Stany Zjednoczone opuszczają WHO. Traktat pandemiczny padnie?

„Oszukiwali nas”. Stany Zjednoczone opuszczają WHO. Traktat pandemiczny padnie?

https://pch24.pl/oszukiwali-nas-stany-zjednoczone-opuszczaja-who-traktat-pandemiczny-padnie

(Oprac. GS/PCh24.pl)

WHO nas oszukiwało, wszyscy oszukiwali USA. To już się nie będzie dziać – ogłosił Donald Trump, podpisując rozporządzenie wykonawcze ws. wycofania Stanów Zjednoczonych ze Światowej Organizacji Zdrowia. USA pod przewodnictwem Trumpa opuściła WHO również w 2020 r.

Decyzja Waszyngtonu według prawa oznacza wstrzymanie wszelkich płatności oraz opuszczenie organizacji za 12 miesięcy, jednak prezydent nie zamierza tyle czekać. Administracja Trumpa zarzuciła organizacji „niewłaściwe zarządzanie pandemią COVID-19” oraz „nieprzyjęcie pilnie potrzebnych reform”.

Republikanin zarzucił oenzetowskiej agencji pobieranie niesprawiedliwie zawyżonych środków od Stanów Zjednoczonych. Wkład USA odpowiada za ok. 18 proc. budżetu WHO, który na lata 2024-2025 wynosi 6,8 mld dolarów. Światowa Organizacja Zdrowia w trakcie tzw. pandemii koronawirusa przeszła reformę systemu finansowania, który znacznie zwiększa rolę prywatnych darczyńców, w tym największego indywidualnego sponsora WHO – Fundacji Gatesów.

Rozporządzenie wykonawcze Trumpa ma wstrzymać udział USA w negocjacjach na temat tzw. traktatu pandemicznego; umowy międzynarodowej, która umożliwia WHO prowadzenie globalnej polityki zdrowotnej kosztem części kompetencji państw narodowych.

Znaczna część propozycji przepisów kolejnych projektów traktatu wywołała liczne kontrowersje, skupiające się wokół możliwości ograniczenia suwerenności państw członkowskich, zwiększenia kompetencji WHO czy potencjału ograniczenia prawa do wolności słowa pod pozorem zwalczania „dezinformacji” oraz „informacji wprowadzających w błąd”. Traktat miał być gotowy w maju 2025 r.

Źródło: interia.pl / własne PCh24.pl PR

Prawda o Davos (2025). Kolacja szabatowa Światowego Forum Ekonomicznego.

Prawda o Davos (2025)

Autor: AlterCabrio , 20 stycznia 2025

Tegoroczny temat to „Współpraca na rzecz inteligentnej ery”, a Światowe Forum Ekonomiczne stwierdza, że ​​wydarzenie „gromadzi światowych liderów, aby zająć się kluczowymi globalnymi i regionalnymi wyzwaniami”, takimi jak „reagowanie na wstrząsy geopolityczne, stymulowanie wzrostu gospodarczego w celu poprawy standardów życia i zarządzanie sprawiedliwą i inkluzywną transformacją energetyczną”.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

W poniedziałek 20 stycznia w Davos w Szwajcarii rozpocznie się spotkanie Światowego Forum Ekonomicznego 2025

Tegoroczny temat to „Współpraca na rzecz inteligentnej ery”, a Światowe Forum Ekonomiczne stwierdza, że ​​wydarzenie „gromadzi światowych liderów, aby zająć się kluczowymi globalnymi i regionalnymi wyzwaniami”, takimi jak „reagowanie na wstrząsy geopolityczne, stymulowanie wzrostu gospodarczego w celu poprawy standardów życia i zarządzanie sprawiedliwą i inkluzywną transformacją energetyczną”.

Niewątpliwie media będą rozpisywały się na temat pięknych słów wielu znanych mówców, ale podejrzewam, że nie będzie żadnej wzmianki o ekskluzywnym spotkaniu około 175 wyjątkowych osób. Spotkaniu, które odbywa się każdego roku w piątek i ma na celu stosowne zakończenie tygodnia.

To jest kolacja szabatowa Światowego Forum Ekonomicznego, podczas której świętujemy żydowski szabat.

Bloger Robert Scoble pisze: „Klaus Schwab, założyciel i prezes wykonawczy Światowego Forum Ekonomicznego, powiedział mi, że jest to jego ulubione wydarzenie z całego tygodnia”.

„Nie możesz wejść bez prywatnego zaproszenia i to była jedna z tych rzeczy, w które po prostu nie możesz uwierzyć, że jesteś ich częścią. Szczypałem się, żeby mieć pewność, że nie śnię”.

Redaktor naczelna Jewish Insider Melissa Weiss, która mieszka w Tel Awiwie, wyjaśnia: „Doroczna kolacja szabatowa, która odbywa się na zakończenie tygodniowego spotkania od 25 lat, jest sponsorowana przez Światowe Forum Ekonomiczne, a jej gospodarzami są założyciel WEF Klaus Schwab i jego żona Hilde”.

Cytuje rabina Avrahama Berkowitza, który, jak ujawnia, już od dwóch dekad co roku jeździ do Davos i bierze udział w planowaniu dorocznej kolacji.

Mówi: „Jeśli chodzi o szabas, to jest to koniec tygodnia intensywnych spotkań, nawiązywania kontaktów i interesów.”

„Wtedy ludzie przychodzą na ostatni ważny posiłek: jest on duchowy, ma swój cel, jest Jidyszkajt”.

Jak powiedział Berkowitz [Melissie] Weiss, siłą napędową wydarzenia jest izraelski biznesmen Yossi Vardi, a wygląda na to, że zmarły prezydent Izraela Szimon Peres był „dorocznym stałym bywalcem kolacji”.

W artykule z 2023r. dodano, że „były ambasador Stuart Eizenstat przekazuje d’var Torę, funkcję tę pełnił po śmierci laureata Nagrody Nobla, Elie Wiesela”.

Berkowitz zachwyca się: „Od głów państw po liderów przemysłu, nowe firmy technologiczne, laureatów Nagrody Nobla, naukowców – to niesamowita mieszanka niesamowitej różnorodności narodu żydowskiego i przyjaciół narodu żydowskiego”.

Weiss donosi: „Chociaż lista gości na kolację szabatową dostępną wyłącznie na zaproszenie pozostaje tajna, Berkowitz zauważył, że tegoroczne WEF może pochwalić się wieloma znanymi osobistościami żydowskimi, w tym Andy Jassym, Eduardo Elsztainem, Orit Gadiesh, Davidem Rubinsteinem, Stevem Schwartzmanem, Jaredem Kushnerem, Markiem Benioffem, Andrew Rossem Sorkinem, Alexem Sorosem, Rebeccą Blumenstein, Adamem Grantem, Garym Cohnem, Gideonem Lichfieldem z Wired, izraelską ekonomistką Shirą Greenberg, rabinem Yonatanem Nerilem, Ruth Porat z Google, Jonathanem Medvedem z OurCrowd, Edwardem Felsenthalem i gubernatorem Banku Izraela Amirem Yaronem”.

Autorka odnotowuje również, że samo miasto Davos ma znaczące powiązania żydowskie: „Miasto szczyci się długą żydowską historią i stało się letnim kurortem dla ortodoksyjnych Żydów szukających odskoczni. Jest tu co najmniej jeden w pełni koszerny hotel i jesziwa, która działa przez cały rok dla około 200 młodych mężczyzn”.

W swoim poście Scoble nie szczędzi pochwał kluczowej postaci – Vardiemu, który, jak stwierdził, sprawia, że jego pobyt w Davos jest „po prostu niesamowity”.

Pisze: „Jestem mu głęboko wdzięczny za to, co osobiście dla mnie zrobił. Kolacja szabatowa, na którą zabrał mnie wczoraj wieczorem, była po prostu niesamowita.”

„Sfilmowałem tam intymną tradycyjną ceremonię. To jedyne nagranie, które zachowuję dla siebie i będę cenił te chwile bardziej niż mój spacer z Markiem Zuckerbergiem.”

„Kim jest Yossi? Ma dostęp do prezydenta Izraela i jest bardzo wpływowy w Davos”.

To już daje do myślenia, ale przyjrzyjmy się bliżej podejrzanym postaciom zamieszanym w to wszystko.

Avraham Berkowitz jest wysłannikiem Chabad Lubavitch, „największej żydowskiej organizacji religijnej na świecie”, która utrzymuje sieć ponad 3600 instytucji w ponad 1000 miast w 70 krajach.

Magazyn Politico zidentyfikował organizację Chabad jako organizację blisko związaną z nowym prezydentem USA i uczestnikiem Światowego Forum Ekonomicznego Donaldem Trumpem.

Sam Berkowitz został opisany przez Jewish Herald Voice jako „rabin podróżujący po całym świecie” [globe-trotting rabbi], który „od 20 lat przewodniczy dorocznej kolacji szabatowej na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos”.

W dokumencie napisano, że jest „starszym koordynatorem misji specjalnych” w siedzibie Chabad, co wiązało się z reprezentowaniem Chabadu w Organizacji Narodów Zjednoczonych i pełnieniem funkcji dyrektora wykonawczego Federacji Gmin Żydowskich w Rosji.

W 2022 roku Chabad opisał działania Berkowitza prowadzone z ukraińskimi uchodźcami w sąsiedniej Mołdawii.

Wskazywał na wyjątkową pozycję Ukrainy jako kolebki ruchu chasydzkiego i mówił, w jaki sposób ukraińscy Żydzi czerpią siłę od mistrzów chasydzkich, którzy pochodzili z tego regionu, zwłaszcza od rabina – świętej pamięci Menachema M. Schneersona – który urodził się w Mikołajowie na Ukrainie prawie 120 lat temu”.

Berkowitz był również dyrektorem Global Chabad Development Fund.

Innym przedstawicielem Chabadu na dorocznych spotkaniach Światowego Forum Ekonomicznego jest Berel Lazar, naczelny rabin Rosji i powiernik prezydenta Rosji Władimira Putina.

Zdaje się mieć bardzo dobre powiązania. Finansista Nathaniel Rothschild powiedział: „Jestem bardzo dobrym przyjacielem rabina Lazara… Spotkałem rabina Lazara w Szwajcarii na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos i byłem pod wrażeniem, patrząc na tę postać, w końcu nawiązaliśmy kontakt i zaczęliśmy rozmawiać, a od tego momentu zaczęła się przyjaźń i zacząłem odwiedzać jego centrum w Rosji, wiele razy w roku”.

Trzecim ważnym ogniwem łączącym Światowe Forum Ekonomiczne z Chabad jest postać Arthura Schneiera (na zdjęciu w środku).

Żydowska Agencja Telegraficzna ujawnia: „Założyciel i prezes Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab, jadł śniadanie z rabinem Arthurem Schneierem w swojej synagodze Park East w Nowym Jorku, gdy dwa samoloty uderzyły w World Trade Center”.

„Dzięki pomocy Schneiera, Schwab postanowił uczcić pamięć o światowej katastrofie, przenosząc swoje forum — tradycyjnie odbywające się w szwajcarskim kurorcie narciarskim Davos — do Nowego Jorku”.

Robert Scoble rozpoczął swoją karierę jako propagator technologii w firmie Microsoft i od tamtej pory zajmuje się w zasadzie tym samym.

W 2022 roku bardzo wyraźnie nawiązywał do mrożącego krew w żyłach programu Wielkiego Resetu Klausa Schwaba, gdy napisał na swoim blogu: „Gdy dodasz autonomiczne pojazdy, humanoidalne roboty i inne duże zmiany technologiczne, takie jak rozszerzona rzeczywistość i istoty wirtualne, które pojawią się w 2023 roku, zobaczysz nie tylko wstrząs gospodarczy, ale niemal całkowitą zmianę tego, co to znaczy być człowiekiem”.

Yossi Vardi, u którego Scoble ma tak wielki „dług”, jest opisywany przez Wikipedię jako „izraelski przedsiębiorca i inwestor, znany ze swego zaangażowania we wczesny rozwój izraelskiego sektora high-tech i izraelskiego przemysłu internetowego.

„Przez ponad 47 lat brał udział w zakładaniu i rozwoju ponad 85 firm z branży high-tech z różnych sektorów, w tym oprogramowania, energetyki, Internetu, telefonii komórkowej, elektrooptyki i technologii wodnej.”

„Został mianowany Dyrektorem Urzędu Inwestycyjnego w Ameryce Północnej i Konsulem ds. Ekonomicznych w Konsulacie Izraela w Nowym Jorku. Na tym stanowisku przyczynił się do powstania izraelsko-amerykańskiego Binational Industrial Research and Development Foundation (BIRD-F) i pełnił funkcję doradcy misji izraelskiej przy ONZ.”

„Po powrocie do Izraela pełnił funkcję pierwszego dyrektora generalnego Ministerstwa Energii. Vardi przewodniczył również Israel National Oil Company i był członkiem zarządu Oil Rafineries Ltd”.

Dowiedzieliśmy się także, że Vardi jest współprzewodniczącym European Union – Israel Strategic Business Dialogue, zasiadał w zarządzie Development Corporation for Israel (Obligacje Państwa Izrael) i zasiadał w radzie doradczej Banku Izraela.

Oprócz członkostwa w WEF Vardi pełnił funkcję doradcy Amazon, Banku Światowego i Programu Rozwoju ONZ „w kwestiach polityki energetycznej i strategii w krajach rozwijających się”.

Był przewodniczącym Jerusalem Foundation, niezwykle złowrogiej organizacji syjonistycznej, której strona internetowa ogłosiła dwie dekady temu, że idea państwa palestyńskiego musi zostać „usunięta z agendy międzynarodowej” i że „delegitymizacja narracji palestyńskiej staje się kluczowym warunkiem wstępnym każdego kompleksowego rozwiązania kwestii palestyńskiej”.

Vardi jest również wymieniany wśród uczestników konferencji inwestycyjnej GoforIsrael, „gromadzącej czołowych globalnych inwestorów i najlepsze możliwości w Izraelu”.

Od pierwszej edycji konferencji w 1997r. wśród jej sponsorów korporacyjnych i uczestników znaleźli się m.in.: Veolia, Sanofi, France Telecom, Deloitte, Novartis, HSBC, China Equity i London Stock Exchange.

W wydarzeniu brali również udział m.in. były prezydent Izraela Isaac Herzog, były premier Izraela i ultra-syjonista Naftali Bennett, były prezydent Francji Nicolas Sarkozy, premier Izraela Benjamin Netanjahu – obecnie objęty międzynarodowym nakazem aresztowania za zbrodnie wojenne – oraz globalny finansista David de Rothschild.

