, który wywołał liczne protesty. Przedstawienie trywializuje dramatyczne wybory moralne i atakuje wartości chrześcijańskie, ukazując Kościół jako przeciwnika postępu. To subtelna manipulacja mająca na celu osłabienie moralnych fundamentów naszego społeczeństwa.

W 2023 roku nasza kampania „Polska Katolicka, nie laicka” prowadziła petycję do ówczesnego Ministra Kultury, domagając się usunięcia tego bulwersującego spektaklu z programów teatrów publicznych.

Narracje gloryfikujące eutanazję przygotowują społeczeństwo na akceptację tej praktyki, zastępując wartości takie jak troska i solidarność nowym „humanitarnym” podejściem, które w istocie prowadzi do moralnej degeneracji. Polska jako bastion wartości chrześcijańskich, ma szczególną odpowiedzialność, aby stać na straży prawa do życia. Legalizacja eutanazji byłaby symbolicznym przyzwoleniem na odrzucenie tego, co święte i nienaruszalne. Musimy działać teraz, zanim będzie za późno.

Wrażliwość na cierpienie bliźniego dopuszcza już coraz częściej myśl o jego zabójstwie „z litości”. Pojęcie życia „godnego” czy „wartościowego” ma wyznaczać granicę między prawem do życia a brakiem takiego prawa. Postawy takie jak troska i poświęcenie wobec najbliższych (najczęściej rodziców), którzy ze względu na wiek czy chorobę najbardziej ich potrzebują, wypierane są przez egoistyczne zachowania utylitarne.

W świecie odrzucającym Boga – dawcę wszelkiego istnienia, pozbawianie życia innych osób – czy to na drodze aborcji czy eutanazji – staje się „uprawnione”.  

Współrządząca w naszym kraju partia Zieloni, koalicjant Platformy Obywatelskiej, wprost postuluje w swoim programie wprowadzenie wspomaganego samobójstwa. Dziś ten postulat nie spotyka się jeszcze ze społecznym przyzwoleniem ani politycznym poparciem, ale czy można zapewnić, że w ramach postępującej tzw. integracji europejskiej nie zostanie nam narzucone w przyszłości „prawo” zawierające ułatwienia w zabijaniu?

Źródło: 1. stirezo.nl

Muslim Rape Gangs as Religious Warfare

Muslim Rape Gangs as Religious Warfare

The Muslim rape gangs in the United Kingdom are acts of a religious war against a people whom the perpetrators consider to be conquered.

By Sarah Cain Crisis Magazine January 14, 2025

Britain is back in the news for its mishandled child gang rape scandals. This is a continuation of a crisis that has been ongoing in the U.K. since at least the year 2000. While many believe these to be decade-old crimes that now only need to be investigated and closed, it is much more likely that they continue to occur. This is because the underlying motivation behind them still exists. First, some backstory for those unfamiliar.

For at least two decades, English schoolgirls as young as 12 were groomed by groups of Muslim men and systematically drugged, threatened, and repeatedly raped. They were not only literally passed between these men in houses of horror, they were told that if they did not return on another day, for a recurrence of their victimization, their parents would be killed and their houses would be burned down.

When some of those girls eventually overcame the immense terror of what had happened to them and informed authorities, entire police departments, local city councils, and the nation’s Crown Prosecution Service refused to investigate out of fear that they would be viewed as racist and that they would create “community unrest.” The anticipated reaction of the public against those immigrants was perceived as worse than the assaults that had taken place. Thus, the behavior continued unabated, and for thousands of girls and their devastated families, justice continues to be elusive.

Behind veneered speeches about “cultural differences” and “cultural incompatibility,” there has been a failure to properly assert the truth that the children who were raped were targeted specifically because they were white and not Muslim. These men were not targeting members of their own community. They were targeting those they believed held dhimmi status (a second-class social position given to non-Muslims in a conquered land). MP Robert Jenrick faced media criticism for merely stating that the mass immigration of alien cultures was the genesis of this catastrophe; but he didn’t go far enough.

Ultimately, these systematic rapes were (and are) acts of war against a people whom they consider to be conquered. These children are the victims of a religious war that they didn’t know they were fighting. If we do not acknowledge this, then we cannot have an honest conversation about immigration policy in the West. It would be preposterous to expect, for example, that mass immigration from Hungary to England would similarly result in the gang rape of British schoolchildren. Our feigned ignorance on this matter represents a political cowardice that betrays these children and condemns the next generation to a similar fate.

Some of it is the subtle racism of low expectations—as if men from Pakistan are too inherently stupid or have innately lower impulse control, so as to be unable to avoid raping children in their downtime. More commonly, though, it is a spineless refusal to admit that Islamic immigration is a danger to the West and that the children of England have been made into victims by an unholy union of the gutless political class and aggressive, criminal, Muslim gangs.

Those who engaged in this behavior and were prosecuted still live among the British people. A leader of one such grooming gang, Qari Abdul Rauf, was sent to prison for only six years; and after serving two and a half years, he was released in November 2014. He was not deported back to Pakistan because that would “deprive the man of the right to family life,” since he has a wife and five children in the U.K. He continues to live in the town where he committed these acts of barbarism. His story is not unique.