____________

The truth about Davos, Paul Cudenec, January 17, 2025

Przemówienie inauguracyjne Trumpa. “Upadek Ameryki dobiega końca”

Przemówienie inauguracyjne Trumpa. “Upadek Ameryki dobiega końca”

20 stycznia 2025

Poznamy po owocach, ale słowa jakie padły oznaczają deklaracje olbrzymich zmian:

  • Koniec „zielonego ładu”
  • Deportacja nachodźców
  • Wojskowa ochrona granicy
  • Koniec cenzury
  • Przywrócenie prawa i porządku w miastach Ameryki
  • Koniec z inżynierią społeczną związana z rasą i płcią. „Są tylko dwie płcie –  mężczyzna i kobieta”.
  • Przywrócenie do służby żołnierzy, którzy zostali zwolnieni po odmowie przyjęcia „szczepionek na covid”.

Trump podsumował odchodzącą administrację. Niektóre fragmenty z przemówienia opisujące patologię za którą jest odpowiedzialna lewica, pasowały do krajów zachodniej Europy, w tym Polski:

Mamy system edukacji, który uczy, aby nasze dzieci wstydziły się samych siebie, aby nienawidziły kraju pomimo miłości, którą tak rozpaczliwie staramy się im dostarczyć. Wszystko to będzie zmieniało się od dzisiaj i będzie zmieniało się szybko.

Teraz mamy rząd, który nie może poradzić sobie z najmniejszym kryzysem u siebie, jednocześnie wchodząc w kolejne katastrofalne wydarzenia rozgrywające się za granicą niezdolny bronić naszych fantastycznych i bogobojnych obywateli. Zamiast tego chroniący i broniący niebezpiecznych przestępców wielu wypuszczonych z więzień i zakładów dla obłąkanych, którzy nielegalnie napłynęli do naszego kraju z całego świata.

Nasza suwerenność będzie odzyskana. Nasze bezpieczeństwo przywrócone, a szale sprawiedliwości zostaną znów wyrównane. Niesprawiedliwe wykorzystywanie departamentu sprawiedliwości w naszym rządzie jako broni dobiegnie końca.

Znalazły się też fragmenty buńczuczne i szowinistyczne ze stwierdzeniem, że Ameryka wytworzyła najlepszą cywilizacje na świecie.

Przemówienie Trumpa, sądząc po wpisach na X, wywołało przerażenie wśród zdegenerowanej lewicy.

Będziemy mierzyć nas sukces nie tylko wygranymi bitwami, ale także wojnami, które uda nam się zakończyć, a przede wszystkim wojnami do których nie przystępujemy/ tłumaczenie Onet_YouTube/

Trump przywróci żołnierzy zwolnionych za sprzeciw wobec szprycy na kowida. Inne obietnice na inaugurację.

Trump przywróci żołnierzy zwolnionych za sprzeciw wobec szprycy na kowida. Obiecał też zwrócić zaległe wynagrodzenia

21.01.2025 https://nczas.info/2025/01/21/trump-przywroci-zolnierzy-zwolnionych-za-sprzeciw-wobec-szprycy-na-koronke-obiecal-tez-zwrocic-zalegle-wynagrodzenia/

Donald Trump. Foto: print screen X
Donald Trump. Foto: print screen X

Prezydent Donald Trump podczas inauguracyjnego przemówienia zapowiedział, że przywróci do służby żołnierzy, którzy odmówili przyjęcia preparatów na kowida.

Prezydent Donald Trump ogłosił, że „przywróci do służby wszystkich żołnierzy, którzy zostali niesłusznie wydaleni z naszej armii za sprzeciw wobec szczepionki przeciwko COVID”.

– Z pełnymi zaległymi pensjami – podkreślił Trump, co spotkało się z aplauzem podczas przemówienia inauguracyjnego.

Ta obietnica nawiązuje do obietnicy Pete’a Hegsetha, kandydata prezydenta Trumpa na sekretarza Departamentu Obrony.

– Dziesiątki tysięcy żołnierzy zostało wyrzuconych z powodu eksperymentalnej szczepionki – powiedział Hegseth. – Zostaną przeproszeni i przywróceni do służby, przywróceni do służby z pensją i stopniem – podkreślił.

Około 8000 żołnierzy zostało zmuszonych do opuszczenia służby za odmowę wykonania rozkazu” – przypomniał „Military Times”.

Trump ogłosił również, że oficjalną polityką rządu federalnego będzie to, że uznawane będą tylko dwie płci. Prezydent planował również być „twórcą pokoju”. Obiecał, że ​​przyniesie pokój Ukrainie, Bliskiemu Wschodowi i zapobiegnie III wojnie światowej.

„Zakończę wojnę na Ukrainie. Zatrzymam chaos na Bliskim Wschodzie i zapobiegnę wybuchowi III wojny światowej” — powiedział Trump w niedzielny wieczór w CapitalOne Arena w Waszyngtonie.

Prezydent ma również podpisać wiele dekretów wykonawczych w nadchodzących dniach, aby zwiększyć niezależność energetyczną Ameryki, powstrzymać nielegalną imigrację i pozbyć się „różnorodności, równości i integracji” w rządzie federalnym.

Nostra aetate. O stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.

Nostra aetate

https://religie.wiara.pl/doc/471908.nostra-aetate-deklaracja-soboru-watykanskiego-ii-o-stosunku

Nostra aetate

 

Roman Koszowski /Foto Gość Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w [innych] religiach prawdziwe jest i święte

Deklaracja Soboru Watykańskiego II o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.

DRN 1. W naszej epoce, w której ludzkość coraz bardziej się jednoczy i wzrasta wzajemna zależność między różnymi narodami, Kościół tym pilniej rozważa, w jakim pozostaje stosunku do religii niechrześcijańskich. W swym zadaniu popierania jedności i miłości wśród ludzi, a nawet wśród narodów, główną uwagę poświęca temu, co jest ludziom wspólne i co prowadzi ich do dzielenia wspólnego losu. Jedną bowiem społeczność stanowią wszystkie narody, jeden mają początek, ponieważ Bóg sprawił, że cały rodzaj ludzki zamieszkuje cały obszar ziemi, jeden także mają cel ostateczny, Boga, którego Opatrzność oraz świadectwo dobroci i zbawienne zamysły rozciągają się na wszystkich, dopóki wybrani nie zostaną zjednoczeni w Mieście Świętym, które oświeci chwała Boga, gdzie narody chodzić będą w Jego światłości.

Ludzie oczekują od różnych religii odpowiedzi na głębokie tajemnice ludzkiej egzystencji, które jak niegdyś, tak i teraz do głębi poruszają ludzkie serca; czym jest człowiek, jaki jest sens i cel naszego życia, co jest dobrem, a co grzechem, jakie jest źródło i jaki cel cierpienia, na jakiej drodze można osiągnąć prawdziwą szczęśliwość, czym jest śmierć, sąd i wymiar sprawiedliwości po śmierci, czym wreszcie jest owa ostateczna i niewysłowiona tajemnica, ogarniająca nasz byt, z której bierzemy początek i ku której dążymy.

DRN 2. Od pradawnych czasów aż do naszej epoki znajdujemy u różnych narodów jakieś rozpoznanie owej tajemniczej mocy, która obecnie jest w biegu spraw świata i wydarzeniach ludzkiego życia; nieraz nawet uznanie Najwyższego Bóstwa lub też Ojca. Rozpoznanie to i uznanie przenika ich życie głębokim zmysłem religijnym. Religie zaś związane z rozwojem kultury starają się odpowiedzieć na te same pytania za pomocą coraz subtelniejszych pojęć i bardziej wykształconego języka.

Tak więc w hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę poprzez niezmierną obfitość mitów i wnikliwe koncepcje filozoficzne, a wyzwolenia z udręk naszego losu szukają albo w różnych formach życia ascetycznego, albo w głębokiej medytacji, albo w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością.

Buddyzm, w różnych swych formach, uznaje całkowitą niewystarczalność tego zmiennego świata i naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia.

Podobnie też inne religie, istniejące na całym świecie, różnymi sposobami starają się wyjść naprzeciw niepokojowi ludzkiego serca, wskazując drogi, to znaczy doktryny oraz nakazy praktyczne, jak również sakralne obrzędy.

Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi. Głosi zaś i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14,6), w którym ludzie znajdują pełnię życia religijnego i w którym Bóg wszystko z sobą pojednał. Przeto wzywa synów swoich, aby z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują.

DRN 3. Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje. Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają. Ponadto oczekują dnia sądu, w którym Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość wszystkim ludziom wskrzeszonym z martwych. Z tego powodu cenią życie moralne i oddają Bogu cześć głównie przez modlitwę, jałmużny i post.

Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność.

DRN 4. Zagłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama. Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary, i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów. Wierzy bowiem Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody i w sobie uczynił je jednością.

Zawsze też ma Kościół przed oczyma słowa Apostoła Pawła odnoszące się do jego ziomków, „do których należy, przybrane synostwo i chwała, przymierze i zakon, służba Boża i obietnice; ich przodkami są ci, z których pochodzi Chrystus wedle ciała” (Rz 9,4-5), Syn Dziewicy Maryi. Pamięta także, iż z narodu żydowskiego pochodzili Apostołowie, będący fundamentami i kolumnami Kościoła, oraz bardzo wielu spośród owych pierwszych uczniów, którzy ogłosili światu Ewangelię Chrystusową.

Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu. Niemniej, jak powiada Apostoł, Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie żałuje darów i powołania. Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem i „służyły Mu ramieniem jednym” (Sf 3,9).

Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy. A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowało z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym.

Poza tym Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje – nie z pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej – akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom. Chrystus przy tym, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. Jest więc zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski.

DRN 5. Nie możemy zwracać się do Boga jako do Ojca wszystkich, jeśli nie zgadzamy się traktować po bratersku kogoś z ludzi na obraz Boży stworzonych. Postawa człowieka wobec Boga Ojca i postawa człowieka wobec ludzi, braci, są do tego stopnia z sobą związane, że Pismo święte powiada: „Kto nie miłuje, nie zna Boga” (1 J 4,8). Stąd upada podstawa do wszelkiej teorii czy praktyki, które między człowiekiem a człowiekiem, między narodem a narodem wprowadzają różnice co do godności ludzkiej i wynikających z niej praw. Toteż Kościół odrzuca jako obcą duchowi Chrystusowemu wszelką dyskryminację czy prześladowanie stosowane ze względu na rasę czy kolor skóry, na pochodzenie społeczne czy religię. Dlatego też święty Sobór, idąc śladami świętych Apostołów Piotra i Pawła, żarliwie zaklina chrześcijan, aby „dobrze postępując wśród narodów” (1 P 2,12), jeśli to tylko możliwe i o ile to od nich zależy, zachowywali pokój ze wszystkimi ludźmi, tak by prawdziwie byli synami Ojca, który jest w niebie.

To wszystko, co wyrażone zostało w niniejszej Deklaracji, w całości i w szczegółach zyskało uznanie Ojców świętego Soboru. A My, na mocy udzielonej Nam przez Chrystusa władzy apostolskiej, wraz z Czcigodnymi Ojcami w duchu Świętym to zatwierdzamy, postanawiamy i ustalamy, i te postanowienia soborowe polecamy ogłosić na chwałę Bogu.

W Rzymie, u Św. Piotra, dnia 28 października roku 1965. Ja, PAWEŁ, Biskup
Kościoła Katolickiego (następują podpisy Ojców)

BKP: Owoce Soboru Watykańskiego II po 60 latach – transformacja Kościoła katolickiego w pseudo-kościół New Age

BKP: Owoce Soboru Watykańskiego II po 60 latach – transformacja Kościoła katolickiego w pseudo-kościół New Age 

(сzęść 3) 

[Obok publikuję tekst oficjalny „Nostra aetate” , bo nie byłem świadomy jego znaczenia. „Dignitatis humanae” też jest dostępne, ale nie przytaczam całości, by się nie zgorszyć. Mirosław Dakowski]

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=23124  https://rumble.com/v6ae7py-owoce-sob.-wat.-ii-3.html

https://bcp-video.org/pl/owoce-sob-wat-ii-3/  https://cos.tv/videos/play/58353878221754368

https://www.bitchute.com/video/f9RwlOPbbnzY

W ostatnim liście zajmowaliśmy się deklaracją „Nostra aetate” Soboru Watykańskiego II. Zawiera nie tylko treści heretyckie, ale kryje w sobie ducha pogaństwa. Następnie będziemy kontynuować jej analizę, a także przeanalizujemy kilka cytatów z heretyckiej deklaracji „Dignitatis humanae”.

Cytat z „Nostra aetate”: Tak więc w hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę … i uciekają do Boga z miłością i ufnością”.

Teolodzy na Soborze prawdopodobnie nie wiedzieli, że Hindusi nie uznają jednego Boga Stwórcy, lecz z miłością i ufnością uciekają jak do swojego boga do krów, wężów i innego robactwa. To prawda: „Bogowie pogańscy są bożkami” (Ps 96,5).

Cytat z NA: „Buddyzm naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia”.

Każdy człowiek jest w niewoli grzechu pierworodnego i może osiągnąć przebaczenie grzechów, doskonałe wyzwolenie i najwyższe oświecenie tylko w Jezusie Chrystusie, przez nawrócenie, pokutę i naśladowanie Chrystusa. Własnym wysiłkiem i z wyższą pomocą, co w pogaństwie oznacza przy pomocy demonów lub anioła światłości – diabła – może osiągnąć jedynie w najwyższym stopniu fałszywe oświecenie i fałszywe wyzwolenie.

Reinkarnacja zaprzecza osobowemu i prawdziwemu Bogu, nieśmiertelnej duszy ludzkiej, grzechowi, sądowi Bożemu, zbawiającej śmierci Chrystusa za nasze grzechy, niebu i piekłu! Koan nie jest oświeceniem, ale utratą sumienia i rozumu. Nirwana i tzw. oświecenie prowadzą do opętania przez demony. Ta obsesja nie objawia się krzykiem czy pianą z ust, ale uporem, nienawiścią i okrucieństwem wobec Chrystusa i prawd Ewangelii. Chrześcijańscy męczennicy stanęli twarzą w twarz z tym demonicznym opętaniem pogan, którzy torturowali ich w nieludzki sposób i zmuszali do zaparcia się Chrystusa.