While the deportation of criminals who have served more than 12 months is supposed to be standard, human rights exceptions can be made, and they have become the norm. As a result, people are no longer being deported if their country of origin has poorer health-care access than England, which is most of the world. It is considered inhumane to do so. But the inhumanity of allowing these people to live freely among their victims is never considered.

Zeznaje Dr Stanley Plotkin nazwany w USA „ojcem chrzestnym szczepionek”

https://gloria.tv/user/LJso2Rq7cXAz4ZsqLd3jJgxxG

Dr Stanley Plotkin nazwany w USA „ojcem chrzestnym szczepionek” podczas przesłuchania pod przysięgą wymienia zanieczyszczenia znajdujące się w szczepionkach dla dzieci: – małpie i świńskie wirusy – surowica krwi cieląt i bydła – świńska żelatyna – krowie mleko – proteiny jajek – ludzkie DNA

Ponadto przyznał, że do produkcji jednej ze szczepionek potrzebował 76 zdrowych płodów ludzkich powyżej 3 miesiąca życia, z których pobrano: przysadkę mózgową, płuca, śledzionę, nerki, serce, język…

Odnosząc się do pytań przesłuchującego dotyczących kwestii chrześcijańskiej moralności i wolności sumienia dr Plotkin stwierdził: „Myślę, że to sugeruje, że jestem osobą, która pójdzie do piekła z powodu użycia abortowanych tkanek, z czego się cieszę”.
Dr Stanley Plotkin pod przysięgą wymienia zanieczyszczenia znajdujące się w szczepionkach dla dzieci

Dzień Judaizmu: Żidowstwujuszczij” Ryś, „kardynał” – jakiej religii?

Kard. Ryś pragnie obchodów Dni Judaizmu w każdej parafii. „Inaczej potwierdzamy dzieło Zagłady”

https://pch24.pl/kard-rys-pragnie-obchodow-dni-judaizmu-w-kazdej-parafii-inaczej-potwierdzamy-dzielo-zaglady

(fot. PAP/Albert Zawada)

Kard. Grzegorz Ryś w zdumiewający sposób przekonuje, dlaczego Dni Judaizmu w Kościele, powinny odbywać się nie tylko w każdej diecezji, ale w „każdej polskiej parafii”. W jego ocenie, obojętność na wspólną przeszłość polsko-żydowską stawia nas po stronie współpracowników Holokaustu.

Kościół katolicki w Polsce 17 stycznia obchodzi „Dzień Judaizmu”. Centralne obchody odbędą się w Szydłowcu i w Radomiu. Z tej okazji w Warszawie odbyła się konferencja prasowa z udziałem kard. Grzegorza Rysia, przewodniczącego Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Konferencji Episkopatu Polski.

„Ważny wymiarem obchodów jest obszar pamięci” – powiedział kard. Grzegorz Ryś. „Czy pamiętamy, o tych ludziach, którzy żyli między nami? Czy chcemy o nich pamiętać, czy też – nie? Jeśli o nich nie pamiętamy, to naszą niepamięcią, naszą obojętnością tak naprawdę potwierdzamy dzieło Zagłady” – stwierdził hierarcha. „Kościół jest ostatnią na świecie wspólnotą, która powinna się do takiej niepamięci przyczyniać” – dodał.

Kard. Ryś zwrócił uwagę, że od Soboru Watykańskiego II w Kościele katolickim podkreśla się „wyjątkowość relacji” z Żydami, mającej zupełnie inny wymiar niż dialog z islamem czy innymi religiami. „Naszym wspólnym korzeniem jest judaizm biblijny i objawienie biblijne – przekonywał. „Mniej więcej z tego samego korzenia wyrosło chrześcijaństwo i po-biblijny judaizm rabinistyczny. Dialog między tymi rzeczywistościami dla Kościoła katolickiego jest budujący” – powiedział kard. Ryś.

Przypomniał, że zgodnie z obecnym nauczaniem w Kościele, „nie można obarczać Żydów winą za śmierć Chrystusa”, a „antysemityzm – jakkolwiek motywowany – jest grzechem”.

Kard. Ryś zaznaczył, że „nie wystarczy, aby Dzień Judaizmu odbył się w Szydłowcu i w Radomiu”. „Dobrze, jeśli odbędzie się w każdej diecezji, a najlepiej, jeśli znajdzie swój jakikolwiek refleks w każdej katolickiej parafii w Polsce” – powiedział.

PAPpap logo / oprac. PR

Grenlandia częścią USA? Ponad 57% mieszkańców – ZA.