Cytat z NA: „Podobnie też inne religie… wskazują drogi, to znaczy doktryny oraz nakazy praktyczne, jak również sakralne obrzędy”.

Pogańskie pseudo-religie podczas tak zwanych sakralnych obrzędów składają ofiary nie Bogu, ale demonom (1 Kor 10,20). Męczennicy woleli oddać swoje życie niż uczestniczyć w tzw. sakralnym obrzędzie i w ten sposób wyrzec się Chrystusa! Poganie wskazują drogidoktryny oraz nakazy praktyczne, które jednak prowadzą do zagłady. Drogi te są przeciwieństwem prawdziwej drogi do zbawienia, która jest w Jezusie Chrystusie, Zbawicielu ludzkości.

Cytat z NA: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych jest prawdziwe i święte”.

Dlaczego dokument nie określa konkretnie, co w pogańskich pseudo-religiach jest prawdziwe, a co  święte? Czcić demony w zwierzętach – krowach, wężach czy szczurach?

Św. Tomasz z Akwinu mówi: „Uczenie się od diabła jest zbrodnią”.

Cytat z NA: „Ze szczerym szacunkiem patrzy na ich maniery, życie, zasady i doktrynę”.

Jeśli ze szczerym szacunkiem, ale bez prawdziwej krytyki, patrzy na ich maniery, musi podziwiać smarowanie krowim łajnem i picie jej moczu, gdyż krowę uważa się za boginię. To nie tylko oznaka utraty rozsądku i rozumu, ale przede wszystkim utraty zbawczej wiary! Różnica między pogaństwem a chrześcijaństwem jest wyrażona w Piśmie Świętym: „Nie ma jedności między światłem a ciemnością, ani między Chrystusem a Beliarem” (2 Kor 6,14-15).

Cytat z NA: „Bo one (kulty pogańskie) nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”.

Pogańskie pseudo-religie – kulty – nie są promieniem Prawdy, lecz jej notorycznym zaprzeczaniem. Za pogaństwem nie stoi Duch prawdy, Duch Boży, ale duch kłamstwa i śmierci, diabeł. Duch ten nie oświeca, ale zwodzi wszystkich ludzi, którzy nie miłują prawdy!

Sformułowania stosowane przez autorów „Nostra aetatae” są heretyckie, manipulacyjne i sprzeczne z duchem Pisma Świętego i Tradycji.

Rzeczywistość jest taka, że „Nostra aetatae” zawiera wyraźne herezje przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu (Pwt 5,6-9), a jednocześnie przeciwko całej Tradycji chrześcijańskiej. Dowodem są zgubne owoce powstałe 60 lat po Soborze.

Poniższe cytaty pochodzą z innego dokumentu Soboru Watykańskiego II „Dignitatis humanae”. Cały dokument jest oszustwem. Terminologia jest celowo dwuznaczna, tak aby kłamstwo było zamaskowane i pojawiało się w pozytywnych kategoriach. Jest to manewr uniemożliwiający zrozumienie, co promuje dokument, mimo że jego autorzy o tym wiedzą. Dopiero za wiele lat zbieramy zabójcze owoce tych dokumentów Soboru Watykańskiego II.

W dokumencie celowo używa się terminów takich jak „religia” i „ludzie” zamiast „Kościół katolicki” i „katolicy”. Jednak katolicy zakładają, że termin religia jest synonimem Kościoła katolickiego. W rzeczywistości pod pojęciem religii chodziło o stworzenie warunków dla inwazji wszelkich kultów pogańskich na terytoria chrześcijańskie.

Cytat z „Dignitatis humanae”: „Dlatego prawo do owej wolności (religijnej) przysługuje trwale również tym, którzy nie wypełniają obowiązku szukania prawdy”.

Dokument Soboru Watykańskiego II przyznaje prawo do wolności kultom i sektom pogańskim, które nie wypełniają obowiązku szukania prawdy. Wolność po co? Do bezprawia i do bezkarnego szerzenia przestępczości. Jaki jest skutek tej pseudo-wolności? Chrześcijanom na swoim terytorium nie wolno już publicznie demonstrować swojej wiary i tradycji chrześcijańskiej, aby rzekomo nie urazić uczucia religijne niechrześcijan i nie ograniczać ich wolności. Chrześcijanom oskarża się o ekstremizm, fanatyzm i fundamentalizm oraz dziś przeciwko nim już używają tzw. prawa antydyskryminacyjne. Głoszenie prawd Ewangelii jest karane jako mowa nienawiści. To jest owoc ducha i dokumentów Soboru Watykańskiego II.

Cytat z DH: „Dialog… przez co jedni drugim wykładają prawdę, jaką znaleźli albo sądzą, że znaleźli”.

To tragedia, że Sobór nie chciał odróżnić prawdy od kłamstwa! Całkowicie zdegradował prawdę Ewangelii, mieszając ją z pogańskimi mitami! Wiadomo, że dialog między prawdą a kłamstwem nie jest możliwy, dlatego dokument ukazuje nonsens, że jedni drugim wykładają prawdę, jaką znaleźli albo sądzą, że znaleźli. Prawda Ewangelii, która zapewnia nam zbawienie, jest diametralnie przeciwna kłamliwym mitom pogańskim, które prowadzą dusze do zatracenia. Jeśli ktoś trwa w kłamstwie i uparcie sądzi, że znalazł prawdę, trudno z nim prowadzić dialog. Niestety, ten pseudo-dialog zastąpił prawdziwą misję, a ponadto otworzył drzwi anty-misji pogaństwa do Kościoła.

Cytat z DH: „W rozpowszechnianiu zaś wiary religijnej i wprowadzaniu praktyk trzeba zawsze wystrzegać się wszelkiej działalności, która miałaby posmak nieuczciwego nakłaniania”.

Pod manipulacyjnym określeniem „nieuczciwe nakłanianie” zadanie Kościoła, którym jest misją, prowadzącą do zbawienia dusz nieśmiertelnych, jest w rzeczywistości zakazana! Nadano temu obraźliwą nazwę „przeciąganie” lub „prozelityzm”. Prawdziwą misją jest wybawienie dusz z mocy ciemności i panowania szatana (por. Dz 26). Cóż za bzdury z wymogiem, aby nie sprawiać nawet wrażenia nieuczciwego nakłaniania. Paradoksem jest to, że wprowadzanie chrześcijańskich praktyk, które ucieleśniają wiarę, jest de facto zakazane, natomiast z drugiej strony pogańskie przesądy i mity nazywane są kulturą, która jest nienaruszalna.

Misjonarze często byli i męczennikami za prawdę Ewangelii. Jeśliby św. Paweł i apostołowie rządzili się dyrektywami i duchem Soboru Watykańskiego II, chrześcijaństwo zostałoby zduszone w zarodku. Ale to jest właściwie ukryty cel Soboru Watykańskiego II – upadek chrześcijaństwa i transformacja Kościoła w antykościół New Age. Dziś pseudopapież Franciszek już go uzupełnia w duchu Soboru Watykańskiego II.

Cytat z DH: „…aby wspólnotom religijnym nie przeszkadzano w swobodnym okazywaniu szczególnej siły ich nauki”.

Cóż za manipulacja! Z jednej strony Sobór zabrania chrześcijanom wprowadzaniu praktyk chrześcijańskich przy rozpowszechnianiu wiary, aby nie wywołać choćby wrażenia nieuczciwego nakłaniania, ale nie można przeszkadzać poganom swobodnego okazywania nawet szczególnej siły ich nauki. Czym jest ta szczególna siła, której nie powinno przeszkadzać? To demoniczna siła. To siła kłamstw i związanych z nimi praktyk okultystycznych, którymi są przesądy, różne formy wróżenia, biała i czarna magia, ofiary składane demonom, a nawet ofiary z ludzi. Aztekowie co roku rozcinali klatki piersiowe około 20 000 żywych jeńców i ofiarowali ich serca demonom. Oto pogańskie tradycje stojące za szczególną demoniczną siłą śmierci. Kulty pogańskie kojarzą się z muzyką satanistyczną, narkotykami, transem i przestępczością. Chrześcijanie nie powinni przeszkadzać tej mocy, ale muszą dać jej swobodę, zgodnie z poleceniem Soboru Watykańskiego II.

To kolejny dowód, że Sobór Watykański II ma samobójczego ducha. Stoi na przeszkodzie Prawdzie, Duchu Świętemu i zbawieniu dusz, a promuje demoniczną pseudoduchowość, która utrzymuje dusze w ciemności i prowadzi je do wiecznej zagłady. Pan Jezus powiedział apostołowi Pawłowi: Obronię cię przed poganami, do których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga. Aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów (Dz 26, 17-18). Za Pismem Świętym stoi Duch Boży, Duch Prawdy, w przeciwieństwie do Soboru Watykańskiego II, za którym stoi duch kłamstw i śmierci. Sobór Watykański II zamiast misji chrześcijańskiej promuje antymisję pogaństwa w Kościele, mając na celu przekształcenie go w antykościół New Age z duchem antychrysta. Pseudo-papież Bergoglio, który wykluczył się z Kościoła Chrystusowego, został głową tego antykościoła.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr            + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

12.01.2025

„Nostra aetate” – heretycka deklaracją Soboru Watykańskiego

bcp-video.org/of-vatican-ii-3/  /english/

bcp-video.org/fr/de-vatican-ii-3/  /français/

Tusk realizuje w praktyce główne cele współczesnego komunizmu

Tusk realizuje w praktyce główne cele współczesnego komunizmu

CzarnaLimuzyna, 20 stycznia 2025

Nie zalecam nadmiernego skupienia na osobie Tuska. Przedtem był Morawiecki, a ambicję robienia tego, na większą skalę niż dotychczas, ma Trzaskowski. Kluczowe znaczenie ma zrozumienie pojęcia „współczesny komunizm”.

Współczesny komunizm

Każdy kolejny „nowy porządek” jest próbą stworzenia nowej Utopii. Dotychczas, każda próba realizacji kończyła się piekłem na ziemi.

Współczesny komunizm po fiasku poprzednich jest kolejną próbą. Ze względu na ideologiczne źródło jest neomarksizmem. Bazuje również na głównych tezach manifestu komunistycznego Spienellego, uznanego przez UE jako główny fundament dalszej „integracji”. Przepraszam za ten banał, ale wciąż są ludzie, którzy nie wiedzą nawet tego.

W głębszym sensie każda realizacja ideologii tego typu jest satanizmem. Tego akurat nie wie większość współczesnej ludzkości, a część osób publicznych, które to wiedzą – resztki stanu kapłańskiego i resztki narodowej elity – boi się o tym mówić ze względu na negatywny i często agresywny odbiór tej diagnozy.

Po raz kolejny globalna struktura chce budować świat bez Boga, łamiąc wszystkie przykazania. Po raz kolejny zapowiada coś co jest destrukcją wszystkich dotychczasowych osiągnięć ludzkiego ducha – systemów prawno – etycznych z fundamentem prawdy, dobra i piękna. I znów może się to wydawać komuś banalne, ale tak właśnie wygląda istota problemu.

Sojusznicy i sprzyjające patologie. Narzędzia

  • Postmodernizm
  • Gender
  • Woke
  • „Zielony ład”

Podstawowe cele nie są skomplikowane. Współczesny człowiek ma utracić wolność i własność, które w swoich szczątkowych formach będą przyznawane w formie koncesji lub krótkotrwałej nagrody poszczególnym jednostkom lub grupom.

Jedną z najważniejszych rzeczy dla neokomunistów jest demoralizacja i ogłupianie dzieci i młodzieży realizowane za pomocą tzw. „edukacji”

Ze względu na rozległość tematu zdecydowałem się ograniczyć do jednego przykładu – edukacji Nowackiej porównując ją z edukacją w bolszewickiej Rosji.

Cytat pochodzi z książki “Marksizm w edukacji. Szkolnictwo jako oręż w budowie nowego człowieka”

  • W pierwszej kolejności usuwano z programów nauczania religię
  • oraz wszystkie przedmioty kojarzące się z nauczaniem klasycznym (…)
  • Zlikwidowano zadawanie prac domowych.
  • Istotną rolę odgrywała również seksualizacja, której poddane zostało całe społeczeństwo rosyjskie, w tym również dzieci i młodzież.
  • W bolszewickiej Rosji na masową skalę promowana była również darmowa aborcja na życzenie (…)

“Edukacja” w czasach Eurokomunizmu. System totalnej kontroli wzorowany na sowieckim systemie oświaty przy wykorzystaniu współczesnych narzędzi cyfrowych

Kościół w mrocznej dolinie „synodalności”.

Dr Paweł Milcarek o synodalności: „Jesteśmy w ciemnej dolinie”

https://pch24.pl/dr-pawel-milcarek-o-synodalnosci-jestesmy-w-ciemnej-dolinie

(Oprac. PCh24.pl/GS)

Jesteśmy w ciemnej dolinie. Za synodalnością stoją plany o głębokich reformach. Nieustanne powoływanie się na Ducha Świętego ociera się o przypisywanie Bożej inspiracji czysto ludzkich działań – mówił w PCh24 TV dr Paweł Milcarek.

27 października zakończył się Synod o Synodalności. Papież Franciszek jego dokument końcowy uznał za swój własny. Nakazał biskupom na całym świecie implementować synodalność w diecezjach i przygotowywać specjalne raporty, które będą prezentowane w Watykanie.
O tym, czym jest synodalność, mówił w rozmowie z PCh24 TV dr Paweł Milcarek. Jak powiedział, widać, że za tym wszystkim stoją także plany i marzenia o głębokich reformach.

Jak dodał, są też intencje dania odpowiedzi na kryzys Kościoła, ale one giną w ogólnym parciu do zmian. Zanim pojawił się pomysł z Synodem o Synodalności, w katolickiej publicystyce mówiło się o konieczności nowego soboru. On sam, podkreślił, uważał przeciwnie, to znaczy że ważniejsze jest, aby Kościoły lokalne zmierzyły się z kryzysem na poziomie lokalnym, organizując swoje synody. Było to nawiązanie do wcześniejszych czasów.

Według dr. Milcarka otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Synod równocześnie w całym Kościele, ale bez rzeczywistej inicjatywy lokalnych wspólnot. To nie żywe Kościoły lokalne proponują rozwiązania, które następnie są podejmowane przez Kościół powszechny. Decyzje zapadają odgórnie.

W jego ocenie sprawozdania, które napływają z niektórych wspólnot – szczególnie z Kościoła niemieckiego – pokazują coś jeszcze innego. Nie chodzi w nich o nawrócenie czy gorliwość. Raczej o dostosowanie Kościoła do standardów współczesnego społeczeństwa. To zupełnie inna perspektywa.

Według dr. Pawła Milcarka trudno jest zdefiniować synodalność w ujęciu Franciszka. Nie jest to nic, co Kościół już praktykował. Wprowadzając Synod o Synodalności Franciszek stworzył coś hybrydowego. Nie można powiedzieć, że to synod lokalny, ale przecież nie jest to także sobór. To coś pomiędzy; ale na końcu i tak wszystko zależy od papieża. Można nawet powiedzieć, że „papież” to teraz nie tylko osoba, ale i nazwa całej instytucji synodalnej, uznał dr Milcarek.

Jak podkreślił, oczywiście są tacy, którzy zachwycili się sprawnością działania tego mechanizmu. Jednak ci, którzy znają kulisy takich zgromadzeń, dobrze wiedzą, jak łatwo nimi manipulować. Chodzi choćby o to, komu daje się głos, a komu nie.

Dr Milcarek przypomniał, jak wyglądało to w trakcie synodów o rodzinie w latach 2014-2015, zakończonych po-synodalną adhortacją w dość istotnym zakresie abstrahującą od tego, co uradzili uczestnicy obu zgromadzeń.

Rozmówca PCh24 TV zwrócił też uwagę na włączenie do Synodu o Synodalności różnych aktywistów. Teoretycznie świeccy nie od dziś uczestniczą w synodach, ale jest ważna różnica. Synody starożytności, wskazał, dawały głos ludziom z różnych stanów kościelnych, ale zawsze z konkretnego miejsca. Oni „byli dani” Kościołowi, nie wybierano ich.

Natomiast dziś mamy do czynienia z jakimś odsączaniem, selekcją. Uczestnicy zgromadzeń synodalnych to często ludzie, którzy albo zostali wybrani przez biskupów, albo sami, jako aktywiści, zgłosili się do udziału. Trudno ich traktować jako prawdziwą reprezentację całego Kościoła.

Red. Paweł Chmielewski pytał też o rolę Ducha Świętego w procesie synodalnym; protagoniści synodalności nieustannie się na Ducha powołują, często mówią o Jego „niespodziankach”.

Dr Milcarek powiedział, że może jest zbyt powściągliwy czy wręcz ascetyczny w tej kwestii, ale wydaje mu się, że nierzadko wchodzi to na niebezpieczny teren drugiego przykazania: „Nie wzywaj imienia Pana Boga swego nadaremno”. Kiedyś uczono katolików ostrożności, żeby nie nadużywać Bożego imienia i spraw świętych w każdej sytuacji, a tymczasem podczas tego procesu synodalnego niemal wszystko uznawano za „działanie Ducha Świętego”.

Rozmówca PCh24 TV powiedział, że ludzie siedzieli razem przy stole, rozmawiając na wyznaczone tematy i unikając polemik, nazywano to rozmową w Duchu Świętym. Czy to jednak oznacza, że Duch Święty rzeczywiście uczestniczył w tych rozmowach? Jeśli tak, to na jakim poziomie? Jak to w ogóle rozumieć? Czy ci, którzy decydowali o kolejności wypowiedzi i pomijali niektórych mówców, również byli narzędziami Ducha Świętego? Według dr. Milcarka to brzmi jak przesadne i niebezpieczne przypisywanie Boga do działań czysto ludzkich.
Jak stwierdził red. Chmielewski, to przypomina jakiś „pan-pneumatyzm”.

Według dr Milcarka, kiedy po latach emocje opadną, a uczestnicy tego procesu, już z dystansem, zaczną opisywać swoje doświadczenia, dowiemy się pewnie różnych ciekawych szczegółów. Być może pojawią się książki, w których będą mówić o manipulacji i oskarżać Kościół o to, że w ogóle jest, jako taki, instytucją opartą o manipulację… Takie sytuacje miały już miejsce w przeszłości, przypomniał.

Zdaniem redaktora naczelnego kwartalnika „Christianitas” Kościół katolicki w dobie synodalności jest w trudnej sytuacji. Konkretnie oznacza to, że jesteśmy w jakiejś naprawdę ciemnej dolinie. Nie w „ciemnej nocy Kościoła”, ale właśnie – w ciemnej dolinie. Istnieją nadal punkty odniesienia, podkreślił. Jest nauka Kościoła. Jednak wiele autorytetów zawodzi, przekonuje nas do rozwiązań, które są wprost sprzeczne z tym, co uważamy za katolickie pewniki. Dr Milcarek stwierdził, że wyobraża sobie jednak równocześnie pokolenia tych katolików, którzy znajdowali się w innych momentach niejasności, kiedy dookoła odrywały się całe fragmenty Kościoła.

To choćby czasy reformacji. Przecież nie było to tak, mówił, że ktoś ogłaszał oficjalnie, że tworzy nowy Kościół. Pojawiały się nowe nauki, rzekomo lepsze dyscypliny i tak dalej; czasem nie było reakcji z Rzymu albo była spóźniona. Nie zawsze było wiadomo, co czynić. Sobór Trydencki zaczął się wiele lat po początku reformacji. Trwał długo, nie było wiadomo, czy się w ogóle skończy. W jego ocenie możemy się tym w pewnym sensie pocieszać: trudne, złe sytuacje, bywały w historii rozmaite. Katolicy czuli się wtedy osamotnieni, zagrożeni… Trochę tak jest również dzisiaj.

Jak podsumował gość PCh24 TV, powinniśmy robić to, co do nas należy w tych miejscach, gdzie mamy faktyczną odpowiedzialność. Z czasem wytworzy się z tego ruch, który przygotuje odrodzenie Kościoła.

Tekst został oparty o nagranie opublikowane na kanale PCh24 TV.

Pach

Sodoma. Boży gniew. Boże współczucie.

ANIELSKA SÓL

[z książki Vladimir Volkoff, „Kroniki anielskie”, Wyd. KKK, Dębogóra]

W owym czasie… Nie mam tu na myśli czasu ludzkiego, ale nasz, anielski, o ile bowiem Ojciec trwa w doskonale pozaczasowej wieczności, o tyle cherubini i serafini potrzebują czegoś w rodzaju czasu, by śpiewać „Święty, święty, święty. . .”

A zatem, w owym czasie z ludzkiego padołu podniósł się cień. Była to odrażająca, brązowa maź z pękającymi bąblami na powierzchni. Rozciągała się daleko, jak okiem sięgnąć. Anielska straż, odpowiedzialna za czystość kosmosu, wszczęła alarm. Nadbiegliśmy natychmiast i pochyliliśmy się nad krawędzią świata.

Nic jednak nie było widać, poza tą czarną kulą, której czerń nie była czernią nocy —karej siostry dnia, ale czernią otchłani, nicości lub raczej mrowiącej się robactwem zgnilizny. Ku naszym nozdrzom unosił się straszliwy odór. Mały, wrażliwy aniołek wykrzyknął: „To nasi nieszczęśni ludzie są sprawcami tego czegoś!”. I zaczął płakać, wycieraj ąc łzy piąstkami.

Ogarnęła nas fala litości. Jak można pragnąć własnej zguby? Jak można z własnej woli tarzać się w brudzie i krwi? Nawet myśleć o tym straszno. Jego Wysokość Rafał, szef naszego wywiadu, zarządził śledztwo. I oto, co się okazało.

Ludzie są, rzecz jasna, nieprzeźroczyści, jako że mają odbijać miłość Ojca. My zaś, przeciwnie, jesteśmy transparentni niczym szkło, gdyż ma się ona w nas załamywać niczym światło. Dlatego też uzasadnione jest mówienie o „ludzkiej naturze”, podczas gdy sformułowanie „natura anielska” jest nieścisłe. Jesteśmy nazbyt przezroczyści, byśmy mogli mieć naturę. Ale nie każda „nieprzezroczystość” jest taka sama. Czym innym jest odbijanie światła, a czym innym jego pochłanianie. A właśnie taka odrażająca metamorfoza zaczęła zachodzić w mieszkańcach ziemi. Im więcej światła przelewał na nich Ojciec, tym więcej oni wytwarzali cienia. Odwrotnie niż drzewa, które wchłaniają światło, przetwarzając je na chlorofil, ludzie pożerają je, produkując czerń.

Skąd się w nich wzięła taka perwersja? Zdania ekspertów były, jak zwykle, podzielone. Według jednych, stało się to na skutek walki klas. Według innych, winne było rozpowszechnienie się lichwy. Jeszcze inni uważali, że problem tkwił w prawie wyborczym kobiet. Wszyscy jednak zgadzali się co do jednego: wielkie znaczenie miało osłabienie wiary i upadek państwa. Jego Wysokość Rafał wysłał Afa i Kecefa, by wybadali sprawę na miejscu.

Dobrze ich znacie.

Af, książę gniewu, wykuty z czarno-czerwonych łańcuchów ognia, ten sam, który pewnego dnia połknął Mojżesza aż po jego obrzezany członek.

I Kecef, jeden z pięciu aniołów zagłady, których Aaron musiał zamknąć w Przybytku, by nad nimi zapanować.

Obaj, bez cienia lęku, zapuścili się w cuchnący obłok. Wylądowali w samym środku miasta, zdziwieni (choć byli przecież na to przygotowani), jak bardzo gęsta jest owa ciemność. Nigdy jeszcze takiej nie widzieli! Wszystko zdawało się poczwórnie ciężkie – skrzydła ciążyły ptakom niczym ołów, a w gęstym powietrzu trudno było unieść nogę, by uczynić choć krok. Ludzie mają tę właściwość, że odciskają na swym otoczeniu piętno, przekazując mu własne zeszpecenie.

– To potworne! – rzekł Af.

– Cóż za obrzydlistwo! – rzekł Kecef.

Ruszyli w drogę.

Na ulicach czołgali się młodzi i na oko zdrowi ludzie, niezdolni do utrzymania własnego ciężaru. Palili hasz, trzymając między kolanami żebracze miseczki. Pod rozchełstanymi, sztywnymi od błota ubraniami Widać było prowokujące tatuaże, które zmieniały ich ciała w żywe afisze. Bezkształtne samice powolnie kołysały obleczonymi w pstrokate szmatki tyłkami. Kosmaci samcy podrygiwali, potrząsając obwisłymi cyckami i opiętymi w kalesony genitaliami. Jakiś otyły i nieogolony karzeł, ciężki jak sztaba ołowiu, wyciągał do przechodniów rękę z obrazkami, na których splątane pary kopulowały w dziwacznych pozycjach.

Cały ten orszak sunął ulicą, z trudem podnosząc nogi, niczym we śnie. Wycieńczeni ludzie, niektórzy pozbawieni nosa, wystawili na widok publiczny swoje wrzody i wrzaskliwie domagali się prawa do propagowania własnego stylu życia.

Rada miejska powitała ich z szacunkiem na schodach ratusza i pośpiesznie zajęła się ich postulatami.

W gimnazjonach całe grupki sklejały się z sobą na kształt winnych gron – od przodu, od tyłu, od dołu, od góry i z wszystkich stron równocześnie, licząc głośno i wyraźnie różne pozycje, w których można dokonać owego podstawowego aktu połączenia ciał. Pod portykami młodzi, nadzy chłopcy rywalizowali o palmę pierwszeństwa, dokonując wiadomych pomiarów.

Nad brzegiem kloacznych dołów jeszcze nie w pełni rozkwitłe, ale już ciężarne dziewczęta za pomocą żelaznych haków wyrywały ze swych wnętrzności płody i wrzucały je do ścieku.

Af i Kecef mieli już dość tego widoku. Odlecieli.

Po powrocie złożyli raport aniołom- rzeczoznawcom (w znakomitej większości wywodzą się oni spośród Tronów), którzy stwierdzili, że miasto zostało dotknięte rakiem ego. Ego to ludzki narząd, o którym my, anioły, nie mamy pojęcia. To on pozwala im odróżniać dobro od zła (najczęściej dość lekkomyślnie) i sprawia, że Ojciec kocha ich bardziej niż nas.

Jednak ego często ulega degeneracji i rozrasta się do potwornych rozmiarów. Na nieszczęście, ten rak nie był śmiertelny – rozdęcie ego nie może go unicestwić, a co za tym idzie, sprawia, że rak rozrasta się w nieskończoność. Ludzka wspólnota, pełzająca wśród tych wszystkich wydzielin i nurzająca się z rozkoszą we własnych wydalinach, w końcu powinna się w nich utopić.

Ale jednostki, z oczami zamglonymi rozpusta, z rozmiękczonymi mózgami i rozcieńczoną krwią, wciąż jeszcze nosiły w głębi jestestwa niezniszczalne ziarno Boskiego planu, niczym żarzący się węgiel. Zgodziwszy się z wnioskami raportu Afa i Kecefa, rzeczoznawcy zalecili natychmiastową interwencję.

Naturalnie, przeprowadzono śledztwo weryfikujące. Trzeba było sprawdzić, czy same ofiary naprawdę nie mogą podjąć działań uzdrawiających. Może zostało kilka osób mniej unurzanych w tym bagnie i z nostalgią wspominających świat, w którym nieopanowany rozrost ego nie był jedyną receptą na życie?

Może znajdzie się choć jeden człowiek na tyle czysty, by zapoczątkować proces zdrowienia? Skonsultowano się w tej kwestii z pewnym sprawiedliwym o imieniu Abraham, jednak on, mimo najlepszych chęci, nie znalazł w owym mieście nawet dziesięciu istot ludzkich zdolnych do zbawienia całej wspólnoty.

Sprawa potoczyła się więc innym torem. Wmieszali się aniołowie z chórów cnót i panowań. Przestudiowano wszystkie raporty – główne i poboczne. Wszak mówi się, że „młyny Boże mielą powoli, ale dokładnie”.

W końcu, pewnego pięknego dnia, Af i Kecef zostali wezwani przed oblicze Jego Wysokości Michała, który w naszych służbach kieruje Wydziałem Akcji i Interwencji.

– Zatankujcie do pełna współczucie – polecił – i wróćcie do miasta.

– Na czym polega nasze zadanie?

– Dowiecie się na miejscu.

Na miejscu sytuacja uległa zmianie. Na gorsze. Nawet stąd wszyscy widzieliśmy, że obłok zrobił się jeszcze bardziej czarny, ale dopiero tam, na dole, można było ocenić ogrom nieszczęścia Sodomy. Mieszkańcy miasta od dawna już wyczerpali repertuar przyjemności, które choć nie zawsze są dozwolone, to jednak pozostają w zgodzie z naturą. Postanowili więc naruszyć jej porządek, pogwałcić ją i nadużyć na wszelkie możliwe sposoby.