Grenlandia częścią USA? Mieszkańcy wypowiedzieli się w sondażu

https://pch24.pl/grenlandia-czescia-usa-mieszkancy-wypowiedzieli-sie-w-sondazu

(View from Ravnefjeldet, next to Nanortalik, Greenland )

Ponad 57 proc. mieszkańców Grenlandii opowiedziało się za przyłączeniem wyspy do Stanów Zjednoczonych – wynika z sondażu amerykańskiej pracowni Patriot Polling. Na początku stycznia o planach przyłączenia wyspy do USA poinformował Donald Trump. Terytorium zdążyła odwiedzić w zeszłym tygodniu polityczna reprezentacja prezydenta. 

Odpowiedzi twierdzącej udzieliło 57,3 procent badanych. Przeciwnych temu pomysłowi był 37,4 proc. Grenlandczyków. A 5,3 proc. nie ma zdania w tej sprawie. Oznacza to poparcie dla pomysłu Donalda Trumpa.

Obecność Grenlandii w granicach Stanów Zjednoczonych, zdaniem prezydenta-elekta ma mieć kluczowe znaczenie z perspektywy interesów USA. To zarówno strategiczna kwestia m.in. rozmieszczenia wojsk jak i bogactwo złóż naturalnych.

Grenlandia to autonomiczne terytorium zależne Danii. W 2019 r. Trump wyszedł z propozycją zakupu terytorium, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Luizjany (zakup od Francji) oraz Alaski (od Rosji). Rząd w Kopenhadze odrzucił propozycję, stwierdzając, że wyspa nie jest na sprzedaż.

W zeszłym tygodniu Trump poinformował, że przejęcie wyspy może wymagać rozwiązania militarnego.

Największa wyspa świata jest pokryta w 81 proc. przez lądolód grenlandzki. Na Grenlandii mieszka 56 421 osób, 89 proc. mieszkańców stanowią Inuici [czyli Eskimosi. md] . Stolicą Grenlandii jest Nuuk (duńska nazwa Godthåb).

W 1979 roku duński parlament przyznał Grenlandii autonomię. W 1982 roku odbyło się referendum, w którym mieszkańcy (52 proc.) opowiedzieli za wystąpieniem z Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Grenlandia wystąpiła z niej w 1985 roku. Grenlandia w przeciwieństwie do Danii nie jest członkiem Unii Europejskiej.

Źródło: interia.pl  PR

Zespół Trumpa: USA opuszczą Światową Organizację Zdrowia (WHO) już w pierwszym dniu jego prezydentury (20 stycznia).


„Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>
Oto, jak zatrzymasz Traktat Pandemiczny raz na zawsze!

USA są największym finansowym wsparciem WHO — tylko w ubiegłym roku przekazano na jej działalność 1,3 miliarda dolarów.

=============================

Zespół Donalda Trumpa właśnie potwierdził, że USA opuszczą Światową Organizację Zdrowia (WHO) już w pierwszym dniu jego prezydentury (20 stycznia). To może być przełom, na który wspólnie pracowaliśmy od tak dawna!

Ten krok zadałby potężny cios Traktatowi Pandemicznemu — globalistycznemu projektowi mającemu na celu przejęcie kontroli nad naszym zdrowiem, wolnością i prawem do podejmowania decyzji. Już w 2020 roku Donald Trump określił WHO jako „skorumpowaną, niebezpieczną i szkodliwą dla Ameryki” oraz rozpoczął proces wycofywania USA z tej organizacji. Teraz jego zespół deklaruje gotowość do dokończenia tego, co zostało rozpoczęte.

I to w najlepszym możliwym momencie!

WHO już teraz stoi na krawędzi. Nie dotrzymała kluczowych terminów — najpierw w maju 2024 roku, a później pod koniec roku. Ich plan się sypie, brakuje im czasu, argumentów i wiarygodności.

Przez niemal dwa lata Ty i ja staliśmy ramię w ramię przeciwko tej globalistycznej próbie przejęcia władzy. Dzięki Twojemu zaangażowaniu widać, że ich plan zaczyna się sypać. To, co kiedyś wydawało się nie do zatrzymania, dziś wisi na włosku.

Kolejny termin WHO to maj 2025 roku — to nasza szansa, aby zadać ostateczny cios.

Jeśli zespół Trumpa dotrzyma obietnicy, może to oznaczać koniec Traktatu Pandemicznego i związanych z nim globalistycznych planów.

Ale potrzebuję Twojej pomocy, aby to się stało.

Podpisz petycję, aby zaapelować do Donalda Trumpa i jego zespołu o dotrzymanie obietnic i natychmiastowe wycofanie USA z WHO i jej porozumień z chwilą objęcia urzędu 20 stycznia. 

Dlaczego to tak ważne?

USA są największym finansowym wsparciem WHO — tylko w ubiegłym roku przekazano na jej działalność 1,3 miliarda dolarów z podatków. To te pieniądze finansują niekontrolowane globalne elity, które na tajnych spotkaniach planują odbieranie Twoich wolności i prawa do decydowania o zdrowiu.

Bez tych funduszy WHO nie będzie w stanie promować Traktatu Pandemicznego. Brak pieniędzy oznacza brak traktatu.

Wyobraź sobie, co to oznacza: koniec amerykańskiego finansowania, koniec Traktatu Pandemicznego i koniec działań niekontrolowanych biurokratów próbujących przejąć władzę.