Potem znaleźli straszliwe upodobanie w obrzydliwości. W końcu, doszli do ostatniego stadium rozwiązłości, którym jest okrucieństwo.

Af i Kecef dotknęli stopą ziemi o zmierzchu. Uliczki tonęły już w ciemnościach, podczas gdy kominy wciąż jeszcze były różowe. Aniołowie maszerowali wyniośle, a ich skrzydła lśniły czystym srebrem. We wszystkich mijanych przez nich spelunkach rozgrywały się sceny miłosne.

Cóż za karykatura! Istoty te używały siebie wzajemnie bez opamiętania i odpychały się ze złością z powodu wzajemnego pożądania.

Prawdziwa miłość to relacja, to dystans. Tu była ona sklejeniem, zespoleniem i splątaniem ciał – trzydziestosześciogłową bestią. W nozdrza podróżników z innego świata uderzał odrażający smród.

Aniołowie doszli do głównego placu. Na ich widok szmer przebiegł miastem – oto do Sodomy przybyły bezbronne rajskie ptaki!

Mieszkańcy wszelakich płci stłoczyli się na progach domów i balkonach, a w ich wygłodniałych oczach i płynnych gestach, którymi odrzucali w tył długie włosy, można było wyczytać to samo pożądanie. Uskrzydlone istoty, kroczące przez zakurzone ulice, były obietnicą czegoś zupełnie nowego, a przecież rozpusta jest tak monotonna, że każda nowość jest zdolna ożywić nawet najbardziej otępiałe zmysły. Dopaść tego, co nieuchwytne, zapanować na tym, co wolne – oto wyzwanie, które rozbudza apetyt, nawet gdy jest się juz nasyconym.

Sodomici ruszyli ku przybyszom.

Tu na scenę wkracza pewien pijaczyna.

Ludzie mają skłonność do nadużywania wszelkich dobrych rzeczy, w tym także wina, które Pan im dał, by – jak mówi Psalmista – rozweselało ich serca. Diabły szybko się w tym połapały i nabrały zwyczaju ukrywania się w bukłakach i butelkach. Dzięki temu fortelowi często udaje im się napytać ludzkości biedy.

Jednak ludzie są tak dziwnie ukształtowani, że za ich przyczyną nakładają się niekiedy na siebie dwa zła, by w efekcie dać jedno dobro. Nie wiadomo dokładnie, co tego dnia stało się Lotowi, poza tym, że wypił sporo za dużo, dzięki czemu dostał napadu gościnności. I gdy w głębi ulicy ujrzał dwóch nieznajomych, naszła go chętka, żeby ich do siebie zaprosić. Wyszedł więc z szynku. Nie zataczał się – przeciwnie, dreptał ku nim drobnym kroczkiem, z głową przekrzywioną, półotwartymi, brudnymi ustami, rozchełstany i rozsiewający zapach porzeczek.

– Panowie, jaśni panowie… Uczyńcie mi honor… w moje skromne progi. .. lepsze niż gospoda. .. wasz dom jest moim domem. .. to jest, chciałem powiedzieć: mój dom jest waszym do- mem. ..

Popatrzyli na niego, powściągając nazbyt wielki blask swoich oczu.

– Ależ nie trzeba. Nazbyt pan uprzejmy.

On jednak nalegał.

– Chyba przyda się wam dobra kąpiel po długiej podróży? Jutro ruszycie dalej, gdy tylko zechcecie.

No cóż, wiecie, jak to z nami jest – nie możemy odmówić, kiedy szczerze proszą.

Af i Kecef zaszli więc pod dach owego człeka, który zapewne nie był sprawiedliwy (w przeciwnym wypadku, Abraham z pewnością by nam o tym powiedział), ale w którym dobro jeszcze nie całkiem wygasło.

Tłum, dyszący ochotą zabawienia się z aniołami, musiał na razie obejść się smakiem. Lot zamknął drzwi na klucz, zasunął sztaby i zabarykadował bramę -nigdy dość ostrożności, gdy bierze się za kogoś odpowiedzialność. Na stole, pokiereszowanym przez kilka pokoleń rodu Lota, płonęła lampka oliwna. Parowała stojąca na nim zupa grochowa, w której pływały obrzynki chleba. Rodzina stłoczona była wokół stołu. Lot perorował, jego małżonka rzucała gościom ciekawe spojrzenia, a dwie nieco gapowate córki – jedna z łuszczącym się lakierem na paznokciach, a druga z wargami pomazanymi tanią barwiczką – tęsknym wzrokiem patrzyły na swych kawalerów; dwóch otyłych młodzieńców, którzy od dzieciństwa słysząc w kółko o rozpuście, całkiem stracili na nią ochotę i przychodzili tu jedynie po to, żeby napchać sobie kałduny na koszt starego Lota.

Czuło się tu ciepło i wilgoć… Coś, co ludzie nazywają rodziną. Mają oni swoje sekrety, które dla nas na zawsze pozostaną niedostępne. Po kolacji adoratorzy, którzy zamiast adorować, głośno bekali, poszli do domu, gości położono na siennikach, małżonkowie udali się do swego pokoju, a córki do swego. Pogaszono światła.

Na zewnątrz zaś trwało święto – niebezpieczne święto, które lada moment miało przerodzić się w szaleństwo. Przez szpary okiennic wdzierało się światło kolorowych lampionów, barwiąc biel pościeli łamiącymi się plisami. Pomruk Sodomy wznosił się coraz głośniej.

Aniołowie nie spali. Af, oparty plecami o poduszkę, patrzył prosto przed siebie oczami płonącymi niczym błękitne, rozżarzone węgle. Kecef utkwił oczy w suficie. Rozmyślali nad losem swego gospodarza. Rak ego nie całkiem go jeszcze przeżarł. Liczne grzechy zostały odkupione gościnnością. Trzeba było zatem uchronić go od losu, jaki miał się stać udziałem jego krajan.

Zaskrzypiały drzwi. Do pokoju wchodzą dwie dziewczyny w koszulach nocnych. Trzymają się za ręce i chichoczą. Jedna wkłada palec do buzi, druga idzie tanecznym krokiem. Ich włosy zostały skropione tandetnym pachnidłem.

– Panowie nie śpią? My, małe dziewczynki, boimy się ciemności.

Obie parskają głupkowatym śmiechem.

Aniołowie spoglądają na nie bez wyrazu. — Możecie sobie wybrać – mówi odważniejsza z nich. – Nam jest wszystko jedno. Obaj jesteście śliczni.

Musimy z tym skończyć. To się już staje groteskowe.

Położyły się na dywanie.

Rzecz sama w sobie nie była niemożliwa. Dowodzi tego rasa olbrzymów, będąca potomkami aniołów i ludzkich córek. Jako hamulec mogła, rzecz jasna, zadziałać moralność i lojalność względem gospodarza. Prawdziwym powodem była jednak litość – nasza anielska litość, której towarzyszy szacunek, podczas gdy litość ludzka jest zaprawiona pogardą. Te wijące się na podłodze samice, żebrzące i ofiarujące same siebie, stanęły na granicy upodlenia.

Aniołowie kary pragnęliby wziąć je w ramiona niczym płaczące dzieci, poskładać je w całość jak zepsute lalki i nauczyć je miłości – tak, właśnie miłości.

– Musicie się nauczyć szanować same siebie – rzekł Af, sztywny jak płomień.

– I szanować innych – dorzucił Kecef, parząc niczym lód.

– Pudło – stwierdziła jedna z dziewcząt. – Zabierajmy się stąd.

– Chyba żartujesz – odparła druga z sióstr. – Kiedyś musimy z tym skończyć. To się już staje groteskowe.

– Masz rację – zgodziła się pierwsza siostra.

– Mam prawie piętnaście lat, a ty skończyłaś czternaście. Panowie, jesteście pewni? Nasi adoratorzy do niczego się nie nadają, nie odróżniliby dziewczyny od pnia drzewa. A ojciec nie pozwala nam wychodzić z domu. Przecież nie możemy tak dłużej żyć! – zakończyła płaczliwie.

Aniołowie potrząsnęli głowami, a nikt nie potrząsa głową w sposób bardziej ostateczny niż anioł.

W tym momencie hałas z ulicy przybrał na sile, a drzwiami wstrząsnął łomot. Wydawało się, że cała Sodoma zgromadziła się przed domem Lota. Tłuszcza dyszała żądzą rozdziewiczenia.

— Ciekawe, jak będą wyglądali bez piórek – ryknął jakiś głos z tłumu.

Na dole odbywał się festiwal już nawet nie rozwiązłości, ale gniewu. Drzwi nie chciały ustąpić, a to doprowadzało tłum do wściekłości, z której czerpał on prawdziwą rozkosz. Podstawę ludzkiej wrażliwości i cywilizacji stanowi wszystko, co zakazane. Trudno to zrozumieć nam, aniołom. My jesteśmy strumieniem. Oni są tamą.

Ci na dole krzyczeli, zdzierając sobie gardła, kaleczyli sobie pięści o zamki, łamali paznokcie na rynnach, obnażali się, rozdzierali szaty, ciskali się na wszystkie strony, a trzymane w rękach lampiony kołysały się frenetycznie, rzucając na tłum plamy różnobarwnego światła. Podczas kolacji Lot również sporo wypił i teraz na jego gościnność nałożyła się jeszcze pewna wojowniczość, z której czer- pał wielką satysfakcję. Z wysokości swego balkonu zawieszonego nad głowami tłuszczy wykrzykiwał do sąsiadów:

– Chcecie moich gości? Nie dostaniecie ich! Są pod moją opieką, opieką Lota, syna Lota! Żeby ich chronić, nie cofnę się przed niczym. Zobaczycie!

I pobiegł po łuk i strzały.

– Nie wystawiaj się, panie, z naszego powodu na niebezpieczeństwo – rzekł do niego Af. – Tak naprawdę, nic nam nie grozi.

– Gościnność rzecz święta — odparł Lot. — Taka słabość się po mnie nie pokaże.

Kecef zdumiał się bardzo: – A zapewniono nas, że nie ma w Sodomie ani jednego sprawiedliwego.

– No bo nie ma! — odrzekł Lot.

– Jesteś ty.

Lot roześmiał mu się prosto w nos.

– Ja? Sprawiedliwy? Od razu widać, że przybyliście z bardzo daleka.

Nagle, patrząc na swoje roznegliżowane córki, spochmurniał.

– Wiem, co to powinność. Jesteście moimi gośćmi. Ot, co.

Wrócił na balkon i wystrzelił świszczącą strzałę ponad głowami tłumu miotającego się u jego stóp. Tego tylko było trzeba rozwydrzonej tłuszczy – nieskuteczne ciosy doprowadziły histerię do apogeum. Nie zważając na ciężar swych ciał, ludzie zaczęli wznosić z nich cyrkowe piramidy, przesuwając się chwiejnie w stronę balkonu. Jakaś banda obojnaków zerwała balustradę z brązu i szykowała się do forsowania drzwi. Grupka lesbijek niosła naręcza chrustu i słomy.

— Mężu mój – zakrzyknęła żona Lota, stając za jego plecami. — Chcesz, żeby posiekano nas na kawałki z powodu tych dwóch cudzoziemców? Otwórz drzwi! Przecież oni mogą być nawet Żydami lub Gomorejczykami!

Córki Lota siedziały w kącie pokoju przerażone i zachwycone. Wreszcie w ich życiu zaczęło się coś dziać. Z podziwem patrzyły na ojca, którego pijaństwo wynosiło na szczyty heroizmu.

W istocie, Lot oczami duszy widział już swoją zgubę, ale było mu to zupełnie obojętne. Niech pękną drzwi! Niech spłonie dom! Sam gotów był zginąć, byle tylko uratować tych dwóch cudzoziemców. Kiedy najbliższa ludzka piramida zaczęła się kołysać na jego wysokości, a jarmarczny wojownik usadowiony na ramionach swych towarzyszy splunął mu w twarz, Lot krzyknął:

— Stójcie!

– Pochwycił za włosy swoje córki i wyciągnął je na balkon.

– Czego chcecie? Młodości, świeżości, dziewictwa? No to macie! Są wasze! Ale wara od moich gości!

To było doprawdy śmieszne. Ten stary pijak, którego za chwilę mieli usmażyć w jego własnym domu, ofiarował im okup w postaci owoców swoich lędźwi. Cała Sodoma ryknęła bezlitosnym śmiechem.

– Co ty sobie myślisz? Twoje córki też weźmiemy. I twoją żonkę – dla trędowatych.

Do tej pory aniołowie nie poruszyli się i nie przemówili ani razu. Bez trudu mogli unieść się ku niebu i odlecieć do gwiazd. Nie na tym jednak polegało ich zadanie. Rozochocony tłum ryknął:

– Do kotła z aniołami!

Och, jak pociągająca była ta szczególna zwierzęcość! Anioł szeleszczący skrzydłami, cały w nastroszonych piórach – o ileż wspanialej byłoby dosiąść jego zamiast kozy! Drzwi zaczęły pękać pod naporem ciosów. Płonęły wiązki chrustu. Wojownik z piramidy uczepił się już rękami poręczy balkonu.

– Moje oczy! Tysiąc głosów – jeden okrzyk.

Wystarczyło, by Kecef uniósł dłoń i uwolnił jedną trylionową cząstkę zamkniętego w niej światła. Piramida zawaliła się w jednej chwili i mieszkańcy Sodomy kręcili się teraz w miejscu, zatykając sobie rękami oczodoły, potykając się, obijając o siebie na- wzajem, upadając na ziemię, gryząc jedni drugich oraz samych siebie, rozpaczliwie otwierając usta i napełniając je walającymi się w rynsztoku odpadkami.

Gdy oczy są martwe, pozostaje w nich tylko nienawiść, jeśli w ciemności ludzkiego wnętrza nie otworzą . się inne oczy, niczym na ogonie pawia. Tacy są ludzie.

Af i Kecef nie mogli już tego znieść. Zapłakali. Każda z tych istot, godzinę wcześniej zespolonych w dzikich uściskach, dających sobie wzajemnie rozkosz, drapiących swe ciała w akcie pieszczoty i rozdających sobie ukąszenia w miejsce pocałunków, krzyczała teraz „Moje oczy!”. Żadna nie zakrzyknęła, choćby raz jeden: „Twoje oczy!”

Tak, bez wątpienia. Rak ego toczył tych ludzi stworzonych na obraz i podobieństwo Boga. Co za nieszczęście! Z anielskich oczu trysnął słony potok i spłynął na ziemię, roznosząc po niej nieskończenie słoną Bożą sól. W mgnieniu oka mieszkańcy Sodomy pobieleli i zamienili się w kamień — pochyleni lub wyprostowani, klęczący, zwinięci w kłębek lub pochwyceni w pełnym biegu, z ramionami uniesionymi, otwartymi ustami. . .

A gorące łzy obu aniołów tryskały na ziemię, niczym cztery niewyczerpane fontanny. Zasłaniając oczy łokciem, Lot krzyknął:

– Cóż nam niesiecie, przybysze?

Af odpowiedział mu przez łzy: — Gniew Boży.

Kecef dorzucił: — Boże współczucie.

Af zaś rzekł: — Kiedyż wreszcie ludzie pojmą, że to jedno i to samo?

Na niebie pojawił się księżyc. Sodoma lśniła bielą – delikatną, kosmatą i krystaliczną. Potem zerwał się wiatr i powietrze napełniło się drobnym pyłem. Lekkim, bardzo lekkim. W Sodomie niemal całkowicie wróciła przejrzystość. Zniknął cały ciężar.

Af ujął Lota za rękę, Lot wziął za rękę żonę, Kecef chwycił dłonie córek. Wszyscy wyszli z miasta.

Idąc, aniołowie powtarzali: „Nie otwierajcie oczu, nie odwracajcie się, nie patrzcie”, gdyż dobrze wiedzieli, co grozi tym, którzy przyglądają się Bożemu współczuciu. Lot, który zupełnie otrzeźwiał, był milczący i posłuszny.

Córki, urzeczone przez prowadzącego je anioła, także podporządkowały się bez słowa. Natomiast żona Lota rozmyślała o tym, jak trudno będzie zacząć wszystko od nowa na obczyźnie. Zawsze była przywiązana do Sodomy, która miała wprawdzie swoje wady, ale przecież była jej domem. Tak naprawdę, wcale nie pochwalała drastycznych środków, jakie przedsięwziął Bóg, by oczyścić miasto. Nagle przypomniała sobie o małym kociołku, który był jej szczególnie drogi, i bez którego nie mogła przecież gotować. Wyrwała dłoń z ręki męża:

– Poczekaj chwilę, muszę tylko wrócić po. ..

Obróciła się na pięcie i otworzyła oczy. Był ranek. Przed nią rozciągała się olśniewająca pustynia. Sponad niej unosiła się mgła – to parowała woda z anielskich łez. Trzeszczały pokryte warstwą soli palmy. Na ziemi leżała przyobleczona w sól lalka. W oddali słychać było poświstywanie północnego wiatru. Słońce, wyglądające niczym biały dysk, ledwie widoczny poprzez sklepienie z chmur, tworzyło tęcze w niezliczonych pryzmatach. W powietrzu unosił się słony pył. Oczy żony Lota pochwyciły go w locie niczym dwa wiry. Nie miała nawet czasu krzyknąć. Była już tylko słupem soli.

Próbują zatuszować gwałt i molestowanie we wrocławskim aquaparku?!

Próbują zatuszować gwałt i molestowanie we wrocławskim aquaparku?! „Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań”

20.01.2025 https://nczas.info/2025/01/20/probuja-zatuszowac-gwalt-i-molestowanie-we-wroclawskim-aquaparku-skonczylo-sie-zadawanie-niewygodnych-pytan/

Platforma crowdfundingowa Patronite usunęła reportaż „Zgnilizna” autorstwa Izy Michalewicz, dotyczący śledztwa w sprawie gwałtu na 11-letnim chłopcu we wrocławskim aquaparku. – Moja rola reporterki na ten moment właśnie się skończyła. Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań i pisanie o tym, o czym wszyscy milczą – komentuje autorka.

Oficjalny powód ocenzurowania materiału to możliwe naruszenia prawa prasowego oraz zasad dotyczących rozpowszechniania informacji z rozpraw prowadzonych z wyłączeniem jawności.

Michalewicz zainteresowała się sprawą po tym, jak sama padła ofiarą molestowania seksualnego w tym samym aquaparku. Po zgłoszeniu własnego incydentu na policję, dowiedziała się o sprawie z 2022 roku za pośrednictwem grupy facebookowej. Dziennikarka uzyskała zgodę Sądu Okręgowego na wgląd do akt sprawy, mimo że proces toczył się z wyłączeniem jawności.

„Zrobiłam wszystko zgodnie z prawem. Reportaż w żaden sposób nie naprowadził na zidentyfikowanie rodziny” – broni się dziennikarka, która opublikowała tekst na Patronite w celu pozyskania wsparcia finansowego od czytelników.

Michalewicz wyraziła rozczarowanie decyzją o usunięciu reportażu. Zasugerowała, że padła ofiarą zastraszania. „Zastraszanie mnie i zaszczuwanie jednak odnosi skutek” – pisze.

„Moja rola reporterki na ten moment właśnie się skończyła. Skończyło się zadawanie niewygodnych pytań i pisanie o tym, o czym wszyscy milczą” – napisała na swoim profilu na Facebooku. To najprawdopodobniej koniec jej zaangażowania w nagłaśnianie podobnych spraw w przyszłości.

ZGNILIZNA: procedury Aquaparku…

Iza Michalewicz Reporterka

Oto usunięty reportaż z platformy Patronite:

otnesodrSp28y:t6ah33111398n24  25iiz401tg100 8s98m00i3fo00ct  ·

ZGNILIZNA

Dzień przed Sylwestrem w saunarium wrocławskiego Aquaparku przy ulicy Borowskiej, padłam ofiarą mo**stowania sek**alnego. Mężczyzna siedzący obok mnie w zewnętrznym basenie dotykał mnie w miejscu intymnym. Zorientowałam się, gdy masaż wodny zaczął być zbyt agresywny i włożyłam rękę między nogi chwytając za męskie łapsko. Wołanie ochrony było bezskuteczne: przy basenie nie kręcił się żaden pracownik. Mężczyzna zaskoczony moim krzykiem spojrzał na mnie i spokojnie wyszedł z basenu.

Nikt nie zareagował.

❗❗❗

Pokonując wstyd, upokorzona, roztrzęsiona i ociekająca wodą domagałam się interwencji przy kasach. Pracownik ochrony zrobił ze mną krótki spacer bez wychodzenia na teren zewnętrzy obiektu, po czym powiedział:
„Jak pani zobaczy tego mężczyznę, to niech pani nie krzyczy, tylko przyjdzie i mi go pokaże”. I sobie poszedł.

Napisałam do rzeczniczki Aquaparku z żądaniem zabezpieczenia monitoringu.

„Bardzo nam przykro z powodu tego, co panią spotkało” – odpowiedziała Adrianna Pawlicka. „Zapewniamy, że nasz obiekt ma odpowiednie procedury bezpieczeństwa. W strefie saunarium w czasie zgłoszonego przez panią zdarzenia znajdował się ratownik oraz saunamistrzowie. Pracownik ochrony zareagował od razu po wezwaniu przez obsługę kas oraz udzielił pomocy”.

❗❗❗

Odpisałam: „Pracownik ochrony nie udzielił mi pomocy tak, jak powinien to zrobić. Tylko najpierw zapytał GDZIE BYŁAM DOTYKANA. A następnie przeszedł się ze mną po saunie (a nie po całym terenie) i powiedział, że jak zauważę człowieka to mam przyjść i mu zgłosić. Rozumiem, że jako ofiara mo**stowania miałam sama wypatrywać zbocze*ca. A potem mokra i ubrana tylko w podomkę znów zawitać do hallu.

Nie macie od lat odpowiednich procedur bezpieczeństwa, a z pewnością reagowania na przemoc se**ualną. Dodam jeszcze tylko, że zadaniem ratownika, jak sama nazwa wskazuje, jest ratowanie, a saunamistrza – praca w saunie.
O tym, gdzie jest miejsce waszej ochrony powinniście wiedzieć sami. Bo z pewnością nie za kasami w hallu.

Ale odpowiedzi już nie było.

❗❗❗

Sprawę zgłosiłam na policję. Funkcjonariuszka, która mnie przyjmowała, powiedziała, że Aquapark od lat walczy z policją.
– Jak to walczy? – zapytałam.
– Mają swój wewnętrzny regulamin i my nie możemy im mówić, jak powinni pracować.

Zamieściłam ostrzeżenie na jednej z wrocławskich kobiecych grup na fb.
Jak się okazało – nie jestem jedyną ofiarą złego dotyku. Mało tego: jedna z kobiet napisała, że na terenie Aquaparku w 2022 roku mężczyzna zgwa**ił jedenastoletniego chłopca.

Zaczęłam sprawdzać.

❗❗❗

Media pisały o tym tylko na etapie informacji (aresztowania sprawcy na trzy miesiące). Nie doszukałam się, czy sprawca został ukarany i jaki był rozmiar tej kary. Za to Aquapark wydał oświadczenie, że pouczył pracowników, aby wnikliwie obserwować teren obiektu. Jest tam 300 kamer, nie ma ich tylko w toaletach i przebieralniach.

„Ponadto teren strzeżony jest przez wyspecjalizowaną firmę ochroniarską, a na terenie basenów rekreacyjnych jednym z zadań ratowników i personelu sprzątającego jest monitorowanie sytuacji na basenie — mówił mediom ówczesny rzecznik Patryk Załęczny.
– Po całym zajściu, wobec którego toczy się nadal śledztwo, spotkaliśmy się z całym personelem, aby porozmawiać o bezpieczeństwie na terenie obiektu i jeszcze bardziej uczulić osoby na konkretnych stanowiskach, by zwracały szczególną uwagę na okolice, gdzie nasze kamery z racji prawa nie mogą być włączone”.


Postanowiłam sprawdzić, co wydarzyło się na terenie basenów w lipcu 2022 roku i jak wówczas sprawdziły się procedury Aquaparku. Zwróciłam się więc do Sądu Okręgowego we Wrocławiu najpierw z prośbą o ustalenie sygnatury akt i pytaniem, jaki finał miała sprawa. A następnie poprosiłam o wgląd, zobowiązując się do zachowania w poufności wszelkich danych wrażliwych w opisaniu sprawy.

„Mam doświadczenie w pracy nad takimi tematami, a zapoznanie się z tymi aktami jest mi niezbędne do rzetelnego zgłębienia tematu” – dodałam.

Proces toczył się z wyłączeniem jawności, ale sąd zezwolił mi na przeczytanie akt.
Przejrzałam i wynotowałam osiem tomów w pięć godzin. Chłopiec w chwili zdarzenia miał 11 lat, a krzywda, którą wyrządził mu wykwalifikowany pracownik Banku Millenium zostanie z nim na długie lata. A może na całe życie.

Napisałam dla Was reportaż na Patronite, bo uważam temat za społecznie bardzo ważny.

Tu możecie wesprzeć moją pracę: https://patronite.pl/IzaMichalewicz

Będę mogła częściej nagłaśniać to, co inni próbują ukryć.
Z wdzięcznością dziękuję 🙏❤

Link do tekstu w komentarzu. Wstęp wolny.

Ps. Uważajcie na siebie i swoje dzieci.

Pokaż mniej

„Jak pijany Noe”. O inwektywach Franciszka wobec Tradycji.

„Jak pijany Noe”. Paweł Lisicki o papieskich inwektywach w kierunku tradsów

https://pch24.pl/jak-pijany-noe-pawel-lisicki-o-papieskich-inwektywach-w-kierunku-tradsow

Papież Franciszek w swojej autobiografii pt. „Miej nadzieję” uderzył w tradycjonalistów, zarzucając im m.in. niestabilność emocjonalną. Kuriozalne słowa papieża ostro skomentował publicysta katolicki, Paweł Lisicki.

Publicysta na łamach dorzeczy.pl przypomina fragment Księgi Rodzaju, w którym pijany Noe leży nieprzytomny w swoim namiocie, a synowie muszą okryć jego nagość. „Niezależnie od tego jak się interpretuje ten fragment Biblii można uznać, że Franciszek zachowuje się jakby był właśnie odurzonym Noem: wyrzuca z siebie brutalne i opryskliwe sądy, nie zważa na to jak muszą się czuć systematycznie przez niego obrażani wierni; gorzej, robi wrażenie, jakby wręcz nie rozumiał i nie znał prawdy katolickiej” – podkreśla Lisicki.

Franciszek za „kuriozalne” uznał zainteresowanie tradycyjną liturgią zwłaszcza młodszych pokoleń. Zdaniem papieża to nie jest wcale „radość z Tradycji”, ale „przejaw klerykalizmu”. Umiłowanie tradycyjnej liturgii określił jako „sekciarską nowoczesność”, rzekomo zamaskowaną pod powrotem do sacrum.

Papież posunął się jeszcze dalej. De facto oskarżył tradycjonalistów o niestabilność psychiczną. „Czasem za tymi kostiumami kryje się poważne niezrównoważenie, zaburzenia afektywne, problemy z zachowaniem, złe samopoczucie, co można instrumentalizować” – napisał.

„Podsumujmy nauki Franciszka: katolicy przywiązani do tradycyjnych form pobożności są sekciarzami, ludźmi poważnie niezrównoważonymi, cierpiącymi na „zaburzenie afektywne” itd., itp. Jest to nie tylko obraźliwe i pogardliwe, ale także najzwyczajniej w świecie, niedorzeczne” – przekonuje Lisicki.

W jego opinii nie dziwi, że coraz więcej ekspertów powątpiewa czy Franciszek w ogóle jest papieżem, skoro wygłasza jawnie niekatolickie poglądy. Do takich Lisicki zaliczył nie tylko przekłamania na temat tradycyjnej liturgii, ale zgodę na błogosławieństwa par LGBT i ataki wymierzone w tym kontekście w biskupów stojących na straży dotychczasowej nauki Kościoła. 

Źródło: dorzeczy.pl PR

Baner „Chrzest czy obrzezanie”? Komentuje kardynał Kościoła mieszanego Zbyś Gul

Baner „Chrzest czy obrzezanie”? Komentuje kardynał Kościoła mieszanego Zbyś Gul

Autor: CzarnaLimuzyna , 19 stycznia 2025

– Nie za bardzo wiadomo w jaki sposób mielibyśmy wypełnić tę lukę zwłaszcza jeśli chcemy być w zgodzie z tym, czego naucza dzisiejsze filisterium naszego Kościoła mieszanego.