Nic dziwnego, że globaliści wpadają w panikę — nazywają te wieści „katastrofą”. W rzeczywistości boją się, ponieważ wiedzą, że to może położyć kres ich planom.

Ale jest jeszcze coś.

Donald Trump wybrał Roberta Kennedy’ego Jr. na swojego Sekretarza Zdrowia. Kennedy od lat głośno krytykuje WHO, ujawniając, jak jej globalistyczna polityka wzbogaca Big Pharmę kosztem zwykłych ludzi, takich jak Ty i ja.

Teraz Trump i Kennedy mogą zadać decydujący cios WHO i Traktatowi Pandemicznemu.

Jednak prawda jest taka, że obietnice pozostaną tylko słowami, dopóki nie przypomnimy im, że muszą zostać spełnione. Tutaj wkraczasz Ty.

Czy będziesz trzymać ich za słowo?

Podpisz petycję, wzywając Donalda Trumpa i Roberta Kennedy’ego Jr. do wycofania USA z WHO natychmiast po objęciu urzędu! 

Wiesz, jaka jest stawka — Traktat Pandemiczny to próba przejęcia pełnej kontroli. Jeśli wejdzie w życie, niekontrolowani biurokraci z WHO będą mogli narzucać obowiązkowe szczepienia, wprowadzać lockdowny, forsować paszporty szczepionkowe, a nawet cenzurować tych, którzy ośmielą się ich kwestionować.

Przez niemal dwa lata walczyliśmy ramię w ramię, aby zatrzymać tę jawną próbę przejęcia władzy.

Pomyśl o tym, co już osiągnęliśmy — petycje, protesty, nieustanny nacisk na WHO i jej zwolenników. Dzięki Twojej determinacji wielokrotnie opóźnialiśmy ten traktat.

WHO jest obecnie w najgorszej pozycji w swojej historii, co czyni ten moment idealnym, by zadać im ostateczny cios.

Brakuje im wsparcia i tracą grunt pod nogami. Jeśli USA wycofa się z WHO, może to oznaczać definitywny koniec ich traktatu i wszelkich związanych z nim planów.

Wyobraź sobie: kluczowe finansowanie WHO — odcięte. Traktat Pandemiczny — zatrzymany. Suwerenność przywrócona, a globalistyczne elity odsunięte od ingerowania w nasze życie.

Nie możemy jednak liczyć na to, że to się stanie samo. Trump i Kennedy muszą poczuć presję. Muszą wiedzieć, że miliony ludzi takich jak Ty i ja patrzą im na ręce i oczekują realizacji złożonych obietnic.

Podpisz petycję już dziś, wzywając Trumpa i Roberta Kennedy’ego Jr. do zatrzymania niebezpiecznych działań WHO i ochronienia naszej wolności. 

Twoje zaangażowanie w tę walkę jest niezwykłe, i jestem Ci ogromnie wdzięczny za wszystko, co do tej pory zrobiłeś. To właśnie dzięki Tobie udało nam się zajść tak daleko. Teraz pora postawić kropkę nad „i” i wspólnie stworzyć historię.

Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO

———————-

PS. Zespół Trumpa właśnie ogłosił gotowość do wycofania USA z WHO już w pierwszym dniu jego prezydentury (20 stycznia). Jednak bądźmy szczerzy — to nie stanie się bez naszego nacisku.

Włożyliśmy zbyt wiele pracy, aby teraz odpuścić. To nasza szansa, aby zatrzymać Traktat Pandemiczny i zakończyć globalistyczną agendę WHO na dobre.

Podpisz petycję teraz i przypilnuj, aby Donald Trump i Robert Kennedy Jr. dotrzymali słowa! 

Więcej informacji:

Stany Zjednoczone – od lat główny sponsor

https://www.who.int/about/funding/contributors/usa?utm_source=chatgpt.com

Zespół Donalda Trumpa zapowiada wycofanie USA z WHO już „w pierwszym dniu” jego prezydentury.

https://www.ft.com/content/e6061ed5-2703-4b8a-9948-a557aaaf52c2

Film o tym, jak lewactwo i lesby palą Los Angeles.

Pouczający film o straży pożarnej w Los Angeles i władzach Kalifornii

Ten film powinno się pokazywać zwolennikom Trzaskowskiego


Bardzo dobry film o rządach lewactwa w Los Angeles.
https://www.youtube.com/watch?v=VyqM3X3q5pc&t=1158s

Czy Kalifornijczycy podejmą próbę odwołania gubernatora Newsoma, demokraty. Został wybrany w wyborach powszechnych w 2023 roku na 4 lata.

W 2021 roku było referendum w sprawie jego odwołania, ale prawie 62% głosujących było przeciw. Referendum było wynikiem inicjatywy głównie republikańskich organizacji, które od 2019 r. siedmiokrotnie próbowały zebrać podpisy w sprawie odwołania Newsoma.

https://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/8246063,glosowanie-w-kalifornii-gubernator-stanu-moze-zostac-odwolany.html

======================

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Czy cywilizacja globalistów jest naturalnym rozwojem, czy sztucznym piekielnym planem

Mirosław Dakowski 2016; przypominam
    Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojetne, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.

Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży.  Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci.       Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć.
– (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! –
Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz…
– Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej.
         Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.

Cywilizacje według Konecznego
Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków.
Sprecyzował on: Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli piecioksztalt).
Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). Czytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.]
         Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego:          Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum (rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś).
Drugi ważny wniosek.
         Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna.  
Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi
         Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx).
         Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską.
1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ.  
2. Dobro.
         Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp.          Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu).
3. Zdrowie
         W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są Celem Ostatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt]          „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ]
4. Dobrobyt
Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści).
5. Piękno.
W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOB promuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą.   W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re-definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie.
         Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych.  Czy GLOB jest więc nową cywilizacją?
 Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach.
         Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada  debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar.
         W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji.
         Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją.
         Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów
        GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem.          Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta.
         Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie.  Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?” Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:

 PIEKŁO.

Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”. 


Nasze zadanie więc : – Spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto

Nasze skarby narodowe

Stanisław Michalkiewicz: 1 https://www.magnapolonia.org/stanislaw-michalkiewicz-nasze-skarby-narodowe/

   Ach, któż nie pamięta sceny, kiedy to po zamordowaniu prezydenta Gdańska, pana Pawła Adamowicza podczas koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pan Jerzy, zwany poufale “Jurkiem”, Owsiak, demonstracyjnie wycofał swoją osobę z życia publicznego? Przypominało to zachowanie ruskiego cara Iwana Groźnego, który też się wycofał, ale w nadziei, że przerażony jego wycofaniem lud, ruszy z przebłagalnymi pielgrzymkami, żeby tylko dał się ubłagać.

Podobnie było w przypadku “Jurka” Owsiaka. Natychmiast ruszyły ku niemu przebłagalne pielgrzymki, by nie zostawiał nas sierotami, więc nic dziwnego, że “Jurek” Owsiak nie mógł pozostać głuchy na apele tylu serc gorejących i powrócił swoją osobą do życia publicznego, żebyśmy nie czuli się osieroceni. Oczywiście był to – jak zawsze w przypadku “Jurka” Owsiaka, pełny spontan i odlot, chociaż wielu ludzi doświadczonych twierdzi, że nic nie wymaga tak drobiazgowych i starannych przygotowań, jak właśnie stworzenie wrażenia pełnego spontanu i odlotu.

Pojawiły się na tym tle fałszywe pogłoski, jakoby “Jurek” Owsiak i cała ta Wielka Orkiestra, która zresztą do złudzenia przypomina popularną w III Rzeszy akcję “Pomocy Zimowej” (Winterhilfswerke), były dziełem starych kiejkutów, które w ten sposób pragnęły uchwycić nie tylo kluczowe segmenty gospodarki w naszym nieszczęśliwym kraju, ale również przejąć od “ajatollahów” rząd dusz nad mniej wartościowym narodem tubylczym.

[por.: Owsiak nie jest pierwszy. Za Hitlera dzieci też zbierały do puszek i rozdawały serduszka [VIDEO] md]

Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach, podobnie zresztą, jak w każdych innych, nie ma ani słowa prawdy, bo słowo prawdy jest tylko w pogłoskach prawdziwych, to znaczy – zatwierdzonych przez właściwe instancje. A jakaż instancja może być właściwsza od Departamentu Stanu?

Mówię oczywiście o obecnym etapie, etapie po transformacji ustrojowej, bo na etapie poprzedzającym sławną transformację, najwłaściwszą instancją był moskiewski Kreml. Więc chyba wszyscy pamiętają, jak to pani Sekretarz Stanu USA Magdalena Albright, co to nie była do końca pewna, czy jest czeską, czy serbską Żydówką, poinformowała nasz mniej wartościowy naród tubylczy, iż posiada on dwa skarby narodowe. Pierwszym skarbem narodowym był “drogi Bronisław”, czyli pan prof. Bronisław Geremek, a drugim – pan profesor Władysław Bartoszewski.

Złe języki twierdziły, że pan Władysław Bartoszewski nie jest żadnym profesorem, że legitymuje się konspiracyjną maturą, a jego profesorski tytuł pochodzi stąd, że Niemcy, którzy w ramach pokuty zapraszali go, by im opowiadał o popełnianych przez nich bezeceństwach zwłaszcza w Generalnej Guberni, a kiedy tak słuchali, to się rozrzewniali na wspomnienie dobrych czasów – więc ci Niemcy, u których wszystko musi być akuratnie, zastanawiali się, według jakiej stawki płacić mu za jego opowieści. Rada w radę uradzili, że według stawki profesorskiej – i tak już zostało.