Słowa kardynała odbiły się szerokim echem. Najpierw od najbliższego otoczenia – ścian i sklepienia, rezonując cichym klaśnięciem w opróżnionych – na czas skupienia – głowach zgromadzonych dostojników, by w chwilę potem zostać wessane przez wytworzoną w ten sposób próżnię.

Ten baner jest antyludzki

Oryginalna wypowiedzi na temat banera „Chanuka czy Boże Narodzenie” jest autorstwa kardynała Rysia wymienionej przeze mnie obediencji.

– Ten baner jest antyludzki, antyeuropejski, nie wiem, czy jest antysemicki, ale na pewno jest antychrześcijański. Jeśli ktoś po raz kolejny stawia taką ‘alternatywę’ w Europie, to robi rzecz niedopuszczalną.

Katolicki baner jest rzeczą Niedopuszczalną?

Dlaczego zwolennik synodalności nie powiedział po prostu, że baner nie jest żydowski, lecz użył takich właśnie słów na jego określenie, pozostanie gorzką tajemnicą jego intelektualnego podniebienia. Nie jest za to tajemnicą, że kardynał Kościoła mieszanego z uporem heretyka organizując co roku w Kościele katolickim “dni bez Jezusa i Maryi “, wpisuje się antykatolicki nurt.

Aby nikt nie pozostał z uczuciem niedosytu wyjaśnię, że obediencja, do której przystał swego czasu kardynał, twierdzi, że dzieło zbawienia dokonuje się nie tylko w Kościele katolickim, ale również w Synagodze.

Co powstrzymuje w takim razie od przejścia na judaizm wyświęconego swego czasu na katolickiego kapłana Grzegorza Rysia? Są dwie odpowiedzi.

Pierwsza: kardynał Rys nie musi nigdzie przechodzić, bo już jest w nowym Kościele. Poprzedni Kościół, wedle jego własnych słów „mylił się”.

Drugiej odpowiedzi udzielił Stanisław Michalkiewicz:

Minął kolejny Dzień Judaizmu. Na razie jeszcze na judaizm nie przechodzimy, bo Żydowie nie potrzebują konwersji katolickiego duchowieństwa na judaizm. Ono jest im potrzebne raczej do rozmydlania chrześcijaństwa, więc gdyby przeszło na judaizm, byłoby im potrzebne, jak psu piąta noga. Z żydowskiego punktu widzenia pożytek z katolickiego duchowieństwa jest wtedy, kiedy lansuje ono wśród katolickich mas pogląd o wyższości judaizmu nad chrześcijaństwem”.

O autorze: CzarnaLimuzyna

Klimatystom przeszkadza mleko. „Bezmięsne poniedziałki”…

Klimatystom przeszkadza mleko. Ruszyła kampania

19.01.2025 https://nczas.info/2025/01/19/klimatystom-przeszkadza-mleko-ruszyla-kampania/

Mleko.
Mleko. / Fot. PxHere

Farmerzy z brytyjskiego hrabstwa Gloucestershire są oburzeni po tym, gdy lokalni politycy zorganizowali kampanię przeciwko… mleku. Wszystko oczywiście w imię „walki z globalnym ociepleniem”.

Kampania zorganizowana przez radę hrabstwa Gloucestershire „zachęcała” mieszkańców do rozważenia alternatyw dla mleka krowiego jako części planów walki ze zmianami klimatycznymi.

Decydenci twierdzili, że jak ludzie przestaną pić mleko, to klimat się poprawi, bo zmniejszy się produkcja śladu węglowego. Radny David Gray wprost stwierdził, że „mleko krowie jest znaczącym źródłem emisji metanu”, więc należy docelowo z tym skończyć.

Urzędnicy zachwalali napój owsiany jako zamiennik mleka i namawiali, by kawę i herbatę pić bez mleka. Ponadto sugerowano mieszkańcom, by zrobili sobie „bezmięsne poniedziałki” jako kolejną odsłonę „walki z globalnym ociepleniem”.

Kampania spotkała się z ostrą krytyką ze strony lokalnych rolników, którzy obawiają się negatywnego wpływu na przemysł mleczarski. Jeden z farmerów stwierdził, że kampania jest „niewiarygodnie frustrująca” i wskazywał wprost, że działania urzędników to nic innego jak dobijanie drobnych rolników.

Farmer Jacob James dodał, że zamiast krytykować lokalnych producentów mleka, lepiej skupić się na maksymalizacji korzyści zdrowotnych wynikających z ich produkcji.

Ostatecznie lokalni politycy częściowo się ugięli. Z kampanii usunięto odniesienia do alternatyw mlecznych. „Bezmięsne poniedziałki” wciąż obowiązują jako oficjalna narracja.

Szabesgoje w służbie Izraela i Ukrainy

Szabesgoje w służbie Izraela i Ukrainy

Stanisław Michalkiewicz, tygodnik „Goniec” (Toronto)    19 stycznia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5756

Obywatel Tusk Donald sprawia wrażenie wielkiego twardziela i w ogóle – ale okazało się, że to wszystko blaga, skoro na minę wsadził go pan prezydent Andrzej Duda, który z pozoru nie potrafi zliczyć do trzech. Inna sprawa, że prezydent Duda, czy to z własnej inicjatywy, czy to z czyjegoś podszeptu, wsadził obywatela Tuska Donalda na minę przy pomocy dźwigni Archimedesa. Archimedes, jak wiadomo, przechwalał się, że potrafi podnieść nawet Ziemię, byle tylko dostarczyć mu stosowny punkt oparcia do jego dźwigni. I pan prezydent znalazł taki punkt oparcia w postaci bezcennego Izraela, w konkretnie – w postaci premiera bezcennego Izraela, Beniamina Netanjahu. Na całym świecie wielkie wrażenie zrobił widok Kongresu Stanów Zjednoczonych, który właśnie Beniaminowi Netanjahu urządził owację na stojąco i to nawet zanim Dostojny Gość otworzył paszczę, by poinformować Ludzkość, w jaki sposób zamierza przychylać jej nieba. I amerykańscy twardziele wiedzą i my wiemy, że gdyby tak który nie wstał i nie oklaskiwał Beniamina Netanjahu, to już następnego dnia niezależne media zrobiłyby z niego marmoladę – a i tak mógłby taki jeden z drugim uważać się za szczęściarza, gdyby tylko na tym się skończyło. Toteż kiedy pan prezydent Duda z ostentacyjną wylewnością zwrócił się do znienawidzonego obywatela Tuska Donalda, by jego vaginet udzielił premierowi Netanjahu listu żelaznego, gdyby tylko zechciał on przyjechać do naszego nieszczęśliwego kraju na uroczystość 80 rocznicy wyzwolenia dziś chwilowo nieczynnego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, to obywatel Tusk Donald nie wahał się ani chwili i kazał swojemu vaginetowi powziąć stosowną uchwałę, którą vaginet w podskokach podjął.

Atoli problem w tym, że Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wystawił był za Beniaminem Netanjahu nakaz aresztowania z powodu zbrodni wojennych, popełnionych w ramach ostatecznego rozwiązywania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy. W odróżnieniu od USA, Rosji, Chin, no i oczywiście – bezcennego Izraela – które tego całego Trybunału „nie uznają”, Polska „uznaje” go jak najbardziej. Ale z drugiej strony jakże tu aresztować premiera Netanjahu? Prezydent Duda coś tam przecież musi wiedzieć, więc pewnie wiedział, że na samą myśl o podobnym zuchwalstwie obywatel Tusk Donald prędzej splamiłby mundur, więc wykorzystał tę okoliczność, żeby zdemaskować go przed światem jako zwyczajnego szabesgoja. Na domiar złego, obywatel Tusk Donald, przyzwyczajony do pobłażliwości ze strony Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, załatwił sprawę w drodze uchwały swojego vaginetu, podczas gdy traktat międzynarodowy – a taki charakter ma „uznanie” MTK przez Polskę – ma rangę ustawy i to mającej priorytet przed regulacjami wewnętrznymi, więc ta uchwała była ostentacyjnym złamaniem prawa i to w dodatku – międzynarodowego. Natychmiast zareagował sam Trybunał, piętnując samowolkę vaginetu obywatela Tuska Donalda, a ku jego konfuzji – również rzecznik Komisji Europejskiej – bo tak się akurat stało, że Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen została złożona dyplomatyczną chorobą w postaci „ciężkiego zapalenia płuc”. Zapanowało powszechne oburzenie, na które przesłuchiwani przez niezależne media głównego nurtu członkowie Volksdeutsche Partei reagowali bezradnymi krętactwami. Na wyżyny krętactwa wzbił się Wielce Czcigodny Roman Giertych, który ofuknął „purystów prawnych”, że nie zauważają „stanu wyższej konieczności”. Ciekawe, czy po ogłoszeniu tej rewolucyjnej teorii Wielce Czcigodny Roman Giertych zostanie wreszcie włączony do stada autorytetów moralnych, czy jednak będzie musiał poddać się nieodwracalnej operacji chirurgicznej? Coś może być na rzeczy, bo obywatel Tusk Donald, który akurat doznał kolejnego ataku wścieklizny z powodu ślimaczących się „rozliczeń” ze znienawidzonym PiS-em, zagroził ministru Adamu Bodnaru z czarnym podniebieniem, że poszczuje na niego Wielce Czcigodnego Romana Giertycha, mianując go wiceministrem sprawiedliwości.

Żeby zatrzeć niemiłe wrażenie, spowodowane wsadzeniem go przez pana prezydenta na minę, obywatel Tusk Donald ogłosił wielki sukces. Wielki sukces polega na tym, że obywatel Tusk Donald myśli, iż władze Ukrainy zgodziły się na ekshumację ofiar rzezi wołyńskiej. Tymczasem ukraiński wiceminister kultury Andrij Nadżos zapewnił tylko o „pozytywnych intencjach” ukraińskich władz na rzecz „rozwiązania sporów”, związanych „z tematem ekshumacji”. Istotą tych „sporów” jest – po pierwsze – odmowa zgody ukraińskich władz na uznanie tej rzezi za „ludobójstwo”, a po drugie – żądanie od Polski „symetrii”, to znaczy – przeprowadzenia ekshumacji i upamiętnienia z pietyzmem w Polsce poległych członków Ukraińskiej Powstańczej Armii. Władze ukraińskie stoją bowiem na nieubłaganym stanowisku, że Polacy zamordowani w 1943 roku na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, to ofiary polsko-ukraińskiej „wojny”. Jest to oczywiście nieprawda, bo żeby mówić o „wojnie”, wszystko jedno – domowej, czy jakiejkolwiek innej, to muszą być przynajmniej dwie strony wojujące. W przypadku rzezi wołyńskiej tak nie było. Była tylko strona mordująca i strona mordowana, więc o żadnej „wojnie” nie może być mowy. Toteż zarówno Konfederacja, jak i kandydat na prezydenta z ramienia PiS, pan Karol Nawrocki nie podzielają euforii obywatela Tuska Donalda i Volksdeutsche Partei w tej sprawie. Pan Nawrocki powiedział nawet, że dopóki Ukraina nie zadośćuczyni polskim oczekiwaniom w tej sprawie, to on „nie widzi” tego państwa ani w strukturach NATO, ani w strukturach UE. Natychmiast ofuknął go również kandydujący na prezydenta pan Rafał Trzaskowski z pierwszorzędnymi korzeniami, stwierdzając, że realizacja tych ukraińskich ambicji jest „polską racją stanu”.

Okazuje się, że nie tylko to. Oto policja złapała jakiegoś starowinę z Małopolski, który miał zadzwonić do biura Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z wiadomością, że „Jurka” Owsiaka trzeba „zastrzelić”. „Jurek” Owsiak, w obawie o życie swojej osoby, zaraz wystąpił o policyjną ochronę, której pan minister Siemoniak w podskokach mu udzielił. Ale na tym nie koniec, bo złapany starowina nie tylko przyznał się do wszystkiego, ale w dodatku zaczął prawidłowo zeznawać, że jego zbrodniczy zamiar został zainspirowany audycjami telewizji „Republika”, która zaapelowała, żeby pieniądze przekazywać nie „Jurkowi” Owsiakowi, tyko jej. To oczywiście zbrodnia niesłychana, więc wcale bym się nie zdziwił, gdyby stare kiejkuty tego starowinę zwyczajnie wynajęły, żeby nie tylko zadzwonił, nie tylko się przyznał, ale i prawidłowo zeznał, co konkretnie go do myślozbrodni zainspirowało. W związku z tym również przewodniczący KRRiTV zamierza podjąć w stosunku do „Republiki” stosowne kroki, pewnie w nadziei, że w ten sposób również i on wyleczy się politycznie. Okazuje się, że „Jurek” Owsiak, niczym Putin, jest dobry na wszystko.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Międzynarodówka szubieniczników

Międzynarodówka szubieniczników

Stanisław Michalkiewicz  18 stycznia 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5755

A to się dopiero narobiło! Polska, za sprawą naszych Umiłowanych Przywódców, po raz kolejny skompromitowała się na arenie międzynarodowej, pokazując nie tylko Europie, ale i światu, wizytówkę tubylczej praworządności, o którą, na polecenie Naszej Złotej Pani z 2017 roku, walczymy do upadłego – obecnie pod wodzą obywatela Tuska Donalda i jego ferajny z Volksdeutsche Partei oraz bodnarowców z czarnym podniebieniem. Mam oczywiście na myśli deklarację obywatela Tuska Donalda, jako prezesa tubylczego vaginetu, że Polska udzieli ochrony premierowi bezcennego Izraela, Beniaminowi Netanjahu, nie dopuszczając do jego aresztowania, jeśli tylko zapragnąłby przespacerować się po chwilowo nieczynnym obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu-Brzezince, w 80 rocznicę jego oswobodzenia przez Ukraińców z Pierwszego Frontu Ukraińskiego.

Jak wiadomo, Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, wydał za izraelskim premierem nakaz aresztowania za zbrodnie wojenne popełnione podczas operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy.

Nasz nieszczęśliwy kraj, w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin, które trybunału haskiego na wszelki wypadek nie uznają, uznaje go jak najbardziej – co oznacza, że zobowiązał się do respektowania jego orzeczeń. Ale są sprawy ważne i sprawy ważniejsze, podobnie jak są zbrodniarze wojenni ważni i ważniejsi. Na przykład zimny ruski czekista Putin też został mianowany zbrodniarzem wojennym przez Senat Stanów Zjednoczonych, w związku z czym nie tylko obywatel Tusk Donald, ale i pan minister Siemoniak, oczywiście gdyby tylko mogli, to natychmiast by go aresztowali, a kto wie – może nawet własnoręcznie udusili krawatem wypożyczonym od Księcia-Małżonka.