Jak tam było, tak tam było – ale chyba nie czas po temu, by się zastanawiać nad autentycznością profesorskich tytułów, kiedy w kraju aż się roi od absolwentów Collegium Tumanum. Jeśli tedy wspominam o tamtych czasach, to tylko dlatego, by przypomnieć, że obydwa nasze zatwierdzone przez najwyższą instancję skarby narodowe utraciliśmy bezpowrotnie. A jak naród, nawet taki mniej wartościowy, jak nasz, może żyć bez skarbów narodowych?

Naród bez skarbów narodowych żyć nie może, a wiadomo, że matką wynalazków jest potrzeba, Skoro tedy pojawiło się gwałtowne społeczne zapotrzebowanie na  skarby narodowe, to musiał pojawić się stosowny wynalazek.

   Okazało sie tedy, że jedyną osobą predestynowaną do wypełnienia tej dotkliwej pustki jest właśnie “Jurek” Owsiak. Pojawiły się – tym razem oczywiście prawdziwe, to znaczy – zatwierdzone pogłoski – że jest on “symbolem dobra” – co potwierdziła sama Wdowa Narodowa, to znaczy – pani Magdalena Adamowiczowa, która, jako jedna z niewielu osób w Polsce, może wylegitymować się sądowym certyfikatem niewinności, toteż jej świadectwo, jako Wdowy Narodowej i jako osoby z certyfikatem niewinności, ma zasadniczy ciężar gatunkowy, zwłaszcza gdy chodzi o “symbole dobra”.

   Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Toteż jakiś jegomość z Małopolski przez telefon komórkowy zaczął miotać pod adresem “Jurka” Owsiaka karalne groźby, że go “zabije”, czy nawet “zastrzeli”. W tej sytuacji nikt nie może się dziwić, że “Jurek” Owsiak zaczął obawiać się o życie swojej osoby i zwrócił się do vaginetu obywatela Tuska Donalda o ochronę policyjną, która oczywiście natychmiast otrzymał.

Co więcej – ta sama policja, co to nie mogła zdybać pana Marcina Romanowskiego i przez pomyłkę szukała go w klasztorze Przewielebnych Ojców Dominikanów w Lublinie, a nie w pobliskim klasztorze znienawidzonych Ojców Redemptorystów – chociaż już wtedy było wiadomo, że pan Romanowski uzyskał azyl polityczny na Węgrzech – tego jegomościa z Małopolski natychmiast namierzyła i teraz tylko pozostaje ustalić, czy to on sam dzwonił z tego telefonu, czy może anonimowy ktoś inny.

“Jak Pan  Bóg dopuści, to i z kija wypuści” – powiada przysłowie, toteż nic dziwnego, że kierujący ojczystymi policjantami obywatel Siemoniak aż pęka z dumy nad sprawnością państwa, które każdego przyskrzyni. To jest zresztą program vaginetu obywatela Tuska Donalda w kwestii migracyjnej: jak przyjdą Hindusi, to się ich wydusi, jak przyjdą Murzyni, to się ich przyskrzyni, jak przyjdą Azjaci, to się ich wytraci – i tak dalej, aż do ostatecznego zwycięstwa.

   Ale to jeszcze nic – bo,  jak wspomniałem, nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej – zdarzyło się, że do naszego nieszczęśliwego kraju zapragnął przyjechać sam premier bezcennego Izraela, Beniamin Netanjahu, żeby przespacerować się po chwilowo nieczynnym obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, który 80 lat temu został wyzwolony – jak to odkrył Wielce Czcigodny Grzegorz Schetyna – przez Ukraińców z Pierwszego Frontu Ukraińskiego.

W czasie wojny w Związku Radzieckim frontów nie  brakowało; był na przykład Front Stepowy, utworzony ze Stepowców, był Front Woroneski, utworzony z Worońców – no a Front Ukraiński – oczywiście z Ukraińców. Ale nie w tym rzecz, że Beniamin Netanjahu chciał się przespacerować, tylko – że Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, wydał na niego świętokradczy nakaz aresztowania na podstawie fałszywych oskarżeń o jakieś “ludobójstwo” w Strefie Gazy.

W związku z tym pan prezydent Duda, który nie chciał pojawić się na galówce ku czci obywatela Tuska Donalda w Teatrze Wielkim, w obliczu tak poważnej zastawki zwrócił się do tegoż obywatela Tuska z prośbą, by jego vaginet udzielił premierowi bezcennego Izraela takiej samej ochrony, jakiej udzielił “Jurkowi” Owsiakowi. W ten oto sposób nasz nowy skarb narodowy –  “Jurek” Owsiak – jednym susem znalazł się na tym samym poziomie, co premier Beniamin Netanjahu. Czegóż chcieć więcej?

O wymyśle cywilizacji „europejskiej”

O wymyśle cywilizacji „europejskiej” , 12 stycznia 2025

Pisane na początku XX wieku… Feliks Koneczny

Cała Europa choruje od dawien na mieszankę cywilizacyjną; toteż w całej Europie cywilizacja upada.

Zabawne przy tym jest pojęcie cywilizacji „europejskiej”, skoro mamy w Europie cywilizacji cztery: ogólno-europejskiej nigdy dotychczas nie było. Sprawy tyczące cywilizacji, nigdy dotychczas nie były studiowane systematycznie i tylko dzięki temu, a więc dzięki ignorancji, mogło powstać urojenie, jakoby zanosiło się na cywilizacje „powszechną”, mającą powstać z „krzyżowania się” cywilizacji obecnie istniejących. Ogół inteligencji mniema, że wyższy szczebel cywilizacyjny osiąga się naprawdę przez owo „krzyżowanie”. Im więcej tedy cywilizacji znajdzie się w jakimś kraju, tym lepiej, bo w tym wyższa rozkwita tam cywilizacja, dzięki krzyżowaniu?

Spróbujmy przyprzeć tę tezę do muru konsekwencji. A więc na czele „ludzkości” cywilizowanej kroczą rozłogi państwa rosyjskiego posiadając aż siedem cywilizacji:

po stronie europejskiej turańska, łacińska, żydowska i bizantyńska, a nadto w Eurazji i w Azji arabska, chińska, bramińska.

Drugie miejsce przypadłoby Indiom, które mają u siebie o jedną cywilizację mniej (brak im bizantyńskiej).

Na trzecim miejscu stałaby Polska ze swymi czterema cywilizacjami, a zwłaszcza jej prowincje wschodnie.

Pozostała „reszta” Europy może się pochlubić tylko trzema cywilizacjami: łacińską, bizantyńską i żydowską. Krzyżują się aż nadto, lecz nigdzie ni śladu jakiejś cywilizacji nowej a wyższej, albowiem synteza jest tu niemożliwością. Nastaje tylko mechaniczna mieszanka cywilizacyjna, coś nieżywotnego.

Chcąc pogodzić jakimś kompromisem sprzeczne poglądy na dobro i zło, dochodzi się do wniosku, Że nie ma ani dobra ani zła („jesseits des Guten und Bosen”) i przygotowuje się stan acywilizacyjny.

W Rosji „krzyżowanie” skończyło się na nihilizmie i bolszewizmie, w Polsce na piłsudczyzmie, w Niemczech na hitleryzmie, we Francji na pacyfizmie armii złożonej z jedynaków, w Hiszpanii na podpalaniu kościołów, we Włoszech na wyniesieniu zaborczości ponad wszelkie ideały.

Cała Europa choruje od dawien na mieszankę cywilizacyjną; toteż w całej Europie cywilizacja upada.

Od trzynastu z górą lat zmierza się w Europie do stanu acywilizacyjnego. Oto przyczyna wszelkich „kryzysów”.

Trzęsie się ten polski rydwan…

Całej Europie przydałaby się dezynfekcja od pomieszania cywilizacji, lecz Polsce może najbardziej.

Trzęsie się ten polski rydwan, bo go szarpią siły działające w rozbieżnych kierunkach: ale nie rusza się z miejsca, gdyż żadna z tych sił nie uzyskała odpowiedniej przewagi. Ma tu zastosowanie stary przykład o wozie, do którego zaprzężono jedną parę koni z przodu, a drugą z tyłu, a każda ciągnie w kierunku przeciwnym. Do obrazu tego należy atoli dodać jedną poprawkę, a fatalną; do naszego rydwanu wprzężono jeszcze trzecią i czwartą parę koni, po jednej z każdego boku. Czy ten rydwan nie musi być wywrócony, a nawet rozszarpany?

Całej Europie przydałaby się dezynfekcja od pomieszania cywilizacji, lecz Polsce może najbardziej.

Trzeba nawrócić do cywilizacji łacińskiej i przestrzegać jej zasad. Polskę należy urządzić i rządzić nią tylko według wymogów jej cywilizacji rodzimej, którą jest łacińska, a żadna inna. Tylko w zakresie tej cywilizacji można być Polsce pożytecznym.

Feliks Koneczny/fragmenty/z „Państwo w cywilizacji łacińskiej” i „Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej”.

Polityczny aspekt monstrualnych pożarów w Kalifornii. Płoną domy celebrytów. Demokraci w ogniu – krytyki.

Polityczny aspekt monstrualnych pożarów w Kalifornii. Płoną domy celebrytów. Demokraci w ogniu krytyki

12.01.2025 https://nczas.info/2025/01/12/polityczny-aspekt-monstrualnych-pozarow-w-kalifornii-plona-domy-celebrytow-demokraci-w-ogniu-krytyki/

Pożar, straż pożarna. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Pożar, straż pożarna. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Najbardziej „socjalistyczny” stan USA – Kalifornię – dotknęły monstrualne pożary. Płoną domy znanych celebrytów i pojawiają się wzajemne oskarżenia. Dla jednych jest to dowód i skutek „ocieplenia klimatu” i nie mają litości dla ofiar z obozu „klimatosceptyków”, inni krytykują celebrytów, którzy angażowali się w klimatyczną propagandę, ale nie zwracali uwagi na to, że polityka władz stanowych „postępowych” Demokratów otwiera drogę katastrofie.