Jednakże w przypadku premiera bezcennego Izraela, Beniamina Netanjahu, Kongres Stanów Zjednoczonych zgotował mu owację na stojąco i to jeszcze zanim Dostojny Gość otworzył paszczę, żeby poinformować Ludzkość, jak zamierza przychylić jej nieba. W takiej sytuacji żaden wasal Stanów Zjednoczonych nie ośmieli się zrobić najmniejszej przykrości Beniaminowi Netanjahu, nawet jeśli – jak to ma miejsce w przypadku naszego bantustanu – „uznaje” Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. Okazuje się, że Polska nie po to podpisuje rozmaite zobowiązania międzynarodowe, żeby je wykonywać, tylko – żeby było ładniej.

Ale to zaledwie część pikanterii w tej sprawie.

Oto bowiem obywatel Tusk Donald złożył swoje oświadczenie w odpowiedzi na prośbę pana prezydenta Andrzeja Dudy. Ciekawe, jaka motywacja towarzyszyła panu prezydentowi kiedy tę prośbę pod adresem znienawidzonego obywatela Tuska Donalda kierował. Na pozór sprawia ona wrażenie autentycznej, bo wiadomo, że nie ma takiej rzeczy, której pan prezydent Duda nie zrobiłby dla bezcennego Izraela, podobnie, jak dla Ukrainy. Ale nie można też wykluczyć, że pod pozorem troski o dobrostan Beniamina Netanjahu podczas ewentualnego spaceru po chwilowo nieczynnym obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu-Brzezince, pan prezydent realizował perfidny zamiar wsadzenia obywatela Tuska Donalda na minę. Najwyraźniej pan prezydent wiedział, że obywatel Tusk Donald prędzej splami mundur, niż odważy się odmówić takiej prośbie, więc uznał, że nic łatwiejszego, by pod pozorem prośby, skompromitować jego vaginet, co to ma pełną paszczę frazesów o praworządności – że jak przychodzi co do czego, to po staremu wszystko załatwia po uważaniu.

Krótko mówiąc – pan prezydent pokazał Europie i światu, że obywatel Tusk Donald nie jest żadnym płomiennym szermierzem praworządności, tylko zwyczajnym szabesgojem, od których aż się w tak zwanych establishmentach roi. Dla Naczelnika Państwa, który dotychczas za takiego szabesgoja uchodził, taki obrót sprawy to prawdziwy dar Niebios, bo po raz kolejny okazało się, iż w sprawach naprawdę ważnych, z obywatelem Tuskiem Donaldem zawsze idą ręka w rękę. Co innego obywatele; czy ten incydent otworzy im oczy, czy też po staremu będą kibicowali jak nie jednemu, to drugiemu starszemu panu, którzy odgrywają role wyznaczone im jeszcze przez generała Kiszczaka?

Żebyśmy jednak nadmiernie się tą kompromitacją naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju nie dołowali, zwłaszcza, że wszyscy nawołują do myślenia pozytywnego, warto zwrócić uwagę, że pod względem praworządności nasz nieszczęśliwy kraj i buszujący w nim sędziowie nie są bynajmniej gorsi od sędziów amerykańskich. Oto prezydent-elekt Donald Trump został właśnie skazany za to, że – jak twierdziła jakaś wyeksploatowana dama – oferował jej pieniądze, żeby nie trzaskała dziobem. To dokładnie tak samo, jak u nas; jak tylko jakaś dama, a nawet jakiś jegomość, zaczyna trzaskać dziobem, że został „skrzywdzony”, to niezawisły sąd zaraz zalepia mu paszczę złotym plastrem. Ostatnio – czego nie może się nachwalić pan red. Tomasz Terlikowski – niezawisły sąd zalepił paszczę złotym plastrem wartości 400 tys. złotych jegomościowi, którego ksiądz proboszcz regularnie „krzywdził” dzień w dzień, nieprzerwanie przez trzy, czy nawet cztery lata, a ten regularnie tej krzywdzie dzień w dzień się poddawał. A mówiłem, że jak pani sędzia Anna Łasik ze znanego na całym świecie z niezawisłości sądowej Poznania, wprowadziła zasadę odpowiedzialności zbiorowej, to przemysł molestowania wejdzie w swój złoty wiek – i wszyscy, jeden przez drugiego, zaczną sobie przypominać, jak to zostali „skrzywdzeni”. – podobnie jak to się dzieje w Stanach Zjednoczonych.

Ale w USA, gdzie sądy wprawdzie są jeszcze niezawiślejsze, niż w naszym bantustanie – ale też – jak mówi Pismo Święte – „mają wzgląd na osoby”. Nowojorski niezawisły sędzia wprawdzie skazał prezydenta-elekta Donalda Trumpa, ale kary już nie odważył mu się wymierzyć. Tak samo było podczas procesu, jaki przez 7 lat toczył się w Lublinie przeciwko panu Grzegorzowi Wysokowi z donosu niejakiego pana Karola Adamaszka, podówczas kolaboranta tamtejszej „Gazety Wyborczej”. Niezawisły sędzia przez 7 lat wił się, jak piskorz, bo z jednej strony bał się zlekceważyć pana Adamaszka, żeby Judenrat nie zrobił z niego marmolady, ale z drugiej – resztki sumienia nie pozwalały mu skazać pana Wysoka, który nic złego nie zrobił. Oto jednym z „zarzutów” było zdanie, że „Adam Michnik – Żyd roku któregoś tam” – a reszta temu podobna. Toteż po 7 latach wydał wyrok salomonowy; uznał „winę” pana Wysoka, ale kary mu nie wymierzył.

Ja nie miałem takiego szczęścia, może dlatego, że w hierarchii donosicieli pan Jaś Kapela stoi wyżej od pana Adamaszka, a może niezawisłe sędzie z innych powodów, na przykład – na delikatną sugestię ze strony ABW, postanowiły mi dosolić, więc powoli kończę spłacać grzywnę i koszta, jakie poniósł drogi pan mecenas, stawający w charakterze oskarżyciela posiłkowego u boku mojej Prześladowczyni. W tej sytuacji jakże miło mi usłyszeć, że w waszyngtońskim Białym Domu zasiądzie taki sam szubienicznik, jak ja – tyle, że bez obowiązku płacenia grzywny i kosztów. Czegóż mogę chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz

Św. bp Józef Pelczar: W obronie Prawdy nie z tego świata

Św. bp Józef Sebastian Pelczar: W obronie Prawdy nie z tego świata

Filip Adamus https://pch24.pl/sw-bp-jozef-sebastian-pelczar-w-obronie-prawdy-nie-z-tego-swiata/

(PCh24.pl)

Obrona wiary to charyzmat, z którego słynie święty Józef Sebastian Pelczar. Na kartach swoich książek i w wystąpieniach biskup nie tylko przeciwstawiał się złym filozofiom i niebezpiecznym nurtom teologicznym – ale opowiadał się również za katolickim charakterem państwa, czy podkreślał znaczenie wiary dla życia rodzinnego i moralnego. Skoro religia objawiona daje poznanie Stwórcy i jego praw, to jest bezpiecznym fundamentem, na którym oprzeć można całość życia. To właśnie olbrzymi kontrast pomiędzy postawą tego obrońcy doktryny a modnymi dziś postulatami zmiany nauczania. Kontrast, który każe nam po jego dorobek sięgać jak najczęściej. 

Oba rozdziały swoich szeroko znanych prac – „Obrony Religii Katolickiej” oraz obszernego katechizmu „Religia katolicka. Jej podstawy, jej źródła, jej prawdy wiary” święty Józef Sebastian Pelczar rozpoczynał rozdziałami poświęconymi objawionemu charakterowi wiary katolickiej. Jak podkreślał, w doktrynie Kościoła poznajemy prawdę o Bogu – „źródle i celu wszechrzeczy”.

Przekonanie (zresztą ogłoszone ponad wszelką wątpliwość w konstytucji Dei Filius Soboru Watykańskiego I) o charakterze prawd religii jako rzeczywistej wiedzy danej z bożej łaski, ma swój brzemienny skutek. Skoro wiara daje prawdziwe poznanie Boga i Jego Woli – to promienie tego nadprzyrodzonego źródła muszą oświecać i wiele spraw natury.  

„W ziemskiej wędrówce swojej spotyka człowiek różne rzeczy, które zajmują jego ducha i przywiązują swoje serce, ale cóż powinno obchodzić go najbardziej i być mu najdroższym? Religia. Dlaczegóż to? Dlatego, że od niej zależy szczęście na ziemi i poza grobem. Religia wnika głęboko w stosunki życia prywatnego, rodzinnego, społecznego i politycznego, tak że człowiek na każdym kroku spotyka się z nią”, podkreślał święty biskup w apologetycznej „Obronie Religii Katolickiej”.

„Ona wpływa na wszystkie władze człowieka, wkłada obowiązki na całą jego istotę, zaspokaja wszystkie jego potrzeby duchowe – tak, że religia – a mówimy tu o religii katolickiej – jest światłem i przewodniczką dla rozumu, prawidłem i siłą dla woli, źródłem szczęścia i pokoju dla serca, najpotężniejszą dźwignią w życiu jednostek, rodzin, narodów i społeczeństwa ludzkiego. Religia ma inne zadanie, którego wiedza, ani kultura nie może wypełnić. Owszem, wiedza prawdziwa prowadzi do prawdy Prawdy Najwyższej, a prawdziwa kultura do Najwyższego Ideału i pierwowzoru wszystkich ideałów – do Boga”, dodawał.    

Uwagi te zasługują dziś na szczególną uwagę. Stawiają bowiem religię w roli rezerwuaru inspiracji dla życia społecznego, politycznego, rodzinnego. Słowem, dzięki religii możemy tym skuteczniej działać dla poprawy świata, bo ta otwiera nas na poznanie płynące od samego Stwórcy. Tymczasem współcześnie górę biorą nurty teologiczne każące na doczesne przedsięwzięcia patrzeć nie przez soczewkę mądrości chrześcijańskiej – ale dopasowywać religię do świeckich wymagań.

Do atmosfery tej przyczyniła się w znacznym stopniu „teologia wyzwolenia”. Lektura dzieł zmarłego niedawno Gustavo Guttiereza – zyskujących pochwałę Franciszka – ukazuje próbę bezpośredniego uzależnienia teologii od okoliczności społeczno-ekonomicznych. 

W inkrustowanej odwołaniami do marksistowskich ideologów książce „Teologia Wyzwolenia” ten peruwiański duchowny zaproponował przeniesienie na religię zasad dialektyki zapoczątkowanej przez Hegla i rozwiniętej przez komunizm.

Guttierez powołując się na przekonanie, że próby rozumienia Boga zakorzenione są zawsze w lokalnym kontekście i związane z doświadczeniami danego ludu przekonywał, że dopiero w połowie XX wieku Kościół mógł poznać jeden z elementów jego misji, którego tak długo nie był świadomy. Chodzi rzecz jasna o polityczną emancypację – projekt budowy świata wolności i dobrobytu, który autor uznał za integralną część… „historii zbawienia”. Byt determinuje świadomość, chciał widać powiedzieć.

Pełne zrozumienie posłania Kościoła umożliwić miało zatem spotkanie z doświadczeniem ludności Ameryki Południowej sprzed kilku dekad oraz z myślą marksistowską. Objawienie miało zrodzić się przez konfrontację dwóch sprzecznych czynników – wiary i bezbożnego marksizmu… i zaowocować syntezą w postaci teologii wyzwolenia. To opis tożsamy z tym, jak historię pojmował Hegel. Na możliwość rozumienia teologii z perspektywy heglowskiej filozofii, Guttierez wskazywał przy tym wprost.

Zostawmy na boku sam postulat sakralizacji emancypacji politycznej. To, na co szczególnie warto zwrócić uwagę, to wizja uzależnienia objawienia od spotkania z doczesnością. Nauka chrześcijańska przez tysiące lat mogła pozostawać poważnie wybrakowana, bo nie wystąpiły odpowiednie warunki bytowe i polityczne, aby Kościół pojął swoją emancypacyjną rolę. „Duch” miał przemówić nie w doktrynie Kościoła, ale w spotkaniu wiary i warunków ekonomiczno-społecznych. 

Podobne mniemanie przenika wiele postulatów reformy Kościoła i zdaje się leżeć u podstaw procesu synodalnego. Dokument roboczy przygotowany dla drugiej sesji synodu o synodalności wprost proponuje nadanie takiej zasadzie stałego miejsca w kościelnym nauczaniu. Wszak jego głównym postulatem było wsłuchiwanie się w głos „ducha”, przemawiający nie w Kościele – a w doczesności – przede wszystkim w dążeniach marginalizowanych i uciśnionych społeczności. Traktując je jako pełne religijnej treści Kościół miałby wywodzić z nich wskazania dla siebie i swojej nauki…

Model, w którym dopiero napotkanie pewnych okoliczności bytowych umożliwia Kościołowi poznanie prawdy ma swoją drugą stronę. To przekonanie, że w nauczaniu i praktyce katolickiej są już elementy zaczerpnięte właśnie z uczestnictwa w konkretnych „strukturach dominacji”, które można wyłonić i w perspektywie nowych okoliczności rewidować…

Takie dążenie jest w naszych czasach regułą. Niewygodne dla modnych ideologii prawdy religijne tłumaczy się świeckimi niedomaganiami teologii – brakiem przyrodniczo pojętej naukowości, związkami z rzekomo opresyjną kulturą… Okazuje się, że nauka chrześcijańska i teologia nie tylko muszą ze światem dialogować – ale nawet wypracowywać z nim jakieś syntetyczne porozumienie i dopiero w taki sposób docierać do prawdy. Podobna wizja – rzecz jasna – nie ma nic wspólnego z prawdą wiary o kompletności Objawienia przekazanego Kościołowi.

Pejzaż ten przynagla do sięgnięcia po dziedzictwo zdrowego katolickiego nauczania, w którym to nie religia ma dopasowywać się i czerpać pouczenia z doczesności – ale uczyć i inspirować kulturę i społeczeństwo, zbliżając je ku boskiemu światłu. Gorliwa apologetyczna działalność św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara tego właśnie uczy – z wiary Objawionej – pełnej i pewnej czerpać lekcję dla świata… Nigdy odwrotnie.

Filip Adamus