Chodzi zwłaszcza o zaniedbania dotyczące rozwoju i wsparcia w tym stanie dla straży pożarnej. Pożar zweryfikował jakość służb stanowych. Teraz także prezydent-elekt Donald Trump krytykuje kalifornijskich liderów Demokratów i mówi wprost o ich indolencji – „oni nie potrafią ugasić tego pożaru!”.

W niedzielę 12 stycznia Donald Trump ponownie zaatakował polityków stanu Kalifornia, ponieważ pożary w Los Angeles rozprzestrzeniają się i wymykają się spod kontroli. „W Los Angeles wciąż szaleją pożary. Niekompetentni politycy nie mają pojęcia, jak je stłumić” – oświadczył prezydent-elekt USA w komunikacie opublikowanym na jego platformie Truth Social.

„To jedna z najgorszych katastrof w historii naszego kraju. Nie mogą ugasić pożarów. Co z nimi jest nie tak?” – napisał. Rzeczywiście, na ulicach Los Angeles widać kataklizm przypominający erupcję wulkanu. Infrastruktura przeciwpożarowa okazała się w złym stanie, co wywołało krytykę stanowych przygotować na kataklizmy.

Nawet jeśli zwalić winę za suszę na „zmiany klimatyczne”, to wyznająca takie teorie władza stanowa powinna tym bardziej przygotować się na kataklizmy. Tymczasem w zamożnej dzielnicy Pacific Palisades, spustoszonej przez jeden z pięciu pożarów lasów, wyschły hydranty, a niedobory wody utrudniają działania również w innych miejscach.

Donald Trump ostro krytykuje Demokratów, a zwłaszcza gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma. Jak wynika z danych California Fire Administration, pożary zniszczyły dotychczas ponad 12 000 budynków, natomiast Biuro Koronera Okręgu Los Angeles oszacowało liczbę ofiar śmiertelnych na 16 osób. Pożar w dzielnicy Pacific Palisades nadal się rozprzestrzenia, przesuwając się na wschód w kierunku bezcennych zbiorów muzeum sztuki Getty Center oraz na północ w kierunku gęsto zaludnionej Doliny San Fernando.

Owsiak nie jest pierwszy. Za Hitlera dzieci też zbierały do puszek i rozdawały serduszka [VIDEO]

Owsiak nie jest pierwszy. Za Hitlera dzieci też zbierały do puszek i rozdawały serduszka [VIDEO]

28.01.2024 owsiak-nie-jest-pierwszy-za-hitlera-dzieci-tez-zbieraly-do-puszek

Dzieci z Hitlerjugend zbierające pieniądze do puszek oraz serduszko z Winterhilfswerk
Dzieci z Hitlerjugend zbierające pieniądze do puszek oraz serduszko z Winterhilfswerk/Fot. screen Twitter (kolaż)

Dziś 32. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) Jerzego Owsiaka. W związku z tym przypominamy bliźniaczą imprezę, która w latach 30. i 40. XX wieku odbywała się za naszą zachodnią granicą – a później również na okupowanych ziemiach polskich. Chodzi o Winterhilfswerk, czyli akcję „zimowej pomocy” – rzekomo dla narodu niemieckiego. Jej pomysłodawcą był sam Joseph Goebbels.

Inicjatywa „zimowej pomocy” miała promować ideologię nazistowską w „pluszowej” formie – tzn. imprezy dobroczynnej. Pierwsza taka akcja odbyła się w 1933 roku. Osobiście otworzył ją Adolf Hitler. Wydał on wówczas także dyrektywę, że „nikt nie może być głodny, nikt nie może zamarznąć”.

Akcję kontynuowano na przestrzeni kolejnych lat. Od 1936 roku Winterhilfswerk, za sprawą ustawy uchwalonej 1 grudnia tegoż roku, stała się „Zimową pomocą dla narodu niemieckiego” i formalnie zostało powołanie zarejestrowane stowarzyszenie. Na jego czele stanął Minister Oświecenia Publicznego i Propagandy Rzeszy Joseph Goebbels.

Pieniądze zbierano do puszek. Uczestniczyły w tym m.in. dzieci z Hitlerjugend. Ponadto finały akcji odbywały się w zimowe niedziele, a w późniejszych latach celebrowano je m.in. występami zespołów muzycznych na miejskich scenach. W ramach Winterhilfswerk odbywały się także loterie i aukcje, na których można było dostać m.in.… serduszka. Brzmi znajomo?

W „akcje dobroczynne” angażowani byli lokalni działacze partii nazistowskiej, którzy zachęcali popularnych mieszkańców do kwestowania. W Winterhilfswerk niejednokrotnie włączały się także władze lokalne. Wiązało się to z „zachęcaniem” podległych im urzędników, członków ochotniczej straży pożarnej, żołnierzy, czy nauczycieli do aktywnego udziału w akcji „zimowej pomocy”.

„Schemat działania #WOSP Owsiaka jak ulał. Pomysłodawcy tego projektu nie wymyślali niczego nowego” – skwitował na Twitterze Albert Rychard Official, załączając filmik z opracowaniem Sofii Bienert.

——————————